<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items?output=omeka-xml&amp;page=35&amp;sort_field=Dublin+Core%2CCreator" accessDate="2026-09-30T08:58:17+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>35</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="11090" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11068">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7220465ba1cf3bd2b858b080d0b2d1b6.pdf</src>
        <authentication>453017d4822831066cb8bd37862ecb98</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132271">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4734</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132272">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132273">
                <text>sztuka ludowa - badania</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132274">
                <text>wycinanka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="132275">
                <text>wycinanka kurpiowska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132276">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4394</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132277">
                <text>Z badań nad wycinanką kurpiowską/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132278">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.3; s.159-178</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132279">
                <text>Olędzka, Halina</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132280">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132281">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132282">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="132283">
                <text>QOudy PV&gt;s3czaiiski«
, o

Perty
O

O

O Uanacja^

KOLNO"
Turoil

CyW

c
Czomlo 'STiMOoy
Kat
durowe
J

f-\a;a*uJny
L^Lautc
o
o
O*!**

O

o
Uanouo

Ch« rubin

O

1

6i

OjpniWi

o
o'Krobid
,

\Boba

Popiofki
O
OavJrychi

Dobry Uo

b

4ou
i (HaMczno

V Krukowo

S

°

GotanWa
nłki
O
Orí
AOZlOkO

)Łkroiio

Z/?biska(
&gt;rkl (

La&amp;ki

O

T ^ - g O

pianki

,

Wari.

fcf

'Zilairia

WyM«l \ ^ ^
" pttyitarl

\

OSTAOŁCKA

-iMapa miejscowości,

Halina

Z

w których

przeprowadzono

badania nad wycinanką

kurpiowską.

Olędzka

B A D A Ń

N A D

W Y C I N A N K Ą

Może s i ę w y d a ć zaskakujące twierdzenie, że w y ­
cinanka kurpiowska — której popularność rośnie już
od początków dwudziestolecia m i ę d z y w o j e n n e g o —
jest w swej oryginalnej, pierwotnej formie znana
w niewielkim tylko stopniu. Popularność dotyczy bo­
wiem przede wszystkim form chronologicznie p ó ź n i e j ­
szych, kiedy to wycinanka straciła w i ę ź funkcjonalną
z wystrojem wiejskiego wnętrza, i wyrabiana była już
tylko dla odbiorcy z zewnątrz. Wydaje s i ę w i ę c ce­
lowe przedstawienie w y n i k ó w badań nad k u r p i o w s k ą
wycinanką dawną, pokazanie różnorodnych jej form
i zarysowanie procesu rozwojowego, tak jak to można
dziś uczynić na podstawie rezultatów dotychczaso­
wych badań, informacji uzyskanych w drodze wywia­
dów ze starymi informatorami i analizy zachowanego
i rekonstruowanego materiału.
Wycinanka dawna różni się bowiem w znacznym
stopniu od w s p ó ł c z e s n e j , której „ ż y w o t n o ś ć "
nie
wynika już z naturalnego procesu rozwoju tej dzie­
dziny twórczości w ś r o d o w i s k u w ł a s n y m .
W okresie dawnym w y c i n a n k ę kurpiowską cecho­
w a ł y bowiem: doskonała wzajemna zgodność formy
przedmiotu i zdobiącego ją ornamentu z funkcją, za­
leżność charakteru ornamentu od materiału, narzędzi,
techniki, związek ornamentu z jego usytuowaniem.
1

K U R P I O W S K Ą

0 charakterze tej wycinanki decydowała wreszcie ro­
la osądu zbiorowości, opartego na t r a d y c j i .
J

Z chwilą jednak gdy funkcja wycinanki uległa
zmianie i nie była już ona przeznaczona dla o k r e ś l o ­
nego, znanego autorce miejsca — pojawiły s i ę zmiany
w wielkości wycinanki, wzajemnych proporcjach jej
części i w stosunku ornamentu do całości. Wyrwana
z całości układu dekoracji ściany, gdzie działała na za­
sadzie dopełniania się form i barw, stała się dziełem
samym w sobie, o g l ą d a n y m w innych warunkach
1 z innej odległości. Twórczynie, traktujące swą pracę
zawodowo, dochodziły do ogromnej wprawy, która
pozwalała na coraz bardziej precyzyjne cięcia, uznane
za cechę charakterystyczną kurpiowskiej w y c i n a n k i ,
które jednak poprzez rozbicie i rozdrobnienie całości
p o w o d o w a ł y zanik cech w ł a ś c i w y c h tworzywu i tech­
nice. Nowym tendencjom sprzyjały gusty odbiorców,
którzy bez w z g l ę d u na swoje wyrobienie plastyczne,
wysoko cenili niezwykłą ich zdaniem misterność orna­
mentu, uzyskaną prymitywnymi wielkimi nożycami
(il. 54) w materiale tak delikatnym jak papier. Zachę­
cało to również do rekordów drobnego cięcia (il. 3).
Jak tego dowiodły badania nad recepcją wycinanek
kurpiowskich, poczynione w różnych grupach społecz­
nych, charakteryzujących się przeciętnym poziomem
3

159

�cinanki kurpiowskiej w ogóle — ani też przy histo­
rycznym szeregowaniu typów. Podejmowane tego ro­
dzaju próby doprowadzały do szeregu twierdzeń pod­
w a ż o n y c h przez rekonstruowany obraz rozwoju w y ­
cinanki kurpiowskiej, oparty na dokumentacji tere­
nowej. Postaram s i ę to w y k a z a ć w dalszej części pra­
cy przy omawianiu zagadnień szczegółowych. Nale­
żałoby dodać, że w okresie wojny prawie całkowicie
zniszczone zostały pokaźne ilościowo zbiory dawnej
wycinanki kurpiowskiej Muzeum
Etnograficznego
w Warszawie oraz Muzeum w Łomży i Nowogrodzie.
Okres istnienia wycinanki nowej, jak go umownie
nazywam, wydaje s i ę w y m a g a ć oddzielnego trakto­
wania, a w hierarchii związanych z nim zagadnień
na pierwsze miejsce w y s u w a j ą się złożone problemy
współczesnej a zarazem tradycyjnej twórczości ludo­
wej.
6

Zadziwiająco uboga jest literatura przedmiotu do­
tycząca wycinanki (por. przypis 1). W obszernej bi­
bliografii opracowań dotyczących terenów Kurpiow­
skiej Puszczy Zielonej, n a około 190 pozycji m ó w i ą ­
cych o kulturze w s i
żadna nie jest poświęcona
w y ł ą c z n i e wycinance. Nie znaczy to, aby nie wspo­
minano o niej. W opisach podkreślających odrębność
grupy ludu zamieszkującego d a w n ą puszczę, które
zaczynają się dość licznie pojawiać od początku
X I X w., o wycinance znajdują s i ę dwie wzmianki
pochodzące z lat 1881 i 1887, z których wcześniejsza
dotyczy zdobienia techniką wycinania h a papiero­
wych firankach (do Okien.
7

4

wyrobienia plastycznego, podziwiano przeważnie misterność i złożoność wzorów, co przesądzało o sto­
sunku do wycinanki. Oceny innego typu w y s t ę p o w a ł y
jedynie sporadycznie.
Istnienie różnic między wycinanką okresu dawne­
go, gdy wykonywano ją tylko dla w ł a s n y c h potrzeb,
a wycinanką noWą, robioną n a skutek zapotrzebowa­
nia z zewnątrz, wydaje s i ę dość oczywiste nie tylko
wobec w n i o s k ó w uzyskanych na drodze spekulatywnej, ale potwierdza to konfrontacja dawnych t y p ó w
wycinanki z materiałem zebranym po wojnie przez
m u z e a . Z porównania wycinanki dawnej z n o w ą w y ­
nika, ż e wszelka charakterystyka oparta tylko na
materiale nam w s p ó ł c z e s n y m jest co najmniej nie­
wystarczająca i nie może stanowić jedynej podstawy
do wyciągnięcia w n i o s k ó w o cechach typowych w y 5

2

II. 1. „Dziencioly"
wycinanka
wielobarwna, wys. ok. 12 cm.
Wyk. nieznany. Okolice My­
szyńca, pow. Ostrołęka.
II. 2,
3. Wycinanki Czesławy
Konopkówny. Tatary, pow.
Ostrołę­
ka: „Leluja", wys. 21 cm, wyk.
1948 r.; „Leluja", wys. 34,5 cm,
wyk. ok. 1960 r. U. 4. Deko­
racja izby. Wyk. na konkurs
w 1948 r. Bronisława
Kaczyń­
ska, pow.
Ostrołęka.
160

8

W późniejszych publikacjach, związanych z K u r ­
piami, krótkie notatki sygnalizujące istnienie wyci­
nanki z kolorowego papieru, strojącej ściany i sufit
izby, z o m ó w i e n i e m kilku przykładów, znajdujemy
już tylko w pracach o charakterze krajoznawczym. .
Należałoby oczekiwać pełniejszych informacji czy
nawet opracowań p o ś w i ę c o n y c h w y ł ą c z n i e technice
wycinania, której wytwory nie m a j ą c e odpowiednika
w kulturze miejskiej budzą szczególne zainteresowa9

_

3

. i y M tf u

�nie. Na tle licznych artykułów w prasie, które ograni­
czają się do bardzo ogólnego literackiego opisu, uwa­
gę zwracają prace o ambicjach naukowych Jerzego
Warchałowskiego.
Są one jednak poświęcone w y ­
cinance w całej Polsce i dają jedynie krótką cha­
rakterystykę wycinanki kurpiowskiej, z położeniem
nacisku na podobieństwa i odrębności w stosunku do
analogicznych zdobin z innych terenów.
To samo m o ż n a by w ł a ś c i w i e powiedzieć o dwu­
krotnie opublikowanej (z nieznacznymi tylko różni­
cami) pracy Eugeniusza Frankowskiego, który choć
niewiele m ó w i ł o wycinance kurpiowskiej, to jednak
swymi sądami ogólnymi zaciążył na charakterystyce
późniejszych jej opracowań.
Frankowski, podejmując w założeniu całokształt
zagadnień związanych z w y c i n a n k ą , w rzeczywistości
skupił u w a g ę na sprawie genezy jej techniki oraz
pochodzeniu m o t y w ó w . Ustalając szeroki zasięg geo­
graficzny techniki (w skali światowej), w y c i ą g a wnios­
ki genetyczne, istotne, jego zdaniem, t a k ż e dla przy­
czyn pojawienia się w X I X w. wycinanki papierowej
jako ozdoby izby, co odpowiada charakterystycznym
schematom metodycznym szkoły historycznej, której
był zwolennikiem.
Wyjaśnianie formy wycinanek
poprzez szukanie zapożyczeń z innych technik dopro­
wadza autora do następujących refleksji:
„Patrząc
na te wycinanki ma się wrażenie, że to nie w papie­
rze, ale w drzewie w y c i ę t o delikatną piłką i cyzelo­
wano dłutkiem i nożem wszystkie te piękne przezro­
cza. Myśl t ę narzuca typ wycięć, zrobionych w drze­
wie, które tu, w wycinankach papierowych, stosowane
są z ogromnym poczuciem estetycznym".
10

11

12

13

Przy kierunku m y ś l o w y m , reprezentowanym przez
Frankowskiego, opis dzieła podporządkowany jest do­
wolnej interpretacji, co w rezultacie ogranicza w a r ­
tość materiałową pracy. Szkoda jest tym większa, że
podstawę stanowiła tu cenna nie istniejąca dziś ko­
lekcja wycinanek Muzeum Etnograficznego w War­
szawie, z okresu od ostatnich lat X I X w. do 1914 r.,
;

która pozwoliła autorowi na najwierniejsze i najpeł­
niejsze w literaturze zarejestrowanie t y p ó w charakte­
rystycznych dla okresu, w k t ó r y m &gt;ją gromadzono.
Kontynuację sposobu patrzenia Frankowskiego na
w y c i n a n k ę spotyka s i ę dziś jeszcze, łącznie z p o g l ą ­
dem, że „przejęła tradycje prastarej techniki w y c i ­
nanki skórzanej, motywy haftów, koronek, malowi­
deł..."
Analogie w sposobie patrzenia na w y c i n a n k ę do­
strzec można również w najobszerniejszej, jak dotąd,
pracy Józefa Grabowskiego, k t ó r y pierwszy
stawiał
sobie zadanie „pokazania bogactwa wycinanki ludo­
wej w jej odmianach regionalnych, zwłaszcza daw­
nych, dziś już w y m a r ł y c h . . . " Zbieżność, czy tylko
podobieństwo m o t y w ó w upoważnia autora do m ó w i e ­
nia, że wycinanka kurpiowska jest „jedną z odmian
pochodzących od podwarszawskiej i najbardziej z nią
z w i ą z a n a " . GraboWsIki, powołując s i ę na Frankow­
skiego, wymienia 'podstawowe typy wycinanek, d ą ­
żąc poprzez analizę formy do wykazania zapożyczeń
w odmianie kurpiowskiej od tzw. przez autora grupy
warszawskiej. Systematyka, którą stara się n a k r e ś ­
lić, opiera się w y ł ą c z n i e na analizie formalnej w y c i ­
nanek, nie uwzględniając zmian w czasie i danych
historycznych. Dlatego też niektóre wnioski stoją w
wyraźnej sprzeczności z danymi terenowymi, opartymi
na tradycji, które to źródło autor uznaje, korzystając
jednak z niego w zakresie ograniczonym do p r z y k ł a ­
dowego przedstawienia sylwetek t w ó r c ó w czy stosun­
ku ogółu do wycinanfcarek.
1 4

15

18

17

18

Poprzestanie na analizie formalnej m a t e r i a ł u i nieskonfrontowanie jej z danymi, jakie m o ż n a uzyskać
z dokumentacji terenowej, wreszcie nieuwzględnianie
autorstwa (materiał powojenny ma je ustalone) po­
woduje błędy w uogólnieniach i generalizowaniu na
skutek przyjęcia cech indywidualnych za cechy całej
grupy.
Wydaje się, że na tle dotychczasowego stanu badań
ze szczególną siłą rysuje s i ę konieczność sięgnięcia
19

�do tzw. materiałów terenowych, do relacji
wykorzystania ż y w e j jeszcze tradycji.

ustnej,

Przy podejmowaniu badań terenowych nad wyci­
nanką Kurpiowskiej Puszczy Zielonej problem zasięgu
sprowadzał się do ustalenia czy pokrywa s i ę on z dość
w y r a ź n i e zarysowującymi s i ę granicami terytorialny­
mi regionu. Niejednokrotnie omawiane
ich istnienie
wyznaczał nie tylko moment późnej w stosunku do
terenów sąsiednich kolonizacji i to przez inny element
ludnościowy. Specyfika w a r u n k ó w życia na terenie
stopniowo zanikającej dawnej puszczy tworzyła szereg
różnic, między innymi w języku, kulturze, w której
najczęściej dostrzegane s ą zjawiska wizualne. F o r ­
m o w a ł y się one zapewne dość wcześnie, skoro do­
strzegane są przez badaczy jako w pełni rozwinięte
już na początku X I X w. Zrozumiałe jest, że m i a ł y
one też pewien w p ł y w na poczucie odrębności gru­
powej, zarysowujące się coraz mocniej i to po oby­
dwu stronach granicy — u Kurpiów i sąsiedniej
szlachty. Antagonizmami grupowymi można też m. in.
tłumaczyć silną izolację, powodującą brak wzajem­
nych w p ł y w ó w .
2 0

2 1

Wycinanka nigdy nie była wykonywana przez lud­
ność szlachecką zamieszkującą pas przylegający do
terenów Kurpiów. W czasie b a d a ń na pograniczu
wymieniano ją jako jedną z cech „kurpiowskich".
Wypływało to nie tylko z ipowszechności tego zjawi­
ska. Rozwój wielu dziedzin sztuki, głównie zdobnic­
twa, stał się u Kurpiów wyznacznikiem ich odrębno­
ści i to stosowanym świadomie. Na tle wchodzących
w grę antagonizmów dwu różnych grup społecznych
nabiera on specjalnego znaczenia.
22

2 3

jającej atmosferze, stosunkowo dużym zapleczu wol­
nego czasu czy wreszcie w nie najgorszej sytuacji
bytowej ludności, która, nie podlegając pańszczyźnie,
miała
odmienne
warunki od tych jakie istniały
u większości chłopstwa w Polsce. W wyniku tego,
różne techniki zdobnicze mogły się na terenie Kurpi
przyjąć i rozwinąć. Jak doszło do tego, ż e pośród
nich znalazła się i wycinanka? Geneza jej pozostaje
nawet w przybliżeniu niewyjaśniona. Frankowski w y ­
wodzi w y c i n a n k ę papierową z „tradycji wycinanki
w s k ó r z e " , dzięki czemu „zagadnienie zjawienia się
i użytkowania wycinanki papierowej staje się sprawą
możności zużytkowania nowego materiału zdobniczego
i przeniesienia nań dawniejszych tradycji malowa­
nia".
Przypuszczenia te nie znalazły jednak po­
twierdzenia w szczegółowej analizie tak stroju, jak
i w malarskiej dekoracji ścian.
24

25

2 3

W wypadku wycinanki kurpiowskiej przekazów
związanych z jej genezą nie znajdujemy ani w źród­
łach pisanych, ani w tradycji. Operując faktami, k t ó re jak się wydaje, m o g ł y mieć z nią związek, nale­
żałoby w s p o m n i e ć o wycinance żydowskiej. W y s t ę p o ­
wanie tej innej w formie,
technice, a częściowo
i w funkcji, dziedziny ludowej twórczości Żydów,
która przecież chronologicznie poprzedza polską l u ­
dową w y c i n a n k ę ,
zasługuje na u w a g ę ze w z g l ę d u
na to, że opiera się ona na stosowaniu tego samego
efektu w y c i ę ć w papierze. Choć główne typy wyci­
nanki ż y d o w s k i e j , związane z określonymi świętami,
opierały s i ę na (odpowiadającej im) tematyce sakral­
nej, widzimy także zastosowanie jej w celach w y ­
łącznie dekoracyjnych. Przykładem może być tu „rojzałach", t j . rozetka, wycinanka okrągła o motywach
geometrycznych,
„szewuosłach" ze świeckim moty­
wem żołnierzy pieszych lub konnych*• oraz ozdoby
;

27

28

Przyczyn rozwoju sztuki ludowej na Kurpiach
można w i ę c doszukiwać się zarówno w owej sprzy­
162

�II. 5. „Firanka na okno", fragm., szer. 70 cm. Wyk. Marianna
Puławska.
Golanów,
pow. Ostrołęka.
11. 6. „Wstążki na obra­
zu". Wyk. Antonina Kuliś, Jazgarka, pow. Ostrołęka.
II. 7.
„Firanki na obraz", fragm., szer. 12 cm. Wyk. Antonina
Kuliś.
II. 8. „Firanka na obraz", szer. ok. 10 cm. Wyk.
Katarzyna
Abramczyk, Baranowo, pow. Przasnysz. II. 9. „Leluja",
wys.
23,5 cm. Wyk. Stefania Samsel, Stary Myszyniec, pow. Ostro­
łęka. II. 10. „Firanka na obraz", szer. pasa 13 cm. Wyk. Fran­
ciszka Golan, Golanka, pow. Ostrołęka.
II. 11. „Firanka
na
obraz", wym, 70 X 50 cm. Wyk, Franciszka
Golan.

10
szałasu, łańcuchy, mosty, ptaki, latarnie, wykonywane
także z kolorowego papieru i b i b u ł y .
Podkreślam
dwoistość funkcji wycinanki żydowskiej — obrzędową
i dekoracyjną (ta ostatnia zdaje się stopniowo unie­
zależniać), p o n i e w a ż jest ona w a ż n a dla hipotezy do­
patrującej się ewentualności zaczerpnięcia p o m y s ł u
robienia wycinanek w papierze przez ludność polską
od ludności ż y d o w s k i e j . Domostwa Ż y d ó w we wsiach
i miasteczkach, z nalepionymi przed Zielonymi Ś w i ę ­
tami wycinankami na szybach, dekoracje s z a ł a s ó w na
ś w i e ż y m powietrzu, u m o ż l i w i ł y zetknięcie s i ę i „ o s w o ­
jenie" z w y c i n a n k ą .
Znany jest także fakt utrzymywania s i ę handlu
małomiasteczkowego i domokrążnego w rękach ż y ­
dowskich. Na interesującym nas terenie stan taki
stwierdza jeden z najwcześniejszych d o k u m e n t ó w .
Za pośrednictwem Ż y d ó w docierał w i ę c na w i e ś
papier.
W relacjach informatorek, dotyczących okresu od
około 1870 r., wielokrotnie w y p ł y w a ł a sprawa po­
wszechności handlu domokrążnego uprawianego przez
Żydów, którzy stosując sprzedaż w y m i e n n ą (za jajka,
masło, zboże), dzięki namowom potrafili doprowa­
dzić do kupna niechętną początkowo gospodynię. Nie
wykluczone jest też, że handlarze sami mogli podsu­
nąć k u p u j ą c e m u p o m y s ł wycinania w papierze, kie­
rując się intencją stworzenia w i ę k s z e g o zapotrzebo­
wania na posiadany przez nich towar.
Zastanawiając s i ę nad powiązaniami wycinanki
polskiej z ż y d o w s k ą , m o ż n a by szukać ś l a d ó w tego
zjawiska w samej formie wycinanek. Punkt zaczepie­
nia mogłoby tu s t a n o w i ć w s p ó l n e w y s t ę p o w a n i e mo­
t y w ó w roślinnych. Nie we wszystkich, ale w wielu
terytorialnych odmianach wycinanki polskiej w y s t ę ­
puje motyw w dotychczasowej literaturze często na30

31

�13

32

zywany „drzewkiem życia".
Widzimy go między
innymi w wycinance podwarszawskiej, kurpiowskiej —
ostrołęckiej i pułtuskiej, podlaskiej, rawskiej i opo­
czyńskiej. Tematycznie motyw ten uznany jest za
jeden z charakterystycznych m o t y w ó w wycinanki ż y ­
dowskiej, wyprowadzony (na jej gruncie) z biblijnego
drzewa życia rosnącego w raju obok drzewa wiado­
mości dobrego i z ł e g o . Jednocześnie jednak p a m i ę ­
tając, że w y s t ę p u j e on bardzo często wraz z ornamen­
tyką roślinną na wytworach z różnych tworzyw, w
różnych okresach czasu, można by obecność jego w
wycinance tłumaczyć również prawem konwergencji.
33

Aby nie wracać już do refleksji na temat genezy
wycinanki, trzeba w s p o m n i e ć o zarysowującej się dość
wyraźnie w ś w i e t l e chronologii rozwoju t y p ó w form
możliwości zaczerpnięcia pomysłu z fabrycznych, pa­
pierowych, wzorzystych firanek i tzw. ząbków do p ó ­
łek. Tego rodzaju produkty pojawiające się początko­
wo w dużych ośrodkach miejskich mogły b y ć za po­
średnictwem k u p c ó w
żydowskich
przeniesione na
grunt wiejski, jeśli nie jako gotowy do n a ś l a d o w n i c ­
twa wzór, to jako pomysł, który mógł s i ę przyjąć
wobec dostarczenia papieru, z którego można było
rękodzielnicze wyrabiać ozdoby dostosowane do w y ­
posażenia wnętrza chałupy. Okres początków X I X w.
przynosi stale rosnący n a p ł y w na rynek różnego ga­
tunku bibuły i papieru, który dostarczają powstające
w tym czasie papiernie.
34

Najdawniejszą
publikacją, dokumentującą
fakt
istnienia wycinanki na Kurpiach, jest wspomniany już
opis z 1830 r. W. Czajewskiego, charakteryzujący
164

14

urządzenie w n ę t r z a wiejskiego, który m ó w i o firan­
kach
„najczęściej
z papieru wyciętych". Wobec
uwzględnienia w opisie dekoracji papierowych, brak
wzmianki o wycinance kolorowej zdobiącej ściany
można poczytać za dowód, ż e nie była ona jeszcze
w tym okresie wykonywana. Słuszność takiego wnios­
ku potwierdza tradycja.
Ramy czasowe w y s t ę p o w a n i a wycinanki kolorowej
pozwalają drogą m o ż l i w e j do odtworzenia bezpośred­
niej relacji ustnej sięgnąć do okresu jej pojawienia
się i początków rozwoju. Najstarsze z informatorek,
urodzone w latach 1863—1870, są drugim pokoleniem
od momentu rozpowszechnienia się zwyczaju. Okres
pojawienia się wycinanki znają z przekazu swych
matek.
Uzyskane od nich dane co do początków
wycinanki s ą zgodne, wszystkie w y m i e n i a j ą jako n a j ­
wcześniejszą formę wycinanki
„firanki" na ramy
obrazów świętych, wykonywane 'początkowo z cien­
kiego białego papieru, później z bibuły, oraz firanek
do okien.
35

Analogiczny na pozór zwyczaj wieszania na obra­
zach świętych wycinanych z papieru zasłon, w y s t ę ­
pujący jeszcze dziś u ludności p r a w o s ł a w n e j 'Podla­
sia,
wydaje s i ę odmienny nie tylko ze w z g l ę d u na
inną formę zasłon, ale także ze względu na inne
podłoże. Zwyczaj ten utrzymuje s i ę na gruncie prak­
tyk o aspekcie liturgicznym, nie zaś, jak niegdyś na
Kurpiach, w oparciu o znaczenie dekoracyjno-utylitarne, gdzie jedyną m o t y w a c j ą i uzasadnieniem wie­
szania „firanek" b y ł y w z g l ę d y natury praktycznej, tj.
zasłonięcie braków i zniszczeń starych obrazów.
3 6

�15

Występowanie wycinanych firanek papierowych w
okresie poprzedzającym pojawienie się wycinanki ko­
lorowej wydaje s i ę w a ż n e ze względu na możliwość
uznania tej ostatniej za w y t w ó r w c z e ś n i e j znanej
techniki. Techniki rozumianej nie tylko jako wyci­
nanie nożycami do strzyżenia owiec, ale polegającej
na stosowaniu składania papieru i cięcia w e d ł u g osi,
co stało s i ę w wycinance kolorowej determinantą
wielu cech formy. Niemała jest tu także rola samego
narzędzia, którego znaczenia niejednokrotnie nie do­
ceniano.
U ż y w a n e przy wycinaniu sprężynowe no­
życe do strzyżenia owiec m a j ą tę ogromną zaletę, że
w y m a g a j ą pracy rąk — nacisku — wyłącznie przy
przecinaniu. Rozwarcie ich w y s t ę p u j e samoczynnie,
co nie tylko zaoszczędza w y s i ł k u , ale także nie od­
dziela od siebie poprzez dodatkową czynność poszcze­
gólnych cięć. Sposób w jaki trzymane są nożyce tego
typu — całą dłonią, a nie trzema palcami, jak przy
nożyczkach krawieckich — nie męczy tak szybko ręki.
Miejsce uchwytu znajduje się blisko k o ń c ó w ostrzy,
co dzięki skróceniu ramienia pracy ułatwia kierowa­
nie (il. 54).

16

II. 12. „Leluje w wazunie", wys. 54 cm. Wyk.
Antonina Kuliś,
Jazgarka, pow.
Ostrołęka.
II. 13. „Leluja", wys. 21,5 cm. Wyk. Rozalia
Sniadach,
Surowe,
pow. Ostrołęka.
U. 14.
„Leluja", wys. 26 cm. Wyk. Florentyna Smietko, Kadzidło, pow. Ostrołęka.
II. 15. „Leluja",
wys. 22,5 cm. Wyk. Katarzyna
Abramczyk,
Baranowo, pow. Przasnysz. II. 16. „Leluja",
wys. 35 cm. Wyk. Marianna Deptuła,
Surowe,
pow. Ostrołęka. II. 17. „Leluja", wys. 21,5 cm.
Wyk. Anna Kockodoń,
Kadzidło,
pow. Ostro­
łęka.

3 7

Firanki na obrazy w najdawniejszej swej odtwo­
rzonej formie, to tzw. wstążki. Są to dwa równej
wielkości paski zmarszczone w pobliżu górnej k r a ­
wędzi. W miejscu zebrania umieszczony jest poprzecz­
nie pasek także zmarszczony ipośrodku — najczęściej
w innym kolorze. Z ą b k o w a n a jest tylko krawędź
górna i dolna. Wycięciami biegnącymi po liniach po­
ziomych zdobiona jest tylko dolna część powierzchni
(il. 6).

17

�18
Rekonstruowane obecnie najstarsze typy wycinanek
można odnieść co najwyżej do 80-ych lat ubiegłego
wieku. Pozwalają one na przypuszczenia co do ro­
dzaju istniejących
przed nimi firanek na obrazy
i okna, czego nie można czynić odnośnie do stosowa­
nych m o t y w ó w i budowy ornamentu, który uległ
zmianom wraz z opanowaniem techniki (il. 5).
Formą firanek na obrazy, t y p o w ą dla końca ubieg­
łego i początków bieżącego wieku, b y ł y paski papieru
niemarszczone, ale za to o płaszczyźnie w y p e ł n i o n e j
jednym, dwoma lub trzema rzędami nacięć biegnących
po odcinkach prostej, które tworzyły rozmaite układy
zbiorowe, np. z rombów, „krzyżaków", trójkątów czy
strzałek. Stosowane motywy to owale, soczewki, t r ó j ­
kąty, romby (il. 7, 8). Przy prostokątnym kształcie
całości zwielokrotnienie wycinanego wzoru poprzez
kilkakrotne złożenie papieru w poprzek a nieraz
i jednokrotnie wzdłuż nie nastręczało w i ę k s z y c h trud­
ności. Każdy rząd w y c i ę ć p o w s t a w a ł wzdłuż tego s a ­
mego pomocniczego załamania, stanowiącego oś cięć,
tak że każdy motyw po rozłożeniu miał b u d o w ę sy­
metryczną.
Podobnie zdobione były firanki do okien na k t ó ­
rych ornament budowano wzdłuż linii prostych (il. 5).
Zwyczaj strojenia obrazów
świętych firankami
przetrwał przez cały okres stosowania zdobin wyko­
nywanych z papieru techniką wycinania. W miarę
jej opanowywania zmieniał s i ę układ ornamentu, ope­
rującego jednak tymi samymi motywami. Zmienia się
także kształt firanek. Oprócz pasów umieszczonych po
bokach lub z czterech stron spotyka się ramy w y 166

19
cięte w formie czworokąta lub też obejmujące obraz
z b o k ó w i góry, o różnej linii w e w n ę t r z n e j k r a w ę ­
dzi (il. 10, 11).
Przystępując do omówienia początków wycinanki
z kolorowego papieru, co przypada na terenie K u r ­
piowskiej Puszczy Zielonej na przełom 1. i 2. poł.
X I X w., trzeba na w s t ę p i e podkreślić zastanawiające
duże podobieństwo w przebiegu tego procesu w całej
omawianej grupie. Wyjątek stanowi tu w y o d r ę b n i a ­
jąca się t a k ż e pod innymi w z g l ę d a m i część obszaru
zwana Kolneńskiem. Te najpóźniej skolonizowane"
tereny, posiadające stosunkowo w c z e ś n i e w ł a s n e pa­
rafie z kościołami, co nie sprzyjało dodatkowym kon­
taktom, p r z y j m o w a ł y z pewnym opóźnieniem prądy
i „mody" idące z centrum Puszczy — okolic Kadzidła
i Myszyńca. Na pozostałej części omawianego terenu,
gdzie w i ę ź lokalna była silniejsza (przez stosunkowo
mniejszą ilość wsi kościelnych, wspólne miejsca tar­
gowe, te same szlaki w ę d r ó w e k do prac okresowych),
początkowy okres rozwoju wycinanki kolorowej prze­
biega bardzo podobnie.
Występujące w tym czasie typy wycinanek, które
później stopniowo zanikały, a częściowo w t a p i a ł y się
w nowe formy, udało się ustalić drogą rekonstrukcji,
tj. odtworzenia przez najstarsze informatorki nie w y ­
cinające już przeważnie od czasu zaniku zwyczaju, tj.
od ok. 1930 r. Typy te poszerzają dość znacznie ilość
i rodzaj wymienianych dotychczas.
Z a najstarszy typ wycinanki na całym omawianym
terenie informatorki uznają
„leluje w wazunie"
(11. 12). Jest to wycinanka dwu- albo trzykolorowa,
39

�II. 18. „Leluja", wys. 35,5 cm. Wyk. Marianna
Deptuła, Surowe, pow. Ostrołęka.
II. 19.. „Le­
luja", wys. 24 cm. Wyk. Stefania
Samsel,
Stary Myszyniec, pow. Ostrołęka.
II. 20. „Le­
luje w rządku", wys. 38 cm. Wyk. Rozalia
Sniadach, Surowe. 11. 21. „Leluja", wys. 34,5
cm. Wyk. Franciszka Popielarczyk,
Lipni/ci,
pow. Ostrołęka.
II. 22. „Leluje
w
rządku",
wys. 35 cm. Wyk. Marianna Grądzka,
Suro­
we. II. 23. „Leluje w rządku", wys. 20, 5 cm.
Wyk. Rozalia Sniadach, Surowe. II. 24. „Lal­
ki", wym. 22,5 X 34,5 cm. Wyk. Ewa Rydel,
Charciabałda,
pow.
Ostrołęka.
łączona z oddzielnie ciętych części. Czasami wazon
b y w a ł zdobiony naklejaniem. Wychodzące z niego trzy
człony identyczne w rysunku, niekiedy różniące s i ę
kolorem, to tak często spotykany później samodzielnie
i wespół z innym ornamentem motyw roślinny, który
tworzą symetrycznie ułożone, jak gdyby .podwinięte,
podłużne listki. Określa się go w literaturze mianem
drzewka. Wyodrębnieniu się tego motywu w postaci
osobnej formy zwanej „lelują" towarzyszy nie tylko
jednoosiowa symetryczna budowa, wycinanie podsta­
wy wraz z częścią górną z jednego kawałka papieru,
ale także nieznaczne jeszcze różnice rozwiązań for­
malnych tego samego motywu.
Fakt w y s t ę p o w a n i a na całym omawianym terenie
tak znacznych podobieństw (il. 13, 14, 15) ma miejsce
tylko w okresie początkowym. Zgromadzone przykła­
dy pochodzą z wiosek leżących w różnych częściach
Puszczy. Wobec bogactwa i różnorodności rozwiązań
„leluj" w okresie późniejszym jest to tym bardziej
zastanawiające. Wydaje s i ę że m o g ł o to w y p ł y w a ć
z przejmowania, wraz rozpowszechniającą się modą,
tego samego motywu, k t ó r y przy niewielkiej wprawie
w wycinaniu b y ł podobnie odtwarzany.
;

�26

27

Jak wynika z relacji starszego pokolenia informatorek urodzonych około 1890 r., motyw ó w był po­
wszechny w latach ich młodości. Stosowany jednak
przez starsze kobiety, w y s t ę p o w a ł obok innych, wy­
kształconych już wtedy rodzajów „leluj" (il. 16, 17,
18, 19).
Powszechny w tym okresie typ „leluj", charakte­
ryzujący się dominantą płaszczyzny nad wycięciami
w formie co prawda bardziej zróżnicowanej, w y s t ę p u ­
je także w spotykanych w tym czasie fryzach. Można
by w i ę c powiedzieć, ż e stosowany jest nie tylko po­
jedynczo, ale także w układach pasowych. Ten rodzaj
wycinanki, nie mający na Kurpiach nazwy w ł a s n e j
a określany jako „leluje w rządku", „kilka na raz",
168

28

w y s t ę p o w a ł na całym omawianym terenie (z uczynio­
nym poprzednio zastrzeżeniem). Momentu jego poja­
wienia się nie sposób ustalić. Wydaje s i ę on jednak
nieco późniejszy w stosunku do „leluj" pojedynczych,
gdyż stosuje bardziej rozbudowaną o r n a m e n t y k ę oraz
rezygnuje z tak nieodzownej
cechy najdawniejszej
formy „leluj", jaką jest podwinięcie gałązek czy list­
ków, tak że na ich końcach powstają spirale. Zakoń­
czenie linią prostą owych części, które podwinięte
nazywane b y w a j ą rozmaicie — zawsze opisowo —
„pejsy", ,kulosy", narzuca tutaj pasowa budowa wy­
cinanki. Przy wielokrotnym złożeniu papieru krawędź
nie może b y ć przecięta, g d y ż stanowi miejsce styku
poszczególnych s e g m e n t ó w (il. 20, 22, 23).

�31

32

II. 25. Kolejne fazy cięcia „lelui". II. 26. „Leluja".
II. 27.
„Leluja",
wys. 26 cm. Wyk.
Helena Fąk, Czarnotrzew,
pow.
Ostrołęka.
II. 28.
„Leluja",
wys. 25,5 cm. Wyk.
Antonina
Kuliś, Jazgarka, pow.
Ostrołę­
ka. II. 29. „Lełuja", wys. 19 cm.
Wyk. Stefania Dymerska, Golanka, pow. Ostrołęka.
II. 30.
„Kogutki" wielobarwne. II. 31.
„Leluja", wys. 17,5 cm. Wyk.
Stefania Dymerska. II. 32. „Le­
luja", wys. 35 cm. Wyk. Fran­
ciszka Popielarczyk,
Lipniki,
pow.
Ostrołęka.
Obok układów pasowych opartych o motyw „leluj"
występują t a k ż e bardzo proste jednokolorowe układy
pasowe z motywem postaci kobiecej, które noszą
nazwę „lalek" (il. 24). Zasięg ioh jest zarówno w cza­
sie, jak i przestrzeni, podobny do zasięgu „leluj"
w układzie pasowym.
Obydwa wspomniane typy, jeśli nie b y ł y wymie­
niane w dotychczasowych opracowaniach, to nie
tylko na skutek zaabsorbowania formami w y s t ę p u j ą ­
cymi częściej i charakterystycznymi tylko dla K u r ­
piów. Wydaje się, ż e m o g ł o to mieć związek z nie­
zwykle krótkim czasem ich trwania, krótkim w po­
równaniu z okresem w y s t ę p o w a n i a „leluj". T a nie
ulegająca przekształceniom nazwa kryje jednak za
40

sobą żywą, pulsującą formę, która w m i a r ę rozpo­
wszechniania się zwyczaju przechodzi szereg bardzo
wyraźnych zmian w czasie, na które nakładają się
cechy indywidualne autorek, różnicując ją jeszcze
bardziej.
Dlatego też, być może, w bogactwie różnych t y p ó w
i odmian „leluj" pojedynczych, okres w y s t ę p o w a n i a
ich w układzie pasowym, obok tzw. lalek, nieco nik­
nie. Wydaje się jednak, że w ogólnej linii rozwojowej
wycinanki na Kurpiach ma on swoje, dość w a ż n e
znaczenie.
Świadczy bowiem o takim opanowaniu
techniki, przy którym w y s t ę p u j ą c y wcześniej motyw,
odtwarzany z niewielkimi różnicami, zostaje prze­
kształcony dla potrzeb nowego typu — bardziej eko­
log

�II. 33. „Kogut", wym. 17X23 cm. Wyk. Brodzik,
Stary Myszyniec, pow. Ostrołęka.
II. 34. „Lelu­
ja", wys. 21 cm. Browary, pow. Ostrołęka. II. 35.
„Leluja", wys. 17 cm. Wyk. Franciszka
Orłow­
ska, Myszyniec, pow. Ostrołęka.
II. 36. „Leluja",
wys. 17 cm. Wyk. nieznany, okolice
Kadzidła,
pow. Ostrołęka.
II. 37. „Leluja", wys. 26 cm.
Wyk. Helena Fąk, Czarnotrzew, pow.
Ostrołęka.
II. 38. „Leluja", wys. 26 cm. Wyk. Helena Fąk.
II. 39. „Leluja", wys. 37 cm. Wyk. Rozalia Polak,
Kadzidło. II. 40. „Leluja", wys. 36 cm. Wyk. Ro­
zalia Polak. II. 41. „Leluja", wys. ok. 36 cm.
Wyk. Stefania Samsel, Stary Myszyniec,
pow.
Ostrołęka.
II. 42. „Leluja", wys. 35,5 cm. Wyk.
Florentyna Kur, Rososz, pow.
Ostrołęka.

35

�I

�II. 43. „Leluja", wys. 21 cm. Wyk. nieznany, okolice
wsi Łyse, pow. Kolno. II. 44. „Hostyja",
wys. 21 cm.
Wyk. nieznany, okolice Kadzidła,
pow.
Ostrołęka.
11. 45. „Leluja", wys. 19 cm. Wyk. nieznany, okolice
wsi
Łyse.
nomicznego, jeśli chodzi o stosunek ilości włożonej
pracy do wielkości wycinanki. Można to także poczy­
tać jako przejaw tendencji do tworzenia dużych form,
ułatwiających zapełnienie powierzchni ścian ó w c z e s ­
nych izb. Wskazują na to także równocześnie wyko­
nywane t r ó j w y m i a r o w e zdobiny, przeważnie z bibuły
(bibuła zostaje zmarszczona, a papier w y w i n i ę t y ) , k t ó nych rozmiary są dość znaczne, a wykonanie o wiele
mniej czasochłonne. Nieco dalej ozdoby te o m ó w i ę
szerzej.
W y s t ę p o w a n i e układów pasowych wycinanki na
Kurpiach daje także ciekawy materiał p o r ó w n a w c z y
dla historii form wycinanek z papieru w zasięgu c a ­
łości zjawiska, którego etapy rozwojowe zdają się
mieć podobną prawidłowość.
Zarzucenie „cieńcia w rząd" zrozumiałe jest wobec
coraz bardziej wyraźnego
rozczłonkowania „leluj"
pojedynczych. Obok płaszczyzn ograniczonych linią
nieprzerywaną pojawiają s i ę brzegi zdobione nacię­
ciami. Coraz częściej łączy s i ę z nimi nowe elementy
w postaci motywu ptaka, serca, krzyża, co nie tylko
wzbogaca, ale i zmienia formę (il. 23). Pojawia się
nowy sposób budowania „leluj", którego nie dało się
połączyć z zasadą układu pasowego, a przy tym trzeba
pamiętać, ż e ośmiokrotnie złożony papier uniemożli­
wiał precyzję Cięcia. Pojawienie się nowego typu leluj
nie oznaczało oczywiście zarzucenia t y p ó w w y s t ę p u ­
jących poprzednio.
Ów nowy sposób budowy zasadzał się na wprowa­
dzeniu podziału w górnej części wycinanki na partie
zwane „kuronami" (koronami — H . O.). S t a n o w i ł y
one najczęściej o b w ó d zamknięty (il. 27), ale zdarzało
się, że pozostawały otwarte (il. 26). Kształt ich b y w a ł
oparty na owalu, prostokącie lub ł u k u (il. 21, 36, 27).
Najdawniejsze przykłady tego rodzaju „leluj" m a j ą

�48
46
47
I I . 46. „Hostyja", wys. 24 cm. Wyk. Stefania Samsel, Stary Myszyniec pow. Ostrołęka.
II. 47. „Hostyja",
wys.
35 cm. Wyk. Marianna Deptuła,
Surowe, pow. Ostrołęka.
II. 48. „Krzyż",
wys. 14,5 cm. Wyk.
Stefania
Dymerska, Golanka, pow. Ostołęka. II. 49. „Koło" 0 16 cm. Wyk. nieznany, okolice Myszyńca.
II. 50. „Koło"
0 16 cm. Wyk. Franciszka Dąbkowska,
Wykrot, pow.
Ostrołęka.
zazwyczaj jedną koronę (ii. 29). Aby zrozumieć szyb­
ką i długotrwałą karierę nowego schematu cięcia,
trzeba uświadomić sobie jego znaczenie nie tylko od
strony e f e k t ó w natury estetycznej.
Jego prostota
ułatwia czytelność programu, dzięki k t ó r e m u płasz­
czyzna k a w a ł k a papieru zostaje przekształcona w bo­
gate, dekoracyjne dzieło. Stosowanie zasady budowy
„leluj" z podziałem części górnej na korony ma r ó w ­
nież duże znaczenie dla przebiegu procesu twórczego.
Fazy powstawania tego typu „leluj" wyodrębnione
na rysunku (il. 25) pokazują, jak w ramach począt­
kowego planu generalnego rozwija s i ę szczegółowa
kompozycja poszczególnych partii. Nacięcie koron
ułatwiło wycinankarce uzyskanie wizji całości, two­
rząc jednocześnie rezerwę czasową tak pożądaną dla
podjęcia decyzji przy wyborze m o t y w ó w zdobniczych,
co w rezultacie zapewniło harmonijność jej budowy.
49

Prześledzenie procesu powstawania tego typu „le­
luj" uwypuklało zależność sposobu zdobienia brzegów
korony środkowej od zdobienia b r z e g ó w korony ze­
wnętrznej, podstawy i zwieńczenia, często określanego
jako „zagłowienie". „Cieńciejsza ta kurona [zewnętrz­
na — por. i l . 29], to i ząbki trza dać drobniejsze i bez
kulasków między niemi jak w tamtej. A dół i góra
tak przycionć zeby z tym p a s o w a ł o " .
41

O ile podział całości na części, zaznaczający w i e l ­
kość i kształt podstawy, partii środkowej i z w i e ń c z e ­
nia, stanowi zawsze pierwsze fazy cięcia i przebiega
w ł a ś c i w i e jednakowo u wszystkich wycinankarek,
o tyle kolejność rozpracowywania tych partii w y g l ą d a
różnie. „Mamusia i ja t o ś m y tak cieny leluje. Każde
jedne się najprzód od dołu obrzeży, potem oddziele­
nie środka na kurony a na k o ń c u się odetnie to całe
zagłowienie. Potem s i ę kuloski obrobi na brzegu
50

�51a

51 b

przy kuronie, potem się rozetnie dalej zeby druga
kurona była i przy niej ząbki znowuż. A później się
odcina aż do środka — ale samego środka nie. Wtedy
się wraca i robi strząpki na dole. Potem góre zeby
w wielkości pasowała i wtenczas środek zeby do
całości pasował, bo on jak w obrazie widoczny [jak
w ramie — H . O.]".
4 2

Zasady łączenia ornamentu bywają różne.
Obok stasowanej zasady harmonii w doborze mo­
t y w ó w często uznawana bywa zasada kontrastu (il. 40).
Ta ostatnia widoczna jest w pracach Rozalii Polak
która w zdobieniu licznych koron w swych „lelujach"
przeciwstawia łamane linie proste łagodnym owalom
lub ich wycinkom.
Zarówno wywiady, jak i analiza samych wycina­
nek wskazują, że omawiany schemat cięcia ułatwia
pracę, nie narzucając przy tym podobnych rozwiązań
i stwarza możliwości wprowadzania daleko idących
zróżnicowań.
Oprócz „leluj" z koronami spotyka się też (rzadziej)
prace, w których górna część bywa nierozczłonkowana
na korony lub miewa ledwie zaznaczony podział na
części, a zdobiona jest nacięciami przebiegającymi
wzdłuż pomocniczych osi załamań. Uwidocznia s i ę
w tym sposobie cięcia wyraźna zbieżność z metodą
stosowaną przy w y p e ł n i a n i u dużych płaszczyzn fira­
nek i być m o ż e w y s t ę p u j e tu przeniesienie na inne
formy wcześniej wykształconego sposobu cięcia.
Omówione tu ogólnie zasady budowy „leluj", or­
ganizacja procesu ich 'powstawania pozwala zrozu­
mieć, jak dochodzi do, tak często podkreślanej, logiki
ornamentalnej składni. Poszczególne części odgrywają
tu rolę konstrukcyjną, a stosowane motywy zdobnicze
umieszczane są zgodnie z porządkiem, narzucanym
przez konstrukcję. Cecha ta występuje także w uda­
nych pracach o swoistej nietypowej budowie, które
jednak zaczynają p o j a w i a ć się częściej w okresie, gdy
zmieniło s i ę przeznaczenie wycinanki. Łączyło się to
z izolacją wycinających oraz zawężeniem możliwości
korzystania z rozwiązań tradycyjnych, co w y s t ę p u j e
174

tylko w okresie, gdy twórczynie pracują na skutek
zapotrzebowania z zewnątrz (il. 41).
Osiągnięcia takie ma szereg autorek z okolic My­
szyńca — u w a ż a n e g o za centrum Puszczy — najczęś­
ciej też odwiedzanego. Tam pojawia się w pracach
wycinankarek, w y k o n u j ą c y c h ogromne ilości wyci­
nanek dla rosnącego po 1920 r. zapotrzebowania
z zewnątrz, w y p e ł n i a n i e płaszczyzny górnej części
„leluj" siatką powstałą z naprzeciwległe ułożonych
trójkątów, które przylegają do siebie podstawami,
dając w r a ż e n i e siatki romboidalnej.
W parafii baranowskiej, leżącej przy p o ł u d n i o w o zachodniej granicy Kurpiów, bardziej podatnej na
w p ł y w y , choćby .poprzez kontakty w czasie prac se­
zonowych na terenie sąsiedniego Przasnyskiego, „le­
luja" nie doczekała s i ę tak różnorodnych rozwiązań.
Zwyczaj strojenia izby wycinankami zanikł tam tuż
po 1914 r. Stąd też, jak się wydaje, znane z tych
terenów typy „leluj" reprezentują formy bardziej
reliktowe, czego przykładem są prace jedynej dziś
autorki z owej części Puszczy — Heleny Fąk (il. 37, 38).
43

44

Wyjaśniając uczynione na w s t ę p i e o m ó w i e n i a „le­
luj" zastrzeżenie co do odmienności ich linii rozwo­
jowej w północno-wschodniej części Kurpiów zwanej
Kolneńskiem, tj. głównie w parafiach Łyse, Turośl
i Dobry L a s , trzeba powiedzieć, że wycinanka na tych
terenach pojawia się o około 20 lat później, aniżeli
w pozostałych częściach Puszczy (tj. około 1870 r.).
Wydaje się, że tym właśnie faktem należy t ł u m a ­
czyć ich odmienną b u d o w ę , w której charakterystycz­
ne jest zatracenie elementów geometrycznych na rzecz
kompozycji złożonej z m o t y w ó w roślinnych (il. 34).
Dość często w y s t ę p u j ą tu realistycznie p o m y ś l a n e
przedstawienia zielka wyrastającego z doniczki, oo
jest próbą stworzenia formy odpowiadającej nazwie.
Obok tego w dawnych formach w y s t ę p u j ą prace całkowicie oryginalne, co może m i e ć związek ze wspom­
nianą już izolacją tej części Puszczy (il. 43, 45).

^

Wycinanka w Kolneńskiem, jak m ó w i ł a m , pojawiła
się dość późno i zanikła stosunkowo w c z e ś n i e wraz

*
-

I
»'

�II. 51a, b. „Koło" i kolejne fazy wycinania. II. 52.
„Koło", 0 36 cm. Wyk. Maria Bałdyga, Kadzidło,
pow.
Ostrołęka.
II. 53. „Gwiazda",
0 16 cm. Wyk. Stefania
Samsel, St. Myszyniec, pow.
Ostrołęka.

ścianę, ale o motywach i budowie w ł a ś c i w e j dla daw­
nych gwiazd. Środek gwiazd b y ł w y p e ł n i a n y nawar­
stwieniem k a w a ł k ó w kolorowego papieru (ich liczba
dochodziła do 6), o różnorodnym
kształcie i linii
brzegu, ale powierzchni gładkiej. Stopniowo, w miarę
rozwoju techniki cięcia, biały pas brzeżny zdobiony
jest coraz mniejszymi motywami. Pojawia się siatka
0 trójkątnych oczkach, która jest kłopotliwa w w y ­
konaniu nie tylko na skutek stosowania drobnych
m o t y w ó w , ale także konieczności wprowadzenia wie­
lu dodatkowych złożeń, które stanowią o ś w y c i ę ć
(il. 51b), a przeciągają po linii promieni. Mniej trudny
1 chyba przez to dość powszechny sposób zdobienia
kół przedstawia il. 52; czasochłonność uzależniona
była od szerokości w y c i ę ć .

52
z tradycją; nie robiono jej tu dla n a b y w c ó w z ze­
wnątrz.
Aby skończyć omawianie „leluj" i pochodnych od
nich form, trzeba w s p o m n i e ć o tzw. monstrancjach,
które noszą na Kurpiach n a z w ę „hostyi". Widoczny
w nazwie p i e r w o w z ó r nie odegrał, jak by na to w y ­
glądało, zasadniczej roli. W g r ę wchodziło tu podo­
b i e ń s t w o jego kształtu i budowy do niektórych t y p ó w
„leluj". Usamodzielnia się on późno, co przejawia s i ę
wprowadzeniem takich m o t y w ó w sakralnych, jak
krzyż, serca gorejące, aniołki, ś w i e c e itp. W niektó­
rych parafiach na pytania związane z w y s t ę p o w a n i e m
tego typu wycinanki najstarsze informatorki odpo­
w i a d a ł y : „...o takich nie wieszali — gdzie ta, takie
leluje ey gziazdy to tak, ale takie to nie, to musi
zakonnice mogliby takie r o b i ć " .

Wycinanki ośrodkowe zwane „gziazdami" w y s t ę p u ­
jące początkowo tylko na „bałkach", później zostają
przeniesione także na ściany. Zmienia s i ę przy tym
nie tylko nazwa — na „koła", ale także w i e l k o ś ć
i sama forma. Cięcia zostają doprowadzone do środka,
z którego znikają kolorowe zdobiny. Nie znaczy to,
że koła są jednobarwne. Występuje przy nich dość
często naklejanie na obwodzie k a w a ł k ó w papieru w
innym kolorze, o kształcie różnorodnym.
Niekiedy
dodatkowo umieszczane są prostokątne kawałki cynfolii (il. 52).
Moment pojawienia się k ó ł na ścianach jest trudny
do uchwycenia, czas ich w y s t ę p o w a n i a pokrywa s i ę
z czasem dekorowania ścian izby wycinankami.
Dość późno, po 1900 r., na „bałkach" pojawia się
nowy typ „gziazdy" o kształcie odpowiadającym n a ­
zwie, w którym w y s t ę p u j ą motywy sakralne. Proces
wycinania takiej gwiazdy nie b y ł zbyt pracochłonny.

45

W innych parafiach rozpowszechnienie s i ę tego
typu przebiegało następująco:
„Hostyje to później
cieni — wstydzili się — m ó w i l i , ze nie trzeba hańbić.
To ksiundz powiedział, ze m o ż n a to cieni. B y ł taki
ksiundz w Carni i Masańcu co tak m ó w i ł — gdzieś
po tysiąc dziewięć setnym roku". " W okresie około
1910 r. „hostyje" nie były typem w y s t ę p u j ą c y m po­
wszechnie, ale spotykało s i ę je na całym omawianym
terenie (il. 44, 46, 47). Wraz z rozpowszechnieniem się
m o t y w ó w sakralnych, sporadycznie w y s t ę p u j e wyci­
nanka w kształcie krzyża (il. 48).
4

W całości wystroju wnętrza wycinankami dużą
rolę odgrywały, oprócz wymienionych typów, wyci­
nanki określane w podziałach s y s t e m a t y z u j ą c y c h jako
asymetryczne lub obrazujące. Na omawianym terenie
można do nich zaliczyć figury p t a k ó w i koni — naj­
częściej z jeźdźcami. Są to wycinanki wielobarwne,
zdobione techniką naklejania. W y s t ę p o w a n i e ich s i ę -

53

Tradycja pośród
najstarszych t y p ó w wycinanek
umieszcza koła zwane też „gziazdami", robione z bia­
łego papieru z wielokolorowym środkiem (il. 49, 50).
Największy krąg, stanowiący tło, b y ł biały w związku
z przeznaczeniem tej formy na boczne ś c i a n y belek
pułapu, których nie bielono. Partie brzeżne zdobiono
początkowo w y c i ę c i a m i dość grubymi, które powsta­
w a ł y przy czterokrotnym złożeniu papieru, dając w
rezultacie po rozłożeniu układ szesnastopromieniowy.
Dzięki tak d u ż e m u zwielokrotnieniu ciętego wzoru
„gziazdy" należały do mniej pracochłonnych form.
Widać to dość dobrze na przykładzie faz cięcia koła
(il. 51b), robionego co prawda z przeznaczeniem na
.175

�ga początków zwyczaju a forma ulega stosunkowo
niewielkim przemianom, najwyraźniej dostrzegalnym
w sposobie cięcia detali.
Oprócz dużych, pojedynczych k o g u t ó w (ii. 33, 58)
występują pary mniejszych kogutków, które b y w a j ą
cięte razem, przy zachowaniu osi symetrii (il. 30). Po­
wierzchnia ich zdobiona jest naklejanymi na siebie
kawałkami papieru, umieszczanymi na szyi, skrzydle
i na ogonie. Wykonywano także pary dzięciołów (il. 1).
Na całym omawianym terenie w y s t ę p o w a ł y wielo­
barwne pawie. „Pawy", jak je nazywano, cięte b y ł y
pojedynczo i ze w z g l ę d u na rozczłonkowaną b u d o w ę
ogona nalepiane na arkusze. Ich wielkość p r z e w y ż s z a ­
ła rozmiary k o g u t ó w i wobec budowy całości z części
uniezależniona była od wymiaru arkusza, w jakich
nabywany b y ł kolorowy papier.
Również powszechnie w y s t ę p o w a ł y konie z jeźdźcem (il. 55).
W wypowiedziach o wycinankach przedstawiają­
cych ptaki i konie podkreślano wierność wzorowi,
która nie tylko przejawiała się w starannym odtwa­
rzaniu szczegółów, np. uprzęży konia czy ugięciu
w kolanie nogi jeźdźca. Troska o oddanie cech wzoru
spowodowała, że wykształcono dwa schematy formy
kogutów odpowiadające rasom koguta „ruskiego"
i „pruskiego". Zwraca na to u w a g ę jedna z informatorek m ó w i ą c : „Łagodzińska [jedna z n a j w y ż e j cenio­
nych wycinankarek w Myszyńcu w okresie przed
1914 r. — H . O.] w y c i n a ł a paciowate ruskie koguty —
miały one paciowate nogi i kośne grzebienie. Kogut
pruski jest wcale insy — jest tniejszy i w grzebieniu,
a najważniejsze w ogonie. Kogut pruski to już jak
m a ł y to psieje — kogut ruski psiej e na Boże Naro­
dzenie" .

zwyczaju. W przeciwieństwie do innych t y p ó w auto­
rami jej byli głównie mężczyźni: „... to i łatwiej im
jak trzeba było co w y r y s o w a ć o ł ó w e k utrzymać. Chło­
py częściej we świecie b y w a ł e — im to lepiej wycho­
dziło".
Wycinanki tematyczne często wykonywane
były przy pomocy tzw. m o d ó w , tj. szablonów, które
wycinali zdolniejsi. Zaginięcie owych szablonów oraz
złożoność i ilość pracy potrzebna dla wykonania tego
typu wycinanki utrudnia obecnie ich rekonstrukcję.
Tematy, które w y s t ę p o w a ł y lub sposoby ich przed­
stawiania najczęściej m i a ł y zasięg ograniczony do
jednej, dwu czy trzech sąsiadujących ze sobą wiosek.
Poszczególne tematy w y s t ę p u j ą jednak na Większym
obszarze. Należało do nich pranie kijankami — „pracki", „wesele", „gościeniec" i „palowanie".
Kończąc ten szkicowy z konieczności przegląd form
wycinanki (robionej na użytek w ł a s n y ) w s p o m n i e ć
należy o innych ozdobach ścian izby, wykonywanych
z papieru i bibuły, przy których stosowano również
technikę w y c i n a n k o w ą . Zaliczyć tu należy wspomnia­
ne już „wstążki", „kukardy" (il. 56) oraz połączenia
p a s k ó w niemarszczonej bibuły z różnorodnie budo­
wanymi kwiatami. W dekoracji sufitu ważną rolę od­
g r y w a ł y tzw. „krzyżacki" albo „pajuncki" (il. 57).
Próba nakreślenia drogi rozwojowej wycinanki
kurpiowskiej poprzez odtworzenie w y s t ę p u j ą c y c h w
niej t y p ó w i ich historyczne uszeregowanie wydaje
się niezbędna dla prześledzenia całości zjawiska na
tym terenie. W kolejności rysujących się, związanych
z tym zagadnień na plan pierwszy w y s u w a ł o b y się
opracowanie roli funkcji wycinanki w dekoracji izby
oraz prześledzenie roli inwencji własnej wycinankarzy, pokazanie ich indywidualnych osobowości t w ó r ­
czych.
4 8

47

Osobnego opracowania wymaga w y s t ę p u j ą c a na
Kurpiach równorzędnie z wymienionymi formami
wycinanka tematyczna, stosująca technikę naklejankową. Wykonywana była ona tylko w okresie żywotności

Przemiany, które nastąpiły wskutek zaniku zwy­
czaju strojenia izby wycinankami i przestawienia się
na produkcję dla odbiorcy z zewnątrz, przebiegały
o d m i e n n ą drogą i w y m a g a ł y b y także osobnego opra­
cowania.

PRZYPISY
1

Por. W. Kolago, Konkurs na wnętrze chaty kur­
piowskiej, „Polska Sztuka Ludowa", 1949, Nr 5; K .
Pietkiewicz, Konkurs na estetyczne urządzenie
izby
kurpiowskiej,
„Lud", t. 39, 1952, s. 565; K . Pietkiewicz,
Zagadnienie opieki nad twórczością
ludową,
„Polska
Sztuka Ludowa", 1953, Nr 2; A. Błachowski, Wystawa
pokonkursowa
wycinanki kurpiowskiej
w
Myszyńcu,
„Polska Sztuka Ludowa", 1954, Nr 1; K . Pietkiewicz,
Les decoupages populaires polonais, „Zeszyty Etno­
graficzne Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej w War­
szawie", t. 2, 1961, s. 69—86.
Karol Homolacs, O wartości
zdobnictwa ludo­
wego, „Polska Sztuka Ludowa", cz. I , 1949, Nr 9—10,
cz. I I , 1949, Nr 11—&lt;12; A. Jackowski, O motywach lu­
dowych i ich adaptacji,
„Polska Sztuka Ludowa",
1960, Nr 5.
W. Kolago, op. cit, oraz A. Błachowski, op. cit.,
s. 57: „To co się rzucało w oczy przy pierwszym spoj­
rzeniu na w y s t a w ę , to postęp w technice wycinania,
coraz większa finezja w linii cięcia, coraz śmielsze
sięganie do nowych m o t y w ó w ornamentu...". T a w ł a ś ­
nie precyzja cięcia ornamentu uznana została za cha­
rakterystyczną dla wycinanki kurpiowskiej — patrz:
Katalog wystawy objazdowej sztuki i rękodzieła
ludo­
wego, 1950 (Wstęp — K . Pietkiewicz, opisy ekspona­
t ó w z komentarzami — J . Stankiewiczowa).
2

3

176

4

Badania te prowadziłam w e s p ó ł z mgr B. M i chejdzianką w czasie pracy o ś w i a t o w e j na wystawach:
polskiej sztuki ludowej w Muzeum Kultury i Sztuki
Ludowej w Młocinach w latach 1957—58, wystawie
na barce Muz. Kult. i Szt. L u d . o tej samej tematyce
w 1960 r. oraz przy okazji prelekcji z pokazem, po­
ś w i ę c o n y m wycinance kurpiowskiej, wygłoszonej w
Liceum Ogólnokształącym im. Curie-Skłodowskiej w
Warszawie w 1961 r.
Zbiór ten stanowi własność Muzeum Kultury
i Sztuki Ludowej w Warszawie, liczy około 3.000 eks­
ponatów i jest dziełem 56 twórczyń. Por. szczegółowe
o m ó w i e n i e H . Olędzkiej, Z badań nad dawną
wyci­
nanką z terenu Kurpiowskiej
Puszczy Zielonej, „Ze­
szyty Etnograficzne Muzeum Kultury i Sztuki Ludo­
wej w Warszawie", t. I I I , 1964, s. 24.
Z a c h o w a ł y się jedynie: 1) Zbiór wycinanek d.
Towarzystwa Polska Sztuka Stosowana, obecnie część
w Bibliotece Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie
i część w Muz. E t n . w Krakowie. Proweniencja ogra­
nicza się do okresu powstania — pocz. X X w.; 2) W y ­
cinanki stanowiące w ł a s n o ś ć Muz. K u l t . i Szt. L u d .
w Warszawie, z których 22 pochodzą z lat 1922—35,
mają ustalony rok powstania i w i e ś — oraz 10, także
z okresu m i ę d z y w o j e n n e g o , z datą powstania i na­
zwiskiem autora.
5

6

�lezdziec na koniu, wycinanka, 34,5 X 39,5 cm. Wyk. Antonina Kuliś, Jazgarka, pow, Ostrołęka. Własność H. Olędzkiej

�i J . Rudnicka, L . M. Szwengrub, Ważniejsze
pozy­
cje biliograficzne w XIX i XX w. dotyczące
historii
kultury wsi terenów
Kurpiowskiej
Puszczy Zielonej
: Kurpie — Puszcza Zielona, t. I , Wrocław 1962,
s.' 493—518.
W. Czajewski, Kurpie, „Przegląd Bibliograficzno-Archeolgiczny", t. I , 1881, s. 561—567, t. 2, 1881,
_ 33—44; A . Zakrzewski, Z Puszczy Zielonej. Mate­
riały do etnografii polskiej, „Wisła", t. 1, 1887, t. 2,
1888.
Np. A. Chętnik, O Kurpiach,
Warszawa 1919;
tenże, Polska ziemia i człowiek
— Kurpie,
Kraków
1924.
J . Warchałowski, Wycinanki, „Wisła" t. X V I ,
1902, s. 477—482; tenże, Wycinanki, „Przegląd War­
szawski", 1924, Nr 28.
E . Frankowski, Wycinanki i ich
przeobrażenia,
„Lud", t. 22, 1923; tenże, Wycinanki i ich
przeobraże­
nia, „Przegląd Warszawski", 1924, Nr 31, 32.
A. Kutrzebianka, Rozwój
etnografii i etnologii
W Polsce, K r a k ó w 1948, s. 34.
E . Frankowski, op. cit., s. 119.
K . Pietkiewicz, Les decoupages populaires polonais, wyd. cyt., s. 69, sformułowanie wg polskiej wer­
sji j ę z y k o w e j .
J . Grabowski, Wycinanka ludowa, Warszawa
1955, s. 124.
Jw., s. 61.
" Jw., s. 119 i 70.
J . Grabowski, op. cit., s. 37—40 i in.
Potwierdzają to badania nad w y c i n a n k ą innych
regionów. Por. A. Sledziewski, Wycinanki z
powiśla
otwocko-garwolińskiego,
„Polska Sztuka Ludowa",
1962, Nr 4, s. 221—234.
Zagadnienia z tym związane bliżej omawia pra­
ca A. Kutrzeby-Pojnarowej, Ludowa sztuka kurpiow­
ska a zagadnienie odrębności
i żywotności
historycz­
nego regionu kultury, zamieszczona w niniejszym nu­
merze.
Wspomina o nich p o m y ś l a n y do druku Obraz
statystyczny powiatu przasnyskiego, sporządzony
w
roku 1815, przez podprefekta tegoż powiatu F. S. Zie­
lińskiego w Przasnyszu, opublikowany przez B. B a r a ­
nowskiego w pracy: Zachodnia Kurpiowszczyzna
w:
Kurpie — Puszcza Zielona, t. I , wyd. cyt., s. 81—89.
Od południa wsie szlacheckie: Czartoria, Czer­
win, Jankowo, Miastkowo, Piski; wsie kurpiowskie:
Gontarze, Jurki, Pianki, Parzychy, Rybaki, Ruda Osowiecka: od wschodu wsie szlacheckie: Czerwone, Kąty,
Mały Płock, Jankowo; wsie kurpiowskie: Borkowo,
Dobry L a s , Gawrychy, Zrębisko; od zachodu wsie
szlacheckie: Białobrzeg Bliższy i Dalszy, Budnę So­
wi ęta, Połoń; wsie kurpiowskie: Jednorożec, Czarnotrzew, Surowe.
Por. H. Olędzka, Z badań nad dawną
wycinan­
ką z terenu Kurpiowskiej Puszczy Zielonej, wyd. cyt.,
s. 24, tejże, Ranaa społeczna chłopskiej
twórczości
ar­
tystycznej na Kurpiach, „Rocznik Ziemi Mazowiec­
kiej", Warszawa 1962; K . Judenko, Zagadnienie
świa­
domości grupowej mieszkańców
Kurpiowskiej
Puszczy
Zielonej, „Etnoarafia Polska", t. 2, 1959, s. 277—281.
Por. A. Kutrzeba-Pojnarowa, op. cit.; J . Damrosz. Zainteresowania etnograficzne terenu
Kurpiow­
skiej
Puszczy
Zielonej na tle historii regionu do
uwłaszczenia
w: Kurpie — Puszcza Zielona, wyd. cyt.,
s. 40_70.
E . Frankowski, op. cit. s. 111.
Jw., s. 113.
Por. Giza Franklowa, Wycinanka żydowska
w
Polsce, odbitka z kwartalnika etnograficznego „Lud",
Seria I I , t. V I I I (1929); R. Lilientalowa, Święta
ży­
w

8

S

9

1 0

1 1

1 2

1 3
1 4

1 5

1 6

18

1 9

2 0

2 1

2 2

2 5

2 4

2 5

2 5

2 7

dowskie w przeszłości
i teraźniejszości,
„Rozprawy
Akademii Umiejętności", Seria I I , tom X X X , K r a ­
k ó w 1909.
G. Franklowa, op. cit., s. 10, także mat. il.
R. Lilientalowa, op. cit., także mat. il.
G. Franklowa, op. cit., s. 14, także mat. il.
B. Baranowski, op. cit.
M. in. K a r l Spiess, Die Bauerkunst, ihre Art
und ihr Sinn, Wien 1925; E . Frankowski, op. cit.;
J . Grabowski, op. cit.
G. Franklowa, op. cit.
Na znaczenie tej sprawy i konieczność przeba­
dania od strony związku z zapleczem towarowym
zwrócił mi u w a g ę prof. dr K . Piwocki.
Do najstarszych informatorek należy Anna
Szydłowska, ur. 1863 r., zam. w Białusny Lasek, pow.
Ostrołęka, z którą wywiad przeprowadziłam
w
1961 r.
R. Reinfuss, Na marginesie badań sztuki ludo­
wej Białostocczyzny,
„Polska Sztuka Ludowa", 1961,
Nr 3.
E . Frankowski, op. cit., s. 111 ogranicza się do
wzmianki: „Do wycinania używają nożyczek stalo­
wych"; K . Moszyński, Kultura ludowa Słowian, cz. II,'
Kultura duchowa, Dział I I I — „Sztuka", K r a k ó w 1939,
§ 634, s. 802: „Pomijając krótką w z m i a n k ą prostą
technikę w y c i n a n k o w ą w zastosowaniu do papieru,
polegającą na u m i e j ę t n y m wycinaniu z w y k ł y m i lub
krawieckimi nożycami albo nawet nożycami do strzy­
żenia owiec ozdób z kolorowego papieru..."
Por. L . Krzywicki, Kurpie, „Biblioteka War­
szawska", t. 3, 1892, s. 527—558; t. 4, 1892, s. 61—97,
349—385; J . Damrosz, op. cit.
Przy badaniach terenowych próba wyjaśnienia
genezy kurpiowskiej „lelui", pod której nazwą na
terenie byłej Puszczy Zielonej w y s t ę p u j e omawiany
motyw, wskazała na dwa różne źródła tej nazwy w
tradycji ludowej, co może mieć znaczenie dla pocho­
dzenia motywu. Większość informatorek n a z w ę „le­
luja" wywodzi od kwiatu. W kilku wypadkach jednak
w y s t ą p i ł a interpretacja inna — leluja od Aleluja.
Aleluja śpiewa się na Wielkanoc, kiedy Pan Jezus
zmartwychwstał — a przedtem palmami się go wita.
Leluja to od Aleluja, bo na Wielkanoc się nimi izbę
stroiło. (Wypowiedź Marianny P u ł a w s k i e j , ur. 1875 r.
w Dylewie). Tego rodzaju podwójna etymologia s ł o ­
wa leluja znana jest nie tylko na Kurpiach. (Por. Jan
Karłowicz, Słownik gwar polskich, K r a k ó w 1903, t. 3,
s. 11, 36; M. Linde, Słownik
języka polskiego, L w ó w
1855, t. 2, s. 639).
A. Błachowski, op. cit.; K . Pietkiewicz, Les
decoupages populaires polonais, wyd. cyt., E . F r a n ­
kowski, op. cit.
Wypowiedź E w y Rydel, ur. 1885 r., zam. Charciabałda, pow. Ostrołęka.
Wypowiedź Antoniny Kuliś, zam.
Jazgarka,
pow. Ostrołęka.
Głównie u Walerii Krajzowej i tnącej do dziś
Stefanii Samsel, która zdawała sobie sprawę z nowa­
torskiego charakteru takiego sposobu zdobienia gór­
nej partii „lelui".
Cechę tę J . Grabowski, op. cit., uznaje za cha­
rakterystyczną dla wycinanki kurpiowskiej w ogóle.
Około 75-letnia informatorka ze wsi Kierzek —
potwierdzone przez inne inforrnatorki.
Wypowiedź E w y Rydel, por. przypis 43.
47 Wypowiedź Walerii Brodzik, ur. 1884 r., zam.
Stary Myszyniec, pow. Ostrołęka.
Wypowiedź Marianny Grąckiej, ur. 1885 r., zam.
Surowe, pow. Ostrołęka.
2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6

48

277

�54

II. 54. Nożyce do strzyżenia
owiec używane
do wycinania papieru, dł.
26 cm, produkcji fabrycznej. II. 55. „Jeźdźcy",
wys. 16 cm. Wyk. nie­
znany, okolice Myszyńca,
pow. Ostrołęka.
II. 56. „Kukarda",
wym.
22 X 22 cm., „wstążki", dł. 35 cm. Wyk. Ewa Rydel, Charciabałda,
pow.
Ostrołęka. II. 57. „Pajuncki", wym. 10 X 10 cm. Wyk. Ewa Rydel. II. 58.
„Kogut", wym. 18 X 22 cm. Wyk. nieznany, okolice wsi Łyse, pow. Kolno.

58

Fot. Stefan Deptuszewski — 1, 4, 17, 26, 28, 30, 35—41, 49, 50, 55; Jan
Swiderski — 2, 3, 5—16, 18—24, 27, 29, 31—34, 42—48, 51—54, 56—58.
Rys. autorka. Wycinanki ze zbiorów: Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej
w Warszawie: 1—3, 9, 13, 14, 16, 18—21, 23, 24, 26, 28, 30—37, 39—41, 44,
46, 47, 50, 51—53; Haliny Olędzkiej:
5—8, 10—12, 15, 22, 27, 29, 38, 42, 43,
45, 48, 54—56, 58, 59; dawnego Muzeum Przemysłowego
w Krakowie:
17, 49, 57.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5892" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5872">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c09bf074001bc8251bdc184142f376a0.pdf</src>
        <authentication>3b783a04993741b3ec49d075e4512add</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70261">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70262">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70263">
                <text>sztuka ludowa - teoria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70264">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4615</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70265">
                <text>Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70266">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.203</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70267">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70268">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70269">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70270">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70271">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70272">
                <text>ANNA KOWALSKA-LEWICKA

JACEK OLĘDZKI

Pan tutaj p r z e d s t a w i ł jeszcze jeden dodatkowy prosblem. Na terenie Europy jednak w t y m stopniu tych
rzeczy nie obserwujemy, p o n i e w a ż mamy w większości
p a ń s t w a jednonarodowe. Chociaż na r u b i e ż a c h Polski
mamy mniejszości, ich jednak sztuka nie będzie s z t u k ą
l u d o w ą p o l s k ą , t y l k o l i t e w s k ą czy b i a ł o r u s k ą . Podobnie
1est na terenie A m e r y k i P o ł u d n i o w e j . T a m za o b o w i ą ­
zującą, n a r o d o w ą u w a ż a się k u l t u r ę grupy kreolskiej,
fctóra tej k u l t u r y jednak nie s t w o r z y ł a , lecz p r z e j ę ł a
z Hiszpanii. N a j w i ę k s z y n ę d z a r z m ó w i ą c y po h i s z p a ń s k u
czy portugalsku zalicza się do grupy kreolskiej i czuje
się z jej k u l t u r ą z w i ą z a n y . To, co u w a ż a się tam za
k u l t u r ę „ l u d o w ą " , to k u l t u r a miejscowych I n d i a n . T y m ­
czasem k u l t u r o w o i j ę z y k o w o jest to z u p e ł n i e inny nurt,
k t ó r y został siłą wcielony, w r a z z k u l t u r ą k r e o l s k ą , do
jednego organizmu politycznego, nie m a j ą c ani jedna­
k o w y c h z k r e o l a m i t r a d y c j i , ani p r a w politycznych
i społecznych.

Sztuce ludowej w Polsce p o ś w i ę c o n o j u ż sporo prac;
zwłaszcza na lamach „Polskiej Sztuki Ludowej", a wciąż
p r z y b y w a j ą nowe i n t e r e s u j ą c e pozycje. Odczuwa się'
jednak niedostatek w i a d o m o ś c i , k t ó r e p o z w o l i ł y b y roz­
szerzyć n a s z ą o r i e n t a c j ę w t y m ^przedmiocie' o znajo­
mość s t o s u n k ó w w i n n y c h krajach europejskich, a na­
wet pozaeuropejskich.

Wydaje m i się, że p o w i n n i ś m y się t r z y m a ć t y c h norm,
j a k i e p r z y j ę l i ś m y dla terenu Europy, i u w a ż a ć za „ k u l ­
t u r ę l u d o w ą " k u l t u r ę w y t w o r z o n ą w o b r ę b i e jednego
organizmu narodowego przez te grupy, k t ó r e nie par­
t y c y p u j ą w p e ł n i w jednolitej kulturze elitarnej. Z a n i m
n a s t ą p i ł p o d z i a ł na k u l t u r ę e l i t a r n ą i l u d o w ą , i s t n i a ł a
jednolita k u l t u r a , k t ó r ą umownie m o ż e m y n a z w a ć k u l ­
t u r ą l u d o w ą sensu largo l u b , jeśli nam to bardziej od­
powiada, k u l t u r ą p l e m i e n n ą .
'
'

W y n i k i b a d a ń A . Abramowicza i K . Piwockiego po­
z w a l a j ą na s f o r m u ł o w a n i e n a s t ę p u j ą c e g o pytania: czy
rozpad k u l t u r y na o d r ę b n e n u r t y rozwojowe w i ą ż e się
z k a ż d y m w a r i a n t e m s t o s u n k ó w feudalnych? A b y odpo­
w i e d z i e ć na to pytanie jak też lepiej r o z u m i e ć s y t u a c j ę
z n a n ą nam z d o ś w i a d c z e ń europejskich, w a r t o , j a k s ą ­
dzę, sięgnąć do m a t e r i a ł u p o r ó w n a w c z e g o z Mongolii,
gdzie u s t r ó j feudalny w „ n i e s k a ż o n e j " formie z a c h o w a ł
się aż do p o c z ą t k ó w X X w .
Przedmiotem mojej w y p o w i e d z i będzie k u l t u r a l u d ­
ności pasterskiej — a r a t ó w — w okresie od p o ł o w y
X I X w . aż do czasu obecnego. Chodzi t u ściśle o l u d ­
ność C h a ł c h a , k t ó r a stanowi ok. 70% całej populacji
Mongolii.
Dobro materialne tej l u d n o ś c i a n a l i z o w a ć m o ż n a w
d w u aspektach: a — gospodarki pasterskiej i życia oso­
bistego (inwentarz n a r z ę d z i pracy, mieszkanie, u b i ó r
i jego przybranie), b — w i e r z e ń l o k a l n y c h (głównie szamanistycznych) i lamaistycznych — (przejawy artystycz­
nej twórczości malarskiej i r z e ź b i a r s k i e j ) .

