<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items?output=omeka-xml&amp;page=4&amp;sort_field=Dublin+Core%2CCreator" accessDate="2026-09-26T15:12:51+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>4</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="9920" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9898">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7df16f7612ae8c42cf7b6a3b5448085b.pdf</src>
        <authentication>ddd203900649fa851059ed8ffb3b242e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118009">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2681</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118010">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118011">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2492</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118012">
                <text>Podróże, miejsca mityczne, przedmioty / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118013">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118014">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118015">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118016">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118017">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118018">
                <text>Podróże, miejsca mityczne, przedmioty
(Wprowadzenie do numeru)
Zbigniew Benedyktowicz
literaturą, fragmentami powieści (Francois Augieras - Podróż na
Podróże - miejsca mityczne - rzeczy - to trzy tematy, trzy głów­
górą Atos, Michał Aj vaz, Sklep na ulicy Maisla - i już choćby w tych
ne wątki tego numeru. Poprzedza je odrębny rozdział pos'wiecony
dwu przykładach widać jak splatają się trzy nasze główne wątki, jak
twórczości Jacka Malczewskiego. Ale i w wypowiedziach wywoła­
trudno byłoby je od siebie oddzielić, jak tworzą jedność, bo jest
nych ukazaniem się książki Teresy Grzybkowskiej Świat obrazów
w nich i podróż, i miejsce mityczne i rzeczy, jak owe dziwne
Jacka Malczewskiego, którymi rozpoczynamy ten numer odnaleźć
przedmioty u Ajvaza: Potrzebuję czegoś, co byłoby na zewnątrz
możemy obecność tych trzech głównych tematów, motywów, wąt­
lśniąco łuskowate, przynajmniej we czwartek albo w piątek, i chciał­
ków, wokół których rozrastał się zbiór zebranych tu tekstów. Odna­
bym, żeby wewnątrz chrzęściły małe, metalowe graniastosłupy, ale
leźć możemy miejsca wspólne. Ze wszystkich tu zgromadzonych te­
nie za bardzo gotyckie.). Eseje antropologiczne przełożyliśmy im­
kstów, autonomicznych przecież i mających swój własny przedmiot,
presjami i esejami o literaturze (Jan Gondowicz: o mapach,
powstała tkanina złożona. Pisane od siebie niezależnie, wchodzą tu
podróżach, ludziach drogi - Kartografia a niektórzy pisarze; Marek
z sobą w dialog czy wręcz polilog, łączą się wieloma wewnętrzny­
Oziewicz, Co można znaleźć w szafie - o światach równoległych
mi, nieraz zaskakującymi, tajemniczymi połączeniami, przez które
w Kronikach narnijskich CS. Lewisa), fragmentami i zapisami
przechodzić możemy od jednych do drugich. Czy można kusić się
z dziennika (Krystian Lupa, Miejsca i podróże mityczne - o podróży
wobec tak złożonej materii o jakiś' wyraźniejszy podział - te są
do
dawnej szkoły, o Stalkerze), wspomnieniem o przedziwnej, prze­
0 podróżach, te zaś o miejscach mitycznych, tamte znów o rzeczach
rażającej rzeczy z dzieciństwa - (Krzysztof Lipka, Szrukoj).
- budować jakiś rodzaj przewodnika, tworzyć mapę, wysnuwać
z nich i dawać do ręki Czytelnika nić przewodnią, by mógł śmiało
Czyi można się dziwić, że antropologia nie po raz pierwszy,
1 z ochotą wkroczyć w ten swoisty labirynt? Gdzie miałyby - owa
a ostatnio wręcz coraz częściej zerka w stronę literatury, wprowa­
nić, mapa, przewodnik - swój początek? Można i trzeba by nań
dzając w swój obręb różne jej gatunki? Dwa lata studiowania archeo­
wskazać, odsyłając Czytelników do poprzedniego numeru (to zna­
logii, poznawania precyzyjnych i skomplikowanych systematyk
czy ściślej: do zeszytu sprzed dwu poprzednich numerów): do nu­
i typologii lateńskich, rzymskich, celtyckich fibul, zakończone peł­
meru poświęconego antropologicznemu postrzeganiu świata („Kon­
nym surowych wymagań egzaminem nie pozostawiło we mnie naj­
teksty" nr 3-4/1997), bo tam właśnie wyłania się ów motyw podróży
mniejszego śladu w pamięci, a co tu dopiero mówić o emocji. Wszy­
za sprawą przywołanego Levi - Strauss'a, rozstrząsającego tak klu­
stko to było niczym w porównaniu z opisem, na który natrafiłem,
czowy i bolesny dla antropologicznej roboty problem: „W jakich
który dopadł mnie znacznie później, kiedy zdążyłem już o wszyst­
czasach byłoby najlepiej podróżować?" - Pragnąłbym żyć w epoce kim zapomnieć, opisem, w którym rzecz rozbłysła, nabrała czaru,
prawdziwych podróży - a także bolesny problemat opisywania świa­
znaczenia, wagi, sensu. Ten blask rzeczy zawdzięczam Heinrichowi
ta i rzeczy, problemat rzeczy, rzeczy, które znikają z naszego (współ­
Bóllowi, który nie pozbawijąc jej swoistego surowego uroku, zaraz
czesnego) świata, owe wątki właśnie tam zaczynają się pojawiać
na pierwszych stronach swego Dziennika Irlandzkiego, notatnika
(por. Widzieć więcej. Antropologia wizualna i wizualność w antropo­z podróży do Irlandii, poświęcając jej cały rozdział potrafił przy po­
logii. /Wprowadzenie do numeru/, tamże).
mocy tej fibuli: a g r a f k i (bo o niej tu cały czas mowa) spiąć ze
sobą - przechodząc przez dzieje i historię, i pokazując jej miejsce
Ale można by i zacząć od końca - od jakiegoś czasu, na ostatnich
w kulturze - odległą starożytność ze współczesnością. Literatura
stronach każdego zeszytu, a zwłaszcza w „tematycznych numerach"
i „literatura przedmiotu". Jakże wiele może od nich zależeć. Czyż
jak ten, zamieszczamy informację, jak dany temat pojawiał się już na
rzecz nie ma się podobnie w przypadku naszych, etnograficznych
tych łamach w poprzednich numerach. Czytelnik może sobie wyo­
systematyk i typologii? Naszego stosunku, sposobu podejścia do
brazić (tak jak my, w gruncie rzeczy, nie zdawaliśmy sobie zrazu z te­
rzeczy, jej postrzegania i opisywania? Czy nie ulegamy zbytnio na­
go sprawy), jakże trudne może być to zadanie w tym przypadku. szym „dyscyplinarnym" przyzwyczajeniom, schematom? Jak oddać
„Podróże - miejsca mityczne - przedmioty". - Jesteśmy przecież za
rzecz żywą? Jak docierać do jej istoty i sedna?
ich sprawą w samym centrum antropologii kultury. To z nich się ona
cała „składa". Można sobie wyobrażać, ileż stron musiałby zająć ta­
Już zaledwie ta wstępna próba opisu i zarysowania struktury te­
ki zestaw: „w poprzednich numerach". I jakże długa musiałaby być
go numeru pokazuje, jak trudna to sprawa. Wyprowadziła nas, znio­
to lista - Krainy, góry, jeziora, morze, rzeki, las, drzewa, budowle, da­
sła w jedną tylko z splątanych tu i ściśle splecionych ze sobą uliczek
chy, miasta, progi, gościńce, ludzie wędrowni, wozy, sanie, buty, na­
- w kierunku rzeczy. Dlatego nie mam innej rady, a wręcz zachęcał­
rzędzia, zabawki, pieczęcie, pierścienie, ozdoby, amulety, kościane
bym gorąco Czytelników do takiego eksperymentu, by czytali zgro­
grzebienie, fibule, hubki, ubrania, stroje, kufry, skrzynie, szafy, szu­
madzone tu teksty, jak to się mówi za koleją rzeczy, czy też według
flady, krzesła, łoża, kanapy, fotele, klamki, hamaki, stoły, zdjęcia, fo­
spisu rzeczy, tak jak zostały ułożone: podług spisu treści. Wracajmy
tografie, dzienniki, nóż do papieru, kartki z podróży, pamiątki, po­
więc do początku.
cztówki... Listę tę moglibyśmy przedłużać w nieskończoność, wpisu­
Zacznijmy od podróży. Pojawia się ona już w bloku tekstów
jąc coraz to bardziej wyszukane i wyspecjalizowane przedmioty,
o Malczewskim. Obok „miejsca mitycznego", związanego z dzieciń­
o których może nie wiedzieliśmy dotąd, nie przypuszczaliśmy nawet,
stwem artysty - stawu w Wielgiem (Maria Janion, Staw w Wielgiem,
że takie istnieją. Taką listą moglibyśmy przebić długość słynnej wy­
czyli pomiędzy śmiechem a śmiercią). - Oto lęk przed podróżą i nie­
liczeniowej, etnologicznej definicji kultury Tylora.
chęć Malczewskiego do podróży, by nie ulec formom i wpływom
światowego, zachodniego malarstwa, by nie oderwać się od czystych
- „Podróże - miejsca mityczne - przedmioty", zwłaszcza
źródeł, które jedynie zapewnić mogą realizację powziętego twórcze­
przedmioty i rzeczy. - sprawiają, że znaleźliśmy się w samym sercu
go programu: „..chcę malować świat żyjący, a on nie malowany kultury. Tymczasem żeby rzecz jeszcze bardziej skomplikować,
rzeczywistość, prawdę" (por. Witold Dobrowolski, Mitologia Malteksty bardziej czy mniej naukowe i antropologiczne przełożyliśmy
3

�o zwierciadle (Leonida Stołowicza), rentgenie, chirurgii i mikrosko­
czewskiego). I jakże inny stosunek do podróży, rozpoznanie jej wagi
i znaczenia dla własnej tworczos'ci, u Ibsena: ,Mogę powiedzieć z do­ pie (Jurija Cywjana), gdzie nawet zwierciadło i jego potencje znacze­
świadczenia: wiem, jaka możliwość rozwoju znajduje się w podróży ".niowe w sztuce rozpatrywane są w perspektywie, jaki dawać im mo­
że kontekst nowych środków wyrazu - fotografii, filmu, telewizji.
Podróż jako punkt zwrotny i moment przełomu: podróżowałem
przez Niemcy, Austrię i przekroczyłem Alpy 9 maja (...) nagle znale­Dalej mamy ciało, jako przedmiot fotografii (Andrzej Pilichowski
źliśmy się w Mira Mare, gdzie piękno Południa, cudownie jasne świa­Ragno, O fotografiach Mapplethorpa), radiografii i jej magii, a tak­
tło, świecące jak biały marmur, objawiło mi się nagle i wpłynęło na że jako przedmiot ćwiczeń kulturystycznych (Tomasz Rakowski).
całą moją późniejszą twórczość." (Lech Sokół, Henrik Ibsen - mit
Dochodzi tu lista najnowszych, najbardziej współczesnych
osobisty). Po Rzymie Ibsena, idąc dalej za autorami i bohaterami ko­
przedmiotów - ktoś powiedziałby: gadżetów - rzeczy i zjawisk, które
lejnych tekstów odwiedzimy Toskanię, Sycylię, poznając miejsca mi­
autorzy tekstów im poświęconych, starają się uchwycić i opisać nie­
tyczne Syrakuz: „miasta Wielkich Kobiet" - (Aretuzy, Artemidy, Św.
jako in statu nascendi, tak jak się one pojawiają, które znaczą i ważą
Łucji), za rysunkami ze szkicownika Jana Potockiego podążymy do
tak bardzo wiele w obrazie i ikonosferze naszej współczesnej kultu­
Maroka, a za współczesnym zapisem do legendarnego miasta Kano
ry. Znajdziemy tu więc: Komputer i Internet (Magdalena Radkowska,
w Afryce. Potem odwiedzimy Wiedeń i Lizbonę, by przez wspomnia­
...projektnetnologii), „Walkmen" (Krzysztof Cibor), gitarę elektrycz­
ne już fragmenty i wątki literackie przejść do podróży po Polsce
ną (Tomoho Umeda) Rower, narty, buty (Wiesław Szpilka), a nawet
(Grzegorz Graff - Cuda Polski...). Jakże jednak mylącym czy niepeł­
spokrewnionego z ogrodowym krasnalem i piramidą zwierząt „ogro­
nym byłby taki przewodnik po podróżniczej części tego numeru, gdy­
dowego konia arabskiego" - rzeczy które wiążą się jak najściślej
by nie opatrzyć go konieczną w tym miejscu uwagą, że nie tyle
z „podróżowaniem", ze współczesnym doświadczeniem „podróży".
podróże są tutaj głównym bohaterem ile m i t. Mit narodowy i mit
Charakterystyczne i znamienne, że w opisie i interpretacji tych
indywidualny artysty, patologia mitu (Teresa Grzybkowska, Jacka
„najnowszych" rzeczy: komputera, internetu, supermarketu i in.
Malczewskiego „Finis Poloniae, „Rewolucja 1905" czy wyznanie mi­
sprzymierzeńcami okazują się być ...proza Brunona Schulza i poezja
łosne), antyczne, greckie, wątki mitu „oswojone" i przetworzone
Leśmiana (Por. Magdalena Radkowska, Przedmiot, podróż..., Maciej
w indywidualnym dziele artysty (Zygmunt Kubiak Hellenizm Jacka J. Dudziak, Mikro-makromarket...,Tomasz Rakowski, Trzy miesią­
Malczewskiego; Witold Dobrowolski, Mitologia Malczewskiego). ce...). Jakby na potwierdzenie słów autora Sanatorium pod klepsydrą,
Bohaterami są tu uważane za lokalne, słowiańskie, a w istocie grec­
że „życie nieustannie głosowane jest przy pomocy mitu i poezji."
ko-rzymskie, źródła folkloru; Leśmianowska zasada „jedności świa­
I nie dla zachowania równowagi wobec tych „najnowszych" rze­
ta i zas'wiata", jaka jest obecna w micie, oraz twórczość polegająca na
czy i zjawisk (w tym dla New Age'owskich podróży i turystycznego
„roztajemniczaniu własnego bytu za pomocą przeniesienia go w kra­
poruszania się po rzeczywistości współczesnej kultury z bedekerami
inę mityczną, baśniową", w świetle których interpretowana jest, przy­
Baumana i Baudrillarda w ręku) - przywołujemy tu dwa wiersze
jęta przez artystę strategia, prowadząca nie tylko do zmieszania „fan­
zmarłego w tym roku Zbigniewa Herberta, który na innym miejscu
tastyki" i „realizmu", ale i do zajmowania ustawicznie ironicznej po­
tak pisał:
stawy („transcendentalna bufoneria"), która pozwala osiągnąć abso­
„co dzień odnawiam spojrzenie
lutną wolność tworzenia. (Maria Janion, Staw w Wielgiem czyli po­
co dzień narasta mój dotyk
między śmiechem a śmiercią). Bohaterami są tu: mit osobisty, mit Ita­
łaskotany bliskością tylu rzeczy"
lii, mit Toskanii widzianej oczami trzech różnych podróżników: Mu(Trzy wiersze z pamięci, Warszawa 1973 s.10)
ratowa, Lawrence'a, Camusa (Dariusz Czaja, Toskania. Trzy podró­
Czynimy to w przekonaniu, że w obu przytoczonych wierszach
że; Lech Sokół, Henrik Ibsen - Mit osobisty), zarysowany w tych tego Mistrza trudnej ironii dochodzi najpełniej do głosu obecność
dwu ostatnich tekstach mit Północy i mit Południa (tamże), zmitoloowej cechy poezji, o której mówił Arystoteles (i od tłumaczenia
gizowana na użytek turystów wersja Wiednia (Jarosław - jot Drużycktórego to fragmentu rozpoczyna tu swój esej Zygmunt Kubiak ki, Miasto, jego osobliwości i ich zbieracze), filmowy mit miasta Wi- por. - Zygmunt Kubiak, Hellenizm...) - „Poezja więc jest czymś bar­
ma Wendersa (Sławomir Sikora, W Lizbonie jak na wsi). Jednym sło­ dziejfilozoficznymi bardziej serio [wyższym, głębszym, bardziej rze­
wem bohaterem głównym jest tu: m i t i geografia m i t y c z czywistym] niż historia , bo raczej przedstawia to co ogólne, a ta
n a. Owe niezwykłe doświadczenie podróży, w którym niezwykłość
druga, co poszczególne."
- i na tym to polega - dochodzi do głosu w zwykłym doświadczeniu
Znacząca obecność i ilość odwołań w zgromadzonych tu te­
podróżowania: kstach do Schulza, Leśmiana, znacząca obecność prozy Schulza, po­
„Czy może mi Pan powiedzieć, jak się idzie do źródeł Aretuzy"
ezji Leśmiana, Baczyńskiego, Herberta pozwala myśleć już nie tyl­
- zapytałem właściciela małego baru, gdzie się posilałem bułką z se­
ko o projekcie „literackiej" ale i „poetyckiej etnologii", w której
rem i kawą, a pytając miałem dziwne uczucie jakiejś osobliwej
właściwą, ostateczną miarą rzeczy jest poezja.
nadrealności. O źródle Aretuzy ciągle czytam w hellenistycznych
Pora więc już na koniec tylko przywołać raz już kiedyś potrąco­
i łacińskich poematach. Ale żeby można było do niego dojść zwykłą
ną strunę* ulicą: I jeszcze o to pytać przy bułce z serem i kawie? - 'Ależ jest
Ów fragment z IX Elegii Duinejskiej Rainera Marii Rilkego:
pan przy źródle Aretuzy, ono jest przed moim barem.' - I z miesza­
niną dumy i rozbawienia ciągnie mnie za rękę. Obmurowano je ka­
Przecież wędrowiec ze stoku góry znosi w dolinę
mieniami i biegnącą dokoła balustradą, o którą można się oprzeć
nie garść ziemi, niewysłowionej dla wszystkich, lecz tylko
i patrzeć w dół, jak ono ciągle pulsuje i płynie." (Zygmunt Kubiak,
jedno zdobyte słowo, czyste, żółtą i błękitną gencjanę
Jak w zwierciadle, Warszawa 1985 s. 36)
Jesteśmy tu może tylko po to, by powiedzieć: dom,
most, studnia, brama, owocowe drzewo, okno Jeśli zaś idzie o rzeczy, to tak się złożyło w tym numerze, że nie
najwyżej: kolumna, wieża... Ale powiedzieć, zrozum,
licząc rzeczy starychf?) i dostojnych(?), jak ów kieliszek szampana
o, powiedzieć tak, jak nawet samym rzeczom
w ręku filozofa, objaśniającego czym jest fenomenologia i nie licząc
nie marzyło się nigdy. (...)
kija mistrza, podróżnego kostura mędrca, laski filozofa (Stanisław
Cichowicz, Problemat Sartre 'a; Koan Zenona) oraz monet, krążków
zakupionych na ułan-batorskim bazarze (Jerzy Sławomir Wasilewski,
Tajna historia przedmiotów) przeważają tu zdecydowanie rzeczy no­
* (por. Zbigniew Benedyktowicz, O niektórych zastosowaniach me­
we. Tę sekwencję rzeczy otwiera cykl tekstów rosyjskich semioty­
tody fenomenologicznej w studiach nad religią symbolem i kulturą w:
ków (obok ogólnego, teoretycznego i syntetyzującego artykułu Al­
„Etnografia Polska" t. X X I V z. 2, 1980, s. 9-47; IX Elegia Rainera Ma­
berta Bajburina, Semiotyczne aspekty funkcjonowania rzeczy), teksty rii Rilkego w tłumaczeniu Mieczysława Jastruna)
4

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9948" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9926">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/71e3e73710710a8b2c624c2a2ccb3dd4.pdf</src>
        <authentication>9b8c6ee54b8f57b00ef0ff1f8656199d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118303">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3144</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118304">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118305">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2944</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118306">
                <text>O święcie i świętowaniu. Rozmowa z Piotrem Skrzyneckim / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118307">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2, s.107-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118308">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118309">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118310">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118311">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118312">
                <text>Zbigniew

Benedyktowicz

O ŚWIĘCIE I ŚWIĘTOWANIU, ROZMOWA Z PIOTREM SKRZYNECKIM
(Z U D Z I A Ł E M Z B I G N I E W A

FIJAKA,

CZESŁAWA

ROBOTYCKIEGO I A N N Y

Przygotowujemy

Z . B . Panio Piotrze, niech m i będzie w o l n o wyrazić nasz'a

SZAŁAPAK)

właśnie n u m e r pisma poświęcony

świętu

radość, że możemy gościć w Pańskiej P i w n i c y i że P a n przyjął

i świętowaniu. Nio wyobrażamy sobie tego t e m a t u bez Pana.

zaproszenie do tej r o z m o w y , i będzie gościem na naszych łamach.

Przez to 30 l a t tworzył P a n i stworzyd nie t y l k o niezwykle zja­

Niedawno P i w n i c a uczciła W i e l k i m B a l e m swoje 30docie. Przez

wisko a r t y s t y c z n e , alo stworzył P a n —• już sam, pojedynczo

to l a t a P a n i Artyści z P i w n i c y stworzyliście zjawisko u n i k a l n o ,

— u n i k a l n y s t y l bycia. Z w r a c a m y się zatem do Pana j a k o do

niepowtarzalno, niezwykło, wymykające

się wszolkim k l a s y f i ­

współinscenizatora

współorganizatora i — j a k t o o P a n u się

k a c j o m . Z g o d n i są co do togo a u t o r z y l i c z n y c h p u b l i k a c j i o P i w ­

mówi — do Spiritus

n i c y Jostościo — a P a n w szczególności „ ż y w ą legendą", uoso­

obcłiodów i uroczystości od r a z u z obcosowym p y t a n i o m : Panio

bieniem K r a k o w a . W a r s z a w i a k

Piotrze, c z y m jest święto, n a c z y m polega jego i s t o t a , czym jost

chętnie powiedziałby

miejscu, żo jest P a n F r a n c o m Fiszerem

Krakowa,

w tym
Francom

wedle Pana i d l a Pana świętowanie ?

Fiszerem w naszej współczesności. Jednocześnie wyrastacio da­
leko poza i p o n a d t e n Kraków. N i e c h więc Pana nio d z i w i , że po

P i o t r S. N i e , nie mogę odpowiedzieć na t o p y t a n i e n i c . J a
mogę t y l k o opowiedzieć P a n u o wystawie

teatrologach, l i t e r a t u r o z n a w c a c h , socjologach, filozofach, języko­
znawcach,

biologach, przedstawicielach

medycyny

—

nawią­

zuję t u do sosji n a u k o w o j , j a k a odbyła się z o k a z j i 20-lecia P i w n i c y

n a przykład...

A.S. ... Właśnio, Piotrze, co z tą wystawą, wszyscy są szalenie
zaniepokojeni, że wynosisz wszystko z P i w n i c y , że t u n i c nie
zostanie.

w 1976 r . w K r a k o w s k i m Oddzialo P A N , gdzie m . i n . o u z d r a ­

P i o t r S. N o t a k , oczywiście! B o wystawa nazywa się „Co n a m

1

wiającym charakterze P i w n i c y mówił Prof. J u l i a n Aleksandro­

movens t y c h wszystkich n i e z a p o m n i a n y c h

z tego zostało..."

wicz — intorosują się Panem teraz etnografowie. Jest P a n , możo

... Nie m o g j powiedzieć, bo wie P a n co, sprawa święta t o jest

P a n być, fascynującym o b i e k t o m , przepraszam, p o d m i o t e m dla

sprawa, bo j a w i e m — wszystkiego. J a mogę tyłko P a n u po-

wszelkich możliwych

badań p o d e j m o w a n y c h

przoz

historyka

k u l t u r y , d l a etnologa, zwłaszcza zaś dla t y c h etnologów, którzy
chcieliby się zajmować b a d a n i e m współczesnej k u l t u r y .
jeszcze bardziej uzasadnić t o nasze etnograficzne

wiodzić, żo za d w a tygodnio będzie w y s t a w a w Pałacu S z t u k i —•
niebywałe...

Żeby

Z . F . T o też będzie święto...

zainteresowanie

P i o t r S. A święto... Co to jost święto? W gruncio rzeczy t o

P a n o m , posłużę się anegdotą. K i o d y jeszcze przed tą rozmową

są sprawy w głębi poważniojszo, j a k religia, j a k rytuały... N i o

wstąpiłem w Warszawie

mogę Panio, woźmy nabożeństwa majowo, które teraz odbywają

do sąsiadującego z n a m i w I n s t y t u c i e

S z t u k i Działu T e a t r u , żeby „zasięgnąć języka", żeby dowiedzieć

się po kościołach. Był P a n ? J a b y lem, widziałem — fantastyczno,

się czy ktoś zajinujo się Piwnicą, dowiedziałem się, że niestety

fantastyczne...

n i k t . . . P a n i , z którą rozmawiałem, w y b i t n a specjalistka w dziodzinio t e a t r u p o w i o d z i a l a :

C R . Pamiętam Piotrze, nie w i c i n czy T y sobio t o p r z y p o m i ­

bo m y się twórczością amatorów,

nasz, bo t o było już dość dawno, jakieś piętnaście l a t t o m u , j a k

czy t o a t r e m a m a t o r s k i m — t a k jakoś powiedziała — w zasadzie

rozmawialiśmy u takiego p l a s t y k a , o n m i a l pracownię n a Zwio-

nic z a j m u j e m y . "

rzyńcu, n a s t r y c h u t a k i m o k r o p n y m . Pamiętam j a k staliśmy t a m

Było to powiedziano z wielką życzliwością, po-

wiodziałbym nawet z p e w n y m zakłopotaniem, wcale nie „oconia-

i całą noc rozmawialiśmy. J a mówiłem o różnych

j ą c o " , t y l k o t a k po p r o s t u opisowo, i n f o r m a c y j n i e , żebym się nio

poznawania rzeczywistości, byłem w t e d y „taki mądry", młody,

rozczarował, jeśli b y gromadzona

dokumentacja

dość skąpa... T a k więc, pemiow.ż nasze

sposobach

okazała się

twierdzący, że otnologia jost mądra na wszystko, że wszystko

etnograficzno-etnolo-

n a m tłumaczy. Rozmawialiśmy o różnych sposobach istnienia

giczne pismo zajmuje się także twórczością amatorską, sztuką,

człowieka w świoi ie. I T y na te wszystkie moje w y w o d y mówiłeś,

która w y m y k a się w s z y s t k i m k l a s y f i k a c j o m , i która

znajduje

że nie potrzebna

się na l a k zwanych

gmachu

„Alo ostatecznie to wszystko jest poezja". Czy to miejsce decy­

„niższych"

piętrach

wielkiego

jest t a etnologia, że wszystko

jest

poezją:

S z t u k i , więc P a n zo swoją Piwnicą będzio w naszym piśmie na

dowało o sposobie Twojej argumentacji ? W r a c a m do tej s y t u a c j i ,

swoim miejscu.

bo ona bardzo m i utkwiła w pamięci. Bo w tej c h w i l i powiedziałeś
właściwio, że dla Ciebie wszystko jest świętem, żo święto ,,to jest

W 1974 r o k u po obchodach Jubileuszu k u czci

Kraszewskiego

(było t o odtworzenie, w 95-tą rocznicę uroczystości 50-lecia jogo

sprawa w s z y s t k i e g o " . Co decydowało w t e d y o Twojej

pisarstwa, j a k i e odbyły się w K r a k o w i e , a więc właściwie 145-lecie
pisarstwa Kraszewskiego ) Maciej
2

Szybist

t a k pisał w „Echu

wypowie­

d z i , czy to miejsce, czy Twoje przekonanie, czy T w o j a przekora ?
P i o t r S. Czy to sprawa miejsca? T a k , pamiętam tę pracownię,
to była bardzo p o e t y c k a pracownia, alo wiesz, j a dzisiaj nie

K r a k o w a " : Jeżeli Państwo zobaczycie pewnego pięknego dnia

powtórzyłbym już togo zdania. On m a inną pracownię w i n n y m

na błoniach k r a k o w s k i c h wielką defiladę i przeciągający przed

miejscu, i to co teraz r o b i , t o przepraszam, to jest galautoria...

trybuną t a b u n k a w a l e r y j s k i c h k o n i z ułanami na nich

obok

On

wtedy

kłamał swoją

pracownią, swoim sposobem

bycia.

ambasadorów obcych mocarstw i rzesze k r a k o w i a n za szpalerami

A ja — z a n i m spotkaliśmy się t u wszyscy razem — mówiłem już

p i e c h o t y to nie będzio to oznaczało, iż kręcą f i l m o czasach

Waszemu koledze, żo dla m n i e Piwnica to nie jest t y l k o sprawa

przedwojennych

miejsca, K r a k o w a i t d . , ale l u d z i , f a n t a s t y c z n y c h

i nio będzie to oznaczało, że

zwariowaliście

ludzi j a k i c h

i bierzecie udział zamiast Waszych ojców czy m a t e k w uroczys­

t u spotkałem, jacy t w o r z y l i i tworzą tę Piwnicę. J a nie mogę

tości sprowadzenia

teraz t u wymieniać w s z y s t k i c h , nie byłbym w stanie. Mówiłem

prochów Słowackiego na W a w e l . Będzie t o

po p r o s t u oznaczało, że P i o t r Skrzynecki i Piwnica, przeprowadza

P a n u o Wicśku D y m n y m , który nic był z K r a k o w a i t a jego

nową akcję z udziałem i p r z y pomocy władz m i e j s k i c h , straży

plobojskość, chlopskość drażniła wielu. O n nie zawszo b y l r o z u ­

pożamoj

m i a n y . Teraz, z p e r s p e k t y w y

wojska i L i g i Ochrony K r o j u . "

3

To b y l 1974 r o k ! Ten

tekst wyprzedza t o , co wydarzyło się sześć łat później —- Wjazd
Księcia Józefa Poniatowskiego

do K r a k o w a . Potem przyszły inne

czasu

widzę jeszcze

wyraźniej

ile j a . ile m u Piwnica zawdzięcza.. Л j a k on wspaniale rysował.
Może ta w y s t a w a

jest właśnie dla niego, żeby m u t o oddać.

rocznice, biegł czas, czas nabrzmiały od wydarzeń i t a k Piwnica

Chciałbym go jakoś uczcić na tej w y s t a w i e , poświęcić m u osobne

z biegiem d n i wkroczyła w swój wiek męski. Ale przejdźmy do

miejsce, osobną salę... A co jest świętom, co jost b a l e m , co jest

konkretów.

sytuacją? Takie zdarzenie, czy pamiętasz Bożenę Dobrzyńską...

107

�CR.

przyjściem

Z . B . Wszystko t o , o c z y m mówicie, t e n k o n t r a s t , t e n piękny

z Anią piwniczno szaloństwa n a K a n o n i c z e j .

strój, t a elegancja, heroizm t a k i e j p o s t a w y na przekór s y t u a c j i ,

T a k , oczywiście, właśnie przed

wspominaliśmy

Waszym

Bożena była doktorantką w InstyLucio Psychologii i mieszkała na

zasada

K a n o n i c z e j 14, to był D o m Młodego N a u k o w c a , w którym też

trochę t o , o c z y m mówił P a n , Panio P i o t r z e , jeszcze p r z e d tą

mieszkałem, w skrócie p o p u l a r n i e n a z y w a n y D e m o n . Możo w a r t o

rozmową, g d y była m o w a o k o n d y c j i A r t y s t y w ogóle, g d y mówił

t u d l a przyszłego c z y t e l n i k a dodać, że Bożena mieszkała n a

P a n też o wolności a r t y s t y wobec świata, wobec l u d z i , o t y m ,

parterze, i j a k się kończył p r o g r a m P i w n i c y , gdzioś k o l o 1-ej,

co określa także w powien sposób Pana kondycję, Pana nieco­

2-giej w n o c y , t o szło się na K a n o n i c z a do Dobrzyńskich, stukało

dzienny, niezwykły sposób życia i s t y l b y c i a .

w o k i o n k o i t a m p o t e m zabawa trwała d a l e j .

pozostania w i e r n y m sobie

do końca, p r z y p o m i n a m i

P i o t r S. N i e , t o jost co innego. Myśmy r o z m a w i a l i inaczej...

P i o t r S. Właśnie podczas jednej t a k i e j zabawy

poszliśmy

inaczej... J a Panu mówiłem coś innego. Wolność nie istnieje.

z Bożeną podziwiać powódź. B o w t e d y była powódź w K r a k o w i e .

J a P a n u powiedziałem, żo nie jestem związany z n i c z y m k o m p l e t ­

Zabawa trwała dalej, a m y niopostrzożonio w n o c y , n a d r a n o m

nie. A n i wobec spoleczoństwa, a n i wobec spraw „ l u d z k i c h " : a n i

wyszliśmy z Bożeną: I d z i e m y podziwiać powódź!

Pamiętam

d o m , a n i żona, a n i dzioci, a n i coś t a m . . . j a jestem s w o b o d n y ,

w t o d y ona założyła t a k i c u d o w n y kapolusz. O n a była r o m a n ­

Panie, bo m n i e te wszystkio s p r a w y nio obchodzą. J a p o d t y m

tyczną kobiotą — p o e t y c k a , piękna, d z i w n a . J a k myśmy cudownie

względem jestem kaleką, j a w i e m , żo jestem kaleką... ale jestem

w t e d y r o z m a w i a l i . Siodzioliśmy n a ławce n a d Wisłą, t o była

s w o b o d n y m kaleką.

piękna r o z m o w a . Z nią się cudownie rozmawiało, t a k się zaga­

Z . F . P i o t r z e , w j e d n y m z wywiadów powiedziałeś: „ G d y p o ­

daliśmy, że woda n a m p r a w i e stanęła do k o l a n . Z nią się cudownie

wstawała P i w n i c a , nie mieliśmy a n i mioszkari, a n i pieniędzy, a n i

rozmawiało... J a w t e d y uświadomiłem sobie cudowno pojęcie

żon, a n i mężów, a n i dzieci... L u d z i o b y l i niezałożni o d wszyst­

romantycznej kobioty...

kiego... A teraz każdy zarabia, m a swojo s p r a w y . J a należę do
Poniatowskiego,

t y c h n i e w i e l u co zostali n a zawsze..." Więc Zbyszek m a rację

O l b r y c h s k i b y l za księcia. P o p i . a ona była w orszaku, była w t a k i e j

C R . Pamiętasz, ona była wo Wjeździe Księcia

k i e d y mówi o T w o j e j wierności sobie i P i w n i c y , chociaż i T y

zielonkawej s u k n i .

też „masz rację" i jesteś k o n s e k w e n t n y , g d y mówisz, że wolność

P i o t r S. I po k i l k u l a t a c h j a jadę do R a b k i , k i o d y już w i e m ,
że ona u m i o r a . Szla w t e d y przez p a r k zachwycona, była cudownie

nio istnieje, bo dodawałoś: „ W i ę c jestem skazany n a Piwnicę.
Może t o moje

przeznaczenie... '
1

u b r a n a . I j a już w i e m , że ona w i e , że u m i e r a , i ona wie, że j a

Z . B . Może nie drążmy już tej k w e s t i i d a l e j , chociaż i m n i e

wiem... pamiętam ją, j a k idzie przez t e n p a r k do d z i s i a j ; w tej

się w y d a j e , że t o , co P a n t u powiedział przed chwilą, to bardzo

sytuaoji...

s u b i e k t y w n a ocena, i że z b y t łatwo w niej o d m a w i a P a n sobie

To

była

spacerzo, do końca.

108

romantyczna kobieta na romantycznym

tego, co postrzegane

jest przez w i e l u j a k o właśnie h e r o i c z n y

�do czegoś innego. P a n właśnie wrócił ze

w a h a m się, nio w i e m czy się n a to zgodzić, czy to poważne (śmiech)

C R . T a k , wszyscy w K r a k o w i o mówili — P i o t r jost w Szczaw­

wyjść na t a k i e j f i g u r c e . . a j a k P a n to w i d z i . . . przecież to może

wybór. Przejdźmy

... nie w i a d o m o , co mogą z człowieka zrobić... j a k człowiek może

Szczawnicy.
n i c y , P i o t r wyjechał bawić u wód do

być koszmarok... idzio P a n przez Sukiennice a t a m t y l u małych

Szczawnicy...

Z . B . Chciałbym więc zapytać się Pana, c z y m jest t a k i w y j a z d

Skrzyneckich na straganie... no nie w i e m , nie wiem... U w i o l b i a m

dla Pana —• i t u nie będzie już P a n mógł zaprzoozyć —• d l a Pana,

Kraków, u w i e l b i a m l u d z i , ale j a k każdy potrzebuję czasom być

który nie będąc związany z n i c z y m , co powszechne, który żyje

sam... Wyjechałem do Szczawnicy, gdzie też m a m wspaniałych

w

świąteczny

przyjaciół, którzy troszczą się o moje zdrowie. P a n w i e , j a k i e

i karnawałowy n i o m a l , a t a k jest P a n postrzegany przoz w i e l u —

toraz kołojki do lekarzy... T o przecież byłaby wielka niowdzięcz-

to przecież w związku z t y m i cochami m . i n . postawiono

ność, g d y b y m nio skorzysta! z tej o k a z j i , która m i się nadarzyła...

sposób niejiowszedni, niocodzionny, niozwykły,

Panu

propozycję wprowadzenia do sprzedaży, pośród pamiątek z K r a ­

Więc, jestem w tej Szczawnicy

k o w a , pańskiej f i g u r k i , którą można b y kupić w Sukionnicach,

do m n i e t r z y k u r a c j u s z k i , t r z y panie. J a już wcześniej zauważy­

i p o p a r u d n i a c h zgłaszają się

Pana, którego wizerunek pojawił się na „odpustowych" luster­

łem, żo m i się przyglądają, że t a k krążą, krążą coraz bliżej, aż

k a c h , sprzedawanych, losowanych czy wyznaczonych j a k o n a ­

wroszcie przychodzą do m n i o , p y t a m o co chodzi, a one mówią:

groda i r o z c h w y t y w a n y c h j a k t a l i z m a n , już nio pamiętam p r z y

W i o P a n , dowiedziałyśmy się, że P a n jost z K a b a r e t u . N i e c h

okazji jakiego t o b a l u zorganizowanego

p r z y którejś t o kolejnej

P a n n a m powie co m y m a m y zrobić, bo t u wszystko jost do

improzio, ozy rocznicy P i w n i c y . C z y m jost więc t a k i w y j a z d d l a

dziesiątej, j a k t u się zabawić, j a k się rozerwać?! N o , niechże n a m

Рапа, którego przyjaciele „porywają" taksówką do B u d a p e s z t u

P a n coś p o r a d z i , d r o g i Panie... N o , co j a mogę poradzić... co j a

i odwożą tążo taksówką do K r a k o w a , żeby P a n zdążył n a sobotę,

mogę poradzić...

n a swój k a b a r e t ( t a k przecież było p r z e d występom d l a e t n o ­

C R . A nio próbowałeś napisać i n s t r u k c j i „ d o rozorwania się" ?

grafów, k i e d y wszyscy zadawali sobio p y t a n i e : przyjedzie

P i o t r S. N o t a a a k ! Próbowałom, rozmawiałem przez t r z y go­

czy

nio przyjedzie, zdąży 1 —• N a pewno przyjedzie — pocieszano się

dziny p r z y butelce w i n a : j a k się rozerwać... I okanujo się, że

-— bez Niego przecież K a b a r e t nie może się odbyć. To rue byłby

Szalay,

t e n K a b a r e t , t o nie byłaby p r a w d z i w a P i w n i c a . I t a k też się

P i e n i n te spływy p o D u n a j c u . . .

stało. P a n zdążył, P a n b y l n a czas). C z y m jest więc t a k i w y j a z d
do Szczawnicy dla Pana, d l a którego wszystko jost poezją, każda
c h w i l a jost świętem, i n a w e t powódź jost s p e k t a k l e m g o d n y m
podziwu?

Czy jest skokiem w powszedniość i powszechność,

„wczasami", u r l o p o m , odpoczynkiem... o d święta? Czy możo
P a n coć powiedzioć n a m n a t e n t e m a t ?
P i o t r S. U w i e l b i a m Kraków... t a k , t o rzeczywiście p r a w d a
z tą figurką; p r o p o z y c j a

jost wciąż a k t u a l n a , ale, wio P a n ,

właściciel Szczawnicy,

bawił się cudownie... robił o d

C R . T o t y o d Szalaya zacząłeś, t a k ? . . .
P i o t r S. N o bo j a opowiadałem, j a k o n robił to f a j e r w e r k i , bo
się nudził, a jednocześnie wieczorom była feeria...
C R . A rano joszcze malował widoczki...
P i o t r S. B o nie w i e m , czy wiooio, Szalay z n a l B a u d c l a i r e ' a
i czytał Kwiaty

Zla, a pamiętacie koniec Preface... przeczytajcie,

p r z y p o m n i j c i e sobie... koniecznio... Największym grzechom jest,
j a k o n w y l i c z a wszystko —• i t o jest zabawno, i t o jest zapisane

109

�П. 3. P i o t r Skrzynecki, zawsze w kapeluszu, jest już legendarną postacią
F o t . Z. F i j a k

przez Szalaya
wylioza

— największym

grzechem

A wiata jost, j a k o n

P i o t r S. N o t a k ! J a siedzę t r z y godziny i o p o w i a d a m j a k

wszystko, wszystko, w s z y s t k o : m o n frero, m o n a m i

trzeba spędzić wieczór. J a o p o w i a d a m swoją sobotę, moją sobotę.

i t a k dalej, i t a k dalej, c'est e n n u i — to jest n u d a . I t e n Szalay,
wspaniały założyciel Szczawnicy postanowił: nic będę się nudzić.
I pomyślcie sobie, t e n Węgier jakiś przyjechał i , słuchajcie, nie
dość, że trysnęły to cudowne źródła —• nie źródła, c u d y - n i e w i d y . . .
t a m przyjeżdżał p r e z y d e n t Z y b l i k i e w i c z i wszyscy b a w i l i się t a m
j a k szatani... J a k j a zobaczyłem t a m to w t y c l i a r c h i w a c h , j a k
pokazała m i to t a k i e r o w n i c z k a , t o spisałem t o wszystko w ciągu
dnia... „ B o nudzić się wieczorem nie można" — t a k napisał,
słuchajcie..., i t o w m u z e u m przeczytałem i m a m to napisano,
słuchajcie... bo wieczorem nudzić się nie można (śmiech)... rano
trzeba... a nudzić się wieczorem nie można...

Z . B . Sobota w Kabarecie jost d l a Pana świętem?
P i o t r S. Panie, to b a l oszalały, z wściekłością, nienawiścią,
szaleństwem, z czułością, z miłością, t a k . . . fantastyczne.
C R . I T y t y m p a n i o m opowiadałeś swoją sobotę?
P i o t r S. N a t u r a l n i e , j a sobie zrobiłem, t o zróbcie sobie coś,
proszę bardzo, zróbcie t o sarno j u t r o . . . I one t a k rozbawione
wychodzą już po dziesiątej, że rzeczywiście t a k można żyć...
N o bo co j a mogłem innego zrobić... Przecież j a jestem naprawdę
zmęczony. Żebyście b y l i , żeby ktoś b y l na m o i m miejscu j u t r o
w Piwnicy...
A.S. N i e , rzeczywiście n i k t i n n y b y się tego nie podjął, Piotrze.

A.S. B a n o można? Nienawidzę się nudzić rano...
P i o t r S. T a k , t o wspaniały pomysł wspaniałego Józefa Szalaya,
bo rzeczywiście, wieczorom nudzić się nie można, bo p o p r o s t u ,
umówmy się, nudzić się to straszne nieszczęście, trzeba

wie­

czorem coś zrobić, zawsze...
A.S. Słyszałam, że t y l k o p o południu można być szczęśliwym...
P i o t r S. N i e , ale nudzić się wieczorem nie można... wierzcie
m i , j a k j a to p o w t a r z a m , j a naprawdę zaczynam mieć poczucie

P i o t r S. To jest t a k a harówka, żeby zrobić b a l , święto...
Z . F . A wiesz, Piotrze, że vein der Lecuw w rozdziale o święcie
w s p o m i n a piękną, legendę, która mówi, żo w d n i u szabatu n a w e t
potępieńcy odpoczywają w piekle o d swoich mąk ?
Z . B . N o właśnie, P a n mówi harówka — to jest to praca czy
odpoczynek w końcu, czy t o jost święto ?
P i o t r S. Czcić Boga to jest bardzo ciężko, a j a t a k się modlę,

myślałem o tej w y s t a w i e ,

to jest bardzo ciężko, bo j a muszę być t u t a j czysty, świadomie

uświadomiłem sobie j a k ludzio nudzą się okropnie wieczorem...

j a się modlę i t y m i p i o s e n k a m i , i tą cudowną twórczością t y c h

i j a k j a widzę te t r z y panie... P a n pytał, czym jest dla m n i e t a k i

l u d z i . Panic, naprawdę to jest m o j a m o d l i t w a . . .

charyzmy... I k i e d y w Szczawnicy

wyjazd... j a jestem szczęśliwy, bo j a chcę być sam, ale widzę że
trzeba coś zrobić, trzeba i m pomóc... Więc i m mówię, żo trzeba

P i o t r S. T o d o t y c z y l u d z i , a nie artystów.
C R . To masz podział n a l u d z i i artystów.

piosenki,

trzeba

mówić

wiersze,

trzeba

potańczyć,

Z . F . T o wszystko jednego wieczoru, naraz?

110

(...)

Z . B . Była już t u m o w a , żo ludzio nio umieją się toraz bawić...

śpiewać

trzeba się pokochać, trzeba się pokłócić... żeby było cudownie...

1

Krakowa.

P i o t r S. N o t a k ! Powiedziałem, żo m n i e ludzie nio obchodzą
k o m p l e t n i e , publiczność, nie publiczność...

�2 . F . N i o mów Piotrzo, kochasz przecież tę swoją publiczność,

C R . T o będą r o k w i z y t y 30-locia, t a k ?
P i o t r S. Co t y l k o m a m y . . . że będzie można zabawić t y c h l u d z i

kochasz ją, kochasz.
Z . B . Joździcio z Piwnicą —• t u z w r a c a m się i do A n i — dużo

n a m i s a m y m i . . . bo wie P a n co to jest święto, j a k P a n mówi

Holandia,

0 święcie... Święto... to jest b u n t woboc rzeczywistości absurdal­

Wiedeń. J a k a t a m jest publiczność, czy ludzie t a m lepiej umieją

n e j , która jest... a b s t r a k c y j n a , której się nio rozumie... z j e j

się bawić. — E l i a d e p o w i a d a , że d l a współczesnego człowieka

systemem

podróż jest j a k b y świętem. C z y m są d l a W a s te podróże... do

z j e j tytułomanią nie tytułomanią, której nie r o z u m i e m . . . święto

czegoś zupelnio innego ? J a k t o z t y m jest ?

jest t y m c u d o w n y m m o m e n t e m , w którym wszyscy się z tego

po

świocio: F r a n c j a ,

Niemcy,

A n g l i a , Szwajcaria,

P i o t r S. J a P a n u p o w i o m , co t o jest. T u są dwie s p r a w y .
Pierwsza t o — możemy zobaczyć inne wspaniałe m i a s t a , d l a m n i e
n a przykład t a k i m okazał się L o n d y n ; i w ogóle, że mogę stąd
wyjechać do innego, dużego, większego niż to m i a s t a , Paryża n a
przykład. A druga... t o , co m n i e najbardziej w t y m w s z y s t k i m
obchodzi i t o n a m się udało, fantastycznie n a m się udało, t o
tęsknota t y c h l u d z i — przocież ciągle Polaków — za swoją toż­
samością; c i ludzie tęsknią za k r a j e m , i o n i ją odnajdują, i t o jest
cudowne... cudowno p i o s o n k i i artyści, f a j n i artyści, a u t e n t y c z n i e

wyłączają. J a nie będę się powoływał n a żadne źródła, na t o , co
k t o powiedział... co napisał... t o m n i e nie obchodzi... j a sam to
odczuwam... w Wigilię... dlaczego W i g i l i a jest t a k a cudowna, bo
ludzio się odnajdują... w Wigilię jest t a k zawsze, t o jest cudowne...
to jest fantastyczna h i s t o r i a . J a sobie chodzę po mieście i widzę
t y c h b i e d n y c h , zabieganych l u d z i i w i e m , że za chwilę, za chwilę...
o n i poczują się w o l n i , swobodni, żałośni... J a k j a to widzę, j a
jestem przejęty t y m za każdym razem... że spotkają się ze sobą
na W i l i g i i . . . podzielą opłatkiem, a p o t e m parę d n i później lecą
1 tańczą sobie n a balu... fantastyczno, bo święto jest t y m c u ­

f a j n i artyści, bo t o są p r a w d z i w i artyści...
C.B. Jesteście rodzajom psychoanalitycznego zwierciadła d l a
t y c h l u d z i ? A o n i d l a Was...

downym

okresom

Narodzenie...

czasu, g d y wszyscy

się wyłączają...

W i g i l i a , j a naprawdę jestem

Boże

t y m przejęty

za

każdym razom...

P i o t r S. T o także...
A.S. D l a m n i e najciekawsze są s p o t k a n i a z t y m i ludźmi p o
występach, k i e d y przychodzą porozmawiać. Te s p o t k a n i a i te
r o z m o w y są naprawdę niezwykłe.
P i o t r S. B o w ogóle j e d y n e c o k o l w i e k , co m n i e wiąże n a j ­
bardziej, poza R y n k i e m nie R y n k i e m , p a t r i o t y z m e m nie p a t r i o ­
t y z m e m , t o te... t r z y , cztery piosenki... a przez t o p i o s e n k i ,
przez t y c h r o z m a i t y c h l u d z i , których spotkałom w P i w n i c y , j a
się przywiązałem do Ojczyzny,

wszystko jedno czy t o będzie

D y m n y nie D y m n y , czy wspomnionie D y m n o g o . . . czy t o będzie
Z y g m u n t K o n i e c z n y i jogo wspaniała m u z y k a . . . j a spotkałem t u
t y l u r o z m a i t y c h l u d z i . . . a reszta m n i e nic nie obchodzi... I c i
ludzio, którzy nas przyjmują t a m , t o — j a mówię szczerze, poważnio — toż przez te cztery pioseneczki... czy j a k E w a D e m a r ­
czyk jodzio do A m o r y k i i śpiewa Tomaszów... jesteśmy s a m i ,
Panie, k o m p l e t n i e sami...
CK.

władzy, społeczeństwem, którego się nie rozumie,

C R . T o , Piotrze, j a k T y robisz Wigilię, opłatek w P i w n i c y ,
czy j a j k o , t o prowokujesz

taką samotność u l u d z i , o j a k i e j

mówisz...
Z.B. Nie!
C R . ... czy t r a k t u j e s z t o j a k o spotkanie, j a k rodzinne spot­
kanie ?
P i o t r S. N a t u r a l n i e ! Ludzio muszą być razem przez chwilę,
muszą się spotkać, muszą się dotknąć... w rodzinie ino zawsze
to jest możliwe, nie zawsze t a k jest... są jeszcze i t a c y co nie mają
r o d z i n y . . . t o jest trochę inaczej. A dlaczego robię te bale, nie
bale, facecje, zabawy, w y s t a w y . . . p o t o , żoby się spotkać, bo j a
się przyglądam w t e d y i c h radości... j a wolę widzieć j a k ludzie są
szczęśliwi, j a k się cioszą, j a k się radują, niż patrzoć j a k się m o r ­
dują... biją, dlatogo, że j a p o p r o s t u wolę... J a wolę

Wjazd

księcia Poniatowskiego niż dwio g o d z i n y w V i s a V i s ( B a r k a w o w y
niedaleko Pałacu p o d B a r a n a m i , n a R y n k u w K r a k o w i e , gdzie

Ale t o , o c z y m mówisz, t o dola a r t y s t y , o której c i

artyści przez w i e k i opowiadają, że są s a m i .

atmosfery i publiczności — p r z y p . red.)... i to jost możliwe t y l k o

P i o t r S. N i e ! N i e p r a w d a ! ! ! Jesteśmy sami... t o jest świństwo!...
Jostośmy wysepką w m o r z u bestialstwa, szarzyzny,

n a stojąco można napić się wódki, słynny dla swej spocyficznej
w święcie, żo j a potrafię wejść do obcego d o m u w L i m a n o w e j ,

głupoty,

i j a t o zrobiłem... bo święto t o jest coś niezwykłego... i c i prze­

wysep­

rażeni ludzie mówią; „ W o j d ź P a n ! " —• i t o jost c u d o w n o ! T o

ką... bo k t o t o są artyści... Panie... artyści t o są nieśmiali ludzie...

jest święto... j a t a k zrobiłem w 59 r o k u , nio pojechałem do

N o t a k ! . . . Słuchaj, jeżoli M a r t a Meszaros, węgierska rożyserka,

Łodzi na Wigilię do m a m y , do b r a t a . . . chciałem być sam... wsia­

łajdactwa, c y n i z m u , n i e t o l e r a n c j i , przemocy... jestośmy

p r z y c h o d z i do m n i e i mówi m i : słucłiaj, t e n K a b a r e t , co widziałam

dłem w o s t a t n i a u t o b u s i pojechałem... i nie t o , żebym znał t y c h

wczoraj, jost niemożliwy a n i u nas w Budapeszcie, a n i gdzie

l u d z i wcześniej, nio... i mówię: chciałbym być z W a m i . J a do n i c h

indziej... Dlaczego j a się czopiam j e j , jego, jego, jego, jego, Ciebie,

zachodzę a o n i przerażeni mówią: Wejdź Pan... i t o jest święto...

Pana, j e j . Dlaczego j a d o t y k a m ciebie, ciebie, jego, j e j , dlaczego

Z . B . T o przecież jest t a k , j a k t u t a j w P i w n i c y , k i o d y P a n

A n i u , j a W a s d o t y k a m , dziękuję j a k schodzicie ze sceny, j a k

staje wieczorem p r z y m i k r o f o n i e i mówi do t y c h l u d z i : Szanowni

wchodzicie i g d y jest już po w s z y s t k i m , j a k z W a m i r o z m a w i a m . . .

Państwo... Szanowno Panio... Szanowni Panowie, c z y : M o i k o ­

bo dla m n i e t o jest święto, j a się t a k modlę...

c h a n i , witajcio... słuchajcie, słuchajcie...

Z . B . T o b r z m i bardzo poważnie, n a t o m i a s t gdy...

P i o t r S. T a k ! T o n i c z y m się nie różni... t o jest t o samo... j a

P i o t r S. T o jest wyspa... j e d y n e z a c z e p i e n i e .

o t y m pamiętam. B o jeżoli do m n i e p r z y c h o d z i facet, jakieś pół

Z . B . ... pamiętamy, żo jeszcze została zabawa... j a k k a b a r o t ,

r o k u t e m u i o n m i mówi, że o n już o d d a w n a nie mieszka w K r a ­
k o w i e , żo o n się wyniósł z K r a k o w a , alo żo ilekroć t u przyjeżdża

jak...
P i o t r S. To nio jost zabawa, t o jost r a t u n o k . . . r a t u n e k osta­

t o m u s i być w P i w n i c y , bo o n t r a k t u j e t o j a k mszę świętą, bo o n

teczny. Panio, z t y m K a b a r o t o m . . . z t a l o n t e m t y c h artystów,

po p r o s t u źle się czujo bez tego... i żo j a k raz n a tydzień m u s i iść

którymi jostom otoczony t o m y byśmy m o g l i robić t a m cudowne

do kościoła, t o t a k samo ilekroć t u jost, w K r a k o w i e , t o m u s i

rzoczy n a t y c h m i a s t . . . t o jest t a m do zrobionia n a t y c h m i a s t . . .

t u przyjść, bo o n inaczoj po t y m o d d y c h a i o n możo spokojnie

alo nie mielibyśmy ojczyzny, K r a k o w a , nio mielibyśmy tej c u ­

wracać t a m , gdzie jest teraz... t o przecież jest w t y m coś waż­

downej publiczności, która jest t u t a j , która nas rozumie, t y c h

nego

c u d o w n y c h l u d z i , którzy są z n a m i t u t a j , którzy przychodzą.,.

(...)

I j a w i e m , żo t o m n i e też jost potrzebno. J a jostem po p r o s t u

J a nio w i e m , co o t y m myśli A n i a , która t u t a j siedzi, c z y m t o

szczęśliwy j a k widzę j a k t u przychodzą wciąż n o w i ludzie, j a k

jest d l a n i e j . . . alo d l a m n i e w każdym bądź razie t o jest święto...

widzę, żo oi przychodzą, c i przychodzą, c i przychodzą —. j a

C z y m t o było d l a D y m n e g o

mówię o a r t y s t a c h , którzy chcą coś w P i w n i c y robić... j a jestom

— nie w i e m . . . m n i o się p o d o b a

miejsco, w którym jostom, alo g d y b y nie było soboty, P i w n i c y ,

szczęśliwy p o p r o s t u , że są; j e d n i zostają, j e d n i nie, t o nie ważne,

to nio wiern... może byłbym sklepikarzem w Paryżu, który

ale j a jestem szczęśliwy, żo są, cokolwiek b y z r o b i l i . . . dlatego

u w i e l b i a m . . . I teraz ta cudowna rzocz... że w Pałacu S z t u k i można

dla m n i e t o jest ważne, o c z y m już mówiłom; j a nie w i e m po co

zrobić taką facocję... taką zabawę... za d w a tygodnie...

i m to jest, dlaczego t o robią, dlaczego t u przychodzą, ale j a

111

�muszę i m podziękować g d y już p r o g r a m się skończył, g d y p u b ­

trzyłem n a kwitnące b z y , bo w t e d y właśnie w Szczawnicy kwitły

liczność w y c h o d z i , joszczo zatrzymać się z n i m i n a m o m e n t . . .

b z y , i zamachałem t a k ręką do gwiazd i zawołałem: „Cześć",

j a muszę i m podziękować, bo o n i z r o b i l i t o n wieczór... J a nie

A u g u s t y n k u k o c h a n y , Bóg Ci c h y b a wybaczy

w i e m j a k i m , ale m n i e t o jest potrzebne... dla m n i e t o jest n a j ­

tego, że nie żałujo... T o jost t a k genialne!

ważniejsza chwila... B o jeśli t a k przyjrzeć się w ogólo, to współ­
cześnie ludzie mają t a k mało czasu n a t o , są pogrążeni w codzien­
ności, a n a święto mają t a k mało czasu... B o jeśli wziąć czter­

tę noc!... Żałuje

C R . Czy t o , Piotrze, mogłoby być rodzajem m o t t a do Twoje­
go życia ?
P i o t r S. (...) B y ć może... Być może j a przetańczyłem

swojo

dzieści l a t życia człowieka, r o b o t a nie r o b o t a , to — t a m t o , to n a

życie niepotrzebnie...

bo j a proponowałem l u d z i o m t y l k o za­

święta w y p a d a tego ile? T r z y , pięć l a t z całego życia... M n i e się

bawę... Możo trzoba było robić co innego... sam nie w i e m co...
Z . F . A cóż, Piotrze, mógłbyś robić innego lopiej, za co ludzie

w y d a j e , że to trzeba jakoś odwrócić...
C R . Chciałbyś, Piotrze, pozbawić l u d z i codzienności?

b y l i b y c i t a k wdzięczni, j a k za t o co robisz ? A jeśli idzie o tanioc

P i o t r S. T a k ! Trzoba odwrócić porządek, bo święta — c z y l i

i św. A u g u s t y n a — to chociaż nio miało t u być n a z w i s k , v a n der

to co jost istotą życia —• ludzie robią o d czasu do czasu. A święto

Lcouw t w i e r d z i , żo w niobie tańczą. Napisał t a k i esej: Czy w niebie

p o w i n n o trwać cały tydzioń. Nie w i e m , może j a t a k mówię, b o

tańczą ?
Z . B . Znów w t y m , co P a n mówi, zabrzmiały t o n y poważne.

nie potrafię n i c innego, nic „ludzkiego" robić...
A.S. T a k , d l a P i o t r a „dzień p o w s z e d n i " w ogóle nie istnioje,
to jest p r a w d a : P i o t r nie możo żyć bez święta...
P i o t r S. I teraz sprawa t o j w y s t a w y . . . B o k t o m a dzisiaj n a
t o czas... N i k o g o t o nie obchodzi. Dzięki naszoj wystawio chcieliś­
m y t o jakoś odwrócić. B o s z t u k a musi być skandalem. Dlaczego
do tego samego Pałacu S z t u k i waliły tłumy n a Wyspiańskiego,
na Wyczółkowskiego, którzy t a m w y s t a w i a l i ? —• P r z y c h o d z i l i ,
bo t a m były skandale. N i e da r a d y , sztuka m u s i być skandalem.
I

t o będzie s k a n d a l , naprawdę, co m y t a m w y s t a w i m y . J a k

przyjdziecie

j u t r o , j a k zobaczycie co m y już t a m m a m y , t o

złapiecie się za głowę. To może już t y l e wystarczy o t y m święcie...
J a może Рапа i W a s rozczarowałem, że nie było nic z tego, cośmy
sobio obiecywali, ale j a spocjahiie wolałom powiedzioć t a k , nie
mówić nic o m o i m u k o c h a n y m E l i a d e m , nie powoływać się n a t o ,
co k t o powiedział, co Levi-Strauss, a co i n n i t a m jeszcze powiedzioli n a t o n t e m a t — pisarze, uczeni, artyści, poeci, a co So­
krates i t d . i t d . Wydawało m i się, że t a k będzie lepiej...
CR.

A skoro padły już nazwiska, t o przecież w a r t o

przypomnioć

motyw

pojawia

tancerza,

linoskoczka —• a r t y s t y , który

się

u K i e r k o g a a r d a — publiczność jest zauroczona, rozanielona j a k b y
zapomniała o t y m , żo ton. a r t y s t a r y z y k u j e przecież swe życie...
P i o t r S. T a k , t o w i e l k i t e m a t . A l e u K i e r k e g a a r d a

t o coś

więcej, w Bojażni i drżeniu..., t o s y m b o l , metafora losu ludzkiego,
a może na wot i więcej... T o n m o t y w
w Zaratustrze,

jest też u Nietzschego

t y l k o t o n i e jest t a k j a k P a n mówi. Publiczność

jest w p a t r z o n a w artystę, drży i b o i się, że on spadnio, żo umrze...
że jeszcze sekunda, jeszcze sekunda i już nas nie m a . . .
Z . B . T a k , rzeczywiście t o bardzo

charakterystyczne,

i tu

zgadzam się ze Z b y s z k i e m — g d y z k i m k o l w i e k się r o z m a w i a
o P a n u , j a k ludzie Pana wspominają, j a k wuełu żyje t y m co P a n
i m dał, t y m co P a n u zawdzięczają. T a k było w Warszawio, g d y
mówiłem, że będziemy z Panom rozmawiać, wielo osób zaczynało
o d : A pamiętam j a k Piotr,.., N i g d y nio zapomnę j a k P i o t r . . . T o
Pana przecież łapią nioraz za rękaw n a u l i c y , j a k teraz g d y szliś­
m y t u n a tę rozmowę, i zaczynają wspominać: Pamiętasz P i o ­

No oczywiście, Piotrze, przecież nie o t o chodziło...

Z . B . A l e powiedział P a n o św. A u g u s t y n i e coś pięknego,
czego nio wiedziałem, i jostom za t o P a n u bardzo wdzięczny.
A.S. Piotrze, co powiedziałeś Z b y s z k o w i o świętym A u g u s t y ­

trze... Takżo i Czesiek przecież zaraz n a początku —• Pamiętasz
Piotrzo

j a k . . . piętnaścio l a t t o m u rozmawialiśmy na s t r y c h u .

P i o t r S. T a k , ludzie dobrze m n i e wspominają, bo proponowałom i m t y l k o zabawę... A czy mógłbym robić coś innego... J a
zawsze byłem zafascynowany

nie ?

t y m , że „jestem"... B o co j a

l u d z i o m proponowałem, czy t o picio wódki p o d kasztanem,

Z . B . O św. A u g u s t y n i e %v Szczawnicy...
Wyznaniach

które jest rozkoszą, czytanie wierszy... czy rozmowę... Panie, j a

j a k o n p r o s i o przebaczenio za swojo grzochy: Boże, Bożo, Boże

w s w o i m życiu przeczytałem z m i l i o n wierszy... M n i e o b s y p y w a n o

przebacz m i , że byłem t a k i , żo t a k późno się nawrócilom, że t a k

wiorszami j a k k w i a t a m i . . . J a czuję się bardzo o b d a r o w a n y . D o

późno się ochrzciłem, że nie słuchałem m a t k i , że trwoniłem

dziś przychodzą do m n i e ludzie z wierszami, zapytać czy t o

P i o t r S. T a k , t o genialna h i s t o r i a . Pamiętacie w

czas n a zabawy i g r y , i n a -widowiska, że w tej K a r t a g i n i e ujęła

dobre. Pytają nieraz: „Panie, czy udało m i się t o dobrze

go e r o t y k a . . . że p o t o m studiował literaturę rzymską, grecką,

kazać słowami..." I t o jest d l a m n i e tajemnica... D l a m n i o i t o n

prze­

mitologię... że był r e t o r e m — p o co j a się t y m zajmowałem, po

K a b a r e t , i t o , co robię, i b a l t o t a j e m n i c a . D l a t e g o n i o ehciałom

co j a to studiowałem, po co j a t o wykładałem p o t o m u c z n i o m . . .

n a n i k o g o się powoływać, n a żadnych uczonych, oo o n i powio-

żałuję, żałuję, żałuję, żałuję — tego wszystkiego żałuję — wybacz

dzioli o święcie. B o święto też t a j e m n i c a . J a nie chcę t u niczego

m i , wybacz Bożo, Bożo, ale jednej rzeczy, której nio żałuję —

ze sobą mieszać, nie chcę zaciorać różnic, ale jądro tej s p r a w y

bo o n wszystkiego żalujo •—• wybacz m i : przetańczyłem kiodyś

jest t o samo. Święto jest tajemnicą. Proszę zauważyć, że Mojżosz

całą noc i tego nio żałuję... T a k św. A u g u s t y n pisze w

z B o g i e m r o z m a w i a l i przez 40 d n i i nocy i n i k t n i c o t y m nie w i o ,

Wyznaniach,

to jost niobywale, cudowne j a k o n żałuje, żo nio żałuje, wybacz

bo przoeież nio o t y m t y l k o co zawierają tablico X - c i u przykazań

m i to Bożo, wybacz... k a j a się, k a j a , kaja... p o jorostu. J a k j a to

— i t o jost Tajemnica. O c z y m o n i r o z m a w i a l i , bo przecież n i e

czytałem o trzeciej w nocy, n a d r a n e m w Szczawnicy...

o gwiazdach, nic o żywiołach t y l k o . . . O c z y m

t o za­

joszczo, o c z y m

cząłem się t a k strasznio śmiać, o t w o r z y l o m sobie okno , popa­

jeszcze, o c z y m jeszcze...?

P i o t r S k r z y n e c k i — u r o d z o n y 12 września 1930 r o k u ,
w Warszawio
M a t k a — Magdalena z Endolmanów
Ojciec — M a r i a n S k r z y n e c k i , dowódca 7 Pułku Ułanów p o d pa­
t r o n a t e m gen. Sosnkowskiego.
A b s o l w e n t Szkoły Instruktorów Teatrów Ochotniczych w Łodzi.
5 l a t H i s t o r i i S z t u k i n a Uniwersytecie Jagiellońskim w K r a k o w i e .
Były założyciel „Czerwonych kącików" w N o w o j H u c i o .
B y ł y k i e r o w n i k amatorskiego T o a t r u p r z y Wodociągach M i o j s k i c h
w Krakowie.
B y ł y recenzent p l a s t y c z n y Echa
Krakowa
Były k i e r o w n i k (wraz z Z y g m u n t e m K o n i e c z n y m ) t e a t r z y k u satyrycznogo p r z y K l i n i c e Psychiatrycznej w K r a k o w i e , założonego

n a prośbę p r o f . A n t o n i e g o Kępińskiego, j a k o j o d n a z f o r m t e r a p i i
dla pacjentów K l i n i k i .
Były k i e r o w n i k T e a t r z y k u Dzieci P i w n i c z n y c h p r z y
Piwnicy
pod
Baranami.
Były r e d a k t o r naczelny Echa Piwnicy,
w Echu
Krakowa
Współzałożyciel, konferansjer, spiritus movens Piwnicy
pod
Baranami.
Inscenizator Kółka Dramatycznego p r z y G i m n a z j u m Ogólno­
kształcącym n r 10 w K r a k o w i e .
W r o k u 1981 laureat N a g r o d y M i a s t a K r a k o w a , za wytrwale bu­
dzenie kulturalnego
Krakowa.
(Z foldoru opracowanego przez
Joannę R o n i k o r n a 30-lecie P i w n i c y )

112

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10317" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10295">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f0240024c1b8fe44ce4101d199f9ec62.pdf</src>
        <authentication>cec505d0be542ff00d975477439472de</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122657">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2816</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122658">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122659">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2623</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122660">
                <text>Photographic Testimony Between and Beyond Science and Art=Świadectwo fotografii pomiędzy i poza nauką i sztuką / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122661">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2000 t.54 z.1-4, s.12-15</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122662">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122663">
                <text>pol., ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122664">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122665">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122666">
                <text>Zbigniew Benedyktowie? • P H O T O G R A P H I C TESTIMONY B E T W E E N AND BEYONP SCIENCE ANI» ART

photography and film in anthropological research, the
anthropological dimensions of film and photography and
their links to ethnography (cf: Konteksty No. 3-4/1992
and No. 3-4/1997).
The third topic concerns the status of ethnography an issue which has for some time now been the subject of
heated debates in the anthropological milieu. As a result
of these discussions ethnography is increasingly often
branded a "hybrid discipline" (James Clifford) - a cross
between science and art, an entity existing somewhere
between science, art and literature. The extreme version
of this view is that ethnography is neither science nor art
but always an "in-between" discipline.

Malinowski -Witkacy
Photography: Between Science and Art
A journey from Zakopane, Cracow... to the world.
The origins of one of the greatest anthropological
adventures of the 2 0 t h century.

From the Editor

A l l the above topics are brought together in our
exhibition's title: Bronisław Malinowski (his photographs
taken during ethnographical trips to the Trobriand
Islands), Photography (Ethnography) and "between
science and art".

Z B I G N I E W
B E N E D Y K T O W I C Z

Photographic
Testimony Between
and Beyond
Science and Art

There is one more topic, until now not discussed in
depth - but no less complex: the artist Stanisław Ignacy
Witkiewicz (Witkacy) and his unconventional approach
to, and application of, photography as a clearly-defined
experiment constituting a part of his diversified creative
activity. Interesting here are Witkiewicz's fascination with
photography, the role of photography in his artistic
experience, the shift of photography towards the opposite
pole, and photography as an art.

W

It so happens that these issues, as well as the
photographic work carried out by both of our exhibition's
heroes, their youthful friendship, their journey together
to Australia - where Witkiewicz was to photograph and
draw whatever Malinowski turned up during his research
- the sudden and dramatic break-up of their friendship,
their parting, enhanced by news of the outbreak of the
first world war, finally the impact their friendship and
journey t o the tropics had for their work - have been
(and continue to be) described in rich detail - and
frequently as a separate entity: on the one hand by
anthropologists, on the other by historians, literature and
art critics and Witkiewicz scholars.

e are pleased to present our reader with a
special, quadruple issue of the Konteksty
quarterly, which is also a catalogue to the
Malinowski - Witkacy. Photography: Between Science and
Art exhibition. The exhibition's main design - conceived
by our editorial team - the display itself and the present
special issue of Konteksry bring to a head several topics
that our magazine has been investigating for at least
three years.
The first of these concerns Bronisław Malinowski's
Diaries. In 1997, thanks to our contacts with
Malinowski's daughter, Mrs. Helena Wayne, and the
London School of Economics archives, we began printing
Malinowski's hereto unpublished Diaries (cf: Konteksty
No. 1-2/1997 and consecutive editions), previously
published only in an abridged English-language edition
(A Diary in the Strict Sense of the Term, New York 1967).
Our idea was to publish the complete Diary in fragments
transcribed from the original in successive issues of
Konteksty, in which we hoped to contribute to the
publication of a complete Polish edition of Malinowski's
Works, which has been in preparation for many years
now.

Witkiewicz's photographs have been published in
many professional album collections and shown at
photographic exhibitions worldwide. Similary,
Malinowski's "ethnographic" photographs were part of
his classical anthropological works. Malinowski's pictures
usually function - and are displayed - on their own, as in
Malinowski's Kirwina. Fieldwork photography 1915-1918,
an album of previously unpublished Malinowski
photographs provided by the London School of
Economics archives, was authored by the ardent
Malinowski biographer and scholar - professor Michael
Young. Witkiewicz's and Malinowski's photographs
function on their own: Witkiewicz's as art, Malinowski's

The second topic in question concerned so-called
visual anthropology. For a long time now we have been
paying special attention to the application of

as science.
12

�Zbigniew Benedyktowicz • ŚWIADECTWO FOTOGRAFII POMIĘDZY 1 POZA NAUKĄ I SZTUKĄ

O

ddajemy do rąk Czytelników specjalny, poczwór­
ny numer kwartalnika „Konteksty", który jest
katalogiem do wystawy Malinowski - Witkacy.
Fotografia: pomiędzy nauką i sztuką. Projekt wystawy, który
powstawał w kręgu naszej redakcji, sama wystawa , jak
i ten towarzyszący jej specjalny numer - katalog są zwień­
czeniem wątków pojawiających się na naszych łamach co
najmniej od trzech lat.
Pierwszy z nich to sprawa Dzienników Bronisława Ma­
linowskiego. Dzięki nawiązanej współpracy z Panią Hele­
ną Wayne córką Bronisława, oraz z Archiwum London
School of Economics rozpoczęliśmy od 1997 roku (po­
równaj nr 1-2/1997 i wszystkie zeszyty, kolejnych roczni­
ków „Kontekstów") drukowanie niepublikowanych dotąd
Dzienników Bronisława Malinowskiego, znanych tylko,
częściowo z okrojonego wydania, jakie ukazało się w wer­
sji angielskiej w 1967 roku (A Diary in the Strict Sense of
the Term, New York 1967). Zamiarem naszym było wspo­
możenie trwających od wielu lat prac nad pełną polską
edycją Dziel Bronisława Malinowskiego, w tym pomoc
w przygotowaniu pełnej wersji Dzienników, poprzez suk­
cesywne publikowanie w „Kontekstach" kolejnych ich
fragmentów transkrybowanych z wersji oryginalnych.
Drugi wątek to zagadnienia związane z tzw. antropolo­
gią wizualną. Problematyce fotografii, filmu, ich sposo­
bom wykorzystania w antropologii, jak i antropologicz­
nym wymiarom filmu i fotografii, ich związkom z etnogra­
fią poświęcaliśmy od dawna szczególną uwagę (por. m.in.
„Konteksty" nr 3-4/1992; nr 3-4/1997).
Trzecim wreszcie wątkiem jest podnoszona i dyskuto­
wana od pewnego czasu w kręgu antropologów, w dość
gorący i intensywny sposób, sprawa statusu samej etno­
grafii, o której coraz częściej powiada się, że jest „hybrydyczną działalnością" (James Clifford), hybrydą nauki
i sztuki, tworem wyrosłym i znajdującym się pomiędzy na­
uką i literaturą, nauką i sztuką. Pogląd taki znajduje swój
skrajny wyraz w opinii, że etnografia nie jest, ani nauką,
ani sztuką. Znajduje się zawsze „pomiędzy". Wszystkie te
trzy wątki zbiegają się i splatają już w samym tytule naszej
wystawy: Bronisław Malinowski (jego fotografie z etno­
graficznych badań terenowych na Wyspach Trobrianda)
- Fotografia - „pomiędzy nauką i sztuką" (Etnografia).
Dochodzi tu jeszcze jeden nie poruszany dotąd przez nas
głębiej, wątek: postać artysty Stanisława Ignacego Wit­
kiewicza oraz kwestia jego, oryginalnego sposobu upra­
wiania fotografii, jako wyraźnego eksperymentu będącego
istotną częścią jego twórczości. Wątek jego fascynacji fo­
tografią. Kwestia roli i znaczenia fotografii w jego do­
świadczeniu sztuki. Kwestia fotografii ciążącej ku drugie­
mu biegunowi. - Fotografii jako sztuki. Tak się złożyło, że
zagadnienia* te, jak i&gt;fotograficzna twórczość obu bohate­
rów naszej wystawy^ ich młodzieńcza przyjaźń, wspólna
podróż odbyta do Australii, podjęta z zamiarem, by Wit­
kiewicz był fotografem i rysownikiem podczas badań tere-

13

Malinowski -Witkacy
Fotografia: między nauką a sztuką
Podróż od Zakopanego, Krakowa... do świata.
U źródeł antropologicznej przygody )£X wieku.

Od redakcji
Z B I G N I E W
B E N E D Y K T O W I C Z

Świadectwo
fotografii pomiędzy
i poza nauką
i sztuką
nowych prowadzonych przez Malinowskiego, nagły dra­
matyczny zwrot i zerwanie przyjaźni, rozstanie przypada­
jące na wieść o wybuchu i na doświadczenie I wojny świa­
towej, wreszcie przyjaźni tej waga i znaczenie, znaczenie
wspólnie odbytej „podróży do tropików" dla twórczości
obu - Malinowskiego i Witkacego - mają swoją bogatą li­
teraturę, omawiane i oświetlane były i są po wielekroć
odrębnie: osobno w literaturze i środowisku antropolo­
gów, osobno przez historyków, krytyków literatury i sztu­
ki - „Witkacologów". Fotografie Witkacego doczekały się
wielu fachowych albumowych wydań i prezentowane by­
ły na fotograficznych wystawach w wielu galeriach świa­
ta. Podobnie rzecz się ma w przypadku „etnograficznych"
fotografii Malinowskiego, które funkcjonują w jego kla­
sycznych dla antropologii dziełach naukowych. Czy, jak
za sprawą niestrudzonego badacza jego biografii i twór­
czości - prof. Michaela Younga - w ostatnio wydanym
przezeń albumie (Malinowski's Kirwina. Fieldwork Photo­
graphy 1915-1918) złożonym z niepublikowanych dotąd
zdjęć Malinowskiego, pochodzących z Archiwum Lon­
don School of Economics - prezentowane są odrębnie.
Osobno fotografie Witkacego. Osobno fotografie Mali­
nowskiego. (Fotografie Witkacego to sztuka.).(Fotografie
Malinowskiego to nauka.)
Ideą zarówno naszej wystawy jak i tego nietypowego
katalogu - który jest raczej książką złożoną z tekstów an-

�Zbigniew Benedyktowie; • P H O T O G R A P H I C TESTIMONY BETWEEN A N D BEYOND SCIENCE A N D A R T

exhibition of almost all of Witkiewicz's exotic Australian
landscapes, that are to be found in museums and private
collections in Poland - and certainly not alongside
Malinowski's photographs.
I especially wish to thank Mrs. Helena Wayne
(Malinowska) for providing us with photographs and
documents from her family archives - private
photographs of biographical import that gave the
exhibition a personal note.
One can view the displayed photographs through the
prism of traditional divisions into scientific and artistic
photography (Malinowski's documenting of his
ethnographic work, Witkiewicz's experimental art/work
and searching for artistic form, his portraits resembling
something like a painter's sketchbook). The differences
between "backgrounds" and "foregrounds", between
Europe and tropical Asia, between the faces of Europeans
and Asian "savages", between a scientist's photographs
and those taken by an artist, between science and art as
such are all open to analysis. But one can also look at
them in a different way.

The main idea behind our exhibition and this
unconventional catalogue - which is rather a book of
anthropological texts (known mainly to anthropologists)
and "Witkacy" texts (known chiefly to Witkiewicz
specialists, historians and art critics), was to bring the
two together in one volume and at a single display.
This might at first seem an usurpation - if not for the
fact that such a meeting of the two could considerably
refresh our approach to photography, science and art.
And if so, then the sphere of what is "between" may
show itself as a reality much more complex, deeper and
more problematic than the simple division into science
and art to which we have become accustomed.
Our aim also was to approach and portray two
outstanding personalities - the scholar and the artist.
Both eminent men - Malinowski, the scientist, who
founded and became a classic of today's cultural
anthropology and Witkiewicz, artist, painter, writer,
dramatist and philosopher - were natives of Galicia.
These were two outstanding men whose lives were tied
to Zakopane and Cracow and who left their mark on
20 -Century science and art.

Their private, biographical content carries the same
strength that James Clifford described when writing
about the role of photography in anthropology: "You're
there because I (the photographer, neither scientist nor artist)
was there" (cf.: p. 106).
Such emotions usually accompany the perusal of
private, "family" photos - and such is the atmosphere
surrounding the photographs on display at the exhibition.
To be there, photographically "in-between" - and
perhaps "beyond" - science and art, to view the faces of
men, women and children from the Trobriands,
Australia, England, Tirol, Zakopane and Cracow, the
faces of Bronio, Staś, Elsie and Mamie - is to see and
discover the anthropological sense and dimension of
photographic testimony and the anthropological
dimension of the human condition: individual existence
and unity in diversity.

th

The project would not have been possible without the
kind help we received from so many quarters. I therefore
wish to express my sincere thanks (also expressed
separately elsewhere) to the members of the Honorary
Committee that took patronage over the event and all
institutions and persons who supported us and
contributed to our success. I also wish to extend my
particular gratitude to two women without whose
assistance, knowledge and commitment this exhibition
would never have achieved its form and dimensions:
Mrs. Zofia Golubiew, Director of Cracow's National
Museum and Mrs. Helena Wayne (Malinowska).
Without Mrs. Golubiew's support of our project, her
help in its development, her personal authority, the
authority of the institution she heads and the
professional competence of her staff - with whom we had
the pleasure to cooperate - we could never have even
dreamt of organising what amounts to the second-ever

Translated by Maciej Bańkowski

The photographs by Bronisław Malinowski published here as well as shown on the exhibition Malinowski Witkacy. Photography: Between Science and Art come from his fieldwork on Trobriand Island (1914-18). They
have been collected in and are property of the Archives of London School of Economics.
Malinowski Photographs
Malinowski's photographic collection consist of 6 boxes of prints and negatives and 46 glass plate negatives. The photographs are divided into
the following sections:
I Amphlett Islands; II Samarai Islands; III Wasi (fishing); I V Canoes; V Sagali; V I Mortuary; VII Dance; VIII Pregnancy IX Magic; X
Pottery; XI Physical Types; XII Dress; XIII Fishing; X I V Cooking; X V Village Scenes; X V I Children's Games; X V I I Dancing (2); XVIII
Ethnographer; X I X Kula; X X Sex; XXI Mythology; XXII Fishing and Magic; XXIII Chieftainship; X X I V Personalities; X X V Contact; X X V I
Housebuilding; X X V I I Ropemaking; XXVIII Daily life; X X I X (no title); X X X Spirits/Chief; X X X I Gardening and harvest
A second series of photographs exists for some of the subject areas:
BI Amphlett Islands; BII Samarai Islands; Bill Wasi (fishing); IV Canoes; B V Sagali; BVI Mortuary; BVII Dance; BVIII Pregnancy; BIX
Magic; BXI Physical Types; BXII Dress; BXIV Cooking; B X V Village Scenes; B X V I Children's Games; BXVIII Ethnographer; BXXI Mythology;
BXXIII Chieftainship; B X X V Contact; BXXX Spirits/Chief; BXXXI Gardening and harvest

14

�Zbigniew Benedyktowicz • ŚWIADECTWO FOTOGRAFII POMIĘDZY I POZA NAUKĄ I SZTUKĄ

tropologicznych (znanych przeważnie tylko antropolo­
gom) i „witkacologicznych" (znanych przeważnie witka­
cologom, historykom i krytykom sztuki) - było doprowa­
dzić do spotkania ich razem. W jednym tomie. Na wspól­
nej wystawie.
Zrazu wydawać by się to mogło uzurpacją, gdyby nie
nadzieja, że dzięki takiemu spotkaniu nasze spojrzenie na
fotografię, naukę, sztukę może ulec znacznemu odświeże­
niu. A wtedy i obszar tego, co „pomiędzy" ukazać się
mógłby jako rzeczywistość bardziej złożona, skomplikowa­
na, problematyczna i głębsza, nie tak prosta, jak ta, do
której zdołaliśmy przywyknąć: podzielona na naukę
i sztukę.
Zamierzeniem naszym było także spotkać i ukazać te
dwie wybitne sylwetki: naukowca i artysty, tych dwu wiel­
kich mieszkańców Galicji - uczonego, założyciela i klasy­
ka światowej antropologii kulturowej oraz artysty mala­
rza, pisarza, dramaturga, filozofa. Dwie wybitne postacie
związane z Zakopanem i Krakowem, które odcisnęły swe
piętno w światowej nauce i sztuce XX wieku.
Zrealizowanie tego zamiaru nie byłoby możliwe bez
pomocy okazanej nam z wielu stron. Dlatego niech mi
wolno będzie podziękować (czynimy to także na osobnym
miejscu) członkom Komitetu Honorowego, którzy objęli
patronat nad tym przedsięwzięciem, wszystkim instytu­
cjom i osobom, które wspierały nas i przyczyniły się do
zrealizowania tego projektu. Niech mi będzie wolno tak­
że w szczególny sposób podziękować dwóm kobietom, bez
których pomocy, wiedzy i zaangażowania wystawa ta nie
osiągnęłaby takiego kształtu i wymiaru, w jakim możemy
ją zaprezentować. - Pani Zofii Gołubiew Dyrektor M u ­
zeum Narodowego w Krakowie i Pani Helenie Wayne
(Malinowskiej).
Bo czyż bez otwartości dla naszego projektu okazane­
go ze strony Pani Zofii Gołubiew, rozwijania go, bez Jej
autorytetu, autorytetu kierowanej przez nią placówki,
kompetencji zespołu pracowników Muzeum Narodowego
w Krakowie, z którymi mieliśmy przyjemność współpraco­

wać - moglibyśmy w najśmielszych marzeniach myśleć
0 tym, że uda się nam zgromadzić na tej wystawie, po raz
pierwszy w sąsiedztwie fotografii Malinowskiego prawie
wszystkie pejzaże egzotyczne, pejzaże australijskie Witka­
cego, jakie znajdują się w zbiorach innych muzeów i zbio­
rach prywatnych w Polsce?
Pani Helenie Wayne (Malinowskiej) szczególnie zaś
chciałbym podziękować za udostępnienie fotografii i do­
kumentów pochodzących z jej zbiorów rodzinnych - foto­
grafii „biograficznych", prywatnych, wzbogacających na­
szą wystawę o jeszcze jeden wymiar. Obecność fotografii
biograficznej, rodzinnej wprowadza tu dodatkowy, nowy
wątek. - Można bowiem patrzeć na tę wystawę w utar­
tych dychotomiach i opozycjach: fotografia w służbie na­
uki i w służbie sztuki (Malinowski - dokumentacja etno­
graficznych badań naukowych) (Witkacy - eksperymen­
ty, studia nad formą, portrety osób, fotografia jako szkicownik do twórczości plastycznej), analizować, podkre­
ślać różnice: „plany dalekie" - „plany bliskie", przeciwsta­
wienia: Europa - „Azja", Tropiki; Twarze Europejczyków
- Twarze „Dzikich", fotografia w ujęciu naukowca i arty­
sty, nauka - sztuka. Można jednak patrzeć i inaczej.
Obecność wątku biograficznego, fotografii prywatnej
niesie przecież w sobie tę samą moc, o której w odniesie­
niu do fotografii w doświadczeniu antropologii pisał Ja­
mes Clifford: „jesteście tam, bo ja (fotograf, czyli ani na­
ukowiec, ani artysta) tam byłem" (por. s. 105)
Z nie mniejszym wzruszeniem, właśnie tak jak patrzy
się na zdjęcia „rodzinne", biograficzne, można spojrzeć te­
raz na wszystkie fotografie zgromadzone na tej wystawie.
- Być tam - w tym fotograficznym „pomiędzy", ale
1 może „poza", nauką i sztuką: oglądać twarze mężczyzn,
kobiet, dzieci z Trobriandów, Australii, Anglii, Tyrolu, Za­
kopanego, Krakowa... Twarze Bronia, Stasia, Elsie, Mar,Być tam" - to znaczy widzieć i odkrywać antrome...
pologiczny sens i wymiar świadectwa fotografii, antropo­
logiczny wymiar kondycji ludzkiej : Istnienia poszczegól­
ne. Jedność w różnorodności.

Wszystkie zamieszczone dalej w tym numerze fotografie Bronisława Malinowskiego z badań terenowych 1914-18,
również prezentowane na wystawie, pozyskane zostały i pochodzą z Archiwum London School of Economics.
Kolekcja fotografii Malinowkiego składa się z sześciu pudeł odbitek i negatywów oraz 46 negatywów szklanych. Fotografie
podzielone są na następujące kategorie
I Wyspy Amphlett; II Wyspy Samarai; III Wasi (rybołówstwo); IV Czółna; V Sagali; VI Obrzędy pogrzebowe; VII Taniec; V I ­
II Płodność i urodzaj; IX Magia; X Garncarstwo; XI Typy fizyczne; XII Strój; XIII Rybołówstwo; XIV Przygotowanie pożywienia;
XV Sceny z życia wioski; XVI Gry i zabawy dziecięce; XVII Taniec (2); XVIII Etnograf; XIX Kula; XX Życie seksualne; XXI Mi­
tologia; XXII Rybołówstwo i magia; XXIII Wodzostwo; XXIV Prezencja; XXV Kontakty; XXVI Budowa domu; XXVII Robienie
sznura; XXVIII Sceny codzienne; XXIX ( ) XXX Duchy/ Wódz; XXXI Uprawa ogrodów i zbiory
Drugi zbiór fotografii zawiera następujące kategorie :
BI Wyspy Amphlett; Bil Wyspy Samarai; Bill Wasi (rybołówstwo); IV Czółno; BV Sagali; BVI Obrzędy pogrzebowe; BVII Ta­
niec; BVIII Płodność i urodzaj; BIX Magia; BXI Typy fizyczne; BXII Strój; BXIV Przygotowanie pożywienia BXV Sceny z życia wio­
ski; BXVI Gry i zabawy dziecięce; BXVIII Etnograf; BXXI Mitologia; BXXIII Wodzostwo; BXXV Kontakty; BXXX Duchy/ Wódz;
BXXXI Uprawa ogrodów i zbiory
15

�Terence wrigfit • SHADOWS O F REALITY PROJECTED O N T H E S C R E E N O F APPEARANCES

TERENCE

Or were there dangers of imposing the
photographer's will on the subject? Despite the
geographical and historical distance, and over 80 years
of technological change, the photographs still retain
considerable fascination and impact.
Much of Malinowski's working method is contained
in the photographs themselves. Where earlier
ethnographic photographers had adhered to rigid
prescriptions, aiming to produce images that were
considered to be "scientifically" valid,
Malinowski's Trobriand images appear free from such
preconceptions. For example, when examining the
sequencing of images, they first reveal his initial interest
in the subject. This is followed by certain details that
attracted his attention as his engagement with the
subject developed: an exploratory camera governed by
an open mind. Indeed, this investigative experimental
style of documentation is backed-up by his diary entries.
Here we have evidence of a form of visual enquiry
which has an overriding concern with fitting the
significant information efficiently into the frame. He
had not only "looked around noticing things to
photograph" (1967:256), but he would plan his
photographs and spend long periods working on them:
"today devoted to photography" (ibid:272). He would
be "mortified by the poor results" (ibid: 195) or elated by
"photographs which are a success!" (ibid:275). It was

W R I G H T

Shadows of reality
projected on the screen
of appearances :
Malinowski, Witkacy
and photography
1

2

W

hen I first studied Malinowski's photographs
in 1988, I was immediately impressed by his
level of accomplishment and the degree of
enquiry he brought to the subject. As a photographer
myself, I tried to imagine how I would have operated
the camera i n those situations. What might have
determined the selection of camera angle and
viewpoint? What was the relationship between the
photographer and the subject? What were the
possibilities for visual exploration? Would the
photograph be more than a simple response to events?

Zakopane, 1999. Fot./Photo by Terence Wright
16

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10381" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10359">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/82ce1eea30ae566f5537330065cc5a7b.pdf</src>
        <authentication>8e6d7bca8a8c540ca85b8f76864d8ce0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123467">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3426</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123468">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123469">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3211</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123470">
                <text>Nauki humanistyczne a etnologia (tezy) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123471">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.2, s.70</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123472">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123473">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123474">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123475">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123476">
                <text>R a d z ę więc sięgnąć d o h i s t o r i i e t n o g r a f i i p o l s k i e j , artykułów
podsumowujących

dorobek

mierza Dobrowolskiego,

zwłaszcza

etnografii

PRL;

Józefa B u r s z t y , W i t o l d a

Dynowskiego,

Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej i wielu innych. W
Polskiej",

„Ludzie",

Również

czy „Polskiej

pytanie

drugie

Sztuce

Kazi­

„Etnografii

Ludowej".

sformułowałabym

t r a d y c y j n e j i j e j współczesnych p r z e m i a n jest miejsce d l a studiów
n a d plastyką ludową. B r a k j e d n a k n a ogół prób

zastosowania

i n n y c h niż h i s t o r y c z n e m e t o d a n a l i z y . B r a k jest d y s k u s j i m e t o ­
dologicznej

oraz udziału historyków s z t u k i , k o n f r o n t a c j i spojrze­

n i a n a sztukę l u d o w ą z p u n k t u w i d z e n i a kierunków współczes­

inaczej.

Jeśli

nych, systemowego widzenia

z a k r e s e t n o g r a f i i j e s t sprawą u m o w n ą i ulegał z m i a n o m w p r a k ­

kultury.

Co d o trzeciego p y t a n i a : mało m n i e interesuje n a z w a d y s c y ­

t y c e działania p r z y występowaniu różnych i n s t y t u c j i , s t a w i a n i u

p l i n y . N i e uważam, że e t n o g r a f i a (w jej obecnych

zainteresowa­

różnych pytań oraz współdziałaniu różnych d y s c y p l i n w p r a c a c h

niach p r z e d m i o t o w y c h i problematyce teoretycznej)

jest związana

n a d kulturą ( w s i , m i a s t a , r o b o t n i k a , kulturą n a r o d ó w i p l e m i o n ) t o

wyłącznie

uwzględnienie w pracach etnografów p r o b l e m a t y k i s z t u k i l u d o w e j

przewiduję u t r a c e n i a p r z e z nią j e j p r z e d m i o t u badań.

wynikało zarówno z c h a r a k t e r u pytań a u t o r a i e p o k i , j a k i przy­

różnic w k u l t u r z e i j e j mechanizmów

gotowania

teoretycznie

kadry

etnografów.

Wiemy

doskonale,

że

ani tych

z

badaniem

0 genezę k u l t u r y

z b y t l i c z n e j k a d r y specjalizującej się i znajdującej pracę w i n s t y ­

natury

t u c j a c h b a d a n i a s z t u k i l u d o w e j . N i e m n i e j t o , czego

w

dotychczas

d o k o n a n o w zakresie i n w e n t a r y z a c j i s z t u k i l u d o w e j i opracowań
syntetycznych
osiągnięcie.

i

W

monograficznych,
etnografii

należy

polskiej,

w

uznać

za

badaniach

wyraźne

kultury

wsi

kultury

w s i , toteż

jest ciągle ż y w y ,

człowieka, o j e j rozwój

kulturą

ludzką

nie traci

ważny
Pytanie

i zmiany, o

również

swej

nie

Problem

i p r a k t y c z n i e , d l a działania społecznego.

p y t a ń n i e k i e r o w a n o z b y t często d o s z t u k i l u d o w e j , a n i n i e b y ł o

z

„tradycyjnej"

związek

aktualności

o b l i c z u zagrożenia przyszłości k u l t u r y . E t n o g r a f i a n a

pewno

przeżyje n a s s a m y c h , chociaż może o t r z y m a inną, m o d n ą nazwę
1 w różny sposób w r o z m a i t y c h e p o k a c h zakreślać będzie bliższe
pole

badań.

dr Zbigniew Benedyktowicz
IB P A N , etnograf

Co t o jest e t n o g r a f i a ? —

Odpowiedź moją d y k t u j e m i sama

p o e t y k i rozmaitych f o r m ustnej literatury ludowej; obok studio­

n a t u r a n a u k i , o której t u m o w a , a także p e w n e specyficzne d o ­

wania

t e c h n i k pamięciowych,

świadczenie, c h a r a k t e r y s t y c z n e d l a ż y c i a n a s z y c h p o l s k i c h środo­

rzęta,

zwyczajowych

w i s k n a u k o w y c h , doświadczenie, c z y t e ż w ł a ś c i w i e złe
czajenie

z jakim mamy

przyzwy­

do czynienia, g d y idzie o tego rodzaju

zajmowania
studium

się

form

rzeźbą,

o darze,

nazewnictwa,

zwracania

malarstwem,

0 s y m b o l u i myśli nieoswojonej.

sorów administrujących
młodymi

wzrośli

w

zawołań

do

na

ludzi,

strojem

o komizmie, o ludowej

p y t a n i a , a n k i e t y i i n i c j a t y w y . Zarówno wśród l u m i n a r z y , profe­
dawna

się

znajdziemy

kosmologii,

Jasną j e s t rzeczą, że a b y p o ­

donie-

dołać

i zbuntowanymi pracownikami nauki,

którzy

w sposób r z e t e l n y z a d a n i o m s t a w i a n y m p r z e z własną d z i e d z i n ę ,

t y m doświadczeniu

i

wyssali

odpowiednią

wiedzę,

tej

rozległości

etnograf m u s i być

zainteresowań

i

jednocześnie

sprostać

w stałym k o n t a k c i e z i n n y m i d y s c y p l i n a m i

1 studiować

kach

b y ć w s z y s t k i m p o t r o c h u : trochę h i s t o r y k i e m , trochę

s a k r a m e n t a l n e p y t a n i e „ k o m u t o s ł u ż y " ? G d y słyszy się
że

tu

studium

daną dyscypliną j a k i p o m i ę d z y

j a k t o się m ó w i z m l e k i e m m a t k i , p o j a w i a się w t a k i c h p r z y p a d ­
bowiem,

zwie­

etykiety,

dana

dyscyplina rozmywa

wiedzieć

wszystko

po

trochu,

archeolo­

innych,

g i e m , trochę językoznawcą i f i l o l o g i e m , trochę literaturoznawcą
i trochę h i s t o r y k i e m s z t u k i , ale selekcja faktów j a k i e j d o k o n u j e ,

differentia specifica —

w ł a s n y sposób s p o j r z e n i a s p r a w i a , że n p . studiując

n i e o d m i e n n i e u r u c h a m i a się n a w y k t a k

dla

zetatyzowanego

społeczeństwa,

k a ż e m y ś l e ć o t y m , co s i ę z a t y m k r y j e ?
tut...?
i

Badania

w

musi

g d y s t a w i a się p r o b l e m g r a n i c , z a k r e s u d a n e j n a u k i , p y t a o j e j
charakterystyczny

się n i e j a k o

je. E t n o g r a f

interdyscyplinarne...?

reforma p r o g r a m u nauczania...?

Otworzą n o w y

Reorganizacja

może n o w y

Insty­
studiów

wydział,

c h u n i e b ę d z i e t e g o robił j a k a r c h i t e k t , że badając
będzie t o robił z zupełnie i n n e j p e r s p e k t y w y
log, czy

formy da­

nazewnictwo

aniżeli d i a l e k t o ­

gwaroznawca.

czy

Z d a r z a się o c z y w i ś c i e e t n o g r a f o m zejść z t y c h m a r g i n e s ó w .

IV?)

Z d a r z a się w y p a ś ć z t e j m a r g i n e s o w e j s y t u a c j i , która z d a w a ł o b y

A k a d e m i i Nauk...? Będąpieniądze n a badania... nowe etaty...itd.,

się j e s t błogosławieństwem d l a o c z u i zasadą stanowiącą o spe­

też odrębna sekcja

A

który

w r a m a c h jakiegoś wydziału

( I I czy

i t d . c z y l i „ k o m u t o służy" ? N i e c h m i więo będzie w o l n o

wyrazió

c y f i c e i c h s p o j r z e n i a , i b y w a t a k , że e t n o g r a f o w i e zostają wchło­

g ł ę b o k ą nadzieję, i przeświadczenie, że a n k i e t a t a i i n i c j a t y w a

nięci

z jaką wystąpiła r e d a k c j a „Polskiej

m i e l i się poruszać. W

Sztuki Ludowej"

zawiera

n a j i s t o t n i e j s z y , m o i m z d a n i e m , e l e m e n t charakteryzujący właśnie
etnografię. E l e m e n t , o którym
(różnice w n a z w a c h

w stosunku do antropologii

wynikające

—

z odmiennych tradycji amery­

przez

tę

dziedzinę,

po

której

granicach

przecież

rzadko bardziej agronomem, botanikiem, krawcem, dietetykiemZapomina o pewnej

cenie, jaką d a w n o a n t r o p o l o g i a postanowiła

płacić

i studiowanie kultury-jako

za widzenie

całości.

Cenie,

k a ń s k i e j , a n g i e l s k i e j , n i e m i e c k i e j i f r a n c u s k i e j n i e są w t e j c h w i l i

o której wspominał c y t o w a n y już A . L . K r o e b e r , podając

•ważne) —

kład,

t a k pisał A .

L. Kroeber:

„Antropologia posiada

tę

tylko

t a k i c h w y p a d k a c h e t n o g r a f staje się n i e ­

w

którym

mówi

o

sinologu

i

antropologu

przy­

badającym

wspólną cechę z historią, że n i g d y p o w a ż n i e n i e p o d t r z y m y w a ł a

kulturę C h i n . T e n d r u g i b y ć m o ż e n i g d y n i e doścignie w s u b t e l ­

twierdzenia

ności, p r e c y z j i i zasobie w i e d z y

o swojej

praktycznej

użytecznośoi

ale

wychodziła

pierwszego, ale w o l n y jest rów­

z założenia, że j e j cel p o z n a w c z y s a m p r z e z się s t a n o w i d l a n i e j

n i e ż o d j e j c i ę ż a r u , o d o g r a n i c z e ń j a k i e n i e s i e ze s o b ą , w r a z

wystarczające

swym

Zresztą

uzasadnienie".
przed

tym

użytocznościowo-praktyczno-organizu-

pojmowaniem

naukowości, t r a d y c j a filologiczna.

p o l o g zaś n i e j e d n o k r o t n i e w y p r z e d z a
pretację

grafa

drugi

o d n i e s i e n i e m d o szerszego tła s y t u a c j i k u l t u r o w y c h i zagadnień

istoty

etnografii

pozwalającym

i

w

przynależny

zawarty

w

również

moim

etnograficznym

przybliżeniu

określić

tę

zdaniem

do

doświadczeniu,

naukę,

jako

naukę

podnoszonych

przez

siebie

t a k różnych

c y p l i n . T a k , etnografia t o marginesowa n a u k a bez granic. N o b o

Okrzyki

przekupniów

etnograficznych

zainteresowań.

Obok

fascynacji

w

zakresie

żywionej

dla

s t u d i o w a n i a f o r m d a c h u , o r n a m e n t u , narzędzi, t e c h n i k u p r a w ,
śledzenia i c h r o z w o j u ;
wienia,
weselną,

70

przygotowania
balladą,

obok

zainteresowania

pokarmów;

przysłowiem

—

sposobami

poży­

teorię czy filozofię

zaś g d y

kultury.

I

dysponuje
właśnie

zjawisk

i

poświęconych

i wędrownych

i m rozpraw,

rzemieślników,

znaki

to

J.

rosnącym

(C. Lóvi-Strauss),

S. B y s t r o n i o w i p i s a ć

miasta Warszawy,

n a d pieśnią

podobne

szerzej, o b o k

studiowania

monografie

tę

etnograficzną

swobodę,

która

monografię

bratku

pozwala

stołecznego

w e d l e p o d o b n y c h reguł i z w y c z u l e n i e m

zagadnienia,

z

jakim

pisane

były

przez

jak

reklamy

(P. B o g a t y r i e w ) ze s t r u k t u r a l n o - s o m i o t y c z n y m s t u d i u m O
dziko

studiów

obok

zwłaszcza

nieskrępowanie i rozpiętość, która p o z w a l a n a sąsiadowanie o b o k

b e z g r a n i c i naukę poruszającą się n a m a r g i n e s a c h i n n y c h d y s ­
przecież w y s t a r c z y spojrzeć czegóż t o n i e z n a j d z i e m y

kultury,

filologa, g d y idzie o inter­

jącym n a w y k i e m myślowym „komu m a to służyć" c h r o n i etno­
element

i zrozumienie

ze

Antro­

na

etnografów

egzotycznej w i o s k i n a D o b u czy T r i o b r i a n d a c h

—

�widziałbym j a k o również i s t o t n y i c h a r a k t e r y s t y c z n y r y s etno­

w i z j i świata, której r o z u m i e n i e p o z w a l a

g r a f i i . T ę oryginalność s p o j r z e n i a zawdzięcza o n a właśnie stałemu

n i e j s z ą i n t e r p r e t a c j ę a k c e n t ó w , z n a c z e ń i s e n s u z a w a r t e g o w sce­

zamiłowaniu

n a c h M i c k i e w i c z o w s k i c h Dziadów.

do marginesu. Taka

jest

jej

przeszłość.

S z k o l n a d e f i n i c j a m ó w i n a m , że e t n o g r a f i a t o n a u k a o k u l t u ­
rze l u d o w e j , k u l t u r z e n i e znającej p i s m a , o p a r t e j n a

przekazie

o poezji

n a głębszą i

precyzyj­

D r u g a będąca z b i o r e m

f r a n c u s k i e j końca X I X i początków X X

esejów

w i e k u , gdzie

również pośród w i e l u w ą t k ó w i n t e r p r e t a c j i , a u t o r śledzi ó w

nurt

u s t n y m , n a t r a d y c j i . U n a s w i ą z a ł o się t o ze s t u d i a m i k u l t u r y

n i z i n n y , współczesnej d o r o z w o j u tej p o e z j i , l i t e r a t u r y

ludowej,
rodzącej

t z w . w a r s t w n i ż s z y c h , ze s t u d i a m i n a d k u l t u r ą c h ł o p s k ą , w s k a l i

literatury jarmarcznej, „poezji

ś w i a t o w e j — n a d kulturą społeczeństw p i e r w o t n y c h , p l e m i e n n y c h .

się

Zaczęto poświęcać uwagę z j a w i s k o m , które dotychczas n i e mieści­

w

ł y się w g r a n i c a c h zainteresowań h i s t o r y k ó w k u l t u r y .

Romantycy

środków

kulturalnej

swoistej

sięgnęli d o w a r s t w kryjących

się p o d p o w i e r z c h n i ą

kultury

nowego

t y m znaczeniu

przedmieść i szyldów",

stulecia —

masowości

technicznych

kultury

masowej,

jeszcze

j a k i e jej n a d a późniejszy

przekazu

i

studia

socjologów,

b y ł o b y z d a n i e m a u t o r a n i e p e ł n e , j a k r o z u m i e n i e Fausta

diowaniem

zwłaszcza jego d r u g i e j części, intrygującej

całych

obszarów,

których

z

pojęciem

kultury

nie

ale

intensywności. N u r t bez którego r o z u m i e n i e t e j

l a w y . I c h e t n o g r a f i c z n i następcy zajęli się r e j e s t r o w a n i e m i s t u ­

swym

nie

rozwój
jej

poezji

Goethego,

„przedziwnym

w i ą z a n o d o t e j p o r y w n a j m n i e j s z y m s t o p n i u . E u r o p a za pośred­

s y n k r e t y z m e m w y o b r a ź n i " bez u p r z y t o m n i e n i a sobio „ j a k dalece

n i c t w e m etnografów i etnologów zaczęła o d k r y w a ć i n n e k u l t u r y .

p o m y s ł y G o e t h e g o b y ł y związane z nizinną kulturą miasteczkową,

Z b i e g i e m czasu p e r s p e k t y w a n a r z u c o n a przez etnografów i a n ­

w której m i e s z a ł y się l e g e n d y , c u d o w n e w y n a l a z k i , z d e g r a d o w a n e

tropologów

mity,

„kultura

ujawniła

ludowa"

—

„kultura wyższa",
Kultury

j a k nieprecyzyjne
„kultura

jak w

przeprowadzić

i mylące

są

e l i t a r n a " , „kultura

niższa"

i

wielkości.

Weźmy

dziełach

Wielkiej

o poezji F r a n c i s z k a R a b e l a i s , s t u d i u m o l u d o w e j k u l t u r z e śmiechu.

granicę pomiędzy

t y m , co

P r a c a , która j e s t w i e l k i m e t n o l o g i c z n y m rozważaniem n a d feno­

t u d l a przykładu

europejskiej

jest B i b l i a , K o r a n i s l a m u , mitologię

grecką,

wyrosłą z n i c h wielką literaturę, poezję i sztukę.

r e l a t y w i z a c j i " , ujawniając

„pozytyw"

krążenie, p r z e n i k a n i e ,

wymianę

treści, n i e u s t a n n y d i a l o g t o c z ą c y się w dziełach i d z i e j a c h
ry, etnografia
wąskich,

pozwoliła

odkryć perspektywę nieznaną w

socjologizujących

t y w ę odsłaniającą

kultu­

jedność

interpretacjach

kultury.

zbyt

Perspek­

wcale

żadnym

ahistoryzmem,

o

który

mogła b y b y ć p o d e j r z a n a , wprowadziła b a d a n i a n a d kulturą w j e j
uniwersalny

wymiar.

będąc

zdaniem

wersji.

jej

dokonuje

sama

dobrym

w

etnografom,

przyszłości

będzie

to

nie do

sytuacja

się

etnografia.
etnologiem

utrzymania

odwrotna.

etnologicznej

myśli. Już

moim

Nie
w

z b i e r a n i a materiału, r e j e s t r o w a n i a z j a w i s k

kultury

graf

dobrym

p o w i n i e n równie
Kroeber

dbać

o to, by

mówiąc,

że

s t a n o w i d l a n i e j wystarczające

będzie

sam

być
cel

momencie

dobry

etno­

etnologiem.

poznawczy

etnografii

uzasadnienie, upatrywał w t y m

jej podobieństwo d o h i s t o r i i , t o t y m bardziej trafne w y d a j e

mi

się dostrzeżenie j e j podobieństwa p o d t y m w z g l ę d e m d o f i l o z o f i i .
Jeśli r o z w a ż y ć różnorodność t r a d y c j i i k i e r u n k ó w i n t e r p r e t a c y j ­
rodne t e m p e r a m e n t y badawcze, t o można b y zaryzykować t w i e r ­
dzenie,
funkcje,

zafascynowała i b y ł a inspiracją d l a r o m a n t y k ó w — j e s t t o każda
k u l t u r a , która żyje s w y m a u t e n t y c z n y m żyoiem bez świadomości
b y c i a kulturą. S t a n o w i o n a c z a s a m i

nieoficjalny,

n u r t życia. Jest t o także k u l t u r a i n s t a t u nascendi.

spontaniczny
Przypomina

o n a ów „ n a bieżąco powstający f o l k l o r , i s t n i e n i a którego
o którym

mówi

Isaac

В. Singer.

nawet

I

jakże

t r a f n y w y d a j e m i się w o b e c n i e j sąd t e g o p i s a r z a : „ B o g u d z i ę k i ,
kultura ludowa nie zamiera —

dzisiaj

nauk, nie podlega

dynamicznym rozwojem

r y c z n a l o k a l i z a c j a , ale sposób i s t n i e n i a . P o d o b n i e j a k t a , która

wszystkich

innych

karnawałowej

żal, że p o d c z a s g d y

można być d o b r y m e t n o g r a f e m n i e będąc w k o n t a k c i e z n o w y m

w s z y s t k o się zaczęło, t o n i e j e j społeczne p r z y p i s a n i e , c z y h i s t o ­

Dla

jedynie

n y c h , j a k i e się w n i e j mieszczą, pojemność n a n a j b a r d z i e j różno­

T o , co b o w i e m ważne w pojęciu „ k u l t u r y l u d o w e j " , o d której

nie podejrzewamy",

jego l u d o w e j ,

J a k k o l w i e k słusznym jest pogląd, że n i e można b y ć

Gdy

etnologicznym

w

wyrazić

etnologizacja

kultury.

N i e tracąc a n i w y m i a r u h i s t o r y c z n e g o , a n i społecznego, n i e
będąo

święta

Można

nie

Poprzez swe o t w a r c i e n a i n n e k u l t u r y , d o k o n a w s z y
nej

menem

chociażby

księgę ksiąg jaką d l a kręgu t r a d y c j i judeo-chrześcijańskiej i k u l ­
tury

realności".

I n n y m z n a k o m i t y m przykładem może t u być praca B a c h t i n a

należy d o k u l t u r y o p a r t e j n a t r a d y c j i a t y m , co s t a n o w i o j e j
oświeceniu

f a n t a s t y k a n a szczeblu

—

zasadzie t r u d n o w

i utrzymać

kategorie

tych

z m i e n i a się t y l k o " .

powodów

proces etnologizowania

obserwować

że

etnografia

jakie

współcześnie

spełniała

Wystarczy

spełnia

już

się h i s t o r i i , sięganie d o doświad­

otworzyć

jakąkolwiek

współczesną księżkę

z k t ó r y m i z a p o z n a j e się s t u d e n t e t n o g r a f i i w t r a k c i e

przygoto­

z a s t a n o w i m y się n a d k i e r u n k a m i w j a k i c h r o z w i j a ć się p o w i n n a
e t n o g r a f i a , b a d a n i a n a d kulturą i sztuką. Szczególną rolę
pisywałbym t u dalszemu r o z w o j o w i kierunków
zadanie

rozumienia

nagromadzonych

kultury,

stawiając

odczytywania

i podejmowanych

sobie

znaczeń

bowiem
i

sensów

w różnych w a r i a n t a c h i sy­

t u a c j a c h k u l t u r o w y c h , i c h ekspresję w dziełach k u l t u r y ,
łując

problemy filozoficzne

przy­

fenomenologicz­

do

mogą

filo­

w a n i a d o s w e g o z a w o d u . T e n f a k t w y d a j e m i się r ó w n i e w a ż n y g d y

czeń a n t r o p o l o g i i k u l t u r y przez socjologię i k r y t y k ę literacką. Co
tej ostatniej, n a naszym gruncie d o b r y m przykładem

te

zoficzną a ż e b y s p o t k a ć się z t y m i s a m y m i n a z w i s k a m i i p r a c a m i ,

nego, s t r u k t u r a l n e g o i semiotycznego;
możemy

niejednokrotnie

filozofia.

etnografia

wywo­

m a tę przewagę, że n i e

być t u p r a c e A d a m a W a ż y k a , j e d n a rekonstruująca r e l i g i j n o - m i -

j e s t już więcej abstrakcyjną filozofią lecz b a r d z o konkretną drogą

t o l o g i c z n y , właśnie w s w y m l u d o w y m , białoruskim n u r c i e kształt

d o r o z u m i e n i a i p o z n a n i a człowieka w ogóle.

dr hab. Ludwik Stomma
IS PAN,

etnograf

1. E t n o l o g i a n i e j e s t n a u k ą o k u l t u r a c h

chłopskich.

n i e jest nauką o k u l t u r a c h

ludów. E t n o l o g i a n i e

egzotycznych

Etnologia

jest też nauką o i n n y c h k u l t u r a c h n i e e l i t a r n y c h . E t n o l o g i a
nauką o wewnętrznych
Domeną

mechanizmach

wszelkich

e t n o l o g i i są w i ę c z j a w i s k a

zbiorowe

jest

kultur.
mające

initio".

mechanizmów

kultury"

rozumieć p r z y t y m należy zarówno prawdziwościowe

Pod

pojęciem

„wewnętrznych

struktury

t z w . pamięci k u l t u r o w e j wyznaczające

ogólne r a m y

k u l t u r y , j a k i i c h u c h w y t n e czasowo realizacje
cha­

szczególnych

opozycji

i mediacji,

transmisji

(kombinacje po­

braudelowskie k o n i u n k t u r y )

r a k t e r nieuświadamiany, przejawiające się n a zewnątrz p o d p o ­

ujawniające się w zewnętrznej rzeczywistości k u l t u r o w e j barwną

stacią, j a k wyliczał

mozaiką k o n k r e t n y c h jednostek e m p i r y c z n y c h ( m i t e m y ,

Edward

B . T y l o r : „ w i e d z y , wierzeń, s z t u k i ,

moralności, p r a w a , obyczajów e t c " , c z y l i działań,

umiejętności

zdarze­

n i a ) . Działanie e t n o l o g a n i e o g r a n i c z a się d o rozłożenia o w e j m o ­

i p r z e ś w i a d c z e ń , k t ó r y o h i n t e r p r e t a c j e — o i l e w o g ó l e są p o d e j ­

z a i k i n a c z y n n i k i pierwsze

m o w a n e p r z e z członków d a n e j społeczności — przybierają z r e g u ­

obejmuje

ły formę wtórnych r a c j o n a l i z a c j i l u b odwołań d o m i t y c z n y c h „ a b

możliwości d o p u s z c z a n y c h p r z e z strukturę ( i o d p o w i e d n i o :

i u j a w n i e n i a jej u t a j o n y c h znaczeń;

również wyjaśnienie, dlaczego spośród szerokiej

gamy
przez

71

I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10415" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10393">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d0cbe2fb537c83f74dd85ec9d49d2c5e.pdf</src>
        <authentication>7f35a15176ebe22af173cc8d7ce01f91</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123840">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6230</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123841">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123842">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123843">
                <text>Eleusis</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123844">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5810</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123845">
                <text>Eleusis : dyskusja wokół książki Karla Kerenyego/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123846">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.59 z.4, s.61-74</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123847">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123848">
                <text>Bielawski, Krzysztof</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123849">
                <text>Juszczak, Wiesław</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123850">
                <text>Kolankiewicz, Leszek</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123851">
                <text>Lengauer, Włodzimierz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123852">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123853">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123854">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123855">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123856">
                <text>ZBIGNIEW
BENEDYKTOWICZ,
K R Z Y S Z T O F B I E L A WS K I ,
WIESŁAW JUSZCZAK,
LESZEK KOLANKIEWICZ,
WŁODZIMIERZ L E NG AUE R

KARL KERENYI

Eleusis.
Archetypowy
obraz matki i córki
- dyskusja wokół książki Karla
Kerenyiego
sora Lengauera, w rozmowie wokół książki Karla
Kerenyiego Eleusis, archetypowy obraz matki i córki.
Cieszymy się, że możemy tutaj służyć miejscem. M ate­
riał z ostatniego spotkania z profesor Stephanie West
i z profesorem Westem będzie opublikowany najpraw­
dopodobniej w numerze 2/2006. Będzie tam również
tekst Krzysztofa Bielawskiego Pajany delfickie, frag­
ment jego większej pracy Teksty poetyckie greckich frag­
mentów muzycznych.
Do znudzenia powtarzam taką formułę Rolanda
Barthesa na temat istoty interdyscyplinarności i synte­
zy nauk, który powiada, że prawdziwa interdyscypli­
narność i synteza polega nie tyle na sumowaniu wyni­
ków poszczególnych dyscyplin: filologii klasycznej, hi­
storii starożytnej, etnologii, antropologii, teologii,
a tutaj właśnie, w swoim posłowiu do książki pan Bie­
lawski... wspomina o tych „złączeniach” w twórczości
Karla Kerenyiego, Barthes mówi, że prawdziwa inter­
dyscyplinarność, czy transdyscyplinarność, jak wolą
niektórzy, jest w zasadzie t w o r z e n i e m nowego
przedmiotu badań. I myślę, że ta rozmowa ten akcent
wydobędzie. Warto może jeszcze i o innym wątku
wspomnieć, który jeszcze przed Gardzienicami, w ra­
mach numeru poświęconego Malinowskiemu i Witka­
cemu Fotografia: między nauką i sztuką, na łamach
„Kontekstów” się pojawił i stale nam towarzyszy, wła­
śnie owo: pomiędzy. Pomiędzy nauką i sztuką, pomiędzy
naukami. Krzysztof Bielawski wspomina, że Kerenyiego traktuje się z pewnym dystansem, że tutaj te dycho­
tomie „nauka”, „esej”, „sztuka” są również obecne i że
ta twórczość zawieszona jest właśnie pomiędzy filolo­
gią, etnologią, antropologią i teologią. Myślę, że aby
już nie przedłużać tego wstępu i powitań, oddam głos
panu doktorowi Krzysztofowi Bielawskiemu, prosząc
go, żeby poprowadził dzisiejsze spotkanie. Państwa za­
praszam do dyskusji, do pytań i do włączenia się do tej
rozmowy. Dziękuję.

Archetypowy obraz matki i córki

hoMZiiU

Zbigniew Benedyktowicz: Chciałbym wszystkich ze­
branych serdecznie przywitać i podziękować, że za­
szczycili nas Państwo dzisiaj swoją obecnością. Dwa
słowa wytłumaczenia tego dzisiejszego spotkania.
Otóż ostatnim razem spotkaliśmy się w tym miejscu,
w Instytucie Sztuki, też dzięki wydawnictwu Homini,
które współpracuje z Orkiestrą Antyczną i Stowarzy­
szeniem Chorea i dzięki nim mieliśmy tutaj wizytę pro­
fesora Martina Westa. W dalszym ciągu pielęgnujemy
ten kontakt z wydawnictwem Homini i chcielibyśmy
dzisiejsze spotkanie nagrać i opublikować w „Kontek­
stach”, w których od 2001 roku przy okazji wydania
numeru poświęconego Gardzienicom, Metamorfozom
i sympozjonowi zorganizowanemu przez Włodzimierza
Staniewskiego pt. Misteria i inicjacje rozpoczęliśmy ta­
ki, jak to nazywamy, Grecki rozdział na łamach nasze­
go pisma. To jest wielka tęsknota współczesnych an­
tropologów, żeby zażyć trochę tej starożytnej wiedzy
od filologów klasycznych i historyków starożytności...
Ostatnie spotkanie kontynuowane było w Krakowie
właśnie z okazji wizyty profesora Westa, którego dzie­
ło Muzyka Starożytnej Grecji przetłumaczono w wy­
dawnictwie Homini. Chciałem więc powitać właści­
wych bohaterów dzisiejszego spotkania: pana doktora
Krzysztofa Bielawskiego, dyrektora wydawnictwa H o­
mini, i trzech rozmówców zapowiadanych na plakacie:
profesora Kolankiewicza, profesora Juszczaka i profe-

61

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

Krzysztof Bielawski: Również dziękuję za możli­
wość odbycia i zorganizowania takiego spotkania.
Mam wrażenie, że po podobnej dyskusji nad tą książ­
ką w Krakowie i po spotkaniu nad dziełem Erica Doddsa Pogaństwo i chrześcijaństwo w epoce niepokoju, rów­
nież w Krakowie, mam wrażenie, że odbywamy swego
rodzaju seminaria, a nie promocje czy prezentacje
książek w popularnym rozumieniu tego słowa. Bardzo
dziękuję przede wszystkim za to, że to spotkanie mogło
się odbyć właśnie tutaj, gdzie z pewnością można już
mówić o tradycji dyskusji nad książkami o antyku. Na
temat samej książki Kerenyiego w obecności autoryte­
tów nie będę się wiele wypowiadał, pozostawię głos
specjalistom. Chciałbym jedynie przywołać jedno waż­
ne nazwisko, które tu się nie pojawiło, a mianowicie
nazwisko tłumacza, pana Ireneusza Kani, który bardzo
chciał być tutaj obecny, ale wybrał lepszą cząstkę i jest
w tym momencie na Krecie. Myślę, że możemy to zro­
zumieć i wybaczyć, niemniej pozwolę sobie przekazać
Panom Profesorom przede wszystkim i wszystkim Pań­
stwu, serdeczne od tłumacza pozdrowienia.
Tłumaczenie takiej właśnie książki takiego właśnie
autorstwa nie jest przypadkiem bez znaczenia. Pan K a­
nia jest wytrwałym tłumaczem Kerenyiego, znakomi­
cie spolszczył kilka jego dzieł. Jest on tłumaczem, któ­
ry zabiera się wyłącznie do takich prac, które w pełni
współgrają z jego wewnętrznymi poszukiwaniami, z je­
go potrzebami. Odważę się powiedzieć, że pan Kania
jest kimś znacznie więcej niż tłumaczem, jest bardzo
poważnym myślicielem. Nie chodzi tylko o to, żeby
przekład był adekwatny, poprawny, wykonany z sza­
cunkiem dla translatorskiej techne. W przypadku ksią­
żek Kerenyiego istotne jest również to, by był on do­
konany ze swego rodzaju „czuciem” - jest to słowo
straszliwie ulotne, ale bardzo bliskie Kerenyiemu. Bar­
dzo Państwa wszystkich zapraszam do wspólnej dysku­
sji nad tematem, który jest niezwykły, zwłaszcza w rę­
kach Kerenyiego; rozrasta się on tak nieprawdopo­
dobnie, w jakimś sensie uwspółcześnia się. Dzięki tej
intuicji, powiedziałbym metafizycznej, która towarzy­
szy pisarstwu Kerenyiego, mamy szanse zbliżyć się do
czegoś bardzo ważnego w naszym życiu - niekoniecz­
nie tylko akademickim.

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

stym filologiem. Mówię o tym, aby od razu nawiązać
do sylwetki Kerenyiego i do twórczości Kerenyiego
i może chwileczkę zastanowić się nad charakterem tej
książki, charakterem podejścia Kerenyiego i tym, czym
była jego twórczość, cała twórczość. Wydanie zbioro­
we dzieł Kerenyiego w szwajcarskim wydawnictwie
Artemis-Verlag liczy 7 czy 8 opasłych tomów - to jest
ogromny dorobek naukowy. Karl Kerenyi był zasadni­
czo filologiem klasycznym pokolenia - powiedzmy tego, które do dojrzałości naukowej dochodziło w 30.
latach XX wieku. W nauce, gdy idzie o historię religii
greckiej, ta epoka stała pod znakiem tzw. trzeciego hu­
manizmu niemieckiego, reprezentowanego głównie
przez Wilamowitza-Moellendorffa, autora klasycznego
do dziś dzieła Der Glaube der Hellenen, który to Wilamowitz-Moellendorff tym się także wsławił w historii
nauki (lub jeśli idzie o metodę i stosunek do badań na­
ukowych), że postawił pewien wzór filologa klasyczne­
go, który mi jest do dziś bliski. Nawiasem mówiąc,
właśnie ostatnio pewien student, w takiej części już
bardziej towarzyskiej seminarium odbywanego w mo­
im domu - oglądaliśmy pewien western - powiedział,
że John Wayne jest jego ideałem mężczyzny... Moim
ideałem mężczyzny jest Wilamowitz-Moellendorff i za­
raz właśnie się okaże, jaki reprezentuję pogląd. Wila­
mowitz-Moellendorff postawił pewien wzór, model fi­
lologa klasycznego i tzw. filologicznego badania kultu­
ry. Kultury w ogóle. Do kultury w różny sposób moż­
na podejść, Wilamowitz-Moellendorff to filolog bada­
jący kulturę. Wyrazem tego jego podejścia jest choćby
słynna opublikowana jeszcze lata temu koresponden­
cja Wilamowitza-Moellendorffa z Jamesem Frazerem
(James Frazer był również filologiem klasycznym,
o czym się dziś zapomina), w której to, i w innych wy­
powiedziach i w tej korespondencji, Wilamowitz uznał
Frazera po prostu za zdrajcę. To jest ktoś, kto zdradził
filologię klasyczną, zdradził metodę naukową, prak­
tycznie nie uprawia nauki, to, co robi, nie ma nic
wspólnego z badaniem naukowym, a już w szczególno­
ści nawet słynny komentarz Frazera do Pauzaniasza,
robota filologa, nie ma nic wspólnego ze standardami
pracy filologicznej. Taka mniej więcej atmosfera pa­
nowała, gdy idzie o badanie religii greckiej, w latach
30., bo Der Glaube der Hellenen wyszło, nie pamiętam
dokładnie, bodajże 1931/1932— To było podejście,
które jest reprezentowane właściwie przynajmniej
w pewnej części badań po dzień dzisiejszy, i od razu
powiem, że jest mi to podejście bliskie. Chociażby
zresztą dlatego, że jeśli Państwo wezmą podstawowy
do dziś w 3. wydaniu z 1967 roku Handbuch —napraw­
dę Handbuch w tym prawdziwym, niemieckim znacze­
niu - Geschichte der griechischen Religion, wielkie dzie­
ło Martina Nilssona, to o ile pamiętam, nie znajdą tam
Państwo ani razu zacytowanego Kerenyiego, mimo że
najważniejsze rzeczy Kerenyiego były już wtedy dobrze
znane, kursowały gdzieś. Co więcej, jeśli Państwo we­

Wiesław Juszczak: Może zacznijmy od profesora
Lengauera, on jest największym specjalistą w tej dzie­
dzinie. Ja jestem tylko uczniem (po części właśnie jego).

Włodzimierz Lengauer: Ponieważ zostałem wy­
rwany do odpowiedzi, to zacznę, dobrze, ale od razu
wymigując się od tego, co powiedział profesor Juszczak
i co nie wiem, czy do Państwa dotarło, chcę powie­
dzieć zupełnie inaczej. Wcale nie mogę się uważać za
specjalistę ani nawet równego moim kolegom w tym
dostojnym i uczonym gronie, albowiem jestem czło­
wiekiem prostym, jestem prostym historykiem i pro­

62

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

zmą do ręki późniejszy znacznie, w tej chwili stosowa­
ny także, gdy idzie o studentów, podręcznik (czy
w wersji niemieckiej, czy angielskiej) Waltera Burkerta, to zobaczą Państwo zaledwie raz zacytowanego
Kerényiego, i to jest absolutnie wszystko. I to zacyto­
wanego na równych prawach jak - powiedzmy - egzo­
tyczna dysertacja doktorska Krauzego o Hekate sprzed
pięćdziesięciu czy iluś tam lat. N a jednym poziomie nie ma rozróżnienia i znaczenia gatunkowego dzieła
Kerényiego, a właśnie jakiejś standardowej dysertacji
niemieckiej. Kerényiego spotkał właściwie, jeśli idzie
o badania nad historią religii greckiej, los nieco po­
dobny, co, jeśli idzie chociażby o religię rzymską oraz
o pewne zagadnienia mitoznawstwa ogólnego w śro­
dowisku filologicznym, Dumézila. Jeśli Państwo we­
zmą także jakąkolwiek w tej chwili pracę dotyczącą re­
ligii rzymskiej, taką reprezentującą właśnie metodę fi­
lologiczną, to zobaczą Państwo, że podstawowa rzecz
Dumézila La religion romaine archaique nie jest właści­
wie wzmiankowana. W najlepszym razie w bibliografii,
a odniesień do tego nie ma żadnych, gdy Państwo czy­
tają nawet poważne dzieła, znów ze szkoły filologicznej
dotyczącej mitu greckiego, jak chociażby książki Geoffreya Kirka, również nie znajdą Państwo tam zacyto­
wanego podstawowego dzieła Dumézila Mythe et
Epopée. Takie podejście, jakie z jednej strony z pew­
nych powodów reprezentował, z zupełnie innego
punktu wyjścia, z innej szkoły Kerényi, a oto takie jak
Dumézil, nie cieszą się najmniejszym uznaniem filolo­
gów i historyków. I to trzeba szczerze i do końca po­
wiedzieć. Z drugiej strony, ponieważ właśnie lubię być
przekorny - przy całym moim prostactwie i tępactwie,
lubię także pewną przekorę - to chcę także powie­
dzieć, że jeśli Państwo na podstawie tej książki
Kerényiego zechcą zrobić referat o misteriach w Eleu­
sis, dostaną Państwo u mnie ocenę niedostateczną.
Ponieważ na podstawie tej książki nikt z Państwa nie
przedstawi mi dokładnie przebiegu misteriów w Eleu­
sis. Nie tylko przebiegu, ale także organizacji. To, co
właśnie taki prosty historyk i filolog chce wiedzieć, to
chce wiedzieć, kiedy się misteria zaczynały, jak długo
trwały i jakie czynności właściwie są wykonywane...
Cały ten okres misteryjny w Atenach trwa koło dzie­
sięciu dni, licząc od momentu wyniesienia czy pójścia
raczej efebów po hiera do Eleusis i potem przeniesienia
do Aten. Wszystko razem zaczyna się mniej więcej
trzynastego Boedromionu, tu nawiasem mówiąc też
zresztą uwaga do tej książki - proszę nie przeliczać ni­
gdy owych dni kalendarza ateńskiego na nasz kalen­
darz. Teoretycznie można jakoś to zrobić, ale w każ­
dym roku jest to inaczej: to nie jest prawda, że dzie­
więtnastego Boedromionu, kiedy wyrusza procesja, to
jest dwudziestego siódmego września. To absolutnie
nie tak. To w którymś roku tak mogło się zdarzyć, ale
rok lunarny tym się charakteryzuje, że zupełnie się
w którymś momencie rozchodzi z miesiącami solarny-

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

mi. W Atenach, gdzie nie miano żadnej reguły, co ja­
kiś czas musiano dodawać aż dwa miesiące, żeby zwią­
zać to ze zjawiskami astronomicznymi obiegu Ziemi
wokół S ł o ń c a . W każdym razie ten okres cały trwał
od mniej więcej trzynastego dnia miesiąca Boedromionu
do dwudziestego drugiego dnia miesiąca Boedromionu, czyli powiedzmy około dziesięciu dni, i to, co hi­
storyka i filologa interesuje, to jest to, co się dzieje do­
kładnie każdego dnia. To, co się dzieje dokładnie każ­
dego dnia, można zaś właściwie badać tylko na podsta­
wie jednej kategorii źródeł, jednej kategorii tekstów,
przy których, to też trzeba sobie szczerze powiedzieć,
Karl Kerényi nie zniżył się do tego, żeby je czytać i do
nich sięgnąć, a mianowicie są to dokumenty epigraficzne, inskrypcje. Tylko tam dokładnie poświadczony
jest przebieg czynności kolejnych dni łącznie właśnie
z datami dziennymi i historyk, który do tego sięga, od
razu biorąc do ręki książkę Kerényiego, jest co naj­
mniej rozczarowany. Nic na ten temat nie znajdzie.
W najlepszym razie właśnie wzmianki od momentu
owej Wielkiej Procesji, wyruszającej już do Eleusis, za­
tem dziewiętnastego, a nic, co było wcześniej, ani tak­
że nie znajdzie właściwie odpowiedzi - poza tym, co
troszkę w części wstępnej, na zasadzie rozważań ogól­
nych. Nie znajdzie także odpowiedzi na pytanie, którą
również bym wtedy od studenta, któremu bym taki re­
ferat polecił, chciał usłyszeć, od kiedy w Atenach ob­
chodzi się (a raczej odbywa) Wielkie Misteria Eleuzyńskie i jeśli podamy jakąkolwiek datę, to następne
pytanie - kto właściwie to nie tylko organizuje, a kto
określa, zarządza, że odbywa się tak, a nie inaczej, i czy
odbywa się zawsze tak samo. To Karla Kerényiego nie
interesowało w najmniejszym stopniu. Wobec tego
wcale się nie dziwię, że ani Martin Nilsson, ani W al­
ter Burkert nie cytują Karla Kerényiego i zostawiam
moim pozostałym rozmówcom ten przewrotny wobec
tego pomysł i pytanie: to może książka Karla Kerényiego jest niedobra?

Wiesław Juszczak: Skoro tak dobrze się zaczęło,
kontynuujmy. Wspomniany przed chwilą Wilamowitz
jest idolem wielu filologów. Martin West wspomina
w jednej ze swoich książek, że zdjęcie tego uczonego
spogląda nań zawsze ze ściany gabinetu, kiedy pracu­
je. Ja, toutes proportions gardées, mam na swoim stole
fotografię młodej Jane Harrison na tle okna, prześwie­
tloną jasnym blaskiem, piękną w zamyśleniu. Otóż
różnica między mną a moim znakomitym przedmówcą
polega na tym, że kiedy ja coś piszę, czując się dyletan­
tem w tej dziedzinie, w którą dość późno ośmieliłem
się wkroczyć, wybieram sobie autorytety, których Wilamowitz nawet nie zauważał (jak właśnie Miss Jane),
powodowany zawsze drażniącą mnie w jego tekstach
pychą. Był nazywany księciem filologów, z pewnością
nie bez racji, ale zanadto w to uwierzył i sam siebie po­
stawił w końcu na swoim prywatnym Olimpie. Świad­

63

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

czy o tym dobitnie jego późna fotografia upozowana
na obraz Rembrandta przedstawiający Arystotelesa
z popiersiem Homera (tę trzymam w teczce). W Glau­
be der Hellenen nazwał Greków najpobożniejszym z na­
rodów. Ale jak mu to wytknął z typową dlań elegan­
cją Walter F. Otto, nie do końca rozumiał istotę reli­
gii greckiej (a może religii w ogóle). Był typowym
przedstawicielem pozytywizmu. Ja wolę późniejszą,
„neoromantyczną” generację uczonych, których hory­
zonty były szersze, wyobraźnia swobodniejsza i takaż
odwaga ryzyka w interpretacji faktów i źródeł. N a tym
polegałaby różnica naszych stanowisk w punkcie wyj­
ścia. Karl Kerenyi był uczniem (przynajmniej ducho­
wym) Waltera Friedricha Otta. Zresztą wspomina
w swoim Dionisosie o tym, jak spotkał go na Korczuli,
gdzie prowadzili pierwsze rozmowy, i o kilkakrotnych
wspólnych podróżach po Grecji. Tu moje własne fa­
scynacje zbliżają mnie do Kerenyiego najbardziej, bo
Otto jest z pewnością tym, który kształtuje mocno
moje myślenie. Tak jak pierwsze dzieło Harrison, pra­
ce Gilberta Murraya, Corforda, Guthriego, Martina
Nilssona, Doddsa, Arthura B. Cooka, Rohdego czy sa­
mego Frazera wreszcie, który był mistrzem Harrison
zarówno, jak Bronisława Malinowskiego (wymieniam
autorów bez żadnego chronologicznego porządku, bo
wszyscy są dla mnie teraźniejsi). Te nazwiska - a listę
mógłbym znacznie poszerzać - wskazują już może, do
jakiego stopnia Wilamowitz musi mi być daleki. I mo­
że przez to mój stosunek do Kerenyiego jest inny niż
stosunek profesora Lengauera.

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

Jeśli weźmiemy zwłaszcza Prolegomena to the Study
of Greek Religion Jane Harrison, książkę, która wyszła
w 1903 roku, miała trzecie wydanie w 1922 i dotąd jest
nieustannie obecna w reprintach, niepoprawiana
i wciąż nietracąca nic z inspirującej siły i (niezależnie
od dyskusyjności niektórych jej tez) nikt z tych, którzy
się zajmują historią religii greckiej, ani nie zauważyć,
ani obojętnie koło niej przechodzić nie powinien, a na­
wet chyba nie jest w stanie - i jeśli, z drugiej strony,
uznamy niezwykłą oryginalność i siłę wizji zawartą
w Die Götter Griechenlands (mimo że Otto pozostaje
nieco na uboczu, zapewne dlatego, że duch pozytywi­
zmu nie przestaje krążyć po obszarach szerszych już niż
sama Europa), Kerenyi odzyska może należne mu w hi­
storii religii greckiej miejsce. W moim przekonaniu,
i tutaj mam pewne kłopoty, bo znam tę książkę dobrze,
ale czytałem ją ostatni raz parę lat temu i nie zdążyłem
jej przeczytać przed tym spotkaniem na nowo - moim
zdaniem w Eleusis Kerenyi w jakimś stopniu idzie za
Ottem, ale także zdradza go trochę, bo był w jego życiu
taki moment, kiedy związał się z Jungiem, z kręgiem
Ascony i „Eranos”, co znalazło wyraz w serii rozpraw,
z których trzy zostały przełożone na polski właśnie
przez Ireneusza Kanię, tzn. Prometeusz, Dionisos i Eleu­
sis, jedna przez Jerzego Prokopiuka - Hermes, i do tej
serii należą jeszcze dwie, które nie weszły do naszego
językowego obiegu: Zeus i Hera oraz Asklepios. Nie
wszystkie są zarażone wpływem Junga, ale w czterech
występuje w podtytule termin „archetyp”, co jest pew­
nym sygnałem nastawienia badawczego. Nie zawsze
ten sygnał znajduje uzasadnienie w tekście. Bo w isto­
cie autor zdaje się zajmować tu stanowisko bliższe Ot­
ta i innych historyków greckiej religii par excellence niż
szwajcarskiego mistrza. Nie poddaje się do końca me­
todom psychologii, jakkolwiek pojmowanej. Wraca
stale do koncepcji rozwijanych przez Waltera Otta czy
Karla Reinhardta, którzy nie godzą się na ewolucjonizm, psychologizm i inne tego typu (często z pozoru)
scjentystyczne metody, przy użyciu których wizja
wszelkiej religii ulega deformacji i przez które wszystko
można wyjaśnić wszystkim (bez względu na sens osta­
tecznych rezultatów), nie zostawiając żadnego miejsca
na tajemnicę, bez której nie ma żadnych wierzeń. Re­
inhardt - jeden z najbliższych przyjaciół Otta - napisał
kiedyś, że sam tytuł wydanych w 1929 roku Bogów
Grecji, był na owe czasy prowokacją. Die Götter Grie­
chenlands każdemu musiało się kojarzyć z wierszem
Schillera. „Panowanie” Moellendorffa jeszcze trwało,
a tu ktoś jawnie występował pod sztandarem neoromantyzmu. I to nie koniec, bo za tym kryło się jeszcze
takie podejście do „wiary Hellenów”, które nazwać by
wypadało teologicznym, a to znaczyło, lub mogło być
czytane jako: „niefilologicznym”, lub nie tylko takim.
Filologia miała tu służyć czemuś szerszemu i głębszemu,
a nie stanowić centralnej osi, wokół której skupiać się
ma wszystko, i z badań nad którą wywodzi się ostatecz­

Włodzimierz Lengauer: Ja o moim stosunku nie
mówiłem, bardzo przepraszam...
Wiesław Juszczak: Ale powiedziałeś, że Moellendorff jest dla ciebie autorytetem...

Włodzimierz Lengauer: Tak, ideałem mężczyzny.
Krzysztof Bielawski: Jak John Wayne...
Włodzimierz Lengauer: Jak John Wayne, na tej
zasadzie. Jak John Wayne. Bardzo piękny mężczyzna.
Wiesław Juszczak: Ale (tym razem przynajmniej)
nie wypowiadam się o nim czy o nich jako o przedsta­
wicielach płci, lecz jako o uczonych, o reprezentan­
tach pewnej badawczej postawy. Harrison była kobie­
tą, ale w nauce mogła być i jest dla wielu ideałem sta­
wianym równie wysoko, lub na zgoła innym piedesta­
le naukowej wyobraźni wyżej od Moellendorffa (a że
jako kobieta an sich była ideałem także, że na wieść
o jej śmierci Virginia W oolf popadła w głęboką depre­
sję, choć nie znała jej zbyt blisko, to całkiem inna,
choć interesująca kwestia; dla mnie może być jak Gre­
ta Garbo, ale nie to chyba jest naszym tematem).

64

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

zwłaszcza że to jest już okres niesłychanie późny roz­
woju religii greckiej - VIII p.n.e. to już są, w gruncie
rzeczy, nasze czasy. To, co się dzieje, ginie w jakiejś pomroce, a religia zawsze się zaczyna wtedy, kiedy się za­
czyna ludzkość, czyli - archeologicznie rzecz biorąc w paleolicie. Otóż tutaj widać pewne rozdarcie i jest
jeden szczegół bardzo interesujący dla mnie, mianowi­
cie ani razu nie jest zacytowana Jane Harrison. Otóż
chodzi o te elementy archaiczne, które zacierają się
w hymnie homeryckim. Książka Kerenyiego jest
w gruncie rzeczy, mimo bardzo wielu odwołań do róż­
nych źródeł czy analogii, oparta na analizie mitu De­
meter i Persefony, w takiej jego formie, w jakim jest on
opisany w Hymnie do Demeter. A Hymn do Demeter
jest datowany, w tej chwili już właściwie przez wszyst­
kich, na rok około 600, na przełom VII na VI wiek,
czyli jeszcze później. Wielkim problemem (i być może
to problemem, który, w jakim sensie podsunął być mo­
że Kerenyiemu Jung...) jest ten podtytuł: Archetyp
matki i córki. Otóż jest wielkie pytanie: w którym mo­
mencie Persefona stała się córką Demeter? U Home­
ra nie ma żadnego śladu. Mit porwania zjawia się do­
piero w Teogonii. Tam są dwiema absolutnie różnymi
osobami. Demeter jest wspomniana u Homera w ogó­
le tylko dwukrotnie, natomiast Persefona jest boginią
podziemi, i to główną boginią, dlatego że w gruncie
rzeczy tam się rzadziej mówi o Hadesie jako o osobie,
a częściej się mówi o Hadesie jako o miejscu. Persefo­
na w tym miejscu króluje. Jak wiadomo, doświadcze­
nie, nazwijmy je agrokulturowe, którego upostaciowa­
niem jest Demeter, jest doświadczeniem późniejszym
niż doświadczenie śmierci. W związku z tym można
powiedzieć, że Persefona jest wcześniejsza, objawia się
wcześniej. Ja wierzę w tak zwane objawienie pierwot­
ne, które jest uznane przez tak wielkich teologów
(zresztą działających nie bez wpływu Otta i przede
wszystkim Heideggera) jak Romano Guardini, Karl
Rahner czy Paul Tillich, by przy tych tylko pozostać.
Objawienie się Persefony jest pierwotne. Demeter jest
„wtórna” w tym sensie, że nosi w sobie wiele cech apo­
kryficznych, dodanych już w tym czasie, kiedy - jak pi­
sał znowu Otto - zjawił się Olimp Homera, a „praw­
dziwy” wielki mit obumarł. W związku z tym można
trawestować sławne zdanie z Boskiej komedii, gdzie
Dante nazywa Marię filia del suo filio: „córką swego sy­
na”. Dla mnie najradykalniejszym i może najprostszym
wejściem w rozwiązywanie „problemu” Demeter jest
określenie jej jako filia della sua filia. Tu tkwi dla mnie
kluczowa kwestia, która w Eleusis nie została rozwiąza­
na, a nawet wyraźniej postawiona, choć mówi się tam
bardzo często o jedności dwóch bogiń. I żeby jeszcze
wspomnieć o drugim zagadnieniu, którego też mi
w wywodzie Kerenyiego brak, to zagadnienie mistyczności misteriów. Jeżeli chcemy szukać źródeł, które by
nam objaśniały i ukazywały mistyczną stronę greckich
wierzeń, to znajdujemy je wyłącznie w orfizmie. Poja­

ne wnioski. Mówię o tym na poły dygresyjnie, bo my­
ślę teraz w zasadzie o Kerenyim. O jego miejscu wśród
badaczy tej samej problematyki, jaka była też jego do­
meną. Mój podstawowy kłopot, który się nasuwa przy
lekturze tej książki, jest taki, że nie rozwiązuje ona, czy
też nie stawia dostatecznie ostro, pewnego zagadnie­
nia, dla mnie kluczowego w micie Persefony, a to zna­
czy (podtytułowego) problemu matki i córki. I żeby tyl­
ko zasygnalizować kierunek myślenia, który towarzy­
szył mi teraz, kiedy Eleusis tylko przeglądałem, wspo­
mnę, że mamy tam na samym początku, na czternastej
stronie, takie zdanie: „W homeryckim Hymnie do Demeter jest mowa o bliżej nieokreślonej liczbie okeanid
towarzyszących Persefonie w tym momencie [czyli
w momencie porwania - dopowiedzmy], co dobrze pa­
suje do homeryckiego stylu, zacierającego i usuwające­
go elementy archaiczne”. Zdawałoby się, że zdanie jest
zrozumiałe i do przyjęcia, ale w tym zdaniu kryje się coś
bardzo ważnego, co nie zostaje potem dostatecznie roz­
winięte ani nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji.
Mianowicie fakt, że tzw. religia homerycka (podkre­
ślam tak zwana, bowiem jest to tylko zwyczajowe na­
zwanie tła tylko heroicznych w zasadzie poematów, co
za żaden zwarty system religijny uznane być nie może,
co wielu uczonych zauważa i podnosi pisząc, że Homer
nie był żadnym teologiem) - a więc, że obecny w tle
Iliady i Odysei olimpijski panteon jest „wytworem” bar­
dzo późnym i że nawet tam nie ma śladu jakichkolwiek
związków między Demeter a Persefoną, która nigdy nie
nosi imienia czy przydomku „Kore” [co znaczy „dziew­
czyna” lub właśnie - w domyśle tylko - „córka”], ani
nie ma wzmianki o żadnym uprowadzeniu jakiejś córki
Demeter przez Plutona. Ten wątek pojawia wprawdzie
nieco później w Teogonii Hezjoda, ale ostatecznie zo­
staje rozwinięty dopiero około roku 600 we wspomnia­
nym wyżej hymnie. Jeżeli zbierzemy to wszystko, nasu­
wa się następujący wniosek: Kerenyi ma rację, twier­
dząc, że „styl homerycki” (powiedziałbym raczej sam
Homer) ma skłonność do zacierania czy usuwania ele­
mentów archaicznych (co tu znaczy: wcześniejszych
niż jego epoka), o czym dość obszernie pisze zresztą O t­
to w Bogach Grecji - ale nie ma racji, sugerując, jakoby
przed Homerem istniała jakaś mityczna opowieść o po­
rwaniu córki Demeter, a już na pewno nie jest możli­
we, aby tą córką była wielka bogini podziemnego świa­
ta, jaką - i tylko tak - jawi się Persefona w dwu pierw­
szych zachowanych greckich eposach. Fakt, z religijne­
go punktu widzenia zbyt ważny, by nawet przy tenden­
cji do marginalizowania prehomeryckich mitów w tych
poematach można go było przemilczeć.
Zresztą to nie jest tylko moje zdanie, ale jestem za
tymi, którzy tak ją sytuują, i że te dwa, czy trzy, wiel­
kie dzieła, od których rozpoczynają się nasze źródła
(przynajmniej źródła chronologiczne) pisane do histo­
rii Grecji czy historii religii, historii mitu greckiego,
a mianowicie Illiada, Odyseja i Teogonia Hezjoda,

65

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

ści umysłowe społeczeństw pierwotnych Lévy-Bruhl, któ­
ry to typ wierzeń jest wcześniej jednym z tematów roz­
ważań w Prolegomenach Harrison, jest dla mnie roz­
wiązaniem tej kwestii najbardziej przekonującym. Dla­
tego Eleusis Kerényiego uważam za analizę późnego
apokryfu raczej niż archaicznego wielkiego mitu - jak
wspomniałem - który na jakiś czas został odsunięty na
margines pod wpływem religii olimpijskiej panującej
w świecie Homera, które to panowania trwało względ­
nie krótko. Chciałbym na zakończenie przeczytać
fragment z książki Jane Harrison, który potwierdza
może moje stanowisko. W końcowej partii Prolegome­
nów czytamy: „Głównie w związku z uprawą ziemi, jak
się zdaje, Bogini Ziemia wyłoniła z siebie podwójną
postać jako matka i dziewczyna (maid). Dawna pani
dzikich zwierząt jest obecna w jednym kształcie, być
może nawet nieświadomie, lecz w Eleusis obie postaci
są jasno wyodrębnione. Demeter i Kore to dwie posta­
ci, choć jedno bóstwo”. (Pisze o tym Kerényi, choć co dość dziwne - nigdy Harrison nie cytuje, jak mówi­
łem). I jeszcze: „Ważne, by odnotować i zauważyć, że
pierwotnie owe dwie formy, Bogini Ziemi i Zbóż, nie są
matką i córką, lecz matką i dziewczyną. Demeter i Ko­
re są faktycznie, po prostu, starszą i nowszą formą tej
samej postaci, stąd łatwo o ich pomylenie”. Postać
matki i córki są określone jako różne „mitologicznie
raczej niż teologicznie” - to niesłychanie ważne i traf­
ne spostrzeżenie i sformułowanie. Razem wzięte,
wszystko to znaczy, że postaci „obu bogiń”, będąc pier­
wotnie jedną, są tworem „instynktu narracyjnego”,
potrzeby fabularyzowania cechującej późne stadia roz­
woju religii, kiedy oddalane zostają - między innymi
przez to - treści pierwotnego objawienia, przez „inter­
pretację”, uzupełnianie, dopowiadanie tego, co obja­
wione A zatem „archetyp matki i córki” nie jest
w istocie „ilustrowany” przez późną apokryficzną opo­
wieść w typie heroicznej sagi, jaką daje nam homerycki hymn. A on stanowi główny temat książki tu dysku­
towanej. Natomiast wedle pierwotnego objawienia
jest najpierw Wielka Matka (Ge lub Rhea), zastąpio­
na później przez Demeter. Persefona jest może jedną
z owych pierwotnych postaci. Jej pierwszym imieniem
może być nawet Chtonie albo Nyks (głąb Ziemi lub
Noc). Zaś postać Kore może być obrazem w jakimś
stopniu apotropaicznym (zresztą w Misteriach Eleuzyńskich jeszcze słowo „Persefona” jest arrheton, jest
to imię w zasadzie niewymawialne, imię misteryjne al­
bo „mistyczne”). Jeszcze muszę zauważyć, że istnieją
bardzo interesujące uwagi na ten temat, który tutaj sy­
gnalizuję poprzez Jane Harrison, w znakomitej książce
Cornforda From Religion to Philosophy z 1912 roku, i że
jest tam to wszystko, co występuje dzisiaj u Burkerta
(The Orientalizing Revolution) i Westa (The East Face
of Helicon), gdzie szukając źródeł religii greckiej, sięga
się co najmniej do Mezopotamii. West pisze, w pew­
nym momencie, że jeśli się jest w Grecji, ma się poczu­

wia się zatem trudne pytanie o czas datowania począt­
ków tego religijnego ruchu. Czy religia orficka jest, czy
nie jest wcześniejsza od Homera i Hezjoda? Według
Herodota czy Diodora Sycylijskiego jest, ponieważ się
wymienia w kolejności Orfeusz, Homer, Hezjod...

Włodzimierz Lengauer: U Herodota nie, absolut­
nie. On powiada, że Homer i Hezjod są najstarsi, a ci
inni późniejsi.
Wiesław Juszczak: Faktycznie, nie wymienia
imion, jakie wspomniałem. Ale scholiaści i badacze
późniejsi przypisują mu jakieś aluzje do takiego „rodo­
wodu wieszczów”. Jest to możliwe, ponieważ Herodot
nie jest w tym wypadku konsekwentny. W księdze
drugiej (2.23), mówiąc o Okeanosie, czyni uwagę, że
tę nazwę, jako nazwę jakiejś nieznanej rzeki, wprowa­
dził do poezji Homer, „albo któryś z jeszcze dawniej­
szych poetów” (i tych właśnie pewne komentarze
identyfikują jako Linosa, Musaiosa i Orfeusza, doda­
jąc niekiedy Eumolposa). A nieco dalej dopiero (2.53)
pisze, że Hezjod i Homer, którzy stworzyli Grekom
teogonię i nadali epitety bogom, żyli przed tymi poeta­
mi, jacy - najwyraźniej wedle dość rozpowszechnionej
tradycji (bo wtrąca tu „moim zdaniem”) - mieli żyć
przed nimi. Dla historyka więc Homer nie musiał
uchodzić za najstarszego, a tylko za pierwszego z tych,
którzy dokonali „uporządkowania mitologii”. Zresztą
cały ten fragment (drugi z cytowanych) wymagałby
dłuższej analizy, bo brzmi tak, jakby Herodot poruszał
się tutaj na dość niepewnym gruncie, zwłaszcza gdy
w zakończeniu passus czytamy: „Poprzednie szczegóły
referuję z opowiadania kapłanek dodońskich, a dalsze,
odnoszące się do Hezjoda i Homera, ode mnie pocho­
dzą” [przekład Hammera]. Już w epoce klasycznej,
w każdym razie, istniała dość mocno ugruntowana
„chronologia” tych pierwszych twórców, jak np.
w Apologii Platona (41a): Orfeusz, Musaios, Homer,
Hezjod, z wieloma odmianami w kolejności imion naj­
wcześniejszych: Linos, Musaios, Orfeusz; a także
skomplikowanymi relacjami w zakresie pokrewieństw
lub zależności uczeń-mistrz, itd. Problem orfizmu - je­
den najbardziej interesujących w historii religii grec­
kiej, i najbardziej skomplikowanych i dyskutowanych,
gdy idzie zwłaszcza o chronologię - dotyczy bezpośred­
nio wspomnianych tu związków Persefony z Demeter,
oraz kwestii greckiej mistyki, o której wspomniałem,
całkowicie wyrugowanej we wczesnych eposach, ra­
zem z kultami chtonicznymi, powracającymi - według
jednych, lub rodzącymi się - według innych, w VI wie­
ku, za Pizystratydów w Attyce (tu szczególnie ważna
działalność Onomakritosa), i może za sprawą Pitago­
rasa w kręgu Krotony oraz na Sycylii. Wizja orfizmu
jako religii kontynuującej wierzenia najpierwotniejsze
(w tym właśnie chtoniczne), religii mistycznej tego ty­
pu, jaki analizuje w swej książce z 1910 roku Czynno­

66

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

cie, że się jest już w Azji. Dziękuję i przepraszam za
niezborność tego przydługiego wywodu.

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

niami Krzysztofa Bielawskiego - dzisiejsza dyskusja za­
mieniła się jednak w rodzaj seminarium.
Czytałem niedawno w „Gazecie Wyborczej” rozmo­
wę z Dorotą Jarecką, psychologiem społecznym. Mó­
wiąc, jak inaczej trzeba dzisiaj prowadzić zajęcia akade­
mickie, zauważa ona, że mniej więcej co kwadrans po­
winno się dawać jakiś przerywnik, dlatego że młodzież
jest przyzwyczajona do pilota i bezustannej zmiany ka­
nałów, a z kolei poszczególne sieci starają się zatrzymać
uwagę telewidzów także przez nieprzerwaną zmianę...

Krzysztof Bielawski: Okazuje się, że mamy pro­
blem: Karl Kerenyi miał problem z Wilamowitzem.
Myślę że, w jakiejś mierze, miał też problem z Ottem,
i obydwa te problemy nas tu dopędziły. Kerenyi cały
czas jakby się nam wymyka. Wydaje mi się, że pisar­
stwo Kerenyiego z natury rzeczy zawsze się trochę wy­
myka jednoznacznościom i kategoryzacjom, pozosta­
wiając niezwykle inspirujące niedopowiedzenia. Może
jednak mimo to uda się nam jakoś zdyscyplinować
dyskusję...

Wiesław Juszczak: Mam nadzieję, że nie ma Pan
na myśli mojego seminarium...

Leszek Kolankiewicz: Proszę Państwa, nie wiem,

Leszek Kolankiewicz: Myślę teraz o dzisiejszym

jakim cudem znalazłem się w tym znakomitym i sza­
cownym gronie, zaproszony do dzisiejszej dyskusji.
Chyba tylko z powodu mojego amatorskiego - ama­
torskiego co się zowie, chcę powiedzieć: wynikającego
z zamiłowania - zainteresowania problematyką miste­
riów, no i misteriów eleuzyńskich. Zainteresowaniu
temu dałem wyraz - może trochę nieprzezornie w studium Eleusis: oczy szeroko zamknięte (opubliko­
wanym przez Towarzystwo Przyjaciół Ossolineum
w księdze ofiarowanej profesorowi Januszowi Deglero­
wi w 65. rocznicę urodzin, zatytułowanej Między te­
atrem a literaturą), studium, które tak wiele zawdzięcza
właśnie książce Karla Kerenyiego.
Wyznam, że pozostaję pod wrażeniem prac tego ba­
dacza: przede wszystkim wspaniałej monografii Dioni­
zos. Archetyp życia niezniszczalnego, także eseju Hermes
przewodnik dusz. Mitologem życia mężczyzny i niezmier­
nie inspirującej, moim zdaniem, książki o Eleusis, któ­
rej długo oczekiwane polskie wydanie stało się powo­
dem naszego dzisiejszego spotkania - zresztą prac ukła­
dających się, mówił o tym profesor Juszczak, w pewną
całość. Zauważmy od razu, że książka Eleusis. Archety­
powy obraz matki i córki ma strukturę dwudzielną: część
pierwsza to rekonstrukcja, diachroniczna i struktural­
na, części drugiej zaś autor lojalnie nadał tytuł „Hermeneutyczny esej o misteriach”. Otóż ta dwudzielność,
formalna i metodologiczna, ukazuje, jakże typowe dla
Kerenyiego, połączenie kompetencji badawczych z am­
bicjami hermeneutycznymi. Właśnie to połączenie dość wyjątkowe: tu zgoda - wydaje mi się u niego
atrakcyjne i cenne. Kerenyi nie zostawia czytelnika
z gołą rekonstrukcją, ale zawsze jeszcze stawia hipote­
zę, co zrekonstruowane fakty mogły znaczyć. A jedno­
cześnie nie myli beztrosko jednego z drugim.
Ponieważ nie jestem ani historykiem, ani filolo­
giem klasycznym - a przecież nawet gdybym był, też
nie mógłbym, jak się okazuje, rościć sobie pretensji do
miana specjalisty - nie jestem też, broń Boże, teolo­
giem, lecz zwyczajnym kulturoznawcą, proszę moje
dalsze uwagi traktować jak spostrzeżenia szeregowego
uczestnika seminarium, skoro - zgodnie z przewidywa­

spotkaniu. Ale, jak słyszeliśmy, profesor Lengauer też
w ramach swojego seminarium pokazywał western
z Johnem Waynem, więc może nie tylko.
Myślę więc sobie, że może w charakterze takiego
przerywnika opowiedziałbym anegdotę. Proszę się nie
obawiać: anegdota niezupełnie będzie od rzeczy. Ow­
szem, może zilustruje charakter dociekań hermeneutycznych - jeśli chodzi o misteria eleuzyńskie, moim
zdaniem cokolwiek beznadziejny.
Anegdota będzie o Urnie Lovatelli. Urna zresztą
wcześniej nie miała szczęścia do polskich tłumaczy, bo
jej nazwa była tłumaczona a to jako Urna z Lovatelli,
a to - już bliżej - jako Urna Lovatelliego (chociaż, je­
śli już, to raczej: Lovatellego). Zabytek ten nosi nazwę
Urny Lovatelli, bo jego odkrycie ogłosiła księżna Ersilia Caetani Lovatelli. Któregoś razu będąc w Rzymie,
postanowiłem obejrzeć na własne oczy Urnę Lovatelli, która - jak wiedziałem - przechowywana jest
w Museo Nazionale Romano. Kerenyi zamieszcza
w swojej książce (na s. 90-91 wydania polskiego) czte­
ry reprodukcje fotograficzne Urny Lovatelli. Nieco
wyraźniejsze są reprodukcje, które można znaleźć
w książce Waltera Burkerta Starożytne kulty misteryjne,
ale i one nie pozwalają rozstrzygnąć, co właściwie
przedstawia ten czy ów szczegół reliefu zdobiącego tę
niewielką marmurową popielnicę, a przedstawiającego
rytuały wtajemniczenia eleuzyńskiego. N a przykład
właśnie Kerenyi zastanawia się, czy w scenie składania
ofiary z prosiaka kapłan wylewający libację nie trzyma
na tacy ofiarnej makówek (co miałoby znaczenie
w sporze, czy w misteriach eleuzyńskich jakąś rolę od­
grywały środki halucynogenne, dajmy na to opium).
Pomyślałem więc sobie, że w końcu powinienem zoba­
czyć Urnę Lovatelli na własne oczy i przekonać się na przykład - czy to są rzeczywiście makówki, czy też
nie. Niemal codziennie przechodziłem obok Museo al­
le Terme, gdzie eksponowane są zbiory Museo Nazionale Romano, w końcu więc któregoś dnia tam wstą­
piłem. Byłem podekscytowany, ponieważ już za chwi­
lę miałem obcować z jednym z najciekawszych świa­
dectw przedstawiających wstępne rytuały eleuzyńskie,

67

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

jeden z nich zresztą zupełnie zgodny z archetypem
Hymnu homeryckiego do Demeter: sceną, w której D e­
meter, na znak tęsknoty za porwaną córką, siedzi na
stołku z zasłoniętą głową, na relifie naśladowana, już
w rytuale, przez - jak się przypuszcza - Heraklesa.
Spotkał mnie jednak tego dnia srogi zawód: zbiory
mają w Museo alle Terme ciekawe, ale niestety nie ma
wśród nich Urny Lovatelli. Okazało się, że popełniłem
drobny, ale zasadniczy błąd: prawdopodobnie trzeba
było iść do innego muzeum, położonego zresztą nie­
opodal, mianowicie Museo delle Terme - po prostu
nie ten przyimek. Wkrótce wybrałem się więc do Mu­
seo delle Terme, znów podekscytowany i teraz pewny,
że zaraz przekonam się na własne oczy, co właściwie
przedstawia relief na Urnie Lovatelli. I co mnie spo­
tkało? Otóż zbiory mają w Museo delle Terme cieka­
we, ale niestety nie ma wśród nich Urny Lovatelli. Py­
tam więc obsługę: „Gdzie jest Urna Lovatelli?”. Nie
wiedzą. Ba, oni mnie pytają: „To my mamy w naszych
zbiorach jakąś Urnę Lovatelli?”. Ponieważ nie tak
dawno podzielono zbiory Museo Nazionale Romano,
pozostało mi już chyba tylko odwiedzić nowy oddział
w Palazzo Altemps. Zresztą tam tak czy inaczej trzeba
pójść, bo to jest wspaniałe muzeum, świetnie urządzo­
ne. W ekspozycji niemal same arcydzieła: jest Tron
Ludovisi ze sceną narodzin Afrodyty, która się wyłania
- tylko nie wiadomo, czy z piany morskiej, czy może
z ziemi - i z tą piękną nagą dziewczyną, która siedzi,
z wdziękiem założywszy nogę na nogę, i gra sobie na
aulosie; jest tak zwana Śpiąca erynia - ta piękna głów­
ka dziewczęca, położona na bok, która chyba była in­
spiracją dla Brancusiego. Z Palazzo Altemps wysze­
dłem więc syty wrażeń, ale kolejny raz zawiedziony:
wśród ich wspaniałych zbiorów nie ma Urny Lovatelli. Teraz już dzwonię do głównej siedziby Museo Nazionale Romano i pytam: „Gdzie jest Urna Lovatelli?”.
Słyszę: „Tak, rzeczywiście, było coś takiego, ale nie
wiemy, gdzie to jest. Poszukamy, proszę zadzwonić za
kilka dni”. Rzecz jasna, jak to we Włoszech, poszuki­
wania trochę trwają, muszę dzwonić kilka razy. Wresz­
cie pewien pracownik, chyba jedyny zorientowany,
mówi mi, że Urna Lovatelli jest zamknięta w jakimś
pomieszczeniu i że trzeba mieć specjalne pozwolenie,
żeby tam móc wejść. Dowiedziawszy się o tym, wie­
działem już, jak działać dalej - spróbowałem, za radą
znajomego profesora, uruchomić jednocześnie dwa
kanały: przez ministerstwo i przez archeologów. I dzię­
ki archeologom udało się ustalić, że Urna Lovatelli
wiele lat temu została zamknięta w skrzyneczce z na­
pisem „Otwierać tylko do konserwacji”. Oni mają du­
żo takich rzeczy „tylko do konserwacji”, które leżą la­
tami zamknięte i nikt tego nie ogląda. Praktycznie nie
było więc szans, żebym obejrzał Urnę Lovatelli.
W Museo Nazionale Romano poradzono mi, żebym
sobie obejrzał jej doskonałe reprodukcje w Gabinetto
Fotografico Nazionale - oczywiście też za specjalnym

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

pozwoleniem. Ale przecież mnie nie o to chodziło.
Więc mimo wszystko naciskałem na pewnego profeso­
ra, żeby się dowiedział, kto mógłby tę skrzyneczkę jed­
nak dla mnie otworzyć - zawsze przecież jest sposób na
otwarcie skrzyneczki czy kuferka ze skarbem. I wtedy
okazało się, że osobą władną otworzyć skrzyneczkę
z Urną Lovatelli jest - uwaga! - kobieta: czarodziejka
ta nazywa się Rita Paris. No oczywiście: któż inny, je­
śli nie kobieta, mógłby mieć klucz do sekretu tej skrzy­
neczki - i dla mnie już wtedy, po długich poszukiwa­
niach, bez mała samej tajemnicy misteriów eleuzyńskich. Ale o tym dowiedziałem się niestety tuż przed
moim wyjazdem z Rzymu. Nie zdołałem już dotrzeć
osobiście do dottoressy Paris, żeby otworzyła mi skrzy­
neczkę z Urną Lovatelli.
Otóż z tymi moimi rzymskimi poszukiwaniami
Urny Lovatelli jest trochę tak jak z wszelkimi docieka­
niami hermeneutycznymi na temat tajemnicy miste­
riów eleuzyńskich. Moje zabiegi trwały tylko miesiąc
i wierzę, że gdybym nie musiał wtedy wyjechać, uzy­
skałbym w końcu zgodę albo przekonał strażniczkę
skrzyneczki. Nie zdążyłem, tymczasem jeszcze się nie
udało. Ta skrzyneczka jest tam gdzieś w Rzymie, a we­
wnątrz skrzyneczki spoczywa Urna Lovatelli. Czeka.
I po wiekach to właśnie kobieta strzeże okruchów tej
tajemnicy.
Profesor Lengauer przypomniał nam, jaką pozycję
filologowie i historycy przyznają Kerenyiemu. (Nie
zdradził jednak, jakie jest jego stanowisko w tej spra­
wie, co byłby bardzo ciekawe dla nas wszystkich). Po­
wtórzył między innymi zarzut historyków pod adresem
Kerenyiego, że nie zniżył się on do tego, by sięgać do
inskrypcji jako źródła. Ale zarzut ten świadczy właśnie
0 ich uprzedzeniu do niego, uprzedzeniu - jak się oka­
zuje - trwałym. Bo jednak weźmy chociażby właśnie
Eleusis: w bibliografii załącznikowej figurują przecież
Inscriptiones graecae, a i w samym tekście odsyłaczy do
nich można znaleźć pewnie kilkanaście, może ponad
dwadzieścia, najwięcej w rozdziale „Mniejsze Misteria
1przygotowania do Wielkich Misteriów” (proszę choć­
by rzucić okiem na s. 94-99 wydania polskiego). Od­
noszę jednak wrażenie, że tak naprawdę nie o to cho­
dzi, czy Kerenyi wykorzystał komplet źródeł, czy też
może któreś pominął, lecz o jego próby hermeneutyczne, w których posiłkował się metodami obcymi bada­
niom historycznym, uciekając się niekiedy nawet do
Jungowskiej psychologii głębi, do teorii archetypów.
Dla mnie ważne jest u Kerenyiego - oprócz zawsze
imponującej erudycji autora, której przecież nikt nie
przeczy - jego wyczuwalne osobiste zaangażowanie,
wynikające ze szczególnej inspiracji. W książce o Eleu­
sis trochę ta inspiracja jest ukryta, ale w książce o Dio­
nizosie badacz sugeruje, że w jakiś sposób doświadczył
Dionizosa, że doznał czegoś w rodzaju epifanii dionizyjskiej: stało się to po raz pierwszy w Kume, a potem
w pewnej winnicy w Panonii. Mówi o tym dość dys­

68

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

du metafizycznej intuicji tego autora, intuicji, która jeszcze wyraźniej niż w książce Eleusis - dochodzi do
głosu we wspomnianym studium Das göttliche
Mädchen.
Dla mnie jako kulturoznawcy, zajmującego się
szczególnie cultural performances, ciekawe było przede
wszystkim to, co Kerenyi ma do powiedzenia o drdma
mystikón, domniemanym dramacie misteryjnym,
i oczywiście o doświadczeniu wtajemniczanego. Na
ten temat Kerenyi wypowiada się jednoznacznie:
w Eleusis nie było żadnego dramatu misteryjnego,
wtajemniczeni nie oglądali czegoś w rodzaju przedsta­
wień dla wybranych. Tę tezę wypowiada on w książce
Eleusis bardzo stanowczo i muszę powiedzieć, że dla
mnie - jako osoby zainteresowanej widowiskami brzmi ona bardzo przekonująco. (Mam nadzieję, że pa­
nowie profesorowie to zweryfikują). W badaniach nie
docenia się zazwyczaj pewnej nader subtelnej różnicy,
której właśnie Kerenyi nie przeoczył, a mianowicie
różnicy między sposobem patrzenia teatralnym i spo­
sobem patrzenia - czy raczej zobaczenia - misteryjnym. To oczywiście można tylko rekonstruować. Ale
jakie Kerenyi przedstawia tu argumenty? Otóż powo­
łuje się on na różne typy uczestnictwa w tych dwóch
czynnościach. W wypadku doświadczenia misteryjnego konieczne były specjalne przygotowania uczestnika
- przygotowanie go do zobaczenia, do kontemplacji,
którą była epopteia. Epopta to ten, który widzi, czyli
dostępuje objawienia w formie obrazowej. O tym, że
specjalne przygotowanie jest potrzebne, wręcz ko­
nieczne, dla dostąpienia pewnego typu doświadczeń,
wiem przez porównanie rekonstrukcji Kerenyiego
z praktykami Jerzego Grotowskiego: najpierw teatral­
nymi, a później z obszaru tak nazwanych Sztuk Rytu­
alnych (Nie będę tutaj rozwijać tej paraleli, tylko ją
zasygnalizuję). W teatrze mamy do czynienia z drama­
tem, który staje się widowiskiem wywierającym okre­
ślone wrażenie na tych, którzy je obserwują, przez sam
fakt zmontowania w określonym porządku, w określo­
nym układzie pewnej struktury audiowizualnej, czyli
właśnie tego dramatu. Jeśli dramat ten, jak tragedia,
będzie oddziaływać katartycznie, to oczyszczenie to
będzie tu skutkiem owego montażu, będącego dziełem
poety. W misteriach natomiast oczyszczenie jest przy­
gotowaniem do zobaczenia, a nie skutkiem oglądania
dramatu. Jest ono wręcz warunkiem koniecznym - jak
w rytuałach przedstawionych na Urnie Lovatelli - do­
stąpienia dalszych stopni wtajemniczenia, aż wreszcie
tej uszczęśliwiającej wizji misteryjnej. Mówiąc więc ję­
zykiem Grotowskiego, montażu dokonuje sam inicjo­
wany - dokonuje w sobie i własnym wysiłkiem. I o ile
mu się to powiedzie, o tyle dostąpi owej wizji.
Tutaj jest oczywiście pewna zagadka, której praw­
dopodobnie nikt nigdy już nie rozwiąże: na czym pole­
gała ta sztuczka techniczna, umiejętność, która pozwa­
lała kapłanowi przywołać - za każdym razem z dobrym

kretnie, ale w dalszym ciągu, na każdej właściwie stro­
nie Dionizosa - tej imponującej książki, w której jed­
nak można się zagubić, jak w labiryncie - daje dowo­
dy, że religia dionizyjska go jakoś osobiście zaangażo­
wała i angażowała przez dziesiątki lat, przez całe jego
życie.
Tu znowu anegdota, taki szybki flesz. Kerenyi pi­
sząc w Dionizosie o grocie Ejlejthyi na Krecie, nie zga­
dza się z jej przyjętymi interpretacjami, którym zarzu­
ca brak związku z myśleniem mitycznym. Kiedy prze­
czytałem u niego, że badacz może się o tym przekonać
naocznie - wiele mówiący argument, prawda? - to
oczywiście podczas pierwszej podróży na Kretę udałem
się do tej groty. Nie tak łatwo się dziś do niej dostać:
wejście jest zagrodzone kratą, a ta jest zamknięta na
kłódkę. N ad grotą Ejlejthyi biegnie szosa, więc tam
chyba się boją, że strop mógłby się zawalić. I może
słusznie, że nikogo nie wpuszczają, bo człowiek chodzi
w tej jaskini po skorupach i ma uczucie, że niszczy bez­
powrotnie to, czego archeologowie nie pozbierali.
Nikt tam teraz nie prowadzi żadnych prac. Szczęśli­
wym trafem odnalazłem człowieka, który ma klucze
do groty Ejlejthyi, i razem się tam udaliśmy. Kiedy spe­
netrowałem tę jaskinię, to mogłem się przekonać do
wielu rzeczy, o których pisze Kerenyi. Muszę powie­
dzieć, że było to bardzo ciekawe doświadczenie: tak
wejść tam z pochodnią w ręku i zaraz u wejścia móc
dotknąć omphalós na brzuchu rodzącej bogini.
Ukształtowanie jaskini jest takie, że penetrując ją, ma
się nieodparte skojarzenie z drogami rodnymi, a jed­
nocześnie panuje tam atmosfera jakiegoś sanktu­
arium, która potwierdza, że to rzeczywiście jest to,
czym jaskinie mogły być dla najstarszych kultur - mia­
nowicie naturalną świątynią. I kiedyśmy tak z tym mo­
im przewodnikiem oglądali przy świetle pochodni ja­
kieś skorupy, pojawiła się pszczoła. Dla mnie w tamtej
chwili ta samotna pszczoła była jak gdyby strażniczką
groty. W micie pszczoły zamieszkujące grotę są mamkami boskiego dziecka.
Kerenyi więc miał inspirację i sam może być bardzo
inspirujący - nie tylko w takim sensie, że inspirował
Thomasa Manna przy pisaniu Józefa i jego braci, ale
w takim, że zachęca do pewnych weryfikacji, które
może nie są ściśle naukowe, natomiast mają związek
z doświadczeniem egzystencjalnym. Tu też umocowa­
ne są jego związki z Carlem Gustavem Jungiem.
Chciałbym w tym miejscu przypomnieć wspólną książ­
kę Kerenyiego i J unga Einführung in das Wesen der My­
thologie, bo jest tam świetne studium Kerenyiego o ar­
chetypie boskiej dziewczyny, studium, w którym autor
posuwa się chyba dalej niż w tezach książki o Eleusis.
Dopowiada tam pewne rzeczy o istocie Dwóch Bóstw,
jak Grecy nazywali Demeter i Kore/Persefonę. W peł­
ni zgadzam się z tym, co tu powiedział Krzysztof Bie­
lawski, że temat misteriów eleuzyńskich w ujęciu
Kerenyiego nieoczekiwanie uwspółcześnia się z powo­

69

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

skutkiem - boginię. Ostatni hierofant zabrał ten sekret
z sobą do grobu. Ciągłość przekazu została niestety
przerwana przez tego odstępcę, który przystąpił do in­
nej religii i już nikomu nie przekazał tego sekretu.
Ale możemy próbować rekonstruować, na zasadzie
analogii, właśnie doświadczenie uczestnika. I myślę, że
Jung rzeczywiście mógłby być w tym pomocny. Jung
jest może trochę demonizowany. O doświadczeniu eg­
zystencjalnym mówił językiem psychologa, ale był on
przede wszystkim hermeneutą, który tłumaczył z języ­
ka na język, na przykład doświadczenie alchemików
przełożył na język dziś zrozumiały.
Profesor Juszczak mówił tutaj o pewnym porządku
historycznoreligijnym, a ja chcę powiedzieć o pewnym
porządku doświadczenia, o dynamice doświadczenia
dwóch bóstw. Więc na początku jest matka i córka:
matka poszukuje porwanej córki. Kerenyi mówi: ta
rozpaczająca Matka jest bardziej ludzka, matce współ­
czujemy. Dwa bóstwa są więc dla nas dostępne w sensie psychologicznym, w porządku doświadczenia
- zrazu od strony matki, od strony doświadczenia tej,
której zabrano córkę, tej, od której córka się odłączy­
ła. (Sir James George Frazer mówi, że Grecja wybrała
wzruszającą postać zmarłej córki, opłakiwanej przez
pogrążoną w żałobie matkę, żeby ukazać pewien rodzaj
dramatu; jak wiemy, inna religia wybrała postać zmar­
łego syna). W doświadczeniu zrazu matka jest łatwiej
dostępna, ale kiedy stopniowo zanurzamy się w nie
głębiej, to powoli przechodzimy na stronę córki, tej
cząstki oderwanej, która po tamtej stronie - jako bo­
gini świata podziemnego - nie jest już wzruszającą
i piękną dziewczyną, lecz staje się przede wszystkim
straszna. I tam ta córka okazuje się matką wszystkie­
go, w tym także własnej matki.
Kiedyśmy stracili - złożyliśmy w ofierze - to, co
mogliśmy stracić najcenniejszego (Jung powiedziałby:
nasze „ja” świadome), odzyskujemy tę większą całość,
którą jest matka wszystkiego (Jung nazwałby to jaź­
nią), obejmująca także każdą córkę, zresztą jak każdy
byt, który tylko raz wynurza się do istnienia i który za­
wsze umiera - nigdy nie wynurza się stamtąd drugi raz.
Ona obejmuje wszystkie te stworzenia - w tym sensie
jest wspaniała i straszna.

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

interesuje go doświadczenie, interesuje go rekonstruk­
cja, ale nie w sensie historycznym. W związku z tym,
podstawowy zarzut „wilamowitzowców”, zarzut braku
szacunku do chronologii, jest konsekwentnie odrzuca­
ny ze względu na przejrzyście przyjęte założenia. Inte­
resuje nas stanowisko Pana Profesora jako wielbiciela
Johna Wayne’a i Wilamowitza.

Włodzimierz Lengauer: Nie widzę konieczności
wygłaszania własnego credo. Ja jestem profesor Bladaczka, taki właśnie filolog, historyk, bardzo prosty,
który tylko patrzy na pewne dane, i tyle. Kiedy profe­
sor Kolankiewicz mówił właśnie o tej słynnej Urnie
Lovatelli, myślę, że może Państwo ją sobie przypomi­
nają, to także mi się przypomniało i to, jak do niej
podchodzi Kerenyi, i tak jak do niej podchodził choć­
by Walter Burkert, który ją również, w kilku miej­
scach swoich prac, dokładnie analizuje, bo to właśnie
także od razu obrazuje pewne różnice podejścia. Jak
Państwo czytają Kerenyiego, którego nawiasem mó­
wiąc, ponieważ przez semestr prowadziłem semina­
rium na temat Eleusis, także dawałem studentom, acz­
kolwiek właśnie już takim starszakom. Oni, już na
wyższym poziomie wtajemniczenia, powinni to czytać.
Oczywiście nie jest to lektura dla studenta pierwszego
roku, ale starszacy już mogą.
Jeśli Państwo czytają interpretację Kerenyiego
i opis nawet, samą discriptio, nie mówiąc już o warstwie
interpretacyjnej przedstawień na Urnie Lovatelli, to
Państwo nigdzie nie znajdą odpowiedzi, w którym mo­
mencie misteriów to się odbywa. To jest wtajemnicza­
nie Heraklesa w misteria. W którym momencie? Pew­
nym problemem badawczym jest dokładne ustalenie,
co się dzieje od trzynastego do dwudziestego drugiego
Boedromionu. Jeżeli to jest, a na to Kerenyi kładzie
trochę nacisk, owa myesis indywidualna, proszę sobie
wyobrazić, czy to jest możliwe, że tak się wtajemnicza
powiedzmy w V wieku, w ten sposób jak to urna
przedstawia... Czy to tylko symbol, czy to jest pewien
moment rytualny? Co ta scena przedstawia? Tego też
Państwo w książce Kerenyiego nie znajdą: ilu właści­
wie ludzi uczestniczy w misteriach, ilu idzie w proce­
sji? Według wzmianki Herodota wynika, że procesja
udająca się do Eleusis może liczyć ok. trzydziestu tysię­
cy osób. W tym oczywiście są także już epoptai, czyli ci,
którzy nie muszą się już wtajemniczać, coś innego tam
będą robić - też nie wiemy, co, ale ci, którzy po raz
pierwszy idą, to ilu ich jest spośród tych trzydziestu ty­
sięcy? Jest ich zapewne dobrych parę tysięcy. Indywi­
dualne wtajemniczenie, zwłaszcza z owym takim
przedstawieniem jak jest na urnie - bohater siedzący
na dios kodion, tym runie baranim itd. - jest niemożli­
we. To nie jest to, tu chodzi o coś innego. A o co wła­
ściwie chodzi i jak wygląda przygotowanie do udziału
w misteriach? To zostawiam, ale gdy wracam do wypo­
wiedzi obu moich - już nie będę powtarzał, że uczo­

Krzysztof Bielawski: Chciałbym powtórzyć prośbę
profesora Kolankiewicza. Nie przypuszczam, żeby Pan
Profesor odesłał któregoś ze studentów do Kerenyiego, prosząc o pracę na temat Eleusis, bo to jest szuka­
nie instrukcji pralki w książce do nabożeństwa, to jest
jakby nie ten adres. N a obronę Kerenyiego trzeba po­
wiedzieć, że jest on niesłychanie uczciwy. To nie jest
próba mamienia czytelnika jakąś pseudofilologią, żeby
przeciągnąć go na taką czy inną, lepszą czy gorszą,
stronę uprawiania nauki. Jego stanowisko jest niesły­
chanie jasne. Kerenyi wyraźnie artykułuje, od samego
początku, co jest przedmiotem jego zainteresowania:

70

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

nych - przedmówców, obu moich kolegów, chciałbym
zwrócić uwagę na pewne bardzo specyficzne i różniące
właśnie historyka i filologa podejścia, od podejścia czy
profesora Kolankiewicza, którego bym jako antropolo­
ga zakwalifikował, czy profesora Juszczaka. Który dla
mnie jest właściwie przede wszystkim teologiem. N a­
zwa „teologia” to jest termin wprowadzony przez Ary­
stotelesa, gdzie jest wyraźnie stwierdzone he prote philosophia he teologia esti: w tym sensie profesor Juszczak
jest dla mnie teologiem. I to jest zupełnie inne podej­
ście, po prostu. Przy tym jest inne założenie badawcze.
Założenie badawcze profesora Kolankiewicza, który
także opowiadał o swoim przeżyciu, swoim pewnym
doświadczeniu egzystencjalnym człowieka i także wte­
dy założenie teologa jest oczywiście takie, że istnieje
coś takiego jak „człowiek”, jak „natura ludzka” zresztą bez tego cała koncepcja archetypów Junga nie
miałaby sensu. To jest z jakichś względów niezmienne
- albo dlatego, że taka jest natura, albo dlatego, że tak
jesteśmy ukształtowani przez Boga, czy przez jakąkol­
wiek inną siłę, ale jest to zasadniczo niezmienne.
I wtedy to podejście antropologiczne do kultury, wła­
śnie z natury inne niż podejście filologiczne, od razu
z takim założeniem podchodzi do badania zjawisk kul­
tury zamkniętej, minionej, takiej która, odważam się
powiedzieć całkowicie świadomie, jest martwa. Kultu­
ra grecka jest bowiem martwa - musimy to sobie jasno
powiedzieć. Nie istnieje, dawno umarła. Religia grec­
ka również. Tego nie ma. Martwa, zamknięta i nam
zasadniczo obca. I wtedy także, używana przez wielu
religioznawców kategoria przeżycia religijnego, brane
zresztą z naszej kultury, jest dostosowane do owego
materiału, który badamy, z tymi założeniami. Z założe­
niami, że natura ludzka jest niezmienna, że mamy tam
archetypy, świadomość itd., czego Grek V wieku
w ogóle by nie zrozumiał. On nie wiedziałby, o czym,
gdyby przetłumaczyć wypowiedzi obu moich znakomi­
tych uczonych przedmówców, na grekę V wieku, ale
nie platońską zwłaszcza - Grecy nie mówili greką Pla­
tona, to nie jest język potoczny - gdyby Państwo usi­
łowali to na dobrą grekę przetłumaczyć, Grek nie zro­
zumiałby z tego ani słowa. Nie wiedziałby, o co chodzi.
To jest inny, zupełnie inny sposób myślenia. I teraz
wracając do tego, co było początkiem sprowokowanej
świadomie przez mnie kontrowersji - żeby była dysku­
sja (ja właściwie uważam się za ucznia sofistów i nie­
ważne, jakie ja mam poglądy, ważne, żeby o nie wal­
czyć, mnie wszystko jedno: mogę za taką sprawę, mo­
gę za taką, byle była różnica poglądów. Ja zawsze z za­
sady staram się mieć inne poglądy niż mój przedmów­
ca, a mnie właściwie wszystko jedno jakie). Wracając
do tego, od czego zacząłem: o co chodziło Wilamowitzowi, który nie był takim tylko zwykłym profesorem
Bladaczką, no co najmniej był na poziomie Pimki. Je­
mu chodziło właśnie o to, że badanie filologiczne, z ca­
łymi rygorami metody filologicznej, podejścia histo­

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

ryczno-filologicznego, pozwala zrozumieć dobrze tę in­
ną z założenia kulturę, która dla Wilamowitza i dla ca­
łego tak zwanego „trzeciego humanizmu niemieckie­
go” była niedoścignionym wzorem, była najlepsza. To
była kultura „naprawdę”. To jest ten tylko wzór, któ­
ry możemy w najlepszym wypadku naśladować. Żeby
zrozumieć wielkość tej kultury i ją naśladować, musi­
my ją, dzięki metodzie historyczno-filologicznej, bar­
dzo dobrze, dogłębnie zrozumieć. Można by powie­
dzieć, że wobec tego, w gruncie rzeczy, podejście Wilamowitza i także moje wynika z głębokiej pogardy dla
kultury współczesnej, którą się uważa za gorszą i niż­
szą. Wilamowitz tego zresztą nie krył - rzeczywiście
tak uważał. Kulturę jego czasów uważał za skarlenie.
Wobec tego, to wynika z głębokiej pogardy dla kultu­
ry współczesnej, dla czasów współczesnych, dla ludzi
współczesnych... Natomiast podejście reprezentowane
i przez antropologa i przez obu moich przyjaciół jest
nieco inne. To podejście wynika z tego, że my z naszą
wrażliwością, z naszą kulturą i w naszej kulturze szuka­
my miejsca dla antyku. O ile Wilamowitzowi chodziło
0 to, żeby po prostu zrozumieć antyk i z niego coś mieć
dla nas, o tyle w takim podejściu chodzi o coś zupeł­
nie innego. To z kolei podejście egoistyczne: my chce­
my siebie zrozumieć, siebie opisać. Nasze problemy.
1 do tego sięgamy do antyku. Kerenyi, z całą pewno­
ścią, reprezentował właśnie taki pogląd: on był współ­
pracownikiem Junga od momentu, kiedy osiadł
w Szwajcarii. Razem podejmowali mnóstwo prac przypomnę, że pracą paralelną (może kiedyś wyjdzie
w wydawnictwie Homini) jest Archetyp boskiego dziec­
ka. To jest taka paralela do Archetypu matki i dziecka.
To jest napisane już wspólnie z Jungiem: Archetyp bo­
skiego dziecka jest pracą jego i Junga. O co chodziło
Jungowi? Jungowi wcale nie chodziło o zrozumienie
religii greckiej ani początków orfizmu. Jungowi cho­
dziło o zrozumienie człowieka współczesnego. I to jest
Kerenyi. I tu mają Państwo te dwa spojrzenia do kul­
tury przeszłości, do przeszłości w ogóle. Czy ona ma
być, tak jak chce Wilamowitz, zrozumiana, ale dlate­
go zrozumiana, że ma być wzorem (przy poczuciu, że
my nic lepszego nie zrobimy), czy też ona ma być na­
rzędziem do poznawania nas samych. I dla Kerenyiego
jest tym narzędziem do poznawania nas samych.

Zbigniew Benedyktowicz: Ja bym się nie zgodził,
że to jest zajmowanie się samym sobą i tutaj jest taki
wątek wspomniany w posłowiu, to znaczy idzie mi
0 bliskość myślową Kerenyiego z Tomaszem Mannem,
z literaturą. Można by przywołać Tomasza Manna,
1jego eksplikację, dlaczego on sięgnął do Historii Jakubowych. Dlatego właśnie, że miał przekonanie, że
„współczesna rzeczywistość jest czymś tak marnym,
że trzeba się cofnąć i przywołać to, co duch ludzki
dawno już zdziałał. Wydaje mi się, że to nie jest zajmo­
wanie się współczesnością i sobą samym, ale właśnie

71

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

nie zawahałbym się go nazwać symbolicznym. W tym
rozumieniu symbolu jako łączącym w sobie to, co
konkretne, zmysłowe z tym, co intelektualne, ducho­
we, pełne znaczenia, otwarte - tak jak symbol - na
poszukiwanie znaczenia i sensu. I tutaj mam jeden
taki drobny przykład roboty „filologicznej” - to jest
przypis redakcji. Jest taki fragment, [por. s. 18, gdzie
Kerenyi analizuje homerycki Hymn do Demeter], kie­
dy mówi o istocie tego doświadczenia mistycznego
czy misteryjnego: „Od siebie [poeta] waży się dodać
tylko przesłanie, którego f o r m ę dostrzec jeszcze
możemy w Chrystusowym Kazaniu o Błogosławień­
stwach na Górze. Tutaj słowo olbios, które oddaję ja­
ko ‘błogosławiony’, nie odnosi się, jak to często bywa
gdzie indziej do bogactwa materialnego. Zamierzony
przez siebie sens poeta rozmyślnie pozostawia nieja­
snym dla profana (480-482). Owo błogosławieństwo
wygląda następująco: ‘Błogosławionym jest z ludzi
żyjących na ziemi ten, co je widział;/ Kto zaś nieświa­
dom obrzędu i w nich udziału nie bierze, /Tego po
śmierci odmienny los czeka w zatęchłych podzie­
miach”. I tu filolog-redaktor daje przypis (13): „Prze­
kład jak wyżej ze zmianą w myśl wywodu autora.
U W. Appela [autora przekładu polskiego Hymnów
Homeryckich, Toruń 2001 - wtrącenie moje ZB] klu­
czowe określenie brzmi ‘szczęsny’ nie zaś ‘błogosła­
wiony’”. Niestety, nie znam tego pięknego języka, ale
znam tłumaczenia właśnie Kazania na górze, w któ­
rym nie ma tego rozdzielenia, że „szczęsny” (czy
„szczęśliwy”) to nie „błogosławiony”. Oto właśnie
z precyzją filologiczną tutaj wkracza autorytet, tym­
czasem w horyzoncie naszego współczesnego do­
świadczenia religijnego możemy to słowo „błogosła­
wiony” też odczuwać jako „szczęśliwy” , bardzo dużo
teologicznych tradycji podnosi też ten rys, i tak wła­
śnie postąpili autorzy ekumenicznego przekładu N o­
wego Testamentu na język współczesny, oddając sło­
wo „błogosławiony” jako „szczęśliwy” : „Szczęśliwi,
którzy są zasmuceni, bo ich Bóg pocieszy... Szczęśliwi
są czystego serca, bo zobaczą Boga”...[por Nowy Te­
stament, współczesny przekład, Brytyjskie i Zagranicz­
ne Towarzystwo Biblijne w Warszawie, Warszawa
1990]. Kerenyi oddał słowo ‘szczęsny’ jako ‘błogosła­
wiony’, wspomniani tłumacze postąpili zupełnie od­
wrotnie oddając słowo ‘błogosławiony’ jako ‘szczęśli­
wy’. I tu jesteśmy rzeczywiście na etapie dialogu czy
poszukiwania nie tylko literalnego znaczenia, ale
i sensu. Notabene na ten spór pomiędzy literą a du­
chem, filologią a antropologią w sposób nie pozba­
wiony dowcipu i uszczypliwości dla obu stron zwraca
uwagę wspomniany Redfield, mówiąc, że filologia
głównie skoncentrowana jest na tym: „czy to jest po­
prawne”, zaś antropologia: „czy to jest ciekawe”.
Dla mnie jest jeszcze coś zdumiewające u Kerenyiego, bo nie zapamiętałem tego w ogóle z wcześniej­
szej lektury, właśnie to wspieranie się tymi etnologicz­

jest to tą drogą rekonstrukcji, która jest czymś twór­
czym. I z punktu widzenia antropologicznego mamy
tego świadomość, że interpretacja mitologii, jakiejś
tradycji mitologicznej, jak mówił Levi-Strauss, sama
też staje się cząstką tego mitu. Jest to więc w przypad­
ku Tomasza Manna taka współczesna próba sięgnięcia
do głębokiej Tradycji, z takim samym szacunkiem dla
jej zrozumienia. Przypomnienie jej, odczytanie „na no­
wo”, bardzo świadome tego, że sięga się do tej tradycji
niemal jak do koła ratunkowego.
I tu rzeczywiście różni się podejście historyka i fi­
lologa od antropologa. Tu dygresja: w najbliższym nu­
merze Kontekstów 1/2005, będzie wydrukowany zna­
komity esej Jamesa Redfielda o Filologii klasycznej
i antropologii [nr 1/2005 już się ukazał, wspomniany
tekst por. tamże s. 42-50. - przyp. red.], gdzie właśnie
ta teza, że świat, który bada filolog, to jest świat mar­
twy, odległy, obcy (co zresztą Pan Profesor Lengauer
często podnosi - że to jest zupełnie egzotyczny świat
i nie ma tego fundamentu wspólnego, i dlatego jest
frapujący dla historyka - przenikanie do niego, inter­
pretowanie go). Wracając do problemu: ja przepra­
szam, że dla wszystkich znawców to jest może znane,
ale chciałem z wstępu do Eleusis... przywołać właśnie
fragment na temat rozumienia rekonstrukcji przez
Kerenyiego. Pisze on: „Przyjmijmy na przykład, że za­
ginął całościowy kontekst jakiegoś wielkiego obrzędu
Kościoła katolickiego, powiedzmy: uroczystej sumy.
Zachowały się tylko fragmenty ksiąg liturgicznych
i ruiny kościołów. Nie możemy zakładać, że msza by­
ła taka sama od samego początku. Zachowane frag­
menty mogą pochodzić z różnych okresów. Niemniej
próbę rekonstrukcji można podjąć, gdyż jedna bodaj
kwestia nie podlega wątpliwości: mianowicie, że na
każdym etapie swojego rozwoju liturgia stanowiła ja­
kąś spójną całość i miała własną wewnętrzną logikę.
Tę wewnętrzną logikę można uchwycić nawet, jeśli
nie wiemy, czym liturgia jako całość b y ł a dla jej
uczestników, dokładnie przecież ją rozumiejących”
[Eleusis... s. 18]. Tu też pewien chwyt Pan Profesor
zastosował, że jakby przełożyć tę całą koncepcję ar­
chetypów, toby ten Grek nic z tego nie zrozumiał.
Bardzo często w antropologii mówimy: gdyby przeło­
żyć Levi-Straussa albo Malinowskiego...

Włodziomierz Lengauer: Dać tym Indianom do
poczytania...

Zbigniew Benedyktowicz: toby zwariowali i nic
nie zrozumieli z tego. W ięc to jest trochę taki argu­
ment... Ale myślę, że tę pszczołę wylatującą z groty,
tę z opowieści prof. Kolankiewicza, Grek by zrozu­
miał. Albo to, że dottoressa jest strażniczką tajemni­
cy. To jest ten poziom wspólnoty. Tak mocno osa­
dzony w konkrecie, przeżyciu zmysłowym, a jedno­
cześnie pełnym głębokiego, duchowego znaczenia, że

72

�Zbigniew Benedyktowicz, K rzysztof Bielawski, W iesław Juszczak, Leszek Kolankiewicz, Włodzimierz Lengauer •

nymi świadectwami, przykładami i doświadczeniami
spoza greckiej kultury. Zawsze są tacy uczeni (nie brak
ich i pośród antropologów), którzy się denerwują z po­
wodu takiej etnologicznej komparatystyki, i zżymają
się na tych „eseistów” za ten brak a to precyzji, a to
chronologii, za to sięganie gdzieś w zupełnie inne kon­
teksty kulturowe, geograficzne i budowanie, składanie
z tego jakiegoś sensu, jakiejś całości, która byłaby dla
nas bardziej dostępna (takie zarzuty spotykały i Eliadego). Myślę, że to dzieje się tak nie dlatego, że my je­
steśmy zainteresowani sobą, czy tak kochamy współ­
czesną kulturę, tylko dlatego, że jednak może poszu­
kujemy sensu. Taka robota, być może rażąca właśnie
niedostatkami dla filologa, historyka, jest jednak ja­
kimś wprowadzeniem w nasz współczesny horyzont te­
go „niedostępnego”, „odległego”, „odmiennego” świa­
ta. Tyle że jest to może droga dochodząca z drugiej
strony, nie przez pokazanie całkowitej niedostępności
i odmienności tego świata, ale droga, na której przy za­
chowaniu jakiejś równowagi nabieramy przekonania,
że my możemy z tymi „światami” rozmawiać.

ELEUSIS. ARCHETYPOWY OBRAZ MATKI I CÓRKI

niało coś, co powodowało, użyjmy buddyjskiego słowa
satori, oczyszczenie. A jeżeli idzie o problem przejścia,
0 tych, którzy przeszli w zaświaty, tych, którzy stamtąd
nie wracają, to jest uchylone w mistyce greckiej, po­
nieważ istnieje problem transmigracji, istnieje pro­
blem powrotu. Problem transmigracji pojawia się wła­
ściwie pierwszy raz, jeżeli idzie o teksty (brane chrono­
logicznie), pojawia się w tym sławnym fragmencie
Anaksymandra, o którym napisał esej Heidegger. To
nieustanne powracanie, wynurzanie się bytów i zanu­
rzanie się nich, na zasadzie pewnego prawa, do które­
go jako przypis możemy podłączyć ten sławny frag­
ment z Pindara, który cytuje Platon: musi istnieć za­
płata za czyny popełnione na tym świecie, po to żeby
powrócić. Ten powrót bytów, który jest w tym zdaniu
Anaksymandra zachowany, jest właściwie takim sy­
gnałem, że już wtedy, już w tym momencie, na samym
początku filozofii greckiej, pokazuje tę możliwość od­
krycia już wtedy idei transmigracji, co łączyłoby się już
z jedną z tajemnic Misteriów Eleuzyńskich. Tam wła­
śnie to zostało udowadniane. To zresztą jest ten, jak
niektórzy twierdzą, „szalony” artykuł Otta, drukowany
w „Eranos-Jahrbücher” w 1939 roku, o tym, że na
dźwięk gongu, w który uderzano, zjawiała się Persefo­
na. Kerenyi nawet napisał, że to obniżyło nieco opinię
Otta jako uczonego w oczach niektórych badaczy.
W moim przekonaniu nie dlatego, że to, co opisuje
Herodot w siódmej księdze na temat tej historii, która
się zdarzyła na równinie koło Eleusis przed bitwą pod
Salaminą, jest także opisem cudu, który mógł się zda­
rzyć. Ten tłum idący, który poszedł na Salaminę, tłum
jakby nierealnych pielgrzymów idący tego właśnie
dziewiętnastego Boedromion, kiedy się misteria nie
mogły odbyć ze względu na najazd Persów.

Wiesław Juszczak: Jeżeli można, jedno słowo do
tego, co powiedziałeś w tej chwili. Zostałem tutaj
określony jako teolog. Nie wzbraniam się przed tym
bardzo szlachetnym określeniem, ale to, co mnie inte­
resuje i co dla mnie jest żywe, jest problemem do zba­
dania nie z punktu widzenia egoistycznego, lecz
z punktu widzenia dotarcia do pewnej granicy, za któ­
rą wszystko inne jest tajemnicą. Mnie interesuje, od
lat, problem przeżycia mistycznego, i tego poszukuję
w religii greckiej - to jest to, co mnie obchodzi.
I w związku z tym jednym z takich drogowskazów
(można powiedzieć „dających do myślenia” - choć nie
lubię tego zwrotu) jest to sławne zdanie z Heideggera,
gdzie on mówi o problemie przeżycia i o tym, że my je­
steśmy zbyt zawłaszczeni przez własną podmiotowość
i wszystko kierujemy ku sobie - to jest oczywiście ta
taka postkartezjańska wizja, której on się przeciwsta­
wia. Tam jest takie wspaniałe zdanie, które wymaga
długiego myślenia i właściwie nigdy się przy tym nie
dochodzi do konkluzji zadowalającej. On pisze tam, że
mówimy wciąż o przeżyciu (to jest ten artykuł o Cza­
sie światoobrazu). On pisze tam, że musimy podjąć pró­
bę uświadomienia sobie, że na uroczystościach
w Olimpii Grecy żadnych przeżyć mieć nie mogli. To
znaczy, że nie istniało rozdzielenie między przedmio­
tem a podmiotem, że istniała identyfikacja, coś w ro­
dzaju unii mistycznej z tym, co się działo. Tutaj jest
ten problem, o którym wspominał profesor Kolankie­
wicz: problem ewentualnego przedstawienia, o którym
się mówiło, o którym się w pewnym czasie pisało, co
zresztą teraz, w literaturze nowszej jest kompletnie już
zlikwidowane. Nie było w Eleusis żadnego dramatu.
Właściwie wszyscy zgadzają się co do tego, że nie było
tam żadnego przedstawienia (teatralnego), tylko ist­

Krzysztof Bielawski: Jesteśmy w takim momencie
rozmowy, że tej hydrze mogą zacząć wyrastać jakby
nowe głowy. Krakowska dyskusja nad tą książką,
z udziałem pana Kani, Tomka Rodowicza i profesora
Kazimierza Korusa, wyraźnie poszła w stronę zastana­
wiania się nad wpływem różnych czynników na jakość
tego doświadczenia, o którym mówi Pan Profesor. Dzi­
siaj ledwo dotknęliśmy kykeonu, postu, który obowią­
zywał, i ich fizjologicznych implikacji. Z mojego do­
świadczenia jednak wynika, że lepiej jest skończyć
dziesięć minut wcześniej niż minutę za późno i pozo­
stawić jakiś czas na część mniej oficjalną. Raz jeszcze
bardzo dziękuję za udział w tej dyskusji.
PS Od Redakcji: Właśnie w części nieoficjalnej
zwróciliśmy się do prof. Lengauera z zaproszeniem
1 prośbą o napisanie dla nas artykułu o Eleusis. Arty­
kuł ten drukujemy obok.
Wypowiedzi autoryzowane.
Transkrypcja i opracowanie Tomasz Szerszeń

73

�Triptolemos między Demeter i Core. Marmurowa płaskorzeźba z 2 poł. V w. p.n.e., znaleziona w Eleusis. źródło: Karl
Kerenyi Eleusis, Homini, Kraków 2004

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10617" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10595">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ac54e59f54eadef216f5d78cc06022ab.pdf</src>
        <authentication>55923f9ca652e2feb8c635dfc5cb1dac</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126523">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2511</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126524">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126525">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2331</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126526">
                <text>Mit - literatura - antropologia kultury / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126527">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126528">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126529">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126530">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126531">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126532">
                <text>Mit - literatura - antropologia kultury
(wstęp do numeru)
Zbigniew Benedyktowicz
„Co robi etnograf? - pisze." (Clifford Geertz) - takim
nego literaturze, jej odniesieniom do mitu i antropologii kultury.
mottem opatruje swój esej Marilyn Strathern o pisarstwie Sir
Taki właśnie specjalny „literacki" zeszyt prezentujemy Państ­
Jamesa Frazera, autora Złotej Gałęzi, zatytułowany Poza konwu obecnie.
tefatem. Sugestywność fikcji literackiej w antropologii. „Być
Zanim jednak przedstawimy choćby w zarysie jego zawartość
iam. p i - ć ' ' .„Antropolog jako autor'',„etnograficzne pisarsti odsłonimy tajniki kuchni literackiej, i to w jaki sposób został
(vo"(t° znowu Geertz), „Pisanie kultury"(Writing culture. The
sporządzony, a także główne motywy, jakie towarzyszyły
poetics and politics of Ethnography, Berkeley 1986). Od paru przygotowaniu tego zeszytu niech nam będzie wolno zacząć od
dobrych lat, - a można powiedzieć, że od parunastu, jeśli liczyć
może nie najważniejszego, ale dość istotnego.
wcześniej publikowane artykuły, zanim ukazały się one w ksią­
Odkrycie, że etnografia jest przede wszystkiem pisaniem,
żkach o tak dźwięcznych i sugestywnych tytułach, - współczes­
a etnograf przede wszystkim pisarzem, przyjmowane powierz­
na antropologia kultury, głównie za sprawą naszych amerykańs­ chownie, a takimi wydają się być - (tu już dochodzi do głosu
kich kolegów, zafascynowana jest odkrywaniem swego pisars­
osobisty pogląd autora tego wstępu) - recepcja i powodzenie tej
kiego, przyliterackiego, quasi-literackiego charakteru. Antro­
tezy wśród wielu przedstawicieli etnografii na naszym gruncie,
pologia kultury, (w której akcent przesuwa się wyraźnie, na
zwłaszcza młodej, „ p o n o w o c z e s n e j " etnografii, może niekiedy
powrót, w stronę szeroko, ale i na nowo pojmowanej etnografii),
(zmieniając się w karykaturę) przypominać zachwyt i odkrycie
czy też mówiąc inaczej: etnografia sama, traktowana wymien­
Pana Jourdain, że mówimy prozą.
nie г antropologią, w świetle tego odkrycia i autorefleksji jest
W takiej recepcji, w której nie trudno rozpoznać fenomen
przede wszystkim p i s a n i e m . Powiada się, że współczesny
łatwego przyjmowania kolejnej mody i nowinek gubi się często
antropolog kultury/etnograf jest (ma, powinien być) przede
to. co stanowi istotę, rangę i siłę tego odkrycia, jakie zawiera się
wszystkim pisarzem.
w refleksji o etnografii, rozwijanej przez amerykańskich ant­
ropologów. A mianowicie to, o czym pisał i do czego wzywał
Ten pisarski, literacki wątek w etnografii-anlropologii, gdzie
Geertz : „by przyznać się otwarcie, że jest ona wytworem
akcent wyraźnie pada na graphos, dla stałych i wiernych
w y o b r a ź n i " . Ż e etnografia, którą chętnie nazywamy dziś sztuką
czytelników „ K o n t e k s t ó w " nie jest już niczym obcym i nowym.
interpretacji kultury, jest w tym ujęciu, w gruncie rzeczy, jak
Pojawiał się i dochodził do głosu wiele razy na tych łamach.
pisze recenzent prac Geertza, Godfrey Lienhardt - „hybrydą
Szczególnie wyraziście za sprawą prezentowanych tu fragmen­
sztuki i nauki, ale ani jednym, ani d r u g i m " . Tymczasem to
tów pracy Jamesa Clifforda Kłopoty z kulturą.
Dwudziesto­
wieczna etnografia, literatura i sztuka (The Predicament of zafascynowanie i zachwyt „pisaniem kultury ".odczytywanym
Culture. Twentieth-century Ethnography, Literature and Art. jako hasło i wezwanie płynące zza oceanu, że etnograf przede
wszystkim powinien być pisarzem, wydaje mi się być tendencją
por. „Konteksty" nr 1/1991: nr 3^4/1992; nr 1/1993). Ze­
niebezpieczną, bo nie tylko, że naruszającą tę równowagę
stawiając sylwetki Josepha Conrada i Bronisława Malinows­
(„pomiędzy sztuką i n a u k ą " , „ani sztuka, ani nauka"), ale
kiego, Clifford omawia zjawisko autokreacji etnograficznego
zapoznającą nasze rodzime, polskie doświadczenia w tym
Mora - pisarza. Analizuje strategie pisarskie przyjęte przez
względzie. Ze zdumieniem (powie ktoś, że to zjawisko mar­
innych autorów - antropologów, i uwikłanie tychże strategii
ginalne, ewidentna pomyłka i nie ma się czego czepiać.
tworzenia, uprawiania i pisania antropologii w ich osobisty,
A jednak!) w naszej młodej „ p o n o w o c z e s n e j " prozie etnografi­
biograficzny, kulturowy, historyczny, polityczny kontekst. Takcznej znalazłem krytykę autorów przedstawianych jako przed­
*w konwencje literackie, artystyczne, naukowe jakie towarzystawicieli etnografii/antropologii reprezentujących typ „nauki
^yły powstawaniu owych etnograficznych dzieł. Etnografia,
twardej", których bym nigdy o to nie podejrzewał. Nauki
antropologia kultury rozpatrywana jest tu na tle literatury.
A pisarskie doświadczenia etnograficznych autorów odnoszone skostniałej w stosowaniu klisz, schematów, „ w y t r y c h ó w "
w „wyjaśnianiu"i uładzaniu zjawisk kultury. Powiedziałby ktoś
4dodoświadczeń współczesnej im literatury i sztuki. Punktami
łagodniej: dziś, po prostu staroci, nie mogących sprostać
^niesienia dla tak kształtującej się antropologii są tu, przywoskomplikowanemu chaosowi ponowoczesności. Mowa tam
У*апе przez Clifforda, postaci wzorcowe, reprezentujące różne
była - że nie wspomnę już, o pracach (sic!) Stefana Czarno­
У
' РУ pisarstwa i autora - tacy twórcy literatury i pisarze, jak,
wskiego - o Drzewie życia (1975) Ryszarda i Joanny Tomic­
upomniany już. Conrad, Flaubert, Dickens, Zola, Proust, Joyce
J mni. Przywoływany jest także Michaił Bachtin teoretyk kich, Antropologii kultury wsi polskiej XIX w. (1986) Ludwika
Stommy. Tymczasem dla mnie były to właśnie prace wprowa­
" .v i kultury z jego koncepcją dzieła polifonicznego. Nic
dzające do naszej twardej nadwiślańskiej etnografii w owym
Cc dziwnego w tym, że po numerach specjalnych, monoczasie, ów współczynnik literacki. Starające się tworzyć i za­
- icznych poświęconych teatrowi, filmowi i fotografii (związchować tę równowagę pomiędzy doświadczeniami sztuki i na­
jakie łączą mit - teatr - film - z antropologią kultury
uki, łącząc ich elementy, kojarząc je i stapiając w jedno.
™/Konteksty " n r 3 ^ / 1 9 9 1 : 3-4/1992), w których pojawiał
W Drzewie życia było to przywołanie i wprowdzenie do
wątek literacki, a także i po tych, w których występował
etnograficznej interpretacji wspaniałego eseju o mityzacji rze­
z zagadnieniami wyobraźni symbolicznej, wrażczywistości Brunona Schulza, fragmentu wziętego z jego Prozy
osci i wyobraźni antropologicznej ("Konteksty"nr 3/1988;
(Mityzacja rzeczywistości).
Takie odwołanie się do doświad­
jr«v
" "
)'
P
redakcyjnym doczenia literackiego, do literatury nie miało w sobie nic z „o' myśl o przygotowaniu specjalnego numeru poświęco­
s a

t u

r

W|

ra|

111

1 9 9 4

W a

r

r

1 _ 2 / 1 9 9 5

w

z e s

o l e

a

3

�zdabiania literaturą" własnych rozważań i analiz. Kryło się za
tym głębokie przekonanie, że to literatura (sztuka) wyprzedza
nieraz „ n a u k o w e " doświadczenie antropologiczne, współgra
z nim, antycypuje. (Wskazuje na to nie tylko praca Clifforda
0 Conradzie i Malinowskim. Jakże to bowiem frapujący
1 specjalny wątek, w ogóle w literaturze polskiej, godny naszej
uwagi, proszący się wręcz o dalsze rozwinięcia. Wystarczy
wspomnieć: Gombrowicz, i jego Bytem pierwszym
strukturalistą). Z przykładów tego typu odwołań - jak w Drzewie życia - do
literatury, na gruncie naszej współczesnej polskiej etnografii
można by ułożyć całkiem pokaźną listę autorów. - U Stommy
(w wymienionej i innych książkach) byli to Vercors. Italo
Calvino, Cendrars. Tomasz Mann z Historiami
Jakubowymi.
U Jerzego S. Wasilewskiego w Podróżach do Piekieł. Rzeczy
0 szamańskich
misteriach (1979), rzeczy o podróżach w za­
światy, do krainy śmierci i rytuale inicjacyjnym pojawia się
tenże Tomasz Mann, z Historiami
Jakubowymi,
(egipską
podróżą i doświadczeniem Józefa z Józefa i jego
braci),
/. Hansem Castorpem i Czarodziejską Górą. (Jest tu oczywiście
1 Dante, i Eleazar Mielctynski z semiotyczno-strukturalnymi
badaniami nad zjawiskiem ..mitologicznej" powieści X X wie­
ku. W samym zaś tytule pracy Wasilewskiego nie trudno
znaleźć echa słynnego filozoficzno-literackiego eseju Bole­
sława Micińskiego) - Że poprzestanę tu na tych kilku przy­
kładach, do czego powinna skłaniać środowiskowa skromność.
Listę bowiem takich odwołań do kolejnych pisarzy, autorów
literatury pięknej pojawiających się w naszej etnografii można
by tu ciągnąć jeszcze długo. Można powiedzieć, że na swój
sposób współczesna polska etnografia dzieliła ten sam problem
i dylemat, o którym Geertz w swej pracy Works and Lives:
Anthropologist as Author (1988) (Prace i życie. Antropolog jako
autor) tak pisał: ..Nie całkiem wiadomo w jakiej proporcji
w barwnych opisach realnych ludzi żyjących w realnych
czasach, w realnych miejscach stapiać należy fakty i fikcje, ale
antropologia będzie to musiała ustalić, jeśli ma być nadal
intelektualną siłą we współczesnej kulturze."
Tak oto doszliśmy do głównego motywu wokół którego ten
numer był budowany. A mianowicie do podstawowej naszej
intencji i chęci: ukazania tego, jak mogą (na różny sposób)
przenikać się, i jak przenikają się doświadczenia literatury
z antropologią. Jak obecny jest „współczynnik antropologicz­
n y " w literaturze i literacki w antropologii.
Powie ktoś i zarzuci mi, że pomieszane zostały tu dwa jakby
różne porządki. Że problem postawiony przez amerykańskich
antropologów dotyczy przede wszystkim tego, jak doświad­
czenie badań terenowych można (powinno się) opisywać, jak
zostaje ono, „przełożone",przekształcone, przetworzone w et­
nograficzne dzieło. Jak przebiega i odbywa się nadawanie temu
doświadczeniu ostatecznej formy tekstowej. Przytoczone prze­
ze mnie przykłady polskie na pierwszy rzut oka niewiele zdają
się mieć z. tym problemem wspólnego. Dla mnie jednak mają:
jest to druga strona tego samego medalu. Radykalne po­
stawienie sprawy przez Jamesa Clifforda: spojrzenie na etnogra­
ficzne i antropologiczne dzieła „ n a u k o w e " , jak na dzieła
literackie, przy jednoczesnym szerokim rozumieniu etnografii
- ("Etnografia to hybrydyczna aktywność, która pojawia się
jako pisanie, kolekcjonowanie, jako modernistyczny kolaż, jako
imperialna siła, jako wywrotowa krytyka",czy li krótko mówiąc
jako sposób podróżowania, przenikania do odmiennego świata;
czy jak powiada Geertz: „pisanie etnograficzne obejmuje
opowiadanie historii, wykonywanie zdjęć, wymyślanie sym­
b o l i / . m ó w " ) - spojrzenie więc. które rozpoznaje i odkrywa w tej
etnograficznej, hybrydycznej aktywności swego rodzaju „kon­
struowane prawdy " . j a k ż e przypominające literackie (i nic bez.
udziału literatury), tworzone „poważne, (co nie znaczy: fał­
szywe) fikcje", antropologiczne fikcje. - Takie podejście
w pełni usprawiedliwia moje stanowisko. Wywoławszy bo­
wiem, za amerykańskimi antropologami, w ten sposób pytania

0 „ p r a w d ę " . „ r e a l i z m " , „ r z e c z y w i s t o ś ć " , „ f i k c j ę " , ( k t ó r e czyt .
Inik odnajdzie także w tym numerze), trzeba brać pod uwagę, ^
nadal pozostajemy w kręgu tych samych pytań (jakie padały
wówczas, wobec wspomnianych przeze mnie, polskich etnog .
licznych książek), i które to pytania odnajdujemy także w cyt .
wanym j u ż tu dziele Geertza. Problemem nadal pozostaje to
samo: - „Jak słowa przystają do tego świata, opisy d
doświadczenia, książki do ż y c i a ? " (Geertz 1988)
I dlatego nie wystarczy tu j u ż wtedy tylko fascynacja
1 zachwyt dla samej możliwości „pisania kultury".To zaledwie
jedna strona medalu. Równie ważna (nie mniej ważna, j k
zresztą wskazują na to te same prace amerykańskich autorów)
dla etnografii i antropologii jest tu sprawa umiejętności
i s z t u k i c z y t a n i a (umiejętność wnikliwej, starającej się
uchwycić intencje, dzieła i autora, szanującej, rozumiejącej tak
autonomię, jak i kontekst dzieła, - l e k t u r y , jakiej uczyć się
możemy od wielu autorów, zamieszczonych w tym numerze
artykułów, opowiadań, rozważań i interpretacji). Antropologia
i etnografia to nie tylko badania terenowe, nasze pisanie i nasza
mała proza, to także umiejętność obcowania z tekstem, (tekstami
kultury), interpretacji tekstu. Pod tym względem doświadczenie
polskie jest niezwykle bogate. Wspomniane przeze mnie prace
etnograficzne ukazywały się, gdy do kanonu podstawowych lektur
antropologów, tak zresztą jak i całej humanistyki należały wów­
czas IBL-owskic, literaturoznawcze „Teksty", a wiedzę o ponow­
nym odczytywaniu, na nowo tekstów i kultury czerpaliśmy / pism
profesor Marii Janion - (nie jak dziś z Rereading Culture
Anthropology, bo po prostu tego typu artykułów, które złożyły się
na ten zbiór, jeszcze wtedy w „światowej" antropologii nie było)
- która tak o tym pisała w Odnawianiu znacz.eń:
„Jeśli używam słowa 'odnawianie',to dlatego, że oddaje ono
intencję, towarzyszącą podejmowanym przeze mnie próbom
zrozumienia naszej teraźniejszości. „Lire e'est re-lire", jak
mówi klasyk krytyki tematycznej, Georges Poulet. 'Czytać to
znaczy czytać ponownie', 'czytać jeszcze raz'. Lektura określa
charakter przyjętej metody interpretacji - lektura znaczeń,
których ukryta potencjalność domaga się wprost bezustannego
ponawiania procesu czytania. Dla hermeneutyki nie ma bowiem
większej oczywistości nad tę, że znaczenia są i na state
zakotwiczone w tekstach kultury, i zarazem cechuje je pewna
płynność, zależna od odbiorcy; że zachowują one kształt
pierwotny i że jednocześnie podlegają historycznej przemianie;
że odbywa się ciągły dialog między owymi dwiema ich
postaciami i że bez. tego toczącego się bez przerwy dialogu
kultura prawdopodobnie by u p a d ł a . "
Oto więc numer poświęcony wspólnocie doświadczeń i re­
fleksji literatury i antropologii. Numer o pisaniu i czytaniu
kultury, micie, symbolu, literaturze, antropologii kultury. Moż­
na by powiedzieć, że powstał z upodobań autorów: „Pokaż mi
swoje lektury...", „Pokaż mi swoje notatki...".
Składają się nań teksty doświadczonych i młodych autorów,
literaturoznawców, antropologów kultury, pisarzy.
Nie sposób wymienić tu wszystkich wątków, ani nic nu
potrzeby radzić jak go czytać. (Zastanawiałem się czy nie
zacząć od lektury samych mott i wybranych fragmentów- „Zmyślony obraz zawiera w sobie własną p r a w d ę " [Giordano
Bruno - Roger CailloisJ, „Postmodernizm to ludzkość w P' '
czekalni do poczucia c a ł o ś c i " [Małgorzata Baranowska], „Naj­
lepsze współczesne dzieła literackie nic są aktem kreacji- le
aktem przywołania, osobliwie nasyconego wspomnieniam
[Harry Levin - Krzysztof Dorosz], „To, co niepojęte, jest поЙИ
tego, co znane." [Simone Weil - Wiesław Juszczak].
Pozostaje tylko życzyć czytelnikom dobrego zmarnowanego
czasu. Dlaczego zmarnowanego? - Nic będę zdradzać P *
tego opowiadania (pisze o tym Andrzej Stasiuk), jeśli У*
powiem za nim - Bo w zmarnowanym czasie zaczyna się- b i
swój początek... literatura.
e

ra

0

0

a

1

fl

1

uenl

1

er/Ł

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10796" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10774">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9d989432d16b3224b96ac7e018520f12.pdf</src>
        <authentication>ed2afb68dcc9594ae46ae7a303b052fe</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128676">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6559</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128677">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128678">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128679">
                <text>antropologia wizualna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="128680">
                <text>fotografia - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="128681">
                <text>Gierałtowski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128682">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6131</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128683">
                <text>"Polacy, Polacy" - antropologia wizualna i portrety wielokrotne Krzysztofa Gierałtowskiego/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128684">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1 s.129-134</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128685">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128686">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128687">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128688">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128689">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128690">
                <text>ZBIGNIEW

Polacy, Polacy - f i l m o w y p o r t r e t Krzysztofa Gierałtowskiego w reżyserii Borysa Lankosza pokazuje arty­

BENEDYKTOWICZ

stę przy pracy. F i l m powstał w 2002 r o k u , kiedy to
w udostępnionym m u apartamencie H o t e l u Francu­
skiego w K r a k o w i e Gierałtowski zainstalował na c h w i ­
lę swoją „wędrowną" pracownię fotograficzną. Boha­

Polacy, Polacy antropologia wizualna
i portrety wielokrotne
Krzysztofa
Gierałtowskiego

t e r a m i f i l m u są fotografowani (w kolejności pojawia­
nia się): Stanisław L e m (we własnym d o m u , w s w o i m
gabinecie, bibliotece), Krzysztof Penderecki, Wisława
Szymborska. O t o wprowadzeni jesteśmy za kulisy, m o ­
żemy być świadkami, obserwować niejako o d k u c h n i ,
jak powstają, jak tworzone są - bo tak nazywa swoje
obrazy p o r t r e t o w a n y c h osób Gierałtowski - „portrety
subiektywne". Możemy obserwować technikę i t a j n i k i
pracy artysty. Być świadkami spotkania, rozmowy,
a raczej lakonicznej, powściągliwej, ale jakże pełnej
treści, już t o m o c n e j , już to e m o c j o n u j ą c e j w y m i a n y
zdań i spojrzeń niepozbawionych niekiedy i zniecier­
pliwienia, zadziwienia działaniami fotografa. Fotografa
zmagającego się także i walczącego z o p o r e m m a t e r i i .
Jesteśmy świadkami spojrzeń, w których zdumienie,
i jakby niemy lęk i lekkie niepozbawione także h u m o ­

L e m : Nie, nie mogę[...j
nym powietrzu

Gierałtowski: W ogóle?

r u przerażenie zdające się mówić: „Do czego jeszcze

L e m : Znaczy, mogę się przejść,

t e n fotograf może się posunąć?!", miesza się w końcu

się na obiekt wysiłków

z niezwykłą cierpliwością, z akceptującym sytuację,
starającym

się zrozumieć i wyrażającym

zgodę

ale wtedy nie

fotograficznych.

Girałtowski: Czy wytrzyma

jest.

Pan jeszcze jeden

film,

[ze śmiechem] Nigdy tego nie

czy mamy już skończyć...?

chem.

nadaję

Ale i tak widzę, Że

to jest ciężka robota, wie Pan? Męczące

na

wszystkie życzenia artysty (jak u Szymborskiej) uśmie­

robię, ale dla Pana zawsze!

Stanisław L e m : [do Gierałtowskiego, który zbliża

Gierałtowski: [kontynuując pracę] A oczy

się doń o b i e k t y w e m aparatu do samej n i e m a l twarzy]:
Jeszcze nikt mi nie robił zdjęć z odległości

pięciu

tutaj.

A oczy tu!

centyme­

L e m : Wpół do szóstej, proszę

trów...

Pana.

Gierałtowski: Tak jest.

Gierałtowski: N o , to jest
L e m : Powiedzmy

piętnaście.

Lem:

dziesięć

Gierałtowski: Tak.

[...]

Lem:

serdecznie.

T e n f i l m to prawdziwa perełka. Jest nie t y l k o zapi­
o tak,

tak, dobrze. A oczyma do kamery. Ale głowa

gdyby tak troszeczkę

Dziękuję.

Gierałtowski: Dziękuję

Gierałtowski: A gdybym Pana prosił o obrót,
właśnie

Nie mogę, niestety, na wol­

egzystować.

sem i p o d p a t r y w a n i e m sesji zdjęciowych Gierałtow­

jak

skiego z trzema w y b i t n y m i twórcami. D o d a j m y zaraz:

wzrastała...

z trzema z całej plejady w y b i t n y c h twórców, ludzi na­

Dobrze

u k i , myślicieli, pisarzy, poetów, muzyków, aktorów,

Gierałtowski: Czy poza komentarzami
mi pisze Pan jeszcze

tygodniowy­

malarzy, reżyserów f i l m u i t e a t r u , o w y c h r z a d k i c h pta­

coś?

ków zbieranych w k o l e k c j i swojej Firmy Portretowej,

L e m : N i e . Teraz mam wakacje. Nic nie piszę.

którą Gierałtowski tworzy o d lat. Dzięki n i e m u może­

Gierałtowski: [...] W moim

m y nie tylko podpatrywać i przysłuchiwać się rozmo­

kierunku.

L e m : Prosie bardzo

wie o polityce, k o n d y c j i społecznej i państwa, jaką t o ­

Gierałtowski: Tak, tak, ale troszeczkę
Lem:

Aha.

Gierałtowski: A sytuacja w Polsce jest taka, że z mo­

Gierałtowski: Tak, właśnie tak. Jeszcze,

jeszcze.

L e m : Już bardziej nie mogę, proszę Pana.
się unieść w

jego punktu widzenia musi... sprzyjać mi szczęście,

Musiałbym

czej pójdę na emeryturę,

powietrze.

Gierałtowski: A , to byłoby interesujące...[...]
zechce poświęcić

mi czasu

jeszcze

Ile Pan

łem, że już dawno skończyłiśmy.
jeszcze mam

my-

myśla­

Jest za siedem piąta.

łisty do podyktowania
ich Pan

bardzo.

Gierałtowski: To ja dziękuję,

Bę­

ną

sekreta­

że wykazał

Pan ogrom­

cierpliwość.
P e n d e r e c k i : Nie, dlatego że jestem zmęczony,

działem

Gierałtowski: A nie mógłby

skończyłiśmy.

P e n d e r e c k i : Dziękuję

rzowi.
w ogrodzie? Wtedy już bez

Wie

Pan... Teraz oczy mogą chyba tutaj? [...] Profesorze,
śłę, że

a mam

podyktować

bo ina­

620 zł emerytury.

7

L e m : [ze z d u m i e n i e m na twaizy] Prosie? Ja
dę musiał...

czy fotograf z w y b i t n y m kompozytorem,

prostszy.

to sie­

spokojnie.

Rozmowę, dodajmy, podczas której d o c h o d z i do

światła...

głosu, ujawnia się potencjalny fałsz (?), złudność (?)

129

�Zbigniew Benedyktowie? • POLACY, P O L A C Y - A N T R O P O L O G I A W I Z U A L N A I PORTRETY W I E L O K R O T N E KRZYSZTOFA GIERALTOWSKIEGO

Gierałtowski: O nie, bardzo

przepraszam.

Szymborska: Kto wie?
Gierałtowski: Fotografem

meblowym

nigdy nie by­

łem. Byłem wziętym fotografem mody kiedyś, sto lat temu.
Szymborska: Tak, wiem.
Gierałtowski: Troszkę
Pani łapała

minimalny

swoim prawym

obrót

okiem troszkę

tutaj, żeby
światła

z tej

lampy.
Szymborska: Gdzie ja mam prawe oko? O tu, do­
brze. Już niedługo nie będę wiedzieć

w ogółe, gdzie ja mam

głowę.
Gierałtowski: Na karku.

Głowa

na karku, jeszcze

się nie toczy.
Tego się nie da opowiedzieć. To trzeba zobaczyć.
Ten f i l m wprowadza nas w istotę poszukiwań artysty.
Ukazuje metodę Gierałtowskiego. T y m bardziej jest
ciekawy, że p o r t r e t o w a n y w n i m fotograf sam poddaje
się w n i m p r a k t y k o w a n y m przez siebie na i n n y c h pro­
c e d u r o m . (Gierałtowski jest współtwórcą tego bardzo
przemyślanie skonstruowanego filmowego portretu,
współtwórcą jego scenariusza.) F i l m rozpoczyna się
sceną, obrazem, na którym widzimy ogromne zbliżenie
oka Gierałtowskiego. Słyszymy jego głos: „No, bo tak
to ja pokazuję, o!". Zaś z offu głos reżysera (?) opera­
tora (?) wydającego polecenie może nie tak gromko
i zdecydowanie, jak czyni to czasem sam fotograf, kie­
rując swoje życzenia i prośby względem fotografowa­

Wisława Szymborska, Fot. Krzysztof Gierałtowski

n y c h przez siebie postaci:
O f f : M u s i po prostu Pan popatrzeć
trum

obiektywu.

Gierałtowski: Dobrze?

No?

O f f : Dobrze jest, niech Pan
fotografii. O t o widzimy, że podczas sesji zdjęciowej
kompozytor (pokazuje t o obraz f i l m o w y ) u b r a n y jest
we wspaniały (ze śnieżnobiałą muszką) strój dyrygenc­
k i tylko do połowy, (w spodniach już „codziennych",
„nie z tej p a r a f i i " ) . N a w e t jeśli autor p o r t r e t u nie p o d ­
da go przetworzeniu w komputerze, co czyni ostatnio,
nie doda, nie zmieni barw, zachowa go w klasycznej

i c h wystawach, wzorem i n n y c h ekspozycji plastycz­
n y c h i instalacji ( c h w y t jakże często nadużywany, bez­
sensowny i niepotrzebny, „żeby tylko coś się ruszało
i migało") umieścić telewizora, na którym pokazywany
byłby t e n f i l m . Propozycja być może zbyt ryzykowna,
bo zabieg t e n mógłby być wodą na młyn t y c h krytyków
czy głosów k r y t y c z n y c h podnoszących wobec niektó­
r y c h nowszych dzieł Gierałtowskiego zarzut, że w por­

zdjęcie w albumie, nic o t y m , o tej niekompletności

t r e t a c h jego autorstwa czasem zbyt dużo owego prze­

stroju nie będzie wiedział. O t o przyczynek do prawdy

tworzenia,

fotografii. A co zostanie z prawdy N o b l i s t k i fotografo­

k w e n t n a koncepcja i ile w t y m szamotania się, bicia

klatką?

głową w mur, by realizować swoją idée fixe, która o d

Na

początku

lat przyświeca a u t o r o w i : tworzenia wielkiej galerii już

obok.

nie t y l k o w y b i t n y c h Polaków, ale portretów współcze­
z bliska mnie Pan

fotografuje.

Gierałtowski: Nie, ale jak Pani widzi, klatka
pełniła rolę filtra

snych Polaków. W t y m filmie b o w i e m odnaleźć może­

będzie

my

zmiękczającego.

swoisty paradoks

twórczości

Gierałtowskiego.

W i e r n o ś ć swojej wizji i ustawiczne poszukiwanie. W y ­

[...]

bieganie wprzód, drążenie n o w y c h możliwości este­

S z y m b o r s k a : A nie na tym fotelu?
Gierałtowski: M e . Powiem Pani dlaczego.
staje się on ważniejszy

Gierałtowskiego

ma - „ciężka jest to robota", jak przemyślana, konse­

Szymborska: Tak? I gdzie ja będę stała? Przed klat­

Szymborska: Strasznie

więcej

dająca pojęcie, jak - żeby użyć t u słów Stanisława Le­

poezja, jaka w y n i k a z rozmowy podczas zdjęć?

za, a potem troszkę

subiektywizmu,

aniżeli p o r t r e t o w a n y c h . Jednakże tyleż sensowna, że

wanej z klatką z papużkami? Czy zachowa się czysta

Gierałtowski: Mysie, że Panią posadzę-

trzyma.

Zastanawiam się, czy artysta nie p o w i n i e n na swo­

czarno-białej postaci, widz na wystawie, czy oglądając

ką, za

w obiektyw, w cen­

tycznych, poczucie misji, wagi społecznej fotografii.
Ponieważ

A także poczucie zagrożeń, jakie niosą współczesne

od Pani.

przemiany k u l t u r o w e . Także te oferujące nową sytu-

Szymborska: Myśli Pan. A może on jest?
130

�Zbigniew Benedyktowie* ' POLACY, P O L A C Y - A N T R O P O L O G I A W I Z U A L N A I PORTRETY W I E L O K R O T N E KRZYSZTOFA G I E R A Ł T O W S K I E G O

ację, ale i nowe możliwości związane z nową technolo­
gią. „Cala tajemnica polega na t y m , by być o ćwierć
k r o k u przed publicznością, współstwarzać k a n o n y es­
tetyczne, do których widzowie będą się dopiero przy­
zwyczajać. Myślę, że próbuję to robić". Przekonanie,
które towarzyszy jego twórczości o d lat, że „działalność
p o r t r e t o w a pozwala zanotować zmianę wspólnego dla
całej społeczności typu osobowości i fotografowie m o ­
gą tworzyć wizualną kronikę n a r o d u " .
W t y m filmie odnaleźć możemy echa, skrót licz­
n y c h wypowiedzi, które towarzyszą jego Grom z portre­
tem. Gry z portretem to zbiór tekstów, dokumentacja za­
wierająca także i listy o d p o r t r e t o w a n y c h i n o t a t k i do
wykładów, własne wypowiedzi, teksty do katalogów
wystaw, teksty w n i k l i w y c h analiz, jakie napisano o tej
twórczości, recenzji z lat 1964-2004 zebranych przez
Gierałtowskiego. Jeszcze jedna próba, jeszcze jeden
dramatyczny gest przedstawienia swojej wizji ad oculos
swoim współczesnym, w t y m także decydentom o d k u l /ryl

.

,

&gt;

1

"&gt;

"

'

•• 1 i i l i

tury. v^-Dior zawiera OK. J U U zapisów, pozycji bibliogra­
ficznych - rzecz imponująca!) Filmowy portret, f i l m o ­
wy zapis powstały w 2002 r o k u , a emitowany w T V
w 2004, pokazuje, jak dalece nowy, wciąż eksperymen­
tujący Gierałtowski pozostaje w gruncie rzeczy t y m sa­
m y m . Wystarczy zestawić f i l m o w y obraz z zapisami
sprzed lat:
„Z p o w o d u b r a k u atelier - c h c ą c nie c h c ą c - o d ­

Stanisław Lem, Fot. Krzysztof Gierałtowski

kryłem emocjonalne bogactwo rezydualnej przestrzeni
człowieka pozwalające kształtować wizualną opowieść
o fotografowanym.
Kamera odgrywa t u rolę drugorzędną, rejestrując
po prostu różnorakie napięcia powstające między ludźmi.
W m o i c h zdjęciach staram się relacjonować subiek­
tywne refleksje ze spotkań z d r u g i m człowiekiem. I n a

czerpująca jej poszukiwań była u k u t a formuła „zapis

t y m p o w i n n a chyba polegać m o j a fotografia, bo prze­

socjologiczny". (Notabene, jak wąska, ukazał to m . i n .

cież, kupując moje w y d r u k o w a n e zdjęcie, to wy, oglą­

f i l m A n d r z e j a Różyckiego Nieskończoność

dacze obrazków, posyłacie m n i e , żebym zajrzał w oczy

dróg), świadomy tego wszystkiego odważyłbym się j e d ­

K o w a l s k i e m u i zapytał: «jakim jesteś człowiekiem?*".

n a k zwrócić uwagę na p e w i e n znamienny a n t r o p o l o -

[1978 ]

g i c z n o - k u l t u r o w y rys twórczości Gierałtowskiego. Z o ­

dalekich

Gierałtowski pozostaje nadal w t y m l u d z k i m residu­

fia Rydet wyruszała i zaglądała do w i e j s k i c h chałup,

um. N a d a l to bada. Zdaję sobie sprawę, że jest zbyt

portretując i c h mieszkańców, by uchwycić i poznać

wielką indywidualnością, by zamykać go w jakichś

i c h , w t y c h n a t u r a l n y c h dla i c h życia wnętrzach. Gie­

„izmach". Pisali o n i m w n i k l i w e analizy socjologowie,

rałtowski, wyruszając do swoich w y b i t n y c h twórców,

socjologowie kultury, znawcy p r z e d m i o t u (fotografii),

indywidualności, wspomina i o t y m : „Szeroki kąt w y ­

pisarze, dziennikarze, artyści, koledzy po f a c h u . Por­

n i k a u m n i e z widzenia człowieka w jego własnej prze­

t r e t o w a n i i nie, m . i n . tacy autorzy ( p o m i j a m t u auto­

strzeni", i w i n n y m miejscu dodaje: „No, może jeszcze

rów zagranicznych) jak Jerzy Stajuda, M a r c i n Giżycki,

fakt, że nie fotografuję w atelier, lecz w otoczeniu,

Stefan B r a t k o w s k i , Stanisław T y m , O l g i e r d Budre­

w j a k i m żyje na co dzień portretowany. C h o ć z drugiej

wicz, Jacek Żakowski, Krzysztof Kłopotowski,

Jan

strony, tło nie wydaje m i się tak bardzo i s t o t n e " . Jest

Szczepański, Stefan M o r a w s k i (to z jego tekstu o d n o ­

coś przy wszystkich różnicach wspólnego w t y c h f o t o ­

szącego twórczość do doświadczeń współczesnej f i l o ­

graficznych podróżnikach. Gierałtowski wyruszający

zofii i estetyki bierze się tytuł wspomnianego zbioru

za nas w podróż, do t y c h swoich r z a d k i c h egzotycz­

Ryszard Kapuściński, Ryszard Bo­

n y c h ptaków m a w sobie coś z antropologa k u l t u r y .

Gry

z portretem),

browski, Krzysztof Jurecki, Jerzy Lewczyński, żeby do

„Co znaczy być fotografem na przełomie w i e k u gdzieś

tej m o z a i k i i żywej reakcji na t o , co r o b i Gierałtowski,

w Europie Środkowej. Wyrastaliśmy w r e a l n y m socja­

dokładać jakąś sztywną formułę. I tak j a k w odniesie­

lizmie, byliśmy en masse w czerwonym harcerstwie,

n i u do wielkiej twórczości Z o f i i Rydet myląca i niewy-

uczyliśmy się, studiowaliśmy.

131

Szczeniacki

instynkt

�Zbigniew Benedyktowicz ' POLACY, POLACY - A N T R O P O L O G I A W I Z U A L N A I PORTRETY W I E L O K R O T N E KRZYSZTOFA G I E R A Ł T O W S K I E G O

czenia współczesnej a n t r o p o l o g i i wizualnej. Claude
Lévi-Strauss w Smutku tropików,

opisując zachód słoń­

ca, grę światła, kolorów, zmian zachodzących na nie­
bie, wyznawał, że gdyby umiał opisać te wszystkie za­
chodzące przemiany, z pewnością opanowałby lepiej
arkana swojej dziedziny. Pejzażem Gierałtowskiego, do
którego wyruszył w swoją podróż, jest twarz ludzka. N a
t e n antropologiczny rys, chociaż w kontekście filozo­
ficznym i estetycznym, zwracał uwagę Stefan M o r a w ­
ski: „[Gieraltowski] C h c e być «prowincjuszem», który
na własną modłę i odpowiedzialność po raz «enty» sta­
je przed p r o b l e m e m niedającym się d e f i n i t y w n i e roz­
wiązać - m i a n o w i c i e , czy ciekawość Innego i samego
siebie jest w stanie dotrzeć d o jakichś prawd stałych,
czy też m u s i m y poprzestać na zaczarowanym kręgu m i ­
tologicznych p r o j e k c j i . A u t o r [...] kocha swoją robotę
m i m o to, albo też dlatego, że umykają wciąż jej hory­
zonty, że oscyluje się w ustawicznym r u c h u dialektycz­
n y m między camera visionis i camera lucida. Fotografia
tego typu t k w i w m a s o w y m obiegu ( b o w i e m portrety
elity intelektualno-artystycznej są również elementar­
n y m składnikiem mass culture, choćby poprzez ilustra­
cje gazetowe), ale niekoniecznie musi być sterowana
przymusem dostosowania się do r y n k o w y c h m e c h a n i ­
zmów. Ten luz widoczny jest w pracach zebranych na
wystawie i właśnie w swobodzie podejmowania gry
z p o r t r e t e m , bez pewności, czy w y n i k będzie d o d a t n i
i osiągnięcie zyskowne (gry, która skłoniła m n i e do f i ­
lozofowania o dylematach spojrzenia na Innego i sa­
mego siebie), dostrzegam zasadniczą wartość twórczo­
ści Gierałtowskiego. O b y tylko nie zmienił k i e r u n k u
strzałki swojego kompasu [ M o r a w s k i 1988]."
O to możemy być spokojni. N i e sposób rozwijać t u ,

Krzysztof Penderecki, Fot. Krzysztof Gieraltowski

t o t e m a t na i n n e s t u d i u m i dłuższe opowiadanie,
związków tej postawy i dociekań, poszukiwań Gierał­
towskiego, u p r a w i a n i a przezeń swoistej a n t r o p o l o g i i
wizualnej współczesności z t y m , co się dzieje w najbar­
dziej żywym współczesnym nurcie a n t r o p o l o g i i k u l t u ­
ry. Zarzucany m u subiektywizm jest doświadczeniem
o d k r y w a n y m dziś w dziełach najbardziej klasycznych

wolności kierował nas k u kamerze fotograficznej, te­
m u narzędziu podróżników, outsiderów i złodziei dusz

antropologów k u l t u r y . A n t r o p o l o g i a k u l t u r y dzisiaj jak

[1993]".

„Jeśli chodzi o m n i e , t o podobnie jak wielu

nigdy jest świadoma swego subiektywnego, autorskie­

i n n y c h u r o d z o n y c h n a d Wisłą, stałem się z konieczno­

go, czytaj też: twórczego, opartego na wyobraźni, k o n ­

ści geopolitycznych czekającym na wynajęcie

struowanego obrazu opisywanego przez nią

czło­

świata

w i e k i e m z walizką», który pójdzie pracować wszędzie,

i kultury. Dzieło

gdzie może okazać się użyteczny. Może zgłoszą zapo­

książki C l i f f o r d a Geertza, odkrywający w klasycznych

i życie. Antropolog

jako autor to tytuł

trzebowanie Eskimosi albo Patagończycy, wtedy u d a m

już dziś dziełach M a l i n o w s k i e g o , R u t h

się do n i c h , żeby portretować najlepiej, jak potrafię.

Levi-Strausa owe cechy. 1 wittnessing

N i e m n i e j j e d n a k najbliżsi pozostaną m i Polacy i Euro­

Ja. Dzieci Malinowskiego

pa, bo w y c h o w a n y w jej kulturze, tutaj będę zawsze

tej książki z zawartą w niej dwuznacznością i grą słów:

-

Benedict,

Zaświadczające

to tytuł jednego z rozdziałów

szukał dla mojej fotografii międzyludzkich punktów

„I" (na co zwraca uwagę autor polskiego przekładu),

odniesienia. P o m i m o m o i c h ograniczonych możliwo­

w swej warstwie fonetycznej znaczy t o tyle samo co:

ści chciałbym

„Ja" i „oko" („naoczni świadkowie").

nadal mieć możność

w pasjonującym

współzawodnictwie

uczestniczenia
o

zadziwiający

Kompasem Gierałtowskiego w jego podróży do I n ­

obraz współczesnego człowieka [ 1 9 8 4 ] " . Niewątpliwie

nego, jak wyznaje na filmie (i w tekstach) jest ciągle to

jest coś z antropologa k u l t u r y u Gierałtowskiego. A je­

samo dziecięce marzenie: „Marzyły m i się różne rzeczy.

go twórczość w swoisty sposób wpisuje się w doświad­

Między i n n y m i chciałem mieć pierścień, za pokręce-

132

�Zbigniew Benedyktowicz • POLACY, P O L A C Y - A N T R O P O L O G I A W I Z U A L N A I PORTRETY W I E L O K R O T N E KRZYSZTOFA G I E R A Ł T O W S K I E G O

n i e m którego, znałbym cudze myśli, [ i uczciwie niczego

w y " i działań („to Pan się t y m interesuje?", „to Pan się

nie zatajając a n i nie udając przyznaje się] Myśli i to, co

t y m zajmuje?"), jest t u wspólne. P o m i m o tej zdawało­

ludzie myślą o m n i e . Ja jestem egocentrykiem".

by się generalnej różnicy polegającej n a t y m , że f o t o ­

Naoczny świadek Gierałtowski, w tej swojej wciąż

graf, pracując w obrazie „rozmawia w m i l c z e n i u " , a a n ­

podejmowanej n a n o w o podróży, dzieli też z a n t r o p o ­

tropolog, pracując w słowie „milczy w r o z m o w i e "

logami

kultury

t o samo doświadczenie

znikania

(a przynajmniej p o w i n i e n , jeśli oczywiście uznamy, że

„przedmiotu swoich b a d a ń , " chociaż t o i n n y rodzaj

tak byłoby lepiej, d l a lepszego wsłuchania się w D r u ­

plemienia, do którego wyruszył, jest świadom jego zni­

giego), p o t e m już wszystko jest podobnie: a n t r o p o l o g

kania p o d n a p o r e m współczesnych, cywilizacyjnych

„pisze" w swojej p r a c o w n i , fotograf w swojej „naświe­

„kulturowych" przemian. S t ą d może t o podobne j a k

tla", „wywołuje", „montuje", „komponuje" swoje dzie­

u antropologów poczucie misji ocalania, nieustannej

ło (chociaż wszystkie te słowa dało by się odnieść d o

w a l k i o konieczność u d o k u m e n t o w a n i a znikającego

tego, co „pisząc" r o b i także i antropolog) - obaj teraz,

świata:

już zazwyczaj pracują n a komputerze.

„Tak się stało, że napotkałem ludzi u r o d z o n y c h na
przełomie

wieku,

których

Subiektywne p o r t r e t y Gieraltowskiego działają siłą

n a z y w a m wspaniałymi

obrazu. Jego własny i n d y w i d u a l n y fotograficzny styl,

szlachcicami. O n i pokazali m i , j a k mądrze można się

„sygnatura i f r a g m e n t " operowanie f r a g m e n t e m są o d

zachowywać i j a k być d o b r y m i n o r m a l n y m . Dzisiaj

razu rozpoznawalne (ktoś napisał, że swoich portretów

kiedy patrzę na m o i c h współczesnych, jestem przera­

mógłby n i e podpisywać i t a k w i a d o m o byłoby, k t o jest

żony. H i s t o r i a zlikwidowała elity tego n a r o d u " .

i c h a u t o r e m ) . Gierałtowski stale jest „w drodze". Siła,
przestrzeń jego obrazów w y n i k a z napięcia pomiędzy

N a swoich p o r t r e t a c h współczesnych Polaków, ary­

wizją i d o k u m e n t e m (diagnoza Morawskiego o napię­

stokratów ducha, zakłada i m i zrywa maski. Tworzy

ciu pomiędzy camera visionis i camera lucida nadal po­

swoje p o r t r e t y zawsze o „ćwierć k r o k u przed n a m i " .

zostaje a k t u a l n a ) . Pod t y m względem twórczość Gie­
raltowskiego można nazwać w pełni antropologiczną,

W s p o m n i a n e podobieństwa i analogie, jakie rysują

jeśli uznać, j a k czynią t o niektórzy, że podstawą a n t r o ­

się pomiędzy pracą Gieraltowskiego, pomiędzy działa­

pologii, antropologicznego podejścia i spojrzenia jest

n i e m fotografa a antropologa n i e pozwalają zapomnieć

(oparta na f a k t a c h i d o k u m e n t a c h ) w y o b r a ź n i a .

o zasadniczej różnicy - i f i l m dobrze t o pokazuje - róż­

Ze a n t r o p o l o g t w o r z y swoje przedmioty a właściwie

nicy, zaznaczyć t u trzeba, która chociaż została w f i l ­

p o d m i o t y badań.

mie świetnie uchwycona a m i m o t o paradoksalnie n a ­

Jeśli też przyjąć charakterystykę a n t r o p o l o g i i jaką

dal wzmaga poczucie wspólnoty tego samego doświad­

daje Redfield (w p u b l i k o w a n y m wyżej w t y m numerze

czenia. Fotograf w odróżnieniu o d antropologa (który

artykule) zestawiając j ą z filologią klasyczną, że zasad­

na ogół pracuje słowem)

teren"

niczym jej p y t a n i e m i troską jest n i e t o (jak w f i l o l o ­

uzbrojony w kamerę. Swój „wywiad", swoją rozmowę,

g i i ) : „czy t o jest p o p r a w n e " ale t o : „czy t o jest cieka­

„notatki", analizę, syntezę prowadzi przy p o m o c y ka­

w e " , t o z pewnością o fotografiach Gieraltowskiego

mery. Towarzyszące t e m u słowa, rozmowa są czymś

można powiedzieć, że są antropologiczne. Siła p o r t r e ­

m n i e j i s t o t n y m , ważnym ( t a k , j a k częstokroć fotogra­

tów Gieraltowskiego jest wypadkową w i e l u sił i w i e l u

fowanie i fotografie towarzyszące p r a c o m a n t r o p o l o ­

okoliczności: własnej wizji, wyobraźni, przemian k u l ­

wyrusza „w swój

gów, sprowadzone zaledwie d o r o l i „dokumentacji",

t u r o w y c h , społecznych, technologicznych. N i e zawa­

czy i l u s t r a c j i ) . W y m i a n a słów, rozmowa służą fotogra­

hałbym się użyć też i wobec tej twórczości określenia

f o w i bardziej dla odwrócenia uwagi,

raz już użytego (w odniesieniu d o innego autorstwa)

„rozluźnienia"

modela, zajęcia go czymś i n n y m , czasem dania m u w y ­

i

t c h n i e n i a . (Trochę t o zresztą siłą rzeczy, m u s i przypo­

obok portertów postaci ginącego plemienia i n t e l i g e n ­

m i n a ć - i f i l m znów pokazuje t o dobrze - rozmowę, j a k

cji, w i e l k i c h osobowości, w których zapisywaniu wedle

w gabinecie dentysty, b o j a k t u naprawdę rozmawiać,

swego autorskiego p r o j e k t u realizowanego o d lat Gie­

kiedy „głowa m u s i być uniesiona do góry", „a oczy

rałtowski się wyspecjalizował, pojawiają się także twa­

t u ! " ) . M i m o jednak różnicy narzędzi j a k i m i operują f o ­

rze „ludzi n o w y c h " , czasem przypominających n i e m a l

odrzucanego:

„zapis socjologiczny". O t o b o w i e m

tograf i a n t r o p o l o g doświadczenie nadal jest wspólne.

„szczęśliwe twarze z bilboardów" (jak ze znanego p r o ­

(Notabene t e n ostatni, częstokroć skupiony w „rozmo­

j e k t u A n n y Bohdziewicz), p o r t r e t y ludzi „modnych",

w i e " n a s w o i m , może czasem, n i e m n i e j niż pierwszy,

z pierwszych s t r o n gazet, urzędników, prezesów (czę­

przypominać dentystę-stomatologa). Zasadniczo d o ­

stokroć są to też i „ludzie bez twarzy", już t o o w i a n i

świadczenie przenikania d o Innego, Drugiego, d o ­

mgłą, enigmatyczni, już t o u c h w y c e n i w swej radosnej

świadczenie rozmowy, dialogu, oswajania wchodzenia

pustce,

„mundurze"). N i e potrafię głębiej

wnikać

w świat „informatora", „modela", przenikania d o tego,

i analizować estetycznej wartości poszukiwań, ekspe­

co istotne i ważne, p o k o n y w a n i a jego dystansu, oporu,

rymentów (kolor, k o m p u t e r o w e przetworzenia), j a k i m

czasem niechęci, irytacji, zmęczenia, wątpliwości nie­

autor tworząc je, jednocześnie się i m poświęca (a co

j e d n o k r o t n i e żywionych, co d o sensu takiej „rozmo­

dla niego może byłoby ciekawsze d o przeczytania), p o -

133

�Zbigniew Benedyktowicz • POLACY, P O L A C Y - A N T R O P O L O G I A W I Z U A L N A I PORTRETY W I E L O K R O T N E KRZYSZTOFA GIERAŁTOWSKIEGO

nieważ dla m n i e nadal ów antropologiczny współczyn­

pamiętam takie zdjęcie Prof. Stanisława Lorentza, sto­

n i k , ów socjologiczny i k u l t u r o w y zapis współczesnych

jącego, bodajże u bramy N i e b o r o w a , n i c z y m stróż, dys­

przemian, j a k i c h m y i sam autor doświadczamy, zapis

pozytor,

który pojawia się i o d n a w i a w k o l e j n y c h edycjach-wy-

skarbca i obok tego zdjęcia zapis, n o t a t k ę : „Kiedy za­

stawach portretów Polaków współczesnych jest t u d l a

prezentowano Stanisławowi L o r e n t z o w i publikowane

„strażnik

wrót", depozytariusz chroniący

m n i e najistotniejszy. Można się zżymać na styl Gierał-

t u zdjęcie, ktoś zaoponował: «Stasiu, j a k t u strasznie

towskiego, można m u zarzucać manieryzm, ekspery­

wyszedłeś!* M u z e a l n i k mruknął: « C i c h o , głupia, do­

m e n t o w a n i e , niezrozumiałe (przypadkowe?) udziwnia­

b r e . * . Tak ujawniało się wyczucie czasów, nieodmien­

nie, dodawanie atrybutów, kolorów etc. jak uczyniła

nie c e c h u j ą c e osiemdziesięcioletniego d y r e k t o r a M u ­

to jedna z recenzentek ostatniej wystawy. D l a m n i e

zeum N a r o d o w e g o . "

właśnie ta ostatnia edycja Twarz jako znak w sposób

N a wystawie Twarz jako znak przywrócona została

istotny wyrównała p e w i e n niedosyt odczuwany przy

jakby równowaga pomiędzy Obrazem i słowem. Za­

poprzednich jego wystawach. Po pierwsze o b o k ostat­

spokojony został (chyba nie tylko mój) głód „przypi­

n i c h prac k o l o r o w y c h znalazły się wcześniejsze prace

su", „adnotacji", „komentarza", „dalszej wiedzy", cho­

czarno - białe, ukazując większy horyzont czasowy. Po

ciaż każdy z t y c h obrazów mógłby się obyć i działać bez

drugie, o b o k fotografii, pojawiły się podpisy obszer­

tego. Zaspokojony został głód słowa.

niejsze, zapiski pamięci związanej z daną postacią,
zdjęciem, „didaskalia" dotyczące sytuacji, okoliczności
w j a k i c h p o r t r e t powstawał. To, co było można śledzić
jedynie w niektórych katalogach (jak n p . w : Krzysztof
Gierałtowski, Portrety, W A i F , Warszawa 1998., skąd

D l a t e g o też z wdzięcznością skorzystałem, z myślą
też i o przyszłych c z y t e l n i k a c h z możliwości rozmowy
z a u t o r e m , który zechciał oprowadzić m n i e po swojej
wystawie, której t o r o z m o w y zapis p u b l i k u j e m y p o n i ­
żej.

Krzysztof Gierałtowski.
Fot. Krzysztof
Gierałtowski.

134

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10797" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10775">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9555fac0e05f3c09ad16ee0286f825fb.pdf</src>
        <authentication>ca255b5f7e1cce26e2e16ca17ce6bf7d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128691">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6560</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128692">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128693">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128694">
                <text>Gierałtowski, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128695">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6132</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128696">
                <text>To nie stało się dzisiaj - rozmowa z Krzysztofem Gierałtowskim na wystawie "Twarz jako znak"Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128697">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.1 s.135-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128698">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128699">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128700">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128701">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128702">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128703">
                <text>ZBIGNIEW
BENEDYKTOWICZ

To nie stało się dzisiaj
- rozmowa z Krzysztofem
Gierałtowskim na wystawie
Twarz jako znak.
Królikarnią, czerwiec 2005 *

Zatrzymujemy się przy fotografii EwyPodleś
K r z y s z t o f G i e r a ł t o w s k i : To było w jej apartamen­
cie, gdzieś na W o l i i o d w a m e t r y o d nas w trakcie
dwugodzinnej pracy stał barek obficie zaopatrzony, ale
p r i m a d o n n a nie pomyślała, że napiłbym się chociaż
szklankę wody, więc po pierwszej godzinie zacząłem
polować na jej m i n k i . . . T o jest zdjęcie m n i e j więcej z ja­
kiegoś 8 1 . r o k u . Jak jej pokazałem p o t e m rezultat, t o
powiedziała, że ona zadzwoni gdzie trzeba i zostanę po­
uczony. A l e widocznie zgubiła n u m e r t e l e f o n u , bo nie
zostałem pouczony i to zdjęcie ukazało się w „Itd."
przy wywiadzie z nią jako t a k i , o d czasu do czasu, prze­
r y w n i k humorystyczny...
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z : A na t y m zdjęciu ks.
Tischnera czy t o już w t e d y rodziła się i miała początek
dziś realizowana przez Pana koncepcja robienia por­
t r e t u „bez twarzy"?
K . G . To powstało w t e n sposób, że o n mieszkał
w t y m d o m u księży profesorów w K r a k o w i e i posze­
dłem do niego, i jego t e n p o k o i k - k a j u t a był tak zawa­
lony papierami, że nie było t a m żadnego neutralnego
tła, wobec tego wyszliśmy na klatkę schodową, i to m i
się spodobało, że jednocześnie

to miasto było za

o k n e m , a t u t a j o n był w kontrze, a na dodatek t e n
krzyż z tego o k n a - i tak t o zrobiłem. Zresztą z tej se­
r i i , jest t a k i i n n y p o r t r e t już z twarzą, na okładce książ­
k i , która wyszła z zeszłym r o k u w „Znaku":
Z Tischnerem

Rozmowy

i t a m t o zdjęcie jest w tej książce...

Z . B . Po raz pierwszy na tej wystawie umieścił Pan
pod zdjęciami rozbudowane podpisy, komentarz, n o ­
t a t k i , okoliczności w j a k i c h powstały, pańską pamięć
o t y c h ludziach i zdjęciach jaka się z n i m i wiąże ale nie
umieścił pan dat, w których powstały...
K.G.

Powiem zupełnie szczerze, daty wynikają

z p e w n y c h kontekstów, wskazują na pewne konteksty,
natomiast ja niechętnie zdradzam k o n k r e t n e lata, po­
nieważ w t e d y ludzkość wymagałaby ode m n i e , aby
moja twórczość była krzywą wznoszącą się. A ponie­
waż moja twórczość jest sinusoidą, raz m i się udawało,
a raz „leciałem na mordę", wobec czego nie c h c ę , nie
c h c ę datować specjalnie, żeby nie powiedziano: „no
jak t o , a t o się cofnął w r o z w o j u " .

ks. Józef Tischner, Fot. Krzysztof Gierałtowski

135

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

Feliks Topolski, Fot. Krzysztof Gierałtowski
Z . B . Dlatego p y t a m o daty, że na tej wystawie, w i ­
dać jak te idee pańskie „Twarz jako znak" albo „ludzie
bez twarzy" rodziły się już wcześniej jeszcze na etapie
fotografii czarnej. N a przykład Czapski...
K . G . N o t a k , oczywiście. To jest zdjęcie m n i e j
więcej z połowy lat 80., chyba na d w a czy trzy lata
przed jego śmiercią. Już był bardzo zmęczony, bo d o ­
słownie po k i l k u m i n u t a c h , kiedy mogłem jeszcze zro­
bić zdjęcia twarzy o n po p r o s t u zasnął. Zasnął, głowa
m u opadła na ramię, ale zobaczyłem w t y m m o m e n ­
cie te ręce, które tak leżały, bardzo piękne, arystokra­
tyczne ręce i tak t o utrwaliłem. M a m również takie
zdjęcia z twarzą, ale uważam, że to jest dużo bardziej
wymowne.

Stanisław Lorentz, Fot. Krzysztof Gierałtowski

I Jonasz Kofta, Fot. Krzysztof Gierałtowski

Józef Czapski, Fot. Krzysztof Gierałtowski
136

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

Z . B . Jak to doświadczenie (z t a m t y c h czarno-bia­
łych fotografii) m a się do tego, co obecnie p a n r o b i , do
tej ingerencji w obraz, jego przetwarzanie (kolor, k o m ­
puter, w y d r u k )

7

K . G . Ja traktuję zarówno moje zdjęcia nowe, j a k
i stare tak samo, ponieważ ja uważam, że negatyw jest
surowcem do tworzenia obrazu. Jeśli chodzi o sposoby
tradycyjne ja naświetlam - n p . t a k i m jest zdjęcie Fe­
liksa Topolskiego, które w sposób klasyczny robiłem,
naświetlam pozytyw w 12 fazach, t u rozjaśniając, t u
przyciemniając i t d . , i t d . . . . K o m p u t e r pomaga m i w t y m
niepomiernie, b o tak jak tutaj w przypadku Jonasza
Kofty negatyw jest negatywem k w a d r a t o w y m , a ponie­
waż ze względów organizacyjno-technicznych zdjęcia
p o w i n n y mieć j e d n ą wielkość, żeby się lepiej mieściły
w skrzyniach t r a n s p o r t o w y c h , to musiałem z k w a d r a ­
t u zrobić prostokąt, wobec tego odbiłem lustrzanie
dolną część twarzy K o f t y stwarzając obraz prostokątny.
A tutaj z k o l e i w stosunku do Ryszarda W i n i a r s k i e g o
zdjęcie samego m o d e l a jest klasyczne, z t y m że w pier­
w o t n e j wersji o n patrzył na nas, obecnie zrobiłem w y ­
d r u k ponieważ

chciałem

mieć c h m u r k i .

Chmurki

mógłbym pewnie o d biedy skopiować metodą trady­
cyjną i zrobić i n n e rzeczywiste c h m u r y a tutaj jest ta­
kie maskowanie chmur...zresztą to pomaga. A l e te
moje zdjęcia ciągle się zmieniają, bo n p . profesor L i ­
piński jeszcze n a mojej stronie i n t e r n e t o w e j m a całą
głowę, a t u t a j została przycięta, kadr został zbliżony

Ryszard Winiarski, Fot. Krzysztof Gierałtowski

ponieważ wtedy te oczy bardziej się jarzą. I tutaj też
m a m y do czynienia z ingerencją klasyczną, bo to jest
papierek na c i e n k i m d r u c i k u , który pozwolił rozjaśnić
okolice oczu, p r a w d a . To, że ja działając k o m p u t e r e m ,
przemieniam obraz, walor obrazu, to nie stało się dzi­
siaj. K o m p u t e r jest narzędziem, które pomaga m i to
dzisiaj zrobić. N a t o m i a s t nie ma takiego p r o b l e m u , że
to r a p t e m Gierałtowski chwycił się, jak Pana Boga za
n o g i , za k o m p u t e r . Przedtem to były papierki na d r u ­
c i k u , włożone ręce, wycięte maski z k a r t o n u w trakcie

1

kopiowania i t d . , i t d
A t u jest 100%,

9k

klasyczne zdjęcie - G i e r o w s k i .

Wydawało m i się po p r o s t u , że te jego pasy w jego m a ­
larstwie są ważne, więc poszedłem do niego z t a k i m
ścinkiem lustra i prosiłem go, żeby to trzymał. To jest
zupełnie klasyczne, więc właściwie widz wpuszczony
na te wystawę nie jest w stanie odróżnić t e c h n i k . To
zresztą jest nieważne jaką techniką to jest zrobione.
Ważny jest skutek.
Z . B . A to D u d a - Gracz...
K . G . A t o n o r m a l n i e położyłem Dudzie — Graczo­
w i autentyczne kawałki rozbitej szyby samochodowej.
Pamiętam, że wiozłem to do K a t o w i c jak relikwię d o ­
słownie, bo b a ł e m się, że m i się to rozsypie zanim m u
to położę na oczach. A l e to pozwala m i asocjować t o ,
co uważam za najprawdziwsze w twórczości D u d y -Gracza, a m i a n o w i c i e t o jego satyryczne malarstwo
p o d naszym adresem. I tak jak w tej bajce o źdźble l u ­
Profesor Edward Lipiński, Fot. Krzysztof Gierałtowski

stra w sercu chłopca, to tak ja tutaj odwołuję się, cią-

137

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

gle zresztą, nie tylko t u t a j , do p e w n y c h archetypów
k u l t u r o w y c h . Tak jak n p . w t y m portrecie niedawno
powstałym - Waldemara Świerzego, gdzie t r u d n o jest
go zrozumieć jeśli nie zna się p l a k a t u Świerzego z lat
70.,

plakatu cyrkowego, prezentującego

klowna

w przezroczystym cylindrze, bo to są te nawiązania.
Ukazał się w „Pozytywie" teraz artykuł na mój temat,
który jest zatytułowany Problemy z Gieraltowskim.

Pro­

b l e m e m Gierałtowskiego jest również to, że te zdjęcia
związane są z naszym polskim „tu i teraz". Ze one znaj­
dują t u dodatkowe relacje wzajemne, że dopiero żyjąc
t u możemy te odniesienia odczytywać. Bo zarówno
wspaniałość jak i śmieszność naszych współczesnych
w y n i k a również z p e w n y c h kontekstów społecznych.
To jest właśnie Feliks Topolski, to jest to zdjęcie
o którym mówiłem. Jakbym pokazał Panu surową o d ­
bitkę tego, to to w ogóle było nie t a k . Były bardzo waż­
ne te książki, ta twarz tego niemowlęcia n i k n i e zupeł­
nie, dopiero ją trzeba było wyciągnąć maskując. Jak
byłem w L o n d y n i e w p r a c o w n i Topolskiego i robiłem
m u zdjęcia, o n malował taką grupę grajków irlandz­
Jerzy Gierowski, Fot. Krzysztof Gieraltowski

k i c h , i w przerwie tej sesji malarskiej, kiedy o n odpo­
czywał popijając koniaczek, zobaczyłem dziecko na
pierwszym planie, które ci Irlandczycy przynieśli ze so­
bą i t o wydawało m i się takie symboliczne: właściwie
nieświadome siebie dzieciństwo i doświadczenie czło­
wieka...
To zdjęcie właśnie pokazuje, że w momencie, kiedy
ja operowałem we wnętrzach n a t u r a l n y c h , na ulicach,
nie mogłem panować n a d światłem, wobec czego m u ­
siałem pomagać sobie p o t e m w opracowaniu obrazu.
Naturalnie

moim

zyskiem dziś, jeżeli

fotografuję

w p r a c o w n i jest to, że mogę precyzyjnie sterować świa­
tłem i k o l o r e m . A l e z k o l e i rozmawiałem wczoraj
z k o m p o z y t o r e m p a n e m Mikołajem Góreckim, który
Jerzy Duda-Gracz, Fot. Krzysztof Gieraltowski

jest chory, gdzieś mieszka pod Zakopanem,.... a ja go
muszę mieć u siebie w studio, bo m a m nowy pomysł na
jego p o r t r e t . . . I wobec tego to jest zarówno dobrodziej­
stwo, jak i przekleństwo. Jak również to, że w kolorze
pracuję k a m e r a m i większego f o r m a t u , co

najmniej

średniego, co daje możliwość eksploracji materialności
ciała ludzkiego, co w t y m o s t a t n i m czasie, w o s t a t n i c h
sześciu latach kiedy tobie kolor, stało się szalenie istot­
n y m c z y n n i k i e m opisu ludzi. Bo n p . sięgając właśnie
do p o r t r e t u Lema widać całą wspaniałość jak i nędzę
naszej egzystencji. W i d a ć tutaj bezradność wspaniałe­
go starego człowieka, który się zaciął, a tutaj się nie
dogolił i t d . , i t d . . .
Bo proszę wziąć p o d uwagę to, jak ja operowałem,
tak jak tutaj w fotografiach czarnych, f i l m e m wysokoczułym, który rozbijał obraz ziarnem, poza t y m ostrość
była w j e d n y m planie. Proszę zobaczyć, kiedy byśmy
porównali ostrość tego zdjęcia ze współczesnymi zdję­
c i a m i k o l o r o w y m i , to z jednej strony nastąpiła szalona
zmiana warsztatu. Ja musiałem się nauczyć operowa­
nia dużo bardziej nieporęczną kamerą, ale z tego m a m
również zysk: właśnie ta notacja materialności, ale

Waldemar Świerży, Fot. Krzysztof Gieraltowski
138

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

z drugiej strony ludzie się z m i e n i l i ! To jest ta podsta­
wowa trudność!...Otóż wymarła cała generacja, j a k ja
i c h nazywam: „tych starych szlachciców". Już dziś nie
mógłby powstać t a k i p o r t r e t jak profesora Kazimierza
Michałowskiego, który powstał dzięki t e m u , że po se­
sji profesor uznał za swój obowiązek odprowadzić m n i e
do granicy swojej posiadłości, to znaczy piętnaście me­
trów do f u r t k i i włożył w t y m celu specjalnie płaszcz,
kapelusz i dopiero w t e d y tak ubrany wyszedł ze m n ą .
Ponieważ wtedy padał śnieg, to był refleks o d śniegu
i zobaczyłem to oko, j a k oko rzeźby egipskiej, wypeł­
n i o n e czarnym hebanem. I wtedy to natychmiast asocjowałem.
I to jest właśnie bardzo ważne, że ludzie się zmieni­
l i . Ja mówię dzisiaj, że ja muszę dziś m o i m współcze­
snym pomagać, ja i c h muszę barwić charakteryzacją,
żeby dodać i m indywidualności...
Z . B . A l b o żeby czasem wydobyć taką istotna ce­
chę, rys, znak, czasem fragment... A czasem przy po­
mocy k o l o r u , jak w przypadku p o r t r e t u Karskiego. Ja
pamiętam tę poprzednią czerwoną wersję, z poprzed­
n i c h wystaw...
K . G . N o tak, właśnie. C h o d z i o t o , ze ja ciągle szu­
k a m . Ze t a m t o w czerwieni było już nawet wystawione
na wystawie, ale ciągle byłem niezadowolony. Potem
znalazłem taką klatkę, na której o n t a k i pełen nadziei
jakby, patrzy w górę. Też zrobiłem kopię wystawową
i...ciągle byłem niezadowolony. A to jest w y d r u k k o m ­

Kazimierz Michałowski, Fot. Krzysztof Gierałtowski

puterowy, ponieważ t r a d y c y j n y m i m e t o d a m i nie moż­
na było uzyskać tak zimnej gamy barwnej, tak jak t u ­
taj. I wobec tego poszedłem do k o ń c a zimna skali tra­
dycyjnego

powiększalnika

operującego

fotografią

barwną, wziąłem to zdjęcie, zeskanowałem, i p o t e m
już w komputerze dalej ciągnąłem w stronę z i m n y c h
odcieni. N a t u r a l n i e tej pierwszej wersji Karskiego t o ­
warzyszyła też pewna myśl: o n był tak, jak oświetlony
odblaskiem pożogi wojny. Wyobrażałem sobie, że go
pokazuję w o d b i c i u łuny, łuny pożaru, łuny holokaustu
i to też znajdowało jakieś wytłumaczenie, stwarzało ja­
kąś interpretację. A l e ja myślę, że i ta interpretacja ma
swoją moc. W końcu m a m y chyba już w tej c h w i l i pięć
lat po jego śmierci i o n wygląda t u tak j a k b y m go eks­
humował. Przy czym t o bardzo dziwna reakcja przy
t y m zdjęciu, ponieważ wielu ludziom to zdjęcie się po­
doba, ale n i k t nie chciałby go mieć...
Z . B . Dlaczego Głowacki w t y c h tonach?
K . G . Głowacki jako k o n d o t i e r literatury świato­
wej, jak t e n z p o m n i k a na dziedzińcu A k a d e m i i Sztuk
Pięknych w Warszawie. N o t a bene będę się starał zro­
bić t a m t e m u p o r t r e t , bo być może użyję go na okład­
kę katalogu, w każdym bądź razie będę próbował.
Kołakowski jest też w y d r u k i e m , ponieważ ciało sta­
rego człowieka jest sinofioletowe w rzeczywistości.
Wobec czego n a t u r a l i z m tej siności i f i o l e t u zarzynałby
każdą intencję obrazu, więc musiałem to znowu ska­
nować i znaleźć taką kolorystykę, która byłaby kolory­
styką praktycznie maksymalnie neutralną, żeby nie by-

Jan Karski, Fot. Krzysztof Gierałtowski

139

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

to tego odrzucenia.
Z . B . K i e r u n e k zwiedzania, oglądania tej wystawy
jest t a k i , że o d portretów najnowszych w kolorze, prze­
chodzimy do czarno-białych...
K G .

Tak.

Z . B . Dlaczego mówiąc o tej wystawie „Twarz jako
znak" powiedział Pan: zapraszam na moją wystawę
„ludzi bez twarzy"? T u jest pewna dwuznaczność: raz
dotyczy to ludzi n o w y c h , których pokazuje Pan t a k i m i
j a k i m i są, ci współcześni, którzy często pojawiają się
na pierwszych stronach gazet. A i n n y m razem j a k
w przypadku p o r t r e t u ks. Tischnera chociaż pokazane­
go bez twarzy ale z wielką siłą...
K.G

działania. Tak, ale proszę spojrzeć na to

zdjęcie A x e r a , ponieważ ja chciałem osiągnąć efekt,
powiedzieć, że o n jest magiem t e a t r u , prawda, taką
wróżką, która patrzy w szklaną kulę. I wobec tego to
było ważniejsze o d pokazania twarzy simplicité.

Czy

proszę spojrzeć tutaj na t e n p o r t r e t Drzewieckiego,
nieważne jest t o czy o n był mały, rudy, istotne jest t o ,
że to jest p o r t r e t człowieka, który się bardzo stara, bo
ja go odwiedziłem dosłownie na k i l k a m i n u t przed pre­
mierą, kiedy już ludzie w c h o d z i l i do sali t e a t r u , a o n
jeszcze udzielał o s t a t n i c h i n s t r u k c j i s w o i m tancerzom.
To jest najważniejsze. Myślę, że moja świadomość t y c h
m o i c h dążeń wcześniejszych stała się bardziej oczywi­
sta dopiero w momencie pracy w kolorze, wcześniej to
były takie oderwane usiłowania, natomiast praktycz­
nie można powiedzieć, że o d m o m e n t u zdjęcia Czap­
skiego, dokładniej mówiąc, wyjęcia zdjęcia Czapskiego
z a r c h i w u m , bo nie o d m o m e n t u kiedy ja je zrobiłem,
bo trzeba t u rozróżnić m o m e n t pewnego spontanicz­
nego działania o d m o m e n t u świadomego kształtowa­
nia pewnego zbioru wystawowego i pewnego przekazu.
Twarz — proszę spojrzeć: to zdjęcie Wajdy, gdzie wszy­
scy mówią: „O nie widać, czy to na pewno Wajda?"
D l a m n i e istotniejsze w gruncie rzeczy było to, że to
jest człowiek naznaczony światłem. Bo ja to zdjęcie
zrobiłem na proscenium Teatru Starego w K r a k o w i e ,
kiedy w trakcie próby o n patrzył na scenę, a ja pobie­
głem, żeby rozsunąć kotary, mniej więcej trzydzieści
metrów, w tło pomiędzy jego twarzą a t y m światłem,
które powstało z rozsunięcia kotar na o k n i e . . . I ważne
jest światło i to przepływanie światła. Proszę zwrócić
uwagę, że tak naprawdę t o przepływanie światła jest
już wzięte z następnej k l a t k i - bo zrobiłem serię zdjęć,
dzięki t e m u to światło, „naznaczenie światłem". Ja dla­
tego nazywam to nie tyle p o r t r e t e m Wajdy, nazywam
t o „sytuacją W a j d y " , bo to był m o m e n t , kiedy o n robił
t a m Z biegiem lat, z biegiem dni...", kiedy o n był właści­
wie na zupełnym indexie. Czy dramatyczna sytuacja
Jerzego A d a m s k i e g o - do zrozumienia którego dopro­
wadziło m n i e t o , że kiedy przyszedłem do niego zoba­
czyłem n a ścianie zawieszoną, rozkwaszoną dosłownie
„Omegę", zegarek jego ojca. I o n m i powiedział: tak,
to jest „Omega" mojego ojca, którą N i e m c y przysłali
m i z Oświęcimia, po jego śmierci. I ja w t e d y zdałem

K o n r a d D r z e w i e c k i , Fot. Krzysztof G i e r a l t o w s k i

140

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

sobie sprawę, że t e n człowiek żył po w o j n i e w przera­
żeniu. I być może dlatego się niejako zaprzedał, dlate­
go chciał być m i n i s t r e m kultury, chciał działać i t d . ,
i t d . . . D l a t e g o przyszedłem do niego p o t e m d r u g i raz
z czarnym bandażem i powiedziałem: Panie Profesorze
proszę sobie zabandażować głowę. Zresztą o n bardzo
lubił t e n p o r t r e t .
Z . B . A t o Jarocki?
K.G.

Z Jarockim była taka sytuacja, że byłem

w K r a k o w i e i o n t a m pracował ze s t u d e n t a m i , i ja m u
zaproponowałem, że m u zrobię takie zdjęcie jak o n
idzie p l a n t a m i w m e l o n i k u i stosownym płaszczu. A o n
się żachnął, powiedział ależ ja jestem

człowiekiem

sportowo u b r a n y m , proszę spojrzeć. A ja m u na t o mó­

Erwin Axer, Fot. Krzysztof Gieraltowski

wię dobrze, dobrze, jak Pan jest ubrany t o nieważne.
A l e zupełnie nie chciał, nie chciał się na t o zgodzić.
Wobec tego ja poszedłem do niego do d o m u i zrobiłem
m u zdjęcie dosłownie na pół sekundy z ręki, co dało
t e n efekt takiego rozmazania a ja c h c i a ł e m wyrazić at­
mosferę rozedrgania.
Czy t u t a j m a m y Brzozowskiego. To jest świadectwo
właściwie przypadku ale też znowu odczytywania sytu­
acji. P o j e c h a ł e m do niego do Zakopanego i zobaczy­
łem r a p t e m amatorskie zdjęcie przedstawiające go ja­
ko króla w Balladynie

K a n t o r a w czasie wojny. Ja m u

na t o mówię: dla m n i e t o jest Pan co n a j m n i e j księ­
c i e m p o l s k i c h malarzy. O n wziął nożyczki sztrach,
sztrach, sztrach i zrobił koronę, i koronował się. A t u
znów - w przypadku Brzozowskiego - m a m y bardzo
ciekawą sytuację, m i a n o w i c i e m a m y swoistość f o t o ­
grafii. Bo t a k i c h k l a t e k , że o n w tej k o r o n i e patrzy m i
do kamery m a m chyba sześć i dopiero szóste zdjęcie
jest dobre. Dlaczego? Ponieważ o n na p o p r z e d n i c h pa­
trzy m i do kamery, a t u patrzy m i niby z jednej strony
do kamery, a z drugiej strony jakby zapadał się w sie­
bie, bo o czymś pomyślał...I t y l k o fotografia właśnie
potrafi t e n m o m e n t bezwzględnie złapać.
Z . B . A Kantor?
K . G . To było zdjęcie na tydzień przed jego wygna­
n i e m z K r a k o w a . , jego w latach osiemdziesiątych na
trzy lata wygnano do W ł o c h . W i e Pan, zachowując
wszystkie proporcje moja sytuacja jest analogiczna. N i e
Andrzej Wajda, Fot. Krzysztof Gieraltowski

w i e m czy t a wystawa nie jest moją ostatnią wystawą.
Jeśli ktoś m n i e zechce to ja pojadę, bo ja t u w tej c h w i ­
l i już więcej nie mogę nic zrobić. Praktycznie żeby zro­
bić tę wystawę zabrnąłem w takie długi, że za chwilę
m n i e rzeczywiście zlicytują. K a n t o r wtedy był w takiej
dramatycznej sytuacji: właściwie w y g o n i o n o go z K r a ­
kowa i o n był w t a k i m napięciu przed t y m wyjazdem.
Właściwie tutaj nie m a nic specjalnego, t o jest obiek­
tyw standardowy 55 m m , na tle o k n a w jego d o m u .
W i ę c praktycznie nic t u nie ma, t y l k o jest to właśnie,
że c i ludzie, u m a r l i , ludzie którzy już dziś nie żyją - o n i
emanowali swoją osobowością. I dlatego, gdybym ja i c h
sfotografował bardzo zwyczajnie, n o r m a l n i e , gdybym
i m robił zdjęcie legitymacyjne t o o n i też by się do nas
przebili. N a t u r a l n i e ja dodawałem swoje sztuczki, ale

Jerzey Adamski, Fot. Krzysztof Gieraltowski

141

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

o n i b y l i t a k silni i e m a n o w a l i sobą, że t o nas uwodzi,
porusza do dzisiaj. Młodzież mówi do m n i e : Gieraltow­
ski t o p o w i n i e n robić zdjęcia czarno-białe, tak jak po­
przednio. A t o jest niemożliwe! Bo już t y c h ludzi nie
m a . T a k i c h ludzi nie m a ! Przecież skromność tej sytu­
acji - proszę spojrzeć na t o zdjęcie Gustawa H e r l i n g a
Grudzińskiego - w t y m d o m k u ogrodnika w Maisons-Lafitte, gdzie o n mieszkał w p o k o i k u 2 na 3 metry, tak,
że ja w ogóle nie miałem gdzie światła postawić, bo
jeszcze t e n m a l u t k i p o k o i k był zastawiony paczkami
z „Zeszytami H i s t o r y c z n y m i " , które były przykryte jakąś
materią. I ta skromność, normalność zachowań t y c h
Jerzy Jarocki, Fot. Krzysztof Gieraltowski

ludzi w t a k i c h sytuacjach - t o dowodzi i c h wielkości,
której w tej c h w i l i d a r m o szukać!
Z . B . Maksymiuk?
K.G.

N o , M a k s y m i u k , to jeden z największych

komplementów j a k i m i ktoś k i e d y k o l w i e k powiedział.
Ja dzwoniłem do niego i t u t a j trzeba podkreślić, jak
ważny jest t e n pierwszy k o n t a k t , żeby nawiązać k o n ­
t a k t na płaszczyźnie partnerstwa. Bo ja zadzwoniłem
do niego i powiedziałem proszę Pana m a m zlecenie na
pański p o r t r e t , ale jest p e w i e n p r o b l e m : Pan ma twarz,
jak kartofel...ale ja Pan bardzo lubię...I zapadła cisza,
długa cisza. A l e wie Pan u k r y j e m y tę Pańską kartofla­
ną powierzchowność i proponuję, żeby Panu namalo­
wać maskę k l o w n a na twarzy. I w telewizji, kiedy była
m u m a l o w a n a ta maska, jakiś ważniak przyszedł i mó­
w i : Panie Jerzy co Pan robi?! A M a k s y m i u k mówi tak:
Pan Gierałtowski uważa, że t a k trzeba, a ja m u wierzę.
W i e Pan jeżeli te relacje są właściwe, bo samo zdjęcie
powstało w windzie h o t e l u V i c t o r i a , gdzie wówczas by­
ło j e d n o z n i e w i e l u tak w i e l k i c h luster i ta atmosfera
powstała stąd, że jeździliśmy tą windą, nie można jej
było zatrzymać, bo wtedy dzwonił dzwonek szalenie
donośnie, wobec tego jeździliśmy tą windą, w c h o d z i l i
ludzie z walizkami, myśmy j e c h a l i z n i m i dalej i o n i
mówią: Panie M a k s y m i u k , co Pan robi?! l t d . , i t d . , W i e
Pan - takie sytuacje, prawda....
T u t a j , przy t y m portrecie L w a Starowicza znowu
widać do czyjego malarstwa ja się t u t a j odnoszę. W i a ­
d o m o , że p o r t r e t w zbroi, z muzą i t d . Przy czym cieka­
we jest t o , że Malczewski malował albo w zbroi, albo

Tadeusz Brzozowski, Fot. Krzysztof Gieraltowski

z muzą, nigdzie nie znajdziemy u niego zbroi i muzy ra­
zem. A wszystko t o zostało zrobione po t o , żeby poka­
zać t e n pierścień herbowy L w a Starowicza. A l e t o
zdjęcie też na przykład przeżywało swoje przemiany.
Pamiętam, jak przy pierwszych prezentacjach - o n ma
taką kurtkę dżinsową - pamiętam, jak ja się strasznie
mordowałem, żeby te szczegóły oddać. A p o t e m rap­
t e m opadło t o ze m n i e , t e n realizm. I wszystko zaciem­
niłem — i jest dużo lepsze zdjęcie.
Z . B . Zapasiewicz?
K . G . Z Zapasiewiczem to było t a k , że ja po prostu
uważam, że m a m y do czynienia z z a n i k i e m elit. Ze eli­
ty w Polsce wymarły. Ze polska inteligencja właściwie
wymarła. N i e d a w n o p a n prezydent Kaczyński przeglą­
dając spis tej wystawy, powiedział: „No nie wszyscy

Jerzy Maksymiuk, Fot. Krzysztof Gieraltowski

142

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

z n i c h należą do i n t e l i g e n c j i , chociaż niewątpliwie
wszyscy skończyli studia wyższe." I coś w t y m jest,
szczególnie w przypadku m o i c h bohaterów zdjęć b a r w ­
n y c h . N a t o m i a s t Zapasiewicz był dla m n i e

takim

przedstawicielem tej wymierającej polskiej i n t e l i g e n ­
cji, z dobrej, tej najlepszej rodziny, wobec czego dałem
m u tę papierową maskę śmierci, która o n chciał ograć
jak maskę z Hamleta. Ja musiałem m u ją wyrwać i d u ­
żo t r u d u m n i e kosztowało, żeby go właśnie namówić,
żeby pozwolił sobie założyć maskę śmierci na potylicę.
T u jest najnowszy mój wynalazek, m i a n o w i c i e :
w książce zdjęcie powstało inaczej, a t u t a j to zostało
zrobione w t e n sposób, że najpierw jest Ważyk a p o t e m
wywołany, wypłukany, a p o t e m jest ostrzykiwany w y ­
woływaczem i zapalone na sekundę światło, i p o n o w ­
nie wywołany, więc stąd powstają te smugi ognia pie­
kielnego... ( ś m i e c h ) . Ja chciałem wyrazić tę sytuację
Ważyka, który był w p e w n y m m o m e n c i e „niczyj", po­
nieważ komuniści się o d niego odwrócili, pozwolili m u
jeszcze mieszkać w A l e i Róż, ale n i c więcej, a opozycja
go nie przyjęła jako swojego, wobec czego o n tak ist­
niał, jak w piekle, czy właściwie w czyśćcu, w

Nie-

mandslandzie.
Jan K o t t sfotografowany w K a m i e n n y m P o t o k u ,
Stony B r o o k , t a k to się bodajże nazywało, p o d N o w y m
Jorkiem. Postawiłem go p o d zawieszona lampą i rap­
t e m zobaczyłem, że K o t t ma wąsy, i t e m u s t u d i u m się
poświęciłem.
Jerzy Grzegorzewski. Grzegorzewski c h c i a ł

Tadeusz Kantor, Fot. Krzysztof Gierałtowski

być

człowiekiem niewidzialnym. O n był na tyle świadom
jako malarz, że jego obraz jest obrazem „ugly" i że w o ­
bec tego odrzucającym więc o n właściwe nie lubił się
fotografować. To zdjęcie uwielbiał. Muszę powiedzieć,
że jak je zobaczył na wystawie w H o l a n d i i , a nie wdział
go przedtem w Polsce, to przybiegł do m n i e i pocało­
wał m n i e w rękę, co było dla m n i e szokującą sytuacją.
A l e t o zdjęcie kochał, bo właściwie o n o było syntezą
Grzegorzewskiego a nie materialnością Grzegorzew­
skiego. I t o n a t y m polegało. Nalegał, żeby zdjęcie zna­
lazło się na plakacie podsumowującym jego dorobek
w Teatrze N a r o d o w y m .
Z . B . Ewoluują też tytuły Pańskich wystaw, k o l e j ­
n y c h edycji w których widać ewolucję Pańskich p o ­
szukiwań: „Gry z portretem" „Twarz jako znak", jeszcze
nie tytuł ale: „ludzie bez

twarzy"...

K . G . N i e , generalnie kolekcja nazywa się o d lat
Polacy, portrety współczesne,

Gry z portretem t o nazywa­

ła się sama dokumentacja, w y d a w n i c t w o , ta książka
tekstowa. W y s t a w a w Poznaniu, w M u z e u m N a r o d o ­
w y m już nazywała się Twarz jako znak, z t y m t y l k o , że
t a m były prezentowane tylko zdjęcia k o l o r o w e . Rów­
nież t a m usiłowaliśmy znaleźć odniesienia łacińskie
i ciągle nie jestem p e w i e n bo była taka wersja: Facies
significat, albo Facies signum,

t a k m i ktoś dzisiaj przy­

szedł i powiedział, że tak się t o p o w i n n o nazywać Fa­
cies signum, uczyłem się wprawdzie łaciny ale ciągle je­
stem niepewny, i sadzę, że chyba to Facies significat jest

Gustaw Herling Grudziński, Fot. Krzysztof Gierałtowski

143

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

Lew Starowicz, Fot. Krzysztof Gieraltowski

Piotr Skrzynecki, Fot. Krzysztof Gieraltowski
jakieś szmery z łazienki, więc t a k rozkładam swoje rze­
czy ale oczekuję, że za chwilę przyjdzie t e n Białoszew­
ski. I dopiero jak z tej łazienki wychodzi druga kobie­
ta, n o to zaczynam się przyglądać t e m u k o r p u l e n t n e ­
m u i konstatuję, że to m u s i być Białoszewski...Zaczy­
n a m go fotografować. Tak więc t o zaskoczenie....
Z . B . Piotr Skrzynecki .
K . G . N o , mój Boże, z P i o t r e m tośmy i trochę wó­
deczki w y p i l i . . . i trochę kawy. T u t a j , kiedyś spotkałem
się z n i m na R y n k u i posadziłem go na lwie. M a m ta­
kie zdjęcie, jak o n ujeżdża takiego l w a przy tej Wieży
Ratuszowej. A p o t e m weszliśmy napić się kawy do Su­
k i e n n i c i ja wybiegłem na zewnątrz, i sfotografowałem

Zbigniew Zapasiewicz, Fot. Krzysztof Gieraltowski

go przez szybę, w której j a k widać odbija się filar Su­

być może taką k u c h e n n ą łaciną, ale kojarzyć się może

k i e n n i c , jakiś i n n y człowiek...I to wydaje m i się, że ta­

Polakowi, który liznął trochę łaciny z p o l s k i m o d n o ­

kie przemieszanie stanowi pewną parabolę Piwnicy,

śnikiem.

gdzie o n tak sklejał spektakl z różnych fragmentów.

A t u , chciałbym zwrócić Pana uwagę na p o r t r e t

N a przykład Stern,. To jest zdjęcie na k i l k a miesię­

Białoszewskiego, znowu p e w i e n kontekst, pewna sytu­

cy przed jego śmiercią. Fotografowałem go parę razy,

acja psychiczna dała t e n p o r t r e t . B o dostałem zlecenie

bo bardzo lubiłem go w K r a k o w i e odwiedzać. O n mó­

z P i W - u , żeby zrobić p o r t r e t Białoszewskiego. Poje­

wił, że o n jest panem, który mieszka u kota... (śmiech)

c h a ł e m gdzieś daleko do takiego b l o k u z płyty. W c h o ­

— bo tak m u kiedyś dziecko powiedziało. I o n koniecz­

dzę, o t w i e r a m i drzwi zażywny, starszy p a n . Zdjęcie

nie chciał, żeby jeden znajomy zawiózł nas p o d K r a ­

Białoszewskiego t o ja widziałem j a k o średnio-zaawan-

ków, bo powiedział, że chce m i pokazać swoją katedrę.

sowanego w i e k i e m człowieka i wobec tego ja tak

I cóż m i pokazał? Wzgórek w a p i e n n y ! A l e jego imagi-

wchodzę, zaczynam ostrożnie rozkładać rzeczy, atmos­

nacja czyniła z tego katedrę. Pamiętam t a k i obraz,

fera jest bardzo dziwna, bo szyby pomalowane są na

który bardzo chciałem mieć, ale nigdy nie miałem pie­

czarno, w j e d n y m p o k o j u stoi ślepa kobieta ale słyszę

niędzy, który o n zrobił. To był kawałek błękitnego kar144

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z K R Z Y S Z T O F E M G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

t o n u w skrzyneczce z pleksiglasu - b y l wygięty - na do­
le był p u c h łabędzi i parę ziarenek piasku...i to stwa­
rzało takie poczucie wieczności, człowieka rozstrzela­
nego w czasie wojny, który się wyczołgał spod zwałów
trupów. Wszystkie te d r a m a t y widać na twarzach „tych
starych szlachciców".
Tak, to papież awangardowego t e a t r u - Grotowski.
Miał t e n order chyba dwie czy trzy m i n u t y . Zrobiłem
je na X X lecie t e a t r u , kiedy o n go dostał we Wrocław­
s k i m Ratuszu, złapał go dziennikarz radiowy, i on
udzielał w y w i a d u , a ja strzeliłem i o n w p e w n y m mo­
mencie się zorientował, schował natychmiast order do
kieszeni. Tak to nie pasowało do jego obrazu papieża
biednego t e a t r u , bo n a t u r a l n i e w kącie gdzieś pleca­
czek pielgrzyma czekał. T a k że, j a k mój przyjaciel Get-Stankiewicz poszedł d o niego przy następnej okazji,
kiedy o n był we Wrocławiu i chciał, żeby o n m u udzie­
lił autografu na t y m zdjęciu, to G r o t o w s k i z wściekło­
ścią podarł je. W i ę c z prawdziwą satysfakcją mogę od­
notować, że obecny prezydent miasta Wrocławia za­
kupił t e n p o r t r e t do I n s t y t u t u Grotowskiego.
M n i e zawsze bawią te przewrotności, jak na przy­
kład sytuacja, kiedy po mojej wystawie dwa lata temu
w M u z e u m N a r o d o w y m Litwy, w Pałacu Radziwiłłów
w W i l n i e , L i t w i n i bardzo c h c i e l i dostać jakieś moje
portrety. I n a t u r a l n i e , nasz ambasador poprosił, żeby
M S Z kupił trzy portrety. W i ę c proszę sobie wyobrazić,
kogo wybrałem?... -

Tomasza Niewodniczańskiego,

Czesława Miłosza i Tadeusza K o n w i c k i e g o . I w t e n

Miron Białoszewski, Fot. Krzysztof Gierałtowski

146

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

sposób na życzenie Litwinów bezkrwawo wróciliśmy
do W i l n a . . . ( ś m i e c h )

Czy t e n p o r t r e t mojego synka, jako uniwersalny
p o r t r e t dziecka.

Prażmowski. Z Prażmowskim było tak, że ja znalem

W i ę c właściwie, te p o r t r e t y bez twarzy to powsta­

twórczość Prażmowskiego, natomiast nie znałem jego

wały ciągle. N a t o m i a s t te, takie zdjęcia ludzi, które

samego. Poszedłem n a spotkanie w Z a m k u Ujazdow­

wpisuję w moją prywatność zaczęły się w tej c h w i l i po­

skim, zobaczyłem takiego „Mena", duży chłop m o c n y

jawiać, i jeżeli zdążę to może jeszcze coś z t y m zrobię...

z twarzą jak należy. I myślałem sobie: co jest antytezą
takiej męskości, takiej męskiej urody, wiec pomyśla­
* Twarz jako znak. Wystawa Fotografii Krzysztofa Gierattowskiego,

łem sobie, że ha, ha, h a taka kokarda, „gapa" dziecka,
dziewczynki przedszkolnej, to jest symbol tej kobieco­
ści rodzącej się i wobec tego zaproponowałem m u ta­
ka kokardę, jako d r u g i b i e g u n męskości.
W sześćdziesiątym trzecim r o k u miałem wystawę

Warszawa, Królikarnią, czerwiec 2005. Wystawa prezentowana w ra­
mach Roku Polsko -Niemieckiego 2005/2006 przygotowana we
współpracy z Instytutem Adama Mickiewicza, prezentowana będzie
w Niemczech pt. Das Gesicht aus Zeichen w: Abgeordnetenhaus, Ber­
lin (wrzesień 2005), Statliche Kunstsammlungen, Dresden (luty 2006)

Kompozycje fotograficzne 63, która była prywatną wypo­

przy współpracy Auswärtiges A m t ; Deutsch-Polnische Gesellschaft

wiedzią o życiu. Gdyby nie klęska tej wystawy, która się

Bundesverband e. V ; Deutsch-Polnische Gesellschaft Berlin e.V.

zaczęła o d tego, że najpierw towarzysz sekretarz we
Wrocławiu pozrywał m i połowę prac ze ścian i w prasie
miejscowej druzgocąca krytyka się rozległa. A p o t e m
przeniesiona do K l u b u Książki i Prasy M P i K w Warsza­
wie właściwie nie spotkała się z żadnym odzewem. — Je­
d y n y m śladem po niej jest pół zdania w miesięczniku
„Fotografia". To spowodowało moje załamanie się, w o ­
bec klapy jaką się zakończyła. Zmuszony przez życie za­
cząłem być fotografem o d przecinania wstęg, uścisków
dłoni i t d . I właśnie w tej sali teraz jest dopiero jakby
powrót, część, kawałeczek p o w r o t u do t y c h subiektyw­
n y c h sytuacji. Tak, j a k t a m pokazałem t a k i tryptyk
0 miłości, w którego środkowej części były ręce kobie­
ty i mężczyzny splecione ze sobą na tle takiego m u r u ,
sztucznego m u r u z atelier filmowego, i dookoła był ta­
k i wianek zrobiony: prezerwatywa, kwiatek, prezerwa­
tywa, kwiatek, i t d . , to tak tutaj jest t a k i portret k u czci
m o i c h wszystkich sympatii. Bo przed zaśnięciem kiedyś
pomyślałem sobie: a jakby wyglądało moje życie, gdy­
b y m b y l z Małgosią, Kasią czy Jadzią, i wobec tego zro­
biłem takiego syntetycznego ducha.
A l b o , tutaj jest obraz Jacka Żakowskiego, który
właściwie mógłby być m o i m a u t o p o r t r e t e m . Byliśmy

Fot. Krzysztof Gierałtowski

bardzo zaprzyjaźnieni w l a t a c h 80. Byliśmy bardzo za­
angażowani w „Solidarność" i to „V" pełne zwątpienia,
to takie: „Co n a m pozostało z t y c h marzeń..."
Czy, t a m p o r t r e t pana Czesława Bieleckiego, był
t a k i U B - e k w stanie w o j e n n y m , przesłuchiwał m n i e
1 mówił tak: Panie Gierałtowski, Pan to musi wiedzieć
k t o t o jest t e n Poleski, który pisze do „Kultury", b o
Pan wszystkich zna. ( N a t u r a l n i e , wiedziałem.) - A ja
na t o : „Ja, proszę Pana??? Skąd mógłbym wiedzieć?"
I proszę zobaczyć zrobiłem takie zdjęcie w lustrze,
w którym jest atmosfera przesłuchania.
Czy t o zdjęcie w jeziorze, które pokazuje moją sy­
tuację, że topią m n i e , ale ja się jeszcze nie daję.
Czy t o zdjęcie o chuciach, które było zdjęciem
czarno-białym i zostało jaskrawo rozkolorowane.
Czy t e n wspaniały tors... jest taka piosenka - „Ja
jestem Kaśka, Kaśka z obrazka, k t o na m n i e spojrzy za­
raz by głaskał..." (śmiech). Każdy z nas m a tęsknotę za
kobiecością uniwersalną.

Fot. Krzysztof Gierałtowski

147

�T O N I E S T A Ł O SIE DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

Konwicki, Fot. Krzysztof Gieraltowski

Tomasz Niewodniczański, Fot. Krzysztof Gierałtowski
148

�NIE STAŁO SIĘ DZISIAJ - ROZMOWA Z KRZYSZTOFEM GIERAŁTOWSKIM N A WYSTAWIE TWARZ JAKO ZNAK.

�T O N I E S T A Ł O SIĘ DZISIAJ - R O Z M O W A Z KRZYSZTOFEM G I E R A Ł T O W S K I M N A W Y S T A W I E T W A R Z J A K O Z N A K .

Fot. Krzysztof Gierałtowski

150

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11072" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11050">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4d88291e3031f29a1cb63160f45b97f9.pdf</src>
        <authentication>d67f83e18c8a95055961607474875ec4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132030">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6527</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132031">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132032">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132033">
                <text>anthropology of film</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132034">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6099</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132035">
                <text>Road Movie- a Poem about the Pebble / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132036">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.245-263</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132037">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132038">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132039">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132040">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132041">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132042">
                <text>Thought was bom blind, but Thought knows what is
seeing.
Fernando Pessoa

T

ZBIGNIEW
BENEDYKTOWICZ

he cited brief and concise text by Aleksan­
der Jackiewicz, published some 13 years ago,
captures the essence and meaning of La Strada and, at the same time, of the whole Fellini oeuvre.
By analysing details in several approaches Jackiewicz
offered the reader a synthesis, and while referring to
the “Charlie and Gelsomina” comparison he warned
To Piotr Skrzynecki
us against superficial perception. Stressing the simila­
rities and differences he declared: be careful. “Charlie
and Gelsomina” - La Strada by Fellini. The same cine­
ma, but simultaneously so very different. Thanks to La
Strada we are at the same spot, along the same road,
This is why apart from Jackiewicz I shall refer to only
but further on.
several texts published in “Kwartalnik Filmowy”, ren­
La Strada appears to be a film most resilient and
dering them the prime point of reference. Already a
least susceptible to analysis. It is the most “closed”, comparison of those opinions would require the intro­
complete and consistent of the director’s accomplish­ duction of an amendment. It turns out that this par­
ments, simple and complex, perfect. But not in a man­ ticular film, which we would be inclined to describe as
ner that would make it possible - slightly twisting Jack“closed” and complete, remains, and actually is, open
iewicz’s reflections - to describe it as a cold film.
and incomplete. The number of interpretations de­
I
am fully aware that just as there exists a vast liter­pends on the number of their authors.
ature and myriad analytical and interpretation tracks
La Strada is not a mere metaphor or a fairy tale:
in reference to Fellini’s entire oeuvre and its particular
The lifeless, cloudy autumn landscape offers no joy.
stages the same could be true in the case of La Strada. I Winter brings death. It is not true that the processions,
used the words: "could be” because in contrast to oth­ nuns, wedding, Nature, Geslomina, the embittered phi­
er films by this great poet and visionary of the cinema
losopher “Il Matto" are mere symbols, as some would have
in the case of La Strada I find them less interesting and
it. (...)
they appear to be least necessary.
This is a real, cruel and irreversible drama, treated
Is it possible to say something new about La Stra­ quite seriously and unfeelingly. (A. Jackiewicz)
da?
Petr Kral2 called Fellini the greatest showman
I
do not need to “know” anything about the film.among poets and the most poetic author among
Nor do I require a key.
showmen. He stressed the entropic character of Fel­
I
prefer to keep my attention focused on the im­lini’s imagination and film narration while taking as
agery, which has left a deep imprint on my memory. I a point of departure the spectacle, and in particular
would rather consider its powerful force, which I expe­ the type of spectacle produced by the American cin­
rienced seeing it for the first time.
ema, and then referring to the specific, i.e. European
Would such an attitude not be closest to the
spectacular qualities of films by the author of La Strachallenge made by the director himself, about whom d a, enhanced with the experiences of aesthetic and
(citing Dante) Cardinal Silvestrini wrote that in the
cultural tradition. (A Fellini spectacle differs from
first song of Paradise the poet says: «To soar beyond
loud show business and the smooth, cold American
the human cannot be described in words. Let the example
show due to the fact that alongside the presence of
be enough to one for whom grace holds this experience
this cultural memory, referring to centuries of im­
in store». Transhumanation denotes transcending that,
ages, visions, and symbolic depictions it resonates
which is human. Federico sought, examined, and followed with extraordinary force with sounds and images
this invisible dimension, which he conjectured in man,
borrowed from the artist’s most personal treasury. The
claiming that nothing is known and everything is imag­ prominent elements of Fellini’s film stories are also
ined. Woe to those who wish to understand —one must
European individualism and subjectivity. Importance
merely listen.1
is attached, especially in the case of this sort of en*
tropic narration, to marginal images (the role of the
Such an approach is not concerned with exclusive­ backstage) alongside the personal treasury. From this
ness. In this respect - I am well aware - I share the
point of view - not surprisingly - an evaluation of La
same experience with other authors writing about Fel­ Strada turns out to be not the best (although, con­
lini. Each has his “own” Fellini, his “own” La Strada.
trary to Jackiewicz, it reveals its “passionate” aspect):

Road Movie - a Poem
about the Pebble

245

�Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

the master of observation, embedded in Fellini, differs not
only from the showman —he is also no ordinary teller of
stories. The majority of this director’s films in which the
most important is the story and the scenario becomes, in
the American mode, the very axis of the film and includes
alongside his “manneristic works” also those regarded as
inferior in the Fallini oeuvre: the tearful psychologism of
La Strada (1954) is by no means more convincing than
the linear character of Orchestra Rehearsal (1978) or
And the Ship Sails On (1983).5
Finally, a third opinion, that of Andrzej Werner4,
who warns us against an a-intellectual (refusing to use
the intellect) or unthinking, stereotypical reception
and perception of Fellini’s work:
In this way, there emerged a legend about a charming
and brilliant primitive who fell in love with everyone and
must be loved by all in return. Extremely useful proved to
be the kindly donnish - and otherwise useful —tendency
towards referring the object of the analyses to a context
characteristic only for him. To his birthplace, the folk cul­
ture within whose range he grew up, or the circus which
he visited to remain once and for all within the limits of its
arena.
A little boy in the middle of the arena, standing in
the spotlight together with the creatures dancing around
him - the products of his imagination and love, and the
bane of his future life. Who does not member the clos­
ing frame of 8 1/2, who does not recall Gelsomina and
246

Zampano, that innumerable procession of musicians, ac­
robats, clowns, strongmen without whom Fellini would not
be himself. Now, let us add friends from his hometown of
Rimini, Gradiska, third-rate whores from the suburbs of
Rome, all those failed actors, singers and dancers ... and
we have a complete portrait: the type of culture in which
he grew up, to which he was attached, the protagonists
of an ensuing beautiful and poignant story. He stands in
the middle, already grownup, a magus, a great magician,
intuitive, emotional —the opposite of the scientific mind.
A sa Nisi Masa.
After all, such an approach is feasible. It probably
contains a great amount of truth that will always remain
inaccessible for me. For all practical purposes I am arguing
about the manner in which art is seen, the contact with it.
One can relegate all problems or even see them clearly, but
they still do not seem to pertain to me.5
Comparing those several opinions one could ask: is
La Strada a cold film? ,‘ passionate’’?, emotional? (tear­
ful), realistic? A commonplace (linear) story? Is this a
film that can be interpreted and examined in a closer
or more distant context? A psychological film: a story
about concrete people? Or a symbolic film, concealing
under the outer realistic stratum something more? A
film about transhumanation, the process of transcend­
ing beyond that, which is human? A film that seeks,
studies and follows the invisible dimension foretold in
m an...?

�Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

Important questions. It would be absurd, however,
to propose a single answer and to recognize that only
it is correct and genuine. Each of those statements, in
my opinion, contains some sort of an essential, partial
truth about La Strada. All show just how ambiguous
this film, ever evading our divisions into that, which
is veristic, psychological, and symbolic, actually is. In
this respect, La Strada, an ambiguous film or one with
many meanings, can be an excellent example of con­
currence between the nature of film and the symbol,
as described by Heinz Politzer, maintaining that the
significance of the symbol consists of a capability of
crossing its limits. It is a sign both secret and visible,
proclaiming a general truth; the possibilities of com­
menting on the latter are just as great as the number
of its interpreters. Quot capita, tot explicationes. This
is true symbolism, Goethe declared in: Maximen und
Reflexionen über Literatur und Ethik, where the particular
represents the general, not as dream and shadow, but as a
live and immediate revelation of the unfathomable6.
In this respect, La Strada as a symbol combining
assorted spheres of experience and levels of reference
in its capacity as a living momentary revelation of the
unexamined, accessible both to “simpletons” and in­
tellectual giants.
It is as a symbol7 uniting the individual, concrete,
sensual, emotional and historical with the supra-tem­
poral, abstract, and intellectual that La Strada speaks
to us in a particularly visceral manner.
One has to ask the poets why the world is suffering
(David M. Turoldo8).
In La Strada we find ourselves in the very centre of
that question. It would be difficult to pretend that it
does not concern us.
*

La Strada is a fundamental structure of Fellini’s en­
tire oeuvre, a milestone along the path of the develop­
ment of his artistic vision and film. In La Strada we
remain at the very source of all the images of the di­
rector’s cinematic accomplishments and come across
all his past and future imagery (a foretaste of future
films). One could classify and name the images in a
purely scientific manner as: antecedent, precedent
and "first”, forecasting future continuations and de­
velopments, as well as distinguish the domain of the
unique ones.
Let us concentrate on a single example: the sea.
The sea appears and is present throughout I Vitelloni
and subsequently in many other films, all the way to
Casanova, where it is most artificial (the almost rustling
waves are made of black plastic) but, paradoxically,
moving and true. Nowhere, however, was it present
with such poignant and startling force as at the begin­
ning and end of La Strada, particularly in the finale.
The same holds true for other images: the road, distant
places passed along the way, suburbs, and towns. In
247

La Strada we find ourselves in precisely such a suburb,
but it turns out that actually “we are in Rome” before
Rome came into being, as if before ab urbe condita, prior
to the construction and development of the whole im­
age of the town. In La Strada - (Rome is an excellent
example) - presence that becomes voluble via absence
is particularly poignant. This is the absence of some­
one or something. We are as if afore time or at the
beginning of time, in a concrete place and outside it,
on our way, down a road (before, as in Roma, we find
ourselves in a traffic jam on a highway). The same ap­
plies to other images, motifs, and characters.
The precedence is Gelsomina, but do her sensitiv­
ity, simplicity, naivete, surprise at the world, need of
love (take the scene of imitating a tree, her dancing
gait, her solitary dance in a deserted location) not
bring to mind - though I realize that this is an inappro­
priate expression so let me put it differently: are they
not a foretaste of another solitary dance, performed
in the mist, “in the dead season” in Amarcord (young
men pretending to be dancing with female partners).
Gelsomina ... - do we not find her, albeit in a differ­
ent costume (no longer rags) and wearing a magnifi­
cent turban (what wonderful hats!), busy cultivating
her flowers: in other words, do we not discover her
in Giuletta finding out about her husband’s infideli­
ties in “manneristic”Juliet and the Spirits? Two scenes:
does Gelsomina, led to a sick child, and Giuletta,
led to a seer-hermaphrodite, not perceive the world
with the same fear and astonishment? “Giuletta and
Gelsomina. Who has not sat before his own heart’s cur­
tain? (Rilke9). What about Ginger and Fred? Although
thanks to Jackiewicz we already know how illusory ex­
ternal similarities can be (Charlie and Gelsomina) in
this case we do not have to be excessively cautious10.
We are on the same path, but much further on. Gel­
somina, Gelsomina.
The texts about La Strada known to me are domi­
nated by an approach interpreting the film from the
viewpoint of familiarity with the completed Fellini
oeuvre. Teresa Rutkowska wrote:
La Strada is in its entirety a parable about roaming.
A s in the Baroque novela picaresca the journey across the
geographical space of Italy in rain, mud, heat and frost is
actually a spiritual journey, an individual quest for oneself
in an eschatological perspective11. Jacek Trznadel12 drew
attention to the presence in La Strada of even older
forms: the commedia dell’arte (after all, the nickname
“ Rifle” given to Zampano comes from a scene enacted
by him together with Gelsomina and announced as the
newest farce; the commedia dell’arte is thus distinctly
cited), references to the late mediaeval morality play,
theatrum mundi.
But even interpreted and deciphered via the Ba­
roque La Strada does not possess a Baroque nature.
This is a film that is almost ascetic and crude, especial­

�Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

ly in comparison with Fellini’s later works. La Strada
is deeply immersed in its contemporaneity but takes
place, as we have said, beyond time, as if prior to time.
We find ourselves at a crossroads of time, somewhere
between realism or, as historians of the cinema are in
the habit of saying, Italian neorealism and its later vi­
sion. Its symbolic, one would be inclined to declare, is
much more natural, organic.
In La Strada, just as in a grain of sand13, we can see
the whole Cosmos registered “earlier” and “later” in
Fellini’s works.
*

La Strada is a road movie about people of the road,
migratory birds - le gens du voyage14. This is a film about
Artists. Who can forget the magnificent imagery from
La Strada: the scene of the calling, when we see Gel­
somina running out from behind a dune against the
backdrop of reeds waving in the wind, rushing further
along a beach towards the sea. Faster, faster! She is
accompanied by a crowd of intrigued children, urging
her on. The joy of the calling is accompanied by news
about the death of her older sister. Pain becomes com­
bined with joy. Gelsomina must make decisions “all
alone”, although everything seems to have been re­
solved and settled without her. She is uncertain, does
not know what to do, and wavers. After all, the money
obtained from selling her will provide food for the chil­
dren. From the very first scene we witness uncertain­
ty, ambiguity, a mixture of sadness and joy, farewells,
partings and facing the unknown, the different, the
new, that, which is ahead of us and will accompany us
constantly along this path.
Yes, the world depicted in La Strada is cruel, but
who can forget the happiness with which Gelsomina
hurries to inform her neighbours that she will become
an artiste?
Who can forget Zampano! That ritual announce­
ment, bursting with pride: Zampano e arrivato!, a
proclamation of something that we shall witness in
a moment, something unusual and grand but also, at
times, painfully ironic and comical, combined with a
curious home-vehicle (a real American Davidson) and
that, which we shall see in a minute... (Whenever I
see him I have to tease him - says “The Fool”). Who
does not recall that tragic image in which Zampano,
having found out about Gelsomina’s death, now all
alone, head bent low, walks around the circus arena
announcing his act in a guttural voice totally at odds
with his part.
I know of no more genuine and moving scene of
drunkenness than the one from La Strada, with Zam­
pano causing a fight, being thrown out of a bar, fight­
ing with his own shadow (we can only imagine what
he is experiencing). Perhaps a similar image could be
encountered only in literature - e.g. in Under the Vol­
cano by Malcolm Lowry, where in the deep recesses of
248

a bar one of the intoxicated customers keeps on re­
peating: Mozart was the man who wrote the Bible.
*

La Strada - a road movie, about people of the road,
itinerant artists.
But who are they, tell me, these Travellers, even more
transient than we are ourselves, urgently, from their
earliest days,
wrung out for whom —to please whom,
by a never-satisfied will? Yet it wrings them,
bends them, twists them, and swings them,
throws them, and catches them again: as if from oiled
more slippery air, so they land
on the threadbare carpet, worn by their continual
leaping, this carpet
lost in the universe.
Stuck on like a plaster, as if the suburban
sky had wounded the earth there.
And scarcely there,
upright, there and revealed: the great
capital letter of Being.........and already the ever-re­
turning
grasp wrings the strongest of men again, in jest,
as King August the Strong would crush
a tin plate ( ... ). [Rilke15 ]
People of the road.
Zampano. Where do you come from? Gelsomina asks
him. Zampano: From my part of the country.
Gelsomina: Where were you born?
Zampano: In my father’s house.
Once “The Fool” finds out from Gelsomina that
after a brawl there is no longer any place for him or
Zampano at the circus he declares:
- I have no home and no roots... And nobody will
care.
- And your mother?
- ... What will you do? Are you staying or are you
going?
La Strada is a register not only of Fellini’s future
films - that s y m b o l i c fleeting figure of Zampano
is the black clad motorcycle rider who crosses a small
town in Amarcord to vanish in the distant darkness.
The landscapes, small towns, suburbs, and roads swal­
lowed up by Zampano’s strange vehicle divulge also
the future American road movie. Are the protagonists
from Easy Rider and Scarecrow not Zampano’s distant
American cousins?
La Strada, a film about people on the move, is a
record of much more. This holds particularly true for
the artists. Those in La Strada are unique. In the first
encounter between Gelsomina and Il Matto (“The
Fool”) after her departure or rather escape from Zam­
pano she notices the acrobat high overhead, a highwire artist with the wings of an angel walking on a
tightrope suspended between houses in the very centre

�Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

of a town, not somewhere in the suburbs. We too see
him - this is high, sophisticated art. He even invites
the spectators to join him for supper while in the air...
Can there be any comparison between Il Matto and
Zampano? It would resemble a comparison between
Heaven and Earth. What a crowded audience fills the
street! Suffice to look - lights, spotlights, a beauti­
ful and elegant woman dressed in a black dress with
jets glistening in the spotlight and with a coat draped
across her shoulders announces the show. After the
performance “The Fool” seeks refuge in a car from the
enthusiastic crowd, his adoring audience. Separated by
a windowpane he glances at Gelsomina staring at him.
Is any sort of a comparison possible: the artist’s car and
the dress decorated with jets, on the one hand, and
the pitiful vehicle used by Zampano and Gelsomina’s
cape, on the other. (True, we shall later see how much
pretence and pretentiousness there is - “The Fool”
will attempt to find out whether he is still permitted to
work at the circus - and that reality is quite different.
But then such is the fate of the artist: one day at the
top, the other - at rock bottom).
Upon numerous occasions16 emphasis has been
placed on La Strada’s connections with commedia
dell’arte, Baroque forms, and theatrnm mundi together
with their characteristic principle: the performance of
social types - stock characters. As long as drama origi­
nates from the unity of life and remains «sacer ludus» it
portrays the motion not of individuals but types, the ideal
representatives of the motion of life (Gerardus van der
Leeuw17). In order to illustrate the presence of this
principle in Fellini’s Ginger and Fred Jacek Trznadel
cited typology borrowed from Cervantes:
Come, tell me, hast thou not seen a play acted in which
kings, emperors, pontiffs, knights, ladies, and divers other
personages were introduced? One plays the villain, another
the knave, this one the merchant, that the soldier, one the
sharp-witted fool, another the foolish lover; and when the
play is over, and they have put off the dresses they wore in
it, all the actors become equal.
Yes, I have seen that, said Sancho.
Well then, said Don Quixote, the same thing happens
in the comedy and life of this world, where some play em­
perors, others popes, and, in short, all the characters that
can be brought into a play; but when it is over, that is to
say when life ends, death strips them all of the garments
that distinguish one from the other, and all are equal in
the grave.
A fine comparison! said Sancho; though not so new
but that I have heard it many and many a time...18
Naturally, we could search for such tipi fissi in La
Strada, a form much more ascetic and closer to the
commedia dell’arte, had it not been for the problem ac­
companying us from the very onset, namely, that what­
ever we would like to say it constantly evades us and
leads us further on. But let us once again take a closer
249

look. It is possible to seek in “The Fool” and Zampano
two types of harlequins, who appeared on circus arenas
during the 1870s - the so-called white clown: carefully
dressed, witty, and making refined jokes, and his partner,
the so-called foolish Auguste: simple-minded, dull, naive,
and humble, who allows himself to be dominated by the
tyrannical white clown19. Straight away, however, it
becomes obvious that nothing matches. “The Fool”
could be the white clown but the dim-witted “animal”,
“beast” Zampano (Auguste?!) is not really so foolish,
not to mention humble and simple-minded. Perhaps
the Zampano-Gelsomina couple? Just as impossible.
Black Zampano cannot be the white clown. The pro­
tagonists of La Strada outgrow the costumes of typical
dramatis personae and one would like to say that they
are living people and not marionettes. In the case of
La Strada, therefore, we may speak about the presence
of those forms only within a certain frame. The prin­
ciple, on the other hand, would consist of the image
constantly transcending that frame.
In other words, the most often and best applied is
not the principle of the game played with social types
but another, highly characteristic for the commedia
dell’arte, namely, the coexistence and co-appearance
of parti gravi and parti ridicoli. The score of La Strada
is written with laughter and gravity, the best example
being the significant and outright breakthrough con­
versation held by “The Fool” and Gelsomina. Prior to
the “serious part”, i.e. “the parable of the pebble” Il
Matto teases Gelsomina; leaping from place to place,
wriggling, almost dancing or performing his dance in
front of her, doubled over with laughter, he derides
and makes fun of Gelsomina:
—What a funny face you have. Are you sure you’re a
woman? You look more like an artichoke. {■ ■ ■ }. But how
did you end up with him?
—He gaveW 00 lire to my mother.
—That much?! ... I wouldn’t keep you a single day.
Later, when the serious scene, parti gravi, the con­
versation about the pebble, subsides to total silence
Gelsomina takes over and starts speaking like a “’true”

�Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

woman and “wife”, causing “The Fool’s” even greater,
authentic (tinged with a note of admiration) laugh­
ter.
One of these days, I’ll take a match and set fire to
everything. Mattresses, blankets, everything. That’ll show
him. I never refused to go with him. He paid 10 000 lire.
I do my work and he hits me. That’s not right. He doesn’t
think. I tell him, and what does he do? What good does it
do? I’ll put poison in his soup too. I’ll set fire to it all! All!
If I don’t stay with him, who will?
Just like commedia dell’arte, La Strada, composed
of parti gravi and parti ridicoli, contains a brilliant syn­
optic of that, which is human20 but without actually
being commedia dell’arte. In La Strada and its protago­
nists, itinerant circus artists and masked clowns: the
rough-hewn Zampano, the “The Fool” as garrulous as
Capitano, and the fragile Gelsomina, we may recog­
nise only commedia’s essential features, bare outlines
of the characters described synthetically by van der
Leeuw.
Maschere are predominantly zanni, known under
a variety of names: Arlecchino, Truffaldino, Pasquino,
Scapino, Pierrot, Punch, Hanswurst, and Jan Klassen.
Regardless of their names they belong to two types: intel­
ligent and sprightly (Figaro) or a foolish sluggard. Then
there is Pantalone, angry and grumbling. The plot involves
love scenes, petty intrigues, feigned pedantry and, above
all, numerous brawls - quite an apt synopsis of human
life. The simpleton, bearing a common name, is funny but
receives lashes. Frequently, it seems that the whole world is
composed only of those who deal blows and those who re­
ceive them. Within this small world everything is constant:
Capitano always babbles. Apparently, habits and charac­
teristic traits belong to people due to their ranks: the fool,
the glutton, the miser, the harlot, the nurse, the cuckold,
the young lover —all are defined solely by their name. Cus­
toms and attributes, deeds, thoughts and emotions hang on
u s in the manner of clothes. The actor does not play the
role of a person but the part of a role21.
It would be difficult, however, to speak in this way
about the protagonists and actors of La Strada. The
former constantly oscillate between the model-like
characters of the commedia dell’arte while remaining
human and continually revealing some unexpected
trait of their personality.
Who are Zampano, “The Fool”, and Gelsomina?
In La Strada, a film about artists, the latter are not
equals. Suffice to compare “The Fool” and Zampano.
Can they be likened? “The Fool” - an Artist, ethereal,
sophisticated, a dancing tightrope walker. Zampano
- unsteady on his feet once he becomes drunk, impetu­
ous, ready to start a fight, a brawny strongman.
In La Strada - in contrast to Cervantes’ theatrum
mundi - once the comedy comes to an end and every­
one takes off his costume the actors are by no means
alike.
250

The art represented by Il Matto is celestial, refined,
full of lightness and talent. The art of the other is suf­
fused with effort and powerful, the sort that calls for
an announcement addressed to the spectators: If there
are any squeamish people in the audience I advise them
not to look.
In La Strada the blows were painful and aimed not
at the body of a puppet but at human feelings.
In La Strada - once again by way of contrast to
Cervantes’ theatrum mundi - not everyone descends
into a grave, and if death does remove the costumes
that differentiate them not all will go into a grave
identical and in the same way.
Fellini enclosed a psychologically penetrating and
all too human depiction of the artists’ life and milieu.
Artists are not equal but perennially compete. “The
Fool”- imaginative, talented and well aware of his flair,
must at every step of the way demonstrate superiority
over Zampanó and point out the latter’s frailties and
the inferiority of his art; he is unable to walk past with­
out ridiculing and constantly provoking. He tries to
steal Zampanó’s partner, Gelsomina, who is not worth
five cents in his opinion but whom he would readily in­
clude into his stage performance. On the other hand,
despite petty intrigues, Signor Giraffa, the owner of
the circus, is right when he says that all artists form a
single family. After all, it is “The Fool”, unable to un­
ravel why Zampanó keeps Gelsomina at his side, who
shows her true vocation and the reason for remaining
on the road with him: He told me to stay with you. La
Strada portrays the complicated world of artists: We’re
all one big family here, we all work together ...
In the conflict between the regal, proud Zampanó
who strenuously and with toil works for the sake of
his art and celebrates it, and who respects inner hier­
archy and the hierarchy of the world (while regarding
Il Matto as a tramp, the bastard son of a gypsy), and
the constantly provocative, light-hearted, surprising,
full of fantasy, talent and lightness “Fool”, to whom
art comes so easily, we can recognise a clash involving
two other artists. Toutes proportions gardées, Zampanó
and Il Matto are the Salieri and Mozart of the art of
the circus.
La Strada is a record not only of Fellini’s entire
oeuvre, his forthcoming works, and the American road
movie of the future, but also of visions and themes em­
barked upon and subsequently developed by masters
of world cinema. La Strada contains a discernible fore­
cast of images, a seed planted once and for all, a base
for all future films about artists, a prognosis of Ama­
deus by Milos Forman22 and Babette’s Feast by Gabriel
Axel after Karen Blixen23. Who can forget a meeting
in La Strada, brimming with mutual respect, tact ,and
fascination and involving two, ostensibly competing
paths: via activa and via contemplativa, the encounter
of a nun and an itinerant Artiste (a meeting of reli­

�Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

gion and art) who recognized in each other the two
evangelical sisters: Mary and Martha24. Who can for­
get that gaze with which the nun and Gelsomina look
at each other, discovering in it (for us and in front
of us, the spectators) the deepest possible community
shared by them [nun to Gelsomina]: Y o u follow your
bridegroom, I follow mine.
La Strada also has a scene in which we descend
into the innermost recesses of time, beyond the Ba­
roque image of theatrnm mundi, commedia dell’arte,
and the mediaeval morality play, a scene in which
they can be of no further use and render no further
assistance. In order to arrive at this scene we must
first climb upwards, bypassing the overlapping and
mutually permeating images of monumental Nature
with its eternal majesty, as if we were descending to
the roots of time, beginnings close to the creation of
the world (genesis), seeing on the way a lake encircled
by mountains, and then, right around the corner,
driving down into a gentle valley with three trees in
order to notice, oh, we have just passed it: a wrecked
car - “The Fool’s” defeat. Now we have to stop and
turn off the engine so that it would stop rattling and
total silence could reign... This is a scene in which
the music by Nino Rota comes to a complete stand­
still - it has been accompanying us along the way,
frenzied, captivating, pushing us forward, unwinding

251

the surface of the road before us: a ribbon composed
of swallowed-up images, appearing and vanishing,
passed in front, in the back, and on the sides. In this
scene the music comes to a standstill as do all parti
ridicoli and parti gravi, and even the most delicate tone
vanishes so that we could experience silence and ter­
ror from centuries bygone despite the birdsong and
scenery straight out of paradise. In La Strada Fellini
recorded this image and guided us toward it. A ter­
rifying image: the fratricide of an artist (as if there
was not enough room in the world for both, as if they
could not live alongside each other under the same
Sun). Fellini lets us know that watching the story of
Zampanó and “The Fool” we are taking part in the
story of Cain and Abel25.
In La Strada Fellini wrote the Bible.
Just as in the Writ, so here too we see and wit­
ness jealousy, fervent competition, wounded pride,
and humiliation, revenge, teaching him a lesson. We
shall watch the undeserved death of the Innocent. By
accident? We shall see Zampanó’s pure, biological,
“animal”-human fear portrayed with complete real­
ism. The terrifying fear of man, fear of punishment.
(From that moment: A fugitive and a vagabond shalt
thou be upon the earth! / Genesis 4,12/). Loneliness,
Escape. We observe realistically described, incompre­
hensible death that can be never understood or appre-

�Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

surprise. This holds true for the construction of the
film, its structure and dramaturgy — in La Strada Fel­
lini had written the Bible of the cinema.
*

hended with the mind, unnoticed death, of which we
are still unaware, death that will arrive in a moment:
- Hey, you broke my watch!, death with which we can­
not come to terms to the very end, which we cannot
believe (Come on, get up - don’t act like a clown!), the
“foolish” death of an artist, an actor, a clown. In the
La Strada scene of Il Matto’s death the experience of
death has been recorded with the entire realism and
force of the image:
We know nothing of this going away, that
shares nothing with u s . We have no reason,
whether astonishment and love or hate,
to display Death, whom a fantastic mask
of tragic lament astonishingly disfigures.
Now the world is still full of roles which we play
as long as we make sure, that, like it or not,
Death plays, too, although he does not please u s .
But when you left, a strip of reality broke
upon the stage through the very opening
through which you vanished: Green, true green,
true sunshine, true forest. [...]26
*

[On the margin:] Despite its entropic imagination
disintegrating into as if independent images La Strada
has an uncommonly precise construction and narra­
tion. On the one hand, even if something appears and
becomes established we cannot be certain that this is
the way things are going to be. Take the example of
the afore-mentioned automobile belonging to “ The
Fool”, perceived and described as a status symbol of
his superiority - as if it could be the object of envy!
- that breaks down and becomes the direct cause of
his death. It is outright strange and inconceivable that
Zampano’s rackety contraption does not stop working
even once in the film. On the other hand, despite the
fact that La Strada seems to be governed by cast iron
rules taken straight out of Chekhov’s drama, and that
we should know right from the beginning that if a gun
appears then we can be certain that it will be fired,
it turns out to be just as inconceivable that right to
the finale we shall be shocked, startled, and taken by
252

One has to ask, the poets why the world is suffering.
In La Strada we find ourselves in the very centre of
that question.
This is why if one were to seek some sort of a coun­
terpart of the film - a film about artists in which the
latter, having cast off their costumes, do not remain
equal nor when after death tears off their costumes
they do not all descend into the grave identical - then
much closer than Cervante’s theatrum mundi would be
another fragment of the global theatre: that from El
gran teatro del mundo by Calderon, evoked by Carlos
Saura in his film: Elisa, My Life. This fragment appears
in Saura’s film as a school spectacle performed by lit­
tle girls and allows, urges, and helps us to think of a
poor girl surrounded by children and somehow a child
herself (Are you sure you’re a woman?), abandoned by
us. Poor Gelsomina, left in deserted ruins at the edge
of some road:
[Girl WORLD] Come, mortals, come! Prepare for the
World Theater Performance. Speak, Supreme Maker.
[Girl A UTH OR] If man could choose, none would
ever choose pain. AII would choose a role of power
unaware that it is only a role. They believe it is life.
Supreme Maker, know which role suits you. Paquita,
thou shalt be King.
[Girl KING] I as King shall govern and be wor­
shipped. Give me your gold.
[Girl WORLD] Why gold?
[Girl KING] Such is my role.
[Girl AUTH OR] The Fair Maiden of Beauty will
be Conchi.
[Girl LADY] Great is my joy! I am Beauty itself!
Give me jasmine, musk and roses. Mine are the stars
in heaven, the envy of the sun.
[Girl A UTH OR] Antonia will be the Rich and Pow­
erful.
[Girl WEALTHY LADY] Mine are riches, luxury
and pleasure
[Girl A UTH OR] Angeles, the Worker.
[Girl PLOUGHSM AN] The Worker? I object!
[Girl AUTH OR] The Worker. You’ll work from
dawn to dusk. I command you.
[Girl PLOUGHSM AN] I object!
[Girl A UTH OR] I command you.
[Girl PLOUGHSM AN] I object.
[Girl AUTH O R] Take thy plow. Sofia, thy role is dis­
cretion. Rosa Maria, the Poor and Miserable. Maria
Jesús, the Unborn Child.
[Girl CHILD] An easy enough role...
[Girl Word] Take thy place.

�Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

[Girl THE POOR] Why am I the Poor in this comedy?
Why give tragedy only to me? Why can’t I be King? Or
Rich? Are they better men, to be given better roles?’
[Girl AUTH OR] The P o o r . I give you nothing, for
that is your Worldly reward. I strip thy garments.
Thou shaIt waIk naked. AII must pIay their part in
this Comedy. The better man pIays better his roIe, be
it Rich or P o o r . The renumeration shaII be earned if
merited. On this stage, Iife is but a performance.
[ALL] On this stage, Iife is but a performance.27
*

Writing and reflecting upon the hundredth anni­
versary of the cinema about La Strada, in which we
discover successive forms of the theatre of the world
(the film registers yet another unrealised image: The
great Theater of Oklahama calls you!.. . Everyone is wel­
come! ... from Kafka’s Amerika, which Fellini planned
to screen), it is impossible to forget the director’s fa­
vourite image of the world of the circus, permanently
present in his oeuvre and in particular in La Strada,
which it organises and in which it appears in an ex­
tremely significant manner. Take the example of the
magnificent scene of rolling up the tent of Signor
Giraffa;’s circus, the announcement appearing at the
end of the film: Everybody come to the circus!... This
evening - a great spectacle, and the image of the are­
na against the backdrop of the sea. La Strada, a story
about itinerant artists, seen today against the back­
ground of the entertainment proposed by the presentday cinema - that ’’art for the poor” - leads us to the
suburbs, takes place somewhere on the side, far from
main street, the centre, the principal current, the
market-place-fairground with which contemporary art
tempts us and which it values so highly. In La Strada
Fellini guides us to the side-lines in order to show us
that ultimately something actually does exist. This is
why it is difficult to keep silent about yet another im­
age portrayed by the poet and accompanying us from
the very beginning. In it we are capable of capturing
the essence of that particular predilection of the au­
thor of La Strada and, finally, the very essence of the
portrayal of the world contained therein.
(...) Strange, though, alas, the streets of Grief-City,
where, in the artificiality of a drowned-out false
stillness, the statue cast from the mould of emptiness
bravely
swaggers: the gilded noise, the flawed memorial.
O, how an Angel would utterly trample their market
of solace,
bounded by the Church, bought ready for use:
untouched, disenchanted and shut like the post-office
on Sunday.
Beyond though, the outskirts are always alive with the
fair.
Swings of freedom! Divers and jugglers of zeal!
253

And the figures at the shooting range of easy luck,
targets that shake tinnily whenever some better marks­
man
hits one. From applause at his luck
he staggers on further: as booths for every taste
are wooing him, drumming, and bawling. Here’s some­
thing
special, only for adults, to view: how money is got,
anatomy,
not just to amuse: the private parts of money,
all of it, the whole thing, the act, - to instruct and
make
potent.......O, but just beyond
behind the last hoarding, plastered with adverts for
‘Deathless’,
that bitter beer that tastes sweet to its drinkers,
as long as they chew fresh distractions along with
it......
just at the back of the hoardings, just behind them, it’s
real.
Children are playing, lovers are holding each other —to
the side,
sombrely, in the sparse grass, and dogs are following
their nature. (...)28
The protagonists of Fellini’s film include grass, rain,
snow, the landscape seen along the way, side roads,
the people we pass while travelling. Gelsomina is often
accompanied by children, who from a distance look
at her with curiosity; at one point, a child even shows
her a gate through which she can enter a garden. It
is not true that La Strada depicts only a cruel world.
When Zampano abandons Gelsomina for the night
and goes off with a prostitute, someone brings her a
bowl of soup while she is waiting in the street, and a
little girl approaches her. In La Strada we are led to the
side where in the sparse grass dogs run freely, where at
night a horse passes us in the street and in the morn­
ing we are awakened and frightened by the sound of a
braying donkey. When Gelsomina finally leaves Zam­
pano and examines an ant, three musicians, “angels”,
as if straight out of landscapes with Tobias, walk by
on their way to a festivity held in town; she will fol­
low them. A t a wedding children beckon to show her
a concealed secret and lead her to Osvaldo, a child
suffering from hydrocephalia, so that she would make
him laugh. Having performed her dance, Gelsomina
tilts her clown’s hat for him.
A nun asks Gelsomina whether she would like to
stay at a convent. The same happens when Zampano
lands in jail and the circus people propose that she go
with them. A girl embraces her, saying that they could
live together. “The Fool” drives her to the jail, takes
off his blessed medallion and hangs it on her neck.
In La Strada, that cruel reality on the side roads of
the world, people passed on the way are interested in

�Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

each other and sometimes even demonstrate tender­
ness, even if only expressed in the specifically Italian
gesture of waving a hand while saying farewell when,
contrary to the parting, they seem to be halting the
moment of departure, as if wishing to keep the world
still for as long as possible. La Strada is a record of the
cruelty of the world but also of its gentleness. (And
this is possibly the reason why the film causes so much
pain). Here, on the sidelines, we witness how the by­
passed people, the itinerary artists: Zampano, “The
Fool”, and Gelsomina (as in Death Experience) play Life
rapturously, not thinking of any applause.
It is here that there will emerge the strange Orphic
motif, which will knock Zampano off his feet. Who can
forget the scene in which Zampano, older, with grey­
ing hair and traces of exhaustion after a rough night,
leaves the circus wagon for a morning-afternoon walk
and strolls along a wide street of some port town, pass­
ing other pedestrians. A car drives by, someone rides
a bicycle. Zampano stops, orders ice cream, asks for an
additional lemon flavoured portion, walks on ... and
then, across the distant sounds of ships and the street
Gelsomina’s song reaches him. A woman sings it while
hanging laundry, white bed sheets, on the other side
of a nearby fence. Next to her, three children, holding
hands, play, dance, spin on a shabby lawn. Zampano
finds out about Gelsomina’s death:
254

Oh, a girl who was here a long time ago used to sing
it... . she seemed crazy ... My father found her one evening
on the beach... she was sick, poor thing. She had a fever.
We brought her inside the house... When she was a little
better, she used to sit outside ghee in the sun ... and play
her trumpet.
What a strange scene: Eurydice sings. And what
a strange Orpheus: he did not search for her and she
found him!
*

Who is Gelsomina?
We waited long to pose this question. She resem­
bles the entire film and incessantly evades our grasp.
We are in the same situation as in the case of a road
movie. We would like to describe and interpret it, but
meanwhile it turns out that new images continue ap­
pearing - In a hundred places there is still a beginning29:
And we: onlookers, always, everywhere,
always looking into, never out of, everything.
It fills us. We arrange it. It collapses.
We arrange it again, and collapse ourselves.30
Nevertheless, let us try and say: Gelsomina. Thanks
to her presence in this film-world we see something
more: that, which in her naivete or innocence she
does not notices, which she barely and ineptly sup-

�Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

poses, and which for us is obvious and at a glance
visible (after the incident with the prostitute she tim­
idly asks Zampano: S o you’re the kind of man who runs
around with women?). On the other hand, thanks to
her sensitivity and astonishment at the world, and see­
ing how she commiserates with the world, imitates
a tree while actually becoming a tree, talks with fire,
and feels the rain, we are able to perceive something
that we would otherwise never notice or touch. Gel­
somina is an extraordinary artist because she does not
belong to either world. She is neither part of the world
of “normal artists” nor of the world of “normal people”
and undermines all our expectations; one can really
say that she is not of this world.
As a rule, Gelsomina is presented as a personifica­
tion of Goodness in a battle waged against Evil (Zam­
pano). Meanwhile, she remains as if beyond Good
and Evil. In the film she is described in various ways:
It’s not my fault, poor thing, that you’re not like the other
girls. And just as in the film, when it seems that we
are close, that we have named and understood some­
thing, it appears that we comprehend nothing. She
endlessly astonishes us and topples our habits and the
stereotypes and formulas in which we would like to
enclose her and the film. She is capable of startling
Zampano, who, we are entitled to presume, has seen
a lot. When it is necessary to drive on in a hurry she
plants tomatoes on the side of the road. Tomatoes!
Even Zampano’s face shows astonishment and lights
up in a smile. I am not certain whether “Good” is the
best way to describe her.
She is Difficult and Demanding. A t times, she can
even irritate, e.g. when she is late and, gazing into the
distance, does not play the trumpet at the suitable mo­
ment she manages to annoy even Il Matto, an artist
with the wings of an angel. On the other hand, once
she does play she immediately delights him. When she
performs for a nun we cannot say more than the listen­
er, who exclaimed: How well you play! (Once again,
she will amaze and evoke, even on Zampano’s face, a
look of surprise with an admixture of anxiety and fear).
We feel that in her presence we should be particularly
careful. Her very presence, that of a person who can­
not even make soup but plays the trumpet, shows how
our customs and attributes, deeds, thoughts and emo­
tions hang both on us and the characters in the world
around her in the manner of actors’ costumes, and
how great is the number of the roles that we perform
(take the splendid scene with a widow at a wedding,
who is responsible for the whole household /l always
eat on my feet/). In her presence we realise just how
careful the vocabulary of our learned interpretations
should be while tackling the task of capturing her es­
sence, apparently already close to the target but in ef­
fect forcing her (and the message of La Strada) into
unambiguity and ready made formulas. One of the in­
25 5

terpreters wrote that Gelsomina is what the Gospel de­
scribes as a “simpleton”. The French use the term: simple
d’esprit, signifying a special sort of simplicity, close to sui
generis “Matto’ism” due to its distance from the world and
a tendency to remain within inner mimicry.
Owing to a meaning created by permanent mimed
features depicting not so much emotions as psychic traits,
Gelsomina becomes the opposite of Evil. A s befits a certain
philosophy of the world she is defenceless and not always
self-aware Goodness, forever weaker than evil because she
does not have at her disposal the latter’s Energy and F o c u s .
Refusing to accept, Gelsomina actually does so because she
conceives protest as some sort of evil.
Gelsomina is a child albeit a make-believe one. She does
not possess a realistic mind but her defenceless sensitivity is
impeccable (she will succumb to true psychosis, some sort of
a defence variant, only after Zampano kills the Fool). We
realise that only Gelsomina knows something about sensitiv­
ity. The ensuing image of the world contains its fundamental
evil, and the spectacle enacted by theatrum mundi always
ends with the victory of evil. Goodness plays the passive
role, as in the Evangelical: non resistere malo, and there is
a slight chance that in spite of everything evil could become
“infected” with goodness. The beast-Zampano sobs all alone
on a beach, but we may doubt whether he will join goodness;
it is much more likely that evil will devour also itself, in other
words, that which was still human in Zampano, who will
perform an act of self-annihilation. The death of the Fool
is supposed to accentuate the distinctness of the film’s main
couple since ll Matto emphasizes the helplessness of Good­
ness and just like Gelsomina suffers defeat. 31
An outright Manichaean vision. A harsh verdict.
But La Strada is not like that.
Where is Gelsomina in all this? Where is her Face?
Where has she - almost a girl - vanished? ? We were
so close, it seemed that we understand something, and
now it turns out that we comprehend nothing. The
problem with Gelsomina consists of the fact that the
moment we call her “Good”, “Simpleton” or “the sim­
pleton type” we set into motion a whole sequence of
concepts into which we would like to force her. True,

�Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

Gelsomina is “foolishness in the eyes of the world”, but
this is no reason to immediately put her into a straight
jacket of formulas safe both for us and our interpreta­
tions. W hat does it mean that Gelsomina is helpless
Goodness, not quite self-aware? In the film she dem­
onstrates self-awareness, and a rather painful one at
that, when she answers Il Matto’s question whether
she will leave with the circus or go off with Zampano:
It doesn’t make any difference what I do. I’m just no good
to anyone. I am tired of living.
What does it mean: refusing to accept, Gelsomina
actually does so because she conceives protest as some
sort of evil? After all, she runs away from Zampano,
and then after the murder of “The Fool” confesses to
him: I wanted to run away. He told me to stay with you.
Perhaps Gelsomina does not have a realistic mind (al­
though here too we could ask: does this signify match­
ing our habits and corresponding to our criteria?), but
she does think very concretely, even if "unrealisti­
cally”. When Il Matto speaks to her, indicating with
his glance a pebble: Take ... this stone, for example, Gel­
somina asks: Which one?. Any one, "The Fool” answers,
picking it up from the ground and handing it to her.
Quite possibly, this is known as the genuine vari­
ant of psychosis - the psychosis of defence. In La Strada, however, which is a great drama about suffering
and in which we find ourselves in the very centre of
the question: why does the world suffer? and which
resounds with the echo of voices saying: Where is thy
brother Abel? - Am I my brother’s keeper?, the fact that
Gelsomina keeps on repeating: The Fool is hurt, thus
protecting herself against saying: “he is dead”, does
not alter the essence of things, i.e. that evil is called
by its true name: You killed him. Gelsomina will say
this as only she can: with determination but gently,
as if an Angel was speaking. Would it help to treat
her as a “medical case” and describe her as ‘’ill” ?
Would that bring us a single step closer? The light
and darkness in La Strada created too much of an
uneven pattern to explain Gelsomina easily by means
of Manichaean dualism. La Strada conceals so many
mysteries. We could say, if that were not to once again
trap us in a stereotype, that La Strada has a certain
symptomatic Franciscan trait - after all, this is the
“poor theatre” albeit envisaged as great drama, the
suffering of the Cosmos. This is the trace followed by
Il Matto when he puts Gelsomina to a test in order to
find out what she can do and causes her to cry: Why
was I put here on this Earth? —Zampano wouldn’t keep
you if you weren’t useful to him (...) Now, why didn’t
he let you go? Unless, of course... Maybe he loves you?
(...) He’s like a dog .He looks at a man and even when
he wants to talk, he barks (...) Still, if you don’t stay with
him, who will?...
The commentator says that there is a slight chance
that in spite of everything evil could become “infected” with
256

goodness (?!) But here evil is in love with goodness! Is
Zampano supposed to be her “wolf of Gubbio”?
We have already strayed off the main track and
lost enough time in the ”Good-Evil” trap. Time to turn
back. La Strada and Gelsomina constantly astonish us.
Was our earlier reflection that she remains outside the
range of our conceits of “good” and “evil” not more
significant? Was it not better to say at the very onset
that Gelsomina is not any sort of “type” and is thor­
oughly untypical? We have already seen how every­
one wanted her to stay with him/her. Everyone wished
to have her at his/her side, to keep her. Gelsomina is
unique. She is as eternal as grass.
La Strada, “cinema mundi”, “film-world” , a film
about people on the move, migrating birds and artists
appears to say to us: despite its toil, misery and shat­
tered dreams this is a beautiful world.
Who is Gelsomina?
.
We are standing upon the threshold of a greater,
strange mystery involving God and man, the world.
Eurydice sings behind the curious Orphic motif emerg­
ing at the edge of the road. He did not seek her, and
she found him! We hear an even more powerful voice:
I am sought of them that asked not for me; I am found of
them that sought me not (Isaiah 65,1)32.
*

In the very centre of La Strada there appears a sym­
bol, a living, temporary revelation of the unexamined.
It makes an appearance in its entire directness,
simplicity, complexity and depth. A pebble. Il Matto
picks it up from the ground and hands it to Gelsomina.
- ... If you don’t stay with him, who will? You may not
believe it, but everything in this world has a purpose. Even
this pebble... Even you have a purpose, even you with that
artichoke head of yours.
Gelsomina takes the pebble and gazes at it. Then
she repeats this gesture, saying: ... If I don’t stay with
him who will stay... . When she stood in the shade, the
stone was grey; now, the second time round, when she
stands on another spot, in a stream of light, it becomes
white.
I am in the fortunate situation of being able to show
the direct impact and experience of the symbol, that
what the pebble tells us. I have in front of me a de­
scription of an unintended experiment, a lesson born
under the impact of an impulse, the mood of a moment, as
its author wrote. This is a lesson taught by children.
Before reaching for a more profound backdrop of the
symbolic meanings of the pebble listen to the children
and their teacher. Ewa Korulska wrote:
When lessons were held in the countryside I spent
some time with the children by the sea. Enjoying the warm
weather we went to the beach, taking a textbook entitled:
To lubie! I wanted to read together with the fourth-form
pupils The Decalogue of St. Francis, which harmonised

�Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

with the sound of the waves. The children sat around me
on the sand and played with pebbles. When I proposed:
perhaps we should listen to the stones for a while? Maybe
they too have something to say? they obediently closed their
eyes (You too, Miss! Why are you peeping?) and a moment
later started describing what they heard the pebbles say. I
tried to take notes, barely keeping up with the children.
[Here are fragments of the statements, including
monologues of the pebbles written by the children
(the names of the authors are in parentheses)]:
The sand is speaking to me. Once I was young and
strong, but now am old. I was capable of overcoming a lot,
a king, the toughest of all. Now I am sand, blown by the
wind and devoured by the sea. I am helpless. A stone lives
in the same manner as man does and reminds us about the
existence of old age ...
... The stone says: I am lonely. I can be divided into
grains of sand; the stone feels. It tells the story of the sea,
keeps mum, but speaks and should be heard. It tells its
story: it asks: “Don’t break me! Throw me on the surface
of the seawater; I feel good here; it is beautiful and I have
my friends”, but also: “I’m unhappy here and would like
someone to take me home because the sea is so cold...”.
...Everyone thinks that I am “ordinary” and ugly. But
when I lie in the Sun then immediately the part of me that
is covered with fool’s gold starts to glisten. I am hard and
rather sharp. This is not to say that I am evil. Now, I shall
tell you the story of the sea. Once upon a time, Mr Glacier
went for a walk. I don’t know what he was doing here, but
he carried some rocks. Finally, he brought me and said:
- Now I shall die and you, dear stones, will live on here.
Every stone has it rights. Suddenly, he began to melt and I
think he wanted to drown me. Then I was cast off onto the
shore, and became cold and wet. I underwent my baptism
257

and lay o n the shore, thinking: - I’m s o small and the world
is so huge. (Magda Kaczyńska, aged 10)
... I wonder where my home is. Perhaps I come from
the sea? No, probably not. I must have fallen from the sky
or emerged from the ground. I would like to return home,
to my birthplace. (Bartek Kraciuk, aged 10)
...I am a stone! Catch me! Take me, please! Perhaps
physically I am silent but I speak! Although silent, I speak...
I ask that someone touch my ego. I am not a mere stone but
a pebble with an ego of my own... I resemble people! You
don’t believe me? When young and strong I overcame all
obstacles, broke the waves and vanquished the wind. But
there comes a time when I lose my personality and change
into sand. Everyone ignores me, tramples over me as if I
were nobody. But I am still a stone! (Kamila Raczyńska,
aged 10)
... I am a pebble and would like to be with you and
no one else. I want to be warm and to sleep at night in a
house and not here, on the beach. I took a liking to you the
very first time I saw you. You are my only friend. (Maciek
Dolindowski, aged 10)
... Polished by water, each pebble is different. Its inte­
rior contains rain and rainbows, mountains and birds —or
perhaps not? (...) Maybe a desert, total emptiness, some­
one’s dreams immersed in the rain ... (Ula Brykczyńska,
aged 13)
... If it could speak, it might tell me that once it was a
Volcano, a Cave or perhaps even a Pyramid, the realm of
Poseidon. No one knows (Agnieszka Janiszewska, aged
13)33.
Among the great variety of Biblical meanings as­
sociated with stones the New Testament mentions ba­
sically two: precious stones (Greek: lithos timios) and
the mysterious white stone (Greek: psephos leuke) in the
Revelation of St. John: To whom that overcometh I will

�Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

give the hidden manna and I will give him a white counter;
and in the counter a new name is written, which no man
knoweth but he that receiveth it (Revelation, 2, 17).
The white pebble could be identified with assorted
objects used in antiquity: an entry voucher or a tablet
issued by a court of law testifying about the payment of
a debt34. A t that time, a white pebble was a good sign:
in court procedure it denoted acquittal of the accused,
in wrestling it was awarded to the winner, and in elec­
tions to an office it marked the desirable candidate.
Joyful days and festivities were also designated with
white pebbles35.
The colour white is a symbol of good fortune (Pliny
the Younger: an auspicious day is marked with a white
pebble) or triumph36.
I cite only certain essential tracks among the great
variety of meanings associated with the symbolic of the
stone, and choose in particular those in which we may
discern a more profound meaning and a more complex
background for the symbol appearing in La Strada.
A stone is usually distinguished amidst natural objects
by its rough, hard, and permanent material and often its
mysterious shape indicating the existence of supernatural
might; this awareness filled primeval man with religious
fear. A stone, and in particular a majestic rock, revealed
some sort of higher existence free from all change and of­
fered a premonition of an absolute being superior to frail

human existence. The pious fear of primeval man, there­
fore, referred not to the stone as such as to the reality con­
cealed beyond this material phenomenon, to that which is
"different" and belongs to a higher world.37
A stone reveals the presence of God; it is theophany, a place for a possible bond between the earth
and heaven, the homestead of God and the gate of
Heaven, in the manner of Bethel where Jacob fell
asleep to experience the presence of God: And when
Jacob awaked out of sleep, he said: Indeed the Lord is
in this place, and I knew it not. And trembling he said:
How terrible is this place! This is no other but the house
of God, and the gate of heaven. And Jacob, arising in
the morning, took the stone which he had laid under his
head, and set it up for a title, pouring oil upon the top of
it. And he called the name of the city Bethel (Genesis
28, 16-19)38.
In Biblical tradition, the Stone-Rock-Bedrock be­
longs to the range of the symbols of God, a fortress that
cannot be captured, a refuge for His people, bedrock
that enables man to feel safe. Moses chiselled God’s
commandments on stone tablets: And when Moses had
lifted up his hand, and struck the rock twice with the rod,
there came forth water in great abundance ... (Numbers
20, 11; also: Exodus 17, 6; Psalm 114, 8).
A certain Jewish legend has it that this rock accom­
panied the people throughout the entire wandering in the

258

�Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

desert. Some believed that it was not a rock but a tiny peb­
ble carried by Miriam, the sister of Moses.39
Christ is the cornerstone, the stone, which the build­
ers rejected (Psalm 118, 22; Mathew 21, 42-44).
The Christ-rock-resurrection perspective is to be found
in commentaries to the Canticle of Canticles, and their
essential concept appears already in the writings of St.
Ambrose: “My dove in the clefts of the rock, in the hollow
places of the wall, shew me thy face. Let thy voice sound
in my ears (...)(2, 14)”. The cracks in the stone and the
fissures in the chasm are the holy wounds of the Resur­
rected. They are the refuge and permanent abode of the
Beloved40.
[Certain images in this dramaturgy and in that of
La Strada appear to consistently refer to this back­
ground: Gelsomina gazing at a pebble white from
the glare of light must be awakened, as if from deep
slumber, by the whistling “Fool” so that she would re­
turn to reality; he even says to her: Gelsomina, wake
up. The last time we saw her she was falling asleep
in a spot of sunlight in some roadside stone ruin full
of crevices and holes; she had been abandoned, left
there by Zampano. The woman singing Gelsomina’s
song hangs white bed sheets to dry, and for a moment
during her conversation with Zampano a sheet covers
her, so that we see only her trembling shadow on the
fabric.
It is not our intention to prove or point out any­
thing. We have arrived at this stage guided by images
and an ensuing unclear affiliation that cannot be ex­
plained “to the very end”: the mystery of the symbol’s
essence. It is not true that we embellish our experiences
with symbols; actually, it is they that cooperate with our
experiences via processes of affiliation, which we under­
stand only partially.41
We do not wish to demonstrate anything or in­
dicate anything apart from the fact that the simple
Anthropology contained in this existential, realistic,
visionary and metaphysical film: even you serve some
purpose, recorded in the “parable about the pebble”,
has solid foundations grounded in the shared experi­
ence of human depiction.
Perhaps this is a beginning that conceals the secret
of our delight in the incessant procession of human
fauna composed of all those failed actors, singers and
dancers, strange characters with whom Fellini filled his
films. And the fact that in a thus founded perception
the Artist permits us to reach, together with him, the
most inner, invisible dimensions of our humanity.
On the other hand, we are aware that our help­
lessness as regards our possibilities, problems, and dif­
ficulties with comprehending Gelsomina’s experience,
with describing it and thus capturing her character
that keeps slipping out of our hands in the manner
of a pebble, and, at the same time, the penetration of
the world of La Strada, which we described as closed
259

and perfect, appears to be even deeper since our un­
derstanding and interpretations always remain frag­
mentary and we share experiences with others. This
is a mixture of the voices of children from the Great
Theatre of the World, the children attending a lesson
on a beach, and the voice of a supra-human power, as
in that fragment of a poem by Wisława Szymborska,
which we originally wanted to describe as a conversa­
tion between Gelsomina and Zampanó:
Conversation with a Stone
I knock at the stone’s front door
“It’s only me, let me come in”
(...)
I’m not unhappy.
I’m not homeless
My world is worth returning to.
I’ll enter and exit empty-handed,
And my proof I was there
will be only words,
which no one will believe."
You shall not enter. . .
You lack the sense of taking part.
No other sense can make up for your missing sense of
taking part.
Even sight heightened to become all-seeing
will do you no good without a sense of taking part.
You shall notenter,you haveonly asenseofwhat that sense
should be,
only its seed, imagination.42
*

Nothing is known and everything is imagined...
*

In this manner we come to the last scene in La
Strada.
Zampanó has found about Gelsomina’s death. The
“animal”, the “beast” is now truly free and should re­
joice. Finally free; is he the winner in this wrestling
match? The sole witness of his crime is dead. After all,
he did not want it to happen. Is the white bed sheet
a lucky sign? It resembles a white pebble, a token for
entering a new life, for freeing himself from an accusa­
tion and from someone (from Gelsomina?). Why is he
unhappy? Why has he gone pale? May we assume that
he will devour himself and perform an act of self-anni­
hilation? He is an ordinary rascal, a Judas. He left her.
So simple. What about that other rock, Simon Peter,
who also refused to confess and betrayed? No, do not
blaspheme! When did I see such an image, just like
the one on the beach, that upward gaze? Just a minute,
yes, it was The Penitent St. Peter by Ludovico Carraci
of Bologna (1555-1619). No, he’s sitting differently.
Yes, but that look! Do you remember Gelsomina’s last
words: We need a little more wood here. The fire is dying
out. He also ran away from the fire, afraid that they
would recognise him... . You haven’t understood a

��Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

thing in this film. He simply left and was unable to do
anything more for her. After all, he wanted to drive
her back home. He could have driven her. She did
not want to go. What would she do there? He loved
her and left her happy in that spot of sunlight. What
more could he do? He set her free. Such a horrible
place. She fell asleep. No angel. Simply fear.
Remember, he said that no one even thought
about them. Yes, an empty heaven? Existentialism?
The same as on that beach in the last scene. You must
be joking. He did not mean that, simply that no one
saw them or caught them. And she went on and on,
repeating the same thing: The F o o I is hurt. What more
could he do? He set her free so that she could forget.
Anyway, this is terrible. No one would want to be in
his place. But finally he found her. He wasn’t looking
for her. It was she who found him!
*

The last scene. We are at the seashore, the very
edge of images. We can see only the beach, the shore,
the sea: waves, low and high tide. Instead of an image
of a child wanting to empty the sea, there is an old
man collapsing on the sand, supporting himself with
his hand: a three-legged animal. The prodigal son on
a beach? Waves - low and high tide. No one else. The
sea. The man looks up, towards the sky. He becomes
overcome with terror, bends his head and sobs. Low
tide - high tide. Next to him - waves. The sea. The
eternal rhythm of the world?
O good God, what happens in a man to make him re­
joice more at the salvation of a soul that has been despaired
of and then delivered from greater danger than over one
who has never lost hope, or never been in such imminent
danger? For thou also, O most merciful Father, “dost
rejoice more over one that repents than over ninety and
nine just persons that need no repentance. And we listen
with much delight whenever we hear how the lost sheep is
brought home again on the shepherd’s shoulders while the
angels rejoice; or when the piece of money is restored to its
place in the treasury and the neighbours rejoice with the
woman who found it. And the joy of the solemn festival
of thy house constrains us to tears when it is read in thy
house: about the younger son who “was dead and is alive
again, was lost and is found.” For it is thou who rejoices
both in us and in thy angels, who are holy through holy
love. For thou art ever the same because thou knowest un­
changeably all things which remain neither the same nor
forever.
What, then, happens in the soul when it takes more
delight at finding or having restored to it the things it loves
than if it had always possessed them? Indeed, many other
things bear witness that this is s o -- all things are full of
witnesses, crying out, “S o it is". (...)
But it is also apparent in pleasures that are permitted
and lawful: (...) in him who was dead and lived again,
26 1

who had been lost and was found. The greater joy is every­
where preceded by the greater pain. What does this mean,
O Lord my God, when thou art an everlasting joy to thy­
self, and some creatures about thee are ever rejoicing in
thee? What does it mean that this portion of creation thus
ebbs and flows, alternately in want and satiety ? I s this their
mode of being and is this all thou hast allotted to them:
that, from the highest heaven to the lowest earth, from the
beginning of the world to the end, from the angels to the
worm, from the first movement to the last, thou wast as­
signing to all their proper places and their proper seasons
-- to all the kinds of good things and to all thy just works?
Alas, how high thou art in the highest and how deep in the
deepest! Thou never departest from us, and yet only with
difficulty do we return to Thee!43
*

The camera soars and on the beach we notice the
figure of a man - Zampano, who sobbing bitterly fell
on the ground. Seen from a distance the figure slowly
grows motionless and in the darkness loses contours,
changing into a dimmer shape, which from afar resem­
bles a pebble lying on the sand at the edge of the sea.
*

The last scene of La Strada could be described as:
Ecce Imago. A scene in which we may feel, to cite the
poet44, air without object. A gust within God. A wind.
And Fellini shows this.
*

Federico knew well who he was and whence comes the
wind that blows s o that man may be born of the Spirit. Even
though sometimes people (and he too, at certain moments of
his life), just like those who heard Paul in Athens, seek the
Lord, in the hope that they might grope for Him and find Him,
though He is not far from each one of us (Acts 17, 27).
He sincerely wished to rest his head on a stone as if on
a pillow and to see in his dream, just like Jacob, a ladder set
upon the earth, and the top of it reached heaven, the angels
ascending and descending on it (Genesis 28, 12).45
*

The history of the cinema follows its further course.
The floor becomes covered with newspapers, weeklies,
folders, advertisement leaflets, letters, and old mail. In
a moment there will appear a newspaper featuring a
photograph of Federico Fellini - a press farewell, news
about the director’s death. It will immediately van­
ish under a pile of other newspapers, folders, adver­
tisement leaflets...These are the first frames of Wim
Wender’s Lisbon Story, a tale of the titular town based
on amassed images and sounds. The film contains the
following image: an elegant older man stands in a re­
cording studio surrounded by super-sensitive micro­
phones and a team of sound engineers. He speaks in a

�Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

slightly husky voice, pauses, takes deep breaths and we
hear each gasp one when he speaks in the beautiful
language of his country, incomprehensible to us:
God exists. The universe was created by Him. But what
good would the universe be if men, if humankind disappeared?
The universe would be useless. Or is it possible that it has a
purpose of its own, even without the existence of Man?
We want to imitate God. That’s why there are art­
ists. Artists want to recreate the world, as if they were
little gods. They constantly rethink history, life, things that
happen in the world, things that we think happened, but
only because we believe. Because, after all, we believe in
memory. Because everything has already passed. But who
can be sure that what we thought happened really hap­
pened? Who should we ask? Therefore, this world, this
supposition, is an illusion.
The only real thing is memory. But memory is an in­
vention ... In the cinema, the camera can capture a mo­
ment. But that moment had already passed. What the
cinema does is draw a shadow of that moment. We are
no longer sure that the moment ever existed outside the
film. Or is the film proof that the moment existed? I don’t
know. I know less and less about that. We live, after all, in
permanent doubt.46
Saying these words, he turns around, glues on a
moustache and puts on Charlie Chaplin’s bowler hat,
leaves the studio, walks down a street imitating Char­
lie’s gait, and, finally, at the end of the street, turns,
performs a gleeful jump and disappears round the cor­
ner.47 After seeing the film and glancing at a newspa­
per we might find out that this elderly gentleman is
the famous director Manoel de Oliveira, a classic of
the Portuguese cinema.
Despite the ironic frame and declared doubts we
remain under the impression of his declaration. There
remains the feeling that ultimately something actually
does exist.
In this way, we have found ourselves along the
same path and at the same point of departure: Charlie
and Gelsomina.
Once again, we walk down the same road, at the
onset of the cinema.
Ultimately something actually does exist. The cinema
- despite its deceptive nature, toil, illusions, and shat­
tered dreams - is a beautiful world.
A beautiful world.
The Wenders film contains an unusual defini­
tion of the cinema, one that we would seek in vain in
learned dissertations and writings by experts (at least
I have not come across it). Wenders applies the ambi­
guity of the English word: "move”. He maintains that
the cinema is not so much “moving pictures”, i.e. pic­
tures that are “in motion” as pictures that are “mov­
ing”, “poignant”.
Carl Gustaw Jung declared that when a given im­
age is poignant we are dealing with an archetype. Here,
262

emotion is a symptom, a sign that thanks to the inter­
mediary of a given image, the arch-image, speaks to us.
Jung repeated and expanded a thesis by Gerhard
Hauptmann: Poetry evokes out of words the resonance of
the primordial word48 so that it embraces creativity as a
whole. Is it not worth recalling within the context of the
poignant and stirring images from La Strada and its au­
thor that the expression used most often about him and
his work is, despite numerous different interpretations
proposed by particular exegetes, the one about which
they all concur: Fellini is a poet. A poet of the cinema.
From this point of view, La Strada is a symbolic
film employing the meaning of the symbol and the
mythological image formulated by Jung. Since Jung’s
psychology and theory of the archetype have amassed
numerous prejudices let us hear what he had to say,
since, in my opinion, the following fragment about the
force of mythological images allows us to discover the
secret of the force of the images out which La Strada is
built and with which it speaks. It is the secret that we
encounter in Fellini’s entire oeuvre:
In each of these images there is a little piece of hu­
man psychology and human fate, a remnant of the joys
and sorrows that have been repeated countless times in our
ancestral history, and on the average follow ever the same
course. It is like a deeply graven riverbed in the psyche, in
which the waters of life, instead of flowing along as before
in a broad but shallow stream, suddenly swell into a mighty
river. This happens whenever that particular set of circum­
stances is encountered which over long periods of time has
helped to lay down the primordial image.
The moment when this mythological situation reap­
pears is always characterized by a peculiar emotional in­
tensity; it is as though chords in us were struck that had
never resounded before (...)
The impact of an archetype, whether it takes the form
of immediate experience or is expressed through the spo­
ken word, stirs us because it summons up a voice that is
stronger than our own. Whoever speaks in primordial im­
ages speaks with a thousand voices; he enthrals and over­
powers, while at the same time he lifts the idea he is seeking
to express out of the occasional and the transitory into the
realm of the ever-enduring. He transmutes our personal
destiny into the destiny of mankind, and evokes in us all
those beneficent forces that ever and anon have enabled
humanity to find a refuge from every peril and to outlive
the longest night.
That is the secret of great art, and of its effect upon us. The
creative process, so far as we are able to follow it at all, consists
in the unconscious activation of an archetypal image, and in
elaborating and shaping this image into the finished work. By
giving it shape, the artist translates it into the language of the
present, and so makes it possible for us to find our way back
to the deepest springs of life. Therein lies the social significance
of art: it is constantly at work educating the spirit of the age,
conjuring up the forms in which the age is most lacking.49

�Zbigniew Benedyktowicz • ROAD MOVIE - A POEM ABOUT THE PEBBLE

Asa - Nisi - Masa50.
Gelsomina - the lost and found drachma?
Endnotes
1

Cardinal A. Sivestrinis Sermon during the funeral service
for Federico Fellini (R o m e , S a n t a M a r ia d e g li A n g e li, 3
N o v e m b e r 1 9 9 3 ), tra n sl. Z d zislaw S ł u c h o c k a , [in: ] “
K w a r ta ln ik F ilm o w y ” ” , N o . 5 / 1 9 9 4 , p .1 2 0

2

I? K ra l,

Europejczyk Fellini

(E u r o p e a n F ellin i) , tra n sl.

M a c ie j G o d z im irsk i , [in: ] „ F ilm Q u a r te r ly „, N o .
5 /1 9 9 4 p p . 1 4 2 -1 5 9 (orig. v e r s io n p r in te d „ L e M e s s e n g e r
E u r o p é e n „, P a ris 1 9 8 7 )
3

Ib id , p .1 4 7 .

4

A.

W tanecznym korowodzie,

W ern er,

„ K w a r t a ln ik

F ilm o w y ” ( „F ilm Q u a r t e r ly ” ), n o 5 /1 9 9 4 , s s .1 2 8 - 1 3 9 .
5

Ib id , p. 13 9 .

6

H . Politzer,

syren

Rzemiosło interpretacji

[in h is :],

Milczenie

(D a s S c h w e ig e n d e S ir e n e n ) , W a rsz a w a tra n sl. J.

H u m m e l, W a rsa w 1973
7

C f. sp e c ia l issu e o f "P o lsk a S z tu k a L u d o w a ” , n o . 3 / 1 9 8 8
about

th e

sy m b o l,

c o n t a in in g

te x ts

by

Serg ei

S.

Symbol, p p . 1 4 9 -1 5 0 , Y uri L o tm a n , Symbol
w systemie kultury, p p . 1 5 1 -1 5 4 , a n d m y Symbol w etno­
grafii, p. 1 4 5 - 1 4 8 . D e c la r in g th a t th e sy m b o l n o t o n ly
A v ie r in tse v ,

”m e a n s ” b u t a ls o e x is ts in a d ia lo g u e .
8

A . S ilv e s tr in i , o p .c it. p .1 2 2

9

R .M . R ilk e ,

Czwarta Elegia Duinejska
Poezje, transl.. M . Ja s tr u n ,

E le g y ), [in :],

(a F o u rth D u in o
K rak ó w , 1 9 7 4 , p.

219.
10

C f. J. T rz n a d e l, Federico Fellini - Giulietta Massina („La
strada" - „Ginger i Fred") [in :] „ K w a r ta ln ik F ilm o w y ” , n r
5 /1 9 9 4 , p p . 1 6 4 -1 6 8 , w h e re th e a u th o r a r g u e s th a t in
p la c e o f Z a m p a n o - G e ls o m in a , in “ G in g e r a n d F r e d ”
o n e c a n se e in o ld p a ir d o u b lin g o f th e G e lso m in a 's
typ e.

11

T

R u tk o w sk a ,

Wędrówki Felliniego,

„K o n te k sty . P o lsk a

S z tu k a L u d o w a ” , n r 3 - 4 /1 9 9 2 , p.. 23 , se e p r e v io u s
p a g e s.
12
13

C f., J.T r z n a d e l, o p . cit.
C f. W. M ic h e r a h is stu d ie s o n
M ic h e r a , O

sy m b o l in film , W.

wieloznaczności symbolu, „ R o c z n ik

M u z e a ln y ”

t. IV, W ło c ła w e k 1 9 9 1 , ss. 2 6 5 - 2 7 3 . W h e r e A u th o r w ri­
tin g a b o u t th e e s s e n c e o f th e sy m b o l q u o te s im a g e o f
B la k e 's p o e try : To see a World in a Grain of Sand /And a
Heaven in a Wild Flower,/ Hold Infinity in the palm of your
hand /And Eternity in an hour.
14

S e e th e stud y, e s s a y o f A . W o jc ie c h o w sk i o n H a r le q u in
, itin e r a n t t h e a t e r c o m p a n ie s , c ir c u s p e r fo r m e rs , ju g ­

Wędrowne
ptaki (Z dziejów pewnej legendy) [in :] Sztuka na wysokości
oczu. Film i antropologia p o d re d . Z . B e n e d y k to w ic z a i T
g le rs, in a rt fr o m a n tiq u ity t o m o d e r n art:

R u tk o w sk ie j, W a rsz a w a 1 9 9 1 , p p . .3 3 -4 6
15

R .M . R ilk e ,

Piąta Elegia Duinejska

(F ifth D u in o E le g y ),

o p .c it. 2 2 5

Fellini, W a rsz a w a 1 9 8 9
Święta gra ( S a c e r L u d u s) [in h is:]
(Holly and Sacred Beauty. Religion and Art.), tr a n sl. Z.

16

M . K o r n a to w sk a ,

17

G . V an d er Leeuw ,

B e n e d y k to w ic z I S . S ik o r a , „K o n te k sty . P o lsk a sz tu k a
L u d o w a ” , n o 3 - 4 /1 9 9 1 , p. 7.
18

M.

C e rv a n te s,

Don Kichote,

tr a n s l.

S.

C ie s ie ls k a -

B o r k o w sk a , K ra k ó w 1 9 4 9 , a fte r J. T rz n a d e l, o p . c it.
19

A . W o jc ie c h o w sk i, o p . c it, p. 4 3 .

20

C f. G . V a n d e r L eeu w , o p cit.