203

�тжгмШШШ1шШт

Шум, imifit ШмПШШШШШШШШШШШШш

Do n a r z ę d z i pracy w gospodarce pasterskiej obok
a k a n u (uurga) i r ó ż n e g o rodzaju p o w r o z ó w należy ze­
staw n a c z y ń drewnianych, s k ó r z a n y c h , rogowych, m e ­
talowych i ceramicznych. Są w ś r ó d nich z a r ó w n o przed­
mioty wykonane przez samych pasterzy, j a k t e ż i w y ­
twory wyższego kunsztu — r z e m i e ś l n i c z e .
Pierwsze
z nich w y k a z u j ą analogie z w y t w o r a m i wczesnych k u l ­
tur. Tak np. n i e k t ó r e naczynia ceramiczne o charak­
terystycznym ornamencie grzebykowym w y k a z u j ą ana­
logie z w y t w o r a m i m ł o d s z e j epoki kamienia ( i l . 16, 17).
I n n y m z kolei p r z y k ł a d e m w y t w ó r c z o ś c i n i e r z e m i e ś l n i czej są drewniane i rogowe czerpaki ( i l . 14, 15), zdobione
na u c h w y t a c h g ł o w a m i k o n i i b a r a n ó w , p r z y p o m i n a j ą
n i e k t ó r e formy r o z w i ą z a ń dekoratorskich znane z epoki
b r ą z u na terenach A z j i Ś r o d k o w e j i p o ł u d n i o w e j Sy­
berii. Naczynia te u z n a ć wypadnie za jeden z p e ł n i e j ­
szych p r z e j a w ó w snycerstwa a zarazem r ę k o d z i e ł a a r t y ­
stycznego, j a k i m zajmowali się pasterze. W o d r ó ż n i e n i u
r

204

bowiem od sytuacji, znanej nam z doświadczeń euro­
pejskich, na terenie Monogolii nie odnajdujemy p r z y ­
k ł a d ó w s p o ż y t k o w a n i a w i e l k i c h n a d w y ż e k czasu w o l ­
nego dla uprawiania rozmaitych zajęć snycerskich.
N a j w a ż n i e j s z ą pozycję w u r z ą d z e n i a c h z w i ą z a n y c h
z k o c z o w n i c z ą g o s p o d a r k ą p a s t e r s k ą z a j m o w a ł o samo
mieszkanie — j u r t a (ger). Jest ono j e d n y m z najbar­
dziej w y r ó ż n i a j ą c y c h się w y t w o r ó w k u l t u r y pasterzyk o c z o w n i k ó w . K o l i s t y k s z t a ł t j u r t y u m o ż l i w i a ł maksy­
malne wykorzystanie powierzchni mieszkalnej, k t ó r a ,
m i m o najprostszego, nie dzielonego u k ł a d u w n ę t r z a ,
r o z w i ą z y w a ł a wiele zasadniczych f u n k c j i b y t o w y c h (w
t y m r ó w n i e ż gospodarczych). C a ł a budowla przystoso­
wana b y ł a znakomicie z a r ó w n o do m o n t a ż u i d e m o n t a ż u
poszczególnych e l e m e n t ó w , j a k też do ich p r z e w o ż e n i a .
W a ż n ą w t y m rolę o d g r y w a ł o wysoko r o z w i n i ę t e rze­
miosło stolarskie. K r ą g s p i n a j ą c y l i s t w y u szczytu oraz
d r z w i — n a j w a ż n i e j s z e elementy k o n s t r u k c j i — w y k o ­
nywane były przez s p e c j a l i s t ó w stolarzy. P o z o s t a ł e m a -

�I L 13. Fragment ozdoby srebrnej na siodle, pocz. XX w.,
somon Charchorin. II. 14. Czerpak z drewna brzozowego,
pocz. XX w. Muzeum Centralne,
Ułan-Bator.
II. 15.
Czerpak z rogu antylopy, koniec XIX w. Muzeum Cen­
tralne. II. 16. Garnek zasobowy, kultura zlocka. Polska,
2.poł. III w. p.n.e. II. 17. Garnek zasobowy, коп. XIX w.
Somon Charchorin.

t e r i a ł y , przede wszystkim wojłok, pochodziły z w y t w ó r ­
czości pasterskiej.
Odpowiednio utrzymana j u r t a , starannie wzmocniona
powrozami, p o k r y t a nie zniszczonymi p ł a t a m i w o j ł o k u ,
m o g ł a s t a n o w i ć dobre ś w i a d e c t w o zamożności i zarad­
ności właścicieli. T y m samym m o g ł y w niej z n a j d o w a ć
w y r a z aspiracje o charakterze reprezentacyjno-prestiż o w y m . I s t o t n y m akcentem plastycznym w w y g l ą d z i e
j u r t y b y w a bogata malatura na z e w n ę t r z n e j stronie
drzwi.
W t r a d y c y j n y m systemie gospodarki pasterskiej nie
ma b u d o w l i gospodarczych. Sposób zagospodarowania
otoczenia j u r t y cechuje s k r o m n o ś ć i u b ó s t w o . Ś w i a ­
dectwem zasobności, okazją w y r a ż e n i a potrzeb reprezent a c y j n o - p r e s t i ż o w y c h b y w a w tej sytuacji stado, zwie­
r z ę t a juczne, przede wszystkim jednak wierzchowce prze­
t r z y m y w a n e przed j u r t ą . Charakterystyczne przy tym,
że za dnia konie trzymane są prawie zawsze pod siod­
ł a m i . A l e też u p r z ą ż , w szczególności siodła nabijane
srebrnymi ozdobami, dekoracyjnie aplikowane i w y s z y ­
wane, to najcenniejsze i najbardziej r o z w i n i ę t e w i n w e n ­
tarzu pasterskim przejawy r z e m i o s ł a artystycznego (il.
13). Natomiast nie w y k o r z y s t y w a n o dla potrzeb reprezen­

tacyjnych ś r o d k ó w transportu. Na obszarach M o n g o l i i
z a c h o w a ł się wóz z osią r u c h o m ą — jedna z n a j p r y m i ­
tywniejszych k o n s t r u k c j i p o j a z d ó w , jakie znamy. Do­
dać jednak trzeba, że obok tego t y p u wozu w y s t ę p o w a ł
sporadycznie inny, z n i e r u c h o m ą osią, o k o ł a c h szpry­
chowych. W ó z ten ś w i a d c z y o w y s t ę p o w a n i u tam r ó w ­
nież r z e m i o s ł a kołodziejskiego ( i l . 35).
N i e w i e l k i e stosunkowo możliwości wykorzystania pod­
stawowych s p r z ę t ó w i u r z ą d z e ń pasterskich dla f u n k c j i
r e p r e z e n t a c y j n o - p r e s t i ż o w y c h , przy b r a k u zagrody, o b e j ś ­
cia ( e l e m e n t ó w tak istotnych w kultarach rolniczych),
w p ł y w a ł y na zogniskowanie tych f u n k c j i w pewnych
t y l k o w y t w o r a c h . N a l e ż ą do nich np. siodła, a w w i ę k ­
szym jeszcze stopniu przedmioty u ż y t k u osobistego —
tabakierki, toczone z nefrytu i agatu, sztylety, krzesiwa
ozdoby stroju kobiecego, w szczególności kunsztowne
usztywnienia fryzur ( i l . 18), a t a k ż e zastawy s t o ł o w e
(czarki i konwie). Wszystkie te w y t w o r y obok f u n k c j i
reprezentacyjno-prestiżowej odgrywają również istotną
rolę w a k u m u l a c j i i zabezpieczeniu d ó b r materialnych.
Przy dość s ł a b e j dynamice przemian k u l t u r y t r a d y ­
cyjnej a r a t ó w nie m o ż e dziwić duża s t a b i l n o ś ć form,
w y s t ę p u j ą c a szczególnie w y r a ź n i e w ubiorze (chałat-deli),
k t ó r y p r z e t r w a ł niezmieniony po dzień dzisiejszy (il. 21).
Jednym z w a ż n i e j s z y c h c z y n n i k ó w w p ł y w a j ą c y c h na
charakter k u l t u r y l u d ó w stepowych b y ł a ich znaczna
m o b i l n o ś ć przestrzenna. Istotne znaczenie m i a ł o r ó w n i e ż
p o w a ż n e ograniczenie m o ż l i w o ś c i w y t w ó r c z y c h w ra­
mach gospodarki pasterskiej i w y n i k a j ą c e z tego f a k t u
u z a l e ż n i e n i a nabywcze.
W tradycyjnej k u l t u r z e pasterzy M o n g o l i i dość w y r a ź ­
ne r ó ż n i c e m i ę d z y w y t w o r a m i r z e m i e ś l n i c z y m i i nie-

205

��r z e m i e ś l n i c z y m i p r z y j m o w a ł y niekiedy charakter
za­
sadniczy, j a k o ś c i o w y . Najlepszym p r z y k ł a d e m są wozy
wykonane przez kołodziejów i pasterzy, drewniane na­
czynia z k o r y brzozowej i w y r o b y o cechach w y t w ó r ­
czości bednarskiej, proste g a r n k i oraz porcelanowe wazy.
Różnice dotyczyły całości dobra materialnego pasterzy
i nie łączyły się one z i s t n i e j ą c y m z r ó ż n i c o w a n i e m spo­
łecznym.
Do czasu r e w o l u c j i socjalistycznej w s p o ł e c z e ń s t w i e
istnieli z jednej strony f e u d a ł o w i e : chanowie, wangowie,
t a j d ż i (świeccy przedstawiciele arystokracji) i d y g n i ­
tarze kościoła lamaickiego, a z drugiej strony szerokie
masy l u d n o ś c i pasterskiej — a r a t ó w . I s t n i a ł a r ó w n i e ż
z r ó ż n i c o w a n a w a r s t w a p o ś r e d n i a , złożona z r z e m i e ś l n i ­
k ó w , obsługi karawan, k u p c ó w , a t a k ż e z pomniejszych
m n i c h ó w klasztornych.
A l e w w a r u n k a c h p r a w i e z u p e ł n e g o b r a k u gospo­
d a r k i rolnej stosunki społeczne w M o n g o l i i u k ł a d a ł y się
na zgoła odmienej p ł a s z c z y ź n i e zależności aniżeli w f e u ­
dalnej Europie. W M o n g o l i i zależności te o k r e ś l a ł y p o d ­
stawowe cechy i w ł a ś c i w o ś c i pasterskiej
gospodarki
koczowniczej. Wobec w y j ą t k o w o n i k ł e j gęstości zalud­
nienia (na 1 k m przypada obecnie 1 mieszkaniec, p o d ­
czas gdy w I n d i a c h — 135, w Chinach — 71, Nepalu —
67) i zarazem w i e l k i e j r u c h l i w o ś c i m i e s z k a ń c ó w prawo
w ł a s n o ś c i ś r o d k ó w p r o d u k c j i rozciągało się na stada
zwierząt, uprząż, narzędzia i sprzęty, służące prowa­
dzeniu gospodarki pasterskiej, Prawo to nie o b e j m o w a ł o
jednak samej ziemi •— t e r e n ó w wypasu, a jeśli nawet
2

dotyczyło tych o b s z a r ó w , to w zakresie m i n i m a l n y m ,
s p r o w a d z a j ą c się do w ł a s n o ś c i w o d o p o j ó w czy miejsc
dogodnych do przepraw (brody, mosty).
U t r z y m y w a n i e stad z w i e r z ą t hodowlanych w stanie
na pół dzikim, bo nie dozorowanych przez pasterzy ani
też nie chronionych w czasie zimy jakimikolwiek po­
mieszczeniami, o g r a n i c z a ł o udział siły roboczej do m i ­
n i m u m , a zarazem nie s t w a r z a ł o g w a r a n c j i t r w a ł o ś c i
posiadania t y c h stad. Masowe ich w y m i e r a n i e w czasie
surowych zim p o w o d o w a ł o częste w y p a d k i pauperyzacji
n a j z a m o ż n i e j s z y c h w a r s t w s p o ł e c z e ń s t w a mongolskiego.
Z drugiej z n ó w strony p o m y ś l n y r o z w ó j h o d o w l i w p ł y ­
w a ł niekiedy na awans w h i e r a r c h i społecznej jednostek
ze szczebla najniższego — pasterzy a r a t ó w .
Dane, j a k i e dotychczas u d a ł o się z g r o m a d z i ć , w s k a ­
zują, że w ś r ó d ó w c z e s n e j , z r ó ż n i c o w a n e j społeczności
l u d n o ś c i C h a ł c h a nie n a s t ą p i ł , j a k w i n n y c h w a r i a n t a c h
feudalizmu, rozwój d w u o d r ę b n y c h n u r t ó w k u l t u r o w y c h
— ludowego i elitarnego. W y s t ę p o w a ł y oczywiście r ó ż ­
nice w stanie posiadania d ó b r materialnych, nie m i a ł y
one jednak charakteru różnic j a k o ś c i o w y c h . W tradycyj­
nej k u l t u r z e nie został w y k s z t a ł c o n y ani t y p mieszkania
i s p r z ę t ó w , ani ubioru, z a p r z ę g u czy nawet j a k i c h ś drob­
nych w y t w o r ó w u ż y t k u osobistego, k t ó r y b y ł b y p r z y w i ­
lejem w a r s t w z a j m u j ą c y c h
n a j w y ż s z y szczebel h i e ­
r a r c h i i s p o ł e c z n e j . I m o ż n o w ł a d c a , i arat mieszkali w
j u r t a c h . I c h mieszkania r ó ż n i ł y się t y l k o w i e l k o ś c i ą ,
stopniem zadbania, bogactwem s p r z ę t ó w .
Stosunkowo n a j w y r a ź n i e j

H. 18. Strój aratki (w środku) i stroje księżniczek,
lata dwudzieste XX
wyroby złotników,
XIX w. Urga. II. 20. Krzesiwo pasterza, wyrób złotników,
odświętny
pasterza.
20

charakter

tych

różnic

za-

w. II. 19. Krzesiwo
i sztylet
feudała,
XIX w. Urga. II. 21. Współczesny
strój

21

�22

rysowuje się w wyrobach artystycznych. Sztylety, krze­
siwa ( i l . 19, 20), t a b a k i e r k i , naczynia stołowe, meble oraz
elementy stroju ( i l . 18) nie r ó ż n i ł y się stylem. Trudno
jest nawet m ó w i ć w w i e l u wypadkach o r ó ż n i c a c h w
tworzywie. W ł a ś c i w i e t y l k o stopień
pracochłonności
w wykonaniu określonych wytworów może być świa­
dectwem ich odmiennych w a r t o ś c i . F a k t y te w s k a z u j ą
na stosunkowo w y s o k i poziom m o ż l i w o ś c i nabywczych
szerokiej rzeszy a r a t ó w . W s k a z u j ą one r ó w n i e ż na
szczególnych u k ł a d zależności, j a k i w y s t ę p o w a ł m i ę d z y
g o s p o d a r k ą stepowego feudalizmu Mongolii a s ą s i e d n i m i
k r a j a m i o z r ó ż n i c o w a n y c h i r o z w i n i ę t y c h strukturach
gospodarczych.
W y m i a n a towarowa z Chinami, Tybetem czy nawet
I n d i ą i I r a n e m m i a ł a tradycje s i ę g a j ą c e g ł ę b o k o w
przeszłość M o n g o l i i . W X I X w . n a s t ą p i ł ponadto r o z w ó j
s t o s u n k ó w handlowych i p r z e m y s ł o w y c h z i m p e r i u m
rosyjskim. W a ż n ą rolę w w y m i a n i e towarowej p e ł n i ł y
rodzime o ś r o d k i w y t w ó r c z o ś c i r z e m i e ś l n i c z e j , nie m i a ł y
one jednak do X I X w . oparcia o miejskie skupiska l u d ­
ności. B r a k u k s z t a ł t o w a n y c h o r g a n i z m ó w miejskich nie
s p r z y j a ł z r ó ż n i c o w a n i u rzemiosł oraz k s z t a ł t o w a n i u się
w y t w ó r c z o ś c i o d p o w i a d a j ą c e j r ó ż n e j skali potrzeb i m o ż ­
liwości nabywczych.
Widoczne jest to r ó w n i e ż na p r z y k ł a d z i e twórczości
artystycznej z w i ą z a n e j z potrzebami k u l t o w y m i , a w i ę c
z r ó ż n y m i l o k a l n y m i wierzeniami szamanistycznymi,

208

23

przede wszystkim zaś z lamaizmem. Wierzenia te w y ­
s t ę p o w a ł y dawniej w swoistej koegzystencji i jeszcze
na p o c z ą t k u X X w. lamaizm w s w y m g ł ó w n y m cen­
t r u m , w Urdze (dzisiejszy U ł a n - B a t o r ) , a d a p t o w a ł na
mocy oficjalnej sakralizacji najbardziej wsteczne t r e ś c i
szamanizmu. Proces przejmowania przez lamaizm treści
w i e r z e ń szamanistycznych odnosi się n i e w ą t p l i w i e do
znacznie w c z e ś n i e j s z y c h o k r e s ó w .
W latach trzydziestych w w y n i k u w a l k i z k o n t r r e w o ­
lucją, k t ó r e j przewodzili lamowie, zburzona
została
ogromna ilość k l a s z t o r ó w . Z l i k w i d o w a n e zostały w ó w ­
czas instytucjonalne podstawy lamaizmu. Do dziś czynny
jest t y l k o jeden klasztor na Gandanie w U ł a n Bator,
a o szamanizmie, jako ż y w e j postaci w i e r z e ń , m o ż n a
m ó w i ć w odniesieniu do bardzo nikłego procentu l u d ­
ności z a m i e s z k u j ą c e j n i e k t ó r e rejony p ó ł n o c n e j M o n g o l i i .
W p o z o s t a ł y c h częściach k r a j u u t r z y m u j ą się nadal w
postaci r e l i k t o w e j takie przejawy szamanizmu, jak s k ł a ­
danie ofiar i d a r ó w oraz korzystanie z a m u l e t ó w ( i l .
22—24).
P r y m i t y w n e i najbardziej umowne w y o b r Ł ż e n i a , w y ­
w o d z ą c e się z w i e r z e ń lokalnych, w y s t ę p o w a ł y w bez­
p o ś r e d n i e j styczności z obiektami k u l t u lamaistycznego
o w y r a f i n o w a n e j ikonografii i zasadniczo odmiennej,
wysoko r o z w i n i ę t e j technice w y k o n a n i a .
Tak w i ę c w j u r c i e z n a j d o w a ł się o ł t a r z w y p o s a ż o n y
w toczone lub kute w m o s i ą d z u kielichy na ofiary (z su-

�II. 22. Ofiara z ziarna prosa i łoju. Klasztor
Gandan,
Ulan-Bator. II. 23. Współczesny
amulet — lis, dzwonki
i stare monety. Somon Bajan. II. 24. Amulet z pocz.
XX w. Okolice pustyni Gobi. II. 25. Psy ze srebra, ko­
niec XIX w.

rowych w n ę t r z n o ś c i z w i e r z ą t , jedzenia, wody), podobne
naczynia do palenia ognia, kadzielnice, księgi m o d l i t w
t y b e t a ń s k i c h oraz element n a j w a ż n i e j s z y — kapliczka
w k s z t a ł c i e szafki, w k t ó r e j z n a j d o w a ł y się m o s i ę ż n e
lub ceramiczne f i g u r y i obrazki malowane na p ł ó t n i e
(il. 25—28). W n i e k t ó r y c h j u r t a c h zawieszano r ó w n i e ż
u szczytu pojedyncze obrazy w i ę k s z y c h r o z m i a r ó w .
Rzeźba i malarstwo w y s t ę p u j ą c e w j u r t a c h pasterzy
nie r ó ż n i ł y się cechami ideowo-f o r m a l n y m i od spotyka­
nych masowo f i g u r i o b r a z ó w w klasztorach. W tych
ostatnich z n a j d o w a ł y się obiekty okazalsze i cenniejsze,
ale nie r ó ż n i ą c e się pod w z g l ę d e m stylu. U d a ł o się co
prawda odnaleźć pewne p r z y k ł a d y twórczości r z e ź b i a r ­
skiej i malarskiej o cechach stylistycznych, p r z y p o m i ­
n a j ą c y c h niekiedy e u r o p e j s k ą s z t u k ę l u d o w ą ( i l . 26).
W k o n w e n c j i tych dzieł przetworzenie oficjalnego wzoru
ikonograficznego zdradza swoiste uproszczenie, zagu­
bienie z b ę d n y c h detali czy nawet d e f o r m a c j ę ( i l . 27, 28).
T w ó r c a m i tych dzieł p o c h o d z ą c y c h g ł ó w n i e z 2.poł.
X I X w. i p o c z ą t k u X X w., podobnie j a k t w ó r c a m i ca­
łej sztuki sakralnej, b y l i lamowie. Mogłoby się w y d a w a ć ,
że w y t w o r y te r e p r e z e n t u j ą s z t u k ę p r z e z n a c z o n ą dla
masowego odbiorcy o mniejszych wymaganiach, np,
pasterzy. Tak jednak nie jest. M a m y wiele p o w o d ó w ,
aby sądzić, że twórczość ta w p r z e w a ż a j ą c e j mierze
przeznaczona b y ł a na potrzeby samego klasztoru, p e ł ­
niącego funkcje r e l i g i j n e w stosunku do całości spo­
ł e c z e ń s t w a wiernych. Z a s a d ę z a p e ł n i a n i a ścian w ś w i ą ­
t y n i w i e l k ą ilością kapliczek, w n ę t r z wylepianych szczel-

25

�II. 26. Bóg Lhama (fragm. obrazu), płótno,
tempera, 14 X 20 cm, koniec XIX w. Klasztor w Cecerleg. II. 27.
Lama, blacha miedziana, wys. 4 cm. Wyrób
rzeźbiarzy,
2.poł. XIX w. Klasztor Gandan, Urga. II. 28. Bóg
Czojdżin,
brąz pozłacany,
wys. 7,5 cm, koniec XIX w. Urga.

nie obrazkami, wreszcie umieszczanie w tych kapliczkach
setek niewielkich figur k s z t a ł t o w a ł o masowe z a m ó w i e ­
nie. Jest rzeczą n a t u r a l n ą , że w w y n i k u takich z a m ó w i e ń
m u s i a ł y p o j a w i ć się r o z w i ą z a n i a uproszczone, k t ó r e o d ­
bieramy jako stylistycznie sugestywniejsze aniżeli poje­
dyncze egzemplarze dzieł, k t ó r e wykonane zostały ze
szczególną dbałością. Dlatego też trudno b y ł o b y w i ą z a ć
takie uproszczone r o z w i ą z a n i a n i e k t ó r y c h dzieł z od­
r ę b n o ś c i ą ś w i a t o p o g l ą d u artystycznego o k r e ś l o n e j grupy
społecznej. S t y l i s t y k i tej nie m o ż e m y łączyć z p o j ę ­
ciem ludowego ś w i a t o p o g l ą d u artystycznego. M o ż n a na­
tomiast dopuszczać w y s t ę p o w a n i e w
światopoglądzie
ł a m ó w — malarzy i r z e ź b i a r z y — tych c z y n n i k ó w , k t ó r e
d o c h o d z ą do głosu niezależnie od czasu i miejsca w róż­
nych społecznościach, kiedy pojawia się k o n i e c z n o ś ć
zwielokrotnionej, masowej
wytwórczości,
konieczność
powtarzania
wzoru o k r e ś l o n e g o przedstawienia.
Ale
m o ż n a też w s p o m n i e ć , że d u c h o w i e ń s t w o lamaistycziie
różni się niekiedy w s p o s ó b zasadniczy od d u c h o w i e ń ­
stwa Kościoła c h r z e ś c i j a ń s k i e g o . Różnice te widoczne
są szczególnie w y r a ź n i e w c z y n n o ś c i a c h r e l i g i j n y c h . Za­
r ó w n o w jednej, j a k i w drugiej r e l i g i i w y s t ę p u j e wiele
podobnych, niekiedy identycznych, form
zachowania.
W lamaizmie dostrzega się jednak ściślejsze p o w i ą z a n i e
hieratycznych czynności k a p ł a ń s k i c h z powszednimi,
niekiedy najbardziej prostackimi f o r m a m i z a c h o w a ń .
L a m a i z m m i m o w y r a f i n o w a n e j rytualizacji
obrządków
r e l i g i j n y c h dopuszcza, nawet jako z a s a d ę , przestrzeganie
tych form zachowania, k t ó r e m o g ą się nam w y d a w a ć

210

p r y m i t y w n e , aby nie p o w i e d z i e ć ludowe. Tolerancyjny
stosunek lamaizmu wobec w i e r z e ń
szamanistycznych
dotyczy r ó w n i e ż szeroko rozumianego obyczaju.
W z e t k n i ę c i u ze w s p ó ł c z e s n y m i przejawami t w ó r ­
czości artystycznej, k t ó r a znajduje n a j p e ł n i e j s z e p o w i ą ­
zanie z o s i ą g n i ę c i a m i t r a d y c y j n y m i , n a s u w a j ą się jesz­
cze pewne uwagi ogólne. Odnoszą się one do tych cech
formalnych twórczości, k t ó r e n a j ł a t w i e j dostrzec p r z y ­
byszowi z k r ę g u europejskiej t r a d y c j i artystycznej.
W kulturze pasterzy mongolskich nie odnajdujemy
w i e l u dziedzin twórczości artystycznej, k t ó r e w ł a ś n i e
w europejskich grupach pasterskich r o z w i n ę ł y się n a j bujniej. B r a k r o z w i n i ę t e g o snycerstwa u pasterzy m o n ­
golskich trudno t ł u m a c z y ć b r a k i e m odpowiednich, sprzy­
j a j ą c y c h w a r u n k ó w naturalnych, np. niedostatkiem d r e w ­
na. Wiadomo bowiem, że r o z w i n ę ł y się na t y m terenie
u m i e j ę t n o ś c i o b r ó b k i s u r o w c ó w nigdy tam nie w y s t ę ­
p u j ą c y c h , np. szlachetnych g a t u n k ó w drewna oraz kość;
s ł o n i o w e j . Natomiast obfitość t a k i c h s u r o w c ó w j a k ser
czy w e ł n a nie w p ł y n ę ł a na r o z w ó j odpowiednich u m i e j ę t ­
ności (rzeźbiarskich, dekoratorskich, t k a c k i c h czy k o bierniczych). Na f a k t ten zwraca u w a g ę w i e l u badaczy
k u l t u r y l u d ó w pasterskich, m.in. K . M o s z y ń s k i , k t ó r y
z a j m o w a ł się u nas t y m zagadnieniem: „ P r z e c i ą ż e n i e k o ­
biet p o s p o l i t ą c o d z i e n n ą p r a c ą z jednej strony, a bardzo
znaczne r o z l e n i w i e n i e ( p o d k r e ś l e n i e moje) m ę ż ­
czyzn oraz zogniskowanie przez nich prawie całej uwagi
na trzodach i rozboju jako ź r ó d ł a c h bogactwa i p r e s t i ż u ,
poza t y m zaś t a k ż e i koczowniczy t r y b życia przeszka-

�28

�II. 29. Antylopa

pod drzewem

jabłoni,

nefryt,

20 X 9 cm. Wyrób

dzały znaczniejszemu rozwojowi specjalizacji w zakresie
technik czy rzemiosł.
Bardzo przeszkadza temu r ó w n i e ż (a nawet m o ż e
p r o w a d z i ć do zaniku n i e k t ó r y c h i s t n i e j ą c y c h technik
rodzimych) nader silnie r o z w i n i ę t y u licznych l u d ó w
pasterskich wschodniej i p ó ł n o c n e j A f r y k i oraz A z j i w y ­
mienny handel z e w n ę t r z n y . Pobudkami, k t ó r e do jego —
tak znacznego rozwoju p r o w a d z i ł y , b y ł a z jednej strony
znana nam j u ż n i e c h ę ć m ę ż c z y z n do wszelkiej pracy
fizycznej (więc i do pracy o b a r c z a j ą c e j od dawien daw­
na p ł e ć m ę s k ą , j a k o b r ó b k a drzewa czy metali), a ze
strony drugiej wielka ł a t w o ś ć nabywania potrzebnych
p r z e d m i o t ó w od s ą s i e d n i c h l u d ó w niepasterskich w za­
m i a n za hodowane z w i e r z ę t a i p r o d u k t y hodowli..."
B e z p o ś r e d n i e k o n t a k t y z g r u p a m i pasterzy mongol­
skich p o t w i e r d z a j ą słuszność p o g l ą d ó w K. M o s z y ń s k i e g o .
Zarazem jednak w w y n i k u przeprowadzonych b a d a ń
okazuje się, że niezajmowanie się o k r e ś l o n ą w y t w ó r ­
czością przez pasterzy nie oznacza b r a k u k u temu od­
powiednich u z d o l n i e ń , u m i e j ę t n o ś c i . W j e d n y m z o ś r o d ­
k ó w w M a n d a ł - G o b i i , dzięki szczególnym staraniom,
u d a ł o się n a k ł o n i ć k i l k u starych pasterzy, aby uczest­
niczyli w konkursie tradycyjnej twórczości artystycznej.
Pasterze ci nie zajmowali się j a k i m i k o l w i e k pracami
artystycznymi, k i e d y ś tylko sporadycznie rzeźbili d r e w ­
niane f i g u r y s z a c h ó w (szachy mongolskie w y o b r a ż a j ą
ludzi i zwierzęta). Dzieło tych, j a k b y p o w i e d z i a ł M o s z y ń ­
ski, n i e c h ę t n y c h pracy fizycznej pasterzy zdumiewa
jednak pod k a ż d y m w z g l ę d e m . Oto jeden z p r z y k ł a d ó w :
antylopy przy drzewie j a b ł o n i ( i l . 29). F i g u r y w y r z e ź ­
bione zostały w p ł y t c e nefrytu.
Podobne s p o s t r z e ż e n i a o n i e z w y k ł o ś c i artystycznych
u m i e j ę t n o ś c i n a s u w a j ą prace dzieci. Oto p r z y k ł a d r z e ź ­
bionych w gipsie figur z w i e r z ą t ( i l . 30). Prace te w y ­
k o n a ł y dzieci n a j n i ż s z y c h klas szkoły somonowej w
Erdene D a ł a j , w części Mongolii najmniej d o s t ę p n e j ,
położonej na k r a w ę d z i gobijskiego obszaru. I w t y m
w y p a d k u zwraca u w a g ę u m i e j ę t n o ś ć radzenia
sobie
w m a ł o znanym t w o r z y w i e i •— co n a j w a ż n i e j s z e — roz­
budowana, daleka od surowego p r y m i t y w u forma przed­

212

współczesny,

Muzeum

Mandat

Gobi.

stawienia. Obydwa p r z y k ł a d y w y r a ż a j ą t y p u m i e j ę t n o ś c i
samorodnych, nie k s z t a ł c o n y c h .
Znane nam s ą zdolności manualne pewnych zbioro­
wości, np. l u d o w y c h w X I X w . na terenie Europy,
w t y m r ó w n i e ż Polski. W i ą ż e m y je z d o ś w i a d c z e n i e m
zdobywanym w czasie rozmaitych prac fizycznych. Jest
to d o ś w i a d c z e n i e swoiste, o z u p e ł n i e i n n y m charakterze
aniżeli to, k t ó r e w y s t ę p u j e u l u d ó w nie obciążonych
p r a c ą fizyczną. D o ś w i a d c z e n i e manualne
zdobywane
w czasie prac rolnych, gospodarczych, m o ż e r o z w i j a ć
się w p e w n y m o k r e ś l o n y m k i e r u n k u . Wydaje s i ę , że
u ł a t w i a ono r o z w ó j najbardziej zasadniczych r u c h ó w
dłoni, ale raczej nie sprzyja jej uelastycznieniu. Nato­
miast w Mongolii, w w a r u n k a c h w i e l k i c h n a d w y ż e k
czasu wolnego, r o z w i n ą ł się niezwykle bogaty i roz­
m a i t y program gestykulacji d ł o ń m i . P o d s t a w ą
były
przede wszystkim gry towarzyskie, ale r ó w n i e ż system
informacji, przy k t ó r e j znak czyniony r ę k ą , palcami
p e ł n i ł w a ż n ą rolę ( i l . 31—33). N a j ż y w s z a gestykulacja
łączyła się z przekazem treści religijnych. W czasie
m o d l i t w y w y k o n y w a n o wyszukane ceremonialne gesty.
Charakter tej gestykulacji u k a z u j ą przedstawienia b ó s t w
lamaickich j a k t e ż samych ł a m ó w . O b s e r w u j ą c p r a c ę
malarza-lamy, k t ó r y co j a k i ś czas przerywa malowanie
na m o d l i t w ę , i na o w ą g e s t y k u l a c j ę d ł o ń m i , odnosi się
w r a ż e n i e , ż e ćwiczenie s p r a w n o ś c i manualnej tego t w ó r c y
jest permanentne. D o d a ć też trzeba, że charakterystyczne
cechy ludzi to w i e l k i spokój w e w n ę t r z n y , m a ł a stosun­
kowo r u c h l i w o ś ć , w r ę c z f l e g m a t y c z n o ś ć . P o ś p i e c h w za­
chowaniu codziennym i w pracy to najrzadziej spoty­
kane cechy osobowości. W pracy z a r ó w n o n i e k s z t a ł c o nego artysty, j a k i uczonego l a m y zwraca u w a g ę jego
pozycja: siedzenie z p o d w i n i ę t y m i nogami, n i e r u c h o m o ś ć
(il. 34). Nawet n i e w i e l k i e pomieszczenie j u r t y l u b celi
w klasztorze nie jest wykorzystane w całej powierzchni.
Wszystko, co konieczne do pracy, zlokalizowane jest
w zasięgu r ą k . B y w a nawet, że w ich zasięgu ma t w ó r c a
u k r y t e w odpowiednich schowkach jedzenie. Nie zmienia
on w ó w c z a s pozycji nawet w czasie posiłku. Jego pracy
towarzyszy skupienie, bodaj w i ę k s z e aniżeli ś r e d n i o -

�I

wiecznym i l u m i n a r z o m w c h r z e ś c i j a ń s k i c h klasztorach.
O k r e ś l o n y rodzaj s p r a w n o ś c i manualnych jak też
pewne powszechne cechy osobowości to t y l k o n i e k t ó r e
spośród w i e l u c z y n n i k ó w w p ł y w a j ą c y c h na charakter
f a r m a l n y dzieł. Dochodzą jeszcze tak istotne w p ł y w y
na w y o b r a ź n i ę a r t y s t y c z n ą j a k o k r e ś l o n e dziedzictwo
k u l t u r o w e . W przypadku M o n g o l i i szerokie rzesze spo­
ł e c z e ń s t w a m i a ł y b e z p o ś r e d n i ą styczność, nawet w cza­
sach ustroju feudalnego, z w y t w o r a m i o n a j w y ż s z e j r a n ­
dze artystycznej.
Wydaje się w i ę c , że dopiero w najnowszych czasach
w y s t ą p i ł y podstawy, z a r ó w n o społeczne, j a k i gospodar­
cze, k t ó r e w p ł y n ą ć m o g ą na z m i a n ę monolitycznego cha­
r a k t e r u k u l t u r y Mongolii. B y ć m o ż e j e s t e ś m y ś w i a d ­
k a m i k s z t a ł t o w a n i a się w ł a ś n i e teraz p r o c e s ó w p o l a r y zacyj'nych w k u l t u r z e tego k r a j u . Przy egalitarnych za­
ł o ż e n i a c h socjalizmu w y d a w a ć się m o ż e paradoksalnym
fakt w y s t ą p i e n i a dopiero w t y m p o s t ę p o w y m ustroju
m n i e j l u b bardziej elitarnej k u l t u r y , a t y m samym
r ó w n i e ż k u l t u r y , k t ó r ą łączyć m o ż e m y z p o j ę c i e m l u ­
dowej. Proces ten dokonuje się najprawdopodobniej
w k u l t u r z e w i e l u nowych p a ń s t w , w szczególności w y ­
zwolonych k r a j ó w A z j i , A f r y k i czy A m e r y k i P o ł u d n i o ­
w e j . Niemniej jednak szczególna z u p e ł n i e s t r u k t u r a
demograficzna Mongolii, u k s z t a ł t o w a n a w ostatnich k i l ­
k u d z i e s i ę c i u latach, jest w y j ą t k o w o s p r z y j a j ą c y m m o ­
mentem dla w y s t ą p i e n i a wspomnianych różnic w k u l ­
turze. Na nieco w i ę k s z ą aniżeli m i l i o n l u d n o ś ć M o n ­
golii blisko 300-tysięczna jej część zamieszkuje U ł a n -

l i . 30. Koń,

baran,

jak

i owca, gips, wys.

Bator. Nawet przy nowoczesnych ś r o d k a c h przekazu,
j a k radio, szkoła, prasa, społeczność m i e j s k ą U ł a n - B a t o r
izolują od pozostałej l u d n o ś c i ogromne obszary tego
k r a j u . N a j w a ż n i e j s z e jednak, że w u ł a n b a t o r s k i m zespole
o s i e d l e ń c z y m p o w s t a ł y szerokie możliwości k s z t a ł c e n i a
się znacznej grupy l u d n o ś c i r ó ż n i ą c e j się od pozostałej
części s p o ł e c z e ń s t w a poziomem i stylem życia. Do grupy
tej zaliczyć należy przede w s z y s t k i m ś r o d o w i s k o pisarzy,
a r t y s t ó w , ludzi nauki, dziennikarzy i b y ć m o ż e r ó w n i e ż
część p r a c o w n i k ó w instancji centralnych. Ś r o d o w i s k o
to znajduje znacznie szersze i ściślejsze p o w i ą z a n i e
z o g ó l n o l u d z k i m dorobkiem k u l t u r o w y m . Zarazem jest
ono predysponowane do głębszego rozumienia i przyswo­
jenia rodzimej t r a d y c j i k u l t u r o w e j .
J e d n o c z e ś n i e zwraca u w a g ę fakt, że instytucje zaj­
m u j ą c e s i ę r e a k t y w o w a n i e m dawnych u m i e j ę t n o ś c i r ę k o ­
dzielniczych (artele r ę k o d z i e ł a artystycznego — odpo­
w i e d n i k i naszej Cepelii) z n a j d u j ą się w sytuacji nadal
aktualnych potrzeb i z a i n t e r e s o w a ń w y t w o r a m i „ l u d o ­
w y m i " ze strony mas pasterskich. Mongolskie s p ó ł d z i e l ­
nie r ę k o d z i e ł a artystycznego w y t w a r z a j ą ozdobne, n a b i ­
jane srebrem siodła, malowane elementy j u r t , meble,
wszelkich r o z m i a r ó w naczynia fajansowe na kumys,
srebrne czarki i wreszcie m a k a t k i - a p l i k a c j e ( i l . 36).
J e ś l i z t r a d y c j i muzycznych, dzięki specjalnie u k ł a d a ­
n y m programom r a d i o w y m , działalności teatru i i n .
instytucji, korzysta w jednakowej mniej w i ę c e j mierze
całe s p o ł e c z e ń s t w o mongolskie, to wymienione w y ż e j
w y t w o r y sztuk plastycznych przeznaczone s ą p r a w i e w y ­

7 cm. Prace dzieci ze szkoły

w Mandał

Gobi.

213

�т

�33

II. 31. „Dund
gra polegająca

churu" — gra polegająca
na ćwiczeniu
zręczności

na odnajdywaniu średniego
serdecznego palca. Zwyczaje
Ulan-Bator.

łącznie dla odbiorcy z p r o w i n c j i , dla ludności paster­
skiej. W ś r o d o w i s k u miejskim w y t w o r y te nie z n a j d u j ą
uzasadnienia utylitarnego, a ich znaczna w a r t o ś ć ma­
terialna nie dopuszcza też, aby m o g ł y pełnić funkcje
dekoracyjne.
W a ż n ą rolę w rozwoju l o k a l n y c h u m i e j ę t n o ś c i a r t y ­
stycznych opartych o tradycyjne wzory p e ł n i ą tzw. czer­
wone k ą c i k i — instytucja pracy k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w e j
somonu. W k ą c i k a c h tych wiele uwagi p o ś w i ę c a się roz­
w i j a n i u u m i e j ę t n o ś c i w rzeźbieniu, hafcie, aplikacjach.
Obok spółdzielni r ę k o d z i e ł a artystycznego stworzone
zostały w Mongolii zespoły m a l a r z y - k o p i s t ó w . Do ich
z a d a ń należy m.in. kopiowanie (w d u ż y c h ilościach
egzemplarzy) pewnych t e m a t ó w malarskich opracowa­
nych dla szerokiego odbiorcy z o ś r o d k ó w somonowych.
Obrazami t y m i przystraja się zajazdy, świetlice, sto­
łówki, kina. Z d a r z a j ą się zestawy paru o b r a z ó w , ale
często r ó w n i e ż ekspozycje o charakterze galerii. Pewien
procent k o p i s t ó w r e k r u t u j e się z dawnych l a m ó w - m a larzy. Dzieło k o p i s t ó w r ó ż n i się zasadniczo od tych
prac, k t ó r e prezentuje oficjalna galeria sztuki w s p ó ł ­
czesnej w U ł a n - B a t o r . Malarstwo k o p i s t ó w ma pewien
w s p ó l n y charakter, k t ó r y określić by m o ż n a pojęciem
naiwnego realizmu. N a i w n o ś ć treści w y r a ż a j ą tak sfor­
m u ł o w a n e tematy j a k : „ w i e l b ł ą d z i c a — przodownica
w w y d a j n o ś c i mleka i sierści", „rozjuszona w i e l b ł ą d z i c a
w a l c z ą c a z w i l k i e m " , albo temat: „przyszłość".

palca. II. 32. Gra „dembe". II. 33. „Jadam" —
ogólnomongolskie.
11. 34. Lama — malarz.

�M ó w i ą c o w s p ó ł c z e s n e j twórczości artystycznej, nie
m o ż n a p o m i n ą ć działalności amatorskich zespołów p i e ś n i
i t a ń c a . Mongolia m o ż e poszczycić się d u ż ą ilością t r u p
artystycznych, k t ó r y c h działalność w i ą ż e się ściśle z ży­
ciem k u l t u r a l n y m s o m o n ó w . W programach tych zespo­
łów p r z e p l a t a j ą się u t w o r y rodzime, tradycyjne, ze
w s p ó ł c z e s n y m i i w y b r a n y m i z klasycznych r e p e r t u a r ó w
europejskich. O b s e r w u j ą c reakcje w i d o w n i s k ł a d a j ą c e j
się z ludności pasterskiej — a r a t ó w , dostrzegamy przede
wszystkim p e ł n ą i w r ę c z e u f o r y c z n ą a k c e p t a c j ę treści
swojskich, rodzimych. S t ą d też i w tej dziedzinie ist­
nieją naturalne podstawy dla rozwoju twórczości n a w i ą ­
zującej do t r a d y c y j n y c h f o r m wyrazowych.

*
W ś w i e t l e m a t e r i a ł ó w z M o n g o l i i zagadnienie zróż­
nicowania k u l t u r y p r z y j m u j ą c e j p o s t a ć d w u g ł ó w n y c h
n u r t ó w rozwojowych — ludowego i elitarnego — roz­
p a t r y w a ć należy nie t y l k o w aspekcie n i e r ó w n o ś c i spo­
łecznych, ale r ó w n i e ż systemu funkcjonowania gospodar­
czego o k r e ś l o n e j zbiorowości. Dopóki jest ona oparta
0 tego t y p u n i e r o z w i n i ę t ą g o s p o d a r k ę , j a k ą jest paster­
stwo koczownicze, nie ma podstaw do w y s t ą p i e n i a zja­
wiska polaryzacji k u l t u r y . I dlatego w ś r ó d determinan­
t ó w o d r ę b n y c h n u r t ó w w k u l t u r z e (sztuce) w s k a z y w a ł ­
bym — obok o k r e ś l o n e g o stopnia z r ó ż n i c o w a n i a spo­
łecznego — przede wszystkim osiadłość, r o z w ó j rolnictwa
1 r z e m i o s ł a , pojawienie się wsi i miast.
II. 35. Wóz z osią ruchomą.

Sądzę, że f a k t pojawienia się miast w k a ż d e j k u l ­
turze jest wydarzeniem o doniosłych konsekwencjach,
z a r ó w n o w k s z t a ł t o w a n i u się w y t w ó r c z o ś c i , jak też o k r e ś ­
lonych g u s t ó w i u p o d o b a ń . O ś r o d k i w y t w ó r c z o ś c i m i e j ­
skiej są zdolne o d d z i a ł y w a ć na r ó ż n i c o w a n i e się potrzeb.
Pojawienie się miast to w y s t ą p i e n i e t a k ż e odmiennych
w z o r c ó w k u l t u r o w y c h , odmiennych s t y l ó w życia: m i e j ­
skiego i niemiejskiego. Z procesem t y m w i ą ż e się oczy­
wiście zjawisko stopniowej polaryzacji k u l t u r y i w n i m
d o p a t r y w a ł b y m się genezy sztuki elitarnej i ludowej.
Wraz z rozwojem miast sztuka plemienna zyskuje p o s t a ć
ludowej.
Proces ten zachodzi w s p ó ł c z e ś n i e i w Mongolii, gdzie
np. szamanistyczne r e k w i z y t y k u l t u r y plemiennej spo­
t y k a j ą się obecnie z a k c e p t a c j ą w y ł ą c z n i e w a r s t w l u ­
dowych. Natomiast r e k w i z y t ó w tych nie odnajdujemy
dziś z u p e ł n i e w życiu inteligencji.
Wolno p r z y p u s z c z a ć , że jeszcze w stosunkach feudal­
nych r e k w i z y t y te działały silniej na w y o b r a ż e n i a szero­
k i c h rzesz pasterzy niż na inne grupy ówczesnego spo­
ł e c z e ń s t w a . Stopniowe odchodzenie od t r a d y c j i szamanistycznych, w k t ó r y m to procesie p r z e w o d z i ł y nie­
w ą t p l i w i e w a r s t w y uprzywilejowane, było
podstawą
swoistej sublimacji powszechnie d o s t ę p n y c h t r e ś c i z w i ą ­
zanych z lamaizmem. Na tej też drodze d o k o n y w a ł a się
w s t ę p n a elitaryzacja k u l t u r y , p r o w a d z ą c a do w y k s z t a ł ­
cenia się już w naszym czasie n u r t u k u l t u r y o charak­
terze zdecydowanie e l i t a r n y m .

Okolice somonu Bajan. II. 36. Krąg
drewniany jurty.
rękodzieła
artystycznego.
Ułan-Bator.

Współczesny

wyrób

spółdzielni
35

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5918" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5898">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b27633e8894331f25c4b93b64016a671.pdf</src>
        <authentication>c7c3a827d14328fa8da4163a07928c9b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70552">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4785</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70553">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70554">
                <text>sztuka ludowa - badania</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70555">
                <text>kowalstwo ludowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70556">
                <text>snycerstwo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70557">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4442</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70558">
                <text>Uwagi o badaniach twórczości kowalskiej i snycerskiej w Polsce/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70559">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.4; s.224-229</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70560">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70561">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70562">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70563">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70564">
                <text>36

B. Jankowska, Z badań nad garncarstwem lu­
dowym Opolszczyzny, „Kwartalnik Opolski", 1960,
nr 3, s. 89—105.
» A. Jaworczak, Z dziejów cechu garncarskiego
w Iłży, „Prace i Materiały Etnograficzne", T. V I I ,
1948/9, s. 301-327; St. Pastuszkiewicz, Cech garncar­
ski w Iłży, „Prace i Materiały Etnograficzne", T. V I I ,
1948/9, s. 228—31; M. Żakowska, Stanisław
Kosiarski
garncarz iłżecki, PSL, 1947, nr 1-2; A. Wajda, Win­
centy Kitowski — iłżecki artysta ceramik, PSL, 1952,
nr 2.
J. A. Zaremba, Artyści ludowi z Chałupek Kie­
leckich,
„Przemysł Ludowy i Artystyczny", 1956,
nr 3, s. 27—39.
J. Klimaszewska, E. Fryś, Materiały do rze­
miosła ludowego w woj. kieleckim, „Etnografia Pol­
ska", T. I , 1958, s. 269—75.
«° J. P. Dekowski, O ostatnim ośrodku garncar­
stwa w Opoczyńskiem,
„Prace i Materiały Etnogra­
ficzne", T. V I I , 1948/9, s. 335-38.
« Wystawo ceramiki ludowej (katalog), Iłża, l i ­
stopad 1962.
38

39

43

A. Gerlach, Garncarstwo ludowe okolic pod­
warszawskich,
„Etnografia Polska", T. I I , 1959,
s. 296—302.
M. Żywirska, Garncarstwo w Puszczy Białej,
„Prace i Materiały Etnograficzne", T. V I I , 1948/9,
s. 339—17.
J. Dutkiewicz,
Ośrodek garncarski w Rawie
Mazowieckiej, „Prace i Materiały Muzeum Archeolo­
gicznego i Etnograficznego w Łodzi. Seria Etnogra­
ficzna", nr 1, Łódź 1957, s. 151—69; D. Mikołajczykowa, Garncarstwo w Tuszynie, jw., s. 171—79.
44

45

47

J. Krajewska,

doioa na Kaszubach,

Jacek

Ceramika

kaszubska

z

końca

4

» B. Żukowicz, Ceramika Józefa
Kaimierczaka,
PSL, 1963, nr 1.
M. Przeździecka, Ceramika pomorska, PSL,
1954, nr 4 oraz: J. Chranicki, Kilka uwag na margi50

•W^TSZSŁM^ u

. u.

sie, PSL, 1959, nr 4.
W. Hołubowicz, Garncarstwo wiejskie zachod­
nich terenów Białorusi, Toruń 1950.
= K. Pietkiewicz, Wystawy i konkursy sztuki lu­
dowej Ministerstwa Kultury i Sztuki w r. 1948 i 1949,
„Lud", T. X X X I X , 1952, s. 554-5, 565; R. Reinfuss,
IV konkurs ceramiki ludowej w Kielcach, PSL, 1951,
nr 4—5; Ch. Zieliński, Konkurs i wystawa ceramiki
ludowej woj. łódzkiego,
PSL, 1952, nr 3; E. Fryś,
Garncarstwo ludowe Lubelszczyzny, PSL, 1957, nr 1;
E. Fryś-OPietraszkowa, Konkurs i wystawa garncar­
stwa ludowego woj. krakowskiego, PSL 1962, nr 2;
taże, Wystawa ceramiki i muzeum regionalne w ŁańE pietraisźek , slan Majątkowy garncarzy, PSL,
1960, nr 2; Th. Jasiewicz, Materiały do dziejów garn­
carstwa w pow. konińskim w XVIII w., PSL, 1961,
nr 4.
55 M. Gajewska, J. Kruppe, Stan i problematyka
badań nad produkcją garncarską w Polsce w XIV
i XV w., recenzja M. Kwapień, „Kwartalnik Historii
Kultury Materialnej", 1962, nr 3—4, s. 712—14.
- E. Pietraszek! Ośrodki garncarskie w dobrach
tenczyńskich w XVIII i pierwszej połowie XIX wie­
ku, PSL, 1961, nr 1, 2.
5' M. Gajewska, J. Kruppe, Stan i problematyka
badań nad produkcją garncarska w Polsce w XIV
i XV w., w: Studia z dziejów rzemiosła i przemysłu,
T. I, Wrocław 1961, s. 17—35; J. Kruppe, Studia nad
ceramiką XIV w. ze Starego Miasta w Warszawie,
Wrocław 1961.
52

3

C U

S

r

PSL, 1950, nr 7—12.

Olędzki

UWAGI O BADANIACH TWÓRCZOŚCI KOWALSKIEJ I SNYCERSKIEJ W POLSCE
Siedząc przemiany w zainteresowaniach plastyką
ludową w Polsce na przestrzeni ostatniego półwiecza
nietrudno zauważyć, iż w okresie minionego dwu­
dziestolecia zmalała popularność większości dziedzin
tzw. sztuki zdobniczej, w tym zarówno zdobnictwa
w drewnie, jak też w metalu. Duże zainteresowanie
problematyką sztuki zdobniczej w okresie wcześniej­
szym wiązało się ze stopniem znajomości przedmiotu,
z etapem odkrywania plastyki ludowej. Na etapie
tym istniała niewątpliwie tendencja do uznawania
za najcenniejsze i pierwszoplanowe w badaniach
głównie tych wartości artystycznych sztuki ludowej,
które nie znajdywały bliskich odpowiedników w
określonych dziedzinach sztuki „oficjalnej" (pisankarstwo, hafciarstwo, wycinankarstwo,
nictwo w drewnie i metalu) Tendencji tei towarzy­
szyło traktowanie rzeźby i malarstwa ludowego jako
dzieł, będących tylko przetworzeniem wzorców prze.

jętych ze sztuki oficjalnej. Silniej zrośnięte ze śro­
dowiskiem ludowym figuralne zatoawki gliniane
i drewniane, ciasta obrzędowe, sery, wota woskowe,
czy wreszlcie malarstwo nie występujące pod postacią
obrazu — pozostawały poza kręgiem zainteresowań
historyków sztuki, przez innych zaś badaczy trakto­
wane były jako składowa zjawisk przede wszystkim
wierzeniowych, obyczajowych (np. rekreacyjnych),
gospodarczych, a w małym .stopniu artystycznych.
Po I I wojnie światowej w pracach etnografów
i historyków wsi dawną problematykę sztuki zdob­
niczej, obrzędowości i zwyczajów zastąpiły zaniedba­
ne tematy z zakresu • ikultury materialnej, struktury
społeczno-gospodarczej
zbiorowości
wioskowych
i grup lokalnych.
Przesunięcie zainteresowań w kierunku rzeźby czy
malarstwa należy uznać za naturalny etap rozwojo­
wy w procesie ustalania zakresu badań plastyki l u -

�dowej. Nasza analiza stanu badań i osiągnięć w mi­
nionym dwudziestoleciu musi więc uwzględniać owo
pozytywne w ostatecznym rezultacie odejście od nad­
miernej fascynacji dekoratywnością dzieł sztuki lu­
dowej. Okres miniony nie jest zresztą zupełnie wolny
od nawrotu do tych tendencji.
Osłabienie zainteresowań badawczych problematy­
ką zdobnictwa stanowiło wyraz innych jeszcze prze­
mian, poza tymi jak: pełniejsze rozumienie istoty
sztuki ludowej, oparte na badaniach nad jej genezą,
wartościami ideowymi, czy wreszcie funkcjami peł­
nionymi we własnym środowisku.
W interesującym nas okresie ukazało się w róż­
nych periodykach, głównie jednak w „Polskiej Sztuce
Ludowej", kilkadziesiąt opracowań poświęconych
zdobnictwu w drewnie i metalu — sprawom arty­
stycznej twórczości ludowej, kowalskiej i syncerskiej.
W kilku dziełach, ujmujących całościowo zagadnienia
plastyki ludowej,
uwzględnione zostało kowalstwo
oraz snycerstwo. Poza tym istnieje kilka pozycji
dotyczących obróbki drewna czy kowalstwa, w któ­
rych zwrócono uwagę na artystyczną stronę wyro­
bów. W dorobku tym brak jest dzieła równego za­
mierzeniom i rozmiarom ujęcia przedmiotu, jak w re­
welacyjnych książkach: Władysława Matlakowskiego,
Kazimierza Moszyńskiego, a zwłaszcza Mieczysława
Gładysza
jedynych tego rodzaju w literaturze
światowej, a wydanych w okresie międzywojennym.
Zapewne, na fakt ten, prócz wspomnianych na wstę­
pie przyczyn, wpłynął talkże inny dziś niż przed
20 3Q laty system pracy naukowej. Przyjęła Się me
toda dochodzenia da większych rozbaw całościowych
w oparciu o systematyczne oublikowanie sprawozdań
i materiałów badań,' informowanie o kolejnych etaD ch oracv w szkicach i artvkułarh Wielka w tvm
wmlrdzi* role oderrwa M n i M i , &gt; Praw™*™ Pol&lt;L
Sztuka Ludowa" M e k i takiemu « v « £ * i « w i " nr cv
1

2

¬

rt

a

własnych ^ ^ i m ^ r i ^ b a d ^ .
Zestaw oipracowań z zakresu twórczości kowal­
skiej jest ciekawszy i bogatszy aniżeli z zakresu
snycerki. Niektóre prace poświęcone twórczości ko­
wali pojawiły się na marginesie dociekań, dotyczą­
cych spraw rzemiosła, jego miejsca i roli w kulturze
wsi polskiej. Dociekania te inspirowały badaczy do
rozszerzania wiedzy o przedmiocie, a co najważniej­
sze, pozwalały wiedzę tę oprzeć na analizie społecz­
no-gospodarczej historii życia wsi. Do tego typu prac
należy zaliczyć pierwsze w literaturze przedmiotu
całościowe omówienie artystycznego kowalstwa w
Polsce, dokonane przez Romana Reinfussa, a także
fragmenty rozpraw Zbigniewa Jasiewicza, poświęcone
kowalstwu w Wielkopolsce, podobne założenia
świecały mi w opracowaniu kowalstwa Kur­
piowszczyzny.
1

Pracownicy krakowskiej Pracowni Badania Pla­
styki Ludowej Instytutu Sztuki PAN, działając pod
kierunkiem prof. dr Romana Reinfussa oraz poje­
dynczy badacze innych placówek opublikowali w mi­
nionym dwudziestoleciu sporą ilość szkiców, których

przedmiotem są wybrane rodzaje wyrobów kowal­
skich (okucia wozów, kufrów, krzyże, kraty itp.).
Autorzy omawiają historię tych wyrobów na określo­
nym obszarze kraju, ponadto starają się dać analizę
formalną najczęściej spotykanych okazów.' Fakt, że
są to opracowania częściowe, nie osłabia bynajmniej
ich wielkiego znaczenia dokumentacyjnego. Zdobycie
dziś informacji o tej tradycyjnej już twórczości na­
potyka bowiem na znaczne trudności.
Wspomnieć też należy opracowania twórczości fajczarskiej i spinkarskiej z Podhala. Na szczególną
uwagę zasługują tu wnikliwe artykuły Wandy GentilTippenhauer omawiające twórczość wybranych arty­
stów tej trudnej sztuki zdobniczej: Andrzeja Opacina
Kubina, Józefa Bigos a i Stanisława Szymoszka Gą­
sienicy.
Nie można również pominąć pracy Zbigniewa Bo­
cheńskiego o przykładach zdobnictwa na siedemna­
sto- i osiemnastowiecznych zbrojach husarskich.
Osobną pozycję w przedstawianym dorobku zajmuje
praica Tadeusza Seweryna o formach do wyrobu
opłatków od połowy X V I I w. do początków bieżącego
stulecia. Zarówno spostrzeżenia Bocheńskiego, jak
również obszerny i interesująco udokumentowany
wywód Seweryna, znacznie rozszerzają naszą dotych­
czasową orientację o zakresie omawianej twórczości.
5

6

7

Skromniej przedstawia się zestaw opracowań do­
tyczących snycerstwa. Ważniejsze .pozycje to pionier­
skie uwagi Olgi Mulkiewicz o snycerstwie w Kielec­
kiem, obszerne szkice monograficzne Władysławy Kolago o łyżnikach podhalańskich, Leopolda Węgrzyno­
wicza i Bronisławy Kopczyńiskiej-Jaworskiej o zdo­
bionych formach do serów, również z tego rejonu
kraju, wreszcie Mieczysława Woźnowsfciego o matry­
cach do masła w Polsce. Poza tym jest spora ilość
przyczynków, nieraz odkrywczych, jak Marii Przeździeckiej o zdobionych „dubach", czy Jerzego Czaj­
kowskiego o podpórkach pod kwiaty oraz zdobio­
nych ulach. •
8

Na osobną uwagę zasługują artykuły, głównie
autorów z ośrodka łódzkiego, traktujące zdobnictwo
w drewnie jako element wystroju wnętrz mieszkal­
nych. Wydaje się, że pozycje te, jeśli chodzi o kon­
cepcję, bliskie są wymaganiom, jakie stawia ,się obec­
nie pracom poświęconym kulturze ludowej. W kon­
cepcji tej zawiera się dążenie do ustalania zależności,
jakie zachodzą między różnymi elementami badanych
zjawisk kultury. Jest to niezbędne dla rozumienia
funkcji i strony ideowo-formalnej określonych przy­
kładów twórczości zdobniczej.
10

Podobne walory można również odnaleźć w paru
szkicach, omawiających twórczość wybranych artystów-stolarzy.
11

Odrębną grupą przedmiotów, pośrednio związa­
nych z ludową twórczością snycerską, są drewniane
formy do pierników. Dziedzina tej pięknej dawnej
sztuki odkryta została dopiero w ostatnich kilkunastu
latach. W tym też czasie ukazało się kilka nader
interesujących opracowań, z których na pierwsze
miejsce wysuwa się obszerne studium Marii 2ywirskiej,"
225

�Najważniejszym
bez
wątpienia
osiągnięciem
wszystkich tych wymienionych prac jest rozszerzenie
naszej orientacji o zakresie przestrzennym i po­
wszechności ludowego kowalstwa artystycznego i sny­
cerstwa. Stało się oczywiste, że umiejętności te ist­
niały powszechnie, nie tylko na Podhalu czy Śląsku,
lecz także w innych rejonach kraju. Znacznymi osiąg­
nięciami w tym zakresie może poszczycić się zarówno
wieś kielecka, wielkopolska i pomorska, jak również
mazowiecka (z mazurską i podlaską). Podobnie jak
w innych dziedzinach kultury ludowej, ustalone zo­
stało, iż wartości uznawane często za prastare (zwy­
czaj i sposób zdobienia pewnych obiektów) mają nie­
zbyt odleeła tradycie sieeaiaca X I X w i że podle¬
gały one w ciągu oLtnich stu lat wyraźnym prze¬
mianom, które prowadziły ostatecznie do zaniku wie­
lorakich okazji w których mogło objawić się zamó­
wienie na pracę dekorowane przez rodzimych arty­
stów Rozumienie tych procesów stworzyło podstawę
dla szeroko zakrojonych akcji reaktywowania dla ce­
lów namiatkarskich i in (a -wiec dla odbiorcy z zewnatrz) różnych przejawów snycerki i zdobnictwa
w metalu."
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że przeważa­
jąca większość wymienionych opracowań twórczości
kowalskiej i snycerskiej dostarcza materiału na osob­
ne obszerne omówienie i pełne scharakteryzowanie
indywidualnych osiągnięć autorów. Zarazem jednak,
poszczególne pozycje, nie wyłączając drobnych przy­
czynków, składają się na spoistą lekturę, pobudzającą
do tych samych przemyśleń, podobnych refleksji. Łą­
czy bowiem poszczególne prace dążenie do skrupu­
latnego wykorzystania bazy źródłowej, głównie na
drodze badań terenowych, badań dzieła sztuki w ści­
słym powiązaniu z życiem środowiska, z którego ono
pochodzi. Ale jednocześnie ponad tylm dążeniem nie­
trudno dostrzec cel nadrzędny Jest nim iak sadze
poszukiwanie cech właściwych omawianej twórczości
w odniesieniu do jednostki do większych zbiorowości
aż do narodu włącznie Omawiając badania minio­
nego dwudziestolecia nad zdobnictwem w drewnie
i metalu wvdaie &lt;sie celowe zsumować spostrzeżenia
rozsiane 'zarówno po artykułach publikowanych iak
i informacje w l i k a j a c e z materiałów zebranych
przez poszczególne instytucie co pozwoli obiać szerzei problematykę badawcza omawianel twórczości
i zarysować dalsze zadania.
Jest rzeczą wiadomą, że dla zdobnictwa w drew­
nie i metalu wspólne są nie tylko środki wyrazu, ale
również funkcje (głównie dokumentacyjne i repre­
zentacyjne) w życiu rodziny czy większej zbioro­
wości: społeczności wioskowej lub grupy lokalnej.
W każdym wypadku na czoło wysuwa się moment
współdziałania tych dziedzin twórczości ze sferą zja­
wisk społecznych. Rozpatrując je łącznie, uzyskuje
się dostatecznie reprezentatywny obraz dla proble­
matyki sztuki zdobniczej co pozwala zrozumieć
strukturę zawodową i ogólne podstawy artystycznego
działania jakie istnieją w sztuce ludowej Z jednej
bowiem strony mamy twórczość artystyczna nieza¬
wodową, szeroko rozpowszechnioną w środowisku
włoskim (zdobnictwo w drewnie uprawiane przez

pasterzy, chłopów-rolników), z drugiej zaś — wybit­
nie zawodową działalność rzemieślniczą kowali, czy
nawet spinikarzy i rytowników. Dlatego też, rozpatru­
jąc prace poświęcone tym dwóm dziedzinom, można
podjąć próbę określenia pewnych najważniejszych
zadań badawczych w zakresie zdobnictwa ludowego
i tylko w niektórych wypadkach zajdzie .potrzeba
sięgnięcia po przykłady z innych jego dziedziin, np.
wycinankarstwa, hafciarstwa czy tkactwa.
Wiadome jest, że prace snycerskie spotyka się
na ogół w ściśle określonych miejscach. Nie wystę­
pują one we wszystkich przedmiotach, nawet łatwych
do zdobienia. Stosunkowo najczęściej, w różnych re­
jonach kraju popisowe dzieła pracy snycerskiej znaj­
dujemy wśród sprzętów i narzędzi związanych tra­
dycyjnie z zajęciami kobiet. O wiele rzadziej obiek­
tami pracy snycerza bywały inne narzędzia i sprzęty,
które nie służyły kobiecie. Bardzo rzadko również
i skromnie bywały zdobione przedmioty nie mające
wyraźnie adresowanego użytkownika. Wydaje się, że
częste przykłady snycerskiej działalności na przed­
miotach, przenaczonych dla indywidualnego użytkow­
nika, pozwalają sądzić, iż u podstaw tej formy twór­
czości były intencje przede wszystkim społeczne, kon­
kretyzujące sie w kreeu spraw rodziny Ozdobnie
rzezana przęślica lub kreżołek, darowana dziewczynie
prz.e'z chłopca, miały być widocznym wyrazem żywio­
nych orzez nieso uczuć zamiarów małżeńskich a iednocześnie dowodem zdolności i pracowitości "autora."
Podobnie w kunszcie snycerskim maglownicy mąż
okazywał uczucie żonie, a zamawiając na wiano dla
młodei O7ido[rmip r i e t a slkr7vnip
rodzice wyrażali
swą troskę o córkę "
Mamy podstawy sądzić, iż w tej postaci społecznodokumentacyjna funkcja
twórczości
snycerskiej
utrzymywała się żywo do końJca X I X w. w wielu
rejonach kraju.
Równolegle jednak rozwijała się
twórczość zdobnicza w drewnie w innych dziedzinach
życia, że wymienimy tu przystroję w budownictwie,
zaprzęgu oraz meblarstwie. Zachowała się ona dłużej,
a ślady jej spotykamy jeszcze obecnie. Zdobnictwo
tego rodzaju występowało wszędzie tam, gdzie pozo­
stawała nie naruszona spoistość więzi społecznych
zbiorowości lokalnej. Zdobieniem podkreślano więc
walory reprezentacyjne domu. spichrza, niektórych
sprzętów i mebli świadczących o zasobności gospo¬
darzą (stół, krzesła, szafka lub półka na naczynia)
a także pojazdów — sań i wozów wyjazdowych,
w których można bvło sie pokazać szerokiei rzeszy
ziomków."
Zdobienie w drewnie, tak jak wiele innych form
działania artystycznego, mogło jednak nie być po­
wodowane intencją zwracania czyjejś uwagi. Istniały
ośrodki, a nawet połacie kraju, gdzie umiejętności
snycerskie były powszechne i tam mogły być tylko
źródłem przeżycia estetycznego, działaniem w niczym
nie obliczonym na rozgłos i ocenę otoczenia.
Wydaje się, że motywy kierujące rozwojem arty­
stycznej twórczości kowalskiej są równie łatwe do
ustalenia, jak w przypadku snycerstwa. Największą
różnorodność zdobienia wyrobów kowalskich znajdu­
jemy w tych częściach kraju, gdzie rzemiosło to, już
17

�w 1, pol. X I X w., opierało się na działalności kuźni
wiejskich, nie włączonych do gospodarki dworskiej.
Na działalność tych warsztatów, pozostających w ści­
słym kontakcie z gromadą, miały wpływ zamówienia
środoWiska wiejskiego. Interesuje nas jednak przede
wszystkim ów klimat, w którym rzemieślnicy zaj­
mujący się tylko kuciem koni, wyrobem sośników
i siekier zdolni byli uwierzyć w doniosłość artystycz­
nych poczynań. Kowale zaczynają chętnie przyjmo­
wać zamówienia na prace zdobnicze, zwłaszcza tam
gdzie działała gęsta sieć kuźni i zamawiający miał
duże możliwości wyboru pomiędzy nimi. Kowale
znajdowali też w zdobieniu wyrobów najwłaściwszy
sposób uczestniczenia we wszechogarniającym syste­
mie konkurencji.
Zdobienie wyrobów otworzyło
drogę do wybr6d«ej klienteli, którą zjednać mogły
tylko najbardziej popisowe dzieła. Na Śląsku, w nie­
których okolicach (czy tylka wsiach)
Małopolski
i Wiolkobotski oraz w mnieíszvm stoDniu Podlasia
gdzie istniały podstawy dla konkurencji zawodowej
w kowalstwie rzemiosło to moie sie wiec r&gt;tvs7ezvcić
wyrobami naibardziH n r a r o r h ł ó n n J L L i r ^ e m v í l
nieiszvmi ood w J J L
fali
' zdonnicz^o «
W reionach^kon.olM^Invr-h
^ m l ^ ^ h
kowalstwo winWrio rZ ZZ
trprit™
. L l l . ,
tiofen I , ™ L L i x T , w 7 l
„ , m
w
15

ratorskich pomysły jakie narzucała sama materia
przedmiotu, czy najodpowiedniejsza dla niej tech­
nika, Ślady cięć w drewnie, uderzeń młotka w po­
wierzchnię metalu, tak jak odciski w glinie (np. pal­
ców gamoaTza), kształty splotu przędzy w tkaninie,
nie mówiąc już o ściegach przy szyciu, a więc formy
geometryczne — przypadkowe, zawsze jednak na­
zwane, weszły na stałe do arsenału elementów zdob­
niczych. Nawet użycie tylko powszechnie stosowa­
nych motywów, stosowanie się do naturalnych pra­
wideł w działaniu artystycznym, jak np. zwielokrot­
nienie śladu, różnicowanie tych śladów, wreszcie
podporządkowanie w układy rytmiczne i symetrycz­
ne łącznie z akcentowaniem dawało w efekcie skoń¬
czenie doskonałe dzieło. I ńie powinno nas dziwić
że w dziełach tej sztuki nic więcej się nie dzieje. **
W omawianym czasie, to jest w okresie z u cłriym z tt*a~
dveii usttiei A D o t v k a i m v orawie w równei mierze
mo,vwv eeometryczńe i roślinne Natomiast motvwv
7wierJce czy Podstawienia człowieka iwiawiala
ha&lt;rd7o r7aldko Nie tr7eha nodkrp^lać źp włączenie
L t v w ń w nr^tawiaiaryoh
» « P - f i l n i P do tvch
3 3

^

S

^

J

L

^

w

ItZ^h Z L v i«t mat7

riał Klip naitviiriflf'nTfTs;?v ri^a ł"ir7pt*wflr7flnin

nlflę+w ?
1

n

a

itflfc lak w w^nrtkT, n ^ n « «

r

l ^ l ^ m l r , ! '

mltllni i t l S

tonftoI

,J^lwH

i

^ adoracji sa-

antropomorticzne odnajdujemy najczęściej w tycn
gałęziach sztuKi zdobniczej. Które w polsce należy
uznać za najnowsze Tak jest np w przypada
cinanki w papierze lub podlaskich tkanin dwuosnowowych, których wtórny rozwój nastąpił w ostatnim
ćwierćwieczu. Należy przy tym powiedzieć ze np.
w dziedziniei wycinankarstwa nie każdy ośrodek mo­
że poszczycić się rozszerzeniem zakresu motywów
o przedstawienia ze świata zwierząt czy ludzi Sław­
na wycinanka Kurpiowskiej Puszczy Zielonej ustę­
puje zdecydowanie pod tym względem pracom z ąąsiedmcb terenów Puszczy Białej, me mówiąc juz
o wycinance łowickiej. Analiza motywów figuralnych
w wyemance Kurpwwszczyzny Północnej wykazała,
że występowały one przy końcu X I X w. najczęściej
w twórczości mężczyzn." Niewątpliwie w tym wy­
padku miała znaczenie większa bywałośc mężczyzn
w świecie, a tym samym szersza niż u kobiet chłon­
ność uroków świata. I nie będzie przesadą jeśli po­
wiemy, że pobyt w wojsku, zajęcia furmańskie, f l i ­
sackie, wędrówki za pracą zarobkową częstsze
u mężczyzn, wpływały na wzbogacenie efektów pla­
stycznych ich twórczości. Wydaje się, że podobne
były przyczyny różnicujące w poszczególnych częś­
ciach kraju wszelkie odmiany sztuki zdobniczej.
Większe doświadczenie zbiorowości, ukształtowane
przez kontakty z otoczeniem i centrami kulturowy­
mi, emanowało poprzez wielorakość i rozmaitość mo­
tywów zdobniczych.

Warto przypomnieć, że niesamoistność sztuki zdob­
niczej, jej służebna niejako rola wobec zdobionego
obiektu narzucała twórcy swoistą dyscyplinę, uwa­
runkowaną dobrą znajomością budowy przedmiotu,
sposobu jego użytkowania i znajomością materiału.
Dlatego też wykorzystywał on do swych celów defco-

Z przedstawionych wyżej uwag wynikałoby, iż
natężenie występowania w kraju omawianych dzie­
dzin twórczości zdobniczej było niejednolite, a funk­
cja dzieł i ich waJory tematyczne — różnorodne.
Wydaje się więc, iż nie maimy podstaw do mówienia
0 wszechogarniającej terytorium naszego kraju pol-

ni™ ^ ™ n ™ ^ ^ , 7 ^ ^ ^

^

nych (w wypadku np. wozów, sań, szczytów budynWszystMe z rozpatrywanych wyżej zamówień do­
tyczyły głównie środków transportu i komunikacji,
a w mniejszym stopniu budownictwa. W zamówieniaoh tych chodziło o wzbogacenie walorów repre­
zentacyjnych obiektów, które były dziełem przede
wszystkim cieśli lub stolarza, względnie stelmacha
lub kołodzieja. Największe oczywiście możliwości ar­
tystyczne dawały kowalom te wyroby, które w ca­
łości wychodziły spod ich ręki. Wyroby takie to:
krzesiwka — występujące na całym prawie obszaize
Polski, przetyki do kołowrotków
zdarzające się na
północno-wschodnich obszarach kraju, zaś ns po­
łudniu spinki, czy wreszcie w całej Polsce
kute
krzyże żelazne.
Podnietą do pracy nad tymi
bami mogło być dla kowali uczestniczenie w zaspo¬
kajaniu potrzeb bardziej złożonych aniżeli sama chęć
godnego pokazania się sąsiadom. Kowalskie przetyki
zapinki, podobnie jak " zdobne drewniane statki tkac¬
kie lub przybory do utrzymywania ubrań i bielizny
W CZVSto&amp;CÍ b viV d i r aiitií rila Vii i^ki ch nQfih W -u/v
3 1

D a d k u z a ś z a m a w i a n i a kuteen k „ J . ^ h n r t J n ™ "
ła do s ł o s u t r 7 h « u ™ L ^
™ m i l 7 ™
H^-m
M

e

zmarłym nie mówian i , i « Z 1
mego symbolu krzyża
P°

^ 2 ^ , ^ ^ ^

w s z e c n n

327

�skiej specyfice twórczości, zarówno kowalskiej, jak
grupowej jak Lasowiacy i Kurpie. W obydwu wy­
snycerskiej.
padkach mamy do czynienia z układami gospodarki
Wysiłki w prowadzeniu dalszych badań winny, średnich i drobnych zespołów rolnych, ściśle powią­
jak sądzę, zmierzać do ukazania złożonego mecha­ zanych z rozmaitymi zajęciami dodatkowymi. Docho­
nizmu istniejących w Polsce modeli tych twórczości,
dzi t u jeszcze inny, niezwykle istotny moment, decyZależne są one prawdopodobnie przede wszystkim
jący o polskości zjawiska. Znany jest fakt regresywod rodzaju występujących struktur społeczno-gospo­
nej roli, jaką we wszelkiej twórczości artystycznej
darczych, które różnie się kształtowały w różnych
chłopów odegrała folwarczno-ipańszczyźniana prze­
częściach kraju.
szłość gospodarki w kraju. Wiadome jest jak szcze­
Wydaje się, że można już obecnie sugerować wy­ gólnie silnie przeszłość ta ciąży w dziejach Polski. I za­
stępowanie na terenie Polski w okresie mniej więcej pewne nie pozbawione racji jest uzasadnienie np.
większej aktywności twórczej ludności z terenów
od 2. pot. X I X w. do I wojny światowej, a w nie­
królewszczyzn i w nieco mniejszym stopniu b i których przypadkach aż do 30-ych lat bieżącego stu­
skupszczyzh swobodami sprzed okresu uwłaszczenio­
lecia, trzech podstawowych modeli ludowej twór­
wego. Samo zaś uwłaszczenie wyzwoliło, jak wiado­
czości snycerskiej.
mo niespożyta aktywność artystyczna ludności chłopPierwszy model — to twórczość o przewadze nie­
zawodowych form działalności, pełniąca równorzęd­ skiei aktywność o różnym starcie odoowiadaiacym
różnym mom&amp;ntoirn aktu uwłaszczenia w poszczegól¬
nie funkcje estetyczne i społecznie, najszerzej rozu­
miane (tj. w ramach rodziny, społeczności wioskowej, nych zaborach kraju
zbiorowości terytorialnej).
Twórczość o przewadze
Istnienie w Polsce licznego stanu szlachty, ze
motywów nie nawiązujących do form otaczającej
swym odłamem drobnej szlachty zaściankowej, osła­
rzeczywistości, lecz podsuniętych przez właściwości
biało drożność i trwałość wytworów artystycznej
tworzywa i proces jego obróbki, twórczość praco­
twórczości ludowej wśród ogółu polskiej społeczności
chłonnych rozwiązań formalnych.
wiejskiej. Jak wiadomo, aspiracje kulturalne szlach­
Drugi model — to twórczość gdzie równorzędnie
ty, nawet schłopiałej, sięgały często bardzo wysoko,
występują zarówno niezawodowe, jak i zawodowe
co przy nikłych możliwościach nabywczych tej war­
formy działalności, twórczość o przewadze funkcji
stwy sprowadzało się najczęściej do orientacji w kie­
społecznej szerzej rozumianej ftj. w ramach społecz­
runku wytwórczości mieszczańskiej. Natomiast ist­
ności wioskowej, grupy lokalnej), o przewadze moty­
nienie szlachty, będącej w stałym antagonizmie
wów przejętych z historycznych, późnych form dekoz chłopami, prowadziło do konsolidacji społecznej
ratorskich {meblarskich i architektonicznych), twór­ określonych grup lokalnych i zarazem stwarzało k l i ­
czość stosunkowo niepracochłonnych rozwiązań for­
mat dla ogólnej rywalizacji.
malnych.
Dla grup chłopskich, otoczonych jak Kurpie Pusz­
Trzeci model — to twórczość o przewadze zawo­
czy Zielonej pierścieniem drobnej szlachty zaścian­
dowych form działalności, prawie wyłącznie .pełniąca
kowej, a sądzę, że i dla wielu innych analogicznych
funkcje społeczne, szeroko rozumiane (tj. w ramach
grup chłopskich w Polsce, w rywalizacji tej twór­
społeczności wioskowej i najbliższego sąsiedztwa),
czość artystyczna, oparta o własną spuściznę i zarad­
podporządkowane silnie utylitarności obiektu, sztuka
ność, nabierała w czasach pewnej stabilizacji dzie­
wykorzystująca głównie, a niekiedy wyłącznie, mo­
jowej (koniec X I X w. — początek X X w.) znaczenia
tywy przejęte z wcześniejszych i późniejszych histo­
jednej z najważniejszych form.
rycznych form dekoratorsklch (meblarskich i archi- .
Trzeci model nie znajduje, jak sądzę, dokładnie
tektonicznych).
wyznaczonych granic występowania. Wiąże się on sto­
Model pierwszy lokalizuje się w rozległym pasie
sunkowo najściślej z obszarami monolitycznych
południowej części kraju, w rejonie niejednolitej
struktur gospodarczych, tworzonych przez drobne,
struktury gospodarki, wydatnego wspomagania roz­
średnie i większe zespoły rolne, a więc przy istnieniu
drobnionych zespołów rolnych przez górskie paster­
wyraźnej stratyfikacji społecznej zbiorowości wiosko­
stwo owiec.
Należy .podkreślić ogromną rolę w
wych. Wskazać jeszcze należy na występowanie w za­
ukształtowaniu modelu tej twórczości istniejących
sięgu tego modelu twórczości stosunkowo gęstej sieci
w pasterstwie nadwyżek wolnego czasu, okresowego wiejskich i małomiasteczkowych ośrodków rzemieśl­
bytowania na „odludziu", wreszcie ruchliwości ludzi
niczych i rozwiniętych form wymiany towarowej.
większej aniżeli w systemie zasiedziałej, monolitycz­
Twórczość tę możemy łączyć z niektórymi rejonami
nej gospodarki rolnej. Model tej twórczości wiąże rolniczymi Dolnego Śląska, pewnymi partiami Wiel­
południową część Polski z obszarami Bułgarii, Czar­
kopolski i Pomorza, a także z centralną częścią kra­
nogóry .południowej Serbii Chorwacji
Rumunii
ju. Elementy tych zjawisk artystycznych są wspólne
i Słowacji.
dla wsi polskiej, czeskiej, morawskiej, saskiej i ba­
warskiej
Drugi model twórczości można chyba uznać za
25

najbardziej bliski pojęciu — polski. Występuje on
w różnych, oddalonych od siebie częściach kraju, na
ograniczonych, niewielkich obszarach, jak puszcze:
Kozienicka, Solska i Zielona, a więc tereny za­
mieszkałe przez ludność prawie wyłącznie pochodze­
nia chłopskiego (nieszlacheckiego), ap. o silnej więzi

228

Przedstawioną próbę określenia modeli tradycyj­
nego snycerstwa ludowego w Polsce można oczywi­
ście zastosować również do kowalstwa. Byłoby to na­
wet łatwiejsze, jakoże w twórczości tej nie ma owe­
go zróżnicowania na zawodową i niezawodową formę
działalności. Na skutek zaś opierania się na d z i a ł a -

�ności warsztatów rzemieślniczych, włączonych w sy­
stemy normujące (np. w ramach organizacji cecho­
wej, terminatorstwa), zróżnicowanie w tej twórczości
sprowadza się zasadniczo do strony funkcjonalnej,
w mniejszym zaś stopniu treściowej oraz samego
wykonawstwa.
Fakty, które pozwoliły sugerować istnienie trzech
podstawowych modeli twórczości snycerskiej na te­
renie Polski, w stosunkowo krótkim wycinku czasu
można traktować jako stałe lecz nie niezmienne,*
same zaś modele — jako odpowiednik organizmu,
z własną historią powstawania i zanikania. Stwier­
dzenie lo może nas ustrzec przed powtórzeniem błę­
dów koncepcji regionalilstycznych,
rozpatrujących
fakty w izolacji od rzeczywistych ich powiązań
i ustalających sztywne granice ich występowania
w przestrzeni i czasie, bez brania pod uwagę zacho­
dzących przesunięć i przeobrażeń.
Wracając jeszcze raz do stwierdzenia, że niemoż­
liwe jest wskazanie właściwych całemu obszarowi

8

Polski określonych cech twórczości zdobniczej, na­
leży powiedzieć, iż dochodzimy do tego na podstawie,
przede wszystkim, przemyśleń i danych, zgromadzo­
nych w minionym dwudziestoleciu. Me są to jednak
tylko źródła publikowane, które wcześniej wymie­
niłem. Poszerzają wydatnie ich zasób zbiory mu­
zealne, w większości wypadków od nowa zgroma­
dzone po zniszczeniach wojennych, a także różnego
rodzaju materiały naukowe licznych ośrodków ba­
dawczych, .powstałych w czasach Polski Ludowej.
Rozumiejąc więc powody, które sprawiły, że
w okresie minionego dwudziestolecia problematyka
twórczości zdobniczej została podporządkowana i n ­
nym kierunkom badań, można dziś już postulować
szersze podjęcie tej problematyki, a zwłaszcza prac
ustalających miejisce i rolę tej twórczości w cało­
kształcie plastyki ludowej w Polsce. Jest to nie­
wątpliwie zadanie możliwe do wykonania jedynie na
drodze dalszej penetracji mało znanych części i za­
kątków kraju.

PRZYPISY
1

Por. R. Reinfuss, J. Swiderski, Sztuka ludowa
w Polsce, Kraików 1960; K. Piwocki, Polsko sztuka
ludowa, w pracy zbiorowej: Historia sztuki polskiej,
t. I I I , Sztuka nowoczesna, pod redakcją T. Dobrowol­
skiego, Kraków 1962, s. 400-429; St. Błaszczyk, Pla­
styka, w pracy zbiorowej: Kultura ludowa Wielko­
polski, pod redakcja J. Burszty, t. I , Poznań 1960,
s. 563-650.
Por. W. Matlakowski, Zdobienie i sprzęt ludu
polskiego na Podhalu, Warszawa 1901; K. Moszyński,
Kultura ludowa Słowian, cz. I I , z. 1, Warszawa 1938
M. Głaidysz, Góralskie zdobnictwo drzewne na Śląsku,
Kraków 1935; tenże, Zdobnictwo metalowe na Śląsku,
Kraków 1938.
Por. R. Reinfuss, Polskie ludowe kowalstwo ar­
tystyczne, PSL, 1953, nr 6, s. 348—376; Z. Jasiewicz,
Studia historyczno-etnografhczne
nad
kowalstwem
wiejskim w Wielkopolsce, Poznań 1963; Z. Głowa,
Ludowe zdobnictwo żelaza w pow. Opoczno, PSL,
1961, nt I , s. 34—40.
Por. Z. Cieśla-Reinfussowa,
Okucia
wozów
z okolic Makowa, Cz. I . Analiza form, PSL, 1948,
nr 11-12, s. 27-34, Cz. I I . Analiza ornamentów, 1949,
nr 1—2, s. 26—38; E. Fryś, Ludowe kufry okuwane,
tamże, 1959, nr 1-2, . 46-53; F. Kotula, Ze studiów
nad zdobnictwem kowalskim w okolicach Rzeszowa
(„Raki" czyli kratki), tamże, 1952, nr 2, s. 87—91;
M. Michalska, Krzyże żelazne w powiecie
wieluńskim,
tamże, 1959, nr 1—2, s. 54—61.
Por. K. Malkiewicz, A. Zambrzycka, Fajczarstwo na Podhalu, PSL, 1956, nr 4—5, &lt;s. 209—218;
W. Gentil-Tippenhauer, Andrzej Opacin Kubin, tam­
że, 1955, nr 6, s. 376—384; taże, Józef Bigos, tamże
1957, nr 1, s. 25-32; taże, Stanisław Szymoszek Gą­
sienica (Stolarz i spinkarz podhalański), tamże, 1957,
nr 3, s. 174—179.
Por. Z. Bocheński, Ornamentyka ludowa na
zbrojach husarskich, PSL, 1955, nr 6, s. 362—375.
Por. T. Seweryn, Arcydzieła żelazorytu ludowe­
go (Formy do wyrobów opłatków), PSL, 1955, nr 6,
s. 335—361.
Por. O. Malkiewicz, Z zagadnień kieleckiej sny­
cerki, PSL, 1960, nr 4, s. 195—205; L . Węgrzynowicz,
Zdobienie serków owczych, tamże, x955, nr 1, s. 2—22;
B. Kopczyńska-Jaworska, Owcze sery zdobione Kar­
pat, „Etnografia Polski", t. V, 1962, s. 197—231;
2

3

4

s

5

6

7

8

M. Woźnowski, Zdobione formy i matryce do masła,
PSL, 1962, nr 2, s. 67—83.
° Por. M. Przeździecka, Zdobione „duhy" pod­
laskie, PSL, 1953, (nr 6, is. 377—381; J. Czajkowski,
Ozdobne

drabinki

do

kwiatów,

tamże,

1955,

nr

2,

s. 100—103; tenże, Ozdobne ule skrzynkowe,
tamże
1960, nr 4, s. 206—210 i in.
Por. J. P. DCkowski, Wnętrze chaty jasieńskiej,
„Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etno­
graficznego w Łodzi. Seria Etnograficzna", nr 2,
1958, K. 45—89; Z, Neymanowa, Wnętrze chaty w Klo­
nowej i okolmy, tamie, nr 3, 196o! s. 207-240; taże,
Wnętrze chaty w Załęczu, tamże, nr 5, 1961, s. 75-94
taże! Wnętrze chaty w WlynicLh
i okolicy tamże
nr 7 1963 s 75-101- L Dubiel, Wnętrze domu chłopi
skiego w' Beskidzie' Śląskim w latach 1860-1950,
Prace i Materiały Etnograficzne" X z 2 1957
s. 7-72.
•
10

M

d

l

e

n

a

l

y

w m &lt; ) g r a l l c z n e

z

11

Por. E. Fryś, Jan Golis, łowicki stolarz i rzeź­
biarz, PSL, 1959, nr 3, s. 161—167; taże, Meble Józefa
Gibuly, tamże, 1961, nr 2, s. 97-100; W. GentilTippenhauer, Stanisław Szymoszek Gąsienica, wyd.
cyt.
Por. J. Ginett-Wojnarowiczowa, Piernik raci­
borski, PSL, 1948, Inr 11—12, is. 38—39; C. Vetulani,
Pasłęckie formy piernikarskie,
tamże, 1953, nr 1,
s. 56—58; M. Zywirska, Rzeźbione formy
piernikarskie,
tamże, 1957, nr 2, s. 67-106.
Por. R. Reinfuss, Czy ludowe kowalstwo arty­
styczne musi zaginąć?, PSL, 1958, nr 4, s. 203—206;
M. Maśliński, Ludowe kowalstwo artystyczne (Uwagi
związane z pokonkursową
wystawą
w
Krakowie),
tamże, 1960, nr 4, s. 243-249; K. Pietkiewicz, Bilans
opieki nad sztuką ludową w okresie
piętnastolecia,
tamże, 1959, nr 4, s. 187-197; R. Reinfuss, Aktualna
zagadnienia przemysłu pamiątkarskiego,
tamże, 1954,
•nr 2, s. 67—78 i in.
" Por. O. Mulkiewicz, Z zagadnień..., wyd. cyt.,
s. 195; W. Gentil-Tippenhauer, Stanisław Szymo­
szek..., wyd. cyt., s. 174; H. Olędzka, Geneza i rozwój
zdobnictwa w drzewie na terenie Kurpiowskiej
Pusz­
czy Zielonej, rkps pracy magisterskiej w Archiwum
Katedry i Zakładu Etnografii UW.
" Por. E. Fryś, Jan Golis..., wyd. cyt, s. 161;
A. Dobrowolska, Meble ludowe zachodnio-pomorskie,
PSL, 1950, nr 1—6, s. 60—61. Potwierdzają te dane
15

13

229

�informacje uzyskane we we i ach Bobolino, pow. Sław­
no, Syrniki, pow. Lubartów oraz Oborczyska, pow.
Przasnysz.
" Por. R. Reinfuss, Ludowe skrzynie malowane,
Warszawa 1954, e. 5—7, 12 i nast.; M . Pękalski, Biłgo­
rajskie budownictwo drewniane, PSL, 1959, nr 3,
s. 154—159; J. Grabowski, Sztuka ludowa Mazur
i Warmii, tamże, s. 51—59; JM. Zywirska, Zdobienie
rzeźbą w drewnie chaty kurpiowskiej,
tamże, 1949,
nr 3-4 is. 105 i nast.; L. Malicki, Sztuka ludowa Po'
Gdańskiego na tle zbiorów Muzeum Pomor­
skiego w Gdańsku, tamże, 1962, nr 3, s. 136—143 i in.
17

Por. W. Gentil-TLppenhauer, Stanisław Szymossek..., wyd. cyt., zakończenie artykułu, a także
M. Gładysz, Górilskie zdobnictwo drzewne..., wyd.
cyt., s. 3—-19.
Por. R. Reinfuss, Polskie ludowe kowalstwo...,
wyd. cyt., s. 353; Z. ,B. Głowa, Ludowe zdobnictwo...,
wyd. cyt., s. 40 i nast.
1B

19

Nie bez znaczenia ibyło także, wiążące się z ty­
mi tradycjami, zaopatrzenie warsztatów kowalskich
w narzędzia, szczególnie służące zdobieniu, np. stem­
ple. Wystarczy powiedzieć, że w rejonie Makowa
używano kilkudziesięciu odmian stempli, w Opoczyńskiem - kilkanaście, a na terenie Kurpiowszczyzny

M A R I A

W

O.L

E

Ń

S

2 sierpnia 1964 r. zmarła mgr Maria Woleńska,
znana działaczka na polu sztuki ludowej i muzeal­
nictwa, która z talentem organizacyjnym łączyła go­
rące umiłowanie sprawy i wyjątkową kulturę arty­
styczną.
Urodziła się 21.VII.1904 r. w Tarnopolu. Jej
ojciec, doktor medycyny Orliński, był zapalonym
społecznikiem i posłem na Sejm. Po ukończeniu pra­
wa na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie
specjalizowała się w etnografii na Wydziale Huma­
nistycznym. Do chwili wybuchu wojny zdążyła ukoń­
czyć 4 lata studiów i już w czasie ich trwania da­
ła się poznać jako świetna organizatorka w Patro­
nacie Przemyślu Ludowego i Domowego w Tarno­
polu, zrzeszającym do 1939 r. około 2.000 twórców
ludowych. Skupowała piękne werety z Koropca, ma­
lowane miski z Toustego i wiele innych przedmio­
tów. Ona to „odkryła" doskonałego rzeźbiarza ludo­
wego, Dymitra Bilińskiego, którego figury, zakupio­
ne przez Muzeum Etnograficzne w Krakowie a także
miłośników sztuki, znalazły się w wiele lat później
na sławnej krakowskiej wystawie malarstwa, rzeź­
by i grafiki ludowej (1948 r.) i o których pisała w
„Polskiej Sztuce Ludowej" (1957 r., nr 4, s. 208—215).
Z ramienia Patronatu zorganizowała dwie szkoły
tkactwa Srzebyczkowefio w Mikulińcach i Ładyczynie
wznawiające tradycyjne kobierce
barwione
W czasie okupacji — już w Warszawie — utrzy­
mywała rodzinę z warsztatu tkackiego na Bielanach,
gdzie dzieliła sie swymi umiejętnościami z art.^plast
Janiną Trawińską i Irena Kwiatkowską znanymi
dziś g ł ó w n i e 7 z 7 ^ ^ v ^ Ł ^ w ^ ^ ^ c h l T ^ cowni^"Doświadczanej Tkactwa
ZtysS^Zegl
Znajomość warsztatu pozwoliła Marii Woleńskiej
już po wojnie — w Krakowie — na projektowanie

Północnej — zaledwie kilka. Por. R. Reinfuss, Polskie
ludowe kowalstwo..., wyd. cyt., s. 364—375; Z. CieślaReinfussowa, Okucia wozów..., wyd. cyt., s. 26—27;
Z. B. Głowa, Ludowe zdobnictwo..., wyd. cyt., ,s. 39.
° Jw.
*&gt; Por. M. Michalska, Krzyże żelazne..., wyd. cyt.,
s. .54 i in.
Ostatnio zajmował się sprawą tą obszernie
Andrzej Abramowicz, Studia nad genezą polskiej kul­
tury artystycznej, Łódź 1962, s. 103 i nast.
Dlatego też wydaje się, iż pierniki i związane
z nimi formy rzeźbione w drzewie należy traktować
jako część składową twórczości rzeźbiarskiej sensu
•stricto.
'Por. « . Olędzka, Z badań nad wycinanką kur­
piowską, PSL, 1964, nr 3, e. 176.
Przy wyznaczaniu tych modeli pominięte zo­
stało rzeźbienie form drewnianych do pierników (por.
przyp. 23).
Określenia tego użyłem sa Claude Lévi-Straussem, L'Antropologie sociale devant l'histoire, „Anna¬
les Economiques Sociétés Civilisations", R. 15, 1960,
nr 4, s. 625—637; por. też Dzicy i cywilizowani,
z Claude Lévi-Straussem rozmowa Zofii Sokolewicz
i Tadeusza Drewnowskiego, „Polityka", R. V I I I , 1964,
nr 27 (383), s. 1, 9.
!

23

25

2 1

25

s s

K

A

1

9

0

4

-

1

9

6

4

artystycznych tkanin ubraniowych dla cepeliowskiej
Sp-ni Art.-Plastyków im. Wyspiańskiego, za które
otrzymywała na konkursach liczne pierwsze nagrody.
Jako kustosz Muzeum Etnograficznego w Kra­
kowie (w latach 1948—1954) organizowała wiele wy­
staw stałych, jak: „Sztuka ludowa", „Jak człowiek
się odziewał", „Współczesne przeobrażenia sztuki
ludowej" oraz czasowych, jak np. „Zdobnictwo pol­
skie", „Sztuka ludowa mniejszości narodowych w
Polsce" (opracowując do niej obszerny katalog).
Dla uczestników Międzynarodowego Kongresu
Historyków Sztuki A.I.C.A. przygotowała specjalną
wystawę: „Polska sztuka ludowa — rzeźba i ma­
larstwo". Opracowała też w niezwykle rzetelny spo­
sób część inwentaryzacyjną katalogu już wspomnia­
nej wystawy: „Malarstwo - Rzeźba - Grafika".
Po przeniesieniu do Muzeum Narodowego w Kra­
kowie pełniła funkcje inspektora 5 muzeów regio­
nalnych a nadto konserwatora tkanin. Podczas wy­
jazdów w teren nabawił? się gruźlicy.
Ostatnie lata poświęciła bezpośredniej pracy z
twórcami ludowymi — już z ramienia Cepelii, a mia­
nowicie z Feliksem Czajkowskim, rzeźbiarzem z Zelczyny pod Krakowem, którego talent bardzo się roz­
winął pod jej opieką, wznawiała też stare formy ce­
ramiki w Starym Sączu u garncarza Józefa Biliń­
skiego, współdziałała z Janikiem nad kontynuowa­
niem tradycji rzeźby łemkowskiej. W Cepelii pierwsza
wprowadziła repliki muzealne mebli podhalańskich
i nowosądeckich s k ™ X
i^low^ch^wydn^k
żydowskich czuwała nnd w^konarTiem d w K I w h
K r obrazów ^ &lt; z k l e i
taZkltt
M
l i l u d o w i w llJ^t
Niełatwi

b^ifSni^

k™W,fc,VTi
w

™

7

£^™1^„&lt;£l

wymTjej u m f e l ę t r S i doskonały smak SystycznyT
Janino Orynżyna,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6007" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5987">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/efc20cebbc0d37a9dcbf24da38dc59c3.pdf</src>
        <authentication>cd0c4aea3c25b7961b48966fb92eb980</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71651">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4950</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71652">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71653">
                <text>kultura ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71654">
                <text>kultura duchowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71655">
                <text>wota</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71656">
                <text>dewocjonalia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71657">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4589</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71658">
                <text>Wota srebrne/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71659">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.2; s.67-92</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71660">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71661">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71662">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71663">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71664">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71665">
                <text>Jacek

W

Olędzki

O

T

A

S

R

Popularne w pięćdziesiątych latach próby zawężonych
oznaczeń zakresu sztuki ludowej w Polsce ustąpiły, j a k
wiadomo, w latach późniejszych poszukiwaniom nowych
j e j dziedzin i określeniom w materiale zabytkowym
(m.in. archeologicznym) n u r t u , który można by nazywać
l u d o w y m . Prawdopodobnie na tej drodze w n i k l i w s z y c h
i poszerzonych badań konkretyzuje się pojęcie sztuki
ludowej w Polsce. Niemniej do dziś jeszcze zjawiska
artystyczne spoza głównego n u r t u rozwojowego sztuki
nie zostały dostatecznie odkryte

2

3

U. 1. Współczesne oftar-y; naszyjniki,
skiej, Jasna
Córa.

łańcuchy

В

R

N

E

zwala to sądzić, że wota stanowią wykształconą w dłu­
gim procesie przeobrażeń idei ofiary jej postać w y ­
bitnie symboliczną. Zawiera ona, j a k każda ofiara,
moment poświęcenia istocie czczonej pewnej wartości
materialnej. N i e m n i e j jest to najczęściej wartość drugo­
rzędna — symboliczna, ustępująca istotniejszej f u n k c j i ,
jaką jest plastyczny przekaz ze strony człowieka do
istoty czczonej prośby l u b dziękczynienia, ślubowania,
wyrzeczenia.

Przykładem może być prawie całkowicie zaniedbana
dziedzina sztuki dewocyjnej, pątniezej: wota. Poza nie­
l i c z n y m i opracowaniami malarstwa wotywnego z jednej
strony i z drugiej — w o t modelowanych w w o s k u , nie
m a m y właściwie i n n y c h prac na ten t e m a t . Natomiast
w literaturze obcej znajdują się i obszerne studia mono­
graficzne, i omówienia w opracowaniach ogólnych.
W nauce zachodnioeuropejskiej dziedzina ta włączona
została do badań sztuki ludowej już na początku X X w .
Pod nazwą wota, ex wota a u nas dodatkowo ofiary *,
występują rozmaite w y t w o r y o niejednakowych funkcjach
k u l t o w y c h czy w ogóle r e l i g i j n y c h . Z w s z e l k i m i w o t a m i
wiążą się jednak pewne momenty w i a r y , które jeśli
nie są zawsze te same, to przynajmniej podobne. Po-

E

:

Rozmaite wota wiąże też podobna zasada i n f o r m o w a ­
nia istoty czczonej przez człowieka. Wypływa ona z ogól­
nego rozumienia właściwości ontologicznych tej istoty,
jako przybliżonych t y m , które przysługują człowiekowi.
Istota czczona charakteryzuje się m.in. wyższą pojem­
nością. Stąd i umowność przekazu zawartego w określo­
n y m w o t u m znajduje pełne uzasadnienie wierzeniowe.
Pewne przedstawienia, które mogą wydawać się mało
znaczące, będą zawierały u k r y t e treści, nieraz o złożonej
wymowie. Treści te nie zawsze możliwe są do odkrycia.
Często pozostają tajemnicą, która znana była t y l k o
ofiarodawcy. W różnych przejawach tej umowności za­
w i e r a się mniej l u b bardziej i n t y m n y i bojaźliwy sto­
sunek człowieka do istoty czczonej. Zdaje się, że miarą
owej intymności i bojażnt była umowność określonych
przedstawień .

z cukierków

5

ofiarowane

przez dzieci

na ołtarzu M,B.

Częstochow­

�11, 2. Wyobrażenie gromu, element
okucia obrazu Sąd Ostateczny,
XVIII
w., blacha srebrna, dl. 16 cm. Sieradz,
kość, ss. Urszulanek.
II. 3. Wyobrażenie M.B. Chełmińskiej, blacha srebrna, 13,5 X IG cm. Na dole data 1757. Brak
znaków zlotn. Chełmno Pomorskie,
fara Wniebowzięcia
N.M.P., ołtarz Cudownej
M.B.
Chełmińskiej.

Formułowanie i u t r w a l a n i e określonych i n t e n c j i
umożliwia zjawisku natury wierzeniowej, j a k i m są wota,
przyjmowanie postaci artystycznej. Rozmaite też rodzaje
sztuk plastycznych wiążą się z odpowiednimi odmianami
wot.
Wola, o jakich chciałbym mówić, to twórczość z p o ­
granicza drobnej rzeźby niepełnej oraz g r a f i k i (rytównic twa na płytkach metalowych). Wykonywane
one
były rozmaitymi technikami metaloplastycznymi. Zależ­
nie od zasadniczego kształtu można nazywać je płytkami
m e t a l o w y m i , p l a k i e t k a m i albo f i g u r a m i z blachy. Może
i m również przysługiwać określenie: wota metalowe.
Nie będą t u jednak omawiane wota żelazne — w formie
rzeźby pełnej. Ze względu na tworzywo posługiwać się
będziemy określeniem: wota srebrne. Należy jednak
pamiętać, że do w y r o b u tych w o t używano i n n y c h
jeszcze metali. Bywały wota złote, pozłacane, a także
mosiężne posrebrzane i ze stopów imitujących srebro.
Wota srebrne, j a k każde inne, określa funkcja za­
wartego w nich przekazu, który przede wszystkim k i e ­
rowany jest przez ofiarodawcę do istoty czczonej. Prze­
kaz ten w przypadku w o t srebrnych jest stosunkowo
„najnośniejszy". Nie osłabiają go tak j a k w i n n y c h

rodzajach w o l silnie rozbudowane dodatkowe funkcje
informacyjne i kultowe. Z w o t a m i lepionymi w wosku
wiążą się momenty magii i l i t u r g i i kościelnej. Zdarzało
się, że w ramach rytuału obrzędowo-wotywnego złożone
na ofiarę woskowe figury przetapiano na świece do
ołtarza. W przypadku w o t nawiązujących do sztuki
hafciarskiej, tkackiej
czy umiejętności
krawieckich
(sukienki na figurach i obrazach, nakrycia ołtarzy) na
intencje przekazu nadbudowywują się momenty adoracji.
Dążenie to przesłania właściwą funkcję wota, przybie­
rając postać f a k t u z zakresu obyczaju l u b ceremonii
k u l t o w e j . Z kolei w malarstwie (wotywnym) kierunek
przekazu podstawowego bywa równoważony k i e r u n k a m i
dodatkowymi. Może np. występować silnie rozbudzona
potrzeba dotarcia treściami r e l i g i j n y m i do szerokiego
kręgu wiernych albo też manifestacji zdolności twór­
czych .
Podkreślić zatem należy, żo wota, o j a k i c h będziemy
mówić, wyróżniają się spośród i n n y c h nie t y l k o określo­
n y m i właściwościami m a t e r i a l n y m i , technicznymi, lecz
również stosunkowo najwyrażniejszym ujednokierunkowaniem zawartego w nich przekazu. Jak już w s p o m i ­
nałem, jest to kierunek podstawowy: ofiarodawca —
istota czczona.
e

�Г!. 4. Sw. Józef i Jezus, fragm. wotum — wyobrażenia
ŚŁC- Rodziny,
blacha
srebrz., usym. caloici:
21 &lt; 18 cm. Brak znaków slotu. Ofiarowane
1800 r, przez
kowską. Miedniewice,
kośc. iw.
Rodziny.