263

21 Ibidem, p. 7.
22 Cf. D. Czaja, Mozart i Salieri, „Kino” nr 11-12/1990, pp.
32-35.
23 See block of articles, interpretations on “Babette's
Feast” in this Anthology.
24 On this motive see Z. Benedyktowicz, Maria and
Martha ... in this Anthology.
25 On this motive in Amadeus by Milos Forman and on
this theme drew attention and developed his interpreta­
tion D. Czaja, in: Mozart i Salieri, op cit.
26 R. M. Rilke, Doświadczenie śmierci, (Death Experience),
op. cit., p. 105.
27 Calderón de la Barca, Wielki Teatr Świata. (The Great
Theatre of the World), fragment by soundtrack from the
movie Elisa, My life by Saura, transl. S. Ułłowicz
28 R. M. Rilke, Dziesiąta Elegia Duinejska, (Tenth Elegy),
op.cit., pp. 255-257.
29 R.M. Rilke, Sonety do Orfeusza, Sonet X. (Sonnets to
Orpheus , Sonnet X) , op. cit., p. 335.
30 R.M. Rilke, Ósma elegia, Elegie Duinejskie (Eighth Duino
Elegy), Ibidem, p. 247.
31 Cf. J. Trznadel,op. cit., pp. 165-166.
32 The first polish translation I put after Biblia Tysiąclecia,
the second version after Biblia Gdańska
33 E. Korulska, Dzieci pukają do drzwi kamienia, „Konteksty.
Polska Sztuka Ludowa”, nr 3-4/1995, pp. 217-219.
34 X. Leon-Dufour SJ, Słownik Nowego Testamentu, transl.,
Rev. K. Romaniuk, Poznań 1981, p. 330.
35 D. Forstner OSB, Świat symboliki chrześcijańskiej, transl.,
W. Zakrzewska, P. Pachciarek, R. Turzyński, Warszawa
1990, p. 128.
36 X. Leon-Dufour SJ, op. cit., p. 330.
37 D. Forstner OSB, op. cit., p. 125.
38 D. Forstner OSB,op. cit., p. 126.
39 Ibidem.
40 Ibidem p.130
41 R.R. Niebhur, “Harvard Divinity Bulletin”, OctoberNovember 1981, p. 3.
42 From the Volume Sól, 1962, [w:] W. Szymborska, Wybór
wierszy, Warszawa 1964, p. 110-111.
43 Św. Augustyn, Wyznania, (St. Augustine, Confessions)
transl.. Z. Kubiak, Warszawa 1982, p. 134-135
44 R.M. Rilke, Sonety do Orfeusza, C z ę ś ć pierwsza, Sonet III,
o p . cit., p. 269.
45 A. Silvestrini, op. cit., p. 122.
46 I've included the soundtrack and press material for the
film Lisbon Story by Wim Wenders
47 In a statement the director of the film (ibid., in press
releases ), we learn about how this piece of film was
created: “I would not allow myself to write the text for
Manoel de Oliveira. We talked only about the meaning
of the film and the context of the scene in which he had
to attend. He asked me for time to think and after a
while he said he was ready. We let the movement of the
camera. When we finished, he asked the crew to be
turned, stuck a mustache and improvised parody of
Charlie Chaplin.
48 C.G. Jung, O stosunku psychologii analitycznej do dzieła
poetyckiego, [in:], Archetypy i symlbole. Pisma wybrane,.
Transl., J. Prokopiuk, Warszawa 1976, p. 374.
49 Ibidem, p. 375-377.
50 Asa - Nisi - Masa it is an anagram of the word , „Anima”,
appearing in („8 and G ” ) Eight and a Half by F. Fellini
(A [sa] Ni [si] Ma [sa] )

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11104" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11082">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e9184dbd58fd24088529cd09db0bfafe.pdf</src>
        <authentication>b6dcabae2ce7554871ce8d9ae00d9c3f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132423">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2776</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132424">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132425">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2585</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132426">
                <text>Pieniądze i sztuka. Iluzja i symbol / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132427">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3, s.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132428">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132429">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132430">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132431">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132432">
                <text>Pieniądze i sztuka. Iluzja i symbol.
Zbigniew Benedyktowicz
„Nie całkiem wiadomo w jakiej proporcji w barwnych opisach
realnych ludzi żyjących w realnych czasach, w realnych miejscach
stapiać należy fakty i fikcje, ale antropologia będzie to musiała usta­
lić, jeśli ma być nadal intelektualną siłą we współczesnej kulturze."
- To zdanie Clifforda Geertza przychodzi natrętnie na myśl w związ­
ku z artykułem Marca Shella, którym otwieramy ten numer. Po
przedmiotach ubogich Tadeusza Kantora (patrz numer poprzedni)
oto jeszcze jeden przedmiot - znaleziony. Objet trouvet - „znajda".
Jeszcze jeden przyczynek do historii i analizy znaczenia przedmiotu
w kulturze.
Przedmiotu tym razem artystycznego. - Przyczynek do analizy
dzieła sztuki. Dzieła sztuki przy tym specyficznego a mianowicie
obrazu powstałego w tradycji, malarstwa iluzjonistycznego - trompe 1'oeil - mającego za zadanie łudzić oko.
A ścisłej rzecz biorąc - obrazu powstałego w amerykańskiej tra­
dycji trompe 1'oeil, przedstawiającego w równej mierze i w równym
stopniu p i e n i ą d z e i s z t u k ę . Czy też, jeszcze rzecz ściślej
biorąc - obrazu, który, jak pisze autor: „przedstawia lub udaje, że
przedstawia, rzeczy oryginalne (autentyczne) na sposób collage'u,
w naturalnej wielkości i rzeczywistych kolorach"- Młodą kobietą
w półotwartych drzwiach - fragment obrazu Rembrandta i banknoty
- „zadrukowane papierki, prawdopodobnie dzieło skarbca Stanów
Zjednoczonych". Oto przed nami więc jeszcze jedno, swoiste stu­
dium przedmiotu. Wychodzące od postawienia pytania - „Czym jest
ten przedmiot? - Odsłaniające nie tylko jego narzucającą się, zamie­
rzoną, widoczną na powierzchni, ale i głębszą, zasadniczą dwuznacz­
ność. Studium obrazu, które wychodząc od jego programowej dwu­
znaczności, od początku otwarte jest na ukazanie jego wieloznaczno­
ści i pomaga otwierać - nam widzom - nasze oczy na zawartą w nim
właśnie więcej niż tylko dwu-, ale wielo- wieloznaczność.
Pod tym względem analiza Marca Shella jest majstersztykiem.
Już sama lista zagadnień tu poruszanych, sposób widzenia sztu­
ki i pieniędzy - tych, tak zdawałoby się odległych od siebie światów
wartości (bo czyż nie przywykliśmy do wyraźnego rozgraniczania
i wiązania sztuki ze sferą tego, co duchowe, wzniosłe, idealne, a pie­
niędzy z tym, co tylko materialne, „niskie", zwykłe i powszednie) jak dwie odrębne, i zupełnie odmienne od siebie, sklejone połówki
w analizowanym obrazie, łączą się ze sobą, zachodzą w tym eseju na
siebie, przenikają się wzajemnie: sztuka jako iluzja i sztuka jako
symbol - pieniądze jako sztuka - sztuka jako pieniądze - sztuka
i pieniądze jako obietnica szczęścia...
Sztuka i pieniądze: krok po kroku, w ślad za autorem obserwo­
wać możemy przechodzenie i przenoszenie znaczeń z jednego
w drugie, zamianę jednego w drugie.
Tę wieloznaczność znajdujemy już w samym tytule obrazu,
który staje się i jest zarazem (zapożyczonym) tytułem dla całego te­
go eseju - Handle With Care, wziętym z napisu powszechnie znane­
go z amerykańskich nalepek spedycyjnych. Nie ma dlań ścisłego od­
powiednika w języku polskim. Polska tradycja pocztowa zwykła by­
ła umieszczać w tej funkcji nalepek ostrzegających, bardziej skróto­
we i lapidarne: „OSTROŻNIE!" czy też „UWAGA!!! OSTROŻ­
NIE!!!" Tymczasem, ze względu na niemiecko-amerykański kon­
tekst kulturowy i językowy - środowisko, w którym powstał obraz
i z którego pochodził jego autor - co jest, jak zapewnia nas z kolei
autor eseju, tematem jego rozważań, tytuł należało by, czy też moż­
na by tłumaczyć na polski: Uwaga: Przenosić ostrożnie, - Trakto­
wać ostrożnie - a biorąc pod uwagę przenikanie się angielskiego
handle i niemieckiego handel (por. przypis od tłumaczy do tytułu na
s. 5) - Uwaga: Przenoś ostrożnie - Traktuj ostrożnie - Zajmuj się
tym ostrożnie - Kieruj tym ostrożnie - Dysponuj tym ostrożnie Działaj z tym ostrożnie - Handluj tym ostrożnie - i wreszcie (ze

względu na handlową „pieniężną" kontację) - Uwaga: Obracaj tym
ostrożnie.
Już więc sam tytuł mieni się wieloznacznością. A przecież jest to
zaledwie początek, czubek góry lodowej. Im dalej w tekst tym wię­
cej takich kwiatków - w tym miejscu składamy głęboki ukłon, wy­
razy wdzięczności i podziwu dla autorów polskiego przekładu, za
podjęty trud i za pracę jaką wykonali. Niezależnie jednak od tego,
której wersji byśmy nie wybrali, i na którą byśmy się nie zdecydo­
wali - pamiętając o tym, że tytuł obrazu jest tytułem eseju - my wi­
dzowie, odbiorcy obrazu, odbiorcy tej przesyłki, czytelnicy eseju po­
winniśmy się czuć dostatecznie ostrzeżeni by r z e с z traktować
ostrożnie.
Artykuł Marca Shella zaczerpnęliśmy z pisma Common Know­
ledge wydawanego przez Oxford University Press, gdzie został opu­
blikowany w bloku tekstów objętych enigmatycznym tytułem Sym­
posium. Experimental Scholarship. Enigmatycznym, bo nie zawiera­
jącym żadnej informacji na temat tego eksperymentowania z nauką
i uczonością. Z krótkiego wstępu sygnowanego przez wszystkich au­
torów zgromadzonych tam tekstów, a napisanego w formie dialogu
zestawiającego wypowiedzi dwu uczestników tego spotkania (Dialogical Introduction) nie dowiemy się wiele więcej na jego temat.
Czy sympozjum było pomysłem jednorazowym, efemerycznym, czy
jest jakąś bardziej stabilną instytucją, czy należy do jakiegoś cyklu
spotkań. Nie znajdziemy też żadnej informacji na temat miejsca,
czasu, w którym się odbyło i czy wogóle się odbyło. Ani też w jaki
sposób doszło do spotkania i zgromadzenia tekstów we wspomnia­
nym bloku. Żadnego programu ani założeń ideowych sympozjum.
(Nota bene czyż nie budzić może zazdrości ta swoboda, niezależ­
ność uprawiania nauki w porze pisania rocznych sprawozdań w IS
PAN, gdzie wymaga się w takich przypadkach podania rocznej, mie­
sięcznej, dziennej, co do dnia i niemalże, co do godziny - daty kon­
ferencji, w której się miało szczęście czy też nieszczęście brać
udział.)
Co najwyżej z Dialogicznego wstępu zorientowć się możemy, że
mamy do czynienia z eksperymentowaniem dotyczącym formy nau­
kowej wypowiedzi. Dotyczącym sposobu pisania i kształtowania na­
ukowego tekstu, czuwania nad jego powstawaniem. Można by więc
powiedzieć, że idzie tu przede wszystkim o eksperyment pisarski.
Mówi się tam zresztą o potrzebie zabawy, rozrywki, szczypty dow­
cipu w uprawianiu nauki i pisaniu tekstu naukowego, i że jeśli uczo­
ny - pisarz zawarł w swym tekście choćby cokolwiek z tego, dlacze­
go nie mielibyśmy wziąć w tym udziału, nie poszukiwać tego. Przy­
wołuje się tam Ezrę Pound'a („Najpierw powiedz im, co zamierzasz
im powiedzieć, potem powiedz im, a potem powiedz im, co powie­
działeś. Po prostu trzy razy - powiedz im - na wypadek, gdyby za­
mierzali się zdrzemnąć." - Tak Ezra Pound podsumował ćwiczenia
z literatury porównawczej.) A jeden z artykułów - „There"(„Tam")
przybiera kształt niemalże poematu, zbudowanego z komentarzy,
opisu, analizy, a także cytatów - ułożonych w formie wiersza - do
obrazów, których tylko tytuły (wersalikami) i nazwiska artystów
(kursywą) pojawiają się w tekście (być może podczas prezentacji
pokazywano slajdy?). Wygląda to jednak na działanie świadomie za­
mierzone. Jakby dla pokreślenia motta otwierającego ten tekst, które
zaczerpnięte zostało z Johna Ruskina: - „doskonałość sztuki, cho­
ciaż osiągana przez naturę, niezależna jest od przedstawiania."
(,,...lhe excelence of art, though reached through nature, is indepen
dent of representation.")
Dlaczego więc urzekł mnie ten iskrzący się od wieloznaczności
esej Marca Shella. Dlaczego wybrany został z tej kolekcji ekspery­
mentalnego pisarstwa. Miałżeby być li tylko jeszcze jednym przykła­
dem gry i zabawy z formą? Mielibyśmy więc tu do czynienia (jak
3

�i w całym Sympozjum) z kolejną postmodernistyczną grą w chowane­
go? Czyż warto by było dlań ryzykować. Narażać na szwank dobre
imię i ugruntowany obraz „Kontekstów", jako pisma raczej konserwa­
tywnego, bo stroniącego od tego typu gry i zabawy, nie ulegającego
zbytnio najnowszym modom i tendencjom, dającego wyraz przekona­
niu i kładącemu akcent na to, że - „coś w końcu istnieje naprawdę".
Odpowiem krótko. Esej Shella urzekł mnie przede wszystkim
sposobem traktowania rzeczy. Dbałą o każdy najdrobniejszy szczegół
analizą, w której liczy się każdy konkret - miara, waga, barwa, kolor,
materia, sposób spojrzenia: z przodu, z tyłu, z góry, z boku, z dołu,
w zależności od tego „czy artysta był prawo, czy leworęczny". Rze­
czywiście podążając śladem tej analizy trzeba obrazem obracać.
Zwrócić na to uwagę, że namalowany na nim ołówek zwisa wbrew
prawom ciążenia. Bo „Traktować ostrożnie" to także: traktować z tro­
ską. Troszczyć się o najdrobniejszy konkret i detal. Dalej, urzekł
mnie w tej analizie zawarty w niej „współczynnik antropologiczny",
że liczy się tu nie tylko najbliższy kulturowy („niemiecko-amerykański", holenderski - , amerykański - ) kontekst („przedmiot jest 'ho­
lenderski' i amerykański' zarazem"), ale umiejętne składanie i skleja­
nie -jak w tym obrazie - Starego i Nowego s'wiata.
Wydaje mi się - być może, ulegam tu złudzeniu - że za sprawą
tej analizy znalezlis'my się na przeciwległym do postmodernistycz­
nych gier, brzegu.
Dzieło sztuki, przedmiot nie ulegają tutaj rozkładaniu, dekonstruowaniu, destrukcji. Pomimo tego, że zdejmowane są tu i odsłaniane
kolejne warstwy znaczeń, rzecz nie ulega zniszczeniu, traktowana
jest tu z szacunkiem, każdy detal, każdy szczegół, każda część tego
obrazu traktowana ostrożnie i z troską, chociaż analizowana i rozpa­
trywana osobno, odnoszona jest do innych detali i szczegółów, staje
się, jest nadal „częścią czekającą na ponowne włączenie w całość".
Czyż nie należałoby tej propozycji Shella - w przeciwieństwie do
„dekonstrukcjonizmu" - nazwać „rekonstrukcjonizmem".
Osobną, nie mniej istotną sprawą jest to, że szczegół nie przesła­
nia tu całości. Zadziwiająca jest umiejętność z jaką autor przebiega
i prowadzi nas przez różne miejsca, czasy, epoki, zjawiska, analizu­
jąc dzieło odnosząc je do innych dziel, nie zacierając pomiędzy ni­
mi granic - łączy je ze sobą. Wieczność zdaje się tu przezierać przez
współczesność.
Nie tylko wspomniana już ilość poruszanych zagadnień, otwiera­
jąca nasze spojrzenie na rzecz i poszerzająca nasze widzenie rzeczy
ale i sama ilość i rozmaitość dziedzin badawczych łączonych tu ze so­
bą (historia, historia starożytna i współczesna, historia sztuki - np. od­
niesienia zastosowanych chwytów malarskich w analizowanym dzie­
le trompe l'oil do analogicznych praktyk w surrealizmie i kubizmie historia kultury, filozofia, biblistyka, teologia, filologia, etnografia pyszny, odrębny rozdzialik na temat Okay - socjologia, ekonomia, po­
lityka) - wszystko to sprawia, że mamy tu do czynienia ze szczegól­
nym typem interdyscyplinarności, o jakiej mówił i jaką postulował
Roland Barthes, w której nie tyle idzie o sumowanie wyników badań
różnych dziedzin ale o tworzenie nowego przedmiotu badań.
Innymi słowy obraz Handel with care w analizie i ujęciu Shella
to przedmiot, „który daje do myślenia". Stanowić może znakomity
przykład z dziedziny życia symbolu. Odnaleźć możemy w nim
wszystkie istotne cechy, na które wskazują badacze symbolu. Mógł­
by służyć jako przyczynek do ćwiczeń i „laboratorium" w tej dzie­
dzinie: - „Badając symbol nie tylko rozkładamy i rozpatrujemy go
jako obiekt (przedmiot), ale jednoczes'nie pozwalamy jego twórcy
apelować do nas, być partnerem naszej umysłowej pracy. Jeśli rzecz
pozwala tylko zebys'my ją rozpatrywali, to symbol i 'sam' patrzy na
nas..." (Siergiej Awierincew).
„Symbole zachowały zdolność do przechowywania w zwiniętej
postaci wyjątkowo obszernych i ważnych tekstów." (Jurij Łotman).
Przykład o tyle osobliwy i ciekawy, że powstały we współcze­
snej kulturze. A tę antropologowie częstokroć charakteryzują jako
kulturę, która „w mniejszym stopniu jest miejscem źródeł i zakorze­
nienia, bardziej zaś translacją, przekładaniem i przeszczepianiem".
Dawny symbol był tym samym przedmiotem przełamanym na pół,
który po złożeniu służył rozpoznaniu jedności, poświadczeniu tożsa­
mości (nawet we współczesnych powieściach szpiegowskich - ten
4

sam banknot). Czy dzisiejszy symbol - ten, na przykład - złożony
z dwu różnych, odmiennych połówek, noszących ślady rozdarcia
i ran (choćby pomiędzy tym, co stare i nowe) może uczynić to samo.
Czy głębsze przesłanie: Handel with care - Traktować ostrożnie nie
jest, przynajmniej pragnieniem tego?
Pozostaje na koniec niepokój. - Jak trouverzy „znajdowali" tworzyli pieśni i wiersze tak i tutaj „znaleziony przedmiot" wydaje
się współtworzony, tworzony niemal na naszych oczach. „Składana"
analiza Marca Shella imponować może wrażliwością i finezją.
Wszystkie szczegóły idealnie do siebie pasują, ujęte do tego w ramę
sensacyjnego wątku (opowiadanie Poe'go), zachodzą na siebie,
przylegają, jakby stworzone zostały specjalnie do tej analizy - Patrz­
cie tu jest szpilka, tu nitka, tu Rein - a tam Brandt. Porwani jesteśmy
mocą interpretacji, niczym w spektaklu wytrawnego iluzjonisty.
A ponieważ rzecz toczy się wokół tematów oryginał - kopia - auten­
tyk - fałszerstwo - idealne fałszerstwo - rodzi się niepokój. A może
dzieło powstało specjalnie dla analizy. Czy odbiera to wartość inter­
pretacji? Mówiono nierazio antropologii światów możliwych...
Wręcz przeciwnie myśl o tym, że dzieło zostało stworzone przez au­
tora analizy powinna dodawać skrzydeł „rekonstrukcjonistom".
Przedmioty znalezione - ohjet trouvet - „przedmioty stworzone"
mają niezwykłą moc mądrości. Do uszu dobiega ich śpiewny poru­
szający głos:
„Wykonuj swą pracę z sercem, jakakolwiek była by skromna, ją
jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu. Bądź ostrożny w in­
teresach. Bądź ostrożny w interesach. Na świecie bowiem pełno
oszustwa".
(...znalezione w starym kościele Św. Pawła w Baltimor datowa­
ne 1692 rok.)"
* O istnieniu Otisa Kaye zaświadcza biogram na stronach Internetu za­
mieszczony przez galerię Sheldon Memorial Art Gallery and Sculpture Gar­
den Uniwersytetu w Nebrasce (University of Nebrasca -Lincoln):
„Otis Kaye (1885-1974) [tu różni się Marc Shell podając rok urodzenia
1886 por. s.14] syn niemieckiego emigranta i Amerykanki czeskiego pocho­
dzenia. Urodził się w Neemah, Michigan, dokąd przeniosła się jego rodzina
z Chicago, i gdzie założyła przedsięborstwo obróbki dzrzewa. W 1903 roku
ojciec Kaye zginął w wypadku w tartaku, jego partner w interesach wykupił
przedsiębiorstwo od rodziny, co pomogło Kaye rozpocząć naukę ukierunkową na jego przyszłą karierę inżynierską. Wraz z matką zamieszkał na rok
w Nowym Jorku, po czym wyruszył do Drezna, aby studiować inżynierię.
Podczas pobytu w Nowym Jorku Kaye zaczął fascynować się sztuką, chociaż
nie uczęszczał do żadnej szkoły artystycznej. W tym czasie Kaye spotkał Ni­
cholasa A. Brooksa i wszedł w posiadanie jego pracy, którą później naślado­
wał. Po ukończeniu szkoły w Dreźnie Kaye przeprowadził się wraz z matką
do Hamburga, gdzie mieszkał do jej śmierci, t.j. do 1916. Potem powrócił do
Stanów, gdzie zamieszkał w Pittsburgu, a później w Chicago. Kaye udanie
kontynuował karierę inżynierską do 1929 roku kiedy stracił prawie wszystkie
swe pieniądze na giełdzie, podczas spekulacji akcjami. Powrócił na krótko do
Niemiec, gdzie dokonał tylko dwu znanych sprzedaży swoich prac, a następ­
nie wrócił do Chicago, gdzie z kuzynem rozpoczął praktykę inżynierską. Ka­
ye zaczął malować obrazy pieniędzy w 1917, po swym pierwszym powrocie
do Ameryki. Uprawiał malarstwo głównie jako hobby w ciągu wielu lat, kie­
dy pracował jako inżynier. Malowanie pieniędzy było zakazane prawem przez
rząd USA w 1909 roku. Większość obrazów Kaye, przedstawiających pienią­
dze datowane są przed 1930, chociaż produkował on rozmaite inne trompe
i oil i tiguratywne obrazy w czasie swej długiej kariery. Około lat 1930. wy­
uczył się akwaforty kopiując prace Rembrandta i Whistlera. Oprócz wydru­
ków, takich jak Dollar Bill, który zawiera iluzjonistyczne monety malowane
na powierzchni drukowanego obrazu, Kaye stworzył wiele rysunków znako­
micie operujących detalem, rysunków ptaków, insektów i zwierząt.
We wczesnych latach 1950. Kaye wykonał serię banknotów, dokładnie
ręcznie wyrysowanych kolorowym tuszem na papierze. W nawiązaniu do te­
go Bruce Chambers w swoim eseju J.S.G. Boggs - The Dimensions of Mo­
ney wspomina, że te jednostronne rysunki, sygnowane i datowane przez arty­
stę, były na tyle dobre, że - sklejone, z dwu stron razem i po wymazaniu pod­
pisu, mogły krążyć jako fałszywe. Kaye skrzętnie ukrył wszystkie te bankno­
ty, nawet przed własną rodziną, zapewne dla tego, że znalezienie ich w latach
50. groziłby karą za fałszerstwo. W tym samym czasie, w którym obrazy Ka­
ye zaczęły osiągać wysokie ceny w latach 1980. jeden z jego potomków zna­
lazł ukryty skarb: papierowe banktoty w pudełku zawierającym Bożonaro­
dzeniowe ozdoby."
© Sheldon Memorial Art Gallery and Sculpture Garden

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11440" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11418">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f340ef6558544502e4c34e1ef6dee8ae.pdf</src>
        <authentication>de6b4f8e855b47cfeb23886483e75fe7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136300">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2451</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136301">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136302">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2275</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136303">
                <text>"Tango" - taniec uniwersalnej alienacji / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136304">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.48-53</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136305">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136306">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136307">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136308">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136309">
                <text>1

„Tango" - taniec uniwersalnej alienacji
Zbigniew Benedyktowicz
U w a g i te i refleksja (poprzedzone projekcją d w u k r ó t k i c h
filmów Zbigniewa R y b c z y ń s k i e g o : pierwszego, zrealizowa­
nego w s p ó l n i e z Bogdanem D z i w o r s k i m
Wdech-wydech
oraz nagrodzonego Oscarem w 1983 r o k u Tanga ) p o w s t a ł y
na marginesie przygotowywanej, w Pracowni filmu I n s t y t u t u
Sztuki P A N , książki o twórczości Zbigniewa R y b c z y ń s ­
k i e g o . C h c ę je t u p r z e d s t a w i ć j a k o przyczynek do tematu
„ E t n o l o g i a wobec w s p ó ł c z e s n o ś c i " . Sam fakt zajmowania
się przez w s p ó ł c z e s n ą e t n o l o g i ę filmem j a k o tekstem k u l t u r y
nie jest j u ż dzisiaj c z y m ś w y j ą t k o w y m i dziwnym, ani
r z a d k i m i odosobnionym. Świadczy o t y m rozwijająca się
o d r ę b n a dziedzina j a k ą jest antropologia filmu, postrzegana
j u ż to j a k o subdyscyplina etnologii, j u ż to j a k o specyficzne
o d r ę b n e podejście interpretacyjne b i o r ą c e za m a t e r i a ł do
analiz dzieło filmowe. P o d k r e ś l a się w s p ó l n o t ę d o ś w i a d c z e ń
p o m i ę d z y fotografią, filmem a e t n o g r a f i ą i a n t r o p o l o g i ą .
Rozwija się r ó w n i e ż nowy rodzaj „ p i s a n i a " , czy też tworze­
nia antropologii - przy pomocy fotografii, kamery filmowej
i video - tzw. antropologia wizualna, w k t ó r e j nie brak
r ó w n i e ż antropologicznej refleksji nad w s p ó ł c z e s n y m i i daw­
n y m i zjawiskami k u l t u r y wizualnej. M o g ą więc b y ć te uwagi
r ó w n i e ż przyczynkiem na rzecz uzasadnienia prawomocno­
ści, potrzeby i s e n s o w n o ś c i stosowania takiego antropologi­
cznego spojrzenia na film, rozpatrywania go w antropologi­
cznej perspektywie, odnajdywania w dziele f i l m o w y m zawar­
tego w n i m antropologicznego w s p ó ł c z y n n i k a . K r ó t k o i po
prostu m ó w i ą c , byłby to przyczynek, k t ó r e m u m o ż n a by d a ć
tytuł: „ O potrzebie i s e n s o w n o ś c i pisania antropologicznego
komentarza do dzieła filmowego, jakiego n i k t inny poza
antropologiem nie napisze."
B e z p o ś r e d n i m z a ś powodem dla tych uwag stała się
recenzja p i ó r a Charlesa Solomona, j a k a u k a z a ł a się w „ L o s
Angeles T i m e s " w k r ó t c e po nagrodzeniu filmu Oscarem,
pod frapującym (już nie tylko dla antropologa) t y t u ł e m
,,Tango" - polski taniec alienacji. Oddajmy głos Solomonow i : „Tango to hipnotyczne, z ł o ż o n e dzieło, k t ó r e z o b a c z y ć
trzeba kilkakrotnie, aby w pełni je d o c e n i ć . W r a z z p o c z ą t ­
kiem starego, zdartego tanga oczom w i d z ó w ukazuje się
pusty, anonimowy p o k ó j . Przez o k n o wpada piłka, do
ś r o d k a wdrapuje się c h ł o p i e c i podnosi j ą . F i l m wydaje się
być oparty na żywej akcji, ale struktura jego jest osobliwa
- działanie c h ł o p c a powtarza się z zadziwiającą d o k ł a d n o ś ­
cią. Kiedy wspina się po raz drugi, do p o k o j u wchodzi
kobieta t u l ą c n i e m o w l ę , potem wychodzi. A k c j a rozbudowu­
je się dalej, aż do c h w i l i , gdy na planie porusza się 26 a k t o r ó w
i aktorek, a p o k ó j r o b i się bardziej z a t ł o c z o n y niż kabina
o k r ę t o w a w filmie braci M a r x Noc w operze. Potem t ł u m
p o w o l i się rozprasza, i p o k ó j się wyludnia. Co w a ż n e , ludzie
ci nie współdziałają ze s o b ą , k a ż d y kontynuuje swoje działa­
nie w izolacji, zupełnie obojętnie, nie reagując na otaczający
go chaos - komentarz do zbyt ciasnych m i e s z k a ń w polskich
miastach i bolesnej alienacji, k t ó r ą ten stan rzeczy w y w o ł u je(...)"
W stosunku do wiele z a p o w i a d a j ą c e g o tytułu ta jedno­
znaczna autorytatywna, bo p o w a ż n i e b r z m i ą c a , mieszkaniow o - k u l t u r o w a konkluzja interpretacji uderza p r o s t o t ą i spra­
wia, że trudno p o w s t r z y m a ć u ś m i e c h . A l e nie mniejsze
poczucie niedosytu p o z o s t a w i a j ą i p o z o s t a ł e filmoznawcze
wyjaśnienia rozwijające zresztą konsekwentnie ó w w ą t e k
polskich t r u d n o ś c i mieszkaniowych. Z n a m i e n n y m przy t y m
1

2

3

4

5

48

dla nich rysem jest to, że k o n c e n t r u j ą się one głównie na
zagadnieniach warsztatowych, ściśle technicznych. Podkre­
ślają zazwyczaj b a n a l n o ś ć historyjki, właściwe jej nieważ­
n o ś ć . Przestrzegają przed doszukiwaniem się w filmie j a k i ś
głębszych treści filozoficznych. T e m u p r y m a t o w i z g a d n i e ń
technicznych t o w a r z y s z ą przede wszystkim r o z w a ż a n i a nad
przechodzeniem przez R y b c z y ń s k i e g o od filmu do nowej
f o r m u ł y i porzucaniem forrny filmowej na rzecz innej.
R o z w a ż a n i a nad o d k r y w a n i e m przez niego nowej formy
obrazowania j a k ą u m o ż l i w i a technika video. O t o k i l k a
takich p r ó b e k .
W artykule Jak Polak pisze Jean Paul Fargier: „ Z b i g n i e w
R y b c z y ń s k i uprawia video od zawsze. Nawet kiedy kręcił
w Polsce filmy eksperymentalne, realizował video. Tango
ostatni film zrobiony w Polsce (...) jest bezdyskusyjnym
video, nawet jeśli jego podstawa ma charakter
filmowy,
a wszystkie jego t r i c k i są klasycznymi maskami i kontrmaskami filmowymi. A l b o w i e m czasoprzestrzenna strategia,
k t ó r a organizuje to dzieło, absolutnie genialne, należy do
d z i a ł a n i a video. Chodzi o stworzenie m o ż l i w o ś c i r ó w n o c z e s ­
nego obejrzenia o k o ł o trzydziestu akcji r o z g r y w a j ą c y c h się,
by tak rzec, w t y m samym czasie w bardzo m a ł y m p o k o j u
(gdzie znajduje się o k n o , troje drzwi, szafa, stół i ł ó ż k o ) . N a
p o c z ą t k u p o k ó j jest pusty. Przez o k n o wpada piłka, za n i ą
wdrapuje się dziecko, k t ó r e pragnie j ą o d z y s k a ć , c h ł o p i e c
wyrzuca piłkę i sam wychodzi. Lecz natychmiast piłka
powraca i dziecko r ó w n i e ż . Uwaga! pętla! Uwaga: w trakcie
p o w r o t u pierwszej pętli pojawia się (i zawiązuje) inna akcja;
j a k i ś m ę ż c z y z n a wchodzi, zabiera (kradnie?) walizkę leżącą
na szafie. I tak dalej, d w a d z i e ś c i a a nawet trzydzieści akcji
będzie się s u m o w a ć w tej ciasnej przestrzeni. Przy stole
m ę ż c z y z n a będzie j a d ł z u p ę p r z y n i e s i o n ą przez k o b i e t ę .
K i e d y s k o ń c z y , wyjdzie. A l e zaledwie odejdzie od stołu, inny
m ę ż c z y z n a wkroczy do p o k o j u i wejdzie na ten stół, aby
w y m i e n i ć ż a r ó w k ę , stół, z k t ó r e g o z p o w o d u w y ł a d o w a n i a
elektrycznego zejdzie szybciej niż n a ń wszedł, p o z o s t a w i a j ą c
wolne miejsce dla kobiety, j u ż pojawiającej się z talerzem
zupy... K a ż d y z a k ą t e k przestrzeni zostaje maksymalnie
zagospodarowany. Ł ó ż k o służy do przewijania n i e m o w l ę c i a ,
do czekania na śmierć, do uprawiania miłości. T o tak j a k
dziewięć i p ó ł Nowej książki (poprzedni film eksperymental­
ny R y b c z y ń s k i e g o - przyp. Z.В.), p o m n o ż o n e j przez 3 lub 4,
z o s t a ł o ustawione w perspektywie, przezroczyste w stosunku
do siebie, p o ł ą c z o n e w stos uchylający z a r ó w n o przestrzen­
ne, j a k i czasowe rozgraniczenia."
I dalej francuski k r y t y k stawia znamienne pytanie: „ K r y ­
zys mieszkaniowy czy kryzys kina? K i e d y po raz pierwszy
o b e j r z a ł e m Tango, p o m y ś l a ł e m o kryzysie mieszkaniowym
w Polsce ( i innych krajach socjalistycznych). W trakcie
p o w t ó r n e g o o g l ą d a n i a rzucił m i się w oczy kryzys kina (w
kraju rozpowszechnionej telewizji). Tango jest samym k i n e m
(ze swoimi drzwiami i o k n a m i , swoimi wejściami i wyjściami
z planu, swoimi banalnie p o w t a r z a j ą c y m i się, z u ż y t y m i
scenariuszami), k t ó r e j a w i się w trakcie zsuwania w prze­
strzeń telewizji, w czasie b e z p o ś r e d n i o ś c i . Wszystko w i d a ć
r ó w n o c z e ś n i e na t y m samym planie: tragedia i burleska
w y r a ż a j ą się tutaj z finezją, ale zyskują na gęstości. Nie ma
czego ż a ł o w a ć . K i n o r e p r e z e n t o w a ł o p e w n ą siłę dramatycz­
ną, k o m i c z n ą , c z ę s t o k r o ć p o t ę ż n e emocje. Video otwiera się
na nowy świat emocji, ś m i e c h ó w , d r a m a t ó w . "
6

7

�Pora przejść do analiz czynionych od w e w n ą t r z i o d d a ć
głos p o l s k i m a u t o r o m . Pisze M a r c i n G i ż y c k i : „ D o pustego,
przechodniego p o k o j u wpada przez o k n o p i ł k a . Za nią tą
s a m ą d r o g ą wchodzi c h ł o p i e c . Bierze piłkę, wyskakuje przez
o k n o . Piłka natychmiast wpada ponownie do w n ę t r z a . C y k l
powtarza się, j a k zacięta p ł y t a . Z a c z y n a j ą p o j a w i a ć się inne
postacie, w c h o d z ą c e z r ó ż n y c h stron. Z a c h o w u j ą się one tak,
j a k by były same w p o k o j u . Wszystkie w y k o n u j ą ściśle
o k r e ś l o n e c z y n n o ś c i i w y c h o d z ą , aby natychmiast ponownie
się p o j a w i ć i p o w t ó r z y ć d o k ł a d n i e to samo. M i m o , iż o s ó b
stale przybywa, ich d r o g i j a k i m ś cudem tak się przecinają, że
nigdy nie dochodzi do kolizji. I to jest właśnie swoisty
majstersztyk R y b c z y ń s k i e g o , tak z g r a ć wszystkie d z i a ł a n i a
w czasie z d o k ł a d n o ś c i ą co do u ł a m k ó w sekund, żeby
zazębiały się niczym t r y b y w zegarku. Zwyczajne odegranie
tego przez a k t o r ó w b y ł o b y po prostu niemożliwe, a nawet
jeśliby to się w j a k i m ś przynajmniej stopniu u d a ł o i tak nie
u z y s k a ł o b y się owej absolutnej m e c h a n i c z n o ś c i akcji, stano­
wiącej w k o ń c u istotę f i l m u . W momencie k u l m i n a c y j n y m
w p o k o j u znajduje się podobno ponad trzydzieści o s ó b , co
przyjąć trzeba na s ł o w o h o n o r u , bo widz gubi się w liczeniu
znacznie wcześniej. Później w n ę t r z e zaczyna się stopniowo
w y l u d n i a ć , tak j a k się wcześniej zapełniło - to znaczy, że po
k t ó r y m ś tam wyjściu postacie nie w r a c a j ą i nie w z n a w i a j ą
c y k l u . T r e ś c i ą f i l m u jest więc ruch i zmienne relacje prze­
strzenne m i ę d z y bohaterami - ruch n a r a s t a j ą c y do pewnego
p u n k t u , w k t ó r y m n a s t ę p u j e szczytowe skomplikowanie
u k ł a d u zgromadzonych postaci, n a s t ę p n i e o p a d a j ą c y , a ż do
ustania wszelkiej akcji. D r a m a t u r g i a Tanga budowana jest
przez zagęszczenie, w d o s ł o w n y m znaczeniu, sytuacji. K a ż d e
wejście nowego l o k a t o r a podnosi napięcie: j a k też uda się m u
przejść przez p o k ó j ? A ludzi przybywa i przybywa. K o n ­
strukcja filmu jest bardzo konsekwentna i jasna. K a ż d e
z a s k a k u j ą c e z a k o ń c z e n i e b u r z y ł o b y logikę założenia, c h o ć
na m a l u t k i e o d s t ę p s t w o autor sobie w finale pozwolił,
zmieniając nieco c z y n n o ś c i ostatnich z w y c h o d z ą c y c h po­
staci, o co m o ż n a mieć pretensje, gdyby s k i e r o w y w a ł o to
w y m o w ę filmu w j a k ą ś zupełnie i n n ą s t r o n ę . P o n i e w a ż
jednak nic takiego nie n a s t ę p u j e , przyjęte r o z w i ą z a n i e o d ­
biera się j a k n a t u r a l n ą , m u z y c z n ą k a d e n c j ę , co znajduje
t a k ż e swoje uzasadnienie w tytule.
Z n a j ą c R y b c z y ń s k i e g o m o ż n a b y ć niemal pewnym, że
Tango i n t e r e s o w a ł o go przede wszystkim j a k o problem
techniczny. Po prostu m i a ł p o m y s ł , wiedział j a k to da się
z r o b i ć . S t ą d n a l e ż a ł o b y b y ć raczej o s t r o ż n y m z doszukiwa­
niem się j a k i ś głębszych intencji filozoficznych (podejmowa­
no takie p r ó b y ) . Niemniej autor r ó ż n i c u j ą c swych b o h a t e r ó w
pod w z g l ę d e m charakteryzacji i k o s t i u m u , co b y ł o konieczne
dla czytelności akcji (nawiasem m ó w i ą c , pojawia się też ó w
m ę ż c z y z n a w czerwonym płaszczu z Nowej książki), i projek­
tując scenerię s t w o r z y ł swoiste polskie p a n o p t i k u m . Wszyst­
k o kotłuje się w j a k i m ś p o k o j u przechodnim, t y m symbolu
polskich k ł o p o t ó w mieszkaniowych, ale i demokratyzacji
s p o ł e c z e ń s t w a (to t u przecież u s t a w i a ł a się po wojnie we
w s p ó l n y m o g o n k u do łazienki inteligencja z klasą robot­
niczą, co utrwalił Leonard Buczkowski w głośnej k o m e d i i
Skarb). Przez owo pomieszczenie przewija się galeria prze­
ciętnych P o l a k ó w . Postacie te p r e z e n t u j ą p e ł n y zakres funk­
cji życiowych s p e ł n i a n y c h w mieszkaniu - od kopulacji
p o c z y n a j ą c , a na umieraniu k o ń c z ą c . Jest więc s p ó ł k o w a n i e ,
karmienie, ubieranie się, s p r z ą t a n i e , a nawet (w d o m y ś l e , bo
ukryte poza kadrem, za d r z w i a m i do łazienki) mycie się
i wydalanie. Są to treści w filmie d r u g o r z ę d n e , niejako
w t ó r n e , niemniej w y z w a l a j ą wiele r ó ż n y c h asocjacji."
8

I jeszcze, na z a k o ń c z e n i e , głos Daniela Szczechury: „ P o d ­
s t a w ą realizacji Nowej Książki, Tanga i innych filmów jest
olbrzymia partytura z ruchami p o s z c z e g ó l n y c h postaci.
Dlatego brak jest f o t o s ó w z filmów R y b c z y ń s k i e g o . Nie

m o ż n a b y ł o w y k o n a ć fotosu z Nowej książki, g d y ż efekt
finalny był p r o d u k t e m w y o b r a ź n i autora i o b r ó b k i laborato­
ryjnej. (...)
W pustym p o k o j u , j a k na scenie p o j a w i a j ą się r ó ż n e
postacie, w y k o n u j ą proste codzienne c z y n n o ś c i . Z czasem
liczba postaci zwiększa się, p r z y b y w a j ą nowe, a k a ż d a
wykonuje stale j e d n ą i tę s a m ą c z y n n o ś ć . C h ł o p i e c wychyla
się zza okna i zabiera piłkę, k t ó r a w p a d ł a do p o k o j u , kobieta
przewija dziecko, dziewczynka odrabia lekcje, babcia umiera
itp. W kulminacyjnej scenie tworzy się c o ś w rodzaju baletu
czy p a n t o m i m y , w k t ó r e j występuje 26 postaci. A k c j a p o w o l i
wygasa i znowu zostaje pusty p o k ó j . Wszystko to rozgrywa
się w rytmie tanga. F i l m prosty w p o m y ś l e i o s z c z ę d n y
w ś r o d k a c h wywiera d u ż e w r a ż e n i e . Po projekcji pada
niezmienne pytanie: j a k to b y ł o zrobione? Rzeczywiście
czegoś podobnego się nie o g l ą d a ł o . "
9

N a s t ę p n i e D a n i e l Szczechura, sam b ę d ą c nielada t w ó r c ą
i r z e m i e ś l n i k i e m w tej dziedzinę, o d s ł a n i a tajniki tej filmowej
roboty. Daje niezwykle rzetelny, fachowy, opis techniczny,
k r o k po k r o k u r e k o n s t r u u j ą c powstawanie tego
filmu.
Dlaczego więc te filmoznawcze analizy, j a k p o w i e d z i a ł e m ,
m o g ą b u d z i ć niedosyt? W ł a ś n i e dlatego, że nawet gdy
s k u p i a j ą c się na samym filmie, starają się w s p o s ó b rzetelny
i szczegółowy go o p i s a ć , p o z o s t a j ą niejako w n i m uwięzione,
skazane na repetycję. U m y k a j ą niejako przed p r ó b ą o d ­
powiedzi „ c o znaczy TangoT, a nawet i przed pytaniem
bardziej o s ł a b i o n y m : „czy Tango m o ż e c o ś z n a c z y ć ? " . I t u
spostrzegam miejsce i rolę dla antropologa, j a k ą m o ż e
o d e g r a ć , p o j a w i a j ą c się ze swym komentarzem. Z p o c z ą t k u
z d a w a ł o b y się, że filmoznawcze podejście w t y m dylemacie:
techniczny (materialny) opis czy poszukiwanie sensu, jest
j a k b y bliższe intencjom t w ó r c y i autora, k t ó r y sam zabiera
głos w tej sprawie (cytuję t u jedynie fragment tej wypowiedzi,
do k t ó r e j przyjdzie jeszcsK nam p o d koniec p o w r ó c i ć ) :
„ N a j w a ż n i e j s z a jest technologia. M o ż n a m ó w i ć o p i ę k n i e
piramidy, ale najistotniejsze jest t o , j a k j ą zbudowano.
Podobnie z wieżą Eiffla. Były protesty, gdy budowano tę
o l b r z y m i ą , s t a l o w ą k o n s t r u k c j ę . M ó w i o n o , jest ohydna.
Teraz stała się sentymentalnym symbolem P a r y ż a . Najpierw
jest konstrukcja, technologia. D o p i e r o potem to obrasta
znaczeniami i wytwarza nastroje. ( . . . ) "
1 0

J e d n a k ż e istnieje i d r u g i biegun. I inne na to spojrzenie.
P o g l ą d , k t ó r y m ó w i , że nie p o w i n n i ś m y jednak do k o ń c a
ufać artystom. U f a ć , to m o ż e tak, ale nie do k o ń c a wierzyć
w to, co m ó w i ą , ani się temu p o d d a w a ć .
Z w r a c a ł na to u w a g ę Janusz Bogucki w rozmowie,
zamieszczonej w „ K o n t e k s t a c h " : „ A r t y s t a jest skupiony na
t y m , co powstaje w jego u m y ś l e i stopniowo przemienia się
w przedmiot. Później nad t y m przedmiotem pracuje, jest cały
zanurzony w świecie w e w n ę t r z n y m tego przedmiotu. N o ale
ten obiekt zaczyna potem żyć swoim w ł a s n y m życiem, k t ó r e
jest r ó w n i e prawdziwe j a k to pierworodne życie w głowie
i w pracowni artysty. A u t o r r o b i ą c to, nie wie na pewno, co
właściwie r o b i , to się t y l k o po części wie. Prawdziwy artysta
nie wie, co r o b i , jest instrumentem, jest ź r ó d ł e m energii,
k t ó r a zostaje przelana w j a k ą ś m a t e r i ę na zasadzie t r o c h ę
z a m i e r z e ń , ale przede wszystkiem p r z e c z u ć - prawda, u m y s ł
nad t y m czuwa, u m i e j ę t n o ś ć fachowa jest na usługi, ale j a k to
się dzieje, bo to nie jest sprawa zaplanowania i wykonania.
Jeżeli jest to sprawa zaplanowana i wykonana, to powstaje
przedmiot estetyczny pusty w ś r o d k u , a jeżeli jest to akt
t w ó r c z y to jest to w j a k i m ś sensie od t w ó r c y n i e z a l e ż n e . "
11

Stojąc zatem na t a k i m stanowisku i w przekonaniu, że
Tango nie jest t a k i m pustym w ś r o d k u przedmiotem estetycz­
nym, (świadczą o t y m też p r z y w o ł a n i autorzy - „ h i p n o t y c z ­
ne, z ł o ż o n e d z i e ł o " , „dzieło genialne", „ m a j s t e r s z t y k " „film
wywiera d u ż e w r a ż e n i e " ) , podsumujmy tymczasem głosy
filmoznawcze. Ilość pozafilmowych o d n i e s i e ń jest t u zniko-

49

�ma. I c h lektura odbywa się głównie w o b r ę b i e omawianego
dzieła (jak jest zrobione) i przebiega w odniesieniu do
jednego kontekstu (kontekst f i l m o w y ) , odsyłając nas j u ż to
do lokalnej (Giżycki - Skarb), j u ż to do światowej - zależnie
zresztą z k t ó r e j strony na to spojrzymy - (Solomon - Bracia
M a r x , Noc w operze; Szczechura j a k o p u n k t odniesienia, j a k
wielu przywołuje - Meliesa) historii kina. Tymczasem pyta­
nie „czy Tango m o ż e coś o z n a c z a ć ? " , „czy Tango c o ś
znaczy?" pozostaje nadal w mocy i nie daje, nie t y l k o nam,
spokoju. Powraca wciąż natarczywie. Natarczywie domaga
się odpowiedzi. O t o stawia je t w ó r c y , dziennikarz p r o w a d z ą ­
cy z n i m w y w i a d dla wydawanego przez A n d y W a r h o l a
pisma „ A n d y Warhols Interview Magazine": „ C z y teraz,
gdy z d o b y ł pan Oscara, m o ż e nam pan powiedzieć, co
oznacza Tango! - (a m y uprzedzeni j u ż , że za bardzo nie
należy wierzyć w t y m względzie artyście) m o ż e m y przyjąć ze
spokojem p a d a j ą c ą o d p o w i e d ź : „ A b s o l u t n i e nic."
Co więc robić? Co z naszym k u l t u r o w y m komentarzem po
t a k i m dictum. N i e ma rady. Trzeba z a c z y n a ć od p o c z ą t k u . . .
Trzeba nam w r a c a ć do Solomona. N a t y m tle ta, zrazu
odrzucona przez nas, śmiesząca nas, bo p ł y t k a w y p o w i e d ź ,
czytana bez c u d z y s ł o w u : Tango - polski taniec alienacji,
pozostaje nadal frapująca i zdaje się w y p r o w a d z a ć nas na
właściwy trop. N o bo rzeczywiście, c o ś t u wydaje się b y ć na
rzeczy. Tango w Teatrze Śmierci K a n t o r a , Tango w filmie
R y b c z y ń s k i e g o , Tango w teatrze absurdu M r o ż k a (To
p o d o b i e ń s t w o nazwy i tytułu z dramatem M r o ż k a o d ­
n o t o w a ł nawet skwapliwie, oficjalny korespondent ówczes­
nej „ T r y b u n y L u d u " i P A P - u , i „ Ż y c i a Warszawy" - Luliński, k o n c e n t r u j ą c się jednak na opisie skandalu w y w o ł a n e g o
przez laureata, k t ó r y z a c h o w u j ą c się agresywnie p r ó b o w a ł
w y k r z y c z e ć c o ś do odebranego m u m i k r o f o n u o „ S o l i d a r n o ­
ści", z a k ł ó c a j ą c p o w a g ę imprezy, a potem, gdy wyszedł na
z e w n ą t r z , nie wpuszczany z p o w r o t e m do ś r o d k a w d a ł się
w b ó j k ę ze s t r a ż n i k a m i z o c h r o n y . )
I d ą c za tropem odczytania, jakie daje Solomon: Tango
- polski taniec alienacji, d o t y k a m y t u centralnego dla ant­
ropologii i antropologiczno-kulturowej problematyki, zaga­
dnienia, j a k i m są l o k a l n o ś ć i u n i w e r s a l n o ś ć kultury, procesy
uniwersalizowania się tego, co lokalne, oraz w c h ł a n i a n i a
tego, co uniwersalne w lokalne i vice versa. D o t y k a m y
problemu kulturowego p r z e k ł a d u . Czy j e s t e ś m y w stanie
o d t w o r z y ć tę d r o g ę ? Zadanie, przyznajmy, t r o c h ę trudne
i k a r k o ł o m n e , j a k ż e p r z y p o m i n a j ą c e sytuację z motta, j a k i m
Jan K o t t o p a t r z y ł niegdyś swoją analizę i r o z b i ó r Tanga
M r o ż k a : „ N i k t stąd nie wyjdzie, d o p ó k i nie znajdziemy idei.
Edek nie wypuszczaj nikogo. (Tango)"
O t o bowiem w
najogólniejszym zarysie d a ł o b y się tę d r o g ę tak zapisać:
L o k a l n y , (egzotyczny, a r g e n t y ń s k i taniec) uniwersalizuje się
stając się europejskim i o g ó l n o ś w i a t o w y m , przenika do
lokalnej k u l t u r y , gdzie poddany zostaje artystycznej, teatral­
nej, literackiej, filmowej o b r ó b c e , by p o w r ó c i ć do niej, tzn.
- do uniwersalnej światowej k u l t u r y , w nowej lokalnej szacie.
O t o j a k l o k a l n o ś ć i egzotyka zostaje oddana temu, co
uniwersalne: Tango stając się p o l s k ą specjalnością - polskim
t a ń c e m alienacji, staje się w swojej l o k a l n o ś c i uniwersalne.
Jak to się dzieje i j a k to jest możliwe?
Zacznijmy najpierw od warstwy lokalnej, starając się przy
t y m nie u r o n i ć nic ze ś l a d ó w i t r o p ó w zawartych w filmoznawczych opisach, jakie j u ż się pojawiły. N i e p r z y p a d k o w o
r o z p o c z ę l i ś m y te uwagi od projekcji i zestawienia tych d w u
tanecznych, a tak r ó ż n y c h filmów, j a k i m i są Tango
i Wdech-wydech (Dziworskiego i R y b c z y ń s k i e g o ) - nota
bene m y l i się t u francuski k r y t y k , kiedy pisze, iż Tango to
ostatni film zrealizowany przez R y b c z y ń s k i e g o w Polsce, jest
n i m właśnie ten w s p ó l n i e z D z i w o r s k i m zrobiony dokument
(1981). Zapis i obraz świata, k t ó r e g o j u ż nie ma, i k t ó r y zda
się z n i k n ą ł w niebycie a za k t ó r y m j u ż o d z y w a ć się zaczyna t u
i ó w d z i e społeczna nostalgia. Ś w i a t a s a n a t o r i ó w i w c z a s ó w .
12

13

50

D o k u m e n t a l n y zapis swoistego PRL-owskiego czasu
ś w i ą t e c z n e g o (w przeciwieństwie do tak p o d k r e ś l a n e j co­
dzienności, i prostych czynności Tanga), a nawet d o s ł o w n i e
k a r n a w a ł o w e g o , czasu kursokonferencji, odbywanej przez
i n s t r u k t o r ó w k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w y c h Towarzystwa Przyja­
źni Polsko Radzieckiej, realizującej swoisty program "re­
kreacji w pomieszczeniach z a m k n i ę t y c h " . Obraz świata
rozrywek i towarzyskich k o n k u r s ó w (nie wyłączjąc k o n k u r ­
su wiedzy o Z S R R ) .
J a k ż e odmienne to filmy! Wdech-wydech to: naturalne
w n ę t r z a , naturalna muzyka (orkiestra dancingowa i z chryp i ą c e g o g ł o ś n i k a ) , muzyka z " t a m t y m i " przebojami, z k o n ­
kursami t a ń c a (są i Podmoskowskije
wiecziera), k o n k u r s a m i
na egzotyczny strój, na artystyczny w y s t ę p , z rekreacją t a k ż e
na świeżym powietrzu, piruetami na ł y ż w a c h , na l o d o w i s k u
w otoczeniu naturalnego, g ó r s k i e g o krajobrazu; to żywi
ludzie filmowani z precyzją, u w a g ą , o s t r o ś c i ą ale i czułością.
C o ś , co filmowo nie ma swego odniesienia, a jedynie umieścić
m o g l i b y ś m y „ p o m i ę d z y " i „ p o n a d " , c o ś p o m i ę d z y i ponad
homo ludens, homo sovieitcus i homo PeReLus;
i c o ś , co
nieudolnie d a ł o b y się określić, j a k o „ p o m i ę d z y "
filmami
i dokumentami o konkursach socjalistycznych fryzjerów
i Rejsem M a r k a Piwowskiego a czeską szkołą
filmową
z Miłością blondynki, i z Pali się moja panno.
Zaczęliśmy
od
zestawienia
tych
dwu
tanecz­
no-muzycznych filmów nieprzypadkowo, bo pozwala n a m
to na przypomnienie o istnieniu jeszcze jednego istotnego
s k ł a d n i k a w twórczości autora Tanga. Pozwala zwrócić
u w a g ę na stale o b e c n ą w a r s t w ę antropologii wizualnej
w filmach R y b c z y ń s k i e g o . Ż e b y t u c h o ć b y w s p o m n i e ć
0 m a ł y m etnograficzno-antropologicznym traktacie j a k i m
jest Święto (1975), z zapisanymi w n i m obrazami, j a k b y
wyjętymi z niedawno opublikowanego na tych ł a m a c h
studium Rocha Sulimy o s y r e n k a c h . M a m y więc w Święcie
o w ą „ k r ó l o w ą pobocza", „ s a m o c h ó d stacjonarny", w y ­
znacznik s p o ł e c z n e g o prestiżu, ó w hybrydyczny t w ó r spo­
między „cywilizacji drewna" i „cywilizacji techniki" w y ­
prowadzany do rytualnego mycia. M a m y t u też r y t u a ł
ś w i ą t e c z n e g o rodzinnego spotkania, z gestami p o w i t a ń i po­
ż e g n a ń , u ś c i s k ó w b r u d e r s z a f t ó w i t o a s t ó w , wizytę na cmen­
tarzu, p a m i ę ć o z m a r ł y c h z „ z a d u s z k o w y m zapalaniem
lampek" z d o b i e g a j ą c y m w tle p ł a c z e m n i e m o w l ę c i a , t r o c h ę
p o ś p i e s z n y i r u t y n o w y , bo n i e m o w l ę przywiezione na cmen­
tarz, marudzi i niecierpliwi się w w ó z k u . M a m y i świąteczne,
o b r z ę d o w e , rodzinne o g l ą d a n i e telewizji. Jest też i na uboczu
pośpiesznie odbywana miłość (w krzakach na działce). Eros
1 Thanatos (jak i w innych filmach R y b c z y ń s k i e g o ) , są blisko
i sąsiadują tu ze s o b ą . ( O t o j a k w y g l ą d a to w opisie k r y t y k a
obcokrajowca: „ D r o b n a kobieta na podmiejskim p o d w ó r k u
ucina łeb kurczakowi - symboliczny r y t u a ł k r w i i ofiary życia
r o z p o c z y n a j ą c y o w ą s p o k o j n ą , nader u p o r z ą d k o w a n ą , tra­
dycyjną c e r e m o n i ę r o d z i n n ą . Czerwony m ę ż c z y z n a wyjeżdża
z g a r a ż u białym samochodem, za k t ó r y m ciągnie się smuga
zielonego d y m u . Rozpoczyna c e r e m o n i a ł mycia samochodu,
p o l e w a j ą c go żółtą woda(...) o ś m i o o s o b o w a rodzina, wraz
z n i e m o w l ę c i e m w w ó z k u , przybywa do d o m u starszego
m a ł ż e ń s t w a . W y k o n u j ą o n i swoisty taniec p o w i t a l n y (...)
n a s t ę p n i e widzimy r o d z i n ę przy obiedzie, nad niedawno
zabitym i p r z y r z ą d z o n y m kurczęciem i s m a k o w i t y m i t r u n ­
k a m i ^ . . ) Po obiedzie rodzina w skupieniu o g l ą d a telewizję,
n i e c h ę t n a do r o z m o w y i znudzona s o b ą wzajemnie. I c h
milczenie kontrastuje z sekwencją dzikiego pościgu na
ekranie telewizora. Potem m a m y r y t u a ł p o ż e g n a ń (...). Te
milutkie sceny liturgii rodzinnej poprzerywane są ujęciami
pary (uciekającej z rodzinnego obiadu), k t ó r a potajemnie
uprawia miłość za domem, niezręczny balet ich r ą k i n ó g (w
ruchu sterowanym przez R y b c z y ń s k i e g o ) upodobnia ich do
p o ż e r a j ą c y c h się i n s e k t ó w . M ę ż c z y z n a myjący s a m o c h ó d
wreszcie z a k o ń c z y ł tę c z y n n o ś ć , natychmiast odprowadza
14

�bezpiecznie do g a r a ż u ó w ukochany symbol statusu społecz­
nego i zamyka drzwi. Starsze osamotnione m a ł ż e ń s t w o
pozostaje w p o k o j u (...) Dziadek moczy nogi, a babcia leży na
łóżku. W dalszym ciągu oglądają ten sam program telewizyj­
n y . " Kamera R y b c z y ń s k i e g o czy to w Święcie, czy eks­
perymentach, w rozbitym na 9 pól obrazie (Nowa
książka),
czy w szaleńczym pościgu w Oj, nie mogę się
zatrzymać
zapisuje i „ u t r w a l a " obraz obyczaju, gestów, banalnego,
codziennego życia, brzydkich k r a j o b r a z ó w miasta, przed­
mieść, s u b u r b i ó w , zapisuje etnografię - j a k to n a z w a ć ?
- miasta, m a ł e g o miasta, m a ł y c h historii, starej rozpadającej
się, i starej-nowej p r z e m y s ł o w o - p a w i l o n o w o - b l o k o w o - b a r a kowej socjalistycznej architektury, „rzeczywistości nie miejs­
kiej nie wiejskiej", o której śpiewał Piotr Szczepanik w „ t a n g u
za p ó ł z ł o t e g o " . Powiada się o wybitnych artystach, że są
t w ó r c a m i jednego dzieła, odnawianego w wielu postaciach
- tak m ó w i się o Fellinim, Bergmanie.
Tango (i ta swoista antropologia wizualna, d o ś w i a d c z e n i e
polskich filmów) jest s t r u k t u r ą w a ż n ą dla t w ó r c z o ś c i R y b ­
c z y ń s k i e g o k o n t y n u o w a n ą dalej w i n n y c h dziełach tego
autora, nieraz odnajdziemy nawet drobne elementy. (Ot
c h o ć b y takie, j a k gesty, drobne delikatne m ł y n k i , k r ę c o n e we
Wdech-wydech przez t a ń c z ą c e g o w takt
podmoskowskich
wieczierow mężczyznę, o d n a l e ź ć m o ż e m y w energicznych
m ł y n k a c h k r ę c o n y c h przez w s p a n i a ł e a m e r y k a ń s k i e dziew­
czyny, szaleńczo j e ż d ż ą c e na w r o t k a c h po Manhattanie
w wideo klipie The Original Wrapper L o u Reeda)
W rysunku-notatce j a k i zamieściliśmy w tej k s i ą ż c e - m o n o grafii o R y b c z y ń s k i m - na samym p o c z ą t k u , notatce, k t ó r a
chyba była szkicem do wideoklipu Imagine (przedstawia trzy
amfiladowo p o ł ą c z o n e pokoje, w k a ż d y m z nich przed
z a m k n i ę t y m i drzwiami stoi ta sama p o s t a ć , człowiek), pod
spodem, w dole m o ż e m y o d c z y t a ć :
- czy o n sam? - j a k o inne postaci
- czy powtarzanie i dodawanie j a k w Tangu
- czy ciągłość jakiejś historii - jednej - kilku?
- j a k a konstrukcja całości? Bohaterami filmów R y b c z y ń ­
skiego są nie t y l k o „ r u c h i relacje przestrzenne m i ę d z y
bohaterami", studia nad p r z e s t r z e n i ą i czasem, bipak, reprojektor i maski, high definition, ale t a k ż e ruch stosunki
i relacje k u l t u r o w e .
W z n a k o m i t y m studium o symbolach i sztuce j a k i m i żywi
się ta t w ó r c z o ś ć , M a ł g o r z a t a Baranowska, autorka pojęcia
kluczowego dla tej twórczości i sztuki, k t ó r ą uprawia
R y b c z y ń s k i : „ r e a l i z m symboliczny", i k t ó r y m to terminem
stara się o b j ą ć i z i n t e r p r e t o w a ć ostatnie filmy R y b c z y ń s k i e g o
wskazuje t a k ż e i na tę k u l t u r o w ą w a r s t w ę , gdzie z n ó w
m o ż e m y o d n a l e ź ć w s p o m n i a n ą p r o b l e m a t y k ę nieustannej
gry, r u c h u , relacji p o m i ę d z y t y m co lokalne i uniwersalne:
„Manhattan
to wizja poetyckiej całości złożonej z wielkiej
ilości osobnych k u l t u r , z w ł a s n y m i k o l o r a m i , strojami,
melodiami, t a ń c a m i , artystami, z nowojorczykami cierpiący­
m i na b e z s e n n o ś ć , z nieco śmiesznymi policjantami i przechy­
trzającymi ich złodziejami, z bezdomnymi, a t a k ż e z nieudol­
n y m i p o l i t y k a m i wszystkich m a ś c i w y k o n u j ą c y m i , bez
w z g l ę d u na cokolwiek, k i l k a r y t u a l n y c h gestów. F i l m y
R y b c z y ń s k i e g o cechuje poczucie h u m o r u . Z a r ó w n o on, j a k
M i c h a ł U r b a n i a k , zrobili wszystko, żeby kolejne sekwencje
z a s k a k i w a ł y z m i a n ą , ale często też śmiesznością obrazu
i d ź w i ę k u . D o najśmielszych chyba scen Manhattanu należy
ogniste tango t a ń c z o n e pewnie przez A r g e n t y ń c z y k ó w , bo t u
sceny podzielono j a k b y w e d ł u g popularnych r y t m ó w po­
szczególnych n a r o d ó w , s k ł a d a j ą c y c h się na wielką m i e s z a n k ę
Nowego J o r k u . Ś r o d k o w a część t u ł o w i ó w tańczącej pary
z a s t ą p i o n a z o s t a ł a w i e l k i m miechem, j a k od h a r m o n i i , k t ó r y
kurczy sie i r o z c i ą g a w r y t m m u z y k i , czyniąc ich raz
olbrzymami, raz k a r ł a m i . Daje to efekt j a k b y obrazow o - d ź w i ę k o w e g o k a l a m b u r u . Bardzo śmiesznie w y g l ą d a rap
t a ń c z o n y t u w powietrzu - r y t m t a k i n i e o d ł ą c z n i e z w i ą z a n y
1 5

1 6

z tupaniem nagle zawieszony nad u l i c ą . "
W y m i a r antropologiczny odnajdziemy w tych d w u fil­
mach o genius loci - j a k n a z w a ł a je M a ł g o r z a t a Baranowska
zbierając w skrócie zawarte w nich tematy: „ F i l m y o D u c h u
Miejsca nadzwyczajnie łącza w sobie nigdy przez R y b c z y ń s ­
kiego nie przerwane studia nad przestrzenią i nad czasem
z wizją tak r ó ż n i ą c y c h się miast. Krajobraz t u zachowuje
swoją s t a t y c z n o ś ć , a ludzie w y k o n u j ą c y symboliczne czynno­
ści w niesamowitym t a ń c u względności określają charakter
miejsca. W w i e l k i m skrócie i uproszczeniu:
Manhattan
reprezentuje - wielkiego grajka, a r t y s t ę , bezdomnego, dziec­
ko, policjanta, kalejdoskop ś w i a t ó w i r ó ż n o r o d n y c h l u d ó w ,
życie, m ł o d o ś ć , miłość, nadzieję, w s p ó ł c z e s n o ś ć . Washington
D. C. reprezentuje - u r z ę d n i k a , o d k r y w c ę , łowcę, napastnika,
znikanie dawnych k u l t u r , żołnierza, k a r n a w a ł , posiadanie,
p i e n i ą d z e , miłość, z d r a d ę , przemijanie, h i s t o r i ę . " W r ó ć m y
do Polski. Zdajemy sobie s p r a w ę z r ó ż n i c p o m i ę d z y Tangiem
u M r o ż k a (1964), Tangiem u K a n t o r a i Tangiem R y b c z y ń s ­
kiego, i nie s p o s ó b ich wszystkich t u rozwijać. Tango
u M r o ż k a (La Cumparsita) jest t a ń c e m zniewolenia do
jakiego zaprasza nas w ł a d z a chama ( „ p r o p o z y c j ą nie do
odrzucenia"), czyż nie jest j a k ą ś wersją niemocy naszej,
echem i przetworzeniem chocholego t a ń c a z arcydramatu
Wesela. Jan K o t t w y w o d z i ł b o h a t e r ó w - Rodzinę
Mrożka
z Kurki Wodnej Witkacego. Jan Błoński pisał: „ W Tangu
p o p e ł n i a s a m o b ó j s t w o idea b u n t u : popada ona we w ł a s n e
p r z e c i w i e ń s t w o , p o n i e w a ż w o l n o ś ć zapowiadana przez
a w a n g a r d o w ą sztukę, umiera w pieczarze E d k a jaskiniowca,
do k t ó r e j nas sama z a p r o w a d z i ł a . "
I n n y jest p o k ó j w s p o m n i e ń , p o k ó j u m a r ł y c h , p o w t a r z a j ą ­
cych mechanicznie elementarne c z y n n o ś c i u K a n t o r a , u k t ó ­
rego zresztą tango pojawia się d o ś ć p ó ź n o , najpierw w Nigdy
już tu nie powrócę (1988) j a k o znak czasu i miejsca - w knaj­
pie: „ C z ę ś ć p i e r w s z ą , owe Zaduszki w tajemniczej knajpie,
prowadzi z kolei a r g e n t y ń s k i e tango Tempos viejos (to j a k b y
replika walca Francois z Umarłej klasy) ,
potem w Cichej
Nocy, gdzie: „ Z c a ł u n ó w p o w o l i zaczynają się rozwijać
postacie. Kolejne o p o w i a d a j ą o swoich śmiesznych i tragicz­
nych i n t y m n y c h katastrofach. W y ł a n i a się cała galeria.
Wszystkie postaci s ą mocno zakorzenione w ikonografii
teatru Cricot 2. - M ł o d y chasyd, w chałacie i j a r m u ł c e ;
r o z t a ń c z o n y k s i ą d z , z drewnianym k r z y ż e m w d ł o n i ; som­
nambuliczna dziewczyna; bigot z r ó ż a ń c e m na szyi; demoni­
czna ulicznica, z m y s ł o w o t a ń c z ą c a kobieta w żałobie; czło­
wiek z r o ś n i ę t y ze szczotką; i ten z czarnym parasolem;
żołnierzyk z I wojny światowej i jeszcze 'nieproszony'
- w czarnych okularach, z r o l k ą papieru z a w i e s z o n ą na szyi.
Scenę wypełniają dźwięki tanga. Wszyscy t a ń c z ą w ekscent­
rycznie dobranych p a r a c h . "
A n o n i m o w y p o k ó j Tanga R y b c z y ń s k i e g o jest daleki od
inteligencko-intelektualnego salonu „ w a r s z a w k i " , a t a k ż e
i jego bohaterowie dalecy od w i d m K a n t o r a , jeśli j u ż
strukturalnie p a t r z ą c , to bliżsi a n o n i m o w y m , szarym l u ­
dziom z Pieszo M r o ż k a , m i m o techniki animacyjno filmowo-videowej to ludzie żywi (sfilmowani t e c h n i k ą live action),
j a k interpretowano Tango - b y ć m o ż e R y b c z y ń s k i sfilmował
p a m i ę ć p o k o j u po jego (żywych? - dop. Z . B ) l o k a t o r a c h .
Skoro p r z y w o ł a n y został „ p o k ó j przechodni" to z p e w n o ś c i ą
tak j a k dla K a n t o r a , tak i dla R y b c z y ń s k i e g o w tle b y ł o b y
i p o k ó j - m i e s z k a n i e z Kartoteki R ó ż e w i c z a (z t y m , że w przy­
padku R y b c z y ń s k i e g o , bez trenu postaci romantycznych
b o h a t e r ó w , ani wojennej przeszłości).
Tango R y b c z y ń s k i e g o sytuuje się najbliżej m o ż e , - przez
swoich szarych a n o n i m o w y c h b o h a t e r ó w (jak zapisane jest
w scenopisie są to osoby, k t ó r e c o ś r o b i ą : 1. c h ł o p i e c z piłką
2. k a r m i ą c a m a t k a 3. n i e m o w l ę 4. złodziej 5. pan z p a c z k ą 6.
dziewczynka r o b i lekcje 7. kobieta niesie z u p ę 8. m ę ż c z y z n a
je z u p ę 9. m ł o d z i e n i e c gimnastykuje się 10. pani z zakupami
11. pan zmienia ż a r ó w k ę 12. pani czyści r y b ę 13. dziewczyna
1 7

18

19

2 0

21

22

23

51

�r o b i toaletę 14. pan wynosi śmiecie 15. m u n d u r o w y 16. pani
s p r z ą t a 17. podpity m ę ż c z y z n a 18, 19. pan pani - goście
20,21. całująca się para 22. matka przewijająca n i e m o w l ę 23.
r a c z k u j ą c e n i e m o w l ę 24. m ę ż c z y z n a z gazetą 25. starszy pan
z psem 26. staruszka) / najbliżej uniwersalnych/lokalnych
korzeni tanga.
Pora więc wreszcie o d d a ć głos ekspertowi, a n t r o p o l o g o w i
k u l t u r y i p r z y w o ł a ć k u l t u r o w e referencje. Zadanie to t y m
łatwiejsze, że w tej funkcji m o ż n a p o w o ł a ć się na pisarza. I to
nie byle jakiego, autora eseju o tangu. Jest n i m Ernesto
Sabato. C z e r p i ę t u z d w u ź r ó d e ł ,(idlatego m a m nadzieję, że
w tekście tangistycznym wybaczone b ę d ą pewne repryzy,
nawroty i p o w t ó r z e n i a . ) Poprzedzam też same „ i n f o r m a c j e "
0 tangu, w y j ą t k i e m jego myśli etnograficznych o subkulturze
p r z e d m i e ś ć , n i e b ł a h y c h t a k ż e dla naszego tematu - etnologia
wobec współczesności. Odnajdziemy w nich p r o b l e m pery­
ferii i centrum, odwieczne pytanie o peryferie k u l t u r o w e o to
czy może być co dobrego z GalUei, (tu: z Polski, A r g e n t y n y
w sztuce i kulturze poza Tangiem), pytania w k t ó r y c h
o d n a l e ź ć m o ż n a echa gombrowiczowskich p y t a ń o w a r t o ś ć
peryferyjności kulturowej, niedojrzałości, l o k a l n o ś c i , „ n i e ­
d o s k o n a ł o ś c i " , k t ó r a bywa, że jest wyższą w a r t o ś c i ą :
24

ironicznego. N e a p o l i t a ń c z y k , gdy t a ń c z y t a r a n t e l ę - r o b i to
dla zabawy; p o r t e ń c z y k * t a ń c z ą c tango, r o z m y ś l a o swojej
doli, k t ó r ą uosabia p r z e w a ż n i e jego partnerka, lub usiłuje
r o z g r y ź ć i dociec, j a k a jest o g ó l n a struktura egzystencji
ludzkiej. Nalany p i w e m Niemiec, gdy podryguje w takt
muzyki tyrolskiej, śmieje się i najniewinniej w świecie b a w i
się; p o r t e ń c z y k nie śmieje się i nie bawi, a jeśli czasem
bezwiednie i u k r a d k i e m niejako się u ś m i e c h n i e - ten grotes­
k o w y jego grymas r ó ż n i się od ś m i e c h u Niemca tak, j a k
garbus pesymista r ó ż n i się od instruktora gimnastyki. (...)

2 5

Subkultura

26

przedmieść

„ P r a w i c o w i nacjonaliści, k t ó r y m i r o i się Argentyna steryl­
nie czysta, c h c ą a b y ś m y wciąż pisali o (niestniejących)
gauczach. N a c j o n a l i ś c i z lewa u t r z y m u j ą natomiast, że
problemy metafizyczne są stosowne dla starej europejskiej
cywilizacji... W e d ł u g tej szczególnej d o k t r y n y „ b ó l metafizy­
czny" m o ż e d o k u c z a ć jedynie m i e s z k a ń c o m P a r y ż a l u b
Pragi, a przecież jeśli ma się ś w i a d o m o ś ć , że p o w o d e m b ó l u
jest s k o ń c z o n o ś ć c z ł o w i e k a , trzeba u z n a ć , że dla tych
s z a l e ń c ó w ludzie u m i e r a j ą tylko w Europie, a u nas żyją
l u d o w o i nieśmiertelnie. - Jednak tak się nie dzieje, jeśli
bowiem przemijanie jest t y m , co ożywia metafizyczny niepo­
k ó j , m a m y więcej p o w o d ó w , by je o d c z u w a ć niż na starym
kontynencie,bo j e s t e ś m y bardziej t y m c z a s o w i . "
27

Tango piosenka

2

rioplateńska *

1 HYBRYDAŻ
(...) M i l i o n y i m i g r a n t ó w , k t ó r e n a p ł y n ę ł y do tego kraju
w ciągu niespełna stu lat, nie t y l k o zaszczepiły tutaj owe dwa
atrybuty w s p ó ł c z e s n e g o A r g e n t y ń c z y k a , j a k i m i są rozczaro­
wanie i smutek, lecz r ó w n i e ż p r z y g o t o w a ł y glebę dla po­
wstania najoryginalniejszego fenomenu regionu del Plata,
j a k i m jest tango. Taniec ten był sukcesywnie ganiony,
chwalony, satyryzowany i analizowany. Wreszcie najwięk­
szy jego t w ó r c a Enrique Santos Discepollo określił go
najcelniej, dając najtrafniejszą definicję: Jest to smutna myśl,
którą się tańczy. (...)
II

NIEZADOWOLENIE
(...) Wszystko to sprawia, że tango jest t a ń c e m introwersyjnym, a nawet i n t r o s p e k t y w n y m , s m u t n ą m y ś l ą , k t ó r ą się
tańczy. W przeciwieństwie do tego, co ma miejsce w innych
t a ń c a c h ludowych, k t ó r e są ekstrawertyczne i erotycznie
wesołe. T y l k o gringo m o ż e się z d o b y ć na pajacowate w y k o ­
rzystanie tanga do konwersacji l u b beztroskiej zabawy.
Tango jest zjawiskiem ze wszech miar zadziwiającym, jeśli
chodzi o gatunek t a ń c a ludowego w o g ó l e .
N i e k t ó r z y s ą d z ą , że tango nie zawsze jest dramatyczne i że
zdarza się, iż w y ł a n i a się z niego humor. Przez to zdają się o n i
s u g e r o w a ć , że nieobca jest tangu niefrasobliwość. O t o ż ,
wydaje m i się i to c a ł k i e m niesłuszne, gdyż mamy t u do
czynienia z u k r y t ą s a t y r ą . W humoryzmie tanga jest c o ś
z a r g e n t y ń s k i e j przekory, jego epigramaty są gniewne i p o n u ­
re.
Cały dzień nieludzka
harówka,
a w sobotę wieczorem jesteś sobie pan.
Oblicze A r g e n t y ń c z y k a ma w sobie c o ś karykaturalnie

52

III

SEKS

(...) R ó ż n i myśliciele a r g e n t y ń s c y u t o ż s a m i a l i tango z sek­
sem lub, j a k to czynił Juan Pablo Echagtie, zwali go po
prostu t a ń c e m l u b i e ż n y m . U w a ż a m , że mamy t u do czynie­
nia z c z y m ś w r ę c z o d w r o t n y m . P r a w d ą jest, że tango
p o w s t a ł o w spelunkach, ale j u ż sam ten fakt p o w i n i e n
n a s u n ą ć nam podejrzenie, że zachodzi t u c o ś w rodzaju
rewersu, gdyż t w ó r c z o ś ć artystyczna niemal zawsze jest
aktem antagonistycznym, p r ó b ą ucieczki lub rebelii. W y o b ­
r a ź n i a tworzy to, czego nie ma, co jest niejako przedmiotem
naszej t ę s k n o t y i naszej nadziei, co w s p o s ó b magiczny
pozwala nam wyzwolić się z ciężkiej codziennej rzeczywisto­
ści. (...)
IV
(...) C i a ł o drugiego jest t y l k o obiektem i sam k o n t a k t
z jego m a t e r i ą nie u p o w a ż n i a do przekroczenia granic
s a m o t n o ś c i . T a k więc sam akt seksualny jest p o d w ó j n i e
smutny, gdyż nie t y l k o pozostawia m ę ż c z y z n ę w jego poprze­
dniej s a m o t n o ś c i , lecz j ą nasila i wzmaga frustracją wysiłku.
T o jest jeden z m e c h a n i z m ó w , k t ó r y m m o ż n a t ł u m a c z y ć
smutek tanga, tak często p r z e p e ł n i o n e g o d e s p e r a c j ą , gnie­
wem, g r o ź b ą i sarkazmem. (...)
V

BANDONEON

(...) Z p r o s t y b u l ó w i spelunek tango r u s z y ł o na p o d b ó j
centrum z k a t a r y n k ą i p a p u g ą , k t ó r a z całą n i e w i n n o ś c i ą
głosiła zuchwale:
Chciałbym być łobuzem,
by posiadać
dziewczynę.

I z niezwyciężoną siłą, j a k a cechuje a u t e n t y c z n ą ekspresję,
tango p o d b i ł o świat. (...)
VI METAFIZYKA
(...) W t y m kraju o p o z y c j o n i s t ó w , za k a ż d y m razem, gdy
k t o ś c o ś planuje l u b tworzy ( b u d ż e t , symfonię czy projekt
mieszkaniowy m i n i m u m ) , natychmiast w y r a s t a j ą tysiące
k r y t y k ó w , k t ó r z y z s a d y s t y c z n ą s k r u p u l a t n o ś c i ą wszystko to
niszczą. (...)
(...) W s p o m n i a n i krytycy znajdują m e t a f i z y k ę t y l k o w fo­
liałach p r o f e s o r ó w niemieckich, podczas gdy, j a k m a w i a ł
Nietzsche, leży on na ulicy, w trzewiach „ s z a r e g o " człowieka
z k r w i i kości. (...) Nieuchronna frustracja, nostalgia za
d a l e k ą ojczyzną, n i e c h ę t n y stosunek t u b y l c ó w do tej inwazji,
poczucie n i e p e w n o ś c i i k r u c h o ś c i w z m i e n i a j ą c y m się zawrot­
nie świecie, n i e m o ż n o ś ć zapewnienia sobie egzystencji, brak
hierarchii absolutnych - wszystko to znajduje swój wyraz
w tangistyce metafizycznej.
Asfalt zmiótł za jednym zamachem
starą dzielnicę, gdzie się urodziłem.

P o s t ę p , k t ó r y forsownie w p r o w a d z i l i p r z y w ó d c y nowej
Argentyny, nie z o s t a w i ł kamienia na kamieniu, więcej: nie
zostawił cegły na cegle, gdyż technicznie m a t e r i a ł ten jest
mniej trwały, a co za t y m idzie, fakt jest jeszcze bardziej
przygnębiający.
W mieście widmie nie ma nic t r w a ł e g o .
L u d o w y poeta opiewa s w ą nostalgię za starym Cafe de los
Angelitos:
Ewokuję

cię, zagubiony w życiu i pogrążony

w odmętach

dymu.

�Z kolei skromny podmiejski M a n r i q u e zapytuje:
Za jakimi snami odleciały'.'
Po jakich gwiazdach
wędrują''
Glosy, co wczoraj
nadeszły
i minęły i
zamilkły,
gdzie są dziś?
jakimi ulicami wrócą?
P o r t e ń c z y k j a k n i k t w Europie odczuwa przemijanie czasu
i to, że frustracja wszystkich jego s n ó w i ś m i e r ć ostateczna
jest n i e u n i k n i o n y m epilogiem wszystkich jego w y s i ł k ó w .
O b ł o c o n y na m a r m u r o w y m blacie stolika, w ś r ó d kielichów
..semillonu*" i d y m u z p a p i e r o s ó w „ n e g r o s " w przyjaznej
medytacji zapytuje:
Czy pamiętasz

bracie,

tamte piękne

czasy?

1 z c y n i c z n ą g o r y c z ą konkluduje:
Płynie życie, odchodzi i nie wraca.
Więc najlepiej jest używać, a wszystkie
Niech idą do diabla.
(...)

troski

C z ł o w i e k tanga jest i s t o t ą , k t ó r a medytuje o mijaniu czasu
i o t y m , co to mijanie ze s o b ą niesie: o n i e u b ł a g a n e j ś m i e r c i . "
(Przełożył .1. Kekslas)
* porleno - Mieszkaniec Buenos Aires
* lichy gatunek popularnego wina.
P RZ
1

Wdech-wydech (1981) scenariusz, zdjęcia, reżyseria: Bogdan Dziworski i Zbigniew Rybczyński, muzyka: Janusz Hajdun, kier. prod. Ryszard
Okuński, produkcja SeMaFor (dla TVP)
Tango (1980) realizacja: Zbigniew Rybczyński, współpraca: Janina
Dychto, Andrzej Teodorczyk, Andrzej Strąk. Janusz Olszewski, Zyg­
munt Smyczek, Wiesław Nowak, Halina Krajewska, muzyka: Janusz
Hajdun, dźwięk: Mieczysław Janik, montaż: Barbara Sarnocińska, kier.
prod.: Ryszard Okuński, Ignacy Goncerz, produkcja: SeMaFor.
Zbigniew Rybczyński
podróżnik do krainy niemożliwości.
Praca
zbiorowa pod red. Zbigniewa Benedyktowicza. współpraca red. Teresa
Rutkowska, Ryszard Ciarka. Warszawa 1993.
Por. m.in. moje wprowadzenie do poświęconego antropologii filmu
numeru „Kontekstów", Nr 3/4 1992; a także cały ów numer zawierający
teksty na ten temat. Por. też Sztuka na wysokości oczu. Film i antropologia
Warszawa 1991.
Charles Solomon, „Tango" - polski taniec alienacji, tł. Teresa
Rutkowska, (w:) Zbigniew Rybczyński podróżnik....,
dz. cyt. s. 37
Jean-Paul Fargier, jak Polak, tł. Teresa Rutkowska, tamże s.44-45
tamże
Marcin Giżycki, Wizja i kalkulacja, tamże s. 28-29
' Daniel Szczechura, Tango, czyli nowe spojrzenie nu kino, tamże
s.34-35
Wypowiedź podczas konferencji prasowej w IS P A N , polem
powtarzana w wywiadach i publikacjach prasowych.
Janusz Bogucki, w rozmowie Emaus za dużo czy za mulo wolności?.
„Konteksty" nr 1/1992 s.29
por. w relacji z wywiadu dla ..Andy Warhols Interview Magazine",
w: Zbigniew Rybczyński - podróżnik..., dz. cyt. s. 84--85
2

3

4

5

6

7
8

1 0

1 1

1 2

Pora więc i na u p o r z ą d k o w a n i e : Wdech-wydech mieści się
poetyce lanca ekslrawertycznego. Tango jest z natury rzeczy
inlrowertycznc. Ś w i a d o m i j e s t e ś m y r ó ż n i c m i ę d z y w i d m o w o s c i ą Buenos. Ł o d z i , Warszawy...
Gdy j u ż p o z n a l i ś m y s r u k l u r ę tanga m o ż e m y p o w r ó c i ć do
całej wypowiedzi R y b c z y ń s k i e g o (urwanej poprzednio i po­
zbawionej k o ń c z ą c e g o j ą zdania):
..(...) Najpierw jest konstrukcja, technologia. D o p i e r o
p o l e m obrasta znaczeniami i w v t w a r z nastroje. T R E Ś Ć
JEST W I E C Z N A
I WSPÓLNA
WSZYSTKIM
LU­
DZIOM."
Asfaltem zalane znikło w jednej chwili
osiedle stare, gdzie na świat
przyszedłem...
Za jakimi snami odleciały'?
Po jakich gwiazdach
wędrują?
Glosy, co wczoraj
nadeszły
i minęły i
zamilkły.
gdzie są dziś?
jakimi ulicami wracaj?
Inna jest smutna myśl. którą się tańczy u Kantora
Inna jest smutna myśl. która się tańczy u Mrożka
Inna jest smutna myśl. którą się tańczy u R y b c z y ń s k i e g o
Inna jest smulna myśl, którą się tańczy w Tangu,
wc Wdech-wydech, w Orkiestrze,
na Manhattanie,
i w Washing­
tonie. T R E Ś Ć J E S T W I E C Z N A 1 W S P Ó L N A W S Z Y S T K I M
LUDZIOM.
PISY
1 3

Jan Koli, Rodzina Mrożka. Nr 4/1965 s. 68-73
Roch Sulima Przyczynek do semiotyki śmieci. ,,Konteksty" Nr
11993 s. 33
Zbigniew Rybczyński
- podróżnik..., dz. cyt. s. 67
tamże s. 189-190
tamże s. 200
Na ten temat por. rozmowę z Mrożkiem Jerzego Jarockiego,
w której autor wyznaje, iż pierwszą obejrzana sztuką która zrobiła na
nim potężne wrażenie było właśnie Wesele „Teatr" Nr 4/1994
Jan Kott, dz. cyt.
Jan Błoński Drugie danie czyli powtórka poczwórki, „Dialog" Nr
5/168 s. 70
Krzysztof Pleśniarowicz, Teatr Śmierci Tadeusza Kantora. Verba/Chotomów, 1990 s. 114
Magdalena Smęder, .,Betlejem, Go/gola, Basty/ia i Biedny Pokój",
„Konteksty" Nr 3-4/1991 s. 123
Ryszard Ciarka Zbigniew Rybczyński
podróżnik... dz. cyt. s. 169
tamże - wkładka graficzna.
Ernesto Sabało, Pisarz i jego zmory zebrał, przełożył i posłowiem
opatrzył Rajmund Kalicki, Kraków 1988: tenże. Tango piosenka rioplateńska, „Literatura" 12, nr 12, 20 marca 1975 s. 11 Składam serdeczne
podziękowanie Panu Rajmundowi Kalickiemu za pomoc w zlokalizowa­
niu bibliograficznym tego eseju, który zapadł mi w pamięć, ale bez zapisu
danych.
Ernesto Sabato, Pisarz i jego zmory, s. 68
tamże
numeracja śródtytułów pochodzi ode mnie ze względu na nowy
układ fragmentów.
1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 0

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4
2 5

2 0
2 7

2 8

53

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11444" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11422">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2570763e79b8c0be81ac73b371f43f19.pdf</src>
        <authentication>fd9aef0345c58629b3502a62718f2ab4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136340">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6509</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136341">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136342">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136343">
                <text>antropologia współczesności</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136344">
                <text>antropologia miasta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136345">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6081</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136346">
                <text>A Phantom of the Centre of the World/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136347">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s. 82-111</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136348">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136349">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136350">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136351">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136352">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136353">
                <text>fully?) hidden collective imagination of the past dec­
ades, and that it is a prominent part of the latter. On
the other hand, the Palace has not been discussed by
ethnographers. The reasons for embarking upon this
topic and the motives, which inspired me, are much
more numerous and I shall thus mention only several
most essential ones.
Start from the least important. This article was
to appear in a monographic issue of “Polska Sztuka
Ludowa” about the symbolism of the centre. In refer­
ence to this category, described by Eliade, the issue
in question was to embrace reflections concerning the
symbolic of the home conceived as mythical space, the
mythology of the place in a sequence characteristic
for the symbolic of the centre: home - village - town;
these deliberations pertain to the small (local) home­
land, the mythology of the town. A sketch on the Pal­
ace of Culture was to be published next to an article
evoking images of the homeland in reminiscences by
Wieniawa-Długoszowski, the poems of émigré poets,
and images of the “small homeland” recorded in folk
poetry; alongside images-plans by Surowiak; next to
reflections on the world of allotments, and, finally,
combined with an essay by Ludwik Stomma on the
significance of the Arc de Triomphe and the Eiffel
Tower - the mythical sites of Paris. According to the
principle of the counterpoint these assorted reflections
on the symbolic and mythical structures of the home
were to be accompanied by yet another contemporary
symptom, another variant and sui-generis extension of
the symbolic of the centre. This concept was comple­
mented by discernibly lively interest in the category of
the home upon the basis of reflections about culture,
expressed by parallel research into the conception of
the home conducted by sociologists and sociologists
of culture,4 or the extraordinary success of Witold
Rybczynski’s Home. A Short History of an Idea, 5 a best­
seller on the American, Canadian and English-speak­
ing market. This Canadian architect of Polish descent
devoted special attention in his study about the Home
and a brief history of the idea of the Home to such
concepts as: “intimacy”, “privacy” and “domesticity”
by following their historical moulding up to this very
day. With images of homes in contemporary film as
well as those launched by fashion, advertisements,
photography, and magazines on interior design as his
point of departure Rybczyński recorded the phenom­
enon present in particular phases of fashion in recent
years, i.e. a special nostalgia and longing for the past,
and the complementary phenomenon of discovered
(devised) “tradition” created for the sake of contem­
poraneity; in doing so, he descended more and more
into the past. For all practical purposes, the book is a
publication not so much from the range of the history
of architecture, as the title and the name of the author
could suggest, but from the domain of the history of

ZBIGNIEW
BENEDYKTOWICZ

A Phantom of the
Centre of the World.
A Contribution to the
Anthropology of
Contemporaneity
From the corner of Racławicka and Miłobędzka
streets
(I live nearby)
Every day, if I’m up to it,
I look at the Palace of Culture...
Its architecture is unimportant
It is the architecture of my imagination that is significant
The architecture of my of blood and heart
Life and death
Sun and mist. (...)
(Eugeniusz Zytomirski, Pałac Kultury,
in: Liryczne okienko Stolicy, “Stolica”,
15 May 1963)
In the perspective of a moment the past day is seen dif­
ferently than the past millennia.
(Stanisław Cichowicz, Skąd ten kanon?,
Polska Sztuka Ludowa”, no. 1, 1990)

M

uch has been written about the Joseph Stalin
Palace of Culture and Science.1 Hundreds of
reportages and articles. It has been the topic
of poems and songs, poetry and prose. Its image beca­
me a permanent part of contemporary literature and
has intrigued and inspired the cinema.2 It appeared in
youth subculture, in fanzines, special-occasion texts of
rock bands, and Rastafarian texts, and is discernible
as a motif of graffiti on the walls of Warsaw houses.3
It has been discussed by journalists, publicists, men of
science, architects, and historians, historians of archi­
tecture and art, and men of letters.
The Palace of Culture has been the theme of writ­
ings by Hanna Krall, Stefan Kisielewski, Leopold Tyr­
mand, Jerzy Kosiński, and its foremost bard - Tadeusz
Konwicki.
A thorough survey must (perhaps without undue
astonishment) lead us to the declaration that the Pal­
ace of Culture belongs to the quite possibly non-co­
hesive, scattered, and at times concealed or (shame­

84

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

culture, written with extensive anthropological impe­
tus. The transformations and moulding of the conceits
of “domesticity”, “intimacy” and “privacy” are dis­
cussed in reference to the language, culture, mentality
and changes occurring therein during particular eras,
times and places. The book is dominated by the prin­
ciple to which the author referred in the introduction
and which is contained in a maxim by Milan Kundera,
namely, that the task of the writer and writing does not
consist of proclaiming the truth but its discovery. The
force of the publication in question is also determined
by the fact that the reflections amassed therein were
inspired by the author’s personal experiences and were
closely intertwined with the extraordinary adventure
of building and shaping his home.6 Despite this ex­
tensive anthropological perception and frequent refer­
ence to examples borrowed from assorted distant and
frequently exotic cultural situations, the characteristic
feature of Rybczynski’s book, concentrated mainly on
American, Anglo-Saxon culture, is a distinctively Occidentalistic attitude. This holds true predominantly
for experiences recorded either in the history of West
European culture or those belonging to contempora­
neity. We are dealing with a brief history of the idea of
the home written from the Western point of view.
In other words, the planned monographic “home”
issue of “Polska Sztuka Ludowa” could, together with
a text about the Palace of Culture, become a contribu­
tion from this part of the world together with its rather
different complications, from this part of the ‘’other
Europe”, a contribution to the theme of the home ap­
pearing and discussed in present-day humanities and
stirring the interest of the most varied milieus. This
original conception, however, was partly thwarted and
the issue was split into several fascicles. Nonetheless,
the problem remained.
For many years, ethnography and anthropology of
culture wrote about the “disappearance of the tradi­
tional object” of those domains. This trend was recent­
ly mentioned most conspicuously by Clifford Geertz in
his essay: Be There, Write Here: The world, examined
chiefly by anthropologists and once known as primeval,
tribal, traditional or folk, and today emergent, under­
going modernisation, peripheral or still concealed, has
changed immensely as has the world of the scientific
institutions from which these researchers originate.7A
similar course was followed by James Clifford, whose re­
flections concentrate on the problematic nature of the
description of culture shown against the backdrop of
relations between twentieth-century ethnography, art,
and, literature (The Predicament of Culture. TwentiethCentury Ethnography, Literature and A rt) .8 Observing
the changes to which ethnography was, and contin­
ues to be subjected, Clifford placed greatest emphasis
on the one that occurred in experiencing the journey
and residing, the change and shift of the meaning and

sense of such concepts as: “centre” (“Metropolis”) and
“Peripheries”. If the task of ethnography is to search
for a way of understanding and approaching a differ­
ent world, which since the sixteenth century has been
unified in cartography, and one of the fundamental
functions of ethnography is “orientation” (a term dat­
ing back to the time when Europe travelled and was
engaged in self-discovery in relation to the fantasti­
cally unified ”East”) then it could be said about twen­
tieth-century ethnography involved in reflecting “new
spatial praxis”, new forms of residence and circulation,
that it is accompanied by a sui generis experience of
“disorientation”. When we take a look at our century
through the prism of a drastic expansion of mobility including tourism, economic migration, immigration,
throngs of polyglotic refugees, emigrants, and asylum
seekers, when we take into account urban scattering
and the blending of foreign populations in towns on
six continents, and, finally, the very fact that “habi­
tation” takes place with the assistance of mass-scale
transport, automobiles, and airplanes - then all this is
the reason why in the contemporary world the two ex­
periences of “habitation” and “travelling” are becom­
ing increasingly difficult to distinguish. Apparently,
there is no such a distant place on the planet where
the presence of modern products, the mass media and
their power would not be palpable. Old topography
is exhausted, Clifford concluded.9 No one any more
(and the ethnographer in particular) leaves home in
the hope that he will discover something radically dif­
ferent, new, or strange. The feeling of nativeness can
be discovered at the ends of the world. A t the same
time, differences, cultural distinctness, alienness, and
foreigness are becoming part of the closest environ­
ment. The anticipation of authenticity in culture and
art is doubted. The old topography is exhausted, wrote
James Clifford. Why go to the Trobriands?10 - Polish
sociologists seem to be echoing him - when one can
come across the closed world of consciousness isola­
tion in a contemporary village some 200 kms from
Warsaw. Within this context the Palace of Culture
and Science could appear to be an extremely attrac­
tive and intriguing object for an ethnographer. In its
capacity as an example of sui generis (domesticated (?)
exotica within the range of our outstretched hand it
poses assorted questions, tempts, and outright chal­
lenges to embark upon an attempted description and
to take the risk of interpretation. It seems odd that
ethnographers, sensitive to the strangeness of the sur­
rounding world and cultural phenomena, and accen­
tuating the importance of astonishment in cognitive
experience inscribed into anthropology have so far
paid insufficient attention to it, and that simply noth­
ing has been written about it. Meanwhile, the Palace
of Culture makes it possible to transgress this tradi­
tional situation and condition of the ethnographer,

85

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

not very clearly outlined in the contemporary world
terpretation and its archaic religious-ritual foundation
Olędzki proposed his own common sense presentation
(be there and write here) and makes it possible ’’to be
here and write here” and thus to realise the essence
of hopscotch. Employing peripatetic detailed analysis
he tried (despite serious gaps in the documentation
of the task of present-day anthropology as understood
by Geertz. While attempting to locate this text within
- once again, ethnographers had failed) to insert hop­
scotch into history, connecting it with the idea of uni­
its current, and speaking about the anthropology of
contemporaneity I accept its comprehension by fol­ versal education developing across the world from the
second half of the nineteenth century, the production
lowing the example of the American anthropologist:
The risks are worth running because running them leads to of flagstones, the urban environment, and closely with
a thoroughgoing revision of our understanding of what it is
a certain old fashioned model of elementary school­
to open (a bit) the consciousness of one group of people to ing. Hopscotch is to contain the idea of labour and the
(something of) the life-form of another [...]. What it is (a
outright onerous passage from grade to grade, from the
task at which no one ever does more than not utterly fail)
most difficult or worst remembered first grade - HELL,
is to inscribe a present —to convey in words “what it is like"
to the last - HEAVEN. Without delving further into
to be somewhere specific in the lifeline of the world: Here,
the details of this unilinear, historical interpretation,
as Pascal famously said, rather than There; Now rather
and without becoming involved in a dispute about it,
than Then. Whatever else ethnography might be —Mabecause this is not the occasion, let us return to the
linowskian experience seeking, Levis-Straussian rage for
Palace of Culture and Science. I cannot tell whether
order, Benedictine cultural irony, or Evans-Pritchardish
the proposed sketch will be capable of helping Jacek
cultural reassurance —it is above all a rendering of the
Olędzki and other researchers in solving doubts (if
actual, a vitality phrased.11
they were to experience them), getting rid of uncer­
I
would be not quite honest if I were to insist thattainties and discovering a response to the question:
ethnographers had never written about the Palace of Should the Palace of Culture be included amongst cosmic
trees? (In my opinion, it will prove to be of little use
Culture and Science, appearing in a polemical form in:
Przyczynek do powinności przemyśleń perypatetycznych12 since these are not the intentions of this study, nor is
it possible, seeing that uncertainty and doubts, as the
by Jacek Olędzki. Recall the essence of the dispute:
the heart of the matter was hopscotch, or, more pre­ gathered material will show, are part of the allure of
cisely, an interpretation of this game, full of question
the Palace and one of its constitutive features). None­
marks and referring to its archaic ritual-belief motif theless, as regards the Palace I would be inclined, in
contrast to Olędzki’s proposal, to choose the part of
of “wandering to the netherworld” discussed by Jerzy
Sławomir Wasilewski in: Podróże do piekieł. Rzecz o sza­ interpretation he rejected. In order to do so, I seek the
support of the earlier-cited Geertz: Ex ante prescriptive
mańskich misteriach (Warszawa 1979).
Not to be groundless, let us cite a hazardous, but criticism - this is what you must do, this is what you must
tempting owing to the symbolic of a journey to the neth­ not - is as absurd in anthropology as it is in any other
intellectual enterprise not dogmatically based.14 I shall,
erworld, example of hopscotch. Is jumping between “hell"
therefore, select the first of the two manners of inter­
and “heaven" not the echo of some sort of ritual journey
pretation: the “farsighted” one, whose horizon con­
to those regions? Note, that jumping on one leg (similarly
to limping) is associated universally with the demonic, with sists of the archaic-religious-ritual (Wasilewski), and
the spheres of the subterranean. Does the schematic figure
the “short-sighted” historical-genetic one, peripatetically interested in the details of daily life, our closest
of the “person" drawn in chalk not resemble a shaman’s
drum, shaped like a human figure with a monstrous head,
contemporaneity (Olędzki) ... I was prepared to write:
I choose the former, which I find closest. But is any
or an anthropomorphic cosmic tree painted on its surface?
Rejecting this interpretation Olędzki declared: In
sort of a choice actually necessary? In the case of the
Palace of Culture we are in the opportune situation of
this manner we might explain everything, including the first
skyscrapers together with the most recent ones, more than not being forced to investigate or present its histori­
400 meters tall. After all, these are simply non-anthro­ cal origin (i.e. Joseph Vissarinowicz Stalin), and have
pomorphic cosmic trees, "axes linking the bottom and the
at our disposal extensive and varied documentation
top" (or trees of life, a term obsessively applied by many re­ spanning from the emergence of the idea of building
searchers). I cannot tell whether the Palace of Culture and
the Palace in Warsaw, the erection of the first foun­
Science may be regarded as a cosmic tree but it was cer­ dations, and the particular phases of its growth and
expansion all the way to the present day. In the case
tainly the first highest building in Poland (today this rank
of the Palace of Culture both approaches could exist
is held by the Warszawa Hotel). Not without reason was
its called “Prudential".13 By resorting to irony and deri­ as parallel without one excluding the other (i.e. in our
conventional division: the second excluding the first).
sion Olędzki urged us to resort to Prudence (after all,
The Palace of Culture offers us the wonderful oppor­
the first Warsaw skyscraper belonging to an Insurance
Society was known as “Prudential”). Rejecting this in­ tunity of being longsighted and myopic at the same

86

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

time. That this is a division far from perfect is demon­ viewpoint of a moment one sees rather yesterday than past
millennia.16
strated by the earlier cited example of hopscotch. A t
the end of his article Olędzki reconstructed meticu­
I
am well aware of the fact that there are numer­
lously a scenario of the “ritual-theatre” accompanying
ous possible interpretations of the Palace of Culture
hopscotch and returned to the “rashly” criticised the­ - architectural, historical (historiosophic), ideolog­
ical-political, reference to the world of the language
sis proposed by Wasilewski about the existence of an
and phenomena of propaganda, and many others. I,
archaic hinterland of this children’s game. More, both
however, am most interested in the Palace of Culture
interpretations, the one closing Olędzki’s article and
envisaged as an unusual “strong” reality, by no means
the one suggested by him at the beginning of his text,
part of daily life, a reality “existing par excellence”, or,
do not undermine the course followed by Wasilewski.
The “laborious and onerous transition from class to
to cite M. Eliade - sacral reality, an element of the
contemporary secular sacrum. We face a question
class” and “the mood of intensifying the awareness of
similar to the one Claude-Henri Rocquet asked Eliade
the difficulty and demonization of the task” present in
the game remain within the aura of the initiation rite;
about the Lenin mausoleum - is it a sacral object? 17
it was to its background and archaic foundation that
To what extent can the profanum turn into the sacrum? We are concerned also with recognition of the
Wasilewski made references. To make things clear:
expression and structures of the sacrum in a world,
the difference between those two approaches consists
of the fact that the interpretation proposed by W a­ which presents itself decidedly as profanum. I am in­
silewski is “understanding” and, in my opinion, did
terested in the Palace of Culture as an element of sym­
not harbour the ambition of “explaining” in the way in bolic imagination, a structure of long-term duration.
which Olędzki comprehended it, while its historicalThis is the reason why I wish to examine the Palace
genetic interpretation could be described precisely as
in reference to the complex and symbolic cycles of the
“explanatory” .15
“centre”, the symbolic of the centre of the Earth 18,
such images belonging to it as: “holy mountain”,
I
must admit that in ethnology and ethnography with
I
“cosmic mountain”, axis mundi and parallel visions of
had been always attracted and enchanted not only by
a predilection for the concrete (presented in a mas­ columna universalis, “a pillar of the world upholding al­
terly manner in texts by Jacek Olędzki), but also by most everything that is”, a column of the heavens, a
pillar, a ladder, a “stairway to heaven”, a tree, “the tree
the fact that sometimes distant cultural phenomena
of the world” and “the tree of life”. I intend to search
are considered not in isolation, and that for the sake
of their more complete comprehension (without ob­ for those images characteristic for archaic conceptions
and systems of religious imagery in contemporary tes­
literating differences and specific contours) they are
timonies about the Palace of Culture, making it pos­
contrasted on a more universal scale, where (as in the
case of Wasilewski) archaic shamanic ritual scenarios
sible to perceive a community (and difference) in the
of “wandering to the netherworld”, the initiation ritu­ experiencing of space and place by contemporary man
al, and the contemporary game of hopscotch involving
and a member of primeval societies. This is the experi­
hell and heaven can exist side by side, encompassed
ence described by Eliade: (...) The religious man sought
to live as near as possible to the Center of the World. He
within a single glance.
Just like the Lascaux cave paintings can be exam­ knew that his country constituted the navel of the universe,
and, above all, that the temple or the palace were veritably
ined within their palaeolithic temporal and cultural
horizon, and the work executed by a contemporary art­ Centers of the World.19
ist on Big Salt Lake in Utah can be viewed separately,
I
shall be the interested in the Palace of Culture
so it is possible to perceive them jointly. In our periodi­ as reality brimming with meanings and amassing as­
cal this was the theme of reflections by Stanisław Ci­ sorted, frequently contrary emotions. In a word: a
chowicz, which can be referred also to other cultural
contemporary myth of the Palace of Culture and the
phenomena, both the children’s game of hopscotch
Palace as a myth. A symbol that concentrates both
drawn in chalk on a sidewalk and the example of the
contents referring to the archaic symbolic of the world
Palace of Culture, of interest to us: Art has its expanse,
and stressing - here I slightly precede the analysis - its
which establishes the artist’s gesture from and for him, it phantom-like, unreal character. Speaking about the
has its temporality ruled by the mystery of the existence
Palace of Culture as a symbol and about the symbol, its
of mankind. In him and in it one must contrast artistic
polyphonic and polysemantic nature, 20 I refer directly
documents left on the walls of European caves by the Pal- to the comprehension of the symbol mentioned by
aeolithic culture and on the dry bed of an American lake
Yuri Lotman,21 accentuating its ’’unclear”, ’’allusive”
by contemporary culture; this double scale, especially the
character: The content only flickers through the expres­
temporal one, contains a proximity incomprehensible for
sion and the latter only indicates the content by means of
man; true, eyewitness familiarity with history is alive but allusion. The example of the Palace of Culture makes
historical retrospection erects a memory carrier: from the
it possible to follow all the essential features of the

87

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

symbol as a condensator of cultural memory, also de­
scribed by Lotman:
1. The symbol always features something archaic.
Each culture requires strata of texts realising the function
of the archaic.
2. Symbols preserved the ability to store exceptionally
copious and important texts in a rolled-up form.
3. The symbol never belongs to a single synchronic
cross section of culture —it always cuts across this cross
section vertically, coming from the past and departing into
the future. The memory of the symbol is always older than
the memory of its non-symbolical textual surrounding.
4. As an important mechanism of the memory of cul­
ture symbols transfer texts, schemes and other semiotic
products from one stratum of culture to another.
5. The symbol occurs as irregular in relation to the
surrounding textual space as a messenger of other cultural
epochs ( = other cultures), as a reminder about the ancient
( = “eternal") foundations of culture. On the other hand,
the symbol actively correlates with the cultural context,
transforms itself under its impact and itself transforms it.
6. An element most essential in the case of our
“text-expression”, i.e. the Palace of Culture, is indefi­
niteness in the relation between text-expression and text­
content. The latter always belongs to a more multi-dimen­
sional space of significance. This is why the expression does
not fully coincide with the content, but only as if alludes
to it. In a given case it is irrelevant whether the expression
is merely a brief mnemonic sign of the diluted text-content
or whether the former belongs to a secular, open and dem­
onstrated sphere of culture, while the latter —to sacral,
esoteric and mysterious culture (...).
The sources on which I am basing my analysis
call for a brief commentary and are of various qual­
ity and origin. In this case, I made use of press notes
from “Trybuna Luda”, “Express Wieczorny”, “Zycie
Warszawy” , and “Stolica”, and to a lesser extent of
weeklies and dailies issued outside Warsaw. I also
benefited from the Palace Chronicle and supple­
mentary material,22 special-occasion poetry, literary
works, diaries, and recollections. In press accounts
one is immediately struck by ceremonial, “uplifting”,
festivity stylistics as well as the fact that information
is offered in certain language or propaganda schemes
and clichés, copied and repeated outside the cen­
tral press; this is the reason why first texts about the
Palace of Culture create a specific set of canons. A l­
ready upon the level of the language used for writing
about the Palace and the creation of its tradition we
may observe sui generis sacralisation. Also upon the
level of sources, the central problem of ethnographic
description, which today, in the opinion of Geertz,
faces anthropology and demands to be solved by the
latter (It is not quite clear just what “faction”, imagina­
tive writing about real people in real places at real times,
exactly comes to beyond a clever coinage23), has found

itself outside our range and resolved without our
greater participation.24 Upon this occasion, we may
note and warn the reader that in some of the cited
texts the uplifting mood is accompanied by specific
infantilisation, often the outcome of the pedagogi­
cal functions of a text intended for youngest readers
(children, adolescents); this mixture of the lofty with
the infantile is, however, also to be encountered in
official texts addressed to adults. This is one of the
most characteristic traits of the canon and ambiance
of the period. In my analysis I try to maintain as much
as possible a chronological sequence enabling bet­
ter observation of the stratification of meanings and
symbolic motifs. On the other hard, I cannot assure
the reader that I shall be able to maintain suitable re­
search distance and relegate my emotions. The Pal­
ace of Culture makes it feasible not only to descend
to the archaic basis of symbolic and cultural memory.
For a resident connected with this town since birth and I am such a resident - and looking at the Palace
since childhood this is also a journey to that part of
one’s personal past, which I do not encompass within
living memory or awareness. Listen to the statements
made by the witnesses of this world, already part of
the past.

Flower of stone
We are introduced to the afore-mentioned unu­
sual ambiance of the Palace, stressed in all texts, by a
reporter’s account. Here, we encounter other deline­
ated motifs developed also in remaining evidence - el­
ements of light (steel), splendour, brilliance, loftiness,
and the Palace as a constant orientation point.
The author of this book is a reporter, i.e. the sort of per­
son who jots down everything he notices and then passes
on to others all that he takes down. In other words, to You.
And you are members of a strange excursion who with­
out leaving their homes in Stalinogród, Gdańsk, Szczecin
or Łódź, assorted small towns and villagers shall tour the
Joseph Stalin Palace of Culture and Science in Warsaw.
This reporter has been observing the Palace for the past
three years, from the day of its birth when the first streams
of concrete flowed into its foundations (...).
It was 21 July, the eve of our national holiday, when
members of the government of People’s Poland stood on
a ramp. The ceremonious moment began: Prime Minister
Premier Józef Cyrankiewicz leaned across a barrier and
threw a zloty piece while workers tore caps off their heads
and throwing them high into the air cried out: “N a shchastie! For good luck!” (...). The steel colossus grew. Yes,
steel, because today, when we admire the glowing floors,
magnificent marbles, and fine upholstery we have to keep
in mind that the Palace of Culture is predominantly made
of steel. Each of the 32 storeys is steel, the dome of the
Congress hall is steel, and the shaft of the colossal spire is
steel. (...)

88

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

On that day people stopped in the streets and lifted
their heads high: will they make it or not? The globe of the
spire glistened brightly in the sunlight, covered with 1 4000
colourful pieces of glass.
From that day, regardless in which district of Warsaw
we find ourselves - Wola, Bielany or Mokotów - we shall
see the glowing spire of the Palace.
(Jerzy Janicki, O Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa
Stalina, TWP, Warszawa 1955).
Attention to the extraordinary nature of the Pal­
ace, and to the gift which it was intended to be for
Warsaw, is drawn in another text. The Palace’s un­
usual qualities could be summed up in the formula:
“it existed before it came into being” and: ’’it was still
not there and yet it already was”. There also appears
an oneiric motif: We glance at newspapers from Febru­
ary, March, April —there it is! All the first pages feature
enormous headlines: “A great gift from the Soviet Union
to Warsaw”, “The most magnificent building in Warsaw
- the Palace of Culture and Science". Yes, it was 5 April
1952. A year ago no one even dreamed of a Friend­
ship Palace. On the contrary, quite a few who read the
papers on 6 April could have been thinking that he was
dreaming. After all, History had not accustomed us to
such gifts. This is particularly true of Warsaw. Our town
had been plundered by all of Europe —the Swedes, the
Saxons, Rakoczy of Transylvania and Catherine of St.
Petersburg, the Austrian “invader” and the Napoleonic
“ally". It was looted by generations of Prussian soldiers,
from Friedrich to Hitler. History certainly did not acquaint
us with such gifts as a Friendship Palace. And today? At
present it is probably the only edifice in W arsaw that
is still uncompleted but with which were are familiar
and which we love and admire25. Konstytucji Square
achieved the feat of blending with Warsaw immediately
after construction, but in this respect the Palace of Culture
and Science outdid the MDM [Marszalkowska Residen­
tial District] by becoming an inseparable part of Warsaw
already before it was erected. Are we not already famil­
iar with a panorama of Warsaw, with the lower tower of
the largest Palace by this time so much a part of Warsaw,
soaring above the outline of Nowy Świat and Krakowskie
Przedmieście streets, the Zygmunt Column and the dome
of Staszica Palace, the solid of the Party House and the
angular box of Prudential? (Karol Małcużyński, Nasza
Stolica, “Trybuna Ludu”, 17 January 1953).
The extraordinary character of the enterprise, i.e.
raising the Palace, was described by Alexander Za­
kharovich Antonov, constructor of Friendship Pal­
ace:
When I read the agreement signed by our governments
about the git for People’s Poland I was overcome with pride
for my country, government, and Stalin. Nowhere and
never has anyone built something of the sort, with walls
made of friendship. It is a great honour to participate in this
magnificent deed (ibidem.)

A poem about the growth of the Palace of Culture
also features a discernible epiphany of technology and
includes a classical image of kratophany (Mighty like a
rock). The Palace combines opposites and constitutes
a specific coincidentia oppositorum captured in an oxy­
moron formula (“flower of stone”):
On their way to Poland,
boards and bars,
lime and cement,
glass and machines.
Cars and cranes,
bronze and marble
to build a magnificent
Palace of Culture.
A long train
is already travelling to Poland
with powerful excavators
in the front.
On their way - resourceful
Soviet diggers,
drivers,
welders.
A hundred engineers,
masters, masons,
carpenters and fitters
have already arrived.
Work has
started in Warsaw.
They have boldly
embarked upon the deed.
Wheelbarrows are not needed
to transport soil:
the work of excavators
will make things easier.
These machines
are veritable dragons;
they instantly encompass
a wide range. (...)
Such work
renders all problems insignificant:
the earthworks
are already completed!
The foundations
are ready,
the great construction
has began!
Mighty walls
ascend higher:
the Palace of Culture
emerges from its foundations!
It boldly grows
and rapidly rises
like a flower of stone
on the flowerbed of the city!
Higher and higher
it expands.

89

�Zbigniew Benedyktowicz

A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

A pleasure for the eyes!
A joy for the heart!
Look, soon
it will catch up with the clouds
this multi-storey
Palace of Culture!
Beautiful like a smile!
Mighty like a rock!
Tall like a tower!
Eternal like glory!
A magnificent monument
of Soviet glory:
a symbol of friendship
in the heart of Warsaw!
(R. Piwarski, Rośnie w Warszawie Pałac Kultury)
N ext to images stressing might, permanence, du­
ration, images and symbols known in the history of
religious ideas from the time of megalithic civilisa­
tions, which developed a complex lithic and reli­
gious valorisation of stones and rocks (The rock,
the stone slab, the granite block prove to be eter­
nally durable and resilient to damage and ultimately
e x i s t independently of becoming in time, cf.
M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, Warszawa
1988, vol. 1, chapter V, p. 82 sq.), next to images of a
tower (tall like a tower), among images of rising, growth,
and entering the sky - here we once again perceive coincidentia oppositorum, the unification of the opposites:
static and durability together with dynamic becoming,
motion (it will catch up with the clouds), overcoming
weight, the motif of flight (it will reach the clouds/
Where birds and clouds abound), in other words,
amidst imagery from the symbolic axis mundi26, there
appears in descriptions of the Palace the image of the
M o u n t a i n, also typical for the symbolism of the
centre. Naturally, this is not a pure image of the “cos­
mic mountain” linking Earth and Heaven (although
it is located in the centre: Seen from afar in the very
heart of Poland). The emergent image of a mountain is
tainted with another archaic motif belonging to folk­
lore and folk imagination, intertwined with fairy-tale
convention and stylistic, in which the afore-mentioned
oneiric ambiance returns:

Just like in a fairy tale, our Palace of Culture.
That what our people could only dream of
They received as a gift from a nation-friend.
The girl is imprisoned no more
And does not recollect the bad years.
Glistening with red ribbons,
This girl is simply a book
From which wisdom and knowledge flow,
Preceding the march of culture.
Seen from afar in the very heart of Poland
It will last like faith in man,
It will last like love for a child,
It will last like Soviet friendship.
(Jan Brzechwa, Pałac Kultury)
This fairy-tale motif, together with reaching the
sky, growth, and height (barely discernible to the human
eye), was developed also in other texts:
The first foundations have already risen above the
ground,
The spans of steel scaffolding climb upwards,
The canvas of a Palace more magnificent than that of
An enchanted princess is growing higher and higher.
There, high up, next to that cloud, the pinnacle of the spire
will glitter barely discernible to the human eye.
And a thousand windows will light up
And a torch shall burn endlessly
A symbol of profound and sincere friendship,
The most splendid ornament of a magnificent Capital.
(Adam Nowak, Pałac Kultury i Nauki)
Here, the most often recurring motif is that of pow­
er, radiance, an epiphany of light and lustre, as well as
upward growth:
(...) Trains carrying rocks travel from the Union.
The engine glows like a heart.
A palace is rising from the history of friendship
From a joint battle for freedom!

The mountain peak soared into the clouds
A tall castle stood on top
With a girl imprisoned therein...
Everyone certainly recalls this tale.

Look how it adorns heights with a lace ornament,
How it climbs upward, ever slimmer!
So that the victory of labour below
Could merge the mason and the inspired writer!

That what the peasant storyteller wrote
What the people imagined
We shall all soon see while awake!
A fairy-tale palace is being built in Warsaw.

So that the Palace could become evidence in a battle
For the happiness of the people, for labour and peace,
So that the sons of factories and peasants
Could handle books.
(Grzegorz Timofiejew, N a budowę Pałacu Kultury i
Nauki w Warszawie)

It will reach the clouds
Where birds and clouds abound

90

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

A dialogue of two clouds resounds with a cosmic
symbolic of the Palace, an image of a column of the
heavens (a tower leaning on stars):

I see how it glows above, sparkles among the
stars
and below reflects the constellations of the town.
I feel the breath of Warsaw deep in slumber
and hear how early in the morning it hurries to
work.
Beauty will reside here and joy will make itself at
home and while aging it will grow younger!
On the Palace spire, where only wind the wind ca­
rouses,
a crystal ball predicts happiness for Warsaw.
May all the radiance of the capital sparkle within
it!
We believe our seers: our days and nights.
(Witold Degler, Kryształowa kula Pałacu Kultury)

(...) The mother cloud answers:
I’m not laughing
I heard, after all,
Boria, “zhmi bistrieye”.
And it’s a good thing when
Boria “zhmi bistrieye”.
I know them, each smiling
But determined.
They will build towers, pedestals
And lean them against the stars.
This is what the mother-cloud
Said tearfully:

The poetic images and experiences of the Palace
of Culture concentrate motifs so characteristic for the
symbolic of the centre (a permanent, strong and con­
stant orientation point enabling transition between
assorted levels of the reality of the cosmos: heaven
- earth - underworld; we shall observe elements of
this level also in a further part of this analysis) as well
as the symbolic of the home, together with its value
of the centre enabling a transition between different
temporal dimensions (withdrawal and descent into
the past; exit and entry into the future). The home
provides an image of the past. More, ideally, the home
is situated in the centre of human life and the centre
(as we have seen) delineates the point of departure
and the beginning (cf. Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i mie­
jsce, Warszawa 1987, p. 164). In images of the Palace
of Culture we also come across symbols of the “inte­
rior of the land”, “the source”,” the centre”, and “the
heart”, connected with the mythical evaluation of
space and place, all of which indicate the idea of the
time of the past (cf. Yi-Fu Tuan, ibid., p. 161). In the
case of the Palace of Culture if we are not to speak
about a sui generis inversion of meanings (apart from
the ideological premise of an architectural project),
then we are certainly dealing with a much stronger
accentuation of the past, and the recalled images
and symbols (the home, the centre, the heart) are
linked with the idea of the future tense, the new and
the different, and focus predominantly on the future.
Even the poem by Stanisław Ryszard Dobrowolski,
setting into motion a Romantic, Mickiewicz-like to­
pos of the “home river” and in this manner inscrib­
ing the Palace into tradition and turning towards the
future, appears to be new, together with its cosmic
“natural-religious” symbolic (A house as enormous as
Mt. Kościelec).
Vistula, native river, have you ever seen
Such houses?
A tower soaring over the city to reach the Moon,

- Flee, daughter-cloud,
I don’t want to be scraped.
They floated away listlessly, far beyond the Vistula,
Over Warsaw
The sky is clear.
(Józef Prutkowski, Mówi chmura córce chmurce...)
We come across cosmic symbolic also in a poem
about a “crystal ball” shining from afar and topping
the Palace spire, with the Sun and the Moon bending
over it, an opportunity for communication and con­
tact established between Heaven and Earth. This im­
age becomes expanded in a magical (magic ball, seer,
fortune-teller), romantic and fairy-tale mood.
On the Palace spire, where only the wind carous­
es,
a crystal ball high up shines in the Sun.
And the day - like a seer - cradles it in its hands
casts spells and seeks the future.
Tell me, ray of Sun, kindly,
what do you see in that magic Warsaw ball?
I see the completed Palace, MDM growing
with each building looking at its reflection in the
ball with joy!
I see people, vehicles, gardens, streets,
the Vistula, bridges, boulevards - the whole capi­
tal!
I see how it is going to look tomorrow:
larger, more populous and even lovelier!
On the Palace spire, where only the wind carous­
es,
a crystal ball shines brightly in the moonlight.
And the night - the best fortune-teller - raises its
hand above it,
casts starry spells and peers into it.
Tell me, lovely, romantic moonlight,
what do you see in that Warsaw magic ball?

91

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

A house as enormous as Mt. Kościelec.

In a poem by the Hungarian Ferenc Pakozdy the
Palace of Culture is not merely a fount of life but
alongside the already mentioned symbols and motifs
it appears to be an almost holy, miraculous site (Here
is the new miracle of life). The epiphany of light, glow,
and luminescence reaches its culmination. The poem
acts as testimony of mystical experiences within the
range of the Palace, the site of an ecstatic transforma­
tion of the author (the lyrical subject) into sheer light
(Today, I bathe my soul in the glow (...) And change into
sparkling radiance).

(Stanisław Ryszard Dobrowolski, “Express Wie­
czorny”, 22 July 1954)
This focus on the future, together with the Palace
as an orientation point - once again with an epiphany
of light - is to be discovered in a poem by Second Lieu­
tenant Mieczysław Michalak:
O f all the Warsaw roads the best known
leads to the site where the Palace is growing,
where the white wall shines like a bright torch
and the town’s pride glimmers with light bulb eyes.

Palace of Culture and Science,
Already on my way I watched it.
Its steel climbing upwards above Warsaw.
A foretaste! A symbol! It storms the sky...

The hands of cranes send kind greetings
and speak to human hearts
the crane, iron but alive, speaks powerfully,
and just like man stretches its arms to the future.

Rubble and ruins still all around.
Your foot still touches the past,
But friendship already glows above all
And proudly grows mightier.

Gazing at the people and the walls —a fraternal gift,
on the marble slab I distinctly feel
the warm hand of a worker — this is the touch of
Friendship —
and thus I send to you, Moscow, my soldierly salute.
(Z wycieczką na budowie Pałacu Kultury i Nauki)

I observe the history of the expanding construction,
A daily pilgrim to this site.
Here, thunders constantly
The pounding heart of the city.
On a platform - a multitude of spectators.
In their eyes I notice zeal and reflection.
Words spoken in deep thought:
This is Stalin’s priceless gift!

The Palace of Culture also appears to be a source
of truth (the Palace of Truth), together with its ex­
hilarating and rejuvenating force.
Steel giraffes had been brought over,
steel arms have been stretched out,
steel constructions are growing upwards ,
Storeys are rising in steel hands.
Two hundred metres!
Two hundred metres!
The palace is growing,
And climbing upwards!
Two hundred meters above the town!
This is friendship stretching out its arms,
it is friendship crowning the city centre!
Higher, higher! Like joy! Like a bird!
The storeys are growing just like frriendship did!
The palace is growing just like friendship —
Workers’, soldiers’, the simplest possible!
Here, the worker and the peasant will meet,
Here truth is as straightforward as rye growing tall.
Here Moscow presents Warsaw
with its ever fresh youth and beauty.

This lovely palace brings such joy
As if it was being built for me.
Peace springs forth here, hearts are set alight:
Proletarian internationalism.
Here in each motion you feel
The Soviet touch, thought and tempo;
Here streches a vision of the world:
A communist epoch of beauty.
Famous communist constructions ...
I owe their image to books;
Today, they bathe my soul in radiance
And insert the glow of the future into the present.
When in the evening the sky above the construction
Glimmers with sparks,
A song and thrill grow in me,
And I too change into sparkling brightness.
Palace of Culture and Science...
I greet it shedding tears of happiness.

(Stanisław Czachorowski, Pałac prawdy)

92

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

I am full of joy. Here is a new miracle of life:
The key to the future. I feel I am growing.
(Ferenc Pakozdy, Pałac Kultury i Nauki, transl.
from the Hungarian Tadeusz Fangrat)

and its purpose... (...). Happy news stir the imagination
of all residents of the Capital - declared the writer Leon
Kruczkowski. This noble gift of one nation to another will
be not only a durable monument of our eternal friendship.
Already the very process of erecting it will affect us day
after day more strongly than any word can do (...) (“Ex­
press Wieczorny”, 7 April 1952).
Such was also the situation after the completion of
work, when starting in January 1955 “Zycie Warszawy”
published voices in a discussion on the edifice growing
in Stalina Square:
It is necessary to erect buildings, which in the man­
ner of a beautiful setting will comprise a uniform whole
together with the sky-high palace. The white and slender
edifice stands in all its magnificence. Its soaring outline, so
inseparably and for ever connected with the image of War­
saw, visible from a distance of tens of kilometres, towers
above the town and daily attracts the gazes of thousands
and thousands of residents of Warsaw (“Express Wiec­
zorny”, 21 January 1954). From a 132 metres-high ter­
race the Saxon Garden resembles a lettuce leaf - reports
“Express” (Jerzy Ciszewski, 28/29 July 1954, no. 205).
How often while walking along the streets of Warsaw you
turn your gaze towards the colossal outline of the Palace of
Culture and Science. High up, the spire glistens in the sun­
light ... the enormous white stone columns of the entrance
portals beckon from afar. Our Palace is beautiful, proudly
declare the inhabitants of the capital and interrupt their
daily strolls for a moment to enjoy its view. Resembling a
priceless pearl in its setting the white palace glows amidst
sprawling green lawns.
The special significance of this vertical dimension
of the Palace, directing all sight upwards, was stressed
by architect Rozhnev already at the stage of discussing
the project:
The grand solid should be seen from the viewpoint
of the height of a person and his raised head. People on
their way to work tend to stoop; otherwise, they walk with
their heads held high. Such a building is part of life —the
base should be connected with man (Jak powstał projekt
Pałacu Kultury, prep. M. Kledź, “Stolica”, no. 23, 9
June 1985).
Fascination with height was also shared by Polish
architects in the course of attempts at determining the
proportions of the Palace in relation to the outline of
the capital: Architects were assisted by airmen. In order
to establish the highest parts of the future palace a pilot was
asked to perform a number of flights 160 and 220 metres
above Warsaw. Polish and Soviet architects in assorted
parts of the city and along the banks of the Vistula in the
district of Praga observed the plane and in this fashion de­
fined the height of the building while taking into considera­
tion the general outline of the capital’s architecture. Next,
standing on roofs of houses adjoining the future construc­
tion site they made necessary measurements and finally ar­
rived at a joint conclusion, namely, that the most suitable

The poem by Pakozdy is the most vivid expres­
sion of an aggressive image of the Palace envisaged
as a challenge addressed to the heavens and an image
containing the recognisable motif of the T o w e r o f
B a b e l (It storms the sky).
This image is a reference to the Biblical story of the
Tower of Babel as interpreted by Marxist-communist
ideology. The motif in question, conceived as an ex­
ample of the symbol’s transformation, was broached
by Lotman, who with its assistance showed its essence
as a copious text that in a rolled up form transfers the
memory of culture. Already the formula conceived by
Marx, which was (...) immensely popular - “the people
storm the sky” - contained a reference to the myth of the
Tower of Babel subjected to dual inversion: first, the as­
sessments of heaven and the Earth attacking it changed
places, and, second, the myth about the split of the na­
tions was replaced by an image of their merger, i.e. the
International (cf. Y. Lotman, Symbol w systemie kultury,
op. cit., p. 154). A t this point it is worth recalling yet
another interpretation of the story of the Tower of Ba­
bel, which perceives in the “punishment” consisting
of mingling languages a blessing that offers protection
against the temptations of totalitarianism (a single
tongue, we shall resemble the gods): hampering the con­
struction of the Tower and the mixture of languages
are seen as a preservation of the diversity, differences,
and pluralism of identity and thus freedom offered to
mankind.
Features invariably stressed in all texts and evi­
dence of experiences connected with the Palace in­
clude its height, soaring shape, and skywardness. The
Palace’s extraordinariness and power are summed up
in its stature and dimension. The lofty Palace fasci­
nates, attracts, and exudes magnetic allure. This was
the situation from the very onset, the moment of an­
nouncing news about the gift:
The largest square of the capital, located in
Marszałkowska Street, will become the site of a gigantic
construction some 28-30 storeys tall (...). Polish creative
thought will radiate from here across the whole country.
Response to this piece of news could bring to mind as­
sociations with mass-scale reactions to a miracle: The
whole of Warsaw immediately found out about the mag­
nificent gift of friendship, which the capital of People’s Po­
land received from the Soviet Union —the tallest building
in Poland, the Palace of Culture and Science. The inhabit­
ants of the Capital made their way towards the construc­
tion site between Marszałkowska Street and Jerozolimskie
Avenue, and Sosnowa and Świętokrzyska streets, discuss­
ing on the spot the assumed appearance of the colossus

93

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

would be a building about 220 meters tall (J. Dąbrowski,
Podniebny pomnik przyjaźni, Warszawa 1953, pp. 7-8).
Architect J. Sigalin recalled:
Soviet architects, especially Rudnev, said: That’s
enough: this should be just fine for the outline of Warsaw:
100-200 metres. We, the Varsovians, however (...) be­
came victims of a height frenzy and after each turnabout of
the plane issued the order: “Higher!” (the side towers were
to be 60 metres tall, just like the Warszawa Hotel, and
quite possibly we were more or less consciously concerned
with creating a new Warsaw on a scale larger than the one
delineated before the war by the Prudential or Cedergren
buildings (J. Sigalin, Warszawa 1944-1980. Z archiwum
architekta, Warszawa 1986, vol. 2, p. 429).
The sacral (quasi-sacral) reality of the Palace could
be testified not only by the irrational and often mysti­
cal nature of experiences associated with it, but also
the language of architecture in which it speaks to us.
Wojciech Włodarczyk, author of an interesting study
about socialist realism (in which, unfortunately, the
Palace of Culture is treated in a rather fragmentary
and marginal fashion, with the author discussing only
the portal of the main entrance and focusing his at­
tention on the candelabras in Konstytucji Square),
devoted much attention to the mystical dimension of
this architecture (cf. W. Włodarczyk, Socrealizm. Sz­
tuka Polska w latach 1950-54, Libella, Paris 1986, in
particular chapter 3 - Mysticism architektury, pp. 39­
53). Noting that alongside military terminology ar­
chitectural vocabulary comprises the prime material
of the speeches, Włodarczyk drew attention that the
ideological obligations imposed upon architecture as
well as socialist realistic architecture as such created
a mystical communication of sorts between, and with
the public. Such architecture was supposed to be a
pretext for members of the public who were thus to
become capable of experiencing the greatness of the
epoch. The theses proposed by Włodarczyk about the
mystical experience provided by the architecture of
socialist realism, speaking a language characteristic for
such experiences - expressed in coincidentia oppositorum, a union and combination of opposites - find their
particular confirmation in the example of the Palace
of Culture. One could say that the latter was one great
coincidentia oppositorum, whose different dimensions on
assorted levels merged contradictions and opposites.
The Palace is a blend of high art and tradition with
their folk counterparts, force and lightness, sound and
silence, the old and the new, the local and the glo­
bal, the foreign and the native. What features had not
been ascribed to the Palace? They include the voice of
Ewa Bandrowska-Turska and Nike from the Louvre;
naturally, it had been described as the “Warsaw Eiffel
Tower”. The Palace, as we shall see, often combines
the contradictory ambiance of fascination and horror,
and for some it remains an example of order and har-

mony while for others - of chaos; it is a foretaste of
freedom:
In a town closest to my heart
I shall see slender towers,
A fort, of which only
a free man is worthy.
A lantern that glows
with beauty and science.
(T. Kubiak, N a budowę Pałacu Kultury i Nauki),
or of rude enslavement.
All those a m b i g u o u s moods and meanings
amassed by the Palace best demonstrate its a m b i
g u i t y as a symbol. They also display the different
dimensions and levels (either in the positive or the
negative part of the Palace myth) in which it realises
the fundamental function of the myth, i.e. an attempt
at “expressing the inexpressible”.
Testimonies of this mystical experience offered by
the Palace, that unification of contradictions, are to
be found in the following selected statements:
Academician Rudnev: (...) The purpose of this project
is to create a uniform image of beauty that would blend
with architecture into a single architectural entity with Old
Warsaw (...) The uppermost part of the building seems to
dissolve in the air; just like the voice of Ewa Bandrows­
ka-Turska spans from silence to uppermost crystal clear
sounds so we too, in the construction of this building, must
strive towards creating a lightness of form, a magnificence
of the forms of the erected edifice in a transition from the
monumental lower parts... (J. Sigalin, Warszawa..., op.
cit., vol. 2, p. 435).27
The Palace of Culture and Science is a work of the
Soviet architectural school, exceptionally apt in its loca­
tion, dimension, and fragmentation of the solid. (...) The
impression made by the building is lightness, joyfulness,
nativeness, and the feeling that it almost has been a part
of Warsaw (J. Minorski, O projekcie szkicowym Pałacu
Kultury i Nauki, “Architektura” 1952, no. 7-8).
Helena Syrkusowa spoke during a discussion held
at a meeting of architects:
The Palace of Culture and Science has become a part
of Warsaw. It was feared that it might be a stranger but
it turned into a tuning fork of New Warsaw (J. Sigalin,
Warszawa..., op. cit., vol. 3, p. 83).
The synthesis of high and low (folk) tradition was
also considered: The Palace of Culture and Science is not
supposed to be merely great - it is to be beautiful. As the
central building in Warsaw, the socialist capital of Poland,
it should possess the characteristic features of Polish ar­
chitecture, elements borrowed from the treasury of Polish
architectural culture. Soviet designers thus went on a
trip across Poland. They examined the historical monu­
ments of Cracow and the buildings of Zamość, raised in
the magnificent Renaissance style. Their sketchbooks re­
corded successive fragments of the pearls of architecture
in Kazimierz, Chełmno, Kielce and Toruń. They noticed

94

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

and noted all the distinctive traits of our architecture, all
the most splendid fragments of buildings-remnants of the
epoch of the zenith of this art in our country. Finally, they
departed and once again the studios of Moscow became the
site of busy work. A project was made. This work, whose
outcome was the emergence of a project of the Palace, is
described by Lev Rudnev, member of the Academy of A r­
chitecture of the USSR.
“We spent much time examining the special features
of Polish national architecture before we chose a variant
of the project and definitely established the architecture
of the building. We reached for Polish folk art, travelled
across Polish towns, observed Warsaw rising from the ru­
ins, sought the advise of Polish architects. We discovered
a common language with Polish architecture —and this
proved decisive for the success of our project. The style
of the Palace is synchronised with the most beautiful ex­
amples of Polish architecture and, at the same time, it is
quite new. It must be stressed that the foundation of Polish
architecture is —if one eliminates foreign borrowings - as­
sociated with the people, with life. It is light and airy, does
not encumber man but elevates him" (...).
Premises similar to those that inspired the construction
of Moscow skyscrapers lie at the basis of the conceptions
of the Warsaw Palace of Culture. We saw how it is pos­
sible to adapt it to the words of a resolution pertaining to
Moscow skyscrapers, which are to be “original in their
architectural-artistic composition and connected with the
historical architecture of the town”. Just as in their case,
the Palace of Culture should not be, and will not be “a rep­
etition of models of multi-storey buildings known abroad“.
(J. Dąbrowski, Pałac Kultury i Nauki, Mała Biblioteka
TWP, Warszawa 1953, pp. 7-8 and 25-26).
This whole enormous edifice will be raised in
the spirit of Polish masterpieces of architecture. (...)
In the Palace of Culture and Science we see dynamics
characteristic for Polish architectural models: the massive
main building is topped by a boldly soaring, much nar­
rower spire. The architectural solution of the lower
fragments of the Palace brings to mind somewhat the
Cracow Cloth Halls, while the congress hall, a semi­
rotunda, contains elements of the Barbican, so typical
for Polish architecture.
The outstanding artistic assets of the building were
jointly accentuated by Polish architects requested to assess
the project. They declared that the building is a harmo­
nious part of the development of Warsaw and excellently
composed into its panorama (J. Dąbrowski, Podniebny ...
, op. cit., pp. 9-10).
It was also said that the Palace of Culture is a com­
bination of the Cracow Renaissance and Warsaw Clas­
sicism.
Engineer architect Skibniewski asserted that the in the
stylisation of the building Soviet architects resorted to the
examples of the most outstanding works of the Cracow
Renaissance. The building also reflects the tranquil Clas­

sicism of Warsaw architecture. Prof. Biegański drew at­
tention to certain features of the architectural similarity of
the Palace to Polish historical architecture. (...) Engineer
architect Stępiński, discussing the harmonious blend of
the architectural elements of Cracow Renaissance and
W arsaw Classicism, declared that it is precisely this fea­
ture that grants the Palace the qualities of equanimity (...).
Academician Rudnev discussed the guidelines of the work
performed by the architects and accentuated that “they
strove towards creating an atmosphere of warmth, love
and respect for man, so that everyone, both a child and an
adult, would want to come and relax here“. (J. Dąbrow­
ski, Podniebny..., op. cit., pp. 10-12).

The phantom centre of the world
The above-cited texts showing the Palace of Cul­
ture as a unity of contradictions outline the successive
motif of our reflections and inevitably lead towards
the symbolism of the centre. This involves questions
about the extent to which it is a constant point ena­
bling orientation in the world, the degree to which it
amasses echoes and is the reverse of traditional, archaic
conceptions of the “centre of the world” described by
Eliade (cf. M. Eliade, Sacrum, mit, historia, Warszawa
1978, chapter II: Element rzeczywistości mitycznej). The
extent to which it is not only that constant “absolute”
point of support enabling orientation but also a centre
that established “our world’, the “Cosmos”, whose or­
der opposes “chaos”, the same “centre of the world” as
each temple and palace that summarise the world and
act as its image. These issues are directly connected
with the way in which the Palace of Culture preserves
and contains the structure and character of a sacred
site.
While responding to those questions, which can
be reduced to a single query concerning the manner
in which the symbolism of the centre is recorded in
the Palace of Culture, we are compelled to preserve
additional caution.
First, we must remember about the “frame” of the
Palace, the specific site in which it had been situated.
Marta Zielińska wrote in Studium o Placu Defilad:
At the northern and southern edge of the square, more
or less at the level of Poznańska Street, the pavement fea­
tures two commemorative plaques. There used to be a third
one, but I did not find it - it had vanished behind the fenc­
ing around the construction site. Probably no other city
has similar tablets, which do not commemorate people or
events but mark ordinary street crossings. The inscription
on one of them says: “Here was the crossing of Chmielna
and Wielka streets". “Was" —now these are the ghosts
of crossings, symbolic gravestones —so popular here. (...)
Nor do I know who came across this idea but I do know
that it enabled the spirit of Warsaw to speak, the spirit
of a town deprived of a sufficiently solid and unchanged
material foundation that now seeks refuge in ideal be­
95

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

ings, namely, in words and letters.28 This is expressed by
the protagonist of Tadeusz Konwicki’s film How Far
Away, How Near, setting out on his way home into
the past or the future (he obviously finds it difficult to
define the direction) from the main entrance of the
Palace of Culture, against a current of a group of visi­
tors, late and dashing into the Palace interior.29 He is
the protagonist of a film in which the Palace plays a
considerable role, is shown from time to time, and is
used as a setting for events transpiring in the course of
the journey: The towering outline of the Palace of Cul­
ture conceals the setting Sun. Above it, in the memora­
ble scene opening the film, the figure of a Hassidic Jew
(the Eternal Wanderer?) flies amidst clouds - an im­
age of a condemned soul cast into the void of Hell or
lifted into the heavens, high above the Palace and the
crossing of Jerozolimskie Avenue and Marszałkowska
Street.30 The protagonist of the film turns to the ghost
of a friend who had committed suicide: You see, Maks,
this is our whole town. So often occupied by foreigners,
tortured, and razed to the ground. Our town. Sometimes
in the centre of Europe, upon other occasions East Euro­
pean.31 Keep in mind the city’s specific and unclear,
phantom-like character and status, this exclusive am­
biguity of the “centre” and “heart” of Poland.
Secondly, remember the principle accompanying
assorted symbols, namely, that just as in the case of
heretofore considered themes and symbolic motifs as­
sociated with the Palace so in this case, when we are
talking about the Palace and the symbolism of the cen­
tre, the content only flickers through the expression and the
latter only indicates the content by means of allusion.
This phenomenal and illusory nature of the Palace
and its phantom-like quality are stressed in numerous
texts:
It was spring, probably May, at sunrise, wrote Gus­
taw Morcinek. I leaned out of the train arriving in War­
saw and suddenly I saw the soaring, white outline of the
Palace of Culture in the rising Sun. The sky was deep blue,
and in it - the immersed white silhouette of the Palace of
Culture. It resembled a phantom and mainly brought to
my mind Nike from the Parisian Louvre. It cast a spell on
me with its extraordinarily slim, towering, skyward shape,
and just like the other Nike it spoke of victory and faith in
man (“Trybuna Robotnicza”, 12 April 1972).
Attention to this phenomenal quality and demate­
rialisation of socialist realistic architecture was drawn
by Włodarczyk - the inclination to encumber archi­
tecture with ideological obligations and duties occurred
parallel with a tendency towards a “dematerialisation" of
the building, erecting it in a painterly fashion, concealing
its geometry and tectonics underneath expanded ornaments
(cf. W. Włodarczyk, Socrealizm, op. cit., p. 41).
Whenever the idea of the centre of the world is being
considered it is simply impossible to omit citing a poem
by Tadeusz Kubiak, which alongside home motifs (a nest,

a swallow nesting next to a beam) contains an outright
inversion of this idea. In traditional versions, the “centre”
is an orientation point and marks four parts of the world,
but in the case of the Palace the diversity of parts of the
world vanishes in its beauty. The pinnacle of the Palace
directs our sight (in accordance with the original meaning
of the word in Polish) only to the East whence one can
see the Don, the Volga. and an outline of the Ural Mts.
Only love for daily objects as simple
as a chisel, a masonry hammer, or
a trowel, and belief in works produced by the human
hand
can attach us in an hour of the greatest heat wave
or even in the downpour rustling among leafs,
will not allow us to abandon the scaffolding that con­
ceals walls.
This poem passed the test, my friend,
when we recently traversed
the storeys of the Palace of Culture.
I have often watched labour and great toil,
the busy swallow carrying in its beak
a lump of soil to a nest next to a beam,
or human hands like swallow wings,
hovering over work and love
that fills your heart.
Friend, recall This is what I spoke to you about when the Palace of Culture stood
in front of us, like a nest. Like a monument.
I know how much heart is needed to build as if for
oneself
in a city whose name differs so much from
that of your hometown. When the night puts out the
star
and day lights the Sun
—to submerge oneself like a deep sea diver
with a diving suit and a blowtorch
into the artificial stars of fire
into the vertical steel construction, or to climb up­
wards
along a wall as steep as a precipice.
My friend. The
diversity of parts of the world will vanish
in the beauty of the Palace of Culture.
I am familiar with longing for that wondrous moment
when hands rest on a completed work.
Those on the highest storey, with hands
raised to their forehead, may see scrubs along the Don,
green birches along the Volga and the outline of the
Ural Mts.
while I shall be entering interiors of marble in War­
saw.
96

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

Friend, thus each day links us with the distant
and each brick of the Palace of Culture - with each
other.
(Tadeusz Kubiak, Rozmowa na budowie Pałacu Kul­
tury w Warszawie wiosną 1953 roku, from the cycle:
Miłość prawdziwa).
The Palace of Culture is also an untypical centre be­
cause it lies... to the side. This eccentricity was stressed
upon numerous occasions: in Warsaw all large streets lead
towards the sky. None ends with some sort of an architec­
tural accent - apart from the unfortunate candelabras in
Konstytucji Square. Situating the Palace of Culture and
Science eccentrically vis a vis the largest municipal arteries
is yet more proof that architects do not fear draughts and
are fond of endless street vistas. (...) The Palace does not
close any large artery of the capital. Its outline is distinctly
seen from Służewiec or Stara Miłosna, but at the crossing
of Nowy Świat Street with the Avenue, or Marszałkowska
Street with Wspólna Sreet it disappears, concealed by non­
descript town houses (Jerzy Putrament, O ‘elewactwie’ i
innych sprawach warszawskich, “Zycie Warszawy”, 15
January 1955).
This strange centre, better noticeable in the town
peripheries and along its edges - expressed by the poet­
ic intuition of Adam Nowak as “the most magnificent
ornament of a splendid capital” - concentrated atten­
tion and disturbed serious architects who while dis­
cussing the solution of Stalina (Defilad) Square, the
centre and the East Wall, stressed the inconsistency
of the Palace, which already has a place of its own in
the panorama of Warsaw (...) but the accessibility of this
central location of the Palace of Culture is simultaneously
rather limited (cf. J. Sigalin, Warszawa, op. cit, vol. 3,
p. 77). A t the same time, references were made to ex­
emplary models of such superb solutions as Place de la
Concorde in Paris, where arteries connected the cen­
tral square with the whole town, rue Rapalle, Place de
la Madeleine, and all the other reasons why: When in
Paris, it is impossible not to cross Place de la Concorde and
to ignore the obelisk brought by Napoleon I from Luxor,
whilst when we observe the Palace of Culture we rarely
see it, and its location in the centre of Warsaw appears
to be some sort of a paradox (J. Sigalin, ibid.). In order
to prevent this, other Parisian models were evoked,
and the Palace of Culture was compared to the Eiffel
Tower: Together with my colleagues at the studio we tried
to insert the outline of the Palace of Culture into that of the
Eiffel Tower because there is a certain affiliation between
those two monuments (ibid.). It was also suggested to
turn to the legacy left behind by Le Notre, the esplanade
of the magnificent solution of the Versailles Park next to
the palace (ibid., p. 85).
Apparently, the Palace of Culture links opposites
and assorted motifs constituting its ”absence of clarity”
and ambivalence. It connected motifs of the South and
the North (Cracow Renaissance and Warsaw Classi­

cism), the East and the West (scrubland along the Don
and an outline of the Ural Mts.; the Eiffel Tower and
the Versailles gardens), reflecting the following prin­
ciples of a town: Sometimes in the centre of Europe, upon
other occasions East European. It appears to be either a
non-integrated particle or a synthesis of national ar­
chitecture, according to all the rules of the Barthesian
principle of the myth as its “natural centre”. (Studying
the national features of Polish architecture... finally made
it possible to create a project that will be completely new for
the town and merge with it organically, creating a natural
centre of the Capital - cf. J. Dąbrowski, Pałac..., op. cit.,
p. 9). Paradoxically, the Palace of Culture also blends
within itself the order of the “Cosmos” and “Chaos”.
We come across two competing experiences: Chaos
and Order, the native “Cosmos”, in the already cited
study by Marta Zielińska. First, when she wrote:
Today, the square is fading more and more. The
chaos of this site is astounding considering that this is
the centre of, after all, a European capital and vividly
negates the name it was once granted. Scarce passersby vanish in the distance, following some sort of invis­
ible trails playing the part of streets; cars circulate just
as helplessly, while large trucks and buses park nearby.
From the side of the Avenue one sees fences and digs,
and from Świętokrzyska Street —the remnants of stalls
with few haphazard traders; all this is encircled along the
edges with quite young but already sickly trees. Recently,
there appeared a pickled whale, probably to supplement
the chaos. This text was written several years ago and
today the described mayhem is increased even fur­
ther by an international, free-market “bazaar” and
one of the first “ sex-shops” situated in a stall main­
tained in a camping-Mazovian-Podhale style, all am­
plified with the lowing of suffering cattle left for the
night with no water in trucks parked in the square as the press and radio informed recently. Describing
Defilad Square, Zielińska noticed: Strangely and even
symbolically it reflects the plight of Warsaw, the entire
convoluted history of the last 150 years. History (...) has
made a circle: the square was once a meadow with cha­
otically scattered wooden houses and planted trees, and
now, contrary to all architects’ plans, it once again comes
close to this appearance.
True, the Palace stands but one has to look up in or­
der to see it, because normally from the vantage point of
a pedestrian only its particular wings detached from each
other and not comprising a sensible whole can seen in the
distance. It is much too large to be embraced, and thus
has disintegrated into pieces: the bottom and the top are
separate, and in addition the bottom has collapsed into
several fragments. He who finds himself at the foot of the
Palace gazes mainly at empty space on all three sides of
the world.
Alongside this Cubist experience of the Palace,
enhancing the associated feeling of chaos, we find an
97

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

entirely different confession. The author, a contempo­
rary of the Palace, added:
I appreciated the Palace’s height and was uninterested
in the contents. Whenever I returned to Warsaw from my
vacations I always waited for the moment when a tiny Pal­
ace of Culture would appear from afar. “Oh, the Palace”
- we would call out and enjoy the pleasant awareness that
home was near. In other words, a semblance of a light­
house effect. I cannot say that I did not experience sym­
pathy of sorts, especially towards the Palace swiderviewed
from a distance, for example, from the banks of the Vistula
in Świder. As long as I remained within its range I knew
that I would not get lost and if anyhting should happen I
would always find my way —I even tried to traverse this
route in my childish imagination (p. 124).
Having recorded all these paradoxes and sui generis
splits in the perception of the Palace now let us go back
to the original ideological premise at its basis and pay
some attention to the symbolism of the centre record­
ed within. A t the same time, it is worth mentioning
that the Palace constituted an essential novelty on the
city plan. Situated along a former edge, on the site of
former chaos, the Palace, together with the sequence
of Marszałkowska Street starting from the MDM, the
planned centre (today: the East Wall), and Stalina
(Defilad) Square, created a parallel and simultaneous­
ly competing sequence to the Old Warsaw Route, the
Royal Route running from the Old Town, the Royal
Castle, Krakowskie Przedmieście Street, Nowy Świat
Street, Ujazdowskie Avenue, “across” Łazienki Park
and Belweder Palace all the way to Wilanów - a se­
quence marked by history and the extensive symbolics
connected with the history of the town and country.
Warsaw is a specific city, whose “centre”, brimming
with historical symbols, stretches parallel to the Vis­
tula along the Royal Route and the North-South axis.
The location of the Palace not only created a competi­
tive, new centre progressing parallel along the same
axis but accentuated the East-West direction, insig­
nificant apart from the Saxon, Stanisławowska, and
Ujazdowska axes.
Architects and observes often complained
that the town ” runs away from the Vistula”, that it
does not descend towards the river and remains un­
connected with its right-bank part as if unware of cer­
tain logic in such an accentuation of the North-South
axis reflecting the course of the Vistula connecting
Cracow, Warsaw, and Gdańsk (since, as Piotr Skrzy­
necki repeated after Wiesław Dymny: We have friends
on three sides, but the sea only on one). It is precisely
along the Vistula and upon the basis of anthropologi­
cal research and measurements that Talko-Hryncewicz determined the ethnographic boundary between
Asia and Europe, the East and the West.
Placing the Palace of Culture in the western part
of the town not only emphasised the direction towards

which the city turned its back, but also realised the
rule of a temple, sacral orientation. The less impor­
tant side walls of the Palace sprawled between the
South and the North, while its “altar”, ritual part, if
this is how we may describe the platform from which
all parades and marches were to be watched, the stat­
ues in front of the façade, and the portal of the main
entrance faced the East. (It is here, to the East Wall,
that it was planned to transfer the “town hall” and
administration offices while discussing solutions con­
cerning the new centre and the best way to display the
Palace - whether to introduce arches and colonnades
or leave wider open space).
In order to illustrate this new valorisation in the
mythical geography of the town here is a plan making
it possible to better follow its symbolic-centric con­
tents:

1. Main entrance
2. Stand
3. Site of planned statue of J. Stalin
4. Odra and Vistula fountains
5. Pillar-road sign
5A. Obelisks
Marszałkowska Street

In 1953 the Palace of Culture and Science was
granted the name of Joseph Stalin (When in distant
Moscow the great heart of Comrade Stalin, friend of the
Polish people, leader of the working masses all over the
world, ceased to beat, the Government of People’s Poland
passed a resolution... - J. Dąbrowski, Podniebny..., op.
98

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

Vistula and the Odra (cf. Grażyna Stankiewicz, Jak
powstał Pałac Kultury, typescript, p. 71).
3. A granite obelisk (at the corner of Jerozolimskie
Avenue and Marszałkowska Street, at present disas­
sembled for the duration of redesigning an under­
ground passage and the construction of the metro)
indicating directions and distances to all European
capitals and more important Polish cities - of slight
usefulness for drivers but what symbolics! The heart of
the matter lies in distances to Warsaw, its centre, and the
central square. And from here - a window onto the world!
(cf. Sigalin, op. cit., vol. 3, p. 147), that celebrated pil­
lar of laughter mentioned by L. Stomma in a fragment
concerning the mythical dimension of geography (in:
Z zapisków etnologa, a letter send by L. Stomma to the
editors: Słoń a sprawa etnologii, “Polska Sztuka Lu­
dowa” 1982, no. 1-4). The construction of this road sign
historically refers to Polish road signs - a granite road sign
in Konin dating from 1511 and still extant, measuring the
precise distance between Konin and Kruszwica (“Zycie
Warszawy” , 18 July 1955).
4. Two colour water walls separate Defilad Square
from Jerozolimskie Avenue and Świętokrzyska Street.
Nine metre-high streams will be produced by fountains
symbolising the Vistula and the Odra (“Express Wiec­
zorny”, 20/21 July 1955).
(In other words, the Vistula and the Odra were
situated along the East-West axis - sic! Z. B.).
5. A sundial without dials, in which a ray of the Sun is
to measure man’s time on Earth (Jerzy Janicki, op. cit.).
Actually, there were to be two such dials, one, lemniscate-type, near the Pavilions of the Śródmieście (City
Centre) Train Station, and the other, analematic, in a
park in Świętokrzyska Street. Or rather ... a complete
explanation is offered by the Master, Docent Przyp­
kowski, in connection with the damage incurred by
vandals: In 1954 I measured, and a year later outlined
eight sundials next to the Palace of Culture. A large, analematic dial, in whose case man himself is the dial (so that
no one may steal it again), and seven lemniscate-type ones,
which were to show time from dawn to twilight. This is one
of the few sundials in the world to indicate user time. Un­
fortunately, the face was executed on a frail pivot. Con­
sequently, it was supplemented already several times and
alltold in the past 15 years the dial worked for perhaps half
a year. I can present the documentation on a subbotnik
basis (“Express Wieczorny”, 30/31 May 1970).
6. Garden, 3,6 hectares.
Trees and shrubs came from all over Poland. Mag­
nificent oaks were offered by Szczecin, maples - by Śrem,
spruce and rhododendrons came from Wrocław, linden
trees - from the voivodeship of Lublin, with the whole of
Poland contributing to arranging the Palace Park (Jerzy
Janicki, op. cit.). 20 000 trees according to specially
selected species: linden, hornbeam, beeches, plane
trees, rowan trees, poplars, apple trees, birch, spruce,

cit.). It was also decided to place in front of the main
entrance a monument (on the competition for the
design cf. the reminiscences of Henryk Urbanowicz:
The most eccentric was a statue of Stalin by Xawery Dun­
ikowski —the Master proposed a granite sculpture made
of great blocks comprising the whole figure, including the
head. The direct intervention of the artist was to be lim­
ited to a minimum. Enormous legs-shoes, built of slabs,
trampled the ground, and the figure, usually depicted while
breathing out, this time inhaled deeply, slightly swelling the
cheeks and, indifferent and menacing, appeared to be spit­
ting on the whole world - “Stolica”, 14 November 1988;
cf. Grażyna Stankiewicz, Jak powstał PKiN, “Res Pub­
lica”, 1990, no. 3).
The project was never implemented but the im­
portance of the undertaking is testified by a discussion
held by sculptors and architects deliberating whether
the remaining statues from the Palace facade should
be sitting or standing. I can imagine Mickiewicz sitting.
But for Kościuszko to sit?; the figures were to include
men of science, artists, freedom fighters, and heroes.
The pantheon was to be composed of Chopin, CurieSkłodowska, Copernicus, Mickiewicz, Lelewel, M ate­
jko, and “couples”: Bogusławski - Staszic, Kołłątaj Śniadecki, Kościuszko - Świerczewski or Marchlewski
- Waryński, as well as Frycz-Modrzewski, Wit Stwosz,
and Jan of Kolno, albeit the last three gave rise to
doubts: There are no photographs (cf. Większego wyboru
pozycji nie ma - minutes from a discussion, prep. Jacek
Królak, “Res Publica” 1990, no. 3, pp. 34-40). The only
remnants of those projects are two executed sculp­
tures (both of sitting figures) at the sides of the main
entrance: Adam Mickiewicz (by Ludwika Nitschowa)
and Copernicus (by Stanisław Horno-Popławski). Next
to a synthesis and a quintessence of the masterpieces
of Polish architecture (We showed then all the historical
monuments of Warsaw, Cracow, Toruń, Kazimierz on the
Vistula, Puławy, Płock, Czerwińsk, Nieborów, and Kielce
- and they kept taking photographs... . They became ac­
quainted with the Tatra Mts., Żelazowa Wola, Nieszawa
(...). We presented them with albums showing Krasiczyn,
Baranów, Sandomierz, and Gdańsk. They admired paint­
ings by Canaletto - cf. J. Sigalin, op. cit., vol. 2, p. 430),
elements of the symbolism of the centre and the image
of the world contained in the ideological premises of
the Palace and the square include:
1. The above mentioned sitting figures of Coper­
nicus and Mickiewicz, and 29 sculptures standing in
semi-circular niches in the Palace walls and portraying
figures from all over the world (cf. Jerzy Janicki, op. cit.,
p. 28).
2. The government stand with an eagle (the em­
blem of the People’s Republic of Poland); originally, it
was planned to display the eagle above the platform,
next to, i.a. semi-reclining figures personifying the

99

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

firs and oaks, Japanese cherry, yews, and about 10
000 shrubs and perennials representing sixty species,
including rhododendrons and azaleas, were brought
from all over the country (cf. J. Sigalin, op. cit., vol.
2, p. 146).
7. The Congress Hall —here future peace congresses
will be held, words about peace will be spoken in all lan­
guages of the world [and addressed to the West - Z. B.].
The Palace is to become a centre of science and culture, a
site radiating the wisdom and beauty of our nation (Jerzy
Janicki, op. cit.).
8. One of the largest squares in Europe, the site of
demonstrations held by 700 000 people (“Express Wiec­
zorny”, 18 January 1954); two vertical obelisks (see:
explanation further on).
9. Tables with brass letters: “Here stood the clock
tower of the Warsaw-Vienna Rail Station”, “Pańska
Street”, "Złota Street”, “Wielka Street”, “Śliska
Street”, “Chmielna Street”.
Owing to the symbolic of the centre (next to al­
lusive traditional elements: mountains, cliffs, towers,
water, trees-garden, columns - all characteristic for a
holy site) just as important are calculations made by
statisticians creating a sui generis tradition of the cen­
tral character of the Palace, whose reference points
are Vladivostok and Madrid:
Placed one next to another the bricks used for building
the Palace of Culture and Science would take up space
from Warsaw to Vladivostok (“Express Wieczorny”, 5
April 1955).
Stretched out, the electric, water main, and air-condi­
tioning ducts would achieve a length of 2 500 000 m =
2 500 km, i.e. more or less the distance from Warsaw to
Madrid (“Express Wieczorny”, 27 April 1955).
If we were to remove the floor in each interior and
place it on the ground we would create a square with sides
400 m = 160 000 m2 large; such a square, which does
not exist in Warsaw, could accommodate four Ujazdowski
Parks and serve enormous demonstrations attended by
hundreds of thousands (“Express Wieczorny”, 27 April
1955).
If a child were born in the Palace and without leaving it
slept there every night in a different room it would exit the
building at the age of 22 (ibidem).
Six days are needed to tour the whole Palace, stopping
only for a single minute in each interior (“Express Wiec­
zorny”, 5 April 1955).
A May Day demonstration was first held in front of
the Palace on 1 May 1955. Next to drawings and pho­
tographs of the Palace there also appeared a special
occasion poem reflecting the ambiance of the Central
Square:
North, South,
West and East
The Pole and the equator
The village and the town
100

A tiny cottage and a skyscraper
A French port and the Chinese Wall
The worker, the peasant, our friend and brother
And the whole globe
And the whole world
Celebrate May Day
In Spain provocateurs and spies
Will go out to roam
The prison will be filled
With political prisoners
But a piece of red fabric hangs
Even from the thickest grates
On the fresh grave of Belojanis
Someone placed a red flower
Fathers, mothers,
Sons, daughters,
Soldiers, six year-olds
Arranged into fours
Or better still into tens!
Wider, wider, wider
The spinners of Łódz
The dockers of Gdańsk
Or better still in hundreds
More, more, more!
Peasants and workers
a hundred thousands each!
More, more. More!
Peasants and workers
A hundred thousand each!
On this day with red flags,
that socialist nerve system
The world makes a fraternal sign:
Peace —Victory —Redness
A ship, an airplane, an automobile
Together with us! With us!
Soldiers of peace —join the march
O f millions!
We shall put an end to all scoundrels.
Tear off the heads of hydras.
Across Asia, Europe, America
We carry the colour Red Black Negroes
Yellow Chinese
Brown Hindus - all red
The banner is raised by the Russians
Red in every land
Red enhancing the streets
Red must win
Overcome the reactionary black!
(J. Prutkowski, 1 Maja, “Express Wieczorny”, 1
May 1955)
Newspapers announced in connection with the
emergence of the Palace of Culture and the progress
of the construction work, nearing its end: In ten years

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

Warsaw will be the most beautiful city in the world (“Ex­
press Wieczorny”, 21/22 July 1954).
Already in 1955 in a letter from Silesia Gustaw
Morcinek, having toured the “Warsaw” cinema, the
MDM, Marszałkowska Street and the Old Town,
wrote: ... When I saw the Palace of Culture I thought Farona Kandego [a Silesian expletive]! Today Warsaw
is already the loveliest town in the world (“Zycie Warsza­
wy”, 15 January 1955).
The ceremonial opening of the Palace took place
on 22 July 1955 in connection with celebrations of the
state holiday of the People’s Republic of Poland.
Three years ago we stood in this square with our Sovi­
et friends, builders (...) and together with the Soviet com­
rades we threw kopeks and groszy pieces into the still soft
concrete for luck, according to an old builders’ custom
(from a speech given by Prime Minister J. Cyrankie­
wicz, Palace Chronicle, 1955). The Fifth World Fes­
tival of Youth and Students took place in Warsaw in
August 1955, thus making a specific contribution to
experiencing the symbolism of the centre associated
with the Palace, next to which assorted events, fes­
tivities, and the closing march-demonstration were
held. Alongside information about the festival being
attended by representatives of almost every nation in
the world mention was also made of such symbolic
accents as placing next to a clock, in the middle of
a large circle with a diameter of 5,4 metres, a compass
rose situated according to parts of the world (“Express
Wieczorny”, 11 July 1955), while the banners of all
nations were affixed on a mast at the corner of Jero­
zolimskie Avenue and Marszałkowska Street, near
a granite signpost, (“Express Wieczorny”, 31 July/1
August 1955). The Palace of Culture became an es­
sential emblem of the festival - vide a special-occasion
poster showing the globe and on it a map of Europe
featuring in the centre the rising Palace; above, a
white dove of peace soars, below - inscriptions: “Pax,
Pokój, Frieden”, and underneath - three heads: pale
with “European” features, yellow with slanting eyes,
and black (cf. “Express Wieczorny”, 31 July/1 August
1955).
The Palace of Culture seems to have been an ex­
traordinary place, the source of admiration and fas­
cination. Its descriptions and testimonies contain a
conspicuous element of mirum (the marvellous). The
ceremonial mood was embedded already in the ideo­
logical premises of the building, turning it into a sui
generis holy site:
The approach of a noisy group of citizens intending
to enter the Palace of Culture and Science requires a
democratic openness of forms to be fulfilled by the en­
trance porticos and portals, whose artistic message intro­
duced those entering to an elevated mood of anticipating
the important experiences awaiting them (Jan Minorski,
op. cit.).

The visitors remained under a great impression of
the Palace and faced it with admiration and fascina­
tion:
During our tour it was impossible to examine every­
thing. Our heads are already spinning from an excess of
impressions. We saw the enormous halls of the Museum
of Technology (...). We walked on oaken stairs, touched
profiled doorknobs cast in bronze, noiselessly shut behind
us scores of splendid doors. We passed whole brigades of
stucco masters, carpenters, and fitters. It seemed that all
those people are caressing each fragment (Jerzy Ciszewski,
Z tarasu..., “Express Wieczorny”, 28/29 July 1954).
The microclimate is watched over by an invisible keeper
protecting the interior against an influx of cold air. Special
filters provide the whole building with fresh mountain air
devoid of dust (“Express Wieczorny”, 1 January 1954).
Fascination does not become obliterated with the
passage of time; on the contrary, such experiences
grew more vivid. The vulnerable adoration produced
by the Palace was described by Kazimierz Koźniewski,
who called the Palace the symbol of our times:
When one and a half years ago I toured the interior
the impression of space was not all that great. Today, its
enormity simply overwhelms: I face this quantity of rooms
full of helpless admiration. I have the impression that one
can explore the entire Palace not more than once in a life­
time (Symbol naszego czasu, “Zycie Warszawy” , 2 May
1955).
A t the same time, the Palace is a symbol of new rela­
tions between free nations (ibid.).
This symbolic and sacral character intended by the
authors of the Palace and its decorations was often ex­
pressed directly:
(Director Motyka): I told engineer Sigalin that my res­
ervations pertain to the form of the allegories and that sym­
bols would be more appropriate. It is irrelevant whether
they are to be portrayed with the help of angels or the mus­
es. For me they are all sculptures. We can depict PolishSoviet friendship as an angel bestowing a blessing, etc.
(...) It is necessary to reflect whether certain abstract
phenomena cannot be really expressed in any other way
than only according to the conventions of the Baroque
or the Renaissance. Everyone was struck by the fact that
these sculptures are so old-fashioned while the Palace is
thoroughly modern.
(Colleague Wiśniewski): The sculptures must be dei­
fied and depict extraordinary figures. The Palace of Cul­
ture is not an ordinary residential house, but there is talk
of featuring ordinary people. These must be metaphorically
sanctified figures.
(Director Motyka): You executed the statue Peace­
time Frontier —a girl wearing an ordinary dress, and still
no one claims that she is a mere worker. This is a symbol,
a synthesis of the convictions of certain people. This must
be a synthesis of our times, and, simultaneously, sanctified.
Otherwise, we would be forced to draw the conclusion that

101

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

we are incapable of creating new forms for sanctifying new
times (Większego wyboru pozycji nie ma, “Res Publica”
1990, no. 3.)
Experiences connected with the Palace interiors
and symbolics also reflect its sacral dimension. The
Palace tradition knows of numerous visitors behaving
as if they were worshipping in church, as in the case
described by Hanna Krall:
(Mr. Klein, head of order-keeping services): A medical
doctor is summoned, in my opinion quite incorrectly, to
people kneeling, just like in church, in front of a bas-relief
symbolising peace and prosperity. This enormous statue,
dripping with gilt, shows a female symbolising the moth­
erland, a dove (peace), an ear of grain (good harvest),
a child (motherhood), and many other symbols, and to
all intents and purposes, as the Palace architect engineer
Adamkiewicz says, no one really knows what it depicts be­
cause the builders did not leave any pertinent instructions.
When behind the figure, further on, a door opens and a
brightly lit hall is seen the mood becomes so splendid and
uplifting that everyone feels the urge to kneel; why call the
doctor immediately? (“Polityka”, 19 July 1975).
Not only did the Palace spire draw the gazes of the
local residents, fascinate, and attract but it possessed
a specific magnetic force. This magnetism and sacral
dimension of the Palace are evidenced by ... a portfo­
lio of “untypical correspondence” in the possession of
Hanna Szczubełek, who keeps the Palace Chronicle.
All sorts of letters personify the Palace, addressed as:
"Dear Palace”, and make miscellaneous requests. Faith
in power capable of resolving mundane needs is inter­
mixed with a sui generis symbolism of the centre - the
Palace was envisaged as the seat of the government
and the residence of Party first secretaries (probably
due to associations produced by the Congress Hall).
Here, all local and world issues converge and the cor­
respondence constitutes a unique votive body. Natu­
rally, the letters are full of symptoms of sheer pathol­
ogy (also in the more profound meaning of the word,
i.e. suffering) and madness, which so often adjoins the
sacrum. Apparently, the Palace, in the manner of eve­
ry sacrum, attracted also insanity. The correspondence
comes from different periods; note that the last letter
was written in 1989. Whenever possible, I add dates
in parentheses.
The best example of the sacral can be the convic­
tion that the Palace is the residence of Santa Claus;
Ania from Sokółka wrote: Dear Santa, I know that you
live in Warsaw on the uppermost storey of the Palace of
Culture. Pay me a visit this Christmas and bring me an
inflatable mattress.
2. Authors of the letters turned to the Palace for
assistance in resolving property disputes: Dear Palace,
help me: a neighbour has seized my balk.32
3. The omnipotence of the Palace of Culture was
also connected with a conviction that it contained

some sort of a special archive, a thesaurus of infor­
mation, as indicated by the address on one of the
letters: Fortified Archive at the Palace of Culture,
whose author, an owner of an old model of a Sona­
tina radio set, sought bulb wire unavailable on the
market.
4. Belief in the demonic power of the Palace is re­
flected in a letter addressed to: The State Palace of
Culture. Department of employment and destruction:
Please destroy (...) and her three children, named (...).
These superfluous people are condemned to be annihilated.
Starve them as soon as possible.
5. The letters also include offers, with one of the
authors proposing (1980): To the Director of the Palace
of Culture. I, the above mentioned, inform that I am in the
possession of items worth about half a million zlotys, all for
sale, including a palace, a church and museum exhibits.
(The letter also requests transport facilities since the
objects do not fit into a passenger car).
6. The Palace of Culture was the addressee of an
artist wishing to open a Museum of Matchstick Art,
the only of its sort in Poland; the author, a winner of
numerous prizes and with many accomplishments, includ­
ing, naturally, international ones, would like to win a world
record in vertical construction and proposed to make a
model of the Palace.
7. Here is Wanda TL, ready to work as:
1. A personal office boy of the Secretary General. 2. a
flat-rate fee employee. 3. Chief of the Security Service of
Poland. 4. a Polish TV collaborator (independent office
boy) offering the following services: electronic protection
of diplomatic outposts accredited in Poland and their resi­
dences..., electronic protection of foreign guests —heads od
state, protection of international congresses and meetings
in the so-called antipodes.
8. The author of a letter from Ząbkowice Śląskie
asked for help concerning a lack of response to a pre­
vious letter on the same topic, which must have been
seized by a mentally ill civil servant. I am not surprised that
You keep such workers. Socialist youth as a whole suffers
from mental disorders.
9. One of the letters is addressed to: First Secretary
Comrade Edward Gierek —Congress Hall (and contains
an invitation to the 1978 Poznań Fair).
10. The healing powers of the Palace or its special
climatic properties were indicated in 1982 in a request
for temporary accommodation. The author, on his
way to Szczyrk to a Fund of Workers Vacation cen­
tre, asked whether for health reasons he could obtain
accommodation for several years: I was at the Stalin
Palace some ten years ago, but could not find out any­
thing since everyone was queuing up for food, “Trojka”
was closed, all were hungry and drank scalding tea —quite
unacceptable. I was, therefore, forced to send a letter to my
son from the Palace post office telling him “what is happen­
ing at the Palace“.

102

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

11. The Palace was also perceived as a centre of
power, as in a letter addressed to: The Ideological
President of the All-Russia Communist Party Bolshe­
viks of the Republic of Poland (1989), and containing
sheer gibberish, starting with: On the eve of the third
five-year plan ...
12. The letters also reflect an eschatological di­
mension and ambiance:
To the Kind Government of the Palace of Culture
I, Leo, Son of the First Creator,
Write to You, the genuine Government,
The great troublemaker will overturn the globe
Since it is high time
To send me part of my dues through a postman (...).
13. We also come across a complaint full of con­
cern and addressed to the Central Council of Trade
Unions Congress Hall (1974), informing: Young people
go coatless, and postulating to create a 5% unemployment
Fund for citizens aged from 16 to 70. A negative response
will cause war or an atom bomb raid against Warsaw,
against which the ‘’Residents of Warsaw”, signed below,
protest.
14. The file contains requests and selfless letters
about scientific research, written by a retired profes­
sor from Gdańsk involved in conducting studies on
the verge of physics and electrodynamics, particularly
about lightning and the electrodynamics of the electron:
since I would like to initiate a register of lightning strik­
ing the Palace of Culture and Science I ask for permission
to install on the Palace an insulated spire, from which a
concentric cable would be connected with a measurement
apparatus on the highest storey of the Palace. A flat next
to the observatory would be required due to night shifts and
two full time employees.
A female author of a letter addressed to: The P al­
ace of the Culture the Indian Sepulchre at the corners
of Zielna, Wielka, Złota, Chmielna, and Śliska streets
and Jerozolimskie Avenue (1976) sent a poem to an
African tune, a song dedicated to the Warsaw Month:
From Warsaw to Szprotawa
One heart beats about our Warsaw
Lovely Warsaw with its panorama!
Here the picturesque Vistula flows by
And the thirty-storey Palace of Culture stands.
Our symbol and source of joy.
A letter written in 1971 includes a poem about
Lenin, with an obstinately recurring refrain:
Although I am a Pole
And precisely for this reason
I worship and love the Great Lenin.
The cited texts and evidence comprise predomi­
nantly a positive myth of the Palace of Culture and
Science. Up to now, we omitted antithetical moods
and experiences linked with the Palace, which create
its sui generis anti-myth. On the other hand, the el­
103

ements and contents of the positive myth extracted
from the quoted texts do not correspond to antith­
eses according to the principle of a simple game of
binary oppositions. If we were to make a list of val­
ues associated with the Palace and belonging to the
positive myth, such as power, might, force, duration,
luminescence, glow, light, truth, nativeness, harmony,
life-giving force, friendship, love, youth, freedom, life,
etc., it would be impossible to deduce from it, and
arrange according to the principle of contrariness, a
suitable anti-list composed exclusively of anti-theses.
The same holds true for the anti-myth of the Palace,
in which the dominating experience is horror accom­
panied by specific fascination. Only after taking into
consideration both parts of the tradition can we see
just how deeply the Palace combined both those in­
separable feelings of horror and fascination, charac­
teristic for the primeval experience of the sacrum. The
Palace may be perceived as a profound unity of contra­
dictions: coincidentia tremendum et fascinosum.
The above mentioned “bright” values of the Pal­
ace are closely connected with its ideological-propa­
ganda official message and only upon this level is it
possible to observe the game played by those simple
reverses and antitheses. The beauty of the Palace and
its height were contrasted with the ugliness of “old
tenement houses” or the ghastliness of capitalist sky­
scrapers. Owing to insufficient space I shall not delve
deeper into this motif, but concentrate only on several
synthetic examples. According to the propaganda-ide­
ological interpretation, the construction of the Palace
delineated and established a new time, a new epoch,
contrasted with the old. Just as Leszek Mech wrote
in his poem: Once, history shared a national/ Gamut
of dates stretched across fires/ Or love was stirred in the
hearts of those longing for peace by an anaemic saint. /
Today, it is not history or winged saints (...) Today, the
people proudly / erect for the people (...) a construction of
attained friendship.
The same motif of new times and values offered by
the Palace is to be encountered in a poem by Adam
Ważyk:
The walls of our architecture
did not belong to us,
palaces bonded by blood,
the work of the poor,
the Gothic of our toil
the Renaissance accomplishment of the people,
the Baroque erected for the lords,
deformed tenement houses
of a merchants’ democracy
calculated to last a year,
the house-phantom of the speculator,
an inhuman style
straight from a failed venture,
without heart and beauty.

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

Now, from the ruins there grows
to become part of socialism,
for day centres and libraries our Old Town Gothic,
our Renaissance and Baroque,
our unadorned monument,
a fronton out of lace,
as if just completed by embroiderers,
above them, roof tiles dear to our heart
shine differently...
The construction and growth of the new, socialist
Palace were contrasted not only with wartime devas­
tation but also with the downfall produced by capi­
talism. It has to be kept in mind, Edmund Goldzamt
stressed, that:
The creation of the Palace of Culture and Science
started at a time when the nations of Western Europe ex­
perienced all the “blessings" of so-called American aid, and
when after five years of the Marshal Plan they have already
become acquainted with the outcome of such help: the liq­
uidation of entire branches of industry, a further rapid rise
of unemployment, a pauperisation of the masses, stagnation
and torpor affecting construction, the elimination of the po­
litical and economic independence of their countries (cf. E.
Goldzamt, Wieżowce Radzieckie, Warszawa 1953).
The socialist Palace connected with “pacific con­
struction”, peace, freedom, and life was juxtaposed
against capitalism, imperialism, fascism, war, destruc­
tion, and death. Summing up these reflections let us
turn to another poem by Tadeusz Kubiak, which not
only contains this motif but also the probably most
apt characteristic of the Palace enhanced with scarce
plant hierophanies and allusive references to the sym­
bolic motif of the tree of life in the tradition linked
with the Palace:
It is socialism that builds
despite death and crime.
It is the nation that gives to a nation
and man to man,
what they had won
during that October night.
Like the hardworking gardener
offering his son
fruit grown in the Michurin manner.
O n the side o f the anti-m yth. A growth..., and I
would agree to forget all about Suvorov

Embarking upon testimonies and documents com­
prising the negative myth of the Palace it is simply im­
possible to omit accounts in the diary of Leopold Tyr­
mand. On 1 February 1954 this first antagonist and
determined oppositionist, an outsider highly sensitive
to the rhythm of the social life of Warsaw, recorded:

Merciless cold weather and people wandering across
Warsaw absurdly wrapped against the cold, so that even
the shapeliest female resembles a parcel. The sheer martyr­
dom of waiting for city transport: I suspect that an armed
revolt against the regime, if it ever takes place, will start
on tram stops in weather such as this. (...) The press drips
with lackey tones writing about the "magnificent gift of the
Soviet Union for Warsaw”. A skyscraper totally useless to
anyone. If they had really wanted to send a gift they would
have supplied several hundred tramcars. But then their
intention is to make an impression and not to offer gifts,
and for that particular purpose a skyscraper is just perfect.
(Dziennik 1954, Warszawa 1989, p. 167).
The unemotional and architectural interpretation
proposed by Tyrmand once again accentuated the fas­
cination and horror merged in the Palace: Some see
in it a Russian fist, others stammer with delight; the
author also registered an attempt at taming (ridicul­
ing) this appalling gift: 13 February. Another exhibition
of projects for the town planning and architectural solu­
tions of Stalina Square, the centre of future Warsaw. In
the middle: the Palace of Culture and Science - this is its
name —a gift from Russia for Warsaw. Some see in it
a Russian fist, others stammer with delight. The people
have named it “Peking” - which apart from an anagram
contains a subtext: this was the name of a large tenement
house thus described with scathing contempt in pre-war
Warsaw, at the corner of Złota and Żelazna streets, the
seat of backstreet brothels. It is easy to guess that from
the moment when the construction was announced I was
one of its most fervent opponents. As a would-be expert I
skilfully criticised its size, anti-Warsaw scale, and bom­
bastic style. But. (...) The Soviet skyscraper with its lofty
steel construction would have been passable as a power­
ful solid which, if it had been left alone and covered with
glass, would have been of use and I would agree to forget
all about Suvorov. When it received a ready-made facing
the colour of beige sand I was not pleased, but the facade,
colour, and texture looked good and acceptable. Then
they started to add: a pseudo-Renaissance helmet tower
topped with a spire, confectionary attics and crowning,
motifs straight from Kazimierz on the Vistula, and pedes­
tals. This socialist realistic horror emerged in the very
centre of the town in the manner of a growth on the nose
of a drunkard. And now plans are made for a Polish show
of socialist realistic imagination surrounding this Russian
architectural dissolution (ibid., p. 210).
Hence, even such an unruffled and decisive critic
as the author of Dziennik and Zły experienced am­
bivalent and competing feelings and doubts produced
by the Palace. Despite his categorical opinion: Where
is the nationality of this architecture, why is it supposed
to be Polish considering that its elements are at home
both in Cadix and Helsinki? (ibid., p. 215), and despite
the deep conviction about the madness of the whole
idea:

104

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

The leitmotif of socialist realism in architecture —that,
which is being built today is supposed to look, for the sake
of the wellbeing of man, like something built yesterday, the
day before yesterday, and four centuries ago - contains
some sort of unconcealed madness (ibid., p. 211) Tyr­
mand shared qualms whether the Palace might actu­
ally become part of the city’s tradition:
A town is a culmination. That which ages in it properly
ages nicely. After centuries of serving ugly buildings be­
come inevitably beautiful and surrounded with something
that we are accustomed to call an ambiance, a climate,
a mood, a style; they gather strata of events and experi­
ences, individual and collective, which in time blend the
decorations and details of the façade with contents of exist­
ence to yield inimitable monuments and symbols. (...) The
creation of something new, which is supposed to look old,
is domed to parody and kitsch. (...) Quite possibly, in a
hundred years, communist gigantomachy, pathos "close to
each man”, as they put it, the tawdriness of artificial orna­
ments, the medley of decorations, and thus nouveau riche
and trivial wastefulness will become patinated with time,
just like neo-Gothic skyscrapers in fin de siècle Manhat­
tan. We shall have to wait long for this to happen, and,
furthermore, the outcome is by no means certain (ibid.,
p. 212).
The notes in Dziennik are accompanied by an im­
age of the Place in Zły, in which Tyrmand, contrary
to the “new” centre - Why are a pedestal and gravity to
become the emblems and ambiance of Warsaw? (Dzien­
nik, p. 215) - attempted to conduct a remythicisation
of urban space in which the largest square in Europe
emerges from the chaos of conflagration and the bat­
tlefield of the construction site of a new skyscraper.
The resultant Palace enlivens and stirs the memory of
a city of the past. Since remythicisation is the topic of
the above-cited study by Marta Zielińska we shall only
note this function of the new and undomesticated
Palace evoking the past, as well as yet another ironic
name to be placed in its onomastic alongside the al­
ready mentioned “tuning fork”, i.e. “little finger”. It is
simply impossible to walk around this town. The capital is
being turned into a quarry. (...) Not to mention that little
finger (...) - who needs such large houses?” (L. Tyrmand,
Zły, Warszawa 1965, p. 165; cf. M. Zielińska, op. cit.)

Playground of Satan
The Palace of Culture appears occasionally in
novels by Stefan Kisielewski (Przygoda w Warszawie,
Podróż w czasie —the cover of the 1989 edition pub­
lished by Iskry features the Palace together with a red
flag affixed to it as if to a mast), but the most complete
interpretation is to be found in this author’s Cienie
w pieczarze. Here, the Palace and the surrounding
enormous and strange Defilad Square are the meeting
place of lovers - the chief protagonist, Roman, who
remembers the town and the world prior to their anni­

hilation, and Bluzeczka, a representative of an already
new epoch - a place where (at the foot of the enormous
thirty-storeys tall building) love turned into hatred, and
which is compared to a tree: Each side of this square
is different, since it originates from a different epoch of
Warsaw; Roman deciphered in this variety history, just
like the past of a tree is read from the cross-section of its
rings, but for Bluzeczka this interpretation was totally un­
attainable (p. 123). Next to this micro-cosmic scale of
the Palace inscribed into the love story, alongside the
local history of the town, the Palace and the square
reflect each other and the micro-history of this stretch
of no man’s land, where borders, assuming that some sort
actually existed, shifted in one way or another, stretched
and shrunk as if they were made of rubber. Neither the
West nor the East (p. 134). Kisielewski, as no one be­
fore, embarked upon a historiosophic interpretation of
the Palace, seeking a specific logic of Chaos for the
indefinite and chaotic moods creating and moulding
the character of the site: It is here that this palace, a
mixture of styles, a monster of naïve monumentality and
tasteless ornamentality devoid of the instinct of exaggera­
tion, managed to defend itself quite successfully and even
attained the significance and rank of a symbol. After all, if
all sorts of things took place in this city since 1939, if all the
madness and ordinary kinks of the East and the West ar­
ranged to meet here, if life became excessively strange and
intends to preserve that state and in all respects grew even
more embedded in it, then why should a G O D KNOWS
WHAT, a symbol of eccentricity so curiously attached to
assorted psychic and chronological worlds that it is impos­
sible to express it in brief or long worlds, not dominate in
the centre of a sprawling square emptied in all directions
(p. 181).
For Roman the Square surrounding the Palace
evokes, to an extent greater than for the protagonists
of Zly, the memory of a town once crushed, and stirs
and produces increasingly profound introspections:
This place, which he, after all, had known for the past
fifty years, now spoke to him suddenly because it became
the site of his secretive walks with Bluzeczka. (...) It is
impossible to deduce when the past or the present spoke to
him, or which particular past since there were so many, ar­
ranged in strata and gathered vertically and horizontally,
because Defilad Square was simultaneously a junk room
and a synthesis, the old and the new, a mixture of vari­
ous sorts of the past and curious proposals formulated by
the present. A tangle of traces and ciphers as well as the
emptiness of whole districts razed to the ground. A peculiar
place, the largest square in Europe and, at the same time,
quite underrated! (p. 177).
Each side of the square was different, and this dissimi­
larity grew across the decades and contained the curious
and unique history of the town (p. 208).
In Kisielewski’s historiosophic perspective W ar­
saw appears to be a special city, an under-appreciated

105

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

centre of the world, a genuine centre. It is in this un­
known (provincial) Warsaw that the cruel and the in­
sane dilemmas of the world were always understood more
rapidly than the whole world was capable of doing, here
Stalin, Hitler, and other great and merciless magi of the
world were deciphered ahead of time (...). The Western
world never understood that it is here, in Warsaw, that
everything is known ahead of time, and thus it never ben­
efitted from this knowledge. Now, this was the scene of
a historical comedy of totalitarianism, which the world
treated quite seriously thinking that it is some sort of a peo­
ple’s revolution (...). Due to mistakes, one’s own or those
committed by others, by the world, this was the scene of
things that had never transpired elsewhere. After all, con­
trary to logic, Warsaw resisted all alone, and upon quite a
few occasions, the surging tides of the East and the West
(a turnstile antemurale!) (...) with a demonstration of si­
lent absence it greeted the parade of the victorious armies
of Hitler; here, the largest number of Jews was murdered
in history, here, the Germans set up a horribly crowded
ghetto for 600 000 residents, here, in the autumn of 1944
a solitary battle was waged along two fronts: political with
Russia and face to face with the foolish Germans fighting
for their greater defeat, here, after the fall of the Uprising
the whole population was driven out, the first such case
in world history, and the town was left alone to itself and
conflagrations (p. 209).
The whole square, the streets, and the pavements wrote Józef Sigalin - all are built on a “tombstone” placed
on the foundations of old basements, former houses inhab­
ited by thousands. This is a truth that we, the older gen­
eration, cannot forget (J. Sigalin, op. cit., p. 146). The
awareness of this truth, however, was shared also by
the younger generations. An English-language fanzine
issued by a rock group in 1981 and displaying a graphic
motif of the Palace declares: they all live in Warsaw, a
city of lunatic Surrealism, a dead city, a city-cemetery,
a city built anew but never revived.
For the protagonist of Cienie w pieczarze the Pal­
ace and this strange square, that “sorcerer’s retort”, in
which a frenzied history of art is mixed up with the past
and the present, stirred memory and became the reason
why in this strange square the old regained its youth and
the new disclosed is hopeless barren old age. This is the
Palace that chased the world of dreams to the other
side of Marszałkowska Street, and this is the Square,
which once and for all banished the world of old movie
theatres: the “Apollo” and the “Stylowy” , those genu­
ine illusion cinemas together with their asylum of in­
ternational dreams, living side by side in the memory
and interior of the protagonist together with images
of Mae West, Jean Harlow, Franchot Tone or Gary
Cooper, who existed and performed for all, accessible for
a paltry fifty or eighty groszy, proof that in their dreams are
not controlled or rationed. The Palace adjoins, and merg­
es with, images of unassuming Jewish shops, unkempt

but full of commodities, an likeness of the Russian Or­
thodox church in Saski Square, and a scene, recalled
from childhood, of the latter’s demolition, when several
score men pulled a cable tied around one of the domes (...)
the poor onion-shaped dome - so inadequately installed in
its base, which cannot be said about the present-day Marx­
ist temple in Warsaw: sacrosanct and undeconstructable;
it will stand and tower over the city for centuries to come.
The Palace and the Square are located next to the
church of All Souls in Grzybów, which during the Nazi
occupation found itself within the closed ghetto, with
images of empty gates and basements, where in the
courtyards and on wooden stairs there lurks and sleeps the
echo of old voices, the breath of murdered and forgotten
Jews. The protagonist now sees this strange Square as
a “Land of Wandering Love” (just like Spain, which in
the imagination of Don Quixote appeared to be a land of
knights errant, or rather erring) , and with time assumed
a new name borrowed from the title of an old film: A
Roundabout of Torment.
No other book, with the possible exception of Mała
Apokalipsa, had amassed so many epithets, invectives
and derisive words addressed to the Palace. In Cienie
w pieczarze the Palace of Culture is portrayed as con­
fectionary white, with jagged stalactites of ornaments (...)
an artificial growth originating from nowhere, outside
life, evolution, development and normalcy, similarly to
two meaningless, nonsensical, and pretentious obelisks
thrusting in front of the Palace in honour of an unknown
victory; an enormously expensive whole, of little use; sup­
posed modernity, or a superfluous miracle; each column of
outright elephantine thickness; simply "Russian Greece”;
the nightmare of a pastry chef, as it was universally teased
in Warsaw; a shiny spire straight out of Leningrad or, in
other words, St. Petersburg; pure madness, and in addi­
tion free of charge to all, with fountains recalling a feudal
folly imitated by the tsars of the North; socialist opium
for the masses; a Marxist church of Warsaw; a gigantic
piece of ugliness; a soulless Moloch devouring the town
and covering half of the sky; a 300 meters-tall town hall,
conspicuously devoid of all style; a symbol of a gigantic
fracas; intentionally indifferent, whose primitive mixture
and enormous lack of contents will continue to cry out for
centuries in this largest square in Europe; surrounded with
niches featuring sculptures depicting heroic workers (as a
certain reactionary said: one really has to be a hero
to work here); a Rhodes colossus of our times; a magic
edifice raised by magi from the East, between whose glass
and thus ostensibly invisible walls the old and the new will
continue to hang around for centuries to come. Do those
exclamations and strong words not reflect, as in curs­
es, the domain of the sacrum and, at the same time,
an attempt at profanisation and desacralisation com­
mitted so as to tame the terrifying and inexplicable
element of tremendum, an attempt opposing (and in
this way revealing) its demonic might. On the other

106

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

extreme, this process of taming encountered derision,
a spontaneously flourishing tradition of more or less
scornful jokes about the Palace of Culture: "Small but
in good taste", “The old Warsaw-Vienna railway sta­
tion in a state of erection" (cf. Z. Raszewski, Wstęp
do teorii kawału, “Polska Sztuka Ludowa", no. 2/1990),
“Little Polish architecture", “What is the most beau­
tiful place in Warsaw? - The thirtieth storey of the
Palace of Culture. - Why? - Because the Palace of
Culture cannot be seen from there". To the strains of
the national anthem local jokers sang: What the alien
power has given us, we shałł pułł down at night.
A t the same time, it is characteristic that in the
case of a such a critically inclined author we come
across also contrary testimony of positive experiences
and even specific beauty veiling the ambivalence of
the Palace and the ambiance amassed therein; this is
testimony of taming the Palace and its growing enrootment in the city: It no łonger annoys anyone, visitors
like it, the panorama from the top storey is magnificent, the
ground-floor stateły interiors are spatial and comfortable
(....) On the upper storeys everything seemed to be mis­
conceived but the ground-floor halls featured representa­
tive grandeur and excellent acoustics. It became apparent
that the enormous naivete of the very notion deprives it
of all demonic features and renders it possible to make its
close acquaintance on a daily basis. Finally, it is here that
the protagonists find their asylum: The Palace was sur­
rounded by idyllic green lanes (...) why should Roman not
drink beer at a stand in his favourite windswept and sunwarmed West Side - that, which is part of the landscape
cannot be ugly and must discover its concealed beauty.
By means of such a mental operation connecting com­
mon sense with imagination Roman removed from Defilad
Square that unfortunate palace, whose stairs, balustrades,
projections, and colonnade pavilions he pleasantly albeit
unselfishly used. In Kisielewski’s book we find a con­
firmation of an already familiar phenomenon, a prac­
tice characteristic for numerous Varsovians screwing
up their eyes and ignoring the Palace: How different it
looked close-up —the square without the palace remained
curiously beautiful (...) a real square and yet altered by
efforts of the imagination. The same phenomenon of
ignoring the Palace was scrupulously recorded by the
oft-mentioned Marta Zielińska, who noticed that the
Palace appears only six times in the works of an au­
thor strongly connected with Warsaw, namely, Miron
Białoszewski:
(...) In all of Bialoszewski’s prose the Palace together
with the square are present upon six occasions, including
three in passing: during a Sun eclipse, while getting into a
bus at the square, and in a description of the sky, which as­
sumed an interesting hue exactly on the side of the Palace.
The other three times are mere mentions albeit significant.
Actually, they contain the whole quintessence of the Palace.
We first come across it in a description of a certain Satur­

day in Marszałkowska Street: "(...) The Lord God rests in
heaven, the Mother of God dries diapers on the Palace of
Culture...". —At first glance, nothing of importance and
yet such copious contents - Zielińska commented. - Or­
dinary white clouds near the spire bring to mind a home,
perhaps somewhat largeish but suitable for Our Lady (M.
Zielińska op. cit., p. 126). The other two important
images are those of the Palace seen in a dream: Tadzio
flying around the spire with Ania and someone else, and
mention of fires breaking out in Warsaw: The Cedet
shop, a bridge. What next? The Palace of Culture?
Once again, the Palace considered against a back­
drop of the symbolism of the centre appears in a spe­
cial way as strong, permanent, and conspicuous - it
is difficult to ignore it - but also as an unnoticed and
strange centre around which there emerge not Order
and Cosmos but Chaos or, more precisely, Order and
Cosmos that is Chaos:
Because it constituted, after all, an organic component
of the town, that transit Warsaw for red armies on the
move between Moscow and Berlin. Here one lives as if
on a volcano, in a passage, on the eve; it is simply impos­
sible to exist outside history. Defilad Square was proof —a
complex, style-less, periphery opened to four parts of the
world, unprotected against the roar of trains and lorries,
against menacingly chaotic motion, ostensibly urban but
possessing something affiliated with Nature and spontane­
ous (...). Perhaps the alienness of the square, so vividly
accentuated, is the outcome of a chaotic and haphazard
process of someone putting things together (or rather no
one or a coincidence of “fate", as working-class Warsaw
was in the habit of saying), assorted elements of the past
and the present, thus becoming a strangely monumental
reference point for collective premonitions, hypotheses, and
fears about the future? (S. Kisielewski, Cienie w piecza­
rze, p. 221, 223).

107

Axis M undi , the Valley of Josaphat,

Golgotha

Just as there is no Wyspiański without Wawel Castle so
there is no Konwicki without the Palace of Culture, wrote
Marta Fik (cf. J. Lerska /M. Fik/, Bardzo mala apoka­
lipsa, “Kultura niezależna", April 1990, no. 60, p. 53).
A writer whom the palace hypnotises as if it were a basilisk
- claims another opinion about Tadeusz Konwicki (cf.
M. Zielińska, op. cit., p. 126). The Palace of Culture
appears in Konwicki’s last film: Lava, a screen version
of Mickiewicz’s Forefathers’ Eve, seen from Konrad’s
prison cell and behind the Angel (played by Grażyna
Szapołowska) walking among a crowd of pedestrians
along the main passageway next to the Centrum shop­
ping centre, on the “’other" side of Marszałkowska
Street.
I
am well aware of the fact that in view of the exist­
ence of assorted interpretation perspectives proposed
by numerous scholars examining the writings of Kon-

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

wicki, such as Maria Janion, Jan Walc, Tadeusz Lubel­
ski, Marta Zielińska, and Anna Sobolewska, speaking
about the Palace of Culture, or about any other motif
without an opportunity for a more thorough consid­
eration of its inner-textual references and place within
the entire oeuvre must result in an incomplete image.
Even in the latter, however, and in a restricted ap­
proach to the symbolism of the centre, a problem of
interest to us, the Palace still displays a multitude of
meanings. Among their variability and evolution, ob­
served starting with Wniebowstąpienie, Jak daleko stąd,
jak blisko and Mała Apokalipsa to Rzeka podziemna,
podziemne ptaki, the classical structures of the symbol­
ics of the centre come to the fore in the most distinc­
tive and evident fashion. Upon numerous occasions
emphasis had been placed on the oneiric or outright
magical dimensions and ambiance of Konwicki’s writ­
ings and simultaneous immersion in concrete daily re­
ality, the author’s sensitivity to the concrete and the
pulse and rhythm of daily life. Works by the author of
Sennik współczesny are a combination of several cur­
rents and dimensions: absolute realism, oneirism, and
magical qualities, and this is the reason why we may
perceive in them an outright reflection and example
of Lotman’s principle governing the tension between
expression and the contents of the symbol, a situation
in which the former belongs to a secular, open and dem­
onstrated sphere of culture, while the latter —to sacral,
esoteric and mysterious culture (cf. Y. Lotman, Symbol...,
op. cit., p. 152). The secular, profane, mundane exist­
ence of realistically depicted contemporaneity, in the
case of Konwicki with an extraordinary underpinning
of the sacrum, does not lose any of its cosmic and sac­
ral dimensions. The same holds true for the Palace of
Culture. The mentioned duality, so frequently record­
ed by the interpreters and exegetes of Konwicki, is still
decisive for difficulties with the “classification” of his
works. The author frequently complained about their
reduction to a purely political dimension: One cannot
look at literature exclusively through a prism of the poeti­
cal here and now. I am of the opinion that in my books it
is possible to come across more permanent and universal
strata (cf. M. Fik, op. cit., p. 53; cf. also Stanisław N o­
wicki, Pół wieku czyśćca. Rozmowy z Tadeuszem Kon­
wickim, London 1986). On the other hand, Konwicki
kept a distance towards attempts at enclosing his writ­
ings within the “’magical realism” formula. [This brings
to my mind Marquez and South America, which I do not
understand, cannot bear, and find totally foreign. I am a
“Catholic Protestant’ for whom all is true and palpable
(cf. S. Nowicki, op. cit., p. 101)].
This is why while observing the presence of the
structures of the symbolics of the centre we should al­
ways keep in mind the character of this literature with
its Janus-like face, evading all classification. A t the
same time, we have to remember the original testimo­

ny of its time, evidence of the contemporaneity con­
tained in Konwicki‘s works (I have in mind the already
mentioned titles, spanning from Wniebowstąpienie to
Rzeka podziemna) that could be described analogously
to rejected “magical realism” as some sort of specific
realism - HyperPRLrealism (PRL = People’s Po­
land), or more precisely, and not merely for the sake of
easier pronunciation but also to capture the meaning
of the described reality of People’s Poland - HyperPRLSurrealism .
In all those works the Palace appears surrounded
with an aura of festivity, an unusual time, a time of
special tension, a time with eschatological dimension
and ambiance, which for all the protagonists is simul­
taneously a time-rite of passage. In Wniebowstąpienie it
is a desacralized holiday (the official harvest festivity)
and a time of unrest caused by a new world crisis: The
shops were emptied of all commodities already by noon, the
army is in a state of battle readiness - something is in the
air, perhaps they had already dropped the atom sausage,
the town is full of pageants of "faux peasants” dressed
in folk costumes: A huge group of Cracovians and Kaszubians poured down the main avenue to the accompani­
ment of the hoarse glissandos of an accordion. Many had
the pale, bloated faces of city dwellers-civil servants. I was
somewhat surprised that they were not ashamed of this
masquerade (T. Konwicki, Wniebowstąpienie, Warszawa
1967, p. 13, further on: pages from this edition). The
main protagonist awakens under a bridge with a bleed­
ing puncture in his head and suffering from amnesia;
he cannot recall even his name and later his acciden­
tally newly met friends call him Charon. The first
thing he sees is two inhabitants of Kurpie or Fishermen
spitting across a rusty balustrade into the river. The
Palace of Culture is an orientation point, a place where
the protagonist has a date with an unfamiliar girl
dressed up as a native of Łowicz-Opoczno; the whole
plot takes place around the Palace, which is almost
the lead protagonist of the novel. In Wniebowstąpienie
(whose title is literally evoked by its German transla­
tion: Auf der Spitze des Kulturpalastes) the Palace of
Culture is a central point, the axis and centre of the
world, making possible a passage and a transition be­
tween three levels of reality: the underworld, the
Earth, and Heaven. Above them hung a constellation of
blood-red lights from the palace tower. Higher, there were
only stars, a void of sparklers, the glimmer of an unknown,
eternal campsite (p. 54). The “pyramid” towering over
the city or the “red Christmas tree of the Palace of
Culture” seen from afar in the manner of a cosmic tree
is an axis encircled by ghosts and the dead. The author
complained that apart from the political tissue no one
seemed to notice that the plot takes place amidst the dead
(cf. S. Nowicki, op. cit., p. 101). Here, next to the
axis, in this centre of the world, there is a passageway
and an entrance to the innermost recesses of a subter­

108

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

ranean inferno. Here begins a voyage to Hell under­
taken by protagonists with an unclear ontological sta­
tus (ghouls, ghosts, and vampires, like the lead pro­
tagonist with his numerous life histories, a potential
writer feeding on the blood of someone else’s life and
sucking out of reality as much as he possibly can): Be­
hind us the terrible trembling of the walls increased and
resembled an earthquake. Mr Lilek tugged at something
that resounded like a cast iron cover of a tomb. We set off
into stifling darkness... (p. 40). The entrance to those
subterranean labyrinths of the Palace resembles a se­
pulchral niche in monastic crypts. The journey to the
netherworld, the land of death, the descent into the
underworld, and the ascent to heaven along the verti­
cal axis of the Palace of Culture are accompanied by
wanderings undertaken by the protagonists along the
horizontal level of the town and the afore-mentioned
East-West axis, a plunge into the inferno of the shady
joints of Warsaw, a trip to the other bank of the Vis­
tula along the following route: the Poniatowski Bridge
- the St. Vincent cemetery in the Bródno district - the
two-level bridge - back via Krakowskie Przedmieście
Street to the Palace of Culture, accompanied by a
vigil next to the coffin of a deceased man, a stay in a
speakeasy, and a night spent at a militia station. The
motif of the labyrinth expanded by Konwicki in
Wniebowstąpienie is closely intertwined with the All
Souls’ Day and sepulchral motif. Descending into the
Palace basement and making his way in the darkness,
the protagonist seeks support and stretches out his
hand to touch the wall: It’s a waste of time —he said. —
We’re walking inside a long pipe. - What sort of a pipe? —
God knows, even those who built it had no idea. You know,
Misiu, how it is. Some guys dug a ditch, others brought the
building material, still others poured the concrete and cov­
ered it with soil, while the designer vanished somewhere,
like a stone cast into water, in other words, like a true in­
dividual among the collective masses. Only the deceased
probably knew something. —What deceased? In the enor­
mous silence something resounded in the distance, resem­
bling bells stifled by a strong wind. —You know, Joseph
Vissarionovich. This is a passageway from his times. Eve­
ryone already forgot about it because this detail is absent
on city maps (p. 40). Konwicki introduced into
Wniebowstąpienie a motif (subsequently expanded in
Mala Apokalipsa and Rzeka podziemna) kept alive in
the folklore and tradition of post-war Warsaw and re­
lating to underground corridors and passages between
the Party Central Committee and the Palace of Cul­
ture, a system of nuclear bomb shelters. Just how deep­
ly was this motif embedded in reality and not merely a
theme of the folklore tradition of legends and stories
belonging to the backdrop of the symbolism of the
centre of the world was evidenced by the dramatic
events of the Romanian ’89 revolution, disclosing a
whole subterranean town in the centre of Bucharest.
109

In Poland too, the presence of underground interiors
under the Government Stand in Defilad Square was
not mentioned until after 1989, when it was proposed
to open there an underground café; up to that time it
was a strict secret kept by censorship. I’ll interrupt you
because I want to say —confessed the writer —that my
tragedy consists of the fact that I am simply a realist. After
the publication of Mała Apokalipsa for eight months the
route from café “Melodia” (before: “Paradis”) to the
Central Committee was out of bounds. Everything was
dug up. When Wniebowstąpienie appeared I received a
phone call from someone who I suspect worked for the se­
curity service, pretending to be a Polish philologist wanting
to know whether I possessed a plan of the underground
part of the Palace of Culture. In other words, my emotion­
alism contains some sort of a rational core. (...) There is
something real and genuine in what I write. I describe
Warsaw the way it really looks like. This is a town of dead­
end streets, a town-cripple full of dumps, passageways, and
dens teeming with drunks and drug addicts. Below my
house there is a fifteen-storey bomb shelter. And you tell
me that this is an abstract vision of a labyrinth (cf. S. N o­
wicki, op. cit., p. 142). The protagonists making their
way in the dark subterranean interiors of the Palace
finally reach a sanctuary cum junk room from an ep­
och described in Tyrmand’s diaries and rapidly becom­
ing part of a past doomed to oblivion: We found our­
selves in an interior as high as a church and windowless.
Old ladders, buckets, broken banners, some sort of fabric
stretched on frames facing the wall. Lilek opened a white
door and I saw an enormous, magnificent toilet. (...) Full
of sophisticated columns and almost Baroque stucco, it
was neglected and on the washbasin I noticed a thick layer
of black dust (p. 41). In the closing sequence of
Wniebowstąpienie the protagonist, in the wake of all his
adventures and mishaps, after working in a cold stor­
age room resembling a morgue where he carried enor­
mous slabs of meat; after a visit to a church while
holding a parcel full of animal hearts received as pay­
ment for his work; after an almost ritual purifying bath
in the fountain in front of the Palace, takes the eleva­
tor just before the break of dawn and rides to the top
storey where all the ghosts, phantoms, and the dead
encountered that night had already gathered. Once
again, the Palace discloses its concealed, indistinct,
and sacral nature and ambiance: Misiu, you’re depart­
ing through purgatory. Tomorrow you’ll see God... I don’t
know why I went to the hall where enormous figures made
of stone stood (...) Three brightly lit lifts invited me in the
manner of cathedral confession stalls (p. 233, 235). The
space stretching around this cosmic axis of the Palace,
that murky centre of the world, that aged obelisk dam­
aged by the passage of time - featuring blackened brass
names of distant capitals, with many letters missing; only
the numbers of kilometres separating us from those towns
were untouched; the collectors honoured the brass num-

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

bers - is the site of final accounts and Judgement Day.
The Palace resembled the Valley of Josaphat. A curious
light, extremely dense and amber-coloured, illuminated the
Palace pedestal.
The structure of the Palace outlined in
Wniebowstąpienie and envisaged as the centre of the
world, was developed in successive Konwicki stories
and close-ups. The Palace changes, its portrayal is
dynamic, but the basic core of the structure remains
invariable. An amazing construction, a source of mul­
tiple associations, Charon, ghosts seeking a passage to
the other side: We have to go back. —Go back where?
—What do you mean: where? To return there or there?
Marta Zielińska interpreted the edifice according to
the Romantic tradition: Around it soars a spirit before
departure to the unknown, here is the station between this
world and the other, a caricature of a chapel of sorts, where
the Seer celebrated his rituals. Here, the Palace plays a
part totally unforeseen by its builders: a cross between a
man-eating monster and a haunted Gothic castle.
The Palace deciphered by Anna Sobolewska in
the light of the initiation rite, that grotesque axis of the
world, appears to be a place of incomplete initiation
into death and suffering, where transcendence is cheap
and full of holes, just like the whole reality of People’s Po­
land. This reality cannot be redeemed in any way (W.
Sobolewska, Współczesna powieść inicjacyjna: Tadeusz
Konwicki, Hugh Walpole, Tarjei Vesas, “Twórczość”
1991). Even in such an interpretation and reality, im­
ages from this range of the profanum mysteriously touch
the sacrum and demonstrate their concealed purification
force. In Mała Apokalipsa the crumbling Palace is not
only desacralized but cursed by almost all sides, a statue
of pride, a statue of servitude, a stone cake of warning, for­
merly a source of fear, hatred, and magic horror, a cosmic
shed erected vertically, an old outhouse devoured by fungi
and mould, forgotten in the middle of a Central European
crossroad, a terrifying tumulus, a wilderness, and turns
into an artificial altar, a site for self-immolation: I was
preceded along this path by Buddhist monks, a certain
Czech, some Lithuanians, all on their way to the pyre. I was
preceded by people of assorted races and religions walking
along this fiery route. The Palace turns into Golgotha:
I have a terrible urge to tempt fate. So much that I can
feel the flesh on my back crawl. And then we shall meet,
right? I‘ll be waiting for you some fifty kilometres directly
above the spire of the Palace of Culture, there where our
atmosphere, our pleasant earthly existence, comes to an
end. But you will not do this, because 2 000 years ago
a certain Aramean said to his cruel contemporaries: “In­
stead of slaughtering a lamb, a neighbour or your brother,
make a sacrifice of yourself”. I contain seven atoms of the
Antichrist but you —at least 77. - He took a brick from
my hand and weighed it in his hand. —I shall take this as a
souvenir. (...) Perhaps you’re hungry, I have two lumps of
sugar. —What are you talking about? —I should wipe your

face with a piece of cloth, but I don’t have one. —Was this
the last station of our passion? —Yes, we’re facing the sac­
rificial altar. - He pointed to the iconostasis of the palace
reaching the sky and white in the snow flurry.
In Rzeka podziemna the image of the Palace-Golgotha appears briefly before the suicide committed by
Siódmy with the assistance of natural death:
The great Square opened up before him. In the centre
stood that famous Palace, a souvenir of Joseph Vissari­
onovich. It stood immersed almost halfway in clouds or ac­
tually in a single huge cloud... Siódmy suddenly experienced
absurd relief. This enormous amount of air, free space, the
grey sky, which before evening will split above the horizon
showing a red glow, and those black jagged clouds halted in
their wild rush, the same as those that appeared above the
horizon when Christ was crucified.

110

Endnotes
1 Owing to insufficient space I have not included a com­
plete bibliography, which I managed to establish in the
course of surveys, and present bibliographic information
about used sources in the text. I would like to express my
thanks to Ms Hanna Szczubełek, who rendered availa­
ble material in the Administrative Head Office of the
Palace of Culture and Science and made it possible to
for me to work for several days in her office. Using the
Chronicle I was able to reach in the course of further
surveys less known sources (cf. n. 22).
2 Mention is due predominantly to the film by Tadeusz
Konwicki: How Far Away, How Near. The Palace also
appears in this director's Lava and plays a considerable
part in Grand Picnic, directed by Krzysztof Rogulski (cf.
Bożena Sycówna, Raj odnaleziony, (in:) Film i kontekst,
Warszawa 1988, pp. 55-83); cf also: Labirynth, a film
directed by Andrzej S. Kałuszko (“Filmowy Serwis
Prasowy” 1-31 December 1988); the film by Piotr
Łazarkiewicz: Soc, shot on the margin of an exhibition of
socialist realistic art, contains a special effects scene
showing the Palace of Culture being blown up. Great joy
for the eyes, wrote Tadeusz Szyma (cf. “Tygodnik
Powszechny” no. 22, 28 May 1989).
3 Cf. sprayed-on graffito showing a foot wearing a large
“punk-style” shoe and kicking the Palace of Culture,
which I saw on the wall of the “Iluzjon” cinema in
October 1990, and which was used as an emblem and
graphic motif in the fanzine of the ”Brygada Kryzys”
band, no. 0, Warsaw, August 1981 - I owe the latter
information to Ryszard Ciarka.
4 Cf. Dom we współczesnej Polsce. Szkice, ed. Andrzej
Siciński and Piotr Lukasiewicz (in print) - the outcome
of a years-long research programme and a conversatorium conducted by the authors in the Institute of
Philosophy and Sociology at the Polish Academy of
Sciences (IFIS PAN); the publication contains, i.a.
Andrzej Siciński, O idei domu i jego roli w Polsce; Anna
Zadrożyńska, Ludzie / przestrzeń domowa. Przyczynek do
antropologii schronienia; Jan Prokop, Dom polski; Piotr
Łukasiewicz, Dom jako społeczne minimum. Spojrzenie na
okres okupacji niemieckiej w Polsce; Michał Boni, Funkcje
życia domowo-rodzinnego w doktrynie komunistów polskich
(1945-1950); Danuta Markowska, Dom - twierdza tożsa­

�Zbigniew Benedyktowicz • A PHANTOM OF THE CENTRE OF THE WORLD

5
6

7
8

9
10

11
12

13
14
15

16
17
18

19
20

21
22

mości; cf. material from the I international conference:
“Home: Its Contemporary Material, Social and Value
Aspects”, Zaborów, Poland, 11-13 October 1990, orga­
nised by A. Siciński and P Lukasiewicz, in the Department
of Lifestyle Studies IFiS PAN.
Witold Rybczyński, Home. A Short History of an Idea,
Viking Penguin Inc., New York 1986.
Initially, Rybczyński intended to build only a shed for a
boat, but then in order to be able to spend the night
there it was necessary to make some sort of sleeping
arrangement, add a kitchen, a work room, etc. and in
this way instead of a hangar he erected a home; this
process of a gradual construction of a home became the
source of meditation, reflection, and subsequently stu­
dies on the idea of the home.
Clifford Geertz, Być tam, pisać tu, “Ameryka”, winter
1989, p. 60.
James Clifford, The Predicament of Culture. TwentiethCentury Ethnography. Literature and Art, Harvard
University Press, Cambridge, Mass. and London, 1988.
Ibid., p. 9, 13-14.
Jadwiga Siemaszko, Barbara Fatyga, Po co jechać na
Trobriandy, “Polska Sztuka Ludowa” 1989, no. 3, pp.
177-181.
Clifford Geertz, op. cit., p. 62.
Jacek Olędzki, „Skuś baba na dziada". Przyczynek do
powinności przemyśleń perypatetycznych, “Polska Sztuka
Ludowa” 1987, no. 1-4, pp. 142-149.
Ibid., p. 142.
Clifford Geertz, op. cit., p. 63.
On this differentiation, derived from Dilthey, between
comprehension and explanation cf. James Clifford, op.
cit., p. 22, 36 sqq., where the author, accepting the gene­
ral stand claiming that ethnography is an art of interpre­
tation, an interpretation process and not an explanation,
presented the pertinent discussion conducted in con­
temporary anthropology; cf. also on this differentiation:
Gerardus van der Leeuw, Sacred and Profane Beauty. The
Holy in Art, London 1963, pp. 5-6; idem, Fenomenologia
religii, Warszawa 1978, pp. 717-719; cf. comments by Y.
Lotman about the symbolising and desymbolising reading
of texts: the former makes it possible to read texts or
their particles as symbols, which in their natural context
were not intended for this sort of reception. The latter
transforms symbols into commonplace communiqués; Y.
Lotman, Symbol w systemie kultury, “Polska Sztuka
Ludowa” 1988, no. 3, p. 152.
Stanisław Cichowicz, Skąd ten kanon?, “Polska Sztuka
Ludowa” 1990, no. 1, p. 50.
Cf. M. Eliade, Doświadczenie Labiryntu, “Polska Sztuka
Ludowa” 1988, no. 3.
Cf. M. Eliade, Sacrum, mit, historia. Warszawa 1970;
idem,Traktat o historii religii, Warszawa 1966, pp. 361­
379.
M. Eliade, Sacrum... , op. cit., p. 78.
On the polysemantic and multi-dimensional nature of
the symbol cf. “Polska Sztuka Ludowa” 1988, no. 3; here,
an extensive bibliography.
Y. Lotman, Symbol w systemie kultury, “Polska Sztuka
Ludowa” 1988, no. 3, pp. 151-154.
Apart from a source survey I made use of the Palace
Chronicle arranged by Ms Hanna Szczubełek and a col­
lection of untypical correspondence and poems, compri­
sing an appendix to the Chronicle; not in all cases was
it possible to establish the place of the publication of
111

23
24

25
26

27

28
29

30

31
32

particular texts. The absence of more exact bibliographi­
cal data denotes that the given text originates from the
above collections.
Clifford Geertz, op. cit., p. 62.
The situation is rendered even more complicated by a
philosophical statement made by the former Prime
Minister of People's Poland at a reception held at the
“Holiday Inn” upon the occasion of a promotion of a
book written by the former First Secretary of the Polish
United Worker's Party Edward Gierek. The quotation
comes from Polish TV: “Sometimes reality becomes fic­
tion, and fiction - reality”.
This and subseqent emphasis - Z. B.
On the symbolic of axis mundi cf. M. Eliade, Brancusi i
mitologia, “Polska Sztuka Ludowa” 1988, no. 3, pp. 181­
182.
This comparison reflects Rudnev's European stance and
greater sensitivity in contrast to the remaining members
of the Soviet team: ...These people were in the West for the
first time! Only old Rudnev had been in his youth in Warsaw
in 1913. He recalled this fact (cf. J. Sigalin, Warszawa...,
op. cit., vol. 2, p. 428).
Marta Zielińska, Największy Plac w Europie, “Kronika
Warszawy”, no. 4/1989.
On the significance of this film in the cinematic oeuvre
of T. Konwicki and a more detailed analysis against the
background of the motif of the home in the Polish cine­
ma cf. Z. Benedyktowicz, Przestrzenie Pamięci, in: Film i
kontekst, Warszawa 1988, pp. 151-203.
Cf. scenario of How Far Away, How Near, in: T
Konwicki, Ostatni dzień lata. Scenariusze filmowe.
Warszawa 1973: I do not know why I remembered this for
the first time in my life, the memory of a person carried to
Hell. Now I think that he could have been slowly ascending
to Heaven.
T Konwicki, Ostatni..., op. cit., p. 250.
During my survey I did not come acrosss this note and
thus cite it after: Mariusz Szczygieł, Kochany Pałacu, “Na
Przełaj”, 10 September 1989.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6668" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6648">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b43f50a02f44f187223088f62ea5ea70.pdf</src>
        <authentication>2299eecaa9a91bc581b638b6d47b8860</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79486">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3468</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79487">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79488">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3251</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79489">
                <text>Antropologia kultury w Polsce - dziedzictwo, pojęcia, inspiracje (materiały do słownika) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79490">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.1, s.47-60</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79491">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew [et al.]</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79492">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79493">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79494">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79495">
                <text>Zbigniew Benedyktowicz, Czesław Robotycki
Ludwik Stomma, Ryszard Tomicki,
Jerzy S. Wasilewski

ANTROPOLOGIA KULTURY W POLSCE - DZIEDZICTWO, POJĘCIA, INSPIRACJE
MATERIAŁY D O

Antropologia
kultury
jest
nauką
młodą.
Jeszcze
w 1952 г., w t o k u S y m p o s i u m I n t e r n a t i o n a l o f A n t r o p o logy w N o w y m J o r k u , Siegfried F r e d e r i c k N a d e l nego­
w a ł j e j o d r ę b n o ś ć od f u n k c j o n a l i s t y c z n i e r o z u m i a n e j a n ­
tropologii s p o ł e c z n e j . Dzisiaj w p r a w d z i e n i k t j u ż nie od­
m a w i a s p e c y f i k i tej d y s c y p l i n i e , , k t ó r e j p r z e d m i o t e m nie
jest c z ł o w i e k p e ł e n z n a c z e ń , ale c z ł o w i e k t w ó r c a zna­
czeń", jednak p r ó b y ściślejszego o k r e ś l e n i a jej zakresu
i pozycji wśród nauk społeezno-historycznych
natrafiają
n a d a l na p o w a ż n e t r u d n o ś c i . I n n ą p o s t a w ę p r e z e n t u j e t u
p r z e c i e ż s o c j o l o g i z u j ą c a g r u p a p a r y s k a Isaaca C h i v y , i n ­
ną ekonomizujący Maurice Godelier, związani z trady­
cją szkoły praskiej i W ł a d i m i r a Proppa przedstawiciele
tartuskiej szkoły semiotycznej, etnologizujący
historycy
s p o d z n a k ó w N o u v e l l e H i s t o i r e etc. N a t y m t l e s t o s u n ­
k o w o w y r a ź n i e r y s u j ą się zainteresowania o d l e g ł e j od
inspiracji socjologicznych i ekonomicznych nowej etno­
logii polskiej, której p r o g r a m charakteryzuje najpełniej
pięć n a s t ę p u j ą c y c h p o s t u l a t ó w :
1. — o d e j ś c i a o d p o z y t y w i s t y c z n y c h i p o s t p o z y t y w i stycznych (funkcjonalizm)
k i e r u n k ó w etnologii w s t r o n ę
u j ę ć s y s t e m o w y c h , w y c h o d z ą c y c h od k a t e g o r i i w ł a ś c i ­
w y c h badanej kulturze, a więc niejako „od w e w n ą t r z " ;
2. — a p l i k o w a n i a k o h e r e n t n e g o i k o n s e k w e n t n e g o
aparatu p o j ę c i o w o - m e t o d o l o g i c z n e g o , a k c e n t u j ą c e g o stro­
nę znaczeniową zjawisk kultury;
3. — k o n c e n t r a c j i b a d a ń n a s y s t e m i e t z w . k u l t u r y d u ­
chowej w jej szerszym j e d n a k r o z u m i e n i u , n i ż u K a z i ­
mierza Moszyńskiego, o b e j m u j ą c y m również religijność,
obrzędowość, mitologię, literaturę ludową, problematy­
kę identyfikacji kulturowej
etc;
4. — z a n i e c h a n i a — w a r u n k o w a n y c h p r z e z f o r m a l n e
pseudoklasyfikacje — p r z y p a d k o w y c h o p i s ó w z j a w i s k , na
k o r z y ś ć syntetycznych prac interpretacyjnych
mających
na celu u j a w n i e n i e u k r y t y c h s t r u k t u r d ł u g i e g o t r w a n i a ;
5. — i n t e r d y s c y p l i n a r n o ś c i r o z u m i a n e j j a k o w i e l o ­
stronne w y k o r z y s t y w a n i e i asymilowanie w s p ó ł c z e s n y c h
o s i ą g n i ę ć d y s c y p l i n p o k r e w n y c h , n a czele z h i s t o r i ą , semiologią, religioznawstwem, j ę z y k o z n a w s t w e m ,
biblistyką, historią sztuki i literaturoznawstwem.
P o m i m o t a k z d e c y d o w a n e g o o d c i ę c i a s i ę od t e n d e n ­
c j i r e p r e z e n t o w a n y c h n p . p r z e z M a u r i c e ' a G o d e l i e r a , czy
M a r c a A u g ś , p r o g r a m t e n m o ż e b y ć jeszcze — w z a l e ż ­
n o ś c i od r e a l i z a c j i — b l i s k i co n a j m n i e j p a r u n u r t o m
antropologii k u l t u r y . To w ł a ś n i e m i e l i ś m y na m y ś l i p i ­
s z ą c , iż w y z n a c z a o n p o z y c j e „ s t o s u n k o w o
wyraźnie".
Niech w i ę c nie d z i w i czytelnika p e w n a n i e j e d n o r o d n o ś ć
haseł pomieszczonych w niniejszym s ł o w n i k u . Ukazuje
ona po p r o s t u z a k r e s w e w n ę t r z n e g o z r ó ż n i c o w a n i a t e n ­
dencji, dostrzegalnych w nowej etnologii polskiej, k t ó r a
— j a k s ą d z i ć m o ż n a — r o z w i j a ć się poczyna w czte­
r e c h u z u p e ł n i a j ą c y c h się k i e r u n k a c h : o r t o d o k s y j n i e
s t r u k t u r a l n y m , p o s i ł k u j ą c y m się przede w s z y s t k i m
dokonaniami radzieckiej szkoły semiotycznej,
struk­

SŁOWNIKA

t u r a 1 n o - h i s o r y c z n y r n — d ą ż ą c y m do w z b o g a c e ­
nia d o r o b k u
etnologii
osiągnięciami francuskiej,
pol­
skiej i radzieckiej ,,nouvelle histoire",
s t r u k t u r a l n o - m i t o z n a w с z у m — o d w o ł u j ą c y m się obok s p u ś ­
cizny Claude'a Levi-Straussa i uczonych g r u p y tartus­
k i e j r ó w n i e ż do t r a d y c j i m i t o z n a w s t w a p o r ó w n a w c z e g o
i
wreszcie f e n o m e n o l o g i c z n y m
—
podejmują­
cym g ł ó w n i e zagadnienie identyfikacji k u l t u r o w e j , m e n ­
talnych konsekwencji konfrontacji
„swój : obcy".
Wy­
daje się, że ten w ł a ś n i e o r y g i n a l n y d o b ó r r ó ż n y c h
ale
w istocie rzeczy blisko s p o k r e w n i o n y c h o r i e n t a c j i ,
ich
d o p e ł n i a n i e się i w s p ó ł p r a c a , d e c y d u j ą o specyfice i po­
tencjale polskiej antropologii k u l t u r y .
K r ó t k a historia antropologii k u l t u r y nie wyklucza
o c z y w i ś c i e jej d ł u g i e j t r a d y c j i . N i e ogranicza się w i ę c
do z d e k l a r o w a n y c h s t r u k t u r a l i s t ó w p i e r w s z a c z ę ś ć s ł o w ­
n i k a — p r e z e n t u j ą c a uczonych, k t ó r y c h d z i e ł a s t a ł y się
dla nowej etnologii polskiej ż y w y m i bezcennym ź r ó d ­
ł e m inspiracji. Nie chodzi w niej o o m a w i a n i e całości
dorobku uszeregowanych alfabetycznie k l a s y k ó w ,
lecz
t y l k o o p r e z e n t a c j e t y c h i c h p r a c , t w i e r d z e ń , czy d e z y ­
d e r a t ó w , z k t ó r y c h do d z i ś k o r z y s t a m y , l u b k t ó r y c h c z u ­
j e m y s i ę s p a d k o b i e r c a m i . Jest to w i ę c u j ę c i e g ł ę b o k o
i ś w i a d o m i e s u b i e k t y w n e , z czego a u t o r z y z d a j ą s o b i e
w pełni sprawę.
Po c z ę ś c i s u b i e k t y w n y c h a r a k t e r m a r ó w n i e ż d o b ó r
haseł i w d r u g i m — metodologicznym rozdziale s ł o w ­
nika, z a w i e r a j ą c y m prócz podstawowych pojęć i katego­
r i i , t a k ż e te z nich, k t ó r e w procesie zwalczania n o w o ś ­
ci g r u p o w a ł y n a j w i ę c e j a t a k ó w , j a k r ó w n i e ż p a r ę h a s e ł
m a j ą c y c h dopiero s p r o w o k o w a ć d y s k u s j ę i sprzeciw.
Trzecia i ostatnia część s ł o w n i k a p o ś w i ę c o n a jest na­
tomiast bilansowi dotychczasowych, konkretnych doko­
n a ń w y p u n k t o w a n y c h o r i e n t a c j i n o w e j etnologii. Nie ms
w niej kropek nad i , r o z w i ą z a ń i o b o w i ą z u j ą c y c h
for­
muł,
raczej
zbiór
propozycji,
hipotez i
spostrzeżeń.
I w ł a ś n i e d l a t e g o a u t o r z y s ł o w n i k a w i e r z ą , iż o k a ż e s i ę
o n u ż y t e c z n y . (L.S.)

ROLAND

BARTHES

W s k a z a n i a m e t o d o l o g i c z n e R o l a n d a B a r t h e s a (1915—1930)
z a w a r t e p r z e d e w s z y s t k i m w p r a c a c h : . M i t dzisiaj
1956,
Znak w wyobraźni
1962 i Działalność
strukturalistyczr.i
1963 ( t ł u m . p o l s k i e w z b i o r z e Mit i znak, W a r s z a w a 1970)
nie w y c h o d z ą
z a s a d n i c z o poza z a k r e s o r t o d o k s y j n e g o
strukturalizmu,
w
jego
levi-straussowskim
wydaniu.
Wszakże ani wyróżnienia symbolicznych, paraćl£gmatyczn y c h i"syntagmatycznych relacji znaku, ani znanej ana­
lizy m i t u j a k o systemu semiologicznego nie s p o s ó b za­
liczyć do jego o r y g i n a l n y c h o s i ą g n i ę ć . N i e w ą t p l i w i e p r e ­
kursorski charakter ma natomiast Barthesa k r y t y k a
so­
cjologii, jak r ó w n i e ż t y p podejmowanej p r z e z e ń proble­
matyki.

�W Systeme
de la mode (1967) a n a l i z u j e R o l a n d B a r t ­
hes „ u b r a n i e o p i s a n e " ( v e t e m e n t ś c r i t ) , a w i ę c z b i ó r su­
gestii i d y r e k t y w p r z e k a z y w a n y c h w k o m u n i k a t a c h m o d y
przez m a s o w e ś r o d k i przekazu. P o r ó w n u j ą c serie t a k i c h
k o m u n i k a t ó w s t a r a s i ę w y ł o w i ć u k ł a d cech d y s t y n k t y w nych decydujących
o t y m , iż d a n y p o s z c z e g ó l n y
eg­
zemplarz „ u b r a n i a rzeczywistego" (vetement reel) m o ż e
b y ć , w p r z e c i w i e ń s t w i e d o i n n e g o , u z n a n y za m o d n y .
O k a z u j e s i ę , i ż o „ m o d n o ś c i " s t r o j u n i e d e c y d u j e z osob­
n a j e g o k r ó j , t y p m a t e r i a ł u , k o l o r e t c , lecz t y l k o u t a ­
jona s t r u k t u r a i c h p o w i ą z a ń . I t a k oto znajduje
po­
t w i e r d z e n i e i n t u i c j a , iż n p . o s o b n i k w b i t y w s z l a g i e r o ­
w e spodnie, e x t r a k o s z u l ę , a opatrzony ponadto superm o d n y m i d e t a l a m i , miast b y ć en vogue, s t a n o w i ć m o ż e
ż a ł o s n ą k a r y k a t u r ę m o d y — uosobienie
niezrozumienia
i zanegowania j e j w y m o g ó w . Tymczasem socjologia s k ł o n ­
na jest do p o s ł u g i w a n i a się k l a s y f i k a c j a m i o p a r t y m i
w ł a ś n i e na p o j e d y n c z y c h , w y r w a n y c h z k o n t e k s t u i c y ­
sto z e w n ę t r z n y c h s y m p t o m a c h . „ N a p r z y k ł a d , s o c j o l o g
k u l t u r y — k o m e n t u j e Stefan Ż ó ł k i e w s k i — bada p r e ­
ferencyjne w y b o r y f i l m o w e danej zbiorowości. Jak ma
p o k l a s y f i k o w a ć f i l m y b ę d ą c e p r z e d m i o t e m w y b o r u , bez
uprzedniej analizy semiotycznej i f i l m ó w i odpowied­
n i c h z a c h o w a ń w i d z ó w ? (...) B e z w y n i k ó w
uprzedniej
analizy strukturalnej wszelka taka klasyfikacja, n i e z b ę d ­
n a p r z e c i e ż d l a socjologa k u l t u r y , b ę d z i e
dyletancka".
D o t y c z y to z r e s z t ą n i e t y l k o t a k d e l i k a t n e j i s p e c y f i c z ­
n e j r n a t e r i i i , j a k p r o d u k c j a a r t y s t y c z n a ale r ó w n i e ż k u l ­
t u r y m a t e r i a l n e j , czy s p o ł e c z n e j , d o k t ó r e j
aplikowane
są u p o r c z y w i e przez s o c j o l o g ó w , rzekomo o b i e k t y w n e ,
a w rzeczywistości mechaniczne i często z a t r a c a j ą c e j a ­
k i k o l w i e k sens w y n i k ó w , p o d z i a ł y n a g r u p y w i e k u , p ł c i
etc.
„ M i t — s t w i e r d z i ł R o l a n d B a r t h e s — polega
na
przedstawieniu szeregów natury i kultury — ukazywa­
n i u jako naturalnych, w y t w o r ó w s p o ł e c z n y c h , ideologicz­
nych, historycznych etc, przedstawianiu
bezpośrednich
produktów stosunków kulturowo-społecznych i związa­
n y c h z n i m i p o w i k ł a ń m o r a l n y c h , estetycznych,
klaso­
w y c h , czy i d e o w y c h , j a k o p o w s t a ł y c h s a m e p r z e z s i ę ,
co w k o n s e k w e n c j i p r o w a d z i do u z n a n i a i c h za » d o b r e
p r a w a « , »głos o p i n i i publicznej«, » n o r m y « ,
»chwalebne
z a s a d y « — j e d n y m s ł o w e m za rzeczy w r o d z o n e " . W y ­
c h o d z ą c od tej d e f i n i c j i z d e c y d o w a ł s i ę R o l a n d B a r t h e s
na a n a l i z ę , w k a t e g o r i a c h m i t u , szeregu z j a w i s k t z w .
w s p ó ł c z e s n e j k u l t u r y elit. W e ź m y na p r z y k ł a d pojęcie
„ p o s t ę p u c y w i l i z a c y j n e g o " . Jest w j e g o r a m a c h
rzeczą
p e w n ą — i zgodną zresztą z powszechnym
odczuciem
E u r o p e j c z y k ó w — iż n p . k u l t u r a p r a w n a
współczesnej
E u r o p y stoi w y ż e j o d j u r y s t y k i P i g m e j ó w M b u t i . S ą d ten
wydaje się tak oczywisty, że nie m u s i b y ć nawet uza­
s a d n i a n y czy t o w i ę k s z ą s k u t e c z n o ś c i ą ( t a k n i e j e s t ! ) ,
czy i n s t r u m e n t a l n ą p r a k t y c z n o ś c i ą ( i t a k n i e j e s t ! ) n a ­
szych k o d e k s ó w . W y p ł y w a o n b o w i e m z n i e u ś w i a d a m i a nego, a w k a ż d y m razie r z a d k o f o r m u ł o w a n e g o
prze­
konania, że k u l t u r a europejska realizuje najlepiej ogól­
noludzkie d ą ż e n i a psychiczne, moralne i intelektualne.
I n n y m i słowy, że n a t u r a l n y m i w r o d z o n y m d ą ż e n i e m
l u d z k o ś c i jest p ę d k u tej o d m i a n i e k u l t u r y , j a k ą w d r o ­
dze s p e c y f i c z n y c h z b i e g ó w o k o l i c z n o ś c i i p r o c e s ó w d z i e ­
j o w y c h w y t w o r z y ł a z a c h o d n i a E u r o p a . I t a k oto s a m a
natura
człowieka,
interes
jego
wrodzonych
potrzeb
u s p r a w i e d l i w i a ć poczyna narzucanie d a l e k i m M b u t i eu­
r o p e j s k i c h n o r m i p r a w , n a w e t j e ś l i p r o w a d z ą o n e do
konfliktów, dezintegracji społecznej i zagłady.
Takie najprostsze p r z y p a d k i m i t u , s t a n o w i ą c e niejako
r o z w i n i ę c i e jego d e f i n i c j i , i n t e r e s u j ą
jednak
Rolanda
Barthesa tylko marginalnie. W y r a f i n o w a n y smak inte­
l e k t u a l n y i ironiczny z m y s ł obserwacyjny, k a ż ą m u po­
d e j m o w a ć analizę p r z y p a d k ó w , w których mit przejawia

się w sposób bardziej z a k a m u f l o w a n y , b ą d ź paradoksal­
n y . Z n a j d z i e m y na t e j l i ś c i e w s p ó ł c z e s n y c h m i t ó w m . i n . ;
n o w y m o d e l C i t r o e n a , t w a r z G r e t y G a r b o , T o u r de F r a n ­
ce, f r a n c u s k i p l a k a t w y b o r c z y , s t r i p - t e a s e , w y o b r a ż e n i a
o E i n s t e i n i e , i k o n o g r a f i ę A b b e P i e r r e ' a , czy G u i d e B l e u .
Z a t r z y m a j m y się c h w i l ę przy ostatnim z tych p r z y ­
p a d k ó w . „ B y ł p a n w H i s z p a n i i ? ? — A czy w i d z i a ł p a n
A l h a m b r ę , corridę, Escurial, flamenco, Prado i Samosierr ę ? " — Ten bełkot pojęcio-zabytków charakteryzuje nie­
mal w pełni Hiszpanię z perspektywy Trabanta. Hiszpa­
n i e s ą n i e j a k o d o d a t k i e m do t e g o m e n u , d o d a t k i e m w ł a ś ­
ciwie z b ę d n y m . Escurial przestaje b y ć elementem c a ł e g o
systemu k u l t u r y i b e r y j s k i e j , w y r a s t a j u ż sam przez s i ę ,
deus ex machina, w r o z k ł a d z i e o b i e k t ó w , k t ó r e p o z n a ć
winien k u l t u r a l n y turysta. Obejrzenie nie t y l k o zastę­
puje t u zrozumienie, ale n i e p o s t r z e ż e n i e w k r a d a się w j e ­
go f u n k c j e . K t ó ż p y t a : ,, czy z r o z u m i a ł p a n f l a m e n c o ? "
Ten intelektualny b e ł k o t znajduje jednak swoich spon­
s o r ó w , s c h l e b i a j ą c y c h jego o f i a r o m . A l e ż to c a ł k i e m n a ­
t u r a l n e widzenie ś w i a t a . A l e ż tak w ł a ś n i e trzeba. I tak
o f i a r a z m i e n i a s i ę w w y r o c z n i ę , b ł ę d y w „ s ł u s z n e zasa­
dy". Powstaje kolejny m i t . „ G u i d e Bleu uznaje t y l k o
p e j z a ż e m a l o w n i c z e . M a l o w n i c z e j e s t z a ś t o , co j e s t w y ­
j ą t k o w e . P o m i ę d z y w i d o k a m i p o w o ł y w a n y m i przez G u i ­
de do e s t e t y c z n e g o i s t n i e n i a r ó w n i n a w y s t ę p u j e s p o r a ­
dycznie i to t y l k o wtedy, gdy m o ż n a s t w i e r d z i ć , że jest
żyzna. P ł a s k o w z g ó r z e nie istnieje wcale. Jedynie góra,
w ą w ó z , przełęcz lub w a r t k i potok z a d o ś ć u c z y n i ć m o g ą
w y m a g a n i o m panteonu
podróży, o tyle jednak
tylko,
o ile p o t ę g o w a ć m o g ą uczucia grozy, s a m o t n o ś c i i i m po­
d o b n y c h u n i e s i e ń . (...) O g ó l n i e rzecz b i o r ą c G u i d e B l e u
dzieli miałkość wszelkich opisów analitycznych odrzuca­
j ą c y c h jednocześnie w y j a ś n i a n i e i fenomenologię — nie
o d p o w i a d a o n na ż a d n e z p y t a ń , k t ó r e m o ż e sobie s t a ­
wiać współczesny podróżnik przyglądający się widokom
rzeczywistym, widokom, k t ó r e trwają. Sam już dobór
prezentowanych z a b y t k ó w niweczy j e d n o c z e ś n i e rzeczy­
w i s t o ś ć d a n e j z i e m i i d a n y c h l u d z i , p o m i j a w s z y s t k o co
m a t a m m i e j s c e w t e r a ź n i e j s z o ś c i , co j e s t w i ę c h i s t o r y c z ­
ne. I s t n i e j ą c y z a ś n i e j a k o s a m p r z e z s i ę z a b y t e k s t a j e
s i ę w k o ń c u n i e z r o z u m i a ł y , a w i ę c g ł u p a w y . T a k oto
p o w y n i s z c z e n i u w s z y s t k i e g o , co s ł u ż y z r o z u m i e n i u , s p o ­
t y k a nasz p r z e w o d n i k los w s p ó l n y z r e s z t ą w s z e l k i m m i ­
s t y f i k a c j o m — staje s i ę o n z a p r z e c z e n i e m w ł a s n e j f u n k ­
c j i — n a r z ę d z i e m z a ś l e p i a n i a . . . " ( M y t h o l o g i e s , 1968).
Wezwanie

do

kontekst k u l t u r o w y
n o w ą . Rzadko

ujęć

systemowych,

kto dał m u

jednak

zemplifikację, jak Roland Barthes.
unaocznić tą najgłębszą

prawdę

znajecie? — Siebie s a m y c h

JAN

STANISŁAW

uwzględniających

nie jest na p e w n o w e t n o l o g i i r z e c z ą
tak

dramatyczną

I któż jak on

etnografii — Kogóż

poznajecie!

eg-

potrafił
po­

(L.S.)

BYSTRON

B y s t r o ń (1892—1964) z a j m u j e w d z i e j a c h e t n o g r a f i i p o l ­
skiej p o z y c j ę w y j ą t k o w ą , a j e d n o c z e ś n i e zgoła specyfic7ną. Otóż a n i jego n a j w a ż n i e j s z e prace o charakterze
p o d r ę c z n i k o w y m , do k t ó r y c h p r z y k ł a d a ł s z c z e g ó l n ą w a ­
g ę (Wstęp
do ludoznawstwa
polskiego
1926 i rozsz. 1939,
Kultura
ludowa 1936, Etnografia
Polski 1947), a n i z a p o ż y ­
c z o n y o d E m i l a D u r k h e i m a i w m n i e j s z y m s t o p n i u od
Luciena L e v y - B r u h l a aparat metodologiczny nie o p a r ł y
s i ę z ę b o w i czasu. R ó w n i e ż m o n o g r a f i e z w y c z a j ó w z w i ą ­
z a n y c h z u p r a w ą z b ó ż (Zwyczaje
żniwiarskie
w
Polsce
1916) i z n a r o d z i n a m i (Słowiańskie
obrzędy
rodzinne
1916) s ą d z i ś w . w a r s t w i e i n t e r p r e t a c y j n e j
anachronicz­
ne. P o m i m o t o jest s p u ś c i z n a J a n a S t a n i s ł a w a B y s t r o n i a
ż y w y m ź r ó d ł e m inspiracji nowoczesnej etnologii polskiej,
a z a d e c y d o w a ł y o t y m trzy jej p r z e s ł a n i a :

�1. P i e r w s z y w ś r ó d p o l s k i c h e t n o g r a f ó w z w r ó c i ł B y ­
stroń u w a g ę na m i t o t w ó r c z y charakter konfrontacji s w ó j '
obcy ( w k t ó r e j k r y t e r i a o b c o ś c i m o g ą b y ć bardzo r ó ż ­
ne: etniczne, j ę z y k o w e , r e l i g i j n e ,
zawodowe, klasowe,
k u l t u r a l n e . . . ) i p r e c y z y j n e o p i s a ł w Megalomanii
Narodo­
wej (1935) m e c h a n i z m y m i t y z a c j i obcego. I t a k s k o n k r e ­
tyzowane początkowo symptomy obcości poczynają pod­
legać — p o d ł u g Jana S t a n i s ł a w a B y s t r o n i a — procesom
idealizacji w trzech w y m i a r a c h . Pierwszy z nich, k t ó r y
m o g l i b y ś m y określić j a k o w y o b r a ż e n i o w y , to p o s t ę p u j ą c a
d e f o r m a c j a o b r a z u obcego. N p . r e l i g i a ż y d o w s k a j e s t n a j ­
p i e r w i n n a , p ó ź n i e j o c z y w i ś c i e . gorsza, n a s t ę p n i e d e m o ­
niczna, wreszcie diabelska
i zbrodnicza
(w3 obrażenia
o mordach r y t u a l n y c h , d o d a w a n i u k r w i dzieci c h r z e ś c i ­
j a ń s k i c h do m a c y e t c ) . P o d o b n i e N i e m i e c ze ś m i e s z n e g o
c u d a k a staje s i ę d i a b ł e m , k o m u n i s t ą , z y s k u j e m i a n o Ż y ­
da, m a s o n a , ś w i ę t o k r a d c y , A n t y c h r y s t a etc. D r u g i w y ­
m i a r to r o z c i ą g a n i e s ą d u i n d y w i d u a l n e g o na c a ł ą g r u p ę :
to s t ą d w y r a s t a j ą k o s z m a r n e p o w i e d z e n i a o t y m , „ ż e d o ­
bry
N i e m i e c to t a k i , k t ó r y
spoczywa
pod
ziemią",
o „ s k ł o n n o ś c i a m e r y k a ń s k i c h W ł o c h ó w do z b r o d n i " , „ d y ­
b i ą c y c h na c n o t ę europejskich panienek A r a b a c h " , „ l e ­
n i w y c h c h ł o p a c h " . . . Stereotyp przestaje r ó ż n i c o w a ć . Z l y
j e s t k a ż d y N i e m i e c , w s z y s c y W ł o s i to m a f i o s o i t d . T r z e ­
c i m wreszcie w y m i a r e m jest idealizacia historyczna w y ­
twarzająca wrogów „odwiecznych", „wiekowe krzywdy",
czy c h o ć b y t r a g i c z n e , w i e ń c z ą c e Megalomanię
narodową
przysłowie, że „jak świat ś w i a t e m nie będzie Niemiec
P o l a k o w i b r a t e m " . B y w a j ą r ó w n i e ż , acz z n a c z n i e r z a ­
dziej, sytuacje o d w r o t n e : „ W ę g i e r , Polak d w a b r a t a n k i " .
wierzymy w „angielski spokój", „japońską pracowitość",
„ s k a n d y n a w s k ą u c z c i w o ś ć " — z n ó w bez w y j ą t k ó w , bez
zastrzeżeń. Na t y m p o z y t y w n y m przykładzie
zauważyć
m o ż e m y dalszy etap k s z t a ł t o w a n i a się obrazu obcych.
Nie d o ś ć w i ę c , że A n g l i k jest p u n k t u a l n y , ż e p u n k t u a l ­
n y jest k a ż d y A n g l i k , że k a ż d y A n g l i k b y ł , jest i b ę d z i e
p u n k t u a l n y , t r z e b a jeszcze t e n s t e r e o t y p z o b i e k t y w i z o ­
w a ć . I t a k f o r m u j e s i ę o s t a t e c z n i e m i t , w k t ó r y m nasze
wyobrażenia
o „odwiecznej
niższości k u l t u r a l n e j " np.
Papuasów przestają już być subiektywnymi, uwarunko­
w a n y m i historycznie s ą d a m i , a stają się „ p o c z u c i e m i n ­
s t y n k t o w n y m " . Z a p ó ź n i e n i e z a ś Papuasa jest o c z y w i ś c i e
cechą z „mlekiem matki wyssaną" (porównaj:
„Polka
mnie zrodziła, z jej piersi wyssałem...") lub w y k s z t a ł c o ­
n ą p r z e z o b i e k t y w n e (sic!) w a r u n k i h i s t o r y c z n e , czy n a ­
wet klimatyczne.
7

2. Szereg d r o b n y c h p r a c p o ś w i ę c i ł J a n
Stanisław
B y s t r o ń p r o b l e m a t y c e n i e p e n e t r o w a n e j d o t ą d p r z e z et­
n o g r a f i ę , j a k n p : n a p i s o m na drzewach, m o g i ł a c h , p r z e d ­
m i o t a c h c o d z i e n n e g o u ż y t k u , s z y l d a c h etc. (Napisy
—
drobiazgi tradycyjne
1927), z n a k o m g r a n i c z n y m i o r i e n t a ­
c y j n y m (Znaki 1938), j ę z y k o w i u c z n i ó w s z k o l n y c h , k o r p o ­
r a c j i z a w o d o w y c h , g r u p p r z e s t ę p c z y c h (Języki
drugorzęd­
ne 1911), z a s a d o m
konstruowania dowcipów
(Komizm
1939, w y d . z m i e ń . 1960), t z w . ł a ń c u s z k o m ś w . A n t o n i e ­
go (Łańcuch
szczęścia
1938), czy l u d o w y m w y o b r a ż e n i o m
k o s m o l o g i c z n y m (Wierzenia
o środku
świata
1923, Czyn­
niki magiczno-religijne
w osadnictwie
1937) etc. P r z y ­
c z y n i ł y s i ę one n i e t y l k o do w y d a t n e g o r o z s z e r z e n i a et­
n o g r a f i c z n e j b a z y ź r ó d ł o w e j , lecz u k a z a ł y r ó w n i e ż , iż
„ c h a r a k t e r s y m b o l i c z n y " , osadzony w g ł ę b o k i c h , u t a j o ­
nych strukturach m y ś l e n i a mitycznego m o g ą mieć r ó w ­
nież zjawiska, k t ó r y c h nie b y l i b y ś m y wcale s k ł o n n i t r a k ­
t o w a ć j a k o „ l u d o w e " , czy „ p i e r w o t n e " , i n n y m i s ł o w y , żc
m i t j e s t w ś r ó d nas. W a n a l i z i e o w y c h „ d r o b i a z g ó w " c h w y ­
t a ł się B y s t r o ń r ó ż n y c h s p o s o b ó w : od p ł a s k i e g o socjol o g i z m u (Języki
drugorzędne),
poprzez dociekania histor y c z n o - g e n e t y c z n e (Łańcuch
szczęścia),
a ż po p r ó b y b u ­
d o w y bardzo zresztą uproszczonych m o d e l i
(Czynniki...).
N i e o s i ą g n ą w s z y na t y m p o l u n a d m i e r n y c h
sukcesów

zwrócił

wszelako

uświadamiany
—

co w

Jan

Stanisław

charakter

warunkach

wielu

Bystroń

u w a g ę na

zjawisk kultury,

zmienność

trwaniu

nietakże

etnografii polskiej u z n a ć n a l e ż y

s z c z e g ó l n i e p i o n i e r s k i e — na z ł o ż o n y charakter
mian:

a

zdarzeń,

przy

za

ich prze­

jednoczesnym

długim

struktur.

3. „ O c z y w i ś c i e n i e m a m z ł u d z e ń co do tego, ż e
ogromna ilość c z y t e l n i k ó w będzie t r a k t o w a ł a
niniejszą
książkę jako zbiór mniej lub więcej wesołych opowia­
dań i zabawnych konceptów. Niech i tak będzie! Jeżeli
t e o r i a o k a ż e s i ę c h y b i o n a , to n i e c h p r z y n a j m n i e j k s i ą ż ­
ka w tej niezamierzonej r o l i o k a ż e się p r z y d a t n a . T y l e
j e s t k s i ą ż e k n a ś w i e c i e i to z n a j b a r d z i e j d o s t o j n y m i t y ­
t u ł a m i , z k t ó r y c h nawet takiego p o ż y t k u nie ma"
p i s a ł J a n S t a n i s ł a w B y s t r o ń w e w s t ę p i e do
Komizmu.
A w i ę c — dystans do w ł a s n y c h dzieł, k p i n a z k o t u r n ó w
i p o ż ó ł k ł y c h z a s ł u g , i u d y c z n y r ó w n i e ż cel n a u k i . J e ś l i
p r z y p o m n i m y j e d n a k , że ten sam r o z b a w i o n y autor p o ­
t r a f i ł w Megalomanii
narodowej
z d o b y ć się na d r a m a ­
t y c z n e p o t ę p i e n i e n a c j o n a l i z m u i n i e c o f n ą ć go n a w e t
w obliczu najplugawszych a t a k ó w i i n w e k t y w , p r z y z n a ć
chyba b ę d z i e m y m o g l i , że w y b r a ł on h u m a n i s t y k i n a j ­
i s t o t n i e j s z ą c z ą s t k ę i u z n a ć go za p r a w d z i w e g o n a u c z y ­
c i e l a n a u k o w e j 1'art d e v i v r e . (L.S.)

GEORGES

DUMEZIL

D u m e z i l u r . 1898 j e s t t w ó r c ą n o w o c z e s n e g o m i t o z n a w s t w a p o r ó w n a w c z e g o , a u t o r e m m . i n : L e Festin
d'immortalitć
( U c z t a n i e ś m i e r t e l n o ś c i ) 1924, Loki 1948,
L'idcnlogie tripa-atie
des Indo-Europeens
(Trójdzielna ideolo­
gia I n d o e u r o p e j c z y k ó w ) 1958, L c s Dieux
des
Germains
(Bogowie G e r m a n ó w )
1959, t r y l o g i i Mythe
et
Epopee
1968—1973, F e t e s romaines
d'dele et d'automne
(Letnie
i j e s i e n n e ś w i ę t a r z y m s k i e ) 1975, Manages
romains
(Wasela r z y m s k i e ) 1979. Ż a d n a z t y c h j e g o p r a c n i e byJa
t ł u m a c z o n a na j ę z y k p o l s k i .
O

znaczeniu

etnologii

Georgesa

zadecydowały

podstawowe

Dumezila

przede

dla

wszystkim

współczesnej
jego

cztery

tezy:

1. I ż m i t o l o g i e p o s z c z e g ó l n y c h g r u p e t n i c z n y c h , b ę ­
dąc odbiciami koherentnych i logicznych wizji
świata,
t w o r z ą zawsze s y s t e m y .
2. I ż p r ó b y n a w e t w z g l ę d n e g o d a t o w a n i a
wątków
m i t y c z n y c h s ą p r z e d s i ę w z i ę c i a m i ex d e f i n i t i o n e b e z p ł o d ­
n y m i , b o w i e m : „ K r z e s ł o nie jest p r o s t ą s u m ą k a w a ł k ó w
drewna, wiechci słomy i śrub metalowych, z których
zostało zrobione. Dopiero f u n k c j o n o w a n i e całości t ł u m a ­
czy
poszczególne
elementy. Wiedza
o wieku
owych
szczap, w i e c h c i , czy ś r u b n i e w i e l e s i ę w i ę c p r z y c z y n i do
zrozumienia — jeśli wolno się tak wyrazić — istoty
k r z e s ł a . " O w s z e m , m i t y m a j ą s w o j ą h i s t o r i ę ale w p i s a ­
n a j e s t ona i v d ł u g i e t r w a n i e ( l o n g u e d u r ć e ) n i e m i e r z a l ­
ne w k a t e g o r i a c h c h r o n o l o g i c z n y c h z a p o ż y c z o n y c h z h i ­
storii politycznej.
3. I ż o b r z ę d j e s t m i t e m w a k c j i , c z y l i i n n y m i s ł o ­
w y , o b r z ę d o w o ś ć i m i t o l o g i a b ę d ą c o d b i c i a m i tej samej
wizji świata mogą być interpretowane łącznie (wzajem­
nie
służyć
swojej
interpretacji). Natomiast
kwestia
pierwszeństwa
mitu
(Jacques Soustelle), ,czy
rytuału
(Victor B e r a r d , Robert Graves) nie ma w i ę k s z e g o zna­
czenia.
4. I ż s t r u k t u r a p a n t e o n u b ó s t w w s z y s t k i c h m i t o l o g i i
indoeuropejskich jest t r ó j d z i e l n a — b ó s t w a o w e r e a l i z u z u j ą b o w i e m t r z y zasadnicze f u n k c j e o d r ę b n e ale i w z a ­
j e m n i e s i ę d o p e ł n i a j ą c e : a. p a n o w a n i a , w sensie w ł a d z y
a d m i n i s t r a c y j n e j i n a d p r z y r o d z o n e j n a d ś w i a t e m , b. s i ­
ły zdobywczej — militarnej, с płodności. N p :

49

T

�Indie

funkcja
funkcja
funkcja

a.
b.
c.

Skandyna­

Rzym

(Weda)

wia

Mitra

Туг

Waruna
Indra

Odyn

Dius
Jupiter

Bliźnięta

Thorr
Nsordr

Mars
Quirinus

Nasatya

Freyr

Flora

(Edda)

etc.

s a m i e n i e t e g o co ś w i ę t e z t y m co s p o ł e c z n e , a t a k ż e i d e a
p r y m a t u s p o ł e c z e ń s t w a nad k a t e g o r i a m i m y ś l i , nie m o ­
gą b y ć k o n t y n u o w a n e przez s t r u k t u r a l n ą — a n i w o g ó ­
le w s p ó ł c z e s n ą — e t n o l o g i ę . K o n k r e t n e p r a c e e t n o g r a ­
ficzne
Marcela
M a u s s a
(1872—1950) p r z y n o s z ą
tu
w p r a w d z i e n i e r z a d k o c i e k a w ą d o k u m e n t a c j ę tez s o c j o l o g i z m u : gdy bada on okresowe n a r a s t a n i e i z a m i e r a ­
nie ż y c i a r e l i g i j n e g o E s k i m o s ó w j a k o p r o s t ą
funkcję
zjawiska s p o ł e c z n e g o — k o n c e n t r a c j i i rozpraszania się
w ę d r u j ą c y c h g r u p , gdy demonstruje potęgę społecznej
s u g e s t i i d o p r o w a d z a j ą c e j j e d n o s t k ę do ś m i e r c i , czy t e ż
gdy szkicuje s p o ł e c z n e u w a r u n k o w a n i a
indywidualnych,
bezwiednych w r ę c z „ s p o s o b ó w p o s ł u g i w a n i a się c i a ł e m "
1

2

O s t a t n i a (4) z t y c h tez b u d z i d z i s i a j n a j w i ę c e j u
sadnionych wątpliwości. W y s u n i ę t e kontrpropozycje uka­
z u j ą b o w i e m system p r z e c i w s t a w i e ń b i n a r n y c h j a k o zbsadnicze r u s z t o w a n i e k o n s t r u k c j i m i t ó w , w k t ó r e j u k ł a d
triadowy odgrywałby tylko drugorzędną,
uzupełniającą
rolę. N a t o m i a s t p o z o s t a ł e trzy tezy z o s t a ł y w t y m stoyn i u z a s y m i l o w a n e przez n o w o c z e s n ą e t n o l o g i ę , ż e w y ­
d a w a ć się j u ż m o g ą — n i e b a g a t e l n y to d o w ó d znaczenia
d z i e ł a ich autora dla r o z w o j u d y s c y p l i n y — nieledw ie
t r u i z m a m i . S z c z e g ó l n i e p r z y t y m w a ż n e w y d a j e się d z i ­
siaj s t w i e r d z e n i e s t r u k t u r a l n e j t o ż s a m o ś c i m i t ó w i c y k ­
l ó w o b r z ę d o w y c h , oraz ich
systemowego
charakteru.
P r z e s ł a n k i te legły w s z a k ż e u podstaw nie t y l k o b a d a ń
n a d m i t a m i , czy r y t u a ł a m i l u d o w y m i , lecz r ó w n i e ż i c h
pojedynczymi o k r u c h a m i i p o g ł o s k a m i , czyli tą
sfera
kultury,
k t ó r ą o k r e ś l a ć się p r z y j ę ł o
eufemistycznymi
m i a n a m i : „ w i e r z e n i o w o ś c i " , „ z a b o b o n u " albo „ p r z e s ą d u " ,
a k t ó r ą obecnie u w a ż a m y — zgodnie z Georgesem D u m ć z i l c m — za j e d n ą z f u r t e k do „ w y ś w i e t l e n i a i z r o z u ­
m i e n i a s t r u k t u r m y ś l e n i a l u d z k i e g o " . (L.S.)
T

STEFAN
CZARNOWSKI
I
GICZNEJ
INTERPRETACJI
KATEGORII
MYŚLI)

MARCEL
MAUSS
KULTURY
DO

(OD
SOCJOLO­
ELEMENTARNYCH

O d p o w i e d ź na w s t ę p n e p y t a n i e biograficzne: j a k ą e t y k i e ­
t ę p r z y d a w a ć o b u t y m p o s t a c i o m — e t n o l o g ó w czy so­
cjologów — będzie zależeć od p r z y j ę t e g o k r y t e r i u m w y ­
r ó ż n i a n i a obu dyscyplin. Jeśli o ich o d r ę b n o ś c i m a sta­
n o w i ć p r z e d m i o t b a d a ń , to w ó w c z a s z n a c z n a CZĘŚĆ d o ­
robku t y c h t e o r e t y k ó w k u l t u r y i badaczy społeczności
archaicznych, ich religii, m i t o l o g i i , t r a d y c y j n e j
kultury
c h ł o p s k i e j m i e ś c i się w szeroko p o j ę t e j etnologii. M o ż n a
jednak różnicę m i ę d z y socjologią a etnologią u s t a n a w i a ć
n i c w sferze p r z e d m i o t u b a d a ń &lt; z j a w i s k w y j a ś n i a n y c h ,
e x p l a n a n d u m , ale w sferze e x p l a n a n s o w — f a k t ó w p r z e z
k t ó r e w y j a ś n i a się b a d a n ą r z e c z y w i s t o ś ć s p o ł e c z n o - k u l t u r o w ą . A w t e d y s o c j o l o g i ę b ę d z i e o d r ó ż n i a ć od e t n o l o g i i
to, iż p i e r w s z a t ł u m a c z y k u l t u r ę f u n k c j o n o w a n i e m
me
c h a n i z m ó w społeczeństwa, druga zaś —
wewnętrznymi
m e c h a n i z m a m i j e j sarnej. M i e j s c e o b u b a d a c z y b y ł o b y
w ó w c z a s w d y s c y p l i n i e , przez samego C z a r n o w s k i e g o
n a z y w a n ą socjologią kultury.
A b y n a l e ż y c i e szeroko — w b r e w d z i s i e j s z e m u s k o ­
jarzeniu z r o z u m i e ć ten t e r m i n , trzeba w z i ą ć pod u w a g ; ,
że zakorzeniony jest on w m y ś l i teoretycznej francuskiej
szkoły socjologicznej, stworzonej przez E m i l a
D u r k h e i m a (1859—1917), k t ó r e j c z y n n y m i u c z e s t n i k a m i b y l i o b a j
badacze. Z a r ó w n o e t n o l o g i a j a k s o c j o l o g i a czy n a w e t h i ­
storia są w d u r k h e i m o w s k i m ujęoiu s k ł a d o w y m i jednej
nauki generalnej — antropologii, k t ó r a traktuje o czło­
w i e k u j a k o istocie s p o ł e c z n e j . N a u k i te o d r ó ż n i a oczy­
w i ś c i e s p e c y f i k a b a z y ź r ó d ł o w e j , ale o d m i e n n e t y p y f a k ­
t ó w m a j ą s ł u ż y ć do k o n s t r u o w a n i a w s p ó l n y c h d l a c a ł e j
antropologii ogólnych praw życia społecznego. Akcent
k ł a d z i o n y t u na idei s p o ł e c z e ń s t w a p r z e j a w i a się w y r a ź ­
nie w h a s ł a c h , k t ó r e nierzadko z a s ł u g u j ą w r ę c z na m i a ­
no m i s t y f i k a c j i p a n - s o c j o l o g i z m u . P r o g r a m o w e s f o r m u ­
łowania
Durkheima, typu:
„pod
postacią
adorowanej
ś w i ę t o ś c i ( b ó s t w a ) g r u p a czci s a m ą s i e b i e " , d a l e j — u t o ż -

50

1

3

— w s z ę d z i e widoczne jest p o d p o r z ą d k o w a n i e f a k t ó w i n ­
d y w i d u a l n y c h (fizjologicznych i psychologicznych) socjo­
logicznym.
C h o c i a ż p o g l ą d y te z p e w n o ś c i ą nie są m y l n e i ш з
w y m a g a j ą dziś s z c z e g ó l n e j r e w a l o r y z a c j i , to p r z e c i e ż nie
w idei s p o ł e c z e ń s t w a szuka s t r u k t u r a l n a etnologia
pa­
r a d y g m a t u dla w y j a ś n i e n i a k u l t u r y . C z y m zatem z a s ł u ­
ż y ł sobie M a u s s n a p o w t ó r n e o d k r y c i e , j a k i e g o d o k o n a ł
L e v i - S t r a u s s , a u t o r obszernego w p r o w a d z e n i a do jego
p i s m ( S o c i o l o g i e et antropologie
1950, w y d . p o l . S o c j o l o ­
g i a i antropologia,
W a r s z a w a 1973 ( I ) . A n a l o g i c z n i e z a p y ­
t a j m y t e ż , co w p r a c a c h C z a r n o w s k i e g o w y m a g a d z i ś
najuważniejszego
odczytania. K w e s t i ę tę
potraktujemy
z a r a z e m j a k o s p o s o b n o ś ć do z a s t a n o w i e n i a s i ę , co d l a
etnologii strukturalnej w y n i k a z prac o biegunowo od­
m i e n n y c h z a ł o ż e n i a c h i j a k to s i ę w o g ó l e d z i e j e ż e
w p r a c a c h t y c h — z a c z y n a j ą c y c h s i ę z r e g u ł y od z d e ­
cydowanie socjocentrycznych deklaracji programowych
— jest z a s k a k u j ą c o d u ż o t a k i c h
gotowi jesteśmy przyjąć.

ustaleń,

które

i

dzisiaj

D w a a k t u a l n e do d z i ś d z i e ł a M a u s s a t o n a p i s a n a
w r a z z I I . H u b e r t e m p r a c a Esąuisse
d'une theorie
ge­
nerale
de la magie, 1902—1903, w y d . p o l . Zarys
ogól­
nej
teorii
magii
(I), a przede wszystkim
imponujący
Esąuisse
sur
le don,
1923—24 — Szkic
o darze
(1).
W
pierwszym
formułuje
myśli, które
stanowią
na­
s t ę p n y po d z i e l e F r a z e r a k r o k k u z r o z u m i e n i u m a g i i .
Uwydatnia binaryzm w myśleniu magicznym
(zresztą
to j e g o m i s t r z i w u j , D u r k h e i m , j e s t t w ó r c ą
opozycji
sacrum — profanum, która zrobi później t a k ą k a r i e r ę
w nauce: „ w s z y s t k i e m a g i e s p e k u l o w a ł y na p r z e c i w i e ń ­
s t w a c h , na o p o z y c j a c h : p o w o d z e n i e i pech, z i m n o i c i e p ­
ło, w o d a i o g i e ń , w o l n o ś ć i p r z y m u s itd. W i e l e rzeczy
u g r u p o w a n o n a zasadzie p r z e c i w i e ń s t w i p o s ł u g i w a n o
się ich o p o z y c y j n y m c h a r a k t e r e m . B ę d z i e m y zatem u w a ­
ż a l i p o j ę c i e p r z e c i w i e ń s t w a za s p e c y f i c z n e p o j ę c i e m a g i i "
( I , s. 92). P r e c y z u j e p r a w a m y ś l o w e , k t ó r e r z ą d z ą m a ­
gią, p r z y c z y m stale a k c e n t u j e p o n a d - i n d y w i d u a l n y , spo­
łeczny charakter magicznych operacji m y ś l o w y c h ,
co
u p o d a b n i a m a g i ę do j ę z y k a : „ M a g i a j e s t p r z e c i e ż m o ż l i ­
w a t y l k o dlatego, że operuje p o k l a s y i i k o w a n y r n i
gatun­
k a m i . G a t u n k i i k l a s y f i k a c j e są j u ż same z j a w i s k a m i
z b i o r o w y m i . Tego w ł a ś n i e dowodzi ich a r b i t r a l n y charak­
t e r i n i e w i e l k a i l o ś ć w y b r a n y c h p r z e d m i o t ó w do k t ó r y c h
s i ę o g r a n i c z a j ą . (...) s t a j e m y t u w o b e c z j a w i s k p o d o b ­
n y c h d o z j a w i s k m o w y . (...) P o d o b n i e j a k d l a r z e c z y
istnieje s k o ń c z o n a ilość n a z w i n i e w i e l k a ilość z n a k ó w ,
podobnie j a k s ł o w a p o z o s t a j ą w o d l e g ł y m t y l k o albo
zgoła ż a d n y m z w i ą z k u z rzeczami, k t ó r e oznaczają, tak
związki między znakiem magicznym i rzeczą oznaczaną
s ą w p r a w d z i e bardzo ś c i s ł e , ale t e ż i bardzo nierzeczy­
wiste; są to z w i ą z k i liczby, płci, obrazu — i w o g ó l e
wszystkich w y o b r a ż o n y c h j a k o ś c i — wszelako j a k o ś c i
w y o b r a ż o n y c h przez s p o ł e c z e ń s t w o " (s. 103—4). , , U p o d ­
łoża systemu w r ó ż b i a r s k i e g o znajduje się, p r z y n a j m n i e j
i m p l i c i t e , s y s t e m k l a s y f i k a c j i (...) k a ż d a m i t o l o g i a
jest
w g r u n c i e r z e c z y k l a s y f i k a c j ą " ( I , s. 772—3).

�P r z y z n a n i e k l u c z o w e j r o l i praw-om k l a s y f i k a c j i i k o ­
jarzenia, dzięki relacjom p o d o b i e ń s t w a i ciągłości z j e d ­
nej a opozycji z drugiej strony, u p o w a ż n i a Maussa —
k i e d y w y j a ś n i a m a g i ę — do r e z y g n a c j i z T y l o r o w s k i c j
k o n c e p c j i a n i m i z m u , t e o r i i duszy, p o j ę c i a p a r t y c y p a c j i
i t d . I d e e t e u w a ż a o n n i e bez r a c j i za k a t e g o r i e w ł a ś ­
ciwe
indywidualistycznie
nastawionym
europejskim
u m y s ł o m , podczas gdy z j a w i s k o m a g i i — j a k wszelkie
i n n e — n a l e ż y w y j a ś n i a ć za p o m o c ą k a t e g o r i i m y ś l o ­
w y c h w y p r a c o w a n y c h p r z e z z b i o r o w o ś c i , w k t ó r y c h ono
istnieje. K i e r u j ą c się t ą d y r e k t y w ą o d k r y w a u podstaw
zjawisk w y s t ę p u j ą c y c h w społeczeństwach plemiennych
( t a k i c h j a k m a g i a czy p e r m a n e n t n a w y m i a n a
darów)
p e w n e specyficzne kategorie m y ś l o w e , k t ó r e s ą o w y m
g r u p o m w ł a ś c i w e a „ c a ł k o w i c i e obce n a s z y m r o z s ą d k o m
d o r o s ł y c h E u r o p e j c z y k ó w " . S ą to t u b y l c z e i d e e
typu
mana — z a r a z e m s i ł y i s u b s t a n c j i , j a k b y e t e r u , d z i ę k i
i s t n i e n i u k t ó r e g o m o ż l i w e jest d z i a ł a n i e magiczne albo
t y p u hau — „ d u c h a r z e c z y d a r o w a n e j " , k t ó r y p o w o d o ­
w a ć m a wieczne k r ą ż e n i e d a r ó w .
I t u w ł a ś n i e — jak wskazuje Levi-Strauss — roz­
p o c z y n a s i ę ś l e p a u l i c z k a : c h c ą c u c i e c od i n t e r p r e t a c j i
europocentrycznych
Mauss ulega
spekulacjom
tubyl­
czym, k t ó r e też przecież m i s t y f i k u j ą rzeczywistość. Za­
t e m w y j a ś n i e n i e n i e p o w i n n o o d w o ł y w a ć s i ę do t u b y l ­
czej t e o r i i m a g i i czy w y m i a n y a n i t e ż d o „ e u r o p e j s k i e j "
l o g i k i k l a s y c z n e j , ale do „ z n a c z n i e b a r d z i e j a b s t r a k c y j ­
nej matematycznej l o g i k i relacji", na j ę z y k k t ó r e j L e v i -Strauss proponuje
przeformułować
p o j ę c i e mana
(i,
s. X L V ) .
W z g o d z i e ze s w y m i p r y n c y p i a m i s o c j o l o g i z m u M a u s s
postulował badanie wszystkich „ e l e m e n t a r n y c h kategorii
m y ś l i z b i o r o w e j " j a k o u z a l e ż n i o n y c h zawsze o d f o r m
życia społecznego. Sama zresztą ludzka u m i e j ę t n o ś ć ka­
tegoryzacji, klasyfikowania zjawisk ma w t y m ujęciu
— biegunowo o d m i e n n y m od strukturalistycznego
—
s w ó j czysto s p o ł e c z n y r o d o w ó d . A n a l i z u j ą c w r a z z D u r k h e i m e m t o t e m i z m j a k o s k ł o n n o ś ć do w y r ó ż n i e n i a w s z e l ­
k i c h r o d z a j ó w rzeczy ( z w i e r z ą t , r o ś l i n itd.) na podo­
bieństwo podziałów własnej grupy plemiennej,
pisze:
.„Nie j e s t b y n a j m n i e j t a k , j a k zdaje s i ę p r z y p u s z c z a ć
Frazer, że z w i ą z k i logiczne m i ę d z y rzeczami p o s ł u ż y ł y
za p o d s t a w ę z w i ą z k o m s p o ł e c z n y m m i ę d z y l u d ź m i , lecz
w r ę c z p r z e c i w n i e , te d r u g i e b y ł y p i e r w o w z o r e m p i e r ­
w s z y c h " ( I , s. 776). „ N i e m a p o w o d u p r z y j m o w a ć za
rzecz o c z y w i s t ą , ż e l u d z i e k l a s y f i k u j ą w s p o s ó b c a ł k i e m
n a t u r a l n y na m o c y w e w n ę t r z n e j k o n i e c z n o ś c i
swojego
j e d n o s t k o w e g o rozumu... to k l a s y f i k a c j a rzeczy o d t w a ­
rza k l a s y f i k a c j ę l u d z i " ( I , s. 714—715). B r z m i t o j a k
p o l e m i k a z L e v i - S t r a u s s e m , k t ó r y p r z e c i e ż d o p i e r o w 60
lat p ó ź n i e j napisze: „ Z a ł o ż e n i e m życia s p o ł e c z n e g o , na­
w e t p i e r w o t n e g o , jest zawsze d z i a ł a n i e i n t e l e k t u , k t ó r e :go w ł a ś c i w o ś c i f o r m a l n e n i e m o g ą b y ć b e z p o ś r e d n i m
(odbiciem konkretnej organizacji s p o ł e c z e ń s t w a " (Totc•mizm, W a r s z a w a 1962, s. 129).
U p r o ś c i l i b y ś m y j e d n a k obraz p o w y ż s z e j k o n t r o w e r s j i
g d y b y ś m y przeoczyli paradoksalny fakt, ż e c y t o w a n y m
t u z d a n i e m L e v i - S t r a u s s r e k a p i t u l u j e p o g l ą d y ... s a m e g o
Durkheima, w
dziele k t ó r e g o
dostrzega
wewnętrzną
sprzeczność:
socjocentrycznej
werbalistyce
towarzyszy
zrozumienie dla koncepcji w y c h o d z ą c e j od p r a w l u d z ­
k i e g o u m y s ł u . J e ś l i tak jest w istocie, to z n a c z y ł o b y ,
że o j c o w i e francuskiej s z k o ł y socjologicznej w t o k u k o n ­
k r e t n y c h analiz p r z e b i l i się na d r u g ą s t r o n ę s w y c h w ł a s ­
n y c h z a ł o ż e ń ; t a k d ł u g o badali system m y ś l i j a k o po­
chodny wobec systemu społecznego, że wreszcie o k a z a ł
się on rzeczą n i e l e d w i e n a j w a ż n i e j s z ą .
Formułowany
przez n i c h p r o g r a m b a d a n i a „ s p o ł e c z n e j h i s t o r i i k a t e g o r i i
ludzkiego
umysłu",
sporządzenia
katalogu
kategorii,
;z u w z g l ę d n i e n i e m
ich zmienności w różnych
typach

s p o ł e c z e ń s t w , r e a l i z o w a ł c a ł y zespól uczonych. W efek­
cie z a d o k u m e n t o w a n a
została odmienność
pojmowania
t a k i c h , z d a w a ł o b y s i ę u n i w e r s a l n y c h k a t e g o r i i , j a k czas
i p r z e s t r z e ń , c a ł o ś ć , r o d z a j , osoba, s u b s t a n c j a i t d . M o ż e
to w ł a ś n i e u d o w o d n i e n i e istnienia innej l o g i k i , r z ą d z ą ­
cej n p . k a t e g o r i ą czasu i p r z e s t r z e n i , w m y ś l e n i u
ar­
c h a i c z n y m w o l n o n a m u z n a ć za n a j i s t o t n i e j s z e o s i ą g n i ę ­
cie t e j s z k o ł y , c h o ć p r z y c z y n t y c h o d m i e n n o ś c i n i e w i ą ­
ż e m y d z i ś t a k p o p r o s t u ze z m i e n n y m i s o c j o l o g i c z n y m i .
S t e f a n C z a r n o w s k i (1879—1938) — z a p o c z ą t k o w a ł
w ramach szkoły c h a r a k t e r y s t y k ę kategorii przestrzeni,
i d ą c t u w ś l a d za H u b e r t a s t u d i u m o czasie. C a ł e j e g o
d z i e ł o jest z r e s z t ą p r z e n i k n i ę t e d u c h e m s z k o ł y francus­
k i e j . Teza D u r k h e i m a , ż e idea s p o ł e c z e ń s t w a o d z w i e r ­
ciedla się w idei b ó s t w a , przebija n a w e t w t a k i c h l a ­
p i d a r n y c h k o n s t a t a c j a c h C z a r n o w s k i e g o na t e m a t r e l i ­
g i j n o ś c i l u d u p o l s k i e g o , j a k c z ę s t o c y t o w a n y s ą d iż
chłop p a ń s z c z y ź n i a n y p r z y d a w a ł Matce Boskiej,
Opie­
kunce i O r ę d o w n i c z c e rysy ł a s k a w e j i w s t a w i a j ą c e j się
za n i m „ d o b r e j p a n i e n k i ze d w o r u " (Kultura
religijna
wiejskiego
ludu
polskiego,
1937 ( w : ) Dzieła,
1956 ( I I ) .
Inspiracja Maussowska n a j w y r a ź n i e j w y s t ę p u j e w stu­
d i u m n a t e m a t i r l a n d z k i e j l e g e n d y o ś w . P a t r y k u , Kult
bohaterów
i jego społeczne
podłoże.
Sw. Patryk
bohater
narodowy
Irlandii,
1919 ( I I ) . S p o ł e c z e ń s t w o i r l a n d z k i e
w c z e s n e g o ś r e d n i o w i e c z a zostaje t u p r z e d s t a w i o n e
tro­
c h ę na p o d o b i e ń s t w o E s k i m o s ó w , gdzie z a s a d n i c z ą isto­
t ą k u l t u r o t w ó r c z e j z m i a n y j e s t f a k t s k u p i e n i a po o k r e ­
s o w y m rozproszeniu. Legenda
irlandzka ma
stanowić
mit ś w i ą t narodowych — „jedynych chwil, gdy n a r ó d
l o b i w r a ż e n i e zorganizowanej
g r u p y " . Przez w i ę k s z o ś ć
r o k u b o w i e m c z ł o n k o w i e g r u p y żyją w rozproszeniu (nie
ma t u miast ani wsi) „ w d n i powszednie nie istnieją
o n i , rzec m o ż n a , i n a c z e j n i ż j a k o j e d n o s t k i ; s p o t y k a j ą
s i ę ze s o b ą w y ł ą c z n i e w ś w i ę t a (...) Ś w i ę t o j e s t j e d y n ą
chwilą, w której społeczeństwo uświadamia
sobie ż e
istnieje jako grupa, a u ś w i a d a m i a t y m silniej, i m m n i e j ­
szy j e s t k o n t a k t m i ę d z y j e g o c z ł o n k a m i w
okresach
d z i e l ą c y c h j e d n o ś w i ę t o od d r u g i e g o " ( I I , t . I V , s. 118,
233).
P o s t a ć bohatera bada C z a r n o w s k i j a k o osobowy w i ­
zerunek g r u p y — ale nie pokazuje w y r a ź n i e m e c h a ­
nizmu społecznych
uwarunkowań
legendy.
Odnajduje
za to n i e j a k o w e w n ę t r z n e , h i s t o r y c z n o - k u l t u r o w e i m i t o ­
logiczne d e t e r m i n a n t y z e s p o ł u w i e r z e ń n a t e m a t osoby
ś w i ę t e g o . M ó w i ą c k r ó t k o : d o w o d z i , iż
chrześcijańska
hagiografia zajęła t u miejsce plemiennej epiki, legen­
darna osobowość św. Patryka została bowiem zbudo­
wana z e l e m e n t ó w rodem z irlandzkiej tradycji
epic­
k i e j i m i t o l o g i c z n e j . N i e b y ł o to t y l k o p r z e j ę c i e p o s z ­
czególnych m o t y w ó w m i t y c z n y c h i wzbogacenie t a k i m i
kliszami legendarnego ż y w o t u świętego. Legenda irlandz­
k a to w c a l e n i e z b i ó r e p i z o d ó w m i t y c z n y c h „ n a h a f t o w a n y c h n a k a n w i e o p o w i a d a n i a , lecz w g r u n c i e
rzeczy
j e j o b c y c h " ; t u sama k a n w a m a c h a r a k t e r g ł ę b o k o . m i ­
tologiczny. Jak pokazuje C z a r n o w s k i k a n w a ta — a w i ę c
p o w i e d z i e l i b y ś m y : s t r u k t u r a t e k s t u — w s p ó l n a jest dla
b a d a n e j l e g e n d y oraz d l a w i ę k s z o ś c i m i t ó w i r l a n d z k i e g o
c y k l u mitologicznego. C y k l ten obejmuje
wieloaktową
historię kolejnych fal bogów i demonów, najeżdżających
w y s p ę i n i s z c z ą c y c h się n a w z a j e m . G ł ę b o k a
analogia
o b e j m u j e n i e t y l k o l e g e n d ę i m i t y , ale t a k ż e o b r z ę d y
— g r o m a d n e ś w i ę t a d o r o c z n e w r a z ze s k ł a d a n y m i n a
n i c h o f i a r a m i . P r e z e n t a c j a tego z w i ą z k u n i e w y p a d ł a ,
ze w z g l ę d u n a p o g m a t w a n i e i r l a n d z k i e j m i t o l o g i i , n a ­
zbyt czytelnie.
M i t y irlandzkiego cyklu m ó w i ą o
powtarzających
s i ę n a j a z d a c h b o g ó w zza m o r z a , k t ó r z y w y z w a l a j ą k r a j
spod
władzy
poprzedników,
zaś p ó ź n i e j
sami
giną.
Chrystianizacyjna misja Patryka, który również przybył

51

1

�— j a k o c u d z o z i e m i e c — zza m o r z a , z k r a i n y p r z y p o ­
m i n a j ą c e j m i t o l o g i c z n ą s i e d z i b ę b o g ó w — jest w i ę c dzie­
ł e m a n a l o g i c z n y m i s t a n o w i ostatni r o z d z i a ł tej samej
m i t o l o g i i . Co w i ę c e j , ś m i e r ć s t a r y c h b o g ó w i t r i u m f n o ­
w y c h oraz liczne, s k ł a d a j ą c e się n a m i t o l o g i ę c e l t y c k ą
w ą t k i p o c h o d n e w o b e c tego m o t y w u ( k r ó l o b ó j s t w a , t r a ­
giczne ś m i e r c i w d n i w i e l k i c h ś w i ą t ) są — j a k to e n i g ­
matycznie formułuje Czarnowski — „mitami odpowia­
d a j ą c y m i " n a j w i ę k s z y m ś w i ę t o m , p r z y p a d a j ą c y c h na po­
c z ą t k i zasadniczych p ó r r o k u ; podobnie i legenda patr y c j a ń s k a w i ą ż e się kalendarzowo z W i e l k a n o c ą . Noto­
ryczne w m i t o l o g i i celtyckiej epizody ś m i e r c i w dzień
ś w i ę t a m a j ą s t a n o w i ć „ m i t s k ł a d a n e j tego d n i a o f i a r y " ,
u k ł a d a j ą c się w r y t m c y k l u rocznego. Ś w i ą t e c z n a ofia­
ra w y n i k a ć ma — t u Czarnowski idzie ś l a d e m Frazera
— z idei u ś m i e r c a n e g o i z m a r t w y c h w s t a ł e g o
bóstwa;
„ o d r o d z e n i e s i ę boga w r o z m a i t y c h p o s t a c i a c h j e s t s t a ­
ł y m e l e m e n t e m w y d a r z e ń z w i ą z a n y c h ze ś w i ę t a m i
w
I r l a n d i i (...) o f i a r a ś w i ą t e c z n a j e s t c z y m ś , co n a m w y ­
jaśnia kolejność klęsk i zwycięstw w życiu mitycznych
najeźdźców.
Powszechny
w mitach motyw —
stały
p o w r ó t d u c h ó w kolonizatorów, którzy w pewne określo­
ne d n i p r z y b y w a j ą z a s t ą p i ć s w y c h k r e w n y c h z m a r ł y c h
l u b w y m o r d o w a n y c h p r z e z n i c h — s p r o w a d z a s i ę do
wyobrażenia
obrzędowej
śmierci
boga
świątecznego,
śmierci poprzedzającej
r y c h ł e jego z m a r t w y c h w s t a n i e
(...) d z i e j e n a j a z d ó w , k t ó r y c h p o s z c z e g ó l n e e p i z o d y u k ł a ­
dają
się zgodnie z kolejnością
świąt, są
mitycznym
w y o b r a ż e n i e m liczbowego c y k l u p ó r roku. C y k l ten dzie­
l i się na okresy, k t ó r e o d p o w i a d a j ą z m i a n o m z a c h o d z ą ­
c y m w p r z y r o d z i e " ( I I , t . I V , 103, 107—108).
Natomiast rezultaty szczegółowej analizy
skłaniają
C z a r n o w s k i e g o do w n i o s k ó w , c h y b a c e n n i e j s z y c h n i ż t e ,
k t ó r e w y n i k a ł y b y z socjologicznych założeń: św. Patryk
zawdzięcza s w ą p o p u l a r n o ś ć nie tyle mechanizmom ściśle
społecznym, ile zbieżności z postaciami i schematami
mitologicznymi a w u f o r m o w a n i u legendy uczestniczyły
również ukryte reguły w a r u n k u j ą c e jej związek z m i ­
tem, o b r z ę d e m c y k l u dorocznego i l o g i k ą ofiary: P a t r y k
p e ł n i r o l ę n o w e g o boga, z a j m u j ą c e g o m i e j s c e b o g a u ś ­
mierconego w ofierze, jest w i ę c b o g i e m o d r a d z a j ą c y m
się, z w y c i ę s k i m .

o r a z n a g r a n i c y i poza j e j o b r ę b e m ,
razem miejsca s k u t e c z n o ś c i o b r z ę d ó w .

co

wyznacza

za­

W s p o s ó b z g o ł a p r e k u r s o r s k i dostrzega z w i ą z e k k a ­
t e g o r i i p r z e s t r z e n i i czasu, r o z u m i a n e g o j a k o n a s t ę p s t w a
p o k o l e ń , z w i ą z e k , k t ó r y m y ś l symboliczna unaocznia w
i d e i c e n t r a l n e j osi k o s m i c z n e j . Z w r a c a u w a g ę n a g ł ę b o ­
kie znaczenie w o b r z ę d o w o ś c i r u c h u spiralnego i jego
z w i ą z e k z r u c h e m p o osi g ó r a - d ó ł , c h o ć o g r a n i c z a s i ę
t u do i n t e r p r e t a c j i s o c j o l o g i c z n y c h .
Czarnowska
uwrażliwia
nas
na
fakt
nieciągłości
przestrzeni w k u l t u r a c h t r a d y c y j n y c h , na to ż e n i e jest
t a m ona c z y s t ą „ f o r m ą poznania", że jest r ó ż n o r o d n i e
w a r t o ś c i o w a n a i z a b a r w i o n a u c z u c i o w o . W y c h o d z ą c z za­
ł o ż e n i a , ż e to o k r e ś l o n e k o n w e n c j e s p o ł e c z n e d e t e r m i ­
n u j ą sposoby p o d z i a ł u przestrzeni n i e u k a z a ł w p r a w d z i e ,
że o w e k o n w e n c j e b a z u j ą n a systemach w y o b r a ż e ń m a ­
j ą c y c h s w ą logikę, b y ł j e d n a k bardzo blisko ustalenia
p o d s t a w o w y c h zasad t e j l o g i k i . P r z e c z u w a ł t o c h y b a ,
bowiem w swych rozważaniach nad ruchem w i r o w y m
w y p o w i a d a zdanie, k t ó r e m u i z dzisiejszej p e r s p e k t y w y
przyznajemy s ł u s z n o ś ć : „ Z d a j e m i się, ż e p r z y c z y n i a m
s i ę do ( r o z w i ą z a n i a d o ś ć w a ż n e g o z a g a d n i e n i a , w k a ż d y m
r a z i e m o j a p r ó b a . s t a n o w i n o v u m " . (J.S.W.)

1

Es­
Socjo­

2

wpływ

Szkice o sezonowych
przemianach
społeczeństw
kimosów.
Studium
z morfologii
społecznej,
(w:)
logia i antropologia,
W a r s z a w a 1973.
Idea śmierci
wpajana
przez zbiorowość
i jej
na cmlo j e d n o s t k i , t a m ż e .
Sposoby
posługiwania
się ciałem,
tamże.
3

M I R C E A E L I A D E I R U D O L F O T T O ( O D F E N O M E N O L O G I I RE­
LIGII D O F E N O M E N O L O G I I
KULTURY)

»
E l i a d e u r o d z i ł s i ę w 1907 r . w B u k a r e s z c i e , d z i e s i ę ć l a t
przed ukazaniem się podstawowego s t u d i u m z zakresu
m o r f o l o g i i s a c r u m , d z i e ł a R u d o l f a O t t o — Das
Heilige.
Uber
das Irrationale
in der Idee
des Gottlichen
und
sein
Verhaltnis
cum
Rationalen,
1917. ( t ł u m . p o l . —
Świętość.
Elementy
irracjonalne
w pojęciu
bóstwa
i ich,
stosunek
do elementów
racjonalnych,
W a r s z a w a 1968 ( I ) .
Pisarz, religioznawca ś w i a d o m i e n a w i ą z u j ą c y w s w y c h
późniejszych pracach
do d o r o b k u n i e m i e c k i e g o u c z o ­
nego, k o n t y n u a t o r f e n o m e n o l o g i c z n e g o k i e r u n k u
badań
nad symbolem, m i t e m i religią (Carl Gustav Jung, Gerardus van der Leeuw). Tak jak w analizach Otta ka­
p i t a l n e znaczenie
miało ujawnienie pierwiastka
irra­
cjonalnego w w y o b r a ż e n i a c h , d o ś w i a d c z e n i a c h i p r z e ż y ­
ciach s a c r u m , t a k dla o g r o m n y c h syntez Eliade'go i s t o t ­
ne b y ł o ukazanie jego z ł o ż o n o ś c i , w i e l o z n a c z n o ś c i i p e ł ­
n i : ... p o m a s z e r u j e m y
jednak inną drogą:
oświetlimy
zjawisko ś w i ę t o ś c i w całej jego złożoności, a nie t y l k o
s k o n c e n t r u j e m y spojrzenie na jego stronie i r r a c j o n a l n e j .
I n t e r e s u j e nas n i e t y l k o s t o s u n e k m i ę d z y
elementem
nieracjonalnym i racjonalnym, a świętość w całej pełni".
Z a n i m d o s z ł o do t e g o w y z n a n i a u c z o n e g o i r e a l i z a c j i
p o s t a w i o n e g o w n i m sobie c e l u , w p o s t a c i t a k i c h f u n ­
d a m e n t a l n y c h p r a c , j a k : Traite
d'histoire
des
religions,
1949, t ł u m . p o l . Traktat
o historii
religii,
W a r s z a w a 1966
1

W efekcie w i ę c C z a r n o w s k i , podobnie j a k jego f r a n ­
cuscy
mistrzowie dążący
skrupulatnie
do
ustalenia
wszechobecnośici systemu społecznych u w a r u n k o w a ń
w
k u l t u r z e , p r z y c z y n i a się m i m o w o l i do u j a w n i e n i a we­
wnętrznej
system o w o ś ci k u l t u r y .
Podobnie
rzecz
się
m a w p r z y p a d k u d w ó c h k r ó t k i c h Studiów
z
socjologii
poznania:
Podział
przestrzeni
i jej rozgraniczenie
w ma­
gii, oraz Góra
i dół w systemie
kierunków
sakralnych
(II), p o ś w i ę c o n y c h
kategorii przestrzeni w k u l t u r a c h
a r c h a i c z n y c h . A u t o r r o z p o c z y n a od d e k l a r a c j i s o c j o l o ­
gicznych; p r z e s t r z e ń , w k t ó r e j działa o k r e ś l o n a moc m a g i c z n o - r e l i g i j n a (zbadanie r e g u ł r o z k ł a d u tej m o c y jest
celem pracy) m a dla Czarnowskiego przede w s z y s t k i m
w a l o r s p o ł e c z n y , jest p r z e s t r z e n i ą danej g r u p y . Odchodzi
on j e d n a k d a l e k o o d s t w i e r d z e n i a p r o s t e g o
przekładu,
odzwierciedlania się s p o ł e c z e ń s t w a w przestrzeni i szki­
cuje w s t ę p n i e p e ł n i e j s z ą k o n c e p c j ę j e j w a l o r y z a c j i i k a ­
t e g o r y z a c j i . Z d a j e sobie s p r a w ę z w a ż n o ś c i
opozycji:
p r z e s t r z e ń s w o j a — p r z e s t r z e ń obca i j e j s a k r a l n y c h
k o n o t a c j i . Z w r a c a u w a g ę n a m a g i c z n o ^ r e l i g i j n e znacze­
nie g r a n i c y j a k o „ p r z e s t r z e n i odmiennej n a t u r y , niż
p r z y l e g a j ą c e do niej tereny", w i d z ą c j ą — w r a z z d r o ­
gami i wszelkiego t y p u miejscami p u s t y m i , niczyimi,
j a k o ś w i a t n i e u p o r z ą d k o w a n e g o sacrum.
W jego szkico­
wej koncepcji z a w a r t y jest postulat w i d z e n i a przestrze­
ni jako układu koncentrycznych kręgów, w
których
sacrum
realizuje się najmocniej w p u n k c i e c e n t r a l n y m

52

( I I ) ; Le mythe
de 1'ćternel
retour.
Archetypes
et
rćpe-'
titions (Mit wiecznego
powrotu,
Archetypy
i
powtórze­
nia) 1949; Images
et Symboles.
Essais sur le
Symbolisme magoco
— religieusse
(Obrazy
i symbole.
Eseje
0 symbolizmie
magiczno-religijnym)
1952; Mythes,
reves, mysteres
( M i t y , m a r z e n i a , m i s t e r i a ) 1957 — w y b ó r
ł ą c z n y t ł u m . p o l . S a c r u m , m i t , h i s t o r i a , W a r s z a w a 1970
( I I I ) Birth

and

Rebirh.

Patterns

of Initiation

(Narodziny

1 Odrodzenie.
Wzory
inicjacji)
1958 — w a r t o z w r ó c i ć
u w a g ę na n i e k t ó r e elementy jego biografii, p o z w a l a j ą c e
lepiej u c h w y c i ć i z r o z u m i e ć nie t y l k o g ł ó w n e w ą t k i i te-

�m a t y jego n a u k o w e j t w ó r c z o ś c i , ale r ó w n i e ż (przyznawa­
ne m u w powszechnej o p i n i i ś w i a t a n a u k i , j a k ż e r z a d ­
kie w dobie w s p ó ł c z e s n e j specjalizacji, m i a n o i n t e g r a l ­
nego h u m a n i s t y . W c u r r i c u l u m v i t a e r u m u ń s k i e g o u c z o ­
nego d a d z ą s i ę b o w i e m o d n a l e ź ć z a r ó w n o t a k i e m o ­
m e n t y , k t ó r e p o z w a l a j ą w n i m w i d z i e ć j u ż to filozofa,
już
to f i l o l o g a ,
literaturoznawcę,
indianistę,
badacze
f o l k l o r u , j a k i te, d l a nas n a j b a r d z i e j z n a c z ą c e , k t ó r e
p o z w a l a j ą (spostrzec w n i m p r z e d e w s z y s t k i m e t n o g r a f a ,
z g o d n i e z t y m , co o i s t o c i e t e j n a u k i s ą d z i C l a u d e L ć vi-Strauss, u j m u j ą c
ją jako „oscylację między
misją
a a z y l e m (...) r e a k c j ę p r a w i e z a k o n n ą p o b u d z a j ą c ą do
w y c o f a n i a s i ę n a p e w i e n czas l u b n a z a w s z e w d z i e ­
dzinę studiów, wchłonięcia i rozpowszechniania
war­
t o ś c i n i e z a l e ż n y c h o d c h w i l i , k t ó r a p r z e m i j a ; co z a ś do
p r z y s z ł e g o uczonego, jego cel jest w s p ó ł m i e r n y j e d y n i e
z czasem t r w a n i a w s z e c h ś w i a t a " . „(...) e t n o g r a f s t a r a s i ę
zarazem p o z n a ć i osądzić c z ł o w i e k a z p u n k t u widzenia
dostatecznie w y n i o s ł e g o i oddalonego, aby u c z y n i ć to
w o d e r w a n i u o d cech p r z y p a d k o w y c h , z w i ą z a n y c h z o k ­
reślonym społeczeństwem lub z określoną
cywilizacją"
— dla k t ó r e g o wreszcie etnografia jest t ą s p e c y f i c z n ą
h i s t o r i ą , k t ó r a j a k o „(...) h i s t o r i a d o t y k a j ą c a s w y m i d w o ­
m a k r a ń c a m i h i s t o r i i ś w i a t a i m o j e j h i s t o r i i o d s ł a n i a za­
razem ich w s p ó l n ą r a c j ę , a p r o p o n u j ą c m i badanie czło­
w i e k a w y z w a l a m n i e od z w ą t p i e n i a , r o z w a ż a b o w i e m
r ó ż n i c e i p r z e m i a n y m a j ą c e znaczenie d l a w s z y s t k i c h ,
z w y j ą t k i e m l u d z i p r z y s t o s o w a n y c h do j e d n e j , j e d y n e j
c y w i l i z a c j i i k t ó r z y b y u l e g l i r o z k ł a d o w i , g d y b y m i e l i sie.
z n a l e ź ć poza n i ą " .
P o c z ą t e k tej drogi
Eliade'go s t a n o w i ą studia
n:3
uniwersytecie b u k a r e s z t e ń s k i m z zakresu
indianistyki,
kontynuowane w Kalkucie pod k i e r u n k i e m wybitnego
historyka filozofii indyjskiej
Surendramatha
Dasgputy.
Po s t u d i a c h a k a d e m i c k i c h n a s t ę p u j e t r z y l e t n i o k r e s „ w y ­
cofania s i ę " w p o d h i m a l a j s k i region gól Uttar Pradeszu, g d z i e E l i a d e staje s i ę u c z n i e m h i n d u s k i e j s z k o ł y
d u c h o w e j p r a k t y k u j ą c a s e e z ę i j o g ę . O w o c e m tego e t a ­
p u j e s t j e g o p r a c a d o k t o r s k a : Yoga, Essai
sur les
origenes
de la mystique
indienne
(Joga. Rozprawa
o ge­
nezie
mistyki
indyjskiej)
1936, p ó ź n i e j s z e
monografie
tematyczne takie j a k np. studium o szamanizmie —
Le chamanisme
et les techniques
archaiques
de
I'extase (Szamanizm
i archaiczne
techniki
ekstazy)
1951,
s t u d i u m o s y m b o l i c e w ę z ł ó w — Les dieux
lieurs et le
s-ymbolisme des n o e u d s ( B ó s t o w i -wierzące
i
symbolizm
węzłów)
1947, o r a z szereg a r t y k u ł ó w w y d a w a n y c h w z a ­
ł o ż o n y m przez siebie c z a s o p i ś m i e , u k a z u j ą c y m się w l a ­
t a c h 1938—42 „ Z a l m o x i s . R e v u e d e s ' e t u d e s r e l i g i e u s e s " ,
k t ó r e n i e w ą t p l i w i e z b l i ż a ł y a u t o r a k u p i e r w s z e m u spo­
śród d w u b i e g u n ó w wspomnianej oscylacji m i ę d z y mis­
ją a azylem. Okres misji i rozpowszechnienia w c h ł o ­
n i ę t y c h w a r t o ś c i t r w a nieprzerwanie od p o w r o t u E l i a ­
de'go do E u r o p y , g d z i e p o c z ą t k o w o p o d e j m u j e w y k ł a d y
z historii
r e l i g i i na
Uniwersytecie
Bukareszteńskim,
o g ł a s z a j ą c m . i n . p u b l i k a c j e : Metalurgy,
Magic,
Alchemy
(Metalurgia,
Magia,
Alchemia)
1938; Cosmologie
si alchimie
babiloniana
(Kosmologia
i alchemia,
babilońsna)
1937; Notes sur le symbolisme
aquatique
(Uwagi
o sym­
bolizmie akwatycznym)
1938; La mandragorę
et les
mylhes de la „naissance
miraculese"
(Mandragora
i mity
0 cudownych
narodzinach)
1940—42; Mitul
reintegrari
(Mit
reintegracji)
1942; Les livres
populaires
dans
la
literature
romaine
(Literatura
ludowa
w literaturze
ru­
muńskiej)
1939. O d 1946 n a s t ę p u j e
okres
współpracy
z Georgesem
D u m e z i l e m oraz
wykładów
z
zakresu
m o r f o l o g i i sacrum
i s t r u k t u r m i t ó w w E'oole P r a c t i q u e
des H a u t e s Etudes, u w i e ń c z o n y c h w y d a n i e m
Traktatu...
1 w s p o m n i a n y c h j u ż s y n t e z . W 1957 r . E l i a d e o b e j m u j e
po J o a c h i m i e W a c h u k a t e d r ę h i s t o r i i r e l i g i i n a U n i w e r ­

sytecie w Chicago. W latach 50-tych ukazuje się p o p r a ­
w i o n e i rozszerzone w y d a n i e J o g i p . t . Le Yoga.
Immorialite et liberte
(Joga. Nieśmiertelność
i wolność)
1954.
W 1960 r. p r z y s t ę p u j e d o w y d a n i a n o w e g o c z a s o p i s m a
„ A n t a i o s , Z e i t s c h r i f t f u r eine freie W e l t " , w k t ó r e g o
przedmowie zamieścił następującą deklarację:
„Abstra­
hując od wszelkiej problematyki wyznaniowej, ś w i a t o ­
p o g l ą d o w e j czy p o l i t y c z n e j „ A n t a i o s " p r a g n i e s ł u ż y ć ż y ­
w e j t r a d y c j i , p o n i e w a ż c z ł o w i e k doby dzisiejszej, jeżeli
n i e chce p ó j ś ć c a ł k o w i c i e w n i e w o l ę a u t o m a t ó w , m u s i
n a w i ą z a ć ł ą c z n o ś ć z t y m co s t a ł e , p o n a d c z a s o w e , co z n a j ­
duje swój w y r a z w symbolu, micie, poezji". W dekla­
racji tej, jak i w innych wypowiedziach pełnych k r y ­
tycznych a k c e n t ó w pod adresem
współczesnej
cywili­
zacji o d n a j d u j e m y echa p o d o b n y c h w ą t k ó w i p r o b l e ­
m ó w , z k t ó r y m i s p o t y k a m y się w p i o n i e r s k i m s t u d i u m
morfologii sacrum Rudolfa Otto.
R u d o l f
Otto
(1869—1937) t e o l o g
protestancki.
W l a t a c h 1911—12 m i a ł o k a z j ę z e t k n i ę c i a s i ę z r e l i g i j ­
nością Wschodu biorąc udział w wyprawach nauko­
w y c h do M a r o k a , I n d i i , J a p o n i i . P o d s t a w o w y m z a g a d ­
n i e n i e m j e g o p r a c y Świętość...
jest p y t a n i e o i s t o t ę do­
ś w i a d c z e n i a r e l i g i j n e g o , d o ś w i a d c z e n i a t e g o , co ś w i ę t e .
Analizując
poszczególne
e l e m e n t y tego
doświadczenia
w oparciu o teksty modlitw, h y m n ó w , wypowiedzi o Bo­
gu — teksty numinotyczne poprzez a n a l i z ę etymologicz­
n ą s ł o w n i c t w a o d n o s z ą c e g o s i ę do ś w i ę t o ś c i , O t t o d o k o ­
n u j e oczyszczenia t e g o p o j ę c i a z j e g o p ó ź n i e j s z y c h n a ­
w a r s t w i e ń i w y d o b y c i a na j a w jego p i e r w o t n y c h zna­
czeń. O d p a d a j ą kolejno moralno-etyczne orzeozniki koja­
r z e n i a ze s ł o w e m „ ś w i ę t y " . Święty t o n i e t y l e d o b r y ,
d o s k o n a ł y , p r a w y ( n p . ś w i ę t y c z ł o w i e k ) co p r z e d e w s z y s ­
t k i m niezwykły, dziwny, n a p a w a j ą c y lękiem, niesamowi­
ty, c a ł k i e m inny. Na plan pierwszy w y s u w a się t u
element irracjonalny świętości, b ó s t w a —
numinosum,
e l e m e n t g r o z y (tremendum),
mocy (gniew boży,
отдг
theou,
ira
deorum),
element
wszechmocy
(majestas),
w o b e c k t ó r e j c z ł o w i e k czuje s i ę „ p r o c h e m i p y ł e m " ,
e l e m e n t t a j e m n i c y (mysterium)
— którym towarzyszą:
lęk, poczucie b o j a ź n i i t r w o g i ( „ s t r a s z n e to m i e j s c e "
w o ł a J a k u b po p r z e b u d z e n i u s i ę ze s n u w B e t e l , ś w i ę ­
t y m miejscu).
Otto p o d k r e ś l a tę a m b i w a l e n c j ę : uczuciom strachu
i g r o z y t o w a r z y s z y f a s c y n a c j a ( e l e m e n t fascinans),
po­
czucie n i e z w y k ł o ś c i ( e l e m e n t rnirum), c u d o w n o ś c i , wznios­
ł o ś c i numinosum
( e l e m e n t augustum),
odczuwanie w o ­
bec n i e g o s z a c u n k u i czci. S i e d z ą c te e l e m e n t y , o b s e r ­
w u j ą c wzajemne ich relacje i odcienie, p r z y d a j ą c i m
n a z w y , O t t o stale w s k a z u j e n a o p ó r j a k i s t a w i a to, co
święte
myśleniu dyskursywnemu, wszelkiej racjonalnej
a n a l i z i e i o b r ó b c e p o j ę c i o w e j . T o co święte
zawiera
w sobie zawsze j a k ą ś n a d w y ż k ę z n a c z e n i o w ą , k t ó r e j n i e
p o d o b n a o d d a ć w p o j ę c i a c h . C z ł o w i e k z b l i ż a s i ę do t e g o
co ś w i ę t e t y l k o p o p r z e z p o j ę c i o p o d o b n e p r z e d s t a w i e n i a ,
w y o b r a ż e n i a — ideogramy, obrazy, analogie. S t a n o w i ą
one p r ó b ę r a c j o n a l i z o w a n i a t e g o co i r r a c j o n a l n e .
Siedząc n a p i ę c i e p o m i ę d z y e l e m e n t e m i r r a c j o n a l n y m
i r a c j o n a l n y m w m i s t r z o w s k i s p o s ó b O t t o r y s u j e via
n e g a t i o n i s n a j a k i e j c z ł o w i e k s z u k a d o s t ę p u do tego
co ś w i ę t e , do numinosum,
które jak Bóg u mistyka
Tersteegena
(„Bóg, k t ó r e g o m o ż n a p o j ą ć nie jest B o ­
g i e m " ) jest w c i ą ż c z y m ś c a ł k i e m , z u p e ł n i e i n n y m : „ C z e ­
go o k o n i e w i d z i a ł o a n i u c h o n i e s ł y s z a ł o i w serca
człowieka nie wstąpiło... któż nie odczuł
podniosłego
t o n u tych s ł ó w P a w ł a . . . P o u c z a j ą c e j e s t , ż e w t y c h s ł o ­
wach, w których
u c z u c i e c h c i a ł o b y w y p o w i e d z i e ć to,
co m a n a j w y ż s z e g o , z n o w u u s t ę p u j ą obrazy, u m y s ł u c i e ­
k a o d o b r a z ó w i c h w y t a t y l k o t o , co n e g a t y w n e . A j e s z ­
cze b a r d z i e j p o u c z a j ą c e j e s t , ż e p r z y c z y t a n i u czy s ł u ­
chaniu t y c h s ł ó w p r a w i e wcale nie z a u w a ż a m y ich w y -

53

T

�łącznie

negatywnego

wywierające
nic

n i e ma.

ność,

jak

ogromne
Jest

charakteru...
wrażenie,

to p o u c z a j ą c e

niezależna

jest

napisano
w

ze

cale

których
względu

pozytywna

treść

hymny

właściwie
na

od

okolicz­
wyrazis­

t o ś c i p o j ę c i o w e j " ( I , s. 67).
S z c z e g ó l n i e d l a nas i n t e r e s u j ą c e m o g ą b y ć t e p a r t i o
analiz Otta, k t ó r e śledzą wspomniane elementy d o ś w i a d ­
czenia n u m i n o t y c z n e g o oraz o w ą v i a negationis w k u l turze-sztuce, muzyce, j ę z y k u l i t u r g i c z n y m : „ E l e m e n t p o t ­
worności i zgrozy p r y m i t y w n y c h o b r a z ó w i w i z e r u n k ó w
bogów, w y d a j ą c y się n a m dziś dość często tak odpy­
chający, miał w ludziach p r y m i t y w n y c h i naiwnych, na­
w e t d z i s i a j jeszcze, a p r z y p a d k o w o n a w e t i u nas, w z b u ­
dzić poprzez
swe
oddziaływanie
prawdziwe
uczucie,
p r a w d z i w e j religijnej bojaźni... Srogie, surowe a często
n a w e t straszne, s t a r e b i z a n t y j s k i e p a n a g i e b a r d z i e j p o ­
b u d z a j ą n i e k t ó r y c h k a t o l i k ó w do p o b o ż n o ś c i n i ż M a ­
d o n n y Rafaela. Specjalnie daje się z a u w a ż y ć t e n r y s
u p e w n y c h postaci b o g ó w indyjskich.
Durga, bengal­
ska „ W i e l k a M a c i e r z " , k t ó r e j k u l t m o ż e b y ć o t o c z o n y
prawdziwym obłokiem najgłębszej pełnej drżenia poboż­
ności, j a k w kanonicznym przedstawieniu prawdziwa
karykaturą
diabła.
Pomieszanie
przerażającej
zgrozy
z n a j w y ż s z ą ś w i ę t o ś c i ą n i g d z i e n i e w y s t ę p u j e w spo­
sób tak przejrzysty, jak w X I księdze
Bhagawadgity.
(...) D l a nas l u d z i Z a c h o d u , n a j b a r d z i e j
numinotyczną
s z t u k ą w y d a j e się gotyk, a to przede w s z y s t k i m z po­
w o d u s w e j p o d n i o s ł o ś c i . A l e t o n i e w y s t a r c z a . Jest za­
s ł u g ą W o r r i n g e r a , a u t o r a d z i e ł a Probleme
der
Golik
wykazanie, że szczególne w r a ż e n i e , j a k i e sprawia gotyk,
p o l e g a n i e t y l k o n a j e g o p o d n i o s ł o ś c i , lecz n a o d c i e n i u
i dziedzictwie prastarego magicznego nadawania
formy,
k t ó r e o n s t a r a s i ę w p r o w a d z i ć h i s t o r y c z n i e . (...) G o t y k
posiada j a k i ś
urok, a t e n jest c z y m ś w i ę c e j n i ż u r o k
c z e g o ś w z n i o s ł e g o (...) T o co w z n i o s ł e , a t a k ż e t o co
t y l k o magiczne, jest — o ile t y l k o m o ż e — t y l k o p o ś r e d ­
n i m ś r o d k i e m p r z e d s t a w i e n i a n u m i n o s u m w sztuce. B e z ­
p o ś r e d n i c h ś r o d k ó w m a o n a u nas n a Z a c h o d z i e t y l k o
d w a . I s ą one w c h a r a k t e r y s t y c z n y s p o s ó b j e d y n i e n e ­
g a t y w n e , s ą t o c i e m n o ś ć i m i l c z e n i e (...). P a n i e , m ó w t y
s a m / W c i s z y n a j g ł ę b s z e j / I c i e m n o ś c i do m n i e . (...)
C i e m n o ś ć musi b y ć taka, aby m o g ł a b y ć s p o t ę g o w a n a
p r z e z k o n t r a s t , a t y m s a m y m jeszcze b a r d z i e j w y c z u ­
w a l n a : o n a s a m a m u s i jeszcze c h c i e ć
przezwyciężyć
o s t a t n i e ś w i a t ł o . D o p i e r o p ó ł m r o k j e s t m i s t y c z n y (...)".
P ó ł m r o k z a p a d a j ą c y w halach o wysokich sklepieniach,
pod k o n a r a m i w y s o k i c h d r z e w r o s n ą c y c h w z d ł u ż alei,
osobliwie o ż y w i a n y
na
skutek
tajemniczej
gry półś w i a t ł a , w c i ą ż jeszcze p r z e m a w i a do p s y c h i k i , i b u ­
downiczowie świątyń, meczetów
i kościołów
potrafili
z r o b i ć z niego u ż y t e k . W j ę z y k u d ź w i ę k ó w , c i e m n o ś c i
o d p o w i a d a m i l c z e n i e . (...) N a j ś w i ę t s z y , n a j b a r d z i e j n u minotyczny m o m e n t w e mszy, m o m e n t konsekracji, na­
wet najdoskonalsza m u z y k a mszalna w y r a ż a t y l k o przez
t o , ż e m i l c z y , i to c a ł k o w i c i e i p r z e z d ł u ż s z y czas, t a k ,
że j e d n o c z e ś n i e m o ż e p r z e b r z m i e ć samo milczenie. I ż a ­
den i n n y , c h o ć b y najbardziej p o b u d z a j ą c y do p o b o ż n o ś c i
m o m e n t m s z y n i e da s i ę p o r ó w n a ć z t y m m i l c z e n i e m
przed Panem. P o u c z a j ą c e jest p o s ł u c h a ć M s z y H - m o i
Bacha. Jej n a j b a r d z i e j m i s t y c z n ą częścią, j a k to z a z w y ­
czaj b y w a w s k o m p o n o w a n y c h m s z a c h , j e s t
incamatus.
E f e k t polega t u na c i c h y m , s z e p c z ą c y m , p o w o l n y m na­
s t ę p o w a n i u po sobie f u g , k t ó r e p r z e c h o d z ą w p i a n i s s i ­
mo. W t y m p ó ł g ł o s i e , w t y c h w n a j w y ż s z y m
stopniu
osobliwych, o p a d a j ą c y c h w d ó ł m a ł y m i t e r c j a m i pasa­
żach, w tych u r y w a n y c h synkopach i w t y m p r o w a ­
dzeniu melodii w górę i w dół, w y r a ż a j ą c y c h
pełne
lęku zdumienie, m o ż n a się tylko d o m y ś l a ć w s t r z y m u ­
j ą c e j oddech t a j e m n i c y ; jest ona t u raczej z a s y g n a l i ­
z o w a n a n i ż w y r a ż o n a w p r o s t . (...)

54

Obok milczenia i c i e m n o ś c i sztuka W s c h o d u
zna
jeszcze t r z e c i ś r o d e k z d e c y d o w a n i e n u m i n o t y c z n e g o w r a ­
żenia: p r ó ż n i ę i p r z e s t r z e n n ą p u s t k ę . Przestrzenna
p u s t k a j e s t j a k b y w z n i o s ł o ś c i ą w t y m co p r z y z i e m n e .
R o z l e g ł e p u s t y n i e , bezkresne jednostajne stepy s ą c z y m ś
p o d n i o s ł y m (...). A r c h i t e k t u r a c h i ń s k a — j a k o s z t u k a
u k ł a d u i z g r u p o w a n i a b u d o w l i — w y k o r z y s t u j e ten ele­
ment bardzo m ą d r z e i głęboko. O s i ą g a w r a ż e n i e czegoś
u r o c z y s t e g o n i e p r z e z w y s o k i e h a l e czy i m p o n u j ą c e p i o ­
ny, a p r z e c i e ż n i e ma n i c uroczystszego n i ż m i l c z ą c e
przestrzenie p l a c ó w , p o d w ó r c ó w i d z i e d z i ń c ó w , k t ó r y m i
o p e r u j e . N a j l e p s z y m tego p r z y k ł a d e m s ą g r o b o w c e ce­
sarzy z d y n a s t i i M i n g k o ł o N a n k i n u i P e k i n u , w c i ą g a ­
j ą c e do k o m p o z y c j i puste przestrzenie c a ł e g o k r a j o b r a z u .
Jeszcze b a r d z i e j i n t e r e s u j ą c a j e s t p u s t k a w m a l a r s t w i e
c h i ń s k i m . Istnieje t u w r ę c z sztuka m a l o w a n i a pustki,
przedstawiania jej jako czegoś wyczuwalnego i r ó ż n i ­
c o w a n i a tego s z c z e g ó l n e g o t e m a t u w r ó ż n o r o d n y s p o s ó b .
Nie t y l k o istnieją obrazy, na k t ó r y c h p r a w i e nic nie
ma, nie t y l k o jest w ł a ś c i w o ś c i ą stylu w y w o ł y w a n i e j a k
najsilniejszego
wrażenia
skąpą kreską
i
oszczędnymi
ś r o d k a m i , ale p r z y d u ż e j ilości o b r a z ó w , z w ł a s z c z a p r z y
tych, k t ó r e m a j ą j a k i ś z w i ą z e k z k o n t e m p l a c j ą , odnosi
się w r a ż e n i e , że sama p u s t k a jest w y m a l o w a n y m p r z e d ­
m i o t e m i t o g ł ó w n y m p r z e d m i o t e m o b r a z u . " ( I , s. 99,
104—107).
E l i a d e ' e g o ł ą c z y z O t t e m w y r a ź n a n i e c h ę ć do p r z e ­
ceniania w a r t o ś c i r o z u m u dyskursywnego m y ś l e n i a po­
j ę c i o w e g o , z m i e r z a j ą c e g o do ś c i s ł o ś c i i p r e c y z a e j i t e r m i ­
nologicznej z j a k i m m a m y do czynienia w k u l t u r z e Za­
chodu. Ł ą c z y ich przekonanie o ogromnej w a r t o ś c i i n ­
n y c h d r ó g poznania z a c h o w u j ą c y c h p o z y t y w n ą treść przy
z n a m i e n n y m b r a k u p r e c y z j i p o j ę c i o w e j . Jak Otto w y ­
dobył i z a a k c e n t o w a ł v i a n e g a t i o n i s , tak Eliade
u j a w n i a i a k c e n t u j e v i a c r e a t i o n i s , k t ó r a spoczy­
wa w symbolach, ideogramach, m i t a c h . Dla obu j e d n a k ­
że w s p ó l n e jest przekonanie, ż e : „ O b r a z y takie zbliżają
j e d n a k l u d z i s k u t e c z n i e j i w s p o s ó b i s t o t n i e j s z y niż.
j ę z y k a n a l i t y c z n y . W istocie jeśli istnieje p e ł n a solidar­
ność r o d z a j u ludzkiego, m o ż n a j ą o d c z u ć i «uczynić» na
p o z i o m i e o b r a z ó w " ( I I I , s. 38). P r z y k ł a d e m m o g ą t u
b y ć studia Otta nad p o r ó w n a n i e m zachodniej i wschod­
n i e j m i s t y k i , o d s ł o n i ę c i e p o d o b i e ń s t w m i ę d z y n i h i l za­
chodniej mistyki, a próżnią wschodniej, ukazanie
za­
dziwiających zbieżności pomiędzy słownictwem Mistrza
Erckhardta a s ł o w n i c t w e m Siankary .
2

P r z e k ł a d a n i e s y m b o l i , o b r a z ó w , m i t ó w na j ę z y k dysk u r s y w n y jest d l a Eliade'go z a j ę c i e m
bezprzedmioto­
w y m , podobnie j a k r o z w a ż a n i a genetyczne
„wyjaśnia­
j ą c e " i c h pochodzenie. C h a r a k t e r y s t y c z n a jest d l a niego
podzielana z i n n y m i fenomenologami r e l i g i i rezerwa dla
r o z w a ż a ń historyczno-genetyeznych, ewolucjanistycznych,
uchylenia wyjaśnień
p r z y c z y n o w o - s k u t k o w y c h (istnieje
różnica p o m i ę d z y stwierdzeniem obecności strachu, lęku,
trwogi, które towarzyszy doświadczeniu religijnemu
—
j a k czyni to Otto, a u p a t r y w a n i e m w strachu,
lęku
i t r w o d z e np. wobec sił p r z y r o d y p r z y c z y n postawy r e ­
l i g i j n e j , b u d o w a n i a na t y m t e o r i i , ; n a t u r y z m u " j a k o j e d ­
nego z p i e r w o t n y c h , w sensie e w o l u c j o n i s t y c z n o - r o z w o j o wego, s t a d i u m religii). T o drugie, m a ł o że nie uzasad­
nione postępowanie, redukuje złożoność
doświadczenia
r e l i g i j n e g o do j e d n e g o z a l e d w i e e l e m e n t u
(trernendum),
charakterystyczne jest t a k ż e u c h y l e n i e stawianego przez
pozytywizm problemu fałszu i prawdy wyobrażeń, wie­
rzeń, symboli, idei religijnych. Eliade podobnie j a k Jung
r e p r e z e n t u j e s t a n o w i s k o , iż j e d y n ą p r a w d ą s y m b o l i , o b ­
r a z ó w jest i c h i s t n i e n i e , a t y m co m o ż e z r o b i ć n a u k a
jest uznanie i c h istnienia i badanie j a k o autentycznego
p r z e d m i o t u , nie d a j ą c e g o się s p r o w a d z i ć do i n n y c h zja­
wisk.

�„Zjawisko religijne należy b a d a ć w skali religijnej"
( I I , s. 1). W t y m f e n o m e n o l o g i c z n y m d u c h u E l i a d e a t a ­
k u j e F r e u d a , „ k t ó r y u w a ż a ł s i ę za w i e l k i e g o w t a j e m n i ­
czonego, .podczas g d y b y ł j e d y n i e o s t a t n i m p o z y t y w i s t ą .
(...) P o c i ą g j a k i d z i e c k o p ł c i m ę s k i e j o d c z u w a
wobec
m a t k i i j e g o p o c h o d n a — k o m p l e k s E d y p a , m o g ą szo­
k o w a ć o tyle, o ile t r a k t u j e się to zjawisko d o s ł o w n i e, z a m i a s t — j a k n a l e ż y — p r z e d s t a w i ć j e j a k o o b ­
razy. Bo p r a w d z i w y jest Obraz M a t k i , n i e zaś t a k a to
a t a k a m a t k a , h i c et n u n c , j a k t o r o z u m i a ł F r e u d . T o
Obraz M a t k i odsłania, i jedynie on m o ż e odsłonić s w ą
r z e c z y w i s t o ś ć i swe f u n k c j e — zarazem kosmologiczne,
antropologiczne i psychologiczne. P r z e k ł a d a n i e
obrazów
n a t e r m i n y k o n k r e t n e t o zabieg b e z s e n s o w n y ;
obrazy
z a w i e r a j ą w s z e l k i e aluzje do k o n k r e t u , u j a w n i o n e przez
F r e u d a , ale r z e c z y w i s t o ś ć j a k ą u s i ł u j ą w y r a z i ć n i e m i e ś c i
s i ę bez r e s z t y w t e g o r o d z a j u o d n i e s i e n i a c h do k o n k r e ­
t u . (...) W y s t a r c z y p r z y p o m n i e ć , ż e p o c i ą g b u d z o n y p r ^ e z
matkę,
interpretowany
w
płaszczyźnie
bezpośredniej
i „ k o n k r e t n e j " — j a k o p o ż ą d l i w o ś ć w s t o s u n k u do w ł a s ­
n e j m a t k i — m a sens j e d n o z n a c z n y
i ograni­
c z o n y ; jeżeli natomiast z w a ż y m y , że chodzi t u o Obraz
M a t k i , p o c i ą g ó w n a b i e r a w i e l u z n a c z e ń , j e s t to za­
r ó w n o chęć odzyskania b ł o g o s t a n u , j a k i w ł a ś c i w y b y ł
m a t e r i i o ż y w i o n e j , jeszcze « n i e u k s z t a ł t o w a n e j » , z w s z y s t ­
k i m i m o ż l i w y m i aspektami: kosmologicznym, antropolo­
g i c z n y m i t p , u r o k w y w i e r a n y na « d u c h a » przez « m a t e r i ę » , n o s t a l g i a za p r a j e d n o ś c i ą , a w i ę c t a k ż e c h ę ć o b a ­
lenia p r z e c i w i e ń s t w , polaryzacja itp. Otóż jak powiedzia­
ł e m i j a k p r ó b u j ę to w y k a z a ć O b r a z y z s a m e j s w e j
s t r u k t u r y s ą w i e l o w a r t o ś c i o w e " ( I I I , s. 35). E l i a d e a k c e n ­
tuje
polisemantyczną
wartość
obrazu
i
symbolu.
„ P r a w d z i w y jest w i ę c o b r a z j a k o t a k i , j a k o z e s p ó ł
znaczeń, n i e zaś j e d n o z j e g o z n a c z e ń , b ą d ź też
jeden
t y l k o
z licznych
p l a n ó w
odniesie­
n i a ( I I I , s. 36). U s t a w i a to c a ł ą d z i a ł a l n o ś ć n a u k o w ą
E l i a d e ' g o n i e po s t r o n i e n a u k ś c i s ł y c h ( m o n o l o g i c z n y c h )
a po s t r o n i e n a u k h u m a n i s t y c z n y c h ( d i a l o g i c z n y c h ) , ż e ­
b y u ż y ć t u r o z r ó ż n i e n i a w p r o w a d z o n e g o przez B a c h t i n a :
„ G r a n i c ą n a u k i w naukach ścisłych okazuje się i d e n ­
t y f i k a c j a a = a, w b a d a n i a c h l i t e r a c k i c h ( w o g ó l e h u ­
manistycznych: antropologii, etnografii — dodajmy t u
o d siebie — Z . B . ) — to p r z e z w y c i ę ż e n i e o b e c n o ś c i o b ­
cego, bez p r z e k s z t a ł c e n i a go w czysto s w o j e (...) P r z e j ś c i e
obrazu w symbol nadaje m u szczególną g ł ę b i ę
zna­
czeniową i perspektywę znaczeniową. Treść prawdzi­
wego s y m b o l u przez u p o ś r e d n i o n e z ł ą c z e n i a znaczeniowe
wykazuje współzależność
z ideą
całkowitości
świata,
z p e ł n i ą u n i v e r s u m k o s m i c z n e g o i l u d z k i e g o . (...) W j a ­
k i e j m i e r z e m o ż n a s k o m e n t o w a ć sens ( o b r a z u czy s y m ­
b o l u ) ? T y l k o p r z y p o m o c y i n n e g o ( i z o m o r f i c z n e g o ) sensu
( o b r a z u czy s y m b o l u ) . O d s ł o n i ć go w p o j ę c i a c h
nie­
podobna.
Możliwa
jest
albo
względna
racjonalizacja
sensu ( z w y k ł a a n a l i z a n a u k o w a ) , a l b o j e g o p o g ł ę b i a n i e
p r z y p o m o c y i n n y c h s e n s ó w (...) p o g ł ę b i a n i e d r o g ą p o ­
szerzenia dalekiego k o n t e k s t u . W y j a ś n i a n i e s t r u k t u r s y m ­
bolicznych, z k o n i e c z n o ś c i przesuwa się w n i e s k o ń c z o ­
n o ś ć s e n s ó w symbolicznych, dlatego t e ż nie m o ż e s t a ć
s i ę n a u k o w y m w sensie n a u k ś c i s ł y c h .
Interpretacja
s y m b o l i n i e m o ż e b y ć n a u k o w a lecz j e s t o n a g ł ę b o k o
poznawcza" .
3

Rozumienie
s y m b o l u przez
symbol, wydobywanie
i z e s t a w i a n i e w i e l u w a r t o ś c i t e g o samego s y m b o l u n a
t l e i n n y c h , u m i e s z c z e n i e go n a t l e z e s p o ł ó w i k o m p l e k ­
s ó w s y m b o l i c z n y c h — oto d r o g i
rozumienia
znaczeń
i sensu, k t ó r y m i p o s u w a s i ę E l i a d e . W i ą ż e s i ę z t y m
określona
terminologia, zadomowiona
już zresztą
we
w s p ó ł c z e s n y m słowniku etnologicznym, k t ó r ą wprowadza
Eliade w s w y c h studiach nad religią i człowiekiem re­
l i g i j n y m , homo religiosis.
T o , co p o z w a l a
rozpatrywać

religię jako autonomiczny przedmiot badań, nie dający
s i ę s p r o w a d z i ć bez r e s z t y do w y m i a r ó w h i s t o r y c z n y c h ,
socjologicznych, e k o n o m i c z n y c h , j ę z y k o w y c h , co t w o r z y
s k a l ę r e l i g i j n ą — to p r z e c i w s t a w i e n i e s a c r u m i p r o f a num w y s t ę p u j ą c e w e w s z y s t k i c h r e l i g i a c h . D l a c z ł o w i e ­
k a r e l i g i j n e g o ( k t ó r e g o Eliade, c z ę s t o k r o ć zasadnie, w
oparciu o m a t e r i a ł etnologiczny u t o ż s a m i a z c z ł o w i e k i e m
społeczeństw tradycyjnych, pierwotnych, „prymitywnych"
i przeciwstawia m u człowieka świeckiego często identy­
fikowanego z reprezentantem
współczesnej
cywilizacji)
nie istnieje jedna jednorodna p r z e s t r z e ń , jeden j e d n o r o d ­
n y czas. P o s t a w a r e l i g i j n a w i ą ż e s i ę n i e o d ł ą c z n i e z w a r ­
t o ś c i o w a n i e m , w a l o r y z a c j ą , w y b o r e m . Pewna
t y l k o p r z e s t r z e ń jest ś w i ę t a , w y o d r ę b n i o n a z c a ł e g o o t a ­
czającego
ś w i a t a (miejsce ś w i ę t e , ś w i ą t y n i a ,
cudowne
ź r ó d ł o , ś w i ę t a g ó r a i t p . ) p e w i e n o k r e ś l o n y czas j e s t cza­
sem ś w i ę t y m (czas ś w i ą t , p o s t u , p i e l g r z y m k i ,
modlitwy
i t p . ) . A l e i c z ł o w i e k ś w i e c k i zna o d p o w i e d n i k i p r z e s t r z e ­
n i i czasu n i e c o d z i e n n e g o , n i e z w y k ł e g o ( e g z o t y c z n e k r a j ­
o b r a z y , „ H a w a j e " , czas w a k a c j i , z a b a w y ) . N a w e t ż y j ą c y
w
czasie „ n a j b a r d z i e j
historycznym", świeckim,
czło­
w i e k zna r ó ż n e r y t m y c z a s o w e — czas z a k o c h a n i a , czas
melancholii, s ł u c h a n i a m u z y k i — w k t ó r y c h przekracza
g r a n i c e czasu h i s t o r y c z n e g o . C a ł a f e n o m e n o l o g i a r e l i g i i
u p r a w i a n a p r z e z E l i a d e ' g o z m i e r z a do o ż y w i e n i a ź r ó d e ł
tych współczesnych, zdezaktualizowanych obrazów, t ę s ­
k n o t y za c z y m ś z u p e ł n i e i n n y m .
F e n o m e n o l o g r e l i ; &gt; i i staje p r z e d p r o b l e m e m , co u z ­
n a ć za f a k t y r e l i g i j n e , j a k i e d o k u m e n t y r o z p a t r y w a ć d l a
u p o r z ą d k o w a n i a n i e z w y k ł e j i c h r ó ż n o r o d n o ś c i i bogac­
t w a . E l i a d e o p e r u j e t u t a j t e r m i n e m : hierofania
— coś,
co o b j a w i a sacrum.
T a k i e szerokie rozumienie f a k t u w
jego zasadniczej f u n k c j i — hierofanicznej,
umożliwia
rozpatrywanie i odkrywanie wszechzwiązku
pomiędzy
s z e r e g i e m t a k s t r u k t u r a l n i e o d m i e n n y c h o d siebie f a k ­
t ó w i d o k u m e n t ó w r e l i g i j n y c h . Z a r ó w n o w a ż n y jest t u
t e k s t m i t u , p r z e s ą d , gest l i t u r g i c z n y , d z i a ł a n i e t e c h n i c z ­
n e otoczone o b r z ę d e m , r y t u a ł , w i z e r u n k i , s ł o w a m o d l i t w y
i z a k l ę c i a , a r c h i t e k t u r a s a k r a l n a , m u z y k a i ś p i e w , szata
k a p ł a n a , a m u l e t , w y r y t y na n i m s y m b o l i t d . D l a pozna­
nia z j a w i s k a r e l i g i j n e g o , jego istoty, r ó w n i e w a ż n e są
d o k t r y n a l n e , teologiczne u j ę c i a idei r e l i g i j n y c h , w y p r a ­
cowane przez e l i t y , j a k i w e r s j e l u d o w e , a p o k r y f i c z n e ,
niejasne,
odbiegające
od
ortodoksyjnych
wykładni.
W s z y s t k i e one u d z i e l a j ą sobie w z a j e m n i e ś w i a t ł a , u c z e s t ­
nicząc w d a j ą c y c h się wydzielić zespołach, odmianach,
t y p a c h s a k r a l n o ś c i . P r z y n a l e ż ą c do r ó ż n y c h r e l i g i i , p o d ­
n o s z ą r ó ż n e z n a c z e n i a i sensy tego, co ś w i ę t e . W s z y s t k i e
zanurzone w historii, b ę d ą c k o n k r e t n y m i h i s t o r y c z n y m i
p r z y k ł a d a m i k s z t a ł t o w a n i a się stosunku c z ł o w i e k a
do
świętości, mogą
stać
się przedmiotem
rozpatrywania
i rozważania:
1 — tego

co w n i c h

2 — tego, co w n i c h
3 — t e g o co

historyczne
lokalne,

uniwersalne,

4 — tego co h i e r o f a n i c z n e i k r y p t o f a n i c z n e ,
5 — tego, co j e d z i e l i i ł ą c z y .
(1) K a ż d a h i e r o f a n i a z a w i e r a w sobie p e w i e n o k r e ś ­
lony moment historyczny: „ W e ź m y np. wedyjski
tekst
o d n o s z ą c y s i ę do z m a r ł e g o : „ P e ł z a j , k u z i e m i , m a t c e
t w e j ! N i e c h a j w y b a w i c i ę o d n i c o ś c i ! ( R i g w e d a , X , 13,
10). T e k s t t e n u j a w n i a n a m (3) s t r u k t u r ę
sakralności
tellurycznej (ziemia w y s t ę p u j e jako m a t k a , Tellus M a ­
ter) a j e d n o c z e ś n i e p e w i e n m o m e n t w h i s t o r i i r e l i g i i i n ­
dyjskiej, ten, w k t ó r y m Tellus M a t e r n a b r a ł a o k r e ś l o ­
nej w a r t o ś c i — p r z y n a j m n i e j dla pewnej g r u p y ludzi —
j a k o o p i e k u n k a b r o n i ą c a p r z e d n i c o ś c i ą (co z r e s z t ą z o ­
s t a ł o p ó ź n i e j zarzucone w w y n i k u r e f o r m y , j a k ą p o ­
c i ą g n ę ł y za s o b ą U p a n i s z a d y i N a u c z a n i e B u d d y ) " ( I I ,
s. 8).

55
1

�(2) H i e r o f a n i ą l o k a l n a to n p . j a k i ś o k r e ś l o n y g a t u ­
n e k d r z e w a u w a ż a n y za ś w i ę t y , i s t n i e j ą c y o b o k w y o b r a ­
ż e n i a (3) d r z e w a k o s m i c z n e g o ( A x i s M u n d i ) w d a n e j re­
l i g i i . C h o c i a ż jest h i e r o f a n i ą (nie jest b o w i e m d r z e w e m
z w y k ł y m lecz ś w i ę t y m ) i c h o c i a ż w y r a ż a t ę s a m ą s y m b o ­
likę n i e p r z e r w a n e j regeneracji ś w i a t a , jej znaczenie jest
oczywiste t y l k o w k r ę g u tej r e l i g i i i ma w a r t o ś ć l o k a l ­
n ą , podczas gdy w y o b r a ż e n i e A x i s M u n d i jest hierofa­
n i ą u n i w e r s a l n ą , z n a n ą we wszystkich s t a r o ż y t n y c h cy­
wilizacjach.
(4) H i e r o f a n i ą j a w n ą j e s t i d e o g r a m d r z e w a k o s m i c z ­
nego, k r y p t o f a n i ą z a ś — w i o s e n n y m a i k , zwyczaj u r o ­
czystego p r z e n o s z e n i a g a ł ą z k i n a ' w i o s n ę d o w s i , w p r o ­
w a d z a n i e c h ł o p c a u b r a n e g o w g a ł ę z i e — „ Z i e l o n e g o Je­
rzego" w K a r y n t i i ( w dn. Sw. Jerzego), zielonego „ J a s i a
kominiarza" (Jack-in-the-green) w A n g l i i w dn. 1 maja,
zwyczaj dotykania drzewa przez k o b i e t ę c i ę ż a r n ą
dla
spowodowania
pomyślnego
porodu,
zwyczaj
sadzenia
d r z e w n o w o n a r o d z o n e m u d z i e c k u l u b przez dzieci, za­
kaz ś c i n a n i a d r z e w i t p .
(5)

Przykładem

wartościowania,
zestawieniach
palma

może

przesunięć
jak:

Axis

tu

być

znaczeń
Mundi,

obserwowanie
i

sensów

drzewo

prze­

w

takich

życia,

krzyż,

wielkanocna.

W świetle bogactwa, wielorakości hierofanii, podział
n a sacrum i profanum
traci pozornie s w o j ą w y r a z i s t o ś ć .
„ W g r u n c i e r z e c z y n i e w i e m y , czy i s t n i e j e c o ś — p r z e d ­
m i o t , gest, f u n k c j a
fizjologiczna,
z a b a w a i t d — co b y
g d z i e ś w c i ą g u h i s t o r i i l u d z k o ś c i nie p r z e k s z t a ł c i ł o się
w h i e r o f a n i ę " ( I I , s. 17). T o b o g a c t w o Eakraliiości, d a ­
j ą c e się o b s e r w o w a ć na wszystkich poziomach rzeczy­
wistości (sztuka, dramat, taniec, m u z y k a , i n s t r u m e n t y
muzyczne, d z i a ł a n i a techniczne, tradycje zawodowe i гаwody, rośliny, zwierzęta, zjawiska atmosferyczne i astro­
nomiczne, gry, zabawy, z a b a w k i — j a k np. grzechotka
o d p ę d z a j ą c a od dziecka złe duchy i ś m i e r ć ,
kołatka
W i e l k o p i ą t k o w a ) , p i e r w o t n y k u l t o w y c h a r a k t e r otacza­
j ą c y ś w i a t i rzeczy, z k t ó r y m i
stykał
się
człowiek
w c i ą g u s w e j h i s t o r i i — n i e t y l k o , ż e n i e s k ł a n i a do
wyeliminowania
przeciwstawienia sacrum i
profanum,,
ale p o z w a l a w o p a r c i u o n i e d o s t r z e g a ć w o w y m c h a o s i e
sakralności pewne odmiany, typu hierofanii, podnoszące
r ó ż n e z n a c z e n i a i sensy t e g o co ś w i ę t e ( h i e r o f a n i ę
uraniczne, aquatyczne, telluryczne, agrarno-wegetacyjne itd).
H i e r o f a n i ą o z n a c z a b o w i e m zawsze j a k i ś
wybór,
j a k i e ś o d d z i e l e n i e od r e s z t y z j a w i s k i r z e c z y . Ś w i ę t y
k a m i e ń , święte drzewo, ś w i ę t e źródło są w y r a ź n i e w y ­
o d r ę b n i o n e i w y d z i e l o n e od r e s z t y k a m i e n i , d r z e w , w ó d .
Owo oddzielenie w i d a ć nawet w p r z y p a d k u jednostko­
wej hierofanii: „ O d d z i e l e n i e przedmiotu hierofanicznego
jest w k a ż d y m b ą d ź razie oddzieleniem
przynajmniej
o d niego samego, p o n i e w a ż p r z e d m i o t t e n s t a j e s i ę h i e ­
rofanią
dopiero wtedy, gdy
przestaje b y ć
zwykłym
przedmiotem świeokim i przybiera nowe wymiary, «wym i a r y » s a k r a l n o ś c i . " Ś w i ę t y k a m i e ń , ś w i ę t e d r z e w o sta­
j ą się h i e r o f a n i a m i , gdy niejako p r z e s t a j ą b y ć sobą —
z w y k ł y m kamieniem, z w y k ł y m drzewem. Na t y m jedno­
stkowym
etapie d i a ł e k t y k a
hierofanii,
jej
rozumienie,
jakie znajdujemy
u Eliade'go p r z y p o m i n a
rozumienie
s y m b o l u i jego d i a l e k t y k i
przez J u n g a :
„Symbolowi
przysługuje
ten p o d w ó j n y charakter r e a l n o ś c i i nie­
realności. Nie b y ł b y on symbolem, gdyby był
tylko
realny, albowiem wtedy byłby realnym zjawiskiem, k t ó ­
re nie m o g ł o b y b y ć symboliczne. A symboliczne m o ż e
b y ć t y l k o to, co w j e d n e j r z e c z y o b e j m u j e jeszcze i n n ą .
G d y b y zaś s y m b o l b y ł n i e r e a l n y to b y ł b y t y l k o c z y m ś
p u s t y m i w y i m a g i n o w a n y m , n i e o d n o s z ą c y m s i ę do ż a d ­
nej r z e c z y w i s t o ś c i , w s k u t e k czego t a k ż e n i e b y ł b y s y m ­
bolem."

as

Te d w a k l u c z o w e t e r m i n y : p r z e c i w s t a w i e n i e
sacrum
i profanum,
o r a z hierofanią,
w oparciu o k t ó r e Eliade
przedstawia i p o r z ą d k u j e zjawiska z zakresu
historii
r e l i g i i ( d o c i e r a j ą c do u n i w e r s a l n y c h , p o w t a r z a l n y c h s t r u k ­
tur w najrozmaitszych i kulturowo
odległych
odmia­
nach d o ś w i a d c z e n i a religijnego) p o z w a l a j ą u t r z y m a ć i po­
ł ą c z y ć ze s o b ą d w i e p e r s p e k t y w y u j m u j ą c e i s t o t ę t y c h
zjawisk. P e r s p e k t y w ę a k c e n t u j ą c ą w y b ó r
(diałektyka:
gr. d i a l o g o — w y b i e r a m , r o z d z i e l a m , w y d r ą ż a m ) i p e r ­
s p e k t y w ę akcentującą szczególnego rodzaju wartość, ja­
k ą z a w i e r a w sobie k a ż d a h i e r o f a n i ą — w a r t o ś ć s y m b o ­
l u , nie t y l k o z jego w i e l o w y m i a r o w y m ,
integrującym,
0 c z y m j u ż b y ł a m o w a , ale r ó w n i e ż z p r z e z r o c z y s t y m ,
p r z e z i e r a j ą c y m , o t w a r t y m n a i n n e z n a c z e n i a i sensy c h a ­
r a k t e r e m , co n a j t r a f n i e j w y r a ż a u l u b i o n a s e n t e n c j a P a u ­
l a R i c o e u r ' a : „ S y m b o l d a j e do m y ś l e n i a " .
Co i n n e g o d a j ą d o m y ś l e n i a , i co i n n e g o „ m ó w i ą "
h i e r o f a n i ę uraniczne (symbole, postaci z w i ą z a n e z nie­
b e m ) , co i n n e g o t e l l u r y c z n e , co i n n e g o l u n a r n e . Z d w o ­
istej p e r s p e k t y w y , ta p i e r w s z a p o z w a l a o b s e r w o w a ć :
1 — o t w i e r a n i e się p o s z c z e g ó l n y c h z e s p o ł ó w s y m b o ­
licznych na inne aspekty r z e c z y w i s t o ś c i
sacrum;
2 — przesunięcia a k c e n t ó w , znaczeń i sensów, tak
jak np. p r z e s u n i ę c i a od hierofanii uranicznyeh m ó w i ą ­
c y c h o o d d a l e n i u , t r a n s c e d e n c j i , w z n i o s ł o ś c i , do t e l l u ­
ry cznych i a g r a r n o - w e g e t a c y j n y c h , a k c e n t u j ą c y c h
moc,
s k u t e c z n o ś ć , p ł o d n o ś ć , gdzie miejsce hierofanii
(czegoś
co o b j a w i a sacrum)
z a j m u j ą k r a t o f a n i e ( c o ś , co o b j a ­
wia moc);
3 — charakterystyczne i powtarzalne zjawiska jak
n p . d e i o t i o s i — b ó s t w a bez k u l t u , b ó s t w a n i e b a w y ­
pierane
przez
telluryczno-agrarno-wegetacyjne
kulty
1 symbolikę płodności; fenomen wspólny zarówno
dla
religii plemiennych, jak i dla pewnych e t a p ó w rozwoju
u n i w e r s a l n y c h s y s t e m ó w r e l i g i j n y c h (np. w j u d o c h r z e ś c i j a ń s t w i e o d w r a c a n i e się od J a h w e k u B a a l o m — w Sta­
r y m t e s t a m e n c i e , od S t w ó r c y k u s t w o r z e n i u — p o g a ń ­
s t w o p i ę t n o w a n e p r z e z A p o s t o ł a P a w ł a ( R z y m . 1, 18—25);
4 — charakterystyczne zjawiska nieodłącznie zwią­
zane z ż y c i e m h i e r o f a n i i , s y m b o l i i o b r a z ó w — b. o g ó l ­
n i e p o j ę t e z j a w i s k o гкотгок^агттш ( b u r z e n i a j e d n y c h o b ­
r a z ó w i s y m b o l i , z a s t ę p o w a n i a ich i n n y m i ) oraz t d o l a t f i
( r a t o w a n i e s t a r y c h o b r a z ó w i s y m b o l i przez i n t e g r o w a ­
nie ich w n o w y c h u k ł a d a c h ) ;
5 —
„imperializm" boskich
postaci i
lokalnych
hierofanii,
które
zmierzają
do
wyrażenia
wszystkich
znaczeń z w i ą z a n y c h z i n n y m i hierofaniami i postaciami,
i p r z e k s z t a ł c a n i a się na drodze totalizacji z n a c z e ń w po­
stacie i h i e r o f a n i ę u n i w e r s a l n e i t p . (że poprzestaniemy
na w y m i e n i e n i u t y l k o t y c h k i l k u f e n o m e n ó w o b s e r w o ­
w a n y c h przez Eliade'go).
D r u g a z a ś p e r s p e k t y w a ( ż e b y p o z o s t a ć p r z y t y m sa­
m y m u r a n i c z n y m p r z y k ł a d z i e ) p o z w a l a o d n a j d o w a ć sens
symboliki
niebiańskiej
wstępowania,
wchodzenia
po
schodach (w r y t u a ł a c h intronizacyjnych); w m o t y w a c h
w ę d r ó w k i m i t y c z n y c h b o h a t e r ó w i ś w i ę t y c h , wznoszenia
s i ę , l a t a n i a , „ b y c i a p o r w a n y m do t r z e c i e g o n i e b a " —
j a k to o k r e ś l a j ą ś w i a d e c t w a o ś w i ę t y c h i ś w i ę t y m
za­
chwyceniu, w technikach ekstatycznych; w symbolicz­
nej c i ą g ł o ś c i p o m i ę d z y ś w i ę t y m i g ó r a m i ,
mitologiczny­
m i w y o b r a ż e n i a m i góry kosmicznej, drzewa kosmiczne­
go, k o n t y n u a c j i t y c h s a m y c h z n a c z e ń w i d e o g r a m a c h
wieży, s c h o d ó w , drabin, symbolice miejsc podniesionych
i podniosłych jak np. tron, ołtarz.
P e r s p e k t y w a t a k a p o k a z u j e j a k i s y m b o l „(...) p o z w a l a
na p r z e j ś c i e , na obieg z jednej p ł a s z c z y z n y do d r u g i e j ,
z jednego ś w i a t a do d r u g i e g o , s c a l a j ą c w s z y s t k i e
te
p ł a s z c z y z n y i w s z y s t k i e t e p o z i o m y , ale n i e
stapiając
i c h w j e d n o " (por. n p . s y m b o l p e r ł y ł ą c z ą c y w s o b i e
s y m b o l i z m a q u a t y e z n y i l u n a i i n y — I I . s. 432—3). N a

�koniec perspektywa taka u m o ż l i w i a dostrzeżenie kores­
pondencji między np. niezwykle pojemnym kompleksem
s y m b o l i k i l u n a r n e j , z w i ą z a n e j z r y t m e m faz k s i ę ż y c a ,
a tak r ó ż n o r o d n y m i f a k t a m i j a k „.narodziny, stawanie
się, ś m i e r ć , z m a r t w y c h w s t a n i e ; w o d y , r o ś l i n y , kobieta,
płodność, n i e ś m i e r t e l n o ś ć , c i e m n o ś c i kosmiczne, życie p ł o ­
dowe, egzystencja pozagrobowa z n a s t ę p u j ą c y m po niej
odrodzeniem
typu
lumamego (światło w y ł a n i a j ą c e
się
z c i e m n o ś c i ) , tkanie, s y m b o l n i c i ż y w o t a , przeznaczenie,
c z a s o w o ś ć i t d . " ( I I I , s. 162). P o z w a l a t e ż ś l e d z i ć n a j e j
tle u w y r a ź n i a j ą c e się subkompleksy, j a k np. l u n a r n o -rozrodezy,
księżyca-wody-kobiety-ziemi,
księżyca-deszc z u - p ł o d n o ś c i - k o b i e t y - ś m i e r c i i t p (por. I I , s. 95—207).
Obie zaś perspektywy w y z n a c z a j ą drogę, na k t ó r e j
Eliade poddaje k r y t y c e szereg p o k u t u j ą c y c h dotychczas
w e t n o g r a f i i p o j ę ć d o t y c z ą c y c h z j a w i s k r e l i g i j n y c h , oraz
opacznych
interpretacji i teorii z n i m i
związanycn.
P r z y k ł a d e m m o ż e t u b y ć k r y t y k a p o j ę c i a mana — u p a t ­
r y w a n i a w t y m z j a w i s k u w i a r y w moc, siłę o t a c z a j ą c ą
przedmioty,
osoby,
zwierzęta,
rośliny
—
pierwotnej,
p r e a n i m i s t y c z n e j fazy r e l i g i i . I d ą c w tej k r y t y c e ś l a d a ­
m i s w y c h p o p r z e d n i k ó w e t n o l o g ó w : HocaTta, H o g b i n a ,
W i l l i a m s o n a , R a d i n a i i n . , r o z w a ż a j ą c o d p o w i e d n i k i rael a n e z y j i s k i e g o t e r m i n u mana ( o z n a c z a j ą c e g o o w ą m a g i c z ­
n ą moc i siłę) — jak orenda u Irokezów, oki u H u r o n ó w , megebe
P i g m e j ó w , w o k a n d o i manitoo
Siuksów
i Algonkimów, Eliade kwestionuje tezę, iż w terminie
mana z n a j d u j e w y r a z w i a r a w b e z o s o b o w ą s i ł ę i m o c
r o z p r o s z o n ą w kosmosie, j a k t e ż poddaje w w ą t p l i w o ś ć
w o g ó l e w s z e l k i e i n t e r p r e t a c j e s t a w i a j ą c e p r o b l e m oso­
b o w o ś c i tej mocy, d o c i e r a j ą c do i s t o t n y c h i m i m a n e n t n y c h
k a t e g o r i i z w i ą z a n y c h z t y m i w i e r z e n i a m i . D a j e o n do
zrozumienia j a k w odrzuconych interpretacjach , docho­
d z ą do g ł o s u p r o j e k c j e i k a t e g o r i e n a r z u c o n e p r z e z o b ­
s e r w a t o r ó w i b a d a c z y . Podczas g d y P a u l R a d i n u w a ż a
w o d n i e s i e n i u do p o j ę ć wokanda
i manitoo,
iż najbar­
d z i e j a d e k w a t n y m i t e r m i n a m i , o d d a j ą c y m i i c h sens s ą :
„święty", „dziwny", „ważny", „cudowny",
„niezwykły",
„silny", i że chodzi w nich przede w s z y s t k i m o z w r ó c e ­
nie u w a g i na moc realnego istnienia — Eliade dochodzi
do w n i o s k u , i ż p r z e d m i o t y , z w i e r z ę t a , r o ś l i n y , d u s z e l u d z ­
k i e , o s o b y p o s i a d a j ą c e mana — t o p r z e d e w s z y s t k i m
p r z e d m i o t y , r o ś l i n y , etc. i s t n i e j ą c e p a r e x e l l e n e e . „ K r ó t ­
k o m ó w i ą c w s z y s t k o co p a r
exellenee istnieje, t y m
s a m y m p o s i a d a mana;
inaczej m ó w i ą c , posiada m a n a
to w s z y s t k o , co w y d a j e s i ę c z ł o w i e k o w i s k u t e c z n e , t w ó r ­
cze, d o s k o n a ł e (...). T a k w i ę c p r o b l e m p o s t a w i ć n a l e ż y
w k a t e g o r i a c h o n t o l o g i c z n y c h : z j e d n e j s t r o n y t o , co
i s t n i e j e , co j e s t r z e c z y w i s t e , z d r u g i e j s t r o n y t o , co n i e
istnieje; nie zaś w kategoriach
osobowe-bezosobowe,
cielesne-bezcielesne, p o j ę c i a te b o w i e m w ś w i a d o m o ś c i
ludzi p i e r w o t n y c h nie m a j ą pozycji, j a k ą zyskały
w
k u l t u r a c h w y ż s z y c h . T o , co j e s t w y p o s a ż o n e w m a n a
— istnieje w p ł a s z c z y ź n i e ontologicznej i t y m s a m y m
jest skuteczne, p e ł n e , owocne. N i e m o ż n a w i ę c m ó w i ć
o «bezosobowosci» mana, pojęcie to b o w i e m w archaicz­
n y m h o r y z o n c i e d u c h o w y m n i e m a s e n s u " ( I I I , s. 172).
R e k o n s t r u u j ą c ó w horyzont duchowy człowieka re­
ligijnego (w k u l t u r a c h archaicznych, pierwotnych, ple­
m i e n n y c h ) E l i a d e dociera do szeregu u n i w e r s a l n y c h zja­
w i s k i t o w a r z y s z ą c y c h i m d z i a ł a ń i p o s t a w homo
reli­
giosis. T a k i m z j a w i s k i e m j e s t illud tempus,
czas ś w i ę t y ,
m i t y c z n y , czas w z o r c o w y . C z ł o w i e k r e l i g i j n y p r a g n i e ż y ć
w owym czasie ( m o c n y m , r z e c z y w i s t y m , r e a k t u a l i z o w a nym, powtarzanym, odtwarzanym w rytuale, obrzędzie,
zwyczaju, działaniu technicznym) n a ś l a d u j ą c
ó w czas
p o c z ą t k u , k i e d y wszystko d z i a ł o się p o r a z p i e r w s z y .
M i t , ś w i ę t a historia (odpowiednio do t r a d y c j i
z jej:
„ T a k r o b i l i nasi ojcowie, dziadowie i pradziadowie...")
j e s t o p o w i e ś c i ą o gęsta
deorum,
jest z b i o r e m preceden­

sowych aktów,
historią.

działań,

wydarzeń.

Jest

więc

wzorcową

C z ł o w i e k r e l i g i j n y poprzez o b r z ę d y , r y t u a ł y , obrazy
(imago — i m i t a r e =
n a ś l a d o w a ć ) o d t w a r z a ó w czas,
o w ą ś w i ę t ą r z e c z y w i s t o ś ć , stara się zbliżyć d o ń i odzy­
skać jej doskonałość i pełnię. Widać to zarówno w zwy­
czaju p i e l g r z y m k i na K a l w a r i ę ( k t ó r a , j a k z a u w a ż a Ste­
fan C z a r n o w s k i w s t u d i u m o r e l i g i j n o ś c i l u d o w e j , jest
p o w r o t e m do czasu M ę k i P a ń s k i e j , „(...) w ę d r ó w k i
Je­
zusa o d W i e c z e r n i k a p o p r z e z G ó r ę O l i w n ą a ż n a G o l ­
gotę") jak i w samych kalwariach odtwarzających wier­
nie scenerię t y c h w y d a r z e ń ( „ J e r o z o l i m a
przeniesiona
do P o l s k i ! " p o w i e C z a r n o w s k i ) , w B o ż o n a r o d z e n i o w y c h
zwyczajach ż ł o b k a , r o z ś c i e l a n i a s ł o m y w izbie, w k ł a d a ­
n i a siana pod obrus w i g i l i j n e g o stołu itp. O w o o d t w a ­
r z a n i e czasu początków
szczególnie w y r a ź n i e widać w
k u l t u r a c h p l e m i e n n y c h , gdzie z a j ę c i o m t e c h n i c z n y m , r o l ­
n i c z y m , gospodarczym (np. b u d o w a n i u d o m u , k o n s t r u o ­
w a n i u łodzi, uprawie ogrodów) b ą d ź towarzyszy
re­
cytacja m i t u kosmogonicznego, b ą d ź t e ż są cne w i e r n y m
o d t w o r z e n i e m i p o w t a r z a n i e m c z y n n o ś c i oraz d z i a ł a ń o b ­
j a w i o n y c h przez B o g ó w , h e r o s ó w , o k t ó r y m
opowiada
mit.
S z c z e g ó l n ą r o l ę w r e a k t u a l i z o w a n i u czasu ś w i ę t e g o
o d g r y w a j ą m i t y kosmogoniczne z ich zasadniczymi w ą t ­
k a m i p r z e j ś c i a od C h a o s u
do K o s m o s u , ' o d b e z ­
ł a d u do u f o r m o w a n i a , od ś m i e r c i do ż y c i a , „ o b r a z y R a ­
j u " , s y m b o l i z m centrum,
s y m b o l i k a środka
świata
(por.
S t e f a n C z a r n o w s k i , j e g o p r e k u r s o r s k i e s t u d i a o magdeznoHredigijnym w a r t o ś c i o w a n i u p r z e s t r z e n i ) .
Człowiek religijny pragnie żyć w centrum, w
sa­
mym
środku rzeczywistości
par exellenee
istniejącej,
t a m g d z i e m o ż l i w y j e s t k o n t a k t ze w s z y s t k i m i p o z i o m a ­
m i sacrum,
gdzie m o ż l i w e jest p r z e j ś c i e z jednej sfery
do d r u g i e j ( n i e b o - z i e m i a - p o d z j e m i e ) . T a k i m i e l e m e n t a m i
s y m b o l i z m u c e n t r u m s ą n p . święta
góra,
góra
kosmicz­
na d o t y k a j ą c a s w y m w i e r z c h o ł k i e m n i e b a , p r z e c h o d z ą c a
p r z e z n i ą o ś ś w i a t a , drzewo
kosmiczne,
z n a j d u j ą c e się
w o b r a z a c h R a j u d r z e w o ż y c i a , ź r ó d ł o w o d y żywej.
Sku­
p i a t e e l e m e n t y w sobie ś w i ą t y n i a ( n p . w a r c h i t e k t u r z e
c e r k w i w y s t ę p u j e p o d z i a ł na niebo i ziemię, złączone
rajskimi,
królewskimi
wrotami),
która
jest
Obrazem
Ś w i a t a (Imago M u n d i ) , siedziby ludzkie, d o m y zoriento­
wane na ś r o d e k ś w i a t a (ołtarze domowe, miejsca święte)
same b ę d ą c e o d w z o r o w a n i e m K o s m o s u (por. s t u d i u m
o kosmologicznych aspektach symboliki j u r t y
Jerzego
S ł a w o m i r a Wasilewskiego), lokalne sanktuaria i miejsca
święte dublujące symboliczną strukturę „środka świata"
(Eliade zwraca
u w a g ę na c h a r a k t e r y s t y c z n y
fenomen
c z ę s t y c h d u b l e t ó w w k u l t u r a c h t r a d y c y j n y c h — por.
s t u d i u m Mariusza Wieczorkowskiego na temat
legendy
0 środku świata w Oporowie — w tradycji
nisławie Oporowskim).

o św.

Sta­

T e n kreacjonistyczny pierwiastek, p r z e j ś c i a od C h a ­
osu do K o s m o s u , n a w i ą z a n i e do p r a w z o r c a
stworzenia
ś w i a t a , p o w r ó t do i l l u d t e m p u s o b s e r w o w a ć
możemy
w r y t u a ł a c h konsekracyjnych, w obchodach ś w i ą t cyklu
d o r o c z n e g o , w p r z e j ś c i u od S t a r e g o do N o w e g o R o k u , od
z i m y do w i o s n y ( u t o ż s a m i a n y c h z p r z e j ś c i e m od ś m i e r c i
do ż y c i a ) . P r z y k ł a d e m m o g ą t u b y ć , c z ę s t o k r o ć r e a l i ­
z u j ą c e się w s p o s ó b n i e j a w n y , n a w i ą z a n i a do praczasu
1 p r a a k t u stworzenia (np. obrazy stworzenia ś w i a t a , R a ­
j u — w k o l ę d a c h b o ż o n a r o d z e n i o w y c h , światy
wyko­
nane z o p ł a t k a i zawieszane u p o w a ł y , sombolika cho­
i n k i czy p a l m y w i e l k a n o c n e j j a k o k r y p t o f a n i i
Drzewa
Ż y c i a ) , n a w i ą z a n i e do m i t u k o s m o g o n i c z n e g o
w
naj­
drobniejszych szczegółach o b r z ę d o w o ś c i dorocznej i ro­
dzinnej, w symbolach, emblematach,
zwyczajach, w y ­
o b r a ż e n i a c h , wierzeniach, s k ł a d a j ą c y c h się na f o l k l o r —
w i e d z ę , czy t e ż l u d o w ą w i z j ę ś w i a t a (szerzej o n a w i ą z a -

r

•)7

1

�niach

do

szard

Tomiccy,

i człowieka,

mitu

kosmogonicznego
Drzewo

Warszawa

Życia.

—

por.

Ludowa

Joanna
wizja

i

Ry­
świata

1975).

Inne p r z y k ł a d y to: obrzędowość towarzysząca naro­
d z i n o m dziecka, s t a n o w i ą c a k o m p l e k s h u m i positio (roz­
w i ą z a n i a na ziemi — o b r z ę d napotykany p r a w i e w s z ę ­
d z i e o d A u s t r a l i i p o C h i n y , o d A f r y k i po A m e r y k ę P o ­
ł u d n i o w ą , p o s i a d a j ą c y swe o d p o w i e d n i k i u s t a r o ż y t n y c h
G r e k ó w i Rzymian w wyobrażeniach bogini narodzin
(Ejletyja,
Damia, Aukseja), p r z e d s t a w i a j ą c y c h
ją
na
k l ę c z k a c h , w p o z y c j i k o b i e t y , k t ó r a r o d z i na z i e m i ) , w
jeszcze b a r d z i e j p o w s z e c h n y m z w y c z a j u k ł a d z e n i a n o ­
w o r o d k a na z i e m i ę , w k t ó r y m znajduje w y r a z d o ś w i a d ­
czenie i ż : „ m a t k a l u d z k a j e s t t y l k o
przedstawicielką
W i e l k i e j M a t k i t e l l u r y c z . n e j (...) p o c z ę c i e i r o z w i ą z a n i e
to m i k r o k o s m i c z n e wersje wzorcowego a k t u d o p e ł n i o ­
nego przez z i e m i ę : m a t k a l u d z k a n a ś l a d u j e t y l k o i p o ­
wtarza praakt pojawienia się życia w łonie ziemi" ( I I I ,
s. 151). D o t e j s a m e j s y m b o l i k i — d a j ą c e j w y r a z p r z e ­
konaniu o ciągłości życia i śmierci, ich paradoksalnej
j e d n o ś c i , o u z y s k a n i u nowego życia przez ś m i e r ć —
n a w i ą z u j e zwyczaj grzebania z m a r ł y c h w pozycji kucz­
nej ( e m b r i o n a l n e j ) ; a t a k ż e o b r z ę d y n o w y c h n a r o d z i n
(posiadające
moc u z d r a w i a j ą c ą
symboliczne
pogrzeba­
nie chorych, g r z e s z n i k ó w , a w r y t u a ł a c h
inicjacyjnych
obejmujących obrzędową śmierć i zmartwychwstanie —
p o g r z e b a n i e n e o f i t y w z i e m i , u m i e s z c z e n i e go w d o l e )
gdzie s y m b o l i c z n y pogrzeb ma t ę s a m ą w a r t o ś ć magiczn o ^ r e l i g i j n ą , co z a n u r z e n i e w w o d z i e , chrzest. „ C h r z e s t
u z m y s ł a w i a ś m i e r ć i pogrzeb, ż y c i e i z m a r t w y c h w s t a ­
nie. G d y z a n u r z y m y g ł o w ę w wodzie, j a k b y w grobie,
s t a r y c z ł o w i e k p o g r ą ż a s i ę i zostaje p o g r z e b a n y ; g d y
wychodzi z wody: wraz pojawia się nowy człowiek."
i'Jan C h r y z o s t o m ) .
W obrzędach związanych z p a l m ą w i e l k a n o c n ą : ob­
c h o d z ą c z n i ą pola, s t a w i a j ą c j ą w rogach p ó l , uderza­
j ą c n i ą z w i e r z ę t a podczas p i e r w s z e g o w i o s e n n e g o w y p ę d u b y d ł a na pastwisko (palmy u ż y w a się w ó w c z a s
w y m i e n n i e z c h o i n k ą , z a c h o w a n ą do tego c e l u o d B o ­
żego Narodzenia) — w geście uderzenia p a l m ą
ludzi,
w z a t y k a n i u " j e j p o d d a c h e m d o r n u czy b u d y n k ó w gos­
p o d a r c z y c h : c z ł o w i e k s t w a r z a n i e j a k o n a n o w o siebie,
z w i e r z ę t a , p o l a i t d . czy t e ż p r e c y z y j n i e j m ó w i ą c — o d ­
t w a r z a na n o w o ś w i a t .
Podobnie s y m b o l i z m „ s t w o r z e n i a ś w i a t a "
odnajdu­
j e m y w zwyczajach o b d a r o w y w a n i a dzieci i z m a r ł y c h
podczas N i e d z i e l i
Przewodniej — jajkami,
pisankami
(z j a j k a w y p r o w a d z a ł y p o c z ą t e k ś w i a t a
kosmogoniczne
mity Egiptu, Fenicji, Chaldei, starożytnych Indii, Poli­
nezji i Malanezji, w Oceanii np. panuje
przekonanie,
że c z ł o w i e k rodzi się z jajka). Kosmogonii odpowiada
w ó w c z a s antropogonia, stworzenie człowieka
naśladuje
i powtarza stworzenie Kosmosu. Zna „jajo w s z e c h ś w i a t a "
t a k ż e i mitologia grecka — pelazgijski i h o m e r y c k i m i l
o stworzeniu świata. W misteriach orfickich
barwione
do p o ł o w y n a c z a r n o j a j o s y m b o l i z o w a ł o n o c i d z i e ń ,
ś m i e r ć i ż y c i e . J a j k a u w a ż a n o t e ż za u l u b i o n ą p o t r a w ę
z m a r ł y c h , o c z y m ś w i a d c z ą m a l o w i d ł a nagrobne i zna­
leziska skorupek, ś w i a d c z ą c y c h o z w y c z a j u
składania
w s t a r o ż y t n o ś c i j a j e k do g r o b u . S p l o t t y c h k r e a c j o n i ­
s t y c z n y c h z n a k ó w m o ż e m y z n a l e ź ć w z w y c z a j u zano­
szenia p i s a n e k na m o g i ł y , w z a w i e s z a n i u i c h s k o r u p e k
na drzewkach „ m a i k a c h " , w geście p r z e ż e g n a n i a
się
znakiem krzyża, w modlitwach rozpoczynających i k o ń ­
c z ą c y c h d z i e ń , m o d l i t e w k a c h do ś w i ę t y c h i f o r m u ł a c h
t o w a r z y s z ą c y c h zabiegom magiczno-medycznym, w k t ó ­
r y c h p r z y w o ł u j e się obrazy Raju, Golgoty, M ę k i P a ń ­
skiej (por. t e k s t y m o d l i t e w e k z e b r a n y c h przez
Fran­
c i s z k a K o t u l ę w k s i ą ż c e p t . Znaki
przaszłości).
Wszyst­

58

k i e obrazy w p r o w a d z a j ą c z ł o w i e k a w s y m b o l i c z n e uczes­
tnictwo w odrodzeniu i odnowieniu Kosmosu.
Pierwiastek kreacjonistyczny m o ż e m y t a k ż e obser­
w o w a ć w s a m e j s t r u k t u r z e czasu ś w i ą t e c z n e g o — w za­
w i e s z e n i u n a co d z i e ń o b o w i ą z u j ą c y c h n o r m ( r y t u a l n e
rozpasanie, orgie), w o d w r ó c e n i u r ó l z w i ą z a n y c h z po­
d z i a ł e m n a p ł c i , w o b r z ę d o w e j z a m i a n i e szat, w s y m b o ­
l i c z n y m p o w r o c i e do czasu C h a o s u , p i e r w o t n e g o n i e ukształtowania
poprzedzającego
akt stworzenia,
czasu,
który
charakteryzuje
się, podobnie
jak
czas e s c h a ­
tologiczny („pagórki b ę d ą z r ó w n a n e a doliny
wypeł­
nione", „lew
będzie
obok jagnięcia",
„dziecko
obok
żmiji"), podobnie j a k Bóg w „definicji" Mikołaja z K u zy — „ T a j e m n i c a p e ł n i " , p o g o d z e n i e m s p r z e c z n o ś c i , j e d ­
nością p r z e c i w i e ń s t w , coincidentia oppositorum.
T o co u E l i a d e ' g o ( o b o k u j a w n i e n i a k o s m o - t e o l o gicznych f u n k c j i symbolu, w świetle k t ó r y c h t r a c ą racje
b y t u takie p o j ę c i a j a k np. k u l t roślin czy k u l t zmar­
ł y c h ) s t a n o w i m o r f o l o g i ę sacrum,
fenomenologię
świę­
t o ś c i , to u G e r a r d u s a v a n d e r L e e u w ' a (1890 —
—1950), h o l e n d e r s k i e g o t e o l o g a , p a s t o r a , r e l i g i o z n a w c y ,
muzykologa i egiptologa, autora Phdnomennologie
der
Religion,
1956 ( t ł u m . p o l . Fenomenologia
Religii,
War­
s z a w a 1978 ( I V ) i w i e l u i n n y c h p r a c
— jest fenome­
n o l o g i ą m o c y . „ C z ł o w i e k r e l i g i j n y — pisze L e e u w —
p r a g n i e ż y c i a bogatszego, g ł ę b s z e g o i szerszego, p r a g n i e
mocy. I n n y m i s ł o w y człowiek
szuka
w swym życiu
c z e g o ś , co go p r z e w y ż s z a , p r a g n ą c s i ę t y m p o s ł u ż y ć , a l b o
s i ę do tego m o d l i ć . C z ł o w i e k , k t ó r y n i e p r z y j m u j e ż y ­
cia po p r o s t u , lecz c z e g o ś o d e ń chce ( m o c y ) , s t a r a s i ę
z n a l e ź ć w ż y c i u sens. P o r z ą d k u j e ż y c i e w j a k ą ś s e n s o w ­
ną całość (znaczeniową): w ten sposób powstaje
kul­
tura. Na p s t r o k a c i z n ę danych zarzuca r e g u l a r n i e sple­
cioną sieć; w t e d y p o j a w i a j ą się r ó ż n e postacie: d z i e ł o
sztuki, obyczaj, gospodarka. Z kamienia człowiek czyni
sobie o b r a z , z p o p ę d u n a k a z , z p u s t k o w i a — u p r a w n e
pole. W ten s p o s ó b rozwija moc. A l e nie
poprzestaje
na t y m , s z u k a d a l e j coraz g ł ę b s z e g o i szerszego s e n s u "
(TV, s. 720).
4

T a k j a k w p r z y p a d k u Eliade'go, z a s y g n a l i z o w a l i ś m y
t y l k o n i e k t ó r e w ą t k i z jego s t u d i ó w , t a k i w p r z y p a d k u
a u t o r a Fenomenologii
religii
o g r a n i c z y m y się t y l k o do
w y p o w i e d z i określających p o s t ę p o w a n i e fenomenologicz­
ne. W w y p o w i e d z i a c h t y c h m a m y do c z y n i e n i a z b a r ­
dziej — a n i ż e l i u Eliade'go — ś w i a d o m y m w y a r t y k u c w a n i e m zasad i e t a p ó w m e t o d y f e n o m e n o l o g i c z n e j .
?

F e n o m e n o l o g i a r e l i g i i , j a k k o l w i e k u p r a w i a n a i przez
t e o l o g ó w , czy t e ż u j a w n i a j ą c a k o s m o - t e o l o g i c z n e f u n k c j e
symboli, różni się od teologii: „Teologia m ó w i o Bogu.
W f e n o m e n o l o g i i B ó g n i e jest a n i p o d m i o t e m , a n i p r z e d ­
miotem, albowiem m u s i a ł b y być fenomenem, t j . m u s i a ł ­
by u k a z y w a ć się. Bóg zaś nie ukazuje się, t j . nie u k a ­
z u j e s i ę w t a k i s p o s ó b , ż e b y ś m y m o g l i go r o z u m i e ć
i m ó w i ć o n i m . K i e d y się ukazuje, r o b i to w z u p e ł n i e
i n n y s p o s ó b , t a k i , k t ó r y n i e p o c i ą g a za s o b ą z r o z u m i a ­
ł e j m o w y , lecz z w i a s t o w a n i e " ( I V , s. 728). F e n o m e n o ­
logia n a t o m i a s t jest ś w i a d e c t w e m , j a k i e s k ł a d a badacz
z tego, co z o s t a ł o m u u k a z a n e , co z r o z u m i a ł p r z y g l ą ­
d a j ą c się ludziom, zdarzeniom, f a k t o m ( r e l i g i j n y m , k u l ­
t u r o w y m ) . W teologii m ó w i ą c e j o Bogu, o g a r n i a j ą c e j kie­
r u n e k p i o n o w y ( d r o g ę o d B o g a do c z ł o w i e k a ) i p o z i o m v
( d r o g ę c z ł o w i e k a do B o g a ) , t r e ś c i ą z w i a s t o w a n i a o B o g u
jest j e g o ukrycie
i objawienie.
Fenomenologia natomiast
zajmuje się t y l k o k i e r u n k i e m poziomym. „Jej domem
— n a w e t j e ś l i o p i e r a s i ę o n a n a m i ł o ś c i do z a ś w i a t ó w
— j e s t z i e m i a " ( I V , s. 728). T r e ś c i ą , ś w i a d e c t w e m f e n o ­
m e n o l o g i i j e s t w i ę c t o , co dane i
interpretacja.
Fenomenologia, j a k k o l w i e k m ó w i ą c a o przeżyciach,
n i e jest p s y c h o l o g i ą . N i e i n t e r e s u j ą
jej
subiektywne
stany, odczucia, doznania, ale z o b i e k t y w i z o w a n e , u d o -

�kumentowane,
przeżycia,
np.
nia

w

(częstokroć
takim

„przeżycie

nie

rozumieniu

drzewa,

jako

wyrażone
jakie
epifanii

bezpośrednio)

zawiera
życia,

w

sobie

odradza­

się, miodości, n i e ś m i e r t e l n o ś c i " itp.

Aczkolwiek
z u p e ł n i e r ó ż n a od s t r u k t u r a l i z m u , bo
uznająca ciągłość pomiędzy przeżyciem a rzeczywistoś­
cią, r e k o n s t r u u j ą c a
przeżycie jako organiczną
całość,
d a j ą c ą s i ę r o z u m i e ć n a p o d s t a w i e j e j c z ę ś c i (por. r e ­
konstrukcje przeżycia numinotycznego u Rudolfa Otta),
fenomenologia ma z n i m wiele w s p ó l n y c h
elementów.
C ó ż b o w i e m oznacza ta r e k o n s t r u k c j a ? — „ M o ż n a j ą
opisać j a k o wprowadzenie pewnego p l a n u w chaotycz­
n ą g m a t w a n i n ę w ą t k ó w t z w . r z e c z y w i s t o ś c i . Plam t e n
n a z y w a s i ę s t r u k t u r ą . S t r u k t u r a to z w i ą z e k , k t ó r y n i e
jest ani j e d y n i e p r z e ż y w a n y , a n i t e ż j e d y n i e w y a b s t r a ­
h o w a n y l o g i c z n i e czy k a u z a l n i e , lecz — r o z u m i a n y . S t a ­
n o w i ona o r g a n i c z n ą c a ł o ś ć , k t ó r e j n i e m o ż n a r o z ł o ż y ć
na części, ale k t ó r ą n a l e ż y r o z u m i e ć na podstawie jej
części; s t a n o w i t k a n i n ę , k t ó r e j nie uda się u t k a ć przez
d o d a w a n i e p o s z c z e g ó l n y c h e l e m e n t ó w czy c l e d u k o w a n i e
j e d n e g o e l e m e n t u z i n n e g o , ale k t ó r ą z n ó w da s i ę r o ­
z u m i e ć j a k o c a ł o ś ć . I n n y m i s ł o w y s t r u k t u r a jest w p r a w ­
dzie p r z e ż y w a n a , ale nie b e z p o ś r e d n i o ; jest k o n s t r u o w a ­
na, ale n i e w s p o s ó b l o g i c z n o - p r z y c z y n o w o - a b s t r a k c y j ny. S t r u k t u r a jest sensownie u c z ł o m o w a n ą r z e c z y w i s t o ś ­
c i ą . Sens z a ś n a l e ż y c z ę ś c i o w o do s a m e j r z e c z y w i s t o ś c i
a c z ę ś c i o w o do k o g o ś , k t o s t a r a s i ę j ą z r o z u m i e ć . Sens
jest zawsze z a r ó w n o z r o z u m i a ł o ś c i ą , j a k r o z u m i e n i e m ,
i to w n i e p o d z i e l n y m , p r z e ż y w a n y m z w i ą z k u . N i g d y nie
da s i ę p o w i e d z i e ć z c a ł ą p e w n o ś c i ą , co j e s t m o i m r o z u ­
m i e n i e m , a co z r o z u m i a ł o ś c i ą tego, co r o z u m i a n e . T o
m a m y na m y ś l i , k i e d y m ó w i m y , że o d s ł a n i a się p r z e d
nami zrozumiałość jakiegoś związku, jakiegoś człowie­
k a czy t e ż j a k i e g o ś w y d a r z e n i a " ( I V , s. 713). Sens n i e
jest t u w i ę c w y n i k i e m
matematycznych
(logicznych)
m o ż l i w o ś c i k o m b i n a c j i z n a c z e ń — „... w y k l u c z a s i ę t u
wszelkiego r o d z a j u przemoc wobec rzeczy, e m p i r y c z n ą ,
l o g i c z n ą czy m e t a f i z y c z n ą " ( I V , s. 719).
N a w i ą z a n i e do t r a d y c j i n a u k h u m a n i s t y c z n y c h , o p i e ­
r a j ą c y c h się na r o z u m i e n i u ( D i l t h e y ) , ta g ł ę b o k a d i a l e k t y c z n o ś ć — „ C a ł a istota f e n o m e n u dana jest w t y m ,
że j a w i się » k o m u ś « . K i e d y ó w »ktoś« zaczyna m ó w i ć
0 t y m , co s i ę j a w i , w ó w c z a s m a m y do c z y n i e n i a z f e ­
n o m e n o l o g i ą " ( I V , s. 712) — p o z w a l a p o r ó w n a ć c h a r a k t e r
p o s t ę p o w a n i a f e n o m e n o l o g i c z n e g o do r o z m o w y , j a k ą p r o ­
w a d z i badacz z r z e c z y w i s t o ś c i ą ( d o k u m e n t a m i , w y p o w i e ­
d z i a m i , f a k t a m i , o d n o s z ą c y m i s i ę c z ę s t o k r o ć do d a l e k i e j
p r z e s z ł o ś c i , w t y m sensie do z a - ś w i a t ó w ) i p r z y z n a ć ,
ż e : „ F e n o m e n o l o g i a n i e j e s t w y s p e k u l o w a n ą m e t o d ą , lecz
p r a w d z i w i e l u d z k ą d z i a ł a l n o ś c i ą ż y c i o w ą , k t ó r a polega
na t y m , że n i e g u b i m y się a n i w rzeczach, a n i w na­
s z y m ego, n i e u n o s i m y s i ę , j a k B ó g , n a d r z e c z a m i a n i
n i e p o r u s z a m y s i ę w ś r ó d n i c h j a k z w i e r z ę t a , lecz c z y ­
n i m y c o ś , co n i e j e s t d a n e a n i z w i e r z ę c i u , a n i B o g u :
s t o i m y r o z u m i e j ą c o n a u b o c z u i o g l ą d a m y t o , co s i ę
n a m u k a z u j e " ( I V , s. 717). „ K a ż d e p o s z c z e g ó l n e p r z e ­
ż y c i e j e s t j u ż z w i ą z k i e m , ( o d n o s i s i ę to z a r ó w n o do
p r o c e s u b a d a w c z e g o , d o r o z u m i e n i a , i do p r z e ż y c i a j a k o
p r z e d m i o t u r e k o n s t r u k c j i — p r z y p . Z . В . ) . T o co s i ę
ukazuje, ukazuje s i ę w obrazie. M a p l a n y (tła) dalsze
1 p l a n y boczne; wobec i n n y c h u k a z u j ą c y c h się jestestw
(Wesenheiten) pozostaje w s t o s u n k u p o d o b i e ń s t w a
lub
k o n t r a s t u , l u b t e ż w stu i n n y c h relacjach, t a k i c h j a k :
uwarunkowanie,
położenie peryferyjne
lub
centralne,
k o n k u r e n c j a , dystans i t p . Relacje te są zawsze r e l a c j a m i
postrzegalnyrni, stosunkami r o z u m i a n y m i . Nie są to n i g ­
dy relacje faktyczne, stosunki przyczynowe. Naturalnie,
n i e w y k l u c z a j ą t y c h o s t a t n i c h , ale n i c o n i c h n i e m ó w i ą .
M a j ą znaczenie w y ł ą c z n i e w z r o z u m i a ł y m z w i ą z k u . Tego
r o d z a j u z w i ą z e k — n i e z a l e ż n i e od t e g o , czy d o t y c z y

jakiegoś

człowieka,

nazywamy
(Por.

typem

typologię

sytuacji
lub

religii

historycznej

typem

przeprowadzoną

wśród znanych s y s t e m ó w religijnych,
su i u c i e c z k i , r e l i g i a
pokoju,

religia

i współczucia,

w a l k i , religia

nieskończoności
religia

czy

idealnym"

i

religii

(IV,

przez

пр.: religia

s.

Leeuwa,
dystan­
:

spokoju, relig a
ascezy,

religia

—

714).

nie­

nicości

miłości).

N a f e n o m e n o l o g i ę , „ k t ó r a j e s t m ó w i e n i e m o t y m , co
się n a m p o j a w i ł o , s k ł a d a j ą się n a s t ę p u j ą c e stadia:
a — N a z y w a n i e — „ t e m u co s t a ł o s i ę w i d z i a l n e
n a d a j e m y n a z w ę . (...) N a d a j ą c n a z w y r o z d z i e l a m y f e n o ­
m e n y i ł ą c z y m y j e ze s o b ą , t j . i n n y m i s ł o w y k l a s y f i k u ­
j e m y je. C o ś do czegoś w ł ą c z a m y albo z czegoś e l i m i n u ­
j e m y . T o n a z y w a m y « o f i a r ą » , to z n ó w « o c z y s z c z e n i e m • &gt; "
( I V , s. 715) . . . „ s y m b o l i z m e m c e n t r u m " , „ h i e r o f a n i ą " , „ h u m i positio", „ m y s t e r i u m t r e m e n d u m " i t p .
b — W ł ą c z e n i e fenomenu we w ł a s n e ży­
cie —
jeżeli b a r b a r z y ń c a opowiada p r o f e s o r o w i , że
ongiś i s t n i a ł j e d y n i e w i e l k i pierzasty w ą ż , to ten uczo­
n y m ą ż n i e m ó g ł b y w o g ó l e u z n a ć s i ę za z n a w c ę w t e j
materii, g d y b y nie poczuł się w e w n ę t r z n i e w s t r z ą ś n i ę t y
i przynajmniej w pewnej mierze nie zechciał z a p r a g n ą ć ,
ażeby ó w barbarzyńca miał słuszność. Tylko stałe i usil­
ne ć w i c z e n i e w u m i e j ę t n o ś c i w z y w a n i a s i ę , t y l k o n i e ­
ustanne uczenie się r ó ż n y c h r ó l pozwala
fenomenolo­
g o m w y j a ś n i a ć t o , co s i ę u k a z u j e " ( I V , s. 716);
с — P o w s t r z y m a n i e
s i ę od s ą d ó w
(epo­
chs) — f e n o m e n o l o g i a m ó w i ą c п р . o s y m b o l i c e w ó d , z a ­
dowala się tu stwierdzeniem zawartej w niej concidentia oppositorum (woda, jako nośnik życia, odrodzenia,
i w o d a , j a k o n o ś n i k ś m i e r c i , chaosu) — u c h y l a j ą c w s z e l ­
k i e s ą d y , d o t y c z ą c e tego, czy t a k i c h a r a k t e r s y m b o l i z ­
m u w ó d w y n i k a z e m p i r y c z n y c h , m e t a f i z y c z n y c h , czy t e ż
logicznych (myślenie binarne) właściwości wody;
d — V / у j a ś n i e n i e — „... t o , co n a l e ż y do siebie,
p o w i n n o z o s t a ć z ł ą c z o n e , t o , co r ó ż n e , p o w i n n o z o s t a ć
o d siebie o d d z i e l o n e . N i e w t e n j e d n a k s p o s ó b , b y z w i ą z ­
ki przyczynowe d e t e r m i n o w a ł y
wyjaśnienie, jak
np.
A w y n i k a z В , С z n ó w ma t a k ą genezę, k t ó r a zbliża je
do D — lecz j e d y n i e i w y ł ą c z n i e w t e n s p o s ó b , ż e u z y s ­
k u j ą f o r m ę z r o z u m i a ł y c h z w i ą z k ó w , j a k to n p . c z y n i p e j ­
zażysta łącząc lub oddzielając poszczególne «fragmenty».
W s p ó ł i s t n i e n i e nie p o w i n n o s t a w a ć się istnieniem o d r ę b ­
n y m , lecz z r o z u m i a ł ą ł ą c z n o ś c i ą . I n n y m i s ł o w y s z u k a m y
z w i ą z k u o charakterze t y p u idealnego. N a s t ę p n i e sta­
r a m y się z w i ą z e k ten p r z y p o r z ą d k o w a ć w i ę k s z e j c a ł o ś ­
ci z n a c z e n i o w e j i t d . ( I V , s. 717);
e - - W s z y s t k i e te a k t y r a z e m i j e d n o c z e ś n i e s t a n o ­
wią w ł a ś c i w e rozumienie. Doświadczenia fenomenologii
r e l i g i i , k t ó r a j e s t n i e h i s t o r i ą , lecz r o z u m i e n i e m f a k t ó w
religijnych, w y m a g a j ą c y m nieustannej k o r e k t u r y i w s p ó ł ­
d z i a ł a n i a ze s t r o n y h i s t o r i i , f i l o l o g i i , a r c h e o l o g i i i i n ­
n y c h nauk szczegółowych, nie t y l k o w y d a j ą się nieod­
zowne w badaniu i rekonstruowaniu k u l t u r y duchowej,
a l e m o g ą w n i e ś ć w i e l e c e n n y c h i n s p i r a c j i do b a d a ń n a d
k u l t u r ą w ogóle. W y s t a r c z y b o w i e m z a u w a ż y ć , iż po­
między faktami religijnymi a faktami kulturowymi w y ­
s t ę p u j e istotne p o d o b i e ń s t w o . Wystarczy d o k o n a ć m a ł e g o
p r z e s u n i ę c i a , k t ó r e zawiera się j u ż w pojęciu
„rzeczy
ś w i ę t y c h " (a w i ę c o d z n a c z a j ą c y c h s i ę s z c z e g ó l n ą w a r t o ś ­
c i ą , w a g ą i z n a c z e n i e m , j a k i e s i ę do n i c h p r z y w i ą z u j e )
by z n a l e ź ć się na g r u n c i e f e n o m e n o l o g i i k u l t u r y , zaj­
m u j ą c e j się t a k i m i faktami, k t ó r e w danej społeczności,
k u l t u r z e , w y r ó ż n i a j ą s i ę od p o z o s t a ł y c h r z e c z y s w ą n a d w a r t o ś c i o w o ś c i ą . „ B a d a j ą c ż y c i e i w s p ó ł ż y c i e ludzi obec­
n i e l u b w p r z e s z ł o ś c i — pisze f e n o m e n o l o g
Jacques
D . J. W a a r d e n b u r g — w ś r ó d d a n y c h f a k t ó w
możemy
zawsze r o z r ó ż n i ć k i l k a t a k i c h , k t ó r e w t y m ż y c i u
czy
w s p ó ł ż y c i u m i a ł y l u b m a j ą dla zainteresowanego znacze-

"

59

�nie s z c z e g ó l n e , w i ę k s z e n i ż w y d a r z e n i a codzienne. T a k i e
w y r ó ż n i o n e f a k t y z a j m u j ą specjalne miejsce w naszym
ż y c i u . D o t y c h f a k t ó w r ó ż n i ą c y c h s i ę od p o z o s t a ł y c h w y ­
d a r z e ń naszego ż y c i a s w ą n a d w a r t o ś c i ą ( M e h r w e r t ) n a ­
l e ż ą z a r ó w n o sposoby z a c h o w a n i a , w y o b r a ż e n i a , o p o w i e ś ­
ci i t d . , j a k i o k r e ś l o n e k o n k r e t n e r z e c z y , z w i e r z ę t a i l u ­
dzie. P r z y t y m aspekt z n a c z e n i o w y zazwyczaj d o m i n u j e
n a d a s p e k t e m f a k t y c z n y m , t a k , ż e w y r ó ż n i o n e w t e n spo­
s ó b f a k t y ż y c i a d a n e j j e d n o s t k i czy s p o ł e c z n o ś c i n i e t y l ­
k o s p e ł n i a j ą f u n k c j ę w y z n a c z o n ą p r z e z samo t w o r z y w o
lecz -'urazem t a k ż e s t a n o w i ą t o , co z w y k l e n a z y w a m y
systemem symboli. K r ó t k o m ó w i ą c , s p e ł n i a j ą one f u n k ­
cję s y m b o l i c z n ą
P o d o b n i e j a k z c h w i l ą p r z y b y c i a do
obcego k r a j u , k t ó r y c h c i e l i b y ś m y p o z n a ć , b ę d z i e m y s z u ­
k a ć t y c h rzeczy, k t ó r e e w i d e n t n i e i n t e r e s u j ą d a n y c h l u ­
d z i , t a k t e ż b a d a j ą c i n n ą n i ż nasza k u l t u r ę — z w ł a s z c z a
w t e d y g d y c h o d z i o p r o b l e m r e l i g i i — s z u k a m y tego,
co m a t a m w i ę k s z ą w a r t o ś ć d l a z a i n t e r e s o w a n e g o . W y ­
k r y c i e tego r o d z a j u z n a c z ą c y c h f a k t ó w d o k o n u j e s i ę
c z ę ś c i o w o n a p o d s t a w i e tego, co b a d a c z o w i r z u c a s i ę bez­
p o ś r e d n i o w o c z y ze w z g l ę d u n a z g o d n o ś ć l u b k o n t r a s t
z j e g o w ł a s n ą k u l t u r ą i co u ś w i a d a m i a a n sobie w n o w y
i szczególny sposób, częściowo zaś dzięki jego w y s i ł k o w i ,
by p o j ą ć w e w n ę t r z n ą s t r u k t u r ę o d n o ś n e j k u l t u r y i r e l i ­
g i i oraz z r o z u m i e ć z w i ą z k i w danej c a ł o ś c i . W odniesieaiu dc pierwszego p r z y p a d k u i n t e r e s u j ą c e m o ż e b y ć
stwierdzenie, że zgodność i kontrast odnoszą się nie t y l ­
k o do z e w n ę t r z n y c h , o d i z o l o w a n y c h f a k t ó w z ż y c i a b a ­
dacza i b a d a n e j k u l t u r y , lecz t a k ż e do g ł ę b s z y c h w a r s t w ,
jak n p . w z a j e m n y u k ł a d t y c h z n a c z ą c y c h f a k t ó w w o d ­
n o ś n e j k u l t u r z e " . F e n o m e n o l o g i a „ i d ą c po t e j d r o d z e ,
m u s i p o k o n a ć w i e l e p r z e s z k ó d . N i e d a n y j e j jest o g l ą d
^ t w a r z ą w t w a r z » . A l e i za p o m o c ą z w i e r c i a d ł a m o ż n a
w i e l e z o b a c z y ć . A o t y m , co s i ę w i d z i , m o ż n a m ó w i ć " .
( I V , s. 719).
5

K a g r u n c i e e t n o g r a f i i p o l s k i e j m o ż e m y z n a l e ź ć sze­
reg prac, k t ó r e a c z k o l w i e k nie i d e n t y f i k u j ą się z t r a d y ­
c j ą f e n o m e n o l o g i c z n ą , t o j e d n a k w p r ó b i e d o c i e r a n i a do
t y c h znacznych f a k t ó w , w e w n ę t r z n y c h k a t e g o r i i s k ł a d a ­
j ą c y c h się na r z e c z y w i s t o ś ć badanej k u l t u r y ,
realizują
s t a w i a n e sobie przez f e n o m e n o l o g i ę cele ( p o r . n p . J a c k a
O l ę d z k i e g o Kultura
artystyczna
ludności
kurpiowskiej,
W r o c ł a w , 1971). N a t o m i a s t ś w i a d o m ą r e p r e z e n t a n t k ą p o ­
d e j ś c i a f e n o m e n o l o g i c z n e g o b y ł a C e z a r i a B a u d o u i n do

1

Das Heilige
ligiosen
(Świętość

und das Profane.
Mom Wesen des rei świeckość.
O ilocie religii)
1957.

2

West-Ostliche
Mystik.
Vergleich
und
Unterscheidung zur Wesensdeutung
(Zachodnio-wschodnia
mistyka.
Porównanie
i rozróżnienie
dla interpretacji
istoty) 1926;
Die Gnadenreligion
Indiens und das Christentum
(Indyj­
ska r e l i g i a ł a s k i a c h r z e ś c i j a ń s t w o ) 1930.
3

M . B a c h t i n , Uwagi
do metodologii
badań
literac­
T ł u m . p o l . w : „ L i t e r a t u r a " 1976, n r 22 ( 3 . V I ) , s. 5.

4

Aegyptiscłie
staroegip-

kich,

M . i n . : Goodsvorstellingen
in de oud —
pyramideteksten
1916 (Wyobrażenia
bogów
w

1

Courtenay
E h r e n k r e u t z
J ę d r z e j e w i c z o w a
(1886—1967), a u t o r k a
t a k i c h prac
j a k : Siady
walk
Rosjan
z
Mordwinami
w
rosyjskiej
literaturze
lu­
dowej,
1916;
Echa
stosunków
polsko-rosyjskich
w
bylinach,
1918; Obrzędy
weselne
ludu
polskiego
jako
forma
dramatyczna,
1927; Ze
studiów
nad
obrzęda­
mi
weselnymi
ludu
p o l s k i e g o , 1929; Zwyczaje
wio­
senne
ludu
polskiego,
1927;
Kwiatki
św.
Jerzego,
1927; Kalendarz
świętojerski,
1959—1960; Legenda
o Kra­
kusie Mistrza
Wincentego
i pogromcy
smoka, św.
Jerzy
w legendzie
aurea J. de Voraigne;
Onomastyka
najstar­
szych roczników
świętojerskich,
1954—55; k t ó r a w s w y m
s t u d i u m o p a t r o n c e m u z y k i , ś w . C e c y l i i (Sw.
Cecylia,
„ L u d " , 1922) p r z e d s t a w i a z n a n y ze w s p ó ł c z e s n e j t r a d y c j i
ludowej „apokryficzny" typ św. Cecylii, jako ślepej, kor­
nej, cichej d z i e w i c y na tle u d o k u m e n t o w a n e j w z a b y t ­
k a c h k u l t u r y rzymskiej i w tradycjii hagiograf icznej, „li­
turgicznej" wersji, ukazującej t ę s a m ą postać, jako bo­
gatą, dostojną, d u m n ą przedstawicielkę rodu Ceceljuszów
M e t e l l i . D z i ę k i t a k i e m u z e s t a w i e n i u d o c h o d z i a u t o r k a do
w y d o b y c i a i s t o t n y c h cech c h a r a k t e r y z u j ą c y c h
tradycję
ludową, takich jak udramatyzowame, przerysowanie po­
s t a c i (poprzez p r z y p i s a n i e j e j ś l e p o t y , p o d k r e ś l e n i e u ł o m ­
ności, upośledzenia) o d s ł a n i a j ą c t y m s a m y m zakorzenienie
takiego w i z e r u n k u w tradycyjnej ludowej w i z j i ś w i ę ­
tości, kojarzącej częstokroć p r z y n a l e ż n ą świętości nie­
z w y k ł o ś ć z u ł o m n o ś c i ą (kalecy, nawiedzeni, „ j u r o d i w i " ,
m u z y k u j ą c y ślepcy, żebracy etc).
Odtwarzając p r a w d o p o d o b n ą drogę przejścia od mo­
t y w u „ b o g a c t w a " z a w a r t e g o w i m i e n i u gens C e c y l i a do
m o t y w u „ ś l e p o t y " , d o c i e r a j ą c do s p e c y f i c z n e g o z j a w i s ­
ka, j a k i m jest t w ó r c z a l u d o w a e t y m o l o g i a , w o p a r c i u
o m a t e r i a ł historyczny i filologiczny, rekonstruuje p e ł n y
o b r a z t r a d y c j i , z w i ą z a n e j ze ś w i ę t ą C e c y l i ą . P r z y c z y m
h i s t o r i a , k t ó r a s t a n o w i p o d s t a w ę do t e j r e k o n s t r u k c j i n i e
jest t r a k t o w a n a j a k o e m p i r y c z n e n a s t ę p s t w o f a k t ó w , a l e
j a k o s t o p n i o w e k s z t a ł t o w a n i e s i ę sensu. D l a B a u d o u i n de
Couitenay, dla której tak j a k dla innych fenomenonog ó w , p r z e d m i o t n a u k i jest do p e w n e g o s t o p n i a „ w y t w o ­
rem czynności naukowych", „każdy w y t w ó r kultury, któ­
r y n a l e ż y do z a k r e s u b a d a ń e t n o l o g i c z n y c h j e s t t y l k o
ostatnim ogniwem poprzedzającego,
go s z e r e g u
form
p r z e k a z y w a n y c h przez t r a d y c j ę , o s t a t n i m w y k ł a d n i k i e m
tej t r a d y c j i " . ( Z . B . )

skich
tekstach
Piramid);
Egyptische
Eschatologie
1919
( E s c h a t o l o g i a E g i p s k a ) ; B a c h ' s Mattheuspassion
1937 (Pa­
sja według
św. Mateusza.
Bacha);
In dem Himmel
ist.
ein Tanz... Uber religiose
B e d e u t u n p des T a n z e s u n d des
Festzuges
1937^ (W niebie jest taniec... O religijnym
zna­
czeniu tańca
i odświętnego
pochodu.
T ł u m . pol. w . : „Li­
t e r a t u r a n a ś w i e c i e " , 1978, n r 5); Sacred
und
Profane
Beauty:
The Holy in Art, 1963 (Święte
i świeckie
Pie'.ino: Święte
w
sztuce).
J a c q u e s D . J. W a a r d e n b u r g , W sprawie
fenome­
nologii
religii.
Uwagi
zasadnicze
[ w : ] „ E u h e m e r , Prze­
g l ą d R e l i g i o z n a w c z y " , 1974 n r 3, s. 73, 74.
5

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6686" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6666">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8e9fbce9f63c834d90dd04d91f0d693f.pdf</src>
        <authentication>5e9bfa34249355274c4c5c6e0cec5456</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79683">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3537</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79684">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79685">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3314</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79686">
                <text>Antropologia kultury w Polsce - dziedzictwo, pojęcia, inspiracje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79687">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.2, s.117-125</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79688">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew [et al.]</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79689">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79690">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79691">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79692">
                <text>Zbigniew Benedykłowicz Czesław Robołycki Ludwik Stomma
Ryszard Tomicki Jerzy S. Wasilewski

ANTROPOLOGIA

KULTURY W POLSCE -

DZIEDZICTWO, POJĘCIA, INSPIRACJE

MATERIAŁY D O S Ł O W N I K A , Cz. I
EDMUND

RONALD

LEACH

L e a c h ( u r 1908) — p r o f e s o r a n t r o p o l o g i i społecznej w
K i n g s C o l l e g e , C a m b r i d g e . Jest k o n w e r t y t ą — w A n g l i i
rzecz t o n i e r z a d k a — szczególnego j e d n a k r o d z a j u : b ę ­
dąc p r z e z długie l a t a funkcjonalistą n a w r ó c i ! się m i a ­
n o w i c i e n a s t r u k t u r a l i z m . „ N a w r ó c e n i e " n i e w y d a się
t u określeniem p r z e s a d n y m , jeśli u z m y s ł o w i m y
sobie
r o z m i a r przepaści ś w i a t o p o g l ą d o w e j między
obydwoma
kierunkami, zakorzenionymi w biegunowo
odmiennych
t r a d y c j a c h f i l o z o f i c z n y c h . F u n k c j o n a l i z m t k w i przecież
w typowo
angielskim empiryzmie
i zamiłowaniu
do
k o n k r e t u , s t r u k t u r a l i z m zaś — w e f r a n c u s k i m r a c j o ­
n a l i z m i e i p r e d y l e k c j i do porządku l o g i c z n e g o .
Pierwszy
uważa za w ł a ś c i w y p r z e d m i o t badań r z e c z y w i s t e z a c h o ­
w a n i a społeczne, „to co z r o b i o n e " — a r t e f a k t y , zaś d r u ­
g i — i d e e rządzące t y m i działaniami, wyrażające
je
n o r m y , ,,to co p o w i e d z i a n e "
(albo i „ p o m y ś l a n e "
—
m e n t a l - f a k t y ) . F u n k c j o n a l i z m l e k c e w a ż y religię, s t r u k ­
t u r a l i z m — ekonomię. W t a k i b i e g u n o w y sposób p r z e d ­
s t a w i a oba k i e r u n k i — postulując z a r a z e m i c h k o m p l e mentarność — s a m L e a c h . W y z n a j e w p r a w d z i e , że „ w
głębi serca w d a l s z y m ciągu pozostał
funkcjonalistą"
jeśli j e d n a k oceniać go n i e po i n t e n c j a c h , lecz p o p u ­
b l i k o w a n y c h r e z u l t a t a c h , t o okaże się, że przestał n i m
być p r z e d p o n a d 20 l a t y . I n s p i r a t o r e m p r z e ł o m u był
z pewnością C l a u d e Levi-nStrauss. Słynna książka L e a cha z o w e g o o k r e s u , zatytułowana w y z y w a j ą c o
Antro­
pologia
przemyślana
na nowo — Rethinking
Anthropology,
L o n d o n 1961 — z a w i e r a szkice n a t e m a t s y s t e ­
m ó w p o k r e w i e ń s t w a już w d u c h u f r a n c u s k i e g o s t r u k turalizmu.
Jedyny
odbiegający
o d t e m a t y k i społecz­
n e j krótki esej n a t e m a t s y m b o l i c z n y c h
przedstawień
czasu p r e z e n t u j e k i l k a istniejących w różnych k u l t u ­
r a c h sposobów
wyrażania t e j i d e i : k o n c e p c j a
czasu
nieodwracalnego
(liniowego),
koncepcja
czasu
powra­
cającego
(kolistego)
i wreszcie
wahadłowe
widzenie
g o j a k o ciągu o s c y l a c j i między b i e g n ą c y m i
opozycja­
m i . Taką w ł a ś n i e w i z j ę nieść m a m i t o l o g i a
grecka;
L e a c h d o w o d z i t e g o ujawniając o p o z y c j e b i n a r n e , za­
w a r t e w m i c i e o K r o n o s i e ( p i e r w o t n a rozrodczość —
p o t e m ©kastrowanie, p o ż a r c i e d z i e c i —
zwymiotowa­
n i e i c h , upadek z Niebios
w Podziemia
itd.).
Zary­
s o w u j e teorię święta j a k o m o m e n t u z a t r z y m a n i a w a ­
hadła m i ę d z y
j e d n y m interwałem czasowym
a na­
stępnym,
ilustrując
ją
współczesnymi
europejskimi
zwyczajami.
W schemacie
t y m święto p r z e b i e g a
•—
po u s t a n i u czasu ś w i e c k i e g o — w c y k l u
zorganizo­
wanym
przez
dwie
pary
opozycji
binarnych: jako
całość jest o d w r ó c e n i e m porządku p r o f a n i c z n e g o , w j e ­
go obrębie zaś f a z a wstępna ( p o w a g a i f o r m a l i z a c j a ,
odpowiadające
„śmierci"
starego) j e s t
przeciwstawna
wobec fazy
końcowej (karnawał i m a s k a r a d a , o d p o ­
wiadające „odrodzeniu" nowego).
D a l s z e p r a c e poświęcone są p o s z u k i w a n i o m z n a c z e ­
n i a . Już a r t y k u ł Magical
hair
„Journal of t h e R o y a l
A n t r o p o l o g i c a l I n s t i t u t e " , v . 88, 1958, s t a n o w i próbę o d ­
p o w i e d z i n a p y t a n i e , n a j a k i e j z a s a d z i e e t n o l o g może
orzekać, co „ z n a c z y " d a n y s y m b o l . A n a l i z o w a n y m p r z y ­
k ł a d e m są w ł o s y , których w z r o s t w w i e l u k u l t u r a c h k o ­

j a r z o n y j e s t z płodnością, seksem, podczas g d y s t r z y ­
żenie m o ż e symbolizować kastrację, o b r z e z a n i e ,
zakaz
stosunków s e k s u a l n y c h i t d . Choć n a g ł ó w n e p y t a n i e
a u t o r n i e m a o d p o w i e d z i (dziś z a p e w n e o d w o ł a ł b y się
do k o n c e p c j i „logiki k o n k r e t u " (to j e d n a k w t o k u r o z ­
p r a w i a się z wyjaśnieniem p s y c h o a n a l i t y c z n y m , w t a m ­
t y c h l a t a c h jeszcze kuszącym. M i m o że a k u r a t w k w e s ­
t i i „seksualnej s y m b o l i k i w ł o s ó w " zgadzałoby się o n o
z interpretacją etnologiczną, t o j e d n a k — j a k s t w i e r ­
dza — oba tłumaczenia odnoszą się d o zupełnie i n n y c h
rzeczywistości
(tam —
prywatnych,
jednostkowych,
z gabinetu psychiatry, t u — publicznych, k u l t u r o w y c h )
i t a k j a k n i e wykluczają się n a w e t g d y są sobie p r z e ­
c i w s t a w n e , t a k też n i e wspierają się w z a j e m n i e , n a ­
w e t jeśli się p o k r y w a j ą .
A r t y k u ł Antropologiczne
aspekty
języka:
o
rodza­
jach
zwierząt
i brzydkich
wyrazach
(Anthropological
aspects
of language:
animal
categories
and verbal
aluse, 1964, p r e z e n t u j e p r a w d z i w i e strukturalną już a n a ­
lizę k i l k u s p l e c i o n y c h ze sobą p r o b l e m ó w : t a b u j ę z y ­
k o w y c h , sposobu k a t e g o r y z o w a n i a zwierząt, p o ż y w i e n i a
i k o b i e t . L e a c h p o k a z u j e t u p a z u r a n a l i t y k a , który p e w ­
n i e czuje się w e g z o t y c z n y m birmańskim t e r e n i e , z n a
subtelności m i e j s c o w e g o
języka i k u l t u r y ( w A z j i p o ­
ind.-(wschodniej pracował j a k o oficer b a d a w c z y ) z d r u ­
g i e j zaś s t r o n y p o t r a f i śmiało poruszać się n a g r u n c i e
angielskich zwyczajów językowych, przy c z y m — p o ­
w i e d z m y t o w p r o s t — z dużą swobodą, b y n i e rzecz
prodylekcją sięga do t y c h o b s c e n i c z n y c h , łączących się
ze s f e r a m i seksu i w y d a l a n i a . T ę samą łatwość m ó w i e ­
n i a o rzeczach n i e nadających się do d r u k u
będ/.ij
można zauważyć
w bodaj
wszystkich jego pracach.
Dzięki n i e j d o w i a d u j e się c z y t e l n i k n a d r o d z e
jakich
to
skojarzeń
językowych
patronem
„Playboya"
jest
n i e w i n n y króliczek, j a k i e asocjacje
odciskają
się na
d z i e j a c h różnych słów, powodując i c h nieużywanie.
T a w ł a ś n i e sfera r z e c z y z a k a z a n y c h s t a n o w i g ł ó w n y
przedmiot
analizy. Logikę
tabu
bada
Leach
czysto
s t r u k t u r a l n i e , wychodząc z założenia, iż e l e m e n t t e n
j e s t o p e r a t o r e m b i n a r n y c h k l a s y f i k a c j i , k t ó r e umysł n a ­
r z u c a n a jednolitą przecież rzeczywistość. T a b u służyć
m a d o o d d z i e l e n i a j e g o o d świata i d o u s t a n o w i e n i a
d a l s z y c h p r z e d z i a ł ó w między o b i e k t a m i . A b y móc j e ­
d n o z n a c z n i e k l a s y f i k o w a ć t r z e b a stłumić w s z y s t k o t o ,
co z n a j d u j e się n a g r a n i c y k l a s . L e a c h d a j e t u przykład
w y d z i e l i n c z ł o w i e k a ; s u b s t a n c j e t e są intrygujące, t o
z a s a d n i c z o d w u z n a c z n e , utrudniające o d p o w i e d ź n a p y ­
t a n i e „ c z y m j e s t e m w odróżnieniu o d r e s z t y świata'',
„ g d z i e są m o j e g r a n i c e " — a więc p i e r w s z e w ą t p l i w o ś c i
dziecka.
Takie
właśnie o b i e k t y
graniczne
stają
się
przedmiotem najsilniejszych tabu. Aby logika dychot o m i c z n e j k l a s y f i k a c j i mogła działać s k u t e c z n i e muszą
zostać usunięte c z y l i c e l o w o z a p o m n i a n e , stłumione,
pokryte
zakazem
—
wszystkie
niewygodne
obiekty,
które należą do d w ó c h k l a s jednocześnie. F o r m u ł a iż
t a b u (oraz wszelkie s a k r u m ) jest „zarówno p j a k i o o p "
p o w t a r z a ć się będzie odtąd często w p r a c a c h L e a c h a .
Z tej zasady m a wynikać tabuizacja zwierząt d o ­
m o w y c h — j a k o d w u z n a c z n y c h , pośrednich
pomiędzy

117

�człowiekiem a otoczeniem
zewnętrznym;
naruszeniem
o w e g o t a b u b y ł o b y w y z w i s k o z w i e r z ę c e w r o d z a j u ,,ty
świnio, s u k i n s y n u " i t d . Opierając się n a s t w i e r d z o n y m
p r z e z etnologię s y m b o l i c z n y m z w i ą z k u między
jedze­
n i e m a s e k s e m L e a c h s t a w i a tezę, że sposób, w j a k i
w d a w n e j k u l t u r z e k l a s y f i k u j e się z w i e r z ę t a ze wzglądu
n a i c h jadalność, o d p o w i a d a s p o s o b o w i , w j a k i k l a s y ­
f i k u j e się l u d z i ze w z g l ę d u n a i c h przydatność do
związków
seksualno-małżeńskich.
Za
Lévi-^Straussern
p r z y j m u j e , iż n a w e t z a k a z k a z i r o d z t w a n i e m a n a L u r a l n e g o u z a s a d n i e n i a , zaś z własnego p o b y t u w dżungli
w i e , że „wszystko j e s t j a d a l n e " , t a k więc j a k i e k o l w i e k
r e s t r y k c j e w o b u t y c h d z i e d z i n a c h mają c h a r a k t e r a r ­
b i t r a l n y , k u l t u r o w y . O b i e g r u p y o b i e k t ó w p o w i n n y być
z a t e m a n a l o g i c z n i e u s z e r e g o w a n e , zaś o d p o w i a d a j ą c e so­
b i e k l a s y z w i e r z ą t i l u d z i p o w i n n y być w r ó w n y m s t o p ­
n i u u z n a w a n e za nadające się — l u b n i e — do m a ł ­
żeństwa ( l u d z i e ) i j e d z e n i a (zwierzęta). K r y t e r i u m sze­
r e g o w a n i a s t a n o w i d l a L e a c h a odległość od ego; p=y
i k o t y są w E u r o p i e u z n a n e za n i e j a d a l n e , zaś n a z w y
i n n y c h b l i s k i c h człowiekowi
zwierząt
stanowią
tabj
— co o d p o w i a d a
z a k a z o w i k a z i r o d z t w a i małżeństwa
kuzynów pierwszego stopnia. N a t o m i a s t na zwierzęta
z d a l e k i e g o l a s u można polować, t a k j a k można żenić
się z k o b i e t a m i zza l a s u . I m d a l e j o d d o m u , t y m b a r ­
dziej k o b i e t y nadają się do żeniaczki, zaś zwierzęta
do j e d z e n i a (a n a z w y i c h przestają być t a b u ; n i e m i a ­
łoby sensu w y z w i s k o „ t y niedźwiedziu p o l a r n y " ) .
W y w o d y t e wydają się m o c n o sztuczne, są n a t o ­
miast d o b r y m przykładem t y p o w e g o d l a s t r u k t u r a l i z m u
z a i n t e r e s o w a n i a różnymi k l a s y f i k a c j a m i i s z u k a n i a o d powiedniości p o m i ę d z y n i m i . Jest t o w i ę c
pokazowa
p r e z e n t a c j a m e t o d y , z pomocą której a u t o r chciał j e d ­
n a k c h y b a z b y t w i e l e wyjaśnić i s a m znalazł się w
t y m s a m y m m i e j s c u , w k t ó r y m później u l o k u j e z ironią
L é v i - S t r a u s s a : „ w świecie g d z i e w s z y s t k o j e s t m o ż l i w e ,
ale n i c n i e j e s t p e w n e " .
P r z e j d ź m y j e d n a k d o omówienia z n a c z e n i e k o n k r e t n i e j s z y o h a n a l i z , które uznać c h y b a należy za n a j c i e ­
kawsze w d o r o b k u E d m u n d a Leacha — na t e m a t m i t o ­
logii biblijnej.
J a k wiadomo, zarzucano
strukturalbmowi
( P a u l R i c o e u r ) , iż n i e n a d a j e
się d o a n a l i z y
p r z e k a z ó w o c h a r a k t e r z e b a r d z i e j h i s t o r y c z n y m niż t o t e m i c z n o - k l a s y f i k a c y j n y m , t a k i c h j a k B i b l i a czy m i t y
i n d o e u r o p e j s k i e . W o d p o w i e d z i L e a c h p r o p o n u j e śmiało
t r a k t o w a ć Biblię j a k o miit. M ó w i to w b r e w całej t r a ­
d y c j i o r t o d o k s y j n e j b i b l i s t y k i i s a m e m u Lévi-Straussow i (który t y m m o t y w o w a ł s w o j e d e s i n t e r e s e m e n t d l a
t e m a t u ) , traktującym P i s m o św. j a k o a m a l g a m a t t e k s ­
t ó w f a ł s z y w y c h i p r a w d z i w y c h , relacjonujących
chro­
n o l o g i c z n i e — choć w zniekształceniu — historię, a w i ę c
j a k o zbiór p r z e k a z ó w , których k r y t y c z n a a n a l i z a p o z ­
w o l i w y w n i o s k o w a ć , co z d a r z y ł o się n a p r a w d ę p r z e d
p a r o m a tysiącami l a t . „ Z l e p i e n i e j a j e k z j a j e c z n i c y j e s t
zajęciem p r a c o c h ł o n n y m i n i e p o p r a w i a j e j s m a k u " —
i r o n i z u j e n a t e m a t t a k i c h z a b i e g ó w (The legitimacy
of
S o l o m o n . S o m e structural
aspects
of Old
Testament
history,
..Archives
Européennes
de Sociologie", V I I ,
1, 1966). P a r t i e h i s t o r y c z n e i f i k c y j n e S t a r e g o T e s ­
t a m e n t u zlały się b o w i e m w jednolitą masę m i t o - h i s toryczną, która funkcjonowała j a k o s a n k c j a d l a s t a n u
społeczeństwa ż y d o w s k i e g o w czasie g d y d a n a część
t e k s t u b i b l i j n e g o osiągała — dzięki p r a c y r e d a k t o r ó w
— stabilność kanoniczną. Działo się to i t a k dużo p ó ź ­
n i e j niż m o g ł y r o z g r y w a ć się o p i s y w a n e
wydarzenia,
a w i ę c historyczność p r z e k a z u j e s t z n i k o m a . S k o r o t a K ,
to n i e w a r t o dociekać, co zdarzyło się n a p r a w d ę a co
j e s t m i t e m , a l e należy spytać d l a c z e g o właśnie p e w n e
fakty, prawdziwe
i f a ł s z y w e b y ł y zapamiętane, i n n e
zaś — m i m o że p r a w d z i w e — zostały z a p o m n i a n e .

118

O d p o w i e d ź b r z m i : bo t a k i właśnie zespół f a k t ó w
układał się w s t r u k t u r a l n y s c h e m a t , stały d l a różnych
b i b l i j n y c h opowieści. Z d a n i e m s t r u k t u r a l i s t y
znaczenia
poszczególnych i n f o r m a c j i w każdej opowieści
szukać
należy w i c h układzie; najważniejsza j e s t więc n i e z a ­
wartość treściowa t e k s t u , ale różnice s c h e m a t u między
różnymi
opowieściami. T a k właśnie a n a l i z u j e
Leach
K s i ę g ę R o d z a j u ; odsłoniwszy b i n a r n e k a t e g o r i e w m i ­
cie o s t w o r z e n i u świata u k a z u j e historię K a i n a i A b l a ,
Noego i synów, L o t a i córek, A b r a h a m a i S a r y etc.
j a k o przekształcenie m i t u o A d a m i e i E w i e , j a k o , , w a sis as myth,
„ D i s c o v e r y " , v. 23 n ° , 5, 1962). W t y m
s a m y m m a t e r i a l e m i t o l o g i c z n y m , t y l e że w y r a ż o n y m
w
języku
obrazów,
odkrywa
zasadnicze
tożsamości
p r z e d s t a w i o n y c h p o s t a c i , przejścia
pomiędzy
którymi
tworzą serię równań t r a n s f o r m a c y j n y c h (Genesis
Michała Anioła.
Sfukturalistyczne
uwagi
o freskach
zdo­
biących
sklepienie
Kaplicy
Sykstyńskiej,
tłum. p o l .
„Literatura n a ś w i e c i e " , 5/1978).
Analizę
nowotestamentowej
odwróconej
analogii
ż y w o t ó w Jezusa i św. J a n a C h r z c i c i e l a
wykorzystuje
j a k o p r z y k ł a d w p r o w a d z a j ą c y w metodę s t r u k t u r a l n e g o
r o z u m i e n i a tekstów. O t o f r a g m e n t : „poczęcie o b u b o h a ­
t e r ó w j e s t n a d n a t u r a l n e , ale g d y M a r i a j e s t dziewicą,
t o Elżbieta j e s t już z b y t s t a r a n a m a c i e r z y ń s t w o . O b i e
one są k u z y n k a m i , a l e J a n należy d o l i n i i kapłańskiej,
zaś Jezus do k r ó l e w s k i e j . J a n j e s t p r o r o k i e m ż y j ą c y m
na puszczy, n o s i skóry zwierząt, ż y w i się szarańczą
i d z i k i m m i o d e m — j e s t c z ł o w i e k i e m N a t u r y . Jezus
j e s t ogłaszany k r ó l e m , żyje w mieście, j e s t s y n e m cieś­
l i — j e s t w i ę c c z ł o w i e k i e m k u l t u r y . P o d d a j e się c h r z t o ­
w i z rąk J a n a a w ó w c z a s t a m t e n p o d p o r z ą d k o w u j e m u
się. W końcu J a n g i n i e p r z e z ścięcie, co w S t a r y m
T e s t a m e n c i e j e s t r o d z a j e m śmierci zastrzeżonym d l a k r ó ­
l ó w , p o d c z a s g d y Jezus zostaje uśmiercony j a k p r z e s ­
tępca. Ś m i e r ć J a n a j e s t s p o w o d o w a n a p r z e z spisek sek­
sualny n i k c z e m n y c h kobiet, natomiast kobiety z oto­
czenia Jezusa są c n o t l i w e , choć j e d n a z n i c h to była
jawnogrzesznica". Dalsza analiza p r o w a d z i do w n i o s k u ,
że o b a j b o h a t e r o w i e zamieniają się r o l a m i , zaś o g ó l ­
n i e biorąc m i t chrześcijański o k a z u j e się n o w ą w e r s j ą
z n a c z n i e wcześniejszej opowieści ż y d o w s k i e j o M e s j a ­
s z u : „ Z a u w a ż m y , że w p r o c e s i e d r a m a t y z a e j i k o n t e k s t
h i s t o r y c z n y opowieści staje się c a ł k o w i c i e n i e i s t o t n y ;
n i e m a t o w końcu z n a c z e n i a , czy c o k o l w i e k z t e g o
w y d a r z y ł o się „ n a p r a w d ę " w h i s t o r i i . P r z e k a z m i t y c z ­
n y jest p r a w d z i w y w s w y c h własnych k a t e g o r i a c h . "
(Structuralism
in Social
anthropology,
w:
Structuralism.
An Introduction,
O x f o r d 1972).
S z k i c e L e a c h a n i e są m o ż e n i c z y m w i ę c e j niż i n t e ­
l i g e n t n y m i pomysłowym „ćwiczeniem z L e v i - S t r a u s s a "
p r o w a d z o n y m d a l e j niż chciałby t o robić s a m m i s t r z ,
w sposób n a d z w y c z a j j a s n y , n a m a t e r i a l e d o b r z e n a m
z n a n y m , bez u c i e k a n i a w dżunglę indiańskich m i t ó w .
L e k t u r ę u r o z m a i c a z a b a w n y , k o l o k w i a l n y j ę z y k i czesie
e f e k t y p i r o t e c h n i c z n e . P o w t a r z a j ą c e się złośliwości p o d
adresem
„ Ż a b o j a d a " mają c h y b a zatuszować i n t e l e k ­
tualną zależność od m i s t r z a . Zresztą L e a c h n i e j e s t
w y r o z u m i a l s z y d l a s w y c h a n g i e l s k i c h kolegów, w ś r ó d
których m i a ł niegdyś zasłużoną opinię e n f a n t t e r r i b l e .
Jest o n zatem świetnym n a u c z y c i e l e m n a wstęp­
n y m k u r s i e s t r u k t u r a l i z m u ; j a k o podręcznik d l a k u r ­
santów można polecić j e g o Culture
and
Communication.
The
logic
by which
symbols
are connected,
1976. N i e ­
zastąpiony do w p r o w a d z e n i a w metodę — s a m ją d o ­
kładnie w y t e s t o w a ł — ś w i a d o m j e s t j e j u r o k ó w a z a ­
r a z e m ograniczeń. A l b o w i e m „ m o ż e j e d n a k paść p y ­
t a n i e : j a k i j e s t cel t a k i e g o s t r u k t u r a l n e g o p o r ó w n a n i a ?
Jeśli n a w e t d o w i e d z i o n e z o s t a n i e podobieństwo s c h e m a ­
t ó w — co t o n a m daje? N a t o p y t a n i e n i e m a m o d -

�p o w i e d z i w p r o s t . Przyjemność jaką d a j e a n a l i z a s t r u k ­
t u r a l n a m a do pewnego stopnia c h a r a k t e r estetyczny.
T a k j a k m a t e m a t y k c z u j e , że rozwiązanie
eleganckie
j e s t „ l e p s z e " niż n i e z g r a b n e r o z w i ą z a n i e t e g o s a m e g o
p r o b l e m u , t a k i s t r u k t u r a l i z m u n i e można oceniać w ą s ­
k o , podług k r y t e r i ó w p r a k t y c z n y c h , w r o d z a j u : „czy
t e n k i e r u n e k p r o w a d z i do jakichś użytecznych r e z u l t a ­
tów".
Pokazanie
elegancji
„nieświadomych
operacji
umysłu l u d z k i e g o " samo w sobie j e s t wartością, n a w e t
jeśli n i e z b y t d o b r z e w i e m y , co t o za c z y n n i k działa
j a k o ów „umysł l u d z k i " .
J.S.W.
CLAUDE

LEVI-STRAUSS

S t r a u s s ( u r . 1908) n i e j e s t oczywiście t w ó r c ą s t r u k t u ­
r a l i z m u (początek tego n u r t u w n a u c e z w y k ł o się r a ­
czej w i ą z a ć z pośmiertną edycją w y k ł a d ó w F e r d y n a n ­
da d e S a u s s u r e ' a — Cours
de linguistique
générale,
1916; o r a z z p r a c a m i j ę z y k o z n a w c ó w ze szkoły
ge­
n e w s k i e j i koła p r a s k i e g o ) ; n i e j e s t r ó w n i e ż p r e k u r s o ­
r e m z a s t o s o w a n i a m e t o d y t y p u s t r u k t u r a l n e g o do badań
nad dyskursem m i t y c z n y m (tu wyprzedza
go choćby
Włodzimierz Propp). A
j e d n a k przełom
strukturalny
w e t n o l o g i i ( i szerzej: w n a u k a c h społecznych) w i ą ­
z a n y j e s t zawsze i j e d n o z n a c z n i e z n a z w i s k i e m L é v i -Strauss. Bodaj
najpełniejszego
wyjaśnienia
tego p o ­
z o r n e g o p a r a d o k s u d o s t a r c z a n a m artykuł s a m e g o C l a u de'a L é v i - S t r a u s s a Struktura
i forma.
Refleksje
nad
dziełem
Włodzimierza
Proppa
(„International
Journal
of S l a v i c L i n g u i s t i c s a n d P o e t i c s " t . I I I — 1930). Cóż
zarzuca w n i m f r a n c u s k i antropolog a u t o r o w i M o r ­
f o l o g i i bajki?
— P r z e d e w s z y s t k i m połoiwiczność, za­
t r z y m a n i e się n a p o z i o m i e z b y t b l i s k i m e m p i r i i , b r a k
k r o p k i n a d „ i " . P r z y j m u j ą c koncepcję zawartą w
Ant­
ropologii
strukturalnej
są t o bez wątpienia
zarzuty
zasadne. „ P i r a m i d a p o j ę c i o w o - m e t o d o l o g i c z n a "
struktu­
r a l i z m u w jego post^straussowskim w y d a n i u przedsta­
w i a się b o w i e m następująco:
1

a.
zasada

opozycji

(inwersji)
zasada m e d i a c j i
b.
zbiór p a r o p o z y c j i
elementów m e d i a c y j n y c h
(konotacji)
c.

dcnotacje elementów
opozycyjnych i mediacyjnych
d.
układy

wybranych

desygnatów —

mitemów

e.
kombinacje
i przetworzenia
uzyskanych mitemów
(fabuły, w i e r z e n i a , p r z e ś w i a d c z e n i a )
I n n y m i słowy ostatecznym odniesieniem jest d l a Lévi- S t r a u s s a u m y s ł l u d z k i i p r o c e s y myślenia ( t u w s p i e r a
go w y d a t n i e J e a n Piaget), z k t ó r y c h , a ściślej — z i c h
odzwierciedlenia w u n i w e r s a l i a c h językowych
(Roman
J a k o b s o n , C h a r l e s F. H o c k e t t ) w y w o d z i o n p o d s t a w o w e
p r a w a rządzące strukturą (a.). P r a w a t e , c z y raczej z a ­
sady, mają c h a r a k t e r p r a w d z i w o ś c i o w y — d o p i e r o w i ę c

g d y za z m i e n n e z d a n i o w e p o d s t a w i o n e zostaną w i c h
f u n k c j i zdaniowej konkretne zdania (elementy opozycyj­
ne), f u n k c j a przekształci się w z d a n i e (konkretną o p o ­
zycję). K a ż d a k u l t u r a o p e r u j e p r z y t y m s p e c y f i c z n y m
(i w p e w n y m z a k r e s i e z m i e n n y m ) z e s t a w e m
opozycji
i e l e m e n t ó w m e d i a c y j n y c h (b.), p r z y c z y m każdy z c z ł o ­
n ó w o p o z y c j i i m e d i a c j e są d e n o t a t a m i z b i o r u d e s y g n a ­
t ó w ( c ) , k t ó r e z k o l e i łączą się w m i t e m y (d.) — b u d u ­
lec w s z e l k i e j fabuły (e.). T y m c z a s e m W ł o d z i m i e r z P r o p p
ograniczył się w s w o i c h a n a l i z a c h d o t r z e c h niższych
pięter (c., d., e.), c z y l i — j a k pisze A n n S h u k m a n —
„sformalizował o n s c h e m a t s y n t a g m a t y c z n y b a j k i , j e d ­
nakże n i e s f o r m a l i z o w a ł p o z i o m u p a r a d y g m a t y c z n e g o " ;
wskazał drogę, j e d n a k n i e ośmielił się l u b n i e m ó g ł
( t r z e b a pamiętać, że k o n c e p c j a o p o z y c j i f o n o l o g i c z n e j d o ­
p r a c o w a n a została p r z e z M i k o ł a j a T r u b e c k i e g o już p j
p o w s t a n i u Morfologii
bajki)
pójść nią do końca.
Istota dokonanego przez C l a u d e LéviiSraussa p r z e ­
łomu zasadzałaby się w i ę c n a k o n s e k w e n c j i uogólnienia
i w y m i a r z e a m b i c j i poznawczych?
Zapewne.
Wszakże
r ó w n i e , jeśli n i e b a r d z i e j i s t o t n y m osiągnięciem a u t o r a
Myśli
nieoswojonej
wydaje
się u c z y n i e n i e z
owych
ogólnych z a s a d
użytecznego
praktycznie
instrumentu
analizy. W swojej „najczystszej" metodologicznie, w z o r ­
c o w e j p r a c y G i o s m a s e k ( L a voie
des masques,
Ge­
n è v e 1975) p i s z e o n : „ J a k ż e i l u z o r y c z n e są złudzenia, k t ó ­
r y m u l e g a p o dziś dzień w i e l u e t n o l o g ó w i h i s t o r y k ó w
s z t u k i , iż m a s k a j e s t c z y m ś n a kształt r z e ź b y , czy o b r a ­
z u i m o ż e być i n t e r p r e t o w a n a s a m a w sobie, p o p r z e z
t o co w y o b r a ż a l u b p r z e z s w o j e z a s t o s o w a n i a d e k o r a ­
cyjne i r y t u a l n e . M a s k a b o w i e m n i e istnieje sama w so­
b i e lecz o d w o ł u j e się z a w s z e d o i n n y c h m a s e k r z e c z y w i ­
s t y c h l u b p o t e n c j a l n y c h , k t ó r e m o g ł y b y ją zastąpić. (...)
Sens m a s k i n i e t k w i w i ę c w t y m , co o n a p r z e d s t a w i a ,
lecz w t y m , co przeobraża, c z y l i w t y m w ł a ś n i e p r z e c i w
c z e m u ( w z a m i a n za co) p r z e d s t a w i a . P o d o b n i e j a k m i t ,
m a s k a jednocześnie o z n a j m i a i z a p r z e c z a ; r ó w n i e i s t o t ­
n e j e s t w n i e j t o co u k a z u j e j a k i t o , co w y k l u c z a " . N a
dobrą s p r a w ę j e s t t o w ł a ś c i w i e bezpośredni w y k ł a d 1.
zasady, i ż k a ż d y k o n k r e t n y m i t e m d a n y n a m w r z e c z y ­
wistości k u l t u r o w e j j e s t t y l k o j e d n y m z m o ż l i w y c h d e ­
sygnatów przynależnych d o u t a j o n e j d e n o t a c j i ; 2. k o n ­
cepcji opozycji nacechowanego w stosunku do nienacec h o w a n e g o ( M . T r u b e c k i ) . A j e d n a k dzięki t e m u w y k ł a ­
d o w i z j a w i s k o „ m a s k a " j a w i się n a g l e w zupełnie n o ­
w y m świetle. J a k zaś olśniewające i d e m a s k a t o r s k i e b y ­
w a o w o światło w y k a z a ł d o b i t n i e C l a u d e L é v i - S t r a u s s
w
L e totémisme
aujourd'
hui (tłum. p o l s k i e :
Tote­
mizm,
W a r s z a w a 1968). W i s z y s t k i e a r g u m e n t y , p r z y p o ­
m o c y k t ó r y c h r o z b i j a o n s t a r e k o n c e p c j e t o t e m i z m u są
t u t a k ż e w g r u n c i e r z e c z y bezpośrednimi p o c h o d n y m i
najogólniejszych z a s a d s t r u k t u r a l i z m u . I t a k t e z y R a y ­
monda F i r t h a , Jamesa Frazera i W i l l i a m a H . Riversa
zostają o d r z u c o n e , g d y ż uwzględniają t y l k o p o j e d y n c z e
człony o p o z y c j i — t y l k o t o , co t o t e m
„przedstawia
i o z n a j m i a " ; k o n c e p c j e A d o l p h u s a P. E l k i n a , gdyż i m p l i ­
kują
przyjęcie
klasyfikacji niedychotomieznej;
teorie
Bronisława
Malinowskiego,
gdyż
zaprzeczają
regule
dwoistego c h a r a k t e r u z n a k u ( „ K a ż d y znak jest z j e d n e j
s t r o n y — p o w i ą z a n i a m i ę d z y f o r m ą a stroną z n a c z e n i o ­
w ą — d o w o l n y , z d r u g i e j — po o b i e k t y w i z a c j i społecz­
nej — obowiązujący"). Tej ostatniej k o n t r o w e r s j i w a r t o
poświęcić c h w i l ę u w a g i . B r o n i s ł a w M a l i n o w s k i w i ą ż ą c
zasady d o b o r u f o r m t o t e m ó w ze statystyką użytecznoś­
c i gospodarczej o d p o w i a d a j ą c y c h i m g a t u n k ó w z w i e r z ę ­
c y c h i roślinnych z a p r z e c z a — p o w t ó r z m y — r e g u l e
d w o i s t e g o c h a r a k t e r u z n a k u , a ściślej t e j j e j części, k t ó ­
r a m ó w i o dowolności powiązania m i ę d z y formą i s t r o ­
ną znaczeniową z n a k u . W y k a z a n i e t e g o w i n n o już w ł a ś ­
c i w i e C l a u d e L é v i - S t r a u s s o w i wystarczyć.
Tymczasem

110

I

�d u b l u j e o n k r y t y k ę tez t w ó r c y f u n k e j o n a l i z m u ukazując
i c h bezzasadność r ó w n i e ż w o p a r c i u o szczegółową a n a ­
lizę d a n y c h e m p i r y c z n y c h . Jakiż j e s t sens t e g o z a b i e ­
gu? — C z y ż b y poniósł a u t o r a Totemizmu
polemiczny
t e m p e r a m e n t l u b c h o d z i ł o m u o dodatkową, intymną s a ­
tysfakcję? — Satysfakcję, iż rzeczywistość k u l t u r o w a p o ­
twierdza
r u d y m e n t a l n e założenia
strukturalizmu? - A czemuż b y n i e !
W a r t o przecież z w r ó c i ć u w a g ę , ż e t a s i e m c o w e i p r z e ­
w a ż n i e dość mało j a s n e ( w P o l s c e m . i n . : J e r z y K m i t a ,
M i e c z y s ł a w A . K r ą p i e c , A n t o n i B . Stępień, B o g d a n S u ­
c h o d o l s k i ) , żeby n i e wspominać o k o m p l e t n i e i g n o r a n c ­
k i c h , p o l e m i k i z dziełem C l a u d e Lévi-Straussa pozosta­
w a ł y z r e g u ł y n a e t a p i e f i l o z o f i c z n y c h i m p l i k a c j i stoso­
w a n e j przezeń m e t o d y . K o n k r e t n e , p a r e x e l l e n c e e m p i ­
r y c z n e s u k c e s y s t r u k t u r a l i z m u b y ł y i są n a d a l p o m i j a ­
ne w s t y d l i w y m m i l c z e n i e m przez przeciwników. A prze­
cież n i e odwołują się n a w e t do p o m n i k o w y c h M y t h o ­
l o g i q u e s ( P a r i s , t . I — 1964, t . I I — 1966, t . I I I — 1968,
t. I V — 1971) — przedstawić można s z e r e g p r z y k ł a d ó w
(np. a n a l i z a z j a w i s k a a w u n k u l a t u ) teoretycznego w y p r a ­
c o w a n i a przez Claude Lévi-Straussa m o d e l i z j a w i s k a n ­
tycypujących p r a w i d ł o w o
rzeczywistość kulturową
—
osiągnięcie, k t ó r y m
n i e może
się
pochwalić
żaden
z u p r z e d n i c h kierunków w etnologii.
T r u d n o się w i ę c d z i w i ć , że w b r e w k r y t y k o m i p e w ­
n y m d r o b n y m n i e k o n s e k w e n c j o m wskazań m e t o d o l o g i c z ­
n y c h C l a u d e Lévi-Straussa p i e r w s z e p o k o l e n i e a n t r o p o ­
logii strukturalnej (m. i n . : L u c de Heusch, Jean-Marie
A u z i a s , B e r n a d e t t e B û c h e r ) poszło d o k ł a d n i e śladami
m i s t r z a lękając się j a k i c h k o l w i e k odstępstw, czy k o r e k t u r . N u r t t e n , acz n a d a l ż y w y w e t n o l o g i i f r a n c u s k i e j
okazał się j e d n a k s t o s u n k o w o mało płodny i t w ó r c z y .
S z y b k o n a t o m i a s t dało się stwierdzić, że d z i e ł o m e t o d o ­
l o g i c z n e C l a u d e L e v i - S t r a u s s a w c h o d z i z łatwością w
z w i ą z k i z k o n c e p c j a m i p o k r e w n y m i , p r z e z co s t a n o w i
doskonałą platformę do d o s k o n a l e n i a narzędzi p o z n a w ­
czych i a p a r a t u r y pojęciowej. J a k jest t o w y k o r z y s t y ­
w a n e w s k a z u j e poniższy s c h e m a t r o z w o j u s t r u k t u r a l i z ­
m u , o p a r t y na a r t y k u l e Pierre M a r a n d y
Strukturalism
in Cultural
Anthropology
(1979):

-I81B3 [3

W y d a j e się, że pobieżny n a w e t przegląd t e g o s c h e ­
m a t u upoważnia d o d w ó c h w n i o s k ó w : 1. W r o z w o j u e t ­
n o l o g i i dzieło C l a u d e L e v i - S t r a u s s a z a j m u j e m i e j s c e c e n ­
t r a l n e i k l u c z o w e ; 2. P o s z u k i w a n i a strukturalistów w y ­
szły już dziś d a l e k o p o z a j e g o u s t a l e n i a . N i e d o p r z y j ę ­
c i a j e s t w i ę c d y s k u s j a ze s t r u k t u r a l i z m e m ograniczająca
się do d o r o b k u a u t o r a Smutku
Tropików;
z drugiej
j e d n a k i s t r o n y n i e m a bez n i e g o s t r u k t u r a l i z m u . I d ł u g o

120

jeszcze d l a każdego, k t o chciałby pozyskać r u d y m e n ­
tarną choć w i e d z ę o t y m k i e r u n k u w e t n o l o g i i
Mytyhologiąues,
Antropologia
strukturalna
I
i I I , Myśl
nieoswojona,
czy Totemizm
będą l e k t u r a m i
podstawo­
w y m i i niezbędnymi. A skądinąd — j a k ż e s c h o l a r s k i m
i mdłym słowem jest „lektura", g d y m o w a o w s p a n i a ­
łej i n t e l e k t u a l n e j p r z y g o d z i e .
L.

ELEAZAR

MOJSIEJEWICZ

S.

MIELETYŃSKI

M i e l e t y ń s k i w y b i t n y współczesny r a d z i e c k i f o l k l o r y s t a
i literaturoznawca o etnologicznej, strukturalistycznej
orientacji, profesor moskiewskiego I n s t y t u t u L i t e r a t u r y
Światowej i m . M . Gorkiego A k a d e m i i N a u k ZSRR.
E w o l u c j a m e t o d o l o g i c z n a M i e l e t y ń s k i e g o układa się
j a k b y w następny o d c i n e k s p i r a l i , której p o p r z e d n i f r a g ­
m e n t zakreśliły, o m a w i a n e w o d d z i e l n y m haśle, p r a c e
W . P r o p p a . U c z o n y t e n s t a r t u j e w końcu l a t 5 0 - t y c h
z p o d o b n y c h p o z y c j i , n a j a k i c h t a m t e n kończy w ó w c z a s
swe najważniejsze p r a c e , b y później — aż p o dzień d z i ­
siejszy — w e własny o r y g i n a l n y sposób, w d u c h u s t r u k ­
t u r a l n y m nawiązywać do pierwszego
prekursorskiego
dzieła P r o p p a . Skądinąd już w s w y c h w c z e s n y c h p u b l i ­
kacjach
f o l k l o r y s t y c z n y c h (Gieroj
wolszebnoj
skazki
Proischożdienie
obraza,
M o s k w a 1958) z w r a c a M i e l e t y ń ­
s k i u w a g ę n a m o t y w y i p o s t a c i e , które później p r z e a n a ­
l i z u j e ze s t r u k t u r a l n e g o p u n k t u w i d z e n i a ( n p . b a j k o w a
„socjologia r o d z i n y " a l b o postać m i t o l o g i c z n e g o
oszu­
sta — „ t r i c k s t e r a " ) . D o m i n u j e j e d n a k w j e g o p r a c a c h
m y ś l e n i e h i s t o r y c z n e z t y m s a m y m co u P r o p p a a k c e n ­
t o w a n i e m m o m e n t u przełomu e p o k j a k o c h w i l i n a r o ­
d z i n b a j k o w y c h m o t y w ó w : „bajka została z r o d z o n a n i e
p r z e z społeczeństwo r o d o w e , a l e p r z e z j e g o
rozpad"
(tamże, s. 256). J e j p o s t a c i e — m a c o c h a ,
pasierbica,
s i e r o t a — są t y p o w y m i p o s t a c i a m i o k r e s u r o z p a d u w s p ó l ­
noty pierwotnej, naruszenia demokratycznej
równości
j e j członków; w epoce p o p r z e d n i e j postać n p . m a c o c h y
b y ł a b y przecież n i e m o ż l i w a , ze w z g l ę d u n a i s t n i e n i e
zbiorowości k l a s y f i k a c y j n y c h m a t e k
(Mieletyń­
s k i p r z y j m u j e t u o c z y w i ś c i e koncepcję
„stadialności")
W t y m też d u c h u k o r y g u j e r y t u a l i s t y c z n e u p r o s z c z e n i a
p o p r z e d n i k ó w : „ B a j k a n i e w y r a s t a z obrzędu, j a k t o
przyjmują S a i n t y v e s i R a g l a n (...) b o h a t e r b a j k i n i e j e s t
n o w y m w c i e l e n i e m b o g a , s z a m a n a , świętego i t p . B o h a t e r e m b a j k i z o s t a j e t e n , k t o b y ł p i e r w s z ą ofiarą rozkła­
d u r o d u , k t o h i s t o r y c z n i e został p o k r z y w d z o n y w r e z u l ­
t a c i e przejścia o d r o d u d o r o d z i n y . . . " (tamże, s. 11—14).
Jakaż t o różnica w o b e c f o r m a l i s t y c z n e j t e z y
Proppa
z Morfologii
bajki,
który sieroctwo bajkowego
bohate­
r a wyjaśniał t y m , że śmierć r o d z i c ó w j e s t p o p r o s t u
spotęgowaną formą, zapoczątkowującą akcję funkcją i c h
odejścia.
Już w k r ó t c e j e d n a k p o d e j m u j e analizę s t r u k t u r a l no-formalną; j e j r e z u l t a t e m j e s t n o w y m o d e l s y n t a g m a t y k i b a j k i m a g i c z n e j , l a p i d a r n i e j i s z y , operujący b a r d z i e j
a b s t r a k c y j n y m i k a t e g o r i a m i aniżeli m o d e l P r o p p a . P r z e d ­
s t a w i a n y j e s t o n w l i c z n y c h p u b l i k a c j a c h , z których
część p o w s t a j e w e w s p ó ł p r a c y z p r z e d s t a w i c i e l a m i n o ­
w e j f a l i s e m i o t y k ó w k u l t u r y , co z a p e w n e p r z y c z y n i a
się do większej f o r m a l i z a c j i w y n i k ó w ( p a t r z n p . G . M i e ­
letyński, S. N i e k l u d o w , E. N o w i k , D . Segal,
Problemy
strukturnogo
opisania
wolszebnoj
skazki
( w : ) Trudy
po
znakowym
sistiemam,
t . I V , T a r t u 1969). W e d l e t e g o
s c h e m a t u n a strukturę b a j k i n a p o z i o m i e t e m a t u skła­
dają się t r z y s p r a w d z i a n y
j a k i m p o d d a w a n y jest
k o l e j n o b o h a t e r , z d o b y w a j ą c y p o przejściu każdego t a ­
k i e g o t e s t u b a j k o w ą wartość, umożliwiającą m u p o k o ­
n a n i e następnego; s p r a w d z i a n y ułożone są h i e r a r c h i c z ­
n i e a o s t a t n i p r o w a d z i d o u z y s k a n i a wartości k o ń c o w e j

�(małżeństwo z księżniczką). Traktując j a k o p u n k t w y j ­
ścia „ s p r a w d z i a n " z t o w a r z y s z ą c y m m u z d o b y c i e m l u b
utratą „ w a r t o ś c i " M i e l e t y ń s k i n a w i ą z u j e d o
Proppowskiego u s t a l e n i a b i n a r n e g o c h a r a k t e r u f u n k c j i ,
wycho­
d z i n a t o m i a s t p o z a t a m t e n s c h e m a t stwierdzając h i e rairohiczność o b y d w ó c h testów.
W o p a r c i u o u s t a l e n i a f o r m a l n e w n o s i coraz t o p r e ­
cyzyjniejsze
k o r e k t u r y do t e z y o p r o s t y m , i n i c j a c y j n o -mitologicznym rodowodzie
baśni. Podkreśla f a k t , że
o i l e w n i e z r ó ż n i c o w a n y m f o l k l o r z e a r c h a i c z n y m (z j e ­
d y n y m z n a n y m t a m p o d z i a ł e m : n a m i t y j a k o opowieści
p r a w d z i w e i na p r y m i t y w n e b a j k i mitologiczne) s t r u k ­
t u r y o b u t y p ó w u t w o r ó w są j e d n a k o w e , t o już n a d r o ­
dze d o r o z w i n i ę t e j . k l a s y c z n e j p o s t a c i baśni m a g i c z n e j ,
dokonać się musiało r a d y k a l n e przesunięcie s t r u k t u r y ,
„ p r z e g r u p o w a n i e " z a r ó w n o w o b r ę b i e s y s t e m u wartości
j a k i w układzie s y n t a g m a t y c z n y m t e k s t u . P o d s t a w o w e
przeciwieństwo
między
baśnią a m i t e m i d e n t y f i k u j e
M i e l e t y ń s k i j a k o opozycję
indywidualny / zbiorowy.
O i l e m i t d o t y c z y l o s u „ l u d z k o ś c i " ( t a k j a k w i d z i a ł ją
członek g r u p y p l e m i e n n e j ) t o bajkę i n t e r e s u j e j e d y n i e
los j e d n o s t k i . M i t o p e r u j e p o d s t a w o w y m i j e d n o s t k a m i
k l a s y f i k a c j i n a p o z i o m i e m a k r o k o s m i c z n y m , t w o r z ą c swą
szczególną „ f i z y k ę " c a ł o ś c i o w e g o o b r a z u świata, g d z i e
poszczególne k o d y są w z a j e m n i e przekładalne (tożsamość
elementów znaczeniowych
dostarczanych m . i n przez
poszczególne
zmysły:
góra/dół = męski/żeński = s u r o ­
w y / g o t o w a n y i t d . ) . N a t o m i a s t c e l e m baśni n i e j e s t w c a ­
le w y j a ś n i a n i e m e c h a n i k i świata a j e d y n i e p r z e d s t a w i e ­
n i e l o s u b o h a t e r a j a k o ciągu k o l e j n o
pokonywanych
przeszkód. W porównaniu z m i t e m j e s t w i ę c
bajka
u p r o s z c z o n a d o m i k r o k o s m o s u społecznego, w k t ó r y m
z a m i a s t o p o z y c j i t e n świat / z a ś w i a t y p o j a w i a się k o n t ­
rast d o m / las a z a m i a s t p a r y m i t o l o g i c z n e j swój / obcy —
podział n a w ł a s n e i c u d z e k r ó l e s t w o a l b o też k o n f l i k t
w obrębie rodziny, bohatera i b r a c i . B i n a r n e k l a s y f i k a ­
cje, j a k i e o c z y w i ś c i e występują r ó w n i e ż w b a j c e są t u
w zupełności p o d p o r z ą d k o w a n e z a s a d n i c z e m u p o d z i a ł o ­
w i n a świat d o b r a i zła, s p r z y m i e r z e ń c ó w i p r z e c i w n i ­
ków. P o s t ę p o w a n i e b a j k o w y c h p o s t a c i n i e j e s t
orga­
n i z o w a n e w e d ł u g zasad m a g i o z n o - w i e r z e n i o w y c h , a l e w
z g o d z i e ze s p e c j a l n y m i „ r e g u ł a m i g r y " , o b o w i ą z u j ą c y m i
w bajce, a mającymi zasadniczo
charakter moralno- a t y c z n y , k t ó r e t o w z g l ę d y n i e o d g r y w a j ą w m i c i e żad­
nej roli, podobnie j a k i charakterystyczne d l a b a j k i
współczucie d l a p o k r z y w d z o n e g o
bohatera, zaintereso­
w a n i e kompensacją. M i t j e s t , w odróżnieniu
od
bajki,
antypsyohologiczny.
Z etnograficznego
p u n k t u w i d z e n i a szczególnie i n ­
teresujące są u s t a l e n i a M i e l e t y ń s k i e g o n a t e m a t
roli
obrzędu w e s e l n e g o w baśni. W m i c i e , jeśli n a w e t w y ­
stąpi z a w a r c i e małżeństwa, t o t y l k o j a k o środek do z d o ­
b y c i a o s t a t e c z n y c h c e l ó w a l b o osiągnięcia pożądanego
stanu równowagi n a i n n y c h poziomach (wyrażanych w
różnych k o d a c h , n p . k l i m a t y c z n y m a l b o ż y w n o ś c i o w y m :
m a ł ż e ń s t w o b o h a t e r a p o w o d u j e zmianę p o g o d y a l b o o b ­
fitość p o ż y w i e n i a ) ; w baśni j e s t o d w r o t n i e : z d o b y w a n e
k o l e j n o środki m a g i c z n e n i e mają wartości a b s o l u t n e j ,
służą j e d y n i e zbliżeniu b o h a t e r a i j e g o w y b r a n k i . Stąd
biorą się różnice w s c h e m a c i e s y n t a g m a t y c z n y m t e k ­
stów; m i t u m i e s z c z a w e s e l e w środku, b a j k a — n a koń­
c u , b r a k t e ż w m i c i e c h a r a k t e r y s t y c z n e g o d l a b a j k i ze­
s t a w i e n i a s p r a w d z i a n u wstępnego i zasadniczego. M i e ­
letyński s u g e r u j e , że w społeczeństwach a r c h a i c z n y c h
obrzędy w e s e l n e ustępują p o d w z g l ę d e m z n a c z e n i a i r o z ­
w o j u f o r m y obrzędom p l e m i e n n e j i n i c j a c j i , która d o m i ­
nuje w p i e r w o t n y m folklorze. Wraz z przechodzeniem
— j a k t o m i a ł o m i e j s c e w najpełniejszej p o s t a c i w E u ­
r o p i e — o d układu r o d o w o - p l e m i e n n e g o do b a r d z i e j z i n ­
d y w i d u a l i z o w a n y c h f o r m życia społecznego z a n i k a o g ó l -

n o p l e m i e n n a i n i c j a c j a , zaś z n a c z e n i a n a b i e r a j e d n o s t ­
k o w e z n a t u r y rzeczy wesele. T a k więc „rytualnym ek­
w i w a l e n t e m klasycznej f o r m y b a j k i jest raczej wesele
— rytuał młodszy i b a r d z i e j z i n d y w i d u a l i z o w a n y w p o ­
r ó w n a n i u z inicjacją, z którą częściowo j e s t z w i ą z a n y
g e n e t y c z n i e , t a k iż j e s t część p r a w d y w t w i e r d z e n i u , , że
inicjacja istanowi r y t u a l n y e k w i w a l e n t m i t u i archaicz­
n y c h f o r m b a j k i , w e s e l e zaś — r o z w i n i ę t e j baśni m a ­
g i c z n e j " (Poetika
mifa,
M o s k w a 1976, s. 267). I n i c j a c j a
t w o r z y jądro, w e s e l e — o b r a m o w a n i e b a j k i m a g i c z n e j .
Do porównywania f o l k l o r u europejskiego i p l e m i e n ­
n e g o u p r a w n i a M i e l e t y ń s k i e g o głęboka, f i l o l o g i c z n a z n a ­
jomość a r c h a i c z n y c h tekstów. Jest z a r ó w n o e d y t o r e m b a ­
jek australijskich j a k i badaczem
staroskandynawskiej
p o e z j i e d d y c z n e j . A n a l i z u j ą c mitologiczną systemowość
Eddy ustala w niej cztery podsystemy: d w a przestrzen­
ne ( m o d e l p i o n o w y i p o z i o m y ) i d w a c z a s o w e ( e t i o l o ­
giczny i eschatologiczny). C i sami bogowie i istoty m i ­
t y c z n e p r z e j a w i a j ą się różnie w k a ż d y m z p o d s y s t e m ó w :
w w e r t y k a l n y m p r z e c i w s t a w i e n i u są p o t w o r e m e h t o n i c z n y m , w horyzontalnym — wielkoludem, przy czym w
pierwszym
z n i c h mediacyjną
„ s z a m a ń s k ą " rolę g r a
O d y n , w d r u g i m zaś t a k i m pośrednikiem — t r i c k s t e r e m
jest L o k i .
S t r u k t u r a l n a analiza postaci „mitologicznego szalbie­
r z a " , t r i c k s t e r a , z a j m u j e w p r a c a c h Mieletyńskiego w i ­
d o c z n e m i e j s c e . Szczególnie o b f i t e p o l e badań s t a n o w i
archaiczny f o l k l o r ludów paleoazjatyckich
(Czukczów,
K a m c z e d a ł ó w i i n . ) g d z i e cały c y k l e p i c k i , złożony z m i ­
tów i bajek mitologicznych, z b u d o w a n y jest wokół p o ­
staci
K r u k a . Ta
charakterystyczna
postać,
analizo­
w a n a r ó w n i e ż p r z e z L e v i - S t r a u s s a n a m a t e r i a l e północ­
n o a m e r y k a ń s k i m — także j a k o K o j o t i i n . — z r a c j i
s w e j l o g i c z n e j pośredniości (padlinożerca, a w i ę c m e ­
d i u j e m i ę d z y roślinożerczymi a d r a p i e ż c a m i , p t a k n i e p r z e l o t n y , całoroczny, a w i ę c pośredniczy m i ę d z y zimą
a wiosną) o k a z u j e się być u n i w e r s a l n y m m e d i a t o r e m
m i ę d z y członami
najróżniejszych
opozycji
binarnych:
męskim i żeńskim, g ł o d e m i sytością, wodą słoną i s ł o d ­
ką i t d . , co w m i c i e w y r a ż o n e j e s t w różnych k o d a c h —
żywnościowym, erotycznym, meteorologicznym i t d . Sta­
nowiące jądro b a j k o w o - m i t o l o g i c z n y c h przekazów oszu­
kańcze t r i c k i k r u k a (mające n a c e l u uśmierzenie głodu
n p . p r z e z z m i a n ę płci i n o w e m a ł ż e ń s t w o a l b o p n e z
s t w o r z e n i e żywności z antyniateriałów, o d p a d ó w i t d . —
są parodią j e g o w ł a s n y c h działań j a k o h e r o s a k u l t u r o ­
wego i szamana.
Mieletyński analizuje m i t y c y k l u K r u k a w e właści­
w y s o b i e d w o j a k i sposób — s y n t a g m a t y c z n i e i p a r a d y gmatycznie. Pod względem s y n t a g m a t y c z n y m stwierdza
dwuczęściową strukturę k o m p o z y c j i ( n p . d w a k o l e j n e
małżeństwa K r u k a ) p r z y c z y m t e j dwoistości układu
odpowiadają p a r a d y g m y s e m a n t y c z n e : m a ł ż e ń s t w o egzoi e n d o g a m i o z n e , n i e b o i z i e m i a , i s t o t y szkodzące i i s t o ­
t y dostarczające żywność. P o d s u m o w a n i e t y c h p r a c p r z y ­
n o s i najświeższa książka, d e d y k o w a n a
Levi-Straussowi:
Paleoziatskij
mifołogiszeskij
epos.
Cikł
Worona,
Mo­
s k w a 1979.
Referuję t u t y l k o m n i e j znane prace Mieletyńskie­
go, a l b o w i e m j e g o dzieło życia, Poetika
mifa
Moskwa
1976, b ę d z i e n i e b a w e m dostępne p o p o l s k u . Dostępność
n i e c h oznacza t u z a r a z e m przystępność; s k o r o M i e l e t y ń ­
s k i z e s t a w i a n y b y ł dotąd tylekroć z L e v i - S t r a u s s e m , n a ­
leży w r e s z c i e p o w i e d z i e ć , ż e t y m co i c h z d e c y d o w a n i e
różni — poza k r y t y c y z m e m M i e l e t y ń s k i e g o w o b e c p r z e ­
c i w s t a w i a n i a h i s t o r i i s t r u k t u r z e — j e s t właśnie u m i e ­
jętność j a s n e g o p i s a n i a . Poetika
mifa
t o książka s y n ­
tetyzująca współczesną w i e d z ę o m i c i e porządkująca p o d ­
s t a w o w e pojęcia j e g o a n a l i z y . W o p a r c i u o mitologię
całego świata a u t o r p r z e d s t a w i a zasadnicze r o d z a j e m i -

121

I

�t ó w , i c h strukturę, relację m i t u do rytuału i o b u t y c h
e l e m e n t ó w do f o l k l o r u . A p r z y t y m M i e l e t y ń s k i j e s t t u
n i e t y l k o i n i e t y l e e t n o l o g i e m czy folklorystą, i l e l i t e raturoznawcą, który w s k a z u j e , że d a w n a m i t o l o g i a z a ­
w a r ł a w sobie początki z a r ó w n o w y o b r a ż e ń r e l i g i j n o - f i l o z o f i e z n y c h j a k też — stąd tytuł książki — n o w o ż y t ­
nej l i t e r a t u r y pięknej. Siedzi t e n związek od zarania
g a t u n k u powieściowego — „powieść w y c h o w a n i a " p r z e d ­
s t a w i a p e r y p e t i e dojrzewającego bohatera n a podobień­
stwo i n i c j a c j i . Mieletyński d a l e k i jest od swych p o ­
p r z e d n i k ó w z r y t u a l n o - m i t o l o g i o z n e j szkoły k r y t y k i l i ­
teraturoznawczej:
„zbieżne e l e m e n t y
w powieści X I X
w i e k u i w t r a d y c j a c h a r c h a i c z n y c h stanowią
nieko­
niecznie „przeżytki", n a w e t w r o z u m i e n i u J u n g o w s k i m ,
a l e raczej p e w n e wspólne f o r m y myśli, przeżycia, w y o ­
brażenia, w s t o s u n k u do których o b r a z y m i t y c z n e są
t a k i m s a m y m w a r i a n t e m szczegółowym j a k i realistycz­
n e " ( t a m ż e s. 283).
Szczególnie w n i k l i w i e a n a l i z u j e M i e l e t y ń s k i t w ó r ­
czość dwóch ś w i a d o m i e n a w i ą z u j ą c y c h d o f o r m y m i t u
p i s a r z y X X w i e k u : T . M a n n a i J . J o y c e ' a , czerpiących
zresztą ś w i a d o m i e z „ m i t o t w ó r c z e g o " n u r t u w ó w c z e s ­
n e j n a u c e . Fascynująco p r z e p r o w a d z o n e
j e s t zwłaszcza
o d s z u k i w a n i e s y m b o l i k i i n i c j a c j i w Czarodziejskiej
gó­
rze.
M i e l e t y ń s k i z w r a c a naszą u w a g ę n a t a k i e d e t a l e
j a k s c h o d y , k t ó r y m i b o h a t e r p o w i e ś c i zstępuje do r e n t ­
g e n o w s k i e j prześwietlarni i w i ą ż e t o z m o t y w e m
ini­
c j a c y j n y c h w i z j i r o z k a w a ł k o w a n i a ciała w d o l n y m ś w i e ­
cie. A n a l i z a t a j e s t w s p a n i a ł y m p r z y k ł a d e m j a k uważ­
ne, etnologiczne
odczytywanie
wnieść m o ż e do dzieła
n i e d o s t r z e g a l n e d l a l a i k a treści, a w i ę c ogólniej, że w i e ­
dza e t n o l o g i c z n a — n a którą z ł o ż y ł y się w s z y s t k i e w y ­
m i e n i o n e a n a l i z y m o t y w ó w — m o ż e pogłębić nasze r o ­
z u m i e n i e największych dzieł k u l t u r y współczesnej, b y ­
najmniej nie ludowej.
Prace Mieletyńskiego, p o d o b n i e j a k Proppa,
prze­
rzucające p o m o s t między etnografią a f o l k l o r y s t y k ą c . y
l i t e r a t u r o z n a w s t w e m rozszerzają n i e z m i e r n i e p o l e b a ­
d a w c z e e t n o l o g i i , choć z a r a z e m w y r a ź n i e ostrzegają, w
j a k i m z a k r e s i e i p o d j a k i m i t y l k o w a r u n k a m i można w
tę n o w ą materię wkroczyć.
J.S.W.

LA NOUVELLE

HISTOIRE

„Nie m a historii materialnej i historii ducha, nie m u
h i s t o r i i g o s p o d a r c z e j i h i s t o r i i społecznej, n i e m a h i ­
s t o r i i p o l i t y c z n e j i h i s t o r i i k u l t u r y . Jest t y l k o p o p r o ­
s t u h i s t o r i a , h i s t o r i a w s w o j e j jedności". — T o w e z ­
w a n i e do h i s t o r i i t o t a l n e j pochodzące z w y g ł o s z o n e g o
w 1941 r. w y k ł a d u M a r k a B l o c h a j e s t m o ż e n a j l a p i d a r n i e j s z y m s t r e s z c z e n i e m p r o g r a m u przodującego dziś îa
świecie n u r t u r o z u m i e n i a i u p r a w i a n i a h i s t o r i i — t z w
Nouvelle Histoire, czyli N o w e j H i s t o r i i . Wynikają bo­
w i e m z tego w e z w a n i a — p r o g r a m u d w a c o n a j m n i e j g e ­
n e r a l n e p o s t u l a t y : 1. h i s t o r y k dążący do u k a z a n i a i n ­
t e g r a l n e g o o b r a z u d z i e j ó w n i e m o ż e się ograniczać do
o d n o t o w y w a n i a zmienności, o p i s y w a n i a b i e g u zdarzeń,
lecz zauważać m u s i także p r z e s z k o d y
i granice
owej
zmienności — zauważać m u s i t r w a n i e ; 2. spostrzegać
i analizować w i n i e n n i e t y l k o to co b y ł o (jest) p r z e z
ludzkość r e a l i z o w a n e świadomie a l e r ó w n i e ż , c z y r a c z e j
p r z e d e w s z y s t k i m , d z i e j e nieuświadamianych f o r m r z e ­
czywistości społecznej.
Przykładem n i e z w y k l e
precyzyjnej
i jednocześnie
s p e k t a k u l a r n e j r e a l i z a c j i t y c h postulatów j e s t a r c y d z i e ­
ło F e r n a n d a B r a u d e 1 a Morze
Śródziemne
i
świat
śródziemnomorski
w epoce
Filipa
I I (t. I — Gdańsk
1976, t . I I — G d a ń s k 1977). Już s a m o s f o r m u ł o w a n i e t y tytułu w s k a z u j e n a n o w a t o r s k i , a n a w e t
rewolucyjny

122

c h a r a k t e r t e j p r a c y ; z dwóch w y m i e n i o n y c h w n i m b o ­
h a t e r ó w — m o r z a i króla, w ł a ś n i e m o r z e łączące l u d y
żyjące n a j e g o b r z e g a c h
u z y s k u j e pierwszeństwo. W
p i e r w s z y m rzędzie a n a l i z u j e b o w i e m F e r n a n d B r a u d e l
o w e t r w a ł e s t r u k t u r y , które w sposób n i e u ś w i a d o m i a n y p r z e z społeczeństwa i j e d n o s t k i t w o r z ą i m o k r e ś ­
l o n e w a r u n k i i wyznaczają z a k r e s możliwości r o z w o j u .
Do t a k i c h zaś s t r u k t u r należy m i ę d z y i n n y m i kształt
środowiska g e o g r a f i c z n e g o śródziemnomorskiego świata.
Później d o p i e r o o d w o ł u j e się d o k o n i u n k t u r a w i ę c
t e n d n e c j i z m i a n społecznych; t e n d e n c j i , których z a k r e s
c h r o n o l o g i c z n y j e s t już w d z i e l e F e r n a n d a B r a u d e l a d a ­
t o w a n y , które wykazują j e d n a k stabilność wystarczają­
cą b y „ w y p e ł n i ć " czas i europejską (po 1579) przestrzeń
władztwa F i l i p a I I . N a t y m wreszcie t l e rozpatruje
francuski historyk z d a r z e n i a
— ową barwną i m i ­
gotliwą m o z a i k ę poszczególnych faktów, g d z i e p r z y p a ­
d e k n a j b a r d z i e j zaskakujące p r o w o k u j e
niespodzianki,
g d z i e j e d n o s t k i kochają się i umierają, w y k a z u j ą p o d ­
łość i o d w a g ę , piszą k r o n i k i i planują p o l i t y c z n e w o l t y
n i e ś w i a d o m e zgoła istotności w p ł y w u j a k i s t r u k t u r y i k o ­
n i u n k t u r y w y w i e r a j ą n a i c h postępowanie, u c z u c i a , r o ­
z u m i e n i e świata... I to n a t y m w ł a ś n i e piętrze zdarzeń
s y t u u j e się s a m p r a c o w i t y i n i e u f n y , d r o b i a z g o w y i asce­
t y c z n y F i l i p I I . F i l i p I I d a l e c e m n i e j interesujący h i s t o ­
r y k a niż m o r z e . F i l i p I I — j e d n o s t k a .
B r o n i s ł a w G e r e m e k i W i t o l d K u l a w e w s t ę p i e do
polskiego
wydania
Morza
Śródziemnego...
zwracają
słusznie u w a g ę , b y b r a u d e l o w s k i e j t r i a d y : s t r u k t u r y —
k o n i u n k t u r y — z d a r z e n i a : n i e rozumieć j a k o d e t e r m i ­
nistycznego
układu p r z y c z y n o w o - s k u t k o w e g o .
I c h zda­
n i e m z n a c z e n i e t e j t r i a d y zasadza się p r z e d e w s z y s t k i m
n a u k a z a n i u j a k „różne są w y m i a r y czasowe, różne t e m ­
p a d z i a n i a się w h i s t o r i i " . K o n f r o n t a c j a zaś t y c h róż­
n y c h w y m i a r ó w c z a s o w y c h p o z w a l a z a s a d n i e wykazać,
„ ż e sprzeczność m i ę d z y synchronią a diachronią, m i ę d z y
badaniem
relacji
u t r w a l o n y c h i statycznych
niejako
układów, o r a z b a d a n i e m z m i a n w r o z w o j o w y m
ciągu
c h r o n o l o g i c z n y m , o k a z u j e się p o z o r n a i n i e m a l b e z p r z e d ­
m i o t o w a " . I n n y m i słowy zasługą F e r n a n d a B r a u d e l a b y ­
łaby t u w p i e r w s z y m rzędzie r e a l i z a c j a p o s t u l a t u , k t ó r y
oznaczyliśmy n a w s t ę p i e cyfrą 1. — „ w y k a z a n i u z siłą,
ż e h i s t o r y k zmagający się z d i a l e k t y k ą różnorodnych
czasów, b a d a n i e t y l k o z m i a n y w t o k u dziejów, lecz t a k ­
że t r w a ł o ś ć i " .
P o z w ó l m y sobie j e d n a k rozszerzyć nieco przesłanie
a u t o r a M o r z a Śródziemnego...
S t r u k t u r y w jego rozu­
m i e n i u r z e c z y w i ś c i e n i e determinują k o n i u n k t u r , t e zaś
z k o l e i zdarzeń. N i e determinują w t y m sensie, iż s t r u k ­
t u r y mają n i e j a k o c h a r a k t e r p r a w d z i w o ś c i o w y — n i e
określają w i ę c i określać n i e mogą konieczności w y s t ą ­
p i e n i a j a k i e j k o l w i e k k o n k r e t n e j , poszczególnej k o n i u n k ­
t u r y . P o d o b n i e z układu k o n i u n k t u r n i e w y ł a n i a j ą się
s a m e p r z e z się p r z e w i d y w a l n e z d a r z e n i a . Z d r u g i e j j e d ­
n a k s t r o n y wyznaczają
s t r u k t u r y zakres
koniunktur,
(a k o n i u n k t u r y — z d a r z e ń ) które wystąpić mogą, t w o r z ą
s u i g e n e r i s d e n o t a c j e , których k o n i u n k t u r y ( i o d p o w i e d d n i o — z d a r z e n i a ) są d e s y g n a t a m i . Oczywiście — j e s t
to p a r a l e l a o t y l e nieścisła, iż poszczególne
zdarzenie
okazać się może n a t y l e w a ż k i e , że jego konsekwencją
okażą się n a r o d z i n y n o w e j k o n i u n k t u r y . N i e z m i e n i a to
j e d n a k f a k t u , iż w c h w i l i z a i s t n i e n i a z d a r z e n i e t o z a ­
w i e r a ć się musiało c a ł k o w i c i e w j e d n e j z istniejących
k o n i u n k t u r l u b i c h układzie. T e zaś z k o l e i r o z p a t r y ­
w a ć się d a j a k o jedną z m o ż l i w o ś c i r e a l i z o w a n i a się
struktury. Relacje wewnętrzne t r i a d y : s t r u k t u r y — k o ­
n i u n k t u r y — z d a r z e n i a odpowiadają w i ę c w o g r o m n e j
m i e r z e z w i ą z k o m , k t ó r e R o l a n d B a r t h e s określa m i a n e m
„relacji h o m o l o g i c z n y c h " . O c z y w i ś c i e r e l a c j e t e są z r e ­
g u ł y nieuświadamiane.

�„ L u d z i e zawsze m i e l i w r a ż e n i e — pisze
Fernand
B r a u d e l w s z k i c u Historia
i, nauki
społeczne:
długie
trwanie
(tłum. p o l s k i e w : Historia
i trwanie,
Warsza­
w a 1971), — że żyjąc w s w o i m czasie pojmują także
z d n i a n a dzień j e g o p r z e b i e g . T a h i s t o r i a świadoma,
j a s n a , w y d a j e się już o d d a w n a w i e l u h i s t o r y k o m t y l ­
k o c z ę ś c i o w y m ujęciem, j e d n y m z p a s m d z i e j ó w . L i n g ­
w i s t y k a n i e d a w n o jeszcze uważała, że w s z y s t k o można
w y p r o w a d z i ć ze słów. H i s t o r i a zaś ż y w i ł a
iluzję, że
wszystko
można
wyprowadzić
z wydarzeń.
Niejeden
z n a s z y c h współczesnych skłonny będzie u w i e r z y ć , ża
o w s z y s t k i m z d e c y d o w a ł y p o r o z u m i e n i a w Jałcie czy
P o c z d a m i e (...) T y m c z a s e m h i s t o r i a nieświadoma
dzieje
się poza t e r e n e m o ś w i e t l o n y m , poza t y m i błyskami f l e ­
szów. (...) P r z e w r ó t — gdyż j e s t t o p r z e w r ó t u m y s ł o w y
— p o l e g a n a f r o n t a l n y m a t a k u na t e n o b s z a r
zaciem­
n i o n y , n a p r z y z n a n i u m u coraz szerszego m i e j s c a o b o k
—

czy n a w e t k o s z t e m — w a r s t w y
wydarzeniowej."
J a k widać wyodrębnione przez nas na wstępie pos­
t u l a t y 1. i 2. — zauważania l o n g u e durée, c z y l i s t r u k ­
tur
długiego t r w a n i a i uwzględniania
„historii
nie­
świadomej"
są w ł a ś c i w i e
dwojakim
sformułowaniem
jednej i t e j samej d y r e k t y w y . Człowiek m a b o w i e m
skłonność d o nadwartościowania s p e k t a k u l a r n e j w a r s ­
twy
zdarzeniowej
przy
jednoczesnym
zapoznawaniu,
czy n i e p o s t r z e g a n i u s t r u k t u r trwałych. U j a w n i a j ą c w i ę c
n i e ś w i a d o m e , n a w e t jeżeli w y c h o d z i m y o d p o j e d y n c z e ­
go zdarzenia, z m i e r z a m y ,
chcąc niechcąc w p r o s t
do
odsłonięcia mechanizmów k o n i u n k t u r i s t r u k t u r d ł u g i e ­
go t r w a n i a ; w y p r e p a r o w u j ą c t e s t r u k t u r y i k o n i u n k ­
t u r y w e d r z e ć się zaś m u s i m y p r z e b o j e m n a t e r e n y „ h i s ­
t o r i i n i e ś w i a d o m e j " niezbędnej do pojęcia sensu z d a ­
rzeń. T a k i e
postawienie
sprawy
rewolucjonizuje
już
j e d n a k r o z u m i e n i e pojęć t a k n a w e t p o d s t a w o w y c h , j a k
n p . „fakt h i s t o r y c z n y " . „ B o czyż obchodzić n a s w t e j
s y t u a c j i m o ż e f a k t s a m w sobie, t e n r z e k o m y
atom
materii historycznej? — zapytuje L u c i e n Febvre w
Spo­
rach
o historię
(Combats
pour
l'histoire,
P a r i s 1953)
— W e ź m y choćby zabójstwo H e n r y k a I V p r z e z R a v a i l l a c a . Jest l i t o f a k t — a t o m ? — A l e ż z e c h c i e j m y go
rozłożyć n a e l e m e n t y
m a t e r i a l n e i d u c h o w e , złożone
r e z u l t a t y p r a w ogólnych, szczegółowszych
okoliczności
c h a r a k t e r y s t y c z n y c h d l a m i e j s c a i czasu, czy
wreszcie
cech i n d y w i d u a l n y c h j e d n o s t e k , które d z i s i a j
sławne
jeszcze l u b całkiem z a p o m n i a n e , o d e g r a ł y w s z e l a k o rolę
w t a m t e j t r a g e d i i . . . Jakże s z y b k o s t a n i e m y w e b e c m n o ­
gości cząsteczek i e l e m e n t ó w z a g m a t w a n e g o ,
wieloas­
pektowego systemu..."
O c z y w i ś c i e — w i e l e e l e m e n t ó w tego s y s t e m u n i e
j e s t i n i e może być o p i s a n y c h w d i a r i u s z a c h , k r o n i ­
kach, d y p l o m a t y c z n y c h elaboratach... T a k i e
nowe r o ­
z u m i e n i e i s t o t y f a k t u h i s t o r y c z n e g o pociągać w i ę c za
sobą m u s i r e w o l u c y j n e r o z s z e r z e n i e r e p e r t u a r u w y k o ­
r z y s t y w a n y c h przez historyków źródeł (i z m i a n ę m e ­
t o d i c h k r y t y k i — toż s a m d o k u m e n t też m u s i zostać
„ z d e s t r u k t u r y z o w a n y " a b y ujawnić w a r u n k i w których
powstał). Z j e d n e j s t r o n y N o u v e l l e H i s t o i r e rozszerzy
w i ę c p r a c e n a d historią umysłowości, w y o b r a ż e ń , r e l i ­
gijności, k u l t u r y m a t e r i a l n e j , m a r g i n e s ó w społecznych,
s t r u k t u r społecznych i g o s p o d a r c z y c h . . . ;
z drugiej
w j a k o ś c i o w o n o w y m z a k r e s i e o d w o ł u j e się do badań
i n t e r d y s c y p l i n a r n y c h — do zdobyczy t a k i c h n a u k , j a k
antropologia
kultury
(przede wszystkim!), statystyka,
s o c j o l o g i a , h i s t o r i a s z t u k i , e k o n o m i a etc. etc.
Przyszłość t a k u p r a w i a n e j h i s t o r i i może być d w o ­
j a k a : „Albo — p r z e w i d u j e Jacques L e G o f f w ency­
k l o p e d i i La Nouvelle
Histoire
( P a r i s 1978) — i n w e s t u ­
jąc coraz w i ę c e j n a t e r e n a c h i n n y c h n a u k społecznych
w c h ł o n i e j e w r e s z c i e t w o r z ą c panhistorię — g l o b a l n a
naukę o c z ł o w i e k u , o l u d z i a c h i czasie; a l b o d o k o n a

się f u z j a pomiędzy t r z e m a najbliższymi n a u k a m i s p o ­
łecznymi — historią, antropologią k u l t u r y i socjologią.
W t y m o s t a t n i m p r z y p a d k u proponowałbym
ochrzcze­
nie nowej dyscypliny m i a n e m a n t r o p o l o g i i h i s t o r y c z n ej..."
Czy p r z e w i d y w a n i a J a c q u e s a L e G o f f a mają r e a l ­
ne szanse spełnienia się? — C h y b a t a k . Można b o ­
w i e m śmiało p o w i e d z i e ć , iż czołowi a d h e r e n c i N o u v e l l e
H i s t o i r e posunęli się już w s w o i c h dziełach n a sanie
p r z e d p o l a k r a i n y a n t r o p o l o g i i h i s t o r y c z n e j i t o — co
w i ę c e j — z w i e l u s t r o n jednocześnie. B y n i e być g o ł o ­
słownym
wymieńmy
garść
chociaż
najważniejszych
nazwisk i tytułów:
P h i l i p p e A r i è s ( u r . 1914) — h i s t o r y k w y o b r a ż e ń
człowieka n a t e m a t j e g o e g z y s t e n c j i i m i e j s c a w spo­
łeczeństwie. W s ł a w i o n y p r z e d e w s z y s t k i m Historią
po­
pulacji
francuskich
i ich stosunku
do życia (od X V H I
w . ) , P a r i s 1948, o r a z a r c y d z i e ł e m Człowiek
wobec
śmier­
ci, P a r i s 1977, w k t ó r y m p r z y w y k o r z y s t a n i u n i e z w y ­
k l e w s z e c h s t r o n n e j b a z y ź r ó d ł o w e j d o k o n u j e przeglądu
postaw
w o b e c śmierci społeczeństw
europejskich od
średniowiecza po dzień dzisiejszy.
M a r c B l o c h ( u r . 1886, z a m o r d o w a n y p r z e z h i t l e ­
r o w c ó w w 1944) — C z o ł o w y , o h o k F e r n a n d a B r a u d e l a
i L u c i e n a Febvre'a, p r e k u r s o r Nouvelle Histoire. Gros
s w o i c h dzieł poświęcił h i s t o r i i społeczeństw w i e j s k i c h ,
już w p i e r w s z y m z n i c h — z a p o z n a n y m n i e s t e t y p r z e z
e t n o l o g ó w — K r ó l o w i e C u d o t w ó r c y ( P a r i s 1924) ukazał
fascynującą p e r s p e k t y w ę możliwości h i s t o r y c z n e g o u j ­
mowania
zjawisk
ludowej
kultury
tzw. „duchowej".
Z a m k n ą ł swój b o g a t y d o r o b e k pozycją symboliczną —
w y d a n ą pośmiertnie Apologią
historii
i zawodu
histo­
ryka
( P a r i s 1976), g d z i e r a z jeszcze ukazał jedność c n lów a n t r o p o l o g i i i h i s t o r i i porównawczej.
Fernand B r a u d e l
( u r . 1902) — Prócz
wymie­
n i o n y c h p r a c tłumaczonych n a j ę z y k p o l s k i , r ó w n i e ż
m . i n . : Kultura
materialna
a kapitalizm
( X V — X V I I I w.),
P a r i s 1967; Morze
Śródziemne
— przestrzeń
i
czas,
P a r i s 1977.
A n d r é B u r g u i è r e ( u r . 1938) — H i s t o r y k s t r u k t u r pokrewieństwa i r o d z i n y , organizator i n t e r d y s c y p l i ­
n a r n y c h badań s o c j o - h i s t o r y c z n y c h , m e t o d o l o g a n t r o p o ­
logii historycznej.
Lucien
Febvre
(1878—1956)
—
Współzałożyciel
( w r a z z M . B l o c h e m ) o r g a n u N o u v e l l e H i s t o i r e — słyn­
nego p i s m a „ A n n a l e s " , w k t ó r y m w l a t a c h 1929—1948
p u b l i k u j e 924, a o d 1948 do 1956 dalsze 371 a r t y k u ł ó w
i n o t poruszających z a g a d n i e n i a n i e m a l w s z e l k i c h d y s ­
cyplin
historycznych
i nauk pokrewnych.
Głównym
w s z e l a k o k i e r u n k i e m j e g o zainteresowań, któremu dał
w y r a z z a r ó w n o w p o m n i k o w y c h dziełach ( n p . :
Probien
niewiary
w XVI
w. — religia
Rabelais'go,
P a r i s 1942)
j a k i w w i e l u szkicach metodologicznych, były owocne
próby
kreowania
historii
wyobrażeń
zbiorowycli,
a więc r o z w i j a n i a n a płaszczyźnie d i a c h r o n i c z n e j osiąg­
nięć E m i l a D u r k h e i m a i M a r c e l a
Maussa.
J a c q u e s L e G o f f ( u r . 1924) — M e d i e w i s t a , w s p ó ł ­
r e d a k t o r „ A n n a l e s " i — jakże t o c h a r a k t e r y s t y c z n e p o ­
łączenie d l a N o u v e l l e H i s t o i r e — „Ethnologie F r a n ç a i ­
se", i n s p i r a t o r i k i e r o w n i k w y d a w a n y c h p r z e z F l a m m a ­
r i o n s e r i i : „Etnologia H i s t o r y c z n a " o r a z „ T r a d y c j e i C o ­
dzienność", czołowy i d e o l o g i m e t o d o l o g N o u v e l l e H i s ­
toire zainteresowany
p r z e d e w s z y s t k i m analizą s t r u k ­
t u r długiego t r w a n i a i k o n i u n k t u r , acz l i c z n e j e g o p r a c e
( m . i n . tłumaczone n a j ę z y k p o l s k i : Inteligencja
w
wie­
kach
średnich,
W a r s z a w a 1966 i Kultura
średniowiecz­
nej Europy,
W a r s z a w a 1970) są p a n o r a m a m i k o n i u n k t u r
w p i e r w s z y m rzędzie. S t r u k t u r y pozostają w n i c h na
d a l s z y m p l a n i e — i c h postrzeżenie p o z o s t a w i o n e
jest
niejako
i n t e l i g e n c j i c z y t e l n i k a . Za to
przedstawienie

123

I

�strony zdarzeniowej realizuje wirtuozersko postulat L u c i e n a F e b v r e ' a . Z d a r z e n i a przestają być j e d y n y m t w o ­
r z y w e m d z i e j ó w — stają się i c h ilustracją.
W pośpiechu w y l i c z m y jeszcze François F u r e t a , G u y
Bois, E m m a n u e l a L e R o y L a d u r i e , M i c h e l a
Vovelle...
A przecież N o u v e l l e H i s t o i r e n i e kończy się w e F r a n c j i ,
że W i S p o m n i m y t y l k o n a j z n a k o m i t s z e n a z w i s k a : B r o n i s ­
ław Geremek, Aleksander Gieysztor, W i t o l d K u l a (Pol­
ska), N a t a l i e Z e m o n D a v i s ( U S A ) , A r o n G u r i e w i c z , M i ­
chaił B a c h t i n ( Z S R R ) , C a r l o G i n z b u r g ( W ł o c h y ) . N i e
b r a k też N o u v e l l e H i s t o i r e w y b i t n y c h m ł o d y c h k a d r :
J a c q u e s R e v e l ( u r . 1942), R o g e r C h a r t i e r ( u r . 1945),
Jean-Claude
S c h m i t t ( u r . 1946), J a c e k
Banaszkiewicz
( u r . 1947)... Z a i s t e , niemały j e s t potencjał i n t e l e k t u a l ­
ny niedalekiej antropologii historycznej.
Wobec niej etnologia s t r u k t u r a l n a . S t r u k t u r y dłu­
g i e g o t r w a n i a , czy s t r u k t u r y n i e k i e d y w r o d z o n e — spór
wobec ograniczonego
zasięgu źródeł, p r a k t y c z n i e b e z ­
p r z e d m i o t o w y . K o n i u n k t u r y — czy d e n o t a c j e ;
zdarze­
n i a — czy d e s y g n a t y , kłótnia w ł a ś c i w i e o słowa. P o ­
rażki
strukturalnych
„uniwersalistów"
wykazały
zaś
i bez p o m o c y N o u v e l l e H i s t o i r e konieczność p r e c y z y j ­
nego p r z e s t r z e g a n i a z a s a d y c z a s o p r z e s t r z e n n e j
jedności
pochodzenia
m i t e m ó w — desygnatów. W i ę c ?
Wydaje
się, że p r z e d s t a w i c i e l e o b u d y s c y p l i n stają t u p r z e d
p y t a n i e m e l e m e n t a r n y m : czy o d m i e n n e t r a d y c j e śro­
dowiskowe,
różne f r a z e o l o g i e
naukowe
i
różnorodne
upiory
n i e zdołają
zaćmić
perspektywy
wspólnych
punktów
dojścia
i j e d n a k i e j , pasjonującej
do
nich
drogi!
A swoją drogą j e s t s w o i s t y m p a r a d o k s e m , iż s p o t ­
k a n i e historyków i e t n o l o g ó w nastąpić m o ż e d o p i e r o n a
g r u n c i e m e t o d y s t r u k t u r a l n e j — m e t o d y , którą w ł a ś n i e
za r z e k o m y a h i s t o r y z m odsądzano od czci i w i a r y .
L.S.

WŁADIMIR JAKOWLEWICZ

PROPP

P r o p p (1895—1970) f o l k l o r y s t a i e t n o l o g r a d z i e c k i , p r o ­
fesor k a t e d r f o l k l o r u i l i t e r a t u r y r o s y j s k i e j U n i w e r s y ­
tetu Leningradzkiego.
Chronologia
pięciu najważniejszych
dzieł
Proppa
d a j e w i e l e d o myślenia; przegląd i c h zawartości u j a ­
w n i a , w j a k z n a m i e n n y a n i e t y p o w y sposób zmieniała
się w przeciągu 40 l a t o r i e n t a c j a b a d a w c z a
autora.
Pierwsza,
młodzieńcza n i e l e d w i e r o z p r a w a , s t r u k t u r a l no-typologiczna
Morfologia
skazki,
Leningrad
1928
(Morfologia
bajki,
Warszawa
1976) j e s t n a t y l e p r e ­
k u r s o r s k a , że s k r y t y k o w a n a za „ f o r m a l i s t y c z n e p o d e j ś ­
c i e " — przeżyje swe p r a w d z i w e n a r o d z i n y dopiero w
l a t a c h 6 0 - t y c h , w y n i e s i o n a n a światło d z i e n n e w E u r o ­
p i e p r z e z triumfujący w t e d y s t r u k t u r a l i z r n . I n i g d y już
p o t e m nie powróci P r o p p
do t a k i e g o t y p u
analizy.
S k i e r u j e się k u s t u d i o m g e n e t y c z n o - h i s t o r y o z n y m , , g d z i e
m o t y w y f o l k l o r y s t y c z n e — b a j k i i e p o s u — będzie w y ­
jaśniał w o p a r c i u o a r c h a i c z n e w y o b r a ż e n i a m i t o l o ­
g i c z n e i działania r y t u a l n e . I c h p o d s u m o w a n i e s t a n o w i
nawiązujące jeszcze do F r a z e r a o b s z e r n a p r a c a
Jstoriczeskije
korni
wolszebnoi
skazki,
L e n i n g r a d 1946 o r a z
szereg
towarzyszących
jej
artykułów;
najciekawsze
z n i c h zostały o s t a t n i o z e b r a n e w t o m F o l k l o r i
diejstwitielnost.
Izbrannyje
statu,
M o s k w a 1976, k t ó r y p o ­
t r a k t u j m y j a k o trzecie opus a u t o r a . Bibliografię z a m y ­
kają m . i n . podsumowujący b a d a n i a a u t o r a n a d d z i e j a ­
m i e p o s u b o h a t e r s k i e g o Russkij
gieroiczeskij
epos,
Le­
n i n g r a d 1955 oraz n a j b a r d z i e j t r a d y c y j n e , n a j m n i e j o d ­
k r y w c z e o p r a c o w a n i e r o s y j s k i c h świąt d o r o c z n y c h R u s skije
agrarnyje
prazdniki.
Opyt
istoriko-etnograficzeskogo issledowania,
L e n i n g r a d 1963.

224

A więc, z p u n k t u w i d z e n i a k o l e j n o
triumfujących
k i e r u n k ó w n a u k o w y c h , j a k b y u s t a w i c z n y regres. N a t o ­
m i a s t s a m a u t o r z p e r s p e k t y w y l a t oceniał b i e g s w e j
d r o g i n a u k o w e j j a k o przyjęty ś w i a d o m i e i n a t u r a l n y .
Sądzę, że s k o k j a k i d z i e l i d w i e p i e r w s z e książki P r o p p a
s t a n o w i interesujący p r z y k ł a d p o r z u c e n i a badań n a d
strukturą formalną
tekstów, n a d i c h syntaktyką n a
rzecz studiów n a d i c h p o c h o d z e n i e m o r a z
znaczeniem,
semantyką, któremu w a r t o p r z y j r z e ć się b l i ż e j .
Morfologia
bajki
odsłoniła
niedostrzeżone
dotąd
p r z e z f o l k l o r y s t ó w regularności układu b a j k i (czy ściś­
l e j : t e j j e j o d m i a n y , którą n a z y w a się magiczną, cza­
rodziejską l u b po p r o s t u baśnią) i stała się pracą f u n ­
damentalną d l a n o w o c z e s n y c h
badań w z a k r e s i e
for­
m a l n e j s t r u k t u r y tekstów f o l k l o r u . A u t o r u d o w a d n i a
t y m s a m y m jedność g a t u n k u , co dotąd, w o b e c różno­
rodności k o n k r e t n y c h szczegółów, p r z y j m o w a n e b y ł o r a ­
czej i n t u i c y j n i e — a c z y n i t o p r z e z w y k a z a n i e n a p r ó ­
b i e s t u b a j e k r o s y j s k i c h jednolitości s c h e m a t u s t r u k t u ­
r a l n e g o m i m o zmienności m o t y w ó w . Co z n a c z y t u sło­
w o „ s t r u k t u r a " i j a k zostaje o n a odsłonięta?
Pierwsza
o p e r a c j a , prowadząca, d o u j a w n i e n i a stałego s c h e m a t u ,
p o l e g a n a p o d z i e l e n i u baśni n a ciąg k o l e j n y c h w y d a ­
rzeń. K a ż d a z t a k i c h k i l k u z d a n i o w y c h s e k w e n c j i zostaje
następnie z r e d u k o w a n a
do j e d n e g o krótkiego
zdania
(1. R o d z i c e opuszczają d o m . 2. Zakazują d z i e c i o m w y ­
chodzić. 3. D z i e c i idą do l a s u i t d . ) . Z d a n i a te dadzą
się p r z e f o r m u l o w a ć t a k , że każda a k c j a z o s t a j e
opi­
sana j e d n y m s ł o w e m , r z e c z o w n i k i e m w y r a ż a j ą c y m c z y n ­
ność ( 1 . Odejście. 2. Z a k a z . 3. N a r u s z e n i e z a k a z u ) . I o t o
o k a z u j e się, że p r z y całej zmienności osób
działają­
c y c h i i c h atrybutów, działania p o w o d u j ą c e
rozwój
a k c j i — n a z y w a n e p r z e z P r o p p a dość m y l ą c o f u n k c j a ­
m i — n i e zmieniają
się. W każdej b a j c e
magicznej
l i c z b a i c h j e s t stała (31), także i c h następstwo — co
d l a samego a u t o r a było największym zaskoczeniem
—
pozostaje
n i e z m i e n n e . Okazało się też, ż e b a j k a m a ­
g i c z n a m a stałą liczbę p o s t a c i ( w t e r m i n o l o g i i P r o p p a
r ó l : p r z e c i w n i k , d o n a t o r , p o m o c n i k i t p . r a z e m 7).
A z a t e m „struktura" — schemat f o r m a l n y w s z y s t ­
k i c h baśni m a g i c z n y c h j e s t t e n s a m , a składa się n a ń :
1. I d e n t y c z n e l i n i o w e następstwo 31 p o w t a r z a l n y c h d z i a ­
łań c z y l i f u n k c j i
oraz 2. Stały z e s t a w 7 realizują­
c y c h j e postaci c z y l i r ó l . I chyba właśnie P r o p p o w s k i
p o m y s ł przesunięcia p u n k t u a n a l i z y z przyciągających
dotąd u w a g ę b a d a c z y a obciążonych konkretnością „ m o ­
t y w ó w " na a b s t r a k c y j n i e sformułowane „funkcje" sta­
n o w i o prekursorsfcostrukturalnym charakterze tej p r a ­
cy. Z p e r s p e k t y w y s t r u k t u r a l i s t y c z n e j g o d n y o d n o t o w a ­
n i a j e s t też f a k t sformułowania większości f u n k c j i
w
języku o p o z y c j i b i n a r n y c h (brak, l i k w i d a c j a ; zakaz, n a ­
ruszenie itd.).
Czy
z takiego
formalnego
schematu
następstwa
f u n k c j i ( P r o p p nadał m u n a w e t postać z a p i s u l i t e r o w o - g r a f i c z n e g o ) coś w y n i k a ? N i e l e k c e w a ż m y
celowości
a b s t r a k c y j n y c h schematów — d o w o d e m
choćby p r z y ­
datność
Van
Gennepowskiej
strukturyzacji
obrzędu
przejścia. Jednolitość s c h e m a t u p o z w a l a
n a hipotezę
o genetycznym
wręcz
charakterze:
„wszystkie
bajki
( m a g i c z n e ) można w y p r o w a d z i ć z b a j e k
o porwaniu
k r ó l e w n y p r z e z s m o k a " (Morfologia
bajki,
s. 202). Z d a ­
niem Proppa
t a właśnie b a j k a n a podobieństwo
„ p i e r w o r o ś l i n y " G o e t h e g o , którego rozważania o m o r f o ­
l o g i i roślin stanowią m o t t a k o l e j n y c h r o z d z i a ł ó w — z a ­
w a r ł a w sobie p r a f o r m y w s z y s t k i c h późniejszych o d ­
m i a n , zdeterminowała
specyfikę
gatunku i
stanowi
o jednolitej jego s t r u k t u r z e
T a k i e p o d s u m o w a n i e oznacza w y j ś c i e poza m o r f o ­
logię i p o z a analizę układu, k o m p o z y c j i . W e d ł u g s a ­
mego autora badanie f o r m y stanowi dopiero pierwszy,

�niewdzięczny
etap,
„czarną
robotę"
nieodzowną
dla
d a l s z y c h badań, p o r ó w n a w c z y c h i g e n e t y c z n y c h . D o ­
p i e r o b o w i e m p o d odsłonięty m o d e l „ s y n t a g m a t y k i m e t a f a b u l a r n e j " ( t e r m i n E. M e l e t y ń s k i e g o ) można podłożyć
o d p o w i e d n i materiał e t n o g r a f i c z n y , będący bazą g e n e ­
tyczną b a j k i . I odtąd n i e m a już w p r a c a c h P r o p p a
a w a n g a r d o w e g o s t r u k t u r a l i z m u , jest j e d n a k w i e l e i n t e ­
resującej e t n o l o g i i , w s p ó ł b r z m i ą c e j z t y m co p r e z e n t u j e
ówczesna a n g l o s a s k a „szkoła m i t u i r y t u a ł u " (E. O.
James, J . Weston i in.). J a k i t a m c i reprezentuje P r o p p
przekonanie, że n a wczesnych e t a p a c h r o z w o j u f o l k l o r u
decydującą rolę odegrała j e g o zależność o d r z e c z y w i s ­
tości e t n o g r a f i c z n e j i t y l k o w t y m z w i ą z k u m o ż e być o n
wyjaśniony.
W swej pracy o historycznych korzeniach bajki m a ­
g i c z n e j k o n c e n t r u j e się z a s a d n i c z o n a j e d n y m o b r z ę ­
dzie j a k o p i e r w o w z o r z e b a j k i : na p l e m i e n n e j i n i c j a c j i .
U n i k a dzięki t e m u e l e k t y z m u , c h a r a k t e r y s t y c z n e g o d l a
rytualistów (zwłaszcza d l a d y l e t a n c k i e g o L o r d a R a g l a n a , który n p . w m i c i e o E d y p i e w i d z i zapis t r z e c h o b ­
rzędów:
narodzinowego,
weselnego
i pogrzebowego).
W e d l e P r o p p a — idącego t u za sugestią F r a z e r a i śla­
d e m P. S a i n t y v e s a , który p o d o b n i e a n a l i z o w a ł
bajki
P e r r a u l t a — baśniowa w y p r a w a d o i n n e g o królestwa
odpowiada
inicjacyjnemu pobytowi
w
odizolowanym
miejscu,
symbolizującym
zaświaty,
gdzie
młodociany
adept zostaje p o d d a n y t o r t u r o m i i n n y m zabiegom s y m ­
bolizującym uśmiercanie go ( p o r . b a j k o w e
męczarnie,
t r u d n e z a d a n i a i t d . ) ; z tego s p o t k a n i a z d u c h a m i p r z o d ­
ków wraca w nowej, odrodzonej postaci, otrzymawszy
od n i c h w p r o w a d z e n i e w t a j n i k i p l e m i e n n e j m a g i i oraz
a u t e n t y c z n e t a l i z m a n y (stąd baśniowy s k a r b ) ; j a k o d o j ­
r z a ł y odtąd członek społeczności u p r a w n i o n y j e s t d o
r o b y ; stąd „ l i k w i d a c j a b r a k u " j a k o z a d a n i e b o h a t e r a ,
n p . o d n a l e z i e n i e p o r y w a n y c h p r z e z p t a k a jabłek.
P r o p p o d n a j d u j e dziesiątki a n a l o g i i p o m i ę d z y m o ­
t y w a m i b a j k i e u r o p e j s k i e j a szczegółami p r a k t y k
ini­
c j a c y j n y c h u p l e m i o n w s z y s t k i c h i n n y c h kontynentów,
n i e krępując się p r z y t y m k w e s t i a m i odległości g e o g r a ­
f i c z n y c h i różnic k u l t u r o w y c h . N a ogół są o n e zresztą
t r a f n e , choć c z a s e m z d u m i e w a j ą c e w s w e j dosłowności,
j a k w t e d y , g d y o p i s c h a t k i B a b y J a g i — „na j e d n e j
nóżce" — z b a j k i rosyjskiej zostaje zestawiony z i d e n ­
t y c z n y m o p i s e m a r c h i t e k t u r y d o m u i n i c j a c y j n e g o gdzieś
n a M a l a j a c h , a l b o g d y o k a z u j e się, ż e t r z y l a t a j a k i e
bajkowy
bohater musi
spędzić n a służbie w d o m u
r o z b ó j n i k ó w , paląc t a m w p i e c u , o d p o w i a d a j ą d o k ł a d ­
nie t r z e m l a t o m p o b y t u adepta w i n i c j a c y j n y m d o m u
mężczyzn w r a m a c h w p r o w a d z e n i a d o indiańskich t a j ­
n y c h z w i ą z k ó w , p r z y c z y m j e g o posługową funkcją j e s t
w ł a ś n i e p r z y n o s z e n i e d r e w n a opał.
P r o p p n i e poprzestaje n a u k a z a n i u związków na
l i n i i b a j k a - r y t u a ł ; w i d z i także zależność między bajką
a m i t e m . W a r s t w a i n i c j a c y j n a w baśni j e s t b o w i e m
uzupełniona o przekształcone w y o b r a ż e n i a m i t o l o g i c z n e
n a t e m a t w ę d r ó w k i d u s z y w zaświaty, a p r z e d e w s z y s t ­
k i m o s z a m a n i s t y c z n e o b r a z y l o t u n a t a m t e n świat w
p o s z u k i w a n i u duszy chorego, p o r w a n e j przez d u c h a cho­
r o b y ; stąd „ l i k w i d a c j a b r a k u " j a k o z a d a n i e
bajkowego
bohatera, n p . odnalezienie
porywanych
przez p t a k a
jabłek.
W e wszystkich przypadkach (inicjacje, szamanizm,
wyobrażenia eschatologiczne
na t e m a t śmierci) m a m y
d o c z y n i e n i a z zasadniczą ideą w y p r a w y n a t a m t e n
świat, przejścia między ż y c i e m a śmiercią. P r o p p a n a ­
l i z u j e na m a t e r i a l e f o l k l o r y s t y c z n y m i e t n o g r a f i c z n y m
o w e d w a porządki, d w a ś w i a t y k t ó r y m p r z y p i s a n e są
w ł a ś c i w e z a c h o w a n i a s y m b o l i c z n e , d y c h o t o m i c z n i e zes­
t a w i o n e „znaki ż y c i a " i „znaki śmierci". W i n t e r e s u ­
jącej r o z p r a w i e Ritualnyj
śmiech
w jolklorie
prezen­

t u j e szerzej witalną symbolikę śmiechu n a t l e i n n y c h
z n a k ó w życia, d o których z a l i c z a też m o w ę , w i d z e n i e ,
z a p a c h ciała i i n n e o b j a w y f i z j o l o g i c z n e . W t y c h k a ­
t e g o r i a c h a n a l i z u j e m i t o l o g i c z n e i b a j k o w e m o t y w y śle­
p e j strażniczki d r o g i w zaświaty, która usiłuje r o z ­
śmieszyć
szamana
(a także b a j k o w e g o
śmiałka), b y
s p r a w d z i ć c z y m a p r a w o przejść d o k r a i n y u m a r ł y c h
(Folklor
i diejstwitielnosł,
s. 179—204).
Sumując: b a j k a — m i t — rytuał stanowią t r z y
wierzchołki
trójkąta
połączone z w i ą z k a m i
odpowiedności; baśniowa d r o g a p r z e z las o d p o w i a d a
zarówno
r e a l n e m u gąszczowi — m i e j s c u p l e m i e n n y c h i n i c j a c j i ,
j a k i l a s o w i oddzielającemu s i e d z i b y z m a r ł y c h w m i ­
tologii plemiennej, przy
c z y m także między
dwoma
ostatnimi elementami istnieje wzajemny
związek.
Propp
wychodzi
jednak
daleko
poza
koncepcję
bajki
jako odzwierciedlenia
etnograficznej
rzeczywis­
tości a r c h a i k i . D o s t r z e g a p o w a ż n e przekształcenia s e n s u
wynikłe z dezaktualizacji historycznej, z z a p o m i n a n i a
z n a c z e n i a odchodzącego w przeszłość rytuału, co p r o ­
w a d z i d o z n a m i e n n y c h o d w r ó c e ń s e n s u : w b a j c e to
d z i e c i torturują Jagę, co w p r a w d z i w e j i n i c j a c j i b y ł o ­
b y przecież n i e d o pomyślenia. N a p o d o b n e j z a s a d z i e
w s w y c h o s t a t n i c h p r a c a c h a n a l i z u j e epos j a k o p r z e ­
kształcony, o d w r ó c o n y m i t , u k a z u j e k o l e j n e w a r s t w y
znaczeniowe obrzędów a g r a r n y c h .
Extremalmy
przejaw
podejścia
h i s t o r y c y stycznego
s t a n o w i i n t e r p r e t a c j a m i t u o E d y p i e : Edip
w
swietie
folklora
( w : ) Folklor
i diejstwitielnost,
s. 258—299. U k a ­
z u j e o n a — w z g o d z i e z obowiązującą w ó w c z a s z a ­
sadą
„staidialiności" —
przekształcanie
treści z n a c z e ­
n i o w y c h w r a z z następstwem k o l e j n y c h stadiów r o z ­
w o j u społecznego, zwłaszcza z przejściem o d m a t r i a r ­
c h a t u do p a t r i a r c h a t u . T a k j a k b a ś n i o w e w y o b r a ż e n i e
s k r z y d l a t e g o r u m a k a unoszącego b o h a t e r a m i a ł o b y być
r e z u l t a t e m nałożenia w y o b r a ż e ń późniejszych, z o k r e s u
p r z y s t o s o w a n i a k o n i a j a k o zwierzęcia
transportowego
n a wcześniejszą koncepcję p t a k ó w j a k o n o s i c i e l i d u s z ,
tak
również
najbardziej
charakterystyczne
elementy
m i t u o E d y p i e (ojcobójistwo, k a z i r o d z t w o ) mają
sta­
n o w i ć n i e s w o i s t e , e l e m e n t a r n e treści z n a c z e n i o w e , a l e
być h y b r y d a m i z r o d z o n y m i
z przeniesienia
„starych
k o n f l i k t ó w n a n o w e s t o s u n k i społeczne". „ M o t y w E d y ­
pa
w y t w o r z y ł się w r e z u l t a c i e p r z e n i e s i e n i a w r o g i c h
stosunków panującego — o j c a do męża córki, zięcia —
następcy n a następcę •— s y n a , zaś r o l i córki w ł a d c y ,
j a k o przekazującej t r o n p r z e z m a ł ż e ń s t w o —• n a w d o w ę
po w ł a d c y " (tamże, s. 29).
Ogarniając całą linię r o z w o j u p r a c P r o p p a , „a n i e
t y l k o każdą z n i c h o d d z i e l n i e " , z a u w a ż y ć t r z e b a p e w n ą
nieciągłość, zwłaszcza
pomiędzy
dwiema
pierwszymi,
najważniejszymi. W b r e w
ogólnie w y r a ż o n e m u
przeko­
n a n i u s a m e g o a u t o r a w y d a j e się, że p u n k t wyjścia a n a ­
l i z y w d r u g i e j (złożona o d p o w i e d n i o ś ć :
bajka-rytuał)
w c a l e n i e p o k r y w a się i n i e w y n i k a z p u n k t u dojścia
pierwszej
( s t w i e r d z o n a czy s u g e r o w a n a
odpowiedniość
s t r u k t u r y b a j k i i p r o t o - b a j k i , m i t u ) . Levi-iSitrauss oce­
niając samą M o r f o l o g i e bajki
zauważa w n i e j r o z d a r ­
c i e m i ę d z y „złudą f o r m a l i z m u " ( o n także p o w t a r z a t e n
s t a r y z a r z u t ) a „obsesją wyjaśniania h i s t o r y c z n e g o " ; p o ­
r ó w n u j e w r ę c z tę pracę do „ g r a m a t y k i bez s ł o w n i k a "
(łan. bez r e a l i ó w e t n o g r a f i c z n y c h ) . Jeśli pozostać n a
j e g o s t a n o w i s k u , t o drugą t r z e b a b y nazwać
„słowni­
k i e m bez g r a m a t y k i " . S u m a dzieł P r o p p a n i e j e s t w i ę c
może o p t y m i s t y c z n y m przykładem możliwości płynnego
przejścia o d m e t o d o l o g i i f o r m a l n o - i s t r u k t u r a l n e j do b a ­
dań h i s t o r y c z n y c h i s e m a n t y c z n y c h . N a t o m i a s t każde
z n i c h z o s o b n a s t a n o w i k l a s y c z n y j u ż dziś przykład
analizy
materiału f o l k l o r y s t y e z n o - e t n o g r a f i c z n e g o ,
mo­
d e l o w y w swej k o n w e n c j i badawczej.
J.S.W.

125

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10596" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10574">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8a8ef2a0a707d87f825147b2e0cee582.pdf</src>
        <authentication>27abab5b19bbc5885c274ab6549424a9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126241">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3417</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126242">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126243">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3203</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126244">
                <text>Antropologia kultury w Polsce - dziedzictwo, pojęcia, inspiracje (materiały do słownika, cz. III) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126245">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.1, s.58-60</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126246">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew [et al.]</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126247">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126248">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126249">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126250">
                <text>Zbigniew Benedyktowicz
Czesław Robotycki
Ludwik Stomma
Jerzy S. Wasilewski

ANTROPOLOGIA KULTURY W POLSCE -

DZIEDZICTWO, POJĘCIA, INSPIRACJE

MATERIAŁY D O SŁOWNIKA, CZ. III

TARTU I RADZ'ECKA SEMIOTYKA

tycznymi

KULTURY

wszelkie

uporządkowane

wyższe,

sposoby

nadbudowane

wyrażania

nad

językowymi,

informacji,

posiadająco

Z a c z y n i j m y o d sprostowania: mówienie o ,,szkole w T a r t u ' " .

swoją gramatykę i słownictwo — systemy a r t y s t y c z n e , religijno

— j a k to się u nas przyjęło — jest właściwe t y l k o z wydawniczego

i t d . Realizacją danego s y s t e m u semiotycznego jest każdorazowo

p u n k t u widzenia. P r z y t a m t e j s z y m b o w i e m uniwersytecko w y ­

tekst—elementarna

dawany

często używane, zwłaszcza przez

jest z i n i c j a t y w y pioniera g r u p y , J u r i j a Łotmana jej

jednostka

kultury.

Pojęcie

Łotmana

—

tekstu

oznacza

—

dużo

organ —- , , T r u d y po z n a k o w y m s i s t i e m a m " , j a k też inne p u b l i ­

więcej niż t y l k o zapis w y p o w i e d z i , odnosić się może n p . również

kacje

do obrzędu j a k o „tekstu z a c h o w a n i a " . Jest n i m każda 1 — wy­

zbiorowe,

z innymi

których a u t o r z y są j e d n a k n a ogół związani

ośrodkami, a przede

strukturalno-typologioznyeh

w s z y s t k i m z sektorom badań

moskiewskiego

noznaw-stwa i Bałtuistyki A k a d e m i i

Nauk

Instytutu
ZSRR

Slowia-

(Wiaczesław

rażająca system semiotyczny,

2 —

odgraniczona

od ,,nic -

tekstów", 3 — s t r u k t u r a l n a całość o wewnętrznej organizacji.
Pojęcie „system modelujący" oddaje z kolei tę właściwość

I w a n o w , Władimir Toporów i i n . ) . Oczywiście ,.szkoła M o s k w a —

s y s t e m u znakowego,

T a r t u " nio s t a n o w i wyraźnie z u n i f i k o w a n e j g r u p y , przynależność

b u d o w y z jego pomocą m o d e l i świata l u b jogo fragmentów.

do której byłaby określona f o r m a l n i e —

ludzi

Poprzez t e i i a p a r a t myślowy — wyobrażenia, pojęcia, wierzenia —

obrębie

społeczność i jednostka percypują świat, przezeń możliwe jest

połączonych

wspólnotą

orientacji

t o aglomerat

semiotycznych

w

jaką

jest

modelowanie

czyli

możliwość

d y s c y p l i n p o k r e w n y c h , lecz tworzących wachlarz bardzo szeroki.

uporządkowanie jego obrazu. P i e r w o t n y m systemem

Owe d y s c y p l i n y t o przede w s z y s t k i m językoznawstwo, l i t e r a t u r o ­

jącym jest — t o oczywiste dla zakorzenionej w językoznawstwie

znawstwo

semiotyki —

i f o l k l o r y s t y k a (poza wyżej

wymienionymi

także

język. O n jest p o d s t a w o w y m

modelu­

„urządzeniom do

T . C y w j a n , S. N i e k l i u d o w , J . N o w i k , D . Segal, В. Uspienski —

m a t r y c o w a n i a " . Dostarcza członkom społeczeństwa i n t u i c y j n e g o

b y wymienić t y l k o autorów prac wiążących się z szeroko rozu­

poczucia strukturalności ,,(...) zmusza łudzi do t r a k t o w a n i a j a k o

mianą etnologią), o r i e n t a l i s t y k a (A. P i a t i g o r s k i j , B . Ogibenin),

s t r u k t u r t a k i c h zjawisk, których strukturalność nio jest oczy­

szczegółowa etnografia (A. B a j b u r i n , G. L e w i n t o n ) , po części

wista

h i s t o r i a (A. Guriewicz), b y zmilczeć o przedstawicielach n a u k

modelujące, któro znacznie

m a t e m a t y c z n y c h i biologicznych.

wistość, określają sposób widzenia świata, programują na za­

Co ląozy tę niemałą grupę badaczy ? J a k pokrótce scharak­
teryzować

olbrzymią ilość i c h p u b l i k a c j i ,

imponujących

eru­

( I . 179)". N a d n i m nadbudowane

są wtórne

systemy

k o n k r e t n i e j strukturyzują

rzeczy­

sadzie cybernetycznej ludzkie działanie. ( W t e j ostatniej k w e s t i i
radzieccy semiotycy powołują się n a prekursorskie prace psy­

dycją a niezmiernie rozstrzelonych w swej orientacji ?* Badacze

chologa L . Wygotskiego

ci, po pierwsze, traktują kulturę j a k o sieć kanałów k o m u n i k a c j i

on znak j a k o środek k i e r o w a n i a l u d z k i m zachowaniem)

i j a k o i n w e n t a r z j e j produktów —

„niedziedziczną pamięć",

zbiór zalegalizowanych

wtóre, podstawową

tekstów. Po

rolę

w budowie metodologii badań k u l t u r j ' przypisują lingwistyce,

z l a t 3 0 - t y c h w których rozpatrywał

Pora obecnie przedstawić z bliska prace — n a ogól wspólnie
pisano —

t y c h dwóch uczonych, którzy

badając

różnorodne

systemy modelujące najbliżsi są etnograficznej p r a k t y c e . Są t o

logice i t e o r i i i n f o r m a c j i , traktując każdy b a d a n y system se-

przytłaczające

m i o t y c z n y ( k u t y p o l o g i i których zmierzają) j a k o hierarchicznie

spojrzeń p u b l i k a c j e W .

u s t r u k t u r y z o w a n y język — „system systemów" — który można

Ci znawcy języków indoeuropejskich Jokują mitologię słowiańską

badać s t o s o w n y m i d l a każdego p o z i o m u m e t o d a m i (jak w ję­

na t l e mitów indoeuropejczyków, idąc w j e j r e k o n s t r u k c j i w ślad

zykoznawstwie

za Jakobsonem, i częściowo D u m e z i l e m , a rehabilitując jeszcze

-— od fonologii do p o e t y k i t e k s t u ) . Po

trzecie

erudycją.,

rozległością
I wa no wa

tematyki
i

W.

i

śmiałością

Toporowa.

badacze c i widzą stosowalność swych m e t o d do badań zjawisk

XIX-wieczne

k u l t u r o w y c h wszystkich epok i różnych obszarów, traktując n a

Traktują ją j a k o bogatą, złożoną i zhierarchizowaną. Odtwarzając

t r a d y c j o szkoły mitologicznej

(Afanasjow

r

i in.)

równi treści duchowe k u l t u r archaicznych oraz złożone zjawiska

d a w n y słowiański system r e l i g i j n y ustalają szość jego poziomów

a r t y s t y c z n e w k u l t u r z e współczesnej (stąd n p . wiersz M a n d e l -

— o d najwyższej w a r s t w y p a n t e o n u przez postacie

sztama pojawiający się w kontekście analizy m i t u ) .

zowane, demoniczne, herosów, s y l w e t k i z tekstów d r o b n y c h aż

Przybliżmy

niektóre t e r m i n y , powtarzające

kacjach radzieckiego
wtórne semiolyczne

się w

publi­

„nowego podejścia". Pojęcie kluczowe t o

systemy

modelujące. Rozłóżmy je na części

po człowieka w jego f u n k c j a c h s a k r a l n y c h ( W . I w a n o w , W . To­
porów, Sławianskije jazykowyje
sistiemy.

Drewnij

modielirujuszczije

Moskwa

pieriod,

zawierają

Pierwszy

w którym naczelne miejsce zajmowała idea Drzewa

n e u t y c z n y pogląd, że z n a k i nie mogą istnieć poza
relacjami,

wzajemnymi

w o d e r w a n i u o d systemu. T a k jest w p r y m a r n y m

systemie s e m i o t y c z n y m , j a k i m jest język n a t u r a l n y , gdzie •—
p r z y p o m n i j m y rzecz wiadomą — cząstki elementarne (jednostki
dyskretne

fonemy)

nie mają

autonomicznego

myślenia t y p u

kosmologicznego,
Kosmiczne­

u n i w e r s a l n y k o m p l e k s z n a k o w y , wieloaspektowy

symbolicznie

zapisujący

podstawowe

wyobrażenia

na

obraz
temat

świata i d y n a m i k i jego r o z w o j u .
Analizując mitologię kosmogoniczną, a u t o r z y rekonstruują

znaczenia,

nieistniejący już tekst słowiańskiego m i t u o Gromowładcy poko­

a cechy d y s t y n k t y w n e , dzięki którym są one odróżnialne, ist­

nującym Żmija, p r z y c z y m kolejne e t a p y p o j e d y n k u odtwarzane

nieją t y l k o w relacjach (nacechowanie — nienacechowanie: n p .

są n a podstawie wzmianek w d r o b n y c h t e k s t a c h , t a k i c h j a k za­

dźwięczność — bezdźwięczność). Są również s y s t e m a m i semio-

gadki,

58

—

go —

analizę przejawów

semioliczeskije

1965 ( I ) . Liczne i c h prace

składowe: system semiotyczny (znakowy) i system modelujący.
człon zapisuje z n a m i e n n y d l a s e m i o t y k i a n t y h e r m e -

wyspecjali­

magiczne

formuły,

g r y dziecięce

a nawet

rekwizyty

�obrzędowe: f i g u r k i krów z ciasta, lepione n a k o r o w a j u , dające

„szkoły M o s k w a — T a r t u " poszerzają naszą koncepcję człowieka

się odczytać j a k o k r o w y p r z y drzewie k o s m i c z n y m . Utwierdzają

i kultury,

j g

w

one autorów w p r z e k o n a n i u , że p r z e d m i o t e m sporu o b u m i t y c z ­
n y c h personaży było bydło. A n a l i z y te dowodzą (a może raczej:
zakładają?) że wielo tekstów s t a n o w i przekształcenie głębokiej
struktury

mitu

kosmogonicznego,

składając

się na jogo krąg

który może obejmować różne realizacje w różnych

transformacji,

systemach z n a k o w y c h (magia, s z t u k i piękne i t p . ) .
Stały schemat. — inwariant

daje się odnaleźć w

allorytualach

m i t u , a więc w t a k i c h przekształconych już wobec t e k s t u p i e r w o t ­
nego

działaniach

obrzędowych,

f o r m y wyjściowej.

które

zachowały

strukturę

I w a n o w i Toporów wymieniają t u n p . grę

dziecięcą w k o t k a i myszkę, które to postacie

miałyby

być

alloporsonażami odpowiednio Gromowładcy i Żmija (tezę u p r a w ­
dopodobnić m a fakt przedstawiania Boga R a w postaci k o t a ,
uśmiercającego węża p o d s y k o m o r e m =

drzewem

kosmicznym

Dobrą bibliografię t y c h w y d a w n i c t w (notującą n p . ok.
300 p o z y c j i samego t y l k o W . I w a n o w a ) s t a n o w i książka: K . E i mermacher, S. Shishkoff, Subject Bibliography
of Soviet Se­
miotics.
The Moscow-Tartu
School, A n n A i b o r 1977. T e k s t y
polskie i b i b l i o g r a f i a : Semiotyka kultury, wybór i opracowanie
E. Janus i M . R. Mayenowa, przedmowa S. Żółkiewski, W a r ­
szawa 1975.
Wyraźnie podkreśla się inspirującą rolę dawnej p r a c y
A . Zołotariewa, Dualnaja
organizacja
pierwobytnych
narodów:
proischożdienie dualisticzeskich
kosmogonii
(rękopis z r. 1941,
w y d a n y p t . Rodowoj strój i pierwobytnaja
mifologia,
Moskwa
1964) który na m a t o r i a l e z całego świata udokumentował za­
sadę b i n a r y z m u w organizacji d a w n y c h g r u p społecznych i w i z j i
świata.
1

2

w egipskiej księdze zmarłych). Przykładem innego przekształ­
cenia mają

być i k o n y „ Ś w . J e r z y zabijający

s m o k a " — na

V A N GENNEP

których wyobrażenia gór i wód w pejzażu miałyby być echem
jaskiń, w których Żmij pochował ukradzione bydło l u b zamknął

Van

w o d y z i e m i i nieba.

A u t o r m . i n . Mythes

Wypada

wspomnieć, że procedura o d k r y w a n i a i n w a r i a n t u

Gennep

moeurs

w różnych w a r i a n t a c h , powstających w h i s t o r y c z n y m procesie

Paris

transformacji

Folklore.

(procedura której p o d w a l i n y położył W . P r o p p ,

imię którego nierzadko przywoływane jest przez autorów z g r u p y

(1873—1957)

etnograf

et legendes. Essais

d'ethnographic

1908—1914; La formation

1924;

Croyances
Manuel

de folklore

francais

współczesnego f o l k l o r u francuskiego)

I w a n o w , W . Toporów, Inwariant
kich

i folklornych

folkloru.

tiekstach

Sbornik

i transformacii

(w:) Tipołogiczeskije

statiej pamiali

(W.

w mitołogiczesissledowania

W. J a . Proppa,

po

M o s k w a 1975,

dzieciństwo,

młodość,

Religions
t. I — V ,

Paris

1910; Le
Paris

francaises,

(Podręcznik

contemporain

ohrzest,

diachronię.

Paris 1906;
et linguistique,

populaires

ryzacji

synchronii o

folklorysta francuski.

des legendes,

et coutumes

t a r t u s k i e j ) znamienna jest d l a radzieckiej t e n d e n c j i do histos e m i o t y k i , pogłębienia

i

et legendes d'Australie,

t . I , cz. 1 •— n a r o d z i n y ,

narzeczeństwo;

Paris

1943;

t . I , cz. 2 — ślub, pogrzeb, 1946; t . I , cz. 3 — zapusty, post,
Wielkanoc, 1947; t . I , cz. 4 •— c y k l m a j o w y , noc świętojańska.
1949; t . I , cz. 5; letnie obchody p a t r o n a l n e i rolnicze, 1 9 5 1 ;
t . I , cz. 6 — jesienne obchody patronalne i rolnicze, 1953; t . I ,

s. 4 4 — 7 6 ) .
Penetrujący mitologiczne przedpole h i s t o r i i Toporów stwier­
dza związek m i t u kosmogonicznego

z t e k s t a m i quasi-historycz-

n y m i , dotyczącymi legendarnych dziejów m i a s t a : mitologiczne
pradzieje W i l n a tworzą kompleks z n a k o w y , który mógł o t r z y ­
mywać konkretną realizację w fabułę m i t u , w schemacie quasi-

cz. 7 — c y k l d w u n a s t u d n i , 1958; t . I I I — kwestionariusze,
p r o w i n c j o i regiony, b i b l i o g r a f i a adnotowana,

1937; t . I V

—

b i b l i o g r a f i a a d n o t o w a n a , indeks, 1938 (t. I I — b r a k , razem
s. 4244). Również tłumacz i p o p u l a r y z a t o r w y b r a n y c h

dziel

m . i n . : J . Frazera, A . C. H a d d o n a , E . W e s t e r m a r c k a .

społecznej,

W y b i t n y współczesny e t n o g r a f f r a n c u s k i — Nicole Belmont

w t o p o g r a f i i , w poezji, w języku. N i e w o l n o p r z y t y m nalegać

nazwala A r n o l d a V a n Gennepa „twórcą e t n o g r a f i i f r a n c u s k i e j "

-historycznym,
na

rytuale,

pierwszeństwo

złożoności,
to

w

Wilno,
wyje

wszystkich

zniekształceniem

Wil'na:

ramach

którejkolwiek

udziału

bowiem

w

gorod

instytucji

interpretacji i
aspektów

obrazu.

(W.

negować i c h

jednocześnie,
Toporów,

(w:) Bałto-slawianskije

i mit

grozi
Vilnius.

etnojazyko-

Ważne miejsce

w d o r o b k u o m a w i a n y c h autorów

zajmuje

analiza wytworów k u l t u r y duchowej przez p r y z m a t tkwiących
w n i c h d y c h o t o m i c z n y c h opozycji.

Posiłkując się materiałem

e t n o g r a f i c z n y m z k i l k u n a s t u k u l t u r s k o m p l e t o w a l i o n i — co­
k o l w i e k mechanicznie w p r a w d z i e , bez o m a w i a n i a związku po­
między

kategoriami

opozycji

linearnycłi

—

uniwersalny

zestaw

semantycznych

( t y p u góra-dół, prawo-lewo

i t d . , łącznie

78 p a r , w t y m niektóre bardzo p r z y p a d k o w e ) . Te metajęzykowe
kategorie

są

charakterystyczne

systemów

symbolicznej

dawnych

mitologii, przy

uniworsalny

tak wybitni

ludoznawcy, j a k Pierre

( E m i l N o u r r y ) czy P a u l Sebillot.

P o m n i k o w y Manuel

Saintyves
obejmuje

b o w i e m nie t y l k o szeroką syntezę f o l k l o r u różnych regionów
F&gt;aneji, lecz również u n i k a l n y wykład m e t o d y k i badań tere­

s. 34).

kontakty,

i jest t o tytuł w pełni uzasadniony, p o m i m o , że poprzedzali
V a n Gennepa

dla wszystkich

charakter owych

b y szukać b e z p r o d u k t y w n y c h rozważań o t y p a c h a n k i e t czy
formacie k a r t e k do zapisu i n f o r m a c j i (polski nonsens etnogra­
f i c z n y — pół ( ? ! ?) k a r t k i maszynopisu); znaleźć można n a t o m i a s t
systematyczny

kwestionariuszy

używanych

po

dziś

c y c h w ięc pozyskiwanie o d p o n a d 40 l a t w pełni porównywalnych
r

materiałów.
Znaczenia dzieła A r n o l d a v a n Gennepa d l a nowej etnologii

strukturę

polskiej

omawiani autorzy

akcentują

nawet

k a t e g o r i i , n p . powszechne n a

zestaw

dzień do opisowej d o k u m e n t a c j i k u l t u r y l u d o w e j , umożliwiają­

determinują

klasyfikacji,
czym

archaicznych

n o w y c h i o p r a c o w y w a n i a i c h wyników. Wykład, w którym d a r m o

nie wyznaczają

jednak

zasługi etnograficzne.

jego

Decyduje

lokalne, prekursorskie
o n i m jedna

przede

w s z y s t k i m jego praca — wydane w 1909 Les rites de passage
B y zrozumieć pojęcio „obrzędów przejścia"

całej prawie k u l i ziemskiej o d czasów p a l e o l i t u wiązanie płci

{Obrzędy przejścia).

męskiej ze stroną prawą a kobiecej z lewą ( W . I w a n o w ,

cofnąć się n a j p i e r w m u s i m y do t r z e c h d o k o n a n y c h przez A r n o l d a

Toporów,
Moskwa

Issledowanija

w

oblasti

słowiańskich

W.

driewnostiej,

1974) .
2

1 — iż w myśli m i t y c z n e j czas (również i czas życia ludz­

Wobec prac o w y c h uczonych t r u d n o pozostać obojętnym;
jedne

v a n Gennepa f u n d a m e n t a l n y c h ustaleń:

wywołują

podziw,

inne

—. p r z y n a j m n i e j

zaskoczenie

(gdy n p . opisują swe wrażenia z kontrolowanego e k s p e r y m e n t u

kiego) nie przebiega linearnie, lecz cyklicznie i zawsze powTaca
do siebie; nie z n a więc początku a n i końca.
2 — iż czas t e n m a c h a r a k t e r periodyczny

(segmentarny).

z meskaliną, przedsięwziętego z r a c j i zainteresowania d l a r o l i

T r w a n i e r o z w i j a się o d cezury do cezury; p r z y c z y m każdy jego

halucynogenów

okres (odcinek) m a swoją własną wartość,

(gdy

—

w k u l t u r z e ) , czasem •— zgoła

opierając

niedowierzanie
oraz zasadzie

3 •— iż pozycja j e d n o s t k i w rzeczywistości społecznej k o n s t y ­

t r a n s f o r m a c j i postaci m i t o l o g i c z n y c h suponują związek staro­

t u o w a n a jest w k u l t u r a c h l u d o w y c h i p l e m i e n n y c h przez rytuał,

żytnych M u z (gr. Mousai) z m y s z a m i , w t y m także z bohaterem

nie zaś zobiektywizowane f a k t y biologiczne. Że więc, co d o b i t ­

kultury

nie p o t w i e r d z i l i później m . i n . Gerardus v a n der Leeuw, Mifcea

masowej

się n a zbieżności językowej

—

Mickey

Mouse...

Zawsze j e d n a k

prace

59

�E l i a d e , czy Claude Levi-Strauss, człowiek dorosły t r a k t o w a n y

mieć żadnej k o n k u r e n c j i . Toteż zwłoki nieszczęśliwca po p r o s t u

może być j a k dziecko i za nie u z n a w a n y , o i l o n i e przeszedł

zachowano

uprzednio i n i c j a c j i w j e j uznawanej przez daną grupę f o r m i e ;

Jest t o k l i n i c z n y wręcz opis m e d i a c j i . Przyjmując

zmarły nie p o c h o w a n y nie jest zmarłym w pełnym słowa tego

m i t u zmarły naczelnik znajduje się b o w i e m jednocześnie w sta­

znaczeniu etc.

nie śmierci (nio jest już pośród żywych) i życia (nie został po­

T r w a n i e (czas) jest więc w świadomośoi m i t y c z n e j niekoń­
czącym się łańcuchem różnych jakościowo ogniw, p r z y
przejście

z

jednego

ogniwa

(stanu)

do drugiego,

czym

kolejnego,

grzebany

poza

=

życiem, ale również nie w stanie śmierci."

1

kategorie

nie odszedł spośród żywych), równolegle sytuując

się poza oboma t y m i s t a n a m i . Jego sytuacja dajo się więc opisać
formułą:

usankcjonowane być m u s i przez obrzęd, rytuał. N a obrzęd t a k i
składają się — podług A r n o l d a v a n Gennepa — t r z y zasadnicze
fazy:

rytuał oddzielenia

marge) i przyjęcia (d'agregation).
odpowiadają

n p . rozplećmy

dokonuje

się magiczne

g r u p y ze

stanu

( ~ х Д ~ У )

Z = (x-Ay)A

•

(rites do separation), marginesu (do
W

pierwszej

z n i c h , której

w p o l s k i m obrzędzie

weselnym,

wyłączenie, uwolnienie j e d n o s t k i l u b

dotychczasowego;

w trzeciej

( n p . oczepiny)

następuje włączenie do s t a n u nowego. -Natomiast faza

gdzie x i v oznaczają odpowiednio człony opozycji życie : śmiorći
Podobno

elementy

mediacyjne

towarzyszą k a ż d e j

opozycj

I t a k n p . w opozycji dzień : noc c l m r a k t o r m e d i a c y j n y uzyskiwać
będą zmierzchy i świty, w opozycji dwócli przestrzeni — i c h

środ­

granice; w opozycji męskie : żeńskie — obojnakie etc. Totoż za

k o w a — faza marginesu, t o czas, k i e d y p o d m i o t a k c j i r y t u a l n e j

swoiste r e g n u m m e d i a t i o r u m uchodzić może m i t y c z n y środek

znajduje się już poza stanem p o p r z e d n i m , a jeszcze poza nas­

świata u s y t u o w a n y pomiędzy członami o p o z y c j i : lowe : prawe,

tępnym, jest więc niejako w y r z u c o n y poza
poza świat, właśnie na M A R G I N E S
bycia —

t o co określone,

czasu. I t e n właśnie okres

nie b y c i a , okres marginesu jest t u

najważniejszy,

góra : dół, wschód : zachód, północ : południe i t p . T e n o s t a t n i
przykład nakazuje jedna.k zwrócenie u w a g i n a jeden
aspekt

zjawiska

mediacji.

Otóż

w opozycji

s t a n o w i o oryginalności t e j g r u p y rytuałów, które nazwał A r n o l d

środka) : zewnętrzne (na zewnątrz) t e n sam „środek

v a n Gennep „obrzędami przejścia".

w t a p i a się w joden z członów przeciwstawienia. W

W okresie t y m j e d n o s t k a l u b g r u p a znajduje się z jednej

jeszcze

wewnętrzne

więc od tego, które opozycje są eksponowane

(do

świata"

zależności

(lub występują)

s t r o n y — co jest poniokąd prasformułowaniom s t r u k t u r a l n e g o

w systemie, element Z może pełnić funkcje mediacyjne i wchodzić

pojęcia m e d i a c j i — poza d w o m a s t a n a m i X i Y , należąc jedno­

w związki z i n n y m i elementami o t y m s a m y m charaktorzo l u b

cześnie do n i c h o b u ; z d r u g i e j s t r o n y n a s k u t e k u s y t u o w a n i a

odgrywać rolę członu opozycji łącząc się wówczas z o d p o w i e d n i m i

poza t y m co określone, ciągle i sklasyfikowane staje się elemen­

członami pozostałych przeciwstawień. Spójnik „ l u b " nie oznacza

t e m , uczestnikiem owego świata n a opak, który w wiele l a t później

t u b y n a j m n i e j a l t e r n a t y w y . Poszczególne elementy mogą b o w i e m

opisywać miał n p . Michał B a c h t i n . Zdekodowanie t e j m i t y c z n e j

pełnić (i wobec mnogości opozycji w systemie

l o g i k i p o z w a l a n a m zaś n a koherentną interpretację t a k i c h n p .

rolę opozycyjną i mediacyjną jednocześnie. Poprawna

analiza

zjawisk, j a k n o r m a defloracji p a n n y młodej przez obcego (stąd

w i n n a zdawać

danego

ius p r i m a e noctis), u s t a w i a n i a przeszkód n a drodze

orszaku

często pełnią)

wówczas sprawę z o b u umiejscowień

z n a k u w systemie i ze wszystkich, częstokroć pozornie sprzecz­
n y c h , relacji, w które w n i m wchodzi.

nowożeńców i t d .
T a k więc potrzeba było z górą pól w i o k u i doświadczeń p a r u

W a r t o p r z y t y m zwrócić uwagę, iż k o n s t r u k c j e „ c z y s t e " ,

Gennepa

oparte l i t y l k o n a k o m b i n o w a n i u p a r a l e l n y c h członów opozycji

m o d e l mógł zostać w pełni z r o z u m i a n y i w y k o r z y s t a n y . Rozbu­

mają często w m i t a c h znaczenie p o t e n c j a l n y c h wzorców. N a t o ­

d o w u j e m y go zaś n a d a l ( P a t r z : Alkmeny

Że zaś żadna

miast w codziennej, dostępnej „ p r a k t y c e " d y s k u r s u mitycznego

z ważniejszych prac A r n o l d a v a n Gennepa n i e została po dziś

d o m i n u j e g r a mediacji. Z sytuacją taką m a m y do czynienia

dzień przetłumaczona n a język polski? Cóż, zdarzają się, choć

chociażby

może n a z b y t często, i w i e l c y z a p o m n i a n i . Toż n a w e t w rodzmnej

wiańskim micie kosmogonicznym,

pokoleń etnografów,

b y zaproponowany

przez V a n
magia).

w analizowanym

przez

Ryszarda

Tomickiego

gdzie opozycyjny,

sło­

binarnie

F r a n c j i p r z y p o m n i a n o sobie o n i m i zaczęto korzystać z jego

w y p r e p a r o w a n y Diabeł — przez duże D — pozostaje,

inspiracji,

nie ujawniającym się w baśni czy obrzędzie, a b s t r a k t o m ; zas­

praktycznie

dopiero

w

ostatnim

dziesięcioleciu,

dzięki s t a r a n i o m Nicole B e l m o n t i Isaaca C h i v y .

Ł

g

tępują go zaś w folklorze modiacyjne diabły — przez małe d .
Również

2

w m i t y c z n y m wartościowaniu czasu czy przestrzeni

c h a r a k t e r y s t y k a poszczególnych czasokresów (stanów) czy miejsc

MIT A L K M E N Y
Sensu

sporadycz­

pozostaje

striclissimo:

udokumentowana, przez L u d w i k a Stommę na

przykładzie słowiańskich obrzędów przejścia (patrz —&gt;) s t r u k t u ­
r a l n a jedność specyficznych

— mediacyjnych k a t e g o r i i czasu,

przeszkadza

często

niedopowiedziana,

jednak

eksponowaniu

niedookreślona;
obrzędowego,

co

nio

magicznego

i t p . znaczenia s t r e f między n i m i granicznych — m e d i a c y j n y c h .
Nazwa

„magia A l k m e n y " pochodzi od i m i o n i a księżniczki

powodująca

tebańskiej — m a t k i Heraklesa. Postać Heraklesa, n i t o Boga.

współwystępowanie i wymienność t y c h k a t e g o r i i p r z y a p l i k o ­

n i człowieka (ojcem był Zeus), poczętego w noc, która nie była

w a n i u szeregu

nocą (Zeus nakazał H e l i o s o w i przez t r z y d o b y wygaszać ognie

przestrzeni

i bytów

(oś teognozyjno-kosmiczna),

działań o charakterze m a g i c z n y m (np. w t z w .

modyc3'nte ludowej). Sensu largo: zasada łączenia się (а Л Ь Л с Л ...

słoneczne), obdarzonego

...n)

kleństwem... ogniskuje t y l e mediacji, że zaiste uznanie jego m a t k i

i wymionności

(a V b V о V ...n) elementów

w dyskursie m i t y c z n y m . Z a elementy

mediacyjnych

mediacyjne

uważa się

błogosławieństwem, które było

prze­

za patronkę zjawisk g r a n i c z n y c h , pośrednich wydaje się w pełni

p r z y t y m w poststraussowskim strukturałiźmie zjawiska, które

uzasadniono. A zresztą, czyż w nauce w której m a m y już k o m ­

wykazując wyraźne związki z oboma członami d a n y c h opozycji

pleks

konstytuują wszelako

skłonności niewydarzonego Narcyza... nic zasługuje na upamięt­

odrębną jakość, nie przynależą więc do

żadnego z t y c h członów.
Pisze n p . Gerardus v a n der L e e u w : „ K t o nie jest pogrzebany

kulawego

Edypa,

syndrom

zbrodniczej

Klitajmestry,

nienie księżniczka, która „przewyższała wszystkie inno k o b i e t y
то

swoich czasów urodą i r o z u m o m " . . . ?
3

nie jest także m a r t w y . M . H . K i n g s l e y znalazła na Kalabarze,
w d o m u naczelnika plemienia, zwłoki jego nieżyjącego poprzed­
n i k a . Przebiegły k a c y k nie chciał dać go pogrzebać, ponieważ
po spełnieniu togo r y t u jego p o p r z e d n i k byłby ostatecznie niożywy, a w t e d y mógłby z n o w u przyjść n a świat. Następca t a k
b y l przekonany o trwałej wartości mana naczelnika, że nie chciał

60

G. v a n dor Leeuw, Fenomenologia
religii,
Warszawa
1978, s. 249.
J . R. T o m i c c y , Drzewo życia, W arszawa 1976.
* R. Graves, Miły greckie, Warszawa 1974.
1

2

T

�LIST D O REDAKCJI

(...)

Czytając

w n r 1/80 artykuły •— Wielkanocne

str. 15 i Krasnobrodzkie

Palmy

wieńce, s t r . 21 ośmielam się nadmienić,

stroje gospodyń w i e j s k i c h , mężczyźni w s t y l i z o w a n y c h strojach
chłopskich

(8 osób), młodzież, dzieci —

wszyscy

gromadnie

że we w s i Niegownice — 8 k m od H u t y K a t o w i c e , zachował się

idą w g r u p a c h z orkiestrą i niosą wieńce w y k o n a n e ze zbóż,

zwyczaj, że na Niedzielę Palmową w y k o n u j e się masowo bardzo

kwiatów p o l n y c h i ogrodowych,

wiele p a l m . W t y m r o k u (80) było p o n a d 400 s z t u k . Niektóre

owoców często w połączeniu z narzędziami r o l n i c z y m i i domo­

makówek, orzechów, j a r z y n ,

kwiatów

w y m i . Niesie się chleby, bułki, ciasta z n a p i s a m i i t p . Ważne

żywych, suchych t r a w , sztucznych kwiatów, bibuły, wstążek...

jest, że t r w a t o o d bardzo dawna i jest bardzo autentyczne bez

T r z y w i o s k i konkurują zo sobą.

specjalnej reżyserii i o charakterze

wspaniale,

wysokie,

smukłe,

barwne,

wykonane

z

Drugą uroczystością znaną n a całą okolicę t o dzień 15
sierpnia — M . Boska Zielna — dożynki parafialne —

„owoc

z i e m i i p r a c y rąk l u d z k i c h " niesiony jest do kościoła. B a r w n e

masowym.

Załączam k i l k a zdjęć z N i e d z i e l i P a l m o w e j r . 1980 i z 15
sierpnia.

(...)
Ks.

Kazimierz

Mrówka

61

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11249" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11227">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8e164a4329ede6039bf48d9043e4f82c.pdf</src>
        <authentication>5c024ee3ff957dc0ab819b9a67de887a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134030">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2794</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134031">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134032">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2602</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134033">
                <text>Rozmowa o książce "Rzeczywiste obecności" Georges'a Steinera / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134034">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.3-16</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134035">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew [et al.]</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134036">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134037">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134038">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134039">
                <text>Rozmowa o książce
„Rzeczywiste obecności"
Georges'a Steinera
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z , Michał B r i s t i g e r , D a r i u s z C z a j a ,
M a r c i n G m y s , Wiesław J u s z c z a k , Z y g m u n t K u b i a k , Paweł
Kłoczowski, P i o t r Kłoczowski, J a c e k Sempoliński, Sławomir S i k o r a ,
Lech Trzcionkowski
Zbigniew BENEDYKTOWICZ:
Serdecznie witam naszych gości
w imieniu Pracowni Antropologii Kul­
tury, Filmu i Sztuki Audiowizualnej
oraz redakcji „Kontekstów", która to
spotkanie zorganizowała. Zapraszając
Państwa chcieliśmy nawiązać do pew­
nej tradycji w naszym piśmie. Do
podobnych spotkań i rozmów, które g.
odbywały się w tej redakcji, przed |
wieloma, wieloma laty. Mam tu na щ
myśli np. bardzo ciekawy zapis takie- o
go spotkania i rozmowy o kiczu, czy 2
rozmowy o kulturze i naturze, która §
inspirowała przygotowanie numeru &amp;
ekologicznego. Można jeszcze tu
wspomnieć ostatnią naszą rozmowę

Historii Starożytnej. Chcieliśmy po
prostu wykorzystać obecność naszych
przyjezdnych gości. A potem zapra­
szam serdecznie wszystkich chętnych
do dyskusji. Gdyby pojawiała się ko­
nieczność zabrania głosu od razu, na
gorąco, nawiązania do czyjejś wypo­
wiedzi, to oczywiście byśmy odeszli od
tego narzuconego porządku i proszę się
zgłaszać. Teraz proszę bardzo o wpro­
wadzenie.

Dariusz CZAJA: Ponieważ, jak
wynika z wypowiedzi pana Benedyktowicza, mówców jest dużo i to, jak wi­
dzę po gęsto zapisanych notatkach roz­
łożonych na stole, gruntownie przygo­
George Steiner
towanych, postaram się nudzić jak naj­
krócej.
0 symbolu.*
Dzisiaj chcieliśmy się skupić wo­
Mamy więc rozmawiać dzisiaj
kół książki George'a Steinera, przetłumaczonej na polski
o książce George'a Steinera Rzeczywiste obecności. O książ­
przez panią Olę Kubińską i wydanej przez Instytut Kultury
ce Steinera, ale też - jak rozumiem - i nieco wokół niej,
o sprawach i problemach, które ta książka wywołuje. Przygo­
1 Wydawnictwo słowo/obraz terytoria. Bardzo się cieszymy
towując się do dyskusji wyobrażaliśmy sobie, że nie będzie to
i dziękujemy, że Państwo na nasze zaproszenie odpowiedzie­
jedynie zbiór opinii, ocen na jej temat, coś w rodzaju rozpi­
li tak przyjaźnie i przyszli na to spotkanie, a niektórzy nawet
sanej na głosy recenzji książki, ale wymiana zdań dotykają­
przyjechali z daleka. Dlatego mam propozycję porządku na­
cych elementarnych kwestii związanych, powiedzmy, z upra­
szego spotkania. Najpierw chciałbym poprosić pana doktora
wianiem humanistyki dzisiaj, kłopotami z interpretacją tekstu
Dariusza Czaję, z Instytutu Etnologii UJ i naszego współpra­
literackiego lub ogólniej: dzieła sztuki, czy jeszcze szerzej:
cownika w kwartalniku „Konteksty" o krótkie słowo wpro­
z diagnozą tego, co się dzisiaj dzieje w kulturze współcze­
wadzenia do tej dyskusji, a potem prosilibyśmy o zabranie
snej. Że do takich, fundamentalnych z natury, rozmów, esej
głosu w takiej kolejności: pana profesora Bristigera jako
Steinera zachęca, nie muszę chyba nikogo z jego czytelników
pierwszego, potem pana Zygmunta Kubiaka, któremu bardzo
przekonywać.
dziękujemy, że znalazł dla nas czas, zarówno jako autor te­
kstu o Malczewskim w ostatnim numerze [nr 3-4/98 - przyp.
Rzeczywiste obecności to książka ważna i poważna. Waż­
red.], a dziś jako uczestnik tego naszego spotkania. Potem
na, z powodów, o których za moment, natomiast poważna
prosiłbym pana profesora Juszczaka, następnie pana profeso­
dlatego, że mimo całej swej błyskotliwości, zdań wybuchają­
ra Sempolińskiego, pana dr. Pawła Kłoczowskiego z Instytu­
cych w każdym niemal akapicie z intensywnością rac świetl­
tu Filozofii UJ, oraz naszych gości z Poznania i z Lublina, pa­
nych, mimo słabo maskowanych prób uwodzenia czytelnika,
na Marcina Gmysa z Zakładu Muzykologii Uniwersytetu im.
to, co w niej najważniejsze nie zatrzymuje się na powierzch­
Adama Mickiewicza w Poznaniu i pana Lecha Trzcionkowni języka, nie jest to jeszcze jedna nieodpowiedzialna zabawa
skiego z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, z Katedry
w słowa czy popis stylistycznej rafinady. Jest to książka po­
u

* Por. „Polska Sztuka Ludowa" nr 3-4/1966: kicz - sztuka jarmarcz­
n a - sztuka ludowa; „Konteksty" nr 3-4/1994: Raj i ekologia; nr 2/1995:
rozmowa o antropologii i symbolu

ważna, dlatego, że wobec - jak sądzą niektórzy - dominują­
cej nieznośnej lekkości myślenia, jest próbą poważnego prze­
myślenia i uporania się z bodaj najistotniejszymi problema­
mi, które niesie to, co umownie nazywa się kryzysem współ-

3

�dziennej, choćby z uniwersytetów, które są powołane do...
itd. A jednak (contra spem spero) niebezpieczeństwo warto
rozpoznać, ponieważ gdzie rośnie niebezpieczeństwo tam
również rośnie możliwość wyratowania się (Heidegger dixit.
r ^ p s
'
~
Claudio Magris powtórzył).
A DISCUSS
Część druga, to opowieść o ty
tym, co całkiem dosłownie
р г о р о ^ Ф S t r e f a to jedyne wyjście z obecnej kulA teraz parę banalnych faktów. Książka Steinera wyszła
Zbigniew Ben
teralme
Unie nazywa Steiner epoką epilogu, epoką po-słowiT
po-słowil tury wtórności i ustrzanych odbić? Czy jej obraz me został
Piotr Kłoczko
dziesięć lat temu, we Francji ukazała się po dwóch latach, zaś
i e r ™ alo VIA
•
-i
•
.
°.
r
•&gt;
:_o/-&gt;,..
a ilp
^ a nmy
y tu
nazbyt u."..—j
dramatycznie?
Czy, i in na
He, nnmvsłten
pomysł ten
aa ww,ęc
świata, który pojawił
się
po okresie
domina^
Log«oJst uurlVS sWtomu^
tu naz.uyi
my rozmawiamy o niej dziesięć lat później. Jak na jej bulwer­
ON STEINE
i m nie
J trąci. .jakąś
. , szlachetną
i koma wersia
l
I
tu
mamy
rozpisaną
na
kilka
głosów
polemikę
•
•
wersją
utopizmu?
To
kwestie
do
Michał P. Marko\
sujący temat to za dużo, to wcale wielkie opóźnienie, być
коп- ie traci
struktywistyczną, która najmocniej bodaj eksp
Real Desires
może nawet symptomatyczne. Ale teraz, skoro już mamy tę
ikusji.
onujeto,rewoiu
co j a J dyskusji.
zauważa Steiner,
Steiner k,,j„
i__ w ostatnich
. . czasach
Paweł Kłoczows)
zauważa
było najw.ększą
książkę, można przewidzieć, iż jej tematyka zostanie u nas
Takie byłyby pierwsze skojarzenia, hasła, problemy i py­
The Proper С
cją duchową - wedle niego miałai ona
hodzdy mnie nawet glosy, że za trudna), mam tu na myśli
miejsce gdzieś między
w jakiś sposób albo pobudzona albo zneutralizowana. Naj­
Dariusz Czaja
tania, które książka Steinera wywołuje. Dziękując, zapra­
1870 a 1930 rokiem-;
nre tylko problematyczny
w pparu
miejscach polski
polski przekład,
- - a mianowicie, rozstanie, rozejście n
His Master'!
częściej dochodzi w takich przypadkach do obu rzeczy, kolej­
j r,
u uiicjscacn
ale nade wszvctlm п т ы ; , „ „
„...__. • ,
wod słowa, rzeczy, słowa i świata, żyjemy w świeci „ z e t ^ szam do rozmowy.
***
no do jednej i drugiej. Zresztą książka jest tak ogólna, jej styl
nade wszystko osobliwy styl autora, idący często pod prąd
Michał BRISTIGER: Dziękuję panu. Bardzo wiele zo­
nego k o n ^ t , . .
o mniej więcej czasu sztuka grzęźnie
Mirosław Filipo
zwyczajowych oczekiwań czytelniczych. To książka gęsta od
jest tak silnie zmetaforyzowany, że rozbroić ją wcale łatwo.
Otto Klemp'
coraz bardziej w pułapce samoreferencyjności. ZapętTa sie stało już powiedziane z tego, co sam myślę i co podzielam.
znaczeń, mam wrażenie, że miejscami, zbyt gęsta, jakby Ste­
Stwierdzamy, że to są oczywistości (w tym lepszym znacze­
Heide Klinkhan
w obsesyjnym glossowaniu siebie, zamyka się w szklanej ku
Zaproszenie do rozmowy jest właśnie dla mnie w tym przy­
iner, kierowany jakąś oszalałą zasadą ekonomii języka, chciał
niu tego słowa, o czym mówił pan dr Czaja), uznajemy je jak­
The Magie
&gt; znaków, jakby chciała przekonać sama siebie, że poza świa padku bardzo istotne, ponieważ na razie trudno mi przycho­
zmieścić na jak najmniejszej powierzchni strony, jak najwię­
Philip Sherrard
by za własne, tylko że może to służyć zamknięciu rozmowy.
tem, który ona sama ustanawia '
. .a nie ma już żadnej innej rzeczy­ dzi przedstawić sobie, jaki stosunek do tej książki mają inni.
The Body, t
cej intelektualnie nośnych pomysłów. Stąd też, co i rusz zda­
A tymczasem na stwierdzeniu ogólnym problem się nie koń­
wistości. W swoim sporze z dekonstruktywizmem. mam wra­ Steiner mówi o zerwanym kontrakcie jako zjawisku całej na­
nia o formule „instant", frazy maksymalnie zwarte, konstruk­
JACEK SI
czy, a dopiero zaczyna.
szej kultury, ja widzę nadto jakieś równoległe crescendo wy­
żenie, że Steiner miejscami trochę ustawia sobie przeciwnika;
cje mające lapidarność i perswazyjną siłę aforyzmu. Ale jest
Aleksandra Mi
A więc trzy kardynalne problemy książki, wskazane przez
zbywania się u nas rozmowy, jako narzędzia myśli krytycz­
The Spirit
być może ktoś bardziej niż ja zorientowany w tej materii bę­
też i innego rodzaju trudność, która się z książką wiąże. Zre­
pana doktora Czaję są całkowicie zasadne (nie będę ich po­
nej, nie mówiąc już o prostej potrzebie porozumiewania się
***
dzie mógł nam trochę więcej o tym powiedzieć. Zarzuty sta­
sztą, dość paradoksalna to sprawa.
wtarzał) i dają sugestywną diagnozę sytuacji. W sposób emTomasz Sikor;
wia
dwa,
za
to
istotne:
brak
komunikatywności,
sprowadzenie
w danym środowisku na jego kluczowe tematy. W świetle
Otóż, rozmawiałem z pewnym prominentnym filologiem,
blematyczny ukazują je tytuły trzech esejów: Wtórne miasto
Oskar Go
języka do pretensjonalnego bełkotu oraz uprawomocnienie
książki Steinera to by się dało wytłumaczyć. Ale czy ten ob­
prosząc go o napisanie paru uwag na temat tej książki do na­
(trzeba mieć wizję miasta idealnego), Zerwany kontrakt
Oskar Goldbe
niepoważnego myślenia, rozumienie interpretacji jako zabawy
jaw charakteryzuje jedynie jakieś jedno środowisko arty­
szego kwartalnika, i w pewnym momencie on, wahając się,
People =
(przymierze wymaga motywacji etycznej, zerwanie niczego
w słowa, ironicznej gry z tekstem. Co w sumie sprowadza się
styczne? Tak czy inaczej, już sama inicjatywa rozmowy wy­
Borys Uspier
mówi tak: „Właściwie to, proszę pana, nie ma o czym gadać,
nie wymaga), Obecności (zakładają emfatyczne i anagogiczdo jednego: swawolnej celebracji pustki.
The perci
daje mi się cenna.
przecież ten Steiner to jest po prostu oczywistość!" Oczywi­
ne rozumienie Sztuki tworzonej przez człowieka religijnego
'THERE
I wreszcie, skoro postawiona została diaggnoza i to, dość
Przechodząc do samej książki, chciałbym przede wszyst­
stość, jak rozumiem, jest tu pojmowana niejako banał, nieja­
X X I wieku i która może być dana w przyszłości - jeżeli pra­
(confere
eufemistycznie mówiąc, niewesoła, sugerująca mianowicie,
kim zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, mamy do
ko trywialność, ale jako adekwatny opis tego, co się w huma­
gnie pozostać Sztuką - takiemu tylko człowiekowi). Są to po­
Informal
że chory jest w stanie niemal terminalnym, to, naturalnie, po­
czynienia z pamfletem i dobrze byłoby nie zapominać o pra­
nistyce współczesnej dzieje, coś jak powiedzenie: „no, prze­
jęcia bardzo ogólne, bardzo sugestywnie są ukazane; dzięki
Wiesław Jus
jawić się również musiała propozycja kuracji. Jak więc wyjść
wach gatunku. Pamflet musi być ostry, nie może oddawać
cież tak naprawdę jest!"; z drugiej zaś strony, oczywistość,
Some Ri
swej gęstej metaforyce ich działanie może się w pierwszym
z tej sytuacji, jak wydostać się z tego ślepego zaułka, w który
sprawiedliwości wszystkiemu i wszystkim, nie ma tu miejsca
mogłaby odnosić się do tego, co jest „tak bardzo mi bliskie".
Dariusz Czs
momencie wydać czytelnikowi jakby tylko... estetyczne, jak­
, » J V « „шл. UOIUZO mi t
skręciła współczesność? W moim przekonaniu tu zaczyna się
Lessons
na wahania typu z jednej strony, z drugiej strony, dowodze­
by były częścią jakiejś gry słownej, która „nie dotyczy"; do­
co
jest
„tak
bardzo
moje",
tak
solidnie
przetrawione
i
myślo­
Wiesław Sz
najciekawsza część książki. Jedną z możliwości, jedną z prób
nie, jak mawiał Nietzsche, osłabia twierdzenie. Albo się pam­
piero kiedy zdobędziemy się na ich egzemplifikację stają się
wo oswojone, że aż się nie chce nawet pióra do ręki.... par­
The Pn
wyjścia, jest inne. niż dominujący obecnie paradygmat my­
flet przyjmuje, albo odrzuca, kluczyć nie warto. Jego działa­
prawdziwym materiałem wybuchowym. W domenie muzycz­
don, komputera do sieci włączać. Mam poważne podejrzenie,
***
ślenia o sztuce, pomyślenie sensu dzieła sztuki i kontaktu
nie jest silne, autor rządzi się w książce autorytarnie (jako au­
Jan Gondo
nej (a do niej będę się głównie odnosić) już sama taka egzemznając od dawna poglądy przynajmniej niektórych naszych
z nim. Znać tu wyraźnie lekcję pobraną u Heideggera. W ze­
torytet somnambuliczny, jak go określił jeden z krytyków), co
The Mi
dyskutantów, że i dla nich najmocniejsze tezy Steinera są
plifikacja stanowiłaby poruszającą tematykę. Przykładowo
tknięciu
z
dziełem
sztuki
nie
idzie
o
to,
by
wyprodukować
ko­
nie ułatwia rozmowy o nim (ani o jego nierzeczywistej obe­
Jean Staro'
oczywistościami, w sensie o jakim była mowa przed chwilą.
można by podać (zbadać?) - kto wie, czy nie przy pomocy
lejny,
niechby
nawet
wielce
wyrafinowany
tekst,
ale
o,
Disco\
cności, danej za pośrednictwem tekstu). Ten tekst wywiera na
W związku z tym istnieje realne zagrożenie, że pomilczymy
Karola Irzykowskiego - na czym to właściwie polega w kul­
Janusz Ba
mówiąc skrótowo, głębokie przeżycie egzystencjalne, takie,
nas silną presję intelektualną, a wielu czytelników odczuje ją
sobie trochę...
turze muzycznej wtórność i na czym polega zerwanie przy­
TheE
które prowadzi do sytuacji, w której: „musisz swoje życie
niewątpliwie jako wymuszenie.
Ale na razie, tytułem przypomnienia, parę problemów, pa­
Henryk Ji
mierza słowa z muzyką? (na materiale instytucji kulturalnych
zmienić", jak powiada cytowany przez Steinera, Rilke. Cho­
A po drugie, chciałbym się trzymać zasady, która w świe­
Puppi
rę kwestii, wokół których skupia się narracja Steinera.
w pierwszym temacie i na pewnych rodzajach analizy dziłoby o zrozumienie aktu twórczego jako niebywałego
tle dzisiejszych praktyk w Polsce stała się niemal niezrozu­
Pierwsza sprawa, to, napisana furioso, diagnoza obecnej
BRON
w drugim).
święta wolności, czegoś, co jest poza wszelką koniecznością.
miała: reverentia henneneutica erga auctorem. Tak nie tylko
sytuacji inte ektualnej, czy nawet więcej: duchowej. Steme
Bronisła\
Dopowiedzmy: nie ma u nas szans na otrzymanie odpo­
Gdy nasz kontakt z dziełem sztuki jest całkowicie dobrowol­
Dian
warto, tak nawet trzeba. Co nie zamyka bynajmniej drogi do
zarysowuje kontury „wtórnego miasta", w którym żyjemy
wiedzi na pierwsze pytanie; nikt też nie jest zainteresowany
ny i bezinteresowny, wówczas dochodzi do spotkania dwóch
Summa
niezgody na jakąś tezę, czy do podjęcia z nią polemiki. Obu
kultury zasypanej tekstami, tekstami o tekstach i tekstami
drugim. Steiner proponuje tematykę, ale myśl muzyczna
wolności. To w takim właśnie spotkaniu doznajemy promie­
stronom winno przecież chodzić o to samo, o zbadanie praw­
Notes с
o tekstach o tekstach. Mnoży oskarżenia, a każde z nich jest
w Polsce ich nie podejmie - et pour cause! Obręcz myślowa
niowania „rzeczywistej obecności". Chodziłoby też o takie
dziwości stawianych w książce tez i diagnoz. Chodzi mi też
jak kolejny gwóźdź do zbijanej dla niej trumny: „bękarci słoprzylega ściśle do sytuacji, jest doskonale domknięta, nadto
pomyślenie wszelkiej „formy znaczącej", która bez względu
po głowie myśl, czy można właściwie zaradzić opisywanej
wotok", „wtórność i pasożytnictwo", „artykuł klonuje arty­
zrobiona jest z niekorodującego materiału. Sapientis sat.
na to w jakiej materii się przejawia, miałaby za sobą horyzont
(dramatycznej, a może już tragicznej?) sytuacji, czy istnieje
kuł", „bura mierzwa" doktoratów i habilitacji. Nikt nie zosta­
Nie odpowiem więc na pytanie pana doktora Czai jak
religijny. Dla Steinera, sztuka bez wymiaru teologicznego, to
jakaś metoda wydobycia się z niej (odmienna jednak od me­
je oszczędzony. Przedmiotem jego ataku są i dziennikarski
wyjść
z wtórnego miasta, ponieważ wyjścia nie ma. Trzeba
po prostu oksymoron. Warto przy okazji zauważyć - dla mnie
tody Barona von Munchhausena czyli wydobywania się z to­
bełkot, i popisy krytyków sztuki, co może jeszcze nie dziwi
w
nim
zostać, ale niekoniecznie wszyscy muszą w nim żyć
to wielce intrygująca sprawa - że w swoim myśleniu o sztupieli ciągnieniem się samemu wzwyż za własne włosy). Nie
specjalnie, ale również, i to przede wszystkim, rozdęty bizanw
taki
sam
sposób. Wtórne miasto to instytucje, siatka insty­
tak
wielką
rolę
przyznaje
on
muzyce,
ten
wątek
Red.
CC
istnieje. Pomni tego musimy przede wszystkim zadbać o na­
tynizm produkcji akademickiej z jej pretensjonalnym żargo­
tucji kulturalnych, która p.o. matni. Istnieje powszechny pęd.
:
muzyczny, z niesłabnącą intensywnością, c.ągnie się od pierwszych
nem i pragnieniem wyjaśnienia wszystkiego do końca. Mie­
szą świadomość, uświadomić sobie, co właściwie aktualnie
ażeby się do niej dostać, do tej matni. Ten pęd bierze się z ru­
Dor&lt;
£ ^tatnie strony książki. Rzecz kończy się metaforycznym
szkamy w świecie zasypanym górą tekstów, które przyrasta­
dzieje się w kulturze.
chu na rynku sztuki i z gier rynkowych tam prowadzonych.
Tłur
bardzo dramatycznym obrazem Wielkiej Soboty. Duchowość
ją lawinowo, w postępie geometrycznym. Spod tych zwałów
Jestem przekonany, iż większość czytelników nie da SteiOd reweransów przejdę do krytyki, do jednego szczegól­
Kon
Współczesna to f i n r h r n v m V U / ; ^ n , ; „ : o _ i _ _ .
słów nie widać już rzeczywistości. Efektem tego procesu jest
nerowi wiary i nie będzie miało żadnej potrzeby wychodze­
.-,
"
cuuuiy, a więc stanu po­
nego zagadnienia. Biorę jeden tylko punkt, ale też i należy do
Pro
ucieczka od spotkania z „żywą obecnością'" i w konsekwennia z opisanej przez niego sytuacji kulturalnej, ponieważ nie
między traumatycznym doświadczeniem Wielkiego Piątku
kluczowych: teorię. Wycieczka Autora w stronę teorii wymaRed
dopatrzy się w niej żadnego dla siebie zagrożenia ani przy­
a niepewnością Niedziel, Zmartwychwstania. Nawiasem
Adr
musu. Nie wiem jak Państwo, ale ja to znam z praktyki co­

CONTEN

czesności. Steiner kreśli bardzo wyrazistą kreską obraz
współczesnej kultury, ma poglądy mocne i stanowcze i stara
się - na ile mu to wychodzi, to osobna sprawa - ich bronić.
Zaproponowaliśmy Państwu tę książkę do rozmowy nie dla­
tego, bys'my ze wszystkimi jej tezami generalnie się zgadza­
li, ale raczej dlatego, że książka ta poprzez swoją stanow­
czość, poprzez apodyktyczność pewnych tez, zmusza do samorefleksji. Nie pozwala uniknąć zajęcia stanowiska wobec
zarysowanego w niej tak ostro konfliktu. Co jak co, ale letni
Steiner nie jest.
Rzeczywiste obecności
J to książka trudna w lekturze (do-

cji postępujące roztajemniczenie świata. A zniknięcie tai
mnicy musi prowadzić prostą drogą do - w tym miejscu S

n Ó W , ą C

|jH?
Jofficiii

s

v

Y

Muwl

4

u

1

llaŁ

n

1

0

U

nrzvoomina to też pewien obraz pierwszej thima' S
Steinera W zamku Sinobrodego, gdzie «
zonej u nas KsiązM
„
„ . „ „ i , ^ ; ^ me.-

d

t e g

z

o p e r y

B a r t o k a

s p o g l ą d a j ą c e j

m e

�C0N1
A DISC
Zbignie
Piotr K
:

ON STI
Michał P. Л
Real D.
Paweł Kłoc
The Pr\
Dariusz Cz
His Mc

***
Mirosław I
Otto К
Heide Klir
TheM
Philip She
TheB&lt;

JACEK
Aleksandr
The Si

***
Tomasz S
Oskar
Oskar Go
Peopl
Borys Us
Thep

THEF
(confe
Infon
Wiesław
Some
Dariusz (
Lesst
Wiesław
The i

***
Jan Goni
The.
Jean Sta
Disc
Janusz i
The
Henryk
Pup,

BROI
Bronisk
Dia

Summ
Notes

Red&lt;
Dore
Tłurr
Kort
P roj
Red
Adr&lt;

ga riposty, zwłaszcza kiedy chodzi o sztukę w nowej fazie cy­
wilizacji. Steiner zajmuje bardzo krytyczne stanowisko w tej
sprawie. Co prawda sam przyznaje, że dla muzyki jego roz­
ważania są tylko częściowo miarodajne, ale już samo to
stwierdzenie rozbraja nieco jego argumentację, gdyż teoria
w sztuce musi być zagadnieniem ogólnym, istotnym dla
wszystkich sztuk. Jeżeli nie możemy uznać tezy Steinera dla
muzyki, wówczas rodzą się wątpliwości, czy aby w jakiejś
mierze teoria nie jest równie konieczna i nieodzowna w in­
nych sztukach. Ogólna teza Steinera, iż teoria jest błędną po­
stawą wobec zjawisk artystycznych, traci swą pierwotną moc,
staje się tezą słabą, a może nawet bezsilną. Ażeby się upew­
nić w tym względzie muszę przyjąć dla riposty mój punkt
wyjścia czyli muzykę.
Otóż (dla muzyki) jest to teza błędna. Muzyka bez teorii
nie może ani istnieć ani się „rozwijać". Muzycy nie muszą
oczywiście być teoretykami, ale teorię przejmują jako wyu­
czoną konwencję, a choćby i z dobrodziejstwem materiału
muzycznego, który nie jest dany w naturze, jak marmur rzeź­
biarzowi.
Kiedy myślimy o „muzyce" i kiedy czytamy w książce
Steinera o „muzyce" winniśmy zdać sobie sprawę, iż jest to
pojęcie otwarte. Chodzi o zjawisko, które nie ma swej jedno­
znacznej definicji, w każdej kulturze muzyka jest nie tylko
inna, ale i jest czymś innym.
Rozważania nasze są ograniczone do kultury europejskiej,
w której muzyka ma charakter teoretyczny, od Greków po­
cząwszy, którzy wręcz rozbudowali jej teorię w formie mate­
matycznej. Książka Steinera nie może zresztą przeciwstawiać
się „teorii muzyki" pojętej jako kodyfikacja rzemiosła mu­
zycznego, czyli dydaktyce komponowania muzyki w dosłow­
nym znaczeniu tego słowa. Chodzi tu właściwie o sytuację
współczesną, w której, naturalnie, sama teoria zmieniła do­
tychczasowy charakter, stając się narzędziem już nie tyle, jak
dawniej, kontynuowania tradycji (oczywiście ze zmianami,
ale takimi, które nie prowadzą do zerwania), lecz do koncypowania nowych języków muzycznych, nowych kategorii
muzycznych, nowych zjawisk. Współczesna muzyka spek­
tralna, budująca na zjawiskach psychoakustycznych jest tego
przykładem. „Teoria" może też służyć do wprowadzenia uza­
sadnień dla nowych zjawisk, również dla takich, które napo­
tykają na opór odbiorców. I właśnie w tym punkcie staje się
problemem: albo okazuje się usprawiedliwiona albo fałszy­
wa. Teoria muzyki, jako teoria estetyczna dana artystom, nie
zawiera bowiem w sobie konieczności (istnieją poglądy,
które temu przeczą!), określa jedynie możliwości sztuki mu­
zycznej. Nie zawiera warunków ich falsyfikacji. Jeżeli zgo­
dzimy się z tym, przyznamy Steinerowi jakąś rację: uczulił
nas na możliwy fałsz „teorii". Zresztą „teorie" muzyki nawet
jeżeli są „prawdziwe", często są nadmiernie zdeterminowane
właściwościami tych dzieł, które właśnie mają opisać.
Chyba się z tym wszyscy (?) zgodzimy, że w t ó r n o ś ć jest
w naszej kulturze czymś realnym i powszechnym, że charak­
teryzuje wręcz nasze życie i myślenie muzyczne. Co prawda
nie wszyscy mogą być „pierwotni", nie wszyscy oryginalni
(Schumann powiedział kiedyś: „nikt nie jest całkiem orygi­
nalny"), ale istotną sprawą pozostaje, czy utrzymuje się w na­
szej świadomości ta zasadnicza, idealna granica oddzielająca
to, co istotne od tego, co tylko powielone, co tylko funkcjo­
nalne, służebne albo wręcz co pozorne: najgorzej, jeżeli
6

wszystko zaczyna tonąć w jakiejś nieprzejrzystej, postmoder­
nistycznej brei, w której nie sposób się już rozeznać. Jeżeli
tracimy kontemplację dzieła sztuki, jego przeżycie, doświad­
czanie muzyki, dogłębne z nią obcowanie, jesteśmy wówczas
zdani na zastępczy komentarz, na komentarz do komentarza
i tak dalej. Jeden komentarz klonuje drugi i nie ma temu koń
ca. Mnożą się dokoła dzieła artystyczne sztuczne, półprawdziwe i półfałszywe, udawane, albo i całkiem fałszywe, stra­
ciły swą Benjaminowską aurę, a zyskały jakąś mdłą logosferę, sterowaną zewnętrznymi czynnikami i potrzebami. Słowa
są potrzebne, pamiętajmy o tym, słowa nawet są konieczne,
bez nich nie utworzą się nieodzowne dla sztuki kategorie mu­
zyczne, ale jak utrzymać nad nimi kontrolę? Steiner nazywa
ten najbardziej niepokojący fenomen epoki „zerwaniem
przymierza" między słowami a rzeczami, między słowem
a światem. Wszystko staje się wówczas możliwe, dowolne,
równoznaczne, zaś nowy okres otrzymuje po tamtym, moder­
nistycznym, nową nazwę postmodernizmu. Język ma tę wła­
ściwość, że zdolny jest wyrażać zarówno prawdę jak nie­
prawdę. Muzykologia tworzy dyskursy słowne o muzyce
(a nie muzyczne), więc „zerwanie kontraktu" powinno stać
się dla niej problemem szczególnej wagi i szczególnej troski.
Zwłaszcza, iż muzyczne teorie estetyczne nie znają pojęcia
„falsyfikacji" i ich dowodność staje się nader wątpliwa. (Oba­
wiam się, iż jest to raczej wishful thinking).
Musimy też mieć na uwadze, iż całe to zagadnienie ma
niejako swą drugą stronę. Otóż w naszej epoce również samo
pojęcie „dzieła" zmienia się w kulturze europejskiej, a nawet
w niektórych zjawiskach muzycznych zanika. W klasycznej
kulturze muzycznej stanowiło ono przez bez mała czterysta lat
stabilny punkt odniesienia, samo przez się zrozumiały, tak że
nie stanowiło żadnego krytycznego problemu. Dzisiaj stało się
wręcz probierzem naszego stosunku do tradycji kulturalnej.
Bez dzieł nie ma kanonu dzieł. Zaś kiedy rezygnuje się z ka­
nonu konsekwencje kulturalne dadzą się łatwo przewidzieć.
Jeżeli wtórność prowadzi do stopniowej degradacji, „dzieło"
w pełnej swej godności i znaczeniu przeciwstawia się jej sa­
mym swym istnieniem - rzeczywistym i pojęciowym. I wów­
czas może nastąpić nasze z dziełem spotkanie. Takie rozumie­
nie sztuki wyrażone jest przez Steinera z wielkim talentem.
Jeżeli recepcja należy do nowszej estetyki, to fenomenologia
spotkania z dziełem wymaga etyki recepcji; staje się ona waż­
ną sprawą, całkiem oczywistą w świetle lektury Rzeczywistych
obecności. (Moment bierności obecny w pojęciu „recepcji"
jest poważnym mankamentem tego terminu).
„Muzyka" jest pojęciem otwartym i zerwanie kontraktu
daje niestety szanse na manipulację tym terminem. Założyw­
szy jednak - jak o tym wspominał pan dr Czaja - iż Muzyka
jest doświadczana „prawdziwie" jako „forma znacząca" teza
o transcendentnej obecności staje się po prostu sine qua non.
„Muzyka celebruje tajemnicę przeczuwania transcendencji" pięknie to określa Steiner. A w takiej perspektywie odsłaniają
się w muzyce treści należące do jej istoty, o których tylko
wspomnę, mimo iż nie ma ważniejszych: spotkanie dzięki
muzyce z „Innością" oraz muzyka jak akt „Wolności".
Zbigniew BENEDYKTOWICZ: Wedle naszego porząd­
ku chciałem teraz poprosić o zabranie głosu pana Zygmunta
Kubiaka.
Zygmunt KUBIAK: Bardzo dziękuję za udzielenie mi
głosu. Nie chcąc mącić wyznaczonego porządku, zacznę od

�usprawiedliwienia, że nie tak dużo mam tu do powiedzenia,
ponieważ książkę tę dostałem dopiero, od pana właśnie, trzy
dni temu. Postarałem się ją przejrzeć tak jak mogłem, jestem
w tej chwili dość pogrążony w korekcie wydawniczej mojej
świeżej książki, ale co mogłem, zrobiłem. Zapoznałem się
z problematyką i pragnę powiedzieć, że oczywiście słyszałem
o Steinerze, ale dopiero pierwszy raz się z jego tekstem ze­
tknąłem. W ogóle tego typu książek, intelektualnych książek
współczesnych, prawie nie czytam. I to może jest najciekaw­
sze, bo to Państwu może dać trochę do myślenia, że ja ich
prawie nie czytam. Ja czytam na przykład amerykańskiego
„New Yorkera", to jest dziś najlepsze pismo literackie.
Przeczytałem ostatnio, czy raczej przejrzałem, dwie książ­
ki, które jednak zachowam, przynajmniej jedną z nich. To
zdaje się pan Piotr Kłoczowski spowodował ukazanie się ich,
mianowicie Gorana i Kunderę. Kundery Sztuka powieści.
Kundera mnie rozczarował w dużej mierze, to znaczy, tam są
interesujące myśli, ale to jednak wydało mi się dosyć chude.
Natomiast Cioran zawsze mnie po prostu chwyta. Jest w nim
coś z Nietzschego. Ciorana zawsze z uwagą czytam. Wraca­
jąc zaś do Nietzschego, muszę powiedzieć, że to jest ostatni
filozof europejski, którego tak czytam jak Platona, jak tych
wielkich filozofów naszej tradycji, którzy są zarazem wielki­
mi pisarzami i artystami, co zdarza się rzadko. Właśnie Cio­
ran powiada, że filozof to jest niespełniony artysta. Ja też tak
uważam. Istnieje przepaść między sztuką a rozważaniem pro­
blemów sztuki, bo tworzenie sztuki przypomina w swoich ce­
chach pracę fizyczną, ja przynajmniej tak to odczuwam. Na­
tomiast dywagacje intelektualne unoszą się w przestworzu.
Tu dam przykład, co się dzieje z artystami, gdy zbyt łatwo
ulegają pokusie wypowiadania zdań teoretycznych. Właśnie
w książce Steinera są takie cytaty. D.H. Lawrence mówi:
„Zawsze czułem, jakbym stał nago wobec ognia wszechmo­
gącego Boga, który miał mnie przeniknąć. Jest to straszne
uczucie. Aby być artystą, trzeba być człowiekiem niezwykle
religijnym". Nie wiem co on rozumie przez słowo „religijny".
W takim zdaniu można to bardzo różnie rozumieć.
Zdaniem W.B. Yeatsa, którego ogromnie cenię jako poetę,
„żaden człowiek nie może tworzyć tak jak Szekspir, Homer,
Sofokles, jeśli nie wierzy całą swoją krwią i każdym zakoń­
czeniem nerwowym, że dusza ludzka jest nieśmiertelna". Dla
mnie kompletnie puste zdanie. Nie wiem, o czym on mówi.
Dalej: ,3ertrand Russell dowcipnie zauważył, że Bóg po pro­
stu dał człowiekowi o wiele za mało znaków swojego istnie­
nia, by wiara religijna nosiła znamię prawdopodobieństwa".
To też jest zdanie puste, podobnie jak na przykład książka Po
Bogu, której właściwie nie rozumiem.
Książek tego rodzaju nie czytam - muszę powiedzieć, że
bardzo dziękuję, że mi zwrócono uwagę na Steinera. To chy­
ba przeczytam jednak, bo tu jest dużo myśli, chociaż cała
konstrukcja wydaje mi się bardzo sporna, ale rzeczywiście
sporo jest u niego myśli, które mnie zainteresowały. Nato­
miast rzeczywiście tego rodzaju literaturę czytam minimal­
nie. Jeżeli czytam, to eseje. Więc być może Steinera będę
czytał, ponieważ Steiner żyje nadal, prawda? To będzie pisał
w„NewYorkerze".
Głos z sali: Nie, przestał pisać w „New Yorkerze". Pisze
teraz w „Times'ie"
Michał BRISTIGER: Ostatnio opublikował autobiogra­
fię, która nazywa się Errata.

Zygmunt KUBIAK: To bardzo ciekawe. Ja lubię czytać
eseje Audena, pewien czas temu czytałem gorliwie Eliota.
Muszę powiedzieć, że przez ostatnie dwa lata, bo obecnie już
jestem na etapie robienia korekty [rozmowa odbyła się wio­
sną 1999 r. przyp. red.], pracowałem nad książką, która mnie
skłoniła do tego, co było zgodne z moją chęcią, by żyć wśród
tekstów greckich i łacińskich. Czytałem po grecku i po łaci­
nie naszych głównych nauczycieli. Po prostu żyłem ich spra­
wami, ich sposobem myślenia. Bo napisałem książkę, która
jest companion volume wobec Mitologii. Mianowicie Litera­
turę Greków i Rzymian. To nie jest naturalnie historia litera­
tury, bo tego nie ma potrzeby pisać. Istnieją różne historie l i ­
teratury w naszym piśmiennictwie. Natomiast to jest esej
0 historii ducha antycznego, obserwowanego tak jak on się
przejawia w historii, w literaturze. W każdym rozdziale doty­
kam problemów, które są przedmiotem naszych tu rozważań.
Idę tropem tylko tamtych, swoich mistrzów.
Dwa rozdziały są o Sokratesie i Platonie. Podstawą ich
jest problem: poezja a mądrość, poezja a filozofia. Platon spa­
lił swoją tetralogię tragiczną, odszedł od poezji, ale chociaż ją
potępił, potem robi jeszcze większą poezję w swoich dialo­
gach o Sokratesie. To są sprawy, które zajmują mnie w całej
tej książce. Natomiast u Steinera znajduję frapujące nieraz
myśli, ale nic takiego, co by mi rozświetlało drogę, tak jak
obcowanie z moimi mistrzami greckimi, łacińskimi. A jeżeli
chodzi o filozofów europejskich, późniejszych, to jak powie­
działem, ostatnim, jak dotąd, filozofem takim jak tamci jest
Fryderyk Nietzsche. Dlatego też w mojej książce tak wielkie
ma znaczenie atak Nietzschego na Platona. Staram się to zro­
zumieć i uwydatnić. Gdy spośród cytatów u Steinera przyto­
czyłem zdania dotyczące problemu religijnego, wspomnia­
łem również o książce Po Bogu. Te zdania, zarówno zdanie
z Yeatsa, którego bardzo cenię, jak i zdanie z Russella, które­
go mniej cenię, wydają mi się puste. Muszę powiedzieć, że
mam zupełnie innych mistrzów mojego życia duchowego,
w tym, co dotyczy moich poglądów religijnych. Poza Pi­
smem Świętym, jest to święty Augustyn przede wszystkim,
którego znam głównie Wyznania, no bo nad tym bardzo dłu­
go pracowałem i ten przekład ulepszałem starając się wnik­
nąć w myśl autora. I muszę powiedzieć, że gdy spotykam się,
na przykład, z takimi rzeczami, jak pokazany mi „Nasz
Dziennik", w którym napisano o mojej Mitologii Greków
1 Rzymian, że to jest książka pogańska, mnie to nawet nie bo­
li ani nie oburza. Wiem tylko, że jest między nami przepaść
ogromna. Po prostu w rozumieniu świata i tradycji kultury.
Mam inne lektury. Mam innych mistrzów.
Tu można jeszcze wspomnieć króciutko zagadnienie:
chrześcijaństwo a pogaństwo, oraz inne zagadnienie: chrze­
ścijaństwo a ateizm. Piszę o tym w Literaturze Greków i Rzy­
mian. A ponieważ mam akurat z sobą egzemplarz tej książki,
bo właśnie idę do kawiarni, żeby trochę zmienić lokal - nie
do domu, tylko do kawiarni - żeby robić tę korektę, to po­
zwolą państwo, że przeczytam. Pod koniec tej książki jest
krótki fragment, w którym mówię właśnie o sprawie: pogań­
stwo a chrześcijaństwo. I tu po prostu moim mistrzem jest
święty Augustyn. Ten krótki fragment przeczytam:
„Gdy myślę o krajach śródziemnomorskich, pierwszą rze­
czą, jaką we wspomnieniu widzę, jest samo światło. Inne niż
na północy, niektórzy mówią: bezlitosne, światło przenikają­
ce niejaskrawą zieleń i szare albo bure kamienie. Wszystkie
7

�CON:
A DISC
Zbignii
Piotr К

ON ST
Michal P. 1
RealD
Paweł Kło
The Pi
Dariusz С:
His M.

***
Mirosław
Otto I
Heide Kli
The U
Philip She
The В

JACEI
Aleksand
The S

***
Tomasz S
Oska
Oskar Gc
Peop,
Borys Us
The i

"THEI
(COnf€
Infoi
Wiesław
Som&lt;
Dariusz
Less
Wiesław
The

***
Jan Gon
The
Jean StE
Disi
Janusz 1
The
Henryk
Pup

BRO
Bronisł
Die

Sumrr
Notes

Red
Don
Tłur
Коп
P roj
Red
Adr

rzeczy w tym świetle wydają się konieczne. Nie ma żadnej
niejasności, żadnego rozchwiania konturów, żadnych wybie­
gów. Nie dziwię się, że antyczni Grecy, żyjąc w takim świe­
tle, skłonni byli mniemać, iż świat jest taki, jaki musi być (to
znaczy: w swoich głównych cechach nie mógłby być inny,
niż jest) i jest wieczny. W tym się nieraz upatruje element od­
dzielający religię antyczną od chrześcijaństwa.
Czy trafnie? Ach, powiem co myślę. Niektóre z przeko­
nań, przypisywanych potocznie myśli chrześcijańskiej, wyni­
kają nie z niej, lecz z owej regresji cywilizacyjnej, a w kon­
sekwencji także intelektualnej, jaka nastąpiła po upadku ce­
sarstwa rzymskiego, i po przyjściu nad Morze Śródziemne
nowych ludów, wówczas jeszcze nieokrzesanych. Gdy się
czyta teksty myśliciela sprzed owej katastrofy, świętego Au­
gustyna, na przykład cztery końcowe księgi Wyznań, widzi
się, jaka otchłań dzieli biskupa Hippony od wielu później­
szych egzegetów. Dla niego niedorzeczne jest mniemanie, że
świat powstał wtedy a wtedy."
Naprawdę to jest wielkie rozpoznanie. Nie wiem czy
wszyscy czytelnicy Wyznań zwracają na to uwagę. A wiem,
że młodzież teraz czyta Wyznania św. Augustyna bardzo gor­
liwie. Dodruki natychmiast się rozchodzą. Wracam do tekstu
książki „Czas, powiada Augustyn (Wyznania 11, 13), został przez
Boga stworzony razem ze światem. Przedtem nie było żadne­
go czasu. A właściwie trzeba rzec inaczej, nie było żadnego
'przedtem'. Po końcu zaś świata czasu już nie będzie więcej,
jak czytamy w Apokalipsie (10, 6). Istnienie więc tego świa­
ta wypełnia cały czas. Ten świat w żadnym czasie nie zaczął
się i w żadnym się czasie nie skończy. A wieczność transcen­
dentna. Boża? A zaświat? A miejsce, gdzie przebywają umar­
li? U któregoś z angielskich filozofów analitycznych przeczy­
tałem takie zdanie, nie mogę go zapomnieć. - (Niestety przy­
kro mi. nie pamiętam u którego. Mój przyjaciel Alfred Gaw­
roński karmił mnie angielskimi analitykami. Ja tego mnóstwo
przeczytałem. I to zdanie zapamiętałem.) - Sąd ostateczny
jest teraz, tylko głębiej. Dla mnie to jest jedno z kluczowych
zdań. Jest to śmiała próba zastąpienia metafory czasowej me­
taforą przestrzenną w usiłowaniu powiedzenia czegokolwiek
o wieczności, próba dająca nam do zrozumienia, że o tej stre­
fie możemy tu, na ziemi, mówić tylko metaforycznie. Jak
przemawiali oszołomieni ludzie, wyprowadzeni nagle z dołu.
z mroku, z jaskini opisanej przez Platona w Państwie."
To tylko krótko tu przypomniałem. W książce mówię też
o zagadnieniu transcendencji w judaizmie i w Nowym Testa­
mencie, ale już nie będę tego Państwu czytać, żeby nie prze­
rywać toku dyskusji. Chciałem dać przykład, że jak ktoś ob­
cuje tak na co dzień, intymnie, z myślą św. Augustyna, Gre­
ków itd., wiele rzeczy w innych książkach jest potem bardzo
trudnych, no, może nie powiem, że zupełnie nie do przyjęcia.
Gdy na przykład czytam u Yeatsa określenie religijności, już
je cytowałem, po prostu dziwię się temu. to do mnie nie prze­
mawia.
Jeśli mam wrócić teraz do spraw sztuki, wyznam, iż cyto­
wane tu wyżej deklaracje wydają mi się mało dla niej przy­
datne. Już pan prof. Bristiger zastanawiał się nad tym, do ja­
kiego stopnia teoria jest potrzebna w sztuce. Nie umiem okre­
ślić tego inaczej, mogę tylko tak powiedzieć trochę metafo­
rycznie: sztuka ma cechy pracy fizycznej, chodzi mi o two­
rzenie sztuki, moim zdaniem każdej. Nie znam się na muzy-

ce. Wiem jak się kształtuje zdanie, jak się kształtuje kom
zycję, tego staram się doświadczyć. Otóż to ma cechy pr;
fizycznej, to jest coś innego niż rozważanie tego teoretyczni
Natomiast ten przejmujący, najcenniejszy dla mnie wąte]
u Steinera, to odwojowywanie metafizyki, które u niego jes
To na mnie zrobiło największe wrażenie. Ale jak mówię, t
znajduję znacznie mocniejsze, jeszcze bardziej przejmująci
u moich mistrzów greckich, łacińskich, u świętego Augusty
na. A także u Nietzschego. Gdy Nietzsche wygłasza tezy po­
zornie antymetafizyczne jest bardziej metafizyczny niż wielu
pisarzy, którzy uważają się za religijnych. Dziękuję.
Zbigniew BENEDYKTOWICZ: Widzę, że pan I
czowski chciałby tu bezpośrednio nawiązać do tego...
Paweł KŁOCZOWSKI: Króciutko, jednak w obroni
Steinera, chciałbym gorąco namówić pana Zygmunta Kubia
ka, aby przeczytał tę książkę, bo we wszystkich punktach jes
właściwie zgodny całkowicie z panem. Rzadko kto, przepi
szam, że tak ośmielę się mówić, ale rzadko kto może dość
gnąć Steinera w umiłowaniu Greków, napisał cztery książk
o Grekach, o Antygonie taką grubą książkę... Cała tu oma­
wiana książka jest poświęcona obronie kanoniczności i klasy
ków. Te „rzeczywiste obecności", to są przede wszystkim
obecności klasyków! We wszystkich punktach są panowie
zgodni, jednak jest jedna różnica, to znaczy on przeszedł, że
tak powiem, przez ognie czyśćcowe amerykańskich wydzia­
łów nauk humanistycznych. I rzeczywiście to być może jakiś
zostawiło na nim ślad. Ale obrona jego jest identycznie taka
jak u Pana.
Zygmunt KUBIAK: Rozumiem, bardzo dziękuję, prze­
czytam na pewno.
Wiesław JUSZCZAK: Chciałem powiedzieć jedną rzecz
tylko, też w związku z pana wypowiedzią. Ponieważ również'
jestem miłośnikiem Yeatsa, wydaje mi się, że dwa zdania,
które pan zacytował, mają to do siebie, że jeżeli się przyjmie
jedno, to trzeba odrzucić drugie.
Zygmunt KUBIAK: Ale to zdanie jedno było Yeatsa,
przedtem było Russella...
Wiesław JUSZCZAK: Wiem. Ale nie wiem czy odrzuca
pan oba. Jeżeli zdanie Russella jest puste, to zdanie Yeatsa ma
sens, lub odwrotnie. Dla mnie stoją one wzajemnie na anty
podach. Więc albo Russell albo Yeats. Ale nigdy obaj po tej
samej stronie.
Zbigniew BENEDYKTOWICZ: Jeśli można tutaj na
chwilę sobie udzielić głosu. Myślę, że wszyscy jesteśmy tro­
chę w tym samym kłopocie. Wypowiedź pana Zygmunta Ku­
biaka o odrzucaniu pewnego typu książek współbrzmi bardzo
mocno z ogólną tonacją, z przesłaniem książki Steinera.
Mówi jednocześnie o pewnej trudnej sytuacji, w jakiej znale­
źliśmy się. Cały wywód Steinera o wtórności współczesnej
humanistyki, o tym właśnie że - teksty rodzą teksty, teksty
klonują teksty, że brak jest obcowania ze źródłami, brak jest
obcowania z żywym dziełem, czy przekazem, i że ta wtórność nas atakuje, bliska jest temu co mówi pan Kubiak.
Z drugiej zaś strony, ta cała krytyka akademizmu, który two­
rzy tego rodzaju wtórne światy, wydaje się być kłopotliwa dla
nas, dlatego bo uderza i w nas tutaj. W końcu jesteśmy w aka­
demii i zajmujemy się... Steinerem. I powstanie tekst, który
opublikujemy, z tej rozmowy. Ktoś powie, że sklonowali Ste­
inera. Mnie się wydaje, że ta książka w tej manierze ataku na
akademię, na wtórność, na współczesną kulturę - może dla

�wielu bliska - jest dość, moim zdaniem, apodyktyczna. Cha­
rakterystyczne, być może to jest program, być może narzuca
to forma, to, że to są eseje, książka ta zawiera wspaniały in­
deks wielkich nazwisk, natomiast ani jednego przypisu. Być
może jest to program, żeby to nie był tekst obarczony jakim­
kolwiek odnośnikiem, żeby nie nawiązywał do jakiegokol­
wiek komentarza. Dla mnie jest to bardzo charakterystyczne.
Mowa była też o tym, że zajmujemy się tą książką w dziesięć
lat po tym jak się ona ukazała. Myślę, że dla środowiska an­
tropologicznego, czy socjologicznego jest tu jakaś diagnoza
współczesnej kultury, mimo że dziesięć lat temu postawiona,
dla nas o tyle właśnie interesująca. Chciałbym teraz cofnąć
się o jeszcze dziesięć lat i przytoczyć pewien fragment z te­
kstu Zygmunta Kubiaka, fragment, który mi zapadł głęboko
w pamięć, jeszcze w tej formie publikowanej w „Tygodniku
Powszechnym". Mianowicie nawiązać do takiego zapisku
z podróży do Ameryki, w którym opisywał pan te nowojor­
skie ogródki księgarskie. To, co mnie uderzyło - bo zazwy­
czaj narzeka się na amerykanizację współczesnej kultury - to
ocena pańska nie była taka surowa. Otóż pan tam zwrócił
uwagę, przechadzając się po tamtych księgarniach, że są
w nich dwa jakby duże działy, jedne to są właśnie wybory te­
kstów, czyli powiedzielibyśmy literatura źródłowa, łatwo do­
stępna, wydawana w „pocket-bookach", w popularnej niemal
formie a z drugiej strony, ja tutaj, może niedokładnie, mam to
przepisane, ten fragment, w którym pan pisze, że „drugą nie
mniej znamienną cechą jest to, że ukazuje się w dziedzinie
humanistyki tak wiele książek trudnych, specjalistycznych,
wyrafinowanych, jakby niezwykłych kwiatów wyhodowa­
nych w cieplarniach". Między innymi tutaj są przywołane
studia o stylu Flauberta, czy muzycznych walorach pieśni
Pindara. O, mam ten fragment zapisany: „Są to książki nieraz
świetne, odkrywcze. Ich wydawcami są uniwersytety, często
mało znane uniwersytety prowincjonalne". Jest taka konklu­
zja: , jest to kultura w pewnym aspekcie popularna, w innym
bardzo uniwersytecka. Ktoś by powiedział może z naganą, iż
szkolarska, ale dla mnie to słowo ma sens pozytywny, bo ce­
nię szkoły". Podpierając się tym pańskim tekstem i z przeko­
rą wobec Steinera broniłbym tej nieefektownej, akademickiej
właśnie, pracy komentatorskiej, bez której czasami pewne
odkrycia, czy pewne nawet przeżycia obcowania z tradycją
i z kulturą, i z tym żywym, źródłowym przekazem są niemoż­
liwe. Oczywiście, można powiedzieć, że my wszyscy po ci­
chu wiemy, w jakiego typu teksty ta polemika Steinerowska,
w jaką tradycję krytyki literackiej (dość świeżą) ona uderza,
ale sama trochę właśnie stanowi ten kłopot, że się wpisuje chociaż polemizując - w taki właśnie nurt meta-, metarefleksji. Być może się mylę. Chciałem teraz wrócić do tego usta­
lonego porządku, mimo że sobie udzieliłem głosu, i proszę
pana profesora Juszczaka, a potem pana profesora Sempolińskiego.
Wiesław JUSZCZAK: Właściwie nie chciałbym jeszcze
zabierać głosu, bo do tego w dyskusji zawsze długo dojrze­
wam. Widzę w tym momencie jedną sprawę, do której chciał­
bym się odnieść w zupełnie ogólnym trybie. Idzie o uwagę
prof. Bristigera, że książka tu omawiana ukazała się w Pary­
żu w dwa lata po publikacji oryginału, a u nas dopiero po la­
tach dziesięciu. Fakt ten zdaje mi się czymś pozytywnym.
Ten rodzaj opóźnienia (oczywiście tyczy to szerszego grona
czytelników, bo wielu czytało oryginał od razu) - takie

opóźnienie chroni nas w pewnej mierze przed tym, przed
czym Steiner ostrzega, a zdanie to w pełni podzielam. Nie na­
leży w lekturach trzymać bez przerwy „ręki na pulsie", czy­
tać to, co reklamuje się jako najnowsze i „odkrywcze" (lepiej
poczekać aż się ta odkrywczość sprawdzi, a modne naukowe
książki starzeją się dzisiaj bardziej niż filmy). I generalnie:
nie należy czytać za dużo jeśli chce się coś powiedzieć kie­
dyś od siebie. Zachłanność lektury tłumi aktywność twórczą
(myślę teraz o aktywności naukowej). Steiner ostrzega nas
przed tym. Ostrzega także - i równocześnie, bo jedno łączy
się z drugim - przed amerykanizacją europejskiej kultury
(i w tym nauki). Tylko, że to ostrzeżenie już teraz jest chyba
spóźnione. Czytamy też u niego bowiem: „Geniusz amery­
kański dąży do zdemokratyzowania wieczności". Powinna to
być wywieszka w wielu salach wykładowych wielu uczelni.
U nas. Bo geniusz europejski czyni to samo za tamtym fatal­
nym przykładem.
Co do klonowania, na które zwrócił uwagę Michał Bristiger. Brałbym to słowo w znaczeniu bliższym jego etymolo­
gicznego źródła. Rozumiałbym przez to nie identyczność po­
wtórzenia, a odgałęzienie. Wtedy mamy obraz ciągłości tra­
dycji, wyrastania jednej gałęzi z drugiej, lub wprost z pnia,
który cechuje już długie trwanie.
Niepokoi mnie też w wypowiedzi prof. Bristigera stwier­
dzenie, że teoria jest potrzebna jedynie w odniesieniu do two­
rzenia dzieła muzycznego. Jeżeli znów weźmiemy „teorię"
etymologicznie, jako „oglądanie" czy „ogląd", to możemy
przez to rozumieć również w s p ó ł t w o r z e n i e dzieła, jego
„interpretację" w sensie „wykonania muzycznego" - w każ­
dym razie jako coś bliskiego temu. Dawno już wycofałem ze
swego naukowego słownika wyraz „odbiór". Pojęcie to zosta­
ło rozwałkowane i zmistyfikowane zwłaszcza przez teorię l i ­
teratury, za którą teorie innych sztuk szybko podążyły.
W „odbiorze" widzę i odczuwam coś z bierności „postronne­
go widza". A mnie zależy na aktywności twórczej, usiłującej
wobec dzieła sprostać czy iść za aktywnością artysty. Ode­
brać można paczkę na poczcie i nawet potem jej nie rozpako­
wywać, skoro wiemy, co w niej jest. I na koniec: jeżeli teorię
pojmiemy jako zasadę współtworzenia dzieła, to nie wiem,
jak się ustosunkować względem przeprowadzonej przez Stei­
nera krytyki teorii. Nie wiem, czy chodzi mu o krytykę, która
ocenia tylko, czy która „partneruje" artyście, a więc razem
z nim współtworzy dzieło.
Michał BRISTIGER: Wtrącę jedno zdanie. Mówiłem
o teorii, ale to nie znaczy, iż ją utożsamiam z „elementem czy
zasadą działania warsztatowego". Rzeczywiście w X V I I I
wieku nabrała ona takiego szkolnego charakteru normatyw­
nego w sensie dydaktycznym, ale nie „rzemiosło" kompozy­
torskie miałem na myśli, ale innego rodzaju „działania" kreatywne. (Zresztą nie do każdej teorii XVIII wieku to się
odnosi, bo przecież obok Fuxa mamy Rameau.) Steiner mówi
jednak nie tylko o teorii, ale także i o krytyce. Każde dzieło
ma według niego charakter krytyczny. To znów prowadzi nas
w jeszcze inną stronę, ku teorii estetycznej Adomo. Ale nie
o niej rozmawiamy.
Przy sposobności: Autor nie może (nie umie?) zaliczyć
ani jednej książki muzycznej do kanonu kultury, nawet tych
czterdziestu przesławnych stroniczek Schopenhauera. Czyż­
by nie było ani jednej wielkiej książki o muzyce na przestrze­
ni całych dziejów? No cóż, , A " jak Arystoksenos... itd.
9

�CON
A DISC
Zbigni
Piotr I

ON ST
Michał P.
Real I
Paweł Kłc
TheP
Dariusz С
His M

***
Mirosław
Otto i
Heide Kii
Theh
Philip Sh
Thel

JACEI
Aleksand
The'

***
Tomasz!
Oska
Oskar G&lt;
Peop
Borys U:
The\

"THEI
(confe
Infoi
Wiesław
Som
Dariusz
Less
Wiesław
The
***
Jan Gor
The
Jean Su
Disi
Janusz 1
The
Henryk
Pup

BRO
Bronisł
Die

Summ
Notes

Red,
D о r&lt;
Tłun
Kort
P roj
Red
Adr.

Wiesław JUSZCZAK: I , skoro już się rozgadałem, je­
szcze jedna rzecz. Książkę Steinera właściwie przestałem
czytać (choć czytałem ją jeszcze dalej) po rozdziale pierw­
szym. Bo uznałem (tu wracam do tego, że to nic strasznego,
że mamy ją w księgarniach tak późno od ukazania się orygi­
nału), że przez tych dziesięć lat myślałem i pisałem o współ­
czesnej kulturze (o jej negatywnych stronach zwłaszcza) - tu
proszę mnie nie posądzać o megalomanię - niemal tak samo
i to samo, co Steiner. Nie było dla mnie w tej lekturze ani nic
zaskakującego, ani nic inspirującego na nowo. To nie moja
zasługa, ale Heideggera. Bo w moim przekonaniu Steiner ca­
ły od Heideggera wychodzi. Od tego filozofa, dla którego
w filozofowaniu przewodnikiem ma być artysta. Poeta przede
wszystkim, jak to się czyta w studiach o Hólderlinie i Rilkem
czy Traklu. I może tu mogłyby się skończyć nasze spory.
Sprawa rozwiązuje się w ten sposób, że winniśmy wrócić do
źródeł. Do tych albo takich źródeł. Bo czym jest książka Ste­
inera w gruncie rzeczy: czymś, co za Eliadem można by za­
tytułować - la nostalgie des origines.
Jacek SEMPOLIŃSKI: Ja też tę książkę częściowo prze­
czytałem, częściowo przejrzałem tylko, pisałem różne notat­
ki na marginesie tej lektury, one są porozrzucane wśród drob­
nych fragmentów i chciałem na początek się wytłumaczyć,
dlaczego tak we fragmentach to podam. Mianowicie w „Ty­
godniku Powszechnym" pisuje ostatnimi miesiącami bardzo
inteligentny człowiek - Andrzej Dobosz, którego większość
z państwa pewnie zna. Otóż, w ostatnim numerze przeczyta­
łem bardzo interesujący jego felieton (on jest bibliofilem,
księgoznawcą, jest właścicielem księgarni, i to jest jego spe­
cjalność). Przytacza on jakąś rozmowę sprzed wielu, wielu
lat z profesorem Tatarkiewiczem, gdzie pytający się pyta: jak
pan profesor zrobił, że w ciągu życia, w końcu zakłóconego
rozmaitymi kataklizmami, napisał pan tak dużo podstawo­
wych dzieł. - Ano, bo jak wracałem do domu z wykładu,
a kartofle jeszcze nie były ugotowane, to siadałem do biurka
i pisałem akapit, żeby nie tracić tego kwadransa. Andrzej Do­
bosz potem wyliczył jako biblioznawca, ile akapitów napisał
w życiu profesor Tatarkiewicz, w cyfrach. Następnie napisał
ile wierszy ma najdłuższy akapit, a ile ma najkrótszy. Pomię­
dzy kilkudziesięcioma, a czterema zawiera się ta amplituda.
Dobosz wysnuwa wniosek, że całe dzieło Tatarkiewicza to są
akapity. Otóż przepraszam, że to, co chcę powiedzieć, to aka­
pity.
Zacznę od tego, że sam Steiner, nawet na skrzydełku jest
to napisane, w tekście Ryszarda Kapuścińskiego (jak wiado­
mo od skrzydełek się najczęściej zaczyna czytanie, czy też
obwąchiwanie książek), taki aforyzm napisał na temat muzy­
ki, że oczywiście to jest jedyna sztuka, albo ta sztuka, która
najbardziej ze wszystkich innych sięga sfery absolutu. I dla­
tego kobiety nie zajmują się komponowaniem muzyki, utwo­
rów muzycznych. Steiner to napisał, i ładnie wytłumaczył:
ponieważ dany im jest umysł od razu dojrzały i realistyczny.
Zajmę się najpierw aktem twórczym jako podstawowym
dla twórczości. Otóż można powiedzieć, że w życiu człowie­
ka (ludzkości) jest kilka punktów ciemnych i tajemniczych,
których człowiek nie przeskoczył i nie przeskoczy pewnie.
Bo nie może, albo też i nie chce. To zabijanie (również zjada­
nie), seks, cierpienie (ból) i może jeszcze inne. Do takich
punktów zaliczyłbym talent (czyli pierwotną energię powo­
dującą akt twórczy). Jest ona zagadkowa, bezpodstawna
10

i w świetle kultury filozoficznej czy teologicznej, a-moralna.
Jeśli składnikiem dobra jest, przeważnie wyliczana, sprawie­
dliwość, to energia ta sprawiedliwości w sobie nie ma.
Ktoś zacny, kochający bezprzykładnie sztukę, talentu nie
ma, choć zasługuje, a łajdak, szubrawiec, lekkoduch - ma.
Do czego więc taki dar jak talent służyć może ludziom, sko­
ro dobra jakby jest pozbawiony? By ujawnić zło? lub dobro?
A może wskazać, że dobro ze złem jest przerośnięte i nie­
możliwe do oddzielenia. Szczególnej pikanterii nabiera tu
fakt, że właśnie on, talent, został w tej dwuznaczności sprzę­
gnięty ściśle z kulturą religijną człowieka. Zadziwia dzieło
Michała Anioła i Caravaggia (a pewno i innych), które wywo­
ływało zgorszenie i życie tych artystów też.
Kaplica Sykstyńska to pomnik zgorszenia; kazano nawet,
wkrótce po odsłonięciu Sądu Ostatecznego, zamalować nie­
które fragmenty. Caravaggio został wyklęty i oskarżony i mimo to dalej malował obrazy religijne, choć mógł przecież
swą obsesję wyładować w innych, „prywatnych" obrazach.
Otóż nie - wciskał ją w kompozycje o tematach „świętych".
Talent, a więc i akt twórczy, mogą być policzone do
owych ciemnych punktów w dziejach człowieka. I w tym
zbliżone do aktu miłosnego. Anarchicznego, nieokreślonego,
tajemnego. Tłumaczenie go koniecznością przedłużania ga­
tunku wygląda czasem jak „utylitaryzowanie" tajemnicy. Ro­
dzenie, jako „wyrok", pojawia się w Księdze Rodzaju nieja­
ko „po"; czy może jako kara?
Akt twórczy może być rozumiany, podobnie jak akt miło­
sny, jako uleganie przemożnej tęsknocie, która człowieka
przenosi z wielką siłą ku Otchłani, w której jeszcze go nie by­
ło, bo dopiero z mułu ziemi miał powstać. I całe życie ku tej
otchłani zmierza. Do tyłu, czy do przodu. Otchłań, o której
Stwórca nie mógł orzec, że była dobra. Pamięć jest więc skła­
dnikiem podstawowym, jądrem twórczości, jako energia nie­
jako „przednastawna". Ta pamięć zjawia się też podobnie jak
pojedyncza, nieśmiertelna dusza, jako „prywatny" pojedyn­
czy „interes" człowieka. Z tej pamięci, z głębi aktu twórcze­
go (podobnie jak miłosnego), nikt wyliczyć się nie może. Do­
piero gdy wepchniemy ów syndrom w objęcia kultury, poja­
wia się zarówno wyliczenie (rozliczenie) jak i interpretacja.
Pojawia się pojęcie kulturowe prawdy, dobra, zła. Znaczeniowość sztuki też w tym zespole kulturowym funkcjonuje. Da­
lej pojawia się też profesjonalizm, i w twórczości, i w teorii,
a więc hermeneutyka wraz z jej „nadmiarem" obecnym, na co
uskarża się Steiner.
Czyżby pisarz ten tęsknił do Otchłani?
Ciekawym zjawiskiem, z rodzaju „profesjonalizmu" jest
władztwo interpretacji nie tylko w krytyce czy właśnie her­
meneutyce, ale i w twórczości samej.
Bardzo wiele utworów, dzieł sztuki, to nic innego jak in­
terpretacja interpretacji. Początkowa interpretacja świata
(wyglądów czy faktów) w dziele sztuki zostaje następnie zin­
terpretowana w innym dziele uruchamiając łańcuch interpre­
tacji, i stwarzając jego tragiczny nacisk. Okowy. A kto pra­
gnie wiedzieć, jak wygląda „znaczeniowość" w tym łańcuchu
dzieł, niech posłucha anegdoty o Robercie Schumannie. Kie­
dyś kompozytor, w gronie przyjaciół, zagrał swą świeżo
skomponowaną sonatę. Zaraz też padło pytanie: mistrzu, czy
mógłby pan wyjaśnić co ta muzyka znaczy? Schumann na to
siadł do fortepianu i ponownie wykonał cały utwór.
Interpretacja została więc zinterpretowana przez samą sie-

�hie Pisze o tym zresztą sam Steiner, ale nie rozwija wątku in­
terpretacji istniejącego w obrębie samej twórczości artystycz­
nej, jakby tę władzę przypisywał wyłącznie objaśniaczom.
Tymczasem, tak jak w hermeneutyce, sam jej nadmiar powo­
duje wycieńczenie i pustkę, tak w twórczości artystycznej za­
sada „glossowości" sztukę uśmierca i z tego uścisku, artyści
nie mogą się wyślizgnąć. I to nie tylko dzis' - zwiedzanie
któregoś z wielkich muzeów sztuki dawniejszej, jak Kunsthistorisches Museum czy Luwr uzmysławia tę specyfikę: kilo­
metry ścian zamalowane czasem pięknymi kolorami, bez
żadnej potrzeby, przyprawiają o melancholię. Widzimy obra­
zy doczepione do obrazów, nie do życia, obrazy wytworzone
przez kulturę i w niej zamierające. Umiejętności zamiast
wzruszenia. W twórczości i w interpretacji. Podręcznik kon­
trapunktu można potraktować jako dzieło bardziej absolutne
od fug Bacha, wykres ciała ludzkiego - od Ostatniej Wiecze­
rzy. I być może tak jest - oba „ideogramy" mogą być tworem
jakiejś przedustawnej intuicji, wcielać „dane" z chaosu.
Umiejętność jako niszcząca siła pojawia się później, w dąże­
niu do stworzenia dzieła sztuki. Jesteśmy tu w pułapce, bo
z jednej strony teoria i reguły są być może już konceptualizacją pierwotnego „aktu miłosnego", z drugiej zaś - dzieło, ja­
ko rzecz z natury „wzruszająca" staje się glossą do teorii.
Gdzie więc zbawcza szczelina?
Podobnie jak w dziejach człowieka (świata) wykoncypować można linię - od chaosu do dziś - tak w życiu jednostki
ludzkiej linię tę można potraktować jako odwzorowanie ogól­
nego modelu. Pamięć jest spoiwem (linią), która tworzy prze­
bieg życia. Młody, dopiero powstały, ma w sobie, nieuświa­
domioną „pamięć" przeciwstawnej otchłani zawierającej
wszystkie potencjalne możliwości rozwoju, później, dorośle­
jąc, tę pamięć traci, zapomina. A tylko tam pojawia się mię­
dzy innymi podstawowa energia twórcza, która potrzebuje się
uwidocznić niekoniecznie w postaci dzieł. Nie potrzeba
„dzieła" kierowała ręką człowieka malującego w grotach,
lecz potrzeba ekspansji czy agresji. Rozmaicie się te malowi­
dła interpretuje, również jako magię. Choć czym może być
magia nie wiadomo, może to przemożna potrzeba ruchu „do
tyłu", do nieznanych początków; tęsknota za czymś, co było
a nie ma tego, albo co jest „obok", nie tu.
Ta pierwotna, z pamięci się biorąca potrzeba ekspansji,
agresji, „zatwierdzenia", wepchnięta w okowy kultury, zatra­
ca się w świadomości człowieka kulturalnego i, jako już „zutylitaryzowana", staje się pożywką dla interpretacji. Nie moż­
na tej ostatniej pomniejszać, bywa pożyteczna, jest też jedną
z głównych sił człowieka myślącego, godnością ludzką, a co
ważniejsze, jest potrzebą „odzwierzęcenia" człowieka, wy­
rwania go z chaosu. Tylko to wyrwanie czyni kulturę rzeczą
samoistną, „rzeczą" właśnie, rzeczą użytkową, a ta do wszel­
kiego użytku się nadaje. W przypadku sztuki, nadaje się do
interpretowania. Dzieło (ono, samo jego pojęcie) jest produk­
tem sztucznym, z kultury pochodzącym i, oderwane, staje się
bezbronne. Jeśli interpretator pyta skąd ono pochodzi, pyta
tylko o to z jakiej formacji i jak się odnosi do poprzedzają­
cych je, do kontekstu. Pole do działania jest ogromne, nasy­
cić je pomysłami nie sposób, pomysł rodzi pomysł, tworzy
się dziedzina samowystarczalna. Oderwanie zasadnicze,
główne, działa już automatycznie i ciągle; i odrywa myśl
o twórczości od twórczości samej. Być może jest potrzebą
naturalną, przynależną człowiekowi, uszlachetniającą go;

człowiek nabiera poczucia, że coś wie, rozumie. Jest to po­
trzeba nie tyle przyrodzona, co przynależna właśnie.
Niepokoje Steinera o nadmiar interpretacji w świecie
współczesnym są więc może przesadzone, ale i zrozumiałe.
A zrozumiałe dlatego, że nęka go utrata „pamięci". Pamięci
0 tym, skąd naprawdę impuls tworzenia się bierze. Tego impul­
su zinterpretować się nie da, interpretować można tylko „ciągi
późniejsze" a to czyni naszą myśl jałową. 1 być może nie sama
„ilość" tych myśli niepokoi, co pustka, zatrata pamięci.
W pewnym sensie akt twórczy porównać można do aktu
miłosnego (z potrzeby którego powstał „grzech"), jego skut­
ki, kara, utylitaryzm (przedłużenie gatunku), aktu tajemni­
czego (według niektórych „absolutnego"), nie nadającego się
do niczego, bo będącego samym wyładowaniem siły „bycia".
Ona jest sama w sobie, niweluje granice między dobrem
1 złem, między tym co przedtem i tym co potem. Punktem
stałym, jeszcze przed takim przesunięciem go, które tworzy
linię. A tylko linia może być przedmiotem interpretacji. Za­
stąpienie słowa „twórczość", słowem „sztuka" jest ucywili­
zowaniem. Potrzebnym człowiekowi. Ale zapominanie,
wstyd tej pamięci, wpycha w próżnię kultury, czegoś „przy­
zwoitego". Jeśli w twórczości artysty zjawia się element „ży­
wy" (mimo profesjonalizmu) to tylko dlatego, że artysta ów
nagle sobie coś przypomniał, stał się dzieckiem w łonie mat­
ki, nic nie wiedzącym; znalazł się znienacka w przedstawio­
nej otchłani. Interpretacja mówi nam: jesteś człowiekiem, za­
pominanie o niej mówi: skąd jesteś.
Zbigniew BENEDYKTOWICZ: Teraz kolej na pana
Pawła Kłoczowskiego, proszę.
Paweł KŁOCZOWSKI: Dziękuję, ja zacznę od tego, co
już mówiłem, o podobieństwach między Steinerem a Kubia­
kiem. Jak można rozumieć twórczość Zygmunta Kubiaka?
Dla mnie takim tekstem kluczowym jest tekst z 1956 roku
o odrealnieniu świata, taki krótki esej w jednym z pierwszych
numerów odnowionego „Tygodnika Powszechnego", o tym.
że totalitaryzm w naszym kraju był doświadczany jako odej­
ście od natury i odrealnienie świata. Kubiak nie napisał ani
razu tekstu explicite antykomunistycznego, ale wszystkie je­
go teksty są buntem przeciwko odrealnianiu świata i apologia
tej rzeczywistości, której świadectwo przynoszą klasycy lite­
ratury cywilizacji europejskiej. Otóż wydaje się, że głębsza
linia myślowa Steinera biegnie podobną koleiną. Punktem
odniesienia dla Steinera jest inna wersja totalizmu i sam fakt
Shoah. Powstaje pytanie czy ten fakt nie zakwestionował głę­
boko całej właśnie cywilizacji europejskiej. To jest zawsze
ukryty punkt wyjścia refleksji Steinera. Powiedziałbym, że
jest to punkt wyjścia charakterystyczny dla każdej ciekawszej
myśli środkowo i wschodnioeuropejskiej. Steiner jest nam
o tyle bliski, że stale powołuje się na swoje austriacko-galicyjskie pochodzenie. On się w pewnym sensie czuje naszym
bratem. W niedawno wydanej autobiografii (Errata. An Exa­
mined life, 1997) opowiada, jak uciekł w ostatniej chwili, je­
go ojciec zdecydował się wyjechać w ostatniej chwili z rodzi­
ną, tuż przed wejściem Niemców do Wiednia, wyjechali naj­
pierw z Wiednia do Paryża, potem z Paryża do Nowego Jor­
ku. W obliczu Shoah obrona faktyczności urasta do ogromne­
go problemu moralnego...
Recepcja książki Rzeczywiste obecności w Polsce jest
utrudniona, bo nie wiemy czym jest dominacja postmoderni­
zmu i dekonstrukcjonizmu nad umysłami humanistycznymi,
//

�C0N1
A DISC
Zbignie
Piotr К

ON STI
Micha! P. N
Real D
Paweł Kkx
The Pn
Dariusz Сг
His Mc
Mirosław 1
Otto К
Heide Klir
TheM
Philip She
The В,

JACEr"
Aleksandi
The Si

***
Tomasz S
Oskat
Oskar Go
Peopl
Borys Us
The p

"THEF
(confe
Infor
Wiesław
Somt
Dariusz i
Lessi
Wiesław
The

***
Jan Gon
The
Jean Sta
Disc
Janusz I
The
Henryk
Pup

BRO
Bronisł;
Dia

Summ
Notes

Red
Dor.
Tłun
Kon
Proj
Red
Adr

w szczególności na uniwersytetach amerykańskich. Jak już
zauważyliśmy, książka jest wymierzona przeciwko tym tren­
dom, Derrida to bete noire Steinera. Kluczem do dekonstrukcjonizmu może być jeden z aforyzmów z Wiedzy radosnej
Nietzschego. Powiada Nietzsche, że studiował różne interpre­
tacje Rewolucji Francuskiej, od prawicy do lewicy: katolic­
kie, integrystyczne, kontrrewolucyjne, liberalne, republikań­
skie, socjalistyczne, jakobińskie, marksistowskie. I powiada
Nietzsche w ten sposób - nie ma faktów, są interpretacje. In­
terpretacje pożarły rzeczywistość. Otóż książka Steinera na­
pisana jest w obronie faktyczności. Jest obroną kontemplacji
jako greckiej „theoria", czyli postawy skoncentrowanej uwa­
gi, oglądu, intensywnej wizji rzeczywistości. Kontemplacja
z góry zakłada istnienie „rzeczywistych obecności". Książka
jest subtelną analizą właśnie tego aktu założenia, aktu zaufa­
nia, dawania kredytu, pascalowski „zakład" jest tu zastoso­
wany do estetyki, a wszystkie analogie religijno-estetyczne
subtelnie podkreślone. Gdy postmoderniści i dekonstrukcjoniści używają słowa „teoria", to chodzi o coś zupełnie inne­
go, mianowicie o hipotezę badawczą, siatkę interpretacyjną,
która uniemożliwia widzenie i osobisty kontakt z tekstem.
Tworzy się „wtórne miasto" opisywane w pierwszej części
książki, aleksandrynizm, inflacja interpretacji. Książka Stei­
nera chce odsłonić i ujawnić piękno pierwotnej, bezpośre­
dniej i osobistej konfrontacji z „pierwszym miastem". Mówi­
liśmy już o zerwaniu między słowem a rzeczywistością, ale
sprawa jest o wiele szersza. Ponieważ dekonstrukcjoniści
głoszą hasła „śmierci autora" i „śmierci czytelnika", więc
chodzi tu także o zerwanie między autorem a dziełem, oraz
między czytelnikiem a dziełem. To co Steiner nazywa „ze­
rwanym kontraktem" jest zatem przerwaniem całego procesu
komunikacji. Steiner daje obronę tekstu, jako komunikatu,
przesłania o „rzeczywistych obecnościach". Bo dla dekonstrukcjonistów tekst jest tkaniną, którą trzeba rozpruć - ale
jak tkaninę rozprujemy, jak rozprujemy arrasy wawelskie, to
nic nie zostaje, nie ma dzieła...
Jeszcze słowo w kwestii religii. Otóż dostrzegam pewne
podobieństwo między książką Steinera a książką Jeśli Boga
nie ma Kołakowskiego. Książka Steinera ma wyraźną oś bi­
blijną - jeśli zerwiemy „przymierze" między Bogiem a czło­
wiekiem to wcześniej czy później zerwiemy także wspomnia­
ne już tu potrójne „przymierze": między autorem i dziełem,
między czytelnikiem a dziełem, oraz między dziełem a świa­
tem. Aby udowodnić istnienie świata i zaakceptować widzial­
ną rzeczywistość Kartezjusz odwoływał się do Boga. U Stei­
nera i Kołakowskiego dostrzegam bardzo podobną konstruk­
cję. Co więcej obydwoje myślą w oparciu o alternatywę - al­
bo Bóg, albo nihilizm poznawczy - to znaczy, że prawomoc­
ne użycie pojęć „prawda", „rzeczywistość", „autor", „czytel­
nik", możliwe jest tylko przy założeniu Absolutu, trzeciej
drogi nie ma. Oczywiście powiedziane to jest subtelnie i cien­
ko, nie tak grubo jak ja to wyraziłem. U Steinera, nigdy nie
wiemy czy mówi znawca, czy wyznawca. Ani Steinera, ani
Kołakowskiego nie sposób złapać za rękę i powiedzieć: o, już
wierzy! To jednak ludzie szukający... Natomiast niewątpliwie
judaizm jest Steinerowi bliższy niż chrześcijaństwo. Są jego
teksty, które mogą być odczytane jako antychrześcijańskie.
Z tym, że jemu chodzi o to, że chrześcijaństwo po Shoah trze­
ba przemyśleć na nowo. Nie może być tu prostej kontynuacji.
Coś niezmiernie ważnego wydarzyło się w sercu chrześcijań­

12

skiej Europy i w związku z tym chrześcijaństwo musi się ja­
koś zmienić, przejść jakąś transformację i metanoię. Kiedy i
końcu książki mówi o sobocie, to jemu chodzi przede w
stkim o szabas. To znaczy, tam jest dwuznaczność, ale to jest
przede wszystkim szabas...
Uważam, że ta książka jest niezmiernie ważna, szczegól­
nie w Polsce. Dopiero po przeczytaniu tej książki możemy le­
piej zrozumieć coś z tego, co się dzieje w świecie humani­
stycznym, tym zachodnim. Co więcej, uważam, że punkt wi­
dzenia Steinera, tak jak już powiedziałem, moim zdaniem,
jest zbieżny z punktem widzenia wschodnioeuropejczyków.
I jeszcze, jedno słowo zanim skończę... on rzeczywiście nie
lubi liberalizmu, i co ciekawe ma sympatie albo do reakcji
katolickiej, albo do marksizmu.
W tym powiedzeniu, że Ameryka polega na tym, że demo­
kratyzuje się wieczność, w którym jest oczywiście mnóstwo
złośliwości, między innymi chodzi o wadę pieniądza. A ta
wada pieniądza polega na tym, że zamienia się różnice jako­
ściowe na różnice ilościowe. I to się bardzo łączy z tym, co
profesor Sempoliński mówił na temat Erosa, co rzeczywiście
jest jednym z leitmotivow stałych u Steinera, tych korespon­
dencji między sztuką, Erosem i religią. To znaczy jest coś na
rzeczy w powiedzeniu, że liberałowie to są ludzie głusi jak
gdyby na różnice jakościowe, a w tych dziedzinach właśnie
zarówno w Erosie, jak w sztuce, jak w religii, te właśnie róż­
nice jakościowe odgrywają zupełnie podstawową, kardynalną
rolę. To na razie wszystko, dziękuję.
Lech TRZCIONKOWSKI: Ad vocem. Jeśli chodzi
0 przywołaną przez Pawła Kłoczowskiego metaforę soboty,
Steiner używa jej w znaczeniu chrześcijańskiej soboty. Mówi
bowiem wprost o sobocie po Wielkim Piątku, po dniu Krzy­
ża, cierpienia i śmierci miłości. Nazywa ją najdłuższym
dniem w historii Zachodu, o którym milczy historia, Biblia
1 mit, a który został dopełniony niedzielą zmartwychwstania
i miłości. Jest to sobota oczekiwania, nadziei na ponowne na­
rodziny. Świadomość tych trzech dni, Piątku, Soboty i Zmar­
twychwstania rozciągamy na całe dzieje. Steiner powiada,
podobnie jak święty Augustyn, że wszyscy żyjemy
w szóstym dniu oczekiwania.
Chciałbym podkreślić u Steinera dwa wątki. Pierwszy,
platoński, przejawia się w pojmowaniu Erosa jako podstawy
wszelkiej twórczości. W swoim ostatnim tekście na łamach
„Times Literary Supplement" omawiając wydaną niedawno
korespondencję Hanny Arendt i Hiedeggera Steiner podkre­
śla, że największe dzieło Heideggera powstało w momencie
największego rozkwitu Erosa między tą parą filozofów. Na­
wiasem mówiąc, drugą rzeczą, która uderza w listach Hei­
deggera jest obecność muzyki, całkowicie przemilczanej
w pracach filozoficznych, na co Steiner meloman natych­
miast zwraca uwagę.
Drugą sprawą jest obecność w książce myśli judaistycz­
nej, zarówno w kabalistycznej jak i talmudycznej wersji.
Z judaizmu wywodzi się centralne pojęcie kontraktu. Gdy
Steiner pisze o założeniu rzeczywistej obecności, leżącym
u podstawy wszelkiej znaczącej formy, podbrzmiewa w tym
dalekim echem przekonanie, że u początku wszystkich języ­
ków i wypowiedzi znajduje się Imię Boga, „wielka tautolgia"
z Gorejącego Krzaku. Steiner obleka to przekonanie w nie­
zwykle nośną metaforę promieniowania tła, zaczerpniętą ze
współczesnej astrofizyki. Otóż to promieniowanie tła, pier-

�wotnego objawienia słowa, bo tak rozumie transcendentne
umotywowanie wszelkiej twórczości artystycznej, wywodzi
się z myśli kabalistycznej.
Wątki platońskie, judaistyczne, metafory współczesnej
nauki i wiele innych, tkają tekst tej książki. W swej formie
esej Steinera spełnia pewien ideał książki wymyślony przez
Benjamina, jest złożony z cytatów i przywołań. Szczególnie
ciekawe są odniesienia do metafor współczesnej fizyki. Ta
książka ma przypisy zawarte w poszczególnych akapitach
i zdaniach.
Paweł KŁOCZOWSKI: Złośliwi mówią, że Steiner pi­
sze drutem kolczastym...
Lech TRZCIONKOWSKI: I jeszcze jedna rzecz. Książ­
ka pojawiła się rzeczywiście po dziesięciu latach od wydania
oryginału. Widziałbym jednak w tym wadę, a nie zaletę na­
szego myślenia, tym bardziej, że książka mierzy przeciwko
pewnym modom, jest konserwatywna w myśleniu. Zresztą
dwie książki Steinera, które ukazały się po Real Presences
(Errata i No Passion Spent) zostały natychmiast przetłuma­
czone na język włoski. Jeśli chodzi o tłumaczenie polskie, to
jest w nim sporo potknięć. Steiner pisze o „promieniowaniu
tła", czego nie można przekładać jako „radiacji w tle", gdyż
tracimy związek z językiem współczesnej fizyki. Już od sa­
mego początku tłumaczenie stanowiło dla mnie pewną prze­
szkodę. W drugim akapicie Steiner przedstawia tezę, że „do­
świadczenie znaczenia estetycznego, literatury, sztuk pięk­
nych, formy muzycznej, wskazuje na konieczną możliwość
tej 'rzeczywistej obecności'". Pozorny paradoks „koniecznej
możliwości" jest tym właśnie, co wiersz, obraz, czy kompo­
zycja muzyczna powinny swobodnie badać i przedstawiać".
Tłumaczka, z niewiadomych mi przyczyn, zamienia „ko­
nieczną możliwość" na „potencjalną konieczność". Śmiem
twierdzić, że to nie to samo.
Piotr KŁOCZOWSKI: W związku z tłumaczeniem. Ja
rozumiem, przyjmuję te uwagi, które są uwagami adiustacyjnymi, bardzo zawsze ważnymi. Chciałbym państwu przeczy­
tać list, ważny dla tej naszej rozmowy. To jest list, który na­
pisał Miłosz do pani Kubińskiej, tłumaczki tej książki. Tu
zresztą nie ukrywam, że miał miejsce pewien mały spisek,
w który był również Miłosz wciągnięty, żeby ta książka się
ukazała. Ten liścik jest króciutki: „Kilka lat temu ukazała się
książka George'a Steinera Rzeczywiste obecności. Po prze­
czytaniu jej w języku angielskim doszedłem do wniosku, że
jest to jedno z ważniejszych dzieł ostatniej dekady i uważa­
łem, że powinno być przetłumaczone na język polski. Teraz
przesłano mi Rzeczywiste obecności na Pani prośbę, i czyta­
łem ją znowu w języku polskim. Piszę ten list dlatego, że
podziwiam Pani przekład, który jest rzadkim osiągnięciem
stylu i użytej polszczyzny. Jest to przekład moim zdaniem
najzupełniej wyjątkowy i zasługuje Pani na same pochwały.
Mam nadzieję, że książka spowoduje jakąś zasadniczą dysku­
sję w środowisku ludzi piszących".
Wiesław JUSZCZAK: To pierwsze się stało, to drugie
jest pomyłką wielkiego pisarza.
Piotr KŁOCZOWSKI: Ja się absolutnie zgadzam z tymi
szczegółowymi zarzutami. Ja myślę, że to mogą być rzeczy­
wiście adiustacyjne uwagi. Natomiast mnie się wydaje, że
jest celność w określeniu Miłosza, że pewne ustawienie tona­
cji jest dobre. To wymaga potem przejrzenia właśnie, żeby
nie zrobić takich pomyłek.

Jeśli jeszcze można po tym liście, dwa słowa tylko,
w związku z tą książką. Perspektywy, które umiejscawiają tą
książkę w pewnej konstelacji, zostały już określone. Ja mam
jedną uwagę, myślę, że podzielą ją wszyscy, którzy mają róż­
ne edukacyjne zajęcia. Ta książka powinna być przemyślana
przede wszystkim przez tych, którzy się trudnią sprawami
edukacji. Wszyscy mamy te trudności. Nie tylko na fakulte­
tach w Ameryce, tak samo w Polsce. Jak państwo wiedzą,
mając do czynienia ze studentami, jest bardzo trudno stwo­
rzyć taką sytuację perswazją, żeby studenci przeczytali
źródłowy tekst, i żeby to był początek, że wchodzą wtedy
w jakieś pole magnetyczne właśnie, erotyczne, można by po­
wiedzieć. To dotyczy i muzyki, i malarstwa, i poezji, i prozy.
Jest to dzisiaj jedno z trudniejszych zadań edukacyjnych:
stworzyć sytuację, w której ten impuls początkowy pochodzi
od źródłowego tekstu, od obrazu. Na przykład dzisiaj obej­
rzenie obrazu w oryginale jest jedną z bardziej elitarnych
czynności, jaką można zrobić, w dobie Internetu. To znaczy,
gdy pytam: kto widział w oryginale jakiś obraz, to pojawiają
się trzy ręce w górze tylko, bo nikt nie wie, że jest takie do­
świadczenie, że jak ktoś jest w Paryżu, to trzeba pójść na
ostatnie piętro Luwru i zobaczyć de la Toura. Dzisiaj to jest
zajęcie mniejszości, elitarne i żeby mieć ten moment właśnie
jakiegoś erotycznego napięcia między „mną" a tym pastelem,
czy tym fragmentem Mozarta. Steiner to jest obrona tego do­
świadczenia. To znaczy trzeba uświadomić sobie, że bez ta­
kich doświadczeń wszelki komentarz jest jakby bezcelowy,
że jak nie mamy tego doświadczenia, to po prostu mówimy
trochę o niczym. Wszyscy studenci się nudzą i zupełnie nie
ma żadnej więzi między nami a rzeczą, którą przybliżamy. To
jest dzisiaj uniwersalne doświadczenie, wszędzie, i ono jest
przedmiotem uwagi i troski Steinera.
Marcin GMYS: Jeżeli Państwo pozwolą powrócę do
wątku „muzycznego" książki Steinera, który dla mnie, jako
muzykologa, wydaje się szczególnie frapujący. Od razu jed­
nak chciałbym zaznaczyć, iż to, że zabieram głos w tak zna­
komitym gronie stanowi pewien nietakt, ponieważ Rzeczywi­
ste obecności znam w sposób dosyć powierzchowny i nie jest
wykluczone, że to co w tej chwili powiem zostanie przez
Państwa natychmiast uchylone.
Jak zauważył już profesor Bristiger, Steiner, nie posiada­
jący chyba regularnego wykształcenia muzycznego (choć re­
cenzował nawet przed kilku laty jedną z monografii poświę­
conych Verdiemu na łamach tak poważnego czasopisma mu­
zykologicznego jakim jest Nineteenth Century Music) mógł­
by niejednemu muzykologowi zaimponować, i to nie tyle
znajomością dzieł nie zawsze szeroko znanych, co łatwością
w wychwytywaniu i werbalizowaniu ich istoty. Gdy mówi on
na przykład o tym, że Lisztowskie transkrypcje symfonii Beethovena i fragmentów dramatów muzycznych Wagnera sta­
nowią „zbiór spełnionej, zrealizowanej krytyki", czy - bar­
dziej konkretnie - że „tonalna moc" skądinąd niezbyt uda­
nych Wariacji na temat Preludium c-moll Chopina skompo­
nowanych przez Ferruccio Busoniego przyczynia się do
ujawnienia „pewnej dozy samozadowolenia w dziele Chopi­
na", to naprawdę okazuje się słuchaczem o niezwykłej wraż­
liwości. Mimo to odniosłem wrażenie, iż muzyczny leitmotiv
Rzeczywistych obecności nie najlepiej komponuje się z cało­
ścią refleksji Steinera. Nie odmawiam mu oczywiście erudycyjnej wirtuozerii, sugestywności rozwijanych przezeń ana13

�СОЛ
A DIS
Zbig
Piotr

ON S
Michał l
Real
Paweł К
The
Dariusz
His

***
Mirosła

Om
Heide I&lt;
The
Philip 5
The

JACI
Aleksai
Tht

***
Tomas;
Os
Oskar
Borys
Th

"THI
(eon
In
Wiesłi

Se
Dariu:
L&lt;
Wiesł
Ti
***
JanG
T
Jean;
L
Janus
7
Henr
/

BR
Bron
1

Sun
Not.

Re
Do
Tł
Kc
Pr
Rt
Ac

logii czy celności jego aforyzmów. Chodzi mi natomiast
o wskazanie na pewną zarysowującą się w rozważaniach Ste­
inera sprzeczność. Mianowicie stwierdził on, iż załamanie
przymierza pomiędzy słowem a światem (pokrewne może do
pewnego stopnia Putnamowskiej formule „How do words ho­
ok on to the world?", zakładającej implicite stopniowe odda­
lanie się języka od rzeczywistości), które miało się dokonać
gdzieś pomiędzy 1870 a 1930 rokiem, właściwie nie odnosi
się do muzyki, ponieważ jak sam Steiner zakłada w zasadzie
kontrakt taki nigdy nie został zawarty (stąd zapewne teza, iż
muzyka szczególnie dobitnie uświadamia nam krytyczny
charakter dzieła sztuki). Z tym jednak kłóci się stanowisko
częściowo uzasadniające istnienie krytyki teoretyczno-mu­
zycznej, z którym Steiner mimo wszystko zdaje się momen­
tami sympatyzować - konkretnie wtedy, kiedy wspomina
0 muzykologicznych analizach Adorna czy Charlesa Rosena.
Ale właśnie w tym momencie przestaje być konsekwentny,
bo skoro ów kontrakt przez ludzi piszących o muzyce nie zo­
stał nigdy zawarty, to nie mógł on (i nie może) również ist­
nieć w postaci choćby fragmentarycznej. Być może więc erudycyjny rozmach rozważań Rzeczywistych obecności czy
wspomniana przez jednego z moich przedmówców gęstość
znaczeń - by nie powiedzieć polisemiczność - frazy prawie
każdego ze zdań tej książki, niekiedy zaciemnia jej tezy i za­
czyna się obracać przeciwko spójności i trafności postawio­
nej przez Steinera diagnozy.
Dariusz CZAJA: Nie wiem czy dokładnie pojąłem to, co
pan powiedział, ale nie widzę tu jakiegoś szczególnego na­
pięcia. Rzeczywiście: rozdział, „rozstęp" między muzyką
1 światem, ich wzajemna nieprzystawalność, to nie jest wyna­
lazek ostatniego stulecia, ten brak przymierza to jest wartość
stała. Ale skoro przy tym jesteśmy... Po tym, co pan i prof.
Bristiger powiedział, niezręcznie mi cokolwiek mówić,
w końcu, w materii muzykologicznej jestem amatorem zupeł­
nym. Skoro się już nieopatrznie wyrwałem, to tylko dwa zda­
nia, ale w kwestii, jak myślę, niesłychanie istotnej. Żeby nie
być gołosłownym: już na pierwszych stronach książki, czy­
tam takie zdanie: „Sednem tego eseju jest pytanie, czy moż­
na powiedzieć cokolwiek znaczącego na temat natury i sensu
muzyki". A zatem, pytanie o relację dźwięku i słowa wprawia
w ruch całą tę maszynerię intelektualną. To jest kwestia orga­
nizująca cały niemal tekst. Jeśli odrzucić, no, w każdym ra­
zie, odsunąć na plan dalszy cały ten, żółcią pisany, nurt kry­
tyczny książki, w końcu nie tak bardzo znowu oryginalny, to
ta sprawa - czy można coś o muzyce powiedzieć i jak można
to zrobić - wydaje mi się dla książki zasadnicza. Skąd muzy­
ka? Dlaczego muzyka? Co to znaczy, że muzyka zajmuje po­
śród „form znaczących" miejsce najwyższe? Gdzieś jakby­
śmy już to słyszeli: wiadomo, niektórzy romantycy. Schopen­
hauer.... Czytając Steinera, cały czas przywoływałem w pa­
mięci przede wszystkim znakomite strony o muzyce ze Świa­
ta jako formy i przedstawienia. I dość mi się to rymowało.
Steiner, jak wiadomo, przeczytał wszystko, zna więc z pew­
nością podstawowe, „klasyczne" teksty traktujące o filozofii
muzyki. No dobrze: nawet gdyby tak było, gdyby Steiner
w swoim rozumieniu muzyki cały był, dajmy na to, z Kierkegaarda, Wackenrodera, Schopenhauera i Nietzschego, to, co
to bliżej znaczy? Czy to tylko zwykła repetycja, romantycz­
na czkawka? Ale czy tamte słowa, powtórzone, czy lepiej:
strawestowane, brzmią dzisiaj tak samo? Czy to jakiś nawrót

14

do - świadomie używam paradoksu - świeckiej religii sztu­
ki? Nie wiem, głośno myślę... Przypomina mi też Steiner
w swoim myśleniu o muzyce, w swoim uwielbieniu muzyki,
Emila Ciorana. On jest cały z ducha tego myślenia. Przypo­
mnijcie sobie Państwo, Cioran w licznych swoich tekstach,
żyje z tego, że obrzydza nam kulturę zachodnią, pluje na nią
zupełnie nieprzytomnie: nauka? - do piachu, filozofia? - pro­
szę mnie nie rozśmieszać, moralność? - jesteśmy jako gatu­
nek nieedukowalni, i tak dalej w tym duchu....
Zygmunt KUBIAK: ...ależ to nie tak!
Dariusz CZAJA: ... to dopiero pierwsza część twierdze­
nia. Natomiast druga część zdania jest taka: otóż, powiada
gdzieś Cioran, że przy tej całej nędzy, jedyne co się Zachodo­
wi naprawdę udało, zjawisko, które nie ma precedensu w żad­
nych innych kulturach, nawet tych niebywale uduchowio­
nych, to muzyka właśnie. Przywołuje nazwiska muzycznych
geniuszy: Monteverdi, Bach... A w jednym z wywiadów rzu­
ca to znane bluźnierstwo: „bez Bacha Bóg byłby postacią
drugorzędną"...
Zygmunt KUBIAK: To głupie!
Dariusz CZAJA: Pan myli głupotę z prowokacją. To chy­
ba nie to samo. Ta wypowiedź pokazuje przy tym, że muzyka
ma dla niego - przypomnijmy: zdeklarowanego sceptyka! - re­
ligijny wymiar. I to ciekawe, że podobnie namiętny ton rozmo­
wy o muzyce, podobne myślenie o muzyce w kategoriach nie
estetycznych a teologicznych, znajdujemy u Steinera. Oczywi­
ście, Steiner nie jest tak ekstremalny. Jest porywczy, ale słabiej
wrzyna się w mózg. W każdym razie ten rdzeń teologiczny wy­
daje mi się u niego najcenniejszy. Jest tam taki rodzaj quasi-definicji muzyki: „nazywanie nazywania życia"...
Michał BRISTIGER: Dobre kompozycje muzyczne
uczą, iż nie należy utrzymywać napięcia bez przerwy, warto
od czasu do czasu poluźnić, a będzie to nieźle służyć później­
szemu podwyższaniu tonu. Więc trochę lekkiej kawalerii.
Przede wszystkim tytuł książki. Po angielsku: Real Presen­
ces. Is there anything in what we say? Po polsku zostawiona
pozostała tylko pierwsza połowa, dlaczego? Myślę, iż nawet
gdyby można było znaleźć jakiś polski ekwiwalent, raziłby
może czytelnika. Pamflet publikowany jest w odmiennej at­
mosferze psychospołecznej w porównaniu z angielską. To
jednak daje do myślenia.
Przejdźmy do karty tytułowej: to nasze drugie „dlacze­
go?". Otóż ta karta przedstawia - znów mamy połowę - jakąś
konstrukcję drewnianą, coś na kształt klawesynu w fazie sto­
larskiej. Złożenie jest racjonalne, każdy fragment nazwany
jakąś literką... Tylko pozostaje to fatalne pytanie: dlaczego?
Co książka Steinera ma wspólnego z encyklopedystami,
z Lumierami francuskimi (chyba żeby szukać w niej śladów
Horkheimera i Adorno), odwrotnie, jest raczej buńczuczna
wobec racjonalistów; omawiany rysunek jest nawet schludny
i ładny, ale pragnienie absolutu (autora książki) nie w tę stro­
nę się zwracają; ów, na razie tylko mebel i tak nie zabrzmi.
Parę kwestii przewija się przez naszą dyskusję i przez na­
sze ciche myśli. Coś zostaje nazwane „modą". Uchyliłbym to
stwierdzenie, choćby i miało być prawdziwe, ponieważ na­
zwanie czegoś „modą" jeszcze nie mówi nic o jego wartości.
Adresowane jest ani do naszej głowy, ani do naszego serca,
a tylko źle usposabia do lektury. Tego właśnie pragnąłbym
uniknąć ze względu, który podałem na początku.
Inna kwestia pojawia się w formie pytania, „czy w ogóle

�można coś sensownie powiedzieć o muzyce?" Muzykę moż­
na słuchać z przyjemnością, pożytkiem, poruszeniem duszy,
można ją grać innym ludziom, ale co właściwie można by
o niej powiedzieć. A jeżeli nie można, to w jakim celu pona­
wiane są te wysiłki werbalne od antycznych Greków? Zapro­
szenie do milczenia na ten temat, na temat muzyki, ma dla
mnie swój „niewymowny" urok, ale - niestety - bez naszych
marnych dyskursów o muzyce, o zgrozo „teoretycznych",
zjawisko zwane muzyką nie byłoby w ogóle dane ludzkości,
zaś bez muzyki ta ludzkość straciłaby właśnie swe... człowie­
czeństwo. Ponieważ zjawisko zwane muzyką płynie z samej
głębi naszego człowieczeństwa. To mówiąc, nie zapominam,
że różne języki, którymi się mówi o muzyce, że ich treści, za­
kresy pojęciowe wcale się nie pokrywają, że ich znaczenie
jest zawsze częściowe, że ich znaczenia są różne, że są dane
z różnych perspektyw itp. Co innego jest uczyć muzyki, a co
innego ją słuchać, co innego ją tworzyć, jeszcze co innego
stawiać jej niekiedy trochę dziwne pytania, na które sam
Orfeusz nie umiał odpowiedzieć, a często i nie widzi po temu
powodu. Odnoszę wrażenie, iż wiele nieporozumień wynika
z faktu, iż jedni znają muzykę z doświadczeń danych tylko
we własnym słuchaniu i w ogóle nie zdają sobie sprawy, jak
muzyka jest komponowana (stąd ten podziw nad Mozartem
komponującym Requiem w łóżku - mowa o filmie Amade­
usz)- Ale kompozytor też nie wie wszystkiego, nawet o wła­
snej muzyce. Dziwne to, ale prawdziwe. Na proces twórczy
wpływają różnorodne czynniki, teoria i biografia, różne do­
świadczenia estetyczne, muzyka jest wszakże kształtowa­
niem kategorialnym i kompozytor dysponuje zawsze pew­
nym zasobem kategorii, z których wiele potrafi sobie uświa­
domić i uznać za swoje; a jednym z najsilniejszych czynni­
ków kształtujących komponowanie dzieła (o czym rzadziej
się mówi, ponieważ wymaga to wielkiej kompetencji) jest
wpływ jednych dzieł na inne. Kompozytorzy zawsze obcują
z kompozycjami cudzymi.
Tekst Steinera sprawia nam niemałe kłopoty. Tym lepiej,
gdyż zmusza nas do dalszej refleksji. Są oczywiście w tym

George Steiner Rzeczywiste obecności

tekście zdania niezrozumiałe, o czym mówił pan Kubiak (nie­
które zresztą wynikają z tłumaczenia), ale to są mniej ważne
detale. Periodyzacja 1870-1930 jest w świetle doświadczeń
muzycznych - podniósł to poprzednio pan Gmys - niezrozu­
miała. Cóż takiego zdarzyło się w roku 1930?
Głos z sali: Chodzi o dojście Hitlera do władzy - rok
1933.
Michał BRISTIGER: Ja tego momentu, tj. roku 1933,
w samej książce nie widzę, jakkolwiek znam to. co Steiner pi­
sał o Shoah. Bardziej zrozumiałe (choć też tylko częściowo)
byłoby przypisanie zerwania kontraktu pojawieniu się dodekafonii, co było też praktycznym zerwaniem przymierza
z przeciętnym, „normalnym" słuchaczem. Przestał być waż­
ny, mogłoby go też dla (chwilowego?) dobra muzyki nawet
nie być. Później jedni słuchacze schronili się w klasyce, inni
zamknęli się w muzyce dawnej, jeszcze inni oddali się jazzo­
wi i dalszym pochodnym kierunkom, są i tacy, którzy zajęli
się wyłącznie nowymi środkami i nowymi wizjami przyszło­
ści. Z przymierza słowa i rzeczy zrezygnowali wszyscy, prócz
garstki filozofów i prócz teologów, których było, oczywiście,
trochę więcej.
Zbigniew BENEDYKTOWICZ: Tu jeszcze pan Sławo­
mir Sikora...
Sławomir SIKORA: Trochę może już za późno, ale
chciałem dodać jedno zdanie do wypowiedzi pana Czai i po­
ruszonego przez niego wątku. Otóż w tej książce pada zdanie
Blake'a, że „oznaczone zawsze wykracza poza oznaczają­
ce"... Myślę, że cała ta książka zawiera się pomiędzy - prze­
praszam za uproszczenie - między dwiema rzeczami, zda­
niem, że oznaczone zawsze wykracza poza oznaczające i tym
co Steiner śledzi od Mallarmego i co krytykuje, to znaczy
oderwaniem się oznaczającego od oznaczonego. Totalnym
oderwaniem, zerwaniem kontaktu między, nazwijmy to by­
tem, rzeczą i tym, co się o nim, o niej mówi. A wracając do
wątku muzyki, myślę, że dlatego jest ona tak ważna u Steine­
ra, że w przypadku muzyki ta tożsamość, według niego, jest
najbliższa, to znaczy, że muzyka sama, tylko właśnie jaka,
czy zawsze ta zawarta w dźwiękach, czy też ta słyszana przez
głuchego Beethovena, jest poniekąd tożsama z bytem. I o ty­
le, o ile możemy być blisko niej, o tyle możemy zbliżyć się
do bytu samego...
Lech TRZCIONKOWSKI: W sprawie roku 1930. Stei­
ner widzi w tej dacie zakończenie procesu, który trwał w kul­
turze zachodniej od 1870 do 1930. Wybranie tej daty ukazu­
je konsekwencje tego, co się stało w poezji i świadomości eu­
ropejskiej w momencie zerwania kontraktu między słowem
i światem. Odnowienie tego przymierza jest możliwe jedynie
poprzez zwrócenie się ku filologii w jej etymologicznym zna­
czeniu, ku „miłości słowa". Steiner przywołuje jednocześnie
pojęcie cortesia, zrodzone w atmosferze miłości dworskiej,
które dla niego staje się modelem wszelkiego spotkania ze
znaczącą formą, wyznaczając reguły naszego obcowania z te­
kstem. Jednak przyjęcie tekstu oznacza także odsłonięcie się
i narażenie na nieodwracalne zmiany w naszym życiu. Obco­
wanie z dziełem sztuki nie jest obojętne etycznie.

Instytut Kultury
iłowo/obraz

terytoria

Na okładce wykorzystano fragment ilustracji z Encyclopedic
ou Dictonnaire raisome des sciences, des arts et des metiers
Diderota i d'Alemberta

Zygmunt KUBIAK: Ponieważ pan Kłoczowski był ła­
skawy nawiązać do tego co mówiłem, też kilka uwag jeszcze
powiem o różnych sprawach. Mnie się ogromnie podobało to,
co mówił pan Sempoliński, z tym, że cały czas myślałem so­
bie o tym, że w naszej epoce tych wszystkich sex-shopów,
15

�сок
A DISC
Zbigni
Piotr i

ON ST
Michał P.
Reall
Paweł Kłc
TheP
Dariusz С
HisM
Mirosław
Otto i
Heide KI
Theh
Philip Sh
Thel

JACE
Aleksanc
The:

***
Tomasz:
Oski
Oskar G
Peof
Borys U
The

'THE
(conf&gt;
Info
Wieslav
Son
Dariusz
Les
Wiesła\
The

***
Jan Go
77i.
Jean St
Dh
Janusz
Th
Henryl
Pu

BRC
Bronis
Di

Sumr
Notes

Rec
Dot
Tłu
Kot
Pre

Re
Ad

pism „Hustler", itd., trzeba by wymyślić coś innego, nie „akt
miłosny". Mnie się wydaje, że erotyzm grecki, takie przy­
miotniki jak erotikos, na przykład u Kawafisa, jednak co in­
nego znaczą.
Paweł KŁOCZOWSKI: Steiner jest za cenzurą... On by
„Hustlera"...
Zygmunt KUBIAK: Nie chodzi mi w tej chwili o „Hu­
stlera", mnie chodzi o to, że gdy mówimy poważnie, gdy wy­
powiadamy tezy, powinniśmy pamiętać, że słowo „akt miło­
sny" jest po prostu trochę ośmieszone, w jakimś sensie, no
nie wiem jak, może źle powiedziałem. Z treścią wypowiedzi
pana Sempolińskiego zgadzam się, ale akurat to bym inaczej
nazwał. Eros... Platon mówi bardzo dużo o Erosie i Safona
mówi... To trzeba by tylko nazwać nie tak, jak się o tym dziś
potocznie mówi. Natomiast, tendencja bardzo mi jest bliska.
Teraz dotknę innej sprawy, kataklizm w kulturze, ten w 1930
roku, czy w 1933, to tylko jako dowcip mogę przyjąć. Doty­
czy to też kwestii przełomu, jaki symbolizują nazwiska: Mallarme, Rimbaud. Bardzo cenię tych Francuzów, ale jeżeli do­
brze się ktoś wgłębia w poezję, to wie, że u Wergiliusza jest
bardzo dużo tego, co potem znajdujemy u Mallarme i Rim­
baud. Nie jest to więc aż taki przełom, jak to się nieraz my­
śli. Ale na pewno ci poeci są bardzo wielcy.
To, że Ameryka „demokratyzuje wieczność". Jeżeli tak
powiedział Steiner, to jest dla mnie dziwne zdanie. On uciekł
zdaje się z Ameryki do Europy, ja osobiście, gdybym miał
żyć w Zachodniej Europie, chyba jednak wolałbym być
w Ameryce, pomimo wszystko.
Głos z sali: ...on mieszka w Church College, w Cambrid­
ge...
Zygmunt KUBIAK: Chyba jednak wolałbym w Nowym
Jorku mieszkać, gdybym nie mógł mieszkać w Polsce, to
bym wybrał chyba Nowy Jork... skąd chętnie jeździłbym do
Grecji i do Włoch i do Egiptu.
Wracam jeszcze do zdania, jakie usłyszałem: że „Amery­
ka demokratyzuje wieczność". Po prostu nie rozumiem, co to
znaczy. Humanistyka amerykańska jest tak wspaniała, tak
wyrafinowana, w tej chwili czołowa, jeżeli chodzi o hellenistykę czołowa na świecie. Dla mnie to jest też coś z pustych
zdań. Bardzo cieszę się, że państwo mnie zachęcili, na pew­
no tę książkę przeczytam. Przeczytam uważnie bardzo, cho­
ciaż moje podejrzenia wobec niej nie zostały całkiem rozwia­
ne. Chodzi o to, że podejrzewam możliwość istnienia w tej
książce pustych zdań. Co nazywam pustym zdaniem? Na
przykład to co zacytowałem zarówno z Yeates'a jak i z Rus­
sella. Naprawdę, to są dla mnie puste zdania.
Dla mnie książka, w której nie ma pustych, zdań to jest
Biblia, zarówno Stary, jak i Nowy Testament. To znaczy, mo­
że budzić w kimś, kto jest ateistą, protest, natomiast tam nie
ma pustych zdań.
W Biblii nie ma pustych zdań, nie ma pustych zdań
w wielkiej literaturze greckiej, łacińskiej i rzymskiej, nie ma
pustych zdań także u Nietzschego. Jeżeli Nietzsche mówi na
przykład: „Cokolwiek powie się o kobiecie jest błędem", to
jest to dowcip. Albo, gdy cytuje wyznanie Flauberta: „Je ne
рейх pas penser et ecrive qu'assis" - i replikuje „Mam cię nihilisto, tylko wychodzone myśli są coś warte." - to też jest
dowcip. Ciągle ta sama grecka, rzymska tradycja, przede
wszystkim grecka, dowcipów. Natomiast, nie wiem, czy pan
Kapuściński dokładnie to zanotował, co jest podane na okład­
16

ce, jeżeli ja tu czytam takie zdanie, „że muzyka to jest sz
najbardziej zbliżająca do Boga"... Na miłość boską, skąd
to wie? Gdybu powiedział, że: ,ja odczuwam, że najbard
zbliża mnie do Boga muzyka". Tak, ma on prawo to powi
dzieć. Ale skąd on tyle o Panu Bogu wie? Skąd on wie? J
niedawno słyszałem, gdzieś wydrukowano kazanie jakiegksiędza, który powiedział na pogrzebie swojego przyjadę
do widzenia w niebie. Na miłość boską, skąd on wie, że
będzie w niebie? Dlaczego on to mówi? Mnie to bardzo z
wiło. Szerzy się mówienie zupełnie nieodpowiedzialne. „
biety nie potrafią tworzyć muzyki, bo ich umysł jest reali
styczny" (Steiner) - to jest brednia. To znaczy: brednia, j e '
się to pojmuje jako definicję.
Nietzsche nie bredzi, natomiast często mówi dowcipy. N
przykład: „Czy kto widział, żeby się zaziębiła kobieta, któ~
wie, że jest dobrze ubrana? Zadowolenie chroni nawet od za
ziębienia". To są dowcipy. Natomiast jeżeli ktoś takie rzec
mówi poważnie... Ja to na pewno przeczytam, ale nie wyzby­
wam się tak zupełnie moich podejrzeń wobec Steinera. Tu ta
ką króciutką uwagę pragnę powiedzieć, że mało takiego nie
odpowiedzialnego mówienia jest, moim zdaniem, w języ'
angielskim, a zupełnie go nie ma w językach klasycznych,
w literaturze klasycznej, nie ma go w Biblii. Co się tyczy an­
gielszczyzny, ten fakt wydaje mi się związany z samym języ­
kiem. Powiem państwu jeszcze tę drobną rzecz na koniec,
mianowicie kiedyś mi opowiadała pani Halina Wittlinowa,
jak po pierwszej wojnie światowej przyjechał do Wittlinów
Józef Roth po swojej podróży, takiej „rekonesansowej", do
Rosji, odwiedził tam różne rodziny, swoje dawne znajome ro­
dziny, mówiące po niemiecku. Zobaczył, że to są zupełnie in­
ni ludzie, poddani już tej ideologii. Mała dziewczynka powie­
działa mu: „Musi pan zobaczyć moją babcię, bo to jest bar­
dzo dziwna osoba, ona jeszcze wierzy w Boga"- „A ty dziec­
ko, w co wierzysz?" - zapytał Roth. - „Ja wierzę w masę"
(Ich glaube an die Masse). - Kiedyś w Ameryce chciałem ten
epizod zacytować po angielsku. I okazało się, że nie można
tej odpowiedzi na angielski przetłumaczyć. Nie ma angiel­
skiego odpowiednika słowa „masa" w tym znaczeniu. Róż­
nych bredni totalitarnych po prostu nie daje się na angielski
przełożyć.

KSIĄŻKI G E O R G E ' A S T E I N E R A
Tolstoy or Dostoyevsky: An Essay in the Old Criticism, 1958
The Death of Tragedy, 1961
Anno Domini, 1964
Language and Silence, 1967
Extraterritorial, 1971
In Bluebeard's Castle: Some Notes Towards the Redefinition of Cul­
ture, 1971
(wyd. polskie W zamku Sinobrodego, tłum. Ola Kubińska, Atext,
Gdańsk, 1993)
After Babel: Aspects of Language and Translation, 1975
Те Portage to San Cristobal of A.H., 1976
On Difficulty, 1978
Heidegger, 1978
Antigones: the Antigone M\th in Western Literature, Art and Thou­
ght, 1984
Real Presences, 1989
(wyd. polskie Rzeczywiste obecności, tłum. Ola Kubińska, Instytut
Kultury, Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 1997)
Homer in English, 1996

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8233" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8213">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/15ca337b56fbc41530c455a0524973e7.pdf</src>
        <authentication>eb41015958604e98d0470cd5138b5d71</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98428">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2562</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98429">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98430">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98431">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2381</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98432">
                <text>Co przeczytałem: Małe i Wielkie Ojczyzny; Twarze, twarze, twarze... / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98433">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2, s.152-158</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98434">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew; Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98435">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98436">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98437">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98450">
                <text>Co przeczytałem
Od tego numeru rozpoczynamy druk stałej rubryki ,,Co przeczytałem", do współredagowania
i kształtowania której serdecznie zapraszamy wszystkich dotychczasowych i nowych autorów,
czytelników „Kontekstów". Chcielibyśmy zamieszczać w tej rubryce omówienia nie tylko aktualnie
pojawiających się książek, ale także uczynić ją miejscem wymiany myśli i refleksji jakie wywołują
Państwa bieżące lektury. Liczą się tu zatem także i książki wydane wcześniej, czytane ponownie i po
latach, poruszane w nich zagadnienia, tematy, problemy, i myśli jakie te lektury ewokują. Wszystkich
chętnych do podzielenia się z nami swoimi lekturami serdecznie zapraszamy. Wszystkie interesujące
wypowiedzi o tym, co przeczytaliście opublikujemy.
Redakcja
Zbigniew Benedyktowicz

Małe i Wielkie Ojczyzny
„Mieszka się nie tylko w budynkach ale i w pamięci,
w tradycji, historii, kulturze. A w Warszawie jest to ważniejsze
niż w jakimkolwiek innym miejscu na świecie. Czasami trudno
pojąć, że to miasto istnieje. M ó j cel, zachowując proporcje,
podobny jest do zamysłu tych, którzy je odbudowali. Kolejne
miesiące niosą ze sobą tyle widoków po to, by poświadczyły,
przypominały życie, jakie się tu toczyło przed zniszczeniem
miasta.'' - Warszawa otrzymała niezwykły prezent w 400-lecie
swojej stołeczności, książkę Małgorzaty Baranowskiej War­
szawa. Miesiące, lata, wieki, z której pochodzi ten cytat. Jej
fragmenty drukujemy obok. Książka nie była pisana „na
r o c z n i c ę " . (To, że ukazuje się teraz to szczęśliwy przypadek,
0 którym jeszcze będzie tu mowa.) Kto zna autorkę i jej
Pamiętnik mistyczny wie, że Warszawa to szczególny jej temat,
1 sprawa dla niej szczególna. Książka liczy 356 stron wraz
z aneksem (bibliografią, spisem ilustracji, indeksami nazwisk
i rzeczowym) zawiera 600 ilustracji w wyborze Marty Zieliń­
skiej. Niewiarygodne zamierzenie: zawrzeć blisko 350 lat (od
przeniesienia stolicy do Warszawy po jej zniszczenie i zrów­
nanie z ziemią po powstaniu warszawskim), lata 1596-1945, na
niespełna 350 stronach. - Warszawa otrzymała, my otrzymaliś­
my niezwykły prezent (niech mi wybaczą uczeni Varsavianisci)
jakiego by żaden Varsavianista nie zgotował. Bowiem na tle
najbardziej nawet rzeczowych, wyczerpujących, ale częstokroć
nużących, by nie powiedzieć nudnych, opracowań varsavianistycznych, książka Baranowskiej wyróżnia się tym, że operuje
swoistym, szczególnym rodzajem skrótu i syntezy połączonym
z umiłowaniem dla szczegółu i konkretu: została napisana przez
poetkę. Dzięki temu otrzymaliśmy specjalny przewodnik. Prze­
wodnik wtajemniczenia w Warszawę. Bo tak należałoby chyba
tę książkę, tę opowieść Małgorzaty Baranowskiej o Warszawie
nazwać.
Paradoksalna książka. Z jednej strony wpisuje się ona jakby
w szerszy nurt „nowej varsavianistyki" tworzonej notabene
przez pisarzy i literaturoznawców, czego najlepszym przy­
kładem może być niedawno wydana książka Marty Zielińskiej
Warszawa. Dziwne miasto, w którym autorka zmierzając do
uchwycenia i opisania genius loci tego miasta, podkreśla
szczególnie i wydobywa na plan pierwszy fantasmagoryczny
wymiar Warszawy, jaki zawarty został w pisarstwie Mirona
Białoszewskiego, Tadeusza Konwickiego, Bolesława Prusa,
Isaaca Bashevisa Singera, Leopolda Tyrmanda, biorąc obok
nich za materiał i źródło do tropienia owego fantasmagorycznego wymiaru także Pamiętnik mistyczny Małgorzaty Baranow­
skiej. (Wspaniałym przykładem owej dziwności i fantasmagoryczności może być choćby ta uwaga Marty Zielińskiej j a k ą
poświęca tablicom upamiętniającym dawne ulice, faktowi
poszukiwania schronienia jakiego szuka to miasto w słowach:
Podobnych tablic nie ma chyba żadne miasto. Nie
upamiętniają

152

one ani ludzi, ani zdarzeń, lecz zaznaczają zwyczajne skrzyżo­
wania. Na jednej napis z brązu głosi «Tu było skrzyżowanie ulic
Chmielnej i Wielkiej».
Było. Teraz są duchy
skrzyżowań.
Symboliczne nagrobki - tak tutaj popularne. (...) Nie wiem kto
wpadł na tę myśl, ale wiem, że poprzez nią właśnie
przemówił
duch Warszawy, miasta, które pozbawione wystarczająco
solid­
nej i niezmiennej podstawy materialnej - szuka schronienia
w bytach idealnych, czyli w słowach,
literach.)
Z drugiej jednakże strony książka Baranowskiej Warszawa.
Miesiące, lata, wieki, która sytuuje się i którą rozpatrywać
można w najściślejszej bliskości wobec wspomnianego wyżej
nurtu „varsavianistyki pisarzy", (do którego zaliczyć by można,
wydane także ostatnio w dwu tomach Powidoki Marka Nowako­
wskiego) różni się od tego nurtu znacznie, tym właśnie, że
zawiera w sobie, odwołując się do rozmaitych źródeł, w tyra
także do opracowań stricte varsavianistycznych, kompendium
solidnej wiedzy faktograficznej i historycznej o tym niezwyk­
łym mieście, wiedzy o jego ulicach, dzielnicach, architekturze,
ludziach, sztuce, muzyce, teatrach, kinach, wynalazkach, roz­
rywkach, artystach, ogrodach, pałacach, kościołach, instytu­
cjach, drobnych i wielkich zdarzeniach, o wydarzeniach małej
i wielkiej historii dziejących się tu na przestrzeni tych z górą 350
lat i kształtujących ducha tego miasta. Małgorzata Baranowska
znalazła swoją oryginalną drogę pokazania Warszawy. Miała
swój pomysł, swój własny „sposób na W a r s z a w ę " , tak by
w opisie zawrzeć zarazem jej zwyczajność i niezwykłość,
dziwność i fantasmagoryczność, materialność i konkret, tak by
przywoławszy historyczne fakty pokazać jednocześnie nie­
zwykłość i wyjątkowość tej historii. Znacząca pod tym wzglę­
dem jest j u ż sama cezura przyjęta przez autorkę, czas do którego
sięga jej opowieść o mieście. Kończy się on na 1945 roku (a
właściwie zimą, w grudniu 1944). Już sama ta cezura i M
początku ujawniony cel opowieści „przypomnieć życie, jakie
się tu toczyło przed zniszczeniem miasta" pokazuje wyjąt­
kowość historii tego miasta liczonej i opowiadanej nie jak
w przypadku innych miast ad urbae condita, od założenia
miasta, lecz ante urbi destructionem. To samo miasto narzuca w
niejako ten własny, inny zmysł historii. Anachroniczny zamitf
odbudowywania obrazu miasta jakim było przed zniszczenie!"
zbiega się znacząco z indywidualnym czasem zapisany )
w biografii autorki. Gdy spojrzymy do noty biograficzne)
zamieszczonej w książce, znajdziemy bowiem jeszcze j e *
paradoks - Małgorzta Baranowska autorka książki o Warsza*|
urodziła się w w 1945 roku... w Krakowie (paradoks może nj
tak zaskakujący, bo dający się objaśnić i zrozumieć w śwtet*
doświadczenia, jakie było udziałem wielu warszawiako •
których rodzice i rodziny znajdowały schronienie po powstań
warszawskim w Krakowie). Informacja ta jednak o tyle jest
nas ważna, że opowieść o Warszawie doprowadzona je
1

{

1

st

�niejako do czasu własnych narodzin autorki i ilekroć wypadnie
nam powiedzieć, że mamy w tej książce do czynienia z subiek­
tywnym, osobistym ujęciem i wymiarem historii, to urok
i tajemnica takiego osobistego podejścia wydają się też i na tym
właśnie polegać, że subiektywizm i osobisty ton tej opowieści
jest niezwykle oszczędny i w zasadzie do tej delikatnej
(zaledwie zasygnalizowanej i dającej się wyczytać tylko z noty
biograficznej) ukrytej relacji pomiędzy historią wielką a własną
biografią wyraźnie się ogranicza. Przede wszystkim jest to
książka sięgająca w głąb czasu, przed własne osobnicze do­
świadczenie, zbudowana dzięki sile i pracy w y o b r a ź n i ,
porządkującej w swoisty dla siebie sposób ogromny materiał
źródłowy, wyobraźni umiejętnie wsłuchującej się w najrozmait­
sze źródła, posługującej się swobodnie głosami i relacjami
innych autorów, wyobraźni spoglądającej na Warszawę „cu­
dzymi oczami". Wyobraźni nie dającej przy tym ani razu
odczuć ciężaru wykonanej pracy dokumentacyjnej. Na czym
polega pomysł, „sposób Baranowskiej", na Warszawę, na
opowiedzenie jej historii? - R a m ą tej opowieści, ramą, a zara­
zem strukturą organizującą tę książkę jest rok, 12 miesięcy.
Zadziwiający jest ten spis treści przewodnika historycznego do
miasta, przewodnika wtajemniczającego w historię Warszawy,
jego 12 rozdziałów: Styczeń, Luty, Marzec, Kwiecień,
Maj,
Czerwiec, Lipiec, Sierpień, Wrzesień, Październik,
Listopad,
Grudzień.
Rok to cykl kosmiczny, rytm zmian cyklów wegetacji,
klimatu, to rytm wyznaczany przez zmiany pór roku, przez cykl
dorocznych świąt. Każdy rozdział - miesiąc odznacza się tu
swoim własnym klimatem i atmosferą. Każdy do tego ma jakiś
swój przewodni motyw, nastrój. Dzięki temu książka War­
szawa. Miesiące, lata, wieki, i budowany w niej obraz War­
szawy tworzone są ze zmieniających się barw, zapachów,
kwitnienia kwiatów i drzew, odgłosów, dźwięków i okrzyków
miasta. A w każdym miesiącu spotykają się obok wielkie i małe
sprawy, nakładają na siebie daty różnych historycznych wyda­
rzeń i rocznic. Jednakże wydarzenia, epoki, zmiany sąsiadują tu
ze sobą nie na zasadzie prostej chronologii, następstwa czy
wynikania faktów jednych z drugich, lecz układają się jak
w kalejdoskopie. Chronologia w tej opowieści jest wielo­
głosowa, tak jak cała książka Warszawa. Miesiące, lata, wieki
-polifoniczna. W Styczniu: zima 1940 roku (za sprawą listu
wówczas napisanego do Warszawy przez autorkę Dyliżansu
warszawskiego i późniejszych Fantomów - por. obok) sąsiaduje
z zimą 1807 roku, z balem wydanym z okazji pobytu w War­
szawie Napoleona, na cześć cesarza (najpierw zajrzymy do
kamienicy Tepperów na Miodowej na bal wydany przez
Talleyranda, potem do pałacu Potockich, by zatrzymać się tam
na dłużej, cofnąć się wstecz - do czasu, gdy pośród 90 osób, dla
których nakrywano tam codziennie, gościem był i do stołu
zasiadał w nim znany europejski awanturnik z Wenecji Casa­
nova) - by potem znów wybiec w przyszłość i znaleźć się
na uczcie historycznej wydanej na cześć Niemcewicza: Urzą­
dzono to wszystko według powieści historycznej
Niemcewicza
•Jan z Tęczyna''. Nagle zaskoczony solenizant znalazł się na
"Worze Zygmunta Augusta wśród obecnych: Jana Kochanowwego, Reja, Królowej Bony i innych postaci z jego utworu.
tamtąd zaś wyszedłszy, gdy j u ż miniemy ulicę Niemcewicza
~ nazwaną tak w 1919 (przedtem nazywającą się: Droga
Rulewska, bo prowadziła z Ujazdowa do Wsi Wielka Wola na
reny elekcyjne) m o ż e m y podążać znów dalej i wsiąść do
ttszawskiej E K D - Elektrycznej Kolejki Dojazdowej otwartej
° k u . - To tylko zaledwie jeden przykład, wyrwany
^Pośród wielu z jednego tylko miesiąca: Stycznia. Luty objawi
nam tutaj jako miesiąc karnawału i cyrku, miesiąc przybycia
»
który miał się stać jednym z największych poetów
polskich
^
'"sza Słowackiego
- miesiąc walk, ale i budownictwa.
d
"
rocznica przeprowadzki królewskiej wraz z całym
Кгб|
d ° Warszawy, a więc stoi pod znakiem Zamku
wskiego, jego zmieniających się wnętrz i lokatorów,
r

S B n {

c

w

Гегп

e

t 0

założenia na Zamku pierwszego teatru w Polsce (Władysław I V ,
1637), mających w Zamku miejsce wielkich wydarzeń, ale
i miesiąc - by wspomnieć konspiracyjne wydanie książki
Aleksandra Kamińskiego Kamieni na szaniec, i Akcję pod
Arsenałem - (Ilu jeszcze marców warszawskich nie
poznaliśmy?
- pisze Baranowska - Takie miasto ma kalendarz
bardzo
przeładowany,
tutaj codziennie coś się dzieje. Gdybym sama
miała wybierać, chciałabym się znaleźć w Teatrze Narodowym
- wówczas na pi Krasińskich -17 marca 1830 r. Nie, nie chodzi
0 sztukę teatralną, lecz o pierwszy, tak wielki, pod
względem
zarówno publiczności, jak repertuaru, koncert młodego, ale już
znanego pana Fryderyka Chopina. Grał on własne utwory,
przez wszystkich oczekiwany, sławny jeszcze przed
ukończenia,
Koncert f-moł, op. 21 i Fantazję A-dur na tematy polskie, op. 13.
Orkiestrą dyrygował Karol Kurpiński. Na sali było 800 osób.
Zgotowano Chopinowi wspaniałe przyjęcie. On sam był skłonny
podejrzewać,
że słuchacze przesadzili w owacji,
ponieważ
zarówno on, jak i Kurpiński zorientowali się dopiero w czasie
koncertu, iż prywatny fortepian Chopina, na którym grał, okazał
się zbyt miękki na taką salę.) Kwiecień - to Wielkanoc. Maj
- bzy, majówki na Bielanach. Czerwiec - noc świętojańska,
wianki, rzeka, Towarzystwo wioślarzy. Lipiec - letniska,
wyjazdy do wód, Wilanów. Sierpień... Warszawskie
dzieci,
śmierć poetów: Gajcy, Baczyński, i noce sierpniowe...,
rok
1944; to też Bitwa warszawska 15 sierpnia 1920, - I tak j u ż do
Grudnia - Wrzesień 1939, Starzyński, Październik - miesiąc
w którym Łazienki przybierają najpiękniejszą
barwę - był także
miesiącem bezprecedensowego wygnania wszystkich
mieszkań­
ców po upadku powstania warszawskiego w roku 1944. Była to
ostatnia chwila Warszawy takiej, jaką w tej książce
usiłujemy
poznać. - Listopad - 1830 rok, wybuch niepodległości 1918,
Piłsudski, Grudzień - Boże Narodzenie, odsłonięcie pomnika
Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu: Odsłonięcie
tej
statuy stało się wielką i niezwykłą manifestacją.
Różniła się od
innych tym, że odbywała się w całkowitym milczeniu obecnego
tłumu. Działo się to w stulecie urodzin Mickiewicza 24 grudnia
1898 r. - To tylko ogromny skrót skrótów, z tego, co zawiera
rytm tej książki-roku, jeszcze jeden układ, zaledwie cząstka z tej
struktury obrazów miasta nagromadzonych, przenikających
jedne w drugie w tej opowieści, jak w kalejdoskopie. Bo inaczej
jej oddać nie sposób - trzeba by przepisać j ą całą. Napewno
trzeba przeczytać j ą całą. Bo nie sposób jej streścić. Nawet w tak
zasygnalizowanym zaledwie skrócie jakże wiele musieliśmy
pominąć. Wielki wiatr historii swym tchnieniem kładzie się na
te obrazy co chwila. Wiatr wielkiej historii odciska na nich
swoje piętno. Bo Styczeń u Baranowskiej, to i pięciu poległych,
powstanie styczniowe, i rocznica Olszynki Grochowskiej, i marsjański obraz miasta, ziemia robinsonów, i powrót pokonanych
wojsk Napoleona, i Cytadela.
Kwiecień to nie tylko Wielkanoc suto zastawionych stołów, to
groby wielkanocne w kościołach okupowanej Warszawy, i wiel­
ki grób holokaustu na ruinach Getta, na sumieniu świata
1 Europy, droga na Umschlagplatz Korczaka i Stefanii Wilczyń­
skiej. - Grupom dzieci z domów opieki i sierocińców
towarzy­
szyli ich opiekunowie i wychowawcy. Podobnie jak
Korczak
poszli: Szymański z Domu Dziecka przy ulicy Wolność 14,
Szymon Pullman, muzyk i dyrygent z żoną, na czele internatu
dzieci religijnych, kierownik Goldkorn i cały personel pogoto­
wia Opiekuńczego
dla Żebrzących Dzieci Ulicy. Nie opuściła
swoich maleństw Sara Janowska i inne opiekunki z niedawno
założonego internatu Dobra Wola przy Dzielnej 67. Kwiecień to
mur i wiersz-krzyk Okno na tamtą stronę Władysława Szlengela, i zryw powstańczy Żydowskiej Organizacji Bojowej, by
«Zginąć z honorem» jak głosiły liczne napisy na murach
w Gettcie w dniach zagłady.
Bo obraz miasta u Baranowskiej w tym roku kosmicznym nie
może ujść, wypaść ze swych ram w tym błyskawicznym skrócie,
nie może nie pokazać patosu, dni klęski i chwały, ustawicznych
strat niesionych przez historię i podnoszenia się ponownego,

753

�- w c i ą ż podniesionej głowy w chwilach najbardziej beznadziej­
nych. To właśnie w tym błyskawicznym skrócie 350-ciu lat
rysuje się jeszcze wyraźniej. Nie może to być inny obraz, od
tego, o którym na innym miejscu pisał Stefan Kisielewski
- w Cieniach w pieczarze: - „Wszak jeśli od 1939 roku dzieje się
w tym mieście nie wiedzieć co, jeśli wyznaczyły sobie tu
spotkanie wszystkie szaleństwa (...) Wschodu i Zachodu ( . . . ) "
To tu „zawsze szybciej rozumiano okrutne i szalone dylematy
świata niż rozumiał je sam świat, tu zawczasu rozszyfrowano
Stalina, Hitlera i innych wielkich a okrutnych magików histo­
r i i . (...) Świat zachodni nigdy nie pojął, że to w tym miejscu
właśnie w Warszawie, wszystko się z góry wie, toteż nigdy z tej
wiedzy nie skorzystał. (...) Dzięki omyłkom własnym czy
cudzym, światowym, zdarzały się tu rzeczy jakich nie było
nigdzie i nigdy. Warszawa wszakże samotnie a wbrew logice
opierała się nieraz nawałom Wschodu i Zachodu (przedmurze
obrotowe!) (...) strajkiem bezludnego milczenia powitała de­
filadę zwycięskich wojsk Hitlera, tutaj wymordowano naj­
większą w historii ilość Ż y d ó w , tu bowiem stworzyli Niemcy
straszliwie stłoczone, 600 tysięczne getto, tu jesienią 1944
walczono samotnie na dwa fronty: politycznie z Rosją, pierś
w pierś zaś z przygłupimi bijącymi się o swą pełniejszą klę­
skę Szkopami, tutaj po upadku Powstania, zdarzył się jedyny
na świecie wypadek, że wszyscy mieszkańcy wypędzeni, wy­
szli poza rogatki a miasto pozostało samo sobie i swoim
pożarom.."
W Warszawie. Miesiącach,
latach, wiekach, Baranowska
odbudowuje obraz miasta na przekór owym szaleństwom,
pokazując jego piękno przez skupienie uwagi na rzeczach
małych, zwyczajnych. Piękno zatrzymane w szczegółach, zmie­
niającym się języku, obyczaju, strojach, wyglądach tego miasta.
Rzeczy małe, zwyczajne stale tu sąsiadują z wydarzeniami
znanymi z wielkiej historii. Bo Maj to nie tylko majówki,
festyny na Bielanach, ale i Konstytucja 3 maja. A w Marcu nie
mniej ważnym od Zamku i zapisanych w jego wnętrzu obrazów
wielkiej historii jest... tramwaj i wnętrze tramwaju. Bo opusz­
czając Zamek, jak pisze autorka gdybyśmy jeszcze obejrzeli się
(...) powiedzmy w pierwszej połowie 1908 r, co byśmy zobaczyli ?
Tramwaj! Pierwszy czerwony elektryczny tramwaj. Zakręca na
naszych oczach z Miodowej w Krakowskie Przedmieście.
Linią
3 - otwartą 23 marca 1908 r. - dąży z pi Krasińskich na pi Unii
Lubelskiej. I tutaj następują informacje o liczbach przewiezio­
nych pasażerów, (27,5 min w 1908 r. i 86 min w 1914), trasach
podzielonych na sekcje, cenach biletów za kurs w zależności od
klasy, dla dorosłych, i dzieci (bilet za 1 kurs daje prawo do
przejechania 4 sekcji), i właśnie opis wnętrza: Sądząc z ilości
pasażerów żaden warszawiak, posiadający choć parę kopiejek
nie mógł się oprzeć tramwajowi. Gdybyśmy także się nie oparli
i wsiedli do wagonu na 40 miejsc, w tym 24 siedzące,
zdziwiłoby
nas zapewne starannie wykonane drewniane wnętrze - jawor,
drewno tekowe, mahoń, dąb. Czulibyśmy się nieco jak w solid­
nym kredensie. Właśnie solidność, świetna organizacja i punk­
tualność przyniosły
warszawskim tramwajom opinię jednego
Z najlepszych na świecie przedsiębiorstw
komunikacyjnych. (...)
Tak ale dokąd jedziemy, skoro jest dwadzieścia
linii, nie
zdążymy ich nawet wymienić,
więc przynajmniej
zobaczmy,
którędy jeździ jedynka: «Linia No 1. Mokotów-Powązki.
Liczy
8 sekcji: 1/Powązki-Blońska.
2/Błońska-Muranów.
3/MuranówPi Krasińskich.
4/Pl. Krasińskich-Mickiewicz5/MickiewiczWarecka. 6/Warecka-Pl.św.
Aleksandra. 7/Pl. św. AleksandraNowowiejska. 8/Nowowiejska-Mokotów.
(...) Wagony kursują
co 8 minut, przebiegając
przestrzeń
7600 m. w minut 37.
1 pomyśleć, że bilet za jeden kurs skończyłby się na przystanku
„Mickiewicz".
O ile byłoby lepiej, gdyby miejsca i daty
wyznaczali ludzkości poeci i ich wiersze. Niestety, czas, jak
wszyscy wiedzą, liczą ludzie przeważnie za pomocą
wojen.
W Warszawie. Miesiącach, latach, wiekach pośród zgroma­
dzonej w niej wielości czasów, przywracając przed nasze oczy
jej piękno, autorka szczególną wagę zda się przywiązywać do

154

rytmu wyznaczanego przez opisywane przez nią z pieczołowito­
ścią - podobną jak w przypadku wnętrza tramwaju - przed­
mioty, miejsca, i rzeczy z pozoru dla miasta zwyczajne.
W opowieści Małgorzaty Baranowskiej o Warszawie czas
miasta odmierzają nie tylko zegary i zegarki (z dewizką), ale
i powozy, karety, „ r o p u c h y " : omnibusy konne na szynach,
tramwaje, wąskotorowe kolejki dojazdowe - ciuchcie, tak­
sówki, ryksze, pojawiające się w mieście kolejne wynalazki, że
wspomnę tylko późniejsze, balon, dagerotyp, fonograf, „teatr
żywych fotografii" - kinematograf, pocztówki, radio, samolot.
Z tej książki można dowiedzieć się mnóstwa szczegółowych
rzeczy np. od kiedy zaczęto w Warszawie n u m e r o w a ć domy.
Czas i rytm miasta odmierzany jest opisem tego jak pojawiają
się różne urządzenia i rozwiązania techniczne, opisane są tu
różne rodzaje oświetlenia, bruki, źródła, zdroje, wodociągi,
filtry, mosty, ogrody (Saski, Pomologiczny, Botaniczny, Pową­
zkowski, Dolina Szwajcarska), pawilony wystawowe, tereny
rekreacyjne, sport, (łyżwy, rowery), ale też i moda, wystawy,
pokazy, koncerty, warszawskie salony, teatry, restauracje,
kawiarnie, cukiernie, szkoły, szpitale, straż pożarna, fabryki,
prasa, wydawnictwa, instytucje bez których nie sposób opisać
krajobrazu i funkcjonowania miasta, tego miasta... No i związa­
ne z tym wszystkim, domy, miejsca, ulice, ulice, ulice, rozras­
tające się trakty, osie, wędrujące centra, zaczątki, charaktery
dzielnic, dzielnice.
Jak pisze autorka: My, starając się ogarnąć całe wieki
warszawskich widoków w błyskawicznym
skrócie, mamy sprzy­
mierzeńców w malarzach i pisarzach, którzy dodają do owych
widoków swoją
wyobraźnię.
Gdy jednak przyjdzie wejść, jak w przypadku Prusa, w jego
fantazje, marzenia o przyszłych kształtach miasta, zaraz dodaje
i podkreśla Chcielibyśmy się znaleźć w fantazjach pisarzy. Ale
sama żywa Warszawa jest stokroć ciekawsza. I temu przekona­
niu daje wyraz cała jej książka. Bo bohaterami tej książki sanie
tylko wyglądy i widoki miasta, a przede wszystkim związani
z tymi domami, ulicami, instytucjami, miejscami - ludzie.
Ludzie różnych stanów od króla po szewca i przekupkę. Ludzie
różnych zawodów i zajęć, rzemieślnicy, architekci, inżyniero­
wie, robotnicy, tramwajarze, urzędnicy, strażacy, lekarze, nau­
czyciele, nauczyciele muzyki, artyści, aktorzy, muzycy, cyr­
kowcy, atleci, sportowcy, uczniowie, studenci, wędrowni sprze­
dawcy, wydawcy, dziennikarze, gazeciarze, bibliotekarze, his­
torycy, historycy sztuki, pisarze. Ich życie, praca, marzenia
- Oto pełna architektura tej opowieści Małgorzaty Baranows­
kiej o Warszawie. Powiedziałbym więcej, w jej opowieści, da
się odczuć (takie przynajmniej jest moje odczucie, być może się
mylę) jakby szczególną sympatię po stronie tych zwykły^
ludzi. Jakby lęk i stałą ucieczkę przed patosem. Z w y k l i ludzie,
zwyczajność rzeczy, szczególna uwaga dla sfery, obszarów
codziennego życia. Oto swoista antropologia i etnografia miasta
Małgorzaty Baranowskiej: w miesiącach, latach, epokach
odtworzyć obraz codziennego życia. Los zbiorowy pokaz*
przez losy konkretnych biografii, osób. To rys znamienny &gt;)
książki. Szczególnie mocno dochodzący do głosu w dramatycz­
nych, tragicznych okresach historii tego miasta. Ale nie tylko
Ta książka ma w sobie coś z ducha wiersza Zbigniewa Herbert
Pan Cogito o potrzebie ścisłości: „ M u s i m y zatem wiedzie
policzyć dokładnie, zawołać po imieniu." I w Warsza*"
Miesiącach, latach, wiekach Małgorzata Baranowska przy**
łuje z imienia i nazwiska nie tylko pisarzy, artystów ale ty ;
zwykłych, zwyczajnych ludzi, inżynierów, robotników, '
,
różnych zawodów. I nie tylko dotyczy to okresu powstania, %•
na samym jego początku przywołuje postać 14 letniej hare*
łączniczki Janiny Tatarkiewicz (pseudonim Myszka), by •
mogli spojrzeć na pierwsze godziny powstania jej oczyma- '
też, gdy opisując zaciętą walkę toczoną przez pracowni
elektrowni na Powiślu, podaje słowa pieśni - hymnu wal&lt;
elektrowni, ułożone do melodii Maszerują strzelcy, " " ' ^ t ^ J
i tak pisze: Autor tych słów jest nieznany, ale może się I *
e

3

1

u

е

l

�zdarzyć, iż jego nazwisko się odnajdzie. Ta zasada, ten rys
znamienny dochodzi do głosu także i w bardziej odległych czy
spokojnych czasach, gdy np. przywołani zostają: Bronisław
Dziubek, robotnik od Lilpopa (ur.1886), opisujący Powiśle
w czasach jego dzieciństwa, czy Władzio - chłopiec do gazet,
w kawiarni Udziałowa,
księgarz i drukarz u Mortkowicza
Władysław Grzelak, który przedtem jako jedenastoletni chło­
piec stróżował w prywatnym sadzie przekrojonym i pochłonię­
tym przez wiadukt trzeciego mostu, Mostu Poniatowskiego,
czego potem nie mógł on nigdy przeboleć. Bo sprzymierzeń­
cami Małgorzaty Baranowskiej w tej książce są nie tylko
malarze i pisarze, ale i ci ludzie zwyczajni, zwykli mieszkańcy
tego miasta. W tej książce zbliżamy się do Warszawy nie tylko
i wędrującym i wchodzącym do niej pewnego
jesiennego
poranka, pieszo, od strony Pragi Wiktorem Gomulickim,
z Juliuszem Słowackim z i m o w ą porą mknącym w saniach przez
Nowy Świat, W ł a d y s ł a w e m Podkowińskim (miłośnikiem i pej­
zażystą Warszawy, mającym na N o w y m Świecie swą pracow­
nię, autorem niezapomnianego obrazu tej ulicy, przedstawiają­
cego ją w letni dzień), z Franciszkiem Salezym Jezierskim,
kawalerem de Jaucourt, autorami X V I I I wiecznych, encyk­
lopedycznych opisów Warszawy, z Kazimierzem Władysła­
wem Wójcickim (i z jego Pamiętnikami
dziecka Warszawy)
Antonim Magierem (autorem pracy Estetyka miasta stołecznego
Warszawy 1833) i z setką innych. Ale i z nimi. - Paradoksalna
książka. - Pokazać zwyczajne rzeczy, zwyczajnych ludzi,
zwykłych, mieszkańców tego miasta, odtworzyć ich i jego
codzienne życie, odtworzyć życie. Oto jeszcze jeden wymiar
wielogłosowości, polifoniczności z j a k ą przemawia ta książka.
Jest bowiem w tym jakiś paradoks, że w tej ciągłej ucieczce
przed patosem, koncentrując się w swoich opisach na zwyczaj­
nych rzeczach, zwyczajnych ludziach, zwykłych mieszkańcach
tego miasta ... - ich zwyczajność, za sprawą tego, że jednocześ­
nie patrzymy na to wszystko z punktu widzenia Losu tego
miasta, do którego zmierza, i od którego bierze swój początek ta
o nim opowieść, ta zwyczajność właśnie, j a w i się jako niezwyk­
ła, heroiczna, patetyczna.

Warszawy/,,Czy warto?"...Odpowiedział:
„Ach śmieszne pyta­
nie! ''.
Wędrując z Małgorzatą Baranowską przez miesiące, lata,
wieki po Warszawie wkraczamy wraz z jej sprzymierzeńcami
w zaskakującą wielogłosowość czasów, miejsc, j a k i m i przema­
wia dzięki niej, jej przewodnictwu, do nas to miasto. T ą książką
autorka otwiera przed nami jakby Zaczarowaną Furtkę do tego
miasta. Za nią spotykając się z wielością tych głosów, wsłuchu­
jąc się w ten chór głosów, czujemy, że prowadzeni jesteśmy
i wkraczamy w złożoną symfonię miasta, jakiej nie znaliśmy
i jeszcze nie słyszeli. Chciałbym tu zwrócić u w a g ę na szczegół
powiedziałby ktoś, że natury tylko technicznej. - W tej książce
wszędzie tam, gdzie przywołany jest czyjś głos, od razu
w tekście podana jest pełna informacja o autorze i źródle. To
trochę tak jakby prowadząca nas w tej w ę d r ó w c e przez miasto
i jego ulice autorka chciała powiedzieć: „ M y niestety musimy tu
już skręcić, patrzcie, wy znając źródła możecie tu jeszcze wrócić
do nich potem, słuchajcie ich, trzymajcie się tych znaków
i głosów, idźcie za nimi dalej."

W Warszawie. Miesiącach,
latach, wiekach Małgorzata
Baranowska odkrywa przed nami i ustala za sprawą przyjętej
przez nią cezury (powstanie, zniszczenie miasta, rok 1945)
właściwy dla Warszawy archimedesowy środek ciążenia i punkt
oparcia, swoisty, niepowtarzalny wzór dla opisania tego miasta.
(I śmiało można by tu powtórzyć za Archimedesem jego
wołanie, tak, jak zda się m ó w i ć o tym na każdej swojej stronie ta
książka: „Dajcie mi punkt oparcia, a poruszę z i e m i ę ! " ) Bo
*tym ogromnym skrócie, 350-ciu lat, na które spoglądamy z tej
perspektywy i z tego punktu widzenia, wszystko, co najbardziej
nich zwykłe, zwyczajne j a w i się tu, i musi się jawić jako
niezwykłe, poruszające, heroiczne, i nie bójmy się tego słowa:
patetyczne. Nawet i to: most, ludzie na moście, istnienie
iowarzystwa Wioślarzy, wianki i łódka z wioślarzami płynące
Po Wiśle.

Wnet święty gaj objął mnie swoim cieniem - znalazłem się
w Łazienkach! Uroczy pałac, niby dziewiczy łabędź, pływa tam
po lśniącym jak lustro stawie [...] Oto rezydencja
uprzejmego
epikurejczyka! [...] Pytasz mnie drogi przyjacielu, jak mi się
powodzi w Warszawie? To kolorowy świat! - za hałaśliwy - za
szalony - za dziki - wszystko bez ładu i składu. Gdzież tu znajdę
spokojną chwilę do pisania - rysowania komponowania?!
Król powinien mi odstąpić Łazienki: tam na pewno żyje się
bardzo łagodnie!
Ale tak naprawdę zbliżać się zaczniemy do Łazienek i wej­
dziemy tam dopiero na początku Października,
w którym
Łazienki przybierają najpiękniejszą
barwę, a wszystko po to,
żeby móc znaleźć się w nich na dobre o właściwej porze, dotrzeć
tam na czas: w Listopadzie 1830 roku... I znaleźć tam wypo­
wiedź z 1948 roku autorstwa znanego nam, j u ż z czasów
późniejszych, politycznego sceptyka. To jeszcze jeden przykład
jak w tej książce splatają się tajemniczo rytmy i wątki, rytm
wędrówek po Warszawie, z rytmem klimatu, pór roku, historii.
Niech więc posłuży nam tu za pointę tej pobieżnej jej prezen­
tacji:

w

Do tajemnicy przyjętego przez Małgorzatę Baranowską w tej
Ężce punktu oparcia należy rzecz jeszcze jedna. Celowo tę
j&gt;™Pe najliczniejszych sprzymierzeńców autorki i najczęściej
""daj przywoływanych
tu nrzez
zostawiłem na
na koniec.
koniec. To
To
przywoływanych tu
przez nia.
nią, zostawiłem
Poeci ' poezja.
Bo
mimo wojen
i. znanych
przyzwyczajeń
ludzkości
czas
.
_,
~
J
, w..
.
.
sl

H

u

u

n

v

u

v

J "siązce mierzony i liczony jest także przy ich pomocy, ich
^ » j&lt; książce
- . . V A . C stałą
siaią obecnością
ooecnoscią się
się zaznacza.
z
W Warszawie.
on^ ^' ^
' kach
realizuje się coś z tego marzenia by
-mi * y
l ' i ich wiersze: daty i miejsca. Każdy rozdział
uz 1°
'
o t t o wiersza. Przypomnijmy choćby tylko
°*jed'. .
Iwaszkiewicz w Lutym: Rozstąpcie się, o domy,
I | *
-mwaje,IPrzez
trzeciomostu wiadukt przejrzysty
-Orni"' ' ^ kwietniu: - te cztery słowa z Baczyńskiego
żalu... - w Październiku: Lechoń
-/ &lt;vid • • ~^ ^а1ет
rr[Q ^ ^ hś
jeźdźców w tumanach kurzawy,II słyszy dźwięk
' tłumu wołanie,!Dąbrowski
z ziemi włoskiej wraca do
w
w
i

e

10

CaC

a t a c n

Wle

z n a c z a

,e

S1

o t w

r

0

c , e

S

e r a

i

a

t u

w

tra

m

1

miasto

a

lc

lUr

1

еги

m

Warszawa. Miesiące, lata, wieki to rodzaj mapy, polifonicz­
nej mapy, na której zaznaczono cały system kolejnych furtek,
prowadzących nas do tajemnic Warszawy. To dzieło niezamknięte. Rodzaj partytury, szkicu partytury - jakby mówiła
autorka - do utworu, który jest wciąż przed nami. To dzieło
otwarte.
I rzecz zupełnie j u ż przedziwna. W tej książce wszędzie
prowadzeni jesteśmy na czas. Szczególnie da się to mocno
odczuć na przykładzie Łazienek. Przez cały prawie rok krążymy
z dala od nich, czasem pojawią się tu i ówdzie jak w maju za
sprawą bzu i fotografii, czy też w „ m u z y c z n y m " liście E.T.A.
Hoffmana, który przebywał tu jako urzędnik pruski i który
w Warszawie debiutował jako muzyk. Liście, w którym opisuje
on jak to swoisty koncert, zgiełk odgłosów dobiegających
z ulicy uniemożliwił mu komponowanie: Cisnąłem
pióro,
papier w kąt - wciągnąłem buty i wybiegłem z tego piekielnego
zgiełku, kierując się przez Krakowskie
Przedmieście
i Nowy
Świat w dół miasta!

W wypowiedzi pisarza-powstańca
z roku 1944, Stefana
Kisielewskiego
(1911 - 1991), który przeżył tu całą wojnę,
symboliczne miejsca z czasów powstania listopadowego, z dra­
matów Wyspiańskiego,
nakładają się na symboliczne miejsca
bliskie warszawiakom, uczestnikom wojny 1939 r. i powstania
1944. Oto fragment odpowiedzi Kisielewskiego
na ankietę
«Kalendarza
Warszawskiego»
z roku 1948 Dlaczego
właśnie
Warszawa: „Dzisiaj przestałem ukrywać adorację, jaką żywię
dla miasta lat dziecinnych, dla «stolicy swej młodości».
Bo­
wiem, jako jeden z miliona warszawiaków,
przeżyłem
te dni
patetyczne i straszliwe, dzięki którym Warszawa przestała
być
tylko jednym z szeregu polskich miast, lecz stała się symbolem

155

�całego Narodu, a sprawy tego miasta chwyciły coś z powiewu
wieczności, który niesie na swych skrzydłach losy Narodu. Aleje
Ujazdowskie i Łazienki - to nie są już tylko zielone zakątki, gdzie
spędziłem dzieciństwo ja i moi rówieśnicy - to pełna
pamiątek
promenada całej Polski, to miejsce schadzek duchów naszej
historii, jak to z genialną wrażliwością odczuł Wyspiański,
choć
spędził w Warszawie parę tygodni swego życia
zaledwie.
A Krakowskie Przedmieście, plac Saski, gruzy Starego Miasta
- to nie tylko zbiorowisko potrzaskanych, starych kamienic,
pałaców, kościołów i pomników - to plac boju ogromnego, gdzie
o każdy dom walczono, to polski Panteon, to najbardziej
patetyczny krajobraz polski. Krucza, Piękna,
Marszałkowska,
Wolska - nie sąjuż tylko ulicami, Wisła nie jest tylko Wisłą, park
nie jest tylko parkiem.
Od 1989 roku kiedy wybuchła wolność, ożyła działalność
wielu lokalnych środowisk i inicjatyw wydawniczych - ożywił
się ruch, mający nawet swój wyraz w specjalnym programie
rozwijanym przez Fundację Kultury - ruch „Małych ojczyzn".
Książka Małgorzaty Baranowskiej wpisuje się w znamienny
sposób w ten nurt, wnosząc weń zasadniczy zwrot i przewartoś­
ciowanie. Dokonuje w nim zasadniczego przełomu. Być może
także przełomu w naszym myśleniu i przyzwyczajeniach
sytuujących, czy rozpoznających fenomen małych ojczyzn
przede wszystkim z dala od centrum i w przeciwstawieniu do
centrum. Pokazuje jak wielkie miasto, stolica może być małą
ojczyzną, a nawet mieścić w sobie wiele małych ojczyzn.
Najlepiej zresztą mówi o tym wiersz przywołany przez autorkę
w Warszawie. Miesiącach
latach wiekach, fragment wiersza
Andrzeja Nowickiego (1901 - 1986), poety związanego z grupą
Skamandra, wiersz napisany został z dala od Warszawy w nie­
woli niemieckiej, po kampanii wrześniowej w 1939 г., w oflagu
С I I w Woldenbergu:
Gdy o ojczyźnie mojej myślę Myślę Aleje...Zjazd...Powiśle
Tobie Ojczyzną - wioska, ruczaj,
Mnie - Mokotowska, Bracka, Krucza...
Nie las, nie łąka, nie łan zboża,
A Krzywe Koło, Wspólna, Hoża...
I kiedy bierze mnie tęsknota.
To myślę: Chmielna...marzę: Złota
Jednocześnie ta książka pokazuje dobitnie jak bardzo ta mała
ojczyzna, Warszawa, w istocie i gruncie rzeczy jest Wielką
ojczyzną. Ta książka odkrywa przed nami zupełnie nowy
fenomen: Małej - Wielkiej Ojczyzny.
Czyż nie potwierdzają tego same okoliczności wydania tej
książki? Autorka urodzona w Krakowie, inicjator wydania,
wydawca - Wydawnictwo Dolnośląskie z Wrocławia. Książka
o Warszawie oczekująca długo na to by mogła się ukazać,
o którą aż dziwne, że nie pobiły się wydawnictwa warszawskie,
na którą od dawna czekaliśmy, szczęśliwie właściwie została
rozpoznana i znalazła swe odpowiednie miejsce - Jakby na
potwierdzenie przywołanej w niej anegdoty:
Podobno, kiedy Blanchard w swym zadziwiającym
urządze­
niu latającym - balonie - wziął na podniebną wycieczkę w roku
1790 hrabiego Jana Potockiego, ten zabrał ze sobą
służącego
Turka. Oszołomiony i zachwycony Turek, widząc Warszawę pod
sobą, ale jej nie rozpoznając, spytał Blancharda, do kogo należy
rozciągający
się pod nimi ogród. 1 uzyskał odpowiedź - do
Rzeczypospolitej.
Warszawa. Miesiące, lata, wieki ukazała się w znakomitej
serii zaprojektowanej w tymże Wydawnictwie Dolnośląskim
przez Andrzeja Adamusa i Jana Stolarczyka - A to Polska
właśnie.
Mocną stroną tej serii (w której ukazały się m.in. Andrzeja
Zawady Dwudziestolecie
literackie, Jacka Kolbuszewskiego
Kresy, Jacka Łukasiewicza, Mickiewicz)
jest troska o przy­
wrócenie świadomości współczesnego czytelnika (wyposzczo­
nego pod tym względem przez lata socjalizmu i związanych
z nim ogólnych trudności technicznych i edytorskich) utraconej

156

ikonosfery. Każdy temat i zagadnienie w tej serii zanurzone są
w ikonograficznym konkrecie, w bogactwie oryginalnych doku­
mentów ikonograficznych. Ta wizualna strona dokumentacji
towarzyszącej tekstom jest w tej serii niezwykle staranie
przygotowana i opracowana. Pod tym względem książka o War­
szawie jest także pięknym ogrodem.
Odtwarzanie oryginalnej ikonografii (tak charakterystyczne
dla całości tego projektu) zbiega się tu szczególnie silnie
z intencją autorki: odtworzyć prawdziwy obraz Warszawy, to
zarazem wydobyć go z ciążących nad nim do dziś stereotypów,
niechęci wobec tego miasta ukształtowanej przez lata PRL -u,
niechęci wynikającej z kojarzenia i postrzegania częstokroć
Warszawy przez te lata, głównie, jako siedziby władzy i central­
nych urzędów. (Jakże wielu skuteczne dało się zainfekować!).
Książka Baranowskiej ma wielką szansę na odczarowanie tych
stereotypów (miasta anonimowego, bez wyrazu, bez charak­
teru). Już teraz da się słyszeć: „Dzięki Baranowskiej, dzięki tej
książce znowu zacząłem lubić to miasto". Ta książka przy­
wraca Warszawie jej właściwy wymiar, urok i czar.
A w zapowiedziach tego wydawnictwa j u ż następna MałaWielka Ojczyzna: Kraków {Kraków. Przewodnik historyczny.
Michała Rożka). Z niecierpliwością będę czekał na następne,
wyobraźmy sobie: Gdańsk, Poznań, Wrocław, Łódź, Przemyśl,
Białystok....
Bo książka Małgorzaty Baranowskiej (pierwsze miasto w tej
serii) sytuuje się również " p o m i ę d z y " i ma w sobie coś z ducha
Iwaszkiewiczowskich Podróży do Polski i zrazu kojarzyć
może z pamiętnym spektaklem krakowskim Z biegiem lal,
z biegiem dni, potem serialem filmowym Andrzeja Wajdy
i Joanny Olczak-Ronikierowej. Nie sposób tu rozwijać po­
dobieństw i różnic (w tym drugim przypadku bardziej może
różnic, wynikających z innych rodzajów wykorzystanego mate­
riału, źródeł, rytmu, skali czasowej), poza jednym ogólnym
wspólnym ich rysem: Każda z tych prób w swoim czasie to
próba uchwycenia ducha miejsca, odzyskiwania Polski. Dlatego
więc, na koniec chciałbym już tylko tu jedynie zasygnalizować
dwa zjawiska należące do wspólnej, toczącej się na naszych
oczach historii z dziedziny Małych-Wielkich Ojczyzn. - Dwa
nieregularne czasopisma jakie mi wpadły w ręce. Pierwsze
z Krakowa: „ S a l w a t o r i ś w i a t " („periodyk nieregularny")
i drugie z Warszawy: „ K u r W a r " („nieregularny kwartalnik
poświęcony kulturze miasta"). M o ż n a by w nich upatrywać
odzwierciedlenia potocznie postrzeganych tradycyjnych różnic,
(w tym także wzajemnych stereotypów) dzielących oba miasta
i pozwalających się i m pięknie różnić. Nie mając jednak już
miejsca, pełniejszą prezentację i głębszą analizę trzeba odłożyć
na inną okazję. Tymbardziej, że dysponuję zaledwie cząstka,
krakowskich numerów (od 16 do 22). Tak więc tylko dla zachęty
garść informacji w telegraficznym skrócie. Zacznijmy od pisma
Małej-Wielkiej Ojczyzny spod Kopca:
Pismo j u ż znane, uznane, zasłużone - (w redakcji Joanna
Olczak-Ronikierowa - „ m a t k a r e d a k c j i " ) i zakorzenione, zasie­
działe, obchodziło jubileusze (4 lata), kręcono o nim filmy'
zawiera „Okruchy rzeczywistości" - stałą towarzyską rubryk?
(trochę przypominającą echo „Echa Piwnicy pod Baranami
rauty, przyjęcia, kolacje, jubileusze, wydarzenia artystyczne^
wystawy, teatry, spektakle, recenzje), sporo wędrówek w prr
szłość, wspomnień z dzieciństwa, O smakach i zapachu
dzieciństwa (Pachnące chlebem dziecinne raje - Bożena W'
finowska) i z jeszcze mniejszych ojczyzn O Tarasówce (An
Środoń), pismo rodzinne, salonowe, piszą także dzieci, dlan'&lt;*
konkursy literackie. Główną założoną funkcją ,,S i S' 1*
pisanie o tym, czego chcieliby się dowiedzieć
mieszka" •
Wzgórza i o czym pragnęliby ze sobą rozmawiać, gdyby
więcej czasu i sposobności. Wspomnienia o pięknych i bar*
nych postaciach. Pismo dla przyjaciół, w tym też rozsianych Pj
świecie (sporo korespondencji tychże ze świata) i dla przyj
ze świata spacerujących po Krakowie, Salwatorze i Las
Wolskim. O podróżach, hotelach, i O tym gdzie w Paryz i
nJ

aC1

u

�Paryż (Katarzyna Zimmerer). Tak więc w tej migawce, teraz już
tylko, co mi się szczególnie podoba: Kraków jest snem (Jerzy
Pomorski) - jeśli nie przekręcam tytułu, bo periodyki nieregula­
rne mają to do siebie, że lubią znikać spod ręki, kiedy są
potrzebne, być może: Czy Kraków jest snem? - O wpływie
klimatu na senny, oniryczny charakter Krakowa. Pisanie Kazi­
mierza Wiśniaka Cuda, dziwy i teatry magiczne, o tychże
oglądanych w Paryżu i Chorzowie, o tajemnicach przedmiotów,
szafie i adaptacji tychże do scenografii teatralnych. W ogóle
dużo dobrych tekstów o teatrze, (m.in. o Kantorze wokół
„Tańczyli na moście wiek cały'' I Stanisław Mateusz Gąsiorowski/). Pismo bogato ilustrowane rysunkami Kazimierza Wiś­
niaka, na ostatniej stronie tegoż autora Spacery po Salwatorze
zołówkiem iszkicownikiem. Format A 4 . Pismo wielopokolenio­
we - Występowanie
Kasi, matki redakcji i córki redakcji ma
zwrócić uwagę, że jesteśmy pismem wielopokoleniowym.
(...)
Obecność w zespole pań czyni pytanie o nasz wiek niewłaści­
wym. Ostatni numer 22 wydanie specjalne, z okazji umownej
rocznicy przeniesienia stolicy z Krakowa do Warszawy sprzedawa­
no w Warszawie za 2 zł. - Ale przede wszystkim rozbawiło nas to
morze znalezionych przy okazji drugorzędnych i trzeciorzędnych
wiadomości o epoce, tych barwnych szczegółów,
pomijanych
w suchych jak pieprz podręcznikach
historycznych, a tak pobu­
dzających wyobraźnię. - piszą autorki we wstępie do numeru.
W przeciwieństwie do „S i S", warszawski „ K u r W a r " to
pismo świeżo, dopiero co założone, młode. Wydano dotychczas
2 numery. Założycielem wydawcą, redaktorem jest Jarosław jot
- Drużycki (1971) studiuje etnologię na U W . Publikował
w „Kapitaliście Powszechnym", „Życiu Codziennym"
i w „Res Publice N o w e j " . To pismo wyraźnie jednopokoleniowe, piszący - roczniki od 1971 do 1965. „ K u r W a r " jest
niezależną inicjatywą studentów U W (różne fakultety: an­
tropologowie kultury, historycy, historycy sztuki, architekci,
graficy, poeci, wielu publikowało w różnych pismach swe
teksty, każdy numer opatrzony notami o autorach). Format 2x
większy, A3, na luźnych kartach. - Jestem z Miasta.
Droga,
którąpodążam, od dzieciństwa, wiedzie do Miasta, przez Miasto
i z Miasta.
(...) To nieważne czy prowadzi mnie wśród murów przebudo­
wanej Warszawy, synkretycznej Rygi, imperjałnego
Petersbur­
ga, czy bajkowej Pragi Czeskiej.(...)
...
Anka-ołsztynianka
- uważa, Że duch Warszawy przeniknięty
jest
chorobliwą
atmosferą «Reisefiber»
- dwumiljonowy Dworzec
Centralny,
walizy, czemodany, a na nich przycupnięty tłum oczekujących na
swe pociągi pasażerów. Przyjechali, żeby wyjechać.
Opozycję
dla tego podniecenia stanowi Kraków, który jawi się mojej
znajomej, jako umeblowany pokój, z dobrze zaopatrzoną
bibljoteką i portretami antenatów
dobrotliwie
spoglądających
ze
ścian. Salon, gdzie można wreszcie rozpakować kufry, zasiąść
w fotelu i swobodnie zapalić papierosa.
Jednakże
poranna
filiżanka kawy po wiedeńsku z powrotem wywołuje
marzenia
ekskursji. Dotarłem...
Nie! ja staram się iść w dobrym
uerunku. Kaprysowi XIX stulecia zawdzięczam swoje obecne
Przechadzki ulicami, z których nie przebrzmiały jeszcze nawoły­
wania «leguralnych majdaniarzy» Międzywojnia;
«KurwarszaKurwar dzisiejszy za dziesięć groo!», zachęcające
przefjodniów do kupna niezbędnego
rekwizytu, symbolu minionej
arszawy - «Kurjera Warszawskiego*; a mnie do podjęcia
pólnie z przyjaciółmi - próby odszukania Miasta,
spojrzenia
Jego fenomen z różnych perspektyw, mając do dyspozycji
\т\
"KwWara".
(Moje trzy grosze wstępu Jarosławmżycki). W numerach m. in. Wsiewołod Milman, poeta,
0

Ws

П1Св

Moskwiczanin, studiuje religioznawstwo na A T K , od 1991
mieszka w Warszawie, i jego Warszawa po rusku - dużo
ciekawych obserwacji o Warszawie, tekst poetycki z refrenem
0 innych miastach. Warszawa jest miastem bez zegarów,
które
sytuują człowieka w przestrzeni, służąc za miejsca spotkań we
wszystkich miastach. W Paryżu.
W Kijowie.
W
Brukseli.
W Sztokholmie (nigdy nie byłem w Sztokholmie). Warszawa jest
miastem bez metra.f...) W Warszawie metro jedzie do lasu.
Marcin Wicha, Palimpsest o niezrealizowanych planach ar­
chitektonicznych w Warszawie. Łukasz Gorczyca, Piękne
nieznajome - Kamienica,
o architekturze, o modernizmie,
socmodernizmie, postmodernizmie i prostej potrzebie nowego.
Marcin Szporko Kolo graffitowej wojny, o wojnie graffiti
toczącej się w Warszawie. Andrzej Perzanowski, Wariat za­
tracony, o szaleńcach. Marcin Wicha, O obcych
miastach.
Bartosz Gomółka, Jakem sie sponił czyli ze wsi do miast. Maciej
Miezian (krakowiak zakochany na zabój w Warszawie, War­
szawa krakowskim targiem: - Gdy więc już nie mogę patrzeć na
wieże mariackie i cały ten galicyjsko-wiedeński
blichtr mojego
rodzinnego miasta wsiadam do pociągu relacji Kraków Główny
-Warszawa Wschodnia, by znów ujrzeć rodzinne miasto Osipa
Mandelsztama
i głównodowodzącego
armii
amerykańskiej
- gen. Szalikaszwili.f...)
A gdy mi jakiś nacjonalista
małopolski
mówi coś o Warszawie, zawsze przypomina mi się list Lenina,
który zachwycony Krakowem pisał - «Baby chodzą tu boso
1 ubierają się pstrokato. Dobrze nam tu jak w Rosji...» Łukasz
Włoski, Brama, o bramach miasta, bramach triumfalnych.
Joanna Sarnecka Rejs sponsorowany prze Bogów, o reklamie
i opowiadanie, bez tytułu, o podróżach i włóczeniu się po
mieście autobusem. W miejskim tłumie - kończy swój wstęp
Jarosław -j.Drużycki - łatwo się ukryć, ciężko jednak
odnaleźć
w nim swoje miejsce. Czy każdy z nas nosi w sobie
Miasto?
Miasto - labirynt, przez który trzeba przejść, aby odkryć siebie.
Wiele razy usiłowałem namówić studentów ( U W i UJ) do
napisania pracy o wzajemnych stereotypach na temat Warszawy
i Krakowa, jak dotąd bezskutecznie. I chociaż oba pisma
mogłyby dostarczyć wiele materiału (a m o ż e otworzyłyby
odpowiednie rubryki?), dziś znacznie bardziej interesująco
wygląda temat łączących te miasta tajemnic. Sprawa od­
szukiwania własnego miasta (które oba pisma uprawiają),
wchodzenia weń, czasem borykania się z nim, a także tajemnica
przybywania do nich, przenosin i wpisywania się w ich historię.
No chociażby to, że urodzona w Krakowie Małgorzata Barano­
wska pisze tak wspaniałą książkę o Warszawie, Piotr Skrzyne­
cki urodzony w Warszawie odnalazł się w Krakowie i dla nas
Kraków. Tajemnica związków łączących W a r s z a w ę z kopcem
wspomnień.
Dzięki tym pismom, „ m a n j a k o m " własnych Małych-Wielkich Ojczyzn, oto na naszych oczach zapisuje się historia obu
miast in statu nascendi, gromadzi żywy, barwny materiał, po
który, być może kiedyś, w dalekiej przyszłości sięgnie ktoś po
latach, by wywołać nasze duchy wpisujące się w geniusz
miejsca.
W poprzednim numerze: - Paryż za dwa Ludwiki,
Przewod­
nik po Paryżu cieni i smaków, Wenecja jest kobietą. Rzecz
0 wyobraźni. Miasto, Kresy zachodnie - genius loci. W tym:
- Środek świata w Lublinie i Brama w Lublinie. Nowy Jork
Sześć godzin temu. Warszawa. Miesiące, lata, wieki. „Salwator
1 Ś w i a t " , „ K u r W a r " . Kraków i Warszawa. Pora zabierać się do
przygotowania dawno zaplanowanych, kolejnych numerów
„ K o n t e k s t ó w " o Historii i antropologii, o mieście, miastach
mitycznych, micie miasta, o Antropologii
miasta.

BIBLIOGRAFIA
kfołgorzata Baranowska Warszawa. Miesiące lata, wieki. Wydawnict­
wo Dolnośląskie, Wrocław 1996, ss.356, il. 600, Wybór ilustracji
" a Zielińska
^
i Świat", periodyk nieregularny, Kraków ISSN 1234-7418
Ja : Katarzyna Zimmerer, Alina Kwiatkowska, Alina Pomorska,
M a

l

w

a

R

c

t

o

r

Joanna Ronikier, Joanna Woźniak-Nowak, Rysunki: Kazimierz
Wiśniak. Adres Redakcji: Kraków, ul. Gontyna 9/1
„KurWar", Nieregularny kwartalnik poświęcony kulturze Miasta.
ISSN 1234-7426 Adres do korespondencji: Jarosław jot-Drużycki,
ul. Daleka 1/3 m.4 Warszawa 65.

157

�Dariusz Czaja

Twarze, twarze, twarze...
J. Baczak, Zapiski z nocnych dyżurów, rysunki J. Baczak, posłowie J.
Błoński, „Znak", Kraków 1995
Jest coś znamiennego w dokonującym się w ostatnich latach,
wyraźnym zwrocie szeroko pojętej humanistyki w stronę problemów
ciała i cielesności. Przez wiele lat niezauważane i - jakby maksyma
Terencjusza przestała już obowiązywać - nie znajdujące szczególnego
uznania u przeduchowionych uczonych mężów - ciało, coraz częściej
staje się obiektem badawczej eksploracji. Od pewnego czasu człowiek
filozofów, socjologów, antropologów, teologów przestał być już czystą
podmiotowością, „ja" transcendentalnym, strukturą umysłu, mental­
nością, eteryczną duszą i zaczął z wolna acz konsekwentnie nabierać
ciała. Oczywiście, zwiastuny tej sytuacji, pojedyncze książki i artykuły,
pojawiały się już wcześniej, ale odnieść można wrażenie jakby dopiero
od niedawna humanistyka zajęła się ciałem poważnie, wnikliwie i na
większą skalę. A więc jednak: „mam ciało"!
Czytając niezwykłą książkę Jacka Baczaka Zapiski z nocnych
dyżurów mimowolnie przywoływałem w pamięci te właśnie, wydane
u nas w ostatnim czasie, rozprawy i eseje, w których ciało nie jest
traktowane jako zbędny dodatek do naszego „ja", jego drugorzędna
„część", ale pojmowane jest jako materia prima. Myślałem o Pustel­
nikach i demonach Ryszarda Przybylskiego i jego gwałtownym sporze
z anachorecką tradycją cielesnej ascezy, o Bogu w stworzeniu Jurgena
Moltmana i zaproponowanej tam teologii ciała odwołującej się do
hebrajskiego doświadczenia cielesności, o Szczelinach istnienia Jolanty
Brach-Czainy i jej eseju o ciele pojmowanym w kategoriach mięsności,
0 Ciele i przemocy w obliczu ponowoczesności Zygmunta Baumana
1 analizowanej tam sytuacji „ciała w stanie oblężenia", o Małgorzaty
Baranowskiej To jest wasze życie. To tylko ważniejsze tytuły...
Bo książka Baczaka - świadomie wybieram jeden tylko motyw
z niedługiego, ale bogatego tekstu - to dla mnie przede wszystkim
„rozprawa" o naszej cielesnej kondycji widzianej ze szczególnego
punktu obserwacyjnego. Nie jest to, oczywiście, praca naukowa.
Przeciwnie: to rzecz z antypodów naukowości. To książka gatunkowo
„nieczysta", książka-hybryda: ni to reportaż, ni to diariusz, ni to proza,
ni to dokument, ni to wyznanie. Zapiski są tym wszystkim po trosze. Nie
znaczy, że nie mają przez to walorów poznawczych. Mają wagę
świadectwa. Są zapisem inicjacji w umieranie i śmierć. W ciało chore,
umierające, martwe.
Jacek Baczak jest malarzem, artystą, który z bliżej nie wyjawionych
powodów zatrudnia się jako pielęgniarz w domu dla nieuleczalnie
chorych. W szpitalu. W umieralni. Zgodnie z fragmentem motta
wziętego z Miłosza „Będziesz służył / nosząc, obmywając, sprzątając",
Baczak nosi, obmywa, sprząta, pomaga chorym w dziesiątkach czynno­
ści, których nie są w stanie wykonać. Jest z nimi do końca. W umieraniu
i po śmierci, kiedy myje martwe ciała, kiedy pospiesznie szkicuje
zastygłe twarze, kiedy utrwala w tuszu te maski pośmiertne.
Niezwykłość i siła książki Baczaka jako antropologicznego świadect­
wa bierze się w pierwszym rzędzie z „inności" miejsca, które opisuje.
Wprowadza nas bowiem autor w obręb świata, który współczesność
usuwa z pola widzenia, którego się brzydzi, którego nie zna i znać nie
chce. Pokazuje nam swoich niepięknych i już nie dwudziestoletnich
w ich cierpiącej i umierającej cielesności: ze łzami, z potem, krwią
i wydalinami. Człowiek Baczaka to ponad wszelką wątpliwość homo
somaticus.
„Nic nie zapowiadało jej nagłej śmierci.
Nocami krzyczała, w dzień drzemała, rozmawiała, jadła niewiele.
Któregoś popołudnia prowadziłem ją powoli do ubikacji.
Posadziłem na sedesie i wyszedłem poczekać w przedsionku.
Siedziałem i myślałem o czymś, gdy usłyszałem gwałtowne wymioty.
Zerwałem się i otworzyłem drzwi. Cofnąłem się ze zgrozą. Siedziała
nieruchomo, pochylona mocno do przodu. Laska leżała obok, w kałuży
gęstej krwi, pełnej skrzepów. Cała posadzka, jej szlafrok, ręce i twarz
pokryte były ciemnoczerwoną mazią. Nie żyła."
Niektóre z obserwacji Baczaka każą zastanowić się i przemyśleć raz
jeszcze znaczenie takich elementarnych kategorii z antropologii ciała
jak choćby wstyd. Są bowiem, jak się okazuje, takie enklawy życia,
w których pojęcie to nie ma zastosowania.
„Gdy podawałem i odbierałem baseny, podmywałem, zmieniałem
mokre i brudne podkłady i prześcieradła na czyste i wymaglowane,
układałem sparaliżowane nogi i ręce, powykręcane kikuty po amputac­
jach nie odczuwałem wstydu. I ci, którzy długo leżeli, też nie dawali go
odczuć. Był tu czymś obcym, z innego świata, niepotrzebnym i śmiesz­
nym. Przynosili go tylko nowi pacjenci i nowy personel."
W zamkniętej, izolowanej przestrzeni szpitala zmienia się też
hierarchia tego co najbardziej swoje, intymne. Zmianie ulega zwyczajo­
wo przyjęta i uznawana w świecie zdrowych, wydawać by się mogło:
oczywista i nienaruszalna, lokalizacja sfery prywatnej i publicznej.

158

„I tylko przy jednej czynności odczuwałem najdłużej zażenowanie.
Gdy myłem i czyściłem szczoteczką z resztek jedzenia sztuczne szczęki
i wsadzałem z powrotem do kubków z wodą. Ten, kto o to prosił, naj­
częściej przywiązany na stałe do łóżka, też był zażenowany. I obydwoje
czuliśmy dziwny i paradoksalny fakt, że oto jest naruszona intymność.
Intymność jedzenia i przeżuwania, połykania. Intymność posiłku.
Ostatni azyl prywatności.
Wśród pejzażu nagiej i bezbronnej, schorowanej starości."
Swój esej o Locie nad kukułczym gniazdem i sportretowanej tam
zamkniętej przestrzeni szpitala, rozpoczyna Jan Białostocki znamien­
nie: „Twarze, twarze, twarze... Pełne lęku, skurczone cierpieniem,
bezmyślne, zasępione wielkim wysiłkiem kojarzenia myśli i nagle
zobojętniałe, zamknięte w sobie... I to one pozostają przede wszystkim
w pamięci widza." To chyba nie przypadek, że pośród wymienianych
i opisywanych w książce części ciała, najbardziej uprzywilejowana
w cielesnej topografii jest twarz. Nie jest to twarz idealna, często
anonimowa twarz-fetysz z obrazków kultury masowej. Twarzom
portretowanym przez Baczaka brakuje powabu i świeżości. To nie ц
twarze na okładkę. Mają za to swoje indywidualne piętno i swoją
wją
historię. Uważna lektura anatomii i dziejów twarzy prowadzi
konkluzji bliskich refleksji filozoficznej Rosenzweiga i Levin;
Twarz staje się epifanią.
„Golenie miało w sobie ukryty smak poznawania. Stojąc pi
zarośniętymi twarzami starych mężczyzn, odkrywałem je na no'3WO.
Ostrze maszynki ściągało pianę i wynurzały się znajome zmarszczki
i zagłębienia. Wyżłobione góry i doliny z bliska. Poszarpany pejzaż
doświadczeń, który za każdym razem okazywał się nowy, bolesny.
Stawał się widomym znakiem rezygnacji, pogodzenia się. Goliłem
zawsze pod koniec zmiany, powoli, żartując i rozmawiając. A jednak
golenie stało się z czasem pełnym namaszczenia rytuałem. Obcując z ich
twarzami, stopniowo i niewyraźnie uświadamiałem sobie, że obcuję
z cząstką świętości. Z czasem te twarze zlewały się w pamięci w jedną,
która stawała się może obliczem tej zasady, może obliczem czasu.
Zagarniała w siebie tak wiele znaczeń, że stawała się milczącą,
przytłaczającą obecnością.
Żyłem przed Obliczem."
W doświadczeniu twarzy ciało samo siebie transcenduje, znosząc tym
samym mocno utrwalone w naszym myśleniu i zdawałoby się nieusuwa­
lne granice między cielesnym i duchowym.
*

*

*

Skromne objętościowo Zapiski odkrywają ziemię nieznaną w tabuizującej chorobę, starość, śmierć, cielesny rozkład kulturze współczesnej.
Przy czym, ów świat nieprzedstawiony i przemilczany pokazuje autor, co
warto podkreślić, z wielkim taktem i umiarem. Sprzyja temu forma:
ascetyczna stylistyka tekstu. Unika skrajności, nie ma tu pozy na siostrę
miłosierdzia, ale też brak delektacji fizycznością. Jest szczery, nie ukrywa
początkowego zażenowania, wstrętu i obrzydzenia ludzką cielesnością
- tą żywą i tą martwą. Ale z czasem przychodzi zgoda, oko przyzwyczaja
się, więcej: zaczyna dostrzegać rzeczywistość, której wcześniej nie
podejrzewało. Baczak podprowadza nas na próg tej rzeczywistości.
Nie napisał on, rzecz jasna, swojej książki „za czymś", albo „przeciw
czemuś". To najpierw i przede wszystkim zapis doświadczenia we­
wnętrznego. Nie jest to żadna diagnoza, nie mówiąc już o krytyce,
współczesności. Ale pośród różnych możliwych lektur, można także
odczytać ją jako szczególny, bo nie odnoszący się wprost do tematu,
głos w dyskusji o statusie ciała w kulturze współczesnej. Głos spokojny,
nieafektowany, świadczący jedynie prawdzie przeżycia. Wspominam
0 tym dlatego, bo pojawiające się ostatnio coraz częściej rozmaite formy
kontestacji obrazów zdrowego, pięknego, muskularnego i w istocie
nierzeczywistego ciała ludzkiego, zwłaszcza te z obszarów sztuki
„wysokiej" (choć najczęściej są to ledwie aspiracje do tego miana)
wpadają z reguły w pułapkę naiwnego naturalizmu. Przykładem,
szlachetna w intencjach, ale banalna w większości realizacji, ubieg­
łoroczna wystawa Antyciala w warszawskim Centrum Sztuki Współ­
czesnej. Nie dość, że artystom sztuka pomyliła się z doraźną - cóż
z tego, że stojącą po „słusznej" stronie - publicystyką, to jeszcze
przyjęta strategia zupełnie nie sprawdza się w odbiorze: ich „dzieła
prześcigały się jedynie w epatowaniu widza zgrzebną fizycznością.
1 nachalną fizjologią. Efekt skandalu obyczajowego został osiągnięty;
tyle że o żadnych wielkich kreacjach artystycznych nie mogło by*
mowy. Trudno też podejrzewać, aby przy pomocy drastycznego, w kuW
przypadkach, obnażenia naszej cielesności, można było wyegzorcyzmować wyidealizowane ciało kultury masowej. Książka Baczaka.
dotykając, bez histerii i zbędnego epatowania, obszaru przemilczanego
przez współczesność, mówi o niej więcej i mocniej niż wszystw*
zgromadzone na tej wystawie prace.
Zapiski z. nocnych dyżurów postawiłbym obok wydanej, co ciekawe,
również całkiem niedawno, książki, która stara się odsłonić inW
jeszcze, bardzo słabo rozpoznany aspekt naszej cielesności. My&gt;*
o opowieści Anny Nasiłowskiej Domino. Traktat o narodzinach.
Traktat o umieraniu i traktat o narodzinach. Dwa skrzydła jedneg
dyptyku.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11349" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11327">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5fd1f413e92e58fc55774b0d7ae5cff8.pdf</src>
        <authentication>6044f5a775665955f03a1873283b915f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135227">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135228">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135229">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:906</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135230">
                <text>O niektórych problemach identyfikacji kulturowej w procesie porozumiewania się / ETNOGRAFIA POLSKA 1979 t.23 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135231">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1979 t.23 z.2, s.205-236</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135232">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew; Markowska, Danuta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135233">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135234">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135235">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135236">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135237">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X I I I
I S S N 0071-1861

z. 2

ZBIGNIEW BENEDYKTOWICZ, DANUTA MARKOWSKA

O NIEKTÓRYCH PROBLEMACH I D E N T Y F I K A C J I KULTUROWEJ
W PROCESIE POROZUMIEWANIA SIĘ *
Problemy tożsamości, jak słusznie zwraca uwagę E. H . Erikson
jakiejkolwiek sfery życia dotyczyłyby, dadzą się sprowadzić do jednego
zasadniczego pytania: „kim jestem?" Poszukiwanie odpowiedzi na to py­
tanie w sferze osobowości, seksu, świadomości etnicznej czy świadomości
kulturowej może być nie tylko wyrazem fundamentalnej potrzeby sa­
mookreślenia się, ale także symptomem kryzysu tożsamości.
Temat przyjęty przez konferencję, z którego wyłaniają się dwa pro­
blemy: a) identyfikacji kulturowej, b) komunikowania się różnych grup,
może być dobrym przykładem owej fundamentalnej potrzeby samookre­
ślenia się i jej znaczenia w procesie porozumiewania się, ale t a k ż e świadectwem kryzysu, jakiemu w dzisiejszym świecie podlegają obie
te sfery.
Poniższe refleksje nie stanowią skończonych rozstrzygnięć teoretycz­
nych, są one raczej rejestracją i skatalogowaniem zagadnień ważnych
dla teorii identyfikacji kulturowej i jej roli w procesie porozumiewania
się.
Katalogowi temu będą towarzyszyć uwagi o charakterze krytycznym
i życzeniowym, wynikające z istoty podjętego tematu, jak i z przekona­
nia, iż ludzkie pragnienia i dążenia mogą stać się potężnymi czynnikami
sprawczymi w tworzeniu wizji przyszłego świata, w kształtowaniu pro­
cesów uczenia się, doświadczania i rozumienia innych tradycji kulturo* Opracowanie niniejsze stanowi tekst referatu przedstawionego na I V konfe­
rencji World Future Studies Federation, która odbyła się w Kairze w dniach 16-19
września 1978. Temat konferencji brzmiał: Communication and cultural identity in
an interdependent world. W referacie tym wykorzystano fragmenty przygotowywa­
nej przez Z. Benedyktowicza rozprawy doktorskiej pt. Kategoria
„swój — obcy"
a niektóre
problemy identyfikacji
etnicznej i kulturowej, a także fragmenty przy­
gotowywanego przez D. Markowską studium pt. Uniwersalizm
i
partykularyzm
w kulturze a problemy globalne.
E . H . E r i k s o n , Childhood and Society, New York 1950 i 1964; t e n ż e , The
Concept of Identity in Race Relations: Notes and Querries, „Daedalus", vol. 95:
1965, s. 145-171; t e n ż e , Identity. Youth and Crises, Londyn 1968.
1

�206

ZBIGNIEW

BENEDYKTOWICZ,

DANUTA

MARKOWSKA

wych, w kształtowaniu — wreszcie odpowiedniego nastawienia, bez któ­
rego trudno sobie wyobrazić, by proces komunikowania się osiągał po­
żądany wymiar wzajemnego zrozumienia.
PROBLEM IDENTYFIKACJI KULTUROWEJ

Problem identyfikacji kulturowej był zawsze sprzężony z problemem
identyfikacji etnicznej. Posługiwano się przy t y m takimi pojęciami, jak
„duch narodu", „dusza narodu", „charakter narodowy", „duch (ducho­
wość) Wschodu i Zachodu", zastępując je z biegiem czasu niby bardziej
precyzyjnymi pojęciami, takimi jak np. „wzór, kulturowy Wschodu i Za­
chodu", czy pojawiającym się w nowszej literaturze przedmiotu poję­
ciem ethnicity.
Problem identyfikacji kulturowej rozpatrywany był różnie przez et­
nografię, socjologię, antropologię kulturową. Znajduje on w języku
psychologicznej teorii potrzeb swój przylegający odpowiednik w pojęciu
integracji osobowości i potrzebie afiliacji.
Chcemy przypomnieć refleksje etnografa i socjologa Józefa Obręb­
skiego, które wnoszą — naszym zdaniem — wiele cennych spostrzeżeń
do teorii identyfikacji kulturowej. Wyrosły one również na gruncie pro­
blematyki etnicznej (teorii grup etnicznych, świadomości etnicznej).
Wybiegają jednak znacznie dalej i wiążą się pośrednio z zasadniczymi
pytaniami należącymi do identyfikacji kulturowej. Chodzi t u o pytania:
1) jakie elementy kultury służą do identyfikacji etnicznej? 2) w jakich
elementach kultury ludzie odnajdują swą identyczność, tożsamość, spe­
cyfikę, autentyzm?
Warto przy t y m powiedzieć o rozróżnieniu dwóch sposobów podej­
ścia do zagadnień identyfikacji etnicznej (kulturowej), które zapoczątko­
wało i ukształtowało koncepcję Obrębskiego. Pierwszy sposób podejścia
rozwijany był na gruncie nauk szczegółowych (etnografii, językoznaw­
stwa, dialektologii, archeologii, demografii — moglibyśmy rozszerzyć tę
listę o nie wspomniane, przez Obrębskiego nauki społeczno-ekonomiczne,
psychologię i socjologię), których w y n i k i w postaci syntez w nieupraw­
niony sposób przenoszono w obszar problematyki etnicznej, co prowa­
dziło częstokroć do nieuzasadnionych i niesłusznych wniosków. Cechuje
go spojrzenie badacza z zewnątrz. Identyfikacji dokonuje się t u za po­
mocą tzw. „kryteriów obiektywnych", wyselekcjonowanych, zebranych,
czy też ustalonych (częstokroć arbitralnie) przez badacza. Drugi spo­
sób — sposób dynamiczny — polega na poszukiwaniu „subiektywnych
kryteriów", wokół których kształtuje się poczucie tożsamości etnicznej
(kulturowej) członków danej grupy. Można go nazwać spojrzeniem od
wewnątrz. Badacz stara się t u dotrzeć do wewnętrznych kategorii sfor­
mułowanych i uznanych przez członków danej grupy za znaczące w pro­
cesie identyfikacji.

�O

NIEKTÓRYCH

PROBLEMACH

IDENTYFIKACJI

207

KULTUROWEJ

Wskazane wyżej wyróżnienie J. Obrębskiego zostało zainspirowane —
jak zresztą wszystkie jego refleksje w omawianej t u kwestii — przez
badania i obserwacje konkretnej grupy etnicznej na Polesiu w latach
30-tych. Ludność ta podczas Spisu Powszechnego w miejsce oczekiwanej
deklaracji przynależności narodowej podawała odpowiedź: „tutejszy",
a na pytanie o język — „po prostemu". Zdaniem Obrębskiego, takie
i podobne postawy prowadzą nas do odkrycia podstawowego dla procesu
identyfikacji kryterium: poczucia swojskości i obcości. W t y m ujęciu
„własna grupa etniczna to ta ekstensja jednorodności własnego otocze­
nia, z którą jednostka może się nigdy nie zetknąć, lecz w której pewna
jest, że zastanie takie same warunki, do której dostosowane są jej
wszystkie lub przynajmniej wszystkie społecznie ważne wzory osobiste.
Jest to najszersza sfera adekwatności kulturalnej, w której czynności
społeczne jednostki natrafiają na ten sam oddźwięk, w której nie doznaje
ona inhibicji kulturalnych; grupa etniczna dla jej członka to ten krąg
potencjalny czy rzeczywisty, w k t ó r y m jego sposób mówienia, bycia
i działania nie razi, gdzie oceniany jest pozytywnie, i gdzie [...] wszystko
co się dzieje w otoczeniu jest pozbawione cech obcości i dziwaczności" .
Badania J. Obrębskiego na Polesiu ukazują, że poczucie swojskości
jest czymś oczywistym, nie wymagającym refleksji. Nie jest ono wyra­
żane explicite — to co jest podkreślane to nie własne cechy, ale cechy
grup sąsiednich, obcych. Wizerunek grupy własnej jest negatywem tych
wszystkich obrazów, w których ujmuje się rzeczywistość innych grup
etnicznych. Wizerunek ten jest skomponowany m. i n . z takich elemen­
tów, jak strój (wygląd zewnętrzny) i język („swoi są ci, którzy umieją
wziąć udział w grze stereotypowych zwrotów i konwencjonalnych for­
muł, którzy reagują na słowa rozmówcy według zwyczajowego kodeksu
komentarzy i wykrzykników, którzy używają tych samych przekleństw
i amities, posługują się tą samą techniką żartów, których język wresz­
cie, niezależnie od różnic lokalnych, jest eufoniczny — to znaczy brzmią­
cy zgodnie z systemem właściwym rozmówcy, nie wywołujący śmiesz­
nych asocjacji, nie nastręczający nieporozumień i zahamowań w reakcji
słuchacza. Cudzy to ci, którzy tych warunków nie spełniają" ). Dalej
w skład wizerunku wchodzą: wyobrażenie o typie fizycznym oraz w y ­
obrażenie o cechach psychicznych i właściwościach kulturalnych (w k t ó ­
rych uwydatnione są takie cechy, jak towarzyskość, gościnność, uczci­
wość, lenistwo lub pracowitość, światowość, zaściankowość, uzdolnienia
2

3

* J . O b r ę b s k i , Problem etniczny Polesia, „Sprawy Narodowościowe", t. 10:
1936, nr 1-2, s. 3; t e n ż e , Problem grup etnicznych w etnologii i jego socjologiczne
ujęcie, „Przegląd Socjologiczny", nr 6: 1936; t e n ż e , Dzisiejsi ludzie Polesia, tamże;
t e n ż e , The Sociology of Rising Nations, U N E S C O , „International Social Science
Bulletin", t. 3; 1951, nr 2. О J . Obrębskim patrz A. K u t r z e b a - P o j n a r o w a ,
Kultura ludowa i jej badacze. Mit i rzeczywistość,
Warszawa 1977, s. 111-122.
* O b r ę b s k i , Problem etniczny Polesia..., s. 8.

�208

ZBIGNIEW BENEDYKTOWICZ, DANUTA MARKOWSKA

lub brak uzdolnień, różnice w typie gospodarki, stopie życia, formach
rekreacji, zwyczajach małżeńskich itp.). Wizerunek nie jest wiernym
odbiciem rzeczywistości — zwłaszcza. dwa ostatnie komponenty są pro­
jekcją wyobrażeń o innych grupach — projekcją wyolbrzymiającą róż­
nice, a pomijającą podobieństwa. Wizerunek taki to po prostu stereotyp.
Potwierdzenie ważności wskazanych przez Obrębskiego komponentów
wizerunku grupy odmiennej znajdujemy w wielu materiałach etnogra­
ficznych ukazujących opinie danej grupy o innych. Jak wskazują bada­
nia prowadzone na terenach zróżnicowanych kulturowo (pogranicza et­
niczne, regionalne), wizerunki te nabierają szczególnego znaczenia
w procesie identyfikacji. Lista cech w ramach wymienionych t u czterech
komponentów — szczególnie w ostatnim z nich — może ulegać rozsze­
rzeniu w zależności od kontekstu historyczno-lokalnego. Podobnie i głę­
bia oraz wnikliwość w określaniu i podnoszeniu cech grupy odmiennej
może ulegać zmianie.
STEREOTYP

Problem stereotypów i sposobów ich istnienia, sposobów ich funkcjo­
nowania, ich trawałości i odporności na zmianę posiada swoją rozległą
l i t e r a t u r ę . Wspomnieć t u należy Waltera Lippmana z jego pracą Pu­
blic Opinion (1922), k t ó r y odegrał czołową rolę w sformułowaniu socjo­
logicznej teorii stereotypu.
Stereotyp stał się na dobre przedmiotem badań socjologii, psychologii
społecznej, logiki, teorii poznania. Mimo różnych ujęć i różnych dróg
kontynuacji wysuwają się na czoło dwa zasadnicze nurty rozważań za­
początkowanych przez Lippmana. Pierwszy koncentruje się wokół za­
gadnień miejsca i roli stereotypów w procesie postrzegania i poznawa­
nia, jak i w ogóle stosunku ludzkiej strukturalizacji rzeczywistości do
rzeczywistości samej. Drugi zaś — funkcjonowania stereotypów, ich
miejsca i roli w ideologiach grup społecznych, w kształtowaniu postaw
i działań opartych na wyobrażeniach i mistyfikacjach (analiza public
opinion), miejsca i roli stereotypów w praktyce propagandowej.
W związku z tradycją, jaką zapoczątkowało studium Lippmana, to,
co podnoszone było i akcentowane przy posługiwaniu się pojęciem „ste4

4

Patrz np. D. К a t z, K . B r a l y , Racial Stereotypes of One Hundred College
Studentes, „Journal of Abnormal and Social Psychology", nr 28: 1933, s. 280-290;
W. B u c h a n a n , H . C a n t r i l l , How Nations see Each Other, Urbana 1953; W. R.
L a m b e r t , O. K l i n e b e r g , A Pilot Study of the Origin and Development of Na­
tional Stereotypes, „International Social Science Journal", nr 2: 1959; T.
Newc o m b , Social Psychology, Nowy Jork 1959; G. W. A l i p o r t , The Nature of
Prejudice,
Nowy Jork 1958; P. H o f s t a t t e r . Das Denken in
Stereotypen,
Getynga 1960; E . V i n a e k e , Stereotypes as Social Concepts, „Journal of Social
Psychology", nr 46: 1957, s. 229-243.

�O

NIEKTÓRYCH

PROBLEMACH

IDENTYFIKACJI

KULTUROWEJ

209

reotyp", to takie jego cechy, jak: zdolność do mechanicznej, seryjnej
powtarzalności i odradzania się; duża trwałość; absurdalność; niedorzecz­
ność, przerost elementu emocjonalnego' i irracjonalnego, jego uprzedniość w stosunku do poznania rozumowego, intelektualnego, doświad­
czalnego. Wszystkie te akcentowane cechy sprawiały, iż pojęcia stereo­
typu używano częstokroć wymiennie z pojęciem przesądu, a jednym
z głównych aspektów w badaniu stereotypów stała się kwestia ich zgod­
ności lub niezgodności z rzeczywistością, ich prawdziwości. Ten aspekt
stereotypu przesłonił inne. Widać to najlepiej w referowanej za Lippmanem definicji stereotypu, jaką znajdujemy we współczesnej encyklopedii
nauk społecznych. Mówi się tam o stereotypie, że:
— jest raczej prosty niż złożony lub zróżnicowany;
— jest raczej błędny niż dokładny;
— kształtuje się raczej na gruncie wtórnych przekazów niż w bezpo­
średnim doświadczaniu rzeczywistości, którą ma przedstawiać;
— jest odporny na modyfikacje, jakich dostarczać mogłyby nowe do­
świadczenia .
Nieliczne natomiast studia nad stereotypem, tak jak zreformo­
wane badania J. Obrębskiego, ukazywały znaczenie, jakie może po­
siadać stereotyp w procesie identyfikacji i komunikacji. Godne pod­
kreślenia w studiach Obrębskiego jest to, iż odpowiedź na pytanie: k i m
jestem? zawarta jest w obrazie obcych — jest możliwa dzięki Innym,
jest refleksem obrazu Innych. W t y m sensie proces identyfikacji jest
częścią procesu komunikacji. Odpowiedź przychodzi niejako z zewnątrz.
Samorozpoznanie, odkrywanie swej identyczności, tożsamości zawdzię­
czamy innym. Poczucie własnej identyczności jest rezultatem konfron­
tacji, porównania z innymi.
Oczywiście nie wszystkie stereotypy o obcych spełniają t ę rolę iden­
tyfikacyjną. Nie zawsze mamy do czynienia z prostym odbiciem polega­
jącym na t y m , że cechy przypisywane bądź postrzegane i uwydatniane
w obrazie innych po mechanicznym odwróceniu dadzą obraz tych cech,
wokół których kształtuje się poczucie tożsamości danej grupy. Niektó­
rzy badacze byli skłonni przyznać wartość identyfikacyjną tylko takim
stereotypom, które wyrosły na gruncie rzeczywistych kontaktów spo­
łecznych, brali nadto pod uwagę fakt występowania zderzenia odmien­
nych systemów wartości lub jego braku .
Wydaje się, że perspektywa socjologiczna, w której dotychczas roz­
patrywano zjawisko stereotypu, jest stanowczo za wąska i zubażająca.
Widać to w przesadnym akcentowaniu wymiaru pragmatycznego stereo­
typu i sprowadzaniu jego funkcji do stricte społecznych. To rozpatry5

6

5 International Encyclopedia oj the Social Science, vol. 15, Nowy Jork, s. 259.
F . Z n a n i e c k i , Studia nad antagonizmem do obcych, „Kwartalnik Socjolo­
giczny", nr 2-4: 1930/31.
6

14 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. X X I I I , z. 2

�210

ZBIGNIEW

BENEDYKTOWICZ,

DANUTA

MARKOWSKA

wanie stereotypu w wąskiej perspektywie stosunków społecznych, zwią­
zanych z nimi postaw i działań ludzkich daje się śledzić nie tylko w stu­
diach socjologicznych czy psychologiczno-społecznych, ale również na
gruncie logiki i teorii poznania. Przykładem t u może być fragment roz­
ważający relacje między stereotypem a pojęciem: „... stereotyp nie jest
kategorią myślowo-logiczną, lecz myślowo-pragmatyczną, tzn. związaną
z działaniem ludzkim w warunkach, w których zaangażowane są nie
tylko funkcje poznawcze człowieka, lecz również jego emocje, wola itp.
Właśnie dlatego posiadamy pojęcie i stereotyp członka wrogiego lub
własnego narodu, wrogiej lub własnej klasy, lecz posiadając np. pojęcie
liczby „cztery" nie posiadamy jej stereotypu. (Stereotyp liczby cztery)
jest wyrażeniem pustym, a nie jest nim np. (stereotyp N i e m c a ) " . I n ­
nym przykładem takiego rodzaju wąskiego rozpatrywania, ze wspom­
nianą już tendencją do podnoszenia problematyki prawdziwości stereo­
typów, może być hipoteza „jądra prawdy" sformułowana przez O. Klineberga, według której cechy danej grupy określane zgodnie w świado­
mości różnych — a często i konfliktowych — grup społecznych nie od­
biegają od rzeczywistych właściwości tej grupy (np. stereotyp pracowi­
tego Niemca) .
Wydaje się, iż analiza stereotypu w interesującym nas aspekcie iden­
tyfikacji i komunikacji wymaga zupełnie innego podejścia. Dla poszuki­
wania dróg i mechanizmów dochodzenia własnej tożsamości, dla poszu
kiwania elementów kultury, wokół których krystalizuje się poczucie
swojskości i obcości, należałoby objąć refleksją i analizą możliwie
wszystkie wyobrażenia o innych, zawieszając tymczasowo zagadnienia
takie, jak: a) czy wyobrażenia te powstały na gruncie bezpośrednich
styczności społecznych, czy bez takich styczności, b) jak wpływają te
wyobrażenia na przebieg rzeczywistych kontaktów społecznych, c) jak
dalece są one wiernym odzwierciedleniem czy też zafałszowaniem rze­
czywistości.
Podejście takie wymagałoby zatem przyjęcia wprost przeciwnego za­
łożenia do poszukiwań O. Klineberga. Należałoby mianowicie przyjąć
hipotezę, iż stereotypy mówią nam niewiele o tych, których dotyczą,
bardzo wiele natomiast — nawet jeśli nie w sposób bezpośredni —
o tych, którzy je wytworzyli.
Zauważmy, że wyrosła z konkretnych badań terenowych definicja
grupy etnicznej Obrębskiego jest niezwykle szeroka. Pod pojęcie „grupa
etniczna" można bowiem podstawić wiele innych, jak np. grupa zawo­
dowa, grupa towarzyska, rówieśnicza itp. Przeciwstawienie „swoi —
obcy" ma charakter kontekstualny. Przeciwstawienie „swoi — obcy" jest
7

8

tt

7

A. S c h a f f , Szkice z filozofii języka, Warszawa 1967, s. 116-117.
O. K l i n e b e r g , Tensions Affecting International Understanding:
of Research, „Sociál Science Council Bulletin", nr 62: 1950.
8

A

Survey

�O

NIEKTÓRYCH

PROBLEMACH

IDENTYFIKACJI

KULTUROWEJ

211

bardziej kategorią aniżeli pojęciem klasyfikacyjnym. Przeciwstawienie
„swoi — obcy" może pełnić funkcje klasyfikacyjne tylko dzięki znacze­
niom, jakich udzielić mu może konkretny kontekst społeczno-kulturowy.
Z uwagi na możliwość różnorakiej kontekstualizacji kategorii „swój —
obcy" najodpowiedniejszą perspektywą badawczą byłoby — naszym zda­
niem — szerokie historyczno-etnologiczne spojrzenie. Dokonując prze­
glądu wyobrażeń o obcych moglibyśmy nie tylko wyodrębnić z nich lis­
tę elementów kultury, wokół których kształtuje się poczucie tożsamości
i odrębności, ale również ocenić ich charakter i znaczenie dla kształto­
wania się różnych wariantów mechanizmu identyfikacji kulturowej. Do­
świadczenia etnologii byłyby t u t y m bardziej przydatne, ponieważ po­
magają nam wniknąć w istotę tego, czym jest stereotyp. Podejście etnologiczne z jego doświadczeniem czytania i interpretowania myśli symbo­
licznej powracałoby t u do wątku zapomnianego w późniejszych studiach
socjologicznych nad stereotypem, mianowicie do najbardziej lapidarnego
sformułowania Lippmana, mówiącego, iż „stereotypy to obrazy w na­
szych głowach". W sformułowaniu t y m nasuwa się istotne podobieństwo
stereotypu do symbolu. Stereotyp, podobnie jak symbol, nie należy w y ­
łącznie do porządku myślenia (dyskursywnego, krytycznego, analityczne­
go) ani wyłącznie do porządku emocjonalnego (przeżyć i doznań). Jest
połączeniem obu. Jest próbą ogarnięcia, uporządkowania, wyrażenia
przeżyć i doznań w terminach pojęciopadobnych. Stereotyp, analogicz­
nie jak symbol, k t ó r y jest znakiem , zastępuje sobą coś, czym sam bez­
pośrednio nie jest. Stereotyp podlega t u pewnemu prawu, do którego
odkrycia doszli badacze myśli symbolicznej, a mianowicie; stereotyp tak
jak symbol dąży do bycia t y m , na co sam tylko w przybliżeniu wska­
zuje, co przedstawia, co wyobraża.-^Znaczy to, że istnieje taka tendencja
w traktowaniu przez ludzi symbolu, która prowadzi do mylenia i utoż­
samiania wyobrażenia z tym, co wyobrażone. Natura stereotypu — po­
dobnie jak symbolu — jest dwoista. O tej dwoistości w odniesieniu do
symbolu pisze C. G. Jung: „Symbolowi przysługuje podwójny charakter:
realności i nierealności. Nie byłby on symbolem, gdyby był tylko realny,
albowiem wtedy byłby realnym zjawiskiem, które nie mogłoby być
symboliczne. A symboliczne być może tylko to, co w jednej rzeczy obej­
muje jeszcze inną. Gdyby zaś symbol był nierealny, to byłby tylko
czymś pustym i wyimaginowanym, nie odnoszącym się do żadnej rze­
czywistości, wskutek czego nie byłby symbolem" .
9

10

9

Posługujemy się tu takim rozumieniem symbolu, w jakim ujmują go C . G.
Jung i M. Eliade oraz hermeneutyczne stanowisko P. Ricoeur. Na temat cech
istotnych symbolu, wyodrębnienia go od znaku i alegorii, od sensu nadawanego mu
przez logikę symboliczną patrz P. R i c o e u r , Symbol donné á penser, „Esprit",
nr 3: 1959.
1 0

C. G. J u n g, Archetypy i symbole, [w:] Pisma wybrane,
l w s t ę p e m poprzedził J . Prokopiuk, Warszawa 1976, s. 330.

wybrał, przełożył

�212

ZBIGNIEW

BENEDYKTOWICZ,

DANUTA

MARKOWSKA

Ze względu na podobieństwa stereotypu do symbolu, za jedną z dróg
badania stereotypów można by przyjąć taką, która jest znana i stoso­
wana w studiach nad symbolem. Chodzi tu o tradycję fenomenologiczną
(C. G. Jung, M . Eliade) „rozumienia symbolu przez symbol", wydoby­
wania treści symbolu przez umieszczanie go na tle innych symboli,
ukazywania go w pewnej całości tego samego co on rodzaju, lecz bar­
dziej niż on rozległej, tworzącej system, pewien całościowy zespół m y ­
śli symbolicznej, pewien całościowy cykl symboliczny. Chodziłoby zatem
o ukazanie stereotypu na tle innych wyobrażeń o świecie (wszechświe­
cie, kosmosie) — wyobrażeń i wypowiedzi należących do najszerzej po­
jętej sfery religijno-mitologicznej. Pozwoliłoby to na określenie i roz­
ważenie stosunku stereotypu do mitu, ich wzajemnych powiązań i rela­
cji, które od dawna narzucały się obserwacji badaczy zajmujących się
stereotypem. Do tego wątku jeszcze powrócimy.
„MY I ONI"

Prześledźmy tymczasem pewne znaczące przykłady składowych ele­
mentów stereotypów o obcych, jakich dostarczają nam materiały etno­
graficzne.
Przeciwstawienie „swoi — obcy" uzyskuje t u ekspresję „ludzie —
nieludzie". Spostrzegamy to w- nazwach plemiennych, gdzie członkowie
danej grupy nazywają siebie „Ludźmi" czy „Prawdziwymi ludźmi". Ta­
kie znaczenie ma nazwa plemienia australijskiego Narrinyeri, nazwa
Innuit, którą nadają sobie Eskimosi zamieszkujący Grenlandię, nazwa
Tlinkit u Indian Północnej Ameryki czy nazwa Hotentotów afrykań­
skich Khoin-Khoin. Według H . Vambery'ego plemiona tureckie miały
w przeszłości specjalny wyraz na oznaczenie pojęcia homo, mianowicie
wyraz Turk, od Tóruk lub Türük, który znaczył „stworzenie", „czło­
wiek w ogóle", by ograniczyć się do zacytowania drobnego fragmentu
z opracowanego przez Stanisława Ciszewskiego obszernego zestawienia
nazw plemiennych .
Opozycja „ludzie — nieludzie" posiada swoje odpowiedniki histo­
ryczne w takich przeciwstawieniach, jak obywatele imperium rzym­
skiego i znajdujący się poza limes barbarzyńcy, czy jak w przypadku
cesarstwa chińskiego, gdzie ludzie zamieszkali poza granicami „ P a ń ­
stwa Środka" (w t y m także Europejczycy) nazywani byli „zamorskimi
diabłami", „zamorskimi gośćmi". Hastings podaje tłumaczenie tego chiń­
skiego odpowiednika dla greckiego barbaros, łacińskiego barbarus przez
foreign devils .
n

12

1 1

S. С i e s z e w s к i, Prace etnologiczne, t. 4, przygotowała do druku A. Kutrzebianka, Warszawa 1936, s. 75. H. Vembery cytowany za Ciszewskim.
" Encyclopaedia oj" Religion and Ethics, J . Hastings (ed.), Edynburg 1920, s. 884

�O NIEKTÓRYCH P R O B L E M A C H

IDENTYFIKACJI

213

KULTUROWEJ

Przeciwstawienie „ludzie — nieludzie" rozwijane bywa w opozycji
„ludzie — zwierzęta". Tak na przykład starożytni Chińczycy w celu od­
dania na piśmie różnych mechińskich plemion zamieszkujących teryto­
rium chińskie używali specjalnego rodzaju znaków złożonych z bardziej
prostych jednostek, posiadających takie znaczenie, jak pies, szakal, ro­
bak, zwinięta w kłębek gadzina . Przypominają się t u średniowieczne
relacje o obcych ludach, w których podnoszony i akcentowany był ele­
ment zwierzęcy. Taka jest np. mityczna relacja z X I I w. o królestwie
popa Jana, umiejscawianym w Centralnej Azji, która przedstawia ten
kraj jako pełen ludzi z rogami, jednookich, z oczyma z przodu i tyłu,
centaurów, faunów, olbrzymów, cyklopów . W folklorze polskim, funk­
cjonującym po dziś dzień w tradycji ustnej, znajdujemy przysłowia
mówiące o ślepo rodzącym się Mazurze — tak jak szczenię. Z analo­
gicznymi przysłowiami spotykamy się w języku niemieckim, gdzie taką
właśnie ślepotę przypisuje się mieszkańcom Hesji, Szwabii i Westfalii .
Przeciwstawienie „ludzie — nieludzie" bywa też rozwijane w opo­
zycji „posiadający mowę — nie mówiący". Wyraziście ukazuje to ety­
mologia nazwy własnej „Słowianie" — jako ludzi władających „słowem"
w opozycji do obcych — „Niemców", t j . niemych. Początkowo określe­
niem t y m obejmowano wszystkich posługujących się niezrozumiałym
dla Słowian językiem, potem nazwa ta utrwaliła się w języku polskim
na określenie zachodnich sąsiadów.
Stereotypowe określanie obcości operowało też skojarzeniem ze stro­
jem. W folklorze polskim diabeł przedstawiany jest w stroju niemiec­
kim, natomiast Ukraińcy ubierają go w strój polskiego szlachcica. Takie
skojarzenie stroju z obcym przybywającym z zewnątrz, z zaświatów
w najbardziej kosmologiczno-eschatologicznym sensie da się wyczytać
w interpretacji rzeźby przedstawiającej władcę krainy umarłych Yamę
w Indii. „W roku 1235 Wiranarasimhadewa z dynastii Hojsalów każe
w swej rezydencji wznieść świątynię. Budowano ją lat przeszło 70.
Jeden z anonimowych rzeźbiarzy, któremu polecono wykonanie posągu
Yamy, ubrał go w europejski płaszcz z klapami, spodnie właściwe euro­
pejskiej garderobie owych czasów i bardzo nieindyjskie nakrycie głowy.
Może więc Yama wyrzeźbiony został na kształt Marco Polo, który do
Indii zawitał w roku 1288 i natchnął rzeźbiarza swym wyglądem" .
Mity o pochodzeniu z zaświatów obcego znajdujemy w tradycji afry­
kańskiej. „Afrykanie pierwotni pierwszy raz zetknąwszy się z człowie13

u

15

18

ł 3

C i s z e w s k i , op. cit., s. 77.
Patrz J . St. В y s t r o ń Megalomania
narodowa, Warszawa 1935, s. 59.
„... die Westfalen sind wie die Hunde neun Tage b l i n d , sobald sie aber zu
sehen angefangen haben, gucken sie durch ein eichenes Brett — wenn es ein Loch
hat" (F. S e i l e r , Deutsche Spriehworterkunde,
Monachium 1922, s: 297-301).
M . K . B y r s k i , Upadek Wiśwamitry,
[w:] Obrazy świata Białych,
pod red.
A. Z a j ą c z k o w s k i e g o , Warszawa 1973, s. 14.
1 4

1 5

1 6

�214

ZBIGNIEW

BENEDYKTOWICZ,

DANUTA

MARKOWSKA

kiem białym dojrzeli w nim gościa z zaświatów, Afrykanina jak oni,
który przez śmierć własną zbielał i po wskrzeszeniu został zesłany
w nieznanej misji na czarny padół. Jaka miała to być misja? Na to
pytanie mity plemienne różną dają odpowiedź — pełną nadziei lub
trwogi — różnie w szczegółach formułowana bywa koncepcja genezy
człowieka białego. Ale w koncepcji tej jeden element powszechnie się
powtarza, genetyczny związek człowieka białego ze światem eschatolo­
gicznym" .
Drastyczne testowanie obcego, jakie nastąpiło w zetknięciu się Bia­
łych z Indianami w początkach X V I w., opisuje i komentuje z właściwą
sobie lekkością i skłonnością do pikanterii C. Lévi-Strauss. Pisze on:
1 7

„... komisja m n i c h ó w zakonu Ś w . Hieronima jest wzruszająca zarówno z po­
wodu skrupulatności [...] jak i dlatego, że rzuca światło na postawy u m y s ł o w e
epoki. W trybie prawdziwej ankiety psycho-socjologicznej, budowanej w e d ł u g naj­
bardziej nowoczesnych kanonów, zadano kolonizatorom pytania zmierzające do
ustalenia, czy ich zdaniem, «Indianie byliby zdolni żyć samodzielnie na poziomie
w i e ś n i a k ó w w Kastylii». Wszystkie odpowiedzi były negatywne: «W ostateczności
może ich wnukowie; lecz tubylcy są tak występni, że można w to wątpić [...] I j a ­
ko jednomyślny wniosek: Jest lepiej dla Indian, aby stali się niewolnikami, niż
pozostali zwierzętami na wolnosci» [...] W tym samym zresztą czasie na sąsiedniej
wyspie [...] Indianie zajmowali się chwytaniem białych i topieniem ich; następnie
tygodniami stawiali straż przy topielcach, żeby przekonać się, czy ciała ich po­
dlegają gniciu. Z tego porównania ankiet wynikają dwa wnioski: biali powoływali
się na nauki społeczne, podczas gdy Indianie mieli raczej zaufanie do nauk przy­
rodniczych; i gdy biali głosili, że Indianie są zwierzętami, ci ostatni ograniczali się
do podejrzenia, że biali są bogami. Biorąc pod u w a g ę jednakową niewiedzę, postę­
powanie Indian było na pewno bardziej godne ludzi" i .
18

1

Nacisk, jaki kładziono w interpretacji na takie elementy wizerunków
obcych, jak cechy zwierzęce czy demoniczne oraz na związane z t y m
reakcje obrzydzenia, wstrętu, lęku, unikania, usuwał z pola widzenia
drugi biegun złożonego stosunku do obcych, gdzie pozostawali oni kimś
z zewnątrz, ale bywali utożsamiani z istotami boskimi, istotami boskiego
pochodzenia lub zwiastunami bogów.
Ludzie z plemienia Orang-Ot z Borneo spotykając się z obcymi od­
wracają się do nich plecami, kucają na ziemi i zasłaniają sobie twarze.
Tłumaczą to zachowanie tym, że wzrok obcych powoduje u nich zawrót
głowy i atakuje ich oczy jak światło słoneczne .
Takie reakcje na obcego nieodparcie narzucają skojarzenia z opo­
wieściami o relacjach: ludzie — zwiastunowie bogów — bogowie.
19

1 7

łych,
1 8

W. L e o p o l d , A. Z a j ą c z k o w s k i , Czarni patrzą,
s. 138.

C. L é v i - S t r a u s s , Smutek tropików,
s. 69-70.
Encyclopaedia of Religion..., s. 884.
19

[w:] Obrazy świata

Bia-

przeł. A. Steinsberg. Warszawa 1964,

�O NIEKTÓRYCH P R O B L E M A C H

IDENTYFIKACJI

KULTUROWEJ

215

„I stało się, gdy zstępował Mojżesz z góry Synaj, a dwie tablice świadectwa
miał w ręku Mojżesz, gdy zstępował z góry, że nie wiedział Mojżesz, iżby się
lśniła skóra twarzy jego, gdy Pan m ó w i ł z nim. I ujrzeli Aaraon i wszyscy syno­
wie izraelscy Mojżesza, a oto lśniła się skóra twarzy jego, i bali się j ^ z y s t ą p i ć
do niego [...] A póki Mojżesz m ó w i ł z nimi, m i e w a ł na twarzy swojej zasłonę;
aie gdy wchadzał Mojżesz przed twarz Pańską, aby rozmawiał z nim, odejmował
zasłonę, póki nie wyszedł; a wyszedłszy, mówił do s y n ó w izraelskich, co mu było
rozkázané. Widzieli tedy synowie izraelscy, że lśniła się skóra twarzy Mojżesza;
i kładł zaś Mojżesz zasłonę na twarz swoją póki nie wszedł, aby mówił z nim"
(Exodus 34, 29-35).

Opisane przez etnologów reakcje wobec obcych ujawniają zatem
przeplatanie się poczucia lęku, a nawet grozy z fascynacją i dążeniem
do zbliżenia, przyciągania z odpychaniem... Stosunek do obcych przy­
pomina stosunek do świętości, wykazuje podobieństwo do wielu elemen­
tów doświadczenia numinotycznego, którego s t r u k t u r ę badał Rudolf
O t t o . W jego koncepcji symbol religijny jest próbą ujęcia doznania
irracjonalnego w formuły racjonalne. Tu ujawnia się różnica pomiędzy
symbolem a stereotypem. W strukturze doświadczenia numinotycznego
dominuje nastrój powagi. Bóstwo jest dziwne i niepojęte, i to wyznacza
granice penetracji symbolu. Natomiast stereotypy o obcych nie znają
takich granic. Jednym z ich charakterystycznych rysów jest podkreśla­
nie durnowatości, dziwaczności, nienormalności obcych. Używaniu stereo­
typów towarzyszy często nastrój śmiechu:
20

„I Grabarz: Było to tego dnia, kiedy młody Hamlet przyszedł na świat; ten sam,
co zwariował i został w y s ł a n y do Anglii.
Hamlet: Czy tak? A dlaczegóż on został w y s ł a n y do Anglii?
I Grabarz: Dlatego właśnie, ż e zwariował. Ma on tam rozum odzyskać; ale cho­
ciażby go nie odzyskał, nie będzie tam o to kłopotu.
Hamlet: Dlaczego?
I Grabarz: Bo tam tego nie dostrzegą nawet; tam wszyscy wariaci, tak jak on"
(Szekspir:

Hamlet, Akt V, scena I, przełożył Józef Paszkowski)

Wróćmy jednak do owego lapidarnego określenia: „Stereotypy to
obrazy w naszych głowach". Samo pojęcie stereotypu wiąże się z tech­
niką drukarską. Pozostając przy t y m technicznym znaczeniu możemy
uwydatnić różnicę pomiędzy symbolem a stereotypem. „Stereotyp to
drukarska matryca — jak podaje słownik — stanowiąca odbicie składu
typograficznego lub kliszy; służy do druku wielkich nakładów". Stereo­
typ zaś, o k t ó r y m wciąż mówimy, przypomina bardziej ów ostateczny
produkt procesu drukowania: odbitkę. I t y m się różni od symbolu. Ste­
reotyp jest bardziej płaskim obrazem pozbawionym przestrzenności i głę­
bi symbolu. Stereotyp integruje różne elementy rzeczywistości bardziej
wszerz aniżeli w głąb — jak to czyni symbol.
2 0

R. O 11 o, Świętość,
elementóle
racjonalnych,

elementy irracjonalne w pojęciu
tłum. B. Kupis, Warszawa 1968.

bóstwa

i ich stosunek do

�216

Z B I G N I E W B E N E D Y K T O W I C Z , DANUTA M A R K O W S K A

S F E R Y K U L T U R Y , W KTÓRYCH D O K O N U J E SIĘ I D E N T Y F I K A C J A

W dokonanym przeglądzie cech podkreślanych (uwydatnianych)
w stereotypach o obcych ujawniają się te sfery kultury, wokół których
ogniskują się potoczne wrażenia obcości w bezpośrednich kontaktach.
Są to: język, strój, pożywienie, religia (te dwie ostatnie pominęliśmy
przy omawianiu stereotypów z braku miejsca, posiadają one jednak swe
znaczące rozwinięcie w stereotypach w postaci ośmieszających opinii).
a. J ę z y k . Zwróćmy uwagę na jego dwa zasadnicze aspekty: i n ­
strumentalny i semiotyczny. Ten drugi akcentowała wyrosła z konkret­
nych badań terenowych — socjologiczna w swej istocie — definicja
grupy etnicznej Obrębskiego. Zbiega się ona z semiotycznym rozumie­
niem wspólnoty historyczno-kulturowo-językowej, „... gdzie zdarzeniom
przypisuje się znaczenie: t e k s t zdarzeń j e s t c z y t a n y przez zbio­
rowość [...] Odpowiedni «język» z jednej strony łączy daną zbiorowość,
umożliwia komunikację między jej przedstawicielami i warunkuje iden­
tyczną reakcję na zachodzące zdarzenia. Z drugiej strony determinuje
samą informację, determinując wybór znaczących faktów i ustanawia­
jąc między nimi określone związki. To, co nie jest opisane w t y m «języku», w ogóle nie jest odbierane przez społecznego adresata; wypada
z jego pola widzenia" .
Do tego wymiaru najtrudniej jest dotrzeć osobom z zewnątrz danej
społeczności. Język jest niezwykle ważnym elementem identyfikacji.
Potwierdzeniem tej jego roli może być zjawisko tworzenia się, w obrę­
bie jednorodnej z punktu widzenia kryterium lingwistycznego grupy
językowej, specyficznych języków na poziomie subkultur młodzieżowych,
zawodowych, a więc języków profesjonalnych, slangu, żargonu grup
przestępczych, czy też różnic w językach klas i warstw społecznych.
Język używany w swej warstwie instrumentalnej rzadko dociera do
tych semiotycznych wymiarów historyczno-kulturowej tradycji, która
udziela znaczeń i swoistych głębszych sensów używanym słowom.
Od istnienia języka zależy istnienie danej grupy, a także kontynua­
cja własnej kultury, dająca poczucie tożsamości.
b. St r ó j . Przykładów identyfikacyjnej roli stroju, a także jego głębi
symbolicznej, dostarczają badania prowadzone w różnych kulturach tra­
dycyjnych. Oto jeden z nich, omawiany przez M . Eliade'go w świetle
znaczeń symbolicznych jadeitu w Chinach:
21

„Posiada on (jadeit) wartość języka symbolicznego w tym sensie, że liczba, ko­
lor, układ kamieni z jadeitu, noszonych przez jakąś osobę, nie tylko wiąże ją z kos­
mosem i porami roku, ale ponadto wskazuje na tożsamość tejże osoby i określa ją:
czy jest to panna, czy osoba zamężna, czy też wdowa; czy należy do takiej czy in­
nej klasy społecznej lub rodziny; czy pochodzi z danej okolicy i czy jej narzeczony
lub mąż jest w podróży itd. Podobnie i na wyspie Jawie symbolika r y s u n k ó w i kos l

B. U s p i e n s k i , Historia

sub specie semioticae, „Teksty", nr 2: 1976, s. 120.

�O

NIEKTÓRYCH

PROBLEMACH

IDENTYFIKACJI

KULTUROWEJ

217

lorów batiku wskazuje na płeć osoby i na jej stanowisko społeczne, na porę roku
i «okazje», w jakiej jest on noszony itd. [...] Analogiczne systemy występują często
w całej Polinezji [...'l Z tego punktu widzenia symbolika stroju ukazuje się nam
jako «język», którym posługują się wszyscy członkowie danej gminy i który jest
niedostępny dla obcych, ale zawsze jest to «język», który wyraża zarówno stano­
wisko społeczne, historyczne i psychiczne cechy osoby noszącej symbol, jak i jej
stosunek do społeczeństwa i do kosmosu (niektóre jadeity lub batiki nosi się na wio­
snę, w przeddzień prac rolnych, w dniu przesilenia lub zrównania słonecznego itd.).
S ł o w e m , symbolika ubraniowa wiąże z jednej strony człowieka z kosmosem, a z
drugiej — ze społecznością, do której należy, wskazując bezpośrednio k a ż d e m u
z członków społeczności, jaka jest istotna jego tożsamość" .
22

Ta emblematyczno-identyfikacyjna funkcja stroju widoczna jest —
bez odsyłania do głębszego planu tradycji symbolicznej — na przykład
w dzisiejszej subkulturze młodzieżowej, żeby wspomnieć tylko takie
ruchy, jak Hippies, Rockers, Punk.
c. R e l i g i a . Jest to najbardziej trudno dostępna sfera, w potocz­
nym doświadczaniu odmienności otoczona stereotypami, powierzchowną
wiedzą o przekonaniach, wierzeniach, obrzędach obcych, wiedzą zatrzy­
mującą się na warstwie zewnętrznej religijności. A przecież od tej sfery
zależą różne widzenia świata, różny stosunek do czasu, do wielu war­
tości.
Przykładem mogą być tak powszechnie podnoszone różnice pomiędzy
związanymi z religijnością Wschodu i Zachodu wzorami kulturowymi —
między zachodnią „orientacją horyzontalną", kładącą akcent na p r a k t y k ę
społeczną a wschodnią „orientacją w e r t y k a l n ą " , widzącą człowieka jako
element wszechświata, jako człowieka kontemplacji czy modlitwy. Te
różnice odczuwane są zresztą także w obrębie tego samego systemu re­
ligijnego — przez wschodnich i zachodnich chrześcijan.
Te odmienne widzenia świata owocują w różnych konkretnych wzo­
rach kulturowych i częstokroć w spłaszczonych wzorach-sloganach.
W powszechnym odczuciu Zachód traktuje czas jako czas jednostkowego
istnienia — jako pewien odcinek liniowy wyznaczony przez narodziny
i śmierć człowieka. Jest to odcinek poznaczony niby drogowskazami
z wypisanymi zadaniami do wykonania (w-behawioralnym sensie działa­
nia), określającymi dobra i pozycje społeczne, które należy osiągać. Jed­
nostkowe życie jest t u rodzajem carte blanche do zapisania wykonanymi
zadaniami i osiągnięciami. Wiążą się z t y m takie hasła-pojęcia, jak run­

ning society, economic growth, achievement patterns, personal growth
itp.
Z kolei Wschód kojarzy się z przewagą kontemplacji, z dążeniem do
zachowania struktur i wartości. Czas traktuje się t u jako nosiciela ponadhistorycznych lub słabo historycznie kontekstualizowanych prawidło-

12

M. E 1 i a d e, Traktat

o historii

religii,

Warszawa 1966, s. 444.

�218

ZBIGNIEW

BENEDYKTOWICZ,

DANUTA

MARKOWSKA

wości ludzkiego losu, czas niejako zapisuje się w jednostkowej biografii,
a nie jest przez nią wyznaczony.
Odmienny jest też stosunek do słowa. Zachód akcentuje rolę komu­
nikacji werbalnej i dąży do precyzji logiczno-semantycznej słowa.
Wschód wyznacza wysoką rangę komunikacji niewerbalnej, dąży do
wnikliwości ontologicznej słowa — do ontologicznego przeżywania słów.
Religia j a k o ' najtrudniej dostępna sfera i najtrudniej przekładalna
wymaga odpowiedniej drogi dla poznawania odmiennych przekonań
i wierzeń. Wzajemne porozumienie możliwe jest na drodze poszukiwa­
nia nie tyle objawów, co istoty odmiennych przekonań i wierzeń. W i ­
dzimy t u zatem ogromną rolę, jaką mogą spełniać w wychowaniu
i nauczaniu te dyscypliny, które poszukują odpowiedzi na pytanie: „co
nas łączy i różni?", a więc historia, etnologia, antropologia kulturowa,
socjologia kultury, religioznawstwo porównawcze.
„JA — T Y " V E R S U S „MY I O N I "

Tak jak własną identyczność odnajdujemy w obcowaniu i konfronta­
cji z innymi, tak i zrozumienie oraz doznawanie kultury innych ludzi
zakłada głęboką identyfikację z własną k u l t u r ą i świadomy stosunek do
własnej przeszłości. „Znajomość przeszłości jest nieodzowna dla zrozu­
mienia życia zarówno obecnie, jak w przyszłości, nie ze względu na po­
wtarzanie się historii — historia nigdy dokładnie się nie powtarza —• to
przeszłość wcielona jest we wszystkie, przejawy teraźniejszości i przez
to warunkuje przyszłość" — pisze René Dubos.
Drogowskazem dla wzajemnego rozumienia się ludzi o różnych tra­
dycjach kulturowych może być zgłębienie etymologii angielskiego słowa
under-standing, co skłania do stawiania siebie poniżej tego, co pragniemy
poznać.
Wymaga to starannego programu wychowania i nauczania, gdzie re­
akcja na odmienność zaczynałaby się od zdziwienia gotowego do akcep­
tacji, gdzie poznawanie nie byłoby jednorazowym aktem, lecz nieusta­
jącym odkrywaniem. Byłoby dialogiem. Kształtowanie takiej postawy
oznaczałoby uchylenie podejścia „My i oni" na rzecz nastawienia „ J a —
Ty". Jest to t y m bardziej nagląca potrzeba, jeśli przyznamy rację diag­
nozie, jaką stawia M . Eliade: „Nieustająca desakralizacja człowieka
współczesnego wypaczyła treść jego życia duchowego nie niszcząc jed­
nak wzorców jego wyobraźni: w strefach wymykających się kontroli
trwa i żyje cała zdegradowana mitologia" .
2 3

2 4

2 3

R. D u b o s , Tyle człowieka
co zwierzęcia,
przeł. H . Wasylkiewicz, Warszawa
1973, s. 54-55.
M. E l i a d e , Sacrum, mit, historia, Warszawa 1970, s. 39.
2 4

�O

NIEKTÓRYCH

PROBLEMACH

IDENTYFIKACJI

KULTUROWEJ

ODMIENNOŚCI K U L T U R O W E J A K O P O D S T A W A

219

KOMUNIKACJI

W tradycyjnych społecznościach postawa wobec obcego była z jednej
strony podobna do stosunku wobec sacrum, z drugiej zaś obwarowana
została stereotypami, stanowiącymi rodzaj muru obronnego, a zarazem
apoteozę własnej kultury. Można by powiedzieć, iż w t y m połączeniu
warstwa mityczno-religijna stanowiła o głębi tego stosunku, natomiast
stereotypy były „zracjonalizowaną" warstwą zewnętrzną, łatwo przekładalną na konkretne wzory zachowań.
O tym, które z elementów składowych stereotypu staną się motorem
działań i jakich działań, decyduje nie tyle ich treść, co realia konkretno-historyczne. Złożoność postawy wobec obcych, ambiwalencja treści
tego stosunku czynią tę sferę podatną na wpływy i manipulacje. Obcy
mający cechy zwierzęce mógł być długo tolerowany, lecz w razie kon­
fliktu odmienności kulturowe bywały interpretowane jako groźne i uspra­
wiedliwiały wrogie przedsięwzięcia.
Ogromna jest ilość studiów terenowych i teoretycznych ukazujących
mechanizmy przekształcania się poczucia obcości w postawy wrogości.
Są one tak powszechnie znane, iż nie będziemy ich tu przytaczać. Wiele
jest też studiów nad symbiozą odmiennych systemów społeczno-kulturo­
wych, co inspirowało m.in. A . L . Kroebera do sformułowania jego kon­
cepcji „part society and part culture" .
Chcemy wskazać na takie sytuacje, gdy odmienności kulturowe m i ę ­
dzy grupami społecznymi bywały wręcz podtrzymywane i kultywowane
jako dogodna okoliczność wymiany i kontaktów. Zamieszkująca Bałkan
Trojański ludność góralska pozostawała przez wieki w takich właśnie
układach z mieszkańcami sąsiedniego obszaru nizinnego. W obu tych
grupach za pewnik uchodziło, iż tylko w górach przygotować można
pewien rodzaj pikantnej słoniny, stanowiącej pożywienie zimowe, a tak­
że, że tylko na obszarach nizinnych udaje się ulubiony w obu grupach
gatunek wina. Sprzedaż tych produktów, ich wymiana w formie darów
odbywały się w czasie ważnych świąt i miały na wpół rytualną oprawę.
Nawiązywano przy t y m kontakty, rodziły się przyjaźnie. Kiedy w la­
tach 50-tych, w okresie kolektywizacji rolnictwa bułgarskiego, agrono­
mowie i zootechnicy stwierdzili ponad wszelką wątpliwość, iż na obu
tych obszarach można produkować zarówno ulubioną słoninę, jak i ce­
nione wino i próbowano skłonić mieszkańców obu terenów do podjęcia
takich prób, spotkało się to z kategorycznym sprzeciwem członków obu
tych grup. Pozbawiałoby to ich bowiem quasi-ekonomicznej specyfiki —
odmienności kulturowej, która łączyła . I jeszcze jeden przykład. Bał­
kańscy pasterze-nomadzi, którzy od wczesnego średniowiecza aż po lata
25

26

2 5

A. L . К r o e b e r, Anthropology, New York 1948, s. 277.
Niepublikowane materiały terenowe D. Markowskiej z retrospektywnych ba­
dań terenowych prowadzonych w Bułgarii w drugiej połowie lat sześćdziesiątych.
2 6

�220

ZBIGNIEW

BENEDYKTOWICZ,

DANUTA

MARKOWSKA

50-te naszego stulecia przemierzali ze swymi stadami olbrzymie obszary
rolno-leśne (zwani w Albanii Sarakaczanami, a w Bułgarii — Karakaczanami) pozostawali w godnych uwagi powiązaniach z osiadłą ludno­
ścią r o l n i c z ą . Stada przepędzano po uzgodnionych szlakach, co za­
pewniało nawożenie pól. Nomadzi opłacali się wprawdzie rolnikom za
prawo przepędu, ale opłaty bywały zastępowane darami. Koczowiska no­
madów stawały się na pewien czas miejscem atrakcyjnych spotkań,
gdzie podległa feudalnej władzy i przypisana do ziemi ludność rolnicza
wysłuchiwała opowieści pasterzy o szerokim, wolnym świecie. We wsiach
leżących wzdłuż szlaków wędrówek pasterskich przez wieki nie wytwa­
rzano pewnych gatunków sera i przedmiotów skórzanych, by je naby­
wać od nomadów. A pasterze nabywali u rolników łatwe do wykonania
przedmioty drewniane codziennego użytku. A n i niedostępność surowca,
ani brak odpowiednich umiejętności technicznych nie tłumaczy podtrzy­
mywania tych odmienności. Dadzą się one wyjaśnić jedynie potrzebami
natury społeczno-towarzyskiej, które skłaniały do kultywowania specy­
fiki w wytwarzaniu. Współczesne procesy osiedlania nomadów doprowa­
dzają do ich upodabniania się do ludności osiadłej — do unifikacji k u l ­
turowej. Maleje przy tym wzajemna atrakcyjność, ubożeje treść kon­
taktów.
Gdyby poddać odpowiedniej reinterpretacji źródła historyczno-etnograficzne można by zapewne znaleźć jeszcze wiele tego rodzaju wymow­
nych przykładów. We wszystkich takich sytuacjach odmienność obcej
grupy poszerzała horyzonty doświadczeń grupy własnej, zaspokajała po­
trzebę zdziwienia i fascynacji, prowadziła do wymiany Л atrakcyjnych
kontaktów. Słowem — odmienność była warunkiem, a nie przeszkodą
w procesie komunikacji.
To doświadczenie historyczne poucza, iż podnoszone dziś przez wraż­
liwych intelektualistów hasło: „Uczyńmy świat bezpiecznym dla różnic
kulturowych", nie jest osiągnięciem naszych dni.
27

IDENTYFIKACJA KULTUROWA PRZYPISANA A WYBIERANA

Jak już powiedzieliśmy, identyfikacja kulturowa była dawniej pra­
wie równoznaczna z identyfikacją etniczną. Owo subiektywne poczucie
przynależności odwoływało się do konkretnego substrátu ludzkiego (kla­
nu, plemienia, społeczności lokalnej, grupy regionalnej, narodu) i do
2 7

Patrz np. D. M a r k o w s k a , Kilka uwag o procesie zanikania
nomadzkich
migracji
pasterskich
na terenie Bułgarii, „ E t n o g r a f i a Polska", t. 6: 1962, s. 226-239;
J. P e t e r a , Wędrówki
pasterzy Aromunów
w Albanii,
t a m ż e , s. 192-201; B. U r ­
b a ń s k a , Karakaczani.
Nomadzki lud pasterski
na Bałkanach,
t a m ż e , s. 202-225.
Wykorzystano tam t a k ż e niepublikowane m a t e r i a ł y terenowe D. M a r k o w s k i e j z ba­
d a ń przeprowadzonych w ś r ó d K a r a k a c z a n ó w w Starej Pianinie w I960 r. (złożone
w a r c h i w u m ó w c z e s n e j K a t e d r y Etnografii i Socjologii U J w K r a k o w i e ) .

�O

NIEKTÓRYCH

PROBLEMACH

IDENTYFIKACJI

KULTUROWEJ

221

określonego terytorium przez tę zbiorowość zajmowanego. Wiązanie po­
czucia tożsamości z wydzieloną przestrzenią odnajdujemy we wszelkich
społecznościach ludzkich, także u pasterzy-nomadów wędrujących po
obszarach rolniczych, którzy za „swoją ziemię" uważali zagwarantowane
przez prawo lub obyczaj szlaki przepędu zwierząt i okresowe past­
wiska .
Jednostka mogła się utożsamiać z mniejszymi lub większymi zbiorowościami, lokalizować „swoich" na węższych lub rozleglejszych obsza­
rach, mniej lub bardziej precyzyjnie określać granice grupy własnej, ale
zawsze odnosiła siebie do konkretnego substrátu ludzkiego i określonego
terytorium. Słowem — identyfikacja kulturowa jednostki nie bywała
„exterytorialna". Ponieważ zaś takie odniesienie wynikało z jej urodze­
nia, z k t ó r y m związane było dziedziczenie pozycji społecznej, więc
można powiedzieć, że identyfikacja kulturowa nosiła znamiona przypi­
sania. M . Mead pisze:
28

„Dziś centralnym problemem jest [...] pytanie, z jaką przeszłością, teraźniejszo­
ścią i przyszłością może się utożsamiać młody człowiek szukający ideałów? Tak
rozumiana identyfikacja nie stanowiła najmniejszego problemu dla prymitywnego
człowieka nie znającego kultury słowa pisanego. B y ł tym, czym był — jednym ze
swojego ludu, który bardzo często miał specjalne określenia dla rodzaju ludzkiego
i odnosił je wyłącznie do w s p ó ł p l e m i e ń c ó w i nikogo poza tym [...] Zdarzało się, że
jednostka b y w a ł a odrzucana przez grupę. W w y j ą t k o w y c h okolicznościach mogła
być zmuszona do ucieczki [...] W niektórych częściach świata mogła być nawet do­
prowadzona do samobójstwa, popychana przez rozpacz lub gniew. Nie mogła jednak
zmienić swej identyfikacji. Była tym, kim była — nie podlegającą wyobcowaniu
jednostką, bezpiecznie ukrytą i p o d t r z y m y w a n ą przy życiu w kokonie z w y c z a j ó w od
chwili urodzenia aż do ś m i e r c i " .
29

Taki mechanizm pozyskiwania poczucia tożsamości przez przypisanie
odnajdujemy w tradycyjnej kulturze chłopskiej Europy — i to nie tylko
średniowiecznej, ale nawet jeszcze początków naszego stulecia.
'Tożsamość kulturowa nie jest zjawiskiem statycznym, lecz dyna­
micznym. Jednostka nie posiada poczucia identyczności kulturowej, lecz
zdobywa je w procesie wychowania i społecznego uczestnictwa. W tra­
dycyjnych kulturach proces pozyskiwania tożsamości uwarunkowany
był nie tyle indywidualnymi właściwościami jednostki, co wzorami k u l ­
turowymi, regulującymi porządek pełnionych przez nią ról i kolejne
etapy „wtajemniczenia" — w ład społeczny, moralny, etykietę, wiedzę
o obcych, umiejętności praktyczne .
30

2 8

Por. pozycje cytowane w przypisie 27.
M. M e a d , Kultura
i tożsamość.
Studium dystansu
międzypokoleniowego,
przeł. J . Hołówka, Warszawa 1978, s. 3-4.
Patrz np. D. M a r k o w s k a , Rodzina w środowisku
wiejskim.
Studium
wsi
podkrakowskiej,
Wrocław 1964; t e j ż e , Rodzina wiejska
na terenie dawnej
Puszczy
Zielonej,
,[w:] Kurpie — Puszcza Zielona,
t. 3, pod red. A. Kutrzeba-Pojnarowej,
Wrocław 1965, s. 95-161.
2 9

3 0

�222

ZBIGNIEW

BENEDYKTOWICZ,

DANUTA

MARKOWSKA

Możliwości identyfikacji kulturowej na innej zasadzie niż przypisa­
nie dane były tylko nielicznym: elicie duchowieństwa tych wyznań, k t ó ­
re tworzyły wielkie systemy ponadnarodowe. Jak można sobie wyobra­
zić, średniowieczny zakonnik znad Wisły czuł się zapewne bardziej
„u siebie" w klasztorze tej samej reguły nad Loarą niż na dworze pol­
skiego szlachcica czy w chłopskiej chacie, a w łacinie — nie w polszczyźnie — wyrażał sprawy najważniejsze. Ale — jak już powiedzieliś­
my — taka identyfikacja wynikająca z wyboru idei i skojarzonej z nią
roli, a nie z urodzenia, dana była tylko nielicznym.
XIX-wieczna Europa stała się widownią zarówno procesów narodotwórczych, jak i ruchliwości społeczno-przestrzennej, która niosła ze so­
bą kryzys dawnej tożsamości wynikającej z przypisania oraz możliwości
identyfikacji kulturowej z wyboru. Podczas gdy w Europie konsolido­
wały się grupy etniczne w organizmy państwowo-narodowe, w Ameryce
Północnej kształtował się twór swoisty: państwo wieloetniczne, o k t ó r y m
sądzono, że stanie się „ojczyzną obywateli". Losy identyfikacji kulturo­
wej mieszkańców Stanów Zjednoczonych okazały się jednak daleko bar­
dziej złożone niż głosiła to owa prosta formuła .
Ruchy migracyjne — zarówno na Starym Kontynencie, jak i za Oce­
anem — stwarzały jednostce możliwość wyboru grupy nowej, wrastania
w nią, „naturalizowania się" — jak to określano, bezwiednie akcentu­
jąc, iż tradycyjna tożsamość kulturowa zdeterminowana była przez fakt
urodzenia. Proces kształtowania się nowych identyfikacji kulturowych
w Ameryce Północnej ma swój wymiar historyczny (kolejne generacje)
i stratyfikacyjny (elity — plebs). Oba te wymiary skojarzone były z po­
chodzeniem etnicznym. W t y m tyglu różnorodności powstawały nowe
stereotypy o „obcych" i nowe formuły na określenie „swoich". Tak po­
wstał — jakże amerykański — skrót WASP (White Anglo-Saxon Pro­
testant) określający elitę tego nowego społeczeństwa. Tak też powstał
pogardliwy skrót PIGS (Poles, Italians, Greeks, Slavs) na określenie nie
mówiących po angielsku imigrantów, którzy przeważali wśród warstwy
robotników tego kraju . Upłyną lata nim pojawi się świadoma dążność
do integrowania pochodzenia etnicznego z poczuciem obywatelskiej
przynależności do nowego społeczeństwa. A wówczas René Dubos za­
dedykuje swoją książkę Tyle człowieka co zwierzęcia w taki oto sposób:
„Niebiosom Ile de France i doliny rzeki Hudson" i powie:
31

32

„Napisałem tą książką w przekonaniu, że ż y w e doświadczenia człowieka można
opracować w sposób naukowy. Zespolenie mego francuskiego dziedzictwa z bogatym
d o ś w i a d c z e n i e m ż y c i o w y m w Ameryce jest dla mnie źródłem przeświadczenia,, że
każdy z nas ma możność ś w i a d o m e g o budowania swej osobowości i w ł a s n e g o udziału
3 1

Patrz np. J . C h a ł a s i ń s k i , Kultura amerykańska.
narodowej w Stanach Zjednoczonych Ameryki, Warszawa
Oddalający
się kontynent, Warszawa 1978,
B r a t k o w s k i , op. cit., s. 169 i 181.
3 2

Formowanie się kultury
1963; S. B r a t k o w s k i ,

�O

NIEKTÓRYCH

PROBLEMACH

IDENTYFIKACJI

KULTUROWEJ

223

w przyszłości, że należy wykorzystać to, co świat współczesny ma do zaofiarowania,
w celu przetworzenia swej dziedzicznej i doznaniowej przeszłości w ż y w ą rzeczy­
wistość ,[...] Człowiek staje się w pełni człowiekiem dzięki umiejętności mądrego wy­
boru"
3 8

Ale takiej pogodnej harmonii w integrowaniu dziedzictwa etnicznego
z doświadczeniem życia amerykańskiego nie znajdziemy np. u Jamesa
Baldwina. W wywiadzie udzielonym miesięcznikowi „Lui" na pytanie:
„Czy posługując się angielskim miał pan poczucie, że posługuje się «bro­
ma wroga»?" Baldwin odpowiedział:
„Upłynęło sporo czasu zanim zdałem sobie sprawę, że w rzeczywistości nie m ó ­
w i ł e m głosem moich panów. A zwłaszcza z tego, że oni nie rozumieją mojej mowy
ani zresztą mowy mego ojca. Nie rozumieją naszych piosenek, naszej muzyki, Louisa
Armstronga; nie rozumieją absolutnie nic. Ludzie, którzy czytają tylko «Timesa»
i «Life» nie mogą zrozumieć tego, co m ó w i m y my, Czarni" i dalej powie: „Byłem
dumny, gdy w Afryce ludzie pytali mnie, z jakiego plemienia jestem, z jakiego kra­
ju Afryki Wschodniej pochodzę. Bardzo mnie to wzruszyło {...] coś płynącego z bar­
dzo mocnego prądu energii, który mnie podtrzymywał, a nawet dosłownie kazał mi
«być&gt;; [...] B y ł to prąd prawie mistyczny" .
34

Zwróćmy uwagę na inny nurt możliwych dziś identyfikacji k u l t u ­
rowych z wyboru. Chodzi mianowicie o osoby zaangażowane bądź to
w wielki międzynarodowy business, bądź w działalność w organizacjach
międzynarodowych, w ruchy religijne i ideologiczne o zasięgu świato­
wym czy w rozwiązywanie spraw, które przez K l u b Rzymski określone
zostały jako „problématique humaine". Osoby takie spędzają życie
w równych miejscach globu, zajmując wszędzie niewiele różniące się od
siebie mieszkania, przebywają w otoczeniu ludzi — podobnie jak oni
sami — zaangażowanych w wybrane problemy o najszerszym zasięgu,
rozmawiają znacznie częściej po angielsku niż w swych językach naro­
dowych. Ale i dziś są to różnorakie elity: finansowo-menadżerskie, i n ­
telektualne, moralno-intelektualne ...
Ogromna większość mieszkańców świata rozważa zarówno swe oso­
biste sprawy, jak i sprawy międzynarodowe poprzez pryzmat swej przy­
należności narodowej czy nawet etnicznej. O ważności narodu jako
takiego układu odniesienia mówią w y n i k i międzynarodowych badań
prównawczych nad obrazami świata roku 2000. W konkluzjach obszer­
nego opracowania autorzy piszą:
„Stwierdzono znacznie w i ę c e j zróżnicowań pomiędzy narodami niż w e w n ą t r z
społeczności narodowej [...] To nie jednostka jest aktorem, lecz naród — a co naj­
mniej: tak ludzie sądzą. P o w a ż n e problemy, takie jak pokój czy wojna, uznane są
za kwestie m i ę d z y n a r o d o w e j polityki, a g ł ó w n e problemy przyszłego rozwoju — jako
należące do p o l i t y k ó w na szczeblu narodowym. Postawieni wobec zagadnień o skali

8 8

D u b o s, Tyle człowieka...,
s. X V I .
Nasz język — blues. Rozmowa z Jamesem Baldwinem,
stycznia 1976 г., z czasopisma ,,Lui" przełożyła B. Janicka.
34

„Kultura" z dnia 25

�221

ZBIGNIEW

BENKDYKTOWICZ,

DANUTA

MARKOWSKA

globalnej [...] ludzie m y ś l ą i w y p o w i a d a j ą się o sytuacji, w jakiej — jak sądzą —
znajduje się ich w ł a s n y naród. Ś w i a d o m i e lub podświadomie dokonują projekcji
odczucia miejsca w ł a s n e g o narodu na świat i jego przyszłość. I nie są to błędne
percepcje. Świat jest w ten sposób ustrukturyzowany ,[...] Jeśli chodzi o ważkie pro­
blemy przestrzeni, pokoju czy wojny, to.wyniki naszych badań wskazują, że naród
prawdopodobnie długo pozostanie pierwszoplanowym aktorem" .
35

Wyniki cytowanych badań nie odpowiadają na pytanie: jak świado­
mość pozycji własnego narodu w układzie międzynarodowym wpływa
na proces identyfikacji narodowej. Inaczej mówiąc: jaki jest związek
pomiędzy tradycją kulturową danego narodu a jego zaangażowaniem
w tzw. problemy globalne — i z kolei: jakie nowe elementy i mecha­
nizmy identyfikacji narodowej stwarza owo zaangażowanie. Kwestia ta
nie była przedmiotem badań. Wydaje nam się ona na tyle ważna dla
dzisiejszego i jutrzejszego świata, iż pozwalamy sobie wyrazić pewne
refleksje.

DZIEDZICTWO KULTUROWE
— P O Z Y C J A N A R O D U W E WSPÓŁZALEŻNYM ŚWIECIE —
NOWE E L E M E N T Y I D E N T Y F I K A C J I N A R O D O W E J

We współczesnym świecie wskazać można na dwa doniosłe — czasem
równoległe, a czasem wzajemnie warunkujące się — procesy:
a) klasyfikowanie społeczeństw według rozmaitych kryteriów,
b) artykułowanie potrzeb i dezyderatów oraz ustalanie programów
działania w kwestiach uznanych za wspólne dla wszystkich miesz­
kańców globu.
Klasyfikowanie społeczeństw odbywa się wprawdzie na podstawie
ich aktualnego stanu, lecz ma wyraźne odniesienie prognostyczne i pla­
nistyczne. Jest to dobitnie czytelne w stosowanej terminologii. Społe­
czeństwa świata zostały sklasyfikowane przede wszystkim z uwagi na
ich sytuację ekonomiczną, polityczną i demograficzną. I tak:
— z uwagi na rolę polityczną w skali globalnej mówi się o supermo­
carstwach, mocarstwach, niemocarstwach;
— z uwagi na stosunki i procesy demograficzne wyróżnia się kraje
przeludnione, kraje o zrównoważonych procesach ludnościowych i niedoludnione (czy wyludniające się);
— z uwagi na przyjęty syndrom wskaźników ekonomicznych i technicz­
nych wyróżnia się kraje rozwinięte i rozwijające się;
8 5

Badaniami tymi objęto reprezentatywne zbiorowości osób w wieku 15-40 lat
w następujących krajach: Czechosłowacja, Finlandia, Hiszpania, Holandia, Indie,
Japonia, Jugosławia, Norwegia, Polska, Republika Federalna Niemiec i Wielka B r y ­
tania. Cytowany fragment patrz J . G a l t u n g , H . O r n a u e r , H . W i b e r g , Con­
clusions, [w:] Images of the World in the Year 2000, H . Ornauer, H . Wiberg, A. S i cinsky, J . Galtung (eds), Haga — Paryż 1976, s. 574 i 577.

�O

NIEKTÓRYCH

PROBLEMACH

IDENTYFIKACJI

KULTUROWEJ

225

— przyjmuje się też syndrom wskaźników na określenie miejsca kon­
kretnego kraju na skali: ubóstwo — zamożność, precyzując standard
ubóstwa (poverty standard), standard zadowalający, (modest but-adequa­
te standard) oraz dolną granicę standardu zamożności.
Większość tego rodzaju klasyfikacji służyć ma za orientację w prak­
tyce programowania zmian. W drugim raporcie do K l u b u Rzymskiego
autorzy dzielą świat na 10 regionów, krzyżując kilka kryteriów, stosu­
ją analizę wieloczynnikową i proponują alternatywne „scenariusze or­
ganicznego wzrostu" w miejsce dotychczasowego — nie różnicującego.
Autorzy raportu wielokrotnie stwierdzają, że odmienności kulturowe —
różne wartości lub odmienne manifestacje tych samych fundamental­
nych wartości — odgrywają i nadal odgrywać będą bardzo istotną rolę
we współzależnym świecie. Niestety, w przeprowadzonej przez nich
analizie wieloczynnikowej nie znalazł się ani jeden „wskaźnik" w ścis­
łym tego słowa znaczeniu k u l t u r o w y .
W świadomości — nie tylko uczonych i polityków, ale i coraz szer­
szych kręgów opinii społecznej — krystalizuje się i utrwala rozumienie
nieodwracalności i siły wzajemnych powiązań wszystkich społeczeństw
globu. Wydłuża się lista „problemów globu", a termin „globalistyka"
przestał być innowacją językową. Jest w t y m upowszechniającym się
poczuciu współzależności i wspólnoty zarówno determinizm, jak i opcja
moralna. Autorzy wspomnianego raportu piszą:
36

„W przeszłości społeczność świata była jedynie zbiorem autonomicznych w isto­
cie części. W takich warunkach każda z tych części mogła się rozwijać — na dobre
lub złe — jak jej to dogadzało. W nowych warunkach, których egzemplifikacją jest
syndrom globalnych kryzysów, społeczność świata przekształciła się w zbiorowość
funkcjonalnie powiązanych i współzależnych składowych. Każda część tej całości —
czy to będzie region świata, czy grupa narodów — w n o s i ć musi swój w ł a s n y w k ł a d
w organiczny rozwój ludzkości: surowce, technologię, potencjał ekonomiczny, k u l ­
turę itp. W takim bowiem systemie rozwój jakiejkolwiek części uzależniony jest od
rozwoju lub braku rozwoju p o z o s t a ł y c h " .
87

Wiele rozstrzygnięć, wiele rezolucji i programów odwołuje się wprost
do tych konieczności. Inne apelują do ogólnoczłowieczej solidarności
i powołują się na podstawowe prawa człowieka. Forum, na k t ó r y m
toczą się dyskusje i formułowane są rezolucje, jest przede wszystkim
Organizacja Narodów Zjednoczonych z jej wyspecjalizowanymi agen­
dami, ale także takie organizacje międzynarodowe, jak Czerwony Krzyż
czy Międzynarodowa Federacja Planowanego Rodzicielstwa.
To właśnie przeszłość historyczna — obok aktualnych procesów —
określa miejsce, jakie w poszczególnych klasyfikacjach przypada dane3 6

M. M e s a r o v i e , E . P e s t e l , Mankind
Report to the Club of Rome, Nowy Jork 1974.
Tamże, s. 5.
3 7

IS — E t n o g r a f i a

P o l s k a , t. X X I I I , z. 2

at the

turning

Point. The

Second

�226

ZBIGNIEW

BENEDYKTOWICZ,

DANUTA

MARKOWSKA

mu narodowi: to czy jest on industrialny, średniozamożny i niedoludniony czy też preindustrialny, ubogi, o zrównoważonych procesach lud­
nościowych itp. Dziedzictwo kulturowe współokreśla również rozumie­
nie tzw. problemów globalnych: sposób ich artykułowania, rodzaj
preferowanych rozwiązań. Tradycja kulturowa może t u przejawić się
przejrzyście jako kontynuacja, bądź też ujawnić swą siłę drogami po­
k r ę t n y m i — w próbach odżegnania się od niej. Za taką przejrzystą
kontynuację uznać można neutralność polityczną i pacyfizm Szwedów.
Bywa jednak inaczej: aktualne pokolenie nie chce się utożsamiać z dzie­
dzictwem przeszłości, czuje się przez nią napiętnowane i właśnie z po­
wodu tego stygmatu zdecydowanie opowiada się za pewnymi w a r t o ś cimi, uczestniczy w określonych ruchach, faworyzuje pewne rozstrzyg­
nięcia. Przykładem takiej motywacji m o ż e . b y ć uczestnictwo młodych
Niemców w międzynarodowym ruchu antyfaszystowskim. Mówi o t y m
wprost P. Ripken we wprowadzeniu do pracy o apartheidzie .
Zwróćmy też uwagę, iż brak akceptacji dla niedawnej przeszłości
historycznej własnego narodu może wzmacniać orientację k u przyszłości.
Zdają się za t y m przemawiać w y n i k i wspomnianych już badań nad
obrazami świata roku 2000. Okazało się bowiem, iż najbardziej „przy­
szłościowo zorientowani" spośród 11 badanych zbiorowości są młodzi
ludzie z Republiki Federalnej Niemiec i z Japonii. Komentując taki
wynik badań autorzy stwierdzają, iż nie da się go wyjaśnić wyłącznie
„wysokim wskaźnikiem wzrostu ekonomicznego". Przywołują więc dla
eksplikacji takie fakty, jak całkowicie nowy start po zakończeniu woj­
ny, odbudowa materialna i gruntowna zmiana instytucji społecznych,
szybki rozwój itp. Taki zespół zjawisk był — ich zdaniem — charak­
terystyczny właśnie dla RFN i Japonii. I prawdopodobnie dlatego, po­
stawy wobec przyszłości młodzieży obu tych krajów są tak podobne .
Interpretacja tego w y n i k u wydaje nam się nietrafna, a co najmniej
niepełna, jakkolwiek na pewno jest ambitniejsza niż wiązanie „przy­
szłościowej" orientacji młodzieży z wysokimi wskaźnikami wzrostu go­
spodarczego. Gruntowna odbudowa materialna i zasadnicza zmiana ustro­
jowa nastąpiła przecież także w zniszczonych wojną europejskich kra­
jach socjalistycznych, takich jak Polska, a jednak w y n i k i tychże badań
stwierdzają, że młodzież polska zachowuje silne poczucie tożsamości
historycznej i jednocześnie orientuje się k u przyszłości. Narzuca się
więc hipoteza, że brak moralnej akceptacji dla niedawnej przeszłości
historycznej RFN i Japonii rodzi u młodzieży tych krajów silniejszą
niż gdzie indziej orientację przyszłościową. Przytoczymy t u jeszcze je38

39

8 8

P. R i p k e n , Zur Einjuhrung, [w:] A. S a c h s , H . B e r n s t e i n , Die Gesetze
der Apartheid, Bonn 1976, s. 1-2.
" T. K u t s c h , H . O r n a u e r , Replication on Nation. The Federal Republic of
Germany, [w:] Images of the World..., s. 173.

�O

NIEKTÓRYCH

PROBLEMACH

IDENTYFIKACJI

KULTUROWEJ

227

den — naszym zdaniem bardzo wymowny — w y n i k cytowanych badań.
Zbiorowość młodych ludzi z R F N znalazła się pośród trzech najbardziej
zaangażowanych w sprawę, pokoju na świecie. Wprawdzie opinie i posta­
w y w konkretnych kwestiach nie poddają się jednoznacznie klarownej
interpretacji, ale w odpowiedzi na pytanie: „Co jest konieczne dla
utrzymania pokoju" otrzymano odpowiedzi, które autorów badań upo­
ważniły do stwierdzenia, iż „armie narodowe, bloki militarne, a nawet
strzegące pokoju siły ONZ, zostały uznane za niewłaściwe rozwiązanie
i zanegowane silniej niż przez inne badane zbiorowości m ł o d z i e ż y " .
Powiedzieliśmy, że dziedzictwo kulturowe współokreśla nie tylko
pozycję społeczno-polityczną danego narodu we współzależnym świecie,
ale także jego wybory moralne i uczestnictwo w sprawach globu. Z ko­
lei miejsce zajmowane przez dany naród w owym współzależnym świe­
cie, a przede wszystkim — jak chcemy wierzyć — jego opcje moralne
tworzą nowe kryteria i nowe mechanizmy identyfikacji narodowej.
Jak dowodzą obserwacje międzynarodowych spotkań, na poczucie
tożsamości narodowej współczesnego Fina składa się zarówno jego prze­
szłość historyczna, jak i świadomość, że jest członkiem małego liczebnie
społeczeństwa, które odgrywa ważną rolę w polityce pokoju i porozu­
mienia na świecie, że kraj jego jest wprawdzie najuboższy na Półwyspie
Skandynawskim, ale cieszy się wielkim prestiżem między narodami,
że jest to kraj prowadzący politykę pronatalistyczną, a jednocześnie
respektujący podstawowe prawa człowieka, a więc nie sięga do środ­
ków restrykcyjnych w sferze planowania rodziny i t d .
Taką lub podobną „ s t r u k t u r ę " współczesnej identyfikacji narodowej
można by zapewne odkryć w postawach członków wielu innych społecz­
ności narodowo-państwowych.
40

ETNIZM — GLOBALIZM

Dokonany uprzednio przegląd elementów, które służą identyfikacji
kulturowej, dowodzi, iż krystalizowały się one wokół potrzeb o funda­
mentalnym znaczeniu dla egzystencji człowieka. Co więcej, dziś te same
sfery, w których człowiek od dawna odnajdował swą identyczność
w mniej lub bardziej wąskich grupach społecznych, traktowane są jako
ważne w perspektywie globalnej. W istocie rzeczy wszystkie te sfery
zyskują niejako podwójny wymiar: uniwersalny — przylegający lub
przykładany do wszystkich mieszkańców globu oraz specyficzny — w y ­
rosły i utrzymywany w obrębie własnej grupy etnicznej. Nie miejsce t u
na szersze rozwijanie i dokumentowanie tej obserwacji. Poprzestanie­
my więc na k i l k u przykładach, odwołujących się do powszednich do­
świadczeń.
&lt;• Tamże,

s. 181.

�228

ZBIGNIEW

BENEDYKTOWICZ,

DANUTA

MARKOWSKA

Podkreślaliśmy, jak ważną sferą identyfikacji kulturowej jest język.
Otóż wraz z postępującym procesem wielorakich powiązań społeczności
globu, język angielski awansował do roli języka uniwersalnego, w k t ó ­
r y m porozumiewają się mieszkańcy odległych od siebie części świata.
Nie jest jednak dziełem przypadku, iż temu procesowi dominacji an­
gielszczyzny towarzyszy rozróżnienie na British i American English,
a co najbardziej znamienne — wyodrębnienie się tzw. United Nations
English. Ogarniająca glob angielszczyzna natrafia bowiem na wyraźną
barierę ekspresywności: nie sposób w niej wyrazić wielu odczuć i m y ś ­
l i , ocen, niuansów nastroju, które bez trudu komunikujemy członkom
naszej własnej grupy w lapidarnych powiedzonkach, w odpowiedniej
intonacji słowa, w umownych przekształceniach wyrazów itp.
W obszarach jednojęzycznych członkowie poszczególnych narodów
lub grup regionalnych odczuwają przecież swoistość własnego języka —
a zatem i odrębność innych, co z łatwością można zaobserwować w kon­
taktach mieszkańców niemieckojęzycznych kantonów Szwajcarii z A u ­
striakami. Jeśli nawet „ten sam język" używany przez wydzielone spo­
łeczności o wspólnym pniu etnicznym nastręcza trudności w procesie
komunikacji, to o ileż poważniejsze muszą one być w przypadku, gdy
język angielski służy za środek komunikacji np. między mieszkańcem
A f r y k i Centralnej a Japończykiem.
Można chyba przyjąć za pewnik, iż angielszczyzna międzynarodowa
będzie się nadal rozwijała i upowszechniała jako język globu, jako i n ­
strument komunikacji i artykulacji uzgodnień, a jednocześnie trwać
będą i rozwijać się języki narodowe, w których ludzie odnajdują swą
tożsamość. Przykładem tego są działania podejmowane w obronie czys­
tości języków rodzimych, jak słynne swego czasu piętnowanie „la langue
franglaise" przy jednoczesnym zachęcaniu Francuzów do nauki języka
angielskiego.
Osoby czynne w międzynarodowych organizacjach świadome są tej
językowej dwoistości. W czasie seminarium Międzynarodowej Federacji
Planowanego Rodzicielstwa Europejskiego Regionu, jakie odbyło się
w czerwcu 1978 r. w Istambule, grupa robocza zajmująca się moral­
nymi aspektami wychowania seksualnego i rodzinnego umieściła w ra­
porcie z dyskusji znamienny passus: „Zgodzono się, iż termin sex
education powinien - być używany w pracach i dokumentach Federa­
cji — wówczas gdy posługują się one językiem angielskim, a także
z powodu jego skrótowości. Ale każda organizacja narodowa powinna
stosować najlepsze w jej rodzimym języku określenie, biorąc pod uwagę
względy lingwistyczne i taktyczne" .
41

41

Regional Council Seminar IPPF Europe Region,
of Discussion
Group D, s. 2. M a t e r i a ł y powielane.

Istanbul

3 June

2978.

Report

�O

NIEKTÓRYCH

PROBLEMACH

IDENTYFIKACJI

KULTUROWEJ

22&amp;

Nie sądzimy, by rola międzynarodowego angielskiego w sposób ko­
nieczny redukować się miała do takich umownych określeń. Sądzimy,
iż upowszechnianie się angielszczyzny jako języka globu przy jedno­
czesnym rozwoju języków narodowych to proces wzajemnie warunku­
jący się o dwukierunkowych wpływach. A jednak nawet najpiękniejszy
przekład wiersza nie jest w stanie oddać smaku dźwiękonaśladowczych
fraz.
Rozpatrzmy interesującą nas dwoistość również na przykładzie po­
żywienia, wokół którego — jak powiedzieliśmy — kształtuje się po­
czucie tożsamości. Od wieków pożywienie było zróżnicowane w po­
szczególnych społecznościach ludzkich, a skład menu, pory przyjmowa­
nia pokarmów i ich społeczno-obrzędowa oprawa, sakralizacja jednych
potraw, negacja i odrzucanie innych, zakaz — tabu wokół nich, nakazy
co do okoliczności i sposobów spożywania pokarmów — tworzą intere­
sującą mozaikę. Analiza sposobów odżywiania wskazuje na to, iż wszę­
dzie dążono do dostarczania organizmowi podstawowych składników po­
trzebnych mu z fizjologicznego punktu widzenia, a wiele nakazów
i zakazów motywowanych względami obyczajowymi, magicznymi, re­
ligijnymi — ma u podłoża racjonalność diety.
Współczesna fizjologia ustala zarówno normy pożywienia dostatecz­
nego, jak i dopuszczalne granice odżywiania s i ę . Za wykładnię tych
zunifikowanych norm żywienia uznać można dietetykę, która przekłada
je z języka składników na nazwy i ilości potraw, zaleca określone spo­
soby ich przyrządzania i spożywania. Operuje więc zarówno zunifiko­
wanymi normami, jak i specyficznym doświadczeniem kulturowym da­
nego kraju czy regionu.
Programy modernizacji czy reorientacji żywienia muszą się liczyć
z tradycjami danej grupy i z faktem, że pożywienie ma w każdej k u l ­
turze wielowarstwowe znaczenia.
Specyfika pożywienia ńie tylko nie zanika, ale wręcz przeciwnie —
kontakty między przedstawicielami różnych kultur, rozwój międzyna­
rodowej turystyki — wszystko to podnosi jej rangę.
Sięga się nawet po dawne, zarzucone już receptury, by potrawom
nadać smak oryginalny i niepowtarzalny. W przewodnikach turystycz­
nych pochwały national dishes wymieniane są tuż obok zachęty do
zwiedzania sławnych zabytków kultury. A w każdym kraju przeciętne
gospodarstwo domowe podtrzymuje — mniej lub bardziej świadomie —
tradycję specyfiki pożywienia. Tak więc i w t y m zakresie stwierdzamy
dwoistość: unifikacja norm żywienia, a także upowszechnienie się pew­
nych produktów żywnościowych w skali całego świata (np. Coca-Cola)
współwy stepuje z narodowymi, regionalnymi, a nawet lokalnymi oby­
czajami żywieniowymi. Wspomnijmy jeszcze, że specyfika żywienia
4 2

4 2

Patrz na ten temat: kolejne raporty F A O .

�230

ZBIGNIEW BENEDYKTOWICZ, DANUTA MARKOWSKA

utrzymuje się także w potrawach obrzędowych, których sens sakralny
i symboliczny wprost ujawnia nam mechanizmy identyfikacji kulturo­
wej.
Analogicznie można by rozważać strój, ukazując rozprzestrzenianie
się w pewnym okresie — mimo różnic klimatycznych — wyrobów
z tworzyw sztucznych, następnie zaś dżinsów obok tzw. oficjalnego stro­
j u męskiego noszonego na całym świecie. Można by wreszcie przypo­
mnieć podobną wszędzie odzież zawodową: strój lekarza, pielęgniarki,
lotnika itd. A przy t y m strój narodowy lub jego najbardziej odświętne
czy też uznane za atrakcyjne odmiany, jest wszędzie manifestacją przy­
należności do określonej kultury, nawet jeśli ta manifestacja ma wyłącz­
nie wymiar ludyczny.
Wydawać by się mogło, że tak ważna sfera identyfikacji kulturowej,
jaką jest religia, stwarza nieprzekraczalne bariery dla odczucia wspól­
noty i wzajemnego porozumienia. Unifikacja — rzecz jasna — nie jest
t u możliwa, jednakże głębokie wzajemne rozumienie odmienności w tej
sferze wydaje się już dziś — wprawdzie nie masowym, lecz wyraźnie
obserwowalnym zjawiskiem. Nie mamy t u na myśli postawy biernej to­
lerancji, lecz próby wnikania w istotę religijności innych ludzi. Może się
to nawet wyrażać w trosce o zachowanie tożsamości innych w ich włas­
nej sferze religijno-etycznej. Przypomnijmy t u bohatera powieści Bolla
Zwierzenia klowna. W jednym ze swych wewnętrznych dialogów z Ma­
rią, której już przy nim nie ma, zadaje on sobie i jej pytanie, czy inny
partner dbałby tak bardzo o to, by ją obudzić w niedzielę rano i w y ­
prawić do kościoła .
Dążenia do wzajemnego rozumienia przejawiają się nie tylko w sto­
sunkach pomiędzy wyznawcami różnych religii, ale także w relacjach:
wierzący — niewierzący. Ci ostatni odkrywają w wierzeniach i posta­
wach religijnych inną ekspresję swoich własnych pytań i poszukiwań
sensu życia, lub też odnajdują w obrzędach religijnych wartość i uży­
teczność psychoterapeutycznego wsparcia . Z drugiej strony — otwiera
się wykładnia systemów religijnych na rozumienie świata niewierzących,
na poszukiwanie Boga w życiu duchowym i działaniach osób niewie­
rzących.
43

44

„MY I ONI" D Z I S I A J

Współczesne „racjonalne" społeczeństwa wyzbywają się dawnej sa­
kralizacji (demonizacji) obcego, co nie pociąga za sobą zanikania stereo­
typów. Żyją one często nadal, oderwane od podłoża, o p u s t o s z a ł e .
45

4 8

H . B o l i , Zwierzenia klowna, przeł. T. Jętkiewicz, Warszawa 1974.
Takie badania prowadzone są m. in. przez Institut de Psychiatrie L a Rochefoucault, Centre de Medicine Psychosomatique Déjerine w Paryżu.
Być może reminiscencje sakralizacji (demonizacji obcego dałoby się odnaleźć
w psychologicznych prawidłowościach procesu powstawania bliskich związków,
4 4

4 5

�O NIEKTÓRYCH P R O B L E M A C H

IDENTYFIKACJI KULTUROWEJ

231

Stosunki miądzygrupowe: pomiędzy grupami etnicznymi czy narodami
lub grupami narodów, pozostają obszarem funkcjonowania wielu daw­
nych i wielu nowo tworzonych stereotypów. Ich płycizna jest ewiden­
tna, toteż naukowcy starają się je obalać za pomocą wyników badań,
a publicyści i dziennikarze — przy użyciu środków masowego przekazu.
Nie brak w tej działalności ani dobrej woli, ani rzetelnego wysiłku, nie
jest ona jednak wolna od pewnych łatwizn. Jeśli wiedza naukowa i jej
popularyzacja służyć mają wzajemnemu zrozumieniu i komunikowaniu
się ludzi różnych kultur, to same muszą wyzwolić się od wielu stereo­
typów wyrosłych i utrwalonych w kręgu kultury euro-amerykańskiej,
jak np. stereotyp redukujący proces poznawania do jego intelektualnych
aspektów, jak stereotyp człowieka racjonalnie działającego, „pełnego"
itp. Bardzo często bowiem zwalczając płytkie stereotypy o dziwaczności,
śmieszności czy niższości ludzi innych kultur bezwiednie dążymy do
wykazania, że w gruncie rzeczy działają oni podobnie jak my albo że
z łatwością zdolni są przyswoić sobie nasze wzory zachowań.
Zwróćmy uwagę, iż większość reportaży o tzw. Trzecim Świecie uka­
zuje wprawdzie tradycje kulturowe tych społeczności, ale obrazy współ­
czesnego życia każą nam się cieszyć wartkim nurtem modernizacji tech­
nicznej, z lubością prezentują „tubylca" obsługującego maszynę, parku­
jącego samochód, korzystającego lub dążącego do korzystania z analo­
gicznych do naszych urządzeń cywilizacyjnych. W efekcie pozostaje
obraz dawnej egzotyki i oderwany od korzeni historycznych proces mo­
dernizacji, co do której wierzymy, że upodobni te społeczności do nas.
A w dążeniu do zrozumienia powinniśmy skupić się na t y m , co w dro­
dze życiowej tych społeczności odmienne, co ujawnia prawdę o człowie­
ku, co skłonić może do refleksji nad naszą własną drogą.
Sama wiedza naukowa, nawet najbardziej rzetelna, nie prowadzi
prostą drogą do kształtowania postawy „ J a — Ty". Odkrywanie w dia­
logu wspólnoty fundamentalnych wartości człowieka, nierzadko bardzo
odmiennie manifestowanych — wydaje się warunkiem kształtowania
postawy „Ja — Ty".
Jak dotychczas, zarówno sposób formułowania tzw. problematyki
globalistycznej, jak i działalność w skali międzynarodowej nie wyzwo­
liły się z podejścia wyrosłego w dawnym świecie partykularyzmów —
„My i oni". Można to odczytać w wielu programach międzynarodowej
polityki społecznej i w postawach wielu policy makerów tej skali. Mniej
lub bardziej świadomie, mniej lub bardziej wyraźnie hierarchizuje się
odmienności różnych narodów, społeczności, krajów. Do niedawna ofi­
cjalnie używane określenia: „kraje rozwinięte" i „kraje niedorozwinięte"
jest tego brutalnym przykładem ukazującym, iż my — z naszą cywili­
zacją techniczną — uważamy się za niepodważalny układ odniesień poa w i ę c w przyjaźni, miłości, m a ł ż e ń s t w i e pomiędzy przedstawicielami bardzo od­
miennych kultur.

�232

Z B I G N I E W B E N E D Y K T O W I C Z , DANUTA M A R K O W S K A

równawczych dla innych, obcych. Eleganckim złagodzeniem, nie zmie­
niającym wszakże istoty rzeczy, jest zastąpienie tych określeń przez:
„kraje rozwinięte" i „kraje rozwijające się", bo nadal oznacza, że „oni"
podążają „naszą" drogą, by stać się do nas podobni.
To prawda, że świat współczesny pełen jest różnic drastycznych i nie
sposób wartościować inaczej niż in minus istnienia stref niedożywienia
i głodu. To prawda, że niekontrolowany przyrost ludności nie może być
oceniany pozytywnie. Ale w poszukiwaniu środków zaradczych można
stosować działania bliższe formule „Ja — T y " bądź też mieszczące się
w podejściu „My i oni".
Międzynarodowa Federacja Planowanego Rodzicielstwa jest od lat
widownią ścierania się tych dwu podejść. Uczestnicy odbywającego się
w przededniu Roku Ludności 1974, w czasie konferencji w Brighton
(22—27 X 1973) byli świadkami ostrych kontrowersji pomiędzy zwolen­
nikami wychowania w duchu odpowiedzialnego rodzicielstwa a entu­
zjastami technicznej koncepcji kontroli urodzeń. Oficjalne sprawozdania
nie odzwierciedlają całego dramatyzmu dyskusji . Piętnowano między
innymi potężne międzynarodowe centrale, które dostarczają Indii nie­
wątpliwie potrzebnych tam środków antykoncepcyjnych, a także przy­
gotowują propagandowe plakaty. Jeden z nich był demonstrowany. Pod
wizerunkiem noworodka widniał napis: „Rodząc się zabiłeś swego bra­
ta". Takie stygmatyzowanie nowo narodzonego byłoby z oburzeniem od­
rzucone przez opinię społeczną kraju, w k t ó r y m plakat wyprodukowano.
„Czy biedni w Indii nie są istotami ludzkimi w takim stopniu jak
my?" — pytano. „Używamy podwójnych standardów moralnych" — pa­
dały oskarżenia.
Owym „używaniem podwójnych standardów moralnych" zajmowano
się również w toku Seminarium Międzynarodowej Federacji Planowa­
nego Rodzicielstwa w Istambule — w 1978 r. Jedna z grup roboczych
pracująca na podstawie referatu i pod kierownictwem Thorstena Sjóvalla (szwedzkiego psychiatry) sformułowała znamienne uwagi. W swym
referacie Sjóvall pisze: „Szwedzkie środki masowego przekazu ostro
protestują przeciwko upowszechnianiu w tzw. rozwijających się krajach
takich środków antykoncepcyjnych, które nie zostały zaakceptowane
w naszym kraju [...] W zeszłym roku toczyła się w szerokich kręgach
bardzo krytyczna dyskusja spowodowana tym, iż w krajach rozwijają­
cych się upowszechniano pewien substytut naturalnego pokarmu dla
niemowląt, za produkcję którego pewna szwedzka firma została wprost
o s k a r ż o n a " . Wspomniana grupa robocza w swym raporcie pisze:
46

47

4 6

D. Markowska uczestniczyła w tej konferencji jako ekspert jednej z grup ro­
boczych.
"^46
Ethics and Planned Parenthood. Some Viewpoints and Experiences of the
Swedish Association for Sex Education. IPPF Europe Region Seminar, Istanbul 1978.
Materiał powielany.
47

�O NIEKTÓRYCH P R O B L E M A C H

IDENTYFIKACJI KULTUROWEJ

233

„... postanowiliśmy zająć s i ę sprawami, które nazywamy «kronika wypadków»
O m a w i a l i ś m y trzy takie sprawy. Pierwsza dotyczy prostaglandin pessaries. Raport
w «People Magazine* sprzed 18 miesięcy m ó w i o bardzo ograniczonych co do liczeb­
ności próbach klinicznych przeprowadzonych w Szwecji nad tym środkiem wywo­
ł u j ą c y m poronienia. I zachęca w y n a l a z c ó w tego środka do przeprowadzenia prób na
zbiorowości 2000 kobiet pragnących przerwać ciążę w jednym z rozwijających się
krajów. Szerokie zastosowanie tego niesprawdzonego jeszcze środka uważa się za
usprawiedliwione tym, że szpitale w owym rozwijającym się kraju nie dysponują
wystarczającą liczbą łóżek. Druga sprawa dotyczy badań naukowych nad immunizacją przeciwciążową. Dr Stevens, który pracował w tej dziedzinie i prowadził ba­
dania laboratoryjne w Stanach Zjednoczonych, dowiedział się ku swemu n a j w y ż s z e ­
mu zdumieniu, iż dr Talwar w Indii przystąpił już do e k s p e r y m e n t ó w klinicznych.
Czasopismo «New Scientist» rozprawiło się krótko z dylematem etycznym w taki
oto sposób: «Talwar przytłoczony został przez 600 m i l i o n ó w osób. Stevensa przytło­
czyła Food and Drug Administration*. Czy wymogi co do badań klinicznych m o g ą
być inne w biednych niż w bogatych krajach? Trzecia sprawa jest bardziej złożona.
Medroxyprogesterone
acetate to środek, który powoduje schorzenia rakowe u pew­
nego gatunku suk. Pigułki antykoncepcyjne zawierające ten składnik zostały wyco­
fane w krajach rozwiniętych. A tymczasem przed dwoma miesiącami, akurat kiedy
American Food and Drug Administration odrzuciła Depo-Provera — zastrzyk anty­
koncepcyjny zawierający tę substancję, został on w wielkich ilościach podarowany
krajom biednym przez Międzynarodową Federację Planowanego Rodzicielstwa" .
48

Podejście „My i oni" jest też widoczne wewnątrz społeczności naro­
dowych w postawach polityków wobec problemu chłopskiego. Bardzo
wymowny i nie wymagający dalszych komentarzy jest tytuł piątej czę­
ści pracy zbiorowej pt. Peasants and peasant societies. Brzmi on mia­
nowicie: „Oni" — chłopstwo jako obiekt polityki w nowoczesnym
pań­
stwie. We wprowadzeniu czytamy, iż pomieszczono tam studia traktu­
jące o t y m , jak słabe jest rozumienie społeczności i kultury chłopskiej
przez tych, którzy przygotowują i przeprowadzają reformy r o l n e .
Być może utrzymywanie się podejścia „My i oni" w programach
rozwoju globalnego spowodowane jest między i n n y m i faktem, iż roz­
strzyganie problemów przyszłościowych zostało oddane w „pacht" elitom.
Jak sugerują w y n i k i międzynarodowych badań porównawczych nad
obrazami świata roku 2000, przeciętny człowiek zaabsorbowany jest
przede wszystkim wydarzeniami i sprawami bieżącymi. Autorzy badań
sądzą, że istnieje coś takiego, jak średnia skala spraw, która znajduje
się pod kontrolą ludzi. Natomiast problemy przyszłości uważane są za
należące do najwyższej skali i ... traktowane jako odległe. Być może
jest t u rodzaj sprzężenia zwrotnego: przyszłość jest oddana w ręce elit,
ponieważ uważana jest za coś odległego, z kolei fakt, iż zajmują się
49

48

Ethical A spects of Promotion and Distribution oj Planned Parenthood Me­
thods, Regional Council Seminar IPPF Europe Region, Report of Discussion Croup B,
s. 2, Istambuł 1978. Materiał powielany.
Penguin Modern Sociology Readings, T. Shanin (ed.), Londyn 1971, s. 367-422,
cytowany fragment s. 367.
49

�234

ZBIGNIEW

BENEDYKTOWICZ,

DANUTA

MARKOWSKA

t y m i problemami elity, powoduje, iż przeciętny człowiek uważa je za
odległe od siebie .
Pragniemy zreferować t u jeszcze jedną uwagę autorów cytowanych
badań, która — naszym zdaniem — pozostaje w bliskim związku z do­
tychczasowym tokiem rozważań. Autorzy badań piszą:
5 0

„Ważna implikacja tkwi w systemie m i ę d z y n a r o d o w y m . Truizmem jest stwier­
dzenie, iż w obrębie tego systemu poszczególne narody nie mają jednakowych moż­
liwości. Najsilniejsze i najbardziej uprzywilejowane przejawiają skłonność do w y ­
znaczania c e l ó w i w z o r ó w życia. Pewien szczególny aspekt tej kwestii znalazł w y ­
raz w wynikach naszych badań. Chodzi tu o to, że tzw. słabiej rozwinięci dążą do
n a ś l a d o w a n i a bardziej rozwiniętych, może nawet czerpią optymizm z naśladowania
tych, którzy stali s i ę już pesymistami, gdyż znaleźli s i ę znacznie bliżej przysłowio­
wego wąskiego gardła. Wydaje się w i ę c , że przyszłość ludzkości będzie bardziej okre­
ślana przez ó w międzynarodowy system niż przez ludzkie potrzeby i potrzeby globu
jako c a ł o ś c i " .
51

Nie trzeba dowodzić, iż przyszłość ludzkości, która byłaby określana
bardziej przez s t r u k t u r ę międzynarodowego systemu niż przez ludzkie
potrzeby i rozumienie spraw globu jako jedności świata ludzkiego
i przyrody — to obraz świata, w k t ó r y m trwałoby podejście „My i oni".
Dlatego też stwierdzenie to chcemy traktować jako ostrzeżenie, a nie
jako prognozę.
Zwróćmy jeszcze uwagę na inne postawy,- które z pozoru stanowią
przezwyciężenie skostniałych stereotypów o innych i wydają się być
przełamaniem podejścia „My i oni". Chodzi t u o pewien swoisty rodzaj
tolerancji. Wyrasta ona najczęściej z żywej negacji wobec różnego r o ­
dzaju uprzedzeń i płytkich stereotypów o innych, lecz jej program po­
zytywny bywa zazwyczaj bardzo wątły. Opiera się na deklaracji egali­
taryzmu ludzi: ras, kultur, segmentów społeczeństwa, a wyraża się
w praktyce w nieingerencji, w obojętności. Jest w tej postawie wiele
z asekuracji moralnej. Na pewno nie jest to droga prowadząca do dia­
logu, do kształtowania postawy „ J a — Ty".
Partykularyzm, podział na „swoich i obcych", podejście „ m y i o n i "
bywał — jak dowodzi historia i obserwacja współczesnego świata —
źródłem wrogości i zniszczeń. Tolerancja skojarzona z zasadą nieinge­
rencji nie jest wprawdzie konfliktorodna ani niszcząca, ale też nie
buduje więzi między ludźmi, nie poszerza horyzontów człowieka rozumie­
niem odmienności innych ludzi.
Współczesny świat powiązany jest wieloma nieodwracalnymi k o niecznościami. Jeśli więc przyszły ład społeczno-moralny globu ma b y ć
określany ludzkimi potrzebami, a nie s t r u k t u r ą międzynarodowego syste5 0

G a 11 u n g, Ornauer,
s. 576-577.
Tamże.
и

Wiberg, Conclusions,

[w:] The Images of the World...,

�O

NIEKTÓRYCH P R O B L E M A C H

IDENTYFIKACJI KULTUROWEJ

235

mu, to prowadzi do tego droga trzecia: dialogu, wzajemnego odkrywania
się i rozumienia, kształtowania podejścia „ J a — Ty". Ta formuła za­
pewnia bowiem urzeczywistnienie modelu jedności w pluralizmie.