Jeśli zaś chodzi n pobudki społeczne, chęć wyrażenia
stosunku ofiarodawcy do najbliższego otoczenia, to każde
na ogół wota mogły służyć (emu celowi w jednakowej
mierze, niezależnie od właściwości m a t e r i a l n y c h i s t r u k ­
t u r a l n y c h '.
Fakt ujednokierunkow ania przekazu zawartego
w
określonych wotach ułatwia niezmiernie wszelkie próby
śledzenia przemian światopoglądowych of iarodowców,
pozwala na przyjęcie stwierdzeń uogólniających te prze­
miany. Nie trzeba zaś dowodzić, że mogły one wpływać,
i to w sposób zasadniczy. na artystyczny charakter w y ­
tworów.

4
mosiężna, poMarię ('homad-

zakresie miały jedynie klasztory. Stad też ws/.ti^.,. ....
ogół dawniejsze sanktuaria i zarazem miejsca ku!'.'.:
wotywnego lokalizują się tam, gdzie ważniejszo zgro­
madzenia zakonne .
N a terenie Polski przejawy k u l t u wotywnego
należy
wiązać z późniejszą fazą rozwojową życia r e l i _ i ' . , e - .
Wydawałoby się wiec. że ustalenie czasu, w K l o r v m
zaczął występować zwyczaj składania w o t . nie n o w i n m
napotykać większych trudności. Ale w świetle poprzed­
nich uwag o źródłach i ogólnym z a a w a n s o w a n i u p i w
badawczych uściślenie genezy tych zwyczajów n i p i«»«t
na razie możliwe. Na.jdoslępniejszym i najpelniei.siMu
nagromadzeniem wiadomości pozostają nadal s a i r i r 1поr y wot. Z oględzin tych zbiorów w y n i k a , że największa
popularność zwyczajów' w o t y w n y c h na terenie k r a j u
przypada na pierwszą połowę X V I I I w . Najwcześniej syp
z odnalezionych wot pochodzi z pierwszej
polowy
X V I I w . " Poza t y m istnieją dane archiwalne i relacje
ówczesnych pisarzy o powszechnym o f i a r o w y w a n i u wot
srebrnych i woskowych w drugiej połowie X V I w.'
:a

л

Na obszarze Europy zachodniej rozmaite ceremonie
w o t y w n e znane są we wczesnym średniowieczu . P r a w ­
dopodobnie z tych tez stron głównie wywodzą sio z w y ­
czaje, które poznajemy u nas. Istnieje duże p r a w d o ­
podobieństwo, żo przywędrowały one wraz z niektórymi
z a k o n a m i . U podstaw zwyczaju jest pojawianie sio
i rozwój popularności cudownych wydarzeń związanych
z określonym obiektem k u l t u . Nie trzeba podkreślać, j a k
w i e l k i e znaczenie w tej popularności odgrywała dzia­
łalność kościoła. Wymne.ain ona znacznego personalnie
udziału duchowieństwa. Pełne zaś możliwości w t y m
11

9

11

:l

Oprawą zwyczajów w o t y w n y c h bywają najczęściej
doroczne odpusty związano z k u l t e m świętych i świętami
osób boskich. Stwierdzenie to opieram o zgromadznne
obserwacje głównie w parafiach wiejskich, w mniejszym

�stopniu w ośrodkach pątniczych, Cudowne sanktuaria
wiążą się bardzo często, a być może najczęściej, z p o ­
stacią M a t k i B o s k i e j . Nie można jeszcze ustalić w
sposób ostateczny, jakie postacie świętych i jakie święta
były osnową różnych l o k a l n y c h uroczystości odpustowych
i związanych z n i m i zwyczajów w o t y w n y c h . Nie ulega
jedynie wątpliwości, że większość świętych najpopular­
niejszych w środowiskach ludowych należy do rodziny
opiekunów, przede wszystkim żywego
inwentarza .
Poza t y m wydaje się, że w rozwoju zwyczajów w o t y w ­
nych ważną rolę odegrał k u l t opiekunów zdrowia l u d z ­
kiego. A l e o r o l i tej można mówić głównie w stosunku
do ośrodków miejskich i rejonów bliskich i c h wpły­
wom 4
H

1S

Zwraca uwagę fakt, że zwyczaje wotywne nie wiążą
się u nas prawie zupełnie z głównymi świętami dorocz­
n y m i kościoła. Występują one natomiast wespół z u r o ­
czystościami święcenia t a k i c h np. d n i , j a k Przemienienie
Pańskie, św. Trójca oraz d n i M a r y j n y c h — Zwiastowa­
nia i Wniebowstąpienia. Być może, że związki te w y ­
pływały ze stopnia nasycenia i n n y c h świąt, przede
wszystkim właśnie głównych, wcześniejszymi f o r m a m i
k u l t u . Wiązanie się zwyczajów w o t y w n y c h z p e w n y m i
tylko świętami (nie pierwszego znaczenia) następowało
pod wpływem splotu okoliczności. Wchodziły w grę
takie okoliczności, które wzmacniały i urealniały akty
prośby, dziękczynienia, ślubowania, wyrzeczenia .
,IT

i
i
i
:s

Wota: II. 5. Wyobrażenie dziecka w powijaku na poduszce. Napis na powijaku:
„Ex voto V.G.AB
Haickclct
LB.
De Doners Marek O.Maji 1753. Blacha srebrna, 38 X 32 cm. Brak znaków złotn. Jasna Góra, skarbiec. I I . 6. Dziecko
w powijaku
przed kaplicą. W głębi — kościół w Czerwińsku (prawdop.
1. pol XVIII
w.), blacha srebrna, 25 X 40
cm. Brak znaków zlotn. Czerwińsk, kośc. Przemienienia
Pańskiego,

�II. 7. Sw. Wincenty, wyryta data 1758 г., blacha srebrna,
pod Okiem Opatrzności (prawdop. 2, pol. XVIII
w.), blacha

1Я X 12 cm. Sieradz, kośc. fis. Urszulanek. 11. 8.
Mies-r.nimi
srebrna, 15 X 14 cm. Chełmno, fara Wniebowzięcia Х.М l'.

W omawianej kategorii w o t nieczęsto spotyka się
na ogół obiekty wykonane przez samego ofiarodawcę .
Jest to twórczość ścisłe zrośnięta z cechowym rzemiosłem
miejskim. Wskazuje na to przede w s z y s t k i m rodzaj
stosowanego
surowca, sposób wykonania
obiektów,
wreszcie ich strona ideowo-formalna. Poza t y m w w i e j ­
skich ośrodkach k u l t o w y c h wota srebrne występują n a ­
der sporadycznie i niewątpliwie nie były t a m wyrabiane.
Ofiarodawcy musieli zdobywać wota w miastach, w któ­
rych znajdowały się warsztaty złotnicze.

listycznie aniżeli w Czerwińsku l u b Miednicvi-i. - -«-ь
i Kodniu.
Już od pierwszej połowy X V I I w. występują w u m a ­
wianych ośrodkach ustalone f o r m y wot. Nahv.a &lt;)'
nich: 1) samoistne przedstawienia osób świętych . &gt;&gt;••-kich właściwych dla określonego miejsca k u l t u ( i l - 'i. i ,
2) samoistne wyobrażenia intencji pod postacią
zwierząt, organów ciała ludzkiego (il. 5), 3) p:.!..&gt; л
przedstawienia osób świętych i boskich z intcnc.tanu
(il. 7). Wydaje sic. że dwa pierwsze rodzaje wr&gt;t т » м - я
uznać jako wzory podstawowe. Który z nich jesl
niejszy — t r u d n o powiedzieć. W X V I w . r o z p " " " "
niony zdaje się już być zwyczaj pokrywania \"-"
'
p a r t i i obrazów odpowiednio modelowanymi w
srebrnej l u b złotej f i g u r a l n y m i przedstawieniem• » - ч . - . .
zarówno koncepcyjnie, jak i technicznie pod:; -:::'
o w y m wotom symbolizującym konkretne intencje •;! : ' i
Nie można jednak zapominać, że w t y m samym x v i v;
leciu i znacznie wcześniej szeroko rozpowszechni'!"-'
grafika dewocyjna. Miedziorytnicze płytki z pi... .: -ło­
wieniami obrazów słynących łaskami były prawusame j a k wota ukazujące w sposób samoistny | . &gt; - - . . •
święte i boskie. Dlatego też nie można - w y k l i n . .
obydwa z t y c h najprostszych wzorów pojawiły - i . . :i&lt; •
zależnie, w t y m samym m n i e j więcej czasie. &gt;!:••••••'-•
wota, w których nastąpiło powiązanie w i z e r u n k u -иni-,
czczonej z właściwym wyobrażeniem intencji, -.ą n i e wątpliwie późniejsze
Na osobną uwagę zasługują zasady dekoracji
które w^ykonane zostały w formie prostokątnych jjUU-k
Na blisko 1000 przejrzanych obiektów zaledwie
naście nie miało dekoracyjnie wykonanego obrzeżema.
Pośród tych „dekorowanych" w o t można wyróżnić urupy
1) równorzędnego t r a k t o w a n i a obrzeżenia z włascuw m
tematem wota i 2) podrzędnego, kiedy w całości к.мпуzycji obrzeżenie spełnia wyraźnie uzupełniając; i n;t\
(il. 4, (i).

1й

Trudno obecnie dostarczyć bliższych danych o twór­
cach wot. W materiałach a r c h i w a l n y c h można odnaleźć
z jednej strony wiadomości o samych wotach i z drugiej
0 złotnikach (srebrnikach). Nic udało się jednak natrafić
na zestawienie t y c h wiadomości razem tak, aby z nich
wynikało, że określone wota wykonane były przez
ściśle oznaczonego rzemieślnika . Brak jest dotychczas
podpisu twórcy pełnym imieniem i nazwiskiem. Być
może nie było w zwyczaju pozostawianie tego rodzaju
śladu przynależności warsztatowej. W większych ośrod­
kach pątniczych, takich np. jak Chełmno Pomorskie
l9

1 Częstochowa, występują niekiedy na wotach ślady
cech i prób złotniczych. W mniejszych natomiast ośrod­
kach, j a k Czerwińsk, Miedniewice, Prostyń, Sieradz,
w podobny sposób znakowane wota występują bardzo
r z a d k o . Jeśli przyjąć, że ślady znaków złotniczych są
świadectwem znaczenia i sprawności określonych orga­
nizacji rzemiosła cechowego, wówczas zróżnicowanie to
jest zrozumiałe. Dowodziłoby ono zarazem, że w m n i e j ­
szych ośrodkach istniały większe swobody prawne dla
warsztatów parających się wytwórczością wot. Prawdo­
podobnie w tych też ośrodkach mogły prosperować nie
rejestrowane warsztaty osławionych „partaczy". Przy­
puszczenie to potwierdzałby charakter samych wot.
W takich ośrodkach j a k Chełmno łub Częstochowa są
one w mniejszym stopniu zróżnicowane technicznie i sty­
20

Ł

1

, b

�Spoza tych podstawowych ustaleń wyłaniają sic pew­
ne spostrzeżenia określające sposoby realizowania przez
warsztaty złotnicze zamówień, które, j a k można się
domyślać, były silnie zróżnicowano nie t y l k o określo­
n y m i intencjami ofiarodawców, ale także przecież ich
możliwościami m a t e r i a l n y m i . Obok wot w y r a b i a n y c h
masowo według jednego wzoru realizowano wota po­
jedyncze, takie, j a k i c h żądał ofiarodawca (ił. 4, 10, 6) .
Są to dwie skrajności, które najprawdopodobniej w y ­
łoniły się w większych Ośrodkach pątniczych na tle
prostych ekonomicznych dążności. Chodziło o sprostanie
licznym i podobnym zamówieniom nie najwyżej w y ­
nagradzanym oraz zamówieniom zbiorowym, określonych
kompanii pielgrzymów, a także i n d y w i d u a l n y m tych
jednostek, których zamożność l u b szczególne intencje
nie krępowały w decyzjach. Są to, jak powiedziałem,
skrajności, które dochodziły do głosu przede wszystkim
w większych ośrodkach pątniczych . Bez porównania
bowiem częściej, aniżeli wota wykonane w całości zgod­
nie z zamówieniem ofiarodawcy, spotyka się rozwiązania,
w których płytka na obrzeżeniu i w miejscu w i z e r u n k u
istoty czczonej powtarza pewien obiegowy wzór, nato­
miast jest ona uzupełniona k o n k r e t n y m przedstawieniem
intencji ofiarodawcy (il. 8, 9).
M

24

W t y c h „kombinowanych" wotach sposób wykonania
obrzeżenia i niekiedy również właściwego w i z e r u n k u
istoty czczonej jest inny zupełnie niż samej intencji.
Różni j e rodzaj konwencji formalnej. M a m y nieraz
wyraźne przykłady wykorzystania wzorów ikonograficz­
nych i ornamentacyjnych z i n n y c h wyrobów złotniczych,
renesansowych,
barokowych,
a także
późniejszych.
Związki te występują prawie wyłącznie w w a r s t w i e
motywów stałych: dekoracji na obrzeżeniu i przedsta­
wień postaci świętych i boskich. Najprawdopodobniej
posługiwano się przy t y m kopią (ił. 4, 5, 10—12). Jest to
widoczne w samej technice wykonania, zazwyczaj bar­
dziej rozwiniętego tłoczenia czy nawet odlewu. Natomiast
własnym rozwiązaniem twórców są na ogół niektóre
wyobrażenia intencji. Realizowane są one najczęściej
w skromniejszej technice repusowania l u b r y t u i p u n k ­
towania. Owo swoiste aktualizowanie półfabrykatów
wot do określonych zamówień nie było całkowite. T y l k o
niektóre, najprawdopodobniej więcej wynagradzane za­
mówienia, znajdowały pełniejsze rozwinięcie zleconego
tematu. W podstawowej większości przypadków sprowa­
dzano temat intencji do pewnych konwencjonalnych
motywów wyrażających najważniejsze momenty ofiary.
A więc takie пр., j a k gesty pokłonu i uniesienia r e l i ­
gijnego, stan społeczny i płeć postaci, zakres prośby

�czy dziękczynienia (liczba przedstawionych postaci) ( i l .
12—16). Stad też poszczególne rozwiązania mogły być
wykorzystywane do zasadniczo różnych intencji, jeśli
t y l k o owe intencje miały pewne cechy wspólne.
Można przypuszczać, że twórcom w o t towarzyszyła
w pracy stała troska, aby zbytnią aktualizacją treści
zamówienia nie przysporzyć nadmiernych czy nawet
dodatkowych trudności. Dążenie to można prześledzić na
przykładach w i e l u obiektów z t y c h wszystkich ośrodków
rzemiosła, które nastawione były na masową realizację
zamówień. Pod t y m względem wota złotników i r y t o w ­
ników różnią się dosyć wyraźnie od analogicznych p r z y ­
kładów twórczości malarskiej. W tej ostatniej istniały
niewątpliwie pełniejsze i zarazem swobodniejsze możli­
wości wypowiedzenia się, nie były bowiem krępowane
tak silnie właściwościami technicznymi przedmiotu.
Pochodzenie, pozycja społeczna ofiarodawców w o t
srebrnych, przedmiotów niekiedy dużej wartości, aby nie
powiedzieć drogocennych, pozornie t y l k o wydaje się
oczywista. Okazało się пр., że niektóre, nawet najcen­
niejsze, wota (dużych rozmiarów, wykonane ze znacznych
p o r c j i srebra) mogą mieć fundatorów zbiorowych. I s t n i e ­
ją dowody składania takich właśnie w o t przez uczest­
ników kompanii-pielgrzymek do miejsc c u d o w n y c h
(il. 15, 17). Dotychczas udało się ustalić, iż pielgrzymi
ci pochodzili z miast, miasteczek. Nie jest jednak w y ­
kluczone, że zbiorowo fundowane wota pochodziły także
z niektórych rejonów wiejskich, t y c h пр., gdzie nie
obowiązywały surowe uzależnienia pańszczyźniane. I d l a ­
tego też nie wydaje się całkowicie pewne, że wota
srebrne, w odróżnieniu od woskowych, związane były
p r a w i e głównie z warstwą „bogatą" dawnego społeczeń­
stwa polskiego . Na w o t u m o f i a r o w a n y m przez k o m p a ­
nię z Pleszewa do Częstochowy przedstawieni są ludzie
25

M

10

I I . 9. Wotum — M.B. Chełmińska i postać klęcząca, wy­
ryta data 1741, płytka srebrna, 14 X 10 cm. Brak znaków
zloin, Chełmno, jara. II. 10. Wotum
— s~w. Rodzina,
1800 г., blacha mosiężna posrebrz.
Brak znaków złotn.
Miedniewice,
kośc. Św. Rodziny. II, 11. Drzeworyt
z 1671
г., wierna kopia obrazu iw. Rodziny w
Miedniewicach.

w strojach, w j a k i c h z w y k l i występować przedstawiciele
plebsu miejskiego ( i l . 17). Na i n n y m w o t u m pochodzącym
z Zakroczymia, o f i a r o w a n y m z powodu klęski pożaru
tego miasta, pośród wizerunków prawdopodobnie k u p ­
ców, którzy ratują z płomieni ciężkie k u f r y , przed­
stawiono również ludzi dźwigających na głowach nie­
w i e l k i e tobołki (okładka).
Od połowy X I X w . uczestnictwo ludności wiejskiej
i niezamożnych w a r s t w m i e j s k i c h w omawianych z w y ­
czajach stało się zjawiskiem powszechnym. W t y m j e d ­
nak czasie, dzięki wytwórczości fabrycznej, wota p r z y ­
jęły postać równorzędną z wieloma łatwo dostępnymi
dewocjonaliami .
гт

Byłoby więc uproszczeniem przyjmowanie ogółu ofia­
rodawców wot srebrnych z X V I — X V I I w. j a k o t y c h
najbogatszych reprezentantów ówczesnego społeczeństwa.
Istnieją obok dużych rozmiarów płyt, w y k o n a n y c h ze
znacznym nakładem środków i pracy, cienkie blaszki
mosiężne, posrebrzone t y l k o jednostronnie.
We wszystkich poznanych zbiorach wot natrafiamy
na przedstawienia postaci w żupanach z w i e l k i m i szabla­
m i u pasa. Mają one wysoko pod golone głowy. To nie­
wątpliwie w i z e r u n k i ówczesnej szlachty ( i l . 18—20). Nie
wydaje się jednak, aby wśród nich nie było przedsta­
w i c i e l i szlachty szaraczkowej. Poza t y m na pewno zda­
rzali się ofiarodawcy z kręgu ludności chłopskiej, j e j
najbogatszego odłamu. Na to wskazują przede wszystkim
tematy gospodarcze. Wiadomo zaś, że właśnie te tematy

ii

�13

•л

są najbardziej reprezentatywne dla chłopskich w o t wos­
kowych .
2Я

Tematy gospodarcze w wotach metalowych, w t y m
ich zasobie, j a k i udało się poznać, należą do stosunkowo
najrzadszych . Jak dotąd nie udało sio odnaleźć miejsc
k u l t u wotywnego wykraczających swoim
znaczeniem
poza kręgi l o k a l n y c h parafii wiejskich, w których spra­
wy gospodarcze byłyby podstawowe. Warto przy t y m
zaznaczyć, że w krajach zachodnich i południowych
Europy miejsca takie występują często. Przedstawienia
koni, krów, owiec i innych zwierząt w wotach metalo­
w y c h należą tam do najpopularniejszych ( i l . 21—25).
W Polsce wota srebrne znajdowały się pod oddziaływa­
niem przede wszystkim zainteresowań zdrowiem czło­
wieka i jego sprawami osobistymi. Mogą to być sprawy
serdeczne, rodzinne, to znów bytowe, losow'e. W cza­
sach u t r z y m y w a n i a się zasadniczych różnic społecznych
te ogólnoludzkie problemy nie wyrażały prawdopodob­
nie w pełni najbliższych postulatów życiowych społecz­
ności nazywanych l u d o w y m i . Zawierały one momenty
uczuć, zainteresowań, które dla tych społeczności mogły
być niedostępne, aby nie powiedzieć obojętne.
29

Nie

znaczy

jednak,

że

swoisty

utylitaryzrn

magii

w tematach gospodarczych w o t znajdował w yznawców
tylko w kręgu ludności chłopskiej. Oto znamienne w y ­
znanie na w o t u m z 2. połowy X V I I I w. Pochodzi ono
od pana wiosek Tylicza i w i n n i c w ziemi chełmińskiej:
„Winnyc i Tylic Matko ukłon daią
Tcze kłosy ciesąe pomoci zadaią
Oddal wzniesioną Twą Ręką zarazy
Wroc plon wyniszcz nią wszelkie w zbożach skazy
Niech złość Czartowska i z Ludzką ustąpi
Tak zebrze Miłosierdzia Twoiego
Najniższy Ponóżek Bogusław K i l n o w s k i " .
Można domyślać się, że na podobnych przesłankach
w i a r y w gotowość istoty czczonej do pozytywnej inge­
rencji w sprawy f o l w a r k u opierają się wota — w y ­
obrażenia popiersi fundatorów, możnych panów, obok
przedstawień pełnych figur k o n i i krów (il. 27). Dla
badacza k u l t u r y ludowej ta naiwna postawa świato­
poglądowa przedstawicieli w a r s t w u p r z y w i l e j o w a n y c h
ma duże znaczenie poznawcze. Jak wiadomo, jej pełne
rozwinięcie czy też rozpowszechnienie poznajemy' w
czasach współczesnych, w w i e l u zwyczajach ludności
chłopskiej. Przekonanie więc o wyłącznie środowiskowej
genezie tej postawy może być m y l n e
:

�II. 12. Wotum — wyobra­
żenie M, Boskiej
i postaci
kobiecej
(prawdop.
2. pol.
XVIII
w.), blacha mosięż­
na, 19 X 14 cm. Brak zna­
ków zlotn. Sieradz, kośc.
ss. Urszulanek. II. 13. Wo­
tum, woskowe — w y o b r a ­
żenie postaci
ludzkiej
ze
złożonymi
rękami,
brak
dolnej części, 2. poł.
XVIII
w.
Grodzisko
k/Ojcowa,
kaplica
Bł. Salomei.
Ob.
PME Warszawa. II. 14. M.
Boska
oraz postacie
ko­
biety
i mężczyzny,
pol.
XVIII
w., blacha
srebrna,
17 X 17 cm. Brak znaków
zlotn. Chełmno, jara.

14

Wota odnoszące się do spraw budowlanych i r-A\A\czych nie wyczerpują w całości zainteresowań tiospodarczych, materialnobytowych, jakie dochodzą do głosu
w suplikacjach i dziękczynieniach ofiarodawców. .Na
obecnym etapie badań nie można jeszcze ustalić polne­
go zakresu tych zainteresowań. Niemniej nasuwają
spostrzeżenia pozwalające mówi'', że w twórczości wo
t y w n e j znajdowały odzwierciedlenie niektóre lokalne
odrębności gospodarcze k r a j u . Do takich przypuszczeń
upoważniają między i n n y m i przedstawienia łodzi i stat­
ków. Natrafiono na nie w zbiorach wot Czerwińska
i Chełmna, ośrodkach położonych na ważnym szlaku
h a n d l o w y m Wisły. Szczególnie piękne i sugestywne jest
w o t u m z Czerwińska. Na stosunkowo niewielkiej pb-toe
o szerokim dekoracyjnym obrzeżeniu przedstawiona za­
stała łódź na sfalowanej powierzchni wody. Wyraźne
skierowanie uwagi na tę właśnie wode sugeruje okreś­
loną intencję — prawodopodobnie prośbę o ochronę
przed niebezpieczeństwami pracy na rzece (il. 26).
W i n n y m ośrodku w o t y w n y m , w .Miedniewicach,
zwraca uwagę swoiste przetworzenie tematu 'znanego
w ikonografii kościelnej, j a k i m jest św. Rodzina przy
stole. Sam cudowny obraz w m i e d n i e w i c k i m kościele

MIw-- .' '
w
i .
i '•
•
:

i ..

i {&gt;.•.;.-.-• . w nastroju mistycznego p rzęży •i
• Taki zamysł widoczny jest
. J '
. ': Логика, w dostojeństwie M a r i i
• •, Ń4- Józefa. Przedmioty na stole
- j .lawet nie najbardziej czytelne.
.

. &lt;,x-,nssści określonych elementów
jest zupelnio inaczej. Nicwątp!. - '• • ' : , e i \i . r r ^ v a n e na przedstawieniu endowr.i'i, : !&gt;'.•!, - j &gt;,'ier.m:e? dostrzega się, że nie chodziło
o ukri/.;in:e mistycznemu przewidywania Chrystusowej
ofiary. Wlaśi i w * «*-sty i jednoznaczność wyrazów twarzy
zostaly zagubione. Natomiast nabrały głównego znacze­
nia ..dary boże", które występowały na stole. O tenden­
cji r y w i n I i ' o w a r ^ n rrt^yfrr.-eh
prawd wiarv r.aizvwir
przekonutą wota. na kiórych (pod przedstawieniem stołu)
pojawia sio postać ofiarodawcy albo t y l k o nogi. Mogło
w tych wotach chodzić o najprostsze wyrażenie prośby
o pełen stół względnie o ukazanie związku między do­
statkiem a zdrowiem proszącego — zdrowiem jego nóg
(il. 4, 9, ID—11, 29).
4

•

ł

'

5

31

Motywy swoistej poufałości przy jednoczesnym uzna­
niu wszeehclobroci i wszechmożnośei istoty, której zło­
żono zosfnlo w o t u m , nie jest odbiciem jedynie obowiozu-

�Wota: П. 15. M.B. Częstochowska i
przewodnicy
pielgrzymki,
na dole napis: „Ofiara
Campanj
Kempisky"
(prawdop. 2. pol. XVIII
w.), blacha
srebrna, 23 X 10 cm. Brak znaków zlotn.
Jasna
Góra, ołtarz M.B.Cz. II. 16. Wyobrażenie
rodzi­
ny pod Okiem Opatrzności, blacha srebrna. Na
odwrocie
napis: „Ofiara J . Naymav
1823". W
dolnym prawym rogu znak złotnika z Warsza­
wy T. Klimaszewskiego,
jego godła (owca) oraz
próba 12-lutowego
srebra* 23 X 19 cm.
Jasna
Góra, ołtarz M.B.Cz. U. 17. Fragm.
przedstawie­
nia pielgrzymki.
Jasna Góra, ołtarz M.B.Cz.

jącej postawy światopoglądowej w X V I I I w. Zdarzają
sio również wota, w których wizerunek
cudownego
obiektu zastąpiony został okiem opatrzności — symbo­
lem Trójcy Świętej — jedynego Boga. Pojawiają się
zarazem, np. na ołtarzach Najświętszej Panny M a r i i ,
wota z przedstawieniem samego Zbawiciela l u b po­
p u l a r n y c h postaci świętych
(il. 29—33). Znamienne
jest w o t u m złożone w Częstochowie przez pielgrzymów
z Pleszewa. Na płytce dużych rozmiarów, w górnej
części na środku, znajduje się wizerunek M a t k i Boskiej
Częstochowskiej. Przez całą szerokość p a r t i i dolnej roz­
ciąga się przedstawienie p i e l g r z y m k i . Natomiast po­
między jednym i d r u g i m znajdują się wyobrażenia Św.
Jana Nepomucena i św. Floriana. Jak wiadomo, są to
opiekunowie od żywiołu ognia i wody (il. 17, 32).
22

W przedstawionych przykładach rysuje się postawa
uczuć w jakiś sposób abiwalentnych wobec głównej po­
staci k u l t u wotywnego. Naiwne rozumienie wszechmocy
istoty czczonej, z poprzednio omawianej postawy, ustę­
puje jak gdyby poczuciu istnienia h i e r a r c h i i w świecie
niebiańskim, hierarchii znaczenia i powiności istot świę­
tych i boskich. Wydaje się, że postawa ta jest stosunko­
wo najbardziej reprezentatywna dla w o t z końca X V I I I
i z X I X w. Nie jest wykluczone, że została ona w y ­
kształcona na tle rodzącego się k r y t y c y z m u i ogólnej
refleksji nad założeniami w i a r y .
W wotach z 2. poł. X I X w. śledzić można rozwój,
najprawdopodobniej, momentów pokory, podporządko­
wania się w y r o k o m boskim. W dawnych intencjach
przeważała nad dziękczynieniem prośba, np. oczekiwania
i n t e r w e n c j i w sprawy doczesne. Samo zaś dziękczynie­
nie przyjmowało charakter p r e w e n c y j n y . Jeśli dobrze
rozumieć sens przedstawień, to w najpóźniejszych w o ­
tach prawdopodobnie zanika częściowo formuła otwar*
33

tej i prostej w i a r y w całkowitą stosowność czy może
nawet znaczenie prośby o rzeczy realne. Pojawiają sic
w t y m czasie np. prośby o przyjęcie do niebios najbliż­
szych zmarłych. Popularne stało się w o t u m z przedsta­
w i e n i e m dziecka w trumience. Wcześniej, w X V I I I w.,
dzieci ukazywane były w p o w i j a k u . Warto przytoczyć
napisy z tych wot nowej postaci:
„Andrzej

Szymański Urodził się d:za

Mca:T ist:Ro:182f)
J

Umarł d : 15 M c u : Czerw: Ro: Ш 5 " "
3

„Przed w y r o k i e m T w o i m
korne schylamy

Panie

czoła 1882" .
35

Jednocześnie zyskuje w t y m czasie znaczenie najpo­
pularniejsze w o t u m — przedstawienie serca gorejące­
go. W zbiorach częstochowskich często można spotkać
wota — wiele serc złączonych w całość (il. 35). Mogą
one symbolizować' członków rodziny i sprawy, wobec
których zachodzi potrzeba dziękczynienia. I w t y m w y ­
padku odzywa się m o t y w ofiary rozumianej w najsu­
rowszy sposób. Siedem serc połączonych na jednej płytce
oznaczonych zostało inicjałami i dopiskiem: sieroty.
W w i e l u tych wotach wyobrażających serca gorejące w y ­
czuwa się postawę ofiarodawców pokornych, podporząd­
kowujących się wszelkim w y r o k o m boskim.
Na osobną uwagę zasługują wota — ręce i dłonie.
Nie p o t r a f i m y dokładnie powiedzieć, j a k i e każdorazowo
treści kryją się pod t y m i symbolami. Na pewno wota te,
podobnie j a k wyobrażenia innych jeszcze części ciała
(nóg, uszu, oczu, nosa, języka), wiązały się ze sprawa­
m i zdrowia (il. 34). Niektóre z nich (oczy, nogi) znane
były we wczesnych okresach zwyczajów w o t y w n y c h .
Pojawiały się one z okazji nadzwyczajnych uzdrowień,
jak również w intencji oczekiwanego uzdrowienia. Nie­
mniej zwraca uwagę fakt, że spośród pozostałych s y m ­
boli ęiala ludzkiego właśnie ręce należą do szczególnie

�popularnych wot. W X I X w. występują one prawie t a k
często j a k wota serca. Być może, że w pewnych okolicz­
nościach nic były one ofiarowywane w związku z do­
legliwościami rąk. W zbiorach częstochowskich istnieje
spora ilość wot-dłoni w y k o n a n y c h z cienkich blach
mosiężnych, przy t y m niedbale uformowanych. Obok
nich zdarzają się dłonie i całe ramiona — obiekty w y ­
sokiego kunsztu rzemieślniczego. Są to wota nieraz
dużych rozmiarów, wykonane ze znacznych ilości srebra
(il. 34). Prawdopodobnie więc w w y p a d k u jednych i d r u ­
gich intencje wykraczały poza zwykłe zainteresowanie
zdrowiem. Można dopuszczać możliwość rozumienia dło-,ni, ramienia, jako symbolu przymierza, bliskiego s y m ­
bolowi serca.
Pod koniec X I X w. rozwiązany został problem t r u d ­
ności technicznych przystosowania masowej
wytwór­
czości wot do rozmaitych sytuacji i treści ofiarowania.
W sposobie przedstawienia ofiarodawcy zachowana zo­
staje postawa na klęczkach, ale zanika gest rąk unie­
sionych wysoko do góry i rozpostartych ramion. Figury
mają dłonie złożone przy sobie, j a k do pacierza i różań­
ca. Poszczególne postacie oddzielone zostały od tła, w y ­
stępują pojedynczo. Umożliwiło to produkowanie wot
nie t y l k o na potrzeby określonego ośrodka k u l t u , lecz
wszelkie ich odmiany. Poza t y m z tych pojedynczych
postaci łatwiej było montować układy wyrażające właś­
ciwe intencje ofiary. Oczywiście innowacja ta możliwa
była dzięki zmianie dawnych rzemieślniczych f o r m w y ­

17

twórczości na fabryczne. Dzisiaj te uproszczenia poszły
jeszcze dalej. Zakłady A r s Christiana wyrabiają t y l k o
jeden gatunek w o t : serca gorejące. Mają one k i l k a usta­
lonych wielkości i zależnie od tego są tańsze l u b droższe.
Warto powiedzieć, że w i n n y c h krajach europejskich,
np. we Włoszech, a szczególnie w Grecji, nie obserwuje
się j a k u nas procesu stopniowego zanikania w i e l u t r a ­
dycyjnych symboli w o t y w n y c h . Przeciwnie, w krajach
tych nastąpiło w najnowszych czasach, w okresie k i l k u ­
dziesięciu lat, wzbogacenie t r a d y c y j n y c h wyobrażeń z u ­
pełnie n o w y m i . Nie do rzadkości należą np, w o t a samochody, motocykle i rowery. Pojawiły się wota ofia­
rodawców we współczesnych strojach, m.in. mężczyzn
w mundurach wojskowych, z k a r a b i n a m i , wreszcie wota
symbolizujące mieszkanie — klucze . W tej odmienności
rozwoju symboli w o t y w n y c h znajdują niewątpliwie od­
bicie ogólne przemiany światopoglądowe społeczeństwa.
Gdyby nie rozwijające się u nas w najnowszych cza­
sach rozmaite f o r m y k u l t u , przypominające pewne m o ­
menty obyczajów w o t y w n y c h , można by powiedzieć, że
społeczność katolicka Polski reprezentuje dziś głębsze
i pełniejsze rozumienie w i a r y aniżeli wymienione w y ­
żej analogiczne społeczności Grecji l u b Włoch .
,e

37

Pojawienie się w 2. poł. X I X w. fabrycznych f o r m w y ­
twórczości w o t było bezpośrednią przyczyną zubożenia
ich wartości artystycznych. W miarę j a k następowała
stopniowe ograniczanie rodzajów określonych przedsta­
wień wota utraciły te wartości. Brak dotąd materiałów

�dotyczących początków występowania tej dziedziny sztu­
k i w Polsce zakreśla granice prowadzonych rozważań
do stosunkowo wąskiego okresu (od 2, pol. X V I I w. do
polowy X I X w.).

18

19

It. 18. Fragra. Wotum —- przedstawienia
szlachciców,
prubo blacha srebrna, wym. całości 24,5X23 cm. Brak
znaków zlotn. Na odwrocie napis: „Jry Mość Pani Ka­
tarzyna Rzechowska
Podczaszyna
Różańska Ofiarowała
to Volvm
do tego Kościoła Za pierwszego
Małżonka
Swego I Mć i Pana Jana Górskiego у Stanisława Syna
stolnika
Zakroczymskiego
Roku Pa 1721". Czerwińsk,
kośc. Przemienienia
Pańskiego. 11. 19. Wotum — szlachcic
pod. koroną, symbolizującą Cudowną (Koronowaną) M.B.
Chełmińska, pol. XVIII
w., blacha srebrna, IG X 14 cm.
Brak znaków zlotn. Chełmno, fara.
78

Przystępując do rozpatrzenia wartości artystycznych
wot, należy stwierdzić na wstępie, że w okresie u t r z y ­
m y w a n i a się rzemieślniczych f o r m wytwórczości, t j . do
polowy X I X w., jest to twórczość niejednolita. Zróżnico­
wanie charakteru pracy złotników, które uwidocznia się
w samych w y t w o r a c h , możemy zaobserwować nawet na
przykładzie zbiorów pochodzących z jednego ośrodka.
Poza t y m zwraca uwagę fakt, że to zróżnicowanie,
o którym już wcześniej wspominałem, rysuje się szcze­
gólnie jaskrawo w ośrodkach niepierwszoplanowej waż­
ności czy popularności. Uwidacznia się ono nie tyle
w w a r s t w i e ideowej, tematycznej, ile w formalnej. P r z y j ­
rzyjmy się dla przykładu wotom z Czerwińska. W y b r a ­
ne do porównań egzemplarze reprezentują dwa odrębne
warsztaty. Do warsztatu pierwszego, j a k się wydaje,
można zaliczyć kilkanaście w o t spośród przeszło stu
sztuk, znajdujących się w zbiorach kościoła. Wybrane
egzemplarze wyróżniają się t a k i m i podstawowymi cecha­
m i , j a k wielkość, grubość i rodzaj użytego surowca.
Można o nich powiedzieć, że są to niewątpliwie „cen­
niejsze" wota. I c h ofiarodawcy to przedstawiciele w a r ­
stwy szlacheckiej, a w j e d n y m w y p a d k u fundatorzy
w o t u m zbiorowego — mieszkańcy Zakroczymia. Przed­
stawienia we wszystkich t y c h wotach wykonane są
techniką repusowania, odlewu (obrzeżenie) oraz r y t o w nictwa (partie centralne). Przy pomocy r y t u oznaczone
zostały intencje w o t : wyobrażenia postaci ludzkich,
a w j e d n y m w y p a d k u płonącego miasta. Obrys p r o ­
wadzony jest linią zamaszystą, płynną, która przy
pewnych detalach, t a k i c h n p . j a k smugi d y m u albo
obrys torsu szlachcica, daje efekt arabeski czy zamie­
rzenia dekoracyjnego (il. 18, 37). Uzupełnieniem ob­
rysu są cieniowania, dokonywane poprzez z w i e l o k r o t ­
nienie krótkich zdecydowanych cięć. I c h k i e r u n k i i n a ­
pięcie jest bogato zróżnicowane. Twórcy, a może twórca
tego warsztatu ukazując określono postacie poświęcał
uwagę przede w s z y s t k i m i c h strojom, nie pomijając delali k r o j u i przybrania. Starał się jednak również u k a ­
zać w y r a z twarzy f i g u r y i właściwy gest błagania l u b
dziękczynienia, a w przedstawieniu płonącego Zakroczy­
mia także gesty lamentacji. Wśród f i g u r ratujących m i e ­
nie można dostrzec łatwość ukazywania człowieka w
ruchu. B r a k jest też „błędów" w zachowywaniu p r o ­
porcji i układu anatomicznego figur. Kompozycja ca­
łości jest swobodna, ze znajomością ujęć perspektywicz­
nych.
Warsztat d r u g i reprezentuje k i l k a prostokątnych pły­
tek i jedna figura serca. Wszystkie egzemplarze są m a ­
łych rozmiarów, z cienkiej blachy srebrnej l u b g r u b ­
szej mosiężnej i t y l k o jednostronnie posrebrzanej. K r a ­
wędzie poszczególnych w o t ozdabia skromny, wąski
szlak półkolistych tłoczeń l u b zygzakowatych płytkich
nacięć. Właściwe przedstawienia, podobnie jak w po­
przednich wotach, są rytowane. Obrys nosi ślady n i e ­
równości, j a k b y został wykonany rylcem o tępym ostrzu.
Przedstawienia dotyczą ludzi oraz zwierząt gospodar­
czych ( i l . 25, 38, 39). W j e d n y m w y p a d k u mamy ozna­
czoną t y l k o t w a r z człowieka. Oszczędność przedsta­
wienia jest aż t a k znaczna, że wzbudza zastanowienie
nad b r a k i e m wymagań ofiarodawcy. W i n n y c h wotach
przedstawione zostały całe postacie, ale również w spo­
sób daleko posuniętej umowności, z „błędami" w zacho­
waniu proporcji i właściwego układu anatomicznego.

J

�M i m o np. profilowego ujęcia f i g u r y t w a r z j e j , t a k j a k
w poprzednim w o t u m , ukazana jest na wprost. T y l k o
w przedstawieniach zwierząt zajęły autora bliższe szcze­
góły (rogi, sierść, wymiona). Kompozycje nie p r z e k r a ­
czają dwóch przedstawień i zawsze skrępowane pozostają
symetrycznym układem lub zwielokrotnieniem określo­
nego elementu plastycznego ( i l . 25).
Można zatem powiedzieć, że w małym ośrodku, t a ­
k i m j a k Czerwińsk, działały w X V I I — X V I I I w . warszta­
t y złotnicze o zasadniczo różnych możliwościach tech­
nicznych i artystycznych. Z jednej strony był warsztat
nieskrępowany większymi trudnościami technicznymi,
nie uchylający się przed epickimi ujęciami, z drugiej
zaś warsztat przejawiający umiejętności mniejszej skali,
oparte na uproszczeniach prowadzących do syntetyzują­
cych skrótów i niezwykle l a p i d a r n y c h ujęć.
Podobne zróżnicowanie, chociaż nie tak samo wyraź­
ne, obserwujemy na przykładzie w o t z pozostałych
ośrodków: Sieradza, Nieszawy, Chełmna, Miedniewic
oraz Częstochowy. W każdym z t y c h ośrodków n a t r a f i a ­
m y na dowody koegzystencji w X V I I — X V I I I w. warszta­
tów o krańcowo różnych możliwościach technicznych
i artystycznych. W większych zaś ośrodkach, t a k i c h np.
j a k Częstochowa i Chełmno, występują ponadto wota.

których w a l o r y ideowo-formalne nakazują zdecydowa­
nie zaliczać je do n u r t u twórczości elitarnej.
Fakt, że twórczość w o t srebrnych rozwijała się w
mniejszym stopniu pod wpływem zamówień środowisk
l u d o w y c h aniżeli środowisk społecznie i ekonomicznie
uprzywilejowanych, nie powinien przesłaniać i n n y c h m o ­
mentów istotnych dla jej charakteru. W X V I I I w., a t y m
bardziej w okresie wcześniejszym X V I I w., rozbieżności
wyobrażeń religijnych między społecznościami l u d o w y m i
a różnymi odłamami w a r s t w uprzywilejowanych nie
były zasadnicze czy wyraźniejsze. W epoce t e j , j a k
mówiłem, prymitywność pojęć i postaw r e l i g i j n y c h pew­
nych odłamów w a r s t w u p r z y w i l e j o w a n y c h
dopełniał
swoisty u t y l i t a r y z m myślenia, j a k i bywa właściwy g r u ­
pom społecznie upośledzonym. Stąd też w obrębie treści
religijnych trudno jest nieraz przeprowadzić wyraźniej­
sze rozgraniczenie na ludowe i nieludowe przykłady
omawianej twórczości. Należy jedynie dopuszczać moż­
liwość, że w zakresie m n i e j l u b bardziej żywego zain­
teresowania zdrowiem i własną biografią dochodziło do
różnic między ofiarodawcami ze środowisk ludowych
i innych kręgów ówczesnego społeczeństwa. Być może
również, że do t y c h ostatnich kręgów dotarły w X I X w .
dodatkowe pobudki aktów w o t y w n y c h . M a m na myśli

II. 20. Wotum — wyobrażenie szlachcica. W górnym rogu M . Boska,
(prawdop.
pol. XVIII
w.), blacha mosiężna posrebrz.
28 X 20 cm.
Brak znaków zlotn. Jasna Góra, ołtarz M.B.Cz.

�II, 21. Wotum — wyobrażenie krowy, 2. poi. XVIII
w., grubsza blocho mosiężna
posrebrz., 7 X 14 cm. Jasna Góra, ob. źb. prywatne. II. 22. Wotum — symbol bydła
rogatego, XIX w., u&gt;ys. 16,3 cm. Wg R. Kriss, Eisenopfer...
s. 23. Górna
Bawaria.
II. 23. Wotum — wyobrażenie krowy, kute żelazo, wys. 9 cm. Muz. Jelenia
Góra.
II. 24. Srebrne wota z XVII—XIX
w. Wg Lenz Kriss. Reienbcck, Bilder und zeichen...
s. 126. Dolna i Górna Bawaria.

sprawy losów już nie samej jednostki, j e j rodziny, ile
społeczności w i e r n y c h czy losów religii. Natomiast w
p r z y p a d k u środowisk l u d o w y c h nastąpiło w t y m czasie
ogólne zwiększenie się popularności w o t srebrnych. Nio
pozostawało to bez związku z ostatecznym zanikiem
w większości miejsc k u l t o w y c h dawnych w o t wosko­
wych. W przemianach t y c h odegrała pewną rolę po­
prawa ogólnych warunków życiowych najliczniejszych
reprezentantów tego środowiska — ludności chłopskiej.
W t y m czasie między poszczególnymi odłamami spo­
łeczeństwa zarysowały się znacznie wyraźniejsze róż­
nice w wyobrażeniach r e l i g i j n y c h .
W świetle przedstawionych uwag nasuwa się zasad­
nicze pytanie, czy omawianą dziedzinę sztuki można
ujmować jako przedmiot k u l t u r y ludowej, czy t y l k o
jako problem badawczy, mający pewne znaczenie dla
poznania jej historii.
Otóż j a k i e k o l w i e k byłyby w n i o s k i badaczy o rozwoju
osiągnięć określonych ośrodków złotniczych w Polsce
X V I I — X V I I I w., nie podlega dyskusji, że w porównaniu
z osiągnięciami i n n y c h gałęzi dawnych sztuk omawiana
dziedzina
nie zajmowała pierwszoplanowej
pozycji,
Dziwne byłoby zresztą, gdyby rzecz przedstawiała się
inaczej. Jeśli chodzi o rozmaite pokrewne umiejętności
obróbki metali (płatnerstwo, ludwisarstwo, brązownictwo,
f i l i g r a n itp.), to wiadomo, że nie mają one w Polsce
a n i trwalszych tradycji, ani głębszych powiązań z głów­
n y m i n u r t a m i r o z w o j o w y m i k u l t u r y . Umiejętności te
na ogromnych połaciach przyśródziemnomorskich uzy­
skały postać wszechstronną i powszechną, o w y b i t n i e
l u d o w y m charakterze. Rozwój twórczości w o t y w n e j w
Polsce ma wszelkie konsekwencje przeobrażeń zdecy­
dowanie żywiołowych, o krótkim stosunkowo przebiegu.
80

�1 dlatego też t r u d n o wskazywać w tej dziedzinie zde­
cydowanie odrębne n u r t y rozwojowe. Nie znaczy to j e d ­
nak, aby nie można było odnaleźć zarówno przykładów
s t y l i s t y k i odpowiadającej określonym etapom rozwojo­
w y m sztuki n u r t u głównego, j a k i przykładów k o n w e n ­
cji formalnych, pojawiających się niezależnie od miejsca
i czasu. A l e t e n właśnie moment rozróżnienia f o r m a l ­
nego nie jest najbardziej istotny, wiele bowiem z roz­
wiązań dalekich od ustalonych f o r m sztuki „historycz­
nej", a z s i l n y m i nieraz znamionami cwych konwencji
uniwersalistycznych, łączyło się z w o t a m i ofiarodawców
spoza kręgu ludowego.
Zasady wytwórczości w o t , które j a k wiadomo nie
podniesione zostały do f o r m poszukiwania własnej w y ­
powiedzi artystycznej, zasady oparte przede wszystkim
o dążenie do uproszczeń, ułatwienia realizacji maso­
w y c h zamówień, rzutowały silnie na charakter dzieł.
Wyławiane były przez twórców najistotniejsze momenty
określonych intencji. W ogromnej większości w o t p o t r a k ­
towane zostały w sposób syntetyzujący. Prowadziło to
do kształtowania przekazu o dużej sile wyrazu. Emocjonalność określonych przedstawień podbudowywała o d ­
waga twórców ukazywania własnych możliwości t e c h ­
nicznych. A możliwości tych na ogół nie obciążała
surowa poprawność, r u t y n a zawadowa .
зя

Znaczna część złotników i rytowników, zajmujących
się twórczością wot, najprawdopodobniej nie r e k r u t o ­
wała się spośród rzemieślników najwyższych umiejęt­
ności, aby nie powiedzieć małych czy niedostatecznych.
Możliwe, że b y l i o n i przedstawicielami tej rzeszy p r o ­
wincjonalnych majstrów, których procesy rozwojowe
w miejskich cechach rzemieślniczych okresu X V I —
24

X V I I w . odsunęły od pełniejszych możliwości zawodo­
w y c h i sprzyjających warunków doskonalenia warszta­
tu .
3S

Starając się zamknąć dotychczasowe rozważania, moż­
na scharakteryzować omawianą twórczość w następu­
jący sposób: 1) twórczość w o t srebrnych czerpie swój
rodowód z treści nierodzimego n u r t u k u l t u r y . Niemniej
znajduje ona oparcie nie t y l k o w treściach ideowych
oficjalnej ideologii kościoła, ale również w miejscowych
wyobrażeniach i wierzeniach o charakterze l u d o w y m .
2) Twórczość ta ukształtowana została ostatecznie w póź­
n y m stosunkowo okresie X V I I — X V I I I w . — okresie nie­
bywałego rozwoju cudownych miejsc k u l t u , cudownych
objawień, szerzenia się idei bezpośrednich ingerencji
istot boskich i świętych we wszelkie przejawy życia
człowieka. Twórczość w o t y w n a jest j e d n y m z najpełniej­
szych i trwalszych śladów t y c h idei. Zbieżność z k l i ­
matem tradycyjnych wierzeń i wyobrażeń ludowych nie
pozostawała bez wpływu na przyjęcie się zwyczajów
w o t y w n y c h i ich artystycznych dokumentów do n u r t u
rozwojowego k u l t u r y o szerszym zasięgu aniżeli okreś­
lona warstwa l u b odłam społeczeństwa. 3) O zasięgu
i sile oddziaływania omawianych obyczajów w o t y w n y c h
decydowały swoistości t r a d y c j i rzemiosła p r o w i n c j o n a l ­
nego w Polsce. W X V I I — X V I I I w . rzemiosła obróbki
m e t a l i nie były, j a k sądzę, na tyle rozwinięte, aby mogła
zaistnieć powszechnie dostępna wytwórczość w o t m e ­
talowych, nawet nie srebrnych, ale żelaznych, t a k j a k
miało to miejsce w i n n y c h k r a j a c h (głównie w niektó­
r y c h częściach Niemiec i Czech, a następnie A u s t r i i
i Węgier). 4) Możliwości techniczne i artystyczne rze­
miosł, zajmujących się wytwórczością w o t srebrnych.

�były w t y m okresie na tyle ograniczone w w i e l u ośrod­
kach, głównie jednak prowincjonalnych, że zamówienia
w a r s t w uprzywilejowanych realizowano często w k o n ­
wencjach bliższych doświadczeniom artystycznym n u r t u
ludowego
aniżeli a k t u a l n y m tendencjom w
sztuce.
5) Twórczość w o t srebrnych nie zajmuje zdecydowanie
określonego miejsca wśród głównych nurtów rozwojo­
wych. Znajduje ona w porównaniu do innych gałęzi
twórczości stosunkowo najsilniejsze i różnokierunkDwe
powiązania między t y m i n u r t a m i .

•
Pojawienie się i rozwój, nawet bogatych i r o z m a i ­
tych, f o r m w o t srebrnych — wyrobów o znamionach
przedmiotów niezwykłych, przeznaczonych na szczegól­
ne okazuje życiowe — nic świadczy bynajmniej o wyso­
k i m standarcie ówczesnej k u l t u r y materialnej. Może n a ­
tomiast, j a k się wydaje, wyrażać pewne, t r u d n e do okreś­
lenia właściwości psycho-społeczne danej zbiorowości
narodowej. We właściwościach t y c h jest swego rodzaju
niezrównoważenic potrzeb realności z pragnieniami

i aspiracjami życiowymi. Nie ulega wątpliwości, że w
obliczu istoty czczonej, w atmosferze ceremonii k u l t o ­
wej ujawnienie owych właściwości psycho-społocznyeh
jednostki i całych grup ludnościowych dokonywało się
w sposób szczególnie wyrazisty. I dlatego nie będzie
przesadą twierdzenie, że dla czasów powszechnego f i deizmu wota są wyjątkowo czułym wskaźnikiem t r w a l ­
szych cech grupowych, składających się na wartości pod­
stawowe, unifikujące życie duchowe zbiorowości.
Twórczość w o t srebrnych rozwijała się w Polsce na
przestrzeni k i l k u s e t l a t . Dziś należy ona do jednej
z w i e l u wymarłych dziedzin sztuki r e l i g i j n e j . Proces
zaniku tej twórczości w X I X w . był równie gwałtow­
ny j a k pojawienie się nowych, mechanicznych f o r m
obróbki m e t a l i . Związane z tą twórczością umiejętności
i doświadczenia artystyczne nic znalazły k o n t y n u a c j i
w i n n y c h rodzajach dzieł sztuki. A l e k i l k u s e t l e t n i okres
w i e l k i e j żywotności w o t był dostatecznie długi, aby
umiejętności i doświadczenia tej twórczości uzyskały
postać ustaloną. Niemniej ścisłe powiązania ich ze
szczególnymi f u n k c j a m i r e l i g i j n y m i , masowy charakter
26

�£7

II. - j . Fraym, wotum — wyobrażenie krów (prawdop.
2. pol. XVIII
w.), blacha mosiężna, 0,5 X I I cm. Brak
znaków zioin. Czerwińsk. II. 26. Fragrn. wotum — łódź na rzece (prawdop,
2. pol. XVIII
u\h blacha
srebrna,
culosć 12 л 15,5 cm. Czerwińsk. II. 21, Wotum — wyobrażenie krowy, blacha srebrna, i) X 11,5 cm, Znaki
zlotu,
w górnym rogu, w owalach — Шагу МИ, w owalu narożnym — D. Chełmno, jara.
zamówień, a także ograniczone możliwości rzemiosł
prowincjonalnych ośrodków nie pozwalały, aby twór­
czość w o t y w n a moe,U przyjąć znamiona zindywidualizo­
wania wypowiedzi artystycznej i t y m samym wyrażać
w sposób pełniejszy postawy i k i e r u n k i przeobrażeń
w sztuce. Stąd też można mówić o .swoistej stagnacji
rozwiązań plastycznych. Zmieniają się w nich stroje
i gesty przedstawianych osób czy nawet w sposób zasad­
niczy m o t y w y d e k o r a c y j n e . \ i e zmieniają .''K natornin-'
główne zasady samych rny.wia.zan plastycznych. Wielość
elementów kompozycyjnych pozostaje niezwykle ogranic/ona
Organizacja określonych przedstawień spro­
wadza s; ' w najlepszym razie d o zachowania relacji
między dwoma podstawowymi k i e r u n k a m i : poziomym,
który wyznacza miejsce wyobrażenia intencji, a piono­
wym, który określa miejsce w i z e r u n k u istoty czczonej
Wiązanie elektów rytowani„ i wypukłego modelunku
kontrastuje partię centralna, w stosunku do obrzeżenia.
Zależnie zaś o d warsztatu służy tr.iiic-j l u b baruzii-j
wyraźnemu u k i e r u n k o w a n i u uwa«i na określone przed­
stawieniu. .Sprowadzają sic ono do oderwanych figur,
traktowanych najczęściej w ayosub oymboliczny. U l u ­
dzi właściwie l y l k o odpowiednie gesty rąk i pożycia
hu klvczniu-h określa zakres ujęć. Mają ono jednak
odnosić .się do rozmaitych sianów i uczuć, szczególny cli
zupełnie wydarzeń, a nawe! nап'ргууyiн)у/&lt;пу ch cudów
Усп zjawisk. W umowności tej możliwość podkła­
daniu pod przedstawienia odpowiednich treści jest n i t g r a n i c z o n a . Taką też, nieograniczoną (czy toż maksy mamą), wydaje się przedstawiać umowność rozwiązań
plastycznych ogromnej większości wot. Jeśli umowności
tej towarzyszy oszczędność i zarazem surowość środków
realizacji, zyskuje nna na szczerości i śmiałości. Jeśli
natomiast konwencja ta znajduje wsparcie w swobod­
S

п

niejszej i sprawniejszej technice r y t u l u b tłoczenia, po­
tęguje się jedynie wrażenie niedoskonałości, braku
współbrzmienia.
Umowność rozwiązań plastycznych jest dobrze znaną
stroną w i e l u dziedzin sztuki ludowej (przede wszystkim
dziedzin zaliczanych do tzw. sztuki zdobniczej). W dzie­
dzinach tych jednak o umowności f o r m d w y d u j e w d u ­
żej mierze 'zespół czynników m a t e r i a l n y c h — właści­
wości -mrowia, zasady jogu obrób)::, u * . . , ! . : „ ; _ . . . . . . . . . J . „
tu Up. Umowność, z jaką spotykamy się w wolach srebr­
nych, znajduje swoje podłoże głównie w czynnikach
pozamatenalnych. W y n i k a ona między inn* m i л •••л .::-wierzeń, z przekonań o właściwościach istoty r / c / . o n e j
oraz postaw zajmowanych wobec niej piie/. t/Juvtiuka
Pod t y m względem stosunkowo najbliższe analogie m a ­
ją wota ^rębnie w swych odpowiednikach w y k o n a n y c h
z wosku. W tych ostatnich jednak u u u i w i i - i i r
Pizw.yiw
pla&gt;tyi'ziiych i n i a i a węższy zakres. Wo.-kowe l i ^ u i y
zwierząt, ludzi, organów ciała ludzkiego wwnbrażab'
określone ubiektj i /wiązane z m m i k o n k - e l n o poUv.eby.
M e odnosiły się natuitiia.^t to figury &lt;K&gt; vi&gt; dai y.cn, 4 a nów ducha, nie mówiąc o zjawiskai n cudownych. Wula
w u u k u w t i arebrne udzw ioi ciedlają d w a у . а к а и т г / и т у ­
н е sposoby
„kontaktowania &gt;ię" z bóslweni. y.asatię
/.wiązaną z w o t a m i w o s k o w y m i można n r / v i Y i w n a e i l e
K o m u n i k o w a n i a się opartego o zaklęcia i »e«ly. nato­
miast zasada związana z w o t a m i s r e b r n y m i Ulż-,z,i
mowie artykułowanej czy nawet m o d l i t w i e S/fr'ei-ie
rozpowszechniony od kilkudziesięciu lat w nkktórych
ośrodkach k u l t u zwyczaj pisania do osób świętych
i boskich listów, a od k i l к u lat '/Ыогыли opracowywa­
nych ksiąg jest niewątpliwie dalszym rozwinięciem с1ал nvch artvstvcznvch zasad k o n t a k t o w a n i u się z bóstwem.
1

4

1

�I L 2&amp;. Fraam. -wotum — „£w. Rodzina",
por. il. 4, 11. II. 2d. Wotum — postacie
z różańcami pod Okiem Opatrzności, blacha mosiężna posrebrz, 9 X 17 cm. Brak
znaków zlotn. Klasztor oo. Paulinów, Częstochowa. II. 30. Wotum — postać kobiety
pod Okiem Opatrzności, blacha srebrna, 14 X 18 cm. Znak złotnika KM oraz С
(prawdop. znak zlotn. chełmińskich). Chełmno, fara.

�PRZYPISY
Jest to k o m u n i k a t o k i e r u n k a c h prowadzonych
poszukiwań oraz o zarysowujących się problemach na
obecnym etapie badań — etapie d a l e k i m od ostatecz­
nych ustaleń i wniosków. Podstawą do t a k formułowa­
nego celu stały się w y n i k i prowadzonych przeze m n i e
w ramach stałej pracy w Zakładzie E t n o g r a f i i I n s t y t u t u
H i s t o r i i K u l t u r y M a t e r i a l n e j P A N na przestrzeni ostat­
nich 2 l a t rozpoznawczych badań terenowych oraz wstęp­
nych prób zapoznania się ze źródłami a r c h i w a l n y m i .
Badania terenowe, stosunkowo
najwszechstronniejsze
i szczegółowe, prowadziłem na terenie północno-wschod­
niej Polski (Kurpiowszczyzna, Mazury, Warmia). W i n ­
nych częściach k r a j u objęte zostały badaniami wybrane
ośrodki k u l t o w e . Oto one: Grodzisko koło Ojcowa, Sie­
radz, Prostyń, Miedniewice, Czerwińsk, Warszawa, Nie­
szawa, Chełmno Pomorskie, K a l w a r i a
Zebrzydowska
i Piekary Śląskie. Ponadto zapoznałem się ogólnie
z sytuacją w południowo-wschodnich rejonach k r a j u
(Przemyśl, Zamość, Rzeszów i okolice) wreszcie z tere­
n a m i północno-zachodnimi ziem odzyskanych. W każ­
dym z badanych ośrodków przedmiotem głównych prac
była dokumentacja zbiorów wot, próby dotarcia do m i e j ­
scowych źródeł a r c h i w a l n y c h oraz w y w i a d y na temat
współczesnych f o r m k u l t u wotywnego.
1

W poszukiwaniu źródeł do badań okazało się zawod­
ne branie pod uwagę wyłącznie popularności ośrod­
ków k u l t o w y c h . Jak wiadomo, wota należą do t r a d y c j i
k u l t o w y c h kościoła grecko- i rzymsko-katolickiego. Nie
sa one respektowane przez wyznania protestanckie.
W Polsce, gdzie wyznania te nie mają trwalszego opar­
cia, należy oczekiwać występowania bogatych i rozmai­
tych przejawów twórczości w o t y w n e j . I t a k i też nasuwa
się wniosek z pobieżnych nawet porównań materiału
krajowego z obcym. Niemniej w n i o s k u tego n i e można
dziś odnosić do całego obszaru k r a j u . Na obszarach
byłego zaboru austriackiego wiele najsławniejszych t a m
ośrodków k u l t o w y c h nie ma p r a w i e zupełnie d a w n i e j ­
szych w o t (Rzeszów, K a l w a r i a Zebrzydowska).
Tereny
te objęte były w X I X w . ogłoszoną przez władze za­
borcze rekwizycją przedmiotów wartościowych, głównie
kościelnych. Najprawdopodobniej podobne losy spotkały
między i n n y m i zbiory w o t w niektórych w y b i t n i e p o l ­
30

skich centrach na obszarze zaboru pruskiego (Sw. L i p k a ,
Gietrzwałd, Piekary Śląskie).
Brak jest całkowicie w o t w ogromnej większości
muzeów państwowych i nie m a i c h też w większości
muzeów diecezjalnych. Natomiast można oczekiwać n i e ­
bywałych, j a k sądzę, materiałów w niektórych p u n k t a c h
skupu złomu srebrnego A r s Christiana oraz w p r y w a t ­
nych i spółdzielczych warsztatach j u b i l e r s k i c h . Wiado­
me jest, że w warsztatach takich na terenie K r a k o w a
stopiono w ostatnich latach (w związku z uroczystościa­
m i Tysiąclecia) dużą ilość zabytkowych w o t srebrnych
na blachę, m . i n . do w y r o b u wazonów na k w i a t y do
ołtarzy.
Jeśli chodzi o źródła archiwalne, to należy zaliczyć
do nich na pierwszym miejscu inwentarze kościelne
i rejestry łask uzyskiwanych przez w i e r n y c h w m i e j ­
scach słynących cudami. Rejestry t a k i e sporządzano
wszędzie t a m , gdzie zabiegano o koronację papieską
określonego obiektu k u l t u . Na terenie k r a j u k o r o n o w a ­
nych w X V I I I w . miejsc k u l t o w y c h jest ogromna liczba,
Ale na same rejestry łask nie zawsze można natrafić
v tych miejscach. Niezależnie zaś od występowania
źródeł udostępnia się je na ogół niechętnie.
O wotach woskowych opublikowałem następujące
ргьсе: Wota woskowe ze wsi Brodowe
Łąki i
Krzynow'or/n Wielka, „Pol. Szt. L u d . " , R. 14, 1960, n r 1, s. 3—
22; Symboliczne
ofiary woskowe ze wsi Kadzidło, tamże,
R. 16, 1962, n r 2, s. 92—96 oraz P i e r w i a s t k i
tradycyjne
we współczesnym Światopoglądzie ludu wiejskiego
za­
mieszkującego tereny popuszczańskie i sąsiednie na Ma­
zowszu [ w : ] „1962 Rok Z i e m i Mazowieckiej", Płock 1962,
s. 289—295. O malarstwie w o t y w n y m patrz: J . i A. Czerepińscy, Xfc III-wieczny
ludowy strój biłgorajski na ob­
razach wotyw.tych
z Puszczy Solskiej,
„Pol. Szt. L u d . " ,
R. 15, 1961, n r 2, s. 84—93; A . Kunezyńska-Iracka, Ma­
larze ludowi z Oidel, „Pol. Szt. L u d . " , R. 19, 1965, n r 2,
s. 79—100; tejże, Obrazy częstochowskie, tamże, R. 20,
1966, n r 2, s. 75—100.
г

Por. R. Andree, Votive
und Weihegaben
des
katholischen
Volkes
in Siid-Deutschland,
Brunswick
1904; A*. Gennep, Religions
Moeurs et Legendes,
rozdz.:
Ex-Votos
Bavarois et Tyroliens, Paris 1908; St. L. Kostov,
Votivi,
„Izvestja na Narodnija E t n o g r a f s k i j Muzej w
Sofija". Sofija 1922, R. I I . t. 1—2, s. 15—22; M . S. F i l i 3

�powieź, Mietalni
Votivi
prawosławnich Srba, „Głasnik
skopskog naucznog druzstva" X V — X V I , Skoplie 1936,
s. 241—253; R, Kriss. Eisenopjer, Munchen 1957; R. Kriss,
H. K r i s s - H e i t i r i c h , Peregrinatio
neohellenika.
Waiifahrtswanderungen
im heutigen
Griechenland
und in
Unteritalien,
Wien 1955, а z wcześniejszych prac: FUhrcr
durch die Sammlung
fiir deutsche religiose
Volkskunde,
Wien 1936; R. Violant Simorra, F.l arte popular
cspanol,
Barcelona 1953; P. Toschi, Arte populare
italiana, Ro­
ma 1960.
Nazwa ofiara jest do dziś żywa w w i e l u środo­
wiskach wiejskich. W niektórych z nich jest nazwą
używaną wyłącznie w t a k i c h np. odmianach gwarowych
j a k „ofsiara", „osiara" (Kurpie). B y w a w y p i s y w a n a na
samych płytkach. Natomiast w źródłach archiwalnych
występuje prawie wyłącznie nazwa w o t u m . Należy t u
również wspomnieć o u t r z y m y w a n i u się do dziś z w y ­
czajów obnoszenia, składania i zawieszania w o t . Obrzą­
dek dokonywany jest zawsze w sąsiedztwie l u b bezpo­
średniej łączności z ołtarzem (il. 1). Takie też u k i e r u n ­
kowanie k u l t u wotywnego wyraża pojęcie przedmiotowe
ofiary i czynnościowe ofiarowania.
Występowanie obok t y c h przedstawień tekstowych
objaśnień l u b też odrębnych sformułowań nasuwa p y ­
tanie, czy wyrażały one zasadniczo różną postawę czło­
w i e k a do istoty czczonej, czy stanowiły jedynie odbicie
określonych możliwości technicznych formułowania prze­
kazu. Za pierwszym przypuszczeniem przemawiałby fakt
występowania szczególnie rozbudowanych tekstów, nie­
kiedy przeradzających się w odrębny utwór na wotach
możniejszych fundatorów. I c h pozycja społeczna i m a ­
terialna mogła rzutować na swobodniejszą postawę w o ­
bec istoty czczonej. Natomiast za d r u g i m przypuszcze­
niem przemawiałby' f a k t niepiśmienności niektórych
rzemieślników. Warto jednak dodać, że znane są w y ­
padki w y k o n y w a n i a przez rzemieślników analfabetów
poprawnych i znakomitych kaligraficznie k o p i i określo­
nych tekstów.
Do uwag tych upoważnia przede wszystkim n a r r a cyjność przedstawień malarskich w obrazach w o t y w ­
nych jak też analiza tekstów często występujących pod
t y m i obrazami. Oto wybrane podpisy z obrazów w o ­
t y w n y c h w kaplicy M.B. Rzeszowskiej w kościele oo.
Bernardynów w Rzeszowie: pod datą 1631 „Elżbieta
Zakrzewska z miasta Krosna Srogi K a d u k cierpiąc tu
(podkreślenie moje) Przyszedłszy Wolną Została". Pod
datą 1664 „I.M.P. K u l k o w s k i zeznał (podkreślenie moje)
iż córka lego T a k i Boi Głowy Y Oczu Miała że L e w e
oko na wierzch wylazło. Skoro oddał Ią w opiekę N.P.
го tym punkcie
(podkreślenie moje) Zdrową Obaczyl".
Pod datą 1635 „Córeczka P. Jana Curzyńskiego Maiąc
lat cztery Gdy się w Rzece kompała Cale się zalała
skoro smutni Rodzice w o t u m uczynili zdrow a została".
Sformułowania i sens t y c h podpisów ujawniają, że o d ­
noszą się one w większej mierze do w i e r n y c h aniżeli
do samej istoty czczonej. Najprawdopodobniej
teksty
te j a k też obrazy (zajmujące dwie pełne ściany w k a p l i ­
cy) namalowane zostały w jednym czasie i przez tego
samego malarza. Całość stanowiła niewątpliwie swoistą
reklamę zaaranżowaną przez zakon. Odmienne są zupeł­
nie teksty wot srebrnych. Mówię o nich w dalszej części
pracy.
Np, okazalszy obraz w o t y w n y albo nawet obrus
złożony jako w o t u m na mensę mógł być sugestywniejszym dla społeczności w i e r n y c h wyznaniem przez ofiaro­
dawcę żarliwości religijnej aniżeli niewielka płytka
ze srebra.
' Por. A. Gennep, op. cit., s. 102—3.
Reguły zakonne niektórych zgromadzeń dawały
szeroki przystęp kształceniu umiejętności rzemieślniczych
i artystycznych. Jest wielce prawdopodobne, że w okresie
przyswajania się zwyczajów w o t y w n y c h zakonnicy b y l i
twórcami wot. Ok. 1743 r. w klasztorze jasnogórskim
istniała pracownia złotnicza kierowana przez o. Daniela
Katrzyńskiego. Por. L. Lepszy, Przemyśl złotniczy w
Polsce, Kraków 1933.
Zwraca uwagę, że w wiejskich parafiach nie spo­
t y k a się na ogół słynących z cudownych łask obiektów
k u l t u . Oczywiście można powiedzieć, że niektóre ośrodki
mirakularnogo k u l t u reprezentowały takie właśnie para­
fie, a z czasem dopiero stały się miejscem zgromadzeń
zakonnych. Niemniej jednak, wydaje się, że również
w t y c h wypadkach swoją żywotność i popularność za­
wdzięczały organizacjom zakonnym.
W zbiorach w o t nie zdekompletowanych w sposób
zasadniczy (takimi zbiorami wydają się być wota w
Chełmnie Pomorskim, Czerwińsku i Miedniewicach) do
4

5

B

T

7

9

10

11

86

Wota: II. 31. Sw. Jan Nepomucen,
łan zboża i postać
kobiety
(prawdop.
kon. XVIII
w.), blacha
srebrna,
10 X 10 ст., brak znaków złotn. Nieszawa, pow .Włoc­
ławek. II. 32. Przedstawienie
pielgrzymki,
św. Jana
Nepomucena,
św. Floriana i M.B. Częstochowskiej, blacha
mosiężna posrebrz., 25 X 23 cm. Brak znaków złotn. Jas­
na Góra, ołtarz M.B.Cz. II. 33. Wyobrażenie chorej w
łożu oraz św. Antoniego
i M.B. Częstochowskiej.
Napis
na wstędze: „Sanda. Maria. Ora Pronobisz"
(prawdop.
2. pol. XVIII
w.), blacha mosiężna posrebrz., 35 X 28 cm.
Brak znaków złotn. Jasna Góra, ołtarz M.B.Cz.

��П. Н. Wota — reka i dłonie, XIX w. Jasna Córa, Ba­
zylika. II. 35. Wolo. — serca, XIX w. Warszawa, kośc.
oo. Franciszkanów. II. 36. Wotum — осгу, blacha srebrna,
5 X 5,5 cm.
Miedniewice.

A.D. 1591, A r c h i w u m Jasnogórskie, rkps n r 2098 s.k.
40—51. Z kościoła N.M. Panny ss. Urszulanek w Sie­
radzu pochodzi niezwykle cenny dokument, prowadzony
od 1633 г., p t : Regestr
rzeczy do Bractwa
albo do
ołtarza Naś. Panny Maryey
należących, iako
apparaty,
vota, złoto, srebro — inwentarze,
rewizje, dary do 1767,
A r c h i w u m Diecezjalne we Włocławku sygn. 299. W do­
kumencie t y m podane jest, że kościół posiadał w 1668 r.
taką ilość w o t srebrnych, że można było wykorzystać
je jako surowiec. Oto w z m i a n k a na ten temat: „R.P.
1668 za Panowania Jana Kazimierza Króla Polskiego...
za staraniem osobliwem PP. starszych y... Oica Promo­
tora zrobiona jest sukienka P. Naswietszey z srebra
у wotów (podkreślenie moje), które były spobożności
Dobrodzieiów ofiarowane na t e n ze obraz. Którego
Srebra było i n pondere grzwien trzydzieści у Osm.
jednak tego srebra upaliło się przy szmelcowaniu grzy­
wien 2. Ta tedy Panny nas sukienka która iest m i o tanomi k w i a t a m i złocista także korony dwie у Aniołowie
wazy i n toto grzywien trzydzieści у sześć. Na który
szaty pozłocenie dało się czerwonych zł 36. Które złoto
także w rożnych pierścieniach у kawałkach od Dobro­
dziejów dane były za wota (podkreślenie m o j o f Pannie
Nasw: od Roboty zaś teyze suk. у wszytkiey blachy
dało się Panu Tom. Dołegowiczowi zp. 200 у 50 — Ita
est Fr. Stephanus Zatorski S.T.L.mpp. 1668, Augusti 15".
I n n y dokument t o : O cudownym г bardzo starym
obrazie
Najświętszej Maryi Matki Bożej 1720, z którego podaje
obszerne wyciągi ks. Franciszek Żynda, Historia
cudow­
nego obrazu Matki Boskiej Bolesnej w Chełmnie z go­
dzinkami,
nowenną i pieśniami, Chełmno 1938, rkps
w a r c h i w u m p a r a f i a l n y m w Chełmnie. Księga Cudów
w Prostyni
od 1511 do 154? [w:] B. T u r s k i , Pamiątka
z Prostyni, Siedlce 1932. I n n y wreszcie dokument z głoś­
nego na W a r m i i ośrodka pątniczego w Gietrzwałdzie
. podaje, że w 1798 r. zbiory w o t w s a n k t u a r i u m M . B o ­
skiej liczyły zaledwie 11 sztuk („w kształcie nogi i serca,
okrągłe i kwadratowe"), Liber Proccssitm Ecclesie
dittrichswaldensis
in 1796 die m.cnsis 16-to Maji
incipit,
s. 33, A r c h i w u m Parafialne w Gietrzwałdzie. Na koniec
wspomnieć można dokument innego zupełnie rodzaju,
j a k i m jest Wacława z Potoka Potockiego, Ogród fraszek,
wydanie zupełne A. Brucknera, L w ó w 1907, t. I I , s. 375.
Por. Alojzy F r i d r i c h , Historye cudownych
obrazów
najświętszej Maryi Panny w Polsce, Kraków 1908. Po­
nadto prace na ten temat ks. Wacława z Sulgostowa
i ks, Sadoka Barącza.
u

�3(1

Na terenie północno - wschodniej Pulski niezwykle
popularnym patronom żywego inwentarza jest św. Roch;
w Sieradzkiem i Opoczyńskiem św. Benon i św. Bogumił;
w Kieleckiem i Sandomierskiem, a także na Podkarpa­
ciu św. -Mikołaj; na Śląsku św. Wendelin.
n

Należy wymienić takich znanych patronów zdro­
wia ludzkiego j a k : św Walenty, św. Agata, św. Rozalia
oraz sw. Roch.
Ważna rolę odgrywała np. zbieżność daty święta
z poru głównych przemian w reku i odpowiadających
im prac gospodarczych. Zwyczaje w o t y w n e w dniu
Przemienienia Pańskiego znajdywały w t y m d m u opar­
cie w swoiście p o j m o w a n y m pojęciu Przemienienia
jako zmiany na lepsze. Asumptem do takich skojarzeń
była pora samego święta, przypadająca na zakończenie
uprzątania /. pól zbiorów dorocznych. Podobnie u j m o ­
wane było pojęcie Zwiastowania. W popularnych tłuma­
czeniach, z j a k i m i mogłem się zetknąć w w i e l u wsiach
Podla&gt;ia, .święto to w niczym nie wiązało się z o f i e i a i nym jego rozumieniem Chodzi o niepokalane poczęcie
Maryi. Zwiastowanie, tak j a k Przemienienie Pańskie,
Uznawano za zapowiedź nnweco. lonszcen życia W jed­
nym i drugim w y p a d k u wychwycone zostały o p t y m i ­
styczne momenty nadziei opartej o zbieżność słownych
sformułowań aktów mistycznych z prawidłowościami
cyklicznych przemian w zvciu naturv i pracach gospo­
darczych.
:

"

17

" W ogromnej ilości wot, jaką miałem możność
przejrzeć, wydaje się, że t y l k o jedno zostało wykonane
Przez samego ofiarodawcę. W o t u m to znajduje się na
ołtarzu .Matki Boskiej Chełmińskiej. Wyobrażenie nogi,
obok niej nieznany znak k r a t y z zaczepem, wreszcie
M - — w y k o n a n e zostały zdecydowanie niewprawnie.
Możliwe, że autorem tegu w o t u m był, tak j a k głosi
P 1 S

napis, j e j c u /, w i e . d i i ; . u u i t n \ i , u . ^ i . , L - i i i . i &gt; . i . . . t . o u ^ . ,,i ..'i
szuka Г Ч \ e y 1 ulijucy B y л
•i b i e i u i a
L.is. \\ e . 1111 e j.u\
w nocy o matko endow (sic') polna w t y m ..brajle Pr: .;,
bądź na piiritiie v\ цч1ц)и-«.\ m ,&lt;/i,-"
-

i* Niektóre zrudl.i Hlcniwaiiie. т а к I . I K : i | &gt; . i &gt; i m w t m
sieradzki licacstr
r:fc:u
rin Пггнчнч!.
i h i-.: : i •&lt;--/•„ ia p o - . e nych dans e h o złulnikach. 1 т и л е , a , &lt; v i u \ s l a i - i i . . ix.
ów złotnik Tomasz Dołęgowie/. • • • Ф ' " ! Г Ч p &gt;•&lt;•••'!&lt; м-/..;'."
W ltiLiti l', przetopienie dawniejszych S\ol ; I - I \ S \ i % w i ; a i m
sukienki do i.brn/.u M a t k i Buskiei, I » l '«ń\-&gt;-., шч* .-h
wot, możliwo, /с wbiśnie U ••li. I - "
'
'••
•!&gt;&gt;
dziś w slcradzk ! ii i k o ś c i e l e
1

Na obecnym etapie badan udało mi чо roz­
szyfrować 1yll«i) njrlirxnP funk! '.'h'!
••-:•!;::•:;
Korzystałem, przede wszystkim. z opracm\a;ii;i /jiakuw
złotniczych, które podaie I . Lepszy, up »И .1ак Wia­
domo, autor omawia znaki t y l k o ważniejszych s-środków
złotniczych. Dla Częstochowę podaje n r a w M u i bodn i
3 złotników. Z żadnym /. nich nie i den ty f i k u ią :;:c znaki
odnalezione na wolach. Znacznie- lepiej p; zeusli-is\ ia -ie
sytuacja w odniesieniu do zbiorów chełmińskich Odliujdujciu., ..„.i . . - - . L ^ . . ,
......
...
,,
,
złotnika Jana Leteńskieyu
w г - ' и 1 •&gt; U i m - i
1742—1771. Złotnik ten zajmował sic Uowulo v.-vrohcrn
monstrancji. Por. L. Lepszy, op. c i i . , s. 285. W tymże
zbiorze chełmińskim ione w n i i m i n..si мийу /лык u
srebrnika z Gdańska (lata 1783--1789k Wilhelma F r y ­
deryku Sponholtza. Jego znak: H O L T Z SPON. Por.
L. Lepszy, op. cii., s. 92. Wota warszawsK н-h srebrników:
Klimaszewskiego
(lata 1838—1851). Wernera (1. pol.
X I X w.), Malcza (lala 1847 -1352). odn:!;d:t;«Tny
koś­
ciołach nie t y l k o samej Warszawy, lecz również takich
ośrodków j a k : Miedniewice, Prostyń, Kodeń. Por. L. Lep­
szy, op. cii., s. 31 Ii, 320, 32.5,
л

en

�U 37 Franm wotum
,
t ragm. wmum
? ™ 5 „ S m Ь Ł
C

~

Piotr
r

Ł

Rusinowi
(całość wyobraża rodzinę), blacha srebrna, całość ^
X 25 cm Brafe zrjąfcńw
,„ tum — wyobrażenie człowieka, blaszka srebrna, 8 , 5 X 9 cm. Czerwińsk.
S
^ b ™ 4 e » i T c » t o « № . blacha mosiężna posrebrz., całość 19 X 10,5 cm. Czerwińsk.
n

T

38

�Z takiego uzupełnianego blaszanymi o k u c i a m i
obrazu (Sąd Ostateczny) pochodzi wyobrażenie gromu
(il. 3). Początkowo wyobrażenie to nabite było na jeden
z 3 grotów namalowanych na obrazie. Dziś znajduje się
ono obok właściwych wot na specjalnie zmontowanym
ekranie. Wywodzenie w o t srebrnych ze zwyczaju obija­
nia elementami blaszanymi obrazów przedstawił M.S.
Filipowicz, op. cit., s. 242—243.
Wskazuje na to, przede wszystkim, dający sie
łatwo zaobserwować na przestrzeni omawianego okresu
X V I I — X V I I I w. postępujący proces rozbudowywania
plastycznych wyobrażeń na wotach oraz i c h tekstowych
objaśnień.
T a k i m w o t u m jest niewątpliwie znajdujące się
w zbiorach chełmińskich przedstawienie na dużych
rozmiarów srebrnej płytce ( w y m i a r y 1? X 28 cm) B o ­
gusława Kilnowskiego przed 2-piętrowym budynkiem,
prawdopodobnie d w o r u włości W i n n i c i Tylicza. Tekst
intencji podaje na s. 12.
W Częstochowie i Chełmnie Pomorskim bardzo
często występują samoistne przedstawienia osławionych
w tych ośrodkach obrazów M a t k i Boskiej. Sposób w y ­
konania t y c h wot, najczęściej „wybijanych", wskazuje
wyraźnie, że wyrabiano j e w znacznych ilościach. Dziś
nie spotykamy wprawdzie identycznych
egzemplarzy,
wiadomo jednak, że niektóre wota po upływie jakiegoś
czasu zdejmowano z ołtarza do przetopienia na suro­
wiec. Najprawdopodobniej
przeznaczano
na ten cel
przede wszystkim powtarzające się egzemplarze.
Por. „Wotum małe srebrne z Przesowa kampania
oddała 20 maja 1711"; „die 30 M a i i anno 1711 Kompania
z Bochni i n n r o 600 osób przyniosła vota sua Matce
Najświętszej"; „Z Warszawy od miasta całego w o t u m
w i e l k i e bez łańcuszka, samo, które ma ważyć grzywien
10 14 J u l i i " ; Regestr wotów danych
na Obraz
Matki
Najświętsze, 1695—1719, A r c h i w u m Jasnogórskie; rkps
nr 753, s. 51, 53, 58. Przedstawione wyżej wyciągi otrzy­
małem od O. Dra Sykstusa Szafrańca, za co też składam
najserdeczniejsze podziękowanie. I n n e źródło:
Historia
Calvarie serdu diiigenset Accuraia Descriptio
situs Fondationis Privileghrum
Dcvotissimi...
Anno D o m i n i 1613,
w y m i e n i a pod datą 1743, s. 180, w o t u m sztychowane
z wizerunkiem M a t k i Boskiej i kościoła w Żywcu.
Rkps a r c h i w u m oo. Bernardynów w K a l w a r i i Zebrzy­
dowskiej, obecnie w a r c h i w u m klasztoru oo. B e r n a r d y ­
nów w K r a k o w i e . Niniejszy wyciąg zawdzięczam p. mgr
Annie Kunczyńskiej-Irackiej.
51

u

21

84

15

&amp;

Por. Wacław z Potoka Potocki, op. cit., s. 376.
Warszawski f a b r y k a n t W e r n e r produkował w
1. poł. X I X w . w skali masowej sztancowane w cienkiej
blasze małych rozmiarów ( 6 X 8 cm) wyobrażenie klęczą­
cego chłopca z t a k i m podpisem: „Boże nie opuszczaj go
nigdy". I n n y f a b r y k a n t sreber A d a m N o r b l i n specjali­
zował się w t y m czasie w wyobrażeniach niemowląt.
Były one także sztancowane w cienkich blaszkach
mosiężnych, posrebrzonych. Wota z t y c h warsztatów
zachowały się m i n . przed ołtarzem św. Antoniego w
kościele oo. Franciszkanów w Warszawie,
2 ł

»
Szersze omówienie tego zagadnienia przedstawiłem
w pracy o wotach woskowych, por. przypis 2.
W zbiorach zabytkowych w o t chełmińskich, liczą­
cych około 150 sztuk, występują 4 w o t a z wyobrażeniami
zwierząt. W zbiorach Czerwińska znajduje sie. taka
sama liczba t y c h wyobrażeń na ogólną ilość 67 wot.
W Krzynowłodze W i e l k i e j w pow. Przasnysz w miejsco­
w y m kościele znajduje się k i l k a w o t srebrnych, a wśród
nich jedno wyobrażające krowę. Natomiast w t a k i m g i ­
gantycznym zbiorze w o t , j a k i m jest klasztor oo. P a u l i ­
nów na Jasnej Górze, odnalazłem również t y l k o jedno
wyobrażenie tego zwierzęcia. Warto dodać, że było ono
przechowywane nie w kaplicy, j a k inne wota, lecz
w magazynie. W Czerwińsku, gdzie występuje stosunko­
wo największy procent w o t z wyobrażeniami zwierząt,
także niełatwo jest je odnaleźć. Zawieszono te wota
wszakże na ołtarzu, ale wysoka pod stropem kościoła.
Szczególnie jaskrawe przykłady tej postawy świa­
topoglądowej dostarczają rozmaite doroczne zwyczaje,
związane z w y p i e k a n i e m specjalnych f i g u r z ciasta
chlebowego.
Tę trywializującą postawę odnaleźć można nie
t y l k o w interpretacjach mówionych środowiska ludowego,
lecz również w e współcześnie ogłaszanych i p o p u l a r y ­
zowanych publikacjach pod patronatem władz kościel­
nych. T a k np. gest lamentacji M . Boskiej w Piecie
z Chełmna uzyskał następujące objaśnienie: „Powiadają,
że w czasie oblężenia miasta przez najeźdźców chciwych
k r w i i łupów M a t k a Boska własną ręką osłaniała gród
i jego mieszkańców. Widywano ją podczas najcięższych
c h w i l , gdy żołnierze z sił już opadali, j a k w otoczeniu
aniołów chodziła po m u r a c h i wznosiła ręce do góry,
a pociski nieprzyjacielskie odbijały się o nie i wracając
do nieprzyjaciół wyrządzały i m szkody". Franciszek
Żynda, op. cit., s. 9.
n

ы

31

за

�П. 40. Współczesne wota fabryczne.
Zebrzydowska.

Na sercu

napis:

„Za doznane

Niniejsze uwagi opieram głównie na oględzinach
wot w zbiorach klasztoru oo. Paulinów na Jasnej Górze
w Częstochowie,
Oto znamienne sformułowania ofiar i dziękczynień.
Wotum ze zbioru chełmińskiego: „Antoni Siennicki
w Twoje opiekę 1752. Paraliżem zarażony sie oddawszy
iestem Pocieszony". Wotum z Czerwińska: „Te w o t u m
ofiarowane Panu Bogu Naswies Pannie Czewienskiei Do
f a r i premniena pańskiego Te racz uchowacz ynwentara
miast Czerwiński". Alba napis z Miedniewic: ,,Na p a ­
miątko uzdrowienia od E m i l i j Kobylińskiej O M A R I O !
bez zmazy poczęta przyczyń się za nami..."
Wotum w kościele oo. Franciszkanów w W a r ­
szawie.
Wotum w Bazylice na Jasnej Górze.
Na podstawie własnych badań w Atenach. Por.
Rudolf
Kriss Hubert Kriss-Heinrich,
Peregrinatia
neohelłenika. Wallfahrtswandcrungen
im heutigen
Griechenland un.d in Unteritalien,
Wien 1955. P. Toschi, op. cit.
" Napisy wygrawerowane na tabliczkach w kościele
„garnizonowym" w Warszawie: „Do św. Tadeusza Judy,
t u się modliłam i t u zostałam wysłuchana. Bardzo proszę
o szczęśliwą jazdę samochodem dn. 27.IV.1965 J.W."
z i

33

34

M

36

Fot.:

autor;

łaski i opiekę Parafia

Stopnica

1951".

Kalwaria

,.Św. Tadeuszowi Judzie w podzięce za zdanie egza­
m i n u i proszę o dalszą Dpiekę." W K r a k o w i e szczególnie
popularnym miejscem składania „listów" jest ołtarz św.
Z o f i i w kruchcie kościoła pod wezwaniem św. M a r k a .
Na ołtarzu t y m w 1965 r. widziałem kilkadziesiąt k a r t e k
oprawionych w rozmaite r a m k i . Oto jeden z listów:
„Dziękuję za doprowadzenie do ślubu kochającej osoby
i dom j a k i m i dałeś Jezu".
Srebrne wota pod względem wartości artystycz­
nych dają się porównywać z p o k r e w n y m i od strony
technicznej w y t w o r a m i sztuki w metalu X V I — X V I I I w.
Można wymienić t u dla przykładu takie dziedziny, jak
bogato zróżnicowane znaki cechowe, tłoki pieczętne, nie­
które rodzaje ludowej biżuterii, wreszcie pokrewne i od
strony funkcjonalnej opłatki. Por. T. Seweryn,
Krakow­
skie klejnoty
ludowe, Kraków 1935, tegoż, Arcydzieła
żelazorytu
ludowego.
(Formy do w y r o b u opłatków),
„Pol. Szt. L u d . " . R. 9, 1955, n r 6, s. 335—361; A. Chmiel,
Rzeźnicy krakowscy, Kraków 1930; Fr. K o t u l a , Cechowa
znaki i tłoki pieczętne w Muzeum w Rzeszowie,
War­
szawa 1951.
Por. K. Piwocki, O historycznej
genezie
polskiej
sztuki ludowej, Wrocław 1953.
M

J9

Jan Swiderski

— il. 23.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6034" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6014">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/93f1de3fa5222671e24315426831eb97.pdf</src>
        <authentication>e00741bcdc517b0b6d930207ebd4a08a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72004">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2871</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72005">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72006">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2676</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72007">
                <text>Sanktuarium maryjne w Bardzie Śląskim / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72008">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.159-163</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72009">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72010">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72011">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72012">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72013">
                <text>Jacek Olędzki * S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE Ś L Ą S K I M

W

ydaje się, że spośród w i e l u najsławniejszych,

JACEK

ośrodków k u l t o w y c h w Polsce, t a k i c h jak
Jasna G o t a czy Skępe, Bardo stanowi m i e j ­

OLĘDZKI

sce szczególne, a może wprost wyjątkowe, jedyne. D o ­

k o n a n o w Bardzie rzeczy niezwykłej, a zarazem jakże
oczywistej w kategoriach współczesnej świadomości,

Sanktuarium
maryjne w Bardzie
Śląskim

rozumienia boskiej opiekuńczości, cudów, pobożnych
obyczajów i t p . Otóż w k a t o l i c k i c h p r a k t y k a c h religij­
n y c h wszelkie świadectwa chwały czczonych wizerun­
ków (głównie w o t a , ale również rekwizyty, takie jak
chociażby kule, kajdany, zegarki) przetrzymywane są
w samej świątyni w pobliżu o p r o m i e n i o n y c h c u d a m i
postaci. Tylko najcenniejsze ofiary czy dary wyłączane
są z t y c h ekspozycji i c h r o n i o n e w odrębnych m i e j ­
scach, skarbcach, skrytkach, jakichś schowkach. N a ­
tomiast w Bardzie, w przylegającym do kościoła b u ­
d y n k u klasztornym, znajduje się m u z e u m . Dominują

zrozumiałym, własnym zaintetesowaniem. O obrazach

w n i m obrazy wotywne, które wcześniej znajdowały się

nie próbuje mówić, zbyt zawiłe kryją one treści. Po­

w kościele, w sąsiedztwie ołtarza głównego.

n a d t o opisy przedstawianych zdatzeń c u d o w n y c h zapi­

W k r ó t c e po fascynacjach meksykańskimi

sane zostały po n i e m i e c k u . Obecny jest przy zwiedza­

retablos,

r o k u znalazłem się p o n o w n i e , po

n i u ksiądz w starszym w i e k u , ale nie k w a p i się służyć

ćwierćwieczu, w tymże muzeum, aby odświeżyć sobie

jakąś informacją. Przez niedomknięte d t z w i obserwuje

pod koniec 2001

wcześniejsze wrażenia, a najważniejsze, spojrzeć na

zwiedzających, ale jest nas tylko dwóch. Kradną czy

n o w o , z perspektywy odległej, bo aż amerykańskiej, na

nie kradną, bo fotografować mogą.