Zbigniew Benedyktowicz, Danuta Markowska
ON S O M E P R O B L E M S O F C U L T U R A L I D E N T I F I C A T I O N
IN T H E PROCESS O F COMMUNICATION
Summary
The article contains the text of the paper presented at the I V Conference of
the World Future Studies Federation held in Cairo on 16-19 September 1978 on the
subject of "Communication and cultural identity in an interdependent world". The
authors survey the literature on aspects of anthropology, sociology and ethnography
connected with the problem of ethnic, cultural and group identification starting
with the thought expressed by E . H . Erikson that all questions concerning the fee­
ling of one's own identity (ethnic, cultural, personal and group identity) may be
reduced to one fundamental question: "Who am I ? " . The fact that this question
is being asked in many areas of human experience as well as the contemporary
renascence of a considerable number of anthropological studies connected with pro­
blems of "Culture Identity" ("Ethnic Identity", "Ethnicity", "Personal Identity",
"Sex Identity"), may be taken as an evidence, not only, of a universal need for
a self-definition, but also as a symptom of an identity-crisis in the modern world.
The authors review, further, the studies of the region of Polesie by J . Obrębski
where the ethnic self-identification of the local population was taking place on the
basis of contraposition of "our" — "foreign/alien" i.e. national consciousness and
a sense of national "belonging" were unknown and replaced by a feeling of self"homeliness". The basis for the sense of one's own cultural and group identity
was provided by the image (stereotype) of the foreign/alien groups in which
their otherness received primary emphasis. Further, it is characteristic that
the sense of one's own identity is not a matter to be reflected upon but, rather, is
self-evident within a particular group and, usually, does not need and does not
receive any articulation; instead, the image of foreign groups is placed first. The
image of one's own group is a photo-negative (frequently a "silent" one) of the
image of foreign groups. Deserving an emphasis in studies by J . Obrębski of the
mechanism, of identification in a traditional peasant culture and, requiring further
development in the light of Ericson's thought, is the fact that the answer to the
question "Who am I ? " is contained in the image of strangers/foreigners, is possible
thanks to them and represents a reflected image of others. I n this sense, the process
of identification is, by its very nature, part of the process of communication. The
answer comes, as it were, from outside. Self-recognition and discovery of one's
own identity are owed to others. The sense of one's own identity is the result of
a confrontation, of comparison with others. I n making a critical survey of the ap­
proach, so far, to problems of the stereotypes in the fields of sociology, psychology,
logic, the theory of cognition and particularly, of the approach representing the
positivistic tradition of overstressing the cognitive value of the stereotype, the que­
stion of its truth or falsehood, the empirical extent of their social circulation, the
authors propose a different perspective for studies which,- in their opinion, would
reveal the most significant features of the confrontation "ours" — "foreign/alien".
The features include, specifically, the fact that the contraposition "ours" — "fore-

�236

ZBIGNIEW

BENEDYKTOWICZ,

DANUTA

MARKOWSKA

ign/alien" has a contextual character and represents a category rather than a clas­
sification concept and further, that the contraposition of "our" — "foreign/alien"
may serve as a clasification only in result of the meaning with which it is endowed
by a concrete socio-cultural context. Since the category "our" — "foreign/alien"
may be placed in many differnt contexts and also because of the nature of the re­
lationship which the authors have studied between stereotypes ("Pictures i n our
heads" as Walter Lippman succinctly called them) and the symbol, the authors pro­
pose the adoption of a wide, historical and ethnological perspective which would
avail itself of the experience and phenomenological traditions of studies, of the
symbolic thought, of the tradition of reading and interpreting a symbol through
another symbol and of understanding concepts through other concepts. By revie­
wing, i n this way, in the anthropological literature the evolution of the category
"our" — „foreign/alien" with reference to such contrapositions as "humans — non-humans", "humans-animals", "Capable of talk — dumb" and i n the light of tenden­
cies to ascribe to "foreigners/aliens" daemonic and devilish attributes, to associate
them with the subterranean realm and the world of the dead or, alternately, with
representatives or harbingers of gods and with prophets, it becomes possible to
uncover, i n full, the roots of the stereotype of strangers/foreigners/aliens in the
deepest strata of language and of the mythological, and religious experience. Such
approach would lead to the perception of the deep, cognitiev values of imagery
about strangers/foreigners/aliens when it operates in the appropriate to it context
of symbolic thought which, in traditional cultures, orders the vision of the world.
The authors point to the danger associated with empty, stripped of their natural
context, concepts of foreigners/aliens which, in a camouflaged guise frequently
appear in international programs for the solution of world's problems, in the pro­
cesses of communication in the contemporary, interdependent world and, thus,
make permanent the approach based on the division "Us — They". I n observing
new events in the field of identification in the modern world such as, among
others, the phenomenon of cultural identification (whether imposed or consciously
chosen), by pointing to the richness of the experience of traditional cultures i n
the field of identification and in processes of communication (e.g. conscious main­
tenance of own identity in mutual, exchange and in communication), i n opposition
to the approach "Ourselves — Them", the authors set one based on "Me — You".
Similarly as one's own identity is found in contacts and in confrontations with
others, the understanding and the experience of the culture of other people po­
stulates a deep identification with one's own culture and an awareness of its past.
A n approach of this kind requires a well chosen program of upbringing and edu­
cation in which the reaction to otherness would begin with amazement and read­
iness to accept, where learning would not be a single, isolated act but, rather,
a ceaseless discovery or, better still, a continuing dialogue.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10616" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10594">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3490e7fd242fd28b9eb436230c8560f7.pdf</src>
        <authentication>1eb308192e6cf26be8ef499ed522ace2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126513">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2512</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126514">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126515">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2332</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126516">
                <text>"Najwyższym szczęściem dzieci ziemi jest jedynie osobowość" z Profesor Marią Janion rozmawiają: Zbigniew Benedyktowicz, Czesław Robotycki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126517">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.5-15</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126518">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew; Robotycki, Czesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126519">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126520">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126521">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126522">
                <text>Najwyższym szczęściem dzieci ziemi
jest jedynie osobowość"
z Profesor Marią Janion
rozmawiają: Zbigniew Benedyktowicz, Czesław Robotycki

Czesław Robotycki. Pani Profesor, pytając Panią o humani­
stykę, dzisiaj, chcielibyśmy zawrzeć w tym bardziej
szczegółowe
pytania: czy ma to być terapia - wobec na przykład New Age (w
którym także poszukuje się wartości wobec zagrożenia,
zagubie­
nia i niezrozumienia świata)? Czy ma to raczej być poznanie
-nauka dekonstrukcjonistyczna,
ironiczna, filozoficznie skom­
plikowana. Czy podtrzymuje Pani aktualność dawnego dylema­
tu. Innymi słowy: Jak uprawiać humanistyką u końca wieku ?
Zbigniew Benedyktowicz. Jak odnosi się do tego idea
"Bildung", do której odwołuje się Pani ostatnio. Jakie jest
miejsce idei ' 'Bildung''
w naszym ' 'lokalnym'' i ogólnokullurowym doświadczeniu.
Doświadczeniu
człowieka
masowego,
"człowieka bez
wyobraźni"?
Maria Janion. Zawsze pamiętam, że Schleiermacher, twórca
nowożytnej hermeneutyki, uważał, że możliwość nieporozu­
mienia jest powszechna i że hermeneutyka jest sztuką unikania
nieporozumień. Gadamer w Prawdzie i metodzie cytuje ważną
konstatację Schleiermachera, którego metoda ukształtowała się
wtoku tłumaczenia i komentowania dialogów Platona: „niepo­
rozumienie powstaje samo z siebie, a rozumienie musi być w
każdym punkcie pożądane i poszukiwane".To znaczy, że zaw­
sze istnieje przewaga nieporozumienia nad porozumieniem.
Nastawienie rozumiejące, słuchające, nie agresywne, zorien­
towane na indywidualność mówiącego, względnie autora, może
posługiwać się przeczuwaniem i zgadywaniem, ale zawsze
г najwyższą ostrożnością. Nie idzie jednak o jakąś pełną identyfikację. Utożsamienie i dystans muszą w postępowaniu hermeneutycznym zachować równowagę. Stąd wielka rola pośred­
ników, którzy jednak nie mają sobie uzurpować władzy kap­
łanów.
Postmodernizm - tak w ogólności rzecz biorąc - zakwestonuwał koncepcję „osobowości hermeneutycznej", osobowo­
ści mówiącego i słuchającego, która stanowi jakąś całość
'zawiera jakąś swoją entelechię. Postmoderniści traktują nieraz
osobowość jako scenę, na której występuje wielu aktorów,
'sranie rozmaitymi konwencjami np. w literaturze może być
Rumiane jako gra tych aktorów na naszej wewnętrznej scenie,
"aunian podkreśla, że „osobowość iście ponowoczesna wyróż" ię b r a k i e m t o ż s a m o ś c i . Jej kolejne wcielenia
'rnieniają się równie szybko i gruntownie, co obrazy w kalejdo­
skopie" Chodzi oczywiście o pewien „wzór kulturowy",
*°brębie którego „życie w tym świecie jest, jak i dawniej,
zdrówka - ale teraz jest to wędrówka bez wyznaczonego
la s

S°ry kierunku".Utrata centrum - niezależnie od tego, jakby
" Je rozumiało - wydaje nas na spotkanie „oko w oko
' Laosem". Tej konfrontacji człowiek ponowoczesny musi
' c stawić czoła, ale widząc dokoła „chaos nasz powszedni",
dy spytamy o związek tych poglądów ze współczesnymi
rami kultury masowej, to okaże się, że człowiek masowy jest
ekiem bez wyobraźni (w znaczeniu siły twórczej), ale też
c

e

W|

- i to bym zaakcentowała - człowiekiem bez osobowości.
Ortega у Gasset mówił, że to człowiek bez historycznej
odpowiedzialności i bez świadomości, co zawdzięcza umarłym.
C R . Ta nieświadomość
"zawdzięczania",
można powie­
dzieć, to brak świadomości dziedzictwa
kulturowego.
Maria Janion. Ale czy historyczna odpowiedzialność jest
konieczna? Nie można przecież wychodzić z założenia, że
trzeba bez ustanku, jak gderliwi rodzice, wypominać dzieciom
- w tym wypadku potomstwu demokracji, co zawdzięczają
pracowitym przodkom. Jest, jak jest. Ale czy współcześni już
tyle otrzymali w wianie, że nie muszą zupełnie zajmować się
sobą? I tylko konsumować, za pomocą elektronicznych środków
przekazu, to, co j u ż jest i tak ich własnością? Otóż tutaj uderza
mnie pewna tendencja, która pojawiła się w Europie, ale
również i w Ameryce. Kwestionuje ona starorzymską zasadę,
która stosuje się j u ż nie tylko do sportu, ale do wszystkich
działań człowieka: citius, altius, fortius - wyżej, szybciej, dalej.
Zauważa się, że człowiek może nie powinien tak wyłącznie
eksteryriozować się w ekspansji zewnętrznej, ale skupić się,
choć na chwilę, na sobie samym. Gadamer w cyklu wykładów
Aktualność
piękna mówi, że „wrastając w dzieło [sztuki]
wyrastamy ponad siebie". Jest to jednak inne wyrastanie niż
w rywalizacji technologicznej, politycznej czy militarnej. Jeśli
to walka, to jest to walka o wielkość duszy. Ale czy należy ją
komukolwiek narzucać? Może raczej tworzyć alternatywę dla
człowieka sterowanego przez kulturę masową.
Podstawą idei „ B i l d u n g " jest kształtowanie i doskonalenie
osobowości według sentencji Goethego: „Najwyższym szczęś­
ciem dzieci ziemi jest jedynie o s o b o w o ś ć " (to z Dywanu
Zachodu i Wschodu). Niektórzy moi studenci są skłonni sądzić,
że to jest tylko szlachetna gadanina, wzniosłe kłamstwo,
chytrzące się mnie więcej w ten sposób: w obliczu chaosu
i dezintegracji społeczeństwa trzeba „ratować kogo się da".To
znaczy przemawiać językiem Bildung - i może „ktoś się na to
nabierze". Ale tu następuje znamienny dysonans pedagogiczny:
językiem Bildung mówi się do elity, nie do ludu.
C R . Czy byłby to tylko zarzut wobec postawy pani profesor,
czy też mają własne rozwiązanie postawy ' 'Bildung'' ?
Maria Janion. Trzeba rozważyć to, co napisał Zygmunt
Bauman w Nowoczesności
i zagładzie o absolutyzacji społe­
czeństwa przez Durkheima - do czego to miało doprowadzić
- oczywiście, wraz z utopiami ładu i porządku. „Rasizm
- podkreśla - może działać jedynie w kontekście istnienia
planów doskonałego społeczeństwa i zamiaru realizacji tych
planów przy pomocy określonych ś r o d k ó w " . Zaś „rewolucja
nazistowska była lekcją inżynierii społecznej na ogromną
skalę".Inżynieria społeczna to skrajny rezultat Oświeceniowe­
go prymatu racjonalizmu, instrumentalizmu. nauki (oderwanej
od wartości), biurokracji i administracji. Inżynierię społeczną
traktuje Bauman jako „ogrodnictwo",zmierzające do idealnego
5

�ładu i oczyszczenia z wszelkich chwastów (przede wszystkim,
rasowo obcych, ma się rozumieć). Jednak nie bierze pod uwagę
tego, że - obok racjonalistycznego, przystrzyżonego ogrodu
francuskiego - istnieje romantyczny park angielski, pozo­
stawiający naturę w stanie swobodnym i dający szansę wyobra­
źni i marzeniu. „ B i l d u n g " może zmierzać do ogrodu francus­
kiego, ale może też być ogrodem angielskim. Ja byłabym za tym
drugim.
Bauman używa przecież określenia „jaźń moralna" czy
„moralność bez e t y k i " . Jego zdaniem, wskutek kresu „ery
etyki"jesteśmy świadkami początku „ery moralności " . „ L u d z i e
wrzuceni w społeczeństwo ponowoczesne nie mają poniekąd
ucieczki: muszą oni spojrzeć w oczy własnej niezawisłości
moralnej, a zatem własnej, nie wywłaszczalnej i nie zbywalnej,
moralnej odpowiedzialności". (Dwa szkice o moralności pono­
woczesne)). W książce o Holocauście Bauman za Levinasem
traktuje egzystencjalną odpowiedzialność za Innego (pomijam
w tej chwilil kwestię zasadności powoływania się na Levinasa
- bez uwzględnienia obecnej u niego metafizycznej sankcji)
jako istotną, pierwotną i podstawową strukturę podmiotowości.
„Korzenie moralności sięgają znacznie głębiej niż urządzenia
społeczne takie jak struktury dominacji czy kultury " . M o r a l n o ś ć
wyprzedza społeczeństwo. Lekcja Holocaustu uczy: „Nie ma
znaczenia, ilu ludzi wybrało moralny obowiązek, a nie rac­
jonalizm własnego ocalenia - ważne, że tacy b y l i " .
Co zaś do szlachetnego kłamstwa. Cytuję czasem czterowiersz Mickiewicza ze Zdań i uwag pt. Stopnie prawd:
Są
Są
Są
Są

prawdy, które mędrzec wszystkim ludziom
takie, które szepce swemu narodowi;
takie, które zwierza przyjaciołom
domu;
takie, których odkryć nie może nikomu.

mówi,

Czy są prawdy, których mędrzec nie mówi nikomu? Otóż
moim zdaniem, nie - jeśli bym miała przez to rozumieć (ale
zaznaczam, to nie jest zgodne z intencją Mickiewicza!) podział
prawd na te dla maluczkich i te dla wtajemniczonych. Niemniej
jednak kwestia się komplikuje, gdy weźmie się pod uwagę
powstający dylemat: „ B i l d u n g " a „transgresja". One nie dają
się tak łatwo pogodzić, ale jeszcze do tego powrócę.
Najogólniej rzecz biorąc, uważam, że uprawiam myślenie
w obrębie paradygmatu modernistycznego, nie postmodernis­
tycznego.
C R . Uważ.am, że postmodernistyczny myśliciel,
właściwie
rzecz biorąc, moim zdaniem, jest też modernistycznym
myś­
licielem. Uważam, że nie da się uciec, po pierwsze: od rozumu,
po drugie: od autoironicznej postawy. (Prędzej czy później to
drugie wróci do modernistycznego myślenia). Bo myślę, że to
w ogóle jest cecha stylu naszego europejskiego
uprawiania
refleksji nad człowiekiem.
Chciałbym zapytać Panią profesor,
co Pani o tym sądzi.' Bo moim zdaniem postmodernizm jest to
pewien rodzaj uprawiania gry.
Maria Janion. Ale, proszę pana, niech Pan zwróci uwagę jak
poważne jest zakwestionowanie pojęć całości, jedności, które są
decydujące dla myślenia modernistycznego. I „meta-narracja",
Wielka narracja już nie istnieje. Według Lyotarda człowiek
postmodernistyczny porusza się w świecie „małych narracji",
które nie muszą szukać uzasadnienia np. w hermeneutyce sensu.
„Funkcja narracyjna traci swoje funktory: wielkich bohaterów,
wielkie niebezpieczeństwa, wielkie podróże i wielki c e l " . T o
należy do kondycji postmodernistycznej, jak ją nazywa Lyotard.
Ale „krytyka c a ł o ś c i " też ma swoje walory i uroki. Tu
przypomnę, jakie znaczenie można przypisać doświadczeniu
(dekonstrukcyjnemu) Grassa. Grassa, który jest krytykiem
niemieckiej literatury, filozofii niemieckiej, a zwłaszcza ideali­
zmu niemieckiego. Pamiętam, jak na spotkaniu w Gdańsku,
które prowadziłam, Grass powiedział, że faszyzm oduczył go
6

wiary w wielkie ideały i prosił, by przy nim nie używać wielka
słów i nie odwoływać się do wielkich ideałów, bo on tego nj
zniesie. To mi dało wiele do myślenia, bo przecież w koń
w jakimś sensie sama się wychowałam na humanistyce niemie
kiej, bo to zaczęłam najwcześniej poznawać. Pierwsza inspirj
cja w czasie mych dojrzałych lektur wyszła od Stefana Żółkiew,
skiego, który zawsze mówił: Dilthey. „Dilthey, jako twórc
przełomu antynaturalistycznego" - każdy jego wykład od teg
się zaczynał. Więc ja rzeczywiście z Diltheyem się zapoznałam
przestudiowałam, potem z innymi twórcami humanistyki nie­
mieckiej , ale gdy skonfrontowałam to z Grassem, to zro­
zumiałam, że jest on pisarzem, który podważa wzniosłą całość
kultury wysokiej, tę całość idealizmu niemieckiego, która tak
bardzo mi się podoba i tak bardzo chcę z niej korzystać, właśnie
w taki sposób, że pokazuje jak - tutaj znów mówiąc najkrócej

e

Cl)

c

a

0

- posłużyło to, czy mogło posłużyć, jednak faszystowskim
nadużyciom. Z innej strony ujmuje to samo Tomasz Mann. To
w końcu Tomasz Mann mówi, że Niemcy doszli do zupełnego
rozdziału polityki od ducha. Tu wzlatywali z Schillerem we
wzniosłą czystą krainę ideałów, a polityka wiadomo to jest
brudna robota i trzeba w tym brudzie się unurzać, a potem
wznieść ku wyżynom. Brutalną karykaturą może być ten
Niemiec, który w czasie Powstania Warszawskiego rozstrzelał
mieszkańców całego domu, a potem każe wynieść fortepian na
podwórko i gra na nim. Ten oficer niemiecki jest niby
przedstawicielem kultury wysokiej. Muzyka, poezja, a jedno­
cześnie polityka zupełnie od tego oddzielona. To czego nie ma
w Polsce, bo w Polsce jednak jest przede wszystkim w naszym
romantyzmie zasadnicze uduchowienie polityki, myśl, że poli­
tyka musi być na usługach ducha heroicznego i moralnego
Chociaż teraz nie jest. Wczoraj [Rozmowę prowadziliśmy
w lipcu 1995 - przyp. redakcji] obejrzałam film o obaleniu
rządu Olszewskiego i tak sobie myślę, ale... duch gdzie.
Jakakolwiek figura ducha żeby była. Jedyne coś, co się tam
zarysowywało to „czyja Polska", no ale co dalej? Zapylać
„czyja Polska", to jest trochę za mało. Ja chcę się dowiedzieć
1

- może to anachroniczne pragnienie - o przeznaczeniu Polski
Rozmawiałam na ten temat z Jarosławem Markiem Rym­
kiewiczem, bo się zdenerwowałam, jak przeczytałam w £i
Librisie, na pierwszej stronie artykuł o przeznaczeniu Ameryki
No, powiedziałam, bardzo dobrze, ale ja chcę dowiedzieć się
czegoś o przeznaczeniu Polski. Na to Rymkiewicz mówi, tak,
ale do tego potrzebny jest prezydent, który wie, co to jest
przeznaczenie Polski. De Gaulle wiedział, co to jest prze­
znaczenie Francji. Ale pomińmy w tej chwili ten problem. To
tylko dygresja.
W r ó ć m y do kwestii całości. W jaki sposób została zakwes­
tionowana całość duchowa, którą stworzył idealizm niemiecki
Raz została zakwestionowana przez Tomasza Manna, który był
dziedzicem tego myślenia, ale umiał się do niego ironicznie
ustosunkować. I po wtóre przez Grassa, który też jest bardzo
ironicznym krytykiem kultury niemieckiej. Ale i melancholi
kiem. Jednocześnie jednak, jak to rozumiem, Grass usiłuje
tworzyć swoje całości, które są niesłychanie trudne do rozszylrowania między innymi dlatego, że posługuje się on metoda
nieprawdopodobnie szczegółowych opisów, które z pozoru, na
powierzchni, patrząc na pierwszy rzut oka, mogą spra* *
wrażenie chaosu. Ja nawet kiedyś mówiąc i pisząc o Blastoff
bębeneku utrzymywałam, że to jest hiperrealizm. To znaczy к
jest realizm, który już łączy się z fantastyką, bo ta rzeczyw °
którą on wytwarza, i która jest tak szczegółowo opisana, F
rzeczywistością fantastyczną. Dzisiaj się mówi, że GrassпаИ
do klasyki... Wiedzą Panowie, że on teraz wydał nową po*
Rozległa dziedzina, to jest nawiązanie do wypowiedzi staw
Briesta z zakończenia powieści Fontanego Effi Briest i J '
podobno niesłychanie skomplikowana powieść o zjednoczę
1

1

|Sl

1

1 0

L

�Niemiec. I proszę: pierwsza powieść o zjednoczeniu Niemiec.
Hjooni mają szczęście, ci Niemcy! Bo ja bym chciała, żeby u nas
powstała taka powieść po 89 roku. Gigantyczna struktura.
C.R- To pokazuje, jak potrzebne jest to, o co pani profesor
iągle walczy, mianowicie o ten rodzaj erudycji, właśnie ' 'Bil­
ing". Bo cóż może zrobić postmodernizm, bez tej wiedzy, którą
Qrass zakłada w przywoływaniu
dziesiątków autorów. A istnieje
Ki taka tendencja w postmodernizmie, obecna także pośród jego
sympatyków, że niepotrzebny jest bagaż erudycyjny...
Maria Janion. A jednocześnie oni igrają tymi słowami,
strukturami, ale traktują to tak niepoważnie.
Tymczasem wczoraj pani Joanna Konopacka, redaktorka
wydawnictwa, z Gdańska, które wydaje Grassa, powiedziała
itii. że wydawca przysłał wraz z powieścią Rozległa dziedzina
ogromne dossier, składające się z map Berlina starego, i nowego,
odwołań do poezji, cytatów różnorakich, które są wmontowane
niesłychanie misternie w tekst powieści Grassa. Pełno tam jakichś
aluzji historycznych, politycznych, poetyckich, literackich, bar­
dzo skomplikowanych. Stąd ta powieść może być takim swois­
tym dla tłumaczy komentarzem, dodatkiem do tego ogromnego
"materiału". Sławomir Błaut kiedyś mówił o tym, jakie miał
kłopoty przy tłumaczeniu Blaszanego bębenka... z kartami. Bo
tam gra w karty odgrywa wielką rolę i są takie rozmaite
powiedzenia z tym związane, a także mówił, jakie miał kłopoty ze
sztachetami w płocie, bo te sztachety, z. kolei, składały się
z różnych desek i trzeba było określić, jakie są te deski.
W przypadku znów Turbota opowiadał, że potworność jego pracy
nad nazwami grzybów nie da się z niczym porównać, bo tam jest
straszna z kolei ilość grzybów. I teraz, jakby ktoś powiedział: no,
co to jest? Czy to jest realizm? To jest realizm, który nie jest
realizmem samym dla siebie, tylko tworzy swoją symboliczną
całość. Jak się czyta te szczegółowe opisy, to one mają rezonans
symboliczny w całości dzieła, a nie jest tak, że poprzestajemy na
tych opisach, bo inaczej byłby to atlas grzybów.
c

z

z

C R . / książka
kucharska.
Maria Janion A to jednak jest powieść, opowieść na
dziewięć miesięcy ciąży.
I w związku z tym chciałabym uzupełnić odpowiedź na
pytanie: hermeneutyka a dekonstrukcja, bo to też padło w pańs­
kiej wypowiedzi o podstawowych tendencjach w poznaniu, we
współczesnej nauce. Proszę zwrócić uwagę, że jednak dekonst­
rukcja musi żerować na hermeneutyce. Dekonstrukcja czasem
rodzi się jakby wewnątrz hermeneutyki. Dekonstrukcja bada to
czego nie ma, co nie zostało powiedziane. Ale żeby wiedzieć,
czego nie ma, najpierw trzeba dokonać rozbioru tego, co jest,
a potem już dekonstrukcja może prowadzić swoją robotę. To
jest bardzo ciekawe, co robią niektórzy dekonstrukcjoniści, ale
iie trzeba udawać że oni są zupełnie autonomiczni, właśnie
niezależni, zwłaszcza od hermeneutyki. Jednak trzeba koniecz­
nie dodać, że postępowanie dekonstrukcjonistyczne zupełnie
пе przynosi rezultaty niż hermeneutyczne. Jak pisze Ryszard
Nycz: „Wyprowadzone na powierzchnię sprzeczne porządki
znaczeń wytwarzają nieodmiennie efekt niekonkluzywności,
^rozstrzygnięcia i dyspersji sensu, pozbawionego konteks­
t a c h granic".
1Г|

Z.B. Dla mnie stosunek studentów, do Pani projektu, do idei
bildung", ich niepokój, może być odbiciem ogólnej tendencji,
Zym pani profesor tutaj mówiła, co znajduje swój wyraz
'c Grassa, mianowicie: takiego rozczarowania światem wiel"] idei, czy kultury i historii, które się skompromitowały
i stąd
k&lt;łcego się lęku przed pedagogią
społeczną.
To widać
tyciu politycznym, gdzie się często gloryfikuje tego człowieka
tyólczesnego, czy człowieka masowego. I gdzie powiada się,
'e należy pouczać społeczeństwa,
że naród jest mądry, nie
'9' pouczać
wyborców...
•^ria Janion. No to jest niechęć do elit.
c

ro&lt;

Z . B . / tutaj wydaje mi się, że ten niepokój jest o tyle
nieuzasadniony przy tej postawie "Bildung",
do której Pani
profesor powraca. Dlatego, że Pani sposób odkrywania całości
i odkrywania wspólnoty wyobraźni idzie takim bardzo oryginal­
nym tropem. Chciałbym tu nawiązać do całego tego obszaru
odkrywanego przez Panią profesor w „Projekcie krytyki fantaz­
matycznej". Jest to obszar mający kolosalne znaczenie dla
poznawania wyobraźni zbiorowej, z jednej strony dla tej całości,
ale z drugiej jednak przez to, że prowadzeni jesteśmy
przez
Panią jakby bocznymi ścieżkami, tropami maskującymi
człowie­
ka. - Mam tu na myśli ten stale obecny w Pani
twórczości
motyw: człowiek nieczytelny, zamaskowany, skryty czy ukrywa­
jący. „Larvatus prodeo - idę zamaskowany. " - To jest bardzo
ciekawy nurt, dlatego, że w „Krytyce fantazmatycznej",
jak
i w inych swoich studiach, pani profesor w ten sposób obejmuje
i tę kulturę wysoką, wielką, i te różne fantazmaty, które były
w kulturze niskiej, masowej, popularnej, które w jakiś sposób
współtworzyły
człowieka.
To pokazuje najlepiej, że jedność,
całość nie muszą wykluczać
wielostronności.
Maria Janion. M o i niektórzy studenci są zdania, że nie ma
nic wspólnego między kulturą wysoką a kulturą masową, i że
trzeba je rozdzielić i nie zawracać głowy, bo to są próby
indoktrynacji.
Z . B. Ale przecież już samo doświadczenie
romantyzmu i ten
poszerzany wykład, który pani profesor prowadzi,
pokazuje
właśnie krążenie i jakby przepływanie
wielu treści
pomiędzy
kulturą niskiego i wysokiego obiegu, ich wzajemne przenikanie
się.
Maria Janion. Tylko wie pan, tutaj powstaje problem.
0 którym chcę jeszcze mówić odpowiadając na pytania panów.
Mianowicie: Czy kultura masowa ma formę? Jest to jednak
zasadnicza różnica między kulturą wysoką a kulturą masową. Ja
wiem, że kultura wysoka ma formę. I jeżeli chodzi o fantazmaty
to ona je przekształca, nadając im stosowną formę. Natomiast
czy kultura masowa wykorzystuje fantazmaty posługując się
formą? Świadomość formy jest moim zdaniem podstawowym
zagadnieniem pod koniec naszego wieku, w tym sensie, że się
zatraciła.
C R . A spójrzmy teraz na taki przykład:
Trwa moda na
działania
i teatry alternatywne, zgromadzenia
poszukujące
1 przeżywające
inną rzeczywistość.
Te wspólnotowe
doświad­
czenia kreuje się w oparciu o ludowy rytuał, ale jest on
najczęściej zlepkiem różnych tradycji, nie zawsze dobrze prze­
myślanym (wspólne żucie strawy, dziady, nabywanie
energii,
wspólne śpiewy). Co sądzi Pani profesor o takich praktykach
w perspektywie Jej refleksji o transgresji
- i jej zawsze
jednostkowym wymiarze i wysiłku?
Maria Janion. Wiele zjawisk we współczesnej kulturze
może na to wskazywać, że to jest głównie kultura ekspresji. To
znaczy tutaj ekspresję uważa się za kulturę i to zupełnie już
uczestnikom „ w y d a r z e ń " wystarcza. Natomiast kultura jednak
jest formą. I jeśli na nią spojrzymy w tym sensie-ja mówię w tej
chwili о к u 11 u r z e a r t y s t y c z n e j i l i t e r a c k i e j
- i zwłaszcza teraz, gdy jesteśmy świadkami ogromnej ilości
działań wydawniczych, wtedy trudno mi wyrazić zgodę na
nazwanie pewnych zjawisk w pełni kulturotwórczymi. Są np.
czasopisma, które proponują wymianę prywatnych fantazma­
tów na tej zasadzie: ty mi opowiesz swoje fantazmaty, ja ci
opowiem swoje i to będzie już pełnia kultury. Nie, bo to będzie
właśnie nadal tylko ekspresja. M o ż e ona nawet pełnić doniosłą
rolę terapeutyczną. To jeszcze nie oznacza jednak, że w ten
sposób zrodzi się kultura jako forma. I uważam też w tej chwili,
że decentralizacja, która nastąpiła w naszym życiu kulturalnym,
ten upadek centrum z którego tak się cieszył Janusz Sławiński
w swym artykule w „ K r e s a c h " i idące za tym obdzielanie
funduszami na kulturę, jeżeli one w ogóle jeszcze istnieją, na tej

7

�zasadzie: „bo to się dzieje na prowincji, a nie w Warszawie",to
doprowadziło do tego, że ukazuje się bardzo dużo najrozmait­
szych wydawnictw i pism, ale sama ich ilość nie zawsze może
tylko cieszyć, ani nie znaczy to, że tworzy się w ten sposób
znacząca jakość. Dostaję dużo tomików poetyckich, na przy­
kład, które są właściwie tylko ekspresją. One nie mają żadnej
formy, ci autorzy w ogóle nie stawiają przed sobą takiego
zadania, że kultura jest formą, i że trzeba mieć tego świadomość.
A jednak Warszawa jest centrum. M ó w i ę w sposób nieco
starożytny, ale w końcu od czasów Oświecenia bardzo wyraźnie
Warszawa stała się centrum. I tutaj lansowano pewną zasadę
formy, która była obroną przed grafomanią. I niech nikt mi nie
mówi, że dla klasyków warszawskich romantycy byli prowinc­
jonalnymi grafomanami, bo ci romantycy, na czele z Mic­
kiewiczem - terminowali „w szkole klasyków".Fe'rwor walki
zaciemnił fakty, które dziś bardzo wyraźnie widzimy. To nie
znaczy, oczywiście, że w Warszawie nie wychodziły grafomańskie rzeczy, ale jednak zawsze było grono osób, które wiedziało
co to jest forma. Weźmy współcześnie choćby taki przykład
- myślę tutaj o małżeństwie państwa Julii Hartwig i Artura
Międzyrzeckiego. Rozmaite rzeczy można o nich, o ich twór­
czości powiedzieć, ale to są bez wątpienia wybitni poeci formy
i jednocześnie jakiż ogromny jest ich wkład w zapoznanie nas
z poezją amerykańską czy francuską. Trudno nawet to wszystko
wymienić. Właśnie na ich pracy można się uczyć, co to jest
forma w poezji, kulturze. I właśnie to wydaje mi się zostało
zatracone w tej chwili gdyż bardzo często zaciera się różnica
między ekspresją a formą. Powie ktoś, że ekspresja z czasem
może stać się formą. A l e j a tego jeszcze nie widzę. Może sądzę
zbyt surowo, bo na moje narzekania, odpowiadają m i , że
przecież właśnie w tych środowiskach ekspresyjnych szerzą się
rozmaite rodzaje kultu, na przykład Hermana Hessego, czy
Carla Gustawa Junga i to jest dobrze dlatego, że ci uczestnicy
w ten sposób też kształtują swoją osobowość.
W pańskim pytaniu kryje się dla mnie bardzo ważne pytanie
dotyczące też kultury ludowej. Czy to jest jeszcze jakaś
alternatywa dla kultury masowej?
C R . Kultura ludowa w tym wymiarze folklorystycznym jest
przecież wyłącznie formą. Folklor bezformy nie istnieje, jest tak
skonwecjonalizowany.
M a r i a Janion. Ale jakże często wspaniale jest skonwenc­
jonalizowany. Pamiętam jakie na mnie wrażenie zrobiła an­
tologia poezji ludowej ułożona przez Przybosia. ta
.Jabłoneczka'', jak on cytował jako arcydzieło formy, to jedno zdanie: ...
zaraz, jak ono brzmi?...- ,, Jaś koniki poił, Kasia wodę brała, on
sobie zaśpiewał, ona zapłakała."
- I już. I koniec. Przyboś
uważał, że wszystko jest tu powiedziane i w taki znakomity
sposób. Ja jednak przeszłam też przez okres wielkiej fascynacji
ludem, bo byłam i w tym sensie romantykiem, i mówiłam o tym.
Z profesor Marią Żmigrodzką uprawiałyśmy kult ludu. Praco­
wałyśmy w redakcji „ W s i " . I przecież także w naszej książce
Romantyzm i historia pokazywałyśmy, jak romantyzm rozumie
lud i jakie jest znaczenie ludu dla kultury narodowej itd. Często
tragicznie to widziałyśmy. Tragicznie, bo miałyśmy w pamięci
trupa „ostatniego p o w s t a ń c a " , o b d z i e r a n e g o przez chłopskiego
pariasa w Rozdziobią nas kruki, wrony... A potem Solidarność,
ta pierwsza „ S o l i d a r n o ś ć " była wspaniałą epoką potwierdzania
się romantycznej wizji ludu, a nawet j u ż można było dojść do
tego, że i Krasiński zaczynał się podobać, chociaż tak nie
znosimy Przedświtu.
„ Z polską szlachtą polski l u d . " , - Ta
szlachta to była (miała być) inteligencja.
C R . / znowu wróciliśmy do tradycji
romantyzmu...
M a r i a Janion. ...Ale niestety j a musiałam się pożegnać
z kultem ludu. musiałam.
Kilka lat temu, gdy pani profesor Alina Witkowska, dla
jakichś swoich celów, czytała Romantyzm i historię, mówi mi:
8

„to jest bardzodobra książka, ale jak dochodziłam do ludu, d
tego, co wy tam o nim piszecie, to j u ż nie mogłam tego czy
л~\~ —:
л~ myślenia.
Л 1 — : „ r\
„i
i -o Co '
t a ć .»»" . Tт o„ dało
mi sporo do
O co chodzi?
sic
stało? Zresztą j u ż w dawnych czasach myśmy w Pracowni
Romantycznej I B L - u ułożyły niby ludową śpiewkę: „h p
hop! jestem dzielny, ludowy c h ł o p ! " i tak wyśmiewałyśmy jc
z tego. A jednocześnie podobał nam się romantyczny | j
Stało się jednak to, że ten „ l u d " , który myśmy sobie
wyidealizowały na rozmaite sposoby, jednak przekształcił się
w masę.
I w tej sytuacji Ortega у Gasset, jego refleksja zupelnj
inaczej nas ustawia wobec takiego stanu. Powstaje pytanie: czy
rzeczywiście trzeba się posługiwać tą demistyfikacją ludu, tak
jak j a panom teraz o tym opowiadam? Mnie się wydaje, że tu
jednak nie ma wyjścia, tu rzeczywiście nastąpiło przekształ­
cenie. I gdybyśmy chcieli teraz ów „ l u d " przerabiać w świado­
my naród, w takim sensie jak często się o tym mówi, to
musielibyśmy jednak przeciwstawić się kulturze masowej
i wytworzyć jakąś inną alternatywę.
0

0

S

U (

e

С R. Narazie ruch ludowy, jeżeli chce przekształcać sir
w naród to wraca do romantycznej wizji, do solidaryzmu
społecznego, do XlX-wiecznych
wizji...
M a r i a Janion. Ależ tak, i to do jakże mało ciekawych.
Przecież to, co tam się czasem formułuje, te hasła, sprawiają, że
ja myślę sobie o Petainie i o rządzie Vichy, bo - obok
paternalizmu dla robotników - dla chłopów jest „rodzina",
„ z i e m i a " , „ w ł a s n o ś ć " . Wiadomo co z tego wynika. To jest
bardzo nieciekawy program z punktu widzenia X X i X X I wieku.
A w jakim stopniu (i w jaki sposób) można dzisiaj oprzeć się
wpływom kultury masowej, ja nie mówię, że ograniczyć, ale
przeciwstawić się temu. To pytanie pozostaje otwarte.
Może „ l u d " j u ż od dawna był masą, tylko ja o tym nie
wiedziałam.
С R. Może właśnie za tamtą wizją kryło się romantyczne
narzucanie formy...
M a r i a Janion. M o ż e popełniłam falsyfikat?
Teraz, kiedy przed tą rozmową pan Zbyszek mówił mi, że
chcieli państwo, by w niej pojawił się i ten problem: literatura
a kultura ludowa, to j a się jakoś wstrząsnęłam na to. A przecież
Kazimierz Nowosielski, mój uczeń z Gdańska, napisał taką
ciekawą pracę Ryzyko obecności. Doświadczenie biograficzne
i powieść chłopska, ja nawet byłam promotorem tej rozprawy
doktorskiej, ale j u ż bez uczuć, bez głębszych uczuć mogłabym
o tym mówić. Nie wiem, być może na fakt, że teraz to tak
oceniam, wpłynął też upadek mitu Solidarności, odsłonięcie
wszystkich rozczarowań z powodu dzieła naszego, które się
obróciło przeciwko nam.
Z . B . Do tego upadku mitu przyczynił sie też i ogólny proces,
inwazja bardzo agresywnej kultury masowej.
M a r i a Janion. No więc właśnie, ale myśmy sami niejako to
stworzyli. M y ś m y walczyli o wolny wybór, wolny rynek
Walczyliśmy o wolny rynek marzeń i idei, a to stało sie
właściwie wolnym rynkiem dla kultury masowej.
Pytanie: czy rzeczywiście m y ś m y stworzyli coś, co obróciło
się przeciwko nam, to też jest kwestia dla mnie dosyć poważna
Bo mam w stosunku do siebie bardzo poważne zarzuty. ^
człowiek, który zawsze kierował się przeczuciem, że nad­
chodzące wydarzenia rzucają cień... Pamiętam, jak zobaczyła"
przedstawienie Dziadów Macieja Prusa w Gdańsku, jeszcze
przed „Solidarnością". Wtedy wygłosiłam mowę na tem
nadchodzących wydarzeń rzucających cień, bo czułam. *
Dziady Prusa staną się szczególną rzeczywistością. I stało srtNo a dlaczego nie wiedziałam, jakie nadchodzą zagroź ' '''
które j u ż rzucały cień na ,, S o l i d a r n o ś ć " . Intelektualista obo**
zany jest do krytycyzmu i to często skrajnego krytycyzm '
tym polega, w końcu, jego funkcja społeczna. Myślę, że dla l
1

1 11

11

�s

e

jalam ' porwać, że w moim wypadku, na moich oczach
j leśnił się mit romantyczny.
C.R. Niektórzy powiadają że po raz ostatni.
Maria Janion. Tak, po raz ostatni, ale j a to zobaczyłam.
pamiętam, gdy wygłaszałam referat podczas Kongresu Kul­
tury Polskiej, który został tak dramatycznie przerwany przez
tan wojenny, to jeszcze zdążyłam powiedzieć, że jestem
zcześliwa, jako badacz literatury romantycznej, bo właśnie na
moich oczach nagle zaczął się stawać romantyzm. Mówiłam
wtedy o symbolicznym języku „Solidarności",który, co cieka­
we, nie tyle był językiem symbolicznym wielkich romantyków,
małych romantyków. A trzeba pamiętać, że to zawsze była
moja specjalność: poezja w kraju między Powstaniem Lis­
topadowym a Powstaniem Styczniowym. To moja najściślejsza
specjalność: tylko w kraju i tylko między tymi powstaniami.
1 tylko poezja. I j a nagle zobaczyłam, że to jest żywe, że to się
dzieje na moich oczach, kiedy strajkujący na murach stoczni
napisali: „Bywaj dziewczę zdrowe, ojczyzna mnie w o ł a " . w i ę c
myślałam, że to szczęście, przeżyć coś takiego. Wtedy Wałęsa
tyl przywódcą charyzmatycznym, Wałęsa był mitem. I też się
lemu jakoś poddałam. Intelektualista nic może się na coś
podobnego porywać, na co j a się porwałam. To znaczy dać się
tak zafascynować romantycznemu mitowi w postaci „Solidar­
ności" i w postaci charyzmatycznego przywódcy. A potem
zacząć rozpaczać nad gruzami...
uC

£

s

Ten mit, ta wspólnota mityczna, która tak znakomicie się
utrzymywała jeszcze w stanie wojennym przy rozmaitych
krzyżach kwietnych, w kościelnych i cmentarnych manifestac­
jach, toż to zupełne Powstanie Styczniowe. Jednakże intelek­
tualista jest obowiązany wyjść ze wspólnoty. Popatrzeć na to
/boku, i zrozumieć co się szykuje. Jaki cień j u ż ogarnia te
wydarzenia. A tu był cień taki mianowicie, że jeśli mit stanie się
rzeczywistością, i to " r z e c z y w i s t o ś c i ą p o l i t y c z n ą " , t o oczywiś­
cie dojdzie do jakiegoś potwornego rozdźwieku. Do zderzenia
ж zwykłą, nie odświętną rzeczywistością. Nie można się tak
upajać.
Z.B. Ale z drugiej strony ten mit został dosyć
szybko
skrytykowany, z wielu stron obśmiany i zdestruowany.
Być
może, że był nadużywany nie do zniesienia, ale nastąpiła
dość
W/bka destrukacja tego całego etosu, także wątku martyrologiQtego, patriotycznego. Dosyć prędko dostał się w publicystycz­
ne kleszcze krytyki. I tutaj wydaje mi się, że występuje i takie
niebezpieczeństwo: pani profesor mówi, że intelektualista powi­
nien wyjść i dbać o dystans, ale czasami czyż nie wychodzi za
W», i nie posuwa się za daleko. Zresztą samo życie polityczne
społeczne tworzy taką krytykę, bardzo ogólną
tendencję
Чщисета tego garbu romantycznego, wygodniej jest.
Maria Janion. No tak, ale dlaczego jest wygodniej? Właśnie
dhtego, że mit romantyczny narzuca ogromne wymagania,
dlatego wygodniej pozbyć się ich. W końcu to, o czym j a
Myślałam cały czas, to ideał, że rządy „Solidarności" będą
*łaśnie spojeniem polityki i moralności, w tym najwyższym
sensie. Tak jak przyświecało to idealnej polskiej demokracji
(awsze.
C.R. W związku z mitem, może warto przypomnieć znów, takie
'•tkane spostrzeżenie
Ortegi у Gasseta. Ta sytuacja, że mit
^Ще nad rzeczywistością,
inna jest w społeczeństwie
arJO'Oiym, tak go nazwijmy, albo antropologicznie
klasycznym,
'" ' się zajmujemy. Ten mit jest tam jedyną
alternatywą,
Wstaw,
nową j dlatego jest on tam powtarzany, gdyż wśród
°sci życia nie było innych. W tej chwili zaś i w naszym
•ypadku: dużej ilości alternatyw i możliwości wyboru różnych
' ' cyjnych realizacji, dzieje się tak, że ten mit rzeczywiście
'Ze spoić tych wszystkich alternatyw. No i on wtedy musi
Zpaść, bo alternatyw jest za dużo.
Ma
a Janion. No to napewno, pan ma rację, bo pluralizn
1

n n

Za

r ,

w demokracji jest przeciwko mitowi. Ale gdyby z tego mitu
została zasada moralności (świeckiej) i polityki właśnie w tym
najwznioślejszym sensie o którym mówię, to ona by jednak
w jakiś sposób nas uratowała. Ja nie mówię, że uratowałaby mit,
ale uratowałaby prawdę, prawdę być może przeznaczenia
Polski.
C . R . Jeszcze chciałbym
wrócić, do tego artykułu w Ex
Librisie o społeczeństwie
amerykańskim,
zastanawiającym
się
jakie jest jego przeznaczenie, jaka jest jego prawda, i że tam
mówi o tym prezydent. W polskim romantyzmie i w polskich
tradycjach, jak sama pani profesor podkreślała nieraz w swych
studiach, zawsze poeta mówił o przeznaczeniu, o tym, jakie jest
nasze miejsce. Tutaj w tej chwili nie mamy tego.
Maria Janion. No tak, ale jednak prezydent Stanów Zjed­
noczonych, może się odwołać powiedzmy do Emersona i zacy­
tować go, i to jest coś. U nas się j u ż nie cytuje poetów, oni już
wypadli z języka politycznego zupełnie. To jest charakterys­
tyczne, jeżeli się weźmie pod uwagę format Piłsudskiego na
przykład, dla którego umiłowanym poetą był Słowacki. I ten
niesłychany przypadek testamentu Piłsudskiego, który był
utajony, a zawierał w sobie tylko informację, jakie cytaty ze
Słowackiego mają być wyryte na grobie: Matka, i Serce Jej
Syna, i o który spadkobiercy polityczni Piłsudskiego strasznie
się kłócili, bo przecież wyobrażali sobie, że tam jest napisane,
kto ma być jego następcą.
Ale właśnie, cobyśmy nie powiedzieli, Piłsudski rozumiał
czym jest przeznaczenie Polski między Rosją a Niemcami.
Widział je jako bezustanny wysiłek moralny, jako właściwie
najwyższy heroizm moralny, maksymalizm moralny. Można
0 nim powiedzieć rozmaite rzeczy i krwawo zapłakać nad
rozmaitymi jego posunięciami, ale trzeba jasno stwierdzić, że
nie czepia się go żadne podejrzenie o jakiekolwiek sprzeniewie­
rzenie grosza publicznego, czy jakiejś prywaty, czy czegoś
w tym rodzaju. W tym sensie Piłsudski realizował zasadę nie
oddzielania moralności od polityki, chociaż jednocześnie był
anty parlamentarny, trudno temu zaprzeczyć.
Z . B . Kiedy ta możliwość
wolnego rynku marzeń,
idei,
1 twórczości zaistniała, pani profesor udzieliła pewnego kredytu
zaufania dla różnych pism, środowisk,
a teraz dostrzega
niebezpieczeństwo,
jak pani powiedziała,
grafomanii. Czy pani
nie uważa, że jednak istnienie tych „regionalnych",
rozmaitych
środowisk literackich i kulturalnych poza centrum Warszawy,
może być ważne przy dochodzeniu do tego typu literatury, która
ujawnia i zapisuje różnorodność
doświadczenia
kulturowego,
lokalny koloryt małych ojczyzn (mamy już tego
przykłady:
„Pogranicze",
„Krasnogróda",
Śląsk, Gliwice,
"Opowiadania
galicyjskie",
Pomorze, Gdańsk, Warszawa, jest i białoruski
wątek). Cz\ nie prowadzi to na naszym gruncie do powstawania
takiego typu literatury z jakim spotykamy się i u Guntera
Grassa, gdzie ważny jest ten kulturowy konkret.
Maria Janion. N o tak, ale widzi pan, co jest potrzebne? Będę
się tu upierać. Do tego potrzebna jest forma. A przecież jakże
często pisarze nie wiedzą co to jest forma. Przysłano mi teraz
powieść, w której występują Gdańsk i Prusy Wschodnie,
Francja i Niemcy, to się dzieje przed drugą wojną światową.
Autor odwołuje się do tradycji Michela Tournicra, mówi
o Królu Olch. Przejrzałam, jest to bardzo szczegółowy opis,
w którym widać autor pokłada nadzieje. No bo jeśli tak Tomasz
Mann pisze, no i może Grass... Ale to jest właśnie problem, że
jest w tym sama szczegółowość, lecz nie ma żadnego od­
niesienia symbolicznego. Bo jeżeli czytam powieść i czuję, że te
wszystkie szczegóły mają jakieś swoje odbrzmienie w pewnej
symbolicznej całości, że w jakiś sposób ten szczegół gra
w czymś, co właśnie jest sensem lego tekstu, to zgoda. Ale jak
tego nie ma, to mi się nawet nie chce czytać, bo ani nie jestem
w stanie lego zapamiętać, ani przeżyć, doświadczyć. Być może

9

�jeszcze wykształci się ten pisarz, rozwinie. Niczego nie chcę
tutaj przesądzać, natomiast uważam, że brakuje edukacji, ale nic
takiej „ t e c h n i c z n e j " , bo tutaj nie chodzi o samą technikę
pisania, ale generalnie rzecz biorąc, o brak takiej edukacji, która
by u k a z y w a ł a - w głębokim sensie-co to jest forma powieści na
przykład, czy forma wiersza.
C R . To jest tak jak z. opisem etnograficznym, który jest tylko
opisem i brakuje mu koncepcji, odniesienia do pewnej teorii
i jest niezwykle nużący. I nas też to uderza, po co to robić? Skoro
jest to tylko wyłącznie taka etnografia, kolejny opis...
Maria Janion. Tak, albo taki typ historii, z którego Żółkiew­
ski zawsze się śmiał: „liczyć krowie ogony",to jest potrzebne,
ale z tego nie powstają te wielkie, porywające książki do
czytania dla większej publiczności. I dlatego uważam, że
ogromna jest rola i znaczenie edukacji, edukacji świadomości
humanistycznej. I „ K o n t e k s t y " też mogą odegrać taką rolę, ale
nie wiem w jakim stopniu docierają w ogóle do kogokolwiek.
Ktoś opowiadał m i , że chciał mieć ten numer, gdzie jest,
napisany z Marią Żmigrodzką, nasz tekst o Rousseau, i obleciał
nawet całą Warszawę, no i nigdzie nie ma... To jest jakaś
okropność. M y ś m y się znaleźli w stanie zakorkowania. Nawet
gdyby przyjąć tę myśl, że mielibyśmy oddziaływać na elity, to
musimy wychodzić z założenia, że jest jeszcze parę tych elit
gdzieś w jakichś innych miastach, do których „ K o n t e k s t y "
powinny docierać, j u ż nie mówiąc o Warszawie.
C R . Myje kształcimy przez, nasze uniwersyteckie
działania.
Na drobną skale oczywiście w porównaniu, jeśli w ogóle może
być tu mowa o porównaniu z tym, co pani profesor robi od lat.
Pani dokonania pod tym względem są ogromne.
Nieporów­
nywalne.
Z . B . Czy w idei "Bildung",
po pani studiach nad romantyz­
mem, a zwłaszcza wobec "Transgresji",
nie ma jakiejś
tęsknoty
za uładzeniem świata? W jednej z audycji telewizyjnej I,,Słowa
i twarze'': Obłoki Marii Janion) przywołała pani profesor swój
ulubiony dla siebie, tajemniczy wiersz o obłokach,
wiersz.
Czesława Miłosza "Obłoki".
Zacytowała go pani bez ostat­
niego wersu, tak jak on się sam w pani mówił od lat, - ,,bez.
pocieszenia"
- jak powiedziała
pani to wtedy. Czy teraz
w sięgnięciu i odwołaniu się do idei ' 'Bildung'' nie ma tęsknoty
jakiegoś powrotu do formy klasycznej i jednak
klasycystycznej
wizji? Chciałbym też zapytać o inne ważne dla pani lektury,
które kształtowały i wpłynęły na pani biografię
twórczą.
Maria Janion. Tak. to jest ważne i dla mojego dzieciństwa,
i dla mojej młodości - bo wtedy właśnie czytałam te Obłoki. To
było w czasie okupacji niemieckiej w Wilnie, i było dosyć
dziwne, że trafiłam na ten wiersz, widocznie miałam Trzy zimy
Miłosza, które były wydane w Wilnie w 1937 roku. Mogło być
i tak. że ten tomik był u któregoś z moich nauczycieli. Poza tym
czytałam stare numery „ A l m a Mater Vilnensis", czasopisma
Uniwersytetu i m . Stefana Batorego. Miłosz w nim też pracował
i drukował swoje wiersze, więc może stamtąd? Już nie pamię­
tam. W każdym razie, kiedy pani Małgorzata Baranowska przed
zdjęciami do filmu powiedziała, że napewno mam jakiś swój
tajemniczy tom poetycki, tajemniczą książkę, jakiś tajemniczy
wiersz, odpowiedziałam: tak, to są właśnie te „ O b ł o k i " , k t ó r e
mówią się we mnie już. przeszło pół wieku, słyszę ten wiersz
w sobie. Jest to bardzo dziwne, ale zdaje się bardzo wielu
ludziom to się przytrafia, że coś w nich mówi ciągle ten sam
wiersz.

się pod uwagę otoczenie, w którym się tego uczyłam. Dobrze
znałam łacinę, potem zaczęłam się uczyć greki w czasie
okupacji. Po wojnie nawet myślałam, że pójdę na filologię
klasyczną, do tego stopnia byłam antykiem zainteresowana. I
robiło na mnie największe wrażenie? Właśnie ta doskonałość
antyku, ta absolutna doskonałość i to przekonanie, że w Grecji
powstało coś niesłychanego, jedynego, godnego najwyższego
podziwu. Chociaż zauważałam, oczywiście - nawet w W i l j
okupacyjnym to było widoczne - że Niemcy, hitlerowcy
wykorzystują antyk, ale oni wykorzystywali przede wszystkim
antyk rzymski, ten rodzaj gładkości i monumentalizmu. Wy.
czuwało się jakąś pustkę, te kolumny, len typ propagandy
wzorowanej na wielkim Imperium Rzymskim. I dlaczego
wiersz Miłosza na mnie zrobił takie wrażenie? Dlatego, że by|
zupełnie czymś przeciwstawnym temu kultowi antyku, tej
doskonałości antycznej. Z tego wiersza dowiedziałam się
o czymś, co jest skażeniem natury człowieka. Bo tam jest mowa
C o

n

e

0 tym: - ,,/ wiem, że we mnie pycha, pożądanie / i okrucieństwo,
1 ziarno pogardy / dla snu martwego splatają posłanie, [...]
wtedy spuszczam oczy i czuję wicher, co przeze mnie wieje,
palący, suchy O, jakże wy straszne jesteście, stróże świata,
obłoki.'". - I pamiętam, że jakiś czas temu pytałam swoją
najdroższą przyjaciółkę profesor Marię Żmigrodzką, no dobrze,
ale co ja mogłam zrozumieć z tego wiersza wtedy. Przecież tam
mowa jest i o pożądaniu, i o kłamstwie, i o pogardzie, i o Bóg
wie czym, a ona mi na to odpowiedziała: a dlaczego już wtedy
koleżanki nazywały cię Napoleonem (bo ja jej kiedyś opowiada­
łam, że właśnie w dzieciństwie nazywano mnie Napoleonem).
I to dato mi dużo do myślenia. Właśnie, skażenie. Było to we
mnie. Ale proszę nie sądzić, że to jest skażenie grzechem
pierworodnym. Ja tak nie myślę. I może Miłosz też nie miał tego
na myśli. Ten wiersz, w moim przekonaniu, mówi raczej
0 dualizmie natury ludzkiej.
Z . B . Tam jest jeszcze taki motyw, w tym wierszu - może to za
mocne słowa - zakłamywania świata. To trochę przypomina i tę
sytuację, którą w odniesieniu do antyku podnoszą niektórzy
historycy sztuki, gdy mówią o oddalaniu się późniejszej sztuki
klasycznej, w tym i rzymskiej, od tej pierwotnej doskonałości, od
ideału, doskonałości
i prawdy jaki stworzyła
i osiągnęła
w sztuce Grecja. W wierszu padają znamienne słowa:" ...A
kłamstwa mego najpiękniejsze
farby zakryły prawdę...". To
znów motyw z pani późniejszej twórczości: świat jakby zamalo­
wywany, ta prawda jest ukrywana pod różnymi maskami, pod
rozmaitymi przebraniami, i to u pani profesor zaowocowało
szczególnie tropieniem ciemnej strony egzystencji ludzkiej. Do
czego zmierzam? Że szukanie u pani profesor jedności i całości
łączy się bardzo ściśle jednak z wyczuleniem na tę dwoistość,
dualizm, o którym pani mówiła przed chwilą. I dlatego nadal rue
mogę zrozumieć niepokojów pani słuchaczy, dlatego, że pa"
mówiąc o jedności i całości, ma wciąż na uwadze i ten dualizm1

Maria Janion. A gdy padło j u ż pytanie o ważne i znaczące
dla mnie lektury, to będą tu i lektury z okresu środkowego
1 trzeba przede wszystkim powiedzieć o ..Transgresjach
i o tym wszystkim, co j a czytałam do transgresji, czym się wted)
interesowałam, jak pracowałam na te transgresje. Studenci M
Uniwersytecie Gdańskim, bo przecież tam prowadziłam semi­
naria na ten temat, i tam w Gdańsku zostały wydane TransgK
sje, opowiadali mi, jak mówili między sobą, że znając problern
temat, zagadnienie, które chcieliby podjąć, i poszukiwał
literackiego wyrazu, mówili częstokroć tak: „ja nie wiem jest taka książka, ale trzeba przyjść do pani profesor i opo*
dzieć, że j a bym chciał albo chciała przeczytać taką ks'"^*
w której taki to a taki problem się pojawia i ona powie, gdzieJ
taka książka, i czy wogóle j e s t " . N o więc właśnie ja się
wyspecjalizowałam, w takim wyszukiwaniu potrzebnych
książek. Wtedy dla mnie szalenie ważnymi pisarzami byl'--'
cZ

A dlaczego wtedy zrobi! na mnie takie wrażenie, dlaczego go
zapamiętałam. Otóż teraz kiedy o tym myślę, to wydaje mi się,
że było to związane z. faktem, że przez swoich nauczycieli na
tajnych kompletach gimnazjalnych byłam wychowana w kulcie
antyku. Oni się z kolei nauczyli lego od swoich nauczycieli i to
tak szło przez stulecia w Polsce, len kult antyku, antyku
greckiego, bardzo chyba niezwykły, zwłaszcza jeżeli weźmie

10

ł

IŁ

e

�^jdać P° Transgresjach,
Gcnet i Balaille. Właściwie w każdym
(ornie starałam się. aby było coś Geneta i Bataille'a, Foucaulta.
pjDiiętam dużo osób mi mówiło; ''co ty chcesz robić, ty
jppnawiasz z ludźmi, którzy mają dwadzieścia lat. albo
j j z i e ś c i a d w a i mówisz do nich o strasznych rzeczach".-To
znaczy J
..straszne rzeczy" ujęłam w taki cykl, taką
sekwencję: " S e k s - S z a l e ń s t w o - Ś m i e r ć " (to jest to zresztą, co
poucault poznał na sobie samym, tego wszystkiego na sobie
samy doświadczył). - Dlaczego ty im to mówisz, to jeszcze
nieje P - ^ У У
' ' r o z m a w i a ć . " Aleja widziałam, że
i studenci bardzo dobrze wiedzą, o co chodzi i chcą o tym ze
rozmawiać, bo uznają, że to jest nawet najważniejsza dla
nich sprawa: s e k s - s z a l e ń s t w o - ś m i e r ć .
tfa

a

t e

m

st

o r a

а

0

1

т L

n

m

n i n i l

д teraz powróciłam do Wilhelma Meistra Goethego. Prowa­
dziła przez półtora roku wykład na temat Lat nauki i lut
gedrówki Wilhelma Meistra. Chcemy wydać książkę, która
będzie zawierała wykłady moje i pani prof. Marii Żmigrodzkiej
oraz dyskusje i referaty słuchaczy, doktorantów, takie dzieło,
które być może będzie nosiło tytuł: Goethe - lata nauki i lata
pedrówki, a j u ż mniejszymi literkami w podtytule: historia
Wilhel Meistra. Sięgnęłam więc do dzieła, które na pewno
nie jest dziełem transgresyjnym. Powróciłam właśnie ze wzglę­
du na ideę „ B i l d u n g " . Ale dlaczego? Po ponownej lekturze
Doktora Faustusa Tomasza Manna doszłam do wniosku, że
może rzeczywiście dylematem kultury europejskiej, pogoetheańskiej. jest dylemat humanizmu i demonizmu, i że Goethe
umiał jeszcze utrzymać równowagę między humanizmem
a demonizmem. Natomiast polem, ta równowaga jednak się
zachwiała na rzecz, oczywiście, pierwiastka demonicznego.
Ijeżeli teraz myśli się o budowie obrazu kultury integrującej, to
jednak trzeba sięgnąć do tak rozumienego „Bildung",jak to jest
u Goethego. Do tak rozumianej osobowości i do tej równowagi
między humanizmem a demonizmem jaka tam jest.
111

ma

To nie jest tak, że tam nic ma demonizmu. Tam jest
demonizm, ale on jest jednak zrównoważony. I Goethe był
nazywany „ b o s k i m " , dlatego, że on umiał te sprzeczne pier­
wiastki pogodzić. Stąd Wihelm Meister w twórczości i w kon­
stelacji wierszy Goethego jest dążeniem do kształtowania
osobowości, która zrównoważy pierwiastki humanistyczne
i pierwiastki demoniczne. I tak się już stało raz. w dziejach
ludzkości: Goethe to zrobił. To nie znaczy, że pojawi sie nowy
Goethe, albo ktoś będzie Goethem, wystarczy mi to, że ktoś
może uwewnętrznić Goethego, i w ten sposób będzie żył w nim
Goethe. I to j u ż będzie według mnie bardzo cenne.
Oczywiście, cały czas mówię, by nie wykluczać tutaj, broń
Boże, demonizmu. Nie wykluczać też światopoglądu tragi­
cznego. On jest obecny nawet w Wilhelmie Meistrze, są w nim
opowieści wtrącone i jedna z nich przedstawia człowieka
tragicznego. Stąd bierze się i powstaje dylemat, o którym j u ż
tyła mowa, jak to możliwe - tam „transgresja", a tu „ B i l d u n g " .
Nawet mogę jeszcze dopowiedzieć: tu nauczanie społeczne, atu
*iatopogląd tragiczny. I teraz sprawa komplikuje się jeszcze
bardziej, dlatego, że światopogląd tragiczny nie może być
światopoglądem „ m a s o w y m " , w takim sensie, jak coś takiego
fożna było robić z romantyzmem, z zachowaniami romantycz­
n i , prawda? A co można zrobić z tym? Zaproponować
światopogląd tragiczny? Komu? I dlatego można uważać, że
"tówię coś elicie, czego nie mówię „ l u d o w i " . Pyta się mnie
wobec tego, do czego chcę doprowadzić. Mówię więc, że
erudycją chcę doprowadzić do światopoglądu tragicznego. Ale
dycją, niczym innym, tylko przedstawiając tym, których
"•raczam, rozmaite sytuacje, rozmaite alternatywy, rozmaite
Możliwości, rozmaite myśli. Istotą światopoglądu tragicznego
jednak to o czym pan mówił - wspominając ów motyw
I °wieka nieprzejrzystego - jest ta nieprzejrzystość właśnie.
s

iru

,ul

aj od razu trafiamy na problem, o który pan pytał na

początku - co może znaczyć idea „ B i l d u n g " u końca wieku
i w naszym „ l o k a l n y m " doświadczeniu.
Otóż sądzę, że niekoniecznie wszystkich należy doprowadzać
do światopoglądu tragicznego. A l e wszystkim trzeba uświada­
miać nieprzejrzystość bytu i to uważam za jeden z pod­
stawowych problemów kultury europejskiej X I X i X X wieku.
Jednak proszę zwrócić uwagę, że wszystkie utopie, łącznie
z utopią Marksa, są oparte na dążeniu do przejrzystości.
Natomiast jednocześnie pojawia się podejrzenie o „organiczną"
nieprzejrzystość. I tutaj pan Zbyszek wspomina moje studium
Larvatus
prodeo, o Kasparze Hauserze, tym nieprzej­
rzystym człowieku, który tak tajemniczo pojawia się i tak
tajemniczo odchodzi. Ale proszę zwrócić uwagę, że nieprzej­
rzystość jest silnie zarysowana i obecna w polskiej literaturze.
Jest problemem Białoszewskiego. Ta nieprzejrzystość jest
także, moim zdaniem, problemem Gombrowicza. Ona jest
również, problemem Irzykowskiego w Pałuhie. I tutaj coś
ważnego znajduję dla mnie, w Pałuhie Irzykowski cytuje pieśń
Mignon z Lat nauki Wilhelma Meistra, kiedy ona śpiewa:
„pozwólcie mi się wydawać, zanim się s t a n ę " („Lasst mich
scheinen, bis ich w e r d e " - c h o d z i o anielskie przebranie i rychłą
śmierć Mignon). W y d a w a ć się. Stwarzać rozmaite pozory,
teatralizować się. Zanim się stanę. Oto świadomość teatralnej
nieprzejrzystości, która jest też traktowana jako konieczna po to.
żeby człowiek mógł się stać. Żeby mógł się rozpoznać.
Ale - powstaje pytanie - czy takie rozpoznanie jest możliwe?
I tu przerabiam i czytam wciąż na nowo Gombrowicza.
Przerabiam Białoszewskiego. Chcę przypomnieć, że tę prob­
lematykę podniosłam w rozprawie o Towiańczykach, pokazu­
jąc, jak oni się zmagają z demonem teatru. Pod koniec doszłam
tam do takiego wniosku, że byt nie jest przezroczysty; gdy tylko
istnienie przybiera postać zachowania, pojawia się teatralizacja.
Jeśli tak, to klęska T o w i a ń c z y k ó w (dlatego, że oni w końcu,
n i e c h c ą c y takie teatrum straszliwe urządzili, okrutne) nabie­
ra znaczenia czegoś nieuchronnego, nieusuwalnego, uniwersal­
nego.
Mówiąc o nieprzejrzystości bytu, nie neguję wcale tego, że
może jest czyste istnienie, takie, którego, na przykład, doświad­
czał Rousseau, jak to opisuje w Marzeniach samotnego wędrow­
ca, jak wypływał łódką na jezioro i tam słyszał tylko szum wód
słynny, ten sam, może, który słyszał Mickiewicz, i ten szum wód
był rytmem jego egzystencji, melodią jego istnienia. Tylko to.
Ale wydaje mi się, że to są tylko takie chwile. Bardziej chwile
jakiejś ekstazy, niemal mistyczne uniesienia. Natomiast poza
tym, czy nie jest tak, że jak się zachowujemy społecznie, to
natychmiast stajemy się nieprzejrzyści i się teatralizujemy?
Gdy tak mówię: „teatralizujemy s i ę " , to oczywiście myślę
0 Teatrze życia codziennego Ervinga Goffmana. To jest książka,
która zrobiła na mnie duże wrażenie. I to, uważam, jest bardzo
istotne właśnie dla antropologii kulturowej, taki typ zgłębiania
rzeczy. Bo jeżeli byt jest nieprzejrzysty, to jest to jakaś tragiczna
cecha naszej kondycji. A jak uznać, że jest przejrzysty, to wtedy
utopijnie wszyscy istniejemy naprawdę, utopijnie wszystko
widzimy naprawdę. To tak, jak Marks sobie wyobrażał: przej­
rzyste stosunki produkcji itd, i td... i wszystko wtedy jest jasne,
1 panuje ogólne szczęście.
C . R . A człowiek jest sumą układów
społecznych...
Maria Janion. Jeśli przyjąć prawdę o nieprzejrzystości bytu,
to tutaj pojawia się coś takiego, co można określić jako
ontologiczne nieszczęście człowieka. Dlatego w Transgresjach,
w jednym z tomów, w Maskach, zajęłam się
Człowiekiem
śmiechu Wiktora Hugo. To znowu powieść, którą czytałam
w dzieciństwie. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie, nie wie­
działam dlaczego. A potem do tego powróciłam j u ż jako
dojrzały człowiek, ale przerażony, bo jak wiadomo, powrót do
lektur z dzieciństwa jest taki niebezpieczny. Miałam już za sobą

�przygodę z Moim przyjacielem Meaulnes Alain-Fourniera. Jak
ja to przeczytałam w dzieciństwie, to zupełnie oszalałam
z zachwytu, a potem jak przeczytałam to mając lat trzydzieści
kilka, to szybko schowałam na dalsze półki, aby w ogóle o tym
nie wiedzieć. A tu teraz: Człowiek śmiechu. Co będzie? - Taka
próba lektury dojrzalej. Bo Gombrowicz miał rację, mówiąc:
" C z ł o w i e k i człowiek, ale w jakim wieku jest ten c z ł o w i e k " , t o
jest bardzo ważne, co on ma za sobą, co on ma przed sobą.
Przeczytałam więc tego Człowieka śmiechu dojrzale i zro­
zumiałam, że jest w nim coś wstrząsającego. Mianowicie to. że
człowiek śmiechu zostaje - jak panowie pamiętają - porwany
i podrobiony przez bandę złoczyńców, którzy wycinają mu na
twarzy wieczny grymas śmiechu, żeby bawił widzów cyr­
kowych swoją gębą. 1 on jest zamaskowany jak każdy człowiek,
a do tego jest podwójnie zamaskowany. A jednocześnie - oka­
zuje się oczywiście, że on pochodzi z Iordowskiej rodziny, jest
właścicielem wielkich majątków - i gdy przemawia w Izbie
Lordów...
C R . To jest to forma romantyczna...
Maria Janion. ...Tak oczywiście, to jest forma romantyczna.
- ...to wszyscy lordowie pokładają się ze śmiechu, kiedy on
mówi wielkie słowa. Patetyczne zdania o biedzie, nędzy,
krzywdzie itd. a tu gęba wykrzywia się w uśmiechu...- I niesa­
mowicie właśnie, Wiktor Hugo naciska romantyczny pedał
z całą siłą, i wydobywa dziki dysonans.
Ale być może to jest naprawdę ontologicznym nieszczęściem
człowieka: Nie to. że jest skażony przez grzech pierworodny,
tylko to że byt jest nieprzejrzysty.
C R . Ja zgadzam się tu z. panią profesor, ho też uważam że
człowiek sum siebie nie jest w stanie poznać i żyje - większość
bez - a niektóre postacie tragiczne - z. tą właśnie
świadomością.
Maria Janion. Tak, i te postacie tragiczne podejmują walkę
z przeznaczeniem. Podejmują wysiłek poznania losu. aten los to
jest właśnie nieprzejrzystość i teraz dowiedzieć się lego...
Straszna walka o poznanie swego losu zakończona zazwyczaj
katastrofą. Bo charakterystyczne, że bohater tragiczny poznaje
los w momencie gdy pada martwy, w ostatnim momencie
zrozumiał: A ! to było to! - Zrozumiał, że to był jego los, ale
niestety już dalej dla niego nic z tego nie wynika. Najwyżej dla
nas. Bo. jak mówi Nietzsche, tragizm oddawał hołd „odwadze
i wolności uczucia w stosunku do potężnego wroga, wzniosłego
potwora, problemu wzbudzającego g r o z ę " . Henryk Elzenberg
w Kłopocie z istnieniem cytował z Empedoklesa Holdcrlina
słowa, które uznał za elementarne:
Czvż wtedy nie mają
śmiertelni
Nic własnego nigdzie, i czy naprawdę
Straszliwość aż po serce im sięga ?
[...]
Być samym i bez bogów: to jest śmierć.
C R . Solidarność
1980 roku była kolejnym nawrotem do
romantycznych wzorców zachowań, symbolów i znaczeń. Ro­
mantyzm znowu podpowiadał sposób przeżywania historii i rze­
czywistości. Obecnie tzw. „Etos" został zdeptany i odrzucony.
Czy to ostateczny koniec romantycznego kanonu? Czy hasło:
zostawmy przeszłość historykom, zamyka zbiorowe poczucie
sensu i kultury?
M a r i a Janion. Odpowiadając po części na to pytanie,
chciałabym jeszcze zatrzymać się przy kwestii światopoglądu
tragicznego. Chciałabym zwrócić uwagę, że w Polsce może jest
ważne myślenie o tragizmie ze względu na to. co nazywam
ironią tragiczną w dziejach Polski. Mam tu na myśli to, co
pisałam w Życiu pośmiertnym Konrada Walenroda, że wszyst­
kie nasze wysiłki odnowy, wielkie i wspaniałe trudy odrodzenia
zostają obrócone przeciwko nam i popadamy w zupełną klęskę.
Tu zaczynani od Konstytucji 3 Maja i rozbiorów Polski,

12

a „Solidarnością" i stanem wojennym to się zamyka. I teraz j
ciekawe, że przez dłuższy czas mówiłam, że nareszcie i r j
tragiczna się skończyła, bo uważałam, że jest ona wynikiem
naszego położenia geopolitycznego. Że istnieje coś takiego
geografia tragiczna. To znaczy, to położenie między Niemcami
a Rosją. (Nie wiem czy panowie znają tę anegdotę. Ktoś tam
opowiadał, jak jechał taksówką na Kubie z przyjacielem
i rozmawiali po polsku, no i ten szofer kubański pyta: w jakim
języku wy rozmawiacie, oni mówią: po polsku. A gdzie leży t
Polska? Oni powiedzieli: między Niemcami a Rosją, na co on
o mało na drzewo nie wjechał, z wrażenia. Jak można!? Co§
takiego: znaleźć się między Niemcami a Rosją! Ale znają
przecież panowie ten słynny rysunek Mleczki, jak Bóg układa
świat: „A Polakom to ja taki żarcik urządzę..."). Rozumiałam
więc, że geografia tragiczna się skończyła. Bo Niemcy zjed­
noczone. Nie zagrażają. Rosja sowiecka upadła, więc najpierw
długo będzie się zajmowała sobą, zanim do nas przyleci, chociaż
jeśli chodzi o Rosję, to j a j u ż taka pewna nie jestem, czy będzie
zajmowała się sobą, czy nie dozna znów poczucia mesjanicznej
wizji niesienia swego „ d o b r a " na zewnątrz? Jarosław Marek
Rymkiewicz zawsze mi mówił: „ C o pani mówi. Pani Misiu,co
pani mówi! Przecież imperium żyje i tu przyjdzie, i pani musi
przygotowywać nasze społeczeństwo na lo, że imperium cały
czas myśli o nas i ono tu b ę d z i e . " A ja wtedy, w takim radosnym
nastroju trochę się ocuciłam, kiedy zobaczyłam omdlenie
Mazowieckiego podczas wygłaszania mowy premierowskiej.
To było jak omdlenie Kordiana przed sypialnią cara. Ironia
tragiczna chodziła po obrzeżach. Wyszczerzyła zęby w tym
momencie i dała nam znak. No więc, myślałam: tak, jednak
ironia tragiczna wyszła nachwilę, pokazała się i schowała. Noto
dobrze. Mazowiecki ożył i j u ż wszystko w porządku. - Ale jakie
wszystko w porządku?! Czy j u ż nie ma ironii tragicznej
w dziejach Polski? Teraz? Kiedy się okazało, co się okazało,
właśnie jeżeli chodzi o tzw. elity polityczne. Czy to byłaby
ironia tragiczna?
e s t

U n

a

a

Mnie się zdaje, i na tym może też polegać ironia tragiczna, że
wolność wyszczerzyła kły.
Bo wolność była, w końcu, naszym celem. Naszym najwyż­
szym dobrem. Cały czas, właściwie marzyliśmy tylko o wolno­
ści. Niedawno pewien Rosjanin powiedział: „przecież dla was
Polaków wolność jest dobrem samym w sobie, my w Rosji, to
jest w Euroazji, musicie o tym pamiętać, nie mamy takiego
pojęcia w o l n o ś c i . " I ja go rozumiem, j a go nie potępiam za to,
wiem też, że się męczyłam - i w czasie Transgresji i w stanie
wojennym - marzeniem o wolności. Ale gdybym się urodziła
w Bułgarii, - j a nie chcę tu, broń Boże, uchybiać Bułgarii - czy
w jakimś innym miejscu świata, być może, nie byłabym uka
chora od tego. Bo bym nie miała zakodowanego w sobie takiego
wzoru kultury. A to było marzenie o wolności. I teraz ta wolność
jakoś zbladła.
Na wakacjach będę czytała dwie książki, cudzoziemców, bo
cudzoziemcy czasem zobaczą to. czego my nie widzimy. Jedna
to Normana Davisa Serce Europy, a druga to Rogera BoysaWaj
prezydent. Być może będę mogła panom odpowiedzieć po tej
lekturze, czy to jest zemsta dziejów. Tego nie wiem, ale chyba
wszyscy się czują tak dojmująco przez tę wolność posiekam na
kawałki. Czy nie jest tak? Ja się niewymownie cieszę z braku
cenzury, możemy sobie opowiadać i to będzie wydrukowane
To są cudowne rzeczy, zupełnie cudowne. Ale jednocześni И
że nie możemy, nie umiemy rozprowadzić książek po Polsce
łych wspaniałych książek, tych czasopism. No to co to jest?T"
przecież jakaś straszna strona tej wolności, prawda? Bo to je
wolność hurtowników.
1

41

Z . B . Wolność hurtowników i tych idei hurtowych.
Gdy pani mówi o ironii tragicznej, światopoglądzie
$,
cznym, a wcześniej w swoich studiach, w kolejnych etap
!ra

a

�nazywała tę świadomość tragiczności egzystencji ludzkiej, to
' fiecież w tym jest mocna kontra i sprzeciw nie tylko wobec tych
\iei hurtowych, ale także wobec ogólnej wizji
człowieka
donist)'cznego w kulturze masowej, sprzeciw wobec człowieka
-owego,
który mówi, że te nieszczęścia wymyślają
intelekliści i nieszczęśliwi
ludzie.
Maria Janion. Świetnie pan trafia, też chciałam o tym
flówić- Bo tak jest rzeczywiście. Bo to, co my chcemy ludziom
w i a ć za pomocą kultury wysokiej, to jest świadomość
Istnienia. Mówimy: będziesz świadomie przeżywał swoje ist­
nienie, a na to słyszymy: ..A po co mi to? Ja nie chcę świadomie
przeżywać. Ja mogę mieć mentalność narkomana - (to nie
znaczy, oczywiście, że on koniecznie musi korzystać z nar­
kotyków) - j a nie chcę mieć świadomości istnienia. Chcę scbie
yć w pozorach i odurzeniu telewizją". Pragnie nie odróżniać
fikcji od rzeczywistości. Wspaniale opisywano u nas bezrobot­
nych - nie wiem czy panowie znają te reportaże - ideą
bezrobotnego bywa kupić sobie wideo i chodzić do wypożycza­
lni, potem oglądać cały dzień filmy. I to jest to życie narkotycz­
ne, zaspakaja głód obrazów, w często intensywny sposób. I ci
nasi krytycy, krytycy intelektualistów i pedagogii społecznej
pozornie mają rację. Bo dlaczego my mamy ludziom mówić
o światopoglądzie tragicznym, o tych nieszczęściach? Przecież
nie jesteśmy kapłanami, księżmi. Księża mogą im mówić, że
tutaj na tym padole łez... Ale my? dlaczego mamy im przed­
stawiać życie jako padół łez, jako nieszczęście ontologiczne, nie
dając im wizji tego wyższego drugiego, przyszłego życia.
Księża mówią: tutaj tak się męczysz, ale będziesz miał nagrodę.
A ja jaką mogę wskazać nagrodę? Światopogląd tragiczny nie
daje żadnej nagrody poza samym sobą, poza tym. że jesteś
świadomie.

kości, zachwycona, że mówi prozą, z podobną
nonszalancją
odnosi się niekiedy do dzieł klasycznej etnografii, tekstu, cytatu,
interpretacji, nie wnikając ani w autonomię, ani kontekst tych
dziel, przeciwstawiając
im, (szczęśliwie tej twórczości nie jest za
wiele) swoją,,prawdę
".Ale to tylko wtrcicam tak na marginesie.
C . R . Oczywiście, że ta tendencja we współczesnej
kulturze
rzuca się w oczy. Przede wszystkim to jest rozwój
całej
popularnej prasy, która niby podaje nam całą prawdę na
wierzchu poprzez plotkę, oszczerstwo, pokazując to „ intymne
Życie'', stosując podglądactwo,
które ma czytelnika
zaspokoić.
Maria Janion. Malowany ptak mnie bardzo interesuje m.in.
dlatego, że Kosiński wykorzystuje Biegeleisena, jego dzieło
0 medycynie ludowej. Te wszystkie wywody o ludowych
przesądach i sposobach leczenia pochodzą od Biegeleisena,
którego książkę o lecznictwie ludu polskiego poznał, gdy był
w Łodzi studentem socjologii u Chałasińskiego. To dosyć
niesłychana historia, jak Kosiński to spożytkował, przetworzył
1 co z tego zrobił.
Ale tutaj - skoro j u ż powiadamy o masowym odbiorcy
- wydaje mi się, że może być przejście między kulturą wysoką
a człowiekiem masowym. Takie przejście mianowicie, żeby
zorientować publiczność i społeczeństwo, że kultura jest mową.
Jeżeli w ten sposób sprawę postawimy, to okaże się, że może się
ona do czegoś przydać nawet człowiekowi masowemu.
Chciałabym się odwołać do pewnego zdarzenia, które mnie
bardzo poruszyło i bardzo zastanowiło. Kiedy byłam w szpitalu
i przychodził taki duży orszak profesora z wieloma lekarzami,
i oni pytali pacjentów jak się czują, jedna pacjentka mówiła:
bardzo dobrze, no i oni odchodzili i szli do następnego pacjenta,
potem wychodzili z sali, ona wybuchała płaczem, pytałam:
dlaczego pani płacze? B o j a się bardzo źle czuję! A dlaczego
pani tego nie powie? B o j a nie umiem, ja nie umiem powiedzieć,
Z.B. Zaskoczył mnie kiedyś optymizm pani profesor w pyta­
niach często stawianych o tę konkurencję między nową formą że się źle czuję, i jak źle się czuję, i o co mi chodzi.
I właśnie to cierpienie, to straszne cierpienie tej kobiety
kultury, opartą na obrazie a literaturą. Ze pani profesor nie
mdzi jednak tak tragicznie przyszłości
literatury, że jednak i innych, które jest niewymówione, nienazwane, niewypowie­
dziane, ale nie dlatego, że cierpienie jest w ogóle nie do
wierzy w literaturę.
wypowiedzenia, bo jest. Do pewnego stopnia przecież można
Maria Janion. Tak, ale jednocześnie stawiam sobie pytania,
o których mówimy. To znaczy uważam, że jest to taki proces jednak coś powiedzieć.
bardzo wyraźny: przejście od kultury słowa do kultury obrazu,
Ale kultura masowa tego nie robi. Kultura masowa nie uczy
co moim zdaniem, jest o tyle niebezpieczne, że szybkość
mowy, bo nie jest w stanie tego robić. Musi działać za pomocą
obrazów nie pozwala na namysł, na kontemplację.
uproszczenia. Zresztą ktoś m i powiedział, że mam rację w tym
C.R. / wbrew pozorom zabija wyobraźnię
kulturową.
spostrzeżeniu i tak to ujmując. Opowiadał, że obserwował
Maria Janion. Tak, oddala i likwiduje możliwość, że się
z bliska demonstrantów ostatnio, którzy wystąpili ze znanymi
skupię na czymś, samotnie, zastanowię.
hasłami: „Precz z Ż y d a m i " , „Precz z k o m u n ą " i na tym to się
skończyło. Kiedy się chciało z nimi porozmawiać, to się
Napewno jest to proces niebezpieczny, ale myślę, że się jakoś
okazywało, że właściwie nic więcej nie mieli do powiedzenia.
wyprostuje. Natomiast martwi mnie o wiele bardziej stosunek
A przecież wiemy, że to nie jest prawda. Oni mieli bardzo dużo
do literatury. Gdy na przykład poeta, i to taki poeta jak Miłosz,
do powiedzenia, ale nie potrafili sobie dać z tym rady i posłużyli
który wydał swoje Wypisy z ksiąg użytecznych, mówi o wierszu
się stereotypem. Powie ktoś, że może, właściwie, tłum tylko tak
Aloysiusa Bertranda, że owszem to jest dobry wiersz, ale
potrafi mówić...Ale j a bym okazała wielką niewiarę w człowie­
zanadto trąci literackością. Co to znaczy? Bo dobre są wiersze
ka, gdybym sądziła, że tylko do tego tłum jest zdolny.
krótkie, od razu przemawiające. W jakim sensie Miłosz to
roówi? Moim zdaniem, w takim, że przeciwstawia „ p r a w d ę "
Z.B. Skoro już mowa o „uczeniu mowy", to mnie się wydaje,
•literaturze".I to jest proces, który w ogóle moim zdaniem jest
Że dla twórczości pani profesor jest to niezwykle ważny motyw:
charaktery styczny dla współczesności.
mowa. Rozmowa, wydobywanie z kogoś (czy Z czegoś.tekstu)
mowy, nazywanie. Ze ważny jest ten kontakt
seminaryjny,
Proszę zauważyć, jakim powodzeniem cieszy się książka
stawianie, sprawdzanie pewnych hipotez. Czy to ma wpływ na
banny Siedleckiej Czarny ptasior, ohydna moim zdaniem,
pani pisanie?
Kosińskim. To jest ta prawda, prawda niby dokumentu, ale
• « przy tej okazji nie mówi o Malowanym ptaku. Nie traktuje
Maria Janion. Tak, oczywiście! Zresztą przypuszczam, że
4 go jako autonomicznego, zamkniętego dzieła literackiego,
jako człowiek piszący tak się właśnie ukształtowałam, że
które nie ma nic wspólnego z wymysłami pani Siedleckiej.
pisanie jest zwykle związane z moimi wykładami, że gdybym
nie wykładała, to może bym nie pisała, albo może bym nie pisała
rzeba to dzieło pokazywać i trzeba go doświadczać niejako, ale
w ten sposób.
fy nie mamy dobrej atmosfery, właśnie dlatego że podobna
"Prawda" zwycięża nad literaturą. Czy panowie nie odczuwają
Z.B. Postawiła pani tezę o wyczerpaniu się i końcu panowa­
^ j sytuacji w kulturze współczesnej?
nia paradygmatu romantycznego w kulturze polskiej. Co dalej?
Co może z tradycji romantycznej przetrwać,
zachować
się,
^•B. Ja to dostrzegam czasami nawet na naszym gruncie,
ocalić ?
Wczesnej etnografii, która mimo odkrycia swej przyliterac-

}

ne

tua

w m a

z

0

l e

13

�Maria Janion. M o ż e najpierw trzeba powiedzieć, że nie
wszyscy z moją tezą się zgadzają. Otóż pani profesor Kłoskowska postawiła mi zarzut, że niesłusznie mówię o paradygmacie
kultury romantyczno-symbolicznej jako o paradygmacie kul­
tury polskiej ostatnich dwustu lat. Argumentuje to w ten sposób,
że prowadziła badania nad czytelnictwem i z nich wynika, że
bardzo niewielu ludzi czytało romantyków. Ja na to odpowiedam, że wcale nie trzeba czytać romantyków, by móc uprawiać
zachowania romantyczne, by móc mówić (i myśleć) B ó g - H o nor-Ojczyzna, i żeby wiedzieć, jak i kiedy się układa krzyż
kwietny. To są zachowania wmontowane w naszą kulturę i nie
wymagają one lektury romatyków. To tak, jak kiedyś Wyka
mówił o egzystencjalistach w latach 50. w Paryżu, „bardzo
wielu widziałem egzyslencjalistów, którzy nie czytali Sartre'a",
bo nie trzeba było czytać Sartre'a, żeby być egzystencjalistą,
i żeby się tak czuć. Ale wtedy pada pytanie, że skoro zakończyły
się zachowania romantyczne, to jaki może być projekt kultury.
Nie mówię, żeby to był jedyny projekt kultury, bo czas jedynych
projektów j u ż się skończył. M o ż e być kilka tych projektów, czy
kilkanaście, ale jaki byłby ten mój projekt, jak powiadam,
projekt życia duchowego, na to starałam się odpowiedzieć,
mówiąc o ,,Bildung"i o cofnięciu się jeszcze przed romantyzm.
Ale jeżeli chodzi o sam romantyzm, to myślę, że my jesteśmy
w wyjątkowo dogodnej sytuacji, bo mamy wielką poezję
w Polsce, wielką i to od romantyków do dzisiaj. Nic mamy
dobrej powieści, tak dobrej, jak mamy dobrą poezję. Inni, na
przykład Czesi, mają bardzo dobrą powieść, a my mamy poezję.
I to rzeczywiście jest coś, co jest naszym skarbem, skarbem
jednak nieznanym, niewykorzystanym, właściwie zakopanym.
Nauczyciele mówią, że uczniowie w szkole oddychają z ulgą,
kiedy od poezji romantycznej, symbolicznej przechodzi się do
literatury pisanej prozą. Ale jeśli ma się laki skarb narodowy,
jaki my mamy, lo czy możemy sobie pozwolić na jego
zatracenie? Chodzi mi o to, że poezja jest w moim przekonaniu
najbardziej intymnym obszarem życia duchowego. Ona w naj­
większym stopniu pozwala rozpoznać to, co Josif Brodski
nazwał „kondycją własnego serca". Ze może poezja, jako
mowa, taka szczególna mowa polska, może ona ma jakieś
szanse. Ale powie znów ktoś, w kulturze masowej, jakie ona
może mieć szanse? Może, gdyby pojawił się reżyser filmowy,
który umiałby przerobić tę poezję na obrazy, ale nie tracąc też jej
słów, zrobić z tego filmy o poezji po prostu, tak jak robią to we
Francji, to może to by przeniknęła do świadomości.
C R . Mówi pani o filmie. Czy jednak język poezji sam sobą się
nie obroni, czy trzeba nadawać mu nową formę?
Maria Janion. Oczywiście, tak. T y l k o , co mam tu na myśli.
Kiedyś napisałam studium o tym, że poezja romantyczna jest
pierwszym wyzwoleniem wyobraźni i wskutek tego jest jakby
początkiem filmu. Poezja romantyczna jest bardzo bliska
wyobraźni filmowej. M o ż n a więc zachowując poezję, nadać
jej jeszcze i taką o b r a z o w ą formę. To by była wielka rzecz
w doświadczaniu poezji polskiej. Pamiętam jak pisałam
studium o tenorze Burgera, które było opublikowane w „ T e k ­
stach drugich" poświęconych problemom feministycznym,
pod tytułem: Panna i miłość szalona, i rozmyślałam o Lenorze
Burgera i o Ucieczce Mickiewicza. Przecież, jaki wspaniały
można byłoby zrobić film z Ucieczki Mickiewicza. Ta panna
szalona z miłości, po śmierci ukochanego wzywa go do siebie
i on do niej przychodzi, i p o r y w a j ą . I tu pojawia się ciekawy
motyw. Ktoś mi zwrócił u w a g ę , że lud żywi przekonanie, że
żałoba ma swój kres. A dziewczyna z ballady Burgera i potem
z wiersza Mickiewicza uważała, że m o ż n a rozpaczać bez
końca po czyjejś śmierci. Dziki galop umarłego j e ź d ź c a
(wszak „umarli szybko j a d ą " ) na czarnym rumaku, krótkie
a dwuznaczne rozmowy między przerażoną d z i e w c z y n ą a uko­
chanym, który okazuje się trupem, a kresem tej szalonej jazdy

14

ma być zapadnięcie się we wspólny grób, to sekwencja
wspaniałych obrazów.
Z . B . W romantyzmie, jak się podkreśla,
ważny jest moty^
znaczenia pamięci ludzkiej, świadomość łączności z przeszłoś,
cią z tymi co zmarli, ze światem niewidzialnym. Tu inozjiQ
upatrywać źródeł wizji człowieka, który jest w jakiś sposób
odpowiedzialny za historię. Ten indywidualny, egzystencjalny
wymiar pamięci ludzkiej, przenikając do niej, bardzo ściśle sit
Z. taką wizją łączy.
Maria Janion. Ale ta myśl też często pada na martwą gleb^
myśl o związku z przeszłością, czy z pamięcią, bo jak o tym
rozmawiam z młodymi ludźmi, to ich to nie interesuje, ani jako
problem teoretyczny, ani w żaden inny sposób.
Z . B . Ale z punktu widzenia tożsamości kulturowej to jest
chyba bardzo istotne.
Maria Janion. Ortega у Gasset mówi, że kultura europejska
będzie jak Piotr Schlemihl, który stracił swój cień, bo nie będzie
miała zmarłych u swego boku. Kultura musi iść ze swoimi
zmarłymi, my musimy iść ze swoimi zmarłymi, i to jest zupełnie
podstawowa rzecz dla nas ta świadomość, że oni są z nami. Na
tegorocznym zjeździe polonistów przemawiał profesor Ireneusz
Opacki i mówił, że właściwie wszystkie idee romantyczne
upadły, wszystkie po kolei; pokazywał, jak one były żywe
w poezji dwudziestolecia, u Wierzyńskiego chociażby, i w idei
wolności tragicznej, i w czasie wojny. Ale teraz nie ma śladu po
tym. Tylko - mówił - jedno zostało: groby, groby w kulturze
polskiej. Tc nasze groby na Sybirze, w Kazachstanie, groby
żołnierzy poległych w walkach na Zachodzie, groby w kraju. To
jest jedyne, co pozostało z romantycznego kultu wolności
i śmierci za nią.
Niejednokrotnie na lo zwracałam uwagę, że kultura polska
jest kulturą żałoby, odnawianej uroczyście raz do roku, i tutaj
miał rację Mickiewicz, kiedy pisał we francuskiej przedmowie
do Dziadów, że łączność między widzialnym a niewidzialnym
światem, żyjącymi a tymi którzy umarli jest istotnym rysem
kultury polskiej, a w prelekcjach paryskich omawiał tę cechę
jako znamienną w ogóle dla kultury słowiańskiej.
Z . B . W wielu rozmowach z panią podkreślano znaczenie,
jakie wiąże pani zainteresowania literackie z wątkiem północ]
w kulturze
europejskiej.
Chciałbym też przy tej okazji, od razu zapytać, odwołując sie
do Iwaszkiewiczowskiego
pojęcia "Podróży do Polski...", jak
w pani profesor doświadczeniu
i Jej biografii naukowej odcis­
nęły się: najpierw Wilno, potem Łódź, Gdańsk, Warszawa. C:}
te kolejne doświadczenia
w jakiś sposób wpływały na wizjf
osobistej mitycznej geografii. Czy ma pani taką swoją mityaM
mapę Polski?
Maria Janion. Na pewno bardziej cenię północ, ale tez
rozmyślałam: dlaczego? Gdy byłam w Gdańsku podczas uro­
czystości wręczenia mi doktoratu honoris causa, pytano mnie
dlaczego upodobałam sobie Gdańsk? Odpowiadałam: dlatego
że tam są mgły północy. A to jest część mojego fantazmatu- To
jest część tej nieprzejrzystości: „ m o ż e to jest t o " , „ m o ż e tojes'
tamto", „ m o ż e . . . " , „to jest niejasne".
Fellini to wiedział, i tak wspaniale umiał to pokaz*
niedawno oglądałam ponownie Amarcord i lak bardzo czekała na ostatni obraz, kiedy dziecko wychodzi do szkoły, i będzie
dziwna mgła, i przechodzi koło niego coś białego - może kro*
czy wół. I nie wiadomo skąd się to wzięło. To dziecko nikn^
mgle. Ale właśnie u Felliniego to było nie południowe,
Południc to Pasolini. Król Edyp.
Proszę pamiętać, że w Królu Edypie jest spotkanie Edyr
z Lajosem w pełnym słońcu, absolutny żar i wtedy dochodp
furiackiego zamordowania ojca przez Edypa. To się dziej*
rozdrożu i w samo południe. To jest ta straszna godzina Ь
jest godzina południa na południu, prawda?
1

a

�2.13. Ale tutaj pani profesor wychodzi poza stereotyp ,,sloneapego, pogodnego Południa",
nawet na tym
słonecznym
południu znajduje i widzi demoniczność, albo ,,północne
mgły''
I f ll i nie go!
Maria Janion. No, widzę, widzę. Trzeba przy tym pamiętać,
£ geografia mityczna nakładając się na geografię fizyczną
może być powodem zamieszania i kontuzji. Choćby wampir
pracula, niby mieszkał na Podkarpaciu, ale został stworzony
Anglii, więc to też domena jakby mitycznie północna, ta
Transylwania. Poza tym mgły też są w Nosferatu Herzoga.
wspaniałe mgły. kiedy odbywa się podróż do zamku, taka
inicjacyjna.
Pamiętam, jak po projekcji jakiegoś filmu odbywało się
spotkanie w Klubie „ H y b r y d " , p r o w a d z i ł je profesor Aleksan­
der Jackiewicz i j a mówiłam, czym są dla mnie mgły. a wtedy
pjlip Bajon, obecny na tym spotkaniu, bardzo mnie zbył
j powiedział: ..ach proszę pani, jak reżyser nie wie, co ma robić,
lo puszcza mgłę. tu nic więcej nie ma, pani się niepotrzebnie
dopatruje jakichś s e n s ó w . " Wydaje mi się, że jednak Bajon to
spłycił.
Aja mówię, że mgla. dla mnie, to jest znak i sygnał, że lo jest
świadoma nieprzejrzystość.
Natomiast w odpowiedzi na pytanie o zasadnicze punkty
iobszary miasta, to z. pewnością wpływały na mnie i jakoś mnie
kształtowały. Ale gdy pada pytanie: jak wyglądałaby moja
mapa, to muszę panu powiedzieć, że ja już nie żyję w miastach,
że to się już. skończyło. Już naprawdę mnie nie obchodzi ani
Wilno, ani Gdańsk, ani Łódź, ani Warszawa. Przeniosłam się do
jakiejś innej domeny. Dla mnie właśnie to było bardzo ciekawe,
co powiedział mi Jarosław Marek Rymkiewicz po obejrzeniu
filmu Obłoki Marii Janion. (w reżyserii Krzysztofa Bukows­
kiego; scenariusz napisali Marek Bieńczyk i Dorota Siwicka):
„wic pani, to jest film niesamowity, bo pokazuje egzystencję, ja
myślałem, żc to jest niemożliwe. Pani zawieszona w tej dziwnej
jakiejś przestrzeni wśród książek, pólek, tak pani błądzi, wciąż
czegoś szuka, jest pani właściwie jakby poza jakimkolwiek
miejscem, takim dokładnym, takim lokalnym. Tylko w takiej
zawieszonej przestrzeni z k s i ą ż k a m i " . Na innych natomiast
wrażenie robiła część filmu Melancholia, gdzie nic nie mówię.
e

C

w

С

«Wt^UlwivV&gt;f«0

. s V ^ i t ,

*

tylko chodzę, błądząc po mieszkaniu też w jakimś bezczasic
i jakby poza miejscem.
Z.B. Pani powiedziała,
że panią i pani myślenie
"ratuje
troche literatura"(nie
bez humoru, oczywiście,
jest
to."
trochę"), czy nie jest tak. że i miasto, wspomnienie miasta ze
szczegółami
- chciałoby
się powiedzieć
- „jak u Biułoszewskiego", może dostarczać tego konkretu i oparcia w myś­
leniu?
Maria Janion. Ale w stosunku do miasta, jak i w tych
szczegółach nie ma dla mnie już dawnego symbolicznego
odniesienia. Niektóre szczegóły mi czegoś dostarczają, ale wie
pan w taki osobliwy sposób musiałam pomyśleć, że dowiedzia­
łam się o „historii dla B i a ł o s z c w s k i e g o " . Nie wiem, czy
pamiętają panowie, "Gazeta Wyborcza" opisała to dokładnie,
jeden leśniczy wstał rano i patrzy, że idą pod lasem lwy. a nie byt
pijany, potem przetarł oczy i widzi, że jakby nie, ale potem
patrzy i widzi, że jakby idą te lwy, no i widzi pan, to jest właśnie
" d l a B i a ł o s z e w s k i e g o " . na tym to polega, Białoszewski by lo
opisał, że ten człowiek zobaczył, jak idą tc Iwy, potem
- parafrazuję Gombrowicza - patrzy bliżej, jakby chart, patrzy
bliżej, jakby pekińczyk, ale patrzy jeszcze bliżej, jakby do wilka
podobny, a też do jamnika, no i tak... na tym to polega. Ja
właściwie w tym swoim miejscu ciągle wyświetlam sobie takie
obrazy, słowa, oczywiście: patrzę, patrzę... no jakby tak... i tyle.
C R . / wtedy pani profesor przywołuje raczej postaci literac­
kie, autorów, ten typ skojarzeń, nie tak jak inni właśnie, miejsca
miasta, w którym żyją cale życie, pamięcią dawnego miasta.
Maria Janion. Ja bardzo sobie to cenię i lubię ludzi, którzy są
tak, w dalszym ciągu, bardzo zakochani we Lwowie i mówią, że
jest najpiękniejszy, lubię tego słuchać i to mi odpowiada, ale jak
padło to pytanie, to sobie pomyślałam: ja j u ż nie żyję w mias­
tach, coś mi się stało. Coś takiego może się zdarzyć. Nic'.'
Warszawa, lipiec

******

W * * * ,

1995
Opracowała

Danuta

Benedyktowicz

^y^ivy

tKCtWC

\

tf*ufc*

г * * * ^ ,

Z kajetu prof. Marii Janion. Wiersz „Obłoki" Czesława Miłosza

75

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10233" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10211">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a40855aa9d684e3b600d6d301b48b87c.pdf</src>
        <authentication>41dbc04836085fe39b9291ddf7083762</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121640">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3185</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121641">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121642">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121643">
                <text>"Drewniana historia" Mikołaja Zagórnego" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121644">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4, s.267-272</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121645">
                <text>Berendt, Elżbieta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121646">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121647">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121648">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121649">
                <text>Elżbieta Berendt

„DREWNIANA HISTORIA" MIKOŁAJA Z A G Ó R N E G O

rolnik,

na d t i ' y i opowiada. O wojnach, k l ę s k a c h i z w y c i ę s t w a c h , ale t e ż

szewc, cieśla, i d z i a ł a c z s p o ł e c z n y . Od p i ę c i u lat t a k ż e r z e ź b i a r z

Mieszka w Ligocie k . Oleśnicy. Mikołaj Z a g ó r n y —

o codziennej pracy i ś w i ę t o w a n i u . O swoim ż y c i u , w k t ó r y m ,

i k r o n i k a r z swoich c z a s ó w . D l a z w i e d z a j ą c y c h

jest

życzliwym

p r z e w o d n i k i e m po swojej „ d r e w n i a n e j h i s t o r i i " . Sam t a k n a z w a ł
ten

zespół

kilkudziesięciu

w najlepszy

drewnianych

figur,

zo znanych sobie s p o s o b ó w ,

poprzez

relacjonuje

które,
historię

w ł a s n ą i Polski.

powszednimi.

Jest

szczególnego. W y j ą t k o w y ,
Tak

naprawdę

rzeźbić

jednak

w

jego

życiorysie

ze
coś

niepowtarzalny" z w i ą z e k z drewnem.

zaczął

p ó ź n o , ale

drewno wciąż

było
T

W w y s o k i m , p i ę t r o w y m d o m u jeden p o k ó j n a l e ż y t y l k o

do

Na, ś c i a n a c h

zawieszono o s z k l o n ą r e p r o d u k c j ę „ O s t a t n i e j wieczerzy" i k r u c y ­
Uwagę

to zwykle b y w a , s p l o t ł y się sprawy wielkie i wzniosłe

obecne w jego m y ś l e n i u i d z i a l a m u . Ceni! je zawsze. W r ó w n y m

niego. P o k ó j t y p o w y w u m e b l o w a n i u i w y s t r o j u .
fiks.

jak

zwykłymi,

przykuwa jednak

zaimprowizowana

naprzeciwko

wejścia —. galeria. Poszeregowani na p ó ł k a c h , zabezpieczonych

s t o p n i u w ó w c z a s , gdy z a m i e n i a ł jo w t r z o n siekiery, p r z y c i n a ł
na, de*ki, j a k i wtedy, gdy

mozolnie d o b y w a ł z niego k s z t a ł t

kolejnej k a p l i c z k i czy postaci — ś w i a d k a h i s t o r i i .
U r o d z i ł sio we wsi Nowosiółki

(Tarnopolskie), Jego ojciec

g o s p o d a r z y ł na !) morgach. M a t k a — k r o j c z y m , obszywala c a ł ą

c i e n k i m d r u t e m , s t o j ą t u , na przeznaczonych sobie miejscach:

wieś, p r z y u c z a j ą c

sześciu N i e m c ó w , trzech Ż y d ó w , p i ę c i u w ó j t ó w , pięciu u ł a n ó w ,

siostry p o m a g a ł y w gospodarstwie, on wcześnie zmuszony b y ł

młynarz,

mini-sukieiikach,

dziewczęta.

Cztery

p r z e j m o w a ć o b o w i ą z k i ojca. Męską o d p o w i e d z i a l n o ś ć za r o d z i n ę
odczul już w w i r k u 12 l a t , k i e d y ojciec poszedł na w o j n ę . Dzie­

poszczególne

w

wiejskie

rolnicy,

kolejno

kobiety

krawiectwa

T

L e n i n i r e w o l u c j o n i ś c i , P i ł s u d s k i , P a p i e ż i G e n e r a ł . Gospodarz
wyjmuje

weterynarz,

do

Delikatnie

przeciera

c i ń s t w o miał

m i ę k k i m p ę d z e l k i e m , aby u z y s k a ł y w ł a ś c i w y p o ł y s k .

postacie

Wskazuje

obowiązki.

więc k r ó t k i e i лгуpolmały go zgoła, nio dziecinne

Ale

już

wtedy

modelował

po

kryjomu

zabawki,

267

�3

2

I I . 2. Kobieta

z międlicą,

w y s . 39,5 c m ; i l . 3. Marszalek

najpierw w cieście i smole, p o t e m w drownie —

najchętniej'

Piłsudski,

w y s . 37 c m

"miał d o b r ą . M i e s z k a ł a w s ą s i e d z t w i e i o d dziecka z d a w a ł a się

k a r a b i n y , szable. Ojciec, k t ó r y d o r a b i a ł j a k o cieśla, sam k i e d y ś

b y ć m u p r z e z n a c z o n ą . W n a r z e c z e ń s t w i e w y r z e ź b i ł nawet dla

w y r z e ź b i ł konie. S t a ł y w d o m u obok p o r t r e t u Cesarza Franciszka

niej k a r e t ę . Wypowiedziane przed B o g i e m i l u d ź m i sakramentalne

J ó z e f a . R z e ź b i a r s k i e p r ó b y syna t r a k t o w a ł jednak j a k o n i o u ż y -

„ t a k " — złączyło ich losy na dobre i z ł e . O n — c h ł o p a k praco­

teczną zabawę.

w i t y i szanowany we wsi, ona —• dziewczyna z nieco z a m o ż n i e j ­

M i k o ł a j u k o ń c z y ł c z t e r o k l a s o w ą szkolę p o w s z e c h n ą , p r o w a ­

szej r o d z i n y . Po p i ę c i u latach p r z y s z ł a na ś w i a t c ó r k a .

Żyli

d z o n ą przez siostry ze Zgromadzenia S i ó s t r Miłosierdzia. T a m

z dnia na d z i e ń . Ż e b y nie t r a c i ć k o n t a k t u z drewnem założył —•

wpojono m u szacunek do h i s t o r i i . D o dziś p o t r a f i

wymionić

wraz ze szwagrem i k i l k o m a c h ł o p c a m i ze w s i — z e s p ó l ciesielski.

kolejnych k r ó l ó w polskich, z p a m i ę c i recytuje austriacki h y m n ,

Pracowali dobrze i fachowo więc ludzie c h ę t n i e ich n a j m o w a l i .

rozpoczynający

R o b o t y n i g d y i i n nie b r a k o w a ł o .

zajęcia

szkolne.

Bardziej

jednak

od

wiedzy

k s i ą ż k o w e j ceni t ę , k t ó r ą d o s t a r c z y ł o m u życie. Po u k o ń c z e n i u

W

s z k o ł y t e r m i n o w a ł u szewca. W t y m zawodzie p r a c o w a ł , z przer­

września

w a m i , przez około 15 l a t . W y k o n y w a ł go solidnie, ale bez przy­

p o s t e r u n k u na skraju lasu. P o d o b n y los s p o t k a ł c a ł y o d d z i a ł ,

jemności. Wcześnie

o d k r y ł w sobie u m i o j ę t n o ś c i modelowania

drewna. Tej refleksji
użytkowy

można

to warzysz y ł a n a s t ę p n a , że k s z t a ł t czysto

wzbogacić

zdobnictwem.

Dekorował

1939 r o k u

wybuchła

w o j n a . Z m o b i l i z o w a n y •— j u ż 8

t r a f i ł do niewoli. N i e m c y zabrali go z

wysuniętego

o k r ą ż o n y przez wojska niemieckie. W r a z z i n n y m i
przerzucano

żołnierzami

go z miejsca na miejsce, przez cztery tygodnie.

więc

Ż y w i l i się p o z o s t a w i o n y m i na polach b u r a k a m i . Czasem o d g ł o d u

o t a c z a j ą c e go n a r z ę d z i a i s p r z ę t y . W y r z y n a ł k w i a t y na kosiskach.

r a t o w a ł y i c h k a w a ł k i chleba zrzucane z b a l k o n ó w K i e l c , Często­

Tkwiła w nim jakaś

c h o w y na p r z e j e ż d ż a j ą c e ,

„ c h c i w o ś ć " do pracy. N i e m ó g ł

przejść

o b o j ę t n i e kolo drewna. K s z t a ł t o w a ł jo j u ż w m y ś l a c h . W y r z y n a ł

o d k r y t e samochody

z jeńcami.

Po

tej t u ł a c z c e wysiano i c h na r o b o t y do Niemiec. Pracowali na

r a m k i do o b r a z k ó w , a p r z y pasieniu k r ó w k o n s t r u o w a ł

proste

farmach, dzieleni na g r u p y n a r o d o w o ś c i o w e . Z a g ó r n y z a c h o w a ł

m ł y n y - z a b a w k i , wprawiane w r u c h przez p r z e p ł y w a j ą c ą

wodę.

zdjęcia z n i e w o l i . Z pudelka po czekoladkach w y j m u j e s k r z ę t n i e

Nie

obserwował

przechowywane, p o ż ó ł k ł e j u ż fotografio — niemieckie d o ż y n k i ,

p r z y drogach, w swojej wsi i we wsiach s ą s i e d n i c h , o k r e ś l a j a k o

miał skąd

czerpać wzorów.

upozowany z kolegami w k o n w e n c j i dawnej f o t o g r a f i i ; on sam

„ p a r t a c k i e — j a k b ą d ź zrobione". O b s e r w o w a ł p r z y r o d ę . Ż y ł

pod drzewem, w c y w i l n y m u b r a n i u . To zdjęcie p r z e s ł a ł do d o m u .

j a k i n n i , c h o ć zawsze j a k b y więcej b y ł o w n i m wrażliwości, za­

W t e d y z w o l n i o n y b y ł j u ż z b e z p o ś r e d n i e g o dozoru. A l e nawet

chłanności,

wyobraźni.

wybierając

zajęcia,

Twarde

Kapliczki,

życie

które sprawiały

które

próbował

przechytrzyć

m u przyjemność,

a

więc

w tej wojennej poniewierce drewno w k r o c z y ł o w jego
P r z y j ę t y z o s t a ł do p r a c y j a k o p o m o c n i k stelmacha.

życie.

Ulubiony

zwiq,zane z obróbką, drewna. Z r y t m u codziennej pracy w y r w a ł a

m a t e r i a ł z a p e w n i ł m u t y m razem lżejszą p r a c ę , nieco

go w o j n a polsko-radziecka. Jako

do

ż y w n o ś ć , więcej wolnego czasu i swobody. T ę s k n o t a za r o d z i n ą ,

czterech

n i e p o k ó j o g o s p o d a r k ę nie d a w a ł y m u jednak spokoju. Postano­

osiemnastolatok

poszedł

wojska. N i e b r a ł jednak u d z i a ł u w w a l k a c h . J u ż po
m i e s i ą c a c h p o w r ó c i ł do d o m u .

W jego wsi c h ł o p c y z a k ł a d a l i r o d z i n y zazw3'czaj po powrocie
z wojska. O n z d e c y d o w a ł się na to dopiero w w i e k u 26 l a t . Ż o n ę

268

lepszą

wił s y m u l o w a ć c h o r o b ę . W y p i ł s p o r z ą d z o n y przez k o l e g ę w y w a r
z esencji t y t o n i o w e j .

B y ł skuteczniejszy niż z a m i e r z a ł .

„Przez

p ó ł r o k u g ł o w a m i się k r ę c i ł a . " J a k o niezdolny do pracy, o d e s ł a n y

�z o s t a ł do d o m u . W k r ó t c e m i a ł tego ż a ł o w a ć .

W rodzinnej wsi

p o w s t a ł a p u s t k a , k t ó r e j nie m o g ł a w y p e ł n i ć , p o w i ę k s z a j ą c a

N i e m c y w y z n a c z y l i m u f u n k c j ę furmana. Najgorsze b y ł y karne

stopniowo,

ekspedycje.

k a p l i c z k i , j a k je nazywa „ p r z y o z d o b y na ś c i a n y " . R ó ż n e .

To

wtedy

obserwował

jak

cale wsie, m o r d o w a l i ich m i e s z k a ń c ó w .

Niemcy

palili

Mógł b y ć

domy,

tylko

mil­

rodzina

córki.

Zaczął

rzeźbić.

Początkowo

się

są

to
Raz

jest to Pan Jezus, k i e d y indziej Św. B a r b a r a lub Św. R o d z i n a .

c z ą c y m ś w i a d k i e m , więc z t y m w i ę k s z y m z a c i ę c i e m opowiada

Najczęściej

0 t y m teraz, poprzez r z e ź b ę . Czasem jeździł do p o w i a t u . W i d z i a ł

w c i ą ż ten sam schemat —• s t o j ą c e j na k u l i ziemskiej, z r o z ł o ż o ­

tam

j a k h i t l e r o w c y ł a d o w a l i l u d n o ś ć ż y d o w s k ą na

samochody

1 w y w o z i l i na miejsce zbiorowych s t r a c e ń .
W t y m czasie z a c z ę ł y się p r z e ś l a d o w a n i a l u d n o ś c i polskiej

j e d n a k M a t k a Boska. W

jej w i z e r u n k u

powtarza

n y m i r ę k o m a i ł a g o d n y m u ś m i e c h e m na t w a r z y . W z o r u j e się na
stojącej

w rogu

wyrobu,

k t ó r ą kilkanaście lat temu ozdobił własnoręcznie

pokoju

starej,

gipsowej figurze

fabrycznego
wy­

przez b a n d y u k r a i ń s k i e . W obawie o życie swoje i r o d z i n y po­

k o n a n ą o b u d o w ą . Część kapliczek p o z o s t a w i ł w stanie s u r o w y m .

stanowił wyjechać.

Te, o solidnej k o n s t r u k c j i ,

Część d o b y t k u z a ł a d o w a ł na

pięć

wozów

i k o r z y s t a j ą c z t r a n s p o r t u kolejowego d o j e c h a ł do wsi Ł ę k a w i c a

z w i e ń c z o n e u g ó r y k r z y ż e m —. na­

w i ą z u j ą do p r a w d z i w y c h kaplic m u r o w a n y c h . Z d o b i ą je dodat­

k . T a r n o w a . T u , na wysiedleniu, spędził d w a lata. W rodzinnej

k o w o stylizowane o r n a m e n t y r o ś l i n n e , z a t k n i ę t e

wsi z o s t a w i ł d u ż e gospodarstwo, d o m y solidno, pod b l a c h ą , ale

liście palmowe. I n n e — p o s t a ć M a t k i Boskiej o t a c z a j ą t y l k o p ó ł ­

k i e d y po wojnie nie m ó g ł j u ż t a m p o w r ó c i ć , p o j e c h a ł do L i g o t y ,

k o l i s t ą linią czerwonych, ż ó ł t y c h i niebieskich k w i a t k ó w .

śladem, wcześniej

daleko d o m u Z a g ó r n e g o , w Ligocie, stoi t a k a kapliczka. K a m i e n ­

już

tutaj

osiedlonej, siostry. O d

początku

w

podstawę
Nie­

w ł ą c z y ł się w p r a c ę s p o ł e c z n ą . L u d z i e u f a l i m u , więc powierzali

n y słup z m e t a l o w y m k r u c y f i k s e m u g ó r y i k o l o r o w y m obrazkiem

i c z y n i ą t o n a d a l —• odpowiedzialne f u n k c j e :

M a t k i Boskiej Bolesnej za

przewodniczącego

s p ó ł k i w o d n e j , k o m i t e t u sklepowego, k o m i t e t u

mleczarskiego,

szkłem. Jak

w rzeźbie

Zagórnego

t a k i t u t a j zapobiegliwe r ę c e ludzkie — dla uczynienia jej p i ę k ­

k o m i s j i rewizyjnej. P o d c h o d z i ł do tej p r a c y z n a j w y ż s z ą p o w a g ą .

niejszą,

Poukładane

o t o c z y ł y obrazek w i e ń c e m z u p e ł n i e p o d o b n y c h chociaż sztucz­

l e ż ą w szafie u r z ę d o w e

d o k u m e n t y , rejestry.

o s o b n y m p u d e ł k u —• ordery, łącznie z n a j w y ż s z y m i ,
wymi. Podziękowania,
pełnionym

teczkami,

dyplomy. W
zamknięte

30

państwo­

p l a s t y k o w y m pudle,
lat

gospodarnego

T u , na Ziemiach Zachodnich, Z a g ó r n y p o c z ą t k o w o

W
wy­

życia.

szewcował,

p r a c o w a ł na r o l i , b y w a ł o , że w z o r o w a ł a się na n i m c a ł a wieś.
A l e t r u d n i ł się r ó w n i e ż ciesiołką. M ó g ł b y w s k a z a ć
takich

domów,

p r z y budowie k t ó r y c h

uczestniczył.

kilkanaście
Wykonał

nych,

godniejszą,

dla

plastykowych

wyrażenia

kwiatów.

Ta

własnej
sama

wdzięczności

urokliwa

—•

prostota,

l u d z k a s z c z o d r o ś ć , k t ó r a t e m u co u k o c h a ł a daje wszystko, co
najpiękniejsze

— k w i a t y i k o l o r y . N i c dziwnego, że

kapliczki

Z a g ó r n e g o cieszą się t a k i m powodzeniem. I to nie t y l k o we wsi.
K u p u j ą je przyjezdni,

znajomi.

Ś l u b y u p a m i ę t n i a Z a g ó r n y prezentami ś l u b n y m i . P o d
manym

przez

parę

młodych,

dekoracyjnym

trzy­

obramowaniem,

t e ż k i l k a , do dziś u ż y w a n y c h , w o z ó w . D l a proboszcza w Smolnej

z w i e ń c z o n y m u g ó r y napisem — „ S z c z ę ś ć B o ż e m ł o d e j parze" —

wyrzeźbił

kominiarz.

półtorametrowy

ołtarz,

przedstawiający

wizerunki

M a t k i Boskiej i Pana Jezusa.
W 1982 r o k u u m a i ł a jego ż o n a . Od 16 l a t częściowo niespraw­
na,

sparaliżowana

po

wylewie.

Tak

w i ę c na

straży

małżeńskiego

szczęścia

stoją

p o s p o ł u B ó g i , p o t r a k t o w a n y t r o c h ę serio a t r o c h ę z p r z y m r u ­
W

życiu Mikołaja

I I . 4. Młynarz

i Żyd,

Zagórnego

ż e n i e m oka, zabobonny s y m b o l powodzenia.
N a j w a ż n i e j s z a jednak, r ó w n i e ż dla r z e ź b i a r z a , jest d r e w n i a n a

w y s . 39 c m ; i l . 5. Papież

i Jaruzelski,

wys. 39,5

cm

269

�6
I I . 6. Wójt

gromadzki,

w y s . 33 c m ; Polak

i Ukrainiec,

H i s t o r i i drewnianej towarzyszy ta druga spisana na komen­

historia. Życie p o w t ó r z o n e . M ó w i , że sam l u b i p o p a t r z e ć na te
r z e ź b y . I dla niego s ą p r z y p o m n i e n i e m minionego czasu, k t ó r y

tujących

przecież o d m i e r z a ł jego los a dziś ś w i a d c z ą o n i m j u ż t y l k o ,

czenia

zamknięte

m i n i protestem

w

gablotach,

muzealno

eksponaty.

Opowiadając,

w y s . 38 c m

j ą metryczkach. U j a w n i a z a s k a k u j ą c ą

wydarzeń.

Któż

z nas

mógłby

logikę

wyjaśnić

tłuma­

zanik

mody

t ę g i c h k o b i e t , a p r z e c i e ż zniewoleni j e s t e ś m y

nawet g d y wybiega w bardzo s z c z e g ó ł o w y opis p r z e ż y ć w ł a s n y c h

p r o s t o t ą tego w y j a ś n i e n i a . Przekonuje nas do niego w i d o k

i

histo­

zasmuconej, k t ó r e j k r ó t k a s p ó d n i c a o d s ł a n i a grube, n i e k s z t a ł t n e

ryczne. Jest to jednak t a historia, k t ó r ą t r u d n o b y ł o b y n a z w a ć

uda. U ś m i e c h a się s t o j ą c a obok, zadowolona, bo s z c z u p ł a . U ś m i e ­

rodziny, przywołuje

jednocześnie

znane

wydarzenia

tej

p o d r ę c z n i k o w ą . F a k t y w a ż n e m i e s z a j ą się w niej z refleksjami

chamy się m y — o b s e r w u j ą c y te f i g u r k i . U ś m i e c h a , się ich autor.

całkowicie

Jego to t a k ż e b a w i . L u b i z a d a w a ć z a s k a k u j ą c e p y t a n i a , obserwu­

osobistymi.

Powtarzane

w

niemal

niezmienionej

postaci p r z y k o l e j n y c h w i z y t a c h , w y w o d y te s p r a w i a j ą w r a ż e n i e

je,

gotowej f o r m u ł k i . N i e w ą t p l i w i e to wszystko z o s t a ł o

o d c z y t u j e m y intencje. T a k j a k w przedstawieniu niemal iden­

dokładnie

czy w y k a z u j e m y d o s t a t e c z n ą

spostrzegawczość,

właściwie

p r z e m y ś l a n o , opis u z u p e ł n i a r z e ź b ę , t a k a b y nio p o z o s t a ł o miejsca

t y c z n y c h postaci Polaka i U k r a i ń c a . „ K t ó r y Polak, k t ó r y U k r a i ­

na n i e d o m ó w i e n i a ,

niec — p r o s z ę z g a d n ą ć ? " — w p r o s t zwraca się do nas z polece­

jakąkolwiek

niejasność.

Gdzieś u

podstaw

tej relacji o d n a l e ź ć m o ż n a z a w ó d doznany w kontakcie z i n n y m i ,

niem o d g a d n i ę c i a n a r o d o w o ś c i , rozszyfrowania j e m u wiadomej

k t ó r z y nio p o t r a f i l i r o z s z e r z y ć granicy swojego poznania. W t y m

wiedzy

ukrytej w

b r a k u wiedzy, o g r a n i c z o n o ś c i m y ś l e n i a w i d z i p r z y c z y n ę

dobrze

ich życie i zwyczaje.

nieporozumień,
w

chociażby

tego,

że p r z y b y s z ó w

ze

wielu

wschodu

Ligocie do dzisiaj nazywa się U k r a i ń c a m i . T ł u m a c z y

więc,

z nimi, przyjaźnił

wyglądzie

się, ale p r z e ż y ł

także

tragedię

poznał
przecież

konfliktów

i z b r o d n i . Miał nawet d w ó c h s z w a g r ó w U k r a i ń c ó w . N i o , popra­
wia, R u s i n ó w . „ W p r z ó d y
roku

b u d z i jego osobiste d o ś w i a d c z e n i e . O n j e d n a k

sam

sąsiadował

że P o l s k i nie b y ł o 280 l a t , cierpliwie wyjaśnia, w z a j e m n y u k ł a d
zainteresowanie

On

długo

p o m i ę d z y ludnością polską i u k r a i ń s k ą . Oczywiście

największe

zewnętrznym.
Tak

to oni b y l i R u s i n i , dopiero po

zaczęli b y ć U k r a i ń c a m i . "

Z tych wspomnień

1918

pozostała

nie t y l k o p a m i ę ć o o d m i e n n y m ubiorze. T a m t e p r z e ż y c i a wzbo­

c h ę t n i e j k r e ś l i wizję tej h i s t o r i i wielkiej — wyselekcjonowanej

g a c a j ą jego w n ę t r z e . A l e w r z e ź b a c h

i u p o r z ą d k o w a n e j , według własnego pojmowania.

uwagę

na

zewnętrzne

Z a g ó r n y zwraca, właśnie

a t r y b u t y przypisane

człowiekowi.

Tak

w y g l ą d a ł u l a u , t a k dziedzic, a t u k k o b i e t y do 1910 r o k u nosiły
„ S t r u g a n e l a l k i " s ą upozowane, o s z c z ę d n e w ruchach, usta,wione najczęściej

frontalnie, rzadziej p r o f i l e m .

O ż y w i o n e jego

wodę.

Zmieniają

się

przedmioty

towarzyszące

człowiekowi,

w y z n a c z a j ą c e jego s p o ł e c z n ą f u n k c j ę . Jest w t y m j a k i e ś zapa­

o p o w i e ś c i ą nagle, ja,k w t e a t r a l n y m s p e k t a k l u , z a c z y n a j ą odgry­

trzenie w t ę , ja,kby w t ó r n i o n a ł o ż o n ą ,

w a ć swojo role. Chocia,ż m o ż e m y m i e ć w ą t p l i w o ś c i , czy to one

Twarze s ą raczej schematyczne, bo t e ż nio ono m a j ą

czy i c h a n i m a t o r jest w n i m g ł ó w n y m a k t o r e m . Jest tego chyba

n a s z ą u w a g ę . Historia, Z a g ó r n e g o to historia c z ł o w i e k a i rzeczy,

n i e ś w i a d o m y , bo p o c z ą t k o w o pozostawia nas sa,m na, sam z r z e ź b ą ,

а raczej człowieka w ś r ó d rzeczy. N i e są, to k o n k r e t n e

p o z w a l a j ą c na swobodne d o m y s ł y — w ł ą c z a się dopiero dostrze­

j a k k o l w i e k one b y ł y p u n k t a m i ^vyjścia. T u z l a ł y się w jedno.

g a j ą c autentyczne

T o po p r o s t u — u ł a n , naczelnik

270

zainteresowanie.

warstwę

koszący.

znaczeniową.
zwracać
osoby,

�Władza

zawsze n a j b l i ż s z ą mieszkalicowi wsi b y l w ó j t gro­

n i c ą " . W komentarzach

przedstawia

więc

będących

swoje widzenie ewolucji togo u r z ę d u . P o c z ą w s z y od r o k u

1912

inaczej

madzki,

później

naczelnik g m i n y . Z a g ó r n y

po czasy w s p ó ł c z e s n e . T e n pierwszy w y s o k i ,

z laską w ręku

o b y w a ł się bez z e w n ę t r z n y c h w y z n a c z n i k ó w w ł a d z y . T y p o w a n y
na w ó j t a m u s i a ł j e d n a k o d z n a c z a ć się o d p o w i e d n i ą

prezoneją.

nie

przywołuje

w powszechnym

znajdziemy

punktu

Z a g ó r n y nazwy

użyciu.

Przekonany

odniesienia

do

jest,

jego

że

wiedzy.

„ T e n pasek bez plecy to jest siownik do z b o ż a . Innego nio b y ł o
K a l e c y — w ę d r u j ą c y o d d o m u do d o m u ż e b r a c y to t a k ż e
element

sokie, a b y nie z a b r u d z i ł go k u r z wiejskich d r ó g . N a s t ę p n y ma­

tucznika.

dawnego

życia

w s i . B y ł n i m i weterynarz

pędzący

W ten a n o n i m o w y t ł u m w k r a c z a j ą czasem postacie k o n k r e t n e ,

r o k u m a j u ż t a k ż e t e c z k ę . Czyż nio jest to lapidarnie u j ę t a , nie

w y b i t n e ze w z g l ę d u na s w o j ą rolę w h i s t o r i i : L e n i n ,

pozbawiona ironicznego dystansu, historia rozrostu

kilkakrotnie

biurokracji;

urządzeń

do 1945 r o k u " —• to o w y s i e w a j ą c y m z b o ż e z p ł a c h t y .

, , D u ż o do powiedzenia m i a ł y nawet k o b i e t y . " B u t y m i a ł w y ­
nifestuje s w o j ą f u n k c j ę o b o w i ą z k o w y m k r a w a t e m , a ten z 1980

dziś

Piłsudski,

p o w t ó r z o n y P a p i e ż . Rzeczy i ludzie z n a c z ą

czas,

z a s t ą p i e n i a o w ą , , t e c z k ą i k r a w a t k ą " — a,utentyzmu d z i a ł a n i a .

o d m i e r z a j ą kolejne etapy. N a podstawkach p o j a w i a j ą się d a t y

A u t o r y t e t u c z ł o w i e k a — sztucznym a u t o r y t e t e m

urzędniczego

—• r o k 1910, 1930, 1970. W zamierzeniu Z a g ó r n e g o d a t y gra­

a t r y b u t u . W t y m o d s z u k i w a n i u d o d a t k o w y c h z n a c z e ń nie za­

niczne. Jest to i n d y w i d u a l n a p r ó b a u p o r z ą d k o w a n i a d z i e j ó w na

stępujemy

u ż y t e k w ł a s n y i i n n y c h . Mniej istotne jest, czy przedstawiono

autora.

T a k a jest jego intencja w y r a ż o n a

opisem.

Urzędniczy poehód k o ń c z y korpulentna sylwetka współczesnego

sposoby

naczelnika, k t ó r e g o Z a g ó r n y nazywa

k i l k a n a ś c i e ł a t . Jest to wersja h i s t o r i i Z a g ó r n e g o , oparta o jego

„karykaturą".

U ł a n i — w i d y w a ł ich j u ż w d z i e c i ń s t w i e . T u t a j c w a ł u j ą
koniach,

przechadzają

się z psom, ż e g n a j ą

p r o w a d z a j ą konie. Z a g ó r n y opowiada więc o podziale
i piechoty, w y r a ż o n y m

odmiennością

k t ó r y również p a r a d o w a ł w takim

na

dziewezyny, w y ­
kawalerii

u b i o r u . O swoim

ojcu,

gospodarowania,

p r z e ż y c i a , obserwacje,
Drewniane posta,eio

Ż y d z i — „ Ż y d ó w 3,5 m i l i o n a u nas b y ł o — t r z y

miliony

jeszezo

rok,

przemyślenia.
wciąż z a l u d n i a j ą

jego w y o b r a ź n i ę ,

ale

d r e w n i a n ą h i s t o r i ę p r z e ż y w a najpiorw we śnie. To w n o c y po­
wstają

pomysły

przybliżony

mundurze.

ubiory funkcjonowały

kolejnych

przedstawień.

schemat p r z y s z ł e j

W

dzień

pracy a następnie

do j e j w y k o n a n i a . D r o w n o t r a k t u j e

szkicuje

przystępujo

z szacunkiem.

Wybiera

Niemiec na m y d ł o p r z e r o b i ł , p ó ł z o s t a ł o " — c z y t a m y w me­

takie, k t ó r e ł a t w o k s z t a ł t o w a ć . Przesusza je i ustawia do p i o n u .

tryczce do r z e ź b y p r z e d s t a w i a j ą c e j

Ż y d a . Wspomina, ich zwy­

D r e w n o , w e d ł u g niego, j a k człowiek nie m o ż e b y ć kalekie, j a k

czaje. Wra,z z i n n y m i c h ł o p c a m i b i e g a ł o g l ą d a ć ż y d o w s k i e wesela.

d o m musi m i e ć solidny fund.ament. Szkoda m u je o d r ą b y w a ć

Jego m a t k a m i a ł a ż y d o w s k i e k o l e ż a n k i i uczennice. „ Ż y d z i —

więc, g d y znajdzie

większy

to b y ł we wsi c a ł y ó w c z e s n y GS." M ó w i o sposobach zdobywania

proporcji, podwójno

sylwetki.

k b o n t a , spółce Ż y d a z m ł y n a r z e m i ż y d o w s k i e j

gehennie.

Rzeźbienie

kawałek,

r z e ź b i , dla

pojmuje ja,ko swoiste zmaganie

za,chowania

z tworzywem.

Skostruowane na w ł a s n y u ż y t e k p r a w d y w y p o w i a d a z t a k i m

Ł a t w e z w y c i ę z t w o nie cieszy. Sa,m więc wyznacza sobie t r u d n i e j ­

przekonaniem, j a k b y poza n i m i nie b y ł o i n n y c h racji. N a w e t

sze zadania, w y m a g a j ą c e doskonalenia u m i e j ę t n o ś c i . K i e d y nie

jośłi p r a w d y te s ą w zabawny s p o s ó b

jest zadowolony z k o ń c o w e g o efektu swojej pracy, p o p r a w i a

uproszczone.

Rolnicy — z wialnią, kosą, grabiami. Kobiety niosące wodę
w wiadrach umocowanych na k o r o m y s ł a c h — bo k i o d y ś
jedna

studnia

na

kilkanaście

podwórok.

Kobieta z

była

automa­

t y c z n ą p r a l k ą czyli maglem, z m i ę d l i c ą , w jogo podpisie „ t a r -

j ą t a k d ł u g o a ż o s i ą g n i e t o , co z a m i e r z a ł . W p r e c y z y j n y m od­
tworzeniu

poszczególnych

postaci

złączyło

się

cieśli i szowea. P r z y o b r ó b c e drewna n a j c h ę t n i e j

doświadczenie
p o s ł u g u j e się

n o ż e m szewskim.

I I . 8. F r a g m e n t ż y c i o r y s u pisanego w z w i ą z k u z w y s t a w ą we W r o c ł a w i u (1988 r)

272

�II.

Kolor

zastosowany w

9. Szczęść Boże młodej parze, w y s . 50,5 c m ; i l . 10.
Ułani,
wys. 28,5 c m ; i l . 11. Chrystus Pasterz, wys. 63,5 c m

przedsta­

n a w i ą z u j ą c y c h dialog z i n n y m i . W p r o s t przeciwnie. Ż y ł zawsze

wienie, bo w a ż n e jest, że w ł a ś n i e czerwone korale z d o b i ł y s t r ó j

części prac u w i a r y g o d n i a

w ś r ó d l u d z i i dla nich. O t w a r t y , w ł ą c z a j ą c y się w i c h p r o b l e m y ,

l u d o w y a u ł a n m i a ł m u n d u r niebieski. B a r w a d o p e ł n i a p r a w d ę

społocznik. W spisanym przez siebie w y z n a n i u , p r z y g o t o w a n y m

h i s t o r y c z n ą , nie z a s t ę p u j ą c

na w y s t a w ę w M u z e u m E t n o g r a f i c z n y m we W r o c ł a w i u , zapewnia,

modelunku.

że nie jest w a r i a t e m . R z e ź b i , aby z a t r z y m a ć m i n i o n y czas i aby
M i k o ł a j Z a g ó r n y nie m a w sobie nic z samotnika, t y c h n a t u r
s k r y t y c h , p e n e t r u j ą c y c h w ł a s n e w n ę t r z e , t y l k o poprzez s z t u k ę
)0

nie m i e ć godzin nadliczbowych. Po p r o s t u : „ T a k te czasy pa­
m i ę t a m i takie m i się s t r u ż e . M a m l a t

Fot.: Jan Świderski (2—11)

86."
11

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6410" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6390">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2868248db7d1111e808d6a32a934ebb1.pdf</src>
        <authentication>10f9aeb7355806f34086c263d73a0d2b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76380">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5101</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76381">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76382">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76383">
                <text>antropologia misyjna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76384">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4733</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76385">
                <text>Zmiany w tradycyjnym systemie rolnictwa wywołane przez misjonarzy morawskich na terenie pogranicza indyjsko-tybetańskiego ( od połowy XIX wieku) / LUD 2004 t.88</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76386">
                <text>LUD 2004 t.88, s.237-250</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76387">
                <text>Beszterda, Rafał</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76388">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76389">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76390">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76391">
                <text>Lud, t. 88, 2004

RAFAŁ BESZTERDA
Instytut Archeologii i Etnologii PAN
Poznań

ZMIANY W TRADYCYJNYM SYSTEMIE ROLNICTWA WYWOŁANE
PRZEZ MISJONARZY MORAWSKICH NA TERENIE POGRANICZA
INDYJSKO- TYBETAŃSKIEGO (OD POŁOWY XIX WIEKU)

Misjonarze morawscy' rozpoczęli działania misyjne na omawianym terenie
w roku 1853. Po długotrwałym rekonesansie ustanowili pierwszą stację w Kyelongu2 na terenie Lahulu, która funkcjonowała od 1857 roku. Do przełomu wieków
powstało jeszcze pięć misji) na obszarze sąsiedniego Ladaku i Kinnauru. Cztery
z nich znajdowały się na obszarze współczesnego stanu Himaćal Pradeś. Jest to
jeden z mniejszych stanów Indii (55637 km2). Współcześnie składa się nań 12
dystryktów (Bilaspur, Chamba, Hamirpur, Kangra, Kinnaur, Kullu, Lahul &amp; Spiti,
Mandi, Simla, Sirmaur, Solan, Una). Z kolei poszczególne dystrykty dzielą się na
jeszcze mniejsze jednostki administracyjne: tehsile i subtehsile (odpowiedniki gmin
i sołectw). I tak poszczególne stacje misyjne, omawiane w dalszej części tekstu,
były umiejscowione w stolicach dystryktów: Kyelong (dystrykt Lahul &amp; Spiti),
Simla (dystrykt Simla i równocześnie stolica stanu) lub znajdowały się w miejscowościach o współcześnie mniejszym znaczeniu, jak Pooh (dystrykt Kinnaur, stolica tehsilu Pooh) i Chin i (dystrykt Kinnaur, tehsil Kalpa). Dwie pozostałe stacje
Leh iKalatse znajdowały się na obszarze dzisiejszego stanu Dżammu i Kaszmir,
I Zgromadzenie
protestanckie utworzone w 1722 r. w Hermhut, w saksońskich dobrach hrabiego
Nicholasa Ludwiga von Zinzendorfa. W skład pierwotnej grupy weszli uchodźcy z terenu Moraw,
księstw niemieckich i Polski, prezentujący do pewnego stopnia odmienne poglądy religijne. Dopiero
na miejscu ustalono credo nowego wyznania i sformułowano zasady funkcjonowania kongregacji.
Odwołując się do tradycji husyckich, nazwali się braćmi morawskimi. Później używali także nazw:
Unitas Fratrum, Moravian Church, United Moravian Church, Moravian Brethren, Hermhuter Briidergemeinde. W toku dalszej narracji używam określeń morawianie i misjonarze morawscy. Omówienie
genezy Kościoła morawskiego i przekrój różnorodnych form aktywności misjonarzy należących do
tego ugrupowania zostało zasygnalizowane w innym opracowaniu mojego autorstwa (Beszterda,
2001).
2 W piśmiennictwie
historycznym i topograficznym także Kyelang, Kelong lub Keylong. Używana przeze mnie nazwa Kyelongjest najbliższa oryginalnej wymowie.
J Misja w Kyelongu (1857-1940);
misja w Pooh, Kinaur(l 865-1923); misja w Leh, Ladak (1885);
misja w Kalatse (Kalsi), Ladak (1899-1940); misja w Simli (1899-1905); misja w Chini, Kinaur (1900-1906).

�238

Rafał Beszterda

na który składają się cztery podstawowe regiony: Kaszmir, Dżammu, Zanskar
i Ladak. Ladakjest administracyjnie podzielony na dwa dystrykty: Leh i Kargil.
Miasto Leh jest stolicą Ladaku, a położone nad Indusem Kalatse (Kalsi), które
niemal sąsiaduje ze słynnym klasztorem Lamayuru, należy do dystryktu Leh. Ladakjest największym dystryktem w Indiach, a jego powierzchnia wynosi około 100
tys. km2•
Wszystkie stacje braci morawskich na obszarze prowincji himalajskiej istniały
w miejscach, które miały ówcześnie duże znaczenie handlowe. Wyłączając z dalszych rozważań stacje w Simli i Chini, które podczas zaledwie kilkuletniej działalności nie odegrały na omawianym obszarze ważkiej roli, należy stwierdzić, że pozostałe zlokalizowane były w trzech, do pewnego stopnia odrębnych środowiskach
przyrodniczych, gospodarczych i kulturowych.
Leh (leżący na wysokości 3500 m n.p.m.) i Kalatse (3200 m n.p.m.) w Ladaku
podlegały władzy maharadży Kaszmiru poprzez j ego wasala rządzącego tym regionem. W ówczesnym Ladaku dominował, tak jak ma to miejsce współcześnie,
buddyzm (wraz z wieloma odmianami lokalnymi tej religii), ale w centralnym ośrodku
władzy, jakim był Leh, znaczne były wpływy islamu. Muzułmanie w większości
opuścili tę część Ladaku, która obecnie znajduje się w granicach Indii po 1947
roku. Historyczny Ladak jest bowiem podzielony pomiędzy Indie, Pakistan i Chiny.
Bracia, przybywając do Leh, znaleźli się równocześnie pod presją możnych właścicieli ziemskich wyznających buddyzm i decydentów z kół rządowych, którzy
najczęściej byli muzułmanami.
Ladak położony jest na najbardziej na zachód wysuniętej części Płaskowyżu
Tybetańskiego. Dlatego też mamy tu do czynienia z klimatem suchym, półpustynnym. Często określa się ten region jako "zirnnąpustynię" (cold desert). Najżyźniejszą częścią Ladaku jest dolina Indusu, w której skupia się osadnictwo. Leh jest
do dzisiaj najważniejszym miastem regionu, które stanowi centrum handlu i rzemiosła. Miejscowa gospodarka jest połączeniem rolnictwa i hodowli przy bardzo
istotnym udziale handlu. Współcześnie znaczne przychody związane sąz rozwojem turystyki indyjskiej i zagranicznej.
Kyelong (leżący na wysokości 3300 m n.p.m.) w Lahulu stanowi doskonały
przykład osady rozkwitającej wyłącznie w czasie kilku miesięcy letnich, podczas
których odbywał się wzmożony ruch karawanowy do chwili zamknięcia granic
z Tybetem na początku lat 60. Miejscową ludność stanowili i stanowią w zasadzie
wyłącznie buddyści, trudniący się handlem i w bardzo ograniczonym stopniu uprawąroli. W opisywanych czasach działalności morawian na tym terenie znajdował
się on pod wyłączną kontrolą Brytyjczyków. Współcześnie Kyelong stracił na znaczeniu. Jego rola ogranicza się do obsługi tranzytowego transportu samochodowego z południa (Delhi, Dolina KuBu) na północ (Leh, Śrinagar). Udział własny miasta ijego okolic w handlu jest znikomy.
Pooh w Kinnaurze (położone na wysokości około 2200 m n.p.m.) znajdowało
się na obszarze księstwa Busher, zarządzanego przez radżę rezydującego w Ram-

�Zmiany w tradycyjnym systemie rolnictwa wywołane przez misjonarzy

239

purze. Dominującą religią na tym terenie są wierzenia lokalne stanowiące synkretyczną formę hinduizmu i buddyzmu wraz z elementami przedbuddY.iskimi (głównie
bon). Historyczne Pooh stanowiło zwarte skupisko około 70 domostw, co ułatwiało
ich ewentualną obronę. Była to ostatnia duża miejscowość przed granicą z Tybetem, którą w tym miejscu stanowiła przełęcz Shipki. W omawianym czasie najważniejszą gałęzią lokalnej gospodarki był handel, zarówno z niżej położonymi częściami Indii, jak i z Tybetem. W całym dystrykcie Kinnaur osady całoroczne położone są na wysokości od 1500 do prawie 4000 m n.p.m. Panujące tu klimaty obejmują
całą gamę od subtropikalnego przez umiarkowany do arktycznego. Dlatego też
gospodarka, w poszczególnych mikroregionach położonych najniżej, obejmowała
rolnictwo z elementami pasterstwa. Wyżej możliwa była wyłącznie transhumancyjna gospodarka pasterska z malejącym, wraz ze wzrostem wysokości, udziałem
upraw rolnych. Z powyższych powodów działania w Lahulu, Kinnaurze i Ladaku
omawiam osobno, w zgodzie z chronologią powstawania misji.
Uprawy rolne były bardzo ważną częścią działalności morawian na obszarze
misji himalajskiej. Rozpoczęte na terenie Kyelongu4, stały się bazą utrzymania misjonarzy, wsparciem dla lokalnych gmin chrześcijańskich, pokazową i bodajże najbardziej wpływową gałęzią edukacj i prowadzonej wśród lokalnych mieszkańców.
Przede wszystkim nieznana była tam w chwili osadzenia stacji w Lahulu (1857 r.)
uprawa żyta i ziemniaków5. Nasiona żyta morawianie najprawdopodobniej
otrzy6
mali od misjonarzy z Kotgurh • Charakterystyka tamtejszego klimatu pozwalała na
jego uprawę, a w przeciwieństwie do nasion innych roślin o życie nie ma wzmianki
w korespondencji z centralą misyjną w Herrnhut.
Ziemniaki zostały przesłane morawianom z Europy7. Było ich tak mało, że nie
jest prawdopodobne, by tylko te sadzeniaki stanowiły zaczątek morawskiej uprawy.
Możliwe, że morawianie
uprawiali je także przy stacji CMS8 w Kotgurh
i przewieźli do K yelongu. Już zbiory w 1857 roku musiały być znaczne, skoro misjonarze zjedli nawet część sadzeniaków, które okazały się zbędne w maju 1858 roku9•
4 Misja została założona pośród grupy wiosek: Billing, Kardang, Kyelong Yok (Dolny) i Kyelong
Gong (Górny). Stacja znajdowała się w Kyelong Yok, a pola uprawne w Kyelong Gong ("Periodical
Accounts ...", vol. II, No.20, Dec. 1894, s. 420-422).
s Heyde G., 1921, s. 61.
6 Misjonarze tamtejsi należeli do Church Mission Society. Na terenie tej stacji morawianie zamieszkiwali czasowo, zanim nie zbudowali stacji w Kyelongu, pomiędzy 1853-56. Kotgurh leży na
północny wschód od SimIi.
7 Pozostaje niewyjaśnioną
kwestią, kiedy miało to miejsce. Jest to ważne o tyle, że już jesienią
1856 r. zbiory zarówno żyta, jak i ziemniaków były tak duże, iż pozwalały na ich swobodne spożywanie. Na życzenie A. W. Heydego wysłano z Hermhut zaledwie 8 ziemniaków w zalutowanej puszce
(Heyde G., 1921, s. 61). O ziemniakach w codziennym jadłospisie morawian wspomina A.H. Jaeschke
w swoim dzienniku, zapiski z października-listopada 1857 imaja 1858 (Jaeschke H.A., Diary, m.in.
s.219,220,221,222,231,242).
8 Church Mission Society, grupa ewangelicka z siedzibą główną w Londynie.
9 Jaeschke H.A., Diary, m.in. s. 242.

�240

Rafał Beszterda

W tym początkowym okresie morawianie zajmowali się także wędzeniem mięsa i wytwarzaniem kiełbas na własny użytek. Jednak obie te formy przetwórstwa
nie znalazły naśladowców, a po powrocie H.A. Jaeschkego do Niemiec w 1866
roku, sami morawianie ich nie kontynuowali 10. Wtedy także misjonarze wykonywali z drewna przybory kuchenne, w postaci łyżek, chochli i mątwi do mieszania
zupyii. Te elementy kultury materialnej także nie zostały przejęte.
Przez kilka lat uprawy warzyw nie udawały się'2. Wysiłki morawian były doceniane przez władze brytyjskie, które nie prowadziły podobnych eksperymentów na
terenach tak daleko wysuniętych na północ13. Lokalny odbiór nowych upraw był
uzależniony od ich przydatności do spożycia w ramach tradycyjnych składników
pożywienia. ,,zielonych warzyw wcale nie uprawiano, pomimo że wiele dziko rosnących ziół i roślin było spożywanych jako warzywa"14. Po kilkunastu latach prób
wprowadzone przez morawian uprawy ziemniaków, rzepy, sałaty i szpinaku przyjęły
się i zaczęły być coraz bardziej popularne w okolicach stacji, a nawet w całym Lahulul5. Wydaje się, że poważnym ograniczeniem w popularyzacji upraw warzyw zielonych był permanentny niedostatek wody do nawadniania pól. Morawianie uporali się
z tym problemem, gdy A.W. Heyde wybudował kanał'6 doprowadzający wodę
z pobliskiego lodowca1? do pól należących do misji i tych, które uprawiali miejscowi
chrześcijanie18• Na sfinansowanie takiego przedsięwzięcia mogli sobie pozwolić jedynie nieliczni mieszkańcy Kyelongu. Morawianie, by w pełni móc skorzystać z okresowego dostatku wody, zbudowali na zboczu powyżej Kyelongu zbiornik wodny,
w którym magazynowano ją na okres SUSzyI9.Dało to podstawy do zwiększenia
areału ziemi uprawnej, za użytkowanie której misjonarze płacili spore podatki20•
10 Jaeschke H.A., Diary, s. 255 (not. z dn. 26. 05. 1858). Wędzenie nie przyjęło się w Lahulu ze
względu na powszechność użycia glinianych palenisk otwartych.
11 Jaeschke H.A., Diary, s. 220 (not. z dn. 12. 10.1857).
12 "Missionsblatt...",
1858, s. 71-72.
1) "W 1857 r. misjonarze
morawscy w Kyelongu (oryg. Kielung), wprowadzili prawie wszystkie
gatunki europejskich warzyw, które wspaniale się przyjęły. Ale Lahulczycy byli zbyt leniwi, by
skorzystać z tego przykładu i do dzisiaj zadowalają się takimi uprawami, które znali od zawsze"
(Harcourt, 1874, s. 55). Cytat ten zawiera dwie nieścisłości. Morawianom nie udawała się początkowo uprawa warzyw, poza ziemniakami, a po wtóre Lahulczycy stosunkowo szybko przejęli uprawy tych warzyw, które najbardziej im odpowiadały: ziemniaków i rzepy. Sałata i szpinak były zbyt
różne od składników tradycyjnego pożywienia, by przyjąć je szybko.
14 "Gazetteer
of the Kangra District", 1994 (1885), s. 96; "Gazetteer of the Kangra District",
1994 (J 899), s. 12.
15 ReichIer Th., 1874, s. 228.
16 Sfinansowany
w większej części przez władze brytyjskie.
J' Lodowiec Kelas Buk, leżący na północ od Kyelongu (4800 m n.p.m.), około 1500 m wyżej niż
wieś.
IR "The Missionary Reporter ...". New Series, vol.VIlI, 1877, s. 58; "Periodical Accounts ...", vol.
I, No.12, Dec. 1892, s. 630, "Periodical Accounts ...", vol. II, no. 24, Dec. 1895, s. 608.
19 Bird (Bishop) I. L., 1996 (1904), s. 76.
20 W 1891 r. płacili 40 rupii rocznie, a po obniżce 32 rupie ("Periodical Accounts ...", vol. T, no. lO,
June 1892, s. 529).

�Zmiany w tradycyjnym systemie rolnictwa wywołane przez misjonarzy

241

W tym wczesnym okresie działań w Lahulu państwo Heyde zajmowali się także uszlachetnianiem miejscowych odmian jabłoni i moreli21.Jednakże nie udało mi
się ustalić, jakie gatunki wtedy kojarzono i czy tamte prace miały cokolwiek wspólnego z dzisiejszymi odmianami tych drzew owocowych, uprawianymi lokalnie.
Podobnie trudno w tej chwili ocenić, czy nowości rolnicze z Kyelongu ekspandowały na dalekie obszary Pendżabu i Azji Centralnej. W czasie pobytu morawian
rola Kyelongujako centrum handlowego, leżącego na tranzytowej trasie przez
Lahul do Azji Centralnej, znacznie wzrosła. Z tego powodu osiedliła się w nim
nawet grupa kupców hinduskich. Morawskie propozycje nowych upraw znalazły
swe odzwierciedlenie w czasie spisu powszechnego z 1891 roku22. Ziemniaki
uwzględniono jako najbardziej dochodową kulturę, która przynosiła średnio 75 rupii
z hektara, podczas gdy tytoń bądź warzywa tylko 12,50 rupii. Zajmowanie się tymi
pracami, poza podniesionymi wyżej aspektami utrzymywania lokalnych chrześcijan,
było wyrazem dostosowania się morawian do miejscowego rytmu życia. Z konieczności, kiedy wiosną i latem prowadzono w szkole lekcje dla garstki uczniów, bądź
zajęcia w niej ustawały, zajmowano się rolą23.W sezonie zimowym rozpoczynano
działalność szkoły i wznawiano kursy rzemieślnicze.
W 1898 roku, kiedy długoletni rezydent i kierownik misji A.W. Heyde opuścił
Kyelong, aktywność rolnicza morawian straciła na impecie, a uprawy nawet zaczęły
powoli podupadać. Jeszcze listopadowe zbiory ziemniaków były obfite, ale było to
zasługą Heydego, a nie jego następców24. Morawianie zaczęli w swych raportach
zaznaczać, że farmy zlokalizowane przy stacjach w Kyelongu i w Poo nie przynoszą
już dochodów. Aczkolwiek uważano, że warto kontynuować ich działalność, po raz
kolejny okazało się, iżjedynie wyttwała i długoletniapraca poszczególnych misjonarzy
przynosi wyniki ekonomiczne i może służyć celom społecznym. Dalsza uprawa pól
należących do misji była konieczna, w związku z całkowitą zależnością miejscowych
gmin chrześcijańskich od dochodów, które przynosiły. Morawianie ujrzeli to szczególnie wyraźnie, gdy w początkach XX wieku szybko drożała żywność, powodując
dodatkowe ubożenie ludności, w tym członków kongregacji25. Zdarzały się także
sezony, w których nie chciano chrześcijanom sprzedawać ziarna zbóż i kukurydzy.
Następnym niebagatelnym problemem, który wpłynął znacząco na koleje morawskich farm, było ich dzierżawienie miejscowym chrześcijanom. Wstępny podział ziemi uprawnej nastąpił w czasie trwania I wojny światowej. Uspokoiło to na
pewien czas waśnie między rodzinami lokalnych chrześcijan26. Ustalono warunki
"The Missionary Reporter ...", New Series, vol.VIII, 1877, s. 56-57.
Podaję za: "Gazetteer ofthe Kangra District", 1994 (1899), s. 43, 46-47.
23 Tamże, vol. III, no. 33, March 1898, s. 454.
24 Tamże, vol. IV, no. 40, Dec. 1899, s. 211.
25 Tamże, vol. VII, no. 74, June 1908, s. 147.
26 Po przejściu na emeryturę A.w. Heydego chrześcijanie
kłócili się o rozdział wody, podział
pracy na polach misji, ich wykorzystanie i podział zbiorów. Jego następcy nie mieli dostatecznego
autorytetu i przez wiele lat nie potrafili sobie z tą sytuacją poradzić. Niesnaski przybierały nawet
formy bijatyk i opuszczania gminy chrześcijańskiej.
21

22

�242

Rafaf Beszterda

dzierżawy i rodziny należące do kongregacji uzyskały dostęp do wysoko wydajnych pól nawadnianych i suchych27• Sporadycznie chrześcijanie wykorzystywali
wiedzę i pomoc morawian do poprawy stanu swego posiadania. Zodpa2R, na przykład, na własny koszt wykonał kanał nawadniający o długości około 2 km i w ten
sposób uzyskał możliwość nawadniania dodatkowych pÓF9,które do tej pory miały
o wiele mniejszą wartość użytkową. Inni chrześcijanie od czasu do czasu powracali do kłótni o dostęp do wody. Rozwiązano tę kwestię dopiero poprzez wprowadzenie ścisłego harmonogramu, który precyzyjnie określał godziny korzystania
z wody napływającej z lodowca30. Morawianie wciąż mieli nadzieję na szybkie
usamodzielnienie się miejscowych chrześcijan, szczególnie że od 1909 roku planowali zamknięcie misji w Kyelongu, ale nie było to możliwe, gdyż w podstawowych
sprawach życiowych w dalszym ciągu zależeli oni od misji31 • Dopiero w 1935 roku
założono samorząd użytkowników pól misyjnych (Farm Committee), który nadzorował użytkowanie ziemi należącej do misji. Morawianie formalnie dzierżawili swą
ziemię, a użytkownicy płacili rocznie symboliczną 1 rupię32. Rdzenni chrześcijanie
byli praktycznie właścicielami ziemi, którą uprawiali, ale poprzez dzierżawę misjonarze pozostawiali sobie możliwość kontroli nad gminą33.
Misjonarze morawscy odnieśli także znaczny sukces w propagowaniu abstynencji od napojów alkoholowych. Nie był to ich oryginalny pomysł, ponieważ takie
inicjatywy powstały w Sirn1ijuż w czasie I wojny światowej, a w dystrykcie Kangra na początku lat 20. W Kyelongu Ruch Trzeźwości (Temperance Reform
Movement) zapoczątkowano w 1928 roku. Deklaracje o powstrzymywaniu się od
spożywania i produkcji alkoholu podpisało w ciągu kilku lat około 200 osób, w tym
lokalni możni. Akcja ta miała przede wszystkim przeciwdziałać stałemu ubożeniu
społeczności lokalnej i okresowym brakom pożywienia. Obliczano ówcześnie, że
około 1/3 produkowanego zboża i wielka część owoców przeznaczanajest na

"Periodical Accounts ...", vol. X, no.114, June 1918, s. 206.
Zodpa był pomocnikiem misjonarzy, a na dodatek kierownikiem lokalnej szkoły rządowej
i pisarzem. Był zatem postacią nietuzinkową, a przez lata pracy dla morawian zaoszczędził tyle
środków, że mógł sobie pozwolić na kosztowne inwestycje.
29 Tamże, no. 137, June 1929, s. 264.
30 Tamże.
31 Ci spośród chrześcijan, którzy najlepiej sobie radzili, obejmowali posady rządowe, nie związane z rolnictwem, a przynalcżące do nich pola dzierżawili. W tcn sposób pozostający w Kyelongu
rolnicy nie stanowili grupy postępowej i skłonnej do przeprowadzania zmian w zarządzaniu dobramimisji.
32 Tamże, no. 144, June 1936, s. 9.
3l Postępowanie
morawian pozornie wydaje się sprzeczne. Z jednej bowiem strony zależało im
najak naj szybszym usamodzielnieniu się gminy, a z drugiej zatrzymywali formalną kontrolę nad
ziemią misji uprawianą od lat przez miejscowych chrześcijan. Powodem takiego postępowania była
wielka wartość ziemi. Dla większości lokalnych chrześcijan była ona cenniejsza niż nowa wiara.
Morawianie obawiali się, że gdyby na tym etapie oddali ziemię lokalnym wyznawcom, szybko
odrzuciliby oni chrześcijaństwo i dochodziłoby do stałych waśni pomiędzy rodzinami.
27

28

�Zmiany w tradycyjnym systemie rolnictwa wywołane przez misjonarzy

243

wytwarzanie napojów alkoholowych34. Misjonarze popierali także prace legislacyjne zmierzające do restrykcyjnego licencjonowania tej produkcji35.
Niska produkcja artykułów rolnych na polach misyjnych w połowie lat 30. ograniczała wśród członków gminy nawet liczbę zawieranych małżeństw36. Morawianie zakładali, że przy wysiłku ze strony lokalnych wyznawców areał rolny można
podwoić i nawet potroić zbiory3? W ten sposób dodatkowe dochody mogłyby zapewnić byt nowym rodzinom38. Dwa lata później Rada Kongregacji (Congregation Council) zaniechała myśli o jakichkolwiek inwestycjach na terenie Kyelongu.
Upadły plany budowy nowego kościoła i dodatkowych kanałów nawadniających39,
co w tym drugim przypadku dałoby możliwość osiedlenia się przynajmniej kilku
następnym rodzinom chrześcijańskim i użytkowania przez nie dobrej ziemi uprawnej40.Ostatnie kilkanaście miesięcy przed ostatecznym zamknięciem stacji w Kyelongu, które miało miejsce w 1940 roku, obfitowało w istotne wydarzenia mające
wpływ nawet na dzisiejszą sytuację w regionie. Ze względu na wzrost popularności upraw roślin oleistych kosztem zbożowych pod koniec lat 30. w Lahulu zaczął
występować niedostatek zielonej paszy dla zwierząt pociągowych (wołów i dz041).
Były one niezastąpione w tradycyjnej orce, a ich pogłowie szybko się zmniejszało.
Morawianie, próbując temu zaradzić, skonstruowali na swój użytek uprząż i chomąto dla konia, a także pług koleśny. Na początku mieszkańcy byli bardzo sceptyczni wobec tego sposobu przeprowadzania orki. Kiedy jednak urządzono pokazowe prace na polach należących do misji, na których ziemia była zbyt twarda dla
urządzeń ornych stosowanych tradycyjnie, zauważyli, że może to stanowić rozwiązanie lokalnych problemów z orką. Wyniki tej pracy zostały przez świadków
uważnie sprawdzone i kilku z nich stwierdziło, że potrafią skopiować urządzenia42.

"Periodical Accounts ...", no. 139, June 1931, s. 10-11.
Oprócz wymiaru ekonomicznego, nadmierne spożywanie alkoholu było poważnym problemem w lokalnych środowiskach. Na tym polu jednak misjonarze mieli bardzo ograniczone możliwości działania. Skuteczniejsze wydawało się postępowanie odgórne, limitujące wytwarzanie.
l6 W tym czasie w gminie 17 młodych mężczyzn było w wieku, w którym tradycyjnie zawierano
małżeństwa.
l7 "Periodical Accounts ...", no. 145, June 1937, s. 9-10.
l' Rynek produktów rolnych był bardzo niestabilny
i nie dawał podstaw do tak optymistycznych założeń. Także plany podwojenia areału rolnego stacji pozostawały bardziej w sferze życzeniowej niż realnej. Poza tym, co w tym przypadku ważniejsze, misjonarze od dawna nie pochwalali
małżeństw międzywyznaniowych, co przyczyniało gminie wielu kłopotów. Były one koniecznościąze względu na małą liczebność gmin morawskich. Młodzi członkowie kongregacji nie byli jednak
na ogół tak utwierdzeni w wierze chrześcijańskiej, by nacisk żony czy też jej rodziców z czasem nie
powodował odejścia od chrześcijaństwa.
19 "Periodical Accounts ...", no. 147, June 1939, s. II.
oW Dlatego w 1938 r. w Kyelongu bojkotowano misjonarzy i rdzennych chrześcijan. Tradycjonalistom zależało, by wahający sil( członkowie ich społeczności nie przyjęli chrześcijaństwa w nadziei
otrzymania dobrych pól.
41 Krzyżówka jaka i krowy.
42 "Periodical Accounts ...", no. 148, June 1940, s. 8.
l4

l5

�244

Rafał Beszterda

Misjonarze skonstruowali także prosty kołowrotek, który w zamyśle miał być łatwy do własnoręcznego wykonania z pomocą standardowych narzędzi43.
Druga ze stacji morawskich znajdowała się w Poo, Kinnaur. Misjonarze, obecni
tam od 1865 roku, zauważali, że miejscowa ludność jest stosunkowo zamożna i ma
do dyspozycji żyznąziemię44. Wieś liczyła 70 domostw i populację około 600 osób.
Głównym zajęciem mieszkańców było rolnictwo, z uprawą prosa, gryki45 i roślin
strączkowych. Wokół Poo były sady morelowe (5000 drzew), brzoskwiniowe
i hodowano winorośl46. Wzorem Kyelongu morawianie w swoim ogrodzie rozpoczęli uprawę warzyw nieznanych w okolicy: sałaty, rzepy, szpinaku. Próbowali
także wprowadzać szlachetne gatunki winorośli. Jednakże na tym etapie, poza
uprawą warzyw, misjonarze ograniczali się do właściwego wykorzystania istniejących typów upraw. Rozwinęli natomiast własną hodowlę owiec, jako produkcję
uzupełniającą w stosunku do rolnictwa i w tym celu wydzierżawili dodatkową ziemię z przeznaczeniem na pastwiska. Bezpośrednią przyczyną takiej decyzji były
bardzo obfite opady śniegu zimą 1893/94 i w konsekwencji liczne lawiny, które
zniszczyły 1/4 pól i sadów owocowych47. Obróbka wełny dawała odtąd zimązajęcie nie tylko miejscowym chrześcijanom, ale i części pozostałych mieszkańców.
Część wydzierżawionych w tym czasie terenów, które nie nadawały się pod uprawę, przekształcono w pola tarasowe. W tym celu zatrudniono około 40 osób,
w większości spoza gminy chrześcijańskiej. Na tak przygotowanych polach morawianie od wiosny 1894 roku zaczęli uprawiać kukurydzę48. Ta nie była całkiem
nieznana w Poo, ale ziarno przeważnie importowano z terenów leżących niżej.
Klimat Poo okazał sięjednak sprzyjający i wzorem misjonarzy wielu mieszkańców
zaczęło siać kukurydzę zamiast prosa. Stacja w Poo była także pomocna dla mieszkańców w trudnych chwilach. Częste wiosenne nawroty zimy sprawiały, że zwyczajowe korzystanie z pastwisk letnich było opóźnione i wtedy zwracano się do
misjonarzy z prośbami o pasZę49.Zazwyczaj jej zapasy pozwalały na zaspokojenie
tygodniowych potrzeb wsi. Po 30 latach obecności morawian, wciąż jednak zapobiegliwość i racjonalna gospodarka rolna ustępowały tradycyjnym zachowaniom.
Na przykład, gdy wiosną 1897 roku wystąpiły obfite opady deszczu, miejscowi
rolnicy wraz z miejscowymi chrześcijanami i tak nawadniali swe pola, bo tę czyn43 Wpływu tych urządzeń na zmiany w miejscowych
sposobach upraw nie udało się stwierdzić.
Podczas własnych badań terenowych zarejestrowano użytkowanie pługów koleśnych, które do niedawna były importowane z Chin. Czy zaufanie do tego typu urządzeń miało swój początek w kontaktach z morawianami, nie wiem.
44 "The Missionary
Reporter ...", New Series, vol.V!, 1875, s. 162-163. W przywołanym artykule błędnie pod"ano, że morawianie wprowadzili na ten teren uprawę winorośli. Była ona tam uprawiana na długo przed przybyciem misjonarzy.
45 Najprawdopodobniej
odmiany lokalne gryki azjatyckiej (Fagopyrum escu/entum).
46 "Missionsblatt...",
1868, s. 369; Bray, J., 1992, s. 44.
47 "Periodical
Accounts ...", vol. II, no. 22, June 1895, s. 512.
48 Tamże, vol. 11,no. 24, Dec. 1895, s. 608.
49 Tamże, vol. 1II, no. 35, Sept. 1898, s. 530.

�Zmiany w tradycyjnym systemie rolnictwa wywołane przez misjonarzy

245

ność zwyczajowo wtedy wykonywano. Nie miało dla nich znaczenia, że przeważnie o tej porze roku nie było opadów i wtedy nawadnianie było uzasadnione.
Morawianie pod koniec XIX wieku powiększali stan swego posiadania na terenie wszystkich stacji. W Poo kupiono dodatkowe pole i przeznaczono je, jak pisałem wyżej, pod uprawę kukurydzy50. W ówczesnych warunkach koszty dzierżawy
były na tyle wysokie, że uprawa takich pól nie była zyskowna. Misjonarzom, co
prawda, nie tyle zależało na zysku, ile na możliwości zaoferowania pracy tamtejszym chrześcijanom. Próby wprowadzenia jakichkolwiek zmian w rolnictwie zostały przerwane, ponieważ pod koniec XIX wieku przez kilka lat z rzędu występowały tam nieurodzaje. Poo było jedyną stacją misyjną, która nie miała systemu
sztucznego nawadniania pól uprawnych51. Misjonarze, podobnie jak miejscowi rolnicy, uzależnieni byli od opadów naturalnych. Sytuacja wkrótce stała się krytyczna
i morawianie utrzymywali chrześcijan i niektórych mieszkańców spoza gminy za
pomocą pożyczek pieniężnych. Problem stanowiło nie tylko ziarno siewne, lecz
także brak żywności. Wielu rolników decydowało się na sprzedaż swych pól, ale
misja nie dysponowała wystarczającymi środkami, ani też nie chciała stać się właścicielem rozległych pól w okolicy.
W tym samym dystrykcie Kinnaur funkcjonowała druga stacja morawskaChini. Jej wpływ na zmiany w rolnictwie był minimalny, głównie ze względu na
krótkotrwałość przedsięwzięcia (1900-1906). Po rozpoczęciu działalności uruchomiono tam szkółkę drzew i krzewów owocowych. Zbudowano zbiornik, gromadzący wodę z pobliskiego źródła i dzięki temu na polach należących do misji
z powodzeniem zajmowano się uprawą ziemniaków52.
Doświadczenia z upraw rolnych w wysokogórskich warunkach Kyelongu stanowiły podstawę działań rolniczych w Ladaku. Stacja w Leh skorzystała z nasion
i roślin wyhodowanych w Lahulu. Warunki miejscowe wymagały nawadniania53.
Tam, gdzie tylko było to możliwe, sadzono drzewa owocowe, uprawiano warzywa
i kukurydzę54. Farma w Leh nie miała istotnej wartości użytkowej dla miejscowej
kongregacji. Morawianie posiadali zbyt mało ziemi, by z plonów utrzymywać lokalnych chrześcijan. Jej najważniejszą funkcją była edukacja rolnicza i produkcja
wspomagająca misjonarzy. Członkowie miejscowej kongregacji przez pierwszych
kilka lat korzystali szczególnie z doradztwa doktora Karla Marxa, który oprócz
medycyny zajmował się botaniką55. Po jego śmierci56 ogród misyjny dalej pełnił
swą rolę edukacyjną. Morawianie zapoczątkowali w Ladaku uprawę ziemniaków57,
"Periodical Accounts ...", vol. III, no. 35, Sept. 1898, s. 53\.
Tamże, vol. IV, no. 40, Dec. 1899, s. 213-214.
52 Tamże, vol. IV, no. 49, March 1902, s. 48-49.
5) "The Missionary Reporter ...", New Series, vol.VIII,
1877, s. 148.
54 "Periodical
Accounts ...", vol. I, no. 7, Sept. 1891, s. 34\.
55 Bird (Bishop) I. L., 1996 (1904), s. 26.
56 Zmarł w 1891 r.
57 Bray 1.,1981,
s. 87.
50
51

�Rafał Beszterda

246

kukurydzy i niektórych warzyw, jak sałata i rzepa. Zainicjowali, popularny obecnie,
zwyczaj kopcowania warzyw korzeniowych na zimę w dołach ziemnych58• Druga
stacja misyjna w Ladaku, Kalatse, również rozwijała ten rodzaj działalności.
W połowie lat 30. dokonano tam pomiarów i ustalono warunki przeprowadzenia
kanału nawadniającego, mając na uwadze pomoc w uzyskaniu dodatkowej ziemi
ornej dla niektórych z lokalnych chrześcijan, których pozarolnicze źródła utrzymania były bardzo nikłe59• Jednak pomysł ten został zrealizowany w minimalnej skali.
Został wykorzystany dopiero po 1947 roku, w niepodległych już Indiach, przez
niechrześcijańskich mieszkańców Kalatse. Podobne projekty inżynieryjne morawianie sporządzili dla okolic Leh60 i Spituk'il. W obu przypadkach chodziło o rozległe obszary równoległe do Indusu, które bez dostępu do sztucznego nawadniania
nie były wydajne rolniczo62•

* * *

Morawianie wprowadzili na terenie swych gospodarstw misyjnych żyto i ziemniaki. Prowadzona przez nich dodatkowo popularyzacja tego typu upraw spowodowała największe zmiany w strukturze rolnej na terenie ich działalności. Oprócz
tych dwóch podstawowych zmian, rozpowszechnili hodowlę warzyw zielonych,
sałaty i szpinaku, a także korzeniowych, marchwi i rzepy. Te zmiany miały zasadnicze znaczenie dla rozwoju miejscowego rolnictwa. Dzięki uprawie ziemniaków
w znaczący sposób wzrosła dochodowość lokalnego rolnictwa, a konsekwencje
hodowli warzyw są dla omawianego terenu istotne do dzisiaj. Współcześnie bowiem rolnictwo na obszarach górskich jest poważnym dostarczycielem pozasezonowych płodów rolnych na wewnętrzne rynki zbytu.
Misjonarze zapoczątkowali także prace inżynieryjne, mające na celu powiększenie areału objętego sztucznym nawadnianiem. Prace te były kontynuowane po
odejściu morawian, a przyczyniły się do rozwoju prywatnego rolnictwa.
Innym kierunkiem zainicjowanym przez morawian było przeciwdziałanie domowej produkcji napojów alkoholowych poprzez propagowanie ruchu trzeźwości
58 Najprawdopodobniej
pomysł ten pochodził od A.w. Heydego. To on był ekspertem w sprawach rolnych po 30 latach doświadczeń rolniczych w Kyelongu. Za jego namową rozpoczęto np.
uprawę kukurydzy w Ladaku. Kopcowanie warzyw było ogólnie znaną metodą w Europie, którą
Heyde wprowadził w Lahulu i Ladaku.
59 "Periodical Accounts ...", no. 143, June 1935, s. 8.
60 Tamże, no. 155, June 1947, s. 16-17.
61 Bray J., 1985, s. 209.
62 Projekty owe powstały w niefortunnym czasie. Z jednej strony niepokoje w Ladaku tuż przed
ipo odzyskaniu przez Indie niepodległości, z drugiej - EA. Peter Junior, ich autor, wystąpił z misji
morawskiej i rozpoczął służbę w misj i kanadyjskiej (Canadian Mission), dla której pracował w czasie II wojny światowej. Europejscy morawianie stopniowo ograniczali swą pomoc dla lokalnych
gmin, a członkowie miejscowych kongregacji nie mogli sfinansować tak dużego przedsięwzięcia. Pomysł
i projekt morawski został jednak w dużej części zrealizowany w latach 60. i 70. przez władze stanu
Dżammu i Kaszmir.

�Zmiany w tradycyjnym systemie rolnictwa wywołane przez misjonarzy

247

i popieranie projektów legislacyjnych, mających na celu licencjonowanie wytwarzania. Problem ten jest aktualny do dziś, a choroba alkoholowa dotyczy znacznego odsetka populacji tzw. obszarów plemiennych Indii (tribal areas). Misjonarze
rozpoczęli uświadamianie społeczności lokalnych w zakresie strat produktów rolnych przeznaczanych do produkcji alkoholu. Takie inicjatywy wyznaczały istotne
kierunki rozwoju społecznego populacji wiejskich.
W ramach kultury materialnej morawianie zapoczątkowali na omawianym obszarze użycie pługa koleśnego i kołowrotka. Pług takiego typu jest powszechnie
stosowany współcześnie. Natomiast zastąpienie ręcznego przędzenia wełny pracą
za pomocą kołowrotka stało się popularne, wydaje się, nie za sprawą morawian,
a rozwoju idei khadi w Indiach.
Warto zwrócić też uwagę na niebagatelną rolę działań misjonarzy morawskich
w upowszechnianiu sadownictwa drzew owocowych. Jest to współcześnie bodajże najważniejszy element kultury rolnej, a dochody z tego sektora równoważą,
bądź przewyższają łączne zyski z pozostałych typów upraw63•

BIBLIOGRAFIA
Archiwalia:
Jaeschke Heinrich August, Diary (rękopis), za lata 1857-1858, Archiv der Bruder-Unitat,
Herrnhut, NachlaJ3von Paul Heyde, nr sygn. NH 1 (kopia mikrofilmowa w posiadaniu autora).
Publikacje:
Beszterda Rafał
2001
Działalność braci morawskich w pólnocnychIndiach, "Lud", t. 85, s.119-141.
Bird (Bishop) Isabella, L.
1996(1904)
Among the Tibetans, Ess Pub!., New Delhi.
Bray John
1981
The Moravian Church in Ladakh: The First Forty Years 1885-1925, Recent Research on Ladakh, Weltforum Verlag, Mi.inchen-Koln-London,
ss. 81-91.
1985
Christianity in Ladakh: The Moravian Church/rom 1920 to 1956, w: Claude Dendaletche (red.), Acta Biologica Montana, Ladakh, Himalaya Occidental Ethnologie, ecologie, Recent research No.2, Universite de Pau, Pau,
ss.207-220.
1992
Christian Missionaries on the TIbetan Border: The Moravian Church in
Poo (Kinnaur), 1865-1924, w: Tibetan Studies, Proceedings ofthe 5th Se-

63 Jest to zjawisko wielowątkowe,
którego omówienie przekracza ramy tego artykułu. Sytuacja
dzisiejsza jest bowiem wypadkową zmian szlaków i środków transportu, ułatwionym dostępem do
rynków zbytu. Morawianie z pewnością nie są odpowiedzialni za współczesny wzrost popularności sadownictwa, jednak to za ich przykładem zwrócono uwagę na istotność takich upraw iwysoką
wydajność drzew owocowych w warunkach wysokogórskich.

�248

Rafał Beszterda

minar ofthe International Association ofTibetan Studies, Narita 1989, Narita, s. 369-375.
Church ...
Church Missionary Society Archive (www.mundus.ac.uk/cats/441l215.htm)
2003
"Gazetteer ..."
"Gazetteer ofthe Kangra District", vol. II. Kulu, Lahaul and Spiti.
1994
Compiled and Published under the Authority ofthe Punjab Government,
1883-1885
Indus Publishing Company, New Delhi.
"Gazetter ..."
1994(1899) "Gazetteer ofthe Kangra District", parts II to IV, Kulu, Lahul and Spiti.
Compiled and Published under the Authority of the Punjab Government,
1897
Indus Publishing Company, New Delhi.
Harcourt A.F.P.
1874
The Himalayan Districts of Kooloo, Lahoul and Spiti, Shimla.
Heyde Gerhard
1921
50 Jahre unter Tibetern, Verlag der Missionsbuchhandlung, Herrnhut.
Keen Rosemary
General Guide and Introduction to the (Church Missionary Society), Archive, s. 41-42. (www.adam-matthew-publications.co.uk/GUIDES/G003.htm)
and Introduction to (CMS) Archive (www. adam-matthew-publications.co.uk/
collect/).
"The Missionary ..."
1875; 1877
"The Missionary Reporter relating chiefly to the Missions ofthe United Brethren or Moravians", London.
"Missionsblatt. .."
1858; 1868
"Missionsblatt aus der Briidergemeine", Herrnhut.
"Periodical... "
1874
"Periodical Accounts Relating to the Missions ofthe Church ofthe
United Brethren, Established Among the Heathen", Brethren's Society for
the Foreign Missions among the Heathen, London.
Periodical...
1891-1892
"Periodical Accounts Relating to the Foreign Missions ofthe Church of 1894-1895 the United Brethren". Brethren 's Society for the Foreign Missions.
1898-1899
among the Heathen, London.
1902; 1908; 1918
"Periodical... "
1929; 1931
"Periodical Accounts Relating to Moravian Missions", Brethren's Society for
1935-1937
the Furtherance ofthe Gospel among the Heathen, London.
1939-1940; 1947
Polskie nazwy ...
1996
Polskie nazwy geograficzne świata, cz. II: Europa Wschodnia i Azja, Państwowa Służba Geodezyjna i Kartograficzna, Główny Geodeta Kraju, Warszawa.
Rechler Theodor
1874
The Moravian Mission in Tibet (tłum. z "Allgemeine Missions Zeitschrift"),
za: "Periodical Accounts ...", Dec. 1874, ss. 227-243.
SharmaB.R.
1997
Himachal Pradesh, Publication Division, New Delhi.

�Zmiany w tradycyjnym systemie rolnictwa wywołane przez misjonarzy

249

Rafał Beszterda

CHANGES [N THE TRADITIONAL SYSTEM OF AGRICULTURE TRIGGERED BY
MORAVIAN MISSIONARIES IN THE BORDERLAND BETWEEN INDIA AND
TIBET (FROM THE MLD 19T1! CENTURY)
(Summary)
Moravian Brethren inhabited the borderland between India and Tibet since 1853. Over
a century oftheir presence in this area, the European missionaries triggered cultural changes of different duration. This article describes changes in broadly understood agriculture
and cultivation.
As part oftheir activity in the area affected by missionary stations in Kye10ng, Lahoul,
Poo and Kinnaur, Leh and Ladakh, the Moravians started to grow rye and potatoes, which
resulted in significant changes in the traditional structure ofthe local agriculture. They also
popularized growing of green vegetables (lettuce and spinach) and root vegetables (carrots and turnips). These changes were of significant importance for the development of the
local agriculture. Potatoes greatly increased the profitability of local agriculture and
the consequences of growing vegetables have been significant until today. Today agriculture in the mountainous regions supplies agricultural produce to the internal sale markets.
Moravian missionaries also started engineering work, attempting to introduce artificial
irrigation. This work was continued after the missionaries had left the area, and contributed
to the development ofprivate farming.
Moravians opposed home production of alcoholic beverages - they promoted sobriety and supported legislative work, which introduced licences for alcohol production. Missionaries started to make the local communities aware ofhow much agricultural produce is
wasted when it is used to make alcohol.
Moravian missionaries introduced a gallows plough and a spinning wheel. A gallows
plough is still used today. The popularity of the spinning wheel, which replaced manual
wool spinning, should be credited not so much to the missionaries but to the development
of the khadi idea in India.
Attention should also be drawn to the role ofthe Moravian missionaries in popularization offruit tree farming. Today it is probably the most important element ofthe agricultural
culture and proceeds from this sector balance or exceed total proceeds generated by other
types of farming.

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6577" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6557">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/176895ff307697848a19b88491500da7.pdf</src>
        <authentication>0526cec648e93b1177bbb64ee9c955b4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78283">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1669</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78284">
                <text>2000</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78285">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1544</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78286">
                <text>Rodzina Szulców / ETNOGRAFIA POLSKA 2000 t.44</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78287">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2000 t.44, s.125-138</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78288">
                <text>Beszterda, Rafał</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78289">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78290">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78291">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="78292">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="78293">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L I V : 2000, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

RAFAŁ B E S Z T E R D A
Pracownia Etnologii I A E PAN, Poznań

R O D Z I N A SZULCÓW

Dzieje rodziny Szulców są doskonałym przykładem procesów polonizacyjnych zachodzących na terenie Wielkopolski od końca X V I I I w. do lat między­
wojennych. Polski patriotyzm tego rodu spowodował, iż wielu jego członków
swoimi czynami i postawą wpisało się na stałe w historię Poznania. Zaangażo­
wani w sprawy miasta, dzięki swej działalności, mieli wpływ na sprawy poli­
tyki, przemysłu, organizacji wolnościowych, sztuki, głównie muzyki. Tworzyli
różne instytucje w odrodzonej Polsce. Ich aktywność była ważna dla współ­
obywateli i oceniana przez nich wysoko. Władze Poznania i jego mieszkańcy
dawali temu wyraz, zarówno w czasie zaborów, jak i w wolnej Polsce. Powo­
ływano ich na wysokie stanowiska w organizacjach rzemieślniczych, handlo­
wych, związkowych, a także w administracji państwowej.
Najstarsze ślady rodu Szulców sięgają śląskiego Wołowa, leżącego w po­
bliżu Brzegu Dolnego. Tam, w rodzinie krawca Jana Krzysztofa (Johann
Christopher) i Anny Sauer, urodził się w 1757 r. pierworodny syn Franciszek
(Franz). Jako młody chłopak uczył się rzemiosła szewskiego. W 1787 r. został
obywatelem Poznania, choć przybył tu z pewnością kilka lat wcześniej. M u ­
siał być cenionym rzemieślnikiem już w chwili nadania mu obywatelstwa
miasta, skoro zaledwie trzy lata później (1790) został wybrany cechmistrzem .
Franciszek był dwukrotnie żonaty. Z pierwszą żona Kunegundą (Kunegunde)
Dannert miał córkę Marię Teresę. Jej dzieje nie są znane. Tadeusz Szulc
w swoich wspomnieniach pisze, że „jakoby zaginęła" (Szulc 1995, s. 17). Nie
odnalazłem jej śladu także wśród dokumentów archiwalnych. Nieznana jest
nawet data ślubu Franciszka z Kunegundą i narodzin ich córki.
1

2

1

Pogrubioną czcionką zaznaczam imiona członków rodziny, którzy stanowią jej główną linię.
Sprawa obrania Franciszka cechmistrzem nie jest w świetle dostępnych mi dokumentów
zupełnie jasna. W Protokóle Bractwa Szewckiego Przedmieścia Ś. Woyciecha (Archiwum Państwowe
w Poznaniu, sygn. AP 466) z lat ok. 1760-1800 znajdują się notatki dotyczące Jana Schutza lub
pisanego w odmianie: Szyca, Szytza, Szyia, Siczą, Na przykład: „Za starszeństwa Sławetnych Jana
Felsch у Jana Szyca". Drugie imię Franciszka nie jest znane. Być może też dokumenty, do których
dotarłem nie są tymi, na które powoływała się rodzina jeszcze w początkach X X w. Faktem jest
jednak bezspornym, iż nawet jeśli przytoczone przeze mnie fragmenty zapisów nie odnoszą się do
rodziny Szulców, to wskazują jak zmienną w tym czasie była pisownia nazwisk.
2

�126

RAFAŁ BESZTERDA

Wraz ze śmiercią żony, i przypuszczalnie równocześnie ze śmiercią córki,
kończy się w zasadzie okres niemieckiej tożsamości narodowej Franciszka.
Drugą jego żoną była Polka, Eleonora Wiśniewska. Dokumenty rodzinne (por.
Sokolnicki 1974), wskazują na dwa zasadnicze czynniki postępującej poloniza­
cji Franciszka: pierwszy to przyjaźń z szewcem Janem Stanisławem Libeltem,
ojcem Karola, wybitnego filozofa (por. Wielkopolski Słownik Biograficzny
1981, s. 420-421), a drugi to właśnie małżeństwo z urodziwą Polką. Całe
następne pokolenie nosiło jednak nadal nazwisko Schultz. Mieli trójkę synów:
Józefa, Franciszka Ksawerego i Jana Nepomucena. Józef zmarł bezpotomnie
w 1822r. Linia rodowa Franciszka Ksawerego, z zawodu czapnika, była
kontynuowana aż do początków X X w. Ostatni jej męski przedstawiciel,
Józef, został księdzem. Tadeusz Szulc (1995, s. 16) wspomina, że wspólnie
uczęszczali do Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu, ale nie utrzy­
mywali ze sobą stosunków rodzinnych. Wtedy już pisownia nazwisk Józefa
i Tadeusza stanowiła opozycję Schultz - Szulc.
Jedynie potomkowie najmłodszego z braci - Jana Nepomucena (ur. 1802)
mieszkają w Poznaniu do dziś. Jan Nepomucen ożenił się z Marią Heyn
(ur. 1809) i mieli dziesięcioro dzieci: Teofila, Stanisława, Bronisława, Jana,
Annę, i Bertę, które zmarły bezpotomnie, a ponadto Karola, Teodora, Włady­
sława i Teofila Waleriana. Ich ojciec Jan Nepomucen był kupcem i mistrzem
rymarskim. Podobno na szyldzie jego sklepu mieszczącego się przy Nowym
Rynku (obecnie PI. Kolegiacki) widniało nazwisko rodowe w obu pisowniach,
według ówczesnego zwyczaju. Jednakże w dokumentach znajdujących się
w posiadaniu Archiwum Państwowego w Poznaniu, odnoszących się do naro­
dzin syna Teofila Waleriana, ojciec zapisany jest jako Schulz(tz) Johann .
Dowodzi to z jednej strony, iż pisownia nazwiska stopniowo się zmieniała,
lecz przeczy jednocześnie sugestii Tadeusza Szulca zawartej w cytowanych
wspomnieniach, że Jan Nepomucen podpisywał się „Szulc", co było prawnie
usankcjonowane. Pisownia nazwiska wprawdzie nie jest bezpośrednią wykład­
nią poczucia tożsamości narodowej, ale stanowi ważny czynnik świadomoś­
ciowy, szczególnie w przypadku omawianej rodziny i późniejszego procesu
z władzami pruskimi, który dotyczył właśnie zapisu nazwiska.
Jan Nepomucen był mieszczaninem o rozległych stosunkach, cenionym przez
znane osobistości takie jak: Tytus Działyński, Hipolit Cegielski, Karol Libelt,
Jędrzej Moraczewski czy Karol Marcinkowski (por. Wielkopolski Słownik...
1981). Byli oni wszyscy (z wyjątkiem przedwcześnie zmarłego K . Marcinkowskie­
go) współtwórcami Towarzystwa Czytelni i Dobrej Rady, które przemianowano
na Towarzystwo Przemysłowe w Poznaniu (por. Dzieje Poznania 1994, t. 2,
vol. I , s. 363). Stanowili elitę poznańskich organiczników walczących o zachowa­
nie polskości pod zaborem pruskim, których można uznać za prekursorów
wielkopolskiego pozytywizmu. Ciekawostką jest fakt, iż znajomość Szulców
z rodziną Libeltów trwała już drugie pokolenie. Zachowała się też metryka
3

3

Wpis pochodzi z 1849 r. (karty ewidencyjne ludności z X I X w.).

�127

RODZINA SZULCÓW

kościelna świadcząca, że Karol Libelt był ojcem chrzestnym najmłodszego syna
Jana Nepomucena: Teofila Waleriana. Warto podkreślić, że minęło zaledwie
90 lat od chwili urodzenia Franciszka w Wołowie do momentu, w którym
Jan Nepomucen współtworzył najpotrzebniejszą wtedy Polakom w zaborze pru­
skim organizację. Wielką dbałość o sprawy społeczne przekazał swoim synom,
których dalsze losy potwierdzają umiłowanie przez nich nowej ojczyzny i nie­
zwykłe wręcz wyczulenie na sprawy dotyczące kultury Poznania.
Najstarszym synem Jana Nepomucena był Karol (ur. 1841), z zawodu
złotnik. Niestety, zmarł w młodym wieku nie pozostawiając potomstwa.
Kolejny syn, Teodor (ur. 1843) związany był przez całe życie z Poznaniem.
Prowadził zakład litograficzny i drukarnię przy ul. Wrocławskiej. Udzielał się
we władzach Towarzystwa Przemysłowego, a następnie został jego członkiem
honorowym. Wydał własnym nakładem m. in. kilka druków skierowanych do
młodzieży. Dwa najbardziej popularne to: Wizerunki Królów Polskich i Sławni
Mężowie Polacy. Pod koniec X I X w. były to wydawnictwa unikatowe. Teodor
ożenił się z Bronisławą Adamską (siostrą żony najmłodszego z braci Teofila
Waleriana - Stanisławy). Niestety, ta gałąź rodziny Szulców wygasła. Teodor
dożył 81 lat i zmarł po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.
Trzeci syn - Władysław (ur. 1846), był księgarzem. Przeniósł się do War­
szawy i prowadził tam sklep do 1916 r. Zachowane wspomnienia rodzinne
mówią, iż utrzymywał żywy kontakt z braćmi w Poznaniu i obdarowywał
ich dzieci wydawnictwami nieosiągalnymi w zaborze pruskim. Sam zmarł bez­
potomnie w Warszawie.
Dopiero najmłodszy z braci Teofil Walerian (ur. 1849 r.) utrzymał ciągłość
rodu. Ożenił się ze Stanisławą Adamską. Mając zaledwie dwadzieścia trzy lata
założył bardzo cenioną wkrótce firmę zegarmistrzowską, a potem sklep z ze­
garkami, mieszczący się w ośrodku polskości - Bazarze Poznańskim . Przez
wiele lat był prezesem Towarzystwa Przemysłowego a także znanym działa­
czem społecznym. Współtworzył Radę Nadzorczą Związku Przemysłowców,
działał w Kole Śpiewackim i w Związku Sokołów Wielkopolskich (por. Dzieje
Poznania 1994, t. 2, vol. 1, s. 366). W pracy złotniczo-zegarmistrzowskiej za­
słynął poprzez umiejętne wprowadzanie do swych wyrobów elementów patrio­
tycznych. Były to ornamenty, bądź miniatury emalierskie przedstawiające
sławne, polskie postacie historyczne. Jako pierwszy nawiązał też współpracę
ze szwajcarską firmą „Patek Philippe", co uczyniło z Poznania prawdziwą
4

4

Bazar Poznański skupiał najbardziej światłych przedstawicieli życia kulturalnego, handlo­
wego i przemysłowego miasta i regionu. Lata jego trwania udowodniły, że idea Bazaru jako
centrum polskości w zaborze pruskim była ważna, a sam Bazar był świadkiem najistotniejszych
dla Wielkopolski wydarzeń historycznych od połowy X I X wieku. Powstał ze składek akcjonariu­
szy. Jednym z inicjatorów utworzenia Spółki Akcyjnej Bazar Poznański (od 1838 r.) był Karol
Marcinkowski. W okazałym budynku znalazły swe miejsce sklepy, hotel, restauracja i sale konferencyjno-bankietowe. Budowany w latach 1838-1841 stał się jednym z symboli miasta (por.
Trzeciakowscy 1987, s. 34).

�128

RAFAŁ BESZTERDA

stolicę handlu wyrobami zegarmistrzowskimi spod tego znaku. Zmarł wcześnie,
w 1901 г., osierocając szóstkę dzieci. Ostatecznym ciosem był dla niego przegrany
proces z władzami pruskimi o polską pisownię rodzinnego nazwiska.
Rodzina Szulców zaskarżyła bowiem do sądu decyzję administracyjną na­
kazującą zmianę pisowni ich nazwiska na szyldzie sklepowym lokalu miesz­
czącego się w Bazarze Poznańskim. Proces ten stał się swojego czasu bardzo
głośnym w Poznaniu, a dzięki sprawozdaniom prasowym - także w całym za­
borze pruskim. Członkowie omawianej gałęzi rodu używali pisowni Szulc już
przynajmniej od jednego pokolenia. We wspomnieniach Tadeusz Szulc nad­
mienia, że on sam podpisywał się Szulc nawet przy wypełnianiu dokumentów
niezbędnych do podjęcia studiów medycznych we Wrocławiu i nikt takiej
pisowni nie kwestionował (Szulc 1957, s. 147). W przypadku tej rodziny pi­
sownia nazwiska była zróżnicowana. Jak podawałem wcześniej, jeszcze Teofil
Walerian zapisany był w magistracie jako Theofil Walerian Schulz(tz). Nie
wiadomo kiedy wśród członków rodziny utrwaliła się spolszczona wersja na­
zwiska. Być może już za życia Jana Nepomucena, chociaż brak na to dowo­
dów. Najprawdopodobniej administracja pruska w 1901 r. zwróciła uwagę na
znaną rodzinę kupiecką i sprawdziła dokumenty znajdujące się w rejencji
poznańskiej. Wynikało z nich, iż nikt nie zezwolił urzędowo na zmianę nazwis­
ka, wobec czego zażądano przywrócenia jego pierwotnego brzmienia. Taka
decyzja władz zaborczych doprowadziła do wystąpienia rodziny posiadającej
polską tożsamość na drogę sądową. Obie strony poszukiwały dowodów na
poparcie swojego stanowiska. Odnalezione przez Teodora i młodego Tadeusza
księgi Bractwa Szewckiego potwierdziły, iż nazwisko pradziada Franciszka
wpisane było do niej w brzmieniu niemieckim. Nie ujawnili tego faktu w trak­
cie przewodu sądowego. Strona pruska nawet nie powołując się na tak dawne
zapisy nakazała usunięcie szyldu z polskim nazwiskiem Szulc z zakładu zegar­
mistrzowskiego i zastąpienie go innym, z nazwiskiem Schultz . To, że sklep
znajdował się w Bazarze Poznańskim, owym symbolu polskości, miało dla
Niemców ogromne znaczenie. Rodzina początkowo zignorowała postanowie­
nie sądu. Po kilku tygodniach szyld zdjęli pracownicy administracji pruskiej
w asyście policji. Przez kilka kolejnych miesięcy firma funkcjonowała, ku
uciesze poznaniaków, bez żadnego szyldu. Dopiero w końcu 1901 Szulcowie
zostali zmuszeni do umieszczenia na widocznym miejscu „nowej" nazwy fir­
my: W. Schultz. Prawo do noszenia nazwiska Szulc przywrócono rodzinie
22.10.1919 г., na podstawie jej wniosku skierowanego do rejencji poznańskiej.
Teofil Walerian i Stanisława Adamska mieli szóstkę dzieci: Tadeusza, Bro­
nisława, Helenę, Stanisława, Zdzisława i Janusza.
Najstarszy syn Tadeusz (ur. 1881) od lat gimnazjalnych związany był
z tajnymi organizacjami samokształceniowymi i wolnościowymi. W murach
gimnazjum św. Marii Magdaleny były to: kółko im. Tomasza Zana i Czer5

5

Nie udało się odnaleźć szczegółowych akt procesowych, a tym samym prześledzić rodzaju
argumentacji użytej przez obie strony w trakcie postępowania.

�RODZINA SZULCÓW

129

wona Róża. Po ukończeniu szkoły średniej studiował medycynę we Wroc­
ławiu, Monachium i Gryfii (w Poznaniu nie było wtedy uniwersytetu).
W 1905 r. uzyskał doktorat nauk medycznych na uniwersytecie w Gryfii.
Następnie odbywał obowiązkową, wojskową praktykę lekarską i w 1907 r.
opuścił szeregi wojska pruskiego jako oficer rezerwy. Został lekarzem miejs­
kim w poznańskiej dzielnicy Wilda, a ponadto lekarzem fabrycznym zakładów
metalowych H . Cegielskiego. Od swych młodych lat uczestniczył czynnie w ży­
ciu miasta. Kiedy tylko powstało polsko-niemieckie Stowarzyszenie Zawo­
dowe Lekarzy Poznańskich (było ono organizacją zbliżoną do związku zawo­
dowego), objął w nim funkcję członka zarządu, który składał się z sześciu
Niemców i sześciu Polaków. Pełnił w nim obowiązki skarbnika. Urząd ten
złożył faktycznie dopiero po I wojnie światowej. Uznanie kolegów i społeczeń­
stwa miasta zdobył dzięki aktywności na Wydziale Lekarskim Poznańskiego
Towarzystwa Przyjaciół Nauk, gdzie redagował „Nowiny Lekarskie" i w la­
tach 1908-1912 był ich sekretarzem. Ze względu na zdolności muzyczne został
także członkiem zarządu towarzystwa „Lutnia", które dzięki osobie dyry­
genta, ks. W. Gieburowskiego, miało znaczne poważanie wśród poznańskich
melomanów. Pracował także w sekcji kulturalnej organizacji „Straż". Był
dodatkowo w zarządzie Towarzystwa Higieniczno-Społecznego i innych orga­
nizacji, mniej istotnych ze względów historycznych. Oprócz tego szeregu zajęć
i funkcji w organizacjach zawodowych i społecznych zaakceptowanych przez
administrację pruską, należał do organizacji konspiracyjnych. Najważniejszą
z nich była „Obrona Narodowa" (podporządkowana „Lidze"), która swą
działalnością obejmowała cały obszar zaboru pruskiego. Tadeusz Szulc z du­
mą wspominał, iż był także jednym z niewielu członków samej „Ligi" (Szulc
1957, s. 7). Była to organizacja narodowo-demokratyczna, bardzo ważna dla
poznańskiego życia politycznego.
Od 1907 r. współpracował z nowo powstałym dziennikiem „Kuryerem
Poznańskim" jako recenzent muzyczny. W tej dziedzinie zasłynął również jako
dobry organizator przygotowując rozmaite koncerty okolicznościowe. Za naj­
większe dokonania można uznać poznańską premierę oratorium „Quo Vadis"
Feliksa Nowowiejskiego i premierowe wykonanie dzieł Karola Szymanow­
skiego. Jego celne recenzje muzyczne ukazywały się aż do 1918 г., z przerwą
w trakcie I wojny światowej. Z obszerniejszych tekstów muzycznych jego
autorstwa należy przypomnieć broszurę o F.Chopinie wydaną w 1910r.
i szkic o muzycznym Poznaniu w latach 1870—1939, napisany wspólnie z wybit­
nym historykiem sztuki G. Chmarzyńskim. Swoje artykuły podpisywał także
pseudonimem „Iatros" lub ,,-z,-z".
Nie były to jedyne nurty zainteresowań Tadeusza. W swej działalności
przejawiał wielokrotnie troskę o fizyczny rozwój młodzieży. Napisał na ten
temat szereg artykułów i broszur.
Pierwszą wojnę światową przeżył jako lekarz armii pruskiej w stopniu
porucznika a później kapitana. Dwukrotnie podczas wojny przez kilka mie­
sięcy przebywał w Poznaniu jako rekonwalescent po przebytych chorobach.

�130

RAFAŁ BESZTERDA

Odzyskanie niepodległości w listopadzie 1918 r. zastało go w Poznaniu, gdzie
z początku utrzymał dotychczasowe stanowisko lekarza dowódcy Głównego
Szpitala Fortecznego. Odradzające się władze polskie zaproponowały mu kierow­
nictwo Instytutu Higienicznego i Lekarza Powiatowego. Został także poproszony
0 prowadzenie zajęć z anatomii na tworzącym się Uniwersytecie Poznańskim.
Powszechne zaufanie społeczne i wybitne cechy organizatorskie zaowoco­
wały propozycją objęcia funkcji członka Magistratu poznańskiego. Jako radca
pracował tam od 1925 do 1936 г., a jako Naczelnik Wydziału Zdrowia Pub­
licznego do 1938 r. (wydział ten został przez niego stworzony od podstaw).
Ceniony przez zwierzchników był w latach 1934-1936 zastępcą Prezydenta
Miasta Poznania - Cyryla Ratajskiego.
Najobszerniejszym tekstem dotyczącym rodziny Szulców są wspomnienia
Tadeusza. Liczą one około 900 stron maszynopisu, którego fragmenty zostały
wydane drukiem w 1995 r. Żal, iż wyboru dokonano przede wszystkim pod
kątem opisywanej przez niego działalności lekarskiej. Nie opublikowano części
rozważań natury ogólnej, czasami o charakterze filozoficznym, czy w końcu
obszernej części ciekawostek z życia dawnego Poznania. Tekst ten daje wgląd
w osobowość jednego z Szulców żyjącego na przełomie wieków, a ponadto
pozwala uchwycić różne odcienie mentalności poznańskiego mieszczaństwa
1 epoki. Opisuje on na przykład ciekawą kwestię ceł miejskich:
Bardzo charakterystyczną rzeczą dla dawnego Poznania, mieszczącego się w obrębie wałów
fortecznych i jego ekskluzywności wobec gmin zewnętrznych była sprawa ceł. Miasto miało swoje
własne cła wwozowe, szczególnie na mięso. Jeżeli ktoś np. kupił mięso zwykłe, drób lub dziczyznę
poza murami fortecznymi, np. na Rynku Jeżyckim, musiał przy wejściu do miasta uiścić od­
powiednie cło. U bram szczególnie u najwięcej frekwentowanej Bramy Berlińskiej patrolowali
miejscy, zielono umundurowani celnicy i wychwytywali podejrzanych o zamiar przemytu mięsa.
W miejscu, gdzie dzisiaj stoi tzw. „Hotel Royal" , stał podówczas mały parterowy miejski urząd
celny. Tam to trzeba było się udawać z mięsem, tam je odważano i obliczano wysokość cła. Każdy
tramwaj konny, który szedł z dworca ku miastu musiał się liczyć z tym, że celnik wejdzie do
wnętrza i zapyta, czy kto ma coś do oclenia.
Również istniało cło mostowe na moście Chwali szewskim, który łączył ulicę Chwaliszewo
z dzisiejszą ulicą Wielką (wówczas Szeroką). Po godzinie dziesiątej wieczorem do którejś godziny
rannej musiał każdy, kto przejeżdżał przez most wozem lub czymś podobnym, zatrzymać się przed
budką celnika stojącą w bliskości krzyża, skąd celnik dla wygody przejeżdżających wysuwał
łopatkę o bardzo długim trzonie, tak, że przejeżdżający mógł nie wysiadając opłacić cło za każdą
osobę wiezioną w wysokości kilku fenigów od osoby (Szulc 1957, s. 37-38).
6

Nie wszyscy ze współczesnych mieszkańców Poznania zdają sobie sprawę,
że zaledwie sto lat temu obszar miasta był dalece ograniczony wybudowanymi
przez władze pruskie fortyfikacjami. Ich częściowe wyburzenie i włączenie do
Poznania dodatkowych obszarów spowodowało rozszerzenie granic miasta
dopiero w ostatnim dziesięcioleciu X I X w. Zniesiono wtedy także nakaz
wznoszenia budynków techniką muru pruskiego w pasie przyfortecznym (por.
6

Hotel o niezmienionej nazwie stoi w Poznaniu do dziś przy ul. Św. Marcin, naprzeciwko
wylotu ul.Gwarnej.

�RODZINA SZULCÓW

131

Trzeciakowscy 1987, s. 29). Wielokrotnie spotkać można w cytowanych wspom­
nieniach opis problemów, z jakimi borykała się młoda administracja polska
po 1918 г., której decyzjami Poznań zmieniał swoje oblicze terytorialne (Szulc
1957, s. 509-511).
Inną ciekawostkę historyczną zawarł Szulc przy okazji opisu mobilizacji
podczas I wojny światowej:
W mieście panował niezwykły, nerwowy ruch. Plakaty obwieszczające mobilizację, rozlepione na
słupach całego miasta, ukazały się - rzecz nie do uwierzenia - także w języku polskim. Teraz, gdy
chodziło o własną skórę, nawet władze wojskowe pruskie uważały za właściwe odezwać się do
Polaków w ich języku ojczystym i nawoływać do spełnienia „obowiązku wobec ojczyzny" nie­
mieckiej (Szulc 1957, s. 336).

Wspominałem, że Tadeusz Szulc był stałym recenzentem muzycznym „Kuryera Poznańskiego". Przebywając na froncie tęsknił za wiadomościami z ro­
dzinnego miasta, toteż, jak pisał:
zaabonowałem „Kuryera Poznańskiego", którego mi następnie przez cały czas mego pobytu na
froncie pod opaską przysyłano. W ten sposób byłem w stałym i dość ścisłym kontakcie z Po­
znaniem i mogłem na ogół dobrze się orientować, co dzieje się w kraju i w Poznaniu mając stałe
informacje z polskiej strony. Listy od żony i rodziny dopełniały reszty. I z frontu można było
pisywać listy polskie w zamkniętych kopertach, tylko w samych początkach wolno było pisywać
jedynie otwarte karty i to po niemiecku, nie podając jednak miejsca wysyłki, a tylko formację
(Szulc 1957, s. 350).

W obszernym tekście wspomnień znalazło się miejsce na nowinki dotyczą­
ce zmiany czasu na letni. Niemcy wprowadzili taką zmianę po raz pierwszy
podczas I wojny (Szulc 1957, s. 404).
W innym miejscu autor celnie scharakteryzował sytuację frontu antypruskiego na ziemiach wielkopolskich i prasę ugodową:
Wewnątrz społeczeństwa poznańskiego i zaboru pruskiego była sytuacja w stosunku do zwalczających
się kierunków pozostałych zaborów na ogół jasna i nie powikłana. Rozbieżności wewnętrznych
w zasadzie nie było, ani politycznych ani społecznych, a front antyniemiecki poza garstką nieuleczal­
nych prusofilów, próbujących akcję swą prowadzić na łamach poznańskiej w tym celu do życia
powołanej „Gazety Narodowej" pod redakcją Ignacego Żnińskiego, był zwarty. [...] W czasie
pierwszej wojny przyjął [mowa o Ignacym Żnińskim - przyp. R.B.], zaofiarowane mu przez
ugodowców pruskich stanowisko redaktora owej „Gazety Narodowej", która jednak żadnego nie
wywierała wpływu i nie była zdolna, podobnie jak w tym samym celu uruchomiony w Lesznie „Kraj",
osłabić front antyniemiecki. Poza tymi dwoma organami w Wielkopolsce jeszcze „Gazeta Gru­
dziądzka" Wiktora Kulerskiego i „Godzina Polski", zwana powszechnie „Gadzina Polski", pod
kierownictwem Adama Napieralskiego w Częstochowie usiłowały oddziaływać, lubo bezskutecznie, na
społeczeństwo zaboru pruskiego na rzecz państw centralnych (Szulc 1957, s. 418-419).

Kilka stron maszynopisu poświęcił Szulc dość powszechnemu w Wielko­
polsce, niechętnemu stosunkowi do Józefa Piłsudskiego. Objętość niniejszego
artykułu nie pozwala na przytoczenie całości jego rozważań. Poza cytowanymi
fragmentami T.Szulc zwraca uwagę na specyfikę zaboru pruskiego i wynika­
jące stąd różnice w ocenie postaci marszałka:

�132

RAFAŁ BESZTERDA

Co skłoniło do tego kroku Piłsudskiego i jego popleczników z P.P.S. i kazało mu w konflikcie
[fragment dotyczy czasów I wojny światowej - przyp. R.B.], zaraz u jego początku szafować krwią
polską, już wtenczas, gdy wyniku zmagań nikt nie mógł nawet w przybliżeniu przewidzieć, trudno
z całą pewnością jeszcze dzisiaj powiedzieć. Czy wchodziły tam w grę jakieś osobiste pobudki
uczuciowe, czy też opierał Piłsudski swój plan na jakichś rachubach politycznych, nie można
nawet teraz po tylu latach stwierdzić na pewno bez bliższych danych. Czy kierowała nim tylko
nienawiść wyłącznie socjalisty do caratu - a pochodził z Litwy - czy była mu motywem osobista
ambicja odegrania jakiejś wybitniejszej roli, czy pragnął tylko po raz pierwszy od 1831 r. powołać
do życia polską regularną jednostkę zbrojną, choćby małą, było có najmniej dla zaboru pruskiego,
wtenczas, w czasie I wojny zupełnie rzeczą nie jasną. Może łudził się, że tworząc tę jednostkę
równocześnie stworzy ośrodek zbrojny, który rozrastając się i wzmacniając ochotnikami spod
zaboru rosyjskiego stanie się czynnikiem reprezentującym militarny czyn i polityczną myśl polską.
[...] W każdym razie powiedzieć można, że wystąpienie Piłsudskiego i jego zwolenników - bez
względu, z jakich powstało motywów - w czasie czteroletniej wojny w niczym nie zaważyło,
szczególnie w sensie dodatnim, na rozwoju sprawy polskiej i obojętnym było w gruncie rzeczy, czy
legiony Piłsudskiego, od których zresztą „legion wschodni" wnet odpadł i swoją poszedł drogą,
istniały w ogóle czy nie. Zaważył Piłsudski na losach Polski dopiero po pierwszej wojnie. Rozwój
wypadków w czasie wojny dowiódł nadto, że Piłsudski stanął po fałszywej stronie, co też - choć
późno - sam pewnie musiał uznać poznawszy bliżej Niemców i przekonać się, że przelewanie krwi
polskiej ochotniczo już w pierwszej fazie wojny było błędem (Szulc 1957, s. 419a-d).

Chociaż przytoczone tu słowa są jedynie wyjątkiem, nie zapominajmy, że
autor był w chwili ich pisania podpułkownikiem W.P. i jego poglądy jako
żołnierza były zazwyczaj wyważone. Potrzeba działań wojennych nie była mu
obca. Nie zgadzał się jednak z decyzjami politycznymi Piłsudskiego i jego
obozu. Wyrażał w ten sposób poglądy bliskie wielu Wielkopolanom. Pry­
watny stosunek T. Szulca do tej kwestii był zresztą znany Prezydentowi Mia­
sta Poznania, Cyrylowi Ratajskiemu, który nakłonił go do pracy samorządo­
wej i objęcia funkcji zastępcy prezydenta.
Przy okazji opisu dotyczącego początkowych faz tworzenia polskich sił
zbrojnych w Wielkopolsce autor wspomnień przytoczył znamienną sytuację
charakteryzującą ten proces:
7

Polaków z wyższym wykształceniem wojskowym w Poznaniu wówczas nie było. [...] Wybór padł na
generała Józefa Dowbora-Muśnickiego. [...] Dowbor zjechał niezwłocznie do Poznania i około połowy
stycznia 1919 r. objął naczelne dowództwo wojsk wielkopolskich. Wprowadził niebawem jednolite
mundury polskie barwy popielatej. Pokrycie głowy stanowiły czapki kształtu wysokiej rogatywki. [...]
Z dawniejszych niemieckich oficerów zawodowych znaleźli się w wojsku wielkopolskim w stopniach
obecnie generalskich Polacy Kazimierz Raszewski i Grudzielski. Szereg oficerów wyższych przywiózł
ze sobą z byłych formacji polskich w Rosji Dowbór-Muśnicki. W początkach były trudności pewne
z polską komendą, której nikt nie znał. Używano więc zrazu komendy niemieckiej z konieczności.
Szybko się to jednak zmieniło i język polski zapanował w wojsku niepodzielnie tak, że, gdy po kilku
tygodniach na wezwanie Lwowa wyruszyły mu pierwsze bataliony poznańskie na odsiecz przeciw
oddziałom ukraińskim, szły tam już pełne zapału formacje w każdym calu polskie (Szulc 1957, s. 441).

Był też Tadeusz Szulc pomysłodawcą i osobą odpowiedzialną za urządze­
nie „dziecińca" na łąkach dębińskich. Powstał on na wzór ogrodów jordanow-

7

Tadeusz Szulc pisał omawiane wspomnienia pod koniec życia, zmarł w 1957 r.

�RODZINA SZULCÓW

133

skich. Od chwili powstania (lata dwudzieste) do dzisiaj zachował się układ
przestrzenny tego miejsca wraz z ulicą Jordána (Szulc 1957, s. 511-512).
Wiele miejsca Tadeusz Szulc poświęcił we wspomnieniach wynalazkom
technicznym, ich przyjmowaniu i następstwom, jakie wywoływały w życiu
codziennym Wielkopolan oraz w szerokiej skali Polski i Europy. Z perspek­
tywy dwóch wojen światowych, które przeżył, dał m. in. wyraz swojemu sto­
sunkowi do samolotu, rozważając jego użyteczność pod wieloma względami:
W tych to pełnych zgrozy chwilach przeżytych w Warszawie i częściowo już przedtem w rodzin­
nym Poznaniu uwidoczniła się w całej swej jaskrawości różnica między pierwszą wojną światową
a już nawet początkiem drugiej. [...] Co za rozpiętość między jej siłą niszczycielską [bombą
atomową - przyp. R.B.], a owymi „niewinnymi" strzałkami spuszczonymi przygodnie z samolo­
tów w r. 1914 we Francji, które miałem sposobność oglądać, jak pisałem, pod Verdun. A wszystko
to stało się możliwe dzięki - genialnemu skądinąd - wynalazkowi samolotu. [...] Póki samolot, jak
było jeszcze prawie zasadniczo w I wojnie światowej, służył celom wywiadowczym lub dzięki
zrzucanym ulotkom celom propagandowym, był na usługach celów pozytywnych. Z chwilą jed­
nak, gdy technicznie wydoskonalony, stał się - i to z czasem, coraz więcej - środkiem transpor­
towym i tym samym roznosicielem śmiercionośnych pocisków, przemienił się wkrótce w ruchomą
bazę dla oręża zaczepnego, przed którym nikt w świecie i nigdzie nie jest bezpieczny. Odtąd nie
ma zakątka na ziemi, gdzieby można się ukryć i prawie zaryzykować można twierdzenie, że
bezpieczniej było w pierwszej wojnie na froncie, niż w drugiej w domu. [...] A co ma ludzkość
w zamian za to? Jakie pozytywne korzyści przyniósł wynalazek samolotu ludzkości jako całości?
Prawie żadnych. W stosunku do kolosalnych strat w krwi i mieniu oraz niebywałej udręki
nerwowej w czasie wojen, które ludzkość zawsze nawiedzały i nawiedzać będą, są zyski czy to
w podczas ich trwania czy w razie pokoju tak nikłe, że prawie żadne. [...] Zyskiwanie na czasie jest
zdobyczą bardzo względną, ma znaczenie tylko głównie i prawie wyłącznie wtenczas, gdy się chce
ubiec współzawodnika, konkurenta, przeciwnika. Przecież gdy on nie posiada możności tej szyb­
kiej zmiany miejsca, natenczas i mnie jest ona niepotrzebną a ludzkość chroni się w ten sposób od
pożerającego ją i wyczerpującego ją ciągłego pośpiechu, który ją wiedzie coraz więcej do rozstroju
oraz upadku i nie przynosi - absolutnie biorąc - żadnej korzyści. [...] Ten wynalazek samolotu był
wszak początkiem i poniekąd źródłem wojen totalnych, w których zaczęto walczyć poza armią
także z ludnością cywilną. [...] Tak to okazało się tutaj, jak pewnie nigdy przedtem, że genialność
wynalazczości ludzkiej zeszła niestety znów na bezdroża i zamieniła nieprzewidzianie najszlachet­
niejsze niewątpliwie zamierzenia w następstwa straszliwe (Szulc 1957, s. 696a-b).

Powróćmy do dziejów Tadeusza Szulca i założonej przez niego rodziny.
Ożenił się z Anną Mann i miał trójkę dzieci: Bogdana, Wacława i Urszulę.
Bogdan był sędzią. Ożenił się z Benigna Dudzianką (1947), lecz zmarł
przedwcześnie i bezpotomnie w Gorzowie Wielkopolskim.
Jego brat Wacław także wybrał prawo jako swój zawód. Był przez wiele lat
sędzią Sądu Wojewódzkiego w Poznaniu i sędzią Sądu Najwyższego w Warsza­
wie. Ożenił się z Aliną Karasińską. Miał z nią dwójkę dzieci: Annę i Jerzego. Jerzy
ożenił się z Bożeną Walczak. Mają oni syna Michała, który jest jednym z dwóch
żyjących męskich potomków rodziny Szulców w siódmym pokoleniu. Anna
wyszła za mąż za Witolda Kozaka i ma trójkę dzieci: Wojciecha, Jerzego i Elizę.
Urszula, absolwentka Akademii Handlowej, wyszła za mąż za Leona Gattnera,
profesora WSE w Poznaniu, z którym miała piątkę dzieci: Grażynę, Włodzimierza,
Andrzeja, Ryszarda i Ewę.
Rodzeństwo Tadeusza Szulca, który był najstarszym synem Teofila Waleriana
i Stanisławy Adamskiej, to: Bronisław, Helena, Stanisław, Zdzisław.

�134

RAFAŁ BESZTERDA

Bronisław zmarł w dzieciństwie.
Helena wyszła za mąż za Edwarda Winklera. Był on nauczycielem gimna­
zjalnym w Warszawie. Dlatego też małżeństwo na długo zamieszkało z dala od
Poznania. Dopiero po 1945 r. Edward Winkler został wykładowcą w Politech­
nice Poznańskiej i małżonkowie powrócili do stolicy Wielkopolski.
Najmłodszy brat - Janusz, przez czas jakiś kierował filią rodzinnego przed­
siębiorstwa kupieckiego w Bydgoszczy. Razem z braćmi brał czynny udział
w Powstaniu Wielkopolskim.
Bracia Stanisław i Zdzisław wymagają szczególnego omówienia ze względu
na ich wkład w rozwój poznańskiego kupiectwa i kultury. Stanisław, podobnie
jak jego starszy brat Tadeusz, uczęszczał do gimnazjum św. Marii Magdaleny.
Jednakże nie było mu dane je ukończyć. Wraz ze śmiercią ojca (1901 г.),
a podczas studiów medycznych Tadeusza, na niego właśnie spadł ciężar pro­
wadzenia wraz z matką rodzinnej firmy zegarmistrzowskiej. Został wysłany na
praktyki do Królewca i Szwajcarii. Pod wpływem Stanisława firma przekształ­
ciła się stopniowo we wzorcowy zakład jubilerski. Po latach okazało się, że
wybór Stanisława na następcę ojca, dokonany poniekąd z konieczności, dla
całej rodziny był szczęśliwy. Młodzieniec od początku przejawiał spore talenty
kupieckie i artystyczne. Podobnie jak bracia, włączył się czynnie w organizację
ruchu zawodowego organizując Ogólnopolskie Zjazdy Złotników i Jubilerów.
Pracownię złotniczą przeniósł w latach dwudziestych z Bazaru na PI. Wol­
ności 5 (budynek ten do dzisiaj pozostaje w rękach rodziny). Swoje prace
przedstawiał m.in. na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu w 1929 r.
i Międzynarodowej Wystawie Rzemiosł w Berlinie w 1938 r. Był długoletnim
prezesem Zjednoczenia Zegarmistrzów i Złotników Miasta Poznania, radcą
Izby Rzemieślniczej oraz członkiem zarządu Cechu Zegarmistrzów i Złotni­
ków Miasta Warszawy. Nawet po 1945 r. dalej działał w zarządach rzemieśl­
niczych. Był m.in. wiceprezesem Poznańskiej Izby Przemysłowo-Handlowej.
Poza pracą związaną z wykonywanym przezeń zawodem działał od mło­
dych lat w organizacjach narodowościowych i samokształceniowych. Był pre­
zesem „Ogniwa", organizacji młodzieżowej mającej na celu nauczanie historii
i literatury polskiej w zaborze pruskim, a także czynne występowanie przeciw
władzom zaborczym. Ponadto, był członkiem Straży Ludowej i uczestnikiem
powstania wielkopolskiego. Opiekował się również młodzieżą w okresie między­
wojennym jako Kurator Towarzystwa Uczniów Handlowych w Poznaniu.
Podzielał poglądy polityczne braci i dlatego w tym samym okresie był przewod­
niczącym Koła Mieszczańskiego BBWR. Okupację spędził w Warszawie, gdzie
prowadził zakład jubilersko-zegarmistrzowski i własną pracownię złotniczą.
Pomagał finansowo Szarym Szeregom. W 1945 r. powrócił do Poznania i otwo­
rzył ponownie własny zakład. Równolegle do 1950 r. funkcjonował jego sklep
w Warszawie. Powojenna rzeczywistość zmusiła go do przekształcenia zakładu
poznańskiego w spółdzielnię pracy. Co prawda, jeszcze do 1954 r. był człon­
kiem zarządu hurtowni zegarmistrzowsko-złotniczej „Zegarhurt" i założycielem
przewodniczącym rady nadzorczej Spółdzielni Zaopatrzenia i Zbytu Złotników

�RODZINA SZULCÓW

135

i Zegarmistrzów w Poznaniu. Napisał też kilka szkiców dotyczących złotnictwa
artystycznego zamieszczonych w Kronice Miasta Poznania.
Kolejną z jego pasji było kolekcjonerstwo rzadkich wyrobów złotniczych,
przeważnie sreber. Ten unikatowy zbiór (zawierający nawet srebra powstałe
w pracowni Odiota - nadwornego złotnika Napoleona) przetrwał powstanie
warszawskie i choć mocno uszczuplony znalazł się po wojnie w Poznaniu
(Sokolnicki 1974, s. 17). Rodzina ofiarowała go Muzeum Rzemiosła, nowo
powstałemu w Poznaniu Oddziałowi Muzeum Narodowego. Wśród wspania­
łych dzieł sztuki znajdował się puchar srebrny, wykonany przez Stanisława,
z miniaturą ratusza poznańskiego na wieku, którym prezydent Poznania Cyryl
Ratajski wznosił toast na cześć prezydenta Ignacego Mościckiego przeby­
wającego w Poznaniu z okazji otwarcia PWK w 1929 r. Także z inicjatywy
Stanisława i w jego pracowni udało się zrekonstruować insygnia rektorskie
Uniwersytetu Warszawskiego. Darował poza tym komplet insygniów rektor­
skich i prorektorskich Akademii Handlowej w Poznaniu.
Żonaty był z Ireną Wilhelmi i miał dwójkę dzieci: Danutę i Andrzeja. Dzieci
zaangażowały się w kampanię wrześniową jako harcerze, później były żołnie­
rzami Szarych Szeregów. Andrzej był żonaty z Barbarą Chwiłkowską i miał z nią
córkę Alinę. Zginął w 1941 r. w trakcie napadu rabunkowego na sklep ojca
w Warszawie. Siostra Danuta wyszła za mąż za Jerzego Sokolnickiego i zamiesz­
kała w rodzinnym Poznaniu. Ich jedyna córka Katarzyna wyszła za mąż za
Michała Męczyńskiego. Mieszkają w Poznaniu. Danuta, po śmierci brata i po­
wrocie z Warszawy do Poznania, prowadziła ojcowską firmę. Ukończyła studia
historii sztuki i zdobyła dyplom mistrzowski w zakresie złotnictwa. Po upaństwo­
wieniu zakładu była kierownikiem artystycznym Spółdzielni „Rytosztuka".
Najmłodszym dzieckiem Teofila Waleriana i Stanisławy Adamskiej był
Zdzisław Szulc. Nie mógł wiele pomóc rodzinie po śmierci ojca, gdy bowiem
jego brat Tadeusz studiował, a Stanisław zajął się firmą złotniczą, on sam miał
zaledwie sześć lat. Jak bracia, ukończył gimnazjum św. Marii Magdaleny. Ze
starszym bratem Stanisławem brał udział w demonstracjach antypruskich.
Jako młody człowiek wziął udział w powstaniu wielkopolskim i wojnie polsko
- sowieckiej w 1920 r. W tych wydarzeniach historycznych brała też udział
jego przyszła żona Maria Wysocka. Oboje małżonkowie zostali uhonorowani
Wielkopolskimi Krzyżami Powstańczymi a Zdzisław dodatkowo Krzyżem
Walecznych za udział w wojnie 1920 r.
Zdzisław kontynuował zawodowe tradycje rodu i został kupcem. Zajmo­
wał się handlem zbożem. Prowadził duże przedsiębiorstwo do dnia wybuchu
I I wojny światowej i był przedstawicielem duńskiej firmy Pingwin, produkują­
cej słynne lody. W czasie ostatniej wojny wraz z żoną został wysiedlony
z Poznania, ale wrócił zaraz po oswobodzeniu miasta. Od młodych lat jego
życie zawodowe było podporządkowane dwóm pasjom: tenisowi ziemnemu
i kolekcjonerstwu instrumentów muzycznych. Zdzisław był więc kolejnym
z rodzeństwa, który dbał o rozwój tej dziedziny sztuki, jaką jest muzyka.
Świadczyć to może o szczególnej atmosferze panującej w rodzinnym domu

�136

RAFAŁ BESZTERDA

Szulców. Żadne istotne wydarzenie muzyczne w Poznaniu w trakcie kilku­
dziesięciu lat nie minęło przecież bez ich udziału organizatorskiego, czy choćby
komentarza prasowego. Bracia popierali każdą ideę, jeśli dotyczyła ona spra­
wy niepodległości ojczyzny lub muzyki. Zdzisław wszystkie środki, jakimi
rozporządzał przeznaczał na zakup instrumentów muzycznych. Jego kolekcja
była imponująca i należy podkreślić, iż tylko dzięki wyrozumiałości żony
- muzykologa i pianistki, zbiór ten, przechowywany w prywatnym miesz­
kaniu, wciąż się powiększał. Ponoć wszyscy goście, którzy odwiedzali ich dom
za każdym razem byli porażeni rozmiarami kolekcji Zdzisława. Każdy kąt,
każde miejsce na ścianach zajęte było przez instrumenty, czasami bardzo
pokaźnych rozmiarów. Zdzisław wielokrotnie podróżował po krajach Europy
i Egipcie przywożąc stamtąd starannie wybrane instrumenty. Jerzy Sokolnicki
w swoich wspomnieniach przytacza anegdotyczną historię z czasów okupacji,
kiedy to kolekcja Zdzisława była schowana za masywnymi, mahoniowymi
szafami wystawy sklepu jubilerskiego brata przy dzisiejszym PI. Wolności
(Sokolnicki 1974, s. 21-22). Pewnego razu, w godzinach otwarcia sklepu pękła
jedna ze strun harfy, czyniąc przy tym potworny hałas. Pracownicy wytłuma­
czyli niemieckiemu kierownikowi, że to wynik rozsychania się drewna maho­
niowego jednej z szaf. Nie wiadomo do dzisiaj czy uwierzył, ale tak schowane
instrumenty przetrwały całą wojnę.
Zdzisław już przed wojną był znanym specjalistą zajmującym się naukowo
pochodzeniem instrumentów, w tym ludowych. Dowodził m . i n . polskiego
rodowodu skrzypiec, napisał kilka rozpraw na temat instrumentarium ludo­
wego. Do najważniejszych jego prac należy Słownik Lutników Polskich (1953).
Po wojnie jego prywatne zbiory znalazły się w Muzeum Wielkopolskim a póź­
niej w Muzeum Narodowym. Dzięki staraniom Zdzisława odrestaurowano
jedną z kamieniczek na poznańskim Starym Rynku i przeznaczono ją na
siedzibę Muzeum Instrumentów Muzycznych. Zdzisław został jego pierwszym
kustoszem. Zapoczątkował kilka trwających do dzisiaj tradycji: przede wszyst­
kim zainicjował Koncerty Sylwestrowe w M I M i międzynarodowe Konkursy
Lutników w Poznaniu. Założył też Stowarzyszenie Polskich Artystów Lutników
i był jego pierwszym prezesem.
Zdzisław popularyzował także tenis ziemny. Był inicjatorem budowy pierw­
szych kortów i prezesem założycielem Polskiego Związku Lawn-Tenisowego
w 1921 r. (miał wówczas 26 lat!). Zaledwie w cztery lata później wydał pierwszy
polski podręcznik zasad gry w tenisa.
Małżeństwo Zdzisława i Marii Wysockiej miało trójkę dzieci: Olgierda,
Mirona i Aleksandrę. Miron zmarł mając zaledwie kilka dni. Olgierd skończył
studia na poznańskiej WSE i pracował w banku. Ożenił się z Hanną Garstecką.
Przedwcześnie zmarł pozostawiając trójkę dzieci: Wojciecha, Marię i Agnieszkę.
Wojciech ożenił się z Haliną Urban i mają syna Olgierda. Jest on drugim obok
Michała, syna Jerzego i Bożeny, kontynuatorem rodu Szulców.
Siostra Olgierda (seniora), Aleksandra, ukończyła po I I wojnie studia
muzykologiczne i pracowała w tym zawodzie.

�RODZINA SZULCÓW

137

Przedstawiając dzieje tak znaczącego rodu należy nie tylko zwrócić uwagę
na jego wkład w rozwój kulturalny miasta, a tym samym w kulturę polską, ale
zastanowić się nad fenomenem tak szybkiej asymilacji. Nie powierzchownej,
ale głęboko przenikającej, w pełni uświadomionej i akceptowanej. W ciągu sześciu
pokoleń, ich przedstawiciele wykazali wiele zrozumienia dla potrzeb kraju, który
uznali za swą ojczyznę. Spolonizowani w krótkim czasie, nie pozostawali na
uboczu wobec problemów dotyczących społeczności, w której żyli i zaakceptowali
ją jako swoją. Życie każdego z nich wpisało się w historię miasta i regionu.
Niestety, wielu członków tej rodziny odeszło w zapomnienie i nawet poznaniacy
ich nie znają. Ten stan rzeczy wynika z niewłaściwej edukacji oraz braku
efektywnych działań na rzecz upowszechniania lokalnych tradycji. Ta mieszczań­
ska rodzina od początku swego osiedlenia się w Poznaniu utrzymywała kontakty
z liderami życia kulturalnego i społecznego miasta. Sama tę elitę współtworzyła.
W przeciwieństwie do niektórych Polaków od początku była wyczulona na
sprawy ważne dla Wielkopolan. Trudno znaleźć w ciągu dwustu lat ich zamieszki­
wania w Poznaniu istotną historycznie inicjatywę społeczną, której Szulcowie nie
poparliby czynnie. Ojcowie rodziny pozostawili po sobie pokolenia nie tylko
wykształcone, ale także obdarzone talentami organizatorskimi. Przedstawione
w tym artykule osoby pogodziły pracę zawodową ze społeczną i wieloma innymi
zajęciami, w których zawsze sprawy polskiej kultury, gospodarki oraz życia
społecznego były najważniejsze. Pragnąc uczcić choć jednego z członków tej
rodziny władze Muzeum Narodowego i krewni postanowili ufundować tablicę
pamiątkową poświęconą Zdzisławowi Szulcowi. Znalazła ona swoje miejsce
w pobliżu wejścia do Muzeum Instrumentów Muzycznych w Poznaniu. Uro­
czystość odsłonięcia odbyła się w marcu 2000 r.

ŹRÓDŁA
Archiwalia
Karty ewidencyjne ludności Poznania. Archiwum Państwowe w Poznaniu (lata ok. 1800-1900).
Protokół Bractwa Szewckiego Przedmieścia Ś.Woyciecha. Archiwum Państwowe w Poznaniu
(sygn. AP 466).
Wywiady przeprowadzone w latach 1998-1999 z pp. Urszulą Gattner i Katarzyną Męczyńską
(zapisy - w archiwum Pracowni Etnologii I A i E PAN w Poznaniu).
Czasopisma
Odpisy notatek prasowych z „Dziennika Poznańskiego" i „Kuryera Poznańskiego" z lat 1900-1910.
Literatura
Dzieje Poznania 1994, J. Topolski, L . Trzeciakowski (red.), Warszawa-Poznań, t. 2, vol. 1.
S o k o l n i c k i J . 1974, Rodzina Szulców, tekst odczytu dla Towarzystwa Miłośników Miasta
Poznania, maszynopis.
S z u l c T. 1957, W Poznaniu i wkoło niego, maszynopis.
- 1995, W Poznaniu i wkoło niego. Poznań.
T r z e c i a k o w s c y M . i L . 1987, W dziewiętnastowiecznym Poznaniu, Poznań.
Wielkopolski Słownik Biograficzny. 1981, Warszawa-Poznań.

�138

RAFAŁ BESZTERDA

RAFAŁ BESZTERDA
T H E SZULC F A M I L Y
Summary
The oldest traces of the history of the family Szulc reach back to the place called Wołów in
Silesia, where in 1757 Franciszek was born as the first son of the tailor Jan Krzysztof. In the 1780s
Franciszek came to Poznań and since then on the history of that, primarily German, family
became connected with the capital of the region of Wielkopolska. Six generations of the lineage
felt responsibility for the needs of the country which their ancestors had chosen as their own.
They soon became polonized, accepted Poland as their homeland and never held themselves aloof
to the problems of their community.
Life of each of the members of the Szulc family became in some way involved in the history
of the town and of the region.
From the very beginning they were in touch with representatives of local social and cultural
elite and soon they joined the elite themselves. Not all autochtonous Polish families were so
sensitive to the problems important to the province of Wielkopolska as the members of successive
generations of the Szulc family. Within the recent two centuries it is hardly possible to find any
important social enterprise which would not be actively supported by the Szulcs. The forefathers
of the family were followed by numerous generations of descendants who were not only well-educated people but also revealed considerable organizational skills. In the article the author
presents some of the outstanding members of that unusual family who were always able to join
professional success with social activity, for whom the cause of Polish culture and economy was
always of greatest importance.
In order to honour at least one of that extraordinary family, Zdzisław Szulc, a commemorat­
ing plaque has been founded by the National Museum together with the relatives. The ceremony
took place in March 2000.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7795" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7774">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3d9c0c13ed4435afa8c08d0a0e55ec41.pdf</src>
        <authentication>5b526d47b977ac027c85545a12f3eb53</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93074">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93077">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93080">
                <text>Morawianie - działalność misyjna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93083">
                <text>Indie - misje</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93086">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1861</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93089">
                <text>Dzialalność Braci Morawskich w północnych Indiach/ LUD 2001 t.85</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93092">
                <text>LUD 2001 t.85, s.119-142</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93095">
                <text>Beszterda, Rafał</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93097">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93099">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93101">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="93103">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="93110">
                <text>Lud, t. 85,2001

RAFAŁ BESZTERDA
Instytut Archeologii i Etnologii PAN
Poznań

DZIAŁALNOŚĆ BRACI MORAWSKICH
W PÓŁNOCNYCH INDIACH

Artykuł' jest próbą odpowiedzi na pytanie, czy Morawianie2 jako zgromadzenie chrześcijańskie cechowali się swoistymi wartościami, skoro jako pierwsi
wśród kościołów protestanckich podjęli się prowadzenia misji wśród innowierców. Spróbuję zatem określić specyficzne zasady życia Morawian, które pozwalały Braciom znosić trudy prekursorskiej pracy misyjnej. Przedstawię również stosowane przez Morawian sposoby prowadzenia ewangelizacji wśród
ludów pogranicza indyjsko-tybetańskiego, aby w podsumowaniu omówić zmiany kulturowe spowodowane przez Morawian na obszarze ich działalności ewangelizacyjnej, i wskazać te, które dają się zidentyfikować współcześnie.

1. Charakterystyka Kościoła Morawskiego
Analiza genezy i założeń Kościoła Morawskiego pozwala scharakteryzować
zbiór cech, które stanowiły fundament jego pracy misyjnej. Bracia Morawscy
to przedstawiciele radykalnego ruchu odnowy Kościoła rzymskiego, zainspirowanego przez Jana Husa. Założycielem wspólnoty był Rehor Kraj ci (1458 rok).
Ich doktryna opierała się wyłącznie na nauce Chrystusa zawartej w Nowym
Testamencie. Podstawowymi kwestiami w sporze z kościołem rzymskim były:
sprzedaż odpustów, potrzeba głoszenia Ewangelii w językach narodowych,
udzielanie komunii pod obiema postaciami, a także nieomylność papieża
w sytuacji, gdy jego wypowiedzi są sprzeczne z tekstem Biblii. Znaczącymi

I Temat ten został opracowany
w ramach grantu finansowanego przez Research Support Scheme ofthe Open Society Foundation, nr 895/1999, pl.: Moravian Missions in the Himalaya.
2 W historii funkcjonują różne nazwy wspólnoty. Najczęstsze w polskiej literaturze są: Bracia
Czescy i Bracia Morawscy. Ale najwcześniejszą nazwą własnąjest Brati'i Zakona Kristova, przekształconą na przełomie XV i XVI w. w Bratrska Jednota (póżniej na obszarach dalszych osiedleń
- Unitas Fratrom, Unity ofBrethren, United Moravian Church). Byli też nazywani, głównie przez
swych przeciwników ideologicznych, pikardami lub waldensami. W niniejszym tekście używam
nazw Bracia Morawscy, Morawianie i Kościół Morawski jako najbliższych polskiej tradycji piśmienniczej.

�120
cechami Braci Czeskich było przestrzeganie skrajnego ubóstwa i równości społecznej. Cała historia Morawian świadczy o tym, że radykalizm tego ruchu budził
wrogość innych kościołów instytucjonalnych. Po latach prześladowań i przymusowych przesiedleniach Bracia Czescy musieli uchodzić z katolickich Moraw. W 1721 roku znaleźli ostateczne miejsce osiedlenia w saksońskich dobrach księcia Nicholasa Ludwiga von Zinzendorfa. Książę, który wkrótce
zrezygnował z życia politycznego i objął przewodnictwo nad wspólnotą,
był prawnikiem i teologiem, absolwentem Uniwersytetów w Wittenberdze
i w Halle. W kształtowaniu poglądów religijnych księcia wielką rolę odegrał
jego ojciec chrzestny - Philipp Jacob Spener, twórca pietyzmu. Ruch ten, dość
popularny w Saksonii od końca XVII wieku, charakteryzował się pojmowaniem pobożności i służby bożej jako "nakazu serca", kładł nacisk na prostolinijność wierzących i ich przymioty etyczne, a także, co być może najważniejsze w odniesieniu do omawianego tematu, konieczność czynnej pomocy bliźnim i szerzenia chrześcijaństwa. Głoszona przez Braci Morawskich potrzeba
moralnej nieskazitelności i głębokiej pobożności, rozwijanej poprzez wewnętrzną pracę duchową, była zatem bliska religijnej postawie księcia Zinzendorfa.
Książę nie tylko wspierał ich finansowo, ale również przez lata był ich duchowym przywódcą.
Analiza archiwaliów3 dotyczących funkcjonowania wspólnoty pozwala wyróżnić zasadnicze cechy Morawian. Są to przede wszystkim: niezależność światopoglądowa, na tyle silnie odczuwana, że nie zmieniły jej nawet lata prześladowań; przekonanie o potrzebie czynnego realizowania swych poglądów religijnych w służbie bliźniemu; radykalizm w zachowywaniu ideałów moralnych
i postulat doskonalenia się poprzez nieustającą pracę duchową. Można założyć, że to właśnie tak określone cechy spowodowały, że Bracia Morawscy nie
tylko przetrwali jako wspólnota wyznaniowa, ale w dodatku udało im się stworzyć silne ośrodki poza Europą.
Już w 1732 roku Morawianie rozpoczęli swą pierwszą misję4. Przedsięwzięcie to było równocześnie pionierskim działaniem misyjnym prowadzonym przez
kościół protestancki. Do połowy XVIII wieku misjonarze z Herrnhut znaleźli
się na Grenlandii, wśród Indian Ameryki Północnej i w Indiach. Na terenie
Ameryki Północnej to właśnie Morawianie ochrzcili braci Wesleyów, późniejszych założycieli Kościoła Metodystów. W trakcie kolejnych kilkudziesięciu
lat Bracia Morawscy ustanowili dodatkowo stacje misyjne na obszarze Afryki
i Australii. Współcześnie szacuje się, że Braci Morawskichjest na świecie około
300 tysięcy, z czego 2/3 w krajach misyjnych (Wiśniowski, 1985, s. 993).

] Studia nad archiwaliami i literaturą morawiańską prowadziłem w latach 1999-200 l w Archiv
der Bruder Unitlit w Hermhut i Volkerkundemuseum w Dreźnie.
4 Pierwszym obszarem misyjnym Morawian stała się wyspa św. Tomasza, naleźąca do archipelagu Wysp Dziewiczych, na wschód od Puerto Rico.

�121
Dzięki doświadczeniom zdobytym podczas prowadzenia pierwszych misji
Kościół Morawski zwrócił baczną uwagę na właściwe przygotowanie kandydatów do pracy w stacjach misyjnych. Władze Kościoła Morawskiego zdecydowały, by kandydaci do służby misyjnej przechodzili kilkuletnie studia przygotowawcze, poprzedzające wyjazd (zdobywali oni wówczas niezbędną znajomość lokalnych języków oraz pożądane ze względu na dobro misji wykształcenie
politechniczne bądź medyczne). Za bardzo ważne uznano ponadto, by precyzyjnie określić zamiary Morawian i ich stosunek do władz kolonialnych na
obszarze misyjnym. Przewidywano, że misjonarze prędzej czy później staną
wobec podstawowego dylematu lojalności: rząd kolonialny czy poganie. Dlatego też już w 174 I roku ogłoszono oficjalny tekst deklaracji A Candid Declaration of the Church Known by the Name of the Unitas Fratrum. Relative to
Their Labour Among the HeathenS, która precyzowała cele działań misyjnych
prowadzonych przez Braci Morawskich, a następnie w 1778 roku drugi dokument: An Account of the Manner in Which the Protestant Church of the Unitas
Fratrum. or United Brethren. Preach the Gospel, and Carry on Their Missions
Among the Heathen6• Zawarto w nich bardzo szczegółowe określenie celów
działań Morawian na obszarach misyjnych. Owe dokumenty gwarantowały
przede wszystkim lojalność misjonarzy wobec władz kolonialnych. Na wielu
tych obszarach Bracia mieli bowiem do czynienia z niewolnikami, którzy pochodzili z rdzennej ludności danego obszaru lub też byli sprowadzeni z innych
terenów7•

2. Początki misji w Indiach
Celem morawiańskich działań misyjnych stały się ludy uznawane ówcześnie za najbardziej zacofane, które nie miały wcześniej kontaktu z misjonarzami jakiegokolwiek kościoła. Jednym z takich ludów byli Kałmucy, zamieszkujący okolice Sarepty (dzisiejsza dzielnica Wołgogradu), wśród których Morawianie prowadzili misje na przełomie XVIII i XIX wieku. Ponad dziesięcioletnie
s Otwarta deklaracja Kościoła znanego pod nazwą Unitas Fratrom, w związku z jego misjami
pośród pogan.
h Przedstawienie
sposobu, w który Kościół protestancki Unitas Fratrom, zwany też United Brethren, niesie Dobrą Nowinę i prowadzi swoje misje wśród pogan.
7 Należy pamiętać, że na obszarze wielu misji funkcjonowało
prawo nakazujące właścicielom
uwalnianie ochrzczonych niewolników. Tym samym właściciele, w najlepszym przypadku, nie byli
zainteresowani wspomaganiem misjonarzy. Podobnie rzecz się miała z oświatą wśród niewolni·
ków. Na ogół właściciele uważali, iż im niewolnicy są mniej wykształceni, tym łatwiej utrzymać
ich w ryzach. Szkoły dla niewolników, proponowane przez Morawian mogły doprowadzić do buntów. Dlatego też Morawianie opowiedzieli sięjednoznacznie za utrzymaniem niewolnictwa, zgodnego według nich z Prawem Bożym, ale równocześnie namawiali właścicieli, by ci zgadzali się na
kształcenie niewolników, ponieważ tylko w ten sposób będą dysponowali świadomą siłą roboczą,
zdolną zrozumieć intencje ich właściciela.

�122
prace misjonarskie nie przyniosły wówczas żadnych wyników i władze Kościoła Morawskiego zdecydowały o poniechaniu tej misji (Bray, 1992, s. 369).
W połowie XIX wieku Kościół Morawiański powrócił do idei ewangelizowania buddyjskich Kałmuków. Do podjęcia tej działalności zostali wyznaczeni
August Wilhelm Heyde i Eduard Pagell. Obaj zdążyli przed wyjazdem opanować język mongolski i ukończyć studia medyczne w Berlinie. Najkrótsza droga do Mongolii, okupowanej ówcześnie przez Chiny, wiodła przez Rosję, ale
ta odmówiła misjonarzom prawa przejazdu przez swoje terytorium. Zdecydowano się zatem dotrzeć do Mongolii od południa, przez Indie. Wymienieni wyżej Bracia dotarli do Kalkuty 23 listopada 1853 roku i ta data rozpoczyna morawiańską historię w Indiach. Następny rok misjonarze poświęcili na studia
nad językiem tybetańskim, sądząc, że w końcu uda im się przedostać do Mongolii przez TybetR•
Morawianie zamierzali początkowo ewangelizować Mongołów. Nie precyzowali, jaką grupę tej społeczności mieli na myśli (ówczesna nauka nie znała
pojęcia grup czy mniejszości etnicznych). W tym celu chcieli dotrzeć do Mongolii. Z uwagi na niemożliwość dotarcia do Tybetu postanowili pozostać na
pograniczu indyjsko-tybetańskim,
mając nadzieję, że kiedyś rząd Tybetu
w Lhasie zezwoli im na ewangelizowanie tego kraju. W 1857 roku A. W. Heyde i E. Pagell założyli wraz z H. A. Jaeschke pierwszą, stałą stację misyjną we
wsi Kyelong (Lahul), przez którą prowadził ważny szlak handlowy9 łączący
8 W tym celu zbierali wiadomości na temat sposobów przejścia przez Tybet, wypytując podróżnych. którzy w celach handlowych bądź jako pątnicy docierali do Ladakhu. Przed namiotem Braci
w Leh gromadziły się grupy osób. które z zaciekawieniem się im przyglądały. a niektóre z nich były
przez nich zapraszane do namiotu. Jedną z nich był ••... sługa Dalaj Lamy z Lhasy (lub z H·Lassy).
kupiec, który zajmował się handlem tatarską (Tartar) herbatą w imieniu swojego duchowego władcy.
Długo z nami rozmawiał. ajego opis drogi do Lhasy zgadzał się z wyznaniami innych. Często zdarza się
na tej drodze. że podróżni są atakowani i okradani przez rabusiów. którzy bandami liczącymi po 30 lub
40 osób niepokoją tę drogę. (...) Jak zwykle prowadziliśmy nasze dociekania na temat Mongołów. Dowiedzieliśmy się, że dotarcie do pierwszych osiedli Mongołów, które znajdują się na północny wschód
od Leh. zabrałoby nam trzy tygodnie. W tym samym czasie (dotarlibyśmy - R.B.)
z Yarkandu. W Ladakhu nie znaleźliśmy jednak nikogo. kto potrafiłby mówić czy pisać po mongolsku.
Zanim opuściliśmy Leh. dokonaliśmy różnych zakupów. Na sytuację, w której wolno byłoby nam przekroczyć chińską granicę. każdy z nas nabył czerwony ubiór lamy" (••Periodical Accounts ...•••1858,
s. 41--42. vol XXII). Bracia A. W. Heyde i E. Pagell zdecydowali, żeby się rozdzielić i w pojedynkę
szukać sposobów przedostania się na terytorium Tybetu. Fragment raportu E. Pagella z 28 września
1855 roku przedstawia tę sytuację: ••...trzeciego dnia doszliśmy do ostatniej wsi na terytorium Ladakhu i następnego dnia przekroczyliśmy granicę i wkroczyliśmy do Tsotso. prowincji chińskiego Tybetu. (...) Pozwolono nam dojść tak daleko (do Akse. trzy dni drogi od Lanak w Ladakhu - R.B.) bez
najmniej szych przeszkód. Lecz na moje zapytanie o prowiant na własny użytek i trochę paszy dla
jaków (...). nikt nie chciał ich sprzedać ani darować. Zapewnili mnie jednak. że wszystko. czego mi
potrzeba. otrzymam w następnej osadzie. Doszliśmy do tego miejsca po dwudniowym marszu. Było
ono większe niż poprzednie (Akse - R.B.). Starannie ufortyfikowany posterunek graniczny,jednak
bez zbrojnej załogi (...). Kazali nam zawrócić". (••Periodical Accounts", 1858, s. 85-86).
9 Podstawowymi
przedmiotami handlu Indii z Tybetem były: ryż. zboża. wyroby skórzane
i metalowe, odzież bawełniana, a także biżuteria mosiężna i srebrna. za co w zamian przywożono
do Indii: boraks. sól, herbatę, wełnę i żywy inwentarz. głównie jaki.

�123
Lahul z Ladakhiem i Kaszmirem, a generalnie Indie z Tybetem (Bray, 1992,
s. 369). Misja w Kyelongu (1857-1940),jak i wszystkie pozostałe, została zlokalizowana w miejscach dużego, okresowego ruchu karawanowego.
Podczas kilku pierwszych lat pobytu w północnych Indiach Bracia przekonali się, że ów upragniony wjazd do Tybetu szybko nie nastąpi, aewangelizacja Tybetu będzie musiała odbywać się bez ich obecności, za pomocą chrześcijańskich pism tłumaczonych na miejscowe języki. W tak niejasnej sytuacji
postanowili skoncentrować się na nauce języka tybetańskiego i dialektów pokrewnych, których znajomość miała przygotować ich do działalności misyjnej.
Morawianie uważali, iż należy równolegle ewangelizować Tybetańczyków zamieszkujących na terenie Indii i Tybetańczyków w ich własnej ojczyźnie. Zaznaczyć należy, że określenie "Tybetańczycy" używane było przez Morawian
w znacznie szerszym zakresie, niż to ma miejsce obecnie. Pogranicze indyjsko-tybetańskie zamieszkiwało kilkaset grup etnicznych, z których duża część
niewiele miała wspólnego z Tybetańczykami poza językiem.
Ogółem do końca XIX wieku Morawianie założyli na obszarze indyjskiego
Zachodniego Tybetu 6 stacji: Kyelong w Lahulu (1857-1940); Pooh w Kinnaurze (1865-1923); Leh w Ladakhu (1885); Khalatse w Ladakhu (1899-1940); Simla (1899-1905) i Chini w Kinnaurze (1900-1906). Spośród wymienionych pozostała czynna jedynie stacja w Leh, która od chwili powstania
była stacją centralną, koordynującą działania Morawian na omawianym obszarze (Schulze, 1932, s. 545). Należy jedynie dodać, że Morawianie prowadzą
obecnie drugą stację na obszarze stanu Uttar Pradeś (w Rajpur k/Dehra Dun),
która powstała w 1966 roku dla uchodźców tybetańskich osiedlonych na tym
terenielO.

3. Prace tłumaczeniowe na języki pogranicza indyjsko--tybetańskiego
Jednym z podstawowych sposobów ewangelizacji stosowanym przez morawiańskich misjonarzy było przygotowanie tłumaczeń tekstów chrześcijańskich,
przede wszystkim Biblii. Wybór języka tych tłumaczeń był dla misjonarzy sprawą zasadniczą. Na terenie prowincji himalajskiej funkcjonowało kilka podstawowych języków i kilkadziesiąt dialektów. Wybór języka tłumaczeń był zatem
jednoznacznym określeniem grupy, do której skierowywano Dobrą Nowinę.
Były to decyzje o bardzo złożonym charakterze.
Rejon, w który przybyli Bracia, był także wyjątkowy z zupełnie innego powodu. Rdzenni mieszkańcy mieli za sobą bagaż kilku tysięcy lat cywilizacji
i niezmiernie bogatą literaturę religijną. Wielu mieszkańców potrafiło czytać.
10 Stacja w Rajpur nazwana Morawian
Institute prowadzi jedynie działalność edukacyjną, dlatego też pomijam ją w kontekście omawianych zjawisk historycznych.

�124

Ten stan rzeczy determinował sposoby działania Braci. Należało, oprócz opanowania lokalnych języków, poznać także miejscowe dziedzictwo kulturowe,
by móc polemizować z wartościami, które ono ze sobą niosło. Ponadto języki
i dialekty, z którymi zetknęli się Morawianie były w większości nieznane
w Europie. Nie istniały tym samym żadne opracowania ich gramatyk, słownictwa itd. Wszystko to należało wykonać na miejscu i to jak najszybciej.
Kiedy zdecydowano się na lokalizację pierwszej stacji misyjnej w Kyelongu, Morawianie dysponowali już sporym zasobem tekstów chrześcijańskich
w języku tybetańskim. Była to sytuacja wyjątkowa na tle innych misji chrześcijańskich na świecie. Tłumaczenia fragmentów NTII, pism kaznodziejskich
i psalmów istniały bowiem, zanim pojawił się pierwszy lokalny kandydat do
chrztu. Z pewnością ten stan rzeczy był częściowo spowodowany świadomością misjonarzy, że w ewangelizacji Tybetu być może będą musiały wystarczyć
teksty, które różnymi drogami należy dostarczyć w głąb Tybetu. Taka forma
ewangelizacji miała swój początek właśnie na omawianym terenie pogranicza
indyj sko-tybetańskiego'2.
3.1 Trudności w wyborze języka tłumaczenia

Biblii

H. A. Jaeschke optował za tym, by Biblię tłumaczyć na klasyczny język
tybetański (chos-skad), używany w tekstach drukowanych i w sytuacjach tak
oficjalnych jak np. etykieta dworska. Podstawą takiej właśnie decyzji była
najprawdopodobniej świadomość powagi zamierzonego przekładu i chęć, by
znający ten język przyjęli tłumaczenie Biblii w taki sposób, na jaki zasługuje
tekst objawiony. W języku chos-skad istniały precyzyjne określenia religijne,
które były niezbędne dla adekwatności tłumaczenia. Jest to też jedyny język,
który swoim zasięgiem obejmuje nie tylko Tybet, ale i znaczne obszary północnych Indii, Nepalu i Bhutanu. Taki wybór języka tłumaczenia wydawał się
zatem oczywisty. Wkrótce okazało się, że aczkolwiek chos-skad zawierał słownictwo związane z duchowością, to było ono odpowiednie w odniesieniu do
niuansów buddyzmu i nie pozwalało na użycie tych znaczeń dla sensów wynikających z Biblii. Poza tym im dłużej Bracia przebywali w Indiach, tym bardziej przekonywali się, jak bardzo ograniczony był odbiór tekstów zapisanych
w oficjalnym języku tybetańskim. Przypuszczać można, że na początku im to
nie przeszkadzało, gdyż sądzili, że będą szerzyć chrześcijaństwo wśród wysoNT - skrót od Nowy Testament, którego używam w całym artykule.
Wiele z tych pism nie zachowało się w Europie, chociaż Bracia byli zobowiązani przesyłać do
Herrnhut i Londynu ich kopie. Poszukiwanie tych tekstów na terenie północnych Indii mogłoby
przynieść efekty, bowiem buddyjskie biblioteki klasztorne nie miały zwyczaju niszczyć jakiegokolwiek druku, jeśli dotyczył on spraw religii. Takie znaleziska, szczególnie traktaty teologiczne, stanowiłyby wyjątkowo ciekawy materiał do studiów nad ówczesnym stanem np. teologii porównawczej.
II
12

�125
ko urodzonych grup społecznych. Wykształcona elita mogła przyjąć jedynie
Biblię w języku chos-skad. Jakiekolwiek zmiany dokonane w tym języku na
rzecz potoczności sformułowań lub dialektyczności byłyby przez tę grupę widziane jako rezultat braków w wykształceniu misjonarzy. W konsekwencji elity mogłyby potraktować Biblię jako tekst niegodny uwagi. Ten plan jednak
bardzo szybko się załamał. Wykształcona część społeczeństwa chciała co prawda
na temat Biblii dyskutować, ale szanse ich nawrócenia na chrześcijaństwo były
niewielkie. Większych możliwości zaczęto upatrywać wśród "prostego ludu".
Ta grupa społeczna najczęściej nie potrafiła czytać i dostępne już w tłumaczeniach fragmenty Biblii stały się w większej części bezużyteczne. Bracia odczytywali fragmenty Biblii podczas kazań, który to zwyczaj pomagał weryfikować
adekwatność dokonanych tłumaczeń. I okazało się, że słuchacze nie rozumieli
zawiłego chos-skad. Należało przetłumaczyć Pismo św. na potoczny tybetański (phal-skad) lub wprost na lokalne języki i dialekty, nawet jeśli miałoby to
wywołać opinię, że Morawianie są nieukami. Zapis tekstu Biblii w potocznym
tybetańskim niósł ze sobą jednak niebezpieczeństwo wprowadzania do niego
dialektyzmów, które czyniły go zrozumiałym na znacznie bardziej ograniczonym terytorium niż przek'ładu w klasycznym chos-skad. Kolejnym problemem
był fakt, iż różnorodne dialekty, którymi posługiwała się ludność na obszarach
misji, najczęściej nie miały wykształconej formy zapisu. Pozostawały językami komunikacji werbalnej i to w dodatku bardzo ograniczonej w sensie terytorium i liczebności użytkowników. Kompromisowym rozwiązaniem przyjętym
przez Morawian była równoległa praca nad tłumaczeniem całości Biblii na
klasyczny tybetański (by mogła być rozumiana najak największym obszarze),
i częściowe tłumaczenia Nowego Testamentu na poszczególne języki i dialekty, by można było przesłanie tego tekstu upowszechniać lokalnie.
Prace nad przekładami poszczególnych
ksiąg na chos-skad rozpoczął
H. A. Jaeschke w rok od przybycia do Indii (1854). Był on świadomy, że aby
tekst Biblii mógł być ostatecznie zaakceptowany do druku, Morawianie muszą
uzyskać pomoc wykształconych, rdzennych Tybetańczyków w jego ostatecznym zredagowaniu. Lokalni pomocnicy powinni równocześnie dogłębnie znać
chrześcijaństwo, a na tak przygotowaną kadrę będzie trzeba poczekać przynajmniej 10 lat (Bray, 1990, s. 68).
Jaeschke używał jako podstawy do tłumaczenia greckiej wersji Biblii. Nieprzekładalność greckich terminów na tybetański spowodowała, że nie było to
w pełni udane tłumaczenie. Samo znalezienie tybetańskich odpowiedników
pojęć fundamentalnych dla chrześcijaństwa zabrało mu kilka lat. Weźmy na
przykład słowo podstawowe: Bóg. W przypadku Biblii mongolskiej użyto jako
równoważnika słowa: Buddha. Jaeschke rozważał jeszcze użycie słowa lha,
które odnosiło się do różnorodnych istnień duchowej natury. Wybrał ostatecznie określenie dkon-mchog - "Naj droższy". Inne pojęcia sprawiały innego typu
problemy, ponieważ brak było na terenie zachodnich Himalajów podobnych

�126
"obiektów". Tak miała się sprawa ze słowem: krzyż. Jaeschke użył tu jako
zamiennika pojęciowego słów - brkyang-shing (drzewo rozciągnięcia). Określenie tybetańskie odnosiło się co prawda do drewnianej ramy na której
w Tybecie rozciągano złoczyńcę. Czyniono to jednak w pozycji poziomej i leżącemu skazańcowi wylewano na piersi gorący wosk. Z pewnością jednak takie określenie było czytelnikom tybetańskiej Biblii bliższe niż zupełnie obcy
kulturowo krzyż. Podobne wątpliwości budziła w Jaeschkem transpozycja kulturowa słów: oliwa, oliwki, drzewo oliwne. Kwestia została w tym przypadku
rozwiązana poprzez znalezienie dziko rosnących odmian oliwek w Sikkimie
(Bray, 1990, s. 69). Pozwoliło to zastosować dialektologiczną nazwę, aczkolwiek
prawie nieznaną poza niewielkim obszarem wschodnich Himalajów. Można
sobie wyobrazić, iż mnogość tego typu kłopotów sprawiał tłumaczowi brak
występowania na omawianym obszarze wielu gatunków zwierząt i roślin wymienianych w Piśmie, a także na przykład odniesień do prawa żydowskiego.
Jaeschke po 10 latach pracy misyjnej powrócił do Herrnhut. W chwili wyjazdu (1867 rok) NT był przez niego w większej części przetłumaczony. Przed
śmiercią Jaeschkego w 1883 roku praca ta została ukończona. Pierwsze wydanie czterech Ewangelii w języku tybetańskim ukazało się w 1883 roku,
a pozostałych Ksiąg w dwa lata później. Druku dokonano w Berlinie na zlecenie British and Foreign Bible Society.
Po kilku latach Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne w Londynie
zażądało weryfikacji tłumaczenia tekstu, której dokonał W. A. Heyde. Nieznacznie poprawiona wersja NT ukazała się w 1903 roku. Zaraz po druku Ewangelii
ich tekst został wysłany do poszczególnych misji w Ladakhu i Lahulu, a nawet
do odległych części wschodnich Himalajów. Przez prawie 80 następnych lat
nie powstało doskonalsze tłumaczenie niż autorstwa Jaeschkego. Dopiero Pierre
Vittoz w latach 50. XX wieku przygotował trzecie już wydanie NT, które znacznie odbiegało od pierwowzoru. Jednakże i on powoływał się w swojej korespondencji z władzami w Londynie na genialne rozwiązania pojęciowe zastosowane przez Jaeschkego w jego tłumaczeniu.
3.2. Praca nad tłumaczeniem

Starego Testamentu

Uwagi odnośnie do tłumaczenia STI3 poczynił jeszcze sam Jaeschke, ale
jako pierwszy podjął się tej pracy F. Redslob przy współpracy W. A. Heydego
i Nathanaela. W tym miejscu podkreślić trzeba, że ostatni z wymienionych przed
przyjęciem chrztu (luty 1872 roku) był mnichem w jednym z klasztorów
w Lhasie. Pierwsze księgi ST (Rdz i Wj) zostały wydrukowane w pracowni
morawiańskiej w Kyelongu w 1881 roku. Przez kolejne 10 lat Redslob przetłu-

13

ST -

skrót od Stary Testament, którego używam w całym artykule.

�127
maczył księgi od Rodzaju do Jozuego. Po śmierci Redsloba w 1891 roku pracę
kontynuował A. H. Francke (Leh) przy pomocy Haydego (Kyelong), Th. Schreve'a (Pooh), S. Ribbacha (Leh) i K. Fichtnera (Simla). Swój niebagatelny udział
w tłumaczeniu mieli też miejscowi pomocnicy Zodpa, J. Gergan, Dschor (Djor)
Puntsog (Jacob) i Samuel Joldan. Towarzystwo Biblijne w Berlinie wydało
poprawioną wersję ksiąg Rodzaju i Wyjścia w 1905 roku, Kapłańską, Liczb
i Powtórzonego Prawa w 1907 roku, a Jozuego w 1912 roku (Bray, 1990, s. 71).
Po powrocie Franckego do Niemiec w 1910 roku prace nie postępowały już
tak szybko. Tłumaczenia zostały też przerwane na kilka lat z powodu I wojny
światowej i kłopotów związanych z przebywaniem obywateli Rzeszy na terenie brytyjskich Indii. Od 1919 roku prace nad ST nadzorował J. Gergan, który
w międzyczasie poświęcił się studiom porównawczym nad kanonicznymi tekstami buddyzmu, islamu i chrześcijaństwa. W połowie lat 20. wysłał swój kompletny rękopis tłumaczenia ST do akceptacji A. H. Franckemu do Berlina. Francke chciał się upewnić, że tybetański użyty przez J. Gergana będzie zrozumiały
dla Tybetańczyków zamieszkałych we wschodniej jego części. Wysłał rękopis
dalej do sprawdzenia do Kalimpongu. Mijały lata. Francke umarł w 1930 roku,
nie kończąc zadania. Sprawdzenie rękopisu J. Gergana zostało powierzone F. Peterowi. Ostatecznie tekst ST był gotowy do druku w 1934 roku. Jednakże wówczas Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne zwlekało z wydaniem.
Powodem była naj prawdopodobniej nikła sprzedaż NT wydanego już 40 lat
wcześniej (Bray, 1985, s. 210). Pełen tekst Biblii w języku tybetańskim wydany został dopiero w 1948 roku w Lahore.
Dalsza historia tybetańskiej Biblii dotyczyła poprawek do tekstu NT, które
poczynili w latach 50. P. Vittoz, ostatni europejski misjonarz morawiański (przebywał na misji w Leh w latach 1950-1956), i E. T. Puntsog, zięć J. Gergana.
Oboje znali klasyczną grekę i tybetański. Pozwoliło to na poprawę stylu
J. Gergana, który we wcześniejszej wersji tybetańskiej Biblii przekonał Braci
do zastosowania wielu sformułowań bliskich potocznym wyrażeniom w języku ladakhi. To rozwiązanie budziło zastrzeżenia we wschodnim Tybecie i wśród
ludności mówiącej po tybetańsku we wschodnich Himalajach indyjskich. Nowa
wersja NT wydana pod koniec lat 50. ma opinię klasycznej, wykorzystującej
piękny tybetański styl i język. Współcześni wykształceni Ladakhijczycy preferują jednak czytanie Biblii po angielsku lub w urdu.
Towarzystwo Biblijne chciało doprowadzić do ostatecznego wydania tekstu, który zadowalałby wszystkie regiony posługujące się językiem tybetańskim. Zwołano w tym celu Komitet Przekładu Biblii na Tybetański (1956 rok),
który obradował w Moosoorie (k/Dehra Dun, Uttar Pradeś). W jego składzie
znaleźli się ówcześni znawcy przedmiotu: P. Vittoz - jako przewodniczący,
E. Phuntsog, M. Griebenow - znawca dialektu Amdo, M. Kraft - znawca
dialektu Kham i G. Tharchin - pochodzący z Pooh, ochrzczony przez Morawian. Prace nad poprawianiem tłumaczenia całego NT trwały do 1962 roku.

�128
Były one o tyle skomplikowane, że wymiana uwag następowała najczęściej
listownie pomiędzy Moosoorie - Kalimpongiem a Hong Kongiem, w tych
bowiem miejscach rezydowali na stałe członkowie Komitetu. Wydaniem tej
wersji NT zajęło się Towarzystwo Biblijne w Indiach. I tak Ewangelia według
św. Mateusza ukazała się w Bangalore w 1961 roku, św, Łukasza w 1966 roku,
św. Marka, św. Jana i Dzieje Apostolskie w 1968 roku. Całość NT w najnowszej wersji opublikowana została w 1970 roku. Uważa się, że ten tekst jest
najlepiej opracowany z dotychczasowych, napisany najbardziej klasycznym
tybetańskim, z najmniejszą ilością użytych dialektyzmów. Jednakże jest to tekst
trudny w opinii lokalnych odbiorców, dla których przecież powstał. Współczesne wersje rozmaitych języków tybetańskich, nawet pisane, coraz bardziej bowiem oddalają się od klasycznego tybetańskiego.
3.3. Tłumaczenie

Biblii na inne języki miejscowe

A. H. Francke przetłumaczył na ladakhi Ewangelię według św. Marka. Ta
wersja Ewangelii według św. Marka, poprawiona przez J. Gergana, ukazała się
drukiem w Lahore w 1919 roku. Najnowsze jej wydanie ukazało się w Kalkucie w 1980 roku. A. W. Heyde przetłumaczył w latach 80. XIX wieku fragmenty Ewangelii według św. Marka na dialekty bunan i manchand (mantschad),
które stanowiły podstawę późniejszej pracy Franckego. A. H. Francke opracował (do 1914 roku) kompletne przekłady Ewangelii według św. Marka na trzy
dialekty Lahulu: bunan, manchand (mantschad) i tinan. Wespół z Chompelem
rozpoczął także prace nad tłumaczeniem tej samej Ewangelii na język dard
(Brog-skad), ale nie zdążył do rozpoczęcia I wojny i w rezultacie nigdy tego
zadania nie dokończył. Z kolei J. Bruske, który kierował stacją w Chini (Kinnaur), przetłumaczył w pierwszej dekadzie XX w. Ewangelię św. Marka na język
kinnauri (kannauri, kanawari), używając do tego celu znaków dewanagari.
Obecnie E. Gergan pracuje nad przekładem NT na dialekt purig (Kargil).
Podkreślić należy, że badania nad lokalnymi językami prowadzone przez
Braci, poprzedzające w naturalny sposób tłumaczenie fragmentów NT, były ze
wszech miar pionierskimi. Do dzisiaj stanowią podstawę nauki o tych językach, a ówcześnie były pierwszymi doniesieniami o ich istnieniu.
3.4. Inne tłumaczenia

wykonane

przez Morawian

W latach 60. XIX wieku H. A. Jaeschke przetłumaczył na ladakhi lekcjonarz morawiański (The Harmony of the Gospel). Po upływie około SO lat tłumaczenie Jaeschkego zostało poprawione przez Braci K. Marxa i E. Shawe'a
i opublikowa,ne w Leh przez A. H. Franckego w zaledwie 20 egzemplarzach
(1907 rok). Jaeschke, Heyde i Francke byli ponadto autorami tłumaczeń katechizmu, śpiewników oraz różnych tekstów liturgicznych na język tybetański

�129
i ladakhi. Morawianie przetłumaczyli także na język tybetański i ladakhi podręczniki szkolne używane przez misjonarzy we własnych placówkach.
Dzięki Morawianom ukazała się też pierwsza ladakhijska gazeta (miesięcznik, w latach późniejszych dwumiesięcznik) w języku tybetańskim i ladakhi
(La Dvags Kyi Akhbar), która wydawana była w Leh od 1904 roku przez
A. H. Franckego. Podstawową ideą autora pomysłu była popularyzacja druków o treści świeckiej (Bray, 1987, s. 59-60). W zasadzie dotychczas wszystkie drukowane lokalnie teksty miały charakter religijny (buddyjski). Dla zaznaczenia świeckiego charakteru pisma wydrukował gazetę kursywą (u-chen),
z gramatyką i słownictwem możliwie najbardziej zbliżonymi do mowy potocznej. Gazeta nie objęła swym zasięgiem całego Ladakhu. Początkowo wydawana była w nakładzie 150 egzemplarzy, a później jedynie 60. Podstawowym
problemem była dystrybucja. Nie można było w tej sprawie zdać się na pocztę,
ta bowiem nie docierała do wielu odległych dolin Ladakhu. Francke zatem sam
sprzedawał gazety na bazarze w Leh przedstawicielom danych wsi. W ten sposób każdy egzemplarz gazety czytany był przez wiele osób. Istnieją dane potwierdzające, że gazeta docierała nawet do Tybetu i do samej Lhasy, przekazywana z rąk do rąk przez kolejnych czytelników (Bray, 1987, s. 60).
A. H. Francke napisał na potrzeby wydawanej przez siebie gazety poemat
po tybetańsku o treści przybliżającej chrześcijaństwo, w którym każdy wers
rozpoczynał się i kończył kolejną literą tybetańskiego alfabetu.

4. Podróże ewangelizacyjne
Kolejną fonną działalności ewangelizacyjnej stosowaną przez Morawian były
podróże, których podejmowanie było koniecznością w trudnym wysokogórskim
terenie. Obszar himalajskiej prowincji misyjnej był bardzo nierównomiemie
zaludniony, głównie ze względu na ukształtowanie powierzchni. Małe grupy
ludności, liczące od kilkudziesięciu do kilkuset osób, przebywały w mało dostępnych dolinach i podróże karawanowe były jedyną fonną nawiązania z nimi
kontaktu. Najczęściej przy takich okazjach misjonarzom towarzyszyli lokalni
pomocnicy. Służyli jako tłumacze, a z biegiem czasu Bracia pozwalali im samodzielnie prowadzić takie podróże ewangelizacyjne. Poprzez te uciążliwe
wędrówki próbowano objąć zasięgiem działania głównych stacji coraz to większy obszar zachodnich Himalajów. Podczas tego typu podróży organizowano
od lat 90. XIX wieku specjalne pokazy obrazów o tematyce chrześcijańskiej
z użyciem faterna magica, jak i kolorowych plansz ukazujących dzieje biblijne, które były malowane na wzór thanek. Thanki są malowidłami o treści religijnej związanej z buddyzmem lub religiami synkretycznymi z elementami
buddyzmu. Wykonywane są najczęściej w technice olejnej na płótnie. Tradycyjnie są obszywane drogimi materiałami, co tworzy ich swoistą ramę. Dają

�130
się z łatwością rolować. Ta ostatnia właściwość pozwalała misjonarzom na ich
transport w czasie podróży misyjnych. Fragmenty NT zapisywano także na
kamieniach, wzorując się na właściwych tamtejszym kulturom tzw. kamieniach
manicznych. Kamienie maniczne to odłamki skalne, na których, za pomocą
różnych technik grawerunku, utrwalono fragmenty tekstów sakralnych, inkarnacji Boga, budynków świątynnych itp. Ich ofiarowywanie ma najczęściej charakter wotywny. Umieszczane są w skupiskach, na skraju dróg, na skrzyżowaniach, na skraju wiosek, na przełęczach górskich. Zwyczaj ten jest bardzo rozpowszechniony na obszarach, których dominującą religią jest buddyzm. Był to
prekursorski pomysł mający na celu zainteresowanie nową religią ludności nie
potrafiącej czytać. Analfabetom głoszono kazania i ukazywano historię Jezusa
za pomocą obrazów (Bray, 1985, s. 212).

5. Wyniki działań ewangelizacyjnych
Morawianie, mimo trudności w pozyskiwaniu nowych chrześcijan, wobec
kandydatów nigdy nie obniżali swych wymagań. Ta pryncypialna postawa powodowała, że grupa konwertytów była bardzo nieliczna. Pierwsi dwaj mieszkańcy Kyelongu zostali ochrzczeni dopiero w 1865 roku (w osiem lat od wybudowania tam stacji). Kandydaci musieli wykazać się wysokim poziomem
moralnym, co zobowiązywało ich m.in. do rezygnacji z wszelkich uroczystości
"pogańskich" organizowanych przez lokalne społeczności. Jeśli zdecydowali
się na przyjęcie chrztu, wyłączani byli najczęściej ze wspólnoty lokalnej.
Podstawowe dane o stanie osobowym konwertytów przynoszą spisy dokonane dwukrotnie na terenie całej prowincji himalajskiej, w 1907 i 1930 roku. Pierwszy wykazał, że ochrzczonych było 138 osób (w tym 56 przystępujących do komunii św.) i 22 kandydatów do chrztu. Opiekowało się nimi
9 misjonarzy z Europy, którzy przebywali na misji wraz z żonami, 3 siostry misyjne i 3 rdzennych pomocników. W 1930 roku stan misji stanowili 4 Bracia
z których trzech było żonatych, 3 siostry misyjne i 2 rdzenni, wyświęceni duchowni. Opiekowali się grupą 157 ochrzczonych (w tym 71 przystępujących do
komunii św.) i zaledwie jednym kandydatem do chrztu. Bracia stopniowo koncentrowali swoje wysiłki ewangelizacyjne w Ladakhu. W tym celu Morawianie
przesiedlali do Leh grupy chrześcijan z innych stacji misyjnych. Taka praktyka
z oczywistych przyczyn nie sprzyjała rozwojowi lokalnych, dużych wspólnot
chrześcijańskich zgrupowanych wokół misji w terenie (szczególnie w Lahulu
i Kinnaurze). Wielu sympatyków chrześcijaństwa nie decydowało się na zmianę miejsca zamieszkania w sytuacji, gdy pobliską stację zamykano lub pozostawała bez opieki europejskiego misjonarza. Często wówczas powracali do religii
przodków.
Do najwybitniejszych rdzennych chrześcijan należy zaliczyć:

�131
- Tscholdana i Sodnama Stobkyesów (ojciec i syn), pierwszych ochrzczonych przez W. A. Heydego w Kyelongu (1865 rok);
- Chomphela i Madtę (ojciec i syn), z Khalatse, ochrzczonych przez
A. H. Franckego (ich potomkowie pozostali chrześcijanami do dzisiaj);
- Zodpę Gyaltsena (Nathanael), którego ojciec był ministrem w rządzie
Dalaj Lamy w Lhasie, ochrzczony przez W. A. Heydego w 1872 roku;
- Joseba Gergana, pierwszego wyświęconego rdzennego duchownego morawiańskiego, którego potomkowie do dzisiaj pozostali chrześcijanami, a wnuk
(Elijah Gergan) kieruje misją w Leh.
Wszyscy oni byli ludźmi wykształconymi, którzy bardzo pomogli Morawianom zarówno w pracach związanych z prowadzeniem stacji misyjnych, jak
i podczas tłumaczeń Biblii i innych tekstów chrześcijańskich.

6. Pozaewangelizacyjna

działalność Morawian

Ważnym obszarem pracy Morawian było szeroko rozumiane szerzenie oświaty. Tego rodzaju działalność była najsilniej zakorzeniona w tradycji Kościoła
Morawskiego. W całej swej historii, na każdym z miejsc osiedleń, Morawianie
zajmowali się kształceniem.
Od początku swej działalności misyjnej na pograniczu indyjsko-tybetańskim
Bracia wprowadzili zwyczaj, że praca oświatowa nie musi być łączona z szerzeniem chrześcijaństwa. Każdy mieszkaniec mógł przyglądać się ich pracy
gospodarskiej, zadawać pytania i liczyć na ich pomoc. Chociaż w swym założeniu praca ta nie miała bezpośredniego charakteru ewangelizacyjnego, to jednak sam fakt, iż właśnie misjonarze byli często nauczycielami, przyczyniał się
do tego, że miejscowa ludność postrzegała tę działalność jako kontynuację
ewangelizacji.
6.1. Nauczanie
Przy wszystkich stacjach misyjnych na omawianym terenie Morawianie prowadzili elementarne szkoły ogólnokształcące dla dzieci. Nauczali w nich arytmetyki, czytania i pisania w językach narodowych, a także języka angielskiego, religii chrześcijańskiej i elementów historii świata zachodniego. Szkoły te
przeznaczone były początkowo tylko dla chłopców. Używano w nich podręczników szkolnych, które Morawianie przetłumaczyli na język tybetański i ladakhi.
Współcześnie Morawianie prowadzą dwie szkoły podstawowe (Leh i Rajpur k/Dehra Dun). Dyrektorem pierwszej z nich jest E. Gergan (wnuk 1. Gergana, ochrzczonego przez A. H. Franckego), który jest równocześnie kierownikiem misji morawiańskiej w Leh. Szkoła w Rajpurze powstała dopiero
w 1966 roku dla osiedlonych tam uchodźców tybetańskich.

�132
Bracia organizowali także kursy, w ramach których upowszechniali nowoczesne techniki rzemieślnicze. I tak np. brat Th. Schreve (Pooh, 1894) sprowadził z Niemiec pierwszy szeroki warsztat tkacki w celu finansowego uniezależnienia małej gminy. Pozwalał on na wykonywanie kocy wełnianych, na które
było wielkie zapotrzebowanie. Tkaniny o dużej szerokości wykonywano do tego
czasu wyłącznie poprzez zszywanie kilku wąskich pasków. Poza tym warsztat
sprowadzony przez Braci pozwalał na wyrób tkanin bardzo dobrej jakości.
Brat Walter Asboe otworzył w 1939 roku szkołę rzemieślniczą (The Leh
Industrial School), która od początku spotkała się z dużym zainteresowaniem
młodzieży. Kursy obejmowały, oprócz ciesielstwa i stolarstwa, przede wszystkim naukę tkania na szerokich krosnach i sztukę tkania tybetańskich dywanów.
W chwili otwarcia szkoły tylko jeden rzemieślnik w Ladakhu praktykował sztukę
tkania tybetańskich dywanów (Bray, 1985, s. 209). Szkoła funkcjonowała do 1947
roku. Wykształceni w niej rzemieślnicy byli jeszcze do niedawna instruktorami
nauki rzemiosła w Centrum Nauki Rzemiosła w Leh (Handicrafts Centre).
Bracia upowszechniali również elementy europejskiej wiedzy rolniczej.
Uczyli okolicznych mieszkańców zasad racjonalnej gospodarki rolnej, wprowadzali uprawy warzyw i drzew owocowychl4, które dotychczas nie były docenianane na tych terenach i popularyzowali nowoczesne metody hodowlane.
Ważnym aspektem działalności Morawian w dziedzinie szkolnictwa było to,
iż jako pierwsi zorganizowali zajęcia dla dziewcząt. Obejmowały one podstawową naukę czytania, pisania i kursy gospodarskie.
Na terenie wszystkich omawianych stacji Morawianie mieli trudności w prowadzeniu pracy misyjnej wśród kobiet. Tradycyjnie obcy mężczyźni nie mieli
możliwości kontaktowania się z miejscowymi kobietami. Ważną rolę w aktywizowaniu kobiet odegrały żony misjonarzy, a później także siostry misyjne.
Podejmowane przez nich działania miały nie tylko wymiar ekonomiczny, ale
przede wszystkim podnosiły społeczny status lokalnych kobiet. Jako pierwsza
ideę tę realizowała Maria Heyde w Kyelongu, która założyła w budynkach misji
szkołę gospodarowania. Propagowała w niej zasady higieny, a także uczyła
tkania i robienia na drutach. To ostatnie zajęcie przynosiło miejscowym kobietom znaczne zarobki, bowiem w niektórych latach wykonywano nawet do 1000
par wełnianych skarpet. Zbyt na tego typu produkty był praktycznie nieograniczony, ponieważ odbiorcą było brytyjskie wojsko, stacjonujące na północy Indii.
Za przykładem M. Heyde poszły tei inne żony misjonarzy i wkrótce przy każdej ze stacji morawiańskich funkcjonowały tego typu szkoły dla kobiet.
14 Warzywa uprawiane
przez Morawian to: marchew, kapusta, buraki i ziemniaki. Nie były one
całkowicie nieznane w Indiach, ale stanowiły nowość na obszarze zachodnich Himalajów. Z kolei
introdukowane przez Morawian szlachetne gatunki drzew owocowych to: śliwy, grusze i jabłonie.
Niektóre z nich rosną do dzisiaj w ogrodzie należącym uprzednio do dawnej stacji w Pooh. Warto
zaznaczyć, że na omawianym obszarze występowały dziko rosnące jabłonie, morele i śliwy, których uszlachetnianiem lokalna ludność się nie zajmowała.

�133
6.2.

Opieka medyczna

Od początku działalności misyjnej władze Kościoła Morawskiego zalecały,
by kandydaci na misjonarzy mieli wykształcenie medyczne (pełne studia lub
kursy). Doświadczenia misyjne Morawian w Himalajach potwierdzały wielką
potrzebę opieki medycznej nad lokalną ludnością.
Przy każdej stacji misyjnej działały szpitale lub ambulatoria. Niektóre z nich
były dla regionu bardzo ważne, jak np. poliklinika rządowa w Leh czy szpital
dla trędowatych w Khalatse. Misjonarze-lekarze wzbudzali z początku nieufność, ale najczęściej po kilku pierwszych, udanych, operacjach miejscowa ludność nabierała do przedstawicieli europejskiej medycyny zarówno zaufania, jak
i szacunku.
Niedostatek punktów pomocy medycznej na terenach misyjnych powodował, że zapotrzebowanie na nie było tak duże, że w każdą podróż ewangelizacyjną Morawianie musieli zabierać ze sobą ekwipunek medyczny. Na miejscach postojów organizowali punkty szczepień przeciwko ospie, "gabinet stomatologiczny" i często nawet salę operacyjną. Bracia uczestniczyli wielokrotnie
w działaniach ograniczających zasięgi występowania epidemii ospy, chorób układu
pokarmowego, itp. Ze względu właśnie na medyczne wykształcenie Morawian
poproszono nawet E. Pagella z Pooh w 1866 roku, by pomógł w opanowaniu
epidemii ospy na obszarze Tybetu, w dolinie Totso (trzy dni marszu od Pooh).
Po kilku miesiącach został jednak odesłany do Indii z obietnicą, że za rok otrzyma oficjalne zezwolenie na pobyt i głoszenie Słowa Bożego w Tybecie. PÓŹniej jeszcze raz wystąpiła podobna sytuacja, ale i wtenczas nie zezwolono Pagellowi, ani żadnemu innemu Morawianinowi, na wjazd do Tybetu w celu jego
ewangelizacji.
6.3. Realizacja projektów inżynieryjnych
W praktyce misjonarskiej przydatne okazywało się również wykształcenie
politechniczne Braci. Misjonarze realizowali z pomocą lokalnej siły roboczej
ogromne prace inżynieryjne. Budowali drogi dojazdowe, mosty, wodociągi,
ujęcia wody pitnej. Aby pozyskać dodatkowe grunty uprawne, zmieniali naturalne ukształtowanie terenu, tworząc w ten sposób pola tarasowe.
Najwybitniejszym inżynierem okazał się W. A. Heyde (Kyelong). To on zaprojektował budynki wszystkich stacji misyjnych. Na terenie stacji zaprowadził wzorcowy sad owocowy i tarasową uprawę zbóż. W ciągu kilku lat zbudował trzy wodociągi (naj dłuższy o długości 21 km), doprowadzające wodę
z pobliskich lodowców. Nawadniały one wiele gospodarstw oprócz misyjnego i dostarczały zdrową wodę pitną. W czasie gdy przebywał w Kyelongu,
okoliczna ludność w uznaniu jego zasług nazywała go "Ojcem sahibem" (Schulze, 1932, s. 543), a zbudowane przez niego urządzenia służą mieszkańcom do
dzisiaj.

�134
Innym znaczącym przykładem budownictwa użytkowego był Dom Noclegowy dla pielgrzymów (Gospel Inn w Leh), którego budowę nadzorował brat
Asboe. W ówczesnym Leh, który miał około 3000 mieszkańców, nie było publicznie dostępnego zajazdu. Pomysł jego budowy okazał się trafny i już
w pierwszym roku zatrzymało się w nim ponad 4000 gości (Bray, 1985, s. 209).
Na frontowej ścianie zajadu znajdował się duży zegar. Było to pierwsze tego
typu urządzenie w Ladakhu służące wszystkim mieszkańcom. Zajazd zamknięto
na przełomie 1948/49 roku.
6.4. Wkład Braci Morawskich

w upowszechnianie

kultur himalajskich

Niezaprzeczalnie Morawianie stanowią grupę, która przyczyniła się znacznie do popularyzacji kultur himalajskich w ówczesnej Europie. Morawianie
dostarczyli nauce światowej szeregu bezcennych materiałów źródłowych do
badania lokalnych języków i zwyczajów. Ich publikacje populamo-naukowe
wpłynęły również na kształtowanie ówczesnej opinii publicznej.
Autorem naj wcześniej szych opracowań naukowych był H. A. Jaeschke. Przygotował słownik niemiecko-tybetański
(1866) i Romanized Tibetan and English Dictionary (1881). Były to pierwsze słowniki języka tybetańskiego
uwzględniające też jego różnice dialektologiczne (Bray, 1990, s. 67). Ponadto
był autorem pełnej gramatyki języka tybetańskiego (1883).
Znanym w świecie naukowym Morawianinem jest także A. H. Francke.
Owocem jego działalności naukowej, oprócz tłumaczeń Biblii, są: zapisy ladakhijskich przekazów historycznych, w tym przede wszystkim rozbudowane
studia nad wersjami Historii o Kesarze; zbiory tekstów ludowych przypowieści
i piosenek; studia nad historią regionu (Antiquities of Indian Tibet, History of
Western Tibet); studia nad kulturą Dardów; prace lingwistyczne dotyczące języków tybetańskich'5. W latach 1910-1930 Francke wykładał język tybetański
w Instytucie Tybetologii Uniwersytetu w Berlinie.
W. A. Heyde napisał kilkadziesiąt artykułów o zwyczajach Lahulu i Spiti.
Inni dwaj misjonarze: J. Gergan i Walter Asboe opublikowali w latach 1932-47 szereg artykułów o Ladakhu, które ukazały się w "Man", "Folklore" i "Journal of the Royal Central Asian Society". 1. Gergan jest także autorem zbioru
przysłów tybetańskich, przetłumaczonego na język niemiecki i angielski.
Bogaty zasób informacji na temat kultur himalajskich i codziennego życia
Europejczyków na pograniczu indyjsko-tybetańskim
stanowią wspomnienia,
pamiętniki, listy misjonarzy (W. A. Heyde, M. Heyde, H. A. Jaeschke, E. Pa15 Pełna bibliografia
prac A. H. Franckego zawarta jest w: H. Walgravens, M. Taube, August
Hermann Francke und die Westhimalaya-Mission del' Her1'llhuter Briidergemeine. Eine Bibliographie mit Standortnachweisen del' tibetischen D1'lIcke. Mit einem Beitrag von Michael Hahn. Stuttgart, Steiner 1992 (Verzeichnis del' orientalischen Handschriften in Deutschland. Supplementband,
34), i zawiera 221 pozycji.

�135
gell, S. Ribbach, F. Redslob), a także rachunki, umowy, korespondencja urzędowa stacji misyjnych.
Bracia przebywający na misji byli zobowiązani do nadsyłania do Herrnhut
i z biegiem czasu także do Londynu, rocznych sprawozdań ze swojej działalności, które były publikowane w "Missions-Blatt" i "Periodical Accounts". Stanowią one ważne źródło wiedzy historycznej i etnograficznej, porównywalne
z raportami Svena Hedina, Williama Moorcrofta i Sir Francisa Younghusbanda, uznawanymi za najbardziej klasyczne opisy tej części światal6.
Fragmenty artykułów zawartych w wymienionych wyżej czasopismach ukazywały się również w innych, wielkonakładowych czasopismach misyjnych
o bardziej popularnym charakterze jak londyński "The Moravian Missionary
Reporter" i "Illustrated Missionary News". Trudno przecenić znaczenie tych
wydawnictw, bo to właśnie one kształtowały ówczesną opinię publiczną na temat
kultur himalajskich.
Bracia od początku swej bytności w Ladakhu, Lahulu i Spiti, Kinnaurze
i Zanskarze, przesyłali do Herrnhut (a później także do Londynu) również
wytwory miejscowych kultur materialnych. Znajdują się one obecnie w Muzeum Etnograficznym w Herrnhut (Volkerkundemuseum, Herrnhut), które jest
filią Muzeum Narodowego w Dreźnie. Kolekcja w Herrnhut obejmuje 250
obiektów nadesłanych bądź przywiezionych przy okazji podróży do Europy
przez: W. A. Heydego (1878 rok), K. Marxa (1892 rok), J. Webera (1894 rok),
F. Werthemanna (1878 rok), Bechlera (1879 rok), Reichelta (1890 rok), S. Ribbacha (1904 rok) i A. H. Franckego (1909 rok). Podstawową część kolekcji stanowią przedmioty codziennego użytku, takie jak wyposażenie kuchni, materiały
i odzież, szczególnie nakrycia głowy i obuwie; ozdoby ze srebra i koralu, przykłady artystycznego snycerstwa w formie tablic i stołów; komplety do przyrządzania i podawania herbaty. Innym rodzajem są obiekty związane z odmiennością religijną obszaru: rytualne nakrycia głowy, młynki i flagi modlitewne, gliniane wota (tsatsa), malowidła o treści religijnej (thanka), kompletne stroje i maski
obrzędowe, rękopiśmienne i drukowane teksty religijne, a także kolekcja instrumentów muzycznych. Oprócz wymienionych już przedmiotów Bracia wzbogacili muzeum o bardzo interesujący zestaw rysunków i akwareli, głównie autorstwa ladakhijskich artystów (Icke-Schwalbe, 1990, s. 36), obrazujący bogactwo
kulturowe tego regionu. Na podstawie tych przedstawień można uzyskać wiadomości na temat charakterystycznych tańców obrzędowych, ubioru, preferowanych ozdób, jak i uzbrojenia wojowników. Chociaż większość zgromadzonych
przedmiotów była prezentowana w Europie drugiej połowy XIX w., wciąż są
obiektami studiów naukowych. Ówcześnie były one unikatowymi przykładami
adaptacji kulturowej do szczególnych warunków wysokogórskich.
16 O znaczeniu morawiańskich
relacji niech świadczy fakt, iż ich odbiorcą był m.in. sam G.Tucci [wybitny językoznawca], który abonował roczniki zarówno "Missions-Blatt" jak i "Periodical
Accounts", a także dwumiesięcznik "La Dvags kha akhbar".

�136

7. Recepcja działań misyjnych wśród miejscowej ludności
Na obszarze pogranicza indyjsko-tybetańskiego
współistniało od setek lat
wiele kultur i religii. Ten stan rzeczy powodował, iż buddyzm, hinduizm i islam były tam obecne w swej "czystej" postaci, a także w wielu odmianach
synkretycznych. Przez długi czas Morawianie zdawali się nie dostrzegać potrzeby dostosowania swych działań misjonarskich do tej specyficznej sytuacji
religijnej. Ich przekonanie o jedynie słusznej wierze chrześcijańskiej i jednoczesne odrzucenie wszystkich innych systemów wierzeniowych jako pogańskich musiało spotkać się z oporem i niezrozumieniem miejscowej ludności.
I tak na przykład dyskusje Braci z buddyjskimi mnichami, wielokrotnie kończyły się jednakową konkluzją tych ostatnich: "wasza nauka jest dobra, macie
swoich wielkich świętych, ale dróg do Prawdy jest wiele. Dlaczego mamy uznać,
że tylko wasza jest słuszna?". Bracia opisywali także przypadki, w których mnisi
buddyjscy po poważnych, wieloletnich studiach nad NT stwierdzali, że Jezus
jest wielkim świętym i inkarnacją Padmasambhawy. Tak więc obecna na obszarze misyjnym tradycja wielokulturowości może być postrzegana jako kontekst niesprzyjający ewangelizacyjnej pracy Morawian.
Istotnym elementem powstrzymującym nawrócenia była presja społeczna
i sprzężona z nią presja materialna, nader skutecznie oddziaływujące na skłonnych do przyjęcia chrześcijaństwa. Źródłem tych nacisków były różne grupy
społeczne w zależności od miejsca usytuowania stacji misyjnej.
W Ladakhu (stacje w Leh i Khalatse), naj istotniejszą rolę opiniotwórczą
odgrywała hierarchia buddyjskich duchownych. Mogli oni, co było najpoważniejszą sankcją, wykluczyć konwertytę lub sympatyka chrześcijaństwa ze wspólnoty. Taka kara powodowała natychmiastowe odcięcie danej osoby od możliwości korzystania z pożyczek klasztornych lub przybierała formę żądania natychmiastowej spłaty zaległości. Skutecznym sposobem było także zerwanie
umowy dzierżawnej dotyczącej gruntów lub zwierząt należących do miejscowego klasztoru. Mieszkańcy wsi najczęściej nie posiadali dostatecznie dużego
kawałka ziemi uprawnej, z którego zbiory wystarczyłyby na utrzymanie rodziny. Dlatego też uprawiali ziemie należące do klasztoru, często z prawem dziedziczenia zobowiązań, lub opiekowali się stadami zwierząt klasztornych. Powszechnym podatkiem w takich sytuacjach była połowa zbiorów i analogicznie połowa
przychówku (Grist, 1999, s. 132). W końcu duchowni mogli wymierzenie kary
przerzucić na społeczność wiejską, która skłonna była izolować osobę napiętnowaną·
W Lahulu z kolei (stacja w Kyelongu), przeważały wpływy lokalnych bogaczy, którzy byli głównymi posiadaczami ziemi. Od nich zależało przedłużenie
umów dzierżawnych i termin regulacji zaciągniętych pożyczek, najczęściej
a konto przyszłych zbiorów czy zysków z handlu. Oni zatem mogli wprowadzać sankcje wobec nowo ochrzczonych lub sympatyków chrześcijaństwa.

�137
W Kinnaurze (stacja w Pooh) omawiana kwestia przedstawiała się jeszcze
inaczej. Wprawdzie i tu społeczność była podzielona na dwie podstawowe grupy,
swoi (nang ba) i obcy (phy; ba), ale w Kinnaurze mieszkało stosunkowo dużo
"obcych". Ci ostatni byli najczęściej rzemieślnikami, którzy trudnili się tkactwem, krawiectwem, ciesielstwem, szewstwem, obróbką metali i zarobkową
grą na instrumentach. Ich status społeczny był tak niski, że nie wolno im było
uczestniczyć w zebraniach wioskowych w czasie których rozstrzygano najważniejsze dla lokalnej społeczności sprawy (Singh, 1990, s. 252). Nie wolno im
było także wchodzić do domostw nang-ba ani do świątyni, niezależnie czy
była ona buddyjska, hinduistyczna, czy poświęcona lokalnym bóstwom (Devtom). Chrześcijaństwo było dla nich bardziej atrakcyjne już przez sam fakt, że
na terenie misji traktowano ich z szacunkiem, jako pełnowartościowych obywateli. Nang-ba twierdzili, że nie potrzebują nowej wiary, ponieważ mająjuż
swoją. Chrześcijanami niech sobie zostają phyi-ba, bo oni nie posiadają nic
własnego. Statystyka z Pooh odzwierciedliła ten pogląd. W 1908 roku na 64
osoby znajdujące się pod opieką misji (ochrzczonych i kandydatów do chrztu),
zaledwie jedna osoba pochodziła z nang-ba.
Poszczególne stacje były poważnym pracodawcą, o którego przynajmniej
naj biedniejsi musieli zabiegać. W związku z tym pojawiła się kwestia motywacji, jaką miały osoby gotowe przyjąć nową wiarę. Decyzja o nawróceniu
mogła mieć swe konsekwencje materialne. Niektórzy konwertyci liczyli na
opiekę i zatrudnienie w misji. Obserwowano sezonowe zainteresowanie chrześcijaństwem: liczba "wiernych" zwiększała się w okresie zimy i na przednówku, a także w trakcie prowadzenia przez misję naboru robotników. Dlatego Bracia bardzo uważnie i długo przyglądali się kandydatom, by przekonać się
o ich rzeczywistych intencjach przyjęcia chrześcijaństwa.
W sytuacji gdy sankcje wprowadzone przez społeczność lokalną były dla
danego konwertyty zbyt uciążliwe, musiał on odrzucić nową religię i powrócić
do wiary przodków poprzez rytualne wypicie świętej wody z Gangesu. Była to
praktyka bardzo częsta, bowiem większość nawróconych po krótkim czasie
rezygnowała z chrześcijaństwa. Wszyscy lokalni konwertyci, a nawet sympatycy, byli skrupulatnie zapisywani w kronikach poszczególnych stacji i dzięki
temu dysponujemy źródłami na ten temat.
Widać zatem, że przyjęcie lub odrzucenie nowej religii niewiele miało wspólnego z rozważaniami natury filozoficznej czy teologicznej . Kwestią podstawową była możliwość przeżycia konwertyty i jego rodziny bez pomocy lokalnej
wspólnoty. Dlatego też od samego początku Morawianie zrozumieli, iż jeśli
chcą tworzyć wspólnoty chrześcijańskie z lokalnych konwertytów, to muszą
zapewnić im perspektywiczne źródła utrzymania (w tym właśnie celu misjonarze realizowali różne projekty inżynieryjne, szerzyli oświatę rolniczą, rozwijali
rzemiosło, aktywizowali kobiety).
Trudnym do przezwyciężenia problemem okazały się kłopoty z kadrą mi-

�138
sjonarską· Ekstremalne warunki życia i pracy misjonarzy na omawianym terenie powodowały, że tylko najbardziej zdeterminowani, przekonani o swoim
powołaniu, w końcu naj zdrowsi, pozostawali w służbie misyjnej przez wiele
lat. Spośród kilkudziesięciu europejskich misjonarzy pracujących na obszarze
prowincji himalajskiej zaledwie kilku pozostało w służbie dłużej niż 10 lat.
(Do takich wyjątków należą: W. A. Heyde - 53 lata, F. Redslob - 33 lata,
H. A. Jaeschke i A. H. Francke - po 10 lat, F. Peter - 21 lat). W konsekwencji
zdarzało się, że któraś ze stacji pozostawała bez opieki europejskiego misjonarza lub była zamykana po zakończeniu jego służby (stacje w Simli i Chini).
Sytuację komplikowały również wydarzenia historyczne - szczególnie I wojna światowa (internowania i deportacje misjonarzy, obywateli Rzeszy Niemieckiej).
Misjonarze często przerywali służbę misyjną z powodu chorób swych żon
lub dzieci, związanych z długotrwałym pobytem w warunkach wysokogórskich.
Przypadki chorób i śmierci dzieci były tak powszechne, że władze Kościoła
Morawskiego w Herrnhut wprowadziły zarządzenie zezwalające misjonarzom
na spędzenie, raz na 4 lata, kilkumiesięcznego urlopu w nizinnych warunkach
klimatycznych.

8. Zmiany kulturowe zainicjowane przez Morawian
Ślady działalności Morawian na obszarach objętych wpływami stacji moż·
na dzisiaj z powodzeniem dokumentować. W ten sposób można poszerzyć stan
wiedzy na temat rdzennych kultur, jak i sposobu, w jaki europejscy misjonarze
oswajali "obcą" dla nich przestrzeń. Omawiane zjawisko przemian kulturowych
jest oczywiście łatwiej zauważalne na obszarze stacji w Leh, która działa do
dzisiaj. Paradoksem jest, że to nie działalność ewangelizacyjna Morawian
wywołała najbardziej trwałe zmiany w miejscowych kulturach. Stało się tak
dlatego, że grupy konwertytów były zbyt mało liczne, by mogły być inicjatorem trwałych przemian. To, co pozostało po działalności Morawian, jest przede
wszystkim związane z ich działalnością pozaewangelizacyjną (oświata, praca
wśród kobiet, innowacje w strukturze upraw i rzemiośle).
Niektóre elementy kulturowe wprowadzone przez Morawian zostały włączone do kultur lokalnych i z czasem uznane za "użyteczne" i "własne", a nie
jako przejawy kultury "białego człowieka". Najprostszym dowodem takiego
stanu rzeczy i procesu inkorporacji obcych elementów kulturowych jest współczesne traktowanie ich przez miejscową ludność w danych regionach, na obszarach dystryktów czy jeszcze mniejszych jednostek terytorialnych, jako najbardziej tradycyjnych cech własnych kultur. I tak na przykład w odniesieniu do
procesu obróbki wełny jest to tkactwo na szerokich krosnach poziomych i robienie na drutach (głównie w dystryktach Lahul i Kinnaur). W architekturze

�139
podstawowa zmiana dotyczy kształtu dachu, który z płaskiego, krytego żwirem, stał się dwuspadowy, pokryty kamiennym łupkiem. Zmiana ta ma charakter powszechny. Inne, jak poszerzanie domu o werandę i kuchnie letnie, budowane poza obrębem budynku głównego, mają ograniczony zasięg (głównie
w dystryktach Lahul i Kinnaur). Dają się także współcześnie zaobserwować
nieliczne przykłady wyposażenia budynków w proste systemy ogrzewania
(Pooh), jak i uprawa szlachetnych drzew owocowych, nie rozwijana przed przybyciem Morawian17•

BIBLIOGRAFIA
Bray, John
1985

1987

Christianity in Ladakh: The Moravian Churchfrom 1920 to 1956, w: Claude
Dendaletche (red.), Acta Biologica Montana, Ladakh, Himalaya Occidental Ethnologie, ecologie, Recent research N°2, Universite de Pau, Pau, s. 207-220.
A. H. Francke's "La Dvags Kyi Akhbar": the first Tibetan Newspaper, "The
Tibet Journal", London, s. 58-63.

1990

A History of the Moravian Church's Tibetan Bible Translations, w: Wissenschaftsgeschichte und Gegenwartige Forschungen in Nordwest-Indien. Internationales Kolloquium vom 9-13 Marz in Herrnhut, Dresdener Tagungsbe-

1992

Christian Missionaries 011 the Tibetan Border: the MoravialI Church in Poo
(Kinnaur), 1865-1924, w: Tibetan Studies, Proceedings ofthe 5,ItSeminar of
the International Association of Tibetan Studies, Narita 1989, Narita.

richte 2, Staatliches

Grist Nicky
1990

Museum fUr Volkerkunde

Dresden,

Dresden,

s. 66-79.

Land tax, labour and household orgallisation in Ladakh, w: Wissenschaftsgeschichte und Gegenwartige Forschungen in Nordwest-Indien. Internationales Kolloquium vom 9-13 Marz in Herrnhut, Dresdener Tagungsberichte 2,

Staatliches Museum fiir Volkerkunde Dresden, Dresden, s. 129-140.
Icke-Schwa1be
1990
Lydia The Ladakh collection of Herrnhut in historical and cultural valuation,
w: Wissenschaftsgeschichte und Gegenwartige Forschungen in Nordwest-Indien. lnternationales Kolloquium vom 9-13 Marz in Herrnhut, Dresdener Tagungsberichte
2, Staatliches Museum fUr Volkerkunde Dresden, Dresden, s. 36-51.

The Missionary. ..
1861-1869 The Missionary Reporter relating chiefly to the Missions of the United
Brethren or Moravians, London.
1870-1877

New Series.

17 Na całym obszarze zachodniego
Tybetu indyjskiego uprawa drzew owocowych ma ponad
tysiącletnią tradycję. Istotną zmianą są tu gatunki uprawiane przez Morawian i ich aklimatyzacja.
Co prawda uprawa śliw i grusz nie jest nawet współcześnie powszechna na wysokogórskich terenach stanu Himaćal Pradeś (dominują jabłonie, ale rozwój tej dziedziny gospodarki datuje się zaledwie od lat 60.), lecz sadzone przez Morawian gatunki zostały przeze mnie udokumentowane
w Kyelongu i Pooh. Patrz: przypis 14.

�140
Missions ...
1865-1924 Missions Blatt Aus der Briidergemeine, Hermhut.
Moravian ...
1879-1883 Moravian Missionary Reporter and Illustrated Missionary News, London.
Periodical ...
1858-1864 Periodical Accounts relating to the Missions of the Church of the United
Brethren, established among the Heathen, London.
Periodical ...
1865-1924 Periodical Accounts Pertaining to the Missions of the Church of the United
Brethren, London.
Pismo Święte ...
1980
Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, wyd. 3, Wydawnictwo PaIlotinum, Poznań-Warszawa.
Spangenberg M. Augustus Gottlieb
1856
A Candid Declaration of the Church Known by the Name of the Unitas Fratrum, Relative to Their Labour Among the Heathen, (1768), w: Daniel Benham, Memoirs of James Hutton Comprising the Annals of His Life, And
Connection with the United Brethren, Hamilton, Adams, London, s. 572-578 [Appendix II].
1788
An Account of the Manner in Which the Protestant Church of the Unitas
Fratrum, or United Brethren, Preach the Gospel, and Carry on Their Missions Among the Heathen, H. Trapp, London.
Schulze Adolf
1932
200 Jahre Briidermission, II Band, Das zweite Missionsjahrhundert, III Teil:
Asien, Verlag der Missionsbuchhandlung, Herrnhut, s. 530-562.
Singh Jogishvar
1990
A brief survey of village gods and their moneylanding operations in Kinnaur district of Himachal Pradesh: along with earlier importance of trade
with TIbet, w: Wissenschaftsgeschichte und Gegenwiirtige Forschungen in
Nordwest-Indien. lnternationales Kolloquium vom 9-/3 Miirz in Herrnhut,
Dresdener Tagungsberichte 2, Staatliches Museum fUr Volkerkunde Dresden, Dresden, s. 244-258.
Wiśniowski E.
1985
Bracia czescy, w: Encyklopedia Katolicka, t. I, Towarzystwo Naukowe KUL,
Lublin.

Rafał Beszterda
THE ACTIVITY OF MORAVIAN BRETHREN IN NORTHERN INDIA
(Summary)
The article addresses Christian missions of Moravian Brethren in northern India. The
author discusses the specific character of the Moravian Church and missionary activity characteristic of Moravian Brethren. Moravian Brethren were the first of Protestant churches to
have organized missions in native cultures of Northern America, Greenland, Fiery Land,
Africa, Australia and the borderland between India and Tibet. In the borderland between
India and Tibet Moravian Brethren established six missions between 1857-1900: Kyelong,
Pooh, Leh, Khalatse, Shimla, Chini.

�141
The author focuses on methods of preaching the Christian gospel adopted by the Moravian Brethren and on their educational activity, medical care and innovations introduced to
crafts, soil cultivation, and architecture. Reception of these different activities on the borderland between India and Tibet as well as in Europe is also discussed.
In conclusion the author points out to a number of important cultural changes caused by
a very small group of missionaries. He emphasizes the importance that the activity of the
Moravian Brethren had on the popularisation of the knowledge of Himalayan cultures in
Europe.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10564" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10542">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/34200d13579451779646ac6fc9c5511b.pdf</src>
        <authentication>c5b5272921e9eecaa237325306c9e056</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125765">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2232</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125766">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125767">
                <text>Himachal Pradesh (Indie) - pszczelarstwo</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="125768">
                <text>pszczelarstwo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125769">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2074</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125770">
                <text>Kultura pszczelarska i jej miejsce w ekonomice indyjskiego stanu Himachal Pradesh / LUD 1999 t.83</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125771">
                <text>LUD 1999 t.83, s.155-176</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125772">
                <text>Beszterda, Rafał</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125773">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125774">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125775">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125776">
                <text>Lud. t. 83. 1999

RAFAL I3FS/TFRIM
I'raco\\n ill i-:lnoiogi i
lnst~ IlIt Archeologii i i-:lnologii PAN
Po/nml

KULTURA PSZCZELARSKA
I JEJ MIEJSCE W EKONOMICE
INDYJSKIEGO
STANU HIMACHAL PRADESH

Najstarszymi na świecie źródłami świadczącymi
o koegzystencji
człowieka
i pszczół są rysunki naskalne, które znajdują się na obszarze Indii I. Zostały
na nich zobrazowane starożytne sposoby podbierania miodu od dzikich Pszczół
o/br=V/liich.
Można dopatrzyć
się tam odwzorowaI1:
długiego
przedmiotu
o małym przekroju trzymanego przez człowieka w prawej dłoni, drabiny sięgającej aż do gniazda pszczelego (nierównoległość
jej boków sugeruje, że materiał. z którego zostala wykonana, odznaczał się znaczną giętkością),
obłego
przedmiotu trzymanego przez ludzką postać w dłoni (podkurzacz
łub np. ceramiczny/roślinny
zasobnik
spełniający
taką rolę), nagich postaci ludzkich,
\\ziatujących
pszczół i gniazd pszczelich. Biorąc pod uwagę wiek znalezisk,
przedstawione tam postaci ludzkie należą do ówczesnych
mieszkaI1ców - plemion drawidyjskich.
Dokumentowane
współcześnie techniki podbierania miodu
Jd największych pszczół na ziemi mają swoje korzenie właśnie w tych starożytnych "polowaniach
na pszczoły,,2. Należy zwrócić w tym miejscu uwagę
'la bardżo wcześnie vvystępującą wśród ludów przedaryjskich
specjalizację
prac
! wyjątkowo dopracowaną technikę obchodzenia się z pszczołami'.
Posiadając
ak cenne, wczesne źródła nie potrafimy jednak odtworzyć pełnego cyklu roz,\ojowego pszczelarstwa
na obszarze Indii. Pomiędzy najwcześniejszymi
źrójlami a chronologicznie
po nich następującymi
źródłami literackimi,
istnieje
Jrzerwa licząca kilka tysięcy lat. Lat polowaI1, doskonalenia technik i być może
Joczątków udomowienia pszczół, czyli ich hodowli.
Po całych epokach, z których nie zachowały się źródła poszerzające
naszą
\ iedzę o pszczelarskim
kunszcie Drawidów, nastąpiła ekspansja plemion aryj:kich na obszar dzisiejszych
Indii. Z tego okresu dysponujemy już m.in. naj-

[ Rysunki naskalne majduj'l się w środkowej części kraju (stan Madhya Pradesh). Zostały
ato\\ane pomiędzy 15-1 1000 lal p.ll.e. Najbard/iej znane europejskie rysunki naskalne z Altami, (Hiszpania) zape\\ne nic są starsze niż 6000 lat p.n.e. (Crane. 1983. s. 20-21~ Joshi i in., 1980).
: Termin: ..polowanie na ps/czoly"' z braku lepszego w języku polskim według: Encyklopedia
s=c::elarska, Wars/.alVa 1989. s. 153. Zgrabniejsze jest angielskie .,honey hunting", tratiające
odmienność technik stosowanych w przypadkach hodowli pszczół i podbierania miodu/wosku
~ltunkom dziko żyjącym.
i NajwCLcśniejsl.e
rysunki naskalne dlltyCZą z pewnością P.ccolv olbcYll1iej (Apis dOl'sala).

�156
wspanialszym
tworem piśmiennictwa
wedyjskiego - RiJ., wedq4. Od tego czasu
nieprzerwanie
aż do VI wieku n.e. możemy śledzić udoskonalanie
technik
pszczelarskich
równolegle z rozwojem sfery sakralnej i symbolicznej związanej
z pszczołą.'
Sytuacja na omawianym
terenie jest bardzo złożona, gdyż występują tam
w stanie naturalnym aż trzy gatunki pszczół miodnych.
Wszystkie one żyją
społecznie i gromadzą miód, tak pożądany przez człowieka, lecz każdy z gatunków żyje inaczej. Inaczej gniazduje, inaczej się broni i co w historii pszczelnictwa jest najważniejsze - tylko jeden z nich daje się hodować.
W artykule, po krótkim wprowadzeniu,
przedstawiam
charakterystykę
stanu
Himachal Pradesh, omawiam występujące w tym regionie gatunki pszczele oraz
związane z nimi tradycyjne pszczelnictwo,
aby w podsumowaniu
zwrócić uwagę na współczesne tendencje rozwojowe tej gałęzi gospodarki.
T

L Wprowadzenie
Pszczelarstwo
było wielokrotnie
przedmiotem
rozważaJl polskiej literatury
etnograficznej.
Literatura ta dotyczy jednak tylko jednego gatunku pszczół
z rodzaju Apis - Pszczoly miodnej (Apis melli/era). Podstawową różnicą pomiędzy dotychczasowymi
opracowaniami
a niniejszym
szkicem jest próba
uwzględnienia
wielości gatunków występujących
na obszarze Himachal Pradesh. Jest to zupełnie unikatowy region świata, w którym można spotkać równocześnie cztery spośród sześciu gatunków pszczół występujących
na świecie.
Tradycja pszczelarska
w stanie Himachal Pradesh powinna być rozumiana
jako działania hodowlane, jak i podbieranie miodu oraz pozostałych produktów
pszczelich
od gatunków pszczół naturalnie występujących
w Indiach (czyli
z pominięc'iem Apis mel!{fero). Na poziomie technologicznym
mamy do czynienia z wykorzystaniem
konstrukcji ulowych nie mających ruchomych ramek
(lub bezramkowych).
Badania5 prowadzone nad pszczelarstwem
oparto na obserwacjach
uczestniczących, wywiadach i studiach nad literaturą6. Pszczelarstwo
rozumiane jest \V
prezentowanym
opracowaniu
nie tylko jako zjawisko biologiczne,
ale przede
wszystkim jako zespół przejawów kultury materialnej. Ze względu na nieznajomość miejscowych
języków (kilkadziesiąt
dialektów
i poddialektów),
taki
sposób ujęcia tematu był optymalny. Prace terenowe miały przynieść wiadomości o okresie zimowania Pszczoły wschodniej (Apis ceronu) i wczesnych pożytkach wiosennych.
Kontakt językowy
w tej sytuacji mógł być ograniczony
~ Rigweda powstała na obszarze dolnego Indusu ok.4500-2500 lal p.n.e. (jak stwierdzają autorytety indyjskie) lub dopiero ok. 1500 roku p.n.e. (jak w wi&lt;;kszości uważaj,t hadacze euroamerykallsey).
, Na wyhranych ohszarach stanu Himachal Pradesh eKsploral:je lerl:nowe prowadziła sludenl:ka wyprawa etnologil:Zna ..Toward Asia"' (listopad '96·- mai '97). W jej skład wszedł Przemvsław Hinea i autor artYKułu.
- ó Należało
wYKorzy;tać dostypne teKsty publikowane II Indiach i Nepalu. malo znane II Europie.

�157
do najpfostszych
zwrotów związanych
z prośbami o zezwolenie
na weJscle
do obejścia domowego. pomiary, fotografowanie
itd. Zbierane informacje dotyczyły także stosunkowo prostych spraw. jak: kalendarium prac, ilość uzyskiwanego miodu pszczelego, topografia terenu.
2. Charakterystyka

regionu

Himachal Pradeshjestjednym
z mniejszych stanów Indii. Jego powierzchnia
jest równa 55 637 km2• Obszar ten stanowi zaledwie 1,69% terytorium kraju
7
\\TaZ z obszarami stowarzyszonymi •
Swoje dzisiejsze granice uzyskał w 1966
8
roku . Scalił w swoim terytorium wiele drobnych dóbr prywatnych i część górskich obszarów Pendżabu. Całość stanu jest górzysta. Wysokość poszczególnych punktów wykazuje sporą amplitudę, bowiem zawiera się pomiędzy 350
a 7025 m n.p.m. Tak wielkie zróżnicowanie
terenu wynika z faktu, iż omawiane
terytorium przecina aż sześć pasm wzniesie!'l, które w zasadzie przebiegają
równolegle do siebie, z północnego zachodu na południowy wschód.
Na obszarze stanu Himachal Pradesh mamy do czynienia ze znaczną różnorodnością
klimatyczną.
Od klimatu tropikalnego
(semi tropical), poprzez
umiarkowany (moderate) do arktycznego (semi arctic) (Balokhra,
1996, s. 4).
~ajbardzie.i istotną cechą omawianego
terytorium jest właśnie jego geograficzne zróżnicowanie,
które wpływa na odmienność warunków bytowania ludności,
zwierząt i roślin').
Ze względu na znaczne zróżnicowanie
rzeźby terenu i klimatów stanu Himachal Pradesh. trudno jest precyzyjnie określić rodzaj gospodarki dominującej
na jego obszarz.e. Ogólnie można ją nazwać rolniczo - pasterską
(agropastoralism). W 1991 roku 63,2°1&lt;) aktywnej zawodowo ludności Himachal Pradesh pracowało
w rolnictwie.
wytwarzając
aż 50% dochodu
stanowego.
Co ważne. z rolnictwa wyklucza się w powyższym ujęciu: hodowlę zwierząt,
leśnictwo, rybołówstwo,
zbieractwo, itp. Uwzględnia się wyłącznie bezpośrednią uprawę ziemi. Produkcja rolna i wymiana nie przekracza często granic dystryktu lub nawet lehsilu1o• Wyjątkiem jest tylko stosunkowo nowa gałąź - sadO\\inictwo. Nadwyżki uzyskiwane z produkcji rolnej (w najszerszym znaczeniu), zamieniane są na altykuły do tej produkcji niezbędne, które nie są produ-

, WytiCl.:nia opark na danych z lat 1991-1992 u\\zględniajll terytoria Indii okupowane przez
Chim i Pakistan (Halokhra. IlJ96. s. 104-1(5).
s" W roku IlJ4X pojawiła si.; nazwa Himachal Pradesh jako nowo utworzonego
terytorium
ze scaknia 30 ksi":Sl\\ I'cndi.ahu i Simli. Późnicj dohlczono obszar Bilaspur (1954). Reorganizacia P.:ndżahu przyniosła Ilimachalowi dalszc obszary ( 1966). Od tego czasu powierzchnia stanu
j.:sl niezmienIla. Ilimachal Pradesh pełnoprawnym
stanem Indii zostal dopiero w roku IlJ71 (BaiokhriL 1996, s. 5-6).
" Charakterystycznym
Ija\\ iskiem. potwierdzających
występującą
tu różnorodność
klimat~CLną Sil \\ySlt,:puj'lcc na ohs/arze staIlu łypy lasów - \\yróżnia sit,: ich aż 26. Opisane są najpełni.:j \\ pracy S. S. cgi'ego. 1')l)3.
lo Indic dzid'l
si.,: adminislracyjnie
na stany, dystrykty. tchsile i subtehsile. Tchsiljcst
odpo\\ ićdnikicm gminy_

�158
kowane na mieJscu. Siła nabywcza
towarów
pochodzcnia
rolniczego jest
w różnym stopniu ograniczonaii.
Do naj istotniejszych
upraw należą: kukurydza, pszenica, ryż, ziemniaki, jęczmiCl'l, czosnek, rośliny strączkowe, warzywa.
Ponadto coraz ważniejsze staje się sadownictwo owocowc.
W ramach gospodarki rolnej prowadzone są intensywne pracc wdrożeniowe
dotyczące upraw na przemysłową
skalę odmian kminku, szafranu uprawnego
a także buraka cukrowego.
Z najciekawszych
przedsięwzięć
ostatnich lat należy wspomnieć o prekursorskiej działalności
stanu w zakresie produkcji grzybów jadalnych,
zainicjowanej przez projekt FAO w 1977 roku.
Drugą, równie ważną jak rolnictwo dziedziną produkcj i jest hodowla zwierząt reprezentowana
przez następujące działy: hodowlę owiec i kóz, bydła rogatego, drobiu i ryb.
Osobny dział stanowią przedsięwzięcia
przemysłowe:
przetwórstwo
owocowo-warzywne,
wydobycie
minerałów, produkcja pulpy drzewnej i papieru,
a także planowane huty stali i aluminium (przy wykorzystaniu
względnie taniej
energii wodnej). Faktem jest, iż w całej historii obszarów dzisiejszcgo
Himachal Pradesh produkcja przemysłowa prawie nie istniała. Nawet okres brytyjski,
poza rozwojem kolejnictwa,
sieci dróg, produkcji gorzelnianej
nie przyniósł
długofalowych
inwestycji.
Współcześnie
najlepiej rozwija si~ sektor małych
przedsiębiorstw
zatrudniających
od 20 do 50 pracowników.
Po omówieniu podstawowych
działów gospodarki Himachal Pradesh przechodzę obecnie do zagadnie"} bezpośrednio dotyczących pszczelnictwa.

3. Gatunki pszczele i tradycyjne pszczelnictwo w stanie Himachał Pradesh
Na obszarze badaJl jedną z dość ważnych gajęzi gospodarki stanowi pszczelarstwo. Mamy tu do czynienia
z czterema
gatunkami
pszczół należącymi
do rodzaju PSZCz()~V(Apini).
Najprostszym
podziakm gatunków Apini występujących
w Indiach jest prezentowany- poniżej, w którym kryterium różn icującym są formy gn iazdowania:
gniazdo oąkryte - jednoplastrowe
(typ A) lub ukryte - wieloplastrowe
(typ B).
Pojedynczy
plaster na otwał1ej przestrzeni budują: Pszc::o/a kar/owa/a (Apis
jlorea), Pszczoła olbrzymia (Apis dorsa/a) - typ A. Kilka równoległych do siebie plastrów ukrytych tworzą: Pszczoła lvschodllia (A/Jis cerullo), Ps::czoła
miodna (Apis mellifera) - typ B.
Sposoby gniazdowania
pszczół mają podstawowe
znaczenie dla człowieka
i jego działall hodowlanych.
W dalszej części omówienia utrzymuję przedstawioną kolejność gatunków pszczelich.

II

rynków

Przede wszystkim
I.e względu na zespól prohlcml)\\
1\\iv.al1)ch
zbylu i slosLlllkO\\O wysokimi kOSl.lal11i produkcji na llhsl.arach

I. doslJ,:pl1ości;! nizinnych
\\)'/ynnych.

�159

Pszczoła kar/ol\'ala (Apisj7orea)
Przedstawicielki
tego gatunku są najmniejsze
spośród pszczół miodnych.
l2
Występuje on w zasadzie
na obszarze od Iranu i Omanu do Indonezji. Brak go
na północ od Himalajów. Najczęściej
gniazduje na nizinach, ale zasięg jego
występowania
może dochodzić do 1500 m n.p.m. Apis jlorea buduje pojedynczy plaster o wymiarach dochodzących
do 35 cm szerokości, 27 cm wysokości
i około 1,8 cm grubości (Tropical. .., 1986, s. 43)'J. Plaster składa się z pogrubionej części górnej (miodni) i części spodniej, na której znajdują się komórki
czerwiu i zapasy pyłku kwiatowego.
Większość
komórek składających
się
na plaster ma wymiary: 3 mm szerokości
i około 7 mm głębokości. Jedynie
głębokość komórek miodni może dochodzić do 50 m11114. Gniazdo sytuowane
jest zazwyczaj od 50 cm do 5 m nad powierzchnią
ziemi 15. W warunkach klimatycZllych stanu Himachal Pradesh można je znaleźć głównie w dystryktach:
Kangra. Sinnaur, Solan. Apisflorea potrafi zgromadzić do 3 kg miodu o wyjątkowym aromacie i smaku Ii,. Dopiero R. P. Whitecomb w sezonie 1980-1981
na podstawie badar'J w Omanie sformułował wniosek, iż nie prowadzi ona oblotów poniżej temperatury + 18°C. L. R. Verma przytacza go jako obowiązującyl'. Cecha powyższa wpływa znacząco na ograniczenie obszaru występowania
Apisj7orea, szczególnie w stanie Himachal Pradesh.
O tym najmniejszym,
endemicznym
gatunku wiadomo
niewiele.
Przed
człowiekiem nie możc skutecznie się bronić. Może dlatego też informatorzy
twierdzili, iż pozysku miodu dokonują nawet kobietyl8. Rocznie uzyskuje się
od rodziny Pszc=o~v kar/owalej \-3 kg miodu (Venna,
1990, s. 246). Najczęściej od\:ina się przy tym całe gniazda tego gatunku. co wiąże się z zagładą rodziny. Znaczenie gospodarcze Apisflorea jest znikome, chociaż miód zbierany
przez nią ceni się bardzo wysoko ze względu na jego aromat i własności leczni-

12 Chociaż
raporty z kOlica lat 70. i początku
( hop/cal. ... I 98(,. ,. 43 l.

lat 80. notują

jej obecność

także

w Sudanie

I' l.. R. Verma
podaic: ..35 cm szcrokości.
18 cm wysokości
i okolo 2 cm grubości"' (Venna.
1990. s 244)
I~ L. R. V&lt;.:rma podaie
za Singhelll.
1960. gł&lt;;hokość miodni 50 - 70 mm (Verma.
1990.

, 244) ..
I;

Raport

1'1\0 ( 1986) podaje na s. 43: ..3 do 5 m nad ziemi,(.

co jest

przedziakm

zdeeydo-

lIanie zhyt I",skim.
Podc/as halhui wlasnych potwierdzono
\\yslo;powanie
gniazd tego gatunku
jui od II ysokośei 50 cm nad P(lII ierzchlłią /iemi.
1&lt;&gt; hop/mI. ... 1986. ,. 45 podajc: ..ok%
1 do 3 kg". Dolna wartość jest zawyżona.
W oczywisty sposób nic powinno si.; określać minimum.
Wynosić ono może np. 0.1 kg dla rodzin osłabi 0n:ch. L. R. Vcnna podaie toisamy prl.edzialjak
IV raporcie r 1\0 (Verma. 1990. s. 245).
17 Vcrma.
1990. ,. 245. Nie są mi znanc wyniki podobnych
hadań na obszarze pólnocnycb
Indii. Lwenlualne różnice mogą być znael.ne.
IS Jest lo ciekawy
trop hadawcz.y. Praktyka ta wydaje się \\)istępować
jedynie w przypadku
lego gatunku.
Dla om,l\I iancgo ohszaru.
\\ysl.;powanie
.'/. jlorea jest ograniczone
do tcrcnów
o klimacic

suhlropikaln)

m.

�160
czel9. Gatunek ten jest wymieniany
w literaturze,
nie zachowały się jednak opisy dotyczące dawnych
.
20
znlm
.

od starożytncj poczynając,
sposobów obchodzenia się

Pszczola olbrzymia (Apis dorsala)
Pszczoły olbrzymie są największe spośród omawianych.
Występują wyłącznie na obszarze Azji21 w strefie klimatów tropikalnego
i sub-tropikalnego.
Szerokość pasa występowania
tego gatunku jest imponująca:
od nizin do około
2000 m n.p.m. (Verma, 1990, s. 139). W zasadzie wiele wyżynnych obszarów
gniazdowania
A. dorsa/a daje się zakwalifikować jako klimatycznie odbiegające od podanych powyżej (za Tropical ... , 1986) - górny pas należy już bowiem
zazwyczaj do klimatu umiarkowanego.
Gniazdó jest podobne do tego, które buduje A . .florea, z tą różnicą, iż jest
ono u A. dorsala znacznie większe. W okresie największego
rozwoju rodziny
pszczelej,
charakterystyczny
pojedynczy
plaster może osiągać rozmiary od
30 cm do 100 cm szerokości. Jego wysokość zazwyczaj stanowi połowę powyższych wartości22.
Gniazda przytwierdzane
są nad ziemią. Do tego celu
pszczoły wybierają konary drzew, nawisy skalne, szczeliny naturalne, przęsła
mostów czy inne twory człowieka.
Wysokość usytuowania
gniazd waha się
od 3 do 6 m nad powierzchnią
ziemi (Verma, 1990, s. 240 za Ahmad and Abbas, 1965), ale czasami gniazda znajdują się nawet 0,75m nad ziemiąn
Dość charakterystyczne
jest przebywanie
kilku do kilkunastu kolonii tego
gatunku w sąsiedztwie24,
nawet na konarach tego samego drzewa czy skalnym
nawisie. Najchętniej wybierane przez A. dorsala gatunki drzew to: Mango indyjskie (Mangifera indica), Figowiec (Ficus religiosa), Czapetka kuminowa
(Syzygium cumini) (Verma, 1990, s. 240).
Tak jak i u pozostałych gatunków rozmnażanie odbywa się poprzez wychodzenie rojów. W silnej rodzinie liczba robotnic waha się pomiędzy 60 a 100
tysięcy, a poszczególne
roje liczą od 6 do 12 tysięcy osobników (Tropical. ..,
1986, s. 42).

IQ Przez
znawców medycyny ayurwedyjskiej
miód gromadnlll)'
przez tcn gatunek pszczół
uznawany jest za najlepszy \v leczeniu chorób oczu. owrzodzeli i trudno gojących się ran.
We wszystki&lt;;h tych przypadkach aplikuje się miód bezpośrednio na chorc miejsce.
20 Wobec stale zmniejszających
się obszaróv/ leśnych jej przyszłość zrównujc si" zA. dorsala. Niestcty ,,1.jlorea nie lokuje swoich gniazd w malo dost"pnych miejscach i nic grozi atakującemu śmiercią.
~I Także na obszarze
wysp: Jawa. Sumatra. Filipiny (hopical. ... 19X6. s. 41).
~~Za: li·opicaJ. ... 1986. s. 41. Natomiast L. R. Verma (za Singh, 19(2) podaje szerokość 1.5
do 2 m i wysokość 0.6 do 1.2 m (Verma. 1990. s. 239).
2.l Morse
and Laigo. 1969. s. 22 i n. Badania tychi.e są lak istotnI: dla pomania biologii
A. dorsala, że uważam za konieczne podanie najniższej wysokośl:i. na której znaleziono gniazda.
pomimo iż dane dotyczą ob,zaru Filipin. Nie lwierdzę bynajmniej. il: 5&lt;\ onI: właściwe dla Indii.
a \\' szczególności dla Ilimachal Pradesh.
24.,30 do 150 kolonii na tym samym drzl:wie I:zy budynku" (Ruttner. 19X7, s. 112).

�161
Legendarnymi
stały się zachowania obronne Api.\' don,·ala. Wiele źródeł nawet wyolbrzymia i tak niepokojące fakty. Na terenie gęsto porośniętym roślinnością strażniczki mogą zlokalizować
zbliżającego
się człowieka z odległości
50 do 100 metrów od gniazda, często zanim on spostrzeże rodzinę. Pojedyncza
pszczoła może zaalarmować do 5 tysięcy innych, które wyruszą na poszukiwanie intruza w czasie około l minutl5.
Pobudzenie rodziny trwać może od około
30 minut do 48 godzin (Morse i Laigo, 1969; Tropical ..., 1986, s. 42-43). Prawie niemożliwe jest, by raz użądlony obiekt mógł ujść zmasowanemu
atakowi
rozwścieczonych
owadów. Charakterystyczny
zapach towarzyszący
chociażby
pojedynczemu
użądleniu
bezbłędnie
i bardzo szybko naprowadza
pszczoły
strażniczki na cel ataku. Z różnych opowiada!'1 i opisów wynika, iż zagrożone
pszczoły atakują każdy obiekt, który wyda im się podejrzany - nawet przedmioty. Zdarza się też, że Apis dorsala gniazdujące w miejscach gęsto zaludnionyc h·nIe są s kore do ata k'
'ow 0(,
- .
Najczęściej opisywanym
zagadnieniem
w odniesieniu do tego gatunku jest
zasobność magazynu miodowego. Zdaje się, że rozbieżność ustaleń zależy bezpośrednio od kondycji rodziny i terminu podebrania miodu. Tropical..., 1986
podaje, że Koeniger nie znalazł w pojedynczej miodni więcej niż 20 kg, a często nie było nawet l kg. Średnią ustalono zatem na poziomie 10 kg miodu.
Uznano ją za możliwą do uzyskania,
przy założeniu dokonania
podebrania
27
we właściwym czasie . L. R. Verma podaje18 średnią pomiędzy S-lO kg, zaś
jako najwyższą 37,3 kg od jednej rodziny w ciągu roku19.
Najprawdopodobniej
człowiek podbiera miód rodzinom tego gatunku już
od kilktinastu czy nawet kilkudziesięciu
tysięcy łat. Zaledwie ułamek tej koegJ
zystencji potwierdzają
źródła o. Schemat przebiegu
"polowania
na zapasy"
Pszczoly olbrzymiej (Apis dorsa/a) wymaga przede wszystkim współdziałania
grupy mężczyzn \I. W zależności, czy gniazda znajdują się pod gałęziami drzew,
czy też na osłoniętym miejscu ściany skalnej, potrzebnych jest od kilku do kilkunastu osób. Bezpośredniego
podebrania dokonuje w zasadzie jedna osoba,
~, "ZaalarmO\\anc pS/.C/oly gotowc do natychmiastowcgo ataku zostaly zaobserwowane
\\ \\iclkiej ilości \\ odległości I. (, km. a niewiclka ich grupa nawet 3. 2 km od gniazda" (Rullner.
1987. s 114).
~6 hopical. ... 1986. s. 42. Popicraj'l to zdanie Morse i Laigo (1969).
W całej pozy~ji dąią
przyklady: na nicjl·dnol.l1aczność skrajnych ocen zachowania pszczóL
~7 Pozornie to niewielkie lastrzcżenic
hudzi spore niejasności. Wobec skomplikowanego. etapowego życia rodliny w trakcic okrcsowych osiedleń i migracji ustalcnie "właściwego czasu" jest
..trudne".
~g la: Singh. 1962.
~.)Nie mając dost.,:pu do puhlikacji Singha z 1962 roku nie potrafi.,: stwierdzić ilu pozysków
od tej rodziny wymagalo osiągni.,:cic cytowanego wyniku.
10 Apis dorsa/a nic daje si.,: udomowić. tzn. hodować w specjalnych
ulach. do dzisiaj. Próby
są pn.madzonc w Ccntral Ike Rcsearch Institute w Punie (stan Maharashtra). dotychczas niestety
bez powodzenia.
11 Nic znam przypadków. by zajo;cie to wykonywały
kobiety. I to nie tylko na terenie Himachal Pradcsh czy Indii. ale \\ jakichkolwiek kulturach występujących na obszarze endcmicznym
dla .-Illis dorsl/Ia.

�162
częściowo asekurowana
(z góry). Wspina się w pobliże gniazda za pomocą
drabiny zrobionej z włókien roślinnych z wplecionymi w nie szczeblami z różnych gatulików bambusów.
Poprzeczki te są wykonane z odcinków świeżo
ściętych, które są bardziej wytrzymałe na zginanie~2. Polowania obserwowane
współcześnie
na obszarach granicznych pomiędzy Indiami a Nepalem odbywają
się podobnie. W pierwszej kolejności umieszczone
zostają w spodniej części
plastra krótkie elementy drewniane (zaostrzone z obu stron i opatrzone w długie
linki). Przebija się nimi powierzchnię
gniazda, uprzednio obficie odymionego,
co w sporej części odpędza z jego powierzchni
pszczoły\).
Końcówki linek
przytrzymywane
są przez grupę znajdującą się ponad gniazdem. Wtedy można
zaostrzonym końcem długiej łodygi bambusowej odciąć spodnią część gniazda.
Dzięki linkom nie upada ona bezwładnie nawet z kilkudziesięciu
metrów, ajest
wolno opuszczana na ziemię, gdzie odbiera ją grupa pomocników. Następnym
etapem jest podstawienie
kosza pod wciąż nietknięty
magazyn miodowy.
On również zaopatrzony
jest w linki przytrzymywane
przez pomocników
"z góry". Odcinanie miodni trwa nieporównanie
dłużej niż części dolnej. Powierzchnia
umocowania
komórek jest kilkunastokrotnie
większa, a i gęstość
miodu nie ułatwia tego zadania. Jeśli obfitość miodu tego wymaga, kosz jest
opuszczany na powierzchnię
ziemi, opróżniany i ponownie napełniany. W trakcie odcinania miodni praktycznie
nie można uniknąć wyciekania
poza kosz
litrów miodu. Pszczoły co prawda zostają w większości usunięte z gniazda gryzącym dymem, ale i tak tysiące osobników atakuje grupę "pszczelich łowców".
Badacze zgodni są, że przy tej lub zbliżonych technikach,
zagrożenie życia
wszystkich biorących w niej udział ludzi jest wysokie. Najbardziej zagrożony
jest dokonujący operacji przy gnieździe, ale pszczoły, łatwo wpadające w furię,
34
atakują także każdy obiekt w promieniu oblotu . Nie jest to jedyny sposób,
w który dokonywano
i dokonuje się podebrań zapasów z gniazd A. dorsata.
Najbliżej obszaru Himachal Pradesh, w sąsiednim Uttar Pradesh pozostawia się
plaster z czerwiem, zabierając pszczołom jedynie miodnię (Soman, 199 I, s. 20).
Nawet w środkowych Indiach (stan Maharashtra) przebieg i sposób podbierania
miodu odbywa się podobnie do opisanego powyżej, właściwego dla południowego Nepalu. Wspólny dla tych trzech przykładów jest wybór wczesnego ranka
jako najlepszego okresu dnia na "polowanie,,35.

32 Naprężenia
występujące na którymś ze szczebli drabiny są \\ czasie pracy znaczne. Człowiek wykonu:ie na nim szereg rucbów umożliwiającym
mu odci~cie gniazda (lub jego części).
33 W tej części nie ma komórek
wypełnionych miodem. Składaj,! sit; nań różnc formy rozwojowe owadów i komórki pyłku. Przy znacznych rozmiarach gnia/.da /1 dors{{{(/ i tak waga
tej części może dochodzić do 20 kg.
34 Valli i Summers.
1988. s. 660-671; Venna. 1990. s. 109-112; Harrer. 1953. s. 67; Crane.
1983. s. 27-30. Wypadki śmiertelne musiały hyć częste, skoro \V XIII wieku zakazano takich
praktyk w Chinach ze względu na ryzyko z nimi związane.
ie są mi znane dane pozwalające
przedstawić statystykę współczesną.
3' Za: Soman. 1991. s. 20-21. Dla porównania odmienny wybór pory stosuje się w południowych Indiach (stan Karnataka). Preferuje się noce. i to hezksiężycowe.

�163
Pozyskiwanie wosku pszczelego odbywało się najczęściej poprzez ogrzewanie kawałków plastra (z czerwiem i pyłkiem) w wodzie. Inna metoda polega na
wlaniu rozgrzan~j masy woskowej do naczynia wypełnionego zimną wodą.
Następnie formuje się z wosku grube placki albo prostopadłościany (przypominające cegły), w której to formie są sprzedawane. Odbiorcami są najczęściej
rzemieślnicy wykorzystujący wosk pszczeli w odlewnictwie metali, przemyśle
kosmetycznym i farmaceutycznym. M iód z kawałków miodni odzyskuje się
poprzez wyciskanie ręczne lub w prostych, drewnianych prasach, co powoduje
jego zanieczyszczenie i uniemożliwia długie przechowywanieJ6. Wszystkie
opisane powyżej metody pozyskiwania miodu i wosku od dzikich Pszczół olbrzymich powodują, że gatunek ten stopniowo zanika.
Ciekawostką jest całkowicie odrębna metoda podbierania miodu przynosząca, jak się wydaje, najmniejsze zagrożenie dla dalszej egzystencji gatunku.
Miód uzyskuje się w sytuacjach jego doraźnej potrzeby. Należy precyzyjnie
umieścić w miodni przy pomocy łuku strzałę z dowiązaną do jej końca długą,
nawoskowaną nicią. Z głębokich komórek miodni krople miodu spływają
po nici wprost do podstawionego naczynia. Powtarzając czynność, przy pomocy
tej samej strzały, można ponoć uzyskać od 0,25 do 0,5 kg miodu przy równoczesnym minimalnym ryzyku bycia narażonym na atak pszczółJ7. Współcześnie, od. wysokich uzysków miodu i wosku ważniejsza jest jak najmniejsza ingerencja w życie rodziny pszczelej.
Cytowani autorzy uznają, iż występujące na obszarze całego kraju techniki
podbierania miodu od pszczół omawianego gatunku są w zasadzie podobne.
Uzasadnione wydaje się więc przypuszczenie, że także w Himachał Pradesh
praktykowane są takie sposoby podbierania miodu. Z dotychczasowych badaJ)
własnych autora wynika jedynie, iż zainteresowanie gatunkiem Apis dorsala
jest tam bardzo małe, głównie ze względu na masowość hodowli A. cerana31i•

36 Także z powodu najwyższej zawartości wody w miodzie tego gatunku pszczół (do) 7%).
)7 TO; technik.; rclacjonowali mi także wiekowi pszczelarze z Doliny Kangry (stan Himachal
Pradesh)."Na tcrenie stanu zapomniano już praktycznie o użyteczności luku. Wspomniana metoda
jest tak dalece różna od wzmiankowanych w literaturze przedmiotu. iż wymaga rzetelnej dokumentacji wszelkich jcj uwarunkowali . .lej występowanie znane jest jedynie u plemienia Warli
(Maharashtra) (wywiad przeprowadzony w listopadzie 1966 roku z dr. Tribhuwanem z Tribal
Research and Training Institute. Pune. Maharashtra. Indie).
38 W trakcie przeprowadzonych
wywiadów udało się ustalić. że miód A. dorsata jest znany
niektórym starszym mieszkańcom dystryktów: Chamba Kangra Kinnaur i Solan. Miód ten nie
jest przez nich ceniony ze względu na wysoką zawartość wody i szybką fermentację. Wielu z nich
II) rażało popularny pogląd. iż jest to miód trujący. powodujący
zawroty głowy i halucynacje.
Rzeczywiście. często zdarza się. iż miód pozyskany od A. dorsata jest toksyczny w przypadku
gdy w pobliżu gniazd rosną skupiska rododendronów. Jedynie dwaj respondenci. ząjmujący się
zawodowo medycyną ayurwedyiską. znali doskonale różne gatunki miodów od Ps=c::oły olbrzymiej. Obaj sprowadzali go ze stanu Uttar Pradesh. Wskazane przez nich miejsca pozyskiwania,
szlaki handlu i osoby trudniąc..: się nim nie zostały dotychczas przeze mnie sprawdzone. Dowodzi
to jednak. że pozysk miodu i wosku od pszczół gatunku A.dorsata jest prowadzony przynajmniej
w sąsiednim Uttar Pradesh. IV pohliżu granicy z opisywanym Himachal Pradesh.

�164

Pszczoła wschodnia (Apis cerana)
Pszczoła wschodnia rozprzestrzeniona
jest w szerokim pasie od Afganistanu
po Chiny i Japonię. Gatunek ten jest najbardziej
zbliżony do powszechnej
w Polsce Pszczoły miodnej. Analiza poszczególnych
zachowall osobniczych
oraz rodziny pszczelej wskazuje, że więcej cech łączy oba gatunki niż je dzieliJ9. Pszczoła wschodnia (Apis cerana) i Pszczoła miodna (Apis melli/era)
to jedyne gatunki pszczół, które zostały przez człowieka udomowione.
Warto
zatem ich charakterystykę
przedstawić w porównaniu. To porównanie ma tym
większy sens, iż pozwala ocenić, który z omawianych
gatunków jest lepiej
przystosowany
do specyficznych
warunków środowiskowych
stanu Himachal
Pradesh.
Apis cerana wybiera dla swojego wieloplastrowego
gniazda miejsce zaciemnione. Plastry mają kształt pół-eliptyczny
i składają się, jak i u pozostałych
Apini, z komórek heksagonalnych
ułożonych obustronnie.
Szczególnie w górach A. cerana czuje się znakomicie.
Większość specjalistów
zwraca uwagę,
że w trudnych warunkach wyżyn przewyższa cechami adaptacyjnymi
A. mel/ijera40• Jej znaczną zdolność oblotu określa się na poziomie 3 000 - 3 200 metrów (Verma, 1990, s. 224). Bardzo ważną cechą adaptacyjną A. cerana jest
częste wyrajanie się lub/i opuszczanie gniazd. W ten naturalny sposób gatunek
ten upowszechnia
się w warunkach naturalnych, lecz to zachowanie nie sprzyja,
ze względów oczywistych, praktykom pszczelarskim
(por. Mattu, 1989, s. 185).

FOl

A

Besztcrda

Fot. I. Fragment przyświątynnej ściany z rzędami tradycyjnych whudowanych uli skrzynkowych.
przeznaczonych dla pszczół Apis cerana (Sangla. dystrykt Kinnaur. Ilimachal Pradesh).
39 •• Ogólnie mówiąc, gatunek A. cerana jest podohny do europ~jskieh ras gatunku Apis me/lilem. tyłka mniejszy" (Tropical .... 1986, s. 37).
40 Tropical .... 1986. s. 39; Verma. 1990. s. 224; Mallu. 1989. s. 183. Także dzięki cesze oblatywania pożytków rozrzuconych w terenie i sezonowo uhogich (Verma. 1990. s. 228).

�165
41

Od jednej rodziny można uzyskać od 3 do 5 kg miodu rocznie , dla obszaru
Indii średnio 4,3 kg (Verma, 1990, s. 224 za Attwal i Goyal, 1973).
Robotnice wykazują przedłużony w porównaniu z A. melli/era dzienny harmonogram prac na zewnątrz gniazda. Pomiary dokonane w Chinach wskazują,
iż wynosi on średnio 13, I godzin dziennie, co przy porównaniu z A. melli/era
dla tego samego obszaru daje różnicę 2 do 3 godzin dziennej aktywności.
Także tzw. skłonność do zachowań agresywnych
(w tym żądlenia), jest
znacznie niższa niż u A. mellijera. Nawet składniki jadu Pszczoły wschodniej
są lepiej tolerowane przez zwierzęta i ludzi, chociaż także powodują ogólnie
znane objawy pieczenia, miejscowego obrzęku i swędzenie. Zachowania
agresywne pszczół tego gatunku wzmagają się w przypadku wysokich temperatur
otoczen ia.
Redukując omówienie kolejnych cech biologicznych
Apis cerana do minimum, wspomnę dodatkowo jedynie o dwóch, odgrywających
w hodowłi ważną
rolę. Pierwsza, to mała skłonność do rabunku. Z tego też względu introdukowanie na niektórych obszarach Azji Pszczoły miodnej (A. melli/era), stało się dla
Pszczoły l-I'schodniej (A. cerana) istotnym zagrożeniem42.
Drugą cechą jest po\vszechne opuszczanie
gniazd przez A. cerana, gdy temperatura
otoczenia
przewyższa +40"C. Wiele pomniejszych doświadczeń
i analiz uzasadnia stwierdzenie, że gatunek Apis cerana jest o wiele lepiej przystosowany
do warunków
chłodu niż gorąca (Verma, 1990, s. 233 i n.). Znów zatem Pszczoła wschodnia
okazuje się być lepiej dostosowana
do górskich
warunków
hodowli
niż

Pszczoła miodna.
Początek pasiecznictwa
w Indiach związany był właśnie z Pszczołą wschodnią. Budowanie
przez ten gatunek wieloplastrowych
gniazd w ciemności
umożliwiło podjęcie zabiegów hodowlanych
- zbudowanie
ula. Przełomem
było dokonanie braci Ribhu, którzy mieli skonstruować
pierwszy ul. Po okresie
podbierania miodu z barci naturalnych,
najwcześniej
budowane w Indiach ule
były prawdopodobnie
konstrukcjami
z wykorzystaniem
wiotkich części roślin.
Jednakże skąpe wiadomości
na temat najodleglejszych
sposobów "chodzenia
koło pszczół" są nieporównanie
młodsze od rysunków naskalnych dotyczących
.4. dor.mfa. Nie wiadomo nic np. o rozmaitości dziania barci w pniach drzew,
ich kształtach, narzędziach
do tego używanych
itd. Pod tym względem naj-

~I Zgadza się z powyższym większość ogólnych opracowań tematu (por. Mattu, ł 989, s. 187).
Jednakże dane z Sri Lanki. Bangladeszu. Chin uwypukląią różnice "in plus" dla kolonii prowadzonych wzorcowo, gdzie pozysk roczny sięga 15 a nawet 20 kg (dla strefy lasów eukaliptuso\\ych środkowej Sri Lanki 20-30 kg) (Tropical.,
1986, s. 38 i n.).
~2 Przypadki. gdy rabunkiem zajmują się robotnice A. cerana są bardzo nieliczne. Gdy w łalach 80. choroba wirusowa czerwiu pozbawiła i.ycia około 90% ogólnego stanu kolonii A. cerana
\1 Ilimachal Pradesh (MaUu. 1989. s. 190). A. melli/era dodatkowo poważnie zagrozi Ia dalszemu
lrwaniu gatunku. L. R. Venna stwierdza jednoznacznie. iż .,wprowadzenie A. melli/era na wielką
skal.,: może spowodować wynis/.czenie A. cera no" (Verma., 1990. s. 233). Cytat ten odnosi się
do całego pasa Hindukuszu i Ilimalajów. a nie wylącznie Himachal Pradesh czy Indii.

�166
41
wcześniejsze
znaleziska z obszaru Polski są dużo starsze . Sytuacja zatem jest
dość typowa dla krajów Azji. Wiadomo, że hodowla rozwinęła się bardzo
44
wcześnie, ale rzadko opisywana wprost, jest skąpo udokumentowana .
Na obszarze badaJl zaobserwowano
występowanie
różnych konstrukcji ulowych. Od
tradycyjnych
uli kłodowych (stojaków i leżaków), uli wbudowanych
w ściany
budynków do nowoczesnych
uli skrzynkowych.
Ule kłodowe45 spotyka się na obszarze stanu Himachal Pradesh zarówno
w położeniu horyzontalnym,
jak i wertykalnym.
Dla poziomej kłody (leżak) nie
stosuje się specjalnych podstawek. Wydrążony pieJl o długości około 60-75 cm
z obu stron czopuje się płaskimi kawałkami drewna, kamieniami
lub metalowymi pokrywkami.
W jego środkowej części wykonuje się otwór o okrągłym
przekroju, mający ok. 6 mm średnicl6.
Zatwory uszczelniane
są mieszaniną
gliny, wody i nawozu zwierzęcego.
Do górnej części gniazda, we wnętrzu kłody, przymocowuje
się wąskie paski starych plastrów w taki sposób, by pomiędzy nimi znajdowała się szczelina ok. 30 mm. Środkowa część gniazda pozostaje pusta. Pszczoły
w pierwszej
kolejności
odbudowują
plastry według
umieszczonych,
równoległych
pasków, później ciągną plastry wewnętrzne (dotychczas przestrzeJl pusta).
Pionowy ul kłodowy (stojak) sporządzany jest również z wydrążonej części
pnia. Często jest stawiany na masywnej podstawie drewnianej lub kamiennej.
Górny otwór zostaje zasklepiony drewnianą pokrywą (wspókześnie
także metalową)47. W spodniej części kłody otwory wiercone są w poziomym, równole48
głym do podłoża szeregu. Ich liczba zazwyczaj przekracza jeden . Większość
dokumentowanych
przeze mnie kłód miała od jednego do trzech otworów. Pra4
widłowością wydaje się wiercenie otworów w spodniej części kłód &lt;J.
Wszelkie szczeliny w konstrukcjach
ulowych przeznaczonych
dla A. cerana
muszą być starannie uzupełnione. Pszczoły tego gatunku nie kitują50, co w razie
nie zadbania przez hodowcę o szczelność gniazda może powodować zagrożenie
~, Piel) bąrtny wydobyty z dna Odry datowany zastal na ok. 500 rok n.e. (Wróblewski.

1991.

s.48).
4~ W indyjskiej literaturze naukov,'cj powszechnic
utożsamia siC;istniejące współcześnie konstrukcje ulowe z wcześniejszymi i na ich podstawie próbuje się wnioskować o czasach historycznych (por. Joshi i in" 1981; Verma. 1990; Crane. 1983).
~.i Tzn. powstałe z wydrążonej
klody drewna.
46 Za: Verma. 1990. s. I j 2-1 13. W trakcie badań własnych ustalono, iż średnica otworów może dochodzić do l S mm.
47 Zdarza się, że w górnym zatworze wywiercone zostają otwory w liczbie od kilku do kilkunastu. Umożliwiają one pszczołom przejście do nadstawki (super clwmher). klórą może być pusta
skrzynka. naczynie ceramiczne (Vama. 1990. s. 113) lub o p%wę krótszy od spodniej części
wydrążony pieli (badania własne).
~8 L. R. Verma ( 1990) podaje: ..pięć do sześciu otworów".
4ą Nie udokumentowano
podczas badań wylotków umiejscowionych w środkowej części ula
(jak to czc;sto·miało miejsce w dawnym pasiecznictwie europejskim) .
.lO Kil pszczeli (propolis) jest substancją organiczną o złożonym składzie. przynoszoną do ula
przez pszczoły zbieraczki. Głównymi źródłami propolisu są lepkie żywiczne substancje wydzielane przez rośliny. przede wszystkim w okresie wiosny i lata.

�167
zdrowia rodziny pszczelej (ze strony owadów, gryzoni, małych płazów i gadów) lub spadek stabilności termicznej gniazda (co dla obszarów górskich jest
bardzo istotne).
W o'bu opisanych typach uli grubość ścianek wydrążonej
kłody waha się
od 3 do 12 cm. Zależność grubości ścian od występujących
w danej strefie
chłodów nie znąjduje poparcia w praktyce badań. Można znaleźć kłody o zasadniczo różnej grubości ścian na jednym stanowisku. Rzadko jednak w czasie
zimy ule te nie zostają osłonięte zewnętrznymi
materiałami
izolacyjnymi.
Kilkukrotnie w czasie rekonesansu
w tzw. Barot Area (dystrykt Kangra/Mandi)
stwierdzono, że ule były mało widoczne spod sterty starej odzieży, kawałków
tektury czy innych tego typu izolatorów. Nie widziałem zimowego ocieplania
51
uli słomą czy innymi resztkami pochodzenia organicznego •
Najbardziej
typowymi
dla górskich obszarów
Himachal
Pradesh są ule
umieszczane wprost w ścianach budynków mieszkalnych
lub pomieszczeń
gospodarc'zych (fixed wall hives). N iemożliwe jest przesądzenie czy są to warianty
młodsze od opisywanych
(kłodowych)52. Na badanym terenie nie spotyka się,
właściwych
dla Kaszmiru,
Ladakhu
i Zanskaru, rzędów uli w wolnostojących ścianach. Mieszkailcy Himachal
Pradesh kierowani,
być może, wrodzoną góralom praktycznością,
wbudowują je w konstrukcje
budowlane
a innym przeznaczeniu.
Jedyną koniecznością jest pogrubienie
ściany
(ścian) dolnej kondygnacji.
W niej
zazwyczaj pszczoły znajdują miejsce
do gniazdowania.
Przekrój poprzeczny uli jest prostokątny,
owalny (wydrążona
kłoda)
lub trapezowaty.
W przypadku tych typów uli występuje ogromna różnorodność
technik
ich wbudowywania.
Jednak w każdym przypadku
budowniczy
musi
Fol. i\. Beszlcrda
zaplanować
miejsce dla uli na najFot. 2. Wbudowane ule skrzynkowe w obejściu
wcześniejszym
etapie
wznoszenia
gospodarczym (Kamru. dystrykl Kinnaur.
murów. Zależnie od przyjętej techHimachal Pradesh).
nologii,. spodnia i górna krawędź ula
51 Temalten
pomijany jesl w dOSlt;pnej mi literaturze przedmiotu. Z przeprowadzonych w terenie rozmów wynika. ii. docieplanie uli w czasie zimy jest problemem pierwszorzędnej wagi.
Borykają się z nim także naukowcy chcący unowocześnić pszczelarstwo na terenach powyżej
I 500 m n.p.m.
52 Wobec wielu niejasności związanych z okresem zasiedlania wysokogórskich
dolin himaląjskich. ewolucjonistyczna typologia konstrukcji ulowych bazująca na stopniu ich skomplikowania
technologicznego nie musi mićĆ tu uzasadnienia.

�168

Fot. 3. Motywy roślinne zdobiące belki i ścianę przednią wbudowanego ula skrl.ynkowego
(Sangla, dystrykt Kinnaur. Ilimaehal Pradesh).

może wynikać z układu belek konstrukcyjnych lub wpasowuje się gotowy ul
w przygotowany zawczasu otwór ścienny. Popularność tych sposobów hodowli
nie ułatwia typologizacji uli. Wydąje się jednak, że tradycyjne domy, np.
w osadach dystryktów Kinnaur, Kullu, Mandi, Chamba, opierały się najczęściej
na konstrukcji szkieletowej z drewna cedrowego (parter), uzupełnianej ciosami
kamiennymi o różnym stopniu obróbki. Tym samym przynajmniej dolna i górna
ściana uli miała grubość dochodzącą do 15 cm. Ściany boczne (pionowe) niekoniecznie nawiązują grubością do poziomych. Jednakże częste pozostawianie
widocznych belek konstrukcji przy równoczesnej dbałości o estetykę ścian budynków powoduje, iż ule zostają zaopatrzone w bardzo solidne ściany boczne.
co tworzy w zewnętrznym oglądzie harmonijny akcent wynikający z użycia
elementów o jednakowym przekroju. Pomijąjąc względy estetyczne istotne dla
człowieka, pszczoły mogą zamieszkać gniazdo cechujące się wysokimi walorami izolacji termiczne/'.
Ul jest zamknięty z obu stron płycinami drewna
(przód i tył). Ich grubość nie jest na ogół tak znaczna jak ścian bocznych. Przód
jest zaopat~zony w pojedynczy otwór w kształcie koła, trapezu lub owalu (Verma, 1990, s. I 17) bądź trójkąta (badania własne). Znajduje się najczęściej
u dołu zatworu, a najrzadziej w części środkowej lub górnej. Tylny zatwór
przygotowany jest do wielokrotnego otwierania. Nie tylko dokonuje się tamtędy
53 W czasie długich. mroźnych i śnieżnych zim w górach llimaehal
Pradesh nawet takie rozwiązania nie są wystarczające.

�169

podcinania plastrów, ale także pozbawia się ul tej tylnej ściany w czasie zim/4•
W zależności. czy dotyczy to obszarów nisko czy wysoko położonych, plastry
podcina się dwa razy lub raz w roku. Pierwszy zbiór ma miejsce późną wiosną
(kwiecie111maj), a drugi jesienią (wrzesieIl). W hodowli pszczół w wysokich
górach dokonuje się jednego zbioru jesiennego. Plastry wycina się w całości lub
jedynie w częśct'.
Z tych najbardziej tradycyjnych uli uzyskuje się ok. 4 kg miodu rocznie.
Wielu specjalistów zwracało uwagę na trudności w dokonywaniu przeglądów,
a tym samym prowadzenia tzw. racjonalnej gospodarki pasiecznej przez pszczelarzy wykorzystujących takie anachroniczne konstrukcje ulowe. Faktem jest
jednak, że z nowoczesnych typów uli56 rodziny A. cerana częściej migrują,
wyrajają siy lub je opuszczają (Verma, 1990, s. I 18).

Fot. 4. Parter budynku mieszkalnego z szeregiem wbudowanycb okrągłych ulikłodowych
maro. !\rca. g.ranica dystryktów Kangra i Mandi. Himachal Pradesh).

,4

Ma lO miejsce. gdy ul (ule) znajdują się w ścianie budynku gospodarczego
- obory. Stłoczone z\\icrzęta nie S'\ nicpokojone przez pszczoły tworzące IV tym okresic kłąb zimowy. a rodzinu pszczela korzysta z ciepła wydzidanego
przez stado. Wiciu informatorów w dystrykcie Kinnaur wskaz.Y\\"&lt;llo na I.,: praktyk.,: jako niezb.,:dną. gdy hodowcy I.alcży na utrzymaniu silnej rodzin\ do wiosn\.
. "Silna ~odzina buduje 5-7 równoległych plastrów. Wycinając plastry w całości. pozostawia
się 2-3 nietknięte. klórc znajduj'l się najbliżej wylolka. Przy podcinaniu ich Iragmentów (okolo
połowy plastró\\). czyni si.; tak zc wszystkimi \V gniddzie.
'6 W nowoczesncj
intcnsywnej gospodarcc pasiecznej koniecznością
stają się okresowe wywózki pasiek na niicj położonc poż)'tki. Ule klodowe do takich praktyk nie są przystosowane.
nie
wspominając o ulach na stale związanych z budynkami.

�170
Pszczoła miodna (Apis mellifera)
Przedstawicielki tego gatunku są pszczołami zasiedlającymi największy obszar kuli ziemskiej. Jakjuż wspomniałem, podstawowe typy zachowaJl, budowa
gniazda i budowa osobnicza są podobne do A. cerana. Zasadnicze cechy różnicujące to: nieznacznie większa długość ciała i jego masa, mniejsza skłonność
do wyrajania się, gorsza adaptacja do długich okresów zimna57.
Pszczoły miodne są naj lepszymi zbieraczkami pośród czterech przedstawianych gatunków. Chociaż gatunek ten nie jest endemiczny dla Indii, przez ostatnich około 30 lat zyskał wśród hodowców wielu zwolenników. Już choćby
gromadzenie przezeJl w warunkach in.,iyjskich od 14,5 do 19,4 kg miodu (Verma, 1990, s. 224), czyni go bezkonkurencyjnym. Także zasięgi oblotów bliskie
5000 m, stawiąją te pszczoły w hierarchii zaraz za A. donata. Przypomnieć
należy, że Apis mellifera jest jednak bardziej agresywna i podatna na choroby
niżA. cerana.
Ponieważ Pszczoła miodna (Apis mellifera) jest gatunkiem introdukowanym
na obszarze Indii, tradycyjne pszczelarstwo nie było z nią związane. W związku
z tym zagadnienia dotyczące hodowli tego gatunku omówię w kolejnej części
artykułu.
4. Współczesność pszczelarstwa58 w Himachal Pradesh i jego rola w ekonomice stanu
Za podstawę nowoczesnego pszczelarstwa uważa się wykorzystanie uli z ruchomymi ramkami. Taka konstrukcja dla A. cerana powstała w południowych
Indiach w latach 80. XIX wieku. Nazwana ulem Newtona była upowszechniana
w prawie niezmienionej wersji aż do lat 30. XX wieku59. Prace nad coraz lepszym dostosowaniem uli do występujących w Indiach podgatunków i ekotypów
A. cerana doprowadziły do współistnienia 15 konstrukcji6o. Współcześnie, potrzeba standaryzacji uli stała się paląca. Najbardziej zaawansowane prace
są prowadzone właśnie w stanie Himachal Pradesh. Wprowadzane stopniowo,

57 Wybór
cech jest zgodny z wcześniejszymi
ich omówieniami
dla pozostałych gatunków
i nie ma charakteru hierarchicznego.
S8 Tu ..pszczelarstwo·'
w znaczeniu hodowli. czyli dotyczącej gatunków Apis cerana i introdukowancgo Apis met/ifera. W skali całego krąju wyłączenie ,.lpis dorsala (nie poddąje się próbom hodowli) byłoby zbytnim uproszczeniem
(uzyskuje się od niego ponad 60% miodu i prawic
90 % wosku). Jednak dla Himachal Pradesh nieznane są dane pozwalające określić udział produktów od A. dorsala w ogólnym pozysku i handlu artykułami pszczelarskimi.
S9 Jednakże
robotnice z południowych Indii są znacznie mniejsze od spotykanych na północy.
Mniejsza jest także na południu liczebność rodziny. l tak wersja podstawowa nie sprawdziła się
na górzystej północy. Dostosował ją dopiero R. N. Muttoo (założycielOgólnoindyjskiego
Związku Pszczelarzy - All India Beekeepers'
Association,
1937) i nazwał loelikote Villagcr's hive
(1944 i dalsze modernizacje do ł956 roku).
60 Wszystkie
one znane są pod nazwą zmodyfikowancgo
ula Newtona (modi/ied Newlon hive)
lub ula wiejskiego (I'il/agers' hive) (Verma. 1990. s. (21).

�171
przyjmowane są z nieufnością przez górali, dla których pszczoły stanowią stały
element krajobrazu, a nie szansę na dodatkowe dochodll.
Wpływ pszczół na rozwój i kierunki upraw rolnych jest wprost związany
z rozdzielnością płciową niektórych roślin62. Na opisywanym obszarze można
zauważyć stopniowy spadek aktywności owadów zapylających spoza rodzaju
Apim&lt;J3. Ta sytuacja sprawia, iż właściwe dysponowanie zasobami rodzin pszczelich Pszczoły wschodniej (Apis cerana) i Pszczoły miodnej (Apis melliferar jest
sprawą zasadniczą. Himachal Pradesh jest głównym producentem owoców strefy umiarkowanej. Sady owocowe zajmowały w 1980 roku około 75 000 ha,
a dla ich należytego zapylenia było potrzeba nawet 200 000 rodzin pszczelich
(ówczesny i bieżący stan wynosi 10 000). Deficyt jest zatem ogromnl5.
Bez
wątpienia coraz częstsze obecnie sukcesy sadowników wynikają z istniejącej
populacji pszczół, głównie jednak z gatunku A. cerana osadzonych w tradycyjnych ulach przydomowych66• W przypadku wielkoareałowej gospodarki rolnej
(możliwej jedynie na stosunkowo nisko położonych częściach stanu), dla optymalnego wykształcenia nasion/owoców potrzeba dwóch kolonii Apis mellifera
lub trzech kolonii Apis cerana na 1 ha upraw67• Rozwijając istniejącą bazę
pszczelą udało się w kilku miejscach stanu68 przeprowadzić ze znacznymi sukcesami tzw. tresurę pszczół, dzięki której pszczoły selektywnie zapylają wybrane gatunki roślin. Chociaż na obszarze Indii są to praktyki nieczęste69, to z pewnością wyznaczają przyszłościowy kierunek hodowli70•

61 Lekkie ule wolnostojące dają siC;przewozić na znaczne odległości.
Detale ich konstrukcji
umożliwiają wysokie składowanie i dają możliwość załadunku aż kilkudziesięciu uli na platformę
jednego samochodu cic;żarowego. Mobilne hodowk mogą być wynajmowane sadownikom na
czas kwitnienia ich upraw. co daje szansę podwyższenia opłacalności pasiecznictwa górskiego.
02 Chociaż rozdzielność
płciowa roślin była przewidywana przez Theophastusa (IV w. n.e.),
pozostala kwcstią nicznaną do lat 80. XIX wieku.
oj Współczesność.
niestety. przedstawia się podobnie w wielu miejscach świata. Spadek lesistości obszarów. postępująca urbanizacja i stopień zanieczyszczenia środowiska to najglówniejsze
przyczyny spychania owadów o małym promi~niu oblotu do enklaw. gdzie nie mogą być bezpośr~dnio pomocnymi dla człowieka.
M Przedstawiam sytuację m~jbardziej współczesną
oS Przybywa uli nowoczesnych
i rozwija się hodowla Ps::c::oły miodnej (Apis mellifera). ale
równocześnie spada liczehność hodowanych rodzin Ps::coły wschodniej (Apis cerana). ąjnowsze
dane 10 177000 ha sadów (1993 rok) i potrzeba aż470 000 rodzin pszczelich (Verma, 1990. s. 25).
06 Jak wspominałem. jedynie nowoczesne konstrukcje umożliwiąią ich przemieszczanie
sezonowe.
67 V~rma. 1990. s. 27. Powstąją tu dwie k\vestie. Pierwsza dotyczy siły rodziny. Obliczono.
iż rodzina 60 000 osobników jest wydajniejsza niż cztery po 15 000 osobników. Prawidłowość ta
odnosi siO;do obu gatunków. Ponadto A. cerana jest I~pszą zbieraczką pożytków rozsianych,
co stawiają zdecydowanie przed A. melli/era w przypadku obszarów górskich.
68 Uwaga dotyczy działań w dystryktach Kangra i Solan.
69 Nawet w skali kontynentu. Dawny ZSRR był pionierem w zakresie tych badań, ale prowadzone były w jego czc;ści curopcjskiej. Chiny wciąż niechętnie skracają okres karencji na nowinki
naukowe.
if)
ie wnikąjąc w szczegóły ekonomiczne i sposoby uzyskiwania takich danych, wiadomo,
iż pożytek z krzyżowego zapylania roślin przez pszczoły (tylko Apis). jest kilkunastokrotnie

�172
Stanowa produkcja miodu (150 ton w 1989 roku) i wosku (3 tony w 1989
roku), jest ustalona wyłącznie na podstawie danych rynkowych. Także w tym
przypadku brak danych odnoszących
się do tradycyjnych
dróg dystrybucji nie
pozwala na rzetelniejsze ustalenia. Faktem jest jednak, iż oba podstawowe produkty dawałyby się sprzedać na indyjskim rynku wewnętrznym
w praktycznie
nieograniczonych
ilościach.
Obecna sytuacja pszczelarstwa
w Himachal Pradesh jest obrazem współzawodnictwa obu gatunków udomowionych:
PSZCz()~Vwschodniej (Apis cerana)
i Pszczoły miodnej (Apis mellifera) Do dzisiaj hodowla pszczół ze względu
na czynniki naturalne oraz wywoływane
polityką stanową/rządową,
nie odzy7
skała pewnej stabilności gatunkowej sprzed 1983 roku ': L. R. Verma podaje,
że w oparciu o wielorakie dane wyjściowe i obliczeniowe jedna rodzina Apis
cerana przyniosła podczas roku 369 rupii dochodu netto, podczas gdy Apis
mellifera aż 920 rupii72. Ta różnica sprawia, iż dalekowzroczne
plany rządowe
dotyczą głównie upowszechniania
hodowli A. mellifera (Kaul, 1992). W konsekwencji, w polityce rządu hodowli Apis cerana poświęca się praktycznie mniej
uwagi niż pasiecznictwu
zApis mellifera. Nie zwraca się przy tym uwagi
na fakt, że w warunkach wysokogórskich
to przecież Apis cerana jest gatunkiem zdecydowanie
lepiej przystosowanym.
W dodatku realizacja programów
pomocy dla obszarów plemiennych
napotyka na trudności wynikające z nieco
"patriarchalnego"
sposobu traktowania górali przez urzędników państwowych.

5. Przyszłość pszczelarstwa na obszarach górskich
Pszczelarstwo jest współcześnie jeszcze bardziej atrakcyjne gospodarczo niż
w dawnych czasach. Analizy potencjału środowisk górskich wskazują na znaczne
możliwości jego wykorzystania (por. Tropical..., 1986). Zwraca się uwagę na szereg unikatowych cech, które przemawiają za potrzebą tworzenia wciąż nowych
rozwiązań praktycznych, intensyfikujących tę gałąź gospodarki. Niska waga, przy
stosunkowo wysokiej wartości produktów, trwałość oraz zachowanie przez długi
7
czas pełni własności fizykochemicznych,
łatwość przechowywania "
poręczność
w trakcie transportu to podstawowe cechy charakteryzujące produkty pszczele.

wyższy niż przychody ze sprzedaży uzyskanego w tym samym czasie miodu/wosku i innych
produktów pszczdich.
71 W latach 1983-1988 ma'&gt;owe występowanic
wirusa czcrwiu uśmierciło w llimaehal Pradesh od 90 do 95% rodzin".I. ceramI. Po zakończeniu pełncgo cyklu rozwojowego wirusa kolonie są
obecnie zdrowe i intensywnie rozmnażanc. Ich liczba wciąż jeszczc nie jest przywrócona.
Co ciekawe. obszary wysokogórskie pozostały wolne od choroby.
n Obliczenia dokonane \v roku 1987 (I USD = ok. 20 rupii). Takic porównanic traci sens. jeśli rozpatrujemy gospodarkę na terenach powyżt&lt;i I 800 m n.p.m. (Verma. 1990. s. 71). Od tej
umowncj granicy A. me/lijera spisuje się znacznie mniej wydajnic. a IV skrajnych przypadkach
nie przeżywa.
7, Kolejność cech według .Iodha. 1989, s. 32 .. ,ł.atwość
przcchowywaniu" jest dyskusyjna.
Wszystkie produkty pszczcle wymagają znacznych nakładów technologicznych. hy móc jc należycie przechowywać. Silnie chłoną zapachy zewnętrzne. muszą hyc pozyskiwane i przechowy-

�173
Pomimo funkcjonowania
wielu projektów (w tym i międzynarodowych),
mających na celu unowocześnienie
pszczelarstwa,
także na obszarach wysokogórskich7.\
przyjęte rozwiązania nie przyniosły znaczących efektów. Wiąże się
to z wyjątkowo silną niechęcią górali wobec nowinek. Pozostają wierni tradycyjnemu umiejscawianiu
uli (w ścianach budynków) i dawnym konstrukcjom.
Powszechne i obserwowalne
zjawisko początkowej
nieufności wobec nowych
rozwiązal1 na omawianym obszarze nie przeminęło.
Przede wszystkim z tego
powodu, iż proponowane
konstrukcje nie sprawdzają się w surowych warun75
kach . Trudno także ustalić jak poważną rolę odgrywają w owym oporze wierzenia. Rodzina pszczela jest dla tradycjonalistów
widomym znakiem stałej
7
opieki Laxmi a nawet Wisznu /&gt;. Ule, tradycyjne w formie i umiejscowieniu,
są dla nich stałym (domyślnie - bezpiecznym) elementem krajobrazu.
Analiza ekonomiki stanu każe oczekiwać stałego wzrostu znaczenia pszczelarstwa. Wierzę, że możliwe jest nawet wynajmowanie
przez sadowników
gospodarzących w wysokogórskich
dolinach rodzin pszczelich z zewnątrz. Moim
zdaniem będzie się to odbywało równolegle do hodowli miejscowej, prowadzonej w konstrukcjach tradycyjnych.
Spektakularne
sukcesy poszczególnych
hodowcówn winny być przykładem
godnym naśladowania.
Dla większości
pasiecznictwo
pozostanie jednak wyłącznie dodatkowym zajęciem. Stopiel'! jego znaczenia będzie, szczególnie dla
nowicjuszy, ograniczony do kwoty pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży miodu
i wosku. Potrzebne są rozwiązania
promujące
rzetelną wiedzę pszczelarską,
by zmienić obecny stan rzeczy. N ieefektywne są realizacje projektów związanych z podniesieniem
statusu indyjskich kobiet, poprzez zainteresowanie
ich
hodowlą pszczół. Według twórców tych projektów pasiecznictwo
przydomowe
miałoby być jednym z pożądanych
rozwiązań wspomagających
ludność wiejSką78.

Ilane z zachowanicm zasad higieny trudnych do utrzymania II Indiach, a z pewnością tinansochlonnvch.
7. U'wagi czynilt na podstawie
badań własnych w dystrykcie Kinnaur (Ilimachal Pradesh).
czo;:ści pogranicza dystryktów KangralMandi (Ilimachal Pradesh).
75 Ule nowoC/csne
są zbyt zimne. SZCl.ególowa polemika na ten tcmat wykracza poza przyjęte ram) tcgo artykułu.
7(, Wątek wymagający
dalszych studiów. Wydaj c silt jednak. że stałość miejsca ula nie jest bez
znaczenia.
77 Wywiady
przcprowadzonc
na pograniczu
Himachalu i Pendżabu dowodzą, iż można
z wielkotowarowcgo
pasiecznictwa uczynić w indyjskich warunkach jedyne źródło dochodu dla
widu rodzin. Wiążc się to jednak z założeniem bazy. wywózkami sezonowymi do np. Kaszmiru,
rezygnacją z hodowli ..I. CI'I'(II/(/ na rzecz A. melltfera i ogromną desperacją IV okresie przeobrażania gospodarstwa domO\lcgo.
JR Podobne
projekty realizujc także [eIMOD (International
Centre for Intcgratcd Mountain
[kvdopment)
dla Ncpalu (okolice Jumli. Dolpo). Przy generalnie chwalebnej idei działania te
natrafiają na latwc do przcwidzenia
trudności. NajcZl;ściej prowadzone
są przez specjalistów
ds. pszczelarstwa i nic wc wspólpracy z antropologami kultury. Negatywne następstwa realizacji
tych proj~kt(l\v mogił być nader tragiczne dla funkcjonowania tradycyinych systcmów rodzinnych.

�174

Zdaniem autora ninieJszego artykułu hodowla Apis cerana jest jednym
z najbardziej tradycyjnych zajęć dodatkowych ludności Himachal Pradesh.
Jak wspomniałem, wprowadzanie na teren stanu nowoczesnych uli przebiega
równolegle z powstawaniem konstrukcji tradycyjnych. W dystrybucji nowoczesnych uli mikrośrodowiska górskie są upośledzone. Istniejące agendy rządowe
ds. pszczelarstwa, subsydia rządowe, kursy pszczelarskie, działalność KVIC79,
pomoc międzynarodowa itp., nie są skuteczne w wywoływaniu pozytywnych
zmian na obszarach plemiennych (tzw. tribal areas). Przyczyn głównych upatruję w korupcji urzędników i traktowaniu przez nich członków "grup plemiennych" jako obywateli niższej kategorii, których problemy w praktyce nie
są uznawane za istotne.
Pszczelarstwo na terenie stanu Himachal Pradesh wciąż potrzebuje nowych
rozwiązań gospodarczych. By je z powodzeniem wprowadzić z minimalną
szkodą dla ludzi i ich środowiska, uważam za niezbędne przeprowadzenie dalszych, rozbudowanych badań etnologicznych. Podobnie jak w wielu innych
dziedzinach gospodarki, chęć szybkiego zwiększenia bieżącej zyskowności
nie idzie w parze z ochroną środowiska naturalnego i zapewnieniem możliwości
rozwojowych przyszłym pokoleniom. W przypadku specyficznej kwestii
pszczelarstwa problem jest jeszcze bardziej złożony. Ta dziedzina ma odniesienia znacznie wykraczające poza ramy jakkolwiek rozumianej gospodarki.
Myślę, że wprowadzenie na wysokogórskie tereny nowoczesnych konstrukcji ulowych nie zmieni w najbliższym czasie obecnej sytuacji kulturowej i gospodarczej. Istniejące ule ramkowe nie są w sposób dostateczny przystosowane
do eksploatacji w wysokich górach. Konieczne zmiany dostosowawcze zabiorą
jeszcze naukowcom wiele lat.
BIBLIOGRAFIA
Balokhra J. M.
1995
Himachal Wonderland. H.G. Publications. Delhi.
Bornus i in.(red.)
1989
En(~vklopedia ps=:c=:elarska.PWRiL. Warszawa.
Crane E.
1983
The Archeology of Beekeeping. Duckworth. London.
Dictionwy. "
1993
DictionGly of Beekeeping Terms. ICIMOD. Kathmandu.
Harrer H.
1953
Seven years in Tibet. Harper Collins Pub!.. Delhi.
Jain S. K.
1996
.lvfedicinal Plants. National Book Trust. Delhi.
Joshi M. A.. Divan V. V.. Suryanarayana M. C.
1980
Bees and Honey in Ancient India. w: Second International Conf'erence on Apiculture in Tropical C/imates. Indian Agricultural Research Institute. Delhi.

79 Khadi and Village
Industries Commission.
pszczelarstwa i handlem artykułami pozysku.

Organizacja

ta zajmuje się m.in. rozwojem

�175
Joshi T. R.
1989

.4 DictionaJY of the Pahari Dialects. A Grammar &amp; DictionO/y of Kanwari, Himachal Academy of Arts, Culture and Languages, Shimla.
Kallapur S. K.
1950
An Crperiment in The Collection of Wild Honey, .,The Indian Bee Journal" 9110,
s. 122-124.
Kaul G. D.
Developmem o/Beekeepingfor
improving Crop Productivity in Eighth Plan (19921992
1997). Ministry of Agriculture. Delhi.
Krishnamurty T.
1993
lv/inor Forest Products oflndia, Oxford&amp;IBH Publ. Co.PvLLtd., New Delhi.
I.eksykon:&gt;ymboli
1992
I.ek.;ykon ,symboli, red. Marianne Oesterreicher-Mollwo, ROK. Warszawa.
'vlattu V. K.
Scope and Strotegies for Apicultural Development in Himachal Pradesh, w: Honey1989
bees in Mountain Agriculture. L.R. Verma (cd.), Oxford&amp;IBH Pub I. Co.PvLLtd.,
New Delhi.
Michener Ch. D.
1974
The _,,'ocialBehavior o/the Bees. Harvard Univ. Press., Cambridge,
Morse R. A, Laigo F. M.
1969
.·/pis dorsata in the Philippines, Philippine Association of Entomologists, Inc.
'vluttoo R.N.
Hygienic Metho,} uf Honey ('ollection Fam Wild Bee Colonie; in the Forest, ..In1946
dian lice Journal" 5/6. s. 79-80.
:--Jt:giS. S.
Himachal Pradesh - The Land and People, Indus, Delhi.
1993
Prakash O.
Food and Drink.;' in Ancient India, Delhi.
1961
Rigveda
Rlgveda. transl. O'Flaherty W. D., Penguin Books India, Delhi.
1994
Ruttner F,
1987
Biogeography and T(Lronomy of Honeybees, Springer Verlag, Berlin.
Soman A. G .. Kshirsagar K. K.
1991
PreliminOl:v Survey on the Rockbel' (Ąpis dordata F.) and Some Observations on
the haditional ,Hethods 0/ Honey Hunting, ..The Indian Bee Journal" 53( 1-4).
s. 17-22.
Thompson C. R.
1940
Handling Apis Dorsata, "The Indian Bee Journal"' 10. 1940, s. 122-124.
1941
Co/lectirJll of Wild Honey, ..The Indian Bee Journal" 3/4, 1941, s. 28-30.
Tropical..
1986
Tropical and Sub-tropical Apiculture. "F AO Agricultural Services Bulletin" vol. 68.
Rome. FAO UN,
Valli L Summers D.
1988
Honey Hunters of Nepal, "National Geographic" 1111988. vo1.174, no, 5, s. 660671.
Verma L. R.
1990
Beekeeping in Integrated Atountain Development, Oxford&amp;IBH Pub I. Co.PvLLtd.,
New Delhi.

�176
Rafał Beszterda
APIARIAN
CULTURE
AND ITS ROLE IN 'II IE ECONOMY
OF AN INDIAN STATE OF HIMACI lAL PRADESI I
(Summary)
Apiculture
has been discussed
in Polish dhnographie
literature numy times. So far, however.
the literature has bcen focused on only one species trom the ,,'pis family (..Ipis melli/era). In this
paper, in eontrasl. at attcmpt has been made to take into account various species occurring in the
area of Himachal
Pradesh. This is a very unique rcgion. where Ii.lur dilkrent
species of bees
occur: the Giant bee (Apis dorsa/a). thc Little bee ("'pis F/orf!(l). the Indian bee (Apis c'erana). and
the Honey bee (Apis mellijera). the last being an introduced species. Only the last two species can
be cultivated.
while the funner two can live only in natural conditions.
For each of the species
mentioned,
specific apicultural
technologies
were developed.
Apicultural
tradition
in the state of Himachal
Pradesh encompasses
both cultivation
and
honey and other honey-by-products
harvesting
from bee species naturally
occurring
in India
(except Apis mell ijem).
Contemporary
trends in bee development
are primarily fi)cused on spreading the cultivation
of Apis mellijera. Another objective
in this field is standardization
nf bee-hive construction
11:
spreading
hivc boxes. On the basis of field studies and close reading of literature I have come to
the conclusion
that such a dircction of development
is not optimum jill' Ilimachal
Pradesh. In the
mountainous
conditions ofthis state. it is the .:Ipis cerana that is Ihe best adjusted species.
In my opinion cultivation
of the Indian bee (Apis cl!rono) is one of Ihe mo si traditional extra
occupations
of the people of Himachal Pradesh. Thcrcl(lrc along the introduction
of modern beehives

in this area

traditional

constructions

arc manuj~lCtured.

hives among lhe local people is underprivileged.
apiculture
apprenticeship,
etc .. are not e1Tective
areas.

Hence

distribution

The apicultun:
state agcncies.
in triggering
positiw
changes

of modern

bee

statc subsidies.
in those tribal

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10623" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10601">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/25a92b385a0aac04d09dcd066a8c280f.pdf</src>
        <authentication>c55f5a78db69b83abd207a4f3a8e17c0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126582">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1648</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126583">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126584">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1525</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126585">
                <text>Rodzina Holtzerów / ETNOGRAFIA POLSKA 1999 t.43</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126586">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1999 t.43, s.121-130</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126587">
                <text>Beszterda, Rafał</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126588">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126589">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126590">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="126591">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126592">
                <text>„Etnografia Polska", t. XLIII: 1999, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

RAFAŁ B E S Z T E R D A
Pracownia Etnologii Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, Poznań

RODZINA HOLTZERÓW

Artykuł ten jest wynikiem badań archiwalnych i wywiadów prowadzonych
w celu uzupełnienia dokumentacji dotyczącej dziejów znanych rodzin poznań­
skich o pochodzeniu niemieckim. W obszarze zainteresowań znalazły
się rody Holtzerów, Szulców i Arnoldów. Zgromadzone materiały pozwolą na
opublikowanie rękopiśmiennych pamiętników wraz z komentarzem, a także
krótkich tekstów prezentujących stan badań przedmiotowych.
Wśród wielu rodzin zasłużonych dla Wielkopolski Holtzerowie zajmują
ważne miejsce. Ich niemiecko-austriacki rodowód jest mało znany mieszkań­
com Poznania. W Wielkopolskim Słowniku Biograficznym znaleźć można jedy­
nie wzmiankę dotyczącą Stanisława Emila Holtzera, który powszechnie koja­
rzony jest z działalnością lekarską i społeczną na uchodźstwie w okresie
poprzedzającym powstanie wielkopolskie i po powrocie do kraju. Uderzające
jest skojarzenie obco brzmiącego nazwiska z działalnością narodowego Towa­
rzystwa Gimnastycznego „Sokół". Co sprawiało, że przedstawiciele tej rodzi­
ny tak żarliwie opowiadali się czynnie za polskością, nie tracąc przy tym
świadomości własnego pochodzenia? Prawdą jest bowiem, iż żyjący Holtze­
rowie nie mają wątpliwości co do swojej polskości. Nie przeszkadza im to
równocześnie pamiętać o swoim rodowodzie i podtrzymywać jego znajomość
wśród najmłodszych członków rodziny. W omawianym przypadku świado­
mość pochodzenia nie łączy się w żaden sposób z utrzymywaniem kontaktów
z przedstawicielami rodziny pozostającymi poza granicami Polski. Zostały one
zaniechane w okresie bezpośrednio poprzedzającym I I wojnę światową, głów­
nie ze strony członków rodziny zamieszkującej na terenie Niemiec.
Dane genealogiczne, którymi dysponuje rodzina pochodzą w głównej mie­
rze z zapisków dokonanych w języku niemieckim przez przedstawicielkę wtór­
nie zniemczonej gałęzi rodziny - Helenę Zagrodzka. Dzięki kontaktom z Ireną
Czarnecką zostały one przetłumaczone w 1937 r. na język polski i obok foto­
grafii należą dzisiaj do najcenniejszych dokumentów rodzinnych. Swoje
wspomnienia spisał także pod koniec życia Bogdan Józef Holtzer. Niestety nie
zdążył dokończyć dzieła przed śmiercią. Informacje o jego pierwotnym, roz­
budowanym zamyśle znajdujemy w spisie rozdziałów. Wiadomości zostały
spisane po I I wojnie światowej i obejmują przede wszystkim lata 1902-1945.

�RAFAŁ BESZTERDA

122

Najwcześniejsze ślady dziejów rodu Holtzerów sięgają połowy X V I I I w.
Pierwszy znany protoplasta o niewiadomym imieniu był cesarsko-królewskim
radcą nadwornym w Wiedniu. Ożenił się najprawdopodobniej około 1785 r.
z córką aptekarza - Anną Brunner, pochodzącą ze Śląska . Oboje małżon­
kowie byli wyznania rzymskokatolickiego. Mieli jedynego syna - Sylwestra.
Chłopiec został bardzo wcześnie osierocony. Jego rodzice zmarli w 1796 г.,
stając się ofiarami epidemii cholery.
Sylwester Holtzer urodził się w Wiedniu w 1789 lub 1790 r. Po śmierci
rodziców wychowywany był przez stryja w majątku Ober Pritsch pod Wschową.
I tu zaczynają się dzieje wiążące do dziś rodzinę z Wielkopolską. Kształcił się we
Wschowie i został agronomem. Przez czas jakiś pomagał stryjowi w prowadzeniu
folwarku, a w latach późniejszych wykupił tartak i dzierżawił jeden z folwarków
należących do księcia Turn-Taseis w powiecie krotoszyńskim. Ponoć już we
wczesnych czasach szkolnych zakochał się w córce protestanckiego superintenden­
ta -Augusta von Sachtleben. W tradyq'i rodzinnej przypisywano Sachtlebenom
posiadanie tytułu barona. Ślub Sylwestra z Karoliną Matyldą von Sachtleben
odbył się we Wschowie w 1815 r. Kochające się małżeństwo miało jedenaścioro
dzieci: Natalię, Agnieszkę, Teofilę, Antoninę, Konstanq'e, Ferdynanda, Roberta,
Paulinę, Ludwika, Serafinę, Adolfa. O niektórych z nich wiadomo niewiele. Fakty
te jednak mają znaczenie dla dalszych dziejów rodziny.
Najstarsza córka Natalia (zm. 1840), nie pozostawiła potomstwa. W historii
rodziny zapisano jedynie, iż była kulawa. Agnieszka również była do śmierci
panną i nie miała potomstwa. Urodzona w 1817 r. przeżyła w samotności długie
życie. Pamięć rodzinna mówi o zawiedzionej miłości młodzieńczej, której pozo­
stała wierna aż do śmierci w 1891 r. Swe dni spędziła we Wschowie. Teofila
(ur. 1818), podobnie jak starsze siostry, była bezdzietna i umarła samotnie
w Buku w 1898 r. Dorosłe swe życie poświęciła nauczaniu dzieci .
Kolejna siostra - Antonina połączyła jako pierwsza dzieje rodziny z Po­
znaniem. Urodzona w 1820 г., wyszła za mąż za nauczyciela gimnazjalnego
z Krotoszyna - Karola Czarneckiego. W latach pięćdziesiątych X I X w. był
on nauczycielem i jednym z dyrektorów (?) Gimnazjum Marii Magdaleny
w Poznaniu . Antonina umarła w Poznaniu w 1858 г., pozostawiając czwórkę
dzieci: Emila, Stanisławę, Józefę i Bolesława.
1

2

3

4

5

1

Wzmianka dotyczy miejscowości Trappau lub Frappau. Dotychczas nie udało mi się ustalić,
jaka miejscowość kryje się za tą nazwą. Możliwe, iż jest to nazwa majątku ziemskiego nie
mającego dzisiejszego odpowiednika.
Pogrubioną czcionką zaznaczam osoby tworzące główną Unię genealogiczną rodu.
Dostępne źródła nie są wystarczające, by stwierdzić czy we wspomnianym przypadku super­
intendenta można uważać za biskupa.
Dotychczas nie znaleziono potwierdzenia tego faktu w archiwach szkolnych w Buku.
Po konsultacjach z p. Adamem Białobłockim, przygotowującym do druku monografię
poświęconą nauczycielom wzmiankowanego Gimnazjum, wypada stwierdzić, iż Karol Czarnecki
nie był naczelnym dyrektorem nawet przez krótki czas. W interesującym mnie okresie nie funk­
cjonował oficjalny tytuł zastępcy czy też zastępców dyrektora. W tym przypadku zatem pamięć
rodzinna jest nieprecyzyjna.
2

3

4

5

�123

RODZINA HOLTZERÓW

Emil Czarnecki został profesorem w gimnazjum męskim w Krotoszynie
a później w Grodzisku Wielkopolskim. Był żonaty z Seweryną Gąsiorowską
(zm. 1936). Mieli jedynego syna - Sylwestra, który chcąc uchylić się od obo­
wiązkowej służby w wojsku niemieckim zażywał narkotyki. Nadszarpnęło to
poważnie zdrowie młodego człowieka, który doznał śmiertelnego zawału serca
podczas kąpieli w Puszczykowie w 1911 r. W ten sposób zakończyła się linia
Czarneckich. Z pozostałej trójki rodzeństwa Emila Stanisława była wychowa­
wczynią w zakładzie dla panien w Krotoszynie (zm. 1876), Józefa - wychowy­
wana przez dziadków Holtzerów we Wschowie - i Bolesław, który pracował
jako początkujący aptekarz zmarli na gruźlicę w Poznaniu w 1878 r.
Piąte dziecko Sylwestra Holtzera i Karoliny Matyldy von Sachtleben - Kon­
stancja, wyszła za mąż za wdowca, burmistrza Wolsztyna J. Schmidta . Mieli
trójkę dzieci. Pierworodny syn Adam umarł jako dziecko u swoich dziadków
Holtzerów. Podobnie zmarł kolejny męski potomek, którego imię pozostaje
nieznane. Trzeci syn, Karol, był nauczycielem w Wąsowie pow. Grodzisk Wlkp.
Ożenił się z Lydią Kropf, pochodzącą z Ostrowa Wlkp. Schmidtowie mieli piątkę
dzieci: Luizę, Almę, Wiktora, Georga i Hansa. Wychowywane przez matkę
w wierze protestanckiej zamieszkały po I wojnie światowej na terenie Niemiec.
Do chwili wybuchu I I wojny utrzymywały kontakty z przedstawicielami rodziny
pozostałymi w Polsce. Dalsze ich losy nie są znane .
Szóstym z kolei dzieckiem był Ferdynand vel Frantz. Jeszcze w latach
trzydziestych X X w. rodzina Holtzerów była w posiadaniu jego listu, który
potwierdzał, iż dosłużył się on przynajmniej rangi porucznika w wojsku polskim
u boku Napoleona. Dzisiaj wiadomo jedynie, że zaginiony list pisany był
w języku niemieckim i pochodził z 1807 r. Ferdynand osiadł później jako rezydent
w majątku hr. Potworowskiego w Kossowie, gdzie zmarł jako kawaler w 1883 r.
Robert zachował się w pamięci rodziny ze względu na swój podobno
wyjątkowo szlachetny charakter i niesienie pomocy w trudnych chwilach całej
rodzinie. Pozostał w stanie bezżennym aż do śmierci w 1883 r. Trudnił się
z powodzeniem kupiectwem. Starość spędził w majątku swego brata Ludwika
w Kurzej Górze.
Paulina (ur. 1826) zapoczątkowała kolejną boczną gałąź rodziny. Wyszła
za mąż za lekarza powiatowego z Babimostu - Maksymiliana Zagrodzkiego.
6

7

8

9

6

Sylwestra Holtzera i Karolinę Matyldę von Sachtleben.
Inicjału nie udało się rozszyfrować.
Wydaje się, że przynajmniej w przypadku omawianej rodziny identyfikacja narodowa jest
ściśle połączona z wyznawaną wiarą. W domu Sylwestra i Matyldy dzieci płci męskiej były
katolikami a żeńskiej protestantkami. Z materiałów, którymi dysponuję wynika, iż taki podział
nie pozostał bez wpływu na ich dalsze koleje. Należy jednak dodać, że popularny pogląd jakoby
mężczyźni byli bardziej skłonni do spolszczenia się poprzez żony Polki i katoliczki, a z kolei
kobiety do utrzymywania niemieckości (ściślej germańskości) poprzez mężów protestantów i naj­
częściej Niemców nie jest uzasadniony. Dzieje rodzin rozpatrywane w szerokiej perspektywie nie
dają się podporządkować tak prostym schematom.
W dokumentach będących w posiadaniu p. Jacka Holtzera z Poznania znajdują się wzmian­
ki, które pozwalają na odnalezienie ich śladów na terenie Niemiec.
7

8

9

�124

RAFAŁ BESZTERDA

Wiadomo, iż ich dzieci były wychowywane w wierze katolickiej. Małżeństwo
to miało dziesięcioro dzieci. Szóstka z nich (trzech chłopców i trzy dziew­
czynki) zmarła we wczesnym dzieciństwie i nieznane są z imienia. Czwórką
dzieci, które dożyły wieku dojrzałego były córki: Zofia, Bronisława, Helena
i Maria. Wiadomo o nich niewiele choć ich rola w kształtowaniu świadomości
rodzinnej jest bezcenna . Zofia pozostała panną i długi czas prowadziła razem
z siostrą Marią (najmłodszą) gospodarstwo rolne koło Buku. Oprócz tego
nauczała w pobliskiej szkole powszechnej. Obie siostry umarły w latach dwu­
dziestych X X w. Nie wiadomo dlaczego Zofia zmarła na terenie Westfalii,
a Maria w Buku. Bronisława wyszła za mąż za naczelnika stacji kolejowej
w Berlinie Zoo - Antoniego Białego. Do śmierci obojga w 1932 r. mieszkali
w Berlinie. Mieli dwójkę dzieci: Lizę i Leona, które całkowicie się zniemczyły.
Ich wychowanie w „niemieckości" było przedmiotem wielokrotnych sporów
pomiędzy Stanisławem Emilem Holtzerem (ojcem Bogdana Józefa i Ireny)
a Antonim Białym. Ten ostatni pochodził z Kongresówki. Zamieszany w dzia­
łalność konspiracyjną związaną najprawdopodobniej z powstaniem stycznio­
wym, wyemigrował do Berlina, gdzie był pod stałą obserwacją miejscowej
policji. Obawy przed represjami wobec rodziny, „utrata posady, lub też jakieś
inne jeszcze okoliczności wpływały na to, że wujostwo wychowywali dzieci
-jeżeli nie w duchu niemieckim - to w każdym razie w mowie niemieckiej. Za
naszych czasów kuzynostwo już zupełnie nie znali polskiej mowy i posługiwali
się tylko niemieckim językiem" . Pomimo sporów wśród dorosłych, czwórka
dzieci bardzo się lubiła i odwiedzała się często. Starsza córka Białych - Liza
wyszła za inżyniera chemika Waltera Benedicta; do I I wojny mieszkali
w Duisburgu. Brak informacji o ich dzieciach. Leon był kupcem i ożenił się
z Ruthi Weinberg. Z notatek Heleny Zagrodzkiej, spisanych w 1937 г., wiado­
mo tylko, że mieli jedynego syna i zamieszkiwali w Hamburgu. Z kuzynost­
wem Irena i Bogdan utrzymywali już z Polski rzadki kontakt listowny. Doszło
nawet do spotkania z Lizą na krótko przed wybuchem I I wojny światowej,
kiedy Irena wracała z wypoczynku w Szwajcarii. Podczas zwierzeń „kuzynka
Liza w pewnym momencie wypowiedziała - podobno z odczuwalnym pewnym
smutnym akcentem takie charakterystyczne słowa: «Jak nasze życie się nieraz
dziwnie układa. Jestem przecież z krwi i kości Polką. Mam z domu piękne
polskie nazwisko i właściwie więcej krwi polskiej posiadam niż Ty, która masz
nazwisko niemieckie. A teraz cóż. Ty jesteś Polką, aja Niemka!»" . O Leonie
słuch zaginął w czasie I I wojny światowej: „W pierwszych miesiącach wojny
pisałem do niego list, w którym bez osłonek, nie zdając sobie sprawy z tego na
co siebie, a może nawet jego narażam, opisałem jaką gehennę przechodzimy
pod okupacją hitlerowską, i oczywiście nie otrzymałem od Herr Leo von Biały
10

11

12

1 0

Helena Zagrodzka spisała podstawowe wiadomości o dziejach rodziny Holtzerów i w 1937 r.
przesłała je do Polski.
Rękopis wspomnień Bogdana Józefa Holtzera. Oryginał w posiadaniu Jacka Holtzera.
Rękopis wspomnień B.J. Holtzera. Brulion pt. „Czasy berlińskie". Brak paginacji.
11

1 2

�RODZINA HOLTZERÓW

125

żadnej odpowiedzi. Może bał się, a może sam już był zdeklarowanym hitle­
rowcem, bo jak mi wiadomo był on, czy jest jeszcze typem kierującym się
w życiu zasadą: «j.w.w.» - jak wiatr wieje" .
Helena ( z d. Zagrodzka, siostra Bronisławy) dożyła samotnie początku
I I wojny w Zakładzie dla Pań w Freienwalde nad Odrą. Jest ona autorką
krótkich notatek o historii rodziny Holtzerów, które - aczkolwiek skąpe
-pozwalają odtworzyć fragmenty dziejów w sytuacji braku innych dokumentów.
Ludwik, dziewiąte z kolei dziecko Sylwestra Holtzera i Karoliny Matyldy
von Sachtleben, urodzony około 1830 г., był rolnikiem. Ożenił się z Marią
Kapczyńską w 1860 r. w Piotrowie. Mieli trójkę dzieci: Stanisława Emila,
Stefanię i Marię. Najmłodsza wyszła za mąż za kupca Antoniego Barciszewskiego w Poznaniu, ale pozostała bezdzietna. Umarła w Poznaniu w 1915 r.
Stanisław Emil jest bodaj najsławniejszy z Holtzerów. Urodzony w Poznaniu
w 1864 г., wykształcony lekarz, praktykował w Poznaniu, a po wczesnej śmierci
żony Izabeli Trąmpczyńskiej (zm. 1901) - w Berlinie, Bohum i Oberhausen. Był
prezesem-założycielem Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół" i organizatorem
zlotów „Sokoła" na emigracji (m.in. w Berlinie i Wynterswyck w Holandii). Na
początku powstania wielkopolskiego powrócił do Poznania, gdzie pracował
jako lekarz wojskowy w szpitalu na terenie dzielnicy Łazarz. Udzielał się
społecznie na rzecz bezdomnych i biednych aż do śmierci w 1931 r. We
wspomnieniach syna Bogdana jawi się on jako najtroskliwszy ojciec aż do
przesady kochający dzieci. Silną ręką trzymał całą rodzinę, ponieważ „matka
zajmowała się dziećmi tylko w okresie niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa,
a później obowiązek ten sprawował ojciec. [...] Matka, Izabela z Trąmpczyńskich [w latach 1894-1900 wiceprzewodnicząca Towarzystwa Kobiet „Warta"
- przyp. R.B.], pochodziła ze starej, znanej rodziny, rozsianej w różnych
zakątkach Wielkopolski. Ponoć już jeden z [...] praszczurów po kądzieli brał
udział w bitwie pod Grunwaldem. [...] Pradziad Hypolit Trąmpczyński prze­
szedł nawet do historii jako dowódca oddziału Kórnickiego, który podczas
Wiosny Ludów wpadł do Poznania ze zamiarem opanowania Cytadeli Poznań­
skiej. Zamach, jak wiadomo, nie udał się. Powstańcy wpadli w zasadzkę wojsk
pruskich [...]" v Syn Hipolita Trąmpczyńskiego - Władysław także miał chwa­
lebną przeszłość wojskową. Brał udział w powstaniu styczniowym jako porucz­
nik w oddziale Taczanowskiego. „Kiedy już jako oficer pruski w I wojnie
światowej odwiedziłem dziadka [wspomina Bogdan Józef Holtzer - przyp.
R.B.], który ostatnie lata życia spędzał u swego kuzyna Henryka Lutomskiego
w majątku Staw w powiecie wrzesińskim, długie nieraz wieczory spędzaliśmy na
pogawędkach o owym nieszczęsnym powstaniu. [...] Niezmiennie kończył swoje
gawędy proroczym zdaniem: «Twoje pokolenie jest szczęśliwsze. Ty wrócisz
z tej wojny jako oficer polski. Chciałbym Cię jeszcze widzieć w polskim
mundurze». Niestety! Proroctwo dziadka się spełniło co prawda, wróciłem
13

14

1 3

1 4

Tamże.
Tamże.

�126

RAFAŁ BESZTERDA

z I wojny światowej w szeregach armii gen. Hallera, ale dziadek już nie żył.
Kilka dni przed Wielkanocą 1919 r. otrzymał ode mnie wiadomość z Francji,
że jestem żołnierzem polskim. Podobno bardzo się wzruszył tym listem. W dru­
gim dniu świąt wielkanocnych zmarł nagle po obiedzie, bez żadnych poprze­
dnich objawów chorobowych. [...] Został jako pierwszy powstaniec pochowany
z honorami wojskowymi we Wrześni" . Dlaczego sędziwy Władysław Trąmpczyński dożywał swych dni u swego kuzyna? Z dawnej świetności domu nic
już wtenczas nie pozostało: „Dziadek mając w opinii prusaków «zabazgrana»
przeszłość polityczną nie mógł marzyć o błyskotliwej karierze życiowej. O daw­
nych majątkach ani śladu. Albo stracone, albo drogą mariażów w innych
rękach, jak Lutomskich lub Skrzydlewskich [...]" . Dziadkowie (Władysław
i Józefa z Sikorskich) mieli czworo dzieci: Izabelę, Zbigniewa, Halinę i Wie­
sława. „Niestety wszystkie dzieci były wątłego zdrowia i umarły - chyba na
gruźlicę - w kwiecie wieku, przed trzydziestym rokiem życia. Wpierw moja
matka [Izabela - przyp. R.B.], mając zaledwie 26 lat, po 5-letnim pożyciu
małżeńskim, potem Halina, zaręczona za ziemianina Reichsteina na Kuja­
wach, Zbigniew referendarz na Mazurach i Wiesław, agronom i administrator
majątków hr. Zollarskiego (?). Krótko po śmierci najmłodszego syna zmarła
także i babcia [Józefa - przyp. R.B.] tak, że [...] dziadek został na starość
zupełnie sam, przelewając całą swoją czułość na nas, jedynych wnuków, cóż,
kiedy przebywających aż do końca I wojny na Zachodzie".
15

1&lt;s

17

Powróćmy do głównej linii rodziny Holtzerów. Stanisław Emil i Izabela
z domu Trąmpczyńska mieli trójkę dzieci: Irenę Mariannę, Bogdana Józefa,
autora cytowanych pamiętników i Mariana Ludwika (umarł jako dziecko ).
Irena Marianna wyszła za mąż za Zygmunta Czarneckiego - nadleśniczego
w Marzelewie pow. Września. Byli bezdzietni. Bogdan Józef (ur. 1898) był
jedynym męskim potomkiem rodziny Holtzerów. Po bardzo wczesnej śmierci
matki Izabeli (Bogdan miał wówczas niepełne trzy lata) wychowywany był wraz
z siostrą Ireną przez siostrę matki - Halinę. Dzieci spędziły czas jakiś w majątku
Sierakówko na Kujawach aż do nagłej śmierci ciotki. Później przebywały u babci
Marii z Kapczyńskich w Poznaniu (ojciec w tym czasie praktykował w Berlinie).
„Babcia w czasie, gdy wróciliśmy z Sierakówka, mieszkała [...] przy ulicy
Strzeleckiej, w tym samym miejscu gdzie obecnie jest gmach Politechniki, a nieco
później przy św. Marcinie" [...] . Dzieci rozpoczęły edukację, a po roku ojciec
18

19

1 5

Tamże.
Tamże.
Zapiski Bogdana Józefa są w tym miejscu nieprecyzyjne. Bezsprzecznie Halina z d. Trąmp­
czyńska umarła bardzo wcześnie, ale na innym miejscu wspomina, że była ona już zamężna.
W obu wypadkach chodzi o tę samą osobę - ziemianina Reichsteina z Kujaw, posiadającego
majątki Mierosławice i Sierakówko. Z małżeństwa tego urodziło się dwoje dzieci: Izabela i Adam,
które zmarły wkrótce po narodzinach.
Wbrew informacji zamieszczonej w Wielkopolskim Słowniku Biograficznym (s. 256), który
przypisuje Emilowi Holtzerowi i Izabelli Trąmpczyńskiej jedynie dwójkę dzieci.
Rękopis wspomnień B.J. Holtzera.
1 6

1 7

1 8

1 9

�127

RODZINA HOLTZERÓW

zabrał je do Berlina i Bochum. W napisanych przez siebie wspomnieniach
Bogdan wielokrotnie przywołuje czasy szkolne i towarzyszące im próby upoko­
rzenia go przez niemieckich nauczycieli. Pomimo, iż opanował język niemiecki
w stopniu doskonałym (znajomość i „literackość" jego niemieckiej mowy
nauczyciele wykorzystywali podczas różnorakich wizytacji), nigdy nie pozbył się
„piętna" Polaka. Od 1915 г., przed ukończeniem gimnazjum , wcielony do armii
niemieckiej w stopniu podporucznika, a później porucznika został wzięty do
niewoli francuskiej w 1917 r. Wstąpił do armii gen. Hallera, z którą przybył do
Wielkopolski w 1919 r. Walczył w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. i jako
ochotnik w I I powstaniu śląskim. W 1933 r. ożenił się z Janiną Szreybrowską .
W sierpniu 1939 r. oddelegowany został z Poznania do Rejonowej Komendy
Uzupełnień w Ciechanowie. Tam, zaskoczony przez początek działań wojennych,
został podczas ewakuacji wzięty do niewoli przez Armię Czerwoną. Odesłany
z czasem do Wielkopolski spędził wraz z rodziną okupację hitlerowską początko­
wo we Wrześni, a później w Golinie. Od 1942 r. pracował tamże jako kierownik
filii przedsiębiorstwa zbożowego. Mimo wielokrotnych namów nie przyjął
propozycji podpisania Volkslisty. Po I I wojnie światowej pracował jako pełno­
mocnik rządu polskiego na Pomorzu Zachodnim. Po okresie zamieszkiwania
w Koszalinie, Kamieniu Pomorskim i w Szczecinie powrócił z żoną do Poznania.
Mieli jedynego syna - Jacka Stanisława Ludwika, ur. w 1940 r. we Wrześni.
W 1969 r. Jacek Stanisław ożenił się z Krystyną Jaroszek. Ukończył studia
Politechnikę Poznańską i od 25 lat pracuje w biurach projektów. Jest kierowni­
kiem zespołu w Biurze Projektów „Energoprojekt" w Poznaniu. Prowadzi także
działalność gospodarczą w zakresie projektowania i nadzorowania budów.
Jednym z jego największych osiągnięć ostatnich lat było kierownictwo budowy
kompleksu handlowego „Castorama" w Poznaniu. Dziećmi Jacka Holtzera
i Krystyny Jaroszek są: Izabella Małgorzata Victoria (ur. 1970) Piotr Maciej
(ur. 1972). Izabella wyszła za Józefa Lwa i mają syna Brajana, a Piotr Maciej
ożenił się z Iwoną Kalek i także mają syna - Jana Jacka .
20

21

22

Stefania, siostra Stanisława Emila, wyszła za mąż w Poznaniu za Stani­
sława Promieńskiego. Mieli córkę Ludwikę. Była ona nauczycielką przyrody
w Gimnazjum Marii Magdaleny w Poznaniu .
23

2 0

Uczniom z przedostatniej klasy gimnazjum (wyższej primy) udzielano wcześniejszej matury
(tzw. matura wojenna). Była to zazwyczaj suwerenna decyzja gimnazjalisty, który mógł wstąpić do
wojska i w ten sposób wcześniej zakończyć naukę w gimnazjum. Na kartach wspomnień Bogdana
Józefa ta decyzja nosi miano „przymusu". Z zachowanych materiałów archiwalnych nie sposób
odpowiedzieć na pytanie czy Bogdan Józef zgłosił się na ochotnika do armii niemieckiej. Przema­
wia za tym rodzinna tradycja wychowania mężczyzn, na co zresztą skarży się on, nazywając swój
wybór zawodu wojskowego „życiową pomyłką".
Z opowiadań i fragmentów zapisków rodzinnych wynika, iż o życie i zdrowie Bogdana
Józefa modlili się wszyscy członkowie rodziny. Nawet wśród notatek Heleny Zagrodzkiej znajduje
się zapis: „Ostatni potomek polskiej linii Holtzerów i dotychczas bezdzietny".
Jan Jacek jest „nadzieją" Holtzerów na trwanie rodu.
Konsultacje z p. Adamem Białobłockim świadczą, iż najprawdopodobniej była jedynie
praktykantką w tymże gimnazjum. Dalsze jej losy nie są znane.
2 1

2 2

2 3

�128

RAFAŁ B E S Z T E R D A

Serafina pozostała panną. Zajmowała się aż do śmierci w 1874 r. wychowy­
waniem sierot po siostrach - Antoninie Czarneckiej i Konstancji Schmidt.
Najmłodszy syn Adolf był nadleśniczym w Sierakówku u hr. Platera. We
wspomnieniach rodzinnych zachowała się historia jakoby kłusownicy pewnego
razu tak go poturbowali, że zmienił zawód i został naczelnikiem poczty w Ra­
koniewicach. Ożenił się późno z Emmą Berhardini, która była protestantką.
Ich dzieci: Franciszek, Józef, Maria i Luiza również pozostały w tej wierze.
W tej linii Franciszek (zm. 1922) pozostał bezdzietny. Według opinii rodzi­
ny, miał dobre serce, ale był lekkomyślny. Pracował na poczcie. Wyrzucony ze
służby za notoryczne opuszczanie dyżurów wyemigrował do Stanów Zjed­
noczonych. Mieszkał w Pittsburghu. Jedyny raz odwiedził Europę i Polskę
w 1908 r. Wspomnienie z jego wizyty zanotował Bogdan Józef w swoich
zapiskach. Bezdzietny i majętny wuj chciał nawet adoptować chłopca i zabrać
ze sobą do Stanów Zjednoczonych, ale Stanisław Emil nie wyraził zgody.
Ponoć żałował tego w chwili, gdy jedynego syna wcielono później do wojska
niemieckiego podczas I wojny światowej.
Józef miał dwóch synów, którzy zginęli na tej wojnie jako żołnierze armii
niemieckiej. Maria wyszła za mąż za Eckhardta . Ich jedynak - Rudolf poległ
w powstaniu śląskim 1922 r. jako żołnierz niemiecki.
Luiza wyszła za mąż za Quasta . Mieli syna Hansa i córkę Margaretę.
Hans był inżynierem, ożenił się z Margareta Ruthenberg i zamieszkał z nią
w Dreźnie. Losy wojenne ich jedynego syna Petera nie są znane. Siostra Hansa
Margareta wyszła za mąż za Ericha Gramera. Mieli dwójkę dzieci: Erikę
i Helmutha, które do czasu wybuchu I I wojny żyły we Wrocławiu. Dalsze ich
losy są nieznane.
Zasygnalizowane tu dzieje jednej z gałęzi rodu Holtzerów są doskonałym
przykładem asymilacji w środowisku polskim, pracy dla dobra polskiej ojczyz­
ny i istotnego wkładu w jej rozwój. Jednocześnie stanowią wzór polskiego
patriotyzmu tak znamienny dla wielu rodzin o korzeniach niemieckich za­
mieszkałych od pokoleń w Wielkopolsce.
Istotne jest, że nawet w nader skąpym zbiorze informacji dotyczących
najdawniejszych dziejów rodzinnych postaci pradziadka Sylwestra i jego żony
Matyldy jawią się jako scalające trójpokoleniową rodzinę na obcym gruncie.
W chwili, gdy ich zabrakło wielu członków rodziny staje się skłonnych do
przyjęcia niewątpliwych profitów, które niosło ze sobą opowiedzenie się za
niemieckością . Dopiero Stanisław Emil Holtzer daje oczywisty przykład pol­
skiej świadomości narodowej w najtrudniejszych czasach. Polskość staje się
nadrzędną wartością, którą zachowała część rodziny zamieszkała w Polsce
24

25

26

2 4

Jego imię i dzieje pozostają nieznane.
Imię i miejsce zamieszkania są nieznane.
Temat „niemieckości" i „polskości" jest stale obecny na kartach wspomnień Bogdana
Józefa Holtzera. Różnorakie rozważania i wyrażane przez niego poglądy znajdują w tym szkicu
jedynie fragmentaryczne miejsce ze względu na ich sporą objętość i sygnalny charakter prezen­
towanego tu tekstu.
2 5

2 6

�R O D Z I N A HOLTZERÓW

129

pomimo oczywistych nacisków ze strony niemieckich władz administracyjnych
a później okupacyjnych. Z drugiej strony jednak należy wspomnieć o świado­
mości korzeni, dzięki której rodzina nie pozwoliła na zmianę pisowni nazwi­
ska, przeciwstawiając się w ten sposób naciskom władz polskich po 1945 r.
Obie te decyzje wydają się charakterystyczne dla trwale ukształtowanej świa­
domości rodzinnej i zasługują na najszczerszy szacunek.

PODSTAWOWE ŹRÓDŁA:
Zbiory Archiwum Archidiecezjalnego w Poznaniu.
Zbiory Archiwum Państwowego w Poznaniu.
Wielkopobki Słownik Biograficzny, PWN, Warszawa - Poznań 1981.
Wywiady z p. Jackiem Holtzerem. Zapis wywiadów przeprowadzonych przez autora z lat 1998/99
przechowywany w bibliotece Pracowni Etnologii I A E PAN Oddział w Poznaniu.
Dokumenty i pamiątki znajdujące się w posiadaniu rodziny Holtzerów, w tym rękopis wspomnień
Bogdana Józefa Holtzera.

RAFAŁ B E S Z T E R D A

THE HOLTZER FAMILY
Summary
The history of the Holtzer family is based on archival documents (manuscripts, old memoirs
and diaries) and interviews. The author's purpose was to complete data telling about eminent
families of German background from Poznań and their contribution to the development of
Polish culture.
The Holtzers have lived in the western province of Poland since the 18th century. Many of them
actively showed their Polish national identity together with clear consciousness of their German roots.
In spite of that consciousness they have avoided, since the years preceding World War II any contacts
with their relatives in Germany, the German family ceased the contacts themselves.
Genealogical data which the family in Poland dispose of now come from two sources: the
record written in German by Helena Zagrodzka who came from that branch of the family who
returned to German nationality, and the memoirs (the manuscript) by Bogdan Józef Holtzer.
The history of the Holtzer family makes a good example of the assimilation of German
families in Poland, whose contribution in Polish culture was considerable. Polish patriotism was
characteristic for many families whose German ancestors had once settled in Wielkopolska (part
of ethnic Poland, in the 19th century incorporated to Prussia).
Remarkable are the figures of the couple of ancestors - Sylwester and Matylda who kept the
extended family together. After their death many of their descendants declared for the German
nationality, since it was more profitable in that time. In the next generations Stanisław Emil Holtzer
gave an example of keeping to Polish national consciousness. For many members of the family Polish
identity was a real value in spite of the pressures of German authorities. On the other hand they had
a strong sense of their German ancestry and that is why, after 1945 they refused to change the
German form of their name to Polish spelling, resisting Polish official pressures. It seems that both
decisions prove their strong sense of self-identity and both deserve respect.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10290" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10268">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6f381a4047e5bd682c4ca770aea0da9f.pdf</src>
        <authentication>4dfbd04d2e0ffe885f1b1e98ea3dcedb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122361">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122362">
                <text>PIA</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122363">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122364">
                <text>2007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122365">
                <text>Mołdawia - świadomość historyczna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122366">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4877</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122367">
                <text>U nas była już ta wieś i nikogo nie było, pustynia... / ETNOGRAFIA POLSKA 2007 t.51</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122368">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 2007 t.51, s.105-129</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122369">
                <text>Biczyk, Malgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122370">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122371">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122372">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122373">
                <text>„Etnografia Polska", t. LI: 2007, z. 1-2
PL ISSN 0071-1861

MAŁGORZATA B I C Z Y K

U NAS BYŁA JUŻ TA WIEŚ I NIKOGO NIE BYŁO, PUSTYNIA...
ŚWIADOMOŚĆ HISTORYCZNA
MIESZKAŃCÓW MOŁDAWSKIEJ WSI ŁAPUSZNA

WPROWADZENIE

Wieś Łapuszna leży około 60 kilometrów na południowy zachód od obec­
nej stolicy Republiki Mołdawii Kiszyniowa, w rajonie Hinczeszti, dawniej
Kotowskim. Jej malownicze położenie na licznych pagórkach oraz gospodarstwa
ukryte za wysokimi żelaznymi bramami mogą powodować u nowoprzybyłego
gościa uczucie wielkiego zagubienia. Tym bardziej, że jest to wieś stosunkowo
duża - zamieszkuje j ą około siedmiu tysięcy Mołdawian. Niegdyś sąsiadowali
oni z wieloma rodzinami żydowskimi. Po wydarzeniach drugiej wojny świato¬
wej, a następnie licznych migracjach, pozostało po tym sąsiedztwie zaledwie
jedno gospodarstwo. We wsi znajduje się primaria , obejmująca również po­
bliskie osady: Ruska i Anień. W okresie powojennym na tym terenie utworzono
trzy kołchozy. Obecnie, podobnie jak w całej Mołdawii, dziś już prywatne
gospodarstwa powoli pustoszeją, natomiast średnia wieku osób spotykanych
na ulicach wciąż wzrasta . W centralnej części wsi widnieje biała, murowana
wieżyczka cerkwi, wybudowanej w 1818 roku. Nieopodal stoi zniszczony budy¬
nek, niegdyś szpitalny. Dziś mieści się tam już tylko przychodnia. Na najwyż¬
szym pagórku wznosi się królująca nad łapuszniańskim krajobrazem szkoła. Opi¬
sując mołdawską wieś nie można nie wspomnieć o otaczających j ą i ciągnących
się aż po horyzont winnicach.
1

2

3

Prezentowany tu artykuł jest wynikiem badań przeprowadzonych podczas
trzech wyjazdów do Łapusznej w kwietniu, październiku i listopadzie 2003 roku.
Z historykami i archeologami rozmawiałam o historii wsi w Muzeum Narodowym
w Kiszyniowie. Wybrałam tę wieś jako miejsce swoich badań zaintrygowana
1

W latach 1998-2003 Mołdawia dzieliła się na 9 powiatów zwanych po rumuńsku judete.
Reforma z 2003 roku przywróciła nazewnictwo rosyjskie. Obecnie w Mołdawii są 32 rejony,
które składają się z gmin.
Odpowiednik polskiego urzędu gminy.
Według oficjalnych statystyk, prowadzonych co roku w organizacji Agenda Locala 2 1 ,
działającej z ramienia UNDP (Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju), w poszukiwaniu
pracy wyjechało z Łapusznej za granicę około 20% mieszkańców. Najpopularniejszymi miejscami
docelowymi emigracji zarobkowej są: Hiszpania, Włochy, Portugalia i Turcja.
2

3

�106

MAŁGORZATA BICZYK

opowieściami o jej bogatej przeszłości. Została mi przedstawiona jako najstarsza
historyczna osada w Mołdawii. Tę relację usłyszałam od Polaka podróżującego
po Mołdawii w sprawach służbowych. Jechałam zatem do „mojej" wsi z zamia¬
rem zajęcia się lokalną historią miejsca, które w oczach mieszkańców uchodzi
za pierwszą stolicę kraju. Interesowałam się opowieściami o przeszłości, bliskiej
i dalekiej. Szybko jednak stało się oczywistym, że niemożliwe jest prowadzenie
w Mołdawii rozmów o historii bez śledzenia ideologicznych przemian ostatnich
lat. Nie pozostawały one bez wpływu na lokalne postrzeganie przeszłości.
Początkowo zamierzałam rozmawiać z osobami najstarszymi. Sądziłam, że
najwięcej będą pamiętały i znajdą dla mnie choć trochę czasu. Sytuacja zastana
zmusiła mnie do zmiany planów. We wsi dominuje język mołdawski. Nie pozo¬
stało to bez wpływu na zbierany przeze mnie materiał oraz dobór rozmówców.
Okazało się, że rozmowy ze starszymi kobietami, powszechnie cenionymi ze
względu na talent narratorski, były dla mnie w większości nieosiągalne. Panie
nie posługiwały się językiem rosyjskim, a ja mołdawskim. W pewnym stopniu
znajomość tę posiadali starsi mężczyźni, najczęściej dzięki odbytej służbie
w armii radzieckiej. Dużo łatwiej było mi porozumieć się z osobami z pokolenia
średniego, które pracując w kołchozie nauczyły się biegle władać językiem
rosyjskim. Dużo też było wśród moich rozmówców nauczycieli, również emery¬
towanych. Odsyłano mnie do nich, „bo na pewno coś wiedzą".
Dotarcie do „zwykłych" mieszkańców Łapusznej było dla mnie początkowo
pewnym problemem. Mieszkałam u miejscowego primara , pasjonata historii
wsi. Z jednej strony powszechne poważanie, jakim się cieszył, otwierało przede
mną większość drzwi, z drugiej zaś nikt przy nim nie czuł się „kompetentny"
w rozmowach o historii. Z reguły po krótkiej kurtuazyjnej rozmowie odsyłano
mnie do mojego gospodarza lub miejscowych nauczycieli historii. Na pytania
o legendy, np. o początek wsi, odpowiedzią były opowieści o mitycznym założe¬
niu Mołdawii oraz o jasnowidzącym jagniątku Muarita.
4

RYS HISTORYCZNY

Łapuszna uważana jest przez mieszkańców za kolebkę państwa mołdawskie¬
go. Pierwszy dokument dotyczący tej wsi, według Sowieckiej Encyklopedii Moł¬
dawii, pochodził z 1429 roku (Dron 1998, s. 67). Pewne jest, że widnieje na nim
data 10 kwietnia. Według niektórych historyków jest to jedno z licznych prze¬
kłamań w Encyklopedii. Inne źródła podają lata 1430-1431 (Dron 1998, s. 67).
W tym czasie Łapuszna jest wymieniana jako rozwinięta osada, co pozwala przy¬
puszczać, że istniała już w drugiej połowie X I V wieku. Wiadomo, że była cen¬
trum wojskowo-administracyjnym oraz ważnym punktem handlowym. Leżała
na przecięciu szlaków targowych wiodących z Rzeczypospolitej i Transylwanii
w kierunku Morza Czarnego i Krymu (Dron 1998, s. 66). W wydanej niedawno
4

Odpowiednik polskiego wójta.

�U NAS BYŁA JUŻ TA WIEŚ I NIKOGO NIE BYŁO, PUSTYNIA...

107

Historii Mołdawii autorstwa Vasile Stati hasło „Łapuszna" pojawia się w kontekś­
cie pierwszych dokumentów wzmiankujących o podziałach administracyjnych
(w latach 1430-1431 wymieniany jest judete Łapuszna), lub określających wy­
sokość podatków drogowych i myt (Stati 2002, s. 31, 41). W polskich opracowa¬
niach historycznych widnieją wzmianki dotyczące Łapusznej z racji pomniej¬
szych buntów anty-bojarskich pod koniec X V I wieku (Demel 1970, s. 167, 171).
W latach 1990. prowadzone były badania historyczne, wykonywane na zlecenie
ówczesnych władz wsi . W Łapusznej znajdowało się również pierwsze otwarte
w niepodległej Mołdawii stanowisko archeologiczne.
Z historią wsi związana jest postać Aleksandra Łapusznianu. Niewątpliwie
jego przydomek pochodzi od nazwy Łapuszna. Aleksander uważany jest za nie¬
ślubnego syna wojewody Bogdana I I I Krzywego (Demel 1970, s. 169; Stati 2002,
s. 139). Aleksander wstąpił na mołdawski tron jako wojewoda dzięki polskiemu
poparciu. Pełnił tę funkcję dwukrotnie. Po raz pierwszy od roku 1552 do 1561,
kiedy to wygnany został przez bojarów wspieranych przez Habsburgów. W cza¬
sie owego pierwszego panowania zasłynął jako dobry władca. Zbudował wiele
cerkwi, rozkazał spisywać kronikę (latopis Ewfimia). Mołdawia w tym czasie
rozwijała się pod względem ekonomicznym. Prowadził też stabilną politykę
zagraniczną. Jednak stopniowo wzrastające tendencje autorytarne wywołały
bunt bojarski. Po krótkim panowaniu „wojewody-despoty" Jakuba Heraklita,
sułtan przywrócił na tron Aleksandra (1564-1568) (Stati 2002, s. 140). Na
temat tego drugiego okresu panowania krążą niepochlebne opinie. Przyczynić
się do nich mogła bardzo krytyczna w stosunku do Aleksandra popularna nowela
historyczna Costacha Negruzziego .
5

6

7

Tyle wiadomo na temat panowania Łapusznianu. Dziś postać Aleksandra trak¬
towana jest jako ważny symbol. Miejscowe elity przyczyniają się do propagowa¬
nia wizerunku wojewody jako bohatera i dobrego władcy, który uczynił z Łapusznej stolicę.
Wobec dość skąpych informacji dotyczących zarówno wsi, jak i związanej
z nią postaci wojewody Aleksandra, tym bardziej ciekawe wydają się wyobra¬
żenia jej mieszkańców na temat własnej przeszłości. Przekonani są oni o dawnej
wielkości Łapusznej - stolicy państwa mołdawskiego. W niej miał przyjść na
świat Aleksander, przedstawiany jako jedyny władca Mołdawii urodzony w jej
dzisiejszych granicach, między Prutem a Dniestrem. Taka charakterystyka postaci
Aleksandra kłóci się z wielokrotnym podkreślaniem przez moich rozmówców, iż
5

Książka o historii wsi jest już napisana i czeka na wydanie. Nie wiadomo, kiedy to nastąpi
w związku z brakiem funduszy.
Walka o wpływy pomiędzy Królestwem Węgier, Królestwem Polskim i Imperium Osmań­
skim związana była z wysuwaniem własnych kandydatów na mołdawskich władców.
Negruzzi Costache (1808-1868). Rumuński pisarz oraz członek Rumuńskiej Akademii Nau­
kowej. Od 1840 dyrektor Teatru Narodowego w Jassach. Wieli zwolennik romantyzmu. Współ­
pracownik pisma Dacia Literara. Badacz folkloru narodowego. Autor tomu wierszy lirycznych
Pacatele Tineretelor (1857), poematu epickiego Aprodul Purice (1837), noweli historycznych,
m.in. Alexandru Lapu$neanul (1840).
6

7

�108

MAŁGORZATA BICZYK
8

granica zachodnia Mołdawii nie jest wytyczona przez rzekę Prut . Historyczna
kraina mołdawska rozpościera się na dużo szerszych terytoriach niż dzisiejsza
Republika Mołdawii. Obejmuje również rumuńską część Mołdawii oraz leżące
na północy i południu terytoria należące obecnie do Ukrainy.

NARRACJA I ŚWIADOMOŚĆ HISTORYCZNA

W trakcie badań interesowała mnie wiedza rozmówców o przeszłości najbliż¬
szej okolicy i państwa, w którym żyją. W jakim stopniu jest ona wynikiem prze¬
kazu pokoleniowego, a w jakim edukacji (radzieckiej lub współczesnej). Zasta¬
nawiałam się również nad wartościowaniem kolejnych epok i wydarzeń oraz
przyczyną oceniania ich w taki, a nie inny sposób.
W niniejszym artykule zamierzam prześledzić relacje narracji historycznej
i narracji pamięci. Pragnę przedstawić świadomość historyczną mieszkańców
Łapusznej, wyodrębniając w jej ramach owe dwa rywalizujące ze sobą typy opo¬
wieści historycznej.
Początkowo miałam problemy z określeniem czym jest „świadomość histo¬
ryczna". Określenie to, w jego potocznym rozumieniu, wydawało mi się niefor¬
tunne ze względu na swoją nieostrość. Nie byłam również pewna, czy świado¬
mość może podlegać badaniom etnograficznym. Jednak w znaczeniu nadawanym
jej przez Gerarda Kloskę jako „właściwy jednostce zbiór wyobrażeń, pojęć i są¬
dów dotyczących wydarzeń z przeszłości i wpływających na jej zachowania wer¬
balne i pozawerbalne" (Kloska 1979, s. 114) staje się ona adekwatna do sytuacji
zastanej w Łapusznej. To, co ważne dla mnie w tej definicji, to powiązanie prze¬
szłości z zachowaniami współczesnymi.
Również Paul Ricoeur w swojej definicji świadomości historycznej, opisanej
w trzytomowym dziele Temps et Recit, zaznacza uwikłanie teraźniejszości w prze¬
szłość, które dokonuje się poprzez, używając jego słownictwa, „trawersację
dystansu temporalnego" (por. Bugajewski 2002, s. 22). Termin ten oznacza po¬
znawcze „przybliżanie się", zarówno przeszłości do teraźniejszości, jak i teraź¬
niejszości do przeszłości.
Częścią składową koncepcji poznania historycznego jest u Ricoeura teoria
świadomości historycznej. Dotyczy ona dziejów ujmowanych w całości: prze¬
szłości, określanej jako „przestrzeń doświadczeń", przyszłości, której figurą jest
„horyzont oczekiwań" oraz teraźniejszości, w największym skrócie oznaczającej
działanie, moment akcji. „Narracje historyczne przyczyniają się do kształtowania
przestrzeni doświadczenia" (Bugajewski 2002, s. 41), konkurując tym samym
z alternatywnymi wyobrażeniami, których dostarczają narracje pamięci (i opowia¬
dania fikcyjne). Oznacza to, że świadomość historyczna (dotycząca przeszłości)
jest wynikiem rywalizacji pomiędzy narracją historyczną a narracją pamięci
8

Dzisiejsze państwo mołdawskie obejmuje w zasadzie Besarabię, która była jedynie częścią
historycznej Mołdawii.

�U NAS BYŁA JUŻ TA WIEŚ I NIKOGO NIE BYŁO, PUSTYNIA...

109

o wizerunek społecznie akceptowalnych wyobrażeń przeszłości. W odbiorze nar¬
racji następuje moment, w którym czytelnik musi podjąć decyzję, na podstawie
której z nich (narracji historycznej czy pamięci) kształtuje przestrzeń doświad¬
czenia (Bugajewski 2002, s. 40-41). Moment ten nazywa się re-figuracją i jest
ostatnim etapem procesu mimetycznego, który oznacza „proces kształtowania
językowych artykulacji czasowości" i warunkuje „transformację czasu ontycznego
w temporalność intersubiektywnych relacji" (Bugajewski 2002, s. 92). Z jednej
strony bowiem narracja historyczna jest częścią wpływającą na kształtowanie
świadomości historycznej, z drugiej zaś myślenie w kategoriach historycznych
nie byłoby możliwe, gdyby świadomość ludzka nie była „ustrukturowana temporalnie, zgodnie z dialektyką przestrzeni doświadczenia i horyzontu oczekiwań"
(Bugajewski 2002, s. 43). Gdyby relacje przeszłości, teraźniejszości i przyszłości
nie były częścią świadomości, nie zaistniałyby cechy temporalne języka. Proces
mimetyczny przekształca zatem czas pierwotny w czas ludzki, społeczny. Dzieje
się to w trakcie trzech operacji nazywanych kolejno mimezis I , I I , I I I . Pierwsza
z nich oznacza przednarracyjną artykulację działań ludzkich (prefigurację). Druga
- ujmowanie ludzkich działań w ramy narracji historycznej lub fikcyjnej (konfigu¬
racja). Mimezis III jest natomiast momentem recepcji owej narracji. W wyniku
lektury narracji historycznej następuje refiguracja wizji świata. Jest to moment
kształtowania przestrzeni doświadczenia oraz horyzontu oczekiwań. Lektura
przekształca się w praktykę społeczną (Bugajewski 2002, s. 22, 44, 88-92). Rea¬
sumując: Narracja historyczna przybliża czas pierwotny do teraźniejszego, jest
swoistym pośrednikiem między nimi. Podstawową cechą narracji historycznej,
a zatem również świadomości historycznej, jest zmniejszanie dystansu, co ozna¬
cza, że w teraźniejszości kształtują się wyobrażenia o przeszłości i przyszłości.
Świadomość historyczna „oznacza zespół mimetycznych (narracyjnych) i nienarracyjnych artykulacji przeszłości, przyszłości i teraźniejszości - konstruowa¬
nych w sytuacji zapośredniczonej przez aktywność interpretacyjną presji wywie¬
ranej przez przekaz przeszłości" (Bugajewski 2002, s. 202).
Świadomość historyczna dotyka w Łapusznej równocześnie owych dwóch
rodzajów narracji. Jest ona wynikiem działania pewnych mechanizmów pamięci
charakterystycznych dla przekazu oralnego, takich jak opisywana przez Waltera
Onga homeostaza. Pojęcie to dotyczy zakorzenienia w teraźniejszości opowieści,
która ulega zmianom dyktowanym przez współczesność. Zmiany te przebiegają
bez śladu, są nieuświadamiane przez opowiadającego (Ong 1992, s. 73-74).
Innymi cechami narracji pamięci są: periodyzacja, opierająca się na silnej selekcji
wydarzeń ważnych dla pamięci społecznej oraz mityzacja wydarzeń historycz¬
nych (Hastrup 1997, s. 24). Te lokalne narracje pamięci definiuję dla potrzeb
artykułu jako specyficzny rodzaj wiedzy potocznej, wyłaniający się z powszech¬
nie znanych przez mieszkańców opowieści, które wyrwane z kontekstu tego
miejsca przestają być zrozumiałe. W narracjach tych ważną rolę grają opowieści
o przeszłości. Konstruowanie ich jest przesiane przez filtr teraźniejszych wyda¬
rzeń, wiedza o przeszłości jest odbiciem teraźniejszości (Hastrup 1997, s. 24).
Dawid Lowenthal napisał wręcz, że „pamięć nie zachowuje przeszłości, lecz

�110

MAŁGORZATA BICZYK

dostosowywuje j ą do obecnie panujących warunków" (za: Hastrup 1997, s. 24).
Starcy, których funkcja społeczna, według Maurica Halbwachsa, polega na
pamiętaniu i udostępnianiu wspomnień, przekazują zniekształcony obraz prze¬
szłości, bowiem „nie mają zbyt bezstronnego poglądu" na nią (Halbwachs 1969,
s. 160). Przeszłość zaś nie pozostaje bez wpływu na teraźniejszość. W Łapusznej
nawet przestrzeń, wciąż znaczona nazwami historycznymi, świadczy o tym i nie
pozwala zapomnieć o minionych dziejach.
Równocześnie mołdawska historiografia oficjalna, czyli historia znarratywizowana, wpływa na wyobrażenia mieszkańców Łapusznej o przeszłości. Wiedza
o historii narodu bywa wykładnią polityki danego państwa. Kształtują j ą pod¬
ręczniki i komunikaty oficjalne. Wydawałoby się, że opowieści legendarne,
ze względu na swój lokalny charakter, powinny się oprzeć takim czynnikom.
W Mołdawii tak nie jest. W ciągu ostatnich 15 lat trzykrotnie zmieniała się ofi¬
cjalna wykładnia historyczna, historiografia i nauczanie historii. Ricoeur, pisząc
0 narracji historycznej jako „historiograficznym opowiadaniu o przeszłości", za¬
znacza, że to właśnie dzięki narratywizacji wydarzeń z przeszłości (konfiguracja,
operacja mimezis II) i wdrażaniu owej narracji w życie społeczne (refiguracja,
mimezis III) zmniejsza się odległość pomiędzy teraźniejszością a przeszłością
1 oba te wymiary czasowe zaczynają na siebie oddziaływać. Oznacza to w prak¬
tyce, że zmiany w historiografii, wynikające z przyczyn ideologicznych, nie
mogą pozostawać bez wpływu na stan wiedzy historycznej mieszkańców wsi.

TRADYCJA I N A C J O N A L I Z M

Niewątpliwy wpływ na moje rozważania o świadomości i narracji historycz¬
nej miała praca Erica Hobsbawma (1992), który na podstawie transmisji radio¬
wej obchodów świąt Bożego Narodzenia na dworze królewskim w Wielkiej Bry¬
tanii przedstawia swoje refleksje na temat tradycji wynalezionej. Jest to, według
niego, zbiór praktyk o charakterze rytualnym lub symbolicznym, który ma za
zadanie wdrażanie treści lub norm. Potrzeba tworzenia tradycji staje się istotna,
gdy następują gwałtowne zmiany niszczące stare wzorce społeczne. Hobsbawm
uściśla, iż cechą tradycji jest niezmienność. Zwyczaj natomiast odnosi się do
pewnego stanu, w jakim znajduje się społeczność. To upadek zwyczaju prowadzi
do zmian tradycji. Nowa tradycja może być zaszczepiona w starej i nawiązywać
do niej. Niezbędne dla jej funkcjonowania jest posiadanie cech ciągłości, które
można uzyskać na przykład poprzez powtarzalność nowych zwyczajów. Także
nowe grupy, nie posiadające historycznych korzeni, mają potrzebę powoływania
się na ciągłość tradycji. Wynajdowanie następuje wówczas poprzez swego ro¬
dzaju fałszerstwa, odwoływanie się do symboli lub postaci fikcyjnych, czy histo¬
rycznych. Tak jak tradycja pierwotna wiąże się z praktykami integrującymi grupę,
tak tradycja wynaleziona ma za zadanie przywiązanie członków grupy, wytwo¬
rzenie poczucia przynależności, patriotyzmu. Niewątpliwie Mołdawia, jako pań¬
stwo młode i usiłujące określić dziś swoje miejsce w Europie, lawirując między

�U NAS BYŁA JUŻ TA WIEŚ I NIKOGO NIE BYŁO, PUSTYNIA...

111

Rumunią i Rosją, wymaga konsolidacji społeczeństwa. Miejscem, w którym tra­
dycja wynaleziona funkcjonuje, jest przede wszystkim przestrzeń publiczna.
Mimo to tradycja taka nie jest tworem ludu.
Florian Znaniecki traktuje genezę narodu nie jako proces historyczny, ale kul¬
turowy, którego inicjatorem jest niewielka grupa intelektualistów (Znaniecki
1990). Tworzenie społeczeństw o kulturze narodowej „rozpoczyna się od stosun¬
kowo niewielkiego jądra społecznego, którego wpływ stopniowo rozszerza się
i w końcu obejmuje miliony ludzi" (Znaniecki 1990, s. 44). Forma organizacji
społecznej rozwija się na zasadzie przodownictwa. Przodownikami mogą być
historycy, etnografowie, pisarze, artyści, społecznicy. Ważna dla istnienia narodu
jest też świadomość wspólnej przeszłości.
Również Benedict Anderson twierdzi, że „przypisywanie sobie długich dzie¬
jów było w pewnym momencie historycznym nieuchronną konsekwencją «nowości»" (Anderson 1997, s. 12). Jego zdaniem nacjonalizm jest ruchem stosun¬
kowo młodym, zmusza jednak nowo powstałe narody do odwoływania się do
starożytnych korzeni. Autor podkreśla również kulturowy aspekt kształtowania
się nacjonalizmu. To dzięki drukowi, umożliwiającemu łatwe upowszechnianie
idei, oraz dzięki roli języka miały szansę powstać specyficzne wspólnoty wy¬
obrażone - narody.
W koncepcji prezentowanej przez Ernesta Gellnera interesowała mnie przede
wszystkim rola oświaty w kształtowaniu nacjonalizmu. Jego zdaniem narody za¬
częły się wykształcać w epoce industrialnej, co w dużej mierze związane było
z faktem upowszechnienia standardów wykształcenia. Sekretem nacjonalizmu
jest fakt, iż kultura wyższa „ogarnia całe społeczeństwo, zaczyna być jego wyz¬
nacznikiem" (Gellner 1991, s. 29) i podstawą prestiżu. W takim ujęciu to oświata
i kultura dźwigają państwo.
Refleksje przytoczonych autorów tworzą kontekst moich rozważań. Pozwa¬
lają również lepiej zrozumieć analizę przedstawianych przeze mnie opowieści,
na których kształt wpływały zmiany oficjalnej historiografii mołdawskiej w cią¬
gu ostatnich lat.

HISTORIA „OFICJALNA"

Łapuszniańska wizja historii różni się nieco od wersji podręcznikowej (mimo
że ta też podlega zauważalnym zmianom). Wydaje się być oczywiste, że w rela¬
cjach rozmówców daty, fakty czy nazwiska, poza tymi naprawdę istotnymi, poja¬
wiają się rzadko. Pamięć zbiorowa selekcjonuje fakty, pozostawiając najważniej¬
sze puszcza w niepamięć te nieistotne dla życia społeczności. Jest to jedna z cech
kultur niepiśmiennych oraz posługujących się narracjami słownymi. Ponadto,
jak napisał Lowenthal, „narracje słowne wydłużają się i zmieniają kolejność po¬
szczególnych segmentów przeszłości zgodnie z przypisywanym znaczeniem"
(za: Hastrup 1997, s. 24). Takie podejście do przeszłości pozwala zrozumieć łapuszniańską „chronologię". Nie może zatem dziwić fakt, że historia jest przez

�112

MAŁGORZATA BICZYK

mieszkańców dzielona na epoki, wyznaczane okresami niepodległości lub obcego
panowania, nie zawsze ściśle pokrywające się z tymi udokumentowanymi.
- Tak! I Turcy tu byli. [...]
A po Turkach kto tu był?
- Po Turkach przyjechali Rumuni, Stefan cel Mare, święty wielki, on wziął
Mołdawię, wygnał Turków z Mołdawii i z Rumunii [...] Potem była wojna, przy­
szli Rosjanie (Ł, M , 63) .
Również w ujęciu Ricoeura przestrzeń doświadczenia, czyli przeszłość, kreo¬
wana przez świadomość, charakteryzuje się „niechronologicznymi właściwoś¬
ciami temporalnymi" (Bugajewski 2002, s. 41). Nikt nie pragnie zapełniać sobie
pamięci zbędnymi faktami. Pamięta się tylko najważniejsze, w tym przypadku
związane ze specyfiką mołdawskiej historii. Są to doświadczenia kolejnych najaz¬
dów i wojen. Zatem to, co miało bezpośredni wpływ na życie ludzi. Takie pojmo¬
wanie przeszłości mieści się w zestawie cech, które Ricoeur przyporządkowywuje
myśleniu potocznemu. Należy do nich rozumienie wydarzeń poprzez relację
przed/po oraz redukcja trzech wymiarów temporalnych (Bugajewski 2002, s. 76).
Niewielu spośród moich rozmówców wspominało o geto-dackich korze¬
niach dzisiejszych Mołdawian. Jeżeli pojawiały się takie uwagi, to najczęściej
towarzyszyła im informacja o szkolnych podręcznikach, z których tę wiedzę za¬
czerpnięto. Historię Mołdawii przedstawiano mi w następujący sposób: najpierw
były czasy przedpaństwowe, plemienne, a potem państwowe, kiedy rządzili woje¬
wodowie, a jednostkami administracyjnymi były ujezdy ijudiete. Te dwa ostatnie
terminy pojawiały się jedynie w rozmowach z bardziej wykształconymi osobami
lub tymi, które interesowały się historią uzupełniając luki w edukacji. Najczęś¬
ciej na pytania o czasy dawne padała odpowiedź: Turcy, czasy „tureckie" (czyli
w Mołdawii okres wpływów Imperium Osmańskiego od X V I do X I X wieku).
Przedstawiane były jako krwawe i odciskające silne piętno na miejscowej lud¬
ności. Z okresem tym wiązano wiele legend i opowieści. Natomiast podczas pytań
o przedział czasowy pojawiała się kategoria „dawności", zamierzchłych czasów.
9

10

11

W kilku przypadkach najazd turecki wiązano z X V wiekiem. Wydaje mi się
jednak, że była to gra skojarzeń, bowiem wspomniane lata 1429-1430 często
pojawiały się w przestrzeni życia lokalnego, choćby na ulotkach z okazji odbywa¬
jącego się we wsi festiwalu. Sądzę, że mogło tu dojść do wpływu przekazywanej
przez działaczy wiedzy na pojawianie się w zwyczajowej chronologii nowych
informacji. Kojarzenie wyróżniających się dat z obecnością turecką na tych zie9

W dalszej części stosowany jest taki zapis danych rozmówców. Na początku podaję miejsce,
w którym przeprowadziłam rozmowę: Ł - Łapuszna, K - Kiszyniów, G - Grigorówka. M lub K
oznacza odpowiednio mężczyznę lub kobietę. Na końcu podany jest wiek.
Getowie i Dakowie należeli do plemion trackich. W okresie lateńskim (połowa pierwsze­
go tysiąclecia do 100 r.p.n.e) zamieszkiwali obszar dunajsko-karpacki. Od I wieku n.e. tereny te
obejmowała prowincja rzymska Dacja (dziś część terytorium Rumunii). Wieki od V do I I I p.n.e.
wiążą się z silnymi wpływami greckimi i scytyjskimi na Geto-Daków zamieszkujących południową
Mołdawię i Nizinę Wołoską.
Historyczne duże okręgi administracyjne.
1 0

11

�U NAS BYŁA JUŻ TA WIEŚ I NIKOGO NIE BYŁO, PUSTYNIA...

113

miach jest, zdaniem jednego z moich rozmówców, archeologa z Kiszyniowa,
cechą charakterystyczną mołdawskich narracji. Sądzi on, że:
To jest historyczna pamięć. Jedyne, co najmocniej utkwiło w pamięci Mołdawian to, że Mołdawianie najlepiej pamiętają obecność Turków na tej ziemi. [...]
To ostatnie, co się u nich wydarzyło takiego jaskrawego, wyraźnego. A starsza
pamięć [starszych czasów] w zasadzie nie funkcjonuje u ludzi, ona bardzo szybko
się zaciera (K, M , 50).
Wielokrotnie w czasie jego pracy zawodowej zdarzało się, że ludzie znajdo¬
wali coś w ziemi i bez względu na to, co to było, czy stare gliniane naczynia, czy
fragmenty budowli z czerwonej cegły, zawsze sugerowali tureckie pochodzenie.
Dopiero po raz pierwszy w zeszłym roku, w czasie wykopalisk:
[...] pierwsze, co usłyszałem to, że niemieckie, gliniane. A miejscowi ludzie od
razu powiedzieli, a my wiemy, że tu Niemcy coś budowali (K, M , 50).
Archeolodzy zawsze znajdowali coś ciekawego we wskazanych miejscach,
rzadko jednak pochodzenie przedmiotu pokrywało się z osądami miejscowej lud¬
ności. Tak silna pamięć o okresie tureckim związana jest z długotrwałym zagro¬
żeniem ze strony Imperium Osmańskiego. Dłuższym niż faktyczne panowanie.
Już w połowie X I V wieku Turcy rozpoczęli swe europejskie podboje. Początko¬
wo wiązało się to z licznymi najazdami dziesiątkującymi miejscową ludność.
Później, od połowy X V wieku, zaczęły się przejściowe zależności lenne, związane
z płaceniem haraczu, a czasem też posyłaniem zakładników do Konstantynopola ,
co nie mogło pozostać bez wpływu na wysokość pańszczyzny. O pełnej utracie
niezawisłości można mówić dopiero od X V I wieku. Wojewodowie obsadzani
byli wówczas na tronach przez znienawidzonych Turków. Strzegąc interesu
Imperium Osmańskiego i podwyższając pańszczyznę przyczyniali się do zubo¬
żenia społeczeństwa (Demel 1970, s. 104-161).
12

Późniejsze wydarzenia różnie zapisały się w pamięci mieszkańców. Wyraźnie
wyodrębniały się dwie wersje. Niektórzy rozmówcy wiedzieli, że to działania
carskiej Rosji wyparły Turków z tych terenów. Tylko kilka osób wiązało to wy¬
darzenie z jakąś datą, którą najczęściej był rok 1812 . Określano to jako oswo­
bodzenie Rumunii od Turków (Ł, K, 45) lub też jako początek okupacji rosyj¬
skiej. Różnica w postrzeganiu przyłączenia Besarabii do Rosji wynikała
z różnych interpretacji tego faktu przez historyków radzieckich i współczesnych,
mołdawskich (więcej: Solonari 2002, s. 421, 428). Dużo częstsze jest jednak zu¬
pełne pomijanie faktu zwierzchnictwa carskiej Rosji, co też może być związane
z historiografią radziecką, która przedrewolucyjną historię traktowała pobieżnie.
Z relacji rozmówców można wywnioskować, że pewne elementy posiadanej
przez nich wiedzy należały do tradycji przekazu ustnego. Kontekst cesarstwa
13

1 2

Mowa o pierwszym przypadku zależności, związanym z kapitulacją Aleksandra Aldea
w 1432 r. Mołdawia znajdująca się w sferze wpływów Turcji, Polski i Węgier wielokrotnie zmie­
niała sojuszników.
Rok aneksji przez Rosję ziem pomiędzy Prutem a Dniestrem. Ziemie te nazwane zostały
Besarabią. Warto dodać, że najczęściej pamiętanymi przez rozmówców datami był wspomniany
rok 1812 oraz 1918, kiedy to Besarabia została zjednoczona z Rumunią.
1 3

�114

MAŁGORZATA BICZYK

rosyjskiego pojawiał się przy okazji informacji o dobrych warunkach do osiedla¬
nia się na żyznej i mało zaludnionej mołdawskiej ziemi. Taka polityka Rosji
carskiej przyciągała przedstawicieli różnych narodowości. Niektórzy rozmówcy
wnioskowali, że dawniej, również przed wojną, Mołdawia musiała być częścią
Rosji, gdyż ich ojcowie lub dziadkowie słynęli we wsi ze znajomości języka
rosyjskiego, nabytej w carskiej armii. Były to jednak bardziej wspomnienia wy¬
wołane dopytywaniem się o to, „co było przed Rumunami", niż jasno sprecyzo¬
wana wiedza na temat historii besarabskiej części guberni odeskiej, którą była
wtedy ta część Mołdawii.
Kolejnym okresem historii, o który pytałam, były czasy rumuńskie (1918-1941).
Nastąpiło wtedy dobrowolne przyłączenie się do Rumunii, w wyniku akcesu
zgłoszonego przez Radę Kraju w 1918 roku. Okres ten jest jednak często wspo¬
minany jako okupacja rumuńska. Niewątpliwie jest to pokłosie radzieckiej pro¬
pagandy antyrumuńskiej, choć nałożyć się na to mogły też inne przyczyny.
Z pewnością wielkim osiągnięciem ówczesnych władz rumuńskich była walka
z analfabetyzmem. We wspomnieniach rozmówców jawiła się jako prowadzona
bardzo brutalnymi środkami, z biciem i zmuszaniem miejscowej ludności do cho¬
dzenia do szkoły. Część osób wskazywała także na złe traktowanie ze strony
urzędników administracji państwowej, którzy uważali Mołdawian za gorszych
od Rumunów. Należy pamiętać, że w XX-leciu międzywojennym w Rumunii
ideologia nacjonalistyczna cieszyła się dużą popularnością. Można więc sądzić,
że negatywne postrzeganie tego okresu to, z jednej strony, wynik radzieckiej
propagandy, a z drugiej osobistych doświadczeń ludzi.
W przypadku okresu powojennego, w pamięci rozmówców wyraźnie wy¬
różniają się pierwsze lata komunizmu: agitacja, rozkułaczanie, kolektywizacja,
represje i wywózki. Okres Mołdawskiej SSR postrzegany jest natomiast jako
współczesność.

NARRACJA PAMIĘCI

W czasie kilku pierwszych dni spędzonych w Łapusznej dziwiło mnie, że
jej mieszkańcy nie mają dużej wiedzy o własnej historii. Nie potrafili również
przywołać zbyt wielu legend. Barwny i pełen historii obraz Łapusznej, z którym
zapoznałam się w Polsce, nie przystawał do zwykłej rzeczywistości rolniczej
osady. Dopiero po wnikliwszych poszukiwaniach okazało się, „jak" i „gdzie"
szukać funkcjonujących tam opowieści lokalnych. Poznawałam je, wypytując
o elementy krajobrazu, czy też przyczyny nazewnictwa przestrzeni wiejskiej.
Kiedy już zdobyłam minimalną wiedzę na temat miejscowych legend, mogłam
używać jej jako „haczyka" do wydobywania z rozmówców dalszych informacji.
Z przeprowadzonych badań wynika, że gros z owego „historycznego" wizerunku
wsi związane jest nie tylko z krążącymi tu opowieściami, ale też z ich wykorzy¬
stywaniem przez miejscowe elity i promocją wizerunku Łapusznej jako najstar¬
szej historycznej osady w Mołdawii.

�U NAS BYŁA JUŻ TA WIEŚ I NIKOGO NIE BYŁO, PUSTYNIA...

115

Chciałabym teraz przywołać kilka opowieści, które rozmówcy przedstawiali
mi jako legendy lub autentyczne historie. Te wyobrażenia na temat przeszłości
podlegają procesom typowym dla narracji słownej bądź ulegają mityzacji w zna¬
czeniu, jakie nadał temu zjawisku Roland Barthes, czyli przekształcaniu, a nie ukry¬
waniu rzeczywistości (Barthes 1970, s. 39). Opowieści te w powszechnie uzna¬
nej, czyli przetworzonej i zracjonalizowanej pod kątem współczesności wersji,
wpisują się w retorykę państwową i obowiązującą wykładnię historiograficzną.
Wyobrażenia początku

Na pytania o legendy o powstaniu wsi odpowiadano mi opowieściami o po¬
czątkach państwa mołdawskiego lub etnogenezie współczesnych Mołdawian.
Pół-legendarni Geto-Dakowie są dziś częścią wiedzy podręcznikowej i rozmówcy
rzadko się na nich powoływali. W opowieściach pojawiały się dwa podania, okreś¬
lane jako legendy: o założeniu państwa mołdawskiego przez Dragosza i o jasno¬
widzącym jagniątku Muarita. Obie są bardzo żywymi elementami folkloru całej
ziemi rumuńskiej i jako takie ulegają dostosowaniu do lokalnych warunków.
...u nas była już ta wieś i nikogo nie było, pustynia i jeden chłopak stamtąd przy¬
jechał z Rumunii i stamtąd gonił za jeleniem, strzelał do niego i on upadł i upadł
tu. Wieś nasza starsza jest niż Kiszyniów i dla Boga, ileś lat (Ł, M , 63).
Ów chłopak to Dragosz, a jeleń, czy raczej tur, to ten sam, którego głowa
zdobi mołdawskie godło i łapuszniański herb. Cała legenda natomiast brzmi na¬
stępująco:
...no, jest mit taki, że Mołdo, Mołdova, pochodzi od nazwania jednej rzeczki, nad
którą zdechł pies gospodarza, nie gospodarza a jego syna, jednego z bojarów, który
żył za Karpatami. On szukał ziemi dla siebie i przeszedł Karpaty, na ziemie moł­
dawską przyszedł i tam upadł jego pies, który gonił [jelenia - przyp. M.B.]. Psa
nazywali Mołda. On utonął w tej rzeczce i od jego imienia nazwano rzeczkę...
mówią, że on przeszedł tę rzeczkę i za rzeczką postanowił, że to będą jego ziemie,
tam się zatrzymał. Iswoje terytoria nazwał od rzeczki Mołda, a potem Mołdawianie.
Prawda, nie prawda? Nie wiadomo. Ale to jakby pierwsze... nazwanie (Ł, M , 50).
Łapuszna jawi się jako legendarne centrum Mołdawii. Trudno powiedzieć
skąd się wzięła ta myśl u moich rozmówców. Z oficjalnej wersji legendy nie da
się wywnioskować, gdzie naprawdę leży rzeka Mołda . Osoby znające ze szkoły
„oficjalną" wersję legendy (dzieci, młodzież i nauczyciele), nie umiejscawiały
jej akcji w pobliżu Łapusznej, wiejscy dziadkowie i babcie natomiast uważali, że
wspomniany jeleń pasł się właśnie tam. Nie jest to jedyny przypadek podkreśla¬
nia centralnego charakteru wsi. W innych opowieściach znajdowały się podobne
informacje o pradawnym charakterze wsi i jej ogromnym znaczeniu dla mołdaw¬
skiej państwowości. Podobnego zdania był także jeden z moich rozmówców,
miejscowy amator historii. Możliwe więc, że nastąpiła tu kontaminacja wiedzy
14

1 4

W okolicach Suczawy, w rumuńskiej części Mołdawii, płynie rzeka Moldova, ale trudno
mi powiedzieć czy i w jakim stopniu związana jest z legendą.

�116

MAŁGORZATA BICZYK

czerpanej z różnych źródeł. Motyw wyciągnięty z innych opowieści o ważnej,
odległej przeszłości i centralnej roli Łapusznej przeniesiony został na miejscową
odmianę legendy należącej do folkloru wszystkich ziem rumuńskich.
Legendzie tej poświęcił artykuł Mircea Eliade. Nie próbował on znaleźć hi¬
storycznych powiązań, lecz zajmował się leżącą u jej podstaw mitologią. Roz¬
różniał w związku z tym podaniem trzy różne rzeczywistości: założenie księstwa
mołdawskiego, tradycję zanotowaną i zinterpretowaną przez pierwszych histo¬
riografów oraz mit o założeniu, który w wersji pełnej obejmuje „ściganie tura
przez grupę myśliwych, przejście gór, uśmiercenie zwierzęcia i decyzję o osiedle¬
niu się we właśnie odkrytym regionie" (Eliade 2002, s. 136). Mit ten z perspek¬
tywy historii religii określany jest jako łowy rytualne.
Muarita, czyli owieczka posiadająca dar jasnowidzenia, jest bohaterką innej,
bardzo popularnej, rumuńskiej legendy ludowej. Postanowiłam napisać o niej,
albowiem opowieść ta jest częścią zarówno mołdawskiej kultury wysokiej, jak
i folkloru ustnego Mołdawii, w tym także Łapusznej. Akcja legendy dzieje się
w czasie redyku. Bohaterami są przedstawiciele różnych ziem rumuńskich: Moł¬
dawii, Multan (czyli Wołoszczyzny) i Transylwanii. Występuje w niej też jasno¬
widząca owieczka (słowo muarita oznacza owieczkę, jagniątko). W podaniu tym
dwaj bracia umawiają się, że zabiją trzeciego i podzielą się jego owcami i psami
pasterskimi. Oczywiście, ofiarą ma być Mołdawianin. Muarita ostrzega w nocy
młodego pasterza, ten jednak zamiast uniknąć niebezpieczeństwa decyduje się
poddać losowi i dyktuje owieczce swoją ostatnią wolę. Pragnie być pochowany
koło swoich stad, by mógł słyszeć ukochane owce i psy. Prosi też, by nie mówiono
o jego śmierci inaczej jak o weselu, na którym księżyc i gwiazdy trzymały koronę,
a góry były kapłanami. Matce pasterza owieczka miała przekazać, jak to ujął
w swoim poemacie Vasile Alecsandri :
15

16

Powiedz jej czule,
Powiedz jej mową
Cichą a rzewną,
Żem się ożenił
Z rajską królewną (Biedrzycki 1935, s. 130-131).

Wiedział, że zbierają się przeciw niemu, mogą i chcą go zabić, ale nie chciał
się sprzeciwić. A po prostu zostawił wszystko takjak jest. Żeby nie mówili mamie,
że on umarł, tylko po prostu gdzieś chodzi ze swoimi owcami, ożenił się, dlatego
nie wraca, no żeby mamy nie zasmucać. Jeśli zabiją, to znaczy zabiją, ale żeby
samemu podnieść rękę na brata, to nie chciał... (G, K, 54).
1 5

W wersjach przedstawianych m i przez Łapusznian nie zawsze zawierał on wszystkie ele¬
menty opisywane przez Eliadego.
Alecsandri Vasile (1821-1890), pisarz i polityk rumuński. Związany z romantyzmem, uwa­
żany za twórcę nowoczesnej literatury rumuńskiej ijednego z najwybitniejszych jej przedstawi­
cieli w X I X w. Walczył o zjednoczenie hospodarstw rumuńskich wjedno państwo. Uczestniczył
wrewolucji 1848. W latach 1885-1890 ambasador we Francji. Należał do grupy tzw. paszoptystów, podtrzymujących tradycję narodową i folklor oraz postulujących rozwój współczesnej
literatury rumuńskiej.
1 6

�U NAS BYŁA JUŻ TA WIEŚ I NIKOGO NIE BYŁO, PUSTYNIA...

117

O wielkiej popularności i aktualności legendy świadczyć mogą jej liczne
warianty, dostosowywanie do warunków miejscowych, zmiany nazw geograficz¬
nych, a nawet nazw postaci oraz języka ballady, który nie przejawia cech archa¬
icznych, jest uwspółcześniony.
Nie przytaczam legendy pasterskiej przypadkowo. Jej znajomość wśród Mołdawian na pewno jest w jakimś stopniu wynikiem edukacji. Alecsandri jest dziś
w czołówce sztandarowych poetów narodowych i chyba nawet radzieckie
władze nie mogły osłabić jego pozycji. Tej ballady, napisanej w roku 1850, uczą
się dzieci w szkołach do dziś, a w Łapusznej widnieje kilkumetrowy wizerunek
autora na ścianie starej, rozpadającej się księgarni. Muarita jest żywa również
w opowieściach ludowych. Dlatego też wypada zgodzić się z Eliade i z tradycją
„interpretacji miorytycznej" traktującej o charakterze ludu rumuńskiego. Według
Eliadego, śmierć nie była dla pasterza końcem życia, a połączeniem się z naturą.
Najgłębszym przesłaniem tego podania jest wola pasterza, by zmienić swoje
przeznaczenie, by przekształcić zwykłą śmierć w mistyczne zaślubiny, „gody
miorityczne o strukturze kosmicznej" (Eliade 2002, s. 238). Motyw jasnowidzą¬
cego jagniątka, jak i alegorie śmierci, spotykane są często w poezji pasterskiej.
Od czasów Alecsandri toczy się debata narodowa wokół Muarity i wielu intelek¬
tualistów podejmowało próby interpretacji „zjawiska miorytycznego". Nie będę
tu (za Eliade) przytaczać przeróżnych postaw reprezentowanych w ramach tego
sporu. Wszystkie one w jakiś sposób krążyły dookoła archaicznego motywu
zaślubin pośmiertnych, śmierci utożsamianej z małżeństwem. Pojawiały się też
głosy, że historia jasnowidzącej owieczki jest wyrazem „tęsknoty za śmiercią"
odziedziczonej po trackich przodkach (Eliade 1998, s. 80; 2002, s. 220). Ba¬
dacze „sensu egzystencji" ballady dopatrywali się w niej takich cech narodu
rumuńskiego jak: bierność, rezygnacja, godzenie się na swój los. Eliadego nie
dziwi „zbiorowa «adhezja» ludu i intelektualistów" do tego dramatu. Jego zda¬
niem wyczuwali oni tajemne pokrewieństwo pomiędzy swoim rumuńskim
przeznaczeniem, a losem pasterza, który nie przeciwstawiając mu się zamienił
„osobiste wydarzenie «historyczne»" w „misterium sakramentalne". „Narzucił
więc sens samemu absurdowi" (Eliade 2002, s. 239).
W rozmowach o przeszłości wielokrotnie pojawiały się właśnie pokora, uniżenie
i pochylone głowy jako nieodłączne atrybuty „mołdawskości". Również w pamięci
Łapusznian wciąż istnieje obraz najeźdźcy, tureckiego ciemiężyciela, o czym przy¬
pominają archeologiczne pozostałości w samym centrum wsi, interpretowane przez
mieszkańców według wzoru, który wcześniej przedstawiłam. Pokrętne losy historii
były przez rozmówców interpretowane jako przyczyna dzisiejszych zachowań.
Kto nie przyszedł tu do Mołdawii i żył, my zawsze milczeliśmy. [... ] My
już przywykliśmy, żeby głowa była niżej niż u innych. Nie wiem czemu, u nas
wychowanie takie, że trzeba dać, a nie wziąć. Wielu też bierze, ale my dajemy,
od nas (Ł, K, 35).
Na pytanie o genezę takich a nie innych cech mołdawskiego charakteru, od¬
powiadano zazwyczaj, że są przekazywane z pokolenia na pokolenie, dosłownie
wysysane z mlekiem matki.

�118

MAŁGORZATA BICZYK

Według rozmówców, to owe cechy narodowe były przyczyną takiego, a nie
innego rozwoju dziejów. Czym tłumaczyli fakt, iż tak wiele narodowości osie­
dlało się na ich terytorium? Przyczyną, w oczach Łapusznian, była naturalnie
przebogata, żyzna ziemia oraz... dobry i gościnny mołdawski charakter.
Wśród moich rozmówców żywa jest pamięć o przeszłości, a także pewien
rodzaj tłumaczenia własnego charakteru „narodowego" jako pokłosia wydarzeń
dawnych, co widać w przytoczonych cytatach. W wielu rozmowach przekony¬
wano mnie, że Mołdawianin jest dokładnie taki jak w legendzie - pokornie zga­
dza się na wszystko. Dzięki narracji pamięci zmniejsza się ricoeurowski dystans
temporalny. Sądzę, że wyraźnie widać to w przypadku zaprezentowanych w po­
wyższych cytatach postaw. Czas pierwotny poniekąd przybliża się do teraźniej¬
szego poprzez funkcjonowanie w świadomości wyobrażeń o przeszłości, tłuma¬
czących zachowania współczesne. Świadczy o tym nie tylko selektywna pamięć
historyczna, ale także objaśnianie przez rozmówców teraźniejszości przy pomocy
przeszłości. Moim zdaniem, doświadczenie historyczne związane z podporząd¬
kowaniem władzy uświadamiane jest przez rozmówców tylko w okresie mierzo¬
nym do początku lat 1990. Niewiele osób było w stanie jasno powiedzieć, że
dziś, przy „własnej", mołdawskiej władzy, żyje im się lepiej. W wielu nie zare¬
jestrowanych rozmowach o życiu i codzienności pojawiało się zwykłe ludzkie
narzekanie na dole i niedole ich losu. Z wypowiedzi tych wynikało, że za czasów
Związku Radzieckiego było lepiej pod względem ekonomicznym, czasy niepod¬
ległe natomiast dały im jedynie bezużyteczną wolność słowa.
Równocześnie władze dzisiejszej republiki w podobny sposób, jak było to
robione w czasach Mołdawskiej SRR, usiłują wywierać wpływ na stan wiedzy
i postrzeganie faktów historycznych. Chwyty propagandowe, tworzenie sym¬
boliki, odwoływanie się do korzeni wynalezionych, tworzenie nowej tradycji
- pozostają często nieuświadomione przez obywateli. Oczywiste są zmiany
takie, jak stawianie nowych pomników w miejsce starych, czy wprowadzenie
historii narodu mołdawskiego do programu szkolnego. Niezauważalnym pozo¬
staje kolejne narzucanie sposobu myślenia. Sytuacje taką Vladimir Tismaneanu
opisuje jako odmówienie jednostce prawa do odmiennego zdania, będące jedną
z istotnych cech postkomunistycznego nacjonalizmu (Tismaneanu 2000, s. 20).
Odnosi się to zarówno do poziomu państwowego, jak i lokalnego. M o i roz¬
mówcy negatywnie wartościowali czasy Związku Radzieckiego ze względu na
przeinaczanie historii o podłożu politycznym, nieświadomi mechanizmów dzia¬
łania obecnej władzy. Równocześnie w ocenie sytuacji ekonomicznej i pozio¬
mu życie byli bardzo krytyczni w stosunku do młodej Republiki. Z nostalgią
wspominali dawne czasy.
Aleksander Łapusznianu

Jak już wspomniałam, najważniejszą postacią i symbolem historycznym
Łapusznej jest wojewoda Aleksander Łapusznianu. W stosunku do rangi tego
bohatera funkcjonowało we wsi nieadekwatnie mało opowieści lokalnych na

�U NAS BYŁA JUŻ TA WIEŚ I NIKOGO NIE BYŁO, PUSTYNIA...

119

jego temat. Było to dziwne tym bardziej, że zdaniem władz Łapusznej w ciągu
ostatnich 10 lat stał się on jedną z ważnych postaci w oficjalnej historiografii.
W związku z powyższym próbowałam dowiedzieć się czy tworzenie symboli
jest choć trochę odpowiedzią na potrzeby ludzi, czy tylko efektem wysiłków
działaczy politycznych nowych czasów, jak przedstawia to większość autorów.
Tismaneanu wspomina, że funkcją postkomunistycznych mitologii jest jedno¬
czenie dyskursu publicznego i „dostarczanie obywatelowi łatwo rozpoznawalne­
go wyznacznika tożsamości" tak, by każdy mógł czuć się członkiem wspólnoty
etnicznej (Tismaneanu 1998, s. 21).
Dziś o Łapusznianu wiedzą chyba wszyscy we wsi. Trudno mi ocenić skalę
tego zjawiska w odniesieniu do okresu ZSRR, w rozmowach natomiast prosiłam
rozmówców o podanie źródła wiedzy na temat Łapusznianu:
Wtedy zaczęli uczyć w szkole prawdziwej historii, a nie prosowieckiej, proruskiej historii. My trochę jej poznawaliśmy, ale tylko to, co było związane
z Rosjanami (Ł, K, 52).
Z rozmów można było wywnioskować, że przekazywana niegdyś wiedza była
skąpa i selekcjonowana przez władze. Były jednak sposoby, aby j ą zdobyć, jeśli
oczywiście ktoś wykazywał zainteresowanie.
W tamtych, radzieckich, latach funkcjonowała również opowieść o Aleksandrze:
No Traktor, bufet taki. Tam przychodzili ci kupcy, którzy przyjeżdżali, wy­
jeżdżali z Łapusznej. Oni przychodzili wypić, zakąsić cokolwiek. Gospodynią
tego przedsiębiorstwa była bardzo piękna dama. Aleksander, właściwie ojciec
Aleksandra, kim on był ona mi nie powiedziała, on spłodził z nią to dziecko,
z gospodynią tego zakładu. Jakby z nieprawego łoża urodzony syn. Ale wtedy
panowie, jeśli mieli nieślubne dzieci to je zabierali i wychowywali sami, rozu¬
miesz, on się go nie wypierał, to, co tam żona chce, albo nie chce to nie miało
żadnego znaczenia. Dziecko pana, z kogo by nie był urodzony, wychowywało się
w domu pana. I on jego wychował. Oni żyli gdzieś tam w Bukareszcie, a nie wiem
gdzie, ale jakby te ziemie, które należały się jemu, on jego zrobił kniaziem tutaj
i dał jemu nie swoje imię, ponieważ ona nie powiedziała jak go nazywali, a dał
mu imię Aleksander, a nazwisko Łapusznianu, od nazwania tej miejscowości
i dlatego on został księciem Aleksandrem Łapusznianu (Ł, K, 45).
Wspomnianym panem był prawdopodobnie wojewoda Bogdan I I I , który spło¬
dził z karczmareczką dziecię. Podarował on Aleksandrowi włości, a historia przy¬
domek, pochodzący od nazwy wsi. Przytoczony cytat to część legendy zasłysza¬
nej przez pięćdziesięcioletnią obecnie rozmówczynię w latach młodości od
starowinki posługującej w cerkwi. Można się doszukiwać pewnych prób nazna¬
czenia przeszłości cechami lokalnymi. Historia mówi, że to przydomek Łapusznianu pochodzi od nazwy Łapuszna. Fakt, że opowieść ta przechowała się
w pamięci mieszkańców świadczy o identyfikacji z osobą wojewody. Władca
całej Mołdawii, który jako jedyny pochodził z jej obecnego terytorium, a urodzony
został przez miejscową kobietę, może być powodem do dumy. Zresztą wątek ten
był często podkreślany przez osoby dobrze wykształcone. W podobnych kate¬
goriach myśli Tismaneanu, który uważa, że sięganie do korzeni jest jedną z cech

�120

MAŁGORZATA BICZYK

postkomunistycznego nacjonalizmu (Tismaneanu 2000, s. 20). Na poziomie tej
opowieści jednak wydaje się raczej być wyrazem czysto ludzkiej potrzeby
„uświęcenia", wyróżnienia zamieszkałej przestrzeni. Taki przodek nobilituje lo¬
kalną społeczność. W tej sytuacji Łapusznianu nie mógł zaistnieć w ludzkiej
świadomości jako zły człowiek. Jeden z miejscowych liderów , odpowiedzialny
za rozpropagowanie wizerunku wojewody, powiedział, że wprawdzie wie, że był
on złym człowiekiem, ale należy mu to wybaczyć, bo władca powinien być sil¬
ny. Epizod rzezi bojarów, znany z historii i literatury, nie odbił się żadnym echem
w wyobrażeniach rozmówców. Celowo też nie został przekazany do szerokiej
wiedzy publicznej w ostatnich latach. Inicjatywy lokalne propagujące postać
Łapusznianu, takie jak festyny, inscenizacje historyczne, na ten temat milczą.
Sądzę, że postać Łapusznianu podlegała procesowi ideologizacji i to po¬
dwójnej. Z jednej strony, niektóre fakty dotyczące jego życia zostały pominięte,
a te, które przetrwały w pamięci zbiorowej są cechami „dobrego władcy". Prze¬
szedł do pamięci mieszkańców wsi jako legitymizacja jej centralnej i ważnej
pozycji oraz symbol dawnej świetności. Z drugiej strony, stał się elementem
mitu politycznego, rozumianego za Henrym Tudorem jako „narzędzie, jakim lu¬
dzie się posługują, by dojść do ładu z rzeczywistością" (za: Tismaneanu 2000,
s. 37). Proponowana interpretacja relacji jako mitycznej „nie ze względu na
ładunek prawdy, jaki zawiera, ale na podstawie faktu, że wierzy się w jej praw¬
dziwość, a przede wszystkim na podstawie udramatyzowanej formy, jaką się
jej nadaje" (Tismaneanu 2000, s. 37), pasuje idealnie do sytuacji zastanej w Łapusznej. Używane dziś argumenty takie, jak wspomniany wyżej fakt naro¬
dzin wojewody w miejscowości leżącej w granicach dzisiejszej Republiki Moł¬
dawii, są ewidentnie przykładami retoryki nowych ideologów narodowych i wy¬
najdywania tradycji, do których należy „tworzenie sfery symbolicznej związanej
z określoną przeszłością historyczną" (Smyrski 2003, s. 321). Nowy symbol
wsi, Aleksander Łapusznianu, upowszechniany jest w wieloraki sposób. Główna
ulica, do niedawna nosząca wdzięczną radziecką nazwę, dziś jest już ulicą
Aleksandra Łapusznianu. W urzędzie wiejskim, liceum oraz w Agenda Locala
wisi stworzona na zamówienie miejscowego primara podobizna Aleksandra
i jego żony Roksany. Widniejące poniżej wizerunków daty panowania nie spo¬
wodowały nagłego przypływu wiedzy mieszkańców na ich temat. W powszech¬
nym mniemaniu, w dalszym ciągu, żyli oni dawno. Promocja samej postaci
wojewody zyskuje coraz to nowsze wymiary. W dniu chramu, czyli patronac¬
kiego święta miasta, zorganizowano przedstawienie, w którym przebrani za
Aleksandra i Roksanę łapusznianie w towarzystwie swej świty przejechali konno
przez wieś, karząc, ku uciesze gawiedzi, przypadkowych gapiów za rzekomo
nie płacone podatki. Dziś Łapusznianu staje się częścią wyobraźni zbiorowej
17

18

1 7

Primar Łapusznej. Wielki fascynat historii wsi. Zainicjował m.in. badania archeologiczne
we wsi, zorganizował lokalny festyn historyczny, wystąpił o nadanie wsi herbu, a także zamówił
książkę o historii wsi.
Biuro organizacji działającej w ramach projektu UNDP (Program Narodów Zjednoczo¬
nych ds. Rozwoju).
1 8

�U NAS BYŁA JUŻ TA WIEŚ I NIKOGO NIE BYŁO, PUSTYNIA...

121

jako postać „wywoływana" z zamierzchłych dziejów dla określonych celów
młodej państwowości, poszukującej symboli związanych z inną przeszłością,
niż radziecka czy rumuńska.
Łapuszna wielka i dawna

Trudno jednoznacznie określić, kiedy powstała Łapuszna. Według jej miesz¬
kańców, Dragosz miał tu skończyć swoje łowy, a w momencie wejścia na scenę
polityczną Aleksandra Łapusznianu dzisiejsza wieś istniała jako duże miasto na
mapie księstwa mołdawskiego. Kolejnym ciekawym tematem do interpretacji są
wyobrażenia mieszkańców o wielkiej i ważnej roli, jaką ich wieś odegrała
w dziejach Mołdawii. Są one częścią pamięci zbiorowej i równocześnie narzę¬
dziem w rękach lokalnych ideologów.
My wiemy, że żyjemy w starej wsi. Nawet pewnego razu mówili, że ta wieś ma
więcej niż 700 lat. To było przy sowieckiej władzy, kiedy zaczął się ten przewrót,
to odrodzenie uczuć patriotycznych, a potem na podstawie źródeł ustanowili, że
wieś jest wymieniona w starych dokumentach w 1430 roku (Ł, M , 67).
Wiek wsi w relacjach rozmówców urasta czasami do rangi praczasów. Do niej
zapędził się mityczny Dragosz w czasie polowania, jest starsza niż sam Kiszyniów. Zauważyć tu można jedną z charakterystycznych cech konstrukcji mitów,
a mianowicie dopełnianie opowieści o czasach najdawniejszych potwierdzeniem
ich w teraźniejszości. Pełni ona „funkcję dowodu prawdziwości całego mitu, czy
legendy" (Malewska-Szałygin 1990, s. 175). Dla łapusznian takim potwierdze¬
niem dawnej świetności jest fakt, że reforma administracyjna, przeprowadzona
w roku 1998, ustanowiła judiet, którego nazwa pochodzi od nazwy ich miejsco­
wości. Centrum administracyjne pozostawało w większym i bardziej centralnie
położonym mieście Hinczesti. Obecna mapa administracyjna Mołdawii uległa
zmianie. W reformie z 2003 roku powrócono do dawnego rozczłonkowania na
mniejsze jednostki - rajony. Dawny judiet Łapuszna został zmniejszony i prze¬
mianowany na Hinczesti. Mimo to, fakt powołania przez postradzieckie władze
judiet Łapuszna jest wspominany przez mieszkańców wsi z dumą.
Jednym z punktów odniesienia przy wyznaczaniu wieku wsi jest porównywa¬
nie go z wiekiem miasta Kiszyniów. Przy wjeździe do stolicy stoi wielki pomnik
witający podróżnych i informujący, jak stare jest miasto. Widnieje na nim data
1436 rok. W relacjach mieszkańców wsi można spotkać się z sądami, że Łapuszna
była od Kiszyniowa dużo starsza i większa. Istniała już w X I I I wieku, lecz zosta¬
ła zniszczona przez Mongołów i Turków, dlatego Kiszyniów musiał przejąć jej
stołeczną funkcję.
Łapuszna była w owych czasach dobrze prosperującym miastem targowym.
O tym, że położone było na przecięciu szlaków handlowych można się dowie¬
dzieć z podręczników do historii. Wiedza na ten temat funkcjonuje też wśród
mieszkańców.
Szła droga, nazywała się drumun moldowienesc [droga mołdawska], z Polski,
po terytorium Mołdawii i u nas we wsi był targ, bo tu zmieniali rzeczy i wama była,
płacili wamu [cło]. I dalej do nas do Cetate Albe i do Czarnego Morza (Ł, K, 40).

�122

MAŁGORZATA BICZYK

Nie sądzę, żeby te informacje należały do wiedzy nabytej przez moich roz¬
mówców w ostatnich czasach, z podręczników do historii, czy z oficjalnych dzia¬
łań popularyzatorskich. Rzeczywiście niegdyś znajdowały się tutaj targ, poste¬
runek celny, a także przebiegał szlak handlowy. Informacje o targu pojawiają się
też w legendzie o Aleksandrze Łapusznianu. Starsze osoby wspominały, że sły¬
szały o tym od rodziców. Także znaleziska starych monet w wiejskich ogródkach
tłumaczy się istniejącym tu niegdyś targowiskiem bądź pobytem Turków.
Jednak najwymowniejszym świadkiem tamtych czasów jest zachowanie się
nazw dawnych „dzielnic" w Łapusznej, które odzwierciedlają jej przeszłość.
I tak dzisiejsze centrum, okolice cerkwi, to Tamożnia, ponieważ w tej części
znajdowała się tamożennaja służba (służba celna). Większość rozmówców twier¬
dziła, że nazwa ta pochodzi jeszcze z okresu istnienia wspomnianego targowi¬
ska. Inne nazwy części wsi to np. Talciok, co oznacza targ, bazar. Jest jeszcze
Stadoł, co tłumaczone jest tym, że tam zapewne mieściły się stodoły i stajnie dla
zwierząt przybyłych kupców. Z tą nazwą wymiennie używana jest Ciajnia - od
stołówki, która była tam w czasach radzieckich. Znakiem historii jest też nazwa
jednej z nowszych części wsi: Gagarina.
Przytoczone przykłady doskonale obrazują osadzenie przestrzeni lokalnej
w przeszłości. Według Tismaneanu mit, również polityczny służy nie opiso¬
wi, lecz „wyobrażeniu rzeczywistości odpowiadającej określonym interesom"
(Tismaneanu 2000, s. 25). Prowadzić to może do przeinaczeń. Na przykład
nazwę dzielnicy Tamożnia tłumaczono na dwa sposoby. Część rozmówców uwa¬
żała, że pochodzi ona z okresu carskiego, co jest prawdopodobne. Pozostali
natomiast twierdzili, że nazwa nawiązuje do tradycji wielkiego targu.
Przestrzeń sama w sobie jest częścią narracji. Podczas wnikliwych poszuki¬
wań ujawniają się kolejne znaki jej relacji z przeszłością. W Łapusznej do dziś
najbliższe sąsiedztwo kilku okolicznych domów rozpatruje się potocznie jako
jednostkę „administracyjną" organizującą przestrzeń i życie mieszkańców. Nosi
ona pochodzącą z czasów tureckich nazwę mahal (mahalla).
Cóż zatem się stało z wielką Łapuszną? Czemu dziś jest tak... niewielka?
Relacje mieszkańców wsi nie zawsze mogły pomóc w ustaleniu faktów:
W XVI, XVII wieku tu było wielkie centrum, większe niż Kiszyniów. Przez tych
Turków, Mongołów, Tatarów zostało zniszczone. Oni w XIV wieku najechali.
Z Polską wojowali na tych ziemiach. Zniszczyli, spalili wszystko, bo domy wtedy
były tu drewniane, cerkwie też. Tu wtedy było siedem cerkwi, wszystkie z drewna
(Ł, M , 73).
Na temat upadku wsi pojawiały się sprzeczne informacje. W niektórych wy¬
powiedziach Łapuszna była targiem i centrum za czasów Aleksandra Łapusznianu,
w innych - w wieku X V I I lub później. Nie chodzi jednak o konkretne daty, tylko
o tak duże rozbieżności, nawet w wypowiedziach jednej osoby. Wydaje się, że
rola wsi i jej znaczenie mogły się kilkakrotnie zmieniać. Mołdawska ziemia nie
raz doświadczona była wojenną nawałnicą, więc i wieś mogła na tym ucierpieć
kilkakrotnie i kilkakrotnie się odbudowywać. Większość rozmówców wspo¬
minała o jakiejś katastrofie, która mogła pozostawić silniejsze ślady niż pozostałe.

�U NAS BYŁA JUŻ TA WIEŚ I NIKOGO NIE BYŁO, PUSTYNIA...

123

Mogła także nastąpić kontaminacja wspomnień wojennych. Czy był to taki
pogrom jak opisywany powyżej? Trudno powiedzieć. Jednak upadek Łapusznej
nie miał charakteru powolnego ubożenia czy stopniowej degradacji miasta
w wyniku licznych najazdów. Był raczej wynikiem nagłego wydarzenia o cha¬
rakterze kataklizmu. Może to nasuwać z jednej strony myśli o podobieństwie do
mitów o złotym wieku, definitywnie zaprzepaszczonej świetności, a z drugiej do
mitów kreacyjnych, w których po zniszczeniu następuje odrodzenie (MalewskaSzałygin 1990, s. 174).
Dla mieszkańców Łapusznej ważne jest, że wieś, mimo swej minionej świet¬
ności, pozostaje dziś w tyle za Kiszyniowem z powodów niezależnych od nich
samych. Przyczyny takiego stanu rzeczy bywają tłumaczone klątwą. Zamieszani
są w tę opowieść Turcy, złoto i miejscowa twierdza.
Obok młyna, stojącego w centrum wsi, znajdują się duże dziury w ziemi. Jest
to pierwsze stanowisko archeologiczne w postradzieckiej Mołdawii. Wykopali¬
ska wykazały, że mieściły się tam najprawdopodobniej piwnice książęce lub ma¬
gazyny do przechowywania towarów. Prowadzący badania archeolog uważa, że
może to być tzw. cerkiew książęca, czyli cerkiew przy rezydencji księcia, woje¬
wody. Inni mołdawscy mediewiści podchodzą do tego pomysłu i jego badań dość
sceptycznie. Nie to jednak jest najważniejsze. Dużo ciekawsze były naciski ze
strony miejscowych działaczy na rozpoczęcie badań. Zostały one rozpoczęte
z inicjatywy władz lokalnych. Był to ewidentny przykład „grzebania w prze¬
szłości" w poszukiwaniu własnych korzeni i dawnej świetności. Interesujące jest
też, w jaki sposób wspomniane ruiny zostały przetworzone przez ludzką wy¬
obraźnię. Zdaniem mieszkańców pochodzą one z „czasów Turków".
Turcy, kiedy przyszli do Mołdawii, tu u nich była fabryka. No tam, na wierchu,
gdzie jest muara (młyn), ojciec mówi, tam Turcy zabijali naszych (Ł, M , 63).
Różne są tłumaczenia przeznaczenia tej budowli. Czasem przedstawiana była
jako część umocnień anty-tureckich, a częściej tureckich. Jak widać z przytoczo¬
nego tu cytatu przestrzeń ta funkcjonuje również jako miejsce kaźni. Zdaniem
archeologów z Mołdawskiej Akademii Nauk natomiast w Łapusznej nie mogło
być twierdzy czy umocnień, te bowiem rozmieszczone były wzdłuż dużych rzek,
których w pobliżu nie ma. Miejscowa ludność dodaje do zabudowań nie tylko
wyobrażenia o twierdzy i Turkach, ale i „przeklęte" tureckie złoto. Zdaniem
części rozmówców, pod Łapuszną ciągną się długie korytarze, które w razie
oblężenia umożliwiały Turkom opuszczenie twierdzy wyjściem znajdującym się
kilka kilometrów za wsią. Mogły one również służyć do gromadzenia zapasów,
w tym także złota. Krąży nawet opowieść o człowieku, który szedł drogą i zoba¬
czył ogień. Ogień spytał go: „czy dałbyś mi kurę, albo koguta?". Ten się zgodził.
Ogień przestał płonąć, okazał się być złotem. Pechowiec schował złoto za pa¬
zuchę i poszedł do domu, a tam:
...żony nie było, martwe dzieci były i potem pomyślał sobie, że oddał kurę,
a ta kura to była żona i jej dzieci. Wielu mówi, że to prawda jest, ale dla nas to
już legenda. [...] Nam mówią, że to legenda. Wielu tak mówi, ale wielu też mówi,
że to prawda, ponieważ wielu tak umarło, że przyszli do domu... (Ł, K, 45).

�124

MAŁGORZATA BICZYK

Tego typu opowieści nadają całej okolicy charakter wielce tajemniczy. Z jed­
nej strony podziemne korytarze fascynują i kuszą. Z drugiej natomiast odstrasza
ciążąca na skarbie klątwa.
Oni chcieli wziąć naszą ziemię, bo w Turcji okazuje się, że niedobra ziemia, ja
nie wiem jaka u was, ale u nas jest bardzo dobra ziemia, czarna. [...] I dlatego
Turcy ją przeklęli, żeby oni... no ja myślę że oni jeszcze przyjdą. Nam potrzebni
są architekci, żeby popatrzyli, otworzyli te ziemie. Tam złoto jest ukryte. Ja nie
wiem, ale kiedy przyszli Turcy wiele tu było. My sami wiele razy jak byliśmy mali
znajdowaliśmy w ziemi monety (Ł, M , 63).
Sądzę, że opowieści o złocie można (za Anną Malewską-Szałygin) interpre­
tować jako sen o bogactwie, tęsknotę do lepszego życia (1990, s. 177). Jest to też
tłumaczenie się ze swojego losu, z braku odpowiedzialności za biedę i upadek.
Ta ziemia jest nadal złota, także w dosłownym sensie, tylko klątwa broni nas
przed ponownym bogactwem. Wmieszana w to jest też dzisiejsza nieudolność
władz. Zdaniem rozmówców, władza jest winna obecnej niedoli i biedzie miesz­
kańców Mołdawii. Winią oni rząd za to, że nie zgadza się na wizytę prezydenta
Turcji. Tylko on, jako spadkobierca Imperium Osmańskiego, jest władny zdjąć
klątwę z zakopanych pod mołdawską ziemią skarbów. Ponieważ to złoto już raz
skusiło Turków i stało się przyczyną najazdów oraz grabieży, dzisiejsi przy¬
wódcy obawiają się ponowienia tego scenariusza. Istnieje też niebezpieczeństwo,
że Turcy zabiorą całe złoto. Pewnym rozwiązaniem byłoby, gdyby Turcy zdjęli
klątwę, a Mołdawianie, nie wpuszczając ich, wykopali skarby spod ziemi.
Dużo mniej rozbudowaną jest historia zrzucająca odpowiedzialność za upa­
dek wsi na mnichów. Niegdyś w Łapusznej był monastyr prawosławny, którego
zakonnicy nie potrafili ułożyć sobie odpowiednio stosunków z miejscową cerkwią.
Zdaniem rozmówców, mnisi przeklęli wieś, ponieważ zostali z niej wygnani,
bądź też odeszli sami z powodu ludzkiej nieżyczliwości i niegościnności.
Herb, hymn...

Wyobrażenia łapusznian na temat własnej ważnej roli, prześwietnej prze¬
szłości, są osadzone w narracjach słownych i podlegają charakterystycznym dla
nich procesom. Charakter i skalę krążących opowieści uważam jednak za nie¬
wystarczającą do wyjaśnienia, w jaki sposób miejscowe elity, w imię stwarzania
tradycji, przetwarzają historię Łapusznej. Oprócz dość przewidywalnych dzia¬
łań, jak wspomniana zmiana nazwy ulicy, stworzono też herb i hymn wsi.
Łapuszna jest pierwszą miejscowością, która na początku lat 1990. zgłosiła
projekt własnego herbu do nowo powstałej komisji heraldycznej. Nie mogło tu
być mowy o przywróceniu dawnego znaku, gdyż nigdy wcześniej takiego nie
było. Zaistniała potrzeba stworzenia nowego wzoru. W tym celu ogłoszono we
wsi konkurs na propozycję najlepszego herbu. Mogli brać w nim udział wszyscy
mieszkańcy, bez względu na wiek i wykształcenie. Sądzę, że władze wsi, anga¬
żując mieszkańców w tworzenie herbu, usiłowały uzyskać legitymizację swoich
działań oraz wywołać poczucie identyfikacji z nowo powstającym symbolem.

�U NAS BYŁA JUŻ TA WIEŚ I NIKOGO NIE BYŁO, PUSTYNIA...

125

Sam wzór został później „wygładzony" przez artystę-heraldyka. Pierwotny pro¬
jekt komisja heraldyczna odrzuciła wraz z komentarzem, że tak rozbudowanego
herbu nie miał nawet Konstantynopol. To uzasadnienie prezentowane mi było
przez osoby zaangażowane w tworzenie herbu z prawdziwą dumą w głosie. Sądzę,
że jest to dobry przykład braku „nieśmiałości konceptualnej", opisywanej przez
Tismaneanu jako jednej z cech mitu politycznego (Tismaneanu 2000, s. 25).
Ostatecznie przyjęty herb jest uproszczoną wersją poprzedniego. Jest on
skromniejszy, lecz w dalszym ciągu tak skomplikowany, że nawet wśród osób
bezpośrednio zaangażowanych w jego powstawanie znalazłam takie, które nie
potrafiły wyjaśnić jego symboliki. Widnieje na nim głowa tura, który padł od strzał
Dragosza. Gwiazda pomiędzy jego rogami ma być symbolem narodzenia na tej
ziemi Aleksandra Łapusznianu. O tym, że był on władcą świadczą: królewska
purpura i sobole oraz ów tur, uważany za szlachetne zwierzę. Tarcza opleciona
jest z jednej strony wieńcem dębowym, powszechnie znanym symbolem siły,
który ma być, według autorów, nawiązaniem do rzymskiej władzy cesarskiej.
Z drugiej strony oplatają j ą liście winne, co jest symbolem ziemi, nie mlekiem,
lecz winem płynącej. Za tarczą krzyżują się włócznia św. Jerzego, halabarda
i miecz. Z kokardy związującej wieńce dębowe i winogronowe wystają gałązki
rośliny zwanej Łapusz, od której, według niektórych podań, ma pochodzić
nazwa w s i . Nad tarczą herbową widnieje korona. Pełną symbolikę herbu był
w stanie wyjaśnić mi tylko jeden człowiek - inicjator jego powstania. W trakcie
rozmowy „pomagał" sobie opisem dołączonym do decyzji o ustanowieniu herbu.
19

Najnowszym wynalazkiem jest hymn, po raz pierwszy uroczyście odśpiewa¬
ny przez dyrektorkę szkoły na festiwalu z okazji święta wsi. Opiewa on piękno
tonącej w kwiatach Łapusznej, miejscowych dziewcząt oraz dumę mieszkańców
ze swojej wsi. „To jest moja Łapuszna, z nikim się na nią nie zamienię" , głoszą
słowa pieśni. Warto zaznaczyć, że wspomniane tu inicjatywy wyszły od nie¬
wielkiej grupy mieszkańców. Można ich uznać za opisywane przez Floriana
Znanieckiego, „stosunkowo małe jądro społeczne", które staje się odpowiedzial¬
ne za upowszechnianie idei (1990, s. 44). Tych kilka osób stworzyło herb, hymn,
zorganizowało festiwale, drukowało ulotki informacyjne o wsi, itd. Faktem jest
też, że działania takie trafiają na podatny grunt, ponieważ wielu mieszkańców
pragnie się „doszkalać" i uzupełniać wiedzę. W ten sposób rozprzestrzeniają się
idee głoszone przez elity.
20

HISTORIA TWORZONA

Sądzę, że sytuacje obserwowane w Łapusznej wpisują się w szersze zjawisko,
które ma miejsce na całym obszarze postradzieckim. Szukanie korzeni, odnoszenie
się w nowych historiografiach do złotego wieku, tworzenie martyrologii narodo¬
wych - to cechy nowych nacjonalizmów. To „wynajdowanie tradycji" (Hobsbawm
1 9

2 0

Popularne w Polsce rzepy.
Tłumaczenie robocze - Jakub Janiszewski.

�126

MAŁGORZATA BICZYK

1992), które w Mołdawii przybiera dość specyficzny charakter. Opisanie tego pro­
cesu jest ważne, gdyż na świadomość historyczną mieszkańców Łapusznej wpły­
wa również oficjalna narracja historyczna. W tym kontekście niezbędne wydaje
się zarysowanie zmian, jakim wspomniana narracja podlegała w ostatnich latach.
Spośród moich rozmówców niewielu uczęszczało do przedwojennych rumuń¬
skich szkół. Zatem rumuńska historiografia nie odcisnęła piętna na ich recepcji
historii. Największy wpływ na stan ich wiedzy wywarła edukacja radziecka. Na­
leży pamiętać, że od lat i960., kiedy historia Mołdawskiej SSR stała się, obok
historii ZSRR, szkolnym przedmiotem obowiązkowym, w zasadzie nie zmienia¬
no programu nauczania. W związku z tym, wszystkie radzieckie podręczniki,
niezależnie od autora lub daty wydania, ujmowały historię Mołdawii w sposób
bardzo podobny (np. Mochov 1969; Grosul 1980).
Jak ja byłam w waszym wieku, nikt nic nie wiedział o historii Mołdawii. Oni
wiedzieli tylko o Związku Radzieckim. Nie wiedzieli o każdym narodzie oddzielnie.
Im było tak wygodniej, żeby wiedzieć tylko tyle, że np. w Mołdawii dobra ziemia,
gdzieś tam coś tam... To było wygodnie dla Związku Radzieckiego (Ł, K, 70).
Dosyć często rozmówcy tłumaczyli w ten sposób skąpą wiedzę na temat włas¬
nej historii. Nie było jednak tak, by o historii Mołdawii nie nauczano w ogóle.
Były przecież obowiązkowe lekcje historii Mołdawskiej SRR. Przemianom
mołdawskiej historiografii poświęcił swój artykuł Vladimir Solonari (2002). Ana¬
lizuje on historię przedstawianą w podręcznikach szkolnych od lat 1960. aż do
dziś. Porównując te same fakty ukazywane przez historiografie różnych okre¬
sów wykazuje, że nie dochodziło w nich do jawnych przekłamań historycznych.
Wydarzenia były umiejętnie selekcjonowane zgodnie z ideologią państwową,
w świetle utrzymywania dobrych stosunków ze Związkiem Radzieckim. Nie¬
wygodne lub nieistotne z tego punktu widzenia fakty po prostu ignorowano,
np. Geto-Dackie pochodzenie Mołdawian (Solonari 2002, s. 421). Rozmówcy
wielokrotnie podkreślali, że o etnogenezie Mołdawian dowiedzieli się w ciągu
ostatnich dziesięciu lat.
Innym przykładem jest przytaczana przez Solonariego interpretacja zajść, któ¬
re miały miejsce w roku 1812, kiedy część historycznej Mołdawii, leżąca pomię¬
dzy Prutem i Dniestrem, dostała się po raz pierwszy pod panowanie rosyjskie.
Ziemie te nazwane zostały Besarabią. Punkt widzenia autora znalazł swoje po¬
twierdzenie w wypowiedziach rozmówców.
Ale w 1812 roku Rosja anektowała część Mołdawii. [...] żeby... jak oswobo­
dzenie. To paradoks, kiedy zdobywca mówi, że oswabadza (K, M , 50).
Aneksja Besarabii była w podręcznikach radzieckich interpretowana w katego¬
riach przyniesienia wolności, oswobodzenia od Turków. Również tematy trudne,
takie jak stosunki rosyjsko-mołdawskie czy mołdawsko-rumuńskie, ulegały reinterpretacji. Wobec antyrumuńskiego nastawienia polityki radzieckiej propagan¬
da historyczna usiłowała doprowadzić do poróżnienia Mołdawian i Rumunów.
Sądzę, że rozmówcy twierdzili, iż „nie uczyli się historii Mołdawii" nie tylko
po to, żeby wykręcić się od kłopotliwych pytań, ale także dlatego, że mieli świa¬
domość nieprawdziwości tej historii, która była im wpajana.

�U NAS BYŁA JUŻ TA WIEŚ I NIKOGO NIE BYŁO, PUSTYNIA...

127

Kolejnym zwrotem w historii Mołdawii było ogłoszenie niepodległości Re¬
publiki w sierpniu 1991 roku. Luminarze państwowi stanęli wobec faktu kierowa¬
nia narodem ogołoconym z korzeni w wyniku tak, a nie inaczej ukierunkowanej
politycznie tradycji historiograficznej. Jak zauważa Gadamer, tworzenie „nowej"
świadomości historycznej i tym samym przydatność nauk historycznych, przy
pomocy których poszukuje się przeszłości historycznej, ma istotne znaczenie dla
kształtowania tożsamości etnicznej i identyfikacji narodowej (za: Smyrski 2003,
s. 317). Zmiana ustrojowa spowodowała zatem zmiany oficjalnej historiografii.
Ze zdwojoną siłą powrócili do miast i wsi mołdawscy bohaterowie, radzieccy
zaś zniknęli z ulicznych tabliczek. W Kiszyniowie do rangi symbolu urosło
przesunięcie pomnika Stefan Wielkiego o parę metrów bliżej ulicy, w miejsce,
z którego w latach 1960, przestawiono go bardziej w głąb parku, ujmując mu
tym samym dotychczasowego prestiżu i powagi. W Łapusznej takim znakiem
czasu była np. zmiana nazwy ulicy na Aleksandra Łapusznianu.
21

Po przejęciu władzy w Mołdawii przez Front Narodowy na początku lat 1990.
rozpoczęły się zmiany także w programie nauczania. W ujęciu Gellnera, można by
to nazwać wypełnieniem zasady nacjonalizmu, który autor rozumie jako powią¬
zanie państwa i kultury, gdzie wykształcenie staje się źródłem tożsamości (1991,
s. 49). Wprowadzone zostały podwójne podręczniki, do historii ogólnej i historii
Rumunów, która przedstawiana była „z punktu widzenia jej powiązań z mołdaw¬
ską przynależnością narodową" (Solonari 2002, s. 432). W takim ujęciu Rosja
w 1812 roku dokonała aneksji Mołdawii, natomiast przyłączenie do Królestwa Ru­
muni w 1918 roku nie było już przedstawiane jako rumuńska okupacja, lecz dobro­
wolny akces dokonany przez Sfatul Tarli (Radę Kraju). Powaga narodu mołdaw¬
skiego została też w podręcznikach dodatkowo podkreślona przez powołanie się
na prastare geto-dackie korzenie. Zabiegi te doskonale wpisują się w nurt „wynaj¬
dywania tradycji". „Poszukiwanie antenatów w zamierzchłej przeszłości, apoteoza
dawnej wielkości politycznej, wyprowadzenie genealogii z mroków dziejów mają
podkreślić dawny i historyczny rodowód poszczególnych grup narodowych [...]
Jednocześnie takim działaniom towarzyszy próba ideologicznego udowodnienia,
że dana grupa jest najstarsza, jedyna w swoim rodzaju" (Smyrski 2003, s. 312).
Zmiany wykładni historycznej, czyli również szkolnych podręczników do
nauki historii, były dla moich badań tym bardziej istotne, że w Łapusznej stara¬
łam się zwracać szczególną uwagę na to, jakie jest źródło wiedzy posiadanej
przez moich rozmówców. Zdarzało mi się słyszeć od miłych starowinek opowieści
np. o dackich przodkach. Miałam czasem cień nadziei, że może funkcjonowały
one w sferze narracji pamięci przed początkiem lat 1990. Chwilę później miłe,
starsze panie wyjmowały podręczniki szkolne swoich wnucząt, aby pokazać mi
skąd czerpały te informacje. Wcześniej z tą wiedzą nie mogły mieć kontaktu.
Tylko niektórzy informatorzy mówili mi, że kiedyś rodzice im opowiadali, ale
nie myśleli o tym. Myśleli, ale nie znajdowali odpowiedzi (Ł, K, 52).
2 1

Wojewoda mołdawski, obecnie określany jako pierwsza postać, która zjednoczyła ziemie
rumuńskie. Jednocześnie jest on najważniejszą postacią współczesnej historiografii mołdawskiej.

�128

MAŁGORZATA BICZYK

Po dojściu do władzy partii komunistycznej w lutym 2001 nowy prezydent,
Władimir Woronin, powołał do życia grupę specjalistów, na której czele stanął
Władimir Taranow, dawny dyrektor Akademii Nauk MSRR. Jej zadaniem było
opracowanie nowego sposobu nauczania historii. W końcu grudnia 2001 mołdaw¬
ski rząd przyjął ustawę o zastąpieniu historii Rumunii historią Mołdawii. Przygo¬
towywane były podręczniki do historii Mołdawii, w których akcent położony zo¬
stał na samodzielność państwa i narodu mołdawskiego, a nie na związki kulturowe
z Rumunią (Solonari 2002, s. 415). Fakt ten był interpretowany przez społeczność
międzynarodową jako jeden z elementów polityki odcięcia się od Rumuni i zwrotu
w stronę Rosji. Nowa ustawa została oprotestowana przez opozycję w czasie trwa¬
jących trzy miesiące wieców w Kiszyniowie. W końcu, w wyniku nacisku ze stro¬
ny Komisji Europejskiej, władze musiały zmienić kurs nowej polityki historycznej
(Solonari 2002, s. 415). W czasie prowadzenia badań (w latach 2001-2003) po¬
wszechna wśród rodziców i nauczycieli była wiedza, że nowe podręczniki do
historii Mołdawii niebawem zawitają do szkół. Budziło to silne emocje u moich
rozmówców, którym trudno jest zaakceptować zmianę uważaną za niepotrzebną.
No zmienili „z góry". My wtedy chcieliśmy zmieniać. Teraz ja nie chcę zmie­
niać, ale wtedy to ja rozumiałam, że trzeba. Nie można uczyć oddzielnie historii
Mołdawii. Jak ja będę uczyć historii takiej małej części? Jak to były związki
trwające od wieków. To nieszczęście, że ona nie znalazła się w państwie rumuń­
skim. Najwięcej materiałów jest na temat Mołdawii. O innych regionach też uczy¬
my, ale najwięcej o tej części (Ł, K, 50).

ZAKOŃCZENIE I WNIOSKI

Podsumowując rozważania chciałabym ponownie odwołać się do teorii po¬
znania historycznego Paula Ricoeura. Twierdzi on, że narracja historyczna osta¬
tecznie zrywa z narracją pamięci. Dzielą je takie czynniki jak: odmienny rodzaj
świadectw, na podstawie których konstruuje się opowieść (w przypadku narracji
historycznej są to świadectwa pisane, w narracji pamięci natomiast istnieją one
tylko w warstwie słownej), inny sposób wyjaśniania zdarzeń (w narracji pamięci
jest on bezrefleksyjny). Różni je też inny zasięg oddziaływania. Historia może
sobie np. pozwolić na dokonywanie analizy zjawisk zachodzących w obszarze
Morza Śródziemnego, zasięg pamięci musi natomiast pozostać lokalny. Ostatnia
różnica dotyczy zjawiska opisywanego przez Ricoeura jako „fundamentalna strate­
gia postępowania z przeszłością". Oznacza to, iż narracje pamięci silnie akcentują
podobieństwo, „tożsamość wobec teraźniejszości". Powoduje to wysoki stopień
przenikania się przyszłości, teraźniejszości i przeszłości - ich zależność. Narra¬
cja historii natomiast bardziej podkreśla odmienność zdarzeń, dystans pomiędzy
przeszłością a teraźniejszością (Bugajewski 2002, s. 103-104). Ricoeur pisze,
że te dwa odmienne i rywalizujące ze sobą rodzaje narracji spotykają się w pew¬
nym momencie. Jest to czas wspomnianej już refiguracji, operacji mimezis I I I ,
czyli bezpośredniego wywierania wpływu na zachowania społeczne. Sytuacja ta

�U NAS BYŁA JUŻ TA WIEŚ I NIKOGO NIE BYŁO, PUSTYNIA...

129

jest wyraźnie obserwowalna w Łapusznej. Dwa różne typy tworzenia opowieści
stykają się na płaszczyźnie praktyki społecznej. Sądzę jednak, że nie ogranicza
się do tego ich relacja. Jak zauważyłam i starałam się tu wykazać, oddziaływują
one na siebie wzajemnie. Zależność oficjalnej historiografii i narracji pamięci
nie kończy się na etapie rywalizacji, a raczej dochodzi do „współpracy" pomię¬
dzy nimi. Historiografia wpływa na sferę pamięci lokalnej, mieszkańcy przyswa¬
jają sobie informacje z podręczników dzieci i wnuków, uczą się na nowo swojej
przeszłości i na podstawie tych informacji snują opowieści o początkach wsi czy
państwa. Równocześnie lokalne władze Łapusznej do swoich działań, mających
na celu kreowanie tożsamości lokalnej, wykorzystują historyczne i symboliczne
przykłady zarówno z narracji pamięci, jak z oficjalnej historiografii.
W teorii świadomości historycznej Ricoeur wyraża osąd, iż „jednym z aspek¬
tów refiguracji jest kształtowanie tożsamości podmiotu operacji mimesis I I I "
(Bugajewski 2002, s. 96). Owa „refigurowana tożsamość" jest wynikiem rywaliza¬
cji konkurujących w procesie jej kształtowania narracji pamięci i historii. Ricoeur
twierdzi też, że świadomość historyczna Zachodu znajduje się dziś w stanie głę¬
bokiego kryzysu, będącego wynikiem rozdarcia pomiędzy przestrzenią doświad¬
czeń, a horyzontem oczekiwań. Oczekiwania uciekają w utopię, co powoduje
oddalenie się owego horyzontu oczekiwań. Równocześnie przestrzeń doświad¬
czeń zostaje zacieśniona, a tradycja staje się martwa. W wyniku oddalenia prze¬
szłości od przyszłości znika konstytuujące świadomość historyczną napięcie po¬
między nimi. Aby wyjść z tego kryzysu, należy starać się o przywrócenie owego
napięcia, przybliżenie przeszłości i przyszłości do teraźniejszości. Dokonać tego
można, według zaleceń Ricoeura, poprzez urealnienie tych utopijnych celów,
przybliżenie ich, co idzie w parze z przekształceniem przestrzeni doświadczeń,
czyli niejako ożywieniem tradycji. Mołdawskie przykłady, zarówno w skali ogólnopaństwowej, na poziomie historiografii oficjalnej, jak i na poziomie lokalnym,
wydają mi się być próbą przezwyciężania kryzysu zaniku napięcia pomiędzy
przeszłością, a przyszłością. Konstruowanie tożsamości następuje tam właśnie
przy pomocy ożywiania tradycji lub, jak twierdzi Hobsbawm, jej wynajdywania.
Polega ono na dostosowaniu przeszłości i oczekiwań wobec przyszłości do wy¬
mogów chwili, podyktowanych polityką państwa.

LITERATURA
A n d e r s o n B e n e d i c t 1997, Wspólnoty wyobrażone, Znak, Kraków.
B a r t h e s R o l a d 1970, Mit dzisiaj, [w:] Tegoż, Mit i znak, PIW, Warszawa, s. 25-61.
B i e d r z y c k i E m i l 1935, Zarys dziejów literatury rumuńskiej (z antologią poezji), Książnica
- Atlas, Lwów.
B u g a j e w s k i M a c i e j 2002, Historiografia i czas. Paula Ricoueura teoria poznania, Wy¬
dawnictwo Poznańskie, Poznań.
D e m e l J u l i u s z 1970, Historia Rumunii, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław.
D r o n I o n 1998, Lapusna, Limba Romana, Nr 9, s. 66-69.
E l i a d e M i r c e a 1998, Rumuni. Zarys historii, Wydawnictwo Homini, Bydgoszcz.
E l i a d e M i r c e a 2002, OdZalmoksisa do Czyngis-chana, PWN, Warszawa.

�130

MAŁGORZATA BICZYK

G e l l n e r E r n e s t 1991, Narody i nacjonalizm, PIW, Warszawa.
G r o s u l J a k i m 1980, Istorija moldavskoj SSR: Ucebnoeposobe dlja 7-8 klassov, Lumina,
Kisinev.
H a s t r u p K i r s t e n 1997, Przedstawianie przeszłości. Uwagi na temat mitu i historii, Konteksty.
Polska Sztuka Ludowa, nr 1-2, s. 22-27.
H a l b w a c h s M a u r i c e 1969, Społeczne ramy pamięci, PWN, Warszawa.
H o b s b a w m E r i c 1992, Introduction: Inventing Traditions, [w:] The Invention of Tradition,
E. Hobsbawm, T. Ranger (red.), Cambridge University Press, Cambridge, s. 1-15.
K l o s k a G e r h a r d 1979, Świadomość historyczna i jej badanie, Lud, t. 63, s. 113-140.
M a l e w s k a - S z a ł y g i n A n n a 1990, Świadomość historyczna mieszkańców Narola, Etno­
grafia Polska, t. 34, z. 1-2, s. 169-181.
M o c h o v N i k o l a j 1969, Formirovanie moldavskovo naroda i obrazovanie moldavskovo gosudarstva, K M , Kisinev.
O n g W a l t e r 1992, Oralność i piśmienność. Słowo poddane technologii, Wydawnictwo K U L ,
Lublin.
S m y r s k i Ł u k a s z 2003, Na początku był Kain- wizje ukraińskiej historii w kontekście teorii
etniczności, [w:] Podole i Wołyń, Szkice etnograficzne, Ł. Smyrski, M . Zowczak (red.),
Studia Ethnologica, DiG, Warszawa, s. 311-322.
S m i t h A n t h o n y D. 1991, National identity, Penguin Group, New York.
S o l o n a r i V l a d i m i r 2002, Narrative, identity, state: History teaching in Moldova, East
European Politics and Societies, Vol. 16, No 2, s. 414-445.
S t at i V a s i l e 2002, Istorija Moldovy, Biblioteka Pro Moldova, Kisinev.
T i s m a n e a n u V l a d i m i r 2000, Wizje zbawienia, Spectrum,Warszawa.
Z n a n i e c k i F l o r i a n 1990, Współczesne narody, PWN, Warszawa.

MAŁGORZATA BICZYK
THERE WAS ALREADY THIS VILLAGE AND THERE WAS NO ONE, DESERT...
HISTORICAL CONSCIOUSNESS OF THE VILLAGERS OF LAPUSHNA
Summary
The main theme of this article is historical consciousness of the people from a Moldavian
village of Lapushna. A narrative of memory and of history are being presented as two types of
narrative which shape peoples' historical consciousness. The author discusses relations between
them to show how they influence imaginations about the past. She studies also the history of the
village and the country, and describes how it is presented by villagers and what determines such
imagination of the past. The author traces changes in Moldavian historiography and their impact
on local stories.
Themes presented in this article also touch upon a few legends: about the genesis of Moldavia
and Lapushna, about hidden gold, and about a Turkish tower, as well as the evolution of the
image of the Moldavian hospodar (duke) Alexander Lapushneanu, who was born in Lapushna.
The author also talks about construction of symbols, examples of which are the village anthem
and coat of arms.
J.D.
Adres Autorki:
e-mail: gosia_biczyk@yahoo.com

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6747" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6727">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9da8f7d6750466c2d708c2dd225f8f6a.pdf</src>
        <authentication>e5e19f25a299d45745289810e5b2f5cb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80354">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6129</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80355">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80356">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80357">
                <text>Lud - recenzje</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80358">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5716</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80359">
                <text>Recenzje i noty recenzyjne / LUD 2008 t.92</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80360">
                <text>LUD 2008 t.92, s.289-402</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80361">
                <text>Bielenin-Lenczowska, Karolina</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80362">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80363">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80364">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80365">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80366">
                <text>Lud, t. 92, 2008

IV. R E C E N Z J E I NOTY R E C E N Z Y J N E

Gender. Perspektywa antropologiczna,

t. 2: Kobiecość,

męskość,

seksualność,

red. Renata E. H r y c i u k, Agnieszka K o ś c i a ń s k a, przeł. K. Gawlicz i in.,
Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2007, ss. 250, ISBN:
978-83-235-0381-1.
Kobiecość, męskość, seksualność to drugi tom antologii przekładów, zaprojekto­
wanej jako podręcznik akademicki: Gender. Perspektywa antropologiczna. Wyboru
i redakcji naukowej dokonały Renata E. Hryciuk i Agnieszka Kościańska. Książka
jest objętościowo skromniejsza od pierwszej, ale bogactwem inspirujących tekstów
nie odbiega od tamtej i na pewno znajdzie czytelników zarówno wśród studentów,
jak i wykładowców antropologii oraz wszystkich zainteresowanych problematyką
płci i seksualności w kulturze.
Tom składa się z dwóch części: „Konstruktywizm społeczny: ciało i seksualność"
oraz „Wizerunki męskości". Omówię bardziej szczegółowo tylko kilka wybranych
artykułów, z pierwszej i drugiej części książki.
W pierwszej części ważny jest teoretyczny tekst Carole S. Vance, Konstruktywizm
społeczny. Kłopoty z historią seksualności, w którym autorka porusza kwestię spo¬
łecznie konstruowanej płci, nie tylko w rozumieniu „płci kulturowej", ale również
tego, że poprzez kulturę konstruowane jest samo ciało człowieka oraz blisko związa¬
ne z nim pojęcia pożądania czy popędu płciowego. W innym świetle stawia to przede
wszystkim badania nad homoseksualnością, biseksualnością i transseksualnością, na
co bardzo wyraźnie wskazują dwa, opisane przeze mnie niżej, artykuły, zawierające
materiał etnograficzny z Meksyku i Ameryki Północnej. Konstruktywizm społeczny
został w badaniach nad płcią i seksualnością zapoczątkowany w latach 60. XX wie­
ku, jednak prekursorem i głównym inspiratorem tekstów i refleksji na ten temat jest
Michel Foucault i jego Historia seksualności. Bezpośrednio do Foucaulta odwołuje
się również artykuł Sandry Lee Bartky Foucault, kobiecość i unowocześnienie
wła­
dzy patriarchalnej, w którym autorka porusza problem władzy dyscyplinarnej doty¬
czącej kobiet. Kobieta, dyscyplinując swoje ciało, aby być postrzegana jako kobie¬
ca, poddaje się de facto władzy patriarchalnej. Obecnie jednak, pisze Bartky, wiele
kobiet otwarcie buntuje się przeciw współczesnym kanonom kobiecości, nie dbając
o uznaną za zgrabną figurę, nie nosząc modnych ubrań czy nie starając się ukryć
oznak starzenia. Niemniej: „My, kobiety, nie możemy rozpocząć zmiany stosunku
do naszych ciał, dopóki nie nauczymy się odczytywać kulturowych przekazów, które
wpisujemy w ciało każdego dnia, i dopóki nie zaczniemy dostrzegać, że nawet jeśli

�Recenzje i noty recenzyjne

290

mistrzowskie opanowanie dyscyplin kobiecości prowadzi do sukcesów, wciąż pozo­
stajemy tylko kobietami" (s. 73).
Społecznym i kulturowym sposobem postrzegania ludzkiego ciała przesiąknięty
jest również naukowy dyskurs medyczny, o którym w trudnym dla nieobeznanego
z medyczną terminologią odbiorcy artykule, Jajo i plemnik. Naukowy romans, pisze
Emily Martin. Żeńskie procesy fizjologiczne postrzegane są jako porażka (np. men­
struacja to „odpady" błony macicy, wynik śmierci tkanki, chaotyczna dezintegracja
itp.), podczas gdy męskie, jak dojrzewanie plemnika, to ogromna produkcja, która
trwa w ciele mężczyzny od okresu dojrzewania do późnej starości (zob. cytat z jedne­
go z podręczników: „Być może najbardziej zdumiewająca cecha spermatogenezy to
jej czysty ogrom: przeciętny mężczyzna może produkować nawet kilkaset milionów
plemników dziennie" — s. 34). Jajo w organizmie kobiety nie jest „produkowane",
lecz jedynie „uwalniane". Podkreśla się, że jaja obecne są w jajnikach już od na¬
rodzin kobiety: „w przeciwieństwie do mężczyzny, nowo narodzona kobieta nosi
już w sobie wszystkie komórki jajowe (...). Niewiele z nich (...) osiągnie dojrzałość
podczas jej aktywnego życia reprodukcyjnego. Pozostałe zdegenerują się na pewnym
etapie rozwoju, tak że niewiele, jeżeli w ogóle jakiekolwiek, przeżyją do czasu, kiedy
kobieta osiągnie menopauzę w wieku około 50 lat" (s. 34). Plemnik jest opisywany
jako aktywny penetrator, który przenika przez osłonkę dużego, biernego jaja. Pojawia
się tu metafora jaja jako księżniczki, która czeka na swojego wybawcę. Tymczasem
nowe badania wskazują na to, że to jajo ma moc przyciągania plemnika i że w zasa¬
dzie dochodzi do interakcji pomiędzy nimi poprzez wytwarzanie odpowiednich wią¬
zań komórek. Powstał zatem nowy stereotyp i nowa metafora — jajo, a więc kobieta,
jako agresor, który chwyta plemnik swoją lepką osłonką i wchłania w siebie.
Szczególnie interesujący wydał mi się także artykuł Judith Okely, Uprzywile­
jowane, wyćwiczone

i ułożone.

Szkoły z internatem dla dziewcząt

— zarówno ze

względów metodologicznych, jak i merytorycznych. Autorka za główną informatorkę obrała samą siebie, co więcej — siebie kilkadziesiąt lat wcześniej. Istotna zatem
okazała się sama pamięć antropolożki i jej wspomnienia oraz refleksje, a zwłasz¬
cza uczucia związane z pobytem w szkole z internatem. Okely zwraca uwagę na
to, jak szkoła kształtuje wzorzec kobiety i mężczyzny z wyższej klasy społecznej.
Zarówno dziewczynki, jak i chłopcy poddawani są surowej dyscyplinie oraz wyma­
ganiom w zakresie nauczania. Cel nauki obu płci okazuje się jednak diametralnie
różny — chłopcy mają po szkole robić kariery zawodowe, dziewczęta zaś — wy¬
rosnąć na odpowiednie partnerki tych chłopców. Dziewczynki są wręcz zniechęcane
do ambitnej nauki, ponieważ nie uniwersytet i kariera są im przeznaczone, a raczej
wejście w odpowiednie dla ich klasy społecznej sfery, z czym związane są tylko nie­
które, akceptowane profesje. Sama Okely wspomina, jak została wezwana do wycho¬
wawczyni, gdy postanowiła zdawać cztery egzaminy na poziomie zaawansowanym
(„A" — Advanced Level). Nauczycielka „oznajmiła, że byłoby z mojej strony «samolubne wstąpić na uniwersytet, nawet w Aberystwyth&gt;&gt;, zajęłabym w ten sposób miej¬
sce godniejszej osobie. Zasugerowała, że owszem, mogłabym wykorzystać w pracy
zawodowej moje egzaminy na poziomie «A&gt; z francuskiego i sztuki, jeśli szkoliła¬
bym się na projektantkę gorsetów i bielizny damskiej, a potem podjęłabym pracę

�Recenzje i noty recenzyjne

291

w słynnej szwajcarskiej pracowni" (s. 81). Z takim podejściem wiąże się również
separacja od innych grup społecznych (autorka pisze wręcz, że dziewczynki gardziły
dziećmi z państwowych liceów), wyrażająca się między innymi w odmiennym akcen­
cie. Surowej dyscyplinie były także poddawane ciała — dziewczęta musiały ukrywać
swoją seksualność pod workowatymi mundurkami i krótko ostrzyżonymi włosami,
jednocześnie ucząc się przyjmowania „odpowiedniej" postawy i sposobu poruszania
się. O ile chłopców dyscyplinowano poprzez stosowanie kar cielesnych, dziewczyn­
ki karano za nieposłuszeństwo (pod tym kryło się np. spóźnienie czy bieganie po
korytarzu), każąc im publicznie przyznawać się do winy. Było to, zdaniem Okely,
znacznie gorsze, ponieważ zakładało „nieuchwytne i metaforyczne wpływanie na
duszę" (s. 94).
Druga część książki jest również niezwykle inspirująca, ponieważ zawiera rza¬
dziej podejmowane w studiach nad płcią kulturową tematy dotyczące społecznie
i kulturowo konstruowanej męskości.
Dwa wspomniane już wyżej teksty poświęcone są kwestii homoseksualności, biseksualności i transseksualności: Annick Prieur, Dominacja i pożądanie. Homoseksualność i konstrukcja męskości w Meksyku oraz Harriet Whitehead, Łuk i nosidełko.
Nowe spojrzenie na zinstytucjonalizowany homoseksualizm wśród Indian Ameryki

Północnej. Homoseksualizm w rozumieniu meksykańskich mężczyzn dotyczy tylko
tych, którzy podczas stosunku seksualnego są pasywni, to jest poddawani są penetra­
cji. Ci zaś, którzy penetrują, są „męskimi", „normalnymi" mężczyznami. Wyróżnia
się kilka typów mniej lub bardziej „męskich" mężczyzn, gdzie podstawową kategorią
definicyjną jest właśnie penetracja. To na przykład mayate, mężczyzna o męskim
wyglądzie, który uprawia seks ze zniewieściałymi. Strona bierna kojarzona jest z ko¬
biecością czy zniewieściałością — tak ubierają się i zachowują mężczyźni, którzy
poddawani są penetracji (homosexuales). Męsko wyglądają z kolei ci, którzy są stro¬
ną aktywną. Biseksualni to ci, którzy mają męski wygląd, ale jakąś kobiecą cechę,
na przykład noszą kwieciste koszule, a w związku są raz aktywni, raz pasywni. Takie
definiowanie pojęć heteroseksualności, homoseksualności i biseksualności pozwala
na zrozumienie sprzecznego, z naszego punktu widzenia, połączenia kultury macho
i częstych związków mężczyzn z mężczyznami w Meksyku, a także bardzo silnego
potępienia dla homoseksualizmu. Wyszydzana jest bowiem sytuacja, w której męż¬
czyzna podczas stosunku jest stroną penetrowaną — te osoby nazywa się pejora¬
tywnie puto (wulgarne określenie męskiej prostytutki) lub maricón (męska forma
imienia María). „Normalny" jest jedynie mężczyzna, który wygląda jak mężczyzna
i w związku jest stroną aktywną — niezależnie od tego, kto jest jego partnerem.
Z kolei Harriet Whitehead analizuje historyczne i wczesne etnograficzne opisy
berdache (z francuskiego dosłownie „męska prostytutka) — osób, określanych w tych
tekstach jako homoseksualista, transwestyta czy hermafrodyta. Autorka dowodzi,
że berdache był raczej osobą przekraczającą płcie kulturowe (gender-crosser), po¬
nieważ istotne było to, jakie role pełnił i jak był odbierany przez otoczenie. Płeć
kulturowa, pisze Whitehead, jest definiowana poprzez cechy związane z anatomią
i fizjologią z jednej strony, oraz z zachowaniem i rolą społeczną, z drugiej. Berdache
był zatem istotą mieszaną — anatomicznie pozostawał mężczyzną, jednak ubierał się

�292

Recenzje i noty recenzyjne

jak kobieta oraz wykonywał prace uznane za żeńskie. Taka osoba miała również czę¬
sto relacje seksualne z innymi mężczyznami. Ze względu na swój niezwykły status,
berdache'owi w niektórych kulturach przypisywano szczególne umiejętności. Na
przykład u Nawaho, Czejenów i Mohave zajmował się on swataniem, uprawianiem
magii miłosnej czy leczeniem chorób wenerycznych, a u Yokutów opiekował się
zwłokami. Bycie berdache było społecznie akceptowane — chłopiec już w dzieciń¬
stwie ujawniał skłonności do ubierania się i zachowywania jak dziewczynka. Sym¬
bolizowało to, na przykład, wybranie przez niego nosidełka — postrzeganego jako
kobiecego, zamiast męskiego łuku.
Moją uwagę zwrócił jeszcze jeden tekst — Sofki Zinovieff, Myśliwi i zwierzy­
na. Kamaki a wieloznaczność

seksualnych łowów w pewnym greckim mieście. Upra¬

wianie kamaki polega na adorowaniu turystek z Europy Zachodniej i Stanów Zjed¬
noczonych w celu uprawiania z nimi seksu. Wielu jednak kamakia (liczba mnoga
od kamaki) żeni się ze swoimi wakacyjnymi kochankami lub przynajmniej dąży do
osiągnięcia korzyści materialnych z tej znajomości (oczekując na prezenty lub za¬
proszenie do kraju, z którego pochodzi partnerka). Tak naprawdę jednak, poprzez
bycie kamaki ustalają się relacje między mężczyznami oraz jest określany prestiż
wewnątrz grupy. Kamakia nie rywalizują między sobą, ale z członkami wyższych
pod względem ekonomicznym i społecznym klas. Jak pisze Zinovieff: „Mimo że
głównym celem jest podrywanie cudzoziemek, to właśnie męska przyjaźń, plano¬
wanie, dyskusje i uczciwe współzawodnictwo stanowią podstawę tego zajęcia"
(s. 161). Kamaki uprawiają zwykle mężczyźni mający niską pozycję społeczną i ma¬
terialną, którzy pracują w zawodach związanych z turystyką jako barmani, kelnerzy,
pracownicy hoteli czy sklepów z pamiątkami. Ważnym elementem bycia kamaki jest
opowiadanie (już po zakończeniu sezonu turystycznego) w gronie innych kamakia
o swojej działalności. Język tych opowieści jest wulgarny i zwykle wyraża pogardę
w stosunku do „zaliczonych" kobiet. Zdaniem Zinovieff, taki sposób traktowania
turystek jest swego rodzaju ekspresją wrogich uczuć w stosunku do Europy Zachod¬
niej, względem której Grecja pozostaje uboższa i mniej znacząca.
Redaktorki zaznaczają we wstępie, że jest to podręcznik akademicki — tak samo
zresztą zdefiniowały cel pierwszego tomu. Ze względu na ów dydaktyczny charakter,
podobnie jak w pierwszym tomie, umieściły na końcu książki angielsko-polski słow¬
niczek pojęć z zakresu gender studies. Jest to bardzo istotne, ponieważ nadal (choć
dzięki tomom Gender. Perspektywa antropologiczna już w mniejszym stopniu) ta
dziedzina nauki funkcjonuje w języku angielskim, a w rozproszonych tłumaczeniach
lub cytatach w polskich publikacjach terminy z jej zakresu przekładane są na różne
sposoby. Oba tomy uzupełniają się nawzajem, ponieważ dotyczą różnych aspektów
badań nad płcią, seksualnością oraz postrzeganiem (czy raczej konstruowaniem) ko¬
biety i mężczyzny. Dają przegląd tekstów teoretycznych, jak i opartych na badaniach
terenowych czy źródłowych. Dla uzyskania w miarę pełnego obrazu zakresu badań
nad płcią i seksualnością w kulturze, należy sięgnąć po obie książki, do czego z peł¬
nym przekonaniem zachęcam.
Karolina

Bielenin-Lenczowska

�293

Recenzje i noty recenzyjne

„DOTKNĄĆ N E W A G E "
Massimo I n t r o v i g n e, Le New Age des origines à nos jours. Courants,
mouvements, personnalités, Paris: Editions Dervy 2000, ss. 300, ISBN: 2-84454¬
-348-0;
Anna E. K u b i a k, Jednak New Age, Warszawa: Jacek Santorski &amp; Co 2005,
ss. 256, ISBN: 83-60207-06-2;
Dorota H a l l , New Age w Polsce. Lokalny wymiar globalnego zjawiska, Warszawa: Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne 2007, ss. 433, ISBN: 978-83¬
-60807-27-9.
Czego może oczekiwać czytelnik od książek, których tytuły brzmią zachęcająco?
Przede wszystkim efektu zaskoczenia i oczarowania. Bo chyba to właśnie miewa się
potocznie na myśli, kiedy mowa o „wciągającej" lekturze. Czy z takim właśnie „czy­
telniczym zawrotem głowy" mamy do czynienia w przypadku trzech zapowiedzia¬
nych pozycji, skoncentrowanych wokół fenomenu New Age? Warte lektury uważnej
i krytycznej, prezentują one określone, i odmienne, wizje tego zjawiska społeczno-kulturowego. Czy jednak czytelnik „spod akademickiego szyldu" odnajdzie w nich
inspirację do refleksji nad światem, w którym, jak twierdzą autorzy tych publikacji,
przejawy New Age dotyczą mniej lub bardziej bezpośrednio jego codziennej egzy¬
stencji?
Nie sposób w jednej recenzji szczegółowo przyjrzeć się trzem obszernym, rzetel¬
nie zaprojektowanym książkom, które — każda z osobna — zasługują na wnikliwe
i wyczerpujące omówienie. Pomysł zestawienia tych trzech publikacji wynika z fak¬
tu, że „przeczytane razem", tworzą ważny trójgłos w naukach społecznych, w de¬
bacie nad wieloma problemami związanymi nie tylko z New Age, ale także ze spo¬
sobem badania zjawisk, których nolens volens doświadczamy w naszych lokalnych
światach, a których, jako badacze, nie umiemy albo boimy się dotknąć. Moim celem
jest zatem zwrócenie uwagi na wybrane aspekty tych publikacji, które pozwolą oce¬
nić oryginalność podejścia do kluczowego zagadnienia, stronę faktograficzną oraz
warsztat metodologiczny.
Recenzowane książki powstały pod koniec XX wieku i w pierwszej dekadzie
X X I wieku, kiedy według przekonań i proroctw orędowników „Ery Wodnika", miała
już trwać globalna przemiana duchowa ludzi. Właśnie to niespełnione oczekiwanie
zwolenników New Age zainspirowało Massima Introvigne'a, włoskiego socjologa
i religioznawcę, by swą pracę w edycji angielskiej opatrzyć znamiennym tytułem
New Age &amp; Next Age . Książka Jednak New Age, autorstwa Anny E. Kubiak — socjo¬
loga i antropologa kultury, stanowi pokłosie pionierskich w naszym kraju badań nad
przejawami New Age. Dwa lata później, do rąk zainteresowanych tym fenomenem
czytelników, trafiła kolejna publikacja: New Age w Polsce. Lokalny wymiar globalne1

Pierwsze wydanie tej książki zostało opublikowane w języku włoskim, w 1994 roku (Storia
del New Age 1962-1992).
1

�294

Recenzje i noty recenzyjne

go zjawiska, napisana przez Dorotę Hall, także antropologa kultury, także czerpiącą
z bogactwa faktów zebranych w terenie.
We wszystkich trzech przypadkach mamy do czynienia z reprezentantami określonej,
jednak wartościującej, wizji New Age, do czego nie zawsze przyznają się otwarcie. Jest
ona budowana na solidnych podstawach źródłowych. W każdej z tych pozycji odnajdzie¬
my dyskusję z najbardziej liczącymi się autorytetami „zachodnimi" w zakresie badań
nad New Age. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w rozważaniach terminologicznych
oraz w omówieniu głównych koncepcji. Zwraca uwagę długa lista cytowanych prac
i bogata bibliografia, z wydzieloną w przypadku polskich autorek „Biblioteczką New
Age" i „Notą bibliograficzną" zaproponowaną przez Massima Introvigne'a. U wszyst¬
kich trzech autorów uderza skrupulatna analiza rozmaitych ujęć teoretycznych głównego
zagadnienia. Polskie antropolożki, co szczególnie zasługuje na zaakcentowanie, wyko¬
rzystują ponadto dane z badań terenowych. Ukazują New Age z perspektywy „oddolnej",
nie tylko w Polsce (szczególnie D. Hall), ale także w Anglii, Danii, USA (A.E. Kubiak).
Dostarczają konkretu, jakim jest dla każdego czytelnika „epizodyczność" opisanego ży¬
cia innych ludzi. W tym sensie ich publikacje mają przewagę nad propozycją włoskiego
badacza, który przy prezentacji historii danego ruchu czy stowarzyszenia przytacza roz¬
budowane biografie osób, uznanych za porte-paroles New Age.
Autorów tych pozycji wiele różni. Reprezentują oni odmienne kultury narodo¬
we, co warunkuje ich pole badawcze (inne okoliczności kształtowania się New Age
w tych krajach). Są przedstawicielami, choć pokrewnych, to jednak odmiennych
dyscyplin naukowych: socjologii, religioznawstwa i antropologii kulturowej. Przy¬
czynia się to do różnic w konstruowaniu narzędzi badawczych. Proponowane inter¬
pretacje wiążą się z różnicami światopoglądowymi. Introvigne — katolik, Kubiak
— „zdystansowana sympatyczka New Age" i Hall — „zdystansowana badaczka",
postrzegają badane zjawisko z wyraźnie odmiennych perspektyw, co prowadzi do
różnych efektów finalnych.
Massimo Introvigne zaproponował przede wszystkim historyczno-socjologiczne
podejście do problemu, czy nadal można mówić o New Age. Zapowiedź powszech¬
nej odnowy duchowej ludzkości, mającej nastąpić na progu X X I wieku, nie spraw¬
dziła się. Nie znaczy to jednak, że jej orędownicy, odwołujący się do różnych trady¬
cji filozoficznych (głównie wschodnich), wyznający rozmaite, stojące w opozycji do
oficjalnych nurtów kulturowych światopoglądy, zaprzestali swych działań. Stają się
one, według tego badacza, ukierunkowane „do wewnątrz" i tworzą trzon Next Age,
w którym przemianie ma ulec nie cała ludzkość, ale indywidualnie każdy z nas, w ra¬
mach rozmaitych religii, przekonań i praktyk.
Ukazanie New Age przez włoskiego socjologa ma dwa poziomy. Pierwszy z nich
to klarowna prezentacja poszczególnych wątków i nurtów kulturowych zaliczanych
przez badaczy do tego złożonego fenomenu. W ten sposób docieka źródeł zjawisk,
które funkcjonują współcześnie w naszej codzienności, niezależnie od tego, czy inni
badacze określają ją jako „ponowoczesną" albo „globalną". Introvigne w przystępny
sposób tworzy katalog terminów, które zrozumie nie tylko wprawny akademik, ale
i „zwykły" człowiek. Introvigne, w przeciwieństwie do polskich badaczek, twier¬
dzi, że New Age można definiować. Czyni to, wprowadzając do narracji o New Age

�Recenzje i noty recenzyjne

295

„figury sprawcze". Według tego badacza, pewne ważne i kreatywne osoby nie tylko
przyczyniły się do rozwoju określonych poglądów naukowych i kulturowych koja­
rzonych z New Age, ale gwarantują wręcz jego trwanie. Fenomen ten, choć wielo­
wątkowy (holizm, pogłębiona świadomość, buddyzm, sufizm, głęboka ekologia, ma­
gia biała i czarna, antropozofia, ezoteryka, medycyna komplementarna, uzdrawianie,
psychologia transpersonalna, psychotronika i in.), istnieje nie dzięki jasnej wykładni
ideologicznej i klarownej organizacji, ale dzięki aktywności wielu ważnych osób,
których idee i praktyki stały się punktem odniesienia (np. słowa aktorki Shirley MacLaine: „wszyscy jesteśmy Bogami" i jej działalność). Drugi poziom, to komentarz do
poszczególnych przejawów New Age w świetle dokumentów Kościoła katolickiego.
Zabieg ten jest w zasadzie przysłowiowym „kijem wsadzonym w mrowisko", jakim
jest wielość podejść badawczych do New Age. Introvigne zdaje się tym nie przej¬
mować, gdyż już w przedmowie zapowiada, że książkę swą napisał nie z pozycji
„relacjonującego" badacza, ale zaangażowanego katolika.
W zdecydowanej opozycji ideologicznej do pracy Massima Introvigne'a należało­
by umieścić propozycję Anny E. Kubiak. Już od pierwszych stron tej pracy czytelnik
może odnieść wrażenie pewnego rozdarcia narracyjnego. Zdradza ono sympatię do rze¬
czywistości określanej jako New Age i wskazuje na napięcie pomiędzy scjentyzmem
a próbami jego przełamania (rola badacza w czasie prowadzenia badań terenowych).
Badaczka ta proponuje oryginalną interpretację kluczowego fenomenu poprzez
zastosowanie kategorii kultury ponowoczesnej w jego analizie. W rezultacie, New Age
określa jako kulturę komplementarną. Jednak nie tylko to sprawia, że autorka potrafi
zaintrygować swym tekstem poszukujących czytelników. Jej punkt widzenia warunko¬
wany jest przede wszystkim zastosowaniem metody obserwacji uczestniczącej. Autor¬
ka, uczestniczka kultury, w której tropi przejawy Nowej Ery, przechodzi przez liczne
warsztaty, kursy i treningi w wielu ośrodkach Europy i traktuje swoją samoświadomość
(nie wyjaśnia przy tym, jak rozumie ten termin) jako narzędzie poznania. Jest to więc
„wejście" w New Age, nie tylko intelektualne (weryfikacja tez Luckmanna, Hanegraaffa, Heelasa), ale i emocjonalne. Ten rodzaj autoprowokacji z trudem jednak przekłada
się na wnioski z terenu. Wynika z nich jasno, jaki społeczny zasięg ma to zjawisko
w Polsce i jakie są jego przejawy. Natomiast zdanie relacji z obserwacji uczestniczącej
jakby przegrywa z prezentacją rozmaitych podejść teoretycznych, obecną niemalże we
wszystkich rozdziałach książki. Z nich właśnie czytelnik dowiaduje się, że New Age
jest wpisane w ponowoczesność i stanowi jej odbicie. Zjawisko Nowej Ery interpreto¬
wane jest zatem przez kontekst, który je tworzy. W efekcie Kubiak proponuje interesu¬
jącą podróż teoretyczną, której silnym punktem jest wydzielenie pola antropologiczne¬
go i socjologicznego badanego zjawiska (demarkacja rzadka w tekstach antropologów
kulturowych). Problematyzacja zjawiska polega między innymi na „wielokrotnym
obróceniu" pojęcia New Age, czemu służą cztery perspektywy interpretacyjne: para¬
dygmatów, kulturowego kontekstu, metafor „klimatu" i „fragmentu". Ta mieszanka
faktu i literackiej wyobraźni antropologicznej (choćby rozdziały z ostatniej części pra¬
cy) wymaga określonych kompetencji czytelniczych, by odczytać, jak doświadczenie
terenowe, zwłaszcza psychologiczne, przekłada się na tekst. Wynika z tego, że książ¬
ka Jednak New Age skierowana jest przede wszystkim do antropologów.

�296

Recenzje i noty recenzyjne

Do tego samego grona czytelników jest zaadresowana książka autorstwa Doroty
Hall. Badaczka ta jest zdystansowana i do opisywanego zjawiska, i do siebie samej.
Pociąga ją bowiem najbardziej przejrzystość formułowania głównej myśli, zgodnie
z którą New Age tworzą ludzie, przede wszystkim w swych lokalnych kontekstach.
Hall prezentuje New Age na dwa sposoby. Najpierw ukazuje heterogeniczność zjawi­
ska, następnie zaś, zamiast badać jego „elementy", bada ludzi. Taka strategia pozwa­
la jej ukazać specyfikę polskiego New Age, nie tylko z perspektywy historii idei, ale
przed wszystkim w potocznym, co więcej — naznaczonym „ludowością", codzien¬
nym „obiegu". Lokalny krajobraz Polski wpisany jest zatem w wymiar globalny.
New Age istnieje przede wszystkim w swej planetarnej wersji, gdyż główne kana­
ły, gdzie może się realizować, powstają nie w sieci ludzkich „wnętrz" (detradycjonalizacja i odejście od dominujących zinstytucjonalizowanych systemów religijnych),
lecz w sieci elektronicznej, konsumpcyjnej i medialnej (zwraca na to uwagę także
Kubiak i Introvigne). „Targowisko różnorodności" (o którym pisze także Kubiak),
jakim jest New Age, choć w wielu krajach Zachodu wygląda podobnie, to jednak
w każdym z nich nacechowane jest specyfiką lokalnej kultury. To nasycenie lokalnościąjest silniejsze niż suma podobieństw. Według Hall, większość badaczy zwykle
dostrzega wyłącznie elementy podobne i poprzez nie właśnie definiuje to zjawisko.
W efekcie jawi się ono jako luźny zbiór idei, postulatów, technik mających na celu
przemianę duchowości, spotykanych jakoby wszędzie. Co więcej, takie podejście
doprowadza do substancjalizacji pojęcia — badacze zgłębiają „New Age" jako ideę
i pojęcie, a nie ludzi, którzy tworzą ten fenomen.
Przyjmując perspektywę lokalną, Hall wychodzi natomiast z założenia, że istnieje
wiele postaci New Age. Jednocześnie badaczka ta nie do końca wykorzystuje szansę,
jaką daje zabieg „glokalizacji" tego fenomenu. Nie dostrzega bowiem, że podobnie,
jak różnicuje się on dzięki lokalnym środowiskom, może też różnicować się w nie¬
skończoność — w zależności od typu relacji, w jakie wchodzą ze sobą ludzie.
W swojej książce Hall kreśli także historię New Age w Polsce. W ten sposób
powstało nie tylko kompendium wiedzy o ludziach (często pasjonatach) i stowa¬
rzyszeniach promujących alternatywny obraz świata, ale został nakreślony szeroki
kontekst kulturowy, stanowiący ramy dla kontekstów lokalnych, w których autorka
umieszcza dane z terenu. Jest to zgodne z założeniami antropologii interpretatywnej,
której perspektywę przyjęła. Zabieg mnożenia faktów etnograficznych, zagęszczania
sensu wypowiedzi informatorów poprzez osadzenie ich w odpowiednich konteks¬
tach, odbywa się w czytelnej stylistyce.
Mając na uwadze powyższy „trójgłos o New Age", można stwierdzić, że jest on
wielobarwnym esejem o ponowoczesnej kulturze Zachodu, w której indywidualizm
i subiektywizm służą „odwiecznemu" (mitycznemu) pragnieniu posiadania władzy
nad sobą i innymi. Poznanie przejawów takiej „kondycji" jest kuszącą perspektywą,
którą otwierają wymienione tu książki. Powinny one nie tylko „zaskoczyć i oczaro¬
wać", ale i skłonić czytelników do refleksji. Może dzięki tym publikacjom uda się im
wreszcie „dotknąć New Age"?
Agnieszka

Chwieduk

�Recenzje i noty recenzyjne

2

9

7

Tomasz S i k o r a , Euoi. Studia z symbolizmu i metaforyzacji katoptrycznej,
Kraków: Nomos 2004, ss. 311, ISBN: 83-88508-70-9.
„Na przechowywanej w Museo Civico Archeologico w Bolonii płytce z kości
słoniowej (V w. p.n.e.), która zawiera cztery sceny z życia Dionizosa, bóstwo uka¬
zano w postaci siedzącego na tronie dziecka. Wokół niego tańczą kureci. Między
nimi znajduje się tajemnicza postać z lustrem skierowanym w stronę dziecka. Mar¬
tin Litchfield West (1983: 156) dopuszcza możliwość, że w ramach rytuału mogła
występować sekwencja powstania inicjowanego z tronu i podążania za lustrem. Jak
podaje jedno ze źródeł hellenistycznych, fakt jego wynalezienia tytani mieli powitać
okrzykiem: Euoi?" (s. 183). W ekstatycznym rytuałach bachicznych znajduje tedy
Autor pierwowzór dla tytułu pracy. Niemniej to nie starożytna Grecja, ta Kolebka
Zachodu, i jej rytuały są jedynym przedmiotem jego rozważań, albowiem jest ich
wiele. Podróż w poszukiwaniu motywu zwierciadła, symbolizacji katoptrycznej (od
greckiego catoptros, lustro — s. 311) rozpoczynamy w zupełnie innych czasach
i miejscu, a mianowicie na Dachu Świata, czyli w Tybecie, gdzie w szamańskich
rytuałach pojawia się lustro jako część szamańskiego stroju i element utensyliów
obrzędowych. Odgrywają one ważną rolę nie tylko w działaniach, ale i wierzeniach
na temat świata nadprzyrodzonego ludów, postrzeganych jako praktykujące szama¬
nizm właśnie. Podobnie rzecz ma się w innych wersjach tak szeroko rozumianego
zespołu wierzeń: tungusko-mandżurskim, Indian Tukano, w religii azteckiej (a więc
w Nowym Świecie), w inicjacji Bwiti Fangów z Gabonu (na Czarnym Lądzie),
voodoo oraz szintoizmie (w Kraju Wschodzącego Słońca). Następna kategoria wie¬
rzeń rozpatrywanych w perspektywie obecnych w nich wyobrażeń katoptrycznych,
to systemy medytacyjne Wschodu (Upaniszady, joga i śiwaizm kaszmirski, taoizm
oraz buddyzm). Kolejny rozdział poświęcony jest tytułowym zagadnieniom w dok¬
trynie kabalistycznej i mistyce żydowskiej. Nawiązanie do mitografii greckiej (Perseusz oraz Gorgona, Zagreus i Tytani, a w szczególności Narcyz), jak pisze Autor,
jest niezbędne, aby móc przejść do ostatniej partii książki, czyli do kwestii katoptryzmu w psychoanalizie. Ta część poświęcona jest rekapitulacji poglądów wielu psy¬
choanalityków, począwszy od Zygmunta Freuda przez Carla Junga i Jacquesa Lacana
po Leonarda Shengolda i innych. Pod względem konstrukcyjnym praca nie budzi
żadnych zastrzeżeń i każdy rozdział kończy się podsumowaniem, które zaprawdę
celnie wychwytuje najważniejsze motywy katoptryczne pojawiające się w określo¬
nym kręgu kolejnych form kulturowych.
Przegląd zawartości książki oraz pozornie ironicznie brzmiące wskazanie na wie¬
lość stron świata, z jakich pochodzą dyskutowane przypadki, ma pośrednio wskazać
na rodzaj interpretacji, którą Tomasz Sikora stosuje w swej pracy, posługując się
metodą fenomenologiczną. W doborze materiału kieruje się on „kryterium repre¬
zentatywnej kontrapunktowości danych" (s. 9) Kurta Rudolpha. Zarzuca obszerną,
a jednocześnie gęstą sieć, w którą łowi wszelkie istotne wzmianki na temat luster/
/zwierciadeł w różnych epokach i kontekstach kulturowych. Układ chronologiczno-tematyczny organizuje całość dzieła. Stąd pogrupowanie motywów według klucza
światopoglądowego, definiowanego dość arbitralnie, bez specjalnej troski o uzasad-

�298

Recenzje i noty recenzyjne

nienie takiego porządku (np. domyślać się tylko możemy, że w niektórych przypad¬
kach o kwalifikacji do kompleksu szamanistycznego decyduje stosowanie w prak¬
tykach kultowych środków halucynogennych). Jako fenomenologa Tomasza Sikorę
interesują idee, które same w sobie tworzą pewien system o różnym stopniu złożo¬
ności i zapętleń. Stwierdzenie, że zebrany materiał pozwala „na ideacyjne wyodręb¬
nienie głównych struktur, które organizują szamańską wizję zjawisk katoptrycznych"
(s. 76) odnosi się nie tylko do tego kompleksu wierzeń, lecz do wszystkich dyskuto¬
wanych religii oraz poglądów psychoanalitycznych. Nie zajmuje Autora powiązanie
tych idei z czymś, co na przykład dla antropologa byłoby najbardziej intrygujące,
a mianowicie z ich kontekstem społecznym i funkcjami pozamyślowymi, kulturowy¬
mi konsekwencjami oraz uwarunkowaniami istnienia i kształtowania się określonych
światopoglądów. Chyba tylko w jednym momencie natykamy się na wzmiankę, iż
system katoptryczny stał się elementem dynastycznej ideologii cesarskiej w Japo¬
nii (s. 64). Nie jest to rzecz jasna zarzut, lecz jedynie stwierdzenie faktu. Takie są
bowiem reguły postępowania fenomenologicznego, stosowanego już na początku
XX wieku — przynajmniej na gruncie religioznawstwa — przez Rudolfa Otto, a póź­
niej Gerardusa van der Leeuwa. Swoistą nowością jest włączenie w zakres rozważań
o użyciu i matrycującym aspekcie metafory lustra również psychoanalizy, w tym
jej współczesnych transformacji uwzględniających osiągnięcia neurokognitywistyki.
W ten sposób dzieło wykracza poza teren religioznawstwa (pierwsze cztery rozdzia¬
ły), wchodzi na tereny filozofii nauki i przekonuje nas, że te oddzielane powszechnie
sposoby konceptualizowania świata, jak pokazują studia „katoptrologiczne", łączy
metaforyka, choć nie tylko ona. Ciągłość myślenia religijnego i naukowego dotyczy
także szeregu idei, a to świadczy o sztuczności takiej dysjunkcji.
Praca mieni się od przykładów i wszechstronnych nieraz opisów, naszpikowana
jest informacjami różnego rzędu, szczegółowymi i syntetyzującymi. Przyznać trze¬
ba, że Autor prowadzi nas przez meandry przekonań, w których lustro jest metafo¬
rą, sposobem wyrażania różnych koncepcji i pojęć, a jednocześnie matrycą myśle¬
nia. Ogrom zgromadzonego materiału i proponowanych tez jest zaiste imponujący.
W płaszczyźnie ogólnej są to chociażby wielorakie rozważania etymologiczne czy
przykłady świadczące o ambiwalencji podobnych bądź identycznych symboli. Nie
ma możliwości oddania mnogości tych konstatacji, ani nawet omawiania wnio¬
sków zamykających poszczególne partie rozważań, niemniej w celu zilustrowania
ich charakteru pozwolę sobie przytoczyć przynajmniej kilka wybranych stwierdzeń
wyłowionych z każdego rozdziału, by w ten sposób spróbować oddać ducha prowa¬
dzonych rozważań. W wierzeniach o charakterze szamanistycznym lustro staje się
jednym z czynników pozwalających na narodziny ego, świadomości i uformowanie
się społecznej podmiotowości (s. 48 i nast.), natomiast w voodoo otchłań wyobra¬
żona jest pod postacią lustra (s. 62). W systemach medytacyjnych mamy na przy¬
kład do czynienia z „wykorzystaniem analogii pomiędzy uzyskaniem ostatecznego
wglądu a oczyszczeniem zwierciadła" (s. 83). Z kolei „świadomość absolutu jest
kreatywnym zwierciadłem, które niejako samo w sobie wytwarza własne odbicia"
(s. 88). W kabale lustro jest ważnym elementem koncepcji systemu sefir, będącego
„znakową strukturą matrycującą pamięć zbiorową" (s. 125). Greckie mity pokazują

�Recenzje i noty recenzyjne

299

między innymi, że w lustrze dostrzec możemy „fantazmat cudzej obecności" (s. 198)
i przekonać się o istnieniu semiozy bez referencji (s. 197). Psychoanalitycy rozto­
czyli przed nami całą gamę przemyśleń odnoszących się do opowieści o Narcyzie;
Freudowi zawdzięczamy „analogizację stanów śnienia i śmierci" (s. 205); dla Jun¬
ga „lapis jako symbol jaźni reprezentuje przestrzeń katoptryczną, w której zachodzi
semantyczna translacja treści nieświadomych na świadomą i odwrotnie" (s. 221);
u Lacana następuje „przekształcenie podmiotu wywołane interioryzacją obrazu"
(s. 242), zaś „życie społeczne jest oczywistą ekstensją fazy lustra" (s. 248). Okazuje
się także, że „zwierciadło [to]... uprzywilejowana scena halucynacji" (s. 277).
Cytaty te przytaczam nie bez kozery, choć nie z wszystkimi się zgadzam (zwłasz­
cza z ideą „prefiguracji" rozwoju społecznego przez rozwój psychiczny jednostki,
czyli odpowiedniości ontogenezy ifilogenezy).Ujawniają one fenomenologiczne za¬
cięcie Autora pracy, które pozwala mu swobodnie wędrować w czasie i przestrzeni.
Umożliwia również prześledzenie niezwykle istotnego, jak się okazuje, wątku katoptrycznego w konceptualizacji kondycji człowieka w świecie, która — o czym wspo¬
mniałem — rozciąga się od psychoanalizy i psychiatrii po wyobrażenia „pierwotne"
i wierzenia szamanistyczne. Kształtowanie się podmiotu, jego relacja do przedmio¬
tu i innych podmiotów, inwersja katoptryczna (s. 63), katoptryczna metaforyzacja
(s. 83), homonimiczność, konceptualizacja słów jako fonicznej reprezentacji (od¬
zwierciedlenia) sądu, bezprzedmiotowa świadomość w buddyzmie jako autointencjonalność podmiotu lub zanik (różnicy) podmiotu i przedmiotu (s. 106), analogia
między wyobrażeniami znajdowanymi w alajawidźnianie a archetypami Junga
(s. 107). To wszystko prowadzić ma do stanu, w którym, by użyć słów Leibniza,
„człowiek zaczyna istnieć jako «trwałe, żywe zwierciadło wszechświata^" (s. 233).
Tego typu konstatacje mają charakter i metodologiczny, i epistemologiczny, nawet
jeśli się ich tak w religiach nie nazywa.
Przytoczone sądy to, jak się rzekło, wierzchołek wierzchołka góry lodowej w mo¬
rzu stwierdzeń. Jest to dzieło na wskroś naukowe i pełne faktów przedstawionych
w określonym i z góry założonym porządku. Raz jeszcze, podziwiam ilość materia¬
łów, które Autor uwzględnił oraz wnikliwość analiz. W niektórych przypadkach miał
wprawdzie zadanie ułatwione, kiedy całymi garściami czerpał z ustaleń innych bada­
czy (np. Anzieu, Vernanta, Reichel-Dolmatoffa, Waymana, Fernandeza, Mishry i in.).
Nie do końca dałem się jednak przekonać o zasadności włączenia w krwiobieg myśli
argumentów dostarczanych przez neurobiologię i neuropsychiatrię (partie rozdzia¬
łu V, a w szczególności „Zakończenie"). Jeśli nie otwarcie, to podskórnie sugerują
one, że istnieją naturalne, psychosomatyczne podstawy symbolizmu i metaforyzacji
katoptrycznej. Nie zgadzam się z tym. Traktowana przez Lacana jako uniwersal¬
na „faza lustra", wcale taką nie musi być. Tomasz Sikora słusznie podnosi argu¬
ment ludzi niewidomych. Niemniej, jako antropolog wskazać mogę społeczeństwa,
które lustra jako takiego nie znały, a nawet odbicie w wodzie nie było możliwe ze
względu na jej deficyt i konieczność zdobywania jej z piasków pustyni. Oczywiście,
można za Bice Benvenuto i Rogerem Kennedym, broniąc Lacana, przyjąć, że obec¬
ność medium w postaci zwierciadła nie jest konieczna dla przejścia tej fazy (s. 251).
Wszakże synestetyczna translacja wchodzi w grę w społeczeństwach, które operują

�300

Recenzje i noty recenzyjne

tego rodzaju „wyobraźnią symboliczną", nie odnosi się jednak do przypadków, gdy
tego rodzaju przedstawień w ogóle brak. Podnosząc ten problem, podważam jedy­
nie uniwersalistyczne, a niekiedy wręcz filozoficznie europocentryczne zapędy wielu
myślicieli. Być może zastanowić by się warto, czy katoptryczna konceptualizacja
nie jest przejawem operowania stosownym kodem myślowym, charakterystycznym
dla partykularnych kultur. Przyjęta w pracy międzykulturowa i interdyscyplinarna
perspektywa stanowiła ponadto dodatkowy asumpt, by w zakończeniu pokusić się
0 bardziej wnikliwe i syntetyzujące całokształt zagadnienia wnioski. Spodziewałbym
się bardziej uzasadnionej i opatrzonej polemicznym komentarzem próby „wyodręb¬
nienia interkulturowych inwariantów analizowanego modelowania katoptrycznego
1 konstrukcję jego idealnego typu" (s. 283). Przedstawione dziesięć elementów owe­
go modelu swym statusem przypomina nieco dziesięć przykazań, które są i już! Poza
tym, to być może osobliwa narracja religioznawcza połączona ze skomplikowaną,
w swej „naturze", terminologią psychoanalityczną sprawia, iż język — ze wszech
miar płynny i precyzyjny (poza dwukrotnym użyciem zwrotu „okres czasu": s. 149
i 209) — jest w swym stylu i wydźwięku skrajnie scjentystyczny. Czy, na przykład,
„ucieleśnieniami" nie można by zastąpić „impersonatorów" (s. 63, p. 58), a „działa­
jącymi osobami/ludźmi" „aktantów magicznej akcji" (s. 231)?
Są to pomniejsze uwagi krytyczne, często o charakterze polemicznym, wypływa¬
jącym z faktu poruszania się przeze mnie w odmiennej tradycji dyscyplinarnej i pre­
ferencji metodologicznych. W ramach swego paradygmatu Tomasz Sikora wykazuje
duży stopień biegłości. Przystosowując się do języka używanego w książce i innych
jego pracach, stwierdzam jednoznacznie, iż „stopień admiracji dla jego konstatacji
jest explicite akceptujący, a minimalne obiekcje dotyczące uniwersalizacji katoptrycznych wizualizacji i konceptualizacji oraz ich aktualizacji, jakoż i eksplikacji
epistemologicznych analogii nie subwersują wysokiego stopnia asercji dla dysputowanej publikacji". Wprawdzie od dziś, nie tylko pomny na ostrzeżenia zawarte
w myśli ludowej, iż nie należy zbyt długo przeglądać się w lustrze, bo można w nim
zobaczyć diabła, lecz wiedząc też, że stanowi ono odbicie immanentnej natury świa¬
ta, bał się będę spojrzeć w jakiekolwiek lustro. Niemniej, lęki takie warto pokonać,
gdyż są sowicie kompensowane. Po przeczytaniu książki czuję się, jakbym prawie
osiągnął dharmakaję — „ostateczny stan aktualizujący mądrość podobną zwierciad¬
łu" (s. 110).
Michał

BIBLIOGRAFIA
West L.M.
1983

The Orphic Poems, Oxford: Clarendon Press.

Buchowski

�Recenzje i noty recenzyjne

301

Grażyna K u b i c a , Siostry Malinowskiego, czyli kobiety nowoczesne na po­
czątku XX wieku, Kraków: Wydawnictwo Literackie 2006, ss. 462, il., ISBN:
83-08-03850-6.
Charakter dzieła Grażyny Kubicy odbiega nieco od „ogólnie przyjętego" w na¬
ukach społecznych pod względem stylu pisarskiego, w warstwie materiałowej, w ro¬
dzaju prowadzonej narracji i w sposobie argumentacji. Mamy tu do czynienia z lekkim
i literackim językiem, potoczystą opowieścią, wieloma nierozwikłanymi zagadkami,
momentami wręcz sensacyjną realistyczną powieścią, w której Autorka prowadzi nas
po autentycznych jednak tropach. Ta odmienność świetnie zredagowanej i wydanej
książki domaga się też szczególnego rodzaju oceny. Dlatego też inaczej, niż nakazuje
akademicki zwyczaj, pozwalam sobie ją zbudować i dostosować do formuły niejako
podyktowanej przez Autorkę.
Kilkaset stron dzieła to opis losów czternastu kobiet, które w jakiś sposób pojawi¬
ły się w życiu Bronisława Malinowskiego (Zofia Szymberska z d. Benówna, Eugenia
Zielińska z d. Bentkowska, Maria Czaplicka, Helena Protasiewiczowa z d. Czerwijowska, Zofia Romerowa z d. Dembowska, Halina Nusbaumówna, Paulina i Dora
Wasserbergówny, Aniela i Karola Zagórskie, Maria Zambrowska, Maria Hammar
z d. Zielewicz i Zofia Zielewiczówna oraz Otolia Rettingerowa z d. Zubrzycka). Punk¬
tem wyjścia jest konstatacja, że zawsze pozostawały one w cieniu mężczyzn, u boku
których się pojawiały, z którymi żyły lub którymi były zafascynowane. Skupienie się
na przedstawicielkach „płci pięknej" wykreować ma „kobiece pole kulturowe" (s. 8),
któremu Autorka przez swe poszukiwania chce nadać sens bez udzielania ostatecz¬
nych odpowiedzi (s. 9). Całe przedsięwzięcie jest jakby stworzeniem tych postaci,
ponownym powołaniem ich do życia, wydobyciem z otchłani niebytu, możliwym
dzięki mrówczemu dziełu zebrania i poskładania w nową całość drobin rozproszo¬
nych w pamiętnikach, archiwach, odręcznych notatkach, powieściach, książkach,
wierszach, tłumaczeniach dzieł, obrazach i szkicach, wspomnieniach, listach, pamięci
żyjących oraz w zachowanych śladach bytności zmarłych na ziemi i na cmentarzach.
Widoczna w wielu miejscach refleksja na temat roli badaczki w procesie tworzenia to
niewątpliwie duża zaleta pracy. Przesunięcie perspektywy z dotychczas dominującej
na kobiecą jest natomiast świadomym wyborem, który - jak dowodzi tego tekst - nie
jest bynajmniej prostą zamianą jednej perspektywy na drugą.
Dramatyczne nieraz perypetie życiowe poszczególnych bohaterek nie są jednak
osią przewodnią dzieła; innymi słowy, to nie kolejne biografie stanowią zasadę je
organizującą. Kubica tka swą opowieść na osnowie dwunastu zasadniczych tema¬
tów, które są kombinacją kategorii chętnie stosowanych w dyskursie feministycznym
(np. „cielesność", „niezależność", „kobiecość", „miłość", „dojrzałość"), nawiązują¬
cych do wydarzeń historycznych („wielka wojna", „wojna druga", „po katastrofie"),
miejsc geograficznych („Zakopane", „Londyn", ale też i „Paryż" i „inne miejsca"),
rodzinnych („dom") i statusowych („nauka"). Strategię snucia wątków wokół tych
zagadnień odbieram jako wyjątkowo udaną. To prawda, że „nie jest to... opowieść li¬
nearna" (s. 416), lecz czytając ją, czytelnik ma i tak wrażenie, iż posuwa się w czasie,
jako że dom rodzinny, czas nauki i subiektywna doniosłość pierwszych pocałunków,

�302

Recenzje i noty recenzyjne

namiętnej miłości i przywiązywania wagi do kulturowo określonego piękna ciała
wiążą się raczej z okresem młodości bohaterek, natomiast czasy dojrzałości, migra­
cji, wojennych tułaczek i tragedii, no i wreszcie śmierci, niekiedy nawet spowodo­
wanej pustką po ukochanym mężu (jak to miało miejsce w przypadku Zofii Szymberskiej, co przypomina indyjski zwyczaj sati), to lata późniejsze. Opowieść zaczyna się
jednak w XIX wieku, a kończy w drugiej połowie XX wieku. W sumie konstrukcja
pracy sprawia, że następujące po sobie rozdziały są kolejnymi przybliżeniami histo¬
rii kobiet uwikłanych w kontekst strukturalny epoki „tu/tam i wtedy", widzianych
z perspektywy osoby żyjącej hic et nunc, skazanej na budowanie swej narracji na
podstawie wydartych historii śladów. Wspomniane skupienie się na kobietach, do¬
tychczas pojawiających się niejako w tle świata definiowanego przez mężczyzn, jest
natomiast aktem rzucenia nowego światła na nieustannie powtarzający się koniec
świata wartości europejskich. Jest zatem intelektualną próbą podważenia pewnej he¬
gemonii kulturowej lub co najmniej zrównoważenia dominującego oglądu przez jego
uzupełnienie o nową perspektywę. W tym sensie jest to przypadek w zawoalowany
sposób wyrażonej krytyki kulturowej. Uzyskany obraz jest barwny i tylko pozornie
kalejdoskopowy, albowiem w gruncie rzeczy wyłania się zeń opis historii, obycza¬
jów, kultury i relacji społecznych.
W tym ostatnim względzie znaleźć można bez liku konstatacji, które same w so¬
bie, wypreparowane z biograficznych opowieści, warte są uwagi. Nie sposób omówić
wszystkich, więc pozwolę sobie na wskazanie najważniejszych.
Po pierwsze, jest to opis transformacji stanu szlacheckiego w inteligencję w szczególności w ówczesnej Galicji - wątek, który przewija się w ten czy inny spo­
sób przez całą pracę, a explicite występuje w rozdziale II („Dom", w szczególności na
s. 53-54). Kubica wychwytuje kilka cech charakterystycznych tej szczególnej grupy
społecznej: wielkopańskość, w której życie na pokaz bez zaplecza materialnego było
normą, obawę przed deklasacją, brak etosu self-made man, skłonności biurokratycz¬
ne, wykształcenie jako formę ucieczki przed schłopieniem, a także pewną otwartość
na inne grupy społeczne, takie jak tradycyjne mieszczaństwo, chłopi lub Żydzi, ale
pod warunkiem, że odetną się od swych korzeni społecznych i całkowicie przejmą
inteligenckie wzory kulturowe. To także opis życia ziemiaństwa (s. 85-88), stosun¬
ków panujących w folwarkach szlacheckich, wyłaniający się z dzienników pisanych
przez Eugeniusza Romera (rozdział IX), jak choćby corocznego spisywania umów ze
służbą (s. 318). Nawiązując do ustaleń historyków kultury i społeczeństwa, Autorka
dochodzi do tych wniosków w oparciu o własne dociekania, które tym samym ilustrująjej wnioski. Czyż to nie zasada, by w pracy naukowej nie tylko coś powiedzieć,
ale i udokumentować zebranymi materiałami? Z takim właśnie przypadkiem mamy
tu do czynienia.
Po drugie, mam na uwadze cały wątek feministyczny lub, wyrażając rzecz w języ­
ku antropologii, problem płci kulturowej (gender). Właściwie jest to motyw wiodący
całej pracy, który wyziera niemal z każdej jej stronicy. Pojawia się otwarcie w wie¬
lu momentach, chociażby w przedstawieniu ówczesnego ideału kobiety (s. 321),
w opisie życia publicznego w międzywojennej Polsce (s. 338), w kwestiach pracy
zawodowej kobiet, jak to miało miejsce w przypadku Marii Czaplickiej (s. 280-281),

�Recenzje i noty recenzyjne

303

w opisie walki o umożliwienie kształcenia i otwarcie edukacji dla kobiet, zazwyczaj
powiązanym z motywem patriotycznym (rozdział III) czy w męskim postrzeganiu
Rzeczy Ważnych, czyli wojny (s. 246). Szczególnie jasno widać refleksję tego typu
w podsumowaniu rozdziału o cielesności, w którym Autorka odwołuje się do ustaleń
Pierre'a Bourdieu po to, by móc pokazać, że to męska dominacja stwarza kobietę
jako przedmiot symboliczny; kobieta „jest widzianą" i istnieje przez i dla męskie¬
go spojrzenia, a jej widzenie siebie samej jest przyjęciem tej męskiej perspektywy.
W rezultacie uroda staje się kapitałem symbolicznym i zarazem społecznym kobiet
wplątanych w sieć znaczeń kulturowych, utkanych przez społeczeństwo rządzone
przez mężczyzn (s. 27). Notabene, zabieg podsumowywania rozdziałów ustaleniami
wybranych autorytetów jest w Siostrach Malinowskiego normą. Treść rozdziałów
jakby nieuchronnie do nich prowadzi i zgadywać możemy, czy skonstruowane są
tak, by skończyć się taką a nie inną konkluzją, czy też wnioski są rezultatem żela¬
znej konsekwencji rozdziału. Tak czy owak, jest to każdorazowo dowód na erudycję
Autorki, która bynajmniej nie szermuje nimi bez potrzeby, tylko w logicznie uzasad¬
nionym, czytelnym celu.
Po trzecie, chodzi o obraz globalnych wstrząsów zarówno pierwszej, jak i drugiej
wojny światowej. Oczywiście, nie pierwsza i nie ostatnia to próba ich odmalowa¬
nia. Niemniej w książce Grażyny Kubicy uzyskujemy wielowymiarową interpretację
kryzysu egzystencjalnego, która z jednej strony pokazuje strukturalne, będące poza
kontrolą jednostek mechanizmy wojny, grozę machiny jakby niezależnej od jakich¬
kolwiek aktorów społecznych, a z drugiej strony subiektywne i indywidualne jej do¬
świadczanie. To nie tylko w miarę lokalne peregrynacje związane z przesuwaniem
się linii frontu, ale i tułaczka na obczyźnie od Syberii przez Kujbyszew, Iran i Egipt,
Francję i Wielką Brytanię, po Stany Zjednoczone. To także okropności eksterminacji
Żydów w Generalnej Guberni, pokazane w jej ludzkim, detalicznym wręcz wymia¬
rze, który Autorka rekonstruowała również na podstawie rozmów z miejscowymi
ludźmi, prowadząc w ten sposób swoiste badania terenowe, oraz relacji świadków.
I tu znów kapitalna puenta w postaci refleksji Zygmunta Baumana zaczerpniętej
z książki Nowoczesność i zagłada, która pozwala postrzegać losy wojenne i powo¬
jenne wszystkich żyjących jeszcze wówczas kobiet w kategoriach okrutnej logiki
kulturowej modernizmu zwanej „ogrodnictwem", a polegającej na eliminowaniu rze¬
komych społecznych „chwastów".
Po czwarte, mam na myśli przywrócenie nauce polskiej Marii Czaplickiej. Właś¬
ciwie opisanie losów i dorobku samej tej postaci mogłoby stać się tematem odrębnej
publikacji. Grażyna Kubica przedstawia kompleksowo sylwetkę kobiety i badaczki,
która z determinacją, aż do swej tragicznej śmierci w Bristolu w Anglii, walczyła
o należne jej miejsce w ówczesnym świecie. Poznajemy przebieg jej wypraw badaw¬
czych, karierę naukową i popularyzatorską, poglądy naukowe mieszczące się w nur¬
cie antropogeografii, stanowisko w kwestiach etnicznych i rasowych, w sprawach
narodowych i narodowościowych, i wreszcie zaangażowania w „sprawę Polską".
Doprawdy, dla Czaplickiej samej warto było pisać tę książkę, która z tego choćby
względu wpisuje się w ciąg znaczących pozycji z zakresu historii antropologii spo¬
łecznej i etnologii.

�304

Recenzje i noty recenzyjne

Po piąte, wspomnieć należy, iż praca ta to istotny przyczynek do antropologii,
studiów nad płcią kulturową, historii kultury i społeczeństwa oraz dziejów wojen¬
nych, w szczególności Żydów polskich, lecz także do historii literatury i malarstwa,
filozofii i translatoryki. Obok kobiet opisanych w książce, Joseph Conrad jawi się
jako piętnasty jej bohater. Pojawiają się też historie związane z Witkacym. Jedno¬
cześnie bohaterki tomu same tworzyły dzieła naukowe i artystyczne. Na przykład,
Wielkopolanka Zofia Zielewiczówna to autorka sztuki Trębacz na ratuszu, a jej sio­
stra Maria Zielewicz wydała dramat Nawojka, była przy tym poetką i tłumaczką
pracy Haralda Hóffdinga oraz znawczynią pracy Ralpha Waldo Emersona, o którym
napisała książkę. Aniela Zagórska to aktywna członkini Związku Literatów Polskich,
wybitna tłumaczka dzieł Conrada na język polski. Zofia Dembowska była znaną ma¬
larką, twórczość której zaczęto odkrywać na nowo w ostatnich dekadach w wolnej
Polsce i Litwie. Również inne panie wniosły swój wkład w dziedzinę sztuki i nauki,
były społeczniczkami i oddanymi sprawie wszelakich umiejętności bądź przysiędze
Hipokratesa. Mnogie, ciągle przeplatające się wątki i fakty tego typu, to także istotny
wkład Grażyny Kubicy w odtworzenie historii kultury.
Są trzy kwestie, które jeszcze na koniec poruszę. Pierwsza dotyczy pewnego
zamysłu konstrukcyjnego, które rozwiązałbym trochę inaczej, niż ma to miejsce
w pracy. Lektura od razu zaczyna się jakby od problemowego, zasygnalizowanego
na wstępie, przybliżania duchowych sióstr Bronisława Malinowskiego. Czytelnicy
zostają skonfrontowani z postaciami, które nie bardzo potrafią umieścić w całości
obrazu. Dopiero w miarę, jak brniemy głębiej w las, powoli rozjaśnia się sytuacja.
Niemniej, sieć powiązań i kontaktów międzyludzkich jest tak gęsta, że bez ciągłego
jej pojęciowego rozrysowywania trudno się w niej zorientować. Uważam, że skró¬
towe przedstawienie „rodowodów" bohaterek na samym początku dzieła ułatwiło¬
by czytanie pracy. Druga uwaga odnosi się do pewnych niedokończonych wątków.
To zrozumiałe, albowiem w natłoku informacji nie sposób do końca śledzić każdy
trop (co można by np. czynić przez dalsze poszukiwania aktów zgonu lub potom¬
ków krewnych). Nie mam o owe nie całkowicie prześledzone wątki nawet cienia
pretensji do Autorki, ponieważ praca i tak naszpikowana jest faktami. Zachowany
jest przy tym cały niezbędny sztafaż naukowy, z niezwykle rzetelnymi przypisami
i odniesieniami do podstawy stwierdzeń, choć zdarzają się zwroty w rodzaju „uda¬
ło mi się ustalić na podstawie kwerendy archiwalnej" (s. 68), bez podania nazwy
owego archiwum. To jednak zarazem literacki charakter publikacji nie raz decyduje
o jej kształcie. Nieuchronna niemożność „domknięcia" źródeł powoduje, iż czasami
Kubica zdana jest na przypuszczenia i domysły. Ma do tego prawo. Niekiedy jed¬
nak tak zwane fakty, na przykład okupacyjna opowieść o przemycaniu Czesława
Nusbauma, brata sióstr Nusbaumównych i przepuszczeniu go przez patrol niemiecki
(s. 379-380), mówią poniekąd same za siebie, a tymczasem Autorka pozwala sobie
na własną, niezbyt popartą faktami interpretację. Cóż, licentia poetica. Trzecia kwe¬
stia jest bardzo szczegółowa. Język rozprawy jest płynny i zaiste literacki. Jak grom
z jasnego nieba pojawia się określenie „góralscy aborygeni" (s. 149-150). Wiem, że
ma to być metafora, lecz raczej chybiona. Utarło się, nie tylko w języku polskim,
że termin „aborygeni", znaczący dosłownie „tubylców", odnosi się do autochto-

�305

Recenzje i noty recenzyjne

nicznych mieszkańców Australii. Cóż miałoby znaczyć „góralscy (autochtoniczni)
Australijczycy" w kontekście rozważań o podhalańskich góralach?
Powyższe uwagi nie mogą podważyć niekwestionowanej jakości dzieła. Los bo¬
haterek jest zwierciadłem świata, obyczajów i czasu, w którym żyły. Grażyna Kubica
stawia problemy i rozwiązuje zagadki, o jakich bez niej nikt z nas przypuszczalnie
nawet by nie pomyślał. Tylko dzięki wielkiemu wysiłkowi woli i poświęceniu oso¬
bistego czasu dociera do dokumentów ukrytych w archiwach w różnych krajach.
Wydobywa na światło dzienne zapoznane urywki ludzkich doświadczeń i splata je
w spójną opowieść. Obecna w narracji, staje jakby jednocześnie obok niej. „Z rezer­
wuaru czyjejś pamięci" (s. 357) odzyskuje zapomniane historie. Autorka w harmo¬
nijny sposób dostraja swe wywody do ducha czasów, o których pisze, a czytelniczka
może mieć doprawdy wrażenie, że jest wręcz kongenialna z bohaterkami książki.
W 1914 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim przeprowadzono ankietę na temat
studentek, jakże rzadko naonczas pobierających tam nauki. Nie odmawiano im zdol¬
ności, niemniej jeden z profesorów stwierdzał, że „kobiety często idą na studia, bo nie
wiedzą, co ze sobą począć. Nie chcą próżnować, odczuwają żądze zdobycia wiedzy
i ulegają modzie na samodzielność... Profesorowie zgodnie stwierdzili, że uniwer¬
syteckie wykształcenie nie jest odpowiednie dla kobiet... " (s. 74). Parafrazując Mar¬
shalla Sahlinsa, powiedzieć by można, „jakie czasy, takie obyczaje mentalne". Dziś
taka esencjalizacja płci budzi oczywisty sprzeciw. Jeśli jednak przystaniemy na tego
rodzaju rozumowanie, to od razu widzimy, jak nietrafna to była diagnoza. Książka
Siostry Malinowskiego pokazuje, że chybiona ona była już całkowicie w odniesieniu
do jej bohaterek „na początku XX wieku". One wiedziały, „co ze sobą począć" i to
w wielce sensowny sposób, dowodząc hartu ducha, mądrości i broniąc człowieczeń¬
stwa w jakże trudnych dla nich czasach. Pisząca o nich Grażyna Kubica dowodzi
zarazem, że ona sama nie tylko ma wielką „żądzę zdobycia wiedzy", lecz zdobywa ją
w naukowo przepisany sposób, a „samodzielność" nie jest dla niej bynajmniej kwe¬
stią „mody", ale imperatywem myślenia, modus operandi i stylem pisania.
Michał

Buchowski

Alon C o n f i n o , Peter F r i t z s c h e (eds.), The Work of Memory. New Di­
rections in the Study of German Society and Culture, Urbana &amp; Chicago: The
University of Illinois Press 2002, ss. 280, ISBN: 978-0-252-02717-8.
Obserwowane obecnie, także na gruncie humanistyki (w tym etnologii i antropo¬
logii), zainteresowanie pamięcią przybiera rozmiary swoistej obsesji. Termin, który
jeszcze kilkadziesiąt lat temu znajdował nikły rezonans społeczny, dziś jest jednym
z czołowych pojęć zarówno w obszarze rozmaitych dyskursów profesjonalnych, jak
i mowy codziennej. Wybitny francuski historyk, współtwórca pisma „Le Debat",

�306

Recenzje i noty recenzyjne

Pierre Nora — śledząc owo zaaferowanie współczesnej kultury kategorią pamięci
— sformułował tezę, że żyjemy w „erze upamiętniania", która stanowi przejście od
dotychczasowej świadomości historycznej do świadomości memorialnej (społecz­
nej) (Nora 2001: 39). Zacytujmy jego słowa: „Na całym świecie przeżywamy nadej­
ście czasu pamięci. W ciągu ostatnich dwudziestu lub dwudziestu pięciu lat wszyst­
kie kraje, grupy społeczne, etniczne, rodzinne przeżyły głęboką przemianę stosunku,
jaki tradycyjnie utrzymywały z przeszłością. Przemiana ta przybrała rozmaite formy:
krytyka oficjalnych wersji historii, odkrywanie zepchniętych w niepamięć fragmen­
tów dziejów, rewindykowanie śladów przeszłości wymazanej lub skonfiskowanej,
kult korzeni (roots) i rozwój badań genealogicznych, gorączka wszelkiego rodzaju
obchodów rocznicowych, sądowe rozrachunki z przeszłością, mnożenie się najroz¬
maitszych muzeów, zwiększona uwaga poświęcana przechowywaniu archiwaliów
i udostępnianiu ich w celu konsultacji, odrodzenie się przywiązania do tego, co Anglosasi nazywają «dziedzictwem», a Francuzi «spuścizną». Niezależnie od tego, jaką
postać przybiera kombinacja tych elementów, można powiedzieć, że jakaś głębinowa
fala pamięci rozlała się ostatnio po świecie, wszędzie wiążąc ze sobą bardzo ści¬
śle wierność rzeczywistej lub wyobrażonej przeszłości z poczuciem przynależności,
świadomość zbiorową ze świadomością jednostkową, pamięć z tożsamością" (Nora
2001: 37; por. Ricoeur 2007: 533-545).
Recenzowana przeze mnie praca to zbiór esejów poświęconych specyfice pamięci
w kulturze współczesnych Niemiec. Z racji swej trudnej i powikłanej historii kraj
ten stanowi ze wszech miar wyjątkowy przedmiot tak pomyślanych analiz. Pierwsza
wojna światowa, tragiczna w skutkach eksplozja nazizmu w latach trzydziestych XX
wieku, I I wojna światowa, Holokaust oraz powojenny, trwający równo czterdzie­
ści lat podział terytorium Niemiec na dwa państwa: NRD (obejmującą obszar byłej
strefy okupacyjnej Związku Radzieckiego) oraz RFN (utworzoną z połączenia stref
opanowanych przez Francję, Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię), to wydarzenia,
które wycisnęły głębokie piętno na pamięci niemieckiego społeczeństwa, stały się
źródłem wielu indywidualnych oraz zbiorowych traum, lęków i obsesji.
Składające się na omawiany tom teksty wnoszą bez wątpienia nową jakość do
badań nad niemieckimi Erinnerungen. Większość wcześniejszych publikacji na ten
temat penetrowała bowiem dziedzinę pamięci zinstytucjonalizowanej, a więc ujętej
w ramy różnego rodzaju kulturowych artefaktów, takich jak muzea, pomniki, byłe
obozy koncentracyjne czy też dzieła literackie o charakterze komemoracyjnym. Tutaj
natomiast mamy do czynienia z pamięcią „żywą", wyprowadzoną poza mury mu¬
zeów i oderwaną od nieruchomych brył pomników. Zapowiada to zresztą sam tytuł
opracowania — The Work of Memory można by przetłumaczyć jako „pracę pamięci",
co wskazuje na pamięć ujmowaną w ruchu, w działaniu, w jej wymiarze praktycz¬
nym. Tym samym, tradycyjne w refleksji nad fenomenem niemieckiej pamięci pyta¬
nie o to, jak jest ona wyobrażana, przedstawiana i symbolizowana w kulturze, czyli
jak wyglądają jej reprezentacje, zostało poddane swoistej inwersji i zastąpione pyta¬
niem o to, jak pamięć wpływa na kulturę — na życie codzienne, na relacje społeczne
(w tym na tworzenie się wspólnot), na proces percepcji rzeczywistości przez czło¬
wieka oraz konstruowania przezeń swej tożsamości. W ślad za tym poszerzony został

�Recenzje i noty recenzyjne

307

znacznie teren obserwacji badawczej. Wzbogacono go o nowe, ważne przestrzenie
i obszary, jak choćby świat życia codziennego, rodzina, doświadczenie rozmaitych
przełomów we własnej biografii, konsumpcja, ekonomia, polityka oraz państwo jako
jedno z miejsc, w których „dzieje się" i manifestuje wszechobecny żywioł pamięci.
Jeśli chodzi o strukturę recenzowanej pracy, to jest ona podzielona na trzy części.
W pierwszej z nich, zatytułowanej „Historicity", zamieszczone zostały cztery studia:
From Presence to Remembrance: The Transformation of Memory in the German Re­
formation, Craiga Coslofsky'ego; Memory, History, and the Jewish Question: Universal
Citizenship and the Colonization of Jewish Memory, Jonathana M . Hessa; How Nos­
talgia Narrates Modernity, Petera Fritzschego oraz Masters of Memory: The Strategic
Use of Autobiographical Memory by the German Nobility, Marcusa Funcka i Stephana

Malinowskiego. Wszystkie one opisują historię pamięci w Niemczech, przy czym nie
chodzi tu o analizę form upamiętniania historii, lecz o pokazanie, jak zmieniały się
w kulturze niemieckiej (począwszy od okresu Reformacji) pojęcia i kategorie odno¬
szące się do temporalności, a także jak były one używane oraz jak wpływały na proces
zapamiętywania i przypominania określonych faktów i wydarzeń z przeszłości.
Część druga, opatrzona nagłówkiem „Everyday Life", odnosi się do pamięci roz­
patrywanej w kontekście życia codziennego. W otwierającym tę część eseju Andrew
Stuarta Bergersona, Hildesheim in an Age of Pestilence:

On the Birth, Death, and

Resurrection of Normalcy, poruszony został problem rozprzestrzeniania się ideolo¬
gii narodowego socjalizmu w społeczeństwie niemieckim. W następnym, autorstwa
Elizabeth Snyder Hook, Awakening from War: History,

Trauma, and Testimony in

Heinrich Boll, podjęta została kwestia trudnego (bo skażonego wirusem poczucia
winy oraz traumatycznych wspomnień wojennych) powrotu do „normalnego" życia
po 1945 roku. W ostatnim z tego bloku tekstów, Memory and Existence: Implications
of the Wende, Elizabeth A. Ten Dyke, jest zaś mowa o problemie zakłóceń, jakie
wniósł do codzienności niemieckiej upadek muru berlińskiego oraz związany z nim
przełom polityczno-ustrojowy. Jak wynika z tego krótkiego wyliczenia, w centrum
pomieszczonych w tej części rozważań znalazła się kwestia zależności między świa¬
tem powszedniej egzystencji a zmieniającymi się warunkami historycznymi; pytanie
o to, w jaki sposób ludzie integrują swoje dotychczasowe doświadczenia (nawyki,
zwyczaje oraz wspomnienia) z nowymi wzorami życia, jak dostosowują się do ule¬
gającej często drastycznym przemianom rzeczywistości zewnętrznej.
Trzecia, a zarazem ostatnia część niniejszego tomu nosi tytuł „Materiality" i obej­
muje trzy teksty: An Economy of Memory: Psychiatrists,
Veterans, and Traumatic
Narratives in Weimar Germany, Paula Lernera; Public Relations as a Site of Memo¬
ry: The Case of West German Industry and National Socialism, S. Jonathana Wiesena
oraz Gender, Public Policy, and Memory: Waiting Wives and War Widows in the Post¬

war Germanys, Elizabeth Heineman. Autorzy tych opracowań przedmiotem swoich
dociekań uczynili materialny aspekt pamięci, a ściślej rzecz biorąc fakt, iż tocząca
się w sferze publicznej retoryczna batalia rozmaitych grup społecznych i instytucji
o określoną wizję czy też wersję minionej rzeczywistości ma często podtekst ekono¬
miczny — jest walką o prawo do pieniędzy (rent, odszkodowań, przywilejów itd.)
z tytułu doświadczeń i roli odgrywanej przez te podmioty w przeszłości.

�308

Recenzje i noty recenzyjne

Największa wartość książki The Work of Memory wynika ze świeżości zaprezen­
towanego w niej spojrzenia na specyfikę pamięci w rzeczywistości społeczno-kulturowej Niemiec. Odmienna, od do tej pory przyjmowanej, optyka badawcza przyczy¬
niła się do rzucenia światła na sprawy, które były na ogół pomijane i przemilczane we
wcześniejszych opracowaniach naukowych, a których ukazanie ma niewątpliwą war¬
tość poznawczą. Dzięki swemu nowatorstwu, a także dużej rozpiętości poruszanych
wątków i tematów książka ta może stanowić cenne źródło wiedzy i inspiracji dla ba¬
daczy zajmujących się problematyką pamięci, w tym dla etnologów i antropologów.
Podobieństwo pamięci historycznej Niemiec i Polski (nie tyle w sferze konkretnych
faktów, co w obszarze emocji i psychologii, nasycenia różnego rodzaju traumami,
kompleksami i urazami z przeszłości) decyduje zaś o jej przydatności w studiach
odwołujących się do polskich doświadczeń historycznych i politycznych — zarówno
przeszłych, jak i współczesnych.
Aleksandra

Rzepkowska

BIBLIOGRAFIA
Nora P.
2001
Ricoeur P.
2007

Czas pamięci, przeł. W. Dłuski, „Res Publica Nowa" 7, s. 37-43.
Pamięć, historia, zapomnienie, przeł. J. Margański, Kraków: Universitas.

Marshall S a h l i n s , Wyspyhistorii,pvzeł. I.Kołbon, Kraków:Wydawnictwo Uni­
wersytetu Jagiellońskiego 2006, ss.196, ISBN-10: 83-233-2182-5; ISBN-13: 978¬
-83-233-2182-8.
Marshall David Sahlins jest wybitnym antropologiem amerykańskim o różno­
rodnych zainteresowaniach. Obecnie jest emerytowanym profesorem antropologii
kulturowej (Charles F. Grey Distinguished Service Professor) na Uniwersytecie
Chicagowskim. Badania terenowe prowadził w Polinezji, a w trakcie swojej karie­
ry naukowej zajmował się zarówno strukturą społeczną, procesami transformacji
struktur mitycznych, jak i systemami gospodarowania i wymiany oraz systemami
klasyfikacji, które analizował przez pryzmat ujęć ewolucjonistycznych, strukturalistycznych, a także antropologii historycznej. Wraz z Elmanem R. Service'em był
współredaktorem tomu Evolution and Culture (1960), gdzie dominowało podejście
ewolucjonistyczne. Jego inne prace to Stone Age Economics (1972) i Culture and
Practical Reason (1976). Zwrot w stronę antropologii historycznej na dobre dokonał
się wraz z książką Historical Metaphors and Mythical Realities (1981), był kontynu­
owany w opublikowanych w 1985 roku Wyspach historii oraz Jak myślą „tubylcy".
O kapitanie Cooku, na przykład (1995, wyd. polskie 2007).

�Recenzje i noty recenzyjne

309

Jak na ironię, polski przekład Wysp historii, książki, w której podważa się do­
tychczasowy sposób patrzenia na historię, ukazał się ponad dwadzieścia lat po jej
opublikowaniu. Ma to ogromne znaczenie, gdyż praca Sahlinsa powstała w czasach,
kiedy spory o tę kwestię były stosunkowo żywe. Obecnie omawianym zagadnieniom
towarzyszy o wiele mniej emocji. W Wyspach historii wyróżnić można dwie części.
Na pierwszą składa się „Wprowadzenie" oraz rozdział 5, który jako podsumowanie
tez i rozważań ma raczej charakter teoretyczny. Drugą część stanowią rozdziały 1-4,
gdzie proponowany przez autora sposób patrzenia na niektóre wydarzenia historycz¬
ne został wykorzystany do stworzenia nowej interpretacji tego, co wydarzyło się
podczas spotkań Europejczyków z okresu kolonialnego z rdzennymi mieszkańcami
Nowej Zelandii, Fidżi, a także Hawajów.
Esej „Uzupełnienie do podróży Cooka, czyli le calcul sauvage" to zarys kultury
hawajskiej ukazujący logikę postaw (a także zmian w postawach) w stosunku do
białych przybyszy. Kolejny rozdział, „Różne czasy, różne zwyczaje: antropologia hi¬
storii", stanowi rozwinięcie myśli najpierw przedstawionej we „Wprowadzeniu", iż
„różne porządki kulturowe mają własne tryby działania historycznego, świadomości
i rozstrzygnięcia — własną praktykę historyczną" (s. 55). Kolejny z esejów, „Obcy-król, czyli Dumézil wśród Fidżyjczyków", jest nie tyle propozycją nowej tezy, co
przetestowaniem koncepcji zaprezentowanej w rozdziale poprzednim w oparciu o nowe
analogie — w tym przypadku z terenów Polinezji. W ostatnim rozdziale drugiej czę­
ści, „Kapitan James Cook, czyli Umierający Bóg", Sahlins ilustruje paradoks nauki
historycznej: „przypadkowe okoliczności — zdarzenia biograficzne lub geograficzne
— stanowią warunki konieczne" (s. 126) dla określonego rozwoju sytuacji. Wszystkie
cztery eseje to niezwykle szczegółowe i skrupulatne analizy wydarzeń historycznych,
które w świetle interpretacji Sahlinsa zyskują przekonujące uzasadnienie.
W kulturze takiej jak euroamerykańska pewna starannie pielęgnowana wizja
przeszłości jest bardzo istotnym — jeśli nie kluczowym — elementem budowania
tożsamości narodowej. Sahlins słusznie zauważa, iż historia jest sekwencją przy¬
padkowych zdarzeń, które jednak, z późniejszej perspektywy, stanowią warunki ko¬
nieczne takiego, a nie innego rozwoju „historii", rozumianej jako wersja zdarzeń,
a nie — dziedzina naukowa (s. 126). Najważniejszym postulatem autora jest zaprze¬
stanie utrzymywania sztucznego, dychotomicznego podziału na historię i strukturę,
ponieważ oba te elementy są od siebie uzależnione i wzajemnie z siebie wynikają.
Historia, czyli wizja przeszłości, jest uwarunkowana strukturą, powstałą w kontek¬
ście kultury i , często wbrew przekonaniom tubylców, niestabilną. Struktura z ko¬
lei powstaje w wyniku interpretowania i umiejscawiania pewnych wydarzeń i nie
istnieje bez przeszłości, a wręcz dopasowuje się do niej. Sahlins pisze: „świat nie
ma obowiązku dostosowywać się do logiki, z pomocą której ludzie go postrzegają"
(s. 155). Tak postrzegana historia jest jedynie pewnym wariantem wydarzeń, widzia­
nym na tle przeszłości wytwarzającej j ą społeczności. Autor proponuje spojrzeć na
historię przez pryzmat antropologii, a na antropologię — przez pryzmat historii, by
odkryć nowe perspektywy i lepiej wyjaśnić pewne wydarzenia. Współpraca antropo¬
logii i historiografii — między innymi poprzez analizę mitów i legend — może po­
zwolić na odkrycie dziejów ludów, o których uprzednio myślano jako o Lévi-Straus-

�310

Recenzje i noty recenzyjne

sowskich „bezhistorycznych", czyli nie pamiętających swojej historii (rozdział 2).
Kierując się powyższymi postulatami, Sahlins odkrywa przed czytelnikami nowe
aspekty (mniej lub bardziej tragicznych) spotkań przedstawicieli kultury europejskiej
z tubylcami wysp Pacyfiku.
Dzięki nowemu podejściu do interpretowania wydarzeń, czytelnik ma szansę
znaleźć logiczne — choć niekoniecznie z perspektywy współczesnej kultury euroamerykańskiej — uzasadnienie zabicia kapitana Cooka czy wielokrotnego zdobywa¬
nia masztu przez maoryskiego przywódcę Hono Hekego. Ponieważ Wyspy historii
ukazały się już ponad 20 lat temu, wyjaśnienie śmierci kapitana Jamesa Cooka za¬
proponowane przez Sahlinsa stało się rutynowo uwzględniane we wszelkich antro¬
pologicznych (i nie tylko) artykułach prasowych czy książkach na temat Wielkiego
Żeglarza (np. Kalicki 2005; Horwitz 2005; Thomas 2007). Jedynym wyjątkiem jest
nierzadko krytykowana praca pochodzącego ze Sri Lanki antropologa, Gananatha
Obeyesekerego, Apoteoza Kapitana Cooka. Europejskie

mitotwórstwo

w rejonie Pa­

cyfiku (1992, wyd. polskie 2007), w której autor polemizuje z Sahlinsem, utrzymując,
iż niemożliwe jest, aby tubylcy pomylili Cooka z hawajskim bogiem płodności Lono.
Na ten atak Sahlins odpowiedział w 1995 roku w książce Jak myślą „tubylcy". O ka¬
pitanie Cooku, na przykład (wyd. polskie 2007), gdzie uzasadnił istotę dostrzegania
różnic w postrzeganiu świata przez przedstawicieli różnych kultur.
Ważnym elementem pracy Sahlinsa jest również wielokrotnie podkreślane przeko¬
nanie, iż odnajdywana w kulturze struktura niezmiennie ulega twórczym przekształ¬
ceniom na skutek wydarzeń, do których jest dostosowywana, czyli, że struktura jest
procesualna. Tym samym autor proponuje do struktury włączyć jej wewnętrzną — im¬
plikującą zmiany — diachronię. Krytyce poddanych zostało także „wiele skostniałych
opozycji, za pomocą których pojmujemy zarówno historię, jak i porządek kulturowy"
(s. 160), na przykład stałość/zmiana, struktura/historia, system/zdarzenie, a także po­
strzeganie przeszłości jako radykalnie odmiennej od teraźniejszości. O tych niełatwych
kwestiach Sahlins pisze językiem wymagającym, lecz precyzyjne i konsekwentne sto¬
sowanie pojęć wynagradza intelektualny wysiłek podejmowany w trakcie lektury.
Mimo wielu zalet, Wyspy historii mają również wady. Najpoważniejszą z nich
jest — moim zdaniem — wymuszona struktura pracy wynikająca z połączenia kil¬
ku wykładów w książkę (czego Sahlins ma jednak świadomość), a w konsekwencji
— chaotyczna struktura pracy. Nieporządek panuje także w obrębie rozdziałów, które
odwołują się do niezaprezentowanych wcześniej teorii różnych badaczy, a także do
bardzo szczegółowych danych etnograficznych. Dla czytelnika skutkiem jest wielo¬
krotne przywoływanie tych samych interpretacji wydarzeń historycznych w wielu
miejscach pracy (śmierć Cooka jako boga Lono, zanim zostanie przedstawiona w ca¬
łej okazałości w rozdziale 4, jest pokrótce opisywana w prawie każdym rozdziale).
Bez względu na to, jaką wartość wykłady te przedstawiały same w sobie — a jestem
przekonana, że były niezwykle inspirujące — uważam, że na potrzeby książki można
było pokusić się o nieco prostszy układ treści, w którym analizy teoretyczne następo¬
wałyby po prezentacji danych etnograficznych i historiograficznych.
Patrząc na to bogactwo informacji na temat etnografii i historii omawianych wysp
Pacyfiku, można przypuszczać, że Sahlins odwołuje się do wiedzy swoich anglo-

�311

Recenzje i noty recenzyjne

języcznych odbiorców. Być może ma to swoje uzasadnienie, gdy weźmie się pod
uwagę miejsce i czas opublikowania książki. Jednak przeciętny polski czytelnik
tej pozycji jest w niekorzystnej sytuacji, ponieważ prawdopodobnie nie dysponuje
gruntowną wiedzą na temat dziejów kolonizacyjnej działalności Wielkiej Brytanii,
nie mówiąc już o bardzo szczegółowych informacjach o rdzennych kulturach wysp
Oceanu Spokojnego. Dlatego też można dotkliwie odczuwać brak dodatkowych ob¬
jaśnień, które naświetliłyby pewne kwestie, szczególnie historiograficzne.
Zastrzeżenia można mieć również do „Wprowadzenia". Z założenia ma ono
przedstawiać teoretyczny aspekt Wysp historii, w praktyce jednak zawarte są w nim
analizy treści, do których szczegółowe dane odnajdujemy dopiero w kolejnych roz¬
działach. Odnosi się wrażenie, że Sahlins droczy się z czytelnikiem, udzielając mu
pewnych informacji — fragmentów układanki, które trudno złożyć w całość lub ulo­
kować w odpowiednim miejscu, nie przeczytawszy dalszych części (w których zresz¬
tą informacje te się częściowo powtarzają). Naturalnie, autor ma tego świadomość
i mówi, iż książka ma raczej charakter cylindryczny, nie linearny i że po przeczytaniu
całości można śmiało wrócić do początku (s. 17). Jednak moim zdaniem, duża część
„Wprowadzenia" ma charakter typowego podsumowania i z powodzeniem mogłaby
znaleźć się na końcu pracy. Wszystko to sprawia, że książka wymaga bardzo wnikli¬
wej i uważnej lektury, co nie oznacza, że nie jest warta tego wysiłku.
Proponowany przez Sahlinsa sposób patrzenia na przeszłość przez pryzmat an¬
tropologii oraz historii od lat z powodzeniem jest wykorzystywany, między innymi
w etnologii Ameryki Łacińskiej (np. Tomicki 1990; Taylor 2007) i przyczynia się do
lepszego zrozumienia odległych w czasie wydarzeń, dziejących się na styku odmien¬
nych kultur. Propozycje zawarte w książce były odważne, a być może niekiedy nawet
obrazoburcze, ale sposób argumentacji i poparcie jej dobrze dobranymi przykładami
spowodowały, że z tego starcia Sahlins wyszedł obronną ręką. Moim zdaniem, Wyspy
historii to niełatwa w odbiorze, choć bardzo wartościowa pozycja i godny ubolewa¬
nia jest fakt, że trafiła na polski rynek tak późno.
Karolina

Kuberska

BIBLIOGRAFIA
Horwitz T.
2005
Kalicki W.
2005

Błękitne przestrzenie, przeł. B. Gadomska, Warszawa: Wydawnictwo W.A.B.

14 II1779. Śmierć kapitana Cooka, „Duży Format" (dodatek do „Gazety
Wyborczej"), 14.02.
Obeyesekere G.
2007

[1992]

Apoteoza Kapitana Cooka. Europejskie mitotwórstwo

w rejonie Pacy-

fiku.
przeł. W. Usakiewicz, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Ja­
giellońskiego.

�312

Recenzje i noty recenzyjne

Sahlins M.D.
Jak myślą „tubylcy". O kapitanie Cooku, na przykład, przeł. W. Usakie2007
[1995]
wicz, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Taylor A.-Ch.
2007
Sick of History. Contrasting Régimes of Historicity in the Upper Amazon,
w: C. Fausto, M . Heckenberger (eds.), Time and Memory in Indigenous
Amazonia: Anthropological Perspectives, Gainesville: University Press of
Florida, s. 133-168.
Thomas N .
2007
Odkrycia. Podróże kapitana Cooka, przeł. J. Szczepański, Poznań: Dom
Wydawniczy Rebis.
Tomicki R.
1990
Ludzie i bogowie. Indianie meksykańscy wobec Hiszpanów we wczesnej
fazie konkwisty, Wrocław: Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk.

Gananath O b e y e s e k e r e , Apoteoza kapitana Cooka. Europejskie mitotwórstwo w rejonie Pacyfiku, przeł. W. Usakiewicz, Kraków: Wydawnictwo Uniwer­
sytetu Jagiellońskiego 2007, ss. 369, il., ISBN: 978-83-233-2389-1.
Gananath Obeyesekere jest profesorem antropologii na Uniwersytecie Princeton,
autorem znamienitych książek, między innymi Medusa's Hair (1981) i The Work
of Culture: Symbolic Transformation

in Psychoanalysis

and Anthropology (1990).

W skali światowej zasłynął przede wszystkim jako badacz, który podjął niezwykle
żywą i sensowną polemikę z tezami Marshalla Sahlinsa, autora wydanej niedawno po
polsku pracy Wyspy historii (2006). Wyrazem tej dyskusji jest komentowane dzieło
Apoteoza kapitana Cooka. Europejskie

mitotwórstwo

w rejonie Pacyfiku. Już choćby

ze względu na zachowanie ciągłości owej polemiki, dobrze, że książka Obeyesekerego ukazała się na naszym rynku. Zresztą nie było to ostatnie słowo w tej wymianie
poglądów. Wkrótce potem Sahlins odpowiedział pracą How „Natives" Think: About
Captain Cook, For Example (1995; tłum. polskie 2007), zaś Obeyesekere w następ¬
nym, stanowiącym podstawę tłumaczenia polskiego, wydaniu Apoteozy dopisał roz¬
dział „O desahlinizacji".
Od kontrowersji pomiędzy Sahlinsem i Obeyesekere wypada więc zacząć tę re¬
cenzję. Poprzez opisanie wydarzeń związanych z przybyciem kapitana Jamesa Coo¬
ka na Hawaje i jego gwałtowną śmiercią w 1779 roku, Sahlins — w swych dwóch
pierwszych pracach z „trylogii hawajskiej": Historical Metaphors and Mythical
Realities (1981) oraz rzeczonych Wyspach historii, pragnął ukazać, w jaki sposób
mity stanowią scenariusze dla ludzkich działań. Uogólniając, ludzie postępują tak,
jak podpowiada im kultura, jak zapisane to jest w jej wzorach, często najbardziej ot¬
warcie wyrażonych w opowieściach mitycznych. Zjawisko to nazwał mitopraktyką.
W terminach teoretycznych była to próba pogodzenia ahistorycznego w swej istocie

�Recenzje i noty recenzyjne

313

strukturalizmu z oczywistością występowania zmian w procesie historycznym. Jak
się okazało, doprowadziło to Sahlinsa do stworzenia antropologicznie sformułowa¬
nych tez na temat niezwykle żywotnej dziś teorii praktyki, kojarzonej głównie z na¬
zwiskami Pierre'a Bourdieu i Anthony'ego Giddensa. Ludzie kierują się wskazaniami
zawartymi w owych szeroko rozumianych mitach, lecz interpretacja tych ostatnich
zależy od interesów poszczególnych grup i osób, a poza tym owe schematy mityczne
muszą być na tyle elastyczne, by móc akomodować niezwykłe wydarzenia, takie jak
na przykład przybycie statków Cooka. Tak też się stało na Hawajach i w wyniku tego
wydarzenia, wystąpienia — jak powiada Sahlins — „strukturalnego splotu okolicz­
ności", nastąpiła lawina zmian w życiu Hawajczyków, która przekształciła cały ich
sposób życia, relacje społeczne, wierzenia i powszednią praktykę.
Podstawą tego niezwykle ciekawego wywodu było jednak założenie, że kapitan
Cook został potraktowany przez tubylców jako wcielenie boga Lono. Sahlins szcze¬
gółowo dokumentował swe sądy, wskazując, jak przypadkowo obrany przez okręty
brytyjskie kurs zbiegał się z trasą powrotu mitycznej postaci Lono, który udał się na
morze i obiecał, iż powróci; jak uroczyście i wręcz bałwochwalczo witano Cooka
w Zatoce Kaleakekua, z jaką nabożnością goszczono przybyszów, jak Cooka zabito
i potraktowano jego zwłoki i wreszcie jak stał się boską legendą na Hawajach. Tym¬
czasem Obeyesekere rozważa szczegółowo kolejne stwierdzenia i podważa więk¬
szość z nich. Całość książki jest wzorcowym przykładem rzetelności warsztatu an¬
tropologicznego i historycznego. Uwzględnione są praktycznie wszystkie dostępne
źródła dotyczące podróży mini-flotylli Cooka, dzienniki pokładowe oraz dzienniki
osobiste uczestników wyprawy, w której byli też rysownicy i uczeni, mający doku¬
mentować odkrywany świat i opisywać napotykane ludy. Obeyesekere uwzględnia
też mnóstwo podobnych materiałów pozostawionych przez następnych żeglarzy (np.
Vancouver, Zimmermann), a potem misjonarzy i kupców. Jego uwadze nie uszedł
chyba żaden strzęp informacji publikowanej bądź archiwalnej. Dane i teksty te są
wprzęgnięte w narrację antropologiczną, która pokazuje, na czym polegały wzajem¬
ne relacje między Białymi Ludźmi a Tubylcami, przedstawicielami Zachodu a Inny¬
mi. Ten problem ma zaś ważkie implikacje filozoficzne i moralne.
Tezę o rzekomym postrzeganiu i traktowaniu Jamesa Cooka jako żywego wciele¬
nia boga Lono, Obeyesekere uważa za absurd i dostarcza szeregu dowodów na to, że
angielski kapitan przyjęty został wprawdzie jako wielki przywódca, lecz nie jako bóg.
Świadczą o tym, odpowiednio zinterpretowane, te same wydarzenia, które opisywał
Sahlins, a więc sposób powitania Cooka w świątyni Lono, odnoszenia się do niego
przez tubylców, poćwiartowania jego zwłok i na odjezdnym zapytania skierowanego
do oficerów, czy Cook przypłynie za rok. Obeyesekere szczegółowo i przekonują¬
co argumentuje, że interpretacje Sahlinsa oraz innych antropologów i historyków są
wyrazem etnocentrycznego widzenia świata, w którym Białych spontanicznie trak¬
towano jako Nadludzi. Jest to sposób myślenia i eurocentryczny, i mito-logiczny, jak
powiedziałby Claude Lévi-Strauss, sam w sobie. Gananath Obeyesekere, antropolog
kulturowy pochodzenia srilankijskiego, pracujący na amerykańskim uniwersytecie,
staje się poniekąd wyrazicielem opinii wszystkich ludów spoza kręgu cywilizacji
Zachodu.

�314

Recenzje i noty recenzyjne

Idea, w myśl której mieszkańcy odkrywanych lądów traktują Europejczyków jak
bogów, jest europejskim mitem. Wynika on z poczucia wyższości cywilizacyjnej, bę¬
dącej ważną cechą myślenia epoki oświecenia, której produktem i przedstawicielem
był Cook. Niesienie maluczkim zdobyczy cywilizacji, jak na przykład kóz i owiec,
było zresztą wpisane w odkrywczą misję wyprawy i na pokład zabrano kilka par
różnych zwierząt hodowlanych, które darowano mieszkańcom Mórz Południowych
i instruowano o tym, jak się z nimi obchodzić. Był to aspekt mitu odkrywcy-cywilizatora, model bohatera kulturowego wzorowany na Prospero. Cook ujawnił jednak
również swą inną twarz, twarz odkrywcy-karciciela, podzielającego cechy Kurtza
z powieści Jądro ciemności Josepha Conrada. Surowe karanie załogi, za najmniej¬
sze nawet przewinienia, ale przede wszystkim tubylców (np. biczowanie wielokrot¬
nie przekraczające normy wyznaczone przez admiralicję), było nagminną praktyką.
Tymczasem gloryfikacja Cooka w Europie polegała między innymi na przedstawia¬
niu go jako łagodnego, paternalistycznego i humanistycznego Prospero. Zjawisko to
śledzi Obeyesekere w ówczesnym i późniejszym piśmiennictwie na temat jego osoby
i wyprawy, w przedstawieniach teatralnych, żurnalistyce i malarstwie. Podobny me¬
chanizm adoracji doprowadził również do tego, że Cook stał się bohaterem narodo¬
wym Nowej Zelandii, akceptowanym jako taki zarówno przez ludność napływową,
jak i maoryską.
Na gloryfikacji idealizacja Cooka się jednak nie kończy. Obeyesekere pokazuje,
jakie były mechanizmy i w jakich okolicznościach doszło do wykreowania Cooka na
bóstwo, do apoteozy tej postaci. Sęk w tym, że nie uczynili tego wcale Hawajczycy,
ale Europejczycy, którzy tym pierwszym ten zabieg przypisali. Ubóstwienie odkryw¬
cy bądź konkwistadora było trwałym elementem mitologii europejskiej, czego spek¬
takularnym przykładem jest Cortez, jakoby potraktowany przez Azteków jako wcie¬
lenie boga Quetzalcoatl. Tzvetan Todorov, w swej książce Podbój Ameryki. Problem
Innego (1996), powiela zresztą ten mit. Jest on cząstką szerszego wyobrażenia ludzi
Zachodu na temat ludów pozaeuropejskich jako myślących irracjonalnie i pasyw¬
nych w obliczu losu. Obeyesekere uważa ten pogląd za całkowicie mylny i wydarze¬
nia na Hawajach z końca XVIII wieku interpretuje w terminach „racjonalności prag¬
matycznej", jak j ą sam nazywa. Przeciwstawia się ona całkowicie idei pre-logiki,
zainicjowanej przez Luciena Levy-Bruhla (Czynności umysłowe w społeczeństwach
pierwotnych, 1992), kontynuowanej de facto przez Levi-Straussa (szczególnie: Myśl
nieoswojona, 1969), a znajdowanej też w koncepcji Wielkiej Fosy Ernesta Gellnera.
Owa racjonalność pragmatyczna pozwala na to, by historię Cooka umieścić
w szerszym kontekście kulturowym. To pragmatyka i dynamika sytuacji, interpre¬
towanej i modulowanej wyobrażeniami ówczesnych mieszkańców Hawajów, decy¬
dowała o ich postępowaniu. Niespodziewanych przybyszy usiłowano wykorzystać
natychmiast w lokalnych rozgrywkach politycznych, w redefinicji relacji społecz¬
nych i światopoglądu, w szczególności systemu tabu. Detaliczna analiza ujawnia,
jaki sens miały rytuały, zachowania i, w większości wypadków domyślne, wypowie¬
dzi Hawajczyków. Domyślne, albowiem wydaje się, że najprawdopodobniej kroni¬
karze brytyjscy wkładali w usta tubylców słowa, których jedynie się domyślali, a to
z tego względu, że ich znajomość języka była znikoma i pośrednia (przez dialekty

�Recenzje i noty recenzyjne

315

tongijskie). W końcu na Hawajach wylądowali po raz pierwszy. Obeyesekere zresztą
z dużą wprawą wychwytuje niekonsekwencje w relacjach samych uczestników wy­
prawy, pokazując, jak ich wizja wydarzeń zmieniała się wraz z upływem lat, a więc
i wraz ze stabilizowaniem się mitu Cooka jako rzekomego boga Lono dla Hawajczyków. Przeto staje się jasne, że było to raczej skażone europejskim wyobrażeniem
świata, przesyconym owymi mitami wyższości i apoteozą kapitana, słyszenie tego,
co chciało się usłyszeć. Dotyczy to także interpretacji poczynań wodzów, kapłanów,
zwykłych ludzi, kobiet i mężczyzn, zarówno w sytuacjach obrzędowych, jak i w ży¬
ciu codziennym. Obeyesekere dekonstruuje te interpretacje, obnaża ich „stronni­
czość". Pisanie historii okazuje się tworzeniem mitu, który wpisuje się w strukturę
mitologiczną społeczeństw Zachodu. Tylko prawem europocentrycznego kaduka ów
mit zostaje nobilitowany do rangi historii. Nie ma w tym zjawisku pewnie nic dziw¬
nego, a może nie byłoby też nic zdrożnego, gdyby tej presji mitu nie ulegali także
badacze, których myślenie mieni się być krytycznym. Odnosi się to szczególnie do
antropologów roszczących sobie prawo do statusu „tricksterów" (mediatorów) międzykulturowych, w tym zwłaszcza do Marshalla Sahlinsa.
Apoteoza kapitana Cooka to książka niesamowita, wciągająca lektura, która jed¬
nocześnie poucza czytelnika, na czym polega rzetelny warsztat badawczy i sztuka
myślenia krytycznego. Porusza ważkie etycznie i światopoglądowo sprawy relacji
Zachodu do ludów pozaeuropejskich, kolonizatorów do kolonizowanych, równo¬
ważności sposobów myślenia, nie tracąc waloru analitycznego, w którym historycz¬
ny i etnograficzny detal są ze sobą integralnie splecione w fascynującej, odważnej
teoretycznie i błyskotliwej narracji. Wpisuje się w trwającą dziesięciolecia dyskusję
na temat racjonalności myślenia i mito-historyczności, która jest częściowo dostępna
w języku polskim (patrz wspomniane w recenzji pozycje). Wykracza jednak poza
utarte schematy konceptualizowania problemu i tchnie świeżością. Owa synteza
śmiałości i rzetelności jest wielką zaletą książki, z której adepci nauki wyniosą nie¬
ocenioną lekcję na temat tego, na czym polega praca uczonego i pisanie wartościo¬
wych poznawczo książek. Być może dzięki tej lekturze wyrwą się oni z zaklętego
kręgu praktykowania „nauki" jako „sztuki kontemplowania tematu", pozbawionej
solidnych podstaw budowanych w trakcie wnikliwych studiów materiałowych i em¬
pirycznych. Dla osób uprawiających antropologię kulturową, etnologię, historię, filo­
zofię i inne kierunki humanistyczne oraz zainteresowanych społeczeństwami, kulturą
i dziejami Polinezji, to lektura wręcz podstawowa i zarazem atrakcyjna. Książka jest
jednocześnie wprowadzeniem do zaniedbanej w polskim krwiobiegu intelektualnym
problematyki kolonializmu, dekolonizacji i postkolonializmu, również w jego aspek¬
cie mentalnym, czyli w odniesieniu do „kolonizacji umysłu". Stanowi swoiste odcza¬
rowanie świata Europejczyków tkwiących w przekonaniu o obiektywizmie ich pisa¬
nych relacji naocznych świadków oraz wizji świata. Czytelnikom w Polsce otwiera
oczy na sprawy wykraczające poza lokalne opłotki i jakże „wałkowaną w kółko"
Europę, choć ukaże zarazem, jak głębokie są implikacje ekspansji owej Europy, która
zaczęła procesy globalizacyjne dawno temu. Przybliża wreszcie postać Gananatha
Obeyesekerego, wybitnego antropologa, którego znajomość okazuje się na tyle słaba
w polskim środowisku etnologicznym, że jeden z prominentnych jego przedstawi-

�316

Recenzje i noty recenzyjne

cieli, omawiając jakiś czas temu w czołowym polskim tygodniku książkę Tony'ego
Horwitza Błękitne przestrzenie.

Wyprawa śladami kapitana Cooka, nazwał go, zupeł¬

nie nietrafnie, „hinduskim literaturoznawcą".
Michał

Buchowski

BIBLIOGRAFIA
Lévi-Strauss C.
1969
Myśl nieoswojona, przeł. A. Zajączkowski, Warszawa: Państwowe
Wydawnictwo Naukowe.
Lévy-Bruhl L.
1992
Czynności umysłowe w społeczeństwach pierwotnych, przeł. B. Szwarcman-Czarnota, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe.
Obeyesekere G.
Medusas Hair, Chicago: Chicago University Press.
1981
1990
The Work of Culture: Symbolic Transformation in Psychoanalysis and An­
thropology, Chicago: Chicago University Press.
Sahlins M .
1981
Historical Metaphors and Mythical Realities: Structure in the Early His­
tory of the Sandwich Islands Kingdom, Ann Arbor: Michigan University
Press.
2006
Wyspy historii, przeł. I . Kołbon, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu
[1985]
Jagiellońskiego.
2007
Jak myślą „tubylcy". O kapitanie Cooku, na przykład, przeł. W. Usakiewicz, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.
[1995]
Todorov T.
1996
Podbój Ameryki. Problem Innego, przeł. J. Wojcieszak, Warszawa: Aletheia.

Marshall S a h l i n s , Jak myślą „tubylcy". O kapitanie Cooku, na przykład,
przeł. W. Usakiewicz, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego 2007,
ss. 338, il., ISBN: 978-83-233-2296-2.
Książkę Jak myślą „tubylcy".

O kapitanie Cooku, na przykład

należy czytać,

rozumieć, przetrawić i przyswoić w szerszym kontekście niż ona sama. Marshall
Sahlins, jeden z wybitniejszych antropologów naszych czasów, przez lata zasłużony
profesor w jednym z najpotężniejszych na świecie departamentów antropologii na
Uniwersytecie Chicagowskim, był do niedawna znany polskiemu czytelnikowi jedy¬
nie z fragmentu swej wcześniejszej książki Stone Age Economics i artykułu, obydwu

opublikowanych w pierwszym tomie wyboru tekstów pod red. Mariana Kempnego
i Ewy Nowickiej Badanie kultury (2003). W 2006 roku, nakładem Wydawnictwa

�Recenzje i noty recenzyjne

317

Uniwersytetu Jagiellońskiego, ukazała się szczęśliwie praca Wyspy historii (2006),
dotycząca właściwie antropologicznego czytania procesów historycznych, dla któ¬
rych egzemplifikacją są wydarzenia, jakie rozegrały się na przełomie XVIII i XIX
wieku na Hawajach. W istocie rzeczy Wyspy... są drugą, po Historical Metaphors
and Mythical Realities: Structure in the Early History of the Sandwich Islands King¬

dom (1981), z serii książek prezentujących Sahlinsowską koncepcję „mitopraktyki",
która na gruncie antropologii była prekursorska w stosunku do koncepcji praktyki
Pierre'a Bourdieu. Jak się okazało, był to pomysł wpływowy oraz szeroko dyskuto­
wany w antropologii i dyscyplinach pokrewnych. Jak myślą „tubylcy" jest trzecią
i ostatnią z tej mini-serii, ciekawą tym bardziej, że jej wątek tkany jest na osnowie
fascynującej polemiki z krytyczną wobec tez Sahlinsa książką Gananatha Obeyesekerego Apoteoza kapitana Cooka (2007). Dobrze się stało, że skoro powiedziano
„a", to powiedziano też „b", czyli przetłumaczono książkę Obeyesekerego, w której
w wydaniu drugim znalazło się również „Posłowie", będące odpowiedzią na krytykę
Sahlinsa zawartą w Jak myślą „tubylcy". Publikacja tej ostatniej pozycji, otwartej
polemiki z tezami zawartymi w Apoteozie kapitana Cooka, zamykająca tę wymia¬
nę argumentów, stała się więc niejako powiedzeniem „c". Wydanie książki Sahlinsa
oszczędziło czytelnikom poczucia niedosytu, przerwania przygody intelektualnej,
zaś dla wielu adeptów, przede wszystkim studiów etnologicznych i historycznych,
stało się szkołą myślenia, lekcją rzeczowego uprawiania nauki budującej swe argu¬
menty na materiałach empirycznych, prototypem umiejętnego prowadzenia polemi¬
ki, kanonem praktyki naukowej zbudowanym na tym swoistym studium przypadku.
By pozostać w ramach „alfabetycznej" metafory, jest „abecadłem" działalności ba¬
dawczej, która, poza walorami informacyjnymi i poznawczymi, bez wątpienia stanie
się przedmiotem studiów i dyskusji w ramach ćwiczeń, seminariów i warsztatów
naukowych.
Jednak podtrzymanie ciągłości edytorskiej i argument wyrabiania w czytelnikach
krytycznych nawyków myślowych to nie jedyne powody, dla których Jak myślą „tu¬
bylcy" warto było przełożyć i wydać w języku polskim. Tak zwana etnografia po¬
wszechna należy do zaniedbanych obszarów w naszym piśmiennictwie naukowym.
Publikacja powiązanego kompleksu trzech książek stała się przemyślanym i wyjąt¬
kowo zwartym krokiem w kierunku wypełnienia tej luki. Odnosi się to szczególnie
do etnologii Polinezji, ale nie tylko. Te trzy pozycje tworzą całostkę będącą wzorem
dla uprawiania antropologii historycznej, unikatowego połączenia materiałów etno¬
graficznych, opisów kronikarzy podróży, dzienników okrętowych, relacji misjonarzy
i pierwszych przedstawicieli lokalnych, wykształconych elit oraz innych źródeł pi¬
sanych (archiwaliów, a ponadto artykułów prasowych, literatury, ikonografii z danej
epoki), które interpretuje się, poniekąd „układa się", zgodnie z podzielanymi, expli¬
cite lub implicite, założeniami teoretycznymi. Ten ostatni wątek prowadzi wprost do
kwestii zawartości książki Sahlinsa, która sama w sobie jest nietuzinkowym wyzwa¬
niem intelektualnym.
Przedmiotów sporu jest kilka i wszystkie one mają naprawdę długą i skompliko¬
waną historię w myśli naukowej. Pierwszy z nich można ująć, choć nie do końca,
w ramy debaty między racjonalizmem a relatywizmem lub obiektywizmem a par-

�318

Recenzje i noty recenzyjne

tykularyzmem. Znaczną część dyskusji można bowiem sprowadzić do zagadnienia
sposobu myślenia ludzi, w szczególności ludów pozaeuropejskich. Sahlins, zdaniem
Obeyesekerego, idzie w ślady imperialnej myśli europejskiej, która przypisywała
mieszkańcom innych lądów pre-logikę. Wyrazem tego poglądu jest właśnie przeko¬
nanie, że na przykład Hawajczycy uznali Cooka za żywe wcielenie ich boga Lono.
To ubrana w naukowe piórka teza przedstawiająca ich jako na poły racjonalne istoty,
których świat realny ma być przepojony mistycznymi wyobrażeniami, co sprawia, że
tubylczy światopogląd przyjmuje kształt sławetnego „steku bzdur" sir Jamesa Frazera. Obeyesekere, również na podstawie swego południowoazjatyckiego doświad¬
czenia kulturowego, obstaje tymczasem, iż myśleniem i działaniem wszystkich lu¬
dzi rządzi „pragmatyka racjonalna", która jest zresztą uniwersalnym przyczółkiem
porozumienia międzykulturowego. W istocie to właśnie te stwierdzenia są punktem
wyjścia do ataku Sahlinsa.
Ripostę ująć można w kilka powiązanych ze sobą punktów. Po pierwsze, Sahlins
stwierdza, że nie widzi powodu, by doświadczenie srilankijskie miało być uprzy¬
wilejowane w stosunku do jakiegokolwiek innego, dając Obeyesekeremu prawo
do myślenia, że jego wgląd w sprawy hawajskie jest bardziej adekwatny niż ten,
który korzeniami tkwi w oświeceniowej logice europejskiej. Po drugie — fakt, że
Obeyesekere pochodzi z postkolonialnego kraju nie daje mu prawa do stania się
rzecznikiem interesów i poglądów wszystkich ludów Trzeciego Świata, a na takiego
się on właśnie kreuje. Po trzecie, racjonalna pragmatyka, wręcz biologicznie wa¬
runkowany utylitaryzm, który Obeyesekere ogłasza oficjalną praktyką wszystkich
ludów tubylczych, jest przecież niczym innym, jak europejską kreacją. Podważa to
roszczenia dotyczące bliskości jego doświadczenia z doświadczeniami innych ludów
pozaeuropejskich, albowiem on sam jawi się jako podmiot logiki wykreowanej przez
ideologię burżuazyjną, będącą nieodłączną składową zwalczanej przezeń machiny
imperialno-kolonialnej. Ponadto, przypisując tubylcom europejski utylitaryzm, sam
sobie zaprzecza, albowiem czyni ludy pozaeuropejskie reprezentantami europejskie¬
go sposobu myślenia. Niedźwiedzia to przysługa, bo w ten paradoksalny sposób do¬
konuje kolonizacji ich umysłów, przed którą rzekomo ich broni. Po czwarte, zakła¬
dana uniwersalna pragmatyka racjonalna niweluje różnice między poszczególnymi
ludami i ich kulturami, czyniąc je wszystkie poddanymi tej samej logice myślenia.
Gdyby tak rzeczywiście było, to nie mielibyśmy, może poza pewnymi wywołanymi
różnicami środowiskowymi, odmienności kultur i światopoglądów, a antropolodzy,
w tym także Obeyesekere, musieliby zająć się czymś zupełnie innym. Tak jednak,
jak pokazuje doświadczenie historyczne i współczesne, nie jest. Powiedziałbym, że
przekonuje nas o owej oczywistości różnic w konceptualizowaniu „tego samego"
także polemika Obeyesekerego z Sahlinsem. Po piąte, i przy okazji pogłębiając „po¬
mieszanie z poplątaniem", w gruncie rzeczy Obeyesekere obstaje, że Hawajczycy są
utylitarni, a Europejczycy mito-logiczni, ponieważ to ci ostatni przecież, szczegól¬
nie mieszkańcy Londynu, mieli kreować mit hawajskiego potraktowania Cooka jako
boga Lono. Inwersja wszelkich porządków została więc dopełniona.
Rozdział czwarty, zatytułowany „Racjonalności: jak myślą «tubylcy»", to za¬
równo mistrzowski popis kompetencji Sahlinsa w kwestiach antropologicznych, jak

�Recenzje i noty recenzyjne

319

i świadectwo jego erudycji filozoficznej. Myśli św. Augustyna, poglądy Hume'a,
Locke'a i Kartezjusza, tezy Monteskiusza, Rousseau i Vico, a także najnowsze usta¬
lenia kognitywistów, tworzą syntagmatyczny ciąg przekonujących argumentów na
rzecz stanowiska Sahlinsa. Znajdujemy w nim błyskotliwą wykładnię poglądu, że
realność i obiektywność świata zewnętrznego oraz jedność wyposażenia psychobiologicznego człowieka nie pociągają za sobą wcale tożsamych przedstawień tego
świata. Doznania zmysłowe warunkowane są bowiem przez porządek kulturowy,
powiązany zresztą z relacjami społecznymi. Strumień doświadczeń podlega selekcji
i klasyfikacji porządkowanej przez kulturę. Ta właściwość poznania ludzkiego, uni­
wersalnego fizjologicznie i materialnie, lecz zróżnicowanego kulturowo, sprawia, że
mamy do czynienia z odmiennymi interpretacjami tych samych „faktów" i „wyda¬
rzeń". Z tego właśnie względu przybycie kapitana Cooka na Hawaje mogło mieć dla
tubylców inne znaczenie niż to powodowane logiką utylitaryzmu. W tym momencie
otwiera się pole dla antropologii, która bada odmienności owych percepcji. Jeśli zaś
rzetelnie przeanalizować dostępne źródła, z ostrożnością dobierane materiały po¬
równawcze i mające dozę prawdopodobieństwa hipotezy, to dla Hawajczyków Cook
od momentu przybycia nie był zwykłym śmiertelnikiem, nawet nie był też „tylko"
nadzwyczajnym wodzem, co ewentualnie dopuszcza Obeyesekere, lecz wcieleniem
boga Lono. Takie jego postrzeganie wpisywało się bowiem w ówczesny hawajski
sposób widzenia świata, w ich struktury mityczne. Przekonać ma nas o tym ponad
dwieście stron wnikliwych dociekań wspartych prawie dziewięćdziesięcioma strona¬
mi dodatków rozpatrujących szczególnie istotne momenty kontrowersji. Realizacja
projektu naukowego w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Krytyka pod adresem Obeyesekerego bywa momentami bezlitosna. Sahlins za¬
rzuca mu błędy w procedurach wnioskowania. Oto przykład tylko jednego z nich:
„brak świadectwa staje się świadectwem braku". Amerykański antropolog srilankijskiego pochodzenia ma mieć „oryginalny wkład do znanej fauny historiograficznych
błędów", stosując procedurę „podwójnego powiązania w stawianiu pytań". I tak,
z jednej strony, „brak europejskich wzmianek, w myśl których Cook = Lono znaczy,
że dla Hawajczyków Cook nie był bogiem Lono". Z drugiej strony, „istnienie ha¬
wajskiej wzmianki, że Cook = Lono wskazuje na istnienie mitu europejskiego tego
rodzaju". „Innymi słowy, europejski brak stwierdzenia [o istnieniu tego równania
— M.B.] jest świadectwem w kwestii rzeczywistości hawajskiej, podczas gdy twier¬
dzenia hawajskie są ewidencją w kwestii wierzeń europejskich". Argumenty Obeyesekerego bywają kryptologiczne i nie są wsparte etnografią. Jego ataki prowadzą do
„absurdalnie logicznej konkluzji", w myśl której wszystkie ludy reagują podobnie na
przybywających po raz pierwszy Europejczyków. W końcu, i to chyba najcięższy za­
rzut, ostateczną ofiarą poczynań Obeyesekerego są mieszkańcy Hawajów. Zachodni,
empiryczny zdrowy rozsądek zastępuje ich własny sposób widzenia spraw, pozosta¬
wiając im fikcyjną historię ipidgin ethnography.
Jeśli tylko ktoś myśli o praktyce naukowej w sposób poważny i o tym, by rzetelne
wzorce uprawiania nauki przekazywać i wpajać kształconym pokoleniom studentów
i studentek, to książka Marshalla Sahlinsa jest wzorcem, na którym tego właśnie
mogą się oni uczyć. W powiązaniu z innymi dziełami z tego zestawu na długo wpisze

�320

Recenzje i noty recenzyjne

się w curricula i sylabusy licznych kierunków studiów, w szczególności historycz­
nych, etnologicznych i antropologicznych, filozoficznych oraz innych nauk społecz­
nych i humanistycznych.
Michał

Buchowski

BIBLIOGRAFIA
Obeyesekere G.
2007

Apoteoza kapitana Cooka. Europejskie mitotwórstwo

[1992]

przeł. W. Usakiewicz, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagielloń¬
skiego.

w rejonie

Pacyfiku,

Sahlins M.
1981

2003
[1972]
2006
[1985]

Historical Metaphors and Mythical Realities: Structure in the Early His¬
tory of the Sandwich Islands Kingdom, Ann Arbor: Michigan University

Press.
Pierwotne społeczeństwo dobrobytu, przeł. P. Niesiołowski, w: M. Kempy,
E. Nowicka (red.), Badanie kultury, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe
PWN, s. 275-306.
Wyspy historii, przeł. I . Kołbon, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu
Jagiellońskiego.

H.C. U p r e t i , Indian Tribes Then and Now, Jaipur: Pointer Publishers 2007,
ss. 306, ISBN: 81-7132-482-7.
K.S. S i n g h , The Scheduled Tribes, Anthropological Survey of India, New
Delhi: Oxford University Press, 2001, ss. 1266, ISBN: 019564253-8;
Poprzez recenzję dwóch publikacji chciałbym, w bardzo ograniczonym zakre¬
sie, pokazać sposoby podejścia do problematyki tubylczej w Indiach. Są to prace
z naszego punktu widzenia specyficzne, a zarazem charakterystyczne dla tamtejszej
antropologii.
Recenzje indyjskich książek naukowych z tej dziedziny bardzo rzadko pojawiają
się w europejskich wydawnictwach nieanglojęzycznych. Znani antropolodzy pocho¬
dzenia indyjskiego (np. A. Appadurai) realizują swoje badania na obczyźnie, zwy¬
kle w placówkach akademickich Stanów Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii. Nie
brakuje w ich pracach odniesień do specyfiki kulturowej kraju pochodzenia, lecz
z reguły ograniczane są one do kwestii ogólnospołecznych i aktualnych problemów
kulturowych o charakterze reprezentatywnym dla ogólnie pojmowanego kontekstu
narodowego. Poza Azją Południową, zakres badań podejmowanych przez indyjskich
etnologów, antropologów kulturowych czy socjologów znany jest głównie badaczom
realizującym swoje projekty w danym regionie. A nie ma wątpliwości, iż jest co

�Recenzje i noty recenzyjne

321

badać. Różnorodność kulturowa samej Republiki Indii wydaje się niewyczerpalnym
obszarem naukowych dociekań dla powyższych dyscyplin. Kształtowanie się klas
społecznych, dynamicznie zmieniające się relacje kastowe (nadal obecne w mental­
ności społecznej), różnice regionalne oparte o kryteria etnojęzykowe, opozycja aglo¬
meracji miejskich do obszarów niezurbanizowanych, to tylko przykład problemów
pojawiających się na horyzoncie życia społecznego Indii. Już sam fakt, że Indie są
niezwykłym i ogromnym projektem społecznym, na niespotykaną nigdzie indziej
skalę, skłania do stawiania wielu pytań z rozmaitych obszarów kultury.
Nie na miejscu byłoby porównywanie obu omawianych niżej publikacji. W od¬
mienny sposób prezentują one bowiem dorobek każdego z autorów jako rezultat
wieloletnich badań nad problematyką społeczności indyjskich, określanych jako
scheduled tribes (plemiona rejestrowane). Obaj od lat 70. XX wieku przyczynia­
li się do wzbogacania i rozwijania studiów antropologicznych w Indiach. Profe­
sor H.C. Upreti przełożył na język hindi prace wielu „zachodnich" badaczy (m.in.
E. Durkheima). Przez wiele lat był profesorem na Wydziale Socjologii uniwersyte¬
tu dżajpurskiego w Radżasthanie. W swoich badaniach opisywał kwestie z zakresu
organizacji społecznej, antropologii miasta, relacji płeć — kultura, czy też zmian
w życiu tubylczych społeczności lokalnych. Obecnie jest afiliowany przy Indian
Council of Social Science Research, gdzie pracuje w komisji przyznającej uniwersy­
teckie wnioski grantowe oraz bierze udział w World Food Programme.
Autor drugiej publikacji, profesor K.S. Singh, rozpoczynał swoją działalność jako
pracownik Indyjskiej Służby Administracyjnej. Prowadził badania nad protestami
społeczności plemiennych wobec polityki rządowej, udziałem i rolą kobiet w ży¬
ciu małych grup lokalnych oraz implementacją projektów rozwojowych na terenach
wiejskich. Swoje spostrzeżenia spisał w kilku książkach, które stanowią podstawowe
źródła do nauczania antropologii na uniwersytetach indyjskich. Od roku 1984 do
1993 K.S. Singh był dyrektorem Anthropological Survey of India, ogólnokrajowej
i najważniejszej jednostki badawczej w Indiach. Według jego projektu przeprowa¬
dzono, zakrojone na szeroką skalę, badania i spis ludności należącej do kategorii kast
i plemion rejestrowanych (Scheduled Casts and Tribes). Wyniki tych badań zostały
opublikowane pod redakcją K.S. Singha, w obszernych tomach serii „Peoples of In­
dia". Były to jedyne dotychczas badania etnologiczne, które obejmowały cały kraj.
W tym imponującym przedsięwzięciu (od 1985 do 1992 roku) brało udział około 600
badaczy, którzy zgromadzili materiały od 24,5 tysiąca informatorów (sic!).
Recenzowane prace opisują kwestie z zakresu problematyki tubylczej. Ostatnie
dekady XX wieku były okresem, kiedy granica między obszarami miejskimi i niezurbanizowanymi bardzo wyraźnie zarysowała się, a nawet mocno wypiętrzyła; granica,
którą coraz częściej przekraczają przedstawiciele administracji państwowej. Nie ule¬
ga wątpliwości, że jest to jeden z ważnych czynników zmian w życiu społeczności
lokalnych. Ich konsekwencje stały się inspiracją dla autora pierwszej z omawianych
prac. Upreti przygląda się strukturze społecznej ludów plemiennych Indii, odwo¬
łując się do własnego doświadczenia badawczego (około 40 lat badań) oraz relacji
innych indyjskich badaczy, wskazuje na dynamikę i skutki stale trwającego proce-

�322

Recenzje i noty recenzyjne

su przemian. Treść podzielona została na 21 rozdziałów, w których analizowane są
wybrane zagadnienia, takie jak: zmiany w sferze rodziny i instytucji małżeństwa,
relacje w systemach pokrewieństwa, gospodarka, wierzenia, sytuacja kobiet, wpływ
projektów rozwojowych, czy też reakcje społeczności plemiennych na działania
władz.
Cenne są również dwa aneksy, zawierające opis przedmiotu badań antropologicz­
nych i natury samej dyscypliny oraz pojęcia i terminy etnologiczne podane w skróto­
wym, encyklopedycznym układzie. Warto zatem rozpocząć lekturę od tych dodatków,
które określają charakter antropologicznego podejścia w Indiach, jakże podobnego
do szkoły brytyjskiej do połowy XX wieku. Można do nich dołączyć także pierwszy
rozdział, wprowadzający w problematykę plemienną historycznie i terminologicznie.
Szkoda, że cytując definicje i kryteria klasyfikacji ludów tubylczych tworzone przez
innych badaczy indyjskich, sam autor nie wskazuje na te, do których się przychyla
w swoich badaniach. Trzy powyższe części będą dobrym wprowadzeniem, określa¬
jącym indyjski punkt widzenia społeczności „plemiennych". Celowo ujmuję plemię
w cudzysłów, ponieważ jest to inne pojmowanie tego rodzaju organizacji społecznej
niż w kontekście zachodnim.
Rozczarowuje drugi rozdział, traktujący o grupach znikających z mozaiki etnicz­
nej Indii. Pomimo interesujących i unikatowych informacji o małych społecznoś­
ciach wchłanianych przez główny nurt społeczeństwa, Upreti odwołuje się do źró¬
deł sprzed półwiecza. W kontekście tematu rozdziału nie jest to zabieg szczęśliwy,
gdyż nie wiadomo, czy współcześnie owe społeczności nadal funkcjonują na swych
terenach jako odrębne grupy, czy też zostały wchłonięte przez falę nowych osad¬
ników.
Autor zastosował w książce klasyczny podział struktury tekstu, powszechny
w indyjskich monografiach etnologicznych. Przeczytać można kolejno o strukturze
społecznej, rodzinie, formach małżeństwa, regułach pokrewieństwa, dziedziczeniu,
sztuce ludowej, gospodarce i wierzeniach. Przy ogromnym materiale przykładowym,
jakim dysponuje Upreti, opisy nabierają ogólnikowego charakteru. Nie znaczy to, że
nie można znaleźć informacji interesujących i ciekawych. Poza „szablonowymi" roz¬
działami wyodrębnione są części wyjątkowe. Należą do nich teksty o ruchach społeczno-wyznaniowych, roli kobiet w społeczeństwach plemiennych, rozwiązaniach
rozwojowych i problemach grup tubylczych. Ruchy społeczne zostały omówione
w perspektywie historycznej i jest to dobre kompendium, w którym prześledzono
podstawy każdego z ważniejszych protestów tubylczych. Niestety, brakuje danych
opisujących sytuację współczesną, będącą konsekwencją zajść historycznych. Upreti
nie wspomina o walkach w Bodolandzie (Assam), falowo przybierających na sile
i sprawiających, że region nie jest stabilny społecznie. Podobna sytuacja ma miejsce
w stanie Ćhattisgarh, powołanym w wyniku ruchów tubylczych w 2001 roku. Obec¬
nie zawiązuje się ruch górali Uttaranćalu walczących o prawa do własnej ziemi me¬
todami wypracowanymi w latach 80. XX wieku, podczas protestów Ćipko (w tłum.
„obejmowanie", „otulanie" — w kontekście ochrony drzew), zakończonych uchwałą
praw chroniących przed wycinką lasy Garhwalu i Kumaonu. To tylko trzy z proble­
mów obecnie nurtujących opinię społeczną w Indiach. Jako ciekawostkę można po-

�Recenzje i noty recenzyjne

323

traktować rozdział o podobieństwach kulturowych ludów Indii oraz Indian Ameryki
Północnej. Nie wnosi on wiele do całości publikacji i co najwyżej mógłby stanowić
kolejny aneks.
Bibliografia została podzielona i zamieszczona po każdym rozdziale. Taki sposób
podziału porządkuje i ułatwia poszukiwanie dalszych źródeł w określonym zakresie
tematycznym. Niestety zdarza się, iż autorzy, na których powołuje się Upreti, zostali
pominięci.
Podsumowując, przyznać trzeba, iż po przeczytaniu publikacji czytelnik otrzy¬
muje wystarczającą ilość informacji, aby przekonać się o rozmiarze pola badawcze¬
go, jakie zgłębiają antropolodzy indyjscy. Nie jest to studium zadowalające innych
badaczy problematyki tubylczej w Indiach, lecz wystarczające dla antropologów po¬
szukujących rzetelnych informacji wstępnych i ogólnych. Odwołując się do drugiej
części tytułu pracy Upretiego, można powiedzieć, iż zróżnicowanie kulturowe grup
plemiennych jest równie duże obecnie, jak w przeszłości.
W publikacji K.S. Singha mamy do czynienia z odmienną formą prezentacji da¬
nych. Wynika to z założonego, encyklopedycznego układu treści. Jest to obszerny,
alfabetyczny spis wszystkich grup plemiennych, zarejestrowanych w Indiach jako
scheduled tribes. Każda społeczność została krótko opisana. Obszerność informacji
jest jednak nieproporcjonalna dla poszczególnych grup. Stąd też całość sprawia wra¬
żenie opracowania nierównego i opierającego się raczej na dorobku literackim o da¬
nej społeczności, niż na materiałach zgromadzonych podczas, opisanych na wstępie,
rozległych badań terenowych. Lecz skoro autor przywiązuje tak baczną uwagę do
źródeł, to można mieć zastrzeżenia do ich doboru. Jedne społeczności opisywane
są w oparciu o źródła stosunkowo współczesne (dla publikacji z 1994, wznowionej
i uzupełnionej w 2001 roku), inne zaś na podstawie relacji z lat 50. i 60. XX wieku.
Autor, który ma doświadczenie w pracy nad rozwojem i zmianą kulturową, powi¬
nien podchodzić do starszych źródeł z większą rezerwą i dobitniej akcentować, jakie
dane pochodzą z relacji historycznych. Tymczasem zrównuje on czasowo wszystkie
opisy kolejnych grup plemiennych. Jest to o tyle poważny błąd, iż niektóre z ludów
zmieniły w ciągu ostatnich 50 lat swoją strukturę społeczną, zwyczaje lub prakty¬
ki gospodarcze, inne zaś mogły zniknąć z krajobrazu kulturowego. Odwołując się
do wiedzy zdobytej podczas ostatnich 10 lat w trakcie własnych badań terenowych
wśród Kanaurów, mogę powiedzieć, iż proponowany przez Singha opis nawiązuje do
rzeczywistości sprzed co najmniej 20 lat.
Uporządkowanie poszczególnych opisów według podobnego klucza ułatwia
jednak poruszanie się po ogromnym świecie tubylczym Indii. Bardzo pomocne jest
przytaczanie różnych wariantów nazwy grupy plemiennej, używanych w publika¬
cjach, przez grupy sąsiednie oraz endoetnonimu. Autor starał się stworzyć opisy
umożliwiające porównawcze analizowanie różnych aspektów kultury wybranych
grup (acz przypomnę, iż nie jest to czynione z konsekwencją w całym tekście). Znaj¬
dujemy więc dane demograficzne tam, gdzie to możliwe, zestawiające liczby ze spisów
ludności z różnych lat. Singh często odwołuje się także do badań antropologów fizycz­
nych, podając skrócony profil antropometryczny oraz statystyczne dane procentowe

�324

Recenzje i noty recenzyjne

dotyczące grupy krwi. Element już od dawna nie występujący w etnologicznej litera¬
turze naszego kręgu kulturowego. Dalej następuje opis struktury społecznej, z waż¬
nymi kryteriami określającymi relacje między członkami rodzin, oraz hierarchii wewnątrzgrupowej. Kolejnym aspektem jest określenie ram ekonomicznych, w jakich
funkcjonuje grupa i opis ważniejszych praktyk gospodarczych. Skrótowo omówio¬
ne są też praktyki religijne i podstawy zmian we współczesnej strukturze wyzna¬
niowej.
Publikacja K.S. Singha zawiera również obszerną, 35-stronicową bibliografię opra¬
cowań o indyjskich społecznościach tubylczych. Może się ona okazać szczególnie
przydatna podczas poszukiwań literatury autorstwa indyjskich badaczy. Teksty pióra
antropologów zachodnich, zamieszczone w bibliografii, niestety nie obejmują nawet
wydawnictw z lat 90. XX wieku.
Na zakończenie jeszcze jedna, ważna dla odbiorcy europejskiego, uwaga. Do¬
tyczy stylu, w jakim pisane są prace. Lektura omówionych książek, podobnie jak
szeregu innych publikacji antropologicznych współcześnie wydawanych w Indiach,
pozostawia dziwne i mieszane odczucia. Może się wydawać, iż informacje, jakie
w nich znajdujemy, są zbiorem odpowiednio uporządkowanych danych, sporządzo¬
nych w stylu brytyjsko-kolonialnego raportu. Łatwo zauważyć metodę konstruowa¬
nia treści oraz swoistą manierę sztywnego trzymania się ustalonej struktury tekstu.
Zazwyczaj zawiera ona listę takich zagadnień, jak małżeństwo, pokrewieństwo, sztu¬
ka, gospodarka, wierzenia, system władzy. Ma zatem charakter problemowo rozpro¬
szony.
Przywodzi to na myśl wypowiedź Salmana Rushdiego, który zauważa, iż we współ¬
cześnie powstających tekstach literackich pióra autorów indyjskich wyczuwalna jest
stylistyka Forstera. A rzecz przecież w tym, by oddać ducha własnej kultury poprzez
własne kategorie odczuć, co też uczynił Rushdi. W opracowaniach antropologów in¬
dyjskich można dostrzec sposób pisania badaczy brytyjskich z początku XX wieku.
Co więcej, wydany w 1915 roku tom The People of India (zbieżność nazwy projektu
K.S. Singha), autorstwa Herberta Risleya , do dzisiaj wydaje się wzorcem, do którego
nawiązują najnowsze prace (obaj autorzy przywołują postać Risleya w swoich pracach).
Nie chciałbym przez to powiedzieć, że są to publikacje skostniałe i nic nie wnoszące;
często są wręcz odkrywcze. Jednakże taki styl relacji antropologicznych jest trudny
w odbiorze i nie zachęca czytelnika do zapoznania się z wynikami badań, lecz do niego
raczej zmusza. Wielokrotnie zastanawiałem się, gdzie może tkwić przekonanie o po¬
prawności takiego ujmowania kontekstu badań (bo i one planowane są w taki sposób,
by potem wypełnić konieczne w opisie obszary). Jednym z powodów może być ciągły
brak poczucia, iż świat kultur znajdujących się w granicach państwa został poznany,
choćby katalogowo. Trudności ze sklasyfikowaniem niektórych ludów i nadaniem im
odpowiedniego statusu wobec prawa stanowią bardzo istotny problem, często wywo¬
łujący nieporozumienia między tubylcami a administracją. System administracyjny po
1

1

Druga edycja tego opracowania ukazała się w roku 1960, z uzupełnieniami Williama Crooke'a.

�Recenzje i noty recenzyjne

325

prostu nie nadąża za dynamiką zmian społecznych. Przykładem mogą być protesty
i zamieszki wywołane w ubiegłym roku przez Gudźarów w Radżasthanie, Harianie
oraz w stanie Uttaranćal. Jednakże przy tak wielkim projekcie społecznym, jak utrzy¬
manie jedności państwowej Indii z pełnią akceptacji przeogromnej różnorodności kul¬
turowej, będą to sytuacje stale towarzyszące kolejnym rządom na szczeblu centralnym
oraz lokalnym.
Przemysław Hinca

Borys M a l k i n, Odchodzący świat. Tropem kultur indiańskich i świata
przyrody Ameryki Południowej, wybór i opracowanie Iwona Stoińska-Kairska,
Mariusz Kairski, Warszawa: Akot 2007, ss. 398, il., ISBN: 978-83-921211-5-2.
Na okładce twarz Indianina niknąca w mroku. Czerwone bransolety na rękach,
tatuaż na twarzy. Patrzy spokojnie, z pewną zadumą, może smutkiem? Czy jego świat
przeminął? Ta fotografia to cała książka. Opowieść z pierwszej ręki o ludziach i miej¬
scach, do których większość z nas nigdy nie dotrze i nigdy o nich nie usłyszy. Nie
tylko dlatego, że nie dojedzie tam ekipa filmowa, bo za daleko i za trudno. Także
dlatego, że to, co opisuje autor, przeminęło, zdarzyło się, było kilkadziesiąt lat temu.
Mowa o książce Borysa Malkina Odchodzący świat. Warto o niej, jak i o jej autorze
opowiedzieć kilka słów, ze względu na jej wymiar etnograficzny, ale przede wszyst¬
kim dlatego, że na tle polskiej literatury podróżniczej jest ona wyjątkowa.
Zacznijmy od prezentacji samej książki. Na kartach dwunastu rozdziałów po­
znajemy dwanaście regionów Ameryki Południowej. „Region" to w tym przypadku
niezbyt szczęśliwe sformułowanie. Odsyła nas bardziej do geografii, podczas gdy
rdzeniem tej pozycji są opisy ludzi, zwierząt i roślin żyjących na danym obszarze.
Bardziej adekwatne wydaje się literackie określenie „świat". Książka oferuje nam
spojrzenie na dwanaście odmiennych światów Ameryki Południowej. Wraz z auto¬
rem wędrujemy przede wszystkim przez rozmaite światy Indian Amazońskich. Za¬
glądamy na przykład do Karaja w Brazylii, żyjących z rzeki Araguaia, by potem
wylądować wśród Ache — leśnych zbieraczy i łowców z Paragwaju. Odwiedzamy
Wayana w Gujanie Holenderskiej, by następnie zawitać do Tukuna, żyjących nad
wielką Amazonką. Poznajemy także Indian Guajiro, troszczących się o swoje sta¬
da na półpustynnym pograniczu Wenezueli i Kolumbii. Zaglądamy na boliwijskie
Gran Chaco (Indianie Chiriguano), w kolumbijskie Andy (Indianie Yuko w Sierra
de Perija) i do lasu tropikalnego pomiędzy Pacyfikiem a Andami (Indianie Noanama
w pn.-zach. Kolumbii). W jednym rozdziale opuszczamy nawet ląd stały, aby od¬
wiedzić należący do Chile Archipelag Wysp Juan Fernandez. Przekrój geograficzny
jest więc bardzo szeroki. Spośród wszystkich najważniejszych środowisk Ameryki
Południowej właściwie brakuje tylko argentyńskiej pampy. Wszystko to na ponad
trzystu stronach głównego tekstu.

�326

Recenzje i noty recenzyjne

Prócz tego czytelnik dostaje do rąk przedmowę, tekst przedstawiający sylwetkę
Borysa Malkina, 13 map obrazujących regiony wypraw i ich usytuowanie na kon¬
tynencie amerykańskim, trzy słowniki (użytych w tekście wyrazów obcych, nazw
roślin i zwierząt, synonimów nazw ludów indiańskich), spis fotografii w czterech
językach (polskim, angielskim, hiszpańskim i portugalskim) oraz pięć aneksów opi¬
sujących działalność autora (badania o charakterze etnograficznym i przyrodniczym,
zbiory muzealne oparte na kolekcjach zgromadzonych przez autora, publikacje i fil­
my dokumentalne). Łącznie jest to około 50 stron tekstu. Dodajmy do tego 130 uni­
katowych kolorowych fotografii pokazujących ludzi i zwierzęta opisywane w te¬
kście, w mniejszym stopniu zaś miejsca i rośliny. Wspomnieć też wypada o starannej
wielkoformatowej edycji samej książki. To wszystko wystawia dobrą ocenę redakto¬
rom tomu. Praca, jaką włożyli w opracowanie dzieła oraz w wybranie tekstów i foto¬
grafii Malkina posiadających dużą wartość zarówno dokumentalną, jak i estetyczną,
przyniosła naprawdę dobry efekt. Odchodzący świat prezentuje się jako swoiste opus
magnum autora, dzieło rzeczywiście przybliżające cały jego dorobek.
A jest on naprawdę imponujący. Borys Malkin to jeden z najwybitniejszych
współczesnych dokumentalistów i kolekcjonerów kultur indiańskich Ameryki Połu¬
dniowej. W ciągu czterdziestu lat swoich wypraw zgromadził ponad 120 kolekcji et¬
nograficznych i zbiorów archeologicznych (najbogatsze z nich liczą powyżej tysiąca
eksponatów). Zbiory te, obejmujące rękodzieło ponad 40 ludów tubylczych Ameryki
Południowej oraz zabytki sztuki prekolumbijskiej z 10 kultur archeologicznych, są
w posiadaniu wszystkich najbardziej znaczących muzeów europejskich i amerykań¬
skich. Do tego trzeba dodać olbrzymie zbiory zoologiczne — około miliona okazów
entomologicznych i herpetologicznych rozsianych po liczących się muzeach i insty¬
tutach naukowych na świecie. Dokumentacja wizualna jest także niebagatelna — to
przeszło 40 tysięcy slajdów fotograficznych oraz fotografii czarno-białych, uzupeł­
nionych 22 filmami etnograficznymi. Wszystko to zbiory wartościowe, unikające
„cepeliady", które gromadzono w sposób staranny i systematyczny. Autor może się
także pochwalić dorobkiem pisarskim. Polskim czytelnikom jest on znany z artyku¬
łów krajoznawczo-podróżniczych regularnie zamieszczanych w czasopiśmie popu¬
larnonaukowym „Poznaj Świat", gdzie od roku 1959, z małym przerwami, do roku
1985, łącznie opublikował ich pięćdziesiąt (te o Ameryce Pd. stanowią pierwowzór
Odchodzącego świata). Drugi wymiar jego pisarstwa jest w Polsce prawie całkowi¬
cie nieobecny. Są to teksty z zakresu etnozoologii i zoologii wychodzące na łamach
takich naukowych czasopism, jak „Anthropological Quarterly" czy „Bulletin of the
American Museum of Natural History".
Do pełnego obrazu sylwetki badacza dodać trzeba jego barwny życiorys, który
wiedzie od Litwy i Polski, poprzez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, Kolumbię
i Szwajcarię, z powrotem do Polski. Są w nim takie epizody, jak udział w wojnie na
Pacyfiku, studia na trzech kierunkach (przyrodniczym, archeologicznym oraz antro­
pologicznym, m.in. pod kierunkiem A. Kroebera i R. Lowie'go), podróże po obu
Amerykach, Afryce, Azji i Oceanii, praca wykładowcy uniwersyteckiego, przyjaźń
z Robertem Carneiro — czołowym antropologiem amerykańskim. Słowem, Borys
Malkin to postać nietuzinkowa, której dokonania budzą szacunek. Można powie-

�Recenzje i noty recenzyjne

327

dzieć, że od strony naukowej sytuuje się on w antropologii w nurcie Boasowskim,
w którym badacz powinien być przede wszystkim dokumentalistą, a zarazem specja¬
listą w różnych dziedzinach.
I to właśnie przebija się w rzeczonej pozycji, zarazem decydując o jej wartości.
Jak już wspomniałem, Odchodzący świat jest pracą podróżniczą, ale nader odmienną
od innych współczesnych polskich książek opowiadających o Ameryce Południowej.
Dla porównania weźmy trzy pozycje, należące do najbardziej popularnych i medial¬
nie znanych: Rio Anaconda, Wojciecha Cejrowskiego; Blondynka w dżungli, Beaty
Pawlikowskiej oraz Eldorado — polowanie na legendę, Jacka Pałkiewicza. Na czym
polegają różnice?
Pierwsza z nich to ilość i zakres faktografii. Książkę Malkina cechuje ogromne
bogactwo faktów. Jest ona naładowana mnóstwem informacji dotyczących regionu,
na którym koncentruje się dany rozdział. Poczynając od geografii (umiejscowie­
nie, krajobraz, ukształtowanie terenu), idąc poprzez świat przyrody (flora i fauna,
ze szczególnym uwzględnieniem pasji autora — owadów), a kończąc na ludziach
zamieszkujących dany obszar (przedstawienie sposobu życia, opisy świąt, zdobień,
ceramiki, sposobów polowania itp.), otrzymujemy rzeczywisty wgląd w obręb przed­
stawianego świata. Obfitość materiału dotyczącego różnych dziedzin (przydało się
wszechstronne wykształcenie autora) sprawia, że każdy czytelnik, niezależnie od
posiadanej wiedzy, znajdzie dla siebie coś interesującego i nowego. Oczywiście, ja¬
kość i zakres tych prezentacji nie są jednakowe w obrębie całej książki. Trafiają się
rozdziały uboższe faktograficznie, na przykład koncentrujące się na dwóch lub trzech
aspektach opisywanego regionu. To jednak nie zmienia faktu, że różnica pomiędzy
Odchodzącym światem a przywołanymi wyżej pozycjami jest naprawdę duża.
Tak się bowiem składa, że pod względem ilości informacji o przemierzanych
światach, a zwłaszcza ich zakresu, polskie książki podróżnicze traktujące o Ame¬
ryce Południowej prezentują się dość ubogo. A co stanowi ich główną treść? Etapy
i koleje wypraw, wrażenia autora, refleksje na temat siebie i rzeczywistości. Więcej
dowiadujemy się z nich o samym podróżniku niż o krainach, po których wędru¬
je. W książce Malkina zdarzenie z wyprawy jest pretekstem do prezentacji Indian,
gatunku zwierzęcia lub rośliny, natomiast w książkach rzeczonych autorów jest to
powód do zaprezentowania samych siebie. A jeśli już pojawiają się obiektywne, nie
uwikłane w autorskie interpretacje fakty o regionie, wtedy najczęściej trącą encyklo¬
pedyzmem. Książka Malkina stara się omijać tego typu pułapki, dość harmonijnie
łącząc informacje pochodzące z własnego doświadczenia z tymi z naukowych opra¬
cowań. W ten sposób Odchodzący świat unika częstego grzechu polskiej literatury
podróżniczej (nie tylko amerykanistycznej), w której relacje z własnej wyprawy poprzetykane są wypiskami z cudzych prac.
Natomiast druga główna różnica polega na jakości przedstawionych faktów. W re¬
cenzowanej pozycji przedstawiana wiedza o świecie jest szczegółowa, usytuowa¬
na w konkretnym miejscu i czasie. Widać to na różnych poziomach, poczynając od
umiejscowienia w przestrzeni, poprzez dane etnograficzne i przyrodnicze, a kończąc
na danych osobowych. Za każdym razem możemy precyzyjnie powiedzieć, gdzie
i o kim lub o czym pisze autor. Wiemy też, gdzie przebiega granica pomiędzy opisem

�328

Recenzje i noty recenzyjne

świata a autorską interpretacją. Zwykle dostajemy obszerny, jak na standardy popu¬
larnonaukowe, zestaw wiedzy na dany temat, często zmierzającej do obalania stereo¬
typowych poglądów o Amazonii. I , rzecz znamienna, prawie wszystkie osoby, które
pojawiają się w książce — a jest ich pokaźny tłumek — są wymienione z imienia
i nazwiska (jeżeli takowe miały), a przy tych nielicznych nieznanych, autor rzetelnie
informuje, że zapomniał, jak się nazywali.
Ten przykład dobrze obrazuje różnice w sposobie prezentowania rzeczywistości,
albowiem u pozostałych autorów zdecydowana większość osób, z którymi się spot¬
kali, występuje w tekście jako bezimienni Indianie, Latynosi czy tubylcy. Informacje
na temat świata zwykle wahają się pomiędzy ogólnością a ogólnikowością. Wyda¬
rzenia dzieją się gdzieś tam „w dziczy", „na pograniczu", „w zagubionej osadzie".
Trudno powiedzieć, co jest wzięte ze świata, a co dodane przez autora (zwłaszcza
kwestie wypowiadane przez Indian trącą konfabulacją), a dodatkowo większość pre¬
zentowanych obrazów powiela stereotypy o mieszkańcach lasu tropikalnego. Na do¬
miar złego, pośród niezbyt licznych prawdziwych informacji zdających sprawę, jak
jest w Amazonii, pojawiają się dane całkowicie mijające się z prawdą, których żadną
miarą czytelnik nie znający naukowej literatury nie jest w stanie wychwycić.
Dlaczego tak jest? Skąd taka dysproporcja pomiędzy dziełem Malkina i innych
autorów?
Odpowiedź znajdziemy w porównaniu sposobów pisarstwa. Odchodzący świat
jest napisany w czasie przeszłym, w trybie oznajmującym, ze stosunkowo małą licz¬
bą dialogów, które pojawiają się tylko w anegdotach. Wszystko to znamionuje styl
pisarski pretendujący do przedstawiania prawdy, dokumentowania rzeczywistości.
I taka jest też ta książka. Emanuje przekazem: „patrzcie, tak tam było". Z kolei na
przykład proza Cejrowskiego opiera się na czasie teraźniejszym, dużej liczbie dia¬
logów stanowiących sedno wielu historyjek, rozmaitych eksperymentach słownych
i formalnych, co daje na tyle mocną fabularyzację faktu, że w efekcie przeobraża się
on w fikcję literacką. Słowem, książka Malkina reprezentuje opcję literatury faktu
(dokumentującej realne wydarzenia), zaś twórczość pozostałych podróżników sytu¬
uje się bardziej w okolicach publicystyki reportażowo-beletrystycznej (komentującej
fikcję zbudowaną na doświadczeniach autora).
Widać, że pod pojęciem „wyprawy" w obu przypadkach ukrywa się co innego.
Borys Malkin jeździł po to, aby zbierać okazy zwierząt, kolekcje przedmiotów, do¬
konać opisu danej technologii, zwyczaju lub praktyki. Pisarstwo stanowiło pobocze
jego działalności. Stąd też autor jest obecny w tekście w formie „szczątkowej", naj¬
częściej w anegdotach lub w opisie swoich doświadczeń z danymi ludźmi lub regio¬
nem. Pałkiewicz zaś udawał się do Amazonii, by opisać swoje zmagania z trudnym
światem dookoła, przyrodą, techniką, ludźmi. Pawlikowska, by zrelacjonować swoje
odczucia i wrażenia. Najbliżej Malkina jest zapewne Cejrowski, który również pre¬
zentuje obraz świata „Tam", ale jest on mocno stereotypowy i istnieje tylko po to, aby
zabawić czytelnika, zadziwić go lub rozśmieszyć. We wszystkich trzech przypad¬
kach głównym celem pobytu podróżników w Ameryce Południowej było napisanie
książek i nakręcenie filmów. Być może dlatego ich głównym bohaterem jest autor
w Ameryce, nie zaś sama Ameryka.

�329

Recenzje i noty recenzyjne

W rezultacie Odchodzący świat jest książką, której nie da się przeczytać w całości
w ciągu kilku wieczorów — nie pozwala na to jej styl i wielość zawartych w niej in¬
formacji. Natomiast przykładowa Rio Anaconda taką rozrywkę zapewnia. Czytając j ą
i jej pokrewne pozycje, spędzimy przyjemnie czas, sądząc, że dowiadujemy się czegoś
o Indianach i Ameryce Południowej. W istocie jednak więcej dowiemy się o nas sa¬
mych, o naszych wyobrażeniach i potrzebach — podróż jest tu tylko pretekstem i ko¬
stiumem. Odchodzący świat Borysa Malkina jest więc pozycją wyjątkową, gdyż oferu¬
je rzeczywisty wgląd do światów, które odwiedził autor. Można się z niej dowiedzieć
wielu rzeczy na ich temat. Dobra książka podróżnicza powinna być właśnie taka.
Tarzycjusz

Buliński

Eugeniusz K ł o s e k , Świadomość etniczna i kultura społeczności polskiej we
wsiach Bukowiny rumuńskiej, Wrocław: Katedra Etnologii i Antropologii Kultu­
rowej Uniwersytetu Wrocławskiego 2005, ss. 449, il., ISBN: 83-9221-300-9.
Zainteresowania badawcze Eugeniusza Kłoska od dawna koncentrowały się na prob­
lematyce etniczności (tożsamości etnicznej, stereotypów, kategorii „swój" - „obcy")
oraz stanu kultury i charakteru procesów kulturowych na terenach pogranicznych. Były
nimi w jego pracach Śląsk i Bukowina w granicach Rumunii. Badania na Śląsku, szcze­
gólnie Śląsku Górnym, Eugeniusz Kłosek podjął już na początku lat 80. W ramach
badań nad problematyką śląską zajął się przede wszystkim wyznaczaniem odrębności
obszaru i grupy oraz jej tożsamością. Zauważamy znamienną ewolucję w poglądach
badacza, dostrzegalną w jego licznych publikacjach, związaną ze zmieniającą się rze¬
czywistością społeczno-kulturową i polityczną. Odrębność tę początkowo ujmował
w kategoriach regionalnych i społecznych. Od połowy lat 90. XX wieku badacz do¬
strzegł jednak konieczność zajęcia się identyfikacją etniczną i sformułował tezę o „tu¬
tejszej", pogranicznej tożsamości etnicznej Ślązaków. Obok dobrej znajomości terenu
i jakości materiałów z badań terenowych, wykorzystanych w tych pracach, cenię sobie
w nich determinację w podejmowaniu trudnych, lecz ważnych problemów oraz sposób
pisania o nich, uwzględniający odpowiedzialność badacza usiłującego zrozumieć ba¬
daną sytuację, ale unikającego bezpośredniego na nią oddziaływania.
W Rumunii Eugeniusz Kłosek rozpoczął badania jeszcze w latach 70. XX wieku,
kiedy to gromadził materiały do pracy magisterskiej na temat pasterstwa w Górach Kelimeńskich. Na teren Rumunii powrócił w roku 1995. Tym razem były to długotrwałe,
intensywne badania terenowe prowadzone do roku 2004, indywidualnie i razem ze stu­
dentami etnologii Uniwersytetu Wrocławskiego, w ramach ćwiczeń terenowych i obo­
zów naukowych. Przedmiotem badań były polskie społeczności wiejskie na Bukowinie
rumuńskiej, analizowane w szerokim kontekście uwarunkowań zarówno historycz¬
nych, jak i współczesnych. Celem tych badań było określenie charakteru tożsamości
etnicznej Polaków na Bukowinie południowej oraz dokumentacja właściwej im kultu¬
ry. Obok systematycznych badań terenowych w siedmiu wsiach Bukowiny — trzech

�330

Recenzje i noty recenzyjne

zasiedlonych na początku XIX wieku przez górali czadeckich, trzech nieco później
przez chłopów z okolic Tarnowa i Kolbuszowej oraz jednej, dawnej osady górniczej,
do której sprowadzono pod koniec XVIII wieku rodziny górnicze z Bochni i Wieliczki,
0 odmiennej historii i strukturze etnicznej mieszkańców — poszukiwania prowadzo¬
no także wśród Polaków w innych miejscowościach tej krainy. Ważnych materiałów
porównawczych i uzupełniających dostarczyły badania przeprowadzone wśród reemi¬
grantów z Bukowiny, osiedlonych po I I wojnie światowej, przede wszystkim na Dol¬
nym Śląsku. Przesiedlenie spowodowało, że zachowali oni w wielu przypadkach lepszą
pamięć o przeszłości w porównaniu z członkami grupy, którzy pozostali na miejscu.
Ponadto wykorzystano źródła zastane, między innymi kroniki tworzone w badanych
wioskach oraz rękopiśmienne i publikowane opracowania historyków, językoznawców
1 socjologów. Rezultatem badań prowadzonych na Bukowinie przez Eugeniusza Kłoska jest wiele artykułów, a ich podsumowaniem — recenzowana książka.
Książka ta koncentruje się na dwóch obszernych sferach kultury, a mianowicie ideach
i wartościach stanowiących o tożsamości etnicznej bukowińskich Polaków, dostępnych
głównie poprzez wypowiedzi członków badanej grupy i ich sąsiadów, oraz na wytworach
i zachowaniach tworzących ich kulturę dnia codziennego. Obydwie te sfery kultury nie są
w pracy niepowiązane. Kultura wyobrażana, do której należy świadomość etniczna, ma
swoje oparcie w kulturze związanej ze sposobem bytowania, natomiast wiele zachowań
i wytworów materialnych uzyskuje znaczenie dzięki towarzyszącym im wartościom. Au¬
tor uznał za ważne ukazanie perspektywy historycznej przedstawianych zjawisk. God¬
ne uwagi jest również ujmowanie głównego przedmiotu badań, jakim są społeczności
polskie na Bukowinie, w różnorodnych uwarunkowaniach i kontekstach: etnicznych,
społecznych, religijnych, ekonomicznych i politycznych. Książka stanowi monografię
problemową grupy Polaków, żyjących na Bukowinie w wielokulturowym i wieloetnicznym, lecz na ogół nie antagonistycznym wobec nich środowisku, o trudnej przeszłości
i interesującej, lecz równie skomplikowanej teraźniejszości.
Bukowina i polskie społeczności tam zamieszkałe dostarczyły ważnych materiałów
do rozważań nad problemami etnicznymi. Autor szczegółowo omawia determinanty
i dylematy świadomości etnicznej Polaków na Bukowinie. Dostrzegł znaczenie nie tyl¬
ko rumuńskiego, ale także wieloetnicznego otoczenia (Niemcy, Ukraińcy, Żydzi, Cyga­
nie, Węgrzy, Ormianie), pomagającego w oswojeniu się ze zróżnicowaną etnicznością,
dostarczającego możliwości wyboru u grup pogranicznych, prowadzącego do konfliktu
tożsamości — ujawnionego wśród górali czadeckich, którzy w części zadeklarowali się
jako Słowacy. Podkreślił rolę języka i wyznania oraz wspierających je instytucji, takich
jak szkoła i Kościół, zwrócił uwagę na motywy i skutki małżeństw mieszanych. Zareje¬
strował na terenie Bukowiny etnonim „Mazur", występujący na ogromnym terenie od
Serbii po Syberię, niekiedy stanowiący konkurencję wobec etnonimu „Polak", sygnali¬
zujący nieopracowany dotąd przez etnologów problem ekspansji ludności wywodzącej
się z Mazowsza i trwałości nazwy oraz języka. Słusznie zauważył, że stereotypy etnicz­
ne nie muszą stanowić o charakterze wzajemnych stosunków. Omówił znaczenie Pola¬
ków z Polski, przyjeżdżających na Bukowinę już w latach 30. XX wieku jako letnicy,
reprezentujących inny, „narodowy" wymiar polskości. Stwierdza marginalny charakter
etniczności Polaków na Bukowinie, szczególnie tych żyjących w trudno dostępnych

�331

Recenzje i noty recenzyjne

wioskach górskich, izolowanych zarówno od kultury grupy narodowej kraju pocho¬
dzenia, jak i kraju zamieszkania. Badacz kilkakrotnie wzmiankuje, z pewnym żalem
wobec bukowińskich Polaków, o trudnościach w odróżnianiu przez nich przynależno¬
ści państwowej (obywatelstwa) od przynależności narodowej (np. s. 147). Wydaje się,
że nie docenia on roli państwa i sytuacji przez nie tworzonej w procesach etnicznych,
czego wyrazem może być uznanie narodu za najwyższy stopień zorganizowania etniczności, nie uwzględniające możliwości tworzenia narodów „dynastycznych", „poli¬
tycznych" czy „konstytucyjnych". O tej możliwości przypominają wypowiedzi człon¬
ków badanych społeczności, potwierdzających niejednokrotnie swoją przynależność
zarówno do narodu polskiego, jak i rumuńskiego. W rozważaniach nad prowadzeniem
badań z zakresu problematyki etnicznej ważna jest świadomość autora, że badania ta¬
kie, nieodpowiednio realizowane, mogą wzmacniać uczucia ksenofobii i przyczynić
się do zantagonizowania badanych społeczności wieloetnicznych.
W części książki poświęconej kulturze dnia codziennego autor przyjął układ
tradycyjnej monografii etnograficznej. Na początku umieścił gospodarowanie, na¬
stępnie omówił dom i zagrodę, strój i ubiór, pożywienie, sposoby kontaktowania się
w ramach społeczności lokalnych, obrzędy rodzinne i doroczne, na końcu wierzenia
i przyjmowaną wizję świata oraz podania. Sporządzony rejestr zachowań i wytworów
kulturowych zaopatrzony jednak został, i to odróżnia ten tekst od wielu tradycyjnych
opisów etnograficznych, w informację o ich genezie, jeśli była uchwytna, przynależ¬
ności do określonego czasu oraz stopniu powszechności. Obok elementów kulturo¬
wych o charakterze reliktów przedstawione zostały również nowe, często w powią¬
zaniu ze środowiskiem etnicznym i szerszym kontekstem społeczno-gospodarczym
i politycznym. Także w tej części pracy, podobnie jak w innych swoich studiach,
autor prezentuje się jako doświadczony i utalentowany badacz terenowy, rozmówca
i obserwator potrafiący zgromadzić interesujące materiały i dbający o ich dobre za¬
prezentowanie w tekście. Konsekwentny empiryzm Eugeniusza Kłoska tylko w nie¬
licznych wypadkach osłabiają nie potwierdzone w terenie koncepcje, zaczerpnięte
z literatury informacje, typu: „Dom jest obrazem kosmosu" (s. 227).
Przedstawienie kultury Polaków na Bukowinie, zaprezentowane w książce, jest
nie tylko rejestrem unieruchomionych jej elementów. Ukazało ich funkcję, posłu¬
żyło także do sformułowania wniosków na temat przekształceń tej kultury, głównie
pod wpływem procesu modernizacji ograniczającego tradycyjne jej formy. Stało się
ponadto przydatne do przedstawienia uwarunkowań i mechanizmów kulturowych
związanych z etnicznością: izolacji, transkulturacji i asymilacji, również rewitali¬
zacji i nabywania kompetencji umożliwiających funkcjonowanie w wielokulturo¬
wym i wieloetnicznym środowisku. Przekazane w monografii informacje nie tylko
pozwalają pogłębić znajomość różnych wymiarów etnicznej polskości, ale są także
cenne dla rozważań nad ogólnymi problemami etniczności i procesami przekształceń
kulturowych. Polskie piśmiennictwo z zakresu zagadnień etnicznych wzbogaciło się
o wartościową pozycję przygotowaną na podstawie bogatych i interesująco zinter¬
pretowanych materiałów z długotrwałych badań terenowych.
Zbigniew

Jasiewicz

�332

Recenzje i noty recenzyjne

„Zesłaniec. Pismo Rady Naukowej Zarządu Głównego Związku Sybiraków",
red. nacz. Antoni Kuczyński, nr 1-31, Warszawa: ZG ZS 1996-2007, ISSN: 1426¬
21-2126.
W epoce Internetu wydawanie czasopisma może wydawać się zajęciem zgoła
niepotrzebnym. Po co mitrężyć czas na żmudne prace redakcyjne, na drukowanie,
wreszcie dystrybucję. O wiele łatwiej skorzystać z możliwości, jakie daje właśnie
Internet. Jestem przekonany jednak, że lepiej celem przekazania swoich myśli po¬
sługiwać się także metodami wypracowanymi w „galaktyce Gutenberga", niźli zdać
się tylko na to, co oferują w „globalnej wiosce". Periodycznie wychodzące pismo,
w jednolitej i starannej szacie graficznej, o określonej tematyce, a przede wszystkim
konsekwentne w swoich celach i zapatrywaniach, stanowi jedno z tych osiągnięć
naszej cywilizacji, z których nie opłaca się rezygnować.
Te refleksje przychodzą mi do głowy, gdy patrzę na półkę z tomami „Zesłańca", będą­
cego czasopismem środowiska Sybiraków. Najpierw pod tym tytułem wychodził od 1991
roku dodatek do wydawanego we Wrocławiu „Dziennika Dolnośląskiego". Od 1996 roku
„Zesłaniec" jest odrębnym czasopismem. Jego redaktorem naczelnym jest znany etnolog,
Antoni Kuczyński; w latach 1997-1999 zastępował go Władysław Masiarz.
„Zesłaniec" ma zazwyczaj trzy działy. W pierwszym zamieszcza się artykuły o te¬
matyce wschodoznawczej, przede wszystkim jednak o dziejach Polaków zsyłanych
na Sybir w XIX i XX wieku. W drugim są krótkie na ogół teksty dotyczące działal¬
ności Związku Sybiraków oraz wszelkich wydarzeń obchodzących to środowisko.
Z kolei w trzecim znaleźć można recenzje rozmaitych publikacji związanych z tema¬
tyką pisma. Recenzowany periodyk jest nie tylko przejawem działalności pewnego
stowarzyszenia. Jest to czasopismo, w którym znaleźć mogą wartościowe artykuły
wszyscy, których interesują stosunki polsko-rosyjskie, dzieje Kresów Wschodnich,
rodzime kultury Syberii, problem totalitaryzmu. Publikowane są także wstrząsające
wspomnienia osób, które przeżyły zesłanie.
Redakcja „Zesłańca" bardzo skrupulatnie przestrzega właściwych proporcji mię¬
dzy emocjami a intelektem. Zajmując się tematyką wschodnią, bardzo łatwo o cierpiętnictwo, o oskarżanie wszystkiego i wszystkich. Teksty publikowane we wroc¬
ławskim periodyku nacechowane są jednak trzeźwością, wynikającą ze stosowania
metody naukowej. Większość artykułów spełnia wymagania stawiane pracom na¬
ukowym, wprawdzie z dziedziny często literaturopodobnej humanistyki; jest to jed¬
nak pisarstwo posługujące się starannie opracowanymi materiałami źródłowymi.
Na kartach redagowanego przez Antoniego Kuczyńskiego czasopisma spotykam
naukowców i świadków wydarzeń historycznych, Polaków i przedstawicieli narodów
zamieszkujących ongiś carskie czy sowieckie imperium, spotykam ludzi różnych po¬
koleń. „Zesłaniec" jawi się jako miejsce ważnego dialogu. Z pewnością można go
uprawiać z powodzeniem również na forach internetowych. Kiedyś rozmawiało się
na rynku albo konwersowało w salonie. Konwersacja w salonie Kuczyńskiego jest
zawsze bardzo pouczająca, choć nie wszyscy z interlokutorów przypadają nam do
gustu. Nigdy jednak nie jest czasem straconym.
Grzegorz

Pełczyński

�Recenzje i noty recenzyjne

333

Kobiety z góry Ararat (Les Femmes du Mont Ararat), reż. Erwann B r i a n d,
Francja: Flight Movie 2004, 52'.
Ararat to masyw górski we wschodniej Turcji, który funkcjonuje w naszej wyob¬
raźni jako góra legendarna, magiczna, święta. Rzeczywistość tego miejsca prezen¬
tuje się jednak obecnie zgoła inaczej. Od lat 80. XX wieku ma tam bowiem miejsce
przewlekły konflikt między turecką armią i kurdyjską partyzantką Partii Pracujących
Kurdystanu (PKK). Walki na tym terenie sięgnęły zenitu w połowie lat 90. Obecnie
tli się nadal w górach ruch partyzancki, zepchnięty jednak na pogranicze irackie.
Mimo że o kobiecie muzułmańskiej napisano już tomy, to wciąż w odniesieniu do
niej przeważają uogólnienia i stereotypy. W opracowaniach pojawia się najczęściej
wizerunek kobiety dyskryminowanej, zepchniętej na margines islamskiego społe¬
czeństwa. Ten godny współczucia wizerunek kobiety Orientu, budzący emocje Eu¬
ropejczyków, jest jednak — co najmniej — nieaktualny. Rzeczywistość kulturowa
świata islamu w ostatnich dekadach gwałtowanie się zdynamizowała. Dotyczy to
także sytuacji kobiet. Dlatego też z wielką uwagą należy śledzić opracowania zmie¬
rzające do ukazania sytuacji kobiety islamu z aktualnej i odbiegającej od stereotypów
perspektywy. Do takich ujęć zaliczyć można film dokumentalny autorstwa wykształ­
conego w łódzkiej „filmówce" Francuza, Erwanna Brianda, Kobiety z góry Ararat.
Dokument opowiada o walce żeńskiej formacji partyzanckiej PKK, operującej w gór¬
skich ostępach południowo-wschodniej Turcji, w okolicach Araratu. Film stara się
zarejestrować wycinek z życia sześcioosobowego oddziału, ponadto obfituje w dy¬
gresje, dotyczące losów każdej z bohaterek. Historia, jakich wiele, gdyby nie fakt, iż
fabuła filmu dotyczy kobiet-partyzantek. Dzięki temu przed naszymi oczami rysuje
się raczej nietypowy wizerunek kobiety kurdyjskiej, jednocześnie także mieszkanki
Bliskiego Wschodu. W konwencji wywiadu poznajemy każdą bohaterkę z osobna.
Dowiadujemy się, iż każda z nich, bez wyjątku i bez reszty, oddana jest sprawie na¬
rodu kurdyjskiego, z żarliwością równą co najmniej tej, która cechuje mężczyzn. Bo­
haterki filmu to jednak podwójne rewolucjonistki. Walczą one o sprawę narodową,
a jednocześnie na rzecz sprawy właściwie równie beznadziejnej — równoupraw¬
nienia kobiet w skrajnie patriarchalnym społeczeństwie Bliskiego Wschodu. Z tego
powodu właśnie zasługują na nasz szczególny szacunek i uwagę.
Film ten to dobry obraz przemian obyczajowych we współczesnym świecie mu¬
zułmańskim. Ich ważnymi uczestniczkami są kobiety, które coraz śmielej dopomi¬
nają się o znaczniejszy udział w życiu publicznym. Warto zwrócić uwagę, że czę¬
sto dochodzi do takich prób w społecznościach zmarginalizowanych, gdzie kobiety
w coraz większym stopniu realizują się w polityce czy w życiu religijnym — sferach
dawniej zarezerwowanych całkowicie dla mężczyzn. Na obu płaszczyznach da się
obecnie zauważyć swego rodzaju emancypację, czy nawet więcej — rywalizację ko¬
biet z mężczyznami. Zjawisko to występuje nie tylko w Kurdystanie tureckim, ale,
w różnym natężeniu, także na innych obszarach świata islamu. I tak, na przykład,
w znanym mi najlepiej Sudanie, proces ten jest jak najbardziej widoczny. Tam jed¬
nak nie wynika on tylko z aktualnych procesów modernizacyjnych i westernizacyjnych, ale inspirowany jest raczej polityką fundamentalistycznego reżimu rządzącego

�334

Recenzje i noty recenzyjne

Sudanem, który poszukując poparcia społecznego, popiera częściową emancypację
kobiet.
Przykład Kurdów tureckich wydaje się nieprzypadkowy. W swej historii udowod¬
nili przecież nie raz, iż są najbardziej podatni na modernistyczne idee, i to nie tylko
żyjąc wśród swoich pobratymców, ale także w obrębie innych społeczności Bliskiego
Wschodu. W kontekście wydarzeń w sąsiednim Iraku, gdzie doszło do gwałtownego
wzrostu znaczenia Kurdów, winniśmy bacznie śledzić przyszłe losy tego bez mała
dwudziestomilionowego narodu, któremu wciąż odmawia się prawa do samostano¬
wienia.
Maciej

Kurcz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9711" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9689">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a48b57f857cc31c0e5344997ba3ea436.pdf</src>
        <authentication>031741ec8ef25060e7000a313f5d7231</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115506">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6182</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115507">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115508">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115509">
                <text>Bałkany - migracje</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115510">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5767</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115511">
                <text>Refleksja nad zjawiskiem migracji na Półwyspie Bałkańskim/ LUD 2010 t.94</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115512">
                <text>LUD 2010 t.94 s.397-404</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115513">
                <text>Bielenin-Lenczowska, Karolina</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="115514">
                <text>Czekalski, Tadeusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115515">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115516">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115517">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115518">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115519">
                <text>Lud, t. 94, 2010

KAROLINA BIELENIN-LENCZOWSKA
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
Uniwersytet Warszawski
TADEUSZ CZEKALSKI
Instytut Historii
Uniwersytet Jagielloński
Kraków

REFLEK SJA N A D ZJAW ISKIEM M IG RA CJI N A PÓ ŁW YSPIE
BA ŁKA ŃSKIM . PRZEG LĄ D LITERATURY PO LSK O JĘZY CZN EJ

Badania nad zjawiskiem migracji prowadzone są w Polsce przez przedstawi­
cieli różnych nauk: historii, antropologii kulturowej, socjologii, nauk politycz­
nych, pedagogiki czy demografii i geografii regionalnej. W niniejszym przeglą­
dzie skupimy się na opisie prac polskojęzycznych dotyczących różnych zjawisk
związanych z m igracją w krajach Półwyspu Bałkańskiego w wieku XX i XXI.
Migracja nie wydaje się ważnym tematem badań polskich bałkanologów. Jest
to zastanawiające, jeśli wziąć pod uwagę to, co pisze historyczka Maria Todorova
w swoim klasycznym już dziele Bałkany wyobrażone:
Najważniejsza część społecznego dziedzictwa osmańskiego dotyczy demografii.
Mowa o zjawisku długofalowym i niemożliwym do zatrzymania czy cofnięcia,
którego konsekwencje obserwujemy do dziś. Historia demograficzna imperium
osmańskiego obejmuje cały szereg zagadnień, z których najważniejsze to geogra­
ficzne przemieszczanie się ludności (kolonizacja, migracje), procesy demograficz­
ne (przyrost naturalny, śmiertelność, liczba zawieranych małżeństw itp.) oraz inne
typy mchów ludności (zmiany w strukturze wyznaniowej, ruchliwość społeczna
itp.) (Todorova 2008: 372).

Dwudziesty wiek to czas przede wszystkim migracji zarobkowych (w latach
60. Jugosławia podpisała z Niemcami umowę o sprowadzeniu robotników goś­
cinnych, tzw. gastarbeiterów), ale także politycznych (uchodźcy z Grecji po za­
kończeniu wojny domowej w latach 40. czy z Jugosławii po jej krwawym rozpa­
dzie). Temat ten pojawia się w pracach z zakresu różnych nauk, między innymi
demografii i geografii.

�398

Karolina Bielenin-Lenczowska, Tadeusz Czekalski

Badania polskich historyków zajmujących się Bałkanami w zdecydowanej
większości koncentrują się na historii politycznej lub na historii gospodarczej
postrzeganej w skali makro, co powoduje, że zagadnienia z historii społecznej
odgrywają rolę wyraźnie drugorzędną. Można to uzasadniać także oddaleniem
regionu bałkańskiego od Polski, a w konsekwencji odmiennością - realną bądź
zakładaną - doświadczeń społecznych. Istnieje jednak grupa historyków, która
poprzez badania nad historią polityczną XX wieku zmierza nieuchronnie do kwe­
stii odnoszących się do migracji - czy to w przypadku migracji jugosłowiańskich
do RFN w latach 60., czy też „wielkiej wycieczki”, jak eufemistycznie określano
wymuszone migracje Turków bułgarskich w latach 80. Z innej perspektywy wą­
tek migracji bałkańskich, tym razem „na Bałkany”, stał się przedmiotem badań
historyków zajmujących się migracjami Polaków i tworzeniem środowisk polo­
nijnych.
Dość obszerną bibliografię tekstów poświęconych Polakom migrującym na
Bałkany zawdzięczamy kilku zaledwie autorom, którzy ten wątek uczynili jednym
z najistotniejszych w swojej pracy naukowej. M igracją uwarunkowaną w więk­
szości przypadków politycznie można by określić polską obecność w Bułgarii,
sięgającą XIX wieku i początków budowania nowożytnego państwa bułgarskie­
go. Jej losy śledził w swoich pracach Zbigniew Klejn, początkowo jako dzien­
nikarz, a z czasem jako historyk i autor fundamentalnego dzieła poświęconego
Polakom w Bułgarii (Klejn 1999, 2001; zob. też Pilch 1984: 281). Kontynuatorką
badań Klejna nad bułgarską Polonią była Urszula Kaczmarek. Jej prace, wyda­
wane od końca lat 80., dotyczyły kolejnej fali polskiej emigracji, kształtującej
się w latach 80. XX wieku, z uwagi na jej charakter określanej często pojęciem
„emigracji serca” (Kaczmarek 1991, 1993).
Do tradycji XIX-wiecznych nawiązywały środowiska polonijne w byłej Jugo­
sławii. Kształtowanie się tej społeczności doczekało się w 1983 roku obszernego
opracowania Janusza Albina (Albin 1983). W tej samej dekadzie uwagę badaczy
przykuwała kwestia repatriacji „polskich Jugosłowian” i osiedlania ich w rejonie
Bolesławca. Oprócz licznych artykułów publicystycznych warto też zauważyć
prace Tadeusza Bugaja i Czesława Buczka, poświęcone środowisku reemigran­
tów (Bugaj 1982-1983; Buczek 1983).
Spośród polskich społeczności zamieszkujących pod koniec lat 80. XX wieku
Bałkany wyróżniała się, tak pod względem liczebności, jak i stopnia zorgani­
zowania, Polonia grecka. Z uwagi na to, iż polscy emigranci pod Akropolem
stanowili przykład typowej migracji zarobkowej z kraju komunistycznego, temat
ten nie był podnoszony do 1989 roku, kiedy zajął się nim Zbigniew Ruta (Ruta
1989). Jednak kluczowe znaczenie w badaniach nad tym środowiskiem, tworze­
niem przez nie ośrodków edukacyjnych i religijnych, a także jego aktywnością
kulturalną odegrały prace Jacka Knopka. W pracy wydanej w 1997 roku autor
poddał analizie współczesną Polonię grecką ale także prześledził polską obec­
ność w Grecji na przestrzeni kilkuset lat, zwracając uwagę na mało znany epi­

�Refleksja nad zjawiskiem migracji na Półwyspie Bałkańskim

399

zod migracji polskich górników do Grecji w okresie międzywojennym (Knopek
1997). Wśród polskich publikacji poświęconych obecności Polaków w Grecji,
bardziej jako konsekwencji podróży niż migracji, warto wspomnieć pracę war­
szawskiego historyka i filologa Przemysława Kordosa (2009).
Omawiając wątki polskie w badaniach nad migracjami bałkańskimi, nie m oż­
na pominąć kwestii migracji grecko-macedońskich, będących konsekwencją
wojny domowej w Grecji. O bałkańskich uchodźcach przybywających do Polski
pisali Mieczysław Wojecki, Jacek Knopek i Artur Patek (Wojecki 1989; Kno­
pek 1994; Patek 2005). Ciekawymi przyczynkami do badań nad społecznością
emigrantów bałkańskich są opublikowane niedawno artykuły Patryka Pleskota
i Jarosława Symyka (Pleskot 2004: 73-74; Symyk 2009). Artykuł Pleskota doty­
czy, co prawda, licznej, wielonarodowościowej grupy studentów, ale dominowali
w niej liczebnie przybysze z Albanii i Bułgarii, a także emigranci greccy.
Autorzy klasycznych syntez poświęconych Bałkanom - Barbara Jelavich
i George Castellan za kluczowe w dziejach dwudziestowiecznych Bałkanów
uznają migracje transoceaniczne, traktowane jako czynnik generujący procesy
modernizacyjne (Castellan 1991; Jelavich 2005: 405, 430). Dotyczy to szcze­
gólnie społeczeństwa greckiego, które jako pierwsze doświadczyło tego typu
emigracji masowej, jak również musiało zmierzyć się z problemem reemigracji
z kontynentu amerykańskiego (Brzeziński 2002: 95; Głąbicka 2002; Czekalski
2007: 76-81). Znacznie skromniejsza pod względem liczebnym, ale odgrywająca
istotną rolę w formowaniu się nowoczesnego narodu była migracja Albańczyków na kontynent amerykański (Czekalski 1998: 18-23). Problematyka migracji
transoceanicznych znalazła interesujące rozwinięcie w pracach poświęconych te­
matyce organizacji wspólnot wyznaniowych przez emigrantów (Czekalski 1996:
89-92; Walaszek 2006).
Fascynującym przykładem przemian społecznych wywołanych przez czynnik
migracyjny wydaje się Grecja w latach 20. XX wieku, do której w wyniku umowy
z Turcją napłynęła milionowa rzesza uchodźców, identyfikujących się jako „Gre­
cy”, ale różniących się od „starych” Greków obyczajami, religijnością, a także języ­
kiem. Problem migracji anatolijskich pojawia się w pracach badaczy zajmujących
się przemianami społecznymi w Grecji (Brzeziński 2002: 90-93; Czekalski 2007:
59-76), jak również podejmujących problem mniejszości muzułmańskiej w tym
kraju (Parzymies 2005: 38-39; Stawowy-Kawka 2006: 300-301).
Inny punkt odniesienia dla historyków badających migracje bałkańskie sta­
nowi casus jugosłowiański. O jego wyjątkowości świadczy fakt, że w tym przy­
padku migracja dotyczyła mieszkańców państwa komunistycznego, które z re­
guły ograniczało do minimum wyjazdy zagraniczne swoich obywateli. Czynnik
migracyjny, jako kluczowy dla gospodarki jugosłowiańskiej, a pośrednio deter­
minujący także zmiany polityczne, dostrzegała znakomita większość autorów,
podejmujących kwestie przemian społeczno-gospodarczych w titoistowskiej Ju­
gosławii. Szczególnie cenne wydają się prace Michała Zachariasa i Piotra Eber-

�400

Karolina Bielenin-Lenczowska, Tadeusz Czekalski

hardta, wpisujące migracje w szerszy kontekst polityczny i demograficzny (Za­
charias 2004: 283-284, 378; Eberhardt 2005).
Cechę wyjątkowości można także odnieść do realiów Bułgarii, a zwłaszcza
ostatniej dekady rządów komunistycznych. Eufemistyczne określenia „wielkiej
wycieczki” czy „odrodzenia narodowego” miały przesłonić jedną z najbardziej
ponurych kart w powojennej historii regionu, jak ą była wymuszona emigracja
Turków bułgarskich. Temat ten cieszy się sporym zainteresowaniem badaczy
współczesnej Bułgarii, analizujących migrację Turków zarówno w kontekście
polityki międzynarodowej, jak też kryzysu ustroju komunistycznego (Żmigrodz­
ki 1998: 86-87; Gocłowski 2003; Klejn 2005: 171-174; Burakowski 2009: 325­
-326; Wódka 2009).
Konflikty w byłej Jugosławii, ich tło polityczne i kontekst międzynarodowy
stały się wiodącym wątkiem w badaniach podejmujących próbę analizy przemian
w okresie bałkańskiej transformacji. Zagadnienia migracyjne są rozpatrywane
w kontekście konfliktów wyznaniowych (Parzymies 2005), ale także zmian de­
mograficznych, generowanych przez migracje (Eberhardt 1992). Odrębnym i, jak
można sądzić, perspektywicznym kierunkiem badań sąkonsekwencje masowych
migracji albańskich, które sprzyjają kreowaniu poczucia zagrożenia i generują
nowe konflikty społeczne w krajach osiedlenia (Lazaridis, Romaniszyn 1997;
Bonarek i in. 2005: 645; Czekalski 2006). Kwestię imigracji albańskiej jako
czynnika tworzącego poczucie zagrożenia podejmuje wydany niedawno artykuł,
analizujący specyficzne dla lat 90. przejawy albanofobii we Włoszech i w Grecji
(Czekalski 2010).
Z dziedziny antropologii kulturowej warte odnotowania są dwa artykuły za­
mieszczone w książce Sąsiedztwo w obliczu konfliktu. Relacje społeczne i etnicz­
ne w zachodniej Macedonii (Bielenin-Lenczowska, red., 2009). Książka ta jest
owocem trzyletnich badań terenowych w społeczności muzułmańskiej w zachod­
niej Macedonii. Ewa Pieszczyk (2009), w tekście zatytułowanym Macedonio,

gdzie są Twoje dzieci? - ponadpaństwowe elementy migracji z Centar Zupy do
Włoch, wykorzystała teorię transnarodowości (termin transnationalism tłumaczy
- słusznie, moim zdaniem, w tym kontekście - jako ponadpaństwowość). Poka­
zuje, jak migranci funkcjonują w obu krajach, Macedonii i Włoszech, oraz jak
przenikają się wzajemnie pewne idee czy wzorce kulturowe. Natalia Koperkiewicz (2009), autorka artykułu Oni nie są wariatami, tylko my ich nie rozumie­
my, skupiła się z kolei na migracji zarobkowej do Niemiec starszego pokolenia
żupian. Wyjeżdżali oni bez rodziny i pracowali w bardzo trudnych warunkach.
Teraz, gdy są już na emeryturze, nie m ogą przyzwyczaić się do nowego, innego
stylu życia, a dokładniej - nie m ogą znieść bezczynności i rozrzutności. Dlate­
go, jak dowodzi Koperkiewicz, uważa się ich za dziwaków czy ludzi niespełna
rozumu (budala).
W zachodniej Macedonii od kilku lat prowadzi również badania terenowe
Karolina Bielenin-Lenczowska, która zajmuje się zjawiskiem migracji zarobko­

�Refleksja nad zjawiskiem migracji na Półwyspie Bałkańskim

401

wej (pećalba) Macedońskich Muzułmanów (Torbeszów) z Macedonii do Włoch.
W języku polskim zostały opublikowane dwa artykuły - pierwszy analizuje kwe­
stię przekraczania granicy państwowej, drugi dotyczy prestiżu i przekazywania
tradycji w kontekście wesel organizowanych przez migrantów w kraju pochodze­
nia (Bielenin-Lenczowska 2010a, 201 Ob).
Problematyka migracji bałkańskich pozostaje w Polsce nadal niedocenia­
nym przedmiotem badań. Pozorna odmienność doświadczeń bałkańskich spo­
łeczeństw postkomunistycznych może rodzić wrażenie, że modele zachowań
wobec imigrantów i kwestia ich asymilacji jest dość odległa od polskich do­
świadczeń. Sprzyja to klasycznym badaniom statystycznym czy też koncentro­
waniu się na polskiej obecności na Bałkanach. Badania prowadzone we Włoszech
czy Francji w środowiskach emigrantów bałkańskich, a także badania postaw
wobec imigracji w interesujący sposób korespondują z powszechną w ostat­
nich latach obecnością wątków emigracyjnych w kulturze popularnej krajów
bałkańskich.

LITERATURA
Albin J.
1983

Polacy w Jugosławii XIX-XX w , Lublin: Polonijne Centrom Kulturalno­
-Oświatowe UMCS.
Bielenin-Lenczowska K. (red.)
2009
Sąsiedztwo w obliczu konfliktu. Relacje społeczne i etniczne w zachodniej
Macedonii - refleksje antropologiczne, Warszawa: DiG.
2010a
Pojęcie granicy i je j przekraczania w kontekście migracji zarobkowych
(pećalba) w Macedonii, w: M. Zowczak (red.), Na pograniczu „Nowej Eu­
ropy”. Polsko-ukraińskie sąsiedztwo, Warszawa: DiG, s. 161-170.
201 Ob
Peczalbarskie wesele: prestiż, tradycja i rodzinne więzi w zachodniej
Macedonii, w: A. Malewska-Szałygin, M. Radkowska-Walkowicz (red.),
Antropolog wobec współczesności, Warszawa: Instytut Etnologii i Antro­
pologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego, s. 395-411.
Bonarek J. i in.
2005
Historia Grecji, Kraków: Wydawnictwo Literackie.
Brzeziński A.
2002
Grecja. Historia państw świata w X X wieku, Warszawa: Wydawnictwo
TRIO.
Buczek C.
1983
Repatrianci z Jugosławii na Ziemi Bolesławickiej, „Rocznik Dolnośląski” 8,
s. 159-178.
Bugaj T.
1982-1983 Reemigracja ludności polskiej z Jugosławii i je j osiedlenie na Dolnym
Śląsku (1946-1947), „Rocznik Jeleniogórski” 20, s. 63-91; 21, s. 83-126.

�402

Karolina Bielenin-Lenczowska, Tadeusz Czekalski

Burakowski A.
2009
Bułgaria - w poszukiwaniu końca komunizmu, w: A. Burakowski, A. Gubrynowicz, P. Ukielski, 1989 - Jesień Narodów, Warszawa: Collegium Civitas, Instytut Studiów Politycznych PAN, Wydawnictwo TRIO, s. 297-348.
Castellan G.
1991
Histoire des Balkans (XIV-XXsiècle), Paris: Fayard.
Czekalski T.
1996
Zarys dziejów chrześcijaństwa albańskiego w latach 1912-1993, Kraków:
Nomos.
1998
Albania w latach 1920-1924 - aparat państwowy i jego funkcjonowanie,
Katowice: Śląska Agencja Prasowa.
2006
Północny Epir i Czamuria - współczesne oblicze sporu grecko-albańskiego,
w: A. Patek, W. Rojek (red.), N aród-państwo-Europa Środkowa w X IX i X X
wieku, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, s. 305-314.
Pogrobowcy Wielkiej Idei. Przemiany społeczne w Grecji w latach 1923­
2007
-1940, Kraków: Historia Iagiellonica.
2010
Szpony Czarnego Orła. Europejska albanofobia - przesłanki i ewolucja
zjawiska, w: D. Quirini-Poplawska (red.), Marę inclitum. Oddziaływanie
cywilizacji śródziemnomorskiej, Portolana. Studia Mediterránea, vol. 4,
Kraków, s. 385-392.
Eberhardt P.
1992
Problematyka ludnościowa Albanii, „Czasopismo Geograficzne” 1, s. 115­
-118.
2005
Przemiany demograficzno-etniczne na obszarze Jugosławii w X X wieku,
Lublin: Wydawnictwo UMCS.
Głąbicka K.
2002
Emigracja grecka i społeczności imigranckie. Refleksje kulturowe, w: J.E. Za­
mojski (red.), Migracje - historia - kultura, „Migracje i Społeczeństwo”,
t. 7, Warszawa: Wydawnictwo Neriton, s. 93-101.
Gocłowski A.
2003
Exodus bułgarskich muzułmanów do Turcji w 1989 roku jako zapowiedź
zmierzchu wpływów imperialnych ZSRR na Bałkanach, w: J.E. Zamojski
(red.), Upadek imperiów i rozwój migracji, „Migracje i Społeczeństwo”,
t. 8, Warszawa: Wydawnictwo Neriton, s. 93-101.
Jelavich B.
2005
Historia Bałkanów. Wiek XX, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu
Jagiellońskiego.
Kaczmarek U.
1991
Aktywność kulturalno-oświatowa Polonii w Bułgarii, Czechosłowacji, Niemieckiej Republice Demokratycznej, Rumunii i na Węgrzech w latach 1945­
-1989, Poznań: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickie­
wicza.
1993
Dzieje Polaków na ziemiach bułgarskich, Poznań: Ars Nova.
Klejn Z.
Polskie ślady w budowie nowożytnej Bułgarii 1877-1914, Łowicz: Mazo­
1999
wiecka Wyższa Szkoła Humanistyczno-Pedagogiczna.

�Refleksja nad zjawiskiem migracji na Półwyspie Bałkańskim

2001
2005
Knopek J.
1994

403

Rola mniejszości narodowych w państwowym i narodowym odrodzeniu Bułgarii
(1877-1914), „Balcanica Posnanensia. Acta et studia” 11/12, s. 113-120.
Bułgaria - szkice z dziejów najnowszych, Pułtusk: Wyższa Szkoła Humani­
styczna im. Aleksandra Gieysztora.

O osadnictwie Greków i Macedończyków na tzw. Ziemiach Odzyskanych po
II wojnie światowej, w: A. Chodubski (red.), Przemiany społeczne, kwes­
tie narodowościowe i polonijne, Toruń: Wydawnictwo Adam Marszałek,
s. 145-152.
1997
Polacy w Grecji: historia i współczesność, Bydgoszcz: Wyższa Szkoła
Pedagogiczna w Bydgoszczy.
Koperkiewicz N.
Oni nie są wariatami, tyłka my ich nie rozumiemy, w: K. Bielenin-Lenczo2009
wska (red.), Sąsiedztwo w obliczu konfliktu. Relacje społeczne i etniczne
w zachodniej Macedonii - refleksje antropologiczne, Warszawa: DiG,
s. 89-101.
Kordo s P.
Dwudziestowieczna Grecja oczami polskich podróżników, Warszawa: DiG.
2009
Lazaridis G., Romaniszyn K.
Albańscy i polscy nielegalni imigranci w Grecji: analiza porównawcza,
1997
„Studia Polonijne” 18, s. 9-38.
Parzymies A.
Muzułmanie w Grecji, w: A. Parzymies (red.), Muzułmanie w Europie,
2005
Warszawa: Wydawnictwo Dialog, s. 35-52.
Patek A.
2005
Ludność macedońska w Polsce - geneza i charakter, w: I. Stawowy-Kawka
(red.), Miejsce Macedonii na Bałkanach, Kraków: Wydawnictwo Uniwer­
sytetu Jagiellońskiego, s. 271-278.
Pieszczyk E.
Macedonio, gdzie są Twoje dzieci? - ponadpaństwowe elementy migracji
2009
z Centar Zupy do Włoch, w: K. Bielenin-Lenczowska (red.), Sąsiedztwo
w obliczu konfliktu. Relacje społeczne i etniczne w zachodniej Macedonii
- refleksje antropologiczne, Warszawa: DiG, s. 117-130.
Pilch A. (red.)
1984
Emigracja z ziem zaboru austriackiego (od połowy X IX w. do 1918 r.),
w: A. Pilch (red.), Emigracja z ziem polskich w czasach nowożytnych
i najnowszych (XVIII-XXw.), Warszawa: PWN, s. 252-325.
Pleskot P.
2004
Zycie codzienne zagranicznych studentów na polskich uczelniach w okresie
stalinizmu, „Przegląd Polonijny” 2, s. 72-82.
Ruta Z.
1989
Emigranci polscy w Grecji. Szkic problemu, „Przegląd Polonijny” 1, s. 77-83.
Stawowy-Kawka I.
2006
Islam w Macedonii i Grecji - najważniejsze problemy, w: A. Patek, W. Ro­
jek (red.), Naród - państwo, Europa Środkowa w X IX i X X wieku, Kraków:
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, s. 300-306.

�404
Symyk J.
2009

Karolina Bielenin-Lenczowska, Tadeusz Czekalski

Rozpracowanie środowiska greckiego i macedońskiego na Dolnym Śląsku
przez organy bezpieczeństwa w latach 1949-1989, w: J. Symyk (red.),
Aparat bezpieczeństwa Polski Ludowej wobec mniejszości narodowych
i etnicznych oraz cudzoziemców, Warszawa: Instytut Pamięci Narodowej,
s. 259-280.

Todorova M.
2008
Bałkany wyobrażone, przeł. P. Szymor, M. Budzińska, Wołowiec: Wydawnic­
two Czarne.
Walaszek A.
2006
Słoweńscy wierni, duszpasterze i hierarchia kościelna: „sprawa” ks. Vitusa
Hribara w Cleveland, Ohio, „Przegląd Polonijny” 4, s. 5-22.
Wojecki M.
1989
Uchodźcy polityczni z Grecji w Polsce 1948-1975, Jelenia Góra: Karko­
noskie Towarzystwo Naukowe.
Wódka J.
2009
Mniejszość turecka w Bułgarii a stosunki turecko-bułgarskie w okresie
Zimnej Wojny, „Dzieje Najnowsze” 2, s. 50-51.
Zacharias M.
2004
Komunizm - federacja - nacjonalizmy. System władzy w Jugosławii 1943­
-1991: powstanie, przekształcenia, rozkład, Warszawa: Wydawnictwo
Neriton.
Żmigrodzki M.
1998
Przejawy dyskryminacji mniejszości narodowych i religijnych w Bułgarii,
w: A. Czarnocki (red.), Samoidentyfikacja mniejszości narodowych i religij­
nych w Europie Środkowo-Wschodniej, Lublin: Instytut Europy Srodkowo-Wschodniej, s. 85-95.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10986" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10964">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/316b96c14d65473d2d21e20118b6cebf.pdf</src>
        <authentication>a71cb3cab20fda3a124306cd86886d0b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130972">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5012</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130973">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130974">
                <text>2010</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130975">
                <text>kultura społeczna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130976">
                <text>wesele</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130977">
                <text>rodzina</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130978">
                <text>Macedonia - obrzędy weselne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130979">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4649</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130980">
                <text>Peczalbarskie wesele - prestiż, tradycja i więzi rodzinne w Zachodniej Macedonii / Antropolog wobec współczesności</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130981">
                <text>Antropolog wobec współczesności pod red. Anny Malewskiej-Szałygin i Magdaleny Radkowskei-Walkowicz s.395-412</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130982">
                <text>Bielenin-Lenczowska, Karolina</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130983">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130984">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130985">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130986">
                <text>Karolina Bielenin-Lenczowska
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW

Peczalbarskie wesele
prestiż, tradycja i więzi rodzinne
w zachodniej Macedonii

Peczalba (tur. gurbet, alb. kurbet) jest zjawiskiem tradycyjnego zarobkowania miesz­
kańców Półwyspu Bałkańskiego, notowanym w źródłach historycznych od drugiej
połowy X I X w., po wojnach krymskich. Początkowo była to sezonowa migracja
mężczyzn 1 , którzy opuszczali rodzinne strony w okresie wiosenno-letnim (od św.
Jerzego - 6 maja, do św. Dymitra - 8 listopada 2 ), aby nająć się do pracy w rolnictwie,
pasterstwie czy budownictwie. Peczalba była szczególnie popularna we wschodniej
i środkowej części Półwyspu Bałkańskiego, a peczalbari cieszyli się w swojej s p o ł e c z ­
ności znacznym prestiżem. Migrowano z biednych, górzystych regionów w boga­
tsze niziny i doliny rzek. Jak podaje za Ferdynandem Braudelem bułgarski antropo­
log Petko Hristow, taki s p o s ó b zarobkowania był charakterystyczny dla całego base­
nu Morza Śródziemnego (Hristow 2008). Kierunki migracji zależały od aktualnej
sytuacji społeczno-politycznej. A zatem z zachodniej Macedonii, w t y m z regionu
Reka, o którym traktuje niniejszy tekst, wyjeżdżano w czasach imperium osmań­
skiego do Salonik i Stambułu, a po wojnach bałkańskich do Belgradu. Ze wschodniej
Macedonii j e ż d ż o n o przede wszystkim do Sofii. Albańczycy z kolei wyjeżdżali do
wolnej już wtedy Albanii. O d początku X X w. z a c z ę t o migrować do Stanów Z j e d ­
noczonych i Kanady (przede wszystkim, aby uniknąć wcielenia do armii), a następ­
nie do różnych krajów Europy Zachodniej (Hristow 2008).
Obecnie zmienił się model migracji: od kilku, kilkunastu lat wyjeżdżają całe ro¬
dziny i spędzają na obczyźnie większą c z ę ś ć roku. M i m o tej zmiany wydaje się, że
zasada pozostała taka sama - miejscem odniesienia jest dla peczalbarów kraj po¬
chodzenia, czyli w t y m przypadku Macedonia (zob. Pieszczyk 2008 i 2009). Nadal
1
Petko Hristow notuje, że istniało zróżnicowanie peczalbarów pod względem płci i wieku. Jeśli
chodzi o kobiety migrowały jedynie panny, mężatki pozostawały w domu i zajmowały się gospodarst­
wem oraz wychowywaniem dzieci (Hristow 2005, s. 87-88).
2
Daty podaję zgodnie z kalendarzem juliańskim, używanym przez prawosławnych Macedończyków.

395

�Karolina Bielenin-Lenczowska

peczalba postrzegana jest jako migracja sezonowa - wraca się bowiem, tak jak daw­
niej, na najważniejsze święta rodzinne (poza weselami w społecznościach muzuł­
mańskich jest to również obrzezanie chłopców 3 , często zresztą organizowane przy
okazji wesela) oraz wypełnia społeczno-rodzinne powinności, takie jak wzajemne
odwiedzanie się, nawiązywanie nowych relacji i podtrzymywanie więzi już istnie¬
jących. Powroty dają także możliwość zademonstrowania zarobionych za granicą
pieniędzy - przez inwestycję w nowy, duży dom, przyjazd drogim samochodem
czy choćby pokazanie najnowszego modelu telefonu komórkowego i wydawanie
pieniądze w okolicznych lokalach. A także przez organizację wystawnego wesela.
Ten nowy model peczalby jest w zasadzie również migracją m ę ż c z y z n - mimo że
obecnie wyjeżdżają całe rodziny zwykle jedynie mężczyźni (ojciec i synowie)
pracują. Kobiety wykonują pracę zarobkową tylko w sytuacji, gdy brakuje środków
na utrzymanie całej rodziny z pensji mężów. N i e oznacza to oczywiście, że nie
zmieniają się w ogóle relacje między kobietami a mężczyznami w rodzinie, choć ra­
czej nie są one przenoszone na sytuację w Macedonii. Sam fakt, że wyjeżdżają razem
i spędzają czas przede wszystkim w gronie najbliższych, powoduje, że np. mężczy¬
źni więcej czasu poświęcają swoim żonom i dzieciom, choć też za granicą pracują
znacznie więcej niż w Macedonii, więc de facto czasu dla rodziny nie mają zbyt
wiele. Deklarują jednak, że okazują swoim żonom więcej szacunku niż ich krewni
w kraju pochodzenia.
Celem niniejszego artykułu jest pokazanie, jak poprzez organizację uroczystoś¬
ci weselnej demonstrowany jest prestiż (oraz jak to pojęcie jest konceptualizowane), w jakim stopniu wesele peczalbarów jest sposobem na utrzymanie rodzin¬
nych więzi z krewnymi pozostającymi w Macedonii oraz rozsianymi po różnych
miejscach na świecie, a także w jaki s p o s ó b przekazywane są tradycyjne wartości
i zwyczaje.

Teren badań
Zachodnia Macedonia jest wieloetniczna i wielowyznaniowa. Zamieszkują ją oso¬
by deklarujące się jako Macedończycy, Albańczycy i Turcy wyznający prawosławie
oraz różne odłamy islamu.
Materiał do niniejszego tekstu pochodzi z badań terenowych, które prowadzi¬
łam w latach 2006-2008 w gminie Centar Zupa w okolicach Debaru oraz w okolicz­
nych gminach należących do regionu Reka. Obszar ten zamieszkują przede wszystkim
M a c e d o ń s c y muzułmanie (zwani - zwykle pejoratywnie - Torbeszami 4 ), Albań-

Hristow podaje, że w rodzinnej wsi odbywało się również opłakiwanie i symboliczny pogrzeb
zmarłego za granicą peczalbara (Hristow 2008).
4
Negatywne nacechowanie tego określenia wiąże się z ludową etymologią, według której Torbesze
to ci, którzy sprzedali się za torbę sera (lub w innej wersji - mąki), tj. sprzedali swoją wiarę (chrześci­
jaństwo) i przyjęli islam.
3

396

�Peczalbarskie wesele - prestiż, tradycja i więzi rodzinne w zachodniej Macedonii

czycy oraz - najliczniej reprezentowani - Turcy C i , którzy deklarują się jako Turcy
dzielą się na dwie kategorie: tych, którzy posługują się na co dzień językiem turec­
kim i mają silne związki z Turcją (mieszkańcy tzw. Górnej Z u p y ) , oraz tych, którzy
wyznają islam, tureckiego nie znają i których językiem ojczystym jest macedoński.
Mówią oni o sobie, że zapomnieli języka tureckiego, t j . że ze względu na wielowiekowe
życie poza swoją ojczyzną (Turcją - deklarują oni wszak, że są potomkami Turków
osmańskich) nie mieli możliwości posługiwania się językiem tureckim. O k o ł o 10 lat
temu w szkole podstawowej w Centar Zupie język turecki został wprowadzony jako
wykładowy (obok macedońskiego i albańskiego) - rośnie więc nowe pokolenie
Turków znających język turecki i utrzymujących związki z Turcją (np. przez wyjazd
na studia do Stambułu).
W miejscowościach, które badałam, obecnie mieszkają wyłącznie muzułmanie
(z nielicznymi wyjątkami), jednak do lat 60. X X w. w niemal każdej wsi istniało hristijansko maalo, t j . chrześcijańska c z ę ś ć wioski. Oznacza to, że dwuwyznaniowe
społeczności nie żyły z sobą w b e z p o ś r e d n i m sąsiedztwie, ale zamieszkiwały dwie
odrębne części wsi. Prawosławni wyjechali z rodzinnych miejscowości w latach
60-70. X X w. w poszukiwaniu pracy do macedońskich miast - głównie do Skopje 5 .
W rodzinnych wsiach mają zwykle domy do których przyjeżdżają w weekendy
b ą d ź na wakacje.
Muzułmanie nie wyemigrowali do miast, lecz zaczęli wyjeżdżać za granicę na
peczalbę. Gdy w 1968 r. Jugosławia podpisała z Republiką Federalną Niemiec umowę
0 sprowadzeniu gastarbeiterów, wyjechało wielu m ę ż c z y z n - najczęściej z Chor¬
wacji, ale również z Macedonii czy Bośni (zob. Bringa 1995). Przebywali za granicą
nawet kilkadziesiąt lat i wracali do ojczyzny dopiero na emeryturę. Pracowali w trud­
nych warunkach jako robotnicy fizyczni i mieli bardzo ograniczony (w zasadzie tylko
listowny rzadko telefoniczny) kontakt z rodziną , która pozostawała w Macedonii.
W latach 90. X X w. rozpoczęła się masowa migracja z Centar Z u p y i okolicy do
Włoch. Jest to obecnie najważniejsze źródło d o c h o d ó w mieszkańców tego regionu,
ponieważ niemal każda rodzina ma we W ł o s z e c h krewnych, którzy wspierają ją f i ¬
nansowo. Migrują muzułmanie niezależnie od przynależności etnicznej. M o d e l mi¬
gracji wygląda w ten sposób, że najpierw wyjeżdża mężczyzna i dopiero po jakimś
czasie sprowadza żonę, dzieci i ewentualnie innych członków rodziny W zasadzie
wszyscy są we W ł o s z e c h legalnie; kiedy tam przyjeżdżają, mają już zapewnione
mieszkanie i pracę. Korzystają bowiem z pomocy swoich krewnych i znajomych,
którzy na peczalbę wyjechali wcześniej. Wykorzystują więc tzw. sieci społeczne
(social networks) (Levitt 2001, s. 8), czyli ponadgraniczne więzi pokrewieństwa,
przyjaźni i przywiązania do miejsca pochodzenia, łączące zarówno migrantów, jak
1 niemigrantów oraz migrantów powrotnych. Jak zostało powiedziane, większość
5
Nie oznacza to jednak, że współczesna peczalba jest zjawiskiem występującym tylko wśród
muzułmanów. Zarówno ta dawna, jak i obecna obejmuje obywateli Macedonii różnych wyznań.

397

�Karolina Bielenin-Lenczowska

kobiet nie pracuje zarobkowo; niektóre tylko zatrudniają się jako opiekunki do
dzieci b ą d ź sprzątaczki. Podział pracy ze względu na płeć jest taki sam, jak w Mace­
donii - w kraju pochodzenia kobiety również rzadko pracują zarobkowo: zajmują się
prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci. Jeśli już idą do pracy zatrudniają się
jako nauczycielki, pielęgniarki, sprzątaczki, ewentualnie sprzedawczynie w skle¬
pach prowadzonych przez m ę ż ó w lub ojców. M ę ż c z y ź n i z kolei pracują zwykle
w budownictwie (niektórzy zakładają własne firmy w których zatrudniają swoich
bliższych i dalszych sąsiadów z Macedonii). Drugi ważny element życia na peczalbie, b ę d ą c y przeniesieniem systemu z kraju pochodzenia, to całkowita kontrola gło¬
wy rodziny nad finansami. Oznacza to, że nieżonaci synowie oddają zarobione pie­
niądze ojcu, który dysponuje nimi według własnego uznania. Synowie zatem nie
mają własnych o s z c z ę d n o ś c i , co w praktyce sprowadza się do tego, że o wszystko
muszą prosić ojca, np. o pozwolenie na wyjście do kawiarni czy do dyskoteki. Dalej
oznacza to, że ojciec ma również kontrolę nad t y m , kiedy, d o k ą d i z k i m wychodzi
jego syn. Taka sama, a nawet ostrzejsza kontrola sprawowana jest nad córkami, które
po pierwsze, nie pracują, a po drugie, nie zezwala się im na wychodzenie do miasta.
Anna Hausmaninger, która prowadziła badania we wsi w okolicach Strugi, dowodzi,
że migracja prawosławnych do miast, a muzułmanów za granicę związana jest z więk¬
szym zurbanizowaniem chrześcijan i ich łatwiejszym dostosowaniem się do warun¬
ków życia w mieście. Muzułmanie, jej zdaniem, urbanizują się dopiero na peczalbie
(Hausmaninger 2005).
O p o w i e ś c i młodych peczalbarów wyglądają jednak zupełnie inaczej niż rzeczy¬
wistość. Zapytani o życie we Włoszech, rozmarzają się i opowiadają o nieustannych
zabawach, nocnych wypadach do miasta, dyskotekach i niezliczonych dziewczy¬
nach. C z ę s t o również przedstawiają się włoskimi imionami-pseudonimami (np. Leo
czy Marco). Używają ich we W ł o s z e c h i tłumaczą to t y m , że miejscowi mieliby
problem z wymówieniem trudnych macedońskich, tureckich czy albańskich imion.
Przyznają również (i to wydaje się ważniejszą przyczyną używania pseudonimów),
że c z ę s t o nie podają kraju swojego pochodzenia, lecz np. mówią, że są z Chorwacji.
W y n i k a to z niechęci W ł o c h ó w do imigrantów i obcych w ogóle, a także z niepo¬
chlebnej opinii o przybyszach z Macedonii (zwłaszcza o Albańczykach). Takie opo¬
wieści mają na celu przede wszystkim wzbudzenie zazdrości wśród innych miesz¬
kańców Z u p y oraz wykreowanie szczególnego, prestiżowego wizerunku peczalbara
w kraju pochodzenia. Bycie migrantem, Jtalijancem , jest bowiem jednym z istot¬
nych wyznaczników identyfikacji, zwłaszcza młodych mężczyzn. Jednakże, inda¬
gowani, r o z m ó w c y przyznają, że życie we W ł o s z e c h to przede wszystkim ciężka
praca, brak czasu wolnego i całkowita kontrola rodziców nad dziećmi oraz wcale nie
6

6
Mianem Jtalijanec, czyli Włoch, określa się migrantów z Macedonii do Włoch. Nie oznacza to
oczywiście, że utożsamia się ich z etnicznymi Włochami. Zresztą sami peczalbarzy nie mówią o sobie

Jtalijanci, ale właśnie peczalbari.

398

�Peczalbarskie wesele - prestiż, tradycja i więzi rodzinne w zachodniej Macedonii

takie znów wysokie zarobki (biorąc pod uwagę znacznie większe wydatki niż w M a ­
cedonii). M i m o że w zasadzie każda osoba w Zupie wie (jeśli nie z własnego do¬
świadczenia, to z opowiadań kogoś z rodziny), jak naprawdę wygląda życie na peczalbie, jest utrzymywany i reprodukowany mit o nieograniczonej wolności męż¬
czyzn i ogromnych pieniądzach. To z kolei, a także potrzeba podniesienia swojego
statusu w oczach społeczności z kraju pochodzenia, skutkuje t y m , że peczalbarzy
w Macedonii żyją ponad stan, budują wielkie i kosztowne domy, kupują drogie sa¬
mochody oraz organizują wystawne uroczystości - c z ę s t o za pieniądze z zaciągnię­
tych we W ł o s z e c h kredytów. Jest to zresztą sytuacja d o ś ć uniwersalna dla środo¬
wisk migranckich i wymaga rozleglejszych studiów porównawczych.

O b r z ę d weselny
Tradycyjne muzułmańskie wesele w Macedonii trwa co najmniej trzy dni, a zwykle
pięć - od środy do niedzieli, nawet do poniedziałku. Zgodnie z powiedzeniem sekoje selo, baszka adet (co wieś, to obyczaj) o b r z ę d o w o ś ć jest bardzo zróżnicowana. Co
więcej, pewne zwyczaje różnią się nie tylko w poszczególnych miejscowościach, ale
nawet w obrębie rodzin. Poniżej przedstawiam najważniejsze, najbardziej charak¬
terystyczne elementy wesela, po części zaobserwowane przeze mnie we wsiach
Brosztica i M a l Papradnik w 2007 r., a po części zaobserwowane przez Ibraima Saitowskiego w Broszticy (Saitowski 2001) i Filis Sinanoską we wsi D o l n o Koliczani
(Sinanoska 2007). Ten ostatni opis nie pochodzi z regionu, który badałam, ale doty¬
czy macedońskich muzułmanów i stanowi dla poniższego opisu materiał pomoc¬
niczy Większość terminów związanych z o b r z ę d o w o ś c i ą weselną przedstawiam za
powyższymi publikacjami, przede wszystkim dlatego, że wiele z nich słyszałam
w różnych wersjach gwarowych. Ponadto nie udało mi się, niestety, uczestniczyć we
wszystkich częściach wesela, przede wszystkim dlatego, że pewne o b r z ę d y odby¬
wają się jednocześnie w domu chłopaka i w domu dziewczyny D o tych pierwszych
jako kobieta nie miałam d o s t ę p u . Zresztą opisy poszczególnych zwyczajów prezen­
tują je z reguły osobno, jako odrębne całości (zob. Saitowski 2001; Zadrożyńska
1995). Ponadto nie wszystkie z opisanych o b r z ę d ó w się zachowały choć wielu roz¬
m ó w c ó w mi o nich wspominało.
W środę w domu chłopaka odbywa się tzw. tupanje czenica (uderzanie pszenicy)
- zaprasza się całą wieś i wszyscy mężczyźni mają za zadanie gnieść drewnianym
m o ź d z i e r z e m pszenicę, która potem, ugotowana z cukrem, b ę d z i e posiłkiem dla
gości weselnych. Z kolei w domu dziewczyny odbywa się domesuwanie, czyli zarabia¬
nie ciasta na pitę, która zostanie podana rodzinie panny młodej. Ciasto robi panna
młoda i inne dziewczęta, które do niej przychodzą. Wieczorem kobiety i dziewczę¬
ta (krewne i przyjaciółki) farbują henną dłonie i włosy panny młodej. W czwartek
nosi się do domu dziewczyny czeiz, czyli posag, a także wszystkie prezenty darowa¬
ne narzeczonej - są to najczęściej pościel, kołdry, poduszki. D o dziewczyny idzie
również grupa, zwana kalesznica - tworzy ją kobieta (siostra pana młodego lub żona
399

�Karolina Bielenin-Lenczowska

jego starszego brata) oraz pięcioro dzieci. Kobieta niesie tacę z kosmetykami, a dzie¬
ci naczynia z sorbetem. Sorbet oraz inne słodkie napoje lub potrawy, pojawiające
się kilkakrotnie w o b r z ę d o w o ś c i weselnej, mają sprawić, że panna młoda b ę d z i e
„słodka"; jeśli oboje narzeczeni piją sorbet lub jedzą słodycze, to po to, by zagwa¬
rantować sobie słodkie życie. W piątek do domu dziewczyny przychodzą krewni
pana młodego, których należy ugościć (tzw. kumsto) i których witają chłopcy z ro¬
dziny zwani preczakualeni. Obecnie zamiast kumsto podaje się słodycze, po m a c e d o ń sku blago (muzułmanie z miejscowości, które badałam, na takie okazje przygotowy¬
wali przede wszystkim baklawę, choć słodkich o b r z ę d o w y c h potraw mają tak wiele,
że można by im poświęcić o s o b n ą pracę).
Z piątku na s o b o t ę w domu panny młodej kucharz i jego pomocnicy przygo¬
towują jedzenie dla grupy mężczyzn, tzw. kumstari. W s o b o t ę wieczorem ręce i nogi
dziewczyny są malowane henną, a ona kładzie się do łóżka z dwoma chłopczykami
- aby rodziła chłopców. W t e d y też na ustrojonym koniu brat pana młodego jedzie
z kumstari do narzeczonej - trzyma w dłoni kwiat ozdobiony pieniędzmi. Tego dnia
nad drzwiami domu pana młodego zawiesza się flagę. Wieczorem bajraktari (męż¬
czyźni, którzy niosą flagę, chorąży; od bajrak - flaga, chorągiew) oraz kobiety tzw.
kanarici, a także kumstari idą z muzyką i słodyczami do dziewczyny. W sobotnią noc
przygotowuje się jedzenie, aby już o ósmej rano bajraktari i tapandżiji (mężczyźni
grający na bębnach - tapanach) mogli wezwać całą wieś na posiłek. Po posiłku na¬
stępuje golenie (briczenie) pana młodego, znane też jako lepenje pari (przyklejanie
pieniędzy). Robi to zwykle brat panny młodej lub mąż którejś z kuzynek. Pan mło­
dy sadzany jest na środku placu (w Broszticy odbywało się to na jednym z p o d w ó -

400

�Peczalbarskie wesele - prestiż, tradycja i więzi rodzinne w zachodniej Macedonii

rek obok głównego placu we wsi), dwie kuzynki (panny) trzymają rozłożony ręcz¬
nik, a p o z o s t a ł e osoby smarują mężczyźnie twarz kremem do golenia i obdarowują
go pieniędzmi, przyklejając je do nakremowanej brody (Sinanoska 2007, s. 4).
Później wokół pana młodego tańczy się tradycyjny taniec korowodowy - oro.
M u z y k ę , która towarzyszy wszystkim tańcom weselnym, grają miejscowi, czyli po­
chodzący z Debaru, Cyganie/Romowie. Oro prowadzi matka pana młodego, trzy¬
mając w dłoni sito, wałek oraz ciasto. Na głowie ma fez, który zostanie włożony na
jego głowę. N a s t ę p n i e przygotowuje się konie - biały dla panny młodej oraz inne,
na których zostanie przywieziony jej posag. Najpierw na konia panny młodej siada
jej przyszły teść i z weselnikami oraz bajraktarami udaje się do niej; zgodnie ze zwy¬
czajem po drodze, na środku wsi, muszą razem zatańczyć dwa lub trzy ora. Po przy¬
byciu teść zsiada z konia i sadza na nim swą przyszłą synową. Wyruszają do domu
pana młodego, a na miejscu wprowadza on do środka swą przyszłą żonę. Wykonuje
się wtedy różne czynności, mające zapewnić dobre życie dziewczyny w nowym do¬
mu oraz zagwarantować, że będzie dobrą gospodynią, np. musi ona wziąć do ręki ko¬
ciołek, wałek do ciasta czy miskę do prania (Sinanoska 2007, s. 5). Tego dnia prosi się
również hodżę, aby odprawił uroczystość zgodnie z zasadami islamu. Jest to zwyczaj,
o którym mówili mi rozmówcy jednak w praktyce hodża nie zawsze jest obecny
W niedzielę chodzi się także na prwiczari - pierwszą wizytę panny młodej, pana
młodego i teściowej w domu rodzinnym dziewczyny.
W poniedziałek rano tapandżiji budzą pana młodego. W t e d y też prezentuje się
zakrwawione prześcieradło, by potwierdzić, że panna była dziewicą. Jeśli okazałoby
się, że nie była, zhańbioną należałoby odesłać do domu rodzinnego, posadziwszy
tyłem na ośle. Jeśli wszystko jest w porządku, uroczystość weselna trwa dalej.
Współcześnie jest to bardzo istotny element wesela. O ile dziewczyny już nie
odsyła się do domu na ośle, o tyle hańba, którą się okrywa, jest dla niej ogromnym
piętnem. Traktowana jest jako osoba nieczysta (ne e newina), co oczywiście utrudnia
jej kolejne zamążpójście. Dlatego też istnieje wiele strategii mających na celu
ukrycie problemu. W przypadku gdy młodzi sami wcześniej skonsumowali związek,
oboje próbują swój „grzech" ukryć, prezentując na prześcieradle krew ze skale¬
czonej ręki lub nogi, albo też np. krew jakiegoś zwierzęcia zabitego na tę okazję
(zwykle r o z m ó w c y mówili o kogucie). Jednak gdy przyszły mąż nie wie o wcześ¬
niejszych relacjach seksualnych narzeczonej, ucieka się ona do chirurgicznego za¬
biegu zaszycia błony dziewiczej. Ta praktyka jest d o ś ć powszechna, czego dowo¬
dem jest z a m o ż n o ś ć ginekolożki z Debaru, świadczącej taką usługę i otwarcie
podającej jej cenę - 500 euro (zresztą wiele kobiet z Centar Zupy, aby uniknąć
możliwych plotek, wyjeżdża na zabieg do Tetowa lub innych większych miast za¬
chodniej Macedonii).
W następnej części wesela dziewczyna z dwoma chłopczykami idzie do studni
po w o d ę . Kolejne pojawienie się w o b r z ę d o w o ś c i weselnych małych chłopców ma
ten sam cel: spowodowanie, aby młoda mężatka rodziła tylko synów (więcej w: Si401

�Karolina Bielenin-Lenczowska

nanoska 2007). Wesele kończy się tańczeniem oro przez pana młodego (zetowsko oro)
oraz przez pannę młodą (newestinsko oro).
Dla niniejszej pracy szczególnie ważne w całej uroczystości są częste wzajemne
w i z y t y w domu dziewczyny i chłopaka. W t e d y bowiem jest okazja, czy nawet ko¬
nieczność, pokazania wystawności wesela - wszelkie bowiem tego typu odwiedzi­
ny związane są z wymianą darów oraz przygotowywaniem posiłków. Demonstracja
majątku odbywa się również podczas przewożenia posagu panny młodej do domu
jej przyszłego męża, a także podczas tańców wykonywanych w publicznej prze¬
strzeni wsi czy na podwórkach. O ile bowiem na c z ę ś ć wesela, tj. wzajemne odwie¬
dziny w domu chłopaka i dziewczyny, zapraszani są tylko krewni, sąsiedzi i przyja¬
ciele, o tyle wieczorne tańce czy te odbywające się na wiejskich placach i podwór¬
kach są obserwowane (i komentowane) przez całą s p o ł e c z n o ś ć wiejską.

Wesele w Macedonii
Peczalbari nigdy nie organizują wesel w kraju, do którego migrują. M i m o że za gra¬
nicę wyjeżdżają całe rodziny i spędzają tam większą c z ę ś ć roku, na tę uroczystość
zawsze wracają 7 do ojczyzny. Tradycyjna, sezonowa peczalba była organizowana
w taki sam s p o s ó b - mężczyźni wyjeżdżali w sezonie wiosenno-letnim i wracali je¬
sienią. W t e d y to, jesienią i zimą, organizowano najważniejsze uroczystości rodzin¬
ne, w t y m również wesela czy obrzezania 8 . Obecnie przyjeżdżają w sierpniu - mie¬
siącu, który we W ł o s z e c h jest czasem urlopów. W t e d y to, ponieważ to tylko jeden
miesiąc, w peczalbarskich wsiach odbywa się kilka wesel dziennie. Organizacja we¬
sel w kraju pochodzenia związana jest z kilkoma czynnikami - przede wszystkim
r o z m ó w c y uważają za istotne to, aby uroczystość odbyła się zgodnie z tradycją. Jak
stwierdził jeden z r o z m ó w c ó w Ewy Pieszczyk: „Skąd we W ł o s z e c h wziąć np. muzy­
kantów? Przecież nie ma tam takich muzyków, którzy by znali i grali taką muzykę"
(Pieszczyk 2008, s. 24). Oczywiście w znacznej mierze jest to tylko pretekst, pe¬
wien s p o s ó b racjonalizacji takiego postępowania. Również we W ł o s z e c h można
znaleźć muzyków grających odpowiednią muzyką. Jednak nie chodzi o samą muzy¬
kę, a raczej wykonawców - muszą nimi być Cyganie, ponieważ to właśnie ich uważa
się za najlepszych do tej roli. Zapewne również dałoby się ich we W ł o s z e c h znaleźć.
Ale, co jest d u ż o ważniejsze, na wesele należy zaprosić krewnych i znajomych, któ¬
rych c z ę ś ć pozostała w Macedonii. Ponadto tradycyjna endogamia nakazuje, aby
przyszli małżonkowie pochodzili z tej samej wsi lub z najbliższej okolicy. I wreszcie,
należy mieć możliwość zademonstrowania swojego majątku przed własną społecz¬
nością. A zatem organizacja wesela we W ł o s z e c h nie miałaby sensu - trudno było­
by znaleźć odpowiedniego partnera / odpowiednią partnerkę, mimo że często oboje

7
Wizyty peczalbarów w ojczyźnie, mimo że odbywają się zwykle raz w roku i trwają miesiąc, są
z reguły określane jako powroty.
8
W przypadku migrantów chrześcijan - chrzty.

402

�Peczalbarskie wesele - prestiż, tradycja i więzi rodzinne w zachodniej Macedonii

młodzi żyją na peczalbie, uroczystość zapewne nie zostałaby odpowiednio ocenio­
na pod względem zachowania tradycji (a takie oceny moi rozmówcy wystawiali licz¬
nym weselom) oraz nie doceniono by wysiłku związanego z jej finansowaniem.
W y b ó r partnera czy partnerki wiąże się z krajem, regionem czy wręcz wsią po¬
chodzenia. O ile już zwykle nie ma aranżowanych małżeństw (choć słyszałam
o takich, a nawet poznałam 15-letniego chłopaka, który swoją przyszłą żonę widział
tylko na zdjęciu), o tyle rodzice c z ę s t o mają decydujący głos w sprawie w y b o r u
przyszłego małżonka / przyszłej małżonki. Sprawą najistotniejszą jest religia, a dok¬
ładniej to, aby przyszli małżonkowie byli jednego wyznania. W miejscowościach,
w których prowadziłam badania, rzadko spotyka się mieszane wyznaniowo małżeń¬
stwa albo nie spotyka się ich w ogóle. Co więcej, dla moich r o z m ó w c ó w pojęcie
małżeństwa mieszanego dotyczy jedynie związków muzułmanina z prawosławną
(islam nie zabrania takich związków, w przeciwieństwie do sytuacji, w której muzułmanka chciałaby poślubić niemuzułmanina), a nie np. małżeństw mieszanych etnicz¬
nie. Na pytanie więc, czy zdarzają się małżeństwa mieszane, o d p o w i e d ź moich
r o z m ó w c ó w była negatywna lub przytaczano jakieś nieliczne przykłady osób, które
wyjechały ze wsi (zwykle do miasta, a nie za granicę). Związki z Włoszkami (o mał¬
żeństwach Macedonki 9 z W ł o c h e m w ogóle nie ma mowy) nie są pochwalane, cho¬
ciaż tolerowane. Za podstawową przeszkodę uważa się właśnie różnicę wyznaniową,
a w t y m m.in. inne zwyczaje żywieniowe czy dokładniej zakaz jedzenia wieprzowi­
ny i - w mniejszym zakresie - picia alkoholu przez muzułmanów. Związki mieszane
etnicznie (a te w samej zachodniej Macedonii są liczne) nie są w ogóle traktowane
jako „mieszane". Przynależność etniczna nie jest bowiem tak istotna jak religijna.
Ponieważ małżeństwa zawierane są w obrębie jednej (jak np. Brosztica) lub kilku
wsi, istotna jest dokładna z n a j o m o ś ć stopni pokrewieństwa p o m i ę d z y p o s z c z e g ó l ­
nymi osobami, aby nie d o s z ł o do kazirodztwa. Zakaz zawierania związków małżeń¬
skich obowiązuje do siódmego pokolenia, a także obejmuje dzieci rodziców chrzest¬
nych czy osoby karmione mlekiem tej samej kobiety (Saitowski 2001, s. 22; Zadrożyńska 1995, s. 91-92).
W Zupie dwojgu młodym ludziom nie jest łatwo się spotkać i poznać. Dziew¬
częta nie bywają w miejscach publicznych, rodzice nie zezwalają im na wychodze¬
nie do kawiarń czy dyskotek. Poznanie się zwykle jest zapośredniczone przez kogoś
z krewnych - brata, kuzyna. Pośrednik podaje zainteresowanemu chłopakowi numer
telefonu dziewczyny lub aranżuje spotkanie. Okazją do zapoznania się jest również
uczestnictwo w weselu lub różnych świętach (Czyżewska, w druku). Wprawdzie
większość czasu podczas wesela mężczyźni i kobiety spędzają osobno lub w gronie

9
Pisząc „Macedonka", mam na myśli przynależność państwową, a nie etniczną, t j . może chodzić
np. o Albankę z Macedonii. Zresztą dla większości moich rozmówców „Macedończyk" oznacza wy¬
znawcę prawosławia. Gdy macedońscy muzułmanie mówili o sobie, że są „Macedończykami", zwyk¬
le dodawali, że wyznają islam.

403

�Karolina Bielenin-Lenczowska

bliskich krewnych, to jednak wieczory są czasem tańców i wspólnej zabawy Z kolei
prawie wszystkie święta peczalbari spędzają za granicą. Jednakże, np. w zamieszkałej
przez etnicznych Turków wsi N o w a k (Górna Zupa), zwyczajowo przyjeżdżają oni
na Giurgiowden (6 maja). W wigilię święta wieczorem odświętnie ubrani 1 0 miesz¬
kańcy udają się na w z g ó r z e za wsią. Tam chłopcy zbierają roślinę zwaną kukurek,
którą wręczają d z i e w c z ę t o m . Później odbywa się zabawa przy muzyce. Jest to, po¬
dobnie jak opisywane przez Annę Z a d r o ż y ń s k ą (1995, s. 92) Lazarki, okazja d o za¬
prezentowania się młodych. T u ponadto pojawia się możliwość b e z p o ś r e d n i e g o za¬
sygnalizowania sympatii - przez wręczenie ulubionej dziewczynie kukurka.
Młodzi, którzy postanawiają być razem i których rodzice g o d z ą się na ich zwią¬
zek, zaręczają się. Zaręczyny odbywają się za pośrednictwem swata (strojnik), który
udaje się d o rodziców dziewczyny z prośbą o oficjalną z g o d ę na ślub. N a s t ę p n i e
spotykają się rodzice obojga młodych, ustalają wielkość posagu panny młodej oraz
datę wesela i jego wystawność wesela. Koszt takiej uroczystości to około 15 tysięcy
euro, z czego około jedna trzecia przeznaczana jest na złotą biżuterię dla panny
młodej, kupowaną przez rodzinę chłopaka (Pieszczyk 2009). Znaczna c z ę ś ć wese¬
la, aby mógł być ukazany jego koszt i t y m samym podniesiony (lub obniżony) pres¬
tiż organizatorów, odbywa się w publicznej przestrzeni wsi lub przynajmniej na
podwórku domu. Dzięki temu sąsiedzi mogą, a wręcz powinni przyjść i popatrzeć.
Zwyczaj nakazuje, aby orszak weselny z głośną muzyką cygańską przedefilował
przez wioskę - można wtedy ujrzeć barwne, bogate stroje kobiece (zmieniane kilka
razy w ciągu całej uroczystości). Podczas tańców zaś goście rzucają muzykom bank­
noty G o ś c i e mają okazję (a nawet są do tego zachęcani) obejrzeć pokój panny mło¬
dej zastawiony prezentami. Ją samą, wystrojoną i o z d o b i o n ą złotą biżuterią, można
- i powinno się - podziwiać. Przez c z ę ś ć wesela stoi ona nieruchomo w t y m poko¬
ju, należy więc dotrzymywać jej towarzystwa.
Peczalbarskie powroty są również czasem odnawiania i zacieśniania więzi rodzin¬
nych . Jest t o okazja d o spotkania się zarówno z krewnymi, którzy pozostali w M a ­
cedonii, jak i z tymi, którzy również gdzieś wyemigrowali. C z ę s t o jest nawet tak, ż e
migranci d o W ł o c h spotykają się tylko w Macedonii, nigdy we Włoszech, nawet
jeśli mieszkają tam blisko siebie. Włochy bowiem postrzegane są jako kraj, w którym
jedynie zarabia się pieniądze na życie, za to w Macedonii żyje się naprawdę (se użiwa
- korzysta się z życia), na co zresztą we W ł o s z e c h nawet nie ma czasu. Tym istot¬
nym elementem korzystania z życia jest wzajemne odwiedzanie się i spędzanie cza¬
su wspólnie z krewnymi i sąsiadami. Niemniej migranci żyją w dwóch kontekstach
- macedońskim i włoskim. M o ż n a więc określić migrantów do W ł o c h jako transmigrantów, t j . takich, którzy na co dzień utrzymują więzi z krajem zarówno wysy¬
łającym, jak i przyjmującym. Są to, jak piszą Linda Basch, Nina Glick Schiller i C r i ­
stina Szanton Blanc, „imigranci, których życie codzienne zależy o d różnorodnych
10

Dla kobiet oznacza to tradycyjny strój świąteczny a dla mężczyzn - garnitur.

404

�Peczalbarskie wesele - prestiż, tradycja i więzi rodzinne w zachodniej Macedonii

i stałych związków przekraczających granice państwowe oraz których tożsamości
publiczne tworzone są w odniesieniu do więcej niż jednego państwa narodowego"
(Basch i in. 1995, s. 48). Macedonia jest dla peczalbarów punktem odniesienia - to
tu buduje się prestiż i t u korzysta się z życia, jak mówią moi rozmówcy, podczas
miesięcznych wakacji od ciężkiej pracy zarobkowej.

Prestiż
Pojęcie prestiżu nierozerwalnie wiąże się zarówno z samym byciem peczalbarem
(profesja ta zapewniała wysoką p o z y c j ę społeczną - zob. H r i s t o w 2008), jak i z ma¬
terialnym oraz społecznym jego funkcjonowaniem. D o t y c z y głównie m ę ż c z y z n
i jest wpisane w pojęcie „męskości" w ogóle. W analizowanym materiale prestiż peczalbara wiąże się przede wszystkim z pozycją młodych, nieżonatych mężczyzn,
którzy demonstrują swój materialny status poprzez strój, nowy model telefonu
komórkowego, samochód czy ostentacyjne wydawanie pieniędzy w kawiarniach
i dyskotekach. Z kolei kosztowne domy oraz wystawne wesela budują prestiż całych
rodzin, choć przede wszystkim m ę ż c z y z n (głów rodzin), którzy - w przeciwień¬
stwie do kobiet - funkcjonują w publicznej przestrzeni wsi i są w niej przedstawicie­
lami danej rodziny Sherry Ortner i Harriet Whitehead (1981, s. 13) ukuły pojęcie
„męskie struktury prestiżu", które uznają za mające podstawowe znaczenie dla k u l ­
turowego formowania się gender. Ich zdaniem większy prestiż mężczyzn związany
jest z dominującą i uniwersalną męską ideologią. Sylvia J. Yanagisako i Jane F Collier

405

�Karolina Bielenin-Lenczowska

zauważają, że samo pojęcie struktur prestiżu jest wyjaśniane na różne sposoby, co
wynika ze stawiania znaku równości pomiędzy dominującą ideologią a męskim punk­
tem widzenia. Dalej związane jest to ze strukturalistyczno-funkcjonalistyczną
dychotomią domowe - publiczne, w której pierwsza ze sfer przypisana jest kobie¬
t o m (sfera ogarniana), a druga m ę ż c z y z n o m (sfera ogarniająca). Autorki te odrzu¬
cają wiązanie męskiej ideologii z męskim punktem widzenia, jak również nie
zgadzają się z samym pojęciem „męski/kobiecy punkt widzenia" jako czymś homo­
genicznym i uniwersalnym (Yanagisako, Collier 2007, s. 32-33). Ich zdaniem punktem
wyjścia powinno być założenie, że płeć nie tylko kulturowa, ale również biologicz¬
na jest konstruowana kulturowo, a nie uznanie, że istnieją jakieś „fakty" biologiczne
czy materialne, które mają pewne konsekwencje lub same z siebie niosą znaczenia
kulturowe (Yanagisako, Collier 2007, s. 44). Badaczki proponują wprowadzone
przez Bourdieu pojęcie ucieleśnienia (embodiment), które dostarcza ramy pojęciowej
do przekroczenia wspomnianych dychotomii. Ucieleśnienie zakłada bowiem, że
sfera domowa nigdy nie jest izolowana od publicznej, t j . że zarówno stosunki mię¬
dzy płciami, jak i socjalizacja dziecka odbywają się w świecie ustrukturyzowanym
społecznie (Yanagisako, Collier 2007, s. 34).
D o zrozumienia prestiżu istotne jest jeszcze inne pojęcie używane przez
Pierre'a Bourdieu (2007), mianowicie honor. Sprawą honorową, jak zauważa Bourdieu, pisząc o społeczności Kabylów w Algierii, jest nie tylko o d p o w i e d ź na wy¬
zwanie (np. na o b r a z ę ) , ale także swego rodzaju rywalizacja, mająca na celu pub¬
liczne zaprezentowanie swojego majątku za p o m o c ą np. gościnności i wymiany
darów 1 1 . Wesele jest oczywiście jedną z okazji do takiej rywalizacji (Bourdieu 2007,
s. 23-58). Jest zarówno materialnym, jak i niematerialnym wyznacznikiem prestiżu,
ponieważ istotna jest nie tylko jego wystawność, ale również pozycja społeczna
spowinowacających się rodzin.
Prestiż peczalbarów wyraża się w materialnym dobrobycie, który demonstruje
się przede wszystkim przez budowę nowych, okazałych d o m ó w , wznoszonych za
pieniądze zarobione za granicą lub za zaciągnięte tam kredyty. D o m bowiem, jak pi¬
sze Ewa Pieszczyk (za: Carl-Ulrik Schierup i Alexandra A l u n d ) , to nie tylko najbar¬
dziej widoczny symbol społecznego awansu rodziny, ale przede wszystkim jeden
z tradycyjnych p r z e d m i o t ó w prestiżu (Pieszczyk, w druku). M i m o że de facto nikt
w nim na stałe nie mieszka i przez większość roku pozostaje on pusty, ambicją każ¬
dej peczalbarskiej rodziny jest wybudowanie takiego domu. Ponadto domy c z ę s t o
pozostają niewykończone, g d y ż ich właścicielom brakuje pieniędzy. Samo jednak
r o z p o c z ę c i e budowy jest już wyznacznikiem prestiżu, a także zapewne zaspokoje¬
niem potrzeby posiadania domu w ogóle. Jak wspomniałam, życie we W ł o s z e c h jest
traktowane jako tymczasowe, jako pewien środek (zarabianie pieniędzy) do celu,
którym jest korzystanie z życia w Macedonii.
11

O tym samym o wiele wcześniej pisał Marcel Mauss w klasycznym już Szkicu o darze (1973).

406

�Peczalbarskie wesele - prestiż, tradycja i więzi rodzinne w zachodniej Macedonii

Prestiż peczalbara konstruują również jego niematerialne atuty. Jest to mianowi¬
cie posługiwanie się w Macedonii językiem włoskim lub wplatanie włoskich słów
w zdania macedońskie (bądź tureckie czy albańskie) i czasem trudne do zweryfi­
kowania przez miejscowych narracje o korzystaniu z życia (użiwanie) we Włoszech.
Istotne jest w t y m momencie ważne w tamtejszej kulturze pojęcie szetanie. Do¬
słownie wyraz ten oznacza spacerowanie, chodzenie 1 2 , jednak w zależności od kon­
tekstu można go przełożyć jako włóczenie się, chodzenie bez celu. Szetanie to nocne
wypady do miasta czy nad jezioro, przesiadywanie w kawiarniach i ogólnie - użiwa­
nie (korzystanie z życia). O ile taki s p o s ó b spędzania wolnego czasu jest akceptowa¬
ny w przypadku mężczyzn (zwłaszcza młodych, nieżonatych), o tyle słowo szetanie
użyte w stosunku do młodych, niezamężnych kobiet zyskuje silny podtekst seksu¬
alny: dziewczyna, która szeta, to mniej więcej tyle, co po polsku wulgarnie „puszcza
się". Takie znaczenie odnosi się również do mężatki, ale tu pojawia się jeszcze jeden
kontekst - szeta, a więc spotyka się z różnymi ludźmi we wsi, ergo zna i roznosi
miejscowe plotki. Ponadto mężatka, która szeta, nie jest d o b r ą gospodynią, ponie¬
waż marnuje czas na plotkach, zamiast zajmować się domem. Takie samo wyjaśnie¬
nie pojawia się czasem w stosunku do żonatych mężczyzn, którzy szetają, a więc
trwonią pieniądze, które powinni przeznaczać na utrzymanie rodziny.
Szetanie to również przechadzanie się w celu zademonstrowania swojego stroju,
nowego modelu samochodu czy telefonu. Peczalbari, zwłaszcza młodzi chłopcy pre­
zentują w Zupie m o d ę , którą wynieśli z W ł o c h - mocno nażelowane włosy obcisłe
koszulki i spodnie, liczne ozdoby w postaci cekinów, błyszczących pasków i biżute­
rii, a także ubrania w jaskrawych kolorach, np. różowym.
Prestiż peczalbara budowany w kraju pochodzenia wynika w pewnej mierze
z tego, że w kraju przyjmującym jest on marginalizowany - jak pisze Rhacel Salazar
Parenas (2001), dla kraju przyjmującego migrant jest p o ż ą d a n y m pracownikiem, ale
odrzucanym obywatelem. Nie oznacza to automatycznie, że marginalizacja we Wło¬
szech zwiększa prestiż migrantów w Macedonii, ale po pierwsze, peczalbari, w związ¬
ku z niskim statusem za granicą, mogą budować swoją p o z y c j ę jedynie w kraju po¬
chodzenia. Po drugie, co już zostało powiedziane, samo bycie peczalbarem jest
tradycyjnie uznane za prestiżowe. Peggy Levit z kolei, którą interesują migranci
z miejscowości Miraflores z Dominikany do Stanów Zjednoczonych, pisze, że
dzięki aktywności transnarodowej migranci m o g ą b u d o w a ć poczucie własnej
wartości na statusie, jaki uzyskują w kraju pochodzenia. Status ten jest zdobywany
dzięki środkom materialnym i doświadczeniom z kraju przyjmującego (Levitt 2001,
s. 20). „Migranci - pisze Levitt - są aktywni w swojej ojczyźnie, ponieważ nie są
w stanie osiągnąć pełnego społecznego uczestnictwa w Stanach Zjednoczonych"
(Levitt 2001, s. 19). Podobna jest sytuacja macedońskich peczalbarów migrujących
12
W podobny sposób Tone Bringa konceptualizuje bośniackie pojęcie hodati - też dosłownie
'chodzić, spacerować' (Bringa 1995, s. 88-91).

407

�Karolina Bielenin-Lenczowska

do Włoch. Większość z nich nie integruje się ze społeczeństwem kraju przyjmują­
cego i pozostaje, jak pisze Levitt, recipient observers (Levitt 2001, s. 57), którzy nie
pracują poza domem i obracają się jedynie w środowisku swoich rodaków. W i e d z ę
o społeczeństwie kraju przyjmującego zdobywają od innych lub z mediów. Przykła­
dem takich migrantów są przede wszystkim kobiety ale także wielu mężczyzn, pra­
cujących we własnej firmie lub u krewnych czy znajomych z kraju pochodzenia.
Organizacja wesela jest jednym z wyznaczników prestiżu rodziny a przede
wszystkim głowy rodziny, ponieważ daje możliwość zademonstrowania swojego
majątku, ale także zaprezentowania gościnności. Wiele elementów o b r z ę d o w o ś c i
weselnej zakłada wzajemne odwiedziny rodziny dziewczyny i chłopaka, co wiąże
się z wymianą darów i ugaszczaniem. Ponadto wesele nie tylko jest wydarzeniem
rodzinnym, ale obejmuje całą wspólnotę wsi, a zatem kwestią prestiżu, a także ho¬
noru (wszak wydarzenie będzie potem komentowane przez społeczność) jest przy¬
gotowanie jak najbardziej wystawnej uroczystości.
Podobnie o budowaniu prestiżu przez organizację wesela pisze Tone Bringa
w swojej monografii pewnej wsi (nazwanej przez autorkę Dolina) ze środkowej Boś­
ni. Autorka zwraca uwagę, że małżeństwa zawierane są na trzy sposoby: gdy ro­
dziny państwa młodych wcześniej umawiają się na określoną datę, o której informa­
cja dociera do wszystkich mieszkańców wsi (nie trzeba ich specjalnie zapraszać);
poprzez ucieczkę (o takim sposobie piszę poniżej) oraz tzw. fikcyjną ucieczkę.
Małżeństwo przez ucieczkę polega na t y m , że rodzice młodych nie wiedzą o związ­
ku lub się na niego nie zgadzają i panna młoda ucieka - tradycyjnie zawsze przez
okno - do czekającego na nią chłopaka. Dopiero na następny dzień młodzi ob¬
wieszczają rodzicom swoją decyzję. W t y m przypadku nie organizuje się wesela,
a jedynie skromne przyjęcie dla najbliższych krewnych. Z kolei zawarcie małżeństwa,
którego data została ustalona wcześniej, wiąże się z organizacją uroczystości, na
której pojawiają się wszyscy mieszkańcy wsi lub przynajmniej przedstawiciele każ­
dego domu. Takie wesele jest, jak pisze Bringa, przede wszystkim okazją do poka¬
zania się i zaprezentowania swojego majątku. Wiąże się to z ogromnymi kosztami,
a zatem najczęściej wybierana jest trzecia droga - coś, co Bringa nazywa małżeńst¬
wem poprzez fikcyjną ucieczkę (fictive elopement). Odbywa się całe zwyczajowe wy¬
mykanie się dziewczyny z domu przez okno do chłopaka, rodzice udają, że o ni¬
czym nie wiedzą, jednak wiedzą nie tylko oni, ale i cała wieś. W takim przypadku
wesele się odbywa, jego organizatorzy mogą się pokazać mieszkańcom wsi, jednak
skala uroczystości jest znacznie mniejsza niż tej, o której mówi się otwarcie (Bringa
1995, s. 121-122).
W Centar Zupie podczas mojego pobytu nie został zawarty żaden związek po­
przez ucieczkę, chociaż takie również się zdarzają. Na przykład w ten s p o s ó b jeden
z moich miejscowych kolegów, Albańczyk z Debaru, wymusił na rodzicach swojej
dziewczyny z g o d ę na małżeństwo z nim. Dziewczyna pochodziła ze znacznie bo¬
gatszej rodziny niż on, a ponadto była nieletnia. Jednak oboje postanowili, że chcą
408

�Peczalbarskie wesele - prestiż, tradycja i więzi rodzinne w zachodniej Macedonii

być razem, więc pewnego dnia dziewczyna wyszła z nim i nie wróciła na noc. W związ¬
ku z t y m rodzice musieli się zgodzić na związek, inaczej dziewczyna zostałaby uzna¬
na za zhańbioną. Wprawdzie nie godzili się na ślub córki i zgodnie z tradycją nie
powinno być wesela lub powinno być ono bardzo skromne, postanowili jednak, że
uroczystość o d b ę d z i e się zgodnie z ich statusem materialnym. A zatem chłopak mu¬
siał stanąć na wysokości zadania i wyłożyć ogromną sumę pieniędzy na złotą biżu¬
terię dla narzeczonej (około 5 tysięcy euro), a jego rodzice musieli obdarować sy¬
nową kosztownymi prezentami i sprostać wymianie darów.

Podsumowanie
Tradycyjna na Półwyspie Bałkańskim migracja mężczyzn - peczalba - mimo zmiany
swojego modelu nadal pozostaje sezonowa i męska. C h o ć obecnie wyjeżdżają całe
rodziny, to zwykle jednak tylko mężczyzna pracuje zarobkowo, a miesięczny pobyt
w kraju pochodzenia określany jest jako „powrót". W t e d y to organizowane są
najważniejsze uroczystości rodzinne, w t y m wesela. U r o c z y s t o ś ć weselna musi speł¬
nić kilka w y m o g ó w : ma o d b y ć się zgodnie z tradycją, małżonkowie powinni pocho¬
dzić z tej samej miejscowości lub najbliżej okolicy, a ceremonia powinna być obser¬
wowana i komentowana przez lokalną s p o ł e c z n o ś ć .
Wesele w Centar Zupie w zachodniej Macedonii jest jednym z wyznaczników
prestiżu jego organizatorów. Prestiż jest pojęciem związanym z pojęciem męskości,
a wyznaczają go cechy zarówno materialne, jak i niematerialne. Wśród tych pierw¬
szych należy wyróżnić drogie, bogate domy, które peczalbari budują za pieniądze
zarobione we Włoszech, a do których przyjeżdżają zaledwie na jeden miesiąc w ro¬
ku. Prestiż, zwłaszcza młodych mężczyzn, wyznaczają również drogie samochody,
najnowsze modele telefonów komórkowych czy markowe ubrania. Niematerialnymi
wyznacznikami prestiżu są zaś: posługiwanie się w Macedonii językiem włoskim,
używanie włosko brzmiących imion-pseudonimów oraz snucie opowieści o nieogra¬
niczonej swobodzie m ę ż c z y z n i wysokich zarobkach.
Wesele organizowane przez peczalbarów w Macedonii jest wyznacznikiem pre¬
stiżu zarówno materialnym, jak i niematerialnym. Liczą się bowiem wysokie koszty
uroczystości, a także (co zresztą w znacznej mierze jest związane z materialnym
statusem) pozycja spowinowacających się rodzin. M i m o że obecnie raczej nie spo¬
tyka się aranżowanych małżeństw, to jednak rodzice podejmują ostateczną d e c y z j ę
d o t y c z ą c ą w y b o r u partnerów. Koszt nawet przeciętnego wesela jest na tamtejsze
warunki ogromny, a te części uroczystości, które mają na celu zademonstrowanie
majątku, odbywają się w publicznej przestrzeni wsi lub na podwórkach tak, aby
mogły być obejrzane i skomentowane przez sąsiadów.

409

�Karolina Bielenin-Lenczowska

Bibliografia
Basch L. Schiller N . G., Blanc C. S.
1995

From Immigrant to Transmigrant: Theorizing Transnational Migration,

„Anthropo-

logical Quarterly", v o l . 68, nr 1
Bourdieu P.
2007

Szkic teorii praktyki poprzedzony trzema studiami na temat etnologii Kabylów,

Kęty

Bringa T.
1995

Being Muslim

the Bosnian Way. Identity and Community in a Central Bosnian

Village,

N e w Jersey
Crwenkowska I .
2000

Zenata wo semejniot i jawniot

żiwot - po primerot na sełoto Mełnica,

„EtnoAntro-

poZum"
Czyżewska M .
2009

Młodzi

mężczyźni

z Centar Żupy

o kobietach: koleżanka,

siedztwo w obliczu konfliktu. Relacje

kochanka, żona..., w : Są­

społeczne i etniczne w zachodniej

Macedonii

- refleksje antropologiczne, red. K. Bielenin-Lenczowska, Warszawa
Hausmaninger A .
2005

The Construction
a Macedonian

of Identities

in a Trans-Local

Context. Inter-Ethnic

Relations

in

Village During Socialism and Transition,

http://www.sant.ox.ac.uk/esc/esc-lectures/hausmaninger.pdf
( d o s t ę p 28.04.2010)
Hristow P
2005

The Market

and the Piazza

for Hired Hand

in Sofia as Places to Exchange

Cultural

Stereotypes, „Ethnologia Balkanica" nr 9
2008

Family

and migrations in the Balkans

Family

Strategies in the Balkans

(i9th and 20th century), w: Social Behaviour and

(i6th - 20th Centuries), Bucharest

L e v i t t P.
2001

The Transnational Villagers,

Berkeley, Los Angeles

Mauss M .
1973

Szkic o darze. Forma i podstawa wymiany

w społecznościach archaicznych,

w : Socjo¬

logia i antropologia, Warszawa
O r t n e r S. B., W h i t e h e a d H . (red.)
1981

Sexual meanings: the cultural construction of gender and sexuality,

Cambridge, N e w

York
Petreska W
2000

Dewerot — posrednik wo sroduwanieto na dwe semejstwa, „ E t n o A n t r o p o Z u m "
410

�Peczalbarskie wesele - prestiż, tradycja i więzi rodzinne w zachodniej Macedonii

Pieszczyk E.
2008

Ponadpaństwowe

elementy migracji z Centar Żupy

(zachodnia Macedonia)

do Włoch,

praca licencjacka, archiwum I E i A K U W
2009

Macedonio,

gdzie są Twoje dzieci? - ponadpaństwowe

elementy migracji z Centar

Żupy

do Włoch, w: Sąsiedztwo w obliczu konfliktu. Relacje społeczne i etniczne w zachodniej
Macedonii

- refleksje antropologiczne, red. K. Bielenin-Lenczowska, Warszawa

Saitowski I .
2001

Swadbeniot obred kaj islamiziranite makedonci od seło Brosztica,

praca dyplomowa

napisana p o d kierunkiem A n e t y Swetiewej, Skopje
Sinanoska F
2007

Swadbenite obredi i pesni od sełoDołno Koliczani,

w: Researches in Musicology

musicology http://mmc.edu.mk/IRAM/Conferences/XIVConf/

and Ethno-

Sinanoska.pdf

( d o s t ę p 21.11.2008)
Yanagisako S.J., Collier J.F
2007

O ujednoliconą

analizę

antropologiczna,

t . 1 . Organizacja

płci kulturowej

i pokrewieństwa,

w : Qender.

Perspektywa

społeczna, red. R.E. H r y c i u k , A . Kościańska,

Warszawa
Zadrożyńska A.
1995

Semejni obredi. Sporedbena monografija na połskite seła Pientki
to seło Jabłanica,

Skopje.

411

i Twarodi i makedonsko-

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7673" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7653">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/dd2aef1221c4e13c9fdc066c2e8497dc.pdf</src>
        <authentication>7b3ec3ecefd89b1fc2810edc006d57d9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91586">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5488</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91587">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91588">
                <text>2013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91590">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91592">
                <text>Etnologia na usługach państwa i ideologii / Antropologia stosowana</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91594">
                <text>Antropologia stosowana, pod red. Macieja Ząbka; s.83-106</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91596">
                <text>Bieliaeva-Sachuk, Veronika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91599">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91602">
                <text>Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UW</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="91605">
                <text>Międzynarodowe Centrum Dialogu Miedzykulturowego i Miedzyreligijnego UKSW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91608">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="91613">
                <text>3
Veronika Beliaeva-Saczuk

Etnologia na usługach państwa i ideologii
Przykład ZSRR
Etnologia w państwie wieloetnicznym zazwyczaj odgrywa ważną, a może
nawet kluczową rolę. W zależności od wizji, ustroju i ideologii państwa, przy
pomocy naukowców lub tylko „pod płaszczykiem” etnologii, tworzy się polityka
wobec różnych etnosów zamieszkujących wybrany kraj. Te procesy nasiliły
się zwłaszcza w XX w. i po dzień dzisiejszy możemy je obserwować w takich
państwach wieloetnicznych, jak Chiny, Indie, Stany Zjednoczone Ameryki etc.
Chciałabym jednak skupić się na Rosji, która w XX w. przeżyła kilka drastycznych
zmian ustrojowych, podczas których ważną rolę odgrywała polityka etniczna.
Zmiany te zaważyły na sytuacji politycznej oraz gospodarczej prawie całego
świata. W Rosji można do dziś obserwować procesy etniczne, które nastąpiły
po rozpadzie ZSRR – przebudzenie poczucia etniczności, odrodzenie (często
odtwarzanie) tradycyjnej kultury, pojawienie się ruchów nacjonalistycznych
oraz separatystycznych.
Obecnie wiodący etnolodzy rosyjscy, np. Walerij Tiszkow, zwracają uwagę na fakt wieloetniczności czy multikulturalizmu występującego w Rosji od
początku państwowości rosyjskiej (Тишков, s. 246–253). Podkreśla się, że już
Ruś Kijowska, od której tradycyjnie w historiografii rosyjskiej wywodzi się
państwowość Rosji, była niejednorodna pod względem etnicznym – oprócz
plemion słowiańskich, tereny Rusi zamieszkiwały plemiona bałtyckie i ugrofińskie. Po rozpadzie Rusi Kijowskiej na księstwa ruskie, niektóre z nich – np.
Księstwo Nowogrodzkie czy Pskowskie – handlowały z sąsiednimi plemionami
niesłowiańskimi czy obejmowały kontrolą tereny, na których owe plemiona
zamieszkiwały. Podbite ludy były chrystianizowane, ale nie była wśród nich
prowadzona akulturacja. Dobrym przykładem mogą być Karelowie, których
tereny zamieszkania od XII w. stają się częścią Republiki Nowogrodzkiej,
a od 1478 r. częścią scentralizowanego Państwa Rosyjskiego (Народы России, s. 186). Mimo tak długiego okresu przynależności do Rosji, Karelowie
mieszkający w jej granicach do dziś zachowali własny język, pewne tradycje

�84

Veronika Beliaeva-Saczuk

oraz tożsamość, natomiast Karelowie, zamieszkujący tereny Finlandii, zostali
praktycznie całkowicie zasymilowani przez Finów.
Historia Rosji jako państwa/imperium wieloetnicznego zaczyna się jednak
dopiero po wzmocnieniu się Księstwa Moskiewskiego i scentralizowaniu władzy,
co miało miejsce w drugiej połowie XV w. i na początku XVI w. Kluczowym momentem w tworzeniu Rosji jako państwa wieloetnicznego był podbój w 1552 r.
Kazania – stolicy Chanatu Kazańskiego, jednego ze spadkobierców Złotej Ordy
– przez Iwana Groźnego. Na terytorium Chanatu zamieszkiwały liczne ludy
nadwołżańskie pochodzenia ugrofińskiego oraz Tatarzy i Baszkirowie – ludy
tureckie. Wraz z nimi w Rosji pojawili się poddani należący do innego kręgu
kulturowego i wyznający inną religię światową – islam. W następnych stuleciach
do Rosji zostały przyłączone takie regiony, jak Syberia, Kaukaz, Azja Środkowa
oraz Daleki Wschód, zamieszkały przez różne etnosy odmienne kulturowo od
Rosjan i od siebie nawzajem. Od samego początku przyłączania regionów nie
było prowadzonej polityki wzmocnionej asymilacji oraz masowego przesiedlania
i przemieszania różnych ludów (takie działania mają miejsce dopiero w XX w.,
w okresie rządów Stalina), dlatego do 1917 r. na terenie Rosji nie dochodziło
do drastycznych zmian w składzie etnicznym poszczególnych regionów. Migracja i osadnictwo jednej grupy etnicznej na obszarze nie tradycyjnym dla
jej miejsca zamieszkania przed rewolucją październikową, przeważnie miały
znaczenie ekonomiczne oraz polityczne, np. osadnictwo chłopów rosyjskich na
terenie Syberii i Dalekiego Wschodu w celu rozwijania rolnictwa i zajmowania
pustych terenów, do których rościły sobie prawo Chiny.
Władza Imperium Rosyjskiego już pod koniec XVIII w. zaczyna zwracać
uwagę na politykę etniczną. Przy dużej różnorodności etnicznej i kulturowej
potrzebna była koncepcja spajająca wszystkie ludy mieszkające w Rosji. Postawiono na dwa aspekty, w pewien sposób ze sobą powiązane – tożsamość
mieszkańców państwa miała być oparta na poddaństwie carowi oraz na prawosławiu. Car, jako pomazaniec boży, dobry i sprawiedliwy ojciec wszystkich
mieszkańców kraju, miał być podstawą tożsamości nie tylko etnicznych Rosjan,
ale wszystkich swoich poddanych. Prawosławia z kolei użyto jako narzędzia,
które miało łączyć wszystkie ludy rosyjskie. Problem polegał na tym, że część
etnosów zamieszkujących przyłączone terytoria wyznawało inne religie – islam i buddyzm. Chociaż chrystianizacja była prowadzona wśród wszystkich
ludów, jednak religie światowe zostały przez władzę rosyjską oficjalnie uznane
– w 1741 r. cesarzowa Elżbieta uznała buddyzm za jedną z religii Rosji, zaś
w 1788 r. Katarzyna II powołała pierwszą oficjalną organizację muzułmanów
na terenie Rosji – Orenburską Duchową Radę Muzułmanów. Pomimo oficjalnego uznania innych niż prawosławie religii, były one jednak kontrolowane

�Etnologia na usługach państwa i ideologii. Przykład ZSRR

85

przez władzę. Przywódca wszystkich muzułmanów Rosji – mufti – miał być
zatwierdzany osobiście przez cesarza. Mogły one mieć tylko określoną liczbę
świątyń i duchownych oraz posiadały zakaz zapraszania duchowieństwa spoza Imperium Rosyjskiego. Wszystkie te działania miały zatrzymywać rozwój
i ekspansję innych religii, a także chronić nieprawosławnych poddanych Rosji
od wpływów zewnętrznych – z państw islamskich oraz buddyjskich i dzięki
temu powstrzymać ewentualne ruchy separatystyczne. Jednak w przypadku
wierzeń przedchrześcijańskich (pogańskich) wśród ludności ugrofińskiej
oraz szamanistycznych wśród ludów Syberii i Dalekiego Wschodu, stosowane były metody represyjne i bezwzględne wyparcie tych wierzeń przez
prawosławie.
Po rewolucji październikowej w 1917 roku dla Rosji i wszystkich mieszkających na jej terenie ludzi zaczął się nowy etap historyczny. Po okresie wojny
domowej pomiędzy „czerwonymi” i „białymi” na początku lat dwudziestych
XX w. nastąpił pewien rozwój społeczno-kulturowy i ekonomiczny rosyjskich
chłopów oraz rdzennych ludów wszystkich regionów byłego Imperium Rosyjskiego. Znaczne zmiany zaszły zwłaszcza wśród rdzennej ludności Syberii,
w Rosji carskiej nazywanej inorodcami (obcoplemieńcami), uważanej za najbardziej zacofaną cywilizacyjnie i kulturowo, przez co miała znacznie mniejsze
prawa niż inne ludy Rosji. Jest to jeden przykład z wielu zmian pozytywnych
dla mniejszości etnicznych Rosji, których na początkowym etapie dokonała
władza radziecka. W latach dwudziestych powstawały narodowe republiki
i obwody autonomiczne, naukowcy radzieccy stwarzali systemy pisma dla
niepiśmiennych ludów, języki ludów rdzennych w republikach i obwodach
autonomicznych uznawano za języki urzędowe na równi z językiem rosyjskim,
rozwijano tradycyjną gospodarkę etc. Niestety proces ten został zahamowany,
a następnie odwrócony wraz z objęciem władzy przez Stalina, jednak jeszcze
na początku lat dwudziestych starano się przywrócić „dziejową sprawiedliwość”
wszystkim ludom, które w czasach caratu były traktowane znacznie gorzej niż
napływowa ludność rosyjska.
Polityka etniczna w ZSRR uległa diametralnej zmianie w momencie objęcia władzy przez Józefa Stalina. Mimo tego, że oficjalnie mówi się o równości
wszystkich ludów, rozwoju, wolności i szczęściu wszystkich obywateli ZSRR
– okres stalinowski to czas konsekwentnego niszczenia wszystkich tradycyjnych kultur na obszarze Związku Radzieckiego (w tym też kultury rosyjskiej)
w ekonomicznych, obyczajowych oraz religijnych aspektach. Propaganda
stalinowska chętnie pokazywała radosnych ludzi różnych narodowości, którzy są szczęśliwi w ZSRR, gdzie wszyscy są równi, mówią we własnych językach, gdzie nie ma zjawiska rasizmu etc. Najlepszym przykładem tego są

�Veronika Beliaeva-Saczuk

86

filmy radzieckie z lat trzydziestych oraz czterdziestych XX w. W większości
filmów z tego okresu pojawiają się przedstawiciele różnych etnosów (zawsze
w tradycyjnych strojach) jako statyści, przechodnie etc., co miało ukazywać
różnorodność etniczną ZSRR. Ciekawostką jest fakt, iż przede wszystkim
przedstawiciele etnosów pojawiających się w filmach to rdzenni mieszkańcy
Kaukazu, co niewątpliwie było ukłonem w stronę Stalina1. Najciekawszymi
filmami związanymi z propagandą równości etnicznej w ZSRR, pochodzącymi
z omawianego okresu, są Cyrk z 1936 r., w reżyserii Grigorija Aleksandrowa,
oraz Świniarka i pastuch z 1941 r., w reżyserii Iwana Pyrjewa. Świniarka
i pastuch jest historią miłości Rosjanki z północy Rosji, która pracuje w kołchozie jako świniarka i Dagestańczyka – pasterza owiec. Będąc przodownikami
pracy spotykają się w Moskwie na Wystawie Osiągnięć Gospodarki Narodowej
ZSRR. Pomimo dalekiej odległości oraz pewnych nieporozumień wynikających
z różnic kulturowych, na koniec filmu para bierze ślub.
W filmie Cyrk główną bohaterką jest artystka cyrkowa ze Stanów Zjednoczonych, grana przez Lubow Orłową – ulubioną aktorkę Stalina. Film rozpoczyna się ucieczką bohaterki z USA, ponieważ sama należąc do rasy białej ma
czarne dziecko. Poznaje ona niemieckiego artystę, który początkowo udziela
jej pomocy, ale uzależnia ją od siebie, strasząc wyjawieniem jej tajemnicy
w razie nieposłuszeństwa. Po przyjeździe do ZSRR, artystka zakochuje się
z wzajemnością w radzieckim artyście, ale cały czas boi się przyznać do faktu
posiadania czarnego dziecka. W ostatniej scenie filmu prawda wychodzi na
jaw, jednak okazuje się, że ludziom radzieckim jest wszystko jedno, jaki kolor
skóry ma dziecko. W scenie końcowej filmu maluch jest przekazywany po
kolei w ręce przedstawicieli różnych narodowości, wśród których pojawiają
się przedstawiciele najważniejszych etnosów Kraju Rad – Rosjan, Ukraińców,
Kazachów, Gruzinów oraz Żydów. Każdy z nich śpiewa dziecku kołysankę
w swoim własnym języku. Scena ta miała zapewne pokazywać, że w ZSRR
nie istnieje nienawiść na tle rasowym, a każdy naród podtrzymuje własną
kulturę i nie jest dyskryminowany. Ciekawostką jest fakt, że pod koniec lat
czterdziestych, zwrotka śpiewana w jidysz została z filmu usunięta – przywrócono ją dopiero po śmierci Stalina. Ten fakt pokazuje, jak manipulowano
świadomością etniczną obywateli radzieckich w zależności od zmieniającej
się sytuacji politycznej (koniec lat czterdziestych XX w. to początek tak zwanej
„sprawy lekarzy”, która była skierowana w najbardziej znanych radzieckich
lekarzy pochodzenia żydowskiego).
 Stalin osobiście oglądał każdy nowy film, który miał się pokazać na ekranach ZSRR – od
jego decyzji zależał nie tylko dalszy los filmu, ale także jego reżysera.
1

�Etnologia na usługach państwa i ideologii. Przykład ZSRR

87

W Związku Radzieckim pojęcia „wielokulturowości” i „bratniej przyjaźni narodów” stają się hasłami kluczowymi nie tylko dla wewnętrznej
polityki etnicznej. Hasła te stają się jedną z wizytówek ZSRR, zwłaszcza
już po śmierci Stalina. Związek Radziecki nie tylko nie dyskryminuje oraz
wspiera własne etnosy, ale również pomaga innym narodom w walce przeciwko kolonializmowi, dyskryminacji rasowej, wspomaga budowę własnej
państwowości, gospodarki etc. Warto jednak zwrócić uwagę, że wielokulturowość radziecka w praktyce jawiła się jako jedna zunifikowana kultura,
która obecnie jest często nazywana kulturą radziecką, z folklorystycznymi
dodatkami w rodzaju tradycyjnych strojów, tańców, wzornictwa – wszystkich
tych elementów, które nie mają jakiegoś zabarwienia ideologicznego i nie
są mocno związane z kulturą tradycyjną wybranego ludu, w poszczególnych regionach czy autonomiach. Człowiek radziecki musiał mieć podobną
kulturę i wykazywać się patriotyzmem radzieckim, a nie lokalnym – tym
bardziej, jeśli był on związany z jakąś narodową jednostką administracyjną.
Jeszcze w osiemdziesiątych latach XX w., tuż przed rozpadem ZSRR, można
zaobserwować tego typu model kulturowy, który był w tym okresie bardzo
rozpowszechniony. W tworzeniu kultury radzieckiej – zunifikowanej, ale
„wielokulturowej” – zaczynając od dwudziestych lat XX w. uczestniczyli
również radzieccy etnografowie.
Ideologia ZSRR – najbardziej uwidoczniona w czasie rządów Stalina
– zakładała, że wszystkie sfery życia człowieka mają być podporządkowane
i kontrolowane przez władzę. Nauka, jako jedna z najważniejszych dziedzin życia człowieka, mająca regulować i ułatwiać jego istnienie w świecie,
w państwie totalitarnym również podlega ścisłej kontroli, przez co staje się
narzędziem w rękach władz. Etnografia/etnologia w Związku Radzieckim,
jako państwie wielonarodowym, była nauką, która wyjaśniała „wielką rolę”
narodu rosyjskiego w budowaniu państwa socjalistycznego oraz udział w tym
dziele innych „bratnich” narodów i ludów, zamieszkujących ZSRR. W praktyce
etnologia była często używana do uzasadnienia represji wobec całych ludów,
uczestniczyła w walce antyreligijnej, odcinała ludzi od własnej kultury, tworzyła nową obrzędowość radziecką etc. W dalszej części przedstawię pięć
przykładów wykorzystania etnologii jako narzędzia tworzenia nowej ideologii
państwowej, uzasadniania pewnych działań władzy, represji etc.

Ubóstwienie przywódców państwowych
W religioznawstwie ostatniego okresu została szeroko przyjęta koncepcja
ideologii komunistycznej czy komunizmu radzieckiego jako rodzaju quasi-reli-

�88

Veronika Beliaeva-Saczuk

gii2. Od samego początku istnienia ZSRR, władza (także przy pomocy folklorystów oraz etnografów) próbowała stworzyć obraz przywódców państwowych
jako nadludzi, bohaterów kulturowych czy wręcz istoty boskie. Tradycja takiego
podejścia do władz wywodzi się jeszcze z Imperium Rosyjskiego, w którym
cesarz była osobą namaszczoną przez Boga. Pierwszą postacią władcy rosyjskiego, który do dziś funkcjonuje w świadomości ludzi jako bohater kulturowy,
był Piotr I. Po dzień dzisiejszy w północno-zachodnim regionie Rosji (Karelia,
obwód archangielski), gdzie Piotr I często bywał, znane są opowieści o tym,
jak cesarz własnymi rękami budował cerkwie, domy, chrzcił dzieci zwykłych
chłopów, lubił z nimi przebywać, pić, jeść, o tym, jak karał możnowładców,
którzy niesprawiedliwie traktowali swoich chłopów, zakładał miasta, osady
etc. (Криничная, Пулькин 1988; Иванова 1986, s. 170–187; Райкова 1993).
Lenina już za życia kreowano na podobną postać – był to według propagandy państwowej człowiek skromny, zawsze otwarty na zwykłych ludzi, od
samego dzieciństwa posiadający takie cechy jak odwaga, prawdomówność
i umiłowanie sprawiedliwości. W ZSRR od samego dzieciństwa zaczynała się
indoktrynacja i ukazywanie postaci Lenina jako bohatera kulturowego – znany
pisarz radziecki Michaił Zoszczenko w 1940 roku napisał dla przedszkolaków
książkę „Opowiadania o Leninie”, która do czasu rozpadu Związku Radzieckiego była obowiązkową lekturą w podstawówce. Dla starszych dzieci oraz
dorosłych istniała masa książek opowiadających o życiu Lenina, które miały
jeszcze bardziej wzmacniać pozytywny wizerunek Wodza.
Ciekawym narzędziem propagandy stał się folklor. W latach trzydziestych XX w. na wielką skalę prowadzone były badania folklorystyczne, które
miały zbierać pieśni, wiersze, bajki, legendy o Leninie, Stalinie, Kraju Rad,
Partii etc. Folklor był odpowiednim materiałem dla ukazania różnorodności
i równouprawnienia wszystkich ludów w okresie panowania ideologii komunistycznej na obszarze ZSRR, w dodatku badania miały z góry udowadniać, że
wolni ludzie radzieccy dalej tworzą, a ich twórczość pokazuje najważniejsze
dla nich wartości. W 1937 roku ukazał się zbiór folkloru ludów ZSRR pod
tytułem Twórczość ludów ZSRR, który był poświęcony dwudziestoleciu rewolucji październikowej. Książka zawiera prawie 600 stron folkloru zbieranego
w ciągu dwóch lat przez pisarzy, folklorystów, etnografów, dziennikarzy etc.
We wstępie opracowania redakcja od razu zastrzega, iż niestety nie udało się
zamieścić całego materiału, dlatego w książce można znaleźć tylko najlepsze
2
 Nie będę tutaj głębiej tłumaczyć koncepcji komunizmu radzieckiego jako quasi-religii
– odsyłam do takich prac napisanych po polsku jak: R. I m o s, Wiara człowieka radzieckiego
(Kraków 2007) oraz M. K u l a, Religiopodobny komunizm (Kraków 2003).

�Etnologia na usługach państwa i ideologii. Przykład ZSRR

89

przykłady. W zbiorze znajdują się utwory 35 ludów zamieszkujących ZSRR.
Oprócz folkloru tytułowych ludów związkowych republik ZSRR, których liczba
w 1937 roku wynosiła 10, przedstawiono też folklor ludów Kaukazu (najwięcej
liczebnie – 11 ludów – co można zinterpretować jako ukłon w stronę Stalina), europejskiej części Rosyjskiej Republiki radzieckiej, Syberii i Dalekiego
Wschodu oraz Azji Środkowej.
W latach trzydziestych XX w. wśród zwykłej ludności ZSRR folklor o Leninie, Stalinie i władzy radzieckiej oczywiście istniał, ale nie w takiej formie,
w jakiej przedstawiony jest w omawianym zbiorze. Propaganda radziecka nie
przyniosła jeszcze tylu owoców jak w pokoleniu następnym, które było już od
dziecka indoktrynowane. Tylko strach przed represjami nie pozwalał opowiadać złośliwych żartów o władzy otwarcie. Warto zwrócić uwagę, że twórczość
ludowa ze zbioru jest owocem pracy pisarzy oraz etnografów, którzy wiedzieli,
jakie gatunki folkloru są najbardziej rozpowszechnione wśród poszczególnych
ludów i sami pisali poszczególne utwory.
W większości przypadków folklor przedstawiony w Twórczości ludów ZSRR
był dziełem tak zwanych ludów „niepiśmiennych” lub piśmiennych tylko w niewielkim stopniu, czyli tych, które nie posiadały przed 1917 r. własnego pisma lub
posługiwały się „obcym” alfabetem – staromongolskim lub arabskim. Oznaczało
to, że rozwojem cywilizacyjnym znacznie odbiegali od Rosjan, chociaż chłopi
rosyjscy również przedstawiani byli jako lud zacofany. Jednak to z narodu rosyjskiego, według propagandy państwowej, wywodzili się ideolodzy i działacze
rewolucyjni i komunistyczni. Przedstawiciele każdego innego mniejszego ludu
na terenie ZSRR mieli być ludźmi radzieckimi, budującymi nowy ład społeczny,
ale posiadającymi własną bogatą tradycję kulturową, którą mogli teraz spokojnie przedstawiać bratnim narodom – „równym wśród równych”. We wstępie
do Twórczości ludów ZSRR czytamy: „Wielobarwna jest złota księga twórczości
ludowej, tak jak wielobarwny jest wielonarodowy piękny nasz kraj. Twórczość
ludu rodziła się w pracy i w walce. [...] Lud zawsze tworzy. Lud śpiewał, mówił nawet w tych mrocznych epokach, kiedy pod śmiercionośnym wzrokiem
reakcji zamierało całe życie, kiedy kraj stawał się podobny do cmentarza, kiedy
w makabrycznej ciszy słychać było tylko szczucie kapitalistycznych i ziemiańskich
psiarzy. [...] Na dalekie wieki minione lud przenosił swoje marzenia o lepszym
sprawiedliwszym życiu, o wolności. [...] Wielka rewolucja socjalistyczna otworzyła wszystkie źródła twórczości ludowej. Po raz pierwszy wszystkie ludy
ZSRR zaczęły śpiewać głośno, wolno, z całej swojej mocy i uskrzydlonej zwycięstwami duszy. [...] Na tym właśnie polega istota leninowsko-stalinowskiej
polityki narodowej bolszewizmu – na połączeniu treści internacjonalistycznej,
socjalistycznej z narodową formą” (Tworczestwo narodow SSSR, s. 5–9).

�Veronika Beliaeva-Saczuk

90

Wśród wszystkich ludów ZSRR w trzydziestych latach XX w. można zaobserwować próby wprowadzenia postaci Lenina oraz Stalina jako bohaterów
kulturowych do folkloru i świadomości ludzi, ale tylko wśród ludów syberyjskich
– wyznających tradycyjnie jakąś formę wierzeń szamanistycznych. Istniały próby
przedstawienia przywódców komunistycznych jako istoty boskie. Do tego celu,
przez etnografów oraz folklorystów, a najczęściej przez działaczy partyjnych,
którzy użyli etnografii jako narzędzia propagandy, zostały stworzone nowe
mity, które miały oparcie w miejscowej mitologii szamanistycznej. Przykładem
mogą być takie bajki jak chantyjska Stalin patrzy na północ, nanajska Słońce
ludu o Stalinie i Leninie, czukocka Słońce o władzy radzieckiej, ewenkijska
Jak dwa potężne orły przyleciały do Ewenków o Leninie i Stalinie, które zostały przetłumaczone między innymi na język polski i wydrukowane w zbiorze
Bajki ludów północy (Warszawa 1954)3. W Twórczości ludów ZSRR pojawiają
się również podobne utwory – ewenkijska pieśń Za górami rozjaśniało się,
w której Lenin jest przedstawiony jako słońce, a partia jako jego promienie,
czy ewenkijska bajka Teraz w tajdze jest jasno. Ta ostatnia opowiada o Ewenku,
który za trzy ruble obiecywane przez kupców postanawia zabić Lenina. Gdy
jednak go zobaczył, nie był w stanie wycelować w niego swojej broni. Gdy po
raz kolejny składał się do strzału, zwierzęta przemawiają, aby „lepiej je zabił,
niż Włodzimierza”. W końcu Lenin pojawia się, zaczyna rozmawiać z Ewenkiem, który czuje skruchę i zaczyna rozumieć jego dokonania. Po 10 latach
w tajdze już jest władza radziecka i ten sam Ewenk spotyka jej przedstawicieli.
Ci opowiadają mu o Leninie. Ewenk mówi, że Lenin mieszkał w tajdze i że on
go widział, ale w odpowiedzi usłyszał, że Lenina nigdy tu nie było (Творчество
народов СССР, s. 46–51).
We wszystkich tych bajkach Lenin i Stalin pojawiają się jako najważniejsze
bóstwa w panteonie szamanizmu syberyjskiego – słońce lub orzeł (który często występuje na Syberii jako demiurg, pierwszy szaman etc.) lub jako istota
boska, gospodarz sakralny, którego nie można zabić. Chociaż często wydaje się
nam, że w czasach obecnych nie może się zdarzyć manipulacja na taką skalę,
warto pamiętać, że propaganda i indoktrynacja potrafi skutecznie „zarazić”
całe społeczeństwa – zwłaszcza jeśli w tym procesie uczestniczy nauka.
Jako podsumowanie tego podrozdziału chciałabym przedstawić sytuację,
która miała miejsce trochę ponad 25 lat temu, a przytrafiła się mnie samej,
kiedy uczęszczałam do szkoły podstawowej w Leningradzie. Na przerwie
nauczycielka powinna być zawsze obecna na korytarzu i pilnować dzieci.
Musiała jednak pilnie odejść i dzieci zaczęły rozrabiać. Jedna z dziewczynek
3

 Ta książka została wydana ponownie w 1986 r., ale już bez bajek o Leninie i Stalinie.

�Etnologia na usługach państwa i ideologii. Przykład ZSRR

91

z oburzeniem stwierdziła, że nauczycielka z pewnością się o tym dowie i dzieci
spotka kara. Gdy spytałam ją czy ona chce poskarżyć się nauczycielce, dziewczynka odparła, że to Lenin wszystko jej powie. Ze zdumieniem spytałam, jak
to zrobi, skoro zmarł dawno temu. Dziewczynka odparła, że on jest zawsze
żywy, wszystkich pilnuje i wszystko widzi. Tworzenie z polityka bohatera kulturowego, człowieka, który ma wsparcie sił nadnaturalnych, czy wręcz istoty
boskiej jest niezwykle niebezpieczne, ponieważ odbiera ludziom możliwość
trafnej oceny działalności tego polityka, może nawet stać się narzędziem represji wobec niepokornych. Niestety, w wielu państwach świata nadal możemy
obserwować takie sytuacje.

Tworzenie nowej obrzędowości – obrzędy radzieckie
Prawie od samego rozpadu Imperium Rosyjskiego zaczęła się walka
z religią, która nasiliła się zwłaszcza od końca lat dwudziestych XX w. Każda
religia w ZSRR (głównie prawosławie), była konkurentką nowej ideologii
komunistycznej, która miała tworzyć podwaliny nowej tożsamości obywateli
ZSRR. W latach trzydziestych XX w. następuje nie tylko prześladowanie duchowieństwa i zamykanie oraz niszczenia obiektów sakralnych wszystkich
religii, ale także próby niszczenia obrzędowości. W przypadku świąt kościelnych istniała możliwość zastępowania ich nowymi świętami – rocznicą
rewolucji październikowej, Świętem Pracy, Międzynarodowym Dniem Kobiet,
urodzinami Lenina, a po II wojnie światowej – Dniem Zwycięstwa. Sprawa
była trudniejsza w przypadku obrzędów rodzinnych – jak narodziny dziecka
czy wprowadzenie go do społeczności, ślub czy pogrzeb. Od samego początku
zmian obrzędowości w ZSRR w procesie tym brali udział etnografowie. Ciekawym przykładem takiej działalności jest pozycja Tradycyjne i nowe obrzędy
w życiu ludów ZSRR, wydana w 1981 r. przez Akademię Nauk ZSRR, Instytut
Etnografii. Można tam znaleźć artykuły znanych etnografów radzieckich na
temat zmian w obrzędowości, potępienia starych religijnych obrzędów etc.
Bezspornie najciekawszą częścią tej pozycji jest aneks, który zawiera wskazówki prowadzenia świeckich obrzędów socjalistycznych. Można tu znaleźć
wskazówki, jak prowadzić obrzędy rodzinne, np. wesele, święto narodzin
dziecka czy pogrzeb. Oprócz scenariuszy samych obrzędów, opisane są również dokładniejsze szczegóły, takie jak strój prowadzącego obrzędy, podane
przykłady pieśni, wiersze, których można użyć w czasie uroczystości etc. Na
koniec został opisany zupełnie nowy obrzęd radziecki – „wyświęcenie na
pracownika rolnictwa”. Cały aneks został stworzony przez etnografów oraz
pracowników domów kultury.

�92

Veronika Beliaeva-Saczuk

Chciałabym na jednym konkretnym przykładzie pokazać zmianę obrzędowości tradycyjnej na nową – radziecką. Skupię się na pogrzebie, ponieważ
ten obrzęd ma znaczenia zarówno rodzinne, jak i państwowe – w przypadku
pogrzebów działaczy politycznych czy innych zasłużonych ludzi ZSRR. Od
samego początku tworzenia ideologii komunistycznej odrzucała ona życie
pozagrobowe, jednak uważano, że człowiek nie znika po śmierci, a zostaje
w pamięci towarzyszy. W wyniku rewolucji październikowej państwo zostało
oddzielone od Kościoła, a w konstytucji gwarantowano obywatelom zarówno
swobodę sprawowania kultu religijnego, jak i swobodę antyreligijnej propagandy (Przebinda, s. 73–75). Oczywiście żadnego wyboru tak naprawdę nie było
– ruszyła kompania antyreligijna. W tym czasie dla zmarłych bolszewików nie
można było stosować pochówku cerkiewnego. Zaczęto tworzyć krematoria,
specjalnie szkolono ich pracowników, powstawały podręczniki dyktujące co
należy mówić i jak postępować przy paleniu ciała – tworzono nową obrzędowość socjalistyczną. Jest to zjawisko dobrze widoczne na przykładzie cmentarza Nowodziewiczego w Moskwie, gdzie leżą najbardziej zasłużeni radzieccy
politycy, elita partyjna, naukowa i artystyczna. Na tym cmentarzu istnieją
trzy kategorie pochówku – „trumna-ziemia”, najlepsza, tylko dla najbardziej
zasłużonych, „urna-ziemia” – średnia klasa i „urna-kolumbarium” – najmniej
ceniona. Zasłużeni rewolucjoniści (jedna z najbardziej cenionych grup) pochowani są jednak właśnie w kolumbarium, gdyż zwalczając obrzędowość
religijną, chcieli osobiście szerzyć nową tradycję – krematoria (Żebrowska,
s. 8–13). Palenie ciała ewidentnie zaprzeczało głównej doktrynie prawosławnej
o zmartwychwstaniu. Rozpowszechniona była w ludzie praktyka zbierania od
urodzenia wszystkich swoich włosów i paznokci, żeby stanąć przed Bogiem
„w komplecie”, a bez kości nie było w ogóle mowy o odrodzeniu się na Sąd
Ostateczny.
Dopiero po śmierci Stalina sytuacja religii w ZSRR trochę się polepszyła, ale na obrzędy kościelne władza wciąż patrzyła nieprzychylnym okiem.
Obrzędy ludowe otrzymały natomiast „amnestię” od radzieckich historyków,
etnografów i archeologów. Przyjęto, że Kościół prawosławny, w celu podporządkowania sobie ludzi, wykorzystywał wszelkie możliwe sposoby, w tym
też przekształcał „prastare ludowe obrzędy”, które wywodziły się z czasów
„czystych” od jakiejkolwiek religii. Pogaństwo z kolei było uważane za religię
Słowian, którzy byli równi, prości, egalitarni i już wtedy przejawiali ciągoty
w stronę socjalizmowi. Cała rzesza naukowców rzuciła się na poszukiwanie
elementów socjalizmu-komunizmu u „prymitywnych” ludów ZSRR, a także
w kulturze Słowian przed chrześcijaństwem – usiłowano udowodnić, że taki
ustrój jest najbardziej naturalny dla ludzkości.

�Etnologia na usługach państwa i ideologii. Przykład ZSRR

93

Po okresie odwilży partia komunistyczna znów zaczęła atakować religię.
W 1971 r. została uchwalona ustawa „O zwiększeniu ateistycznego kształcenia
ludności”, w której między innymi podkreślano: „Należy aktywizować działalność ateistyczną organizacji społecznych, kulturowo-oświatowych stowarzyszeń, organizacji „Wiedza”, a także prasy, telewizji, radia i kina. Trzeba zwrócić
szczególną uwagę na odpowiednie przygotowanie kadry propagandystów
ateizmu... Należy poświęcać więcej uwagi na tworzenie i rozpowszechnianie
nowych socjalistycznych tradycji i obrzędów” (Постановление ЦК КПСС).
Uważano, że w odróżnieniu od obrzędów religijnych, obrzędy ludowe
odpowiadały społecznym, demokratycznym potrzebom społeczeństwa pracującego. Były w nich, zdaniem etnografów radzieckich, odzwierciedlone
charakterystyczne cechy wspólnej pracy i życia prostego ludu, jego języka
i sztuki, zwyczajów, socjalnego doświadczenia (Руднев, s. 4). Nowe obrzędy
socjalistyczne nie mogły powstać na pustym miejscu, musiano więc dokładnie
przejrzeć ludowe obyczaje i wybrać najmniej przypominające religię, „bezpieczne” elementy. Do tego też zachęcał Lenin, pisząc: „W każdej narodowej kulturze,
są, chociaż i nierozwinięte, elementy demokratycznej i socjalistycznej kultury, bo
w każdym narodzie istnieje klasa pracujących i uciskanych, warunki życia której
zawsze prowadzą do powstania socjalistycznej i demokratycznej ideologii...
Bierzemy z każdej narodowej kultury tylko jej demokratyczne i socjalistyczne
elementy, bierzemy je i bezwzględnie przeciwstawiamy burżuazyjnej kulturze,
burżuazyjnemu nacjonalizmowi każdego narodu” (Ленин, s. 143).
Państwo bolszewickie od samego początku zwracało dużą uwagę na
obrzędowość pogrzebową. Bolszewicy mieli też swoich poległych bohaterów,
którzy powinni byli dostać miano „nieśmiertelnych”, „tych, którzy złożyli
swoją ofiarę za sprawę” etc. Jak już wspominałam, została zmieniona przede wszystkim koncepcja pochówku – chowanie ciała w ziemi zmieniono na
kremację. Choć było to tłumaczone rozrastaniem się miast i wzrostem liczby
ludności, tak naprawdę chodziło o zaprzeczenie koncepcji życia pozagrobowego. Nowa socjalistyczna koncepcja istnienia po śmierci nie była dokładnie
określona. Oficjalnie zostały uznane pominki ludowe (wspominki po zmarłych,
Zaduszki), których np. Cerkiew nie mogła uznać, ponieważ pominki cerkiewne miały postać mszy żałobnych, modlitw za wszystkich zmarłych, refleksji,
smutku. Ludowe przypominanie zmarłych było natomiast diametralnie inne.
W pominki Rosjanie szli na cmentarz odwiedzić swoich zmarłych krewnych,
przynosili jedzenie i alkohol, jedli i pili na grobach, zostawiając resztki dla
ptaków (zwyczaj związany z ludowymi wierzeniami, według których w dni
zaduszne zmarli mogą wracać na ziemię i odwiedzać swoich potomków pod
postacią ptaków lub motyli). W ZSRR powstało zjawisko pominek publicznych

�94

Veronika Beliaeva-Saczuk

– jednym z ich elementów było np. odczytywanie Księgi Wiecznej Sławy, do
której są wpisywane nazwiska i imiona zmarłych, a także podkreślane były
ich zasługi dla państwa i społeczeństwa. Na pominkach prywatnych zalecano
zapraszanie „wodzireja”, który będzie prowadził spotkanie i zachęcał krewnych i kolegów zmarłego do spokojnego wspominania bez używania napojów
„wyskokowych” (Руднев, s. 48–49).
Pierwszy publiczny pochówek bez obrzędowości cerkiewnej, bez krzyży
nagrobnych i nie na cmentarzu (czyli w niepoświęconej ziemi) w Rosji odbył
się w Pietrogradzie, na Polu Marsowym w marcu 1917 r. Pochowane zostały
ofiary rozruchów ulicznych przewrotu lutowego 1917 r. (Адоньева, s. 121).
Wiele z tych osób nie zostało rozpoznanych. Długo dyskutowano na temat
miejsca pochówku (były nawet propozycje, żeby pogrzebać ciała przed Pałacem Zimowym na miejscu Słupa Aleksandryjskiego). W tym czasie przez
prawie miesiąc zwłoki leżały bez należytych obrzędów i zabezpieczeń. Tak
opisywał to zjawisko I.A. Bunin: „Widziałem Pole Marsowe, na którym dokonano jakiegoś tradycyjnego składania ofiar rewolucji, komedię pogrzebu
zmarłych – jakoby dla swobody – bohaterów. Co gorsze, była to faktycznie
ironia nad zmarłymi, bo byli oni pozbawieni normalnego chrześcijańskiego
pogrzebu, pochowani w trumnach nie wiadomo dlaczego koloru czerwonego
i nienaturalnie pogrzebani w samym centrum miasta żywych! Komedia odbyła
się w sposób nieprzemyślany i obraziła skromne prochy nieznanych nikomu
zmarłych patetycznymi przemowami. Całkowicie zepsuli wspaniały plac, zrobili
wykopy, wsadzili do ziemi wysokie ohydne kije zawinięte w czarną tkaninę
i nie wiadomo dlaczego, obudowali to miejsce płotami, tak samo jak te kije
brzydkimi” (Бунин, s. 157–158).
Na początku lat dwudziestych trzeba było jednak zamienić czasowy pomnik
na trwały w celu wpisania na stałe w pamięć ludzi pierwszych poległych dla
rewolucji socjalistycznej. Obiekt ten faktycznie jest pierwszym tworem radzieckiej architektury. W tym samym czasie pojawiają się pierwsze koncepcje na
temat nieśmiertelności bohaterów socjalistycznych. Tak np. uważał Lunaczarskij,
który w ten sposób wypowiadał się na temat pomników dla poległych rewolucjonistów: „Nieśmiertelny jest poległy dla wielkiej sprawy, w ludzie będzie
zawsze wiecznie ten, kto życie złożył dla ludu, pracował, walczył i zmarł dla
wspólnego szczęścia. Nie znając wszystkich bohaterów, którzy podczas walki
za swobodę krew swoją oddali – rodzaj ludzki czci nieznanych” (Литературное
наследство, s. 82).
W późniejszych dziejach pojawiało się coraz więcej zmarłych dla socjalizmu, na których miejscach pochówku pojawiało się zjawisko palenia
wiecznego ognia. Pierwszy wieczny ogień w ZSRR zapłonął na tym samym

�Etnologia na usługach państwa i ideologii. Przykład ZSRR

95

Polu Marsowym w 1957 r. (czterdziesta rocznica rewolucji październikowej).
Z tego miejsca ten sam ogień rozpoczął wędrówkę po całym kraju. Dziesięć
lat później wieczny ogień został przywieziony z Leningradu do Moskwy, gdzie
zapłonął przed Grobem Nieznanego Żołnierza pod ścianą Kremla. Następnym
miejscem podróży ognia był cmentarz Piskariewski i Seramiwoski w Leningradzie, gdzie zostały pochowane ofiary II wojny światowej, a dokładniej ludność
cywilna, która zginęła podczas oblężenia Leningradu w latach 1941–1944.
W taki sposób „do bohaterów Rewolucji dołączyli bohaterowie Wielkiej Wojny
Ojczyźnianej. Sztafeta wiecznego ognia symbolizuje nieśmiertelność czynów
bohaterskich pokoleń walczących za zwycięstwo socjalizmu” (С.Б. Адоньева,
s. 130; Kaлинин). W taki sposób do kategorii „świętych” socjalistycznych, do
której zaliczani byli zmarli działający na rzecz rewolucji, zostały zaliczone
także ofiary i polegli żołnierze wojny 1941–1945 r.
W latach dwudziestych XX w. powstawały najbardziej zadziwiające pomysły, które miały zastąpić starą obrzędowość. Wiele z tych pomysłów zostało
już dawno zapomnianych, jak np. „oktiabriny”, które miały zastąpić chrzest
(rosyjskie określenie chrztu brzmi „kriestiny” – w analogii do tego stworzono
„oktiabriny”, od rosyjskiego „oktiabr’” – październik), podczas których nadawano uroczyście imię i śpiewano pieśni rewolucyjne4; „wesele czerwone”
czy pogrzeb świecki. W tym okresie odrzucono zwyczaj ozdabiania choinki,
jako element kościelny oraz burżuazyjny, jednak choinka powróciła w drugiej
połowie trzydziestych lat XX w., ponieważ nie wymyślono niczego, co mogłoby ją zastąpić. Tradycja ubierania choinki i zostawiania pod nią prezentów
została przeniesiona na święto Nowego Roku, które nie miało wydźwięku
religijnego. Nowa ideologia asymilowała stare obrzędy i święta kościelne,
nadając im nowe znaczenia – nie była to zresztą nowa strategia – wszystkie
religie światowe wchłaniały obrzędy i święta występujące wcześniej wśród
nowo nawracanych ludów.
Po rozpadzie ZSRR można było obserwować próby adaptacji świąt radzieckich do nowej rzeczywistości. Te próby nie zawsze były udane – przykładem
może być święto 7 listopada, które od 1918 r. było świętem Dnia Wielkiej
Rewolucji Październikowej. Po rozpadzie ZSRR w 1995 r. to święto zostało
ogłoszone Dniem Chwały Wojskowej, ale ta zmiana nie została przyjęta przez
ludzi. W 1996 r. nazwę święta zmieniono na Dzień Zgody i Przyjaźni, a w 2004 r.
święto zostało przeniesione na 4 listopada i przemianowane na Dzień Jednoś4
 Ten obrzęd został pokazany w radzieckim filmie Psie serce w reżyserii Władimira Bortko
z 1988 r. oraz opisany przez Michaiła Bułhakowa w opowiadaniu Złote korespondencje Fieraponta
Fierapontowicza Kaporcewa, Moskwa 1990.

�96

Veronika Beliaeva-Saczuk

ci Narodowej, który ma upamiętniać zdobycie Kremla, okupowanego przez
oddziały polskie, przez wojska rosyjskich powstańców ludowych w 1612 r.
Data i wydarzenie z nią związane zostały wybrane głównie dlatego, że było to
najbardziej znaczące wydarzenie w historii Rosji najbliżej daty 7 listopada. Po
dzień dzisiejszy dla większości Rosjan to święto jest mało zrozumiałe, ponieważ dotyczy zbyt odległych czasów. Ten wybór jest odczytywany również jako
zły, dlatego że w przyszłości, przy ewentualnej zmianie polityki państwowej,
święto to może stać się narzędziem antypolskiej propagandy.
Istnieje także problem z przywróceniem świąt religijnych, ponieważ
tradycja ich obchodzenia zanikła w Związku Radzieckim. Znów pomocni
stają się etnolodzy, którzy udzielają wskazówek jak „tradycyjnie” mają być
obchodzone wszystkie święta. Często odrzuca się doświadczenie okresu radzieckiego i nakłania się do obchodzenia świąt w taki sposób, jak robiono to
przed 1917 r. W takich przypadkach może dochodzić do zupełnego załamania
obrazu współczesnej kultury wszystkich ludów rosyjskich. Dlatego sądzę,
że etnolodzy powinni pamiętać, iż kultura poszczególnych ludów czy narodów jest zmienna, adaptuje się do zmieniającego się świata. Nie warto więc
wracać do obrzędów sprzed 1917 r., uważając, że nie zostały one skażone
przez komunizm i dlatego są bardziej „prawdziwe”. W przypadku tworzenia
nowych świąt warto zaś się zastanowić, czy będą one czytelne dla szerokich
mas, czy będą miały znaczenie i w jaki sposób wykreowanie jakiegoś święta
może zmienić współczesną kulturę mieszkańców Rosji.