ów jedyny w kraju zbiór m i r a k u l a r n y c h dokumentów.

Figura M a t k i Boskiej z Barda z drewna bukowego,
p o l i c h r o m o w a n a na podkładzie k r e d o w y m z początku

Szatki

X I I I w. ma zaledwie 43 c m wysokości. M a d o n n a ze
Skępego jest o o k . 10 c m niższa. Z a t e m są to f i g u r k i .

K u l t świętych figur, a właściwie - jak za chwilę po­

D o d a ć należy, przeznaczone p i e r w o t n i e dla k u l t u pry­

w i e m - figurek, między odległymi światami, Polską,

watnego, a nie publicznego. Płaszcze królewskie, j a k i ­

M e k s y k i e m czy E k w a d o t e m l u b Peru, łączy pewien po­

m i są okryte, owe szatki albo s u k i e n k i , kształtują o d ­

wtarzający się obyczaj. S t a n o w i go zakrywanie rzeźby,

czucia w i e r n y c h i zarazem utrwalają w wyobraźni w i ­

z reguły niezwykłej wartości artystycznej i zarazem h i ­

zerunek czczonej postaci. Rzeźba z Barda to bezcenny,
unikatowy, tylko jeden z dwóch w kraju zabytków

storycznej, specjalnym o k r y c i e m . Może się o n kojarzyć
' z płaszczem królewskim albo uroczystą kapą. O w e

sztuki

i

okrycia w y k o n a n e z c e n n y c h materii w rodzaju atłasu,

padku Skępego niewielka rzeźbka jest gotycka. O k r y ­

romańskiej;

rzeźby pełnej w d r e w n i e ! W przy­

b r o k a t u , altembasu, nieraz specjalnie haftowane, bat-

cia, sposób ekspozycji, w znacznym o d d a l e n i u i sto­

; dzo często mają charakterystyczny kształt, a m i a n o w i ­

sownym oświetleniu, w Batdzie za wspaniałą kratą o d ­

cie - stożkowy. D o l n a część tego okrycia jest nader

dzielającą prezbiterium o d nawy, kształtują nastrój,

szeroka, w górze zaś zwężona do rozmiarów samej gło­

uczucia, pomagają w rodzeniu się wspaniałych przeko­

wy l u b szyi. Ten wzór powtatza się z nieprawdopodob­

nań. W interesującym nas przypadku - przekonań m i ­

ną konsekwencją przez wszystkie dawne kraje k a t o l i c ­

rakularnych.

kie na świecie i spotykamy go w ikonografii miejsc k u l ­

N i m przedstawię obrazy z k o l e k c j i w Bardzie, jedy­

t u maryjnego, zarówno Polski, i n n y c h krajów europej­

nej tego rodzaju w kraju i zarazem najdosadniej k o m u ­

skich, jak też w s p o m n i a n y c h miejsc w A m e r y c e Ła­

nikującej o charakterze m i r a k u l a r n y c h uniesień, ko­

cińskiej.

nieczne są uszczegółowienia dotyczące samej tzeźby
M a t k i Boskiej trzymającej Jezusa przed sobą, a nie

W Bardzie owe okrycia, zmieniane na większe świę­
ta, nazywane są szatkami M a t k i Boskiej. W

z b o k u na ręce. Ten archaiczny wzorzec ikonograficz­

innych

ny ma swoją nazwę oraz teologiczną interpretację.

częściach Polski mówi się o sukienkach. Tylko w Batdzie, w o w y m przykościelnym muzeum, pobożny piel­

M a t k a Boska trzymająca przed sobą, na swym łonie,

grzym czy tylko zwykły przybysz, dowiedzieć się może

Jezusa jest dlań t r o n e m , thronus Dei, będąc zarazem

o uroczym obyczaju „ubierania" czczonej postaci. N a

„stolicą mądrości", sedes sapientiae,

dwóch lub trzech oszklonych tabliczkach pokazane są

m a n d o r l i , aureoli.

a także rodzajem

dawne, dosyć już zetlałe i zszarzałe szatki M a t k i Bo­

M a d o n n a Tronująca jako Królowa z Jezusem błogo­

skiej Bardzkiej Strażniczki W i a r y . D w a razy w r o k u , na

sławiącym umieszczonym centralnie, to typ grecko-bi-

święta, zmieniano szatki. Są więc dosyć różne. Prze­

zantyjski N i k o p o j i , obdarzającej zwycięstwem. Oprócz

wodniczka, miła nastolatka, zwraca na nie uwagę ze

Barda, na N i k o p o j i natrafiamy w kraju w t y m p a n o n i e

159

�Jacek Olędzki • S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE Ś L Ą S K I M

zarówno symbol władzy, jabłko królewskie, jak też wła­
dania światem, kulą ziemską. N a t o m i a s t Jezus wznosi
prawą rękę w geście Pantokratora, mając wyraziście
ukazane trzy pierwsze palce dłoni, która udziela błogo­
sławieństwa światu.
Istnieją jednak pewne drobne, ale jakże istotne róż­
nice.
Stopki Jezusa w rzeźbie z Monserrat są ukazane w po­
ziomie z palcami lekko wzniesionymi do góry, co może
oznaczać wznoszenie się do nieba. Natomiast stopki Je­
zusa w rzeźbach z Barda oraz Ołoboku są opuszczone.
Zdaje się to świadczyć o zamyśle ukazania Dzieciątka
schodzącego ze swego sedes sapiendae i t y m samym włą­
czającego się w rzeczywistość ziemską. To chyba szale­
nie ważna cecha polskich rzeźb romańskich.
Bardo znaczy w staropolskim „góra", „warownia".
To pospolite zjawisko wznoszenia wczesnych świątyń
na wyniesieniu. Pierwszymi byli j o a n n i c i , kanonicy re­
gularni, następnie cystersi. Obecnie gospodarzami są
redemptoryści. Sam obiekt był w i e l o k r o t n i e przebudo­
wywany, obecny

należy do jednej

z największych

w kraju b u d o w l i późnobarokowych. Występuje pod
wezwaniem Najświętszej M a r i i Panny. Korzysta jednak
z dodatkowego, wiele mówiącego tytułu, N . M . Panny
Strażniczki Wiary. To tytuł wyjątkowy. Częstsze są ta­
kie nazwy, jak M a t k a Boska Bolesna, Płacząca, Łaska­
wa czy Miłosierna. Zaskakujące, ale M a d o n n a z Barda,
słynąca c u d a m i , mająca od początku wyraźnie okre­
ślone, najwznioślejsze miejsce w kulcie i p r a k t y k a c h
religijnych, nie była przez papieży k o r o n o w a n a . D r e w ­
niana k o r o n a na jej głowie to zamysł samego rzeźbia­
rza, wynikający z całości ideowej wyobrażenia. Fakt
nieuzyskania p a p i e s k i c h wyróżnień

może j e d y n i e

świadczyć o cystersach, różniących się o d bernardy­
nów, szczególnie dbałych o koronację.
Jednakże w 1966 r o k u , w czasie obchodów tysiącle­
cia państwa polskiego, ks. kardynał Bolesław K o m i n e k
dokonał a k t u k o t o n a c j i bezcennej i zarazem wspania­
łej rzeźby.
Posłuchajmy Tadeusza Chrzanowskiego, historyka
sztuki, autota m o n o g r a f i i o Bardzie Śląskim (Ossoli­
n e u m , Wrocław 1980):
(...) Do czasu kasaty zakonu w 1810 r. mieszkali tu zakon­

Obraz wotywny, 1796, olej na płótnie, Bardo

nicy cysterscy pełniący funkcję proboszczów (superiorów) i wika­
rych. Później większą część budynku przekształcono

Obraz wotywny, polowa XIX wieku, olej na płótnie, Bardo

na szkołę,

świeckiemu proboszczowi pozostawiając w użytkowaniu jedynie
część przyległą do kościoła. Bardzo ważny dla dziejów zespołu
romańskiego kościoła św. Stanisława w Starym Z a m ­

był rok 1900, kiedy to biskup wrocławski, kardynał Jerzy Kopp

k u , Dolnośląskie oraz w romańskiej świątyni Panny

uzyskał zezwołenie na osadzenie tu redemptorystów (był to jeden

M a r i i w Goźlicach, Świętokrzyskie.

Z zakonów szczególnie zwalczanych w okresie „Kulturkampfu".

T e n wzorzec odnajdujemy w słynnej M a d o n n i e

Dopiero jednak w 1923 r. zakonnicy przejęli cały budynek

z katalońskiego M o n t s e r r a t (Przepiłowana G ó r a ) , do

i wkrótce potem dokonali remontu oraz wbudowania w kondy­

której przybywają m i l i o n y pielgrzymów. M o r e n a M a ­

gnację dachową skrzydła poprzecznego piętra mansardowego.

donna, albo M o n e r e t a (Czarnulka), czyli Neustra Senora. W p o l s k i m i hiszpańskim zabytku M a t k a Boska

Najważniejszy jednak dla naszych rozważań jest

dzierży w wysuniętej prawej dłoni kulę, może to być

opis kaplicy w o t y w n e j , głównej części m u z e u m .

160

�Jacek Olędzki • S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE Ś L Ą S K I M

Wnętrze

kaplicy ma specyficzny, niepowtarzalny

nastrój

je się skomponowana w 7 „linijkach" statannie wykona­

wnęki

na inskrypcja opisująca zdarzenie i wyrażająca wdzięcz­

nie dzięki ołtarzowi, ale przez to, że ściany, a nawet
okienne obwieszone są gęsto obrazami wotywnymi.
tu 54, a w całym klasztorze ilość tych malowanych
czynień przekracza

Obraz w o t y w n y n r 344 wisi p o n a d 343, pochodzi

dzięk­
ob­

z 1776 r o k u . Przed obrazem w r a m a c h (!) M a t k i Bo­

biegłych

skiej z Barda klęczy kobieta w czepcu, trzymając przed

liczbę stu. Są w tym zbiorze i duże

maleńkie, jedne malowane przez

razy, i całkiem

ność za c u d ocalenia. 1736 rok, eksponat n t 343.

Jest ich

Ten

sobą dziecko w p o w i j a k u położone na czymś w rodza­

dzielić się zwykło na vota i eks-vota, czy­

j u łóżeczka. To szlachcianka, w p r a w y m d o l n y m rogu

li dary składane jako prośba o laskę, oraz na te, które są już

znajduje się, starannie namalowany, kartusz herbowy.

dziękczynieniem

Zamiast godła widnieje na n i m lapidarna notacja o da­

malarzy cechowych,
typ przedstawień

inne przez naiwnych

za spełnienie

przytłaczająca

większość

zów wotywnych
Najstarsze

próśb.

amatorów.

Wedle tego

zgromadzonych

Z po­

m i herbowymi bogatej rodziny, oddającej się p o d opiekę

w 1650 r.

M a t k i Boskiej z Barda. Świecznik z płonącą świecą na

W sąsiedztwie tych obrazów okazałe płótno ze znaka­

kilka: l) fundowany

Vilhabera,

cesarskiego

rządcę Nysy, przedstawia
na tle perspektywicznie

dworzanina

wieloosobową

ku); 2) fundowany
ra w podzięce

nie, inaczej aniżeli poznane w odległych stronach. Z o ­

Głogów­

stały oprawione w czarne, kunsztowne ramy. Czuje się

r. przez Waleriana

Darthe-

tu ślad bardzo dbałej ręki. A l e jest jeden obraz skom­

syna z wy­

ponowany w poziomie. T r u d n o się dziwić, b o w i e m

fundowany

przedstawia płonące miasto. Płonie kościół, ratusz

kościoła

niewidomego

pod krzyżem;

w 1667 r. przez Annę Katarzynę
czącą na tle starego kościoła

3)

Klink z fundatorką

duje się inskrypcja, osiem kobiet. Jedna stoi i rozkłada

w." niż sążniste
wątki narracyjne:
ratującą

nastowiecznych. N r eksponatu 333.

krajobrazowe.

zostali chorzy leżący w

w typowych dla tej epoki pomieszczeniach,
sto lepszą ilustracją

ręce, i n n e siedzą, a jedna leży. Panie w strojach osiem­

interesują szczegółnie te,

w sobie pewne elementy

Np. w kilku wyobrażeni

i wysokie b u d y n k i . N a dole obrazu, gdzie zwykle znaj­

klę­

bardzkiego.

Pośród tego zbioru obrazów
ktdre zawierają

Obrazy, które oglądamy, są k o m p o n o w a n e w pio­

(schemat

za uzdrowienie

obu klęczących

klęczącą

w

ujętego wnętrza

w 165[.]/

t y m obrazie może oznaczać niegasnącą wiarę.

i za­

rodzinę,

częsty w tej epoce, np. obrazy Oppersdorfów

łóżkach,

To niebywała kolekcja i zarazem przykład mało

czę­

w kraju znanej dbałości, nie mówiąc już o trosce

będących

„życia codziennego na Słasku w X V I I

opisy. Zdarzają

się też dość

tu przedstawiono
się z pożaru,

o o c h r o n ę dóbr k u l t u r a l n y c h . W i e l e poznałem w k r a ­
j u klasztorów, w niektórych sypiałem, w Skępem m i a ­

niespodziane

łem okazję zmieniać sukienkę tamtejszej M a t c e Bo­

osobę tonącą w rzece,

a Elżbietę

no w momencie gdy, przechodząc
kołkiem

cie zdarzenia. To również w o t u m dziękczynne.

należy do tej drugiej grupy.

łowy X V I I w. Wyliczmy

ówdzie

obra­

w Bardzie

zachowane obrazy wotywne pochodzą

przez Urbana

obrażeniem

podziału

Furman

skiej, ale spotkanie z t y m , na co się natrafia w Bardzie,

pokaza­

przez plot, przebiła

przyćmiewa wszelkie i n n e doświadczenia, z Rzeszowa,

się

O p a t o w a , M i e d n i e w i c , Radomia, Łowicza i z samej Ja­

/1736/.

snej Góry.

Kolek z płotu

W Bardzie po sąsiedzku i zawsze elegancko, z peł­
n y m uszanowaniem występują świadectwa wiary ubo­
gich i bardzo, bardzo bogatych.

Salkę M u z e u m z obrazami w o t y w n y m i otwiera tuż
za d r z w i a m i szczególnego rodzaju płótno. Jest to obraz

Ufność

z poł. X V I I I w., już pociemniały, w k o n w e n c j i naiw­
n y c h wyobrażeń, podobnie j a k sąsiadujące dzieła. K o ­
bieta przechodząc przez płot chruściany się przewróci­

Intrygujące wszelako jest podobieństwo w postawach

ła. D o obrazu dołączony jest na górze, poziomo przy­

fundatorów obrazów w o t y w n y c h . Chodzi przede wszyst­

wiązany, kołek długości blisko jednego metra. Jest to

k i m o fundatorów indywidualnych, prywatnych. Otóż

kołek z płotu, który spowodował zdarzenie. N i e trzeba

to podobieństwo wyraża się głównie w ufności do posta­

wielkiej dociekliwości, aby domyślić się, że jest to i n ­

ci czczonej i zarazem m o c n e m u przekonaniu, że się pod­

dywidualne w o t u m dziękczynne z tytułu szczęśliwego

lega jej opiece. Towarzyszy temu żarliwa wiara w udzie­

pokonania przeszkody. Ofiarodawczyni składa podzię­

laną, natychmiastową pomoc w sytuacji zagrożenia,

kę, że oczywiście c u d o w n i e została o b t o n i o n a . Przed

niebezpieczeństwa i t d . W y m o g i e m jest tylko przywoła­

czym? Ciężkim zranieniem. Jej suknia długa do kostek,

nie nazwy czy imienia postaci opiekuńczej i czczonej.

pewnie wplątała się w k o ń c e sterczących kołków pło­

O w o przywołanie - jak można się domyślać - bliskie

t u . I pewnie tylko westchnienie do M a t k i Boskiej przy­

jest spazmu, graniczy bądź jest prawdziwą rozpaczą.

wróciło nieszczęsnej rozwagę, jak znaleźć się na ziemi

Można się jednak zastanawiać, że skoro występuje

zdrową będąc.

tak wyraźne podobieństwo w postawie fundatorów

N a d całością przedstawienia - jak w meksykańskich

z naszych stron i tak odległych, jak M e k s y k , dlaczego

retablos - znajduje się stereotypowy wizerunek M a t k i

w j e d n y m i d r u g i m przypadku pojawia się potrzeba w i ­

Boskiej z Barda. Natomiast na dole obtazu - jak w zna­

zualizacji zdarzenia, nieraz drobiazgowej, uzupełnianej

n y c h n a m z odległego świata przedstawieniach - znajdu­

często

161

szczegółowym

jej

opisem. Wydaje

się, że

�Jacek Olędzki * S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE ŚLĄSKIM

w o w y c h postawach, jak je ogólnie nazywam, ufności'

Odmienności

i żarliwej wiary występuje jeszcze element przeżyciaL
emocjonalnego, z reguły niezwykle silnego, nieraz

Dziwnie rzecz by się miała, gdyby i c h nie było.

:

obezwładniającego czy może zdecydowanie głębokie­

W

go. Współcześni i oświeceni, doświadczający poprzez

Polsce o d sanktuariów w części północnej, jak

C h e ł m n o , przez środek Czerwińsk oraz dalej na połu­

:

przekazy środków masowych przeżyć o skali przerasta­
jącej własne nieszczęścia i jakieś dramaty, zapewne je'
tłumią albo osłabiają i c h możliwą o b e c n o ś ć . Retablos
;

meksykańskie dowodzą, że wciąż jest żywa postawa,&gt;
której poświęcam uwagę.

dnie, Kraków i samo Bardo, odnajdujemy wota, wyjątk o w o okazałe, związane z historycznymi dla tych miejsc
pożarami. Każdorazowo przyczyną pożaru był, jak się
pospolicie mówi, p i o r u n . W Czerwińsku d o k u m e n t e m
zdarzenia jest dużych rozmiarów trybowana i repuso-

Czy w Polsce jest inaczej? Niezupełnie. Władze ko­

wana blacha srebrna. O b i e k t z Barda już znamy. A l e

ścielne, w szczególności sławnych sanktuariów słyną­

jest wart uwagi, trochę podobny, bo też malowidło,

c y c h c u d a m i mają nie lada p r o b l e m z wielością d o k u ­

a nie plakietka srebrna. Posiada go Kraków. O t ó ż jest

m e n t o w a n y c h świadectw uzyskania przez swych wier­

to w o t u m dziękczynne, za co? Za to, że udało się pożar

n y c h bożej laski. N a Jasnej Górze już w latach sześć­

ugasić, albo że dzięki m o d l i t w o m sam wygasł? N i e !

dziesiątych nadmiar srebrnych czy srebrnopodobnych,&gt;
współczesnych wotów gromadzono w parcianych w o r ­

traktaty o naszej słabości narodowej do tolerancji.

kach, aby ostatecznie uległy przetopieniu, a z uzyska­

Uprzedzam, to w o t u m nieszczęsne, mówiące więcej niż
Otóż, dzięki g r o m a d n y m m o d l i t w o m parafian kościoła

nego surowca można było wykonać efektowne naczy­

św. Katarzyny i drugiego, sąsiedniego, udało się uprosić

n i a na k w i a t y dekorujące ołtarze.

Pana, aby pożar zmienił swe miejsce i przeniósł się

Powstanie

M u z e u m malarstwa w o t y w n e g o przy'
s a n k t u a r i u m w Bardzie jest niewątpliwie świadectwem

w i n n e . D o pobliskiej dzielnicy żydowskiej.

nie tyle wygasłych postaw ufności i m o c n y c h przeżyć

jących jakąś zbiorową potrzebę, był fundowany przez

1

;

e m o c j o n a l n y c h w i e r n y c h , ile kłopotu z n a d m i a r e m i c h

Ten rodzaj wotów, nie indywidualnych, ale wyrażalicznych zainteresowanych. Wspomagały realizację ta­

1

potrzeby „dania świadectwa".

kiej potrzeby i władze kościelne, i miejskie. Z t y m rodza­

To świadectwo w s a n k t u a r i u m bł. Rafała z Proszo­

j e m zbiorowych wotów w M e k s y k u nie miałem możno­

wic w Warcie mogą w i e r n i wyrażać na k a r t k a c h papie­

ści się spotkać. Również nie ma świadectw na występo-

r u (często są to niewielkie karteluszki) i składać do

wanie wotów zbiorowych w t y m kraju, dotyczących i n -

specjalnej skrzynki w kościele. C o jakiś czas treść t y c h

n y c h klęsk żywiołowych. A jak wiadomo, jest to rejon

zapisków jest odczytywana przez ojca bernardyna

huraganów oraz erupcji wulkanów. Okazuje się więc, że

z ambony.

Polacy już w przeszłości potrafili być solidarni.

1

1

1

W Warszawie, w kościele Świętego Krzyża, a więc

A l e - jak się wydaje - to nie tyle polskie dziedzic -

w sercu stolicy, o d okresu międzywojennego rozwija

t w o k u l t u r o w e , co zdecydowanie zachodnioeuropej-

się i wciąż jest żywy k u l t św. Tadeusza Judy, p a t r o n a

skie, stworzone w długich dziejach działalności insty­

spraw beznadziejnych. W ł a d z e kościoła rozstrzygnęły

tucji

p r o b l e m obecności świadectw tego k u l t u w tablicz­

a z czasem R A T U S Z (na dobrą sprawę u nas o d rene­

1

1

kościelnych

i świeckich.

Kościół,

kościoły,

k a c h niedużych, m e t a l o w y c h , na których intencje zo­

sansu) , to symbole europejskiego pejzażu semiotyczne-

stały wygrawerowane. A l e kiedyś, również i dla n i c h

go miast. W pejzażu meksykańskim, t y m d a w n y m ,

zabraknie miejsca na ścianie w keściele.

oczywiście kościół odnajdziemy, lecz ratusza nie. C h y ­

1

Zatem, m i m o wielkiej odległości w przestrzeni,

ba że za jego e k w i w a l e n t uzna się w n i e p o z o r n y m d o ­

dzielących katolików różnic w tradycji k u l t u r o w e j , h i ­

m u , j a k i c h w mieście wiele, areszt, albo - też z czasem

storii najnowszej, osobliwie i c h świat doznań, przeżyć

- w miarę przyzwoite budowle więzienia.

religijnych może być bardzo podobny, chociaż wyraża­
ny n i e j e d n a k o w o . I można na koniec

tych

uwag'
stwierdzić, m i m o n i e p r a w d o p o d o b n y c h przeobrażeń
o d X V I I I w i e k u na wszelkich p o z i o m a c h życia ludz­

Dziękczynne w o t a z p o w o d u wyładowań atmosferycznych i skutków, jakie mogą one powodować, to
iście europejska specjalność. I n n y m n a c j o m raczej nie­
znana i pewnie niedostępna.

kiego, t u i t a m , że w duszach katolików i chyba nie
t y l k o , t r w a stała ufność, wiara. W Bardzie p o n a d sto

•

lat t e m u ktoś przez płot przechodził i . . . szczęśliwie.

Istota przeżyć m i r a k u l a r n y c h się nie zmieniła. Przez

W W a r c i e już w naszych czasach pewna starsza n i e ­

ponad 300 lat powtarza się t e n sam rodzaj ufności, m o ­

wiasta jadła kaczkę. Mogła się udławić c i e n k ą k o ­

że już nie tak powszechny jak niegdyś. Zmieniły się je­

steczką tego ptaka, lecz wezwany n a p o m o c bł. Rafał

dynie realia. Pojawiły się nowe choroby i zagrożenia.

z Proszowic interweniował, do udławienia „nie d o ­

W Polsce problemy alkoholizmu, w M e k s y k u , a raczej

szło". W t y m s a m y m czasie pewnej zacnej M e k s y k a n -

w U S A bandytyzmu. Pewnie i one są już obecne w kra­

ce z s y n k i e m udało się przejść szczęśliwie przez tory

j u , w skrytych - jak w Warcie - wyznaniach w i e r n y c h .

kolejowe, zdążyła wezwać na p o m o c swoją Panienkę

U nas sztuka malarstwa w o t y w n e g o wygasła już przy

z Jose de los Lagos.

końcu X I X w i e k u . W M e k s y k u rozwija się do tej pory.

162

�Jacek Olędzki • S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE ŚLĄSKIM

Dlatego w porównaniach stylu, fotmy, wystąpią różni­

kanonika oznaczone również analogicznym jak na obrazie

ce. Nasze d o k u m e n t y uniesień m i t a k u l a t n y c h są ro­

herbem i monogramem, na

którym ukryta była

data jego

dzajem naśladownictwa dzieł epoki. A więc są w y m u ­

śmierci:

sądzić,

wyznacza

skane, olejne, statannie malowane lasetunkowo. C h o ­

termin a quo powstania owego

ciaż nie we wszystkich ośrodkach. Meksykańskie reta-

1508.

Cornelius

Należałoby
Mueller,

że data ta

malowidła.

który opublikował

blos z lat sześćdziesiątych-dziewięćdziesiątych X X wie­

stwa XVI wieku na Śląsku,

k u , powstały ptzy użyciu nowej fatby, akrylu, farby

oddziaływania

w o d n e j , ale krzepnącej jak olejna i ttwałej. Najważ­

czym mianem: „Mistrz kręgu Cranacha

niejsze, nie ma w n i c h śladu jakichś prób naśladownic­

Pewne cechy stylu weimarskiego

t w a w i e l k i c h dzieł, są spontaniczne, zamaszyste, p r o ­

zwłaszcza

stota i szczerość z nią związana tzuca się w oczy, jak

pokutującym

Łukasza

w głównej

krucyfiksu,

esowatym udrapowaniem

do którego

a także

przewiązanego

go za nim św. Jana Ewangelistę,

klęczącym,
z

typowym,

na węzeł

polecany przez

a całość zamykają

reliefowo opracowane pozłacane

zwieńczeń

cji d a l e k i c h o d sztuki n a i w n e j , bliskiej l u d o w e j . C h o ­

ślinną pucołowaty

tryptykowych.
aniołek

miastem i górami,

do tradycji

orna­

masu/erkourych

Pod tą ornamentalną
dmie w

klę­
stojące­

w tle roztacza się rozle­

pejzaż, Z kościołem,

włącza kultutę religijną Polski do europejskich trady­

periso-

wiarygodnością

gły, „romantyczny"

menty roślinne nawiązujące

W Bardzie przekonuje nas o t y m jeden obraz, który

r."

znaleźć,

przedstawieniu

modli się anachoreta,

czy w prawym dolnym narożniku,

podboju.

w

w

robo­

1508

mistrza można

nium. Kanonik oddany z portretową

n y m znacznie wcześniej i nie w w y n i k u

z około

postaci kompozycji:

św. Hieronimie,

w tęcznie pisanych na karteluszkach papietu relacjach

U nas chrześcijaństwo stało się f a k t e m historycz­

kręgiem

Cranacha starszego i określa

o cudzie.

Dzieje wszelako zasadniczo odmienne

katalog malar­

łączy ów zabytek z

wicią

ro­

trąbę.

dzi o obraz również wotywny, jednakże związany nie

•

z m a l a t s t w e m domorosłym czy nawet c e c h o w y m . Tak
oto o t y m obrazie pisze Tadeusz C h r z a n o w s k i , w przy­
taczanej już pracy (s. 108-113):
Muzeum. Oczywiście
w naszym przeglądzie
niezbędne

znajdujących

jest zasygnalizowanie

tym scharakteryzowanie

Bardo to miejsce pogranicza między Śląskiem, Cze­

nie sposób

omówić

się tu eksponatów,
najcenniejszych,

pewnych

z XVIII

zabytek to bardzo

piękny

obraz

oznaczonego

ten znajdował

się przed wojną

lifornię. Skala t y c h pogranicznych związków jest oczy­
wiście i n n a . Takie pogranicza sprzyjają więziom mię­

obrazy

w. (około dwudziestu).

JO] kanonika

tuaria M e k s y k u , które łączą obszary o d Teksasu po Ka­

ale

a poza

zespołów.

W dziedzinie malarstwa przeważają
zwłaszcza

c h a m i , M o r a w a m i , ziemią lubuską, podobnie jak sank­

szczegółowo

Jedyny

wotywny

monogramem

starszy

mienności religijnej. Poprzez owe więzi kształtuje się

[podkr.

bogactwo i rozmaitość oryginalnych faktów k u l t u r o ­

Obraz

w y c h . Przestrzeń ludzkiego bytowania była i pozosta­

Głogowie,

nie do końca c z y n n i k i e m przyjaznym, chociaż nie za­

„LG".

w kolegiacie w

dzyludzkim, szczególnie jeśli nie dzielą i c h bariery o d ­

barokowe,

każ­

wsze zbawiennym. N a t o m i a s t , czy praktyka kompara-

dym razie dobrze się stało, że nie pozostał w kościele, dla

tystyczna wspierana p r a w e m k o n w e r g e n c j i jest dzisiaj

a kiedy przeniesiono go do Barda, trudno ustalić. W
którego

był przeznaczony,

wypaleniu w czasie działań

bowiem ten uległ
wojennych,

metodologicznie w poznawaniu i

całkowitemu

więc ocalony

Datowanie

kultur

dacz statej daty - ptzywiązalem się do niej dosyć ser­

bytek tym bardziej raduje oczy.

decznie.

owej kompozycji jest o tyle łatwe, że inwen­

tarz Lutscha wymienia w kolegiacie w Głogowie

rozumieniu

słuszna, t t u d n o jest powiedzieć, poza t y m że - jako ba­

za­

epitafium

163

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6035" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6015">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4dfc284856185d5218611c3c8d422c20.pdf</src>
        <authentication>fdb287938f99181b3c0bc2d41c2e8f2f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72014">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2872</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72015">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72016">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2677</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72017">
                <text>Meksyk. Współczesna świadomość mirakularna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72018">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.164-171</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72019">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72020">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72021">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72022">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72023">
                <text>Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

młodzieńczym o nakazie drążenia prawdy naukowej.
Podobne

JACEK

odczucia rodzą się w czasie myszkowania

w szczelinach k a m i e n n y c h suburganów Buriacji, M o n ­

OLĘDZKI

golii, Tybetu, N e p a l u . W szczelinach tych ukryto thanki...

Szperanie w archiwach kościelnych, w których są

nieraz notowane intencje składanych wotów, również
ociera się o grzech naruszania czyjejś prywatności. Jed­

Meksyk* Współczesna
świadomość mirakulama

nakże władze kościelne nie bronią przed t a k i m postępo­
w a n i e m . Najważniejsze, że przeważająca część ogrom­
nej ilości wotów w k a t o l i c k i c h sanktuariach świata jaw­
nie głosi treść swych próśb czy dziękczynień. Retablosy
z M e k s y k u należą do t a k i c h właśnie wotów.

Retablos

P

ośród różnorodnych, chrześcijańskich

obrząd­

Współczesne retablos meksykańskie, tak jak europej-

ków i p r a k t y k religijnych oryginalną własnościąi

skie malarstwo z X V I I - X V I I I i z początków X I X w i e k u ,

katolicyzmu na świecie, niedzieloną z prawosła­

ukazują i d o d a t k o w o opisują k o n k r e t n e zdarzenie m i -

w i e m , kościołami autokefalicznymi oraz z w y z n a n i a mi i

rakularne, nie sprawdzane przez jakąkolwiek światłą,

p r o t e s t a n c k i m i , są w o t a . ex vota, w M e k s y k u nazywa­

oficjalną komisję kościelną, lecz jedynie uznane przez

ne retablos, l . p . retablo. Tablo, w hiszpańskim oznaczai

określoną osobę czy osoby za cudowne. A inaczej mó­

ołtarz. Retablo, w w o l n y m tłumaczeniu określa o b i e k t

wiąc - za interwencje o znamionach cudowności w sy­

sakralny, znajdujący się w kościele za ołtarzem.

tuacjach zagrożenia życia, wolności, zdrowia jednej

W o t a stanowią niezwykle sugestywny element wy­

z czczonych osób boskich w środkowo-zachodniej czę­

stroju miejsca w kościele, cieszącego się wśród wier­

ści M e k s y k u . Najpopularniejszymi postaciami są Prze­

n y c h szczególnym rodzajem adoracji: miejsca opro­

najświętsza Panna M a r i a z San Juan de los Lagos, Pan­

mienionego cudownymi

łaskami. C u d a m i słynące

na M a r i a z Talpa, Panna M a r i a z Zapopan oraz Jezus

sanktuaria maryjne i jezusowe, czy też związane z k u l ­

Ukrzyżowany - Pan Miłosierdzia w Jalisco, Pan z Sau-

t e m świętych, w M e k s y k u - świętych Michała i M a r ­

cito w San Luis Potosi, Pan K o n k w i s t y D u c h o w e j

cina, to skarbnice wotów. W i n n y c h religiach świato­

w Guanajuato czy Dzieciątko Jezus ( N i n o ) z A t o c h a

w y c h jakiś zbliżony do wotów o d p o w i e d n i k znaleźć

w Zacatecas.

można w judaistycznych kwitlechach,

karteczkach z za­

W

niektórych krajach europejskich obszaru śród­

pisywanymi prośbami i dziękczynieniami, albo - i chy­

ziemnomorskiego, szczególnie we Włoszech, obrazy w o ­

ba w najszerszym zakresie - w b u d d y j s k i c h tkankach,

tywne zastąpiono w najnowszych czasach fotografiami.

obrazkach czczonych postaci, i treści, w szarfach i c h u ­

Dotyczy to przede wszystkim odbieranych przez wier­

stach z w y d r u k o w a n y m i m o d l i t w a m i oraz w listach,

n y c h jako cudowne zdarzenia tych tragicznych kolizji

głównie k o m e m o r a t y w n y c h n a k l e j a n y c h na b ę b n a c hL

samochodowych, które nie skończyły się o f i a r a m i

m o d l i t e w n y c h . Buddyjskie klasztory, święte góry, szla­

śmiertelnymi podróżnych. Przykładem tej par excellence

k i pielgrzymek buddystów obfitują w owe świadectwa[
wiary. Wszelako, pod względem jawności, nieskrępo­

niego w j e d n y m z kościołów M e d i o l a n u . Niezliczone fo-

wanej otwartości, na koniec - zobrazowania środkamiL
malarskimi czy rzeźbiarskimi k o m u n i k a t u - tylko ka­

wyszli żywi, otaczają na ołtarzu obraz świętego. Podob-

tolickie w o t a należą do praktyk religijnych w całymL
tego słowa znaczeniu, j e d y n y c h , wyjątkowych. D l a ba­

w M e k s y k u . A l e w t y m drugim przypadku fakty jak naj­

dacza interesującego się postawami w i e r n y c h , i c h tro­

bardziej aktualnej codzienności wciąż znajdują swoją

skami, pragnieniami czy w pełni zindywidualizowany­

dokumentacje w malarskich przekazach. U nas wypar­

m i zdarzeniami, jakie spotkały w życiu fundatorów,

te zostały przez teksty na k a r t k a c h składanych do spe­

ofiarodawców sakralnych wyznań, w o t a są prawdzi­

cjalnych schowków w kościele względnie przez tabliczki

w y m rarytasem poznawczym. Postrzegł to już przed b l i ­

metalowe z wygrawerowanymi napisami.

sko stuleciem w i e l k i V a n Gennep. Kwitlechy

czy than-

ki spowija jeśli nie pełna tajemnica samych i n t e n c j i , to
i
tajemnica częściowa, związana z tabu przeglądania zło­
żonych przekazów w miejscach k u l t u .

tografie roztrzaskanych samochodów, z których ludzie
n y c h f o r m k u l t u nie notujemy a n i w Polsce, ani też

W sanktuariach m a r y j n y c h i jezusowych w Meksyk u królują, jak przed w i e k a m i , dosyć n a i w n e , wzrusza­
jące m a l u n k i na blasze, zawsze opatrzone napisem adoracyjnym i objaśniającym zdarzenie. Z reguły każde retablo posiada wyobrażenie czczonej postaci, do której

Przeglądając, a następnie publikując treść chasydz­
k i c h kwitlechów,

współczesności wotywnej jest sanktuarium św. A n t o ­

skierowane zostało dziękczynienie czy prośba.

adresowanych do sławnego cadyka E l i -

melecha z Leżajska, miałem świadomość świętokradz­

Może ktoś powiedzieć - po jakie licho (brak m i lep­

twa, chociaż usprawiedliwionego w m y m m n i e m a n i u

szego określenia) zawracać sobie głowę o w y m i naiwny-

164

�lacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

m i m a l u n k a m i , jakimiś niezbyt „dojrzałymi" wyznania­

surowiej pottaktowaliby owe cuda, dodając przymiotnik

m i wiary w kraju słynącym z zapierających dech świą­

wątpliwe, albo domniemane czy niesprawdzone! Zatem

tyń, czyli twórczych

prze tworzeń wzorców

sam już tytuł pięknie wydanej książki, papier kredowy,

hiszpańskiego renesansu i baroku. Mało tego, obecno­

barwne ilustracje, mapka, tabele, budzi zdecydowanie

ści jedynych na świecie m o n u m e n t a l n y c h murale na

pogodne uznanie. I dodać należy, że ów tytuł nie m a

rodzimych

gmachach publicznych, mających najszczytniejsze prze-

ani na płóciennej okładce, a n i w stylistyce obwoluty nic

słanie kteowania tożsamości narodowej. N a to i podob­

z chwytliwych,

ne zasttzeżenie odpowiadam o d razu i z prawdziwą przy­

pierwszy tzut oka widać, że praca dwóch autorów, zwią­

jemnością. Otóż nie murale, ale owe skromne, naiwne

zanych z I n s t y t u t e m Studiów Socjologicznych U n i w e r -

retabhs kryją w sobie głębokie i - co jest batdzo ważne

sytetu w Guadalajara, to ptaca solidna, naukowa. Książ­

t a n i c h sensacji. Ptzeciwnie, już

na

- powszechne stany ducha, życiowe ttoski, społeczne

kę rekomenduje w słowie wstępnym dyrektot I n s t y t u t u

aspiracje czy, już na koniec, szczere wyobrażenia religij­

dr M a n u e l Rodriguez Lapuente.

ne, jak również towatzyszące i m emocje. Wydaje się, że
pewien rodzaj wotów, w t y m również meksykańskich re­

•

tabhs, p o d względem zawattych w n i c h treści porównać
można do strzeżonych tajemnicą wyznań n a spowiedzi
świętej, któte są znane tylko kapłanowi. Ponieważ owa
tajemnica spowiedzi uniemożliwia poznanie stanów d u ­
cha umysłu

reprezentantów

Pogranicze w każdym rejonie współczesnego i daw­
nego świata było jest spotkaniem się odtębnych syste­
mów wartościowania. O w e odtębności, służące u t r w a ­

określonych społeczności

l a n i u i pielęgnowaniu zbiorowej tożsamości, obejmo­

wiernych, pozostają i c h wyznania ujawniane oficjalnie

wać mogą zachowania czy upodobania całkiem błahe,

w ptzekazach w o t y w n y c h .

jak tównież zasadnicze, odnoszące się do kardynal­
n y c h pragnień, t a k i c h j a k poczucie bezpieczeństwa,
umiłowanie wolności, wiara i ufność w stosunku do

•

czczonych z n a m i o n Boga. U nas jakimś o d p o w i e d n i ­
k i e m Miracles

N i e b a w e m , jak Pan Bóg pozwoli i zgodzą się Wszy­

on the Border, było na wschodniej rubie-

scy Święci, upłynie pełne półwiecze, odkąd zajmuję się

ży s a n k t u a t i u m wileńskie Osttej B t a m y czy

problematyką wotywną w Europie, a w Polsce przede

maryjne w K o d n i u , a na południowym zachodzie, ślą­

również

wszystkim. Ponieważ nie jestem amerykanistą, będę

skie Wambierzyce. To ostatnie do dzisiaj wiąże Pola­

korzystał z pomocy z n a k o m i t y c h znawców A m e r y k i

ków z Czechami i N i e m c a m i . W ptzypadku s a n k t u ­

Łacińskiej, przede wszystkim p a n i d i Bogumiły Lisoc-

ariów meksykańskich więzi — zgodnie z miarą odległo­

kiej-Jaegermann otaz pana ptof. Jerzego Makowskiego.

ści amerykańskich - sięgają odległego stanu Ilinois,

A l e nie ttzeba znać odległego k o n t y n e n t u z autopsji,

samego Chicago albo bliżej, takiego kolosa, j a k i m jest

mają swoje

Los Angeles. Mówiąc krótko, pogtanicza sptzyjają c u ­

swoiste osadzenie społeczno-kultutowe, któremu t o ­

d o m , wyosttzają i c h sens w życiu ludzi, nadają i m swo­

warzyszy dramat, nieznany z Europy i chyba również

isty k o l o r y t . Z reguły nie jest o n łagodny, lecz często

aby wiedzieć, że meksykańskie retablos

z i n n y c h stron świata. C h o d z i oczywiście o graniczenie

drapieżny, b t u t a l n y bezwzględny. Można się o t y m

M e k s y k u z j e d y n y m rzeczywistym supetmocatstwem,

ptzekonać pattząc na niektóre wyobrażenia zdarzeń

z U S A . Fakt t e n pojawia się bodaj w każdym z meksy­

c u d o w n y c h , przedstawionych n a retablos ( I I . 1-3).

kańskich retablos, jakie powstały w m i n i o n y m stuleciu,

Sanktuaria

a które dalej postaram się szerzej przedstawić.

Cuda

Stosunkowo obszerną część swej pracy (s. 45-66)
autotzy poświęcili omówieniu dziejów miejsc k u l t u
wotywnego w

Podstawą źródłową mego szkicu są obszerne dane,
pochodzące z dzieła Miracles
Mexican

Migrants

rejonach

M e k s y k u . Najstarsze

on the Border. Retablos of

środkowego

i zarazem

zachodniego

najpopularniejsze

ośrodki pojawiają się już w drugiej połowie X V I w i e k u .

to die United States. A u t o t z y - Jotge

D u r a n d , Douglas S. Massey. Wydawcą tego i m p o n u ­

Rozkwit t y c h miejsc k u l t u , podobnie jak w Europie,

j ą c e g o o p t a c o w a n i a , jakiego

pozazdrościć

przypada na w i e k X V I I I , czasy k o n t n e f o r m a c j i . K u l t y

M e k s y k o w i niejeden kraj europejski, mający starsze

w o t y w n e są b o w i e m nieodłącznym elementem o c h r o ­

mógłby

i rozleglejsze k u l t y w o t y w n e , jest T h e U n i v e t s i t y o f

ny kościoła rzymskokatolickiego przed wpływami r u ­

A r i z o n a Press, Tucson a n d L o n d o n , 1995, ss. 216.

chów reformatorskich. Stanowią szczególnie m o c n ą
gwarancję zjednywania sobie szerokich rzeszy wier­

Tytuł omawianego dzieła to Cuda pogranicza. Takie­
kraju

n y c h . Odnoszą się zawsze do żywych w każdym m i e j ­

żadne z szanujących się wydawnictw nie mogłoby zaak­

scu stałych trosk i pragnień, p o d o b n y c h kwestii zwią­

ceptować. Świeccy recenzenci dodaliby łagodzące dwa

zanych z losem ziemskim człowieka.

go

tytułu

w

naszym

wybitnie

katolickim

słowa, zdarzenia o charakterze ( c u d o w n y m ) . Natomiast

N a podstawie szczególowego rozpoznania k i l k u ty­

recenzenci konfesyjni, a więc z tytułem księdza, jeszcze

sięcy retablos mogli autotzy ustalić hierarchię ośrodków

165

�Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

k u l t o w y c h w M e k s y k u . Przyjęli podział na sanktuaria

grantów. Należą d o n i c h napady r a b u n k o w e , wciele­

maryjne, jezusowe i związane z postaciami czczonych

nie d o wojska wysianie na wojnę w K o r e i i W i e t n a m i e .

świętych. W zamieszczonej tabeli ( 5 . 1 . s. 69) poznaje­

D o grupy t y c h nieszczęść zaliczyć również

m y ujęte w procentach ustalone przez autorów rozmia­

szczególne w y p a d k i przy pracy i oczywiście kłopoty

ry popularności poszczególnych ośrodków. Różnice są

związane z nielegalnym przekraczaniem granicy.

nieraz bardzo znaczne. N a pierwszym miejscu znajduje

Zwraca uwagę przewaga retablos

się k u l t Przenajświętszej Panny M a r i i z San Juan de los

można

dziękczynnych.

Doliczyłem się t y l k o jednego retablo proszalnego. D o ­

Lagos (49,6 % ) . Zamyka ową tabelę piętnastu ośrod­

tyczy o n o prośby o u w o l n i e n i e z więzienia. W a r t o za­

ków k u l t św. Tadeusza Judy (0,8 % ) . Wydaje się, że ze­

znaczyć, że w o t a proszalne są zazwyczaj obecne głów­

stawienie w Polsce popularności sanktuariów również

nie w n i e w i e l k i c h ośrodkach wiejskich. Stanowią w y ­

dostarczyłoby p o d o b n y c h wyników. Zapewne na pierw­

różnik postaw religijnych środowiska chłopskiego. D o ­

szym miejscu plasowałyby się k u l t y maryjne, a czczony

tyczą p o d s t a w o w y c h spraw związanych z gospodarką

w kościele Świętego Krzyża w Warszawie św. Tadeusz

rolną czy hodowlaną. W o m a w i a n y m zbiorze retablos

Juda, prawie nieznany w i n n y c h częściach k r a j u , znala­

emigrantów t a k i c h tteści nie odnajdujemy. Podobnie

złby się na końcu l u b przy końcu zestawienia. W k o n ­

nie natrafiamy na jakieś przykłady k u l t u w o t y w n e g o

tekście podobieństw między k i e r u n k a m i

wykorzystującego ustalone powtarzające się symbole,

religijności

ukształtowanej w M e k s y k u i Polsce w a r t o nadmienić,

takie na przykład jak serca gorejące, dłonie czy oczy.

że w j e d n y m i d r u g i m obszarze p a t r o n e m spraw ucho­

Jawność i n t e n c j i retablos, nieraz wprost demonstra­

dzących za nierokujące nadziei, szczególnie ciężkie jest

cyjna otwartość podziękowań to niezwykle charaktery­

właśnie św. Tadeusz Juda, a nie jak w Bawarii i niektó­

styczna cecha meksykańskich kultów w o t y w n y c h . A u ­

r y c h rejonach Francji - św. Leonard.

torzy Miracles on the Border, wyliczyli zaledwie 3,2 % re­

W k o l e j n y m zestawieniu (5.2, s. 71) autorzy ustali­

tablos, niemających ustalonych ( w i a d o m y c h czy całko­

l i w p r o c e n t a c h rodzaje i n t e n c j i zawartych w retablos

wicie jawnych) podziękowań. W o m a w i a n y m opraco­

emigrantów meksykańskich d o Stanów

w a n i u nie mówi się o t y m fakcie. Wszelako dla znają­

Zjednoczo­

n y c h . Podobnie jak w poprzedniej tabeli uszczegóło­

cego charakter

wioną analizą objętych zostało 124 retablos. O t o sie­

w Europie jest t o niezwykle ważny szczegół. Prawdopo­

d e m grup p r o b l e m o w y c h , jakie wyróżnione

zostały

dobnie ma o n związek z jednej strony z samą niezwykłą

w tej analizie: wyprawianie się w podróż (14,5 % ) ,

dramaturgią emigracji Meksykanów do U S A , a z d r u ­

w t y m przekraczanie granicy (8,9 % ) ; znalezienie wła­

giej - jak się wydaje - cechami osobowymi samych

ściwej drogi (4,0 % ) ; w t y m , znalezienie zatrudnienia

emigrantów, i c h nieskrępowaną szczerością.

(1,6
(14,6
(6,5

%)

i zbłądzenie

(2,4

kultów w o t y w n y c h

występujących

% ) , p r o b l e m y prawne

% ) , w t y m nieuporządkowane
% ) ; sprawy z d r o w o t n e (24,2

Oblicza emigracji

dokumenty

%),

choroba

(17,7 % ) , operacje w szpitalu (6,5 % ) ; pobyt w U S A

Emigranci tak w Europie, jak i w A m e r y c e , nie na­

(21,8 % ) , w t y m w o j n a , wcielenie do a r m i i amerykań­

leżą do przeciętnych statystycznie reprezentantów da­

skiej (5,7 % ) ; w y p a d k i przy pracy (4,0 % ) , w y p a d k i

nej zbiorowości. Chociaż zdarza się, że ubóstwo, cięż­

drogowe (9,7 % ) , zbrodnia (0,8 % ) ; sukces (1,6 % ) ,

kie w a r u n k i bytowe mogą wpływać na masową wę­

powrót d o d o m u (17,7 % ) , wdzięczność emigrantów

drówkę w i e l k i c h grup emigrantów, podejmujących ry­

(5,6 % ) , wdzięczność k r e w n y c h (12,1 % ) , cuda nie­

zyko opuszczenia s t r o n r o d z i n n y c h „za chlebem". Ta­

określone (3,2 % ) .

kie zjawisko można było obserwować p o d koniec X I X

W świetle d a n y c h zawartych w przedstawionej ta­

i na początku X X w i e k u w masowej emigracji najuboż­

beli nabiera nowego blasku stare łacińskie powiedze­

szej ludności chłopskiej z Polski do N i e m i e c (Saksonii,

nie: afflicatio facit religiosos (utrapienia czynią ludzi re­

wyjazd „na saksy"), Francji, a także do Stanów Zjed­

l i g i j n y m i ) . U t r a p i e n i a zaś każdej emigracji to nagro­

noczonych. E m i g r a n c i polscy na Zachód w okresie

madzenie n i e p r z e w i d y w a l n y c h często niepowodzeń.

międzywojennym to już i n n a reprezentacja społeczna.

Najliczniejsze w przypadku meksykańskim łączą się ze

Uległa ona dalszej zmianie z m o m e n t e m w y b u c h u

zdrowiem 24,2 % . N a d r u g i m miejscu znajdują się roz­

wojny, a po w o j n i e w k o l e j n y c h falach, między i n n y m i

maite kłopoty związane z p o b y t e m w U S A 21,8

%.

do U S A można było obserwować wyraźny proces se­

Osobne całkiem miejsce zajmują problemy prawne,

lekcji, prowadzącej d o pojawienia się osób z wyższym

14,6 %. Powrót do d o m u to przerwanie łańcucha nie­

wykształceniem, a nawet wyjątkowych, pisarzy, arty­

szczęść... Zadowolenie z tego p o w o d u wyraża dosyć

stów (Kosiński, T y r m a n d , Głowacki, Sawka, Olbiński

pokaźna liczba retablos 17,7 % !

i w i e l u i n n y c h ) . Znalezienie się na stałe p o 1939 r o k u
w A r g e n t y n i e W i t o l d a Gombrowicza można uznać za

Zamieszczonych w książce 40 b a r w n y c h fotografii

rodzaj signum temporis emigracji Polaków do A m e r y k i .

retablos pozwala dokonać prostszego podziału utrapień
emigrantów. Połowa z n i c h dotyczy nieszczęść związa­

Z pracy J. D u r a n d a i D . S. Masseya nie dowiaduje­

n y c h ze zdrowiem!, druga połowa wiąże się ściśle

my się więcej, niż może wynikać na temat emigracji

z osobliwymi w y p a d k a m i , jakie spotkały w U S A e m i ­

z analizy retablos. W y p a d a m n i e m a ć , że uwiecznieni

166

�Jacek Olędzki * MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

I I . 3. R e t a b l o dziękczynne za ujście z życiem z n a p a d u z bronią złożone Panu de la M i c e r i c o r d i a przez Jesusa Gomeza
w 1961
I I . 4. R e t a b l o dziękczynne złożone Przenajświętszemu Panu de la M i l a g r o s przez Francisca T r u j i l i o w 1976.
W y m i a r y 19,5 x 25 c m .
11. 5. M i l a g r i t o , c u d e ń k a , u góry la V i r g e n de C o p a c a b a n a w kręgu o t a c z a j ą c y m na którym można wyróżnić rozliczne sym­
boliczne wyobrażenia, z l e w e j : 6 l a m , gwiazda, k o n d o r , księżyc, k o g u t , k l u c z , k o b i e t a i mężczyzna trzymający się za
ręce w d a w n y c h s t r o j a c h i i n n e , Peru. W y m . 5 x 8 c m . Wyobrażenie osła oraz k o b i e t y klęczącej w długiej s u k n i .
О а х а с а M e k s y k . W y m . 1,8 x 2 x 2 c m . 1,2 x 2,2 c m . Ze zbiorów Bogumiły L i s o c k i e j Jaegermann

167

�Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

И. 1 . Retablo dziękczynne za szczęśliwe przekroczenie granicy złożone Pannie z San Juan przez M . Esther Tapia P i c o n
I I . 2. R e t a b l o proszalne o u w o l n i e n i e z więzienia w U S A złożone Panu de la C o n q u i s t a przez Juan Jose Sanchez

168

�Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

w meksykańskich w o t a c h emigranci to przedstawicie­

wania do U S A , krainy o d m i a n y swego życia, to głów­

le reprezentacji plebejskiej, chociaż niekoniecznie

-

ne podłoże pojawiania się retablos, wyróżniających się

jak w przypadku pierwszych p o l s k i c h emigrantów do

wotów spośród ogromnej i c h ilości i o d m i a n w rozma­

A m e r y k i - cierpiący niedostatek chłopi. Wydaje się,

i t y c h ośrodkach k u l t o w y c h na świecie.

że w i e l u z emigrantów z M e k s y k u do Teksasu, Ilinois

N i m poznamy zamieszczane w retablos teksty, przy­

czy K a l i f o r n i i to szczególny rodzaj osób ważących się

pomnijmy, że w o t a są probierzem prawdy. Podobnie -

na podjęcie ryzyka opuszczenia ojczyzny nie tyle z p o ­

0 czym mówiłem na wstępie - j a k spowiedź święta d o ­

wodów wyłącznie m a t e r i a l n y c h , co losowych. Mówiąc

starczają wiadomości niezwykłych. Teksty w o t y w n e

szerzej, t a k i c h losowych, w których zrodziło się m o c n e

stanowią źródło wiadomości, których nie zastąpi n a j ­

pragnienie zmiany warunków

się

lepsza ankieta, a n i też zapis treści najdojrzalszej roz­

z szarej codzienności czy też pospolitych kłopotów

mowy. W o t u m jest też trwałym d o k u m e n t e m , j e d y n y m

z nią związanych.

swego rodzaju. U j a w n i a fakty w akcie wiary w c u d ,

A u t o r z y przedstawiają

życia, w y r w a n i a

n a m kolejną

tabelę

we wzniosłym wyznaniu dziękczynienia czy prośby.

5,3

w której sumiennie zestawione zostały dla okresów

W i a r a w c u d , niezwykłą interwencję osoby boskiej, to

1900-39. 1940-64, 1965-79, 1980-93 dane dotyczące

przedmiot w o t y w n y c h wyznań. Wyznawca, najszcze-

płci emigrantów, rejonów emigracji oraz n a p o t k a n y c h

rzej j a k potrafi, wiarę tę podaje d o publicznej wiado­

na obczyźnie kłopotów. W pierwszym okresie emigra­

mości. C y b o r i u m ołtarza, część za mensą, b l a t e m

c j i nie występują owe zasadnicze problemy związane ze

ofiarnym, to miejsce dla retablos. Poprzedzały je w h i ­

z d r o w i e m ! . W największym nasileniu (41,2%) poja­

storii rozwijających się f o r m k u l t u obrazy świętych,

wiają się w l a t a c h 1940-64- W następnych d w u okre­

santos, f u n d o w a n e dla kościoła przez zamożnych para­

sach maleją. N a t o m i a s t w pierwszym okresie emigracji

fian. Retablos m a j ą swoich fundatorów w reprezentacji

największe problemy (36,3%) wiązały się z samym ak­

zasadniczo o d m i e n n e j osób niezamożnych, najczęściej

t e m przekroczenia granicy! Problemy te zwiększyły się

ciężko w swym losie doświadczonych. I c h f o r m a ma­

(39,1%) w latach 1965-79, a w o s t a t n i m p o z n a n y m

larska bywa niezdarna, rozbrajająco szczera, aż naiw­
na. A l e nie ma w niej śladów wpływów wzorców ko­

okresie zmalały do 8,3%(?).

m i k s o w y c h czy zaczerpniętych

Poza o s t a t n i m okresem, kiedy wśród emigrantów

z reklam. Ujmując

rzecz ogólnie, mają retablos swoją autonomiczną for­

przeważają mężczyźni (stosunek 66,7%:33,3%), w po­

mułę przekazu. Przypomina ona sposób obrazowania

zostałych latach proporcje między płcią emigrujących

spotykany w w o t a c h malarskich pochodzących z Euro­

są wyrównane.

py, Bawarii, Węgier czy Słowacji. I nie w y n i k a t o za­

Z r u b r y k i dotyczącej kierunków emigracji do Sta­

pewne z jakichś zapożyczeń, lecz podobieństwa postaw

nów oraz z następnej tabeli poszerzonej o dane na te­

w p o j m o w a n i u c u d u jako bezpośredniej i n t e r w e n c j i

m a t pochodzenia emigrantów dowiadujemy się, że

osób czczonych w ziemskie sprawy wierzących.

przeważająca i c h liczba (29,0%) pochodziła z górzyste­
go obszaru centralnie położonego Guanajuato. N a t o ­

Inskrypcje zamieszczane na płytkach blaszanych re­

miast k i e r u n k i emigracji zmieniały się. W latach 1940-

tablos mówią często więcej niż uczone wywody k o m e n ­

64 preferowano Kalifornię (26,5%) i t e r y t o r i u m przy­

tatorów tej szczególnej postaci k u l t u religijnego. A u t o ­

graniczne (20,6%), które w o s t a t n i m okresie 1980-93

rzy Miracles...

było nawiedzane najsłabiej. Podobnie, znacznie zmala­

stów umieścili w swej książce przy każdej reprodukcji re­

ło zainteresowanie Kalifornią. D o Teksasu emigrowano

tablo angielską i poprawną hiszpańską wersję odczyta­

najliczniej (21,7%) tylko w latach 1965-79.

świadomi w pełni znaczenia o w y c h tek­

nego napisu. Rozpocznę prezentację wybranych t u tek­
stów o d wspomnianej jedynej prośby. W i d n i e j e ona p o d

Ostatnia tabela 5.5 uszczegóławia terytorialne roz­
proszenie w Stanach w y m i e n i o n y c h już wcześniej pro­

malowidłem ukazującym na czarnym tle (!) mężczyznę

blemów nękających emigrantów, które ujawniają z całą

z rozłożonymi rękami, którego przesłaniają pręty odkry­

ostrością zmieszczone w pracy reprodukcje 40 retablos.

tej celi więziennej, tak charakterystycznej dla aresztów
U S A . O b o k tego przedstawienia na błękitnym tle w ob­

Teksty

łokach ukazany został krucyfiks. A oto sama prośba:
Tym retablo proszę
uwolniono

C u d a towarzyszą zazwyczaj odmianie życia, w n a j ­

Guanajuato.

częstszych przypadkach rozważanych w Miracles on the

Pana od Conąuista

mnie w Stanach

aby sprawił,

Zjednoczonych.

San

by

Felipe,

Juan Jose Sancht'z O. 10 października

1990.

znalezienia się poza „zaklętym kręgiem co­

Prezentację czterdziestu r e p r o d u k c j i retablos otwie­

dzienności". A więc w nowej emocjonalnie i również

ra j e d n o z najstarszych, z 1917 r o k u . Przed wyobraże­

d u c h o w o rzeczywistości. Pospolite wówczas zagrożenia

n i e m Najświętszej Panny z San Juan w koronie i cha­

i niepowodzenia, jeśli się kończą pomyślnie, uzyskują

rakterystycznej sukience, jak n p . u naszej M a t k i Bo­

Border,

w świadomości poznawanych z książki Meksykanów

skiej Skępskiej, klęczą ze złożonymi dłońmi chłopiec

m i a n o c u d u . A l e nie mówię o t y m , aby wejść n a ścież­

1 kobieta.

kę jakiejś psychologizującej próby określenia i n t r y g u ­

24 stycznia w miasteczku Darginfilio

jącego zjawiska religijnego. Przeciwnie, f a k t emigro­

Tivurci

169

w Teksasie.

Galego przydarzyło się nieszczęście, idąc

Pani

torami

�Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

kolejowymi,

przechodziłam

przez most trzymając

pamiątkę

za ręką

spełnienia mej prośby dedykuję

to retablo.

Matias

drezyna, nie mogłam

usunąć

Lara. San Luis Potosi. Odręczny napis widnieje w dolnej

się, ani na jedną,

ani na druga stronę, wezwałam

na po­

części przedstawienia, na którym ukazany został wizeru­

moc Najświętszą

Pannę z San Juan. Skończyło

się to nie­

nek Najświętszej Panny, a przed n i m z długą świecą klę­

Chłopca,

wtedy nadjechała

groźnymi potłuczeniami.

Chłopiec

również wyszedł,

padku lekko uderzony, uniknąwszy
dzięce za Wszystko dedykuję

cząca postać zwrócona tyłem do w i d o k u miasta (wyso­

z wy­

nieszczęścia.

W

kie domy, a przed n i m i dwa autobusy).

po­

to retablo.

Dziękuję

W zamieszczonym zbiorze zwracają uwagę dwa po­

cudowną

Świętej Pannie z San Juan de Los Lagos za

opiekę

przy drugiej operacji,

jaką

dziękowania za szczęśliwe przekroczenie granicy. Jed­

w szpitalu w Los Angeles 9 dnia października

n o z n i c h , ze szczególnej urody malowidłem znalazło

ra zawiodła

mnie do bram śmierci,

przeszłam
1960,

ale ufając

któ­

cudownej

się na obwolucie książki. Podpis nie jest w t y m retablo

Pannie z San Juan odzyskałam

wyodrębniony na oddzielnej powierzchni. W i d n i e j e na

niam w tym retablo. Składam

podziękowanie

tle ukazanego krajobrazu dosyć abstrakcyjnego. Klę­

nie z San Juan. Los Angeles,

California.

czą, trzymając przed sobą świece, dwie postacie - mło­

Maria de la luz Casilłas

dzieńca i kobiety. Ponad n i m i w obłokach ukazany zo­

pisane na szarym tle to podziękowanie znajduje się

stał wizerunek Naszej Pani z San Juan de los Lagos.

u samej góry retablo, o b o k w i z e r u n k u Przenajświętszej

Ponad głową M a t k i Boskiej dwa aniołki unoszą szarfę.

z San Juan p o d złocistymi p r o m i e n i a m i aureoli klęczy

O t o dziękczynienie:

z uniesionymi d o góry rękami kobieta, a przed nią stoi

Nieskończone
gos, że pomogła

i wrócić w

co też

uwiecz­

Świętej

Pan­

Sierpień

1961.

Bardzo starannie na­

z dziećmi.

(to ważny szczegół) trzech chłopców różnego wzrostu.

dzięki naszej Pani z San Juan de los La­
przejść przez granicę

zdrowie,

Za plecami klęczącej ukazany został stół operacyjny

zdrowiu.
2 lu­

z chorą na n i m . Przed stołem w białych k i t l a c h lekarz

Drugie wyznanie dziękczynne za udane przekrocze­

gicznymi i białe krzesło. Przenika z całości niezwykła

Jose Cruz Soria. San Miguel de Alende, Guanjuato.
tego

i dwie pielęgniarki. Z b o k u stolik z narzędziami c h i r u r ­

I960.

dokładność i staranność wykonania tego retablo.

nie granicy jest jeszcze bardziej zwięzłe. Skierowane
jest również do Przenajświętszej Panny z San Juan. D o ­

15 stycznia

1942, kiedy pokłóciłem

tyczy dotarcia do Los Angeles, a pochodzi o d M a r i i Es­

z którymi udawałem

ther Tapia Picon z L e o n w Guanajuato. Natomiast

szedłem od nich i zagłębiłem

się z

przyjaciółmi,

się do pracy w stanie Tamaulipas,

z malarskiego przedstawienia, które w l e w y m rogu

i poprosiłem

wieńczy znany już wizerunek Przenajświętszej Panny

siątej w nocy właściciel

się w las. Natrafiłem

na

o pozwolenie pozostania w nim. Około
zawołał

od­
dom
dzie­

mnie, odnosząc

się do

że zabije mnie.

Znajdu­

z San Juan, poznajemy szczegóły przygody emigrantów.

mnie jak do bandyty. Powiedział,

N a pierwszym planie ukazane zostały trzy osoby: męż­

jąc się w tak ogromnym zagrożeniu,

czyzna i dwie kobiety, klęczący za jakimiś zaroślami.

Panienki z San Juan de los Digos i Świętemu

Przed n i m i piaszczysta przestrzeń granicząca z błękitną,

z Terreros. Juan Luna. Tekst t e n jest na powierzchni re­

poleciłem

się opiece
Marcinowi

zapewne oceanu. Przy krawędzi lądu zaznaczony w i d o k

tablo, i w górnej p a r t i i , i dolnej. Rozdzielają go wyobra­

wieżowców. A l e ponad n i m i widać jeszcze helikopter

żenie P a n i e n k i z San Juan na obłoku, św. M a r c i n a na

kierujący snop światła w stronę u k r y t y c h za krzakiem

k o n i u oraz scenka, na której ukazany został mężczyzna

ludzi. Ponadto, aby już wszystko stanowiło przekaz

stojący przed d r z w i a m i chaty ze strzelbą skierowaną

k o m p l e t n y z ryzyka dotarcia do Los Angeles, na brzegu

w stronę postaci w kapeluszu i z tobołkiem na plecach,

oceanu stoi samochód policyjny, a obok niego dwóch

postaci stojącej p o d drzewem. Całość ujęta w ciem­

policjantów zajętych ożywioną gwałtownymi gestami

n y c h zieleniach, brązach i czerni.

rozmową. Retablo to osobliwe nie jest datowane jak i n ­

28 maja 1929 przydarzyło

ne. Może więc stanowić w swoim przekazie malarskim

mi się nieszczęście.

Porwany przez wodę rzeki Rio Vravo

rodzaj zawsze aktualnego dla meksykańskich emigran­

Znajdując

tów przypomnienia kłopotów związanych z ryzykiem

się w tak wielkim niebezpieczeństwie,

łem z głębi serca Najświętszą

opuszczania ojczyzny w drodze do U S A .

miast przyszedł mi z pomocą
cząc ze straszliwymi

I n n e retablo złożone 29 stycznia 1932 r o k u Przenaj­

Panią z San Juan.

Texas.
wezwa­
Natych­

kolega, który bohatersko

wodami, zdołał mnie wyciągnąć

świętszej Pannie z San Juan dotyczy zdarzenia z 28 ma­

wego na brzeg rzeki. W Podzięce

ja 1929 r o k u . Zdarzeniem t y m było dla D o m i n g o Se-

wystawiam

to retablo na widok publiczny. San

gura szczęśliwe przepłynięcie Rio Grande w długiej

del Rincon.

29 stycznia 1932. Domingo

drodze do San Francisco.

Zostałem

w El Paso,

za ten ewidentny

wal­
ży­
cud

Francisco

Ssgura.

Obrazuje to zdarzenie ujęty w jasnych, słonecznych

Nieszczęścia spotykające emigrantów w U S A d o k u ­

barwach w i d o k rzeki i m o s t u z pięcioma półkolistymi

m e n t u j e wiele retablos. O t o i c h - jak się zdaje - dosyć

przęsłami. Ponad całością wizerunek Przenajświętszej

wyrazisty latynoski k o l o r y t , jeśli nie w samym pisanym

z San Juan. W o d m ę t a c h rzeki widać dwie postacie

wyznaniu, to w m a l a r s k i m zobrazowaniu:

mężczyzn - jedna wynurza się do pasa i wznosi ramio­

J 8 listopada 1919 zgubiłam się w Chicago i poleciłam
Najświętszej

Pannie z San Juan de los Lagos, prosząc,

oświetliła mi drogę, i dziękuję za to, że wysłuchała

na. A druga w jej stronę płynie. Podpis D o m i n g o Ssgu­

się

ra, dekoracyjny, w y k o n a n y żółtą farbą, litery obwie­

aby

dzione d o d a t k o w o czerwoną kreską.

mnie. Na

170

�Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA ŚWIADOMOŚĆ M 1 R A K U L A R N A

Syn mój trafił do szpitala w Stanach
go syna zwróciliśmy

się o pomoc do Panny z San

i Panny z Guadalupy

w Meksyku.

dykuję to retabło.

Matka,

de Leon,

samotnego

me­

w odkrytym

samochodzie.

Rzecz się wydarzyła w K a l i f o r n i i w l i p c u 1981 r o k u .

de­

Dziękczynienie za cudowną pomoc skierowane zosta­
ło do Pana Jezusa ukrzyżowanego, El Senor de la Mise-

siostra

1988.

Juanita de Leon. Maj 13,

mężczyznę

Juan

I na tę Okoliczność

Pani Consueło

nie! D w ó c h czarnych kieruje pistolety maszynowe na

Zjednoczonych,

Tam przykuli go do łóżka, związali mu ręce. Z siostrą

ricordia z Jalisco.

To bardzo piękne retablo. Podzielone zostało czer­

Wspomniałem już wcześniej, że niektóre

retablo

w o n y m i r a m k a m i na dwa pola. W pierwszym, na ja­

przypominają malarskie w o t a z Europy. Istnieją jednak

snym tle wypisane zostały kaligraficznie czarnymi lite­

drobne szczegóły, które wyraziście zdradzają p o c h o ­

r a m i i m i o n a . W d r u g i m ukazano dużych rozmiarów

dzenie retablos. I nie są to k o n k r e t n e w i z e r u n k i czczo­

wizerunek Panny z San j u a n adorowanej przez d w a

n y c h postaci w M e k s y k u , ale sposób adoracji i c h przez

aniołki. N a t o m i a s t p o d płaszczem M a d o n n y w samym

kobiety i mężczyzn. Kobiety zawsze klęczą, a mężczyź­

d o l n y m rogu znalazło się przedstawienie łóżka, na któ­

n i t y l k o niekiedy. Przeważnie stoją dostojnie, trzyma­

r y m leży mężczyzna z rękami p r z y k u t y m i ł a ń c u c h a m i

jąc za sobą kapelusz. ( I I . 4) Ta manifestacja męskiej

do krawędzi wezgłówka.

godności kieruje uwagę badacza do zachowań dziś
anachronicznych, występujących w w i e l u różnych k u l ­

W jakimś filmie d o k u m e n t a l n y m oglądanym w te­
lewizji zapamiętałem scenę c h r o n i e n i a granicy U S A

t u r a c h świata, nie wyłączając naszej chłopskiej (niepo-

przed nielegalnymi e m i g r a n t a m i z M e k s y k u za p o m o ­

dawanie k o b i e t o m ręki przez mężczyzn przy powita­

cą wysokiej ściany betonowej oraz czuwających przy

niach zbiorowych).

niej strażników. W przekazach z retablos nie znajduje­

A l e w retablos ukrywają się ważniejsze dane o mek­

my potwierdzenia podobnej o c h r o n y granicy. Poprosi­

sykańskim systemie wartościowania. Wydaje się, że

łem znanego amerykanistę prof. Jerzego M a k o w s k i e g o

dla

0 wyjaśnienie m o i c h spostrzeżeń. Dowiedziałem się, że

Wskazują na to częste, m o c n o akcentowane podzięko­

emigrantów U S A nie staje się drugą ojczyzną.

zabezpieczenia są naturalne, R i o Bravo, o której była

wania z tytułu szczęśliwego p o w r o t u do d o m u ,

już mowa, oraz pustynia, a z nią związany brak wody.

C Z Y Z N Y . S k r o m n e tobołki na plecach, skromna w a l i ­

1 o tej przeszkodzie donosi dosyć szczegółowo jedno

zeczka w ręce powracającego wskazują, że o w a emigra­

z zamieszczonych w Miracles...

cja to jedynie okazja do szybkiego zarobku, uzupełnie­

retablo:

Ranczo Palencia, San Diego de la Union,
1986.

Tą datą dedykuję

cud, jakiego dokonała

to retabło
5 stycznia

ze Stanów Zjednoczonych

nia domowego budżetu.

i 1 stycznia

Pannie z San Juan
1986. Kiedy

OJ­

za

Charakterystyczne, że w meksykańskich f o r m a c h

wracałem

k u l t u w o t y w n e g o nie spotykamy tak częstych w Euro­

skoń­

pie, głównie w kręgach mieszczańskich, wotów symbo­

z trzema towarzyszami,

czyła się n a m woda. W drodze było strasznie gorąco i bar­

licznych związanych z anatomią człowieka, wotów

dzo chciało

się nam pić. Nie mieliśmy

w swych i n t e n c j a c h z d r o w o t n y c h . N i e m a m y więc na

znalezienie

wody.

Wezwaliśmy

żadnej nadziei

szego celu i wrócić
W

wiecznej podzięce

do

naszej ojcowizny

Pannie

Najświętszą

meksykańskich ołtarzach bogatych k o l e k c j i serc, dło­

dotrzeć do na­

n i , nóg, rąk, oczu, nosów, piersi i i n n y c h jeszcze atry­

na pomoc

Pannę z San Juan de łos Lagos i zdołaliśmy
z San Juan

Z miejsca gdzie, znajduje się Braulio

na

w

butów troszczenia się o swą kondycję. Fakt t e n wska­

zdrowiu.

de los

zuje na szlachetną powściągliwość w kulcie w o t y w ­

Lagos

n y m , a także na rodzaj twardości charakterów ofiaro­

Barientos.

dawców. Dzięki p a n i dr Bogumile Lisockiej-Jaeger-

Podziękę tę wypisano w retablo na tle słońca roz­
świetlonego do białości o b o k w i z e r u n k u Panny z San

m a n n mogłem poznać jakiś o d p o w i e d n i k w M e k s y k u

Juan. Poniżej w krajobrazie z saguaro czterech męż­

i w Peru o w y c h europejskich fascynacji własną anato­

czyzn. D w ó c h na stojąco wznosi głowy i r a m i o n a do

mią. Pani d o k t o r zgromadziła sprzedawane w m i e j ­

Przenajświętszej. A pozostali przeglądają kanistry. Je­

scach k u l t u drobne, głównie cynowe i srebrne f i g u r k i ,

den, chyba omdlały f u n d a t o r retablo, nie stoi, lecz sie­

zwierzęce i niezwierzęce ( I I . 5 ) .

dzi w bezruchu.
W

Na

koniec w a r t o powiedzieć, że słowo retablo, re­

rejestrze zamieszczonych w książce r e p r o d u k c j i

tablos w M e k s y k u i chyba w niektórych i n n y c h krajach

retablo odnajdujemy i n n e zdarzenia, których pomyślne

A m e r y k i Łacińskiej, nie oznacza t y l k o w o t u m , niepo-

zakończenie religijni ofiarodawcy łączą z c u d e m . D o

kaźnej płytki blaszanej z inskrypcją i stosownym malo­

t a k i c h zdarzeń włączyć należy r a t u n e k przed bandyta­

widłem. Otóż retablo, retablos, to również efektowne

m i w czasie podróży pociągiem, uniknięcie śmierci

c y b o r i u m , renesansowy czy barokowy wystrój poza

w czołowym zderzeniu samochodów, czy ujście z ży­

mensą głównego ołtarza. W tej semantyce może się

c i e m w czasie niespodziewanego runięcia słupów t r a k ­

ukrywać nieznana Europejczykom postawa niedziele-

cji elektrycznej. Jedno z t y c h retablo zasługuje na osob­

nia sacrum na jego wzniosły i jakiś drugorzędny prze­

n ą uwagę. O t o ofiarodawca dziękuje za wyjście cało

jaw, na oficjalne i nieoficjalne.

z napadu na niego w samochodzie. Uważam t o w o t u m
za interesujące, albowiem ukazani zostali napastnicy
j a k o k o l o r o w i , tylko inaczej zabarwieni niż Meksyka­

171

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6177" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6157">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0c62194240328ce2e47476e967cc37b0.pdf</src>
        <authentication>ab398511b7e2985c45c9ffb1ad070b9e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73612">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5406</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73613">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73614">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73615">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5024</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73616">
                <text>Pamiętniki poetyckie pustyń / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73617">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.85-99</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73618">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73619">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73620">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73621">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73622">
                <text>Z

nając

z autopsji petroglify syberyjskie, mongolskie z Gobi, a także afrykańskie, głównie z Sahary, mogę z pełnym przekonaniem używać
w stosunku do rytów naskalnych z Ameryki Foludniowej określeń: n aj n i e zwyklej s z e czy wyjąt­
kowe i niepowtarzalne. W stosunku do petroglifów
z Azji i Afryki, amerykańskie wyróżnia przede wszystkim obecność wyobrażeń drobnych i najdrobniejszych zwierząt (owadów, pająków, ślimaków) oraz
długość samej ekspozycji naskalnej, 7 tys. km, a w samym Peru 2 tys. km.

JACEK

OLĘDZKI

Pamiętniki
poetyckie pustyń
Peru, ikonosfera petroglifów
najniezwyklejszych

W Ameryce nie

byłem

i już nie

będę

Chociaż już dawno bez trudności mogłem się tam
znaleźć i dostatnio bytować. Żyją jeszcze w Northridge
w Kalifornii ostatni znani sprzed wojny bliscy krewni,
potomkowie Dyjecińskich z ul. Bednarskiej, dzieci dzisiaj staruszkowie - znanego generała od Ligi Morskiej i Kolonialnej II RP. Opuścili kraj całą piątką
w 1939 roku
Wszelako od jakiegoś czasu sympatyzuję z amerykanistami z Instytutu Krajów Rozwijających się i czę­
sto korzystam z ich dobrego słowa i merytorycznej pomocy. Zatem moja wiedza w interesującym mnie
przedmiocie, między innymi peruwiańskich petroglifów, wiele ma do życzenia. Zawsze zajmowała mnie
"kwestia kultury Polski" i jeśli ulegałem młodzieńczym
pokusom interpretacyjnym, to bliżej, w krajach europejskich, w Azji i na koniec w Afryce. Jednakże, wciąż
ulegając niepokojącym zaciekawieniom, od kilkunastu
lat jestem niepokojony urzekającym fenomenem naskalnej sztuki Ameryki Łacińskiej. A w dziedzinie
dawnej i współczesnej kultury artystycznej na świecie
jestem - jak mi się wydaje - jakimś tam, intuicyjnie
pojmującym rządzące nią prawa czy reguły, a bardziej
jeszcze kształtujące ją odrębności i podobieństwa ści­
śle formalne. A więc bezwzględnie najistotniejsze
w SZTUCE.
Proszę amerykanistów o pobłażliwość, szczególnie- rozumienie mej spontanicznej ignorancji. Czasami w procesie poznania, w zbliżaniu się do prawdy
w zainteresowaniach, ignorancja może być trochę
pożyteczna, nie obezwładnia, nie paraliżuje woli.
Nie potrafiłem być badaczem gabinetowym, ale
w wieku zaawansowanej, błogosławionej starości,
pozostaje bezruch i praca wyobraźni, dająca poczucie wolności ...
Ponadto nieco pocieszające dla ignoranta jest to,
że wczytując się w bibliografie znanych dysertacji fachowych, raz po raz natrafiasz na jawne uchybienia.
Oto badacze od lat pracujący ze sobą w jednym zakła­
dzie naukowym nie cytują się, bo po prostu "nie wiedzą". Istnieją inne rozgrzeszające mnie osobliwości.
Dlatego zacznę od bardzo ważnej dla mnie lektury,
a przeoczanej przez doborowych znawców przedmiotu.

Ambasador Republiki Kuby w Peru
W kraju ojczystym był dyrektorem Muzeum Narodowego Antropologii i Archeologii, a w Peru, pełniąc
dostojną funkcję ambasadora, był... niestrudzonym,
mozolnym badaczem petroglifów w 72 miejscach
wzdłuż Kordyliery Wschodniej Andów (2 tys. km). Oto
on i jego monumentalne dzieło. ANTONIO NUNEZ
JIMENEZ, PETROGLIFOS DEL PERU. Panorama
mundial del arte rupestre, Editorial Cientifico-Technika
Ciudad de La Habana, 1985, t. 2. Oprawa płócienna,
papier kredowy, najwyższy poziom wydawniczy, blisko
1400 s. w tym 4000 ilustracji.
1985, o roku ów! Pojawienie się dzieł Jimeneza (wcześniej wydanych we Włoszech jego dwóch znakomitych,
barwnie ilustrowanych książek poświęconych kubańskie­
mu malarstwu jaskiniowemu) w księgozbiorach UW
rodziło nadzieję. W tym czasie, oczekiwanie na wydanie
dysertacji habilitacyjnej trwało nawet sześć lat! A jak je
wydawano? Po prostu wstydzę się powiedzieć.
Miałem okazję poznania wielu polskich ambasadorów, żaden z nich nie daje się porównać do formatu
człowieka reprezentowanego przez Jimeneza. Widać
Polacy na placówkach to nie Latynosi, nawet z pięt­
nem komunistycznym.
Od 1985 roku dzieło Jimeneza nawiedza mnie
i prześladuje.
Dzieło to odbiega od znanych mi "mądrzących" się
dokonań. Może stanowić wzór niezwykle starannej
i rozważnej pracy, przede wszystkim dokumentacyjnej.
Wiadomo że w dziedzinie tak tajemniczej - jaką jest
malarstwo i ryty naskalne czy na koniec geoglify z Nazca, albo innej części świata - łatwo, bardzo łatwo,
w próbach objaśnień, tworzenia ogólnych interpretacji,
dokonywać nadużyć, błądzić, by nie rzec, bredzić ...
Chyba każdy coś wie o tym, jeśli czytał Wspomnienia
z przYszłości, z powrotem do gwiazd albo czY się myliłem?
Dzieło Jimeneza jest przemyślnie zbudowane. Po
lakonicznych informacjach o petroglifach w innych
częściach świata oraz oszczędnych- niczym przypisy porównaniach z odrębnymi rodzajami sztuki peru-

�wiańskiej następuje prawdziwa lawina przerysów zarejestrowanych piktogramów. Można na ich podstawie
mówić o ikonosferze. Oczywiście wyobrażeń, ale przy
okazji też myślenia.
I tu wielce przydatna staje się jedna z myśli i zarazem ważnych konkluzji Claude'a Levi-Straussa: zwierzęta bardziej się nadają do myślenia niż do jedzenia. Dlaczego przydatna? Albowiem, jak było powiedziane na
początku tego tekstu, petroglify z Peru wyróżniają się
spośród naskalnych rytów i malowideł z innych stron
świata tym, że ukazują wyobrażenia najdrobniejszych
zwierząt, aż po pająki czy owady (insekty).
C. Levi-Strauss wyartykułował swoją bezcenną
myśl, wykorzystując dane pochodzące głównie z zachodniej półkuli. A to być może dlatego, że kiedy pisał, sławny Smutek tropików, obezwładniły go zjawiska
przetwarzania po konkwiście, zjawiska w kulturze Indian Ameryki Południowej z zakresu adaptacji i twórczego przetwarzania europejskich wzorów. Może, tak
ongiś sądząc i po części dzisiaj, uniknąłem kontaktów
z Nowym Światem, chociaż jedyny brat po każdym powrocie stamtąd (habilitacja w Cleveland, wykłady
w Aims itd.) roztaczał mi ujmujące i do jakiegoś stopnia zachęcające wizje. Ale ad rem.
Człowiek w pewnych okolicznościach nawet dzisiaj,
w pełni- jak studenci afrykańscy- uwspółcześniony zjada z wielkim smakiem (na surowo) gromadnie zlatujące
się do lamp ... termity. Pod lampami na najnowocześniej­
szych kampusach pozostają rano do uprzątnięcia tylko
kopczyki skrzydełek. Gnębienie zębami pędraka w buzico kojarzy się z żuciem gumy - przez dziewczyny z Konga tłukące stępami sorgo - i to nie jest nam obce. Być
może i pająki dają się wprowadzić do przełyku.
Dlatego każda genialna myśl etnologiczna może
być tylko genialna pozornie. Stąd wszelkie dalsze moje dywagacje proszę traktować jako przypuszczenie czy
wręcz domniemanie.

Co najbardziej
urzeka w petroglifach z Peru?
Odpowiadam od razu. Lapidarność formy obrazowania rzeczy, rzeczywistości, charakterystyczna dla kultur chłopskich. Czyli związanych przez pokolenia
z uprawą ziemi w ekstremalnie nieraz trudnych warunkach. Ale tym cięższych, że bez użycia sprzężaju, czyli
pomocy zwierząt. Mówimy więc o kopieniactwie, kopieniaczach, niezwykłych ludziach, którzy najprostszymi
ręcznonożnymi narzędziami umieli pola na stopniach
przygórskich tarasów zazielenić kukurydzą, ziemniakami i innymi roślinami. Oczywiście, sztuka naskalna to
niekoniecznie dzieło chłopów. Przeciwnie, najczęściej,
jak w Europie, Azji i Afryce, - łowców lub pasterzy.
Wszelako mówimy o części Ameryki Południowej.
I pod Saharą, i pod Nazca potrafiono stworzyć zdumiewający system podziemnych ujęć wodnych, niczym

86

"lochy Watykanu" albo warszawskie kanały. Uczynili to
kopieniacze! W przypadku afrykańskimto-jak wiadomo - dzieło przybyszy, ich doświadczeń w stwarzaniu
kwitnących oaz na pustyniach, ale w przypadku, który
nas tu najbardziej interesuje, mamy możliwość poznania całkiem lokalnej, rodzimej wynalazczości. Być może
miała ona związek z comunidades campesinas, czyli rzeczą
niezwykłą - istnieniem wspólnot chłopskich · władają­
cych ziemią, jako jej właściciele. Mówię o tym, bowiem
dzieje rolnictwa są niezwykłe jak zmiany klimatu itd.
Sahara, nim spustynniała, była miejscem niczym
sawanna, gdzie żyły słonie i żyrafy. Na stepach środko­
wej Mongolii, kiedy trawy jeszcze nie wyrosną, łatwo
dostrzec ślady po ... zagonach i bruzdach. Twarcizi ewolucjoniści a za nimi marksiści, sądzili, że zawsze pasterstwo poprzedza w rozwoju rolnictwo. Dzisiaj powiada
się, że Nazca jest sucha jak pieprz. Ale w 2002 roku
jedna z pustyń na tym kontynencie, Atakama w Chile, ku zdumieniu świata pokryła się nie tylko trawą,
lecz również ... kwiatami roślin raczej nietrawiastych.
Zatem, szanowny Czytelniku, powracając do mówienia, że petroglify, a przy okazji należy - jak się wydaje- dodać również, sławne geoglify peruwiańskie, to
dzieło wspólnot rolniczych i że to sztuka iście chłop­
ska ... Tylko chłopi na świecie od Starożytnego Egiptu,
poprzez Japonię, Indie, aż po dawne Peru wiedzieli, co
oznacza dla wegetacji roślin obecność ranidae, żab i ropuch. I stąd ich szczególna, więcej - zdumiewająca
obecność w sztuce, o której wciąż mówię.

Niczym leluja kurpiowska
Oto jeden z rytów (il. l). N a kaktusie saguaro siedzi
ptak, u dołu zaś, u podstawy, wyobrażenie żaby lub może ropuchy. W tym związku rośliny i dwu odmiennych
zwierząt kryje się wiedza, jaką mają ludy uprawiające
ziemię. Nieprawdopodobne ujęcie o charakterze syntetyzującej wiedzy o środowisku. Proszę zwrócić uwagę,
jak realistycznie, a zarazem w zredukowanej do minimum formie, ukazany został ów komunikat.
Patrząc na ryt, ptaka, saguaro, żabę, badacz Kurpiowszczyzny natychmiast skojarzy go z wczesną wycinanką z użyciem nożyc do strzyżenia owiec, równie lapidarną, syntetyczną formą lelui. Nazwa ma swój zwią­
zek - jak wiadomo - z gwarową odmianą słowa lilia,
ale również z alleluja, czyli wielkanocnym śpiewem.
Wiadomo zaś, że takie wycinanki pierwotnie tworzono
do przystrajania izby w chacie przed Wielkanocą.
W owej wczesnej lelui- niczym saguaro- jest ... wyobrażenie monstrancji. Z lewa i prawa u podstawy
ukazywano serce gorejące. Wkrótce nazywano te religijne symbole burakami, bo pamięć nasza, nawet zbiorowa, jest zawodna. Nieważne są szczegóły, liczy się
wielkie podobieństwo w twórczym, artystycznym myśleniu chłopów, bez względu na to, w której części
świata żyli i z jakich korzystali środków przekazu.

�jacek Olędzki • PAMIĘTNIKI POETYCKIE PUSTYŃ

Inny ryt,

Metafora

*

żaba pląsająca

w koronie (il. 2), albo
wyobrażenia niewielkich ptaków (il. 3-4), wywołują
skojarzenia z podobnymi w swej istocie, a przede
wszystkim w sposobie formalnej symbolizacji, ornamentyce ludowych wyrobów garncarskich z 2. pał.
XIX w., chociażby tylko z Iłży czy Łążka Ordynackiego.
Zbliżamy się do postawienia podstawowego pytania, w czym się kryje niezwykłość, o której jeszcze dalej będzie, czucia i badawczego determinizmu Antonio
Nunez Jimeneza. Ale jeszcze przed tym pytaniem konieczna jest mała dygresja też komparatystyczna, pozwalająca docenić wielkość dokonania naukowego
Kubańczyka Jimeneza.

Geopoetyka
Otóż, zacny Czytelniku, wyobraź sobie, że Antonio
Nunez Jimenez, jest również autorem Geopoetyki (Hawana 1992).
Trzeba mi było zająć się petroglifami amerykański­
mi, aby do mej słabej geograficznej wiedzy trafił ów odkrywczy, wręcz genialny termin. Obcując z warszawskimi geografami na co dzień, od wielu lat nie spotkałem
się z podobnym spojrzeniem na jeden z możliwych
aspektów tej doniosłej nauki. Jimenez nie jest geografem, raczej historykiem, ma na swym koncie książkę
sławiącą rewolucję kubańską, zapewne też dlatego
mógł pojawić się ów odkrywczy termin geopoetyka.
Wprawdzie na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych mamy dwie poetki, jednego geografa humanistę, ponadto autorów geografii różnorodności,
ale ów kierunek i owe poetki obezwładnia konwencja,
sciencji czy zawodowych stałych powinności.
U Jimeneza się tego nie czuje, może dlatego że jest
Latynosem, jak Marquez, Borges i członkowie środo­
wiska literackiego Argentyny, które na lata w swym
czarodziejskim świecie uwięziło, a może usidliło, naszego wielkiego Gombrowicza.
Geopoetyka kojarzy się ze znanym określeniem "pejzaż semiotyczny", czy z myśleniem Osipa Mandelsztama
w jego Slowie i kulturze, pozwalającym mi przed laty
ukuć sformułowanie "poetycka teoria kultury".
Dzięki Jimenezowi zakres poezji należy poszerzyć .
Otóż można być poetą nie pisząc, lecz kując w skale,
czynić to nie indywidualnie, ale zbiorowo. Nie wykluczam, że owa skłonność do poetyckiego postrzegania rzeczywistości jest tak prastara jak dzieje czło­
wieka.
Geopoetyka Jimeneza prezentuje się znakomicie.
Książka wydana została na Kubie, tak jak dzieło poświęcone petroglifom z Peru. To niezwykłe, jeśli
weźmie się pod uwagę, jak w latach 80. wydawano
książki naukowe w europejskim kraju dyktatury komunistycznej.

Zdaje

się, że

poezja

sięga

do

myślenia określanego

między innymi tym jednym słowem. Otóż

w naszych petroglifach odnajdziemy takie metafory: chwytanie przez
człowieka, ręką lub za pomocą prymitywnej chwytki,
promienia słońca lub gwiazdy. Niczym w tekście jakiegoś śpiewanego u nas niegdyś szlagieru, uchwycić promień słońca... Można te przedstawienia interpretować
tak jak, to uczynił zwięźle Jimenez: "pomnażanie dobra słońca". Ponieważ przy gwieździe podobnej uwagi
nie ma, uzupełniam. To odwieczne nasze pragnienie,
aby gwieździstego nieba nie przesłaniały nocą chmury.
To pragnienie ludzi na Ziemi, bez względu na miejsce,
w którym żyć im przyszło. Pragnienie odwieczne, niezmienne, powszechne. Tak mi się wydaje.
Fostrzegamy w rytach naskalnych z Peru, niczym
w poetyckim poemacie, eksplikacje, w których - niestety - rozpoznawalne i jako tako zrozumiałe są pojedyncze wyobrażenia, np. żaby, jaszczurki, jakiegoś
czworonoga czy człowieka w przebraniu wieńczącym
głowę (masce?) . Nie ma w tych petroglifach elementów kronikarskich, dotyczących sfery wpływów kulturowych czy cywilizacyjnych, jak w rytach z Mongolii,
ukazujących często chińskie dwukołowe wozy ze
szprychami, z budą na wierzchu dla dostojnika.
I nie odnajdziemy "lirycznych" wyobrażeń kobiet,
jak w odkrytych malowidłach naskalnych na Saharze
w Tassili.
To surowsza lub oszczędniejsza w swych uniesieniach poezja. I tak jak w tego rodzaju poezji liczy się
przede wszystkim słowo, tak i w tych rytach występują
lapidarne skróty formalne, zawsze wykute jednym, cią­
głym działaniem, bez jakichkolwiek świadectw kłopo­
tów związanych z twardym tworzywem i posługiwaniem
się prymitywnym narzędziem. Również w tych słowach­
rytach nie występują jakieś - o zgrozo - upiększenia.
Metaforą pośród rozmaitych, obficie występują­
cych w omawianych petroglifach przedstawień jest
przede wszystkim znak krzyża równoramiennego, nieraz wyłaniający się z wyobrażenia żaby z rozłożonymi
kończynami (il. 5-6). Ostatecznie znak ów będzie pojawiał się w rytach samoistnie, a podobne do niego
można, o dziwo, spotkać na świecie, w Skandynawii
czy Nowej Zelandii, oczywiście w realizacjach bez
wpływów chrześcijańskich.