Język a polityka etniczna
Język jest jednym z kluczowych elementów tożsamości etnicznej. Zanik
własnego języka oznacza często również zanik własnej odrębnej kultury i asymilację. Chciałabym teraz przytoczyć dwa przykłady manipulowania językiem
w Związku Radzieckim dla osiągnięcia pewnych celów politycznych. Jak już
wspomniałam, w początkowym okresie ZSRR prowadzono intensywne badania
i prace nad stworzeniem pisma dla wszystkich radzieckich grup etnicznych.
Lingwiści i etnografowie również zastanawiali się nad unifikacją różnych alfabetów używanych w Imperium Rosyjskim. Dla ludów rosyjskich tradycyjna
była cyrylica, alfabet arabski oraz staromongolski. Oczywiście była też grupa
narodów używających alfabetu łacińskiego, ale nie była to ludność rdzennie
rosyjska, która po 1917 r. w większości uzyskała niepodległość i stworzyła
własne państwa. Cyrylica (grażdanka) na początku lat dwudziestych XX w.
kojarzyła się ze starym reżimem, przez niektórych naukowców i działaczy
politycznych była uważana za alfabet zacofany, dlatego pismo dla ludów nie-

�Etnologia na usługach państwa i ideologii. Przykład ZSRR

97

piśmiennych tworzone było na podstawie alfabetu łacińskiego. W tym okresie
istniały zresztą pomysły przeniesienia zapisu języka rosyjskiego na alfabet
łaciński. Nie wprowadzono natomiast żadnych zmian w zapisie dla ludów
posługujących się innymi alfabetami niż cyrylica.
Lata trzydzieste XX w. okazały się destrukcyjne dla literatury ludów używających alfabetów innych niż cyrylica. Przykładem mogą tu być Buriaci, do
1917 r. posiadający bogatą literaturę, głównie sakralną, zapisywaną pionowym
alfabetem staromongolskim. Po 1917 r. inteligencja buriacka zaczęła tworzyć
literaturę piękną, a także naukową, używając nadal zapisu staromongolskiego. W 1931 r. cała Buriacja przeszła jednak z alfabetu staromongolskiego na
łaciński. Doprowadziło to do sytuacji, w której młodsze pokolenie Buriatów
zostało odłączone od literatury buriackiej powstałej przed 1931 r., co oczywiście
prowadziło do pewnego zubożeniu kultury buriackiej. Za podstawę literackiego
języka buriackiego uznano dialekt selengijski (congolski), najbardziej zbliżony
do języka Chałcha, co miało według naukowców nie pozwolić na oddalenie
od cywilizacji mongolskiej zachodnich i wschodnich Buriatów. Dialekt selengijski zbyt się jednak różnił od dialektów zachodnich i wschodnich Buriatów,
co doprowadziło do tego, że oficjalny język literacki nie pełnił swoich funkcji
społecznych i posługiwali się nim w pełni tylko mieszkańcy Buriacji Centralnej
(Чимитдоржиев 1996, s. 45).
W roku 1936 r. literacki język buriacki zostaje zmieniony z dialektu selengijskiego na wschodnio-buriacki dialekt choryjski. Zaczynał się okres czystek
i represji stalinowskich i zmiana ta była podyktowana strachem władz przed
sztucznie wykreowanym zagrożeniem panmongolizmu. Propagatorzy zmiany
języka literackiego powoływali się na ten sam argument, co propagatorzy
dialektu selengijskiego – zbyt duża bliskość do języka Chałcha, co miało łączyć Buriatów z innymi ludami mongolskimi i zwiększać niebezpieczeństwo
wpływu idei panmongolizmu na Buriatów. W 1939 r. dokonało się ostateczne
zniszczenie tradycji języka buriackiego, nierozerwalnie związanego z tradycją
i kulturą innych ludów mongolskich – alfabet łaciński zmieniono na alfabet
rosyjski, do którego zostały dodane trzy litery oznaczające dźwięki, których
brakuje w języku rosyjskim (Хабаева, s. 12). Wszystkie te zmiany były prowadzone pod okiem radzieckich etnografów i lingwistów.
Po rozpadzie ZSRR naukowcy buriaccy znów pochylili się nad problemem
literackiego języka buriackiego. Panuje przekonanie, że obecny buriacki język
literacki jest językiem tylko jednego z plemion buriackich – Chori, oraz że we
współczesnej Buriacji powinny być minimum dwa różne języki, należące do
języków mongolskich, które obecnie są uważane za dialekty jednego języka
buriackiego. Zwraca się uwagę, że Buriaci z różnych regionów swojego terenu

�98

Veronika Beliaeva-Saczuk

etnicznego posiadają tak odrębne dialekty, że aby rozumieć się nawzajem,
zmuszeni są rozmawiać pomiędzy sobą po rosyjsku. Język buriacki jest drugim obok rosyjskiego językiem państwowym w Buriacji. Jest jednak rzadko
używany oficjalnie, między innymi dlatego, iż jest niezrozumiały dla wielu
grup Buriatów. Zdaniem wielu naukowców buriackich zajmujących się problematyką własnego języka, jest to jeden z powodów obniżenia czytelnictwa
literatury w języku buriackim, a także skuteczności nauki tego języka w szkołach (Шагдаров, s. 127–131).
Drugim przykładem jest historia języka karelskiego w czasach istnienia
ZSRR. Przed rewolucją październikową istniała literatura w języku karelskim
zapisywana cyrylicą, chociaż nigdy nie został skodyfikowany jeden wspólny
zapis. Po 1917 r. język karelski nie miał własnego systemu pisma. W 1918 r.
w Karelii najważniejsze stanowiska partyjne i administracyjne obejmowali
tak zwani „czerwoni Finowie” – uczestnicy rewolucji socjalistycznej w 1918 r.
w Finlandii, którzy po klęsce uciekli do Karelii. Finowie uważali wówczas (nawet
do dziś część naukowców z Finlandii podziela ten pogląd), że „małe” języki
ugrofińskie Rosji Północnej, jak np. karelski czy wepski, są dialektami języka
fińskiego. Fiński przedstawiano jako język kulturowy posiadający formę pisaną.
W opozycji do niego postawiono rdzenne języki Karelii – karelski oraz wepski,
przedstawiając je jako zacofane. Skutkiem takiego działania była „fonizacja”
tych dwóch języków i wycofanie ich zupełnie ze sfery oficjalnej – język fiński
uznano za drugi obok rosyjskiego rdzenny język ludowy mieszkańców Karelii
(Клементьев, s. 197–200).
Taka sytuacja trwała do połowy trzydziestych lat XX w., kiedy Stalin w obawie o ruchy separatystyczne zmienia koncepcję polityki etnicznej. Narzucenie
języka fińskiego było określane jako przejaw nacjonalizmu burżuazyjnego.
Wskutek tego w 1937 r. podjęto prace nad stworzeniem literackiego języka
karelskiego oraz pisma dla niego. Stworzono alfabet na podstawie cyrylicy.
Proces ten trwał do 1940 r., kiedy po wojnie radziecko-fińskiej 1939–1940
Karelska Autonomiczna Socjalistyczna Republika Radziecka, wchodząca w skład
Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, została wyodrębniona, zmieniła status i nazwę na Karelo-Fińską Socjalistyczną Republikę
Radziecką. Ta zmiana spowodowana była planami podboju i włączenia Finlandii
w skład ZSRR. Wskutek tych zabiegów w 1940 r. konstytucja Karelo-Fińskiej
SRR ponownie zatwierdziła jako języki państwowe tylko język rosyjski i fiński
(Советы Карелии, s. 208).
Karelo-Fińska SRR w 1956 r. została z powrotem przekształcona w Karelską ASRR, ponieważ władza radziecka ostatecznie zrezygnowała z zamiarów
aneksji Finlandii. Język karelski nie został jednak uznany za język urzędowy

�Etnologia na usługach państwa i ideologii. Przykład ZSRR

99

Karelii, a prace nad tworzeniem języka literackiego i jego zapisu zostały
zawieszone. Istniała pomimo wszystko potrzeba stworzenia zapisu języka
karelskiego. W rozmowie z Aleksandrem Sawieljewym, piszącym po karelsku
poetą z miejscowości Priaża, okazało się, że potrzeba czytania we własnym
języku była na tyle silna, że w latach siedemdziesiątych XX w. zaczął on pisać
wiersze w języku karelskim i zapisywać je fonetycznie po rosyjsku (badania
terenowe, Rosja, Karelia, Priaża, sierpień 2010). Dopiero po rozpadzie Związku
Radzieckiego lingwiści i etnolodzy z Pietrozawodska (stolicy Republiki Karelia) wrócili do kwestii stworzenia języka literackiego. Obecnie istnieje zapis
tego języka na podstawie alfabetu łacińskiego, nie stworzono jednak jednego
języka literackiego.
Wybór języka literackiego oraz zmiana alfabetu może stać się narzędziem
manipulacji w rękach władzy. Takie działania mogą być destrukcyjne dla każdej
kultury – mogą powodować jej zanik i całkowitą akulturację etnosu.

Ruchy narodowe jako narzędzie represji
Począwszy od drugiej połowy XIX w. do początków XX w. nastąpił okres
rozkwitu ideologii narodowych, takich jak panslawizm, pangermanizm, panturkizm, panmongolizm czy panfinizm. Wszystkie te ruchy oparte były na
pomyśle stworzenia jednego państwa, które zrzeszałoby ludy o podobnym
pochodzeniu i języku. Miało to zapewnić rozwój kulturowy i cywilizacyjny
wybranej grupie narodów i pokój w takim hipotetycznym państwie. Niektóre
z tych koncepcji były realizowane na obszarze Imperium Rosyjskiego, a potem
ZSRR. Chcę skupić się na jednej ideologii, która w 1937 r. została wykorzystana
jako narzędzie represji wobec ludów mongolskich.
Po raz pierwszy określenia panmongolizm użył twórca symbolizmu rosyjskiego, poeta Władimir Sołowjow. Pod pojęciem tym rozumiał sojusz ludów
Azji (należących do rasy mongolskiej) przeciwko Europejczykom i zniszczenie
ich kultury. Wkrótce to hasło zostało przyjęte przez ruch niepodległościowy
Mongołów, którzy dążyli do stworzenia niezależnego państwa, poprzez oddzielenie się terytorium Mongolii Zewnętrznej (obecne państwo Mongolia)
i Wewnętrznej (obecnie prowincja Chin) od Chin i stworzenie państwa mongolskiego. Ludy mongolskie Rosji – przede wszystkim Buriaci, mieszkający
w sąsiedztwie z Mongołami – wspierali tę działalność, ale do 1917 r. nie stawiali
sobie za cel oddzielenia się od Rosji. Dopiero dojście do władzy bolszewików
w 1917 r. i rozpoczęcie wojny domowej pomiędzy „czerwonymi” i „białymi”
popchnęły część inteligencji buriackiej w stronę idei odłączenia Buriacji od
Rosji i wejścia w skład istniejącej już wówczas niepodległej Mongolii. Idea pan-

�100

Veronika Beliaeva-Saczuk

mongolizmu oraz sami Mongołowie i Buriaci byli używani dla własnych celów
przez takich znanych przywódców „białych” na obszarze Syberii Południowej
jak baron Ungern oraz ataman Siemionow, dążących do odtworzenia „starego
porządku” – restauracji monarchii w Rosji. Po zwycięstwie Armii Czerwonej
na Zabajkalu i ustanowieniu władzy radzieckiej koncepcja panmongolizmu
została ogłoszona jako kontrrewolucyjna, będąca przejawem nacjonalizmu
burżuazyjnego (Жамаганова 2000, s. 157–162).
W latach trzydziestych XX w. miała miejsce destabilizacja sytuacji politycznej na Dalekim Wschodzie na skutek ekspansji japońskiej na tereny Chin
północno-wschodnich. Stalin, w obawie przed użyciem ideologii panmongolizmu przez Japonię w celu stworzenia w regionie „państwa marionetkowego”, zaczyna czystki wśród inteligencji buriackiej. Od początku 1937 r.
NKWD fabrykuje „sprawę organizacji A. Dorżyjewa5”, która jakoby istniała
w 1929 r. i miała swoje „powstańcze filie” we wszystkich dużych dacanach
(świątyniach buddyjskich). Stwierdzono, że lamowie w większości są szpiegami
japońskimi – zbierali ważne dane i zajmowali się działaniem dywersyjnym
w dużych fabrykach i w kołchozach. Dodatkowo w Leningradzie ujawniono
Japońsko-Buriackie Centrum Kontrrewolucyjne, które według NKWD było filią
„organizacji A. Dorżyjewa”. Wszyscy lamowie mieszkający w Leningradzie,
ale także wielu naukowców wschodoznawców, którzy pracowali w Instytucie
Wschodoznawstwa i w Leningradzkim Instytucie Wschodnim, zostali aresztowani (Историко-культурный атлас Бурятии, s. 246). Lamom „wypomniano”
ich ponoć kontrrewolucyjną działalność w czasie wojny domowej w latach
1918–1922. Lamowie wraz z nacjonalistami buriackimi mieli jakoby wspierać
atamana Siemieniowa i barona Ungerna i popierać hasło „Azja dla Azjatów”,
rzucone przez japońskich interwentów, przystając tym samym do idei panmongolizmu. Takie podejście lamów, według sfabrykowanych danych NKWD,
owocowało ich uczestnictwem wraz z kułakami w egzekucjach komunistycznych partyzantów, a także wydawaniem ich oddziałom białogwardzistów
(Шулунов, s. 110–117).
W Buriacji w ciągu 1937 r. i 10 miesięcy 1938 r. zostało aresztowanych
6836 osób, z których w tym samym okresie osądzono 4907 osób. 2483 osoby
skazano na karę śmierci, a pozostałe 2424 otrzymały różne kary pozbawienia
wolności. Dodatkowo w tym czasie organy praworządne odkryły na terenie
5
 Agwan Dorżyjew – buddyjski lama oraz działacz polityczny pochodzący z Buriacji. Pod
koniec XIX w. był jednym z nauczycieli młodego XIII Dalajlamy. W późniejszym okresie wysłannik
Tybetu w Rosji. Po rewolucji 1917 r. pozostał w kraju, gdzie próbował odnowić buriacki Kościół
Buddyjski – lamowie mieli się zrzec bogactw i sami wytwarzać jedzenie dla siebie.

�Etnologia na usługach państwa i ideologii. Przykład ZSRR

101

Buriacji dużą liczbę szpiegów: japońskich – 347, polskich – 74, niemieckich
– 12, estońskich – 5, litewskich – 5 i po jednym szpiegu z Jugosławii, Rumunii i Bułgarii (История Бурятии, s. 63–64). Represjom zostali poddani przede
wszystkim lamowie, większość z wysoko postawionych lamów została rozstrzelana, Agwan Dorżyjew w wieku 84 lat zmarł na zawał w szpitalu więziennym
Ułan-Ude 29 stycznia 1938 r. (Андреев, s. 161–162), a także inteligencja
buriacka i Buriaci-działacze Partii Komunistycznej.
W 1937 r. Stalin, obawiając się buntu i odłączeniu Buriacji od ZSRR,
zdecydował się podzielić tereny zamieszkałe przez Buriatów, które wchodziły
w skład Buriat-Mongolskiej ASRR, na pięć jednostek terytorialnych. 26 września
1937 r. uchwalono postanowienie Centralnego Komitetu Wykonawczego ZSRR
o podziale obwodu wschodnio-syberyjskiego na obwody irkucki i czytyjski,
a także o przyłączeniu do obwodu irkuckiego ajmaku6 olchońskiego i części
bałagańskiego, a do obwodu czytyjskiego – ajmaku ułan-onońskiego. Ponadto
na terenie obwodu irkuckiego stworzono ust’-ordyński buriat-mongolski okręg
narodowy, a na terenie odwodu czytyjskiego – agijski buriat-mongolski okręg
narodowy. Zarządzaniem tymi dwoma okręgami miały się zajmować władze
obwodu irkuckiego i czytyjskiego (Чимитдоржиев 2001, s. 35–37). Wynikiem
takiego podziału było znaczne zmniejszenie procentowe liczby Buriatów we
wszystkich trzech jednostkach terytorialnych – od czasu podziału Buriaci
stanowią mniejszość na swojej ziemi.
Większość z inteligencji buriackiej pod koniec lat dwudziestych i na początku trzydziestych rozumiała ideę panmongolizmu jako odrodzenie kulturowe
ludów mongolskich. Niestety, w państwie totalitarnym każde pojęcia, myśl
lub idea może stać się narzędziem terroru. Stalin w obawie, że nawet jeden
przykład separatyzmu lub idei ponadpaństwowego połączenia pokrewnych
ludów może doprowadzić do rozpadu ZSRR, prowadził politykę represji wobec
wszystkich ludów ZSRR.
W Związku Radzieckim etnologia, jak inne gałęzie nauki były podporządkowane władzy. Część etnografów oraz folklorystów tworzyła koncepcje polityki
etnicznej ZSRR lub świadomie w nich uczestniczyła. Warto w tym miejscu jednak
wspomnieć także o represjonowanych etnografach, którzy zginęli w trzydziestych
latach XX w. z powodu wygłaszania koncepcji, które nie podobały się władzom,
przez obronę kultury ludów, które badali czy po prostu z powodu „złej” biografii.
W 2002 i 2003 r. Instytut Etnologii i Antropologii Rosyjskiej Akademii Nauk
opublikował dwutomowy zbiór biografii zapomnianych, represjonowanych
etnografów radzieckich pod tytułem Represjonowani etnografowie. W czasie
6

Ajmak – tradycyjna dla Mongolii i Buriacji jednostka administracyjna.

�102

Veronika Beliaeva-Saczuk

istnienia Związku Radzieckiego zarówno etnografowie, jak i inni naukowcy
próbowali przystosować się do systemu politycznego, nie rezygnując jednak
z własnych zainteresowań. Prawie dziesięć lat temu w prywatnej rozmowie
profesor Taras Maksimowicz Michajłow, wybitny specjalista w badaniach nad
szamanizmem buriackim, tak wypowiedział się na temat swojej opublikowanej
w 1987 r. książki Szamanizm buriacki: historia, struktura i funkcje społeczne:
„Owszem – w tej pracy jest dość pokaźna ilość odwołań do dzieł Lenina i innych
przywódców komunistycznych. Ale w tamtym okresie wszyscy etnografowie
musieli powoływać się na Lenina, bo inaczej prace nie byłyby publikowane. Ja
musiałem jeszcze bardziej się postarać, ponieważ temat szamanizmu i w ogóle
tematyka religijna nie były chętnie widziane przez władzę”.
Mimo zabarwienia ideologicznego, prace wielu etnografów radzieckich do
dziś stanowią ważne źródła naukowe. Czytając je, należy jednak pamiętać, jak
ważną rolę może odegrać etnologia w każdym państwie, nie tylko totalitarnym,
ale również jak ideologia każdego państwa może oddziaływać na naukę.

Konkluzje
Powyższy tekst jest przykładem wykorzystania etnografii/etnologii przez
państwo. W przypadku państw totalitarnych i wieloetnicznych ma ono szczególne znaczenie. Zostały tu przedstawione konkretne przykłady wpływu
sytuacji politycznej na etnografię/etnologię w ZSRR, a także przykłady jak
władze radzieckie przy pomocy teorii etnologicznych i niektórych naukowców
decydowały o losie całych grup etnicznych. Wszystkie te działania, zdaniem
polityków radzieckich, miały tworzyć jedną wspólnotę obywateli ponad etnicznymi podziałami, kontrolować tę wspólnotę i zwalczać wszelkie dążenia
separatystyczne. Zakres wykorzystywania różnych aspektów etnicznych w życiu
politycznym ZSRR był bardzo szeroki.
Okresem, w którym etnografia/etnologia była szczególnie stosowana przez
władze radzieckie, była druga połowa lat dwudziestych oraz lata trzydzieste
XX w. W czasie, kiedy powstawała koncepcja nowego państwa, bardzo ważnym
aspektem było tworzenie nowej „braterskiej” wspólnoty wszystkich ludów ZSRR,
w której każdy miał być „człowiekiem radzieckim”. W celu utworzenia nowej
świadomości istniały próby „wytłumaczenia” nowego układu politycznego
w kategoriach zrozumiałych dla wybranych grup etnicznych – przykładem
tego jest tworzenie folkloru „ludowego” przez naukowców, dziennikarzy etc.
na temat Lenina, Stalina, władzy radzieckiej, a w niektórych przypadkach
nawet ubóstwiania przywódców państwowych. Władze ZSRR podjęły również
próbę odcięcia całych narodów od przedrewolucyjnej literatury, która mogła

�Etnologia na usługach państwa i ideologii. Przykład ZSRR

103

wzbudzać poczucie tożsamości etnicznej, co z kolei prowadziłoby do działań
separatystycznych – w tym celu odbyło się kilka reform języków pisanych
występujących w Związku Radzieckim. Reformy te doprowadziły do sytuacji,
w których młodsze pokolenia nie potrafiły przeczytać spuścizny własnej literatury etnicznej, ponieważ uczone były czytania tylko w nowym alfabecie.
W latach trzydziestych XX w. ideologie etniczne były używane przez państwo
jako narzędzie represji w stosunku do przedstawicieli inteligencji etnicznej,
także w celu osłabiania poczucia tożsamości, przykładem może być sprawa
panmongolistów – przedstawicieli rzekomo niebezpiecznego ruchu separatystycznego, zagrażającego racji stanu młodego państwa socjalistycznego. Najwięcej pracy praktycznej etnografowie radzieccy wykonali podczas tworzenia
nowej obrzędowości rodzinnej i dorocznej „człowieka radzieckiego”, która
bez względu na różnice etniczne i religijne istniejące przed 1917 r., miała za
zadanie zespolić każdego z nowo wytworzoną wspólnotą.
Warto pamiętać, że również obecnie, w państwie demokratycznym stosuje
się aspekty etniczne jako narzędzie polityki. To może być prowadzenie polityki
międzynarodowej, podpartej pewnymi stereotypami etnicznymi, podtrzymywanie i budowanie więzi ponadetnicznych z państwami, z którymi utrzymuje się
przyjazne stosunki dyplomatyczne, czy wykorzystanie elementów etnicznych
w polityce wewnątrzpaństwowej.
Etnolog powinien rozumieć głębsze znaczenie działań politycznych związanych z różnymi aspektami etnicznymi i pamiętać, do czego może doprowadzić
odgórnie kontrolowana współpraca etnologii i państwa.

Literatura
I. W języku polskim:
Bajki...
1954 – Bajki ludów Północy, Warszawa.
Imos R.
2007 – Wiara człowieka radzieckiego, Kraków.
Kula M.
2003 – Religiopodobny komunizm, Kraków.
Przebinda G.
2002 – Bóg na stosie, w: „Polityka”, nr 20(2350).
Żebrowska A.
2002 – Biust z harmonią orderów, w: „Gazeta Wyborcza”, Magazyn, nr 18 (478).

�104

Veronika Beliaeva-Saczuk

II. W języku rosyjskim:
Адоньева С.Б.
2001 – Категория ненастоящего времени, Санкт-Петербург.
Андреев А.И.
2004 – Храм Будды в Северной столице, Санкт-Петербург.
Булгаков М.
1990 – Золотые корреспонденции Ферапонта Ферапонтовича Капорцева, Москва.
Бунин И.А.
2000 – Oкаянные дни, С.-Петербург.
Зощенко М.М.
1984 – Рассказы о Ленине, Москва.
Жамаганова Д.В.
2000 – Некоторые аспекты влияния политического фалтора на формирование
и трансформацию идеи панмонголизма // Проблемы истории и культуры
кочевых цивилизаций Центральной Азии. История. Филосифия. Социология. Филология. Искусство, Улан-Удэ.
Иванова Т.В.
1986 – Святозеро в его песнях и преданиях // Фольклористика Карелии, Петрозаводск.
– Историко-культурный атлас Бурятии, ред. Н.Л. Жуковская, Москва.
В.Ц. Найдаков (ред.)
1993 – История Бурятии. Конец XIX в. – 1941 г. Часть I, Улан-Удэ.
Б. Kaлинин
1986 – Вечный огонь, w: „Ленинградская правда”, nr 277.
Клементьев Е.И.
2003 – Карельский язык. Языковые процессы в XIX–XX вв. // Прибалтийско-финские
народы России, Москва 2003.
Криничная Н.
1988 – Пулькин В., Медный вершник, Петрозаводск.
Ленин В.И.
1972 – Социализм и религия, Собрание сочинений, т. 12, Москва.
Литературное...
1971 – Литературное наследство. Т. 80: В.И. Ленин и А.В. Луначарский. Неизданная переписка, Москва.

�Etnologia na usługach państwa i ideologii. Przykład ZSRR

105

Михайлов Т.М.
1994 – Бурятский шаманизм: история, структура и социальные функции, Новосибирск 1987.

Тишков В.А. (ред.)

1994 – Народы России, Москва.
Постановление...
1971 – Постановление ЦК КПСС от 16 июля 1971 г. „Об усилении атеистического
воспитания населения”.
Райкова И.
1993 – Петр I: Предания, легенды, сказки и анекдоты, Москва.
Руднев В.А.
1982 – Обряды народные и обряды церковные, Ленинград.
Советы...
1993 – Советы Карелии. 1917–1992: Документы и материалы, Петрозаводск.
Тишков В.А.
2003 – Реквием по этносу. Исследования по социально-культурной антропологии,
Москва.
Горький А.М. (ред.)
1937 – Творчество народов СССР, Москва.
Хабаева И.М.
1996 – Буряты и бурятский язык: сложная судьба // Мэндэ-э! Начальный курс
бурятского языка, Улан-Удэ.
Чимитдоржиев Ш.Б.
1996 – Проблемы бурятского литературного языка // Современное положение
бурятского народа и перспективы его развития, Улан-Удэ.
2001 – Бурят – монголы: история и современность, Улан-Удэ.
Шагдаров Л.
2004 – Бурятский литературный язык // Куда исчезла единая Бурят-Монголия
(1937 и 1958 годы), Улан-Удэ.
Шулунов Ф.М.
1940 – Котрреволюция и ламство // Записки ГИЯЛИ, № 2.

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9560" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9538">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/cb31848150585ad6b16d6a01c8d2409a.pdf</src>
        <authentication>824e46b4c453611fdcef3d72af0cacaf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113851">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2428</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113852">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113853">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113854">
                <text>Muzykanci / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113855">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.56-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113856">
                <text>Bieńkowski, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113857">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113858">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113859">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113860">
                <text>Muzykanci
z Andrzejem Bieńkowskim
rozmawia Aleksander Jackowski

Andrzej Bieńkowski jest kierownikiem Pracowni, profeso­
rem w Warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. W twórczo­
ści malarskiej podejmuje często tematykę wiejską, pozos­
tając w kręgu szeroko pojętego realizmu. Zainteresowania
wsią widoczne są także w dokumentacji fotograficznej,
przede wszystkim postaci wiejskich muzykantów. Właśnie
muzyka jest drugą, a kto wie, czy nie pierwszą pasją
Andrzeja Bieńkowskiego. Badania terenowe, które prowa­
dzi od kilkunastu lat, zaowocowały m.in. nagraniami, które
Polskie Radio prezentuje w stałym, cyklicznym programie
Muzyka odnaleziona.
Bieńkowski posługuje się także techniką wideo, i zarejes­
trowane przez niego ,,seanse" są jedynym już niepo­
wtarzalnym dokumentem pokazującym technikę gry, ma­
niery wykonawcze, sposób zachowania; napięcie emoc­
jonalne wiejskich artystów - muzykantów.
Najpierw zetknąłem się z nagraniami wideo na wystawie
Andrzeja Bieńkowskiego Muzykanci. Później, zafascynowa­
ny tym, co widziałem, postanowiłem poznać autora wy­
stawy. Zabrałem mu wiele czasu, a na domiar złego odtąd
co roku sprowadzałem do jego pracowni grupę studentów
etnologii, aby zrozumieli czym była twórczość wiejskich
artystów, czy ekspresja gry, zapamiętanie się w niej.
Chciałem, aby zobaczyli, czym była dla wiejskich artystów
muzyka, tak silnie zakorzeniona w ich duchowości. Trudno
te wrażenia przekazać czytelnikowi. Można jednak przy­
bliżyć mu postać zbieracza, przekazać choć cząstkę tego,
co ma on do powiedzenia o swojej pracy i ludziach,
z którymi się zetknął.
A.J. Znalem Pana Ojca, Panie Andrzeju. To był człowiek
z charakterem, pasją. Nie wielu socjologów tak znało i rozu­
miało problemy wsi, jak on. Łączyło nas jednak coś innego
- widzieliśmy w nowym ustroju, po wojnie, szansę dla kraju.
Wierzyliśmy, każdy zresztą inaczej, że socjalizm może mieć
,,ludzką twarz". Może nawet najbardziej ludzką. Kiedy okaza­
ło się, że jest to utopia, odeszliśmy. Ja - nieco wcześniej,
zająłem się sztuką. On - rasowy polityk, nie stroniący od
demagogii (pchał go ku niej temperament) opowiedział się po
stronie opozycji, walcząc, pisząc, narażając się. Twardy,
kanciasty, było w nim coś z robociarza, chłopa.
A.B. Bo i pochodził ze wsi. Wychował się na wsi. Pewnie
jego opowieści wpłynęły w jakiś tam sposób na moje
zainteresowania wsią, ale o tym, że zacząłem zajmować się
muzyką i malować wieś zadecydowały raczaj wrażenia
z wakacji, z kontaktów, a nawet przyjaźni, wówczas zawar­
tych. To się budziło, jakby w sposób naturalny, co roku
zacząłem spędzać letnie miesiące na wsi, w Radomskiem.
Zacząłem malować wieś, i zorientowałem się, że jest jeszcze
bardzo wielu muzykantów, o których nikt nie wiedział, nie
nagrywał ich. Nie interesowano się nimi, ani muzea, ani wieś,
ani domy kultury, nie wysyłano ich na Festiwal do Kazimie­
rza.
Wtedy też, był to schyłek lat 70-tych. rok 1978, a może już
1979, natrafiłem na Józefa Kędzierskiego. Wielkie wrażenie
wywarła na mnie osobowość tego człowieka, niezwykła,
proszę mi wierzyć. To znakomity skrzypek, ani wcześniej, ani
później nie spotkałem podobnego fenomenu muzycznego.
Jego opowieści, barwnie i plastycznie oddające klimat epoki,

56

II. 1. Autor filmuje o p o c z y ń s k ą kapelę Jana Roga, 1985; il. 2. Obraz
Andrzeja Bieńkowskiego Józef Kusiak z muzykantami, acrl/pł.,
130x 100 cm. 1987

�w której żył, pobudzały moją wyobraźnię. To on otworzył mi
oczy na etos muzykanta, na jego pozycję w społeczności
wiejskiej, i na całą, nazwijmy to - subkulturę muzykancką.
To właśnie stało się zaczynem moich zainteresowań i badań.
A potem już wszystko samo się potoczyło, normalne bada­
nia, dokumentacje, a z nich audycje radiowe. Te dopiero po
kilku latach, jako że działo się to w okresie stanu wojennego,
bojkotu radia i telewizji. Nie przerywałem jednak dalszych
badań. W 1985 roku zacząłem posługiwać się techniką
wideo. Dla moich celów była to niezbędna technika, dopiero
na filmie widać to wszystko, co towarzyszy samej grze.
Pomogło w tym Panu Ministerstwo Kultury, Radio, Telewi­
zja?
Ależ skąd! Pracowałem bez żadnej oficjalnej pomocy.
Prywatnie. Był to ostatni moment, w którym dało się jeszcze
utrwalić zachowania ludzi, niepowtarzalną osobowość, bar­
dzo już starych muzykantów, ich sposób gry, muzykę.
Czym było muzykowanie dla tych ludzi?
Wiele razy zadawałem sobie to pytanie. Sądzę, że trzeba
przede wszystkim sięgnąć do sytuacji, w których ta muzyka
była wykonywana. Do jej - nazwijmy to tak - tła. W odróż­
nieniu od miejskiego zgiełku, hałasów, nieustannego ob­
cowania z mniej, czy bardziej zorganizowanymi dźwiękami
- wieś, to był świat ciszy. Świat dźwięków przyrody,
naturalnych, cichych.
I druga sprawa: Nieustanna praca, ciężka, wyczerpująca,
przez cały tydzień. Tłumienie ekspresji, tych potrzeb, które
człowiek odczuwał, ale mógł zrealizować tylko w krótkim
czasie odpoczynku, zabawy. Dlatego muzyka była tak
wielkim świętem, tak silnym przeżyciem. Nie bez powodu
wszyscy muzykanci, z którymi się zetknąłem, mówią, że
reakcją na ich grę był płacz albo krzyk ludzi.
Niektórzy muzykanci wręcz specjalizowali się w tym, żeby
grać „do płaczu". Starzy wykonawcy, opowiadali o swych
poprzednikach i kolegach - o! ten to potrafił tak zagrać, że
nagle, patrzysz, wszyscy płaczą, a w pewnej chwili gra inaczej
i nastrój od razu się zmienia, wszyscy się śmieją. Dzisiaj tego
się już nie obserwuje, choć też bywają sytuacje, w których
reakcje na muzykę są podobne. Nagrywałem kapelę w domu,
nagle otworzyły się drzwi i wszedł jakiś podpity starszy
człowiek. Stanął jak wryty, nie spodziewał się tego, że tu
grają, zatkało go zupełnie, łzy pociekły mu po twarzy, zdjął
czapkę i rzucił na ziemię, krzycząc - ach wy moje kaplisty
kochane, ach, wy moje kaplisty!
Świadczy to o wielkiej potrzebie piękna, takiego, z jakim
się ludzie kulturowo identyfikują. Przeżywają je, ale nikt nie
nazwie tego przeżyciem estetycznym, przeżyciem piękna. Bo
też nie patrzą na tę muzykę z zewnątrz, lecz przeżywają
głęboko, właśnie identyfikując się z nią. Kojarzy się im z tak
ważnymi w życiu wydarzeniami, jak wesele. To wesele
jednoczy ludzi w poczuciu wspólnej tradycji. Ciągłości tej
tradycji. Wesele bowiem, to nie tylko zabawa, jak się nieraz
sądzi, lecz przede wszystkim inny wymiar życia duchowego,
właśnie wejście w sferę tradycji, sferę zachowań symbolicz­
nych, integrujących pokolenia starsze i młodsze. Tak samo
było z hierarchią wartości muzycznej, z przeżywaniem jej. Ta
hierarchia była taka sama dla starych i młodych. Ale to się
dzisiaj zmieniło, wspólnota przeżycia została zniszczona.
Zupełnie co innego podoba się młodym ludziom, nastąpiło
rozerwanie wspólnoty kulturowej, która integrowała społe­
czność chłopską. Dawniej takimi łącznikami, czy spoiwami
hyla właśnie muzyka, obrzęd, no i religia. Ale ta wy­
stępowała na innym poziomie, nie identyfikując - jak
"zyka regionu.
Zajął się Pan dokumentacją kapel dosłownie w ostatnim
Momencie. Zdolal Pan jednak dotrzeć do ludzi, którzy zaynali muzykować na początku wieku, a nawet wcześniej,
pętając,
jak się to czyniło za ojców, dziadów. Czy istnieje
m

cz

ciągłość między tym, co grali, a muzyką, którą zapisywał
Kolberg?
Tak, w muzyce tak, choć już nie w obyczaju. Tam zmiany
wydają się większe. W muzyce natomiast bezpośrednia
tradycja przetrwała mniej więcej do ostatniej wojny. Mówię,
rzecz jasna, o wsiach Polski centralnej, gdzie indziej inaczej
to wyglądało.
Co wpłynęło na ten proces zmian?
Przede wszystkim fakt, iż wieś zaczęła widzieć wzorce
zachowań poza swoim środowiskiem. Wiąże się to z czyn­
nikami ekonomicznymi, z przemieszczeniami ludności w cza­
sie wojny i po niej, z większą łatwością poruszania się,
z elektryfikacją wsi, a co za tym idzie inwazją muzyki
„miejskiej". To są sprawy oczywiste, wspomnę więc o mniej
znanych faktach. Otóż akordeon pojawił się we wsiach
podradomskich pod koniec lat trzydziestych. Na dobre
zadomowił się wśród muzyków w czasie okupacji. Instru­
menty kupowano od Niemców, były stosunkowo tanie,
znacznie tańsze od harmonii. No, i zaczęły harmonię wypie­
rać.
Zmienił się też stosunek muzyków do tradycyjnego reper­
tuaru. Widać w tym wyraźną ambiwalencję, z jednej strony
przywiązanie do muzyki, w której się wychowało, z którą się
utożsamiało, z drugiej zaś kompleks niższości wobec kapel
miejskich, muzyków znających nuty, grających z nut.
W innych częściach kraju proces odchodzenia od własnej
tradycji mógł być szybszy, na obszarze, o jakim mówię,
hamowała go bieda, wolniejsze tempo migracji, otwierania
się na miasto. Gwałtowne przemiany w muzyce ludowej
zaczęły się w połowie lat sześćdziesiątych, w wyniku elekt­
ryfikacji wsi i rozpowszechnienia radia, a potem także
telewizji. Nowe wzorce kulturowe, nowa muzyka, szczegól­
nie tzw. młodzieżowa, spowodowały odrzucenie przez młode
pokolenie tradycyjnej muzyki ludowej. Pierwszą ofiarą tych
zmian stal się repertuar kapel grających na zabawach. Coraz
rzadziej wykonywano na nich polki, mazurki, oberki, na
rzecz „przebojów", aby w końcu lat siedemdziesiątych
całkowicie wyeliminować z zabaw dawny wiejski repertuar.
Nieco wolniej, i nie tak radykalnie, ale też zmieniał się
repertuar kapel grających na weselach. To zresztą zro­
zumiałe, że w czasie wesela bardziej kultywuje się dawne
obyczaje, a więc towarzyszącą obrzędom muzykę.
Proces zmian cywilizacyjnych został przyspieszony roz­
porządzeniami administracji, zakazem urządzania zabaw
wiejskich bez zezwolenia, i nakazem weryfikacji ludowych
muzykantów.
To już nie wystarczyło, że sami ludzie decydowali, których
muzykantów chcą zaprosić, by im grali?
Nie wystarczyło. Kazano muzykantom, nawet starym,
wybitnym mistrzom przejść, upokarzający ich i stresujący
proceder weryfikacji.
Następną cenzurą było wprowadzenie stanu wojennego.
Zakaz zbierania się, zabaw. Wtedy starzy muzykanci zaczęli
wyzbywać się swoich instrumentów. Doszło do tego. że aby
przeprowadzić sesję nagraniową, sam muszę wieść do nich
skrzypce, basy.
To musiała być tragedia dla wielu starych muzykantów,
trochę jak śmierć za życia, rezygnacja z tego, co się kochało.
Właśnie, o to chciałbym również Pana zapytać, jak zaczynali?
Jak się ta ich rzeczywistość miała do stereotypu Sienkiewiczo­
wskiego Janka Muzykanta?
Zaskoczę Pana. Ten stereotyp jest prawdziwy. Czytając
nowelkę czułem się zażenowany łzawością, sentymentalnością, wydało mi się to opowiadanie wymyślone. Okazało się
jednak, gdy poznawałem historie ludzi, skrzypków, że ich
emocje były bliskie tym, które opisał Sienkiewicz. Szaleństwo
emocji. Potrzeba grania była u tych młodych ludzi ogrom­
na. Mówię oczywiście o skrzypkach. Musieli, aby zostać
muzykantami, pokonywać niewiarygodne przeszkody.
57

�A jak się uczyli? Podpatrywali innych grajków, pobierali
lekcje u najbardziej cenionych, czy też sami dochodzili do
muzykowania?
Różnie było. Trudno te sprawy rozszyfrować, ponieważ
wielu muzykantów nie chciało się przyznać, że ktoś ich
nauczył. Dopiero później, z innych źródeł dowiadywałem się
o tym. Znam ludzi dumnych z tego, że chodzili za młodu do
jakiegoś znanego muzykanta. Wielu opowiada, że płacili za
każdego wyuczonego oberka, najczęściej zbożem ahbo jaja­
mi. Znam też kogoś, kto służył u doskonałego skrzypka,
pracował jako parobek, tym właśnie płacąc za naukę.
Zauważyłem na ścianach Pana mieszkania drzewa genealo­
giczne muzykantów, ich rodów, klanów...
To prawda, w wielu rodzinach istniały takie rodzinne
tradycje. Proszę pamiętać, że wsie były ubogie, walka o byt
ciężka, a muzykatnowi powodziło się nieźle, jak na stosunki
wiejskie. Dlatego też niechętnie uczyli innych, z obawy przed
konkurencją.
Kim byli ci muzykanci, rolnikami?
Przeważnie. Mniej czy bardziej zamożni, ale skoro już
decydowali się na muzykowanie - żyli wyłącznie z muzyki.
Z takimi ludźmi zetknąłem się na samym początku moich
badań. To byli wielcy artyści, no i przyszła bieda, kiedy się
skończyły ich czasy. Stali się wiejskimi pariasami, nie mieli
przecież żadnych możliwości zarobkowania.
Ale w przeszłości, mógłbym to pokazać na tym drzewie
genealogicznym, muzykanci byli średnio zamożni, a nie
oszukujmy się, w rzeczywistości była to w porównaniu
z miastem, bieda. Byli gdzieś w środku hierarchii zamożno­
ści. Nie bardzo biedni i nie bogaci.
Ciekawi mnie, jak społeczność wiejska reagowała i reaguje
na muzykę skrzypków i kapel, najbardziej przez Pana cenio­
nych?
Jak? Źle. Przecież to wynika ze zmiany upodobań. Ale na
początku o tym nie wiedziałem, czy nie chciałem wiedzieć,
dwa razy zarekomendowałem najlepszych, moim zdaniem,
muzykantów na Festiwal do Kazimierza. Chciałem, aby ich
usłyszała „cała Polska", aby mieli satysfakcję.
Mieli?
Skądże! W Kazimierzu ich doceniono, za to, gdy wrócili,
z początku łatwego życia nie mieli. Naruszyli miejscową,
niepodważalną hierarchię. Tam byli pierwsi, tu ostatni.

W hierarchii miejscowej występują trzy podstawowe grupy
- elitę stanowią muzykanci weselni, świetni profesjonaliści,
potem - grajkowie, na zabawach, pozbawieni inwencji, ale
trzymający rytm. No i trzecia, najniższa grupa, to właśnie ci,
grający dla siebie, źle oceniani przez miejscowych, a budzący
zachwyt specjalistów, etnomuzykologów.
Ci pierwsi, to byli zawodowcy, znakomicie czujący, czego
od nich oczekują goście weselni, ludzie o niespożytej sile
i energii. Nie wiem, czy w ogóle mieli czas pracować na roli,
bo i kiedy? Przed wojną zaliczali dwa wesela w ciągu
tygodnia, a każde trwało przecież dwa do trzech dni. No
i dodajmy te noce, w czasie których także grano. Niewyob­
rażalny wysiłek. Ale też i zarobki były spore, każdy muzy­
kant mógł bowiem zarobić na weselu, nie licząc marszówki,
od czternastu do dwudziestu złotych. Najlepsi dochodzili, na
bogatszych weselach, do trzydziestu złotych plus marszówka...
Za przymaszerowanie na wesele, czyli tak jak się płaci
rzemieślnikom ,,za dojście"?
Nie, marszówka jest wtedy, kiedy kapela gra marsza na
powitanie gości weselnych, a oni dają wtedy muzykantom
pieniądze, które ci, dzielą następnie między sobą.
Różnica w ocenach, o której Pan mówił, występuje, jak
sądzę, wszędzie. To samo obserwuję, np. na wystawach rzeźby
ludowej. Tam, gdzie nie rzuci się w oczy mistrzostwo technicz­
ne, precyzja koronek, zdobin pisanek, różnica w ocenach
między publicznością wystaw pokonkursowych a fachowcami
jest ogromna. Mniejsza tam, gdzie kryteria są zbieżne.
Ale a propos kryteriów. Bralem kiedyś udział w jury
konkursu ,, muzyk" góralskich. Obok mnie siedzieli: po jednej
stronie znakomita skrzypaczka - Irena Dubińska, po drugiej
- ktoś z kapeli Maśniaków, bodajże prymista, człowiek mądry
i z poczuciem humoru. Zapytał, czy może zobaczyć, jak my
,,z miasta" punktujemy. Okazało się, że oceny moje i Ireny
Dubińskiej były identyczne, ale najwyżej cenione kapek
u Maśniaka miały niskie noty. Uśmiechnął się i powiedział, wy
słuchacie uszami, a my nogami...
Świetnie powiedziane. Właśnie do tego sprowadza się
różnica ocen. Fachowcy, ludzie wrażliwi na wartości artys­
tyczne, muzyczne zwracają uwagę na inwencję melodyczną
i harmoniczną, na wariantowość, ekspresję, podczas gdy
miejscowa publiczność oczekuje muzyki do tańca, użyt-

II. 3. Władysław Koperkiewicz (skrzypce). Piotr Więcek (basy 3 strunowe), Józef Mastalerek (baraban) pozują do zdjęcia po nagraniach.
O p o c z y ń s k i e . 1984.

�lcowej, takiej, aby nogi dobrze chodziły. Tak więc dwaj
laureaci z Kazimierza, Józef Kasiak i Tadeusz Jedynak,
którzy tam otrzymali najwyższą nagrodę - Złote Baszty,
najniżej są oceniani w hierarchii wiejskiej. Właśnie dlatego,
że „cholera, nawet potańcować nie można, człowiek sobie
nogi podcina, rwą takt, nie trzymają go po prostu".
Przejdźmy teraz do Pana doświadczeń zebranych w czasie
nagrań. Na wideo widziałem sytuacje aranżowane wręcz
studyjnie, to prawda, zachwycające, gdy muzycy, zasłuchani,
dają się porwać nurtowi muzyki, ale nie są to sytuacje
właściwe. Nie wiem, czy w Radomskiem mógł je Pan jeszcze
obserwować?
Autentycznych, weselnych kilkakrotnie. Ale również uda­
ło mi się sprowokować sytuacje niezwykłe, także w obecności
ludzi, którzy słysząc dźwięki muzyki, weszli do domu,
w którym nagrywaliśmy. Jednak muzycy na weselu grają
w większym, innym napięciu, dają z siebie - podniecani
hałasem i ruchem - wszystko, pot ich zlewa, a oni grają, po
prostu są w muzycznym transie. Zauważyłem jednak różnicę
między temperaturą nagrań, prowadzonych w pustej izbie,
i w obecności ludzi.
Ale pod tym względem dużo się zmieniło ostatnio. Przed
siedmioma, ośmioma laty nagrania traktowano jako wielkie
wydarzenie, cieszono się, że „nasi" muzykanci grają. Ludzie
przychodzili, przecież nie dla mnie. ale aby posłuchać, a teraz
pies z kulawą nogą nie przychodzi. Przecież wiedzą, co,
u kogo się dzieje, widzą samochód, jak niesiemy aparaturę,
kamerę, słyszą muzykę, ale nie przychodzą. Nawet z cieka­
wości. To świadczy o ogromnej degradacji dawnej muzyki
w opinii wiejskiej. Obserwuję to od, mniej więcej, pięciu lat.
Ciekawe jednak, że nawet pozbawieni naturalnego „tła",
jakim jest miejscowa publiczność, wszyscy zachowują się tak.
jakby na nich patrzono, popisują się, wpadają w trans,
przeżywają grany utwór, dochodźcie wręcz do stanu ekstazy.
To wynika zarówno z nawyków, rutyny zachowań, chęci
sprzedania numeru, jak też i autentycznego „naładowania",
które musiało znaleźć ujście nie tylko w samej grze, ale
i w zachowaniu. Przecież to profesjonaliści, wielu z nich
ogrywało kilkaset wesel. Doskonale wiedzieli jak kształ­
tować nastroje ludzi, od tego zależało czy będą wynajęci na
następne wesela. Konkurencja była duża. kapel tyle. że tylko
przebierać. Zachowania, cały ten teatr gestów, mimiki
stanowił uzupełnienie gry. Nie wyklucza to zresztą auten­

tycznej potrzeby ekspresji, wynikającej z wewnętrznego
napięcia, zasłuchania się w muzyce, przeżywania jej...
Jak to widziałem w nagraniu Józefa Kędzierskiego...
To przypadek skrajny. Wyjątkowy. Kędzierski, którego
namówiłem do tego, by wziął po latach skrzypce do ręki,
przeżywał swoje muzykowanie bez żadnych gierek „pod
publiczność". Ale większość rejestrowanych przeze mnie
muzykantów w czasie nagrania, zwłaszcza wideo, powtarza­
ła swoje normalne, dawne zachowania.
Przed paroma laty tak o tym napisałem - pozwoli Pan, że
zacytuję. Zaraz... o tu, mamy ten artykuł.
„Przeglądając ponad 120-godzinne archiwum moich rejes­
tracji wideo zacząłem zauważać pewne prawidłowości w za­
chowaniach muzykantów, z których będąc zajęty filmo­
waniem nie zdawałem sobie sprawy. W czasie najbardziej
udanych sesji nagraniowych, kiedy muzykanci czuli się
swobodnie, a obecność licznych mieszkańców wsi działała na
nich stymulująco, można zaobserwować szczególny typ
zachowań instrumentalistów i śpiewaków. Można te za­
chowania podzielić na dwie zasadnicze grupy: zachowania
imponujące i zachowania zastępcze.
Omówię je w dużym skrócie, mimo iż są one bardzo istotne
dla rejestracji wideo.
Zachowania imponujące śpiewaków zależne są od tego,
czy śpiewak jest członkiem grającej kapeli (np. typowe
śpiewanie od bębna czy basów), czy też jest jednym z gości,
np. weselnych. Klasycznym przykładem zachowania im­
ponującego śpiewaka jest bębnista i śpiewak ze wsi Brogowo
w radomskim - Jan Sadowski.
Jedną z najbardziej ekspresyjnych i podniecających słu­
chaczy sytuacją jest ta, kiedy śpiewak z pozorną łatwością,
wręcz nonszalancją, pokonuje najtrudniejsze partie wokalne,
zaś zachowanie jego służy temu, aby to podkreślić. Tak np.
przed zaśpiewaniem przyśpiewki, muzykant odwraca się
w bok, czasem nawet zamienia z kimś kilka słów, udaje, że
nie ma zamiaru śpiewać, po to, aby w momencie kiedy
przychodzi pora śpiewu - sprężyć się i błyskawicznie od­
wrócić do skrzypka wyrzucając gwałtownie słowa przyśpie­
wki, po czym natychmiast powraca do swego rzekomego
braku zainteresowania. Dodam, że wszystko to robi (także
śpiewa) z papierosem w ustach!
Zachowania zastępcze śpiewaków możemy na ogół zaob­
serwować, kiedy śpiewak nie należy do kapeli i jego za­

li. 4. Kapela braci Mocarskich: Stanisław (skrzypce). Tomasz'(basy 4 strunowe) oraz Apolinary Bukarewicz (bębenek). Radomskie. 1984.

59

�П. 5. Józef Kędzierski, R d z u c h ó w , 1983; il. 6. Kędzierski po nagraniu, 1986.

chowanie ma nie tylko dodać mu animuszu, ale jednocześnie
jakby włączyć go w grupę grającą. Jan Nowak ze wsi
Wygnanów Radomskie, stojąc przed kapelą w czasie śpiewu
udaje, że gra na niewidzialnych skrzypkach, smyczkując do
rytmu niewidzialnym smyczkiem, a np. Jan Łoś z Łęgonic,
śpiewając naśladuje grę na niewidzialnej harmonii, lekko
przykucnięty (typowa pozycja harmonisty) przebierając pal­
cami po żebrach. Podobne zachowania możemy też zaobser­
wować u skrzypków, harmonistów i akordeonistów, bębnistów i saksofonistów."
Te zachowania opis oddaje tylko w przybliżeniu. Rejest­
rować je może tylko kamera wideo, właściwie ustawiona,
zdolna uchwycić to, co najważniejsze w tym muzycznym
spektaklu. A jest to spektakl, o czym się nie wie, czy nie
pamięta, mając do czynienia tylko z muzycznym nagraniem,
oto np. jedna z efektownych sytuacji z kręgu „postawy
imponującej". Skrzypek w ferworze muzykowania zaczyna
grać na skrzypcach pionowo ustawionych na ramieniu,
potrząsa nimi, kuca, podskakuje, kładzie się na plecy, klęka
itd. (Nawiasem mówiąc podobnie zachowują się muzycy
z zespołów rockowych.) Technika video pozwala nam na
rejestrację tych niezwykle ekspresyjnych, ginących przecież
zachowań, rejestrację całego rytuału gry i wzajemnych relacji
pomiędzy muzykantami a społecznością wiejską.
To wszystko uciekało nam przy rejestracji jedynie mag­
netofonowej.
Dlatego tak ważne są dla naszej kultury Pana nagrania
wideo. Byłem wręcz zaszokowany, obserwując - a nie tylko
słysząc - to muzykowanie. Kucanie, podskakiwanie do góry,
granie na skrzypcach pionowo...
Bębniści też starali się jak najbardziej pokazać, a szykow­
nie wyglądać znaczyło trzymać jak najwyżej bęben nad
głową. To niebywale męczące, gdy się tak gra wiele godzin.
Do tego dochodziły różne sposoby wydobywania dźwięku.
Chcieli przez to wszystko pokazać - proszę, spójrzcie, nie
tylko potrafię bębnić, ale i w trudnych warunkach. Do tego
dochodził śpiew, śpiewano bowiem zawsze od bębna, albo od
basów. Skrzypek nie był w stanie śpiewać w trakcie gry.
Najlepsi, grając na bębnie stosowali również różne sposoby
techniczne, wysoko cenione przez gości weselnych czy uczes­
tników zabaw, np. bębnienie z buczkiem. Polegało to na tym,
że kalafonią smarowało się skórę, a grający pocierał ją

60

palcem w taki sposób, że powstawało dziwne drżenie, jak
bardzo przyspieszony werbel, a kończyło ten popis uderzę
pałeczki. Wejście w rytm było także bardzo trudne. Ta
tak zwane tarabanienie, czyli poruszanie pałeczkami w le
i w prawo, z taką szybkością, że sprawiało wrażenie wer'
a nie bębenka. Na takie tricki mogli sobie pozwolić jedn
tylko najlepsi.
A jak godzono na wesele kapele? Czy grały stale w |
samym składzie?
To zależało od regionu. W tym, którym ja się zajął
kajockim, kapel właściwie nie było, godzono tylko skrzyp
a ten dobierał sobie grających na basie i bębnie. Tu doda
że często goście po kolei sami basowali albo bębnili.
Zdarzało się nawet na weselach u bogatszych gospodarzy,
gdzie zarobek bywał większy, a udział liczący się, że skrzypek
dobierał sobie tylko bębnistę, natomiast basowali goście
weselni. Świadczy to najlepiej o „wtopieniu" muzyki w tę
lokalną społeczność. Przecież umieli bębnić niemal wszyscy
goście weselni, oczywiście mężczyźni. Dopiero pojawienie się
harmonii zmieniło w dramatyczny sposób ten stan rzeczy.
Kiedy to nastąpiło?
Jak i w innych regionach, w drugiej połowie lat dwudzies­
tych.
Skąd się wzięła w tym regionie harmonia?
Mogę dokładnie na to odpowiedzieć, nagrywałem bowiem
pierwszych harmonistów. Tak więc Jan Michalski przywiózł
instrument z Warszawy. Pracował tam z ojcem jako murarz,
słyszał grających na harmonii, spodobała mu się, kupił wi
na Kercelaku harmonię i przywiózł do rodzinnej v.
W okolicy był już harmonista, który trzy lata wcześniej ku
sobie instrument, ale nie chciał uczyć Michalskiego. Do
ro, kiedy ten sam opanował technikę gry, zaczęli się
niać „kawałkami".
Rewelacją dla wsi stał się walczyk „Na Gnojnej", s
niowo coraz więcej melodii przychodziło „z miasta",
tychczas bowiem melodie piosenek, tańców przekazywa
z pokolenia na pokolenie.
Ogromną rolę odgrywały matki, to podkreśla wielu m"
kantów. Śpiewały bowiem na co dzień kobiety. Przy pra
w polu, w gospodarstwie.
Kajocy...

�Przepraszam, już drugi raz używa Pan tego określenia, a ja
- wstyd się przyznać - nie znam takiego regionu.
Bo to też nie region, a specyficzny mikroregion. Przyjąłem
to określenie, ponieważ wyróżnia obszar muzycznie. Jest to.
oczywiście, sprawa umowna, ale ja obserwuję wyraźną
granicę, np. między Lesiakami a Kajókami. Nie w podziale
administracyjnym, ekonomice, obrzędach czy leksyce, ale
właśnie w typie muzykowania. Ta granica przechodzi czasem
przez środek wsi, połowa - od lasu - to Lesiacy, druga
- Kajocy i muzyka polna. Muzyka wyznacza granicę, co się
łączy z oceną tych „innych". Słyszałem wielokrotnie, to
muzyka kajocka. Była to nazwa pogardliwa, Lesiacy często
się nią posługiwali, właśnie mówiąc o muzyce. Kajocy
- nazwa pochodzi od spódnic kobiecych, takich z usztyw­
niającym drutem, cajgowych portek. Lesiacy uważali, że oni
chodzą normalnie ubrani, w bryczesach, a tamci - w caj­
gowych portkach, zacofani. Za nazwanie kogoś Kajokiem
można było oberwać, dlatego w terenie nigdy tego określenia
nie używam.
Takich mikroregionów muzycznych było, oczywiście, wię­
cej. Przykładowo - w ramach regionów opoczyńskiego czy
rawskiego mogę wyróżnić kilka takich ośrodków, które nic
nie mają ze sobą wspólnego muzycznie, inne są w nich
repertuary melodii, maniery wykonawcze. Będą to, np.
Rdzuchów, w opoczyńskim wieś Kraśnica i Buczek, w raws­
kim Rzeczyca, Cielądz. Próbowałem dociec, jak to się dzieje,
reguła jest podobna. Jakiś wybitny muzyk, który tam
dominował, a inni byli jego uczniami lub naśladowcami.
W Rzeczycy był więc Walasek, u moich Kajoków - Józef
Kędzierski.
Ten sam mechanizm kształtowania się ośrodków zauważy­
łem w powojennej rzeźbie ludowej - Zawidz, Łęczyca, Łuków,
Paszyn...
... a w muzyce współczesnej, szkoła Darmstadtska czy Johna
Cage'a.
Wspomniał Pan o roli Józefa Kędzierskiego. Proszę coś
o nim powiedzieć, o nagraniach z nim.
Kiedy go spotkałem, miałjuż poważne kłopoty z pamięcią,
mimo to zarejestrowałem kilkadziesiąt oberków, które wy­
konywał, oberków, choć można wśród nich wyróżnić mazu­
rki, ale tam, u Kajoków, określa się wszystkie jako oberki.
Powiedziałem, że miał złą pamięć. Ale w trakcie nagrań
przywracał mu ją jego dobry druh, basista Stefan Kędzierski.
Śpiewał i poddawał tematy, wtedy stary skrzypek przypom­
niał sobie melodię i grał. Ale jak. Za każdym razem inaczej,
rozbudowując motyw, improwizując. Ten sam oberek, czte­
rokrotnie nagrany, za każdym razem brzmiał jak zupełnie
inny utwór. Powtarzał temat, ale zawsze przetwarzał go,
improwizując, i to nie w formie jakiegoś warianciku, lecz
tworząc zupełnie coś nowego. Z inną ekspresją. Przypomina
to muzykowanie dżezmenów, improwizacje na temat stan­
dardów. Ale oni muzykowali wspólnie, natomiast Kędzier­
ski narzucał swoją wolę, swój styl gry. Innego nie uznawał.
Dotyczyło to rozłożenia akcentów, tryla, który uważał za
niepotrzebny itd. Dlatego nie akceptował wielu wybitnych
skrzypków, swoich uczniów.
Zupełnie go nie obchodziło, co grają inni skrzypkowie
w odleglejszych wsiach. Być może w takiej postawie można
dostrzec wyraz obawy przed konfrontacją z inną wielkością.
Właśnie taka izolacja i postawa przyczyniły się do zarysowa­
nia ostrej granicy między obu naszymi mikroregionami.
Jakiego przedziału czasowego dotyczą Pana nagrania? I co
Pan nagrywał, tylko dawny repertuar czy i z lat przełomu?
j Najstarsi muzycy, których mogłem nagrać, urodzili się
jeszcze w ubiegłym stuleciu. Józef Biriczyk, z 1898 roku,
zaczął grać na zabawach jako siedmioletni chłopak, więc
można w tym przypadku mówić o przekazie dawnej tradycji
* sposób bezpośredni. Przeważnie jednak dokumentowałem
mdzi urodzonych w przededniu pierwszej wojny światowej

6
i początku dwudziestolecia. W tamtym okresie rozwinęli się
w pełni, ponieważ nim taki chłopak zaczął grać na weselu,
musiał nieźle wyuczyć się na zabawach.
Najmłodsi skrzypkowie to generacja urodzonych około
trzydziestego roku. Przemiana w estetyce, w muzyce zastała
ich jeszcze w sile wieku. To nie była sprawa zmiany
repertuaru, po prostu w krótkim czasie stali się wsi niepotrze­
bni. Najpierw na zabawach, później - także na weselach.
Właśnie dla nich ta nowa sytuacja okazała się dramatem,
przecież byli jeszcze w sile wieku, u szczytu możliwości
twórczych. I już niepotrzebni. Przeżywali to bardzo silnie.
Z goryczą mówią o tej nowej, dzikiej muzyce, „indiańskiej"
czy „murzyńskiej". Wielu z nich, z tej goryczy, rozpaczy
poniszczyło swoje instrumenty. Nawet nie sprzedali, ale
zniszczyli.
Wyzbywali się instrumentów starzy, którzy już nie mogli
grać, a także drenowały teren muzea, np. w Szydłowcu.
Rozumiem ich potrzebę skompletowania zbiorów, ale widzę
też drugą stronę takiej działalności - przyspieszenie sytuacji,
wyczyszczenie terenu, a co za tym idzie uniemożliwienie
kontynuowania tradycyjnej gry.
To nie lukie proste. Zawsze jest coś za coś. Proces zaniku
zdaje się nieodwracalny, prawda, że drenaż go przyspieszy!. ale
też uratowano przed zniszczeniem czy sprzedażą przypad­
kowym ludziom instrumentów, a także strojów, tkanin, chust,
koronek. Te drenowała Cepelia, ,,Mazowsze", ,,Śląsk", no
i muzea.
Jednocześnie Pan, i jemu podobni, staraliście się pod­
trzymywać tradycje lokalne, powstało Stowarzyszenie Twór­
ców Ludowych, organizuje się konkursy. Przyzna Pan, że te
dwie tendencje nie są spójne - ożywiać, podtrzymywać
tradycje i wykupywać autentyki, czy w przypadku muzyki
- instrumenty.
Otóż ja poczytuję sobie za zasługę nie to, że uchroniłem ileś
tam instrumentów od zniszczenia, dzięki czemu udało się
dokonać nagrań i przywrócić, choćby częściowo, szacunek
dla tej muzyki i tych ludzi. Cieszy mnie ogromnie fakt, że pod
wpływem nagrań i audycji w radiu, niektórzy ludzie na wsi
kupili sobie nawet skrzypce. Zdarza się nieraz, że gdy idą
jako goście na wesele, biorą ze sobą skrzypce i potem jak się
kapela popije albo jest przerwa, to grają i śpiewają.
Czy to jakoś rzutuje na stosunek do muzykantów, których
Pan nagrywa?

61

�11. 7. Grają Wojciech Kępa i Adam kacprzyk. Żadlowicc. 1988

Niewątpliwie. Przykładem niech będą ci wysłani przeze
mnie skrzypkowie do Kazimierza. Przedtem traktowano ich
jak ostatnie popychle, jeden z nich wstydził się wręcz grać
przy ludziach, ponieważ śmiali się z niego, chodził więc za
stodołę i tam grał. Inni muzykanci traktowali go pogard­
liwie. Ale po Kazimierzu, po kilku latach, akcje jego poszły
w górę, zwłaszcza po tym, jak usłyszano go w radio
i zobaczono, że przywiózł z tego Kazimierza jakieś pieniądze,
nagrodę. Lepsza atmosfera powstała wokół nich, ale nie
wobec ich muzyki.
A czy taki wyjazd na festiwal, jak do Kazimierza, nie
wpływa na samych muzyków. Kontakty z innymi, sam fakt
słuchania innych wykonań, melodii...
Słuchanie raczej nie odgrywa tu istotnej roli, choć nie
można wykluczyć i tego czynnika, ale chyba ważniejsze są
pouczenia, z najlepszych zresztą płynące intencji. Laureat
z Kazimierza, nieżyjący już skrzypek Władysław Cieślik,
opowiadał, że po tym jak go wytypowano na wyjazd,
przyszedł do niego instruktor, pan magister, i kazał mu grać
tak, jak on uważał, że będzie dobrze. Cieślik z rozgorycze­
niem o tym mówił: „panie, kazał mi grać wolno, tak ja nie
grałem i tak ozdabiać, jak ja nigdy nie ozdabiałem, nie
obchodziło go. że mi się to po prostu nie podoba, bo tak
nigdy nie grywałem". Ale instruktora posłuchał. Dlaczego?
Proszę Pana, muzykant wiejski, oczywiście dobry, zagra
wszystko, co gość sobie zażyczy. O tym nie zapominajmy. I ci
muzykanci nie sprzeniewierzają się sobie, stosując się do
instrukcji etnografów, ponieważ to jest zgodne z ich etyką
zawodową. Ale po co to robić?
Na ile wiarygodny jest obraz rzeczywistości w nagraniach
robionych przez Pana, na ile można uznać je za wierny przekaz
tego, co się działo i dzieje?
Bardzo trudne pytanie. Ciągle muszę je sobie zadawać.
Może zacznę odpowiedź od omówienia grup muzykantów,
z którymi miałem do czynienia. Otóż do pierwszej, najwyż­
szej, należeli skrzypkowie najdrożej opłacani, rzeczywiście
najlepsi, oni to obgrywali wesela, zamawiało się ich nawet na
pół roku naprzód. Tych jest najmniej. Wykańczał ich
morderczy tryb życia, napięcie, wódka, papierosy, nieprze­
spane noce. Nie dożywali długiego wieku. Ci, którzy zostali,
mieli już swoje szczytowe osiągnięcia za sobą i wcale nie byli
skorzy do nagrań.
Drugą grupę tworzyli muzycy o średnim poziomie, ponie­
waż jednak potrzeba muzyki była duża, zarabiali, obsługując

62

chrzciny, no i zabawy, tylko sporadycznie grali na weselach.
Otóż właśnie oni najczęściej są obecnie nagrywani, oni
uczestniczą w festiwalach, konkursach. Przedtem niedowar­
tościowani, zdominowani przez mistrzów, pozostawali na
drugim planie, teraz zaś mają swój czas odwetu, ich się widzi,
oni są aktywni.
No i trzecia grupa, najsłabszych. Ci już w ogóle nie trafiali
na wesela, zapraszano ich na zabawy, grywali w domu dla
siebie, sąsiadów.
Pierwszych można uznać za profesjonalistów, ci
ostatni, to jak byśmy powiedzieli - amatorzy. Zafałszowa '
obrazu rzeczywistego wynika więc z tego powodu, że na­
grywamy przeważnie tych z drugiej i trzeciej grupy, c.
wypacza przecież obraz. Ich repertuar był co prawda taki
sam, ten sam, tyle że uboższy. Czym młodszy muzykant, tym
mniejszy miał repertuar, ale nie tylko tym się różnił
mistrzów. Słuchając słabszych skrzypków nie możemy mi'
pojęcia o manierze wykonawczej i sposobach interpretacyj
nych.
Druga sprawa, łatwiej nagrać repertuar weselny, mazur "
oberki, polki, niż to, co wykonywano na zabawach. Ok
1950 r. zaczęły występować zasadnicze różnice repertuaro
pomiędzy weselami a zabawami. O ile weselny repertuar
obwarowany tradycją, obrzędem zachował się dłużej, o tyl
zabawowy podlegał szybkim zmianom. W dwudziestoleci
wchodzą walce, fokstroty, później modne przeboje,
slow-foksy, zmieniło się też instrumentarium, wszedł „dżaz ,
w latach pięćdziesiątych, by zniknąć po dziesięciu latach
rzecz perkusji. Ten dżez przyszedł z miast, wsi położony
bliżej miast. Był to prosty zestaw perkusyjny, czyli bę
z pedałem, piórnik i werbel, czyli czynel.
Ale etnografowie nie dokumentowali tych z m i a n , tego, co
się działo na ich oczach.
To niestety znamienne dla etnografów-dokumentalistóWT
w pogoni za ,,czystym", nie zafałszowanym obrazem przesil
ści, pomijali wszystko, co się z nim nie zgadzało, kiedyś na
zapytany znienacka - kto to jest etnograf? odpowiedziałem
namysłu - człowiek, który zawsze się spóźnia.
Właśnie, chociażby ten problem akordeonu. Ale chcia
poruszyć jeszcze jedną trudność, którą się ma, chcąc
twarzać dawniejszy repertuar. Trzeba go rejestrować w
kim składzie, w jakim był grany, a to jest trudne, często
niemożliwe, każda licząca się kapela przed wojną nv
mieć instrument dęty, trąbkę, rzadziej klarnet. Tymcza
-

1

�П. 8. Józef Trzeciak (skrzypek) z ż o n ą Natalią. Bębenek zrobiony z Tory, tj. z „ ż y d o w s k i c h pacierzy". Radomskie, 1987.

wiatach pięćdziesiątych - sześćdziesiątych tradycyjny reper­
tuar wykonywały już kapele w składzie: harmonia, skrzypce,
trąbka lub saksofon i dżaz. Prawie nie ma nagrań z trąbką,
a także saksofonem, tak modnym tuż po wojnie. Tylko raz
udało mi się nagrać kapelę w pełnym dawnym składzie,
z trąbką.
To, co słyszymy, nie jest już autentykiem, nieraz daje się
w takim wykonaniu dostrzec odbite echo już teraz słysza­
nych wykonań. Choćby w radiu. A to światło odbite przez
masmedia, przefiltrowane przez instytucje kulturalne, domy
kultury.
Natomiast wierne są rzeczywistości dwa nagrania, które
zrobiłem kilka lat temu. Jedno, to rejestracja filmowa
zabawy weselnej, druga - współczesne, autentyczne oczepi­
ny. Byłem zdumiony, kiedy udało mi się je zarejestrować na
wideo, w Radomskiem. Grały dwie kapele, jedna w remizie
strażackiej, o jakieś sto metrów od domu weselnego, druga
w nim. Ta w remizie występowała w składzie: dwie gitary,
organy elektryczne i perkusja, natomiast w domu grała dla
gości i do oczepin kapela złożona ze skrzypiec i perkusji.
Skrzypce już z elektrycznym wzmacniaczem, a do tego
dyskotekowe mrugacze, które się zapalały w trakcie gry.
Repertuar tradycyjny oraz przeboje! Przy czym oczepiny,
wyjątkowo dobrze odśpiewane, na zrębach starej obrzędo­
wości, lecz już z inną treścią jej nadaną. Kuplety starszej
druhny były ułożone zawczasu, to prawda, ale tak jest
obecnie. Oczepiny nie sprowadzają się teraz do zdjęcia
czepca, są jakby pretekstem do składania prezentów lub
Pieniędzy dla młodych na nową drogę życia. A nie są to tylko
symboliczne dary, stawki są z góry wiadome gościom. Wśród
darów znalazł się telewizor, mikser, inne przedmioty po­
trzebne młodym, a kosztowne. Pary przychodzące na wesele
bez darów wręczały pieniądze „na czepek". Wówczas było to
°koło 10.000 zł, czyli tak jak obecnie dwieście tysięcy, czy
Więcej. Wszystkie dary od razu komentowały druhny dow­
cipnymi komentarzami, odśpiewanymi na rzecz telewizora,
laksera czy odkurzacza. Oczywiście były to śpiewki im­
prowizowane. Niezwykłe to nagranie. Nie wiem, czy teraz
dałoby się coś takiego zrobić.
Współczesne wesela muszą odpowiadać wymogom młoziezy. Upodobaniom dziś występującym. Panna młoda
Przygotowuje ucztą weselną, natomiast pan młody zgadza
Pelę, ustala rodzaj repertuaru, no i oczywiście odpowiada
wódkę na weselu. A o tym, jaki dziś dominuje repertuar
a

świadczą nagrywane i sprzedawane na targach kasety.
W Radomskiem najbardziej popularny jest zespół Marka
Strzeszkowskiego, układa słowa wraz z zespołem, gra prze­
boje dyskotekowe. To jest współczesny folklor, dominujący.
Jak i gdzie sprzedawane są te kasety?
W różnych miejscach, nawet w Warszawie, na Ursynowie
widziałem je na bazarze, ale najczęściej pojawiają się na
targach. Był pan ostatnio na wsi, na targu?
W Suwałkach i Sejnach. Ale tam dominują już ciuchy
i ..technika"przywożona
z zagranicy.
Jestem stały gościem, wielbicielem targów. Maluję je,
ludzi, sytuacje. Otóż, gdzieś w środku 1990 roku przeszły one
niewiarygodną metamorfozę, zniknęły kury, jajka, przetaki,
pojawiły się zaś taśmy wideo, ciuchy z Turcji, elektronika
z Hongkongu, „Ruskie", no i właśnie kasety. Wydają je
mniej, czy bardziej legalne wytwórnie i sprzedają w całym
kraju.
Kiedy mówimy o targach, jarmarkach, chciałbym zapytać
także o dziadów, to była przecież cala instytucja, zwłaszcza
w erze przedelektronicznej.
Oczywiście! Były to czasy, gdy opowieści, ballady dziado­
wskie stanowiły ważne ważne źródło informacji. One kształ­
towały wyobraźnię, sposób widzenia świata. Tego orbis
exterior. Opowiem Panu zabawną historyjkę.
Radomskie Ulaski Grzmiąckie, rok 1945. Wieś zapadła,
dopiero w 1973 r. zelektryfikowana. Do sąsiada mojego,
rolnika przyszedł wędrowny dziad. Z kosturem, płaszczem,
takim jaki powinien być, z wszytymi woreczkami na kaszę,
no i ten dziad siada, częstują go jadłem, stawiają wódkę,
umawiają się za ile kieliszków odmówi odpowiednią ilość
zdrowasiek, zaśpiewa pieśni nabożne, pomodli się za ich
zdrowie, a na końcu proszą, by opowiedział, co się dzieje na
świecie. No i dziad zaczyna, tu jakiś cud się zdarzył, figura
Matki Bożej krwawymi łzami zapłakała, tam znów zbrodnia
straszliwa, jakaś wdowa i sierota pokrzywdzone przez los, no
- a na świecie - powiada, zdarzyło się to, że Amerykany
rzuciły taką bombę, co całe miasto zburzyła. Tak to wieś
mazowiecka za sprawą dziadów wchodziła w świadomość
wieku atomowego!
Niedaleko od Ulasek znajdowała się wieś Zielonka, wieś
dziadowska. Mieszkały tam tylko dziady, takie z dziada
pradziada. Nie prowadzili gospodarki, czasem coś hodowali,
krówkę, świnki, zjeżdżali do wsi na zimę, od wiosny do
późnej jesieni wędrowali po kraju żebrząc. A raczej - dziadu-

63

�jąc. W latach okupacji zaczęły się dla nich złe dni. Niemcy
tępili ich zaciekle, jako roznosicieli informacji, niezależnych
łączników. A później za to samo prześladowała ich bezpieka,
po czterdziestym piątym roku. Aresztowano ich, zabraniano
chodzenia po wsiach, ale kto dziada upilnuje?
Potem ich rymowane teksty, w tajemnicy przepisywano,
czytano, przekazywano dalej.
O czym były te dziadowskie teksty? O cudach, oczywiście,
o zbrodniach, niezwykłych wydarzeniach, o zamordowaniu
księdza Popiełuszki, o tym, co bulwersowało ludzi, o czym
dziennik telewizyjny nie podawał, a jeśli już - to inaczej.
W dzienniku informacja informację goni, a teksty dziadów
opowiadały tak, że potem człowiek długo tę opowieść
pamiętał. Dziadów już dawno nie ma, ale pozostałością po
ich kulturze są Proroctwa Sybilli.
Zauważyłem to jak byłem świadkiem wejścia pierwszych
telewizorów do chłopskiego życia. Ogromna część informacji
w ogóle nie była odbierana, odczytywana.
Wieś i dzisiaj nie pojmuje uogólnień, duża część informacji
z dzienników w ogóle nie dociera do świadomości ludzi.
Obserwując to zacząłem, rozbawi to Pana, rozumieć sens
greckich tragedii, sens zasady jedności - czasu, miejsca, akcji.
To,co widziałem świadczyło właśnie o tym, że rozbicie tej
jedni czyniło informację nieczytelną. Dopiero ludzie musieli
się uczyć języka masmediów. Nie rozumieli na przykład, jak
to jest, ktoś wychodzi i już jest pokazany na ulicy albo coś się
dzieje kilka dni później. Zrozumiałe, łatwe w odbiorze były
II. 9. Józef Kasiak (skrzypce) i Tadeusz Tarnowski (bębenek).
Radomskie, 1986; il. 10. Kapela braci M ę t ó w gra przed domem na
powitanie gości imieninowych. 1987

tylko rzeczy, które się działy w tym samym miejscu i czasie
których akcja toczyła się w jednym planie.
Przed kilku laty opowiadał u nas w Instytucie semiotyk
z Dorpatu, Cywian, że w podobny sposób publiczność reagowa­
ła na pierwsze filmy. Pociąg przelatywał przez ekran, no i co?
Co się z nim stało? Gdzie zniknął?
Na zakończenie naszej rozmowy, w której tak nieprzy­
zwoicie wyeksploatowałem Pana, chciałbym zapytać, czy
zetknął się Pan z czarami, z magią, zabiegami odczyniania
bądź rzucania uroków.
Owszem, ale były to sytuacje drażliwe, w które zostawałem
wplątany przypadkowo - ktoś przybiega, prosi mego muzy­
kanta o pomoc w odczynieniu uroku. Czuję się niezręcznie
intruzem, on - wyraźnie zawstydzony. Tylko raz zetknąłem
się z sytuacją, charakterystyczną dla efektu - jak to nazwać
- komercjalizacji? Otóż pewien muzyk, po latach przyjaź­
nienia się, powiedział mi przy wódce, zawstydzony, o tym,
czego był świadkiem. Pozwolił mi nawet po naleganiach,
sfilmować tę opowieść, ale z zażenowaniem, prosząc o dys­
krecję. Minęło kilka lat, pan ten otarł się o różne festiwale...
no i zaczął sprzedawać tę swoją opowieść jak towar.
Mam sporo zarejestrowanych opowieści na temat czarów,
także tych związanych z subkulturą muzyczną. Takich,
w których chodziło o zniszczenie konkurencji.
Żeby struna pękła?
Tak, żeby struna pękła, żeby się rozsypały skrzypce, nawet
żeby zabić. Mam kilka dramatycznych relacji dotyczących
takich zdarzeń.
A nie sądzi Pan, że tego rodzaju, jeśli już nie zabiegi, to
intencje, mogą mieć także uczestnicy konkursów, choćby
Wieniawskiego czy Chopinowskiego?
Nie zdziwiłbym się... Zresztą wielu miało różne maskotki.
„ M o i " muzycy kładli na przykład pod duszę skrzypiec
wysuszone skrzydełko nietoperza, żeby skrzypce szaleńczo
brzmiały. Oczywiście także zabiegali o zniszczenie kon­
kurenta.
Słyszałem od kilku muzykantów opowieści o karach za
nieprzestrzeganie postu, granie wówczas, gdy nie należy.
Otrzymywali ostrzeżenia, na przykład, od dwunastej w nocy
post, a skrzypek mówi, no, pograjmy jeszcze piętnaście
minut. W tym momencie drzwi się otwierają, wchodzi czarny
pies i patrzy...
Wiele opowieści dotyczy bluźnierstw wobec wiary katolickiej - i kar poniesionych. Bluźnierstwa były przy tym róże,
np. wdrapanie się w nocy, tyłem, na krzyż przy rozstajnych
drogach. Odczyniano też uroki profanując zwłoki Żydów.
Mam kilka relacji o tym, jak dzień po pogrzebie wykopywa­
no w nocy na kirkucie zwłoki, obcinano łopatą głowę
i zakopywano ją pod progiem muzykanta.
Straszne. Ale pocieszam się, że to tylko opowieść.
Niestety, chyba prawdziwa. Ten, który mi to relacjono­
wał, twierdził, że towarzyszyły temu zakopywaniu pod
progiem domu jego ojca grzmoty, gwizdy, głosy.
Czyli normalny sztafaż filmów o wampirach
Panie Andrzeju, jesetm pełen podziwu dla tego, co Pan
zrobił. Cieszę się, że poza Panem, poza instytucjami oficjal­
nymi jest więcej osób, które z pasją i uporem rejestrują co się
jeszcze da ze świata autentycznej kultury ludowej. Jeżdżą na
Huculszczyznę, śladami Vincenza, tam, gdzie jeszcze można
mówić o jedni: człowieka, kosmosu, przyrody, Boga; gdzie
pieśń wyraża człowieka, a on wyraża się w pieśni, muzyce.
Widziałem niedawno filmy takie, nakręcone przez Zespół
Teatru Wiejskiego w Węgajtach, a także przez Fundację
Pogranicza - w Sejnach. Istnieje Maciej Rychły, Orkiestra
pod wezwaniem Świętego Mikołaja i inni, których nie wspo­
mnę, którzy ratują - w ostatniej już chwili - pamięć starowieku. Ratują przed zapomnieniem, nicością.
Bardzo Panu dziękuję za rozmowę.

64

i

J

j

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9561" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9539">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/76b82d73240f50938bd2032d022f42ef.pdf</src>
        <authentication>f1414d2a4b1262a0477cfa83d363c306</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113861">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2429</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113862">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113863">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2255</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113864">
                <text>Muzykanci radomscy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113865">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.65-66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113866">
                <text>Bieńkowski, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113867">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113868">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113869">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113870">
                <text>Muzykanci radomscy
Andrzej Bieńkowski
Badania nad muzyką ludową i obyczajami muzykantów
prowadzę od 1979 roku. Obejmują one regiony: Radomski,
Opoczyński, Rawski, Grójecki, Skierniewicki i okazjonalnie
Łowicki. Ogółem dotarłem do 608 instrumentalistów ludo­
wych z tych regionów. Kolekcja moja liczy obecnie 200
godzin muzyki instrumentalnej, 170 godzin rejestracji wideo,
15 godzin relacji o czarach muzykantów i ich obyczajach
oraz ponad 5 tysięcy fotografii. Filmy i nagrania robione są
z reguły w domach muzykantów.
Na terenie ziemi radomskiej dotarłem do 141 skrzypków
oraz ponad 100 harmonistów i akordeonistów. Do tej pory
udało mi się zarejestrować na taśmie magnetofonowej lub
wideo 90 skrzypków i 50 harmonistów z Radomskiego.
Pierwotnym motywem moich badań był brak głębszego
zainteresowania muzyką i losami tej licznej rzeszy muzykan­
tów, którzy w większości nie grają już od wielu lat...
Składy kapel weselnych z Radomskiego ulegały w tym
stuleciu zasadniczym zmianom, tak więc początek stulecia to
przede wszystkim skrzypce z bębenkiem jednostronnym.
Basy 4-strunowe tu występujące brano na bogatsze - liczniej­
sze wesela. Skrzypek był godzony na wesele sam i zabierał ze
sobą „statki", czyli skrzypce, basy i bębenek. W czasie wesela
skrzypkowi bębnili i basowali przygodni goście weselni.
Czasem na bardziej prestiżowe wesela skrzypek dobierał
sobie bębnistę, a basowali weselnicy (informacja - Józef
Kędzierski, Walenty Mirecki).
Bębenki jednostronne były średnicy około 40 cm, miały
„cykotki", czyli blaszki, najczęściej z mosiądzu. Skóra na
nich była z psa lub z „porzuconego" (poronionego) cielaka
W czasie I I wojny światowej dość rozpowszechniony byl
obyczaj pokrywania bębnów skórą z Tory, pochodzącej ze
zdemolowanych synagog. Bębenki takie, często zachowane
do dziś, w tym czasie nie były zabierane na wesela, ale
bębniono na nich chodząc „po dyngusie" albo na skromniej­
szych pograjkach. Basy można było kupić na targu w Rado­
miu; część z nich była fabrycznej roboty, np. basy Józefa
Zawiślaka albo robione przez wiejskich lutników - często
muzykantów, np. Władysława Dembowskiego i Jana Kózkę
- basy takie zamwiano bezpośrednio u wykonawcy. Har­
monie pojawiły się po I wojnie światowej, początkowo były
to tzw. „półtonówki" - 12-basowe, 2-rzędowe. Trafiały się
też tzw. dziesiątki - 2-basowe, używane raczej do nauki gry
(informacja - Jan Michalski). Półtonówki dość szybko
zostały wyparte przez bardziej nowoczesne i łatwiejsze w grze
harmonie 3-rzędowe 24-basowe. Najczęściej jeszcze spotyka­
ne instrumenty tego rodzaju pochodzą z wytwórni Meyera.
Leonarda, Paulusa. Do rzadziej spotykanych należą har­
monie Fijałkowskiego, Kwiatka, Rutkowskiego, Wełny.
Królaka, Seipelta. W północnej części Radomskiego istniały
dwie małe wytwórnie harmonii: Fijałkowskiego - ucznia
Meyera, w gminie Mogielnica i Kwatka - ucznia Fijałkows­
kiego, w gminie Radzanów. Udało mi się dotrzeć do kilku
pierwszych harmonistów tego regionu: Józefa Zawiślaka
7 gmina Potworów, Jana Michalskiego - gm. Klwów
i Władysława Gajdy - gm. Radzanów. Są oni bezcennym
źródłem informacji o zmianach, jakie zaszły w muzyce
ludowej i obyczajowości wraz z wprowadzeniem harmonii
do kapel weselnych. Wtedy to zmienił się w kapeli bęben,
cichy bębenek został zastąpiony większym, głośniejszym
barabanem", tj. bębnem dwustronnym z talerzem (zwanym
„tacą"), stopniowo zaczynały zanikać również basy 4-stru­
nowe. W wielu kapelach basy zostały zastąpione przez drugie
skrzypce, czyli kapela grała w składzie: dwoje skrzypiec
bębenek lub baraban (np. kapele Józefa Września, Stefana
Kaczmarka, Antoniego Września). Z wesel basy zniknęły
ostatecznie w czasie I I wojny światowej (przesiedlenia).
1

Wyjątkiem jest Józef Kędzierski, który grał z basami do
końca lat 50-tych.
Wielu skrzypków wycofuje się wtedy z aktywnej gry na
weselach, nie będąc w stanie lub nie chcąc przystosować się
do gry z harmonią (np. Wacław Neska, Walenty Mirecki,
Józef Kietla). Jest interesujące, że dla wielu skrzypków gra
weselna była tylko epizodem młodości, porzuconym po
założeniu rodziny.
W latach 30-tych pojawiają się kolejne udoskonalone
wersje harmonii 3-rzędowych, 80- lub 120-basowych. Tego
typu harmonie spotyka się niekiedy jeszcze teraz na wese­
lach; są to instrumenty: „Radek", „Jędrych", „Lipiński",
„Nowicki". Dobre i znane kapele z lat 30-tych występowały
najczęściej w składzie: harmonia, skrzypce, kornet i baraban.
Pierwsze akordeony pojawiają się w kapelach przez I I wojną.
Mówiąc o instrumentalistach okresu międzywojennego trze­
ba wspomnieć o dość powszechnym „ogrywaniu" skrom­
nych, wiejskich zabaw na organkach solo lub z towarzysze­
niem bębenka (np. Franciszek Reguła, Jan Kłosiński).
Harmonie pedałowe występują tylko w południowej części
woj. radomskiego, są to harmonie firmy: „Meyer" „Rut­
kowski" „Ostrowski".
Kolejne zmiany w instrumentarium kapel następują w po­
łowie lat 50-tych, kiedy w „lepszych" kapelach weselnych
baraban zostaje zastąpiony przez „dżaz", czyli prosty zestaw
perkusyjny (bęben z pedałem, werbel i talerz), a trąbka

�П. 11. Stefan Kotlimowski i Władysław Bieńkowski (bębni trzonkiem drewnianej łyżki). Radomskie. 1989

stopniowo zastępowana jest saksofonem tenorowym, coraz
częściej pojawiają się też akordeony. Trzeba zaznaczyć, że
mówiąc o ewolucji kapel mam na myśli kapele, które
nadawały ton życiu muzycznemu wsi i ustalały nowe kryteria
estetyczne, bo przecież równolegle z tymi kapelami za­
praszano na wesela kapele w składzie tradycyjnym, tzn.
skrzypce z bębenkiem.
Oczywiście wraz ze zmianami w składach kapel następo­
wały też zmiany w repertuarze, ale to już osobny problem.
Wzmacniacze zaczęły się pojawiać na weselach w końcu lat
60-tych. Kapele grają już wtedy na zewnątrz „domu wesel­
nego", pod plandeką, a na wesela zaprasza się więcej gości.
Bardzo szybkie zmiany w kapelach zaczęły zachodzić na
przełomie lat 1970-80. Skrzypce zaczynają być już rzadkoś­
cią, a najczęściej spotykane na weselach kapele występują
w składzie: akordeon - organy elektryczne, gitara basowa,
saksofon i perkusja.
Zmiany te zostały przyspieszone przez inwazję w tym
okresie popularnej muzyki rockowej „nowej generacji"
(kapelę na wesele wybiera i zaprasza pan młody!). Trafiają
się jeszcze niekiedy kapele weselne w tradycyjnym składzie,
czyli: skrzypce, harmonia lub akordeon, saksofon i „dżaz",
ale kapele takie mają coraz mniejsze wzięcie.
Chciałbym zasygnalizować jeszcze jeden czynnik, który
przyczynia się do szybszego wyeliminowania z życia muzycz­
nego wsi tradycyjnych kapel, ale zacznijmy od wydarzenia,
które miało miejsce kilka lat temu na wsi. Jedna z kapel,
która zdobyła I miejsce na Festiwalu w Kazimierzu, została
zaproszona przez sąsiadów na pograjkę. Skończyło się to
tym, że przyjechała milicja, która rozpędziła zabawę, a właś­
cicielowi mieszkania, gdzie się to odbywało wlepiła kole­
gium. Należy przypuszczać, że po takim incydencie nikt
więcej kapeli na „pograjkę" nie zaprosi do siebie. Milicja
działała zgodnie z przepisami, które zakazywały urządzania
nie rejestrowanych zabaw. A chcąc zorganizować zabawę
należało złożyć podanie u miejscowych władz i zapłacić
podatek.
Współczesny muzykant weselny, aby móc legalnie wyko­
nywać swój zawód, powinien po weryfikacjach uzyskać
rodzaj „patentu" na wykonywanie zawodu „wiejskiego
muzykanta" i płacić z tego tytułu podatki. Poddanie się tej
procedurze jest możliwe w wypadku ekspansywnych i zamo­
żnych kapel typu „knajpowego". Natomiast poważnie utru­
dnia organizowanie zabaw ludowych z tradycyjnymi kapela­
mi, których już nikt na wesele nie zaprosi.
W Radomskim jest obecnie czynnych zawodowo zaledwie

66

kilku skrzypków (np. Jan Gaca, Jan Borowiecki, Józef
Zaraś, Jan Bielski), grają oni po kilka wesel w sezonie i mają
stałe zespoły. Drugą grupę stanowią skrzypkowie dorywczo
grywający na weselach lub chrzcinach raz lub dwa razy
w roku (np. Piotr Gaca. Piotr Strzałkowski, Józef Papis,
Wacław Rek, Jan Matysiak). Natomiast znakomita więk­
szość przestała grywać zawodowo przed około 20 laty.
Średnia wieku skrzypków wynosi od 60 do 75 lat (stan
w 1988 г.). Najmłodsi znani mi skrzypkowie radomscy to:
Józef Kmita, Stanisław Lewandowski, Jan Gaca, urodzeni
na początku lat 30-tych. Młodszych skrzypków nie udało mi
się odnaleźć. Za kilka lat staniemy przed problemem braku
skrzypków w tym regionie.
Największą satysfakcję sprawia mi kontakt z najtrudniej­
szą do odnalezienia i nagrania grupą skrzypków takich,
którzy przestali grać 30—40 lat temu. Tym właśnie muzykan­
tom i rekonstrukcjom ich kapel poświąciłem ostatnie 8 lat
pracy. Obok trudności dotarcia do tych artystów, namówie­
nia ich do gry i skompletowania całej kapeli w jej dawnym
składzie wielkim problemem był brak instrumentów muzycz­
nych. Wiele lat szukałem w Radomskim basów i bębenka,
tropiąc je detektywistycznie, kierując się pogłoskami i plot­
kami etc. Znalazłem basy rozbite w stodole w gminie
Potworów i oddałem je do naprawy u wiejskiego lutnika
(nawiasem mówiąc pertraktacje o kupno już rozbitych
basów zajęły mi kilka lat, bowiem okazało się, że mają one
siedmiu sukcesorów). Podobnie było z bębenkiem i baraba­
nem. Jednocześnie gruntownie badałem teren, robiąc do­
kładną ewidencję skrzypków grających z basami, basistów
i bębnistów. Starałem się zorientować, kto w okresie aktyw­
ności muzycznej skrzypków był najbardziej znanym i cenio­
nym muzykantem i jakie w tym czasie oberki, polki, mazurki
i walce grywał. Okazało się to bardzo pomocne w nagraniach
dla stworzenia klimatu wspólnoty zainteresowań, który
bardzo pomaga muzykantom w przypomnieniu sobie w za­
kamarkach pamięci tych utworów, które przestały być juz
obiegowe w ich wsi. Szczególnie ważne było to w wypadku
nagrań Wacława Neski, nie grającego już od 45 lat, i Jana
Kietli, Stefana Kaczmarka, nie grających prawie od 30 lat.
Do nagrań dochodziło niekiedy po kilku latach pertraktacji
i wzajemnym poznaniu się, a warunkiem ich dokonania było
dostarczenie kapeli wszystkich instrumentów (np. kapele
Walentego Mireckiego, Wacława Neski, Stefana Kaczmar­
ka, Antoniego Września), których już muzykanci od wielu
lat nie mieli.
Chciałbym zwrócić uwagę na bardzo ciekawy mikroregion

�И. 12. Wesele w Nieznamierowicach, 1987. Zdjęcie zrobione w drugi dzień wesela, w czasie przeprowadzania gości z domu do remizy. Grają:
Józef Porczek i Jan Gaca (ma skrzypce ze wzmacniaczem własnej roboty. Na pasku powieszony głośnik).
muzyczny w Radomskiem, zajmuje on z grubsza obszar
między miejscowościami - od południa Skrzyńskiem i Drze­
wicą a Potworowem i Odrzywołem od północy. Muzyka tam
grana była nazywana przez muzykantów spoza tego mikro­
regionu muzyką „kajoków" (od noszonych tam tradycyj­
nych „swojej roboty" spodni - w przeciwieństwie do brycze­
sów noszonych już przez wiejskich chłopaków spoza tej
strefy (informacja Franciszka Reguły i Wacława Reka). Inna
nazwa tej muzyki to muzyka „polna" - inf. Józefa Łudczaka
i Józefa Września), w przeciwieństwie do muzyki „Lesiaków" - którą oni grają. Muzykanci grający po „kajocku"
często określają swoją muzykę jako „rdzuchowską". Tych
kilku niezwykłych skrzypków grających po kajocku, których
można odnaleźć w terenie, ma rodowód muzyczny wywo­
dzący się od znanego muzykanckiego rodu Kędzierskich (np.

Tadeusz Jedynak i Piotr Gaca są uczniami Jana Bogusza,
który z kolei uczył się u Jana Kędzierskiego).
Najwspanialszy przedstawiciel muzyki
„kajockiej"
- skrzypek Józef Kędzierski mówi o swojej grze: „muzyka
powinna iść do nieba, musi być tak wyciągana, jak do nieba
i tak grana, żeby następnego dnia żaden chłopak nie potrafił
zagwizdać mojego obera - bo inaczej jest to łatwizna".
Wydaje mi się, że to wyznanie w niezwykle trafny sposób
pokazuje najbardziej istotne cechy tej bardzo emocjonalnej
muzyki, gdzie oberki zgrupowane w jakby bloki muzyczne
były grane po kilka godzin bez przerwy. Wyróżnia tę muzykę
niezwykle rozbudowana improwizacja. Oberki takie, o ile
grane są poza tym obszarem, nazwyne są „rdzuchowiaka-

Problemy dokumentacji wideo
Andrzej Bieńkowski
Rozpoczynając w 1985 r. dokumentowanie folkloru i życia
muzycznego na wsi Polski centralnej na taśmie wideo nie
zdawałem sobie sprawy, jak dalece ten nowy i rewolucyjny
wręcz środek przekazu zmieni i rozszerzy moje spojrzenie na
folklor i jego przemiany, jak pomoże mi zobaczyć zjawiska,
które w dotychczasowym badaniu muzyki ludowej łatwo
uchodzą uwadze. Możliwość filmowania we wnętrzach wiejs­
kich domów bez specjalnego dodatkowego oświetlenia i ekipy,
która normalnie towarzyszy filmowaniu pozwala na stworze­
nie sytuacji, która nie peszy mieszkańców wsi, a jednocześnie
działa stymulująco na grę i zachowania jej towarzyszące.
Stwarza to doskonałe warunki do odtworzenia bądź stymulo­
wania prawie normalnych sytuacji, w jakich odbywały się
wiejskie muzykowania i obrzędy.
Aby móc zdokumentować życie muzyczne wsi, niezbędnym
Warunkiem jest świadomość sytuacji, w jakiej znajduje się
kultura wiejska, a w szczególności ten jej rozdział, którym jest
muzyka ludowa.
Problem autentyzmu kapel ludowych
Jest naturalną skłonnością ludzi zajmujących się muzyką
ludową wydobywanie i rejestrowanie tej muzyki, która jest

najstarsza, najbardziej archaiczna i w opinii miejskiej uchodzi
za najbardziej wartościową. Postawa taka, mimo oczywistych
walorów badawczych, rodzi szereg niebezpieczeństw. Dotyczą
one repertuaru kapel ludowych, ich składu instrumentalnego
i manier wykonawczych.
Skrzypkowie ludowi Polski centralnej to w przeważającej
większości ludzie urodzeni w przedziale czasowym lat
1915-1930, a więc pokolenie, które zaczęło grać na weselach
w latach 1935-1945.
W latach tych taneczna muzyka weselna w zasadzie nie
odbiegała swym repertuarem od muzyki granej na zabawach
i pograjkach. W tym okresie kapele wykonywały utwory
zgrupowane w blokach muzycznych, po których następowała
przerwa na odpoczynek. W takim bloku muzycznym za­
czynanym i zakańczanym oberkiem grano walce, polki, tanga
i fokstroty. Wszystkie te gatunki muzyczne egzystowały na
równoprawnych zasadach. Kapele z którymi miałem do
czynienia, a które nie otarły się o festiwale, ani o instruktorów
z domów kultury, w czasie nagrań grały wszystkie te rodzaje
utworów jako muzykę wiejską.
Natomiast, kiedy nagrywa się takie same kapele, które już
jednak otarły się o „wymagania fachowców", zauważa się, iż
próbują one eliminować ze swego repertuaru tanga, walce,

67

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9562" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9540">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8c4244044df3dd8ab170b60d97215826.pdf</src>
        <authentication>523476c9cce6ebba19c117062f77659b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113871">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2430</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113872">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113873">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2256</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113874">
                <text>Problemy dokumentacji wideo / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113875">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.67-68</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113876">
                <text>Bieńkowski, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113877">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113878">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113879">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113880">
                <text>И. 12. Wesele w Nieznamierowicach, 1987. Zdjęcie zrobione w drugi dzień wesela, w czasie przeprowadzania gości z domu do remizy. Grają:
Józef Porczek i Jan Gaca (ma skrzypce ze wzmacniaczem własnej roboty. Na pasku powieszony głośnik).
muzyczny w Radomskiem, zajmuje on z grubsza obszar
między miejscowościami - od południa Skrzyńskiem i Drze­
wicą a Potworowem i Odrzywołem od północy. Muzyka tam
grana była nazywana przez muzykantów spoza tego mikro­
regionu muzyką „kajoków" (od noszonych tam tradycyj­
nych „swojej roboty" spodni - w przeciwieństwie do brycze­
sów noszonych już przez wiejskich chłopaków spoza tej
strefy (informacja Franciszka Reguły i Wacława Reka). Inna
nazwa tej muzyki to muzyka „polna" - inf. Józefa Łudczaka
i Józefa Września), w przeciwieństwie do muzyki „Lesiaków" - którą oni grają. Muzykanci grający po „kajocku"
często określają swoją muzykę jako „rdzuchowską". Tych
kilku niezwykłych skrzypków grających po kajocku, których
można odnaleźć w terenie, ma rodowód muzyczny wywo­
dzący się od znanego muzykanckiego rodu Kędzierskich (np.

Tadeusz Jedynak i Piotr Gaca są uczniami Jana Bogusza,
który z kolei uczył się u Jana Kędzierskiego).
Najwspanialszy przedstawiciel muzyki
„kajockiej"
- skrzypek Józef Kędzierski mówi o swojej grze: „muzyka
powinna iść do nieba, musi być tak wyciągana, jak do nieba
i tak grana, żeby następnego dnia żaden chłopak nie potrafił
zagwizdać mojego obera - bo inaczej jest to łatwizna".
Wydaje mi się, że to wyznanie w niezwykle trafny sposób
pokazuje najbardziej istotne cechy tej bardzo emocjonalnej
muzyki, gdzie oberki zgrupowane w jakby bloki muzyczne
były grane po kilka godzin bez przerwy. Wyróżnia tę muzykę
niezwykle rozbudowana improwizacja. Oberki takie, o ile
grane są poza tym obszarem, nazwyne są „rdzuchowiaka-

Problemy dokumentacji wideo
Andrzej Bieńkowski
Rozpoczynając w 1985 r. dokumentowanie folkloru i życia
muzycznego na wsi Polski centralnej na taśmie wideo nie
zdawałem sobie sprawy, jak dalece ten nowy i rewolucyjny
wręcz środek przekazu zmieni i rozszerzy moje spojrzenie na
folklor i jego przemiany, jak pomoże mi zobaczyć zjawiska,
które w dotychczasowym badaniu muzyki ludowej łatwo
uchodzą uwadze. Możliwość filmowania we wnętrzach wiejs­
kich domów bez specjalnego dodatkowego oświetlenia i ekipy,
która normalnie towarzyszy filmowaniu pozwala na stworze­
nie sytuacji, która nie peszy mieszkańców wsi, a jednocześnie
działa stymulująco na grę i zachowania jej towarzyszące.
Stwarza to doskonałe warunki do odtworzenia bądź stymulo­
wania prawie normalnych sytuacji, w jakich odbywały się
wiejskie muzykowania i obrzędy.
Aby móc zdokumentować życie muzyczne wsi, niezbędnym
Warunkiem jest świadomość sytuacji, w jakiej znajduje się
kultura wiejska, a w szczególności ten jej rozdział, którym jest
muzyka ludowa.
Problem autentyzmu kapel ludowych
Jest naturalną skłonnością ludzi zajmujących się muzyką
ludową wydobywanie i rejestrowanie tej muzyki, która jest

najstarsza, najbardziej archaiczna i w opinii miejskiej uchodzi
za najbardziej wartościową. Postawa taka, mimo oczywistych
walorów badawczych, rodzi szereg niebezpieczeństw. Dotyczą
one repertuaru kapel ludowych, ich składu instrumentalnego
i manier wykonawczych.
Skrzypkowie ludowi Polski centralnej to w przeważającej
większości ludzie urodzeni w przedziale czasowym lat
1915-1930, a więc pokolenie, które zaczęło grać na weselach
w latach 1935-1945.
W latach tych taneczna muzyka weselna w zasadzie nie
odbiegała swym repertuarem od muzyki granej na zabawach
i pograjkach. W tym okresie kapele wykonywały utwory
zgrupowane w blokach muzycznych, po których następowała
przerwa na odpoczynek. W takim bloku muzycznym za­
czynanym i zakańczanym oberkiem grano walce, polki, tanga
i fokstroty. Wszystkie te gatunki muzyczne egzystowały na
równoprawnych zasadach. Kapele z którymi miałem do
czynienia, a które nie otarły się o festiwale, ani o instruktorów
z domów kultury, w czasie nagrań grały wszystkie te rodzaje
utworów jako muzykę wiejską.
Natomiast, kiedy nagrywa się takie same kapele, które już
jednak otarły się o „wymagania fachowców", zauważa się, iż
próbują one eliminować ze swego repertuaru tanga, walce,

67

�fokstroty itp. Wystarczy jednak porozmawiać z muzykami,
aby dojść do wniosku, że nie wynika to z poczucia „ludowości"
czy „nieludowości" tej muzyki, tylko jest skutkiem wpływu na
ich repertuar ludzi z zewnątrz. Wydaje się rzeczą ważną, aby
przy dokumentacji folkloru traktować tę część reperturaru
kapel jak równoprawną w jej znaczeniu przy badaniu muzyki
wsi, przy dokumentacji sytuacji autentycznej.
Problem składu instrumentalnego kapel ludowych
Rozpocznę od cytatu z Regulaminu Ogólnopolskiego Fes­
tiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych - Kazimierz 1988 г.: „W
festiwalu mogą wziąć udział: instrumentaliści-soliści grający
na tradycyjnych instrumentach jak: skrzypce złóbcoki, mazanki, cymbały, dudy, gajdy, kozioł, trombita, ligawka, bazuna,
harmonia, różnego rodzaju fujarki, piszczałki i inne instrume­
nty i narzędzia muzyczne (należy przypomnieć, że akordeon
jest obcy polskiej tradycji ludowej)".
Chciałbym żebyśmy zajęli się bliżej tym fragmentem. Jak
rozumiem regulamin tego ważnego, wspaniałego festiwalu
ocenianego przez najwyższe autorytety naukowe, był przez nie
stworzony, a przynajmniej zaakceptowany, tym samym dob­
rze oddaje kierunki badań i stosunek do folkloru w kraju.
Na wsi Polski centralnej (Radomskie, Opoczyńskie, Raws­
kie) harmonia pojawiła się w kapelach w końcu lat dwudzies­
tych, początku trzydziestych. Bardzo niewielu instrumentalis­
tów mogło sobie pozwolić na kupno tego bardzo drogiego
instrumentu (cena nowej harmonii 3-rzędowej) 80-basowej
wynosiła 700-900 zł). Akordeony pojawiły się w tych okoli­
cach w końcu lat trzydziestych, rozpowszechniły się w czasie
wojny, a w latach pięćdziesiątych zaczęły wypierać harmonie.
Z badań terenowych wynika, że skrzypkowie ludowi w swym
aktywnym życiu muzycznym częściej grywali z akordeonem
niż z harmonią. Różnica w czasie pomiędzy pojawieniem się
harmonii a akordeonu wynosi kilka lat. Stąd prosty wniosek,
że akordeon w kapelach, które możemy jeszcze zarejestrować
jest pełnoprawnym instrumentem ludowym, zakorzenionym
już od blisko półwiecza w życiu muzycznym wsi.
Jeżeli mówimy o niepolskim rodowodzie akordeonów,
powinniśmy pamiętać o takimż rodowodzie harmonii. Pro­
blem jest głębszy i dotyczy stosunku do kultury ludowej
w ogóle, przecież to nie my, ludzie zajmujący się muzyką
ludową, możemy przesądzać, co jest ludowe, a co nie. Decydu­
je o tym społeczność wiejska, jej upodobania i estetyka.
Kultura ludowa, jako zjawisko, jest otwarta, czerpie wzory i in­
spiracje również z innych kultur, inaczej ginie, nie rozwija się.
Przecież w latach tzw. I I Rzeczypospolitej istniały na
obszarze naszego kraju różne kultury wzajemnie oddziałujące
na siebie - polska, żydowska, niemiecka, rosyjska, ukraińska
itp., i ślady tego obecne są do dziś, mimo że staliśmy się krajem
niemal monokulturowym, a w każdym razie to nam przez lata
wmawiano. Dlatego też eliminowanie wpływów innych kultur
zubaża naszą własną.
Zjawisko podobne do eliminowania akordeonu jako niepo­
lskiego instrumentu, można spostrzec w zespołach śpiewa­
czych z rejonów Polski wschodniej. Tam w latach II Rzeczypo­
spolitej w jednej wsi mieszkały społeczności - np. polska
i ukraińska, mieszając się i czerpiąc wzajemnie wzorce kulturo­
we. Pieśni ukraińskie były śpiewane również przez polską część
wsi. Dziś zabrania się tym zespołom śpiewaczym wykonywa­
nia tej ukraińskiej części repertuaru (np. w Kazimierzu).
(Uwaga dotyczy lat osiemdziesiątych). Czy to dbanie o „pol­
skość" w kulturze ludowej nie trąci przesadą? Czy nie ingeruje
się w sytuacje autentyczne?
Podejście takie utrudnia dokumentację z góry eliminując
z rzeczywistości badanej to, co „fachowcy" uznają za obce.
Jeśli więc chcemy utrwalić obraz r z e c z y w i s t e g o składu
kapel, takiego, w jakim naprawdę grywały dla publiczności
wiejskiej, nie wolno zapominać o istnieniu takich instrumen­
tów jak dżaz, który pojawił się na początku lat pięćdziesiątych,
jak saksofon, który pojawił się w tym samym czasie, nie
mówiąc już o elektrycznym instrumentarium ostatnich 20 lat.

68

Maniery wykonawcze
Największy mir wśród muzykantów mieli (i mają) nutowcy
to jest ci, którzy znają nuty, na ogół bowiem muzykanci są
„słuchowcami", do czego przyznają się z pewnym zażenowa­
niem. Skrzypkowie, którzy zaczynali swą działalność muzycz­
ną przed pojawieniem się harmonii i akordeonu grywali
z bębenkiem (czasem z basami i bębenkiem). Zmiany, które
zaszły w muzyce w momencie pojawienia się harmonii i akor­
deonu, zepchnęły skrzypka na drugi plan, to harmonista
decydował teraz o tym, jak będzie grana melodia (skrzypkowie
określają to jako gra na prostkę, bez ozdabiania). Ciekawym
problemem przy nagrywaniu skrzypków jest porównanie, jak
muzyk gra ten sam utwór „w pojedynkę", czyli z bębnem i jak
z harmonią. Dobry skrzypek wiejski to taki, który od razu
zagra zanuconą mu melodię w sposób taki, jak się to od niego
zażąda, dlatego też bardzo trzeba uważać, żeby nie wpłynąć
swoimi gustami na sposób gry skrzypka, ten bowiem szybko
orientuje się, czego oczekuje od niego nagrywający, a co nie
zawsze jest zgodne z tradycją wiejską, jak np. Władysław
Cieślik.
W czasie rejestracji na wideo konieczna jest świadomość
tego typu problemów, jeżeli chcemy uzyskać niezafałszowany
przez nasze życzenia obraz życia muzycznego wsi. Jest to też
ważne z innego względu - akceptacja gustów i zachowań
muzykantów pozwala stworzyć taką atmosferę w czasie
filmowania, kiedy to możemy zauważać zachowania, które nie
są dostrzegalne w sytuacji pouczania i życzeń wobec muzykan­
tów.
Zachowania w czasie gry
Przeglądając ponad 170-godzinne archiwum moich rejest­
racji wideo zacząłem zauważać pewne prawidłowości w za­
chowaniach muzykantów, z których - będąc zajęty filmo­
waniem - nie zdawałem sobie sprawy. W czasie najbardziej
udanych sesji nagraniowych, kiedy muzykanci czuli się swobo­
dnie, a obecność licznych mieszkańców wsi działała na nich
stymulująco, można zaobserwować szczególny typ zachowań
instrumentalistów i śpiewaków. Można te zachowania po­
dzielić na dwie zasadnicze grupy: zachowania imponujące
i zachowania zastępcze. (Omawiam je w zamieszczonym
powyżej wywiadzie).
Opis oddaje te zachowania tylko w przyblżeniu, rejestrować
je może tylko kamera wideo, odpowiednio ustawiona, zdolna
uchwycić to, co najważniejsze w tym muzycznym spektaklu.
A jest to s p e k t a k l , o czym się nie wie, czy nie pamięta,
mając do czynienia tylko z muzycznym nagraniem. Technika
wideo pozwala nam na rejestrację niezwykłych, ekspresyjnych,
ginących przecież zachowań, rejestrację całego rytuału gry
i wzajemnych relacji pomiędzy muzykantami a społecznością
wiejską. To wszystko ucieka przy rejestracji jedynie magneto­
fonowej.
Problemy techniczne, o których trzeba pamiętać, to prawid­
łowe oświetlenie wnętrza, tak żeby dobrze rysowały się twarze
i żeby muzykanci i kamerzysta nie rzucali nawzajem cienia.
Trzeba też pamiętać, kiedy nagrywamy kamerą bez zewnętrz­
nego mikrofonu a tylko mikrofonem wmontowanym w kame­
rę, o kompromisie pomiędzy ciekawym kadrem a prawid­
łowymi proporcjami dźwiękowymi pomiędzy poszczególnymi
instrumentami.
Na zakończenie chciałbym poruszyć jeszcze jeden problem
etyki filmowania. Technika wideo umożliwia filmowanie
sytuacji i zachowań, których ludzie filmowani nie chcieliby
pokazać na zewnątrz, a są nieświadomi tego. że rejestruje ich
kamera. Każdy z dokumentujących na wideo życie muzyczne
wsi musi sam zadecydować, do którego momentu filmowanie
jest pracą naukową, a kiedy wkracza w sferę prywatności
drugiej osoby. Jest to problem ważny. Można bowiem łatwo
w pogoni za autentyzmem i prawdą o tej sferze zapomnieć

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5887" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5867">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ad0da6332ff029b4fa6d90d9612cff08.pdf</src>
        <authentication>fe0dfa3ae97586f9af8e2e9a468e4dd6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70204">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1534</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70205">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70206">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1419</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70207">
                <text>Prof. Anna Kutrzeba-Pojnarowa (1913-1993) / ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70208">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1993 t.37 z.2, s.5-18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70209">
                <text>Biernacka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70210">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70211">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70212">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70213">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70214">
                <text>„Etnografia Polska", t. XXXVII: 1993, z. 2
PL ISSN 0071-1861

Anna Kutrzeba-Pojnarowa
(1913-1993)

W dniu 6 maja 1993 г., na Starym Cmentarzu Powązkowskim w Warsza­
wie, środowisko etnografów i etnologów polskich żegnało jednego ze swych
najwybitniejszych przedstawicieli - Profesor Annę Kutrzebę-Pojnarową,
zmarłą po długiej i ciężkiej chorobie 29 kwietnia.
W uroczystości żałobnej, która oprócz rodziny w kraju i za granicą
zgromadziła liczne rzesze uczniów, współpracowników i przyjaciół, uczest­
niczyły reprezentacje ośrodków etnograficznych - uniwersyteckich, Polskiej
Akademii Nauk, muzealnych, Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego oraz
innych stowarzyszeń naukowo-badawczych i społeczno-kulturalnych. Słowa
pożegnania przy trumnie Zmarłej wygłosili przedstawiciele władz Uniwer­
sytetu Warszawskiego oraz Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej,
której Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa była wieloletnim pracownikiem,
a także Jej bliscy współpracownicy z ośrodków etnologicznych P A N w War­
szawie i bliskiego Jej sercu Krakowa oraz innych placówek naukowo-badawczych. Kreśląc portret Zmarłej mówiono nie tylko o wielostronnych
osiągnięciach na obszarach nauk etnologicznych, ale przede wszystkim cha­
rakteryzowano wyjątkowość Jej osobowości promieniującej na otoczenie

�6

ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

zarówno swym intelektem jak i otwartością na zawiłe problemy świata oraz
na zwykłe ludzkie sprawy, wobec których nie przechodziła nigdy obojętnie.
Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa, urodzona dnia 4 maja 1913 r. w Kra­
kowie, należała do pokolenia etnografów polskich, którzy swój start naukowy
rozpoczynali w bardzo wczesnym okresie swojego życia pod kierunkiem
wybitnych uczonych okresu międzywojennego (historyków, etnografów, socjo­
logów), a także w niezwykle korzystnych warunkach rozwoju intelektualnego
swego rodzinnego domu. Była najstarszą spośród trzech córek (Anny, Heleny
1 Magdaleny) Janiny i Stanisława Kutrzebów. Ojciec, Stanisław Marian
Kutrzeba - profesor historii ustroju Polski na Uniwersytecie Jagiellońskim,
także rektor tegoż Uniwersytetu, oraz sekretarz generalny, a następnie prezes
Polskiej Akademii Umiejętności - należał do wybitnych uczonych polskich
o nie kwestionowanym autorytecie moralnym i społecznym. Matka, z domu
Domaszewska, wywodząca się z Warszawy, była córką prawnika, sama zaś
posiadała wykształcenie polonistyczne uzyskane na warszawskich Wyższych
Kursach Naukowych, czyli tzw. „Latającego Uniwersytetu".
Rodzice przywiązywali dużą wagę do ksiztałcenia swych dzieci, przy czym
szczególna rola przypadła matce, która sama uczyła swoje dzieci w domu,
przerabiając z nimi odpowiedni zakres nauki szkolnej. W ten sposób Profe­
sor Anna Kutrzeba-Pojnarowa ukończyła 4 klasy szkoły powszechnej oraz
2 lata w Państwowym Gimnazjum im. Królowej Wandy. W tymże gimna­
zjum odbywała dalsze lata nauki normalnie, uzyskując w 1931 r. maturę.
Ojciec włączał się również w wychowywanie i właściwe przygotowanie
szkolne swych dzieci m.in. także poprzez dostarczanie im odpowiedniej
lektury, wymagającej niekiedy bardzo znacznego wysiłku umysłowego.
Rozważając w swych ostatnich notach biograficznych problem „drogi",
która Ją zaprowadziła na pole badań etnograficznych, Profesor Anna
Kutrzeba-Pojnarowa wiąże ją z ogólnym klimatem panującym w ówczes­
nym Krakowie i zdecydowanie ze swoim gimnazjum, do którego uczęsz­
czała. Wspomina, że wiele zawdzięcza swym nauczycielom gimnazjalnym
- Leopoldowi Węgrzynowiczowi, Józefie Bergruen (przyrodniczce), Marii
Mrozek-Dobrowolskiej (geografce) oraz Zofii Richter (fizyczce). „ N a okres
gimnazjum - pisze - przypada moje pierwsze zetknięcie się ze wsią i jej
kulturą. Było ono zrozumiałe w klimacie Krakowa, zauroczonego od czasu
Młodej Polski pięknem ludowej sztuki. Bezpośrednim motywem mojej
inicjacji etnograficznej było zorganizowanie w moim gimnazjum młodzieżo­
wego K o ł a Krajoznawczego, które włączyło się w akcję zbierania kapliczek
wiejskich według kwestionariusza zredagowanego przez Seweryna Udzielę,
dyrektora krakowskiego Muzeum Etnograficznego, a ogłoszonego przez
Leopolda Węgrzynowicza w piśmie Kół Krajoznawczych Młodzieży Szkol­
nej «Orlim Locie» w 1928 r. Plonem tej pierwszej penetracji terenowej prze­
prowadzonej w rozległej wsi Zawoi pod Babią G ó r ą (gdzie wraz z rodzi­
cami i siostrami spędzała wakacje szkolne w leśniczówce należącej do lasów
Polskiej Akademii Umiejętności) było 49 barwnych rysunków i opisów

�ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

7

wszystkich kapliczek wiejskich, które stały się podstawą pierwszego mojego
artykułu pt. «Kapliczki, krzyże i figury przydrożne w Zawoi», wydrukowa­
nego w «Orlim Locie» w 1929 r."
Poprzez owe kapliczki i obserwację wsi budzą się dalsze zainteresowania,
tym razem dotyczące góralskiego budownictwa. Pisze na ten temat: „Ocza­
rowało mnie piękno i różnorodność rozwiązań architektonicznych, dobre
proporcje, przy wielkiej prostocie, solidność wykonania. Rzuciłam się na
inwentaryzację, wzorując się na pięknej pracy Władysława Maklakiewicza
o budownictwie ludowym Podhala, którą zapewne ojciec przyniósł mi z bi­
blioteki P A U " .
Rezultatem zainteresowań architektonicznych stała się pierwsza druko­
wana w 1931 r. książka pt. Budownictwo ludowe w Zawoi wydana nakła­
dem Muzeum Etnograficznego w Krakowie, a jeszcze wcześniej nagrodzona
przez Komisję Kół Krajoznawczych Młodzieży Szkolnej. Bo pisząc tę pracę
autorka była jeszcze wówczas uczennicą gimnazjalną. Warto przy tym do­
dać, że prof. Kutrzeba, który „patronował" zainteresowaniom etnograficz­
nym córki i Jej badaniom dotyczącym budownictwa ludowego w Zawoi
- kategorycznie odmówił swej zgody na propozycję profesora Węgrzynowi­
cza, by pracę tę wprowadzić do planu wydawniczego Polskiej Akademii
Umiejętności, której był wówczas generalnym sekretarzem. Charakterystycz­
na była również jego wypowiedź w tej sprawie: „Akademia jest dla uczonych,
a nie dla uczennic". Kiedy jednak książka ukazała się w druku pokrył
z własnych zasobów koszty związane z jej wydaniem.
Nie może zatem budzić żadnej wątpliwości fakt, że Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa w osobie swego ojca miała głównego orędownika i przewodnika
swych pierwszych zainteresowań i prac badawczych. To właśnie przez ojca, już
w Zawoi, poznała swego późniejszego profesora Kazimierza Dobrowolskiego,
który we wspólnych wędrówkach podbabiogórskich wprowadzał Ją w ogólną
problematykę badań kulturowych. Wskazywał na interesujące zagadnienia
wpływów niesionych w Karpatach przez kolonizację wołoską i wiążący się z tym
problem zderzenia kultury pasterskiej z kulturą wsi rolniczych. W badanej
współcześnie rzeczywistości kulturowej poszukiwał bowiem śladów kształtowa­
nia się i trwania stałych i zmiennych cech jej podłoża historycznego. „Ojciec mój
- napisała - patronował moim etnograficznym zainteresowaniom. Gdy myślę
dziś o nim widzę go, jako uczonego uformowanego w epoce Młodej Polski, tego
wielkiego zrywu w literaturze, plastyce i świadomości narodowej. W swym
podstawowym dziele: «Historia ustroju Polski» przeciwstawił się, rozpowszech­
nionemu w kraju i za granicą przez tzw. szkołę historyczną krakowską
pesymistycznemu poglądowi na nasze zdolności do rządzenia krajem. Głosił
trzeźwą ocenę, że dawna Polska miała swój własny styl życia politycznego,
łączący j ą z wolnościowymi ustrojami zachodu. Ten ideał należał zdaniem ojca
do moralnego jestestwa Polaka, więc zrywać z nim nie należało". Nie obojętny
był również stosunek Jej ojca do położenia warstwy chłopskiej. „Wskazując na
-nViłcość i piękno naszej państwowości w najlepszych okresach jej istnienia,

�8

ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

widział jednak ciężki los chłopa, którego «cien» padał na całą naszą przeszłość.
Umiał też cenić wśród źródeł w przeszłości te, które oświetlały trudne życie
chłopa. Był jednym z tych uczonych uniwersyteckiego środowiska krakow­
skiego, którzy patronowali stworzeniu krakowskiego Muzeum Etnograficznego.
Nic więc dziwnego, że obserwował z aprobatą moje prace."
W przyszłości Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa pogłębi i utrwali swój
stosunek do wsi jako środowiska społeczno-kulturowego. Uczyni to pod
znacznym wpływem swojego związku małżeńskiego z Marianem Pojnarem,
wywodzącym się ze wsi Trześniów w byłym powiecie brzozowskim na Pod­
karpaciu, a następnie pod wpływem swych 40-letnich, serdecznych powiązań
z Jego rodziną i wsią rodzinną. Bo choć Marian Pojnar, jako żołnierz
września 1939 r. znalazł się w wojsku polskim na terenie Francji, a następnie
w Szwajcarii i tam będąc internowany ukończył rozpoczęte we Lwowie
w 1938 r. studia prawnicze na Uniwersytecie we Fryburgu - to jednak siła
związków rodzinnych i przywiązanie do własnego kraju spowodowały, że
Jego powrót ze Szwajcarii nastąpił wkrótce po zakończeniu wojny. Swych
związków uczuciowych z rodzinną ziemią podkarpacką nigdy nie utracił
i kontynuował je nadal wspólnie ze swą żoną, dla której Trześniów stał się
swoistą przystanią życiową oraz obiektem pogłębionych obserwacji, badań
i uogólniających refleksji na temat rozwoju kulturowego wsi.
Mówiąc o cechującym Profesor Annę Kutrzebę-Pojnarową głębokim
zaciekawieniu, a może nawet zafascynowaniu kulturą ludową warto wspom­
nieć, że „korzenie wiejskości" tkwiły również w Jej genealogii rodzinnej.
Jej dziadek Jan Kutrzeba przybył do Krakowa jako młody rzemieślnik
- introligator z Myślenic i tam z czasem dopracował się własnego zakła­
du oprawy i sprzedaży obrazów. W jego zakładzie oprawiali swe obrazy
tacy m.in. artyści, jak: Jan Matejko, Stanisław Wyspiański, Włodzimierz
Tetmajer, Kazimierz Sichulski, Leon Wyczółkowski oraz Julian Fałat.
Ale właśnie matka dziadka Jana Kutrzeby, z domu Waleria Pawlik,
pochodziła ze wsi, z rodziny chłopskiej i była przyrodnią siostrą Stefana,
Antoniego Pawlika, dyrektora Akademii Rolniczej w Dublanach, a następ­
nie cenionego profesora i rektora Politechniki Lwowskiej. Trzeba dodać, że
również warszawska rodzina matki swymi korzeniami genealogicznymi się­
gała wsi kujawskiej pochodzenia szlacheckiego i mazowieckiej wsi drobnoszlacheckiej.
Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa miała pełną świadomość znaczenia
w Jej życiu środowiska w którym się wychowywała i z którego wyrosła.
Pisała bowiem: „Jak najbardziej uznaję wpływ środowiska w którym, spę­
dziło się młodość, na «postawe wobec swiata». Ingeruje ono na długo
w nasze nawyki, myślenie, hierarchię wartości. Może też wywołać zasadniczy
sprzeciw. Ja miałam szczęście. Byłam w «czepku» urodzona, w Krakowie,
przesiąkniętym historią, tradycjami jeszcze Młodej Polski, wysoko inte­
lektualnie stojącej rodzinie. Rodzina ta wywodząca się ze strony ojca
z mieszczan i chłopów, w X I X i X X w. torowała sobie drogę z prowincji do

�ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

9

miasta, by wydać tam kilka wybitnych postaci wyróżniających się w nauce
i życiu publicznym."
Studia na Uniwersytecie Jagiellońskim odbyła Profesor w latach
1931-1937. Chociaż miała za sobą pierwsze próby prac etnograficznych
w Zawoi jeszcze z czasów gimnazjalnych, to jednak wybrała kierunek hi­
storyczny - z nachyleniem ku historii średniowiecza. Była pod urokiem
swych znakomitych profesorów historii - Jana Dąbrowskiego, Władysława
Semkowicza, Władysława Konopczyńskiego, Romana Gródeckiego, Stani­
sława Kota i wielu innych. Ale wrodzona skłonność intelektualna do prze­
kraczania barier międzydyscyplinarnych prowadziła ją na wykłady, ćwicze­
nia i seminaria z zakresu historii kultury, archeologii, geografii, historii
prawa (wykładanej przez ojca), a także etnografii i socjologii. „Od I roku
- pisze - wciągnęło mnie seminarium z etnografii Słowian i wykłady Kazi­
mierza Moszyńskiego, pasjonujące zajęcia z etnografii i socjologii Jana
Stanisława Bystronia, następnie Kazimierza Dobrowolskiego."
Na zajęciach tych, zwłaszcza u profesora Kazimierza Moszyńskiego,
zaprzyjaźnia się z grupą późniejszych znanych z pracy i literatury etno­
grafów: Mieczysławem Gładyszem, Marią Gładyszowa, Jadwigą Klimaszew­
ską, Romanem Reinfussem, Jerzym Langmanem, Józefem Ligęzą. Mimo
tych wielu ubocznych zainteresowań pracę magisterską pt. „Vesnica - dani­
na miodowa" przygotowuje z zakresu historii średniowiecza. Dodatnia
ocena tej pracy zostaje nagrodzona opublikowaniem jej w 1938 r. przez
prof. Franciszka Bujaka w Rocznikach Dziejów Społecznych i Gospodar­
czych. Pod koniec studiów uniwersyteckich Prof. A . Kutrzeba-Pojnarowa
kończy również roczne Studium Pedagogiczne dla historyków oraz odbywa
praktykę w Gimnazjum Męskim im. Jana Sobieskiego.
Ale właśnie związanie się poprzez seminarium profesora K . Moszyń­
skiego z etnografią zrodziło nowe tematy m.in. późniejszej pracy doktorskiej,
które wpłynęły również pośrednio na zmianę kierunku dalszych zaintereso­
wań naukowych.
Z inicjatywy profesora Moszyńskiego już w 1937 r. przygotowuje edycję
I V tomu „Prac Etnologicznych" Stanisława Ciszewskiego, różne artykuły
oraz zrealizowaną i obronioną już po I I wojnie w 1947 r. pracę doktor­
ską pt. „Rozwój etnogmfii i etnologii w Polsce". Jej promotorem był
prof. Kazimierz Dobrowolski, a egzaminatorami - prof. К. Moszyński
i prof. W. Semkowicz. Praca została opublikowana w 1948 r. w wydaw­
nictwie jubileuszowym Polskiej Akademii Umiejętności.
Uwieńczeniem starannego wychowania i wykształcenia szkolnego, po­
myślnie ukończonych studiów oraz liczącego się już dorobku naukowego było
zaangażowanie Prof. Anny Kutrzeby-Pojnarowej od dnia 1 1 1937 r. w Katedrze
Socjologii i Etnologii UJ, kierowanej przez profesora K . Dobrowolskiego, na
etacie młodszego asystenta. Fakt ten był już tylko formalnym przypieczęto­
waniem przejścia z historii na obszary badań etnologiczno-socjologicznych,
Wóre były niewątpliwie bliższe Jej psychice skierowanej na poznanie człowieka

�10

ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

i jego kultury i w obrębie których „przeczuwała" dla siebie szersze możliwości
pracy naukowej i dydaktycznej. Nie skorzystała również ze zgłoszonej w nie­
długim czasie propozycji przejścia do Katedry Historii Średniowiecza
u prof. J. Dąbrowskiego. W Katedrze Socjologii i Etnologii UJ „przetrwała"
z przerwą wojenną - jak sama to odnotowała - do 1 czerwca 1953 r.
Następny okres w Jej życiu wiąże się z przeniesieniem do Warszawy i dalszą
pracą w Katedrze Etnografii Uniwersytetu Warszawskiego (obecnie Katedra
Etnologii i Antropologii Kulturowej) oraz w Zakładzie Etnografii Polski
Instytutu Historii Kultury Materialnej P A N (obecnie Zakład Etnologii I n ­
stytutu Archeologii i Etnologii PAN).
Czas wojny i okupaqi niemieckiej już u samego początku dotkliwie
dotknął dom rodzinny Profesor Kutrzeby-Pojnarowej. Już 6 listopada
1939 r. w wielkim aresztowaniu krakowskich uczonych został również
zaaresztowany ojciec - prof. Stanisław Kutrzeba, ówczesny prezes P A U
i wywieziony wraz z innymi profesorami do więzienia we Wrocławiu,
a następnie do obozu w Sachsenhausen koło Berlina, skąd wrócił z grupą
starszych profesorów w lutym 1940 r. (po interwencji królowej włoskiej).
Profesor Kutrzeba, który - jak wspomina Córka - zaraz po opuszczeniu
Krakowa przez polskie władze wojskowe i cywilne zwrócił się do metropolity
Adama Sapiehy z inicjatywą powołania w Krakowie Komitetu Obywatel­
skiego - po powrocie z obozu oddał się bez reszty sprawom narodowym
i społecznym. Organizował i roztaczał opiekę nad uczonymi wysiedlonymi
z Poznania, Lwowa, Warszawy. Wszedł w struktury podziemnego Uniwer­
sytetu, jako dziekan Wydziału Prawa. „Przez nasz dom - pisała - przecho­
dziły dziesiątki osób, szukających oparcia i rady. Krzyżowały się nici
różnych ważnych zadań. Przybywali kurierzy z wieściami z Zachodu.
Tkwiłam z natury rzeczy w części tych spraw". A dom rodzinny był już
w tym czasie bez matki, która zmarła przedwcześnie na serce w 1937 r. W tej
nowej sytuacji zachodziła konieczność podjęcia pracy, „gdyż trzeba było
zarabiać" - jak sama pisała o tych czasach. „Od stycznia 1940 r. zostałam
zatrudniona w centrali Rady Głównej Opiekuńczej, gdzie pracowałam do
18 stycznia 1945 r. w charakterze urzędniczki. Prowadziłam m.in. dział
informacji o sprawach prowadzonych przez RGO, wykazy osób - Żydów,
które z głębi Rosji chciały wracać do rodzinnego Krakowa, opracowałam
(z wyjątkiem pierwszego) wszystkie (37) sprawozdania roczne RGO, kwar­
talne, miesięczne zawierające również ocenę sytuacji gospodarczej Generalnej
Guberni itp." Praca w RGO, która dawała wgląd w trudne, czy wręcz
tragiczne sytuacje ludzkie, mobilizowała do pomocy, także świadczonej
prywatnie. Miało to zwłaszcza miejsce w stosunku do profesorów z innych
ośrodków uniwersyteckich oraz członków Akademii, których losem zaj­
mował się ojciec, jak również w stosunku do wysiedlonych z Warszawy po
upadku powstania w 1944 r. „W naszym mieszkaniu - pisała - i w dużym
stopniu na naszym utrzymaniu i innych formach pomocy znalazło się w tym
czasie kilkanaście osób."

�ANNA KUTRZFiBA-POJNAROWA

11

Niezależnie od wymienionych prac tkwiła również głęboko w działalności
konspiracyjnej. „Byłam, jak cały dom, wciągnięta w różne roboty podziem­
ne: przekazywania informacji radiowych, starania się o «lewe» papiery dla
ukrywających się, ułatwiania różnego rodzaju kontaktów m.in. adresów dla
ukrywających się Żydów i t p . " Jej stałe kontakty z pracującą w podziemiu
grupą prawników poznańskich z profesorem historii ustroju Polski Uniwer­
sytetu Poznańskiego Zygmuntem Wojciechowskim, przekształciły się z cza­
sem - jak pisze - „w stałe związanie z przygotowywaniem krakowskiego
biuletynu informacyjnego dla Departamentu Informacji Delegatury Rządu",
którego redaktorem był Stanisław Ziemba ps. Stanisław Szczerbiński
(por. S. Ziemba, Czas przełomu). D o biuletynu tego przekazywała odpowied­
nie informacje m.in. także relacje uzyskane od dziewcząt wiejskich zamiesz­
kałych w Krakowie lecz pochodzących ze wsi lasowiackich - okolic K o l ­
buszowej. Pod pozorem badań na temat opóźnionych w rozwoju cywilizacyj­
nym wsi, odnotowywała informacje dotyczące obiektów niemieckich, na
których prowadzono doświadczenia z pociskami V-2. Informacje te miały
wielkie znaczenie dla polskich, wojskowych służb wywiadowczych.
Po przeniesieniu się w 1944 r. redaktora S. Ziemby do Warszawy Profe­
sor Kutrzeba-Pojnarowa sama już montowała ów biuletyn, pisząc go na
maszynie biurowej w RGO. „Wiadomości zbierałam sama i otrzymywałam
od różnych osób m.in. informacje o sabotażach i katastrofach kolejowych
dostarczał mi syn kolejarza, sam urzędnik kolejowy i uczeń gimnazjalny,
Stanisław Zaczyk, późniejszy aktor. Imponował pamięcią, z której cytował
numery pociągów i wagonów, daty, miejscowości". Punktem kontaktowym
dla tej działalności było mieszkanie zaprzyjaźnionej Heleny Heise zamiesz­
kałej na ul. Sebastiana w Krakowie. Dostarczone biuletyny przekazywał
dalej Alfred Zaremba, późniejszy profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Po zakończeniu wojny Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa powraca do
przerwanej na okres okupacji pracy w Katedrze Socjologii i Etnologii UJ.
Zarówno jednak dla Niej, jak i rodziny nie był to czas łatwy. „Okres
powojenny - napisze później - był ciężki nie tyle z powodu trudności
materialnych. Entuzjazm końca wojny i okupacji i zapał do pracy mieszały
się ze świadomością dziejących się tragedii. Nie ominęły one naszego domu".
Początkowo sprawa dotyczyła tylko ojca - profesora Kutrzeby, który
„po usilnych naleganiach z różnych stron zgodził się w 1945 r. stanąć na
czele delegacji Polskiej Akademii Umiejętności, biorącej udział w jubileuszu
150-lecia Moskiewskiej Akademii Nauk. W drodze do Moskwy, w Mińsku,
zaproponowano mu jednak udział w Komisji Konsultatywnej do reorgani­
zacji Tymczasowego Rządu Polskiego, w myśl postanowienia Konferencji
Jałtańskiej. Sięgano w ten sposób do autorytetu uczonego i organizatora
nauki polskiej, wielkiego formatu obywatela, który już w latach 1918-1919
był członkiem polskiego Biura Kongresu Wersalskiego.
A było to w czasie kiedy w Moskwie toczył się proces przeciwko pol­
n e m u podziemiu. „Ogromne napięcie - pisze - jakie towarzyszyło temu

�12

ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

posiedzeniu z racji także odbywającego się procesu polskich przywódców
podziemia spowodował szok, a następnie chorobę i szybką śmierć" (styczeń
1946 r.) Wysoce nieprzychylnym i wręcz tragicznym okazał się również ten
czas dla innych członków rodziny. Pod pretekstem zwalczania działań niele­
galnych, a także w związku z toczącym się procesem organizacji Wolność
i Niezawisłość (WiN) zostaje aresztowana najmłodsza i już jedyna siostra
Magdalena (średnia siostra Helena zmarła w czasie wojny) oraz jej mąż.
Wyroki zapadły duże, dzięki amnestii siostra wyszła z więzienia po 2, a jej
mąż po 8 latach. Represje nie ominęły również osoby Profesor Kutrzeby-Pojnarowej, która w okresie powojennym działała w Polskim Stronnictwie
Ludowym kierowanym przez Stanisława Mikołajczyka i w związku z tym
jeździła do Warszawy w roli bezpośredniego łącznika pomiędzy ojcem
a St. Mikołajczykiem. Decyzję zwolnienia Jej z pracy w Uniwersytecie,
podpisaną przez ówczesnego rektora UJ, unieważnił swymi wpływami
w Ministerstwie Oświaty i Szkół Wyższych etnograf Jan Manugiewicz,
ps. Szymon Żołna, przedwojenny dyrektor Muzeum Etnograficznego w Ło­
dzi, a po wojnie dyrektor odradzającego się Muzeum Kultur Ludowych
z siedzibą w Młocinach koło Warszawy (obecnie Państwowe Muzeum Etno­
graficzne w Warszawie).
Jako asystent, a następnie adiunkt Katedry Socjologii i Etnologii Prof.
Kutrzeba-Pojnarowa prowadzi teoretyczne i praktyczne zajęcia ze studentami
etnografii, socjologii i historii sztuki. Uczestniczy w badaniach Katedry na
obszarze regionu krakowskiego, które w przyszłości zaowocowały tzw. mono­
grafiami problemowymi, w tym także Jej indywidualną publikacją książkową
o wsi Mnikowie pod Krakowem. Bierze ponadto żywy udział w pracach
etnograficznych prowadzonych w skali krajowej w ramach Polskiego Towarzys­
twa Ludoznawczego, które w tym czasie spełniało rolę głównego koordynatora
wszelkich poczynań naukowo-badawczych i organizacyjnych. Prowadziła także
w Krakowie (w latach 1947-1951) delegaturę Muzeum Kultur Ludowych
w Warszawie, której zadaniem było dokonywanie penetracji terenowej w Polsce
południowej i skupywanie - głównie przez studentów - eksponatów z zakresu
kultury ludowej. Dla wielu studentów znajdujących się w ciężkich warunkach
materialnych owe dodatkowe zajęcia były prawdziwym dobrodziejstwem.
Oddzielnym i w pierwszym okresie powojennym porywającym tematem
zainteresowań badawczych Profesor Anny Kutrzeby-Pojnarowej stały się
Ziemie Zachodnie. Zrodziły się one pod wpływem spotkań z dawnymi
towarzyszami pracy podziemnej, którzy w warunkach powojennych prowa­
dzili względnie współpracowali z redakcjami takich pism jak „Dziennik
Zachodni", „Przegląd Zachodni" bądź „Zachodnia Agencja Prasowa". D o
tych czasopism, a także do krakowskiego radia pisała odpowiednie artykuły
etnograficzne, współpracowała także z instytucjami zajmującymi się pro­
blematyką odzyskanych Ziem Zachodnich. Uwieńczeniem tych zaintereso­
wań był artykuł „Lice ludu" w zbiorowej pracy pt. Ziemia Lubuska pod
red. Z. Kaczmarka i M . Zajchowskiej (1950).

�ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

13

Reforma studiów socjologiczno-etnograficznych na Uniwersytecie, w wy­
niku których zamiast archeologii i etnografii powstało Studium Kultury
Materialnej, a w miejsce socjologii Studium Nauk Społecznych, pociągające
za sobą konieczniść znacznego przekwalifikowania się zespołu pracownicze­
go spowodowała, że Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa przyjęła w 1953 r.
propozycję profesora Witolda Dynowskiego przeniesienia się do kierowanej
przez niego Katedry Etnografii w Warszawie. Z decyzją tą wiąże się nowy
okres życia i działalności, początkowo trudny ze względu na ośmioletnie
dojeżdżanie z Krakowa i przebywanie w tym czasie w warunkach niemal
„polowych", bo we własnym gabinecie zakładowym. Dopiero sprzedaż ro­
dzinnego domu w Krakowie i części biblioteki ojca ułatwiła kupno miesz­
kania spółdzielczego w Warszawie, gdzie zamieszkała wraz ze swym mężem.
Mąż, jako prawnik specjalizujący się w zagadnieniach związanych z inwes­
tycjami mieszkaniowymi, pracował w instytucjach, które w dużym stopniu
decydowały o prowadzonej w tym zakresie polityce inwestycyjnej m.in.
w regionalnej Komisji Planowania, w Krakowskiej Dyrekcji Budowy Osiedli
Robotniczych, a w Warszawie w Komisji Planowania przy Radzie Minist­
rów. Przeciwstawiając się bezskutecznie polityce preferowania wielkich in­
westycji przemysłowych na rzecz rozwoju małych miast i osiedli wiejskich
skorzystał z przysługujących mu praw kombatanckich i przeszedł na wcześ­
niejszą emeryturę. Decyzja ta ułatwiła mu włączenie się do prac badawczych
żony prowadzonych w rodzinnym Trześniowie w charakterze najbardziej
wiarogodnego informatora, organizatora oraz eksperta - co ze szczególną
wdzięcznością zawsze podkreślała Autorka monografii o tej wsi.
Okres „warszawski" stwarzał dla Profesor Kutrzeby-Pojnarowej nowe,
wielopłaszczyznowe możliwości pracy dydaktycznej, naukowo-badawczej
i naukowo-organizacyjnej. Mała obsada pracownicza Katedry wymagała
zwielokrotnienia prowadzonych przez Nią wykładów i zajęć seminaryjnych.
Oprócz obowiązujących treści zawartych w programach nauczania należało
jeszcze w umiejętny sposób wprowadzać studentów w otaczające środowi­
sko. Bogate, pod względem różnorodności kulturowej „zaplecze" regionalne
Warszawy, wymagało stałego pogłębiania wiedzy na temat tych środowisk
potrzebnej zarówno dla celów dydaktycznych, jak i badawczych. Bezpośred­
nią znajomość środowisk regionalnych osiągano poprzez Międzyuczelniane
Obozy Etnograficzne, praktyki wakacyjne, oraz indywidualne bądź zespoło­
we badania. Nawiązywano kontakty z terenowymi ośrodkami etnograficz­
nymi - muzeami i stowarzyszeniami naukowo-badawczymi. We wszystkich
tych poczynaniach Profesor brała żywy udział spełniając oczywiście rolę
nauczyciela - zawsze kompetentnego i życzliwego, dzielącego się bezintere­
sownie swoją wszechstronną wiedzą i doświadczeniem. Na Uniwersytecie
Warszawskim uzyskała kolejno stopień naukowy docenta, następnie profe­
sora nadzwyczajnego oraz profesora zwyczajnego.
Niezależnie od swego podstawowego zajęcia w Uniwersytecie Warszaw­
o m Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa włączyła się w prace badawcze

�14

ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

Zakładu Etnografii Polski I H K M P A N - początkowo na umowach zleconych,
a następnie na połowie etatu (do 1961 r.) jako zastępca, a później kierownik
Zakładu (do 1971 r. bez etatu). Z zespołem etnografów I H K M kontynuowała
rozpoczęte przez profesora W. Dynowskiego na Międzyuczelnianych Obozach
Etnograficznych studia nad kulturą ludową regionu kurpiowskiego. Efektem
tych badań jest 3 tomowe opracowanie zbiorowe pt. Kurpie Puszcza Zielona
(1962-1965) oraz kilka prac monograficznych, których była zarówno kierowni­
kiem, jak i redaktorem. Poważny udział autorski i redakcyjny miała również
w zbiorowym opracowaniu 2-tomowej syntezy pt. Etnografia Polska - Przemia­
ny kultury ludowej (1976-1981) oraz innych pracach przygotowywanych
w ramach Zakładu Etnografii I H K M . Uczestniczyła również w pracach oraz
w redakqach wydawnictw Zakładu - wnosząc niezmiennie wiele swych cennych
uwag, ocen i propozycji ulepszeń merytorycznych.
W pracy przywiązywała wielką wagę do dyscypliny umysłowej i rzetelno­
ści zawodowej jakie winny cechować pracownika naukowego. Od podej­
mujących nowe tematy badań wymagała zarówno koniecznego przygotowa­
nia teoretycznego, jak i solidnego warsztatu naukowego. Nie tolerowała
„łatwych" uogólnień nie popartych dokumentacją źródłową. A źródła uczyła
weryfikować - zarówno te „zastane", jak i „wywołane" w trakcie etno­
graficznych badań terenowych. Uczyła także właściwej interpretacji źródeł
terenowych - w nawiązywaniu do szerszej myśli teoretycznej.
Prowadzone przez Nią seminaria oraz inne zebrania naukowe, np. z wyjaz­
dów zagranicznych, zawsze pełne treści i bogate w interesujące dygresje,
zmuszały do refleksji oraz stałego pogłębiania swego stosunku do badanego
środowiska społecznego. Poszukiwała partnerstwa w dyscyplinach pokrewnych
etnografii, a więc w historii, socjologii, folklorystyce czy historii sztuki. Była
jednak bez reszty oddana etnografii i etnologii i o interesy tego kierunku badań
naukowych dbała na wszystkich polach swojej działalności - nigdy się im nie
sprzeniewierzając. Swój pogląd na etnografię, jako kierunek naukowy o charak­
terze interdyscyplinarnym, wyłożyła i uzasadniła na konferencji zorganizowanej
w 1986 r. przez Katedrę Etnografii Słowian UJ z okazji 60-lecia „Krakowskiej
szkoły etnograficznej". Mówiąc o wkładzie tej szkoły w rozwój etnografii
i etnologii polskiej stwierdziła, że „etnografia była i jest nauką pogranicza
między nią a wielu innymi dyscyplinami i nie tylko humanistycznymi...
Określając w rozmaity sposób swoje pole badań zawiązywała ona rozmaite
sojusze, stając się współpartnerem wielu innych nauk wypełniała treścią nie
zapisane karty historii. Inspirowała nowe kierunki badań i sposób rozumienia
człowieczego losu". Wydaje się, że takie właśnie rozumienie etnografii może być
nadal inspirujące dla współczesnych badaczy kultury.
Będąc z prawdziwego zamiłowania i także ze świadomego wyboru bada­
czem kultury wsi polskiej - śledziła zawsze pilnie kierunki rozwoju etnologii
europejskiej i światowej. Już przed wojną, po studiach wyjeżdżała dwukrot­
nie z ojcem na Międzynarodowy Kongres Historyków we Francji i Szwaj­
carii. Po wojnie natomiast, jako etnograf uczestniczyła w międzynarodowych

�ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

15

kongresach antropologów i etnologów w Moskwie, Paryżu, Chicago i Zury­
chu, a także w licznych międzynarodowych konferencjach związanych z dzia­
łalnością Międzynarodowej Komisji do Badania Kultury Ludowej Karpat
i Bałkanów oraz pracami redakcyjnymi czasopisma ,,Demos", odbywających
się systematycznie w różnych zainteresowanych krajach uropejskich. Z za­
granicznych pobytów naukowych za najważniejszy uważała 4-miesięczny
pobyt w Paryżu połączony ze studiami bibliotecznymi, obozem etnograficz­
nym oraz uczestnictwem w zajęciach uniwersyteckich. Z przedstawicielami
nauk etnologicznych innych krajów utrzymywała żywe kontakty, ciesząc się
nie kwestionowanym autorytetem i przyjaźnią.
M i m o nawału zajęć dydaktycznych oraz wielu innych prac i obowiązków
zawodowych i społecznych, Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa realizowała
konsekwentnie własne, indywidualne plany badawczo-naukowe, zgodnie
z Jej zainteresowaniami. Jej prace badawcze - jak sama to ocenia - mieszczą
się w czterech podstawowych grupach tematycznych: 1) analizy średnio­
wiecznego źródła historycznego, 2) historii etnografii polskiej i charakte­
rystyki metod przez Nią stosowanych, jej wkładu w rozwój nauki światowej,
3) odtwarzaniu obrazu ginącej na naszych oczach kultury polskiej wsi w jej
regionalnym zróżnicowaniu, prawidłowościach ogólnych i procesach zmian,
4) zwrócenia uwagi na osobliwości kultury wsi polskiej i ciężki los chłopa
dawniej i obecnie oraz niepewną przyszłość rolnictwa chłopskiego.
Stwierdza przy tym, że z 3 grupą tematyczną „przedstawienia kultury
konkretnych wsi i regionów, wiąże się cała Jej podstawowa twórczość nauko­
wa na polu etnografii. „Przedstawianiu kultury konkretnych wsi i regionów
- pisze - podporządkowałam studia o metodach i źródłoznawcze. Wyszłam
od obserwacji wytworów sztuki i rzemiosła we wsi podbabiogórskiej. Po
wojnie zainteresowała mnie na krótko powracająca do Polski wieś lubuska
i na długi okres przeobrażenia kultury podkrakowskiej wsi Mnikowa, stają­
cej się niemal przedmieściem miasta." (1968)
Uważa również, że cała Jej twórczość naukowa okresu warszawskiego
dotycząca Mazowsza, Kurpiowszczyzny, Podlasia oraz ich badaczy - po­
przedników, wypełnia konkretną treścią ten właśnie temat. Dotyczy to także
prac magisterskich Jej uczniów wprowadzanych przez Nią w proble­
matykę etnograficzną różnych regionów kraju: Mazowsza, Krakowskiego,
Karpat i Podgórza.
Swój stosunek do podstawowych problemów związanych z etnografią
polską i jej badaczami, tradycją i przemianami kultury chłopskiej wyraziła
w swoim refleksyjnym i dojrzałym w ocenach opracowaniu Kultura ludowa
i jej badacze - Mit i rzeczywistość (1977).
Za najdojrzalszy owoc swoich osiągnięć badawczych uznała ostatnią swą
książkę pt. Trześniów. Przemiany tradycyjnej kultury wsi (1988). Praca ta będąca
wynikiem 40-letniej obserwacji życia mieszkańców wsi wskazuje na warunki
rozwoju oraz na trwałe i zmienne cechy tejże społeczności i kultury. Temat
referatu pt. „Przyszłość kultury wsi w świetle jej przeszłości", przygotowany na

�16

ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

podstawie trześniowskich badań etnograficznych, a wygłoszony w 1984 r. na
jubileuszu 90-lecia profesora K . Dobrowolskiego w Krakowie - jest sfor­
mułowaniem ściśle adekwatnym do treści zawartych w opracowaniu książ­
kowym. Dzięki analizie materiałów źródłowych dokonanej w perspektywie
historyczno-socjologicznej oraz umiejętnemu zastosowaniu zasady łączenia
teorii i opisu - Autorka osiągnęła sukces oddania czytelnikowi książki na
temat kształtowania się kultury wsi o wymiarze uniwersalnym, zawierającym
również elementy jej prognozowania.
W swoich ostatnich nie dokończonych rozważaniach na temat etnografii
polskiej okresu międzywojennego i po I I wojnie światowej, widzianej oczyma
uczestnika, wnikliwego obserwatora, przede wszystkim zaś człowieka zaan­
gażowanego, poczuwającego się do pełnej odpowiedzialności za poziom,
kierunek i w ogóle los polskiej etnografii i etnologii - Profesor Anna
Kutrzeba-Pojnarowa nawiązuje również do oceny swojego w niej miejsca.
Stwierdza przede wszystkim, że „sytuacja współczesnej etnologii polskiej jest
konsekwencją całej jej historii". Wyróżnia przy tym dwa w niej nurty:
1) opisowy, etnograficzny, przywołujący coraz lepsze sposoby odkrywa­
nia modeli różnych nieznanych (lub mniej znanych) kultur i społeczności
oddzielonych od nas czasem lub przestrzenią,
2) teoretyczny, referujący różne stanowiska utrzymujące się lub wy­
suwane obecnie w nauce obcej i poza etnologią. Niekiedy ambitne - wysu­
wające dość rozstrzelone, autorskie propozycje dotyczące sensu i zakresu
dyscypliny.
W nurcie pierwszym widzi „do pewnego stopnia uwspółcześnioną kon­
tynuację historycznej drogi polskiej szkoły etnologicznej, natomiast nurt
drugi prezentują na razie jednostki rekrutujące się przede wszystkim z młod­
szych pracowników uniwersyteckich". D o własnych osiągnięć w etnografii
zalicza w największym skrócie: 1) opracowanie biogramów wybitnych po­
staci, 2) badanie i weryfikowanie w empirii założeń teoretycznych, 3) wkład
do znajomości historii etnografii i etnologii w Polsce poprzez - wysuwane
w szeregu opracowań wnioski teoretyczne, generalizacje historyczne doty­
czące pojęcia chłopa i wsi tradycyjnej, zróżnicowanie tej ostatniej i współ­
zależność pomiędzy procesem współczesnych przemian, a przeszłością wsi
i mechanizmów współczesnych przemian.
Wspomina przy tym, że największą satysfakcję dała Jej pierwsza książka
o budownictwie ludowym w Zawoi i ostatnia - podsumowanie 40-letnich
studiów i obserwacji uczestniczących, dotyczących podkarpackiej wsi Trześniowa, „próba stworzenia wzoru dla tego typu wsi i zmieniającej się rzeczywistości
widzianej oczami moimi i odczuciami mieszkańców oraz mojego męża".
Lapidarnie określa również swoją metodologiczną postawę: „Jestem eklektykiem z krakowskiej szkoły historyczno-socjologiczno-etnologicznej. Co przynio­
słam z tej szkoły, co wniosłam sama niech ocenią moi uczniowie. Wiem, że mi
przyznają umiejętność interpretacji źródeł «wywołanych» w szerszych katego­
riach systemów kultury, ich prawidłowości i przekształceń strukturalnych."

�17

ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

Dotychczasowe, najpełniejsze podsumowanie całokształtu działalności
i dorobku naukowego Profesor Anny Kutrzeby-Pojnarowej zawarte jest
w 35 tomie (zeszyt 2) „Etnografii Polskiej" (1991) wydanym z okazji jubi­
leuszu 60-lecia pracy naukowej. Główną pozycję tego tomu stanowią: Jej
własne, mądre, proste i wzruszające „Przemówienie do Kolegów i Uczniów",
„Refleksje nad życiem i p r a c ą " pióra Zofii Sokolewicz oraz wybór biblio­
grafii prac opublikowanych. Należy żywić nadzieję, że dorobek ten doczeka
się pełnej oceny merytorycznej i stanie się dla pokolenia młodych etnografów
i etnologów polskich źródłem rzetelnej wiedzy, przekazem doświadczeń
i wzorów postępowania, mądrości, a także inspiracji do podejmowania
poważnych prac badawczych nad człowiekiem i jego kulturą. Nie można
również zapominać, że dorobek ten posiada swój wymiar w sferze wartości
społeczno-moralnych, a wskazania z niego płynące pochodzą od człowieka
o niezwykle silnej indywidualności i bogatej osobowości - człowieka szla­
chetnego, wrażliwego, zawsze życzliwego dla ludzi, a przy tym nad wyraz
skromnego.
Nauka i kultura polska, w tym zwłaszcza etnografia i etnologia poniosły
bolesną i dotkliwą stratę*.
Maria Biernacka
* Wspomnienie poświęcone pamięci Profesor Annie Kutrzebie-Pojnarowej przygotowano
z wykorzystaniem opracowanej przez Nią noty biograficznej oraz innych zapisów typu
wspomnieniowego udostępnionych mi przez Męża, Jej publikacji naukowych, a także na
podstawie własnych doświadczeń wyniesionych z wieloletniej pracy pod Jej kierownictwem
w Zakładzie Etnologii I H K M PAN, a następnie dalszej z Nią współpracy w ramach wymie­
nionego Zakładu i Katedry Etnografii UW. Na gruncie tej długotrwałej współpracy mierzonej
Jej zawsze życzliwym i liczącym się wkładem w kierunek prowadzonych badań, przygotowywa­
niem opracowań, w uzyskiwaniu stopni naukowych (była promotorem mojej pracy doktorskiej
oraz recenzentem habilitacyjnej i profesorskiej) utrwalały się więzi wzajemnego zrozumienia,
zaufania i przyjaźni. Pogłębiał je niewątpliwie zbliżony stosunek do problemów wsi, jako
środowiska społeczno-kulturowego. Jej ukochany Trześniów i moja rodzinna wieś Potakówka,
położone w tym samym regionie podkarpackim, były podczas naszych przyjacielskich spotkań
stałym elementem rozmów i wymiany myśli zarówno na tematy ogólne, jak i wiejskie. Otrzy­
mywane z Trześniowa listy i karteczki, zwykle „nabrzmiałe" trudnymi sprawami życia bieżące­
go jego mieszkańców, świadczyły o pełnym zrozumieniu przez Nią i Jej Męża, problemów
nurtujących wieś.
W ostatnim okresie Jej ciężkiej choroby - nasze spotkania zastąpiły rozmowy telefoniczne,
które były stałe i częste. Kiedy musiała pozostać w szpitalu, łącznikiem był wówczas Mąż, gdyż
ja ze względu na długotrwałe obowiązki opiekuńcze w stosunku do bliskiej mi osoby, nie
miałam możliwości częstego Jej odwiedzania. Podziwiałam przez cały czas choroby Jej siłę woli
w przełamywaniu słabości. Do końca swych możliwości pracowała nad „wypowiedzią" na
temat etnografii polskiej okresu międzywojennego i powojennego, ocenianej przez pryzmat Jej
własnego w nim udziału i do końca swych dni interesowała się wciąż żywo aktualnym losem
etnografii i etnologii. Dotkliwie odczuwam brak obecności Pani Profesor, Jej niecodziennej,
stałej gotowości do służenia drugim pomocą i radą, do zawsze wyważonych, mądrych wypo­
wiedzi w sprawach ogólnospołecznych, zawodowych i zwykłych, ludzkich. Myślę ze wzrusze­
niem o Jej szlachetności i wielkiej, bezinteresownej życzliwości.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6132" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6112">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/53ded92d4b56b272c9a907c98ffb2c1d.pdf</src>
        <authentication>bd70aa9cd739293ecbcf490c4f1f1fe3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73138">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1103</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73139">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73140">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73141">
                <text>Oświata a społeczno-kulturowe przeobrażenie wsi w latach ostatniej wojny i w okresie powojennym / ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73142">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.2, s.103-132</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73143">
                <text>Biernacka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73144">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73145">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73146">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="73147">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73148">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X V I I , z. 2
P L I S S N 0071-1861

MARIA BIERNACKA

OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE PRZEOBRAŻENIA WSI
W LATACH OSTATNIEJ WOJNY I W OKRESIE POWOJENNYM
I. T A J N A DZIAŁALNOŚĆ OŚWIATOWA NA W S I
W L A T A C H O K U P A C J I N I E M I E C K I E J (1939-1945)

W latach ostatniej wojny i okupacji niemieckiej działalnością kon­
spiracyjną objęty został cały system oświaty. Początkowe zarządzenie pol­
skich władz oświatowych o uruchomieniu wszystkich szkół zostało przez
okupanta zniesione już w listopadzie 1939 r. Pozostawiono tylko szkoły
powszechne, jednakże bez możliwości nauczania przedmiotów ojczy­
stych — historii, geografii i literatury polskiej. Zamknięto także wszyst­
kie polskie instytucje kulturalne i naukowe oraz zakazano wydawania
prasy i książek. W odpowiedzi na to Departament Oświaty i Kultury
Delegatury Rządu RP na Kraj (podziemne ministerstwo oświaty) oraz
działacze Tajnej Organizacji Nauczycielskiej TON (przedwojennego
Związku Nauczycielskiego Polskiego) zorganizowali w skali całego kraju
sieć tajnego szkolnictwa w zakresie szkoły powszechnej, średniej i wyż­
szej. Dyrektorem Departamentu Oświaty i Kultury został Czesław Wycech — nauczyciel, działacz ruchu ludowego i młodzieżowego „Wici",
a także Związku Nauczycielstwa Polskiego. Czesław Wycech w następu­
jący sposób uzasadniał rozwój konspiracyjnej działalności oświatowej:
„Od początków okupacji hitlerowskiej dużo w y s i ł k ó w poświęcono
walce
z instytucjami kulturalnymi stworzonymi przez Niemców dla społeczeństwa pol­
skiego (gadzinowa prasa, kina, teatry). Jednakże w miarę przedłużania się wojny
i okupacji nie mógł wystarczyć program walki z instytucjami okupanta, trzeba
było tworzyć własny podziemny system upowszechniania kultury. Oczywiście mu­
siał on być dostosowany do trudnych w a r u n k ó w życia okupacyjnego" .
i

1

C . W y c e c h , Z dziejów
tajnej oświaty
w latach okupacji 1939-1944, War­
szawa 1964, s. 118. Por. także J . K r a s u s k i , Tajne szkolnictwo polskie w okresie
okupacji hitlerowskiej 1939-1945, Warszawa 1971; T. J a ł m u ż n a , Tajne nauczanie
na ziemi łódzkiej,
Warszawa 1977; E . P o d g ó r s k a , Oświata
i szkolnictwo na

�104

MARIA BIERNACKA

Zasięg i poziom tajnego nauczania uzależniony był od wielu czynni­
ków i przebiegał różnie dla różnych części podzielonego w czasie oku­
pacji kraju. Tak więc na całym obszarze włączonym do Rzeszy znie­
siono wszystkie szkoły polskie oraz zakazano używania języka polskiego.
Jak już wspomniano, w Generalnej Guberni nauczanie odbywać się mo­
gło tylko w zakresie podstawowym, nieliczne zaś szkoły zawodowe zna­
lazły się pod kontrolą okupanta. Wiele budynków szkolnych zamieniono
na koszary lub magazyny. Mimo niebezpieczeństw i represji, w akcji
tajnego nauczania w szkolnictwie powszechnym wzięło udział w skali
całego kraju około półtora miliona osób.
Cała ta działalność nie byłaby w stanie przybrać takich rozmiarów,
gdyby nie poparcie całego społeczeństwa, które w obliczu totalnego za­
grożenia wykazało niezwykłą jedność i odwagę walki. Szczególną rolę
odegrało w tym nauczycielstwo polskie, które z narażeniem życia pro­
wadziło akcję tajnego nauczania w miastach, miasteczkach i we wsiach.
Kierownictwo Tajnej Organizacji Nauczycielskiej już w końcu 1940 r.
opracowało nowe wskazania pedagogiczne, które ze względów konspira­
cyjnych miały formę odezwy „Do Ojców i Matek". Odezwa ta głosiła:
„państwo polskie mimo przegranej kampanii wrześniowej istnieje i walka
0 odzyskanie wolności trwa nadal, nikt nie jest zwolniony od wierności dla p a ń ­
stwa i narodu. Cała młodzież winna b y ć przepojona ideą służby i poświęcenia dla
narodu. Ideę tę należy wszczepić młodzieży przez naukę szkolną (powstania na­
rodowe, konspiracje w okresie zaborów, walka o szkołę polską)". Punkt drugi
odezwy stwierdzał, że „Okres okupacji jest okresem żałoby narodowej, co winno
się wyrazić p o w a ż n y m trybem życia młodzieży (unikać zabaw, kin, teatrów, uro­
czystości). W tym okresie należy pamiętać o tych, którzy giną i cierpią za naród
1 państwo (otaczać opieką groby bohaterów, pamiątki narodowe)".

W dalszych częściach odezwy tajne władze oświatowe apelują o po­
stawę narodową nauczycieli i uczniów, a • niepodporządkowywaniu się
zarządzeniom władz niemieckich tam, gdzie tylko to jest możliwe, o sa­
botowanie akcji gospodarczych okupanta, jak np. zbieranie grzybów, ziół,
hodowla jedwabników czy też gromadzenie odpadków — potrzebnych
dla przemysłu niemieckiego. Postulowano także wytwarzanie wśród mło­
dzieży postaw samoobronnych przed niewiarą i utratą świadomości na­
rodowej, przed fascynacją dla wyższości technicznej i organizacyjnej
okupantów, a także przed przenikaniem wpływów ideologii faszystow­
skiej. Apelowano, aby w akcji wychowawczej i dydaktycznej ukazywać
młodzieży polski dorobek kulturalny, a ponadto zwalczać wszelkie wy­
dawnictwa wydawane w języku niemieckim. W ostatnim punkcie wy­
tyczne głosiły:
„należy młodzież uświadamiać, że walka o wolność jest nierozłącznie związana
z walką o demokrację, trzeba, ażeby młodzież zrozumiała, że w życiu narodu
na czoło w y s u w a j ą się nowe warstwy społeczne (chłopi, robotnicy, pracownicy
umysłowi), które podejmują walkę o niepodległość i demokrację"
wsi w okresie okupacji hitlerowskiej,
szawa 1980, s. 604-636.
W y c e c h , op. cit, s. 66-68.
!

[w:] Historia

chłopów

polskich,

t. I I I , War­

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE PRZEOBRAŻENIA

105

Zawarte w tej odezwie zasady pedagogiczne były przekazywane
w różnych formach nauczycielom i uczniom zarówno w szkolnictwie le­
galnym, jak i w tajnym. Nauczycielom szkół legalnych zalecono uzupeł­
nianie programów tzw. przedmiotami ojczystymi — wyeliminowanymi
przez okupanta — podczas normalnych zajęć szkolnych lub na komple­
tach organizowanych w domach prywatnych. Wymagało to wielkiej
ostrożności, jednakże zarówno nauczyciele, jak i całe społeczeństwo —
w tym także wiejskie — działalność tę podjęło. Dotyczy to zwłaszcza
szkolnictwa powszechnego.
Znacznie trudniejsza była praca w szkolnictwie na poziomie śred­
nim. Do tajnego nauczania wykorzystywano zalegalizowane przez oku­
panta kursy zawodowe I i I I stopnia i pod ich szyldem organizowano ze­
społy tajnego nauczania. Inną formą nauczania na poziomie średnim
były tajne komplety liczące przeciętnie od 5 do 8 osób, których nauka
odbywała się w domach prywatnych.
W. organizacji tej dominującą rolę odgrywał Związek Nauczycielstwa
Polskiego, który był organizacją najliczniejszą, gdyż na 66 tys. zorga­
nizowanych nauczycieli 52 tys. należało do ZNP, 6,5 tys. do Stowarzy­
szenia Chrześcijańsko-Narodowego Nauczycielstwa Szkół Powszechnych,
3 tys. do Towarzystwa Nauczycieli Szkół Średnich i Wyższych i 1 tys.
" do Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Zawodowych, które to stowarzysze­
nie w czasie wojny włączyło się do Tajnej Organizacji Nauczycielskiej.
Na obszarze Generalnej Guberni TON był organizacją dominującą.
Ponieważ Departament Oświaty i Kultury Delegatury Rządu liczył
w całym kraju 150 pracowników i działał głównie w centrali i woje­
wództwach — Tajna Organizacja Nauczycielska sięgała do najniższych
ogniw terenowych i stanowiła podstawowy czynnik w rozwoju tajnego
nauczania. Zdaniem Czesława Wycecha „organizacja tajnej oświaty mia­
ła charakter społeczny, kierowali nią miejscowi działacze społeczni
i opierała się na dobrowolnej i w dużej mierze bezinteresownej pracy
szerokich rzesz nauczycielskich" . W wyniku działalności Departamentu
Oświaty Delegatury Rządu oraz Tajnej Organizacji Nauczycielskiej cały
kraj był pokryty siecią tajnych placówek oświatowych i kulturalnych.
3

„W każdej legalnie pracującej szkole na terenie G G , a było ich około 8 tysięcy,
działał co najmniej jeden mąż zaufania ^podziemnych organizacji oświatowych;
z 20 tysięcy pracujących w nich nauczycieli większość należała do T O N i brała
udział w tajnym nauczaniu. Obok tych szkół działało konspiracyjnie około 2 ty­
siące tajnych szkół średnich ogólnokształcących i zawodowych oraz pewna liczba
powszechnych. Cała Polska była pokryta gęstą siecią tajnych ośrodków naucza­
nia" .
4

X

W miarę przedłużania się wojny zachodziła potrzeba zajęcia się tak­
że dokształcaniem dorosłych. Wychodząc naprzeciw tym potrzebom De­
partament powołał do życia Wydział Oświaty Dorosłych. Nawiązując do
8

1

Tamże, s. 69.
Tamże, s. 70.

�106

MARIA B I E R N A C K A

przedwojennej działalności w tej dziedzinie Wydział przystąpił do orga­
nizowania bieżących prac możliwych do realizacji w warunkach wojen­
nych i równocześnie podjął działanie przygotowawcze do opracowania
przyszłego modelu oświaty i kultury w wyzwolonej Polsce. Na kierow­
nika tego Wydziału został powołany przedwojenny działacz oświatowy
Feliks Popławski, później funkcję tę przejął również wybitny działacz
oświatowy oraz były kurator Liceum Krzemienieckiego — Eustachy No­
wicki. Ponieważ mieszkał on w Krakowie, faktycznie kierownikiem Wy­
działu Oświaty był do końca wojny" Popławski. W skład zespołu wcho­
dzili Piotr Banaczkowski, Stanisław Maniak, Kazimierz Chorąży i inni .
Wszyscy ci działacze związani byli z przedwojennym ruchem ludowym
i młodzieżowym, a także tkwili w pracach oświatowych pozaszkolnych.
Współpracowali oni również z wybitnymi twórcami kultury powiąza­
nymi ze wsią. Do takich należeli m. in. Maria Dąbrowska, Jerzy Za­
wieyski, Jan Wiktor, którzy docierali do środowisk wiejskich znanych
z okresu przedwojennego i nadal służyli im swoją wiedzą. Tak np. Ma­
ria Dąbrowska utrzymywała stały kontakt ze Szkołą Rolniczą w Dąbro­
wie Zduńskiej koło Łowicza, którą prowadzili Leonilda i Kazimierz Wyszomirscy. Z Łowickiem związany był również Jerzy Zawieyski, który
przebywał w domu zasłużonej działaczki ludowej Wiktorii Dzierżkowej
w Szymanowicach .
Działalność Wydziału Oświaty Dorosłych prowadzona była w trzech
zasadniczych kierunkach: upowszechniania książek i czytelnictwa, orga­
nizowania tajnych szkół powszechnych i średnich dla dorosłych oraz
organizowania życia kulturalno-artystycznego. Inicjatorzy i organizato­
rzy tajnego nauczania projektując różne formy działalności na pierwsze
miejsce wysuwali sprawę bibliotek i czytelnictwa. Pisze więc Wycech:
5

6

„W działalności oświatowej na czoło w y s u w a ł a się sprawa upowszechnienia
książki. Zapotrzebowanie na książkę było bardzo duże wobec niszczenia księgo­
zbiorów przez okupanta. Dla prowadzenia tej akcji został powołany zespół w skła­
dzie: Wanda Dąbrowska, Józefa Słomczewska, Eugenia Malinowska i Jadwiga
Czarnecka. Zespół działał pod szyldem biblioteki miejskiej «Zakatek». Tworzył
we w ł a s n y m zakresie lub przy współpracy z księgarniami spółdzielczymi i pry­
watnymi zestawy książek, które różnymi drogami docierały do najdalszych za­
kątków kraju. Transportem książek kierował Mariański (Marian Jaworski), kie­
rownik szkoły z Garwolina. Do akcji tej zostali wciągnięci kolejarze, którzy prze­
wozili masy książek ukryte w w ę g l u nawet na tereny włączone do Rzeszy. Two­
rzono pięćdziesięciotomowe zestawy książek, do których wchodziły również wy­
dawnictwa tajne i rozsyłano je pod ustalonymi adresami [..Ą. «Nasza Ksiegarnia»
w 1941 roku rozprowadziła do ośrodków tajnego nauczania ponad 12 tysięcy ksią­
żek, a w następnych latach kolportaż jej wzrósł" .
7

Tamże, s. 119.
Por. L . W y s z o m i r s k a , K . W y s z o m i r s k i , Dąbrowa
żyła pracą i pie­
śnią, Warszawa 1965; Wspomnienia o Wiktorii Dzierżkowej,
Warszawa 1977, s. 52.
5

6

7

Wycech,

op.

cit.,

s.

119-120.

�107

OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE PRZEOBRAŻENIA

Wydział Oświaty wychodząc na spotkanie dążeniom środowisk wiej­
skich popierał organizowanie przez nauczycieli zespołów dyskusyjno-samokształceniowych oraz samorzutnych młodzieżowych zespołów walki
cywilnej. Ponadto Wydział prowadził ośrodki metodyczno-naukowe, któ­
re zajmowały się problematyką oświatowo-kulturalną dla dorosłych.
W 1940 r. powstał z inicjatywy działaczy ludowych i robotniczych L u ­
dowy Instytut Oświaty i Kultury, do zadań którego należało prowadze­
nie badań, wydawanie publikacji, kształcenie kadr pracowniczych miast
i wsi. W skład zarządu Instytutu wchodzili:' K. Maj, F. Popławski,
R. Froelich — dyrektorem był M. Hasiński, a sekretarzem H. Pleszczyńska. Instytut był subwencjonowany przez Departament Oświaty .
W ramach Wydziału Oświaty Dorosłych oraz Komisji Oświatowej
Ruchu Ludowego podjęta została również inicjatywa przygotowywania
jeszcze w warunkach okupacyjnych przyszłych pracowników uniwersy­
tetów ludowych.
8

„Wykorzystując doświadczenia Orkanowskiego Uniwersytetu Ludowego w G a ­
ci, prowadzonego przez Ignacego Solarza — pisał Czesław Wycech •— postanowi­
liśmy przygotować program i kadry pedagogiczne dla u n i w e r s y t e t ó w ludowych
w odrodzonej Polsce. Dla wykonania tych zadań w porozumieniu z Komisją
O ś w i a t o w ą Ruchu Ludowego powołano zespół kierowniczy, do którego wchodzi­
li: Feliks Popławski, Zofia Mierzwińska i Dyzma Gałaj. Ponadto w opracowy­
waniu poszczególnych części programu i kształcenia pracowników brali udział:
Eustachy Nowicki' i Helena Brodowska (historia), Jerzy Zawieyski (literatura),
Kazimierz Maj (kultura i historia wsi), Anna Chorążyna i Aniela S i e m i e n i a k ó w n a
(przyroda), Zofia Solarzowa (zajęcia artystyczne). Przeprowadzono ogółem ponad
dziesięć dwudniowych konferencji ogólnych z udziałem około stu osób, kandy­
datów na pracowników uniwersytetów ludowych [...]. W oparciu o ten dorobek
w Polsce Ludowej powstało Towarzystwo U n i w e r s y t e t ó w Ludowych"

Organizowanie tajnych szkół powszechnych i średnich dla dorosłych
zyskało w społecznościach wiejskich duże uznanie. Szkoły te powstawały
przede wszystkim w środowiskach, gdzie już przed wojną krzewiło się
życie kulturalno-oświatowe organizowane głównie przez koła młodzie­
ży. W szkołach dla dorosłych uczyło się w czasie okupacji wiele tysięcy
młodzieży. Udział w pracy oświatowej na terenie wsi brali głównie na­
uczyciele wiejscy oraz inteligencja szukająca często na wsiach schronie­
nia przed okupantem. W organizowaniu tajnego nauczania na wsi pięk­
ną kartę zapisali działacze podziemnego ruchu ludowego — Batalionów
Chłopskich i Ludowego Związku Kobiet, którzy często inicjowali, a na­
stępnie zabezpieczali ośrodki tajnego nauczania. Obok szkolnictwa pod­
stawowego organizowano także we wsiach bardziej światłych i wyro8

J . L a n d у - T o ł w i ń s k a , Analfabetyzm w Polsce i w świecie,
Warszawa
1961, s. 80-82; W y c e c h , op. cit, s. 118-124. Por. także В. M a t u s o w a - „K w i a tk o w s k a " , Na partyzancki poszły bój. 1939-1945, wyd. I I , Warszawa 1970; Twier­
dzą nam będzie każdy próg. Kobiety ruchu ludowego w walce z
hitlerowskim
okupantem. Warszawa 1968.
W y c e c h , op. cit., s. 123-124.
6

�108

MARIA B I E R N A C K A

bionych społecznie — szkolnictwo średnie. Niektóre z tych szkół śred­
nich przetrwały do dni dzisiejszych (Godzianów, Lipiny, Dąbrowa Zduń­
ska). Podziemnymi szlakami doprowadzano do tych ośrodków komplety
podręczników, książek, a także broszur szkoleniowych z zakresu historii
wsi i ruchu ludowego .
Józef Krasuski autor wyczerpującego opracowania na temat tajnego
szkolnictwa polskiego stwierdza:
10

„Komplety szkoły średniej p o w s t a w a ł y nawet tam, gdzie przed w o j n ą istniały
szkółki o jednym nauczycielu. Ich gęsta sieć oraz częściowa lub całkowita bez­
płatność stworzyły ogromną szansę kształcenia się młodzieży chłopskiej i robot­
niczej. W y d a ć się to może paradoksalne, ale realizacja postulatu rzeczywistej de­
mokracji oświaty zostały zapoczątkowane właśnie w okresie okupacji".

Dodaje ponadto, że jest to niewątpliwie najpiękniejsza karta w dzie­
jach nauczycielstwa polskiego, które dało całemu społeczeństwu bardzo
wiele, ponosząc przy tym ogromne ofiary. Gwałtownie rozwijające się
tajne nauczanie z jednej strony stawało się najbardziej powszechną for­
mą konspiracji, z drugiej zaś — upowszechniając wśród chłopów i ro­
botników komplety szkoły średniej — radykalizowała poglądy tej części
społeczeństwa na przyszłą organizację oświaty. „Być może, wyda się to
paradoksem — pisze Krasuski — ale właśnie demokratyczny system
tajnego nauczania dał szczególnie chłopom możliwość kształcenia swoich
dzieci i nic też dziwnego, że możliwości tych nie chcieli stracić w wy­
zwolonej Polsce" .
Organizowanie życia kulturalno-oświatowego w warunkach okupa­
cyjnych nastąpiło najwcześniej w dużych ośrodkach miejskich jak War­
szawa, Kraków czy inne miasta. Z czasem formy tego życia upowszech­
niają się także na wsi. W domach prywatnych odbywały się spotkania
młodzieży i starszych, podczas których recytowano poezje, śpiewano pie­
śni, czytano wybrane fragmenty z literatury pięknej. W tych okręgach,
gdzie działały grupy partyzanckie, utrzymywano z nimi stały kontakt.
Tak np. w oddziałach partyzanckich Batalionów Chłopskich dziewczęta
z Ludowego Związku Kobiet organizowały wieczornice z programem
literacko-artystycznym tzw. „zielone świetlice", aby umożliwić „chło­
pcom z lasu" kontakt z literaturą piękną i sztuką. Urządzano także uro­
czystości z okazji Święta Ludowego, które w ciężkich warunkach okupa­
cyjnych przeradzały się w wielkie manifestacje odbywane pod osłoną
partyzantów i często w nocy. Na takie uroczystości w Puławskiem przy­
było do Wandalina 3000 osób, do Karczmisk 2000 osób, a do Koziego
Boru na nocny festyn 4000 osób .
11

4

12

1 0

Por. W y s z o m i r s k a , W y s z o m i r s k i , op. cit; J . J a ź w i e c , Narodzo­
na w konspiracji,
Opowieść
o niezwykłej
szkole, („Słowo Wstępne" prof. S. P i ­
goń, Warszawa 1974).
Por. K r a s u s k i , op. cit, s. 323, 385-387.
S. M a r c z a k - O b o r s k i ,
Teatr czasu wojny, Warszawa 1966. Por. także
S. J a g i e ł ł o , Kryptonim
„Telegraf". Z dziejów
Batalionów
Chłopskich
na Kie1

11

1 2

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE PRZEOBRAŻENIA

109

Nie trzeba uzasadniać, jak ważną rolą w czasie okupacji spełniała
tajna prasa. Była ona podstawowym i wiarygodnym źródłem informacji.
Sieć łączności i kolportażu, to najbardziej newralgiczny punkt funkcjo­
nowania całego systemu działalności konspiracyjnej. Od właściwego
funkcjonowania łączności zależało powodzenie wielu akcji wojsko­
wych — od treści zawartych w prasie konspiracyjnej zależało w dużym
stopniu kształtowanie się postaw patriotycznych, moralnych i politycz­
nych ludności. Kazimierz Banach, członek Komendy Głównej BCh i orga­
nizator tajnej drukarni ludowej tak pisał na ten temat:
„Ale na drodze potężnej, twardej organizacji hitlerowskiej, rozporządzającej
wszystkimi środkami bestialskiego terroru — stanął obok żołnierza Polski Pod­
ziemnej dziennikarz, drukarz i kolporter prasy konspiracyjnej. S ł o w o drukowane
w podziemiach niosło prawdę, napełniało serca • otuchą, dodawało sił do przetrwa­
nia, w ł a s n ą ofiarną służbą uczyło niezłomności i bohaterstwa. Było całkowicie
niezależne, sercem i mózgiem pisane, z n a j w i ę k s z y m poczuciem odpowiedzial­
ności za losy i postawę moralną narodu. Groziła przecież za nie w każdej chwili
śmierć — i temu, kto pisał, i temu, kto drukował, i temu kto przenosił «gazetke»,
i temu, kto ją czytał. W tym w s p ó l n y m niebezpieczeństwie zrodziła się jedyna
w swoim rodzaju w i ę ź duchowa między piszącym a aeytającym i nigdy jeszcze
w swej historii prasa nie pełniła tak doniosłej misji patriotycznej i wychowaw­
czej, jak w okresie wojny pod okupacją niemiecką" .
1S

Józef Krasuski podsumowując wyniki swych badań na temat tajne­
go szkolnictwa polskiego w okresie okupacji stwierdza na podstawie do­
stępnych materiałów archiwalnych, wspomnień i opracowań, że tajne
nauczanie dało narodowi polskiemu ogromne korzyści, które można spro­
wadzić do trzech podstawowych tez: a) umożliwiło utrzymanie ciągłości
szkolnictwa polskiego na wszystkich poziomach mimo pięcioletniej oku­
pacji; b) dzięki powszechności i demokratycznemu charakterowi rozbu­
dziło ono intelektualnie młodzież chłopską i robotniczą; c) uchroniło
dziesiątki tysięcy dzieci i młodzieży przed demoralizacją, którą planowo
organizował okupant .
Najwyższym osiągnięciem kilkudziesięcioletniej działalności oświa­
towej i wychowawczej na terenie wsi polskiej, zapoczątkowanej jeszcze
w czasie zaborów a kontynuowanej w okresie Polski niepodległej, był
masowy udział chłopów w walce o niepodległość w czasie I I wojny świa­
towej. Wyraził się on przynależnością młodzieży chłopskiej do wszyst­
kich konspiracyjnych organizacji wojskowych, przede wszystkim jednak
utworzeniem z inicjatywy podziemnego Stronnictwa Ludowego „Roch"
pierwszej, dowodzonej przez samych chłopów organizacji wojskowej —
Batalionów Chłopskich .
14

1S

lecczyżnie,
Warszawa 1979, s. 100-109; P. Cz u b a, J . W o j t a 1, Walczyli na ziemi
krasny Stawskie j , Warszawa 1979, s. 9-75.
K . B a n a c h , Z dziejów
Batalionów
Chłopskich,
Warszawa 1968, s. 73-74.
K r a s u s k i , op. cit., s. 385-386.
Por. Sprawozdanie
komendanta głównego
BCh
Franciszka
Kamińskiego
z działalności
BCh w okresie okupacji, [w:] Materiały
źródłowe
do historii pol­
skiego ruchu ludowego, t. I V , Warszawa 1966, s. 481-494; t e n ż e ,
Przedmowa,
1 8

1 4

1 5

�110

MARIA B I E R N A C K A

Stronnictwo Ludowe, największa organizacja polityczna przedwojen­
nej Polski, w okresie okupacji swą nielegalną siatką organizacyjną obję­
ła cały kraj. W tym też czasie doszło do porozumienia między podziem­
nym stronnictwem ludowym a organizacjami młodzieżowymi, w myśl
którego Centralnemu Kierownictwu S L „Roch" podporządkowany został
Związek Młodzieży Wiejskiej RP „Wici" oraz części Centralnego Związ­
ku Młodej Wsi. Na gruncie programu S L „Roch" podjęła również dzia­
łalność organizacja inteligencji ludowej pod nazwą Związek Pracy L u ­
dowej „Orka".
Osiągnięcia organizacyjne S L „Roch" były bardzo duże:
„W niektórych okręgach — jak pisze Jan Nowak — Roch objął organizacją
ponad 80% gmin, np. w okręgu (województwie) krakowskim. Były obwody (po­
wiaty), które liczyły ponad 7 tys. członków, zorganizowanych w szeregach kon­
spiracyjnego ruchu ludowego, np. puławski (okręg lubelski), garwoliński (okręg
warszawski), pińczowski i stopnicki (okręg kielecki)" .
16

Do koordynacji prac Centralne Kierownictwo Ruchu Ludowego po­
wołało na wszystkich swych poziomach organizacyjnych (okręgach, obwo­
dach, gminach) specjalistyczne komisje, które stały się organami wyko­
nawczymi i miały na celu prowadzenie działalności w warunkach oku­
pacji oraz przygotowywanie projektów do rozwiązań powojennych —
na podstawie założeń programowego ruchu ludowego . Były to ko­
misje: programowa, administracyjno-samorządowa, gospodarcza, propagandowo-prasowa oraz oświaty i kultury. W ramach komisji programo­
wej wydana została na przełomie 1943-1944 r. Deklaracja Ideowo-Programowa Ruchu Ludowego, która określała program oraz zasady świato­
poglądowe i ideologiczne ruchu ludowego, a także postulowała przebu­
dowę ustroju rolnego . Zgodnie z tymi zasadami komisja gospodarcza
opracowała wytyczne pt. „Przygotowania ruchu ludowego do wykonania
reformy rolnej w terenie". Działalność komisji administracyjno-samorządowej prowadziła do ustalania różnych form zwalczania zarządzeń
okupanta, a także opracowywała zagadnienia dotyczące władz państwo­
wych i samorządowych w przyszłej, wyzwolonej już Polsce. Zadaniem
komisji propagandowo-prasowej było organizowanie konspiracyjnych
wydawnictw terenowych. Przyjęto zasadę, że oprócz wydawnictw cen­
tralnych „Rocha", wychodzących w Warszawie i dostarczanych w teren
siecią kolportażową, należy także wydawać pisemko terenowe w obrę17

18

[w:] W kolportażu
i łączności Komendy Głównej
Batalionów
Chłopskich,
Wspom­
nienia, Warszawa 1982, s. 5-20.
Materiały
źródłowe...,
s. 11-12; J . N o w a k , Ruch ludowy w walce z oku­
pantem hitlerowskim, [w:] Ruch ludowy a sprawa niepodległości.
Materiały
z sesji
naukowej zorganizowanej przez ZHRL z okazji 50 rocznicy odzyskania niepodle­
głości przez Państwo Polskie, Warszawa, 1969, s. 96-113.
Materiały
źródłowe...,
s. 7-8.
Deklaracja
Ideowo-Programowa
Ruchu Ludowego,
[w:] Materiały
źródło­
we..., s. 245-258.
16

17

18

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE PRZEOBRAŻENIA

111

bie poszczególnych okręgów czy nawet obwodów. W ten sposób wycho­
dziło ponad 80 tytułów prasy powielaczowej informującej wiejską lud­
ność o przebiegu działań wojennych, o sytuacji politycznej w kraju,
a także o sposobach prowadzenia walki z okupantem.
Organizacje wiejskie SL „Roch" poświęcały również wiele miejsca
sprawom wyżywienia ludności. W miarę możliwości ruch ludowy uda­
remniał plany okupanta zmierzające do wygłodzenia kraju poprzez na­
kładanie kontyngentów zbożowych na wieś oraz przydzielanie głodowych
racji żywnościowych dla ludności miejskiej. Ponadto konspiracyjny ruch
ludowy organizował pomoc osobom przebywającym w więzieniach, obo­
zach koncentracyjnych, a także ludziom „spalonym", którzy często mu­
sieli szukać schronienia w środowisku wiejskim. Dla tych celów orga­
nizowano specjalne zespoły, których zadaniem było zdobywanie odpo­
wiednich środków materialnych, lekarstw, mieszkań, załatwianie mel­
dunków itp.
Mimo trudności okupacyjnych SL „Roch" prowadził szeroką akcję
oświatowo-kulturalną. Komisja oświaty i kultury organizowała we wsiach
tajne nauczanie w zakresie podstawowym i średnim, zakładała nielegalne
biblioteczki, tworzyła zespoły samokształceniowe, a przede wszystkim
krzewiła czytelnictwo prasy konspiracyjnej, która miała na celu pod­
trzymywanie ducha narodowego i wiary w zwycięstwo. Podczas okupacji
zorganizowano na wsi ok. 800 kompletów tajnego nauczania stopnia gim­
nazjalnego i licealnego, z których po wyzwoleniu powstało ok. 120 szkół
średnich. Szczególną przy tym uwagę zwracano na wychowanie młodzie­
ży. Wydział Młodzieży i Oświaty przy Centralnym Kierownictwie Ruchu
Ludowego prowadził działalność oświatową oraz obywatelsko-wychowawczą. Przygotowywał projekty odrodzenia po wojnie samodzielnego
ruchu młodzieży wiejskiej. Organizował konspiracyjne kursy dla przy­
szłych pracowników uniwersytetów ludowych, a także tajne uniwersy­
tety ludowe (m. in. na Kowańcu k. Nowego Targu oraz w Lelowie
k. Włoszczowy) . Pod koniec okupacji w okręgu krakowskim powołana
została organizacja młodzieżowa „Młody Las", która była kontynuatorką
przedwojennego Związku Młodzieży Wiejskiej RP „Wici".
W działalności oświatowo-kulturalnej konspiracyjnego ruchu ludo­
wego wielką rolę odegrał Ludowy Związek Kobiet . Organizacja ta po­
wołana przez Centralne Kierownictwo Ruchu Ludowego do walki z oku­
pantem miała również na celu przygotowanie organizacji kobiecej, która
w wyzwolonej Polsce będzie stanowić organizację samodzielną, stojącą
na gruncie ideologii ruchu ludowego. Organem Ludowego Związku Ko­
biet było nielegalne pismo „Żywią". Wydawano również pisemko dla
dzieci pod nazwą „Biedronka". Organizacja ta, zrzeszająca w czasie woj19

20

1 8

Por. N o w a k , op. cit., s. 102; J a g i e ł ł o , op. cit., s. 100-160; P o d g ó r s k a ,
op. cit., s. 629-633.
Materiały
źródłowe...,
s. 10-11, 487-488.
80

�112

MARIA BIERNACKA

ny kilkanaście tysięcy kobiet i dziewcząt wiejskich, włączyła się przede
wszystkim do różnych form walki prowadzonej przez Bataliony Chłop­
skie. Szkoleniem sanitarnym prowadzonym przez lekarzy i pielęgniarki
objęto znaczne rzesze wiejskich kobiet i dziewcząt. Część z nich speł­
niła swoje zadanie w akcjach zbrojnych prowadzonych przez żołnierzy
BCh — jako siostry „Zielonego Krzyża". Bo taką nazwę przyjął Wydział
Sanitarny Ludowego Związku Kobiet dla swej działalności podziemnej.
Pozostała wielka część przeszkolonych wiejskich sanitariuszek służyła
swą wiedzą, umiejętnościami oraz środkami lekarskimi w każdej ludz­
kie potrzebie .
„Elzetki", jak popularnie nazywano członkinie Ludowego Związku
Kobiet, wykazywały ogromne zaangażowanie i oddanie dla sprawy wy­
zwolenia kraju. Główną rolę wśród nich odgrywały członkinie przedwo­
jennych organizacji młodzieżowych, wychowanki szkół rolniczych, spół­
dzielczych (niektóre z nich działały także w czasie okupacji), uniwer­
sytetów ludowych, a także kół gospodyń wiejskich. Szeregi LZK zasi­
lały też generację dorastających już w czasie wojny dziewcząt. Te ostat­
nie były otaczane szczególną opieką ze strony starszych koleżanek. Cho­
dziło przede wszystkim o wyrównywanie w ich świadomości i wiedzy
tych wszystkich braków, jakie wynikały z ogromnych ograniczeń w dzia­
łalności placówek oświatowo-wychowawczych w okupowanym kraju.
Z tych pobudek wyrastała troska o dostarczanie tej młodzieży podręcz­
ników, książek i gazetek. Organizowanie różnego rodzaju legalnych kur­
sów z zakresu gospodarstwa domowego, spółdzielczości czy rolnictwa,
stawało się również okazją do przekazywania młodym także innych wia­
domości związanych z działalnością konspiracyjną, uświadamiającą na­
rodowo. Szczególną rolę odegrały w tym szkoleniu placówki Związku
Spółdzielni Spożywców „Społem", który posiadając uprawnienia do ofi­
cjalnej działalności gospodarczo-handlowej przyzwalał nieoficjalnie na
prowadzenie prac konspiracyjnych.^ Główną rolę w tej działalności ode­
grały etatowe instruktorki gospodarstwa domowego zatrudniane przez
Oddziały ZSS „Społem". Poprzez organizowanie kursów szycia, goto­
wania, pieczenia itd. docierały do kobiet i dziewcząt zamieszkałych
w najbardziej oddalonych miejscowościach i prawie z reguły wiązały
tam sieć ogranizacyjną Ludowego Związku Kobiet. Dla instruktorek
tych urządzane były z kolei kursy, na których wykładowcami byli wy­
bitni spółdzielcy oraz ludzie tej miary, jak np. Maria Dąbrowska —
związana w przeszłości zarówno z ruchem ludowym, jak i spółdzielczym.
Instruktorki gospodarstwa domowego stanowiły więc' niezwykle ważne
ogniwo w ludowym ruchu konspiracyjnym, gdyż utrzymywały łączność
między komórkami centralnymi i terenowymi, a ponadto same tworzyły
21

2 1

wyd.

B. M a t u s o w a - „ K w i a t k o w s k a", Na partyzancki poszły bój 1939-1945,
I I , Warszawa 1970; G. C e r g o w s k a , Matki partyzantów,
Warszawa 1974.

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE PRZEOBRAŻENIA

113

ośrodki życia konspiracyjnego i zarazem kulturalnego we wsiach. Wbrew
trudnościom okupacyjnym Ludowy Związek Kobiet prowadził upartą
i konsekwentną pracę nad dokształcaniem swych członkiń. Oprócz pisma
centralnego „Żywią" wydawano również w okręgu krakowskim pis*mo
„Wiadomości Kobiece", a na obszarze Rzeszowszczyzny pismo terenowe
„Chłopka". Były to pisma powielaczowe, które oprócz tematów związa­
nych z działalnością konspiracyjną zawierały problematykę wychowania
narodowego, społecznego oraz kulturalno-oświatowego. Zdawano sobie
sprawę, że istotą pracy konspiracyjnej jest także przygotowanie mło­
dych kobiet do zadań w życiu powojennym wsi .
Z ideą wychowania ku przyszłości związana była również inicjatywa
powołania przez Centralne Kierownictwo LKZ tzw. „Uczelni Kore­
spondencyjnej" dla swych zorganizowanych konspiracyjnie członkiń.
Wzory do tego działania zaczerpnięto z korespondencyjnych kursów —
także spółdzielczych, które przed wojną krzewiły wśród młodzieży wiej­
skiej samokształcenie. Cykl wykładów szkoleniowych opracowywany był
przez specjalistów z dziedziny historii narodu, wsi i ruchu ludowego,
następnie powielany i rozsyłany w teren poprzez sieć organizacyjno-kolportażową ruchu ludowego. Tematyka wykładów dotyczyła także za­
gadnień wychowania dzieci i młodzieży, reform ustrojowo-gospodarczych, roli kobiet w życiu wsi i państwa. Nadsyłane z terenu wypraco­
wania kobiet były skrupulatnie czytane i oceniane przez odpowiedni
zespół osób w Centrali i następnie odsyłane, również pocztą konspira­
cyjną do autorek występujących zresztą pod różnymi pseudonimami.
Uzupełnieniem korespondencyjnego szkolenia młodych kobiet były także
spotkania organizowane w skali wojewódzkiej i krajowej. Jedna z ta­
kich wojewódzkich konferencji LZK odbyła się wiosną 1944 r. w Niezabitowie k. Puław, druga na Kielecczyźnie, trzecia krajowa w War­
szawie. Wykładowcami na tych konferencjach byli wybitni działacze
i działaczki konspiracyjnego ruchu ludowego.
22

„Uczelnia Korespondencyjna" zorganizowana w 1943 r. cieszyła się
wielkim powodzeniem i zaczęła spełniać poważną rolę w samokształ­
ceniu i wychowaniu narodowym i obywatelskim młodych wiejskich ko­
biet. Po wojnie wiele z tych dziewcząt z wielkim oddaniem włączyło się
w prace społeczne na wsi, inne z powodzeniem podjęły dalszą naukę
w szkołach średnich i wyższych .
Podstawową działalnością ruchu ludowego w czasie okupacji była
jednak walka zbrojna prowadzona przez Bataliony Chłopskie, które dzie­
liły się na oddziały taktyczne — przeznaczone do bezpośredniej walki,
oraz terytorialne —• do ochrony ludności przed represjami wroga. Pod
koniec okupacji Bataliony Chłopskie liczyły ok. 170 tys. żołnierzy.
23

Por. Twierdzą
nam
będzie...
M a t u s o w a - „ K w i a t k o w s k a", op. cit.
i — Etnografia Polska, X X V I I / 2

�114

MARIA BIERNACKA

W walce z Niemcami zginęło ponad 7 tys. żołnierzy, w tym kilkadziesiąt
kobiet.
Konspiracyjną działalność Batalionów Chłopskich w następujący
sposób ocenia uczestnik tych walk Jan Nowak:
„Ofiarny wkład żołnierzy Batalionów Chłopskich i członkiń Ludowego Z w i ą z ­
ku Kobiet w walkę o wyzwolenie narodowe i społeczne należy do szczytnych tra­
dycji współczesnego ruchu ludowego i polskiego narodu; stanowi on niezbity do­
w ó d patriotyzmu i obywatelskiej dojrzałości wsi polskiej" .
24

Postawa ludności wiejskiej w czasie wojny, w tym zwłaszcza poko­
lenia wychowanego w Polsce niepodległej w szkołach i organizacjach
społecznych, była wyrazem najgłębszych zmian, jakie dokonywały się
w świadomości i osobowości chłopa polskiego. Można by przytoczyć
wiele przykładów świadczących o pielęgnowaniu owych postaw naro­
dowych i etyczno-moralnych wśród ówczesnej młodzieży wiejskiej. Przy­
noszą nam je liczne wspomnienia uczestników tamtych walk i działal­
ności, a także opracowania historyków zajmujących się okresem I I woj­
ny światowej .
Godne szczególnego podkreślenia są postawy młodzieży wiejskiej
wychowanej przed wojną w duchu demokratycznym — w szkołach
i organizacjach społecznych. Wyraża je w doskonały sposób „Dwanaście
przykazań uczciwości żołnierza" albo inaczej „Wychowanie w party­
zantce" — opracowane i pilnie przestrzegane przez tzw. „Zgrupowanie
Batalionów Chłopskich na Kielecczyźnie" pod dowództwem Jana Sońty,
ps. „Ośka". Zgrupowanie to utworzyli zaraz na początku wojny młodzi
gimnazjaliści wywodzący się ze środowisk ludowcowych oraz Związku
Młodzieży Wiejskiej „Wici". Było ono jednym z pierwszych oddziałów
BCh, jakie powstały na obszarze Kielecczyzny. Atmosferę, jaka pano­
wała w tym zgrupowaniu, można porównać jedynie do klimatu charak­
terystycznego dla oddziałów harcerskich „Szare Szeregi". Tekst wytycz­
nych „Dwanaście przykazań uczciwości żołnierza" lub „Wychowanie
w partyzantce" głosi przede wszystkim, że wychowywanie innych należy
rozpoczynać od wychowania „samego siebie". Jeżeli się rozpoczyna taką
„rzecz wielką", to w jej realizowaniu należy liczyć tylko na własne
siły. Warunkiem zwycięstwa jest przede wszystkim uczciwość. Do obo­
wiązków żołnierza zgrupowania należy ścisłe przestrzeganie następują­
cych zasad:
2S

„1. Moim pragnieniem w życiu jest uczciwość, ale taka, która wszędzie po­
piera dobro, a na śmierć i życie walczy ze złem. Bo na nic wszystkie ustroje,
konstytucje, partie i narody, jeśli w nich na pierwszym planie nie zostanie wysu­
nięta uczciwość.
2 4

N o w a k , op. cit., s. 112.
Nie wszystko umiera, Warszawa 1976. Por. także Żelazne
kompanie BCh,
praca zbiorowa pod redakcją J . Niecki i M. Szczawińskiej, Warszawa 1947, oraz
W kolportażu i
łączności...
25

�OŚWIATA A SPOLECZNO-KULTUROWE

PRZEOBRAŻENIA

115

2. Dobro rozróżniam takie, które bezinteresownie przynosi ulgę cierpiącemu,
to znaczy tym najbiedniejszym, najbardziej wykorzystywanym, tym, za którymi
nikit nie chce się upomnieć, lub wstydzi się do nich przyznać, choćbym za to
narażał się złej przemocy i m i a ł b y m być prześladowany, a nawet zabity.
3. Zło rozróżniamy takie, które przynosi cierpienie niewinnym. Jeśli to zło
pochodzi z nieświadomości, będę się starał je za wszelką cenę nawrócić. Jeśli zaś
jest ono świadome, będę zwalczał i niszczył je n a j w y m y ś l n i e j s z y m i środkami, obo­
jętnie, skąd ono pochodzi, ze wsi czy z miasta, z urzędu, czy z prywatnego mie­
szkania, z pałacu, czy z rudery. I im więcej zło uczone jest, tym bardziej będę
z nim walczył, uważając w a l k ę tę za cel mojego życia.
4. Pragnę b y ć zadowolony z zadowolenia wszystkich i u w a ż a m to za szczęście
prawdziwe. Będę dążył do tego, aby nie było głodnych wśród najedzonych, obdar­
tych wśród ubranych, n i e w o l n i k ó w wśród uprzywilejowanych, wtrącanych w nędzę
przez przełożonych i będę walczył przeciwko takiej władzy, która popiera podłość,
a niszczy uczciwość, obojętne, czy jest ona odziana w siermięgę chłopską, ubranie
robocze, czy mundur wojskowy.
5. Moim celem jest, by z wojny na przyszłość wynikały dwa doświadczenia.
By sprawcy wojny przekonali się, że nie przynosi ona im szczęścia, a wszyscy l u ­
dzie, żeby zrozumieli, że nie opłaca się krzywda ludzka.
6. Walka ta dla mnie trwać będzie tak długo, dopóki przy władzy będzie
istnieć «nieuczciwość», obojętne jakiej narodowości i pochodzenia, a w a l c z y ł z nią
będę aż do śmierci. Inaczej bowiem żyć nie warto. Albo jest miejsce na uczciwość,
albo go nie ma.
7. W życiu będę się starał postępować tak, by patrzeć wszędzie szczerze i mieć
czyste sumienie wiedząc, że przed wszystkimi władzami mogę się skryć, ale
przed wyrzutami własnego sumienia się nie skryję. Pragnę, aby postępowanie moje
było bez krzywdy ludzkiej. Nie będę miał żadnych z m y s ł o w y c h nałogów, jak: pi­
jaństwo, niemoralne prowadzenie się, karciarstwo itp., które by przynosiły cier­
pienia otoczeniu.
8. Będę swoim życiem udowadniał każdemu, że opłaca się tylko uczciwość
i sprawiedliwość, zarówno dla dobra ludzkości, jak i dla samego siebie. Wszak
nie ma mocarza na świecie, który by sobie zdołał zapewnić przyszłość, bo po
zgromadzeniu największych zapasów żywności można w końcu umrzeć z głodu,
a przy n a j w i ę k s z y m zabezpieczeniu się można zginąć.
9. W walce ze złem będę żołnierzem uczciwości. Cechować mnie będzie roz­
sądek, odwaga, spryt i szczera intencja niszczenia zła. Nagrodą za poświęcenie
będzie przemiana podłości w uczciwość, która zawsze znajdzie u mnie opiekę,
podobnie jak podłość — karę. Za hańbę będę uważał pobicie słabszego i oszuka­
nie nieświadomego, bo przemoc powinna służyć opiece, a wiedza uświadomieniu.
10. Bratem moim jest każdy człowiek na kuli ziemskiej, postępujący w e d ł u g
tych zasad, obojętne, o jakim kolorze skóry i jakiego pochodzenia. Dumny powi­
nien b y ć każdy, kto pozna tę prawdę i kto ją w życiu stale realizuje. Bo są
pomazańcy, mający się za uczonych, zmaterializowani, nie znający zadowolenia
z uczciwego postępowania, sądzą bowiem, że wystarczy dogadzać tylko swoim za­
chciankom.
11. Zasady te będą dla mnie w s k a z ó w k a m i na całe życie, a tak u siebie, jak
i u innych będę uważać tylko takie słowa za ważne, które są zgodne z czynem,
bo jeśli ktoś głosi uczciwość, a krzywdzi świadomie bliźnich, jest uosobieniem
zła, które należy bezwzględnie niszczyć.
12. Moim celem jest, by w walce ze złem idea uczciwości zwyciężyła i była
praktycznie wykonywana. Jako czynny członek Batalionów Chłopskich będę dążył

�116

MARIA BIERNACKA

do sprawiedliwej Polski Ludowej, opartej na zasadach demokracji, etyki chrze­
ścijańskiej. Wierzę w zwycięstwo i w pomoc Boga dla naszej słusznej sprawy"".

Przytoczone w całości „dwanaście przykazań" młodych żołnierzy kie­
leckich charakteryzują dostatecznie postawę tej młodzieży, która riie
tylko podjęła walkę z okupantem niemieckim, ale także sformułowała
zasady i ideały wychowawcze własnego postępowania. „Dwanaście przyk?zań" obowiązywało wszystkich uczestników „Zgrupowania", które na
początku wojny liczyło kilkadziesiąt osób, a pod jej koniec — kilkaset.
Jak wynika z relacji wspomnieniowych, zarówno dowódcy, jak i zwykli
żołnierze, przez cały czas wojny starali się być wierni zasadom przez
siebie wypracowanym i dobrowolnie przyjętym. Postawy takie nie na­
leżały do odosobnionych. Przedwojenni wiciarze, a także młodzież siewowa w programach swych — niezależnie od różnic światopoglądowych
oraz orientacji politycznych — wielką wagę przywiązywali do wycho­
wania obywatelskiego i utrwalania wśród swych członków cech uczci­
wości, koleżeństwa i przyjaźni. W duchu takiej przyjaźni wychowywały
także uniwersytety ludowe, szkoły rolnicze i spółdzielcze, których wy- ¿
chowankowie spełniali wielką rolę w organizacjach podziemnych. Bechowcy i członkinie Ludowego Związku Kobiet to w swej podstawowej _
warstwie wiciarze i część młodzieży siewowej, która zeszła do podziemia. l_
W życie, które wówczas było stale zagrożone, wnosili ogromne wartości
ętyczno-moralne pozwalające trwać i walczyć z godnością i w przy­
jaźni. Uczestnicy i przywódcy konspiracyjnego ruchu ludowego, Bata­
lionów Chłopskich i Ludowego Związku Kobiet w swych publikacjach,
wypowiedziach i wspomnieniach podnoszą bardzo często problem wiel-*^™
kiej odwagi, ofiarności i odpowiedzialności cechujący członków tego wielkiego ruchu. Powtarza się często, że nie było w nim tzw. „wsyp" —
wpadki przypłacano często utratą życia, w niektórych przypadkach od-"
bieranego sobie dobrowolnie za pomocą trucizny — byle nie wydać ко-Г
lęgów i przyjaciół .
..
27

ř

I I . OŚWIATA N A W S I W P O L S C E L U D O W E J

Szkolnictwo i oświata dla dorosłych w Polsce okresu powojennego^
zajęły miejsce szczególne, co wiąże się z głębokimi przemianami ustro-^
jowymi, zapewniającymi szkolnictwu i oświacie pozaszkolnej niespoty-?
kane dotąd perspektywy rozwojowe.
Olbrzymie straty poniesione w czasie okupacji (1939-1945) przede"""
wszystkim w kadrze nauczycieli i oświatowców, a następnie w budyń- -kach i wyposażeniu szkół oraz najtrudniejsze do odrobienia zniszczenia^
moralne, nie zahamowały tempa odbudowy szkolnictwa i oświaty doro-^j
^
2 6

2 7

W. G o ł ą b e к - „В о гу n a",
F . K a m i ń s k i , Przedmowa,

Bez rozkazu, Warszawa 1966, s. 248-266.
[w:] W kolportażu...

?
_

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE PRZEOBRAŻENIA

117 №

słych. Sprzyjała temu w pierwszym rzędzie polityka władz oświatowych, realizujących konsekwentnie sprawę pełnego zdemokratyzowania
i upowszechnienia oświaty i kultury. W procesie tym wielką rolę ode­
grało również nauczycielstwo oraz działacze oświatowi, którzy często
z bezprzykładną energią i bezinteresownością przystępowali do pracy na
polu oświaty i wychowania. Działalność tę na terenie wsi ułatwiała po­
stawa społeczeństwa wiejskiego, które w większości swej dojrzało do
tego, by w pełni korzystać z historycznej szansy wyrównywania zapóźnień nawarstwionych na tym odcinku w okresach dawniejszych. Przed
młodzieżą wiejską kończącą szkoły podstawowe stanęły w zasadzie otwo­
rem wszystkie szkoły ogólnokształcące i zawodowe na poziomie zasad­
niczym, średnim i wyższym. W tym czasie powstało wiele nowych szkół
średnich i zasadniczych w małych miasteczkach, osadach, terenowych
ośrodkach przemysłowych oraz wsiach. Szkoły te ułatwiały kształcenie
się także tej młodzieży wiejskiej, która nie mogła korzystać z wielko­
miejskich ośrodków nauczania.
Aby szkolnictwo i oświata dorosłych mogły się rozwijać na miarę
wzrastających potrzeb należało podjąć skuteczną walkę z analfabetyz­
mem, który poprzez wojnę i okupację uległ dalszemu pogłębieniu. Józef
Półturzycki w swej pracy na temat szkolnictwa dla dorosłych w Polsce
Ludowej stwierdza, że trudna jest do ustalenia nawet przybliżona liczba
analfabetów bezpośrednio po odzyskaniu niepodległości. Liczba ta była
zmienna ze względu na trwającą ponad dwa lata repatriację oraz pozo­
stawania znacznej liczby młodzieży poza szkołą. Niektórzy autorzy, jak
np. Tadeusz Pasierbiński, przyjmują liczbę od 3 do 3,5 miliona, Maksy­
milian Siemieński 4,5 miliona (analfabetów i półanalfabetów), Joanna
Landy-Tołwińska 4 miliony, w tym 2 miliony dorosłych w wieku pro­
dukcyjnym (od 18 do 50 lat). W roku 1949 wiceminister oświaty Henryk
Jabłoński mówił w sejmie o konieczności objęcia kształceniem 2,5 mi­
lionów osób.
Analizując dane statystyczne dotyczące tego zagadnienia J. Półtu­
rzycki uważa, że na pierwsze lata po wojnie można przyjąć liczbę mie­
szczącą się w granicach 3-3,5 miliona analfabetów i półanalfabetów (naj­
częściej podawaną przez różnych autorów) — natomiast dla końca
1950 r. liczbę tę należy zmniejszyć do 1 144 586. W stosunku do 24 mi­
lionów ludności w Polsce liczba 3 milionów analfabetów stanowiła 18,3°/o
ludności powyżej 9 roku życia .
Podjęcie akcji zwalczania analfabetyzmu uznano za konieczne już na
pierwszym Zjeździe Oświatowym w Łodzi (czerwiec 1945) — co było
2S

2 8

J . P ó ł t u r z y c k i , Rozwój
i problemy szkolnictwa dla dorosłych
w Pol­
sce Ludowej, Wrocław 1972, s. 23-24. Por. także: J . L a n d y - T o ł w i ń s k i e j ,
Analfabetyzm w Polsce i w świecie, Warszawa 1961; Problemy likwidacji
analfa­
betyzmu w Polsce Ludowej, Warszawa 1960; M. S i e m i e ń s k i , Zagadnienia li­
kwidacji analfabetyzmu w Polsce, „Oświata i Kultura", nr 5/6: 1946.

\,

�118

MARIA B I E R N A C K A

także zgodne z programem oświaty wypracowanym w czasie okupacji
przez TON i Departament Oświaty i Kultury. Początkowo działalność
ta prowadzona była spontanicznie przez sieć szkolnictwa oraz różne
instytucje oświatowe. Podstawowym dokumentem w sprawie likwidacji
analfabetyzmu było zarządzenie ministra oświaty z roku 1945 (14 lipca)
0 organizowaniu sieci kursów obejmujących nauczanie dorosłych do
45 roku życia, które dały początek oficjalnemu nauczaniu dorosłych
analfabetów i półanalfabetów. Przyjmuje się, że działalność w zakresie
zwalczania analfabetyzmu przebiegała w 4 okresach: a) od wyzwolenia
kraju do 7 kwietnia 1949 r. (daty uchwalenia ustawy sejmowej o likwi­
dacji analfabetyzmu), b) od 7 kwietnia 1949 r. do 21 grudnia 1951 r.
(okresu masowej likwidacji analfabetyzmu), c) od 21 grudnia 1951 r. do
1957 r. (stopniowe osłabienie działalności) i d) od 1958 r. do chwili
obecnej .
W ustawie sejmowej z 1949 r. określone zostało pojęcie analfabety
1 półanalfabety — za analfabetę uznano osobę dorosłą nie umiejącą
czytać i pisać, a za półanalfabetę taką, która czyta, ale nie potrafi się
podpisać. Obowiązkiem nauczania objęto wszystkich analfabetów i pół­
analfabetów w wieku od 14 do 50 lat. Ustawa wprowadziła także urząd
Pełnomocnika Rządu do Walki z Analfabetyzmem, a na stanowisko to
powołano Stefana Matuszewskiego. Powstała też Główna Komisja do
Walki z Analfabetyzmem, w skład której wchodzili przedstawiciele
Rady Państwa, Wydziału Oświaty КС PZPR, przedstawiciele stronnictw
politycznych, odpowiedzialni pracownicy Ministerstwa Oświaty i Cen­
tralnej Rady Związków Zawodowych, prezes ZNP, szef Głównego Za­
rządu Polityczno-Wychowawczego Wojska Polskiego, dyrektor Towa­
rzystwa Uniwersytetów Robotniczych i Ludowych oraz wybitni działacze
polityczni i społeczni. Zostały także powołane komisje wojewódzkie, po­
wiatowe, gminne, które koordynowały akcję likwidacji analfabetyzmu
na swoim terenie.
Program likwidacji analfabetyzmu zaplanowano na 3 lata. Przed
rozpoczęciem dokonano rejestracji, która była jeszcze uzupełniona w ro­
ku 1951 i wykazała łącznie 1 416 083 osoby bez początkowego wykształ­
cenia. Rocznie organizowano po dwie kampanie kursów i zespołów trwa­
jących po 5 miesięcy.
Nauczanie odbywało się na kursach państwowych organizowanych
i prowadzonych przez kuratorów okręgów szkolnych. Za zgodą pełno­
mocnika mogły być także organizowane kursy przez zakłady pracy i orga­
nizacje społeczne. W 1949 r. władze wojskowe podjęły również decyzję
nauczania analfabetów odbywających służbę wojskową.
Ostatecznego podsumowania akcji nauczania analfabetów dokonano
w lutym 1952 r. stwierdzając, że w ciągu niespełna 3 lat kursy naucza­
nia początkowego ukończyło 780 549 osób. Jeśli uwzględnić także nau29

2 9

Półturzycki,

op. cit., s. 24; L a n d y - T o ł w i ń s k a ,

op. cit,,

s. 83-85.

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE PRZEOBRAŻENIA

119

czanie prowadzone bezpośrednio po wojnie, obejmujące 238 993 osoby,
to ogólna liczba ludności objętej akcją nauczania wyniosła 1 019 542.
W akcji zwalczania analfabetyzmu uczestniczyło ponad 52 tys. nauczy­
cieli zawodowych i 26 tys. wykonujących swe zajęcie społecznie. Ogólne
koszty przeprowadzonej akcji wyniosły 141 617 541 zł, z czego wydat­
kowano 123 639 775 zł (zaoszczędzając kwotę 17 977 766 zł). Przeciętny
koszt nauczania jednej osoby (analfabety) wyniósł więc 130 zł, a w nie­
których rejonach 80-90 z ł .
Warto dodać, że w roku 1950 akcją nauczania zostali także objęci
głuchoniemi i ociemniali, dla których wydano specjalny elementarz
autorstwa wybitnych działaczy oświatowych — J. Landy-Brzezińskiej
(Tołwińskiej) i W. Tułodzieckiego oraz przewodnik metodyczny dla na­
uczających. Akcją tą objęto łącznie ok. 3000 głuchoniemych i ociemnia­
łych. Prowadzono również nauczanie wśród osób nie objętych ustawą.
Tak np. w latach 1949-1951 ukończyło kursy 13 635 osób w wieku po­
wyżej 50 lat. W niektórych rejonach uczono analfabetów o mniejszym
stopniu inteligencji (Sulisław, w b. pow. grodkowskim, kursy takie
ukończyły 32 osoby — mimo orzeczenia komisji lekarskiej stwierdzają­
cej ich niski stopień rozwoju umysłowego).
Z zestawienia osób uczących się na kursach dla analfabetów wynika,
że największą liczbę przeszkolono w województwach — warszawskim,
kieleckim i lubelskim, w których zapóźnienia sięgały jeszcze czasów za­
boru rosyjskiego. Najmniej absolwentów było (poza miastami Łodzią
i Warszawą) w województwach — szczecińskim, zielonogórskim, kosza­
lińskim, olsztyńskim, opolskim i rzeszowskim .
Wielka akcja zwalczania plagi analfabetyzmu była po I I wojnie dzia­
łaniem przeprowadzonym na niespotykaną skalę. Mimo ogromnych osiąg­
nięć, jakich w tym zakresie dokonano, sytuacja nie jest w pełni zadowa­
lająca, ponieważ — zdaniem specjalistów — w latach sześćdziesiątych
istniały podstawy, aby sądzić, że w niektórych środowiskach występo­
wało zjawisko wtórnego analfabetyzmu. Chociaż nie posiada ono cech
masowości, to jednak nie zwalnia od czujności i zapewnienia stałej
opieki osobom zagrożonym wtórnym analfabetyzmem .
W rozwoju powojennego systemu oświatowego bardzo ważne miejsce
zajmowało szkolnictwo dla drosłych, które cechował duży dynamizm
i różnorodność form kształcenia. Szkolnictwo to w okresie międzywojen­
nym stanowiło część składową tzw. „oświaty pozaszkolnej" i nie miało
podstaw ustawowych wiążących je z całokształtem polityki oświatowej
państwa; nie dysponowało odpowiednimi środkami finansowymi i —
jak to stwierdza J. Półturzycki:
30

31

32

8 0

8 1

3 2

P ó 11 u r zу с к i, op. cit., s. 31.
Tamże, s. 32-34.
L a n d y - T o l w i ń s k a , op. cit., s. 83-109.

�120

MARIA B I E R N A C K A

I

„ograniczało się jedynie do szkolnictwa podstawowego, gdyż szkoły i kursy
na poziomie średnim, jak szkoły zawodowe dla pracujących, prowadzone były
przez organizacje samorządowe, społeczne i polityczne. W okresie Polski Ludowej
całokształtem oświaty i kultury dorosłych zajęło się przede wszystkim państwo,
stwarzając prawne i finansowe podstawy rozwoju zarówno szkolnictwa dla do­
rosłych, jak i form pozaszkolnej oświaty ludzi pracy". Kształcenie dorosłych stało
się w i ę c jednym z głównych e l e m e n t ó w „wszechstronnego rozwoju obywateli
w ramach szerokiego i różnorodnego systemu kultury i oświaty, w którym roz­
wijając się przenikają się wzajemnie nurty aktywności kulturalnej, o ś w i a t o w e j
i systematycznego kształcenia" .
3S

Pierwsze prawne dokumenty dla szkolnictwa dorosłych wydane zo­
stały jeszcze w czasie wojny oraz bezpośrednio po jej zakończeniu. Naj­
ważniejsze z nich to: okólnik ministra oświaty o opiece i nadzorze w tak
zwanych klasach przyspieszonych na kursach dla dorosłych (13 grudnia
1944 г.); zarządzenie w sprawie organizacji kursów repolonizacyjnych
na ziemiach zachodnich (6 lipca 1945 г.); zarządzenie o organizacji kur­
sów początkowych — dla analfabetów (14 lipca 1945 г.); okólnik |
w sprawie kursów dokształcających i szkół powszechnych dla dorosłych t
(nr 43 z 29 sierpnia 1945 г.); okólnik o organizacji gimnazjów i liceów %
dla dorosłych (nr 44 z 29 sierpnia 1945 г.). Wszystkie te zarządzenia '
i okólniki wyznaczyły cztery zasadnicze rodzaje szkolnictwa organizo- *
wanego przez Ministerstwo Oświaty w pierwszych latach powojennych, i
a mianowicie: kursy nauczania początkowego, kursy repolonizacyjne, j .
szkoły powszechne i kursy dokształcające na poziomie szkoły powszech- i
nej, gimnazja i licea dla dorosłych.
|
Równolegle z Ministerstwem Oświaty szkolnictwem dla dorosłych *
zajmowały się również organizacje samorządowe, związkowe, młodzie- ~
żowe i oświatowe. Były to kursy z klasami przyspieszonymi na poziomie ^
szkoły powszechnej i średniej, kursy i szkoły zawodowe oraz ogólno- *
kształcące i zawodowe szkolnictwo korespondencyjne. Ten początkowy "
okres powojenny charakteryzował się dynamicznym rozwojem różnych
form szkolnictwa i oświaty, a zasadniczym jego akcentem było „wy- ^,
równywanie opóźnień spowodowanych wojną i okupacją oraz uzupełnię- .
nie wykształceń tych, którzy przed wojną z różnych przyczyn nie mogli go uzyskać". Niemniej ważną sprawą było również podniesienie poziomu *
wykształcenia ludności z warstw robotniczych i chłopskich, spośród któ­
rych zaczęła się tworzyć nowa kadra inteligencji.
i
Działalność w zakresie oświaty dorosłych znalazła pełne zrozumienie
wśród przedwojennych działaczy oświatowych oraz tych, którzy ucze- .
stniczyli w tajnej działalności oświatowej podczas okupacji niemiec- -\
kiej. Ich bogate doświadczenia w tym zakresie znalazły wyraz w teore- ~
tycznych i metodycznych opracowaniach przygotowujących grunt do ~
przyszłej, powojennej działalności. Tajna Organizacja Nauczycielska 1_
(TON) przy współudziale wybitnych twórców nauki i kultury opraco- *
8

» P ó 11 u r zу с к i, op. cit,

s. 8.

�121

OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE PRZEOBRAŻENIA

wała bowiem „Podstawy polityki oświatowo-kulturalnej", a Departa­
ment Oświaty i Kultury przygotował materiały i opracowania dotyczące
systemu kształcenia, wychowania i upowszechniania k u l t u r y . O roli
tych dwóch grup oświatowców (okresu przedwojennego i wojennego)
w organizacji życia powojennego napisał Półturzycki:
u

„wniosły swe bogate doświadczenie, żarliwość i bezkompromisowe oddanie
sprawie kształcenia dorosłych. Przekazywały przeważającej liczbie młodej i nowej
kadrze nauczycieli szkół dla dorosłych swoje osiągnięcia metodyczne i organiza­
cyjne, o ś w i a t o w e doświadczenia oraz zamiłowanie do tego rodzaju pracy" .
86

Obok Ministerstwa Oświaty w pracy z dorosłymi uczestniczyły tak­
że: Ludowy Instytut Oświaty i Kultury (LIOK), który powstał w 1940 r.
z dawnego Instytutu Oświaty Dorosłych, Towarzystwa Uniwersytetu
Robotniczego, Instytutu Teatrów Ludowych, Poradni Bibliotecznej Związ­
ku Bibliotekarzy Polskich oraz z Instytutu Oświaty i Kultury im. Sta­
szica. Ludowy Instytut Oświaty i Kultury w czasie wojny prowadził
pracę kulturalno-oświatowa, a po wojnie włączył się do realizacji nowych
zadań. W zakresie rozwoju oświaty dorosłych działały także Towarzy­
stwo Uniwersytetów Ludowych, Towarzystwo Uniwersytetu Robotni­
czego, Towarzystwo Teatru i Muzyki oraz Towarzystwo Burs i Sty­
pendiów.
W tym pierwszym okresie powojennym praca oświatowa krzewiła
się bujnie i żywiołowo — pojawiały się liczne inicjatywy oświatowe,
organizowano różne placówki oświaty dorosłych, m. in. uniwersytety
powszechne, uniwersytety ludowe, koła amatorskiej twórczości artystycz­
nej, zespoły samokształceniowe i czytelnie. Równolegle z tym ukazy­
wały się specjalne wydawnictwa oraz publikacje zamieszczane w takich
pismach, jak: „Oświata i Kultura", „Praca Oświatowa", „Biuletyn Za­
rządu Głównego TUR", „Teatr Ludowy", „Rzeczy Ciekawe". Powstała
także Katedra Oświaty i Kultury Dorosłych w Uniwersytecie Jagiel­
lońskim.
Na odcinku wiejskim szczególna rola przypadła uniwersytetom l u ­
dowym. Powstanie tych placówek rozpoczęło się po wojnie z żywiołową
siłą dzięki temu przede wszystkim, że już w czasie okupacji organizo­
wano tajne kursy dla kandydatów na ich nauczycieli. Akcja tworzenia
uniwersytetów ludowych miała charakter samorzutny — były to prze­
cież placówki, które przed wojną zaczęły spełniać wielką rolę w wy­
chowywaniu młodego pokolenia wsi. Realizując projekt oświatowców
z czasów okupacji powołano Towarzystwo Uniwersytetów Ludowych
(TUL) i już w dniach od 11 do 13 października 1945 r. zorganizowano
w Pabianicach pierwsze Walne Zgromadzenie Towarzystwa.
8 4

Por. C . W y c e c h , Z dziejów
tajnej
1984, w tym szczególnie s. 145-280.
P ó ł t u r z y c k i , op. cit., s. 11-12.
8 5

oświaty

w latach okupacji,

Warszawa

�122

MARIA B I E R N A C K A

Celem tego zjazdu było — oprócz zac¿an organizacyjnych — „poro­
zumienie się organizatorów i pracowników uniwersytetów ludowych
w sprawie kierunków i charakteru pracy". W uchwałach stwierdzono:
„Uniwersytety ludowe w Polsce powojennej są bezpośrednim dalszym ciągiem
pracy przedwojennej; nawiązują do tradycji Solarza i do tradycji uniwersytetu
grundtvigowskiego. Są przy tym pracą ż y w ą , mającą twórcze aspiracje kształto­
wania treści swojej w dostosowaniu do współczesnych w a r u n k ó w i potrzeb [...]
mają żarliwą postawę w stosunku do potrzeb życia społecznego Narodu, P a ń s t w a
i warstwy chłopskiej; swoją rolę widzą w oddziaływaniu na życie polskie przez
potęgowanie życia duchowego i rozwój osobowości człowieka [...] są związane
z ideałami ruchu ludowego, tematyka tego ruchu stanowi jeden z zasadniczych
składników ich programu pracy. Jest to związek z wielkim ruchem społecznym,
działającym n a długiej fali [...] nie są uzależnione od żadnej organizacji politycz­
nej nawet w tym wypadku, gdy nauczyciele i uczniowie posiadają określoną przy­
należność polityczną do jednej lub kilku tego rodzaju organizacji" .
8e

Dodać trzeba, że w zjeździe tym uczestniczyło 131 osób, w tym wielu
wybitnych twórców i działaczy oświaty i kultury.
Cała ta spontaniczna działalność oświatowa wśród dorosłych została
zahamowana na przełomie lat 1949/1950, kiedy to „krytycznie", ale nie­
właściwie oceniono dorobek lat poprzednich. Przeprowadzono wówczas
wiele zmian administracyjnych, m. in. upaństwowienie całego szkolnic­
twa, podjęcie akcji zwalczania analfabetyzmu, rozwinięcie sieci szkół
podstawowych i średnich w rejonach kluczowych dla gospodarki naro­
dowej, udostępnienie szkolnictwa podstawowego dla najszerszych rzesz
pracujących.
„Ogólną pozytywną cechą tych przemian — pisze Półturzycki — było znaczne
rozszerzenie demokratyzmu w oświacie i kulturze dorosłych oraz podporządko­
wanie działalności oświatowej gospodarczym potrzebom państwa w okresie reali­
zacji planu sześcioletniego zmierzającego do uprzemysłowienia i podniesienia roz­
woju gospodarki narodowej" .
87

W tym czasie likwidacji uległo szereg instytucji oświaty dorosłych,
jak пр.: Ludowy Instytut Oświaty i Kultury, Towarzystwo Uniwersy­
tetu Robotniczego i Ludowego, Instytut Kulturalno-Oświatowy „Czy­
telnika", wszelkie placówki kształcenia pracujących, poradnie oświato­
we oraz szkoły internatowe na ziemiach zachodnich. Zamarła działalność
repolonizacyjna, rozwiązano szkoły pracy społecznej przestały wycho­
dzić pisma oświatowe. Szkolnictwo dla dorosłych zostało ujednolicone na
wzór dziecięcego i młodzieżowego przez wprowadzenie nawet tych sa­
mych programów. Całą działalność oświatową zaczęto podporządkowy8

« Por. Uniwersytety Ludowe w Polsce. Sprawozdanie z pierwszego
Zgromadzenia'członków
TUL RP w Pabianicach 11, 12 i 13 października
ku, Warszawa 1946, s. 5-8. Opracowanie to zawiera referaty, głosy w
i inne materiały ze zjazdu oraz bibliografię dotyczącą u n i w e r s y t e t ó w
w Polsce.
P ó ł t u r z y c k i , op cii., s. 13.
8 7

Walnego
1945 ro­
dyskusji
ludowych

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE PRZEOBRAŻENIA

123

wać potrzebom gospodarki, zwłaszcza przemysłowej. W związku z tym
wprowadzono „centralnie skoordynowane" zarządzenia dotyczące kształ­
cenia dorosłych, rozbudowy aparatu administracyjnego oraz planowania.
W miejsce zlikwidowanych placówek oświatowych powołano Towarzy­
stwo Wiedzy Powszechnej. Wszystkie te zmiany spowodowały, że „cen­
tralnie zarządzana praca oświatowa stała się ogólnikowa, powierzchowna
i deklaratywna. Liczyły się efekty propagandowe, pokazowe festiwale,
a nie właściwa praca ideowo-wychowawcza". Warto uzupełnić, że rów­
nocześnie następuje osłabienie, a z czasem nawet pełne zahamowanie
bujnej działalności kulturalno-oświatowej prowadzonej przez Związek
Młodzieży Wiejskiej RP „Wici", który w 1948 r. wszedł w skład Związ­
ku Młodzieży Polskiej — nowo powstałej organizacji, jednoczącej cztery
niezależne związki młodzieżowe miast i w s i .
Okres odnowy w pracy oświatowej zaczął się w 1956 r. W planach
rozwoju gospodarczego kraju poważne miejsce przypadło oświacie. Od
tego okresu obserwować można było stały wzrost oświatowej aktyw­
ności środowisk i regionów wykazujących w tym zakresie wiele własnej
inicjatywy. Następował nie tylko rozwój placówek oświatowych, ale
także podnoszenie jakości pracy dydaktycznej i wychowawczej. Zaczęły
się rozwijać różne formy pracy oświatowej, jak uniwersytety powszech­
ne, robotnicze i ludowe, kursy problemowe i formy pozaszkolnej oświaty
i kultury dorosłych. Szkolnictwo podstawowe i średnie poszukiwać za­
częło nowych organizacyjnych i metodycznych rozwiązań, dzięki czemu
powstawały nowe prace zarówno teoretyczne, jak i metodyczne uogól­
niające doświadczenia nauczycieli. W 1957 r. zaczęto wydawać czaso­
pismo „Oświata Dorosłych", a w 1961 r. powołano w Instytucie Peda­
gogiki Zakład Kształcenia Dorosłych.
Działalność naukowo-badawczą rozwija Wydział Pedagogiki Uniwer­
sytetu Warszawskiego, Katedra Oświaty i Kultury Dorosłych Uniwer­
sytetu Jagiellońskiego, a następnie inne placówki naukowe. Badania na
polu pedagogiki dla dorosłych podjęli profesorowie: Kazimierz Wojcie­
chowski, Maksymilian Siemieński, Włodzimierz Szewczuk, Ryszard Wro­
czyński, Franciszek Urbańczyk oraz rosnąca kadra młodych.
Systematycznemu rozwojowi szkolnictwa dla pracujących sprzyjała
także polityka władz państwowych i organizacji politycznych. Uchwała
Rady Ministrów z 15 grudnia 1956 r. zobowiązała np. wszystkich pra­
cowników w wieku do 35 lat do uzupełnienia podstawowego wykształ­
cenia. Nawiązywała do tego ustawa z dnia 15 V I I 1961 r. o rozwoju
oświaty i wychowania, która „z jednej strony zamyka okres żywiołowego
kształcenia w latach 1957-1961, a z drugiej ustala perspektywy rozwo38

3 8

Związek Młodzieży Polskiej powstał na zjeździe w r o c ł a w s k i m w lipcu
1948 r. ze zjednoczenia Związku Walki Młodych, Związku Młodzieży Demokratycz­
nej, Organizacji Młod?ipży T U R oraz Związku Młodzieży Wiejskiej R P „Wici".

�124

MARIA B I E R N A C K A

jowe na lata następne. Normuje i prawnie ujednolica zasadniczy kie­
runek rozwoju nie krępując rozbudowy form i rodzajów kształcenia" .
W nurt działalności na rzecz kształcenia dorosłych włączyły się tak­
że po roku 1956 — Centralna Rada Związków Zawodowych, Naczelny
Komitet Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, Związek Kółek i Orga­
nizacji Rolniczych, Związek Nauczycielstwa Polskiego oraz ówczesne
organizacje młodzieżowe — Związek Młodzieży Socjalistycznej i wyod­
rębniony od nowa Związek Młodzieży Wiejskiej. W tej nowej sytuacji
Ministerstwo Oświaty przejęło na siebie rolę wykonawcy oraz koordy­
natora i inspiratora prac. W roku 1959 powołano Centralną Komisję
Koordynacyjną do spraw Upowszechniania Kultury, a w 1960 r. Ko­
misję Oświaty Dorosłych przy Ministerstwie Oświaty. Wprawdzie w tym
czasie następuje bujny rozwój szkół i kursów dla pracujących (docho­
dzący łącznie do miliona uczących się w szkołach dla dorosłych i pra­
cującej młodzieży), ale równocześnie zmniejsza się zainteresowanie
i opieka władz oświatowych, w niektórych dziedzinach następuje regres.
Wyraziło się to m. in. w przejściu szkół średnich na programy i pod­
ręczniki szkolnictwa młodzieżowego oraz w zwiększeniu limitów uczniów
w oddziałach i klas w szkołach — co wpłynęło poważnie na zmniejszenie
liczby szkół i kursów, zwłaszcza na poziomie szkoły podstawowej. Pla­
nowanie sieci szkół, form oświatowych i typów placówek zaczęło być
coraz bardziej oderwane od faktycznych potrzeb określonych środowisk.
Poważne rysy, jakie zaznaczyły się w całym systemie szkolnictwa,
spowodowały, że w roku 1971 powołano Komitet Ekspertów dla opra­
cowania raportu o stanie oświaty w Polsce. Do zadań Komitetu należało
również wytyczenie nowych dróg szkolnictwu polskiemu. W tych wy­
tycznych znalazły się odpowiednie sformułowania i ustalenia dotyczące
oświaty dorosłych.
39

„Jaskrawa dysproporcja — utrzymująca się niezmiennie między poziomem kwa­
lifikacji zawodowych naszych rolników a stałym narastaniem w y m a g a ń tego
działu produkcji do swoich pracowników — pisał Juliusz Poniatowski w opra­
cowaniu dla Komitetu Ekspertów przygotowującego raport o stanie oświaty —
staje się przedmiotem troski władz i opinii publicznej. Nie uzgodnione poglądy na
realne przyczyny tego zjawiska rodzą w i e l k ą zmienność metod o ś w i a t o w y c h
i sprzyjają skrajnej oszczędności w wydatkach na cel «o w ą t p l i w y m e f e k c i e » " .
40

Autor tej wypowiedzi przywiązywał wielką wagę do wyodrębnienia
i szczególnego potraktowania kształcenia rolniczego.
„Wszędzie, gdzie w odróżnieniu od masowego «urabiania martwego surowca»
zachodzi konieczność indywidualnego traktowania jedynego, niepowtarzalnego wy­
padku, naturalna jest preferencja działania o typie «jednosci u m y s ł u i ręki».
Głoszący dziś często zapowiedź: «Nowe rolnictwo będzie jak fabryka» — nie
8 9

Por. P ó ł t u r z y c k i , op. cit, s. 15-17.
J . P o n i a t o w s k i , Główne
problemy
i Rolnictwo", nr 4-5: 1974, s. 57.
4 0

masowej

oświaty

rolniczej,

„Wi&lt;

�125

OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE PRZEOBRAŻENIA

dostrzegają faktu, że charakter pracy rolnika jest pielęgnacyjny i ochronny wo­
bec ż y w y c h automatów: roślin i zwierząt, które są istotnym producentem wytwo­
rów rolnictwa. Czynność diagnostyczna jest elementem s k ł a d o w y m każdej ludz­
kiej ingerencji w pracę tych automatów, dlatego też i problematyka szkolenia r o l ­
n i k ó w pełna jest osobliwości, gdyż cechy szczególne tego zawodu muszą b y ć trak­
towane jako stałe, a w każdym razie jako mało zmienne w czasie, który bierzemy
pod uwagę" .
41

Do cech szczególnych zawodu rolniczego autor wypowiedzi zalicza:
trudną specjalizację produkcji rolnej, elastyczność konsumpcyjną i re­
zerwy sił w rodzinnej grupie, powolne tempo przemian opinii na wsi,
niedorozwój samorządności i wreszcie konflikty opinii w wyznaczaniu
celów oświaty rolniczej .
Wśród licznych typów szkół, które po I I wojnie stały się dostępne
dla młodzieży wiejskiej, rolę usługową dla wsi i rolnictwa miało spełniać
nadal w największym stopniu szeroko pojęte szkolnictwo rolnicze. Szkol­
nictwo to mające za sobą kilkudziesięcioletnią tradycję zostało rozbudo­
wywane w myśl zadań stawianych przed rolnictwem i wsią przez nowe
wytyczne polityki rolnej. Pierwszy okres (1945-1949) charakteryzował
się spontanicznym i masowym organizowaniem różnych typów szkół
rolniczych celem szerokiego upowszechnienia oświaty rolniczej i objęcia
nią jak największej części młodzieży wiejskiej. W drugim okresie (19501956) zaznaczyła się pewna stabilizacja na odcinku kształcenia w śred­
nich szkołach rolniczych oraz stosunkowo duże osiągnięcia w rolniczym
szkoleniu masowym. Następowała przy tym powolna likwidacja daw­
nego typu szkół jednorocznych zapoczątkowanych w 1900 r. w Pszczelinie, a następnie w Kruszynku.
Do najistotniejszych zmian w systemie oświaty po roku 1956 należy
zaliczyć wprowadzenie do dawnego systemu szkolnictwa rolniczego za­
sady drożności, istniejącej już wcześniej w systemie szkolnictwa zawo­
dowego, a co znalazło także swój wyraz w ustawie z roku 1961 o roz­
woju systemu oświaty i wychowania . Jest rzeczą niewątpliwą, że
w tym nowym okresie szkolnictwo rolnicze znalazło się w sytuacji uprzy­
wilejowanej ze względu na wymogi, jakie stawiane były przed całym
rolnictwem. Wprowadzenie zasady drożności spowodowało, że średnie
szkoły rolnicze zostały dostosowane do nowych zadań i potrzeb i swoją
nadbudowę znalazły także od 1958 r. w 2-letnich policealnych studiach
zawodowych oraz w wyższych uczelniach rolniczych. Istnieją jeszcze
nadal zasadnicze szkoły rolnicze, ale liczba ich ciągle się zmniejsza.
W latach 1945-1973 zasadnicze i średnie szkoły rolnicze ukończyło prze­
szło 616 tys. osób.
42

43

4 1

Tamże, s. 57.
Tamże, s. 58-64.
S. D e s k a , Dorobek i perspektywy rozwoju oświaty
tuacji spoleczno-ekonomicznej
(tekst powielony), Warszawa.
4 2

4 3

rolniczej

na tle

sy­

�126

MARIA B I E R N A C K A

Dużą-rolę w kształceniu rolniczym odegrały zaoczne szkoły rolnicze;
w 1960 r. uczyło się w nich 8 tys. osób, a w roku 1973/74 blisko 45 tys.
Niestety poziom wykształcenia w zawodach rolniczych wykazuje stale
duże braki, a ponadto nie jest ciągle dostosowywany do faktycznych po­
trzeb rolnictwa. Okazuje się bowiem, że 50°/o osób zawodowo czynnych
w rolnictwie nie posiada wykształcenia podstawowego.
W kształceniu zawodowym rolników stale wzrastało znaczenie poza­
szkolnych form doskonalenia i dokształcania osób pracujących w rol­
nictwie. Rolnikom i pracownikom rolnictwa, którzy nie posiadali szkoły
podstawowej, szerokie możliwości zapewniała od 1973 r. nowa forma
szkolenia, czyli tzw. „podstawowe
studium rolnicze", wprowadzone
w życie przez Ministerstwo Oświaty i Wychowania przy współpracy M i ­
nisterstwa Rolnictwa, a ponadto wiele innych jeszcze form dokształ­
cania.
Szerokiej rozbudowie systemu szkolnictwa towarzyszyły różnorodne
formy oświaty pozaszkolnej. Na skutek upowszechniania się środków
masowego przekazu zwielokrotniła się ilość kanałów dostarczających ludfTości wiejskiej nowe treści i informacje, w tym także rolnicze. Główna
rola przypada tu przede wszystkim radiu, telewizji, filmowi i prasie.
W związku z tym m. in. spada znaczenie wielu dawnych form oświaty
pozaszkolnej, które cieszyły się w latach międzywojennych i wcześniej­
szych tak wielkim uznaniem. Instytucje i organizacje, które niegdyś pul­
sowały życiem i propagowały oświatę, posiadają obecnie często charakter
czysto formalny.
Pomiędzy szeroko rozbudowanym systemem szkolnictwa, w tym
zwłaszcza średniego i wyższego, a wymogami i potrzebami zaistniał rozdźwięk, toteż wysokiej rangi specjaliści w zakresie rolnictwa i oświaty
rolniczej, jak m. in. Juliusz Poniatowski, podtrzymywali uparcie:
„masowe przysposobienie rolnicze — pojmowane jako połączenie elementarnej
wiedzy rolniczej z dostateczną zaprawą praktyczną w wykonywaniu codziennych
zabiegów w produkcji — stanowi najbardziej zaniedbaną część pożądanego szkole­
nia rolniczego [...] Młodzież wiejska — pisał on — o nie ukończonej szkole pod­
stawowej, nie dopuszczona do żadnej szkoły zawodowej, stanowi bardzo wysoki
odsetek corocznej ekipy młodych zasilających rolnictwo. Pomimo słusznego doce­
niania wielkich możliwości oświaty pozaszkolnej — ani liczba, ani kwalifikacje
pracowników czynnych w imieniu licznych instytucji, nie odpowiadają potrzebom
rolnictwa. Rozbieżność działań szkolnych i pozaszkolnych wnosi jeszcze dodatkowe
obniżenie efektywności. Już samo zespolenie w gestii resortu rolnictwa całości
szkolnictwa elementarnego i średniego oraz większości aparatu pozaszkolnej o ś w i a ­
ty rolniczej stworzyło niezbędną podstawę celowego powiązania pracy w ł a d z cen­
tralnych i terenowych wokół podniesienia kwalifikacji zawodowych w rolnictwie" .
44

Zdaniem Poniatowskiego podstawowymi instytucjami przygotowu­
jącymi młodzież do zawodu rolniczego powinny się stać środowiskowe
placówki oświaty rolniczej. Byłyby to dwuletnie, w zasadzie bezinternaPoniatowski,

op. cit., s. 66-67.

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE PRZEOBRAŻENIA

127

towe szkoły obejmujące młodzież wiejską w wieku 14-15 lat po ukoń­
czeniu szkoły podstawowej, jak i 17-18-letnią młodzież o nieukończonej
szkole podstawowej. Ostatnia grupa nie byłaby „spychana" do osobnych
klas czy szkół, ale przerabiając program bieżący szkoły winna ona rów­
nocześnie uzupełniać zaległości i składać egzamin ze szkoły podstawo­
wej w trybie przewidzianym dla dorosłych. Praktyczne
wdrażanie
uczniów do zawodu winno się odbywać poprzez odbywanie praktyk
u wytrawnych rolników indywidualnych zaliczanych do rzędu „uzna­
nych praktykodawców".
Drugą sieć placówek masowego szkolenia rolniczego stanowiłyby tzw.
szkoły wiodące. Szkoły te prowadziłyby systematyczne kursy wiedzy rol­
niczej. „Celem ich byłoby rozwinięcie i pogłębienie teoretycznych wia­
domości wyniesionych przez uczniów ze szkoły środowiskowej oraz spe­
cjalne dokształcanie w gałęziach produkcji wybieranych przez uczniów
jako przyszłe pole pracy". Szkoły wiodące wyposażone w internaty i per­
sonel o różnostronnej specjalizacji, mogłyby organizować kursy zimowe,
roczne, dwu-, a nawet i trzyletnie dla pracowników szukających spe­
cjalizacji, a porzucających swoje miejsce pracy jedynie na miesiąc
„martwego sezonu" jakiejś części roku.
Autor rysując perspektywy szkolenia rolniczego widzi trudności
w ich realizacji, niemniej stwierdza, że ów „osobliwy splot okoliczności,
odmiennych dzielnicowych tradycji i głęboko zróżnicowanych nowych
tendencji, może być rozwikłany tylko stopniowo, „przy bacznej obser­
wacji bieżących przemian i znacznej ostrożności w przyjmowaniu pro­
roczych przepowiedni o tym, jaki będzie świat jutrzejszy i jego rol­
nictwo" .
Główne cele, jakie na początku Polski Ludowej stawiano przed oświa­
tą dorosłych, to upowszechnienie i demokratyzacja kultury polskiego
społeczeństwa. Osiągnięcia, jakie na tym polu uzyskano na przestrzeni
ubifegłych lat, były wynikiem zarówno dorobku i doświadczenia wniesio­
nego przez pokolenie wytrawnych, oddanych sprawie żarliwych oświa­
towców, jak i polityki państwa. O ile bowiem w okresie międzywojen­
nym i jeszcze wcześniejszym do głównych organizatorów życia oświato­
wego należały stowarzyszenia i organizacje o charakterze kulturalno-oświatowym i wychowawczym to w warunkach Tolski Ludowej ważną
rolę spełniał czynnik państwowy stwarzający zaplecze w postaci szkół
dla dorosłych, bibliotek, muzeów, domów kultury — organizujący także
różnego rodzaju kursy, konferencje itp.
Zdaniem Kazimierza Wojciechowskiego cały system oświaty dla do­
rosłych oparty na czynnikach państwowych i społecznych działa w na­
stępujących organizacyjno-programowych sieciach: szkół dla pracują­
cych, bibliotek, muzeów, uniwersytetów oświatowych, kursów, zespołów
iS

4 5

Tamże, s. 66-67.

�128

MARIA B I E R N A C K A

przysposobienia rolniczego, zakładów pracy, spółdzielni, stowarzyszeń,
jednostek wojskowych, instytucji wczasów i uzdrowisk, instytucji spor­
towych i turystycznych oraz internatów (hoteli robotniczych itp.). Sieć tę
uzupełniają jeszcze odbiorcy prasy, radia i telewizji, a także Towarzy­
stwo „Polonia", które oddziaływuje na wychodźstwo polskie. Ponadto
oświatę dorosłych szerzą także wszystkie stowarzyszenia, czyniąc to na
miarę własnych celów i możliwości działania. Do pozytywnych „nama­
calnych" osiągnięć działalności oświatowej zalicza on: stworzenie sieci
bibliotek powszechnych, likwidację analfabetyzmu, udostępnienie doro­
słym szkół ogólnokształcących i zawodowych oraz kursów, utrzymywa­
nie 5,5 tys. uniwersytetów powszechnych i kilkuset ośrodków dosko­
nalenia zawodowego. To ostatnie szkolenie odbywa się na podstawie
uchwały Rady Ministrów z 1965 i 1970 г., która dopuściła możliwość
wprowadzania obowiązku. dokształcania pracowników w zależności od
interesów produkcyjnych poszczególnych resortów i zjednoczeń .
Obok osiągnięć notuje się także braki i niedociągnięcia. Brak jest np.
współpracy pomiędzy bibliotekami publicznymi podlegającymi resortowi
kultury i sztuki a uniwersytetami powszechnymi podległymi resortowi
oświaty. Nie wykazują trwałości uniwersytety powszechne. W znacznie
trudniejszych warunkach pracuje szkolnictwo dla pracujących, nie mó­
wiąc o wieczornym zmęczeniu przy lekcjach zarówno nauczycieli, jak
i słuchaczy. Na kursach, w kłubach bywają zatrudnieni ludzie bez od­
powiedniego przygotowania — zawód bowiem pracownika oświatowego
jest ciągle w wielu instytucjach otwarty i nie figuruje w oficjalnych
spisach zawodu. A tymczasem oświatowiec działa wśród ludzi o różnych
zawodach, poziomach wykształcenia, dużej rozpiętości wieku. Ponadto
nauczyciel ma młodzież zobowiązaną do nauki, a oświatowiec musi ją
przekonać lub zainteresować, żeby się w ogóle uczyła. Nauczyciel opiera
się na ustalonym na dłuższy okres programie, a oświatowiec ma zadanie
z reguły zmienne. Poważne trudności istnieją również na odcinku naukowo-badawczym. Brak instytucji, które prowadziłyby badania nad me­
todami prac oświatowych, nad psychologią rozwojową i wychowawczą
ludzi dorosłych itp. Przed rokiem 1939 funkcję tę spełniał Instytut
Oświaty Dorosłych, powstałe zaś po wojnie takie placówki, jak Ludowy
Instytut Oświaty i Kultury, Instytut Kultury i Oświaty „Czytelnik"
czy Towarzystwo Uniwersytetów Robotniczych i Ludowych, zostały po
1949 r. niesłusznie zlikwidowane. Niektóre placówki oświatowo-wycho­
wawcze nie wytrzymując „konkurencji" przygotowującej do zawodu
utraciły również swój dawny sens oraz możliwość działania. Należą do
nich niewątpliwie uniwersytety ludowe, które po wojnie rozwijały się
początkowo spontanicznie, tworząc tzw. ruch uniwersytetów ludowych
46

4 6

560.

Por. K . W o j c i e c h o w s k i , Wychowanie

dorosłych,

Warszawa 1973, s. 557-

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE PRZEOBRAŻENIA

129

(było ich w Polsce ponad 60), później zaś uległy prawie całkowitej „li­
kwidacji". Odrodzone po 1956 r. (w liczbie ok. 10) borykają się ciągle
z * wypracowaniem swego profilu i nowej roli społecznej. A przecież
w sąsiadujących z nami krajach skandynawskich placówki te pełnią na­
dal doniosłą rolę oświatowo-wychowawczą .
Niepokojące jest również zjawisko „wypadania" młodzieży ze szkół
podstawowych i niekończenie ich później w szkołach dla dorosłych. Ilość
tych szkół wyraźnie maleje, przy czym zmniejsza się także w nich liczba
uczniów. A tymczasem co roku wypada z różnych klas szkoły podsta­
wowej 90 tys. uczniów. Spis ludności w 1960 r. wykazał ponad 7 milio­
nów mieszkańców powyżej 18 roku życia bez pełnej szkoły podstawowej.
Obecnie sytuacja kształtuje się podobnie. Zjawisko to w szczególności
dotyczy wsi.
Do pozytywnych zjawisk należy zaliczyć wzrost wszelkiego rodzaju
kursów (szczególnie zawodowych) oraz wzrost liczby osób korzystają­
cych z wczasów dorocznych. W tym czasie zmalała jednak liczba klu­
bów, świetlic, domów społecznych. Lokale tych instytucji zajmowały za­
kłady pracy na użytek niezgodny z ich przeznaczeniem. Obecnie świetli­
ce wykorzystywane są głównie przez młodzież albo rencistów, natomiast
brak w nich ludzi w wieku średnim.
W propozycjach dotyczących rozwoju oświaty dla dorosłych na lata
siedemdziesiąte i osiemdziesiąte — zgłaszanych przez wybitnych znaw­
ców tego przedmiotu — na czoło zagadnienia wysuwana jest sprawa
czynnika społecznego. Aktywność jednostek, grup ludzkich i stowarzy­
szeń stanowi podstawę rozwoju działalności oświatowo-wychowawczej
wśród dorosłych .
47

48

*
W odrodzonym po 1918 r. państwie polskim, aż do czasów współ­
czesnych włącznie, w miarę rozwoju szkolnictwa i oświaty oraz uczestni­
czenia chłopów w ruchach politycznych, społecznych i kulturalno-oświa­
towych następowały coraz gruntowniejsze przemiany.
— Pogłębiła się więc i w ogromnym stopniu utrwaliła świadomość
narodowa warstwy chłopskiej. Egzaminem tej dojrzałości stał się okres
II wojny światowej, podczas której ludność wiejska masowo uczestni­
czyła we wszystkich formacjach wojskowych. Niezależnie od tego zorga­
nizowana wieś pod kierownictwem podziemnego Stronnictwa Ludowego
„Roch" stworzyła własną formację wojskową pod nazwą Bataliony
Chłopskie. Znaczenie tego wielkiego ruchu niepodległościowego i jego
4 7

Tamże. Por. także L . T u r o s , Oświata
dorosłych
w krajach
skich, Wrocław 1974, a także Uniwersytet Ludowy Ignacego Solarza
chowankowie, Warszawa 1970.
W o j c i e c h o w s k i , op. cit., s. 561-567.
4 8

» — Etnografia Polska, X X V I I / 2

skandynaw­
i jego wy­

�130

MARIA B I E R N A C K A

konsekwencje dla ówczesnej wsi i kraju jest już obecnie przedmiotem
wielu opracowań wspomnieniowych, materiałowych i teoretycznych —
jest więc nadzieja, że w przyszłości znajdzie ono pełne wyjaśnienie
i wszechstronną ocenę .
,
— Dojrzewała również świadomość społeczna i klasowa chłopów.
Pogłębiła się wiedza o znaczeniu warstwy chłopskiej w przeszłości i jej
nowej roli dla przyszłości. Wiedza ta i świadomość kształtowały się na
podłożu upowszechnianiającej się szkoły, samokształcenia oraz poprzez
udział chłopów w organizacjach społecznych i politycznych. Na tym tle
rodziło się poczucie godności i tzw. „honorności" chłopskiej, które wy­
zwalały psychikę chłopską z dawnych naleciałości pańszczyźnianych,
z poczucia niższości wobec warstw wyższych.
—• Zmienił się stosunek do własnej chłopskiej kultury. Z postaw
wyrażających często negację dla wartości reprezentowanych przez tra­
dycyjną kulturę ludową wyrosło z czasem poszanowanie dla jej piękna
przejawiającego się w sztuce, zwyczaju, obrzędzie oraz obyczaju spo­
łecznym. Równocześnie nastąpił zanik wielu postaw wypływających
z myślenia mistyczno-magicznego. Pod wpływem wiedzy racjonalnej
zburzeniu ulegał „świat" tradycyjnej wiedzy i wierzeń.
—• Z biegiem czasu ujawniła się zdecydowanie podatność ludności
wsi na wprowadzanie wszelkiego rodzaju innowacji w gospodarstwie
rolnym i domowym, w budowie i urządzaniu domów, w stroju i poży­
wieniu. Stało się to również na skutek przemian dokonanych w psychice
chłopskiej, którą w dawnych czasach cechował swoisty tradycjonalizm,
a nawet niekiedy konserwatyzm.
—• Z wielością zmian i oddziaływań, które przyniósł dla wsi okres
powojenny (ustrojowych, demograficznych, gospodarczo-społecznych,
strukturalno-zawodowych, wynikających z upowszechnienia
szkoły,
oświaty, kultury, systemu komunikacji, nowych wzorów zachowań i war­
tości) kształtuje się niewątpliwie nowy typ stosunków wiejskich i nowy
typ człowieka wsi.
Przebieg wymienionych procesów nie na wszystkich obszarach kraju
jest jednakowy. Trudno jest również wyodrębnić i określić dokładni
rozmiary i granice wpływów niesionych na wieś przez różne kanały
oświaty. Przemiany kulturowo-społeczne są bowiem procesem wysoc"
złożonym, uwarunkowanym zarówno dawnym podłożem kulturowym
jak i różnorodnością oddziaływań wewnętrznych i zewnętrznych.
49

4 9

S. Ż ó ł k i e w s k i , Model polskiej konspiracyjnej
kultury literackiej, [w:
Literatura wobec wojny i okupacji. Studia, ppd red. M. G ł o w i ń s k i e g o i J . S ł a
w i ń s k i e g o , Wrocław, s. 30-34 i inne.

;

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE PRZEOBRAŻENIA

131

МарияБернацка

ПРОСВЕЩЕНИЕ И СОЦИАЛЬНО-КУЛЬТУРНЫЕ ПРЕОБРАЖЕНИЯ ДЕРЕВНИ
В ГОДЫ ПОСЛЕДНЕЙ ВОЙНЫ И ПОСЛЕВОЕННЫЙ ПЕРИОД
Резюме
В годы второй мировой войны и германской оккупации (1939-1945) подпольной деятель­
ностью была охвачена вся система просвещения. Первоначальное распоряжение польских
школьных властей о приступлении к работе всех школ было отменено оккупантами. Были
оставлены только начальные школы, однако они лишались возможности обучать отечествен­
ной истории, географии, литературе. При*таких условиях учителя-деятели довоенного
Со­
юза Польских Учителей, организованные во времявойны в подпольной Тайной Учительской
организации, а также руководство Отдела по просвещению и культуре эмиграционного
правительства (подпольное министерство просвещения), организовали в масштабе всей
страны сеть начальных, средних и высших подпольных школ. По мере того каквойна за­
тягивалась, тайным просвещением были охвачены также и взрослые. Объем и уровень тай­
ного обучения находились в зависимости от многих факторов, вместе с тем оно протекало
по-разному в разных частях разделенной страны. Несмотря на опасность и репрессии, в деле
тайного обучения только при начальном образовании участвовало в масштабе всей страны
около полутора миллионов человек. Эта деятельность оказалась возможной благодаря
огромной самоотверженности и патриотизму польских учителей и поддержке всего поль­
ского общества, которое, оказавшись перед лицом тотальной опасности, проявило необы­
чайное единство и мужество в этой борьбе.Большую роль
при организации подпольного
обучения в польской деревне сыграло подпольное крестьянское движение и его боевая ор­
ганизация Крестьянские Батальоны, представлявшие собой продолжение довоенной дея­
тельности Крестьянской партии, Союза сельской молодежи „Вили" и Центрального союза
польской молодежи „Сев".
Школы и просвещение длявзрослых в Польше послевоенного периода занимают осо­
бое место, что явилось результатом глубоких социальнополитических и экономических
перемен, обеспечивших просвещению еще не встречавшиеся до сих пор перспективы раз­
вития. Понесенные во время оккупации громаднейшие потери в учительских кадрах, по
школьным зданиям и снабжению не приостановили темпов восстановления сети школ и про­
свещения для взрослых. Была предпринята прежде всего —сначала по собственному по­
чину и стихийно, а затем и организованно, государством — крупная кампания по ликви­
дации безграмотности и полутрамотности. Число без-и полуграмотных составляло 3-3,5
миллиона человек. Кампания была завершена в 1952 году и были созданы условия для об­
разования молодежи в средних и высших учебных заведениях, чем в большой мере восполь­
зовалась также и деревня.Широкое развитие получили школы и просвещение длявзрослых.
Это касается также профессиональных школ и разных других каналов просвещения, посту­
пающего в деревню через общественные и культурнопросветительные организации, в том
числе различные общества и ассоциации. В течение всего послевоенного периода школы
и просвещение для взрослых переживали периоды как большого подъема, так и иногда
замедленного развития. Влияние просвещения на ход социальнокультурных преображений
в польской деревне было весьма большое. Трудно определить точно размеры и диапазон
влияния поступающего различными каналами просвещения. И б о социально-культурные
преображения —чрезвычайно сложный процесс, обусловленный как прежней культурной
почвой, так и разнородностью внутренних и внешних воздействий.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6388" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6368">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d24e0bc21d2dedddea08ac4477f3f4e0.pdf</src>
        <authentication>bb3c1e924a4b9d404b4a9813a344cf4d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76137">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:467</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76138">
                <text>1961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76139">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:424</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76140">
                <text>Z badań nad współdziałaniem gromadzkim we wsi Potakówka, pow. jasielskiego / ETNOGRAFIA POLSKA t.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76141">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1961, t.4, s.261-276</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76142">
                <text>Biernacka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76143">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76144">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76145">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="76146">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76147">
                <text>MARIA BIERNACKA
Z

BADAŃ

NAD WSPÓŁDZIAŁANIEM GEOMADZKIM WE WSI
P O T A K Ó W K A , POW. J A S I E L S K I E G O
(w okresie od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia do czasów obecnych)

P o d s t a w o w y m celem i z a ł o ż e n i e m prac badawczych p r o w a d z o n y c h
w P o t a k ó w c e b y ł o p r z e ś l e d z e n i e na p r z y k ł a d z i e ściśle o k r e ś l o n e g o terenu —
w t y m w y p a d k u jednej w s i — p r o b l e m u t r a d y c y j n e j pomocy s ą s i e d z k i e j
oraz w s p ó ł d z i a ł a n i a gromadzkiego w okresie ostatnich s i e d e m d z i e s i ę c i u
l a t , c z y l i od l a t d z i e w i ę ć d z i e s i ą t y c h u b . stulecia do c z a s ó w o b e c n y c h .
W m y ś l t y c h z a ł o ż e ń praca niniejsza jest p r ó b ą przedstawienia t y c h
s t o s u n k ó w gospodarczych, s p o ł e c z n y c h i k u l t u r a l n y c h wsi w o m a w i a n y m
okresie, k t ó r e — j a k s ą d z ę — s p r z y j a j ą d o k o n a n i u na i c h t l e analizy
p r o b l e m u w s p ó ł d z i a ł a n i a i p o m o c y s ą s i e d z k i e j celem w y k r y c i a p r a w i d ł o ­
w o ś c i szeregu zjawisk i ukazania c z y n n i k ó w w p ł y w a j ą c y c h na r o z w ó j ,
p o d t r z y m y w a n i e , albo t e ż zanik f o r m t r a d y c y j n e j p o m o c y s ą s i e d z k i e j
i współdziałania gromadzkiego .
1

2

ГЛа przeprowadzenia t a k p o m y ś l a n y c h b a d a ń w y b r a n o wieś Potak ó w k ę , k t ó r a na przestrzeni u b i e g ł y c h p i ę ć d z i e s i ę c i u l a t z m i e j s c o w o ś c i
w y j ą t k o w o biednej i zacofanej p o d w z g l ę d e m gospodarczym i k u l t u r a l n y m
s t a ł a się p r z o d u j ą c ą nie t y l k o w n a j b l i ż s z e j o k o l i c y , ale nawet w powiecie.
P o t a k ó w k a jest p o ł o ż o n a w odległości 3 k m od l i n i i kolejowej J a s ł o —
Sanok, na pograniczu p o w i a t ó w jasielskiego i k r o ś n i e ń s k i e g o . W i e ś ,
1

Podstawowe źródła niniejszej pracy stanowią: a) materiały z badań terenowych,
prowadzonych przez Zakład Etnografii U.Ł. w 1949 roku; b) materiały z własnych
badań indywidualnych, zebrane w latach 1955—1956; c) protokoły z zebrań Koła
Młodzieży w Potakówce; d) życiorys działacza wiejskiego P. Wiśniowskiego (rękopis);
e) kronika szkolna odtworzona przez kierownika szkoły Piotra Biluta po 1945 r.
z ocalałych podczas frontu resztek dawnej kroniki; f) literatura; g) obserwacja i do­
świadczenia autorki, pochodzącej z Potakówki i utrzymującej z nią stałe kontakty.
Badania etnograficzne nad współczesną problematyką współdziałania w za­
kresie pomocy sąsiedzkiej na wsi prowadzono zespołowo (w latach 1946— 1950), w skali
ogólnopolskiej w Zakładzie Etnografii IT.Ł. pod kierunkiem prof, dr K. Zawistowicz2

�262

MARIA

BIERNACKA

3

o o g ó l n y m obszarze 272 ha, liczy 117 d r o b n y c h gospodarstw r o l n y c h ,
k t ó r y c h ziemia orna o p o d ł o ż u g l i n i a s t y m , zaliczana p r z e w a ż n i e do k l a ­
sy I I I , nadaje się p o d u p r a w ę ż y t a , pszenicy, a nawet b u r a k ó w cukro­
w y c h . Eozdrobnienie gospodarcze zmusza l u d n o ś ć (ponad 500 m i e s z k a ń ­
ców) do szukania zajęć pozarolniczych, k t ó r e z n a j d u j ą g ł ó w n i e w oko­
l i c z n y c h o ś r o d k a c h p r z e m y s ł o w y c h ( n a f t o w y c h i i n n y c h ) . W e wsi znaj­
duje się 5-klasowa s z k o ł a podstawowa, D o m L u d o w y , sklep G m i n n e j
S p ó ł d z i e l n i „ S a m o p o m o c C h ł o p s k a " . N a j b l i ż s z y m o ś r o d k i e m , gdzie miesz­
c z ą się g r o m a d z k a r a d a narodowa, stacja k o l e j o w a , poczta, k o ś c i ó ł para­
f i a l n y , G m i n n a S p ó ł d z i e l n i a „ S a m o p o m o c C h ł o p s k a " , jest oddalona
o 3 k m s ą s i e d n i a wieś Tarnowiec.
1. OKRES POITWŁASZCZENIOWY
W ostatnich d z i e s i ą t k a c h l a t X I X w i e k u P o t a k ó w k a n a l e ż a ł a do w s i ,
w k t ó r e j o g ó l n a sytuacja g o s p o d a r c z o - s p o ł e c z n a b. G a l i c j i z n a l a z ł a p e ł n e
odbicie. C e c h ą c h a r a k t e r y s t y c z n ą tej s y t u a c j i t ó przede w s z y s t k i m nie­
z w y k ł e rozdrobnienie gospodarstw, b ę d ą c e w y n i k i e m u s t a w y u w ł a s z c z e ­
niowej n a d a j ą c e j p r a w o w ł a s n o ś c i nawet n a j m n i e j s z y m posiadaczom

Adamskiej. Podsumowaniem powyższych badań jest zbiór opracowań monograficz­
nych i materiałów zawartych w „Pracach i Materiałach Etnograficznych", t. 8 —9,
Łódź — Lublin 1951 r.
W ramach dalszych zainteresowań tym problemem prowadzone były również
prace indywidualne, zmierzające do wszechstronnego opracowania tego zagadnienia
w jednej konkretnej miejscowości.
W trakcie owych poszukiwań poszerzono również samą problematykę badawczą.
Oprócz pomocy sąsiedzkiej, przez którą, autorzy prac rozumieli pomoc, okazywaną
wzajem przez członków tej samej gromady wiejskiej (K. Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a ,
Pomoc wzajemna i współdziałanie w kulturach ludowych,, „Prace i Materiały Etnogra­
ficzne", t. 8 — 9, s. 11 i odb.), uwzględniono również formy tzw. współdziałania gro­
madzkiego, czyli zbiorowej działalności wsi w zakresie takich czynów społecznych,
jak budowa dróg, mostów, szkół, domów ludowych, kościołów, boisk sportowych
itp. Ponieważ samorzutność inicjowania i wykonania zespołowej działalności jest
istotą tej współpracy, badania nie obejmowały zbiorowych prac wykonywanych
przez wieś wyłącznie na zlecenie władz państwowych, lub nawet samorządowych
(szarwarki itp.).
Struktura gospodarcza wsi na podstawie zestawień gromadzkich z roku 1950:
3

pow. gospodarstw (ha)

ilość

0 -0,5
0,5-1
1,0-2
2,0-3
3,0-8,7

9
18
56
22
12

�WSPÓŁDZIAŁANIE G R O M A D Z K I E W POW. J A S I E L S K I M

263

ziemi, z a r z ą d z e n i e z e z w a l a j ą c e na p o d z i a ł gospodarstw ( „ s z a c h o w n i c e
p ó l " ) , dalsze u t r z y m y w a n i e w i e l k i c h i l i c z n y c h o b s z a r ó w d w o r s k i c h oraz
n i e m o ż n o ś ć o d p ł y w u l u d n o ś c i wsi do p r z e m y s ł u .
W t y c h w a r u n k a c h P o t a k ó w k a p r z e d s t a w i a ł a t y p biednej i zacofanej
pod w z g l ę d e m gospodarczym i k u l t u r a l n y m wsi. P o d s t a w ą u t r z y m a n i a
b y ł o gospodarstwo rolne, p r y m i t y w n e t a k p o d w z g l ę d e m jego organi­
zacji, j a k i t e c h n i k i . Z z a j ę ć pozarolniczych p r a k t y k o w a n y b y ł przez nie­
k t ó r y c h m i e s z k a ń c ó w w y r ó b drewnianych wideł i . m i o t e ł brzozowych,
sprzedawanych na p o b l i s k i c h j a r m a r k a c h . L u d u o ś ć biedniejsza poszuki­
w a ł a z a r o b k ó w w p o b l i s k i c h d w o r a c h , plebaniach w z g l ę d n i e w w i ę k s z y c h
gospodarstwach c h ł o p s k i c h .
W s t r u k t u r z e s p o ł e c z n o - g o s p o d a r c z e j ó w c z e s n e j wsi z a r y s o w y w a ł y się
cztery t r a d y c y j n e kategorie l u d n o ś c i : kmiecie, zagrodnicy, c h a ł u p n i c y
i k o m o r n i c y . Gospodarstwa kmiece i zagrodnicze b y ł y j u ż w o w y m cza­
sie podzielone, t o t e ż z d a r z a ł o się d o ś ć c z ę s t o , że c h a ł u p n i c y i k o m o r n i c y
b y l i posiadaczami niewielkich k a w a ł k ó w ziemi.
W t y m okresie we wsi b y ł y k u r n e jednoizbowe c h a ł u p y z g l i n i a n ą
p o d ł o g ą , zamieszkiwane nie t y l k o przez liczne r o d z i n y , ale t a k ż e k u r y
i k r ó l i k i . Z i m o w ą m r o ź n ą p o r ą z p o w o d u k i e p s k i c h o b ó r sprowadzano
do izb t a k ż e k r o w y i p r o s i a k i . Zjawisko to w y s t ę p o w a ł o szczególnie w ro­
dzinach biedniejszych.
B a r d z o ubogo p r z e d s t a w i a ł a się sprawa odzienia. K o b i e t y i m ę ż c z y ź n i
nosili u b r a n i a konopno-lniane w ł a s n e j r o b o t y , i to z a r ó w n o l a t e m , j a k
i z i m ą . Ciepłą z i m o w ą odzież, s k ł a d a j ą c ą się g ł ó w n i e z k o ż u c h ó w , posia­
d a ł y t y l k o r o d z i n y z a m o ż n i e j s z e . Ш е b y ł o t a k ż e dostatecznego obuwia.
Najgorzej p r z e d s t a w i a ł o się odzienie dzieci, z w ł a s z c z a w okresie z i m o w y m .
Odpowiednio do m i e s z k a ń i odzienia w y g l ą d a ł o r ó w n i e ż w y ż y w i e n i e ,
a szczególnie na p r z e d n ó w k a c h . Najstarsi p a m i ę t a j ą jeszcze, j a k uboga
l u d n o ś ć wiejska o d ż y w i a ł a się n a j c z ę ś c i e j s u s z o n ą r z e p ą , z i e m n i a k a m i
i t z w . k w a s ó w k ą , c z y l i p o l e w k ą g o t o w a n ą na kwasie z k a p u s t y . Liche
urodzaje z b ó ż p o w o d o w a ł y , ż e b r a k chleba odczuwano j u ż od przeprowa­
dzenia s i e w ó w jesiennych. S ł a b e b y ł y r ó w n i e ż urodzaje z i e m n i a k ó w .
Podczas wiosennych p r z e d n ó w k o w y c h d n i gotowano z u p y z lebiody,
a nawet ze ś w i e ż y c h p ą k ó w i liści c z e r e ś n i .
4

5

4

Według miejscowych tradycji pełne gospodarstwo kmiece, tzw. rola, liczyło
60 morgów (polskich) ziemi, zagrodnicze 30 morgów. Chałupnicy i komornicy dawniej
zupełnie bezrolni (z tym jednakże, że pierwsi posiadali własne chałupy, a drudzy
mieszkali „na komornym") w tym czasie są już niekiedy posiadaczami małych skraweczków ziemi.
Relacje podaje się na podstawie materiałów terenowych, znajdujących się
w Archiwum Zakładu Etnografii Uniwersytetu Łódzkiego (AZE, nry inw. 779, 1119),
5

�264

MARIA B I E R N A C K A

P r y m i t y w n e m u ż y c i u gospodarczemu t o w a r z y s z y ł analfabetyzm. .Jeśli
j a k i ś c z ł o w i e k p o s i a d a ł u m i e j ę t n o ś ć czytania i pisania, t o z o s t a w a ł pisa­
r z e m g m i n n y m na k i l k a , czy nawet k i l k a n a ś c i e w s i . Dopiero p o d koniec
ostatnich l a t o s i e m d z i e s i ą t y c h n b . stulecia z P o t a k ó w k i w y r u s z y ł a pierw­
sza w i ę k s z a g r o m a d k a m ł o d z i e ż y do s z k ó ł k i w T a r n o w c u .
Ż y c i e s p o ł e c z n e w s i w t y m okresie k s z t a ł t o w a ł o się na podstawie t r a ­
d y c y j n i e u z n a n y c h w z o r ó w i n o r m s p o ł e c z n o - p r a w n y c h . P o d s t a w ą więzi
s p o ł e c z n y c h b y ł y przede w s z y s t k i m rodzina i r ó d , a n a s t ę p n i e t a k ż e
s ą s i e d z t w o oraz gromada wiejska.
Poza r o d z i n ą bardzo p o w a ż n ą r o l ę o d g r y w a ł w t e j ż e s p o ł e c z n o ś c i r ó d .
T r a d y c j ę pochodzenia i s o l i d a r n o ś ć r o d o w ą p o d t r z y m y w a ł y najmocniej
r o d z i n y kmiece i zagrodnicze. K o d y te w y k a z u j ą nie t y l k o d u ż ą ekskluz y w n o ś ć , ale t a k ż e tendencje do p e ł n i e n i a w ł a d z y i uznania s p o ł e c z n e g o .
S o l i d a r n o ś ć r o d o w a o b j a w i a ł a się szczególnie p r z y w y b o r a c h do r a d y
g m i n n e j l u b w r ó ż n y c h sporach w i e j s k i c h . Stosunek k m i e c i i zagrodni­
k ó w do p o z o s t a ł y c h k a t e g o r i i s p o ł e c z n y c h l u d n o ś c i b y ł p o g a r d l i w y .
N a z y w a n o i c h po p r o s t u „ d z i a d a m i " .
S ą s i e d z t w o o b e j m o w a ł o nie t y l k o k r ą g n a j b l i ż s z y c h w s p ó ł m i e s z k a ń c ó w ,
ale t a k ż e s ą s i a d ó w p ó l . W i ę ź s ą s i e d z k a w y r a ż a ł a się z a r ó w n o 'w d r o b n y c h
ś w i a d c z e n i a c h i u s ł u g a c h , j a k r ó w n i e ż we w z a j e m n y m odwiedzaniu się
i w s p ó ł ż y c i u na c o d z i e ń . O c z y w i ś c i e nie ś w i a d c z y t o , aby nie b y ł o w t y m
czasie z a d r a ż n i e ń i k ł ó t n i s ą s i e d z k i c h .
Izolacja w s i od w p ł y w ó w pozawiejskich oraz u t r z y m y w a n i e się gospo­
d a r k i c h ł o p s k i e j na s t o p n i u s a m o w y s t a r c z a l n o ś c i s p r z y j a ł o
dalszemu
pogłębianiu i zachowywaniu w e w n ę t r z n e j więzi gromadzkiej.
J a k o zjawisko charakterystyczne p o d k r e ś l i ć n a l e ż y k s z t a ł t o w a n i e się
r ó ż n y c h p o w i ą z a ń s p o ł e c z n y c h na skutek t a k i c h l u b i n n y c h z a l e ż n o ś c i
gospodarczych. K m i e ć czy zagrodnik w c h o d z i ł bardzo c z ę s t o w z w i ą z k i
k u m o t e r s k i e z c h a ł u p n i k i e m l u b k o m o r n i k i e m , k t ó r y u niego p r a c o w a ł .
W w a r u n k a c h t a k zarysowanej s p o ł e c z n o ś c i w s i z ostatnich d z i e s i ą t ­
k ó w l a t u b i e g ł e g o stulecia znajdujemy r ó w n i e ż i n s t y t u c j ę w s p ó ł d z i a ł a ­
nia, g ł ó w n i e j e d n a k j a k o z w y k ł ą , t r a d y c y j n ą pomoc s ą s i e d z k ą . Pomoc
t a w y s t ę p o w a ł a t u p r z y w i e l u pracach p o l n y c h , ł ą k o w y c h oraz inwesty­
c y j n y c h . S p o ś r ó d t y c h f o r m w y r ó ż n i a ł a się s z c z e g ó l n a odmiana po­
m o c y s ą s i e d z k i e j zwana tłuką, k t ó r a p o l e g a ł a na z e s p o ł o w y m w y k o n a n i u
przez m ł o d z i e ż o k r e ś l o n e j p r a c y w j e d n y m z a m o ż n i e j s z y m gospodarstwie
za p o c z ę s t u n e k i z a b a w ę . Tłuka o d b y w a ł a się n o c ą p r z y k s i ę ż y c u i zawsze
6

7

6

Ród oznacza t u pokrewieństwo rodzin ze strony ojca lub matki. Bardziej
ceniono pokrewieństwo ze strony ojca.
Do 1935 r. obowiązywała ustawa o gminach jednostkowych. Każda wieś była
gminą z radnymi i wójtem.
7

�WSPÓŁDZIAŁANIU G R O M A D Z K I E W POW. J A S I E L S K I M

265

p o s i a d a ł a dwa a s p e k t y : pracy i zabawy z p o c z ę s t u n k i e m . Sama zabawa
nosiła t a k ż e n a z w ę
tłuki .
Bardzo ż y w e b y ł y r ó w n i e ż f o r m y d a r ó w o b r z ę d o w y c h , s k ł a d a n y c h
przez zaproszonych gości podczas u r o c z y s t o ś c i r o d z i n n o - o b r z ę d o w y c h ,
j a k na p r z y k ł a d wesela czy chrzciny. C h a r a k t e r y s t y c z n y b y ł t u zwyczaj
chodzenia po wilku, p r a k t y k o w a n y przez ubogie d z i e w c z ę t a w y c h o d z ą c e
za m ą ż , k t ó r e o d w i e d z a ł y b l i ż s z e i dalsze wsie, p r o s z ą c o d a r y na wesele
( z b i e r a ł y p r z e w a ż n i e z b o ż e ) . Poza t y m w okresie Ś w i ą t B o ż e g o N a r o ­
dzenia i Nowego B o k u k o l ę d u j ą c y m i s k ł a d a j ą c y m ż y c z e n i a dzieciom
(głównie b i e d n y m ) darowywano szczeponki i szczodraki ( k o ł a c z e , p l a c k i
lub pieniądze).
W s p ó ł d z i a ł a n i e g r o m a d y na rzecz w s p ó l n e g o dobra nie b y ł o w ó w c z a s
znane. B r a k b y ł o we wsi s z k o ł y i d o m u ludowego. M i e s z k a ń c y nie w y k a ­
z y w a l i t r o s k i o drogi, c h o c i a ż b y ł y one w t a k beznadziejnym stanie, że
z w ł a s z c z a w i o s n ą i j e s i e n i ą grzęźli na n i c h z k o r i m i i w o z a m i . F o r m ą ze­
s p o ł o w e g o gospodarowania b y ł t y l k o n i o w i o l k i obszar lasu (5 m o r g ó w ) ,
pastwisko g / v i m d z k i c (ok. 30 m o r g ó w ) i wr/rta nocna w s i , p e ł n i o n a ko­
lejno przez p o s z c z e g ó l n e gospodarstwa.
6

2. OKRES K A P I T A L I Z A C J I WSI
P r z e ł o m w i e k u X T X i X X staje się dla wsi m a ł o p o l s k i e j okresem
p r z e z w y c i ę ż a n i a starego systemu feudalno-rodowego
oraz p o w o l n y m
przechodzeniem wsi do n o w y c h f o r m ż y c i a i gospodarowania. Okres t e n
c h a r a k t e r y z u j ą wielkie p r z e m i a n y gospodarcze, s p o ł e c z n o - p o l i t y c z n e i k u l ­
turalne.
W P o t a k ó w c e p r z e m i a n y te z n a l a z ł y wyraz w licznej emigracji zarob­
k o w e j , p o w s t a n i u s z k o ł y , s i l n y m w p ł y w i e r u c h u ludowego, p o w s t a n i u
k ó ł k a rolniczego i wreszcie w w y r o ś n i ę c i u w z w i ą z k u z t y m i n o w y m i
n u r t a m i ż y c i a wiejskiego jednostek p r z o d o w n i c z y c h — d z i a ł a c z y , k t ó r z y
j u ż w t e d y w y w i e r a l i w p ł y w na r o z w ó j ż y c i a nie t y l k o swojej wsi.
P o c z ą t e k potakowskiej e m i g r a c j i sięga l a t o s i e m d z i e s i ą t y c h u b i e g ł e g o
stulecia. N a j p i e r w emigrowano na W ę g r y do Budapesztu. Stosunkowo
bliska o d l e g ł o ś ć od ó w c z e s n e j granicy w ę g i e r s k i e j u m o ż l i w i a ł a dostanie
się na W ę g r y pieszo, po 6 godzinach w ę d r ó w k i . E m i g r a c j a ta n i g d y nie
p r z y b r a ł a d u ż y c h r o z m i a r ó w , a n i t e ż nie w y w a r ł a w i ę k s z e g o w p ł y w u t a k
na ż y c i e P o t a k ó w k i , j a k i okolicznych w s i .
P o w a ż n ą r o l ę o d e g r a ł a dopiero emigracja do S t a n ó w Zjednoczonych.
U d z i a ł w niej b y ł masowy przede w s z y s t k i m m ł o d z i e ż y i t r w a ł aż do
8

Tłuka występowała przy żniwach, koszeniu siana, ubijaniu glinianej podłogi
w nowo wybudowamym domu oraz przy robieniu kiesek ze słomy do poszycia dachów.
Zabawa odbywająca się po ubiciu glinianej podłogi nosiła nazwę tłuki lub udeptowin.

�266

МАША B I E l i N A C K A

Т w o j n y ś w i a t o w e j w ł ą c z n i e . E m i g r a c j a t a w p ł y n ę ł a d o d a t n i o przede
w s z y s t k i m na o d c i ą ż e n i e bardzo przeludnionej w s i , p r z y n o s z ą c w efekcie
podniesienie w a r u n k ó w b y t u t a k dla r o d z i n e m i g r a n t ó w , j a k i reemigran­
t ó w , k t ó r z y d o k u p y w a l i z i e m i ę , b u d o w a l i d o m y , l i k w i d o w a l i s p ł a t y ro­
dzinne i t p .
Ш е bez znaczenia b y ł o r ó w n i e ż w y j ś c i e w i e l u m i e s z k a ń c ó w poza
o p ł o t k i w ł a s n e j wsi i poznanie szerszego ś w i a t a . W p r a w d z i e w p ł y w po­
w r a c a j ą c y c h e m i g r a n t ó w na r o z w ó j ś r o d o w i s k a , z k t ó r e g o pochodzili,
b y ł znacznie mniejszy a n i ż e l i m o ż n a b y ł o teoretycznie z a k ł a d a ć , niemniej
j e d n a k część zdomiejszych o s ó b po powrocie do k r a j u w y b i j a ł a się ua
czoło ż y c i a wsi.
D r u g i m z k o l e i c z y n n i k i e m p o s t ę p u s t a ł a się s z k o ł a t a r n o w i e c k a ,
w k t ó r e j p r a c o w a ł o kolejno d w ó c h nauczycieli, o f i a r n y c h d z i a ł a c z y oświa­
t o w y c h . Pierwszy z n i c h b y ł przede w s z y s t k i m budzicielem ducha naro­
dowego, d r u g i (podobno syn c h ł o p s k i ) b y ł d z i a ł a c z e m l u d o w y m . P i e r w s i
potakowscy uczniowie s z k o ł y w y n i e ś l i z niej nie t y l k o u m i e j ę t n o ś ć czy­
t a n i a i pisania,.ale t a k ż e d z i ę k i obcowaniu n a d a l z nauczycielami d ą ż e n i e
do w y ż s z e g o p o z i o m u ż y c i a . G r u n t do t y c h z a i n t e r e s o w a ń p r z y g o t o w a n y
b y ł r ó w n i e ż przez r o z w i j a j ą c y się w G a l i c j i r u c h l u d o w y . W T a r n o w c u
j u ż w 1888 r o k u p o w s t a ł pierwszy w G a l i c j i p r z e d w y b o r c z y k o m i t e t w ł o ­
ś c i a ń s k i . P o t a k ó w k a z n a j d o w a ł a się w k r ę g u o d d z i a ł y w a n i a o w y c h po­
s t ę p o w y c h . r u c h ó w s p o ł e c z n o - p o l i t y c z n y c h , k t ó r e z y s k u j ą w niej coraz
więcej z w o l e n n i k ó w , przede w s z y s t k i m z a ś o w ą g r o m a d k ę pierwszych
u c z n i ó w s z k o ł y . Dociera t u prasa l u d o w a , n a j p i e r w ks. S t a n i s ł a w a Stojałowskiego „Wieniec i P s z c z ó ł k a " , później J. Stapińskiego „Przyjaciel
L u d u " . Z u d z i a ł e m S t a p i ń s k i e g o o d b y w a j ą się wiece ludowe, na k t ó ­
rych w y s t ę p u j ą już jako m ó w c y pierwsi działacze potakowscy.
9

1 0

1 1

N a f a l i z a i n t e r e s o w a ń p o l i t y c z n y c h szło przez wieś g a l i c y j s k ą h a s ł o
z a k ł a d a n i a K ó ł e k E o l n i c z y c h . W l a t a c h 1901—1902 p o t a k o w i a n i e z a ł o ­
ż y l i K ó ł k o Eolnicze, k t ó r e z o r g a n i z o w a ł o u s p o ł e c z n i o n y sklepik i p r o w a ­
dziło r ó w n i e ż d z i a ł a l n o ś ć o ś w i a t o w ą i r o l n i c z ą . P r z y K ó ł k u t y m zorgani­
zowana z o s t a ł a pierwsza biblioteczka, z k t ó r e j po raz pierwszy z a c z ę t o
w y p o ż y c z a ć k s i ą ż k i do d o m ó w . W l o k a l u K ó ł k a c h ł o p i c z y t a l i g ł o ś n o
gazety rolnicze. „ K ó ł k o w c y " r ó w n i e ż p o d j ę l i w a l k ę z n a g m i n n y m p i j a ń ­
s t w e m k a r c z e m n y m , w p r o w a d z a j ą c m i ę d z y i n n y m i wieczorne spotkania
przy winie.

9

Mowa o nauczycielach J. Kamińskim i Orłowskim.
K. D u n i n - W ą s o w i c z , Dzieje Stronnictwa Ludowego w Galicji, Warszawa
1956, s. 91.
Pierwszym prenumeratorem pisma „Wieniec i Pszczółka" był w Potakówce
Jan G-oleń.
10

1 1

�WSPÓŁDZIAŁANIE G R O M A D Z K I E W POW. J A S I E L S K I M

267

Propagowanie h a s e ł podniesienia poziomu r o l n i c t w a znajduje t u swój
w y r a z w przeprowadzeniu melioracji p ó l , z a k u p y w a n i u ulepszonych
n a r z ę d z i (siewniki, m ł y n k i , sieczkarnie), w p r o w a d z e n i u d o b r y c h g a t u n k ó w
z b ó ż i p r a w i d ł o w s z e g o p ł o d o z m i a n u . Proces ulepszania w r o l n i c t w i e
p o s t ę p u j e jednak m i m o wszystko powoli ze w z g l ę d u na p r z e w a g ę drob­
n y c h gospodarstw c h ł o p s k i c h . T a k i e maszyny, j a k m ł y n k i czy siewniki,
k u p o w a l i t y l k o z a m o ż n i e j s i gospodtv-ze, i t o do s p ó ł k i .
I d ą c e u ś w i a d o m i e n i e s p o ł e c z n o - p o l i t y c z n e w y z w a l a ł o n o w ą , nie z n a n ą
dotychczas na wsi e n e r g i ę t w ó r c z ą . P o t a k o w i a n i e w r o k u 1908 w ł a s n y m
w s p ó l n y m w y s i ł k i e m z b u d o w a l i d o m g r o m a d z k i dla t y c h potrzeb, k t ó ­
r y c h k i l k a n a ś c i e l a t wstecz ivies z u p e ł n i e nie o d c z u w a ł a . O d 1910 r o k u
w d o m u t y m z n a l a z ł a pomieszczenie 1-klasowa s z k o ł a powszechna, miesz­
kanie nauczyciela oraz sklep K ó ł k a Rolniczego, k t ó r y uprzednio mieścił
się w w y n a j ę t e j komorze.
1 2

B u d o w a d o m u . gromadzkiego zainicjowana przez miejscowych, w y ­
b i j a j ą c y c h się d z i a ł a c z y b y ł a w y r a z e m i c h d u ż e j d o j r z a ł o ś c i s p o ł e c z n e j
oraz w y r a z e m gromadzkiego w s p ó ł d z i a ł a n i a dla w s p ó l n e j sprawy.
Pierwsza w o j n a ś w i a t o w a z a s t a ł a P o t a k ó w k ę na drodze k i l n o w e m u
ż y c i u . Zerwane z o s t a ł y w i ę z y z a m y k a j ą c e j ą w ramach t r a d y c y j n e j spo­
łeczności wiejskiej — wieś w e s z ł a na szeroki gościniec dziejowy.
3. OKRES M I Ę D Z Y W O J E N N Y
P o t a k ó w k a nie w y s z ł a o b r o n n ą r ę k ą z okresu pierwszej w o j n y świa­
t o w e j . D o r o b e k w y p r a c o w a n y w czasach przedwojennych z o s t a ł p o w a ż ­
nie uszczuplony. Z a b r a k ł o w i e l u dzielnych l u d z i . Z m a r n o w a ł się dorobek
sklepu K ó ł k a Bolniczego. W i e ś b y ł a s k ł ó c o n a p o l i t y c z n i e , co się jeszcze
mocniej p o g ł ę b i ł o na skutek i s t n i e j ą c y c h we wsi d w ó c h u g r u p o w a ń poli­
t y c z n y c h : P S L - L e w i c y i PSL-Piast.
W s y t u a c j i gospodarczej w s i z a r y s o w a ł y się p o w a ż n e t r u d n o ś c i ; zo­
s t a ł a w s t r z y m a n a emigracja zamorska, co p r z y c z y n i ł o się do dalszego
r o z d r o b n i e n i a gospodarstw. N a , około 100 gospodarstw zaledwie 3—4
p r z e k r a c z a ł o w i e l k o ś c i ą 10 m o r g ó w (nie o s i ą g a j ą c liczby 15 m o r g ó w ) ,
reszta gospodarstw p o s i a d a ł a p r z e c i ę t n i e d z i a ł k i od 2 do 3 m o r g ó w .
Z a m o ż n i e j s i c h ł o p i w p r o w a d z a j ą w p r a w d z i e pewne ulepszenia w tech­
n i c z n y m w y p o s a ż e n i u swych gospodarstw, ale u w i ę k s z o ś c i nadal n a j w a ż ­
niejsze funkcje gospodarcze s p e ł n i a p ł u g , sierp, cepy i ż a r n a . T a k
b y ł o od pierwszych l a t po drugiej w o j n i e ś w i a t o w e j . Z a z n a c z a j ą c y się
w okresie m i ę d z y w o j e n n y m p o s t ę p w podnoszeniu p r o d u k c j i rolnej b y ł
1 3

12
1 3

Meliorację, zwaną tu drenarką, przeprowadzono w latach 1907 — 1910.
J. Faber, Pamiętniki chłopów, Warszawa 1935, t. 1, s. 675.

�268

MARIA B I E R N A C K A

w y n i k i e m nie t y l e upowszechnienia nowoczesnych n a r z ę d z i gospodarczych,
ile d u ż e g o w k ł a d u p r a c y l u d z k i e j . N a t a k i w k ł a d m o g ł a sobie p o z w o l i ć
przeludniona w i e ś m a ł o p o l s k a .
Pewne m o ż l i w o ś c i zarobkowe d a w a ł wsi r o z w ó j p r z e m y s ł u naftowego
w s ą s i e d n i c h wsiach. B e z p o ś r e d n i o po wojnie część m ł o d z i e ż y p r a c o w a ł a
p r z y budowie osiedli i r a f i n e r i i n a f t y w J e d l i c z u i e l e k t r o w n i w M ę c i n c e .
Nieliczna część m ę ż c z y z n z n a l a z ł a s t a ł e zatrudnienie p r z y w y d o b y w a n i u
r o p y naftowej. T a praca n i e a t r a k c y j n a dla c h ł o p ó w przed 1914 r o k i e m
w l a t a c h n a s t ę p n y c h z n a l a z ł a w i e l u z w o l e n n i k ó w i m ł o d z i e ż d o r o s ł a za­
b i e g a ł a o t o , aby p r a c ę t ę u z y s k a ć . S t a ł a się ona awansem dla m ł o d z i e ż y
chłopskiej.
Znaczne pogorszenie s y t u a c j i materialnej wsi z a r y s o w a ł o się na tle
o g ó l n e g o k r y z y s u w l a t a c h 1929—1931. K i e d y więc przed 1930 r o k i e m ,
z j a w i ł y się pewne m o ż l i w o ś c i emigracji do F r a n c j i i K a n a d y , przelud­
niona wieś skwapliwie z n i c h k o r z y s t a ł a , ale na skutek o g r a n i c z e ń wyje­
c h a ł o zaledwie 11 o s ó b . E ó w n i e ż w 1938 r o k u w r o b o t a c h sezonowych
do Niemiec wzięło u d z i a ł t y l k o 14 o s ó b . T a k emigracja, j a k i praca
w p r z e m y ś l e w n i e w i e l k i m procencie r o z w i ą z y w a ł a k w e s t i ę przeludnienia
wsi i u k r y t e g o w niej bezrobocia. T r a d y c j a p r a c y o ś w i a t o w e j i s p o ł e c z n o politycznej j u ż p r z e d r o k i e m 1914 oraz fala r u c h u m ł o d z i e ż o w e g o i d ą c e g o
przez wieś p o l s k ą s p o w o d o w a ł y , że w 1925 r o k u p o w s t a ł t a k ż e w Pota­
k ó w c e Z w i ą z e k M ł o d z i e ż y L u d o w e j , b ę d ą c y S e k c j ą M a ł o p o l s k i e g o To­
w a r z y s t w a Bolniczego. K o ł o M ł o d z i e ż y bardzo szybko s t a ł o się o ś r o d k i e m
ż y c i a s p o ł e c z n o - k u l t u r a l n e g o w s i . O d 1928 r o k u , to jest od czasu w y o d ­
r ę b n i e n i a się Z w i ą z k u M ł o d z i e ż y Wiejskiej В . P. z organem „ W i c i " , ra­
d y k a l n a m ł o d z i e ż zorganizowana w p o t a k o w s k i m K o l e toczy nieprze­
r w a n ą w a l k ę ze starostwem p o w i a t o w y m w J a ś l e o l e g a l i z a c j ę „ W i c i " ;
w powiecie uzyskano zezwolenie dopiero po dziesięciu l a t a c h , t j . w 1938
roku.

1 4

1 5

Obok organizacji m ł o d z i e ż o w e j , s k u p i a j ą c e j na przestrzeni okresu
m i ę d z y w o j e n n e g o — poza r z a d k i m i w y j ą t k a m i — m ł o d z i e ż całej wsi, dzia­
ł a ł y t u jeszcze inne organizacje, j a k : S t r o n n i c t w o L u d o w e , Ochotnicza
S t r a ż P o ż a r n a , z r e a k t y w o w a n e K ó ł k o Bolnicze i K o ł o T o w a r z y s t w a S z k o ł y
L u d o w e j . D z i a ł a l n o ś ć K o ł a , w y k a z u j ą c e g o d u ż e o ż y w i e n i e , prowadzona
była w kierunku oświatowo-wychowawczym, rolniczym i samorządowym.
Praca p o z o s t a ł y c h organizacji s p r o w a d z a ł a się do i c h specyficznych
z a d a ń . W s z y s t k i e organizacje w s p ó ł p r a c o w a ł y ze s o b ą , a n a j e ż y n n i e j s i

14

G-dy pierwszy raz we wsi robotnik z kopalni nafty J. Muroń werbował chłopów
do pracy, to początkowo żaden z nich nie chciał iść do takiej „brudnej roboty" (AZE,
nry inw. 779, 1128).
AZE, nry inw. 779, 1154.
15

�WSPÓŁDZIAŁANIE G R O M A D Z K I E W POW. J A S I E L S K I M

269

i c h c z ł o n k o w i e s p o t y k a l i się w swej d z i a ł a l n o ś c i na terenie s a m o r z ą d u
wiejskiego.
W w y n i k u r o z w o j u ż y c i a s p o ł e c z n o - o r g a n i z a c y j n e g o p o d n o s i ł się po­
z i o m k u l t u r a l n y w s i i jej m i e s z k a ń c ó w . P r a c ę c e c h o w a ł a s a m o d z i e l n o ś ć
m y ś l i i c z y n ó w . K s z t a ł t o w a ł a się nowa, w y ż s z a e t y k a p o s t ę p o w a n i a ,
k r y s t a l i z o w a ł się ś w i a t o p o g l ą d m ł o d z i e ż y i starszych, z r y w a j ą c y z prze­
s ą d e m i zacofaniem. M ł o d z i p o s z u k i w a l i n o w y c h d r ó g p r z e b u d o w y ż y c i a
wsi. B i b l i o t e k a , ś w i e t l i c a , zebrania, u r o c z y s t o ś c i o k o l i c z n o ś c i o w e b y ł y
d o s k o n a ł y m n a r z ę d z i e m w y c h o w a w c z y m . W i e ś u t r z y m y w a ł a ścisłe k o n ­
t a k t y z s ą s i e d n i m i o ś r o d k a m i r u c h u robotniczego PPS, a szczególnie
T U B oraz z d z i a ł a c z a m i k o m u n i s t y c z n y m i . Z r a d y k a l i z o w a n i e r u c h ó w
s p o ł e c z n y c h sprowadza na wieś, na jej d z i a ł a c z y ostre a t a k i ze s t r o n y
władz państwowych.
Praca s p o ł e c z n a K o ł a i i n n y c h organizacji wiejskich w y r a z i ł a się r ó w ­
nież szeregiem k o n s t r u k t y w n y c h o s i ą g n i ę ć . J u ż w p i e r w s z y m okresie
istnienia K o ł a M ł o d z i e ż y z i n i c j a t y w y p r z o d u j ą c y c h c z ł o n k ó w z o s t a ł a
we wsi z a ł o ż o n a s z k ó ł k a drzewek o w o c o w y c h . W c i ą g u 20 l a t jej istnienia
z o s t a ł o upowszechnione we w s i i okolicy sadownictwo. W s z y s t k i e prace
z w i ą z a n e z zaprowadzeniem s z k ó ł k i na d a w n y m g r o m a d z k i m p a s t w i s k u
w y k o n a l i bezinteresownie „ K o ł o w c y " . Pracowano n o c a m i p r z y z w ó z c e
drzewa z lasu, o p a r k a n i a n i u s z k ó ł k i oraz p r z e k o p y w a n i u ziemi. Sadzenie
drzewek, szczepienie, p i e l ę g n a c j ę w p i e r w s z y m okresie w y k o n y w a n o r ó w ­
nież bezinteresownie.
P r z y c z y n n y m udziale „ K o ł o w c ó w " — c h o c i a ż z i n i c j a t y w y starszych
p o s t ę p o w y c h gospodarzy — z o s t a ł y oczyszczone pastwiska gromadzkie,
p o z o s t a j ą c e w stanie d z i k i c h n i e u ż y t k ó w . P ó ź n i e j w y d z i e r ż a w i o n o je
p o s z c z e g ó l n y m gospodarzom i w miejscach d a w n y c h wierzb, na terenach
d o s t ę p n y c h , K o ł o z a s a d z i ł o drzewka owocowe. Praca o d b y w a ł a się ze­
s p o ł o w o i bezinteresownie.
N a j w y ż s z y m o s i ą g n i ę c i e m tej k o n s t r u k t y w n e j d z i a ł a l n o ś c i b y ł a w la­
t a c h 1934—1935 b u d o w a D o m u Ludowego. P r z y budowie w s p ó ł d z i a ł a ł y
wszystkie i n s t y t u c j e i organizacje wiejskie. P r a c ą k i e r o w a ł K o m i t e t
B u d o w y p o d p r z e w o d n i c t w e m s o ł t y s a , dawnego c z ł o n k a K o ł a M ł o d z i e ż y .
G ł ó w n y c i ę ż a r finansowania b u d o w y ( m a t e r i a ł ó w b u d o w l a n y c h i m a j s t r ó w )
s p o c z y w a ł na m i e j s c o w y m s a m o r z ą d z i e , K ó ł k u R o l n i c z y m i K o l e Mło­
d z i e ż y . Wszelkie z w ó z k i , pomoc p r z y b u d o w i e i t p . w y k o r i y w í l f j cafe wieś.
S z k o ł a m i e ś c i ł a się w s t a r y m b u d y n k u g r o m a d z k i m , k t ó r y nie odpo­
w i a d a ł e l e m e n t a r n y m p o t r z e b o m h i g i e n i c z n y m . Z tego p o w o d u w ł a d z e
z a p o w i a d a ł y z a m k n i ę c i e s z k o ł y . M i m o l i c z n y c h s t a r a ń miejscowego spo1 6

16

Współpraca z PPS i TUR w Brzozówce oraz działaczem komunistycznym
Janem Kapała z Jasła.

�270

MA HI A B I E R N A C K A

łeczeristwa nie uzyskano ż a d n e j p o m o c y na b u d o w ę s z k o ł y ze strony
p a ń s t w a . W tej s y t u a c j i wieś w ł a s n y m i s i ł a m i p o d j ę ł a t r u d b u d o w y D o m u
Ludowego, . p r z e z n a c z a j ą c go tymczasowo na pomieszczenie dla s z k o ł y .
Z b u d o w a n o go kosztem 12 t y s i ę c y z ł o t y c h i we w r z e ś n i u 1935 r o k u uro­
c z y ś c i e przekazano szkole.
Wiele jeszcze w y s i ł k u w ł o ż y ł a wieś, a szczególnie m ł o d z i e ż , w w y r ó w ­
n y w a n i e ogrodu szkolnego, p r z e s u n i ę c i e d r o g i wiejskiej b i e g n ą c e j obok
szkoły i i n .
Bezinteresowność w pracy cechowała zresztą całą ówczesną działal­
n o ś ć K o ł a . P o c z ą w s z y od przekazywania swych k s i ą ż e k do b i b l i o t e c z k i
„ K o ł o w e j " poprzez b e z p ł a t n e s p r z ą t a n i e ś w i e t l i c y , p r z y g o t o w y w a n i e
p r o w i z o r y c z n y c h scen do a m a t o r s k i c h p r z e d s t a w i e ń , dekorowanie sal
czy u k ł a d a n i e desek p o d z a b a w ę t a n e c z n ą na w o l n y m p o w i e t r z u l u b
p i e l ę g n o w a n i e o g r ó d k a k w i a t o w e g o p r z y d o m u g r o m a d z k i m do niezli­
czonej ilości czasu w ł o ż o n e g o w p r z y g o t o w a n i e p r z e d s t a w i e ń , d o ż y n e k
oraz i n n y c h imprez „ K o ł o w y c h " .
N a t l e w a l k i prowadzonej przez r a d y k a l n y r u c h l u d o w y o w ł a d z ę
i o nowe lepsze w a r u n k i b y t o w a n i a całej w s i polskiej w y t w a r z a ł o się w ze­
spole p o t a k o w s k i c h d z i a ł a c z y poczucie o d p o w i e d z i a l n o ś c i za całość ż y c i a
g r o m a d y . W t y c h w a r u n k a c h k s z t a ł t o w a ł a się we w s i t a k a opinia spo­
ł e c z n a , k t ó r a bez specjalnego nacisku m o b i l i z o w a ł a do p r a c y z e s p o ł o w e j
dla dobra wsi nawet t y c h l u d z i , k t ó r z y nie b r a l i u d z i a ł u w ż y c i u organi­
zacyjnym.
P r z y k ł a d e m tego, j a k w p o s t ę p o w e j i ś w i a d o m e j społecznie gromadzie
t r a d y c y j n a pomoc s ą s i e d z k a nabiera nowego c h a r a k t e r u , m o ż e b y ć r ó w ­
nież f a k t u j ę c i a w n o r m y s t a t u t o w e dawnej p o m o c y wzajemnej. W Po­
t a k ó w c e zorganizowano w l a t a c h m i ę d z y w o j e n n y c h w ł a s n ą i n s t y t u c j ę
z a b e z p i e c z a j ą c ą gospodarzy na w y p a d e k s t r a t y poniesionej w i n w e n ­
t a r z u (bydle). I n s t y t u c j a t a , zwana S a m o p o m o c ą , w d o s k o n a ł y s p o s ó b
r o z w i ą z y w a ł a ó w p r o b l e m , z a p e w n i a j ą c c z ł o n k o m nie t y l k o p e ł n y z w r o t
poniesionej s t r a t y , ale r ó w n i e ż k o s z t y l e c z e n i a . Fundusze na t e n cel
c z e r p a ł a Samopomoc z ubezpieczeniowych s k ł a d e k c z ł o n k o w s k i c h oraz
z organizowanych na t e n cel i m p r e z . Z r z e s z a ł a prawie wszystkie gospo­
darstwa, b ę d ą c s z c z e g ó l n y m dobrodziejstwem dla gospodarstw najbied­
niejszych, k t ó r e k a ż d ą s t r a t ę n a j d o t k l i w i e j o d c z u w a ł y .
W zorganizowany s p o s ó b r o z w i ą z y w a ł a w ó w c z a s wieś spraw- u t r z y ­
m a n i a swych b i e d n y c h s a m o t n y c h l u d z i , z n a j d u j ą c y c h się bez ż a d n e j
17

17

Statut „Samopomocy" opracowała grupka chłopów pod kierunkiem działa
cza F. Wiśniowskiego.

�WSPÓŁDZIAŁANIE G R O M A D Z K I E W POW. J A S I E L S K I M

271

o p i e k i (3 w y p a d k i ) . W m y ś l u c h w a ł g r o m a d z k i c h zapewniono i m miesz­
kanie, w y ż y w i e n i e , o n i z a ś odwzajemniali się w m i a r ę swych sił, n p . ro­
bieniem m i o t e ł . B y ł o to w l a t a c h , k i e d y poprzez wsie codziennie w ę d r o ­
w a l i „ p o p r o ś b i e " b i e d n i ludzie. B ó w n i e ż w s p o s ó b zorganizowany po­
m a g a ł a wieś r o d z i n o m w y s i e d l o n y m przez N i e m c ó w w czasie ostatniej
wojny.
W o j n a 1939—1945 p r z e r w a ł a n o r m a l n ą s p o ł e c z n o - g o s p o d a r c z ą dzia­
ł a l n o ś ć wsi. Pewne prace na o d c i n k u gospodarczym, c h o ć w bardzo ogra­
n i c z o n y m zakresie, prowadzono m i m o o k u p a c j i . W miejsce dawnego
K ó ł k a Bolniczego z a ł o ż o n o w 1941 r o k u S p ó ł d z i e l n i ę S p o ż y w c ó w „ P r z e d ­
w i o ś n i e " , k t ó r a na ó w c z e s n e w a r u n k i r o z w i j a ł a się p o m y ś l n i e . Część
m ł o d z i e ż y k o ń c z y w t y m czasie s z k o ł y i k u r s y s p ó ł d z i e l c z e . W e wsi, po­
dobnie j a k i w powiecie, r o z w i j a się d z i a ł a l n o ś ć k o n s p i r a c y j n a B a t a l i o ­
n ó w C h ł o p s k i c h i Ludowego Z w i ą z k u K o b i e t , b ę d ą c a k o n t y n u a c j ą prac
p r z e d w o j e n n y c h „ W i c i " . N i e k t ó r z y wiciarze p r z e j ś c i o w o
utrzymywali
k o n t a k t y z o ś r o d k a m i i d z i a ł a c z a m i P P B w powiecie.
N a j c i ę ż s z y m okresem dla wsi b y ł k i l k u m i e s i ę c z n y f r o n t w o j s k o w y
w 1944—1945 r o k u , p o ł ą c z o n y z e w a k u a c j ą i zniszczeniami.
i. OKRES POWOJENNY
Okres p o w o j e n n y z a z n a c z y ł się we wsi bardzo p o w a ż n y m i przeobra­
ż e n i a m i s t r u k t u r a l n y m i , s p o w o d o w a n y m i przede w s z y s t k i m przez znaczny
o d p ł y w l u d n o ś c i do z a j ę ć w o k o l i c z n y c h o ś r o d k a c h p r z e m y s ł o w y c h , w y ­
j a z d na s t a ł e do miast i na Ziemie Zachodnie oraz masowy o d p ł y w m ł o ­
d z i e ż y do wszelakiego r o d z a j u szkół i w y ż s z y c h uczelni (zjawiska nie znane
wsi m i ę d z y w o j e n n e j ) . T a k w i ę c w 1956 r o k u na 117 gospodarstw (506 miesz­
k a ń c ó w ) z r o l n i c t w a u t r z y m y w a ł o się 3 1 , a z r o l n i c t w a i r z e m i o s ł a (kowale,
stolarze, blacharze) 10 gospodarstw. N a t o m i a s t z 76 gospodarstw r o l ­
n y c h 102 m i e s z k a ń c ó w b y ł o z a t r u d n i o n y c h na s t a ł e poza r o l n i c t w e m
(po 1—2, a nawet t r z y osoby z jednego d o m u ) . Miejscem p r a c y dla w i e l u
jest p r z e m y s ł (ponad 50 % ) , s a m o r z ą d , spółdzielczość, b u d o w a sieci elek­
t r y c z n y c h i t p . D o d a j m y , że w l a t a c h p o w o j e n n y c h na s t a ł e o p u ś c i ł o wieś
59 o s ó b (wszystkie samotne).
Z j a w i s k i e m p o z o s t a j ą c y m bez precedensu w dziejach P o t a k ó w k i
jest masowe k s z t a ł c e n i e się m ł o d z i e ż y w r ó ż n e g o t y p u s z k o ł a c h . O ile na
przestrzeni k i l k u d z i e s i ę c i u l a t do 1939 r o k u w ł ą c z n i e szkołę ś r e d n i ą (han­
d l o w ą , r o l n i c z ą , s e m i n a r i u m nauczycielskie, o g ó l n o w y d z i a ł o w ą ) u k o ń ­
c z y ł o zaledwie 17 o s ó b , to obecnie sprawa t a przedstawia się n a s t ę p u j ą c o :
s z k o ł y zawodowe zasadnicze 33 osoby; s z k o ł y ś r e d n i e o g ó l n o k s z t a ł c ą c e
i zawodowe 38 o s ó b (bez u w z g l ę d n i e n i a t y c h , k t ó r z y jej nie s k o ń c z y l i ) ;

�272

MAKIA

BIERNACKA

s z k o ł y w y ż s z e u k o ń c z y ł o l u b k o ń c z y ÍO o s ó b . Obecnie w s z k o ł a c h zawo­
d o w y c h uczy się 14, a w s z k o ł a c h ś r e d n i c h 11 u c z n i ó w .
Możliwości t a k szerokiego k o r z y s t a n i a m ł o d z i e ż y z n a u k i zapewnia
wsi b l i s k o ś ć szkół w J e d l i c z u (3,5 k m ) , J a ś l e i K r o ś n i e .
Najmniejsze z m i a n y z a z n a c z y ł y się w samej s t r u k t u r z e gospodarstw
r o l n y c h . Z r e f o r m y rolnej tarnowieckiego f o l w a r k u o t r z y m a ł o k i l k a o s ó b
p ó ł h e k t a r o w e d z i a ł k i . Ze w z g l ę d u na o d p ł y w m ł o d z i e ż y do szkół, miast
i p r z e m y s ł u proces rozdrabniania z o s t a ł zahamowany.
N a t o m i a s t mechanizacja r o l n i c t w a p o s t ę p o w a ł a stosunkowo szybko,
i t o g ł ó w n i e poprzez o ś r o d k i maszynowe. D l a p r z y k ł a d u m o ż n a p o d a ć ,
że m ł o c a r n i a w y p i e r a zdecydowanie cepy, ale obok kosy sierp p e ł n i jesz­
cze do ostatnich c z a s ó w s w ą f u n k c j ę ś c i n a n i a z b o ż a w w i e l u gospodar­
stwach.
W z w i ą z k u z p o w y ż s z y m i z m i a n a m i w P o t a k ó w c e z a z n a c z y ł się na
w i e l u odcinkach p o w a ż n y wzrost stopy ż y c i o w e j w stosunku do okresu
przedwojennego. D o t y c z y t o przede w s z y s t k i m t y c h m i e s z k a ń c ó w , k t ó ­
r y m podstawowe ś r o d k i ż y w n o ś c i zapewnia gospodarstwo rolne, a do­
d a t k o w e z a r o b k i s ł u ż ą na podniesienie p o z i o m u u b r a n i a czy w y ż y w i e n i a .
S ą t o r o d z i n y t a k z w a n y c h c h ł o p ó w - r o b o t n i k ó w . W rodzinach t y c h
gospodarstwem r o l n y m z a j m u j ą się g ł ó w n i e p o z o s t a ł e w d o m u k o b i e t y
i d o r a s t a j ą c e dzieci, a m ę ż o w i e p o m a g a j ą i m dorywczo po powrocie z pracy.
W t y c h w a r u n k a c h w y d a j n o ś ć z i e m i nie ulega o b n i ż e n i u pewnie dlatego,
że gospodarstwa są bardzo m a ł e , a k u l t u r a rolna w tej okolicy jest na
d o b r y m poziomie.
D z i a ł a l n o ś ć s p o ł e c z n ą w s i do 1949 r o k u w ł ą c z n i e c e c h o w a ł d u ż y d y ­
n a m i z m . D o czynnego ż y c i a w b u d o w a n i u gospodarki p a ń s t w o w e j , samo­
r z ą d o w e j i spółdzielczej p r z y s t ę p u j ą p r z e d w o j e n n i d z i a ł a c z e , p e ł n i ą c wiele
odpowiedzialnych f u n k c j i w gminie i w powiecie. Starsi z r z e s z a j ą się
w Polskiej P a r t i i Eobotniczej (najliczniej), S t r o n n i c t w i e L u d o w y m i Pol­
skiej P a r t i i Socjalistycznej. Część m ł o d z i e ż y organizuje Z w i ą z e k W a l k i
M ł o d y c h , w i ę k s z o ś ć n a w i ą z u j e do t r a d y c j i i w ł ą c z a się do p r a c y w Z w i ą z k u
M ł o d z i e ż y Wiejskiej
„ W i c i " ( m ł o d z i e ż Z W M przechodzi w k r ó t c e do
„Wici").
P o c z ą t k o w y w y s i ł e k s p o ł e c z e ń s t w a idzie w k i e r u n k u zatarcia znisz­
c z e ń w o j e n n y c h ; prawie c a ł k o w i t e m u zburzeniu uległ stary d o m gro­
m a d z k i , rcmizi-j s t r a ż a c k a , częściowo t a k ż e s z k o ł a . W s p ó l n y m w y s i ł k i e m
doprowadzono n a j p i e r w szkołę do stanu u ż y w a l n o ś c i . O b o k n a u k i od­
b y w a ł y się w niej zebrania, wieczory ś w i e t l i c o w e , k u r s y d o k s z t a ł c a j ą c e
i r ó ż n e wiejskie u r o c z y s t o ś c i . Ścisła w s p ó ł p r a c a k i e r o w n i c t w a s z k o ł y
z m ł o d z i e ż ą p o z a s z k o l n ą daje p o w a ż n e r e z u l t a t y .
1 8

Dane statystyczne do tego okresu zebrano w latach 1955 — 1956.

�WSPÓŁDZIAŁANIE G R O M A D Z K I E W POW. J A S I E L S K I M

273

W l a t a c h 1945—1946 gromada p r z y s t ę p u j e j e d n a k do b u d o w y D o m u
L u d o w e g o . N a j w i ę k s z y w k ł a d finansowy w b u d o w ę d a ł o K o ł o „ W i c i " .
Eobocizna niefachowa z o s t a ł a w y k o n a n a j a k i dawniej w r a m a c h
w s p ó ł d z i a ł a n i a gromadzkiego. D o m t e n nie zaspokaja j e d n a k p e ł n y c h
potrzeb ż y c i a s p o ł e c z n e g o w s i , dlatego t e ż w 1956 r o k u p r z y s t ą p i o n o do
jego r o z b u d o w y .
D o i n n y c h prac w y k o n a n y c h w t y m czasie z e s p o ł o w o n a l e ż y odbu­
dowa r e m i z y s t r a ż a c k i e j , w y k o p a n i e i u r z ą d z e n i e stawu (basenu) dla ce­
l ó w p r z e c i w p o ż a r o w y c h , u r z ą d z e n i e boiska sportowego. Poza t y m szereg
prac mniejszych, j a k sadzenie drzewek o w o c o w y c h w z d ł u ż d r o g i p r o w a ­
d z ą c e j przez wieś, b u d o w a s c h o d ó w oraz w p r a w i a n i e p o d ł ó g w b u d y n k u
szkolnym.
Ten i n t e n s y w n y r o z w ó j ż y c i a w s i ulega z a h a m o w a n i u w l a t a c h
1949 — 1954. Organizacje i i n s t y t u c j e s p o ł e c z n e i s t n i e j ą t y l k o f o r m a l n i e ,
g d y ż f a k t y c z n i e nie w y k a z u j ą prawie ż a d n e j d z i a ł a l n o ś c i . D o t y c z y t o
z a r ó w n o starszych, j a k i m ł o d z i e ż y . W i e ś w p r a w d z i e o t r z y m u j e r ó ż n e
n a g r o d y za w y n i k i z d z i a ł a l n o ś c i gospodarczej, ale nie w p ł y w a t o wcale
na u a k t y w n i e n i e sił s p o ł e c z n y c h .
Obserwuje się r ó w n i e ż z a n i k dawnego w s p ó ł ż y c i a s ą s i e d z k i e g o , ludzie
m n i e j się o d w i e d z a j ą , nie c h c ą u c z e s t n i c z y ć w zebraniach, a nawet w t y c h
u r o c z y s t o ś c i a c h wiejskich (np. d o ż y n k i ) , k t ó r e k i e d y ś c i e s z y ł y się naj­
w i ę k s z y m uznaniem.
P r ó b a o ż y w i e n i a z a m a r ł e g o ż y c i a w s i n a s t ę p u j e w 1955 r o k u . Starsi
z a c z y n a j ą a p e l o w a ć do m ł o d z i e ż y , b y w z n o w i ł a s w ą p r a c ę w organizacji
m ł o d z i e ż o w e j . P i ę c i o o s o b o w a g r u p k a gospodarzy p r z y s t ę p u j e do zorga­
nizowania Z e s p o ł u U p r a w y Z i e m i na 12 ha r e s z t ó w k i podworskiej w Tar­
n o w c u . W t y m ż e r o k u p o d j ę l i p o t a k o w i a n i e wraz ż m i e s z k a ń c a m i są­
siedniej w s i W r a c a n i a i n i c j a t y w ę z e l e k t r y f i k o w a n i a swych osiedli. Kosz­
t e m wielkiego n a k ł a d u finansowego i ochotniczej p r a c y o b y d w u w s i —
p r z y częściowej p o m o c y p a ń s t w a — p r o j e k t t e n z o s t a ł zrealizowany
w g r u d n i u 1956 r o k u .
A n a l i z a e l e m e n t ó w gromadzkiego w s p ó ł d z i a ł a n i a
przeprowadzona
w jednej w s i , p o s i a d a j ą c e j t r a d y c j e p o m o c y s ą s i e d z k i e j , pozwala na usta­
lenie p e w n y c h o g ó l n y c h s t w i e r d z e ń o d n o ś n i e do jego f o r m i t r e ś c i w s p ó ł ­
działania.
.
1 9

2 0

19

Ogólny koszt budowy wynosił ponad 60 000 zł (oprócz bezpłatnej robocizny),
z czego Koło Młodzieży „Wici" pokryło 47 000 zł, Związek Walki Młodych 1900 zł,
subwencja z Kuratorium Okręgu Szkolnego w Rzeszowie wynosiła 10 000 zł i zbiórka
we wsi 989 zł.
Ogólny koszt elektryfikacji wsi wynosił ponad 600 000 zł w pieniądzach i robociźnie. Pomoc państwa wynosiła 50 000 zł.
20

Etnografia Polska, t. I V

*8

�274

MARIA

BIERNACKA

Pierwsze z n i c h wskazuje, że pomoc s ą s i e d z k a z w y k ł a , oparta na
w z a j e m n o ś c i ś w i a d c z e ń , jest c h a r a k t e r y s t y c z n a z a r ó w n o dla k o ń c a ubieg­
łego stulecia, k i e d y p r z e w a ż a jeszcze gospodarstwo samowystarczalne,
j a k i dla c z a s ó w w s p ó ł c z e s n y c h . Wiele z n a n y c h i p r a k t y k o w a n y c h f o r m
tej pomocy ulega p r z e o b r a ż e n i o m , n i e k t ó r e c a ł k o w i t e m u z a n i k o w i (np.
tłuka). A s p e k t z a b a w o w o - o b r z ę d o w y , c h a r a k t e r y s t y c z n y d l a n i e k t ó r y c h
f o r m z e s p o ł o w e j pracy, t r a c i w a g ę ze w z g l ę d u na inne m o ż l i w o ś c i roz^
r y w k o w e m ł o d z i e ż y . Te f o r m y zabaw p r z y p o m o c y z e s p o ł o w e j , k t ó r e
niejednokrotnie i n t e r p r e t o w a n o j a k o zabiegi magiczne (np. przewracanie
się podczas sadzenia z i e m n i a k ó w , aby dobrze r o s ł y ) wraz z podniesieniem
się o g ó l n e g o p o z i o m u o ś w i a t y t r a c ą r ó w n i e ż swoje znaczenie. Z w ł a s z c z a
z m i a n y w technice gospodarowania w y w o ł u j ą te swoiste p r z e o b r a ż e n i a .
T a k w i ę c pojawienie się we wsi k o s i a r k i , maszyny parowej do m ł ó c e n i a
i i n n y c h u r z ą d z e ń p o t r z e b u j ą c y c h do o b s ł u g i w i e l u osób s p o w o d o w a ł o
nawet ustalenie się p r z y tej p r a c y z w y c z a j u wzajemnej pomocy, k o ń ­
czącej się z r e g u ł y t a k ż e s u t y m p o c z ę s t u n k i e m .
J e ż e l i chodzi o f o r m y w s p ó ł p r a c y gromadzkiej na rzecz całej w s i ,
to w P o t a k ó w c e w y s t ę p u j e ona dopiero w t y c h czasach, k i e d y wieś prze­
z w y c i ę ż a s w ą i z o l a c j ę , c i e m n o t ę i p r y m i t y w n e gospodarowanie. Powstanie
jej t o w a r z y s z y n a j w y r a ź n i e j procesowi u o b y w a t e l n i e n i a się c h ł o p ó w ,
k t ó r z y s t a j ą się nie t y l k o w ł a ś c i c i e l a m i k a w a ł k a ziemi, ale p r a g n ą b y ć
w s p ó ł g o s p o d a r z a m i z a r ó w n o swojej w s i , j a k i c a ł e g o k r a j u .
D z i a ł a l n o ś ć s p o ł e c z n a p o t a k o w i a n , w y r a ż a j ą c a się w przedstawionych
p o w y ż e j czynach k o n s t r u k t y w n y c h , nie n a l e ż a ł a do zjawisk w y o d r ę b ­
n i o n y c h . B y ł a ona odbiciem t y c h n u r t ó w s p o ł e c z n y c h , j a k i e w o k r e ś l o n e j
epoce historycznej o d d z i a ł y w a ł y na w i e ś , a w a r u n k i miejscowe n a d a w a ł y
jej pewne cechy o d r ę b n e , w ł a ś c i w e tej okolicy. E m i g r a c j a , s z k o ł a , r u c h
l u d o w y , r u c h m ł o d z i e ż o w y , przechodzenie l u d n o ś c i do prac w p r z e m y ś l e ,
proces socjalizacji w s i — to zjawiska o b e j m u j ą c e s w y m z a s i ę g i e m prawie
całą Polskę.

Maria Biernaoka
R E C H E R C H E S SUR L E P E O B L E M E D E L A C O L L A B O E A T I O N COMMUNALE
DANS L E V I L L A G E POTAKÓWKA, DISTR. D E JASŁO
Resume
L'auteur a entrepris á titre d'essai 1'analyse du probleme du service déjá traditionnel de bon voisin et de la collaboration communale telle, qu'elle se pratique
dans les villages en Pologne depuis environ 1890 jusqu'a l'heure actuelle. Ce fut
un des villages particulierement progressiste en ce qui concerne la cooperative

�WSPÓŁDZIAŁANIE G R O M A D Z K I E W POW. J A S I E L S K I M

276

rurale qui lui servit d'exemple; elle consulta de meme les sources historiquee
disponibles en classifiant ses observations propres et les matériaux réunis au terrain.
Les resultáis obtenus ont été intéressants, car ils mettent parfaitement bien en
evidence la diversité des formes que prend le service de bon voisin et la cooperative
communale, surtout si on les considere sous un aspect plus large des changements
généraux économiques, sociaux et culturaux survenus dans les villages de la Pologne Méridionale au eours de la période en question.

ч

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6467" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6447">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4ce50ab6dee5eb9f73f08b837b373888.pdf</src>
        <authentication>e34766ddc36c4a72fd47254d9f4776cf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76989">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:715</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76990">
                <text>1971</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76991">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:658</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76992">
                <text>Rodzina na tle społeczności lokalnej bułgarskiej wsi Gramada / ETNOGRAFIA POLSKA 1971 t.15 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76993">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1971 t.15 z.1, s.41-90</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76994">
                <text>Biernacka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76995">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76996">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76997">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="76998">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76999">
                <text>„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. X V z. 1

MARIA

BIERNACKA

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI L O K A L N E J
BUŁGARSKIEJ WSI GRAMADA
1.

GŁÓWNE

ZAŁOŻENIA

BADAWCZE

I

LITERATURA

PRZEDMIOTU

Atrakcyjność naukowa tematu, obejmującego współczesne przeobra­
żenia rodziny chłopskiej w Bułgarii, polega przede wszystkim na możli­
wości odniesienia kształtujących się obecnie form i stosunków rodzin­
nych do okresu z przełomu X I X i X X wieku (a nawet wcześniejszego),
w k t ó r y m w sposób naturalny funkcjonował jeszcze system pokrewień­
stwa, zawierający wiele form i cech, nawiązujących niekiedy bezpośred­
nio do tradycyjnych wspólnot rodowych i rodzinnych, a zwłaszcza tzw.
południowosłowiańskiej zadrugi '.
Podstawowym założeniem badawczym, dotyczącym systemu pokre­
wieństwa, a zwłaszcza stosunków rodzinnych w Gramadzie, było prze­
śledzenie na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat (od przełomu X I X
i X X w.) procesu rozwoju tej instytucji, zarówno od strony jej struk­
tury i funkcji, jak również od strony jej powiązań z całokształtem życia
społeczno-gospodarczego i kulturalnego wsi. Celem badań było ukazanie
nie tylko obrazu, ale także mechanizmu i sił napędowych dokonujących
się przemian w warunkach dwu podstawowych systemów gospodarczo1

K.

Z a w i s t o w i с z-A d a m s к a

Słowiańszczyźnie
traktuje
nie

w

tradycyjną

przyjęte

jest

i gospodarczej,
rozumiemy
żyjącą

ich

w

zadrugę

—

sposób

pisze

ludzką
stały

—

braterskich, zaś z
synowskich

(o

dwóch,

czym

materialnych

więzami

zadrugi j a k o

ruchomych

prowadzoną

pod

trzech

i

Z

rodzinną

na

Wrocław

1970,.

powszech­
rodzinnej

(najogólniej rzecz

pokrewieństwa

(niekiedy

kolei

krewniacze

wspólnoty

współ­

generacji w

wspól­

generacji w

wspól­

czterech)

przez

wspólnotę

gospodarczą

grupy, o g r a n i c z o n ą

wspólnym

stanem

nieruchomych,

zwierzchnią

nade

władzą

wszystko

naczelnika

biorąc)

naturalnego,

s i ę co n a j m n i e j z d w ó c h

niżej).

gospodarkę tejże

Systemy

w i e l k i e j rodziny. „Jeśli

określenie

i składającą

notach

dóbr

pracy

uwarunkowaniu,

jako odpowiednik
ona

złączoną

notach

gospodarką,

swej

to t y m s a m y m p r z e z w s p ó l n o t ę

grupę

miemy wspólną

w

historyczno-społecznym

ziemi,

tejże

rozu­

posiadania
objętej

tą

wspólnoty

na

zasadzie w s p ó l n o t y ś r o d k ó w produkcji i s p o ż y c i a z mniej lub w i ę c e j w y r a ź n y m

wy­

k l u c z e n i e m w ł a s n o ś c i i n d y w i d u a l n e j . J e s t to w p e w n y m sensie t y p idealny..." P o r . s. 55.

�42

MARIA BIERNACKA

-społecznych i ustrojowych, a mianowicie kapitalizmu i socjalizmu.
Ostatni zwłaszcza okres dostarcza obszernego materiału świadczącego
0 głębokich, istotnych i bardzo szybko postępujących przeobrażeniach
w życiu rodziny wiejskiej.
Ponieważ przemiany te są bardziej niż kiedykolwiek wynikiem świa­
domego i planowanego oddziaływania ośrodków władz centralnych, re­
alizujących w skali ogólnokrajowej określony program ustroju socjali­
stycznego, szczególnie interesujące wydaje się śledzenie problemu, jak
w konkretnej społeczności lokalnej przełamują się procesy o charakte­
rze ogólnym.
Niemniej interesujący wydaje się również problem, czy i w jakim
stopniu specyfika kulturowa systemu krewniaczego w Bułgarii, opartego
na tradycji różnego rodzaju wspólnot rodowych i rodzinnych, warun­
kowała szybszą akceptację i realizację programu socjalistycznej prze­
budowy wsi.
W badaniach zakładano ponadto, że materiał dotyczący przemian ro­
dziny bułgarskiej może stanowić podstawę do szerszych uogólnień, a na­
stępnie porównań przede wszystkim w obrębie krajów o podobnej socja­
listycznej strukturze ustrojowej oraz innych, o odmiennych gospodar­
czo-społecznych i ustrojowych systemach.
A zatem punktem wyjścia do badań nad współczesną rodziną chłop­
ską w Gramadzie było odtworzenie jej obrazu z okresu przełomu ubieg­
łego i obecnego stulecia, a punktem dojścia charakterystyka głównych
cech rodziny współczesnej. Podstawową bazę źródłową dla tych badań
stanowiły przede wszystkim indywidualne wywiady terenowe, przepro­
wadzane na podstawie kwestionariuszy, ankieta, materiały statystyczne
1 archiwalne władz oraz instytucji miejscowych i okręgowych, a także
literatura przedmiotu .
Zanim zostaną omówione konkretne wyniki badań w Gramadzie warto
zaznaczyć, że systemy pokrewieństwa w krajach południowosłowiańskich,
a zwłaszcza charakterystyczna forma tzw. z a d r u g, już w X I X w. pa­
sjonowały wielu naukowców, głównie etnografów, socjologów, history­
ków i prawników. Autorzy ci nie tylko upowszechniali wiedzę o tej inte­
resującej formie zespołowego, rodzinnego gospodarowania, ale także
szukali wyjaśnień dla jej genezy, obszaru występowania, różnorod­
ności form i funkcji przez nią spełnianych oraz współzależności w sto­
sunku do takich form pokrewieństwa, jak mała rodzina, ród czy ple2

2

W y w i a d y terenowe w

czyły zarówno

1968

r. p r o w a d z o n e

rodziny, j a k i gospodarstwa

wspólnie

rolnego.

z Ireną

Nizińska

W opracowaniu

ponadto m a t e r i a ł y t e r e n o w e p o z o s t a ł y c h c z ł o n k ó w z e s p o ł u b a d a w c z e g o
i

bułgarskiego.

doty­

wykorzystano
— polskiego

�43

RODZINA N A TLE SPOŁECZNOŚCI LOKALNEJ

mię. Nie zrezygnowali oni również z oceny wartości i przydatności
tej instytucji dla innych, nowych układów społecznych.
Jeśli chodzi o obszar Bułgarii, to do najważniejszych pozycji z tego
okresu należą niewątpliwie opracowania D. Marinowa , I . E. Geszowa ,
B. Grabowskiego oraz szczególnie cenna pozycja Bogiszicza , który
swój zbiór materiałów o zadrugach oparł na wypowiedziach ankieto­
wych, nadesłanych z terenu wówczas, kiedy mogły istnieć jeszcze
żywe tradycje tak zwanej klasycznej formy zadrugi, występującej na
obszarze krajów południowosłowiańskich.
Zainteresowania problematyką rodzinnych wspólnot zadrużnych trwa­
ły również w początkowym okresie X X w., o czym świadczą między
innymi wybitne prace S. S. Bobczewa . W okresie międzywojennym
i po I I wojnie światowej problematykę t ę uwzględniał również w swych
licznych opracowaniach znany etnograf bułgarski Ch. Wakarelski .
Ostatnio ukazują się również opracowania z tego zakresu, w których
autorzy dokonują nowych analiz i interpretacji, posługując się metodą
materializmu historycznego. Na szczególne wyróżnienie zasługują t u
prace R. Peszewy , W. Frolca , T. Kolewy
i L . Markowej . Proble­
m a t y k ę rodzinną wsi bułgarskiej z okolicy Sofii uwzględnia również
w swej pracy I . T. Sanders
3

4

5

G

7

8

9

10

1 1

12

1 3

3

D.

4

I. E . G e s z o w ,

5

B.

Grabowski,

6

W.

Bogiszicz,

M a r i n o w,

1874; Prawni
7

obiczalji

8

Sofija

starina,

Zadruga
Zbornik

R.

Sofija

sadosnjih

Peszewa,

Bałgarskata
Bitá,

czeljadna

i naczałoto

i

Kompleksni

na XX

w.,

na

i semeen
235 - I I .

1 1

F r o 1 e c,

1 2

Т.

1 3

T.

Zagreb

i

minałoto

Markowa,

otnoszenija
w

ekspedicii

semejstwoto

Sielskaja

SSSR

w

s. Raženo

i

[w:]

Sanders,

K949.

Pierwyj
Balkan

sredno-

w

Bałgarija

Bałgarija,
w

krają

jejo

żiliszcze

Konare,
w

Płowdiwsko,

zapadnoj

Bołgarii,

t. 8:
kand.
„So-

40-58.
rodzinne

obszczina

1966 g}. Soobszczienija

w

zapadną

i na roda

bit

„Trudy

tiendiencii

małoazijskite

na Etnografskija Institut i Muzej",

i stosunki

sborník,

i

1965.

nauczni

Rodzina

— 1 IX
I.

segaszno

na, trakijskite

P o l s k a " , t. 12: 1968, s. 431-451.

rajonow

Lexington,

Slowena,

w

Wrocław

К olewa,

etnograficzeskij

26 VIII

siemija

n r 3: 1965, s.

1958, s. 6-109; Niekotoryje
nych

i jeziká

„Etnografia

L . W.

wianskij

Bolszaja

Etnografija",

dopskich,

jużnich

semejno-rodswenite

„Izwestija

1965, s. 107-115; Semejstwo
W.

u

zadruga

Bułgarii,

Semejstwoto
[w:]

d i s e r t . a r c h i w . n a E J M ,№
1 0

1886.

W a r s z a w a 1889.

obiczaja

.[w:] Bita

1961, s. 511-577; Struktura

wietskaja

1892 i 1896.
Sofija

Z a g r e b 1867.

1935; Etnografia

Bałgarija,

na XIX

Bałgarija,

1906-1907.

cz. I , S o f i j a

zapadna

zapadną

i Bulgarowie,

u Slowena,

Ch. W a k a r e l s k i ,

Bałgari,

kn. I I i I V , Ruse

w

Bulgarya

S. S. В o b с z e w,

wreme,

9

Żiwa

w

u

społeczności

Bołgar

Instituía

kultury

kongries

bałkańskich

Village,

The

XIX

Etnografii

razwitija
Sowietskoj

w

Bułgarów

Uniwersity

[w:]

A N SSSR",

i byta

diełegacii,

w.,

Bołgar

roSlat.

52:

jugozapad-

issledowanij

(Sofija,

M o s k w a 1966, s. 1-17.
of

Kentucky

Press

�MARIA BIERNACKA

Okolicznością sprzyjającą przeprowadzeniu szerszych uogólnień w za­
kresie współczesnych badań nad wspólnotami rodzinnymi typu zadrużnego jest to, że w ostatnich latach tematykę tę kontynuują bądź podej­
mują od nowa etnografowie innych krajów. Należałoby tu przede wszyst­
kim wymienić prace dotyczące obszarów Jugosławii, prowadzone między
innymi przez M . Gavazziego , N . Pawkowicza , J. M . Halperna , k t ó ­
rzy do ostatnich jeszcze czasów mieli możność obserwowania funkcjo­
nowania wspólnot typu zadrużnego. Prace te rzucają wiele nowego świat­
ła na tradycyjną i współczesną organizację systemu pokrewieństwa
w t y m kraju.
Niemniej interesujące są w y n i k i badań nad zespołami rodzinnymi
na obszarze Słowacji, gdzie S. S v e c o w á
przeprowadzała studia nad
klasyfikacją zespołowych form rodzinnych wśród ludności słowackiej,
a O. N a h o d i l wśród tamtejszej ukraińskiej ludności łemkowskiej. Na
obszarze Rumunii gruntownej analizy systemu wspólnot dokonał Henri
H. S t a h l . W ZSRR tematyka wspólnot występuje przede wszystkim
w fundamentalnych pracach M . O. Koswiena . Z innych prac należy
wymienić interesujące studium A. I . Višniauskajté , dotyczące rozwoju
rodziny wsi litewskiej.
к

15

ie

17

18

i9

20

21

V l

M.

G a v a z z i,

Schriften",
1 5

N.

F.

maljskoig
zgrade
u

t. 6:

u

S.

Š v e c o v á ,

żeny

v

javy

příbuzenských
O.

rodině,

1 9

1958,

H.

2 0

ranija

and

u

culture

Warszawa
А.

Moskwa

„Glasnik
i

1962,

change

a

in

s.

Ze-

priwredne

i obiczajno-prawne

¡oriem

vztáhov

dwoch

ustanowe

117-139.

Serbian

Village,

Co­

v

w

slovenskom

vztahy

v

R . X V : 1967

endogamných

materiali,

Čičmanach
z.

3, s.

obcíach

a

posta-

321-385;

na

Pre-

Slovensku,

z. 3, s. 145-154.

К

problemu

rozkladu

1: 1955

Contribuía

К o s w i e n,

swiedienij

VII

Polju,

Pokuczstwo

Sarajewu",

rodinných

la

velkorodiny

n. 2, s.

147-163.

sludiul

satelor

Sowieroruskoje

„Sowietskaja

и

východoslovenských.

devalmase

o patronimii

peczyszcze,

Etnografija",

i strukturie

rominesti,

I.

1955,

Siemíejnaja

V y š n i a n s k a i t é ,

Międzynarodowy
Ł964.

oraz

Kongres

Razuňíie
Nauk

ukrainskije

1950,

roda,

E t n o g r a f i i A k a d i e m i i N a u k S S S R " , t. 13:
2 1

па

Muzeja

Národopis",

Stahl,

dworiszcze,

wotnej,

„Siidosteuropa-

t.

1:

1959.

M . О.

russkoje
tut

H.

Balkan,

u Liwanjskom

187-202; Kucza,

„Slovensky

„ P h i l o s o p h i c a " , vol.

t. 2:

s.

z. 2, s. 85-89; Příbuzenské

1967

N a h o d i l

Ukrajinců,

Social

Klasifikácia

1966

„ Č e s k ý L i d " , R . 54:
1 8

dem

1956.

„ Č e s k ý L i d " , R . 53:
venie

i zadruga

1961,

Zemaljskog

Halpern,

lumbia Uniwersity,
1 7

auf

t a m ż e , s. 73-97, oraz Drusziene

„Glasnik

M.

Grossjamilie

Selo

Sarajewu",

u Imljanima,
J.

L o s der

P a w к o w i с z,

Muzeja

Imljanima,
1 6

Das

1964.

z.

2;

„Kratkije

1951,

siabry

Programma

Soobszczenija",

s. 20-31; Historia

obszczina
htowskoj

i

i
dla

patronimija,
kríestjansko]

Antropologicznych

i

biaiosobi„Insti­

kultury

pier­

Moskwa

1961.

siemii.

Ref.

Etnograficznych,

�45

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI LOKALNEJ

Warto t u również zasygnalizować pracę K. Zawistowicz-Adamskiej,
dotyczącą systemów krewniaczych na Słowiańszczyźnie i ich historycz­
no-społecznego uwarunkowania - . Autorka, opierając się przede wszyst­
k i m na współczesnych wynikach badań, podejmuje w niej próbę syste­
matyki różnych form wspólnot rodzinnych, rodowych i terytorialnych
(występujących na obszarze całej Słowiańszczyzny) według ścisłych
i ujednoliconych kryteriów.
Wychodząc z założenia, że w l i ­
teraturze naukowej z tej dziedziny
używa się szeregu nie dość ściśle
sprecyzowanych pojęć i terminów,
zestawia i rozgranicza podstawowe
różnice, stanowiące o odrębności
dwóch systemów opartych na po­
krewieństwie, a określanych w do­
tychczasowej literaturze wymiennie
terminem wspólnota
rodowa
i
wspólnota wielkorodzinna (lecz nie
wspólnota pierwotna). Uzasadnia
przy t y m tezę, że wspólnoty typu
zadrużnego należą do systemu po­
krewieństwa rodzinnego, a nie ro­
dowego .
2

23

Ponadto autorka dokonuje etno-socjologicznej analizy obszernego
materiału historycznego (opracowa­
nego przez wybitnych specjalistów,
głównie z zakresu historii ustroju
i prawa), uzasadniając również tezę
uwarunkowań
historycznych dla
powstania i utrzymania się różne­ R y c 1. M i k o G i c o w P o p ó w u r . 1843,
z m . 1942 (por. s c h e m a t n r 1)
go rodzaju wspólnot. Tym samym
Fot. z portretu M . Biernacka, 1968
ustosunkowuje się do wciąż jeszcze
kontrowersyjnego problemu genezy
wspólnot krewniaczych. Autorka wyraża bowiem pogląd, że znane sze­
roko na obszarze krajów słowiańskich, a także i pozasłowiańskich wspól2 2

Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a ,

Systemy

2 3

Podstawowe różnice p o m i ę d z y

wspólnotą

krewniacze...
rodową

a wielką

rodziną

chłopską

według K . Zawistowicz-Adamskiej:
„1. W i e l k a r o d z i n a c h ł o p s k a

jest

więc

z reguły

zamkniętą

grupą

krewniaczą,

s k u p i a j ą c ą z a z w y c z a j k r e w n y c h w l i n i i prostej z s t ę p n e j l u b r o d z e ń s t w o : b r a c i z ż o ­
n a m i i d z i e ć m i , niekiedy

także

siostry, natomiast

r ó d o b e j m u j e ponadto

krewnych

�46

MARIA BIERNACKA

noty rodzinne czy rodowe mogły powstawać w różnych okresach histo­
rycznych, w zbliżonym lub t y m samym układzie stosunków gospodar­
czych, społecznych i kulturowych.
Tezy autorki, dotyczące zarówno rozgraniczenia wspólnot rodowych
od wielkorodzinnych, jak również uwarunkowań historycznych dla wszel­
kiego rodzaju wspólnot, stanowią także niewątpliwie wkład w badania
systemu rodzinnego w Bułgarii.
2. P O D S T A W O W E C E C H Y

SYSTEMU

POKREWIEŃSTWA

W

BUŁGARII

Dla tradycyjnej wsi bułgarskiej charakterystyczne były dwa pod­
stawowe systemy pokrewieństwa: rodowy i rodzinny. Badacze bułgarscy
są na ogół zgodni co do tego, że zadruga, występująca jeszcze w swej
klasycznej formie na początku X I X w., stanowiła podstawowy składnik
systemu rodowego . Ponadto, że obok zadrugi występowała również
mała rodzina indywidualna.
S. S. Bobczew -— autor wyczerpującej pracy na temat bułgarskiej
rodzinnej zadrugi — odcinając się w sposób zdecydowany od teorii do­
tyczących genezy rodziny i społeczeństwa pisał, że badania swe rozpo­
czyna od czasów historycznych, kiedy zaistniały już dowody na to, „że
ludzie żyli w bardziej czy mniej licznie zorganizowanych grupach".
„Ważne jest skonstatować — pisał — z czym zgadza się olbrzymia więk24

z l i n i i b o c z n y c h (owa p r z y s ł o w i o w a
d z i e s i ą t e g o pokolenia) oraz j e d n o s t k i

u n a s „ d z i e s i ą t a w o d a po
p r z y j ę t e z z e w n ą t r z rodu.

kisielu", czyli

do

2. W i e l k a r o d z i n a s t a n o w i w s p ó l n o t ę g o s p o d a r c z ą i t e r y t o r i a l n ą , gdy t y m c z a ­
s e m r ó d jest p r z e s t r z e n n i e r o z s i a n y , w s p ó l n o t a g o s p o d a r c z a z a z w y c z a j nie i s t n i e j e ,
m a j ą t k o w a z a ś b ą d ź nie i s t n i e j e , b ą d ź ( j e ś l i m o ż e s i ę z d a r z y ć ) j e s t r e d u k o w a n a
przez i n d y w i d u a l n ą g o s p o d a r k ę i indywidualne p r a w a m a j ą t k o w e p o s z c z e g ó l n y c h
współrodowców.
3. W i e l k a r o d z i n a posiada z a z w y c z a j n a c z e l n i k a o w ł a d z y p a t r i a r c h á l n ě j , s t a ­
n o w i s k o to t r a c i z n a c z e n i e l u b w r ę c z z a n i k a w o w y c h szeroko r o z s i a n y c h r o d a c h .
4. P o d s t a w ą w i ę z i s p o ł e c z n e j w w i e l k i e j r o d z i n i e s ą z w i ą z k i k r w i i w s p ó l ­
nota gospodarcza, w r o d z i e — nade w s z y s t k o t r a d y c j e o w s p ó l n y m
pochodzeniu
od tego samego protoplasty i poczucie s o l i d a r n o ś c i w s z y s t k i c h
współrodowców,
decydujące o wzajemnych zobowiązaniach.
5. W i e l k a r o d z i n a m i e ś c i s i ę bez r e s z t y w z a m k n i ę t e j s p o ł e c z n o ś c i l o k a l n e j ,
r ó d w s p ó ł u c z e s t n i c z y w ż y c i u p u b l i c z n y m i f u n k c j e jego m a j ą z a s i ę g szerszy".
W e d ł u g a u t o r k i „ W y m i e n i o n e k r y t e r i a k w a l i f i k a c y j n e nie o b e j m u j ą
wszystkich
m o ż l i w o ś c i , jakie m o g ą p o w s t a ć w skomplikowanych konfiguracjach ż y c i a spo­
ł e c z n e g o , w ł ą c z n i e z w i e l k i e g o t y p u i n s t y t u c j a m i k r e w n i a c z y m i " . P o r . s. 43-45.
l

-' P o r .
Ž.
Natan,
Istorija
ekonomiczeskogo
rozwitija
Bułgarii,
Moskwa
1961, s. 32-33 ( t ł u m . z b u ł g a r s k i e g o ) o r a z M . O . K o s w i e n , Siemiejnaja
obszczina i patronimija,
M o s k w a 1963, s. 4, k t ó r z y z a d r u g ę u w a ż a j ą z a p o d s t a w o w ą k o ­
m ó r k ę patriarchalno-rodowego
społeczeństwa.

�47

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI LOKALNEJ

szość historyków i socjologów, że przed współczesną indywidualną ro­
dziną istniały większe zgrupowania krewniacze tzw. »zadrużne rodziny*
[czeladij, że rodzina kolektywna poprzedzała indywidualną podobnie, jak
własność kolektywna poprzedzała własność p r y w a t n ą " . Autor dodaje
jednak, że niemniej bezsporne są fakty „poświadczone przez dokumenty
z najwcześniejszych okresów, stwierdzające istnienie zarówno indywi­
dualnej, jak i zbiorowej rodziny". Przy pomocy zaś hipotez, analogii
i porównawczo-socjologicznych środków, „ośmielamy się twierdzić —
pisał Bobczew — że zadruga jest bardzo starą formą
rodzinnego
i r o d o w e g o współżycia... U podstaw zadrugi leży bowiem pokre­
wieństwo rodowe, pochodzenia od jednego przodka — założyciela
rodu" .
O wzajemnym stosunku obu podstawowych grup krewniaczych —
zadrugi i rodu pisał, że „zadruga rozwinęła się w ród, bractwo, właka
(genos, klan), a ród w plemię. Zadruga miała swoje terytorium osadni­
cze — »dworiszte«... ród miał szersze terytorium, w wielu wypadkach
zajmował przestrzeń całej wsi, która nosiła imię założyciela rodu" .
R. Peszewa wypowiadając się w tej kwestii twierdzi, że jeszcze na
początku X I X w. każda zadruga stanowiła składnik wielkiej grupy ro­
dowej. Wyrazem tej łączności była z jednej strony rodowa własność
łąk oraz laisów, z drugiej zaś społeczna i „ideologiczna jedność rodu".
Owa społeczna i ideologiczna jedność rodu manifestowała się między i n ­
nymi w rodowym osadnictwie i nazwach, w rodowej egzogamii, w uzna­
waniu patronów rodu i składaniu ofiar na ich cześć, w podtrzymywaniu
świąt rodowych, w solidarności rodowej wyrażającej się wzajemną po­
mocą gospodarczą oraz honorem rodowym. Rodowcy mieli nawet od­
dzielne kwatery na cmentarzach. Dopiero w trakcie dalszego rozwoju
społecznego, w warunkach utrwalającego się systemu kapitalistycznego
nastąpiło zerwanie tej jedności i zarysowało się wyraźne rozgraniczenie
pomiędzy dalekim i bliskim pokrewieństwem, tzn. pomiędzy rodem,
włdką, bractwem, a mniejszą grupą krewniaczą (ograniczoną do czwar­
tego lub piątego pokolenia), która na zachodzie Bułgarii przyjęła nazwę
familii. W familiach tych utrzymywała się nadal więź krewniaczą w y ­
rażająca się we wzajemnej pomocy gospodarczej, rodowej solidarności,
obronie oraz innych cechach rodowych, ale już w ramach grupy mniej­
szej. Familie te, zdaniem autorki, stanowiły niejako podgrupy dawnego
zespołu rodowego i były charakterystyczne dla etapu przejściowego od
ustroju feudalnego do kapitalistycznego. Formą rodzinną związaną z tym
etapem była już nie klasyczna zadruga, a rodzinny zespół gospodar25

26

2 5

2 6

Bobczew,
Bobczew,

Balgarskata
czeljadna
op. cit., s. 192, 193.

zadruga,

s. 192.

�48

MARIA BIERNACKA

Ryc.

2.

Ewdokija

Kamenowa

Nenkowa

(por.

s c h e m a t n r 2)
Fot. M . Biernacka

czy, w skład którego wchodziły rodziny rodzonych i stryjecznych
braci .
Autorzy zajmujący się problematyką wspólnot rodzinnych, w t y m
także zadrug, są na ogół w swych poglądach zgodni na temat ich go­
spodarczo-społecznego charakteru, struktury, funkcji oraz roli spełnianej
w społeczności wiejskiej. Kontrowersje budzą natomiast kwestie doty­
czące ich powstania, miejsca zajmowanego w procesie rozwojowym spo­
łeczeństwa ludzkiego, wzajemnych stosunków zachodzących pomiędzy
małą a wielką rodziną, rodem oraz wspólnotą terytorialną itp.
S. Bobczew, dokonując analizy bułgarskiego systemu krewniaczego,
próbował zdefiniować instytucję z a d r u g i r o d z i n n e j i ukazać
jej podstawowe cechy. Według niego zadruga ta jest zespołem krewniaczym pełnoletnich ludzi i ich następców. Zespół ten posiada ogólny,
niepodzielny majątek, na k t ó r y m wszyscy wspólnie pracują, zarabiają
dla wszystkich oraz razem mieszkają. Kieruje nimi przedstawiciel ze­
społu zwany domakinem. Jeśli członkowie zespołu nie są połączeni w ę ­
złami k r w i z naczelnikiem rodu, mogą tworzyć najrozmaitsze typy za­
drug, ale wówczas nie będą to już zadrugi rodzinne (czeladne).
27

P e s z ę w a, Struktura

na semejstwoto

i na roda...,

s. 110-111.

�49

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI L O K A L N E J

Zadrugi rodzinne dzielił Bobczew na dwa typy: p r o s t e i z ł o ż o n e. Według autora rodzinna zadruga prosta swym składem „fizycz­
nym" niczym się nie różniła od zwykłej, małej rodziny składającej się
z rodziców i dzieci. Posiadała ona jednak inny „zadrużny charakter"
polegający na tym, że głowa gospodarstwa nie uważała siebie za w y ­
łącznego władcę, właściciela i zarządzającego majątkiem rodzinnym.
„W naszych wsiach — pisał on — podobnie, jak i w wielu osiedlach
oraz miastach, rodziny mające zadrużny charakter są p r o s t y m i ,
zadrużnymi rodzinami... Sędzia nie mógłby tego ignorować przy rozpatry­
waniu jakiejś prośby w związku z majątkiem ani prawodawca przy
tworzeniu stosunków majątkowo-prawnych" .
Za pełną, tzw. z ł o ż o n ą zadrugę rodzinną autor uważał taką,
która składała się z dwóch albo więcej rodzin. Mogła ona być nieliczna
albo złożona z większej liczby osób i wówczas nosiła nazwę w i e l k i e j
r o d z i n y . U podstaw zadrugi leżało zawsze rodowe pokrewieństwo
oparte na pochodzeniu od wspólnego przodka.
Oceniając ilościowy stosunek zadrug do rodzin małych autor stwier­
dza, że w Bułgarii na początku X X w. przeważały rodziny małe .
R. Peszewa analizując instytucję rodziny i rodu stwierdza, że na
początku X I X w. istniały w Bułgarii dwa typy rodzin. Pierwszy typ
to wielkoosobowa rodzina, czyli zadruga, składająca się z czterech do
sześciu pokoleń, wywodząca się od ojca w linii prostej i bocznej, uzna­
jąca swe pochodzenie od wspólnego przodka-założyciela. W tym typie
zadrugi panował duch wspólnoty, wyrażający się w zespołowej włas­
ności, we wspólnej pracy, w sprawiedliwym podziale dóbr oraz w har­
monijnych stosunkach rodzinnych. Jeśli nawet głowa takiej rodziny
była prawnym właścicielem ziemi, to dysponować nią według obyczaju
można było dopiero za zgodą pozostałych członków zadrugi. Ten typ
zadrug występował głównie na obszarach zachodniej Bułgarii oraz
w innych górskich okolicach kraju. Związany był ściśle z naturalnym
charakterem gospodarki wiejskiej. Drugi typ rodziny charakteryzował
się przede wszystkim tym, że była to rodzina mała i cały jej majątek
stanowił osobistą własność ojca. Ten typ występował przeważnie we
wschodniej i staropłanińskiej części kraju, gdzie wcześniej zaczęły roz­
wijać się stosunki towarowo-pieniężne, oparte o utrwalający się ustrój
kapitalistyczny.
W drugiej połowie X I X w. charakter zadrug zmienił się zarówno
„w prawie, jak i w obyczajach". Majątek zadrugi stanowił już pry­
watną własność założyciela wspólnoty lub głowy zadrużnego gospo1

28

29

Bobczew,

Balgarskata

Bobczew,

op.

cit.,

s.

4 — Etnografia Polska, t. X V , z. 1

czeljadna
192.

zadruga,

s. 43, 44,

190.

�50

MARIA BIERNACKA

darstwa. Pokrewieństwo liczyło się od ojca, ale tylko w linii prostej,
nie bocznej. Zadruga zrzeszała najwyżej cztery pokolenia i nie prze­
kraczała liczby 30 osób. W pracy i podziale obowiązywał jeszcze „duch
wspólnoty", ale w stosunkach rodzinnych umacniała się władza patriarchalna ojca jako głowy rodziny, właściciela ziemi i pozostałego
majątku zadrużnego.
Na początku X X w. liczebność zadrug uległa dalszemu zmniejszeniu
i obejmowała tylko rodzinę ojca i dwóch albo trzech jego synów. Daje
się przy t y m zauważyć wzrost władzy ojcowskiej polegający na pod­
porządkowaniu synów, a zwłaszcza synowych. Przedstawiony powyżej
typ zadrug z okresu przejściowego pomiędzy feudalizmem a kapitaliz­
mem R. Peszewa nazywa rodzinno-zespołowym gospodarstwem, nato­
miast W. Frolec określa je jako rodzinną wspólnotę gospodarczą. Obie
nazwy wyrażają ten sam sens i mogą być wymiennie używane. Należy
tu dodać, że również dla K . Zawistowicz-Adamskiej reprezentacyjnym
typem wielkiej rodziny może być tylko tradycyjna zadruga południowosłowiańska, a nie jej odmiany lokalne, których istnienie notowane było
i jest jeszcze ostatnio w J u g o s ł a w i i . „Te rodzinno-zespołowe gospo­
darstwa — pisze Peszewa — dzielą się na niewielkie rodziny i pozostają
w kolektywach w zależności od warunków socjalnych i ekonomicznych.
Przetrwały one do lat czterdziestych obecnego stulecia" .
30

31

Jak wynika z przytoczonych wypowiedzi oraz innych współczesnych
opracowań z zakresu problematyki krewniaczej, wielkorodzinne wspól­
noty bułgarskie przetrwały najdłużej na zachodnich obszarach kraju
oraz w górskich rejonach Rodopów. Kiedy bowiem w drugiej połowie
X I X w. wraz z rozwojem stosunków kapitalistycznych, a zwłaszcza po
wyzwoleniu kraju spod panowania tureckiego (w 1878 г.), wystąpiło
zjawisko masowego rozpadu wspólnot wielkorodzinnych, to proces ten
postępował od północnego wschodu na zachód i południe, wskutek czego
ludność tych obszarów pozostawała najdłużej w zasięgu kultury trady­
cyjnej. Wprawdzie i tu druga połowa X I X i początek X X w. przy­
noszą podstawowe zmiany w strukturze i funkcji wspólnot wielko­
rodzinnych, niemniej jednak te zmodyfikowane formy przetrwały w wie­
lu wypadkach do okresu I I wojny światowej, a niekiedy nawet do
pełnego socjalistycznego uspółdzielczenia wsi bułgarskiej w latach
1949-1957.
Warto zaznaczyć, że uczeni bułgarscy już w końcu X I X w. roz­
ważając w swych badaniach problem zadrug oświetlali go nie tylko
od strony poznania naukowego, ale także pod kątem walorów natury
ekonomicznej i społeczno-moralnej. W okresie utrwalania się kapitaliz3 0

Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a ,

3 1

Peszewa,

S t r u k t u r o na

siemię

Systemy
jstwoto

krewniacze...,
i na

roda...,

s. 40.
s.

113,

107-108.

�51

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI L O K A L N E J

mu, kiedy proces proletaryzacji ludności wiejskiej przybierał na sile,
a reformatorzy społeczni propagowali i upowszechniali różne formy
spółdzielczości, uczeni bułgarscy wysuwali konieczność podtrzymania
lub reaktywowania rodzimych form współdziałania w zadrugach. Re­
formator i badacz wspólnot bułgarskich, I . W. Geszow, podnosząc wyż­
szość zespołowego gospodarowania w zadrugach podkreślał, że gwaran­
towały one swym członkom właściwy podział pracy i specjalizację za­
wodową oraz zapewniały sprawne kierownictwo, ponieważ władza spo­
czywała z reguły w rękach „najważniejszego i najdostojniejszego
spośród mężczyzn". Twierdził ponadto, że duże gospodarstwo zadrużne
posiada najlepsze warunki do zastosowania w nim maszyn rolniczych.
Rozpatrując kwestię „nie­
szczęść socjalnych" związanych z proletaryzowaniem się
ludności głosił, że prawo każ­
dego członka zadrugi do części
wspólnego majątku i uzyski­
wanego dochodu chroni lud­
ność wiejską przed nędzą
i głodem. Jego bowiem zda­
niem zadruga posiadała możli­
wość zabezpieczenia warun­
ków życiowych nie tylko pra­
cującym, ale również dzie­
ciom, ludziom starym i cho­
rym.
Na czoło społeczno-moralnych walorów zadrugi Geszow
wysuwał przede wszystkim
dbałość o honor rodu. Każdy
członek zadrugi zmuszony był
do
postępowania
zgodnie
z ogólną opinią pozostałych
jej członków. Uważał przy
tym, że członkowie zadrugi
przez sam fakt udziału w ży­
ciu i pracy wspólnoty, będą­
cej formą
„autonomicznego

/

Ryc.

3. W a s i l

Sawów

*

Stojków

(por.

schemat

n r 3)
Fot. M . Biernacka, 1968

stowarzyszenia", uczyli się samorządności i odpowiedzialności — cech
obywatelskich nieodzownych dla przyszłego ustroju parlamentarnego.
Sądził również, że oparcie wychowania na poszanowaniu tradycji utrwa­
la porządek społeczny i gwarantuje ciągłość dziedzictwa kulturowego.

�52

MARIA BIERNACKA

I . E. Geszow dostrzegał również ujemne przejawy życia w zadrugach, a mianowicie: ograniczanie inicjatywy i zmniejszanie aktywności
indywidualnej, ograniczenie możliwości wszechstronnego przygotowania
się do prowadzenia indywidualnego gospodarstwa w przypadku rozpadu
zadrugi (na skutek podziału pracy i jednostronnej specjalizacji zawo­
dowej w zadrugach) oraz zmniejszanie się dbałości o jakość wykony­
wanej pracy, jak również utrwalanie się swoistego prymitywizmu wa­
runków bytowych, wynikających między innymi ze współżycia w jed­
nym domu ludzi nie należących do jednej rodziny, a w dodatku różnej
płci.
Mimo to Geszow uważał, że cechy dodatnie zadrugi przeważają
zdecydowanie nad ujemnymi i jedynie zła wola, niewłaściwe kierow­
nictwo, czy jeszcze inne przyczyny prowadziły niekiedy zadrugi do
różnego rodzaju wypaczeń. Twierdził więc Geszow, że zadrugi bułgar­
skie mogłyby się nadal utrzymywać i rozwijać, gdyby im państwo za­
gwarantowało większą swobodę działania .
Podobnie formułował również swoją koncepcję reformatorską Bob­
czew. Pisał, że wówczas kiedy dla zapobieżenia „agrarnemu złu", sze­
rzącemu się w bliskich i dalszych państwach (proletaryzaeja wsi, roz­
pad wspólnot rodzinnych i innych wspólnot wiejskich) formy spół­
dzielcze uznano za najwłaściwsze dla rozwiązywania trudności gospo­
darczych, to i w Bułgarii w tej sytuacji nie należy również rezygnować
z podtrzymywania zadrug. „Nie ma bardziej naturalnej rzeczy — pisał
on — jak zwrócić się ku zadrudze — owej tradycyjnej, rodzinno-spółdzielczej drużynie i »zapytać«, czy i ona również nie mogłaby służyć
(równolegle z innymi środkami) podniesieniu dobrobytu rolniczych
i robotniczych klas" .
Podobnie również oceniano w tym czasie rolę rodzinnych wspólnot
gospodarczych w rozwoju ruchu spółdzielczego w północno-zachodniej
Bułgarii. Autor opracowania monograficznego dotyczącego wsi Gramady — B. Bonczew, informuje, że już w latach 1874-1877 w wydawa­
nym w Widmie czasopiśmie „Stupán" nawoływano do szerzenia we
wsiach oświaty, propagowano zasady demokracji oraz zachęcano do pod­
trzymywania starych rolniczych zadrug jako zalążków spółdzielczej
gospodarki .
W wypowiedziach powyższych odczuwa się niewątpliwie odbicie
rozwijających się podówczas w Europie ruchów odrodzeńczych, m. in.
32

33

3 i

3 2

3 3

3 4

G e s z o w , Zadruga
w zapadną
Balgarija.
Bobczew,
Balgarskata
czeljadna
zadruga,

B . B o n c z e w , Prinos
W i d i n 1957 ( m a s z y n o p i s ) , s.

kam
217.

istorijata

na

s.

194.

s. Gramada

(Kulska

okolija),

�53

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI LOKALNEJ

także ruchu spółdzielczego. Reformatorzy społeczni w krajach słowiań­
skich, związani ideowo z tymi prądami społecznymi, próbowali nawią­
zać do rodzimych tradycji zespołowego działania i w oparciu o nie
pragnęli również przekształcać stosunki społeczno-gospodarcze w swych
krajach w duchu demokracji i sprawiedliwości społecznej. Można t u
dodać, że nie przypadkowo również zamieszczony został w 1936 r. na
łamach polskiego czasopisma „Społem" (wydawanego przez Związek
Spółdzielni Spożywców) artykuł jugosłowiańskiego prof. dr. V. Totemianza pod znamiennym tytułem Zadruga jako poprzedniczka
spół­
dzielni . Autor daje m. in. przegląd wartości reprezentowanych przez
zadrugę. Można zresztą znaleźć wiele innych przykładów na przepro­
wadzenie analogii pomiędzy postępowymi ruchami gospodarczo-społecz­
nymi Polski i krajów południcwosłowiańskich .
35

3G

Cała ta działalność na rzecz spółdzielczości szukającej swego rodo­
wodu również w starych rodzimych formach współdziałania odnosiła
pewne sukcesy. Jak bowiem wiadomo, ruch spółdzielczy w krajach południowosłowiańskich znalazł bardzo licznych zwolenników i przybrał
szerokie rozmiary (por. art.' W. Paprockiej). W Bułgarii ze spółdziel­
czością sprzęgnięta była również działalność postępowych organizacji
politycznych na wsi, jak np. Bułgarskiego Ludowego Związku Chłopów
i Bułgarskiej Partii Komunistycznej.
R. Peszewa, ustosunkowując się do przedstawionych powyżej kon­
cepcji reformatorskich wsi bułgarskiej z końca X I X i X X w., zwraca
uwagę na cechującą te wypowiedzi „narodnikowską" idealizację wspól­
not rodzinnych. W pracach swych na ten temat, dotyczących zwłaszcza
okresu rozwoju stosunków kapitalistycznych na wsi, ukazuje siły od­
środkowe, które nieuchronnie rozkładały zadrużne wspólnoty. Zalicza
do nich przede wszystkim utrwalenie się osobistej własności (ziemi
i pozostałego majątku) i władzy w rękach ojca rodziny i wypływającą
stąd dysharmonię pomiędzy interesami rodziny ojca, a rodzinami wcho­
dzącymi do wspólnoty rodzin synów, czy też rodzin braci. W epoce
kapitalistycznej coraz bardziej zarysowywały się również różnice po35 p

r o

f

(j

ł e m " , n r 3-4:
3 6

r

w.

T a k np. w

Wiejskiej,

w

T o t e m í a n z¡

1936,

s.

—

jako

poprzedniczka

spółdzielni,

„Spo­

okresie m i ę d z y w o j e n n y m

powstał

Słowiański

Związek

Młodzieży

skład k t ó r e g o wchodzili przedstawiciele Bułgarii, C z e c h o s ł o w a c j i ,

g o s ł a w i i i Polski. W Z w i ą z k u tym
garię

Zadruga

11-12.

Zemedelski

łaczy wiciowych

Mładeżki

P o l s k ę r e p r e z e n t o w a ł Z M W R P („Wici"), a

Sojuz.

Można

i zarazem s p ó ł d z i e l c ó w

również

dodać,

że

— K . Wyszomárskiego

z

inspiracji

dzia­

i I. Solarza,

prze­

niesiona została z J u g o s ł a w i i na grunt polski forma w i e j s k i c h s p ó ł d z i e l n i
P i e r w s z a tego r o d z a j u p l a c ó w k a
cutem.

Jak

wiemy,

służby

zdrowia.

spółdzielnie

powstała
zdrowia

w

1933

r. w e

uzupełniają

i

wsi

dziś

Ju­
Buł­

Markowa
sieć

zdrowia.
pod

placówek

Łań­
naszej

�54

MARIA BIERNACKA

między wspólnotami rodzinnymi silnymi pod względem ekonomicznym
i wskutek tego odgrywającymi zasadniczą rolę w lokalnej społeczności
wioskowej, a wspólnotami rodzinnymi słabymi, stanowiącymi margines
tej społeczności. Taki układ sił we wspólnotach tego okresu był już
daleki od tak zwanej klasycznej zadrugi, realizującej ideę równości i spra­
wiedliwości wśród swych członków ' .
; 7

3. T R A D Y C Y J N E

FORMY

POKREWIEŃSTWA

W

GRAM ADZIE

Dokonując rekonstrukcji obrazu tradycyjnego systemu rodzinnego
wsi Gramady z przełomu X I X i X X stulecia, aż do wojny bałkańskiej
i I wojny światowej włącznie, należy podkreślić, że wieś tego okresu
w swej podstawowej masie stanowiła społeczność lokalną zamkniętą.
Kontakty wsi z tzw. „szerszym światem" były ograniczone. Oddalenie
najbliższych miast (Kuła — 15 km, Widin — 32 km), brak dobrych
dróg, prymitywne środki lokomocji — utrudniały wymianę wsi z t y m i
ośrodkami. Jeden ze starych mieszkańców opowiada, że w 1895 r. jako
10-letni chłopiec swój pierwszy wyjazd z ojcem do Widina odbywał
drewnianym wozem zaprzężonym w woły i bawoły. Pamięta też, że
kobiety, często nawet z dziećmi, drogę do Widina odbywały pieszo.
Wprawdzie Bonczew twierdzi, że Widin był silnym ośrodkiem od­
działywania gospodarczego, kulturalnego i politycznego — to jednak
można sądzić, że nie obejmował on w tamtych czasach zbyt szerokich
kręgów ludności.
Największą okazję do spotkań ludności o zasięgu szerszym stanowiły
jarmarki oraz panairy, (tradycyjne jarmarki odpustowe), na które przy­
jeżdżali m. in. kupcy z Serbii, Czech, Rumunii, Węgier, Rosji i Austrii
dla dokonywania transakcji handlowych, głównie zaś zakupu zwierząt
domowych. Nieodzowną część takich jarmarków, a zwłaszcza panairów,
stanowiła zabawa z muzyką, śpiewem, tańcami i poczęstunkiem (por.
art. В. Jaworskiej i W. Paprockiej).
Mężczyźni mieli na ogół więcej okazji do wyjścia poza wieś i krąg
spraw wyłącznie wiejskich. Sprzyjała temu choćby służba w wojsku,
wyjazdy zarobkowe z końmi do młocki na tereny naddunajskie, angażo­
wanie się — jak pisze Bonczew do odtransportowywania bydła zakupio­
nego przez kupców bułgarskich lub zagranicznych.
3 7

Peszewa,
Semejstwoto
i semejno-rodstwenite
otnoszenija...,
s. 512. P o r .
t a k ż e podobnie k r y t y c z n ą w y p o w i e d ź w tej k w e s t i i
—
Markowa,
Selskaja
obszczina
u Bołgar
w XIX
w., s. 9-10. W y p o w i e d z i n i e k t ó r y c h s t a r y c h i n f o r m a ­
t o r ó w ze w s i G r a m a d y p o t w i e r d z a j ą i s t n i e n i e o s t r y c h k o n f l i k t ó w
zachodzących
p o m i ę d z y p o s z c z e g ó l n y m i rodzinnymi z e s p o ł a m i gospodarczymi, z w ł a s z c z a z a ś po­
m i ę d z y familiami jako zespołami krewniaczymi.

�55

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI L O K A L N E J

R y c . 4. B a b c i a z w n u c z k a m i
Fot. M . Biernacka, 1969

Starzy mieszkańcy wspominają również o licznych kontaktach z są­
siednią Serbią. Serbowie przenikali na te tereny najczęściej w charak­
terze wędrujących rzemieślników, głównie budowniczych domów. Wspo­
mina się jednak również o serbskich imigrantach — nauczycielach,
prowadzących wśród Bułgarów akcję narodowouświadamiającą .
Poważnym ośrodkiem oddziaływania na Gramadę i całą zresztą za­
chodnią Bułgarię była szkoła pedagogiczna dla nauczycieli, zorganizo­
wana przy klasztorze w Rakowicy jeszcze w pierwszej połowie X I X w.
Według Bonczewa do szkoły tej uczęszczali także niektórzy gramadzcy
popi oraz kmetowie (sołtysi) .
Do nawiązywania łączności wsi z kręgami ponadlokalnymi przyczy­
niała się również działalność wybitniejszych jednostek, wyrosłych spo­
śród mieszkańców samej Gramady oraz oddziaływanie na wieś osób
z zewnątrz, jednakże pozostających z wsią w stałych lub nawet doryw­
czych kontaktach. W tradycji miejscowej utrzymuje się więc przekona­
nie o ważnej roli spełnianej dla dobra wsi przez niektórych kmetów
(zwanych również knezami) jeszcze w czasach niewoli tureckiej, a na­
stępnie także w okresach późniejszych. Dla przykładu warto podać, że
38

39

3 8

nowe
taktów

Bonczew,
AZEPow.

Prinos

Bonczew

zachodzących

kam
podjął

pomiędzy

istorijata,
próbę

Bonczew,

op. cit,

89-90,

Widynem a Gramada

Gramady.
3 9

s.

s. 192, 193.

191-192,

przedstawienia

oraz

możliwie

materiały

tere­

wszystkich

kon­

na przestrzeni całej

historii

�56

MARIA BIERNACKA

żywa jest wciąż tradycja mówiąca o udziale kmeta gramadzkiego Petko
Marinowa Baszlijskiego, zwanego później — pasza Petko w powstaniu
zachodniobułgarskim przeciw Turkom w latach 1849-1850 .
Do wybitniejszych postaci na przełomie X I X i X X w. należał rów­
nież nauczyciel ludowy, kmet, rolnik oraz miejscowy działacz społeczny
Miko Gicow, który po wyzwoleniu Bułgarii był przez 4 kadencje depu­
towanym do Zgromadzenia Narodowego .
Ośrodkami informacji w zakresie spraw wiejskich i pozawiejskich
dawnej wsi były również karczmy. W karczmach, które były własnością
prywatną, gromadzili się mieszkańcy wsi (znajomi, przyjaciele, krewni)
w zasadzie po to, „żeby można było smaczniej zjeść i wypić". W karcz­
mach jednakże przyjmowano ponadto różnych urzędników państwo­
wych (np. poborców podatkowych), wędrujących kupców, a niekiedy
także przybyszów z „szerokiego świata" — emisariuszy spraw ogól­
nych. Kiedy po wyzwoleniu Bułgarii wśród mieszkańców wsi zaczynają
się budzić zainteresowania życiem politycznym, to głównym oparciem
dla agitatorów działających partii (liberalnej i konserwatywnej) była
instytucja karczmy. W każdej dzielnicy Gramady znajdowały się 1 lub
2 karczmy, a ich właściciele b y l i nie tylko handlowcami, ale często
także kmetami, którzy utrzymywali kontakty z przywódcami tych
partii, niekiedy nawet wystawiali swe kandydatury na deputowanych
do Zgromadzenia Narodowego.
40

41

W karczmie znajdującej się w dzielnicy Nowa Machała zebrała się
w 1915 r. grupka chłopów, którzy założyli ludową organizację „Země­
dělská Drużba", dając t y m samym początek istnieniu we wsi partii
ludowców, która nosi obecnie nazwę BZNS (Bułgarski Zemedelski Naroden Sojuz). Warto dodać, że wstępne spotkanie organizatorów odbyło
się na panairze w Widmie.
Mówiąc o roli karczmy w dawnej społeczności wiejskiej nie należy
zapominać, że zdarzali się często karczmarze, którzy uprawiali zwy­
czajny wyzysk ludności, wykorzystując jej biedę, nałóg pijaństwa lub
nieporadność życiową. Zdarzali się nawet tacy, którzy współpracowali
z bandami złodziei lub złodziejami — poborcami podatkowymi. Na­
zywano ich też nie darmo „biczem bożym" .
Tak więc różnorodność funkcji spełnianych przez wiejskie karczmy
pozwala zaliczyć je z jednej strony do instytucji mieszczących się
w ramach dawnej społeczności lokalnej, z drugiej zaś, zwłaszcza w no­
wej fazie rozwoju wsi, każe widzieć w nich instytucję rozsadzającą
tradycyjny układ społeczny.
42

4 0

4 1

4 2

B o n c z e w , op. cit., s. ,99-101, 129, A Z E P o w . 365.
B o n c z e w , op. ciť., s. 113 oraz A Z E P o w . n r 206, 207,
B o n c z e w , op. cit., s. 93, 101, 102, 104, 108.

347.

�RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI L O K A L N E J

57

Podstawową rolę w przełamywaniu izolacji zamkniętej społeczności
lokalnej Gramady odegrała jednakże szkoła, a następnie dopiero sto­
sunkowo wcześnie zorganizowana wiejska świetlica, organizacje spół­
dzielcze, rzemieślnicze oraz partie polityczne. Pierwsza szkoła świecka
otwarta została według relacji Bonczewa ok. r. 1860, ale już wcześniej
prowadzone było nauczanie przy cerkwi (wybudowanej ok. 1830 г.).
W początkowym okresie szkoła obejmowała swą działalnością pedagogicz­
ną tylko nieliczną grupę męskiej młodzieży Gramady i wsi sąsiednich.
W niedługim czasie obowiązek uczenia stawał się coraz bardziej po­
wszechny, tak że już w 1908/1909 r. liczba uczniów wynosiła 40, w t y m
22 uczniów pochodziło z Gramady, a pozostali ze wsi Makresz, Medeszewcy, Car Sziszmanowo i Wodna. Wśród uczniów znajdowały się
2 dziewczynki, co w ówczesnych warunkach było wydarzeniem dużej
miary
Upowszechnienie się szkolnictwa potwierdza fakt wzniesienia przez
wieś już ok. 1875 r. specjalnego budynku szkolnego (w którym jeszcze
obecnie znajdują swe pomieszczenie internat szkoły podstawowej i przed4 3

R y c . 5. G r u p a s ą s i a d ó w z d z i e l n i c y N o w a M a c h a ł a
Fot. M . Biernacka, 19694 3

AZEPow.

n r 347 o r a z

inne.

�.58

MARIA BIERNACKA

szkole). Dzięki działalności szkoły zanika stopniowo analfabetyzm wśród
mieszkańców wsi, a umiejętność czytania i pisania stwarza warunki
powoływania we wsi nowych instytucji i organizacji. I chociaż po­
czątkowo działalność ta była inspirowana przez ludzi spoza społeczności
miejscowej (często popów lub nauczycieli), to w końcu wciągała coraz
szersze grono wybitniejszych osób i ukazywała im nowe możliwości
życia gospodarczego i społecznego. Taką rolę spełniały we wsi przed
I wojną światową — podobnie, jak na terenie całej Bułgarii •— przede
wszystkim stowarzyszenia czytelnicze „Probuda", spółdzielnia kredyto­
wa „Sztastie" czy cech rzemieślniczy .
W zawartości dawnego układu stosunków wiejskich w Gramadzie
poważnego wyłomu dokonał masowy udział mężczyzn w wojnach bał­
kańskich i I wojnie światowej. W licznych wypowiedziach ludności
dotyczących tamtego okresu przewija się konsekwentnie twierdzenie,
że mężczyzn, którzy wrócili z frontów wojennych lub z niewoli, cecho­
wała znaczna indywidualizacja postaw i dążności. Gwałtownie w . t y m
czasie rozpadają się rodzinne gospodarstwa zadrużne, młodzi szukają
dla siebie określonego miejsca zarówno w zespole krewniaczym, jak
i w społeczności całej wsi. Budzą się zainteresowania dla spraw ogól­
nych, wzrasta dążenie do zapewnienia sobie i swym dzieciom lepszych
w a r u n k ó w bytowych. Wkradająca się coraz wyraźniej dysharmonia po­
między światem wyobrażeń o innym lepszym życiu a możliwościami
jego realizacji w warunkach ogólnokrajowych trudności powojennych
aktywizuje społeczność wiejską Gramady, a zwłaszcza jej jednostki
przodownicze.
Vl

W tradycyjnym systemie krewniaczym Gramady omawianego okresu
istniał szeroki wachlarz form prowadzących od charakterystycznej for­
my rodziny wielopokoleniowej, zwanej najczęściej golema familia lub
welike semejstwo — do tzw. rodziny małej, złożonej z rodziców
i dzieci .
Jeśli przyjąć klasyfikację tradycyjnych form rodzinnych w Bułgarii
środkowo-zachodniej za R. Peszewą (prowadzącą na tym obszarze bada­
nia terenowe w latach 1956-1969), to formą wyjściową była tu kla45

4 4

czew,
4 5

Materiały
op. cit.,

ot Okrążeń
Darżawen
Archiw
s. 207-211 oraz A Z E P o w .

gr.

Widin

n r 277/11, s. 1-99;

Bon­

W G r a m a d z i e d l a o z n a c z e n i a r o d z i n n e g o z e s p o ł u gospodarczego u ż y w a s i ę
m i ę d z y innymi w w t e r m i n ó w , j e d n a k ż e przy s z c z e g ó l n y m w y j a ś n i a n i u ich z n a ­
c z e n i a s t a r z y i n f o r m a t o r z y b a r d z o w y r a ź n i e p o d k r e ś l a j ą , ż e f a m i l i a nie s t a n o w i ł a
w s p ó l n o t y g o s p o d a r c z e j . F a m i l i a to p o k r e w i e ń s t w o r o d o w e , a r o d z i n n y z e s p ó ł
g o s p o d a r c z y to w i e l k a r o d z i n a {welike
semejstwo).
Termin zadruga w Gramadzie
nie b y ł z n a n y . W s p ó l n o t y te o k r e ś l a s i ę j e s z c z e t a k i m i t e r m i n a m i , j a k ż y c i e za
jedno,
u kup,
obszto.

�RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI LOKALNEJ

59

syczna zadruga, oparta na społecznej własności środków produkcji,
wspólnym zaspokojeniu potrzeb wszystkich jej uczestników, władzy
sprawowanej przez przedstawiciela ogółu członkowskiego oraz poczuciu
przynależności do rodziny i rodu, wywodzącego się od swego protoplasty
i wyznaczającego linię pokrewieństwa w linii ojcowskie] zarówno pro­
stej, jak i bocznej. Forma ta uległa zasadniczym przekształceniom jesz­
cze w epoce feudalnej, głównie na skutek rodzenia się elementów pry­
watnej własności.
W następnej fazie rozwoju, w okresie przejścia od feudalizmu do
kapitalizmu, panującą formą stawało się rodzinno-zespołowe gospodar­
stwo, oparte jednakże nie na wspólnej (jak to miało miejsce w kla­
sycznej zadrudze), ale prywatnej — ojcowskiej własności ziemi i po­
zostałych środków produkcji.
W fazie rozwoju kapitalizmu, zwłaszcza w drugiej połowie X I X w.,
forma rodzinno-zespołowego gospodarstwa uległa dalszym przekształ­
ceniom, polegającym przede wszystkim na zmniejszeniu zadrużnego
zespołu, sprowadzającego się do liczby 10-15 członków i obejmującego
z reguły jedynie rodzinę ojca oraz 2 albo 3 rodziny jego synów. Wzra­
sta władza ojca. Siłą jednoczącą zespół staje się już nie idea zespołowej
pracy poszczególnych rodzin, a konieczność istnienia w zespole, w y ­
nikająca z nierówności majątkowej, a tym samym i niemożliwości
usamodzielnienia się w oddzielne gospodarstwa. Tendencje odśrodkowe
działały jednak nadal i spowodowały, że w X X w. typ zmniejszonych
już rodzinno-zespołowych gospodarstw podlegał dalszemu rozpadowi
tworząc niewielkie rodziny, które niekiedy pozostawały jeszcze we
wspólnotach w zależności od swych socjalnych i ekonomicznych warun­
ków. Według R. Peszewy w zespołach tych wyraźnie występowały jed­
nak elementy nierówności i kapitalistycznego wyzysku. Dotyczyło to
zwłaszcza gospodarstw zamożnych i częściowo średnich, ,,w których
zakazy i prawa obowiązujące były bardzo silne". W rodzinach biedniej­
szych stosunki te nie były tak drastyczne z tego względu, że nie w y ­
stępowało w nich zjawisko tak wyraźnych różnic pomiędzy rodziną
ojca a rodzinami synów. Zespoły rodzinno-gospodarcze bogatych skła­
dały się w t y m czasie z ok. 3-4 rodzin, natomiast biedniejsze prawie
z reguły nie przekraczały 2 rodzin .
m

Owo zróżnicowanie form rodzinnych w zachodniej Bułgarii miało
również swe odbicie w Gramadzie. Przede wszystkim należy przyjąć,
że wymienione w 1892 r. przez D. Marinowa zadrugi nie były już kla­
sycznymi zadrugami, a specyficzną formą zespołowego gospodarowania
4 6

P e s z e w a,
O rozwarstwieniu
stosunki rodzinne

Semejstwoto
i semejno-rodstwenite
otnoszenija...,
s. 551-554.
k l a s o w y m w e w s i b u ł g a r s k i e j i r z u t o w a n i u tego p r o c e s u n a
por. V a k a r e l s k i ,
Etnografia
Bułgarii,
s. 240-242, 245-246.

�60

MARIA BIERNACKA

rodzin spokrewnionych w linii ojca i przez niego z reguły kierowanych.
Liczba ich nie była zresztą duża i wynosiła 47 jednostek
Przyjmując za Bonczewem, że w 1875 r. było w Gramadzie 330
domów, a w parę lat później, bo bezpośrednio po wyzwoleniu ok. 50
zadrug, widzimy, że tzw. gospodarstwa zadrużne stanowiły ok. 15°/a
wszystkich gospodarstw .
Z zestawienia Mannowa można również wnioskować, że zadrugi te
nie należały już wówczas do jednostek liczebnie dużych. Na ogólną
bowiem liczbę 47 zadrug w całej wsi było 20 zadrug 10-osobowych,
12 — 11-osobowych, 6 — 13-osobowych, 1 — 14-osobowa, 2 — 15-osobowe, 2 — 17-osobowe i 1 zadruga — 19-osobowa. Przeciętnie więc
wypadało na 1 zadrugę 11,5 osób.
Ten spadek liczebności wspólnot jest bardzo wyraźny jeśli się weź­
mie pod uwagę, że jeszcze na początku X I X w. zadrugi bułgarskie obej­
mowały 4-6 pokoleń wywodzących się od ojca w l i n i i prostej i bocznej
i liczyły od 60-100 osób, a nawet sięgały liczby 150 i 250 osób. W po­
łowie X I X w. zadrugi obejmowały już najwyżej 4 pokolenia (w za­
chodniej Bułgarii 5 pokoleń) i z reguły nie przekraczały 30 osób .
Owo zróżnicowanie form rodzinnych w zachodniej Bułgarii i w Gra­
madzie wiąże się ściśle z ówczesną strukturą gospodarczo-społeczną
i zawodową ludności wsi, na które zresztą rzutowała ogólna sytuacja
kraju. Jest to więc okres utrwalania się kapitalizmu, w k t ó r y m — jak
pisał Bonczew — społeczność Gramady odczuwała skutki zmian, jakie
nastąpiły bezpośrednio po wyzwoleniu kraju. Zmiany te, to przede
wszystkim szybki rozpad wielkich zadrug liczących od 50 do 100 ha
oraz przejście od typu gospodarki hodowlano-pasterskiej do rolniczej.
Wskutek zaistniałych podziałów oraz zmiany kierunku gospodarowania,
nowo powstałe gospodarstwa, liczące już przeciętnie od 8 do 10 ha, nie
dysponowały zarówno dostateczną ilością ziemi, jak również sprzętu
oraz gospodarskiego inwentarza. Zubożenie ludności doprowadzało do
tego, że „członkowie starych zadrug opuszczali masowo wieś i prze­
nosili się do miast", zubożałe zaś gospodarstwa popadały najczęściej
w zależność ekonomiczną od miejscowych karczmarzy i lichwiarzy .
48

49

50

4 7

P o r . D . M a r i n o w , Żiwa
starina,
k n . 2, R u s e 1892, s. 250-251. N a l e ż y z a ­
z n a c z y ć , ż e w y k a z D . M a r i n o w a m o ż e z a w i e r a ć p e w n e n i e ś c i s ł o ś c i . T a k np. i n f o r ­
matorzy z rodziny Strigaczowych podają, że ich rodzina, choć w y k a z a n a przez
M a r i n o w a j a k o z a d r u g a , n i e n a l e ż a ł a do w i e l k i e j , t y l k o l i c z n e j w i e l o d z i e t n e j m a ł e j
rodziny.
4 8

Bonczew,

P ř i n o s kam

istorijata...,

4 Я

P o r . M a r i n o w , Żiwa
starina,
i semejno-rodstwenite
otnoszenija...,
s,
żiliszcze
w zapadnoj Bolgarii,
s. 43.
5 0

Por. B o n c z e w ,

P ř i n o s kam

s.

196.

k n . 2,
512-513;

istorijata...,

s. 182; P e s z e w a ,
SemejstwotoF r o 1 e c, Bolszaja
siemija
i jejos. 7, 60.

�61

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI L O K A L N E J

R y c . 6. P r z e d s z k o l a c y
Fot. M . Biernacka, 1966

W tych warunkach Gramada, podobnie jak i inne wsie tego regionu,
wchodziła w orbitę stosunków towarowo-pieniężnych. Odbijało się to
najbardziej jaskrawo na sytuacji małorolnych lub „wypadających"
z zespołu rodzinnego i usamodzielniających się rodzin chłopskich, które
zmuszone były szukać wszelkich możliwych źródeł utrzymania. Ponie­
waż zagadnienia te omawiane są w opracowaniach dotyczących struk­
tury zawodowej' wsi i rolnictwa, wystarczy tylko zaznaczyć, że na ogół
z ubogich kategorii ludności wywodzili się najemnicy dużych gospo­
darstw, sezonowi robotnicy zarobkujący we wsi i poza wsią, rodziny
odnajmujące ziemię u zamożnych gospodarzy na zasadzie tzw. izpolicy
(przeważnie za połowę plonów), emigranci do Ameryki i Niemiec czy
też nawet niektórzy rzemieślnicy .
Mimo zasygnalizowanego powyżej procesu rozwarstwiania klasowego
wsi, prowadzone w Gramadzie w ciągu ostatnich 3 lat badania terenowe
wykazują, że prawie do I wojny światowej włącznie, w tamtejszym
gospodarstwie chłopskim przeważały jeszcze ciągle elementy gospodarki
samowystarczalnej, stanowiącej pozostałości poprzedniego systemu rodowo-feudalnego. Wynikało to być może z charakteru gospodarki
w większym stopniu nacechowanej tradycjonalizmem. Jak bowiem w y 51

Por.

materiały

terenowe

AZEPow.

I. Nizińskiej

z 1967

r.

�62

MARIA BIERNACKA

nika z badań terenowych oraz zestawień statystycznych dokonanych
przez Bonczewa, okręg widyński, a zatem i Gramada, należały jeszcze
w drugiej połowie X I X w. do centrum hodowlanego. Hodowla i pa­
sterstwo stanowiły podstawowe zajęcie ludności Gramady, o czym świad­
czą również — jak można sądzić — filialne gospodarstwa chłopskie,
przeważnie o charakterze hodowlanym, które znajdowały się poza osadą
wiejską i nazywane były kolibami . Wprawdzie przyjmuje się, że prze­
łom w gospodarce wiejskiej na korzyść rolnictwa nastąpił po wyzwole­
niu Bułgarii, niemniej jednak elementy „starego" trwały w niej nadal,
sprzyjając większemu tradycjonalizmowi nie tylko w gospodarce, ale
także w stosunkach społecznych oraz ogólnym poziomie kulturalnym
ludności. Dotyczyło to szczególnie pracującej na kolibie młodzieży,
zwłaszcza w okresie, kiedy nie obowiązywała jeszcze powszechność
nauczania w szkole. Izolacja od życia toczącego się we wsi i zajęcia
głównie typu hodowlano-pasterslkiego stwarzały sytuację, którą ilustruje
92-letni mieszkaniec Gramady opowiadając, że kiedy w wieku lat 23
wracał z koliby (przed wyjazdem do wojska), to wówczas dopiero pierw­
szy raz zobaczył pieniądze.
W tradycyjnym systemie krewniaczym Gramady obowiązywało po­
krewieństwo zarówno ze strony ojca, jak i matki — „po basztina
familia" i „po majczina familia" — jednakże przynależność do pod­
stawowych jednostek ustroju rodzinno-rodowego, takich jak familia,
wielka rodzina (również w jej zmodyfikowanych formach) i mała rodzi­
na, wyznaczone były przez pokrewieństwo patrylinearne w linii prostej
i bocznej. W związku z tym wymienione jednostki systemu rodzinnego
posiadały charakter patriarchalny i patrylokalny. W linii ojcowskiej
dziedziczone były również nazwiska.
A zatem gramadzką familię podobnie jak familię na obszarach środ­
kowej i zachodniej Bułgarii — co stwierdza w swych badaniach R. Pe­
szewa — należałoby zaliczyć do instytucji rodowej, a nie wielkorodzinnej. Problem ten wymaga jednak dalszych, pogłębionych badań. W j ę ­
zyku potocznym gramadzkiej ludności używa się często wymiennie ter­
minu familia i rodzina, zwłaszcza wielka rodzina. Znaczenie tych termi­
nów jest jednak zasadniczo różne. Jeśli przyjmiemy zaproponowaną
przez K. Zawistowicz-Adamską klasyfikację rodu, to stwierdzimy, że
gramadzką familia odpowiada tej klasyfikacji, gdyż jest zespołem rodzin
przestrzennie rozsianych, nie powiązanych prowadzeniem wspólnego
gospodarstwa, opartym na tradycji wspólnego pochodzenia od tego
samego przodka, a przy tym powiązanym więzią i solidarnością rodową.
52

5 2

Bonczew,

AZEPow.

Priinos

kam

istorijata...,

s.

92-93,

oraz

materiały

terenowe

�63

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI LOKALNEJ

Wielka rodzina natomiast jest rodzinną wspólnotą gospodarczą i tery­
torialną składającą się z kilku pokoleń z linii ojcowskiej, kierowanej
najczęściej przez ojca, posiadającego władzę patriarchalną.
Na różnice te zwracają uwagę starzy mieszkańcy wsi, którzy mocno
podkreślają, że familia to krewni z linii ojca. I chociaż nie prowadzą
wspólnego gospodarstwa, nie mieszkają razem, to jednak łączy ich
„jedna krew" i jeden „swetec" (patron). Nic więc dziwnego, że daw­
niej członkom jednej familii nie wolno było żenić się między sobą aż
do 5 stopnia pokrewieństwa (powój а) .
Tradycje przynależności rodzin do określonych familii są wciąż
jeszcze bardzo żywe, a w przeszłości były znacznie silniejsze. Stary
system pokrewieństwa familijnego zawierał wiele zwyczajowych i oby­
czajowych norm, według których regulowane było postępowanie jed­
nostek i rodzin przynależnych do określonej familii. Nic więc dziw­
nego, że w tradycji ustnej mieszkańców wsi zachowały się liczne prze­
kazy mówiące o przeszłości poszczególnych familii zwłaszcza tych, które
swą więź rodową mocno podtrzymywały, a ponadto wyróżniały się
w sposób dodatni w życiu wsi. B. Bonczew zgromadził sporo materiału
od najstarszych osób we wsi, dotyczącego miejsca pochodzenia oraz
okresu przybycia na te tereny ważniejszych gramadzkich familii . Jeśli
nawet informacje te nie są dość ścisłe pod względem historycznym, to
jednak potwierdzają fakt przywiązania ludności do ich własnej tradycji.
53

S4

Familie nie stanowiły jednak najwyższej formy pokrewieństwa, na
co również zwracała uwagę R. Peszewa w swych opracowaniach do­
tyczących Bułgarii środkowo-zachodniej. Materiały terenowe dają po­
twierdzenie tego, że w przeszłości (a niekiedy także obecnie) określone
grupy familii przynależały jeszcze do szerszych, tradycyjnych grup
0 charakterze rodowym. Ujawniało się to szczególnie w obrzędowości
1 obyczajowości rodzinno-rodowej, której przegląd i analizę przedstawia
w swym opracowaniu Tatjana Kolewa.
Trzeba dodać, ż e w Gramadzie i wsiach sąsiednich zachowały się
również tradycje osiedli patronimicznych, w których zamieszkiwało po5 3

AZEPow.

5 4

Bonczew,

Więzi
„te

długie

nach

z

352,

353

kam

zwraca

i inne.
istorijata...,

również

szeregi p o k r e w i e ń s t w a

bardziej
są
s.

więzi

242.

uznawania

w

60-61
Ch.

tradycjami,
kuzynów

—

dużych

i

wielkie

który

przeważnie

aniżeli

w

bratowczedi

M B ] , Por.

zwraca również

rodzinach

i 57-76. N a

Wakarelski,

zapamiętać

[odgałęzień —

R. P e s z e w a

rodzinnej

s.

uwagę

można

konsekwentnymi

przypadki

a n a w e t i 15 p o w o j ó w "

Bułgarii,
szej

349,
Prinos

krewniaczych

rodzinie...,
nia,

nr

w

małej

dużych

Wakarelski,

uwagę

zamożnych.

na

występowanie

Rodziny

otnoszenija...,

s.

547.

że

rodzi­

indywidualnej

z czwartego

pokole­
Etnografia
silniej­

średniozamożne

i biedne z m n i e j s z ą l i c z b ą o s ó b c e c h o w a ł a s ł a b s z a w i ę ź rodzinna. Por.
to i semejno-rodstwenite

znaczenie

podkreśla,

Semejstwo­

�64

MARIA BIERNACKA

kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt rodzin, spokrewnionych po­
między sobą. Obecnie istnieją 4 duże dzielnice wsi tzw. machały (Marenska, Tabaszka, Brankowska i Nowa Machała), lecz w przeszłości było
ich więcej, o czym wspomina również w swej pracy Bonczew (wymie­
niając następujące: Butanska, Drakata, Pajeszka, Parcał, Dernek) .
Ten skomplikowany system wzajemnych uzależnień i powiązań
krewniaczych jest wynikiem długotrwałego procesu historycznego, zwią­
zanego na t y m terenie niewątpliwie w największym stopniu z istnie­
55

R y e . 7. P o w r ó t z pola
Fot. M . Biernacka, 1968

niem wspólnoty zadrużnej. W wspólnotach tych bowiem dokonywał się
stały proces wyodrębniania (segmentacji lub pączkowania) nowych ro­
dzin — indywidualnych lub złożonych, które po pewnym czasie stawały
się znów pełnymi wspólnotami rodzinnymi, dojrzałymi do nowych po­
działów. W stadiach wcześniejszych, kiedy wspólnoty zadrużne były
duże, wydzielały się z nich na ogół jednostki złożone z 2-3 rodzin,
w okresie późniejszym wydzielone jednostki to najczęściej indywidualne
rodziny. Z rozradzających się w ten sposób rodzin zadrużnych lub roz­
padających się rodzinnych wspólnot gospodarczych (zadrug) powstawały
najczęściej owe spokrewnione osiedla patronimiczne .
5G

6 5

Na rodzinny

charakter m a c h a ł w s k a z u j ą r ó w n i e ż prace

P e s z e w y, op.

cit.,

s. 548-551.
5 e

O patroraimiach j a k o g r u p a c h

segmentacji
sobą

lub p o d z i a ł u

więź

obszczina
krewniacze...,

gospodarczą,
i

patronimija,
s. 83-93.

jednej
społeczną
s.

4,

spokrewnionych

wielkiej

rodziny,

i ideologiczną

102-103;

rodzin p o w s t a ł y c h

które
—

nadal

w

zachowują

por. К o s w i e n,

Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a ,

wyniku
między
Siemiejnaja
Systemy

�65

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI L O K A L N E J

Życie w rodzinnych wspólnotach gospodarczych określano w miej­
scowej gwarze jako golema familia, welike semejstwo, drużyna, życie —
u kup, za jedno lub obszio. W początkowym okresie X X w. wśród
istniejących rodzinnych wspólnot gospodarczych w Gramadzie zaryso­
wują się trzy podstawowe typy. Najbardziej powszechnym typem jest
rodzinna wspólnota złożona z rodziny ojca, jego żonatych synów i wnu­
ków. Była ona z reguły trzypokoleniowa, niekiedy zaś nawet czteropokoleniowa, jeśli we wspólnocie żyli jeszcze pradziadkowie. Drugim
typem była wspólnota rodzinno-gospodarcza, w skład której wchodzili
również krewni w linii męskiej bocznej w generacji ojca, a więc stryj
lub stryjowie ze swymi rodzinami. Była to także rodzina składająca się
z trzech lub czterech pokoleń. Zdarzało się niekiedy, że do zespołu
wielkorodzinnego wchodzili również wujowie. Zjawisko to występowało
rzadko (zanotowano dwa przypadki), zwykle wówczas, gdy gospodarstwo
było duże i córka głowy rodziny, wychodząc za mąż, pozostawała w do­
mu rodzinnym razem z bratem. O przyżenionym do gospodarstwa ko­
biety mężczyźnie mówiło się „zet na kasta" (zięć w domu), a jego los
był określony jako „czarny, czarniejszy niż kruk, a więc najczarniejszy".
Do trzeciego typu zaliczyć można braterski typ wielkiej rodziny,
w której pozostali po śmierci ojca synowie nie rozdzielali się, lecz
nadal prowadzili wspólne gospodarstwo wraz ze swymi dziećmi i wnu­
kami. Decyzje prawne dotyczące ich rodzin oraz prowadzonego wspól­
nie gospodarstwa były podejmowane za obopólną zgodą. W pozostałych
typach rodzin do podejmowania decyzji uprawniony był przede wszyst­
k i m właściciel całego majątku rodzinnego, a więc ojciec (po: urodzeniu
wnuków występujący już jako dziadek, stąd często w ogóle określany
mianem dziadka).
Wydzielone typy wspólnot nie wyczerpują zapewne wszystkich jej
wariantów, jakie mogły występować w różnych sytuacjach życiowych
rodzin. Są one jednak najtypowsze i znajdujemy potwierdzenie ich w y ­
stępowania jeszcze w latach ostatnich na obszarach Jugosławii i Sło­
wacji .
Jak wynika z relacji terenowych liczba członków gramadzkich
wielkich rodzin wahała się przeciętnie od 10 do 15 i na ogół nie prze­
kraczała 20 osób (poza j e d n ą ' r e l a c j ą , odnoszącą się do końca X I X w.,
gdzie we wspólnocie żyło razem 28 osób). Wspólnoty gramadzkie zrze­
szały przeciętnie dwie — trzy rodziny, niekiedy jednak pięć, a nawet
sześć rodzin.
57

5 7

łów
na

Typy

rodzinnych

terenowych

wspólnot

AZEPow.

obszarach J u g o s ł a w i i m.

perna

oraz n a

obszarze

gospodarczych

Podobne

typy

określono

zanotowane

na

zostały

podstawie
w

materia­

ostatnich

in. p r z e z M . G a v a z z i e g o , N . F . P a v k o v i č a , J . M .

Słowacji

5 — Etnografia Polska, t. X V , z. 1

p r z e z S.

Švecova

i O.

Nahodila.

latach
Hal-

�66

MARIA BIERNACKA

Wielkość gospodarstw pozostających we wspólnocie nie była jedna­
kowa i wahała się od 5 do 30 ha. Większość wspólnot rodzinnych po­
siadała poza wsią swoje koliby, na których prowadziła przede wszyst­
k i m gospodarstwo hodowlane.
W rodzinnej wspólnocie gospodarczej obowiązywał ścisły podział
pracy. Władza miała charakter patriarchalny i sprawował ją ojciec,
zwany domakin, baszta lub czasami gfioumtor. Ojciec zarządzał, ale
często korzystał z rady swej żony albo dorosłych synów. On dyspono­
wał także kasą domową i w wypadku potrzeby poczynienia zakupów
dla członków rodziny ustalał osobiście konieczność ich realizacji. Za gos­
podarstwo domowe była odpowiedzialna matka — majka. Ojciec i matka
rozdzielali pracę pomiędzy całą załogę produkcyjną, tzn. wielką rodzinę:
ojciec pomiędzy mężczyzn, a matka pomiędzy kobiety. Przydział pracy
otrzymywały również dzieci. Filialny system gospodarowania (z koliba­
mi) powodował, że część załogi rodzinnej, zwłaszcza męskiej, przeby­
wała na kolibie prawie okrągły rok. Kobiety, a zwłaszcza matka i małe
dzieci, pozostawały najczęściej w domu. Dzieci szkolne dzieliły czas
między dom, szkołę i kolibę.
Na kolibie zarządzał zwykle przebywający tam prawie stale dziadek.
W czasie nasilenia prac na kolibie załodze tam pozostającej zanoszono
obiady z domu. W okresie letnim przeważnie gotowały tam kobiety,
ale zimą najczęściej przygotowywał strawę dziadek. Dziadek co pewien
czais wracał z koliby do domu i wówczas w domach skłóconych, jak
opowiadał stary mieszkaniec Toszewiec, następował „sądny dzień". Dzia­
dek bowiem rozsądzał powaśnione, i nawzajem oskarżające się przed
nim rodziny — nierzadko nawet laską. W sprawach rodzinno-domowego
współżycia był on bowiem również najwyższym autorytetem.
Jak wynika z badań, rodzinne wspólnoty gospodarcze, które do­
trwały do okresu I I wojny światowej, a nawet dłużej, stanowiły już
bardzo zmodyfikowane formy zespołowej gospodarki. Panującą formą
gospodarowania w okresie międzywojennym było gospodarstwo indy­
widualne, składające się z rodziców, dzieci i wnuków. Przy rodzicach
pozostawał zwykle najmłodszy syn, który był następcą swego ojca.
Można przypuszczać, że podtrzymywane przez niektóre rodziny
formy zespołowego gospodarowania dyktowane były prostą koniecznoś­
cią ekonomiczną. Uderzający jest bowiem fakt, że na ogół najwcześniej
rozpadały stię wspólnoty duże i małe, a pozostawały średnie, które nie
były w stanie zapewnić swym członkom właściwych w a r u n k ó w do
wyodrębnienia ze wspólnoty. Członkowie małych wspólnot rodzinnych
łatwiej się proletaryzowali, szukając dodatkowych źródeł dochodu. Po­
dobnie oświetlają problem ten niektórzy informatorzy twierdząc, że
wspólnoty z okresu X X w. miały raczej charakter przejściowy, gdyż

�67

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI L O K A L N E J

rodzice na ogół zabiegali o to, aby swe dorosłe dzieci jak najprędzej
usamodzielnić .
Wielka rodzina, podobnie zresztą jak występująca obok niej w t y m
czasie rodzina mała, spełniała na ogół wszystkie funkcje, wynikające
z podstawowych zadań przed nią stawianych, a mianowicie zadań pro­
kreacyjnych i socjalizacyjnych. Dla wykonania swych funkcji ekonomiczno-zabezpieczających cały zespół wielkorodzinny podporządkowany
był interesom gospodarstwa, które wprawdzie zapewniało wszystkim
utrzymanie, ale żądało również lojalności i dostosowania się do ogólnych
potrzeb zespołu i dyrektyw właściciela całego majątku.
W ten tylko sposób wspólnota mogła zapewnić odpowiednie warunki
bytowe dla swych członków na co dzień, a w odpowiednich momentach
musiała być gotowa do wyposażenia odchodzących z domu zamężnych
córek, do wybudowania i wyposażenia domów oddzielających się rodzin
braci czy synów, do zapewnienia warunków dzieciom, osobom chorym,
dotkniętym złym losem lub starzejącym się. Przy takim układzie stosun­
ków różne decyzje rodzinne, np. doboru małżonków, nie mogły być
tylko udziałem młodych. Głos decydujący mieli w nich również starsi,
zainteresowani w tym, jaki miraż (posag w ziemi i w dobytku) lub
cziz (wyprawę) przyniesie młoda bulka (mężatka) do domu swych swekrów (teściów).
Zapotrzebowanie na siłę roboczą w gospodarstwie powodowało, że
małżeństwa zawierano we wczesnym wieku, przy czym dziewczyna była
często starsza od chłopca. Zainteresowany w t y m był również gospodarz
domu, któremu chodziło o jak najwcześniejsze pozyskanie pełnej siły
roboczej — właściwie wówczas, kiedy syn był jeszcze zbyt młody do
udziału w ciężkiej pracy.
Podobnymi względami kierował się ojciec przy podziale ziemi i ma­
jątku pomiędzy dzieci. Regułą był taki podział ziemi, który zabezpie­
czał jej trwanie w obrębie „familii ojcowskiej". Z tego względu córki
otrzymywały na ogół tylko niewielką część ojcowskiej ziemi (ostatnio
przeważnie /s ogólnego areału) natomiast w pozostałym majątku party58

1

5 8

społów

Do n a j w a ż n i e j s z y c h p r z y c z y n p r z y s p i e s z a j ą c y c h l i k w i d a c j ę rodzinnych ze­
gospodarczych
starsi m i e s z k a ń c y
Gramady i wsi sąsiednich
zaliczają:

a) w z r a s t a j ą c e p o t r z e b y c z ł o n k ó w r o d z i n w z a k r e s i e p o z i o m u ż y c i a , k t ó r e s i ę
rodziły z p o s t ę p e m czasu i p r z y s p i e s z a ł y i n d y w i d u a l i z a c j ę postaw ludzi m ł o d y c h ;
b)

stałe

kłótnie,

które

wybuchały

zwłaszcza

pomiędzy

kobietami

c) w i e l k ą
liczebność
niektórych
jednostek
rodzinnych
w n u k i z a c z ę ł y s i ę ż e n i ć , to b y ł ostatni
„ s y g n a ł " do

dużych

rodzin;

powodującą,
że
kiedy
podziału
gospodarstwa;

d) p r z e j ś c i e od e k s t e n s y w n e g o g o s p o d a r s t w a h o d o w l a n o - r o l n e g o do i n t e n s y f i k a c j i
p r z e d e w s z y s t k i m p r o d u k c j i r o l n e j (co p o k r y w a s i ę z o g ó l n y m p o g l ą d e m e t n o ­
l o g ó w , ż e ekstensywna gospodarka hodowlana s p r z y j a ł a w i e l k i m rodzinom).

�68

MAKIA BIERNACKA

R y c . 8. Panair

(jarmark

wiejski)
Fot. M . Biernacka, 1969

cypowały z reguły po równej części. Oczywiście, że w sytuacjach szcze­
gólnych (np. córka jedynaczka) odchodzono niekiedy od tych zasad.
Dla zabezpieczenia sobie starości rodzice przy podziale ziemi po­
zostawiali część majątku dla siebie. Ziemię tę przejmował ten syn, przy
którym pragnęli spędzić stare lata. Najczęściej był to syn najmłodszy,
ale mógł być i inny, jeśli wykazywał cechy gwarantujące większą dla
nich życzliwość i opiekę '.
W rodzinnych zespołach gospodarczych, typowych przede wszystkim
dla tzw. społeczności lokalnych zamkniętych, funkcje przekazywania
młodzieży całego dziedzictwa kulturowego przypadały prawie wyłącznie
środowisku rodzinnemu. Opiekę nad małymi dziećmi sprawowały prze­
ważnie kobiety — babka i matka. Gdy podrosły, chłopców do pracy
wdrażali przede wszystkim dziadek i ojciec, a dziewczynki nadal w y ­
chowywane były przez kobiety. Wpajane przez rodziców i dziadków
oraz pozostały zespół rodzinny i rodowy (familijny) treści kulturowe
dotyczące przeszłości rodziny i rodu, stosunku do ziemi i do- pracy,
postaw etyczno-moralnych i religijnych, a więc całego systemu wartości
— posiadały moc wiążącą. Wielka rodzina i ród oraz społeczność lokalna
zamknięta stwarzały system kontroli społecznej, w ramach którego
59

5 9

Por. opracowanie B . Jaworskiej, która r ó w n i e ż omawia zagadnienia
z f u n k c j a m i z a b e z p i e c z a j ą c y m i rodziny.

związane

�RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI L O K A L N E J

69

postępowanie jednostki musiało być zgodne z ogólnie usankcjonowanymi
normami.
A zatem siłą jednoczącą tradycyjną społeczność Gramady była więź
społeczna rodzinno-rodowa i lokalna. Więź ta zapewniała wewnętrzną
spójność zbiorowości, która w warunkach ustroju kapitalistycznego nie
mogła być i nie była jednolita.
Rodzinno-rodowa więź społeczna wyrażała się również w licznych
formach wzajemnej pomocy gospodarczej, nazywanej między innymi
tłaką, zaredą, spregą
Szczególne nasilenie form pomocy wystąpiło po
okresie rozpadu rodzinnych zespołów gospodarczych. Wyodrębniające się
wówczas małe jednostki gospodarcze zmuszone były korzystać z pomocy
najbliższych krewnych lub sąsiadów. Pomoc ta dotyczyła zarówno prac
polowych (orka, żniwa, koszenie łąk, zbiór słonecznika), jak i budowla­
nych (budowa domów i obiektów gospodarczych), a ponadto szeregu
innych zajęć gospodarskich, jak np. młocka, łuszczenie kukurydzy czy
przędzenie wełny. Pomoc ta obejmowała w największym stopniu kręgi
krewniacze, które wskutek osadnictwa patronimicznego dość często po­
k r y w a ł y się także z kręgami sąsiedztwa. W warunkach tych więź
rodzinno-rodowa dominowała wyraźnie nad sąsiedztwem nie spokrew­
nionym i. więzią ogólnowioskową. Wyrażała się także w uroczystościach
i obrzędach rodzinnych i familijnych (rodowych), a więc w uczestni­
ctwie w chrzcinach, weselach, pogrzebach oraz innych różnego rodzaju
zwyczajach o charakterze rodowym czy rodzinnym (por. opracowanie
T. Kolewy).
Wyrazem więzi społecznej ogólnowioskowej było zbiorowe użytko­
wanie wspólnot wioskowych połączone z troską o ich zabezpieczenie
(pastwiska i lasy), budowa dróg, mostków, studni, a z czasem i innych,
większych obiektów o charakterze publicznym (szkoły), fundacje doko­
nywane przez niektóre zamożniejsze rodziny w zakresie drobnych wiej­
skich obiektów lub urządzeń, często o charakterze sakralnym. Charakter
ogólnowioskowy posiadały również spotkania towarzyskie, zwane sedenkami, oraz zabawy młodzieżowe często nawet z udziałem osób starszych,
zwane chora. Dzięki więzi społecznej zbiorowość gramadzką funkcjono­
wała sprawnie, choć w ramach ustalonych przez istniejący system spo­
łeczny .
*
61

6 0

K . Z a w i s t o w i c z - A d a r n s k a ł ą c z y w ł a ś n i e nasilenie form w z a j e m n e j pomocy
g o s p o d a r c z e j z r o z p a d e m r o d z i n n y c h z e s p o ł ó w g o s p o d a r c z y c h . P o g l ą d ten w y d a j e
się b y ć w p e ł n i uzasadniony i n a obszarze w s i b u ł g a r s k i e j z n a j d u j e r ó w n i e ż
swe potwierdzenie.
6 1

A n a l i z ę f u n k c j o n o w a n i a b u ł g a r s k i e j s p o ł e c z n o ś c i w i o s k o w e j w p r z e j ś c i u od
s y s t e m u f e u d a l n o - r o d o w e g o do k a p i t a l i s t y c z n e g o p r z e d s t a w i a p r a c a M a r k o w e j ,
Sielskaja
obszczina
u Bołgar
w XIX
w. W i e l e m a t e r i a ł u n a ten temat z a w i e r a
r ó w n i e ż p r a c a W a k a r e l s k i e g o , Etnografia
Bułgarii,
s. 241—245.

�70

MARIA BIERNACKA

Wyniki badań terenowych pozwalają również stwierdzić, że okres
pomiędzy I i I I wojną światową stanowi ważny etap w gospodarczo-społecznych przeobrażeniach Gramady. Datujące się już z okresów
wcześniejszych przenikanie do gospodarki wiejskiej elementów kapita­
lizmu narasta coraz silniej po I wojnie. W gospodarstwach chłopskich
zjawiają się w znacznie większym stopniu nowe narzędzia rolnicze
(pługi, brony, siewniki, młockarnie itp.), postępuje coraz bardziej upo­
wszechnienie wiedzy rolniczej, między innymi także poprzez rolniczą
szkołę dopełniającą oraz czytelnictwo prasy zawodowej. Nie bez znacze­
nia pozostają także wpływy emigracji do Francji i Niemiec; nade
wszystko jednak rozwój oświaty na poziomie szkoły podstawowej
i progimnazjum pod koniec okresu międzywojennego likwiduje w ogrom­
nym stopniu panujący w okresach poprzednich analfabetyzm. Wielka
rola przypadła w t y m zakresie nauczycielom wiejskim, którzy niejedno­
krotnie włączali się także do działalności społecznej pozaszkolnej ' , i to
zarówno oświatowej, jak i gospodarczej.
f 2

6 2

P o r . B o n c z e w , P ř i n o s kam istorijata,
s.
s t ę p o w e j r o l i n a u c z y c i e l i w l a t a c h 1920-1944 w i e ś
i komunistów.

205, k t ó r y pisze, ż e d z i ę k i p o ­
była objęta ideologią l u d o w c ó w

�71

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI LOKALNEJ

Poważną działalność administracyjno-gospodarczą i społeczną pro­
wadził także w t y m okresie samorząd wiejski. B. Bonczew, w swym
monograficznym opracowaniu o Gramadzie, daje szeroki przegląd prac
wykonywanych przez instancje samorządowe oraz ukazuje ciekawe syl­
wetki osób, które pełniąc we wsi odpowiedzialne funkcje przyczyniły
się poważnie do poddźwignięcia jej mieszkańców na wyższy poziom
oświaty i kultury. Dotyczy to przede wszystkim budowy szkół w cen­
trum wsi i Nowej Máchale, porządkowania dróg, organizowania pla­
cówek handlowych, usługowych oraz innych prac. Postępowi działacze
gospodarczy i polityczni zabiegali zawsze o zdobycie odpowiedniej więk­
szości w organach samorządu, by t y m sposobem wpływać na bieg w y ­
darzeń w życiu wsi. W okresie międzywojennym zaznacza się także
dalszy rozrost organizacji gospodarczych, społecznych i politycznych,
które aktywizują społeczność wiejską Gramady. Powstają zalążki ludo­
wych i komunistycznych organizacji młodzieżowych oraz organizacji
zawodowej rolników, Zemědělská Zadruga . Wiąże się to oczywiście
z ogólnokrajowym wzrostem aktywności społecznej chłopów bułgar­
skich, którzy już w roku 1923 masowo uczestniczyli w powstaniu przy­
gotowywanym przez wybitnego przywódcę chłopskiego B. Stambolijskiego, a w którym ludność wsi Gramady brała również udział.
63

64

4. K I E R U N K I

WSPÓŁCZESNYCH

PRZEMIAN

W

RODZINIE

Najbardziej gruntownym przemianom uległo życie mieszkańców
Gramady w wyniku socjalistycznej przebudowy ustroju społeczno-gospodarczego i politycznego po roku 1944. W miejscowych warun­
kach oznaczało to przede wszystkim pełną kolektywizację rolnictwa,
możliwość odpływu części ludności do zajęć w miastach, wzrastające
stale zapotrzebowanie na siłę roboczą w produkcji i usługach poza­
rolniczych, szeroki dostęp młodzieży do szkół ogólnokształcących i za­
wodowych stopnia średniego i wyższego oraz „zadomowienie" się we
wisi szeregu instytucji i organizacji o charakterze ponadlokalnym, stwa6 3

(RMS

W

czasie

I I wojny

—• R o b o t n i c z e s k i

światowej

Mładeżki

wybitny

Sojuz)

działacz

Miko

młodzieży

Ninow

—

w W i d i n i e , z o s t a ł w r a z ze s w y m i t o w a r z y s z a m i a r e s z t o w a n y
Wieś

Gramada

rodzinnym
nadanie
6 4

która

Zemědělská
osiągnęła

pamięć

pamiątek,

miejscowej

ubezpieczenie
—

uczciła

izby

spółdzielni
Zadruga

ogromną

Miko Ninowa

wzniesienie

w

była

organizacją
między

jego

wsi

w

1937 r. — 258, a w

pomnika

w

jego

domu

bohatera

oraz

imienia.

zawodową
innymi

s p o ł e c z n e d l a r o l n i k ó w . I n s t y t u c j a ta w

33 c z ł o n k ó w ,

gimnazjum

i r o z s t r z e l a n y (1943 г . ) .

zorganizowanie

centrum

produkcyjnej

liczebność

przez

komunistycznej

absolwent

chłopów

dlatego,

że

bułgarskich,
wprowadzała

Gramadzie liczyła w

1947 r . — 2460

członków.

1936 r .

�72

MARIA BIERNACKA

rzających pomost pomiędzy wsią a centralnymi ośrodkami zarządzania.
Skolektywizowana wieś bułgarska została więc wciągnięta w orbitę
ośrodków uprzemysłowionych oraz poddana ogólnemu procesowi urba­
nizacji.
Następstwem tych gruntownie zmieniających się obiektywnych wa­
runków życia mieszkańców wsi stały się również przemiany w zakresie
systemu stosunków krewniaczych. Wraz z kolektywizacją pełnej l i k w i ­
dacji uległy również formy rodzinnych wspólnot gospodarczych. Wspól­
noty rodzinne, podobnie jak i gospodarstwa indywidualne, wniosły swą
ziemię oraz podstawowy inwentarz żywy i martwy do spółdzielni pro­
dukcyjnej. T y m samym w rodzinach chłopskich dokonał się zasadniczy
przełom, polegający na oddzieleniu rodzinnego gospodarstwa domowego
od warsztatu produkcyjnego, składającego się z własnej ziemi oraz i n ­
wentarza żywego i martwego. Działka przyzagrodowa (wynosząca ok.
0,5 ha), do której każda rodzina ma prawo, nie stanowi i nie może
stanowić w t y m zakresie pełnej rekompensaty. A zatem uległo zmianie
to, co było najistotniejszą cechą rodziny chłopskiej, a mianowicie jej
związek z gospodarstwem. T y m sposobem zmienił się również jej do­
tychczasowy specyficzny charakter oraz zakres wykonywanych funkcji.
Rodzina chłopska przestała więc być załogą produkcyjną małego przed­
siębiorstwa, utraciła swą autonomiczność w zaspokajaniu potrzeb oraz
ograniczyła znacznie zakres swych różnorodnych funkcji, zwłaszcza go­
spodarczych, zabezpieczających i częściowo także wychowawczych.
W nowych warunkach dominującą formą rodzinną stała się rodzina
mała złożona z rodziców i nieżonatych dzieci. Niezależnie od tego w y ­
stępuje jednak typ rodziny większej, najczęściej trzypokoleniowej,
złożonej z rodziców, dzieci i dziadków. Dość często się na ogół zdarza,
że owe rodziny trzypokoleniowe poza tym, że zamieszkują w jednym
domu, nie prowadzą wspólnego gospodarstwa. Dziadkowie, dysponujący
emeryturą oraz w ogromnym procencie dorabiający przy różnego rodza­
j u pracach w miejscowej spółdzielni produkcyjnej (wiek emerytalny dla
kobiet 55, a dla mężczyzn 60 lat) przy dopisującym i m zdrowiu, są na
ogół samowystarczalni i jeszcze bardzo często odkładają zaoszczędzone
pieniądze dla swych dzieci, a przede wszystkim wnuków. Pomoc t ę
okazują głównie tym, którzy się uczą w szkołach lub rozpoczynają
pracę w mieście, gdzie początkowo nie mogą liczyć na duże zarobki,
zdobycie mieszkania i w ogóle na dobre usytuowanie się w nowych wa­
runkach.
Główną podstawą utrzymania dla współczesnych rodzin stała sie
praca w spółdzielni produkcyjnej oraz innych zakładach pracy, jak
spółdzielnie zaopatrzenia, usługowe, urzędy czy szkolnictwo (por. opra­
cowanie na ten temat W. Paprockiej). Występuje przy t y m specjalizacja

�73

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI L O K A L N E J

zawodowa członków rodzin, zwłaszcza pokolenia średniego i młodzieży.
Pod t y m względem wymowny może być przegląd specjalizacji zawodo­
wej ludności, dokonany na przykładzie młodzieży wstępującej w związki
małżeńskie w latach 1900, 1920, 1940, 1960 i 1967, prowadzący prawie
od stuprocentowego zawodu rolnika w 1900 r. do bardzo zróżnicowanej
struktury zawodowej w 1967 r. W 1900 r. na 63 zawarte małżeństwa
tylko 1 mężczyzna był handlarzem, dla 2 brak było danych, pozostałe
zaś osoby zarówno kobiety, jak
i mężczyźni legitymowali się zawo­
dem rolnika. W 1920 r. na 120 mał­
żeństw było 3 małżeństwa nauczy­
cieli, 2 kobiety bez zawodu, a pozo­
stali wszyscy rolnicy. W 1940 r. sy­
tuacja nie uległa większej zmianie,
bo na 127 było 122 małżeństwa rol­
ników, a w pozostałych 5 małżeń­
stwach występowały zawody poli­
cjanta, nauczyciela, murarza, studen­
ta, urzędnika i robotników. Inny
zupełnie okazał się skład zawodowy
kandydatów na małżonków w 1960 r.
Na 58 zawartych małżeństw było
14 mężczyzn i 27 kobiet z zawodem
rolnika, 13 kobiet z zawodem gospo­
dyni domowej, a pozostałe 62 osoby
posiadały zawody nauczycieli, tech­
R y c . 10. M a r i a D e k a ł s k a
ników,
urzędników,
inżynierów.
przy p r z ę d z e n i u w e ł n y
W 1967 r. na 40 zawartych mał­
Fot. M . Biernacka, 1966
żeństw tylko 6 mężczyzn i 4 kobiety
posiadało zawód rolnika, 25 kobiet
zawód gospodyni domowej, reszta zaś w liczbie 45 osób legitymowała się
różnymi zawodami technicznymi od inżyniera do robotnika włącznie.
Postępująca specjalizacja zawodowa członków rodzin wiąże się ściśle
ze stałym podnoszeniem poziomu wykształcenia. I w t y m zakresie bar­
dzo charakterystyczne są dane z lat 1900—1967. O ile w 1900 r. na
63 zawarte małżeństwa było wśród mężczyzn 38 analfabetów, a wśród
kobiet 60, toi w 1940 r. (dla 1920 r. brak danych) wszyscy mężczyźni
i kobiety byli piśmienni. W 1960 r. wśród wstępujących w związki
0 5

6 5

Opracowano na podstawie

pozycji

miejscowej

obsztinski

naroden

rady
savet

ksiąg metrykalnych ślubów, pozostających w

narodowej

pt.

Registar

za

żenitbite

na

dys­

gramadskijat

w w y b r a n y c h l a t a c h 1900, 1920, 1940, 1960 i 1967.

�74

MARIA BIERNACKA

małżeńskie były osoby z ukończoną nie tylko szkołą podstawową, ale
także średnią i wyższą. Stan wykształcenia pracującej ludności wsi
w latach ostatnich ilustruje tabela I .
W nowoczesnej rodzinie wsi Gramada zmniejszył się zdecydowanie
przyrost naturalny ludności, a co za t y m idzie i stan liczebny rodzin.
Proces ten zapoczątkowany już w okresie przed I I wojną światową
c 6

Tabela I
Wiek
18-25

Rodzaj
wykształcenia

męż­

kobiet

czyzn
analfabeci
początkowe I - I V
podstawowe
V-VII
średnie

1

pracujących
36-45

26-35
męż­

kobiet

czyzn

—
—

męż­

46-60

kobiet

czyzn

męż­

kobiet

czyzn

—
5

7

14

3
22

5
35

pełne

ogólne

20

10

35

22

69

71

85

69

6

11

7

18

8

6

2

—
—
—

3

—
—

3

5

1

niepełne

18
19

18

średnie
wyższe

15

—

2

niepełne

4
1

4

wyższe

2
4

—

—

5

średnie techniczne

1

1

1

1

6
1

—
—

—

spotęgował się znacznie w latach powojennych, co jest zresztą zjawi­
skiem występującym w skali ogólnokrajowej. Przeciętna liczba dzieci
w rodzinie waha się od 1 do 2 i jedynie rodziny Cyganów przekraczają
zdecydowanie tę normę. Pod t y m względem są również wymowne liczby
zaczerpnięte z ksiąg urodzeń za lata 1920, 1940, 1960 i 1967 (dla roku
1900 brak danych). Ogólna liczba urodzin w parafii w 1920 r. wyniosła
252, a w 1940 r. — 195 osób. W 1960 r. liczba urodzeń dla obszaru
4 wsi, wchodzących w skład gramadzkiej rady narodowej i liczących
ok. 6000 mieszkańców, wyniosła 66, a w 1967 r. tylko 25 o s ó b . Spadek
ten staje się dla Bułgarów zjawiskiem bardzo niepokojącym (por. opra­
cowanie B. Jaworskiej).
Trzeba podkreślić, że w związku z poważnym odpływem młodzieży
do szkół, a następnie do prac w innych zawodach pozarolniczych zloka­
lizowanych przeważnie w miastach, występuje tu wyraźne zjawisko
starzenia się ludności wsi. Istnieje wielki procent rodzin składający się
z ludzi starszych, często już niezdolnych do pracy, których dzieci prze67

6 8

Registár
za żenibite
warte w tablicy dotyczą
prób
lematyka...).
6 7

Registár

za

rażdenijata

na gramadskijat
obsztinski
naroden
sáwet.
25°/o c a ł e j z b i o r o w o ś c i ' (por. J a w o r s k a , Wieś
na

gramadskijat

obsztinski

naroden

Dane za­
Gramada,
sáwet.

�75

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI LOKALNEJ

R y c . 11. S z k o ł a p o d s t a w o w a w c e n t r u m w s i
Fot. M . Biernacka, 1966

szły do miast, a oni pozostali we wsi, utrzymując się z emerytury,
działki przyzagrodowej oraz dodatkowych zajęć w spółdzielni produk­
cyjnej. Problem ten będzie wymagał niewątpliwie nowych rozwiązań,
i to zarówno ze względów ekonomicznych, jak i pozaekonomicznych.
Starzy ludzie pozostają bowiem często bez opieki, zdani w przeważają­
cej mierze na pomoc swych sąsiadów.
Dla ilustracji tego zjawiska warto przytoczyć dane zestawione
z ksiąg meldunkowych wsi za okres od 1956 do 1969 roku . Wykazują
one, że w Gramadzie na 1050 zamieszkałych domów tylko w 633 do­
mach znajdują się dzieci i młodzież w wieku od lat 10 do 25. I tak
na 340 domów posiadających dzieci w wieku od 10 do 15 lat aż w 193
domach jest tylko po 1 dziecku, w 131 po 2 dzieci, w 13 po 3 dzieci,
w 2 poi 4 i w 1 domu 5 dzieci.
Podobnie jest z młodzieżą. Na 429 domów z młodzieżą od 16 do
25 lat w 277 domach znajduje się tylko po 1 osobie z tej kategorii
wieku, w 131 domach po 2 osoby, w 20 po 3 i tylko w 1 domu 4 młode
osoby. Ogółem w 1969 r. było we wsi 507 dzieci w wieku od 10 do
15 lat i 603 młodzieży w wieku od 16 do 25 lat.
Dalszą ilustracją zjawiska zmniejszania się wielkości rodzin jest
68

6 8

Registar

naselenieto...,

n a s. G r a m a d a

1956-1969.

�76

MARIA BIERNACKA

zestawienie liczby osób przypadających na jeden dom. Liczby te w od­
niesieniu do ogólnej ilości 1050 zamieszkałych domów kształtują się
następująco: 66 domów po 1 osobie, 236 po 2 osoby, 186 po 3, 189 — 4,
167 — 5, 148 — 6, 40 — 7 i 18 domów po 8 osób.
Podkreślić przy t y m należy, że mieszkańcami domów o małej licz­
bie osób (od 1 do 2) są przede wszystkim ludzie starsi, pozostający
na emeryturze, natomiast mieszkańcami domów licznych są przeważ­
nie rodziny cygańskie .
W ostatnim okresie przesuwa się również wiek osób wchodzących
w związki małżeńskie. Dotyczy to szczególnie wieku
mężczyzn.
W 1900 r. największa liczba małżeństw zawierana była przez mło­
dzież w wieku do lat 21, przy czym dość często występowało zjawi­
sko, że wiek kobiet przewyższał wiek współmałżonka. W latach ostat­
nich wiek kobiet wchodzących w związki małżeńskie utrzymuje się
w granicach podobnych jak dawniej, ale przesuwa się wyraźnie w górę
wiek zawierających małżeństwa mężczyzn. Zjawisko to ilustruje tabel­
ka I I opracowana na podstawie ksiąg metrykalnych, dotycząca wieku
współmałżonków zawierających małżeństwa w latach 1900,
1920,
1940 i 1960.
m

Tabela I I
Wiek zawierających

Ilość

Rok

zawartych

zawarcia
małżeństwa

do

21 lat

małżeństw

męż­

w ciągu roku

czyzn

!

małżeństwa

od 22 do 25 lat

kobiet

1

_ _

męż­
czyzn

i
jkobiet
1

1900

63

30

:

37

19

1920

120

65

!

70"

36

i

1940

127

77

1

94

22

1960

58

6

1

34

31

p o n a d 25
męż­

lat

kobi

czyzn

16
21

10

30

2

3

I

14

28

19

i

1 4

21

10

Materiały z ksiąg metrykalnych wykazują ponadto, że w 1900 r.
kobiety przewyższały swym wiekiem mężczyzn w 20 małżeństwach,
w 1920 т. w 49, w 1940 r. w 38, a w 1960 r. w 10 małżeństwach.
Największa rozpiętość wieku w tego typu małżeństwach wynosiła 16 lat,
na ogół jednak wahała się od 1 do 3 lat
Warto również podkreślić, że w latach 1900, 1920, 1940 domino­
wały małżeństwa zawierane wewnątrz tej samej wsi, a ostatnio zwięk­
szył się znacznie procent małżeństw mieszanych, dobieranych z róż6 9

7 0

Registar
Registar

za

naselenieto...
żenitbite...

�77

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI L O K A L N E J

nych wsi i z różnych miast. Zjawisko to, które jest również wynikiem
współczesnych przemian społeczno-gospodarczych i demograficznych
ilustruje tabelka I I I .
Przy zawieraniu małżeństw zaznacza się również postępująca laicy­
zacja życia wiejskiego. Według ksiąg ślubów do 1948 r. małżeństwa za­
wierane były wyłącznie w cerkwi. W latach 1949-1950 występują mał7 l

Tabela I I I

Rok
zawarcia
małżeństwa

Ogólna
i l o ś ć za­
wartych

W tym m a ł ż e ń s t w zawartych
tej s a m e j

|(Urbamał­
,Mede- M i l
Gra­
B r a n - ¡ bincy) Wod­
żeństw
i szew- czyna i
kowceToszena
mada
w ciągu
I cy
Łąka
wcy
roku
1

1900

63

36

8

1920

120

64

9

2
6

1940

127

53

17

8

1060

58

18

1967

40

15

—

—
—

7 1

Registar

wewnątrz

wsi

za

żenitbite..

—
—
16

—
—

i

W tym

mał­

żeństw

„mie­

s z a n y c h " dobie­
Sracimirowo

ranych z róż­
nych miejsco­
wości
17
41

15

3
39
25

�78

MARIA BIERNACKA

żeństwa mieszane cerkiewne i cywilne. Po roku 1950 notowane są
małżeństwa wyłącznie cywilne.
Trwałość małżeństw była dawniej niewątpliwie silniejsza, ale roz­
wody w cerkwi prawosławnej były dopuszczalne i w gramadzkiej pa­
rafii miały również swoje miejsce. Wprawdzie w analizowanych mał­
żeństwach zawartych w latach 1900 i 1920 nie zanotowano żadnego
rozwodu, ale za to na 127 małżeństw zawartych w 1940 r. rozwód
otrzymano 6, w t y m 5 do 1944 r. włącznie, a tylko jedno małżeństwo
w 1960 r. Ostatni rozwód udzielony był przez sąd okręgowy w W i ­
dmie, poprzednie natomiast przez episkopat widyńskiej cerkwi prawo­
sławnej. Należy przypuszczać, że w istniejącej już dawniej możliwości
uzyskania rozwodu poprzez episkopat cerkiewny t k w i źródło większej
niż u nas tolerancji dla instytucji rozwodu. Zdaniem wielu informa­
torów z Gramady, rozwody wśród ludności wiejskiej są obecnie zja­
wiskiem znacznie częstszym niż dawniej i występują zwłaszcza wśród
młodszej generacji zamieszkującej już w m i e ś c i e .
Warto również wspomnieć o przyjętym ostatnio zwyczaju przyjmo­
wania przez kobiety zawierające małżeństwa prawie z reguły nazwisk
rodowych (familijnych) swych mężów. Według ksiąg ślubów z roku
1960 na 58 zawartych małżeństw aż w 51 wypadkach kobiety przy­
jęły nazwiska rodowe swych mężów, w 2 ich „basztinstwo" (nazwa
wywodząca się od imienia teścia), 4 pozostały przy swoim dawnym
nazwisku, a tylko w jednym małżeństwie pozostała przy nazwisku
własnym i „basztinstwie" męża. W 1967 r. na 40 zawartych małżeństw
w 37 wypadkach kobiety przyjęły nazwiska rodowe mężów, w 2 „basz­
tinstwo", a tylko w jednym kobieta pozostała przy w ł a s n y m .
Doskonałą ilustracją przemian dokonywujących się w rodzinach
wiejskich na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat są schematy 3 ro­
dzin chłopskich z uchwytnymi jeszcze do dziś generacjami w linii o j ­
cowskiej . Schematy te dotyczą a) rodziny rolników Gicowych, po­
siadających w swym rodowodzie tradycje popowskie, b) rodziny rolni72

73

74

7 2

Registar

za

7 3

Registár

za

gach

ślubów)

7 4

w

urodzenia
zawsze

byli

posiada
stemu

roku
i

1968

śmierci
w

jednak

i

nego do

1969.

na

stanie

ściśle

je

ilustracja dokonujących
rodzinnego,

z tym przejścia

które

się

socjalistycznego.

dokonały

relacji

możliwość

członków

ustalić.

okresów

brak

W

członków
drobnych

(w

księ­

wykresach

się przemian w

tych

zakresie

zawodów,

przejścia

od

w

datach

informatorzy

zasadnicze

do i n n y c h g r u p s p o ł e c z n y c h
etapie

zainteresowanych

odchyleń

rodzin, p o n i e w a ż

wykonywanych
na

danych

nazwisk.

podstawie

Istnieje

poszczególnych

pokrewieństwa
(miasto),

wcześniejszych

przyjmowania

opracowano

cenia i z w i ą z a n e g o
wych

Dla

dotyczących

Wykresy

rodzin

żenitbite...
żenitbite...

struktury i

stopnia
oraz

ustroju

nie

znaczenie
sy­

wykształ­
środowisko­

kapitalistycz­

�RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI L O K A L N E J

79

ków i zarazem rzemieślników-stolarzy Kamenowych oraz
c) rodziny uboższych rolników-wyrobników Stójkowych.
W rodzinie Gicowych, którzy
w najlepszych latach swego
powodzenia (kiedy Miko G i cow był przez 4 kadencje de­
putowanym do Zgromadzenia
Narodowego) posiadali przej­
ściowo ok. 100 ha ziemi, uka­
zane są cztery generacje. Ro­
dzina ta wywodząca się od po­
pa Stefana, a następnie popa
Miłosza już w pierwszej gene­
racji, sięgającej drugiej poło­
w y X I X w., posiadała w swym
składzie zawodowym 4 rolni­
ków, ale ponadto urzędnika,
handlarza oraz wspomnianego
powyżej Miko Gicowa — nau­
czyciela, działacza społecznego
i zarazem rolnika w jednej
osobie. Jest to niewątpliwie R y c . 13. C z e s z m a ( s t u d n i a w i e j s k a ) z b u d o w a n a
w c z y n i e s p o ł e c z n y m w 1923 r.
rodzina stojąca wysoko w hie­
Fot. M . Biernacka, 1969
rarchii społecznej wsi. W tra­
dycji jej występują również formy rodzinnego zespołowego gospoda­
rowania, które przetrwały do r. 1927 (por. schemat 1) oraz forma f i ­
lialnego gospodarstwa hodowlano-rolniczego, prowadzonego na kolibie.
W drugiej generacji tej rodziny notuje się obok rolników również popa
i handlarza, natomiast w trzeciej generacji, której wiek dojrzewania
przypadał już na lata po I I wojnie światowej wszyscy członkowie ro­
dziny uzyskują wykształcenie średnie lub wyższe i zdobywają zawody
pozarolnicze w miastach. Członkowie czwartej generacji to obecnie
młodzież ucząca się w szkołach podstawowych i średnich (por. sche­
mat 1 i 4).
Przemiany w rodzinie rzemieślniczo-rolniczej Kamenowych przed­
stawione są również w czterech generacjach, na przestrzeni lat od koń­
ca X I X w. do czasów obecnych. Według relacji Ewdokii Kamenowej
(lat 68 — na podstawie której został opracowany załączony schemat
rodzinny) wszyscy mężczyźni w tej rodzinie, aż do ostatnich czasów
włącznie, zajmowali się stolarstwem, uprawiając jednocześnie ziemię.

�Schemat 1 s p o r z ą d z o n y w g relacji J . G i c o w a obejmuje generacje w s p ó ł c z e s n e i

d w i e poprzednie z

daty u r o d z e n i a i ś m i e r c i , z a w o d u oraz w y k s z t a ł c e n i a

uwzględnieniem

�RODZINA N A ТЬЕ SPOŁECZNOŚCI L O K A L N E J

81

Dziad męża informatorki (również stolarz) był posiadaczem 20 ha go­
spodarstwa, które później zostało podzielone na mniejsze. W pierwszej
i drugiej generacji tej rodziny wykształcenie jej członków ograniczało
się do k i l k u klas szkoły podstawowej, ale zdarzali się wśród nich także
analfabeci. W generacji trzeciej (po I I wojnie) znaczna część przedsta­
wicieli rodziny Kamenowych osiągnęła inne zawody, uwarunkowane
zdobyciem wykształcenia zawodowego średniego, a nawet w jednym
wypadku wyższego. Mieszkają oni przeważnie w miastach. Generacja
czwarta to dzieci uczące się i młodzież (por. schemat 2 i 5).
Rodzina Wasyla Sawowa-Stojkowa (lat 75) należała do uboższych.
Dziad Sawa Stojków Czirenski był rolnikiem, ale ojciec posiadał tylko
8 ha gospodarstwo. W pierwszej i drugiej generacji występowali w niej
rolnicy będący równocześnie rzemieślnikami lub wyrobnikami. W y ­
kształcenie ich ograniczało się do k i l k u klas szkoły podstawowej, wielu
jednak było analfabetami. Rodzina była ruchliwa, niektórzy jej człon­
kowie szukali zajęć poza wsią. Według relacji ojciec informatora był
pierwszym mężczyzną, który zarzucił tradycyjny biały strój na rzecz
czarnego (fabrycznego) ubrania. Brak w t y m gospodarstwie wyraźnych
tradycji zespołowego rodzinnego gospodarstwa, gdyż dorastająca mło­
dzież przy usamodzielnianiu się na ogół odchodziła z rodzinnego domu.
Podział gospodarstwa rodziców nastąpił w 1923 r. W trzeciej i czwar­
tej generacji tej rodziny, przypadającej na czasy współczesne, widocz­
ne jest podniesienie się poziomu wykształcenia części jej członków
do zakresu szkół średnich i w dwóch wypadkach do wyższych. Wpły­
nęło to niewątpliwie na dalsze zróżnicowanie zawodowe członków ro­
dziny (nauczyciele, księgowi i inni), niemniej jednak należy stwier­
dzić, że w rodzinie Stójkowych stosunkowo dużą liczbę wśród jego
żonatych dzieci i w n u k ó w stanowią zwykli robotnicy. Start członków
tej rodziny odbywał się bowiem w warunkach trudniejszych i nie
mógł osiągnąć takiego poziomu, jak np. w rodzinie Gicowych. Więk­
szość członków generacji drugiej i trzeciej (a zatem i czwartej) ro­
dziny Stójkowych przebywa także w miastach (por. schemat 3 i 6).
Warto jeszcze zauważyć, że wszyscy dziadkowie wymienionych ro­
dzin — Gicowych, Kamenowych i Stójkowych, mieszkają obecnie sa­
motnie, gdyż dzieci ich i wnuki żyją w miastach lub innych wsiach.
Wyjątek stanowiła do niedawna rodzina Kamenowych, w której ro­
dzice prowadzili wspólne gospodarstwo z rodziną syna pracującego
w miejscowej spółdzielni pracy, ale ostatnio i wśród nich nastąpił
podział, gdy syn wybudował sobie oddzielny dom, w k t ó r y m zamiesz­
kał z żoną i swym synem.
Przejście od obowiązującego wzoru rodziny tradycyjnej do współ­
czesnej zaznacza się nie tylko w jej strukturze, ale i funkcjach. Dawna
6 — Etnografia Polska, t. X V , z. 1

�82

MARIA BIERNACKA

rodzina wiązała swych członków gospodarstwem produkcyjnym, przy­
sposabiając zwłaszcza młode pokolenie męskie do prowadzenia gospo­
darstwa oraz podtrzymywania tradycji ojcowskiego rodu. Dziewczęta
były również przysposabiane do prac gospodarskich, ale już pod k ą t e m
odejścia do gospodarstwa i familii swego męża.
Rola, jaką tradycyjna rodzina wyznaczała swym młodym następ­
com, mieściła się wyraźnie w ramach istniejącego systemu gospodar­
czo-społecznego i zamykała się w konkretnej społeczności wioskowej.
Młodzież na ogół nie przekraczała wyznaczonych jej granic, gdyż była
uzależniona całym splotem czynników ekonomicznych i pozaekono­
micznych, które wspierały decyzje ojców, zespołu krewnych czy też ca­
łej społeczności lokalnej.
Współczesna rodzina nie stanowi więc jedynej i wyłącznej instancji
wychowawczej dla młodego pokolenia, współczesna młodzież bułgarska
wychowywana jest również przez szkołę, miejsce pracy, środowiska poza­
rodzinne i pozawiejskie, środki oddziaływania masowego oraz orga­
nizacje społeczno-polityczne.
Instytucje przysposabiająjące dzisiejszą młodzież wiej­
ską do życia w kręgu pozaroA = 0
dowym
i
pozarodzinnym,
a także ponadlokalnym, wpro­
wadzają ją równocześnie w
świat
szerszy,
obejmujący
Ó swoim zasięgiem sferę proble­
mów i wartości ogólnonarodo­
wych i państwowych.
Wskutek tych, między i n ­
л
nymi, przyczyn obserwuje się
S c h e m a t 4 s p o r z ą d z o n y w g r e l a c j i J. G i c o w a ,
rodzinach wiejskich załamylat 75. G o s p o d a r s t w o 23 h a — 12 c z ł o n k ó w wanie się autorytetu dziadków,
rodziny
babek, rodziców i innych
krewnych, którzy tak ważną
rolę odgrywali w systemie dawnych rodzin, zwłaszcza wielkiej rodziny.
Nie znaczy to oczywiście, że młodzi ludzie nie liczą się z ich zdaniem
lub tracą z nimi związki uczuciowe. Bo chociaż zmniejsza się zakres
funkcji wychowawczych rodziny, to jednocześnie wzrasta świadomość
wychowawcza rodziców. Staje się to dzięki ogólnemu podniesieniu po­
ziomu wiedzy rodziców oraz nawiązywaniu coraz bliższej współpracy po­
między rodzicami a szkołą. Rodzice czują się bardzo odpowiedzialni za
właściwe wychowanie swych dzieci i za ich przyszły los. Tak więc w y ­
bór szkoły, kierunku studiów, miejsca i stanowiska pracy to nie tylko
WIELKA RODZINA
M I K O GICOWA

i r p k u 1927 _ przed p o d z i a ł e r r

Gicow

w

�HODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI L O K A L N E J

83

sprawa dzieci, ale i rodziców, których głos doradczy zawsze się liczy.
Zainteresowanie losem młodzieży potęguje się obecnie jeszcze z tego
względu, że liczba dzieci w rodzinie tak bardzo zmalała.
Siła związków rodzinnych wyraża się szczególnie wówczas, kiedy
dzieci lub najbliższe rodzeństwo przenosi się na stałe do innych miej-

R y c . 14. R o d z i n a przy „ w s p o m i n k o w e j " u c z c i e ż a ł o b n e j
Fot. M . Biernacka, 1969

scowości. Kontakty rozdzielonych rodzin pozostają nadal żywe. Okazją
do odwiedzin rodzin pozostałych we wsi są wakacje, urlopy, wszelkie
uroczystości rodzinne (wesela, chrzciny, pogrzeby, dni wspominania

�84

MARIA BIERNACKA

zmarłych — por. opracowanie Т. Kolewy) czy też uroczystości ogólnowioskowe (panairy) lub państwowe. Bardzo często się zdarza, że dzieci
miejskie w wieku przedszkolnym przebywają przez dłuższy okres
u swych dziadków czy innych krewnych na wsi. Kontakty pomiędzy
rodzinami pozostającymi na wsi i w mieście wyrażają się także odwie­
dzinami krewnych w miastach. Okazje ku temu bywają również częste.
Niemniej jednak należy stwierdzić, że obserwuje się również, a szcze­
gólnie u pokolenia młodego i średniego, osłabienie tradycyjnej więzi
rodowej i familijnej, a nawet częściowo rodzinnej na rzecz innych
nowych powiązań. Są to przede wszystkim więzi przyjaźni zawarte
w miejscu pracy we wsi lub w zakładzie, do którego się codziennie do­
jeżdża. Najbardziej charakterystyczne są t u powiązania powstałe na bazie
działającej we wsi spółdzielni produkcyjnej, w obrębie „zwenów"
i „brygad", które się pokrywają na ogół terytorialnie z grupą sąsiedzką
i dzielnicową.
„W

tym

układzie

naszych

badań

lokalną.

Jeśli

w

obrębie

jeszcze
wa
ze

wielkiej

dawne

sobą

więzi,

w

pokrywającą
Tak więc

rozbicia

zawodowych"

7 e

w

grupach
w

pisała

i gospodarcza

wydzielanych,

sąsiedzkich,

skład

zwena,

produkcyjnej

na

sąsiedzka

rzecz
—

wzmocnienia

tj.

—

w

jaką

przyczyniła

obecnej

dzielnica

sąsiedzkiej

i

rozgry­

jednostki
z

kolei

dzielnica

powiązań
—

na

brygada,

lokalnej

na

się

sąsiadujących
pro­

tworzą

wsi,

s i ę do r o z l u ź n i e n i a ,

intensyfikacji

(zweno),

jest

społeczność

zachowujących

najmniejszej
zwena

uczestniczka
zamykała

ale

chwili

M. В.],

terytorialną,

spółdzielni

rodowej
a

tworzy

społeczna

rodzinach

się z jednostką

więzi

krewniaczej,

zamkniętą

kooperatywa

lokalnej. T w o r z y ją grupa m i e s z k a ń c ó w

praca w

rodzina — grupa

więzi

—

w

[spółdzielni

brygadę,

mała

lub

wchodzących

TKZS

społeczno-gospodarczych
—

działalność

rzadziej

społeczności

domostw

7 5

wszelka

rodziny

machała.
wręcz

Nizińska

dawniej

s i ę ona w

dukcyjnej

stosunków

Irena

czyli

niekiedy

płaszczyźnie:
do

osłabienia

bazie

kontaktów

.
11

Nie są to jedyne powiązania. Wiele z nich wyznacza także szkoła ,
organizacje społeczno-polityczne i gospodarcze oraz różne sytuacje życio'

5

Wszyscy

działki
i

posiadają

przyzagrodowej

charakter

pracy

przyzagrodowa.
się

wokół

jącym,
roślinnej

i

domowym,
cenie

zwierzęcej.

dodatkowym

Dochody

z

i

działki

są

niebagatelną

opuszczających

wsi

bułgarskiej,

dom

Studia

pozwala­
produkcji

w

budżecie

zaś na
I.

działka

koncentruje

często

pozycją

rodzinny".

„Łódzkie

warsztat

jednoczy

nadwyżek

domowe, g ł ó w n i e

znaczenia

na

rodziny

utrzymania,
sprzedaż

temat

więc

wszystkich

źródłem
na

Na

względu

zainteresowań

potrzeb,

się je na inwestycje
dzieci

„Bez

rodziny,

wysiłków

własnych

wyposażenie

wykształ­

Nizińska,

Etnograficzne",

104.

7 8

Por.

Nizińska,

7 7

Tak

np.

na

jest

skolektywizovjanej

t. 10: 1968, s.

że

Działka

zaspokojeniu

i emerytury.

Nizińska:

członków

wspólnych

a przeznacza

oraz

Badanie

przyzagrodowe

Irena

pozostałych

Ciężar

niej.

po

działki
pisała

Więź

imieniny,

op.

cit.,

zawodowa

chrzciny

czy

s.

104.

środowiska
inne

nauczycielskiego

spotkania

towarzyskie

wyraża
zaprasza

się
się

w

tym,
swych

�85

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI L O K A L N E J

7 8

w e . Wiąże się to również
z wejściem części społecz­
ności wiejskiej i znów przede
A wszystkim pokolenia młod­
szego w życie społeczne i k u l ­
turalne ogólnowiejskie.
ЛтО
Organizacją życia kultu­
•O
ralnego mieszkańców wsi,
a przede wszystkim młodzie­
Л
ży, zajmuje się kierownictwo
miejscowego domu kultury
oraz
nauczyciele
wiejscy,
tworząc zespoły czytelnicze, S c h e m a t 5 s p o r z ą d z o n y w g r e l a c j i E . K a m e n o śpiewacze, taneczne, teatral­ w e j N e n k o w e j , l a t 68. G o s p o d a r s t w o 20 h a —
16 c z ł o n k ó w r o d z i n y
ne itp. (por. także art. В. Ja­
worskiej). Udział ten nie
zawsze jest czynny i dla wielu stanowi raczej formę rozrywki lub bier­
nego odbioru (korzystanie z kin, teatrów, objazdowych zespołów amator­
skich oraz klubów) niemniej jednak obejmuje swym zasięgiem coraz szer­
sze kręgi zarówno młodzieży, jak i starszych. Ma to ogromne znaczenie
zwłaszcza w odniesieniu do kobiet, które dawniej w minimalnym stopniu
uczestniczyły w życiu społecznym poza rodzinnym.
Wspominane już niejednokrotnie zjawisko narastania w czasach obec­
nych więzi sąsiedzkiej zasługuje na szczególne podkreślenie. Więź ta
zawsze odgrywała ważną rolę w życiu mieszkańców wsi, ale wówczas —
kiedy istniały bardzo silne związki krewniácze, zwłaszcza, kiedy naj­
bliżsi krewni poprzez rozradzanie się rodzin zamieszkiwali obok siebie
(charakterystyczne również dla Gramady patronimie) — nie była ona
tak pierwszoplanowa, jak obecnie. Sąsiedztwo krewnych już w latach
międzywojennych malało ze względu na to, że część ludności zakupy­
wała działki z gminnej wspólnoty i przenosiła się na krańce wsi (por.
art. M . Pokropka). W latach po I I wojnie rozmiary przemieszczeń l u d WIELKA RODZINA
K A M E N A NENKOWA
КАЛЛЕ NOWA
г roku 1923 - p r z e d

podziaterr

Nenko

Miło

ttescl

Utryj)

1?0?

л

przyjaciół
czaj,

zawodowych

ż e w czasie

wego 9 w r z e ś n i a
się

śpiewem

organizują

i

7 8

w

skwer

organizują

Warto

dodać,

nauczyciele

technikum

Przyjął

niedzielę

nauczyciele
tańcem.

oddzielnie

miejscowego

•— n a u c z y c i e l i . P r z y j ą ł

najbardziej uroczyście

szkół

się znajomości

charakterystyczny
obecnie

(składkowy)

ż e o w e uroczyste
podstawowych

i

święta

zwy­

państwo­

obiad, k t ó r y

kończy

spotkania

towarzyskie

oddzielnie

nauczyciele

rolniczego.
spotyka

się najczęściej

w sobotę

„ n a u l i c y " , to z n a c z y w c e n t r u m w s i , gdzie

z krzewami, klombami k w i a t ó w

zawiera

wspólny

1907

się • także

obchodzonego

s i ę np. zwyczaj, ż e m ł o d z i e ż

wieczorem

190b

i przyjaźnie.

i pomnikiem

albo

znajduje s i ę

Miko Ninowa. T a m

również

�86

MARIA BIERNACKA

ności wzrosły i jeszcze moc­
niej podważyły sąsiedztwem
A t O
krewnych. Potrzeba „sąsiedz­
kiej wyręki" istnieje jednak
stale i odwoływanie się do
niej
na co dzień jest najreal­
A=o
niejsze. Tworzenie sąsiedzkich
„zwen" przez brygady spół­
dzielni produkcyjnej znakomi­
cie utrwala te związki wśród
ludzi zdolnych do pracy. Mo­
Schemat 6 sporządzony w g relacji W. S a w o w a
gą oni nie tylko wspólnie pra­
S t o j k o w a , l a t 75. G o s p o d a r s t w o 8 h a — 15
cować, ale także razem odby­
c z ł o n k ó w rodziny
wać codzienną drogę do miej­
sca pracy. Poza tym razem odpowiadają za poziom wykonywanej wspól­
nie pracy. Nic więc dziwnego, że obecnie podczas urządzania rodzin­
nych uroczystości (wesel, chrzcin, imienin i innych) sąsiedzi zapraszani
są równolegle z rodziną, a niekiedy — jak mówili informatorzy — stają
się nawet gośćmi pierwszoplanowymi. Na sąsiedztwie oparte są również
w wielkim stopniu stosunki pomiędzy pokoleniem ludzi starych, zwłasz­
cza osamotnionych rodziców czy dziadków. Pokreślają oni bardzo silnie
znaczenie tych sąsiedzkich związków, które gwarantują i m nie tylko po­
moc w razie potrzeby, ale także towarzystwo i wymianę myśli.
W związku z rozbudową wsi i pracami w brygadach spółdzielni pro­
dukcyjnych słabną natomiast kontakty pomiędzy ludnością poszczegól­
nych dzielnic, czyli „machał". Pokolenie starsze znało mieszkańców
wszystkich dzielnic wsi, pokolenie młodsze pochodzące z tych dzielnic —
bardzo często nie zna się nawet z widzenia . Krąg ich pracy, interesów,
okazji do spotkań jest inny. Wiąże się to niewątpliwie z przekształce­
niami dokonującymi się w dawnej, zintegrowanej społeczności wiejskiej,
w której działały takie motory integracji, jak wspólnoty wiejskie i ro­
dzinne, różne formy wzajemnej pomocy, opinia publiczna, system kon­
troli społecznej, a ponadto silne poczucie wewnętrznej spójności i odręb­
ności w stosunku do otoczenia, wywołane między innymi ograniczonymi
możliwościami kontaktowania się ze środowiskami pozawiejskimi.
Więź społeczno-ogólnowioskowa nadal istnieje, choć inne są pod­
stawy jej istnienia i funkcjonowania. Siłą integrującą obecną społeczność
wiejską Gramady jest nowa organizacja życia społeczno-gospodarczego
WIELKA RODZINA
SAWY 3T03K0WA
CZIREN5KIEG0
z roku 1723 - przed p o d z i a ł e m

SfOjkO*

ó A•

A

79

7 9

76-letni

mniejsza
swą

mieszkaniec

i wówczas

pracą

zawodową

wsi

opowiada,

znali się wszyscy.
związani

są

że

Teraz

w

czasie

natomiast

z poszczególnymi

jego

młodości

młodzi

nie

dzielnicami

wieś

znają

była

s i ę , bo

(AZEPow.

368).

�87

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI L O K A L N E J

H

•

R y e . 15. „ W s p o m i n k o w a " u r o c z y s t o ś ć ż a ł o b n a p r z y grobie m a t k i
Fot. M . Biernacka, 1969

i kulturalnego w dużym stopniu zinstytucjonalizowanego, powiązanego
siecią kontaktów i uzależnień zarówno od władz nadrzędnych, jak i są­
siednich jednostek wiejskich objętych organizacją administracyjną oraz
działalności spółdzielni produkcyjnej (tzw. wsie satelitarne: Toszewcy,
Wodna i Bojanowo). Ludność Gramady zainteresowana jest w tym, żeby
wieś nadal rozwijała się pomyślnie i mogła stanowić centrum gospo­
darcze i kulturalne dla okolicznych wsi. Nowa organizacja życia ułatwia
miejscowym władzom i działaczom społecznym podejmowanie szeregu
inicjatyw o charakterze ogólnym, w które społeczność wsi włącza się
na zasadzie dobrowolności. Drogą tzw. „czynów' społecznych" popiera­
nych przez państwo finansowo, ale przy dużym nakładzie dni roboczych
i opłat pieniężnych miejscowej ludności, wykonano w Gramadzie wiele
fundamentalnych prac, takich jak budowa dróg, instalacja wodociągów
i sieci elektrycznej, budowa szkoły, domu kultury, łaźni i innych obiek­
tów. Owe inicjatywy i prace społeczne wymagają zarówno określonego
poziomu świadomości społecznej mieszkańców, jak i prawdziwego za­
interesowania swym terenem .
80

8 0

Wśród

przynależnych

do

Gramady wsi

na

czoło

wysuwają

z t r a d y c j a m i ż y w e g o r u c h u s p o ł e c z n e g o i politycznego. T a m r ó w n i e ż

się

Toszewcy

przeprowadza

�88

MARIA BIERNACKA

Pełną konsolidację wysiłków zmierzających do postawienia wsi
w rzędzie nowoczesnych osad ułatwia niewątpliwie to, że w Gramadzie
oprócz spółdzielni produkcyjnej koncentrują swe siedziby i działalność
wszystkie inne instytucje i organizacje wiejskie (administracyjne, gospo­
darcze, oświatowo-kulturalne, wychowawcze i polityczne), których istnie­
nie ułatwia podejmowanie szeregu decyzji dotyczących zarówno Grama­
dy, jak i wsi satelitarnych. Dzięki temu szybciej niż w innych wsiach
dokonuje się tu proces urbanizacji życia wiejskiego, tak bardzo charak­
terystyczny dla przeobrażeń związanych w krajach socjalistycznych
z uprzemysłowieniem i kolektywizacją wsi.

Maria Biernacka

THB

FAMILY

AND T H E LOCAL
VILLAGE

COMMUNITY

OF THE BULGARIAN

GRAMADA

S u m m a r y
T h e a u t h o r a t t e m p t e d to s t u d y the p r o g r e s s of c h a n g e of f a m i l y a n d k i n s h i p
institutions,
t h e i r s t r u c t u r e , functions,
and relationships
with the whole
of
s o c i a l , e c o n o m i c a n d c u l t u r a l life of the v i l l a g e G r a m a d a , s i n c e the b r e a k of
the c e n t u r i e s up to the present. T h e task w a s to p r e s e n t the image of it, a n d to
r e v e a l t h e m e c h a n i s m s a n d f o r c e s u n d e r l y i n g t h e c h a n g e s w i t h i n the two- b a s i c
s o c i o - e c o n o m i c a n d p o l i t i c a l s y s t e m s , i.e., c a p i t a l i s m , a n d , s i n c e the e n d of t h e
World W a r I I , socialism.
In
a b r i e f s u r v e y of l i t e r a t u r e p e r t a i n i n g to B u l g a r i a n forms of k i n s h i p ,
the a u t h o r d e s c r i b e s its t r a d i t i o n a l f o r m s i n N o r t h - W e s t e r n B u l g a r y , a n d t h e n
i n G r a m a d a itself. I t can be s e e n t h a t t r a d i t i o n a l f o r m s of f a m i l y a n d k i n s h i p ,
w i t h t h e g e n e r a l l y f a m i l i a r f o r m of s o u t h e r n S l a v o n i c zadruga,
have survived
i n B u l g a r y for the longest t i m e i n t h e s o c i a l l y a n d e c o n o m i c a l l y b a c k w a r d
regions, a n d a m o n g t h e m i n t h e N o r t h a n d M i d d l e - W e s t .
T h e r e a r e t w o b a s i c s y s t e m s of k i n s h i p t y p i c a l for the B u l g a r i a n c o u n t r y ­
side: j o i n t - a n d f a m i l y . B u l g a r i a n s c h o l a r s g e n e r a l l y agree that the zadruga,
or
the lineage f a m i l y , w h i c h could be m e t i n its c l a s s i c f o r m as late a s the b e g i n n i n g
of the 19th c e n t u r y , f o r m e d the b a s i c e l e m e n t of the l i n e a g e s y s t e m , a n d that
alongside w i t h it a s m a l l f a m i l y of p a r e n t s a n d c h i l d r e n existed. C o n t e m p o r a r y
B u l g a r i a n r e s e a r c h e s h a v e p r o v e d t h a t d u r i n g the t r a n s i t i o n f r o m
feudalism
to c a p i t a l i s m , the a n c i e n t zadruga
a s s u m e d a specific f o r m d e s c r i b e d as t h e
j o i n t - f a m i l y economic team. T h i s f o r m ( w h i c h r e m a i n e d p a t r i a r c h a l , p a t r i l i n e a r , a n d
p a t r i l o c a l ) w a s m a r k e d b y a c c u m u l a t i o n of s o i l a n d other p r o p e r t y b y the h e a d
of a f a m i l y , r e d u c t i o n of its size to a n a v e r a g e of 3 or 4 generations a n d its i n n e r
p o l a r i z a t i o n c a u s e d b y i n c o m p a t i b l e i n t e r e s t s of the p a r t i c u l a r n u c l e a r f a m i l i e s ,

się wiele inicjatyw z zakresu c z y n ó w
społecznych. W Wodnej, a
zwłaszcza
w B o j a n o w i e — w s i a c h m n i e j s z y c h , d z i a ł a l n o ś ć ta p r o w a d z o n a j e s t n a m n i e j s z ą
skalę.

�89

RODZINA NA TLE SPOŁECZNOŚCI LOKALNEJ

a n d p a r t i c u l a r l y those of the f a t h e r a n d h i s m a r r i e d sons or b r o t h e r s .
with

this,

called

tribal

the

massive
has

of t h e m
a few

have

been

weakened

and

limited

to

a

Alongside

narrower circle,

familia.

Most
country

links

disintegration

been

have

even

liberated

of

from

survived, though

to

the

Bulgarian

Turkish

zadruga

occupation

i n modified

occured

(1878),

but

f o r m s , u p to the W o r l d

the W o r l d W a r I I . So it w a s

after

a fair

W a r I, and

i n G r a m a d a , w h e r e at t h e e n d

the 19th c e n t u r y , 15 p e r c e n t of f a m i l i e s belonged to j o i n t - f a m i l y e c o n o m i c
In

the

has

later

periods,

and

radically decreased.

team
za

as

golema

jedno

or

familia,

obšío.

This

related by a network
conditions,
parents,
they

were

the

World

W a r I in

v e r n a c u l a r dialect

veliké

semejstvo,

form

was

and

tied

with

its
a

the

a n d those c o n s i s t i n g
most

frequent,

particular,

describes
life

the

by

closed

of k i n s h i p , t r i b a l , n e i g h b o u r

small families,

which

after

The

the-

number

their

number

family

the

local

of

teams.

economic

phrases

u

community,

kup,,
inter­

and village relations. I n such

of

parents, children, and grand­

remained patriarchal

in

character, and

s t r i c t l y o b s e r v e d t r a d i t i o n a l n o r m s of b e h a v i o r .
The

most

radical

change

in

the

life

of

Gramada

s o c i a l i s t r e c o n s t r u c t i o n of the p o l i t i c a l s y s t e m
i n the s h a p e

occured

has begun.

after

1944,

I t f o u n d its

of k i n s h i p r e l a t i o n s , too. W i t h c o l l e c t i v i z a t i o n

when

expression

of a g r i c u l t u r e , i n d i v i ­

d u a l f a r m s , belonging to n u c l e a r f a m i l i e s a n d to the f e w r e m a i n i n g j o i n t - f a m i l y e c o ­
nomic teams, d i s a p p e a r e d . T h u s a peasant's f a m i l y h o u s e h o l d h a s been r a d i c a l l y s e p a ­
rated from
This

has

h i s p r o d u c t i o n w o r k s h o p , i.e., f r o m h i s s o i l a n d l i v e a n d d e a d

been

recompensed

to

some

extent

a c r e , but the b a s i c s o u r c e of i n c o m e
in

n e a r - b y factories

of

a f a m i l y , a n d the
Predominating

and

is

other

scope of
now

a

by

a

household

plot

of

stock.

about

has become the w o r k in a collective

institutions.

This

its

economic,

small

family

the

structure

security and educational

functions.

of

has

transformed

onefarm,

parents

and

children, while

the

b i r t h - r a t e h a s d e c r e a s e d s i g n i f i c a n t l y , d o w n to a n a v e r a g e of one or t w o c h i l d r e n
in

a

family.

I t is c h a r a c t e r i s t i c for
from

its

reaching even
at

a c o n t e m p o r a r y s m a l l f a m i l y t h a t it h a s

old k i n s h i p , a n d n e i g h b o u r

various

outside

relationships,

the v i l l a g e . K i n s h i p

opportunities,

but

for

the

in favor

a n d lineage

young

and

of

new

emancipated
links,

links are still

middle

generation,

other

ference

groups a r e g a i n i n g i m p o r t a n c e , s u c h as w o r k , neighbour, school,

groups,

etc.

Links

with

w h o s e c h i l d r e n h a v e left

neighbours
for

are

local community,

munity,

realizing

still

the

numerous

for

old

village

about

a disintegration

Gramada

enterprises

is

now

cultural

one

economic

life,

largely

formal,

o r g a n i s m , the

people

involving

of the

older

a fairly integrated

the

whole

village

a w i d e r r e g i o n . T h e i n t e g r a t i n g f o r c e is the n e w o r g a n i z a t i o n of s o c i a l ,
and

re­

interests

town.

Though m a n y factors have brought
of

particularly important

often

manifested,

held

collective

together
farm.

by

one

administration

type
com­

or

even

economic
and

by

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7345" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7325">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/90229e582d9cceed704256f6c4c611e3.pdf</src>
        <authentication>778a8f5c03015f81eb55dabaafbbfa16</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87698">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1088</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87700">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87703">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87705">
                <text>Oswiata a społeczno-kulturowe przeobrażenia wsi w okresie międzywojennym (na przykładzie wybranej społeczności) / ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87707">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1, s.111-138</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87709">
                <text>Biernacka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87711">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87712">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87713">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="87714">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87716">
                <text>„Etnografia

Polski",

t.

XXVII,

z. 1

I S S N 0071-1861

I
i
i

MARIA BIERNACKA

OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE PRZEOBRAŻENIA W S I
W OKRESIE MIĘDZYWOJENNYM
( N A P R Z Y K Ł A D Z I E W Y B R A N E J SPOŁECZNOŚCI)
I. Z A R Y S D Z I A Ł A L N O Ś C I W I E J S K I E G O S Z K O L N I C T W A P O W S Z E C H N E G O
R O L N I C Z E G O I OŚWIATY P O Z A S Z K O L N E J

Odzyskanie niepodległości w r o k u 1918 postawiło przed młodym pań­
s t w e m p o l s k i m t r u d n e i odpowiedzialne zadania na w s z y s t k i c h o d c i n ­
k a c h życia, w t y m także na polu oświaty i w y c h o w a n i a . Obszarem n a j jaskrawszych zapóźnień c y w i l i z a c y j n o - k u l t u r a l n y c h była w t y m czasie
wieś polska. A l e już u p r o g u swego istnienia Polska niepodległa zagwa­
rantowała pod względem f o r m a l n o - p r a w n y m równe i ' powszechne p r a w o
wyborcze dla w s z y s t k i c h o b y w a t e l i i t y m s a m y m wprowadzała całą
wieś polską w obręb politycznego życia narodu. Rząd l u d o w y w L u b l i n i e ,
który w d n i a c h l i s t o p a d o w y c h 1918 r. ogłosił manifest zapowiadający
szerokie r e f o r m y gospodarczo-społeczne (ośmiogodzinny dzień pracy, r e ­
formę rolną, upaństwowienie ważniejszych gałęzi gospodarki narodowej)
postulował także wprowadzenie powszechnego, obowiązkowego, bezpłat­
nego oraz średniego nauczania. M i n i s t e r oświaty K s a w e r y Prauss zapo­
wiedział wprowadzenie 7-letniej, obowiązkowej i bezpłatnej szkoły p o w ­
szechnej, pozostającej pod świeckim nadzorem państwowym, a także u d o ­
stępnienie dalszego kształcenia w s z y s t k i m z d o l n y m dzieciom.
P o s t u l a t y te rozwinął i uzupełnił ogólnopolski zjazd nauczycielski
w 1919 r. Podjęto n a n i m uchwałę, że "zasadą u s t r o j u szkolnego p o w i n ­
na być j e d n o l i t a 7-klasowa szkoła powszechna i na n i e j oparta 5-letnia
szkoła średnia". Stwierdzono również, że zachodzi potrzeba prowadzenia
konsekwentnej w a l k i z analfabetyzmem oraz szerokiej działalności oświa­
t o w e j pozaszkolnej, którą p o w i n n i kierować odpowiednio p r z y g o t o w a n i
i n s t r u k t o r z y oświatowi. Ta pozaszkolna działalność oświatowa przybrała
w naszym k r a j u imponujące r o z m i a r y i była udziałem w i e l u w y b i t n y c h
Polaków.
W y r a z e m poglądów ówczesnych działaczy oświatowych odnośnie r o l i
i znaczenia oświaty w życiu polskiego społeczeństwa może być odezwa

�I

MARIA

112

BIERNACKA

" K o m i t e t u propagandy c z y t e l n i c t w a " , która w y d a n a została p r z y współ­
udziale różnych organizacji oświatowych ze Związkiem B i b l i o t e k a r z y
P o l s k i c h na czele. Tekst t e j odezwy głosił:
"Niepodległość P o l s k i pchnęła naprzód życie całego N a r o d u .
py
|

:

społeczeństwa, które za czasów n i e w o l i żyły w

światło d n i a i stanęły do zbiorowej

Olbrzymie

zastę­

m a r n o c i e i zastoju, wyszły n a

p r a c y n a d budową odrodzonego życia p a ń s t w o ­

wego.
Praca
w

niej

ta

jednak

przewodnika,

toczy

dzieła. T y m brakującym
c y , jest książka. W
Książka

się b a r d z o

któryby

wielkie

przewodnikiem,

książce u t r w a l o n e

roznieca w

powoli

myślach

i w

wśród

wielu

siły twórcze n a r o d u

niepowodzeń.

przeistoczył w

Brak
udatne

tą pomocą niezastąpioną w życiu i

zostały n a w i e k i w i e c z n e W i e d z a

d u c h u światło, które p o z w a l a

nam w

pra­

i Sztuka.
rozumny

sposób zorganizować do p r a c y naszą wolę twórczą i n a s z e zdolności.
Kto

wzgardzą

obcowaniem

z książką,

ten zarabia

sobie

na

najstraszniejsze

j a r z m o , j a r z m o c i e m n o t y , która pociąga za sobą w s z y s t k i e i n n e postacie

niewoli.

M u s i m y pokryć siecią bibliotek i czytelń całą Polskę.
;
ji
!
;

Niech

;

I:

książka

leży n a drodze

każdego —

n i e c h n i k t n i e może się

wymówić,

że do niej t r u d n o trafić.
Otwórzmy

jej

szeroko

drzwi

naszych

domów,

naszych

gmin,

stowarzyszeń

i szkół.
:

Z a t e m w s z y s c y , którzy s t a n o w i m y społeczeństwo i pomyślnie o d b u d o w a n e P a ń -

jI

s t w o P o l s k i e , stańmy do w a l k i o zwycięstwo książki" K

li
|l
J
!
i
!

T a k więc w odrodzonym państwie p o l s k i m wszystkie postępowe siły
społeczeństwa przystąpiły do odrobienia zaniedbań powstałych n a o d c i n k u oświaty, a zwłaszcza szkolnictwa powszechnego. Tempo z m i a n
było początkowo szybkie, dzięki czemu już w 1927/28 naukę w szkołach
pobierało 9 2 , 7 % ogółu dzieci. Równolegle z t y m prowadzono akcję pod¬
noszenia stopnia organizacyjnego szkół powszechnych zmierzając do p o ­
szerzenia s z k o l n i c t w a 7-klasowego. Przeorganizowywano
także szkoły
1-klasowe (zwłaszcza w b. Królestwie), które w miarę możliwości za­
mieniano na pełne szkoły 7-klasowe. Kształcono konsekwentnie n o w y c h
nauczycieli, których liczba w ciągu l a t 1921-1931 wzrosła z 50 do 70 t y ¬
sięcy.
T e n stosunkowo duży rozmach zmierzający do u z d r o w i e n i a polskiego
s z k o l n i c t w a już w latach 1928/29 zaczynał p o w o l i ulegać załamaniu, a j e ­
go następstwem było to, że pod koniec okresu międzywojennego poza
szkołą znajdowało się ponad m i l i o n dzieci. Szczególnie opłakany był
s t a n szkolnictwa na w s i . Dotyczyło to zarówno sieci i s t r u k t u r y szkół,
j a k również stopnia i c h wyposażenia.
Poważną bolączką systemu szkolnictwa polskiego było od samego
początku niepodległości to, że nie posiadało ono c h a r a k t e r u jednolite¬
go. Obok 7-klasowej szkoły powszechnej istniała 8-klasowa szkoła średn i a , ale p r o g r a m y o b u t y c h szkół n i e były do siebie dostosowane i u t r u d niały młodzieży przejście ze stopnia niższego do wyższego.
.

jj
li
i
!'
!!
j
•
i
]
j
|
j
j
j
! •
1

|;
!•

1

" S i e w " , n r 21: 1927, s. 2.

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUHOWE

113

PRZEOBRAŻENIA

Przeprowadzona w 1932 r. reforma szkolna wprowadzała zasadę j e d ­
nolitości, jednakże t r z y s t o p n i o w a organizacja szkół powszechnych u t r u d ­
niała przejście do szkół średnich młodzieży ze stopnia pierwszego (od
klasy I do I V ) . Szkoły powszechne stopnia drugiego (od I V do V I ) i t r z e ­
ciego (od I do V I I ) gwarantowały młodzieży przejście do szkół średnich,
ale było i c h za mało, co również w w i e l k i e j mierze wpływało n a odcię­
cie młodzieży od możliwości dalszego kształcenia się. Dotyczyło to znów
przede w s z y s t k i m młodzieży w i e j s k i e j . Na temat t e n pisał w 1937 r.
B. Suchodolski:
"gdy

w roku

najwyższego
natomiast

1934/35 w m i a s t a c h 89,9»/

0

(szkoły

siedmioklasowe),

51,1«/» w i e j s k i c h

dwuklasówki,

co o z n a c z a ,

należy do najuboższego
łami, a

będących

na

szkół p o w s z e c h n y c h

w s i tylko

szkół p o w s z e c h n y c h
iż

trzy czwarte

typu jedno-

przeważnie,

siedmioklasówek,

stanowiły jednoklasówki, a 24,2"/»

szkół

dostarczających

i dwuoddziałowych

mimo

należało d o t y p u

4,2»/» było

heroicznych

oświatę

instytucji, zwanych

wysiłków

nauczycielstwa,

ludowi
szko­
miej­

s c e m nieporozumień i złudzeń d l a rodziców, dzieci i społeczeństwa" *.

I n n y m poważnym u t r u d n i e n i e m dla wiejskiego s z k o l n i c t w a powszech­
nego było liczbowe przepełnienie klas. Mówią o t y m c y f r y podane przez
B. Suchodolskiego:
" w r o k u 1934/35 n a 12 725 jednoklasówek t y l k o w 554 l i c z b a uczniów n i e osiąg­
nęła 40, n a t o m i a s t

w

2787 w a h a ł a się o n a między 41-60, w

w 4962 — między 81-120, a w

164 szkołach sięgała c y f r

ły o dwóch n a u c z y c i e l a c h b y ł y p o n a d

4511 —

między 61-80,

121-140. A n a l o g i c z n e

szko­

wszelką wątpliwość przepełnione i n a 5933

t a k i c h szkół 1976 miało 121-140 uczniów, 1328 od 141-160 uczniów, a 597 liczyło po
161-180.
W t a k i c h w a r u n k a c h — pisał dalej S u c h o d o l s k i — »kształci się« połowa d z i e c i
w i e j s k i c h , gdy b o w i e m w m i a s t a c h 96,9»/o p o b i e r a

naukę w s i e d m i o k l a s o w y c h

szko­

łach p o w s z e c h n y c h , to n a w s i t y l k o 1 5 , 3 % c i e s z y się z tego r o d z a j u p r z y w i l e j u . 51,1»/»
... D a l s z e

drogi

oświatowe t y c h d z i e c i są zamknięte, ponieważ przedostać się do g i m n a z j u m

skazana

jest n a wieloletnią wegetację

moż­

na

zwa­

(pomijając

materialne

względy)

w

tylko

jedno

z dobrej

nego drugiego stopnia, a pozostanie w r o d z i n n e j
pomnienie

zaszczepionej

wiedzy,

i dwuklasówkach

nierzadko

szkoły p o w s z e c h n e j ,

w s i o z n a c z a najczęściej

nawet

powrót

do

tak

rychłe z a ­

analfabetyzmu" .
1

Poważne niedomogi, j a k i e występowały w systemie
szkolnictwa
powszechnego n a w s i , nie podważają f a k t u , że rola tego s z k o l n i c t w a
w w i e j s k i m życiu k u l t u r a l n y m była w i e l k a . Dobrze funkcjonująca szko­
ła oddziaływała poprzez upowszechnianie umiejętności czytania i pisa­
nia, popularyzację książek, organizowanie różnych i m p r e z k u l t u r a l n y c h
i wreszcie przez bezpośrednie oddziaływanie ówczesnych nauczycieli,
którzy byU ludźmi żarliwymi i o d d a n y m i sprawie podnoszenia ogólnej
k u l t u r y całego n a r o d u . Stan t e n charakterystyczny był zwłaszcza dla
pierwszego okresu niepodległości, w czasie którego entuzjazm dla o d b u -

4

B. S u c h o d o l s k i ,

Warszawa

1937, s. 27-29.

» Tamże.
8 — Etnografia Polska X X V I I / !

Polityka

kulturalno-oświatowa

w

Polsce

współczesnej,

�114

MARIA

BIERNACKA

d o w y P o l s k i udzielał się całemu społeczeństwu. Wieś także w coraz
szerszym zakresie interesowała się nie t y l k o i s t n i e n i e m szkoły, ale rów­
nież j e j dobrą pracą i oddziaływaniem na miejscowe środowisko. Można
b y przytoczyć wiele przykładów z l i t e r a t u r y , czasopism, pamiętników,
a także z badań terenowych, które świadczą o w i e l k i m zaangażowaniu
chłopów w s p r a w y s z k o l n i c t w a wiejskiego.
Działalność s z k o l n i c t w a powszechnego na w s i w okresie międzywo­
j e n n y m to także sprawa prowadzenia w a l k i z analfabetyzmem. Już na
p i e r w s z y m zjeździe nauczycielskim w 1919 r. wysunięto postulat w a l k i
z analfabetyzmem, t r a k t o w a n e j jako "konieczność dziejowa". N i e z w y k l e
owocne okazały się pod t y m względem doświadczenia, uzyskane jeszcze
w czasach zaborów przez s t a r y c h oświatowców i niepodległościowców,
którzy już w 1905 r. zorganizowali pierwsze Stowarzyszenie Kursów
dla Analfabetów Dorosłych. Stowarzyszenie to głosiło, że celem jego jest
"praca n a d k u l t u r a l n y m podniesieniem upośledzonych w a r s t w n a r o d u " .
Działalność swą rozwijało w Warszawie oraz na p r o w i n c j i i w krótkim
czasie uzyskało liczbę ok. 3000 członków. Znaczenie t e j działalności b y ­
ło w i e l k i e i — j a k stwierdza J . Landy-Tołwińska — " b r z e m i e n n e w s k u t ­
k i dla dalszych pokoleń oświatowców przez to, że położyło f u n d a m e n t y
pod dydaktykę kształcenia dorosłych... Do dziś n i e straciły na a k t u a l ­
ności poglądy K o m i s j i N a u k o w e j Stowarzyszenia na psychikę dorosłego
ucznia, na wynikające stąd metody i środki nauczania, na postawę i p r z y ­
gotowanie nauczyciela-oświatowca" *.
W Polsce niepodległej tradycję d o r o b k u oświatowego z czasów za­
borów przejęła Sekcja Kursów dla Dorosłych i B i b l i o t e k Powszechnych
Wydziału Oświecenia. Główną formą w a l k i z a n a l f a b e t y z m e m były k u r ­
sy organizowane w miastach, na w s i i w w o j s k u przez: placówki oświa­
t y pozaszkolnej w pionie M i n i s t e r s t w a Wyznań R e l i g i j n y c h i Oświece­
n i a Publicznego, samorządy miejskie, organizacje społeczne oraz j e d n o ­
s t k i wojskowe.
Bezpośrednio po I w o j n i e nasilenie i zasięg przestrzenny zjawiska
analfabetyzmu w Polsce były mocno zróżnicowane. N a ziemiach za­
chodnich i północnych (b. zabór p r u s k i ) było średnio 4 , 2 % analfabetów,
natomiast w Polsce południowej (b. zabór austriacki) średnia analfabe­
tów wynosłia 31,5%, w c e n t r a l n y c h (b. Królestwo Polskie) 31,7%; a w e
wschodnich aż 64,7°/o, W t y m czasie w 1921 r. średni p r o c e n t analfabe­
tów wynosił w całej Polsce 33,1 %&gt; w stosunku do ogółu ludności, z t y m
4

J. L a n d y - T o ł w i ń s k a ,

Analfabetyzm

w

Polsce

i w

1961, s. 54. N a temat oświaty dorosłych por także: Pamiętniki
1935;

J. Chałasiński,

miętniki
towej

samouków,

w Polsce.

Warszawa

Młode

Warszawa

Przewodnik

1947 oraz Oświata

B r o d o w s k a ] , W a r s z a w a 1979.

pokolenie

chłopów,

1968; H . R a d l i ń s k a ,

oświaty

dorosłych,

i kultura

wsi

Warszawa
Warszawa

Warszawa

1938, t. 1-4;

Z przeszłości

Warszawa

polskiej

świecie,
chłopów,

pracy

1928; Oświata

Wybór

pism

Pa­

oświa­

dorosłych,

[Wstęp

Helena

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE

115

PRZEOBRAŻENIA

że w miastach osiągał on 18,7%, a na w s i aż 3 8 , 1 % analfabetów .
W y n i k i podjętej przez oświatowców pracy n a d l i k w i d o w a n i e m a n a l ­
f a b e t y z m u zaznaczyły się już w p i e r w s z y m dziesięcioleciu istnienia
państwa polskiego. Jeśli w 1921 r. 1/3 ludności nie posiada umiejętności
czytania i pisania, w t y m ok. 3 0 % w w i e k u 10-14 l a t i ok. 2 4 % w w i e ­
k u 15-19 l a t , to w 1931 r. liczba ta zmniejszyła się do 1/4 ludności
i obejmowała 5 0 % ludności w w i e k u ponad 50 l a t , 6 , 6 % w w i e k u 10-14
lat oraz 1 2 % o d 15 do 19 l a t . Osiągnięcia te były w y n i k i e m zarówno
intensywnego r o z w o j u s z k o l n i c t w a powszechnego, j a k i szerokiej a k c j i
oświatowej prowadzonej wśród dorosłych.
Ze względu na pogarszający się stan s z k o l n i c t w a w następnych l a ­
tach okresu międzywojennego działalność ta zmalała i , j a k to ocenia
J . Landy-Tołwińska, można było wówczas jedynie łagodzić "niedomaga­
nia oświaty". W latach 1937-1938 ogólna liczba uczących się dorosłych
analfabetów i półanalfabetów wynosiła 89 410 osób, w t y m : n a k u r s a c h
p r z y szkołach wieczorowych 14 646, na kursach dla przedpoborowych
54 764 i w początkowych szkołach żołnierskich 20 000 osób. L i c z b y te,
j a k zaznacza J . Landy-Tołwińska, nie są ścisłe, ponieważ akcja naucza­
nia prowadzona była przez różne i n s t y t u c j e i organizacje, j a k n p . Polska
Macierz Szkolna, związki młodzieżowe, koła gospodyń, a przede w s z y ­
s t k i m wojsko, które przejęło znaczny ciężar w a l k i z analfabetyzmem
realizując uchwałę sejmową z 1919 r. " O p r z y m u s o w y m nauczaniu
w W o j s k u P o l s k i m " «. Działalność oświatowa w w o j s k u miała duże zna­
czenie dla r o z w o j u k u l t u r a l n e g o w s i , ponieważ wracający do życia c y ­
wilnego żołnierze przysposabiani b y l i do korzystania z dóbr k u l t u r y ,
które przed t y m były d l a n i c h niedostępne.
5

W przemianach gospodarczych i społeczno-kulturalnych w s i okresu
międzywojennego ważną rolę odegrało szkolnictwo rolnicze i spółdziel­
cze. Przed s z k o l n i c t w e m r o l n i c z y m , które posiadało tradycje sięgające
jeszcze czasów zaborów, otwarły się z miejsca duże możliwości. Zapew­
niła je u s t a w a sejmowa z 1920 r. głosząca powołanie w ciągu 20 l a t
528 szkół r o l n i c z y c h , a więc stworzenie t a k i e j sieci, ażeby w każdym
powiecie była czynna szkoła rolnicza męska i żeńska. W p r a w d z i e pełnej
realizacji t e j u s t a w y sejmowej n i g d y nie osiągnięto, ale samo j e j u c h w a ­
lenie świadczyło o znaczeniu, j a k i e przywiązywano do szkolnictwa r o l n i ­
czego. Już w 1921 r., przystąpiono do ujednolicenia programów szkół
rolniczych, w okresie poprzednim b o w i e m różniły się one n i e k i e d y

5

Landy-Tołwińska,

czeństwo

w drugiej

Oświata

i szkolnictwo

polskich,

Warszawa

pa polskiego,

op. cit,

Rzeczypospolitej,
na wsi

w

okresie

1973, s. 156-161; E . P o d g ó r s k a ,

międzywojennym,

[w:]

1980, t. 3, s. 389-440; W. B r o n i k o w s k i ,

W a r s z a w a 1934.

• Landy-Tołwińska,

Społe­

s . 61. P o r . także J . Z a r n o w s k i ,

Warszawa

op. cit., s . 66-67.

Historia

Drogi

chłopów

postępu

chło­

�116

MARIA

BIERNACKA

w sposób i s t o t n y . W t y m zakresie w y k o r z y s t a n e zostały w największym
stopniu osiągnięcia " z a r a n i a r s k i c h " szkół r o l n i c z y c h z t e r e n u b. Króle­
stwa Polskiego. Zaprojektowano 3 t y p y szkół: a) szkoły i n t e r n a t o w e ,
najczęściej 11 miesięczne, a także 11/2 roczne oraz 2 i 3-letnie; b) szko­
ły średnie (lecz nie gimnazja) dla gospodarstw r o l n y c h t y p u średniego
oraz c) szkoły dla instruktorów r o l n y c h . Zarówno uchwała sejmowa,
j a k i reforma programów szkolnych opracowane zostały p r z y znacznym
udziale J a d w i g i Dziubińskiej. Rozwój s z k o l n i c t w a rolniczego nie prze­
biegał łatwo. W latach 1936-1937 było na terenie całej P o l s k i zaledwie
128 szkół rolniczych. Największym uznaniem cieszyło się s z k o l n i c t w o
rolnicze t y p u 11-miesięcznego i ono też odegrało jedną z ważniejszych
ról w przeobrażeniach k u l t u r o w y c h polskiej w s i okresu międzywojenne­
go. Wyrosłe z d a w n y c h , początkowych szkółek r o l n i c z y c h , które miały
n a celu przede w s z y s t k i m budzenie świadomości narodowej wśród mło­
dzieży w i e j s k i e j — szkoły te w niepodległej Polsce podnosiły swój po­
ziom organizacyjny, d y d a k t y c z n y i wychowawczy. Było to zasługą n a u ­
czycieli oraz uczniów wywodzących się z młodzieży w i e j s k i e j , którzy
b y l i coraz lepiej p r z y g o t o w a n i w zakresie wiedzy podstawowej i coraz
mocniej angażowali się w prace n a d społeczno-gospodarczym i k u l t u ­
r a l n y m rozwojem w s i i k r a j u . Przodujące miejsce pod t y m względem
uzyskały szkoły rolnicze: w Dąbrowie Zduńskiej, na B l i c h u obok Ł o w i ­
cza, w K r a s i e n i n i e pod L u b l i n e m , w A l b i g o w e j koło Łańcuta i w i e l u
jeszcze i n n y c h
Specyficzny charakter t y c h szkół, wypróbowane m e t o d y nauczania
oraz atmosfera wychowawcza panująca zarówno w zakładzie s z k o l n y m ,
j a k i w internacie powodowały, że placówki te łączyły w sobie elemen­
t y skandynawskiego u n i w e r s y t e t u ludowego i czeskiej szkoły rolniczej.
Niezależnie od wpływu wychowawczego na uczniów działalność i c h p r o ­
mieniowała również na najbliższe środowisko społeczne. W p ł y w t y c h
szkół na wsie okoliczne był znaczny jeszcze i dlatego, że prowadziły one
doświadczalne gospodarstwa rolne. Specyfikę w y c h o w a n i a w jednej ze
szkół prowadzonych przez Leonildę i K a z i m i e r z a W y s z o m i r s k i c h t a k
charakteryzuje D y z m a Gałaj:
"Czytając
patriotyczne,

wspomnienia
głęboko

tezy, że f o r m y
ogromny

pracy

wychowawczej

społecznej

—

w

Zduńskiej
w

nich

Wyszomirska,

K.

Wyszomirski,

1965; Wspomnienia

zurowa],

1974; S . I n g 1 o t, Zarys

Warszawa

Albigowej

Dziubińskiej,

(1896-1958),

Przemyśl

o Irenie

na

daje

Dąbrowa

rozwoju
boru.

młodzież

szkoły

jako

D ą b r o w i e Zduńskiej

Kosmowskiej

1958; Pamięć

mądre,

p r a c y zespołu

należy widzieć główny w a l o r

nauczania i wychowania

—

potwierdzenie

szkole wywierały

w s i łowickiej. Działalność szkoły w

i pieśnią, W a r s z a w a
w

Dąbrowie

znajdujemy

stosowane

Dąbrowie Zduńskiej

k u m e n t u j e tezę, że p r o g r a m
'L.

szkoły w

wspomnienia

w p ł y w . Właśnie w o w y c h f o r m a c h s z k o l n e j i p o z a s z k o l n e j

nauczycielskiego w
instytucji

absolwentek

ludzkie

do­

t y m lepsze w y n i k i , i m
Zduńska

żyła

prasą

[opracowała Z . M a ­

Żeńskiej

Szkoły

Wspomnienia

[red. Z . M a z u r o w a i L . W y s z o m i r s k a ] , W a r s z a w a 1968.

o

Rolniczej
Jadwidze

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE

pełniejsze

jest zaangażowanie placówki w

społecznym życiu własnego

społecznego. N i e z w y k l e

ścisły związek dąbrowieckiej

łecznym mógł

się rozwijać t y l k o

idei

w pełni

wychowawczych

szkoły

117

PRZEOBRAŻENIA

środowiska

szkoły ze środowiskiem

dlatego, że istniała całkowita

ze społeczno-politycznymi

dążeniami

jej

środowiska.

Dążenia te wyrażał p r o g r a m ówczesnego r u c h u ludowego — S t r o n n i c t w a
go, a zwłaszcza Związku Młodzieży W i e j s k i e j
rolnictwa i hodowli,

Ludowe­

» W i c i « . Była to szkoła, która

g o s p o d a r s t w a domowego, p r a c y w m i e j s c o w e j

spo­

zgodność

ucząc

spółdzielni

spo­

żywców, w k o l e gospodyń w i e j s k i c h , ukazując piękno dzieł s z t u k i m a l a r s k i e j , pieśni
ludowych,

tańca, słowa polskiego

wartości r o d z i n y
patriotyzmu,

—

uczyła z a r a z e m p o c z u c i a

chłopskiej wynikającej

ofiarności,

umiejętności

chłopskiej

ze s t o s u n k u tej r o d z i n y

współżycia

i

współpracy

godności,

do p r a c y ,
we

uczyła

własnym

śro­

d o w i s k u społecznym" .
8

W szkole prowadzonej przez W y s z o m i r s k i c h wielką rolę spełniały
spotkania z w y b i t n y m i przedstawicielami świata k u l t u r y , j a k n p . z M a ­
rią Dąbrowską, Stefanem Jaraczem, W i n c e n t y m B u r k i e m , Jędrzejem
C i e r n i a k i e m , J e r z y m Z a w i e y s k i m , Wojciechem
Skuzą, Stanisławem
Młodożeńcem czy H e n r y k i e m Ładoszem. Spotkania te stwarzały dosko­
nałą okazję do współdziałania szkoły z m i e j s c o w y m środowiskiem, w t y m
zwłaszcza z młodzieżą wiejską, która brała w n i c h bardzo liczny i ży­
w y udział. Budziły one wśród ludności w i e j s k i e j potrzebę obcowania
z literaturą i sztuką.
Osiągnięcia szkolnictwa rolniczego w okresie międzywojennym z a m k ­
nęły się następującymi liczbami: 7 liceów i 11 gimnazjów r o l n i c z y c h
z 1700 u c z n i a m i ; 160 niższych szkół r o l n i c z y c h z 6700 uczniami oraz
12 500 zespołów przysposobienia rolniczego ze 120 000 uczestników
W systemie zawodowego s z k o l n i c t w a wiejskiego mieściło się również
szkolnictwo spółdzielcze. Powstawanie t y c h szkół było następstwem co­
raz intensywniejszego r o z w o j u r u c h u spółdzielczego na w s i , w t y m
zwłaszcza r u c h u spółdzielczości spożywców. Szkoła spółdzielcza dla do­
rosłych w Nałęczowie koło L u b l i n a oraz druga podobna do n i e j w W a r ­
szawie należały do szkół i n t e r n a t o w y c h , wychowujących przede w s z y ­
s t k i m młodzież pochodzenia wiejskiego. M e t o d y nauczania i w y c h o w a ­
n i a stosowane w t y c h szkołach zbliżone były do m e t o d stosowanych
w szkołach r o l n i c z y c h i u n i w e r s y t e t a c h l u d o w y c h .
Wychowankowie
szkół spółdzielczych p r a c o w a l i z reguły na w s i l u b w małych miastecz­
kach, stając się organizatorami oraz p r a c o w n i k a m i spółdzielczych p l a ­
cówek. Młodzież tę cechowała ideowość, solidność w pracy oraz poważne
zaangażowanie
społeczno-obywatelskie.
Działalność
szkół
spółdziel­
czych prowadzona była także w okresie ostatniej w o j n y . Wzrosła w ó w -

8

W y s z o m i r s k a, W y s z o m i r s k i, op. cit, s. 6-7.
Dorobek

» S. D e s k a ,
cji

społeczno-ekonomicznej,

Rozwój
skiego,

wiedzy

rolniczej

Warszawa

c z o r e k , Historia

i perspektywy
Warszawa
i jej

rozwoju

oświaty

polaryzacja,

[w:] Z a r y s

1980, t. 3, s. 231-264; P o d g ó r s k a ,
szkół rolniczych

rolniczej

na tle

sytua­

1975, s. 3. P o r . także J . D y d o w i e z o w a ,

w Polsce,

historii

gospodarstwa

wiej­

op. cit., s. 408-411; T . W i e ­

W a r s z a w a 1969.

�MARIA

118

BIERNACKA

czas i c h .liczba, choć działalność ta prowadzona była w bardzo ciężkich
warunkach okupacyjnych .
Należy podkreślić, że zarówno działalność szkół r o l n i c z y c h , j a k i spół­
dzielczych o charakterze w i e j s k i m związana była najściślej z p o l i t y c z ­
n y m r u c h e m l u d o w y m oraz Związkiem Młodzieży W i e j s k i e j RP ( " W i c i " ) .
" Działalność oświatowa wśród dorosłych, zwana inaczej działalnością
pozaszkolną l u b andragogiką, odegrała w życiu ludności w i e j s k i e j n i e ­
z w y k l e istotną rolę. Zapoczątkowana już w końcu X I X w . prowadzona
była przez różnego rodzaju organizacje i stowarzyszenia
kulturalno¬
-oświatowe, społeczne i gospodarcze, które przeniknięte były ideą odro­
dzenia polskości i dążeniami do odzyskania pełnej niepodległości. W o d ­
rodzonej już Polsce działalność oświatową na w s i prowadziły n i e k i e d y
te same l u b zreorganizowane i n s t y t u c j e i organizacje,
funkcjonujące
w n o w y c h w a r u n k a c h w s k a l i całego k r a j u . Prócz tego powstawały n o ­
we i n s t y t u c i e i organizacje wywołane potrzebami życia społeczno-go¬
spodarczego i politycznego w s i , a także ogólną polityką oświatowo-kult u r a l n a państwa polskiego N i e m n i e j należy stwierdzić że n u r t oświaty
pozaszkolnej w t y m zwłaszcza z p i e r w s z y c h l a t międzywojennych n a ­
wiązywał do' najlepszych t r a d y c j i oświatowych z okresu w a l k i o' o d ­
zyskanie niepodległości.
10

Ośrodkiem postępowej myśli oświatowej początkowego okresu mię­
dzywojennego stał się I n s t y t u t Oświaty i K u l t u r y i m . Staszica, założo­
n y z i n i c j a t y w y J a d w i g i Dziubińskiej, I r e n y K o s m o w s k i e j , H e l e n y R a d ­
lińskiej oraz i n n y c h w y b i t n y c h działaczy l u d o w y c h . I n s t y t u t t e n p r z y ­
czynił się do r o z w o j u i upowszechnienia demokratycznej oświaty w i e j ­
s k i e j . Oddziaływał on na usamodzielnienie się Centralnego Związku K ó ­
łek Rolniczych i n a powstanie p r z y n i m wydziału oświaty, współpraco­
wał z wydziałami oświaty pozaszkolnej p r z y M i n i s t e r s t w i e Wyznań Re­
l i g i j n y c h i Oświecenia Publicznego, Związku Nauczycielstwa Polskiego
Szkół Powszechnych oraz p r z y C e n t r a l n y m Związku Młodzieży W i e j ­
skiej. Współpracę z t y m i i n s t y t u c j a m i i organizacjami nawiązały także:
Związek Teatrów L u d o w y c h Związek B i b l i o t e k a r z y Związek Soółdzieln i Spożywców "Społem" oraz T o w a r z y s t w o U n i w e r s y t e t u Robotniczego
W działalności tej duża role odegrały ludowe u g r u p o w a n i a polityczne'
organizacje młodzieżowe oraz i n s t y t u c i e oświatowe i gospodarcze i a k
n o C e n t r a l n y Związek Kółek Rolniczych I z b y Rolnicze
Towarzystwo
Szkoły L u d o w e j oraz Polska Macierz Szkolna.
'
W początkowych latach okresu międzywojennego czołowe miejsce
w działalności oświatowo-kulturalnej i społecznej zajmował C e n t r a l n y
Związek Młodzieży W i e j s k i e j (jako sekcja młodzieżowa Centralnego
T o w a r z y s t w a Rolniczego) z organem p r a s o w y m " S i e w " , będący przedłuZ . O 1 s z a k o w s k a - G 1 a z e r o w a, W szkole spółdzielczej na
[w:] Twierdzą nam będzie każdy próg, W a r s z a w a 1968, s. 460-478.

1 0

nie,

Lubelszczyź-

�ł
OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE

119

PRZEOBRAŻENIA

żeniem działalności r u c h u młodzieżowego zapoczątkowanego w 1912 r.
przez organizatorów pisma młodzieżowego "Drużyna" oraz młodzież zaraniarką skupioną p r z y piśmie "Świt — Młodzi idą" (dodatku do pisma
" Z a r a n i e " ) . W 1928 r. na s k u t e k p o l i t y c z n y c h nacisków ówczesnych
władz zmierzających do uzależnienia działalności tego Związku o d Cen­
tralnego T o w a r z y s t w a Rolniczego nastąpił k r y z y s , który po b u r z l i w y c h ,
trwających w i e l e miesięcy dyskusjach ideologicznych, doprowadził do
rozłamu, w w y n i k u którego znaczna część działaczy i młodzieży opowie­
działa się za samodzielnością ideową i organizacyjną, tworząc odrębną
organizację pod nazwą Związku Młodzieży Wiejskiej
Rzeczypospolitej
Polskiej z organem p r a s o w y m " W i c i " . Związek ten, aczkolwiek nie po­
siadał c h a r a k t e r u politycznego, to jednak w istocie był organizacją mło­
dzieżową związaną ideowo ze S t r o n n i c t w e m L u d o w y m , powstałym
w 1931 r. ze zjednoczenia trzech głównych s t r o n n i c t w l u d o w y c h —
P S L " P i a s t " , P S L " W y z w o l e n i e " i S t r o n n i c t w a Chłopskiego. Należy
także dodać, że w działalności r u c h u wiciowego i politycznego r u c h u l u ­
dowego b r a l i żywy udział studenci pochodzenia chłopskiego zrzeszeni
w Polskiej A k a d e m i c k i e j Młodzieży L u d o w e j ( P A M L ) — z organem p r a ­
s o w y m "Młoda Myśl L u d o w a " « .
Na terenie w s i działały ponadto jeszcze inne organizacje młodzieżo­
we, m. i n . C e n t r a l n y Związek Młodej W s i (o zmienionej po rozłamie
w 1928 r. nazwie), Związek Młodzieży L u d o w e j , K a t o l i c k i e Stowrzyszenie Młodzieży i Związek Strzelecki. Niezależnie o d celów p o l i t y c z n y c h
i m e t o d w y c h o w a w c z y c h , wszystkie one poprzez swą różnorodną dzia­
łalność w większym l u b m n i e j s z y m stopniu wpływały j e d n a k na prze­
m i a n y społeczne i k u l t u r a l n e zapóźnionej w s w y m r o z w o j u w s i p o l ­
skiej i .
W p r o g r a m a c h organizacji młodzieży w i e j s k i e j czołowe miejsce zaj­
mowały prace kulturalno-oświatowe. W " S i e w i e " w 1927 r. czytamy:
2

"z

potrzeb

oświatowe

k o n i e c z n y c h w s i wyrósł

i k u l t u r a l n e , chęć w y j r z e n i a

nasz

Związek.

Głód

wiedzy,

zaniedbanie

za opłotki w i e j s k i e n a s z e r s z y świat d l a

zrównania się z i n n y m i ludźmi, żyjącymi p o d t y m s a m y m słońcem — powołały n a s
do życia. A

ogrom

p r a c y stanął p r z e d n a m i w i e l k i , j a k w i e l k i e są k r z y w d y

i za­

n i e d b a n i a kulturalno-oświatowe n a w s i a c h n a s z y c h " .
1 8

Prace kulturalno-oświatowe prowadzone n a w s i cechowała różnorod­
ność stosowanych f o r m , gdyż ambicją każdej organizacji stało się w p r o ­
wadzanie własnych treści i d e o w y c h oraz stosowanie najwłaściwszych
m e t o d działania. T a k więc Związek Młodzieży W i e j s k i e j R P " W i c i " ,
P o r . Akademicka
młodzież ludowa w I I Rzeczypospolitej.
dokumenty,
[red. S . M a l a w s k i ] , W a r s z a w a 1974.
1 1

Relacje,

materiały,

A . L e c h , Tradycyjna
kultura
ludowa w programach
i działalności
polskich
związków
młodzieży
wiejskiej
w okresie
II Rzeczypospolitej,
Acta Universitatis
L o d z i e n s i s , S e r i a I , n r 39, Łódź 1976.
1 2

1 8

"Siew"

organ

Centralnego

Związku

Młodzieży

Wiejskiej,

nr

45: 1927.

�120

i!
¡1
li
||

MARIA

BIERNACKA

k o n t y n u a t o r Centralnego Związku Młodzieży W i e j s k i e j , sformułował
w okresie międzywojennym nie t y l k o demokratyczne zasady ideowe, ale
także wypracował bardzo skuteczne f o r m y pracy oświatowo-wychowaw­
czej. Należały do n i c h : a) różnego rodzaju k u r s y dla dorosłych, na któ­
r y c h wykładowcami b y l i w y b i t n i działacze społeczni i oświatowi ( n a u ­
czyciele, p r a c o w n i c y n a u k o w i , agronomowie, lekarze itp.). Dużą rolę
spełniała w t y m zakresie wykształcona l u b kształcąca się w szkołach
średnich i wyższych młodzież w i e j s k a związana ideowo z r u c h e m l u d o ­
w y m , b) b i b l i o t e c z k i wiejskie stałe l u b w y m i e n n e ; c) t z w . "świetlice"
organizowane w domach l u d o w y c h , w szkołach, a często także w domach
p r y w a t n y c h — na których czytano wspólnie prasę, książki, dyskutując
n a d i s t o t n y m i p r o b l e m a m i życia wiejskiego; d) zespoły samokształceniow e ; e) amatorskie zespoły artystyczne (chóry, t e a t r y , o r k i e s t r y ) ; f) ob­
chody związane ze świętami: n a r o d o w y m i , l u d o w y m i , r o b o t n i c z y m i oraz
dorocznymi; g) dożynki, zabawy i inne i m p r e z y r o z r y w k o w e .
Działalność artystyczna nie miała wyłącznie c h a r a k t e r u r o z r y w ­
kowego. Organizatorzy świadomie nawiązywali do treści i f o r m zaczerp­
niętych z bogactwa t r a d y c y j n e j k u l t u r y l u d o w e j . Wielką rolę pod t y m
względem spełnił Związek Teatrów L u d o w y c h i czasopismo " T e a t r L u ­
d o w y " oraz I n s t y t u t Teatrów L u d o w y c h (1929-1939) prowadzony przez
w y b i t n e g o i zasłużonego działacza k u l t u r y , w i z y t a t o r a oświaty poza­
szkolnej w M i n i s t e r s t w i e Wyznań R e l i g i j n y c h i Oświecenia P u b l i c z n e ­
go — Jędrzeja Cierniaka, pochodzącego ze w s i Zaborów k/Brzeska. Ten
k i e r u n e k działalności prowadzony przez specjalistów oraz u s t a l e n t o w a n y c h amatorów z dziedziny t e a t r u , tańca i m u z y k i l u d o w e j , znajdo­
wał szeroki oddźwięk wśród w i e j s k i e j społeczności młodzieżowej *.
1

W kształtowaniu się nowej osobowości młodego pokolenia w s i o k r e ­
su międzywojennego podstawowe znaczenie wychowawcze zaczęły speł­
niać u n i w e r s y t e t y ludowe. Ojczyzną t y c h placówek oświatowo-wycho­
wawczych była Dania, a twórcą i c h koncepcji " j a k o uczelni mającej
zapewnić przede w s z y s t k i m ogólny rozwój, pobudzać do r e f l e k s j i , do
samokształcenia, ułatwiać zdobywanie własnego światopoglądu" — M i ­
kołaj G r u n d t v i g . Realizatorem idei G r u n d t v i g a w postaci u n i w e r s y t e t u
ludowego był Christen K o l d .
Przeniesienie na g r u n t P o l s k i wzorów oświaty i w y c h o w a n i a r e p r e ­
zentowanych przez duńskie u n i w e r s y t e t y ludowe dokonane zostało za
sprawą grona d e m o k r a t y c z n y c h oświatowców wywodzących się ze
Związku Nauczycielstwa Szkół Powszechnych, Centralnego Związku
Młodzieży W i e j s k i e j i Centralnego Związku Kółek Rolniczych. W 1924 r.
P o r . B . N y c z , Instytut
Teatrów Ludowych
1929-1939, "Przegląd H i s t o r y c z no-Oświatowy", n r 2: 1967, s. 31-57; Zaborowska
nuta, [Opracował J . Z a w i e y s k i ] ,
W a r s z a w a 1956; Żródla i nurty polskiego
teatru ludowego,
[Opracował i wstępem
opatrzył A . O l c h a ] , W a r s z a w a 1963; Wspomnienia
o Jędrzeju Cierniaku,
[Wybór
i o p r a c o w a n i e Z. M a z u r o w a i L . W y s z o m i r s k a ] , W a r s z a w a 1981.
1 4

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE

121

PRZEOBRAŻENIA

zorganizowano U n i w e r s y t e t L u d o w y w Szycach koło K r a k o w a , którego
k i e r o w n i k i e m został Ignacy Solarz — chłop z pochodzenia, a inżynier
r o l n i k z wykształcenia. Przez 15 l a t swej działalności n a j p i e r w w Szy­
cach a później w Gaci koło Przeworska — Ignacy Solarz w r a z ze swą
żoną Zofią i g r o n e m najbliższych współpracowników zdołał w y p r a c o ­
wać własny, p o l s k i m o d e l u n i w e r s y t e t u ludowego.
Dzięki niezwykłym zaletom umysłu i c h a r a k t e r u , w r o d z o n y m u z d o l ­
n i e n i o m pedagogicznym, w i e l k i e m u przywiązaniu do w s i i w y c z u w a n i u
j e j najżywotniejszych potrzeb — Ignacy Solarz stworzył placówkę w y ­
chowawczą o w i e l k i e j sile oddziaływania społecznego. Związany ideowo
z r u c h e m młodzieży w i e j s k i e j " W i c i " , znajdował w n i m zaplecze d l a
swej p i o n i e r s k i e j działalności. Zapożyczonym w z o r o m szkoły g r u n d t v i gowskiej nadał n o w y kształt i dostosował do potrzeb życia polskiego
i polskiej w s i .
U n i w e r s y t e t L u d o w y Ignacego Solarza był placówką, która w w a ­
r u n k a c h życia internatowego, trwającego od 4 do 6 miesięcy, w a t m o ­
sferze r o d z i n n e j , w zespole kilkudziesięciu osób (oddzielne k u r s y d l a
dziewcząt i oddzielne dla chłopców) wychowywała młodzież wiejską,
napływającą z różnych s t r o n P o l s k i . N i e była to szkoła, której zada­
n i e m miało być przekazywanie w y c h o w a n k o m s u m y określonej p r o g r a ­
m e m wiedzy. U n i w e r s y t e t l u d o w y poprzez właściwe m u metody p r a ­
cy — wykład, dyskusje, zespołowe czytanie, śpiew, wycieczki, teatr oraz
ścisłe współdziałanie z najbliższą wsią i okolicą — budził i utrwalił te
cechy, które w w a r u n k a c h d o m o w y c h wychowanków mogłyby się n i g d y
nie ujawnić. Przez i n t e r n a t jako instytucję w y c h o w a n i a Solarz r o z u ­
miał "wspólnotę życia" oraz:
"bliskość, prostotę, bezpośredniość i ciepło, które zbliża ludzi, o s w a j a ,

wyzwa­

l a swobodę i naturalność, a łamie konwencjonalność, maskę, pozór, sztywność. J e s t
to n a u k a życia z i n n y m i , u z n a w a n i a i c h , w i d z e n i a siebie w społecznym z w i e r c i a d l e
i n n y c h , własna

kontrola, hamowanie

p r a k t y c z n e egoizmu

c z y przerosłego

indywi­

d u a l i z m u , to szkoła odpowiedzialności, wzajemności i c z y n n e j pomocy, szkoła p r a k ­
t y c z n a społecznego życia n i e w z n a c z e n i u f o r m a l n y m , a l e i s t o t n y m " « .

W okresie międzywojennym działało w Polsce kilkanaście u n i w e r s y ­
tetów l u d o w y c h powstałych z i n i c j a t y w y różnych środowisk oświato­
w y c h i społecznych, jednakże żaden z n i c h n i e odegrał t a k i e j r o l i , j a k
u n i w e r s y t e t Solarza. O wyjątkowości t e j placówki, która zdaniem peda­
gogów społecznych i socjologów zdołała wypracować jedną z najbardziej
interesujących koncepcji w y c h o w a w c z y c h (nazwaną również "pedagogi­
ką wiciową") zadecydowała niewątpliwie w y b i t n a indywidualność jego
twórcy i realizatora Ignacego Solarza. I chociaż powstanie u n i w e r s y t e ­
t u ludowego w Szycach było poprzedzone zorganizowaniem o k i l k a l a t

«

Ignacy

Solarz

i jego

uniwersytet

F . Popławski i S . Dyksiński], W a r s z a w a

ludowy
1965, s. 79.

1924-1939

[Wybór

i

opracowanie

�122

MARIA

BIERNACKA

wcześniej podobnej placówki w D a l k a c h koło Gniezna, to za w z o r c o w y
uznano u n i w e r s y t e t Ignacego Solarza « .
W y c h o w a n k o w i e uniwersytetów l u d o w y c h po powrocie
do s w y c h
środowisk wyróżniali się swą postawą społeczną, szerokością zaintere­
sowań, stosunkiem do swego najbliższego i dalszego otoczenia. B y l i z r e ­
guły k r z e w i c i e l a m i postępu w e w s z y s t k i c h dziedzinach życia. Potwierdza­
ją to w pełni badania pedagogów przeprowadzone po I I w o j n i e świato­
w e j wśród byłych wychowanków t y c h placówek. D o głównych osiąg­
nięć w y c h o w a w c z y c h uniwersytetów l u d o w y c h zaliczone zostały: a) a k ­
tywność społeczna, wyrażająca się w czynnej postawie w s t o s u n k u do
przejawów życia ogólnospołecznego, j a k : budowa szkół, domów k u l t u ­
r y , dróg i t p . ; b) aktywność umysłowa rozbudzająca zainteresowania h i ­
storią świata i własnego narodu, dziejami ruchów społecznych na w s i ,
a zwałszcza r u c h u ludowego; c) postawa gotowości do modernizacji go­
spodarstwa rolnego i domowego; d) wrażliwość na k r z y w d y ludzkie;
e) odwaga samookreślenia się po stronie ruchów l e w i c o w o - d e m o k r a t y c z n y c h ; f) podnoszenie moralności i e t y k i wśród młodzieży; g) rozwój zain­
teresowań p r o b l e m a m i ogólnokrajowymi«.
Podobnie j a k u n i w e r s y t e t y ludowe, wychowywały szkoły rolnicze i spół­
dzielcze, a także organizacje młodzieżowe, niektóre stowarzyszenia gosspodarcze i k u l t u r a l n e oraz postępowe u g r u p o w a n i a polityczne. Był to
t y p nowego obywatela w s i i państwa, charakteryzujący się uspołecznie­
n i e m , "otwartością" na wiedzę zdobywaną głównie poprzez stałe do­
kształcanie się, skłonności do podejmowania i n i c j a t y w przebudowują­
c y c h życie swego najbliższego i dalszego otoczenia, a równocześnie ce­
niącego i utrwalającego najlepsze wartości swej rodzimej k u l t u r y chłop­
s k i e j . Ten n o w y t y p obywatela stawał się "wiodącym" t y p e m , cieszącym
się a u t o r y t e t e m i promieniującym n a całą społeczność wiejską. Dążnoś­
c i społeczne, ambicje i dalekosiężne cele ówczesnej młodzieży chłopskiej,
żyjącej jakże często w ciężkich w a r u n k a c h b y t o w y c h ,
najwierniejsze
s w o j e odbicie znalazły w pamiętnikach zamieszczonych w Młodym po­
koleniu
chłopów. Ukazują one bowiem, j a k w psychice młodzieży w i e j ­
s k i e j okresu międzywojennego dokonywał się proces w i e l k i c h przeobra­
żeń, prowadzących do j e j pełnego u o b y w a t e l n i e n i a i "wejścia w naród".

« P o r . Kultura
wsi. Biuletyn
XIII
konferencji
oświatowej poświęconej
zagad­
nieniu
kultury
wiejskiej
w Polsce,
W a r s z a w a 1930; Wiejskie
uniwersytety
ludowe
w Polsce.
Biuletyn
konferencji
oświatowej poświęconej
sprawie
uniwersytetów
lu­
dowych,
W a r s z a w a 1939; L . T u r o s, Uniwersytet
ludowy
Ignacego
Solarza
i jego
wychowankowie,
Warszawa
1970; t e n ż e , Oświata dorosłych w krajach
skandy­
nawskich,
W r o c ł a w 1974; R . W r o c z y ń s k i , Pedagogika
społeczna,
Warszawa
1979; J . D y b i e c , Kształtowanie
się polskiej
wiedzy
o duńskich
uniwersytetach
ludowych-,
[w:] Studia
z dziejów oświaty i kultury
umysłowej
w Polsce
XVIIIXX w., W a r s z a w a 1977, s. 265-282.
1 7

Turos,

Uniwersytet...

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE

123

PRZEOBRAŻENIA

Na temat wychowawczego r u c h u młodzieży w i c i o w e j i p o k r e w n y c h
ruchów młodzieżowych pisał J . Chałasiński:
"Idea

człowieczeństwa

wspólnota

młodzieży

idea w a r s t w y

i

poprzez

zespołów P r z y s p o s o b i e n i a

rodzinnego
wawcze

człowieka

i w

ruchu

oparciu

w

podporządkowana

chłopskiej j a k o współgospodarza

wartości, i d e a w y c h o w a n i a
prace

odkrywanie

chłopskiej,

narodu

i

pokrewnych

n a działkach w
ruchów

pedagogiczny,

stanowi

najważniejszy

i

przez

konkursowe

ramach

—

gospodarstwa

oto e l e m e n t y

młodzieży

wiejskiej

dorobek pedagogiki

polskiej

dorobku

w

wycho­

w

wspaniały d o r o b e k

d z y w o j e n n y c h . I t a k j a k w i e l e innego najważniejszego

ludzkości,

i strażnika j e g o m o r a l n y c h

o sąsiedzką społeczność wiejską

wiciowego

społeczno-moralna

narodu

warsztat pracy, realizowana

Rolniczego

Można też powiedzieć, że r u c h ten, przedstawiający
i

chłopie,

ideałowi

Polsce.

społeczny

l a t a c h mię­

pedagogicznego, t a k

i t e n zrodził się i rozwinął poza u n i w e r s y t e c k i m i ośrodkami pedagogiki i p s y c h o l o g i i
pedagogicznej.

Uniwersytecka

pedagogika

wiła żadnego z a i n t e r e s o w a n i a
sadnicze znaczenie z p u n k t u
i

t e c h n i k i pedagogicznej.

d l a niego,
widzenia

Pedagogika

znaczenie, j a k i e d l a w y c h o w a n i a
połączonej z w a r s z t a t e m p r a c y "

18

n i e zauważała
mimo

naukowej
wiciowa

tego r u c h u i n i e p r z e j a ­

że r u c h t e n miał o l b r z y m i e
problematyki

wykazała

ogólnej

między i n n y m i

i za­

pedagogiki
olbrzymie

mieć może oparcie go n a społeczności sąsiedzkiej,
.

II. DZIAŁALNOŚĆ OŚWIATOWA W SPOŁECZNOŚCI G A C K I E J

!

Analizę p r z e m i a n społeczno-gospodarczych i k u l t u r o w y c h , d o k o n y wających się w społecznościach w i e j s k i c h pod wpływem działalności
oświatowej, przeprowadzono na przykładzie trzech w y b r a n y c h miejscowości położonych w różnych obszarach naszego k r a j u — o d czasu o d zyskania niepodległości w 1918 r. także w obrębie różnych zaborów.
Ze względu n a ograniczone możliwości wydawnicze w a r t y k u l e n i n i e j szym p r o b l e m t e n przedstawiono t y l k o w jednej z w y b r a n y c h w s i , a m i a n o w i c i e w Gaci koło Przeworska. Wieś ta s t a n o w i b o w i e m interesujący
przykład p r z e m i a n zachodzących od końca X I X w . n a obszarze w s i
małopolskich w związku z r o z w o i e m n i e z w y k l e intensywnego żvcia sr&gt;oleczno-gospodarczego, politycznego i oświatowo-kulturalnego»

pokolenie

i

wychowanie,

grafii

IHKM
w

Warszawa

1948, s. 275.

chłopów.

Materiały dotyczące w s i Gać zgromadzono

1 9

prowadzonych
nego

Społeczeństwo

J. Chałasiński,

1 8

P o r . t e n ż e , Młode

badań t e r e n o w y c h

prze­

w l a t a c h 1977-1978 — znajdują się one w a r c h i w u m Zakładu

Etno­

PAN

G a c i oraz

w

Warszawie.

z archiwum

podczas

K o r z y s t a n o także

Wiejskiego

się p o d opieką T a d e u s z a B e m b n a

w

z materiałów Urzędu

Uniwersytetu

Gaci — wychowanka

Ludowego

Gmin­

znajdującego

U L , gackiego

działacza

w i c i o w e g o i l u d o w e g o oraz zbiorów W ł a d y s ł a w a Fołty i Józefa Puchały. Z l i t e r a ­
tury wykorzystano:
szawa

W.

1956; t e n ż e ,
Ruch

tenże,

ludowy

Fołta,

Wieś
w

z a m i e s z c z a n e n a łamach
społeczne
łalność

i zmagania

Gać

—

100-lecie

Przeworskiem,
ludowych

wiciarzy,

społeczno-wychowawczo,

W a r s z a w a 1973.

Wspomnienia

z walk
Kasy

Warszawa

młodzieży

Spółdzielczej,
1975 oraz

chłopskiej,

i n n e jego

artykuły

c z a s o p i s m . P o r . także J . B o r k o w s k i ,

Warszawa
Warszawa

1966; J . K o w a l ,

"Wici"

1964; Z. S o l a r z o w a ,

War­

W a r s z a w a 1969;

powstanie
Mój

Wizje
dzia­

pamiętnik,

i
j
!
j
i
j
\
j
1
1

�I
III
f l'
I '
i¡1
I lii
¡11

||
U
li | I
III
¡1
l i
II
II
fi
II
|
I
I
II
III
i
||
|||
| I
I j
1
I U
lii
lij

•

124

MARIA

BIERNACKA

Wieś Gać położona w odległości 12 k m na płd. zachód od P r z e w o r ­
ska znana była szeroko w Polsce okresu międzywojennego przede w s z y ­
s t k i m ze względu na działający t a m od 1932 r. W i e j s k i U n i w e r s y t e t
O r k a n o w y , prowadzony przez w y b i t n y c h wychowawców i działaczy spo­
łecznych — Ignacego i Zofię Solarzów. A l e nie t y l k o u n i w e r s y t e t l u d o ­
w y przyczynił się do popularności t e j w s i . Działalność społeczno-wychowawcza prowadzona przez Solarzów od 1924 r. w U n i w e r s y t e c i e L u d o ­
w y m w Szycach koło K r a k o w a mogła być k o n t y n u o w a n a w regionie
p r z e w o r s k i m dzięki t e m u , że środowisko gackie było już wówczas na
t y l e oświecone i społecznie dojrzałe, iż mogło w bardzo t r u d n y m , k r y ­
z y s o w y m okresie stworzyć w a r u n k i do powstania i działania t e j placów­
k i . N i e stało się to p r z y p a d k o wo — wieś Gać posiadała b o w i e m bardzo
dawne i piękne t r a d y c j e czytelnictwa, działalności różnych i n s t y t u c j i
i organizacji, które przyczyniały się do podnoszenia poziomu w i e d z y
ludności oraz w y c h o w a n i a nowego człowieka w s i .
Wieś Gać l i c z y 466 domów, 592 gospodarstwa oraz 1598 mieszkańców. Ogólny j e j obszar w y n o s i 1075 ha, stąd n a 1 k m przypada 132
osoby (według d a n y c h s t a t y s t y c z n y c h z 1978 r.). Ilość domów i liczeb¬
ność mieszkańców wskazuje, że Gać należy do w s i dużych, podobnie j a k
sąsiadujące z nią bezpośrednio M a r k o w a (licząca ok. 1000 domów i 5000
ludności) oraz Sietesz. Tereny, do których należy Gać, są rolnicze o gię­
bach t y p u lessowego (bielice), nadające się pod u p r a w y pszenno-buraczane. W a r u n k i k l i m a t y c z n e są także n a ogół korzystne.
S t r u k t u r a gospodarstw w Gaci charakteryzuje się bardzo dużym
rozdrobnieniem. Przeciętna wielkość gospodarstwa w y n o s i 1,5 ha, ale
w e w s i znajduje się 511 gospodarstw poniżej 0,5 ha. Na terenie g m i n y
wieś ta należy do najbardziej rozdrobnionych.
Główną podstawą u t r z y m a n i a ludności jest r o l n i c t w o i częściowo zajęcia uboczne. Do pracy w najbliższych ośrodkach m i e j s k i c h ( w P r z e w o r s k u , Łańcucie i Rzeszowie) dojeżdża ok. 200 osób. Część mieszkańców u t r z y m u j e się z pracy dodatkowej w miejscowych placówkach a d m i n i s t r a c y j n y c h , spółdzielczych, w szkolnictwie, a także w rzemieślniczych p u n k t a c h usługowych. W całej g m i n i e jest zarejestrowanych 38
rzemieślników i n d y w i d u a l n y c h .
Poziom k u l t u r y r o l n e j w e w s i jest w y s o k i , gdyż zdecydowana większość rodzin u t r z y m u j e się z r o l n i c t w a oraz h o d o w l i i j e d y n i e duża
wydajność w t y c h gałęziach p r o d u k c j i może zapewnić mieszkańcom
właściwy poziom życia. W 1978 r. było w Gaci 11 gospodarstw specjal i s t y c z n y c h , w t y m 6 mlecznych oraz 5 h o d o w l a n y c h . Istniały także 2
zespoły p r o d u k c y j n e rolników i n d y w i d u a l n y c h prowadzących n a w i e l ¬
ką skalę hodowlę k u r oraz 1 zespół h o d o w l i trzody chlewnej,
S t r u k t u r a u p r a w roślinnych jest w e w s i zróżnicowana, u p r a w i a się
wszystkie rodzaje zbóż i okopowych, w t y m także rzepak, kukurydzę
2

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE

PRZEOBRAŻENIA

125

oraz b u r a k i c u k r o w e i koniczynę. Dużym powodzeniem cieszy się u p r a ­
w a w a r z y w . Rozwinięte jest również na dość dużą skalę sadownictwo.
G m i n a Gać, do której należy jeszcze 5 w s i sąsiednich (Białoboki,
Ostrów, M i k u l i c e , W o l i c a i Dębów), posiada stosunkowo dobrze r o z b u ­
d o w a n y system usług. G m i n n a Spółdzielnia "Samopomoc Chłopska" p r o ­
w a d z i więc bazę magazynowo-składową, piekarnię, restaurację, 3 s k l e ­
p y spożywcze i branżowe oraz p u n k t y usług: r a d i o w o - t e l e w i z y j n y , m a ­
l a r s k i , e l e k t r y c z n y , ślusarski.
Spółdzielnia Kółek Rolniczych dysponuje dużym p a r k i e m maszyno­
w y m złożonym z 26 traktorów, 39 przyczep, 10 snopowiązałek, 4 V i s t u l , 14 młocarni, 16 silników s p a l i n o w y c h , 6 rozsiewaczy nawozów,
3 rozrzutników do obornika, 9 opryskiwaczy oraz i n n y c h d r o b n y c h
sprzętów związanych z uprawą gleby.
Na obszarze g m i n y znajduje się 3 ośrodki zdrowia: w Białobokach,
Dębowie i M i k u l i c a c h . Odczuwa się jednak b r a k gabinetów specjali­
stycznych oraz a p t e k i . W zakresie stomatologii działają 2 gabinety.
Wieś posiada stosunkowo niezłe połączenia k o m u n i k a c y j n e : dobrze
rozbudowaną i zmodernizowaną sieć dróg oraz bezpośrednie połączenie
l i n i a m i P K S z P r z e w o r s k i e m i Łańcutem. Do Gaci i sąsiedniej w s i B i a ­
łoboki jest doprowadzona sieć wodociągowa, czynione są także starania
o przeprowadzenie gazyfikacji.
We w s i istnieje 8-klasowa szkoła zbiorcza — j a k twierdzą ludzie —
za mała na miejscowe potrzeby. Poza szkołą działa jeszcze G m i n n y
Ośrodek K u l t u r y , G m i n n a B i b l i o t e k a Publiczna posiadająca 4 f i l i e b i ­
blioteczne w pozostałych wsiach g m i n y .
Stosunkowo dobrze jest rozbudowana opieka n a d dziećmi w w i e k u
p r z e d s z k o l n y m — działają 3 ogniska przedszkolne i 3 przedszkola. B r a k
n a t o m i a s t dostatecznych urządzeń s p o r t o w y c h dla dzieci starszych i d l a
młodzieży (stadionu i boiska). Są t y l k o 2 prowizoryczne boiska p r z y
szkołach.
Poziom wykształcenia mieszkańców w s i przedstawia się następująco:
wyższe rolnicze — 2 osoby, średnie rolnicze — 8 osób, zasadriicze szko­
ły rolnicze — 45 osób, zasadnicze zawodowe — 12 osób, k u r s y w y k w a l i ­
fikowanego r o l n i k a — 55 osób. Wykształcenie podstawowe pełne posia­
da 281 osób, a niepełne 102 osoby.
Organizacje społeczne i polityczne w e w s i to: Koło Gospodyń W i e j ­
s k i c h — 113 członkiń zorganizowanych w 2 zespołach; Ochotnicza Straż
Pożarna — 32 członków; Polska Zjednoczona P a r t i a Robotnicza — 74
członków; Zjednoczone S t r o n n i c t w o L u d o w e — 53 członków; Związek
Socjalistyczny Młodzieży Polskiej — 35 członków. O d 1981 r. działa
koło Związku Młodzieży W i e j s k i e j .
Wieś zamieszkują wyłącznie Polacy. Do okresu ostatniej w o j n y miesz­
kało k i l k a r o d z i n żydowskich oraz r o d z i n y pochodzenia ukraińskiego,

�126

MARIA

BIERNACKA

od dawna już spolonizowane. Wszyscy mieszkańcy w s i są
rzymskokatolickiego. We w s i jest kościół i siedziba p a r a f i i .

wyznania

*
Początki c z y t e l n i c t w a w Gaci przypadają n a połowę X I X w . Według
najstarszych i n f o r m a c j i u s t n y c h w t y m czasie zaledwie t y l k o k i l k a
osób posiadało umiejętność czytania i pisania. P i e r w s z y m człowiekiem
umiejącym czytać i pisać był Robert Kuźniarski, który został wykształ­
cony przez miejscowych właścicieli d w o r u , a następnie " n o b i l i t o w a n y "
do w a r s t w y szlacheckiej.
P i e r w s z y m i nauczycielami chłopów gackich były osoby wywodzące
się z różnych środowisk społecznych. Na uwagę zasługują głównie t r z y
s y l w e t k i nauczycieli. Pierwszy z n i c h to ksiądz Zieliński sprawujący
w Gaci obowiązki duszpasterskie z r a m i e n i a urzędu parafialnego w K a ń ­
czudze. Spowodował on oddanie " d o szkół" młodego wiejskiego chłopca
Sebastiana Polaka. Jako uczeń g i m n a z j a l n y przystąpił Polak do p o w ­
stania styczniowego, a po jego u p a d k u ukrywał się aż do ogłoszenia
amnestii wśród swoich gackich rówieśników — pastuchów, ucząc n i e ­
których spośród n i c h czytania i pisania. W t e n sposób "wychował" o n
zdolnego i zapalonego gackiego samouka i b i b l i o f i l a — A n d r z e j a S k u ­
pienia. Następnym nauczycielem był kwestarz k l a s z t o r u Bernardynów
z Przeworska, który przebywając często w Gaci nauczył Michała So­
chackiego s z t u k i czytania i pisania. Sochacki to także późniejszy b i b l i o ­
f i l i jednocześnie a r t y s t a i n t r o l i g a t o r . Trzeci nauczyciel to Tomasz
Skwarczyński — powstaniec z 1863 r., który przybył do Gaci ze w s i
Pawłosiów koło Jarosławia, gdzie przebywał jako uchodźca z K o n g r e ­
sówki. J e d n y m z jego pierwszych uczni był 2 4 - l e t n i Wojciech Brożbar,
późniejszy w i e l o l e t n i wójt gacki, działacz społeczny oraz organizator k a ­
sy Stefczyka i Kółka Rolniczego.
Stałym ośrodkiem nauczania była w e w s i szkoła l u d o w a , która zo­
stała o t w a r t a dnia 1 g r u d n i a 1863 r. dzięki s t a r a n i o m księdza Zielińskie­
go. Początkowo była to szkółka parafialna — zimowa, prowadzona przez
organistę i nauczyciela w jednej osobie — Tomasza Skwarczyńskiego.
W 1875 r. szkółkę parafialną przekształcono na szkołę ludową 1-klasową
i 4-oddziałową o j e d n y m nauczycielu, u t r z y m y w a n y m przez Radę S z k o l ­
ną Krajową w e L w o w i e . W 1898 r. wzniesiono w e w s i b u d y n e k s z k o l ­
n y m u r o w a n y i od tej p o r y realizowano p r o g r a m szkoły
2-klasowej
o 6 oddziałach z 3-letnią nauką dopełniającą. W szkole t e j pracowało
dwóch nauczycieli. W latach międzywojennych 1918-1939 Szkoła P o w ­
szechna w Gaci realizowała p r o g r a m szkoły 7-klasowej o 6 siłach n a u ­
czycielskich.
Dużą rolę w upowszechnianiu czytelnictwa wśród starszej młodzieży
spełniała szkoła l u d o w a w latach 1890-1914. Czyniła t o głównie przez

4

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE

PRZEOBRAŻENIA

127

tzw. " c z w a r t k i " , na które uczęszczała młodzież dorastająca (14-17 l a t )
na tzw. naukę dopełniającą. Podstawą do n a u k i była książka w y d a n a
przez Radę Szkolną w e L w o w i e , która składała się z 3 tomów (dla każ­
dego rocznika i n n y t o m ) . Zawartość tematyczna t e j książki była nastę­
pująca: c z y t a n k i i opowiadania moralno-wychowawcze,
wiadomości
0 k r a j u , t j . G a l i c j i i A u s t r i i , n a u k i rolnicze, porady praktyczne d o t y ­
czące urzędów i p r a w o b y w a t e l i . Z d a n i e m informatorów książka ta
kształtowała postawę i określała miejsce człowieka w życiu, dając n i e ­
j e d n e m u młodemu człowiekowi nastawienie na całe życie.
Początkowe zainteresowania czytelnicze w Gaci sprowadzały się
głównie do czytania książek do nabożeństwa. Książki te szybko się roz­
powszechniały wśród t y c h wszystkich, którzy opanowali sztukę c z y t a ­
nia. Znane były w e w s i książki do nabożeństwa o formacie dużym
1 zwykłe małe. Ponadto k u p o w a n o " k a n t y c z k i " zawierające zbiory k o ­
lęd oraz książeczki z pieśniami p a s y j n y m i — śpiewanymi powszechnie
w okresie Bożego Narodzenia, Wielkiego Postu i Świąt W i e l k a n o c n y c h .
Z czasem obok książek do nobożeństwa zaczynają się pojawiać książ­
k i świeckie. I n s p i r a t o r a m i tego czytelnictwa b y l i w s p o m n i a n i już gacanie — samoucy, późniejsi b i b l i o f i l e Michał Sochacki — kmieć na 24
morgach oraz A n d r z e j Skupień — zagrodnik na 8 morgach. W r o k u 1885
nawiązali oni k o n t a k t z Księgarnią Katolicką w Poznaniu, która po n i ­
skich cenach umożliwiała i m n a b y w a n i e (tzw. " w y p i s y w a n i e " ) książek.
Jak informują starsi czytelnicy początkowo w b i b l i o t e k a c h i c h znajdo­
wały się takie pozycje, j a k : Biblia ks. Wujka, Bolesna Męka
Jezusa
Chrystusa,
Stworzenie
Świata opowiedziane
wierszem,
Żywoty
Świę­
tych, a także Kazanie Sejmowe
ks. Piotra Skargi. O b y d w a j " w y p i s y ­
w a l i " i p r e n u m e r o w a l i również czasopisma tygodniowe d l a l u d u k a t o ­
lickiego, j a k n p . " P r a w d a z B o g i e m " . Zestaw t y c h książek i czasopism
zostaje wkrótce poszerzony o książki i czasopisma świeckie sprowadzane
przez Michała Sochackiego z księgarni Kaspra W o j n a r a w K r a k o w i e
i z Macierzy Szkolnej w e L w o w i e .
C i p i e r w s i gaccy czytelnicy i b i b l i o f i l e g r o m a d z i l i l a t a m i książki
i czasopisma, które skrzętnie czytali, a następnie o p r a w i a l i w grube rocz­
n i k i i p r z e c h o w y w a l i . Po śmierci Sochackiego w 1918 r. ludność rozebra­
ła jego liczne książki i kalendarze. Po A n d r z e j u S k u p i e n i u zachował się
do czasów współczesnych zbiór 90 pozycji, które znajdują się u jego
syna Józefa Skupienia.
Z r o z w o j e m działalności r u c h u ludowego zapoczątkowanym na t e r e ­
nie p r z e w o r s k i m przez ks. Stanisława Stojałowskiego upowszechnia się
w Gaci w latach 1890-1900 czytelnictwo w y d a w a n y c h przez niego —
"Wieńca" i "Pszczółki" oraz kalendarzy '''Wieńca". Do zwolenników
i czytelników pism Stojałowskiego należeli m . i n . : Tomasz Tonią, W o j ­
ciech Poszywak, Józef Pudełko, J a k u b T r o j n a r , Joachim Wąsacz, T o -

�128

MARIA

BIERNACKA

masz Fołta. Pisma te szerzące oświatę, walczące o niezależność p o l i t y c z ­
ną r u c h u ludowego i o dopuszczenie jego przedstawicieli do udziału
w Sejmie K r a j o w y m , a przede w s z y s t k i m budzące poczucie świadomo­
ści narodowej — przyczyniały się w w i e l k i m s t o p n i u do powstania w e
w s i zalążków r u c h u ludowego oraz zorganizowania C z y t e l n i i B i b l i o t e ­
k i Kółka Rolniczego (ok. 1887 r.). W h i s t o r i i w s i Gać była t o pierwsza
b i b l i o t e k a i czytelnia, gdzie każdy mógł czytać oraz wypożyczać książki
i gazety. C z y t e l n i a i B i b l i o t e k a Kółka Rolniczego abonowała oprócz
"Wieńca" i "Pszczółki" jeszcze inne czasopisma, j a k n p . : " N i e d z i e l a " ,
"Chata", "Nowiny",
G w i a z d k a Cieszyńska",
Światło",
Przewodnik
Kółek R o l n i c z y c h " , "Głos N a r o d u " . Niektóre z t y c h czasopism abonow a n o także p r y w a t n i e : " N o w i n y " — T . R y z n a r i Tonią, "Chatę" —
J a n Bemben, "Niedzielę" — M . Sochacki.
B i b l i o t e k a Kółka Rolniczego posiadała ponadto t a k ie pozycje, j a k :
" R o l n i k W z o r o w y " — w y d a w n i c t w o Macierzy Polskiej w e L w o w i e oraz
opowiadania z h i s t o r i i polskiej, n p . L . Siemińskiego Wieczory
pod lipą,
czy też W. L . Anczyca różne opowiadania historyczne. Bibliotekę tę p r o ­
w a d z i l i k o l e j n o — W i n c e n t y Skwarczyński, Szymon Adamczak, J a n
Brożbar.
Jak stwierdza W. Fołta, czasopisma te "szerzyły poczucie polskości,
p a t r i o t y z m u oraz upowszechniały postęp ogólny, a przede w s z y s t k i m
w u p r a w i e r o l i i roślin oraz chowie zwierząt gospodarskich".
Na przełomie X I X i X X w . w społeczności gackiej rozpowszechnio­
ne były różnego t y p u kalendarze kupowane u k r a m a r z y j a r m a r c z n y c h
i odpustowych (np. Kalendarz
powszechny,
Kalendarz
przyjaciela
żoł­
nierza, Kalendarz
mariański, które, j a k mówi W. Fołta, dewaluowały
bardziej wartościowe kalendarze "Wieńca" i "Pszczółki", " N i e d z i e l i " ,
" M a c i e r z y P o l s k i e j " oraz " R o l i " . Kalendarze K a s p r a W o j n a r a , j a k n p .
Kalendarz
powszechny,
Kalendarz
Polaka,
Kalendarz
gospodarza,
za­
wierające różne opisy historyczne, porady rolnicze, nowele i opowiada­
n i a literackie — oceniane były przez światlejszych gospodarzy jako w y ­
d a w n i c t w a patriotyczne i postępowe.
Upowszechnianie c z y t e l n i c t w a książek odbywało się w t y m czasie
n i e t y l k o poprzez bibliotekę, ale także p r z y okazji organizowania w e
w s i i okolicy uroczystości n a r o d o w y c h , szkolnych i i n n y c h . T a k n p .
w 1898 r., w 100-lecie u r o d z i n A d a m a M i c k i e w i c z a
rozprowadzano
książeczki mówiące o jego życiu i twórczości. Ponadto w l a t a c h 1885¬
1914 jako nagrody pilności wręczano d o b r y m uczniom na zakończenie
r o k u szkolnego książeczki oprawne w czerwone płótno, z tłoczonymi
złotymi napisami na okładce, w y d a w a n e w e L w o w i e w t z w . K o m i t e c i e
Dziełek L u d o w y c h . Fundusze na zakup książek — nagród brano z m i e j ­
scowej K a s y Oszczędnościowo-Pożyczkowej. W książeczkach t y c h u k a ­
zane były w sposób dostępny s y l w e t k i w y b i t n y c h Polaków, j a k np.:
o żołnierzu tułaczu — rzecz o Józefie Bemie, o Stefanie C z a r n i e c k i m ,

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE

PRZEOBRAŻENIA

129

0 Janie Z a m o y s k i m , o W a l e r y m Wąsiku — bohaterze chłopskim z od­
działów piechoty w y b r a n i e c k i e j Stefana Batorego, o b i t w i e pod G r u n w a l ­
dem.
Drugą biblioteką, która odegrała w h i s t o r i i w s i Gać znaczną rolę,
była b i b l i o t e k a założona przez kształcącego się w g i m n a z j u m , a następ­
nie na uniwersytecie — P i o t r a Brożbara. Chociaż była biblioteką p r y ­
watną, to faktycznie pełniła f u n k c j e publiczne — służyła b o w i e m miesz­
kańcom Gaci i okolicy. P i o t r Brożbar, student Wydziału P r a w a U n i ­
w e r s y t e t u i m . Jana Kazimierza w e L w o w i e , s y n najzamożniejszego
kmiecia, a zarazem najpoważniejszego społecznika w e w s i Wojciecha
Brożbara — zaznaczył się także w środowisku g a c k i m jako działacz
Związku Teatrów i Chórów Włościańskich oraz Drużyn Bartoszowych.
B i b l i o t e k a P i o t r a Brożbara powstała około 1911 r. i czynna była od
1924 r. Według zachowanej jeszcze książki i n w e n t a r z o w e j (znajdującej
się w rodzinie Brożbarów) oraz relacji d a w n y c h czytelników, księgo­
zbiór t e n w 1923 r. zawierał ok. 700 pozycji, w t y m : dzieła M i c k i e w i ­
cza, Słowackiego, Wyspiańskiego, Sienkiewicza, Prusa,
Orzeszkowej,
K o n o p n i c k i e j , Tetmajera, Rodziewiczówny, Korzeniowskiego,
a także
Szekspira, H . G. Wellsa, A. Dumasa i jego syna oraz i n n y c h . W b i b l i o ­
tece Brożbara znajdowały się także w y d a w n i c t w a B i b l i o t e k i " T y g o d n i ­
k a I l u s t r o w a n e g o " oraz k o m p l e t roczników tegoż pisma. Pokaźny był
zestaw książek i broszur o treści dotyczącej r u c h u niepodległościowe­
go, w t y m również socjalistycznego. Z tej właśnie b i b l i o t e k i czytał
W. Fołta książkę o L . Waryńskim jako bohaterze " P r o l e t a r i a t u " .
Po śmierci P i o t r a Brożbara, który jako żołnierz został r a n n y na w o j ­
nie jesienią 1914 r. i zmarł w s z p i t a l u k r a k o w s k i m , b i b l i o t e k a jego u l e g ­
ła częściowo rozproszeniu. Książki uratowane znalazły się w posiada­
n i u r o d z i n y i sąsiadów. Wśród czytelników gackich panuje zgodna o p i ­
nia, że b i b l i o t e k a Brożbara odegrała ważną rolę zarówno w Gaci, j a k
1 okolicy. Wychowała ona młodych działaczy i społeczników t a k i e j m i a ­
r y , j a k : Tadeusz Brożbar (brat Piotra), P i o t r Świetlik z Sieteszy, któ­
r z y s t a l i się w przyszłości organizatorami i działaczami Związku Mło­
dzieży W i e j s k i e j " W i c i " i Wiejskiego U n i w e r s y t e t u Orkanowego w Gaci.
Pierwszą organizacją młodzieżową, która w r a m a c h działalności
oświatowej podjęła w 1913 r. próbę stworzenia własnej b i b l i o t e c z k i
w i e j s k i e j , były Drużyny Bartoszowe. Niepodległościowy charakter t e j
organizacji wyznaczał w p e w n y m sensie p r o f i l księgozbioru, który był
k o m p l e t o w a n y ze zbiorów b i b l i o t e k i Kółka Rolniczego oraz n o w y c h p o ­
z y c j i z a k u p y w a n y c h z własnych funduszów Drużyny. B i b l i o t e k a r z e m
Drużyny został rozmiłowany w c z y t a n i u s y n w y r o b n i k a — Tadeusz H o ­
łub, sąsiad głównego organizatora Drużyn Bartoszowych — P i o t r a Broż­
bara. B i b l i o t e k a ta działała niepełne 2 lata, gdyż uległa częściowemu
zniszczeniu podczas I w o j n y światowej. Z opowiadań czytelników w y n i ­
ka, że księgozbiór t e n liczył 25 pozycji i zawierał głównie książki h i 9

E t n 0^1*3 f i s P o l s k s 3C3CVII/1

�130

MARIA

BIERNACKA

storyczne, dotyczące dziejów naszego n a r o d u (m. i n . w y d a n i e j u b i l e u ­
szowe Krzyżaków, Trylogię i Quo vadis — Sienkiewicza oraz dzieła
Kraszewskiego). Z czasopism abonowano " D z w o n " — główny organ
Drużyn oraz t y g o d n i k " R o l a " , który przed I wojną światową był p o w ­
szechnie w Gaci czytany.
W działalności oświatowej i k u l t u r a l n e j młodzieży gackiej najważ­
niejszą rolę spełniała jednakże b i b l i o t e k a Koła Młodzieży, która działa­
ła od 1916 r. Początkowo mieściła się na t z w . organistówce (1916-1925),
później w d o m u g m i n n y m (1926-1931), w d o m u p r y w a t n y m Leona M a c h niaka (1931-1932), aż wreszcie w d o m u Koła Młodzieży W i e j s k i e j " W i c i "
(1932-1939). B i b l i o t e k a K M W powstała ze zbiorów b i b l i o t e c z n y c h Kółka
Rolniczego i Drużyn Bartoszowych, które po rozproszeniu znajdowały
się u czytelników. J e d n y m ze współzałożycieli t e j b i b l i o t e k i był ks. Jó­
zef U l a n o w s k i proboszcz p a r a f i i Gać, który ofiarował n a t e n cel 22 książ­
k i . W 1921 r. b i b l i o t e k a Koła Młodzieży została zasilona częścią ksią­
żek ze w s p o m n i a n y c h zbiorów P i o t r a Brożbara. W latach 1931-1932
biblioteka prowadziła wymianę książek z biblioteką K M W " W i c i "
w M o k r e j . Jej księgozbiór wahał się od 100 do 301 pozycji. Część z n i c h
zaginęła l u b celowo została wycofana, j a k n p . stare r o c z n i k i czasopism
(ok. 30 pozycji).
B i b l i o t e k a Koła Młodzieży była corocznie uzupełniana n o w y m i pozy­
cjami. I t a k w 1919-1920 zakupiono 154 t o m y , wśród których p r z e w a ­
żały zdecydowanie książki o treści historycznej (historia Polski) oraz
przyrodniczo-geograficznej. Były ponadto powieści obyczajowe, p o r a d ­
n i k i rolniczo-gospodarskie, a także s z t u k i teatralne. W 1925 r. b i b l i o t e ­
k a liczyła 183 pozycji (dokupiono 18). W latach 1926-1928 Koło Mło­
dzieży zakupiło większość dzieł W. Reymonta, S. Żeromskiego, sporo
broszur r o l n i c z y c h łącznie ze s k r y p t a m i r o l n i c z y c h kursów korespon­
d e n c y j n y c h i m . S. Staszica. W latach t r z y d z i e s t y c h sprowadzono książ­
k i A. Świętochowskiego, M . Dąbrowskiej, L. K r u c z k o w s k i e g o , W. O r k a ­
na, S. T h u g u t t a . W 1932 r. na 301 pozycji było 35 książek r o l n i c z y c h ,
50 t e a t r a l n y c h i 27 roczników czasopism.
Przez cały czas swojego istnienia b i b l i o t e k a Koła Młodzieży abonow ą ł a wiele
czasopism i gazet, które często k o m p l e t o w a n o w r o c z n i k i
i oprawiano. W różnych latach okresu międzywojennego p r e n u m e r o w a ­
no następujące czasopisma młodzieżowe: "Młodzież P o l s k a " (1918),
" P r z y j a c i e l Młodzieży" (1920), "Drużyna", "Nasza Drużyna" (1920-1921),
" S i e w " (1922-1928), "Młoda P o l s k a " (1920-1928), " O r k a " (1926-1927),
" W i c i " (1928-1939), " Z n i c z " (1930-1939), "Młoda Myśl L u d o w a " 1930¬
1939), "Chłopskie Życie Gospodarcze" (1935-1937). Z pism r o l n i c z y c h
p r e n u m e r o w a n o : " P r z e w o d n i k Kółek R o l n i c z y c h " (1918-1926), ze spół­
dzielczych "Spólnotę" (1934-1939), z p o p u l a r n o n a u k o w y c h i społecznołiterackich: "Twórczość Młodej P o l s k i " (1924-1925), "Wiedzę i Ż y c i e "
(1926-1939) i "Nową W i e ś " (1935-1936). Z p i s m p o l i t y c z n y c h — " P i a s t "

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE

PRZEOBRAŻENIA

131

(1918-1925), " P r z y j a c i e l L u d u " (1924-1925), "Gazeta Chłopska" (1926¬
1930), " Z i e l o n y S z t a n d a r " (1931-1939).
B i b l i o t e k a Koła Młodzieży współdziałała w o k r e s o w y m u r u c h o m i e n i u
c z y t e l n i Kółek Rolniczych, czynnej zimą t r z y razy w t y g o d n i u i posia­
dającej w 1925 r. następujący zestaw czasopism: " I l u s t r o w a n y K u r i e r
Codzienny", "Gazeta Grudziądzka" (3 razy w t y g o d n i u ) oraz t y g o d n i ­
k i — " P i a s t " , " W o l a L u d u " , " P r z y j a c i e l L u d u " , " P r z e w o d n i k Kółek
R o l n i c z y c h " , " P o r a d n i k Gospodarstw W i e j s k i c h " .
Podobną czytelnię wiciową prowadzono zimą 1933-1934, również
t r z y razy tygodniowo, lecz z o d m i e n n y m nieco zestawem
czasopism:
" I l u s t r o w a n y K u r i e r Codzienny", "Naprzód"
"Tydzień R o b o t n i k a " ,
" Z i e l o n y Sztandar", " P i a s t " , " W i c i ' , "Zjednoczenie", "Czasopismo Spół­
dzielni R o l n i c z y c h " , " P r z e w o d n i k Gospodarski".
W ciągu 22 l a t działalności b i b l i o t e k i Koła Młodzieży j e j k i e r o w n i ­
k a m i b y l i w różnych latach m . i n . : Józef Puchała (1918), Tomasz Hołub
(1919-1920), J a n T r o j n a r (1922-1923), Jan Siuta (1924-1925), A n d r z e j
Rydz (1926-1927), Franciszek Fołta (1928), P i o t r T r o j n a r 1929-1930), A n ­
t o n i M i a r a (1931-1932), Jan Fołta (1933-1934), Józef Rydz (1935-1936).
B i b l i o t e k a ta była prowadzona wyłącznie przez Koło Młodzieży, które
na j e j rozwój czerpało fundusze głównie z przedstawień t e a t r a l n y c h
i zabaw. W p i e r w s z y m okresie międzywojennym była jedną z najważ­
niejszych placówek służących szerzeniu oświaty i k u l t u r y wśród mło­
dzieży.
W 1933 r. w Gaci została zorganizowana nowa, o r y g i n a l n a i n s t y t u ­
cja — Spółdzielcza Książnica Gacka. Powstała z i n i c j a t y w y k i e r o w n i k a
Wiejskiego U n i w e r s y t e t u Orkanowego — Ignacego Solarza. B i b l i o t e k a
Koła Młodzieży prowadzona była raczej pod kątem młodzieży i n i e
zaspokajała potrzeb całej w s i , a szczególnie starszego c z y t e l n i k a oraz
wiejskiego a k t y w u ludowego i spółdzielczego. Udziałowcy Książnicy
w n o s i l i jednorazowo opłaty w wysokości 5 zł oraz uiszczali groszowe
opłaty za wypożyczenie książki. Z udziałów, opłat oraz dotacji K a s y
Stefczyka i Kółka Rolniczego t w o r z o n y był fundusz na zakup n o w y c h
książek. I c h t e m a t y k a dotyczyła problemów polskiej w s i , chłopów w l i ­
teraturze i n n y c h krajów, zagadnień ekonomiczno-ustrojowych i t p . Książ­
nica liczyła 50 udziałowców oraz posiadała 150 książek. Były wśród n i c h
m . i n . takie pozycje, j a k : Uptona Sinclaira — Boston i Król Wągier;
J . Bojera — Ostatni wikingowie;
K. Hamsuna — Błogosławieństwo
Zie­
mi; B. P i l n i a k a — Wołga wpada do Morza Kaspijskiego
oraz Sobowtó­
ry; M . Szołochowa
Cichy Don; J . Erenburga
Zapałczany król.
W latach 1938-1939 Książnica przejęła bibliotekę Koła Młodzieży,
a j e j członkowie s t a l i się udziałowcami Książnicy. Przed wrześniem
1939 r. zbiory Książnicy liczyły 500 tomów. Podczas o k u p a c j i księgo­
zbiór rozprowadzono po w s i , wiele pozycji oddano dla potrzeb tajnego
nauczania. Pożyczano również książki członkom konspiracyjnego S t r o n -

�132

MARIA

BIERNACKA

n i c t w a Ludowego " R o c h " , Batalionów Chłopskich i Ludowego Związku
Kobiet.
Po w y z w o l e n i u r e a k t y w o w a n o Spółdzielczą Książnicę Gacka w 1951 r.
w ramach wydziału społeczno-wychowawczego Spółdzielni RolniczoH a n d l o w e j "Chłop". W 1946 r. b i b l i o t e k a liczyła 467 czytelników. Spół­
dzielcza Książnica Gacka w latach 1946-1951 rozpoczęła k o m p l e t o w a ­
nie książek z zakresu h i s t o r i i chłopów i r u c h u ludowego, spółdzielczoś­
ci, r o l n i c t w a , geografii gospodarczej i ustrojów społecznych. Ponadto
gromadziła książki dla dzieci i młodzieży, książki z zakresu n a u k ścisłych
oraz l i t e r a t u r y pięknej.
W latach bezpośrednio powojennych Książnica opracowała a m b i t n y
plan prowadzenia g r u p samokształceniowych, zorganizowania w i e j s k i e ­
go a r c h i w u m , w y d a w a n i a b i u l e t y n u , ogłaszania d r u k i e m prac dotyczą­
cych Gaci oraz organizowania zebrań poświęconych d y s k u s j i n a d prze­
c z y t a n y m i książkami. W 1950 r. Książnica powiększyła się o bibliotekę
Koła Związku Samopomocy Chłopskiej oraz bibliotekę koła Związku
Młodzieży Polskiej — podarowane przez władze wojewódzkie t y c h orga­
nizacji. W ramach reorganizacji w 1951 r. Książnica, która liczyła wów­
czas 600 pozycji książkowych, została przejęta przez Gminną Bibliotekę
Publiczną w M a r k o w e j i stała się t y l k o p u n k t e m b i b l i o t e c z n y m .
Spośród gackich b i b l i o t e k do największego księgozbioru i znaczenia
doszła b i b l i o t e k a Wiejskiego U n i w e r s y t e t u Orkanowego. Działała w l a ­
tach 1933-1951. Do w y b u c h u w o j n y służyła przede w s z y s t k i m słuchaczom
Wiejskiego U n i w e r s y t e t u Orkanowego, w czasie o k u p a c j i szkole spół­
dzielczej (1941-1945), a po w o j n i e znów w y c h o w a n k o m wznowionego
U n i w e r s y t e t u Ludowego i m . Ignacego Solarza (1946-1951). Z b i b l i o t e ­
k i tej również korzystała Gać oraz wsie sąsiednie, a szczególnie dzia­
łacze r u c h u ludowego, wiciowego i spółdzielczego. B i b l i o t e k a ta powsta­
ła z darów, później jednak była stale powiększana i we wrześniu 1939 r.
liczyła ok. 1500 pozycji. W styczniu 1940 r., po aresztowaniu przez N i e m ­
ców Ignacego Solarza, b i b l i o t e k a została rozlokowana po domach p r y ­
w a t n y c h w Gaci i okolicy. Z książek t y c h korzystała wówczas młodzież
objęta t a j n y m nauczaniem. W k w i e t n i u 1946 r. po r e a k t y w o w a n i u
Wiejskiego U n i w e r s y t e t u Orkanowego ogłoszono rewindykację książek
należących do t e j placówki. Udało się wówczas zebrać ok. 5 0 % p r z e d ­
wojennego księgozbioru, reszta uległa rozproszeniu. W t y m czasie po­
spieszyli z pomocą n o w i ofiarodawcy — m . i n . Stanisław K o j d e r z Grzęsk i przekazał bibliotece W U O pełny zbiór w y d a w n i c t w o k u p a c y j n y c h
S t r o n n i c t w a Ludowego " R o c h " i Batalionów Chłopskich.
W okresie p o w o j e n n y m działała w Gaci G m i n n a B i b l i o t e k a P u b l i c z ­
na, która początkowo mieściła się w l o k a l u Gromadzkiej R a d y Narodo­
w e j , a od 1961 r. przeniesiona została na t z w . "Janklówkę" — do b u ­
d y n k u stanowiącego przed wojną własność żydowską. O d 1969 r. b i ­
b l i o t e k a ta znalazła stałe pomieszczenie w n o w y m D o m u K u l t u r y .

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE

133

PRZEOBRAŻENIA

B i b l i o t e k a znajdująca się p r z y gackiej szkole podstawowej służy
p r a w i e wyłącznie dzieciom s z k o l n y m .
Działalność oświatowa w Gaci, podobnie j a k się to działo w niektórych
i n n y c h wsiach pow. przeworskiego, łańcuckiego i rzeszowskiego, zwią­
zana była bardzo silnie z rozwojem w i e j s k i c h organizacji gospodar­
czych, p o l i t y c z n y c h i społeczno-kulturalnych. Na znaczenie t y c h c z y n ­
ników zwraca uwagę J a n Szczepański w s w y c h rozważaniach dotyczą­
cych oświaty i w y c h o w a n i a :
"Zgodnie

z

wynikami

analizy

i kształcenia p r z y j m u j e m y ,
instytucjami,

które

wości

obywateli

wkład

tych

wnoszą

naszego

natury

i

złożoności

programu

wychowania

że p o l i t y k a oświatowa m u s i kierować t y m i w s z y s t k i m i
s p e c y f i c z n y wkład
kraju.

w s z y s t k i c h źródeł

Trzeba

w

więc

i kanałów,

ostateczne kształtowanie

zdefiniować

którymi

system

do o b y w a t e l i

osobo­

oświaty
dociera

jako

wiedza

n a u k o w a , treści ideologiczne, wartości i w z o r y postępowania. Są t o : r o d z i n a , s z k o l ­
nictwo,

organizacje

młodzieżowe,

zakłady

pracy,

środki

masowego

przekazu, i n ­

s t y t u c j e u p o w s z e c h n i a n i a k u l t u r y , t e a t r u , k i n a , sportu i t u r y s t y k i , także i n s t y t u c j e
w y m i a r u sprawiedliwości i te w s z y s t k i e i n s t y t u c j e państwowe, które regulują
w y o b y w a t e l i i zaspokajają i c h p o t r z e b y "

20

spra­

.

Do pierwszych organizacji gospodarczych, które powstawały na t y m
terenie, należały kółka rolnicze. W Gaci kółko rolnicze założyli w 1885 r.
czytelnicy gazety ks. Stojałowskiego "Wieniec — Pszczółka", która b y ­
ła organem S t r o n n i c t w a Chrześcijańsko-Ludowego. Przewodniczącym
kółka został społecznik gacki i wójt g m i n y — Wojciech Brożbar, który
już w 1889 r. uczestniczył w zjeździe okręgowym t y c h organizacji w e
L w o w i e . Głównym celem organizacji było podniesienie na wyższy po­
ziom oświaty, w t y m szczególnie oświaty rolniczej, i- t y m s a m y m popie­
ranie dotychczasowego s t a n u gospodarowania. W ciągu długich l a t swo­
jej działalności Kółko Rolnicze w Gaci przyczyniło się w a l n i e do g r u n ­
t o w n y c h przeobrażeń w dziedzinie gospodarstwa
rolno-hodowlanego
i sadowniczego, zaopatrzenia (własny sklep) oraz warunków b y t o w y c h .
Podstawową rolę w zakresie oświaty odegrał jednak p o l i t y c z n y r u c h
l u d o w y , a następnie r u c h młodzieżowy, w t y m zwłaszcza Związek Mło­
dzieży W i e j s k i e j RP " W i c i " . W p o b l i s k i m Rzeszowie n a zjeździe w 1895 r.
powstało S t r o n n i c t w o L u d o w e , które w 1903 r. zmieniło swą nazwę na
Polskie S t r o n n i c t w o L u d o w e . Organizatorzy i przywódcy tworzącego się
r u c h u ludowego, j a k n p . S. Stojałowski, J . Stapiński, cieszyli się wielką
popularnością i m i e l i w P r z e w o r s k i e m i Gaci swoich zwolenników. W y ­
b i t n y działacz młodzieżowy i l u d o w y , autor w i e l u opracowań dotyczących
życia społeczno-politycznego swej rodzinnej w s i Gaci oraz b. pow. prze­
worskiego i łańcuckiego — Władysław Fołta pisze:
"pierwszymi

ludowcami

nisława Stojałowskiego

w Przeworskiem

ok. 1880 r. b y l i

zwolennicy ks. S t a ­

... Stojałowszczycy n a w s i p r z e w o r s k i e j b y l i p i o n i e r a m i r u ­

c h u ludowego, p i e r w s z y m i społecznikami troszczącymi się n i e t y l k o o swoje

2 0

J. Szczepański,

Refleksje

nad

oświatą,

Warszawa

1973, s. 45-46.

spra-

�134
wy,

MARIA

a l e . także

Głównym

o ogólnowiejskie

i c h łącznikiem była

BIERNACKA

i krajowe

oraz

gazeta. Abonując

o ogólnonarodowe
i czytając

—

«Wieńca —

polskie

...

Pszczółką*

c z y «Przyjaciela

L u d u » b y l i n a w s i podstawową komórką rodzącego się r u c h u l u ­

dowego.

Wokół

prenumeratorów

Gazetki

uświadamiały

c y c h gazetki l u d o w e

gazetek

ludowych

i c h p o l i t y c z n i e , oświatowo,

skupiali

się

gospodarczo.

ich

zwolennicy.

Spośród

czytają­

w y r a s t a l i chłopi wyróżniający się w s w o i c h środowiskach o d ­

wagą, ofiarnością, inicjatywą. Wokół n i c h g r o m a d z i l i

się i n n i s y m p a t y c y r u c h u " " .

Znaczenie działalności Stojałowskiego wśród chłopów galicyjskich
n a j t r a f n i e j wyraził n a d jego grobem W i n c e n t y Witos: "dokonał w i e l k i e ­
go w y n a l a z k u , którego n i k t przed n i m nie dokonał, obudził l u d . Obudził
l u d , którego s e t k i l a t usypiano, zbudził m i l i o n y o b y w a t e l i do życia n a ­
rodowego i społecznego, a więc n o w y c z y n n i k dziś tętniący życiem na­
r o d o w y m dał k r a j o w i , dał ojczyźnie" .
Wszystkie w y d a r z e n i a społeczne i polityczne dokonujące się w o k r e ­
sie międzywojennym w s k a l i k r a j o w e j znajdowały odbicie także w Gaci,
gdzie uformowała się grupa ludowców coraz wyraźniej określających
swoje oblicze polityczne i ideowe. Po odzyskaniu niepodległości (1918 r.),
k i e d y w P r z e w o r s k i e m zaczęło także działać Polskie S t r o n n i c t w o L u d o w e
" W y z w o l e n i e " oraz S t r o n n i c t w o Chłopskie, wówczas obie te organizacje
miały również w Gaci swoich zwolenników. I t a k n p . w w y b o r a c h do
s e j m u w 1928 r. na P S L " W y z w o l e n i e " głosowało w e w s i 20 osób (na
800 u p r a w n i o n y c h do głosowania), większość natomiast złożyła swe gło­
sy na S t r o n n i c t w o Chłopskie, które cieszyło się w całym pow. przewors k i m znaczną popularnością. K i e d y w 1931 r. nastąpiło w s k a l i całego
k r a j u połączenie trzech s t r o n n i c t w l u d o w y c h w jedną polityczną orga­
nizację pod nazwą S t r o n n i c t w a Ludowego — wydarzenie to zostało
uznane przez ogół ludowców za duże osiągnięcie. W P r z e w o r s k i e m de­
cyzję tę przyjęto również z dużym zadowoleniem. P o t w i e r d z a to w y ­
powiedź W. Fołty:
22

"Ugruntowaniem
SL
w

i ZMW
domu

«Wici»

Koła

n o w e g o pojęcia
zorganizowana

Młodzieży W i e j s k i e j

r u c h u l u d o w e g o była

«Wici»

w

G a c i . Wzięło w

legatów z kół S L i « W i c i » z powiatów: P r z e w o r s k
się ideologią, historią
konferencji

i rozwojem

S o l a r z powiedział

konferencja

przez Z P S L w P r z e w o r s k u

m. i n . : Z a d a n i e m

niej

działaczy
1933 r o k u

udział 200 d e ­

i Łańcut ... k o n f e r e n c j a

r u c h u l u d o w e g o ... W

w i n n a być p r a c a n a d s t w o r z e n i e m j e d n e j

2 lutego

podsumowaniu

zajęła

wyników

r u c h u l u d o w e g o i młodzieży

wspólnej

wiary

—

idei

po­

ludowej"".

W r o z w o j u życia społecznego w Gaci ważną rolę odegrały również
organizacje młodzieżowe. Już przed I wojną światową zaczęła t a m dzia­
łać wojskowa organizacja Drużyny Bartoszowe, której i n i c j a t o r e m i d u ­
c h o w y m przywódcą był w s p o m n i a n y P i o t r Brożbar — student p r a w a
w e L w o w i e i uczestnik kursów w o j s k o w y c h w latach 1910-1911. D r u »

F o 11 a, Ruch

ludowy...,

2« Tamże, s. 19-20.
"

Tamże, s . 83-84.

s

. 17.

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE

135

PRZEOBRAŻENIA

żyna liczyła w e w s i 23 członków. Drużyniacy o d b y w a l i ćwiczenia w o j s ­
kowe, a także p r o w a d z i l i działalność kulturalno-oświatowa. S t w o r z y l i
zespół muzyczno-śpiewaczy, który w 1912 r. chodził po domach śpiewa­
jąc patriotyczne pieśni i kolędy. Za zebrane d a t k i pieniężne drużyniacy
z a k u p i l i k a r a b i n , czapki r o g a t y w k i z orzełkami oraz książki do własnej
biblioteki.
Działalność drużyniaków przyczyniała się do k r z e w i e n i a p a t r i o t y z m u
wśród mieszkańców w s i . Niemałe znaczenie spełniały pod t y m wzglę­
dem uroczyście obchodzone święta narodowe, m . i n . rocznica powstania
listopadowego i styczniowego. Najstarsi pamiętają, że podczas t y c h u r o ­
czystości, które odbywały się w kościele, na środku kościoła ustawiono
k a t a f a l k z symboliczną trumną, a na niej składano złożone na krzyż
dwie szable. Wspominają o n i również, że w 1913 r. drużyniacy urządzi­
l i we w s i podniosłą uroczystość poświęconą rocznicy K o n s t y t u c j i 3 m a ­
j a — połączoną z w i e l k i m pochodem i wiecem ludności. N a uroczystoś­
ci tej okolicznościowe patriotyczne przemówienie wygłosił Wojciech
Adamczak z Gaci — ówczesny student p r a w a na Uniwersytecie Jana
K a z i m i e r z a we L w o w i e .
Drugą z k o l e i organizacją młodzieżową w Gaci było Koło Młodzieży
P o l s k i e j , działające p r z y Małopolskim T o w a r z y s t w i e R o l n i c z y m . Koło
to powstało w Gaci już w 1916 r. i było p i e r w s z y m kołem na terenie
całej G a l i c j i . W 1920 r. Koło Młodzieży wydało z i n i c j a t y w y swego
działacza Tadeusza Brożbara gazetkę p t . " W i c i " , która została powielona
w ilości 40 egzemplarzy. Pod nazwą " W i c i " widniał napis: " Z żywymi
trzeba naprzód iść po życie sięgać n o w e " . Koło Młodzieży w działaniu
s w y m przejawiało wszystkie najlepsze t r a d y c j e prac oświatowych i k u l ­
t u r a l n y c h zapoczątkowanych w e w s i jeszcze w czasie zaborów. W dzia­
łalności swej nie było zresztą odosobnione, gdyż na całym terenie przeworsko-łańcuckim w żywiołowy sposób rozwijał się r u c h młodzieżowy.
K i e d y zaś w r o k u 1928 nastąpiło wyodrębnienie się Związku Młodzieży
Wiejskiej RP " W i c i "
działacze młodzieżowi z Gaci i o k o l i c y w y r a ­
z i l i swoje poparcie dla tej s p r a w y i już w 1929 r. d o p r o w a d z i l i do p o ­
wstania Powiatowego Związku Młodzieży W i e j s k i e j RP " W i c i " w P r z e ­
w o r s k u . D o władz p o w i a t o w y c h Z M W " W i c i " weszli także gacanie —
Tadeusz Brożbar i Władysław Fołta .
2i

25

W długoletniej, bardzo ożywionej działalności Koła Młodzieży w G a ­
ci znalazły wyraźne odbicie wszystkie te treści i f o r m y pracy, j a k i e
w ciągu okresu międzywojennego zdołał wypracować cały r u c h w i c i o -

"

Na

podstawie

informacji

a równocześnie samorodnego
k o p i s oraz

obrazy

oraz

opracowań

o t e m a t y c e drużyniackiej

się w e własnych z b i o r a c h J . Puchały).
*

działacza

ludowego i

m a l a r z a J . Puchały z G a c i : Drużyny

z notatek i opracowań J . Puchały.

przez niego

malowane

wiciowego,

Bartoszowe
—

(rę­

znajdujące

�136

MARIA

BIERNACKA

w y — zwłaszcza w zakresie w y c h o w a n i a nowego pokolenia w s i . Koło
Młodzieży w Gaci należało do przodujących, a sama wieś Gać była t y m
ośrodkiem, gdzie odbywały się różnego rodzaju zebrania, zjazdy i k u r ­
sy młodzieżowe o zasięgu p o w i a t o w y m i wojewódzkim. W Gaci mieś­
cił się sekretariat Z M W " W i c i " na w o j . l w o w s k i e . W Gaci działał rów­
nież w latach 1932-1939 U n i w e r s y t e t L u d o w y Ignacego Solarza dzięki
t e m u właśnie, że w y r o b i o n a społecznie i ideowo młodzież tej w s i i oko­
l i c y zaprosiła Solarzów, by na tej ziemi k o n t y n u o w a l i swą pracę w y ­
chowawczą. Było to w t y m czasie, k i e d y władze zamknęły prowadzony
przez niego U n i w e r s y t e t L u d o w y w Szycach koło K r a k o w a . W i e l k a
ofiarność i dojrzałość społeczeństwa gackiego, j a k i najbliższych okolic
spowodowała, że U n i w e r s y t e t L u d o w y k i e r o w a n y przez Solarza p r o ­
wadził nadal swą działalność choć w bardzo t r u d n y c h w a r u n k a c h l o k a l o ­
w y c h i równocześnie podjął decyzję b u d o w y w czynie społecznym włas­
nego d o m u na tzw. Gackiej Górce.
Wpływ w y c h o w a w c z y U n i w e r s y t e t u Ludowego na środowisko w i e j ­
skie w Polsce okresu międzywojennego znany jest specjalistom z za­
kresu pedagogiki, socjologii w y c h o w a n i a oraz w i e j s k i m działaczom
społecznym, zmierzającym do przebudowy życia społeczno-gospodarcze­
go i duchowego w s i . Wpływ U n i w e r s y t e t u Ludowego w Gaci na środo­
w i s k o miejscowe i najbliższych okolic był również w i e l k i , przede w s z y ­
s t k i m ze względu na bezpośrednią styczność z nieprzeciętną i n d y w i ­
dualnością Ignacego Solarza oraz zespołu jego najbliższych współpra­
cowników.
Chcąc wskazać na najważniejsze r e z u l t a t y działalności oświatowej
prowadzonej w Gaci na przełomie X I X i X X stulecia, a zwłaszcza
w okresie międzywojennym, należy stwierdzić, że były one w i e l o s t r o n ­
ne i według o p i n i i samych Gacan wyraziły się:
— poważnym wzrostem uświadomienia ogólnego całego społeczeństwa
oraz w y s o k i m poziomem i n t e l e k t u a l n y m i w y r o b i e n i e m społecznym
t y c h jednostek, które w życiu ogólnowiejskim i k r a j o w y m z w i e l k i m
zaangażowaniem uczestniczyły,
— p r z o d o w n i c t w e m w s i Gać w działalności gospodarczej, a szczególnie
w społecznej i k u l t u r a l n e j wśród t y c h okolicznych miejscowości,
które nie zdołały u siebie rozwinąć większej aktywności,
— dojrzałością obywatelską społeczeństwa, która nakazywała również
młodzieży w i e j s k i e j brać pełną odpowiedzialność za ogólne s p r a w y
wsi, swojego najbliższego regionu, a także całego k r a j u ,
— postawą patriotyczną ludności, co się szczególnie zaznaczyło w cza­
sie I I w o j n y , k i e d y to p r a w i e cała świadoma część ludności w i e j s k i e j
należała do podziemnego r u c h u ludowego ( S t r o n n i c t w a
Ludowego
" R o c h " , Batalionów Chłopskich i Ludowego Związku K o b i e t ) ,
— poszukiwaniem wartości w e własnej k u l t u r z e , a także coraz szerszym
uczestnictwie w k u l t u r z e ogólnonarodowej,

�OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE

137

PRZEOBRAŻENIA

— znacznym podniesieniem poziomu gospodarowania
w rolnictwie
i h o d o w l i — co było w y n i k i e m czytelnictwa, konkursów przyspo­
sobienia rolniczego, kształcenia młodzieży w szkołach r o l n i c z y c h
męskich i żeńskich, różnego rodzaju doświadczeń gospodarskich i t p . ,
— podnoszeniem poziomu wyposażenia wnętrz mieszkalnych, i c h este­
t y k i , a także osobistej higieny mieszkańców,
— racjonalniejszym sposobem odżywiania się,
— wrażliwością na l u d z k i e nieszczęścia, n p . organizowanie jeszcze przed
wojną, głównie przez młodzież, pomocy dla l u d z i chorych, samotnych
i s t a r y c h , a także organizowanie o p i e k i n a d małymi dziećmi (letnie
dziecince),
— poprawą stosunków międzyludzkich we własnej w s i (zanikały kłót­
nie, bójki) oraz pomiędzy sąsiadującymi z sobą w s i a m i ,
— powstawaniem n o w y c h więzi społecznych, o p a r t y c h nie t y l k o na
pokrewieństwie i sąsiedztwie, ale także wynikających ze wspólnych
ideałów, dążeń i pragnień,
— znacznym podniesieniem r o l i i znaczenia kobiet, które w ogólnym ży­
ciu społeczno-gospodarczym i p o l i t y c z n y m zaczęły uczestniczyć razem
z mężczyznami,
— w y r a s t a n i e m wśród mieszkańców w s i niewątpliwych talentów spo­
łecznikowskich, a r t y s t y c z n o - l i t e r a c k i c h i organizatorskich. Życie w s i
zostało wzbogacone wartościową pracą dla dobra ogółu w i e l u w y ­
b i t n y c h jednostek, a także całych wyróżniających się uzdolnienia­
m i rodzin Brożbarów, Bembnów, Fołtów, Puchałów, Trojnarów i w i e ­
lu innych,
— obudzeniem zainteresowań oraz ofiarności na rzecz spraw p u b l i c z ­
n y c h — ogólnopolskich i ogólnonarodowych. Na t y m t l e rodziły się
nowe i n i c j a t y w y , powstawały nowe instytucje, j a k n p . zaofiarowanie
siedziby dla przeniesionego z Szyc pod K r a k o w e m U n i w e r s y t e t u L u ­
dowego i udział w budowie jego nowego d o m u , zawiązanie Spółdziel­
czej Książnicy Gackiej, zorganizowanie spółdzielni zrzeszającej k o ­
szykarzy, organizowanie czynów społecznych dla b u d o w y d o m u Koła
Młodzieży spółdzielczego i t p .
Ukazanie najważniejszych t y l k o wyników działań oświatowych p r o ­
wadzonych w jednej z najbardziej uspołecznionych w s i w Polsce po­
twierdzają uogólniające sformułowania J . Szczepańskiego, dotyczące
ogólnego procesu wychowawczego, dokonywającego się poprzez różne
f o r m y kształcenia.
"Procesu wychowania
jącej celowo

— pisze on — j a k o działalności i n t e n c j o n a l n e j

osobowość w y c h o w a n k a

kształtu­

według przyjętego ideału w y c h o w a w c z e g o

do­

k o n u j e się więc n i e t y l k o w szkole, ale także w rodzinie, o r g a n i z a c j a c h młodzieżo­
wych,

organizacjach

obywatel

społeczno-politycznych,

w

zakładzie

pracy,

a

ponadto

każdy

w t o k u całego życia, przystosowując się i biorąc udział w działaniu i ży­

c i u różnych

form

aktywności

rowościach, u c z y się, podlega

społecznej, w

różnych i n s t y t u c j a c h , g r u p a c h i z b i o -

w p ł y w o m , które mogą poważnie modyfikować r e z u l -

�138

MARIA

taty

celowego w y c h o w a n i a .

wychowania
wę

Chcąc

więc

celowo

i kształcenia, d l a o p t y m a l i z a c j i

z i c h złożoności, a równocześnie

i

efektywnie

kierować

pracami

i c h w y n i k ó w , t r z e b a zdać sobie

ustalić, chociażby b a r d z o wstępnie,

w a g ę działania każdej z t y c h i n s t y t u c j i

i

BIERNACKA

w osiągnięciu finalnego e f e k t u

spra­

względną

wychowaw­

czego. P o n a d t o t r z e b a przyjąć j a k o tezę oczywistą s t w i e r d z e n i e , że człowiek w
łeczeństwie
wychowania

współczesnym
jest

procesem

jest

ukształtowany

ciągłym

i polityka

i w y c h o w a n i e m n i e może się ograniczać t y l k o

Map™

przez

całe

życie,

oświatowa

że

zatem

kierującą

spo­

proces

kształceniem

do s z k o l n i c t w a " *&gt;.

EepHauica

nPOCBEIUEHME

M

OElUECTBEHHO-KyjlbTypHblE

B ME/KflyBOEHHblft nEPMOfl (HA IIPMMEPE

IlPEOBPA&gt;KEHMiI

flEPEBHH

M3BPAHHOrO OBIUECTBA)

PesiOMe
B He33BHCMMOH nojibiue, B aTMoaJiepe B 0 3 p o * f l e H H o r o B 1918 r. rocyaapcTBa, Bee n p o r p e c CHBHwe C H J I W o 6 m e c T B a CTpeMHjmcb HaBepcTaTb OTCTaBaHHe, B03HHKiuee B o 6 n a c T H n p o c B e i u e HHH H

BOcnmaHHH. B nepBOft Mac™

ceJibCKHx HaiajibHbrx

H

CBOSH

pa6oTM a B T o p npeflCTaBJiseT

npo(J&gt;eccnoHajibHbix

IUKOJI H

n e p T a x pa3BHTHe

B O6UIHX

BHeuiKOJibHoro o 6 y i e H H
H

B

nepaofl

1918-1939 r .

B pecbopiuax H ycoBepmeHCTBOBaHHsx 3 T o r o n e p n o f l a crpeMHJmcb rnaBHWM o 6 p a 3 0 M
poBaTb H c a e n a T b B c e o 6 m e H CHCTeMy uiKOJibHoro o6pa30BaHH» n o Bceii TeppHTopHH

yHH&lt;j)HiiHo6i,eflHHeH-

H o r o n o c n e T p e x pa3aejiOB nojibCKoro r o c y f l a p c T B a . 3 T H nonbiTKH He 6biJiH ocyiuecTBJieHbi B n o n H O M o 6 b e M e BcvrencTBHe npeatae B c e r o SKOHOMHHecKoro nojioaceHHH T o r a a u m e r o
3aTO

n o umpoKOMy

pycjiy

pa3BepHyjiacb BHeuiKonbHaa

npocBeTHTejibHaa

rocyaapcrBa.

H BOcnHTaxe/ibcKaa

jjenxe^bHOCTb, HBJiHBuiaacH nponojiMceHHeM jiyiumx nonbCKHX TpaaHUHfi, B T O M MHCJie o c o 6 e H H o
— npeabmymMX JieT. B 3 T O H fleaTenbHocTH y i a c T B O B a j i a MOJio/ieacb, KOTopaa Hepe3 nocpeflCTBO
AeHTejibHOCTH pa3nnHHbix yipe&gt;KfleHHH H opraHH3aijHH C03flaBajia pa3Hbie C J W P M M
BaHHa. Oco6eHHyio p o n b

B STOT

n e p n o f l c T a n H n r p a T b HapoflHwe ymiBepcHTeTbi

—

caMoo6pa30npocBeTHTejib-

CKHe qeHTpbi, nepeHeceHHbie Ha nojibcicyio n o i B y H 3 CKaHjxHHaBCKHx CTpaH.
Bo B T o p o B naCTH p a 6 o T b i npHBJieKaeTca npHMep npocBeraTejibHOH a e a T e n b H o c T H B aepeBHe
TaHb

6 J I H 3 n u i e a o p c K a (nepeMbrunibCKoe

BoeBoacTBo).

3 T a aepeBHst, o6na.aaiomasi 6 o r a T b i M K

TpaaHUMHMH npOCBeTHTe/lbCKOH fleHTeJIbHOCTH, BOCXOflHmHMH eme B O BTOpOfl noJIOBHHe X I X B . ,
B MeiKflyBoeiiHbifi nepnoa OKa3anacb B a B a H r a p a e nonbCKHX aepeBeHb, ao6HBHinxc5i B 3 T O H a e s T e a b H o c T H saMenaTeJibHwx pesyabTaTOB. Eonbwyio pojib H r p a j i T a K * e pa6oTaiomHH TaM C 1932 r .
CenbCKHfi

yHHBepcHTer OpicaHa, pyKOBOflHMbift

BbiaatoujHMCH

BoenHTaTeJieM

MrHauH

COJIH-

» e M . Bca 3Ta aeareabHOCTb KopeHHbiM o6pa30M cnoco6cTBOBajia ray6oKHM o6inecTBeHHO- yjibK

TypHbiM npeo6pa»ceHHHM T O M ace cpeaw.

Szczepański,

op. cit., s. 44-45.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7359" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7340">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b1d5b38b424e9300288427f4e2fe66b2.pdf</src>
        <authentication>226b916c3d2cc796d8dde01aa76186a8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87856">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1078</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87858">
                <text>1982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87860">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87862">
                <text>Oświata a społeczno-kulturowe przemiany tradycyjnej społeczności wiejskiej od końca XIX w. do odzyskania niepodległości / ETNOGRAFIA POLSKA 1982 t.26 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87864">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1982 t.26 z.2, s.129-180</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87866">
                <text>Biernacka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87869">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87871">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87873">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="87875">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="87878">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X V I , z. 2
P L I S S N 0071-1861

MARIA BIERNACKA

OŚWIATA A SPOŁECZNO-KULTUROWE PRZEMIANY
TRADYCYJNEJ SPOŁECZNOŚCI WIEJSKIEJ
OD KOŃCA X I X W I E K U DO ODZYSKANIA NIEPODLEGŁOŚCI
Problematyka dotycząca roli czynników zewnętrznych w przemia­
nach tradycyjnej społeczności wiejskiej i jej kultury narastała w miarę
rozwoju różnych dyscyplin wiedzy o wsi, a także w miarę usprawniania
i pogłębiania metod badawczych. Początkowa fascynacja kulturą wsi
jako wartością oryginalną, trwałą, niezależną od jakichkolwiek wpływów
z zewnątrz, ustępowała z czasem rzetelnemu poznawaniu naukowemu.
'Znaczenie czynników zewnętrznych w formowaniu się polskiej kultury
ludowej bardzo mocno podkreślał badacz i teoretyk kultury Jan Stani­
sław Bystroń, wykazując różnorodność wpływów przenikających na
wieś poprzez kościoły, dwory, miasta, a także ruchy migracyjne. W k r ę ­
gu zwolenników tzw. „czystości" i „samorodności" kultury chłopskiej
teoria ta wywoływała zastrzeżenia, a nawet sprzeciwy. Obecnie, kiedy
aktualną rzeczywistość kulturową traktujemy jako ogniwo ogólnego
procesu historycznego, badanie przemian kulturowych należy do podsta­
wowych zadań stojących także przed etnografami i historykami k u l ­
tury.
Wśród wielu czynników warunkujących kierunek przemian społecz­
no-kulturowych na polskiej wsi w ciągu ostatniego stulecia niezwykle
ważna rola przypada oświacie. Utrata niepodległości państwowej spo­
wodowała, że naród polski, żyjąc prawie półtora wieku w ramach trzech
odrębnych organizmów państwowych, nie mógł kształtować i rozwijać
jednolitego, na wysokim poziomie postawionego ogólnokrajowego syste­
mu oświaty i wychowania. Stan ówczesnego zróżnicowania naszego kra­
j u spowodowany rozbiorami pogłębiała jeszcze różnorodność etnicznonarodowościowa, wyznaniowa oraz społeczno-kułturowa. Zrozumiałe jest,
że prowadzenie w tych warunkach działalności oświatowej na obszarze
polskich ziem napotykało duże trudności. Społeczeństwo polskie w tym
okresie podlegało zarówno wpływom oficjalnej oświaty szkolnej, jak
i wpływom różnorodnych form tajnego kształcenia i tajnej działalności
społeczno-kulturalnej prowadzonej przez polskich patriotów na obszarze
ziem dawnej Rzeczypospolitej.
Э — E t n o g r a f i a P o l s k a , t. 2П 2

�130

MARIA

BIERNACKA

Wielkie zapóźnienia, jakie jeszcze pod koniec X I X i na początku
X X w. występowały w poziomie wykształcenia wśród ludności wiejskiej
wszystkich ziem polskich, zwłaszcza ziem zaboru rosyjskiego, nie tylko
hamowały i opóźniały, ale w niektórych środowiskach wręcz uniemożli­
wiały prowadzenie szerokiej działalności uświadamiającej i niepodległoś­
ciowej. Wskutek tego wszystkie działania gospodarcze, społeczne i k u l ­
turalne inicjowane i prowadzone wśród chłopów przez działaczy patrio­
tycznych łączone były w sposób umiejętny z poczynaniami oświatowymi,
uświadamiającymi narodowo i społecznie.
W związku z t y m koniec X I X i pierwsze dziesięciolecia X X w. stały
się okresem intensywnego budzenia się wśród warstwy chłopskiej świa­
domości społecznej i narodowej, a t y m samym narastania i utrwalania
się wśród tej warstwy poczucia obywatelskiego — podejmowania współ­
odpowiedzialności za losy zarówno własnych środowisk, jak i całego
kraju. W okresie tym rozpoczął się proces emancypacji całej warstwy
chłopskiej w Polsce, zaczęło się kształtować nowe oblicze jej osobowo­
ści.
Potwierdzenie tego znajdujemy w najnowszych badaniach dotyczą­
cych tamtego okresu. Stwierdza to B. Suchodolski w swych rozważa­
niach dotyczących wpływu nauki na upowszechnianie w społeczeństwie
polskim oświaty: „Zarówno dzieje towarzystw naukowych, jak dzieje
różnorodnych placówek mających wspomagać działalność naukową, wska­
zują na bardzo ścisłe więzi między nauką i społeczeństwem w Polsce
X I X wieku". Kontynuując swą myśl pisze dalej, że nie było wówczas
ostrych granic między ludźmi nauki i miłośnikami nauki, między dzia­
łalnością badawczą i działalnością upowszechniającą, gdyż oba te zada­
nia „splatały się w organizacji i aktywności towarzystw naukowych,
jak biblioteki i muzea, będąc warsztatami pracy badawczej, stawały się
równocześnie ogniskami publicznego oświecenia. Chodziło zawsze o to,
by nauka mogła uzyskać wpływ na rozszerzenie i upowszechnienie
oświaty w narodzie — jak to sformułowano w statucie Towarzystwa
Naukowego Krakowskiego w roku 1848" .
Zdaniem Suchodolskiego tendencja ta była zgodna z tradycjami Pol­
ski oświecenia, „w której odrodzenie nauk następowało równocześnie ze
wzrostem ich społecznego znaczenia". W tradycji tej zaś poważną rolę
odgrywały trzy główne elementy: nauka jako czynnik narodowego od­
rodzenia i patriotyzmu, nauka jako czynnik gospodarczego i społecznego
postępu oraz nauka jako oręż najbardziej skuteczny w walce antyfeudalnej.
Społeczeństwo polskie wieku X I X „przyjęło to wielorakie dziedzi­
ctwo rozwijając je w nowych warunkach politycznego życia w sposób,
na jaki ono pozwalało i którego wymagało. Działalność popularyzująca
1

1

B . S u c h o d o l s k i , Nauka, [w.] Polska X I X wieku.
stwo, kultura, Warszawa 1977, s. 421-422.

Państwo,

społeczeń­

�OŚWIATA A PRZEMIANY SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

131

naukę bywała czasami i częściowo jawna, niekiedy musiała zstępować
w podziemie" . W działalności tej istniało swoiste sprzężenie zwrotne
polegające na tym, że nauka miała służyć społeczeństwu swymi osiąg­
nięciami, a zapotrzebowanie społeczne miało nadawać kierunek dalszym
poszukiwaniom naukowo-badawczym.
Rezultatem tak prowadzonej działalności w końcu X I X i na początku
X X w. było zjawisko nagłego i powszechnego rozkwitu nauki polskiej.
W okresie t y m nauka polska „stała się pełnoprawnym partnerem nauki
światowej, uczestnicząc twórczo w jej rozwoju, a nie tylko przejmując
osiągane gdzie indziej w y n i k i " . Dzięki temu także nauka polska tych
czasów staje się już właściwie naszą nauką współczesną .
Kończąc swoje rozważania autor stwierdza jednak, że nie dysponuje­
my niestety badaniami informującymi o wpływie tego wielkiego roz­
woju nauki na przemiany polskiej kultury umysłowej. Brak jest r ó w ­
nież pełnego wyjaśnienia, jakie były czynniki sprawcze tego niezwykłe­
go rozwoju nauki i jej upowszechniającego oddziaływania poprzez pla­
cówki naukowe. Niewątpliwie ważną rolę odegrało w t y m procesie zła­
godzenia polityki zaborców zwłaszcza w zaborze austriackim, a także
natężenie ruchów społecznych — emancypacyjnych warstwy chłopskiej
i powstawania proletariatu. Jednakże dopiero szczegółowe badania mo­
gą ukazać cały zespół przyczyn, które doprowadziły naukę polską z koń­
ca X I X i początków X X w. do takiego rozkwitu. Dalsze badania mogą
również wyjaśnić skutki tego rozwoju w różnych dziedzinach życia
ówczesnego społeczeństwa. Ale już obecnie można stwierdzić, że prze­
miany te najwyraźniej zaznaczyły się we wzroście świadomości społecz­
nej narodu polskiego .
2

3

4

Punktem wyjścia do badań nad rozwojem oświaty i jej roli w prze­
mianach społeczno-kulturowych polskiej wsi był przełom X I X i X X w.
Proces ten śledzono na przestrzeni około stu lat, a zatem w różnych
okresach historycznych naszego kraju, co w sposób szczególny zaciążyło
na charakterze dokonujących się przemian. W badaniach dotyczących
tego problemu uwzględniono więc: okres zaborów, dwudziestolecie Polski
niepodległej (1918-1939), lata okupacji niemieckiej (1939-1945) oraz
współczesne czasy Polski Ludowej.
Przedstawione tu opracowanie stanowi fragment większej całości
i dotyczy wyłącznie okresu od końca X I X w. do odzyskania niepodle­
głości w 1918 r.
2

Tamże, s. 422-423.
Tamże, s. 460.
Tamże, . 460-461. Por. także: K . W o j c i e c h o w s k i , Oświata ludowa 1863Í905 w Królestwie
Polskim i Galicji, Wroclaw 1954; H . R a d l i ń s k a ,
Oświata
i kultura wsi polskiej. Wybór
pism, Warszawa 1979, Studia z dziejów
oświaty
i kultury umysłowej
w Polsce XVIU-XX
w., Wroclaw 1977; S. P i g o ń , Na dro­
gach kultury ludowej. Rozprawy i Studia, Warszawa 1974.
3

4

s

�132

MARIA

BIERNACKA

W pracy nad całością opracowania korzystano z literatury przed­
miotu oraz etnograficznego materiału terenowego, zgromadzonego w la­
tach 1976-1979 w miejscowościach położonych na obszarze dawnych
trzech zaborów, a mianowicie we wsiach: Gaci koło Przeworska, Turo­
wie koło Radzynia Podlaskiego oraz w Radoszkach koło Brodnicy.
SZKOLNICTWO LUDOWE

Do szczególnych cech szkolnictwa ludowego, istniejącego w warun­
kach utraty niepodległości i rozbicia dzielnicowego kraju, zaliczają h i ­
storycy niski poziom nauczania oraz tendencje wynaradawiające w y ­
stępujące najwyraźniej w zaborze pruskim i rosyjskim. Mirosława Chamcówna w swym studium na temat rozwoju szkolnictwa i oświaty ludo­
wej w dobie porozbiorowej stwierdza, że dzieje te na terenie zaboru
pruskiego można podzielić na dwa okresy: pierwszy, w którym pomimo
licznych prób germanizacyjnych panował w szkolnictwie język polski,
i okres następny — trwający od lat siedemdziesiątych X I X w. do końca
I wojny światowej — okres bezwzględnej germanizacji.
Pruska polityka szkolna, zwłaszcza w pierwszym okresie zaborów,
nie była jednolita dla wszystkich ziem zamieszkanych przez Polaków,
przy czym najłagodniejsze cechy wykazywała w Wielkim Księstwie Po­
znańskim. Kiedy po Kongresie Wiedeńskim zaistniały warunki sprzyja­
jące rozwojowi „oświaty ludu", znalazło to odbicie w polityce szkolnej.
Przede wszystkim rosła szybko liczba szkół elementarnych na wsi. Po­
ziom tych szkółek był jednak na ogół niski. Brakowało odpowiednich
budynków szkolnych, pomocy naukowych, a przede wszystkim wykwa­
lifikowanych nauczycieli. Ówczesna wieś, nie odczuwając jeszcze w peł­
ni potrzeby oświaty, mało interesowała się sprawami szkoły, co wyra­
żało się w słabej frekwencji uczniów oraz w niechętnym płaceniu skła­
dek na rzecz szkoły.
Pod względem frekwencji znacznie lepiej przedstawiała się sytuacja
na Dolnym Śląsku, gdzie już w czwartym dziesięcioleciu X I X w. do
szkoły uczęszczało 80°/n dzieci, podczas gdy w regencji poznańskiej 66%,
a w bydgoskiej 54%. Potwierdza to stan analfabetyzmu wśród rekru­
tów, który w 1841 r. wynosił w Księstwie Poznańskim 4 1 % , a na Dol­
nym Śląsku 1,23%. W t y m czasie na Warmii i w Prusach Wschodnich
panowała atmosfera sprzyjająca utrzymywaniu się języka polskiego
głównie tam, gdzie większość ludności stanowili Polacy. Brak nauczycieli
niemieckich ze znajomością języka polskiego powodował, że język pol­
ski utrzymywał się wbrew zarządzeniom nie tylko w szkołach, ale na­
wet w kościołach protestanckich.
Charakteryzując najogólniej stan wiejskiego szkolnictwa na ziemiach
zaboru pruskiego należy stwierdzić, że do lat siedemdziesiątych X I X w.
przedstawiał się on lepiej aniżeli w Galicji i w Królestwie Polskim po

�OŚWIATA A PRZEMIANY SPOŁECZNOŚCI

133

WIEJSKIEJ

1832 r. Cechował go stosunkowo wysoki stopień upowszechnienia szko­
ły, niezła sytuacja materialna nauczycieli, powolna poprawa w wyposa­
żeniu szkół i budynków szkolnych oraz praktyczna możliwość stoso­
wania w nauczaniu elementarnym języka polskiego. Sytuacja ta zmie­
niła się gruntownie w latach 1873-1918, kiedy na obszarze całego za­
boru pruskiego podjęto w szkolnictwie akcję germanizacyjną. Wywołało
to oburzenie oraz spowodowało ostry protest społeczeństwa polskiego.
Grupy szlacheckich demokratów i inteligencji wysunęły wówczas pro­
gram działalności zmierzającej do budzenia i utrwalania świadomości
narodowej całego społeczeństwa, w t y m także warstwy chłopskiej .
Szkolnictwo wiejskie w zaborze austriackim odbiegało znacznie od
systemów szkolnych obowiązujących na obszarach zaboru pruskiego i ro­
syjskiego przede wszystkim ze względu na autonomię polityczną tego
kraju. Cechą szczególną szkoły polskiej w Galicji było to, że została
wprzęgnięta w służbę ideologii grup szlachecko-konserwatywnych i t y m
samym odrywała się od zadań i funkcji społecznych. Będąc w pewnym
sensie instytucją zamkniętą, nie wiązała się przez długi okres z ruchami
społeczno-narodowymi, a także nie podlegała zmianom dokonującym się
pod wpływem intensywnych przemian zachodzących w dziedzinie nau­
k i i techniki. R. Wroczyński stwierdza, że wielkie dyskusje na temat
pracy od podstaw, realnego przygotowania do życia, upowszechnienia
wiedzy, dźwigania poziomu kultury powszechnej, nowych form kształ­
cenia kobiet — zapalające entuzjastów w Warszawie — obce były przez
długi czas zaborowi austriackiemu .
Program galicyjskiej szkoły wiejskiej kładł główny nacisk na przy­
swojenie sobie przez ucznia nauki czytania, pisania, a ponadto na stro­
nę praktyczną, przygotowującą go do życia na wsi. Językiem wykłado­
w y m w szkołach wiejskich był polski w Galicji Zachodniej oraz polski
lub ruski w Galicji Wschodniej. Słabą stroną szkolnictwa wiejskiego
były oddzielne programy, utrudniające młodzieży przepływ do szkół
średnich, a także skostniałe typy szkół — 1- i 2-klasowych o czterech
oddziałach oraz 3- i 4-klasowych o sześciu oddziałach. Szkoły wyżej
zorganizowane 5-, 6- i 7-klasowe przewidziane były dla miast i mia­
steczek przemysłowo-kupieckich. Przy szkołach wiejskich lub małomia­
steczkowych organizowano także od 1895 r. kursy nauki dopełniającej:
dla chłopców o charakterze rolniczo-przemysłowym, dla dziewcząt z za­
kresu gospodarstwa domowego. Zadaniem dodatkowym tych kursów
było utrwalanie wiedzy zdobytej przez uczniów w trakcie nauki szkol­
nej. Przewidywano ponadto zorganizowanie w każdym powiecie przy­
najmniej jednej szkoły z rozszerzoną nauką rolniczą.
5

6

E

M. С h a m с ó w n a, Szkolnictwo
i oświata
ludowa w dobie
porozbiorowej,
[w:] Historia chłopów, t. 2, Warszawa 1972, s. 568-587.
R. W r o c z y ń s k i , Programy
oświatowe
pozytywizmu
w Polsce na tle
społecznym
i gospodarczym, Łódź 1949, s. 144.
6

�134

MARIA

BIERNACKA

Cechą szczególną ludowego szkolnictwa galicyjskiego było przede
wszystkim to, że ukończenie szkoły ludowej nie dawało szans przejścia
do szkół wyższych. Wyrażał się w tym stosunek zachowawczego ziemiaństwa do wsi i spraw oświatowych. Określał to na Sejmie Krajo­
w y m w 1887 r. hr. Jan Stadnicki: „My, którzy dbamy o wychowanie
ludu złączonego z nami od wieków, wolimy zakładać skromne ochronki
pod kierownictwem prostych sióstr służebniczek, niż mieć u siebie szko­
ły ludowe pospolite, obawiając się trucizny, które one w dzieciach wiej­
skich zaszczepiają" .
W końcu X I X w. system galicyjskiego szkolnictwa nastawiony został
na walkę z analfabetyzmem, wyrazem czego było znaczne zagęszczenie
sieci szkolnictwa ludowego. W roku 1889/1890 było w Galicji 3329 szkół,
a w 1900/1901 r. już 4323 — czyli że w ciągu 11 lat liczba ich wzrosła
o 994. Dążono ponadto do podnoszenia kwalifikacji nauczycielskich, do
wznoszenia nowych budynków szkolnych oraz uruchomiania szkół ist­
niejących tylko formalnie.
Mimo że akcja walki z analfabetyzmem na wsi galicyjskiej przyno­
siła duże rezultaty, jednak niezwykle ciężkie warunki, w jakich żyła
ówczesna wieś, sprawiały, że w 1900 r. jeszcze 41,3% dzieci nie po­
bierało nauki szkolnej, a 55,2% młodzieży nie uczęszczało na kursy do­
pełniające. Szczególnie wysokie natężenie analfabetyzmu występowało
wśród dzieci i młodzieży narodowości ruskiej, co wynikało nie tyle
z braku szkół, ile z nierespektowania praw językowych przysługujących
tej ludności. Większy analfabetyzm wśród ludności ruskiej miał jeszcze
swoje dodatkowe przyczyny w braku szkół parafialnych (które w okre­
sach wcześniejszych rozwijały się tylko przy kościołach rzymsko-katolic­
kich) oraz w małych możliwościach dalszego kształcenia się młodzieży
w szkołach średnich.
Zmniejszenie się analfabetyzmu wśród ludności polskiej, zwłaszcza
młodzieży w wieku 12-21 lat, osiągnięte zostało w dużym stopniu dzięki
działalności organizacji oświatowych oraz narastaniu zrozumienia zna­
czenia nauki wśród samej młodzieży. Wyrazem zainteresowania ludno­
ści wiejskiej rozwojem oświaty na przełomie X I X i X X w. było np.
samorzutne organizowanie zimowych szkółek na terenach, gdzie najbar­
dziej odczuwano braki w tym zakresie. Tak np. w b. pow. żywieckim,
gdzie na 71 gmin wiejskich aż 31 nie posiadało szkół, ludność wiejska
utrzymywała własnym kosztem 50 szkółek zimowych, z których korzy­
stało ponad 4000 dzieci. Świadczyło to o narastaniu zasadniczych zmian
w postawach chłopów galicyjskich, a zwłaszcza w kształtowaniu się ich
stosunku do oświaty . I podobnie jak w zaborze rosyjskim i pruskim,
wielką rolę w tych zmianach odegrały na wsi galicyjskiej szkoły ludo7

8

7

8

Tamże, s. 144-145.
С h a m с ó w n a, op. cit., s. 596-599.

�OŚWIATA A P R Z E M I A N Y SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

135

we i nauczyciele wiejscy, kształceni od 1871 r. w seminariach nauczy­
cielskich. Oni to właśnie, nauczyciele wiejscy, przyczynili się w znacz­
nym stopniu do powstania drugiego, pozaszkolnego nurtu krzewienia
oświaty wśród dorosłych, którego rezultaty zaznaczyły się tak wyraźnie
na wielu odcinkach życia wiejskiego.
Szkolnictwo wiejskie w Królestwie Polskim z dawniejszym podzia­
łem na szkoły jednoklasowe i dwuklasowe zreformowane zostało w 1864
r. ukazem cara Aleksandra I I , na mocy którego powstały szkoły po­
czątkowo wioskowe i gminne. Szkoły te pozostawały na utrzymaniu
samorządów wiejskich, co dotyczyło zarówno nauczycieli, jak i budyn­
ków szkolnych. W zamian za to wieś uzyskała prawo wyboru własnych
kandydatów na nauczycieli, którzy byli następnie zatwierdzani przez na­
czelników dyrekcji naukowych. Zróżnicowanie narodowościowe i wyzna­
niowe ludności Królestwa Polskiego stwarzało także podstawy do zakła­
dania szkół mniejszościowych z własnym językiem narodowym.
Ten stosunkowo liberalny ukaz carski wydany bezpośrednio po Po­
wstaniu Styczniowym został jednakże podważony przez ustawę z 1885 r.
oraz wcześniej jeszcze wydaną instrukcję szkolną. Nowe ustawy i za­
rządzenia wprowadzały w szkołach język rosyjski, znosiły prawo samo­
rządu do wybierania kandydatów na nauczycieli, utrudniały prowadze­
nie religii przez katechetów rzymskokatolickich, co w konsekwencji
prowadziło do rusyfikacji szkolnictwa. Proces ten rozpoczął się jeszcze
przed 1885 r. — na Podlasiu w 1867 г., w innych zaś miejscowościach
w 1870 r. i nieco później . Dodać także należy, że na terenach wschod­
nich Królestwa sieć szkół rządowych nie była jednakowa; gdzie miesz­
kali unici, sieć szkół była gęstsza, gdzie zaś sami Polacy — znacznie
rzadsza.
W miarę postępującej rusyfikacji szkolnictwa powstawały na terenie
miast, później także na wsi, szkoły prywatne o charakterze legalnym.
Szkoły te, organizowane w latach siedemdziesiątych sporadycznie, naj­
większy przyrost osiągnęły w ostatnich latach X I X w. Interesujące było
także, że w miarę jak spadała frekwencja uczniów w szkołach rządo­
wych, wzrastała ona w prywatnych. Początkowo były to przeważnie
szkoły żeńskie, z czasem jednak zamieniały się na koedukacyjne. Na
skutek akcji rusyfikacyjnej zaznaczył się również spadek frekwencji
uczniów w szkołach wiejskich, zwłaszcza dziewcząt, którym — według
zdania rodziców — znajomość języka rosyjskiego nie była potrzebna .
Rusyfikatorska polityka władz carskich doprowadziła w rezultacie
do powstania tajnego nauczania również na terenie wsi. Akcja ta roz­
poczęta już w siódmym dziesięcioleciu X I X w. miała charakter samo9

10

9

H . B r o d o w s k a , Ruch chłopski
po uwłaszczeniu
1864-1904, Warszawa 1967, s. 219-221; S. K o t , Historia
1924, s. 603-606.
B r o d o w s k a , op. cit., s. 221-222.
10

w Królestwie
Polskim
wychowania, Warszawa

�136

MARIA

BIERNACKA

rzutny. H. Brodowska wyróżnia 3 typy tajnych wiejskich szkół: a) „szkół­
k i " organizowane dla dzieci chłopskich przez ich rodziców, b) „szkółki"
organizowane przy dworach dla dzieci właścicieli i służby dworskiej,
c) „szkółki" parafialne. Jak wynika z badań, młodzież wiejska częściej
korzystała z nauki w szkółkach parafialnych, w znikomym natomiast
procencie uczęszczała do szkółek przydworskich, co spowodowane było
obustronną nieufnością obu warstw społecznych.
Skład nauczycieli tajnych szkółek był różnorodny. Jak wykazały
badania H. Brodowskiej, wśród ogólnej liczby 334 osób oskarżonych
o tajne nauczanie dzieci w latach 1870-1904 na terenie guberni kielec­
kiej, lubelskiej, piotrkowskiej, radomskiej i siedleckiej było 77 kobiet,
w tym 24 chłopki (matki wraz z córkami), jedna nauczycielka (wydalo­
na ze szkoły rządowej), a ponadto żony rzemieślników, robotników,
oficjalistów dworskich, żołnierzy, podoficerów oraz jedna właścicielka
dworu ze swymi córkami. Wśród 257 mężczyzn oskarżonych o nielegal­
ne nauczanie było 104 chłopów (stałych mieszkańców wsi), 96 mężczyzn
bez bliższych danych o ich pochodzeniu i przygotowaniu, a także: orga­
niści, żołnierze i podoficerowie rezerwy, oficjaliści dworscy, pisarze
gminni, Żydzi (z guberni siedleckiej) oraz pojedynczo występujący —
sołtys z synem, wójt, młynarz i były uczestnik Powstania Styczniowe­
go . Materiały pochodzące z innych źródeł, zwłaszcza o charakterze
pamiętnikarskim, a także zbierane podczas etnograficznych badań tere­
nowych, niejednokrotnie jeszcze poszerzają ten tak bardzo różnorodny
skład tajnych nauczycieli wiejskich tamtego okresu.
11

Można się domyślać, że ruch tajnego nauczania na wsi, będący re­
akcją na carską politykę rusyfikatorską, przyciągał do tej działalności
inteligencję, w tym także pochodzenia chłopskiego, wykształconą przede
wszystkim w seminariach nauczycielskich. Wychowankowie tych placó­
wek szli do pracy na wieś w celu upowszechniania wśród chłopów
oświaty i wychowania w duchu patriotycznym.
Poziom nauczania w tajnych szkołach zaboru rosyjskiego był na ogół
niski i nie odpowiadał wymogom i potrzebom ówczesnej, budzącej się
do nowego życia wsi. W tej sytuacji szkolnictwo ludowe nie było w sta­
nie zapobiec w sposób skuteczny pladze analfabetyzmu, którego roz­
miary były przerażające. Tak np. Joanna Landy-Tołwińska podaje, że
na przełomie X I X i X X w. było w Królestwie Polskim 993 000 dzieci
w wieku szkolnym, z czego do szkół uczęszczało 177 000, czyli zaledwie
17%. W przededniu rewolucji 1905 r. Królestwo Polskie liczyło ok. 10
milionów ludności, w tym ok. 8 milionów niepiśmiennych. W tym czasie
Galicję zamieszkiwało ponad 7 milionów ludności, wśród której znajdo­
wały się przeszło 3 miliony analfabetów .
12

11

Tamże, s. 235.
J Landy-Tołwińska,
szawa 1961, s. 50-51.
1 2

Analfabetyzm

w

Polsce

i

w

świecie,

War­

�OŚWIATA A PRZEMIANY SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

137

Ruch tajnego nauczania był z jednej strony protestem przeciwko
rusyfikatorskim zapędom zaborcy, z drugiej zaś wyrazem nowych dą­
żeń i ambicji warstwy chłopskiej,- pragnącej uczyć swe dzieci, a nie­
rzadko także dorosłych. „Ruch ten •— jak pisze H . Brodowska — któ­
rego, niestety, rozmiarów ustalić nie można, wyrażał aspiracje kultural­
ne, świadomość ogólną i narodową chłopów" .
Mimo szeregu inicjatyw podejmowanych na terenie Królestwa
w sprawie rozwoju szkolnictwa ludowego (oprócz szkółek polskich ist­
niały szkółki litewskie, niemieckie i najbardziej popierane przez władze
carskie szkółki rosyjskie, przeznaczone dla ludności unickiej) liczba szkół
wprawdzie wzrastała, ale nieproporcjonalnie do przyrostu ludności. Jak
wykazują dane statystyczne, w 1879 r. na jedną szkołę początkową
przypadało 1993,1 mieszkańców, w 1899 r. — 2679,5, a w początkach
X X w. aż 3000 mieszkańców. W rezultacie w 1904 r. na 1000 mieszkań­
ców wsi przypadało zaledwie 32 uczniów, co stawiało Królestwo nie tylko
w tyle za zacofaną pod względem oświatowym Galicją, ale także za
Rosją europejską i innymi azjatyckimi prowincjami rosyjskiego impe­
rium .
13

14

SZKOLNICTWO ZAWODOWE

S. Michalkiewicz omawiając drogi postępu w rolnictwie na obszarze
zaboru pruskiego stwierdza, że istotnymi czynnikami tego postępu był
rozwój nowoczesnej wiedzy i nauki, a także rozwój teorii racjonalnego
gospodarowania, które w drugiej połowie X I X w. przenikały nie tylko
do gospodarstw ziemiańskich, ale także chłopskich. Postępowi temu to­
warzyszył wczesny rozwój fachowego piśmiennictwa, szkół zawodowych,
a także towarzystw rolniczo-gospodarczych. Już w latach 1836-1845 ks.
Borowicz wydawał w Lesznie czasopismo „Przewodnik Rolniczo-Prze­
mysłowy", w Pszczynie na Śląsku zaś wydawano dla chłopów „Tygod­
nik Polski". Ponadto w okresie Wiosny Ludów wychodziły różne pisma
przeznaczone dla wsi, m.in. „Dziennik Górnośląski", „Gazeta Wiejska dla
Górnego Śląska", a także „Przyjaciel Ludu", wydawany w języku pol­
skim. Pisma te miały różny charakter, niektóre z nich, jak np. „Gazeta
Wiejska dla Górnego Śląska", była reakcyjna i służyła także pruskiej
reakcji .
Ważną rolę w propagowaniu wiedzy rolniczej odgrywały towarzystwa
rolnicze, jak np. Centralne Towarzystwo Gospodarcze. Towarzystwa te
jednak do lat sześćdziesiątych X I X w. służyły głównie ziemiaństwu,
sprawa gospodarki chłopskiej natomiast „albo nie mieściła się zupełnie
w programach i pracy towarzystw, albo była spychana w praktyce na
1S

1 3

1 4

15

B r o d o w s k a , op. cit., s. 264.
С h a m с ó w n a, op. cit., s. 618.
Historia chłopów polskich, t. 2, Warszawa 1972, s. 135.

�138

MARIA

BIERNACKA

16

poślednie miejsce" . Ale już od lat sześćdziesiątych zaczynają krzewić
się organizacje chłopskie, które odegrały ważną rolę w propagowaniu
nowoczesnej wiedzy rolniczej. Należało do nich Towarzystwo Rolnicze
Ziemi Kaszubskiej z siedzibą w Kościerzynie i Towarzystwo w Piasecz­
nie na terenie Pomorza. Towarzystwo w Piasecznie, pisze Michalkiewicz,
„cieszyło się szerokim rozgłosem i dzięki dużej przedsiębiorczości kie­
rownictwa zdobyło tak powszechne uznanie, że zjeżdżali tu nawet z od­
ległych okolic Wielkopolski i Galicji". Towarzystwo to było inicjatorem
pierwszej w Polsce Spółki Pożyczkowej i Kasy Oszczędności (założo­
nych w 1864 г.), powołało do życia Towarzystwo Gospodyń oraz założy­
ło szkółkę rolniczą. W latach 1867-1869 wydawało pismo „Piast", które
było uważane za przewodnik dla innych towarzystw oraz powstających
kółek rolniczych .
11

Dalszą niezwykle ważną rolę w rozwoju kształcenia zawodowego
chłopów odegrała spółdzielczość oraz kółka rolnicze. Na rozwój tych
instytucji poważny wpływ wywarła działalność wybitnych Polaków —
zwolenników pracy organicznej, jak Karol Marcinkowski, Dezydery
Chłapowski, Karol Libelt, Maksymilian Jackowski oraz ks. Piotr Wa­
wrzyniak. Do propagowania spółdzielczości przyczyniała się również
prasa. Spółdzielczość była zróżnicowana, z powodu licznych form naj­
większym uznaniem cieszyły się oszczędnościowo-pożyczkowe spółdziel­
nie rolnicze, spółdzielnie spożywców (tzw. konsumy) oraz spółdzielnie
budowlano-mieszkaniowe. W okresie wzmagającego się nacisku germanizacyjnego (1885-1914) ludność polska podjęła walkę samoobronną,
działając na wszystkich polach życia społecznego. Powstają wówczas
takie instytucje, jak Bank Włościański, spółki parcelacyjne, spółki dre­
narskie, spółdzielnie chłopskie „Rolnik".
Doniosłą rolę w rozwoju wsi zaboru pruskiego odegrały także kółka
rolnicze, które działały przez długi okres (pierwsze powstało w 1866 r.
z inicjatywy chłopa Dionizego Stasiaka w Dolsku — w Wielkopolsce)
bez formalnego związku, jedynie na podstawie jednakowych statutów,
podobnych metod pracy oraz patronatu jednej osoby, która wywodziła
się zawsze ze środowiska ziemiańskiego (chłopów dopuszczano do preze­
sur w powiatach). Dopiero w 1911 r. utworzony został Związek Kółek
Rolniczych, a jego organem prasowym stał się „Poradnik Gospodarski"
wydawany od 1889 r.
Działalność kółek rolniczych była według Michalkiewicza dość jedno­
stronna i ograniczała się wyłącznie do gospodarzy, nie obejmowała
swym zasięgiem całej wsi.
„Szerzyła ideał chłopa patrioty, w myś] zawołania Krasińskiego «z polską
szlachtą polski lud,,. Obok w y k ł a d ó w ziemian i księży, ale pod ich patronatem,
w y s t ę p o w a l i też z referatami chłopi. I oni jednak przemawiali w duchu solidary16

17

Tamże,
Tamże,

s. 139.
s. 140.

�OŚWIATA A PRZEMIANY SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

139

stycznym [...] Mimo swego konserwatyzmu, narzuconego przez patriotów i zbyt
jednostronnej działalności, ograniczonej do w ą s k o pojętej pracy o ś w i a t o w o - z a w o d o wej, kółka odgrywały istotną rolę w życiu wsi, były bowiem niejednokrotnie pio­
nierami postępu i nowoczesnego rolnictwa. Właśnie dzięki temu szerzyło się czy­
telnictwo popularnych broszur typu podręcznikowego oraz czasopism zawodowych,
a niekiedy, zwłaszcza pod koniec X I X w., także politycznych czasopism. Kółka rol­
nicze miały tu zresztą sprzymierzeńca w postaci Towarzystwa Czytelni Ludo­
wych [...] Z narodowego punktu widzenia — kończy swoje na ten temat rozważa­
nia Michalkiewicz — nieobojętne było również to, że kółka rolnicze przyczyniały
się do podnoszenia świadomości narodowej, co było istotne z uwagi na politykę
germanizacyjną" .
18

Słaby rozwój wiedzy rolniczej w zaborze austriackim uwarunkowa­
ny był przede wszystkim niskim poziomem wiedzy ogólnej. Wiedza rol­
nicza, jak pisze S. Inglot, dostosowana była do potrzeb klasy obszarniczej i miała głównie na celu „ulepszenie form gospodarowania w rol­
nictwie i zwiększenie dochodów z folwarku przez umiejętniejszą eks­
ploatację siły roboczej i taki charakter zachowała też nadal po wejściu
w okres kapitalizmu. Z trudem i powoli torowała sobie drogę od dru­
giej połowy X I X w. szersza akcja oświatowo-rolnicza biorąca pod uwa­
gę również interesy chłopów" . Zmiany te następowały powoli, a do
ich powstania przyczyniła się w znacznym stopniu działalność samych
chłopów zorganizowanych w Stronnictwie Ludowym.
Działające towarzystwa — Galicyjskie Towarzystwo Gospodarskie
we Lwowie i Krakowskie Towarzystwo Rolnicze prowadziły trzy głów­
ne i różnorodne akcje: krzewienie wiedzy rolniczej, działalność politycz­
no-ekonomiczną oraz administracyjno-agrarną. W ramach krzewienia
wiedzy rolniczej zakładano wzorcowe gospodarstwa, urządzano odczyty
i posiedzenia naukowe, ustalano stypendia dla uczącej się młodzieży,
prowadzono kursy dokształcające, wprowadzano nawozy sztuczne, or­
ganizowano wystawy płodów rolnych, inwentarza żywego, najnowszych
maszyn i narzędzi rolniczych, a także zakładano szkoły rolnicze. Dzia­
łalność tych towarzystw nabrała większego znaczenia dla chłopów po
roku 1867, kiedy następowała ich decentralizacja i powstały towarzy­
stwa prowincjonalne, okręgowe i powiatowe. W okresie autonomii część
zadań towarzystw przejął Wydział Krajowy. Obok galicyjskich kółek
rolniczych, które miały na celu szerzenie wiedzy rolniczej, powstawały
także towarzystwa o charakterze specjalistycznym, jak: leśne, ogrod­
nicze, pszczelarskie, rybackie, łowieckie i inne — pracujące w intere­
sie zrzeszonych w nim członków.
19

Od drugiej połowy X I X w. rozwija się także szkolnictwo rolnicze
na poziomie średnim (Czernichów, 1856 r.) i wyższym (Dublany, 1878 r.
oraz Studium Rolnicze w Uniwersytecie Jagiellońskim, 1890 г.), a na­
stępnie także zawodowe szkoły rolnicze dla chłopów (Horodenka i Ja18

19

Tamże,
Tamże,

s. 147.
s. 273.

�140

MARIA

BIERNACKA

gielnica, 1885 г.; Kobernice, 1886 r.; Bereźnica, 1896 r.; Suchodół, 1898 г.,
i Miłocin, 1906 г.). Uczniowie niższych szkół rolniczych rzadko jed­
nak wracali na swe gospodarstwa (11%&gt; w latach 1887-1908), gdyż reszta
zatrudniała się przeważnie w charakterze niższych oficjalistów folwarcz­
nych. S. Inglot stwierdza nawet, że w szerzeniu oświaty rolniczej wśród
chłopów większe znaczenie miały szkoły zimowe i kursy dopełniające
aniżeli szkoły zawodowe. Szkoły takie prowadzili nauczyciele. W okresie
zimowym (od listopada do marca) wykładali teorię rolnictwa, a w okre­
sie letnim odwiedzali gospodarstwa uczniów, służąc im swą radą i wska­
zówkami. Szkoły takie działały w Niewiarowie (b. pow. Wieliczka),
Lubczy (b. pow. Pilzno), w Dulczówce i Tęgoborzy (b. pow. Nowy Sącz).
Istniały ponadto kursy dopełniające przy szkołach ludowych, gdzie 15letni uczniowie przez 3 lata szkolne słuchali wykładów nauczycieli (10
godzin tygodniowo) i równocześnie latem prowadzili praktyki w ogród­
kach przyszkolnych. Zapotrzebowanie na nauczycieli przygotowanych
zawodowo do zajęć w szkołach rolniczych zimowych i dopełniających
.spowodowało, że od 1890 r. przedmiot rolnictwa wprowadzono do pro­
gramów seminariów nauczycielskich. Kółka rolnicze zatrudniały także
nauczycieli wędrownych, którzy — jak pisze S. Inglot — wygłaszali
w terenie referaty fachowe i w ten sposób kształcili najszersze rzesze
rolników.
Oprócz wymienionych szkół rolniczych były jeszcze szkoły specjali­
styczne: ogrodnictwa, sadownictwa, gorzelnictwa, uprawy lnu, chmielarstwa oraz gospodarstwa domowego. Najstarsza taka szkoła w Polsce
"ostała założona w 1898 r. w Gorliczynie koło Przeworska przez łańcucko-przeworską radę powiatową, na wniosek znanego działacza spo­
łecznego i posła na sejm galicyjski z ramienia Stronnictwa Ludowego —
Bolesława Żardeckiego. Szkoła już w 1900 r. przeniesiona została do wsi
Albigowa w byłym pow. Ł a ń c u t .
W kształceniu zawodowym na terenie Królestwa Polskiego główną
rolę odegrało szkolnictwo rolnicze. Pierwsza szkoła rolnicza dla młodzie­
ży męskiej została zorganizowana w 1900 r. w Otrębusach koło War­
szawy pod nazwą „Farmy Ogrodniczej w Pszczelinie". Inicjatorką
i pierwszą kierowniczką tej szkoły z ramienia Towarzystwa Pszczelniczo-Ogrodniczego była Jadwiga Dziubińska, wychowanka szkoły ogrodniczo-pszczelarskiej, znana już ze swej poprzedniej działalności patrio­
tycznej i oświatowej w Kobiecym Kole Oświaty Ludowej oraz prawie
dwuletniego pobytu na wsi kieleckiej, gdzie prowadziła tajną szkółkę
dla dzieci i dorosłych. Bezpośrednia znajomość warunków i potrzeb ży­
cia polskiej wsi, żarliwa i szeroka działalność w Polskim Związku L u ­
dowym, w kółkach rolniczych im. Staszica, w czasopiśmie „Zaranie",
20

20

Tamże,
. 272-276; S. I n g l o t , Zarys rozwoju Żeńskiej
Szkoły
w Albigowej (1896-1958), Przemyśl 1958; por. także T. T u r k o w s k i ,
ludowych szkół rolniczych, „Wieś i Państwo", nr 3: 1946, s. 186-195.
s

Rolniczej
Początki

�OŚWIATA A P R Z E M I A N Y SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

141

wreszcie wyjazdy za granicę do Czechosłowacji, Niemiec, Belgii, Danii
i Szwecji, pozwoliły Dziubińskiej wypracować taką koncepcję szkoły
rolniczej, której cele i metody pedagogiczne znalazły swe przedłużenie
w szkolnictwie rolniczym Polski niepodległej, a nawet w innych zbliżo­
nych placówkach wychowania, jakimi były później uniwersytety ludo­
we oraz szkoły spółdzielcze.
Odwołując się do ideałów wychowawczych zawartych we wskaza­
niach Komisji Edukacji Narodowej Dziubińska żądała reformy całego
szkolnictwa w kierunku powszechności i ujednolicenia. Według niej za­
daniem szkoły „jest tworzyć ludzi myślących, zdrowych, zdolnych do
samodzielnego kształcenia się, podawać -wiedzę praktyczną, którą w ży­
ciu stosować można". Aby panowała zgodność pomiędzy zasadami gło­
szonymi przez nauczających a ich postępowaniem: „Należy stworzyć w do­
mu i w szkole otoczenie szlachetne, czyste, by tchnienie jego przeni­
kało do duszy dziecka, tłumiło złe instynkty".
Szczególne zadanie stawiała szkołom rolniczym, które jej zdaniem
pow inny „oświecić umysły wszystkich, wyrwać z dziedziny przesądów,
dać ile można, szeroki światopogląd, rozbudować bogactwo uśpione, po­
czucie piękna, prawdy, sprawiedliwości [...] wyrobić samokrytykę oraz
duszę pańszczyźnianą w miarę możliwości przeobrazić, dając jej poczu­
cie własnej siły i godności". Ponadto winny one „nauczyć pracować
owocnie, zapoznając z poszczególnymi dziedzinami gospodarstwa i prze­
mysłu ludowego praktycznie i teoretycznie. Dać to, czego nie dała szko­
ła elementarna w sposób odpowiedni dla dorosłych". Funkcje te miały
spełniać zajęcia praktyczne, które w szkołach dla chłopców obejmowały
uprawę roli, ogrodnictwo, pszczelarstwo, koszykarstwo i hodowlę,
a w szkołach dla dziewcząt zajęcia ze wszystkich dziedzin gospodarstwa
domowego .
Ten szeroki program nauczania, jaki zakładała Dziubińska, nie mógł
być w całej pełni realizowany przede wszystkim ze względu na słabe
przygotowanie kandydatów, którzy w większości swej byli półanalfa­
betami. Mimo to szkoła J. Dziubińskiej „wbrew swej nazwie" — jak
pisze M . Chamcówna — dawała wychowankom nie tylko wiedzę fa­
chową, ale wykształcenie ogólne, zachęcała ich do samouctwa, przygo­
towywała do aktywnej działalności na polu gospodarczym, społecznym
i narodowym" . Było to możliwe dzięki temu, że Dziubińska dążąc do
tego, by szkoła rolnicza wychowywała ludzi oświeconych, kulturalnych
i uspołecznionych, odcięła się od różnych utopijnych koncepcji i stwo­
rzyła typ szkoły dopasowany do aktualnych i przyszłościowych potrzeb
wsi. Program ten był stale zresztą udoskonalany.
Zmuszona do opuszczenia szkoły rolniczej w Pszczelinie Dziubińska
T

21

22

2 1

Z. K m i e c i k , Ruch oświaty
na wsi
t;:awa 19(53, s. 108-110.
C h a m c ó w n a , op. cii., s. 625.
s 2

Królestwa

Polskiego

1905-1914, W a r -

�142

MARIA

BIERNACKA

nie załamała się, lecz w 1904 r. zorganizowała szkołę rolniczą dla dziew­
cząt w Kruszynku koło Włocławka. Cele ogólne szkoły były podobne
jak w Pszczelinie. Zakres zajęć obejmował natomiast najbardziej sze­
roko pojęte prowadzenie gospodarstwa domowego, a więc ogrodnictwo,
pszczelarstwo, hodowlę drobiu i trzody chlewnej, krawiectwo, tkactwo
oraz hafciarstwo. Gospodarstwo rolne szkoły ułatwiało prowadzenie za­
jęć praktycznych, podczas których uczennice sprawdzały wiedzę zdo­
bywaną podczas lekcji.
Dziewczęta uzupełniały ponadto swe wykształcenie w zakresie szko­
ły elementarnej ucząc się czytania, pisania, rachunków, historii Polski,
geografii trzech zaborów, a także botaniki, chemii, fizyki, anatomii, f i ­
zjologii człowieka i roślin, lecznictwa i higieny oraz weterynarii.
Do programu zajęć szkolnych należała również ścisła współpraca
z okolicznymi wsiami, organizowanie wystaw gospodarstwa domowego,
wycieczek krajowych i zagranicznych (np. w 1909 r. do Czech). Ponadto
przy szkole była ochronka dla dzieci, w której uczennice pod kierun­
kiem swych nauczycielek przyspasabiały się do prowadzenia takich pla­
cówek w swoich wsiach.
Zespół nauczający w szkołach rolniczych liczył na ogół wraz z kie­
rowniczką ok. 5 osób. Zakładano, że winien to być zespół odznaczający
się dużym doświadczeniem pedagogicznym, ideowością i żarliwością spo­
łeczną. Zorganizowanie takiego zespołu było możliwe dzięki nastrojom
panującym wówczas wśród ideowej i patriotycznej inteligencji, w tym
także nauczycieli. Pod kierunkiem tak utalentowanej kierowniczki, jaką
była J. Dziubińska, zespół osiągał sukcesy wychowawcze, nie notowane
w innych tego typu szkołach . Zespoły uczniowskie jednorocznych szkół
rolniczych liczyły zwykle po kilkadziesiąt osób. Zainteresowanie szko­
łami stale wzrastało, ponieważ ich wychowankowie zaznaczali się
w swoich środowiskach w sposób wybitnie dodatni.
Do propagowania tego postępowego szkolnictwa rolniczego przyczy­
niała się postępowa prasa ludowa, a zwłaszcza czasopismo „Zaranie",
z którym Dziubińska i jej środowisko najściślej współpracowało.
W krótkim czasie na podobieństwo tych szkół powstają nowe: męska
w Sokołówku koło Ciechanowa (1905 г.), żeńska w Gołotczyźnie (1909
r.) i męska w Bratnem (1913 r.) — również w Ciechanowskiem. W 1913
r. szkołę rolniczą dla dziewcząt wiejskich organizuje w Krasieninie koło
Lublina wybitna działaczka ludowa i oświatowa Irena Kosmowska —
ówczesna współredaktorka „Zarania" i działaczka Towarzystwa Kółek
Rolniczych im. Staszica.
Na uwagę zasługuje to, że wszystkie ówczesne szkoły rolnicze po­
wstawały i utrzymywały się z prywatnych dotacji ludzi „zarażonych"
23

" K m i e c i k , op. cit., s. U l ; Por. Pamięć
Dziubińskiej
i wybór jej przemówień,
artykułów,

boru. Wspomnienia o Jadwidze
listów, Warszawa 1968.

�OŠWSA1A A P R Z E M I A N Y SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

143

ideą służby społecznej dla wsi i kraju. Przykładem jest Szkoła w K r u szynku, która powstała z inicjatywy Maksymiliana Malinowskiego. Za­
budowania oraz ogród ofiarowała szkole Irena Hackowa — koleżanka
Jadwigi Dziubińskiej, natomiast Janina Blochowa przeznaczyła 300 rubli
na jej uruchomienie. Prezes Towarzystwa Popierania Przemysłu Ludo­
wego zobowiązał się udzielać szkole 1200 rubli rocznego zasiłku.
Inicjatorem szkoły rolniczej w Bratnem był Aleksander Świętochow­
ski, który przeznaczył na ten cel fundusz zebrany podczas swojego j u ­
bileuszu z okazji 25-lecia pracy. Realizację projektu ułatwiła Aleksandra
Bąkowska ofiarowując szkole 58 morgów ziemi wraz z sadem i polet­
kami doświadczalnymi.
Do powstania szkoły w Sokołówku przyczynił się lekarz ciechanow­
ski Franciszek Rajkowski, kurator fundacji Tomasza Klonowskiego, któ­
ry przeznaczył część swego majątku na kształcenie synów chłopskich.
Rajkowski w porozumieniu z Dziubińską zawarł umowę z Towarzy­
stwem Kółek Rolniczych im. Staszica i w ten sposób szkoła otrzymała
roczną dotację w wysokości 500 rubli.
Szkoła w Krasieninie ufundowana została przez Irenę Kosmowską,
która za własne pieniądze zakupiła resztówkę pofolwarczną. Bliscy
współpracownicy „Zarania" i ruchu zaraniarskiego przyczynili się do
wyposażenia szkoły w odpowiednie urządzenia. Oczywiście wszyscy ini­
cjatorzy i fundatorzy interesowali się żywo losem swych szkół, zawsze
gotowi nieść im swą pomoc.
Trybuną szkół rolniczych było przede wszystkim „Zaranie", na ła­
mach którego omawiano żywotne problemy dotyczące losu wychowan­
ków, a zwłaszcza zadań, jakie przed nimi postawiła szkoła: „Uczniowie
i uczennice ich, zaczerpnąwszy trochę światła, powinni zostawać po
wsiach, pomiędzy swymi, i tam siać ziarno oświaty, jakie z owych szkół
wynieśli". Ideę współpracy z młodzieżą szkół rolniczych i w ogóle
z młodzieżą wiejską przejęło później pismo „Drużyna", zorganizowane
przez młodych działaczy oświatowych pochodzenia chłopskiego: Alek­
sandra Bogusławskiego, Adama Chętnika i Antoniego Piątkowskiego.
Redaktorem pisma została działaczka oświatowa Rozalia Brzezińska,
a jej zastępcą Adam Chętnik. Pismo to „budziło" młodzież wiejską
i wiązało ją — podobnie jak „Zaranie" i jego dodatek „Świt — Młodzi
idą" — z rodzącym się ruchem ludowym. „Tam, gdzie był «pszczeliшак», «kruszynianka», «sokołowiak» były zarazem podatne warunki na
istnienie różnorodnych form pracy społeczno-oświatowej i kulturalnej,
a także politycznej — niepodległościowej", pisał organizator młodzieży
wiejskiej Józef Niecko .
Wychowankowie szkół rolniczych oraz młodzież wiejska pozostająca
w kręgach czytelniczych „Zarania" i „Drużyny" stawali się także orga24

Cyt. za K m i e c i k ,

op. cit., s. 122.

�144

MARIA

BIERNACKA

nizatorami kółek rolniczych im. Staszica. Kółka te prowadziły intensyw­
ne kształcenie w zakresie gospodarstwa wiejskiego, m.in. poprzez róż­
nego rodzaju kursy, wycieczki, prowadzenie poletek doświadczalnych.
Działalność ta napotykała jednak duże trudności ze strony ziemiaństwa
i kleru, zwalczających emancypacyjny ruch zaraniarski. Ziemiaństwo
dla utrwalenia swych wpływów na wsi przystąpiło do utworzenia przy
Centralnym Towarzystwie Rolniczym Wydziału Kółek Rolniczych, co
miało stanowić przeciwwagę dla działalności kółek staszicowskich. Okrę­
gowe Towarzystwo Rolnicze zatrudniające specjalnych instruktorów r o l ­
nych prowadziły prace doświadczalne w gospodarstwach chłopskich,
kształciło swych członków na „ruchomym" uniwersytecie ludowym,
którego zajęcia odbywały się kolejno w różnych miejscowościach, a po­
nadto zorganizowało dwie szkoły rolnicze (męską w Nałęczowie i żeńską
w Mirosławicach), które miały stanowić konkurencję dla zaraniarskich
.szkół rolniczych.

P O Z A S Z K O L N A DZIAŁALNOŚĆ

OŚWIATOWA

STOWARZYSZENIA

Odmienność treści, form i metod pracy oświatowej w poszczególnych
zaborach uwarunkowana była przede wszystkim inną sytuacją społeczno-ekonomiczną i prawną. R. Wroczyński analizując programy oświato­
we polskich pozytywistów na tle społecznym i gospodarczym zwracał
uwagę, że „w polskiej rzeczywistości społeczno-oświatowej przewaga rea­
liów w dziedzinie oświaty i wychowania miała swój specjalny charak­
ter. Wyraziło się w niej nie tyle nawiązywanie do potrzeb cywilizacji
przemysłowej, co troska o własne społeczeństwo, chęć likwidowania je­
go rozwojowych anomalii oraz znalezienie realnej drogi działania w wa­
runkach ucisku narodowego. Warunki oświaty powodowały, iż fala rea­
lizmu zwróciła się raczej ku życiu niż ku szkole, wiązała się z przy­
sposabianiem do zawodów technicznych i handlowych. Zagadnienie
współudziału treści realnych i filozoficznych w programach szkolnych,
wyłączone spod dyskusji i wpływu społeczeństwa w dwu dzielnicach,
nie mogło mieć tej żywotności, co gdzie indziej" . Owa „troska o wła­
sne społeczeństwo" i „chęć likwidowania jego rozwojowych anomalii",
a także poszukiwanie „realnej drogi działania w warunkach ucisku na­
rodowego" spowodowały, że działalność oświatowa i kulturalna na w s i
polskiej popłynęła szerokim nurtem pozaszkolnym. Formy jej i treści
były różne dla poszczególnych dzielnic naszego kraju.
25

W zaborze pruskim cechą szczególną działalności oświatowej był jej
2 5

W roczyński,

op. cit., s. 105.

�OŚWIATA A P R Z E M I A N Y SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

145

gospodarczy charakter, wielka ostrożność i rozwaga w metodach dzia­
łania oraz izolacja od ogólnopolskich nurtów i wpływów. Ucisk narodo­
wy powodował, że w działalności gospodarczej i oświatowej jednoczyły
się wszystkie grupy społeczne: lud, drobnomieszczaństwo, szlachta oraz
duchowieństwo katolickie. W pracy tej korzystano przede wszystkim
z możliwości działania legalnego. Na łamach „Dziennika Poznańskiego"
ukazywały się artykuły w sprawie szkolnictwa, pisowni polskiej, wybo­
rów, stowarzyszeń oświatowych, redaktor „Orędownika" zaś R. Szymań­
ski korzystając z ustawowych prawnień urządzał od 1872 r. wiece l u ­
dowe, które stanowiły jedną z form działalności polityczno-społecznej
i oświatowej.
O ile jednak praca na polu gospodarczym prowadzona być mogła bez
większych przeszkód, to działalność stowarzyszeń oświatowych napoty­
kała poważne trudności, zwłaszcza w okresie tzw. walki kulturalnej.
W zaborze pruskim działały następujące stowarzyszenia: 1) Towarzystwo
ku Popieraniu Moralnych Interesów Ludności Polskiej (założone w 1869
r. w Toruniu), które w programie swym zakładało podnoszenie oświaty
i obyczajowości wśród Polaków, wpływanie na opinię publiczną poprzez
prasę polską i niemiecką oraz staranie o równouprawnienie ludności
polskiej w całym państwie; 2) Towarzystwo Oświaty Ludowej (powstałe
w 1872 г.), celem którego było zakładanie bibliotek, popieranie wydaw­
nictw i pism ludowych, rozpowszechnianie książek, pism i obrazków
oraz zakładanie ochronek. Liberalny charakter tego Towarzystwa powo­
dował, że było ono zwalczane przez władze niemieckie. W 1879 r. zo­
stało rozwiązane z racji organizowania wieców w obronie języka pol­
skiego w szkole; 3) Towarzystwo Czytelni Ludowych (TCL — powstałe
W 1880 г.), mające na celu wychowanie religijne ludu poprzez czytanie
książek polskich oraz zakładanie bibliotek ludowych. Działalnością swą
objęło ono cały zabór pruski i wychodźstwo polskie w Niemczech. To­
warzystwo Czytelni Ludowych, które zwłaszcza w pierwszym okresie
działalności narażone było na szykany ze strony władz pruskich, prze­
trwało do czasów odzyskania niepodległości. Przed 1914 r. dorobek TCL
wynosił: 1032 bibliotek w Wielkopolsce, 157 na Śląsku, 342 na Pomorzu
i Prusach Wschodnich oraz 131 na wychodźstwie. Biblioteki te były
utrzymywane z dobrowolnych składek i darów społeczeństwa.
1

TCL przeniknięte było duchem solidaryzmu społecznego, w okresie
późniejszym opanowane nawet zostało przez Narodową Demokrację.
Odegrało ono wielką rolę w zakresie krzewienia czytelnictwa i rozbu­
dzania świadomości narodowej Polaków. J. Molenda analizując czynni­
k i sprzyjające kształtowaniu się ruchów politycznych na wsi wszystkich
zaborów stwierdza, że wobec niemożliwości szerszego rozwoju prac polityczno-parlamentarnych w zaborze pruskim — działalność stronnictw
sprowadzała się w większym stopniu, aniżeli np. w Galicji, do wyda­
wania czasopism oraz udziału w organizacjach społeczno-gospodarczych
10 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t.

26/2

�116

MAKIA

BIERNACKA

i kulturalno-oświatowych. Krytyczny stosunek społeczeństwa wielko­
polskiego do ugodowej polityki miejscowych konserwatystów spowodo­
wał, że dominującą pozycję uzyskała Narodowa Demokracja, która bro­
niąc polskości i prawa do utrzymania ziemi zapewniła sobie także kon­
trolę nad ekonomiczno-społecznymi i kulturalno-oświatowymi organiza­
cjami masowymi chłopów. Organizacje te walcząc z germanizacją przy­
czyniały się do wzrostu świadomości politycznej i narodowej chłopów,
do ochrony polskości tych ziem oraz do wzrostu kultury gospodarowa­
nia. Na ogólnym tle specyficznych stosunków społeczno-gospodarczych,
narodowych i politycznych zrodziła się tam również idea solidaryzmu
społecznego, który łączył wszystkie warstwy i klasy na gruncie walki
/. germanizacją i w obronie polskiego stanu posiadania .
Wiek X I X oraz przełom ostatnich stuleci zaznaczył się w życiu ziem
polskich wchodzących w skład zaboru austriackiego poważnym osiągnię­
ciem w zakresie oświaty i kultury. Spośród ośrodków miejskich na czo­
ło wybijają się dwa najważniejsze centra życia umysłowego — L w ó w
i Kraków. We Lwowie, który po pierwszym rozbiorze był siedzibą
władz austriackich „Królestwa Galicji i Lodomerii" oraz sejmu stano­
wego, głównym ośrodkiem życia umysłowego stał się uniwersytet Jana
Kazimierza. Po repolonizacji w 1871 r. (istniał od 1783 r.) Uniwersytet
ten awansował do czołowych uczelni europejskich. Drugim ośrodkiem
życia naukowego i kulturalnego był Zakład Narodowy im. Ossolińskich,
ufundowany w 1817 r. przez Józefa Maksymiliana Ossolińskiego, wiel­
kiego znawcy, miłośnika i kolekcjonera słowa pisanego. Zadaniem tej
placówki było gromadzenie materiałów rękopiśmienniczych i drukowa­
nych dotyczących Polski, a t y m samym stworzenie warsztatu nauko­
wego dla potrzeb polskich uczonych. Zakład prowadził także prace w y ­
dawnicze, a ponadto stworzył wielką bibliotekę, która odegrała ważną
rolę w życiu narodu polskiego. Oprócz biblioteki Ossolińskich działały
tam jeszcze i inne poważne ośrodki biblioteczne.
26

W mieście t y m istniały także wówczas duże możliwości stowarzy­
szania się, czego dowodem jest to, że w roku 1884 funkcjonowało tam
196 stowarzyszeń. Najważniejsze z nich to Towarzystwo Historyczne
ze swym organem „Kwartalnikiem Historycznym", Towarzystwo Lite­
rackie im. A. Mickiewicza, które po przeorganizowaniu się objęło swą
działalnością całą literaturę polską i swój organ „Pamiętnik Towarzy­
stwa Literackiego im. A. Mickiewicza" przemianowało na „Pamiętnik
Literacki". Ponadto rozwijało się bardzo bujnie czasopiśmiennictwo —
w 1884 r. ukazywało się we Lwowie 59 czasopism polskich i 10 „rusińskich". Działało tam także wielu naukowców i pisarzy. Szczególną rolę

26

Tamże, s. 144; C h a m c ó w n a , op. cit., s. 568-583; J . M o l e n d a ,
ruch polityczny od przełomu
XIX i XX w. do listopada 1918 г., [w:]
chłopów polskich, t. 2, s. 464-465.

Chłopski
Historia

�OŚWIATA A PRZEMIANY SPOŁECZNOŚCI

147

WIEJSKIEJ

spełniło „modernistyczne" środowisko literackie, w którym działali tej
miary pisarze, co Jan Kasprowicz, Karol Irzykowski, Stanisław Brzo­
zowski, Aleksander Fredro, Walerian Łoziński, Iwan Franko oraz wielu
innych.
Drugim z kolei ośrodkiem życia umysłowego w Galicji był Kraków.
Jego rola w X I X w. była jednak znacznie mniejsza, zwłaszcza po re­
wolucji 1846 г., która spowodowała włączenie „republiki krakowskiej"
z powrotem do Austrii. Pod koniec X I X w. miasto zaczęło się podnosić
7. upadku przede wszystkim dzięki działalności Uniwersytetu, który po­
siadał stare tradycje i utrzymał język wykładowy polski. Obok Uniwer­
sytetu zaczęła także działać Akademia Umiejętności, która wkrótce uzys­
kała naczelną pozycję w nauce polskiej zarówno w okresie zaborów,
jak i w Polsce niepodległej okresu międzywojennego.
Szczególna rola przypadła literackiemu środowisku Krakowa z prze­
łomu X I X i X X w., które stworzyło nowe formy ekspresji artystycznej,
nowy styl życia i w ogromnym stopniu zainteresowania swe zwróciło
także w kierunku wsi i jej kultury — co znalazło m.in. wyraz w We­
selu Stanisława Wyspiańskigo. Tak więc w ostatnich dziesięcioleciach
bytu pod zaborami Kraków odzyskał swoje dawne znaczenie.
Janina Kulczycka-Saloni analizując życie literackie i kulturalne Po­
laków w X I X w. wskazuje na najważniejsze czynniki, które spełniały
rolę integrującą na obszarze wszystkich ziem polskich. Do pierwszych
zalicza ogólną postawę inteligencji polskiej, „która w gruncie rzeczy
nigdy nie przyjęła do wiadomości faktu rozbiorów i traktowała granice
zaborów jako swego rodzaju utrudnienie techniczne w kontaktach oso­
bistych i literackich". Działacze literatury i prasy polskiej pisali dla
„całego audytorium polskiego, do wszystkich Polaków bez względu na
ich przynależność państwową i miejsce zamieszkania" . Na tym tle w y ­
rastał kult języka polskiego „jako podstawowego czynnika więzi narodo­
wej, troska o jego poprawność, o jego kulturę, postawa obronna wobec
destrukcyjnych wpływów obcojęzycznego środowiska" — o czym świad­
czy literatura, która w świetle negatywnym ukazuje postaci ludzi, któ­
rzy zobojętnieli narodowo lub się wynarodowili .
Wielką rolę w integracji Polaków spełniała także prasa. Publicyści
i dziennikarze pisali bowiem artykuły przeznaczone dla całego „audyto­
rium polskiego" bez względu na przynależność państwową i miejsce
zamieszkania. Społeczeństwo polskie było nie tylko informowane o losie
Polaków rozrzuconych po świecie, ale także „pociągane do świadczeń na
rzecz rodaków bardziej zagrożonych czy bardziej nieszczęśliwych (na
przykład akcje na powodzian, na głodujących na Śląsku Polaków orga­
nizowane przez prasę warszawską), a także na instytucje i działanie
27

28

2 7

J. K u l c z y c k a - S a l o n i ,
Polska XIX wieku, s. 505-506.
Tamże, s. 506.
28

Geografia

literacka

Polski

pod

zaborami,

[w.]

�148

MARIA

BIERNACKA

0 znaczeniu narodowym, takie jak Kasa im. Mianowskiego, Akademia
Umiejętności, przedsięwzięcia wydawnicze" .
Dalsze czynniki integracji to instytucje przekraczające granice za­
borów w sensie rozumienia i reprezentowania interesów ogólnonarodo­
wych, jak np. Warszawskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk i Akademia
Umiejętności w Krakowie. Ponadto zadania integracyjne spełniały róż­
nego rodzaju instytucje o charakterze ogólnonarodowym. Przodował pod^
tym względem właśnie Kraków, gdzie uroczystości jubileuszowe oraz
pogrzeby sławnych ludzi organizowane były na skalę ogólnopolską. Po­
dobną rolę pełniły różne zjazdy naukowe, a zwłaszcza historyków, od­
bywające się przeważnie we Lwowie. Niemniej ważny czynnik integru­
jący stanowili pisarze polscy, którzy utrzymywali ze sobą ścisłe kon­
takty literackie i osobiste, a także zmieniali często miejsce swego za­
mieszkania, przenosząc się z jednego zaboru do drugiego .
Działalność oświatową na wsi galicyjskiej rozpatrywać należy w kon­
tekście jej autonomii politycznej oraz decydujących wpływów zacho­
wawczych ugrupowań szlachecko-ziemiańskich. R. Wroczyński stwier­
dza, że inny był niż w pozostałych zaborach charakter akcji oświato­
wej. O ile bowiem w Kongresówce i w Poznańskiem działalność oświa­
towa kompensowała brak szkół, o tyle w Galicji przeciwdziałała ducho­
w i szkoły ludowej, wychowującej masy w poczuciu kastowej odrębności
1 różnicy stanowej. Nasilenie tej akcji przypadło na czasy późniejsze,
pozytywistyczne. Ruch, jaki się rozpoczął w Galicji około sprawy oś­
wiaty pozaszkolnej w końcu wieku, wiązał się z przemianami i kierun­
kami przeciwstawiającymi się ideologii pozytywistycznej .
Wyrazem działalności oświatowej prowadzonej przez koła zachowaw­
cze na terenie Galicji było Towarzystwo Szerzenia Oświaty po Wsiach
założone w latach siedemdziesiątych X I X w. przez Adama Potockiego,
w celu organizowania szkół ludowych oraz Towarzystwo Przyjaciół
Oświaty Ludowej (1883 г.), które prowadziło wykłady niedzielne, zakła­
dało biblioteki, a także ułatwiało młodzieży szkół ludowych dostęp do
szkół rzemieślniczych. Od 1891 r. akcję organizowania czytelni i wypo­
życzalni książek prowadziło także Towarzystwo Szkoły Ludowej oraz
Uniwersytet Ludowy im. A. Mickiewicza w Krakowie.
Warto podkreślić, że równolegle do działalności oświatowej i poli­
tycznej rozwijał się również na wsi galicyjskiej amatorski ruch teatral­
ny, organizowany najpierw pod patronatem Towarzystwa Kółek Rol­
niczych, a następnie w ramach Związku Teatrów i Chórów Włościań­
skich.
O ile w Galicji istniała możliwość działania w legalnych instytu­
cjach i organizacjach oświatowych, to w Królestwie Polskim możliwości
29

30

31

29

80

3 1

Tamże, s. 506.
Tamże, s. 507-508.
W r o c z y ń s k i , op. cit., s. 149.

�OŚWIATA A PRZEMIANY SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

149

te były bardzo ograniczone i z tych właśnie względów czasopisma
i książki pełniły tam często rolę nieistniejących instytucji. W takich
warunkach musiały być podejmowane dość wcześnie próby działalności
konspiracyjnej. Prace oświatowe prowadzone więc były z reguły w ra­
mach działalności instytucji gospodarczych, przemysłowych oraz filan­
tropijnych.
Jedną z najpoważniejszych form działalności oświatowej w Króle­
stwie było organizowanie tajnych szkółek. Początkowo była to akcja
samorzutna, później wsparta została przez działanie wybitnych jedno­
stek z grona postępowej inteligencji powołującej do tego celu dorywczo
odpowiednie stowarzyszenia. Spośród instytucji, które podjęły w Króle­
stwie walkę z istniejącym stanem rzeczy na wsi, -.należy wymienić: To­
warzystwo Oświaty Narodowej, Koło Oświaty Ludowej, Kobiece Koło
Oświaty Ludowej oraz Towarzystwo Tajnego Nauczania. Powstałe
w 1875 r. w środowisku studentów warszawskich Towarzystwo Oświaty
Narodowej było organizacją tajną, która przetrwała tylko dwa lata.
Celem Towarzystwa było upowszechnianie wśród chłopów czytelnictwa,
poprzez rozpowszechnianie książek z dziedziny historii, krajoznawstwa,
higieny, rolnictwa i literatury pięknej. W tym celu odbywali TON-owcy
wycieczki po kraju, nawiązywali kontakty z chłopami, dostarczając im
odpowiednią literaturę. Po rozgromieniu Towarzystwa przez władze
carskie niektórzy jego działacze, jak np. Konrad Prószyński, przeszli
do działalności legalnej, służąc nadal wytrwale sprawie upowszechnia­
nia oświaty.
Koło Oświaty Ludowej powstałe w 1882 r. z inicjatywy wybitnego
popularyzatora i przyrodnika Mieczysława Brzezińskiego, Konrada P r ó ­
szyńskiego i innych działaczy było również organizacją nielegalną,
zmierzającą do pozyskania chłopów dla sprawy narodowej. Podobnej
sprawie służyło Kobiece Koło Oświaty Ludowej założone w 1883 r. przez
Faustynę Morzycką, które na tajnych i półtajnych kursach przysposa­
biało nauczycieli ludowych do pracy na wsi. Obie organizacje dążyły
do zwalczania ciemnoty i zacofania na wsi oraz wpływały na budzenie
się świadomości narodowej chłopów. Surowe represje i aresztowania,
wśród członków tych kół w 1894 г., nie wpłynęły na ich rozwiązanie.
W końcu X I X w. członkowie K O L wykazywali żywą działalność, orga­
nizując na wsiach „setki biblioteczek" złożonych z książek o treści
historycznej, które miały za zadanie przygotować wieś do przyjęcia
także literatury nielegalnej, propagującej idee Polski niepodległej. Rolę
tę spełniało w Królestwie nielegalne pismo „Polak" (miesięcznik), dru­
kowane w Galicji i następnie kolportowane do Królestwa.
Towarzystwo Tajnego Nauczania powołane do życia przez Cecylię
Sniegocką (1894), którego celem była działalność w dzielnicach robotni­
czych Warszawy, prowadziło również tajną działalność nauczającą i oś­
wiatową wśród podwarszawskiej ludności wiejskiej. Na uwagę zasłu-

�150

MARIA

BIERNACKA

guje także działalność oświatowa tego Towarzystwa na wsi, prowadzona
przez studentów Uniwersytetu Warszawskiego oraz Instytutu Gospodar­
stwa Wiejskiego i Leśnictwa w Puławach .
Niezwykłą rolę w upowszechnianiu oświaty i zwalczaniu analfabe­
tyzmu na wsi spełnił wybitny i niestrudzony działacz oświatowy, twór­
ca popularnego elementarza oraz wydawca „Gazety Świątecznej" —
Konrad Prószyński występujący pod pseudonimem Kazimierza Promy­
ka. Pierwszy elementarz ścienny opracowany przez K . Prószyńskiego,
który ukazał się w 1875 r. w nakładzie 5000 egz., przeznaczony był do
nauki czytania, zaś następne książkowe, stale ulepszane, miały na celu
upowszechnianie zarówno czytania, jak i pisania. Ten ciągle udoskona­
lany elementarz cieszył się ogromnym powodzeniem i już w 1906 r,
uzyskał 41 wydań o ogólnym nakładzie 750 000 egz. Elementarz ten, pt.
Obrazkowa nauka czytania i pisania oraz elementarz dla
samouków,
zyskał na międzynarodowej wystawie elementarzy w Londynie pierwsze
miejsce (spośród • 500 elementarzy nadesłanych z innych krajów). Za
życia K . Prószyńskiego nakład jego przekroczył 1 milion egz. (1908 г.).
W 1916 r. ukazało się 64 wydanie elementarza — ogólny nakład tych
wydawnictw wynosił wówczas 1 310 000 egz. Źródłem tak wielkiej popu­
larności elementarza K . Prószyńskiego była niezwykła jasność wykładu
i obrazkowy system nauczania.
32

K. Prószyński wydał ponadto podręczniki do nauki czytania, które
również doczekały się wielu wydań, oraz kalendarze pt. Gość. Kalen­
darz Promyka, w którym znajdowało się wiele porad dla rolników.
Wszystkie te pozycje cieszyły się ogromną popularnością, „same zaś
elementarze Promyka stanowią w dziejach oświaty narodowej pozycję
pomnikową. W ciągu kilku lat wyparły wszystkie inne elementarze,
osiągając na początku X X w. astronomiczną, jak na stosunki polskie,
wysokość nakładów. Odegrały one wielką rolę w procesie budzenia się
wsi pouwłaszczeniowej z wielkiej ciemnoty i zacofania" .
Odrębną pozycję w dziejach oświaty na wsi Królestwa zajmują cza­
sopisma ludowe.
33

CZASOPISMA

Czasopiśmiennictwo, które tak olbrzymi wpływ wywarło na rozwój
umysłowy, światopoglądowy i moralny społeczeństwa wiejskiego w X I X
i na początku X X w., przechodziło różne fazy rozwoju. Początkowo były
to próby podejmowane przez środowiska ziemiańsko-mieszczańskie zmie­
rzające pod wpływem postępowych prądów umysłowych i społecznych
8 2

czasów
1963.
3 3

В r o d o w s к a, op. cit., s. 242-244; Z. K m i e c i k ,
redaktorstwa
Konrada Prószyńskiego
„Promyka"
Kmiecik,

op. cit., s. 28.

„Gazeta
Świąteczna"
za
(1881-1908), Warszawa

�OŚWIATA A PRZEMIANY SPOŁECZNOŚCI

151

WIEJSKIEJ

do rozbudzenia społeczeństwa wiejskiego. Pierwsze pisma dla wsi, tzw.
pisma „dla ludu", w różnych dzielnicach kraju nie miały charakteru
ciągłego, a odbiorcami ich byli najczęściej — jak pisze S. Lato — księża,
ekonomi, oficjaliści dworscy i sami obszarnicy. Głównie za ich pośredni­
ctwem mogły docierać do umysłowości przeciętnego, w ogromnym pro­
cencie niepiśmiennego chłopa treści zawarte w przeznaczonych dla niego
czasopismach czy kalendarzach wydawanych w końcu X V I I I i pierw­
szej połowie X I X w.
Do najstarszych wydawnictw „dla ludu" zalicza się Książkę dla go­
spodarzy z rozkazu jednego patrioty napisaną przez X. SP (pseudonim
księdza Piotra Š Witkowskiego, późniejszego redaktora „Wyborów Wia­
domości Gospodarskich") wydaną w 1784 r.
W latach 1789-1806 wydawane było na Śląsku Cieszyńskim pierwsze
czasopismo w języku polskim pt. „Gazety Śląskie dla Ludu Polskiego"
(w nakładzie 10 tys. egz.). Pismo to wydawały pruskie władze zaborcze,
zmuszone do posługiwania się językiem używanym przez tamtejszą
ludność. Następne pozycje z pism „dla ludu" stanowiły: „Przyjaciel L u ­
du", którego pierwszy numer ukazał się w 1794 r. (a jego redaktorem
był prawdopodobnie Hugo Kołłątaj), „Przyjaciel Wiejski" wydawany
w Kaliszu (1809), „Gazeta Wiejska, czyli Wiadomości Gospodarczo-Rolnicze" (1817), „Kurek Mazurski" (1849), „Pielgrzym Nadwiślański"
(1882) i inne. Pierwszą książką „dla ludu" był Pielgrzym w Dobromi­
lu — czyli nauki wiejskie autorstwa Izabeli z Flemmingów Czartorys­
kiej — wydane w Warszawie w 1818 r. (do roku 1861 miała 13 wydań).
Publikacje te ukazywały się jednak w nakładzie niewielkim i nie mogły
wywrzeć większego wpływu na rozwój czytelnictwa na w s i .
3 4

W zaborze pruskim — na terenie Wielkiego Księstwa Poznańskiego
i Pomorza — czołowe miejsce w programach różnych ugrupowań poli­
tycznych zajmowały zagadnienia oświaty ludowej. Inicjatywę w t y m
zakresie wykazywała nie tylko warstwa szlachecko-inteligencka, ale tak­
że duchowieństwo. Już od 1837 do 1853 r. wychodziła w Lesznie
„Szkółka Niedzielna" przeznaczona dla ludu, o treści religijno-morali2:atorskiej, głosząca hasła solidaryzmu społecznego. W przededniu Wiosny
Ludów ukazał się miesięcznik „Pismo dla Nauczycieli" z dodatkiem
„Pismo dla Ludu Polskiego". Po Wiośnie Ludów następuje bujniejszy
rozwój czasopiśmiennictwa i wówczas ks. Prusinowski wydaje „Wielko­
polanina" (1848) oraz „Wiarusa" (1849) w Szamotułach zaś Antoni K o sidowski redaguje „Tygodnik Szamotulski". W pismach ks. Prusińskiego
przebija zdecydowanie idea katolicyzmu i solidaryzmu społecznego. Róż­
nego rodzaju ograniczenia władz powodują, że wydawnictwa te nie ma­
ją ciągłości, jak np. „Gazeta Poznańska" kolportowana wśród chłopów,
3 4

S. L a t o , U źródeł prasy „dla ludu", [w:] I. T u r o w s k a - B a r ,
czasopisma o wsi i dla wsi od XVIII do r. 1960, Warszawa 1963.

Polskie

�152

MARIA

BIERNACKA

czy też „Dzwon Wielkopolski". Trwałe miejsce zdobył sobie „Wielkopo­
lanin" założony przez Józefa Chociszewskiego.
W bardzo trudnych warunkach rozwijała się prasa polska na Mazu­
rach i Warmii. Pierwsze pismo to „Kurek Mazurski" — tygodnik zało­
żony w 1849 r. przez Antoniego Gąsiorowskiego i wydawany w języku
polskim i niemieckim. Trwalszą pozycję wydawniczą stanowiła „Gaze­
ta Lecka" wydawana w Ełku jako tygodnik pod redakcją nauczyciela
Gerssa, a następnie „Gazeta Ludowa" — organ powstałej w 1896 r.
Mazurskiej Partii Ludowej redagowanej przez rodowitego Mazura —
Karola Barkę. Podstawowe znaczenie „Gazety Ludowej" to obrona języ­
ka polskiego, który na tym terenie był szczególnie zagrożony przez
politykę wynaradawiania. Działalność Mazurskiej Partii Ludowej i jej
organu prasowego skierowana była także na walkę z niesprawiedliwym
dla chłopów systemem podatkowym, ze zbytnimi obciążeniami w budo­
wie dróg publicznych, szkół, brakiem reprezentacji chłopskiej w parla­
mencie, sejmie i sejmikach. Po upadku „Gazety Ludowej" podobną rolę
spełniał „Mazur", który wychodził z przerwami do 1939 r. oraz już
w okresie międzywojennym „Mazurski Przyjaciel Ludu" se.
Pisma „dla ludu" na terenie Galicji datują się od Wiosny Ludów,
a następnie od ogłoszenia jej autonomii. Początkowo miały one charak­
ter klerykalno-filantropijny i nie posiadały szerokiego zasięgu. Po znie­
sieniu pańszczyzny w 1848 r. w centrum uwagi znalazły się jednak pro­
blemy uświadomienia społecznego i narodowego ludności wsi. Krótko­
trwały okres swobody w 1848 r. zaznaczył się dużym ożywieniem na
polu czasopiśmiennictwa ludowego. W Krakowie ukazały się cztery
pisma dla ludu: „Krakus", „Wieśniak", „ P r a w d a " oraz „Szkoła Ludu".
Drugim centrum wydawniczym dla wsi było środowisko lwowskie, gdzie
także w roku 1848 ukazał się pierwszy numer „Przyjaciela Ludu" pod
redakcją dziennikarza Juliana Aleksandra Kamińskiego (jako „pisemko
dla zabawy i oświaty ludu polskiego"). W t y m samym czasie ukazywały
się jeszcze we Lwowie dwa pisma: „Telegraf, Dziennik dla Każdego
Stanu" oraz „Nowiny Polityczne dla Ludu". W latach następnych poja­
wiały się pisma nowe, ale problem wychowania i uświadomienia spo­
łeczności chłopskiej wysuwał się zawsze w nich na czoło. O wpływy
wśród chłopów ubiegał się w tym okresie szczególnie obóz konserwatywno-klerykalny. Wyrazem tego były wydawnictwa religijne, które
miały duży zasięg oddziaływania i wśród wielu czytelników formowały
ich światopogląd społeczny. W piśmiennictwie t y m dominował moraliza­
torski typ opowiastek, jak np. Leniwy Bartek, Franek Pijanica czy św.

35

Tamże,
s. 22-32; por. także J . W r ó b l e w s k i , Polskie biblioteki ludowe
w zaborze pruskim i na terenie Rzeszy Niemieckiej w latach 1843-1939, Olsztyn
1975; Czasopiśmiennictwo
ludowe w Królestwie
Polskim 1905-1914, Warszawa
1953.

�OŚWIATA A P R Z E M I A N Y SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

153

Izydor (Oracz). Podobny charakter miały również inne wydawnictwa,
jak np. „Dzwonek" .
Po roku 1866, gdy Galicja uzyskała autonomię, pojawia się prasa
0 charakterze politycznym, a pod koniec X I X w. przybiera ona formę
zdecydowanej akcji propagandowej. W t y m czasie ukazuje się już wiele
czasopism dla wsi, w których na czołowe miejsce wysuwają się obok
zagadnień religijnych problemy życia politycznego. Wiąże się to z roz­
wojem samodzielnego, politycznego ruchu ludowego w Galicji. Proces
ten odbywał się stopniowo, a na jego ukształtowanie się zasadniczy
wpływ wywarły m.in. takie czasopisma, jak „Wieniec", „Pszczółka",
„Przegląd Społeczny", „Przyjaciel Ludu" — wydawane przez księdza
Stanisława Stojałowskiego, Bolesława Wysłoucha i Jana Stapińskiego 37.
Zawartość treściowa czasopism i literatury przeznaczonej w X I X w.
„dla ludu" była na ogół jednoznaczna. Niewątpliwym zadaniem wszyst­
kich ugrupowań oraz wybitnych jednostek oddziałujących na wieś było
dążenie do podniesienia poziomu umysłowego zapóźnionej w swym roz­
woju ludności wiejskiej. Ale cele, rozmiary i granice tego nauczania,
uświadamiania i wychowywania były różne. W prasie i literaturze spro­
wadzały się głównie do wychowania dobrego i pracowitego gospodarza,
wierzącego i praktykującego katolika, pogodzonego ze swym stanem
1 losem wieśniaka.
Nicią przewodnią większości poczynań reformatorskich w stosunku
do wsi była jednak idea oświecenia, zmierzająca do rozbudzenia i pod­
trzymywania świadomości oraz tożsamości narodowej warstwy chłop­
skiej, która winna stanowić podstawę i przyszłość narodu. W t y m nurcie
działalności społecznej i oświatowej na wsi znaleźli się przedstawiciele
kierunków demokratycznych dążących szczerze do podniesienia na wyż­
szy poziom życia ludności wiejskiej. W kulturze warstwy chłopskiej
widzieli oni te wartości, które ich zdaniem powinny wejść do ogólnego
skarbca kultury ogólnonarodowej. Ten demokratyczny nurt działalności
podjęli w przyszłości sami przedstawiciele warstwy chłopskiej, co zna­
lazło wyraz przede wszystkim w działalności tworzącego się ruchu ludo­
wego i młodzieżowego.
W zaborze pruskim na zawartość prasy „dla ludu" składały się głów­
nie materiały o treści religijnej, moralizatorskiej częściowo historycz­
nej. Sporo miejsca poświęcono poradom z dziedziny uprawy roli, ogrod­
nictwa, hodowli („Szkółka Niedzielna"). W „Piśmie dla Nauczycieli L u 36

3 e

L a t o , op. cit., s. 33-40.
L a t o , op. cit., s. 33-41. Por. Zarys historii polskiego ruchu ludowego, i. 1,
Warszawa 1963; J . S t a p i ń s k i , Pamiętnik,
Warszawa 1959; K . D u n i n - W ą s o w i с z. Początki
ruchu ludowego na ziemi rzeszowskiej, [w:] Ruch ludoicy na
Rzeszowszczyźnie,
Lublin 1967; W. W i t o s , Moje wspomnienia, Warszawa 1978;
.1. B o j k o , Ze wspomnień,
Warszawa 1959.
3 7

�154

MARIA

BIERNACKA

du" autorzy artykułów głosili społeczny kompromis, nawołując nauczy­
cieli, księży i obszarników, by szerzyli na wsi oświatę, gdyż tą drogą
zapanuje powszechna „miłość, zaufanie, zgoda, cnota, swoboda i szczę­
ście". Redaktor pisma „Wielkopolanin" i „Wiarus" ks. Prusinowski zaj­
mował wyraźnie stanowisko antyniemieckie pisząc: „Przestańcie nad na­
mi panować, wynoście się z domu naszego do domu waszego... z ojczyzny
naszej do ojczyzny waszej... co jest nasze nie nazywajcie s w o i m i " .
Podobną wymowę miała również prasa na Mazurach i Warmii, gdzie
elementy samoobrony narodowej odgrywały ważną rolę: „Świętą powin­
nością każdego Polaka jest bronienie i wskrzeszanie narodowości pol­
skiej — szczególnie tam, gdzie jej zupełna grozi zagłada", pisał Antoni
Gąsiorowski w wydawanym przez siebie „Kurku Mazurskim" . Nawo­
ływał on ponadto do podniesienia oświaty i poziomu gospodarstwa rol­
nego, co znalazło wyraz w miesięczniku dla ludu „Zaradny Gospodarz
Wiejski", poświęconym rolnictwu, przemysłowi i nauce . Problematykę
polskości podjęła również „Gazeta Ludowa" w dziale „Mazury", która
skierowała apel do „Matek polskich": „Czuwajcie nad tym, aby dzieci
wasze nie zapomniały swej mowy ojczystej. Uczcie dzieci czytać i p i ­
sać po polsku" .
38

39

40

41

Piśmiennictwo „dla ludu"- na terenie Galicji na pierwszy plan wysu­
wało hasło pojednania narodowego. W „Krakusie" z 1848 r. pisano więc:
„My, naród polski, wyrobnicy, księża, żydy, szlachta, mieszczany, rze­
mieślnicy i panowie razem wszyscy łączymy się bratnim węzłem zgody,
aby co rychlej wygnać nieprzyjaciela i wydźwignąć z grobu ukochaną
Ojczyznę naszą Polskę. Amen!!" . Podobnym duchem przepojone były
pisemka i książki dla ludu wydawane zarówno w ośrodku krakowskim,
jak lwowskim. Z czasem problematyka pism dla wsi uległa zmianie
i obok dominujących początkowo zagadnień religijnych pojawiają się
sprawy o wydźwięku społeczno-politycznym. Wiąże się to oczywiście
w największym stopniu z procesem formowania się politycznego ruchu
ludowego, który podejmuje próbę organizowania i kierowania dążeniami
chłopów do uzyskania należnego i m miejsca w ówczesnym systemie
społecznym .
Ks. Stojałowski podejmując w „Wieńcu" i „Pszczółce" akcję upo­
wszechniania oświaty i kultury wśród chłopów inspirował t y m samym
42

43

„Wielkopolanin", nr 24: 1850, cyt. za L a t o, op. cit, s. 26.
„Kurek Mazurski", cyt. za L a t o, op. cit., s . 28.
L a t o , op. cit., s . 28-29.
T. C i e ś l a k , Dzieje „Gazety
Ludowej"
w Ełku, „Rocznik Olsztyński",
nr 1: 1958, cyt. za L a t o, op. cit., s . 29-30.
„Krakus", cyt. za L a t o , op. cit., s . 34.
Por. K . D u n i n - W ą s o w i c z , Dzieje Stronnictwa
Ludowego
w
Galicji,
Warszawa 1956; Zarys historii polskiego ruchu..., A . G u r n i c z , O „równą
miar­
ką" dla chłopów, Warszawa 1963.
3 8

3 9

40

41

4 2

4 3

�OŚWIATA A P R Z E M I A N Y SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

155

powoływanie odpowiednich do tego instytucji, t j . bibliotek, towarzystw
oświatowych i czytelń. Jego program oświaty powszechnej był jednak­
że ograniczony i głosił, że: „Włościanom takiej nauki, jak urzędnikom,
kapłanom itd., nie potrzeba, bo jakby się chłop zaczął uczyć i do szkół
zaczął chodzić wysokich — przestałby być chłopem. Ale włościanom
trzeba oświaty stosownej do stanu i tę po szkole wiejskiej nabyć można
L książek, gazet i kościoła" . Propagowana przez Stojałowskiego dzia­
łalność gospodarcza, zmierzająca do podniesienia zapóźnionego w roz­
woju rolnictwa i gospodarstwa chłopskiego, zatoczyła szerokie kręgi
i wyraziła się spontanicznym zakładaniem we wsiach galicyjskich kółek
rolniczych. Instytucje te, będące w zasadzie organizacjami zawodowymi
rolników, prowadziły również poprzez swoje sklepy działalność handlo­
wą, a także szerzyły czytelnictwo, uczyły społecznej gospodarności oraz
obywatelskiego stosunku do spraw ogólnych.
44

Działalność oświatowa prowadzona w ośrodku lwowskim przez Bo­
lesława Wysłoucha i jego żonę Marię Wysłouchową nie mieściła się już
w ramach tzw. oświaty „dla ludu". W wydawanym w latach 1886-1887
,.Przeglądzie Społecznym" Wysłouch oraz współpracujący z nim publi­
cyści i literaci zamieszczali artykuły, które stwarzały teoretyczne podstawy pod przyszły samodzielny ruch ludowy. Właśnie Bolesław Wy­
słouch opracował „Szkice Programowe", które weszły do programu Pol­
skiego Stronnictwa Ludowego — organizacji politycznej chłopów. Wy­
dawany początkowo przez Wysłoucha i jego żonę Marię „Przyjaciel
Ludu" przyczynił się nie tylko do rozbudzenia świadomości społecznej
i klasowej chłopów, ale także do stworzenia tej organizacji chłopskiej.
„Przyjaciel Ludu" posiadał charakter wszechstronny; były w nim arty­
kuły polityczne, instrukcje i pouczenia prawne, korespondencje na te­
mat obrony interesów chłopskich, porady z zakresu rolnictwa i gospo­
darki, a także materiały dotyczące historii polskiej literatury. Było to
pismo prawdziwie zaangażowane w oświecenie wsi polskiej. Starano
się przy tym tak ukształtować osobowość czytelnika, by postępował
w życiu według zasad zawartych w programach ruchu ludowego. Szcze­
gólną uwagę zwracano na działalność oświatowo-kulturalną. Zachęcano
do czytania, zakładania kół samokształceniowych oraz towarzystw oś­
wiatowych. Artykuły te były najczęściej autorstwa Bolesława i Marii
Wysłouchów. Ponadto M . Wysłouchową wydawała do „Przyjaciela L u ­
du" dodatek dla kobiet pt. „Zorza".
W Królestwie Polskim typowym pismem „dla ludu" był m.in. „Kmio­
tek". Artykuły zamieszczane w tym piśmie dotyczyły głównie gospodar­
stwa, hodowli inwentarza i organizacji pracy. Powiastki o charakterze
moralizatorskim uczyły dobrej pracy, bogobojności i przekonywały, że
zawód rolnika jest najlepszym i najpożyteczniejszym zawodem. Propa„Wieniec", nr 20, 1887, cyt. za L a t o , op. cit., s. 43.

�156

MARIA

BIERNACKA

gowały także ugodę wobec klas wyższych oraz akceptację istniejących
stosunków społecznych. Znalazło to wyraz w artykule programowym
redaktora W. L . Anczyca:
„Redakcja odłożywszy na czas późniejszy obszerniejsze traktowanie przedmio­
t ó w naukowych, a nawet gospodarczych uważa za najpilniejszą rzecz w tej chwili
podnieść w ludzie wiejskim religijne i moralne uczucia, rozbierać i objaśniać prze­
mianę stosunków rolnych, usuwać wątpliwości, wiązać miłością chrześcijańską cha­
ty z dworami, wytępić nieufność, walczyć z fałszem i podżegaczami, budować,
a nie burzyć, na koniec obudzać we włościonach miłość kraju i bliźniego, chęć do
pracy, zaminowanie trzeźwości, porządku i oszczędności" .
45

Podobne założenia miało tajne pismo „Kosynier" oraz „Przyjdź K r ó ­
lestwo Twoje" redagowane również przez Anczyca (1863 г.). W pismach
tych nawoływano chłopów do wstępowania w szeregi powstańcze i prze­
konywano, że muszą oni także ponosić ciężary, wynikające ze stanu
wojny w Królestwie. Do bardzo poczytnych pism dla ludu przed 1863 r.
należała jeszcze „Czytelnia Niedzielna".
Właściwy jednak grunt pod przyszły rozwój samodzielnych organi­
zacji chłopskich stworzyły na obszarze Królestwa Polskiego takie po­
zycje wydawnicze z zakresu prasy, jak: „Zorza", „Gazeta Świąteczna"
i „Zaranie". Pisma te (z wyjątkiem pierwszego okresu „Zorzy") w znacz­
nie szerszym stopniu uwzględniały potrzeby i zainteresowania budzącej
się do nowego życia wsi. Tygodnik „Zorza", redagowany od 1866 r.
przez Józefa Grajnerta, był początkowo pismem przeznaczonym dla służ­
by dworskiej, jednak w 1887 г., gdy w skład jego redakcji weszli znani
już działacze oświatowi tej miary co Mieczysław Brzeziński i Maksy­
milian Malinowski, pismo to zaczęło zjednywać sobie więcej czytelników
wśród chłopów. Nakład „Zorzy" nie osiągnął jednak nigdy nakładu
„Gazety Świątecznej". Ale pismo to cieszyło się popularnością i prze­
trwało do okresu międzywojennego .
Wydawanie „Gazety Świątecznej", która stała się jednym z najbar­
dziej popularnych czasopism przeznaczonych dla chłopów, rozpoczął
Konrad Prószyński w 1881 r. Nakład jej w 1904 r. osiągnął liczbę 13
tys. egz., które docierały do ok. 111 miejscowości. Dzięki niezwykłemu
talentowi popularyzatorskiemu Konrada Prószyńskiego, jego znajomości
psychiki chłopskiej oraz żarliwemu zaangażowaniu się w sprawy podnie­
sienia poziomu umysłowego polskiej wsi — pismo zyskało sobie sze­
rokie uznanie. Wprowadzało ono chłopa w świat szerszy, czyniło z niego
obywatela i traktowało go jak obywatela. W piśmie prowadzona była
stale rubryka, na łamach której wypowiadali się także m.in. sami chło­
pi — terenowi korespondenci. Niektórzy z nich okazali się w przyszło46

4 6

L a t o , op. cit., s. 11; por. także H. S y s к a, Od „Kmiotka"
do
„Zarania",
Warszawa 1949.
A. Ł u c z a k , Potosíonte i działalność
ruchu ludowego na Podlasiu, [w:]
Ruch ludowy na Mazowszu, Kurpiach i Podlasiu, Warszawa 1975, s. 15.
4 6

�OŚWIATA A PRZEMIANY SPOŁECZNOŚCI

157

WIEJSKIEJ

ści utalentowanymi korespondentami. „Gazeta Świąteczna" wychodziła
także po odzyskaniu niepodległości do 1939 r. w ł ą c z n i e .
Zawartość „Gazety Świątecznej" była bardzo urozmaicona. Prószyń­
ski pisywał do swej „Gazety" bardzo wiele artykułów, omawiając
w nich tematy mogące wywierać bezpośredni wpływ na podnoszenie
ogólnej kultury ludności wiejskiej. Były tam wskazówki na temat pro­
wadzenia lepszej gospodarki w polu, ogrodzie i oborze. Propagował za­
kładanie we wsi kas oszczędnościowo-pożyczkowych, straży ogniowych,
łaźni wiejskich i innych instytucji „ku pożytkowi ogólnemu". Ponadto
pisywał artykuły z dziedziny etnografii, historii, geografii i fizyki. Pro­
wadził również dział porad dla czytelników pt. Odpowiedzi Pisarza
„Gazety Świątecznej".
O K. Prószyńskim pisał we wspomnieniu pośmiertnym A. Popławski:
„Są ludzie, którzy wystarczają za instytucję. Człowiekiem-instytucją był
Promyk. Nie bardzo się nawet pamiętało o jego nazwisku właściwym.
Promyk oto jakiś torował sobie drogę wśród grubej ciemności nad l u ­
dem polskim zawisłej" .
Szczególna rola w czasopiśmiennictwie ludowym przypadła tygod­
nikowi „Zaranie", wychodzącemu na terenie Królestwa w latach 19071915 pod redakcją Maksymiliana Malinowskiego. Już w pierwszych nu­
merach 1907 r. sformułowany został program zaraniarzy, który głosił:
47

48

„«Zaranie» będzie pismem, którego zadanie — to szerzenie oświaty wśród po­
trzebujących jej dla własnego dobra... «Zaranie» drukować będzie artykuły o go­
spodarce społecznej różnych narodów, ale zwłaszcza o gospodarce tej i jej potrze­
bach we w ł a s n y m kraju. Będziemy więc pouczali, jak się urządzać w życiu sąsiedz­
kim, gromadzkim, w zjednoczeniach i różnych spółkach, żeby iść coraz w y ż e j a wy­
żej w dobrobycie i ulepszeniach wszelkich. Rolnictwo drobne «Zaranie» będzie ota­
czało szczególną opieką, a z nim hodowlę inwentarza, sadownictwo, pszczelarstwo
i przemysł domowy. Będą jednak w «Zaraniu» i artykuły ogólnonaukowe: o życiu
roślin i zwierząt, o ziemi, powietrzu, o różnych zjawiskach, o życiu ludzi i o rzą­
dach w różnych krajach, o rozwoju ducha ludzkiego, a zwłaszcza o rozwoju oświa­
ty, obyczajów i w ogóle dziejów naszego kraju, o jego teraźniejszym położeniu
i o tym, do czego dążyć musimy. Często będziemy drukowali artykuły o moral­
ności, jak ją pojmować i jak życiem i czynami swoimi kierować, aby były
ludzkimi, w duchu naszej wiary świętej, w duchu nauki Chrystusa" .
49

Czasopismo to istotnie przeznaczało wiele miejsca na bieżące sprawy
społeczno-polityczne i kulturalne w kraju, na popularnonaukowe z za­
kresu różnych dziedzin wiedzy, na porady w zakresie czytelnictwa, or­
ganizowanie bibliotek itp. Popularyzowano również ważniejsze wyda4 7

Por. R a d l i ń s k a , op. cit., s. 81-86; S. I g n a r , Historia szkoły
w Łaznoune, Warszawa 1959.
Por. W r o c z y ń s k i , op. cit., 1949, s. 130; K m i e c i k , op. cit., s. 52-53,
"¡3; Ł u c z a k , op. cii., s. 15-20; W o j c i e c h o w s k i , op. cit., s. 81-86, 202; R a d ­
l i ń s k a , op. cit., s. 81-86.
K m i e c i k , op. cit., s. 129. Por. także W. P i ą t k o w s k i , Dzieje
ruchu
zarauiarskiego, Warszawa l¿56.
4 8

15

�158

MARIA

BIERNACKA

rżenia z dziejów ojczystych, powszechnych i historii chłopów. Dużo miej­
sca poświęcano innym narodom i krajom, jak np. Czechosłowacji, pań­
stwom bałkańskim, Belgii, Anglii, Danii oraz zamorskim, jak Stany
Zjednoczone, Argentyna, Brazylia i Nowa Zelandia. Przybliżając osiąg­
nięcia tamtych narodów starano się wzbudzić wśród chłopów polskich
ambicje przemian u siebie i we własnym kraju. Autorami artykułów
w „Zaraniu" byli: Maria Dąbrowska, Natalia Gąsiorowska, Józef Dąbrowski-Grabiec, Edward Lipiński, Maksymilian Malinowski, a także sami
chłopi. Z. Kmiecik pisze, że „Zaranie" obok socjalistycznej „Kuźni" było
jedynym tygodnikiem postępowym, który tak wiele miejsca poświęcał
sprawom oświaty ludowej .
5a

Dla ściślejszej współpracy z młodzieżą wiejską i dla powiązania jej
z ideowym i samodzielnym ruchem ludowym redakcja „Zarania" stwo­
rzyła dodatek pt. „Świt — Młodzi Idą", gdzie przede wszystkim pisali
wychowankowie szkół rolniczych z Pszczelina, Kruszynka, Gołotczyzny
i Sokołówka. Pisemko miało charakter kulturalno-oświatowy. W dy­
skusji na temat tych prac, a przede wszystkim samokształcenia młodzie­
ży wiejskiej, zabierał głos L . Krzywicki, Jan Hempel i inni. Na łamach
dodatku młodzieżowego zamieszczano również rozważania na temat
ogólnych reform gospodarczo-społecznych, udziału kobiet w życiu spo­
łecznym wsi i jej pełniejszej roli w rodzinie, zmian w obyczajowości,
poziomu higienicznego i estetycznego wiejskich mieszkań, walki z pijań­
stwem, a więc wesel i zabaw bez alkoholu. Ponadto apelowano o rozwi­
janie wyższych form współżycia koleżeńskiego, społecznego opartego na
zasadach samopomocy społecznej, zakładaniu na wsi szkół, ochronek oraz
innych instytucji.
Tak więc początek X X w. w życiu wsi polskiej charakteryzował się
szczególnie tym, że z jednej strony coraz mocniej zaznaczały się rezul­
taty działalności oświatowej rozpoczętej w okresie popowstaniowym,
przejawiające się w poszerzaniu ogólnej wiedzy i zainteresowań chło­
pów, z drugiej zaś strony zarysowywały się wyraźnie tendencje do coraz
większego uniezależnienia się rozbudzonego ruchu chłopskiego. W związ­
ku z tym właśnie wieś stała się obiektem zainteresowań różnych sił,
reprezentujących ówczesne orientacje polityczne, które zdążały do
ugruntowywania i poszerzania swych wpływów wśród chłopów. Funkcje
scalające w toczących się rozgrywkach spełniały jednakże, zwłaszcza
w zaborze rosyjskim, stałe dążenie do odzyskania niepodległości oraz
bieżąca walka o polskość szkoły. Ideę niepodległości wprowadzili do
swych programów współtwórcy ruchu ludowego zarówno w Galicji
(Polskie Stronnictwo Ludowe — 1895 г.), jak i w Królestwie (Polski
Związek Ludowy — 1904 г.). Z ruchem ludowym łączą w t y m czasie
swoje nazwiska wybitni działacze społeczni, polityczni i naukowcy. NaKmiecik,

op. cit., s. 128-135.

�OŚWIATA A PRZEMIANY SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

159

czelną ideą ruchu ludowego jest wyzwalanie chłopów z dawnych postaw
poddańczo-pańszczyźnianych, ukazywanie im wielkich ideałów narodo­
wych i społecznych oraz aktywizacja w dziedzinie życia gospodarczego,
społecznego i kulturalnego. W działalności tej na terenie Królestwa
ważną rolę spełniały szkoły rolnicze, Towarzystwo Kółek Rolniczych im.
Staszica oraz niektóre czasopisma ludowe, jak np. „Zaranie" (1907-1915),
„Siewba" (1906-1908) oraz ukazujące się od 1912 r. młodzieżowe pismo
„Drużyna", później „Nasza Drużyna".
D Z I A Ł A L N O Ś Ć OŚWIATOWA KOŚCIOŁA

Wśród różnorodnych ośrodków i instytucji oddziałujących oświatowo
na polską wieś w końcu X I X i na początku X X w. ważna rola przypada
polskiemu Kościołowi katolickiemu. Ponieważ represje państw zabor­
czych, zwielokrotnione zwłaszcza po powstaniach 1830/31 oraz 1863/64,
pozbawiły kraj większości instytucji narodowych, zatem Kościołowi przy­
padła rola krzewiciela i obrońcy polskości. R. Bender w swej rozprawie
dotyczącej społecznych inicjatyw chrześcijańskich w Królestwie Pol­
skim w latach 1905-1918 dokonuje analizy wielu poczynań Kościoła
zmierzających do wypełnienia tych luk w życiu ludności polskiej, któ­
re były następstwem niewoli politycznej. Możliwości polskiego Kościoła
katolickiego w okresie porozbiorowym zostały mocno ograniczone. W ka­
tolickiej Austrii Kościół podporządkowany został „zgodnie z duchem
józefinizmu" państwu. W protestanckich Prusach Kościół był mocno
zwsflczany, zwłaszcza w okresie tzw. kulturkampfu. Działalność Kościo­
ła ograniczona była również na terenie zaboru rosyjskiego.
W tych warunkach —• pisze Bender — „Kościół polski mógł jedynie
w pewnym stopniu wspierać różne inicjatywy społeczne podejmowane
przez kapłanów i wiernych" . Najtrudniejsza sytuacja była w zaborze
rosyjskim, gdyż carat związany z prawosławiem widział we wszelkich
inicjatywach społecznych związanych z katolicyzmem — przejaw ak­
tywności polskiej.
51

„Z czasem [...] władze carskie ograniczyły nawet działalność duszpasterską do
tego stopnia, że proboszcz bez zgody naczelnika powiatu nie mógł u d a w a ć się do
innej parafii, a biskup bez zgody gubernatora dokonywać wizytacji swej diecezji.
Wszelkie oficjalne kontakty hierarchii kościelnej ze Stolicą Apostolską, a ducho­
w i e ń s t w a z katolickimi środowiskami w Europie" były wykluczone. W przeciwień­
stwie do innych zaborów «glucho było tutaj o chrześcijańskiej myśli społecznej".
Wszelkie inicjatywy podejmowane w tym zakresie były w X I X i na początku
X X v/, z miejsca przez carat unicestwiane".

Przyczyniło się do tego jeszcze i to, że po powstaniach w 1830 i 1863
r. wielu księży zostało przez carat wywiezionych, wielu zaś emigrowało
6 1

R. B e n d e r , Społeczne
1905-1908, Lublin 1978, s. 5.

inicjatywy

chrześcijańskie

w

Królestwie

Polskim

�160

MARIA

BIERNACKA

do innych krajów, skąd w różny sposób próbowało oddziaływać na kraj.
Ważną rolę w życiu świeckim odegrał Florentyn Wacław Jan Koź­
miński. Pochodził z Białej Podlaskiej, studiował architekturę na Aka­
demii Sztuk Pięknych, w 1846 r. został aresztowany i osadzony w X
pawilonie Cytadeli za udział w spisku przygotowującym powstanie. Po
przebytej chorobie i wyjściu z więzienia został bratem u Kapucynów,
a następnie po ukończeniu teologii księdzem. Włączając się w nurt spraw
społecznych zasłynął z kazań oraz nawiązał kontakty z grupą emancy­
pantek, m.in. z Narcyza Żmichowską. Pod jego duchowym kierowni­
ctwem Zofia Truszkowska i Klotylda Ciechanowska po wstąpieniu do
trzeciego zakonu w warszawskim kościele Kapucynów — powołały do
życia habitowe zgromadzenie sióstr felicjanek. Siostry poprzez działal­
ność Towarzystwa Rolniczego, któremu prezesował Andrzej Zamoyski
i Ludwik Górski, rozpoczęły pracę w ochronkach wiejskich. We współ­
pracy z ziemiaństwem, w latach 1859-1864 założyły na terenie Króle­
stwa Polskiego 27 ochronek wiejskich (także 3 miejskie).
Udzielanie w 1863 r. przez siostry felicjanki pomocy powstańcom
spowodowało, że zgromadzenie to zostało skasowane. W tej sytuacji
O. Honorat Koźmiński wystąpił wobec sióstr zakonnych z inicjatywą
zachęcania ich do życia wspólnego bez klasztoru i bez habitu oraz
„praktykowania rad ewangelicznych wśród społeczeństwa, chociażby
w domach rodzinnych i w ubiorze świeckim". W działalności tej poma­
gała O. Honoratowi felicjanka Elżbieta Stummer. W 1889 г.. zostały
zatwierdzone formy życia ewangelicznego przejawiane przez tworzone
z jego inicjatywy zgromadzenie bezhabitowe. Jak pisze Bender, ъ 26
stowarzyszeń tercjarskich założonych przez Koźmińskiego w latach
1874-1895 uformowało się 16 zgromadzeń zakonnych, które przetrwały
rewolucje, wojny i istnieją do dziś .
52

W kręgu zgromadzeń bezhabitowych uformowało się także za spra­
wą O. Honorata — Zgromadzenie Sióstr Ubogich Św. Klary od Nieusta­
jącej Adoracji Ubłagania, które w 1888 r. zorganizowała w Płocku Feli­
cja Kozłowska. W 1893 r. i w latach następnych dołączyli do tego zgro­
madzenia kapłani, co dało początek ruchowi mariawitów. Ruch ten
„zgodnie z tradycją całego kierunku honorackiego" rozwinął szereg róż­
nych inicjatyw społecznych, które — jak pisze Bender — do czasów
obecnych nie są jeszcze w dostatecznym stopniu zbadane.
Jak wynika z badań, O. Honorat poprzez bezhabitowe zgromadzenie
docierał do fabryk, gdzie tzw. siostry fabryczne organizowały robotnice.
Działalność ta była według Bendera na owe czasy bez precedensu i sta­
nowiła novum nie tylko na gruncie polskim, ale i w ówczesnym świecie.
Włączenie do zgromadzeń zakonnych robotnic było bowiem pociągnię­
ciem prekursorskim.
52

Tamże,

s. 41-43.

�OŚWIATA A PRZEMIANY SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

161

„Działalność tych zgromadzeń — pisze on — posiadała szczególną w a g ę w okre­
sie poprzedzającym rewolucję 1905 г., gdy wszelkie formy aktywności społecznej,
narodowej i kościelnej, na równi z rewolucyjnymi były zakazane. W sposób ukry­
ty, konspiracyjny, O. Honorat Koźmiński za pośrednictwem zgromadzeń bezhabitowych potrafił dotrzeć z życiem zakonnym do fabryk" .
53

Z ruchem honorackim współpracowała również Cecylia Plater-Zyberkówna — siostra zakonna św. Franciszka. Wychowana w tradycji obu
powstań narodowych podnosiła sprawę konieczności rozwinięcia wśród
młodzieży szerokiej działalności ideowej w duchu chrześcijańskim.
Stworzyła w Warszawie zakład rękodzielniczy dla młodzieży, zorganizo­
wała szkołę 2-klasową, a następnie 5-klasową — przeorganizowane
u progu niepodległości w gimnazjum 8-klasowe. Jej działalność oświa­
towa dotyczyła również wsi, bo w 1891 r. założyła w Chylicach pod
Warszawą szkołę dla dziewcząt pochodzących ze ,, sfer ludowych". Plater-Zyberkówna była wyznawczynią poglądu, że przez odrodzoną ko­
bietę i odrodzoną rodzinę może nastąpić odrodzenie całego społeczeń­
stwa .
Inne inicjatywy społeczne kościoła w Królestwie Polskim nie dorów­
nywały skalą i zasięgiem ruchowi honorackiemu. Do takich poczynań
należy zaliczyć szerzenie się idei zrzeszeń i spółek spółdzielczych na
wsi. Na polu tej działalności zaznaczyło się wiele wybitnych jednostek
spośród katolickiego duchowieństwa. Na szczególne wyróżnienie zasłu­
giwała działalność ks. Wacława Blizińskiego, który stał się głośnym or­
ganizatorem różnych form spółdzielczości we wsi Lisków koło Kalisza.
Działalność ks. Blizińskiego w Liskowie była niekiedy krytycznie oce­
niana. Zarzuty stawiane mu przez działaczy samodzielnego ruchu ludo­
wego i młodzieżowego dotyczyły głównie sfery nierównomiernego od­
działywania na społeczność Liskowa. Ich zdaniem ks. Bliziński narzucał
wsi gotowe formy działania gospodarczego i społecznego, a za mało
próbował rozbudzać własne dążenia chłopów, zmierzające do samodziel­
nego życia.
Społeczny ruch katolicki rozwijał się i zyskiwał na popularności. Do
wybitnych działaczy społecznych tego ruchu należeli: ks. Antoni Kwiat­
kowski z Bychawy koło Lublina oraz ks. Ignacy Kłopotowski z Lublina,
który był założycielem Spółdzielczego Lubelskiego Domu Zarobkowego,
skupiającego rzemieślników. Dom ten stał się pierwszą niezależną i n ­
stytucją spółdzielczą zorganizowaną w Królestwie Polskim za sprawą
duchownego. Kiedy zaś od r. 1889 rozpoczęła się akcja organizowania
chłopskich spółek rolniczo-handlowych, w organizowaniu ich i prowa­
dzeniu uczestniczyli księża. Pierwszą tego rodzaju placówką była spół­
ka powstała we wsi Wola Bukowska w Miechowskiem.
Do społecznych inicjatyw chrześcijańskich, które niewątpliwie w y S4

53

54

Tamże,
Tamże,

s. 45-46.
s. 120.

11 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t.

26/2

�162

MARIA

BIERNACKA

wierały wpływ na społeczeństwo wsi, należy zaliczyć różne formy ma­
nifestowania uczuć religijnych i patriotycznych wobec władz carskich.
W okresie wojny rosyjsko-tureckiej (1877-1878) krzyże i figury świę­
tych przybierano w barwy narodowe. Na krzyżach i figurach zawiesza­
no napisy „Wiara, nadzieja, modlitwa" albo emblematy z napisami
„Królestwo Polskie" oraz „Boże zbaw Polskę". Ponadto rozprowadzano
także wśród rzemieślników w miastach modlitewniki z emblematami
i napisami mówiącymi o wolnej Polsce. W kościołach organizowano
śpiewy religijne. Śpiewniki sprowadzano do Królestwa przez dziesiątki
iat tajnie z zagranicy, głównie z Galicji, gdzie były specjalnie druko­
wane dla ziem Królestwa (z wydrukowanych w 1873 r. 5 tys. egz. mo­
dlitewników, w ciągu trzech lat przerzucono do Królestwa i sprzedano
ich 4 tys.). Kiedy w 1888 r. rozchodziły się wieści — zwłaszcza wśród
ludności unickiej — że będzie wprowadzona niebawem administracja
polska i utworzone szkoły polskie, w domach chłopskich gromadzono
dzieci i uczono religii rzymskokatolickiej oraz języka polskiego. Na­
stępstwem tego — pisze Bender — był w 1898 r. spadek liczby uczniów
w szkołach publicznych (np. we wsi Terespol o połowę: z 40 na 20).
Agitację przeciw szkole rosyjskiej prowadzili również księża, m.in. ks.
Józef Anusza z łacińskiej parafii Puszcza Solska .
55

Możliwość szerszego działania na odcinku wychowania społecznego
uległa znacznej zmianie dopiero po rewolucji 1905 г., która — jak pisze
Bender — zmuszała cara Mikołaja I I do przyznania większych swobód
także w zakresie życia religijnego. To właśnie umożliwiało podejmowa­
nie przez Kościół w Królestwie Polskim szeregu społecznych inicjatyw
trwałych, a nie tylko sporadycznych lub ukrytych, jak np. honorackie
zgromadzenie zakonne lub działające w latach 1896-1901 tajne kapłań­
skie Collegium Secretum, które zostało powołane w łonie Ligi Narodo­
wej i miało na celu polityczne podporządkowanie duchowieństwa Na­
rodowej Demokracji.
Historycy rozwoju społecznej myśli chrześcijańskiej podnoszą rów­
nież fakt włączenia się duchowieństwa w propagowanie czytelnictwa
prasy na wsi, w tym szczególnie „Gazety Świątecznej". Jak pisze Ben­
der —• z inspiracji wielu księży chłopi nie tylko czytali tę gazetę, ale
ją współredagowali. Z inicjatywy księdza z Kamieńczyka w b.pow. w ę ­
growskim zaczął pisać do „Gazety Świątecznej", już w pierwszym roku
jej wydawania, tutejszy mieszkaniec Franciszek Jakubisiak. Występując
przeciwko nadużyciom serwitutowym proponował zamianę serwitutów
na ziemię dla chłopów.
Korespondentami tego pisma bywali także .sami księża, jak np.
w 1889 r. ks. Nodzyński z Makuszyna w pow. radomszczańskim. Ko­
respondenci „Gazety świątecznej", także ci, wyszukiwani przez księ65

Tamże,

s. 47-49.

�OŚWIATA A PRZEMIANY SPOŁECZNOŚCI

163

WIEJSKIEJ

ży — byli czołowymi działaczami różnych ugrupowań politycznych,
m.in. endeckich, ludowcowych, a niekiedy nawet PPS-u. Za sprawą
m.in. duchowieństwa dochodziły do rąk ludności wiejskiej pisma i w y ­
dawnictwa z innych zaborów oraz zagraniczne, często rewolucyjne. Tak
np. w 1875 r. władze rosyjskie przejęły transport zagranicznych ksią­
żek o treści religijnej zawierający także 1495 egz. narodnickiego pisma
„Wpieriod", wydawanego w Zurychu i Londynie przez P. Ł. Ł a w r o wa .
56

Mniejszy był już udział duchowieństwa w piśmie „Zorza" redagowa­
nym w tym czasie przez Maksymiliana Malinowskiego, skupiającym
jeszcze większą liczbę chłopskich korespondentów niż „Gazeta Świą­
teczna". Korespondenci ci byli jednak dzięki „Gazecie Świątecznej" w y ­
robieni w czytaniu i pisaniu i w mniejszym stopniu wiązali się z du­
chowieństwem. Było to zresztą zasługą Malinowskiego, który skupił wo­
kół swego pisma aktywniejszych chłopów. Jako redaktor nawiązywał
z nimi bezpośredni kontakt poprzez wyjazdy na wsie, rozmowy, zama­
wianie korespondencji itp.
W latach dziewięćdziesiątych X I X w. duchowieństwo wraz z częścią
działaczy ludowych wiąże się z Narodową Demokracją. W 1896 r. za
sprawą działacza Ligi Narodowej Aleksandra Zawadzkiego oraz ks. Bro­
nisława Marjańskiego powstało przy Lidze tajne koło księży pod nazwą
Collegium Secretum, które za cel postawiło sobie „zespolenie całego
rzymskokatolickiego duchowieństwa polskiego w pracy narodowej
i wskazanie mu właściwych sposobów działania" .
Wpływ duchowieństwa katolickiego na wieś wyrażał się również
działalnością organizacji katolickich. Do takich należał powstały po
1905 r. Związek Katolicki, a następnie wspomniane już Katolickie To­
warzystwo Przyjaciół Młodzieży. Koła Związku Katolickiego prowadzi­
ły wśród ludności wiejskiej i małomiasteczkowej działalność religijną,
a ponadto akcję oświatową, która była następstwem związków z Polską
Macierzą Szkolną założoną w 1905 r. przy współudziale ks. Jana Gralewskiego. Polska Macierz Szkolna działała początkowo tajnie, następnie
półjawnie, a od 1906 r. legalnie.
57

„W szybkim tempie pokryła ona — pisze Bender — siecią szkół początkowych
cały kraj. Znaczny jednak w p ł y w w Macierzy posiadała Narodowa Demokracja.
Stwierdzano w kręgach katolickich, że ona tam «rej wodzi», uważając kościół za
^instytucję narodowa» podporządkowaną przedstawicielstwu politycznemu narodu,
a w i ę c społeczności świeckiej".

Prezes Związku Katolickiego, J. Ostrowski, uważał Polską Macierz
Szkolną za wręcz szkodliwą dla kościoła i katolicyzmu polskiego, inni
sądzili jednak, że chociaż Macierz Szkolna pozostawała w skrajnie na5 6

5 7

Tamie, s. 54-55; B r o d o w s k a ,
B e n d e r , op. cit., s. 55.

op. cii., s. 285-286; L a t o ,

op. cit.,

s.

15.

�164

MARIA

BIERNACKA

cjonalistycznych „zaciekle partyjnych rękach" posiadała jednak swloje
znaczenie .
Delegalizacja w 1907 r. Macierzy spowodowała na polu działalności
oświatowej aktywizację Związku Katolickiego. Obok bibliotek i czytel­
ni organizowanych wcześniej zaczęto organizować lub przejmować od
byłej Macierzy szkoły. Władze carskie przerwały tę działalność, usu­
wając nawet ze statutu punkt przyznający mu prawo rozwijania akcji
oświatowej. Następstwem tego było zamykanie przez władze rządowe
bibliotek, czytelni — także pod pretekstem znajdowania w nich pozycji
„o treści rewolucyjnej". W roku 1912, kiedy generał-gubernator war­
szawski wydał zgodę na ponowne otwieranie bibliotek i czytelni (głów­
nie w domach ludowych), poszerzały one swoją działalność z odczytów
umoralniających na religijne, na organizowanie jasełek, chórów, zespo­
łów teatralnych.
Oprócz działalności kulturalno-oświatowej Koła Związku Katolickie­
go próbowały również działalności w zakresie rolnictwa. Spotykały się
jednak — jak pisze Bender — z konkurencyjną działalnością kółek
staszicowskich organizowanych od 1906 r. głównie przez działaczy l u ­
dowych skupiających się wokół pisma „Zaranie". Na łamach pism ka­
tolickich „Przegląd Katolicki" i „Rola" toczyły się ponadto spory
z antyklerykalnymi kierunkami reprezentowanymi przez zaraniarski
ruch ludowy oraz ten odłam duchowieństwa, który orientował się na
ruch mariawicki oraz „występował ostro przeciw hierarchii kościelnej
i patronalistycznej pozycji duchowieństwa w społeczeństwie polskim".
W tych warunkach Związek Katolicki rozwijał się raczej powoli, zwła­
szcza że starano się go organizować oddolnie. Gdzie był silny ruch za­
raniarski, wpływy Związku Katolickiego były słabsze (diecezja kielecka,
warszawska, lubelska), natomiast aktywizował się na terenach, gdzie
słabo oddziaływało „Zaranie". Zdaniem Bendera Związek Katolicki na­
leżał do organizacji zachowawczych społecznie i antymodernistycznych.
Znacznie postępowsze były inne katolickie środowiska społeczne, jak np.
Katolickie Towarzystwo Przyjaciół Młodzieży skupione wokół Cecylii Plater-Zyberkówny oraz grono współpracowników założonego w 1909 r.
czasopisma „Prąd" .
s s

59

OSWIIATA W P R O G R A M A C H S T R O N N I C T W L U D O W Y C H

Propagowanie działalności oświatowej na wsi znalazło swój wyraz
nie tylko w prasie, ale także w programach tworzących się na przełomie
X I X i X X w. politycznych stronnictw ludowych. Punktem wyjścia do

58

59

Tamże,
Tamże,

s. 102.
s. 6, 104-105.

�OŚWIATA A P R Z E M I A N Y SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

165

kształtowania podstaw ideologicznych tych programów były m.in. dwie
podstawowe przesłanki: prawo narodu polskiego do własnej niezależności
oraz prawo warstwy chłopskiej do traktowania jej na równi z innymi
tzw. wyższymi warstwami społecznymi. Bolesław Wysłouch sformuło­
wał to w sposób następujący:
„Tym samym więc prawo nasze do rozwoju narodowościowego grunt realny
zyskuje i podstawą jego jest wyłącznie i jedynie fakt istnienia dwunastu milionów
Polaków, dla rozwoju społecznego, których rozwój narodowości polskiej jest w a ­
runkiem nieodzownym. Wobec tego faktu wszelkie inne argumenty historiozoficz­
ne lub polityczne stają się najzupełniej zbyteczne. [...] L u d — warstwy pracujące
narodu — to większość liczebna. Jeśli w i ę c — zgodnie z etyką społeczną — celem
działalności winno być osiągnięcie takich form bytu, przy których suma szczęścia
byłaby możliwie największa, to drogą ku temu jest popieranie interesów ludowych
przed wszelkimi innymi już dla tego jednego, że lud większość liczebną stanowi.
Taki program ludowy — kontynuuje s w ą myśl Wysłouch — kastowy nie jest. Nie
idzie tu o w y w y ż s z e n i e jednej warstwy nad innymi. Przeciwnie, nawet interes
warstw wyższych, lepiej pojęty, do tego samego prowadziłby celu. Bo jakież może
być szczęście jednostek, których dobrobyt materialny na wyzyskiwaniu ludu ma
być oparty? Czy mogą być szczęśliwe, jeśli są zewsząd otoczone nędzą, w y s t ę p k i e m ,
ciemnotą, jeśli im grozi wybuch zemsty ludowej?" .
e o

Myśli te znalazły wyraźne odbicie w odezwach i programach two­
rzących się stronnictw chłopskich, które problem szkolnictwa i oświaty
na wsi traktowały pierwszoplanowo. Na terenie Galicji już w lipcu
1895 r. powstało Stronnictwo Ludowe, które w swej „Odezwie progra­
mowej" pt. Centralny Komitet Przedwyborczy
Stronnictwa
Ludowego.
Do wyborców w całym kraju, zamieszcza swoisty raport o aktualnym
stanie oświaty w zaborze austriackim. W „Odezwie" tej mówi się o ka­
tastrofalnym stanie szkolnictwa ludowego, o małej ilości średnich szkół,
wygórowanym czesnem, braku podręczników, „przymusie mundurko­
wym". Podkreśla się także, że „wątpliwy jest również postęp stosun­
ków oświaty — wyższej, akademickiej. W 1850/51 r. liczono w obu uni­
wersytetach krajowych 1512 uczniów. W roku 1890/91 zaś — po upły­
wie lat 40 — przy większej o 2 miliony cyfrze mieszkańców mamy
zaledwie 2360 uczniów". W związku z t y m w zaleceniach dla posłów
ludowych znalazły się w „Odezwie" następujące wytyczne:
„Popierać oświatę — przez mnożenie liczb szkół ludowych (średnich kosztem
skarbu państwa), polepszenie bytu nauczycieli ludowych, a ułatwienie młodzieży
dostępu i uczęszczania do szkół średnich przez zmianę utrudniających w tym w z g l ę ­
dzie przepisów organizacyjnych szkolnictwa ludowego, obniżenia czesnego i znie­
sienie przymusowego umundurowania. Zarazem popierać oświatę fachową przez
odpowiednią organizację szkół p r z e m y s ł o w y c h i rolniczych. Czynić w ogóle wszyst­
ko, co oświatę publiczną ułatwia, a nie utrudnia" .
e l

6 0

S. L a t o , W. S t a n k i e w i c z ,
1969, s. 35-39.« Tamże, s. 53-54, 60.

Programy

stronnictw

ludowych,

Warszawa

�1G6

MARIA

BIERNACKA

W roku 1903 dnia 27 I I na posiedzeniu Rady Naczelnej i mężów
zaufania PSL w Rzeszowie (dawne Stronnictwo Ludowe) uchwalono
Program Polskiego Stronnictwa Ludowego, który zawiera m.in. nastę­
pujące sformułowania odnośnie do praw narodu, ludu i oświaty na wsi:
„Polskie Stronnictwo Ludowe dąży do narodowego, politycznego, ekonomicznego
i cywilizacyjnego podniesienia ludu i nie spocznie w walce, aż zniknie na ziemi
naszej, jak długa ona i szeroka, polityczna niewola i wszelaka niesprawiedliwość
społeczna. Pojęciem lud obejmujemy wszystkie warstwy, zarówno wiejskie, jak
i miejskie, które zajmują się pracą fizyczną czy u m y s ł o w ą i pracę uważają za je­
dyny tytuł do zasług, praw i obowiązków [...]. L u d w takim pojęciu, to rdzeń na­
rodu. Temu też polityka, która się nie troszczy o warunki bytu warstw ludowych,
narodowa nie jest [...]. Pod w z g l ę d e m kulturalnym pragniemy uczestniczenia
ogółu w oświacie, więc udostępnienie jej wszystkim mieszkańcom kraju, bez róż­
nicy płci, wieku i zamożności — oświaty zaś, krzewiącej umiłowanie prawdy,
dobra i piękna".

Żądania w zakresie spraw szkolnych i oświaty dorosłych

brzmią-

fy:
„Domagamy się gruntownej reformy szkolnictwa i energicznego popierania
oświaty. We wszystkich gminach kraju ma być zorganizowana szkoła ludowa, za­
opatrzona w siły nauczycielskie, odpowiednio ukwalifikowane i stosownie wyna­
gradzane. O ile tego stan oświaty w gminie wymaga, ma być przy każdej szkole
kurs dla dorosłych analfabetów.
Koszt budowy i utrzymania szkół ludowych powinien spadać na fundusz k r a ­
jowy. Ubogiej dziatwie należy się dostarczenie środków naukowych, a w miarę
możności i środków utrzymania w wieku szkolnym. Program nauk w szkołach
ludowych ma obejmować jako przedmiot obowiązkowy ćwiczenia fizyczne i pod­
stawowe zasady higieny. Przede wszystkim jednak cały kierunek nauki w szkołach
ludowych musi ulec zmianie w duchu narodowym przez wprowadzenie do podręcz­
ników szkolnych obfitego materiału z dziejów i geografii Polski.
W wiejskich radach szkolnych miejscowych dziedziczne miejsce dla w ł a ś c i ­
ciela obszaru dworskiego jest przypomnieniem dawnych przywilejów dominikalnych. Przez wprowadzenie do rad szkolnych miejscowych delegatów wydziałów
powiatowych, którymi zazwyczaj są również właściciele dóbr tabularnych, wzmoc­
niono w p ł y w y tej klasy na szkolnictwo ludowe i na obsadzanie posad nauczyciel­
skich, przez co uszczuplono autonomię szkolną gminy i szkołę ludową oddano pod
kuratele tabularystów. Te zabytki stanowych przywilejów usunąć należy.
Dla kraju naszego jest szczególnie ważne zakładanie i wydatniejsze popiera­
nie szkól fachowych: przemysłowych, handlowych, rękodzielniczych. [...] W szkołach
średnich i w w y ż s z y c h zakładach naukowych usunąć należy wszelkie utrudnienia
dla niezamożnej młodzieży. Liczba szkół średnich jest zanadto mała i dla kraju
niedostateczna, a ustrój ich wymaga rychłej reformy".

Program ten zawiera również postulaty w zakresie organizacji nauki
rolnictwa dla włościan:
„Chcąc dobrze na swej ziemi gospodarować musi nasz lud rolniczy posiąść
potrzebną wiedzę fachową, nabrać ochoty i zamiłowania do postępu rolniczego;
uznajemy więc ogromną potrzebę i doniosłość krzewienia wiedzy i oświaty zawo­
dowej wśród włościan. Dzisiejsze jednak urządzenia naszych szkół rolniczych dla

�OŚWIATA A P R Z E M I A N Y SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

167

gospodarstw włościańskich nie czyni zupełnie zadość ich potrzebom i wymaga
gruntownego przeobrażenia, a zarazem uzupełnienia". [Chodzi tu o 3-letnie szkoły
rolnicze, których absolwenci nie wracają już na swe małe gospodarstwa].

W wytycznych postuluje się kształcenie zawodowe młodych gospo­
darzy na krótkich, co najwyżej kilkutygodniowych kursach z dobrą ob­
sadą wykładowców-praktyków. W t y m kierunku powinno iść dokształ­
canie rolnicze .
W Królestwie Polskim pierwszą polityczną organizacją chłopów był
powstały w 1904 r. Polski Związek Ludowy, który wydał w 1905 r.
Odezwę programową pt. „Od Polskiego Związku Ludowego do braci
włościan"'.
62

„My, grono chłopów i innych ludzi, szczerze sprawie ludowej
oddanych,
oświadczamy braciom chłopom na całej ziemi polskiej, że utworzyliśmy Polski
Związek Ludowy [...] Teraz w ł a s n y m i siłami zabieramy się do pracy, bo czas już
wielki, aby chłop polski zamiast to temu, to tamtemu się przypodchlebiać i wiado­
mości ino zbierać — wziął się sam do czynu, jak sam staje do pługa, jak sam
staje do siewu. Jak sam orzesz i zasiewasz, chłopie, swój zagon ojcowy — tak
zaoraj i zasiej swoje życie gromadzkie, społeczne i narodowe. Stań się obywatelem!
To znaczy — otwórz swe oczy nie tylko na wieś, w której mieszkasz, ale szerzej,
jak najszerzej. Zobacz i rozważ, jakie są potrzeby wszystkich braci twych, chłopów
polskich, jakie są potrzeby ludu całego, narodu polskiego. Rozważ i do roboty!
Byle prędzej, bo już czas, wielki czas! P a ń s t w o coraz już się wali, pożar buntu
ogarnia wszystkie podległe mu narody. Zbliża się koniec rządów carskich, rządów
niewoli, a początek wolności".

Wytyczne programowe formułują potrzeby wsi w zakresie wolności
słowa wyrażanego w języku polskim, samorządu, stowarzyszeń, a także
oświaty:
„potrzeba nam wielu, wielu rzeczy, szkół polskich, dobrych, dla wszystkich do­
stępnych i bezpłatnych, bo na to płacimy podatki, abyśmy wszystkie szkoły ludowe
i wyższe darmo mieli. Potrzeba nam zupełnej wolności nauczania, zakładania czy­
telni, urządzania odczytów, u n i w e r s y t e t ó w ludowych, s ł o w e m jak najwięcej wol­
nej, niczym nie krępowanej oświaty!"

W 1906 r. tenże Polski Związek Ludowy sformułował swój program
w zakresie politycznym, ekonomicznym i kulturalnym. Oto jego frag­
menty odnośnie do spraw kultury:
„Dążenia kulturalne streszczają się w haśle: w y t w o r z y ć demokrację stowa­
rzyszeń jako jedynej gwarancji wszechstronnego i wolnego rozwoju kultury na­
rodu. Stronnictwo ludowe uważając, że kultura narodu nie rozwija się przez re­
formy narzucone z góry i przeprowadzone biurokratycznie, że rozwój jej jest ściśle
zależny od stopnia umiejętności, jaką posiadają masy ludowe w samodzielnym
organizowaniu spraw swoich, że wreszcie jej rozwój naturalny i wszechstronny od­
b y w a ć się może wtedy tylko, gdy są powołane do życia rozmaite wolne siły i dąż­
ności społeczne, stawia sobie za zadanie szerzenie stowarzyszeń we wszystkich
dziedzinach społecznych, stowarzyszeń opartych na zasadach demokratyzmu i ko6 2

Tamże, s. 6Э-83, 116-117.

�168

MARIA

BIERNACKA

operacji, które by powołały jak najszersze masy ludowe do pracy twórczej w za­
kresie swoich interesów zbiorowych"
6 3

Na obszarze Królestwa Polskiego uchwalony został również w 1907 r.
Program Związku Młodej Polski Ludowej. Tekst Programu opubliko­
wano w broszurze nielegalnej, której autorem był najprawdopodobniej
ks. Kajetan Wysłouch (ps. Antoni Szech). Była to broszura wyrażająca
poglądy grupy tzw. „Siewbiarzy" skupionych wokół czasopisma „Siewba" wydawanego w Tłuszczu pod Warszawą w latach 1906-1908, przez
grupę działaczy ludowych. Oto jego fragmenty:
„W przyszłość — w dal — w słoneczny jutra świt — w promienny Boży dzień.
My żyć chcemy i żyć będziemy. To, co mamy dziś, to nie życie godne człowieka,
godne Polaka. Teraz niewola ciała, bośmy w więzieniu w kajdanach. My, naród
od Pra-Piasta żywot swój wiodący, naród niegdyś k m i e c i ó w wolnych, naród, co
najwięcej ze wszystkich w o l n o ś ć ukochał i wolność rozumie, dziś wydani na
urągowisko i poniewierkę u obcych tyranów, w rzeszę n i e w o l n i k ó w zmienieni,
w mieszkańców wielkiego więzienia, jakimi się stała Ojczyzna nasza. Teraz, nie­
wola ducha, bośmy w ciemnościach, w mrokach duchowej mocy. My naród nieg­
dyś oświatą wielki, dziś ostatniśmy w Europie z dawna ogłupiani, znieprawieni
w obcych nam, wrogich szkołach przez tych, co nie oświecać nas chcą, ale spodlić,
skarlić nas pragną, w n i e w o l n i k ó w ducha zamienić. My dziś bez możności w ł a ­
snego duchowego rozwoju, własnej rodzimej oświaty".

Po wstępnych sformułowaniach patriotyczno-wolnościowych i demo­
kratycznych Program ten głosił:
„Kulturalno-oświatowa praca wśród mas szerokich narodu naszego — to naj­
ważniejsze ze wszystkich zadań zadanie! Jeśli potrzebujemy swobód politycznych,
to przede wszystkim dlatego, aby mieć możność nieskrępowanej pracy kultural­
nej. Bez podniesienia kultury i oświaty w narodzie wszelka inna praca jest nie­
możliwa, jest ona siewbą na niezoraną skibę. Bez oświaty nie masz wolności.
Naród nasz niegdyś poczesne miejsce zajmujący wśród narodów cywilizowanego
świata dziś stał się narodem analfabetów. Wśród mroków duchowych lęgnąć się
muszą objawy zdziczenia i zwyrodnienia, a wszelkie najlepsze usiłowania k o ń ­
czyć się zawodem. Nieść do narodu oświaty kaganiec — to hasło dziś najszczyt­
niejsze! Wśród zmienionych w a r u n k ó w , występując na miejsce naczelne w na­
rodzie, lud oświeconym być musi — skoro rządzić narodem ma stan nie rodem
możny, a oświatą. Jeśli lud po władzę sięga, winien władzy stać się godnym, móc
przyjąć ją dostojnie! Dostojeństwo ludu jeno z oświatą przyjść może.
Kulturalne dążenia Młodej Polski Ludowej na dziś streszczają się w n a s t ę p u ­
jących punktach programowych:
1. Szkoła polska — niższa, średnia i wyższa. Tylko polska szkoła może być krze­
wicielką rzetelnej kultury i oświaty w społeczeństwie polskim i tylko nauczyciele
Polacy mogą być wychowawcami Polaków.
2. Powszechne, bezpłatne nauczanie — początkowe, średnie i wyższe. Jak słońce
świeci wszystkim, tak nauka dla wszystkich dostępna być winna, nie dla m a j ę t ­
nych tylko.
3. Organizowanie szkół rolniczych, stowarzyszeń oświatowych, kółek rolniczych,
6 3

Tamże, s. 87-90. Por. także S. J . B r z e z i ń s k i ,
Warszawa 1957.

Polski

Związek

Ludowy,

�OŚWIATA A PRZEMIANY SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

169

wystaw gospodarczych, wzorowych gospodarstw, stacji doświadczalnych itp. R o l ­
nictwo dziś jest podwaliną naszego życia ekonomiczno-narodowego. Dobrze zor­
ganizowane i prowadzone kółka rolnicze podnoszą rolnictwo, oświatę, dobrobyt
i jedność wśród ludu, a przez skupianie się około w s p ó l n y c h prac o ś w i a t o w y c h
i ekonomicznych stają się ośrodkiem kulturalnego ruchu ludowego danej okolicy.
4. Organizowanie u n i w e r s y t e t ó w ludowych.
5. Zakładanie seminariów nauczycielskich, d o m ó w ludowych, ochron.
6. Ułatwianie ludowi nauczania średniego i wyższego przez zakładanie w mia­
stach tanich internatów (burs) dla młodzieży wiejskiej" .
64

Główną rolę w życiu społeczno-gospodarczym i politycznym Króle­
stwa Polskiego, a następnie już w Polsce Niepodległej odegrało Polskie
Stronnictwo Ludowe „Wyzwolenie". Pierwszy program PSL został
uchwalony w 1916 г., następne w latach 1917, 1918 i 1919. Zamieszczo­
ny fragment tekstu był uchwalony w 1918 r. i jest najpełniejszy:
„1. P S L będzie żądało zapewnienia ludowi należytego w p ł y w u na kierunek o ś w i a ­
ty.
2. P o n i e w a ż oświata jest najważniejszą dźwignią narodu, bo bez niej ani pod­
niesienia rolnictwa, ani przemysłu uskutecznić się nie da, a przy tym lud ciemny
nie może w dostatecznej mierze korzystać z równości praw i nie potrafi dosta­
tecznie bronić swoich interesów — P S L żądać będzie od państwa polskiego:
a) wprowadzenia powszechnego, bezpłatnego i obowiązkowego nauczania; b) utwo­
rzenia dostatecznej ilości szkół średnich i wyższych, ogólnych i zawodowych, do­
stępnych dla najszerszych warstw narodu; c) ufundowania zapomóg i pożyczek
dla biednych a zdolnych s y n ó w włościańskich; d) utworzenia u n i w e r s y t e t ó w l u ­
dowych, czytelni i bibliotek ze współdziałaniem gmin.
3. Oprócz tego P S L popierać będzie i organizować wszystkie instytucje, niosące
prawdziwą wiedzę ludowi, a więc towarzystwa oświatowe, domy ludowe, kółka
rolnicze itd.
4. Pragnąc rozszerzenia jak najprędzej i jak najlepiej oświaty ludowej, P S L b ę ­
dzie się starało podnieść wysoko poziom naukowy i obywatelski nauczycieli l u ­
dowych i bierze na siebie obronę ich interesów zawodowych oraz dąży do za­
pewnienia im lepszych praw obywatelskich i w a r u n k ó w materialnych, ażeby nie
przeszkadzało nauczycielstwu ludowemu oddawać się z zapałem i zaparciem się
swemu wzniosłemu posłannictwu".

Zjazd PSL, który się odbył 1 listopada 1918 r. uchwalił do tych
punktów dopełnienia w postaci następujących żądań:
„1. bezzwłocznego wprowadzenia dla wszystkich dzieci bez różnicy płci, stanu,
pochodzenia jednej powszechnej szkoły, będącej równocześnie podstawą dla szko­
ły średniej i zawodowej; udostępnienia dla najszerszych mas wszystkich stopni
nauczania i kształcenia wyższego na koszt państwa najzdolniejszych dzieci, które
nie posiadają środków w ł a s n y c h ;
2. urzeczywistnienia już w ciągu kilku lat najbliższych powszechnego, bezpłat­
nego, obowiązkowego nauczania z kursem co najmniej 7-letnim, o jednakowym
poziomie dla wsi i miasta; natychmiastowego opracowania całkowitego planu sieci
szkolnej, otworzenia potrzebnej liczby seminariów nauczycielskich i rozpoczęcia
budowy kilkudziesięciu wzorowych b u d y n k ó w szkolnych w całym kraju, kosztem
pożyczki p a ń s t w o w e j szkolno-budowlanej;
L a t o , S t a n k i e w i c z , op. cit,

s. 90-98.

�170

MARIA

BIERNACKA

.3. wprowadzenia przynajmniej 3-letniego, bezpłatnego obowiązkowego nauczania
uzupełniającego, ogólnego i zawodowego;
4. obowiązkowego usunięcia analfabetyzmu w ciągu lat 3, przynajmniej u obywa­
teli poniżej lat 40 mających;
5. podniesienia poziomu wykształcenia ogólnego i zawodowego nauczycieli, za­
pewnienia nauczycielom ludowym poważnego stanowiska społecznego i przyzna­
nia uposażenia w myśl żądań zrzeszeń nauczycielstwa polskiego szkół początko­
wych" .
e5

Przytoczono t u najważniejsze fragmenty uchwał programowych
stronnictw ludowych w Galicji i Królestwie Polskim. Nie zamieszczono
uchwał programowych innych stronnictw chłopskich również postulu­
jących żądania w zakresie oświaty na wsi, jak np. Stronnictwa Chrze­
ścijańsko Ludowego z 1895 r. (Galicja), Mazurskiej Partii Ludowej
z 1898 г., Narodowego Związku Chłopskiego (1915), ale i te są dosta­
teczną ilustracją stanowiska reprezentowanego w t y m zakresie przez
tworzący się ruch ludowy.
„DROGI" MŁODZIEŻY W I E J S K I E J DO OŚWIATY

Rozważając zagadnienie wpływu oświaty na przemiany społeczne
i kulturowe polskiej wsi nie sposób nie przypomnieć wypowiedzi Józefa
Chałasińskiego, który w swych rozważaniach opartych na pamiętnikach
młodzieży wiejskiej okresu międzywojennego pisał:
„Szkoła stała się tak powszechnym składnikiem środowiska w społeczeń­
stwach cywilizowanych, że podobnie jak książka robi wrażenie czegoś natural­
nego. Wbrew temu złudzeniu naturalności książka i szkoła stanowią podstawę
ogromnego, sztucznego rozszerzenia zasięgu więzi społecznych poza naturalny krąg
pierwotnych stosunków rodzinnych i sąsiedzkich. Bez piśmiennictwa nie do po­
myślenia jest ponadlokalna społeczność narodowa.
Socjologia szkoły jako instytucji wychowawczej wiąże się zarówno z historią
ponadlokalnych zbiorowości tego rodzaju co kościół, państwo, naród, jak i z pro­
cesem, który poszczególne jednostki ludzkie wyprowadza z kręgu rodziny i s ą ­
siedztwa i wprowadza w szeroki świat kultury narodowej i o g ó l n o l u d z k i e j " .
68

Pamiętniki młodego pokolenia chłopów dostarczyły autorowi tej w y ­
powiedzi udokumentowanego materiału dla ukazania tych dróg, które
prowadziły młodzież wiejską do owego szerokiego świata kultury naro­
dowej.
Maria Dąbrowska dokonując wyboru pamiętników chłopów i mło­
dzieży wiejskiej starała się ukazać wielką tęsknotę dziecka wiejskiego
do książki. Pisze na ten temat w przedmowie:
„We wszystkich bez w y j ą t k u opisach dzieciństwa i młodości chłopskich pamiętnikarzy nad biedami tego dzieciństwa i tej młodości góruje żądza wiedzy,
książki, oświaty. Wybrałam te urywki, w których zarówno biedota i niedole
65

6 6

Tamże, s. 172.
J. C h a ł a s i ń s k i ,

Społeczeństwo

i wychowanie,

Warszawa 1958, s. 206.

�OŚWIATA A P R Z E M I A N Y SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

171

chłopskiej młodości, jak ta w ł a ś n i e godna podziwu i zachwytu żądza wiedzy od­
dane są najpiękniej, najprościej, najbardziej wzruszająco".

Ale nie tylko to pragnęła Dąbrowska ukazać, bo oto co pisze dalej:
„We wszystkich prawie opisach wieku dojrzałego, nad wszystkim, co złego
lub dobrego «wiek meski» chłopom przynosił — góruje działalność człowieka.
I tutaj w y b r a ł a m te urywki, w których zarówno cierpienie życia, jak i opierająca
im się bohatersko działalność zostały najpiękniej, najprościej, najbardziej przej­
mująco przedstawione".

I na koniec pisze Dąbrowska:
„Oprócz tego w y b i e r a ł a m w obu wypadkach takie urywki, w których n a j dosadniej, najbardziej rewelacyjnie przekazane jest wielkie bogactwo przeżyć du­
chowych i uczuciowych polskiego chłopstwa, a także bogactwo jego uzdolnień
i możliwości życiowych. Te trzy rzeczy ludzkie i żądza wiedzy, działalność oso­
bista i bogactwo duchowe są cennymi kamieniami węgielnymi, na których może­
my dziś z entuzjazmem budować nowe życie społeczne demokratycznej Polski" .
C7

Ilustracją tez wyrażonych zarówno przez J. Chałasińskiego, jak
i M . Dąbrowską są wybrane fragmenty „dróg" niektórych pamiętnikarzy do tej upragnionej przez nich wiedzy:
Jakoś raz koło Wszystkich Ś w i ę t y c h — pisał Jan Drabikowski z K u j a w —
nie pamiętam tylko, czy miałem wtedy siedem, czy osiem lat, pamiętam tylko, że
w ł a ś n i e przestałem w y g a n i a ć bydełko na pole, m ó j ojciec odwoził nauczycielowi
kapustę. Prosiłem ojca, że ja też pojadę. Ojciec mnie zabrał ze sobą. Za czym
ową kapustę zdjęli z wozu, ojciec pogadał trochę z panem, jak my nauczyciela
nazywalim, gdyż był to jedyny człowiek w naszej wiosce, któremu się m ó w i ł o :
panie. To już każdy wiedział, że jak się powie: pan idzie — to znaczy nauczyciel.
Więc pan wziął mnie do klasy — dał mi elementarz i posadził mnie pomiędzy
uczni. W taki sposób przyjęty zostałem w poczet uczni szkoły Starego Radzie­
jowa. Od tego czasu zaczęło się dla mnie życie, całymi dniami byłem w szkole,
a i siostrę o dwa lata starszą rodzice zaczęli ze m n ą posyłać, żeby mnie było
raźniej. Ale za tę zimę niewiele się w szkole nauczyłem. Nasz pan był poczciwy
.-tarowina, ale na nauczyciela już nie zdatny. Na drugą zimę był już inny pan,
len był dość młody i energiczny, tak że zaczęła się prawdziwa nauka. A choć
uczyli najwięcej po rosyjsku, na Wielkanoc u m i a ł e m już nieźle czytać i po
polsku.
Naturalnie — pisze dalej pamiętnikarz — wróciłem znów do swoich zajęć —
do bydełka. Ale z tą różnicą, że już inaczej patrzyłem na świat i gdy moje bye.eiko miało trawę lepszą, mogłem sobie poczytać książkę. Jaka mi wpadła w r ę ­
kę, taką czytałem, szedłem do szkoły, za garść ziarna Teoś, syn nauczyciela i m ó j
przyjaciel dawał mi choć podręczniki szkolne. B y ł y w języku rosyjskim,
ale
z braku polskich i to czytałem, tak że historię Rosji u m i a ł e m prawie na pamięć.
Dopiero matka, która była z zaboru pruskiego i umiała cokolwiek historię P o l ­
ski, pyta mnie się: ruską historię znasz, a polską? Ja się zasmuciłem, bo nie mia­
łem najmniejszego pojęcia, że była Polska, że był król i wojsko polskie, no
6 7

M. D ą b r o w s k a ,
1969, s. 7.

Pamiętnik

młodzieży

wiejskiej

1918-1939,

Warszawa

�172

MARIA

BIERNACKA

i matka mi obiecała, że jak pojedzie do «Prus», tak nazywali Poznańskie, to mi
przywiezie od wuja historię Polski" .
68

Tą oto drogą dochodzi młody chłopiec do świadomości, że jest Po­
lakiem, poznaje historię swego kraju i staje się pełnym obywatelem
w wyzwolonej ojczyźnie.
Inną drogę, choć przecież podobną do całej generacji urodzonej je­
szcze w niewoli politycznej, przedstawia pamiętnik kobiety z Warszaw­
skiego„W tym też czasie u m y s ł m ó j zaczął obejmować szersze horyzonty, o uszy
moje zaczęły się obijać takie wyrazy jak: ucisk, niewola, rewolucja, był to bo­
wiem pamiętny 1905 rok. Nie mogłam w mojej małej głowie pomieścić i w y ­
obrazić sobie, po co ciągle nachodzą nas strażnicy i robiąc rewizję czegoś szukają.
Zabierali nawet parę razy ojca ze sobą, a jednego razu to pamiętam, jak noco­
w a l i ś m y drżąc z zimna w polu, w łubinie. Kiedy pytałam matkę, co to wszyst­
ko znaczy, odpowiadała mi z płaczem, że jestem jeszcze za małą, żeby zrozumieć.
A ojca to nawet bałam się zapytać, bo chodził ciągle zły i ponury.
Wszystko mi się dopiero wyjaśniło, kiedy przyjechał do nas z Podlasia stary,
siwiuteńki jak gołąb dziadek (ojciec mój, a jego syn pochodził z Podlasia). Od
niego dopiero dowiedziałam się o nieszczęsnym losie naszej ojczyzny. On w y t ł u ­
maczył nam niewolę, a ponieważ sam był uczestnikiem powstania, przeto opo­
wiedział nam cały jego przebieg. W ogóle od niego poznałam całą historię Polski.
Często w długi zimowy wieczór okrążaliśmy dziadunia w koło, a było nas już
wtedy pięcioro, i prawił nam a opowiadał, jak walczyli i ginęli w walce o nie­
podległość ojczyzny jej wierni synowie i jak on sam cudem ocalał i uciekł spod
szubienicy [...] Po tym wszystkim kładąc się spać modliłam się o wolność Ojczyz­
ny i za tych, co dla niej cierpieli i ginęli. A że b y ł a m dzieckiem w r a ż l i w y m ,
w i ę c często długo w noc nie mogłam usnąć, tylko chciało mi się tak okropnie
płakać i po cichutku lałam łzy obficie, aż poduszka była mokra [...] Gdy zaczę­
łam już siódmy rok — pisze dalej mała wrażliwa dziewczynka, która chciała się
uczyć — zaczęłam prosić matusię, żeby mnie nauczyła czytać. Ze wszystkim za­
wsze zwracałam się do matki, bo ojciec był ogromnie narwany, prędki i nie­
przystępny. Ale matczysko jak zwykle zapracowane, nie miała nigdy czasu i na­
pomknęła o tym ojcu. Ojciec będąc w mieście kupił mi nowiutki, piękny ele­
mentarz Promyka i dając go oświadczył: «Przejrzyj se go i szykuj się, bo dzisiaj
wieczór będę cię uczył czytac». T a pierwsza lekcja prowadzona przez surowego
ojca nie obeszła się bez przykrych dla dziewczynki ojcowskich rękoczynów. T a k
się starałam — pisze dalej — żeby ta «lekcja» więcej się nie powtórzyła, że za
tydzień przeczytałam ojcu na głos cały elementarz. Podobnie poszło i z pisaniem
i na tym «edukacja» moja została skończona. Następnie musiałam objąć obowiąz­
ki «nauczycielki» wobec młodszego rodzeństwa, bo tutaj ojciec tylko odgrywał
rolę inspektora, i to srogiego. Co mnie to kosztowało, za czym sześcioro rodzeń­
stwa nauczyłam jako tako czytać i pisać, to Bóg tylko jeden wie".

Niezwykle ciężkie warunki nastały dla młodej pamiętnikarki po nie­
oczekiwanej śmierci matki, gdy jako najstarsza musiała się wszystkimi
opiekować.
„Jedyną dla mnie pociechą w tej ciężkiej doli są książki. Lubiłam je zawsze,
od czasu, kiedy poznałam czytanie, ale teraz to wprost szukałam w nich ukoje4 8

Tamże, s. 12-13.

�OŚWIATA A P R Z E M I A N Y SPOŁECZNOŚCI

173

WIEJSKIEJ

nia. Brałam je oczywiście po kryjomu przed ojcem z biblioteki parafialnej, a by­
ły tam takie dzieła, jak: Trylogia, pisma Kraszewskiego, Rodziewiczówny, Dygasińskiego, Reymonta i innych. Toteż często długo w noc przy n i k ł y m świetle
przykręconej lampki w c z y t y w a ł a m się w te cudne dzieje [...] Pewnego razu ojciec
ze swej izby dojrzał w nocy przez szparę we drzwiach światło w naszej izdebce:
s p a ł y ś m y bowiem wszystkie pięć sióstr w jednej izbie, a ojciec z dwoma chłop­
cami znów oddzielnie. W y l e w a ł a m , pamiętam, wtedy akurat obfite łzy nad Sien­
kiewiczowskim Potopem, gdy ojciec w p a d ł z pasem i dał mi taką nauczkę za
wypalanie nafty, że do dziś pamiętam. Zapowiedział przy tym, żeby przy «romansach» więcej mnie nigdy nie spotkał. Odtąd na taką «zbrodnie» m o g ł a m sobie
pozwolić tylko w zimowe, jasne, k s i ę ż y c o w e noce. Wtedy mogłam sobie czytać
do woli, nikogo się nie obawiając, a światło miałam zupełnie za darmo" .
m

„Drogę" do oświaty pamiętnikarki z Jarocińskiego ułatwiła patrio­
tyczna postawa jej rodziców. Niemożność kształcenia w szkole średniej
i wyższej wyrównywała ona „pochłanianiem" książek i upartym do­
kształcaniem się zawodowym w rolnictwie i gospodarstwie. W pamięt­
niku swym wyraża wdzięczność dla rodziców, którzy wprowadzili ją
w świat szkoły oraz patriotycznego myślenia i wychowania:
„Mały procent dzieci w s t ę p u j e do szkoły powszechnej z pewnym przygoto­
waniem z domu. Moi rodzice dokładali swych starań, aby dać dzieciom to pewne
przygotowanie. Potrzebę nauki przed szkołą w domu uzasadniali brakiem pol­
skiego nauczania w szkole niemieckiej, która przed w o j n ą [pierwszą światowąl
w zaborze pruskim istniała. Toteż wstępując do niemieckiej szkoły powszechnej
u m i a ł a m liczyć do stu po polsku, u m i a ł a m dodawać i odejmować małe liczby,
potrafiłam na pamięć kilka ustępów z małego katechizmu, a nawet parę krót­
kich w i e r s z y k ó w z elementarza. Czytałam Historią świętą, parę elementarzy i k a ­
lendarzy. A dla ułatwienia mi pracy w obcej szkole nauczono mnie też i po­
czątków niemieckiego. Jak na umysł i zdolności 6-letniego dziecka, było to dość
dużo.
Nie wszyscy jednak rodzice z jednakową troską poświęcali czas edukacji
swych nieletnich dzieci. I gdyby nie nastąpiło szczęśliwe odrodzenie Ojczyzny —
pisze pamiętnikarka — m i e l i b y ś m y dużo Polaków, nie umiejących pisać po polsku,
kaleczących niemczyzną język polski, skarlały od tych barbaryzmów. T u niepo­
dobna pominąć zasługi katolickich księży w pracy nad utrzymaniem polskości.
Dzieckiem nie zdawałam sobie sprawy z tej ich zasługi, później ją oceniłam. Przy­
gotowanie do Sw. S a k r a m e n t ó w i nauka religii dawały księżom możność prowa­
dzenia nauki polskiej i nasz np. ksiądz skwapliwie z tego korzystał przedłużając
okres «przygotowania do komunii» do pełnych dwu lat i ucząc nas prawidłowo
mówić i pisać po polsku".

Autorka pamiętnika niezwykle umiejętnie rejestruje te przejawy
życia kulturalnego i gospodarczego ludzi starszych, które ją intereso­
wały, a których nie rozumiała.
„Wiedziałam — pisze ona — że w pewne niedziele po południu ojciec bierze
laskę i idzie «na kółko» do «traktu» i dalej [...] Owym «kółkiem» było posiedzenie
kółka rolniczego, do którego należał [...] Przypominam też sobie dość w y r a ź n i e
worki sztucznych n a w o z ó w przywożone i rozsiewane po polu, jak również k r y -

6 9

Tamże,

s. 40-44.

�174

MARIA

BIERNACKA

E.ztaiy kamienia u ż y w a n e g o do zaprawy pszenicy. Obijały się o moje uszy ma­
jówki, na które widziałam wybierające się moje młode ciotki. Sama przeżywa­
łam jako pięciolatka rzecz nadzwyczajną — teatr amatorski. Samorzutnie pod kie­
runkiem jednego spośród siebie kształcącego się młodzieiica —• młodzież odegrała
przedstawienie pod gołym niebem w ogrodzie na tle zabudowań przy świetle la­
tarń, lamp i lampionów [...] Po swojemu rozumiane, lecz zawsze pamiętne mi są
gazety, które listowy do domu przynosił. P a m i ę t a m «Gazete Grudziadzka» z jej
&lt;-Przyjacielem Dziatwy», który jako dodatek dla dzieci przysyłała, a który do­
stałam do czytania. Przypominam sobie i inne z tych czasów dodatki, jak humo­
rystyczny «Smiech», «Gość Świąteczny* i inne. Rodzice abonowali też «Przewodnik Katolicki», zawierający również dodatek dla dzieci, dalej «Poradnik Gospodarski» i niemiecką powiatową gazetę urzędową, w której n a g ł ó w k u czarny orzeł
skrzydła swe rozpościerał".

Naukę szkolną rozpoczęła owa niezwykła pamiętnikarka w roku
1914. Wychowanie w szkole prowadzone było w duchu niemieckim.
Dzieci, których członkowie rodzin służyli w armii niemieckiej, ulegały
w jakimś sensie tamtejszej propagandzie. Różnego rodzaju uroczystości
szkolne robiły na nich wrażenie. W najlepszej wierze przyniosła więc
autorka ze szkoły druki na pożyczkę wojenną — w języku polskim
i z wierszykami. Ale wówczas:
„ojciec wziął ją, podarł i rzucił na ziemię z oburzeniem. Aż mi się płakać
chciało — komentuje ten fakt autorka — bo chętnie braliśmy te kartki, lubiliśmy
nauczyciela, którego cechowało wesołe usposobienie i umiejętność propagandy.
Ale wkrótce otrzeźwiałam. Polska gazeta, którą abonowaliśmy, w y ś m i e w a ł a i kry­
tykowała sposób wyłudzania pożyczki od Polaków. N a ś m i e w a ł a się też z braku
ortografii w piśmie umieszczonym na kartkach propagandowych".

Dalsze wychowanie i narastanie świadomości narodowej u młodej
wrażliwej dziewczyny odbywało się poprzez oddziaływanie organizacji,
czytelnictwa oraz doświadczenia z a c z e r p n i ę t e \ Z obserwacji życia. Duże
znaczenie w jej życiu odegrało Bractwo Abstynenckie im. Dzieciątka
Jezus założone przez księdza i jego siostrę. Należała do niego od 8 do
16 lat.
„Urządzaliśmy wycieczki i na pastwisku któregoś z gospodarzy urządzaliśmy
przedstawienia, deklamacje, gry i dialogi, a starsi przypatrywali się i przysłuchi­
wali. Akcja ta uczyła dzieci wychowane w niemieckiej szkole polskości w grach,
śpiewach i zabawach, które dzieci chętnie przyjmowały. Ksiądz zbliżał się też
więcej do rodziców, stawał się w parafii mniej obcym, zyskiwał zaufanie para­
fian. Gazetka Bractwa «Nasz Przewodnik» była też chętnie przez dzieci czyty­
wana. Bractwo podnosiło naszą kulturę towarzyską o cały szczebel w y ż e j . Prócz
owego Bractwa mieliśmy jeszcze do obrony polskości Towarzystwo Czytelni L u O.owych. Liczyłam dziewięć lat w chwili, gdy Bibliotekę Tow. Czytelń L u d . otwar­
ło w domu gospodarza sąsiadującego ze szkołą. Czytywałam już polskie ksią­
żeczki, gdyż w domu mieliśmy ich cały zbiorek. Ale dopiero gdy została otwarta
Biblioteka T.C.L., czytelnictwo nabrało intensywności. Czytałam z całym natę­
żeniem. Największą radością był dzień wymiany książek. Czytało się książkę po
książce". Przeżywając ciężko dramat I wojny autorka wyciąga jednak w ł a ś c i w e
wnioski: „Ale dla nas Polaków, wojna była okolicznością szczęśliwą, bo dała
nam to, o co daremnie walczyli powstańcy i czego pragnęli patrioci polscy".

�OŚWIATA A P R Z E M I A N Y SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

175

Rozwój intelektualny autorki pamiętnika po odzyskaniu niepodle­
głości odbywał się drogą podobną do setek tysięcy młodych ludzi, któ­
rzy dzięki własnemu wysiłkowi, samouctwu oraz uczestnictwu w życiu
różnych instytucji i organizacji osiągali wysoki poziom wiedzy i zasad
moralnych.
„Mimo całego trudu pracy fizycznej nie zaniedbywałam żadnej okazji, która
mogła nieco rozświetlić i rozszerzyć mój skromny zasób wiedzy. Zaraz po u k o ń ­
czeniu szkoły powszechnej wypożyczył mi nauczyciel dwie książki naukowe: Za­
rys historii Polski Lewickiego i Dzieje Polski Cecylii Niewiadomskiej. Czytałam
je i czytałam korzystając ze wszystkich wolnych chwil. Czytałam przy pasieniu
bydła, czytałam przy obracaniu żaren, czytałam przy w y r ą b y w a n i u gałęzi i przy
darciu pierza. Brałam książkę na pole, aby przy orce i bronowaniu w chwilach
wytchnienia, zajrzeć do niej, przypomnieć sobie pewne zdania [...] Z różnych po­
wieści uczyłam się historii, geografii i całej zbieraniny wiadomości".

Poważną rolę odgrywała w rozwoju autorki prasa:
„Wychowałam się w atmosferze polityki ludowej P S L «Piasta». Cieszyłam się
demokratycznością konstytucji z marca 1921 roku. Czytywałam «Gazete G r u dziadzka», «Wloscianina» i «Piasta Wielkopolskiego». Dumna byłam z chłopów
senatorów: Bojki i Sredniawskiego. A najwięcej rozradowania sprawiały mi za­
szczyty chłopa Witosa [...] Bolał mnie brak jedności chłopskiej i rozbicie P S L
&lt; Piasta». Polityka chłopska grała na mej chłopskiej ambicji. Politykę uważałam
za rzecz chłopom potrzebną. Sądziłam, że tylko sami chłopi potrafią obronić swo­
je interesy gospodarcze i prawa polityczne. Słowem, byłam zwolenniczką najgruntowniejszej demokracji" .
70

W odmiennych warunkach wzrastał syn 2-morgowego gospodarza
z Rzeszowszczyzny i choć analfabety, to przecież człowieka rozumieją­
cego znaczenie oświaty. W pamiętniku ukazuje on zarówno swą drogę
do szkoły ludowej, jak również proces narastania u siebie — ucznia
szkółki ludowej — wielkiej miłości do ojczyzny. Kiedy jego ojciec
w 1913 r. wrócił z Ameryki (gdzie przez kilka lat pracował dla spłacenia
długów rodzinnych) oświadczył, że zapisze synów do szkoły.
„Kiedy pierwszy raz poszedłem się uczyć, zrobiło mi się zupełnie głupio.
Wielka gromada nie znanych mi dzieci, nauczycielstwo, szkoła, nauka — naba­
w i ł y mnie jakiegoś strachu i niepewności [...] Od najmłodszych lat, jak tylko
u m y s ł mój zaczął działać, wiele otaczających rzeczy było dla mnie niezrozumia­
łych, a wytłumaczyć ich nie miał kto, ponieważ matka miała inne zajęcia [...]
Ojciec mój, mimo że sam nie umiał czytać, doceniał tę umiejętność wiedząc, jakie
ona daje korzyści, a jakie brak jej daje straty, o czym się w ł a s n e m kosztem
żyjąc przekonał. Ojciec mimo swego analfabetyzmu nie był ciemny. Obdarzony
niezwykłą pamięcią i potrzebą wiedzy, a będąc przy tym uczciwym człowiekiem
w całym znaczeniu tego słowa, miał w Ameryce styczność z przełożonymi w war­
sztatach swej pracy, ci zaś używali go do załatwiania swych interesów powierza­
jąc mu często poważne kwoty pieniędzy. Toteż przy każdej sposobności przysłu­
chiwał się rozmowom, szybko przyswajał sobie ich treść i nieraz bywało, że
lepiej potrafił wytłumaczyć jakąś zawiłą k w e s t i ę niż sam wójt, jak mówili s ą ­
siedzi.
70

Tamże,

s. 82-92.

�176

MARIA

BIERNACKA

Do nauczycielstwa ojciec mój był zawsze przychylnie usposobiony, dlatego
też i w nas wszczepiał ku niemu miłość i szacunek. Rozumie się, że pod w p ł y w e m
ojca szanowałem s w ą każdorazową nauczycielkę i może lepiej od innych dzieci,
które nie miały tak rozumnego ojca czy matki [...]
Chociaż w 1914 r. w y b u c h ł a wojna — pisze autor pamiętnika — to „szkoła
szła dalej. U m i a ł e m już czytać i z a s m a k o w a ł e m w tym, toteż wielka była moja
radość, kiedy ojciec dał mi pieniądze, abym zaniósł do pana kierownika i kupił
za nie książkę szkolną. Z utęsknieniem oczekiwałem jej otrzymania. Nareszcie
dostałem ją w ręce. W domu czytałem ustęp po ustępie lubując się pięknymi
wierszykami. Brat Jan śmiejąc się mówił, że będę w przyszłości «pozeraczem
ksiazek». Nie zmylił się w swej przepowiedni" [...]
Zbliżający się koniec wojny przynosił nadzieję na odzyskanie niepodległości
Polski, o czym doniosły gazety. „Toteż w każdą sobotę i niedzielę wieczór — pi­
sze autor — gromadzili się do naszej chaty ludzie żądni świeżych wiadomości.
Rozpatrywano 14 p u n k t ó w Wilsona, którego ojciec mój sławił pod niebiosy, ko­
mentowano dziwne koleje wojny, jak upadek potężnych Niemiec, Austrii, caratu
rosyjskiego".
A oto jak opisuje on moment dotarcia wiadomości o powstaniu Polski nie­
podległej: „W październiku 1918 roku przyjechał jeden z sąsiadów wozić ojcu
ziemniaki z pola. Przyjechawszy pod dom z ziemniakami oznajmił, że słyszał
w mieście, że Polska zmartwychwstała. Ojciec nic nie mówiąc, gdyż radość u w i ę ­
ziła mu w gardle słowa, odszedł
od zsypywania ziemniaków, wszedł do izby,
klęknął przed obrazem i ze łzami dziękował Bogu za odzyskanie niepodległości".
I chociaż koniec wojny przyniósł dla autora ciężkie przeżycia, bo dwóch
braci z wojny nie powróciło — to jednak napisał: „Ale Polska została wolna, j a ­
każ radość zapanowała w mym sercu. T a Polska, którą ukochałem, ta Polska,
która była przez długie wieki potęgą świata, a potem przez długie lata jęczała
w niewoli — ta Polska zmartwychwstała! Tej mojej radości nie da się o p i s a ć " .
71

*
Jak wynika z materiału system szkolnictwa i oświaty na terenie
ziem polskich znajdujących się w granicach trzech zaborów był na
przełomie X I X i X X stulecia bardzo zróżnicowany. Wieś polska wkracza­
ła w ten okres obciążona analfabetyzmem oraz poważnymi zapóźnieniam i w zakresie ogólnego poziomu wykształcenia. W najdogodniejszej
stosunkowo sytuacji znajdowało się szkolnictwo i oświata w zaborze
austriackim, gdzie istniała autonomia polityczna, umożliwiająca prowa­
dzenie szkół w językach narodowych.
Znacznie gorzej było w zaborze pruskim i rosyjskim, gdzie władze
zaborcze konsekwentnie dążyły do wynarodowienia ludności polskiej.
Społeczeństwo polskie zaboru pruskiego wytrwale przeciwstawiało się
polityce germanizacyjnej. Postawa ta była wynikiem działalności oświa­
towej prowadzonej przez różnego rodzaju towarzystwa kulturalno-oś­
wiatowe, instytucje gospodarcze i kościół, jak również wynikiem sto­
sunkowo wysokiego poziomu nauczania w szkołach elementarnych.
71

Tamże,
s. 66. Por. także Pamiętniki
chłopów,
Warszawa 1935;
Pamiętniki
samouków,
Warszawa 1968; M. G w i a z d o w i c z , Wspomnienia, Warszawa 1974.

�OŚWIATA A PRZEMIANY SPOŁECZNOŚCI

WIEJSKIEJ

177

Wspólna walka społeczeństwa polskiego należącego do różnych warstw
społecznych oraz znaczny udział w tej walce księży katolickich spowo­
dował, że w tej dzielnicy naszego kraju wystąpiły większe niż gdzie
indziej przejawy solidaryzmu społecznego oraz przywiązania do Kościo­
ła katolickiego.
W zaborze rosyjskim rusyfikacja szkolnictwa rządowego spowodo­
wała rozwój szkolnictwa prywatnego oraz tajnych szkółek na wsi. Po­
ważną rolę w dziedzinie szerzenia oświaty spełniały w tym zaborze tak­
że instytucje i organizacje kulturalno-oświatowe, gospodarcze, a zwła­
szcza szkolnictwo i czasopiśmiennictwo rolnicze. Duże znaczenie miała
również prowadzona przez różne instytucje, organizacje społeczne i po­
jedyncze osoby walka z analfabetyzmem.
W upowszechnianiu czytelnictwa i rozwoju oświaty wielką rolę speł­
niało w tamtych czasach czytelnictwo czasopism docierających na wieś,
kalendarzy, książek religijnych czy też różnych pism ulotnych. Docie­
rały one na wieś różnymi drogami, i tak np. korespondenci takich cza­
sopism, jak np. „Zorza", „Gazeta Świąteczna", „Przyjaciel L u d u " p i ­
szą, że w końcu X I X w. i na początku X X w. nabywali książki, elemen­
tarze, kalendarze i książeczki do nabożeństwa u kramarzy na jarmar­
kach, u wędrownych obraźników, wypożyczali z biblioteczek przy ko­
ściołach. Niektórzy prenumerowali pisma i wypożyczali sąsiadom lub
krewnym. Kiedy powstały organizacje na wsiach, to z reguły były one
prenumeratorami pism. Niektórzy wspominają także o czytaniu lub w y ­
pożyczaniu pism w karczmach wiejskich. Nieliczna w tamtych czasach
ucząca się młodzież wiejska również była przekazicielem wiadomości,
książek i pisemek.
Warto zaznaczyć, że poziom umysłowy ludności wiejskiej kształto­
wał się również pod wpływem literatury tandetnej i jarmarcznej, czyli
wydawnictw tzw. drugiego rynku, która docierała do środowisk wiej­
skich różnymi kanałami. Literatura ta pojawiła się wcześniej, ale pełny
jej rozwój nastąpił dopiero po 1840 r. Koniec X I X w. i pierwsze dzie­
sięciolecie X X w : były dla tej literatury okresem największego rozkwitu.
Współcześni wskazywali na jej liczne przymioty, m.in. na to, że zaspo­
kajała ona u ludzi prostych głód „pięknej fikcji", której nie znajdowa­
no w ówczesnej powieści. Była także pomocna przy szerzeniu czytelni­
ctwa, które — zdaniem kolporterów ludowych książek — łatwiej roz­
wijało się tam, gdzie ona wcześniej docierała. J. Dunin podkreśla, że
„podział kraju na zabory tak istotny przy opracowywaniu historii k u l ­
tury polskiej X I X i początków X X w. w odniesieniu do wydawnictw
drugiego rynku ma mniejsze znaczenie", gdyż utwory te „wędrowały
przez kordony graniczne bez większego trudu". Ważną rolę spełniały
także polskie wydawnictwa popularne na obszarach zagrożonych w y 12 — E t n o g r a f i a P o l s k a , t.

26/2

�178

MARIA

BIERNACKA

narodowieniem, jak Mazury, Śląsk czy Ameryka, gdzie „były często je­
dynym słowem drukowanym" .
Działalność społeczno-oświatowa i gospodarcza, zarówno tajna, jak
i legalna, prowadziły do gruntownych przeobrażeń w świadomości na­
rodowej i społecznej ludności wsi polskiej. Prześledzenie na przestrzeni
okresu od końca X I X w. do odzyskania niepodległości głównych nur­
tów tej działalności pozwala na wyciągnięcie wniosków dotyczących roli,
jaką oświata spełniała w przekształceniach kulturowych społeczności
wiejskiej.
Do najistotniejszych rezultatów owej działalności należy zaliczyć
przede wszystkim proces budzenia i kształtowania się wśród coraz szer­
szych kręgów społeczności chłopskiej wszystkich dzielnic naszego kra­
j u — świadomości narodowej. Ewidentnym wyrazem tego procesu stał
się udział polskich chłopów w pracach organizacji niepodległościowych,
jak: Polskie Drużyny Strzeleckie, Związek Strzelecki, Drużyny Bar­
toszowe, Polowe Drużyny Sokole oraz Polska Organizacja Wojskowa
(POW). Działalności tej przyświecała idea odzyskania utraconej niepo­
dległości kraju.
Wychowanie szkolne, zetknięcie się z prasą, książką, a także żywym
słowem na zebraniach czy uroczystościach prowadziło do narastania po­
staw obywatelskich, do brania współodpowiedzialności za sprawy ogólne
dotyczące zarówno własnych społeczności wiejskich, jak również społecz­
ności szerszych ponadlokalnych. Znajdowało to wyraz w czynnym
udziale ludności w pracach samorządu wiejskiego (mimo jego ograniczeń
spowodowanych zaborami) oraz innych zbiorowych poczynaniach całych
wsi.
Proces emancypacji społecznej warstwy chłopskiej przejawiał się
również w powstawaniu niezależnych chłopskich organizacji politycz­
nych, gospodarczych i młodzieżowych z własnymi organami prasowymi,
które zastępowały dawne organizacje ludowe typu patronackiego oraz
pisemka „dla ludu".
Stałe choć wciąż powolne podnoszenie się poziomu wiedzy ogólnej
oraz fachowej osiągane drogą upowszechniania się elementarnego szkol­
nictwa, czytelnictwa książek i czasopism, kursów i konferencji — pro­
wadziło w konsekwencji do zmian mentalności chłopskiej, do przemian
obyczajowości wiejskiej, do innej oceny własnej warstwy i własnej h i ­
storii. Wszystko to poszerzało u człowieka wiejskiego jego zaintereso­
wania, a tym samym i horyzonty myślowe.
Działalność organizacji gospodarczych, szkół rolniczych oraz czytelni­
ctwa prasy zawodowej przyczyniały się do modernizacji chłopskich go­
spodarstw rolnych. Wystawy rolnicze, wycieczki krajowe i zagraniczne
72

7 2

J . D u n i n , Papierowy
Łódź 1974, s. 287-290.

bandyta,

książka

kramarska

i brukowa

w

Polsce,

�OŚWIATA A PRZEMIANY SPOŁECZNOŚCI WIEJSKIEJ

179

przyczyniały się do podnoszenia kultury rolnej oraz wprowadzały ucze­
stniczących w nich chłopów w szerszy pozawiejski świat.
Do modernizacji gospodarstwa domowego, podnoszenia poziomu h i ­
gieny oraz pielęgnacji i wychowania dzieci przyczyniały się żeńskie
szkoły gospodarcze i rolnicze. Zmieniały one ponadto w sposób gruntow­
ny pozycję kobiety w rodzinie i we wsi. Wychowanki tych szkół uaktyw­
niały się nie tylko na odcinku własnego gospodarstwa domowego oraz
rodziny, ale także w życiu społecznym i kulturalnym swego środowiska.
Wprawdzie zjawiska te miały różny zasięg, przebieg i charakter, nie­
mniej zaznaczały się coraz wyraźniej, zwłaszcza pod wpływem zaraniarskich szkół rolniczych na terenie Królestwa.
Upowszechnianie oświaty wśród coraz szerszych kręgów społeczności
wiejskich przynosiło również nieuniknione zmiany w obowiązującym tę
społeczność systemie wartości, wzorów oraz autorytetów. Rzutowało po­
nadto zasadniczo na kształtowanie się wśród ludności wiejskiej nowego
stosunku do całego otaczającego świata, w t y m także świata przyrody.

Мария Бернацка
ПРОСВЕЩЕНИЕ И ОБЩЕСТВЕННО-КУЛЬТУРНОЕ ПРЕОБРАЗОВАНИЕ
ТРАДИЦИОННОГО СЕЛЬСКОГО ОБЩЕСТВА
(С КОНЦА X I X ВЕКА ПО ВОССТАНОВЛЕНИЕ НЕЗАВИСИМОСТИ)
Резюме
Эта работа —фрагмент пространного исследования роли просвещения в общественно-культурном преобразовании польской деревни в период с конца X I X века и по современ­
ность. Работа касается в основном перелома X I X и X X столетий.
Анализ факторов, обуславливающих общественно-культурные преобразования польской
деревни за последнее столетие, показывает, что особенно важная роль приходилась в этот
период на широко понимаемое просвещение. Хотя польский народ, живущий почти полу­
тора столетий в пределах трех отдельных государственных организмов, и не мог создавать
и развивать единую по всей стране систему просвещения и воспитания, все же в период до
восстановления независимости он прилагал громадные усилия для выдвижения польской
науки на европейский уровень, а также усилия по широкому распространению просвещения
среди самых обездоленных слоев общества. Территории с запоздалым просвещением были
в то время огромны. Сверх того положение усугублялось этнически-национальной, рели­
гиозной, а также общественно-культурной разнородностью польских земель. Особенно
запоздалой по образованию и просвещению была деревня. При таком положении вещей
великие идеи национального возрождения и стремления к восстановлению независимости,
вдохновлявшие деятельность выдающихся патриотов — польских общественных деятелей
X I X и X X вв., сталкивались с серьезными затруднениями. Чтобы справиться с таким по­
ложением, все хозяйственные, общественные и культурные виды деятельности, начинавшейся
и проводившейся тогда среди крестьянства, преднамеренно и умело сочетались с начина­
ниями по просвещению той же прослойки. Они должны были стать „ключом" к распрос­
транению национального и общественного сознания. Конечной жецелью этой деятельности
было пробуждать среди сельского населения патриотические чувства и тягу к независимости.

�180

MARIA

BIERNACKA

Таким образом период этот обозначился в польской деревне интенсивным процессом
пробуждения национального сознания крестьян, их общественных стремлений к освобож­
дению, а также процессом образования нового гражданского облика у крестьян. Ход и на­
пряженность этого процесса были в отдельных землях разные. Неодинаковость содержания,
видов и методов просветительной работы на отдельных аннексированных территориях
обуславливалась прежде всего различным социально-экономическим и правовым поло­
жением. На землях, аннексированных Пруссией, для просветительной работы успешно
использовалась деятельность на хозяйственном поприще. На землях, захваченных Россией,
наибольшее развитие получили виды нелегальной деятельности. Законные же формы про­
светительной работы наиболее широко развернулись на пользующихся автономией землях,
аннексированных Австрией.
Процесс совершавшихся общественных и культурных преобразований деревни показан
на примере народного и профессионального школьного дела, внешкольной просветительной
деятельности, развивавшейся с помощью различных обществ, ассоциаций, периодической
печати, просветительной деятельности католической церкви, деятельности организующихся
в то время крестьянских партий, внессших в свои программы установки на просвещение
деревни. „Пути" сельской молодежи к просвещению иллюстрированы фрагментами подлин­
ных мемуарных высказываний.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8023" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8003">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c5a7a39a09ff9b8eebd8c927c426e757.pdf</src>
        <authentication>d513971acce1794d0173baf266994e09</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95928">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:789</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95929">
                <text>1973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95930">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:725</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95931">
                <text>Osady uchodźców greckich w Bieszczadach / ETNOGRAFIA POLSKA 1973 t.17 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95932">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1973 t.17 z.1, s.83-94</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95933">
                <text>Biernacka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95934">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95935">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95936">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="95938">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="95943">
                <text>„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t . X V Í Í z. i

MARIA

BIERNACKA

O S A D Y UCHODŹCÓW G R E C K I C H W

BIESZCZADACH

W zróżnicowanej s t r u k t u r z e ludnościowej współcześnie kształtujących
się w s i bieszczadzkich na uwagę zasługują osady zamieszkane przez l u d ­
ność pochodzenia greckiego. Ludność t a należy do g r u p y greckich uchodź­
ców politycznych, którzy prześladowani za współudział w postępowym
r u c h u powstańczym zmuszeni b y l i po r o k u 1949 opuścić swoją ojczyznę
i szukać schronienia w i n n y c h państwach, przede w s z y s t k i m zaś w k r a ­
j a c h socjalistycznych . Przybywająca do Polski ludność grecka skierowa­
na została głównie do miast i w s i Dolnego Śląska . Ośrodkiem c e n t r a l ­
n y m dla t y c h uchodźców stał się Wrocław, gdzie do tej p o r y ma swą sie­
dzibę Związek Uchodźców P o l i t y c z n y c h z G r e c j i w Polsce oraz redakcja
jego pisma p t . „Dimokratis", wydawanego w języku g r e c k i m i mace­
dońskim.
1

2

W 1951г., po w y m i a n i e granicznej pomiędzy Polską i Związkiem Ra­
dzieckim (na o d c i n k u województw lubelskiego i rzeszowskiego), w w y n i ­
k u której został u t w o r z o n y w w o j . rzeszowskim n o w y p o w i a t u s t r z y c k i ,
do n i e zamieszkanych w s i tego p o w i a t u s k i e r o w a n i zostali również
uchodźcy greccy przebywający na D o l n y m Śląsku. Pierwsze g r u p y tej
ludności po 50 i 100 osób napłynęły w Bieszczady już w listopadzie i g r u d ­
n i u 1951г., osiedlając się w Krościenku oraz wsiach sąsiednich, położo­
n y c h na szlaku d r o g o w y m prowadzącym z U s t r z y k D o l n y c h do P r z e m y ­
śla (przez B i r c z ę ) . J a k w y n i k a z relacji Greków, obecnych mieszkań3

1

Greccy

mieszkańcy K r o ś c i e n k a z p o w i a t u u s t r z y c k i e g o

i n f o r m o w a l i , że ogólna

l i c z b a u c h o d ź c ó w p o l i t y c z n y c h z G r e c j i p o 1949 r. wynosiła o d 75 d o 100 t y s . , z cze­
go d o P o l s k i przyjechało o k . 10 t y s . W e d ł u g i n f o r m a c j i zaczerpniętych z W a r s z a w ­
s k i e g o K l u b u Z w i ą z k ó w U c h o d ź c ó w P o l i t y c z n y c h z G r e c j i w P o l s c e z 1972 r . ogólna
l i c z b a u c h o d ź c ó w z G r e c j i w a h a ł a się o d 60 d o 65 t y s . , a l i c z b a G r e k ó w

przybyłych

d o P o l s k i n i e przekraczała 8 t y s . Uchodźcy w y w o d z i l i się z t e r e n u całej G r e c j i , a l e
najwięcej pochodziło z M a c e d o n i i , T r a c j i i T e s a l i i .
a

P i e r w s z e p a r t i e uchodźców

greckich

w

Polsce s k i e r o w a n e

zostały

na

obszar

z i e m zachodnich, gdzie z a t r u d n i a n o i c h głównie j a k o robotników w f a b r y k a c h . M n i e j ­
sza

część uchodźców
J

przeszła

Badania w bieszczadzkich

do pracy

w

państwowych

gospodarstwach

o s a d a c h zamieszkałych p r z e z G r e k ó w

rolnych.

przeprowadza-

�84

MARIA

BIERNACKA

ców w s i bieszczadzkich, ogólna liczba osadników greckich w Krościenku
oraz wsiach najbliższych wynosiła w 1952 r. ok. 2000 osób, a w 1953 r.
sięgała liczby 3000. Liczby te ulegały stałym w a h a n i o m , ponieważ Grecy
szukając na terenie Polski odpowiednich dla siebie regionów k l i m a t y c z ­
n y c h i najwłaściwszych warunków pracy, dość często z m i e n i a l i miejsca
swego p o b y t u . Ponadto po r o k u 1956 część ludności greckiej opuściła t e ­
r e n Polski, przenosząc się na stałe do Bułgarii, R u m u n i i , A l b a n i i , Jugo­
sławii, Węgier oraz Czechosłowacji. Owe wędrówki Greków d y k t o w a n e
były zarówno chęcią przybliżenia się do granic swej ojczyzny, j a k rów­
nież potrzebą łączenia się ze s w y m i rodzinami, rozproszonymi po różnych
krajach Europy. Wydaje się również, że o ile początkowo górskie regiony
Bieszczadów mogły przyciągać Greków do osadnictwa, to z czasem odstra­
szały i c h trudności, j a k i e się t a m do tej p o r y piętrzą przed większością
osadników.
S t r u k t u r a społeczno-zawodowa osadników greckich w Bieszczadach
była dość j e d n o l i t a . Według i c h r e l a c j i główny t r z o n tej ludności stano­
w i l i chłopi, którzy uprzednio uczestniczyli masowo w r u c h u partyzanc­
k i m . Sądzić można, że do tego właśnie wyłącznie rolniczego osadnictwa
w Bieszczadach zgłosiła się przede w s z y s t k i m ludność grecka pochodząca
ze w s i . Reprezentantami i n n y c h g r u p zawodowych b y l i ponadto różnego
rodzaju rzemieślnicy oraz d r o b n i handlarze. Uchodźcy t o r o d z i n y z dzieć­
m i , młode małżeństwa zawierane często już w Polsce (na ziemiach za­
chodnich) oraz ludzie samotni. Przeważali wśród n i c h mężczyźni, w t y m
znaczny odsetek nieżonatych l u b o d e r w a n y c h od własnych r o d z i n pozo­
stawionych w Grecji. Zdecydowana większość uchodźców wywodziła się
z północnych p r o w i n c j i greckich — Macedonii i Tesalii.
Ośrodkiem c e n t r a l n y m osadnictwa greckiego w Bieszczadach stała się
wieś Krościenko i sąsiadująca z nią wieś Liskowate. Nieznaczna część
ludności greckiej była przejściowo rozrzucona w i n n y c h jeszcze p o b l i ­
skich wsiach, j a k Jureczkowa oraz W o j t k o w a . W r o k u 1959 ok. 50 r o d z i n
greckich z Krościenka i okolicy opuściło t e n teren i przeniosło się do w s i
Trzcianiec, położonej w odległości ok. 28 k m od miasta powiatowego
U s t r z y k i Dolne (w k i e r u n k u Przemyśla).
O b i e k t e m badań i obserwacji n a d środowiskiem uchodźców greckich

n o n a p r z e s t r z e n i l a t 1964-1970 w m i e j s c o w o ś c i a c h : K r o ś c i e n k o , L i s k o w a t e i

Trzcia­

n i e c . P o n a d t o k o r z y s t a n o z m a t e r i a ł ó w i o c e n ekspertów p o w i a t o w y c h w U s t r z y k a c h
D o l n y c h . B a d a n i a te p r z e p r o w a d z o n o

na marginesie prac badawczych

prowadzonych

o d 1963 r . (na o b s z a r z e p o w . u s t r z y c k i e g o , l e s k i e g o i częściowo s a n o c k i e g o ) ,
cych
w

p r o b l e m a t y k i współczesnego

Bieszczadach.

Prowadzono

je w

kształtowania
ramach

prac

się

nowej

Zakładu

w W a r s z a w i e , p r z y u d z i a l e studentów e t n o g r a f i i U W .

społeczności

dotyczą­
wiejskiej

Etnografii I H K M

PAN

�OSADY GRECKICH

UCHODŹCÓW W

85

BIESZCZADACH

w Bieszczadach stały się wsie Krościenko i Trzcianiec , w których do
ostatnich czasów g r u p u j e się najwięcej tej ludności. Podejmując próbę
przeprowadzenia analizy i oceny stosunków panujących w w y m i e n i o n y c h
wsiach, zwrócono uwagę zarówno na stopień przystosowania się Greków
do nowego środowiska fizjograficznego oraz n o w y c h warunków gospodar­
czo-społecznych i k u l t u r o w y c h , j a k również na zakres i c h współuczest­
n i c t w a w kształtowaniu się aktualnego życia w t y c h ośrodkach. P r o b l e m
ten jest o t y l e interesujący, że Bieszczady, podobnie j a k ziemie zachod­
niej i północnej Polski, są od czasu I I w o j n y światowej żywym przykła­
dem t w o r z e n i a się n o w y c h społeczności l o k a l n y c h i regionalnych.
4

5

Napływająca w 1951 r. i w latach następnych do bieszczadzkich w s i
Krościenka, Liskowatego i częściowo i n n y c h miejscowości ludność grecka
zajmowała opuszczone zagrody i z miejsca przystąpiła do zorganizowania
Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej „ N o w e Życie". Początkowo główny
trzon ludności w t y c h wsiach s t a n o w i l i Grecy, z czasem jednakże osiedla­
l i się t a m na stałe l u b t y l k o na okres w y k o n y w a n i a prac sezonowych,
także Polacy. Możliwe t o było z tego względu, że znaczna część uchodź­
ców greckich opuszczała Bieszczady, szukając zajęć i własnej stabilizacji
w miastach ziem zachodnich l u b w t a k i c h ośrodkach przemysłowych, j a k
N o w a H u t a . Poza t y m , j a k już wspomniano, pewna część uchodźców grec­
k i c h wyjechała na stałe do południowych krajów s o c j a l i s t y c z n y c h ,
a znaczna część przeniosła się z Krościenka i najbliższej okolicy do
Trzciańca i Grąziowej.
6

Następstwem owej ruchliwości społecznej Greków, spowodowanej n i e ­
wątpliwie trudnościami a d a p t a c y j n y m i do n o w y c h polskich środowisk,
były z m i a n y w składzie narodowościowym ludności bieszczadzkich osie­
d l i greckich. J a k w y n i k a ze spisu ludności przeprowadzonego w 1960 r.
w Krościenku na ogólną liczbę 181 r o d z i n przypadało 128 r o d z i n greckich
i 53 polskich. Ogólna liczba ludności wynosiła wówczas 755 mieszkań­
ców (715 stałych i 40 czasowo przebywających) w t y m 494 Greków i 261
4

Krościenko

odległe o d U s t r z y k D o l n y c h o k . 10 k m j e s t

położone w

okolicy

górzystej i z a l e s i o n e j . P r z e z w i e ś p r z e p ł y w a r z e k a S t r w i ą ż , która łączy się z D n i e ­
strem i M o r z e m C z a r n y m . Według r e l a c j i starej m i e s z k a n k i w s i miejscowego
dzenia (urodzonej w

pocho­

1892 r.) p r z e d ostatnią w o j n ą w i e ś liczyła o k . 300 r o d z i n . N a j ­

liczniejszą grupę ludności s t a n o w i l i w n i e j Ukraińcy, następnie Ż y d z i , a

najmniejszą

Polacy.
5

T r z c i a n i e c , w e d ł u g r e l a c j i d a w n e j m i e s z k a n k i t e j osady, j e s t wsią, która w o d ­

różnieniu o d t e r e n ó w w y m i e n n y c h z 1951 r . z n a j d o w a ł a się p r z e z
jenny w

g r a n i c a c h p a ń s t w a p o l s k i e g o , z przynależnością

cały o k r e s

do p o w i a t u

powo­

przemyskiego.

P r z e d ostatnią w o j n ą była t o w i e ś t y p o w o r o l n i c z a , duża, licząca o k . 380 g o s p o d a r s t w
chłopskich

i gospodarstwo

dworskie. Ponadto

żydowskich, których w ł a ś c i c i e l e b y l i
0

Według

relacji

informatorów

był t a m t a r t a k

także p o s i a d a c z a m i
ze w s i K r o ś c i e n k o

Bułgarii o k . 50 r o d z i n , a d o Jugosławii o k . 10 r o d z i n .

oraz

kilka

karczem

gospodarstw rolnych.
i

Liskowate

wyjechało

do

�86

MARIA

BIERNACKA

Polaków. Podobnie kształtowały się owe proporcje w Trzciańcu, w któ­
r y m grupa uchodźców greckich przejęła w swe użytkowanie istniejące
t a m od l a t powojennych Państwowe Gospodarstwo Rolne (Trzcianiec do
1951 r. wchodził w skład p o w i a t u przemyskiego i nie należał do strefy
w y m i a n y granicznej pomiędzy Polską a ZSRR). W 1960 r. w Trzciańcu
i Grąziowej było 40 rodzin greckich i 15 polskich. O ile jednak w K r o ­
ścienku osadnikami p o l s k i m i b y l i przeważnie chłopi z a t r u d n i e n i w l a ­
sach, na drogach czy na kolei, to w Trzciańcu i Grąziowej b y l i n i m i i n ­
d y w i d u a l n i r o l n i c y p r z y b y l i t a m po 1947 r. z ubogich powiatów pod­
karpackich.
Osadnicy greccy w Trzciańcu i Grąziowej przejęte przez siebie Pań­
stwowe Gospodarstwo Rolne postanowili użytkować według zasad obo­
wiązujących w spółdzielczości p r o d u k c y j n e j . Ogólny obszar ziemi u p r a ­
wianej przez spółdzielców w y n o s i ok. 300 ha ziemi ornej, ponadto p a ­
stwiska, lasy i nieużytki. Gospodarstwo to nastawione jest głównie n a
hodowlę owiec i krów oraz uprawę zbóż, rzepaku i k o n i c z y n y .
Wszyscy członkowie spółdzielni mają p r a w o do 0,5 hektarowej działki
przyzagrodowej, składającej się na ogół z 25 arów ziemi ornej i 25 arów
pastwisk. Członkowie spółdzielni mogą ponadto hodować i n d y w i d u a l n i e
1-2 k r o w y , kilkanaście owiec oraz t y l e t r z o d y chlewnej i ptactwa domo­
wego, ile zechcą. P r z y wypasach l e t n i c h swego d o b y t k u mogą korzystać
za opłatą ze wspólnych pastwisk. Do w y p a s u bydła i owiec wynajmują
zazwyczaj pasterza, którego wynagradzają miesięcznie pensją w wyso­
kości ok. 2000 zł.
7

Gospodarstwa i n d y w i d u a l n e osadników (których jest w e w s i zaledwie
pięciu) wahają się w granicach od 5 do 11 h a . Podstawą i c h u t r z y m a n i a
8

7

K o n f l i k t y ideologiczne wśród

greckich

uchodźców

politycznych

spowodowały,

że g r u p a t z w . „ s t a l i n o w c ó w " p r z y b y ł a d o Trzciańca przejęte p r z e z s i e b i e P a ń s t w o w e
Gospodarstwo
go
w

w

R o l n e nazwała

oparciu

spółdzielni

o zasady

Spółdzielczym

spółdzielcze

produkcyjnej).

Było

Gospodarstwem

( n p . podziału

to właściwie

dochodu

Rolnym

i

użytkowała

dokonywano

postępowanie

bez

tak, j a k

precedensu,

w ł a d z e m i e j s c o w e sytuację tę d o o s t a t n i c h l a t h o n o r o w a ł y . O s t a t n i o C e n t r a l n y
zek

Rolniczych

Spółdzielni P r o d u k c y j n y c h

tego gospodarstwa

za Rolniczą

ctwa Wydziału Rolnego P r e z y d i u m
gospodarują

dobrze,

produkcja

s p r a w ę tę r e g u l u j e

Spółdzielnię

w

kierunku

Według

uznania

oceny

kierowni­

P R N w Ustrzykach Dolnych, Grecy w

Trzciańcu

r o l n a stale

Produkcyjną.

ale

Zwią­

się u n i c h p o d n o s i .

T a k n p . przeciętna

wydajność zbóż w 1968 r . w y n o s i ł a 30 q z 1 h a , p o d c z a s g d y w g o s p o d a r s t w a c h

pań­

s t w o w y c h t e g o p o w i a t u kształtowała się o k . 16 q .
8

T a k n p . sołtys t e j w s i (1968 r.) j e s t o s a d n i k i e m i n d y w i d u a l n y m , p r z y b y ł y m d o

Trzciańca w Í949 r. z p o w . strzyżowskiego. O t r z y m a ł 5 h a g o s p o d a r s t w o
życzek p a ń s t w o w y c h

długoterminowych

rolne, z po­

n i e korzystał, gdyż lękał się obciążeń. D o ­

robił się j e d n a k n a t y l e , że myśli o b u d o w i e n o w e g o d o m u , a p o z a t y m kształci s w o ­
ją córkę w

s z k o l e rachunkowości r o l n e j w

B r z o s t k u p o d Jasłem. M i e s i ę c z n y

koszt

u t r z y m a n i a córki n a s t a n c j i w y n o s i o k . 500 zł. P r z e c i ę t n a s y t u a c j a i n n y c h g o s p o d a ­
r z y i n d y w i d u a l n y c h j e s t n a ogół p o d o b n a d o s y t u a c j i sołtysa.

�OSADY G R E C K I C H UCHODŹCÓW W

87

BIESZCZADACH

jest hodowla i r o l n i c t w o oraz dodatkowe (choć sporadyczne) zarobki w l e ­
sie. Gospodarstwa te hodują znacznie m n i e j owiec niż r o d z i n y greckie.
Owce wypasają i n d y w i d u a l n i e , natomiast bydło oddają do wspólnego
wypasu.
Współczesne Krościenko posiadające komunikację drogową (PKS-em
U s t r z y k i Dolne — Przemyśl) i kolejową ( U s t r z y k i Dolne — t r a n z y t przez
ZSRR — Przemyśl) położone w odległości ok. 10 k m od U s t r z y k D o l n y c h ,
z e l e k t r y f i k o w a n e od l a t 1952/1953 — stanowi centralny ośrodek życia go­
spodarczego i społeczno-kulturalnego dla najbliższej okolicy. Oprócz spół­
dzielni produkcyjnej, która zrzesza ok. 8 0 % mieszkańców (przeważnie
Greków) i jest główną instytucją gospodarczo-społeczną tej w s i , znajduje
się t a m ponadto: P r e z y d i u m G R N , d w i e 8-klasowe szkoły podstawowe,
stacja kolei i P K S - u , poczta, kino, b i b l i o t e k a gromadzka, d o m k u l t u r y ,
ośrodek zdrowia, k i l k a sklepów G m i n n e j Spółdzielni „Samopomoc Chłop­
ska", stołówka d l a pracowników spółdzielni produkcyjnej (i zarazem go­
spoda) oraz inne p u n k t y usługowe. Ponadto działają t a m także organiza­
cje polityczne i społeczne, j a k : PZPR, ZSL, Koło Gospodyń, Związek Mło­
dzieży Wiejskiej, Związek Harcerstwa Polskiego oraz Związek Uchodź­
ców P o l i t y c z n y c h z Grecji w Polsce.
Głównym i n s p i r a t o r e m aktywności gospodarczej i społeczno-kulturalnej w s i jest ludność grecka, o czym świadczy m . i n . to, że najważniejsze
funkcje w miejscowych władzach, i n s t y t u c j a c h i organizacjach spełniają
Grecy (łącznie z funkcją przewodniczącego i jego zastępcy w P r e z y d i u m
G R N ) . Osadnicy ci będąc od 1951 r. nie t y l k o p i e r w s z y m i (po leśniczym),
ale p r a w i e j e d y n y m i mieszkańcami w s i do l a t 1956-1957 i później, wzięli
na siebie cały ciężar odpowiedzialności za całokształt spraw ogólnych.
Największy wysiłek zespołu greckiego skierowany został na rozwój spół­
dzielni p r o d u k c y j n e j , która stanowiła i nadal jeszcze stanowi podstawowe
źródło u t r z y m a n i a dla ludności. W r. 1964 ogólny obszar w s i wynosił
ok. 3000 ha, z czego na spółdzielnię produkcyjną przypadało 2298 ha,
w t y m z i e m i ornej 474 ha (głównie k l . I I I i I V ) , lasów 331 ha, łąk 330 ha,
pastwisk 1076 ha. Pozostały areał stanowiły działki przyzagrodowe w w y ­
sokości ok. 0,5 ha na jednego członka oraz różnego rodzaju nieużytki. Po­
nieważ w niektórych rodzinach greckich należy do spółdzielni więcej niż
jedna osoba, p r a k t y c z n i e więc działki przyzagrodowe przypadające na
jedną taką rodzinę były większe. N a działkach przyzagrodowych można
było hodować nawet 2 k r o w y i jedną jałówkę oraz kilkanaście owiec,
9

9

w

Sytuacja,

że p r z e w o d n i c z ą c y m

i

zastępcą

przewodniczącego

Prezydium

K r o ś c i e n k u są G r e c y , j e s t bez p r e c e d e n s u , p o n i e w a ż z p r a w n e g o p u n k t u

n i a n i e są o n i o b y w a t e l a m i p o l s k i m i . I w t y m w y p a d k u
niem

PGR

w

Trzciańcu

według

s c o w e tolerują t e n s t a n r z e c z y .

zasad spółdzielczości

GRN
widze­

(podobnie, j a k z użytkowa­
produkcyjnej)

władze

miej­

�88

MARIA

BIERNACKA

które za d r o b n y m i opłatami p o b i e r a n y m i od i c h właścicieli (70 zł od k r o ­
w y i 15 zł od owcy) w y p a s a l i pasterze wiejscy na pastwiskach ogólnych
dzierżawionych od spółdzielni produkcyjnej przez właścicieli owiec. Ogra­
niczeń w zakresie h o d o w l i t r z o d y chlewnej i domowego ptactwa nie było.
Gospodarka spółdzielni produkcyjnej nastawiona była od samego po­
czątku głównie na hodowlę i t y l k o częściowo na u p r a w y zbożowe. T e n
k i e r u n e k gospodarki spowodowany był z jednej s t r o n y n a t u r a l n y m i w a ­
r u n k a m i tego t e r e n u (wielka ilość łąk, pastwisk i lasów), z drugiej zaś
strony g r e c k i m i t r a d y c j a m i gospodarowania, które również związane było
z hodowlą i pasterstwem. N i e m n i e j jednak gospodarka spółdzielni skie­
r o w y w a n a była okresowo również na takie gałęzie p r o d u k c j i , j a k ogrod­
nictwo, u p r a w y roślin przemysłowych, uprawę czterech podstawowych
zbóż. Przedsięwzięcia te n a ogół nie zdawały egzaminu, co wynikało prze­
de w s z y s t k i m z warunków k l i m a t y c z n y c h . Niezawodną natomiast per­
spektywę gospodarowania stwarza t a m zawsze, do l a t ostatnich włącznie,
hodowla . Placówką dochodową spółdzielni był poza t y m t a r t a k . O sta­
łym podnoszeniu dochodowości spółdzielni produkcyjnej świadczy fakt,
że dniówka obrachunkowa w 1964 r. wynosiła 45 zł n a osobę, w 1967 r. —
65 zł, a w 1970 r. — 76 zł.
10

Owo stałe podnoszenie dochodowości płynącej z pracy w spółdziel­
niach p r o d u k c y j n y c h , na działkach przyzagrodowych oraz z i n n y c h poza­
rolniczych zajęć sprawiło, że w ciągu ubiegłych 20 l a t nastąpiły n a w i e l u
odcinkach życia Greków bardzo g r u n t o w n e przemiany. Równolegle z t y m
dokonywał się t a m również proces zbliżenia się Greków i Polaków, spo­
wodowany przede w s z y s t k i m napływem osadników polskich. Stosunkowo
jednorodne pod względem swego początkowego składu narodowościowego
wsie greckie w Bieszczadach stawały się z czasem w s i a m i mieszanymi,
ostatnio nawet z wyraźną przewagą r o d z i n polskich. T a k n p . według spi­
su ludności z 1970 r. w Krościenku zamieszkiwało 173 rodziny, w t y m 100
rodzin polskich i 73 greckie. Liczba stałych mieszkańców polskich w y n o ­
siła 408, a Greków 240 osób. W t y m samym czasie w Trzciańcu na ogólną
liczbę 38 r o d z i n było 20 r o d z i n greckich i 18 polskich. Ogólna liczba sta­
łych mieszkańców osady wynosiła 162 osoby.
Tendencja zmniejszania się liczby uchodźców greckich w Bieszcza­
dach zaznacza,się zarówno w ilości, j a k i w wielkości rodzin. W Krościen­
k u n p . na przestrzeni l a t 1960-1970 liczba r o d z i n greckich zmniejszyła
się o 55 (mieszkańców o 254), a przeciętna liczebność r o d z i n spadła z 35 do 2-4 osób w rodzinie. Zwiększyła się ponadto liczba osób samotnych.

1 0

Już w 1964 r . s t a n h o d o w l i w spółdzielni p r o d u k c y j n e j p r z e d s t a w i a ł się nastę­

p u j ą c o : bydło 440 szt., cielęta 60 s z t , k o n i e 51 szt., o w c e o k . 2000 szt., p o n a d t o
c h l e w n a i pszczoły.

trzoda

�OSADY GRECKICH

UCHODŹCÓW

W

BIESZCZADACH

89

Uległa również zmianie s t r u k t u r a zawodowa ludności. Początkowo
Grecy z a j m o w a l i się p r a w i e wyłącznie r o l n i c t w e m , a Polacy p r a c a m i pozarolniczymi. Ostatnio (1970 r.) na 73 r o d z i n y greckie z prac wyłącznie
rolniczych utrzymywało się 21 rodzin (polskich 15), z r o l n i c t w a i zajęć
d o d a t k o w y c h 20 (polskich 36), z prac wyłącznie pozarolniczych 12 (pol­
skich 45) i z rent 20 r o d z i n (renty w ogóle pobierało 26 Greków i 4 Po­
laków).
Z odnotowanych zmian, dotyczących osad greckich, na szczególną
uwagę zasługują zagadnienia związane z poziomem wykształcenia jej m i e ­
szkańców. Zestawienia sporządzane na podstawie spisu z 1970 r. w s k a z u ­
ją, że w Krościenku wśród rodziców pochodzenia greckiego znajduje się
obecnie 49 osób z pełną szkołą podstawową (Polaków 102), 62 osoby
z nieukończoną szkołą podstawową (głównie po klasach 3 i 4, Polaków
38 osób, głównie po klasach 3, 4, 5), zasadniczą szkołą zawodową 2 osoby
(Polaków 12), z średnią nieukończoną 6 osób (Polaków 3). Wyższe n i e ukończone wykształcenie posiada 1 G r e k (Polak 1). Jak z tego w y n i k a ,
zdecydowana część tej k a t e g o r i i Greków przybyłych do P o l s k i miało za­
ledwie szkołę podstawową, w większości przypadków nieukończoną. Wśród
najstarszych znajduje się jeszcze 8 analfabetów.
Znacznie lepiej natomiast przedstawia się sprawa wykształcenia dzie­
ci i młodzieży greckiej w Krościenku. Szkołą podstawową objęta jest
wszystka młodzież pozostająca w w i e k u szkolnym. N i e ukończyła szkoły
podstawowej 1 osoba, po szkole podstawowej pozostawały w d o m u r o d z i ­
ców (nie ucząc się dalej) 3 osoby. Po nieukończonej szkole średniej była
we w s i 1 osoba i po szkole zawodowej 4 osoby. Ponadto aktualnie prze­
bywały w szkołach znajdujących się poza Krościenkiem 24 osoby, w t y m
w szkołach zasadniczych 12, średnich 8 i wyższych 4 osoby. W t y m cza­
sie po szkole podstawowej niepełnej było wśród Polaków 6 osób, po szko­
le podstawowej pełnej 3, po zasadniczej 3, po średniej pełnej 2, po śred­
niej nieukończonej 1 oraz po wyższej pomaturalnej 1 osoba. W szkołach
poza wsią przebywało 12 osób, w t y m w zasadniczej 7, w średniej 3 i po­
m a t u r a l n y c h 2 osoby. Podobnie w zakresie wykształcenia kształtuje się
sytuacja w Trzciańcu, w którym również liczba ludności greckiej maleje
na rzecz ludności polskiej. Jak już wspomniano owo zmniejszanie się
liczby ludności greckiej spowodowane było j e j wielką ruchliwością spo­
łeczną (wyjazdy na ziemie zachodnie, do i n n y c h krajów, do miast), a p o ­
nadto stałym i k o n s e k w e n t n y m odpływem młodzieży greckiej do szkół
zasadniczych, techników oraz szkół ogólnokształcącących i wyższych. U z y ­
skanie wykształcenia czy w ogóle p r z y g o t o w a n i a zawodowego pozarolniczego sprawia, że młodzież t a z reguły nie w r a c a do s w y c h d a w n y c h
baz r o d z i n n y c h . Obserwuje się wręcz, że przejście do miast dorosłych
dzieci powoduje często przenoszenie się również i c h rodziców do m i e j -

�90

MARIA

BIERNACKA

skich osiedli. Należy p r z y t y m mocno podkreślić, że kształcenie dzieci
stało się w większości r o d z i n greckich j e d y n y m z podstawowych zadań
i obowiązków rodziców. Wiąże się t o zresztą z ogólną postawą współczes­
nego „bieszczadzkiego" Greka, który swój przedłużający się p o b y t w ob­
cym, choć p r z y j a z n y m m u k r a j u , w y k o r z y s t u j e w sposób najbardziej r a ­
cjonalny z p u n k t u widzenia jego rodzinnego interesu. Rodziny greckie
wykazując dużą pracowitość, zapobiegliwość, oszczędność, podniosły znacz­
nie swój standard życiowy. Oszczędności swoich nie przeznaczają na i n ­
westycje trwałe, mogące i c h związać na stałe z t y m terenem, lecz na za­
k u p rzeczy ułatwiających i m wyższy stopień życia, równocześnie nadają­
cych się do ewentualnego przewiezienia na nowe miejsce p o b y t u . N a
skutek takiej postawy w ciągu ostatnich l a t obserwuje się: bardzo r a ­
dykalne zmodernizowanie gospodarstwa domowego (które n a początku
p o b y t u w Bieszczadach cechował często znaczny p r y m i t y w i z m ) , podnie­
sienie poziomu wykształcenia ogólnego i profesjonalnego młodzieży, w i e l ­
ką elastyczność w p o d e j m o w a n i u różnych decyzji dotyczących życia oso­
bistego i ogólnego społeczności oraz nagromadzenie poważnych oszczęd­
ności f i n a n s o w y c h . Środków t y c h nie inwestuje się natomiast w nowe
b u d o w n i c t w o , czy nawet r e m o n t s w y c h starych domów. Postawa t a zre­
sztą jest bardzo podobna do postaw ludności przybyłej na te t e r e n y rów­
nież w drodze w y m i a n y granicznej z ZSRR (w 1951 r.) z b. p o w i a t u
hrubieszowskiego i sokalskiego. ludność ta przez wiele l a t żyła życiem
tymczasowym, nie podejmowała również prac i n w e s t y c y j n y c h , p r o w a ­
dziła gospodarkę rolną t y p u eksploatacyjnego i starała się nade wszystko
wykształcić swoje dzieci tak, b y mogły przejść do i n n y c h pozarolniczych
zawodów. N i c więc dziwnego, że każdego przeciętnego turystę, o d b y w a ­
jącego po 1951 r. swą podróż po Bieszczadach trasą prowadzącą z U s t r z y k
D o l n y c h w k i e r u n k u Przemyśla, Leska czy też na południe do L u t o w i s k ,
uderzało zjawisko zewnętrznego zaniedbania oraz wyraźnej tymczaso­
wości w osiedlach w i e j s k i c h . Dotyczyło to właśnie zarówno ludności „lu­
belskiej", j a k i szczególnie greckiej. Ostatnio „lubliniacy" bardzo wyraź­
nie z r e w i d o w a l i swoje dawne stanowisko i przystąpili do i n w e s t y c j i p r o ­
d u k c y j n y c h zarówno w r o l n i c t w i e , j a k i b u d o w n i c t w i e . P e w n a popra­
w a następuje również wśród Greków, którzy zaczynają przystępować do
najniezbędniejszych remontów s w y c h zagród .
11

12

B r a k u większej stabilizacji wśród r o d z i n greckich w Bieszczadach n a »

G r e c y najczęściej zakupują: p r a l k i , l o d ó w k i , m o t o c y k l e , r o w e r y , t a p c z a n y , r a ­

dia, telewizory i t p .
1J

W a r t o zauważyć, że p o c z ą t k o w e r e m o n t y s t a r y c h d o m ó w i zagród n a t e r e n a c h

w y m i e n i o n y c h o d b y w a ł y się n a k o s z t państwa. A b y z a p o b i e c
gród w

dalszej

dewastacji za­

1966 r . państwo udzieliło p o w a ż n y c h b e z z w r o t n y c h k r e d y t ó w i dzięki t e m u

w y g l ą d z e w n ę t r z n y zagród z m i e n i ł się w y r a ź n i e n a korzyść.

�OSADY GRECKICH

UCHODŹCÓW W

91

BIESZCZADACH

leży również doszukiwać się w trudnościach adaptacyjnych. Górzystość
t e r e n u była dla w i e l u uchodźców rzeczą atrakcyjną i zachęcającą. Jed­
nakże znaczne n a w i l g o t n i e n i e i duża lesistość t e r e n u okazały się dla p o ­
kolenia urodzonego w G r e c j i niekorzystne ze względu n a częste zaziębie­
nia, skłonności do gruźlicy, r e u m a t y z m u oraz i n n y c h chorób. N i e odczu­
w a natomiast t y c h dolegliwości pokolenie młode, urodzone już w Polsce,
które według r e l a c j i rodziców jest doskonale zaadaptowane do t y c h w a ­
runków k l i m a t y c z n y c h .
Charakteryzując sytuację Greków n a terenie określonego regionu gór­
skiego Bieszczadów szukamy równocześnie odpowiedzi na pytanie, j a k i
jest stopień przystosowania się g r u p y uchodźców greckich do nowego
środowiska narodowego i społeczno-kulturalnego, z którym współżyją od
lat dwudziestu.
P r o b l e m t e n r o z p a t r y w a n o w aspekcie Grecy a Polacy, ponieważ na
terenach zajmowanych przez Greków b r a k jest przedstawicieli ludności
ukraińskiej, zamieszkującej t a m przed ostatnią wojną. J a k w y n i k a z r e ­
lacji informatorów, zarówno pochodzenia polskiego, j a k i greckiego, l u d ­
ność grecka po p r z y b y c i u do Polski była wewnętrznie skłócona, ale łą­
czyła ją solidarność narodowa i uchodźcza, która nie pozwalała wobec
osób postronnych, a zwłaszcza obcokrajowców, obnażać wewnętrznych
tarć i nieporozumień .
W t y m p i e r w s z y m okresie obie g r u p y ludności „chroniła" przed wza­
j e m n y m i wpływami i u j a w n i e n i a m i s w y c h słabości b a r i e r a językowa. Do
przełamania j e j w poważnym stopniu przyczyniła się szkoła. W szkole
podstawowej w Krościenku dzieci greckie i polskie j e d y n i e w I i I I k l a ­
sie uczą się oddzielnie w s w y m ojczystym języku, a w klasie I I I już są
łączone (mając dodatkowo po 2 godziny t y g o d n i o w o na język grecki).
Dzieci zarówno polskie, j a k i greckie, które najłatwiej uczą się języka
s w y c h kolegów, są d o b r y m i łącznikami pomiędzy rodzicami p o l s k i m i
i g r e c k i m i . B a r i e r y językowe dość szybko p o k o n y w a l i mężczyźni greccy,
pełniący w e w s i różne funkcje urzędowe czy też społeczne. N a j t r u d n i e j
uczyły się języka starsze k o b i e t y zajmujące się t y l k o domem i pracą na
własnej działce przyzagrodowej. Łatwiej było również Polakom nawią­
zywać k o n t a k t y z Macedończykami, których język zawierał pewne ele­
m e n t y słowiańskie.
13

1 3

J a k w y n i k a z r e l a c j i P o l a k ó w stykających się z t y m r e j o n e m B i e s z c z a d

bez­

pośrednio p o i c h z a s i e d l e n i u , w w e w n ę t r z n e k o n f l i k t y uchodźców g r e c k i c h n i e m o g l i
interweniować n a w e t przedstawiciele

władz państwowych. Grecy

bowiem kierowali

się W t y m czasie w ł a s n y m i , p r z e z s i e b i e p r z e n i e s i o n y m i z G r e c j i l u b t u t a j już u s t a ­
l o n y m i n o r m a m i postępowania. Z c z a s e m p r o b l e m t e n przestał istnieć, g d y ż
musieli

się częściowo

stępowania.

podporządkować

ogólnym, p r z y j ę t y m

w

Grecy

Polsce n o r m o m p o ­

�92

MARIA

BIERNACKA

W latach ostatnich p r o b l e m językowy przestał być ważny, gdyż w y r o ­
sło całe młode pokolenie Greków, które w szkołach średnich i wyższych
opanowało n i e t y l k o znajomość języka, ale zapoznało się z polską histo^
rią i kulturą. Starsze pokolenie Greków często u t y s k u j e z tego powodu,
że młodzież i c h zatraca własne tradycje narodowe i ludowe n a rzecz nie
t y l k o k u l t u r y polskiej, ale nowoczesnej
uniwersalnej k u l t u r y świata . •
W okresach wcześniejszych procesy te były hamowane poprzez różno­
rodne f o r m y działalności kulturalno-oświatowej, m . i n . greckie zespoły
pieśni i tańca, świetlice, k l u b y i t p . Z odpływem młodzieży do szkół i p r a ­
cy w miastach działalność ta ulega ograniczeniu. Istniejący w Krościenku
od 1968 r. d o m k u l t u r y , wzniesiony z i n i c j a t y w y i p r z y w y d a t n e j pomocy
Greków, nie pełni już w stosunku do s w y c h greckich o b y w a t e l i t y c h
f u n k c j i , jakie pragnęli o n i widzieć. Siłą najbardziej cementującą ludność
grecką jest Związek Uchodźców P o l i t y c z n y c h z G r e c j i w Polsce. Koło
tego Związku w Krościenku p r o w a d z i przez cały czas żywą działalność.
Zajmuje się organizowaniem odczytów, akademii i z a b a w
z okazji
świąt narodowych, p r o w a d z i poszukiwania osób zaginionych za posredx
n i c t w e m radia budapeszteńskiego i P C K w Warszawie, organizuje zbiór­
k i pieniędzy na rzecz pomocy więźniom p o l i t y c z n y m w Grecji, u t r z y ­
muje k o n t a k t y z przywódcami greckiego podziemnego r u c h u k o m u n i ­
stycznego, udziela pomocy w kształceniu dzieci i t p . Fundusze na tę dzia­
łalność pochodzą również ze składek członkowskich oraz z dotacji pań­
stwa polskiego.
.r
5

1 4

Koła Związku Uchodźców P o l i t y c z n y c h z G r e c j i w Bieszczadach są
obecnie jedyną organizacją zrzeszającą samych Greków. W działalności
wszystkich i n n y c h organizacji i i n s t y t u c j i gospodarczych, społecznych
i p o l i t y c z n y c h uczestniczą zarówno Grecy, j a k i Polacy (początkowo czy­
niono próby zakładania oddzielnych wyłącznie greckich organizacji).
Według r e l a c j i mieszkańców w s i (Greków i Polaków), najbardziej
prężną organizacją w e w s i jest PZPR, licząca w latach ostatnich ok. 150180 członków. Działają także t a k ie organizacje, j a k Z S L , Koło Gospodyń
Wiejskich, Z M W oraz Związek Harcerstwa Polskiego.
Współżycie g r u p narodowościowych — greckiej i polskiej — układa
się coraz bardziej h a r m o n i j n i e na- zasadzie wzajemnego poszanowania
odrębności n a r o d o w y c h oraz zrozumienia f a k t u , że postępowanie t a k ie
jest n i e t y l k o możliwe, ale i konieczne. O w o zbliżenie manifestuje się
najbardziej w z a w i e r a n i u małżeństw mieszanych grecko-polskich. Ilość
t y c h małżeństw wynosiła do 1968 r. w Krościenku ok. 30, a w Trzciańcu
ok. 10. Małżeństwa te p r a w i e z reguły zawierane były pomiędzy G r e k a Z p o w o d u bójek, j a k i e zdarzały się n a z a b a w a c h w K r o ś c i e n k u , . w ł a d z e w y d a ł y
z a k a z urządzania z a b a w n a 4 l a t a ( i n f . z 1970г . ) .
1 4

�OSADY

G R E C K I C H UCHODŹCÓW W

93

BIESZCZADACH

m i i P o l k a m i . Najczęściej związki zawierano na podstawie p r y w a t n y c h
umów między małżonkami. T y l k o niektóre z n i c h rejestrowano w urzę­
dach stanu cywilnego. Ślubów kościelnych nie było. Ludność miejscowa
uważa, że Grecy dlatego nie biorą ślubów kościelnych, że w większości
swej są b e z w y z n a n i o w i jako komuniści. Z drugiej zaś strony w i e l u G r e ­
ków wiążących się n i e o f i c j a l n y m i małżeństwami posiada r o d z i n y w G r e ­
cji. J a k i e k o l w i e k są przyczyny tego stanu rzeczy, f a k t e m jest, że są to
już teraz r o d z i n y z dziećmi polsko-greckiego pochodzenia. Dzieci te są na
ogół dwujęzyczne, podobnie j a k dwujęzycznymi stali się i c h rodzice .
15

Stosunki polsko-greckie nie są jednakże b y n a j m n i e j bezkonfliktowe.
Zdaniem niektórych informatorów l i n i a podziałów społecznych przebiega
w Krościenku nie t y l k o według narodowości, ale również w zależności
od sytuacji materialnej, pozycji społecznej, członkowstwa w spółdzielni
produkcyjnej, odrębności w y z n a n i o w y c h i t p . Polacy na ogół nie aprobu­
ją bezwyznaniowości Greków i w t y m fakcie widzą przyczynę b r a k u w e
w s i kościoła i przeznaczenia b u d y n k u starej c e r k w i greckokatolickiej na
salę kinową. Równocześnie jednak o b i e k t y w n i e przyznają, że wkład p r a ­
cy Greków na rzecz całej w s i jest znaczny. Polacy są przeważnie praco­
w n i k a m i składnicy drzewa, służby leśnej i drogowej względnie zarobkują
p r z y w y k o n y w a n i u i n n y c h robót najczęściej sezonowych. Grecy n a t o ­
miast poprzez masową przynależność do spółdzielni produkcyjnej są f a k ­
t y c z n y m i gospodarzami w s i .
Istnieje wiele okazji do wzajemnych kontaktów między P o l a k a m i
i G r e k a m i . Okazję taką stanowią przede w s z y s t k i m różne uroczystości,
wiejskie, urządzane z r a c j i świąt narodowych, państwowych, szkolnych
i rodzinnych, w czasie których odbywają się zazwyczaj również i zaba­
wy .
i e

T r u d n o określić stopień powiązania uczuciowego uchodźców greckich
z regionem bieszczadzkim. Wydaje się, że narzucona konieczność o p u ­
szczenia swej ojczyzny i niemożliwość p o w r o t u do niej będzie zawsze
rzutowała na postawę emigranta i ograniczała stopień jego zaangażowa­
nia w nowe, t a k zasadniczo różne środowisko fizjograficzne,
narodowe
i społeczno-kulturowe.