Uczestniczące w plenerach Murzynowa dwie malarki w jednym znaku dostrzegły ów osobliwy związek
wyobrażenia realistycznego z abstrakcyjnym i swoje
obrazy, ukazujące Matkę Boską Bolesną i Jezusa
w Ogrójcu, "przyozdobiły" nimi. Obraz Matki Boskiej
jest prezentowany w ekspozycji Pod wiosłem zielonym
na ul. Karowej. To dzieło Beaty Jaszczak.
Nasi uczeni, antropolog historyczny i opromieniony sławą znawca światowych megalitów archeolog,
objaśniając ryt ukazujący krzyż, korzystają z terminu
kosmogram (Z. Krzak 1981, J. Trzeciakowski 1987).

�t
~
4

·~

........ .... ...
~·.

·::..:·..
·. :· :::
...

-.·
...:........ .·.:..
.
·.·.·:
.. ... ......
.·;; • 9
..

•••!. •••••
~

.....

5-6

~. -..-.. .. ..

~

~

.... -.
··--.
·--' ..
• •••
._

7

......

.

/!3:,;

11

12
l. Saguaro, żaba i ptak. Reprodukcja z A. N. Jimenez, Petroglifos del Peru, fig. 1486, Cochineros, wys. ok. 40 cm.
2. Żaba w koronie, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 473, Yonan, wys. ok. 30 cm.
3-4. Ptaki, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 696, Al to de la Guittara, fragment kompozycji szer. ok. 1,20 m., fig. 1717, Huancor, szer. ok. 50 cm.,
fig. 1813,tamże, wys. ok. 80 cm.
5-6. Krzyże równoramienne i żaba, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 1268, Checta, szer. ok. 20 cm., fig. 621, Altode la Guitara, wys. ok. 20 cm.
7. Komar, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 866, Queneto, wys. ok. 160 cm.
8-9. Deszcze, strugi i krople, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 117, Cerro Mulato, wys. ok. 60 cm., fig. 143, tamże, wys. ok. 70 cm., lub fig. 88,
tamże (z zwierzętami), wys. ok. 40 cm.
10-11. Pająki, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 1930, La Caseta, wys. ok. 70 cm., fig. 148, Cerro Mulato, wys. ok. 20 cm.
12-13. Chwytanie promienia gwiazdy, A. N. Jimenez, Petroglifos ... , fig. 158, Cerro Mulato, szer. ok. l m, chwytanie promienia słońca, Huanacor, fig. 1791, szer. ok. l m.
14. Roślina, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 1582, Huari, wys. ok. 50 cm.
15-16. Tancerze sławiący powrót wojowników z trofeami ściętych głów wrogów, Jimenez, Petroglifos .. ., fig. 2303, Toro Muerto, dł. ok. 2m.,
fig. 2304, tamże, jeden z wojowników, ryt zachowujący szczegóły.
17. Tancerze, Jimenez, Petroglifos ... , fig. 2223, Toro Muerto, dł. ok. 220 cm.

88

�jacek Olędzki • PAMIĘTNIKI POETYCKIE PUSTYŃ

14

Wyczuwam w twórczości naskalnej rytownictwa
czy malarstwa jako ważny, a może najważniejszy, czynnik sprawczy, autoteliczną chęć czy wewnętrzną potrzebę dania świadectwa istnienia. Niekoniecznie
świadomie, lecz zawsze spontanicznie i bezinteresownie ... Tak. Co innego geoglify ... Tu mogły dojść do
głosu czynniki heteroteliczne, związane z mocarstwem
królestwa Inków.
Poezja należy niewątpliwie do najbardziej wyrazistych przejawów owej czułej, spontanicznej potrzeby
dania świadectwa. Podobnie jak muzykowanie dla
własnej przyjemności.

Stąd określenie Poetyckie pamiętniki pustyń, zainspirowane bezpośrednim spotkaniem z Geopoetyką Jimeneza (dzięki nieocenionej Beacie Maciejewskiej).
Wspomniane wcześniej tajemnice sztuki mogą nieraz być, ale nie zawsze, stosunkowo -jak się wydaje łatwe do rozpoznania, wśród jeszcze żyjących artystów,
i dodać należy- tam, skąd kulturowo badający pochodzi. Gorzej jest ze szwajcarskim bogatym hotelarzem
"na wyjazdach" czy z Niemką Marią Reich, która poświęciła 40 lat życia w Peru na zgłębianie astralnych
kalendarzy w tamtejszych geoglifach.

Kultury artystyczne, szczególnie ludów pierwotnych, dla nas kształconych, żyjących w zupełnie innym czasie, pozostaną na długo, a może na zawsze,
TAJEMNICĄ NIEODGADNIONĄ. Każda próba
czyniona w tej dziedzinie -jak to postanowił rozgłosić
na cały świat Daniken - może być chybiona, a nawet
graniczyć z brednią.
Stąd dzieło A. N. Jimeneza stanowi wzór postępo­
wania badawczego. Proszę zwrócić uwagę, że autor
ograniczył się do minimum interpretacji czy jakichś
komentarzy z własnej strony. Czasami korzysta z krótkich tekstów innych osób. Natomiast dokonał zdumiewającej, nieprawdopodobnej, użyję tego nieeleganckiego w środowiskach akademickich słowa, roboty. Roboty dokumentacyjnej. I jeszcze jeden ważny
szczegół w jego niezwykłym dla poznania sztuki Peru
dziele: dosyć dyskretnie wprowadza zdjęcia geoglifów
oraz wyobrażeń w wyrobach ceramicznych, pochodzących z wykopalisk archeologicznych. Odczytuję to
jako rodzaj kompleksowego rozumienia dziedzictwa
artystycznego Peru, inaczej mówiąc, traktowania tego
dziedzictwa, w jego bogatych i rozmaitych przejawach, jako modelu kultury jednorodnej z cechami

�b

a.

18.
19.
20.
21.
22.
23.

c:l

c

Skały

wapienne w Cerro del Samuario de Cumbemayo. Reprodukcje zdjęć z A. N. }iminez, Petroglifos del Peru
Wielka rozmaitość skal, grubo i drobnoziarnistych, granity,
piaskowce i wapienie. Rumowisko granitowe w Huaricanaga.
Kamienie, siedlisko zmarłych w Alto de la Guitarra.
Głaz granitowy z wyobrażeniami żab i deszczu w Palamenco.
Tancerze sławiący powrót wojowników z trofeami ściętych
głów wrogów, Jiminez
Narzędzia rolnicze według: M. Frankowska, Podstawy gospodarki wiejskiej Peru. Motyka i tłuk kamienny, a i c mogły słu­
żyć przy pracach kamieniarskich, sporządzaniu rytów.

~l

&lt;Ł

90

f

9

h

�Jacek O~dzki • PAMIĘTNIKI POETYCKIE PUSTYŃ

powtarzających się

Ponownie Peru

motywów czy form obrazowania

rzeczywistości.

Chcesz lub nie, ale w świetle takiego postępowa­
nia, możesz samodzielnie dopuszczać swoje własne
"interpretacje" czy domysły. Do takich należy, między
innymi, mniemanie, że w gigantycznej pracy przy geoglifach dochodziły do głosu- jak w przypadku piramid
amerykańskich i egipskich - "kaprysy" albo mówiąc
inaczej - potrzeby władców dysponujących rzeszami
poddanych . ..

Bukiet

okazały pomyłek

Tajemnice sztuki dawnej, szczególnie prekolumbijskiej, albo są jako tako rozpoznawalne, np. w przypadku solidnie udokumentowanych przez A. N. Jimeneza
petroglifów z Peru, albo wciąż niepojęte. Tak należy powiedzieć, kiedy stawia się pytanie o genezę geoglifów
z tej samej części świata, sąsiadujących ze sztuką naskalną.

Śródtytuł sprokurowałem dzięki nieocenionemu
Erichowi von Danikenowi, który rozprawiając się
z kilkunastoma interpretacjami pochodzenia geoglifów wykluczającymi udział kosmitów, znaleźć się powinien w owym bukiecie w samym środku, jako kwiecie
najokazalsze, najbardziej zachwycające.
Jednakże należy przyznać, że w jego Czy się myliłem ? Nowe wspomnienia z przYszłości, znajdziesz sporo
ważnych informacji o środowisku naturalnym Nazca,
których próżno szukać w pracach geografów amerykanistów. I co istotne, wypowiedzianych trafnie, zwięźle,
bez specjalistycznych zawiłości.
To zjednało autorowi ogromną rzeszę czytelników,
chociażby w Polsce. Nie przeszkadza to, aby jego fantasmagorie, wywodzące się z fałszywej tezy o kulcie
cargo z Nowej Gwinei, grasowały po świecie w internecie, jako "pasy startowe".
Powiedziałem o tezie fałszywej . A to dlatego, że wg
Jerorno Jacopetiego i jego głośnego filmu Mondo cane,
ukazującego Gwinejczyków sławiących przez siebie
zbudowane samoloty (niczym obiekty kultu), istnieje
prostackie mniemanie o ludach pierwotnych. W niczym niezbliżone do rozumienia danej nam wyobraźni
bajkowej, potrzeby imaginacji itp.
Z czasem może przybędą nowe próby wyjaśnienia
genezy i sensu geoglifów. I być może będą to próby
pozbawione dotychczasowej fantasmagorii. N a razie
pozostają owe geoglify przykładem dokonań niepoję­
tych.
Wszelako jest też faktem niezbitym, że w omawianych tu petroglifach i również geoglifach występują
wyobrażenia zwierząt bardziej nadających się "do myślenia niż jedzenia" (C. L. Strauss) . Należą do nich pająk , koliber i chyba również ... małpa.

przerwie, spowodowanej złamaniem we
domu nogi, mogę kontynuować pisanie o najwspanialszych petroglifach na świecie, czyli dziedzictwie
kulturowym i artystycznym prekolumbijskiego Peru.
W tym upartym pisaniu, szczególnie przy podejmowaniu próby interpretowania sensu całego przedsię­
wzięcia (łącznie z peruwiańskimi geoglifami), znaczenia, czyli rozumienia przeznaczenia poszczególnych
w tych działaniach sprzed wieków wyobrażeń pewnych
tylko zwierząt oraz ludzi, niezwykle pomocne staje się klasyczne już w etnologii - studium Claude'a Levi-Straussa, Totemizm dzisiaj. Korzystać będę ze wznowionego wydania, w przekładzie Anieli Steinsberg, wydawnictwo KR, Warszawa 1998. Dzieło wydane zostało po
raz pierwszy we Francji w 1962 roku. I do dzisiaj sięga­
my do niego, wcześniej nie dostrzegając w nim wciąż
szalenie istotnych ustaleń i stwierdzeń autorskich.
Autor przebrnął przez nieprawdopodobną liczbę
prac, w których jest mowa o totemizmie, ale tylko nieliczne z tej niewyobrażalnej masy zapisanych relacji stanowić będą w jego studium główną osnowę rozważań
i ostatecznie przyjętych stwierdzeń. W pracach poświę­
conych kulturze ludów pierwotnych XIX i początku XX
wieku totemizm stanowi nieodłączny składnik prowadzonych rozpoznań. Niezwykły sukces zainteresowań totemizmem można porównać do obsesyjnego w średnio­
wieczu tropienia grzechu pierworodnego. W przypadku
ludów pierwotnych -jak u Eskimosów - koniecznie dopatrywania się istnienia kultów totemicznych. Tam zaś,
gdzie się one bujnie rozwijały, przechodzono do porząd­
ku rzeczy, nie próbując rozpoznać zawiłości owych kultów. Podobnie się działo w średniowieczu z teologicznym
znaczeniem grzechu pierworodnego. Tam gdzie były jakieś podstawy stwierdzenia jego triumfu, uznawano zjawisko za nader oczywiste, aby się mu przyjrzeć dokład­
niej. Natomiast sytuacje np. bezżenności mężczyzn, istnienia do końca swych dni starych panien podlegały
mozolnej analizie, aby widzieć w nich piętno adamowe,
konsekwencje zdarzenia biblijnego w raju.
Ważna książka, która będzie nas przez jakiś czas zajmować, nie jest poprzedzona żadną dedykacją w rodzaju:
rodzicom, moim dzieciom, mej mistrzyni "w uczoności"
itp., dedykacjom coraz częstszym pośród zdolnych lub
pracowitych reprezentantów Nauki. Natomiast interesujące nas dzieło otwiera motto z 52. wykładu filozofii pozytywnej Augusta Comta. Motto to można traktować jako rodzaj tezy czy podstawowego założenia przyjętego
przez autora w prowadzonych wywodach w jego rozprawie. Początek motta to: .. .Prawa logiczne, które ostateczPo

długiej

własnym

nie rządzą światem (. . .)

-stosują się

nawet w snach ...

Strauss rozpoczyna swoje wywody charakterystycznymi dla niego błyskotliwymi, śmiałymi i wielce poruszającymi porównaniami losów pojęcia totemizmu do
historii wzlotu i na koniec zapomnienia terminu
z końca XIX wieku, histeria.

�Od siebie dodam, że -jak wiadomo- jeszcze przed
ze słowa histeria korzystano u nas w Polsce przy byle okazji. Wydaje się, że zanik tego terminu
wiąże się z jednej strony z pełniejszym dzisiaj rozeznaniem skłonności tkwiących w osobie ludzkiej, a z drugiej, rodzajem deprecjacji przesadnie czy pochopnie
diagnozowanych cech człowieka. I dlatego dopatruję
się skutków tego ważnego procesu w dosyć lekceważą­
co, lub pobłażliwie wypowiadanych od jakiegoś czasu
słowach, nieraz z uśmiechem, a nie pryncypialnie i ponuro: psychiczny i fizyczny, schizo i schizio, czubek,
głupi oraz wśród ludu- p ... dolec.
Już na wstępie Totemizmu ... korzysta ze wspomnianego argumentu, że Eskimosi, miłośnicy fok, otaczają­
cy czcią białe niedźwiedzie, najcierpliwsi z cierpliwych
łowców ryb, korzystający z psich zaprzęgów, nie znają
żadnej ze znanych licznych odmian totemizmu. Do tego argumentu autor będzie się odwoływał jeszcze parokrotnie.
W dalszej części z wielką starannością przybliża
czytelnikowi- jak mówi- wybrane spośród 42-44 teorie totemizmu: (. .. ). Radcliffe-Brown wypowiedział się
co do totemizmu w 1929 roku w sposób tak samo negapółwieczem

tywny jak Boas, uwzględniał jednak silniej fakty australijskie, proponując rozróżnienia praktycznie takie same jak
Elkin. Ale podczas gdy Radcliffe-Brown używał tych rozróżnień, aby doprowadzić do -jeśli można się tak wyrazić
- rozsadzenia pojęcia totemizmu - Elkin zwraca się w innym kierunku: z różnorodności australijskich form totemizmu nie wysnuwa - po Tylorze, Boasie, Radcliffe-Brownie - wniosku, że pojęcie totemizmu jest nieustalone i że
sumienny przegląd faktów prowadzi do zachwiania koncepcji. Ogranicza się on do zakwestionowania jedynie jedności totemizmu, tak jakby myślał, że uratuje jego realność
- pod warunkiem sprowadzenia go do wielości form heterogenicznych. Nie ma dla niego jednego totemizmu, lecz
istnieją totemizmy, z których każdy jest niedającą się do niczego sprowadzić całością. Zamiast przyczYnić się do
zniszczenia hydry (tak, to słowa samego autora Totemizmu) i (to na terenie, na którym mialoby to znaczenie decydujące, ze względu na rolę, jaką odgrywały fakty australijskie w wypracowaniu teorii totemistycznych), ćwiartuje
ją i zawiera pokój z kawałkami. A właśnie samo pojęcie
totemizmu jest złudne, a nie tylko jego jedność. Inaczej
mówiąc, Elkin myśli, że można reifikować pojęcie totemizmu, pod warunkiem że się je zatomizuje.

pod jego nazwą rozważać różniące się zjawiska kultowe. Nas będzie wszelako interesowało nie samo zjawisko totemizmu lecz przy okazji jego badania nagromadzenie danych, które posłużą próbie rozumienia sensu,
kultowego znaczenia peruwiańskich petroglifów.
W cytowanym wyżej tekście poznaliśmy już dwóch
wielkich amerykańskich badaczy kultur pierwotnych, F.
Boasa i A. R. Radcliffe-Browna. O mniej znanym A. P.
Elkinie pisze Strauss "australijski etnograf słynący z najwyższego uszczegółowienia danych". Obok tych badaczy wystąpią w książce Najsławniejsi. Ich wyliczenie zajęłoby prawie stronicę. Ale nie zrezygnuję z wymienienia niektórych. Listę tę otwiera H. Bergson, a po nim
następują: G. Dumezil, E. Durkheim, E. E. Evans-Pritchard, R. Firth, ]. G. Frazer, S. Freud, A. L. Kroeber, R.
Linton, R. H. Lovie, Me Lennan,. P. Murdock, J. J. Rousseau, B. Spencer, F.]. Gillen, T. G. H. Strehlow, N. W.
Thomas, E. B. Tyrol, Van Gennep oraz D. Zelenine. Pośród tych znakomitości znajduje się również "niezrównany badacz etnograficzny B. Malinowski.
I jeśli z jednymi teoriami, jak w przypadku E. Durkheima, rozprawia się krótko i zwięźle, pozbawiając totemy- jak wielki francuski uczony sobie życzył- świę­
tości (s. 79), to w przypadku Firtha, Elkina i Malinowskiego mamy w książce dane - chociaż krytyczne - to
obszerne, nacechowane wysokiego stopnia szacunkiem, ponadto rzetelnością w referowaniu wyników
prowadzonych badań.
Przypatrzmy się kłopotom związanym z interpretacją
"pożyteczności" zwierząt czy zjawisk naturalnych, trafiających w obręb zainteresowań, które badacze nazwali totemicznymi; będzie o kłopotach Malinowskiego:
( ... ) . A zatem z szacunku dla zasad trzeba przeprowadzić różne

manipulacje z kategorią interesu, nadawać jej za
razem stosowny sens, tak że postawiony na począt­
ku wymóg empiryzmu przeksztalca się stopniowo w werbalizm, petitio principi i tautologię. Sam Malinowski nie zdalał wytrwać przY aksjomacie (który jest podstawą jego systemu) sprowadzającym gatunki totemiczne do pożytecz­
nych, przede wszYstkim jadalnych; był od razu zmuszony do
powolania się na inną motywację lub lęk. Ale dlaczego spotyka się w AustraUi totemy tak odbiegające od normy, jak
śmiech, różne choroby, wymioty, zwloki?(s. 84).
każdym

Wszystko dotąd dla naszych celów interpretowania sensu wyobrażeń występujących w petroglifach
z Peru ma dosyć abstrakcyjne znaczenie. Postarajmy
się jednak potraktować to jako rodzaj wstępu, albowiem już na stronie następnej znajdujemy wiadomości
mające niezwykle istotne znaczenie.
Chodzi o stosunek człowieka pierwotnego do ... pijawek, a bardziej jeszcze do much, szczególnie zaś komarów.
Oto dzięki badaczowi U. McConnelowi, The Wik-Munkan, Tribe of Cape York Peninsula, "Oceania",
t. I (1930-1931), nr 1-2, s. 161, mamy z wybrzeża zatoki Carpentaria w północnej Australii taki bezcenny
zapis:

Tak czy inaczej, hydra w całości czy uczenie poistnieje. I autor będzie ją "hołubił i czule
do końca doglądał." Przypomnę tym, co zapomnieli
metaforyczne rozumienie hydry z mitologii greckiej, że
stanowi określenie zła (potwora), którego nie sposób
pokonać. Sam Herkules starał się potwora-hydrę
uśmiercić, odcinając jej głowy. Ale na miejsce głów
odciętych wyrastały głowy nowe. Dlatego może bardziej istotne niż owa hydra, jest drugie słowo czy określenie: "samo pojęcie totemizmu jest złudne". Inaczej
mówiąc, totemizm, to uczonych złudzenie, że można
ćwiartowana

92

�Jacek Olędzki • PAMIJ;TNIKI POETYCKIE PUSTYŃ

Muchy i komary są taką plagą, że na pierwszy rzut
oka trudno zrozumieć, dlaczego istnieją obrzędy mające na
celu ich rozmnażanie ... Nie należy jednak zapominać, że
muchy i komary, chociaż nieznośne jako takie, są ściśle
związane z tym, czego tubylec pragnie ponad wszystko
w pewnych porach roku, tubylec mianowicie pragnie
w i elki e g o d e s z c z u. (Podkreślenie ].O.)! Oto
wyobrażenie komaropodobne z rytów naskalnych
w Peru, ił. 7. Na wystawie, o której mówiłem na wstę­
pie zostało ukazane pośród innych, najdrobniejszych
zwierząt, płazów, mięczaków, pająków i owadów.
Od razu należy powiedzieć, że o wiele częstsze
w peruwiańskich petroglifach są wyobrażenia pająków,
a nade wszystko żab i ropuch. Te trzy zwierzęta - ich
nagłe pojawianie się i panujące wśród nich ożywienie
- możemy obserwować także w Polsce. Stanowią one
widome znaki, że po nękającej suszy spadnie z dawna
oczekiwany deszcz. A zatem pojawianie się w sław­
nych amerykańskich rytach naskalnych owych wyobrażeń - znaków zmiany pogody - możemy interpretować jako obrzędowe z czcią czynione zaklęcie mają­
ce spowodować najcenniejszą w obrębie płaskowyżu
Nazca rzecz - d e s z c z. Zresztą oprócz wyobrażeń
deszczowych zwierząt pojawiają się w tych rytach
prawdziwe wizerunki opadów. Mogą nimi być ukośnie
wykute kreski w znacznych ilościach albo równie liczne kropki, okrągławe wgłębienia (il. 8-9). Chodziłoby
o dwa rodzaje deszczu? Zacinającej swymi strugami
ulewy i... choćby mizernego deszczyku ...
Jak się dowiadujemy z bezcennego źródła, Bogowie
i ludzie z Huarochiri, zapisków z końca XVII w., dotyczących świadomości religijnej nawracanych w Peru
Indian (przekład, wstęp i objaśnienie Jan Szemiński,
Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1985),
pająk zajmował w niej osobliwie doniosłe miejsce. Na
podstawie owego źródła można mniemać, że uznawano pająka za pośrednika między światem żywych
a zmarłych. Natomiast, uwaga(!) - to niesłychanie
ważne - za ich, przodków - siedlisko, podobnie jak
w innych częściach świata, nie wyłączając Polski
uznawano kamienie i skały. W przypadku Peru ryty
naskalne można interpretować jako komunikaty skierowane do przodków, którzy życzenia i prośby wyraża­
ne w konkretnych, symbolicznych wyobrażeniach,
zrozumieją z przejęciem, albowiem za życia doświad­
czali tych samych trosk i nieszczęść. Cytat, jaki przedstawię, uprzedzam, jest dosyć długi. Wszelako zawarte
w nim wiadomości mają dla rozumienia peruwiańskie­
go fenomenu monumentalnych geoglifów i skromniejszych, niekończących się "pacierzy" petroglifów, niewyrażalne, liczące się znaczenie: Już w innych rozdzia-

łach mówiliśmy
opłakiwali

o tym, jak ludzie idąc czcić Pariacakę
i karmili swoich zmarłych. Wspominając te podzisiejsi ludzie, ponieważ nie stali się jeszcze do-

częstunki,
brymi chrześcijanami, powiadają:

"Na WszYstkich Świętych Hiszpanie tak samo karmią
i częstują swoich nieboszczyków i ich kości, chodźmy więc

i nakarmmy naszych zmarłych".
W dawniejszych czasach zanosili tam jadło, ile i jakie
jest, a wszystko dobrze ugotowane. Po śmierci człowieka,
wspominając, jak było bardzo dawno temu, czekali i mówili: "Nasz zmarły po pięciu dniach wróci, zaczekajmy
więc". Od jego śmierci przez całe te pięć dni czuwali przez
wszystkie noce. Piątego dnia jedna z kobiet, wło.żywszy dobre szaty, szła do Yarutini mówiąc: "Stamtąd go przyprowadzę" albo "Tam będę czekać". Kobieta, o której mówimy, szła niosąc swoje piwo i jadło.
Słyszałem, że w miejsce, które nazywamy Yarutini,
po wschodzie słońca przybywała dusza. Dawnymi czasy
były to dwie, trzy duże muchy. Ludzie nazywają je llacsa anapalla. Siadały na tych szatach, które ona przyniosła. Siedziała tam dość długo, a gdy część tych robaków
hunancoy odeszła, mówiła: "Dalejże, chodźmy do wsi",
i wracała zabierając ze sobą tylko jeden maleńki kamyk,
jakby chciała powiedzieć: "To właśnie on". Gdy docierała już tutaj i gdy jej dom czym prędzej porządnie wysprzątano, zaraz zaczynali ów kamyk karmić, a nakarmiwszy, poili. Gdy nieboszczyk jadł, i oni jedli. Już pod
wieczór wszyscy jego krewni tańczyli, pięciokrotnie śpie­
wając i zalewając się łzami. W chwili gdy piąty raz skoń­
czyli śpiewać, tańczyć i płakać, wyrzucali na ulicę kamyk, który przyniosła, mówiąc: "Teraz wracajmy, już nie
umrzemy".
do

kościola

I oto oczekiwana, najważniejsza wiadomość.

Tego dnia wróżyli sobie przy pomocy pająka mówiąc:
"Czemu umarł ten człowiek?" Jeśli ów odpowiedział: "Bo
ten czy tamten się rozgniewał", "Bo się rozłościł" albo jeśli
wskazał któregokolwiek boga lub Pariacakę, albo wymienił kogokolwiek z nich, kończyli to ofiarą ze świnki morskiej i innych rzeczy, zależnie od wskazanego. Tyle wiemy
o ludziach zmarłych (i l. 10-11) .
Teraz w Guarocherim albo też w Quintim podczas
Wszystkich Świętych, jakeśmy wspominali, nadal jeszcze
mówią: "Zanieśmy coś gorącego do kościoła", i nagotowawszY ziemniaków, umieszczają je tam z suszonym mię­
sem, dobrze przyprawionym papryką, jakoby po to, by je
żywi ludzie jedli; zanoszą też pieczoną kukurydzę i gotowane mięso, a poza tym dla każdego po jednym dzbanku
piwa.
Ponieważ oni kładą te rzeczy na znak, że ich nieboszczycy je jedzą, że właśnie po to, by uczcić ich pamięć, skła­
dają im te różności świeże i jeszcze gorące (s. 94-95).

*

Ukazywane w rytach przedstawienia pająków czy
ptaków to - jak się wydaje - przejaw kultów samoistnych tych zwierząt, ale również rodzaj znaków na niebie oczekiwanej zmiany pogody czy wręcz pory roku,
jak w przypadku nagłego przylotu z końcem zimy bocianów afrykańskich do Europy. Ogromnych rozmiarów wyobrażenie w peruwiańskich geoglifach, kolibra,
pająka oraz małpy (znane są "deszczowe tańce małp")
to inny rodzaj zaklęć. Wykonanych w taki sposób, aby
w obrzędzie zaklinania deszczu mogły uczestniczyć

�większe zbiorowości ludzkie i- jak można się domyślać
- korzystające z zachowań oralnych, śpiewnych, muzycznych czy tanecznych lub dla ludów pierwotnych
tak charakterystycznych, tanecznopodobnych wystę­
pów w maskach, o zdecydowanie narracyjnym, teatralnym charakterze. W innych częściach świata wykorzystuje się w tych celach specjalne place przypominające nieraz stadiony, natomiast w Peru służyły temu
ścieżki wykonane z towarzyszącym im przesłaniem,
może rodzajem magicznego założenia, które pewien
znany fantasta nazwał "pasami startowymi" pojazdów
kosmicznych. Włączanie kosmitów do spraw czysto
ludzkich jest rodzajem anomii (termin wprowadzony
do nauki przez E. Durkheima), oznaczającym kryzys,
rodzaj nieoczekiwanych, a zarazem przyspieszonych
przemian w dziejach itd., no i rodzaj lęku czy niepokoju panującego w danej zbiorowości. Niewykluczone, że
geoglify peruwiańskie mogły mieć jakiś związek z anomią, która nawiedziła przed wiekami Inków.
I w zasadzie przedstawiona próba rozumienia sensu
petroglifów i geoglifów z Peru stanowi dosyć kompletną interpretację, a zarazem włącza się do okazałego już
bukietu - używając słów znanego kosmitofila - zastanowień nad jedynym tak okazałym i zarazem wyrazistym przejawem sztuki naskalnej na świecie oraz,
w pełnym rozumieniu znaczeniu tego słowa, naziemnych kreacji artystycznych.
Pozostaje jednak nadal rodzaj niedosytu w pojmowaniu omawianego tu zjawiska. Dlatego skierujmy
jeszcze uwagę na obfitujące w wiadomości studium C.
L. Straussa.
Otóż u U. McConnela ów dla nas mający niesłycha­
ne znaczenie cytat, z którego dowiedzieliśmy się, jak
osobliwie czcić można muchy i komary jako zwiastuny
deszczu, znajduje się zastanawiająca wiadomość o wyjaśnianiu sobie zjawiska spadającej gwiazdy, od razu dodam, że owo zjawisko w myśleniu europejskim łączone
jest zazwyczaj z czymś zdecydowanie optymistycznym,
np. spełnieniem się pomyślanego w czasie lotu gwiazdy
życzenia, w obszarze wyobraźni ludów badanych u wybrzeża zatoki Carpentafia w północnej Australii uzyskuje zasadniczo inne, negatywne proroctwo. Stanowi- niczym pohukiwanie u nas nocą puchacza - zapowiedź
śmierci, "zwiastuje śmierć krewnego" (s. 85).
W peruwiańskich rytach naskalnych (il. 12-13)
odnajdujemy dwa intrygujące wyobrażenia, jedno zdecydowanie astralne, a drugie solarne. To drugie Jimenez opatruje objaśnieniem: "pomnażanie dobra słoń­
ca". I w pełnej zgodzie z naszym potocznym rozumieniem roli w życiu słońca, słoneczka, odbieramy owo
objaśnienie jako całkiem sensowne. Powiem więcej,
wpatrując się w to przedstawienie, na którym postać
człowieka wyciągniętą ręką sięga do jednego z promieni, natychmiast skojarzyłem sobie to z popularną jakąś
naszą pogodną piosenką na lato o "chwytaniu promienia słońca", a więc z niezbyt wyszukaną na tę porę roku metaforą, oczywiście w klimacie europejskim mają-

94

cą

swój zamierzony sens. Na drugim przedstawieniu
ludzka korzysta przy sięganiu do promienia
gwiazdy z prostego urządzenia, popularnego (głównie
u hodowców koni czy bydła w Ameryce Południowej),
które nazwałbym chwytką.
Zakończona ciężarkami, rzucona w odpowiedni
sposób, pęta zwierzęciu pęciny i powala je na ziemię.
Może więc w strefie peruwiańskiej suszy nie chodzi
o "pomnażanie dobra słońca," ale o coś całkiem przeciwnego, powstrzymanie jego morderczego dla roślin
i zwierząt działania. I również w przypadku chwytania
go jakieś nieszczęście ... Zresztą, wyobraźnia ludów jest
tak nieodgadniona, zawiła i obfitująca w niepojęte dla
nas, współczesnych, możliwości korzystania z niej, że
wszystko to, co napisałem, proszę traktować wyłącznie
jako rodzaj przypuszczenia. Wielości ich i odmienności
nie sposób - przy najlepszych chęciach - przewidzieć,
a cóż dopiero po prostu sobie wymyślić ...
Tak jest chociażby z naszym, polskim wróżeniem
z pohukiwań puchacza. Czy i w tym przypadku sąd
Augusta Comta, że prawa logiki są wszechwładne,
może być pomocny, aby postrzegać jakiś związek mię­
dzy zachowaniem nocnym sowy, a oczekiwaniem czyjejś śmierci? O wiele łatwiej ten związek, mający cechy
myślenia logicznego, postrzegam w australijskim przypadku łączenia zjawiska spadającej gwiazdy również ze
śmiercią. Wszak ubyło na nieboskłonie jednej gwiazdy ... I znowu nasze europejskie wróżby spełnienia łą­
czone z tym samym zjawiskiem- jak z wróżbą dotyczą­
cą zachowania puchacza - o wiele więcej sprawiają
kłopotu, mimo że jesteśmy z tego samego kręgu kulturowego, z którego owa wróżba pochodzi.
postać

Złuda

totemizmu

To tytuł oryginalny- po Wstępie - dociekań prowadzonych przez C. L. Straussa. W ich świetle totemem
może być np. śmiech (jak u afrykańskich Pigmejów
Bambuti-rozpoznanie własne), wielka radość i dzięk­
czynienia kierowane do Najwyższego przez Masajów
z powodu wyładowań atmosferycznych, zapowiadają­
cych deszcz (rozpoznanie własne), jak też zachowania
pająka, jeśli wieczorne i nocne (zapowiadające również
opady - wyrażane w przysłowiu europejskim - nadzieję), a jeśli poranne (niepokój, albo jak u nas zmartwienie). I dalej w tym duchu kontynuując interpretacje zaproponowane przez Straussa, to sarrio zjawisko - zależ­
nie od kultury - może mieć posmak zdecydowanie negatywny lub pozytywny, trafiać w obszar kultów o charakterze totemistycznym albo pozostać jedynie zapowiedzią dobrej wróżby, która niekoniecznie się spełni.
Ale dopiero w rozdziale IV W stronę intelektu odnajdujemy najwięcej danych uzasadniających główny
tytuł mej pracy oraz ogólny kierunek prowadzonych
zastanowień. Przyporządkowane są one szeroko rozumianemu pojęciu poezji, poetyki oraz charakterystycznej dla tego rodzaju wypowiedzi (w naszym przypadku

�Jacek O~dzki • PAMIĘTNIKI POETYCKIE PUSTYŃ

nialnej konkluzji, mówiącej, że zwierzęta w systemach
totemistycznych bardziej nadają się do myślenia niż jedzenia. ( ... ) . Zwierzęta totemiczne przestają być jedynie -

pracochłonnego działania, kucia prymitywnym narzę­
dziem - być może kamiennym - wcale nie kruchej czy
stosunkowo podatnej, jak wapień - twardej skale),
terminologii, zbioru terminów, pośród których szczególne znaczenie ma metafora. C. L. Strauss o niej mówi wielokrotnie, ale najdosadniej powołując się na
rozważania E. E. Evansa-Pritcharda. Analizowany materiał pochodzi od Nuerów w Afryce. Nim mu się
przyjrzymy, parę jeszcze słów o poemacie.
Poemat, to raczej dosyć rozbudowana (nieraz aż rozwlekła, jak ryty na peruwiańskiej kordylierze) forma wypowiedzi poetyckiej. I też najbardziej temu terminowi
poetyckiemu odpowiadają właśnie interesujące nas
dzieła w Peru, mające 2 tys. km. Ale około 100-kilometrowe ryty z pustyni Gobi czy krótsze z Sahary, chociaż
zbudowane z całkiem odrębnych epizodów (wyobrażeń
i przedstawień) również zbliżone są do czegoś w rodzaju
poematu - zapisu o własnej narracji, konsekwentnie
powtarzającej przyjęte motywy np., od mongolskich czy
syberyjskich znad Angary rytów, będących wrażeniami
czy olśnieniami nagłych doznań (przejazdem dostojników wyszukanymi pojazdami czy przemarszem niezwykle licznego stada jeleni). Chociaż i w przypadku mongolskim występuje dobrze znany ryt o wymowie poetyckiej magii; otoczenie wyrazistym, zamkniętym rytem
zbliżonym do prostokątu licznych wgłębień o kształcie
kolistym interpretowanym jako owce oraz ludzkiej postaci (powierzchnia skały wyniesienia Bogdo Uły na
krańcu stolicy, a więc w pobliżu stanowisk pasterskich).

lub przede WSzYstkim - istotami, które budzą lęk, uwielbienie lub pożądanie; poza rzeczywistością zmysłową moż­
na dostrzec pojęcia i stosunki ujęte przez myśl spekulatywną, na podstawie danych zaczerpniętych z obserwacji. Rozumiemy wreszcie, że gatunki naturalne nie są wybierane
dlatego, że "nadają się do jedzenia", lecz dlatego, że "nadają się do myślenia".(s. 118).
Stwierdzam zaś od siebie, że owa konkluzja jest- jak
dostatecznie przekonywującą próbą wyjaśnienia ikonosfery, zaskakujących wyobrażeń, także
scen rodzajowych, ich bogactwa i niezwykłej rozmaitości drobnych zwierząt, w tym zdecydowanie niejadalnych - jak komary - na powierzchniach głazów najdłuższej na świecie galerii sztuki na wolnym powietrzu,
przebiegającej przez kilka krajów Ameryki Południowej,
wzdłuż Kordyliery Wschodniej Andów, która tylko dzię­
ki poświęceniu "przypadkowego" badacza A. N. Jimeneza została z należytą starannością opracowana jedynie w swym częściowym, peruwiańskim odcinku.
I już zbliżając się do końca tych przemyśleń, należy powiedzieć, że C. L. Strauss z całą mocą akcentuje
znaczenie w postępowaniu badawczym komparatystyki, która aby objaśniać czy jedynie rozumieć fakty
amerykańskie, objęłą przede wszystkim rzeczywistość
Australii, Wyspy Trobrianda, Tikopii, jednym słowem
Oceanię, ale również kilka miejsc w Afryce. Autor
sporo uwagi poświęca zjawisku powtarzania się pewnych wątków myślowych z miejsc bardzo od siebie odległych, które w dziejach nie miały ze sobą jakiejkolwiek styczności. Jak wiadomo, prawo konwergencji
dywergencji kulturowej wyjaśniło w pełni w etnologii
te zjawiska już przed ponad 130. laty. Przemilczanie
przez Straussa znaczenia w etnologii i antropologii
kulturowej prawa konwergencji jest czymś w rodzaju
dziwactwa. Spotyka się je u największych, ale nie jest
przejawem ignorancji. .. Wydaje się, że w tym dziwactwie zawarte jest jednak coś z przemyślanego zabiegu.
Mówienie o prawie konwergencji sprzed stu laty, mogłoby osłabić wymiar własnych procedur badawczych,
szczególnie u potencjalnych czytelników przedstawianego studium, czytelników niemających zielonego pojęcia o prawie konwergencji.
Jeśli przyjmiemy, że jednym z głównych czynników
sprawczych tworzenia rytów naskalnych w Peru było
zaklinanie deszczu, wpływanie na przerwanie nękają­
cej suszy, to nawet przy takim utylitarnym założeniu,
jak w każdej twórczości o charakterze artystycznym,
rodzą się niespodziewane dodatkowe czynniki mające
swój wpływ na rozwój całości przedsięwzięcia. Jednym
z takich stałych ubocznych motywów jest rywalizacja,
chęć sprostania umiejętnościom innych osób, a nawet
zgodnie z regułami towarzyszącymi różnym rodzajom
rywalizacji pojawia się potrzeba wyróżnienia się, zaimponowania rezultatem swego dokonania.
dotąd- jedyną

Mitopoetyka
Z tym terminem spotykamy się u E. E. Evansa Pritcharda, Nuer Religion, Oxford 1956, s. 80 (podaję
za C. L. Straussem, Totemizm ... , s. l 05): W ogólności

totemy plemienia Nuer nie są tym bardziej stworzeniami,
których spotkania można by się spodziewać z racji jakiejś
szczególnej cechy, zwracającej uwagę. Wręcz przeciwnie stworzenia, które natchnęły wyobraźnię mitopoetyczną
pleminia i które zajmują poczesne miejsce w ich baśniach,
nie występują wśród totemów lub występują rzadko i niewiele znaczą.
W tym miejscu przypomina się wydanie sporej
A. N. Jimeneza, Geopoetyka ... Zupełnie różni
autorzy podążają podobnym tropem, wprowadzając do
swych rozważań odmiennych gatunkowo to samo sło­
wo - poetyka.
Owa poetyka w rytach naskalnych z Peru jawi się
w sposobie ukazywania realnych zwierząt z czułością
przypominającą powszechną u Latynosów, w ogóle inną niż europejska postawę wobec naszych "mniejszych
braci". Postawa ta kojarzy mi się z powszechnie znaną
czułością graniczącą z umiłowaniem, jaką mają Nowogwinejczycy do świń, a ludy pasterskie do jagniąt.
A nasi chłopi głównie do źrebiąt.
Zbliżyliśmy się wreszcie do miejsca w rozważaniach
C. L. Straussa, w którym wyjaśnia dojście do swej geksiążki

95

�Nie ma wątpliwości, że realizacje naskalne były
zbiorowym, chociażby odrębnych klanów, na
których terytorium występowały stosowne głazy do
podjęcia ambitnego wyzwania "przyozdobienia" ich
powierzchni, a pośrednio oznaczenia swego związku
(własności?) z danym miejscem. Być może w rodzaju
euforii, jaka się rodzi w podobnych przypadkach, objawiały się samotne indywidualności, całkowicie pochłonięte samym procesem tworzenia.
W ekspozycji "sufitowej" w IKR umieściłem dwie
kopie wyobrażeń "człowieka papugi". Wyobrażenia te
odbiegają wyraziście stylistycznie od pozostałych. Być
może jest to przykład trafiania - jak to się zdarza
w sztuce europejskiej, również polskiej, do jednorodnej stylistycznie twórczości miejscowej chłopskiej rodzaj rarytasu, wykonanego z większą znajomością
sztuki rzeźbienia (kucia rytu). W Europie owe rarytasy to dzieło artystów zawodowych, a zarazem wędrow­
nych, którzy mimo swego kunsztu, jaki osiągnęli, poszukiwali zatrudnienia.

mające

utylitarny i bezpośredni stały kontakt ze zwieczy udomowionymi. Natomiast sztuka naskalna i naziemna (geoglify) Ameryki, przede
wszystkim Południowej, była dziełem stosunkowo póź­
niejszym, ludności chłopskiej, związanej z uprawą ziemi, hodowlą roślin. I możemy obecnie odwołać się do
tych wyjątkowych wyobrażeń roślinnych. To najważ­
niejszy w omawianej ikonosferze sztuki naskalnej
wskaźnik, a nawet wyznacznik jej zdecydowanego osadzenia w kulturze rolniczej (il. 14).
Owo przepiękne ukazanie wiotkiej rośliny, obok
paru innych florystycznych rytów, charakteryzują­
cych się kształtnym i delikatnym kuciem w skale, A.
J. Jimenez umieścił w początkowej części II tomu
swego dzieła. Skrupulatny dokumentalista, obszar
2 tys. km peruwiańskich petroglifów podzielił na 72
stanowiska (patrz mapa zamieszczona we wstępie
I tomu), oznakowanych nazwą najbliższej, zamieszkanej dziś miejscowości . Przedstawiane tu wyobraże­
nie pochodzi z Huari, a jest to również nazwa kultury archeologicznej datowanej w przybliżeniu na VIII
w. p.n.e. Należą do niej między innymi przepięknie
malowane wazy ceramiczne. Autor zamieszcza fotografie obiektów dekorowanych motywami roślinny­
mi, wśród których dominują, zwielokrotnione cew-

dziełem

rzętami łownymi

*

Totemizm dzisiaj, pomijając genialne przemyślenia
samego autora, wykorzystuje ogromną ilość danych zaczerpniętych z dzieł często najsławniejszych badaczy.
Innymi słowy owo studium bazuje na źródłach pochodzących "z drugiej ręki", ponadto jakby celowo omijających samą Amerykę Łacińską. Jest to zastanawiające
pytanie, zważywszy że Claude Levi-Strauss jest amerykanistą obydwu kontynentów, zarówno południowego
z omawianym tu Peru, jak również północnego. Dowodem tej kwalifikacji jest przede wszystkim sławny Smutek tropików, ale również Opowieść o rysiu, a więc jak już
sam tytuł mówi, rzecz ściśle korespondująca z dominującą tematyką zwierzęcą petroglifów. Wielka szkoda, że
autor wstrzymał się z przekazaniem swych amerykanistycznych doświadczeń, przemyśleń w dziele, któremu
poświęciliśmy sporo uwagi.

kokształtne liście.

Na sufitowej wystawie w IKR zabrakło już miejsca
na ukazanie tych arcyważnych wyobrażeń roślinnych.
Zatem niniejszy tekst może zamieszczoną reprodukcją
ów brak chociaż w części uzupełnić .

*

I jeszcze jedno należy chyba dopowiedzieć . Użyłem
w tytule słowa dosyć ogólnego, ale też jednoznacznego - pamiętniki. Otóż pamiętniki wszelkiego rodzaju
charakteryzują się - jak wiadomo - solidnym osadzeniem w realnych faktach z otaczającej pamiętnikarza
rzeczywistości. Ale też owe fakty, niczym zdarzenia
w prozie codziennego bytowania, mają swoją nieubła­
ganą cechę przypadkowości. Owa przypadkowość, mimo powtarzających się wyobrażeń głęboko symbolicznych (np. żaba - krzyż równoramienny, jako zaklęcie
deszczu, rozwoju, płodności), dominuje w ciągu rozległej narracji rytów naskalnych. Wszelako, pojawiają
się również sceny nieprawdopodobnie złożone. W scenach tych tylko część przedstawień jest dostatecznie
"czytelna", rozpoznawalna. Znaczną jednak resztę otacza tajemnica znana jedynie samym twórcom, może
również ich niegdyś żyjącym odbiorcom.
Niektóre z tych scen sugerują, że mogły stanowić
w swym zamierzeniu rodzaj pierwotnego poematu,
a więc utworu o rozbudowanej, wewnętrznej dramaturgii, pozostającej dla nas tylko tajemniczym przekazem.

*

Pozostaje już tylko na sam koniec powrócić do
stwierdzenia wstępnego, że poznawaliśmy najznakomitszą, pod każdym względem wyjątkową galerię dawnej
twórczości artystycznej na wolnym powietrzu, prezentację szczególnej sztuki, występującej również w Azji,
Australii oraz Afryce. Wskazywałem we wstępie, że
galerię amerykańską wyróżnia, przede wszystkim, ukazywanie wyobrażeń drobnych zwierząt, łącznie z owadami oraz pająkami (mającymi osiem odnóży, a nie tylko sześć), jakich chyba nigdzie indziej na świecie dotąd
nie stwierdzono. Główną przyczyną tej różnicy - wydaje się - jest sam rodowód peruwiańskich twórców,
rytowników w skałach. Poza Ameryką ową dawną
sztukę, łącznie z malarstwem jaskiniowym zachodniego skrawka Europy, tworzyły od czasów epoki kamiennej głównie ludy łowieckie, w najlepszym razie -jak
w przypadku Mongolii - ludy pasterskie. A więc ludy

96

�jacek Olędzki • PAMIĘTN!Kl POETYCKIE PUSTYŃ

24. F. Bourgois, Pająk, Zachęta, jesień 2002. Fot. K. Sabak
25. F. Bourgois, Pająk, Zachęta, jesień 2002. Fot. K. Sabak

�Stałym elementem działań w Murzynowie była rozmaita twórczość
Wojciecha Marchlewskiego. Możemy ją w części poznać obecnie na
ul. Karowej w jego oryginalnych PTASZORACH. Stanowią one, jako rodzaj wstępu, integralną część ekspozycji Petroglify Peru.
W zorganizowaniu obecnej ekspozycji s łu ży ł wielką poligraficzną
pomocą Krzysztof Sabak, absolwent Etnologii i Antropologii
Kulturowej UW

PS Ranidae, żaby i ropuchy, w dawnych kulturach
świata - tak jak w starożytnym Egipcie - mają nie tylko powszechną w świadomości ówczesnych ludzi konotację zdecydowanie pozytywną, ale także kultową, bywają włączane do wybranych zwierząt sakralnych.
W przedchrześcijańskich kulturach Europy czy Ameryki Środkowej i Południowej, znajdujemy też wiele świa­
dectw wskazujących, że owe płazy otaczano jak nie
czcią, to osobliwym szacunkiem. Ewangelizacja tych
stron świata starała się znaleźć w tych stworzeniach dogodną lokalizację, jeśli nie samego szatana, to symbolikę grzesznej rozwiązłości, kłamstwa czy chociażby gorszącej hałaśliwości. Anthony Mello sławny misjonarz
katolicki naszych już czasów w niechęci do takiej bigoteryjnej postawy, , Modlitwą żaby (zbiorem napisanych
w Indiach religijnych przypowieści przemyśleń), starał
się przywrócić głoszonym prawdom ów aspekt utraconej w chrześcijaństwie pierwotnej adoracji natury, nawet w jej niezbyt przystojnych przejawach.
W Peru nastąpiło, tak jak w Europie, spotkanie odrębnych systemów wartościowania i łączenie z jednym
stworzeniem przeciwstawnych pojęć. Odnalazłem
w kulturze Inków z okresu ścierania się dawnych wierzeń z nowymi coś w rodzaju salomonowego wyjścia.
Zachowania, jak można się domyślać, trwałego szacunku do interesujących nas płazów. Natomiast, aby
sprostać wymaganiom misjonarskim, kreowano istnienie ... ropuchy dwugłowej. I jej, a nie zwykłej, przypisywano pojawianie się chorób, nagłego starzenia się itp.
nieszczęść. Oto zapis w znanym już nam dokumencie
epoki, Bogowie i ludzie z Huarochiri:

Literatura

J. Bogowie i ludzie z Huarochiri, przełożył, wstęp i objaśnienia Jan
Szemiński, Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1985
2. Maria Frankowska, Podstawy gospodarki wiejskiej w ostatnim okresie panowania Inków i pierwsZYm stuleciu po konkwiście . Wiek XVI
i pierwsza polowa XVII w. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza
w Poznaniu, Prace Wydziału Filozoficzno-Historycznego, Seria
Etnografia nr 5, Poznań 1967
3. Jerzy Grodzicki, Nasca: Los Simomas Geológicos del fenómeno el
nino y sus aspectos Arqueo-Lógicos, CesJa Uniwersytet Warszawski
Centrum Studiów Latynoamerykańskich, Warszawa 1994
4. El Hombre y su Ambiente en los Andes Centrales, editado por Luis
Millonesy Hiroyasu Tomoeda, .,Senri Ethnological Studies", no.
10 National Museum of Ethnology Osaka 1980: Shozo Masuda,
Dinamismo Inter-regional en los Andes Centrales, s. 93-106; Franklin Pease G. Y., Relaciones entre los Grupos Etnicos de la Sierra Sur
y la Costa: Conttinuidades y Cambios, s. 107; Hiroyasu Tomoeda,
Folklore Andino y Mitologia Amazónica, s. 275-306
5. Jerzy Makowski, PrZYrodnicze uwarunkowania rolnictwa w Amazonii Peruwiańskiej, Dissertationes Universitatis Varsoviensis 308,
Warszawa 1988
6. Maria Skoczek, Zróżnicowanie struktury agrarnej i produkcji rolniczej w krajach andyjskich, .,Prace i Studia Instytutu Geograficznego UW", zeszyt 20, Warszawa 1976, s. 163- 172
7. Zygmunt Krzak, Kosmogram - kTZYż - bóstwo, ,,Wiado mości Archeologiczne", t. 46: 1981, s. 135-144
8. Jan Trzeciakowski, Po sąsiedzku z Aztekami. Od Sinantropa do Taina, ISKRY, Warszawa 1987
9. Andrzej Wierciński, Kamień, analogia i archetyp, nr 4 (420), R.
XXXVIII: 1984 .,Architektura", s. 30-35
10. Dick A. Van Ruler, KTZYż i kolo: archetyp, krZYż i kolo: dusza świa­
ta, krZYż= strukturalne prawo kosmosu, tamże, s. 18-25

Potem kazał podnieść żarna. Wtedy z ich wnętrza wyszla dwugłowa ropucha i odleciała do wąwozu Anchicucha. Tam po dziś dzień mieszka, (. ..). Słyszałem, że źródło
to teraz, gdy doń ludzie przychodzą, czasem ich gubi, czasem czyni starcami (s. 25).

Przypisy
W czasie wakacji 2002 roku zorganizowałem .,sufitową" prezentację
peruwiańskich petroglifów w Instytucie Krajów Rozwijaj ących się
Uniwersytetu Warszawskiego w Warszawie przy ul. Karowej 20.
Owa prezentacja nawiązuje do wystawy sprzed paru lat w Pałacu
Kazimierzowskim, zatytułowanej KrajobraZY nieba.
Bodźcem do nowego przedsięwzięcia były głównie dwie ważne warszawskie wystawy: Wielcy mistrzowie meksykańskiej sztuki ludowej na
Zamku Królewskim oraz w żoliborskiej galerii Art Ofis Nad zwierzę­
ta -pod zwierzęta, Dornicelli Bożekowskiej i Andrzeja Goryńskiego.
Autorzy, przyjaciele od wielu lat, w moim przedsięwzięciu mają swój
bardzo istotny udział. Przede wszystkim pomogli w reaktywowaniu
ekspozycji Pod wiosłem zielonym, którą przez lata prowadziłem w Murzynowie, ponadto służyli intelektualną zachętą, więcej -dostarczyli ze swego ogrodu wspaniałych roślin, a ze zbiorów, jarmarczne wyobrażenia żab.

Murzynowskie ekspozycje dzieła Dornicelli Bożekowskiej Świat się
żabie, 1997, Suidae, 1999, przyciągały spore rzesze mło­
dych i najmłodszych zwiedzających, twórczo inspirowały plenery organizowane przez znaną dobrze .,Kontekstom", niezwykłą Beatę
Jaszcza k.

wspiera na

98

�Jacek Oi{dzki • PAMIĘTNIKI POETYCKIE PUSTYŃ

MIĘDZY DOBREM A ZŁEM.
WYBRANE WYOBRAŻENIA W PETROGLIFACH ICH PRZYPUSZCZALNE ZNACZENIE

Krzyż

równoramienny • . • • • • • . • • • • . • • • • • • • . • • • • • • • • • • . • • • • • 4 strony świata. Istnienie w 4 zorientowanych strefach bytu; w przestrzeni ziemskiej
i ponadziemskiej

Żaba, ropucha z rozłożonymi kończynami . • • • • . . . . . . . . . . . • . • . . . Pierwowzór krzyża równoramiennego.
Światy - chtoniczny, akwatyczny, geotyczny i celestyczny

Paj

ą

k . • • • • • • • . . . . • • • • • • . • • • • • . . . . • • • • • . . • • • . . . . • • • • Wieszczek.
a ludźmi

Jaszczurka,

wąż

Pośrednik między zaświatami

.....................••••..•...•.•....... Nadzieja. Przemiana- odrodzenie

Ś l i m a k (muszla) . • • . • . . . . . . • • . • • • . • . . . . . • • . • • • • • • • . • • • B e z p i e c z e ń s t w o
Ż ó l w . . . . . . . . . . • . . . . . . . . . . . • • • • • • • • • • . . . . . • . • • • . . . . . Długowieczność
Żaba, komar, ślimak, pająk, małpa, ptaki . . • • • . . • • . • • . . . . . Wróżba-zaklęcie - prośba o pogodę;
obfitość deszczu, obfitość plonów

Ryb a ......•.........................•..••••••••••••

Czystość

i

czujność

(stale otwarte oczy)

Lis, lisica • . • • . . . . . . • . . . • • . . . • • • • • • . • • • • • • • • • • • • • • • • . . . . Wzór cnót męskich i macierzyńskich.
Gwaranci życia rodzinnego i we wspólnocie
Ścięta głowa wroga

Bezpieczeństwo.

Trwałość

zajmowanego

terytorium
Chwytanie promienia

Słońca

. •••. •. . . . . . . . . •. ••••. •. . . . ••••

"Pomnażanie

Chwytanie promienia gwiazdy • . • . • • • . . . • . • • • . . • . . • • • . . . • • • . Zapobieganie
Papuga.

Człowiek-papuga

•. . . . . . . •. . . •. . •••••••••. . •••. . . . .

Sytość,

dobrobytu"
śmierci

uroda

Żaba dwugłowa (tylko w przekazie werbalnym) .•••••••.••.•••..• Zł o

K A M I E Ń (S K A t Y)
POJĘCIA, WYOBRAŻENIA, WIERZENIA W RÓŻNYCH KULTURACH
Skały,

kamienie . . . • . . . • . . . . • • • • • • • . . • • . • • • • • • • • • . . • • . . . . Siedlisko zmarłych, siedlisko przodków,
gwarantów płodności, źródło nadprzyrodzonej m o c y

Skamienieć

. . . . . . . • . • . . . . . . . . . . . . . . . . . • . . . . . . • . . . . . . . . . Byt pomiędzy tu i tam

Życie kamienne • . . . . . . . . . . . . . . . . . . • . . . . . . . . . . . . . • . . • • . • • Bez powodzenia, martwe, nieszczęsne
Kamień

symboliczny . . . . . . . . . . . . . . • . . . . . • . • . . • • • • • • • • Znak pamięci, trwania, w i a r y, graniczny, zastawny, obrazy, zniewagi,
prawdy, sądowniczy, probierczy, wróżeb­
ny, czarodziejski, kultowy, święty, otaczany czcią

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6178" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6158">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1a832ab7a113ae8b1ef835b31007527e.pdf</src>
        <authentication>e5c8b7f3440c808715d9449f24978334</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73623">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5407</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73624">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73625">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73626">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5025</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73627">
                <text>Cicho i głośno / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73628">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.100-106</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73629">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73630">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73631">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73632">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="73633">
                <text>JACEK

OLĘDZKI

Cicho i

nącą do ujścia, tylko oceanem. Patrzę na Barnako chciwie, żarłocznie i nie mogę dość nakarmić oczu tym miastem, tonącym w zieleni ogromnych drzew, spowitym
czerwonym pyłem laterytowej ziemi. Nasycić się spojrzeniami ludzi. Okrutną i upajającą obietnicą niezaspokojenia (s. 80).

głośno

Nasza bohaterka opanowała swobodnie- niby nicw jej pracy metodę zdobywania najskrytszych wiadomości. Oto jedna z dosyć wielu, wykorzystywana w zależności od samopoczucia, nastroju
czy - oczywiście - założonego sobie celu:
najtrudniejszą

T

o wszYstko minęło. Dzisiaj w starej części Chingu-

etti spod poduch piachu sterczą szczYty uduszonych
domów. Rankiem w ich labiryncie chłopcy bawią
się w chowanego. Jest cicho. Piasek tłumi kroki, a podnoszenie głosu, jak pośpiech, to oznaka prostactwa. Pod wieczór, kiedy dogasa pożar słońca, przYchodzą kobiety - posiedzą, zaparzą na paru węglach herbatę, popatrzą na
dawny dom, gdzie pustynia przesypuje się przez okna,
ziarnko po ziarnku, jak w klepsydrze. Wiatry wieją tu stale, z północy, i z tym wiatrem wydmy weszły do miasta. Są
ludzie, którzY budują nowe domy na dachach zasypanych
budynków. Ale nie minie pewnie wiele lat, zakryje je także.
i język, jakim napisała swą piękną
książkę Olga Stanisławska- RONDO DE GAULLE'A,
Wydawnictwo Książkowe "Twój Styl", Warszawa 2002,
s. 10. Opis dotyczy Mauretanii, kraju omijanego przez
turystów, ale również przez reporterów, badaczy i in.
Od tego niewdzięcznego miejsca rozpoczyna autorka
swoją podróż samotną przez kontynent. Dodajmy, nie
jest to jej pierwsza obecność w Afryce. Zacząłem swój
szkic od opisu scenki z Chinguetti, albowiem z podobnych lapidarnych, zarazem niezwykle spostrzegawczych, nieraz wprost odkrywczych ujęć zbudowana jest
opowieść mająca 206 stronic. Bliższych wiadomości
o autorce nie próbowałem zgromadzić, czytając np. recenzje z jej książki w najpoważniejszych pismach, jak
"Tygodnik Powszechny", czy też inną drogą, chociażby
prośbą o spotkanie i rozmowę. W pełni wystarczyło
mi, to co sama dyskretnie napisała o sobie w
Oto

spostrzeżenia

Rondzie ... :
Co potem? Pokój w tanim hotelu.( ... ). Nikt oprócz

mnie nie wie, gdzie jestem. Jestem w Ghanie. Tym, którzy
dom z nocy i samotności, podobno nic
więcej nie może się przytrafić. Samotność ma najpierw
twarz, CzYjąś twarz, CzYjeś ramię. Potem już nie. W koń­
cu przeradza się w rodzaj spokoju. Nie żałuję tych wieczorów na oswajaniu samotności (s. 126) .

potrafią zbudować

W jakiejś mieścinie, nie pamiętam jakiej, pisze, że
lubi iść "ze wzrokiem wbitym w ziemię", wpatrując się
w mijane przedmioty na zaśmieconej drodze ...
Idę więc

po południu brzegiem chodnika przY Avenue
d'Independence i nie potrzebuję już wiedzieć, jak długo tu
zostanę i co będzie dalej, jakby czas nie był już rzeką, pły-

Wieczorami w Mao przesiaduję zwykle na ławce przed
komisariatem. ]ak majak bez jednego dźwięku, przesuwają się cienie. Światło chińskiej latarki omiata kopyta bezgłośnie dotykające piachu, buklaki na grzbietach wielbłą­
dów, twarze jeźdźców zakryte zawojem. - Założę się, że
mają kałasznikowy przY siadlach - wzdycha komisarz
i gasi latarkę.
- Że też oni tu zawsze muszą podróżować nocą. Noc
kładzie do snu rolnika. (Początek Podróży przez fikcję
zwaną Czadem, s. 91).

Raczej

głośno

Po znalezieniu się w głębi kontynentu cisza, o której
na początku, zanika. Pojawi się w jakiejś mierze
może dopiero w Togo, i nie wiatry, i nie piasek, lecz
majestat Atlantyku uśmierzy nasze skłonności. Nawet
w tropikalnych lasach, pośród Pigmejów, dominują zachowania dosyć głośne, tłumione tylko w czasie ło­
wów, wypatrywania jadalnych roślin czy w ogóle przemierzania leśnej przestrzeni. Natomiast u siebie,
w obozowisku, pomijając dudnienie wieczorne bęb­
nów, śpiewy, oracje, głośne wyrażanie aprobaty lub
dezaprobaty - w czasie tych powtarzających się nieraz
codziennie zgromadzeń obozującej grupy - w środku
dnia zobaczyć możesz pękającego ze śmiechu mężczy­
znę, który aby opanować swój głośny stan radości ...
kładzie się na ziemi i ściska brzuch rękami. To nie pomaga i dalej zaśmiewa się do rozpuku.
Nie byłoby bluesa, gospels, w ogóle współczesnego
radowania się jazzem, gdyby nie aprobata wśród czarnych u siebie w Afryce i w USA, spontanicznego, bardzo szybkiego, skrótowego, zawsze głośnego komunikowania się w byle sprawach i odpowiednio wzmacnianych owych zachowań w czasie swych rozmaitych
obrzędów, uroczystości, nawet pogrzebowych ... tkania wśród Bamileke, kobiet z dalszej nawet rodziny
zmarłej niespodziewanie dzieweczki nie zapomnę do
końca życia. W czasie tym żegnano jakiegoś notabla
i jego pogrzebowi nie towarzyszyły łkania, tylko którąś
już z rzędu noc smętne dudnienie bębnów, na tyle gło­
śne, aby słyszeli je nawet odlegli, nieprzyjaźni sąsiedzi.
Charakterystyczne jest, że w strefie Afryki głośnej,
gdzie żyją potężne zwierzęta, wydające najrozmaitsze
donośne dźwięki, nie postrzegłem, aby stanowiły one
było

100

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6335" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6315">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1abcfcf193bb57db8e4133cc64297362.pdf</src>
        <authentication>148bcc67d935491cda40f9cdfc38f272</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75471">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3181</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75472">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75473">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75474">
                <text>Troski życiowe i kłopot z istnieniem (pacierze w Zapiskach domowych Teresy Trojanowskiej 1957-1968) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75475">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4, s.230-242</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75476">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75477">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75478">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75479">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75480">
                <text>I I . 1. R y s u n k i w Zapiskach domowych Teresy T r o j a n o w s k i e j , (a) „ 1 8 I X 1963. Z R e k i n e m dziś b y ł a a w a n t u r a
w y z w a ł od s z p y c l ó w " ; (b) „ 1 5 I V 1965 p r z y s z ł o j a k i c h ś 2 P a n ó w m ó w i l i , że o n i s ą P r z y j a c i u ł a m i anie w r o g a m i " ;
(c) „ 2 4 I I I 1962 D z i ś pod wieczór H e l c i a d o s t a ł a lanie od Ojca za n i e p o r z ą d k i w r z e s z c z a ł a w niebo g ł o s y (...);
(d) „ 2 1 I I 1966 wieczorem z j a d ł a m p o m a r a ń c z e k t u r u Grzesia d a ł a m i na G w i a z d k ę " ; (e) „ 2 6 I X 1944 J ó z k a
I w a ń s k i e g o pogotowie z a b r a ł o k o ń go k o p n u ł w głowę i w y b i ł m u o k o . "

230

�Jacek Olędzki

TROSKI ŻYCIOWE I KŁOPOT Z ISTNIENIEM
(PACIERZE W ZAPISKACH D O M O W Y C H TERESY TROJANOWSKIEJ

Kłopot

z istnieniem

H e n r y k a Elzenberga, to dziennik

filo-

zoficzno-etyczny zapisywany przez p o n a d ć w i e r ć w i e k u , a b y ć
1

m o ż e znacznie d ł u ż e j .

Pisanie tego rodzaju d z i e n n i k ó w jest —

1957-1968)

wesołe życie. N i e ż o n a , lecz o n stale u s ą s i a d ó w

przesiadywał

na p o k l e p a c h - g l ę d a c h . B y l i m a ł ż e ń s t w e m bezdzietnym t a k samo
z r e s z t ą j a k m a ł ż e ń s t w o stryjecznego b r a t a Teresy, J a n a I w a ń ­

świętego

skiego — ' P r z e w o ź n i k a . W t y m czasie żył r ó w n i e ż w M u r z y n o w i e

stanu d o j r z a ł o ś c i duchowej, p o j a w i a j ą c się p r z e w a ż n i e u pisarzy

d r u g i J a n I w a ń s k i , p r z y r o d n i b r a t Teresy. Z t y m w ł a ś n i e J a m m

jak

się zdaje —

szczególną p o t r z e b ą

pielęgnowania

dopiero w p ó ź n y m ich w i e k u , pod koniec ż y c i a , p o d o ś w i a d c z e ­

i jego k a l e k ą c ó r k ą Trojanowscy dzielili d o m r o d z i n n y . Z n a n y

niu

z gniewnego usposobienia i wielkiej siły J a n

przeżytych

rezygnacji, d o s t ą p i e n i a p r z e m o ż n e g o pragnienia

p o w r o t u do ź r ó d e ł swego prawdziwego ja.

Widzę tu między in­

Iwański korzystał

aż z trzech p r z y d o m k ó w — Brancholc, L o r w a s , R e k i n . Powiadano,

dojmującym

że w i e l k ą siłę z a w d z i ę c z a ł z r o ś n i ę t y m ż e b r o m . Jego ż o n a miesz­

wypierając

k a ł a w drugiej części wioski, na Ł ę g u w d o m u swoicli z m a r ł y c h

się swych wielu p r z y m i o t ó w , z a p o m i n a j ą c o t r a p i ą c y c h skazach.

r o d z i c ó w . U n i k a ł a k o n t a k t ó w z m ę ż e m w obawie przed „ u t r a t ą

To k a r k o ł o m n a terapia, lecz chyba d o s y ć niezawodna. W

zdrowia albo nawet ż y c i a " . K i e d y

n y m i d ą ż e n i e do o d k r y w a n i a ponownie siebie po
przeżyciu

nikach

stanów

autonegacji.

Być

znowu

sobą,

Dzien­

Gombrowicza dosadnie w y r a ż a j ą zapis-metafora o nie­

możności

skutecznego

ratowania

(bycia

karetką

pogotowia)

nie

a w Miazdze

L ę k i poezucio z a g r o ż e n i a nie

Andrzejewskiego, t o n p r z y g n ę b i e n i a

a

zarazem

roztropnej powściągliwości w opisach d n i , o d r a ż a j ą c o p o d o b n y c h
do siebie.

3

Zapiski

domowe,

(brulionów),

Torosa

kilkanaście

grubych

Trojanowska

zeszytów

prowadziła

w

szkolnych

tym

m n i e j więcej czasio, k i e d y p o w s t a w a ł y głośne Dzienniki

córka

zmarła,

bicia do jakiego z n i ż y ł się jej ojciec. S ą s i e d z t w o L o r w a s a , R e k i n a

ż u k ó w , s p a d a j ą c y c h z k r a w ę d z i w y d m y nad brzegiem oceanu ,

2

ich kaleka

wielu u w a ż a ł o , że ś m i e r ć n a s t ą p i ł a w rezultacie kolejnego po­
wpływało

kojąco

wszelkich m o ż l i w y c h

na

pożycie

Możo

Trojanowskich.

ich. U n i k a n o

przed

Lorwasom częstym gościem domu Trojanowskich bywał

drugi

Teresy, .Józek, człowiek

właśnie

też

w obawie

brat

zbliżeń.

małżonków

odstępowały

wielkiej

przebiegłości

i sprytu,

samym

zwany K a l a p a t ą i R o z t r o p n y m . Miał on ż o n ę , m i e j s c o w ą nauczy­

Witolda

cielkę, p a n i ą p o c h o d z ą c ą z W i e d n i a , niezwykle z a s ł u ż o n ą w edu­

„Literaturze"

kacji m u r z y n o w i a k ó w . P o ś w i ę c i ł a się tej m i s j i w okresie m i ę ­

Z dnia na dzień Jerzego Andrzejewskiego. M i m o r ó ż n i c w statusie

d z y w o j e n n y m i t r w a ł a na s w y m p o s t e r u n k u a ż do c z a s ó w gier­

p i s z ą c y c h , p r z e p a ś c i intelektualnej m i ę d z y w i e ś n i a c z k ą a świa­

k o w s k i c h , kiedy z l i k w i d o w a n o w M u r z y n o w i e s z k o l ę ,

towej rangi pisarzami, w ą t e k

tamtejsze dzieci do s z k o ł y zbiorczej w s ą s i e d n i m Siocieniu. Nie

Gombrowicza i nieco p ó ź n i e j , gdy drukowano w

osobliwej m o d l i t w y ,

rozłożonej

na pacierze wieczorne ( r e k a p i t u l u j ą c e ) i poranne (inicjujące)

—

kiorując

m a najmniejszych w ą t p l i w o ś c i , że p a m i ę t n i k a r s k i e pasjo Torowy

p r z y reszcie dnia w y p e ł n i o n y m „ g r o m a d z e n i e m d a n y c h " — jest

Trojanowskiej

t o ż s a m y . Ale w a ż n i e j s z e , w i ą ż e te z r ó ż n y c h zasadniczo p o z i o m ó w

d o r ó w n a n i a n i e z w y k ł y m p r z y m i o t o m cudzoziemki, a p r z y

ś w i a d o m o ś c i w y p ł y w a j ą c e d z i a ł a n i a , podobne pragnienia samo-

bratowej

określonia

n i e ś w i a d o m e pochodzenia nazwiska dzieci — K l o c e k .

(poszukiwania

własnej

tożsamości)

w

zapisywaniu,

i najdrobniejszych z d a r z e ń (najpospolitszych trosk ż y c i o w y c h ) ,

z r o d z i ł y się pod

Bronisławy

znacznym w p ł y w e m

Iwańskioj-Kiotz

zwanej

też

potrzeby
—

tym
przez

Trojanowscy p o b r a l i się w latach dwudziestych i n a l e ż e l i

i s z c z e g ó l n y c h , z a c h ł a n n i e p o ż ą d a n y c h s t a n ó w ducha. Kreowanio

do m a ł o r o l n y c h gospodarzy w M u r z y n o w i e . J a n

ich poprzez narzucony sobie r e ż y m codziennego, zapisywanego

c z ą t k o w o j a k o w o d n i a k na W i ś l e , a n a s t ę p n i e w czasie

pacierza. Nasza bohaterka o d 1957 do 1968 r o k u nie p o m i n ę ł a

handlował

toż ani jednego dnia. I m o ż n a to t ł u m a c z y ć z a r ó w n o

k i e d y o t r z y m a n o d o d a t k o w ą z i e m i ę z r e f o r m y rolnej, J a n p r z e s t a ł

środowiskowego

poczucia

obowiązków

codziennych,

faktem
jak

też

z u p e ł n i e j u ż w ł a s n y m sposobem dostrzegania sensu życia w naj­
zwyklejszym dniu. B y ł a osobą „ s p o k o j n ą , zrównoważoną,

po­

4

zajmować

bławatami,

sprowadzanymi

z

dorabiał,

Łodzi.

Po

po­

wojny
wojnie,

się handlem, c a ł k o w i c i e p o ś w i ę c i w s z y się gospodar­

s t w u . P o n i e w a ż ż o n a c i e r p i a ł a na n a d m i e r n ą o t y ł o ś ć , ów W y r w i s
i

Wykpis,

kawalarz

i pędziwiatr,

większość

prac,

dodajmy,

wolną i nieenergiczną" . K t o ś inny uzupełnił tę c h a r a k t e r y s t y k ę

n i e z b y t sobio m i ł y c h , zmuszony b y ł p r o w a d z i ć c a ł k i e m samo­

u w a g ą , żo „ n i e m i a ł a dzieci", a b ę d ą c o t y ł ą m u s i a ł a stale prze­

dzielnie. A l e n i e p o m i e r n y w y s i ł e k m ę ż a nie b y ł Teresie

5

s i a d y w a ć w d o m u , „ n o więc, m i a ł a czas aby sobie p i s a ć " .

nowskiej

Teresa Trojanowska, z d o m u I w a ń s k a , p o c h o d z i ł a z r o d u ,
k t ó r y w ś r ó d k i l k u zaledwie i n n y c h n a l e ż a ł we wsi do

najbar­

dziej o k r z e p ł y c h . I w a ń s c y mieszkali w d w ó c h c h a ł u p a c h usy­

obojętny.

Przeciwnie,

wspomagała

i — j a k dalej się przekonamy — n o t a t k a m i w swych
Już

wstępna

analiza semiotyczna i c a ł k i e m

pisków

na zachodnim k r a ń c u , na S k a ż e n i u . N a t o m i a s t Jan, m ą ż naszej

ludowej d o k u m e n t . W n i c z y m na

b o h a t e r k i , p o c h o d z i ł z W i e s ł a w i e , n a l e ż ą c y c h wprawdzie do

dosyć

samej,

rokiokioj

parafii,

lecz m a j ą c y c h ,

D u n i n o w o złą s ł a w ę wioski fornalskiej,

niczym

Siecień

lub

zamieszkiwanej przez

prostackich D w o r u s ó w , O r c z y k ó w i K ł o n i c e . I w a ń s k a

wchodząc

w swój z w i ą z e k m a ł ż e ń s k i m i a ł a ziemię i część rodzinnej
grody, a T r o j a n o w s k i nie p o s i a d a ł niczego. J e d n y m

za­

słowem,

stale

Troja­
słowem

Zapiskach

domowych.

t u o w a n y c h w ś r o d k o w e j części M u r z y n o w a i jeszcze w trzeciej,
tej

go

formalna

Za­

wskazuje, że poznajemy niezwykle r z a d k i w literaturze
częstych

w

tym

p r z y k ł a d nie p r z y p o m i n a on

środowisku

nacechowanych o s o b l i w ą p o t r z e b ą

aspiracji

biograficznych,

zaświadczania

swym

pisar­

s t w e m posiadania ż y c i o r y s u bogatego w „ n i o z w y k l e zdarzenia"
oraz dysponowania m o c ą radzenia sobie z n i m i , czy
doświadczenia

błogosławieństwa

losu albo samej

wreszcie

Opatrzności.

N i c z t y c h pospolitych w c h ł o p s k i m ś r o d o w i s k u m n i e m a ń

nib

stanowili mezalians, o d n o s z ą c y się do k r w i , w y c h o w a n i a i ma­

w y s t ę p u j e w pisarstwie nie p r a k t y k u j ą c e j T r o j a n o w s k i e j . W ł a ś n i e ,

jętności. Trojanowski,

n a l e ż a ł o to wcześniej p o w i e d z i e ć . N a l e ż a ł a do o s ó b

się ż y w o ś c i ą

w przeciwieństwie

i otwartością

sobie o p i n i ę kawalarza —

usposobienia.

do

Trojaka, Wykpisa,

jeszczo z trzeciego przezwiska, k t ó r e sam

żony,

Rychło

wyróżniał
też

zdobył

religijnie,

natomiast

jej

mąż

stara! się nie

obojętnych

opuszczać

mszy

korzystającego

ż a d n e j niedzieli. A b y nie s p o t y k a ć się z z i o m k a m i z W i ę s ł a w i o

wymyślił, a którego

w kościele w Pvokiciu i nie s t a n o w i ć o b i e k t u d r w i ą c y c h k o m e n ­

m a ł o k t o p o t r a f i ł w y m ó w i ć — Holdesdowildesfildesstatkiewicz.

t a r z y , iż żyje z o s o b ą n i e w i e r z ą c ą , p r z e p r a w i a ł się przez W i s ł ę

A więc n a l e ż a ł do t y c h , eo c e n i ą sobie nade wszystko pogodne,

do kościoła w D u n i n o w i e . Z a p i s k i nie p r e t e n d u j ą

również

do

231

�g a t u n k u w y p o w i e d z i adresowanej do j a k i e g o ś drugiego, potencjal­

— Odrana

śpiewały

nego czytelnika. Wiele s f o r m u ł o w a ń wskazuje na t o , że a u t o r k a

— Zaczyna

padać

ukrywała

—

swoje n o t a t k i n a w e t

przed n a j b l i ż s z y m i .

Pod

tym

Wiatr

z południowo

w z g l ę d o m m o g ą one b y ć p o r ó w n y w a n e do procederu wielu daw­

— Pogoda

n y c h pisarzy w Chinach, p i s z ą c y c h w y ł ą c z n i e dla siebie. D o d a j m y

niepada

— piszących powieści z u k r y t y m w ą t k i e m autobiograficznym.
Psychiczna,
rzeń,

6

g ł ę b o k a potrzeba n o t o w a n i a najzwyklejszych zda­

systematycznie,

codziennie,

ujawnia

coś

z

utylitarnej

t e r a p i i , ale r ó w n i e ż , w m n i e j s z y m s t o p n i u , p r a k t y c z n e j

własnej

dzierlady

pchnięcie
tamtej

strasznie

duży

ruszać

tylko nasypało

lody

szańców

z góry...

pałi

na

Wiśle

narobiło

Około 4 tej przerwało

stronie

stoi.

się

zełga...

—• Robi

i wmieszkaniu

zjawiska ż y c i a , a w n i m — o g n i s k u j ą c y c h się w osobie m ę ż a

czereśniach

się pokazywać

występuje

szalenie

ważna

warstwa

zaczynają

troche rechotać

zainteresowań,

jaką

jest

•—• Zaczynają

sporo jest cicho i ciepło
podwieczór

że asz takiego dziwnego

w o ś ć t y c h d o ś w i a d c z e ń oraz n a j w a ż n i e j s z e — i c h aestetyczny,

— Z rana Bardzo Ładna

bo zdecydowanie p r a k t y c z n y , w z g l ę d n i e gnoseologiczny charakter

możliwie

ciepło

(się zrobiło)

dystansuje wiele o p i s ó w , p r e t e n d u j ą c y c h do l i t e r a c k i c h . G ó r u j e

się duży

wiatr

gapstwo

n a d n i m i o r y g i n a l n o ś c i ą , nie s i ę g a n i e m do b a n a l n y c h

i wywraca

jak zaczęło padać

koziołki

się nie szykuje

z deszczem przytem

meteorologicznych
z zagrody

w

1957

położonej

r.

od

Swoje

blisko W i s ł y

suchych

rejestrów

obserwacje

prowadziła

w miejscu n a r a ż o n y m

na

z i ą b n a p ł y w a j ą c y od r z e k i , a bardziej jeszcze na c z ę s t o w i e j ą c y
z Z a w i s ł a d o k u c z l i w y w i a t r , zwany
-—• 12.XII.

1959. Znocy pochmurno

się słońce

łeje się z dachów

—• 14.XII.
kaszka
—

Znocy

śniegowa

16.XII.

zimno

Odrana

bo jest

taka

wiatr

Znocy

— 27.XII.

Pochmurno

pokazało

zaczuł

padać

się słońce i z małymi

dowieczora

gorzej
mróz.

dzień.
już

świeciło

do wieczora

zaczyna padać

zachodn.

mrozek

drzewa są białe wyglądają

pięknie

mały

ugrzać

zęby.

stop­

południe

wiatr

południowo

deszcz

zachodni.

wiatr połudn.

i bierze mały

na wieczór

wiatr
zmieniła

słońce

tych

rzadziaty

W południe

zrobiło
—

zwracają

się zimno

na słońcu

oczywiście

znów

nazad

churagan

są granatowe

Wnocy przez księżyc

uwagę

pogoda pada

deszcz

zimno...

praktycznego

znaczenia m i a ł y •

Dostarczał

on jej w c i ę ż k i m , m o n o t o n n y m ż y c i u na wsi w a ż n y c h emocji,

w otoczeniu w s p a n i a ł y c h drzew), s t a n o w i t e ż o s o b n ą

zupełnio

literackiej, jednej z f o r m wyrafinowanego istnienia.
W ś w i a d o m o ś c i Teresy Trojanowskiej obraz o t a c z a j ą c e j
wielo zagadek. Pisze c z ę s t o „ c i e k a w e

w r ó ż ą " . Przedstawia

ją

co ono

go t y m j ę z y k i e m , j a k i m p o s ł u g i w a n o się

w M u r z y n o w i e . W i a t r y c h o d z ą , u d a j ą się z jednej s t r o n y ś w i a t a
w d r u g ą . B y w a , że z tej drugiej zo,wracają, p o w r a c a j ą . M a j ą te
najczęściej

Kujawa

(wiatr

nawiedzające

z południowego

okolicę, swoje
zachodu,

stałe

właśnie

nazwy:

z

Kujaw)

ale w swych przestworzach

b r o d z i , czyli przedziera

się przez

ożyć, sztorcować,

barykadować

i t d . Przez wszystkie

notatki

znakomiet

w y w tej mierze, że z r o d z i ł się o p t y m i s t y c z n y z w r o t o m o ż n o ś c i

do

ogrzania z ę b ó w na s ł o ń c u .
W

wieczorem

wschodu.

9 tej zaczyna

— Znocy

pada

nad ranem

wieje

do

Węgier.

ciekawe

słońce

asz granatowe

a ponich płyną
się wypogodziło

co to będzie

za chmurami

śniegowe

śnieżne.

chmury

przestał

jest

są obłoki

na duży

wspomniałem
dziejących

—

się w

rezygnuje
przyrodzie.

K o n c e t r u j e się w y ł ą c z n i e na opisach ż y c i a p r y w a t n e g o , na spra­
na psychologii z a c h o w a ń

zimno

męża.

Spójrzmy

jeszcze raz

na

te

Model

wiatr...

ten

dominował

w przeszłości.

R o d z i się p y t a n i o ,

czy

niebieskie

interesowanie się p o g o d ą , a p o ś r e d n i o bogactwem zjawisk p r z y ­

zimny.

r o d n i c z y c h z n i ą z w i ą z a n y c h , jest t r w a ł ą w a r t o ś c i ą w k u l t u r z e
wsi. W y d a j e m i się, że nie. Z b y t silnie i w s z e c h w ł a d n i e oddzia-

był w otoczeniu

do nieuczestnictwa, biernego uczestnictwa w systemie n o w o c z o ś n i e

cały

ływuje

wschodu...

j u ż wcześniej

oko a dezszczu

dzień

świeci jak rybie

— Z nocy szadź biała na trawie... wieczorem księżyc
co wskazywało

jak

wczesne zapiski meteorologiczne T r o j a n o w s k i e j . W y d a j o m i się,

wróżyć.

ma.

z letniego

—

zdarzeń naturalnych,

że p r z y l e g a j ą one do m o d e l u k o i n c y d e n c j a ł n e g o b y t u wsi z n a t u r ą .

8 mej już

księżyc

ś m i e r ć Churchilla oraz p o d w ó j n e c h y b a z w y c i ę ­

wach gospodarki ściśle p o w i ą z a n y c h ze stosunkami na wsi oraz
chmury

brodzić...

deszcz łecz około

— Podwieczór

ałe

trzy

prezydenta

stwo P o l a k ó w w k t ó r y m ś z W y ś c i g ó w P o k o j u . A u t o r k a w p e w n y m
z opisów

Kujawa.

trochę się uciszył

po nich przepływają

słońce brodzi duży wiatr z północy

żółto czerwonym

c a ł y m dzienniku z w y d a r z e ń h i s t o r y c z n y c h t y l k o

zwróciły p e w n ą uwagę autorki. Są n i m i : zabójstwo
Kennedy'ego,

wiatr poszedł

tonami.

jest słup

— Około

232

bardzo

nia i w s ł u c h i w a n i a się w obrazy i d ź w i ę k i z o t a c z a j ą c e g o ś w i a t a

momencie

wyje różnymi

Wiatr

robić bo jest brzydka

n o ś c i pogody. Powoduje ona z a k ł ó c e n i a r y t m u ż y c i a — pracy,

zachodu

wiatr od zachodu a potem

straszny

—

powietrzu

już

można

morka.

duży

w dzień

nie

w

biedę.

przewija się emocja z w i ą z a n a ze ś w i a d o m o ś c i ą wielkiej zmien­

wschodni...
do południo

wiatr poszedł

— O północy
— Obłoki

wiatr

poszedł

trochę się rozchmurzyło

wieje

— Odrana

mrozek

wiatr

W południe

•—• Dziś

się kotłuje

nawet
podnosi

w y w o ł u j e n i e p o k ó j a nawet lęk. M r ó z i c h ł ó d s t a w a ł się dokuczli­

Zapiskach

— Znocy

— JO)

i

świeci

s f o r m u ł o w a n i a , a t a k ż e o k r e ś l e n i a i t e r m i n y u ż y w a n o powszechnie.
—

wschodni

się zachmurza

o b ł o k i i c h m u r y . W i s ł a żyje l u b zamiera, staje, aby ponownie

by kwitły

zachodni

koloru

i M o r k a (wiatr z p ó ł n o c y ) . Słońce nie t y l k o wschodzi i zachodzi,

(...)

jak

popołudniu

p r z y r o d y . A u t o r k a b y ł a t y m ś w i a t e m zafascynowana.

przyrody kryje

Znocy mrozu 8 stopni i mgła która w dzień

się w szadż

W

wiatr południowo

Pochmurno

do wschodu

— 2.II.1960.

cały

bardzo dużo śniegu

około południa

dziwnego

łęku...

i n n y zasadniczo sens. W y r a ż a ł y b e z i n t e r e s o w n ą p o t r z e b ę patrze­

wiatry,

no i pada
31.XII.

tylko

gwiazdy.

Odrana pochmurno

dostał jakiegoś

Z a p i s k i te o p r ó c z w y r a ź n i e

pada
zachód

p a s j ę , m a j ą c ą — j a k m i się wydaje — wszelkie cechy t w ó r c z o ś c i

wczoraj

zachmurzeniami

zato deszczu

ze wschodu na

skich b y ł p o ł o ż o n y blisko rzeki, w dolinie za s t o k a m i wysoczyzny

pruszyć

bierze większy

deszcz i padał

mrozu niema

—• 30.XII.
—

jak

na

zaczęły

sople.

bo marznu

południe.

wieczorem

wieczorem

r z e ń , d z i e j ą c y c h się przed n i ą w teatrze n a t u r y (dom Trojanow­

widać gołe pola wiatr z zachodu o 12 tej w

w nocy świeciły

poszedł

pogoda

ze wschodu

— 18.XII.

niało miejscami

sama

na

kwiaty

pokazało

cicho około 12 tej zaczyna

idą z północy

ale po

w a ż n y c h w a r t o ś c i . B y ć m o ż e r e l a k s u j ą c y c h . Zapisywanie zda­

cicho około południa,

ale dołem jest mróz

pochmurno

chmury

Kujawą.

świat

(wrony

to śnieg

Zapiski

wszystko

mogu być otwarte drzwi

przechodzu

chyba na jakuś

—• Dziś

też

lecz

stoi czeka na

i poszło

pogoda wiatr południowo

i p r o s t o t ą ( „ t a k się ociepliło, że m o g ę p r a ć w s ł o n e c z n e j wodzie",

rozpoczęła

piołunkie

się doznawało

c z y l i nagrzanej w k o t l e w y s t a w i o n y m na s ł o ń c e ; „ t a k j u ż jest
ciepło i ł a d n i e n a dworze, że m o ż n a g r z a ć z ę b y na s ł o ń c u " ) .

stanęło

i narazie

burze ałe nie ciężkie
chmury

najmniejszej jednego dnia, j a k r ó w n i e ż c a ł y c h p ó r r o k u . Obrazo­

Trojanowska

się zachmurza

żaby.
przechodzić

d o ś w i a d c z e n i e n a t u r y , w szczególności z m i e n n o ś c i pogody w skali

odczuć

znać.

zimno.

i spowrotem

—• Ręce nie zamarzaju

Zapiskach

puźniej

barykadów

k i m ś momencie, i t a k ż e coś z p o s z u k i w a ń klucza do rozumienia

J a k w wielu s ł a w n y c h p a m i ę t n i k a c h t a k r ó w n i e ż w

wróżą.

deszcz.

wiatr i bardzo

gnoseologii, u t w i e r d z a n i a się w odczuciach, p o g l ą d a c h czy w j a ­

najważniejszych problemów moralnych.

co one

zachodu pryszcze

w południe

wieczorem

— Zaczęły

ciekawe

deszcz i tak sial w nocy bo go sporo

model zasadniczo odmienny, s p r o w a d z a j ą c y

funkcjonującej
sądzę

—

jednostkę

z b i o r o w o ś c i narodowej. Ponadto m o ż n a — j a k

mówić

o

kompensacyjnych

potrzebach

środowisk

�I I . 2. W y b r a n e z n a k i z ł o w r ó ż e b n e : (a) sen — k a r e t k a p o g o t o w i a , (b) k r z y ż e rysowane p r z y n o t a t k a c h o czyjejś
Ś7merci, ,,Janek z k o n a ł p r z e s t a ł ż y ć o d l e c i a ł jego duch n a zawsze"; 9, 11, 16 I I 1964, a ż t r z y po kolei ś m i e r c i ,
Karasiewicza, Torbickiego, Fabiszewskiego; (c) wieniec pogrzebowy; (d) siekierzysko-toporzysko ( z ł a m a n e ) ;
(e) s t r ó ż e

233

�wiejskich

w zakresie k s z t a ł t o w a n i a

świadomości

historycznej,

ś w i a d o m o ś c i nio tyle z d a r z e ń n a t u r a l n y c h , co właśnie historycz­
nych —

społecznych

i k u l t u r a l n y c h , nie

wyłączając

również

T

do m n i e m a ń znacznie starszych w s w y m rodow odzie, j a k r ó w n i e ż
znacznie m ł o d s z y c h , p ó ź n i e j s z y c h , nie w y ł ą c z a j ą c
zdarzeń
z drugiej p o ł o w y X I X wieku.

p o l i t y c z n y c h . P o j ę c i a przestrzeni i czasu poddawane są dzisiaj

A ty żaczku

na wsi nieraz g ł ę b s z y m i p o w a ż n i e j s z y m

nad szkoły

aniżeli

to

można

obserwować

w

przewartościowaniom,

świadomości

mieszkańców

Wieta, powiedzie

miast.

Jeden

K i e d y r o d z i ł się czas n i e z w y k ł y w k r a j u , u d a w a ł e m się do
M u r z y n o w a . N a t o m i a s t z M u r z y n o w a do W a r s z a w y
wówczas

wysłannicy,

emisariusze

przybywali

murzynowiaków,

tworząc

Dwie

tablice

Jeden

jest sam

co króluje
Pięć

sześć graju

moich

przyjaciół,

była

zwykłością

przemierzana przez

zawsze g r a n i c z ą c ą

z w y k ł y m . K i e d y wracali r a d o ś n i d o w i a d y w a ł e m

z

nie­

dziewięć

przykucnięcia

jedenastu

i szeptem. M o ż n a więc u z n a ć naukowe r o z r ó ż n i e n i a przestrzeni

dwunastu

z w y k ł e j od n i e z w y k ł e j , czasu z w y k ł e g o od n i e z w y k ł e g o za

czternaste

tego z p o z y c j i

jemne, p r z y s t a j ą c e , czy t e ż w c h ł a n i a j ą c e f a k t y

po­

d o t y c z ą c e rze­
W

W y d a j e m i się, że m i k r o k o s m o s t w o r z o n y przez pokolenia
poprzedzające

współczesnych

poszatkować

zgodnie

z

murzynowiaków

definiowaną

niełatwo

nomenklaturą

jest

sacrum

i p r o f a n u m . Nie r o z s t r z y g a m y p o d s t a w o w y c h z a g a d n i e ń
zanych z p o j ę c i e m

istnienia, w ł ą c z a j ą c

przestrzeń nadziemską
niebo).

Nie

definiuje

pochodzących

od

do

naszych

(powietrze, gwiazdy, n i e k t ó r e
do

końca

sacrum

czasoprzestrzeni

i profanum

dwóch

zwią­

rozważań
planety;

świadomość

rzeczywistości,

leliju,
świętych,

boskich,

chórów

anielskich,

męczenników,
apostołów,
ludzkie

a ty czarcie

c z y w i s t o ś c i wiejskiej, r o d z ą c e j się, p r z y s z ł e j .

jedyny,

Pan,

iv

osiem miłości

przestrzeni. D o w i a d y w a ł e m

wiary.

nami.

siedem sakramentów

się, co i j a k

jest?

Bóg w Trójcy

ran cierpiał

działo się w dobrze m i znanej, codziennej, a dla n i c h o d ś w i ę t n e j
się

co

mojżeszowe.

nad

zrutynizowaną

Przestrzeń

nam,

z trzech patryarchów

w m i e ś c i e n a s t r ó j nadziei. P r z e s t r z e ń , j a k ą p o k o n y w a ł e m , b y ł a
powszedniością.

nauczały
wybrany,

przeciwieństwie

plemię,

padnij
do

10

w

ziemię!

uniejowiaków

(Kluchów-Kituiiów)

d o s y ć p o w a ż n i e w c i ą ż t r a k t u j ą c y c h wszelkie dawno, nieoficjalne
wierzenia, m u r z y n o w i a e y m ó w i ą o nich
też

podobnie,

nawet

niozasadniczo,

grupową.

Zdzicho

opisują

Caban

z rozbawieniom.

aktualną

stwierdza:

po

przekopaniu

m o g i ł y ojca, z a c h o w a ł się t y l k o pasek, k t ó r y m
t y ł k a c h . Osobliwy to pasek. A b y nas
tłukł, przecięliśmy

go na

nas

tlukl

p o ł o w ę . J e d n a k ojciec zszył

grób

zszyty, p o w i a d a Zdzicho i ś m i e j e się n i c z y m szalony.

otrzymało

określeniu

ziemi

administracyjną
dobrzyńskiej.

(polityczną)

Mieszkali

tożsamość

i mieszkają

w

między

trzema r z e k a m i ( S k r w ą , D r w ę c ą i W i s ł ą ) , na k r a w ę d z i

jakiejś

r z e c z y w i s t o ś c i . P o w i a d a j ą , że jest s z c z e g ó l n ą , bo s ł y c h a ć w niej
pianie k o g u t ó w z trzech s t r o n ś w i a t a , z p o w i a t u

łipnowskiego

( D o b r z y n i a c y ) , p ł o c k i e g o (Mazurzy) i g o s t y n i ń s k i e g o ( Z a w i ś l a c y -Pampki).

7

pasek

d o k ł a d n i e i o p a s a ł się n i m przed ś m i e r c i ą . Po ł u t a c h , r o z k o p u j ą c

b y l i m i e s z k a ń c a m i k r a ń c a prastarego, naturalnego
które

po

ojciec t y m paskiem nie

określanych terminami zwykłości i niezwykłości. Murzynowiacy
terytorium,

Ale

rzeczywistość,

aby

Anna

pochować

b a b c i ę , znaleziono pasek. B y ł w

Zadrożyńska

przekonywująco

definiuje

środku

przestrzeń

z w y k ł ą poprzez n i e z w y k ł ą ( s a k r a l n ą ) , czas n i e z w y k ł y (świątecz­
n y ) poprzez z w y k ł y (powszedni). I o d w r o t n i e .

11

niezwykłej

G ó r a 'i Gawranicc ?

w M u r z y n o w i e są n i k l e

(Łysa

Ś l a d y przestrzeni

K a l i n ó w k a ? Gliniana G ó r a i C z y r ż y n e k ? ) albo — m ó w i ą c inaczej
—

wątpliwe.

Przestrzeń

niezwykłą

od

czasów

średniowiecza

Czy n a l e ż a ł o b y d o p o w i a d a ć , że jest to nie j a k a ś , lecz

m o g ł y t w o r z y ć dalej p o ł o ż o n e od wsi okolico k o ś c i o ł a i cmentarza

konkretna rzeczywistość przejścia, brodu, granicząca z polami

w R o k i c i u oraz kościołów w Sieeieniu i D u n i n o w i e . Osobnym

oraz b ł o n i e m — ł ą k ą . A m o ż e jest to r z e c z y w i s t o ś ć

z u p e ł n i e obszarem, s a k r a l n y m m o g ł o b y ć S k ę p e . Niedziela i ś w i ę t a

przejścia

m i ę d z y t ą i t a m t ą s t r o n ą ; po tej i po t a m t e j stronie, balansu­
jąca ?

8

t w o r z ą n i e w ą t p l i w i e czas n i e z w y k ł y . Obchodzone nawet skru­
pulatnie s t a n o w i ą w ś w i a d o m o ś c i m u r z y n o w i a k ó w od n i e p a m i ę t ­

W i a d o m e jest jedno, że z r z e c z y w i s t o ś c i

(czasoprzestrzeni)

tej eliminowana b y ł a c l i t o n i c z n o ś ć w czasach p r a h i s t o r y c z n y c h .
Może w ł a ś n i e t y l k o eliminowana, a nie w y e l i m i n o w a n a . I Rokicie

n y c h czasów cezury wygaszonych emocji. Za p a m i ę c i najstarszych
świąt

nie

nastrój.

I

poprzedzały
toż sam

działania

przebieg ś w i ą t

T

i B r w i l n o —• ś r e d n i o w i e c z n e k o ś c i o ł y —

osadzone z o s t a ł y

w

miejscach ujść strug do W i s ł y , w miejscach s z c z e g ó l n y c h . A cala
zaś w t y m
czyskami,
być

rejonie n a d w i ś l a ń s k a
pobudzającymi

lokalizowany

ze

okolica nasycona b y ł a

wyobraźnię.

szczególnym

Kult

przodków

rozmachem

właśnie

uro­
mógł
tutaj

w s ą s i e d z t w i e M u r z y n o w a i t a k ż e na jego obszarze. C l i t o n i c z n o ś ć
nio z o s t a ł a na
pokutująco

pewno do k o ń c a w y e l i m i n o w a n a . Wszak dusze

(zgodnie z p ó ź n i e j s z ą filozofią religijną) w postaci

ś w i e t l i k ó w - b a b e k d r ę c z y ł y przed p ó ł w i e c z e m najstateczniejszych.
Pod Ł y s ą G ó r ą w i d y w a n o n o c a m i k a r e t ę b i a ł ą , a na cmentarzu
siecieńskim czarną, wiozącą

ducha dziedzica, niedowiarka.

Na

K a l i n ó w c e n i m ścięto r o s n ą c e t a m p o t ę ż n e d ę b y p o j a w i a ł a

się

m ł o d a k o b i e t a w czerwonym, c z a r n y m i b i a ł y m s t r o j u . N a M a ­
nowcach albo na

G a w r a ń c u p r z y ł a p a ł K o n s t a n t y Fabiszewski

czarownice w a r z ą c e w lesie wroniec ( w i d ł a k ) . Przed G ó r ą

Gli­

n i a n ą s t a w a ł y konie i nie c h c i a ł y iść dalej. Z t o n i W i s ł y docho­
dziły nocami wołania,

kto

ich p o s ł u c h a ł

nie

k o ń z o g n i s t y m i n o z d r z a m i i ł a ń c u c h e m na
k u l a w y oraz n i e d ź w i e d z i e

wracał.

Czarny

szyi, czarny pies

i kobiety sznurujące

wysokie

d o p e ł n i a j ą l i t a n i i o istotach nieziemskich. Z a k l ę c i e j a k i m
s ł u g i w a n o się aby
(tego z a k l ę c i a )

buty
po­

o d s t r a s z y ć wszelkie w i d z i a d ł a nocne, s w y m i

uroczystości

namaszczenia, bez

przejmowania

się n i e c o d z i e n n ą c h w i l ą . W y r a ż a ł a b y się w t y m reakcja na nader
często

i gorliwie

kuczliwych

świętującą

społeczność

wodniacką,

na

o r y l i ? N i e wiadomo. W p a m i ę t n i k u Teresy

nowskiej niedziela i ś w i ę t a są odnotowywane j e d n y m

do­

Troja­
słowem

lub zaledwie p a r u s ł o w a m i . B y ł y to dla a u t o r k i j a k b y puste
d n i , w k t ó r y c h znacznie m n i e j się dzieje, aniżeli w dnie powszed­
nie. W świetle t y c h t y l k o Zapisków

okazuje się, że niezwykle

s t a ć się m o ż o z w y k ł y m , aż p o s p o l i t y m . Poprzez swój
stopień rytualizaeji,

eliminujący

wyższy

znaczenie p r z y p a d k u —

wy­

s t ą p i e n i e z d a r z e ń niepowtarzalnych — wreszcie, przez korzysta­
nie z surowszej n o r m y — eliminuj ącej d o w o l n o ś ć i o r y g i n a l n o ś ć ,
owo

niezwykłości m o g ą

wywoływać

apatię, pasywność

i nie­

c h ę ć . W s z y s t k i e t r z y wymienione sta,ny m o g ą też charakteryzo­
wać dzień powszedni.

12

Trojanowska d z i ę k i swemu n i e r u c h l i w e m u , m o ż n a b y

rzec

m e d y t a c y j n e m u t r y b o w i ż y c i a s t a ł a się jego bardzo w n i k l i w y m
obserwatorom. N a t o m i a s t poprzez prowadzono systematycznie
Zapiski

doskonaliła

utrwalanie

na,

postrzeganie,

piśmie

zachowanie m ę ż a ,

czy

zdarzeń.

analizowanie

Sposób

w

jaki

i

ostatecznie
kontrolowała,

rodzaj celebracji swego samopoczucia,

w ł a s n y c h stanów" ducha, wpływali uiew ą t p l i w i o na przebieg t y c h

„ t a b l i c e m o j ż e s z o w e " ) , nieco o ś w i e t l a m e t r y k ę o w y c h u p i o r n y c h

z d a r z e ń , s t a n o w i ł rodzaj ich kreacji, a ostatecznie —• j a k m o ż n a

w y o b r a ż e ń . W y d a j e się, że zaklęcie nic jest w c z e ś n i e j s z e , aniżeli

p r z y p u s z c z a ć — p r o w o k o w a ł los. N i e z w y k ł e wkracza, z nieby­

234

średniowiecza.

9

Mogło ono

(,,żaczek

wzmagające

dorocznych i

nauczały",

czasy p ó ź n e g o

apotropeicznymi słowami

r o d z i n n y c h odbyw al się bez

celebracyjno,

jednak o d n o s i ć

sic

w a ł ą m o c ą w jej i n d y w i d u a l n y świni i n t y m n y . I t o , co k o m u ś

�z T o r b i c k i m i o k a z a ł o sio .,trudne do zniesienia". W rok i k i l k a
m i e s i ę c y po podp s m i n z s ą s i a d a m i u m o w y d z i e r ż a w c z e j Teresa
Trojanowska

umarła.

Trojanowska
przyżyć

celebrację

duchowych

obeerwaeję

swego samopoczucia

prowadziła

meteroologiczną

poprzez...

oraz —

eo

i ostatecznie

uszczegółowioną

najbardziej

interesuje

— opis z a c h o w a ń l u d z i , z k t ó r y m i dano jej b y ł o w s p ó ł ż y ć .

Jak

mocno p r z e ż y w a ł a te zachowania ś w i a d c z y to, żo n i e k t ó r o z nich
trafiały

do

rzeczywistości

jej

marzeń

sennych. N a

miejsce w systematycznie prowadzonych
osoba m ę ż a Jana, a n a s t ę p n i e

pierwsze

opisach wysuwa

się

b r a t a J ó z k a . P r z y p a t r z m y się

przez chwilę p o ś w i ę c a n i u uwagi w Zapiskach

tym ważnym

dla

a u t o r k i postaciom:
9.IX.1961.

Rano

J.

i kupił

50 kilo jęczmienia

spodnie

szczęście

(Jasio

JO)

pojechał

ale już

bardzo smutny

mu

na

Helcia

wieczorem

dostała

list

pies

hektary
pojechał

ale chleba nie dostał dopiero kupił

czerstwy.

bo z

Paprockiego

potem J. pojechał

zrobił trochę ospy u Torbickich

za, chlebem do Duninowa

do

150 zł przy tym porwał

że go nie pokaleczył

orać w południe
dzińskiego

—

zapłacił

u Gur-

od Romana

łecz

więzienia.

Jest to zapis wszystkich w y d a r z e ń w c i ą g u dnia. Przygoda
z psem w y d a r z y ł a się rano, za dnia,, a więc w

sprzyjających

okolicznościach.
Jan

Trojanowski

powinien

znać

naturę

wiejskich

psów.

J e ś l i dal sobie porw-ać spodnio, to m o ż e dlatego, żo b y ł roztar­
gniony, z a j ę t y m y ś l a m i o c z e k a j ą c y c h go jeszcze w- c i ą g u dnia
I I . 'i. Bocian

licznych zajęciach ?
25.IX.1961

J.

skończeniu

przewruciuł

po
zabił

wziuł

łub nie złamał

się za worzenie
się

ręli

czy

Janek

łubinu

spadł

nogi. Był

w storzek

szczęście

który

że się

to poniedziałek.

m o g ł o b y w y d a w a ć się pospolite albo p r z e c i ę t n o staje się w ł a ś n i e

dzielę J T o d p o c z y w a ł w d o m u , nie p o s z e d ł do kościoła, po

n i e z w y k ł e . W i n n y m zaś wymiarze, zdarzenia ze ś w i a t a w y o b r a ­

ł u d n i u jodynie t r o c h ę z r y w a ł śliwek.

żeń h i s t o r y o z n o - k u l t u r o w y c h w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a
rałem

się p r z y b l i ż y ć

na

paru

poprzednich

(który

p r a c o w a ł sam,

totalnie z l e k c e w a ż o n e . Oficjalna n i e z w y k ł o ś ć , przede w s z y s t k i m

LIII

niedziel i ś w i ą t k o ś c i e l n y c h , ale r ó w n i e ż weselisk i c h r z t ó w , bar­

Więcławie

dziej niż m o ż n a b y s ą d z i ć , podlega u z w y k l o n i u .

F a k t y z dnia
r

powszedniego, szarej c o d z i e n n o ś c i , j a k pranie w s ł o n e c z n e j w odzie

wiązkami

fenomenologii p r a w

integralnie z f e n o m e n o l o g i ą

własnych

natury

łączy

doznań. Przestrzeń

d u k o w a n a zostanie do w y m i a r ó w d o m o w y c h , k o n t a k t ó w

się
zre­

dysponujemy
częstsze

dokumentem

etnologicznio

mocno

podważającym

wyobrażenia

na

temat

nasze

miejsca

naj­
osoby

7.IV.1967.

Dziś

niby w Płocku
namówiły
kapelusz

płacił

niewiern

zamkniętymi

npyl

oczami

a kiedy już
mnie

ale to jakby

(de ja

mieście
Hrońcia

kotarze z woalku kto zaten

mitdam

że jak

w jakimś

druga jakby

21.III.1962

wprowadziły

iriozu

ruszył

i zobaczyłam

i'- Płocku

jest

oczu talie

to ja ostrożnie

byty zamknięte.

czy

tram­

uchyliłam

oczy

że dojeżdżamy

do

Cmętarza

oczy zamknęłam

Sen

ałe

chwilę

zapisała)/}

tak

naprawdę

ho może

on

tragicznie o w d o w i a ł e j
i bratowej

przed r o k i e m .

Brońci

Otóż

wydzierżawiła

za

namową,

c/.ęść g r u n t ó w

brata

u Karasiewicza

kupił

koru

na

odmrożone

J. po

wczorajszym
położył

Jasiu

wymoczeniu

tak że już
się spać

od rana

obuwa

nóg w korze

sporo zrobił
i śpi

bez

w

płaczu.

się i zbuwa

co chwila

na ból a tu roboty tyle że nie wie co
też arz na górc wszystko

bo u obóch nóg duże palce

rozbrzydzone jak

zaczuł

i nie

moczyć

chce moczyć

widocznie

zaniego i przyniosłam

zaniego

kusztyktd

ale on zato to nażyczył

aiemogła

ruszyć

życie

niewiem jakie

będzie

J. Dziś

i dobija

z Elektryfikacji
zł. Wszystko

ból ja

złapał

dalsze życie

wieczór

żebym

Dziś

znów

nie
się

odebrać

zgłupieje.
do

Torbickich

ostatniej

cierpliwości

otrzymedim

na, 1850 zl choć w styczniu

się zprzysięgło

pod

czy on nie

są

ale teraz

nóż i chciał zabić

odbieram

ten mróz.

daleko

2 razy wody żeby się

tak tylko umyka, co chwila

nie to grzeje nogę tak że, już

do tego wszystkiego
pierel-

woli

lepiej

mi aby mnie pokręciło

potych życzeniach

2H.I11.1962.
a jak

w lej korze było już

to

pierwsze

a tu ból tych odmrożonych

palców

dę­

podwurku

to po słomę na pole to po koniczynę,

1431

wrużebny.

i 2 ma

na wieś za dębowu

się czuje lepiej

znowu wymoczył

się uwziuł

Sen ten poprze'!/.ilo w a ż n o wydarzenie w ż y c i u Trojanowskiej,
Józka

...poszedł

26.III.1962

poszłam,

kurczowo że po obudzeniu nie mogłam przez dłuższą
otirorzyć

dziś

troałki

mnie do samochodu

z powrotem

bowej trochę

głoicie

gazy i tak z tymi

wpowrocie

do

mąki

nogi.

na

kapelusz

więcej

pojechał

żytniej

przemoczony i z n i e w i e l k i m i r e z u l t a t a m i .

oczami do tej

ten

dotknę

ho to jest ze śmiertelnej

ten pojazd

było

i jakaś

w czarnyni

tm ho się Ixdani

to ona .'*/c rozhci

gdzie one

taki sen ze byłam

ze rnnu Józia

mnie na kapelusz

oczy zamknę]

waju

miałam

była

to nic

grzeje nogę i jęczy

w k u l t u r z e c h ł o p s k i e j , n i e g d y ś , czy dziś.
—

słomy

11 sta Jasiu

25 k. na 3 90.

21.III.1962
albowiem

rok za 15 ście

ałe nic po za 5 kiłami

Przez pierwsze d n i marca J T „ k o l ę d u j e za z i a r k a m i " , czyli

ludźmi z sąsiedztwa.
Piszę o t y m wszystkim z prawdziwą satysfakcją,

1962

za ziarkami

c h o d z i ł do b o g a t y c h gospodarzy w okolicy. W r a c a ł z z i ę b n i ę t y ,

między

m ę ż e m i J ó z k i e m oraz n i e z b ę d n y c h więzi z j a k i m i ś , nielicznymi

JT

że n i k t m u nie p o m a g a ł .

Marzec

pszenicy

lub grzanie zębów no słońcu i t p . u r a s t a j ą do p r z e ż y ć c u d o w n y c h .
Czas p o d p o r z ą d k o w a n y

po­

W y t ł u m a c z e n i e m przykrego zdarzenia m o ż e b y ć t o , że

sta­

stronach), z o s t a j ą

nie

W nie­

było

pa-

wpłacone

nareiz.

Ale z n a d e j ś c i e m kwietniowego ocieplenia, a nawet u p a ł ó w ,
poprawił

się n a s t r ó j

w małżeństwie

T. Pod

koniec k w i e t n i a

swego

i na p o c z ą t k u maja J T r o z p o c z y n a ł p r a c ę j u ż o 4 r a n o ! Minęło

(dopuly-

prawie diva lata i w czasie t y m nie zanotowane z o s t a ł y przez

w^anie się) r e p r e z e n t o w a ł a energiczna J ó z i a , a nie j a k zazwyczaj,

T T j a k i e ś przykrzejsze zdarzenia. Ale nieszczęścia nie o p u ś c i ł y

g ł o w a rodziny, m ę ż c z y z n a , w~ t y m p r z y p a d k u pan

domu Trojanowskich.

gospodarstwa

małżonkom

Torbickim.

Ich

interesy

Kazimieiz,

k o r z y s t a j ą c y z przydomku Biskup z t y t u ł u posług kościelnego
w

R o k i e m . Sen

okazał

się rzeczywiście proroczy.

Współżycie

16.1.1964.

Dziś

kami od parówki

już

około 11 stej wybrał

się do Duninowa

się wrócił bo sanki się przewróciły

sanecz­

jabłka

się

235

�I I . 4. W y b r a n e z n a k i dobro w r ó ż e b n e : (a) kaczka l u b kurczak, ,,8 V 1967 z a c z ę ł y się l ą d z k u r c z a k i i g u l a k i " ; (b)
„ 2 4 V I 1961 p o d w i e c z ó r o p r o s i ł a się m ł o d a m a c i o r k a m a 7 s z t u k " ; (c) „ 2 8 I X 1962 u z b i e r a ł a m t r o c h ę m a ś l a c z k ó w
olszuwek s i t k ó w pare k o ź l a k ó w surojatek b y l i panowie z izby f i n a n s o w e j " : (d) „ 1 5 V I I 1961 O k o ł o 9 ocieliła
sie k r o w a m a byczka bardzo d u ż y t y l k o przez ciężkie ocielenie coś m u się zrobiło i na zadek nie m o ż e się p o d n i e ś ć " ;
(e) „ 2 0 X 1967 K r o w a zdrowsza p o s z ł a na pole z a c z ę ł a ż u ć " ; (f) „ 1 0 V I 1965 J . rano b y ł w k i o s k u m i a ł 2 k . 25 d.
j a j o t r z y m a ł 51 zł. 75 g r . " (g) „ 7 X I 1964 J . z a r r z n u ł tego wielkiego k o g u t a . "

236

�I

wysypały

i pomieszały

(dziś)

17.1.1964
ninowa
jak

pod

szarówkie

poszedł

do Mieciowej.

J.

stróżuje.
Dziś

J. około

11 stej wziuł

ale teraz to poszedł

tylko zamarzło

Duninów.

nowym

to wytyczył

Jabłka

miał

przedtym

16,50

1.II.1964
gorszych
rówki

wziuł

18 zł. były
przywiózł

groszy. Ja
miami

i musztardy

wiele strachu

razem wydał

z niu

wywlekła

pod

pias­
płu-

J.

ciężarem

był tylko

na tej

zmę­

chlapaninie.

z powodu że przeziąbł

a i do tego

deszcz straszna

rękie

wichura

czy nogę to już

i nabawić

samopoczucie

70

z powodu że J. czul się

i padał

niż łamać

złotych

się

dwojga

nie

nasz

a już

starszych

ludzi.

opisy

zdarzeń

przypłaconych

odmrożeniem

nóg,

roz­

j ą t k o w o ciężkich, w k t ó r y c h w y s t ę p o w a ł J T
odkrywamy

w

Zapiskach

zawsze sam.

opisanie pogodniejszego

w k t ó r y m od p o c z ą t k u do k o ń c a u c z e s t n i c z y ł y dwie osoby

JT

a ja

zwyciężę.

Czerwonu

ciężki

(imię

pogotowie

żywot

i zmartwienia.

Janek

się
tam

szarpać
przewrócił

mu

złama­

dalej bo gdyby go

psa

i Janek

wziuł

sie

by go roztrzaskała

i Latku

poszedł

a później

do Wisły

i ona popędziła

to napewno

Wezwano

J.

krowy w inne

wtem ona zaczęła

go w łańcuch

się zerwał

popołud.

są uwiązane

przeprowadził

okręciła

na furtkie

a ja przeżyłam

w

— JO)

drobiazgi

złamała

pojechał

do

na te moje słabe siły spadł

też

szpitala

taki

ciężar

J T nie o d z y s k a ł j u ż zdrowia. Po 2,5 mie­

s i ę c z n y m pobycie w szpitalu przywieziono go do d o m u . . .
wieźli

chorego 'i kiedy wyszłam

i zobaczył
szyłam

to się rozpłakał

że mam

imienin

TT)

wojował

i weselej.

zaczyna

się

znaję — ja to już

dostaję

spać jest

przy­
usłyszał
ucie­

prezent

dzień

więcej

Imieninowy

strasznie

przyszła
ma

to

ale już

w nocy

mnie

do głowy.

mi

strasznie

lżył

wyzywał

30 listopada

wprost obłędu bo Janek

lichy wygląd

(był

roboty i kłopotów

giechenna...
myśl

mnie

małe dziecko ja też się bardzo

W parę dni potem Jasiu

tylko mu plugawa

i niedaje

jak

do samochodu i Jasiu

przywieziony

chęć będę miała

będzie raźniej

cału noc

wy­

dokucza

śmiertelny.

N a d r u g i d z i e ń , poprosiwszy o picie (mleko z m a s ł e m i m i o ­
dem), u m a r ł J T . M i a ł 72 l a t a . G d y b y nie w y p a d e k z n a r o w i s t ą
k r o w ą p r a c o w a ł b y do k o ń c a swego ż y c i a .

Ale

zdarzenia,

do Szpitala

czy

W godzinach

do bramy co jest wyjście

łape.

pracy

nie o d razu zrezygnowano z uczestnictwa w n o c n y m b a l u . W y ­
s t r o j a m i ż o ł ą d k a , czy o g ó l n y m p o t ł u c z e n i e m , w sytuacjach w y ­

niewiem

do Lukarwki

rano się wściekała

prawu

jaka

choroby.

W 1964 r o k u J T m i a l j u ż 71 lat. M i m o niezwykle ciężkiej pracy,
brałem

doszedł

ła nogie a łańcuch

pomiędzy

ale wrócił szczęśliwie

gołołedź

podziwiać

najpierw

Czarnu

Gloge-

53 zł.

bo to przejście

bał ale nie poszłiśmy

100 złotych

tragiczna.

miejsce — JO)

lak go wlekła

śnieg i deszcz

kołek

krowy (wbić pale do których

12 kg

za 119

to taka wazka gardziel

wiek aby po nocach się włuczyć
Trzeba

ładnych

sprzedał

cały czas stał z temi jabłkami

była fatalna

stracić

jabłek

też może ze 6 kilo za

łącznie

nie zdrowo bo dostał roztrój żołądka
łepiej

wziuł

mi się że tam się ten lód zarwie pod

czony przemoczony

Niedziela

i w tej szarpaninie

maleńkie

cukier

Dziś był ten składkowy

24. VII.
przepalować

kupił

kolana pogotowie zabrało

sama jak

N a przepuszczonej przez n i e u w a g ę karcie znajduje się szcze-

kilo

zł.

i on się stopi stałe wyglądałam

ta pogoda

nogę wyżej

g ó ł o w s z y opis tego zdarzenia.

Stary

1 zł 60 gr. dla Brońci

Glogeruwek

dziś przeżyłam

zdawało

asz na

kiełb. 30 zł 2 cltał. 13 zł makar. 17 zł

12

kiem to takie niebezpieczne

Du­
Torbie

12 i pół

bo była straszna pogoda padał

chleba kiełbasy

do

bo Kazio

to J. chodził

do Duninowa

6 k. i maleńkich

resztę jabłek
kupił

i szufel.

J. poszedł

i poszedł

Landzberskie

Gewont 4 60 i wody tlenionej

lekarstwo

jabłek

przejściem

na zamówienie

po 1(1 zł i 5 kilo po 5 zł. kupił
pacz.

kowi prawu

biedna pozostałam

W i e m y j u ż j a k i e nieszczęścia n a w i e d z a ł y d o m T r o j a n o w s k i c h .
Wszystkie

one

dotyczyły

bezpośrednio

samego

gospodarza,

„głowy d o m u " (napisałem w cudzysłowie, albowiem rzeczywistą

oraz szwagier J I . M ł o d s z y J I n a l e ż a ł do o s ó b niezwykle przed­

głową domu b y ł a T T ) . Pośrednio skutki nieszczęśliwych z d a r z e ń

siębiorczych.

dotykały

19.1.1962
3 sztuki
sztuki
830

Dziś

J. pojechał

do Płocka

ale to łiche asz strach patrzyć

bo 1 go w drodze zgubili
dr(ugi)

530

z Józka

świńmi

do Płocka

dowieżłi

te 2 wa sprzedał

tego 3 go u; powrotnej

wziuł

za

tylko 2

u Wiśniewskiego...

Na drugi dzień...

do Brwilna

po tego świniaka

wrócili

około

J. o 4 tej

1 szej (w

p r z y g ó d na

świniaków.

Zastanawiając

t a r g 3 „ l i c h y c h asz
się

nad

tym

a co ł ą c z y ć m o ż n a b y

ryzyka

małżonkę
zajęcia

mniejsza
i

coś

niż

męża,

nieokreślonego

ze z w i ę k s z o n ą o d p o r n o ś c i ą

psychiczną

odszukał

b o j a ź n i ą , k t ó r a daje się c z ę s t o p o z n a w a ć j a k o z w i ę k s z o n a roz­

pojechał

t r o p n o ś ć w stosunku do m ę ż c z y z n y , swego partnera. Zapalczywość, utrata kontroli nad

nocy).

strach p a t r z e ć "

wydarzeniem

Ochraniały

i z w ł a ś c i w ą k o b i e t o m i n s t y n t k t o w n ą n i e u f n o ś c i ą , czy t e ż nawet

T a k więc, d w u m d o ś w i a d c z o n y m m ę ż c z y z n o m nie u d a ł o się
z a w i e ź ć bez

samą.

mniejszego

wziuł

1 go

drodze Józiek

w Brwiłnie

ją

ruchliwość,

d z i a ł a n i a m i , idzie na ogół w parze

z rodzajem z a j ę c i a ; wzmga się w m i a r ę p o s t ę p u j ą c e g o w

tych

z a j ę c i a c h stopnia r y z y k a .

razem

K a ż d ą z przedstawionych u w a g p r z y j ą ł b y m j a k o w y j a ś n i e n i e

z i n n y m i osobami z M u r z y n o w a , m a j ą c y m i d o ś w i a d c z e n i e w trans­

prawie dostateczne tragedii

portowaniu

świniak

p r z y p r a c y " s p o t y k a ł y naszego bohatera w sytuacjach m i n i m a l ­

dlatego u c i e k ł (przy c z y m s p a d ł z w o z u i m u s i a ł się p o t u r b o w a ć )

nego r y z y k a , w o k o l i c z n o ś c i a c h doskonale znanych, p r z y k t ó r y c h

p o n i e w a ż n i e d o k ł a d n i e z a m k n i ę t o k l a t k ę . S t a ł o się to p o d w p ł y ­

p r z e w i d y w a n i e n i e s z c z ę ś l i w y c h s k u t k ó w — w y d a w a ł o b y się —

w e m d z i a ł a j ą c y c h e m o c j i : r a d o ś c i na m y ś l o znalezieniu się w

nie w y m a g a j a k i e j ś w z m o ż o n e j p r a c y u m y s ł o w e j , zastanowienia

P ł o c k u na, t a r g u , z dala od codziennych o b o w i ą z k ó w , no i nadziei

i t d . J T nie n a l e ż a ł do o s ó b niezdarnych i n i e d b a ł y c h , t y c h k t ó r e

udanej s p r z e d a ż y , uzyskania w i ę k s z y c h p i e n i ę d z y .

o k r e ś l a n o m i a n e m gula. W i e m y z Zapisków

zwierząt,

doszliśmy

do

przekonania,

że

Nadmierne

emocje mogą, s p o w o d o w a ć t o , co o k r e ś l a z w r o t „ s t r a c i ć g ł o w ę " .
5. V.1964
chciałam
śliwki
słowami

Dziś

dosadzaliśmy

aby to było zakończone
to u-yciuł

która

zabić błuźnil

kartofli

za oboru J.

to się tak wściekł

by mogła jeszcze

za to że ja

że zamiast

suchej

żyć a mnie to gotów

aż strach pomyśleć

wrzeszczał

jak

był

wariat.

JT,

g d y b y nie

to, że

o

„wypadki

najskrytszych

jego cechach z e w n ę t r z n y c h , d b a ł o ś c i o siebie (jeździł do fryzjera
aby

się t y l k o ogolić, nosił w n i e d z i e l ę j e d w a b n ą b i e l i z n ę , w y ­

g l ą d a ł elegancko) i w e w n ę t r z n y c h

(nie w s z c z y n a ł z s ą s i a d a m i

n i g d y k ł ó t n i , b y ł u s t ę p l i w y i powszechnie l u b i a n y ) . D o

końca

ż y c i a ciężko p r a c o w a ł . C h o c i a ż zapewne nie n a l e ż a ł do

9 maja w r ó c i ł a p e ł n a zgoda do g n i e w n y c h m a ł ż o n k ó w i do

tych,

k t ó r z y s p a l a j ą się w robocie nic poza n i ą nie w i d z ą c .

Potrafił

12 w nocy b a w i l i się na „ W i e c z o r k u u B r o ń c i " .

docenić

zwykłej

Nieszczęśliwego w y p a d k u j a k i s p o t k a ł J T p o d koniec lipca
66 r. nie p o p r z e d z i ł y ż a d n e p o w a ż n i e j s z e zdarzenia. M a ł ż o n k o w i e
nie kłócili się zo s o b ą p o n a d dwa m i e s i ą c e ; 22 lipca 1966 r o k u
w s p ó l n i e s ł u c h a l i z radia Defilady w Warszawie na 1000 lecie
Państwa Polski i 22 rocz. Odrodzenia. D n i a n a s t ę p n e g o , w s o b o t ę
J T z r y w a ł gruszki L i p c ó w k i .

rozmowie z d r u g i m człowiekiem.. P r z y z w y c z a i ł się do pracowania

24.VII.1966
z tego Bronci
nas

zostało

Niedziela
dałam

trochę

więcej jak

35 zł i kiło Ogórków

Rano

musztardówkę
1 к jaj

zrobiłam

masło

Zapędowskiej

może

10 d. potem sprzedałam
kwater, śmiet.

przeszło

100 zł. bardzo się cieszyłam

uciecha

w godzinach

popołudniowych

ale jak
krowa

z 80

40 d. no i

Od Ziuty

2

kurczaki

utargowałam

krutko trwała
Czarna

d.
dła

ta moja

złamała

Jan­

na

bezinteresowną

mrozie i wietrze

przyjemność,

( b y ł przecież

towarzyszącą

w młodości

marynarzem),

p o t r a f i ł .sterczeć godzinami w czasie u l e w y z j a b ł k a m i ,

które

d o w i ó z ł do D u n i n o w a , nie u n i k a ł p r a c y w polu w czasie p l u c h y .
C h o c i a ż k o ń g r z ą z ł w biocie, nie p r z e r y w a ł o r k i . A k i e d y się
ociepliło na w i o s n ę , s t a w a ł do p r a c y j u ż o 4 rano. M i m o to w Za­
piskach

domowych

t a k ą oto

uzyskujemy

charakterystykę

jego

osoby:
— pmcuje

gorzej niż

— żyła fornala

się

— dziś to dzień
— dziś

obijał

najemny
odzywa

przełaził

się w

domu

237

�m i a s t ona na k o m i n k i i wieczorki. Ostatecznie rodzi się osobliwa
z a l e ż n o ś ć bez w y j ś c i a , co najmniej dla jednej ze s t r o n .
2. VI.1965

rok. Dziś J. od samego rana stworzył

życzył

mi choroby ale zamiast mnie to jego popadła

mała

cały

Ziemi

dzień

nawet

Mazowieckiej.

Talerze. Aktorzy

nie skorzystał
Ja

grali

byłam.

bardzo

molu

z zaproszenia

Sztuka

pod

awanturę

choroba i trzy­
do

nazwą

Teatru

Latające

ładnie.

Często p o j a w i a j ą c e się w Zapiskach

wyznania „więcej mogę

z r o b i ć " i jeszcze częściej „ w i ę c e j m o ż e z r o b i ć " , to — j a k m i
się wydaje — r ó w n i e ż d o m i n u j ą c e pragnienie o b y d w o j g a m a ł ż o n ­
k ó w , ich razem i k a ż d e g o z osobna.
stosują

J e d n a k ż e sankcje

jakie

wobec siebie ( w i e m y g ł ó w n i e o s ł o w n y c h , ona

urąga,

on „ z e m ś c i " ) nie p o z w a l a j ą , a b y ich h a r ó w k a p r z y b l i ż a ł a się
do j a k i e j ś f o r m y p r a c y akceptowanej. I t y m s a m y m j a k b y nie
wykraczała

poza

nieubłaganą

konieczność

życiową,

tym

su­

r o w s z ą i m bardziej towarzyszy jej nakaz w e w n ę t r z n y , szczególnie
chyba silny u T T i z e w n ę t r z n y skierowany przez n i ą do J T .
W pracy obojga t r u d n o t e ż dostrzec c o ś więcej aniżeli cele b y ­
t o w o : p o t r z e b ę p r z e ż y c i a . Z a p i s k i T T spowija poczucie s t a ł e g o
z a g r o ż e n i a , f a t u m n ę d z y , g ł o d u ! ! ! T r u d n o zatem dostrzec zado­
wolenie, p e ł n i e j s z ą s a t y s f a k c j ę
I I . 5. K r o w a

z wykonanych zadań,

a

więc

to, co o k r e ś l a najlepiej chyba, sons satysfakeyjny k a ż d e j pracy.
A może poświadczeniom tych u k r y t y c h stanów są w p a m i ę t n i k u
TT

— grzebie się jak zaj'litowana

mucha

— przeględził

ze

— poszedł

przeszło

godzinę

do Bronci
wrócił

nie. odzywał

i dałam

— (Rekin)

doskoczył

i żalu poszłam

kaszanki

60 d.

Jest

niezwykłe

charakterystyczne,

że niedziele

na pokłepach

w gospodarstwie poza k o n i e c z n y m i w s t a ł y m repertuarze o b r z ą d ­

to tak smutno i nudno ja z tego

k u ( o p r z ą d , o p o r z ą d ) z w i e r z ą t , nie stal się dla a u t o r k i o k a z j ą

(...) wypuściłam,

u Z i u Zosi
9 tej
długo

się na k o ­

od Zosi

dostałam

do zapisania j a k i e j ś s a t y s f a k c j o n u j ą c e j
u k o ń c z o n e , dobrze

prace

refleksji, że coś z o s t a ł o

zrobione, albo że pozostaje

do zrobienia,.

młotem

niedziele i ś w i ę t a b y ł y czasem m a r t w y m . Satysfakcja z p r a c y
codziennej p r z y j m o w a ł a p o s t a ć t a k n i e o k r e ś l o n ą czy z b y t n i k ł ą ,

i kowadłem

(chodzi o zachowanie

iż nie p r o w o k o w a ł a do j a k i e g o ś w y z n a n i a . J e d n o c z e ś n i e odpo­

agresywne d w ó c h n a j b l i ż s z y c h s ą s i a d ó w , k t ó r y m n a l e ż y się

czynek, k o n t e n t o w a n i e się przyzwoleniem, czy w r ę c z

stale p o d p o r z ą d k o w y w a ć — J O )

do niego, r ó w n i e ż

w obejściu
i pół dnia

jak

w inne dni niech przyjdzie

z ni u

też kilka,

jaka.

na

między

klepy

— trochę w nogę mu lepiej już dziś mniej ją grzeje i więcej

może

notacji.
cieszyć

się odpoczynkiem, że dzieli w o l n y od p r a c y b y ł dla niej rodzajem
u d r ę k i . I najprawdopodobniej w niedziele i ś w i ę t a

przeklepie

razy poleci

nakazem

nie u z y s k a ł o ż a d n e j p o w a ż n i e j s z e j

Odnosi się w r a ż e n i e , że T T nie p o t r a f i ł a o d p o c z y w a ć ,

aż do 11 stej

— jeszcze gorzej leniuchuje
baba to już

święta,

wybiegłam

od godziny

—• i do sąsiadów

i

nie w y ł ą c z a j ą c B o ż e g o Narodzenia i W i e l k i e j N o c y , w y r ó ż n i a j ą
się w p a m i ę t n i k u T T r a ż ą c ą p u s t k ą , j a k b y się nic z u p e ł n i e nie

ty skórwysynn

się robotny ciekawe jak to

— przekołował

albo

Nie p o j a w i a j ą się r ó w n i e ż innego rodzaju w i a d o m o ś c i . Podobnie

— on biedny jest między

małżonkami

najczęściej

do

kłótni.

dochodziło

Najtragiczniejszy

w y p a d e k , o k u p i o n y ś m i e r c i ą J T w y d a r z y ł się 22 lipca.
W m a ł ż e ń s t w i e T r o j a n o w s k i c h i n t e r e s u j ą c y nas stosunek do

zrobić.
A b y o s ł a b i ć w r a ż e n i e j a k i e pozostawia rejestr t y c h z d a ń k r y ­

codziennych o b o w i ą z k ó w

t y c z n y c h , n a l e ż y sprawiedliwie p r z y z n a ć , że odarte z o s t a ł y ze

przypadkami

łączył

i zdarzeniami.

b y rzec bezosobowy

się z l i c z n y m i

Jedne

miały

(„zdechła

nieszczęsnymi

charakter

ostatnia

chora

ogólny,

swego k o n t e k s t u , i żc p o c h o d z ą z opisów prowa-dzonych przez

można

wiele l a t . Ponadto, trzeba z r o z u m i e ć o s o b ę w y m a g a j ą c ą i a m b i t ­

„ w y ł ą c z o n o e l e k t r y c z n o ś ć " , „ j u ż c a ł y d z i e ń leje") i osobowy,

7

kura",

dziejące

ł ą c z ą c y się z n a t u r ą osoby J T . T T , c h o c i a ż n i e z b y t r u c h l i w a

się w gospodarstwie. T T w i e d z i a ł a dobrze, że życie na, wsi na

z p o w o d u swej tuszy, p o t r a f i ł a — j a k w i ę k s z o ś ć k o b i e t — znacz­

własnym

się

nie lepiej n i ż J T p r z y s t o s o w a ć się do niespodziewanych, t r u d n y c h

bez reszty p r a c y . S t a ć j ą p r z y t y m b y ł o nie t y l k o na oschłość

s y t u a c j i . K i e d y nie m a p r ą d u grzeje w o d ę do p r a n i a na s ł o ń c u

ną,

a więc

szczególnie

uczuloną

gospodarstwie

wymaga,

na

niedoskonałości

wyrzeczeń,

poświęcenia

surowego kontrolera, lecz t a k ż e na w y r o z u m i a ł o ś ć , w s p ó ł c z u c i e

( s ł o n e c z n a woda). N i e m a r n u j e

kochającej

jego

i węgla. K i e d y s ą s i a d chce z a m o r d o w a ć m ę ż a , nio m i l k n i e lecz

w e w n ę t r z n e pomieszanie czy z w y k ł e , chociaż p o w t a r z a j ą c e się,

k r z y c z y . P o t r a f i t e ż z e b r a ć się w g a r ś ć , c h o ć n a s t r ó j w d o m u

rozkojarzenic. Ł ą c z y ł a to z k o n i e c z n o ś c i ą

temu z u p e ł n i e nie sprzyja, „ s k o r z y s t a ć z zaproszenia" i p ó j ś ć na

żony.

Rozumiała

rozterkę

duehow-ą

męża,

podporządkowywania

się, u s t ę p o w a n i a d w ó m n i e z w y k ł o s i l n y m i g r o ź n y m
Pisała

w i ę c : on biedny

potrafiła
szczęść.

jest

jednak z a u w a ż y ć
Zrzędliwość

między

młotem

sąsiadom.

i kowadłem...

wła,snej r o l i w p i ę t r z e n i u

b o w i e m , rzadko

sprzyja

Nie

się nie­

spontaniczności

i samorealizacji. T T w y m o g ł a , stosowanie u r ą g a j ą c

Latające

t y m s a m y m cennego

drewna

Talerze.

Czy sens p r a c y T T i J T b y ł t a k i sam 1 A b y o d p o w i e d z i e ć na
to trudno, p y t a n i e n a l e ż a ł o b y w i e d z i e ć , k t ó r a z o s ó b s w ą p r a c ę
p o l u b i ł a . Z analizy Zapisków

w y n i k a , że bez reszty, c a ł k o w i c i e ,

(przyznaje

ani jedna a n i druga. W y d a j e się j e d n a k , że b l i ż s z y polubienia,

się do togo s ł o w a nieraz) a b y J T ,,wzioł się wreszcie"' za upo­

b y ł on. W s k a z y w a ł o b y na to demonstrowanie na o w y c h p o k ł e ­

rządkowanie

JT

pach i g l ę d a c h swego dobrego samopoczucia. ИТ d u ż o rozma­

t a k gorliwie z a b r a ł się do pracy, że w y c i ą ł z d r o w ą ś l i w k ę . Pewnie

w i a ł i o p o w i a d a ł , t w o r z y ł swoje historyje w k o n w e n c j i uznanej,

b y nie z r o b i ł togo, g d y b y sroga k ł ó t n i a nie p o p r z e d z i ł a

nadal jeszcze ż y w e j i aprobowanej. Z a c h o w a ł p a m i ę ć „ c z ł o w i e k a

sadu. Sponiewierany s u r o w y m i p o l a j a n k a m i

jego

z a c h o d ó w . Sankcje wymierzone przez T T nie m o g ą b y ć spra­

ś m i e s z n e g o " , a więc skorego

wiedliwe. W e d ł u g Zapisków

h u m o r u . W p a m i ę c i tej istnieje w y ł ą c z n i e uznanie.

238

i

jabłek,

d z i a ł o . Czas t e n , k i e d y z a m i e r a j ą wszelkie p o w a ż n i e j s z e

do Leosi

(podkr. JO) byłam

—• siedział

ałc się nic

zrobił krzyk ja słysząc to

m i n k i

ilość sprzedanych

to twoja

i wrzasnął

z domu (...) w dniu dzisiejszym

— zrobił

urągać

glendach

spokój

mogiła J. się bardzo przeraził
smutku

ale byl na

o pół do 10 tej zaczęłam

do Janka

określające

specjalne r y s u n k i (ił. 1—6).

Swidniakieni

(bratowej, nauczycielki)

i u Nowaka,

suche liczby,

rozdanego w ś r ó d s ą s i a d e k m a s ł a ? N i e k i e d y u z u p e ł n i a j ą te dane

o n chodzi na p o k l e p y i g l ę d y , nato­

do ż a r t ó w

z dużym

poczuciem

�TT

wspominana jest

z

większą

powściągliwością.

W

re­

4. VI.1963

Rano J. byl u Jablkos.

lacjach o niej pojawia się c h ę ć dostarczenia w y j a ś n i e ń , a nawet

odmówiła.

to co n a z y w a m y p r ó b ą zrozumienia drugiego, jej gderliw'osci,

zdechł pies więc ja po oporzęcie

z r z ę d z e n i a . N a t o m i a s t n i k t nie wspomina rzeczy n i e b y w a ł e j

kilka

—

Krowę

redlin

paść

na

poszłam

to zostanę

to pole to takie długie

w s p o ł e c z n o ś c i tej k o g o ś o r o z w i n i ę t e j potrzebie s a m o k o n t r o l i ,

sztuk więc 327 razy trzeba się kiwnąć

pew nego rodzaju autorefleksji nie pozbawionej e l e m e n t ó w psy­

starszych

choanalizy, w k o n t e k ś c i e swoich u c z u ć do męża, i rzadziej —•

ja już nie mam siły. Dziś zrobiłam

u c z u ć do bliskich sobie o s ó b na wsi, czy t y l k o s ą s i a d ó w .

pół kilo i półtora

W a r t o jeszcze przez c h w i l ę p r z y j r z e ć się z d o l n o ś c i o m k o b i e t y ,
pełniącej

nieoficjalnie

kupił

to naliczyłam

kto będzie

kiełbasy

ile

z tych

sadził

wodniacy.

2 pacz.

Żeglarz.

sprawami gospo­

m u s i a ł a się n a c h y l a ć , t r w a ć w s k ł o n i e i o d c h y l a ć się (nazywa

a- nawet o ś m i e l ę się p o w i e d z i e ć f r a p u j ą c o ,

wygląda

to k i w n i ę c i e m ) o k o ł o 2943 razy.
T T l i c z y , rachuje, oblicza i s p r a w d z a . Sprawdza siebie,

nie t y l k o panowanie nad ogromem i r o z m a i t o ś c i ą spraw w y m a ­

męża

gających

w y s ł a n n i k ó w u r z ę d ó w , szczególnie p o b o r c ó w n a l e ż n o ś c i za

„załatwienia"

w

każdym,

bo

sprzedałam

za 6 zł. to kupili

1 kg. Ryżu

polu

wzioł kurczaka

masła około kiło złego

kiło jaj i rabarbaru

Wiecz. J. był w sklepie

że na tym

redlinie
będzie

to

nasadziliśmy

myślałam

Jastrząb
jak

no i

T y c h r e d l i n b y ł o 9. A więc starsza j u ż i n i e d o ł ę ż n a kobieta

darstwa nie n a l e ż a ł y wcale do w y j ą t k o w y c h . Szczególnie inte­
resująco,

niewiem

Jablkos.

ale odrobić

należy

r o l ę g ł o w y d o m u . O d razu t e ż

p o w i e d z i e ć , żo takie p r z y p a d k i z a r z ą d z a n i a

z resztu kartofli

w jednej

kartofle

to tak
sadzić

ale ja to tak sie zmęczyłam

prowadzenia przez T T p a m i ę t n i k a , a więc istnienia przed l a t y
T

żeby sadzili

Trojanowskiego

naw'et n i e d u ż y m

darstwie, lecz t a k ż e rzecz najtrudniejsza: w y b r a n i e

gospo­

najtrafniej­

żytą

i

osoby

trzecie

elektryczność).

(sąsiadów,

Jej

domokrążców,

kalkulacyjna

świadomość

zu­

kształtuje

szej decyzji, k t ó r a na wsi, p r z y pracach p o l o w y c h , pozostaje w

w y o b r a ź n i ę , wyostrza ją. A ma

s t a ł y m u z a l e ż n i e n i u od z n a j o m o ś c i k a p r y s ó w pogody. W i a d o m o

zdolności

z a ś , żo w t y m

B a r t h e s — jej w y o b r a ź n i a jest asocjacyjna, p a r a d y g m a t y c z n a .

właśnie

miejscu,

w środowisku

nadrzecznym

pogoda charakteryzuje się wielką z m i e n n o ś c i ą . A u t o r k a

Zapisków

kojarzenia

wyobrażeń

ona

kominiarzy,

—

w y ż s z y niż J T
jakby

poziom

powiedział

S t a ł e liczenie i r a c h u n k i T T m o ż n a b y n a z w a ć

Roland

samokontrolą,

rozpoczyna j ą od suchych, systematycznie prowadzonych o p i s ó w

a p o ś r e d n i o rodzajem zabiegu, k t ó r y p i e l ę g n o w a ł w j a k i ś s p o s ó b

c z y n n o ś c i m ę ż a , d r o b n y c h z d a r z e ń z w i ą z a n y c h z gospodarstwem,

z d o l n o ś c i z a p a m i ę t y w a n i a , t a k istotnego w r o z u m i e n i u zależności

z nich k o r z y ś c i materialne. Ale pro­

m i ę d z y p r z y c z y n ą i s k u t k i e m ; w y r a b i a j ą c e g o r ó w n o w a g ę i od­

wadzi j e d n o c z e ś n i e r e j e s t r a c j ę zjawisk meteorologicznych. Z a j ­

p o r n o ś ć p s y c h i c z n ą . N a t o m i a s t s p o n t a n i c z n ą , s ł a b s z y m podda­

muje się t y m zagadnieniem osobno o d 1959 do 1961 r o k u , w p i ­

waną

s u j ą c albo p o d t y t u ł Pogoda,

z klasyfikacją

stale notuje w y n i k a j ą c e

albo w ł ą c z a j ą c do zeszytu o s o b n ą

działaniom

samokontrolnym

osobowość

Barthesa, zaliczyć b y

z tej m a n i e r y . Niemniej, w w a ż n y c h m o m e n t a c h narracji o ż y c i u

kolebiasty s t ó g — sam go s t o ż ą c — i s p a d ł . Jego w y o b r a ź n i a

swoim i m ę ż a opisuje okoliczności zdarzenia, p o g o d ę — w a r u n k i

zdolna

k l i m a t y c z n e , ale

wyobrażeniu

zachodzące

w

środowisku

była

syntagmatyczną.

przyporządkować

działania

JT

która

posiada

zjawiska

jedynie

zgodnie

takiej,

cześć p o ś w i ę c o n ą „ p o g o d z i e " . W dalszych zapiskach rezygnuje

również

wyobraźnię

JT,

trzeba do

wszedł

motoryczno

na

jedynie

samej c z y n n o ś c i ustawiania do k o ń c a stogu.

JT

p r z y r o d n i c z y m . Sporo u w a g i p o ś w i ę c a charakterystyce szlaku

p o s z e d ł ś m i a ł o w deszcze i w m r ó z do D u n i n o w a , aby

sprzedać

przewozowego

j a b ł k a . W r ó c i ł z rozstrojem ż o ł ą d k a i o d m r o ż o n y m i

nogami.

przez

zamarzającą,

zamarzniętą

i

odtajającą

Ciągał sanki za

Wisłę.

dnia po lodzie z w o r k a m i — wprawdzie

nie

obserwacjami

meteorologicz­

w p a d ł w topiel — lecz r o z s y p a ł j a b ł k a . m i e s z a j ą c większe z m n i e j ­

n y m i n a w i ą z y w a ł a do starej wiejskiej p r a k t y k i

przewidywania

szymi. M u s i a ł więc wrócić do d o m u i z a c z y n a ć od nowa...

Teresa

Trojanowska

pogody. W
zwroty

swoimi

jej zapiskach p o j a w i a j ą

„co

wskazywało",

„co

to

się t e ż charakterystyczne,
będzie

wróżyć",

„ciekawe

Ż a d e n z p o d o b n y c h p r z y p a d k ó w nie s p o t k a ł T T . M o ż n a b y
to sobie w y j a ś n i ć

t y m , że p r o w a d z ą c

nieruchliwy

tryb

życia

co one w r ó ż ą " . O b s e r w a c j ą p r z y r o d y i p r z e w i d y w a n i e m pogody

nie b y ł a tak j a k m ą ż n a r a ż o n a na nieszczęścia. A l e k i e d y s t a l ą

z a j m o w a l i się jednak najczęściej m ę ż c z y ź n i . O n i też t y l k o po­

się w d o w ą i z m u s i ł o j ą ż y c i e do zajmowania się pracami p r o w a ­

siadali

zdolności

zaklinania

chmur

i

wywoływania

deszczu.

Z n a n i są beskidzcy p ł a n e t n i c y , lecz nie p ł a n e t n i c z k i , tak
nie z n a m y w dziejach p r z y p a d k ó w w y s t ę p o w a n i a

jak

sławniejszych

a s t r o n o m ó w — kobiet. Natomiast w M u r z y n o w i e żyła w ł a ś n i e
kobieta., k t ó r a z a j m o w a ł a się t y m , co t r a d y c y j n i e n a l e ż a ł o

d z o n y m i k i e d y ś przez m ę ż a , r ó w n i e ż i w t y m szczególnie t r u d n y m
okresie nie d o ś w i a d c z a ł a tego wszystkiego, co nie o m i j a
mających

„ludzi

pecha", roztrzepanych, niezdarnych, wszelkiego

dzaju n i e z g u ł y , nazywane w M u r z y n o w i e g u l a m i l u b

ro­

guła.mi.

do

W niewielkiej s p o ł e c z n o ś c i Murzynowa,, podobnie j a k w m a ł ­

m ę ż c z y z n . F a k t ten wzbogaca n i e w ą t p l i w i e nasz dotychczasowy

ż e ń s t w i e T , ż y ł y obok siebie osoby r ó ż n i ą c e się nieraz w y r a z i ś c i e

obraz k u l t u r y

rodzajem

chłopskiej.

Śledzenie

zmian

w przyrodzie

m o ż e się ł ą c z y ć z t y m , że w czasach k i e d y się t y m

TT

zajmowała

wyobraźni

paradygmatycznej,

—
bądź

bliższe b ą d ź

t o modelowi

syntagmatycznej.

Ale

wyobraźni

zdarzały

się

p o w a ż n i e o s ł a b ł o znaczenie l u d o w y c h w r ó ż b o pogodzie. Zapewne

też m a ł ż e ń s t w a , w k t ó r y c h o b y d w i e osoby b y ł y sobie podobne.

wielu potencjalnych wiejskich m e t e o r o l o g ó w , s ł u c h a j ą c codzien­

Z wielką

T

n y c h k o m u n i k a t ó w o pogodzie, zw ątpilo c a ł k i e m w sens inte­

sympatią

resowania się samemu t y m , co dzieje się w otoczeniu, na niebo­

jedna

s k ł o n i e , „ w p o w i e t r z u " . W y d a j e m i się, że T T r ó w n i e ż u l e g a ł a

przyjęcia

t e m u powszechnemu uznaniu dla. oficjalnych

niezdarności.

prognoz meteoro­

logicznych. C z y t a j ą c jej zapiski odnosi się też w r a ż e n i e , że opi­

wspominana jest Para Leona i L e o k a d i i

(Leosia i Leosi), m a ł ż o n k ó w B . W ś r ó d licznych o nich opowieści
cieszy się
z okazji

szczególnym

rozgłosem.

Dotyczy

wydanego

chrzein. Jest o o p o w i e ś ć o flaczkach, czyli

S p o s o b i ą c się do w y p r a w i e n i a chrzcin, Leosia w y s i a ł a Leosia

sywanie pogody b y ł o j e d n ą z f o r m jej istnienia, rodzajem p r z y ­

za r z e k ę do D u n i n o w a , aby k u p i ł t a m w jatce f l a c z k ó w .

j e m n o ś c i , niekoniecznie m a j ą c e j j a k i e ś b e z p o ś r e d n i e , p r a k t y c z n e

zrobił t o , co m u polecono. F l a c z k ó w j e d n a k ż e nie dowiózł, po­

przeznaczenie. Takie c h o c i a ż b y , k t ó r e n a l e ż a ł o b y

Leoś

każdorazowo

n i e w a ż z łódki w y ś l i z g n ę ł y m u się do w o d y i p o p ł y n ę ł y z p r ą d e m .

w y k o r z y s t a ć w p r z e w i d y w a n i u mniej l u b bardziej s p r z y j a j ą c y c h

P r z y s z e d ł L e o ś do Leosi i o p o w i e d z i a ł , j a k i e s p o t k a ł o go nieszczęś­

okazji

cie. Leosia — osoba ł a g o d n a i wielkiej

do

wypełniania,

obowiązków

gospodarczych.

Faktem

dobroci —

poprosiła

też jest, że T T p r o w a d z ą c swój dziennik pogody, w y p r z e d z i ł a

Leosia., aby jeszcze raz p o p ł y n ą ] do D u n i n o w a . L e o ś p o w t ó r z y ł

na ponad d w a d z i e ś c i a lat

zadanie i . . . f l a c z k ó w nie doniósł do d o m u . Leosia flaczki jednak

teckiej p l a c ó w k i

we wsi d z i a ł a l n o ś ć naszej uniwersy­

naukowej —

Mazowieckiego

Obserwatorium

Geograficznego.
Dociekliwość i s k r u p u l a t n o ś ć , w n i k l i w o ś ć i szczególna cierpli­
wość,

a

także

zapobiegliwość,

jaką

najwyraźniej

poznajemy

z systematycznie prowadzonych przez T T Zapisków
sprzyjała

bez

widziała, k i e d y psy po p o d w ó r z u r o z w i ó c z y ł y ich resztki.

Po­

leciła więc Leosiowi Leosia, aby zabił kaczora.. I t a k też u c z y n i ł .

wątpienia

owemu wzorcowi

temu

co

nas

domowych,

najbardziej

d o k ł a d n o ś c i i z a r a d n o ś c i , na

interesuje,

który

u w a g ę i Aleksander P e t r o w i Tadeusz K o t a r b i ń s k i .

1 3

zwrócili

Leosia kaczora oprawiła,, a, obrane c z ą s t k i
na g a ł ę z i a c h w i ś n i , a b y

tam

mięsa

poukładała

o b e s c h ł y . Lecz oto p t a k i i k o t y

z j a d ł y kaczora. W t e d y Leosia p o s t a n o w i ł a , ż e b y L e o ś

zdobył

r y b . N o i p r z y n i ó s ł nawet w ę g o r z e . Zwinne w ę g o r z e u c i e k ł y do
s t u d n i i w t e d y to nadeszli goście. Leosia zaczęła z a p r a s z a ć do
d o m u ; c h o d ź c i e k u m o t r o w i e , c z y m chata bogata, t y m

rada.

239

�Siadajcie,

czekała

— Dziś

znów

o t w a r t a . N i e wyniosła, w s z a k ż e , bo w p a d ł a po drodze do n i e j .

proszę,

zaraz

— Dziś

był kominiarz

L e o ś nie z a u w a ż y ł , że Loosi w izbie nie m a , o d k o r k o w a ł b u t e l k ę

—

odwiedziła

i p o s t a w i ł j ą na

wam

coś w y n i o s ę .

stole. Leosia s z u k a j ą c

Piwnica

oparcia

c h w y c i ł a się

Bronisława

butelki i wpadła z powrotem.

stawka

w Rokicin

l u b Siecioniu. N a d m i a r

znacznych

emocji,

s k u p i o n y c h w t a k k r ó t k i m czasie, t ł u m a c z y w p e ł n i rozkojarzenio t o w a r z y s z ą c e p o s t ę p o w a n i u

L i L . Jednakże

o p o w i e ś ć pozbawiona jest j a k i c h k o l w i e k

współczesna

akcentów

współczucia

i u b a r w i a się j ą zgodnie z o g ó l n y m t o n e m przekazu, m ó w i ą c e g o
o

niezdarności,

piętrzących

się

niepowodzeniach

pechowych

m a ł ż o n k ó w . W a r t o d o d a ć , że o p o w i a d a j ą c y m i h i s t o r i ę nieuda­
n y c h chrzcin, nie n a l e ż y do o s ó b o s t r o ż n y c h , t a k i c h k t ó r y m nie
p r z y d a r z a j ą się owo „ z a b a w n e " sytuacje, czy t e ż w y p a d k i . T y l k o
w j e d n y m d n i u , T C p r o w a d z ą c s a m o c h ó d , z n a l a z ł się w dobrze
m u z n a n y m g r z ę z a w i s k u po osie k ó ł , a w k r ó t k i m czasie, po
w y c i ą g n i ę c i u go t r a k t o r e m . . . w rowie k o l o w ł a s n e g o d o m u .
Podobne do przedstawionych niepowodzenia

były

twarz

narysowała

z awantur

i H. Budzińska

była jakaś

dziewczęcych

w sprawie

kobieta dałam

przyjmowanych

jej

balu

5 zł.

niezwykło

ukazujące

w domu osób.

sugestywnie

przy

Własną

opisie

jednej

odnajdujemy

t y l k o jedon rysunek całej postaci. P o ś w i ę c i ł a go n i e s z c z ę s n e m u
b r a t u J ó z k o w i Kalapacie, R o z t r o p n e m u

( i l . 2—Je).

Wszelako

d o m i n u j ą w ś r ó d t y c h r y c i n w i z e r u n k i z w i e r z ą t , przede w s z y s t k i m
k u r i kaczek, p r o s i ą t i ś w i ń , k r ó w , p s ó w i k o n i . N o t a t k ę —•
dzisiaj

widziałam

przyłot

bocianów

—

uzupełnia

wyraziste,

sporych r o z m i a r ó w w y o b r a ż e n i e tego ptaka,. P r a w d z i w ą osobli­
w o ś c i ą w tej ilustracyjnej warstwie Zapisków

s t a ł y się r y s u n k i

p r z e d m i o t y — w y b r a n y i c h rodzaj

—

k o j a r z ą c y c h się, j a k owe k u r y i p r o s i ę t a , z p o j ę c i e m
do n i c h ,

nieobliczalnie

z łat

z m ę ż e m ( i l . 5). W c a ł y m d z i e n n i k u

powodzenia:

tak

J. Ziemińska

l u b popiersia

szczęścia z d a r z a ł y się nawet osobom o s t r o ż n y m i d o k ł a d n y m .
A M potrafił

znajoma

Cennym u z u p e ł n i e n i e m t y c h n o t a t e k są r y s u n k i ,
twarze

Pedontycznego

usposobionia

10 zł.

dawna

100 zł.

przedstawiające

i r ó w n i e ż nie­

mnie

— dziś po proszonem

j u ż na drugi czy trzeci dzień po porodzie, zaraz po chrzcie od­

Sekwesiraiora.

zapłaciłam

Najman.

—• Dziś

Chrzciny w y p r a w i a n o w M u r z y n o w i e i okolicy bardzo c z ę s t o
bytym

Dziś

odwiedziny

łatwo

dosta,tku,

(jaja, g r z y b y , połcie m i ę s a , kiszone o g ó r k i ,

w o d a , palenisko, kosz, siatka

na

słoje

zakupy), wygody

m a n e w r o w a ć t r a k t o r e m (w M u r z y n o w i e u m i e j ą nieźle o b s ł u g i w a ć

czy

t r a k t o r y n a w e t siedmioletni c h ł o p c y ) , że z a t o p i ł go w W i ś l e .

ż a k i e t , bluza żorżetow a) oraz z p o j ę c i e m z a g r o ż e n i a , l ę k u (krzy­

Niezdarność

(gulstwo) jest

w społeczności

Ciekawsze

przypadki

toj

powszechnej,

ludzkiej

znaną.

przypadłości

s ł u ż ą za p r z e d m i o t o p o w i e ś c i p r z y wszelkiego rodzaju

komfortu

(radio,

przewody

elektryczne,

traktor,

r

murzynowskiej

w a r t o ś c i ą w p e ł n i u ś w i a d o m i o n ą i doskonale k a ż d e m u

wręcz

spotka­

ż y k i , wiońce nagrobne, s t r ó ż o , czyli p a ł k i u ż y w a n o przez n o c n y c h
s t r ó ż ó w w i o s k o w y c h , k a r e t k i pogotowia, siekiery, czarny kape­
lusz z w o a l k ą ) . M a g i ę t y c h p r z e d m i o t ó w n a j w y r a z i ś c i e j

wyraża

opis snu, w k t ó r y m a u t o r k a we w s p o m n i a n y m c z a r n y m kape­

niach t o w a r z y s k i c h . M ó w i się o n i c h j e d n a k ż e nie tak, j a k b y m i a ł y

luszu dociera do cmentarza. K a r e t k a pogotowia s w y m w y g l ą d e m

s t a n o w i ć p r z e s t r o g ę . Zazwyczaj o p o w i a d a j ą c y rozpoczyna

k o j a r z y ć się m o ż e z monstrualnej wielkości m y s z ą , czy r y j ó w k ą .

swoją

o p o w i e ś ć pelon rozbawienia. I stopniowo wzmaga w sobie i u słu­
chaczy wesołość, t a k a b y p o k ł a d a ć się ze ś m i e c h u . M a ł o k t o

Z p r a w d z i w ą r a d o ś c i ą o d n a l a z ł e m przejawy podobnej m a n i e r y

w ó w c z a s m o ż e p o w a ż n i e j z a s t a n o w i ć się nad p r z y c z y n a m i nawet

i l u s t r a c y j n e j w bezpretensjonalnych

p o w a ż n y c h w y p a , d k ó w . T r a k t u j e się je c z ę s t o , j a k b y b y ł y c z y m ś

dziennikopodobnego t e k s t u k s i ą ż k i Tadeusza K o n w i c k i e g o Nowy

n i e z a l e ż n y m i n i e u c h r o n n y m . TC n a l e ż y do chwalebnych w y j ą t ­

Świat

ków (kiedyś t a k ą p o s t a w ę

m a n i e r y (znanej od c z a s ó w Małego

posiada

zdolność

reprezentował

dobrze n a m znany J T ) ,

ś m i a n i a się do r o z p u k u z w ł a s n y c h

niepo­

wodzeń.

i okołiee.

r y s u n k a c h , d o ł ą c z o n y c h do

O c z y w i ś c i e , z n a k o m i t y pisarz s k o r z y s t a ł z tej
księcia)

w pełni świadomie

albo, m ó w i ą c inaczej, z w y ż s z y m stopniem zrozumienia u r o k u
celowo s p r y m i t y w i z o w a n y c h i uzagadkowionych

D r u g a p o d w z g l ę d e m w a ż n o ś c i p o s t a ć w Zapiskach,

Józef

R o z t r o p n y , K a l a p a t a , r ó w n i e ż n a l e ż a ł do t y c h , k t ó r z y s w y m
postępowaniem

dostarczają

d r u g i m nieco p ł o c h e j

radości.

Pa­

m i ę t a m y jego u d z i a ł w n i e f o r t u n n y m transporcie trzech prosia­
k ó w na t a r g do P ł o c k a . . . N i e b a w e m n a b r a ł o r o z g ł o s u
pożycie Kalapaty z Siubrą, B a r b a r ą .
w Zapiskach

Odnotowane

dziwne

zostało

s u c h y m stwierdzeniem: upadł już całkiem

na,

to

umyśle.

N a t o m i a s t w d w a l a t a p ó ź n i e j , w 1964 r. bardzo zła n o w i n a ,
J ó z k a pogotowie z a b r a ł o , koń go kopnuł

w głowę i wybił

(ił. l.e). Ofiara w y p a d k u d ł u g o jeszcze ż y ł a , p r z e ż y ł a

mu oko
opisującą

zdarzenie i u m a r ł a niezwykle tragicznie. J ó z e f I w a ń s k i z g i n ą ł ,
j a d ą c na wierzchu c i ę ż a r ó w k i przygnieciony „ s k r z y n k a m i z owo­
c e m " . Powiadano, że b y ł o to p r z e k l e ń s t w o losu, k t ó r y nio oszczę­
d z a ł całej r o d z i n y I w a ń s k i c h . Ojciec J ó z e f a , t e ż Józef, u m a r ł
tragicznie. O t r u ł się kwasem s o l n y m , bo p o m y l i ł go z w ó d k ą .

W 1979 r. w czasie u l e w n y c h d e s z c z ó w czerwcowych, s p ł y w a ­
jąca

do W i s ł y

z tarasu

murzynowskiego

rwącymi

potokami

woda, w y ż ł o b i ł a p o d d r e w n i a n y m , s t a r y m i opuszczonym domem
Iwańskich-Trojanowskich

głęboki

na

wóz z k o n i e m

wąwóz.

K t ó r e g o ś dnia o d p a d ł a ś c i a n a szczytowa tego d o m u . O d s ł o n i ę t y
z o s t a ł w ó w c z a s p o k ó j w k t ó r y m przed jedenastu ł a t y T r o j a n o ­
wska p i s a ł a Zapiski.

P o k ó j ten r o b i ł dobre w r a ż e n i e . U p o r z ą d ­

k o w a n y , s p r z ę t y s t a ł y na s w o i m miejscu. O p a d a j ą c a ś c i a n a nie
p r z e w r ó c i ł a s t o j ą c e j blisko niej na p o d ł o d z e , w y s o k i e j , z p r ę t ó w
m e t a l o w y c h zrobionej l a m p y gabinetowej, p r z y k r y t e j s o l i d n y m
i

całkiem

świeżym,

żółtym

abażurem.

Lampa

stała

w

rogu

pomieszczenia, blisko okna z w r ó c o n e g o k u drodze. Trojanowska
r o z p o c z ę ł a Zapiski

zapewne w ł a ś n i e

tutaj,

w

1958 г., k i e d y

we wsi z a ł o ż o n o ś w i a t ł o . . .
M o ż e m y obecnie p o k u s i ć się o p a r ę uwag d o t y c z ą c y c h istnie­

K s z t a ł t o w a n i e się silnych, w e w n ę t r z n y c h emocji, przeradza­
j ą c y c h się w p o t r z e b ę uwiecznienia ich w zapisie, z n a m y dobrze

nia

j a k o nieodzowny element procesu t w ó r c z e g o pisarzy,

człowieka.

artystów

obrazków.

i bytowania

tych

kardynalnych kategorii życia

Trojanowska

usunęła

ze

swych

trosk

każdego

życiowych
7

czy uczonych. Okazuje się jednak, żo podobne, a, w swej istocie

i k ł o p o t u istnienia wiele z tego, co d ł a j e j ziomków

identyczne procesy m o g ą d o k o n y w a ć się r ó w n i e ż w s t r u k t u r z e

istotę

przeżyć

z brakiem potomstwa. Mogła t y m samym radykalnie ograniczyć

emocjonalnych

i rozległość

skromnej

opisu p o z o s t a j ą

tu

wieśniaczki.

w bezpośrednim

stopniom egotyzimi p i s z ą c e g o , jogo p o b u d l i w o ś c i ą ,

Dociekliwość

7

powszednich

i

świątecznych.

stanowiło

Pogodziła

się

7

ze

swoje emocjo rodzinne. Z w i ą z a ł a je t e ż w yłącznie z osobami do­

nad­

r o s ł y m i ! W y r z e k ł a się p r a k t y k k o ś c i e l n y c h , k o r z y s t a j ą c z uspra­

związku
nieraz

zabiegów

wrażliwością, i drażliw ością. Teresa T r o j a n o w s k a nio o g r a n i c z a ł a

wiedliwiającego

ją niedołęstwa.

joj do r e a k c j i na, zachowania w y ł ą c z n i e d w ó c h , n a j b l i ż s z y c h j e j

przypuszczenia,

że w sw oj decyzji k i e r o w a ł a się n i e c h ę c i ą

o s ó b , m ę ż a J a n a i brata J ó z e f o . A ż dziw, j a k wiolo w

h i p o k r y z j i , g ł ę b o k o t k w i ą c e j w duszach najgorliwszych, dobrze j e j

Zapiskach

z n a l a z ł o się n o t a t e k p o ś w i ę c o n y c h p r z y g o d n y m g o ś c i o m :
— przyszło
anie

wrogami

jakichś
Jankowi

ze 20 deka nożyk
mówili

240

dowidzenia

2 Panów
dali

Jankowi
po

kawał

mówili

kiełbasy

dali i obiecali

świętach.

że oni щ

Przyjaciółmi

i w nic też

pomoc

w

zostawili

gospodarstwie

Nie m o ż e

znanych o s ó b z w i o s k i . D o przypuszczenia
n i e k t ó r e n o t a t k i w jej d z i e n n i k u .
n o ś c i , manifestowanej

jednak

7

14

wykluczyć
do

ta,kiego u p o w a ż n i a j ą

A l o nie w y z b y ł a się r e l i g i j ­

czy t o w d a t k a c h udzielanych b i e d n y m

l u d z i o m , czy osobliwie, zawsze z w i e l k i m p r z e j ę c i e m p r z e ż y w a n e j
k a ż d e j ś m i e r c i , nawet k o g o ś z k i m nie u t r z y m y w a ł a

żadnych

�I

k o n t a k t ó w , czy t e ż w s z c z e g ó l n y m w r ę c z w y c z u l e n i u na zlo —
i

dobrowróżbne

z n a k i postrzegane na

niebie

(w

świetlistości

powietrza,, k s z t a ł c i e o b ł o k ó w i zachowaniu p t a k ó w ) oraz prze­
ż y w a n e w snach, k t ó r e skrupulatnie n o t o w a ł a

i zapewne nio

raz m ó w i ł a o nich.
T o , co r o z u m i e m y przez p o j ę c i e b y t o w a n i a (troski codzienno)
w y p e ł n i a ł o jej bez reszty p r o g r a m zajęć z w i ą z a n y c h z domem,
gospodarstwem,

a w o s t a t n i m okresie jej ż y c i a r ó w n i e ż z k r a ­

w i e c t w e m . P r z e j ę c i e się t y m zajęciom, p o z w a l a j ą c y m

na

prze­

ż y c i e , k i e d y s t a ł a się w d o w ą , w y r a z i ł a w n i e z w y k l e d o k ł a d n y m
r y s u n k u n o ż n e j m a s z y n y do szycia, umieszczonym —• j a k inne
togo rodzaju s y g n a ł y — na marginesie jednej z k a r t e k ostat­
niego zeszytu
Natomiast

Zapisków.
pojęciu

istnienia

nadała

Teresa

Trojanowska

c a ł k i e m w ł a s n e , oryginalne rozumienie, d o ś w i a d c z a j ą c jego do­
broczynnych s t a n ó w
dodajmy,

w

w aktach

komforcie k ą t a

s i ę g a n i a po p i ó r o i
pokoju oświetlonego

luksusową

l a m p ą . D l a t y c h , k t ó r z y wiedzieli o jej p a m i ę t n i k a r s k i c h
b o ś c i a c h , m o g ł o t o s t a n o w i ć rodzaj w y ł a m a n i a
ruszenia,

z a k ł ó c e n i a

w i e j s k ą . Greckie eksistanai

l l i b

atrament,

się,

norm, obowiązujących

sła­
na­

kobietę

obejmuje s w y m znaczeniom wszystkie

t r z y , w y m i e n i o n e o k r e ś l e n i a . Eksistanai,

to zarazem

słowo o d

k t ó r e g o pochodzi —• j a k wiadomo — ekstaza, a, więc stan za­
chwycenia,

uniesienia

albo,

mówiąc

inaczej,

intensywnego

p r z e ż y c i a . Na,sza bohaterka t e n b ł o g o s ł a w i o n y stan ducha syste­
m a t y c z n i e k r e o w a ł a we w ł a s n y c h , d o m o w y c h pieleszach. I chyba
nie b ę d z i e n a d u ż y c i e m z a ł o ż e n i e , że stany te w swej istocie nie
I I . 6. A u t o p o r t r e t Teresy Trojanowskiej

o d b i e g a ł y od n a t u r y p r z e ż y ć d a n y c h n a j w i ę k s z y m , t y m k t ó r z y
rozstrząsali

pojęcie

istnienia,

oderwania

się od

codzienności

w zgodzie z w y m a g a n i a m i epoki.

P R Z Y P I S Y

1

H . Elzenberg, Kłopot
z istnieniem.
Aforyzmy
w
porządku
czasu.
Kraków,
1963.
Daty krańcowe
tego
dziennika:
P a r y ż , 13 X 1907 — T o r u ń , 15 V I 1963. Kłopot
z
istnieniem
rozległością ujmowanego czasu, a jeszcze w a ż n i e j s z e skoncentro­
w a n i e m się w y ł ą c z n i e n a samych p r z e m y ś l e n i a c h (wykluczenie
opisu o k o l i c z n o ś c i , z d a r z e ń , samopoczucia a u t o r a i t p . ) stanowi
rzecz z u p e ł n i e w y j ą t k o w ą . I pod t y m w z g l ę d e m nic, co jest
m i znane w polskiej literaturze o k r e ś l a n e j m i a n e m d z i e n n i k ó w ,
nie m o ż e się z Kłopotem
r ó w n a ć . Sam t y t u ł , j a k i z a w a r t o ś ć tej
niezwykłej książki m o g ł y b y sugerować głęboką inspirację twór­
czością filozoficzną Gabriela Marcela, szczególnie jego funda­
m e n t a l n y m Etre et avoir. T a k j e d n a k nie jest. C h o c i a ż , p r z y
k o ń c u k s i ą ż k i o d n a j d u j e m y fragment, ś w i a d c z ą c y że dzieło
Marcela (Regard
en arriere)
b y ł o a u t o r o w i doskonale znane.
T o r . op. c i t . , s. 427.
2

W . Gombrowicz, Dziennik (1957—1961), I n s t y t u t L i t e r a c k i ,
P a r y ż 1962, s. 50—52 oraz w c z e ś n i e j , s. 37: „ L e c z nawet gdy­
b y m u w i e r z y ł w Boga, to i t a k k a t o l i c k a postawa wobec n a t u r y
b y ł a b y dla m n i e n i e m o ż l i w a , sprzeczna z c a ł ą moją, ś w i a d o ­
m o ś c i ą , z m o i m odczuwaniom — a t o zo w z g l ę d u na, s p r a w ę
bólu".
T y c h i s t o t n y c h f a k t ó w stara się nie d o s t r z e g a ć A d o l f R u d ­
n i c k i w bezlitosnej k r y t y c e t w ó r c z o ś c i swego przyjaciela Jerzego
Andrzejewskiego. Por. Krakowskie
Przedmieście
pełne
deserów,
T l W Warszawa 1986, s. 74 i nast.
C h a r a k t e r y s t y k a Tadeusza K o w a l s k i e g o , u r . w 1925 r.
w M u r z y n o w i e , od 1950 r . zam. w "Warszawie. Z czasem uzu­
pełnił t ę c h a r a k t e r y s t y k ę o stwierdzenie, że „ b y ł a t ę g a , alo
i wysoka. P o w a ż n a , a nie t a k i e f i u b ź d z i u " .
Opinia p a n i K l e m e n t y n y C a b a n k i z M u r z y n o w a .
W i a d o m o ś ć z w e r y f i k o w a n a przez I r e n ę S ł a w i ń s k ą ( H u Pei
F a n g ) , za co bardzo serdecznie d z i ę k u j ę .
W Sebastiana K l o n o w i c z a Flisie
znajdujemy
podobny
w ą t e k , o r i e n t u j ą c y w przestrzeni p o ł o ż e n i e n a d W i s ł ą D o b r z y n i a :
A t u t r z y ziemie z e s z ł y się k l i n a m i
3

4

5

6

7

D o b r z y ń s k a włość i Mazowsze z K u j a w a m i
T u k i e d y krzykniesz, s ł y s z ą t r z y p o w i a t y
Flisie G ę b a t y
W y d a j e się, że p r z y o k r e ś l a n i u s z c z e g ó l n y c h miejsc w prze­
strzeni, o d w o ł y w a n i e się do słyszalności g ł o s u c z ł o w i e k a , czy
też zwierzęcia n p . k o g u t a , jest zwyczajom nie t y l k o l o k a l n y m ,
lecz z g o ł a powszechnie z n a n y m w r ó ż n y c h częściach ś w i a t a .
Oto t y l k o na, Cyprze o s o b l i w o ś ć p o ł o ż e n i a tej w y s p y m i ę d z y
E u r o p ą a B l i s k i m W s c h o d e m m a j ą o k r e ś l a ć r ó w n i e ż pienia
k o g u t ó w . W e d ł u g dawnego przekazu arabskich ż e g l a r z y , k i e d y
k o g u t pieje na Cyprze s ł y c h a ć go w Jerozolimie. I o d w r o t n i e .
Trojanowska m o g ł a z n a ć przekonania sw oioh z i o m k ó w ,
s t a n o w i ą c e przyczynek do megalomanii z b i o r o w o ś c i . N i c j e d ­
n a k ż e z tej wiedzy nie odnajdujemy w Zapiskach,
t a k j a k nie
m a nic w nich o i n n y c h d o s y ć w a ż n y c h w y o b r a ż e n i a c h zbioro­
w y c h . T r o j a n o w s k a stworzyła, ś w i a t w ł a s n y c h w y o b r a ż e ń !
Por. K a z i m i e r z W y k a Wędrując
po tematach'
Puścizna,,
t . 2, (analiza t e k s t u Dusza z ciała uleciała, na łące
odpoczyw(da),
W L K r a k ó w 1971, s. 5—50. W Zapiskach ż a d n y c h b e z p o ś r e d n i c h
danych na, ton tornat nie odnajdujemy. J e d n a k ż e w n i k l i w a
l e k t u r a togo p a m i ę t n i k a , co i raz kieruje u w a g ę na „ t ą i t a m t ą
s t r o n ę " , na r e a l n o ś ć i z a ś w i a t y .
T

8

9

D o b r z y ń i okolice s z c z y c ą się o s o b ą N a w o j k i ( w e d ł u g le­
gendy pierwszej dziewczyny, k t ó r a u k o ń c z y ł a studia). B ę d ą c
c ó r k ą b u r m i s t r z u , t r a f i ł a w c h ł o p i ę c y m s t r o j u na A k a d e m i ę
K r a k o w s k ą w 1407 r. A k a d e m i ę u k o ń c z y ł a w 1409 г., z d o b y w a j ą c
t o g ę b a k a l a r s k ą . B y ć m o ż e dzięki Nawojce słowo ż a k , ż a c z e k
s t a ł o się popularne w t y c h stronach.
ю Wersja p o c h o d z ą c a od B o l e s ł a w y D y w a n o w s k i e j z U n i e ­
j o w a zapisana w 1980 r . przez Alicję M i r o n i u k o d b y w a j ą c ą
p r a k t y k ę s t u d e n t k ę Katedry Etnologii i Antropologii K u l t u ­
rowej U W .
1 1

waniu

Por. A . Z a d r o ż y ń s k a , Powtarzać
czas początku.
O święto­
dorocznych świ&lt;it w Polsce,
Warszawa 1985, s. 9—17.

241

�1 2

W ś w i e t l e przedstawionych uwag, w y w o d z ą c a się o d Mircea
Eliadego n o m e n k l a t u r a sacrum-profanum czy jej p r z y p o r z ą d k o ­
wane n i e z w y k ł e - z w y k l e , okazuje się n i e w y s t a r c z a j ą c ą , a nieraz
c a ł k o w i c i e m y l ą c ą p r z y p r ó b a c h — j a k ta — etnologicznych
analiz u s z c z e g ó ł o w i o n y c h . A w i ę c t a k i c h , k t ó r e u w z g l ę d n i a j ą
bogactwo i r o z m a i t o ś ć postaw w p e ł n i z i n d y w i d u a l i z o w a n y c h ;
złożoność d u c h o w ą wyrazicieli t y c h postaw. K i e d y ś zapewne
dojrzeje ś w i a d o m o ś ć samych m i e s z k a ń c ó w wsi, t a k i c h j a k m u rzynowiacy, a bardziej jeszcze istotna ś w i a d o m o ś ć i n t e l e k t u a l ­
n y c h p r z e w o d n i k ó w rozwoju, p r z y b y w a j ą c y c h n i c z y m etno­
logowie z z e w n ą t r z , a b y o n i e z w y k ł o ś c i (sacrum) przestrzeni
i czasu m o ż n a b y ł o m ó w i ć , podobnie j a k to j u ż powszechnie
c z y n i m y w p r z y p a d k u m i a s t a : „ t u żył i p r a c o w a ł "
— od l a t dwudziestych po o s i e m d z i e s i ą t e X X w. stateczny
H i p o l i t K o w a l s k i , wynalazca wozu o ż a g l o w a n e g o ,
— w l a t a m czterdziestych k r ó l s z y p r ó w , S t a n i s ł a w M a ł k o w s k i ,
k t ó r y n a m a l o w a ł n i e z w y k ł y obraz o ł t a r z o w y n a B o ż e Ciało,
P r z e j ś c i e Pana Jezusa przez Jezioro Genezaret,
— w latach p i ę ć d z i e s i ą t y c h - s z e ś ć d z i e s i ą t y c h
parowie nad W i s ł ą , a u t o r k a Zapisków

X X w . , t u w tej

do Bohdana
ślązacy

polskiej

by

wyjaśniać

wczesne,

wanej"

(1526/28—1553)
tłumaczenia

1 t y m tylko faktem m o ż n a

t u właśnie

w M u r z y n o w i e , oswojenie

się z , . o b c y m i klasowo reprezentantami

warstwy

uprzywilejo­

T o z kolei m a z w i ą z e k z t y m że dziedzic z s ą s i e d n i e g o

Siecienia, ,,obcy k l a s o w o "

i n ż . r o l n i k , o c h o t n i k 1 p u ł k u szwo­

leżerów, w 1920 r. oficer 4 p u ł k u s t r z e l c ó w k o n n y c h i t d . , żołnierz
A K ) , Ludwik Duczymiński
został dworu

k i e d y przez o k u p a n t a pozbawiony

z n a l a z ł schronienie w . . c h a ł u p i e m u r z y n o w i a n k i

może

1 4

J e ś l i się więc nie u w z g l ę d n i p o d o b n y c h z d a r z e ń , to ludzie
murzynowiaków

występować

będą

w

literaturze

p r z e d m i o t u w y ł ą c z n i e j a k o reprezentanci

swojskich K i e ł b i k ó w

i TJklejek, anonimowo, p o d d a w a n i

t y m samym

wciąż

ekspe­

r y m e n t o m b a d a w c z y m , n p . j a k o nosiciele m i t u , osobliwie ro­
zumiejący

kategorie

swój-obcy,

podlegający

presji

sacrum-

-profanum i t d .
1 3

mowa,

obrzędy,

Ziemi
pieśni,

Dobrzyńskiej,
przysłowia,

jego
zagadki

charakter,
,,Zbiór

W i a d o m o ś c i do A n t r o p o l o g i i K r a j o w e j ', t . 2, 1878, s. 3—182;
T . K o t a r b i ń s k i . Zapatrzeć

mazowiecka

odmiana
poszedł

w ó w c z a s r o d z i n z M u r z y n o w a j e c h a ł o do k o ś c i o ł a f u r m a n k a m i
-JO) ale n i k t się nie d o m y ś l i ł a b y z a b r a ć i z p o w r o t e m p r z y s z e d ł
piechotu."
1 5

op.

Por. W . Gombrowicza, Dzienniki,

1956 ( L A С A B A N I A ) ,

c i t . , s. 265—266: „ C o zawsze zdumiewa mnie na

argen­

t y ń s k i e j w s i : nie m a c h ł o p ó w , nie m a s ł u ż b y folwarcznej. N a
przestrzeniach, k t ó r e w Polsce w y m a g a ł y b y w i e l u r ą k — nikogo.
Orze jeden c z ł o w i e k t r a k t o r e m . T e n sam c z ł o w i e k ż n i e , m ł ó c i
a nawet pakuje ziarno w w o r k i (...)
Nie

wiem

w j a k i s p o s ó b egzystencjalizm m ó g ł b y s t a ć się

w m o i c h r ę k a c h c z y m ś więcej n i ż z a b a w k ą — w p o w a g ę , w po­
w a g ę , w ś m i e r ć , w w y k a ń c z a n i e s i ę . Moje m n i e m a n i e o egzyst e n c j a l i ź m i e z a p i s u j ę t u t a j nie z szacunku dla w ł a s n y c h o p i n i i
— d y l e t a n c k i c h — ale z szacunku dla w ł a s n e g o ż y c i a . O p i s u j ą c ,
jak

się da, moje p r z y g o d y duchowe

(jakbym

opisywał

moje

p r z y g o d y cielesne) nie m o g ę p o m i n ą ć d w ó c h b a n k r u c t w , k t ó r e
się we m n i e d o k o n a ł y ; egzystencjalnego i marksistowskiego. (...)
S t ą d w tej k s i ą ż c e g r a j ą fortissimo wszystkie prawie zasadnicze
tematy

egzystencjalne:

stawanie

się, stwarzanie

siebie, w o l ­

n o ś ć , l ę k , absurd, n i c o ś ć . . . Z t ą j e d n a k r ó ż n i c ą , że t u t a j

się w coś poza sobą (fragment l i s t ó w

i autentyczne

Heideggera,

życie estetyczne,

do

życie

etyczne

i religijne K i e r k e g a a r d a l u b 'sfery, Jaspersa — dochodzi jeszcze
i n n a sfera,

a mianowicie 'sfera

też

'kategoria',

raczej

to

n i e d o j r z a ł o ś c i ' . T a sfera,

wkład

mej

egzystencji

w egzystencjalizm. P o w i e d z m y o d r a z u : to mnie
oddala

od

klasycznego

egzystencjalizmu.

czy

prywatnej
najbardziej

D l a Kierkegaarda,

Heideggera, Sartra i m g ł ę b s z a ś w i a d o m o ś ć t y m bardziej

auten­

t y c z n a egzystencja, o n i n a t ę ż e n i e m ś w i a d o m o ś c i m i e r z ą szczerość,
istotność

Por. A . P e t r o w , Lud
zwyczaje,

ta

„ 2 8 V 1964 D z i e ń B o ż e g o Ciała J . na p i e c h o t ę

banalne

rodzaju

jeszcze dzielniejsi, a

t y p o w y c h dla egzystencjalizmu sfer ż y c i a ludzkiego —

p . Olszewskiej-Kokoszki.

w

,,(...)

Egzystencjalizm.

oraz pierwszego

na, j ę z y k polski Nowego Testamentu!

1313, V I I / 1 9 8 2 :

do k o ś c i o ł a do R o k i c i a m y ś l a ł że m o ż e k t o ś go zabierze ( k i l k a

— jeszcze do niedawna, t a m na, wyniesieniu odmieniec J a b k o ś . . .
a u t o r pierwszej Ortografii

„Pilityka ' nr

P o l a k a — to bardzo wadliwe c o ś " .

domowych,

Z Murzynowa wyszedł Stanisław Murzynowski

Danowicza),

T a k , W i e l k o p o l a n i e to solidniejszy gatunek c z ł o w i e k a , a G ó r n o ­

przeżycia.