1 S

Jako

argument

n a dwujęzyczność

Polek

podaje

się, ż e niektóre z n i c h t a k

d o b r z e o p a n o w a ł y j ę z y k g r e c k i , że potrafią n i m n i e t y l k o p r z e m a w i a ć n a z e b r a n i a c h
g r e c k i c h , a l e także kłócić się m i ę d z y sobą.
111

Ponieważ Grecy

n i e obchodzą żadnych świąt kościelnych, okazją

mogą być t y l k o święta n a r o d o w e

i państwowe, zarówno polskie, j a k i

d o spotkań
greckie.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8462" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8441">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2f97f641e6e50f4fc871a9b48a440066.pdf</src>
        <authentication>d7e2315753919c49b861b9f479884ab1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101090">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1408</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101092">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101094">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1301</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101096">
                <text>Oświata dorosłych jako czynnik przeobrażeń polskiej wsi w okresie międzywojennym / ETNOGRAFIA POLSKA 1991 t.35 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101098">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1991 t.35 z.2, s.79-92</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101100">
                <text>Biernacka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101102">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101104">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101106">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="101107">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101109">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X X V : 199J, z. 2
P L ISSN 0071-1861

MARTA B I E R N A C K A
(Warszawa)

OŚWIATA DOROSŁYCH J A K O CZYNNIK PRZEOBRAŻEŃ
K U L T U R O W Y C H P O L S K I E J WSI W O K R E S I E MIĘDZYWOJENNYM

„Jest r z e c z ą c h a r a k t e r y s t y c z n ą dla oświaty d o r o s ł y c h iż w y r a ż a się ona
w r o z m a i t o ś c i form, w y s t ę p u j e w różnych postaciach, b ę d ą c y c h w y n i k i e m
aktualnych potrzeb s p o ł e c z e ń s t w a , jego dziejów i w a r u n k ó w bytu; czasem
służy celom politycznym, s p o ł e c z n y m czy gospodarczym, ale zawsze opiera
s w ą siłę d y n a m i c z n ą na d ą ż e n i a c h c z ł o w i e k a , p r a g n ą c e g o r o z w i n ą ć s i ę i przy­
g o t o w a ć do lepszego zrozumienia życia ludzkiego we w s z e c h ś w i e c i e - p r a g n ą ­
cego w pełni z r e a l i z o w a ć s w ą w ł a s n ą o s o b o w o ś ć " (Wybrane..., 1931, s. 5-6).
S ł o w a te zawarte były w prospekcie pierwszej po I wojnie W s z e c h ś w i a t o w e j
Konferencji Oświaty D o r o s ł y c h , która odbyła się w 1929 r. w Cambridge.
W konferencji tej brali udział przedstawiciele Polski - z a r ó w n o w pracach
przygotowawczych, jak l ó w n i e ż w samym jej przebiegu - co świadczy, ż e
problemy edukacji s p o ł e c z e ń s t w a poprzez oświatę d o r o s ł y c h były w naszym
kraju ż y w e i z n a j d o w a ł y o d d ź w i ę k w m i ę d z y n a r o d o w y m ruchu o ś w i a t o w y m .
Wśród d e l e g a t ó w , którzy wygłaszali na tej konferencji swoje referaty b y ł
r ó w n i e ż kierownik Wiejskiego Uniwersytetu Ludowego w Szycach k/Krakowa
- Ignacy Solarz.
W Polsce okresu m i ę d z y w o j e n n e g o , gdzie z d e c y d o w a n ą w i ę k s z o ś ć s p o ł e ­
c z e ń s t w a s t a n o w i ł a warstwa c h ł o p s k a , problematyka z w i ą z a n a z rozwojem
s p o ł e c z n o - g o s p o d a r c z y m i kulturowym wsi była żywa i a b s o r b o w a ł a u m y s ł y
z a r ó w n o światłej inteligencji, j a k r ó w n i e ż ś w i a d o m y c h swej roli i znaczenia
przedstawicieli warstwy c h ł o p s k i e j . Wielokierunkowa d z i a ł a l n o ś ć o ś w i a t o w a
w ś r ó d d o r o s ł y c h odegrała w życiu wsi, s z c z e g ó l n i e okresu międzywoj-ennego
rolę niezwykle istotną, d o t y c z y ł a bowiem przede wszystkim sfery ż y c i a we­
w n ę t r z n e g o c z ł o w i e k a ; kształtowania się jego o s o b o w o ś c i , budzenia poczucia
w ł a s n e j w a r t o ś c i i także wartości warstwy społecznej z której s i ę w y w o d z i ,
określenia swej p r z y n a l e ż n o ś c i narodowej, a ponadto odkrywania w sobie po­
trzeby działania obywatelskiego, p r o w a d z ą c e g o do ulepszania życia z a r ó w n o
swego najbliższego otoczenia, j a k i szerszych s p o ł e c z n o ś c i ponadlokalnych.
W badaniach d o t y c z ą c y c h tamtego okresu ukazywano r o z l e g ł o ś ć ó w c z e ś n i e
podejmowanych działań i poszukiwania d r ó g p r o w a d z ą c y c h do w y r ó w n a n i a
z a p ó ź n i e ń w rozwoju s p o ł e c z n y m , kulturowym i o ś w i a t o w y m polskiej wsi.
Była to w w i e l k i m stopniu droga p r o w a d z ą c a przez, szeroko p o j m o w a n ą i reali­
z o w a n ą oświatę.
„ O b o k normalnej drogi szkolnej - pisał w 1937 r. Bohdan Suchodolski - jest
jeszcze droga inna. Od c h w i l i osiągnięcia w y k s z t a ł c e n i a elementarnego wie­
dzie ona przez pole ż y c i o w e g o trudu, w y r a ż a się wrastaniem w kulturę narodu

�80

МЛША BIERNACKA

i uczestniczeniem w jego pracach; przez tcrminalorstwo, przez s a m o k s z t a ł c e ­
nie rozszerza się horyzont wiedzy, usprawnia myśl i rękę. Ta druga droga,
u w a ż a n a od lat za gorszą, n i e g o d n ą zaufania d r o g ę ż y c i o w y c h r o z b i t k ó w lub
ambitnych a biednych p a r w e n i u s z ó w , zyskuje w dzisiejszych warunkach c y w i ­
lizacyjnych znaczenie i w a r t o ś ć s a m o i s t n ą " (Suchodolski 1937, s. 130).
Nic ulega w ą t p l i w o ś c i , że autor tej wypowiedzi p r z y w i ą z y w a ł w i e l k ą w a g ę
do kwestii upowszechniania nie tylko szkolnej, ale także pozaszkolnej edukacji
s p o ł e c z e ń s t w a polskiego, które w tamtym okresie w c i ą ż jeszcze o d c z u w a ł o
ujemne skutki p o l i t y k i oświatowej państw zaborczych. M o ż e dlatego w ł a ś n i e
w okresie dwudziestolecia Polski niepodległej w y s t ą p i ł o zjawisko wielkiego
z r y w u światłej inteligencji polskiej zmierzającej do pobudzenia s p o ł e c z e ń s t w a
w kierunku tzw. „ p e r m a n e n t n e g o kształcenia s i ę " oraz szeroko pojętej działal­
ności s p o ł e c z n e j na rzecz upowszechniania oświaty i kultury. W z o r ó w w tym
zakresie poszukiwano w pozaszkolnej oświacie d o r o s ł y c h w A n g l i i , Danii i po­
z o s t a ł y c h krajach skandynawskich - niemniej wiele inicjatywy w tym zakresie
w y p ł y w a ł o z w ł a s n y c h rodzimych źródeł, czerpanych z d o ś w i a d c z e ń okresu
z a b o r ó w . Bo też początki rozwoju pozaszkolnej działalności oświatowej na
ziemiach polskich sięgają końca X I X wieku, kiedy to ó w c z e s n a patriotycznie
nastawiona inteligencja polska p o s z u k i w a ł a n a j w ł a ś c i w s z y c h form pracy skie­
rowanej na wychowywanie m ł o d e g o pokolenia w duchu narodowym. Działal­
ność tę p r o w a d z i ł y na ziemiach polskich różne stowarzyszenia i organizacje
s p o ł e c z n e , gospodarcze, k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w e - legalne i nielegalne. Organi­
zatorom i realizatorom tych prac przyświecały n a d r z ę d n e cele - utrzymania
w s p o ł e c z e ń s t w i e ducha polskości oraz. przygotowania tegoż s p o ł e c z e ń s t w a do
w a l k i o odzyskanie n i e p o d l e g ł e g o bytu p a ń s t w o w e g o . Warunki, w j a k i c h roz­
wijała się oświata oraz w i e l k o ś ć zadań jakie przed nią stawiano w p ł y w a ł y na
r ó ż n o r o d n o ś ć form i technik działania edukacyjnego. Tak więc masowo w y s t ę ­
pujący analfabetyzm rodził potrzebę skutecznej z nim walki, brak s z k ó l przy­
c z y n i a ł się do rozwoju licznych form działalności oświatowej pozaszkolnej
i oświaty d o r o s ł y c h , a także form s a m o k s z t a ł c e n i o w y c h - indywidualnych i ze­
s p o ł o w y c h . Wiele z tych form i technik o ś w i a t o w y c h w y t r z y m a ł o próbę czasu,
f u n k c j o n o w a ł o jeszcze w lalach m i ę d z y w o j e n n y c h i niekiedy p r z e t r w a ł o do lat
ostatnich (Suchodolski, 1973).
Warto p r z y p o m n i e ć , że system szkolnictwa i oświaty d o r o s ł y c h był na
p r z e ł o m i e X I X i X X stulecia bardzo z r ó ż n i c o w a n y . W najdogodniejszych wa­
runkach z n a j d o w a ł o się szkolnictwo i oświata w c i e s z ą c y m się a u t o n o m i ą za­
borze austriackim, znacznie gorzej przedstawiała się pod tym w z g l ę d e m sytu­
acja w zaborze pruskim i rosyjskim, gdzie w ł a d z e zaborcze d ą ż y ł y konsekwen­
tnie do wynarodowienia ludności polskiej. S p o ł e c z e ń s t w o polskie wytrwale
i w s p o s ó b skuteczny p r z e c i w s t a w i a ł o się polityce wynaradawiania. W zaborze
pruskim postawa ludności polskiej u k s z t a ł t o w a n a została w c i ą g u d ł u g i c h lat
działalności oświatowej prowadzonej przez polskich patriotów kierujących
towarzystwami k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w y m i oraz instytucjami s p o ł e c z n o - g o s p o ­
darczymi. Wielkie zasługi w tej dziedzinie położyło także d u c h o w i e ń s t w o
katolickie. W zaborze rosyjskim wyrazem protestu przeciw polityce rusyfika-

�OŚWIATA D O R O S L Y C l i

81

cyjnej w s z k o ł a c h r z ą d o w y c h był rozwój szkolnictwa prywatnego oraz tajnych
szkółek.
S z c z e g ó l n e zaniedbania, jakie w dziedzinie oświaty u w i d a c z n i a ł y się na
odcinku wiejskim s p o w o d o w a ł y , ż e znaczna część patriotycznie nastawionych
działaczy podjęła zadanie prowadzenia akcji uświadamiającej wśród ludności
wiejskiej. P o w a ż n ą rolę spełniały w tym zakresie (obok szkolnictwa) instytucje
i organizacje k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w e , s p o ł e c z n o - g o s p o d a r c z e oraz podejmowa­
na walka z masowym analfabetyzmem. Do rozwoju i upowszechniania oświaty
p r z y c z y n i a ł o się w n a j w i ę k s z y m stopniu czytelnictwo czasopism, kalendarzy,
książek, pism ulotnych, a także literatury jarmarczno-tandetnej czyli wydaw­
nictw tzw. drugiego rynku. Korespondenci oraz kolporleży ludowych czaso­
pism i książek stwierdzali, żc czytelnictwo na wsi łatwiej rozwijało się tam,
gdzie w c z e ś n i e j docierała jarmarczna książka, która - jak pisze J. Dunin - roz­
przestrzeniała się w c a ł y m kraju bez w z g l ę d u na kordony graniczne (Dunin
1974). Od k o r e s p o n d e n t ó w lak poczytnych pism, jak „ Z o r z a " , „ G a z e t a Świą­
teczna", „Przyjaciel L u d u " dowiadujemy się, że w k o ń c u X I X : i na p o c z ą t k u
X X w. wiejscy czytelnicy nabywali książki, elementarze, kalendarze, k s i ą ż e c z ­
ki do n a b o ż e ń s t w a - u kramarzy na jarmarkach, u w ę d r o w n y c h o b r a ź n i k ó w ,
c z ę s t o w y p o ż y c z a l i j e także z biblioteczek istniejących przy k o ś c i o ł a c h . Nie­
którzy czytelnicy sami b y l i prenumeratorami pism, które po przeczytaniu
w y p o ż y c z a l i s w y m s ą s i a d o m , krewnym czy znajomym. Z czasem, w populary­
zacji czytelnictwa na wsi zaczęły o d g r y w a ć coraz szerzej r o z p r z e s t r z e n i a j ą c e
się organizacje o charakterze nie tylko s p o ł e c z n o - g o s p o d a r c z y m i kulturalnym,
ale t a k ż e politycznym, w tym z w ł a s z c z a ludowe stronnictwa c h ł o p s k i e .
Owa wielokierunkowa d z i a ł a l n o ś ć , prowadzona na terenie polskiej wsi
jeszcze w czasie z a b o r ó w - z a r ó w n o tajna, j a k i legalna - przynosiła w efekcie
bardzo istotne p r z e o b r a ż e n i a d o k o n u j ą c e s i e w ś w i a d o m o ś c i i kulturze jej mie­
s z k a ń c ó w . Za najważniejsze osiągnięcia uznać należy budzenie się i utrwalanie
wśród znacznych k r ę g ó w s p o ł e c z n o ś c i wiejskiej ś w i a d o m o ś c i narodowej i oby­
watelskiej. Wyrazem tego b y ł o uczestnictwo c h ł o p ó w w licznych organiza­
cjach n i e p o d l e g ł o ś c i o w y c h jak np. Polskie D r u ż y n y Strzeleckie, Z w i ą z e k
Strzelecki, D r u ż y n y Bartoszowe, Polowe D r u ż y n y Sokole, Polska Organizacja
Wojskowa oraz Legiony Polskie. Udział ten świadczył o rodzącej s i ę ' w ś r ó d
warstwy chłopskiej g o t o w o ś c i do podjęcia czynu zbrojnego w imię odzyskania
utraconej n i e p o d l e g ł o ś c i .
Szkoła, o d d z i a ł y w a n i e książki, gazety czy też ż y w e g o słowa w y s ł u c h a n e g o
na zgromadzeniach, r ó ż n e g o rodzaju u r o c z y s t o ś c i a c h o charakterze patriotycz­
nym, w których coraz częściej przedstawiciele wsi brali udział, p r o w a d z i ł y do
narastania postaw w s p ó ł o d p o w i e d z i a l n o ś c i za losy swych s p o ł e c z n o ś c i sąsie­
dzkich i wnioskowych, a także ponadlokalnych. Z n a j d o w a ł o to wyraz w czynniejszym niż dotąd udziale i pracach s a m o r z ą d u wiejskiego, w organizowaniu
szkolnictwa oraz innych zbiorowych poczynaniach wsi. R o d z i ł o to z kolei
poczucie łączności z całą w a r s t w ą chłopską, do czego przyczyniała się coraz
częściej p r z y n a l e ż n o ś ć do c h ł o p s k i c h organizacji politycznych, które s z u k a ł y
swego oparcia i uwiarygodnienia w jak najszerszym uczestnictwie w nich c h ł o -

�82

MARIA BIERNACKA

pów. Wszystko to p r o w a d z i ł o do coraz g ł ę b s z e g o utrwalania w ś r ó d ludności
wiejskiej postaw g o d n o ś c i , niezależności, a także dążeń z m i e r z a j ą c y c h do
emancypacji całej warstwy c h ł o p s k i e j . Proces ten p r z e j a w i a ł s i ę r ó w n i e ż w two­
rzeniu n i e z a l e ż n y c h c h ł o p s k i c h organizacji politycznych, s p o ł e c z n y c h , m ł o ­
d z i e ż o w y c h , które poprzez w ł a s n ą pracę w y p i e r a ł y z a r ó w n o dawne organizacje
ludowe tzw. typu „ p a t r o n a c k i e g o " , jak r ó w n i e ż różnego rodzaju „ p i s e m k a dla
ludu". Trzeba ponadto d o d a ć , że zmiany w poziomie wiedzy o g ó l n e j oraz
fachowej o s i ą g a n e d r o g ą upowszechniania elementarnego szkolnictwa, c z ę ­
ś c i o w e g o d o s t ę p u do s z k ó ł średnich, a ponadto t a k ż e czytelnictwa książek
i czasopism p r o w a d z i ł y do zmian w o b y c z a j o w o ś c i wiejskiej przede wszytskim
jednak do zmian w m e n t a l n o ś c i c h ł o p s k i e j . P r o w a d z i ł o to do nowej samooceny
siebie, w ł a s n e j warstwy, a także do pełniejszego rozumienia swej roli i swych
obowiązków w społeczeństwie.
D z i a ł a l n o ś ć organizacji gospodarczych, s z k ó ł rolniczych oraz czytelnictwa
prasy zawodowej p r o w a d z i ł y do modernizacji c h ł o p s k i c h gospodarstw rolnych.
Wystawy rolnicze, wycieczki krajowe i zagraniczne w p ł y w a ł y na podnoszenie
kultury rolnej oraz u k a z y w a ł y u c z e s t n i c z ą c y m w nich c h ł o p o m szerszy pozawiejski świat. Z n a c z n ą rolę w tej modernizacji odgrywali wychowankowie
ludowych s z k ó ł rolniczych. Wynosili z nich nie tylko zasoby wiedzy rolniczej
ale także u t r w a l o n ą umiejętność korzystania z prasy i książki, a co n a j w a ż n i e j ­
sze z a c h ę t ę do s p o ł e c z n e g o działania we w ł a s n y c h ś r o d o w i s k a c h .
Do u n o w o c z e ś n i e n i a gospodarstwa domowego, przestrzegania higieny,
a przede wszystkim zasad w ł a ś c i w e j pielęgnacji i wychowania dzieci przyczy­
niły się ż e ń s k i e s z k o ł y gospodarcze i rolnicze. Z m i e n i a ł y one ponadto w s p o s ó b
zasadniczy p o z y c j ę kobiety w rodzinie i we wsi. Wychowanki tych s z k ó ł refor­
m o w a ł y nie tylko ż y c i c w ł a s n y c h rodzin i gospodarstw rolnych, ale z powodze­
niem w p ł y w a ł y na ż y c i e s p o ł e c z n e i kulturalne swych wsi. Zjawiska te miały
różny z a s i ę g , przebieg i charakter, niemniej z a z n a c z a ł y się coraz korzystniej,
z w ł a s z c z a pod w p ł y w e m s z k ó ł rolniczych działających na terenie K r ó l e s t w a .
Wraz z odzyskaniem niepodległości Polski w 1918r. podjęto p r ó b ę stworze­
nia jednolitego systemu szkolnego dla c a ł e g o odrodzonego p a ń s t w a . N a d r z ę d ­
nym celem wychowania szkolnego stało się p r z e ł a m y w a n i e barier dzielnico­
w y c h , j a k o pozostałości okresu niewoli oraz k s z t a ł t o w a n i e postaw s p o ł c c z n o obywatclskich. Ograniczenie w dostępie do s z k ó ł w y n i k a j ą c e z trudności ma­
terialnych i systemu szkolnictwa, nie były w stanie z a h a m o w a ć wielkiego
zrywu m ł o d z i e ż y do nauki. Bujnie krzewiła się d z i a ł a l n o ś ć oświatowa poza­
szkolna. P i o n i e r s k ą rolę w tym zakresie spełniały organizacje nauczycielskie,
m ł o d z i e ż o w e oraz stowarzyszenia s p o ł c c z n o - o ś w i a t o w e . Pozaszkolne kształ­
cenie było wielokierunkowe i o b e j m o w a ł o z a r ó w n o umiejętności zawodowe,
jak i o g ó l n o w y c h o w a w c z c . Wychowanie pozaszkolne przepojone było ideała­
mi demokratyzmu, d ą ż e n i e m do s p r a w i e d l i w o ś c i s p o ł e c z n e j oraz, w i a r ą w to,
że o d d z i a ł y w a n i e w duchu tych ideałów w p ł y n i e na z m i a n ę etyki i kultury
jednostki i tym samym wprowadzi dojrzałą s p o ł e c z n o ś ć wiejską w krąg kultury
ogólnonarodowej.

�OŚWIATA D O R O S L Y C I I

83

D o c e n i a j ą c znaczenie oświaty w ś r ó d d o r o s ł y c h j u ż w pierwszym okresie
n i e p o d l e g ł o ś c i p o w o ł a n o przy Ministerstwie W y z n a ń Religijnych i Oświecenia
Publicznego - W y d z i a ł Oświaty Pozaszkolnej, który k o o r d y n o w a ł ten rodzaj
prac w skali o g ó l n o k r a j o w e j . Prace k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w e w terenie prowadzo­
ne były przez W y d z i a ł y Powiatowe i sejmiki, a także takie instytucje, jak:
Z w i ą z e k Polskich Nauczycieli S z k ó ł Powszechnych, a n a s t ę p n i e Z w i ą z e k Na­
uczycielstwa Polskiego, Instytut Oświaty i Kultury i m . Staszica, Instytut
Oświaty D o r o s ł y c h , Z w i ą z e k Teatrów i C h ó r ó w L u d o w y c h we L w o w i e , Z w i ą ­
zek T e a t r ó w L u d o w y c h w Warszawie, a także organizacje m ł o d z i e ż o w e .
S z c z e g ó l n e zmiany w zakresie wychowania artystycznego przyniosła dzia­
łalność. Jędrzeja Cierniaka - wieloletniego wizytatora Wydziału Oświaty Poza­
szkolnej przy Ministerstwie W y z n a ń Religijnych i Oświecenia Publicznego,
organizatora i n a s t ę p n i e kierownika Instytutu Teatrów L u d o w y c h . G ł ó w n y m
ź r ó d ł e m inspiracji artystycznych dla Cierniaka była kultura ludowa w c a ł y m
bogactwie jej z r ó ż n i c o w a n i a regionalnego i wartości zawartych w stroju, tańcu,
pieśni, a przede wszystkim w zwyczajach i o b r z ę d a c h . Cierniak, poprzez swój
stosunek do kultury ludowej - jako niewyczerpanej skarbnicy p o m y s ł ó w dla
jego teatralnych koncepcji i rozwiązań - w p ł y w a ł na wszystkie organizacje
i instytucje s p o ł e c z n e i kulturalne działające w ś r o d o w i s k u wiejskim (por. Pa­
stuszka, i 990).
Jednym z g ł ó w n y c h o ś r o d k ó w kształtowania się myśli oświatowej dla po­
c z ą t k o w e g o okresu m i ę d z y w o j e n n e g o był Instytut Oświaty i Kultury i m . Sta­
szica, z a ł o ż o n y z inicjatywy wybitnych działaczy z w i ą z a n y c h z ruchem ludo­
w y m - Jadwigi D z i u b i ń s k i e j , Ireny Kosmowskiej, Heleny Radlińskiej oraz
innych działaczy. Do podstawowych zadań Instytutu należała koordynacja prac
s p o ł e c z n o - o ś w i a t o w y c h w kraju oraz kształcenie p r a c o w n i k ó w oświaty poza­
szkolnej. Instytut ten p r z y c z y n i ł się w znacznym stopniu do rozwoju oraz
upowszechnienia oświaty na w s i : o d d z i a ł y w a ł na różne kręgi s p o ł e c z n e , w s p ó ł ­
p r a c o w a ł z. w y d z i a ł a m i oświaty pozaszkolnej przy Ministerstwie W y z n a ń Re­
ligijnych i Oświecenia Publicznego, Z w i ą z k u Nauczycielstwa Polskiego S z k ó ł
Powszechnych oraz Centralnym Z w i ą z k u M ł o d z i e ż y Wiejskiej. P r o w a d z i ł tak­
ż e w s p ó ł p r a c ę ze Z w i ą z k i e m Teatrów Ludowych, Z w i ą z k i e m Bibliotekarzy,
Z w i ą z k i e m Spółdzielni S p o ż y w c ó w „ S p o ł e m " oraz Towarzystwem Uniwersy­
tetów Robotniczych. We w s p ó ł p r a c y lej w a ż n e miejsce zajęły r ó w n i e ż ludowe
ugrupowania polityczne, organizacje m ł o d z i e ż o w e oraz instytucje gospodarcze
(Centralny Z w i ą z e k K ó ł e k Rolniczych, Izby Rolnicze) oraz o ś w i a t o w e (Towa­
rzystwo S z k o ł y Ludowej i Polska Macierz Szkolna).
W p o c z ą t k o w y c h lalach okresu m i ę d z y w o j e n n e g o c z o ł o w e miejsce w dzia­
łalności o ś w i a t o w o - k u l t u r a l n e j i społecznej na wsi z a j m o w a ł Centralny Z w i ą ­
zek M ł o d z i e ż y Wiejskiej, powstały w 1919 r. jako sekcja młodzieży Centralne­
go Towarzystwa Rolniczego, z organem prasowym „ S i e w " . Był on p r z e d ł u ż e ­
niem działalności ruchu m ł o d z i e ż o w e g o z a p o c z ą t k o w a n e g o w 1912 r. przez
o r g a n i z a t o r ó w pisma m ł o d z i e ż o w e g o „ D r u ż y n a " oraz przez tzw. m ł o d z i e ż
„ z a r a n i a r s k ą " s k u p i o n ą przy piśmie „Świt - Młodzi i d ą " (dodatku do pisma
„ Z a r a n i e " ) . Józef Niecko, g ł ó w n y w s p ó ł o r g a n i z a t o r Centralnego Z w i ą z k u M ł o -

�84

MARIA BIERNACKA

dzieży Wiejskiej pisat: „Inicjatywa stworzenia ośrodka s k u p i a j ą c e g o szersze
kręgi m ł o d z i e ż y wiejskiej, m y ś l o w o rozbudzonej, lub do budzenia się podatnej,
w y s z ł a od s y n ó w c h ł o p s k i c h , k s z t a ł c ą c y c h s i e w Seminarium Nauczycielskim
i m . Konarskiego. W ó w c z e s n y c h czasach seminarium to było p l a c ó w k ą kształ­
c ą c ą w m ł o d z i e ż y ducha n i e p o d l e g ł o ś c i o w e g o " . Działały tam tajne organizacje
j a k D r u ż y n y Strzeleckie, D r u ż y n y Bartoszowe (Niecko 1932, s. 48-49).
W 1928 r. na skutek różnic ideologicznych, d o s z ł o w ruchu m ł o d z i e ż y
wiejskiej do r o z ł a m u , w w y n i k u k t ó r e g o c z ę ś ć działaczy i m ł o d z i e ż y opowie­
działa się za s a m o d z i e l n o ś c i ą i d e o w ą i organizacyjną, tworząc o d r ę b n ą organi­
zację pod n a z w ą Z w i ą z k u M ł o d z i e ż y Wiejskiej Rzeczypospolitej Polskiej z or­
ganem prasowym „ W i c i " . Z w i ą z e k len, aczkolwiek nic posiadał charakteru
politycznego, to jednak w istocie był organizacją m ł o d z i e ż o w ą z w i ą z a n ą ideo­
wo z ruchem l u d o w y m . W działalności ruchu wiciowego i politycznego ruchu
ludowego brali ż y w y udział uczniowie s z k ó ł ś r e d n i c h i studenci pochodzenia
c h ł o p s k i e g o . Idea w ł ą c z e n i a do pracy z w i ą z k o w e j m ł o d z i e ż y wiejskiej kształ­
cącej się w s z k o ł a c h średnich i w y ż s z y c h okazała się w przyszłości niezwykle
korzystna dla rozwoju tego ruchu.
N i e z a l e ż n i e od wiciowego ruchu młodzieży na tereni wsi działały jeszcze
inne organizacje m ł o d z i e ż o w e m.in. Centralny Z w i ą z e k MiotU j Wsi, Z w i ą z e k
M ł o d z i e ż y Ludowej, Katolickie Stowarzyszenie M ł o d z i e ż y Męskiej i Żeńskiej
oraz Z w i ą z e k Strzelecki. Spośród tych organizacji najwyraźniej określał swoje
cele, zadania i formy pracy Centralny Z w i ą z e k Młodej Wsi - ze swym organem
prasowym „ S i e w M ł o d e j W s i " . Z w i ą z e k ten p r z y w i ą z y w a ł w i e l k ą w a g ę do
prowadzenia na s z e r o k ą s k a l ę działalności o ś w i a t o w e j , a także do wydobywa­
nia i szerokiego upowszechniania wartości t k w i ą c y c h w tradycyjnej kulturze
ludowej.
N a l e ż y s t w i e r d z i ć , że niezależnie od c e l ó w politycznych i metod wycho­
wawczych, stosowanych przez różne odcienie działających na wsi organizacji
m ł o d z i e ż o w y c h , wszystkie one poprzez s w ą r ó ż n o r o d n ą d z i a ł a l n o ś ć w w i ę ­
kszym lub mniejszym stopniu w p ł y w a ł y na s p o ł e c z n e i kulturalne przemiany
polskiej wsi (Maj 1936, s. 90; Lech 1978).
W programach tych pierwszych wiejskich organizacji m ł o d z i e ż o w y c h czo­
ł o w e miejsce z a j m o w a ł y prace k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w e . Prace te c e c h o w a ł a róż­
n o r o d n o ś ć stosowanych l o r m , g d y ż ambicją każdej organizacji było wprowa­
dzanie w ł a s n y c h treści ideowych oraz stosowanie n a j w ł a ś c i w s z y c h metod
działania. Tak w i ę c Z w i ą z e k M ł o d z i e ż y Wiejskiej RP ("Wici") s f o r m u ł o w a ł
w okresie m i ę d z y w o j e n n y m nie tylko demokratyczne zasady ideowe, ale także
w y p r a c o w a ł bardzo skuteczne formy pracy o ś w i a t o w o - w y c h o w a w c z e j .
Prowadzenie działalności artystycznej nie miało charakteru w y ł ą c z n i e roz­
rywkowego. Organizatorzy ś w i a d o m i e n a w i ą z y w a l i do treści i form zaczerp­
niętych z bogactwa tradycyjnej kultury ludowej. W i e l k ą rolę pod tym w z g l ę d e m
spełnił wspomniany już Z w i ą z e k Teatrów Ludowych i czasopismo „Teatr L u ­
d o w y " oraz Instytut Teatrów Ludowych kierowany przez Jędrzeja Cierniaka.
Nowe treści s p o ł e c z n e , przy r ó w n o c z e s n y m zachowaniu całego piękna ludo­
w o ś c i w y r a ż o n e j w poezji, pieśni, stroju i tańcu, s t w a r z a ł teatr Zofii Solarzowci

�OŚWIATA DOROSŁYC11

85

z Uniwersytetu Ludowego w Szycach k/Krakowa a n a s t ę p n i e w Gaci k/Przcworska. Ten kierunek działalności kulturalno-oświatowej prowadzony przez
s p e c j a l i s t ó w oraz utalentowanych a m a t o r ó w z dziedziny teatru, tańca i muzyki
ludowej, z n a j d o w a ł niezwykle szeroki o d d ź w i ę k w ś r ó d m ł o d z i e ż y wiejskiej
okresu m i ę d z y w o j e n n e g o (Cierniak 1973; Pastuszka 1990).
Obok prac organizacyjnych, ideowo-programowych i k u l t u r a l n o - o ś w i a t o ­
w y c h wszystkie organizacje m ł o d z i e ż o w e p r o w a d z i ł y także d z i a ł a l n o ś ć w za­
kresie wychowania rolniczego (konkursy przysposobienia rolniczego, poletka
d o ś w i a d c z a l n e , wystawy rolnicze, wycieczki do innych gospodarstw i l p ) , w y ­
chowania fizycznego ( ć w i c z e n i a , gry, zawody), wychowania s p ó ł d z i e l c z e g o ,
turystyki (organizowanie wycieczek do m i e j s c o w o ś c i historycznych, do o ś r o d ­
k ó w miejskich i p r z e m y s ł o w y c h , niekiedy nawet wycieczek zagranicznych).
W k s z t a ł t o w a n i u się nowej o s o b o w o ś c i m ł o d e g o pokolenia wsi w okresie
m i ę d z y w o j e n n y m w a ż n ą rolę spełniały uniwersytety ludowe. O j c z y z n ą tych
p l a c ó w e k o ś w i a t o w o - w y c h o w a w c z y c h była Dania, a t w ó r c ą ich koncepcji „ja­
ko uczelni mającej z a p e w n i ć przede wszystkim o g ó l n y r o z w ó j , p o b u d z a ć do
refleksji, do s a m o k s z t a ł c e n i a , ułatwiać zdobywanie w ł a s n e g o ś w i a t o p o g l ą d u "
- Mikołaj Grundlvig.
Przeniesienie na grunt Polski w z o r ó w oświaty i wychowania stosowanych
przez d u ń s k i e uniwersytety ludowe sięga jeszcze czasu z a b o r ó w i w i ą ż e się
z nazwiskiem Jadwigi D z i u b i ń s k i e j - założycielki i kierownika pierwszej na
obszarze b. K r ó l e s t w a Polskiego szkoły rolniczej, zwanej „fermą o g r o d n i c z ą " ,
w Pszczelinie k/Warszawy (1900) г.). D z i u b i ń s k a , będąc sama w y c h o w a n k ą
szkoły ogrodniczo-pszczelarskiej i mając za s o b ą d z i a ł a l n o ś ć w Kobiecym
Kole Oświaty Ludowej oraz dwuletni pobyt na wsi kieleckiej, gdzie p r o w a d z i ł a
tajną s z k ó ł k ę dla dzieci i d o r o s ł y c h - zetknęła się r ó w n i e ż w Danii z g r i m d v i g o w s k ą i d e ą u n i w e r s y t e t ó w ludowych. W prowadzonej przez siebie męskiej
szkole rolniczej w Pszczelinie, a następnie od 1905 r. w szkole rolniczo-gospodarczej dla d z i e w c z ą t w Kruszynku k / W ł o c ł a w k a , s t o s o w a ł a metody wycho­
wawcze d u ń s k i c h u n i w e r s y t e t ó w ludowych. Były to jednak s z k o ł y rolnicze
i temu kierunkowi szkolnictwa i wychowania pozostała D z i u b i ń s k a wierna do
końca swego życia. W okresie m i ę d z y w o j e n n y m z pasją o r g a n i z o w a ł a interna­
towe, jednoroczne szkolnictwo rolnicze, d ą ż ą c do lego, by w k a ż d y m powiecie
istniała dla m ł o d z i e ż y wiejskiej m ę s k a i ż e ń s k a szkoła rolnicza.
P i e r w s z ą p r ó b ę zorganizowania p l a c ó w k i uniwersytetu ludowego podjął
w Polsce niepodległej ks. Antoni Jan Ludwiczak, działacz Wielkopolskiego
Towarzystwa Czytelni L u d o w y c h . On r ó w n i e ż z a p o z n a ł się z ruchem uniwer­
s y t e t ó w ludowych w Danii i p l a c ó w k ę s w ą p r o w a d z i ł w Dalkach k/Gniezna od
1921 do 1939 r.
Zasadniczego p r z e ł o m u w rozwoju u n i w e r s y t e t ó w ludowych w Polsce do­
k o n a ł Ignacy Solarz. W 1924 r. grono demokratycznych o ś w i a t o w c ó w w y w o ­
d z ą c y c h się ze Z w i ą z k u Nauczyciestwa S z k ó ł Powszechnych, Centralnego
Z w i ą z k u M ł o d z i e ż y Wiejskiej oraz Centralnego Z w i ą z k u K ó ł e k Rolniczych
z o r g a n i z o w a ł o w Szycach k/Krakowa Wiejski Uniwersytet Ludowy, a na jego
kierownika p o w o ł a n o Ignacego Solarza - z w y k s z t a ł c e n i a inżyniera rolnika.

�86

MARIA BIERNACKA

Przez 15 lat swej działalności najpierw w Szycach, a później w Gaci kolo
Przeworska, Ignacy Solarz wraz ze s w ą ż o n ą Zofią i gronem n a b l i ź s z y c h
w s p ó ł p r a c o w n i k ó w z d o ł a ł w y p r a c o w a ć własny, polski model uniwersytetu
ludowego o wielkiej sile o d d z i a ł y w a n i a s p o ł e c z n o - w y c h o w a w c z e g o . Z a p o ż y ­
czonym wzorcom szkoły grundtvigowskiej n a d a ł nowy kształt i d o s t o s o w a ł do
potrzeb ż y c i a polskiego i polskiej wsi. Ruch ludowy i w i c i o w y ruch m ł o d z i e ż y
wiejskiej, k t ó r e g o b y ł w s p ó ł t w ó r c ą i c z o ł o w y m d z i a ł a c z e m , s t a n o w i ł zaplecze
dla pionierskiej działalności ruchu u n i w e r s y t e t ó w ludowych.
Uniwersytet ludowy Ignacego Solarza był placówką, która w warunkach
życia internatowego zespołu s k ł a d a j ą c e g o się z kilkudziesięciu o s ó b (oddzielne
kursy dla d z i e w c z ą t i oddzielne dla c h ł o p c ó w ) trwające od 4 do 6 miesięcy
- w serdecznej atmosferze rodzinnej, w y c h o w y w a ł a m ł o d z i e ż wiejską napły­
w a j ą c ą z r ó ż n y c h stron Polski. Nie była to szkoła której zadaniem miało być
przekazywanie wychowankom sumy określonej programem wiedzy. Uniwer­
sytet ludowy poprzez w ł a ś c i w e mu metody pracy - w y k ł a d y , dyskusje, zespo­
ł o w e czytanie, śpiew, wycieczki, teatr oraz ścisłe w s p ó ł d z i a ł a n i e z najbliższą
w s i ą i o k o l i c ą w y d o b y w a ł i utrwalał w ś r ó d m ł o d z i e ż y cechy najbardziej pożą­
dane (Ignacy Solarz... 1965).
W okresie m i ę d z y w o j e n n y m działało w Polsce w r ó ż n y m czasie ponad dwa­
dzieścia u n i w e r s y t e t ó w ludowych p o w s t a ł y c h z inicjatywy r ó ż n y c h ś r o d o w i s k
o ś w i a t o w y c h i s p o ł e c z n y c h , j e d n a k ż e ż a d e n z nich nie o d e g r a ł takiej roli j a k
uniwersytet Solarza. O w y j ą t k o w o ś c i tej p l a c ó w k i , która zdaniem p e d a g o g ó w
s p o ł e c z n y c h i s o c j o l o g ó w zdołała w y p r a c o w a ć j e d n ą z najbardziej interesują­
cych koncepcji wychowawczych ( n a z w a n ą r ó w n i e ż „ p e d a g o g i k ą w i c i o w ą " )
z a d e c y d o w a ł a n i e w ą t p l i w i e wybitna i n d y w i d u a l n o ś ć jego twórcy i realizatora
- Ignacego Solarza. I c h o c i a ż powstanie uniwersytetu ludowego w Szycach
b y ł o poprzedzone zorganizowaniem przez ks. Ludwiczaka o trzy lala w c z e ś n i e j
podobnej p l a c ó w k i w Dalkach koło Gniezna, to za wzorcowy uznano uniwer­
sytet Ignacego i Z o f i i Solarzów.
Wychowankowie u n i w e r s y t e t ó w ludowych po powrocie do swych ś r o d o ­
wisk w y r ó ż n i a l i się s w ą p o s t a w ą s p o ł e c z n ą , stosunkiem do swego otoczenia
- byli z reguły krzewicielami postępu we wszystkich dziedzinach ż y c i a . Po­
t w i e r d z a j ą to w pełni badania p e d a g o g ó w przeprowadzone po И wojnie świa­
towej w ś r ó d b y ł y c h w y c h o w a n k ó w tych p l a c ó w e k . Do g ł ó w n y c h o s i ą g n i ę ć
wychowawczych u n i w e r s y t e t ó w ludowych zaliczano: a k t y w n o ś ć s p o ł e c z n ą ,
w y r a ż a j ą c ą się w czynnej postawie w stosunku do takich p r z e j a w ó w życia
o g ó l n o - s p o l e c z n e g o j a k budowa szkół, d o m ó w kultury, d r ó g itp.; a k t y w n o ś ć
u m y s ł o w ą r o z b u d z a j ą c ą zainteresowania historią świata i w ł a s n e g o narodu,
dziejami r u c h ó w s p o ł e c z n y c h na wsi, a z w ł a s z c z a ruchu ludowego; p o s t a w ę
g o t o w o ś c i do modernizacji gospodarstwa rolnego i domowego; w r a ż l i w o ś ć na
krzywdy ludzkie; o d w a g ę głoszenia wyznawanych p o g l ą d ó w s p o ł e c z n o - p o l i ­
tycznych; utrwalanie zasad etyczno-moralnych wśród m ł o d z i e ż y ; r o z w ó j zain­
t e r e s o w a ń problemami o g ó l n o k r a j o w y m i (Turos 1970).
Metody pracy stosowane w uniwersytetacli ludowych przenikały do innych
p l a c ó w e k k s z t a ł c ą c y c h m ł o d z i e ż wiejską - do s z k ó ł rolniczych i spółdziel-

�OŚWIATA DOROSŁYCH

87

czych, a także do organizacji m ł o d z i e ż o w y c h , niektórych s t o w a r z y s z e ń gospo­
darczych, o ś w i a t o w y c h i kulturalnych oraz ludowych organizacji politycznych.
D ą ż o n o do wychowania nowego obywatela wsi i p a ń s t w a , c h a r a k t e r y z u j ą c e g o
się u s p o ł e c z n i e n i e m , „ o t w a r t o ś c i ą " na w i e d z ę z d o b y w a n ą g ł ó w n i e poprze stałe
d o k s z t a ł c a n i e się, s k ł o n n o ś ć do podejmowania inicjatyw p r z e b u d o w u j ą c y c h
ż y c i e swego najbliższego i dalszego otoczenia, a r ó w n o c z e ś n i e c e n i ą c e g o
i u t r w a l a j ą c e g o najlepsze w a r t o ś c i rodzimej kultury c h ł o p s k i e j . Ten nowy typ
obywatela s t a w a ł s i ę „ w i o d ą c y m " , c i e s z ą c y m s i ę autorytetem i p r o m i e n i u j ą c y m
na c a ł ą s p o ł e c z n o ś ć wiejską. D ą ż n o ś c i s p o ł e c z n e , ambicja i d a l e k o s i ę ż n e cele
ó w c z e s n e j m ł o d z i e ż y c h ł o p s k i e j , żyjącej j a k ż e często w ciężkich warunkach
bytowych, najwierniejsze swoje odbicie znalzły w p a m i ę t n i k a c h „ M ł o d e g o
pokolenia c h ł o p ó w " . U k a z u j ą one bowiem jak w psychice m ł o d z i e ż y wiejskiej
okresu m i ę d z y w o j e n n e g o d o k o n y w a ł się proces wielkich p r z e o b r a ż e ń prowa­
d z ą c y c h do jej p e ł n e g o uobywalelnienia i „wejścia w naród".
Na temat wychowawczego ruchu m ł o d z i e ż y wiciowej i pokrewnych r u c h ó w
m ł o d z i e ż o w y c h pisał J. C h a ł a s i ń s k i :
„Idea c z ł o w i e c z e ń s t w a i odkrywanie człowieka w c h ł o p i e , s p o ł e c z n o - m o ralna w s p ó l n o t a m ł o d z i e ż y c h ł o p s k i e j , p o d p o r z ą d k o w a n a ideałowi narodu i l u ­
d z k o ś c i , idea warstwy chłopskiej jako w s p ó ł g o s p o d a r z a narodu i strażnika jego
moralnych w a r t o ś c i , idea wychowania poprzez warsztat pracy, realizowana
przez konkursowe prace z e s p o ł ó w Przysposobienia Rolniczego na d z i a ł k a c h
w ramach gospodarstwa rodzinnego i w oparciu o s ą s i e d z k ą s p o ł e c z n o ś ć w i e j ­
s k ą - oto elementy wychowawcze ruchu wiciowego i pokrewnych r u c h ó w
m ł o d z i e ż y wiejskiej w Polsce. M o ż n a też p o w i e d z i e ć , ż e ruch ten, przedstawia­
j ą c y w s p a n i a ł y dorobek s p o ł e c z n y i pedagogiczny, stanowi najważniejszy do­
robek pedagogiki polskiej w latach m i ę d z y w o j e n n y c h . . . Pedagogika wiciowa
w y k a z a ł a m i ę d z y i n n y m i olbrzymie znaczenie, jakie dla wychowania m i e ć
m o ż e oparcie go na s p o ł e c z n o ś c i s ą s i e d z k i e j , połączonej z warsztatem pracy"
( C h a ł a s i ń s k i 1948, s. 275).
N a s t ę p s t w e m rozwoju szkolnictwa, oświaty pozaszkolnej, wychowania,
a także coraz szerszego uczstnictwa c h ł o p ó w w życiu politycznym i s p o ł e c z ­
no-gospodarczym kraju były dalsze i coraz gruntowniejsze przemiany kulturo­
we. Pogłębiła s i ę w i ę c i w ogromnym stopniu utrwaliła ś w i a d o m o ś ć narodowa
warstwy c h ł o p s k i e j . Egzaminem lej dojrzałości stał się okres I I wojny świato­
wej podczas której l u d n o ś ć wiejska masowo uczestniczyła we wszystkich
konspiracyjnych organizacjach wojskowych oraz innych formach w a l k i z oku­
pantem niemieckim. Ponadto podziemne Stronnictwo Ludowe „ R o c h " stwo­
rzyło w ł a s n ą formację w o j s k o w ą pod n a z w ą Bataliony C h ł o p s k i e oraz Ludowy
Z w i ą z e k Kobiet. Ten nieznany w dotychczasowych dziejach Polski zryw nie­
p o d l e g ł o ś c i o w y c h ł o p ó w i jego historyczne znaczenie jest przedmiotem wielu
o p r a c o w a ń wspomnieniowych i studiów teoretycznych.
W okresie m i ę d z y w o j e n n y m z a z n a c z y ł się r ó w n i e ż bardzo w y r a ź n i e proces
dojrzewania ś w i a d o m o ś c i społecznej i klasowej c h ł o p ó w . Pogłębiła się wiedza
o znaczeniu warstwy chłopskiej w przeszłości i jej roli w przyszłości. Wiedza
ta i ś w i a d o m o ś ć k s z t a ł t o w a ł y się przede wszystkim poprzez s a m o k s z t a ł c e n i e

�88

MARIA BIERNACKA

oraz szeroki u d z i a ł c h ł o p ó w w organizacjach s p o ł e c z n y c h i politycznych ruchu
ludowego oraz Z w i ą z k u M ł o d z i e ż y Wiejskiej RP ( " W i c i " ) . Stronnictwo Ludo­
we, j a k o masowa organizacja c h ł o p ó w , w swych programach politycznych
i s p o ł e c z n o gospodarczych, w y z n a c z a ł o warstwie chłopskiej rolę p r z o d u j ą c ą .
Na tym podłożu rodziło się poczucie g o d n o ś c i , które w y z w a l a ł o c h ł o p ó w
z dawnych k o m p l e k s ó w p a ń s z c z y ź n i a n y c h - z poczucia niższości wobec in­
nych warstw s p o ł e c z n y c h .

***
A n a l i z u j ą c polski ruch oświaty d o r o s ł y c h pod kątem jego znaczenia dla
rozwoju s p o ł c c z n o - k u l t u r o w e g o wsi nasuwają się analogie do r o z p o c z ę t e g o
w X I X w. wielkiego ruchu o ś w i a t o w o - w y c h o w a w c z e g o w Danii, który o d e g r a ł
d e c y d u j ą c ą rolę w p r z e o b r a ż e n i a c h tego kraju. W g ł ó w n e j mierze b y ł to ruch
u n i w e r s y t e t ó w ludowych, ale p o ł ą c z o n y c h także z d z i a ł a l n o ś c i ą s p ó ł d z i e l c z ą
oraz o ś w i a t ą r o l n i c z ą . Pierwszy, p o w s t a ł y w 1844 r. uniwersytet ludowy
w Rodding ( w p ó ł n o c n y m Szlezwiku) b y ł o d p o w i e d z i ą na w p ł y w y niemieckie,
z czasem jednak ruch ten o g a r n ą ł cały obszar Danii. „Jeżeli pragnie się uwy­
datnić istotne rysy rozwoju Danii po 1864 r. - pisał Hans Lund z uniwersytetu
ludowego w Rodding - i dąży do ich zrozumienia, w y s t ę p u j e bardzo jasno,
nieomal w s z ę d z i e w stosunku do ludności wiejskiej - w p ł y w u n i w e r s y t e t ó w
ludowych, jako źródła najbardziej charakterystycznych cech nowoczesnego
życia d u ń s k i e g o . O c z y w i ś c i e inne jeszcze przyczyny przebiegały r ó w n o l e g l e
i jest n i e m o ż l i w e ustalić rozmiary w p ł y w u każdej z nich. Niemniej jest faktem,
ż e wszyscy obserwatorzy rozwoju Danii s ą w tym zgodni, iż uniwersytety s ą
j e d n y m z najdonioślejszych c z y n n i k ó w d ź w i g n i ę c i a się w ł o ś c i a n po 1864 r.
przy czym niektórzy uważają je za czynnik najdonioślejszy" (Lund, Begtrup,
Manniche 1946, s. 44-45).
W podobny s p o s ó b pisał r ó w n i e ż H . Begtrup /. Uniwersytetu Ludowego
w Frideriksborgu „ N a j w a ż n i e j s z ą rzeczą nie jest suma wiedzy jaką s ł u c h a c z
nabywa, lecz fakt, ż e u m y s ł i uczucia m ł o d y c h ludzi zostają obudzone. D u ż o
z tego, czego ich nauczono z a p o m n ą ; opuszczają jednak szkoły, j a k o z u p e ł n i e
inni ludzie, nauczywszy się s ł u c h a ć , w i d z i e ć , m y ś l e ć i u ż y w a ć swych s i ł " (Cyt.
za: Livingstone 1931, s. 56-57).
R. Livingstone, rektor Uniwersytetu w Oxfordzie w swoich r o z w a ż a n i a c h
„Oświata p r z y s z ł o ś c i " (Warszawa, 1947, s. 110) na lemat d u ń s k i c h uniwersy­
tetów ludowych stwierdzał, że p l a c ó w k i te w idealny s p o s ó b z w i ą z a ł y swoje
działanie z p o t r z e b ą k o n i e c z n o ś c i reform w tym kraju i dlatego odniosły taki
w s p a n i a ł y sukces wychowawczy w różnych dziedzinach życia wsi duńskiej
i tym samym całej Danii. Uznał on, że istnieją trzy tajemnice powodzenia tych
p l a c ó w e k , a mianowicie: nauką w uniwersytetach ludowych objęto m ł o d z i e ż
d o r o s ł ą (od lat 18-tu); kształcenie m ł o d z i e ż y odbywa się w s z k o ł a c h internato­
w y c h ; praca oparta jest na z a ł o ż e n i a c h i celach ideowych. G ł ó w n y m bowiem
celem kształcenia jest „ n a t c h n ą ć , n a u c z y ć oceny wartości i umiejętności o d r ó ż ­
niania, tak w ż y c i u , jak i w drobnych sprawach lego, co w nim ma istotne

�89

OŚWIATA DOROSŁYCH

znaczenie. Tę p r a w d ę , k t ó r ą często m ą d r z y i rozważni przcoczają, twórcy
u n i w e r s y t e t ó w ludowych przeczul i. Nie uczyli oni swych w y c h o w a n k ó w w j a k i
s p o s ó b dobrze g o s p o d a r o w a ć , lecz wzniecili w nich n a m i ę t n e pragnienie, by tę
r z e c z y w i s t o ś ć r o b i ć . Celem ich pracy nie b y ł o obdarzanie w i e d z ą lecz rozbu­
dzenie inteligencji i idealizmu" (Livingstone 1947, s. 56-57).
R. L i v i n g s t o n e u w a ż a ł przy t y m , że uniwersytety ludowe w y w a r ł y w p ł y w
w trzech r ó ż n y c h dziedzinach: a) indywidualnej - przez pobudzenie i n t e l i ­
gencji, z a i n t e r e s o w a ń , ś w i a t o p o g l ą d u ; b) ekonomicznej - p r z e o b r a ż a j ą c e j
D a n i ę z kraju p o d u p a d ł e g o w p r z o d u j ą c y ; c) politycznej - d z i ę k i czemu
d u ń s k i e w ł o ś c i a ń s t w o , k t ó r e b y ł o w p o c z ą t k a c h X I X w. p o d k l a s ą s p o ł e c z n ą
p r z e m i e n i ł o s i ę w z a m o ż n ą w a r s t w ę ś r e d n i ą , s i ę g a j ą c tak pod w z g l ę d e m
p o l i t y c z n y m , j a k i socjalnym po p r z o d o w n i c t w o w narodzie d u ń s k i m " ( L i ­
vingstone 1947, s. 50 n). P o w o ł u j e s i ę przy tym na H . Begtrupa, k t ó r y
s t w i e r d z a ł na podstawie w ł a s n y c h d o ś w i a d c z e ń , ż e „ s z k o ł y te o b u d z i ł y
w m ł o d y c h m ę ż c z y z n a c h i kobietach t ę s k n o t ę za w i e d z ą i pragnienie pracy.
Charaktery u c z n i ó w z o s t a ł y umocnione, o p u s z c z a j ą oni s z k o ł ę z bardzo
rozszerzonym ś w i a t o p o g l ą d e m . C z ę ś ć m ł o d z i e ż y idzie do s z k ó ł r o l n i c z y c h ,
a gdy potem wraca z nich do ż y c i a , wchodzi w nie z s i l n y m poczuciem
braterstwa i p o s t ę p u . W ten s p o s ó b m ł o d z i e ż nabywa w i e l e cech n i e z b ę d ­
nych dla ruchu s p ó ł d z i e l c z e g o " ( C y t . za: L i v i n g s t o n e 1947, s. 57).
Z a p o c z ą t k o w a n a w 11 Rzeczypospolitej d z i a ł a l n o ś ć u n i w e r s y t e t ó w ludo­
w y c h nie osiągnęła takiego stopnia rozwoju, j a k to miało miejsce w X I X i X X
w. w Danii. Powojenny ż y w i o ł o w y rozwój tych p l a c ó w e k został zahamowany
i nie o d z y s k a ł do tej pory takiej kondycji, by m ó g ł z a z n a c z y ć się w s p o s ó b
istotny w życiu wsi i kraju. M o ż n a jednak z a k ł a d a ć , że w odniesieniu do okresu
m i ę d z y w o j e n n e g o ruch oświaty d o r o s ł y c h na polskiej wsi, łącznie z działają­
c y m i uniwersytetami l u d o w y m i miał wiele cech w s p ó l n y c h z d u ń s k i m ruchem
odrodzenia w s i . Czy jest jednak m o ż l i w y w Polsce obecnej sukces d u ń s k i c h
u n i w e r s y t e t ó w ludowych? Jedno jest pewne - w s p ó ł c z e s n a kultura m i e s z k a ń ­
c ó w wsi wymaga tego o ż y w c z e g o prądu, który niosła z s o b ą szeroko pojęta
oświata i wychowanie w uniwersytetach ludowych.

LITERATURA

Biernacka

M.

1984 Oświata w rozwoju kulturowym
B r o d o w s k a H.

polskiej wsi, Warszawa.
i

1958 Z dziejów kształcenia
pracowników
społeczno-oświatowych,
19251952, Zeszty Naukowe Uniwersytetu Ł ó d z k i e g o , Nauki Ekonomiczne, Seria I ,
z. 10, s. 121-169.
B r o n i k o w s k i W.
1934 Drogi postępu chłopa polskiego, Warszawa
С i e к o t S.
1969 Wspomnienia 1885-1964, Warszawa.

�90
С iс
1963
i listów.
1956
Cha
1938
1948
Dun

MARIA BIERNACKA

r n i а к J.
Źródła i nurty polskiego teatru ludowego. Wybór pism
inscenizacji
O p r a c o w a ł i s ł o w e m w s t ę p n y m o p a t r z y ł Antoni Olcha, Warszawa.
Zaborowska nuta. O p r a c o w a ł Jerzy Zawieyski, Warszawa.
ł a s i ń s k i J.
Młode pokolenie chłopów, Warszawa, t. I - I V .
Społeczeństwo
i wychowanie, Warszawa.
i n J.

1974 Papierowy bandyta. Książka kramarska i brukowa w Polsce, Warszawa.
Dzieje
szkolnictwa
1982 Dzieje szkolnictwa
i oświaty na wsi polskiej,
(. l ( d o 1918). Praca
zbiorowa pod red. Stanisława Michalskiego, Warszawa.
Fołta W
1975 Ruch ludowy w Przeworsku,
Warszawa.
1987 Zycie z własnego nadania, Warszawa
Ignacy
Solarz
1965 Ignacy Solarz i jego uniwersytet ludowy 1924-1939,
M a t e r i a ł y z se­
minarium naukowego odbytego w Warszawie 5 i 6 X 1962. W y b ó r i opracowa­
nie F. P o p ł a w s k i i S. D y k s i ń s k i , Warszawa.
J a s t r z ę b s k i J.
1978 Wokół kultury i literatury ludowej 1939-1948, Warszawa.
K m i e c i k Z.
1963 Ruch oświatowy na wsi. Królestwo Polskie 1905-1914, Warszawa.
K a m i ń s k i A.
1975 Funkcje pedagogiki społecznej,
Warszawa.
К a z i m i с r o w i с z T.
1976 Moja droga życia, Warszawa.
K o w a l J.
1964 „ Wici" powstanie i działalność
spoleczno-wycltowawcza,
Warszawa.
L e c h A.
1978 Tradycyjna
kultura ludowa w programach
i działalności
polskich
związków młodzieży wiejskiej w okresie I I Rzeczypospolitej,
Acta Universitalis
Lodziensis, seria I , nr 39, Ł ó d ź .
L i v i n g s t o n e R.
1947 Oświata przyszłości.
Warszawa.
L u n d H . , В e g t r u p H . , M a n n i с h e P.
1946 Duńskie uniwersytety ludowe a rozwój społeczności
wiejskiej,
Rzym.
M a j K.
1936 Ruch młodzieży wiejskiej jako postępowy
ruch chłopski, Warszawa.
Materiały
źródłowe
1966 Materiały
źródłowe
do historii polskiego
ruchu ludowego, t. I V
(1939-1945), Warszawa.
N i e c k o J.
1932 Dwudziestolecie
ruchu młodzieży wiejskiej 1912-1932. (Zarys
historyczny), Warszawa.

�OŚWIATA DOROSŁYCII

91

1967 Na drodze do Polski Ludowej. Wybór pism z lat 1945-1949.
Dodruku
p r z y g o t o w a ł ż y c i o r y s e m p o p r z e d z i ł i przypisami o p a t r z y ł Zygmunt Hemmerling, Warszawa.'
Pamiętniki
1968 Pamiętniki
samouków,
Warszawa.
P a s t u s z k a S. J.
1990 Teatr ludowy na wsi polskiej w okresie I I Rzeczypospolitej,
Kielce.
R a d l i ń s k a H.
1979 Oświata i kultura wsi polskiej. Wybór pism, W s t ę p e m opatrzyła Hele­
na Brodowska. Warszawa.
S o l a r z o w a Z.
1973 Mój pamiętnik,
Warszawa.
Spasowiacy
197- Spasowiacy (praca zbiorowa), Warszawa.
S u c h o d o l s k i B.
1937 Polityka kulturalno-oświatowa
w Polsce współczesnej,
Warszawa.
1973 Komisja Edukacji Naukowej na tle roli oświaty w dziejowym
rozwoju
Polski, Warszawa.
S z c z e p a ń s k i J.
1973 Refleksje nad oświatą. Warszawa.
T u r o s L.
1970 Uniwersytet Ludowy Ignacego Solarza i jego wychowankowie,
War­
szawa.
Uniwersytety
ludowe
1946 Uniwersytety ludowe w Polsce. Sprawozdanie z pierwszego Walnego
Zgromadzenia członków T U L RP w Pabianicach 11, 12 i 13 października 1945
roku
Wiejskie
1939 Wiejskie uniwersytety ludowe w Polsce. Biuletyn konferencji oświa­
towej p o ś w i ę c o n e j sprawie u n i w e r s y t e t ó w ludowych Krzemieniec 6-7-8 paź­
dziernika 1938, Warszawa.
W r o c z y ń s k i R.
1949 Programy oświatowe pozytywizmu w Polsce na tle społecznym
i go­
spodarczym,
Łódź.
1979 Pedagogika społeczna,
Warszawa.
Wspomnienia
1983 Wspomnienia o Ignacym Solarzu „Chrzestnym",
Warszawa.
Wybrane
1931 Wybrane zagadnienia oświatowe,
Warszawa.
W у с e с h 'C.
1964 Z dziejów tajnej oświaty w latach okupacji 1939-1944, Warszawa.
W y s z o m i r s k a L., W y s z o m i r s k i
K.
1965 Dąbrowa Zduńska żyła pracą i pieśnią, Warszawa.
Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a K.
1958 Społeczność
wiejska ( w y d . I I ) , Warszawa.

�92

MARIA RIERNACKA

Z i ę b a J.
1976 Ruch teatralny na wsi 1918-1939, Warszawa.
Z a r n o w s k i J.
1973 Społeczeństwo
drugiej Rzeczypospolitej
1918-1939,

Warszawa.

Maria Biernacka

ADULT EDUCATION - T H E DETERMINANT OF CULTURAL
CHANGES IN POLISH PEASANT C U L T U R E B E T W E E N T H E TWO
WARS

Summary
Adult education, also called extraschool education had exerted an important influence on
the life of peasants. It was initiated at the end of nineteenth century and was carried on by
different cutural, social and economic organizations and associations. Their activity was filled
with the paramount idea of national revival and regaining of independence.
After Poland had regained its independence in 1918 an attempt was undertaken to establish
a uniform educational system. The main reason of the uniformity was to overcome regional
divisions and differentiation, a result of long period of Poland's partition. There was also
a necessity to shape the spirit of good citizenship of the inhabitants of the newly established
state.
The regular educalional system was not easy of access for young people from poor peasant
families but it could not restrain Iheir striving alier knowledge. Extraschool educational insti­
tutions flourished owing to activities of teachers'associations, youth organizations and educa­
tional socities. It was a system of multidirectional education including technical instruction
along with general education. It was filled with ideas of democracy and social justice and with
belief that those ideas would change peasants'ethics and culture and thus would introduce
socially mature peasant class into national culture.
Translated by A n n a K u c z y ń s k a - S k r z y p e k

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8556" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8534">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3e47a74c26955d2d3c712b6b0f6cf9fa.pdf</src>
        <authentication>2367ad915cb6d0a4f0a227e9084caf4c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102153">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1364</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102155">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102157">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1260</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102159">
                <text>Społeczność wiejska w Bieszczadach po II wojnie światowej / ETNOGRAFIA POLSKA 1989 t.33 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102161">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1989 t.33 z.2, s.137-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102163">
                <text>Biernacka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102165">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102167">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102169">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="102170">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102171">
                <text>..Etnografia Polska", t. X X X I I I : 1989, z. 2
P L I S S N 0071-1861

MARIA

BIERNACKA

(Warszawa)

SPOŁECZNOŚĆ WIEJSKA W BIESZCZADACH
PO I I W O J N I E Ś W I A T O W E J
Bieszczady j a k o górski region p o ł o ż o n y w p o ł u d n i o w o - w s c h o d n i e j części
Polski stanowią fragment Karpat Polskich p o m i ę d z y Przełęczą Ł u p k o w s k ą
na zachodzie i Przełęczą U ż o c k ą na wschodzie — oddzielającą równocześnie
Bieszczady Zachodnie od Bieszczadów Ś r o d k o w y c h i Wschodnich, znajdujących
się obecnie w granicach Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.
G r a n i c ę p o ł u d n i o w ą geograficznego zasięgu Bieszczadów stanowi grzbiet
Karpat, a p ó ł n o c n ą dolina rzeki San.. Po ostatniej wojnie, w związku
z ponownym zasiedleniem i zagospodarowywaniem górskich ziem p o ł u d n i o w o -wschodniej części Polski, terminu Bieszczady zaczęto używać nie dość
precyzyjnie, obejmując nim niekiedy nawet Beskid N i s k i . W wyniku licznych
reorganizacji administracyjnych, nie zawsze korzystnych dla rozwoju tego
regionu, Bieszczady znajdowały się kolejno w granicach byłych p o w i a t ó w :
leskiego, ustrzyckiego oraz częściowo sanockiego. W 1972 r. utworzony
został jeden duży powiat leski, k t ó r y w czasie reformy administracyjnej
w 1975 r. p r z y ł ą c z o n o z woj. rzeszowskiego do nowo powstałego woj.
krośnieńskiego. Region bieszczadzki cieszy się wśród ludności całego kraju
d u ż ą atrakcyjnością wynikającą głównie z jego krajobrazowego p i ę k n a , uni­
kalnej przyrody oraz uzdrowiskowo-wypoczynkowych i turystycznych walorów.
Zainteresowania naukowo-badawcze Bieszczadami sięgają czasów znacznie
wcześniejszych i mają swoje ź r ó d ł o przede wszystkim w oryginalności
i złożoności kultury dawniejszych m i e s z k a ń c ó w tej ziemi. Wiąże się to
zresztą z ogólnymi zainteresowaniami przedstawicieli różnych dyscyplin wiedzy
(w tym szczególnie h i s t o r y k ó w , etnografów, geografów, j ę z y k o z n a w c ó w )
historią i k u l t u r ą m i e s z k a ń c ó w całych Polskich Karpat. Rezultatem tych
zainteresowań i b a d a ń karpackich z okresu międzywojennego były również
liczne opracowania etnograficzne, z a r ó w n o m a t e r i a ł o w e , jak i teoretyczne,
w k t ó r y c h szczególną pozycję zajmowały studia wybitnego teoretyka kultury
ludowej K . Dobrowolskiego (1938, 1964).
Po ostatniej wojnie badania etnografów na terenie Karpat Polskich
prowadzone były przez różne o ś r o d k i naukowe, m. in. przez katedry uniwer-

�138

MARIA B I E R N A C K A

syteckie w K r a k o w i e i Łodzi oraz Muzeum T a t r z a ń s k i e w Zakopanem.
W latach sześćdziesiątych problematyka kultury ludowej Karpat znalazła
się w centrum uwagi e t n o g r a f ó w krajów pozostających w zasięgu Karpat
(Polski, Czechosłowacji, Węgier, Rumunii, ZSRR, Bułgarii), którzy podjęli
p r ó b ę koordynacji prac naukowo-badawczych prowadzonych na tym obszarze
przez różne o ś r o d k i etnograficzne (Gładysz 1962a). W ramach realizacji
tej m i ę d z y n a r o d o w e j inicjatywy w 1960 r. do b a d a ń karpackich włączyły
się również placówki etnograficzne Instytutu Historii Kultury Materialnej
P A N w Krakowie, Łodzi i Warszawie. G ł ó w n y m tematem b a d a ń była
organizacja pasterstwa wysokogórskiego oraz kultura materialna i duchowa
pasterzy ( K o p c z y ń s k a - J a w o r s k a 1969; M i s i ń s k a 1971; Jostowa 1972; Biblio­
grafia...
1960/1963; Nizińska 1966; G ł a d y s z o w a 1967; Biernacka 1962,
1974; Kowalska-Lewicka 1980; Tradycja a współczesna...
1983). Terenem
b a d a ń ówczesnego Z a k ł a d u Etnografii Polski I H K M P A N w Warszawie
stały się Bieszczady, gdzie j u ż od 1949 r. rozwijało się pasterstwo sezonowe,
prowadzone przez górali przybywających na te tereny z okolic Tatr
i Podtatrza. W 1963 r. tematyka b a d a ń bieszczadzkich została przesunięta
na problemy dotyczące kształtowania się nowej społeczności wiejskiej i jej
kultury.
Region bieszczadzki wyróżniał się j u ż przed I I wojną światową specy­
ficznymi cechami społeczno-kulturowymi, uwarunkowanymi z a r ó w n o geogra­
ficznym położeniem i górskim typem gospodarki, j a k też z r ó ż n i c o w a n ą
s t r u k t u r ą etniczną i w y z n a n i o w ą ludności. Wsie bieszczadzkie przeważnie
typu ł a ń c u c h o w e g o p o ł o ż o n e były w śródgórskich, szerokich i nasłonecznio­
nych dolinach. N a ogól był to teren ubogi, zamieszkany przez l u d n o ś ć
pochodzenia polskiego, u k r a i ń s k i e g o (grupy etnograficzne Bojków, Ł e m k ó w ,
Dolinian) oraz żydowskiego i częściowo niemieckiego. L u d n o ś ć bieszczadzką
cechował przy tym duży tradycjonalizm oraz znaczne zapóźnienie ogółnocywilizacyjne w stosunku do innych o b s z a r ó w kraju (Reinfuss 1948/49,
s. 17-210; 1939; Falkowski. Pasznycki 1935; Czajkowski 1969). Po I I
wojnie światowej, na skutek tragicznych wydarzeń spowodowanych działalnością
na tym terenie skrajnie nacjonalistycznej Ukraińskiej A r m i i Powstańczej,
Bieszczady uległy znacznemu wyludnieniu i dewastacji. W latach 1945-1946
część o s ó b pochodzenia u k r a i ń s k i e g o repatriowano do ZSRR, a w 1947 r.
przesiedlono na tereny zachodniej i północnej Polski większość pozostałej
tam ludności. O d tej pory Bieszczady stały się obiektem usilnych zabiegów
władz p a ń s t w o w y c h zmierzających od ich ponownego zasiedlenia i zagospo­
darowania (Biernacka 1974).
W wyniku p o c z ą t k o w e g o osadnictwa żywiołowego, a n a s t ę p n i e systematycz­
nie prowadzonej latami akcji osiedleńczej — na miejsce dawnego u k ł a d u
etnicznego i wyznaniowego u k s z t a ł t o w a ł o się stosunkowo jednolite społeczeń­
stwo polskie, z m a ł ą d o m i e s z k ą ludności pochodzenia u k r a i ń s k i e g o oraz
mieszanej p o l s k o - u k r a i ń s k i e j . Obecnie podstawowy trzon m i e s z k a ń c ó w Biesz­
c z a d ó w stanowi: a) l u d n o ś ć pochodzenia miejscowego, k t ó r a nadal w Bieszcza-

�SPOŁECZNOŚĆ WIEJSKA W BIESZCZADACH

139

dach p o z o s t a ł a lub z czasem tam p o w r ó c i ł a ; b) rodziny r e p a t r i a n t ó w
polskich przybyłych z Z S R R ; c) osadnicy r o l n i oraz robotnicy leśni
i p a ń s t w o w y c h gospodarstw rolnych, wywodzący się z r ó ż n y c h okolic
kraju, przede wszystkim jednak z przeludnionych i ubogich wsi woj.
krakowskiego i rzeszowskiego; d) tzw. l u d n o ś ć „lubelska", z okolic Sokala
i Hrubieszowa, p r z y b y ł a w Bieszczady w 1951 r. na skutek wymiany
granicznej p o m i ę d z y Polską i Z S R R ; e) uchodźcy greccy, należący do
emigracji politycznej, k t ó r a po 1950 r. zmuszona była opuścić Grecję i s z u k a ć
schronienia w krajach tzw. demokracji ludowej; f) pracownicy służby leśnej,
zdrowia, oświaty oraz wszelkich innych placówek usługowych, a ponadto;
g) tatrzańscy i p o d t a t r z a ń s c y pasterze, przybywający w Bieszczady corocznie,
w okresie sezonu letniego ze swymi stadami owiec i bydła.
Tak więc obecni mieszkańcy Bieszczadów stanowią z b i o r o w o ś ć złożoną,
w y w o d z ą c ą się z różnych środowisk regionalnych i społeczno-kulturowych.
W związku z t y m , głównym celem podjętych b a d a ń etnograficznych było
uchwycenie procesu k s z t a ł t o w a n i a się nowych s t o s u n k ó w demograficznych,
gospodarczo-społecznych i kulturowych w regionie, który p o w s t a w a ł nieomal
od nowa na obszarze zaistniałej tam po I I wojnie światowej swoistej
„pustki kulturowej".
P e ł n a realizacja p l a n ó w zmierzających do odbudowy i właściwego zagospo­
darowania ziemi bieszczadzkiej była zależna z a r ó w n o od o ś r o d k ó w centralnego
planowania i finansowania podstawowych u r z ą d z e ń dla tego regionu, jak
również od najściślejszej współpracy i z a a n g a ż o w a n i a się w tę działalność
miejscowego społeczeństwa. Aktywizacja sił społecznych wsi i osad stanowiła
podstawowy warunek właściwej realizacji p l a n ó w , zarządzeń i uchwał,
k t ó r e nakreślały przyszły kształt tego górskiego i od nowa zagospodaro­
wanego regionu.
P o c z ą t k o w e p r ó b y zagospodarowania Bieszczadów ś r o d k a m i i siłami
lokalnymi nie mogły przynieść p o ż ą d a n y c h rezultatów, były one nie wystarcza­
j ą c e do wyprowadzenia tego regionu z impasu, w j a k i m się znalazł
po 1947 r. Dopiero uchwała Komitetu Ekonomicznego Rady M i n i s t r ó w
( K E R M ) z 1959 г., na podstawie której nastąpiło włączenie Bieszczadów
do centralnego planu p a ń s t w o w e g o , pozwoliła zrealizować najbardziej żywotne
dla tego regionu inwestycje. Podstawowe znaczenie dla aktywizacji gospo­
darczej i społecznej Bieszczadów miała rozbudowa i modernizacja d r ó g
oraz przeprowadzenia sieci elektrycznej. Dalszymi czynnikami aktywizującymi
region bieszczadzki były: budowa hydroelektrowni na Sanie, uruchomienie
z a k ł a d ó w zatrudnienia pozarolniczego, a także r o z w ó j sieci p u n k t ó w usługo­
wych, tak nieodzownych do normalnego funkcjonowania życia jego miesz­
k a ń c ó w . Nie trzeba d o d a w a ć , j a k istotną rolę w aktywizacji gospodarczej
o d g r y w a ł a pomoc świadczona przez p a ń s t w o gospodarstwom chłopskim,
a zwłaszcza nowo osiedlonym osadnikom rolnym.
Narastające stale potrzeby w zakresie aktywizacji gospodarczej i społecz­
nej regionu bieszczadzkiego zrodziły pod koniec lat sześćdziesiątych nowy,

�140

MARIA B I E R N A C K A

perspektywiczny plan zagospodarowania całego górskiego regionu p o ł u d n i o w e j
Rzeszowszczyzny. Podstawowym założeniem tego planu, k t ó r e g o realizację
przewidziano do roku 1985 (uchwalonego przez R a d ę M i n i s t r ó w w 1969 г.),
było uczynienie z tych o b s z a r ó w tzw. „rejonu odnowy sił człowieka".
Zaprojektowano, aby te najpiękniejsze górskie tereny zostały przeznaczone
przede wszystkim do wypoczynku, turystyki, przyrodo lecznictwa i sportu.
Z p l a n ó w tych wykluczono b u d o w ę z a k ł a d ó w przemysłowych m o g ą c y c h
naruszyć r ó w n o w a g ę przyrodniczą omawianego regionu i s p o w o d o w a ć skażenie
ziemi, wody i powietrza. W związku z o c h r o n ą ś r o d o w i s k a przyrodniczo-geograficznego, tak ważnego przy rekreacji oraz regeneracji sił człowieka,
przewidziano również utworzenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego, Wschodniobieszczadzkiego Obszaru Chronionego Krajobrazu oraz innych r e z e r w a t ó w
przyrody.
W zakresie rolnictwa plan przewidywał, że głównym kierunkiem rozwoju
tych ziem powinna być gospodarka hodowlano-wypasowa, k t ó r a w warunkach
górskich jest jedynie słuszna i opłacalna. Produkcja roślinna powinna pełnić
wyłącznie funkcje usługowe wobec hodowli. W związku z t y m na terenie
Bieszczadów wydzielone zostały dwa mikroregiony rolnicze: hodowlano-uprawowy i hodowlano-wypasowy (w rejonach p o ł u d n i o w y c h ) . W zagospo­
darowaniu rolniczym tego rejonu p o w a ż n e zadanie postawiono przed wszyst­
k i m i sektorami własnościowymi, a więc p a ń s t w o w y m , spółdzielczym i indywi­
dualnym. W indywidualnym osadnictwie rolnym zaznaczyła się przy t y m wyraź­
na tendencja powiększania gospodarstw do 20 ha oraz udzielania osadnikom
zwiększonych k r e d y t ó w na ich pełne zagospodarowanie.
W celu zapewnienia możliwie najbardziej harmonijnego rozwoju gospo­
darczo-społecznego i kulturalnego tych ziem przewidziano dalszy rozwój
sieci wszelkich placówek usługowych. Przede wszystkim jednak zaprojektowano
b u d o w ę wielu o d c i n k ó w d r ó g bocznych, znoszących bariery nadal jeszcze
istniejącej izolacji, stwarzających podstawy do lepszego zaopatrzenia ludności
oraz swobodniejszego kontaktowania się z o ś r o d k a m i miejskimi i innymi
centrami gospodarczo-kulturalnymi. Z a k ł a d a n o przy t y m , że realizacja tych
p l a n ó w przyczyni się w najbliższych latach do pełniejszej konsolidacji
społeczeństwa bieszczadzkiego i w przyszłości zwiąże go na stałe z regionem,
k t ó r y — nie tracąc nic ze swej górskiej odrębności — zbliży się równocześnie
pod względem techniczno-cywilizacyjnym do pozostałych o b s z a r ó w naszego
kraju.
Badaniami terenowymi w Bieszczadach na temat powojennych p r z e o b r a ż e ń
społeczno-kulturowych objęto w latach 1963-1972 ok. 70 miejscowości
rozmieszczonych na całym obszarze regionu, ale o największym zagęszczeniu
w jego części ś r o d k o w e j , biegnącej r ó w n o l e ż n i k o w o wzdłuż linii Baligród,
Hoczew, Wołkowyja, Lutowiska. W wyborze p u n k t ó w b a d a ń kierowano
się zasadą dotarcia do wszystkich o ś r o d k ó w osadniczych, reprezentujących
ten tak bardzo charakterystyczny i złożony obraz bieszczadzkiej rzeczywistości
kulturowej. U w z g l ę d n i o n o więc przede wszystkim badanie ludności miejscowego

�SPOŁECZNOŚĆ WIEJSKA W BIESZCZADACH

141

pochodzenia, k t ó r a nie została objęta w y m i a n ą repatriacyjną z Z S R R
w r o k u 1945 oraz nie była przesiedlona na nasze Ziemie Zachodnie
w 1947 r. lub k t ó r a p o w r a c a ł a sporadycznie po 1956 r. z a r ó w n o z ZSRR,
jak i z Ziem Zachodnich na zamieszkiwaną przez siebie dawniej ziemię
bieszczadzką. Jest to ludność pochodzenia u k r a i ń s k i e g o z grupy etnograficznej
Ł e m k ó w , Bojków i Dolinian, jak również polska, a bardzo często mieszana
polsko-ukraińska.
W większości wymienionych wsi zetknięto się r ó w n i e ż z osadnikami
przybyłymi na te tereny bezpośrednio po roku 1947 i 1948. Osadnicy
ci zajmowali opuszczone gospodarstwa rolne oraz zagrody. W y w o d z i l i się
przeważnie z bardzo przeludnionych i biednych wsi woj. rzeszowskiego
i krakowskiego. Osiedlali się najczęściej w miejscowościach dostępnych
pod względem komunikacyjnym i stanowili element n a p ł y w o w y najbardziej
stabilny głównie z tego względu, że p o c h o d z ą c z bardzo ubogich i przelud­
nionych t e r e n ó w Polski nie mieli w zasadzie sprzyjających w a r u n k ó w do
powrotu. Wielu z nich zresztą nie tylko się tam z a a k l i m a t y z o w a ł o , ale
prawdziwie przywiązało do nowej ziemi bieszczadzkiej.
D o tej samej mniej więcej kategorii ludnościowej, pod względem pochodzenia
i przynależności społecznej, należeli osadnicy angażujący się w latach
1950-1956 do prac w licznych na tym obszarze P.GR-ach i spółdzielniach
produkcyjnych. Z czasem większość z nich przechodziła do prac drogowych,
leśnych — niekiedy zaś p r z e j m o w a ł a nie zajęte jeszcze gospodarstwa rolne.
Oddzielną grupę badanej społeczności wiejskiej w Bieszczadach stanowiła
wspomniana j u ż l u d n o ś ć „lubelska", k t ó r a w roku 1951 zasiedliła kilkanaście
wsi we wschodnich częściach dawnego pow. ustrzyckiego. Pod względem
s p o ł e c z n o - k u l t u r o w y m była to l u d n o ś ć zwarta, gdyż wywodziła się z k i l k u
sąsiadujących z sobą wsi oraz rolniczych miasteczek.
Dalszym interesującym obiektem b a d a ń były wsie indywidualne o s a d n i k ó w
rolnych powstałe po roku 1959, w wyniku wspomnianej j u ż uchwały
Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, k t ó r y wprowadził region bieszcza­
dzki do centralnych p l a n ó w p a ń s t w o w y c h . Pochodzenie tej ludności jest
mocno zróżnicowane. Byli to osadnicy przeważnie wiejskiego pochodzenia,
ale nie b r a k o w a ł o także wśród nich jednostek wywodzących się ze środowisk
miejskich, w tym t a k ż e robotniczych. Wielu z nich miało j u ż za sobą
drogi życiowe pełne przygód i na tej „ n o w e j " ziemi szukało swego miejsca
i stabilizacji.
Szczególnie interesującą grupę badanej ludności, c h o ć m o ż e nie reprezenta­
tywną dla tego regionu, stanowiły rodziny u c h o d ź c ó w politycznych z Grecji,
zamieszkałe w okolicy Ustrzyk Dolnych — zrzeszone w spółdzielniach
produkcyjnych w K r o ś c i e n k u i Trzciańcu. Liczba tej ludności, p o c z ą t k o w o
dość wysoka, stale m a l a ł a ze względu na to, że wielu z nich przenosiło
się do miast, a niektórzy emigrowali bliżej swojej ojczyzny — do Rumunii,
Bułgarii oraz Jugosławii.
D l a uzyskania pełnego obrazu przemian wsi bieszczadzkiej badaniami

�142

MARIA BIERNACKA

objeto również wsie pozostające w b e z p o ś r e d n i m zasięgu o ś r o d k ó w dodatko­
wego, pozarolniczego zatrudnienia, jak np. budowa zapory wodnej w Myczkowcach i Solinie, kombinat drzewny w Rzepedzi oraz stare o ś r o d k i przemysłu
naftowego. Ponadto badano również osiedla sezonowych i stałych r o b o t n i k ó w
drogowych i leśnych, szukając także wśród tej grupy ludności odpowiedzi
na problemy związane z kształtowaniem się nowego życia w bieszczadzkim
regionie. Badaniami tymi objęto głównie ośrodki robotnicze p o ł o ż o n e w po­
łudniowej, najbardziej górzystej i zalesionej części Bieszczadów.
Podkreślić należy, że szczególną wagę p r z y w i ą z y w a n o do wypowiedzi
nauczycieli, p r a c o w n i k ó w s a m o r z ą d o w y c h , działaczy społecznych oraz tych
o s ó b , k t ó r e zamieszkały w Bieszczadach na stałe — niejako z własnego
wyboru.
W stosunku do tych wydzielonych grup ludności zastosowano m e t o d ę .
b a d a ń stacjonarnych, obejmując n i m i w wybranych i najbardziej reprezen­
tatywnych wsiach z reguły 50%, a niekiedy nawet 100% rodzin. W pozo­
stałych punktach przeprowadzono badania m e t o d ą penetracyjną, g r o m a d z ą c
m a t e r i a ł p o r ó w n a w c z y do stacjonarnych p u n k t ó w b a d a ń . P o d s t a w ę do b a d a ń
terenowych stanowiły kwestionariusze i ankiety. Zgromadzony na ich podstawie
materiał u z u p e ł n i a n o bezpośrednimi obserwacjami, informacjami zawartymi
w terenowych archiwach oraz literaturą przedmiotu. Punktem odniesienia
do obserwowanych współcześnie zjawisk i p r o c e s ó w kulturowych był model
kultury tradycyjnej. Najwyraźniej zarysował się on wśród ludności miejscowego
pochodzenia z a r ó w n o polskiej, j a k ukraińskiej, a także mieszanej polsko-ukraińskiej. Bardzo wyraźnie zaznaczał się również model kultury tradycyjnej
wśród zwartej ludności „lubelskiej", Stosunkowo jednolicie pod względem
swego pochodzenia i tradycyjnej kultury przedstawiały się grupy ludności
góralskiej oraz ludności z przeludnionych p o w i a t ó w woj. rzeszowskiego
i krakowskiego, k t ó r a osiedlała się na terenie Bieszczadów w większych
zespołach. Inni pozostali osadnicy to przeważnie jednostki czy nawet rodziny
wywodzące się z różnych środowisk społecznych i z różnych okolic kraju,
k t ó r e najczęściej nie p o d t r z y m y w a ł y tradycji swego pochodzenia. Swoistą
enklawę k u l t u r o w ą stanowiła w Bieszczadach grupa ludności greckiej.
K u l t u r a tradycyjna o s a d n i k ó w bieszczadzkich to jeden z ważniejszych
e l e m e n t ó w p o d ł o ż a historycznego, k t ó r y zwłaszcza w pierwszym okresie
osadnictwa określał niekiedy bardzo wyraźnie kierunek i tempo dokonujących
się tam przemian. Dalszym etapem naukowych b a d a ń i obserwacji było
odkrywanie mechanizmu zmian, ustalanie systemu wzajemnych uzależnień
i określanie głównych d r ó g rozwoju wsi tego obszaru. Było to możliwe
dzięki wydzieleniu wspomnianych poprzednio kategorii ludności, określeniu
ich p o d ł o ż a historycznego i s p o ł e c z n o - k u l t u r o w e g o , prześledzeniu p r o c e s ó w
adaptacji do nowych w a r u n k ó w oraz ustaleniu współczesnej sytuacji gospo­
darczej i społecznej.
G ł ó w n y m obiektem analizy byla rodzina na tle społeczności wiejskiej,
w związku z czym szukano odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące

�SPOŁECZNOŚĆ WIEJSKA W BIESZCZADACH

143

jej struktury i funkcji oraz podstaw więzi społecznych łączących j ą z własną
społecznością lokalną oraz szerszymi w s p ó l n o t a m i ponadlokalnymi. P r ó b o w a n o
zatem określić, w jakich warunkach bytowych żyją mieszkańcy tego re­
gionu, j a k i reprezentują poziom umysłowy, w j a k i s p o s ó b uczestniczą
w życiu społecznym pozarodzinnym oraz j a k funkcjonuje system więzi
społecznych formalnych i nieformalnych w nowych społecznościach wiejskich
Bieszczadów. Ustalenie odpowiedzi na tak s f o r m u ł o w a n e pytania pozwoliło
u s t o s u n k o w a ć się do podstawowego problemu badawczego — jak przebiega
proces adaptacji oraz integracji społecznej i kulturowej w wiejskich społecz­
nościach bieszczadzkich.
N a podstawie uzyskanych m a t e r i a ł ó w m o ż n a było wysunąć pewne ogólne
stwierdzenia o d n o s z ą c e się do całokształtu zaistniałych w Bieszczadach
przemian demograficznych, gospodarczo-społecznych i kulturowych, a także
zarysowujących się na przyszłość tendencji rozwojowych (por. Biernacka
1974). Stwierdzić należy, że w wyniku wojennych i powojennych wydarzeń
i przesunięć demograficznych zmienił się gruntownie charakter etniczno- n a r o d o w o ś c i o w y i wyznaniowy omawianego regionu. N a miejsce dawnego
u k ł a d u etnicznego ( Ł e m k ó w , Bojków, Dolinian i P o g ó r z a n ) oraz grup
n a r o d o w o ś c i o w y c h (polskiej, ukraińskiej, żydowskiej i niemieckiej), zróżnico­
wanych również wyznaniowo, u k s z t a ł t o w a ł o się jednolite społeczeństwo polskie
z bardzo m a ł ą d o m i e s z k ą ludności ukraińskiej i mieszanej polsko-ukraińskiej
określającej się z reguły j a k o l u d n o ś ć polska. Pod względem wyznaniowym
przeważają zdecydowanie wyznawcy kościoła rzymskokatolickiego, a wśród
ludności miejscowego pochodzenia wyznawcy cerkwi greckokatolickiej i prawo­
sławnej. Występują także sporadycznie członkowie kościoła b a p t y s t ó w oraz
wyznawcy sekt religijnych r ó ż n y c h odcieni. W ś r ó d tej r ó ż n o r o d n e j ludności
napływowej, pracującej najczęściej w zawodach pozarolniczych, zdarzają się
jednostki nie uprawiające praktyk religijnych.
W związku z d o k o n u j ą c y m i się przemianami prawie c a ł k o w i t e m u zatarciu
uległy zewnętrzne cechy wyróżniające dawne grupy e t n o g r a f i c z n o - n a r o d o w o ś ciowe nadające im wyraźnie o d r ę b n y charakter. Dotyczy to przede wszystkim
zmian w przestrzennym rozplanowaniu wsi, w architekturze i elementach
dekoracyjnych poszczególnych zagród oraz o b i e k t ó w kultu religijnego, w zaniku
strojów ludowych — a tym samym w pewnej jednostajności zewnętrznej
wsi, zwłaszcza podczas obchodzonych uroczystości rodzinnych czy o g ó l n o wioskowych, k t ó r e w przeszłości odznaczały się oryginalnością i b a r w n o ś c i ą .
Dzisiejszy zewnętrzny wygląd wsi regionu bieszczadzkiego zbliżony jest do
wyglądu wsi r e g i o n ó w przyległych, a nawet znacznie oddalonych. Z a r ó w n o
w budownictwie, jak w wyposażeniu wnętrz mieszkalnych oraz w sposobie
ubierania się obecnych m i e s z k a ń c ó w wsi bieszczadzkich uderza w y r a ź n a
tendencja do przyjmowania w z o r ó w miejskich. W y s t ę p o w a n i e tego zjawiska,
nawet w bardzo odległych od szlaków komunikacyjnych miejscowościach biesz­
czadzkich, jest wyrazem ogólnych tendencji zaznaczających się we współ­
czesnej kulturze większości m i e s z k a ń c ó w polskiej wsi.

�144

MARIA B I E R N A C K A

Przesunięcia demograficzne, dewastacja osiedli, powstawanie w t ó r n y c h
pustek kulturowych, rozwój żywiołowego osadnictwa, a następnie działalność
władz p a ń s t w o w y c h zmierzająca do zasiedlenia zdewastowanego obszaru
na zupełnie nowych podstawach — s p o w o d o w a ł y zasadnicze i stałe zmiany
w krajobrazie przestrzennym regionu bieszczadzkiego. Zwiększyły się zdecydo­
wanie, zwłaszcza w trudniej dostępnych partiach Bieszczadów, obszary
zalesione kosztem dawnych uprawnych pól i pastwisk. Powstały na terenie
regionu nowe obiekty inwestycyjne: zapory wodne w Myczkowcach i Solinie,
kombinat drzewny w Rzepedzi, fabryka p r e f a b r y k a t ó w w Uhercach, kamienio­
łomy oraz różne inne zakłady. Kontynuowane jest nadal, c h o ć w niewielkim
zakresie, kopalnictwo ropy naftowej. Teren został pokryty siecią głównych
dróg, tzw. obwodnic, co stworzyło warunki do rozwoju komunikacji. Prze­
prowadzona została w regionie sieć urządzeń elektryfikacyjnych.
Z roku
na rok poszerzały i u d o s k o n a l a ł y swą działalność r ó ż n o r o d n e placówki
usługowe. Dodatni wpływ tych wszystkich u r z ą d z e ń zaznaczył się nie tylko
w stosunkach społecznych, w podnoszeniu się kultury materialnej mieszkańców,
ale przede wszystkim w zewnętrznym obrazie regionu.
Zmieniła się na całym obszarze struktura indywidualnej własności rolnej,
a szczególnie na terenach zasiedlonych od nowa lub dosiedlanych. Dawne,
rozdrobnione gospodarstwa chłopskie zostały uzupełnione ziemią folwarczną
i parafialną oraz n i e w y k o r z y s t a n ą ziemią gospodarstw p o u k r a i ń s k i c h . Prefero­
waną wielkością osadniczych gospodarstw indywidualnych stały się areały
od 10 do 20 ha. Obok gospodarstw indywidualnych
istnieje również
w rolnictwie sektor gospodarki państwowej (państwowe gospodarstwa rolne)
i uspołecznionej (spółdzielnie produkcyjne), k t ó r e zmieniły nie tylko s t r u k t u r ę
własności rolnej, ale także s t r u k t u r ę z a w o d o w ą ludności pracującej w r o l ­
nictwie. Współżyją więc obok siebie rolnicy indywidualni i robotnicy p a ń s t w o ­
wych gospodarstw rolnych oraz członkowie rolniczych spółdzielni produkcyj­
nych, którzy z tytułu swego zatrudnienia w instytucjach posiadających duże
areały ziemi uzyskują r ó ż n o r o d n ą specjalizację z a w o d o w ą .
Innym rysem współczesnej struktury społecznej ludności bieszczadzkiej
stała się jej d w u z a w o d o w o ś ć . W miejsce dawnej, stosunkowo jednolitej
pod względem zawodowym ludności rolniczej kształtuje się typ dwuzawodowych
c h ł o p o - r o b o t n i k ó w . P o n i e w a ż proces ten wzbierał na sile budził więc n i e p o k ó j ,
zwłaszcza w odniesieniu do m i e s z k a ń c ó w wsi nowo osadniczych o strukturze
rolnej sięgającej 20 ha. Ta kategoria ludności uzupełniała bowiem swe
budżety rodzinne dodatkowymi dochodami z zajęć pozarolniczych, kosztem
z a n i e d b a ń we własnych gospodarstwach rolniczo-budowlanych. N a zmiany
w kształtującej się obecnie strukturze zawodowej m i e s z k a ń c ó w wsi bieszczadz­
kich wpływa t a k ż e d o p ł y w inteligencji: nauczycieli, p r a c o w n i k ó w służby
leśnej, służby zdrowia, p r a c o w n i k ó w p l a c ó w e k zaopatrzenia i zbytu oraz
innych p u n k t ó w usługowych. Znaczna część inteligencji spośród ludności
miejscowego pochodzenia kształciła się j u ż w Polsce Ludowej.
Wszystkie p r z e o b r a ż e n i a demograficzne, gospodarczo-społeczne i polityczne,

�SPOŁECZNOŚĆ WIEJSKA W BIESZCZADACH

145

zmieniające w s p o s ó b zasadniczy s t r u k t u r ę s p o ł e c z n o - z a w o d o w ą ludności
bieszczadzkiej, pociągały za sobą łańcuch przemian z a r ó w n o w warunkach
bytowych, j a k również w zakresie życia rodzinnego i ogólnospołecznego.
Wzrósł poziom umysłowy ludności, a więc zmienił się t y m samym jej
stosunek do spraw bliższego i dalszego świata. L u d n o ś ć miejscowego pocho­
dzenia, zwłaszcza młodsze pokolenie, nawiązuje kontakty z r ó ż n y m i pozawiejskimi i pozabieszczadzkimi ś r o d o w i s k a m i . Osiedlanie się na terenach
bieszczadzkich ludności z innych części kraju oraz innych środowisk kulturo­
wych zachwiało dawnym u k ł a d e m gospodarczo-społecznym i kulturowym
tradycyjnej wsi. W i e l k ą rolę w tych p r z e o b r a ż e n i a c h spełniały również
szkoły oraz instytucje i organizacje, k t ó r y c h działalność wciągała stopniowo
m i e s z k a ń c ó w wsi bieszczadzkich w nurt szerszych, regionalnych, ogólno­
narodowych czy też światowych p r o b l e m ó w . L u d n o ś ć wiejska wzory p o s t ę p o ­
wania czerpie obecnie z r ó ż n o r o d n y c h źródeł. Odnosi się to w szczególności
do młodzieży, ale dotyczy r ó w n i e ż pokolenia ludzi starszych, którzy poprzez
różne koleje swego powojennego losu wyszli poza bariery tradycyjnych
n o r m , regulujących ściśle ich dawne p o s t ę p o w a n i e .
Analiza m a t e r i a ł ó w zebranych w terenie nasuwa stwierdzenie, że stopień
z a a n g a ż o w a n i a ludności w sprawy ogólnospołeczne był p o c z ą t k o w o na t y m
obszarze niewielki. Z a z n a c z a ł się on jednak różnie i najczęściej w zależności
od charakteru danego środowiska. Wiadomo na przykład, że wsie z ludnością
miejscowego pochodzenia c h a r a k t e r y z o w a ł o w przeszłości bardzo silne poczucie
związków rodzinnych, sąsiedzkich i o g ó l n o wioskowych. D o m i n u j ą c ą rolę
w tych u k ł a d a c h odgrywały autorytety rodzinne, kościelne i administracyjne,
podbudowane często stanem posiadania m a j ą t k o w e g o , stanowiskiem społecz­
nym, r e p r e z e n t o w a n ą wiedzą oraz indywidualnymi zaletami charakteru.
W społecznościach tych funkcjonowało wiele tradycyjnych form współ­
życia i współpracy. Z r ó ż n i c o w a n i e etniczne i wyznaniowe, jakie charaktery­
zowało te wsie do czasu I I wojny światowej, nie stanowiło ź r ó d ł a wzajemnych
konfliktów oraz niechęci.
W nowej sytuacji powojennej, trudnej i wyjątkowo skomplikowanej
w warunkach bieszczadzkich, zaznaczyły się pewne charakterystyczne cechy
w postawie tamtejszej ludności. Polegały one często na skierowywaniu zainte­
resowań indywidualnych na sprawy dotyczące głównie własnych rodzin lub
najbliższych swoich przyjaciół i sąsiadów. Tendencja ta c h a r a k t e r y z o w a ł a
różne ś r o d o w i s k a wiejskie, ale najwyraźniej zaznaczyła się w ś r ó d wsi
nowoosadniczych, zwłaszcza w pierwszym okresie ich powstania. Osadnicy
koncentrowali bowiem cały swój wysiłek na „zapuszczenie korzeni" w nowym
miejscu życia. Postawa ta nie była r ó w n i e ż obca ludności miejscowego
pochodzenia, c h o ć inna była motywacja ich p o s t ę p o w a n i a . L u d n o ś ć miejscowa,
k t ó r a w przeszłości żyła na ogół w bardzo trudnych warunkach, starała
się wykorzystać k a ż d ą n a d a r z a j ą c ą się szansę do wydźwignięcia się z dawnej,
na ogół bardzo trudnej sytuacji życiowej. „ O d c h o d z e n i e " od dawnych n o r m
społeczno-obyczajowych i dawnego systemu wartości zaznaczało się szczegól10 -

Etnografia Polska t. XXXIII/2

�146

MARIA B I E R N A C K A

nie w tych wsiach, k t ó r e znalazfy się w zasięgu o ś r o d k ó w pozarolniczego
zarobkowania.
P o c z ą t k o w y brak zainteresowań dla spraw ogólnych wśród ludności
„lubelskiej" uzasadniony był znowu ich przejściem z o b s z a r ó w urodzajnych
na ziemie liche, górskie, psychicznie i m obce. W miarę upływu czasu
l u d n o ś ć „ l u b e l s k a " swój pobyt w Bieszczadach zaczęła u z n a w a ć za fakt
dokonany. Przyszłość dzieci chciałaby jednak widzieć w zawodach poza­
rolniczych, przede wszystkim na terenie miast. Gruntowne przemieszanie
tubylców z ludnością n a p ł y w o w ą z różnych stron kraju, zmiany w strukturze
gospodarczej i zawodowej tej ludności, w poziomie jej wykształcenia,
w warunkach bytowych itp. wpłynęły również decydująco na układy
w e w n ą t r z r o d z i n n e , systemy wartości, autorytety wiejskie, głównie zaś na
postawy, dążenia i ambicje dorastającej młodzieży.
W kształtowaniu się współczesnej społeczności wiejskiej w Bieszczadach
p o d s t a w o w ą rolę odgrywają procesy adaptacji i integracji kulturowej. Stopień
zaawansowania procesu integracyjnego w zróżnicowanej społeczności biesz­
czadzkiej uzależniony jest nie tylko od p r z e ł a m y w a n i a wzajemnych różnic,
ale przede wszystkim od przystosowania i stabilizacji ludności osadniczej
w nowych warunkach geograficzno-gospodarczych i kulturowych. Proces
ten dokonuje się w wielu dziedzinach. Niezwykle ważną rolę odgrywa
w n i m właściwa organizacja życia gospodarczego, społecznego i kultural­
nego. W badaniach stwierdzono, że tam, gdzie następuje stabilizacja osadnicza
i zaznacza się uczestnictwo jednostek w życiu o g ó l n o w i o s k o w y m , p r z e ł a m y w a ­
nie postaw nieufności oraz obojętności w stosunku do otoczenia dokonuje
się szybciej. Wydaje się nawet, że w obecnym stadium m o ż n a j u ż m ó w i ć
0 integracji społecznej w obrębie sąsiedztwa oraz całych społeczności
wioskowych. O ile bowiem w początkowej fazie osadnictwa troska o własną
stabilizację d o m i n o w a ł a w p o s t ę p o w a n i u większości rodzin osadniczych, to
z u p ł y w e m lat coraz większego znaczenia nabiera więź sąsiedzka i o g ó l n o wioskowa. Z narastaniem tych więzi zanika izolacja poszczególnych rodzin,
przełamują się wzajemne opory, co doprowadza coraz częściej do licznych
p o w i ą z a ń , między innymi także do m a ł ż e ń s t w mieszanych zawieranych przez
c z ł o n k ó w różnych, do niedawna niechętnych wobec siebie grup ludności.
M a ł ż e ń s t w a te, łączące l u d n o ś ć miejscowego pochodzenia i n a p ł y w o w ą ,
p o l s k ą i u k r a i ń s k ą , polską i grecką — świadczą niewątpliwie o postępują­
cym procesie integracyjnym (Biernacka 1974; Jadam 1975).
Narastanie więzi sąsiedzkich i o g ó l n o w i o s k o w y c h szczególnie d o d a t n i ą
rolę spełnia we wsiach nowoosadniczych i dosiedlanych. Wyrazem jej były
1 są r ó ż n e formy pomocy sąsiedzkiej, czyny społeczne podejmowane dla
dobra całej wsi, a także wspólne, wioskowe uroczystości. Przebieg tych
p r o c e s ó w był różny, zależny od splotu wielu r ó ż n o r o d n y c h c z y n n i k ó w .
Inaczej przebiegał w tradycyjnych, najbardziej ustabilizowanych społecz­
nościach miejscowego pochodzenia, inaczej we wsiach pozostających w bezpo­
średnim zasięgu o ś r o d k ó w zarobkowania (przemysłu drzewnego, naftowego,

�147

SPOŁECZNOŚĆ WIEJSKA W BIESZCZADACH

budowy z a p ó r wodnych, k a m i e n i o ł o m ó w itp.), jeszcze inaczej we wsiach
indywidualnych o s a d n i k ó w rolnych, dających p o c z ą t e k nowym osadom.
Okazuje się п р . , że we wsiach, gdzie istnieje możliwość z a r o b k ó w poza­
rolniczych w skali szerszej, problem realizacji pomocy sąsiedzkiej i c z y n ó w
społecznych jest tak samo trudny, c h o ć zaistniały z innych przyczyn
aniżeli w nowo p o w s t a ł y c h wsiach rolniczych. Nie mniej trudna wydaje
się np. pod tym względem sytuacja w górskich osadach leśnych, za­
mieszkanych do niedawna prawie wyłącznie przez r o b o t n i k ó w stałych lub
sezonowych. W osadach tych przewijało się sporo jednostek z tzw. marginesu
społecznego, k t ó r y c h p o s t ę p o w a n i e r z u t o w a ł o w s p o s ó b ujemny na stosunki
panujące wewnątrz tych społeczności.
N a p o d ł o ż u działalności zmierzającej do aktywizacji jednostek i społecz­
ności wioskowych rodziła się również więź regionalna bieszczadzka. P o t r z e b ę
więzi regionalnej odczuwali w Bieszczadach zwłaszcza ci osadnicy, k t ó r z y
na tej ziemi znaleźli swą p r z y s t a ń i stabilizację życiową. Podniesienie na
wyższy poziom regionu, k t ó r y głównie na skutek wyjątkowo skomplikowanej
przeszłości historycznej wykazuje zapóźnienie w stosunku do innych r e g i o n ó w
kraju, stało się dla wielu ludzi sensem ich życia. N a podstawie prowadzonych
b a d a ń , a t a k ż e wypowiedzi p a m i ę t n i k a r z y (Pionierzy...
1975) m o ż n a sądzić,
że mieszkańcy wsi bieszczadzkich mają j u ż poza s o b ą najtrudniejszy okres
pionierstwa nacechowanego walką o własną stabilizację. Powoli dokonuje
się również proces integracji społeczno-kulturowej tej tak bardzo zróżnico­
wanej ludności. D o jego utrwalania przyczynia się stałe podnoszenie poziomu
wiedzy i kultury, a także stabilizacja życiowa o s a d n i k ó w . Istnieją przesłanki
świadczące, że społeczeństwo bieszczadzkie staje się coraz bardziej otwarte
nie tylko na sprawy własnego regionu, ale t a k ż e na pełne uczestnictwo
w życiu o g ó l n o n a r o d o w y m i o g ó l n o p a ń s t w o w y m .

LITERATURA
Bibliografia...
1960/1963

Bibliografia

Historii

Kultury Ludowej

Karpat,

Warszawa, cz. 1-2.

B i e r n a c k a M.
1962

Dawne

i współczesne

formy

organizacji

pasterstwa

w Bieszczadach,

„Etnografia

Polska", t. 6.
1974

Kształtowanie

sie nowej społeczności

wiejskiej

w Bieszczadach,

Wrocław.

C z a j k o w s k i J.
1969

Historyczne

i etniczne podstawy kształtowania

się grup etnograficznych

wej

woj.

Muzeum

części

rzeszowskiego,

Materiały

w

Budownictwa

południo­

Ludowego

w Sanoku, nr 9, Sanok.
Dobrowolski K.
1938

Dwa studia nad powstaniem kultury ludowej w Karpatach

1961

Studia

nad

pasterskich

kulturą

pasterską

w Karpatach

Północnych.

Zachodnich,

Kraków.

Typologia

wędrówek

od XIV do XX w., „Wierchy", R . 29.

F a l k o w s k i J . , P a s z y c k i B.
1935

Na pograniczu

lemkowsko-bojkowskim.

Zarys

etnograficzny,

Lwów.

�148

MARIA B I E R N A C K A

G ł a d y s z o w a M.
1967

O budownictwie

ludowym

w Karpatach

Polskich,

„Etnografia

Polska", t.

11.

Jadam H.
1975

Małżeństwa

mieszane jako jedna z płaszczyzn

integracji osadników

bieszczadzkich,

„Kultura i Społeczeństwo", nr 4.
J o s t o w a W.
1972
Pasterstwo na Orawie,
K o p c z y ń s k a - J a w o r s k a B.

Wrocław.

1969
Tradycyjna gospodarka sezonowa w Karpatach Polskich, Wroclaw.
K o w a l s k a - L e w i c k a A.
1980
Hodowla i pasterstwo w Beskidzie Sądeckim,
Wrocław.
M i s i ń s k a M.
1971
Podhale dawne i współczesne,
Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego
i Etnograficznego w Łodzi, Seria Etnograficzna, nr 15, Ł ó d ź
N i z i r i s k a I.
1966
Budownictwo
Pionierzy...
1975
Pionierzy,
R e i n f u s s R.
1939
1948/1949

wiejskie

Pamiętniki

we wsi Ciche, pow. Nowy Targ, Warszawa.
osadników

bieszczadzkich,

Rzeszów.

Ze studiów nad kulturą materialną
Bojków,
„ R o c z n i k Ziem Górskich", t. 2.
Łemkowie
jako grupa etnograficzna,
Prace i Materiały Etnograficzne, nr 7,
Lublin.

Tradycje...
1983

Tradycje a współczesne przeobrażenia
Polska", t. 28 (oprać, zbiorowe).

kulturowe

wsi Beskidu Śląskiego,

„Etnografia

Maria Biernacka

DIE D O R F G E S E L L S C H A F T IN D E R BIESZCZADY-REGION
N A C H D E M 2.

WELTKRIEG

Zusammenfassung
Die Region von Bieszczady ist ein im siidóstlichen Teil polnischer Karpaten gelegener
Gebirgsland im Grenzegebiet Polens mit der Tschechoslowakei und mit der
Bis

zum

2.

Merkmale,

Weltkrieg unterschied
die

sowohl

auch durch eine

diese

Region

durch ihre geographische

diflferenzierte

wurden. Die in Bergtálern
polnischer,

sich

ethnische

Lage

und religiose

gelegenen Dórfer

ukrainischer (ethnographische

durch
und

spezifische
den

Sovjetunion.

sozial-kulturelle

Bergwirtschaftstyp,

Struktur der B e v ó l k e r u n g

in Bieszczady waren durch die

Gruppen der

ais

bedingt

Bevólkerung

Bojken, Lemken und

Dolinaner)

sowie judischer und teilweise deutscher Herkunft bewohnt.
Infolge tragischer durch den letzten Weltkrieg verursachten Ereignisse, wurde die Region
fast vollstandig entvólkert und in groBem AusmaB devastiert.
ukrainischer

Herkunft

wurde

in die

Sovjetunion

repatrien

iibrigen wurde in -die Gebiete West- und Nordpolens

E i n Teil der

(die

umgesiedelt.

Ukraine),

Bevólkerung
ein

Teil

Seit jener Zeit

der

(1947)

wurde die Region von Bieszczady Gegenstand intensiver Bemiihungen polnischer Behorde,
deren

Ziel

ihre Neubesiedlung

und

-bewirtschaftung

war. Infolge jahrelanger

Siedlungs-

und Wirtschaftsaktivitát, anstelle das alten, difierenzierten Systems ethnischer und religióser
Verhaltnisse, hat sich die neue polnische

Gesellschaft mit kleiner Beimischung der Bevol­

kerung ukrainischer Herkunft oder des gemischten polnisch-ukrainischen Elements gestaltet.

�149

SPOŁECZNOŚĆ WIEJSKA W BIESZCZADACH

Die

aktuellen

verschiedenen

Bewohner
Regionen

von

Bieszczady

Polens

und

bilden

eine

unterschiedlichen

komplexe

Gemeinschaft,

sozial-kulturellen

Kreisen

Hauptziel der von der Autorin des vorgelegten Artikels unternommenen
(im

Rahmen

der

Abteilung

Ethnographie

des

Instituís

der

Geschichte

Adaptation

und

Integration

aufzufassen.

Die

Buchform veróffentlicht: M . Biernacka, Kształtwanie
dach

(Gestaltung einer neuen

Dorfsgesellschaft

Materiellen
wirtschaft-

Beriicksichtigung des Prozesses der

Ergebnisse

dieser

Forschungen

się nowej społeczności
in der

aus

Forschungen

der

Kultur der P A d W ) war deswegen den ProzeB der Gestaltung demographischer,
licher und sozial-kultureller Verhaltnisse mit besonderer

die

stammen.

Region

von

wurden

in

wiejskiej w Bieszcza­
Bieszczady), Wroclaw

1974.
Übersetzl

von Barbara

Kocowska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9510" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9488">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/46762ab84d39dfa4c9a368eb2ea5fb75.pdf</src>
        <authentication>7d4c9997643560686c170311541033e7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113240">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1327</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113241">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113242">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1226</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113243">
                <text>Kulturowe przejawy więzi w społecznościach wiejskich / ETNOGRAFIA POLSKA 1988 t.32 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113244">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1988 t.32 z.1, s.223-244</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113245">
                <text>Biernacka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113246">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113247">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113248">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="113249">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113250">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X X I I : 1988, z. 1
PL ISSN 0071-1861

Część III
MARIA B I E R N A C K A
(IHKM PAN, Warszawa)

K U L T U R O W E P R Z E J A W Y WIĘZI
W SPOŁECZNOŚCIACH W I E J S K I C H
,

I. U PODŁOŻA T R A D Y C J I

Problematyka więzi społecznej przewija się poprzez różne kierunki badań
naukowych, przede wszystkim jednak badania te prowadzone są w ramach
nauk socjologicznych. Ale nie tylko — rolę i znaczenie więzi społecznych
w zbiorowościach ludzkich śledzą przedstawiciele takich dyscyplin wiedzy,
jak pedagogika, psychologia, a także psychiatria, które w ogromnym postę­
pie cywilizacyjnym współczesnego świata widzą zagrożenie dla coraz bardziej
osamotnionego człowieka. Zagrożenie *o wypływa ze stanu ciągłych napięć
nerwowo-psychicznych, niepowstrzymanego pośpiechu, zalewu informacji, a
także depersonalizacji stosunków społecznych. Wprawdzie zjawiska te wystę­
pują najostrzej w wielkich aglomeracjach miejskoprzemysłowych, niemniej
zaznaczają się coraz namacalniej w wiejskich i małomiasteczkowych środo­
wiskach, a więc w tych zbiorowościach, które na przełomie X I X i X X w.
stanowiły jeszcze stosunkowo zwarte organizmy — korzeniami swymi tkwiące
w tradycji.
Jeśli przyjmiemy za socjologiem Janem Szczepańskim, że więź społeczna
stanowi „zorganizowany system stosunków, instytucji, środków kontroli spo­
łecznej skupiający jednostki, podgrupy i inne elementy składowe zbiorowości
w całość zdolną do trwania i rozwoju", to wieś polska z przełomu X L X
i X X w. taką właśnie spójną zbiorowość stanowiła.
Bo „każda zbiorowość — jak pisze dalej wspomniany autor — jeżeli ma trwać, istnieć
i rozwijać się. musi posiadać więź powodującą jej wewnętrzną spójność, zapewniającą za­
spokajanie potrzeb indywidualnych i zbiorowych, lojalność członków wobec' całości, przeciw­
stawianie się innym zbiorowościom lub współpracę z nimi, słowem, każda zbiorowość musi
być wewnętrznie zorganizowana i uporządkowana" (Szczepański, 1970, s. 238).

Badając współczesną rzeczywistość społeczno-gospodarczą i kulturową pol­
skiej wsi stwierdzamy, że dokonywujący się od czasu I I wojny światowej
przyspieszony proces przemian posiada różny przebieg i w związku z tym
obraz dzisiejszych wiejskich społeczności — mimo pozornej jednolitości — wy-

�224

MARIA

BIERNACKA

kazuje znaczne zróżnicowanie. Wśród wielu czynników decydujących o od­
mienności i zróżnicowaniu przebiegu procesu rozwojowego polskiej wsi pod­
stawowe znaczenie posiada własna tradycja historyczna, warunkująca wy­
odrębnienie się określonych regionów, specyficznych pod względem kulturo­
wym zespołów wiejskich, a nawet charakterystycznych miejscowości. Proble­
mowi temu poświęcił wiele uwagi Kazimierz Dobrowolski, który w swym
studium pt. Teoria podłoża historycznego ukazywał proces współzależności
zachodzącej pomiędzy aktualnym stanem społeczno-gospodarczym i kulturo­
wym danego obszaru a jego przeszłością historyczną.
Jak wykazują badania, współzależność tę obserwować m o ż n a także w wa­
runkach współczesnej gospodarki planowej, w której pewne pożądane pro­
cesy natury społeczno-gospodarczej i kulturowej są sterowane przez odpo­
wiednie instytucje i ośrodki władzy państwowej. Okazuje się bowiem, że
m i m ó ujednoliconych programów działania, zarządzeń oraz środków przezna­
czonych na ich realizację, w praktyce uzyskuje się bardzo nierówne efekty.
Osiągnięcia te są bowiem w znacznym stopniu uzależnione od napędowych
sił społecznych danego środowiska i uwarunkowane jakże często przez jego
bliższą czy bardziej odległą przeszłość historyczną.
Podtrzymywanie tradycji i czerpanie z własnego dziedzictwa kulturowego
może być procesem bezwiednym, niejako automatycznym i naturalnym —
bywa jednak, że stanowi ono działalność świadomą i celową, prowadzoną
przez odpowiednie instytucje, ośrodki naukowe, a nawet wybitne jednostki,
Z historii rozwoju nauk humanistycznych wynika, że polska etnografia i fol­
klorystyka należą do tych dyscyplin wiedzy, w których problem rejestracji
i oceny wartości składających się na tzw. „dziedzictwo kulturowe" narodu
należały do zadań naczelnych. Szczegółowa analiza historii rozwoju polskiej
myśli etnograficznej pozwala również stwierdzić, że j u ż u samego zarania
zainteresowań kulturą ludową, a następnie pełnego rozwoju etnografii tkwiła
myśl obrony tych wszystkich wartości, które „odkrywano" w kulturze ma­
terialnej, społecznej i duchowej warstwy chłopskiej.
N a znaczenie wartości tkwiących w kulturze ludowej zwracano szczególną
uwagę w okresie niewoli politycznej naszego kraju. W warstwie chłopskiej
i jego kulturze widziano bogate źródło odrodzenia narodowego i państwo­
wego. Nie mniejszą wagę przywiązywano do tych problemów po odzyskaniu
w 1918 r. niepodległości Polski. Świadczą o tym liczne wypowiedzi badaczy
polskiej kultury ludowej tej miary, co Jan Stanisław Bystroń, Kazimierz Mo­
szyński, Stanisław Poniatowski oraz Stefan Czarnowski. Ale właśnie wówczas
ocen i określenia stosunku do wartości tkwiących w tradycyjnej kulturze lu­
dowej oczekiwano także ze strony przedstawicieli warstwy chłopskiej, a więc
rzeczywistych twórców i nosicieli tejże kultury.
Stefan Czarnowski analizując w szerokiej perspektywie historyczno-socjo­
logicznej i przestrzennej charakterystyczny dla końca X I X oraz pierwszej
p o ł o w y X X w. proces tworzenia się chłopskiego ruchu społecznego, zwracał
uwagę na ogromne trudności, na jakie natrafiają organizatorzy i działacze

�K U L T U R O W E PRZEJAWY WIĘZI W SPOŁECZNOŚCIACH W I E J S K I C H

225

tego ruchu pochodzenia chłopskiego. Miał świadomość, że reformy społeczno-gospodarcze, których rzecznikami byli działacze ruchu chłopskiego, naruszą
ó w ustabilizowany styl życia wiejskich społeczności lokalnych. Przypominał,
że już w ciągu pierwszych kilkudziesięciu lat po uwłaszczeniu „chłop polski
z dość lekkim sercem zrzucał z siebie cały ten balast przeszłości, skojarzony
w jego wyobrażeniu z poniżaniem stanu włościańskiego w porównaniu
z mieszczańskim i szlacheckim, a nawet z wolnym robotnikiem fabrycznym".
Zdaniem Czarnowskiego zagrożona została wówczas cała kultura ludowa,
w skład której wchodziły nie tylko „stroje i malowanki", ale bogaty folklor,
obyczajowość, sposoby wykonywania pracy, tradycyjne poglądy i tradycyjne
wierzenia.
i
Stan ten uległ zmianie zwłaszcza po odzyskaniu niepodległości. Dojrze­
wające wówczas pod względem świadomości narodowej i społecznej młode
pokolenie c h ł o p ó w zaczęło zwracać się w sposób świadomy ku swojej prze­
szłości i wydobywać z niej wszystko to, co stanowi wartość, co winno być
wykorzystane w nowych warunkach i co jednocześnie mogłoby przyczynić
się do wzmocnienia chłopskiej odrębności. Czarnowski zwracał uwagę, że
„praca ta olbrzymia — kto wie, czy nie ponad siły jednego pokolenia. Praca
sortowania, wartościowania, przetwarzania. C o więcej praca w postępie swoim
rozwijająca się pod znakiem sprzeczności zasadniczych". Chodziło tu oczywiście
o sprzeczność wynikającą z faktu, że działacze ruchu chłopskiego zmuszeni
byli zwracać się ku tej przeszłości, która pod wieloma względami była
„w znacznej mierze przeszkodą na drodze przeobrażenia wsi polskiej z za­
bytku historycznego w organizm nowoczesny, zdolny żyć i prosperować w no­
woczesnych warunkach gospodarczych". Życie jednak wykazało — jak stwier­
dza Czarnowski — że działacze ci stali się „pionierami przyszłości", należeli
do tych, którzy usiłowali wprowadzać „nowoczesne zasady gospodarki, no­
woczesne pojęcia, nowoczesną organizację życia produkcyjnego i politycznego"
(Czarnowski, 1956, t. 2, s. 185).
M o ż n a by przytoczyć wiele przykładów ilustrujących proces dojrzewania
warstwy chłopskiej do zadań obywatelskich w skali własnych wsi, w społecz­
nościach typu ponadlokalnego, a także w skali całego kraju. M o ż n a by
również powiedzieć, że pionierzy ruchu odrodzenia wsi, „uwikłani" w ochro­
nę swych tradycji i równocześnie propagujący na wsi postęp starali się swą
działalność nasycać najlepszymi,, w ich mniemaniu — rodzimymi treściami
kulturowymi i tym sposobem podnosić znaczenie kultury warstwy chłopskiej
do rzędu wartości ogólnonarodowych. Zmiany, jakie się bowiem dokonywały
na wsi polskiej w okresie międzywojennym, dotyczyły w największym stopniu
tych sfer życia chłopskiego, które należy określić jako dążenie do pełnego
uczestnictwa c h ł o p ó w w życiu społeczno-obywatelskim. A uczestnictwo to wią­
zało się jak najściślej z procesem kształtowania się wśród warstwy chłopskiej
postaw narodowych i społecznych. Proces ten był z reguły niezależny od
sytuacji materialnej ówczesnej wsi, wymagającej przecież, jak wiadomo za­
sadniczych reform. Uwidoczniło się to szczególnie podczas I I wojny świato-

15 -

Etnografia Polska, t. X X X I I , z. 1

�226

MARIA B I E R N A C K A

wej, w czasie której wieś polska brała odpowiedzialność za walkę o pełne
odzyskanie wolności i niepodległości.
W zmienionych gruntownie po I I wojnie światowej warunkach ustrojo­
wych i gospodarczo-społecznych wzmogło się znacznie zainteresowanie pań­
stwa i społeczeństwa sprawami pielęgnowania i rozwoju jak najszerzej po­
jętej kultury wiejskiej. Wypływa to z podstawowych założeń ustrojowych
i wyraża się z jednej strony odpowiednim sterowaniem polityką kulturalną,
z drugiej zaś roztaczaniem opieki nad inwentaryzacją i zabezpieczaniem za­
bytków kultury ludowej, a także na zapewnianiu odpowiednich warunków
do prowadzenia badań naukowych w tej dziedzinie. We wszystkich tych
badaniach wiele miejsca poświęca się tradycji i jej roli w kształtowaniu współ­
czesnej kultury wsi. Tradycyjne społeczności wiejskie z przełomu X I X i X X w.
stanowią bowiem z reguły punkt wyjścia do analizy współczesności. W dzie­
jach kultury rejestrujemy bowiem — jak to pisała Kazimiera ZawistowiczAdamska — „różnorodne nawarstwianie, sięgające daleko w przeszłość, lecz
równolegle m o ż e m y obserwować « n a g o r ą c o » , jak niektóre z nich dostoso­
wują się do dzisiejszej rzeczywistości, jak istotnej zmianie ulega ich funkcja,
akceptowana częstokroć w szerokich kręgach naszego społeczeństwa" (Zawistowicz, 1976, s." 168).

II. OBSZAR BADAŃ T E R E N O W Y C H

Badania terenowe na temat więzi społecznych wsi prowadzone w ramach
prac Zakładu Etnografii I H K M P A N w latach 1980-1986- skoncentrowane
były głównie na obszarze środkowego i północno-wschodniego Mazowsza
oraz Podlasia, a porównawczo także w niektórych miejscowościach połud­
niowej Polski. Największe skupienia badanych miejscowości na Mazowszu to
wsie położone na północ od Warszawy w okolicach Puszczy Kampinoskiej
oraz na obrzeżu stolicy od strony południowo-zachodniej, a ponadto wy­
brane osady w Płockiem, Ciechanowskiem, Ostrołęckiem i Łomżyńskiem.
Podlasie jest reprezentowane przez wsie woj. siedleckiego, bialsko-podlaskiego
i nieco w mniejszym stopniu pflzez wsie woj. białostockiego. Część materiałów
pochodzi także z zi«mi mazurskiej i suwalskiej. Poza tym podczas prac
korzystano z materiałów terenowych zgromadzonych w Zakładzie Etnografii
I H K M P A N przy opracowywaniu innych zagadnień, jak rola oświaty w roz­
woju kulturowym polskiej wsi oraz przekazywanie tradycji kulturowych w ro­
dzinie i społeczności lokalnej. Te dodatkowe materiały pozwalają spojrzeć na
problem funkcjonowania więzi w społecznościach wiejskich bardziej cało­
ściowo.
Podstawę do badań terenowych na temat więzi społecznych stanowił kwe­
stionariusz obejmujący następujące grupy zagadnień: ogólna charakterystyka
badanej miejscowości, rodzaje więzi społecznych i ich przejawy kulturowe

�KULTUROWE

PRZEJAWY

WIĘZI

W SPOŁECZNOŚCIACH

WIEJSKICH

227

w przeszłości, współczesna rodzina a krąg krewniaczy, współczesna rodzina
a krąg sąsiedzki, współczesna rodzina a społeczność ogólnowioskowa. Po­
przez sformułowane w kwestionariuszu pytania badawcze starano się uzyskać
obraz przemian społecznych więzi w trzech warstwach chronologicznych:
przełomu X I X i pierwszych lat X X w., okresu pomiędzy I i ÍI wojną świa­
tową oraz lat powojennych. Zakłada się ponadto, że obraz ten winien po­
siadać cechy dynamiczności i spójności wyrażanej w całościowym ujmowaniu
badanych zjawisk. A więc nie tylko trendy rozwojowe, ale także czynniki
sprzyjające lub opóźniające określone zmiany.
W doborze terenu badań kierowano się myślą uchwycenia procesu prze­
mian więzi społecznej w możliwie zróżnicowanych środowiskach gospodar­
czych i społeczno-kulturowych. Tak więc najbliższe okolice Warszawy repre­
zentują dwa różne środowiska. W południowo-zachodniej części rozwija się
i dominuje gospodarstwo specjalistyczne nastawione na zaopatrzenie wielkie­
go miasta, a ponadto przeważają zajęcia pozarolnicze w stolicy oraz przy­
ległych miasteczkach i zakładach przemysłowych. W tych miejscowościach
obserwuje się znaczny postęp w zakresie modernizacji gospodarstwa rolnego,
zwłaszcza specjalistycznego, a także zdecydowanie wyższy standard bytowy
ich mieszkańców. Inaczej jest we wsiach położonych w okolicach Puszczy
Kampinoskiej. Wsie te o lichej piaszczystej ziemi należały do wyjątkowo
ubogich i zapóźnionych w rozwoju gospodarczym. Ponadto w ostatnich la­
tach „zawisła" nad mieszkańcami tych terenów „groźba" włączenia ich wsi
do Kampinoskiego Parku Narodowego. W stosunku do niektórych miejsco­
wości plan ten już zrealizowano, inne oczekują na rozstrzygnięcie swojego
losu. Jest rzeczą zrozumiałą, że przejściowość tej sytuacji nie może sprzyjać
stabilizacji oraz modernizacji gospodarstwa rolnego. Miejscowa ludność,
w tym zwłaszcza młodzież, szuka zajęć pozarolniczych i nie wykazuje za­
interesowania dla pracy związanej z ziemią.
Należy jednakże stwierdzić, ze obydwu zespołów badanych wsi podwar­
szawskich nie można zaliczyć do typowo rolniczych i dlatego też mogą one
stanowić jedynie punkt odniesienia do badań prowadzonych na obszarach
czysto rolniczych. D o tego typu obszaru zaliczono wsie północno-wschod­
niego Mazowsza i Podlasia, gdzie dominują gospodarstwa rolne stanowiące
dla ludności wiejskiej podstawowe źródło utrzymania. Kulturę tych wsi ce­
chowała jeszcze do niedawna znaczna zachowawczość, dzięki czemu istnieje
obecnie możliwość bezpośredniej obserwacji tej kultury w jej warstwie tra­
dycyjnej, a także rejestracji wybranych faktów i zjawisk na podstawie relacji
ludzi starszych, uzyskanych podczas etnograficznych badań terenowych. Jest to
ponadto teren, który w przeszłości charakteryzował się dużym zróżnicowa­
niem społeczno-kulturowym, wyznaniowym oraz etnicznym. Wprawdzie róż­
nice te uległy i obecnie nadal ulegają stałemu zacieraniu, niemniej w wielu
jeszcze dziedzinach współczesnego życia dają o sobie znać.
Źródła i materiały terenowe pochodzące z innych obszarów Polski, w tym

�228

MARIA B I E R N A C K A

zwłaszcza z południowej, dostarczają wiedzy o kulturze tamtejszej ludności
charakteryzującej się dynamicznością, gospodarnością, ruchliwością i zarazem
tradycjami dużego uspołecznienia*.
III. WSPÓŁDZIAŁANIE J A K O PRZEJAW WIĘZI SPOŁECZNEJ

Współdziałanie należy do podstawowych przejawów życia kulturowego
społeczeństw ludzkich i spełnia doniosłą rolę w kształtowaniu się kultur ca­
łego świata. Znane szeroko w kulturze wsi polskiej elementy współdziałania
w wielu swych formach przetrwały do czasów współczesnych. Do takich form
zaliczyć także należy tradycyjną pomoc wzajemną, zwaną inaczej p o m o c ą
sąsiedzką. Kazimiera Zawistowicz-Adamska organizując po I I wojnie w K a ­
tedrze Etnografii Uniwersytetu Łódzkiego badania nad problematyką trady­
cyjnego współdziałania — poprzez pomoc sąsiedzką rozumiała „ p o m o c oka­
zywaną sobie wzajem przez c z ł o n k ó w tej samej gromady wiejskiej, więc nie
tylko przez bliskich sąsiadów, lecz przez sąsiadów w szerszym znaczeniu
tego słowa — współmieszkańców wsi". Wyróżniała przy tym dwa podstawowe
rodzaje pomocy: 1) pomoc i współpracę ludzi w warunkach zwykłych,
mieszczących się w ramach, przeciętnie unormowanego życia wiejskiego,
2) pomoc okazywaną jednostkom w szczególnych sytuacjach życiowych lub
zespołową czynność wykonywaną dla wspólnego dobra gromady, wykracza­
jącą poza utarty bieg zdarzeń. Zgodnie z tą zasadą pierwszy rodzaj po­
mocy sąsiedzkiej obejmuje prace polne i inwestycyjne, a ponadto wzajemne
składanie sobie darów podczas świąt i ważniejszych uroczystości rodzinnych,
jak np. wesela, chrzciny. Drugi rodzaj, to pomoc świadczona sobie wzajem
w przypadkach nieszczęśliwych wydarzeń losowych oraz współdziałanie gro­
madzkie na rzecz całej zbiorowości wiejskiej.
Podstawową zasadą pomocy sąsiedzkiej jest wzajemność świadczeń. O d ­
nosi się to przede wszystkim do pomocy okazywanej sobie wzajem w robo­
tach polnych. Przy pracach o charakterze dorywczym, jednorazowym, zasady
tej nie przestrzega się j u ż tak ściśle, a korzystający z usług odwzajemnia
się tylko poczęstunkiem, czasem połączonym z zabawą. Inaczej okazywano
pomoc osobom czy rodzinom, które spotkało jakieś nieszczęście, jak np.
pożar, p o w ó d ź , choroba, strata w dobytku lub inne jeszcze wydarzenia.
Udzielanie w takim przypadku pomocy jest zawsze wyrazem zwykłej soli­
darności ludzkiej. Wprawdzie solidarność ta zawiera w sobie elementy pew­
nej asekuracji na wypadek własnego nieszczęścia, niemniej gotowość i bez­
interesowność jest istotą tego działania. Kręgi współuczestników tradycyjnej

* Ogółem przeprowadzono badania w 37 wsiach, położonych w granicach 13 województw,
uzyskując razem 104 wywiady, 'które znajdują się w archiwum Zakładu Etnografii I H K M
PAN w Warszawie. Wszystkie informacje terenowe, wykorzystane w niniejszym tekście, po­
dawane są bez każdorazowego odwoływania się do źródła. Artykuł ten stanowi wstępne
podsumowanie badań.

�V

KULTUROWE

PRZEJAWY

WIĘZI W SPOŁECZNOŚCIACH

WIEJSKICH

229

pomocy sąsiedzkiej bywały różne, zazwyczaj wyznaczała je społeczna więź
pokrewieństwa, sąsiedztwa, a także więź ogólnowioskowa. Zwykle powszech­
ny charakter miała pomoc sąsiedzka w tych wsiach, które cechował znaczny
stopień samowystarczalności gospodarczej. Utrwaleniu tradycyjnych form po­
mocy sąsiedzkiej sprzyjała ponadto znaczna izolacja mieszkańców wsi od
wpływów zewnętrznych, liczne powiązania i pokrewieństwa wewnątrzwioskowe, a także siła moralna opinii społecznej.
We współdziałaniu gromadzkim na rzecz wspólnego dobra zasada indy­
widualnej wzajemności świadczeń nie obowiązuje, wszyscy bowiem pracują
dla dobra całej określonej społeczności. Udział w tego typu działalności wy­
maga więc od inicjatorów i w y k o n a w c ó w nie tylko solidarności, ale także
świadomości celów i nadrzędnych wartości owych społecznych poczynań. Są
to z reguły wartości dotyczące szerszych zespołów ludzkich, a więc całej
społeczności wiejskiej, regionu, własnej warstwy społecznej, czy nawet wspól­
noty ogólnonarodowej. Postawową cechą tego współdziałania jest inicjatywa,
połączona z dobrowolnością wykonania podjętych zamierzeń. Współdziała­
nie to nie obejmuje zatem tych form działalności zbiorowej, które bywały
narzucane wsi odgórnie w postaci szarwarków lub innych powinności. W peł­
ni natomiast uwzględnia wszystkie formy działań zespołowych, które zostały
podjęte za zgodą danej społeczności. D o tego typu współpracy na rzecz
ogółu należy zarówno budowa dróg, mostów, szkół, d o m ó w ludowych, boisk
sportowych oraz innych jeszcze urządzeń społecznych, jak również troska
o ich właściwe zabezpieczenie i racjonalne wykorzystywanie.
Jak wykazują badania, współdziałanie nie jest zjawiskiem stałym i nie­
zmiennym. W trakcie rozwoju historycznego wsi zmieniały się zarówno for­
my, jak również zasady i kręgi współdziałania. Różne też były jego cele.
Z tych też względów pomoc sąsiedzką należy analizować w ścisłym powią­
zaniu z tłem historycznym, strukturą gospodarczą i z a w o d o w ą oraz czynni­
kami natury społeczno-kulturowej.

IV. WIĘŹ R O D Z I N N A I J E J P R Z E M I A N Y
„Rodzina — jak pisze J. Szczepański — jest grupą osób połączonych stosunkiem małżeń­
skim i rodzicielskim, które to stosunki decydują o powstaniu i istnieniu rodziny. W rodzinie
rodzą się nowi członkowie, którym rodzina przekazuje drogą dziedziczenia biologicznego ce­
chy swego gatunku. Obok podstawowego zadania utrzymania ciągłości biologicznej społeczeń­
stwa rodzina spełnia jeszcze drugie zadanie polegające na przekazywaniu dzieciom dziedzictwa
kulturowego szerszych grup takich jak klasy społeczne i naród" (Elementarne..., 1975).

Rodzina jako grupa społeczna dysponuje systemem określonych norm
społeczno-obyczajowych, wzorów kulturowych, nawyków intelektualnych, za­
chowań symbolicznych, wytworów materialnych, które wywierają zasadniczy
wpływ na proces wychowania jednostki, a także na kształtowanie się jej
postaw w stosunku do całego systemu wartości przez tę rodzinę reprezento­
wanych. Nie są to jedyne czynniki wpływające na stopień natężenia powią-

�230

MARIA B I E R N A C K A

zań wewnątrzrodzinnych. Znaczny wpływ na kształtowanie się wewnętrznego
życia rodziny wywierają także czynniki zewnętrzne, wyrażające się w całym
splocie uwarunkowań społecznych, kulturowych i gospodarczych, w obrębie
których określona rodzina funkcjonuje.
W rodzinie jako podstawowej komórce życia społecznego funkcjonuje cały
splot sił wiążących ze sobą wszystkich jej członków. Siły te określone jako
więź rodzinna oparte są na podstawach emocjonalnych wynikających ze związku
małżeńskiego oraz świadomości związków genetycznych i genealogicznych.
Więź rodzinną cechuje duże zróżnicowanie. Intensywność jej zależna jest
od stopnia natężenia i rozłożenia wewnątrz rodziny tych wszystkich czynni­
ków, które się składają na jej powstanie. Jest orla zjawiskiem dynamicznym,
ulegającym stałym przeobrażeniom, odmienna w różnych fazach i okolicz­
nościach życia rodziny. Są więc rodziny charakteryzujące się dużym stopniem
wewnętrznej zwartości i sile oddziaływania na zewnątrz, a są także inne
prawie całkowicie tych cech pozbawione.
Leon Dyczewski zmierzający w swych rozważaniach do generalizacji
i systematyzacji różnorodnych stosunków panujących w rodzinach sprowadza
je do trzech zasadniczych zespołów, które z kolei rzutują na główne rodzaje
więzi rodzinnej.
Pierwszy zespół dotyczy kształtowania się tych stosunków pomiędzy po­
koleniami w ramach poszczególnych pokoleń, które powstają w związku
z pełnieniem określonych ról w rodzinie. Ich główną treścią jest wychowa­
nie dzieci, autorytet rodziców, udzielanie sobie wzajemnie pomocy. Więź ro­
dzinną powstałą w wyniku tych podstawowych działań skierowanych na pro­
wadzenie i rozwój gospodarstwa i równocześnie związaną ze strukturą ro­
dziny i współdziałaniem jej członków określa się jako więź strukturalnoprzedmiotową.
Drugi zespół stosunków rodzinnych dotyczy sfery intelektualnej i emocjo­
nalnej. Treścią tych stosunków są myśli, uczucia, pragnienia, aspiracje i wza­
jemne postawy, jakie zajmują wobec siebie poszczególni członkowie rodziny.
Ponieważ cechą charakterystyczną tego zespołu stosunków jest koncentro­
wanie się na konkretnej osobie — więź tę określa się jako więź osobową.
Trzeci zespół stosunków wewnątrzrodzinnych dotyczy postaw zgodności
lub niezgodności wobec tych samych wartości, norm, wzorów, zachowań,
zdarzeń itp. Te czynniki tworzą więź kulturową.
Każda z tych trzech rodzajów więzi rodzinnej (strukturalno-przedmiotowa,
osobowa i kulturowa) wpływa na stopień zwartości c z ł o n k ó w rodziny,
a wszystkie razem tworzą zjawisko tzw. spójności więzi rodzinnej. Stopień
tej spójności zależy zaś od indywidualności poszczególnych rodzajów więzi
i ich wzajemnych układów (Dyczewski, 1975, s. 310-313).
Ukazanie zmian, jakie się dokonały na odcinku więzi międzypokolenio­
wej na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, wymaga nawiązania do sy­
tuacji wiejskiej, w której funkcjonowała jeszcze tradycyjna rodzina chłopska.
Studia przeprowadzane na ten temat przez wybitnych badaczy: Kazimierza

�KULTUROWE

PRZEJAWY

WIĘZI

W SPOŁECZNOŚCIACH

WIEJSKICH

231

Dobrowolskiego oraz Kazimierę Zawistowicz-Adamską, potwierdzają, że w tra­
dycyjnej kulturze wsi polskiej z przełomu X I X i X X w., a także później
funkcjonowały różne formy życia rodzinnego i krewniaczego. Były to trady­
cyjne rodziny wielopokoleniowe, rodziny małe, a także zredukowane formy
wielkorodzinne o bardzo małym zasięgu terenowym, a ponadto rody drobnoszlacheckie na Mazowszu i Podlasiu czy też rody góralskie na Podhalu.
Tradycyjna rodzina chłopska — jak pisał Kazimierz Dobrowolski — była
podstawową instytucją zabezpieczającą ciągłość biologiczną ludności przez
utrzymanie i zaopatrzenie potomstwa. Funkcje prokreatywne oraz najściślej
z nią związane czynności produkcyjne w gospodarstwie rolnym stały się
wyznacznikiem, któremu podporządkowane zostały wszystkie inne funkcje ro­
dziny. Problem przeobrażeń takiej właśnie tradycyjnej, wielopokoleniowej ro­
dziny chłopskiej przewija się przez wiele opracowań monograficznych okresu
powojennego, gdzie ukazywano główne trendy ich współczesnego rozwoju.
Obok wspomnianych już prac Dobrowolskiego i Zawistowicz-Adamskiej są
to przede wszystkim opracowania Danuty Markowskiej, Zbigniewa Jasiewicza,
Jana Turowskiego, Bogusława Gałęskiego, Zbigniewa Tyszki — oparte w więk­
szości na bogatym materiale terenowym i wykorzystujące doświadczenia ba­
dawcze dyscyplin pokrewnych, a ponadto zmierzające do szerszych uogólnień
teoretycznych.
Analiza wskaźników określających stan i natężenie więzi rodzinnej doko­
nane przez L . Dyczewskiego wykazuje, że na przestrzeni ostatnich kilku­
dziesięciu lat rozwijały się dwie zasadnicze tendencje ,w życiu rodzinnym.
Jedna prowadziła do indywidualizacji pokoleń w zakresie mieszkania, spraw
materialnych w wyborze drogi życiowej (typu wykształcenia, zawodu, ideo­
logii, religii), w wyborze współmałżonka, sposobie spędzania wolnego czasu,
robienia zakupów itp. Druga tendencja zmierzała ku bardziej ścisłym związ­
kom osobowym, większej bezpośredniości w kontaktach oraz rozbudowie
form wzajemnej pomocy (Dyczewski, 1975, s. 335).
Badacze dzisiejszej rodziny, zarówno wiejskiej, jak i miejskiej, zgodnie
stwierdzają, że nie stanowi ona j u ż tak zwartego systemu kulturowego, jak
to miało miejsce w okresie międzywojennym i wcześniejszym. Ponieważ
^współżycie we współczesnej rodzinie opiera się przede wszystkim na czynni­
kach subiektywnych (wzajemnych uczuciach, poczuciu odpowiedzialności za
innych c z ł o n k ó w rodziny, świadomości wspólnych celów) wykazuje ona czę­
sto mniejszą trwałość aniżeli dawniej, kiedy współżycie opierało się głównie
na czynnikach obiektywnych. W tym kryją się zarówno słabość dzisiejszej
rodziny, jak i siła, która wypływa z konieczności doskonalenia własnej oso­
bowości, by sprostać harmonijnemu współżyciu w szerszym zespole ro­
dzinnym.
W badaniach terenowych na temat kształtowania się więzi we współ­
czesnych społeczeństwach wiejskich szukano również odpowiedzi na pytania
dotyczące trwałości podstawowych elementów tradycyjnej więzi rodzinnej, jej
obecnego kształtu, a także przejawów kulturowych powiązań rodzinno-krew-

�232

MARIA

BIERNACKA

niaczych. W wyniku badań uzyskano obszerny materiał źródłowy pozwala­
jący podjąć próbę zrekonstruowania głównych kierunków dokonywających
się w tym zakresie przemian. W świetle relacji terenowych, pochodzących
głównie od mieszkańców wsi w wieku średnim i starszym, tradycyjną ro­
dzinę wiejską cechowała z reguły mocna, wewnętrzna spójność rodzinno-krewniacza, a równocześnie wielka „otwartość" na powiązania sąsiedzkie
i ogólnowioskowe. Stopień tej spójności, jak również „otwartości", kształ­
tował się różnie i był uwarunkowany wieloma czynnikami natury gospo­
darczej, społeczno-kulturowej, obyczajowej, etycznej, a niekiedy także trady­
cjami regionalnymi. Tak np. badania przeprowadzane na obrzeżach dzisiej­
szej wielkiej Warszawy (regionu Puszczy Kampinoskiej oraz południowo-zachodnich terenów podmiejskich) nie potwierdzają istnienia takiej spójności
rodzinno-krewniaczej, jak to miało miejsce na Kurpiach, Podlasiu czy na
Podkarpaciu. M o ż n a przypuszczać, że przyczyna tego stanu rzeczy tkwi
w bliskości Warszawy, a więc dużej aglomeracji miejskiej wpływającej na
znaczną mobilność pozostających w jej zasięgu społeczności wiejskich. Nie
bez znaczenia mogą tu być również tradycje środkowego Mazowsza. Jak
wykazują badania A . Woźniaka dotyczące kultury mazowieckiej wsi pań­
szczyźnianej w końcu X V I I I i połowie X I X w. — osady wiejskie na ogół
nie wykazywały cech długotrwałej ciągłości, a rodziny chłopskie jakże często
ulegały z konieczności terytorialnym przemieszczeniom, rozbiciu i rozpro­
szeniu (Woźniak, 1987). Niemniej jednak przy odwoływaniu się do przeszłości
sięgającej początków obecnego stulecia i okresów późniejszych zachowanych
w pamięci ludzkiej z autopsji bądź z opowiadań ludzi starszych, wszyscy
informatorzy na ogół stwierdzają, że więzi rodzinne i krewniacze były wów­
czas znacznie silniejsze aniżeli obecnie.
Nawiązując do stwierdzenia, że stopień spójności rodziny był w badanych
wsiach zależny od wielu czynników i wykazywał także regionalne zróżnico­
wanie, należy podkreślić, że zjawisko większego natężenia więzi rodzinnej
w przeszłości i trwaniu do dziś jej podstawowych elementów, występuje
znacznie wyraźniej na obszarze północno-wschodniego Mazowsza i Podlasia.
Dotyczy to zwłaszcza wsi pochodzenia drobnoszlacheckiego, a także wsi
chłopskich o charakterze długotrwałej zasiedziałości. Potwierdzają to bada­
nia w Ostrołęckiem, Łomżyńskiem, Siedleckiem oraz Bialsko-Podlaskiem.
Wszystkie relacje z tego obszaru m ó w i ą o trwałości jeszcze do dziś tych
elementów systemu rodzinnego, które w przeszłości stanowiły jego siłę wią­
żącą. Jest to poza tym obszar, który dopiero po I I wojnie światowej włą­
czony został w obręb rozwijających się ośrodków przemysłowych — jednakże
nie na taką skalę, by zmienić przeważający, rolniczy charakter tych ziem.
Wysoki stopień spójności rodziny występował również w badanych wsiach
południowej Polski, gdzie do czasów międzywojennych utrzymywały się tra­
dycje r o d ó w kmiecych, wyróżniających się swoim pochodzeniem, większą za­
możnością oraz solidarnością.
Powiązanie rodziny z własnym gospodarstwem rolnym oraz zależność losu

�KULTUROWE

PRZEJAWY

WIĘZI

W SPOŁECZNOŚCIACH

WIEJSKICH

233

wszystkich c z ł o n k ó w rodziny od właściwego funkcjonowania tego gospodar­
stwa rzutowały na strukturę i funkcje rodzin oraz łączące ich więzi. Wyra­
żało się to przede wszystkim: w poszanowaniu rodziców, dziadków, a także
stryjków, wujków i ciotek, w podporządkowywaniu się decyzjom głowy ro­
dziny zgodnie z wymogami wspólnie prowadzonego gospodarstwa, w prestiżu
głowy rodziny, w pełnionych przez poszczególnych c z ł o n k ó w rolach gospo­
darczych i społecznych. Z uwagi na słabą sieć szkół podstawowych w tere­
nie, dawniej rodzinie wiejskiej przypadała główna rola w wychowywaniu mło­
dego pokolenia i przysposabianiu go do życia oraz zawodu rolniczego lub
rzemieślniczego. Wychowanie to odbywało 'się z reguły poprzez przykład,
a więc uczestnictwo w różnych zajęciach, jak np. opieka nad młodszym
rodzeństwem, sprzątanie, wypasanie gęsi i bydła, pomoc w pracach ogrodo­
wych i następnie polnych. Zespół rodzinny scalały uroczyście obchodzone
święta, w tym przede wszystkim święto B o ż e g o Narodzenia i Wielkanocy,
które zawsze miały charakter uroczystości rodzinnych. Ponadto uroczystości,
które były ważnymi wydarzeniami rodzinnymi, jak np. wesela czy chrzciny.
Święta o charakterze religijnym, obchodzone również uroczyście przez Kościół,
posiadały siłę oddziaływania wychowawczego na młode pokolenie, które
wzrastało w atmosferze życia rodzinnego i wspólnej pracy. Więzi łączące
zespół rodzinny miały charakter zarówno emocjonalny, jak instrumentalny —
wypływający z faktu prowadzenia wspólnego gospodarstwa rolnego zapewnia­
jącego całej rodzinie podstawy egzystencji.
Zmiany, jakie w zakresie stosunków rodzinnych dokonywały się w bada­
nych wsiach, w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat mają swoje główne źródło
w szerokim odpływie młodych ludzi do miast i ośrodków przemysłowych,
a także w znacznych możliwościach zarobków pozarolniczych, dostępnych
w miejscu zamieszkania. W związku z tyni obserwuje się zjawisko słabnię­
cia więzi rodzinnych i znacznie ostrzej zarysowującego się rozpadu więzi
krewniaczych. Owo rozluźnienie więzi z krewnymi tłumaczą informatorzy tym,
że teraz „każdy pilnuje swoich interesów, wszyscy chcą mieć jak najwięcej
i nie mają czasu na spotkania, pogawędki. Teraz każdy stał się samowy­
starczalny pod względem prac w polu. Dzieci postępują według swojego
zdania, nie patrzą na zdanie rodziców. Dalsza rodzina nigdy nie miała wpły­
wu na decyzje rodzinne, domowe" (w. Górki). Jeśli krewniacy mieszkają
w tej samej miejscowości co rodzina, to częstotliwość ich wzajemnych kon­
taktów wpływa na ogół na podtrzymanie więzi pokrewieństwa — są to jednak
obecnie coraz rzadsze przypadki. We wsiach podwarszawskich informatorzy
zgodnie oceniają, że jedynie więź rodzinna, obejmująca swym zasięgiem po­
kolenia rodziców, dzieci i dziadków, utrzymuje się w sposób trwały lub
nieco luźniejszy. Jak już zaznaczono, są to jednak obszary, na których zajęcia
pozarolnicze stanowią dla ludności podstawowe źródło dochodów. Tam też
praca zawodowa w zakładach przemysłowych sprzyja tworzeniu się więzi ko­
leżeńskich i przyjacielskich, zastępujących dawne powiązania krewniacze.
Nieco inaczej jest pod tym względem na północno-wschodnim Mazowszu

�234

MARIA

BIERNACKA

i Podlasiu, gdzie przywiązanie do tradycji rodzinno-krewniaczych utrzymuje
się nadal, c h o ć w stopniu zmniejszonym. Przykładem tego może być zwy­
czaj wielkich spotkań odpustowych, na które zjeżdżają do swych rodzin
najbliżsi, a także dalsi krewni. Odpusty są okazją do podtrzymywania więzi
rodzinnych i krewniaczych głównie poprzez odwiedzanie się i wspólne goszcze­
nie. Podobny charakter rodzinno-krewniaczy mają spotkania rocznicowe po­
święcone pamięci zmarłych. W uroczystościach tych, organizowanych w więk­
szym stopniu w rodzinach pochodzenia drobnoszlacheckiego, uczestniczą
obok najbliższej rodziny dalsi krewni.
Jak z tego wynika, współczesna rodzina wiejska stanowi nadal najważniej­
szą i najbardziej spójną komórkę życia społecznego. Pomija się tu oczywiście
rodzinne sytuacje konfliktowe o podłożu prestiżowym, światopoglądowym,
gospodarczym czy charakterologicznym, wpływającym na rozkład rodziny,
a niekiedy nawet na pełne jej rozbicie. N a ogół jednak rodziny wiejskie
wykazują wiele troski o los swoich dzieci, ich wykształcenie, przygotowanie
do zawodu, a także wyposażenie. W trosce tej uczestniczą także dziadko­
wie, pomagając swym dzieciom i wnukom nie tylko pracą i radą, ale rów­
nież materialnie. D o p ó k i więc trzypokoleniowa rodzina przebywa w jednym
domu i prowadzi wspólne gospodarstwo, łączą ją silnie więzy rodzinne i uczu­
cia przyjaźni, mimo że ,'na ogół dziadkowie, a często także rodzice, nie
akceptują zachowań i postaw dorastającej młodzieży. Zastrzeżenia te dotyczą
przeważnie sfery podstawowych wartości uznawanych przez pokolenia starsze,
a nie przestrzeganych przez młodzież wychowaną w innych warunkach. Kon­
flikty dotyczą zwykle stosunku młodych do ziemi i pracy w gospodarstwie —
jako wartości nadrzędnych, do s p o s o b ó w spędzania wolnego czasu, do współ­
czesnej obyczajowości wzorowanej na kulturze miejskiej. Łatwość, z jaką mło­
dzież opuszcza gospodarstwo rodziców dla przeniesienia się do miasta lub
przechodzi na miejscu do zajęć pozarolniczych, jest dla pokolenia starszego
niezrozumiała i na ogół nie do wybaczenia — zwłaszcza, jeśli w gospodar­
stwie brak następców. A tymczasem dawniejsza, nie kończąca się praca fizycz­
na w gospodarstwie rolnym, bez większego odpoczynku czy też możliwości
słuchania i oglądania audycji radiowo-telewizyjnych, jest przez młodych od­
rzucana. Nic więc dziwnego, że współczesna rodzina przeżywa swoisty kryzys,
a więź międzypokoleniowa ulega niekiedy znacznemu rozluźnieniu. Główna
przyczyna tego stanu leży w sferze niemożności porozumienia się pokoleń
o tak różnych postawach życiowych.
A jednak z badań wynika, że u większości rodzin kontakty z najbliż­
szą rodziną są na ogół żywe, nawet wówczas, jeśli dzieci wykształcone czy
przyuczone do zawodu mieszkają w miastach lub osiedlach przemysłowych.
Okazją do spotkań są święta, różne uroczystości rodzinne, wakacje, okres
nasilonych prac polnych, a także wypadki losowe, kiedy odwoływanie się do
najbliższej rodziny staje się nieuniknione. Starzy, opuszczeni przez dzieci ro­
dzice, a tych jest wielu wśród informatorów, pozornie akceptują istniejący
stan rzeczy, cieszą się z odwiedzin, otrzymywanych listów, prezentów, le-

�KULTUROWE

PRZEJAWY

WIĘZI W SPOŁECZNOŚCIACH

WIEJSKICH

235

karstw — niemniej przeżywają ciężko swoje osamotnienie, zwłaszcza gdy są
chorzy.
Dzieci i wnuki, pozostający w tym samym miejscu zamieszkania co ro­
dzice i dziadkowie, stanowią na ogół najbardziej oddaną sobie grupę osób.
Wyraża się to w stałych i częstych odwiedzinach, w świadczeniu sobie wza­
jemnych usług, w udzielaniu pomocy. Razem także spędzają ważniejsze świę­
ta i uroczystości rodzinne, które stwarzają między nimi więź bezinteresownej
i serdecznej przyjaźni.
V. WIĘŹ L O K A L N A I JEJ P R Z E M I A N Y

W tradycyjnej społeczności lokalnej określanej umownie społecznością
„zamkniętą" podstawy więzi społecznej — na co zwracała uwagę ZawistowiczAdamska — były z góry determinowane przede wszystkim przez pokrewień­
stwo bliższe i dalsze współmieszkańców oraz przez sąsiedztwo, czyli bezpo­
średnią terytorialną bliskość poszczególnych zagród, będącą istotnym ele­
mentem ekologii ludzkiej. D o takiego właśnie układu odniesienia dostoso­
wane były wszelkie normy współżycia rodzinnego i towarzyskiego, a także
współpracy gospodarczej i współdziałania na rzecz dobra ogólnego. Owo
współdziałanie gospodarcze dotyczyło z reguły tradycyjnie unormowanego
życia oraz sytuacji szczególnych, przekraczających — jak to stwierdzała K a ­
zimiera Zawistowicz-Adamska — utarty bieg wydarzeń. Tradycyjna pomoc
była w takich warunkach powszechnie obowiązującym „nakazem moralnym".
Cechą charakterystyczną tego typu społeczności było również to, że życie
osobiste jednostki podporządkowywano z reguły normom ogólnospołecznym.
W grupach rówieśniczych — odgrywających tak ważną rolę w życiu młodzie­
ży — obowiązywał unormowany tradycją system zależności, przywilejów i zo­
bowiązań. Momentom przełomowym w życiu jednostki towarzyszyły obrzędy
o charakterze recepcyjnym. D l a wieku dojrzałego były to akty wesela, które
symbolizowały przejście panny młodej z grona dziewcząt do grupy kobiet
zamężnych. Podobne znaczenie miały obrzędy zapustne, w których młode
mężatki „wkupywały" się w karczmie do grupy kobiet zamężnych. P o d o b n ą
rolę spełniały także tzw. „frycowiny", czyli obrzędy przejścia do wieku doj­
rzałego młodych chłopców „wyzwalanych" na kosiarzy czy flisaków (Zawi­
stowicz-Adamska, 1976a).
Ważną rolę spełniały w społecznościach wiejskich grupy rówieśnicze. Ich
uczestnictwo w życiu zbiorowości odbywało się także poprzez różnego ro­
dzaju obrzędy, obchody i zwyczaje, które w dawnej społeczności wiejskiej
pełniły ściśle określone funkcje. Owe obrzędy, obchody i zwyczaje dodawały
barwy i swoistego uroku życiu mieszkańców wsi. Zasięgiem swym obejmo­
wały one nie tylko krewnych czy najbliższych sąsiadów, ale całą społeczność
wiejską, a niekiedy także między wioskową. W obrzędach rodzinnych bowiem,
takich jak wesela, uczestniczyli nie t y l k o krewni i sąsiedzi, ale cała wieś.
Wielkie znaczenie wychowawcze w życiu dawnych wsi miała opinia społecz-

�236

MARIA

BIERNACKA

na, która przy wszystkich okazjach korygowała postępowanie młodych do
obowiązujących w tejże społeczności norm. Wszelkie zaś normy współżycia
wiejskiego opierały się w tych tradycyjnych społecznościach na trwałych pod­
stawach.
W świetle współczesnych badań nad społecznością wiejską obserwuje się
niepokojące zjawisko, występujące w skali całego kraju, rozpadu dawnych
więzi łączących całą społeczność ogólnowioskowa. Proces ten występuje w róż­
nym nasileniu na całym obszarze badań terenowych, ale najostrzej zaznacza
się we wsiach podwarszawskich. Zaznaczony wcześniej brak stabilności we
wsiach, które w przyszłości mają być włączone do Kampinoskiego Parku
Narodowego, wpływa w sposób zdecydowanie ujemny na życie ich mieszkań­
ców. M ó w i ą o tym wypowiedzi informatorów: „Część ludzi odeszła, inni
oczekują odejścia — są rozgoryczeni. M o ż e dlatego coraz mniej angażują się
w sprawy ogólne wsi" (w. Zamość). Albo: „Praca młodych w miastach,
wyjazdy ludzi ze wsi rozbijają jedność wsi. Nie ma już takich przyjaźni
między młodymi na wsi, tylko czasem się odwiedzą, pogadają, ale rzadko"
(w. Stara Dąbrowa).
W tradycyjnej kulturze wsi kampinoskich znane były w przeszłości liczne
formy sąsiedzkiego i o g ó l n o w i o s k o w e g o współdziałania. Zdaniem wielu infor­
matorów najbardziej łączyło ludzi wspólne wykonywanie prac, które „utrwa­
lają stosunki z sąsiadami". Współdziałanie to występowało przy pracach
żniwnych, koszeniu łąk, kopaniu ziemniaków, młócce. Okazją do spotkań
towarzyskich przy pracy było np. wspólne darcie pierza, kończące się zabawą.
Prócz tego istniało wiele innych możliwości spotkań, związanych z uro­
czystościami rodzinnymi i dorocznymi, w których uczestniczyli także krewni
oraz bliscy lub dalsi sąsiedzi. Bo według informatorów we wsi dawniej było
dużo młodych, którzy się nie uczyli, nie pracowali, „byli przy ojcu".
Zgodnie z oceną mieszkańców wsi kampinoskich oprócz podstawowej
więzi rodzinnej największą trwałość wykazuje tam obecnie więź sąsiedzka.
Sąsiedzi pomagają sobie nadal przy różnego rodzaju pracach polnych, a po­
nadto przy reperacji maszyn rolniczych, które w coraz szerszym zakresie
wchodzą w użycie. „Teraz we wsi przeważają stosunki dobrosąsiedzkie —
mówią — nie kłócą się, wszyscy mają mniej czasu". Ale nie wykazują oni
natomiast żadnych większych zainteresowań dla spraw ogólńowioskowych.
W przeszłości wsie kampinoskie nie wykazywały się również większą działal­
nością na rzecz ogółu. Niektórzy pamiętają, że pracowali przy reperacji dróg
w ramach o b o w i ą z k ó w „szarwarkowych". Pomagali również przy budowie
kościoła parafialnego. D o prac tych zobowiązywał ich autorytet księdza,
nauczyciela oraz sołtysa. Obecnie, choć brak motywacji do działań na rzecz
ogólną, to jednak w wypowiedziach informatorów wyrażane jest wielkie przy­
wiązanie do wsi rodzinnej, do miejscowego „pięknego krajobrazu". Starsi
z żalem wspominają czasy, w których wieś była ludna, wesoła, wzajemnie
sobie życzliwa — pomimo bardzo ciężkich warunków bytowych. Młodzi żyją
obecnie przeważnie sprawami własnych życiowych karier i tzw. dorabianiem

�KULTUROWE

PRZEJAWY WIĘZI

W SPOŁECZNOŚCIACH

WIEJSKICH

237

się. Organizacje i instytucje wiejskie, które powinny być motorem działań
ogólnospołecznych, na ogół nie wykazują prawie żadnej aktywności. W tych
warunkach nurt działań społecznych nastawionych na dobro ogólne całej wsi
skazany jest na niepowodzenie.
Podobnie, choć może z większą nadzieją na przyszłość, układają się sto­
sunki we wsiach południowo-zachodniego obrzeża Warszawy. T a m również
sąsiedztwo znajduje swoje odbicie we współpracy i współżyciu mieszkańców
wsi, którzy łączą pracę w zakładach przemysłowych i miastach — z pracą
na swych mniejszych czy większych gospodarstwach rolnych. Mieszkańcy wsi
położonych w większym oddaleniu od Warszawy wykazują pewne działania
na rzecz ogólnowioskowa. Siłę pobudzającą do tych działań stanowi aktywne
K o ł o G o s p o d y ń (w. Pęcice) oraz grono społeczników, którzy zaplanowali
w swej wsi budowę szkoły (w. Sokołów). Reorganizacja szkolnictwa prowa­
dząca do gminnych szkół zbiorczych spowodowała zmianę planów. Zgroma­
dzone fundusze na szkołę przeznaczono na gazyfikację wsi. Należy jednak
stwierdzić, że w kompleksie wsi pozostających w zasięgu wielkiej Warszawy
zainteresowanie dla spraw ogólnospołecznych jest małe. Starsi tłumaczą to
zjawisko ciążeniem młodych do miasta oraz z a w o d ó w pozarolniczych i roz­
wiązywaniem swoich życiowych problemów poprzez inne powiązania i działa­
nia. Sąsiedztwo, choć coraz bardziej ograniczane, jest potrzebne każdemu
na co dzień, sprawy ogólnowioskowe natomiast nie leżą na linii zaintereso­
wań większości współczesnych rodzin.
Wsie północno-wschodniego Mazowsza i Podlasia należą do tych regio­
nów, w których utrzymuje się do czasów ostatnich wiele tradycyjnych form
kulturowych, mimo że wsie te również przechodzą procesy modernizacji,
a kultura mieszkańców podlega wpływom urbanizacyjnym. Z badań tereno­
wych wynika, że więź sąsiedzka i o g ó l n o w i o s k o w a spełnia w społecznościach
wiejskich nadal znaczną, choć również coraz bardziej ograniczaną rolę.
W tradycji badanych wsi więzi te posiadały trwałe podstawy, zapewniające
pełną identyfikację jednostki z całą społecznością wiejską. Wypowiedzi miesz­
kańców potwierdzają, że szachownica pól i trójpolowa uprawa ziemi stwa­
rzały system współzależności i współpracy dla całej wsi. Wspólnie rozpo­
czynano wówczas wiosenne prace polowe, wspólnie organizowano wypasy,
równocześnie dokonywano zbiorów (w. Wolkowe). Sąsiedztwo miało w tych
warunkach znaczenie podstawowe. Najczęściej pomagano sobie przy żniwach,
kopaniu ziemniaków, sianokosach, także przy wypożyczaniu sprzętu i koni.
Pomagano sobie także przy zwózce materiałów na budowę i samej budowie.
Z a pomoc odwzajemniano się z reguły taką samą pomocą. Bo, jak twierdzą
mieszkańcy, „wieś była wówczas silniej związana od wsi dzisiejszej", „nikt
się nie wyróżniał", „ludzie żyli bliżej siebie, interesowali się swoimi kłopo­
tami, chętnie służyli p o m o c ą " (w. Łyse).
Mieszkańcy wsi podlaskich krytycznie oceniają stan dzisiejszego współ­
życia sąsiedzkiego i przeciwstawiają go dawniejszym mocnym związkom są­
siedzkim i ogólnowioskowym. „We wsi było duże współżycie, rodziny często

�238

MARIA B I E R N A C K A

się odwiedzały. Z sąsiadami żyli dobrze, bo „do krewnego daleko, nie pój­
dziesz, a sąsiad zawsze może pomóc". Zdarzało się, że na sąsiadów spadał
obowiązek opieki nad sierotami nie posiadającymi rodziny oraz krewnych.
Obowiązane one były wówczas pomagać opiekunom w pracy, aż do czasu
pełnego usamodzielnienia się. W tradycyjnej kulturze wsi podlaskich wszyst­
kie ważniejsze wydarzenia rodzinne były również okazją do potwierdzenia
przyjaźni z sąsiadami. Bo zdaniem wielu „najcenniejsza we współżyciu była
przyjaźń" iw. Kąkolewnica).
Jak już wielokrotnie zaznaczono, integrującą rolę w społecznościach wiej­
skich spełniały różnego rodzaju uroczystości o charakterze ogólnowioskowym.
Należały do nich uroczystości kościelne, jak np. procesje dla poświęcenia
pól, święto Bożego Ciała oraz odpusty. Te ostatnie stanowiły okazję do
„wielkich spotkań". Były również uroczystości organizowane przez szkoły,
związki młodzieżowe, koła gospodyń, instytucje spółdzielcze. Organizowano
przedstawienia, zabawy, dożynki, festyny — często z bardzo bogatą oprawą
artystyczną. Niektóre wsie próbują obecnie nawiązywać do tych tradycji, lecz
na ogół przychodzi im to bardzo trudno.
W okresie międzywojennym oraz po wojnie, w wielu wsiach mazowieckich
i podlaskich rozwinęło się życie społeczno-gospodarcze, oświatowo-kulturalne
i polityczne, które mobilizowało zarówno młodych, jak i starszych do róż­
nego rodzaju działań społecznych. W myśl ogólnych założeń programowych
tych organizacji podejmowano we wsiach różne prace zespołowe: budowę
szkół, d o m ó w ludowych, świetlic, boisk sportowych. Upiększano drogi i place
wiejskie sadzeniem drzew, w tym także owocowych. Budowano lub repero­
wano wiejskie drogi. Działalność tę w okresie międzywojennym w najwięk­
szym stopniu upowszechniał ruch ludowy, który zakładał przebudowę wsi
własnymi siłami, poprzez krzewienie oświaty, kształtowanie świadomości naro­
dowej i społecznej oraz inicjowanie przeobrażeń modernizujących całą gospo­
darkę chłopską (w. Hruszew, Olszewnica, Kąkolewnica. Turów i inne). Po
wojnie prace te kontynuowano na dużą skalę poprzez propagowanie i po­
dejmowanie tzw. „czynów społecznych", które wprowadzały do wsi atmosferę
ożywienia i aktywności społecznej. W ostatnich latach zaznacza się niestety
na tym odcinku wyraźny regres. Nie dotyczy on jednak rozległej działal­
ności Kościoła katolickiego w Polsce, który m. in. inicjuje i realizuje b u d o w ę
licznych obiektów sakralnych. N a rzecz budowy tych obiektów świadczy
ludność zarówno gotówką, jak i bezinteresowną pracą.
Starsi uczestnicy różnych inicjatyw zbiorowych krytycznie oceniają obecny
brak zainteresowań u młodych życiem ogólnospołecznym. Ujawniają przy
tym swoje osobiste rozczarowania — nie spodziewali się bowiem takiego nie­
doceniania jednostek angażujących się w sprawy ogólne. Uważają przy tym,
że brak jest odpowiedniego klimatu do działania społecznego. Wiąże się
z tym m. in. sprawa autorytetów wiejskich. Stwierdzają, że nie ma we wsi
ludzi cieszących się prawdziwym autorytetem, a starzy w ogóle nie mają
„uważania" u młodych. D l a przeciętnego mieszkańca wsi ludzie cieszący się

�KULTUROWE

PRZEJAWY

WIĘZI W SPOŁECZNOŚCIACH

WIEJSKICH

239

autorytetem, to ksiądz, nauczyciel oraz sołtys, który sprawuje władzę. Zda­
niem jednostek o szerszych zainteresowaniach społecznych „najwyższym auto­
rytetem cieszyli się ludzie światlejsi, tacy, którzy umieli « w y m ó w i ć » na ze­
braniach, potrafili koło wszystkiego « z a b i e g a ć » , np. potrafili założyć we wsi
sklep" (w. Kąkolewnica).
D o najcenniejszych wartości w życiu dawnej wsi zaliczają informatorzy
to, że ludzie potrafili się ze sobą porozumieć — nie „szkodzi, że tylko biedny
z biednym, a bogaty z bogatym. Obecnie jest tak, że nie tylko nie potrafi
porozumieć się bogaty z biednym, ale także bogaci między sobą i biedni
między sobą". Wypowiedź ta, nie odosobniona, wyraża niewątpliwie potrzebę
sprzyjającego klimatu, w którym mogłoby się rozwijać w pełni życie spo­
łeczne i kulturalne wsi. Bo obecnie „ludzie są ze sobą bardzo skłóceni na­
wet w sąsiedztwie". Przyczyna leży w niesprawiedliwym podziale reglamento­
wanych towarów, niewłaściwym rozliczaniu dostaw mleka lub mięsa, „a spraw­
dzić tego nie pozwalają" (w. Kąkolewnica). I nikt nie ma na to wpływu.
Z a wyjątkowo ujemne zjawisko współczesnego życia uważają także „skłócenie
wsi z miastem". W opinii wsi jest to tym boleśniejsze, że w wielu instytu­
cjach i urzędach miejskich pracują ludzie ze wsi. Przyjmując, że współczesne
„zło" płynie na wieś z miasta twierdzą:
„teraz to każdy na miasto patrzy i robić nie chce. Kiedyś to od mała był nauczany.
Teraz wszystkie panny do miasta [...] W mieście lepsze życie mają, to dlatego uciekają.
Starzy jak się skończą, to nie wiem co będzie [...], po 20 lat mają, do szkól chodzą, nic
nie robią. Chyba to się skończy Polska, bo tak być długo nie może" (w. Turów).

Jest to oczywiście bardzo pesymistyczna wizja 80-letniej kobiety, która za­
pewne zbyt jednostronnie ocenia pozytywne i negatywne skutki procesu prze­
mian i ich następstw. Wypowiedzi te powtarzają się:
„Patrzą teraz w telewizory, kiedyś więcej wyszli na drogę porozmawiać. Z tego patrzenia
nic nikomu nie przyjdzie. W tych telewizorach gadają, gadają, a ty człowieku pracuj. Młody
taki ubierze się, wymądrza, a pracy nie zna. A młodzież na to patrzy. To marnowanie czasu.
To nic dobrego z tego nie będzie" (w. Turów).

VI. PODSTAWY N O W Y C H WIĘZI SPOŁECZNYCH

Dotychczasowe badania potwierdzają, że w tzw. tradycyjnych społecz­
nościach „zamkniętych" podstawowe znaczenie miały powiązania rodzinno-krewniacze i więź terytorialno-sąsiedzka. Dotyczy to zwłaszcza wsi w znacz­
nym stopniu izolowanych od wpływów zewnętrznych,, w tym przede wszyst­
kim od miasta. Pozwalają one również stwierdzić, że nieomal od I I wojny
światowej we wsiach tego obszaru funkcjonował odrębny i specyficzny sy­
stem społeczno-kulturowy mający swoje podstawy w obowiązujących ukła­
dach strukturalno-własnościowych, demograficznych, oświatowo-wychowaw­
czych, a także wyznaniowych i etnicznych. Cechą szczególną tego systemu
była obowiązująca wszystkich c z ł o n k ó w danej społeczności kultura pracy,
wielkie przywiązanie do ziemi, a także skromność wymagań i oszczędność.

�240

MARIA B I E R N A C K A

Kultowi ziemi i pracy towarzyszył głęboki szacunek dla ich o w o c ó w , w tym
zwłaszcza dla chleba. Zależność ludzkiego losu od praw i sił przyrody ro­
dziły w człowieku wiejskim postawę swoistej „pokory" i mądrości.
W kulturze tak funkcjonującej społeczności obowiązywały zasady sąsiedz­
kiego współżycia, wzajemnej życzliwości, bezinteresowności i solidarności.
Powiązanie rodzin wiejskich z gospodarstwem jako warsztatem produkcyjnym
zobowiązywało poszczególne rodziny do świadczenia sobie wzajem różnego
rodzaju usług i udzielania często bezinteresownej pomocy. Nie znaczy to
wcale, by w tak ukształtowanym środowisku nie miały miejsca cechy nega­
tywne. Trudne warunki materialne, w jakich żyła znaczna część mieszkańców
ówczesnej wsi, rzutowały na kształtowanie się także cech negatywnych, ale
nie były one dominujące.
Dokonywujący się już od końca X I X stulecia proces modernizacji gospo­
darstwa chłopskiego nasilił się w okresie międzywojennym i prowadził do
licznych usprawnień, jednakże nie naruszył zasadniczych podstaw całego sy­
stemu społeczno-obyczajowego i kulturowego. W dalszym ciągu d o m i n o w a ł o
utrzymywanie się wartości tradycyjnych nad zjawiskami zmienności. Nadal
utrzymywana była spójność grupowa — rodzinna, sąsiedzka i o g ó l n o w i o s k o ­
wa. Nadal gospodarstwo rolne było główną podstawą utrzymania rodzin
z reguły wielodzietnych. Przeludniona wieś nie miała możliwości koniecznego
odpływu nadwyżek sił roboczych ani do przemysłu, ani do miast. W tymże
jednak czasie polska wieś stała się terenem oddziaływań licznych organizacji
politycznych, gospodarczych i społeczno-oświatowych, w tym zwłaszcza orga­
nizacji młodzieżowych. ^Następowało coraz szersze upowszechnianie szkoły.
Przez nauczycieli oraz innych działaczy kulturalnych prowadzona była na du­
żą skalę działalność oświatowo-wychowawczą wśród dorosłych. Tej wielo­
stronnej działalności patronował ruch ludowy, który zmierzał do pełnej eman­
cypacji i uobywatelnienia całej warstwy chłopskiej. Przemiany kulturowe do­
konywały się w tym czasie na zasadzie wrastania „nowości" w trwałe obsza­
ry dawnej kultury tradycyjnej.
Prawdziwym i głębokim przełomem w życiu wsi jako społeczności o wielu
jeszcze elementach kultury tradycyjnej stał się okres po I I wojnie światowej.
Wśród licznych czynników składających się na proces przemian do najważ­
niejszych należy zaliczyć masowy odpływ ludności wiejskiej do miast oraz
ośrodków przemysłowych, udostępnienie młodzieży dojścia do szkół, wielkie
przemieszczenia demograficzne na odzyskane ziemie zachodnie i północne,
a także szerokie możliwości zajęć pozarolniczych w przemyśle, budownictwie,
administracji, handlu itp. W związku z tym zmieniała się w sposób zasadni­
czy struktura zawodowa wsi, powstawały warunki do usamodzielniania się
postaw i dążeń jednostkowych, zwłaszcza wśród młodzieży. Po wzory kultu­
ry sięgano przede wszystkim do miast. Niezależność finansowa m ł o d e g o po­
kolenia, podatność na wpływy kultury masowej wprowadziły w wielu rodzi­
nach bardzo silny rozd^więk międzypokoleniowy. N a wielu obszarach Polski

�K U L T U R O W E PRZEJAWY WIĘZI W SPOŁECZNOŚCIACH W I E J S K I C H

241

wieś zmieniła gruntownie swój jednorodny, rolniczy charakter i stała się wsią
0 bardzo zróżnicowanej strukturze zawodowej, rzutujący w sposób zasadniczy
na tworzenie się nowych podstaw więzi społecznej. Obok tradycyjnych po­
wiązań rodzinnych i sąsiedzkich tworzą się nowe rodzaje więzi przyjaciel­
skich, zawodowych, szkolnych, wojskowych, ideologicznych. Pod wpływem
różnych instytucji wkraczających na wieś z zewnątrz tworzyły się bowiem
zespoły o jednakowych poglądach społecznych. N a przestrzeni omawianych
lat występowały - szczególnie na wsiach południowej Polski, kręgi serdecznej
przyjaźni wśród ludowców, działaczy organizacji rolniczych, młodzieżowych,
spółdzielczych, a także miłośników książki. W okresie powojennym solidar­
ność działania wykazywali członkowie poszczególnych organizacji politycz­
nych, społecznych, a także zrzeszeń kombatanckich. Dominujące dawniej
więzi społeczne — rodzinno-rodowe, sąsiedzkie, ogólnowioskowe w toku roz­
woju historycznego i społeczno-gospodarczego — ulegały znacznym zróżnico­
waniom i przekształceniom. Te nowe więzi bywają również zmienne, gdyż
bardzo często są wypadkową jakiegoś tylko przejściowego układu stosunków
społecznych. Wiele z nich nie mieści się w ramach społeczności lokalnych
1 przechodzi w powiązania ponadlokalne.
Najbardziej zmienne i nawzajem krzyżujące się są podstawy więzi w wiej­
skich społecznościach lokalnych. W miarę jak nowe więzi zyskują na zna­
czeniu, stare automatycznie tracą na swej sile. Proces ten przebiega różno­
rodnie w skali całego kraju, gdyż jest pochodnym ścierania się różnych ten­
dencji, w tym zwłaszcza dwóch podstawowych — utrzymania kultury ludo­
wej w tradycyjnym, zintegrowanym kształcie lub poddania jej naporowi kul­
tury zurbanizowanej, która tak licznymi kanałami przenika do dzisiejszej wsi.
Nasuwające się w tym zakresie wnioski są zgodne z wynikami badań nad
więzią społeczną Pawła Rybickiego, który stwierdza:
„szczególną skalę zmieszania różnych elementów więzi społecznej przedstawia więź lo­
kalna [...] W krajach, które jak Polska, podlegały procesowi industrializacji i urbanizacji,
charakter wiejskich i małomiejskich społeczności lokalnych uległ lub ulega zmianie. Stają się
one w swym składzie coraz bardziej heterogeniczne, wraz z tym różnicują się stosunki mię­
dzy ludźmi, słabnie lub zanika łącząca wszystkich więź społeczna dawnego typu. Więzi spo­
łeczne, które wykształcają się między poszczególnymi grupami w takiej zbiorowości, nie od­
powiadają już pojęciu więzi lokalnej, przynajmniej w nim się nie wyczerpują" (Rybicki,
1978. s. 88).

Ową destabilizację spoleczno-kulturową współczesnej wsi najbardziej bo­
leśnie odczuwają ludzie starsi, którzy często nie znajdują zrozumienia wśród
najbliższej rodziny, a do udziału w życiu sąsiedzkim czy o g ó l n o w i o s k o w y m
nie mają już sił ani chęci. N a oczach tego pokolenia zanikają bowiem bar­
wy dawnego życia „rozgrywającego" się w rodzinie i sąsiedztwie. Bo cho­
ciaż najsilniejszą wydaje się być więź rodzinna, to jednak i ona coraz częściej
przybiera kształt dostosowany do innego życia, a także do innych wymiarów
etyczno-moralnych współczesnego człowieka.

16 -

Etnografia Polska, t. X X X I I , z. I

�242

MARIA B I E R N A C K A

LITERATURA
(pozycje wybrane)
B i e r n a c k a M.
1962 Potakówka, wieś powiatu jasielskiego 1890-1960. Z badań nad współdziałaniem, War­
szawa.
1966
Wsie drobnoszlacheckie na Mazowszu i Podlasiu, Wrocław.
B y s t r o ń J. S.
1947
Kultura ludowa, Warszawa.
C z a r n o w s k i S.
1955
Podłoże ruchu chłopskiego, [w:] Dzieła, t. 2, Warszawa.
D o b r o w o l s k i K.
1958
Chłopska kultura tradycyjna, „Etnografia Polska", t. 1, s. 15-56.
1966
Studia nad życiem społecznym i kulturą, Wrocław.
Dyczewski L .
1975
Zmiany w spójności więzi międzypokoleniowej w rodzinie, [w:] Przemiany rodziny
polskiej, Warszawa, s. 310-342.
G r o d z k a D.
1984
Więź rodzinna na tle innych więzi społecznych (Zarys problematyki i stanu badań),
„Studia Socjologiczne", nr 4, s. 103-122.
Jagiełło-Łysiowa E.
1985
Spoleczno-kulturowa równowaga wsi a problemy wartości, [w:] Kultura wsi — kryzys
wartości, Warszawa, s. 85-125.
Jasiewicz Z.
1977
Rodzina wiejska na ziemi lubuskiej, Poznań.
K ł o s k o w s k a A.
1965
Rodzina w Polsce Ludowej, [w:] Przemiany społeczne w Polsce Ludowej, Warszawa.
M a r k o w s k a D.
1976
Rodzina w społeczności wiejskiej — ciągłość i zmiana, Warszawa.
Ossowski S.
1966
Więź społeczna i dziedzictwo krwi, [w:] Dzieła, t. 2, Warszawa.
„Prace i Materiały..."
1950/
/1951
„Prace i Materiały Etnograficzne", t. VIII-IX, Łódź—Warszawa.
Przemiany...
1975 Przemiany rodziny polskiej, Warszawa.
„Roczniki Socjologii..."
1964
„Roczniki Socjologii Wsi", t. 2 (poświęcony przemianom rodziny wiejskiej).
R y b i c k i P.
1978
Więź społeczna i jej przemiany, „Kultura i Społeczeństwo", nr 1-2, s. 85-108.
S z c z e p a ń s k i J.
1970
Elementarne pojęcia socjologii, Warszawa.
T y s z k a Z.
1979
Socjologia rodziny, Warszawa.
Z a m b r z y c k a - K u n a c h o w i c z A.
1980
Zwyczajowe formy współżycia społecznego, Kraków.
Zawistowicz-Adamska K.
1971
Systemy krewniacze na Słowiańszczyźnie w ich historyczno-społecznym uwarunkowaniu,
Wrocław.
1976a Granice i horyzonty badań kultury wsi w Polsce, Warszawa.
1976b Więź społeczna w różnych układach gospodarczo-społecznych polskiej wsi, [w:] Etno­
grafia Polski. Przemiany kultury ludowej, Wrocław, t. I, s. 503-520.
Zmiany...
1971
Zmiany kultury chłopskiej, Wrocław.

�KULTUROWE

PRZEJAWY

WIĘZI W SPOŁECZNOŚCIACH

WIEJSKICH

243

Maria Biernacka
C U L T U R A L MANIFESTATIONS O F T H E SOCIAL TIES
IN R U R A L C O M M U N I T I E S
Summary
The studies on the present-time socio-economic and cultural spheres of rural life in
Poland have proved, that the rapid process of transformations occuring after the Second
World War reyeals various forms of its course and thus the image of rural communities is
considerably differentiated although apparently it seems uniform all over the country. Among
many determinants of the differentiation of the mechanism of development the most relevant
is the local historical and cultural tradition which led to forming distinct cultural regions,
groups of villages or even single specific villages.
Referring to the above statement the author presents some problems concerning cultural
manifestations of the social relations within rural communities in three chronological levels:
at the turn of the 19 and 20 centuries, in the period between Two World Wars and after
the Second World War. The study is based on literature as well as on field data from the
Central and Eastern Poland (Mazowsze and Podlasie) and, for comparison, from other areas
of the country. She took into account the essential social groupings of rural communities:
kin groups, neighbourhood and the community as a whole, discussing the forms of social
cooperation in which the social bonds are expressed.
The recent field researches have confirmed that in the traditional, "closed" rural community
basic social relations were constituted and determined by the kinship ties and by neighbourhood,
i.e. by the territorial proximity of particular farmsteads. That was the system of reference
for all the forms of social interaction and cooperation of the community members.
A crucial moment in the history of such "closed" communities became the increasing
contacts with the wider world outside them. Social bonds settled on a new basis then. Great
was the role of the changes taking place after the Second World War, first of all the
industrialization and urbanization of the country and then the influence of mass media. They
started fundamental changes in the community life of Polish villages.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9739" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9717">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/39d70fde0dc2b100dbc92e8ac0f9d8d7.pdf</src>
        <authentication>57c5186ad6140a77816baf89430f2c90</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115821">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:401</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115822">
                <text>1959</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115823">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:362</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115824">
                <text>Gospodarka hodowlano-pasterska w Puszczy Zielonej (od końca XIX w. do lat pięćdziesiątych XX w.) / ETNOGRAFIA POLSKA 1959 t.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115825">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1958 t.2,s.241-246</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115826">
                <text>Biernacka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115827">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115828">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115829">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="115830">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115831">
                <text>MARIA BIERNACKA

GOSPODARKA HODOWLANO-PASTERSKA W PUSZCZY

ZIELONEJ

od końca X I X w. do lat pięćdziesiątych X X w .
Wyodrębnienie zagadnienia h o d o w l i i pasterstwa znajduje pełne uza­
sadnienie w w a r u n k a c h geograf iczno-gospodarczych r e j o n u puszczań­
skiego. Charakterystyczną cechą t y c h warunków jest znaczna przewaga
lasów, łąk i pastwisk w stosunku do ziemi o r n e j , co zdecydowało, że t e ­
r e n t e n od początku zasiedlenia go posiadał podstawy do r o z w o j u h o ­
d o w l i i pasterstwa. Stwierdza to F. Piaścik pisząc, że pasterstwo w P u ­
szczy Zielonej pojawiło się już w pierwszej fazie osadnictwa, k i e d y przeważały t u jeszcze zajęcia leśne, a więc b a r t n i c t w o i łowiectwo. Świa­
d e c t w e m tego są t z w . łąki b a r t n e l u b borowe, pozostające w użytko­
w a n i u bartników z K o l n a czy Nowogrodu, którzy do puszczy zapuszczali
się j e d y n i e w celu podbierania m i o d u z b a r c i .
1

1

Z falą osadnictwa rolniczego, przypadającego na okres od d r u g i e j połowy X V I I do X I X w. włącznie, wiąże się już wyraźnie rozwój gospo­
d a r k i hodowlanej. Rozwój r o l n i c t w a był t u b o w i e m od początku j a k najściślej związany z r o z w o j e m h o d o w l i i od niego uzależniony.
Poważne znaczenie ' gospodarstwa hodowlano-pasterskiego w życiu
Kurpiów oraz różnorodność f o r m gospodarczych, społecznych i wierzeniowo-zwyczajowych, związanych z t y m i zajęciami (które zresztą nie­
j e d n o k r o t n i e przetrwały do czasów obecnych), s t a n o w i wystarczające
uzasadnienie do. oddzielnego i wszechstronnego opracowania tego t e m a t u .

¿l'

Założeniem podjętej przeze m n i e pracy jest ukazanie d y n a m i k i rozw o j u gospodarstwa hodowlano-pasterskiego i jego r o l i w r o z w o j u ogól¬
nej gospodarki terenów puszczańskich od końca w i e k u ubiegłego do czasów obecnych.. Uzasadnieniem d l a t a k ustalonych r a m czasowych są prze­
de w s z y s t k i m dostępne m i źródła. L i t e r a t u r a dotycząca w y m i e n i o n e g o
1

F. P i a ś c i k ,

Osadnictwo

na Puszczy

Kurpiowskiej,

Warszawa

1939, s. 24, 31.

Tradycję łąk b a r t n y c h zanotował również podczas badań t e r e n o w y c h w r o k u 1954
m g r J . Olędzki, a s y s t e n t Zakładu E t n o g r a f i i P A N w W a r s z a w i e , w e w s i P i a n k i , pow.
Kolno.
Etnografia Polska I I

1 6

'

'

j
j
j
i
1

!
i

i
ł

�MARIA

242

BIERNACKA

zagadnienia jest skąpa. W pracach o Kurpiowszczyźnie znajdujemy za­
ledwie drobne p r z y c z y n k i mówiące o h o d o w l i i pasterstwie i dlatego
nie mogą one stać się podstawą do odtworzenia pełnej d r o g i rozwojowej
t y c h zajęć. Ponadto materiały te odnoszą się przeważnie do w . X I X
i początków X X , a więc do tego okresu, który o b e j m u j e m y również n a ­
szymi współczesnymi badaniami t e r e n o w y m i . Z t y c h więc względów
podstawą mego opracowania będą przede w s z y s t k i m g r u n t o w n e poszu­
k i w a n i a terenowe. Właściwa selekcja materiałów terenowych, k o n f r o n ­
tacja i c h z literaturą oraz f a k t a m i h i s t o r y c z n y m i stanowić będą gwarancję
wiarygodności w y k o r z y s t a n y c h źródeł. D l a uzyskania d a n y c h statystycz­
n y c h z zakresu ogólnego obszaru w s i , rodzajów ziemi, s t r u k t u r y gospo­
darczej ilości pogłowia i t p korzystano z archiwów p o w i a t o w y c h , g m i n ¬
n y c h i gromadzkich r a d n a r o d o w y c h
2

Terenem m o i c h badań t e r e n o w y c h jest w zasadzie obszar położony
w granicach rzek O m u l w i , Pisy i N a r w i , ograniczony od północy dawną
granicą polityczną polsko-niemiecką. Teren t e n w w i e l u miejscowościach
był przekroczony d l a uzyskania materiału porównawczego. Podstawą ba­
dań był kwestionariusz, opracowany i przedyskutowany w Zakładzie.
Obejmuje on następujące działy: w a r u n k i geograficzno-gospodarcze ba­
danej w s i ; gospodarstwo łąkowo-pastwiskowe i leśne; rodzaje hodowa­
n y c h zwierząt i d r o b i u ; pomieszczenie i sposoby przechowywania paszy;
f o r m y l e t n i c h wypasów i zimowego żywienia; w y k o r z y s t a n i e zwierząt
d o m o w y c h i produktów zwierzęcych; zwyczaje, wierzenia, zabawy i pie­
śni związane z hodowlą i pasterstwem.
2

H.

Kurpiami

Wiadomość

Gawarecki,
zwanych,

o Puszczy

j ą ń s k i , Wędrówki

po gubernii

s z a w a 1859; J . T h u g u t t ,

augustowskiej

O wydmach

w

w leśnictwie

t. 3: 1862, s. 34—51; W. P o l , Puszczaki
S e r . 2, W a r s z a w a

Myszynieckiej

1888, s. 100—106; W. C z a j e w s k i ,
1881; A . Z a k r z e w s k i , Kurpie,
Materiały

[w:]

Od Myszyńca

do etnografii

Kurpie,

„Tygodnik

polskiej,

Pisma

pośmiertne,

szawa

1913; t e n ż e ,

Płock

„Biblioteka

1903; K . P o t k a ń s k i ,

t. 2, K r a k ó w
O

Kurpiach,

1922; A .

Z

kurpiowskich

nych,

Warszawa

na
borów,

Obrazy
(pow.

z życia
ostrołęcki)

Mazowsze,

i

natury,
w

maju,

t. 4, W a r s z a w a

Ilustrowany",

S e r . 2, t. 12:

pograniczu
Warszawa

Warszawska",

Warszawa

Puszcza

1919; t e n ż e ,

Moralność

Kurpiowska,

1934; t e n ż e ,

Z

Zielonej

1924; t e n ż e , Warunki

kurpiowsko-mazurskim,

1934; P i a ś c i k, j w .

Zie­

R . 52, t. 3:

Staszewski,

[w:]

C h ę t n i k, P u s z c z a K u r p i o w s k a ,

„Ziemia", t. 5: 1914—1919; t e n ż e , K u r p i e , K r a k ó w
darczo-kulturalne

War­

„Rocznik Leśniczy",

„Wisła", t. 1: 1887, s. 73—105, 149; t. 2:

1892, s. 527—558; R . 52, t. 4, s. 61—97, 349—385; D.
Kurpiów,

Polu­

odbyte,

„Wędrowiec", t. 24: 1886; t e n ż e , Z Puszczy

1888, s. 589—603; L . K r z y w i c k i , Kurpie,
i umoralnienie

mieszkańcach

naukowym

ostrołęckim,

Mazowsza,

1869; W. O l s z o w s k i ,

celu

„Gazeta R o l n i c z a " , 1870, n r 22, s. 217—219; O. K o l b e r g ,

lonej.

i jej

„Pamiętnik H i s t o r y c z n y Płocki", t. 2: 1830, s. 56—76; A.

Kalendarzyk

Łomża

1927;

zwyczajów

War­
Puszczy,
gospo-

tenże,
dorocz­

�GOSPODARKA

HODOWLANO-PASTERSKA

243

W r o k u 1955 przeprowadziłam
orientacyjne badania terenowe w 2 4
wsiach, zaś w 1956 r. badanie po­
głębiające w dalszych 6 wsiach. W
sumie b a d a n i a m i objęłam 10 w s i Za­
chodniej części Puszczy n a d rzeką
Omulwią i Płodownicą oraz 20 w s i
środkowej i wschodniej części, po­
łożonej n a d Narwią, Turoślą i Pisą.
Uzupełnienie w y m i e n i o n y c h powyżej
źródeł t e r e n o w y c h stanowią mate­
riały własne, zebrane w 1954 r. na
marginesie i n n y c h prac.
Dotychczasowy materiał pozwala
stwierdzić, że w końcu ubiegłego
i na początku obecnego stulecia m i e ­
szkańcy Puszczy Zielonej p r o w a d z i l i
na dużą skalę hodowlę bydła, k o n i ,
owiec, świń i gęsi. Hodowlę tę umoż­
liwiały znacznie większe niż obecnie
obszary łąk, pastwisk i lasów. Duża
część obszarów puszczańskich była R y c . 1. Wieś K o l i m a g i , p o w . K o l n o .
jeszcze bagnem, wydmą l u b mocza­ P i o t r S z a b e l s k i , z a w o d o w y p a s t e r z od
bydła,
owiec,
r e m , pewnie j e d n a k stała się już zespołowego w y p a s u
użytkowna dzięki p i e r w s z y m m e l i o ­ a w młodości świń, ze s w y m p o m o c ­
nikiem psem
racjom i u t r w a l a n i u w y d m piasko­
Fot. M. Biernacka
w y c h przez zalesianie, przeprowa­
d z o n y m w latach 1 8 3 9 - 1 8 6 2 przez
rząd Królestwa Polskiego. M e l i o r o w a n o tereny jezior K a r a s k i , Serafin
i r z e k i Tuirośli; zalesiono p o w i a t ostrołęcki. Istnieją ponadto możliwości
k a r c z u n k u krzewów leśnych i zamiany t y c h terenów na łąki, pastwiska
l u b pola u p r a w n e . Lepiej r o z w i j a się w t y m okresie h o d o w l a w o k o l i ­
cach d o b r y c h łąk nadrzecznych, słabiej, gdzie istnieją moczary, t o r f czy
luda darniowa.
M i m o istniejącego już w t y m czasie r o z w a r s t w i e n i a w s i hodowlą zaj­
m o w a l i się wszyscy, choć nie na jednakową skalę. Gospodarstwa duże,
1 - 2 włókowe, hodowały od 1 0 - 2 5 sztuk bydła (krów i cieląt), 1 - 2 p a r y
wołów, k i l k a k o n i , nieraz kilkadziesiąt owiec. Małorolni, a n a w e t bez­
r o l n i , których nie b r a k było na Puszczy, m o g l i również hodować bydło
i owce na wspólnych gromadzkich pastwiskach l u b w lasach rządowych.
P o d s t a w o w y m celem h o d o w l i jest w t y c h czasach zbyt. Główny r y n e k
z b y t u stanowi, teren Prus Wschodnich, o silnie w t y m okresie rozwiniętych

�MARIA

242

BIERNACKA

zagadnienia jest skąpa. W pracach o Kurpiowszczyźnie znajdujemy za­
ledwie drobne p r z y c z y n k i mówiące o h o d o w l i i pasterstwie i dlatego
nie mogą one stać się podstawą do odtworzenia pełnej d r o g i rozwojowej
t y c h zajęć. Ponadto materiały te odnoszą się przeważnie do w . X I X
i początków X X , a więc do tego okresu, który o b e j m u j e m y również n a ­
szymi współczesnymi badaniami t e r e n o w y m i . Z t y c h więc względów
podstawą mego opracowania będą przede w s z y s t k i m g r u n t o w n e poszu­
k i w a n i a terenowe. Właściwa selekcja materiałów terenowych, k o n f r o n ­
tacja i c h z literaturą oraz f a k t a m i h i s t o r y c z n y m i stanowić będą gwarancję
wiarygodności w y k o r z y s t a n y c h źródeł. D l a uzyskania d a n y c h statystycz­
n y c h z zakresu ogólnego obszaru w s i , rodzajów ziemi, s t r u k t u r y gospo­
darczej, ilości pogłowia i t p . korzystano z archiwów p o w i a t o w y c h , g m i n ¬
n y c h i gromadzkich r a d n a r o d o w y c h
2

Terenem m o i c h badań t e r e n o w y c h jest w zasadzie obszar położony
w granicach rzek O m u l w i , Pisy i N a r w i , ograniczony od północy dawną
granicą polityczną polsko-niemiecką. Teren t e n w w i e l u miejscowościach
był przekroczony d l a uzyskania materiału porównawczego. Podstawą ba­
dań był kwestionariusz, opracowany i przedyskutowany w Zakładzie.
Obejmuje on następujące działy: w a r u n k i geograficzno-gospodarcze ba­
danej w s i ; gospodarstwo łąkowo-pastwiskowe i leśne; rodzaje hodowa­
n y c h zwierząt i d r o b i u ; pomieszczenie i sposoby przechowywania paszy;
f o r m y l e t n i c h wypasów i zimowego żywienia; w y k o r z y s t a n i e zwierząt
d o m o w y c h i produktów zwierzęcych; zwyczaje, wierzenia, zabawy i pie­
śni związane z hodowlą i pasterstwem.
2

H. G a w a r e c k i ,

Kurpiami

zwanych,

Wiadomość

Puszczy

o

j ą ń s k i , Wędrówki

po gubernii

s z a w a 1859; J . T h u g u t t ,

augustowskiej

O wydmach

w

w leśnictwie

t. 3: 1862, s. 34—51; W. P o l , Puszczaki
S e r . 2, W a r s z a w a

Myszynieckiej

1888, s. 100—106; W. C z a j e w s k i ,
1881; A . Z a k r z e w s k i ,
Materiały

Kurpie,

[w:]

O d Myszyńca

do etnografii

Kurpie,

„Tygodnik

polskiej,

Pisma

pośmiertne,

szawa

1913; t e n ż e ,

Płock

„Biblioteka

1903; K . P o t k a ń s k i ,

t. 2, K r a k ó w
O

Kurpiach,

1922; A .

Z

na

pograniczu

k u r p i o w s k i c h , borów, W a r s z a w a

nych,

Warszawa

Obrazy
(pow.

z życia i
ostrołęcki)

Mazowsze,

natury,
w

maju,

t. 4, W a r s z a w a

I l u s t r o w a n y " , S e r . 2, t. 12:

1934; P i a ś c i k ,

Warszawska",
Puszcza

1919; t e n ż e ,

Kraków

1934; t e n ż e ,

Kalendarzyk

Moralność

Kurpiowska,
Kurpiowska,
Zielonej

Z

1924; t e n ż e ,

kurpiowsko-mazurskim,
jw.

Zie­

R . 52, t. 3:

Staszewski,

C h ę t n i k, Puszcza

Warszawa

„Ziemia", t. 5: 1914—1919; t e n ż e , Kurpie,
darczo-kulturalne

War­

„Rocznik Leśniczy",

„Wisła", t. 1: 1887, s. 73—105, 149; t. 2:

1892, s. 527—558; R . 52, t. 4, s. 61—97, 349—385; D.
Kurpiów,

Polu­

odbyte,

„Wędrowiec", t. 24: 1886; t e n ż e , Z Puszczy

1888, s. 589—603; L . K r z y w i c k i , Kurpie,
i umoralnienie

mieszkańcach

naukowym

ostrołęckim,

Mazowsza,

1869; W. O l s z o w s k i ,

celu

„Gazeta R o l n i c z a " , 1870, nr 22, s. 217—219; O. K o l b e r g ,

lonej.

i jej

„Pamiętnik H i s t o r y c z n y Płocki", t. 2: 1830, s. 56—76; A.

Łomża

[w:]
War­
Puszczy,

Warunki

gospo-

1927;

tenże,

zwyczajów

dorocz­

�GOSPODARKA

HODOWLANO-PASTERSKA

W r o k u 1955 przeprowadziłam
orientacyjne badania terenowe w 24.
wsiach, zaś w 1956 r. badanie p o ­
głębiające w dalszych 6 wsiach. W
sumie b a d a n i a m i objęłam 10 w s i za­
chodniej części Puszczy n a d rzeką
Omulwią i Płodownicą oraz 20 w s i
środkowej i wschodniej części, po­
łożonej n a d Narwią, TurośJą i Pisą.
Uzupełnienie w y m i e n i o n y c h powyżej
źródeł t e r e n o w y c h stanowią m a t e ­
riały własne, zebrane w 1954 r. na
marginesie i n n y c h prac.
Dotychczasowy materiał pozwala
stwierdzić, że w końcu ubiegłego
i na początku obecnego stulecia m i e ­
szkańcy Puszczy Zielonej p r o w a d z i l i
na dużą skalę hodowlę bydła, k o n i ,
owiec, świń i gęsi. Hodowlę tę umoż­
liwiały znacznie większe niż obecnie
obszary łąk, pastwisk i lasów. Duża
część obszarów puszczańskich była

Ryc.

1.

Wieś

243

Kolimagi,

pow.

Kolno.

jeszcze bagnem, wydmą l u b moczą- P i o t r S z a b e l s k i , z a w o d o w y p a s t e r z od
rem, pewnie jednak stała się już zespołowego w y p a s u
bydła,
owiec,
użytkowna dzięki p i e r w s z y m meliomłodości świń, ze s w y m p o m o c racjom i u t r w a l a n i u w y d m piaskow y c h przez zalesianie, przeprowad z o n y m w latach 1 8 3 9 - 1 8 6 2 przez
rząd Królestwa Polskiego. M e l i o r o w a n o tereny jezior K a r a s k i , S e r a f i n
i r z e k i Tuirośli; zalesiono p o w i a t ostrołęcki. Istnieją ponadto możliwości
k a r c z u n k u krzewów leśnych i zamiany t y c h terenów na łąki, pastwiska
l u b pola u p r a w n e . Lepiej r o z w i j a się w t y m okresie hodowla w o k o l i ­
cach d o b r y c h łąk nadrzecznych, słabiej, gdzie istnieją moczary, t o r f czy
-,uda d a r n i o w a .
a

w

m

k

i

e

m

p s e m

F o t

M

B i e r n a c k a

M i m o istniejącego już w t y m czasie r o z w a r s t w i e n i a w s i hodowlą z a j ­
m o w a l i się wszyscy, choć nie na jednakową skalę. Gospodarstwa duże,
1 - 2 włókowe, hodowały od 1 0 - 2 5 sztuk bydła (krów i cieląt), 1 - 2 p a r y
wołów, k i l k a k o n i , nieraz kilkadziesiąt owiec. Małorolni, a n a w e t bez­
r o l n i , których n i e b r a k było na Puszczy, m o g l i również hodować bydło
i owce na wspólnych gromadzkich pastwiskach l u b w lasach rządowych.
P o d s t a w o w y m celem h o d o w l i jest w t y c h czasach z b y t . Główny r y n e k
z b y t u stanowi teren Prus Wschodnich, o silnie w t y m okresie rozwiniętych

�244

MARIA

BIERNACKA

f o r m a c h gospodarki k a p i t a l i s t y c z n e j . J a r m a r k i myszynieckie i częściowo
kolneńskie zgromadzają ludność całej Puszczy. Po zakup przyjeżdżają
„Prusacy" l u b miejscowi pośrednicy. Obok h a n d l u legalnego k w i t n i e
handel nielegalny, c z y l i p r z e m y t graniczny. Szczególnie duże zapotrze­
bowanie jest na świnie, konie i gęsi. D r u g i m ośrodkiem h a n d l u na wię­
kszą skalę jest Ostrołęka i dalej Warszawa. Dopóki b r a k było k o l e i , chłopi
jeździli do Warszawy f u r m a n k a m i .
Przed pierwszą wojną światową zarysowują się na niektórych t e r e ­
nach Puszczy pierwsze próby i n t e n s y f i k a c j i r o l n i c t w a i h o d o w l i , w y ­
rażające się przede wszystkim w przeprowadzaniu komasacji (tzw.
„urządzaniu Kurpiów" lata 1881—1912) w czterech gminach p o w i a t u
ostrołęckiego, a następnie w szerzeniu oświaty rolniczej, udzielaniu
chłopom kredytów i n w e s t y c y j n y c h , zakładaniu mleczarń, w p r o w a d z a n i u
ulepszonych gatunków bydła, zastosowaniu n o w y c h narzędzi gospodar­
czych. D o ośrodków t y c h należą wsie: D y l e w o , Kadzidło, Łyse, L i p n i k i ,
Turośl, Kruszą. Organizacje takie, j a k T o w a r z y s t w o Drobnego K r e d y t u
czy też T o w a r z y s t w o Rolnicze w Ostrołęce, organizują pokazy bydła, k o ­
n i , prowadzą gospodarstwa wzorowe, inicjują prowadzenie pólek do­
świadczalnych i t p . Na terenie Puszczy działa w t y m czasie ok. 10 kółek
rolniczych.
W o j n a 1914—1918 stanowi poważny wyłom w gospodarce k u r p i o w ­
skiej. Ogromne zniszczenia wywołane przemieszczaniem się f r o n t u (ewa­
kuacja ludności) zostały pogłębione m a s o w y m i r e k w i z y c j a m i bydła przez
okupantów n i e m i e c k i c h .
Okres międzywojenny, szczególnie w pierwszych latach, nie sprzy­
jał odbudowie zrujnowanej gospodarki hodowlanej. Przyczyną takiego
stanu były poważne zniszczenia wojenne oraz przystąpienie rządu p o l ­
skiego do rozdzielania gruntów rządowych od chłopskich, co wywołało
nieprzerwane spory, zatargi i sądy, a p r z y t y m uszczuplało własność
chłopską. Na okres międzywojenny przypada jednak komasacja, obej­
mująca cały obszar Puszczy, i połączona z nią melioracja gruntów chłop­
skich. Przekopano bagniste r z e k i Rozogę i Szkwę, w w y n i k u czego n a ­
stąpiło niekorzystne dla późniejszej gospodarki tego regionu odwodnie­
nie t e r e n u , dając w ostatecznym rezultacie znaczne zmniejszenie obsza­
rów łąkowo-pastwiskowych na rzecz mało urodzajnych gruntów o r n y c h .
W okresie t y m prowadzone są dalsze próby podniesienia poziomu gospo­
d a r k i rolniczo-hodowlanej. Na wieś docierają i n s t r u k t o r z y , pewna część
młodzieży (nieliczna) uczęszcza do szkół r o l n i c z y c h , a w niektórych
wsiach (Zbójna, L i p n i k i , Łyse, Kadzidło) urządzane są k u r s y rolnicze.
Swiatłejsi gospodarze pod k i e r u n k i e m instruktorów r o l n y c h czynią próby
bronowania i nawożenia łąk oraz wprowadzają w miejsce d a w n y c h ga­
tunków bydła i k o n i nowe odmiany (np. bydło czerwone). Podział pa-

�7

1
GOSPODARKA

HODOWLANO-PASTERSKA

245

stwisk gromadzkich podczas komasacji na i n d y w i d u a l n e sprzyja podnie­
sieniu i c h jakości. Wszystkie te próby nie mają jednak c h a r a k t e r u po­
wszechnego i dlatego nie przynoszą poważniejszych rezultatów. Prze­
ludniona i rozdrabniająca się wieś k u r p i o w s k a jest w t y m okresie w y ­
jątkowo biedna i nie może sobie pozwolić na gruntowniejsze ulepszenia.
Pracę tę — t a k przed pierwszą wojną światową, j a k i później — p r o ­
wadzą coraz liczniejsi działacze chłopscy, czytelnicy p i s m „Zorza", „Za­
r a n i e " czy „Wyzwolenie", a często także księża.
Ostatnia okupacja niemiecka, podczas której Kurpiowszczyzna była
włączona do Rzeszy, zaznaczyła się poważną intensyfikacją gospodarstwa
wiejskiego. Dotyczy t o przede w s z y s t k i m stosowania nawozów sztucz­
n y c h oraz wprowadzenia n o w y c h , ulepszonych narzędzi gospodarczych.
W zakresie h o d o w l i intensyfikacja ta wyraża się we w p r o w a d z e n i u n o ­
w y c h odmian bydła (biało-czarnego), trzody chlewnej oraz racjonalizacji
ich wyżywienia.

]

Obecnie na o d c i n k u gospodarki hodowlanej zaznacza się poważna,
choć jeszcze niepełna działalność, zmierzająca do gruntownego prze­
obrażenia i podniesienia na wyższy poziom p r o d u k c j i w t y m zakresie.
Wyraża się t o w przeprowadzeniu prac w o d n o - m e l i o r a c y j n y c h na o l b r z y ­
m i c h terenach, j a k n p . „Szeroka B i e l " w dorzeczu Płodownicy, b u d o ­
w a n i u śluz na rzekach d a w n i e j przekopanych (Rozoga, Szkwa), w p r o w a ­
dzeniu nowoczesnych sposobów u p r a w y łąk, pastwisk, k o n t r a k t a c j i i r e j o ­
nizacji bydła i trzody chlewnej. Jak wykazały badania nad hodowlą
i pasterstwem, do czasu pierwszej i d r u g i e j komasacji na terenie całej
Puszczy Zielonej występowała wspólna własność pastwisk. Wspólne pa­
stwiska wiązały się t u ściśle z d a w n y m t y p e m w s i o szachownicowym
układzie pól i występowały t a k w osadnictwie „samorodnym", j a k też
w osadach powstałych w w y n i k u działalności regulacyjnej, tzn. w trójpolówce wprowadzonej t u w X V I I w., osadach „sznurowych" z p i e r w ­
szej połowy X I X w . (czasy pruskie) oraz w niektórych osadach, powstałych z końcem w i e k u ubiegłego i początkiem obecnego.

Ę.

Na gromadzkich pastwiskach prowadzono wspólne wypasanie bydła,
owiec, k o n i , świń i gęsi. F o r m y t y c h wypasów były różne i najczęściej
kształtowały się one w zależności od warunków fizjograficznych terenu,
f o r m osadniczych i stosunków gospodarczo-społecznych. T a k więc we
wsiach, gdzie istniała trójpolówka, prowadzony był z reguły wspólny

|
i
i
1
1
I

wypas bydła, k o m , owiec, a nawet świń, przez pasterzy gromadzkich,
Terenem wypasów były pastwiska, łąki i ugory. We wsiach położonych na
terenach m n i e j o t w a r t y c h , więcej lesistych, wspólnie wypasano n a j częściej t y l k o owce, bydło zaś i konie wypasano małymi g r u p k a m i , przeważnie kolejno przez mieszkańców poszczególnych domów. Na terenach
całkowicie leśnych wspólny gromadzki pasterz należał do wyjątków.

�MARIA B I E R N A C K A

246

il

Ryc.

2. O b e c n i e
i

p a s t w i s k a są p r a w i e
zamykane

zawsze

zagrodzone

n a kołowroty
Fot.

M.

Biernacka

Bydło i owce wypasano w jednej trzodzie i n d y w i d u a l n i e l u b łączono
trzody najwyżej k i l k u sąsiednich gospodarstw.
Chociaż obecnie przeważa na terenie Puszczy Zielonej i n d y w i d u a l n y
wypas bydła, t o jednak do czasów ostatnich zachowało się k i l k a w s i
z szachownicowym układem pól, gdzie istnieją gromadzkie pastwiska
i wspólne wypasy. Ze z b i o r o w y m wypasem bydła i owiec wiąże się i n ­
stytucja wspólnego, gromadzkiego pasterza. Na Kurpiowszczyźnie p a ­
sterze gromadzcy r e k r u t o w a l i się p r a w i e zawsze z r o d z i n biednych, t z w .
luźników. Ponadto uboga Kurpiowszczyzna dostarczała swych pasterzy
sąsiednim, zamożniejszym terenom, często w s i o m szlacheckim (szlachty
zaściankowej). W końcu ubiegłego i na początku obecnego stulecia w i e l u
młodych pasterzy wyjeżdżało do Prus, co oczywiście wiązało się z e m i ­
gracją Kurpiów na t a m t e tereny. Pasterz g r o m a d z k i był na u t r z y m a n i u
całej w s i , zapewniającej m u wyżywienie, wynagrodzenie (płatne n a j ­
częściej w naturze), w w y p a d k u potrzeby również mieszkanie. Pasterz
na ogół cieszył się swego rodzaju a u t o r y t e t e m , często reprezentował o n
własną, odrębną filozofię życiową. Bywały w y p a d k i , że g r o m a d z k i p a ­
sterz w czasach zaboru rosyjskiego był w okresie z i m y t a j n y m nauczy­
cielem w i e j s k i m (Brzozówka, W y k ) .
Z hodowlą i pasterstwem wiążą się w Puszczy Zielonej zwyczaje,
obrzędy i wierzenia, świadczące o dużym przywiązaniu człowieka do
zwierząt d o m o w y c h oraz o znaczeniu, j a k i e miały one w życiu mieszkań­
ców Puszczy. Ciekawie również przedstawiają się materiały dotyczące
zabaw pasterskich.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9881" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9859">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f739810269f7c6350b36057f28e8c2d8.pdf</src>
        <authentication>90242c4890e81f60342f78c917ac77dc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117595">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:387</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117596">
                <text>1958</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117597">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:348</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117598">
                <text>Kamieńczyk nad Bugiem, osada flisacka (koniec wieku XIX i pierwsza połowa XX w.) / ETNOGRAFIA POLSKA 1958 t.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117599">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1958, t.1, s.364-366</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117600">
                <text>Biernacka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117601">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117602">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="117603">
                <text>Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117604">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="117605">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="117606">
                <text>MARIA B I E R N A C K A

KAMIEŃCZYK N A D BUGIEM
OSADA FLISACKA
(od końca wieku X I X do połowy X X w.)
Praca została napisana w ramach prac Zakładu Etnografii w Łodzi,
przygotowującego pod kierunkiem prof. K . Zawistowicz-Adamskiej tom
Prac i Materiałów Etnograficznych, poświęcony problematyce zajęć
pozarolniczych. Prace referowano i dyskutowano na zebraniach nauko­
wych Zakładów Etnografii w Łodzi i Warszawie.
Podstawowe źródła pracy stanowią materiały terenowe Zakładu Etno­
graficznego U.Ł., zebrane w 1951 r. podczas badań terenowych, w których
uczestniczyłam z ramienia tegoż Zakładu. Oprócz materiałów terenowych
jako dalsze źródła pracy wyzyskano również wypisy z dokumentów
historycznych, znajdujące się obecnie w prywatnym posiadaniu miesz­
kańców Kamieńczyka i Brańszczyka, dane statystyczne z Gminnej Rady
Narodowej oraz literaturę historyczną.
Badania terenowe miały charakter badań stacjonarnych. Uczestni­
czyło w nich 10 osób w ciągu 30 dni pracy. B y l i to studenci i asystenci
Zakładu Etnografii U.Ł. oraz socjologowie studiujący pobocznie etno­
grafię. Zasadnicze badania przeprowadzono w Kamieńczyku, do wsi
okolicznych robiono jedynie wypady celem uzyskania materiału porów­
nawczego.
Podstawą badań były kwestionariusze dotyczące ogólnej charakte­
rystyki osady, gospodarki rolnej oraz flisu z uwzględnieniem jego wpły­
wu na życie gospodarcze i społeczne osady. Badaniami objęto około 100
osób, w t y m około 60 byłych flisaków, kilkunastu szewców, kilku rol­
ników, nauczycieli, księży, działaczy społecznych, pracowników GRN,
spółdzielczych itp. W wyniku badań uzyskano 125 wywiadów, w t y m
110 wywiadów dotyczących samego Kamieńczyka oraz 15 wywiadów, ze
wsi okolicznych. Materiał terenowy był opracowywany na miejscu,
bezpośrednio po przeprowadzeniu rozmowy z informatorami.
Osada Kamieńczyk nad Bugiem, pow. Wyszków, znana do wieku
X V I I I pod nazwą Kamieńca Mazowieckiego, w wieku X I X i pierwszej
połowie X X w. była osadą, w której podstawowym zajęciem zdecydo-

�KAMIEŃCZYK,

OSADA

FLISACKA

365

wanej większości mężczyzn stał się spław drzewa wodą, czyli tzw. flis.
Największe nasilenie udziału mieszkańców Kamieńczyka w spławie
przypada na koniec wieku X I X i początek obecnego stulecia. Podstawowy
wpływ na upowszechnienie wśród nich zajęcia flisackiego wywarło
niewątpliwie bliskie sąsiedztwo ze spławnymi rzekami, Bugiem i Narwią
oraz dużymi obszarami puszczańskimi. Niemniej zasadniczą rolę w t y m
zakresie odegrał rozwój kapitalistycznych form eksploatacji lasów oraz
specyfika struktury gospodarczej i społecznej osady.
Kamieńczyk nad Bugiem był od dawna osadą rolniczą o ubogiej,
piaszczystej ziemi, dużym rozdrobnieniu gospodarczym i z ludnością bez­
rolną, co zmuszało jego mieszkańców do stałego szukania dodatkowych
źródeł dochodu. Niezwykła przedsiębiorczość, jaka cechowała dawniej
i do dziś jeszcze cechuje ludzi kamieńczykowskich, spowodowała, że
Kamieńczyk na przestrzeni omawianego okresu stał się nie tylko osadą
flisacką, ale wyrósł na znaną wśród flisaków całej Polski osadę retmańską.
Zadaniem pracy o Kamieńczyku było ukazanie roli flisu jako zajęcia
podstawowego i masowego wśród jego mieszkańców w kształtowaniu
się stosunków gospodarczych i społecznych osady. Praca posiada charak­
ter problemowej monografii osady, w t y m jednakże sensie, że w ogólnym
procesie rozwojowym osady zagadnienie flisu wysunięte zostało na
miejsce czołowe i potraktowane najpełniej. Uzasadnieniem takiego ujęcia
pracy jest pełna reprezentatywność osady pod względem szerok ego
upowszechnienia zajęcia flisackiego w omawianym okresie.
Praca składa się z 3 części: I Ogólna charakterystyka osady, I I Flis
i flisacy, I I I Flis a gospodarcze i społeczne przeobrażenia osady. W y ­
jaśniam, iż z pracy zostały świadomie wyeliminowane zagadnienia do­
tyczące techniki spławu z tego względu, że wejdą one do innego opra­
cowania, które obejmie organizację i technikę spławu drzewa w całym
dorzeczu Wisły.
W części pierwszej pracy omówiono położenie, wygląd zewnętrzny
oraz bogatą przeszłość historyczną osady związaną z dziejami dawnego
Kamieńca Mazowieckiego. Poza t y m przedstawiono zarys stosunków
gospodarczych i społecznych, kładąc główny nacisk na charakterystykę
struktury gospodarczej i zawodowej celem naświetlenia specyficznych
warunków osady zmuszających ludność do szukania zarobków przy flisie.
Część druga pracy uwzględnia przede wszystkim zagadnienia związane
bezpośrednio z zajęciami flisackimi, a więc tradycje i rozwój flisu,
przedmiot i tereny spławów, możliwości awansu w zawodzie flisackim
oraz życie na tratwach. Część trzecia jest rozwiązaniem podstawowego
problemu pracy, naświetla ona bowiem i wykazuje rolę i znaczenie
flisu w kształtowaniu się stosunków gospodarczych i społecznych osady.
Rola ta została ukazana na przykładzie zmian zaistniałych w Kamieńczyku
,-

�366

MARIA

BIERNACKA

pod wpływem flisu w strukturze gospodarczej i zawodowej, w poziomie
gospodarki rolnej, w warunkach bytu mieszkańców, w stosunkach rcdzinno-sąsiedzkich oraz w kształtowaniu się świadomości społecznej
kamieńczykowian.
Praca poparta obszernym materiałem terenowym wykazuje niezbicie,
że na przestrzeni drugiej połowy X I X i pierwszej połowy X X stulecia
kultura materialna i społeczna Kamieńczyka kształtowała się w zdecy­
dowanej zależności od podstawowych zajęć pozarolniczych jego miesz­
kańców, a szczególnie flisu.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10307" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10285">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/dd40c496508ad43403f4488c2b11decc.pdf</src>
        <authentication>fe6f8c6e2c343fa2b5fc8bfbacc921c7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122551">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:499</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122552">
                <text>1962</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122553">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:454</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122554">
                <text>Dawne oraz współczesne formy organizacji pasterstwa w Bieszczadach / ETNOGRAFIA POLSKA 1962 t.6</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122555">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1962, t.6, s.41-62</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122556">
                <text>Biernacka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122557">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122558">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122559">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="122560">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="122561">
                <text>MARIA

BIERNACKA

DAWNE ORAZ WSPÓŁCZESNE FORMY ORGANIZACJI PASTERSTWA
W BIESZCZADACH
Rozważania nad formami organizacji pasterstwa w Bieszczadach do­
tyczą głównie obszaru położonego w granicach powiatów Ustrzyki Dolne,
Lesko oraz wschodniego pogranicza powiatu sanockiego
Są one wstęp­
nym podsumowaniem wyników badań terenowych z lat 1960—1961,
prowadzonych w Bieszczadach przez pracowników Zakładu Etnografii
I H K M PAN w Warszawie, z udziałem studentów etnografii Uniwersytetu
Warszawskiego .
2

1

Patrz mapka punktów badań terenowych w latach 1960 i 1961.
Badania bieszczadzkie stanowiły drobny wycinek poszukiwań badawczych pro­
wadzonych na caiym obszarze Karpat z ramienia Międzynarodowej Komisji do
Badań Karpackich. Udział w badaniach brali pracownicy Zakładu Etnografii I H K M
P A N : K . Adamus, M. Biernacka, J . Olędzki, L . M. Szwengrub-Judenko oraz studenci
Uniwersytetu Warszawskiego: K . Chojnacki, J . Kowalik, L . Mróz, B. Pucek.
W roku 1960 przeprowadzono badania wśród pasterzy podhalańskich, wypasają­
cych swoje owce sezonowo w Bieszczadach. G ł ó w n y m celem badań była rejestracja
bacówek pasterskich, uwzględniająca obszar wypasów, stosunki własnościowe, ilość
i rodzaj pogłowia znajdującego się na szałasie, liczbę i pochodzenie pasterzy za­
trudnionych na szałasach oraz stopień zagospodarowania pastwisk użytkowanych
przez daną bacówkę. Ponadto zaplanowano przeprowadzenie wśród baców podhalań­
skich lub ich zastępców sondażowych badań na temat organizacji pasterstwa, bu­
downictwa szałasowego, gospodarki mlecznej, zagospodarowywania terenów wypaso­
wych, pasterskiego trybu życia oraz zwyczajów i obrzędów związanych z pasterstwem.
W wyniku badań uzyskano materiał rejestracyjny do 44 bacówek, przeprowa­
dzono 6 pełnych w y w i a d ó w dotyczących organizacji pasterstwa i pozostałych tema­
tów, wykonano ok. 200 zdjęć oraz krótkometrażowy film dokumentalny z życia
ludności autochtonicznej. Plany badawcze w roku 1961 zakładały kontynuację tema­
t ó w z roku ubiegłego, jednakże przy znacznym poszerzeniu zagadnień związanych
z organizacją w y p a s ó w oraz kulturą życia pasterskiego Podhalan. Oprócz tego
podjęto plan przeprowadzenia badań wśród ludności pochodzenia miejscowego na
temat dawnych oraz współczesnych form pasterskich. Z tych w z g l ę d ó w charakter
tegorocznych badań był stacjonarny i obejmował miejscowości zamieszkane bodaj
częściowo przez ludność pochodzenia bieszczadzkiego. Wymogom tym najbardziej
odpowiadała wieś Ropienka (wraz z sąsiadującymi wsiami), położona w północnej
2

�42

MARIA

BIERNACKA

Ostatecznym celem prowadzonych badań było odtworzenie obrazu
przemian gospodarki hodowlano-pasterskiej, na terenie Bieszczad po roku
1947 dokonywaj ących się pod wpływem osadnictwa sezonowego i stałego,
oraz wydobycie z pamięci ludności miejscowej najstarszych tradycji
pasterskich, charakterystycznych dla tutejszych ziem. Szczególną uwagę
zwrócono ponadto na zagadnienie kultury pasterskiej górali podhalań­
skich, spiskich i limanowskich, którzy od roku 1949 prowadzą sezonowe
wypasy swoich owiec i bydła w Bieszczadach.
Problem właściwego zagospodarowania opustoszałych w roku 1947
terenów bieszczadzkich nie został dotąd jeszcze rozwiązany. Piękny
w swym górskim i nieco dzikim krajobrazie obszar kraju o powierzchni
4000 k m — czeka na gospodarzy, którzy podejmą trud przywrócenia mu
należytej k u l t u r y .
Pierwsze próby zasiedlenia Bieszczad nie w pełni zdały egzamin. Kon­
cepcja tworzenia wielkich Państwowych Gospodarstw Rolnych nastawio­
nych na rolnictwo i hodowlę miała swoje głębokie uzasadnienie, jednak
w praktyce napotkała znaczne trudności. Zainwestowanie poważnych środ­
ków finansowych w uruchomienie wielkich gospodarstw rolnych lub ho­
dowlanych przy braku dróg, elektryczności, odpowiednich pracowników
rolnych nie przyniosło niestety spodziewanych rezultatów. W tych wa­
runkach musiała nastąpić likwidacja wielkich ośrodków gospodarczych,
które nie były w stanie uporać się z deficytem. Niektóre opustoszałe bu­
dynki gospodarcze znajdujące się w głębi Bieszczad wykorzystują częścio­
wo górale podhalańscy dla swych owiec i bydła , inne nie wykorzystane
ulegają zniszczeniu .
Obszary nie wykorzystane pogłębiają stan dzikości i zaniedbania Biesz­
czad. O istnieniu dawnych ludnych wsi bieszczadzkich świadczą dziś zdzi­
czałe drzewa owocowe, kwiaty oraz resztki murów z dworów, cerkwi lub
piwnic domów mieszkalnych. Na obszarach dawnych uprawnych pól w y ­
rosły przez lat czternaście drzewa, krzewy, które zmieniły w sposób zasad­
niczy krajobraz tej ziemi . Stare wiejskie drogi łączące dawne wsie ulega2

:i

4

5

6

części pow. ustrzyckiego, oraz Baligród, Cisną i Wetlina, leżące w środkowym i po­
ł u d n i o w y m pow. leskim. Wyniki tegorocznych badań rzuciły sporo nowego światła
na bieszczadzkie tradycje hodowlano-pasterskie z końca ub. stulecia oraz na formo­
wanie się nowych form hodowli i pasterstwa w warunkach postępującego osadnictwa.
Na trasach badań autorki w 1960 r. stan ten zanotowano w Daszówce, Chrewcie, Tworylnym.
'* Do roku 1960 nie wykorzystane zabudowania gospodarcze stały w Hulskiem
oraz częściowo w Chrewcie.
Por. R. I z b i c k i , Bieszczady na dorobku, „Trybuna Ludu", Warszawa 1961,
nr 203, s. 3.
Na całym obszarze nie zasiedlonych Bieszczad można jeszcze teraz doskonale
odróżnić granicę dawnych lasów i pól rolnych.
3

r&gt;

6

�FORMY

ORGANIZACJI

PASTERSTWA

W

Zawadka

KSanok

/

O

Rakowa

43

BIESZCZADACH

Ropienka

\

Paszowe
Wańkowal

¡Brgików

QLeszczowa'te^
Wola

JŠSerednica

Maćkowa
Krośoenko

\±esko-

V

pstrzy ki bolne
*Ustianowa
•Szczawne

.Serednie
A A

Jawornik

Łobozew

Wielkie

ADaszówka
Suko wat e

Czysta

\\

"ÁZ
"^^^

O

(.

Baligród

Stążnica/y

Спотарсга

•^ołżyca

.Rabe
\
ftęry

KoioniceA

с$1

Łupków

*Jabhnki

С

Dołżyca

Przysłup±

^Strubowiska

C . ^

O A

ВегесН

ААА

У

Wetlina

Mapka

badan
w latach

terenowych
1960 -1961

^Ustrzyki

Górne

V.

&lt;1 km
O
A
Д
•
Ф

Osady z ludnością m i e j s c o w e g o
Bacówki
podhalańskie
Bacówki PGR
PGR
Spółdzielnie
produkcyjne

.Wołosate

pochodzenia

1. Mapka badań

terenowych

ją również zatarciu. Przejaskrawione opowiadania o wilkach, dzikach
i żmijach potęgują jeszcze wrażenia o niedostępności Bieszczad wśród
tych, którzy znają je zbyt powierzchownie lub nie znają wcale.
Poważnym wydarzeniem w życiu Bieszczad stała się w roku 1958 pod­
jęta przez Rząd nowa akcja zasiedlania i zagospodarowywania tych te­
renów. Wydaje się„ że plan ten, realizowany z wielkim nakładem środków
finansowych oraz sił ludzkich, stworzy właściwe podstawy przyszłego
zagospodarowania tej ziemi. Perspektywę tę gwarantuje przede wszystkim

�44

MARIA

BIERNACKA

budowa sieci nowoczesnych dróg oraz kolejki wąskotorowej
które —
miejmy nadzieję — udostępnią piękną ziemię bieszczadzką nie tylko roz­
miłowanym w jej krajobrazie turystom, ale przede wszystkim osadnikom,
którzy życie swe zwiążą na stałe z Bieszczadami. Nowością akcji zasiedla­
nia w roku 1958 jest udostępnienie nabycia ziemi gospodarstwom indywi­
dualnym . Nowi osadnicy mają prawo zakupu ziemi w cenie od 3 do 7
tysięcy złotych za 1 ha, przy czym otrzymują kredyty w wysokości 120
tysięcy złotych na zagospodarowanie swych działek.
Równolegle z budową dróg powstają ośrodki przemysłowe (leśne, wod­
ne i inne), które stwarzają bazę pod przyszły, harmonijny rozwój gospo­
darki rolniczo-przemysłowej tych terenów .
Mimo wzrastających perspektyw gospodarczych wydaje się, że przy
zagospodarowaniu ziem bieszczadzkich najtrudniejszy problem stanowić
będą przyszli osadnicy. Jeśli chodzi o dotychczasowy stan zasiedlenia
Bieszczad, główny trzon stanowi tu ludność autochtoniczna, skupiona
przede wszystkim we wsiach położonych bliżej większych osiedli i miast,
oraz dawni mieszkańcy południowo-wschodniej Lubelszczyzny, którzy
przeszli na te obszary w związku z regulacją granicy pomiędzy Polską
i Związkiem Radzieckim. Zarówno jedni, jak i drudzy są spośród ludności
bieszczadzkiej najbardziej związani z prowadzeniem gospodarstw rolnych.
Do osadników rolnych należy również zaliczyć indywidualnych przy­
byszów z terenu pow. brzozowskiego, krośnieńskiego, jasielskiego, strzyżowskiego, gorlickiego, limanowskiego, nowosądeckiego, Sucheckiego i i n ­
nych uboższych okręgów. Wielu z nich korzystało z akcji osiedleńczej już
w 1958 r.
8

9

7

W chwili obecnej teren Bieszczad przecinają drogi asfaltowe biegnące z Sanoka
przez Lesko do Ustrzyk Dolnych i Krościenka. Z Ustrzyk Dolnych prowadzi droga
przez Czarną, Lutowiska, Stuposiany w kierunku Ustrzyk Górnych (jeszcze nie
wykończona). Drugie odgałęzienie tejże szosy prowadzi z Lutowisk do Dwernika
i Berech, skąd w najbliższym okresie zostanie przedłużone do Wetliny. P o n i e w a ż
Wetlina jest połączona siecią dróg z Leskiem (przez Baligród, Cisnę), najbardziej
oddalone tereny staną się więc dostępne dla komunikacji samochodowej. Obok tej
zasadniczej drogi buduje się odcinki mniejsze, jak np. Dwerniczek — Zatwarnica.
Ponadto przedłuża się istniejącą od okresu przedwojennego linię kolejki w ą s k o ­
torowej z Łupkowa do Cisny w kierunku Wetliny. Kolejka ta na razie służy do
celów transportowych, w przyszłości będzie jednak częściowo wykorzystana dla
ruchu pasażerskiego.
8

Jak już zaznaczono, początkowa akcja zasiedlania Bieszczad przewidywała
tylko tworzenie p a ń s t w o w y c h i spółdzielczych gospodarstw rolnych.
Do najpoważniejszych inwestycji należy wielka elektrownia wodna w Myczkowcach i Solinie n. Sanem, kombinat drzewny w Rzepedzi n. Osławą, a do mniej­
szych — tartaki drzewne. Trzeba również dodać, że w północnej części p o w i a t ó w
leskiego i ustrzyckiego znajdują się od lat kilkudziesięciu czynne do dziś szyby ropy
naftowej. Wymienia się tu dla przykładu miejscowości: Rajskie, Ropienkę, Brelików,
Leszczowate. Por. I z b i с к i, l. c.
9

�FORMY

ORGANIZACJI

PASTERSTWA

W

BIESZCZADACH

2. Szałas we wsi Dwerniczek, pow.

45

Ustrzyki
Fot.

M. Biernacka

Znaczną część nowych osadników stanowią pracownicy służby leśnej
i drogowej. Dla nich przede wszystkim buduje się nowe domki mieszkalne
oraz gospodarcze obejścia (najczęściej drewniane), harmonizujące z gór­
skim i leśnym otoczeniem. Robotnicy zatrudnieni sezonowo przy budowie
dróg i wyrębach leśnych zamieszkują osiedla barakowe. W większych
skupiskach nowych osiedli pracowniczych (leśnych, drogowych, rolnych)
buduje się nowe szkoły, zakłada sklepy, stołówki i inne najkonieczniejsze
placówki. Ta kategoria ludności zamieszkuje tereny najbardziej odosob­
nione i niedostępne. Wiele z tych osiedli powstaje jednak wzdłuż budują­
cych się szlaków drogowych. Do nich należy zaliczyć osiedla położone na
takich szlakach, jak np. Ustrzyki Dolne — Stuposiany — Dwernik — Zatwarnica w pow. ustrzyckim, czy też Baligród — Cisną — Wetlina w pow.
leskim. Jest nadzieja, że owe osiedla robotnicze dadzą początek przyszłym
nowym wsiom. Niestety, akcja osadnictwa indywidualnego nie dała jesz­
cze dotąd spodziewanych rezultatów .
10

Do zadań tego artykułu nie należy szczegółowa analiza przyczyn owego
stanu rzeczy. Przyczyny te są na pewno bardzo złożone. Ludność, która
1 0

Według danych I z b i c k i e g o (op. cii.) od r. 1958 zaledwie 500 rolników
zakupiło ziemię, co oznacza, że dopiero jedna ósma ziemi ornej ma swoich gospo­
darzy.

�46

MARIA

BIERNACKA

podjęła decyzję osiedlenia się w Bieszczadach, skazana jest jeszcze
w chwili obecnej na wielki trud i wyrzeczenia. Jeśli się weźmie pod uwa­
gę, że przychodzą tu najczęściej ludzie nie posiadający większego majątku
i główną podstawą ich zagospodarowania jest 120 tysięcy złotych kredy­
tów państwowych, to trzeba stwierdzić, że suma ta wystarcza zaledwie na
najniezbędniejsze inwestycje gospodarcze. Jeśli się nie ma swych pie­
niędzy, to resztę potrzeb trzeba pokrywać ogromnym nakładem sił. Lepiej
się tu dzieje tym, którzy zajęli stare budynki po ludności wysiedlonej.
Wprawdzie i przed nimi stoi problem wznoszenia nowych zabudowań
(stare budynki z reguły wymagają generalnych remontów, wiele z nich
za lat kilka będzie nie do użytku), ale przynajmniej na razie mieszkając
w starych mogą się powoli dorabiać.
Niemało kłopotu sprawia nowym osiedleńcom sprawa zagospodarowa­
nia swej działki, a następnie utrzymywanie jej we właściwej kulturze.
Część przyjętej ziemi pozostawia się z reguły na łąki i pastwiska, gdyż
hodowla jest t u podstawową gałęzią gospodarstwa wiejskiego; pozostałą
część ziemi należy zamienić w orną. Każdy rolnik, a nawet działkowicz
miejski wie dobrze, ile trudu trzeba włożyć w oczyszczenie odłogiem
leżącej ziemi. Nowy osadnik bieszczadzki musi się więc uporać z dzikimi
krzewami i chwastami z lat czternastu. Czyni to w stosunkowo dużym

3. Naczynia pasterskie we wsi Horodek, pow.

Lesko
Fot.

M.

Biernacka

�FORMY

ORGANIZACJI

PASTERSTWA

W

BIESZCZADACH

4. Koszar i koliba. Ustianowa, pow.

47

Ustrzyki
Fol.

J.

Kowalik

osamotnieniu, gdyż osiedla są tu małe i nie może liczyć zbytnio na pomoc
sąsiadów. W nie mniejszym osamotnieniu musi później strzec swych
zbiorów przed zniszczeniem, plagą dzików, wilków, lisów. Prawie wszyscy
mieszkańcy oddalonych osiedli narzekają na niezwykle wyczerpujący tryb
życia. W okresie letnim z reguły nie dosypiają, bo nocami muszą pilno­
wać pól przed niszczeniem ze strony dzików. Walka, jaką na t y m odcinku
prowadzą, nie chroni ich jednak całkowicie od strat.
Duże trudności napotyka również osadnik przy dostosowywaniu się do
nowego środowiska geograficznego, zwłaszcza jeśli pochodzi z terenów
równinnych . Górski klimat, krótki okres wegetacji, górzystość terenu,
ilasta gleba i charakterystyczna wilgotność terenu, spowodowana znacz­
nym zalesieniem i dużą ilością potoków , oto inne przyczyny utrudnia­
jące asymilację przybyszów w nowym środowisku. Ostatnie względy każą
czynnikom administracyjno-gospodarczym państwa szukać kandydatów na
przyszłych osiedleńców Bieszczad wśród ludności pochodzenia górskiego
lub podgórskiego. W tym wypadku oczy wszystkich zwracają się w kie­
runku górali podhalańskich, spiskich, limanowskich, którzy od wielu lat
związani są z tym terenem sezonowym wypasem swoich trzód. Niestety,
przywiązani do swoich rodzinnych stron bacowie i juhasi podhalańscy jak
dotychczas nie wykazują tendencji do osiedlenia się t u na stałe i wolą
w dalszym ciągu ograniczać swój kontakt z Bieszczadami do rokrocznych
podróży i jedynie sezonowego tam pobytu. Mają swoje gospodarstwa na
Podhalu, Bieszczady zaś stanowią dla nich teren eksploatacji i dodatko­
wego źródła dochodu. Nie ukrywają zresztą swego komercyjnego stosunku
u

12

11

Zmiany te szczególnie odczuwają przesiedleńcy z Lubelszczyzny, którzy przy­
zwyczajeni byli do gospodarowania na dobrej ziemi. Wielu z nich opuściło lub
jeszcze obecnie opuszcza tutejsze tereny, przenosząc się na Ziemie Zachodnie lub
do miast (informacje ze wsi Brzegi, pow. ustrzycki, oraz Ustrzyk Dolnych).
Na o w ą charakterystyczną wilgotność zwracają u w a g ę starzy mieszkańcy
tutejszych ziem.
12

�48

MARIA

BIERNACKA

5. Dojenie owiec. Ustianowa, pow.

Ustrzyki
Fot.

J.

Kowalik

do Bieszczad, choć w wypowiedziach na ten temat na pierwszy plan w y ­
suwają argumenty natury uczuciowej i społeczno-środowiskowej. Dla nich
„prawdziwe" góry, „wesołe" góry — to Tatry. Bieszczady to góry „po­
nure", a w dodatku z plagą wilków i dzików. A już najgorszą przeszkodę
ma według nich stanowić rzekome niebezpieczeństwo grożące im ze strony
dawnej ludności łemkowskiej
Pewien wyjątek pod t y m względem sta­
nowi próba osiedlenia się w Bieszczadach bacy Macieja Zubka z Ratułowa,
pow. nowotarski. Ojciec Maciej Zubek i dwóch dorosłych synów (wszyscy
bacowie) prowadzą od kilku lat swoje bacówki w Strubowiskach, Wetlinie
i Krywem, pow. leski. Bacówki są duże i prowadzone wzorowo. W roku
ubiegłym ojciec Maciej Zubek zakupił w Strubowiskach kilkanaście ha
ziemi, wynajął obory PGR-owskie w Krywem i tam zimuje owce swoich
synów i własne. Na razie jednak Zubkowie gospodarstw swych w Ratułoi:

' Por. J . O l ę d z k i ,
1961, nr 32, s. 1, 9.

Bacówka

to życie

niespecjalne,

„Argumenty", Warszawa

�FORMY

ORGANIZACJI

PASTERSTWA

W

BIESZCZADACH

49

wie nie likwidują, ani też nie budują w Bieszczadach nowych domów.
Zimą zmieniają się wzajem w dyżurach przy owcach pozostających
w Krywem. Podobną próbę osiedlenia się podjęli wraz z Zubkiem K . Wyroba oraz J. Staszel z Ratułowa (Wyroba w Strubowiskach, Staszel w K r y ­
wem). Wszyscy zimują owce w Krywem.
Wydaje się, że postawa baców podhalańskich nie jest reprezentatywna
dla całego środowiska podhalańskiego . Bacowie reprezentują tu przed­
siębiorców, którzy kalkulują, w j a k i sposób uzyskać największy dochód,
Vi

6. Czerpak.- Horodek, pow.

Lesko
Fot.

M.

Biernacka

i w tym kierunku działają. A tymczasem już obecnie spotyka się w Biesz­
czadach wielu stałych osadników z nowotarskiego, limanowskiego (tych
najwięcej), myślenickiego i Sucheckiego. Ciężkie warunki materialne ka­
zały im szukać pracy w Bieszczadach. Z tych też względów koncepcja
" Charakterystyczne pod tym względem były wypowiedzi ludności w Cisnej,
Baligrodzie oraz powiatowych władz rolnych w Lesku i Ustrzykach Dolnych.
Etnografia

Polska,

t.

VI

4

�50

MAKIA

BIERNACKA

zasiedlenia ziemi bieszczadzkiej przez ludność przeludnionych okolic
górskich powinna być wszechstronnie i na serio rozpatrywana. Przemawia
za t y m podobieństwo środowisk geograficznych, które w dużym stopniu
ułatwią przybyszom wrośnięcie w nowy teren. Za takim rozwiązaniem pro­
blemu wypowiadają się również starzy mieszkańcy Bieszczad, którzy bar­
dzo pragną tego, aby ich opustoszałe tereny wypełniły się znów normal­
nym życiem ludzi ustabilizowanych, gospodarnych i uczciwych. Spra­
gnieni są bowiem sąsiedztwa przyjaznego, twórczego, zapewniającego
ziemi, którą kochają, lepszą przyszłość. Z takimi ludźmi chcą wyrównać
dystans, jaki dzieli zapóźnione w rozwoju gospodarczym i kulturalnym
tereny Bieszczad od innych obszarów kraju.
Współczesna organizacja gospodarki hodowlano-pasterskiej w Bieszcza­
dach w praktyce prowadzona jest trzema odrębnymi torami, a mianowicie
poprzez gospodarstwa indywidualne, państwowe i spółdzielcze oraz ba­
cówki górali podhalańskich.
Hodowla
i organizacja
p a s t e r s t w a w gospodar­
stwach indywidualnych
nie posiada obecnie cech szczegól­
nych, wyróżniających ją zdecydowanie od innych terenów podgórskich.
1 5

1

"' Dla przykładu podajemy przybliżony zestaw mieszkańców poszczególnych wsi
należących do Gromadzkiej Rady Narodowej w Cisnej, pow. Lesko, sporządzony na
podstawie spisu z 1961 r. (uwzględniający również mieszkańców sezonowych): Cisną
300 osób, Habkówka 25, Dołżyca 300, Buk 20, Krywe 60, Kalnica 150, Smerek 40,
Strubowiska 25, Przysłup 200, Majdan 100, Liszna 30, Roztoki Górne 60, Solinka 0,
Zubracze 60, Wetlina 250, Łopienko 0, Łuk 0, Jaworzec 0, Zawój 0. Ogółem
w 19 wsiach było ludności 1749, w tym mieszkańców stałych ok. 700—800 (tylko
Cisną nie posiada mieszkańców sezonowych). G R N w Cisnej liczy ogółem 83 gospo­
darstwa. Warto przy tym zaznaczyć, że w roku 1947 teren G R N w Cisnej liczy!
119 osób. Na terenach południowych pow. leskiego jedynie w Cisnej i Baligrodzie
znajdują się starzy mieszkańcy tutejszych okolic. Według spisu G R N w Cisnej
żyje ok. 170 osób, tzw. ludności autochtonicznej, w tym wróciło z Ziem Zachodnich ok.
50 osób, urodziło się ok. 20 osób. Okolice Cisny należały do terenów w y j ą t k o w o
wyludnionych. Stan zaludnienia w Gromadzkiej Radzie Narodowej w Baligrodzie
przedstawiał się w 1961 r. następująco: Baligród 978 osób, Mchawa 363, Stężnica 157,
Roztoki 189, Cisowiec 48, Kielczewa 87, Jabłonki (PGR) 30. Ogółem w 7 wsiach
1852 mieszkańców i 331 gospodarstw. Znacznie większą liczebność wsi obserwujemy
już począwszy od Baligrodu w kierunku Leska.
Podobne wyludnienie jak w okolicach Cisnej obserwować można w pow.
ustrzyckim, szczególnie na terenach położonych na południe od Ustrzyk Dolnych.
W północno-wschodnich terenach pow. ustrzyckiego sytuacja była i jest nieco lepsza.
Dla przykładu podajemy, że w Gromadzkiej Radzie Narodowej w Ropience (do
której należą wsie: Stonkowa, Zawadka, Ropienka — w i e ś i kopalnia ropy naftowej)
było w 1960 r. 1500 mieszkańców, w tym w samej Ropience — wsi 451 osób i w ko­
palni 442. Robotników kopalnianych było ok. 250. W sąsiednich 5 wsiach należących
do Gromadzkiej Rady Narodowej w Wańkowej (Wańkowa, Brelików, Leszczowate,
Paszowa, Serednica) mieszka ok. 1300 osób, w tym w samej Wańkowej 370 (wieś
i PGR).

�FORMY

ORGANIZACJI

PASTERSTWA

W

BIESZCZADACH

51

7. Dojenie krowy. Dwerniczek, pow. Ustrzyki

Przedmiotem hodowli są tu krowy, konie, owce, częściowo kozy, trzoda
chlewna i stosunkowo dużo gęsi oraz kur. Bydło w przeważającej mierze
należy do rasy czerwonej polskiej. Liczebność dobytku w poszczególnych
gospodarstwach zależna jest w zasadzie od bazy paszowej, a więc od wiel­
kości danego gospodarstwa, ilości łąk i pastwisk, możliwości produkcyj­
nych w zakresie roślin pastewnych, okopowych, liczby osób zdolnych do
pracy w gospodarstwie itp. We wszystkich wsiach bieszczadzkich istnieją
ponadto możliwości poszerzenia naturalnej bazy paszowej poprzez dzier­
żawienie za niewielką opłatą łąk i pastwisk należących do Państwowego
Funduszu Ziemi i Państwowych Gospodarstw Rolnych lub Nadleśnictwa.
Przeciętna ilość bydła waha się tu od 2 do 5, koni 1—2, owiec 3—8,
świń 1—2. Pewne ochylenia od przytoczonych liczb obserwujemy zarówno
w jedną, jak i w drugą stronę
Warto dodać, że dzięki łatwemu zdobyciu
10

Dla przykładu podajemy, że wg spisu rolnego z 1961 r. na terenie G R N Cisną,
liczącej 83 gospodarstwa, hodowano: bydła 321, koni 58 sztuk, owiec 1231, trzody
chlewnej 132. Na terenie G R N Baligród, liczącej 7 wsi, hodowano: bydła 1029 sztuk,
koni 327, owiec 372 (bez P G R w Stężnicy), trzody chlewnej 968. Przeciętna wielkość
gospodarstw w tych wsiach waha się od 3 do 5 ha (Baligród, Cisną).
Na terenie wsi Ropienka, liczącej 189 n u m e r ó w (116 wieś i 73 kopalnia), W której
w i e l k o i ć gospodarstw waha się od 1 do 7 ha, stan inwentarza przedstawiał się
w 1961 r. następująco: bydła 287 sztuk, koni 39, owiec 25, trzody chlewnej 141.

�52

MARIA

BIERNACKA

paszy rodziny nie posiadające własnych gospodarstw rolnych hodują rów­
nież bydło, owce, trzodę, konie oraz ptactwo domowe .
Wypas bydła i owiec odbywa się z reguły indywidualnie. Zajmują się
nim zarówno młodzi, jak i starzy. Zdarza się coraz częściej, że niektórzy
gospodarze próbują stosować metodę palikowania bydła (Ropienka,
Cisną), która zwalnia od obowiązku spędzania wielu bezproduktywnych
godzin przy pasionce. Owce pasą się razem z bydłem.
We wsiach, gdzie znajdują się bacówki pasterzy podhalańskich, część
gospodarzy praktykuje oddawanie im owiec, a czasami nawet jałowizny,
na letni wypas do szałasów (Cisną, Baligród, Zawóz). Zastosowanie tej
formy wypasu przez gospodarstwa indywidualne mogłoby mieć w przy­
szłości duże powodzenie, ale pod warunkiem, że bacówki będą solidnie w y ­
wiązywać się ze swych obowiązków . Należy bowiem zaznaczyć, że lud­
ność miejscowa ma niechętny stosunek do sezonowego pasterstwa podha­
lańskiego, choćby z tego względu, że wypasające się owce i bydło w wyso­
kim stopniu niszczą obszary byłych pól, łąk i pastwisk. Dużo zastrzeżeń
wywołuje poza t y m zawadiackość górali podhalańskich, ich „cygański"
tryb życia, brak higieny itp. Najbardziej krytyczny stosunek mają do nie­
higienicznego — ich zdaniem — przetwórstwa mleka na szałasie. Brzydzą
się mlekiem, serem i żętycą. Większość informatorów zaklina się, że za
żadne skarby nie wzięłaby do ust góralskiego sera lub żętycy .
Pomimo zdecydowanej przewagi elementów życia rolniczego, ob­
jawiających się we współczesnej kulturze ludności bieszczadzkiej miejsco­
wego pochodzenia, w starych tutejszych tradycjach znajdujemy nawiąza­
nia do dawnej kultury pasterskiej. Nawiązania te są znacznie wyraźniej­
sze wśród ludności zamieszkującej południową, najbardziej górską część
Bieszczad (Cisną, Wetlina, Wołosate). Mieszkańcy obszarów północnych
(Ropienka, Zawadka, Wańkowa) ludność ową określali mianem górniaków
lub łemków. Bojkami zaś nazywali ludność mieszkającą na terenach poło­
żonych w Bieszczadach wschodnich, należących obecnie do Republiki
Ukraińskiej . Mieszkańcy, którzy znali dokładnie obszary Łemkowszczyzny i Bojkowszczyzny, stwierdzają, że pomiędzy tymi dwoma grupami
etnograficznymi istniały różnice w zakresie gwary, budownictwa, sposobów
gospodarowania, stroju, zwyczajów itp. Zdaniem ich kultura Bojków była
prymitywniej sza i w większym stopniu niż łemkowska nawiązywała do
17

18

19

20

1 7

Tak np. w G R N Cisną spis rolny z 1961 r. wykazuje, że rodziny nie posiada­
jące gospodarstw rolnych hodują bydło, konie, owce i trzodę chlewną.
W Cisnej napotkaliśmy gospodarstwa, które wyrażały swoje pretensje pod
adresem baców, rzekomo zamieniających owce na gorsze, nie dotrzymujących u m ó w
w wypłacie sera itp.
Informacje powtarzające się w Ropience, Zawadce, Cisnej, Baligrodzie.
Jako tereny bojkowskie wylicza się tu zawsze okolice dawnego pow. Turka.
1 8

w

2(1

�FOHMY

ORGANIZACJI

PASTERSTWA

W

BIESZCZADACH

53

8. Obroża dla psa, Ilorodek, pow. Lesko
Fot.

M. Biernacka

kultury pasterskiej. Uboższy był strój bojkowski, prymitywniejsze domy,
gwara nie posiadała akcentu polskiego, inne były ich zwyczaje -'.
Wśród ludności łemkowskiej wyróżniała się natomiast grupa zamiesz­
kująca okolice Żubraczego i Łupkowa, która nosiła nazwę korolewców lub
koroliwców. Do zewnętrznych cech ich odrębności należał barwniejszy
strój oraz biało-czerwone naszywki na kaftanach zwanych szerakami.
Według opowiadań naszywki te oraz nazwa korolewcy świadczyły o uzys­
kaniu przez t ę grupę w dawnych czasach przywilejów królewskich, mocą
których zwolnieni zostali od różnych ciężarów .
22

л

Szczegółową i — jak się wydaje — trafną charakterystykę różnic podał prze­
wodniczący G R N w Wańkowej, pow. Ustrzyki Dolne, który pochodził z dawnego
pow. tureckiego i w życiu swym odbywał liczne wędrówki za zarobkiem wzdłuż
południowych granic Karpat.
- Informacje uzyskane od J . Wierzbickiego, J . Feczycza, W. Józefczyka w Cisnej.
¡

�54

MARIA

BIERNACKA

Dawna ludność łemkowska zamieszkująca południowe części dzisiej­
szych Bieszczad przywiązywała wielką wagę do prowadzenia gospodar­
stwa hodowlanego. Rozwój hodowli zapewniały obszary łąk, pastwisk,
a przede wszystkim połonin i lasów. Połoniny były jednokośne, toteż po
zebraniu siana można było swobodnie wypasać na nich dobytek. Na w y ­
sokich połoninach, jak np. Wetlińska, Caryńska, Smerek, Wołosate, w y ­
pasały się do czasów I I wojny światowej stada bydła, w t y m głównie jało­
wizny. Przed I wojną światową i bezpośrednio po jej zakończeniu na po­
łoninach wypasano również stada wołów przeznaczonych bądź do podchowania, bądź też na sprzedaż.
Hodowla wołów była tam szeroko rozwinięta. Gospodarstwa większe
hodowały z regufy po 3 pary wołów, a największe, 40-hektarowe, po 4 i 6
par wołów. Młode przeznaczone do chowu oraz stare szły do wypasu na
połoniny, średnie używano do prac polnych. Obok wołów hodowano także
znaczną ilość krów. Gospodarstwa duże hodowały po kilka lub kilkanaście
sztuk, szczególnie jałowizny. Konie należały do rzadkości i służyły do
wyjazdów .
Wypas na połoninach odbywał się zbiorowo, trwał cały sezon letni.
Pasterzy wspólnych jednak nie było, tylko kolejno z każdego domu szli
do wypasu dwaj mężczyźni lub przynajmniej jeden. Stada jałowizny nie
były zbyt duże (kilkanaście lub najwyżej kilkadziesiąt sztuk). Po żywność
schodzono do wsi i zabierano zapasy na czas dłuższy. Ochronę przed wa­
runkami atmosferycznymi stanowiły dla pasterzy szałasy budowane na
stałe '&gt;. Woły wykorzystywane do pracy w polu lub transporcie wypa­
sano na terenach niższych i lepszych. Krowy dojne wypasano również na
pastwiskach niżej położonych. Zarówno krowy, jak i woły służące do
pracy spędzano codziennie do obór. Dojenie krów w południe odbywało
się na pastwiskach. Domownicy wychodzili z naczyniami na pastwiska,
doili krowy, po czym znosili mleko do swych domów, gdzie następowała
przeróbka mleka na bryndzę, ser zwykły lub masło. Zarówno dojeniem
bydła, jak i przeróbką mleka zajmowały się kobiety .
23

2

2 o

2fi

2 3

Wypowiedzi dotyczą okolic Baligrodu, Cisny, Solinki, Wetliny.
-'' Według informacji Michalczyka z Baligrodu i J . Feczycza z Cisnej szałas był
zbudowany z drzewa, o dachu jednospadowym, kryty jodłą, dużymi liśćmi łopuchu
itp. Jeśli była pogoda, pasterze sypiali przy ogniskach i nie korzystali z szałasów.
Woły wykorzystywane do przewożenia ciężarów podkuwano półpodkówkami
(informator Michalczyk z Baligrodu).
2c p
wyrobu bryndzy był podobny jak u górali podhalańskich. Słodkie
mle'ko od krów klagano (klag robiono z żołądka młodego cielęcia), następnie wyra­
biano bunc, zwany także hrudka, a z niego dopiero bryndzę, którą przechowywano
w specjalnych, drewnianych faskach. Na przykrywę faski kładziono ciężki kamień,
aby się bryndza nie psuła (Baligród, Cisną). Wyrabiano tu bryndzę owczą, krowią
i owczo-krowią.
2 5

r o c e s

�FORMY

ORGANIZACJI

PASTERSTWA

W

BIESZCZADACH

55

9. Budynki P G R we wsi Tworylne, pow. Ustrzyki
Fot.

M.

Biernacka

Hodowla owiec na terenie Bieszczad przechodziła różne fazy nasilenia.
Obecnie gospodarstwa hodują po kilka owiec, ale w okresie międzywojen­
nym 1 przed I wojną światową owiec prawie wcale nie hodowano. Naj­
starsi gospodarze pamiętają jednak, że w czasach ich młodości, a więc
ponad 60 lat wstecz, hodowano tu dużo owiec, Wypas owiec odbywał się
indywidualnie bądź zbiorowo na szałasach zwanych sałaszami. Szałasy
organizowano na połoninach: Wetlińskiej, Caryńskiej, Smereku, Wołosatym. Kierownik szałasu nazywał się juhasem, pomocnicy pastuchami.
Dziadek 80-letniej informatorki z Baligrodu prowadził szałas, w którym
miał kilkaset owiec pozbieranych od ludzi. 86-letnia informátorka z Cis­
nej pamięta, że na Wołosatym prowadził szałas Żyd Lejbach . 70-letni
informator z Solinki pamięta, że owce wypasano na szałasach.
Z mleka owiec wyrabiano bryndzę, a nawet oszczypki, ale o kształ­
tach okrągłych. Sery wyrabiano w domach. Na miejscach wypasów nie
było stałych kolib (jak to obserwuje się u górali podhalańskich), tylko
27

28

2 7

W wieku lat 70—86. Są to informatorzy. J . Feczycz z Cisnej lat 70, Michalczykowa z Baligrodu lat 80, Michalczyk lat 73 oraz babcia J . Wierzbickiego w Cis­
nej lat 86.
Według jej opowiadania Żyd Lejbach nie w y w i ą z a ł się ze swych obowiązków
wobec właścicieli owiec i z rozpaczy i strachu przed ludźmi podciął sobie gardło
.brzytwą.
2 8

�56

MARIA

BIERNACKA

małe przenośne kolibki służące pastuchom do spania. Właścicielom owiec
płacono serem. Ziemię koszarowano .
W związku z wypasem zachowały się tradycje posiadania przez paste­
rzy trombit, zwanych tu trombetami. W wypadku grożącego niebezpie­
czeństwa pasterze wygrywali na trombitach umówiony sygnał, który
przywoływał mieszkańców wsi na pomoc \
Należy podkreślić, że na terenach północnych (w okolicach Ropienki)
w badaniach naszych nie natrafiono na ślady wypasów w górach zarówno
owiec, wołów, jak i jałowizny. Na tym terenie gospodarstwa rolne były
mniejsze, przy czym posiadały minimalne obszary łąkowe i pastwiskowe.
Zdecydowana większość ludności zmuszona była odrabiać liczne dniówki
za prawo wypasu w lasach lub połoninach dworskich. W okresie między­
wojennym sytuacja ludności uległa dalszemu pogorszeniu. Zjawisko to
wystąpiło zresztą jaskrawię na całym obszarze Bieszczad. Przed I wojną
światową emigrowały stąd liczne rzesze ludności na Madziary (Węgry)
i do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. W okresie międzywojen­
nym wyjeżdżano do Francji oraz krajów Ameryki Południowej. Ponadto
uboga ludność Bieszczad tłumnie uczestniczyła w wyjazdach na roboty
sezonowe do dworów położonych w innych okolicach kraju oraz obrabiała
za nędzne wynagrodzenie liczne folwarki bieszczadzkie .
Poważny rozwój hodowli w okolicach wysokich połonin sprawiał, że
do czasów I wojny światowej ziemia bieszczadzka słynęła szeroko z targów
i jarmarków. Największe jarmarki na bydło, głównie woły, odbywały się
w Lutowiskach (dziś pow. ustrzycki) lub Baligrodzie. Starsi wspominają,
że na owe jarmarki przyjeżdżali wiedeńscy kupcy. Na jesienny jarmark
w Lutowiskach gospodarze spędzali swoje woły bezpośrednio z połonin.
Według licznych inforrnacji południowe Bieszczady były do czasów
I I wojny wielkim rezerwatem hodowlanym, z którego okupanci niemieccy
czerpali ogromną ilość bydła i trzody chlewnej. W tym też okresie —
jak opowiadają starsi — Niemcy wytrzebili ostatnie bieszczadzkie woły.
Do czasów ostatniej wojny na obszarze Bieszczad występowała wła­
sność: chłopska, dworska, gromadzka, parafialna i kapitulna . Dotyczy tc
29

?Á

3I

32

5 0

J . Feczycz opowiada, że bogatsi gospodarze mieli swoje koszary. Materiał na
ogrodzenie, zwane ostrożyną,
brano z dartej jodły. Ogrodzenie budowano na wys.
ok. 1,5 m jako ochronę przed wilkami. Koszary przestawiano i siano później na
tym miejscu żyto, które się bardzo dobrze rodziło.
" Tekst takiej piosenki zapisany przez J . Wierzbickiego z Cisnej:
„Tatuniu. tatuniu, berit sirak i huniu
I totuk fłyntynu, szczo wysyt na kłynu,
Bo już nasze wiłczy na desiatej hircy".
Informacje zaczerpnięte z Ropienki, Zawadki, Cisnej, Baligrodu, Wetliny.
'- Ziemia parafialna w jednej wsi wynosiła najczęściej ok. 20 ha. Ponieważ pa­
rafie obejmowały z reguły kilka wsi (przeważały tu zresztą parafie greckokatolickie),
л

111

?

�FORMY

ORGANIZACJI

PASTERSTWA

W

BIESZCZADACH

57

zarówno areału uprawnego, jak lasów oraz terenów wypasowych. Jedynie
własność gromadzką stanowiły z reguły lasy, do użytkowania których
uprawniało posiadanie gospodarstwa rolnego.
Ziemia poszczególnych gospodarstw lub dworów ciągnęła się pasami
od granicy do granicy, łącznie z połoninami i lasem. Do I wojny światowej
nie praktykowano tu podziałów ziemi. Gospodarstwo dziedziczył naj­
częściej najstarszy syn, który spłacał pozostałe rodzeństwo.
Zbiór siana na połoninach chłopskich odbywał się indywidualnie, ale
już wypasy dobytku prowadzono zbiorowo, bez przestrzegania podziałów
granicznych. Największy udział w połoninach miały gospodarstwa duże,
głównie dwory, które jednak granic swej własności przestrzegały.
Po I I wojnie światowej oraz wydarzeniach roku 1947 sytuacja własno­
ściowa w Bieszczadach zmieniła się gruntownie. W tych warunkach
istnieje duża możliwość zwiększenia hodowli. Jej obecny stan wymaga
poprawy, co wiąże się z koniecznością racjonalnego zagospodarowania
Bieszczad .
Państwowe Gospodarstwa
R o l n e po roku 1954 były
w posiadaniu wszystkich nie zamieszkanych wsi bieszczadzkich. W ostat­
nich latach obszar ich zmalał wybitnie na rzecz Państwowego Funduszu
Ziemi oraz gospodarstw indywidualnych. PGR prowadzą w dalszym ciągu
gospodarkę nastawioną na hodowlę oraz rolnictwo. Niektóre z nich, jak
np. Czarna i Serednica, pow. ustrzycki, lub Jabłonki, pow. leski, oprócz
bydła hodują także owce. Organizacja wypasu owiec wzorowana jest na
przykładach bacówek podhalańskich. W obu wypadkach funkcję gospoda­
rzy bacówek spełniają starzy doświadczeni bacowie z Podhala. Są między
nimi pewne różnice. Tak np. PGR w Serednicy {liczący ok. 600 owiec) nie
prowadzi przetwórstwa mleka na sery, lecz oddaje mleko do mleczarni.
Natomiast PGR w Jabłonkach (hodujący 800 owiec) prowadzi własną
bacówkę w Stężnicy, która zajmuje się wyrobem sera na szałasie.
Pracownicy zatrudnieni przy PGR-owskich bacówkach są jednak ina­
czej wynagradzani niż bacowie podhalańscy, tzn. według stawek obowią­
zujących wszystkich pracowników PGR. Gospodarstwa PGR-owskie po33

3 4

posiadłość księdza była nieraz znaczna. Ziemia kapitulna występowała w Woli
Michowej, pow. sanocki. Informacje dotyczące własności pochodzą od najstarszych
informatorów badanych wsi.
• Charakterystyczna pod tym względem była w y p o w i e d ź Józefczyka z Cisnej,
który uważa, że należy wprowadzić różne formy dobrze pomyślanego współzawod­
nictwa, które zmobilizuje ludność do racjonalniejszej gospodarki rolnej i hodo­
wlanej.
- W roku 1960 P G R w Czarnej prowadził 2 własne bacówki liczące po kilka­
set owiec. Hodowlę owiec i bacówkę prowadził również P G R w Żernicy, pow. leski.
W Rajskiem, pow. leski, obok hodowli bydła istniała hodowla owiec, ale bez bacówki
(informacje zaczerpnięte z Powiatowych Wydziałów Rolnictwa).
a

v

�58

MARIA

BIERNACKA

siadają liczne umowy z bacami podhalańskimi, Kółkami Rolniczymi,
Państwowym Przedsiębiorstwem Tuczu, którym wydzierżawiają duże
obszary ziemi na wypas lub na siano .
Drugą instytucją społeczną, która podobnie jak PGR prowadzi gospo­
darkę hodowlano-pasterską, jest spółdzielczość produkcyjna. Na terenie
Bieszczad istnieje kilka spółdzielni produkcyjnych (między innymi Kro­
ścienko, Kwaszenica, Moczary). Najbardziej zagospodarowana jest spół­
dzielnia produkcyjna w Krościenku pod Ustrzykami Dolnymi. Krościenko
zostało zasiedlone przez emigrantów greckich w liczbie ok. 4 tysięcy osób.
Większość ludności greckiej opuściła po pewnym czasie wieś, wyjeżdżając
do swych krewnych za granicę lub do osiedli greckich na Dolnym Śląsku.
Obecnie we wsi mieszka ok. 800 Greków oraz spora liczba Polaków. Spół­
dzielnia prowadzi zbiorowy wypas bydła i owiec oraz wyrabia sery. We
wsi istnieje wiele instytucji gospodarczych i kulturalnych prowadzonych
przez Greków. Część ludności greckiej mieszka również we wsi Trzcianiec .
N a j w i ę k s z y m e k s p l o a t a t o r e m opuszczonych tere­
n ó w b i e s z c z a d z k i c h s ą b a c ó w k i p o d h a l a ń s k i e . Od roku
1949—1950 rokrocznie bacowie nowotarscy, limanowscy, a sporadycznie
i nowosądeccy, przywożą wagonami towarowymi swoje stada owiec i by­
dła, aby je wypasać na bieszczadzkich pastwiskach. Liczba przetransporto­
wanych owiec w czasie jednego sezonu wynosiła w 1960 r. 47 000,
a w 1961 r. ok. 50 000 sztuk. Terminy pobytu owiec podhalańskich
w Bieszczadach zależą od możliwości transportowych oraz warunków k l i ­
matycznych. Na ogół sezon wypasów trwa od początku maja do końca
września. Owce i pozostały dobytek przywozi się taborem kolejowym do
Leska, Ustrzyk Dolnych, Baligrodu lub Łupkowa i stamtąd pędzi się je
do miejsca przeznaczenia. Drogę powrotną przebywa się w ten sam sposób.
Całą organizację owego wielkiego przedsięwzięcia przeprowadzają
bacowie, zrzeszeni we własnym związku zawodowym. Bacowie są faktycz­
nymi kierownikami poszczególnych zespołów wypasowych i ponoszą pełną
odpowiedzialność prawną, materialną oraz moralną za całość podjętych
zobowiązań. Nie trzeba zatem przekonywać, jak bardzo baca musi być
zainteresowany takimi sprawami, jak właściwy dobór zespołu, zawarcie
35

30

3 5

W 1960 r. 5 istniejących P G R na terenie pow. ustrzyckiego odstąpiło bacom
podhalańskim 6 obszarów wypasowych, w zamian za oddanie im swego bydła do
wypasu, oraz część łąk za zwrot ustalonej ilości siana. Równocześnie P G R ustrzyckie
wydzierżawiły ziemię dla 27 wsi z powiatów: mieleckiego, rzeszowskiego, jasielskiego.
Sucheckiego i łańcuckiego. Wielkość wydzierżawionych obszarów wahała się od 17 do
400 ha. W pow. leskim od roku 1950 do tej pory prowadzi się hodowlę tuczu przemy­
słowego w Kalnicy I, Choceniu i Seredniach Wielkich.
Informacje zaczerpnięte w Krościenku oraz w Powiatowym Wydziale Rolnym
w Lesku.
3 0

�FORMY

ORGANIZACJI

PASTERSTWA

W

BIESZCZADACH

59

intratnych umów dzierżawczych, umiarkowana wysokość wynagrodzeń
pracowniczych, opłaty za owce, koszty transportu itp. Większość wymie­
nionych transakcji jest już obecnie uregulowana i ujednolicona dla
wszystkich bacówek, niemniej jednak inicjatywa, energia, zdolności orga­
nizacyjne oraz umiejętność fachowa pozwalają bacom osiągać lepsze lub
gorsze wyniki.
Bacówki podhalańskie rozrzucone są na całym terenie Bieszczad;
największe ich skupiska znajdują się w południowych częściach powiatów:
ustrzyckiego, leskiego, sanockiego. Terenem wypasów są obszary dawnych
pól ornych, łąk i pastwisk, które bacowie dzierżawią od Państwowych
Gospodarstw Rolnych, Państwowego Funduszu Ziemi, Parku Tatrzań­
skiego, Nadleśnictw, a ostatnio także od Kółek Rolniczych. W pierwszym
okresie wypasów umowy z tymi instytucjami zawierali bacowie indywi­
dualnie, obecnie coraz częściej występują w imieniu podhalańskich kółek
rolniczych, które mają pierwszeństwo oraz ulgi przy zawieraniu umów.
Bacowie zabiegają usilnie o to, aby wydzierżawiony teren wypasowy
utrzymać przez kilka lat z rzędu w swoim posiadaniu (szczególnie wtedy,
jeśli posiada on odpowiednie walory, jak np. łatwy dojazd, dobra trawa,
bliskość rzeki). Niestety, walka o lepsze położenie szałasów jest wśród
baców bardzo silna i dlatego zjawisko przenoszenia się poszczególnych
zespołów co rok w inne miejsce jest dość częste. Są bacowie, którzy
w ciągu ubiegłych lat przewędrowali wiele miejscowości bieszczadzkich.
Połoniny bieszczadzkie są obecnie w minimalnym stopniu wykorzy­
stane do celów wypasowych. Górale podhalańscy osiedlają się ze swymi
bacówkami na terenach dawnych wsi i nie puszczają swego dobytku
w wyższe partie gór. Po prostu nie mają potrzeby tego czynić, ponieważ
na dole jest wystarczająca ilość potrzebnej paszy.
Budownictwo podhalańskich bacówek jest z reguły proste i często
bardzo prowizoryczne. Niepewność co do miejsca swego pobytu w latach
następnych wpływa demobilizująco na właścicieli inwestujących w urzą­
dzenie szałasu. Są jednak tacy bacowie, którzy się wyłamują z tego
i budują piękne szałasy (Horodek, Strubowiska). Bacówka podhalańska
składa się najczęściej z szałasu dla ludzi, koszaru dla owiec i bydła,
zagrody dla świń, bud dla psów-owczarków oraz przenośnych kolibek,
służących do spania pasterzom stróżującym nocą (w obawie przed w i l ­
kami). Szałas mieszkalny jest budynkiem stałym, koszar dla owiec i bydła
przebudowuje się w myśl zasad obowiązujących przy prowadzeniu racjo­
nalnej gospodarki pastwiskowej.
Bacówka jest jednostką gospodarczą wypasową i zarazem produkcyjną.
Na bacówce odbywa się dojenie owiec oraz przetwórstwo mleka na sery.
Buncem i oszczypkami wyprodukowanymi na szałasie płacą bacowie wła­
ścicielom owiec, pozostałe zaś nadwyżki sprzedają mleczarni w Rymanowie,

�00

MARIA

BIERNACKA

która we własnym zakresie organizuje zakup sera w Ustrzykach i Lesku,
czasami nawet dojeżdżając na bacówki (Strubowiska).
Nie wdając się w szczegółową analizę i opis życia i kultury górali
podhalańskich w Bieszczadach należy podkreślić, że kultura ta związana
jest jak najściślej z Podhalem. Tak w zakresie kultury materialnej, jak
obyczajów społecznych lub wierzeń górale pozostają wierni własnej, pod­
halańskiej tradycji. Dotyczy to szczególnie osób starszych. Młodzież coraz
częściej wykazuje tendencje do zrywania tradycyjnych więzi. Wyraża się
to między innymi w nowoczesnym sposobie ubierania, zachowania,
w odruchowych reakcjach, lekceważących np. opowiadania starych baców
na temat wierzeń, guseł, czarów.
Życie górali podhalańskich w Bieszczadach jest na ogół ciężkie i mało
atrakcyjne. Szczególnie dokuczliwe są okresy długotrwałych deszczów.
Górale w małym stopniu nawiązują kontakty z ludnością miejscową (nie
zawsze są do tego zresztą odpowiednie warunki ze względu na oddalenie
bacówek od osiedli). Kontakty między poszczególnymi bacówkami są
również sporadyczne. Pewną atrakcję w jednostajnym życiu stanowią
wędrówki turystów, wyjazdy ż serem do miasta, a przede wszystkim w y ­
jazdy urlopowe do rodzinnych domów.
Mimo wielu ujemnych stron życia pasterskiego większość górali wraca
stale w Bieszczady. Wiąże ich z t y m zajęciem perspektywa zarobków,
ale nie mniej ważną rolę odgrywa przywiązanie do zawodu. Pasterstwo,
juhasowanie — to zawód. Wielu z młodych i zdolnych ludzi liczy przy
tym na awans, który może pozwoli objąć w przyszłości funkcję bacy.
Ale czy istnieje perspektywa zdobywania awansu osobistego w za­
wodzie pasterskim oraz możliwość dalszego rozwoju sezonowego paster­
stwa w Bieszczadach? Wydaje się, że w miarę zasiedlania Bieszczad przez
nowych stałych osadników zanikać będzie forma sezonowych wypasów.
Według relacji władz powiatowych w Lesku i Ustrzykach nasilenie sezono­
wych wypasów maleje i tendencja ta będzie się raczej pogłębiać. Jeśli
nawet pasterstwo sezonowe utrzyma się przez czas dłuższy, to będzie
wypierane na wysokie połoniny. Ponieważ gospodarstwom indywidualnym
odpowiada forma oddawania owiec i jałowizny na okres letni, istnieje
możliwość przywrócenia starych miejscowych tradycji wypasania zbioro­
wego na połoninach. W t y m wypadku dużą usługę mogą tu oddać pasterze
podhalańscy, którzy posiadają rzeczywistą umiejętność prowadzenia gór­
skiej gospodarki pasterskiej .
37

Problem współczesnych form organizacji sezonowego pasterstwa górali pod­
halańskich w Bieszczadach posiada w Zakładzie Etnografii I H K M P A N pełną do­
kumentację. Tu zawarto tylko luźne uwagi natury ogólnej.

�FORMY

ORGANIZACJI

PASTERSTWA

W

BIESZCZADACH

61

Мариа Бернацка
ДАВНИЕ И СОВРЕМЕННЫЕ ФОРМЫ ОРГАНИЗАЦИИ ПАСТУШЕСТВА В БЕЩАДАХ
Резюме
Эта статья является предварительным итогом этнографических полевых работ, про­
водимых в 1960 — 1961 годах в Бещадах сотрудниками Отдела Этнографии Института Ма­
териальной Культуры Польской Академии Наук в Варшаве и студентами этнографии Вар­
шавского Университета.
Статья представляет образ современного скотоводственного хозяйства на территории
горной области Бещад. Территорию эту. от 1947 года едва в малом проценте заселенную,
характеризовала в последних годах малая доступность, и даже дикость. В настоящем вре­
мени проводятся здесь большие подготовительные работы для будущих поселенцев. На
этой территории имеются большие районы земли годящиеся в первую очередь для уста­
новления рационального хозяйства.
В настоящее время завелась здесь специфическая форма сезонного пастушества, пере­
мещённая с дальнего района горного Подхаля. Подхалянские горцы ежегодно приезжают
в Бещады с целым своим пожитком и нарядом (главным образом с овцами) на время лет­
них откормов и здесь ведут такоеже скотоводственное хозяйство как на Подхале.
На ряду с этими формами скотоводческого хозяйства существуют здесь также и иные.
Исходят они с одной стороны с почина опытов завести в Бешадах колективный строй го­
сударственного или артельного хозяйства и с другой со своеобразной традицией местного
скотоводческо-пастушеского дела. Которая из этих форм окончательно присвоится, по­
кажет ближайшая будущность.
Интереснейший вопрос в этом процессе, это модернизация традиционных форм мест­
ного скотоводческого дела (правда, во многом изменившихся в течении последних несколь­
ких лет) и слияние этой модели с формами подхалянского хозяйства.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10403" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10381">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/115654da058349e1e84dd871968b1947.pdf</src>
        <authentication>1f5a967e79a2bcf2d9f3b076f9e7800d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123703">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:890</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123704">
                <text>1977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123705">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:818</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123706">
                <text>Tatiana Angełowa Kolewa 1932-1976 / ETNOGRAFIA POLSKA 1977 t.21 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123707">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1977 t.21 z.1, s.11-14</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123708">
                <text>Biernacka, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123709">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123710">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123711">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="123712">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123713">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X I z. 1

TATIANA ANGEŁOWA KOLEWA
16 I V 1931 — 17 I 1976

B y ł a serdecznym przyjacielem P o l s k i i P o l a k ó w . Z n a j o m o ś ć h i s t o r i i
i k u l t u r y n a r o d ó w s ł o w i a ń s k i c h , k t ó r ą z d o b y ł a d z i ę k i s t u d i o m slawistyczn y m , p o z w o l i ł a Jej z b l i ż y ć się r ó w n i e ż do k u l t u r y n a r o d u polskiego. Szyb­
k i e opanowanie j ę z y k a polskiego oraz wczesne k o n t a k t y ze ś r o d o w i s k i e m
p o l s k i c h s l a w i s t ó w , a n a s t ę p n i e e t n o g r a f ó w — z w i ą z a ł y J ą mocno z n a ­
s z y m k r a j e m . P a s j ą Jej ż y c i a b y ł y jednak studia nad k u l t u r ą n a r o d u
b u ł g a r s k i e g o , u j m o w a n ą na szerokim t l e p o r ó w n a w c z y m S ł o w i a ń s z c z y z n y
i i n n y c h k r a j ó w E u r o p y , z w ł a s z c z a p o ł u d n i o w e j . W z w i ą z k u z t y m prze­
b y w a ł a na d ł u ż s z y m s t a ż u n a u k o w y m w Z w i ą z k u Radzieckim, uczest­
n i c z y ł a w r ó ż n e g o rodzaju m i ę d z y n a r o d o w y c h konferencjach i kongresach

�12

MARTA B I E R N A C K A

k r a j ó w E u r o p y wschodniej i p o ł u d n i o w e j . W p o l s k i m ś r o d o w i s k u e t n o ­
g r a f i c z n y m b y ł a c z ę s t y m i p o ż ą d a n y m g o ś c i e m . C e n i l i ś m y J ą za c h ł o n ­
n o ś ć i d o c i e k l i w o ś ć u m y s ł u , za s e r d e c z n o ś ć oraz s t a ł ą g o t o w o ś ć do g ł ę b ­
szego zaznajamiania się z k u l t u r ą p o l s k ą oraz z d o r o b k i e m etnograficz­
n y m P o l a k ó w . Jej osobistym k o n t a k t o m z p o l s k i m i etnografami n a l e ż y
m. in. zawdzięczać nawiązanie kilkuletniej w s p ó ł p r a c y naukowej p o m i ę ­
dzy I n s t y t u t e m H i s t o r i i K u l t u r y M a t e r i a l n e j Polskiej A k a d e m i i N a u k ,
a I n s t y t u t e m E t n o g r a f i i B u ł g a r s k i e j A k a d e m i i N a u k (1966-1971). N a ­
l e ż a ł a do p o l s k o - b u ł g a r s k i e g o z e s p o ł u e t n o g r a f ó w , k t ó r z y pod k i e r u n ­
k i e m prof. dr. W i t o l d a D y n o w s k i e g o p r o w a d z i l i badania etnograficzne
nad w s p ó ł c z e s n y m i p r z e m i a n a m i s p o ł e c z n o - k u l t u r o w y m i w s i b u ł g a r ­
skiej. B y ł a tej w s p ó ł p r a c y g o r ą c y m rzecznikiem, n i e z w y k l e k o l e ż e ń s k i m
i n i e z r ó w n a n y m p a r t n e r e m . Jej w i e l k a ż a r l i w o ś ć badawcza, g r u n t o w n a
wiedza w dziedzinie k u l t u r y l u d o w e j n a r o d u b u ł g a r s k i e g o oraz przyjazne
i trafne p o d e j ś c i e do badanej s p o ł e c z n o ś c i — doskonale w p r o w a d z a ł y
z e s p ó ł e t n o g r a f ó w p o l s k i c h w złożoność p r o b l e m ó w h i s t o r y c z n y c h i w s p ó ł ­
czesnych b u ł g a r s k i e j w s i . Do zbiorowego s t u d i u m p o d s u m o w u j ą c e g o w y ­
n i k i t y c h b a d a ń ( X V i X V I t o m „ E t n o g r a f i i Polskiej") w n i o s ł a s w ó j
i n d y w i d u a l n y w k ł a d w postaci opracowania Rola obrzędów
rodcwo-rodzinnych w życiu mieszkańców
Gramady"
(ok.
widyński).
Tatiana K o l e w a u r o d z i ł a się w Sofii, w rodzinie nauczycielskiej. O j ­
ciec Jej n a l e ż a ł do pierwszego pokolenia i n t e l i g e n c j i b u ł g a r s k i e j w y ­
w o d z ą c e j s i ę ze w s i i p o d t r z y m u j ą c e j silne z n i ą z w i ą z k i poprzez dzia­
ł a l n o ś ć w b u ł g a r s k i m r u c h u l u d o w y m . M a t k a b y ł a u t a l e n t o w a n ą na­
u c z y c i e l k ą . Po u k o ń c z e n i u s z k o ł y ś r e d n i e j s t u d i o w a ł a na U n i w e r s y t e c i e
S o f i j s k i m filologię s ł o w i a ń s k ą . Studia z a k o ń c z y ł a z w y r ó ż n i e n i e m w r o ­
k u 1955, po c z y m o t r z y m a ł a a s p i r a n t u r ę w I n s t y t u c i e E t n o g r a f i i i M u z e u m
B u ł g a r s k i e j A k a d e m i i N a u k . W 1961 r. u z y s k a ł a s t o p i e ń doktora nauk
h i s t o r y c z n y c h na podstawie r o z p r a w y Weselne obrzędy i zwyczaje w pół­
nocno-zachodniej
Bułgarii.
Od tej p o r y , aż do ostatnich d n i swego ż y c i a ,
Tatiana K o l e w a p r a c o w a ł a n a u k o w o w I n s t y t u c i e E t n o g r a f i i B A N . Praca
n a u k o w o - b a d a w c z ą p o c h ł o n ę ł a J ą c a ł k o w i c i e — jej o d d a w a ł a c a ł ą s w o j ą
e n e r g i ę . D o w o d e m tego z a a n g a ż o w a n i a i w i e l k i e j pasji badawczej są za­
r ó w n o zbiory m a t e r i a ł ó w etnograficznych zgromadzone przez N i ą p o d ­
czas b a d a ń t e r e n o w y c h p r o w a d z o n y c h na w i e l u obszarach B u ł g a r i i , j a k
r ó w n i e ż liczne opracowania n a u k o w e b ę d ą c e i c h w y n i k i e m i podsumowa­
n i e m . Obok prac n a u k o w y c h w I n s t y t u c i e p r o w a d z i ł a Ona ponadto w l a ­
tach 1963-1970 z a j ę c i a d y d a k t y c z n e z etnografii na
Wielkotyrnowskim
U n i w e r s y t e c i e , a od r o k u 1974 na U n i w e r s y t e c i e S o f i j s k i m .
Zainteresowania n a u k o w e T a t i a n y K o l e w y s k u p i a ł y się g ł ó w n i e w o k ó ł
p r o b l e m a t y k i z w i ą z a n e j z k u l t u r ą s p o ł e c z n ą i d u c h o w ą B u ł g a r ó w oraz
p o r ó w n a w c z o z k u l t u r ą i n n y c h k r a j ó w s ł o w i a ń s k i c h . W b i b l i o g r a f i i Jej
prac, liczącej ponad 30 pozycji w y d a w n i c z y c h , c z o ł o w e miejsce z a j m u j ą
a r t y k u ł y i opracowania d o t y c z ą c e r o d z i n y oraz w i e r z e ń , z w y c z a j ó w i ob-

�13

T A T I A N A K O L E W A 1932-1976

r z ę d ó w . T e m a t o w i t e m u p o ś w i ę c i ł a w i e l e lat swego ż y c i a i pracy, p r z y
c z y m w o s t a t n i m czasie c a ł y s w ó j w y s i ł e k k o n c e n t r o w a ł a przede wszyst­
k i m na opracowaniu m i t ó w , w i e r z e ń , z w y c z a j ó w i o b r z ę d ó w z w i ą z a n y c h
z p o s t a c i ą Św. Jerzego. Praca ta przygotowana j a k o obszerne s t u d i u m
monograficzne, b ę d ą c e niejako s y n t e z ą Jej d o ś w i a d c z e ń i o s i ą g n i ę ć n a u ­
k o w y c h w t y m zakresie — nie z o s t a ł a niestety doprowadzona do k o ń c a .
N a l e ż y m i e ć n a d z i e j ę , że n a j w a ż n i e j s z e i c a ł k o w i c i e u k o ń c z o n e f r a g ­
m e n t y u k a ż ą się z czasem w d r u k u .
W latach ostatnich T a t i a n a K o l e w a b r a ł a r ó w n i e ż u d z i a ł w pracach
z b i o r o w y c h swego I n s t y t u t u nad p r z y g o t o w a n i e m 3-tomowej syntezy p t .
Etnografia
Bułgarów
oraz s t u d i u m o B u ł g a r a c h , przeznaczonym do m i ę ­
dzynarodowego w y d a w n i c t w a — Etnografia
Narodów
Słowiańskich.
Jej
p l a n y n a u k o w e o b e j m o w a ł y ponadto p r o b l e m a t y k ę d o t y c z ą c ą m ł o d z i e ż o ­
w y c h g r u p r ó w i e ś n i c z y c h na wsi b u ł g a r s k i e j oraz z w y c z a j ó w i n i c j a c y j ­
nych wśród dziewcząt. Interesowały J ą również tematy związane z funk­
c j a m i o b r z ę d o w y m i i s y m b o l i c z n y m i s t r o j u ludowego.
Za o s i ą g n i ę c i a w p r a c y n a u k o w e j i d y d a k t y c z n e j u z y s k a ł a s t o p i e ń
samodzielnego p r a c o w n i k a naukowego oraz z o s t a ł a odznaczona z ł o t ą , j u ­
bileuszową odznaką Bułgarskiej Akademii Nauk.
T a t i a n ę K o l e w ę c e c h o w a ł o w i e l k i e poczucie g o d n o ś c i oraz odpowie­
d z i a l n o ś c i w p r a c y zawodowej. Owa z a ś tak charakterystyczna dla Jej
o s o b o w o ś c i postawa n i e z a l e ż n o ś c i i swoistej d u m y narodowej w y n i k a ł y
z n a w i ą z y w a n i a do najlepszych t r a d y c j i , odrodzonego po latach n i e w o l i ,
bohaterskiego n a r o d u b u ł g a r s k i e g o .
Tatiana K o l e w a n a l e ż a ł a do l u d z i n i e p r z e c i ę t n y c h — szlachetnych
i pięknych.
Maria

Biernacka

B I B L I O G R A F I A WAŻNIEJSZYCH P R A C T A T I A N Y K O L E W Y
1. Sywremennata narodna swatba w Razłożkija
kraj, „Izwestija na Etnografskija
Institut i Muzej", t. 6 :1961, s. 277-283.
2. Po njakoi wyprosi ot problematikata na jużnosławianskite
obiczai pri sejtba,
„Izwestija na Etnografskija Institut i Muzej", t. 10: 1967, s. 173-200; streszcz.
franc, i ros.
3. Куш wyprosa za integracijata na semejnite obiczai w nowoobrazuwanite seliszta
w Błagojewgradsko,
„Izwestija na Byłgarskata Istorija", t. X X V : 1967, s. 129149.
4. Rodzina i stosunki rodzinne w społeczności
Bułgarów
rodopskich, „Etnografia
Polska", t. 12: 1968, s. 431-451.
5. Semejstwo i semejni otnoszenija u rodopskite Byłgari, [w:] Narodnostna i bito­
wa obsztnost na rodopskite Byłgari, Sofija 1969, s, 151-169. Streszcz. ros. i franc.
6. O niekatorych woprosach razwitija obiczajew. (Na bołgarskom
rnatieriale), „Sowietskaja Etnografija", t. 1: 1969, s. 68-78.

�14

MARIA B I E R N A C K A

7. Zimnyj cikl obiczajew jużnych Slawian. (К woprosu s
strukturotipołogiczeskom
analizie obriednosti), „Sowietskaja Etnografija", t. 3: 1971, s. 40-50.
8. Rola obrzędów
rodowo-rodzinnych
w życiu mieszkańców
Gramady, „Etnografia
Polska", t. 15: 1971, z. 1, s. 225-248.
9. Žensko i detsko gurbetczijstwo
(isztilk) w Razłożko
i Błagojewgradsko
prez
1865-1912 д., „Izwestija na Etnografskija Institut i Muzej", t. 7: 1964, s. 83-106.
10. Tipołogija
na gergiowdenskite obiczai, [w:] Pyrwi Kongres na bjyłgarskata
istorija, t. I I , 1972, s. 193-197.
11. Dynamika obyczajów
i obrzędów,
ich funkcja i struktura, „Etnografia Polska",
t. 16: 1972, z. 2, s. 245-259.
12. Kalendarnyje obyczai i obriady w stranách zarubieżnoj
Jewropy XIX
naczała
XX b., [w:] Zimnije prazdniki, Moskwa 1973, s. 266-283.
13. Institut des initiations en Bułgarie, „Ethnologia Slavica", t. 5: 1973, s. 163-185.
14. Za proizchoda na proletnite mominski obiczai, [w:] Problemy na
byłgarskija
folklor, Sofija 1974, s. 367-372.
15. Wiesiennije diewiczji obyczai u niekatorych jużnosłowianskich
narodów,
„So­
wietskaja Etnografija", t. 5: 1974, s. 74-85; streszcz. ang.
16. Sur l'origine ďun groupe de coutumes et rites dans le region
Balkano-Carpatique, „Thracia", 1974, s. 219-227.
17. Vestiges de rites d'initiation dans les coutumes de printemps des jeunnes filies
bulgares, „Etudes Balkaniques", t. 1: 1974, s. 65-85.
18. Wtóra meżdunarodna
konferencija na slawianskite etnografi, „Polsza", okt. 1974;
„Istoriczen preglied", t. 1: 1975, s. 124-127.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8279" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8260">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/92007af2dc620c1d7aa9348cd967133e.pdf</src>
        <authentication>8fdca8a0c0f95e47dde3740ee68e875f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98949">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1252</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98951">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98953">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98955">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1156</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98957">
                <text>Z żałobnej karty / ETNOGRAFIA POLSKA 1986 t.30 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98959">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1986 t.30 z.1, s.213-226</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98962">
                <text>Biernacka, Maria; Szromba-Rysowa, Zofia; Kowalska-Lewicka, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98965">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98968">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98970">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="98974">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98981">
                <text>Z

Ż

A

Ł

O

B

N

E

J

К

A'

R

T

Y

„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. X X X : 1986, z. 1
P L I S S N 0071-1861

KAZIMIERA

ZAWISTOWICZ-ADAMSKA
(1897-1984)

d n i u 8 l i p c a 1984 r. z m a r ł a w

Ł o d z i prof, dr hab. K a z i m i e r a

Zawistowicz-

- A d a m s k a , w y b i t n y badacz i teoretyk

W

kultury ludowej, utalentowany

i niestrudzo­

ny

działacz

etnografów

na
—

polu

jej

krzewienia

niezawodny

i

popularyzacji, wychowawca

przyjaciel ludzi wiejskich. N a l e ż a ł a

wielu

pokoleń

do p o k o l e n i a

tych

P o l a k ó w , k t ó r z y start ż y c i o w y rozpoczynali u progu odzyskania n i e p o d l e g ł o ś c i i c a ­
łe swoje późniejsze życie i działalność p o ś w i ę c i l i w y t ę ż o n e j pracy nad utrwalaniem
najwyższych

wartości

w

r o z w o j u odrodzonego n a r o d u , s p o ł e c z e ń s t w a

i

jego

kul­

tury.
Urodziła
spędziła

w

się na
Pińsku

m a t k i za u d z i a ł w
ców,

po

wczesna

których
śmierć

Ukrainie w
n a Polesiu.

miejscowości
Była

córką

powstaniu listopadowym
ślad

zaginął,

a

cowi w s i s p o w o d o w a ł a ,

rodzinny

po u d z i e l e n i u

ż e r a z e m ze s w y m

Najwcześniejszą
dziadkowie

młodość
ze

strony

p o d z i e l i l i los t y c h s y b e r y j s k i c h z e s ł a ń ­

ich m a j ą t e k

ojca z m a r ł e g o na tyfus

Haniebno.

lekarza, którego

uległ

konfiskacie.

pomocy choremu

trzyosobowym

rodzeństwem

Przed­

mieszkań­
wychowy­

w a ł a s i ę pod w y ł ą c z n ą o p i e k ą m a t k i p r o w a d z ą c e j w P i ń s k u w ł a s n ą k s i ę g a r n i ę . M a t ­
ka,

pochodząca

pensji m o g ł a

również

po ś m i e r c i

z

rodziny

męża

nie dla c a ł e j rodziny. K s i ę g a r n i a
dodatkową

ziemiańskiej,

rozpocząć

pracę

ta z r e s z t ą w

dzięki

ukończonej

zawodową,

ó w c z e s n y c h latach niewoli

f u n k c j ę — o ś r o d k a krzewienia polskości. W niej bowiem

no n i e l e g a l n i e

polskie

pisma, książki

warszawskiej

zapewniającą

i broszury dostarczane

utrzyma­
spełniała

rozprowadza­

z Warszawy, a

k i e d y n a w e t poprzez k o r d o n y g r a n i c z n e z t e r e n u i n n y c h z a b o r ó w .

nie­

�214

Z ŻAŁOBNEJ K A R T Y
W

tej

niecodziennej

głębianej

jeszcze

skiej uczącej
osobowość
nia

szkole

rozbudziło

humanistyczne,

nej,

a

także

należała
w

się w

młodziutkiej

z książką

atmosferze

w

Zawistowicz.

niej wielkie

zamiłowanie

zdyscyplinowanie

I wojny

języka

pracą

w

Na

kształtowanie

kontakty

w i e , gdzie k s z t a ł c i ł
Po

w

ukończeniu

się Jej

systematyczność
młodzieży

w

zaznaczyło

się wojsk

osobowości

średniej

rozpoczęła

studia

że

się już

rosyjskich

nauczycielką

znaczny

młodzieży

w

dziennikarskie

wpływ
Warsza­

się starszy brat i mieszkali k r e w n i oraz przyjaciele
szkoły

szkol­

sprawiły,

została w niej

środowiskami

się

uzdolnie­

nauce

polskiej

po w y c o f a n i u

postaw i

z patriotycznymi

po­
pol­

zetknięcie

do c z y t a n i a . W r o d z o n e

kółku

Pińsku

domu,

c h a r a k t e r oraz

wczesne

się młodzieży. T o wyróżnienie

ś w i a t o w e j , kiedy

również

rodzinnym

się świadomość,

wewnętrzne,
tajnym

w

organizacji m ł o d z i e ż y

Bardzo

polską szkółkę, a młodziutka Kazimiera

polskiego.

wywarły

tajnej

rosyjskiej, kształtowała

do g r o n a w y r ó ż n i a j ą c e j

czasie

wpajanej
do

Kazimiery

kierowanie

zorganizowano

polskości

dodatkowo p r z y n a l e ż n o ś c i ą

rodziców.

na

Wolnej

W s z e c h n i c y P o l s k i e j (1920-1923). Z a f a s c y n o w a n a w y k ł a d a m i profesora etnografii

Sta­

nisława

Poniatowskiego,

oraz

kulturę

ludów

ległej

który

pierwotnych

perspektywie

kulturę

ludową

ukazywał

historycznej,

w

t y m p o z o s t a ł a w i e r n a przez całe swoje
Etnografię

i etnologię

i

Uniwersytecie

cywilizowanych

przestrzennym

studia

zróżnicowaniu

etnologiczne

i

z z a k r e s u socjologii,

towskiego, S. C z a r n o w s k i e g o ,

kierunkiem

roz­

życie

naukowe.

historii kultury,

s t u d i o w a ł a w l a t a c h 1923-1929 n a W o l n e j

W a r s z a w s k i m pod

i

zainteresowaniom

d ł u g i e i bardzo intensywne

oraz n a u k i pokrewne

archeologii i j ę z y k o z n a w s t w a
Polskiej

ich

wybrała

społeczeństw

profesorów

L . K r z y w i c k i e g o , W. A n t o n i e w i c z a

Wszechnicy

—

S.

Ponia­

oraz J . N . B a u -

doun de C o u r t e n a y .
Zdecydowane
wały,

zainteresowania

że już w

Katedrze

okresie

Etnologii

studiów

Wolnej

naukowe
została

Wszechnicy

oraz

dociekliwość

asystentką

Polskiej

prof.

badawcza

spowodo­

S. P o n i a t o w s k i e g o

(1923-1928), a n a s t ę p n i e

w

przy

Zakła­

dzie E t n o l o g i i T o w a r z y s t w a N a u k o w e g o W a r s z a w s k i e g o

(1928-1932). W t y m t e ż c z a ­

sie o d b y w a ł a

(Łotwa, Estonia,

liczne

skandynawskich
dów

oraz

podróże

do k r a j ó w

(Szwecja, Norwegia,

pracami

ośrodków

studenckich

nadbałtyckich

Dania), zapoznając

naukowo-badawczych

kulturalnych.

archeologiczno-etnograficznych

Finlandia),
tych

w

Austrii,

C z e c h o s ł o w a c j i , n a W ę g r y i do W ł o c h . W 1929 r. d o k t o r y z o w a ł a

go u prof. J . S. B y s t r o n i a ( r o z p r a w a d o k t o r s k a pt. Zawarcie
no w

polskich

do

i etnologii n a W y d z i a l e F i l o z o f i c z n y m U n i w e r s y t e t u
obrzędach

weselnych

opublikowana

małżeństwa

przez

w n r 10 P r a c K o m i s j i

(1930-1931). S t u d i a te p r o w a d z i ł a w É c o l e P r a t i q u e des H a u t e s S t u d e n t ,

czych

w y b i t n e g o uczonego prof.

do w y s t a w y

syteckie

w

kolonialnej

Niemczech

gicznego S o r b o n y
mi

fesorami

muzealnych

Paryżu, zwiedziła

oraz b r a ł a u d z i a ł

w

najważniejsze

wyprawie

grot w

Finlandii

i Estonii,

naukowej

miasta

Pirenejach, połączonej

gdzie p r z y ś c i s ł e j

oraz

gromadząc

Etnolouniwer­
Etnolo-

z badania­
(1931-1932)

współpracy
studia

na temat p o w i ą z a ń k u l t u r o w y c h s ł o w i a ń s k o - f i ń s k i c h .
kierunkami badań

materiał

z pro­

etnologiczZapoznając

porównawczy

swych prac szczególną u w a g ę z w r a c a ł a na organizację ś r o d k ó w dokumentacji
g r a f i c z n e j oraz m e t o d y k ę p r a c t e r e n o w y c h . Z w i e d z y tej i d o ś w i a d c z e ń m i a ł a w
w i ę k s z y m stopniu k o r z y s t a ć p r z y o r g a n i z o w a n i u
de w s z y s t k i m j e d n a k w ó w c z a s , gdy m o g ł a
w a d z o n y c h p r z e z siebie p l a c ó w k a c h

w ł a s n y c h b a d a ń terenowych,

kierować zespołami

naukowych.

do
pod

przygotowaw­

Instytutu

Tallgrenem, Ailio, Europensem i K r o h n e m prowadziła

z najnowszymi

studia

Instytucie

pracach

kraju Basków. W następnym roku akademickim

ponownie w

no-archeologiczne
się

w

n a roczne

M a r c e l a M a u s s a , oraz w

ponadto w

do p r z e d h i s t o r y c z n y c h

etnograficznymi

przebywała

w

wyjechała

kup­

Etnogra­

Polskiej

na Sorbonie. U c z e s t n i c z y ł a

czym

się z za­

Jagiellońskie­

Paryża

kierunkiem

po

Jugosławii,

ficznej

gicznym

Akademii Umiejętności),

naro­

Uczestniczyła

również

k r e s u etnografii

wycieczkach

i

się z kulturą

etnografów

w

do

etno­
naj­
prze­
pro­

�Z ŻAŁOBNEJ

215

KARTY

Dorobkiem tych pierwszych z a i n t e r e s o w a ń naukowych, podróży i s t u d i ó w za­
granicznych K a z i m i e r y Z a w i s t o w i c z - A d a m s k i e j b y ł y liczne a r t y k u ł y i r e p o r t a ż e
drukowane p r z e w a ż n i e w czasopismach: „ W i e d z a i Życie", „Ziemia", „ K u r i e r L i teracko-Naukowy", „ L i t e r a t u r a Powszechna". P r o b l e m a t y k a tych o p r a c o w a ń doty­
c z y ł a g ł ó w n i e f o l k l o r u s ł o w i a ń s k i e g o ( c y k l a r t y k u ł ó w o o b r z ę d a c h d o r o c z n y c h ) oraz
f o l k l o r u f i ń s k i e g o i e s t o ń s k i e g o ( c y k l a r t y k u ł ó w n a t e m a t sag n a r o d o w y c h t y c h k r a ­
j ó w oraz i c h l i t e r a t u r y ) .
N o w y etap p r a c b a d a w c z o - n a u k o w y c h K a z i m i e r y Z a w i s t o w i c z - A d a m s k i e j , z a ­
m y k a j ą c y s i ę w l a t a c h 1932-1939, w i ą z a ł s i ę j u ż ś c i ś l e z o b s z a r e m z i e m p o l s k i c h .
P r z e d m i o t e m J e j z a i n t e r e s o w a ń s t a ł a s i ę h i s t o r i a etnografii i etnologii p o l s k i e j oraz
k u l t u r a l u d o w a s p o ł e c z n o ś c i w i e j s k i e j . W y k ł a d y z d z i e j ó w etnografii i etnologii p r o ­
wadziła na różnych kursach k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w y c h , g ł ó w n i e jednak w ramach
d z i a ł a l n o ś c i I n s t y t u t u Pedagogicznego p r z y Z w i ą z k u N a u c z y c i e l s t w a Polskiego. P r z e ­
ł o m o w y m m o m e n t e m , n a j t r w a l e j w i ą ż ą c y m K a z i m i e r ę Z a w i s t o w i c z ze s p r a w a m i
p o l s k i e j w s i i j e j k u l t u r y , b y ł o n a w i ą z a n i e w 1937 r. w s p ó ł p r a c y z prof. L . K r z y ­
w i c k i m w I n s t y t u c i e G o s p o d a r s t w a S p o ł e c z n e g o . P o d jego k i e r u n k i e m z a p r o j e k t o ­
wane z o s t a ł y szeroko z a k r o j o n e b a d a n i a d o t y c z ą c e w p ł y w u e m i g r a c j i z a r o b k o w y c h
na przemiany kulturowe w s i . Do b a d a ń stacjonarnych wytypowano w i e ś Z a b o r ó w
( w d a w n y m pow. b r z e s k i m ) , p o s i a d a j ą c ą bogate t r a d y c j e w y c h o d ź s t w a z a r o b k o w e ­
go do A m e r y k i i sezonowego n a t z w . „ s a k s y " . Z e s w y m n a b y t y m d o ś w i a d c z e n i e m
w ł ą c z y ł a się w o p r a c o w a n i e s z c z e g ó ł o w y c h w y t y c z n y c h do b a d a ń t e r e n o w y c h n a d
t y m p r o b l e m e m , a t a k ż e n a d k o n c e p c j ą p r z e w i d z i a n e g o 3-tomowego zbiorowego
d z i e ł a pt. Społeczność
wiejska.
W czasie p o b y t u w Z a b o r o w i e (od s i e r p n i a 1937 do
c z e r w c a 1938 r.) K a z i m i e r a Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a o b j ę ł a b a d a n i a m i w s z y s t k i e r o ­
d z i n y i g o s p o d a r s t w a . P r z y j ę t a z a s a d a n a w i ą z y w a n i a przez b a d a c z a t e r e n o w e g o b e z ­
p o ś r e d n i c h k o n t a k t ó w z b a d a n ą s p o ł e c z n o ś c i ą , a t a k ż e p r ó b a d o j ś c i a do w z a j e m n e ­
go z r o z u m i e n i a i p e ł n e g o z a u f a n i a — b y ł y nie t y l k o n o w a t o r s k i e , ale r ó w n i e ż b a r ­
dzo o w o c n e w w y n i k a c h . Z a s a d a p o z n a n i a n a j p i e r w samego ś r o d o w i s k a s p o ł e c z ­
nego — z a n i m p r z y s t ą p i s i ę do j a k i c h k o l w i e k w n i m d z i a ł a ń — nie s t r a c i ł a do
dni d z i s i e j s z y c h n a s w y m z n a c z e n i u . „ M ą d r o ś c i " tej n a u c z y ł K a z i m i e r ę Z a w i s t o ­
w i c z - A d a m s k a z a p r z y j a ź n i o n y z N i ą od lat J ę d r z e j C i e r n i a k , s y n z i e m i Zaborow­
skiej, w y b i t n y d z i a ł a c z o ś w i a t o w y , t w ó r c a i realizator koncepcji teatru ludowego —
ó w c z e s n y wizytator Ministerstwa W y z n a ń Religijnych i O ś w i e c e n i a
Publicznego.
W s p ó ł p r a c a z Instytutem Pedagogicznym Z N P , w y k ł a d y na licznych kursach
o ś w i a t o w y c h , badania p o d j ę t e w Instytucie Gospodarstwa S p o ł e c z n e g o , a przede
w s z y s t k i m b e z p o ś r e d n i e uczestnictwo w ż y c i u w s i Zaborowa — z b l i ż y ł y K a z i m i e r ę
Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a z a r ó w n o do p r o b l e m ó w n u r t u j ą c y c h c a ł ą ó w c z e s n ą w i e ś , j a k
r ó w n i e ż do l u d z i w s i . W b a d a n e j s p o ł e c z n o ś c i w i d z i a ł a O n a nie t y l k o p r z e d m i o t
s w y c h b a d a ń , ale ż y w e , t w ó r c z e j e d n o s t k i i ś r o d o w i s k a — ze w s z y s t k i m i i c h p r o ­
blemami społecznymi i indywidualnymi. Działalność badawczo-naukowa i dydak­
t y c z n a oraz z a a n g a ż o w a n i e s p o ł e c z n e K a z i m i e r y Z a w i s t o w i c z - A d a m s k i e j z a o w o c o ­
wały z n ó w licznymi opracowaniami z zakresu kultury społecznej wsi (cykl a r t y ­
k u ł ó w d o t y c z ą c y c h o b r z ę d o w o ś c i r o d z i n n e j ) i h i s t o r i i etnografii p o l s k i e j , w y t y c z ­
n y m i do g r o m a d z e n i a m a t e r i a ł ó w e t n o g r a f i c z n y c h w terenie p r z e z n a u c z y c i e l i , s t u ­
d e n t ó w , m ł o d z i e ż s z k o l n ą p r z e b y w a j ą c ą n a obozach, a t a k ż e m ł o d z i e ż z o r g a n i z o w a ­
ną w z w i ą z k a c h m ł o d z i e ż y wiejskiej. Z o p r a c o w a ń d o t y c z ą c y c h metodyki b a d a ń
t e r e n o w y c h n a s p e c j a l n e w y r ó ż n i e n i e z a s ł u g u j e p o z y c j a — Problem
kultury
ludo­
wej w badaniach, nad ś r o d o i o i s k i e m (1938 г.). N a j w i ę k s z y w y s i ł e k s k i e r o w a n y n a
o p r a c o w a n i e i w y d a n i e zbiorowego d z i e ł a o Z a b o r o w i e p r z e r w a ł a I I wojna ś w i a ­
towa. S z c z ę ś l i w i e się z ł o ż y ł o , ż e n a p i s a n e przez N i ą r o z d z i a ł y z o s t a ł y u r a t o w a n e
i d o c z e k a ł y s i ę w 1948 r. w y d a n i a k s i ą ż k o w e g o Społeczność
wiejska.
P r z e z "cały okres

o k u p a c j i n i e m i e c k i e j , a ż do p o w s t a n i a

warszawskiego

włącz-

�216

Z ŻAŁOBNEJ

nie, K a z i m i e r a
pod

KARTY

Zawistowicz-Adamska uczestniczyła w pracy konspiracyjnej, p e ł n i ą c

pseudonimem

„Krystyny

Zaborowskiej" odpowiedzialną

funkcją

w

Centralnej

K o m ó r c e L e g a l i z a c y j n e j ( k r y p t o n i m „ P a r k " , „ L e t a " , „Izba") p r z y K o m e n d z i e
nej A r m i i

Krajowej

w

Warszawie. Była

współorganizatorką,

nikiem pracowni w y d a w a n i a nielegalnych

dowodów

Głów­

a następnie

kierow­

książeczek

wojsko­

osobistych,

w y c h i k e n n k a r t . W p r a c y tej — w y m a g a j ą c e j n i e t y l k o odwagi, a l e t a k ż e
nałej
że

organizacji

i

p r e c y z j i —• b y ł a

„cały warsztat pracowni

«Krystyna»
blankiety

wszystko

od p o c z ą t k u

przemyślała

— wszystko

niezastąpiona.

miało

jej istnienia b y ł idealnie

i dokładnie

swoje

Współpracownicy

opracowała:

miejsce, k a ż d y

z napisem danej m i e j s c o w o ś c i , tak samo wzory, podpisane
tego

stworzyła

wypuściła
źle

życzliwą,

serdeczną

tusze,

oddzielnie

wzory,

opakowany

b l a n k i e t y itp. [...]

atmosferę

pracy

[...]

Prócz

Krystyna

nie

z p r a c o w n i o m y ł k i , nie b y ł o w y p a d k u , aby k i e d y k o l w i e k z w r ó c o n o

wykonany

nigdy

wspaniałą,

zorganizowany.

pieczątki,

komplet

dosko­

wspominają,

dokument

«wsypy»,

a to w

n o ś c i i zasadzie
Niezależnie

[...]

W pracowni

pewnej

polskich lewych

mierze z a w d z i ę c z a j ą c

nie

było

zorganizowanej

łącz­

« K r y s t y n y » , ż e do p r a c o w n i m i a ł y d o s t ę p t y l k o j e j p r a c o w n i c z k i " .
od

działalności

w

Centralnej K o m ó r c e

Legalizacyjnej

O n a t a k ż e (w l a t a c h 1942-1944) w y k ł a d y zlecone z etnografii
kompletach

Wolnej

towych.

interesujące

Te

dokumentów

dobrze

nam

W s z e c h n i c y P o l s k i e j oraz i n n y c h , n i e l e g a l n y c h
wykłady

wygłaszane

piękną

kraju, już w

m a r c u 1945

r. K a z i m i e r a

prowadziła

i etnologii n a t a j n y c h

polszczyzną

kursach

oświa­

wspominają

do

dziś ich słuchacze.
Po

wyzwoleniu

przystąpiła
niąc

w

stępca
wała

do

niej

organizowania

a ż do

profesora,
się

w

wzajemna

1952

emerytury

a

następnie

r. n a

(1967)

funkcję

j a k o profesor

Uniwersytecie

i współdziałanie

Zawistowicz-Adamska

Katedry Etnografii na Uniwersytecie
nadzwyczajny

Jagiellońskim

w kulturach

Łódzkim,

k i e r o w n i k a —• p o c z ą t k o w o

ludowych.

na

i zwyczajny.
podstawie

peł­

jako

za­

Habilito­

pracy

Pomoc

Równolegle z pracą w Katedrze

E t n o g r a f i i U Ł p r o w a d z i ł a r ó w n i e ż w y k ł a d y zlecone z etnografii

i etnologii w

Wyż­

szej S z k o l e G o s p o d a r s t w a W i e j s k i e g o (1945-1947) oraz w P a ń s t w o w e j W y ż s z e j S z k o ­
le T e a t r a l n e j (1946-1949).
Działu

Etnografii w

Począwszy

Łódzkim

od 1955 r . b y ł a p r z e z w i e l e

Muzeum

Archeologicznym

i

lat

kierownikiem

Etnograficznym, a

1954 do 1972 r . k i e r o w n i k i e m P r a c o w n i E t n o g r a f i i I n s t y t u t u H i s t o r i i K u l t u r y

od
Ma­

terialnej P A N .
Lata

powojenne

były

dla K a z i m i e r y

nej pracy naukowo-badawczej
ności w

Zawistowicz-Adamskiej okresem

wytężo­

i d y d a k t y c z n e j oraz ś c i ś l e z n i m i z w i ą z a n e j

działal­

zakresie organizacji n a u k i i popularyzacji najszerzej p o j ę t e j wiedzy

graficznej. J e j zainteresowania
zespołowe

prace u c z n i ó w

naukowe, realizowane

i współpracowników,

niczych kierunkach: b a d a ń nad specyfiką
nów

c e n t r a l n e j P o l s k i oraz t z w .

badań

etno­

poprzez w ł a s n e b a d a n i a oraz

prowadzone

były

w

dwóch

zasad­

gospodarczą i społeczno-kulturową
problemowych,

przeprowadzanych

regio­
w

róż­

n y c h regionach k r a j u , a d o t y c z ą c y c h takich z a g a d n i e ń , jak: tradycyjne i w s p ó ł c z e s ­
ne f o r m y p o m o c y w z a j e m n e j , r ó ż n e r o d z a j e w s p ó ł d z i a ł a n i a

gospodarczego,

wpływ

zajęć pozarolniczych, w i ę z i s p o ł e c z n e i ich przemiany.
Szczególną wagę przywiązywała Kazimiera
renowych.
rym

W

dzieliła

tym

s i ę bez

ich nieustannie

reszty

dysponowała
ze

swymi

Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a do b a d a ń

własnym

bogatym

doświadczeniem,

uczniami i w s p ó ł p r a c o w n i k a m i ,

te­
któ­

pobudzając

do d a l s z y c h o s i ą g n i ę ć n a p o l u d o k u m e n t a c j i g i n ą c y c h f o r m k u l t u r y

ludowej. D o t y c z y ł o
UŁ,

zakresie

to

jak i zespołów

zarówno

prac prowadzonych

badawczo-naukowych

w

w

ramach K a t e d r y Etnografii

M u z e u m oraz P r a c o w n i E t n o g r a f i c z ­

nej I H K M P A N .
W a ż n y m terenem
ły

instytucje

ożywionej

i organizacje

działalności Kazimiery

naukowe

oraz s p o ł e c z n e .

Zawistowicz-Adamskiej

Już w

1929 r. z o s t a ł a

by­

człon-

�Z ŻAŁOBNEJ

kiem-współpracownikiem
czywistym
tut

Instytutu

International

K o m i s j i Etnograficznej P A U w Krakowie,

Nauk

Antropologicznych

TNW,

członkiem

członkiem

tytularnym

d ' A n t r r o p o l o g i e oraz C o m m i s i o n I n t e r n a t i o n a l e des

ditions P o p u l a i r e s w P a r y ż u (od
pondentem, a n a s t ę p n i e

1947

zwyczajnym Łódzkiego

r.) i I n s t y t u t u S z t u k i

PAN

Arts

rze­
Insti­

et

Tra­

г.). O d 1949 r. b y ł a r ó w n i e ż c z ł o n k i e m k o r e s ­

Komitetu Nauk Etnologicznych P A N .
1969

217

KARTY

Towarzystwa Naukowego, a

Zasiadała

w

także

Radzie Naukowej I H K M

(1963-1977). B r a ł a t a k ż e u d z i a ł w

pracach redakcyjnych wielu wydawnictw naukowych, jak

(1957-

komitetach

„Etnografia

oraz

Polska", B i ­

b l i o t e k a E t n o g r a f i i P o l s k i e j , P o l s k i A t l a s E t n o g r a f i c z n y s y n t e z a — Etnografia
ski.

Przemiany

kultury

ludowej

ficzne ( P T L ) . P r z e z w i e l e lat
łów

Muzeum

(IHKM

PAN),

„Lud", Prace i Materiały

b y ł a redaktorem serii

Archeologicznego

i Etnograficznego

etnograficznej P r a c i
w

Łodzi

i

prawie

Materia­

do

ostatnich

lat ż y c i a r e d a k t o r e m Ł ó d z k i c h S t u d i ó w E t n o g r a f i c z n y c h ( P T L ) . O d 1946 r .
w

Polskim

Towarzystwie

Ludoznawczym

początkowo

jako

prezes

Pol­

Etnogra­

działała

Łódzkiego

Od­

d z i a ł u , a n a s t ę p n i e j a k o w i e l o l e t n i prezes Z a r z ą d u G ł ó w n e g o P T L .
W ś r ó d wielu powojennych publikacji

naukowych Kazimiery

Zawistowicz-Adam­

s k i e j do n a j w a ż n i e j s z y c h p o z y c j i n a l e ż ą : S p o ł e c z n o ś ć uiiejsJca (1948, 2 w y d a n i e 1958),
Żywe
w

tradycje

kulturach

tury

współdziałania
ludowych

ludowej

społecznym

(1966), Systemy
polskiej

badań

prac

wych

kultury

wsi

badawczych

w

świetle

(1948),
na

(1971), Więź
wsi

Pomoc

wzajemna

i

w

Polsce
do

ośrodka

b a d a ń nad

ośrodka

różnych

— badacz
ich

układach

gospodar­

(1976), Granice

Technika

ludu

i

—

etnograficznych

hory­

jak

polskiego,

np.

Wytycz­

badań

— cykl artykułów

kul­

historyczno-

tego s z e r e g s t u d i ó w

obrzędowością

łódzkiego

w

ludowa

(1976). P r ó c z

łódzkiego,

doświadczeń

w

sztuka

współdziałanie

Pol

Słowiańszczyźnie

społeczna

(1976), Polska

„Lud" Kolberga jako źródło
ne

wsi

krewniacze

uwarunkowaniu

czo-społecznych
zonty

na

( p r a c a h a b i l i t a c y j n a , 1950-1951), Wincenty

tereno­

dotyczących

re­

gionu i r e g i o n a l i z m u , z a j ę ć p o z a r o l n i c z y c h oraz i n n y c h o p r a c o w a ń b ę d ą c y c h

odbi­

ciem szerokich z a i n t e r e s o w a ń

etno­

graficznych
kowego).
przez N i ą

Do

IHKM

PAN

Jej

dorobku

prac

w

serii

i

ich

Autorki

(drukowanych w

P T L , socjologicznych
naukowego

Biblioteki

należą

Etnografii

i

wydawnictwach

Łódzkiego

również
Polskiej

liczne

Towarzystwa
tomy

(IHKM),

Prac

i

Materiałów

Etnograficznych ( P T L ) , Ł ó d z k i c h S t u d i ó w Etnograficznych, Prac i M a t e r i a ł ó w
zeum Archeologicznego i Etnograficznego w
wią

także

redagowane

i folkloru na

przez n i ą

katalogi

Nau­

redagowanych
Mu­

Ł o d z i i innych. W a ż n e pozycje stano­
z wystaw

t e r e n i e w o j . ł ó d z k i e g o , dla k t ó r e j to

i konkursów

sztuki

działalności Kazimiera

w i c z - A d a m s k a w y k a z y w a ł a zawsze wiele zrozumienia — b y ł a ich

ludowej
Zawisto­

współorganizato­

rem i konsultantem naukowym.
m.

Za

całokształt

in.

Krzyżem

Medalem Komisji
sie

swej

działalności

Oficerskim

Orderu

uhonorowana
Odrodzenia

Edukacji Narodowej. Za udział

wojny otrzymała

Krzyż

Walecznych, Krzyż

została

Polski,
w

Armii

licznymi

Złotym

odznaczeniami,

Krzyżem

Zasługi,

walce konspiracyjnej w
Krajowej

oraz Z ł o t y

cza­
Krzyż

Zasługi z Mieczami.

S i e d z ą c drogi r o z w o j u K a z i m i e r y Z a w i s t o w i c z - A d a m s k i e j w i d z i m y , ż e s p l a t a
się w nich nierozerwalnie postawa naukowa i społeczna. P r z e g l ą d Jej dorobku n a u ­
k o w e g o u p r a w n i a r ó w n i e ż do s t w i e r d z e n i a , ż e s y l w e t k a n a u k o w a tej u c z o n e j k s z t a ł ­
t o w a ł a s i ę pod w p ł y w e m w i e l u w y b i t n y c h a u t o r y t e t ó w n a u k o w y c h p r z y n a l e ż n y c h
do r ó ż n y c h k i e r u n k ó w m e t o d o l o g i c z n y c h . K i l k u l e t n i a a s y s t e n t u r a u prof. S. P o n i a ­
towskiego — p r z e d s t a w i c i e l a k i e r u n k u historycznego w etnologii, p o w i ą z a n i a ze
s z k o ł ą socjologii k u l t u r y prof. C z a r n o w s k i e g o , w s p ó ł p r a c a w I n s t y t u c i e G o s p o d a r ­
s t w a S p o ł e c z n e g o z prof. K r z y w i c k i m , d o k t o r a t u prof. J . S. B y s t r o n i a i w r e s z c i e

�218

Z ŻAŁOBNEJ K A R T Y

s t u d i a etnograficzno-socjologiczne

u prof.

Marcela Maussa w

s t a ł a s i ę O n a p r z e d s t a w i c i e l k ą socjologiczno-historycznego

Paryżu

sprawiły,

kierunku badań w

grafii polskiej. R o z l e g ł e studia i liczne p o d r ó ż e n a u k o w e w k r a j u i z a g r a n i c ą
nieustanna praca nad sobą p o z w o l i ł y
dzięki

czemu

zajęła

ważne

miejsce

p r z e d s t a w i c i e l i p o l s k i e j etnografii.

Jej zgłębić obydwa kierunki
w

gronie

Swoją

metodologiczną

wykształconych
akcentowała

r ó w n o w r o z p r a w a c h n a u k o w y c h , j a k i w w y p o w i e d z i a c h podczas
ferencji
wała

etnograficznych,

się

w

również wyraźnie

współczesna

etnografia

których

niezmordowanie

powiązana

jest

jak

najściślej

z

za­

zjazdów i kon­

uczestniczyła.

do z a k r e s u b a d a ń e t n o g r a f i c z n y c h

oraz

metodologiczne,

najwszechstronniej

postawę

Ustosunkowy­

stwierdzając,

naukami

ż e : a)

historycznymi,

b) p r z e d m i o t e m j e j z a i n t e r e s o w a ń j e s t n i e t y l k o d a w n o ś ć , lecz i t e r a ź n i e j s z o ś ć
tury

rozpatrywana w

całokształcie

zjawisk ekonomiczno-społecznych

kul­

konkretnego

l u d u — t w ó r c y k u l t u r y — n a tle p r o c e s ó w h i s t o r y c z n y c h , c) o b i e k t e m b a d a ń
n i e t y l k o k u l t u r a w s i , lecz w r ó w n y m s t o p n i u k u l t u r a l u d o w a
Ze szkoły nauk społecznych profesorów Czarnowskiego
kiej

współpracy

z

wybitną

Radlińską,

wyniosła

wszystkich

poczynaniach

przedstawicielką

postawę

społeczną,

pedagogiki

która

naukowo-badawczych

i

że

etno­

jest

robotników.

blis­

Krzywickiego, z

społecznej,

towarzyszyła

Jej

prof.

Heleną

nieustannie

i dydaktycznych na

we

Uniwersytecie

oraz w pracy nad n a j p i ę k n i e j p o j ę t ą służbą upowszechniania wiedzy i kultury. P o ­
s t a w a ta p o z w a l a ł a j u ż przed w o j n ą w i ą z a ć s i ę m ł o d e j uczonej z p l a c ó w k a m i i or­
g a n i z a c j a m i s z e r z ą c y m i n a w s i p o l s k i e j o ś w i a t ę i k u l t u r ę . D z i ę k i tej p o s t a w i e
gła

Zaborowskich

podczas b a d a ń

w

wejść

bliski i serdeczny kontakt z

mo­

mieszkań­

c a m i wsi i z a p r z y j a ź n i ć się z n i m i n a całe życie. T y l k o dzięki temu zbliżeniu

mogło

p ó ź n i e j p o w s t a ć to w n i k l i w e s t u d i u m p s y c h o l o g i c z n o - s p o ł e c z n e pt. Społeczność
ska,

o którym

prof.

„ k s i ą ż k a ta n a l e ż y
wiem
[...]

opowieścią

rozprawą

łania w
sobie

o tym, jak badacz m o ż e

możliwości

przedmowie

wiej­

do w y d a n i a

drugiego:

prowadzonych w

sobie s t w o r z y ć

środowisku

we

i, dodajmy,

wsi

pracują,

kierowania

którzy

chcą

w a r u n k i skutecznego

nią —
wieś

polecić

badać

ją

lub

bo­

wiejskim

w i e j s k i e j , j a k m o ż e z d o b y ć jej zaufanie, a zarazem

badania

którzy

w

do r o d z a j u b a r d z o r z a d k i e g o w l i t e r a t u r z e n a u k o w e j . J e s t

o badaniach społecznych

społeczności

wszystkim,

pisał

Jan Szczepański

dzia­

zapewnić

trzeba

tym

przekształcać.

A w i ę c j e s t to k s i ą ż k a d l a s t u d e n t ó w socjologii i etnografii, d l a e k o n o m i s t ó w i n a u ­
czycieli w i e j s k i c h , dla d z i a ł a c z y

wiejskich —

obojętnie, w

jakich

pracują

organi­

zacjach czy partiach politycznych".
Dzięki
okres
celu

swej

postawie

powojenny
wydobycie

z

i utrwalenie w

społecznej

wspierała
kultury

ogólnej

Kazimiera

swą wiedzą
ludowej

tych

Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a przez

teoretyczną
wartości,

kulturze narodowej. Praca

ruch
które

na tym

regionalny,
zasługują

cały

mający
na

odcinku p o z w a l a ł a

r ó w n i e ż g ł ę b i e j w n i k n ą ć w proces d z i s i e j s z y c h p r z e o b r a ż e ń d o k o n u j ą c y c h s i ę w
d o w i s k u w i e j s k i m . Z tej c z y n n e j p o s t a w y
wiązanie
we

na

poznanie

wobec przemian na w s i w y p ł y w a ł o

s i ę b e z p o ś r e d n i o po w o j n i e z t a k i m i p l a c ó w k a m i , j a k u n i w e r s y t e t y

jej
śro­
Jej

ludo­

(w B r u s i e k. Ł o d z i i w H u c i e D ł u t o w s k i e j k. Ł a s k u ) oraz z w i c i o w y m r u c h e m

m ł o d z i e ż y w i e j s k i e j . Z a p r a s z a n a n a k o n f e r e n c j e i k u r s y m ł o d z i e ż o w e , podobnie j a k
p r z e d w o j n ą , p r o w a d z i ł a n a n i c h w s p o s ó b p r z y s t ę p n y w y k ł a d y z z a k r e s u etnografii
Polski,

ukazując

młodzieży

sens p o z n a n i a

i przywiązania

do

swych tradycji

kul­

turowych.
Problem

właściwej

wcześniejszych
w

lat

interpretacji tradycji

przez

prace

1929 r. u s t o s u n k o w y w a ł a

naukowe

kulturowych

Kazimiery

s i ę do tego z a g a d n i e n i a

przewijał

się

od

naj­

Zawistowicz-Adamskiej. Już
w a r t . Sagi

estońskie.

Pona­

w i a ł a t e n p r o b l e m p r z y w i e l u i n n y c h o k a z j a c h p r z e d w o j n ą i po w o j n i e ,

zwłaszcza

w ó w c z a s , gdy t r z e b a b y ł o b r o n i ć s e n s u i s t n i e n i a etnografii

dyscypli­

jako odrębnej

n y n a u k o w e j , a jeszcze c z ę ś c i e j w t e d y , gdy p o d w a ż a n o w a r t o ś ć s a m e j k u l t u r y l u d o -

�Z ŻAŁOBNEJ

wej. Na Kongresie Kultury
w

Polskiej w

1966 r. m ó w i ł a n a t e m a t z n a c z e n i a

k u l t u r z e oraz p o z y c j i n a u k e t n o l o g i c z n y c h

śród wielu

zagadnień

newralgicznym
kultury,

a

nawet

nieodparcie

niektórych

pracowników

z tradycyjną

kulturą

w

moim

przekonaniu

jest

a zarazem źródłem

tradycji.

pojęcie

S k o j a r z e n i e to

„Spo­

punktem

wielu

W świadomości

naukowych,

ludową.

tradycji

nauce polskiej n a s t ę p u j ą c o :

s i ę do etnografii,

i s t o t n y c h n i e p o r o z u m i e ń . J e s t to z a g a d n i e n i e
się

w

w y b i e r a m jedno, k t ó r e

ustosunkowania

219

KARTY

nader

pracowników

etnografii

kojarzy

budzi r ó ż n e

zastrze­

ż e n i a , jest ź r ó d ł e m n i c z y m nie uzasadnionego niepokoju. C z y t r a d y c y j n e t r e ś c i
turowe

c h o w a w c z o ś c i , a zatem zacofania? O d w o ł u j e m y
do t r a d y c j i

w szeroko p o j ę t e j k u l t u r z e , w

intelektualnych
nych tradycji
Zawsze

i ideologicznych.
w

określonym

też mniej

czy

Wszyscy jesteśmy

(i z a w s z e

więcej

s i ę w s z a k do t r a d y c j i

p r z e k a z y w a n y c h przez t r a d y c j ę :

dokonujemy

bierzemy

te, k t ó r e

n a uznanie. Nasz

zasługują

r u n k o w a n e j k u l t u r y , to w
śród

określenia

dialog

tyce badawczej, która
jącej

obejmuje

tego p r o c e s u

ograniczamy

rowych.

Widzimy

w

pielęgnujemy

z tradycją

pojmowanych

elementy stare i nowe w

naszym

mnie­

trwa

[...]

historycznie
punkt

Gdy
uwa­

odniesienia

etnologicznych

wyraża

się na

s i ę do r e j e s t r o w a n i a

czoło

się w

zaobserwowanych

wyników

naszych

badań

faktów
nie

po­

problema­

ustawicznie

zainteresowań

{...]

zachowujemy

przeobraża­

czasowo i przestrzennie. Proces przemian i

wysuwają

przydatność

nauk

in­

kulturowych

i

nieustannie

kształtowaniu

Etnologiczny „dialog" z t r a d y c j ą

się kulturze, zlokalizowanej

widłowości
Nie

nowocześnie

prądach

wymiarze

treści

tym kontekście znajdziemy w ł a ś c i w y

zakresu i roli

nauk społecznych.

selekcji

rozbrat z tymi, k t ó r e

lub w r ę c z szkodliwym balastem,

w i ę c n a t r a d y c j ę s p o j r z y m y poprzez j e j u d z i a ł w

w

spadkobiercami takich lub

uwarunkowanym społecznie)

świadomie

narodowych,

sztuce, w m y ś l i filozoficznej,

maniu są zbędnym

dla

kul­

o d n a j d u j e m y t y l k o w k u l t u r z e l u d o w e j , c z y s ą one z a w s z e z n a m i e n i e m z a ­

teoretycznych

pra­
[...]

i zjawisk kultu­

tylko

dla

uogólnień

t e o r e t y c z n y c h , l e c z t a k ż e w z a s t o s o w a n i u do potrzeb ż y c i a b i e ż ą c e g o " *.
Maria

Biernacka

* W o p r a c o w a n i u p o ś w i ę c o n y m prof. K a z i m i e r z e Z a w i s t o w i c z - A d a m s k i e j w y ­
korzystano m a t e r i a ł y wspomnieniowe J e j siostry, J a d w i g i W a r z a ń s k i e j (maszyno­
p i s w Z a k ł a d z i e E t n o g r a f i i U n i w e r s y t e t u Ł ó d z k i e g o ) , oraz H a l i n y Ł a n i e w s k i e j •—
w s p ó ł p r a c o w n i c z k i k o n s p i r a c y j n e j w K o m ó r c e L e g a l i z a c y j n e j A K . P o r . t a k ż e S. L ewandowska,
Kryptonim
„Legalizacja
1939-1945", W a r s z a w a 1984, s. 147-148.
A u t o r k a o p r a c o w a n i a b y ł a u c z e n n i c ą prof. K a z i m i e r y Z a w i s t o w i c z - A d a m s k i e j n a
t a j n y c h k o m p l e t a c h W o l n e j W s z e c h n i c y P o l s k i e j oraz n a U n i w e r s y t e c i e Ł ó d z k i m .

�MIECZYSŁAW

GŁADYSZ

(1903-1984)

D n i a 12 p a ź d z i e r n i k a
czysław

Gładysz.

etnografii
Profesor
mierz

Śmierć

polskiej,

ta w y r z ą d z i ł a

szczególnie

Gładysz bowiem

Moszyński

1984 r. z m a r ł w K r a k o w i e w w i e k u 81 l a t prof, dr M i e ­
i niepowetowaną

i

śląskiej,

jako uczeń takich ś w i a t o w e j

i K a z i m i e r z N i t s c h , nie

w kontekście

całej Słowańszczyzny

i w

wymi.

podejście

w

Takie

wielką

krakowskiej

owocowało

mógł

ale

i

nie

naszej

etnografów,

Kazi­

nauki,

z innymi dyscyplinami

pracy wielu

tylko

słowiańskiej.

s ł a w y uczonych, j a k

inaczej w i d z i e ć

powiązaniu

stratę

także

jak

nauko­

slawistów,

języko­

z n a w c ó w . S z e r o k i e s p o j r z e n i e n a c z ł o w i e k a i jego k u l t u r ę s p r a w i ł o , ż e z a i n t e r e s o w a ­
nia

badawcze

i

działalność

prof.

Gładysza

były

wielokierunkowe,

przynoszące

t r w a ł e i cenne w y n i k i .
P i e r w s z ą i nigdy
rego p o ł o ż y ł
wości
0

badawczych

polskość

uczestnicząc
1 żywa

nie p o r z u c o n ą

olbrzymie
tej
w

i

części
1921

osobowość

zasługi

satysfakcji.
naszej
r. w

Profesora

pasją badawczą

i który

Profesor

ziemi,

trzecim

dostarczył

wokół

Gładysz
spraw

powstaniu

s p r a w i ł y , iż w

Profesora b y ł Śląsk,

dla

M u tak wielu t e m a t ó w ,
wzrastał
powstań

śląskim.

Duży

1927 r . w ł ą c z y ł

w

atmosferze

śląskich
zmysł

i

któ­

możli­
walki

plebiscytu,

organizacyjny

się w akcję

tworzenia

�Z ŻAŁOBNEJ

w

Katowicach Muzeum Śląskiego, a następnie

Śląsku,

m.

in. przez

poszukiwań

Polską

i

przy

w

prace

Umiejętności

i d o g ł ę b n y c h b a d a ń terenowych

p o ś w i ę c o n e zdobnictwu
energią

Akademię

były

możliwościach

badawcze

w

prowadzone

Krakowie.

dwa niezwykle

drzewnemu i metalowemu

szerszych

221

KARTY

Efektem

oryginalne

Muzeum w

Gliwicach,

Górnośląskim

w

przystępuje

prof.

Gładysz

a od 1952 r. do 1960 r. p e ł n i f u n k c j ę

Bytomiu.

Za pionierską

i niezwykle

do

kierownika

Zakładu

po

w

objęciu

jak

1960

wspomniano

sją, którą

Etanografii

IHKM

PAN

potrafił

była

niewątpliwie

zaszczepić

swym

pracy

uznać

w

Muzeum

należy

inicja­

na G ó r n y m Śląsku, w

Krakowie,

a

które

U J . Śląska

największą

ba­

dyrektorem

czasie p e ł n i e n i a od 1954 r .

r. K a t e d r y Etnografii S ł o w i a n

—

większą

dyrektora w

ważną

t y w ę i o r g a n i z a c j ę z e s p o ł o w y c h b a d a ń monograficznych
także na Ś l ą s k u Opolskim, k t ó r y m i k i e r o w a ł w

dzieła

g ó r a l i ś l ą s k i c h . Z jeszcze

d a w c z e j n a Ś l ą s k u po I I w o j n i e ś w i a t o w e j . J u ż w m a r c u 1945 r . zostaje

na
tych

pasją

współpracownikom

tym

funkcji

kontynuował

kultura ludowa

badawczą

Profesora.

i uczniom, a k t ó r e j

—
Pa­

rezul­

t a t e m b y ł o w i e l e p r a c m a g i s t e r s k i c h , d o k t o r s k i c h o r a z p u b l i k a c j i samego P r o f e s o r a
i Jego w s p ó ł p r a c o w n i k ó w .
Równolegle
Gładysza
w

szły

z tymi
w

zainteresowaniami

kierunku badań

międzynarodową

a k c j ę poprzez

wysiłki

badawcze

i organizacyjne

karpackiej kultury ludowej.
utworzenie

w

Zostały

prof.

one

1959 r . M i ę d z y n a r o d o w e j

ujęte

Komisji

do B a d a n i a K u l t u r y L u d o w e j w K a r p a t a c h , a n a s t ę p n i e t e ż n a B a ł k a n a c h , a w
r e j to p r e z y d i u m z a s i a d a ł do k o ń c a
łającej w
ną

ramach Komitetu N a u k Etnologicznych

zainteresowań

było

Profesora

zainicjowanie

nictwa

życia, kierując

i

Etnografia

była

narodów

Słowiańszczyzny.

szczegółowego

słowiańskich,

Nauk poszczególnych krajów

P A N . Niezwykle

t e ż etnografia

opracowanie

p r a c a m i k o m i s j i polskiej

które

konspektu

realizowane

ważną

dziedzi­

J e g o to

zasługą

zbiorowego
jest

przez

któ­
dzia­

wydaw­
Akademie

słowiańskich.

Zawsze ż y w o p a s j o n o w a ł a Profesora d z i a ł a l n o ś ć muzealna i muzeologia,

którym

p o ś w i ę c i ł w i e l e w y s i ł k ó w . Z J e g o to i n i c j a t y w y p o w s t a ł o w 1973 r . p r z y U J p i e r w ­
sze w P o l s c e P o d y p l o m o w e S t u d i u m Muzeologii. O n t e ż n i e s ł y c h a n i e ż y w o

reagował

na

doświad­

wszelkie

czeniem

akcje badawcze

oraz o r y g i n a l n y m i

dakcyjnych,
„Etnografii
dawniczą

którym

placówek

muzealnych, służąc

pomysłami.

poświęcił

wiele

Wreszcie n a l e ż y

uwagi

i

P o l s k i e j " , d e d y k o w a n e g o prof. К .
Prace

Etnograficzne,

wydawaną

swą wiedzą i

wspomnieć

serca. B y ł m. in. redaktorem
Moszyńskiemu, zainicjował

w

ramach

Zeszytów

a t a k ż e b y ł a u t o r e m i r e d a k t o r e m szeregu b i b l i o g r a f i i etnografii
Tę
prof.

tak

niezwykle

Gładysza

różnorodną

podkreślono

w

i

bogatą

ciepłych

i

o pracach

działalność
serdecznych

re­

tomu

serię

wy­

Naukowych

UJ,

Śląska i Karpat.

naukową

i

słowach

wypowiedzianych

organizatorską

n a d J e g o t r u m n ą w d n i u 18 p a ź d z i e r n i k a 1984 r . n a C m e n t a r z u R a k o w i c k i m w

Kra­

kowie.

dzie­

W imieniu

kanem

Profesor

Senatu i W y d z i a ł u Filozoficzno-Historycznego

był w

latach

1968-1972, m ó w i ł

prof,

dr J . W y r o z u m s k i , k r e ś l ą c s y l w e t k ę

lenia

etnografów.

Zasługi

na

polu

obecny

U J , którego

dziekan

tegoż

uczonego i w y c h o w a w c y

muzeologii

podkreślił

dyrektor

Wydziału,

młodego

poko­

Muzeum

Etno­

graficznego w K r a k o w i e m g r E . W a l i g ó r a , w y s t ę p u j ą c y w i m i e n i u M i n i s t r a K u l t u ­
r y i S z t u k i , a prof, dr Z . S o k o l e w i c z
Etnologicznych
A.

P A N . Ze środowiska

żegnała Profesora w imieniu Komitetu
krakowskich etnografów

Zambrzycka-Kunachowicz, kierownik

letni

współpracownik

Etnografii
którzy

IHKM

oddali

Profesora,

PAN w

Krakowie.

Nie

te

słowa,

zabrakło

też słów

i

naukowych

ten

od r ó ż n y c h
dzień

organizacji, p l a c ó w e k

zjechały

do

Krakowa

wielkiemu

śląskich,
wiążąc

w

i

powstańców

wieńce

kwiatów

broni

długo­

Pracownię

ze Ś l ą s k i e m . L i c z n e

które

towarzyszowi

UJ i

reprezentująca

s y m b o l i c z n ą k l a m r ą t a k z a w s z e silne z w i ą z k i K r a k o w a
wiązanki

posługę

K a t e d r y Etnografii S ł o w i a n

pisząca

Nauk

doc. dr

patriocie,

nych,

ostatnią

oraz

przemawiały

z różnych

stron

i osób
kraju,

prywat­
świadczą

�222

Z ŻAŁOBNEJ K A R T Y

o wielokierunkowej
nych

dziedzinach

i tak z a a n g a ż o w a n e j

i owocnej d z i a ł a l n o ś c i

n a u k i i k u l t u r y naszego

kraju.

Zmarły

Profesora w

b y ł bowiem

nie

d u ż e j m i a r y U c z o n y m i W y c h o w a w c ą w i e l u p o k o l e ń e t n o g r a f ó w , a l e przede

róż­
tylko

wszyst­

k i m C z ł o w i e k i e m , k t ó r y „ b a d a j ą c k u l t u r ę l u d o w ą i jej r ó ż n o r o d n e w y t w o r y " zawsze
patrzył
naukę

„na nią
potrafił

potrzebę

przez

ludzi, którzy

zaszczepić

kontaktu

swoim

z ludnością

ją

1

tworzą" .

Takie

współpracownikom.
wiejską,

od k t ó r e j

to

Jemu

spojrzenie

to

mieliśmy

na

naszą

zawdzięczamy
nie

tylko

stałą

uzyskiwać

potrzebne n a m i n f o r m a c j e , ale od k t ó r e j m i e l i ś m y s i ę u c z y ć p r a w d y o n a s s a m y c h .
„Kultura

to

przemówień

przede

wszystkim

papież Jan P a w e ł

człowiek" —
I I

8

jak powiedział

w

jednym

ze

swych

— - i j a k z a w s z e c z u ł prof. G ł a d y s z , d a j ą c

temu

w y r a z w s w y c h p r a c a c h i p o c z y n a n i a c h n a u k o w y c h , k t ó r y c h n i e s t e t y nie dane
było doprowadzić

do k o ń c a . O d s z e d ł b o w i e m

w pełni sił twórczych, mając

Mu

jeszcze

t y l e z a p a ł u i p l a n ó w b a d a w c z y c h i m o g ą c tak w i e l e p o w i e d z i e ć w u m i ł o w a n e j p r z e z
siebie d y s c y p l i n i e n a u k o w e j .
Zofia

1

Szromba-Rysowa

J. Bujak,
T. D o b r o w o l s k a ,
Działalność
naukowa
i osiągnięcia
pro},
dr. Mieczysława
Gładysza,
„ E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. 25: 1981, z. 2, s. 18.
P r z e m ó w i e n i e J a n a P a w ł a I I do u c z e s t n i k ó w o b c h o d ó w w 40 r o c z n i c ę w a l k
o Monte C a s s i n o , 17 V 1984; cyt. z a : „ T y g o d n i k P o w s z e c h n y " , R . 38: 1984, n r 22,
s. 2.
2

�LÁSZLÓ

FOLDES

(1934-1980)
Laszlo

Foldes, w ę g i e r s k i

wych, redaktor

czasopism

badacz k u l t u r y ludowej,

i dzieł

zbiorowych

autor

o tematyce

licznych prac

etnograficznej,

nauko­
inicjator

w i e l u n o w y c h t e m a t ó w b a d a w c z y c h , o p r a c o w y w a n y c h p o t e m zbiorowo w s k a l i
dzynarodowej,

uczestniczący

aktywnie

w

życiu

naukowym

ośrodków

mię­

badawczych

E u r o p y i A z j i , c z ł o w i e k ogromnej p r a c o w i t o ś c i — a p r z y t y m l o j a l n y k o l e g a i p r z y ­
jaciel,

powszechnie

lubiany

w

środowiskach

znany b y ł dzięki bliskiemu kontaktowi,

etnograficznych.

jaki utrzymywał

Polskim

z naszym

etnografom

krajem.

W czasie w i e l o k r o t n y c h p o b y t ó w w P o l s c e d a ł s i ę p o z n a ć j a k o w y t r a w n y
nowiec,
zyka

człowiek

rozległej

wiedzy,

serdeczny

p o l s k i e g o (podobnie j a k J e g o ż o n a

i wierny przyjaciel. N a u c z y ł

Erzsébettel

Gyorgyi,

tere­

się j ę ­

etnografka-folklory-

s t k a ) , a J e g o d o m w B u d a p e s z c i e s t a ł s i ę nie t y l k o o ś r o d k i e m p r o p a g o w a n i a i u d o ­
s t ę p n i a n i a W ę g r o m w i e d z y o etnografii

polskiej i szeroko p o j ę t e j polskiej kulturze,

ale i p r z y s t a n i ą , z k t ó r e j k o r z y s t a l i w s z y s c y p r a w i e e t n o g r a f o w i e p o l s c y u d a j ą c y s i ę
na

Węgry.
Laszlo

mocą

Foldes, ilekroć

naszym

etnografom

terenowe i kontakty

tego

zachodziła

wybierającym

z węgierskimi

potrzeba,

placówkami

ze z b i o r ó w m u z e a l n y c h , a r c h i w ó w i bibliotek.
etnografom

jako tłumacze

korzystaniu z węgierskiej

służył

s i ę do Jego

mądrą

kraju.

i fachową

Organizował

naukowymi,

ułatwiał

korzystanie

O n i Jego ż o n a d o p o m a g a l i

przy prowadzeniu w y w i a d ó w
literatury fachowej.

po­

badania

na węgierskiej

polskim

w s i i przy

Z d r u g i e j strony, w s w y c h p r a c a c h

drukowanych i prelekcjach Foldes p r o p a g o w a ł w ś r ó d W ę g r ó w polską k u l t u r ę

ludo­

w ą i z n a j o m o ś ć ż y c i a u m y s ł o w e g o w n a s z y m k r a j u . Jego l i c z n e r e c e n z j e z p o l s k i c h
prac etnograficznych

umieszczane

w w ę g i e r s k i c h fachowych

czasopismach,

wreszcie

u ł a t w i a n i e P o l a k o m p u b l i k o w a n i a i c h a r t y k u ł ó w n a W ę g r z e c h b y ł y jeszcze

jednym

k r o k i e m k u z b l i ż e n i u obu ś r o d o w i s k n a u k o w y c h .
Foldesa nieoficjalnym

ambasado­

rem kultury polskiej w n a u k o w y m ś r o d o w i s k u w ę g i e r s k i m i opiekunem

Wszystko

to u p o w a ż n i a

do n a z w a n i a L a s z l o

etnografów

p o l s k i c h (i n i e t y l k o e t n o g r a f ó w )
charakteru
głęboko

posiada

on

dotąd

mu wdzięcznych,

u d a j ą c y c h się na Węgry. Dzięki tym przymiotom

wielu

którzy

oddanych

pamiętają

przyjaciół

czym

w

Polsce,

b y ł dla nich

wielu

ludzi

O n sam i

Jego

g o ś c i n n y , o n i e p o w t a r z a l n e j atmosferze, d o m w B u d a p e s z c i e .
13 p a ź d z i e r n i k a

1985 r . m i n ę ł a

piąta

rocznica Jego tragicznej

śmierci

—

stąd

czas p r z y p o m n i e ć s y l w e t k ę tego c z ł o w i e k a .
Laszlo

Foldes

urodził

się jako

ósme

dziecko

wiejskiego

nauczyciela

Zoltana

F o l d e s a i jego ż o n y L a u r y P u s k á s , w y w o d z ą c e j s i ę z g ó r a l s k i e j r o d z i n y s e k l e r s k i e j .
W

czasie

w

granicach Rumunii

I I wojny światowej

część Seklerów

i przeniosła

opuściła Siedmiogród, który

się na Węgry.

Wraz

pozostał

z nimi w y e m i g r o w a ł a ro­

dzina F e l d e s ó w i o s i a d ł a w okolicy Budapesztu. Pierwsze w i ę c lata m a ł e g o
u p ł y n ę ł y n a w s i g ó r a l s k i e j Siedmiogrodu, a wyniesione s t a m t ą d w r a ż e n i a ,

Laszlo

wzmocnio-

�224

Z ŻAŁOBNEJ K A R T Y

ne p o t e m p r z e z ż y w ą w r o d z i n i e t r a d y c j ę g ó r a l s k i e j p r z e s z ł o ś c i , z a w a ż y ł y n a

całym

Jego ż y c i u .
W
na

1951 r. L a s z l o

uniwersytet,

Foldes zdał

obierając

maturę

jako g ł ó w n y

w

budapeszteńskim

kierunek

studiów

liceum i zapisał

etnografię

i

(Jego m i s t r z a m i , a p o t e m p r z y j a c i ó ł m i , b y l i d w a j w y b i t n i u c z e n i — etnograf
Talasi

i

folklorysta

wielostronne

prof.

Ortutay).

Zawsze

jednak

cechowało

Foldesa

prof.

szerokie,

s p o j r z e n i e n a p r o b l e m y k u l t u r y l u d o w e j , s t ą d odbyte r ó w n o l e g l e

d i a h i s t o r y c z n e i u z u p e ł n i a n i e p o t e m w i e d z y p r z e z uczestniczenie

się

muzeologię.

stu­

w k u r s a c h socjo­

logii. S t u d i o w a ł t e ż s l a w i s t y k ę , ś w i a d o m b l i s k i c h w i ę z ó w s ą s i e d z k i c h i k u l t u r o w y c h
m i ę d z y narodem w ę g i e r s k i m a narodami słowiańskimi. T e n kierunek s t u d i ó w
s i ę z w i e l k i m w p ł y w e m , j a k i m i a ł n a N i e g o prof. I s t v a n K n i e z s a ,
zainteresowania

młodego

czego. P o d

też w p ł y w e m

jego

studenta

ku

problematyce

Foldes

zaczął

który

językoznawstwa

intensywnie

uczyć

wiąże

skierował
porównaw­

się języków

w i a ń s k i c h , o p a n o w u j ą c w s ł o w i e i p i ś m i e j ę z y k i polski i rosyjski,

sło­

a biernie czeski,

s ł o w a c k i , serbski i bułgarski.
Jeśli

już mowa

o językach

obcych,

aby

móc prowadzić

studia

porównawcze

i c z y t a ć p r a c e n a u k o w e , L a s z l o F o l d e s u c z y ł s i ę jednego po d r u g i m j ę z y k ó w
pejskich.

Niemieckim

władał

biegle,

czytał

po

rumuńsku,

angielsku

euro­

i francusku.

J ę z y k ó w u c z y ł s i ę stale, do ostatnich m o m e n t ó w s w e g o ż y c i a .
Zafascynowanie
ską, zaważyło

kulturą

Seklerów,

gisterska d o t y c z y ł a

hodowli

była

całego

p a r excellence

życia

kulturą

u siedmiogrodzkich

paster­

Foldesa. J u ż Jego p r a c a

b y d ł a w Ditro, w s i siedmiogrodzkiej,

wodził. Równocześnie interesował
kolędowania

która

na kierunku naukowym

G o folklor i w z w i ą z k u z t y m o p r a c o w a ł
przesiedleńców

mieszkających

ma­

z której się wy­

w

obrzęd

Budajeno, m i e j ­

s c o w o ś c i , gdzie z a m i e s z k a ł po w o j n i e z r o d z i c a m i .
D l a p e ł n e g o przedstawienia k i e r u n k u naukowego Foldesa musimy p o z n a ć
r o z w o j u Jego z a i n t e r e s o w a ń .
równo

tych

dawną

tradycyjną

wyjeżdżał

grup,

do

które

U

ich podstaw

pozostały

kulturę,

jak

Siedmiogrodu,

i

w

rumuńskim

przesiedleńców

prowadził

seklerskiej, ż y j ą c y c h w p a ń s t w i e

leży

k u l t u r a i dzieje
Siedmiogrodzie
na

teren

t e ż systematyczne

w

badania

porównawcze

za­

kontynuowały

Węgier.

Wielokrotnie
grup

ludności

węgierskim.

Z z a i n t e r e s o w a ń g ó r s k i m i pasterskim Siedmiogrodem
jęte

i

badania

etapy

Seklerów,

pasterzy

gór

Europy,

ogóle: górskich, nizinnych i stepowo-pustynnych.

a

w y ł o n i ł y s i ę szeroko

później

kultur

T a ostatnia d z i e d z i n a

s o w a ń m i a ł a n a j w i ę k s z e znaczenie w skali m i ę d z y n a r o d o w e j

po­

pasterskich

i przyniosła

zaintere­
Foldesowi

uznanie w ś r ó d wszystkich, k t ó r z y u p r a w i a j ą t ę g a ł ą ź wiedzy.
Jeszcze
badania
W

u początków

nad

hodowlą

i

tymże roku rozpoczął

rawskiej.

swej

kariery

n a u k o w e j , bo w

pasterstwem

w

systematyczne

Hortobagy

na

1957 г., p r o w a d z i ł
Węgrzech

badania pasterstwa

Po nich n a s t ę p u j ą badania terenowe pasterstwa w

Karpatach,

w

górach Rumunii

i Bułgarii. W

(teren

Foldes
Puszty).

na Wołoszczyźnie
polskich i

1967 r . p r o w a d z i ł

Mo­

słowackich

badania

terenowe

w M o n g o l i i , gdzie m . i n . s z u k a ł p a r a l e l i m i ę d z y k u l t u r ą k o c z o w n i k ó w

mongolskich

i starych M a d z i a r ó w

Intensywna

(badania p o r ó w n a w c z e

eksploatacja terenu i systematyczne

nad siodłem węgierskim).

opracowywanie

materiałów

uzyskanych z k a ż ­

dego w y j a z d u d a ł y w e f e k c i e a r c h i w u m n a u k o w e , j a k i e g o nie p o s i a d a c h y b a ż a d e n
ze w s p ó ł c z e s n y c h b a d a c z y ż y c i a
Dogłębna
ośrodków

znajomość

i ludzi, k t ó r z y

pasterskiego.

zagadnienia,

a równocześnie

zajmowali się pasterstwem,

rowego dzieła w j e d n y m z j ę z y k ó w kongresowych
zało

pasterstwo

zwykłą
lizacji

europejskie

w

jego

swego p o m y s ł u i j u ż w

całej

Europie
zbio­

(w n i e m i e c k i m ) , k t ó r e b y

uka­

i

i pracowitością

1961 r. (a w i ę c

w

wydania

podobieństwach

dla Niego e n e r g i ą , k o n s e k w e n c j ą

znajomość

zrodziły myśl

zaledwie

lokalnych

odmianach.

Foldes przystąpił

do

Ze
rea­

w k i l k a l a t po u z y s k a n i u

�Z ŻAŁOBNEJ

226

KARTY

m a g i s t e r i u m , w 27 r o k u ż y c i a ) m ó g ł z a p r e z e n t o w a ć u c z o n y m m o n u m e n t a l n e
Viehzucht
daktor

und

Hirtenleben

Laszlo

Zachęcony

Foldes,

wydana

życzliwym

w

również

Eurazji

i

w

przez

przyjęciem

r a t u r z e etnograficznej
rowe,

in Ostmitteleuropa,

Budapest

Węgierską

Akademię

przez k r y t y k ę

naukową

Nauk,

języku

niemieckim,

Północnej:

poświęcone

Viehwirtschaft

hodowli

und

699

ss.

druku).

tego u n i k a l n e g o

dzieła, w k i l k a lat p ó ź n i e j z r e d a g o w a ł

Afryce

dzieło:

1961 ( p r a c a z b i o r o w a , r e ­
w

lite­

podobne d z i e ł o
i

kulturze

Hirtenkultur,

zbio­

pasterskiej

Budapest

1969

( w y d a n e przez W ę g i e r s k ą A k a d e m i ę N a u k , 903 ss. d r u k u ) .
Również
pasterskiej

praca doktorska Foldesa napisana
(Rumunii i

Karpat

nawczym). Jej ubocznym

produktem

d o w l i . D l a b a d a c z a polskiego
bliografia

historii

gierskiej

kultury

jest

ludowej

1967 r . d o t y c z y ł a

szerokim

bibliografia

dużą wartość

problematyki

europejskim

tle

etnograficznych

informacyjną

Karpat.

(Wrocław—Warszawa—Kraków

Z zainteresowania

w

galicyjskich na

posiada

C z ę ś ć I I . Materiały

do

porów­

prac o

Bi­

bibliografii

wę­

1967, O s s o l i n e u m ) .

S e k l e r a m i i pasterstwem w y ł o n i ł się trzeci nurt prac Laszlo

Foldesa, d o t y c z ą c y w s p ó l n o t pasterskich na halach Siedmiogrodu, a n a s t ę p n i e
not

wiejskich

w

użytkowaniu

ziemi,

która

była

d z i e l o n a b y ł a od n o w a m i ę d z y m i e s z k a ń c ó w
przez w y c i ą g a n i e

własnością

gromady

s t r z a ł ze z n a k a m i j e d n o s t k i z i e m i . S y s t e m t a k i ,
w., n a t o m i a s t

w

i

w s i . O d b y w a ł o s i ę to d r o g ą

dycyjnej k u l t u r y madziarskiej czasu A r p a d ó w ,
gier j u ż w X V I I

ho­

Jego pióra:

Siedmiogrodzie

funkcjonował

roku

losowania,

typowy

z a g i n ą ł n a terenie

wspól­

co
dla

tra­

właściwych

Wę­

do I I w o j n y

świa­

towej.
W tej grupie z a g a d n i e ń m i e s z c z ą s i ę r ó w n i e ż b a d a n i a ś r e d n i o w i e c z n y c h
rolnych z a p o c z ą t k o w a n e

pobytem

we

układów

F r y d m a n i e na Polskim Spiszu, d o k ą d

Laszlo

F o l d e s t r a f i ł po r a z p i e r w s z y w 1964 г., w czasie p ó ł r o c z n e g o s t y p e n d i a l n e g o
w

Polsce.

Do

obszernym
feste

Frydmana

artykułem

Hubfensystem

wracał

wielokrotnie,

opublikowanym

in den

j u ż po

Nord-Karpaten

a

wyniki

jego

tej

śmierci:

pracy
Ein

zaowocowały

Beispiel

1320 —

(Friedmanvágása

pobytu
für

das

Frydman

1970),

„ A c t a E t h n o g r a p h i c a " , X X X : 1981, s. 71-110.
Mówiąc

o osiągnięciach

j a k o muzeologa.
nym

w

Budapeszcie,

uczestniczył

w

naukowych

Od skończenia

nie

studiów

gdzie b y ł k u s t o s z e m

szeregu

akcji

należy

pomijać

zatrudniony
działu

muzealnych,

przy

pracy Laszlo

był w

hodowli

Muzeum

i pasterstwa.

organizowaniu

Foldesa

Etnograficz­
Poza

nowych

opiece m e r y t o r y c z n e j n a d m u z e a m i p r o w i n c j o n a l n y m i itd. P r o w a d z i ł t e ż , a
wie z o r g a n i z o w a ł

od n o w a , d z i a ł z b i e r a c z y - a m a t o r ó w , k t ó r z y w e d l e Jego

o p r a c o w y w a l i m a t e r i a ł y dla a r c h i w u m

właści­

instrukcji

muzealnego.

W o s t a t n i c h l a t a c h ż y c i a F o l d e s p r z e n i ó s ł s i ę z M u z e u m do S e k c j i B a d a ń
graficznych Węgierskiej
Kutatócsportjához),

A k a d e m i i Nauk (Magyar T u d o m á n y o s

gdzie

oprócz

tym

muzeów,

pracy

ściśle

naukowej

miał

Akademia

Etno­

Néprajzi

powierzone

sobie

o b o w i ą z k i redaktorskie.
Aby
o

Jego

mieć
pracy

pełny

obraz d z i a ł a l n o ś c i

organizacyjnej

w

Laszlo

Węgierskim

Foldesa należy
Towarzystwie

jeszcze

wspomnieć

Etnograficznym,

które

w 1967 r. p o w o ł a ł o go n a s e k r e t a r z a . W i e l e c z a s u z a b i e r a ł y M u t e ż w s p o m n i a n e
powyżej

prace

czasopisma

redakcyjne

dzieł

zbiorowych,

ponadto

od

„Ethnographia". P r o p a g o w a ł też utworzenie,

1972

r. b y ł

a następnie

już

redaktorem

zapoczątkował

w y d a w a n i e „ N é p r a j z i H í r e k " ( „ W i a d o m o ś c i E t n o g r a f i c z n e " ) itd.
Tytaniczna

wprost

praca nadwątliła

sa. K r y z y s n a s t ą p i ł w 38 r o k u ż y c i a , w

fizyczne

s ó w , k i e d y z a c z ą ł z b i e r a ć owoce s w e j w i e l o l e t n i e j
cyjnej.

W

1972 r. U N E S C O

delegowało

i psychiczne

chwili zdawałoby

Laszlo

Folde­

się największych

siły

sukce­

działalności naukowej i organiza­

Go, jako z n a w c ę

zagadnień

hodowli

s t e r s t w a E u r a z j i , n a k o n f e r e n c j ę b a d a c z y A z j i Ś r o d k o w e j , do A s h a b a d u w
nii. W drodze p o w r o t n e j
15 — E t n o g r a f i a P o l . 30/1

i pa­

Turkme­

z a c h o r o w a ł i j u ż do ś m i e r c i n i e o d z y s k a ł p e ł n e g o z d r o w i a .

�226

Z ŻAŁOBNEJ

Ostatnie

8 lat

życia

Laszlo

Foldesa

KARTY

upłynęło

do ż y c i a i p r a c y n a u k o w e j . M i m o choroby
nowa

szereg

prac

(świadczy

o

1972 r . — c z ę ś ć z n i c h u k a z a ł a
w a d z i ł badania terenowe,
ficznej

Oddziału

tów

s z p i t a l u nie

w

tym

umiał

szpitalem

a

jeszcze w y k o ń c z y ć

bibliografia

pozycji

powrotami

i napisać

opublikowanych

t a k ż e P o l s k ę n a zaproszenie

Polskiej

b y ć bezczynny

Akademii Nauk.
— uczył

Komisji

Nawet

się języków,

w

po
pro­

Etnogra­

czasie

czytał,

od

już

s i ę j u ż po ś m i e r c i a u t o r a w l a t a c h 1980-1982),

odwiedził

Krakowskiego

między

zdołał

poby­

gromadził

ż y c i o r y s y i n n y c h c h o r y c h . W i e l k ą p o d p o r ą w chorobie b y ł a d l a Niego ż o n a , w i e r n y
towarzysz

pracy

Niestety
samego n i e
46

lat,

ogromny

w

naukowej,

wszelkie
dały

tym

rezultatów.
ostatnie

dorobek

która

wysiłki
8

naukowy

bohatersko

walczyła

lekarzy, najbliższej
Laszlo

lat

jako

Foldes

zmarł

człowiek

i wdzięczną

mu

zdrowie, i
przyjaciół

13 p a ź d z i e r n i k a

ciężko

pamięć

o Jego
rodziny,
chory.

przyjaciół
Anna

i

życie.
i

Jego

1980 r o k u .

Pozostawił

po

Żył
sobie

współpracowników.
Kowalska-Lewicka

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8262" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8242">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2c2fb5fc603fe3573f3ac276cbf76329.pdf</src>
        <authentication>904d40d50bd7833bbc852295f6c02937</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98745">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1656</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98747">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98749">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1533</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98750">
                <text>Język białoruski a białoruska świadomość narodowa (sytuacja w dwóch miasteczkach Republiki) / ETNOGRAFIA POLSKA 1999 t.43</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98751">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1999 t.43, s.214-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98753">
                <text>Biłas, Agata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98754">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98755">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98756">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="98757">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="98761">
                <text>„Etnografia Polska", t. X L I I I : 1999, z. 1-2
P L ISSN 0071-1861

A G A T A BIŁAŚ

J Ę Z Y K BIAŁORUSKI A BIAŁORUSKA ŚWIADOMOŚĆ N A R O D O W A
(SYTUACJA W D W Ó C H M I A S T E C Z K A C H REPUBLIKI)

Po rozpadzie ZSRR Białoruś jako jedna z ostatnich republik ogłosiła
swoją niepodległość. Było to 21 sierpnia 1991 r. Początkowe posunięcia rządu
nowo utworzonego państwa dążyły do podkreślenia jego wartości narodo­
wych, związanych z kulturą białoruską. Działania te dotyczyły przede wszyst­
kim symboliki narodowej, szkolnictwa, działalności kulturalnej. W większości
szkół wprowadzono białoruski jako podstawowy język wykładowy, przyjęto
też historyczne godło i flagę - związane z XV-wiecznymi emblematami wojsk
białoruskich. Instytucje kulturalne zajęły się podnoszeniem świadomości oby­
wateli oraz popularyzacją kultury narodowej. Podjęto także próbę uwolnienia
opracowań poświęconych historii Białorusi od wpływów ideologii radzieckiej.
Ten okres aktywnej rebiałorutenizacji Republiki trwał do 1994 г., kiedy do
władzy doszedł aktualny prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka. Od tego
czasu sytuacja zaczęła się zmieniać, a białoruskie odrodzenie kulturalne,
w tym językowe, zostało zahamowane. W ogłoszonym 14 maja 1995 r. referen­
dum 83,3% głosujących opowiedziało się uznaniem równorzędności rosyj­
skiego i białoruskiego, nadając temu pierwszemu status języka urzędowego.
Wprowadzenie dwujęzyczności spowodowało powolne wypieranie białoruskie­
go przez rosyjski z urzędów, a także szkół. Zmianie uległ również stosunek do
historii. Rosję zaczęto ponownie przedstawiać wyłącznie jako sprzymierzeńca
Białorusi. W tym samym referendum głosowano także nad zmianą symboli
państwowych i , zgodnie z jego wynikami, zastąpiono historyczną flagę (biało-czerwono-białą) oraz godło (Pogoń) symboliką niewiele różniącą się od tej
z czasów Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.
ł

W trakcie swoich wcześniejszych badań na Białorusi spotykałam się z róż­
nymi poglądami na temat państwa białoruskiego i z różnym stosunkiem do
niego. Postanowiłam bliżej przyjrzeć się tej problematyce, zwracając szczegól­
ną uwagę na stosunek Białorusinów do języka białoruskiego. Z moich rozmów
wynikało, że nastroje patriotyczne są najsilniejsze w Mińsku i innych dużych
miastach. Co prawda, zdecydowana większość mieszkańców stolicy, w tym

1

Dane według oficjalnego źródła białoruskiego: Centrwyborkomu.

�216

A G A T A BIŁAŚ

także zdeklarowani patrioci, posługuje się na co dzień rosyjskim, w tym
mieście jednak najwięcej jest osób postulujących wprowadzenie jednego języka
państwowego - białoruskiego. Jak mówili moi rozmówcy, sytuacja na wsi
wygląda zupełnie inaczej: ludzie posługują się na co dzień miejscowymi gwa­
rami (białoruskimi), ale osób opowiadających się za powszechnym używaniem
białoruskiego i przyjęciem go jako jedynego języka państwowego jest naj­
mniej. Dysponując takimi informacjami postanowiłam sprawdzić jak wygląda­
ją nastroje w niedużej miejscowości. W tym celu wybrałam Nieśwież i Kłeck,
dwa miasteczka obwodu mińskiego. Przeprowadziłam tam ok. 50 wywiadów
z Białorusinami, głównie inteligencją, ale także z osobami mniej wykształ­
conymi. Na moich rozmówców wybierałam najchętniej tzw. świadomych Bia­
łorusinów oraz pracowników kultury i oświaty. Postanowiłam dowiedzieć się,
jaki jest stosunek moich informatorów do języka białoruskiego, jak odnosi się
do niego, ich zdaniem, reszta społeczeństwa oraz gdzie szukają oni przyczyn
tego, że nie jest on powszechnie używany. Pytałam też o stosunek do symboli
narodowych, historii i aktualnej sytuacji Białorusi.
W Kłecku i w Nieświeżu białoruski jest obecnie podstawowym językiem
nauczania. W Nieświeżu tylko w jednej z czterech szkół lekcje prowadzone są
po rosyjsku. W Kłecku natomiast, we wszystkich trzech szkołach obowiązuje
język białoruski i tylko ostatnio (po przyjęciu ustawy o dwujęzyczności) w jednej
z nich zorganizowano klasy z rosyjskim jako wykładowym. Mieszkańcy Kiecka,
z którymi rozmawiałam, często podkreślali, że ich miasteczko jest miejscem
szczególnym pod względem dbałości o język białoruski: Ja uże nie raz skazał, szto
wot ety deputaty u nas w Wierchownom Sawiecie, katoryje nie rozmawiają po
biełarusku, a na mowie sąsiada, ja mówił, że niech oni przyjadą do Kłecka, pobędą
tutaj pół roku i będą rozmawiać po białorusku (Białorusin, prawosławny, 70 lat).
Nauczycielki białoruskiego mówiły z dumą: Pro nas Niuhilewicz, naszpaet [...] Jon
napisał wiersz, nam pryswiecił, naszemu horodu, szto u nas usio na biełaruskaj
mowie (Białorusinka, prawosławna, ok. 45 lat).
Inaczej jest w Nieświeżu, gdzie mimo szkół z wykładowym białoruskim nie
przywiązuje się dużej wagi do tego języka, podobnie zresztą jak do działalności
kulturalnej na rzecz białoruskości. Wydaje mi się, że przyczyn tego należy
szukać w inicjatywie władz rejonu kleckiego i ich stosunku do odrodzenia
Białorusi: No, realna, to szto, na primier w pasliednije gody u nas, na primier,
mnogije szkoły wiernuli sie k' biełaruskiemu jazyku. Wiernułi sie. Ot, na primier,
w naszym rajonie, w kleckam, nasze rukawodztwa, wot rajonu, ani paddzierżywajut biełaruskije szkoły i u nas nietu ruskich szkół w rajonie, nietu. Chacia do
etawa u nas uże, na primier, w Kleckie uże Het dwadcat nie było biełaruskaj
szkoły. A ot, piereszli, no to piereszli my poslie, z dziewianosta pierwowo goda na
biełaruski jeżyk tut w szkołach (Rosjanin, prawosławny, ok. 50 lat).
Istotną rolę w kształtowaniu świadomości społeczności lokalnych odgry­
wają domy kultury i biblioteki. Takie placówki istnieją i działają w obydwu
miasteczkach. Również one po 1991 r. rozpoczęły proces przechodzenia na
język białoruski: No, u nas, na primier, w bibliotekie szto? Wsio dzieła na

�JĘZYK B I A Ł O R U S K I A Ś W I A D O M O Ś Ć N A R O D O W A

217

biełaruskam jazykie. My uże piać Het nazad piereszli na eta (Rosjanin, prawo­
sławny, ok. 50 lat). Jednak, jak mi powiedziano, większość czytelników inte­
resują książki w języku rosyjskim: Ludzi prywykli czitać pa ruski, eta uże
mnoga, mnoga Het. No, raz eta wazrażdajetsa, to pajawliajutsja i takije ludzi
i wot, my sami chacim eta prapahandirować, i sami razmawliać na biełaruskaj
mowie, na swajoj i dobra eta wiedać, i wsio. No, ludzie pa ruski, kanieszna
prywykli (Rosjanka, ok. 40 lat, Nieśwież).
Niewielu moich rozmówców posługuje się na co dzień językiem białoruskim.
Mieszkańcy Nieświeża i Kiecka rozmawiają między sobą po rosyjsku z białoru­
skim akcentem lub w „zmieszanym" języku białorusko-rosyjsko-polskim. Stosu­
nek do białoruskiego, sposób jego postrzegania, zmienił się przez ostatnich kilka
lat: Mnohije Bielarusy, jakije nie umiejut hawarit na rodnaj mowie, ani zrozumieli,
szto ich ahermanili, ich oszukali. I jony uże kajut sia szto any uże dzieciej swoich nie
pasylali w bielaruskie szkoły i prasili, znaczyt, aswabadzić ad izuczenia radnowo
jazyka, jawliajtie, mnohije aswabadżali swoich dzieciej, Bielarusy, ad izuczenia
swajewo radnowo jazyka (Białorusin, prawosławny, 70 lat).
Nie można jednak powiedzieć, że używanie białoruskiego stało się teraz,
podobnie jak kiedyś rosyjskiego, synonimem wykształcenia i prestiżu. Chyba
niewielu Białorusinów postrzega rosyjski jako język obcy, język sąsiedniego
państwa. Wielu świadomych Białorusinów porozumiewa się nim na co dzień,
nawet jeżeli znają białoruski.
M o i rozmówcy różnili się stosunkiem do języka białoruskiego, a także
stosunkiem do symboli państwowych, niezależności Białorusi i do postaci
prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Wśród postaw, z którymi się zetknęłam
można zauważyć trzy wyjątkowo ciekawe, a równocześnie reprezentowane
przez większą liczbę osób: pierwsza wyróżnia się zdecydowanym poparciem
dla odrodzenia języka białoruskiego i niezależności Białorusi, historycznej
symboliki oraz sprzeciwem wobec prezydentury A. Łukaszenki. Drugą okreś­
liłam jako „patriotyzm z urzędu", ponieważ występuje ona wśród pracow­
ników kultury i oświaty (jest charakterystyczna tylko dla części z nich), została
wywołana zmianami w polityce kulturalnej państwa po 1991 roku. Trzecią
postawę cechuje obojętność wobec problemu języka państwowego, poparcie
dla polityki prezydenta i aktualnej symboliki Białorusi. Jak twierdzą „świa­
domi Białorusini", dotyczy ona głównie osób niewykształconych. Postawa ta
jest słabo reprezentowana w moich wywiadach.
Pierwsza z wyodrębnionych przeze mnie postaw mogłaby być określona
jako „bycie świadomym Białorusinem". Postawa ta często wiązana jest z przy­
należnością do Białoruskiego Frontu Narodowego. Jednakże niewielu z moich
rozmówców - świadomych Białorusinów - faktycznie sympatyzowało z tą
partią. Niektórzy z nich są zwolennikami innych partii, inni nie wiążą się
z żadną organizacją. Ponieważ jednak BFN jest jedyną liczącą się siłą opo­
wiadającą się po stronie odrodzenia kultury, języka i budowania państwo­
wości białoruskiej pod historycznymi symbolami, przy jednoczesnym sprze­
ciwie wobec prezydentury A. Łukaszenki, Białorusini będący zwolennikami

�218

AGATA BIŁAŚ

tych wartości są, automatycznie, uważani za sympatyków BFN. Przyjmuje się,
że świadomymi Białorusinami może być tylko inteligencja. Z moich badań
wynika, że tę postawę reprezentują także ludzie „prości", zwykli robotnicy
kołchozowi. Tak więc świadomymi 'Białorusinami są zarówno ludzie z wyż­
szym wykształceniem, jak też ze średnim czy podstawowym, choć tych pierw­
szych jest niewątpliwie najwięcej. Poziom wykształcenia wpływa natomiast na
sposób wyrażania poglądów. W wypowiedziach ludzi „prostych" najlepiej
widać ich związek emocjonalny z Białorusią. Wyrażają go za pomocą języka
silme nacechowanego uczuciowo: Biełarusia jest Bielarusia. I nie nada nikakich
...ja chaciu drużna sa wsiemi żyt. Drużna nada żyt sa wsiemi stronami. No,
swaja strana dałżna byt swaja. A nie tak! [...] Biełarusia dalżna byt swaja. Ja
każu, malieńkije strany wyżywajut, czamu Biełarusia nie magłaby wyżyt? Krasiwa strana i turisticzeskaja. I tiem bolie szto czieriez Biełaruś wies transport
z Rosji idziot. - Baba! Biełarusia żywię i budiet żyt! (Białorusinka, prawosław­
na, ok. 65 lat i jej syn ok. 30 lat).
Rozmówcy reprezentujący pierwszą postawę deklarują potrzebę jednego
języka państwowego, białoruskiego: No, a gasudarstwienny jazyk, kanieszna,
w Biełarusi dołżen byt biełaruski (Białorusin, prawosławny, ok. 45 lat);
No, wsio-taki w dzierżawie powinna dzierżawna mowa być adna (Białorusin,
prawosławny, ok. 45 lat). Wyrażają też chęć rozmawiania po białorusku:
No, chce sie żeby rozmawiać po biełarusku, żeby szkoły były biełoruskie chce
się. Choć nikt nie zapreszczajet. Choczesz w biełarusku idzi, choczesz w rusku.
No, chciała sie by bolsze biełaruskości. Swego czegoś chciało się by. Wy
chcecie polskiego wszystkiego, panie chcą, my też chcemy (Białorusinka, prawo­
sławna, ok. 65 lat).
Równocześnie nawet wśród osób deklarujących chęć upowszechnienia
języka białoruskiego niewiele jest takich, które posługują się nim na co dzień.
Osoby reprezentujące tę postawę podkreślają także znaczenie języka dla kul­
tury: Raz zachawajetsa mowa, znaczit budziet razwiwatsia i bahacieć kultura
naroda (Białorusin, prawosławny, ok. 45 lat).
Pozytywny stosunek do języka białoruskiego łączy się z chęcią przywróce­
nia biało-czerwono-białej flagi i godła Pogoni. Powrót do symboli historycz­
nych oznacza dla nich również odrodzenie narodowe i kulturalne: Gierb eta
wsiegda simbał rieżima, katory jest. Pa drugomu być nie możet. Paciemu pamieniałas Pagonia? Patamu szto cie wriemiena gierb nasil pryznaki, imienna nacjonalnowo, budziem hawarić, prosta biełaruskawo odradzenia Biełarusi. Wot, etot
Pagonia, on simboł nacjonalnowo odradzenia, a siejczas eta drugoj simboł
(Białorusinka, prawosławna, ok. 45 lat). I jeszcze jedna wypowiedź nauczycie­
la z białoruskiego gimnazjum: Nasze ucznie tak razumiejuć, szto nasz ściach,
toj ściach [biało-czerwono-biały], szto nasz gierb, eta gierb Pahonia, z jakim my
wychodzili na hrunwaldzku bitwu, z waszymi prodkami, z Litowcem, Ukraińcem,
suprać Kryżakam. Nasz (Białorusin, prawosławny, ok. 45 lat).
Charakterystyczne dla postawy pierwszego typu jest także twierdzenie
o konieczności uniezależnienia Białorusi od wpływów państw ościennych. Bia-

�JĘZYK B I A Ł O R U S K I A Ś W I A D O M O Ś Ć N A R O D O W A

219

łoruś, według tej grupy informatorów, powinna być niezależna. Jest to nie
tylko możliwe, ale wręcz konieczne.
Z wypowiedzi wyrażających potrzebę niezależności Białorusi można często
wywnioskować, że rozmówcy nie uważają jej za zupełnie wolną: Chacia nasz
prezydent haworit, szto my samastojne, na samaj sprawie, kali poczytać ustawu
połażenie ab etym sajuzie, to nie ka zrozumieć czy my samastojne, czy my znowu
siewierazapadnyj kraj (Białorusin, prawosławny, ok. 45 lat). W rozmowach
z osobami reprezentującymi postawę „świadomej białoruskości" uderza spo­
sób wypowiadania sądów na temat języka, kultury i państwa białoruskiego.
Słychać w nich wyraźne zaangażowanie uczuciowe, świadczące o silnych wię­
zach z białoruską tradycją narodową w szerokim rozumieniu.
Druga wyróżniona przeze mnie postawa również charakteryzuje się popar­
ciem dla odrodzenia i upowszechnienia języka białoruskiego, ale nie jest tak
silnie nacechowana emocjonalnie jak pierwsza. Poza tym wśród prezentują­
cych ją osób liczni są zwolennicy polityki prezydenta i aktualnej symboliki
państwowej. Jak już wspomniałam, jest ona częsta wśród pracowników oświa­
ty i kultury, którzy musieli dostosować się do nowej polityki w niezależnej
Republice. Osoby reprezentujące tę postawę, w przeciwieństwie do świado­
mych Białorusinów uważają, że stan świadomości narodowej w ich ojczyźnie
jest wystarczający: [...] dla haradżan absolutna balszost jony żywut w Biełarusi
i zwykła adczuwajut siebie Białarusami, tak jak i hramadzianin w kożnej krainie.
I nie wiedaju szto Francuz na siołnieszni dzień wielmi hwaluje etoj prabłiem, szto
on adczuwajet sia hramadzianinem Francji, u niewo druhije prabłiemy, prabliemy
asabiste, prabliemy pa robocie, jeszcze nieki tam prabliemy (Białorusinka, ok.
40 lat). Niemniej jednak rozmówcy podkreślają potrzebę znajomości historii
Białorusi i niezależności Republiki. Osoby należące do omawianej tu grupy
mają różny stosunek do symboli państwowych Białorusi oraz polityki pre­
zydenta. Zazwyczaj poparcie dla prezydenta pociąga za sobą poparcie dla
aktualnej symboliki państwowej, a z kolei sprzeciw wobec A. Łukaszenki
najczęściej łączy się z postulowaniem przywrócenia historycznego godła i flagi.
Trzecia postawa jest zupełnie różna od dwóch poprzednich. Osoby pre­
zentujące ją wykazują się całkowitą obojętnością wobec białoruskiego dzie­
dzictwa historycznego i brakiem potrzeby jego poznawania. Rozmówcy ci
podkreślają drugorzędne znaczenie języka narodowego dla kontaktów między­
ludzkich: Mnie każetsja, kakaja raznica jakij jazyk [...] Liż by był czieławiek
i um w gaławie. Na kakom skazał, na tom i razabrał (Białorusinka, prawo­
sławna, 47 lat). W wypowiedziach tej grupy informatorów słychać przekona­
nie o konieczności związku Białorusi z Rosją: Da, sajuza chocim wsie. [...]
A wsio-taki nam z Rasijaj budzie, Biełarusom lekcze żyć [...] (Białorusinka,
prawosławna, ok. 65 lat).
Wśród moich rozmówców niewiele jest osób, które by prezentowały oma­
wianą postawę. Bardzo często słyszałam jednak o niej od „świadomych Biało­
rusinów". Przywoływali ją, by wskazać przyczyny współczesnej sytuacji
państwa i narodu białoruskiego. Pojawiała się zawsze wtedy, gdy oceniano

�220

AGATA BIŁAŚ

zaangażowanie społeczeństwa w odrodzenie białoruskie, gdy poszukiwano źródeł
bierności znacznej części Białorusinów: Oj, aż nie magu. Sąsiedzi mówią: Mnie
iżby haraszo żyłoś. Kto by nie był (Polak, katolik ok. 75 lat); Ja znam mnoga
ludziej.ja daże udziwliena, szto prawda eta to, szto skazali pa telewizoru i radio. Eta
prawda szto napisali w haziecie. A mnienie sasiedow, pus ana sama w niom jest ana,
ano nie waspryniotsa. Takaja jiłasojia... (Białorusinka, prawosławna, ok. 45 lat).
Mówiąc o obojętnym stosunku do języka i kultury narodowej świadomi Białoru­
sini podkreślają przede wszystkim głębokie zaufanie wielu osób do prezydenta:
Eta on [prezydent] pamieniał [symbole państwowe], eta była biełaruskaja. On
pamieniał. Jeśli by on narysował byka z wymieniem, sztoby doić i ludzie pragłasawaliby (Polak, katolik, ok. 75 lat).
Według moich rozmówców takie podejście do własnego państwa i jego
języka spotyka się najczęściej wśród osób niewykształconych i nie interesują­
cych się polityką. Dla nich ważniejsze są aktualne problemy ekonomiczne: [...]
Lepszaja żyzń kali on [prezydent] budzie na biełaruskom jazyku. Jak nie była
etawo chleba, tak nie budziet. A jak on budzie hawaryć pa francuski, a daść
kusok chleba, tak [...] dla Biełarusow (Białorusin, prawosławny, ok. 65 lat);
Kakaja nam raznica? Haj i wasz pryjedzie Polak prawić, aby nam dawał pensji
na chleb. Kłopot nam z jakowo gasudarstwa budzie prawideł! Aby za naród szoł,
kab nam lekcze żyć było wsiewo (Białorusinka, prawosławna, ok. 65 lat).
Wydaje się, że zaprezentowane powyżej postawy występują powszechnie
w Republice. Potwierdzali to moi rozmówcy, odwołując się do własnych do­
świadczeń z podróży po Białorusi. Na podstawie tychże doświadczeń bardzo
często (głównie u świadomych Białorusinów) pojawiała się opinia o braku
woli odrodzenia narodowego. Jakie były lub są tego przyczyny? Powszechnie
szuka się ich przede wszystkim we współczesnej sytuacji polityczno-gospodarczej Białorusi, rzadziej w odległej historii. Być może związane jest to z, zauwa­
żaną zresztą, niewystarczającą bądź tendencyjną wiedzą na temat własnej
historii. Innym powodem (podawanym przez moich rozmówców) popierania
polityki władz i związku z Rosją oraz opowiadania się za symboliką przypo­
minającą tę z czasów BSSR jest przyzwyczajenie. Równie istotnym problemem
są oficjalne środki masowego przekazu (jedyne powszechnie dostępne), będące
dawniej narzędziem propagandy sowieckiej, a dzisiaj łukaszenkowskiej. Wyda­
je się jednak, że sama analiza aktualnej sytuacji polityczno-ekonomicznej nie
wystarczy, by zrozumieć brak widocznych powszechnie działań probiałoruskich. Białorusini wybrali inną drogę rozwoju niż pozostałe republiki byłego
ZSRR, dlatego przyczyn obecnej sytuacji trzeba poszukać głębiej. Wielu z mo­
ich rozmówców, zaangażowanych w problem białoruskiego odrodzenia naro­
dowego i kulturalnego uważa, że można je znaleźć w historii Białorusi. Jedną
z najistotniejszych jest brak tradycji państwowości. Z tego wynikała np.
polonizacja wyższych warstw społeczeństwa (w Wielkim Księstwie Litew­
skim). Późno powstała białoruska idea narodowa (koniec X I X w.). Dodat­
kowym problemem jest sprawa samej nazwy tych ziem. Jako Białoruś zaczęto
je określać dość późno, w dodatku używanie tej nazwy było zabronione

�JĘZYK B I A Ł O R U S K I A Ś W I A D O M O Ś Ć N A R O D O W A

221

w X I X w. (1840 r.) przez władze carskie. Odgrywało to także pewną rolę
w kształtowaniu specyficznej mentalności Białorusinów: Biełaruś takoj [...]
pa duszy cieławiek, szto jemu nada sztoby hto ta kamandował (Białorusin,
prawosławny, ok. 35 lat); Biełarusy pamiarkowne, Biełarusu
kamandujuć,
hrajuć tak, buduć skakać tak, aby dobra, aby cicha, aby spokojna [...] (Biało­
rusinka, ok. 40 lat).
Mentalność ta jest także związana, jak dowodzi jeden z moich rozmówców,
z obowiązującym na tych ziemiach przez wiele wieków prawem pańszczyźnianym:
No, w Polszczy nikagda nie była krypasnowo prawa. We wsiu istoriu nie była.
A w Ruś wsiegda. Značit raznica balszaja. Kryposnoje prawo, pańszczyzna [...]
Paetamu nie prywykli tak być swobodnym (Białorusin, prawosławny, ok. 45 lat).
Kolejną przyczyną jest brak Kościoła narodowego: No, kak taż Polsza...
wsio-taki, no wam pamahla relihia (Białorusinka, prawosławna, ok. 45 lat).
Ten problem chciałabym omówić szerzej. Być może szansę zostania Koś­
ciołem narodowym Białorusinów miał unityzm, który zdobył szerokie popar­
cie społeczne (w okresie od X V I do X V I I I w.). Dość szybko jednak zro­
zumiano, jak duże zagrożenie stanowił on dla prawosławia (ale też dla katoli­
cyzmu). Stąd polityka carska z początku X I X w. - drastycznie likwidująca
wszelkie przejawy unityzmu. Dopiero po 1991 r. podjęto próby reaktywowania
tego obrządku. Jest on jednak zbyt słaby, by stać się białoruskim Kościołem
narodowym. O wpływy na ziemiach obecnej Białorusi walczyły przez wieki dwa
Kościoły: prawosławny i katolicki. W każdym z nich obowiązuje inny język:
w cerkwi językiem liturgii jest starocerkiewnosłowiański, a językiem kazań
zazwyczaj rosyjski. W Kościele katolickim przez długi czas językiem obowiązu­
jącym był (po łacinie) polski. W roku 1991, bp Tadeusz Kondrusiewicz,
administrator apostolski, polecił wprowadzenie białoruskiego do liturgii Mszy
Św. wszędzie tam, gdzie pojawiły się takie prośby. Chciałam się dowiedzieć czy
używanie różnych języków w dwóch największych na Białorusi Kościołach ma
wpływ na stosunek do języka ojczystego Białorusinów. Okazało się, że świa­
domi Białorusini wyrażają swoje zadowolenie z polityki Kościoła katolickiego,
ale, ich zdaniem, nie ma to wpływu na poglądy wiernych.
Ponieważ, jak wynika z moich badań, świadoma białoruskość nie wy­
kształciła się u moich rozmówców dzięki polityce Kościoła (większość z nich
to prawosławni), ani nie została wpojona w szkole, która przez 50 lat prowa­
dziła politykę sowietyzacji i potępiania idei narodowych, rozumianych jako
nacjonalizm, musiała zrodzić się na skutek innych doświadczeń. Należy zau­
ważyć, że nie wszyscy „świadomi Białorusini" byli „świadomi" przez całe
swoje życie. Dla wielu problem identyfikacji narodowej powstał dopiero po
upadku ZSRR. Wtedy obywatele Białorusi, tak samo jak mieszkańcy innych
republik, musieli nauczyć się myśleć o sobie jak o mieszkańcach małego
państwa, a nie ogromnego mocarstwa. Co za tym idzie, musieli zrezygnować
z identyfikowania się z kulturą wielkiego obszaru zamieszkałego przez różne
narodowości, a zacząć poznawać lepiej swoją mniejszą ojczyznę. Polityka
państwowa prowadzona w latach 1991-1994 propagowała kulturę i język

�222

AGATA BIŁAŚ

białoruski. Wielu „świadomych Białorusinów" wybrało taką identyfikację
dzięki tej polityce. Inni wynieśli swoją białoruskość z domu rodzinnego.
Sytuaq'a języka białoruskiego na Białorusi nie jest dobra. Nie tylko dlatego,
że: w obszczem ta naród nie gawarit na niom (Białorusinka, prawosławna ok.
45 lat), ale przede wszystkim dlatego, że nie chce się tego nauczyć. Państwo
pozwala na posługiwanie się obcym językiem. W rzeczywistości jednak to nie
rosyjski jest językiem obcym dla wielu mieszkańców Białorusi, ale białoruski.
Polityka państwowa stawia zdecydowanych zwolenników języka białoruskiego
oraz odrodzenia narodowego na uboczu życia politycznego. Jakby kontynuując
politykę komunistyczną, potępia zdecydowane dążenia narodowe jako nacjona­
lizm. Słowo naqonalizm, jak dowiedziałam się od moich rozmówców, za czasów
ZSRR było wyjątkowo silnym oskarżeniem. Deklarowanie potrzeby ustanowienia
w państwie białoruskim tylko jednego języka państwowego (białoruskiego)
traktowane jest przez środki masowego przekazu, podporządkowane prezydento­
wi, jako przejaw nietolerancji. Jest to dość zręczne posuniecie, gdyż społeczeństwo
Białorusi po wielu latach propagandy sowieckiej bardzo się boi nietoleranqi. Nie
jest to jednak strach przed nietolerancją wobec własnych poglądów, ale strach
przed wmówionym zagrożeniem ze strony poglądów nietolerancyjnych.
Mówiąc o białoruskiej świadomości narodowej należy powiedzieć o „tutejszości". Kiedy w X I X w. zakazane było używanie słowa 'Białorusin', miesz­
kańcy tych ziem - mówiąc o sobie - określali się jako „tutejsi". Dziś deklarują
się oni jako Białorusini, uważając jednocześnie, że posługiwanie się językiem
białoruskim nie jest konieczne. Świadomość białoruska to z jednej strony
fakt, że obywatele Białorusi uważają się za członków narodu białoruskiego.
Z drugiej strony „świadomy Białorusin" to nie tylko członek społeczności
uważanej za naród, ale też zwolennik, propagator atrybutów tego narodu,
przede wszystkim języka, historii, w której się ten naród wykształcił, historycz­
nej symboliki, postulujący niezależność Białorusi. Taka świadoma białoru­
skość nie jest częsta, także w miasteczkach, w których prowadziłam swoje
badania. M o i rozmówcy wspominali o kompleksie mieszkańców miasteczek
i wsi w stosunku do dużych miast. Ich postawy są mniej odważne, raczej
oczekują „nowinek" lub zarządzeń ze stolicy. Kiedy osoba z prowincji jedzie
do Mińska, dookoła słyszy język rosyjski, białoruski - jej zdaniem - odbierany
jest jako język wsi. A jak podkreśla „świadoma Białorusinka": Jeśli u naroda
jest jazyk, to kanieszna jest i gardnost za swaju nacju, jest szto ta asobiennowa.
Jest panimanie, szto wot: ja Bielarus (Białorusinka, ok. 35 lat).

LITERATURA
D z w o n k o w s k i R.
1993
Kościół katolicki na Białorusi - przemiany i problemy, „Sprawy Narodowościowe",
T . I I , z. 1(2), Poznań, s. 163-175.
E b e r h a r d t P.
b.r.w.
Przemiany narodowościowe na Białorusi, edycja Spotkania, Warszawa.

�JĘZYK BIAŁORUSKI A ŚWIADOMOŚĆ NARODOWA

223

E n g e l k i n g A.
Nacje to znaczy grupy religijne, „Kultura i Społeczeństwo", nr 1, s. 109-139.
K a b z i ń s k a - S t a w a r z I.
1995
W kościele trzeba po polsku, „Fraza", nr 10, s. 73-79.
1996
Rozważania nad mitem słowiańskiej jedności, [w:] Konflikty etniczne, I.Kabzińska-Stawarz, S. Szynkiewicz (red.), Warszawa, s. 225-236.
1996a
Fenomen odrodzenia. Jeszcze raz o Kościele Rzymskokatolickim na Białorusi, „Rocz­
nik Wschodni", nr 3, s. 113-125.
Sajewicz M.
1993
Wyobrażenie ,,małej ojczyzny" w białoruskojęzycznych wspólnotach wiejskich na
Białostocczyźnie, [w:] Pojęcie ojczyzny we współczesnych językach europejskich,
J.Bartmiński (red.), Lublin, s. 125-139.
Smułkowa E.
1993
Problemy języków narodowych w praktyce religijnej na białorusko-pobkim pograniczu
etniczno kulturowym, [w:] Studia nad polszczyzną kresową, J. Rieger (red.), Т. VII,
s. 85-93.
W r ó b e l P.
1990
Kształtowanie się białoruskiej świadomości narodowej a Polska, Prace Instytutu
Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, nr 15, Warszawa.

A G A T A BIŁAŚ

T H E BELORUSSIAN L A N G U A G E
A N D B E L O R U S S I A N N A T I O N A L CONSCIOUSNESS
Summary
In 1991 Belorussia became an independent state and the authorities endeavoured to propa­
gate national language and culture. However, some years later Aleksander Łukaszenko became
the president and the process of national revival was set back again. He ordered the change of
national symbols of Belorussia to the ones resembling those of the Soviet republic. Russian was
introduced again as the second official language.
The problem of my study were the people's attitudes to these changes. The field research
concerned the communities of two little towns. Most of my respondents belonged to the "intelligent­
sia". They told me about their own attitudes to national problems and the attitudes of other people.
The attitudes that were described basing on these data can be classified into three types. The first
refers to the "nationally conscious" group, emotionally atached to Belorussian tradition, culture and
language. Another is typical for many people employed in education,in cultural activities. They
support Łukaszenko but they are also for cultural revival and the revival of the language.
The third type of attitude means total indifference to both the official language and national
tradition. It is characteristic to people of low education.
Belorussian language is not in common use in the country. Small is the knowledge of the
history of the nation, most people believe there is no need of such knowledge. There are several
determinants which have contributed to such situation, the country had a particular history, there
was no religion which could be considered ad "national church" (unlike in some other countries
of this part of Europe). The influence of official propaganda should be taken into account too,
and the specific mentality of the people on this area.
Those defined as the "conscious Belorussians" point at the importance of the language for
national revival even though the language is not commonly used.
Translated by Anna

Kuczyńska-Skrzypek

�Zainteresowanym odległymi dziejami Polaków na Syberii polecamy
szczególnie dwie publikacje w wydaniu bibliofilskim,
oprawne w imitację skóry, ze złoceniami na okładkach,
drukowane na specjalnym papierze, zaopatrzone w ilustracje i mapy.

/. Dziennik Józefa Kopcia brygadiera wojsk polskich
(Z rękopisu Biblioteki Czartoryskich opracowali i wydali
A. Kuczyński i Z . Wójcik), Wrocław 1995 (cena: 22,00 zł)
J. Kopeć za udział w powstaniu kościuszkowskim został zesłany na Kamczatkę.
Książka ma charakter wspomnieniowy, przedstawia losy brygadiera na tle wy­
darzeń epoki; wiele miejsca zajmują opisy egzotycznej kultury ludów Syberii.

2. Diva polskie pamiętniki

£ Syberii XVII—XVIII

wiek

(Red. nauk. A. Kuczyński), Wrocław 1996 (cena: 20,00 zł)
Pierwsze polskie opisy Syberii autorstwa Adama Kamieńskiego-Dłużyka
(wiek X V I I ) i Ludwika Sienickiego (wiek X V I I I ) przebywających na zesłaniu
w Jakucji. Pamiętniki są opatrzone komentarzami historyków polskich i rosyj­
skich. Opisy dotyczą losów zesłańców, a także kultury syberyjskiej tubylców.
Zamówienia prosimy kierować na adres wydawcy:
POLSKIE TOWARZYSTWO LUDOZNAWCZE
ul. Szewska 36, 50-139 Wrocław
tel. 071/44-46-13

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12842" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13390">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b46c9c114256a61141240e46bb16768a.jpg</src>
        <authentication>ea225e040acaaa49087395d470babacb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="15">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154247">
                  <text>Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154248">
                  <text>fotografia cyfrowa; badania terenowe ; </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154249">
                  <text>Kolekcja zdjęć Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego  utworzona z okazji obchodów 6. Ogólnopolskiego Dnia Etnografii, Etnologii i Antropologii Kulturowej ( 9 lutego). W 2025 roku  przypada 130. rocznica  powstania PTL, zatem świętowanie odbyło się  w sposób szczególny, przypominając wszystkim to, co stanowi fundament dyscypliny oraz naszej pracy  i pasji. To badania terenowe – nieustanne wędrowanie, odkrywanie, poznawanie nowych ludzi, rozmawianie z nimi oraz dokumentowanie. Zachwyca nas świat i ludzie, którzy go tworzą!&#13;
&#13;
Na akcję Etno-Foto-Teren odpowiedziało   34 badaczy z całej Polski. Publikujemy kolaże stworzone na podstawie przesłanych fotografii wraz z autorskimi opisami okoliczności, w jakich zdjęcia powstały.</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154250">
                  <text>Członkinie i członkowie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154251">
                  <text>2025</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154252">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154253">
                  <text>jpg</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154499">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154500">
                  <text>Fotografia Cyfrowa</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154470">
                <text>ETNO-FOTO-TEREN 2025 / Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154471">
                <text>Badania terenowe ; PGR  Skarpa ;  Wielkopolska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154472">
                <text>Zdjęcie zostało zrobione 3 lipca ubiegłego roku (2024) w dawnym PGRze w miejscowości Skarpa na Krajnie. Skarpiański PGR, zwany przez mieszkańców zakładem, w czasach PRLu był bardzo ważną częścią życia wsi: zakładowe były bloki mieszkalne, przedszkole, świetlica w dawnym dworze, a nawet potańcówki. Później zakład przechodził z rąk do rąk, z czasem zatrudniając coraz mniej pracowników. Po dawniej tętniącym życiem terenie PGRu oprowadził nas pan Jan Jadwiszczak, który wiele lat pracował tam jako mechanik. W Skarpie zbierałyśmy materiały do mapy etnograficznej tej wsi. Na mapie znalazły się ważne dla mieszkańców miejsca (także te dziś nieistniejące), opowieści, wspomnienia i legendy. &#13;
&#13;
autorka zdjęcia: Anna Bińka&#13;
&#13;
</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154473">
                <text>Bińka, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154474">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154475">
                <text>2025</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154476">
                <text>Bartosz, Maria</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="154477">
                <text> Stowarzyszenia Pracownia Etnograficzna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154478">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154479">
                <text>jpg</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154480">
                <text>Fotografia cyfrowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