Czy j e d n a k

na

świadomości

zbudowane

jest nasze s p o ł e c z e ń s t w o ? (...) Czy więc człowiek nie jest w p r y ­
watnej r z e c z y w i s t o ś c i swojej c z y m ś d z i e c i n n y m i p o n i ż e j swej
ś w i a d o m o ś c i . . ( ..) to s k r y t e d z i e c i ń s t w o , t a u t a j o n a
gotowe r o z s a d z i ć

wam prędzej

czy p ó ź n i e j

wasze

degradacja,
systemy."

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6447" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6427">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/399bc6fbc157b4da18cd0c57073362cb.pdf</src>
        <authentication>3106eb95ea4d32d54962e1ee69f88654</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76752">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2966</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76753">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76754">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2770</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76755">
                <text>Gesty życzliwości / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76756">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1, s.76-79</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76757">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76758">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76759">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76760">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76761">
                <text>Gesty życzliwości
Jacek Olędzki

Jeśli nic cię nie pociesza
załóż glany, skop depesza
(przystanek autobusowy
przed Hotelem Europejskim)
- Cztery dni pana żywiłam! O tym niezwykłym fakcie dowiedzia­
łem się wkrótce po pamiętnym dla polskich kibiców piłki nożnej
dniu... klęski. Wyznanie o żywieniu mnie, wypowiedziane z prze­
chwałką i zarazem wyrzutem przed gromadką słuchaczy, pochodziło
od jednej z młodych dam Murzynowa zaangażowanej ze swym
mężem w budowę własnego domu. Istotnie, ku memu zadziwieniu
w dniach poprzedzających w 1992 roku historyczny mecz Hiszpania-Polska, przynoszono mi w kaneczce prawdziwe smakołyki.
Pomiętnego dnia dostałem aż kilkanaście oładków z jabłkami. Nie
trzeba było zbytniej dociekliwości, aby się zorientować, że przed
decydującą konfrontacją, a przypominam, chodziło o medale, złoty
i srebrny dla dwóch najlepszych drużyn, panowie murarze jeść
oładków lub siorbać zupy, po prostu nie mogli. Ich duchowa więź
z biało-czerwonymi w dalekiej Hiszpanii paraliżowała normalną
funkcję żołądków. I stąd moje niebywałe szczęście, jakiego wcześ­
niej, przez piętnaście lat w tej wsi nie zaznałem.
Oczarowany niezwykłym gestem życzliwości, zapytałem chłopa­
ka, który przyniesionym plackom towarzyszył, jaki przewiduje
rezultat spotkania naszych z Hiszpanami, usłyszałem: ZWYCIĘŻY­
MY. Moja uwaga, że przeciwnikom będzie sprzyjał tłum ich rodaków
z królem na czele, w niczym nie osłabiła wiary w dzielność naszych
zawodników, z którą mój rozmówca - zapewne - pragnął się
identyfikować, tak jak się identyfikują liczni z sukcesami zawod­
ników umiłowanych drużyn.
Na drugi dzień dowiedziałem się, że po nocnej transmisji TV
z Hiszpanii, chłopak z którym rozmawiałem dnia poprzedniego,
w bardzo ciężkim stanie znajduje się w szpitalu w Płocku. Co się
wydarzyło owej nocy upiornych fascynacji licznych Polaków?
Transmisję TV z Hiszpanii oglądał ojciec z synem. Można
przypuszczać, że narastało w nich wzburzenie uwieńczone do­
jmującym stanem bliskim rozpaczy z powodu nie spełnienia się tego
w co tak święcie wierzyli. Srebrny medal, to stanowczo za mało!
Rozczarowani, przygnębieni poszli spać. Ale w środku nocy obudził
się ojciec, niespodziewanie chwycił młotek i z okrzykami, nie
będziesz mi tu smrodził, nie będziesz mi tu paskudził (relacja którejś
z kobiet w rodzinie) zaczął tłuc syna po głowie.
Wzburzenie sprawcy pobicia młotkiem własnego syna nie wygasło
z nastaniem dnia. Przeciwnie, przeobraziło się w dniach następnych
w pasmo zachowań iście szaleńczych. Najbardziej bulwersującym
otoczenie było wybijanie przez gospodarza swoich niezbyt licznych
kur i kaczek...
Oto, Szanowny Czytelniku, szczere świadectwo poważnego i głę­
boko uczuciowego traktowania meczów piłki nożnej; łączenia z nimi
słusznie wzniosłych stanów ducha, bycia ponad sprawy przyziemne
i pospolite. Mecze piłkarskie między reprezentacjami narodowymi to
przecież misteria, najbardziej fascynujące widowiska naszych cza­
sów. Widowiska wywołujące znane emocje pod wpływem zarówno
wrażeń wzrokowych, dotykowo-cielesnych (bycia blisko w tłumie
z innymi), jak też słuchowych, jeśli nie bezpośrednich, to konkuren­
cyjnych, nieraz donioślejszych, pośrednich, jakimi są relacje nieoce­
nionych sprawozdawców sportowych.
Uwzględniając to wszystko, uznać należy podarowane mi placki
z jabłkami za szczególny gest życzliwości, a może nawet za coś
więcej: dobroci. Mogli wszak entuzjaści piłki nożnej dać te placki
trzodzie, albo po prostu wyrzucić. Ponadto, towarzyszył plackom
ktoś, kto jeść ich nie mógł z powodu swych uczuć - trzeba to śmiało
powiedzieć - patriotycznych. I który na koniec stał się ich ofiarą.
Wreszcie otrzymane placki z jabłkami to przedłużona pamięć o tym
czym onegdaj słynęły takie wsie jak Murzynowo w Ziemi Dobrzyńs-

76

kiej. Otóż słynęły z sadów. Zupą wigilijną był gruszczak, a jedną
z potraw tej świętej wieczerzy znane już placki. Sady żywiły,
radowały i kształtowały obyczaj. Oto sprzedawcy śliwek z Murzyno­
wa po całodniowym sterczeniu ze swym towarem za rzeką, w Dunino­
wie, mieli wieczorem jakieś nie sprzedane resztki. Zwoływano
wówczas miejscowe kobiety, aby z pewną ostentacją wsypywać im za
darmo w fartuchy to, co pozostało. Ale był też wśród sprzedawców
Trojak, który pochodził z Więcławie, wsi fornalskiej, który się do
Murzynowa wżenił. Człowiek o bardzo pogodnym usposobieniu,
znany na okolicę dowcipniś. I on babom śliwek w fartuchy nie
wsypywał. To czego nie sprzedał rozrzucał na piasku, po czym,
zagrzebywał w nim owoce. - Niech szukają, niech sobie szukają
i sobie radzą. Oczywiście, przeklęte śliwki zagrzebywał w piasku nie
rękoma, lecz nogą.
Nie brudzenie

sobie rąk

Dość tej liryki. Wracajmy do naszych podstawowych zaintereso­
wań, które sygnalizuje przyjęte motto. Nie ukrywam, że raz tylko
w życiu i to niedorosłym byłem na meczu piłki nożnej. Nawet nie
znalazłem się w obrębie stadionu. Z podobnymi sobie, zawieszony na
siatce drucianej, oglądałem widowisko, zapewne przejmujące. Działo
się to u podnóża Jasnej Góry. I fakt ten solennie mnie obliguje do
pisania o czymś, na czym się nie znam i co najgorsze, znać się wcale
nie chcę. Tak to już jest panie profesorze! Dziś wołami nie
zaciągniętoby mnie na mecz piłki nożnej. I taką samą torturą byłoby
dla mnie znalezienie się w szeregach pochodu albo procesji, choćby
broniły spraw najbliższych memu sercu, a raczej wątrobie. I niewątp­
liwie bardzo słusznie stwierdza Ludwik Stomma, powołując się na
mego ukochanego Jacka M . Bocheńskiego, że są... ludzie i ludziska.'
To co jednych szczerze raduje, innych smuci, a nawet przeraża.
Pewnym osobom nie wygasły ciągoty stadne, a innym wygasły. Ktoś
siedzenie na twardej ławce przez dwie godziny śpiewając lub
gwiżdżąc i tupiąc, skandując jakieś jedno słowo uzna za sytuację
bliską rajskiej, natomiast mój przyjaciel tłumacz literatury współczes­
nej pisanej w hindi, syn trenerki sportu szkolnego, tak wyobraża sobie
epizod w scenerii piekła.
W przywołanym, znakomitym eseju Ludwika Stommy, praw­
dziwego znawcy i admiratora footballu - za co Go więcej niż
podziwiam - odnajdujemy odkrywcze stwierdzenia o lekceważeniu
i „odwracaniu sensu uświęconych reguł dnia codziennego", przy
których pragnąłbym się nieco dłużej zatrzymać. Otóż czytamy:
To ostatnie (odwracanie sensu... JO) tłumaczy zapewne szczególną
popularność piłki nożnej, której sam już regulamin wspiera i ilustruje
zasadę karnawału. Podstawą jest tu wszakże rezygnacja z po­
sługiwania się w walce rękoma. Rzecz jednoznacznie i rażąco
sprzeczna z naturą. Po francusku 'poznaje się rękę' artysty w jego
dziele, 'wyrabia się rękę', czyli uczy profesjonalnego działania,
'pożycza rękę' czyli wspomaga kogoś, atakuje się nie 'martwą ręką'
ale 'ręką zbrojną' względnie 'silną', chwyta się sytuację 'w rękę',
umiejąc wiele rzeczy ma się 'wiele rąk' etc. Po polsku podobnie:
załamuje się ręce, umywa je, leci przez nie, nosi na nich, lub patrzy na
nie, zostawia się wolną rękę, przychodzi z rękami pustymi lub pełnymi,
idzie się komuś na rękę, ma się rękę szczęśliwą lub dwie lewe, trzyma
się rękę na pulsie, przykłada się ją do czegoś, bierze sprawę w swoje
ręce, podnosi się ręce na znak kapitulacji, 'tymi ręcami' buduje się
szklane domy... Pozbawiony rąk może być godnym litości kaleką lub
przewrotnym kpiarzem. Jeśli jednak postrzegany nie jest na żaden
z tych sposobów, świadczy to, iż znajdujemy się w kontekście ogólnego
odwrócenia porządku świata, bo w ten dopiero wpisuje się logicznie
wojownik dobrowolnie wyrzekający się instrumentu rąk.
A przecież nie jedyna to inwersja w piłce nożnej. Drużyny walczą
zaciekle o opanowanie piłki. Celem ostatecznym tej walki jest
jednak... zwrot zdobyczy do bramki przeciwnika, przekazanie jej
w samo serce okupowanego przezeń terenu.
2

�Szanowny Czytelnik zwrócił niewątpliwie uwagę, że w niezwykle
sumiennym wyliczeniu przez Stommę zwrotów ze słowem ręka, ręce,
zabrakło dosyć popularnego nie brudzenia sobie rąk. NIE BĘDĘ
SOBIE BRUDZIŁ RĄK. Sens tego zwrotu - jak wiadomo - może być
bardzo ogólny, na przykład, wskazujący na niechęć do czegoś lub
kogoś, względnie całkiem konkretny, iście taki, o jakim mówi
Stomma, zwracając uwagę na inwersję występującą w footballu, grze
pozbawiającej zawodnika najważniejszego instrumentu walki - rąk.
Czyżby tak dociekliwy i nieprawdopodobnie sumienny autor celowo
zrezygnował z tego intrygującego i często w języku polskim używane­
go powiedzenia? Dodajmy, że pod względem swego kulturowego
znaczenia, informacyjnej rangi jest znacznie ważniejsze od 'lecenia
przez ręce' i paru innych. Nie wiemy co spowodowało nieobecność
interesującego mnie powiedzenia w cytowanym rejestrze. Może
przypadek?
Najprawdopodobniej jednak zwroty językowe dotyczące czystych
rąk w rozważaniach nad footballem nie są istotne.
Niezły znawca treści łączonych z karnawałem, Ryszard Ciarka,
który z uznaniem wypowiada się o przedstawionej przez Ludwika
Stommę interpretacji odkrytych w footballu wątków mitycznych, tak
mniej więcej rozwija kwestię nie używania poza bramkarzami rąk
w zawodach piłkarskich: Ręce mamy do pracy, które niech od­
poczywają, kiedy nastaje święto. Możemy wtedy spacerować z ręka­
mi w kieszeniach, a na drodze spaceru co się da trzeba kopnąć ku
radości...
3

Nic nie wiadomo, p i ł k a jest

okrągła

Jest to - jak wiadomo - uwaga często wypowiadana przez polskich
kibiców, kiedy przychodzi im ustalać rezultat meczu, szczególnie
w sytuacjach okrutnych zmagań piłkarzy do ostatka próbujących
wykorzystać szansę zwycięstwa. Piłka jest okrągła... Ta banalna
konstatacja, uzupełniana jest jak najbardziej filozoficznym stwier­
dzeniem, że NIC NIE WIADOMO. Bardzo mi się to podoba. Ale
przyznam się, że między jednym i drugim, związku logicznego nie
postrzegam i to też mi się podoba. Nawet, jeszcze bardziej. Wy­
czuwam tu rodzaj myślenia magiczno-symbolicznego. W myśleniu
tym jakby zakładało się z góry istnienie dobra i zła, dobrego i złego
trafu, a na koniec ślepego losu. Czyżby jego upostaciowieniem
(symbolem) była właśnie piłka? Temu złu - które się aplikuje
w bramkę przeciwnika - użyczać, fundować, podawać ręki, w takiej
czy innej przenośni, nie należy. Nie należy tym złem skalać sobie rąk.
Temu złu, jak powalonemu, którego należy s k o p a ć , p r z e k o ­
p a ć , itd. nie brudząc sobie rąk, (działanie na wilka, z glana itp.)
przynależny status i również rola pognębienia, stłamszenia i co tam
jeszcze, zbrukania, poniżenia, wyeliminowania, aby nie rzec ukat­
rupienia. Powiedziałem, również rola, bowiem wydaje mi się, że dla
pewnego typu świadomości z tego co dzieje się na stadionach dociera
przesłanie, sprowadzające się do swego rodzaju gloryfikacji czynno­
ści fizycznie dosyć bolesnych i okrutnych wykonywanych nogą.
Czynności, z którymi łączone są ewidentne wartości etyczne, kulturo­
we, plasujące się zdecydowanie po stronie przemocy, dosyć charak­
terystycznie artykułowanej, bez użycia rąk! Dopuścić wypada mnie­
manie, że za tym co jest nazywane szlachetną rywalizacją „na
murawie" kryją się... niecne żądze.
„Wojownik" szlachetnej rywalizacji „dobrowolnie" rezygnujący
z „instrumentu rąk", to niewątpliwie odwrotność zacnego szwajcara,
portiera, który za stosunkowo skromne datki zwane napiwkami,
wspomaga a nie eliminuje bliźniego. Nosi mu ciężary, ale najważniej­
sze tytularnie użycza obcemu szacunek, uznanie, cześć. Ów szwajcar
to postać szczególna - rzecznik gestów życzliwości spełnianych
fachowo, profesjonalnie. W naszym rodzimym systemie wartoś­
ciowania raczej nie znajdujący szerszego uznania; stąd owa kpiąca
konotacja w słowie szwajcar. Napisałem to na okoliczność wyna­
grodzeń, jakie w mistrzostwach USA 94, otrzymują zawodnicy
Szwajcarii (80 tys. dolarów oraz najnowszy model mercedesa;
z komentarza TV w czasie transmisji z Detroit meczu Szwajcaria-Rumunia, 4:0, 22 czerwca 1994).
Gest
Walka piłkarzy na stadionie pozornie tylko ogranicza się do
korzystania z nóg, tułowia bez rąk, chociaż z... głową; rozumianą nie
tylko cieleśnie. Gesty czynione głównie rękoma, dłońmi, w połącze­
niu z wyrazem twarzy, pozycją ciała oraz - jak to się często zdarza

- artykulacją słowną, to również szalenie istotny element zmagania
sportowego. Gest z reguły błyskawicznie czyniony, przede wszystkim
ręką, niczym zaklęcie, szydercza metafora, czy wręcz kalambur,
puentuje dramaturgię meczu, czyniąc go rzeczywiście widowiskiem,
możliwym do zaakceptowania nawet w kategoriach artystycznych.
Gdyby pozbawić zawodników możliwości gestycznego wyrażania
swych emocji, ich zachowania w najlepszym przypadku (gry na
wysokim technicznym poziomie) kojarzyłyby się z pewnego rodzaju
baletem, spowitym chłodem. Gesty ujawniają namiętności, postawy
duchowe piłkarzy. I dzięki nim, gapiąc się w telewizor można zaznać
nieco radości, a nie skonać z nudów.
Zacności Ludwik Stomma chwacko donosi: „Jacek Olędzki nie­
wiele wie o footballu i może lepiej, żeby o nim nie pisał. Jeżeli już
jednak musi, to niech przyjmie do wiadomości, że Roger Milla tańczył
po bramce motyw z n a r o d o w e g o (podkreślenie moje JO) tańca
kameruńskiego ".
Miło i elegencko powiedziane... To już prawie, jak z g 1 a n a...
Wielce Szanowny Ludwiku, wydaje mi się, że dostatecznie dużo
mamy znawców footballu abym nie musiał zasilać swą osobą tej
zacnej rzeszy. Ponieważ jednak interesuję się gestem, szczególnie
nadziei, ufności, zaufania i życzliwości - chcąc nie chcąc - spróbowa­
łem przyjrzeć się zachowaniom piłkarzy, a ponieważ nadarzyła się
szczególna okazja, mistrzostwa świata, przyjrzeniu temu towarzyszył
dodatkowy zamiar - k o m p a r a t y s t y c z n y . Kierowałem się
przy tym - jak się okazuje - płochym założeniem, że zainteresowania
na przykład gestami kierowców sławnych lor afrykańskich, nie
wymagają wysokiego stopnia wiedzy automobilistycznej, wiedzy
o sposobach prowadzenia, na bezdrożach tego kontynentu wielce
osobliwych ciężarówek.
Natomiast, co się tyczy udzielonego mi pouczenia, że zachowanie
w 1990 roku Rogera Milla nie miało w sobie nic tajemniczego, bo było
tylko „motywem narodowego tańca kameruńskiego", przyprawia
- niestety, ku memu głębokiemu żalowi - o mdłości. Jeśli z biedą
można w Europie się posługiwać terminem narodowy, to w Afryce
jest to całkowicie bez sensu!
Oto skutki Ludwiku twego niezdyscyplinowania na zajęciach ze
sztuki, które prowadzić miałem onegdaj zaszczyt. Zasłaniałeś się
„Trybuną Ludu", pilnie studjując, ostatnią stronę, na której znaj­
dywałeś wiadomości o ligach piłkarskich. I stąd ta żenująca niewie­
dza, ale co gorsze, duch czytanej gazety jakby się Ci udzielił i trwał
w Tobie do dzisiaj. A kysz!
Afryka, w szczególności Czarna, a więc ta która obejmuje między
innymi Nigerię, Kamerun i Zair - skąd pochodzą sławne już drużyny
piłkarskie - chociaż niebywale roztańczona (gdzie przetrwały dawne
tańce obrzędowe, inicjacyjne a także władania sobą - rites de
possession) nie ma jakichś tańców narodowych. Na tym kontynencie
osobliwie pokrojonym i ciemiężonym przez kolonialistów nie ma
kultur narodowych, jako też narodowych tańców właśnie, ale też
narodowej muzyki, sztuki czy literatury. Zjawiska artystyczne z Af­
ryki, jeśli już wymagają jakiegoś terminu pomocniczego, to się odnosi
do plemienia, a nie narodu.
Znacznie lepiej już brzmi - jak się mi wydaje - określenie: „taniec
radości", którym posługują się często sprawozdawcy i komentatorzy
sportowi. Ale niestety, owe osobliwe zachowania w 1990 roku Rogera
Milla, a obecnie w 1994 r w USA Nigeryjczyków Rashida Yekini,
Emanuela Amunike oraz Daniela Amokachi nie są tańcami, chociaż
elementy taneczne w nich występują. Zdaje się, że najbliższe im są
owe obrządki władania sobą . Wszelako są to zachowania par
excellence piłkarskie, kryjące zagadkowe treści, nie zbadane intencje.
Radość, drwinę lub wręcz szyderstwo daje się w nich dostrzec, lecz na
tym nie koniec. Oto jeden z trzech wymienionych Nigeryjczyków
(mecz Nigeria-Szwecja 20.VI.1994) po udanym strzale biegnie jak
onegdaj Roger Milla do narożnika boiska, staje przed słupkiem
zwrócony twarzą na zewnątrz; stoi na rozkraczonych nogach, porusza
biodrami, aby nagle... upaść do tyłu do góry brzuchem!
Wiadomo, że walka piłkarzy na stadionie to rezultat żmudnego,
nieraz morderczego szkolenia. Trenerzy drużyn piłkarskich prze­
ścigają się w wypracowaniu najskuteczniejszych sposobów prowa­
dzenia gry; poznania mocnych i słabych stron w grze przeciwników.
Na szczęście gesty piłkarskie nie są rezultatem szkolenia i nie
znajdują się na razie w polu zainteresowań fachowców w rodzaju,
wymienianego tu już wybitnego znawcy footbollu. I dzięki temu owe
gesty tworzą materię odrębną, w której silnie wyrażają się in­
dywidualne predyspozycje emocjonalne zawodników, tudzież ich
status w zespole drużyny. Najważniejsze jednak, że gesty piłkarzy
4

5

77

�stały się przekazem aprobowanych, lokalnych czy środowiskowych
doświadczeń kulturowych (sposobów wyrażania emocji, nastrojów
itd.). Piłka nożna wykształciła już gesty, które uznać należy za
całkiem jej własne. Wydaje mi się, że należy do nich łapa w łapę,
charakterystyczne, szybkie czy też gwałtowne uderzenie się dwóch
osób otwartymi dłońmi na wysokości czoła. Ten wielce sympatyczny
gest przyjaźni, życzliwości trafił ze stadionów piłki nożnej do
zachowań powszednich, wspomagając kształtowanie się więzi towa­
rzyskich, rodzinnych, przyjacielskich. Ale - jako osoba, która mało
wie o footballu - mogę się oczywiście mylić!
Gest zachwyca, jeśli jest oryginalny i spontaniczny. Istnieje już
sporo gestycznych zachowań piłkarskich, które nużą swą sztampą
tudzież banałem. Dotyczy to szczególnie drużyn z lig zachodnio­
europejskich, w których football ma najstarsze tradycje, sięgające
drugiej połowy X I X w., nie mówiąc o znacznie odleglejszych
doświadczeniach rzutnokopnych ludów średniowiecznej Angli, Fran­
cji, Włoch. Stąd takie żywe zainteresowanie grą piłkarzy z młodych
drużyn, przede wszystkim z Afryki.
Dopóki gesty piłkarskie pozostają poza kontrolą FIFA (Między­
narodowa Federacja Piłkarska) i umykają uwadze szkoleniowców
(ładna nazwa, no nie!), będą intrygowały takich jak ja profanów
etnologicznych; piszących zamiast BUTRAGUENO Utragenio (2
razy!). To niestety skutek nie tylko własnej ignorancji... Długo będę
pamiętał, że Kazimierz DEYNA jako DEJNA był w jakiejś telewi­
zyjnej relacji - gdy się zawodnik dopiero objawił - Deżą. NEWERLEGO nazywano Niuerlajem. Mnie los zaszczyca wielokrotnie
Łolejskim, w kraju i za granicą, z czego się Ludwiku wielce cieszę.
Wracajmy jednak do BUTRAGUENO. Mondiale '90, mecz
Jugosławia-Hiszpania (1:2). Drugiego gola dla Hiszpanii strzela ów
Butragueno. „Po strzale fika koziołka, ląduje na kolanach, sunie na
nich około 3 metry, dzierżąc nad sobą dwie zaciśnięte pięści."
Zachwycający, uroczy ten przypadek, mimo drętwej przygany,
napawa otuchą, że również europejskie drużyny stać na to, by ich
zachowania podziwiać, cieszyć się z ich charakterem, niebanalnym,
niesztampowym, najważniejsze nie przesłodzonym potrzebą demons­
trowania woli zwycięstwa i więzi z resztą zawodników po udnym
strzale.
W tekście sprzed czterech laty próbowałem uporządkować sobie
wyobrażenia własne o postawach emocjonalnych zawodników po
udanych i nieudanych strzałach na bramkę. Przyjąłem, że gesty
piłkarzy w tych decydujących dla meczu momentach ujawniają
z jednej strony całkiem indywidualne cechy jakiegoś zawodnika,
a z drugiej reprezentowany przez niego wzorzec kulturowy, który
wart jest zainteresowania większego, aniżeli uczynić to potrafią
komentatorzy i sprawozdawcy sportowi. Opozycje:
POKORA - NIEPOKORA (dziękczynienie - triumfowanie nieszydzenie - szydzenie)
GNIEW - RADOŚĆ (konwencjonalność - niekonwencjonalność)
i inne
to swego rodzaju klucze do pełniejszej percepcji widowisk piłkars­
kich, które wtargnęły brutalnie w nasze życie codzienne. Pisanie
0 tym Ludwiku, to ratunek przed utonięciem w otmęcie masowych
fascynacji, to godna uznania chęć zachowania człowieczeństwa.
1 dlatego należy się takim ignorantom jak ja nieco pobłażania,
wyrozumiałości i ciepła. Chyba przyznasz, że się należy.
Przyglądając się w czasie upalnych nocy, kiedy sen nie przychodzi,
zachowaniom co niektórych zawodników - wyrażanych ekspresyjnie,
gestycznie - postrzegam groźbę, szyderczo z jawną drwiną przekazy­
waną. To jakiś czas trwa, chociaż króciutko i jest odegrane wielce
dynamicznie. Na koniec, czy w innym nieco rozumieniu, przestawiam
znaczenie wymienionych pojęć, które się narzucają. Oto drwina,
szyderstwo spowite groźbą albo tylko pewnością siebie, staje się
jawnym zlekceważeniem przeciwnika, co w kontekście walki na
jedno wychodzi. Chociaż, owa groźba (zwykłe straszenie) przeradza
się czasem w wyzwanie, w którym kogoś z góry uznaje się za
pokonanego. To szczególny rodzaj sportowego zaklęcia.
Można przyjąć, że jeśli gonitwy za piłką i z nią, kopanie jej, nic już
nie mówiąc o wzajemnym faulowaniu się zawodników, służy osłabie­
niu (lubo zdruzgotaniu) fizyczno-intelektualno-psychicznym prze­
ciwnika, to gesty skierowane są - czy sobie to piłkarze oraz ich
opiekunowie uświadamiają, czy nie - na psychiczną stronę jego
kondycji. Piłkarskie gesty - nie wiadomo w jakiej mierze - ale nawet,
niechby w całkiem znikomej, zapewne jednych duchowo wzmac­
niają, a tych do których są skierowane - osłabiają; mogą obniżać wolę
zwycięstwa, dezorientować, mamić itp. Wielu bramkarzy pewnie lżej
6

78

zniesie przepuszczenie piłki do swej bramki, aniżeli wpuszczenie tej
piłki, uzupełnione wymownym gestem napastnika, dobrotliwie grożą­
cego palcem przed nosem ofiary. Albo inny wstrząsający przykład:
Rashidi Yekini, Nigeryjczyk, wpada z piłką do bramki Bułgara
i pokazuje, że bramka jest... dziurawa. Demonstruje to wkładaniem
pięści w oka siatki i z wyszczerzonymi zębami głosi swoje - jemu
tylko znane zaklęcie (mecz w Dallas 22 czerwca 1994, Nigeria-Bułgaria, 3 :0).
Przykłady wykorzystywania przez piłkarzy gestów do poprawiania,
wzmacniania swej kondycji, zarazem do osłabiania morale przeciw­
nika, mnożyć można w nieskończoność. Celują w tym interesującym
mnie procederze, oczywiście, Murzyni, kiedy występują w swych
rodzimych drużynach. Bo Murzyn, jako jedyny czarny w zespole
szwedzkim, to istota zupełnie inna. W meczu 20 czerwca, Kamerun-Szwecja, 2: 2, udało się owemu szwedzkiemi Murzynowi (ojciec
jego z Zielonego Przylądka) strzelić gola. I co? I nic! Czarny
zawodnik po strzeleniu gola stanął w bezruchu. Jakby zażenowany
tym co przed chwilą zrobił stoi sobie skromnie. Czeka? Chyba tak.
Oto przebiegają przed nim szwedzcy koledzy. Jeden go pogłaszcze po
głowie i zaraz odbiegnie, drugi tylko klepnie go w tyłek i też zaraz
odbiegnie a inny w podobny sposób wnet odbiegając użyczy
bohaterowi kuksańca.
Upłynie 13 dni i ten sam Martin Dahlin w meczu z Arabią
Saudyjską zachowa się jak na Murzyna przystało. Już w 6 minucie
pięknym strzałem głową zdobywa gola. Po tym udanym strzale
biegnie przed siebie radośnie z rozprostartymi do góry ramionami,
aby nagle wskoczyć okrakiem na biodra szwedzkiego kolegi!
Skupiłem się poprzednio, ale i też obecnie na gestach, towarzyszą­
cym udanym i nieudanym strzałom na bramkę, albowiem bywają one
najbardziej sugestywne, rozbudowane, znaczące itd. Brazylijczyk
Romario, król strzelców, po chybieniu pada zrozpaczony na kolana
i tłucze zaciekle murawę pięściami (20.VI. 1994, mecz Brazylia-Rosja). Ileż tu żalu, złości i gniewu, ale nade wszystko, woli
odegrania się - zwycięstwa.
Pewnie nadejdzie czas, że takie zachowanie będzie karane żółtą
kartką i zawodnikowi pozostanie swoje niepowodzenie wyrażać tylko
cierpkim grymasem, ewentualnie ukrytym machnięciem ręki. W me­
czu 2 L V I . 1994, Arabia Saudyjska-Holandia, jeden z Holendrów,
kiedy zmarnował szansę dołożenia Arabom, raczył zaledwie skrzywić
usta! Zaraza inercji gestycznej zaatakowała już Koreańczyków,
znanych dotąd z żywiołowości i wyrazistej teatralizacji swych
zachowań. 27.VI. 1994, Dallas, mecz Niemcy-Korea Południowa. Do
przerwy Niemcy prowadzą 3:0. Po każdym golu, Koreańczycy
zamiast cierpieć, chodzą sobie na luzie, niektórzy z zawodników
dalekowschodniej drużyny nawet się uśmiechają! Niebywałe. W dru­
giej części meczu strzelą Koreańczycy dwa gole. Koreańczyk, który
strzelił pierwszego gola - jak Murzyn szwedzki nie kwapi się
cokolwiek czynić. Zmierza tylko spokojnie do środka boiska. Po
drodze, chyba również tylko jeden z kolegów, trąci go po przyjaciels­
ku dłonią w tył głowy...
Zatem należy korzystać - a nuż z ostatniej szansy - notowania,
choćby w pamięci, tych nieformalnych, nie szkolonych zachowań,
które tak serce radują.
Międzynarodowe mistrzostwa piłkarskie stwarzają świetną okazję
do prezentacji rozmaitości i bogactwa gestów już od momentu grania
hymnów aż po schodzenie z boiska, wymianę koszulek. Jedni,
całkiem zamerykanizowani, jak zawodnicy Korei Płd„ słuchają
swego hymnu godnie z ręką na sercu. I milczą! Inni stoją jak oflagi, ze
zwieszonymi rękami i pod nosem mamroczą niektóre słowa (pewnie
które zapamiętali) tekstu świętego (Brazylia). Szwedzi też mamroczą
słowa swego hymnu. Ponadto, stoją w rozkroku. Natomiast ręce
trzymają za sobą, a dłonie mają skrzyżowane nad siedzeniami...
Zamienić się koszulkami jedni chcą, a inni nie chcą i w związku
z tym gonią czym prędzej do garderoby, aby uniknąć wątpliwego
zbratania.
Faule, to osobna, przepastna zupełnie dziedzina, w której gest
piłkarski się objawia. I znowu, jedni się do faulowania przeciwnika
przyznają „przepraszając" ofiarę, a inni udają Greka czmychając, lub
niewiniątka, rozkładając ręce. Jest to najżałośniejsza strona zawodów
footballowych. Nie mam najmniejszych złudzeń (kontemplując graf­
fiti w mym mieście po kolejnych występach Legii), że przez
młodocianych kibiców, te beznadziejne zachowania i towarzyszące
im gesty przyjmowane są z aprobatą i żyją potem własnym życiem
w chuligańskich manierach po z glana, na wilka i na sikora?
Oto wraca kulejąc na boisko sfaulowany wcześniej Boliwijczyk,

�chyba wyniesiono go na noszach. Nieopodal linii bocznej czycha na
kulejącego Koreańczyk. Boliwijczyk omija go bojaźliwie. Ale Kore­
ańczyk podbiega do nieszczęsnego Latynosa, aby go po przyjacielsku
lepnąć w plecy... Mecz 24.VI.1994, Korea Płd.-Boliwia.
Egzekwowanie strzałów wolnych z tworzeniem muru przez zawod­
ników karanych przed własną bramką, to dla obojętnego widza,
szczególnie wesołe akcenty w dramaturii meczu - misterium. Oto
różnej postury mężczyźni, przed chwilą jeszcze bojowi i groźni, stają
w rządku pokornie i . . . kładąc dłoń na dłoni opuszczają ręce poniżej
swych pępków.
Zapytałem wybitnego znawcę zachowań subkulturowych, dlacze­
go użycie ręki w zawodach piłki nożnej jest karane? Znawca się
obruszył i powiedział: Jak to, przecież co i raz, trzymają się rękoma za
jaja. Uczony ten wygłosił swój pogląd prywatnie, przez telefon, ale
przy obecności małoletnich córek!
Oto jak profani widzą bohaterów misteriów naszych czasów!
Jeśli nic cię nie pociesza
Kiedyś na zabawach w okolicy Murzynowa (w samym Murzyno­
wie zabaw nie organizowano, chociaż urządzano... bale), jeśli
dochodziło do bójki, to walczono przede wszystkim rękoma, a szta­
cheta wyrwana z płotu była najczęstszym narzędziem walki. Odkąd
w każdym gospodarskim domu jest telewizor, obowiązkowo koloro­
wy, a płoty drewniane zastąpiono siatkami drucianymi, tradycja bicia
kogoś po głowie sztachetą stała się nie do utrzymania.
Mężczyźni poza transmisjami z meczów piłki nożnej, nic więcej
w swych telewizorach nie pragną zobaczyć. Telewizory jednakże są
włączone, aby każdy, kto zajdzie wiedział, że nie mieszkają w tym
domu „ciemne burki ze w s i " . Transmisje z meczów piłki nożnej,
których kobiety nie oglądają, pozwalają mężczyznom na spokojne
nagromadzenie cennych wrażeń. Bywa, że stają się one bodźcem czy
inspiracją do rychłych czynów, wymagających stanowczości i zdecy­
dowania...
Otóż nowy, chociaż już nie taki nowy, styl bijatyk na zabawach to
zastąpienie rąk nogami. Słusznie rozwija Ryszard Ciarka myśli
Ludwika Stommy o inwersyjności footballu, powiadając, że „w dniu
świątecznym ręce powinny odpocząć". I też odpoczywają. Po
wypiciu z kolegami połówki na ryzyk, (zawsze należy działać
w zabezpieczeniu, zespołowo, jak na stadionie) można upatrzyć sobie
denata. Po wyselekcjonowaniu napastnika, następuje akcja.
Napastnik podchodzi do przeciwnika i go zagaduje. Zagadywać tak
należy, aby pojawił się powód, okoliczność, spina, czyli dostatecznie
silny bodziec, do poczucia się wnerwionym, wkur... itd. Można na
denata napierać brzuchem, raz i drugi, ale też można, podstawiając mu
nogę, pchnąć go z lekka, aby się przewrócił. Bardziej doświadczeni,
żonaci, ojcowie, mający gospodarkę albo dobrą pracę, winni się
wykazać czymś więcej. Na przykład umiejętnością schwytania denata
nagle za przegub ręki (lewej) i przerzucenia go sobie przez ramię na
ziemię, względnie podłogę. Ale to już ostateczność. Pod dachem nie
należy... I też - jeśli pod dachem się akcja rozpoczęła - napastnik
powinien powiedzieć: WYJDZIEMY. Rozumniejsi albo strachliwsi
robią co mogą, aby nie wychodzić...
Powalonego dobrze jest przekopać czy skopać po nerach, po ryju,
po kałdunie albo wątrobie... Czynności tej winny też towarzyszyć
stosowne okrzyki w rodzaju: ty alkoholiku, ty ch..., ty k..., ty
schizofreniku, ty ch... za... Nie będziesz mi szczał do szafy! Nie
będziesz mi denerwował żony!
Jeśli akcja się nie rozwija (przeciwnik nie znalazł w nikim
wsparcia) obrońcy napastnika odrywają go od jego ofiary. Napastnik
czerwony na twarzy, z wytrzeszczem oczu długo nie może przyjść do
siebie. Uspakaja się przeklinając i z trudem formułuje uzasadnienie
swego gniewu. Na drugi dzień idzie do kościoła (zabawy najczęściej
odbywają się w sobotę), ale nie po to aby dokonać aktu skruchy
i żałować swego czynu. Nigdy też nie będzie się z niego spowiadał
(nie zdarzyło się w Murzynowie i wsiach sąsiednich, aby napastnik
z bójki na zabawie, czy w ogóle bójki, próbował przepraszać
przeciwnika). Natomiast chyba będzie go gryzło sumienie i wówczas
podejmie niejedno staranie aby swej ofierze użyczyć gestu... życz­
liwości, nie różniącego się wiele od tego zafałszowania, jakie
mieliśmy okazję poznać, przywołując sytuację z meczu Korea
Południowa-Boiiwia (klepnięcie przez Koreańczyka po plecach
Boliwijczyka, powracającego po sfaulowaniu na boisko).
Dla części, niezbyt dojrzałej duchowo społeczności kibiców,
mecze piłki nożnej stanowią nie wyczerpany rezerwuar, niezwykle

sugestywnie rozstrzyganych starć - wzorców zachowań. Czy są one
rozstrzygane szlachetnie? Honorowo? Uczciwie? Przyzwoicie? God­
nie? I tak dalej. Nie mnie - ignorantowi footballowemu - odpowiadać
na te rozkoszne pytania.
W czasie meczów krążą po boiskach osobnicy, korzystający
z tytułu pan, i oni tych, którzy mają tylko nazwisko i numer na
plecach... osądzają. Ale czy ktoś, kto nie ma imienia, ponadto nie jest
panem, może być osądzany?
Żywa twórczość

ludowa

Przez 15 lat obcowania z mieszkańcami Murzynowa, ich gośćmi
z Polski oraz sąsiadami, miałem sporo okazji do poznania rymowanek-powiedzeń, cieszących się wśród części kwiecia tamtejszego
ludu uznaniem. Oto wybrane rymowanki spośród zbioru liczącego
kilkadziesiąt pozycji:
NIE MOŻNA KOPAĆ STOJĄCEGO
BO MOŻE COŚ ZALEŻEĆ OD NIEGO
*

KOP LEŻĄCEGO! NIC NIE ZALEŻY OD NIEGO
UFAJ BLIŹNIEMU SWEMU
CIĘ ZEMŚCI I SKOPIE DO MARTWEGO
PO WYPICIU GŁĘBSZEGO
UFAJ BLIŹNIEMU SWEMU
SKOPIE CIĘ PO WYPICIU GŁĘBSZEGO
GDY SIĘ O SOBIE DOWIE CZEGOŚ
NIEPRZYJEMNEGO
OBOWIĄZKIEM JEST KAŻDEGO
SPONIEWIERAĆ BLIŹNIEGO SWEGO
P... BLIŹNIEGO SWEGO
AŻ KOSZULA SPADNIE Z NIEGO

NIECH NIE PODSKAKUJE!
BO GO SKOPIĘ, A PRZEDTEM
W MORDĘ NAPLUJĘ!
*
SKOPAŁEM GO
BO CHODZI CHORY
NIECH SPIERDALA
DO SWEJ NORY
NIECH SIĘ ROZWIJA UMYSŁOWO
SKOPIĘ GO I O MUR WALNĘ GO GŁOWO
SKOPAŁ GO W DYDU
BEZ WSTYDU
*
JAKA TO DLA NAS UCIECHA
SKOPAĆ DRUGIEGO
DLA ŚMIECHA
Europa, jak żadna inna strona na świecie, jest wylęgarnią fał­
szywych gestów życzliwości, skromności i pokory, natomiast całkiem
niefałszywych buty i pychy. Niegdyś poprzez swych konkwistadorów
i misjonarzy, a dziś już tylko poprzez kogoś takiego, jak zawodnik
footballu, użycza tych gestów reszcie świata.
Wszyscy Europejczycy pozdrawiają się w jednakowy sposób,
mówiąc jeden drugiemu dzień dobry. Żadnej z nacji europejskiej nie
starczyło wyobraźni, albo na tyle dobrej woli, aby pozdrawiać - jak
Chińczycy - pytaniem: jadłeś? Natomiast, kiedy stajemy wobec
„niebezpieczeństwa" poczęstowania gościa jakimś napitkiem, nie
zapominamy zapytać, czego chciałby się napić. Oczywiście są i tacy,

79

�którzy w ogóle nie pytają, bo nie zamierzają częstować, by nie sprawić
przykrości drugiej osobie. Oto w Murzynowie, częstowany bez
pytania herbatą lub kawą, wzbrania się przed jej wypiciem. Zapytany
dlaczego się wzbrania, odpowiada: - Nie chcę, bo to tak jakbym dług
zaciągnął.
W Afryce czy Azji ludy tamtejsze nigdy cię nie pytają, czy byś się

czego napił. To co mają - bez obłudnego pytania - stawiają ci przed
nosem. Ludy koczownicze, ludy obydwu tych kontynentów, ludy
stepów i pustyń - gdzie woda jest prawdziwym skarbem - to kapłani
ceremonii życzyliwości. Nawet jeśliś niczym sobie nie zasłużył,
filiżankę lub czarkę herbaty otrzymasz podaną dwoma rękami na tacy
albo wstędze błękitnego jedwabiu...

PRZY PISY
' Por. Ludwik Stomma, / : 0 Czyli ludzie jak bogowie, „ K o n l c k s l y " , Rok X L V : 1991, nr 3-4
(214-2155), s. 141-142
Tenże, s. 142
Rozmowa w drodze na Powązki w dniu 23 czerwca 1994 roku
Ludwik Stomma, op. cit., s. 142
Miałem okazję bliżej się tym zabiegom terapeutycznym przyjrzeć w czasie dwuletniego
pobytu w Dakarze, jako stażysta w s ł a w n y m Institut Foundamcnlal d'Afrique Noire.
Charakterystyczne, że obrządki władania sobą przeniknęły do nowoczesnych osiedli Dakaru.Co
jakiś czas w takim osiedlu gromadzą się pod w i e c z ó r ludzie przy piaskownicy. Dlatego przy
piaskownicy, p o n i e w a ż jednym z e l e m e n t ó w zbiorowego transu będzie padanie na piasek
plecami oraz tarzanie się w nim...
' Jacek Olędzki. Gesty nadziei, „ K o n t e k s t y " , Rok X L V : 1991. nr 1 (212), s. 45
W gwarze złodziejskiej sikor = zegarek, wilk = przyrodzenie, glan, glony - buty.
2

3

4

1

P.S. Przez długie lala wielkim mym pragnieniem było, aby etnografowie nic ograniczali się do
analizy cudzych filmów lecz - korzystając ze swej oryginalnej i słabo spopularyzowanej wiedzy
- robili swoje własne. Wreszcie, aby filmujący clnografowie nie ograniczali się do surowych
zapisów, trafiających do a r c h i w ó w muzealnych, ale ż e b y zaistnieli, przede wszystkim
w telewizji. Jeśli się to udawało w latach sześćdziesiątych, dlaczego nic m o g ł o b y nowe,
scmiotyczno-strukturalislycznc, czy fenomenologiczne m y ś l e n i e filmowe zaistnieć w latach
w i ę k s z y c h s w o b ó d i lepszych m o ż l i w o ś c i technicznych? C z y musimy być niewolnikami złych
g u s t ó w i wątpliwych zainteresowań masowego odbiorcy, który w części męskiej - jak
w Murzynowie - interesuje s i ę tylko meczami piłki nożnej, boksem i transmisjami ze świąt? No
i wreszcie d o ż y ł e m chwili satysfakcji i prawdziwej radości. Przyjmij Ludwiku - proszę - słowa
podziękowania i gratulacje za fascynujące, rewelacyjne formalnie i intelektualnie Historie
o historii Brawo!

7

Jackowi Olędzkiemu w odpowiedzi
Ludwik Stomma
Brawo Jacku! - Z jakąż łatwością wywiodłeś bezpośredni związek
między piłką nożną a glanowaniem bliźnich lub biciem syna
młotkiem po głowie (acz w drugim tym przypadku chodzić powinno
raczej, chyba że ojciec trzymał narzędzie chwytnymi palcami
kończyn dolnych, o piłkę ręczną). Nie będę się rewanżował przy­
kładem tatusia, który po obejrzeniu przegranego przez „naszych"
meczu, zrozumiał znikomość swych zachcianek, zrobił rachunek
sumienia i tegoż wieczora, po raz pierwszy od lat wykąpał bobasa
i ucałował żonę. Nie chcę bowiem licytować się w trywialności.
Niepotrzebnie Jacku napracowałeś się nad tak długim tekstem.
Wszystkie jego tezy zawierają się wszakże w dwóch twoich zdaniach:
„Pewnym osobom nie wygasły ciągoty stadne a innym wygasły. Ktoś
siedzenie na twardej ławce przez dwie godziny śpiewając lub
gwiżdżąc i tupiąc, skandując jakieś jedno słowo uzna za sytuację
bliską rajskiej, natomiast mój przyjaciel, tłumacz literatury współ­
czesnej pisanej w hindi, syn trenerki sportu szkolnego, tak wyobraża
sobie epizod w scenerii piekła." - Jest tu już wszystko: i deter­
minujące wnioski opozycje i opis.
Zacznijmy od opozycji. Nikogo Jacku nie obchodzi, i wiesz od tym
doskonale, że jest twój przyjaciel tłumaczem z hidi, czy też synem
trenerki. Jeżeli umieszczasz te informacje, to znaczy, że mają
znaczenie. Ciąg logiczny jest tu taki: Przyjaciel wywodzi się ze
środowiska sportowego więc „wie w czym rzecz''. „Wiedząc w czym
rzecz", a więc z pozycji kompetencji uważa mecz piłki za „epizod
w scenerii piekła". Jednocześnie jest człowiekiem wyrafinowanym
(literatura + współczesność i egzotyczne języki), czyli po polsku
mówiąc „kulturalnym". Tu swoją kulturę przeciwstawia (a raczej ty
dając go za przykład przeciwstawiasz), wciąż „wiedząc w czym
rzecz" chamstwu oglądaczy piłki. Ową opozycję prymitywizm
- prawdziwa cywilizacja wzmacnia rozróżnienie ewolucyjne między
neandertalami, którym „ciągoty stadne nie wygasły" (znamiennie
darwinowskie pojęcia: „stado" i „wygasły") a homo sapiensami,
którzy są już na wyższym etapie, a do których należysz ty i tłumacze
literatury hindi. W tym momencie i tak wszystko jest już przesądzone.
Następuje jednak ilustracyjny opis, o tyle tylko nie powalający
przeciwników na kolana, iż: 1. fałszywy, 2. nieuczciwy.:
Ad. 1. a. „Twarde ławki" - na stadionach, które oglądałeś w TV
(wnoszę po cytowanych meczach) nie ma żadnych twardych ławek,
tylko plastikowe, wygodne krzesełka, w droższych rzędach miękko
wyściełane.
b. „Skandując jakieś jedno słowo" - w ten sam sposób można by
o twórcach ludowych: „bazgrząc jakieś bohomazy". Folklor kibiców
to dzisiaj rozbudowany system obejmujący strój, muzykę, rytuał,
muzealnictwo, kolekcjonerstwo, swoistą literaturę etc. etc.
c. „Gwiżdżąc i tupiąc'' - jak wyżej, lecz dodajmy jeszcze, że pobyt
na meczu wiąże się również z konsumpcją (nieraz wielodaniowych
obiadów), występami tancerek, pokazami sztucznych ogni, spot­
kaniami przyjacielskimi etc. etc.

80

Ad. 2. Wszystko to Jacku doskonale widziałeś, pomijanie więc
wszelkich owych aspektów i redukcja interakcji społecznych na
meczu do twojego „opisu" musi być niestety odebrana, jako
naginanie z góry rzeczywistości do twojego a priori. Tym gorzej dla
prawdy.
Zapewnianie, że nie masz pojęcia o przedmiocie swojej pracy,
istotne dla ciebie, gdyż pozwalające ci na dowolnie beztroskie
wrzucanie „faktów" do worków „prymitywizmu" lub „prawdziwej
cywilizacji", jest o tyle smutne, że całkowicie odpowiada prawdzie.
Gest ma też swój kulturowy kontekst, bez znajomości którego ani
rusz. Jeden tylko, jedyny przykład:
Piszesz o Koreańczyku, który nie okazał radości strzeliwszy
Niemcom gola. Otóż strzelił go on przy stanie 0:3, radości
okazywać więc po prostu nie mógł, gdyż w oczach publiczności,
jak i kolegów z drużyny odebrane by to zostało jako defetyzm.
Wystarcza oto 1 :3 do uciechy... W przeciwieństwie do Ciebie
oglądam mecze setkami i NIGDY nie widziałem uciechy po
strzeleniu bramki, która nie zmieniałaby merytorycznie faktu
beznadziejnej sytuacji zespołu (chyba, że w dobroczynnej
pokazówce lub konfrontacji III-ligowca z mistrzem, gdzie tylko
o honor chodzi, a zwycięstwo jest poza najśmielszymi ambic­
jami). Tak więc, co dla ciebie jest „komparatystyczną" ciekawo­
stką wynika najbanalniej z międzynarodowej litery rytuału.
Elementarne mój Watsonie!
A dlaczego jeden tylko przykład? Bo przecież i tak groch o ścianę.
Masz Jacku na to co ci wygodne i niewygodne dwie odrębne miary.
Gdy ja, przez przejęzyczenie, zamiast „plemienny" (gdyż tak! Milla
odtańczył element ZNANEGO tańca) piszę „narodowy" poświęcasz
temu pięć oburzonych akapitów, sugerujących nawet „glanowanie".
Gdy ty natomiast przekręcasz dowolnie słynne nazwisko, rzecz to
śmiechu, a nawet kpiny godne, bo mawiają na cię „Łolejski". Może
i mawiają, ale nie piszą tak w naukowych pracach, bo i siebie by
kompromitowali i nikt by nie zrozumiał.
Ale dość o detalach. Smutne jest jeszcze, że do interpretacji
zjawiska o zasięgu światowym, swoistego signum temporis naszych
czasów, wystarczy delirka chłopa z Murzynowa i paradoks uroczego
skądinąd Ryszarda Ciarki. Doprawdy nie jest dobrym przykładem dla
studentów (może dlatego czytałem na twoich zajęciach gazetę, acz
wtedy nie była to jeszcze - acz doceniam subtelność aluzji - „Trybuna
Ludu") mówienie: nie znam się na sprawie, ale i tak ją rozwikłam, bo
tezę założę z góry, jak żyletką po oczach. Wtedy bowiem zaczynają
nam cywilizację zakładać kosmici, kształt dachów pagód udowadnia
związki Chin ze starożytnym Egiptem, Jezus przeżywa i poprzez
Templariuszy zakłada masonerię...
Być może, tego zanegować nie mogę, świat jawi się wtedy
łatwiejszy. Ale czy to my właśnie mamy sprowadzać do trywialności?

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6528" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6508">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/54f69538147dd33d8886355f15fb7f28.pdf</src>
        <authentication>203ad990267759629381805d5cf6111a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77745">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4235</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77746">
                <text>1961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77747">
                <text>Kurpie - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="77748">
                <text>kowalstwo artystyczne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77749">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3948</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77750">
                <text>Artystyczna twórczość kowalska na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej od końca XIX w. do I wojny światowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77751">
                <text>Olędzki, Jacek, 1961, Artystyczna twórczość kowalska na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej od końca XIX w. do I wojny światowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.4. s. 199-214</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77752">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77753">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77754">
                <text>IS PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77755">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="77756">
                <text>Jacek

Olędzki

ARTYSTYCZNA T W Ó R C Z O Ś Ć
KOWALSKA NA TERENIE KURPIOW­
SKIEJ PUSZCZY ZIELONEJ OD KOŃCA
XIX W. DO I WOJNY ŚWIATOWEJ
Na przestrzeni niezbyt rozległego okresu — mniej
więcej od osiemdziesiątych lat X I X w. do I wojny
światowej — rozwinęła się w obrębie Kurpiowskiej
Puszczy Zielonej artystyczna twórczość kowalska
Charakter tej twórczości nie mógł być w tyim okresie
wynikiem oddziaływania, tak j a k w innych rejonach
Polski, długotrwałych tradycji rzemiosła i wielowiecznego jego powiązania z gospodarką chłopską, ani też
nie mógł być związany wyłącznie z ogólnym, dają­
cym się wtedy zaobserwować rozwojem wsi polskiej.
Nie znajdując podstaw do przyjęcia możliwości
tych uzależnień, sądzę, że słuszne będzie zwrócenie
uwagi na rolę czynników pozaekonomicznych, w tym
wypadku na fakt świadomości społecznej określonej
grupy ludności.
Literatura przedmiotu dostarcza wyczerpującego
materiału dowodowego n a istnienie wśród Kurpiów
silnego poczucia przynależności do grupy — w wyni­
ku odrębności dawnych procesów dziejowych, którym
podlegała sama Kurpiowszczyzna i otaczające ją
obszary, spośród nich szczególnie tereny dawnego
osadnictwa szlacheckiego . Wydaje się, iż to poczucie
przynależności do grupy Kurpiów,
deprecjonowanej
w opinii sąsiadów, mogło stworzyć klimat szczególnie
sprzyjający twórczości artystycznej, w której doszło
do rozkwitu wielu dziedzin sztuki, nie wyłączając
kowalskiej. W tym szczególnym układzie stosunków,
twórczość artystyczna stanowiła przejaw
aspiracji
społecznych grupy — dążącej do dorównania sąsia­
dom i rywalizacji z nimi.
Sprawdzenie tego założenia wymaga przedstawie­
nia najbardziej chociażby syntetycznego szkicu dziejów
rzemiosła kowalskiego n a Kurpiowszczyźnie, omówie­
nia związanej z nim wytwórczości o walorach arty­
stycznych i — co jest najistotniejsze — dostarczenia
materiałów określających potrzeby odbiorców pro­
dukcji kuźni oraz wskazania pobudek kierujących
twórczością kowali.
W X V I w., tj. w czasie, z którego pochodzą naj­
wcześniejsze dane dotyczące interesującego nas te­
matu, na terenie dzisiejszej Kurpiowskiej Puszczy
Zielonej (tj. w pasie między rzekami Omulwią i Pisą
od dawnej granicy polsko-pruskiej do Narwi) miesz­
kała stale nieliczna grupa węglarzy, Smolarzy i dziegciarzy oraz niewiele chyba liczniejsza — właścicieli

1k

' \

2

Niniejsze opracowanie jest wynikiem badań te­
renowych prowadzonych w latach 1956-59 na terenie
północno-wschodniej Polski, w ramach stałej pracy
w Zakładzie Etnografii Instytutu Historii Kultury
Materialnej P A N w Warszawie.
1

II. 1. Ość do bicia ryb,
dl. 54 cm.,
Dobrylas,
pow. Łomża, wyk. ok,
1920 r. II. 2. a) Ciężka
motyka do uprawy nowinkruda,
dl. 30 cm,
Obierwa,
pow. Ostrołę­
ka, wyk. ok. 1914 r.
b) Okucie wideł drew­
nianych,
dł. 42 cm,
Parzychy,
pow.
Ostro­
łęka, wyk. pod
koniec
XIX
w.

Por.: L . Krzywicki, Kurpie.
„Biblioteka War­
szawska", 1892 (52),,t. C C V I I I , s. 537—53'8; K. Judenko, Poczucie
odrębności grupowej
Kurpiów,
rkps
w Arch. Zakł. Etnogr. I H K M P A N w Warszawie,
nr inw. 12.
1

m

�II. 3. Kaganiec na łu­
czywo — „gaganiec",
dl. 60 cm, Surowe,
pow. Ostrołęka, wyk.
pod koniec XIX w.
U. 4. Chrapki przy­
wiązywane pod budy
w czasie
zimowych
połowów. Wg: Z. Glo­
ger:
„Ości i chrap­
ki rybackie", „Wisła",
t.
XIV,
1900 r.,
s. 179—180.

administracji dworskiej czy też ówczesnego rycer­
stwa . Były to niewielkie zakłady najprawdopodob­
niej już na tamte czasy przestarzałe pod względem
techniki produkcji . Zajmowały się one wyrobem
„ordynaryjnego", taniego żelaza i okuć soch, tzw.
sośników"'. Żelazo kurpiowskie dzięki niskiej cenie
(na co wpływała prawdopodobnie okoliczność, że nie
było trudności w korzystaniu z rudy i węgla drzew­
nego) docierało n a znacznie oddalone rynki w kra­
j u . Na terenie samej zaś Puszczy nie znajdowało
nabywców. W t y m czasie był to teren jeszcze nie
osiedlony
przez
chłopów-rolników,
gdzie indziej
głównych odbiorców p r o d u k c j i kuźnic.
Od drugiej połowy X V I I w . datuje się nagły wzmo­
żony proces kolonizacji terenów Puszczy Zielonej.
W ciągu kilkudziesięciu l a t powstały liczne osady
rolnicze . W niektórych wsiach, założonych pod kie­
r u n k i e m administracji starościańskiej, pojawiła się
instytucja kowala wioski. Był to rzemieślnik pracu­
jący wyłącznie na potrzeby 'mieszkańców rodzimej
wsi, wzamian za przydzieloną m u działkę pod budyn­
k i , ogród w a r z y w n y oraz za okresowe wynagrodzenie
(przypadające na czas zbioru plonów) w postaci pro­
duktów rolnych uiszczanych przez każdego z gospo­
darzy .
Karczowanie puszczy, uprawa nowin, wznoszenie
budynków mieszkalnych i gospodarczych — zagospo­
darowywanie się osadników od podstaw — stwarzało
w a r u n k i dla udziału pracy kowala. Jednak potrzeby
5

6

8

9

i robotników młynów zbożowych oraz młynów-kuźnic, tzw. hamerni albo
amerni .
Kuźnice występowały głównie wzdłuż rzeki O m u l w i , w mniejszym stopniu nad rzeczkami rozproszo­
nymi między Omulwią a Szkwą . Stanowiły one
własność uprzywilejowanych przez króla osób spośród
3

4

Nazwy hamernia, amernia używane przez miesz­
kańców w s i Przystań, Wyszel, Czarnotrzew, Oborczyska, Brodowe Łąki w powiecie ostrołęckim. Por.:
B. Baranowski, Walka chłopów kurpiowskich
z feu­
dalnym uciskiem, Warszawa 1951, s. 35.
3

10

Por.: J . Piaskowski, Badania żużli żelaznych
z terenów Kurpiowszczyzny,
rkps w arch. IHKM
PAN.
H . Gawarecki, op. c i i , s. 79; W. Czajkowski,
op. c i t , s. 567.
Por.: K . Arłamowski, Dzieje przemyskich ce­
chów rzemieślniczych
w dawnej
Polsce, Przemyśl
1931, s. 207; B. Zientara, Stan badań nad historią
polskiego
hutnictwa
(witek XVIII—XIX),
„Studia
z dziejów górnictwa i h u t n i c t w a " , t. I , Wrocław 1957,
s. 49.
Por. L. K r z y w i c k i , op. cit., s. 549—550,
556—557; P. Piaścik, Osadnictwo
w Puszczy Kur­
piowskiej,
Warszawa 1939, s. 26—27; B. Baranowski,
op. c i t , s. 64—65.
Na podstawie badań terenowych we wsiach:
Surowe,
Dąbrowy,
Wolkowe,
Wykrot,
Lipniki,
w których jeszcze p r z y końcu XLX w . utrzymywała
się instytucja k o w a l a wioski, opłacanego skopizną.
Por.: F. Piaścik, op. cit., s. 64, 58; Z. Jasiewicz,
Kowalstwo,
rozdział w pracy zbiorowej Kultura ludo­
wa Wielkopolski,
t. I , Poznań 1960, s. 407—436.
8

7

8

Na podstawie danych z l i t e r a t u r y przedmiotu
rozszerzonych przez w y n i k i badań terenowych udaje
się ustalić następujące miejsca występowania kuźnic:
Omulew, Przystań, Wyszel, Olszewka,
Oborczyska,
Czarnotrzew, Brodowe Łąki (wszystkie wsie położone
nad Omulwią), Czarnia (nad Trybówką), Lelis, K r o ­
bia (nad Rozoga), Nowa Ruda, Leman (nad dopły­
w e m — bez nazwy — górnej Pisy), Parzychy (nad
Zbójna) oraz nieopodal Ruda Osowiecka.
1

1

9

10

Por. A r c h i w u m Główne A k t Dawnych, M e t r y ­
ka Koronna, n r 186, f. 242—242v, n r 173, f. 470v—
471v, nr 170, f. 237v—238, n r 106, f. 114v—115;
H. Gawarecki, Pamiętnik historyczny
płocki, Warsza­
wa 1928, s. 79; W. Czajkowski, Kurpie,
„Tygodnik
Ilustrowany", 1881, n r 296, s. 567.
5

200

�r

i możliwości nabywcze osadników, rekrutujących się
głównie spośród zbiegów pańszczyźnianych, a więc
warstwy najuboższej, siłą rzeczy były
niezwykle
ograniczone. Zresztą przy piaszczystych glebach i b r a ­
ku bitych dróg — kucie koni i kół u wozów nie było
konieczne. Koła osadzano na osiach całkowicie drew­
nianych albo okutych na końcach wąskim paskiem
żelaza. Drewniane kołki z powodzeniem zastępowały
gwoździe, z czasem t a k niezbędne w budownictwie
i wszelkim sprzętarstwie. Proste drewniane urządze­
nia, oparte na wykorzystaniu różnych gatunków drew­
na, zastępowały żelazne okucia czy nawet z a n i k i ,
Niezastąpione jedynie były krzesiwka, noże, siekiery,
sierpy, ciężkie m o t y k i do prac przy uprawie n o w i n
oraz sośniki. Istnieją powody, aby przypuszczać, że
szereg spośród tych narzędzi, jako wyrobów w y m a ­
gających dużych umiejętności rzemieślniczych a jed­
nocześnie trwałych, mogących służyć lata, nabywano
okolicznościowo od specjalistów k o w a l i spoza terenu
Puszczy . W t y m układzie potrzeb i stosunków pa­
nujących na terenie Kurpiowszczyzny powinności k o ­
wali wiosek ograniczały się do ostrzenia zdartych
ostrzy siekier, sierpów, motyk, sośników i , być może,
do wyrobu niektórych nowych narzędzi .
Przy niezbyt rozbudowanej
działalności kuźni
i tym samym n i e w i e l k i m zużyciu żelaza, rola k i l k u ­
nastu zakładów hutniczych nie mogła mieć większego
znaczenia dla kształtowania oblicza k u l t u r y w s i
kurpiowskich. Zresztą już od połowy X V I I I w. kuź­
nice stopniowo upadają
w czasie zaś zaboru
pruskiego dochodzi do ich l i k w i d a c j i . Od tego m o ­
mentu potrzeby k u r p i o w s k i c h kuźni reguluje pro­
dukcja żelaza pochodzącego z Mazur, głównie z za­
11

n

13

Na podstawie analizy obiektów
tradycyjnego
budownictwa i sprzętarstwa, zachowanych w e wsiach:
Baranowo, Biełusny Lasek, Brzozowy Kąt, Charciabałda, Oborczyska, Wolkowe, Zdunek, oraz na pod­
stawie
wypowiedzi
następujących
informatorów:
W. Florezykowskiego (ur. 1888), w . Kozioł, pow. K o l ­
no; F. Grzyba (ur. 1884), w . Oborczyska, pow. Ostro­
łęka, St. Gwiazdy (ur. 1871), w. Wolkowe, pow. Ostro­
łęka; A. Kłosa (ur. 1876), w . Przystań, pow. Maków
Maz.; K. Konopki (ur. 1880), w . Tatary, pow. Ostro­
łęka; T. K u t y (ur. 1881), w. Parciaki, pow. Przasnysz;
P. Piotraka (ur. 1869), w. Jednorożec, pow. Przasnysz;
F. Prusaczyka (ur. 1881), w. Brodowe Łąki, pow.
Ostrołęka; A. Serowika (ur. 1870), w. Cieciory, pow.
Kolno; S. S i w i k a (ur. 1886), w . Dobrylas, pow. Łomża;
J. Puchalskiego (ur. 1872), w . Zalas, pow. Ostrołęka;
J. Skonecznego (ur.. 1873), w . Dąbrowy, pow. Ostro­
łęka; J . Stachelka (ur. 1866), w . Dudy Puszczańskie,
pow. Ostrołęka; W. Wojciechowskiego
(ur. 1890),
w. Surowe, pow. Ostrołęka i k i .
11

kładów w Wądołku, położonych blisko dawnej
nicy polsko-pruskiej .

gra­

15

Trudno powiedzieć, jakie zmiany nastąpiły w pro­
dukcji kowalskiej z nastaniem X I X w., brak bowiem
w t y m zakresie j a k i c h k o l w i e k danych. Można jedy­
nie przypuszczać, że pod wpływem pewnej stabilizacji
stosunków gospodarczych na terenie Kurpiowszczyz­
ny i przeszło wiekowej osiadłości gospodarstw, doszło
do ich okrzepnięcia, a zatem i wzrostu potrzeb, co
odnosiło się również do rzemiosła kowalskiego. Opie­
rając się na danych z badań terenowych można jednak
twierdzić z pełną odpowiedzialnością, że dopiero
w siedemdziesiątych-osiemdziesiątych latach X I X w .
nastąpiły w tej dziedzinie istotne zmiany. Przenika­
jący na teren Kurpiowszczyzny proces kapitalizacji
wsi, prace zarobkowe w Prusach, paroletnie przeby­
wanie • kogoś z każdej prawie rodziny kurpiowskiej
na emigracji zarobkowej w Westfalii lub Ameryce,
wszystko to powodowało materialny rozwój gospo­
darstw. Wiele z nich rozbudowywało się, przybywało
sporo nowych zagród. W tradycyjnej gospodarce r o l ­
nej nastąpiły w t y m czasie przemiany wielkiej wagi.
Zaczęto zarzucać sochy przechodząc na orkę pługiem,
zaprzestano posługiwania się drewnianymi bronami,
kosę używaną dotychczas t y l k o przy sianokosach
wprowadzono do żniw na miejsce sierpa .
I6

Kuźnie, zamiast o k u w a n i a soch, dokonywania drob­
nych napraw, podjęły w t y m czasie produkcję płu­
gów, bron żelaznych, motyk do ziemniaków, w y k o ­
nawstwo niezliczonej ilości mało dotychczas znanych
wyrobów na potrzeby budownictwa . W tych latach
rozpowszechniły się na terenie Kurpiowszczyzny kute
17

Por.: H . Gawareeki, op. cit., s. 79; W. Czajkow­
ski, op. cit., s. 567; A. Chętnik, O dawnym przemyśle
na Puszczy
Kurpiowskiej,
„Życie i Praca", 1926,
n r 18—19. We wsiach Oborczyska i Czarnotrzew za­
chowała się pamięć o zatopieniu przez Prusaków kuź­
nic miejscowych (wg F. Grzyba, w. Oborczyska,
J. ,Maika, w. Czarnotrzew).
Na podstawie wypowiedzi informatorów w y ­
mienionych w przyp. 11.
Jw.
15

16

17

II. 5. Krzesiwko,
ok. 1914 r.

dl. 7 cm, Zimna,

pow. Kolno,

wyk.

Jeszcze w końcu X I X w . zdarzało się, że
jeżdżono po noże i sierpy do Serwatek w pow. Łom­
ża albo na okoliczne targi.
Patrz przyp. 10.
W warunkach stale postępującego karczowa­
nia lasów coraz trudniej było o węgiel drzewny, j e ­
dyny w t y m czasie surowiec opałowy na t y m terenie.
Jednocześnie zasoby r u d y darniowej wyczerpywały
się. Trudności te znalazły wyraz w w i e l k i e j labilności
praw do dzierżawienia kuźnic, występujących już
w X V I I w . Por. A r c h i w u m Główne A k t Dawnych,
Metryka Koronna, n r 170, f. 23'7v—238, n r 186,
f. 305v—306v, n r 169, f. 408v—409.
12

13
u

201

�czy Turośl, wystąpiło zjawisko konkurencji między
poszczególnymi kuźniami. W sytuacji kiedy kowale
musieli zabiegać o zjednanie sobie klienteli, docho­
dziło do specjalizowania się warsztatów w różnych
dziedzinach produkcji kowalskiej. Sprzyjało temu
zróżnicowanie pochodzenia kowali: byli wśród nich
rzemieślnicy narodowości żydowskiej, zdarzali się
przybysze z sąsiednich Mazur . Jedni i drudzy szczy­
cili się dobrą znajomością swego rzemiosła. Wszystko
to zapewne nie pozostawało bez wpływu na wzboga­
canie się asortymentu oraz wzrost jakości wyrobów.
Kowale w nowych kuźniach nie opierali już pro­
dukcji na dawnych zasadach opłat i powinności. Nie
będąc już ograniczeni prawem pracy dla macierzy­
stej wsi, za każdą wykonywaną robotę żądali zapłaty
pieniężnej, którą otrzymywali bezpośrednio po za­
kończeniu pracy. Nowe zasady zaczęły przenikać
również do starych kuźni wiejskich .
21

22

Popyt na wyroby kowalskie trwał nieprzerwanie
do I wojny światowej. Po jej zakończeniu, na skutek
pojawienia się wielu tanich wyrobów fabrycznych,
rola kuźni w gospodarce wiejskiej zaczęła stopniowo
maleć . Okres między siedemdziesiątymi latami
X I X w. a I wojną światową należy traktować jako
najbardziej żywotny w dziejach rzemiosła kowalskie­
go na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej. Wów­
czas rzemiosło kowalskie osiągnięto najwyższy po­
ziom, czego trwałe ślady dziś jeszcze spotyka się
w wielu wsiach Kurpiowszczyzny.
23

Przystępując do omówienia przejawów artystycz­
nej twórczości w produkcji kowalskiej na terenach
Kurpiowskiej Puszczy Zielonej w tym właśnie okre­
sie, wydaje się konieczne wprowadzenie klasyfikacji
analizowanych wyrobów w oparciu o kryterium peł­
nionej przez nie funkcji. Głównymi grupami wyroWiększość zachowanych do dzisiaj kutych krzy­
ży jest datowana. Były one wystawiane głównie
w osiemdziesiątych latach X I X w. W jednym tylko
wypadku udało mi się natrafić na krzyż wzniesiony
znacznie wcześniej, mianowicie w 1868 r. (il. 27).
Mając na uwadze trwałość tego rodzaju obiektów,
jakimi są kute krzyże, można sądzić, iż przed osiem­
dziesiątymi latami X I X w. nie wznoszono ich po­
wszechnie. Przypuszczenie to potwierdzałoby używa­
nie n a tym terenie na oznaczenie kutego krzyża
nazwy figura,
odnoszącej się pierwotnie do rzeźb
w drzewie — postaci świętych, kapliczek. Istnieje
jeszcze wiele innych dowodów wskazujących na późne
pojawienie się na Kurpiowszczyźnie żelaznych krzy­
ży — por.: O. Kolberg, Lud, Mazowsze, t. IV, Kra­
ków 1888, s. 150.
Na podstawie wypowiedzi kowali: W. Florczykowskiego, B. Kowalewskiego (ur. 1917), w. Bro­
dowe Łąki, W. Wojciechowskiego, A. Wasilewskiego
(ur. 1874), w. Lipniki, F . Zadrogi (ur. 1920), w. Leman, J . Zery (ur. 1904), w. Kadzidło.
Np. wsie: Jednorożec, Kadzidło, Myszyniec,
Lipniki, Kozioł miały w tym czasie po 4 kuźnie,
a Dąbrowy, Turośl, Zalas — po 3.
Kowale pochodzenia żydowskiego mieli kuźnie
we wsiach: Myszyniec, Lipniki, Kadzidło, pochodze­
nia mazurskiego — w Dąbrowach, Koźle, Turośli.
Por. przyp. 10.
Na podstawie wypowiedzi informatorów wy­
mienionych w przyp. 11 i 19.
18

11. 6. Drejfus, Łacha, pow. Kolno. II. 7.
Przetyka,
wys. 23 cm, Wyk. Wl. Dąbek
(ur. 1897), Gaczyska, pow. Przasnysz, 1924 r.
żelazne
figury .

krzyże,

zastępując

dawne

drewniane

18

Istniejące dawne zakłady nie były w stanie z a ­
spokoić nagłego zapotrzebowania na produkcję ko­
walską. Nie pomagało angażowanie pomocników .
Zaczęły pojawiać się nowe kuźnie. Już przy końcu
osiemdziesiątych lat X I X w. każda większa wieś mia­
ła kowala. Zdarzało się, że w dużych wsiach powsta­
wało niezależnie od siebie kilka nowych warszta­
tów . Z czasem, w takich ośrodkach rzemiosła kowal­
skiego, jak Kadzidło, Lipniki, Myszyniec, Dąbrowy,
19

20

202

19

20

21

22

23

�II. 8. Krzyżówki — spoidło tylnej części kosza wasągu, Cieloszka, pow. Kolno, czas
wykonania
nie ustalony. II. 9. Fragment
śtycy — spoidła kosza wasągu, Cieloszka,
czas wykonania
nie
ustalony.

bów kowalskich byłyby: 1) narzędzia,
przybory
i sprzęty do pracy: a) w rolnictwie i zajęciach poza­
rolniczych, b) w gospodarstwie domowym; 2) spoidła,
zaczepy i uchwyty używane: a) przy środkach tran­
sportu, b) w budownictwie; 3) krzyże jako: a) formy
uzupełniające inne obiekty i b) samoistne.
W pierwszej grupie znalazłyby się okucia pracu­
jącej części sochy (sośniki), wideł, następnie sierpy,
siekiery, motyki, spośród narzędzi używanych przy
zajęciach .pozarolniczych — rybackie ości, chrapki
albo inaczej ziabki,
gagańce, ciesielskie skoblice,
cieślice i topory, jeśli zaś chodzi o wyroby stosowane
przy gospodarstwie: podstawki pod garnki — drejjusy, krzesiwka do wzniecania ognia i wreszcie spec­
jalne szpile — przetyki (il. 7).
1

Wspólną cechą tych wyrobów był ich ścisły zwią­
zek z pracą '(jeśli nie bezpośrednio z produkcją rolną,
to z dodatkowymi zajęciami produkcyjnymi względ­
nie gospodarstwem domowym), co i m nadawało
wspólne piętno: surowość wykonania, wielką dyscypli­
nę w użytkowaniu surowca, zadziwiającą logikę
konstrukcji. T e właściwości kształtowały się n a prze­
strzeni wieków, w rezultacie długotrwałych obser­
wacji i starań aby uczynić narzędzie j a k najbardziej
ekonomicznym, trwałym i sprawnym w pracy. T a k
więc względy natury utylitarnej doprowadziły formę
plastyczną poszczególnych narzędzi, przyborów i sprzę­
tów do doskonałości, która nadaje i m walor przed­
miotu artystycznego. Chociaż nie były ani zdobione
ani wymyślnie modelowane, odznaczają się pięknem
zrównoważonych proporcji, rytmicznych lub syme­
trycznych układów. Przykładem tych wartości może
tu być ość do bicia ryb i(il. 1). W narzędziu tym zwra­
cają uwagę nieprzypadkowe proporcje między partią
zębów a trzonkiem z tuleją. Dzięki bowiem smukłości
trzonka oddzielającego ostre zęby od stosunkowo
grubego drzewca, narzędzie ciśnięte w wartki prąd
rzeki nie stawia oporu i nie jest gwałtownie porwa­
ne przez wodę.

W narzędziach, przyborach i sprzętach używanych
w gospodarstwie domowym dochodziło jeszcze zdobie­
nie partii nie związanych bezpośrednio z pracą, nie
narażonych na stałe niszczenie się. W krzesiwkach
były to uchwyty, w drejfusach
— górne końce nóg,
a w przetykach — główki (il. 5—7). Zdobinę stanowił
powtarzający się motyw kulistych lub esowatych
wygięć końców prętów, często spotykany we wszel­
kich wyrobach
żelaznych jako najłatwiejszy do
uzyskania. Do ich wykonania nie potrzeba było innych
narzędzi oprócz młotka, a więc efekty te w jakiejś
mierze narzucały się kowalowi w czasie kucia.
Przetyki, które najczęściej stanowiły dary kowali
dla wybranych panien, dekorowane były szczególnie
starannie i bogato. Zdarzały się Wśród nich egzempla­
rze o rozbudowanych, wymyślnie ukształtowanych
główkach. Przetyki te służyły już tylko do zatykania
kądzieli na kołowrotku, nie nadając się np. do prac
przy zszywaniu uprzęży i wszelkich skór. Miały one
wyrażać uczucia ofiarodawcy, dlatego też mniejszą
wagę przywiązywano do ich praktycznych zalet.
1

Przeważająca większość tych wyrobów znajdowała
się w mniej lub bardziej powszechnym użyciu na
długo przed omawianym okresem. Jest to zestaw naj­
starszych wyrobów kowalskich na tym terenie, naj­
mniej reprezentatywny dla wytwórczości z końca
X I X i początków X X w. W tym okresie kuźnie za­
rzucały już produkcję większości tych starych narzę-

II. 10. Wasążek: a) lusienki, b) śtyce, c) stupień, d) poręc; Brzozowy Kąt, pow. Ostrołęka, wyk. ok. 1885 r.

�Jeśli chodzi o takie n p . narzędzia, j a k żelazne
brony i pługi, które weszły w użycie dopiero w oma­
w i a n y m czasie, to trudno t u mówić o wartościach
plastycznych występujących w starych narzędziach.
Żelazne pługi i b r o n y pojawiły się i wyszły z użycia
zbyt nagle, aby mogto nastąpić przy nich wykształce­
nie się owych doskonałych, pięknych w budowie form.

Okucia wasągów były to przede wszystkim krzy­
żówki, śtyce, wzmocnienia kosza (składającego się ze
specjalnej
drewnianej obudowy
i
umieszczonych
w niej właściwych dwóch półkoszków) oraz lusienki
wiążące całość z podwoziem. Poza t y m były jeszcze
żelazne stopnie i oparcie na siedzeniu. Okucia wy­
jazdowych sani sprowadzały się zasadniczo do ciągarów na przodzie płóz, spoideł — sieków łączących
płozy z podstawą skrzyni oraz u c h w y t u — pojmą lub
ucha na jej tylnej ściance (il. 8—12). Okucia drzwi
stanowiły gwoździe z dużymi łepkami, zamki zapad­
kowe, skoble i zawiasy (il. 13—17).
Wszystkim t y m w y r o b o m nadawano szczególnie
dekoracyjną formę. Poza zwykłym skuwaniem stoso­
wano takie techniki kowalskie, j a k zwijanie, skręca­
nie, wycinanie oraz nacinanie i p u n k t o w a n i e . Zwi­
jano esowato względnie koliście, mniej l u b bardziej
ściśle, końce lusienek. W ten sposób ozdabiano nie­
kiedy tarczki u c h w y t u zamka zapadkowego. Czasem
nieznacznie zawijano w o l n y koniec skobla albo nie
pracującą część ciągara w saniach. Skręcano śrubo­
wało lusienki wasągów, ucha skrzyń w saniach, nie­
które fragmenty ciągarów saniowych i niekiedy
uchwyty zamków zapadkowych. Słabiej l u b mocniej
to czyniąc pokrywano przedmiot gęściej albo rzadziej
wrębami zgrubień. Niekiedy ten sam przedmiot nie­
jednakowo mocno poddawano skręceniu różnicując
w ten sposób r y t m powstającej na n i m zdobiny.
Technikę w y c i n a n i a wykorzystywano' głównie przy
w y r o b i e słońc, gwiazd (gziazd) stanowiących pod­
kładki pod n i t y w miejscu złączenia taśm (krzy­
żówek) spinających tył i przód wasągu (il. 8). Więk­
szość zdobin występujących na tarczkach uchwytów
zamków zapadkowych w y k o n y w a n o tą techniką. Łat­
wość, z jaką przy j e j stosowaniu można uzyskać za­
mierzony efekt zdobniczy, nie pozostawała bez wpły­
w u n a charakter f o r m y wyrobów. Występowała
w i e l k a ich rozmaitość. Obok zapadek zwieńczonych
kołem, rombem, liściem o kształcie sereowatym, zda­
rzały się egzemplarze O' znacznie bardziej rozbudo­
wanych motywach dekoracyjnych, jak np. równora­
mienny, o rozszerzonych końcach krzyż, główki ptasie
pojedyncze, niekiedy podwójne wychylone na zew­
nątrz albo też zwrócone k u sobie, głowy końskie,
a także, sporadycznie, wyobrażenia całej postaci ko­
nia, czasem łącznie z jeźdźcem ( i l . 15—17) .

Drugą grupą wyrobów kowalskich byłyby różnego
rodzaju okucia (żelazne spoidła, zaczepy i uchwyty),
używane głównie do wozów wyjazdowych — wasągów, wasążków, sani oraz do d r z w i budynków
mieszkalnych. Wszystkie te w y r o b y pełniły ważną
rolę w konstrukcjach drewnianych. Łączyły, wzmac­
niały l u b całkowicie zastępowały części drewniane
w miejscach szczególnie narażonych na ich zużycie.

Skoble, ciągary i zawiasy pokrywano niekiedy na­
cięciami, czasami również p u n k t o w y m i wgłębieniami,
komponując z nich najprostszy ornament geometrycz­
ny lub roślinny. Sam kształt przedmiotu narzucał
już rozmieszczenie zdobiny, t a k i czy inny jej układ
(il. 14) .
A r c h i t e k t u r a domu, budowa wasągu czy sani były
to samoistne piękne formy plastyczne dodatkowo

25

II. 11. Sanie wyjazdowe: a) ciągar, b) sieki,
Łacha, pow. Kolno, wyk. ok. 1880 r.

c)

pojmo;

dzi, przyborów i sprzętów. Niektóre z nich (sośniki,
okucia wideł, chrapki, drejfusy i krzesiwka) wyszły
z użycia w t y m czasie n a zawsze. Inne znów (sierpy,
siekiery, ości, gagańce, skoblice i cieślice oraz przetyki) będą jeszcze długo występowały w inwentarzu
narzędzi gospodarskich, nie pełniąc jednak t a k waż­
nej roli j a k niegdyś .
24

"
'

Jw.
Do zwijania używano t y l k o młotka (ręczniak
lub ślichtamer), do skręcania — kleszczy l u b klesz­
czy i imadła (śrubstak), do wycinania i nacinania —
młotka i przecinaka (cinak, mesel), do&gt; p u n k t o w a ­
nia — młotka i punktaka (punkciak,
durślak, dornik). Techniki te w żargonie miejscowych k o w a l i nie
miały specjalnych nazw,
2

204

26

27

26 Występowanie zamków zapadkowych ze zdo­
biną wyobrażającą konia l u b jeźdźca na koniu na­
potkałem w e wsiach: Charciabałdzie. Brzozowym
Kącie, Z d u n k u i Cięcku (wszystkie — w pow. Ostro­
łęka).
W czasie badań terenowych nie uzyskałem
potwierdzenia używania przy tej technice zdobienia
specjalnych stempli,
27

�wzbogacane zdobnictwem właściwym dla użytego
tworzywa. W dążeniu by uczynić budowę piękną,
cieśla i stolarz koncentrowali szczególne wysiłki na
wykonaniu szczytu p a r t i i frontowej budynku miesz­
kalnego i drzwi. Okucia stanowiły uzupełniający
akcent plastyczny zdobnictwa w drzewie, kontrastu­
jący z n i m odmiennością barwy, faktury, w ogóle
całością formy, nie powodując jednak zachwiania
harmonii istniejących układów. To samo w zasadzie
można powiedzieć o okuciach wasągów i sani. N a j bogaeie&gt;j zdobiono tył każdego z tych pojazdów —
a więc partię, która była bardzo wyeksponowana na
widok publiczny, a jednocześnie znajdowała się od
strony, skąd n i e są dobrze widziane konie — naj­
ważniejszy element całego zaprzęgu. W saniach, po­
dobnie j a k w szczytach domów, dominowało zdob­
nictwo w drzewie, oparte nawet na tych samych
motywach; skręcony śrubowato gruby uchwyt żelaz­
ny stanowił t u już t y l k o uzupełniający akcent pla­
styczny ( i l . 11). Tę samą rolę pełniły żelazne „gziazdy", słońca, kółka i g r u c h a w k i n a tyłach wasągów.
Ożywiały one monotonną płaszczyznę plecionki. War­
to jeszcze dodać, że niektóre z tych okuć były luźno
montowane, specjalnie po to aby w czasie jazdy
towarzyszyło i c h brzęczenie .

zwracano uwagę wyłącznie na ich praktyczne zalety,
nie dbając o w a l o r y dekoracyjne.
Trzecią spośród przedstawianych grup stanowiłyby
w y r o b y o przeznaczeniu n i e u t y l i t a r n y m — kute k r z y ­
że (figury). Na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej
występowały w o m a w i a n y m czasie dwa zasadnicze
ich rodzaje — krzyże uzupełniające inne obiekty
i krzyże samoistne. Figury pierwszego rodzaju stano­
wiły zwieńczenia krzyży drewnianych (przydrożnych
i cmentarnych), kapliczek, b r a m cmentarnych oraz
szczytów budynków mieszkalnych. Żelazne krzyże
samoistne były odpowiednikami przydrożnych i cmen­
tarnych krzyży drewnianych.
Figury uzupełniające były niewielkie, rzadko w y ­
miary ich osiągały 50 cm szerokości i 70 cm wyso­
kości; najczęściej posiadały 20—30 cm szerokości
i 40—50 cm wysokości, a zdarzały się formy jeszcze
mniejsze. Krzyże drugiego rodzaju dochodziły nieraz
do ok. 5 m wysokości (łącznie z kamienną podstawą,
na której zawsze były umieszczane) i ok. 1,5 m szero-

28

Wszystkie omówione wyżej w y r o b y zdobiły m i e j ­
sca bardzo eksponowane, najważniejsze w obiektach,
w którydh występowały, powodując skoncentrowanie
na nich uwagi. Sprzyjało t e m u stosowanie takich
zdobniczych technik kowalskich, które polegały na
kształtowaniu bryły czy k o n t u r u przedmiotu, a nie
na zapełnianiu jego płaskich powierzchni. Przedmio­
ty zdobione n a powierzchni nacinaniem l u b punkto­
waniem zdarzały się sporadycznie, a i wówczas po­
łączone t o było z modelowaniem całości przedmiotu,
tworzeniem surowych, nie rozbudowanych ornamen­
tów, kompozycyjnie nie rozbijających .jego s t r u k t u r y .
Omawiana grupa wyrobów kowalskich jest dla nas
najbardziej interesująca. Rozwój j e j (jeśli już nie
pojawienie się) przypada n a siedemdziesiąte i dalsze
lata X I X w .
Poza s w y m k o n k r e t n y m , użytkowym
przeznaczeniem, omawiane w y r o b y miały służyć zdo­
bieniu, miały wzmacniać działanie estetyczne tych
obiektów, w których j e stosowano, a które świadczy­
ły o zamożności właściciela, o jego zaradności. Do
takich obiektów należały: wóz i sanie, w których
można było pokazać się na j a r m a r k u czy przed kościo­
łem oraz — dom mieszkalny, wystawiony przy d r o ­
dze na w i d o k przechodniów. Wozy i sanie używane
wyłącznie do celów gospodarczych uzbrajano w o k u ­
cia bez porównania oszczędniej, a w budynkach go­
spodarczych długo jeszcze utrzymywały się drewnia­
ne urządzenia zastępujące żelazne. Przy w y k o n y w a ­
niu okuć w obiektach o charakterze gospodarczym

0

O

2 9

Por.: A. Ohętnik, Z kurpiowskich
borów,
Lwów 1930, s. 16, 48, 81. Inf. T. K u t a : „Na każdym
zgęciu i n a tyle były przysądzone kółka, nazywali je
gruchawkami, to n a drodze brzum, brzum r o b i l i . "
Patrz również przyp. 55.
Na podstawie wypowiedzi informatorów w y ­
mienionych w przyp. 11 i 19.
28

29

IL 12. Ciągary
saniowe:
a) Dąbrowy, pow. Ostrołę­
ka, wyk. ok. 1890 r., b) Zdu­
nek, pow. Ostrołęka, czas
wykonania
nie
ustalony.
II. 13. Zawiesy,
Wolkowe,
pow. Ostrołęka:
a) wyk.
ok. 1888 r., b) wyk. ok.
1914 r.
II. 14. Skubie:
a) Długie, pow. Ostrołęka,
wyk. ok. 1875 r., b) Popioł­
ki, pow. Kolno,
wyk. ok.
1887 r., c) Bandysie,
pow.
Ostrołęka, wyk. ok. 1914 r.,
d)
Charciabałda,
pow.
Ostrołęka, wyk. ok. 1880 r.,
e) brak bliższych danych.
Wg:
R. Reinfuss
„Pol­
skie ludowe kowalstwo ar­
tystyczne", „Pol. Szt. Lud.",
1953, nr 6, s. 368.

li:

c

�kości; najczęściej
posiadały 20—30 cm szerokości
i ok. 1 m szerokości .
Krzyże małe kuto z surowca, jaki się nadarzył,
z wszelkiego rodzaju ścinków i odpadków. Natomiast
owe figury o imponujących wymiarach wymagały
specjalnych sztab, jakich używano do wyrobu osi
u wozów względnie okuwania kół, a niekiedy dodat­
kowo jeszcze sporej ilości taśm bednarskich.
Krzyże, które zatykano n a szczycie domu czy
bramy cmentarnej lub wbijano w wierzchołek drew­
nianego krzyża czy kapliczki, wykuwano ze sztabki,
sztywnego pręta lub formowano z drutu lub taśmy,
skuwając zawsze
ich podstawę w ostry szpic
(il. 20—24). Krzyże przybijane do desek w szczycie
frontowym budynku mieszkalnego wycinano z płatów
rozklepanego żelaza lub gotowej blachy ( i l 18, 19).
Zależnie więc od przeznaczenia, wymagały one za­
zwyczaj zastosowania określonego materiału i określo­
nej jego obróbki. T o z kolei decydowało zasadniczo
o formie plastycznej krzyża.
Wśród figur, które zatykano i wbijano, występo­
wały formy mniej lub bardziej rozbudowane. Zdarzały
się najprostsze, kiedy krzyż stanowiły dwa odpowied­
nio zespawane pręty żelaza lub sztabki na końcach
lekko rozklepane . Niekiedy miały one specjalnie
wydłużone ramiona i wówczas znajdowały się na
nich dodatkowo mniejsze trzy krzyże . Krzyże wy­
konane
ze sztabek
żelaza wzbogacały czasami,
w miejscu skrzyżowania ramion, d w a krzyżujące się
(pod innym kątem niż ramiona) ostro zakończone prę­
ciki, mające wyobrażać promienie, a u podstawy —
przystrój w postaci dwóch rozchylających się na boki
szerokich liści lub stylizowanych kwiatów na fali­
stych łodygach (il. 20 a, b, 22) .
30

31

32

33

Znacznie bardziej rozbudowaną formę
wiały figury o ramionach rozdzielonych
II. 15. Zapadka, wys. 30 cm, Dęby, pow. Ostrołęka,
wyk. ok. 1890 r. 11. 16. Zapadki:
a) Dąbrowy, pow.
Ostrołęka, czas wykonania
nie ustalony,
b)
Dylewo,
pow. Ostrołęka, wyk. ok. 1880 r., c) Wach, pow. Ostro­
łęka, czas wykonania nie ustalony, d) Parzychy, pow.
Ostrołęka, wyk. ok. 1900 r., e) Turośl, pow. Ostrołęka,
czas wykonania nie ustalony, f) Dobrylas, pow. Łom­
ża, wyk. prawdopodobnie
ok. 1880 r., g) Kozioł, pow.
Kolno, wyk. ok. 1885 r.

przedsta­
na dwie

Dane te podaję n a podstawie 42 zinwentaryzo­
wanych obiektów. Por. Arch. Zakł. Etnograf. IHKM
P A N w Warszawie.
Tego rodzaju krzyże można jeszcze dzisiaj
napotkać prawie w każdej wsi n a terenie Kurpiow­
skiej Puszczy Zielonej.
Por.: A. Ohętnik, Z Puszczy
Zielonej,
„Zie­
mia", t. V, 1914, s. 152.
Por.: A. Chętnik, Z Puszczy
Zielonej,
cyt.
wyd., s. 152; tenże, Kurpie, Kraków 1924, s. 68; ten­
że, Puszcza Kurpiowska,
Warszawa 1913, s. 79.
30

31

32

33

�lub trzy części i półkoliście, a niekiedy esowato skrę­
conych końcach (il. 20 c, d, 22). Wykonywano je
zawsze z jednego kawałka żelaza. Niezwykle piękny,
właściwy strukturze tworzywa przystrój tych krzyży
pozwala zaliczać je do poważniejszych osiągnięć
artystycznych kurpiowskich kowali. Krzyże te w y ­
stępowały dosyć często we wsiach centralnej części
Kurpiowszczyzny
Zdarzały się również dość powszechnie formy cha­
rakteryzujące się użyciem rozmaitego gotowego s u ­
rowca (obok grubych prętów i sztabek żelaza — cien­
kiego drutu, taśm czy nawet blachy), przy zastosowa­
niu różnych technik kowalskich. W tych wypadkach
właściwy krzyż, a najczęściej wielokrzyż, wykonany
np. ze sztabki, taśmy żelaza czy drutu, uzupełniały
wyobrażenia promieni, ciał niebieskich, głównie
słońca, rzadziej księżyca i gwiazd (il. 23, 24). Krzyże
te występowały zawsze jako zwieńczenia szczególnie
ważnych obiektów, bram cmentarnych, kapliczek,
rzadziej drewnianych krzyży wystawionych n a jakąś
wzniosłą intencję.
Figury wycinane z płatków rozklepanego żelaza
lub gotowej blachy, które przybijano n a frontowych
szczytach domów, aby były dobrze widoczne z dużej
odległości, nie mogły mieć, tak j a k większość krzyży
opisanych wyżej, delikatnej, rozdrobnionej
formy.
Ich widoczność n a tle ciemnych desek uzależniona
była od szerokości płaszczyzn ramion, które przy
odpowiednim ustawieniu się patrzącego jaśniały n a
tle drewna, odbijając promienie słońca. Dlatego też
wszystkie te umieszczane n a deskach krzyże starano
się ciąć jak najgrubiej, nie zabiegając o jakiś bar­
dziej zróżnicowany rysunek konturu (il. 18).
Krzyże n a szczytach domów występowały często
łącznie z wyobrażeniami słońca, księżyca lub zastę­
pującego go koguta, niekiedy również gwiazd. Czasa­
mi zamiast tych wyobrażeń pojawiały się przedsta­
wienia ludzi lub koni (il. 18d). Uzupełniające krzyż
figury również wycinano z płatków żelaza albo bla­
chy. Przybijano je w pobliżu krzyża u jego podstawy,
zawsze jednak w pewnej odległości, aby były dobrze
widoczne, nie starając się, jak to zazwyczaj bywa,
wiązać ich w jedną, zamkniętą konstrukcyjnie całość.
Krzyż i umieszczone Obok figury wraz z rozsiany­
mi po powierzchni desek blaszanymi podkładkami
pod główki gwoździ (nazywanymi szajblonami, pie­
rożkami, gziazdami), stanowiły jedną pięknie zakom­
ponowaną całość, a przy odpowiednim oświetleniu
budynku dawały silny efekt dekoracyjny .
35

Dotyczy w s i : Cięck, Dudy Puszczańskie, T u rośl, Wolkowe, Wydmusy (wszystkie — w pow. Ostro­
łęka).
Por.: A. Chętnik, Chata Kurpiowska,
Warsza­
wa 1915, s. 29—33; M. Pokropek, Budownictwo
na te­
renie Zielonej
Puszczy Kurpiowskiej
od końca XIX
do polowy XX w., „Prace Działu Etnografii P A N " ,
z. 5 (w druku).
Na podstawie analizy figur ze w s i : Dąbrowy,
Dóbrylas, Cięck, Brodowe Łąki, Łodziska, Szwędrowny Most, Golanka, Pupkowizna, St. Myszyniec, Po­
rody, Tatary, Turośl, Wolkowe i in.
Dotyczy w s i : St. Myszyniec, Biełusny Lasek,
Dóbrylas, Borkowo.
81

35

38

37

U. 17. Zapadka, wys. 18 cm, Charciabałda
pow. Ostrołęka, wyk. ok, 1880 r.

Krzyże żelazne, które nie uzupełniały architektury
budynku, bramy cmentarnej czy kapliczki, a więc
które miały oddziaływać samodzielnie, reprezentowały
formy najbardziej rozbudowane. Tutaj kowal miał
możność wykazania się najwyższymi umiejętnościami.
Powodowało to powstawanie kompozycji bardziej zło­
żonych, w których sam krzyż stanowił już tylko
osnowę konstrukcyjną całości.
Na podstawie analizy kilkudziesięciu zachowa­
nych do dzisiaj obiektów można wnioskować, iż w tej
dziedzinie wytwórczości
kowalskiej
obowiązywało
kilka zasadniczych wzorów . Sprowadzały się one do
wyboru w górnej partii krzyża, ponad jego podstawą,
odpowiednich miejsc na wmontowanie dodatkowych
elementów plastycznych. Takimi miejscami mogły
być końce ramion krzyża, środek ich skrzyżowania,
partie pomiędzy końcami ramion i wreszcie prze­
strzeń po bokach prętu, stanowiącego podstawę figu­
ry, tuż pod ramionami (il. 25—28, 31).
* Powtarzały się również motywy plastyczne, które
uzupełniały sam krzyż. Najczęściej były to krzyżyki
0 wyższych lub niższych podstawach, liście i gałązki
(palmy),
kwiaty (grzybziele,
lelje),
potraktowane
mniej lub bardziej, naturalistycznie, oraz promienie
zawsze ujęte po trzy i faliście wygięte. Elementy
te wykonane były z prętów żelaza przy zastosowaniu
takich technik kowalskich, jak sklepywanie, zwijanie
1 skręcanie. Często na tych krzyżach wycinano z płat­
ków sklepanego żelaza lub blachy — wyobrażenia
słońca, gwiazd i koguta . Przedstawienia księżyca
36

37

�i gwiazd powtarzały się bez większych różnic w ich
formie. Natomiast słońce przedstawiano za pomocą
rozmaitych figur, nieraz tak symbolicznych, wykona­
nych według jakichś dawnych konwencji, że zupełnie
nie kojarzyły się z obiektem, który miały wyobra­
żać (il. 32).
Kowale — opierając się na ogólnie, rozpowszech­
nionych wzorach, wykorzystując niejednokrotnie t a ­
kie same motywy plastyczne, stosując wreszcie- te
same techniki — tworzyli jednak za każdym razem
zupełnie własne, nie powtarzające się kompozycje.
M i m o wielorakości użytych elementów plastycznych,
dużej rozmaitości motywów zdobniczych, oddziałują
one zawsze całą doskonale zorganizowaną powierzch­
nią. Sprzyja temu w i e l k a prostota i szlachetność kon­
turów elementów kompozycyjnych,
decyduje
jed­
nak — symetryczno-rytmiczny montaż.
Krzyż, uchodzący oficjalnie za symbol męki Chry­
stusa i w i a r y w jego naukę, traktowany był przez
Kurpiów w omawianym czasie przede wszystkim j a k o
konkretny przedmiot posiadający właściwości od­
straszające wszelkie zło i chroniące przed n i m . Był
on również dla Kurpiów symbolem ludzkiej niedoli
stanowiącym w stosunkach człowieka z Bogiem
najskuteczniejszą
symboliczną ofiarę
przebłagalną,
proszalną lub dziękczynną. Wzniesiony na rozstaju
dróg przed wejściem do wsi, miał bronić wstępu
zarazie morowej, chronić przed niedostatkiem głodo­
wych lat, odstraszać omentrów, mary, wszelkie złe
d u c h y . Ustawiony przed obejściem l u b przybity do
szczytu domu, miał je chronić przed gromami, ogniem,
zabezpieczać rodzinę przed niepłodnością, u r o k i e m
złych ludzi i t p .
Jednocześnie w każdym z tych
wypadków krzyż stanowił symboliczną ofiarę Bogu
na określone intencje .
38

3 9

40

Wydaje się, że ikonografia w i e l u kowalskich figur
wyrażała w jakiejś mierze charakter tej ludowej
interpretacji symbolu krzyża. Występowały na nich
dodatkowe przedstawienia krzyża, wyobrażenia słoń­
ca, księżyca i gwiazd. Ilość uzupełniających krzyży
Na podstawie
wiadomości uzyskanych o d :
W. Kadłubowskiej (ur. 1864), w. Białobrzeg Bliższy;
M. Strzemiennej (ur. 1868), w. W y k r o t ; J . Puchal­
skiego (ur. 1872), w. Zalas; St. Gwiazdy, J . Stachelka,
J. Serowika i i n . Wydaje się, że zbieżność dat w y ­
stawienia w i e l u figur na Kurpiowszczyźnie z klęską
głodową w 1880 r. nie jest przypadkowa. Por.:
J. Osiecki, O Kurpiach.
Rzut oka na przeszłość Kur­
piów i o klęsce głodowej jaką dotknięci
zostali,
„Wiek", Warszawa 1881, n r 108 s. 3, oraz [bez autora]
Głód na Kurpiach,
„Tygodnik Ilustrowany", 1881.
nr 278.
Por.: Powyżsi informatorzy oraz M . Golanek
(1890), w. Borkowo; F. M o r d w a (1885), w. K r u k o w o ;
A. Waśkiewicz (1885), w. Waszki; J . Zajk (1875),
38

39

odpowiadała zawsze magicznej
liczbie trzech lub
siedmiu. Najprawdopodobniej
miały one potęgować
apotropeiczne
właściwości krzyża głównego . Na
krzyżu wieńczącym bramę cmentarną w Turośli
(11. 23) zawieszone zostały trzy dzwoneczki. Być może ,
iż rozkołysane w i a t r e m również miały odstraszać
„złe", w t y m w y p a d k u zastępować drogę duszom po­
kutującym, gdyby pragnęły przekroczyć bramę .
Otaczanie krzyża symbolami słońca, księżyca i gwiazd
mogło z kolei wyobrażać miejsce królestwa bożego
albo nawet wyrażać hołd wierze w wszechogarniające
istnienie Boga , mogło również przypominać O' prze­
m i j a n i u czasu, o krótkotrwałości życia, nawoływać
do właściwego jego spędzenia . Natomiast zdobiny
w postaci kwiatów — grzybzieli,
lelji
i gałązekpalm — były niewątpliwie wyrazem adoracji symbolu
krzyża.
41

1

42

43

44

Jakkolwiek by się jednak tłumaczyło treści ukryte
w tych wszystkich dodatkowych motywach współwystępujących łącznie z krzyżem, nie ulega kwestii,
że wyrażała się w nich również potrzeba twórców —
tworzenia piękna.
Czas pojawienia się wszystkich rodzajów bardziej
rozbudowanych f o r m krzyży kutych na terenie K u r ­
piowskiej Puszczy Zielonej należy określić dopiero
na siedemdziesiąte, a niekiedy nawet osiemdziesiąte
lata X I X w. , kiedy to prawie każda wieś fundo­
wała sobie kutą figurę, wiele zaś zamożniejszych go­
spodarstw wznosiło je przed obejściem, u granic pola
lub na grobie bliskiej osoby. Jeśli zdarzały się
wcześniej n a t y m terenie żelazne, k u t e krzyże, to
jedynie najprostsze ich formy, niewielkich wymiarów,
przy t y m zawsze jako zwieńczenia innych obiektów.
45

W o m a w i a n y m okresie ambicją każdego fundatora
krzyża było nadanie m u wyglądu j a k najbardziej
okazałego. Dlatego też następuje wtedy stały rozwój
f o r m wyłącznie samoistnych, o dużych rozmiarach,
coraz bardziej wyszukanych w kompozycji. Proces
ten t r w a nieprzerwanie do I wojny światowej. Po
wojnie upadek rzemiosła kowalskiego obejmuje róww. Leman. Cz. Pietkiewicz, Krzyż i diabeł w wierze­
niach Białorusinów, „Ziemia", 1930, n r 10.
Por.: „Offiara
Naywyższemu
na ubłaganie
Maiestatu
o zwolnienie
plagi grasującej
CHOLERY
w roku 1831". Napis na krzyżu we w s i Drążdżewo,
pow. Przasnysz.
Por.: G. J . Zieliński, Zwyczaje
myśliwskie,
„Wisła", t. X I V , 1900, s. 756.
W tradycyjnych wierzeniach ludowych prze­
konanie o magicznym działaniu dźwięków, o apotropeicznych właściwościach dźwięku wydawanego przez
dzwony występuje niezwykle powszechnie.
Patrz przyp. 38—39.
Jw.
Patrz przyp. 11 i 18.
I
40

41

42

43
44

45

II. 18. Krzyże przybijane
na szczytach budynków mieszkalnych:
a) Brzozowy
Kąt, pow. Ostrołęka, wyk. ok.
1870 r., b) Borkowo, pow. Kolno, wyk. ok. 1880 r., c) Stary Mszyniec, pow. Ostrołęka, wyk. ok. 1900 r„ d) Biełuszny Lasek, pow: Ostrołęka, wyk. prawdopodobnie
pod koniec XIX w.

�nież wytwórczość krzyży. Figury, które pojawiają się
w okresie międzywojennym, pochodzą
najczęściej
spoza terenu Kurpiowskiej Puszczy Zielonej, kupo­
wane na targach, niekiedy sprowadzane aż z War­
szawy .
46

Nasuwa się pytanie, gdzie szukać przyczyn poja­
wienia się i tak znacznego roawoju omawianej dzie­
dziny wytwórczości kowalskiej. A b y mówić jednak
o przemianach w zakresie świadomości mieszkańców
Kurpiowszczyzny konieczne jest spojrzenie wstecz na
ich przeszłość.
W okresie pierwszych lat po skolonizowaniu tere­
nu Kurpiowskiej
Puszczy Zielonej,
jak wynika
z ówczesnych źródeł — ludność żyła t u w bezboż­
nictwie, bez
duszpasterzy, nie związana z żadnym
stałym ośrodkiem k u l t u religijnego . Przenikała t u
natomiast działalność ewangelicyzmu
z sąsiednich
Mazur, szerzył się również a r i a n i z m W p ł y w y te,
jak się wydaje, spowodowały raczej reakcję ze strony
katolickiej diecezji w Płocku i Łomży, aniżeli prze­
miany w religijności Kurpiów. Pierwszym zdecydo­
wanym aktem mającym przeciwdziałać „herezji" było
założenie przez misję jezuicką kościoła nad granicą
mazurską, w dzisiejszym Myszyńcu . To, że jezuici
zajmowali się propinacją i m i e l i ciągłe spory z k o n ­
kurentami ze strony administracji starościańskiej,
utrudniało i m bardzo pracę duszpasterską . Wydaje
się, iż założenie w dalszych latach kościołów w K a ­
dzidle, Dąbrówce i L i p n i k a c h również nie przyniosło
od razu jakichś wyraźniejszych s k u t k o w i . Na nie­
moralny żywot Kurpiów (szczególnie zaś kobiet),
na wielką oporność ich w przyjmowaniu zasad gło­
szonych przez kościół, narzekają badacze K u r p i o w ­
szczyzny jeszcze w połowie X I X w. Pierwsze bar­
dziej zasadnicze rezultaty akcji umoralniającej w sto­
sunku do Kurpiów, prowadzonej głównie przez pro­
boszczów, zostają osiągnięte dopiero w drugiej po­
łowie X I X w .
47

49

50

51

5 2

Nagięcie miejscowej
ludności do elementarnych
nieraz p r a k t y k religijnych, nakłonienie jej do n a j ­
prostszych f o r m k u l t u , stworzyło k l i m a t niezbędny
do przyjęcia się zwyczajów, które w innych rejonach
kraju obowiązywały już od dawna. Wydaje się, żę ten
opóźniony proces, swego rodzaju wtórnej chrystiani­
zacji w dalszych latach spowodował na K u r p i o w 46

g . T. K u t y , W. Wasilewskiego i J . Zegi.
Por.: L. K r z y w i c k i , op. cit., s. 537—538; B. Ba­
ranowski, op. cit., s. 59—©1; I . Baranowski,
Najstar­
szy opis Puszczy
Kurpiowskiej",
„Ziemia", t. I I ,
1911, s. 279.
Por.: B. Baranowski, op. cit., s. 60.
J w . oraz S. Załęski, Jezuici w Polsce,
Kra­
ków 1905, t. I V , cz. 3, s. 1030.
B. Baranowski, op. cit., s. 60.
W

47

48

49

50

II. 19. Szczyt budynku mieszkalnego
z krzyżem oraz
wyobrażeniami słońca i księżyca, Borkowo, pow. Kol­
no, wyk. ok. 1880 r.

szczyźnie silniejsze niż gdzie indziej natężenie de­
wocji i wszelkiego rodzaju najprostszych form k u l t u .
Odnosi się dzisiaj wrażenie, że rozpowszechniająca
się pod koniec X I X w . w tutejszych gromadach w i e j ­
skich i poszczególnych gospodarstwach potrzeba fun­
dacji okazałych figur kutych była w jakiejś mierze
jednym z przejawów tego rodzaju zjawisk.
Przegląd zachowanych zabytków tradycyjnej w y ­
twórczości kowalskiej na terenie Kurpiowskiej Pusz­
czy Zielonej pozwala się zorientować j a k w poszcze­
gólnych grupach wyrobów dążenia i wartości artyW Kadzidle kościół został założony w 1740 r.,
w L i p n i k a c h — kaplica w 1778 i w Dąbrówce —
również kaplica w 1798 r.
51

Por.: A. Połujański, Wędrówki po
guberni
augustowskiej,
w celu naukowym
odbyte, Warsza­
w a 1859, s. 65—69; A. Zakrzewski, Z Puszczy
Zie­
lonej, „Wisła", 1887, s. 597; D. Daszewski, Moralność
i umoralnienie
Kurpiów, Płock 1903, s. 9.
52

71. 20. Krzyże żelazne zwieńczające krzyże drewniane:
a) Brzozowy
Kąt, pow. Ostrołęka, wyk. ok. 1880 r.,
b) Szwendrowny
Most, pow. Ostrołęka, wyk. ok. 1885 r., c) Wolkowe, pow. Ostrołęka, czas wykonania
nie usta­
lony, d) Turośl, pow. Kolno, czas wykonania
nie ustalony.

cp
o 1

Ł

t

n

O

�zbliżają się do wytworów nieutylitarnych (np. krzy­
że) — tym bogaciej występują w nich elementy wy­
bitnie dekoracyjne. Jednocześnie w miarę rozrastania
tej dekoratywności — obiekty stają się coraz bardziej
indywidualnym dziełem określonego twórcy-kowala,
a coraz mniej — osiągnięciem zbiorowym całych
pokoleń tych rzemieślników. Jeśli w narzędziach,
przyborach i sprzętach służących do pracy można za­
sadniczo doszukiwać się wartości ukształtowanych
w długotrwałym procesie stapiania się zbiorowych
doświadczeń twórców i użytkowników, o tyle już
w wytwórczości np. n a potrzeby
budownictwa,
a przede wszystkim w kutych krzyżach, uwidacznia
się piętno pochodzenia z konkretnego warsztatu, czy
nawet od twórcy o określonych upodobaniach i zdol­
nościach . Anonimowość tych dzieł, brak w więk­
szości wypadków jakichkolwiek danych o ich pocho­
dzeniu, nie pozwala n a ukazanie postaci autorów
i tym samym n a podjęcie próby przedstawienia
istniejących zależności między charakterem poszcze­
gólnych wyrobów a indywidualnością ich twórców.
53

II. 21. Krzyż nagrobny
Kolno, wyk. 1890 r.

na cmentarzu,

Turośl,

pow.

styczne rosną lub słabną zależnie od przeznaczenia
obiektów, od spełnianej przez nie funkcji podstawo­
wej. Najsłabiej pod tym względem przedstawia się
grupa narzędzi, przyborów i sprzętów związanych
z pracą produkcyjną, o wiele lepiej — grupa w y ­
robów na potrzeby gospodarstwa domowego. Bardzo
silnie zaznaczają się dążenia artystyczne w grupie
spoideł, zaczepów i uchwytów — a w wytwórczości
kutych krzyży osiągają szczytowe nasilenie.
Można więc stwierdzić, że i m słabiej poszczególne
wyroby wiążą się z pracą produkcyjną, i m bardziej
53 przykładem mogą być np. krzyże z Wachu
i Tatar.
Wydaje się, że kowale największą przyjemność
znajdowali w pracy wybitnie efektywnej, nie wyma­
gającej, jak mówią, „łamania głowy". Z szeregu w y ­
powiedzi można wnioskować, że znacznie większe
zadowolenie dawało i m okuwanie np. wozu, czy
kręcenie świdrów lub klepanie motyk, aniżeli arty­
styczne modelowanie krzyży. „Chęć mie pociągała do
rzemiosła więcej niż do rolnictwa. Ciepałem się
bednarstwa, ale to jednolite, stale ta sama robota.
Ciepałem się szewstwa, ale to stale tseba było sie­
dzieć, as mnie tyłek bolał. Wziełem się za kowal­
stwo — rozrywca robota, nieuprzykrzona taka, pełno
zawdy chłopów, gawędka, wciąż wesoło, a przy
innych robotach to takiego ściągu nie ma. Krawiec,
siewc, to żadnej cery n i miał, zuziędniałe takie,
a kowal na powietrzu stale... Każdy kowal mniał do
cegoś zręcność. Julkowie robił ksyze, siekiery, wozy
i sośniki. Jek Julkowie okuł sośnik, to i baba nabiła
i można było orać. Kowalcyk był specijalista od
świdrów, on miał do tego zręcność. J a to najlepiej
łubie kuć wozy, bo to sporo idzie roboto i zapłata
dobra. Psy ksyzach to ksyzowa robota, tseba se n a łamać głowę, jak te powywijać filory, rozweselenia...
Robota u mnie musi mieć wygląd, to nie znacy, zeby
była dobro, ale była cysta, gładka. Drudzy to pod­
rabiają pilnikiem, a u mnie to tyło rotoota wychodzą,
spod młota osie jak tocone." (J. Zera, w. Kadzidło).
51

Charakter przedmiotów, które były świadomie
dekorowane i rodzaj stosowanych technik zdobni­
czych pozwala sądzić, iż artystyczna twórczość ko­
walska n a terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej
rozwinęła się nie tyle pod wpływem potrzeb este­
tycznych samych twórców, czy też pod wpływem
konkurowania ze sobą, ile pod silnym działaniem
określonych zamówień społecznych. T y m tylko można
na tym terenie wytłumaczyć brak zdobionych obiek­
tów należących do narzędzi pracy samego kowala
czy też mających przeznaczenie wyłącznie gospodar­
cze, a także brak zdobionych wyrobów, które były
użytkowane w warunkach utrudniających ich oglą­
danie. T a k samo można tłumaczyć stosowanie przez
nich takich głównie technik dekoratorskich, które
wzbogacały kształt, kontur przedmiotu, z pominię­
ciem jego płaskich powierzchni .
54

Przypuszczenie o kształtowaniu się charakteru
artystycznej
twórczości kowalskiej
głównie pod
wpływem określonych zamówień społecznych znaj­
duje dalsze potwierdzenie w uwagach na ten temat
samych kowali oraż użytkowników ich wyrobów.
Informatorzy — mieszkańcy wsi położonych na po­
graniczu Kurpiowszczyzny i obszarów z nią sąsiadu­
jących — mając możliwość stałego porównywania
występujących stosunków w tych rejonach, dostar­
czają szczególnie cennych wiadomości. „Na Puscę się
robiło różne gruchawki, gwiazdy, krzyżyki z blachy,
bo oni się w tym lubili. J a k się robiło wasążek, to
zawdy trzeba było to wszystko zrobić, parę złoty
więcej dali. Było u nich takie zakochanie. Szlachta
miała swoją gładką robotę, żadnych przystrojów nie
lubili. Opiłować to tak, ale juz pachem nie malować,
a Pusca pachem, a j a k ześ nie umalował, to wielka
żałość: «cemuś majsterku nie umalował*-, a szlachcic

II. 22. Krzyż żelazny.
Wg: A. Chętnik „Kusrpie", Kraków 1924, s. 68.

�II. 23. Krzyż

wieńczący

bramę cmentarną,

Turośl,

paw. Kolno,

przysed i zastrzeg: «panie majstrze j a proszę żadnego
pachu». K u r p j a k m u gruchało psy wasążku, to się
ciesył, ho j a k b y m u w kieseni... U sani clągary m u ­
sowo skręcone, bo j a k nie, t o &lt;&lt;nie psięknie — niech
pon ukręci*, zawdy prosili. Zawiasę w liść, w k w i a t
zakońcyć, b u c h t o w a l i m różne zakońcenia. U zapadek
robilim orlany z d w o m a cubkami, bo na Puscę trze­
ba było zawdy wyrobić różne ptaski. D r u g i e tseba
było cienko odciągnąć, skręcić, bo j a k gładko, t o
»nie psiękno — n i c h pon zrobzi j o k i e filory«, zawdy
p r o s i l i . " „Tu to psewaznie były proste ksyze. Były
i woziki-wasągi. K o w a l wykuł psy nich t y l k o to co
tsa do siły, a żadnych cacków n i e tseba było. T a m
na Puscy, to się interesowali cackami, to r o b i l i z róż­
nymi z y g z a k a m i . "
„Oni [ K u r p i e — J . O.] t u psyjezdzali pracować całymi gromadami do pielenia, do
żniw. A l e to j a k j a byłam mała. T o wesoły naród.
Jak śli do pracy, to całą drogę śpiewali i tańcyli.
Ładne mieli k a f t a n i k i , zakładecki, pliseoki, w a r k o cyki, choć to K u r p i e . "
„Chodzilim po nięso do
Kurpsiów n a j e r m a r k do Mysińca — k o n i a m t a m
kupsił. Mało co robzili, t y l k o kochali się w
toniach
i przystrojstwach rozmaitych. Pracozite nie b y l i ,
niezapracozite, proste ligoty b y l i . "
„Za granicą żyją
złodzieje pierwsej" klasy — m n i e żakiet zabrali, sąsiadoju rozzuli z butów, drugiemu posiadali na konie
i pojechali. A żyli o n i j e k pielgzymy, n a górce polezyć w chłodzie, a do Prus n a złodziejstwo psyjść, t o
ich zajęcie. Baby i c h j e k cyganki nieządern żyły.
Dobrodziejów to u m i e l i udawać — saniami jeździli
po gryce kiedy kściała albo bociana łapali i w y n o ­
sili, zeby i m t r a w y nie deptał." „Kurpie, to naród
55

56

5 7

58

59

wyk. ok. 1880 r.

prostszy. Wczoraj wyzwałam ich od kurpiów, bo m i
płoty porozjeżdżali, j a k na j a r m a r k jechali. T a m
ludzie gorse — chamowate, osukańcy. Pana Jezusa
by sprzedali. Oni się t a k strojo, różności dłubio, zeby
osukać, ze inse z nich l u d z i e " . „Tam zwykłe K u r ­
pie. Chcą pokazać, że t o o n i o d szlachty lepsi i wszyst­
ko lepiej potrafią robić, a niech ta."
Ludność Kurpiowszczyzny w podstawowej masie
wywodzi się, j a k wiadomo, spośród zbiegów pań­
szczyźnianych, l u d z i ściganych, surowo sądzonych
przez ówczesne p r a w o . Dzięki osiedleniu obszaru
należącego do dóbr królewskich, spotkała się ońa
jednak z p e w n y m uprzywilejowaniem, szeregiem swo­
bód niedostępnych d l a zwykłych chłopów. Fakt ten
miał ogromne znaczenie d l a 'kształtowania się osobo­
wości i postaw społecznych tej ludności. Udział
Kurpiów w walce ze Szwedami, i c h zatargi z a d m i n i ­
stracją starośctańską, krnąbrność wobec zabiegów
60

61

62

55

Kolno.

W. Florczykowski

(ur. 1888), w . Kozioł, pow.

G. Budziszewski (ur. 1875), w . Golany, pow.
Przasnysz.
M . Kowalewska (ur. 1870), w . Czerwin, pow.
Ostrołęka.
F. Pacia (ur. 1873), w . Piasutno, pow. Szczytno.
L . Faleński (ur. 1878), w . Pogubię Średnie,
pow. Pisz.
S. D y t r y c h (ur. 1887), w. Przeradowo, pow.
Maków Maz.
U . U b a (ur. 1875), w . Czartoria, pow. Ostro­
łęka.
Por.: B . ' Baranowski, Czy szlachta w
XVII
i XVIII
w. magla chłopów karać śmiercią, „Państwo
i Prawo", 1948, z. 12, s. 43.
5S

57

58

59

60

61

62

211

��II. 29. Krzyż przydrożny, Chojny, pow.
Łomża. II. 30. Krzyż, wys. 83. Zb. Muz.
Łomża. 11. 31. Krzyż, Dóbrylas, pow.
Łomża, wyk. 1886 r.
i.
li,'

misji jezuickiej, wreszcie postawa w stosunku do
zaborców, pozwoliły L . Krzywickiemu tak scharakte­
ryzować tę ludność. „Jest to jedyny Odłam z pośród
naszego ludu, który usiłował, że tak powiem, robić
i układać własnoręcznie swoją historię ,[...] nie byli
biernymi widzami, lub lepiej, biernym źródłem środ­
ków walki dziejowej •[...] I dzisiaj samodzielność K u r pika, oryginalność poglądów i przede wszystkim
wiara w samego siebie i swoje siły występuje w spo­
sób wymowny."
•
Przez najbliższych sąsiadów traktowani byli K u r ­
pie, jak już wiadomo, inaczej aniżeli n a to zasługi­
wali. Drobna
szlachta zaściankowa z obszarów
otaczających Kurpiowską Puszczę Zieloną od połud­
nia, wschodu i zachodu wytykała Kurpiom ich nieszlacheckie pochodzenie, Mazurzy szczycili się przed
sąsiadami zza granicy ewangelicyzmem bardziej r a ­
cjonalnym niż katolicyzm. Obydwie zaś sąsiedzkie
grupy tłumaczyły ubóstwo Kurpiów nie tyle ciężkimi
warunkami ich bytu n a nieurodzajnych, popuszezańskich glebach, ile hulaszczym, niefrasobliwym trybem
życia.
W tej sytuacji kształtowało się wśród mieszkań­
ców Kurpiowszczyzny powszechne pragnienie pozby­
1

83

cia się ciążącego piętna ludzi biednych, nie mają­
cych znaczenia. Wydaje się, iż starali się dać temu
wyraz wielokrotnie w swych dziejach, nie wyłącza­
jąc omawianego Okresu, kiedy nastąpiła pewna po­
prawa warunków ich życia. Wystawiane w tym cza­
sie domy, sprawiane zaprzęgi, stroje, jak i fundowane
figury nie tylko zaspakajały określone, najczęściej
praktyczne potrzeby, lecz jednocześnie miały być
swego rodzaju społeczną manifestacją zamożności czy
zaradności. Oczywiście nie dotyczyło to ogółu, lecz
głównie tych Kurpiów, którym rzeczywiście udało się
poprawić warunki bytowe. A l e nawet w tym wypad­
ku zamożność miała tylko charakter zewnętrzny.
Poziom elementarnych warunków życia (pożywienia,
higieny itp.) nie uległ zmianie. W tym aspekcie n a ­
leży traktować pobudki rozwoju wielu dziedzin twór­
czości artystycznej nie wyłączając kowalskiej.
Nasuwa się jeszcze pytanie, w jakim stopniu arty­
styczna twórczość kowalska Kurpiowszczyzny oma­
wianego okresu stanowi zjawisko oryginalne, ukształ­
towane na miejscu, nie powtarzające się. Niektóre
spośród składających się na nią wartości można od­
naleźć w rzemiośle kowalskim występującym n a są­
siednich terenach Mazowsza i Podlasia. Żelazne n a ­
rzędzia, przybory i sprzęty używane do pracy z tych
obszarów — nie różniły się na ogół od kurpiowskich
ani pod względem konstrukcji, ani też sposobu w y ­
konania, w tym również dekorowania. Nie mogło być
inaczej jeśli się zważy, iż każdy prawie z tych w y ­
tworów
posiadał
nieraz
wielowieczną
tradycję.
Inaczej jednak było z wyrobami znajdującymi zasto-

63

Por. L. Krzywicki, op. cit., s. 537—538.

�sowande w transporcie i budownictwie, których poja­
wienie się w kulturze ludowej nie było t a k dawne.
Wprawdzie wozy czy sanie o takiej samej konstrukcji
(w t y m również elementów żelaznych) występowały
na rozległych obszarach północno-wschodniej Polski,
nie wszędzie jednak zdobiono j e tak bogato j a k na
całej Kurpiowszczyźnie. T a m zaś,' gdzie do przy­
strajania wozów i sani przywiązywano równie duże
znaczenie (jak na terenie Puszczy Zielonej), inne n a j ­
częściej obowiązywały techniki i w z o r y .
Podobne spostrzeżenia nasuwają się przy porówny­
waniu dekorowanych wykładek zamków zapadko­
wych. Większość motywów zdobniczych stosowanych
w wyrobach kurpiowskich posiadała zasięg ogólno­
polski . Jednak t a k dekoracyjnie rozbudowanych
zdobin, j a k np. wyobrażenie konia l u b jeźdźca n a ko­
niu, nie spotkałem poza Kurpiowszczyzną. Wydaje
m i się, że zwyczaj nabijania specjalnych okuć na
szczycie budynku mieszkalnego również ściśle się
wiązał z terenem k u r p i o w s k i m . Brak jest wreszcie
jakichkolwiek danych potwierdzających, że gdzie
indziej niż na K u r p i a c h robiono ozdobne przetyki
do kądzieli w kołowrotkach.
Osobnym problemem jest pochodzenie wzorów k u ­
tych krzyży, których t a k w i e l k a rozmaitość występo­
wała na terenie Kurpiowszczyzny. Jakieś najbardziej
bliskie w stosunku do nich analogie można zauważyć

wśród żelaznych krzyży spotykanych n a rozległych
obszarach, rozciągających się n a wschód i północnowschód od Kurpiowszczyzny, aż poza granice naszego
kraju. Wśród krzyży z Podlasia, radzieckiej Biało­
rusi, czy nawet L i t w y można natrafić n a szereg od­
powiedników tych najstarszych form, figur uzupeł­
niających, które występowały na terenie Kurpiow­
skiej Puszczy Z i e l o n e j . Być może, istniał jakiś
związek rozwojowy między f o r m a m i kutych krzyży
z tych graniczących ze sobą rejonów i krajów. Brak
bardziej pełnych w t y m zakresie danych nie pozwala
jednak zająć zdecydowanego s t a n o w i s k a . Jeśli na­
w e t istniały te związki, to jednak nie ulega kwestii,
że n a terenie Kurpiowszczyzny wykształcił się pe­
wien model krzyża kutego, na który nigdzie indziej
nie udało m i się natrafić. Była to forma krzyża sa­
moistnego, dużych wymiarów, o strzelistej, pozbawio­
nej dekoracji podstawie, ozdabianego w górnej tylko
części, z charakterystycznymi, rozchylającymi się na
boki gałązkami-pałmami (il. 31).
Artystyczną twórczość kowalską Kurpiowszczyzny
omawianego okresu kształtował zatem szereg czyn­
ników właściwych głównie temu rejonowi. Odnosiły
się one zarówno do dziejów rzemiosła, f u n k c j i spo­
łecznej związanej z n i m wytwórczości artystycznej,
charakteru potrzeb estetycznych kowali, j a k i do
samej f o r m y w i c i u dzieł.

N a podstawie badań terenowych w e wsiach:
Plutycze i Strabla, pow. Bielsk Podlaski, Chodów,
pow. Siedlce, Mocarze, pow. Jedwabne, Ciemnoszyje
i Białogrądy, pow. Goniądz, Nowinka, pow. Augustów
i dn. Por. A r c h . fotogr. Muzeum K u l t u r y i Sztuki
Ludowej w Warszawie, fot. n r 1597—1601.

Por.: M . Brenśtein, Krzyże i kapliczki na Żmu­
dzi, Materiały Antropologii i Etnografii P A U 1907;
B. Ginet-Piłsudśki, Les croix Lithuaniennes,
„Schwei­
zerisches
Archiv
für
Volkskunde", Basel 1916,
s. 246—258; tenże, Krzyże litewskie, „Biblioteka Orlego L o t u " , Kraków 1922, n r 3; B. Krzywda-Polkowski, Krzyże na Litwie, w y d . Polska Sztuka Stosowana,
1909, z. 12.
Istnieje bardzo wiele analogii w kulturze ma­
terialnej i duchowej Kurpiowszczyzny i obszarów
rozpościerających się o d niej w k i e r u n k u północnowschodnim. Szczególnie j a s k r a w o rysują się te podo­
bieństwa w inwentarzu narzędzi rybackich, a także
w magii rybackiej.

64

65

66

64

Por.: R. Reinfuss, Polskie ludowe
kowalstwo
artystyczne,
„Polska Sztuka Ludowa". 1953, n r 6,
s. 369.
65

Na omawiany zwyczaj natrafiłem poza K u r ­
piowszczyzną jedynie w p a r u wsiach szlacheckich
w pow. kolneńskim.
66

słońca występujące
Kurpiowszczyzny.

68

67

68

o

• o o
II. 32. Wyobrażenia
krzyżach z terenu

67

na

kutych

Fot: K. Kwaśniewski — il. 17; Jacek Olędzki — il. 1, 3, 5—9, 19, 21,
23—25, 28; Jan Swiderski
— il. 29, 30. Rys. Jacek
Olędzki.

*

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6636" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6616">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9e7077e464a092977b7ed7da9aae1194.pdf</src>
        <authentication>89c92053fd417e3cf8d51edd023b54e4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79126">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4367</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79127">
                <text>1977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79128">
                <text>malarstwo ludowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="79129">
                <text>Albiczuk, Bazyli (1909-1995) - malarz ludowy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79130">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4063</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79131">
                <text>Prawdziwym pięknem jest natura (o twórczości malarskiej Bazylego Albiczuka) /Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1977 t.31 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79132">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1977 t.31 z.1 ; s.29-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79133">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79134">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79135">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79136">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="79137">
                <text>1

Jacek Olędzki
PRAWDZIWYM PIĘKNEM JEST NATURA
(0 TWÓRCZOŚCI MALARSKIEJ BAZYLEGO ALBICZUKA)

1

0 indywidualności artysty należałoby powiedzieć na wstępie
jego własnymi s ł o w a m i . O t o w j e d n y m z p i s m w r u b r y c e

Sami

J u ż z tej k r ó t k i e j w y p o w i e d z i A l b i c z u k a rysuje się w y r a z i ś c i e
jego o s o b o w o ś ć o g ł ę b o k i c h k o n f l i k t a c h
dowanym

rzeźby, m u z y k i i m a l a r s t w a o d c z u w a ł e m o d n a j m ł o d s z y c h

jego s ł o w a , k t ó r e m a j ą w a ż n e znaczenie dla zrozumienia t w ó r ­

1

lat.

poczuciu n a j p o w a ż n i e j s z y c h

w e w n ę t r z n y o h , rozbu­

o sobie pisze: „ S z c z ę ś c i e z n a l a z ł e m w ogrodzie. S k ł o n n o ś c i do

spraw

otycznyoh.

Oto

Jeszcze przed w o j n ą , p r a c u j ą c w r o l n i c t w i e ( u r o d z i c ó w z t r o j ­

czości i o s o b o w o ś c i tego z a d z i w i a j ą c e g o a r t y s t y : „(...) p o c z u ł e m

giem r o d z e ń s t w a — J.O.), t y m i u p o d o b a n i a m i

w s t r ę t do prac z a r o b k o w y c h ... — i dalej — ... s t o c z y ł e m się do

p r z e p l a t a ł y się

moje każdo wolne niedziele i ś w i ą t e c z n e chwile. Czasem coś w y ­

r z e m i o s ł a " . Słowo „ s t o c z y ć s i ę " nadaje t u

rzeźbiłem, coś n a m a l o w a ł e m (zazwyczaj przedstawienia

ptaków

stwierdzeniu autora. „ O g a r n ę ł o mnio z n u ż e n i e , z n i e c h ę c e n i e do

— J.O.), a najczęściej g r a ł e m na skrzypcach (do d z i ś dwie p a r y

wszystkiego". I m o ż n a b y s k o ń o z y ć na t y c h w y z n a n i a c h a r t y s t y .

skrzypiec z n a j d u j ą się w jego d o m u — J.O.). N a w e t w l a t a c h

Ale nie. A l b i c z u k nie k r ę p u j e się p o w i e d z i e ć rzeczy s p r a w i a j ą c e j

mego uczestniczenia

k a ż d e m u o g r o m n ą t r u d n o ś ć . S ł o w a , że „ u g r z ą z ł w

na [ r o n t a c h (drugiej w o j n y ś w i a t o w e j

—

szczególną

wymowę

śmietniku,

J.O.), w okopach nie r o z s t a w a ł e m się z o ł ó w k i e m i k a w a ł k i e m

j a k i sam sobie s t w o r z y ł " , w y p o w i a d a z c a ł ą n a t u r a l n o ś c i ą , bez

papieru.

f a ł s z y w e g o w s t y d u , k r ę p o w a n i a się czy maskowania.

Po wojnie s p r ó b o w a ł e m m a l a r s t w a zarobkowego, j a k o u c z e ń

Z cytowanej n a w s t ę p i e w y p o w i e d z i w y n i k a j ą jeszcze inno

mistrza przy o d n a w i a n i u k o ś c i o ł ó w wiejskich (wszystkie w n a j ­

w n i o s k i . C h o c i a ż A l b i c z u k od l a t wczesnej m ł o d o ś c i r y s o w a ł i m a ­

bliższej okolicy B i a ł e j Podlaskiej — J.O.). P o t e m

malowałem

sam. Myśl o zyskach, k l i e n t a c h , d u ż y c h z a m ó w i e n i a c h
staczać mnie do

r z e m i o s ł a

(to i p ó ź n i e j s z e

zaczęła

podkreślenia

lował, nie r o z s t a w a ł się w n a j c i ę ż s z y c h chwilach z o ł ó w k i e m i pa­
pierom — m u s i a ł p r z e j ś ć d ł u g ą i u c i ą ż l i w ą d r o g ę , n i m u z y s k a ł
r o z g ł o s w k r a j u i za g r a n i c ą .

w wypowiedziach a r t y s t y moje — J.O.) i s z a b l o n ó w .

Pejzaże,

O d m ł o d o ś c i g r a ł t e ż n a skrzypcach. G r a ł dla siebie, ale i na

obrazy ś w i ę t y c h , p o r t r e t y , m a k a t y

oddalały

zabawach. T a k o t y m m ó w i p r z y b y ł e j dziennikarce: „ N a t y c h

i m a k a t k i

mnie od prawdziwego p i ę k n a . O d d a l a ł o m n i e to od prawdziwego

zabawach g r a ć t o k a t o r g a b y ł a m o j a . B o j a l u b i ę g r a ć dla siebie,

piękna, j a k i m jost n a t u r a .

P o c z u ł e m t ę s k n o t ę za i n n y m t w o ­

ale nie n a zabawach. G r a ł e m na skrzypcach. L u b i ł e m skrzypce.

rzeniem i coraz bardziej o g a r n i a ł o m n i e z n u ż e n i e , z n i e c h ę c e n i e

T a k p o l u b i ł e m , że m u s i a ł e m n a u c z y ć się g r a ć . Skrzypce, zdaje się

do wszystkiego, co dotychczas m a l o w a ł e m . W y d a w a ł o m i s i ę , ż e

dla m n i e , że jest k r ó l o w ą i n s t r u m e n t ó w w s z y s t k i c h m u z y c z n y c h .

ugrzęzłem w ś m i e t n i k u , j a k i sam sobie s t w o r z y ł e m .

(...) G r a m jeszcze ".

wstręt

do w y k o n y w a n y c h na

zamówienie

Poczułem

portretów,

2

róż,

D l a A l b i c z u k a n a t u r a : r o ś l i n n o ś ć , k w i a t y , k r z e w y , drzewa,

jeleni ( w dalszej części t e k s t u C z y t e l n i k znajdzie d o w o d y po­

p t a k i , a t a k ż e wiatr, śnieg, zmiany p ó r roku, chmury, kształty

twierdzające te s ł o w a — J.O.).

r o ś l i n i wszelkich najosobliwszych k w i a t ó w , nade wszystko słońce
prawdziwe-

oraz g w i a z d y — t o w a r t o ś c i naczelne. W a r t o ś c i , k t ó r y m nadaje

g o. Z n a l a z ł e m je w s w o i m ogrodzie i w 1965 r o k u w y d a ł e m pier-

znaczenie moralne, z k t ó r y m i u t o ż s a m i a c a ł k o w i c i e sens swego ist­

szy »OGPvOD «, a n a s t ę p n i e c a ł y c y k l o t y m temacie, w l a t a c h

nienia. Z w r ó ć m y na t o u w a g ę — t o p r z y r o d a , n a t u r a , a nie ludzie,

Z a c z ą ł e m s z u k a ć p o w r o t u do

p i ę k n a

1966—1968. D r u g i m ó j p r z e ł o m t o r o k 1971, k i e d y w y s z e d ł e m

z k t ó r y m i się nie p r z y j a ź n i , wyznacza w a r t o ś c i , k t ó r y m i się kie­

z ogrodów w szersze przestrzenie

ruje w ż y c i u i k t ó r y c h w y r a ż e n i e u z n a ł za swe p o s ł a n n i c t w o .

o t a c z a j ą c e g o

świata.
Moim nauczycielem i m i s t r z e m jest i b y ł a n a t u r a . "

mnie

W m i e j s c o w o ś c i D ą b r o w i c a M a ł a , gdzie żyje od urodzenia,
u r z ą d z i ł o g r ó d , j a k i t r u d n o s p o t k a ć w k r a j u , a nawet w p a r k a c h

29

�I I . 1. B a z y l i A l b i o z u k , D ą b r o w i c a M a ł a , w o j . bialskopodlaskie. I I . 2, 3. B . A l b i c z u k i jogo

„Ogrody"

p i e l ę g n o w a n y c h przez zawodowych o g r o d n i k ó w . N i e jest t o d u ż y

n y m , n i c z y m nie z w i ą z a n y m w znaczeniu m a t e r i a l n y m . One są

o g r ó d , ale znajduje się w n i m blisko 300 r z a d k i c h g a t u n k ó w r o ś ­

p r a w d ą , ale i n n i n i m i g a r d z ą , n i s z c z ą . A n a j w y ż e j cenią kwiaty

l i n , p i e l ę g n o w a n y c h z czułością i . z w i e l k ą z n a j o m o ś c i ą

sztuki

„ d u b e l t o w e " , a jeszcze bardzioj przywiezione z Czech l u b Ameryki

ogrodniczej. O walorach r o ś l i n z jego ogrodu ł a t w o p r z e k o n a ć się

r ó ż n e t a k i e sztuczne..." A b y z a k o ń c z y ć rejestr r o ś l i n znajdujących

p a t r z ą c na obrazy, k t ó r e r e p r o d u k u j e m y w t y m szkicu.

się w ogrodzie A l b i c z u k a , d o d a j m y , że m a o n w n i m za drogio

A oto k i l k a szczegółów o jego rozeznaniu, w i e d z y i w y r a f i n o ­

p i e n i ą d z e k u p i o n y cis, j o d ł ę k o n k a r s k ą , wrzosiec, przebiśniegi,

wartością:

przylaszczki, k a c z e ń c e (o n i c h m ó w i „ t o m o j a ś w i ę t o ś ć " ) , pry-

„ M n i e nie interesuje barwa, lecz k s z t a ł t y . B o t o jest prawda. D l a ­

m u l e , fiołki z ł ą k . „ T o t e ż m ó j n a j d r o ż s z y k w i a t — dodaje — bo

tego nie cenię sobie r ó ż szlachetnych, one m n i e się nie n a d a j ą do

k w i t n i e przez 40

k o m p o z y c j i w obrazach. Cenię natomiast różę d z i k ą , t o jest po­

N a t o m i a s t o narcyzach, k t ó r e w i d z i a ł e m w jego ogrodzie, gdy

ezja...

b y ł e m t a m w m a j u , a r t y s t a w y r a z i ł s i ę , ż e l u b i je, ale nie traktuje

w a n i u w u k a z y w a n i u tego, co jest m u n a j w y ż s z ą

Kocham dereń. Kształty

s ą konieczne do zadowolenia.

d n i . T o m o j a s t a ł a dekoracja

poduszkowa".

L u b i ę m a k i , chociaż s ą z b y t n i o czerwone, ale m a j ą k s z t a ł t i dla­

ich j a k o „ r e l i k w i e " . P o w t ó r z y ł p r z y t y m , ż e ceni w istocie tylko

tego m a l u j ę je w i ę k s z e n i ż n a l e ż y , bo chodzi m i o pokazanie i c h

byliny, kwiaty łąkowe i leśne.

niezwykłej natury, delikatności, delikatności k w i a t ó w polnych

T r u d n o c o ś d o d a ć do t y c h słów. A l b i c z u k jest

wyjątkiem

— b y l i n . Bo nade wszystko cenię b y l i n y , k w i a t y z ł ą k , k w i a t y ,

w ś r ó d a r t y s t ó w o charakterze l u d o w y m , k t ó r y u m i ł o w a ł to, czego

k t ó r y c h i n n i nie c e n i ą , n i s z c z ą , a s ą najcenniejsze, n a j d e l i k a t n i e j ­

nie ceni ś r o d o w i s k o , z k t ó r e g o się w y w o d z i .

sze, prawdziwe. Nasze rodzime. Co j a sobie cenię dalej — fioletowe
karpackie, dzwonek l e ś n y , g i p s ó w k ę b i a ł ą , naparstnice,

3

Oto fragment l i s t u z 5.1.1966 r. do Aleksandra Jackowskiego :

ostróżki,

„ P a ń s k i l i s t p r z e r ó s ł moje marzenia i w z b u d z i ł w i a r ę w twórcze

dziewanny, zawilce; n a g i e t k i l u b i ę , ale t o nie b y l i n y , t a k samo

siły, k t ó r e czuję, że nie z a w i o d ą T y c h , k t ó r z y docenili m o j ą pracę.

piwonio i szlachetne r ó ż e . . . J a k p a s ł e m k r o w y w d z i e c i ń s t w i e , t o

Jestem niezmiernie r a d , że m ó j w y s i ł e k n a p o l u malarstwa zna­

z ż y ł e m się z b y l i n a m i , d z i k i m i ł ą k a m i — k t ó r y c h dzisiaj j u ż nie

l a z ł t a k zaszczytny o d d ź w i ę k w N a j w y ż s z y m autorytecio Kraju

m a — r o s ł y t a m w ł a ś n i o zawilce, r z e ż u c h a , r ó ż n e f i r l e t k i , i r y s y ,

j a k i m jest Polska A k a d e m i a N a u k ... M a m n a d z i e j ę , że może

lelyje, a t a k ż e wiele i n n y c h , k t ó r y c h j u ż nie w s p o m n ę . . . Co do

przez w p ł y w Waszego a u t o r y t e t u wreszcie z n a j d ę j a k i e ś zrozu­

drzew, to nie cenię sobio t a k owocowych, j a k n p . ś w i e r k i , j o d ł y ,

mienie u w ł a d z t e r e n o w y c h i b ę d ę m ó g ł w lepszoj sytuacji i tych

j a r z ę b i n y , a najbardziej to c h y b a brzozy. S ą ludzie, k t ó r z y po­

t r u d n o ś c i (jakie m i a ł A l b i c z u k — J.O.) p o ś w i ę c i ć czas i swoje

t r a f i ą zniszczyć b r z o z ę (bo szkodzi uprawie z b o ż a — J.O.) albo

t w ó r c z e

ś w i e r k , bo toż do niczego i w zamian p o s a d z i ć . . . w i ś n i ę !

( p o d k r e ś l e n i e moje — J.O.). W t y m s a m y m liście autor pisze

d u ż o drzew dekoracyjnych, k t ó r e nie d a j ą ż a d n y c h

Hoduję

„korzyści",

t a k i c h , j a k w i ś n i e czy u l ę g a ł k i . . . W p r o w a d z a m do ogrodu i do
swoich o b r a z ó w b y l i n y , b o

je

lubię.

To są k w i a t y prawdzi­

we, one u s z l a c h e t n i a j ą c z ł o w i e k a , one c z y n i ą o z ł o w i e k a swobod­

.30

siły

dla

K r a j u

—

P i ę k n a

—

Sztuki"

o swoich fascynacjach „ n a t u r ą z i e l o n ą , r ó ż n o r o d n ą , b u j n ą i kwit­
n ą c ą , p r z e s t r z e n i ą nieba w r ó ż n y c h odcieniach".
Z l i s t u pisanego do tego samego adresata w p a r ę miesięcy po
p o p r z e d n i m : „ P a ń s k i e zainteresowanie

» O g r o d e m « , k t ó r y oboe-

�nie (jost) w B r a t y s ł a w i e , zrodziło we innie m y ś l

„(...) Najgorsze jest t o , że d u ż o czasu i w y s i ł k u z a b i e r a j ą m i

namalowania

wr. 1966—1967 8 o b r a z ó w tego rodzaju, k t ó r o w całości s t a n o w i ł y ­

obrazy, j a k i e m u s z ę m a l o w a ć

by całą „ g a m ę " p i ę k n a r o ś l i n n e g o , z m i e n i a j ą c e g o

mego

się w

porę

skromnego

bytu

za p i e n i ą d z e dla p o d t r z y m a n i a

materialnego".

A r t y s t a nie wspomina

każdego miesiąca, od wzbudzonego ż y c i e m k w i e t n i a do zamie­

przez s k r o m n o ś ć , ile go kosztuje u t r z y m a n i e ogrodu, r e m o n t do­

rającego listopada. T a k ą „ k o l e k c j ę " odcieni m i e s i ą c ó w w świecie

m u , zdobywanie farb, p ł ó t n a , b l e j t r a m ó w , p ę d z l i i r a m . ,,(...) Ma­

roślinnym zamiaruję

mieć

u

siebie",

( p o d k r e ś l e n i e moje

luję p r z e w a ż n i e z fantazji,

pracowni przechowuje — m i m o o g r o m n y c h z a k u s ó w na jogo

że o to „ O g r o d y " z a b i e g a j ą muzoa, B H Z „ D e s a " , kolekcjonerzy,

odpowiadających

kolejnym

miesiącom

na

wiejskiej n a t u r y . O g r o d ó w

nie

prace — 12 o b r a z ó w ,

m a l u j ę

motywy

— J.O.). D o d a ć t u m o ż n a , że a r t y s t a d o t r z y m a ł s ł o w a : w swojej

s p r z e d a ż " . D o d a j m y w t y m miejscu,

o f e r u j ą c n a j w y ż s z e ceny. P r o s z ą go o s p r z e d a ż osoby, z k t ó r y m i
A l b i c z u k p o w i n i e n się l i c z y ć , j a k c h o ć b y miejscowy proboszcz.

w roku!
A oto wyznanie pisane w s t y c z n i u 1967 r . : „ J a się z Panem
zgadzam. B y ł e m sam niezadowolony niebem i g ó r n ą częścią ob­
razu. Widziałem, że ten b ł ę k i t z a ć m i e w a k o l o r y k w i a t ó w , a gałęzie
drzow p r z y p o m i n a ł y j u ż nieraz powtarzano obrazy jarmarczne.
Ale zmieniać obawiam się, g d y ż nie m i a ł e m w swojej w y o b r a ź n i
ani w rzeczywistości czegoś, co b y d a ł o (mi) p e ł n e zadowolenie
... Ale udało m i się p r z e ł a m a ć te przeszkody częściowo i w i e r z ę ,
że je ostatecznie u s u n ę . N a to p o t r z e b n y jest czas i s p o k ó j , a tego

A l e A l b i c z u k maluje „ O g r o d ó w " niewiele, s p r z e d a ł z ż a l e m k i l k a ,
gdy nie m ó g ł j u ż o d m ó w i ć . „ O g r o d y " m a l o w a ł przez t r z y l a t a ,
p ó ź n i e j o d c z u ł p o t r z e b ę z m i a n y t e m a t y k i . P i s a ł w k o ń c u 1968 r . :
„(...) N a a r e n ę mojej w y o b r a ź n i z n i e u g i ę t ą siłą w c i s k a j ą się
P O L A i Ł Ą K I . I c h p i ę k n o i u r o k , j a k i w i d z ę , odczuwam i prze­
żywam,

p r z e s z ł y do m o i c h m y ś l i

i nie u s t ę p u j ą

„Ogrodom".

T o s p o w o d o w a ł o p o d koniec tego r o k u pojawienie pierwszego
obrazu, k t ó r y z a t y t u ł o w a ł e m „ P o l e " . J e ż e l i w „ O g r o d a c h " nio
b y ł o miejsca dla „ n i e b a " , t o ono w obrazie „ P o l e " z n a l a z ł o s w ó j

brak m i " .

triumf.
Wcześniej jeszczo, bo w 1966 r o k u , przed Ś w i ę t a m i B o ż e g o
Narodzenia Albiczuk s k ł a d a j ą c

ż y c z e n i a swemu

przyjacielowi,

pisał, co n a s t ę p u j e : „ W g r u d n i u z r o b i ł e m obraz jeden dla pie­
niędzy i szkicowalom c a ł y c y k l n o w y c h o g r o d ó w ( d o d a ć t u n a l e ż y ,
że szkic reprodukowany obok ( i l . 17) jest s z c z e g ó ł o w y m rozplano­

N i e ł a t w o m i się t o u d a ł o , bo z a c z y n a ł e m o d nieba...

W m o i c h „ P o l a c h " nie t y l k o d o m i n u j ą zadumane k ł o s y , alo znaj­
d u j ą sobie p r z y n i c h miejsce p i ę k n e b y l i n y . . . Ż a l m i , że wiele
z t y c h r o ś l i n z n i k n ę ł o , że nie w i d z ę i c h nigdzie. Gdzie m o ż n a
joszczo s p o t k a ć niebiesko k w i t n ą c e niebieskie i r y s y z m i ł y m za­
pachem albo k r e m o w o - b i a ł e , silnie p a c h n ą c e s t o r c z y k i ? "

waniem kompozycji dzieła i ustaleniem r ó w n i e d o k ł a d n y m u ż y ­
I

tych do poszczególnych d e t a l i b a r w i s p o s o b ó w k ł a d z e n i a f a r b y

jeszczo na koniec wyznanie z 1974 r o k u : ,,(...) Teraz nie

— J.O.), w czym t r a f i ł e m na p o w a ż n e t r u d n o ś c i . M u s i a ł e m k i l k a

m a l u j ę . Jest n i e z b ę d n y m dla m n i e o b s e r w o w a ć N a t u r ę . A l e p r z y ­

dni poświęcić na szukanie, m y ś l e n i e , j a k o d r o d z i ć n a t u r ę i m o j ą

j a z d siostry i szwagra na m i e s i ą c bardzo m i przeszkadza. P o m i m o

(o niej) w y o b r a ź n i ę . 15 X I I — 20 X I I u d a ł o m i się u s u n ą ć łu­

t y c h p r z e s z k ó d w drugiej polowie tego m i e s i ą c a ( V I I ) b ę d ę po

dzącą zasłonę naturalistyczno - f o t o g r a f i c z n ą ,

trosze

w g ł ę b i ć się i w y ­

malował".

Co z ł o ż y ł o się na o d r ę b n o ś ć i w y j ą t k o w o ś ć a r t y s t y ? S p r ó ­

czuć nowe elementy P i ę k n a N a t u r y . . . C y k l o g r o d ó w l e ż y m i n a
sercu. Zgadzam się z Panem. N I E M I A Ł E M R A C J I . T a k . E f e k t

b u j m y o d p o w i e d z i e ć na t o p y t a n i e . Rodzico A l b i c z u k a b y l i pra­

(artystyczny — J.O.) nie w

(podkr. — J . O . ) , lecz

w o s ł a w n y m i . M i e l i czworo dzieci, z k t ó r y c h o p r ó c z naszego ar­

w samym obrazie... P r z e s y ł a m serdeczne pozdrowienia i Najlepsze

t y s t y żyje jeszcze t y l k o jego siostra. Czasami się s p o t y k a j ą , ale,

sumie

jak

Noworoczne Ż y c z e n i a . "

twierdzi,

„nudzi

go", utwierdzając

w

starokawalerstwie,

w ż y c i u z dala o d r o d z i n y . Rodzice z a j m o w a l i się r o l n i c t w e m
I już w t y m miejscu m o ż n a b y ł o b y z a k o ń c z y ć c y t o w a n i e

i h o d o w l ą . M i e l i 20 m ó r g ziemi. D o m r o d z i n n y z a c h o w a ł się do

wybranych f r a g m e n t ó w l i s t ó w A l b i c z u k a , ale niechaj C z y t e l n i k

dzisiaj. W d o m u t y m A l b i c z u k m a p r a c o w n i ę , n i e z a l e ż n i e o d

wybaczy m i m o j ą n a d g o r l i w o ś ć . Niechaj s k r o m n y m u s p r a w i e d l i ­
wieniem będzie t o , że w t y c h dalszych fragmentach o d n a j d u j e m y
jeszcze bardziej f r a p u j ą c e s z c z e g ó ł y z w i ą z a n e z procesem
czym a r t y s t y spod B i a ł e j

3

twór­

Podlaskiej

Oto zdanie z l i s t u pisanego w s t y c z n i u 1967 r o k u : „ W z i e l e m
się za ogrodowe b y l i n y , a s t r y i p o ż ó ł k ł y asparagus. T o k o c h a m .
Chociaż s u b t e l n ą p o e z j ę o d c z u w a m nie w o g r o d o w y c h b y l i n a c h ,
lecz w bylinach i t r a w a c h d z i k i c h na ł ą k a c h i polanach

leśnych

i brzogach rzek nie d o t n i ę t y e h l u d z k ą „ t e c h n i k ą " . . . W

moim

ogrodzie z r o b i ł e m „ w y s e p k ę " b y l i n i t r a w , j a k i e s ł u ż ą m i za w z ó r
do malowania... Często w i d z ę we ś n i e oryginalne i n i e z w y k l e p i ę k ­
ne byliny, j a k i c h nie s p o t y k a m t u w r z e c z y w i s t o ś c i . M y ś l ę z t a ­
kich k w i a t ó w n a m a l o w a ć obraz. T o b ę d z i e p r a w d z i w y
twórczy

sno-

o b r a z " (podkr. — J.O.).

,, W Ogrodzie — VI ( p r o s z ę z w r ó c i ć u w a g ę , ż e a u t o r k a ż d y
ze swoioh „ O g r o d ó w " oznacza l i c z b ą m i e s i ą c a — J.O.) p o w z i e ł e m
temat z czerwcowej p o r y — bujnego zieleni i k w i a t ó w . R o ś l i n y w y ­
brałem t y l k o te, k t ó r o (są) m i znane i n o s z ą n a z w ę :
Są one

dekoracyjne,

ale

u l i s t n i e n i e m bardzo

BYLINY.

„plastyczne"...

(Wydaje się, że fascynacja a r t y s t y o w y m i b y l i n a m i nie odnosi się
wyłącznie do i c h w a l o r ó w k w i e t n o - p l a s t y c z n y c h . S ą d z ę , ż e s ą
one dla niego c z y m ś s y m b o l i c z n y m , z n a k i e m czasu m i n i o n e g o ,
byłego,

chwil, z k t ó r y m i

ł ą c z y najlepsze

wspomnienia, ra­

dość dojrzewania, m ł o d o ś c i , d z i e c i ń s t w a ) . D o Ogrodu — VI w p r o ­
wadziłem m a l u n k i p t a k ó w — w i l g ę i p o k r z y w k ę za ich m i ł y ś p i e w
w czerwcu 1966 r o k u , w czasie m o i c h w s t ę p n y c h prac do tego
tematu... J o ż e l i (zaś) wejdzie do mojego obrazu p o s t a ć l u d z k a ,
to t y l k o t a , k t ó r a

o d w i e d z i ł a m n i e w czasie m e j

(Obraz z t ą „ n i e s z c z ę s n ą " p o s t a c i ą w ż y c i u

artysty

depresji..."
odnajdzie

Czytelnik w t y m ż e s z k i c u ; obraz ukazuje k o b i e t ę w ogrodzie oraz
inną jeszcze w e r s j ę tego t e m a t u , p o r t r e t tej samej k o b i e t y — J . O . ) .

31

�skromnego p a w i l o n u zbudowanogo z p ł y t p i l ś n i o w y c h , w k t ó r y m
przechowuje prace i p r z y j m u j e g o ś c i .
K i e d y b y ł dzieckiem, p a s a j ą c k r o w y — podobnie j a k wielu
w i e j s k i c h c h ł o p c ó w — r z e ź b i ł p t a k i i z w i e r z ę t a oraz, co zdarzało
się r z a d k o , r y s o w a ł , m i ę d z y i n n y m i r ó w n i e ż p t a k i i l u d z i . W okre­
sie m i ę d z y w o j e n n y m , po ś m i e r c i r o d z i c ó w , z a n i e c h a ł prac gospo­
darczych i u t r z y m y w a ł się z prac o charakterze

„artystycznym".

P o d b a r w i a ł obrazy „ ś l u b n e " , p o r t r e t y ż o ł n i e r z y w r a c a j ą c y c h ze
s ł u ż b y . W t y m czasie z a p r z y j a ź n i ł się z d z i e w c z y n ą wiolkiej urody,
m a l a r k ą . P r z y j a ź ń ich nie t r w a ł a j e d n a k d ł u g o . R o z s t a l i się. Jak
m ó w i A l b i c z u k : „ W mojej p r a c y konieczne jest skupienie i całko­
w i t a w o l n o ś ć " . S t ą d do dzisiaj — zgodnie ze s w y m i żelaznymi
p r z e k o n a n i a m i — jost c z ł o w i e k i e m w o l n y m , i t o nio t y l k o w ka­
tegoriach serdecznych, ale r ó w n i e ż i n n y c h , o c z y m b ę d z i e mowa
dalej. W czasie w o j n y d o s t a ł się do Z w i ą z k u Radzieckiego. Jako
saper z o s t a ł w c i e l o n y do wojska i b r a ł u d z i a ł w w i e l u operacjach
w o j e n n y c h . P o z n a ł j ę z y k r o s y j s k i i c z y t a ł w oryginale dzielą
Lermontowa,

Niekrasowa,

Tołstoja,

albumowe

wydawnictwa

0 sztuce, z w ł a s z c z a o w i e l k i c h r e a l i s t a c h : R i e p i n i e , Orłowie i in.
(ale nie w i d z i w tej t w ó r c z o ś c i swego w z o r u , t o „ s z t u k a społecz­
na" — mówi).
N a j w i ę c e j j e d n a k sobie ceni inne k s i ą ż k i przywiezione do
k r a j u po w o j n i e , j a k n p . Świat

w obrazach, J o h n a L . Stoddarda,

w y d a n y we L w o w i e oraz k s i ą ż k i o r o ś l i n a c h , z i o ł a c h leczniczych,
grzybach.

Są to

przeważnie

w y d a w n i c t w a niemieckie

sprzed

ostatniej w o j n y . T e m a t y k a p r z y r o d n i c z a interesuje go bardzo,
obecnie

c z y t a Tadeusza G o r c z y ń s k i e g o Rośliny

I s a n i n a Osnowy botaniki.
muje

częsty

użytkowe

o

O d L u d w i g a Z i m m e r e r a (z k t ó r y m u t r ;

kontakt) otrzymał

kilka

i n n y c h jeszcze książek

1 a l b u m ó w o r o ś l i n a c h , k t ó r e bardzo sobie ceni. N i o interesuje go
natomiast

z u p e ł n i e m a l a r s t w o „ n a i w n e " . O d Aleksandra Jac­

kowskiego o t r z y m a ł bogato i l u s t r o w a n e k a t a l o g i wystaw, w któ­
I I . 4. В . A l b i c z u k , szkic r y s u n k o w y z 1953 r.

r y c h b r a ł y u d z i a ł jego prace — z Triennale s z t u k i naiwnej w Bra­
t y s ł a w i e i Zagrzebiu. M a te k a t a l o g i , alo nie l u b i toj sztuki, nie
u w a ż a z r e s z t ą siebie za

„naiwnego".

Natomiast najważniejszą
П . б. B . A l b i c z u k , Portret,

ol./pł., 5 3 x 3 9 c m . 1955.

p o z y c j ą w jego b o g a t y m księgo­

zbiorze jost P i o t r a L a v o d a n a Historia

sztuki

( W r o c ł a w 1954).

Ciekawe s ą u w a g i zapisane na marginesach k s i ą ż k i , wypisy z tek­
stu dzieła: „ D o s k o n a ł y

rozsądek

u n i k a wszelkiej skrajności...

P r a w d z i w a sztuka nie m o ż e b y ć a n i p a t r i o t y o z n a , ani narodowa,
ani nacjonalistyczna, j a k t e ż szowinistyczna, lecz ogólnoludzka
(powinna z a c h w y c a ć c z ł o w i e k a n i e z a l e ż n i e od jego narodowości)."
Ceni t e ż k s i ą ż k ę L u d w i k a G o ś c i ń s k i e g o Rozstanie
(Katowice

1971), b . k s i ę d z a , k t ó r y d u ż o

z kościołem

p o d r ó ż o w a ł i utracił

w i a r ę . B l i s k a m u jest d o c i e k l i w o ś ć i pasja, z j a k ą autor szuka
p r a w d y . I n n y m d z i e ł e m , k t ó r e w y w a r ł o w p ł y w na a r t y s t ę , jest
—

Aleksandra

K r a w c z u k a Mity,

mędrcy,

polityka

(Warszawa

1975). L e k t u r y t e t ł u m a c z ą wiele, w i ą ż ą c się z doświadczeniami
ż y c i o w y m i a r t y s t y i k o n t a k t a m i z l u d ź m i o szerokich horyzontach
m y ś l o w y c h i e t y c z n y c h ( L . Z i m m e r e r ) . „ J e s t e m w o l n y — mówi
0 sobie — wolnej m y ś l i . Interesuje m n i e k a ż d a religia, chociaż
nie c h o d z ę m o d l i ć się do ż a d n e g o k o ś c i o ł a . . . C h o c i a ż w jednym jest
m o j a r z e ź b a , baranek na o ł t a r z u , w i n n y c h z a ś obrazy świętych
1 a n i o ł ó w , malowane jeszcze p r z ó d 1960 r. A w ogóle, to powiem
p a n u na koniec — dlaczego p a t r z ę na g w i a z d y , na słońce ? Bo tam
c h c i a ł b y m r o z w i ą z a ć z a g a d k ę , gdzie jest koniec... Koniec, którego
nie m a , a r z ą d z i n i m w kosmosie a b s o l u t n y r o z u m — porządek.
I m o ż e jest t o d l a m n i e w a ż n i e j s z e , a n i ż e l i o g r ó d i moje malowanie.
B o j a — panie — m a l u j ę , ż e b y nie m y ś l e ć " .
A w i ę c ścisła w i ę ź , a n a w e t p o d p o r z ą d k o w a n i e sztuki pro­
blematyce

etycznej,

filozoficznej.

Zacytujemy

jeszcze uwagę

w p i s a n ą do k s i ą ż k i L a v e d a n a : „ J e s t e m p r z e c i w n i k i e m nienawiści
m i ę d z y l u d z k i e j . . . M o i rodzice b y l i p r a w o s ł a w n i , a j a jestem wol­
n y . C e n i ę w y z n a w c ó w wszelkich r e l i g i i , b u d d y s t ó w i muzułma­
nów". A b y pojąć

t o w y z n a n i e , trzeba

w i e d z i e ć , że w wiosce,

w k t ó r e j się nasz a r t y s t a w y c h o w a ł , przez stulecia t r w a ł y okrutne
k o n f l i k t y . Dzisiaj nie p o z o s t a ł o j u ż ś l a d u z t a m t y c h czasów, ro­
dzice p r a w o s ł a w n i ż e n i ą swe dzieci z k a t o l i k a m i , cmentarz prawo­
s ł a w n y p o ł ą c z o n o z k a t o l i c k i m . M i n ę ł y w ' de. A l o może tamte,

32

�П. 6. В . A l b i c z u k , Dama

w ogrodzie,

ol/pł., 6 4 x 4 9 c m . 1967.

dawne spory w y p ł y n ę ł y na t o , że B a z y l i A l b i o z u k p o s z u k i w a ł roz­

zawsze w k r a t ę , bez k r a w a t a , nie w k ł a d a go nawet w n i e d z i e l ę .

strzygnięcia w kontakcie z w a r t o ś c i a m i najczystszymi, n a t u r a l ­

Jest c z ł o w i e k i e m wielkiej ł a g o d n o ś c i , w r a ż l i w y m i m y ś l ą c y m .
Zastanawia

nymi, pozbawionymi l u d z k i e j n i e n a w i ś c i .
W rozmowie staram się w y j a ś n i ć sobie stosunek m a l a r z a do

się nawet n a d rzeczami m a ł o w a ż n y m i . U c z y n n y ,

ufa n a w e t nie z n a n y m sobie uprzednio osobom. W ruchach raczoj

ludzi, jego d o b r o w o l n ą izolację w ś r o d o w i s k u : „ P a n m y ś l i o m i ­

p o w o l n y . N i e m a samochodu, m o t o c y k l a , t y l k o stary rower, k t ó ­

łowaniu — m ó w i — o m i ł o w a n i u b l i ź n i e g o . T a k , t o jest m o r a l n i o ,

r y m c h ę t n i e i wiele się p o s ł u g u j e .

tylko, że bliźni nieraz w y k o r z y s t u j ą

czyjś altruizm... Powiem

Co l u b i ? Najbardziej — w s c h ó d s ł o ń c a . „ J e s t o n dla mnie
— m ó w i — n i c z y m ś w i ą t y n i a . T o jest dla m n i e niedziela, B ó g .

więcej, k r a d n ą albo nie o d d a j ą tego, co wzięli (...)
Co ja m o g ę p o w i e d z i e ć o pesymistach ? — N i e c h c i a ł b y m b y ć

N i g d y w t e d y nie m a l u j ę . W t e d y c h o d z ę , przechadzam
¡5ucham

śpiewów ptaków.

się, za-

nigdy wśród nioh. — A o o p t y m i s t a c h m o g ę p o w i e d z i e ć jedno, t o

chwyoony światem.

Słucham,

są ludzie. I kiedy m a l u j ę , t o c h c ę , ż e b y m ó j obraz w z b u d z i ł u t a ­

szumi w i a t r . M a l u j ę dopiero po p o ł u d n i u , k i e d y się ś c i e m n i a .

jak

kich ludzi r a d o ś ć " .

N a t o m i a s t k i e d y nadohodzi z a c h ó d , t o wszystko m i j a ,

zostaje

,,— Pan mnie p y t a , co jest w a ż n i e j s z e : „ m i e ć czy b y ć " —

p r z y g n ę b i e n i e . I jeśli w ó w c z a s m a l u j ę , to ż e b y nie m y ś l e ć , u k r y ć

odpowiadam: B Y Ć . — P y t a m n i e p a n o t r z y n a j w a ż n i e j s z e cechy

p r z y g n ę b i e n i e . I d ę s p a ć o dwunastej, pierwszej ... S n ó w p r z e w a ż ­

człowieka dobrogo. O d p o w i a d a m :

nie nie m a m . A l e j u ż n a d r a n e m m y ś l ę , co r o b i ć d a l e j " .
N i m p r z y s t ą p i do m a l o w a n i a kolejnego obrazu — chodzi,

Być t o l e r a n c y j n y m .

r o z m y ś l a , m e d y t u j e . Tego ostatniego s ł o w a u ż y w a on sam. Ma­

Mieć czyste sumienie.

luje w starej chacie (w k t ó r e j się u r o d z i ł ) , p r z y oknie z w r ó c o n y m

No i ż y ć w p r a c y .
— Pan mnie p y t a , j a k i e s ą cechy c z ł o w i e k a najgorszego.

Odpo­

na północny-zachód. Schyłek dnia, n a d c h o d z ą c y m r o k t w o r z ą —
j a k się zdaje — n i e z b ę d n y n a s t r ó j , s t a n skupienia m y ś l i .

wiadam :
Chytrość, p o d s t ę p , f a ł s z y w o ś ć .

N i e zawsze j e d n a k udaje m u się z n a l e ź ć czas. ,,(...) O d po­
ł o w y r o k u 1974 do obeonej c h w i l i jeszcze nic nie n a m a l o w a ł e m

FANATYZM.
Wykorzystywanie drugiego c z ł o w i e k a (pogarda — J.O.).
*
Bazyli A l b i c z u k w y g l ą d a t a k : jest s ł u s z n e g o w z r o s t u , c h u d y ,

— p i s a ł w 1975 r. Obfito deszcze p r z y c z y n i ł y się do t a k i e j

przer­

w y . . . D z i u r a w y dach p r z e g n i ł , z a w a l i ł się i u s z k o d z i ł k o m i n . Mój
spółlokator

ulotnił

się..., a j a m u s i a ł e m

prowadzić

remont...

R o b i ł e m wszystko sam. N i e ż a ł o w a ł e m t r u d u swego, c i e s z y ł e m

czuprynę m a s i w ą , oczy b ł ę k i t n e , d ł o n i e r o z w i n i ę t e , palce d ł u g i e .

się, ż e deszcze w y k u r z y ł y spod jednego dachu ozłowieka,

Ma lat 68 ( u r o d z i ł się/r~'"ł909 г . ) , ale w y g l ą d a n a 50. Koszule nosi

k t ó r e g o w ó d k a —• a l k o h o l (był) i jest religią i » b o g i e m « " .

dla

33

�Sam

j e d n a k nie

s t r o n i c a ł k o w i c i e o d alkoholu.

Czyni

to

N i g d y i c h j e d n a k nie kopiuje.

Przeciwnie. T y g o d n i a m i chodzi

j e d n a k u m i a r k o w a n i e . W y p i j a co d z i e ń b u t e l k ę p i w a , za t o nio

zamyślony i rozważa, jak

p a l i , j a d a bardzo skromnie — g ł ó w n i e m a k a r o n , j a j a , chleb, j a r z y ­

jest dla niego n a j w y ż s z ą w a r t o ś c i ą — ś w i a t n i e p o j ę t y , nieza-

ny, popija h e r b a t ą , n a j c h ę t n i e j z c y t r y n ą .

k ł a m a n y , radosny, w j a k i pragnie w i e r z y ć i doprawdy wierzy.

p r z e d s t a w i ć w ł a s n ą wersję tego, co

W s p o m n i a ł e m , że m a l o w a n i e poprzedza n a m y s ł , m e d y t a c j a .

W wiosce, w k t ó r e j p a n o s z ą się m a k a t k i jarmarczne (zresztą

Co pewien czas p r z e g l ą d a posiadane k s i ą ż k i , z w ł a s z c z a te, w k t ó ­

wielkiej u r o d y — J . O . ) , t w ó r c z o ś ć A l b i c z u k a jest ewenementem.

rych znajdują

P o m y ś l e ć , c z ł o w i e k t e n c z y t a k l a s y k ó w l i t e r a t u r y , koresponduje

34

się naturalistyczne w i z e r u n k i

kwiatów i roślin.

�П. 7. В . Albiczuk, Ogród, ol/pł., 6 5 x 5 1 e m . 1969. I I . 8. В . A l b i c z u k , Majowy hymn Słońca przed wschodem, ol/pł., 66x50,5 c m . 1974.
II. 9. B . Albiczuk, Ogród, ol./pł., 7 3 x 5 6 c m . 1976. I I . 10. B . A l b i c z u k , Ogród. I I . 11. B . A l b i c z u k , Poranek w lesie z jeleniem na po­
lanie, o l . / p ł . , 65x52,5 c m . 1972.

35

�ii

ze znawcami sztuki, s t w o r z y ł sobie p r z y t y m na m a ł y m s k r a w k u

z sierści skubanej z k o ń s k i e g o b o k u . Obecnie maluje

w ł a s n e j ziemi w ł a s n y ś w i a t , no i cierpi. Cierpi w

f a r b a m i , „ T a l e n s a m i " . K o r z y s t a r ó w n i e ż z d o b r y c h pędzli za­

napięciu

aktu

tworzenia.

Wierzy,

że

natura

najwyższym

jest

najwyższą

granicznych. F a r b y i p ę d z l e o t r z y m u j e o d o s ó b i instytucji zain­
teresowanych jego t w ó r c z o ś c i ą . Pracujo t a k :

wartością.

drogimi

na

początku —

A l b i c z u k k o n t a k t u j e się z i n s t y t u c j a m i i osobami zaintere­

zgodnie z t e m a t e m , c z y l i w i z e r u n k i e m o d p o w i a d a j ą c y m porze

sowanymi jego p r a c a m i . A l e co jest z a s k a k u j ą c e . M i m o w i e l k i c h

r o k u — „ k ł a d z i e " stosowny p o d k ł a d , jeśli m a t o b y ć lato, to

pochwał i namów,

p o d k ł a d jest u g r o w y , jeśli z i m a — t o b i a ł a w o s i n y , jeśli jesien­

0

z dziełami swymi

rozstaje

się

niechętnie.

n i e k t ó r y c h z g ó r y m ó w i , że ich nie sprzeda. Zdarza się, ż e

ny,

to

płowofioletowy,

jeśli

wiosenny, t o

jaskrawosoczysto-

oddaje je za darmo, gdy jest przekonany, że t a k p o w i n i e n p o s t ą p i ć .

zielony. Z a l e ż n i e od t e m a t u maluje odpowiednie rośliny, zgodnie

G d y m u s i — sprzedaje zawsze n i e c h ę t n i e . T o go r ó ż n i zdeoydo-

z p o r ą r o k u . N a n i e k t ó r y c h obrazach przedstawia p t a k i żyjące

wanie od ś r o d o w i s k a , od m a l a r z y m a k a t . O n i s p r z e d a j ą za nie­

w d a n y m czasie, w zimie — gile, w leoie — m a k o l ą g w y itd.

wielkie p i e n i ą d z e t o , w co w i e r z ą , ale

Maluje precyzyjnie, j a k m i s t r z o w i e ś r e d n i o w i e c z n e g o czy rene­

Albiczuk

z obrazami,

k t ó r e n a p r a w d ę ceni, nie chce się r o z s t a ć . G d y b y je

sprzedał

•— m ó w i - p o s t r a d a ł b y d u s z ę . I nie m a p o w o d ó w , b y t e m u oś­

sansowego m a l a r s t w a . A l e

najbardziej

zachwyca

obrazu, jego h a r m o n i j n o ś ć , w y w a ż e n i e p r o p o r c j i

kompozycja

poszczególnych

r o ś l i n - k w i a t ó w . M a p r z y t y m w p r o s t n i e z w y k ł e poczucie koloru.

wiadczeniu nie w i e r z y ć .
Jest jeszcze jedna p r z y c z y n a , dla

której

niechętnie

roz­

J e ś l i się z w a ż y , że a r t y s t a u k o ń c z y ł t y l k o cztery dawno oddziały

staje się n a w e t z m n i e j w a ż n y m i dla siebie p r a c a m i . N i g d y nie

s z k o ł y , że ż y j e w ś r o d o w i s k u , gdzie n a j w y ż e j cenione są agresyw­

jest z n i c h c a ł k i e m zadowolony. W c i ą ż u w a ż a , ż e t o , co z r o b i ł ,

ne w barwie m a k a t k i , oleodruki, o b r a z k i z p o z ł o t k ą o charakterze

n a l e ż y p o p r a w i ć . Oto p r z y k ł a d . N a j e d n y m z o b r a z k ó w namalo­

dewooyjnym —

w a ł s a m i c z k ę m a k o l ą g w y , ale bez s ł o m k i niesionej do gniazdka.

gólnej

1 co się okazuje. A u t o r t r a p i się, ż e b y t ę s ł o m k ę n a m a l o w a ć .

k u l t u r z e l u d o w e j , i nie t y l k o

I t o t a k j a k „ b y ć p o w i n n a " . N a i n n y m obrazie — „ l i p c o w y m " —
tło w środkowej partii wyszło malarzowi, jak twierdzi,

wymowy.

t w ó r c z o ś ć Bazylego A l b i c z u k a
Jest t o t w ó r c z o ś ć bez

nabiera szoz

precedensu w

nas

ludowej.

L o g i k a o b r a z ó w A l b i c z u k a , k t ó r a uderza j u ż w pierwszym

nadto

z e t k n i ę c i u z jego p ł ó t n a m i , jest — j a k to s t a r a ł e m się pokazać

ciemno. N o i p o s t a n o w i ł t ł o r o z j a ś n i ć . A l e proces dochodzenia

— nie t y l k o estetycznego p o r z ą d k u . Jest t o logika, k t ó r a wynika

do decyzji t r w a j u ż więcej n i ż 3 t y g o d n i e . N a l e ż y on b o w i e m

przede w s z y s t k i m ze sposobu m y ś l e n i a i odczuwania malarza.

do

Z w r ó ć m y u w a g ę c h o ć b y na d o b ó r k w i a t ó w i r o ś l i n w obrazach.

tych

wyjątkowych

twórców,

którzy

decyzje

artystyczne

A l b i c z u k nie maluje r ó ż szlachetnych, bo s ą — twierdzi — jak

w a ż ą a ż do przesady.
Albiczuk

wyhodował

ogród, aby

przeżywać

jego

uroki...

„ g ł ó w k i k a p u s t y " . N a t o m i a s t c h ę t n i e przedstawia kardiominę,

A l e nie t y l k o w t y m celu. G d y w n a s t ę p s t w i e p ó r r o k u zmienia

c z y l i r z e ż u c h ę , d z i e w a n n ę , f i r l e t k i oraz i r y s y . One m a j ą „kształt

się n a t u r a , zmienia się r o ś l i n n o ś ć w jego ogrodzie — śledzi „ p r a w ­

j a k ś w i e c a " , s ą proste, d o d a j ą u r o k u obrazom. One go wzmac­

d ę p r z e m i a n y n a t u r y " i maluje t a k

„ j a k jest n a p r a w d ę " .

To

n i a j ą . Pisze o sobie w j e d n y m z l i s t ó w : ,,(...) lubię krajobrazy

wyznanie a r t y s t y wydaje się n a j w y ż s z y m p r z e s ł a n i e m jego r o z u ­

pagórkowate,

mienia p o j ę ć m o r a l n y c h .

w obrazach nie m o g ę w y z w o l i ć się z r ó w n i n . W i d a ć jest to przy­

górzyste,

lecz nie

doliny

i nie

podmokło. Ale

maluje? Przede w s z y s t k i m z n a j g ł ę b s z y m zastanowie­

zwyczajenie p r z e j ę t e z p r a o j o ó w . . . Jeszcze raz powiadam, piękno

n i e m , nie dla p i e n i ę d z y , nie n a efekt, nie dla uznania o s ó b , k t ó r e

daje n a m zadowolenie w i ę k s z e niż cokolwiek, w i ę k s z e niż CHLEB."

Jak

sobio m ó g ł b y c e n i ć , nie dla nagrody. D o p r a w d y jest to czło­
wiek w „ p e ł n i n i e z a l e ż n y " — j a k sam m ó w i — w o l n y .
O d k i l k u n a s t u l a t maluje wszystkie swoje obrazy n a p ł ó t n i e .

• Swoje

pejzażo-ogrody

ozdabia

zależnie

od

p t a s z k a m i . W p e j z a ż a c h l e t n i c h maluje m a k o l ą g w y ,

pory roku
barwniej­

sze s a m c z y k i i p ł o w o - s k r o m n e samiczki, k t ó r e w dziobie trzymają

P o c z ą t k o w o c z y n i ł t o f a r b a m i o l e j n y m i , d o s t ę p n y m i w sklepach

s ł o m k ę do u w i c i a gniazda. W obrazach z i m o w y c h oczywiście gile.

w B i a ł e j Podlaskiej. M a l o w a ł w ó w c z a s p ę d z l a m i w ł a s n e j r o b o t y

W i n n y c h — ukazuje p t a s z k i , o k t ó r y c h nic nie potrafi powie

36

�dzieć, są one dla niego znakiem czy s y m b o l e m n a t u r y , w o l n o ś c i

w y p o w i e d z i e ć w n i e p o w t a r z a l n y s p o s ó b swoje doznania i swój

— a więc toj wartości moralnej, tej p r a w d y , k t ó r ą ceni n a j w y ż e j .
Zaozął Albiczuk m a l o w a ć we wczesnej m ł o d o ś c i , ale dopiero

stosunek do ś w i a t a ,

do p o d s t a w o w y c h p r o b l e m ó w

etycznych

A b y z o r i e n t o w a ć się w k i e r u n k a c h p o s z u k i w a ń

twórczych

człowieka.

w późnych latach życia s t a ł się t y m , k i m jest. Z ł o ż y ł o się na
to wiole przyczyn, l e k t u r y , p r z e m y ś l e n i a , k o n t a k t y z l u d ź m i ,

A l b i c z u k a , w a r t o m o ż e jeszcze p r z y t o c z y ć k i l k a t y t u ł ó w

których ceni. Malarstwo jest dla niego w y r a z e m

prac.

stosunku

do

życia, do świata o t a c z a j ą c e g o . D z i ę k i n i e m u i s w y m p r z e m y ś l e ­
niom zdobył coś, co m o ż n a n a z w a ć

ładem

„ J e s i e ń z l e c ą c y m ż u r a w i o m " , „ L e t n i a noc ze w s c h o d z ą ­

domością norm, k t ó r y m i się w ż y c i u k i e r u j e .
twórczość,

cym

nie­

księżycem",

„Poranek

w lesie

z jeleniem na

polanie",

„ W r z o s o w a p o l a n k a r a n k i e m w lesie", „ N a r o z d r o ż u " ,

łatwo znaleźć jej n a j w a ż n i e j s z e ź r ó d ł a . A l e jedno m o ż n a w s k a z a ć

bylinowy

bez obawy popełnienia b ł ę d u — znaczenie p r z e ż y ć z ł a t m ł o ­

w maju",

dości na formowanie się o s o b o w o ś c i a r t y s t y . B a z y l i A l b i c z u k —

w czerwcu", „ O g r ó d
(a t a k ż e

z niebem", „ O g r ó d

we w s z y s t k i c h p o z o s t a ł y c h

„Ogród
kwitnący

porach

roku,

nie w y ł ą c z a j ą c z i m y s ł o t n e j i „ p r a w d z i w e j " — J.O.), „ P o l e " ,

— syn rodziców p r a w o s ł a w n e g o w y z n a n i a — d o j r z e w a ł w wiosco,

„Maj

w której miały miejsce w l a t a c h w o j n y b u d z ą c e z g r o z ę wydarze­
nia na tle różnic

jego

k o r z y s t a z n a z w y „ O g r ó d " . Ale

o t o inno n a z w y - t y t u ł y :

moralnym, świa­

Niełatwo objaśnić t ę b o g a t ą i n i e z w y k ł ą

Oczywiście najczęściej

przed wschodem s ł o ń c a " , „ M a j o w y

h y m n Słońca

przed

w s c h o d o m " , „ L o t n i w s c h ó d S ł o ń c a " (autor słowo «slonce» zaw­

narodowościowo-wyznaniowych.

sze pisze d u ż ą l i t e r ą , odpowiada t o jego przekonaniom o naj­

Do 1939 r, we wsi zgodnie w s p ó ł ż y l i z a r ó w n o k a t o l i c y , j a k

w y ż s z e j w a r t o ś c i s ł o ń c a w ś r ó d wszelkich p r z e j a w ó w n a t u r y —

i prawosławni, później z a c z ę ł y się k o n f l i k t y , rozpalone, j a k pisze

— J.O.), „ D a m a w ogrodzie", „ L a s " , „ K w i e c i e ń " , „ M a j " oraz

Albiczuk, ,,od z e w n ą t r z " . Sam k o n f l i k t ó w t y c h nie b y ł ś w i a d ­

„Kwiaty".

kiem, alo gdy wrócił w 1945 r. do rodzinnej w s i , z o b a c z y ł i c h
W i e l e z t y c h o b r a z ó w t r u d n o d z i ś o d n a l e ź ć , z n a l a z ł y się

skutki. Był joszczo ś w i a d k i o m f a n a t y z m u i w a ś n i m i ę d z y przedsta­
wicielami tej samoj w i a r y . D z i ś r a n y się z a b l i ź n i ł y , n a m i ę t n o ś c i

w

rękach

opadły, wrócił spokój i harmonia w s p ó ł ż y c i a . W ś r ó d 70 r o d z i n

a r t y s t ę do sprzedania obrazu. N a szczęście s p o r ą k o l e k c j ę dziel

osób

przygodnych,

nachodzących

i

nagabujących

w Dąbrowicy Małej żyjo oboenio 8 r o d z i n p r a w o s ł a w n y c h ; przed

A l b i c z u k a z g r o m a d z i ł L u d w i g Z i m m c r e r , c h r o n i ą c jo przed za­

wojną proporcjo b y ł y inne, p r z e w a ż a ł a l u d n o ś ć

t r a t ą w ś r ó d l u d z i s n o b u j ą c y o h się s z t u k ą „ n a i w n ą " . N a t o m i a s t

prawosławnego

w muzoach ( E t n o g r a f i c z n y c h w Warszawie, K r a k o w i e , L u b l i n i e

obrządku.

i in.) znajduje się zaledwie k i l k a o b r a z ó w , nie d a j ą c y c h p o j ę c i a

Dla Albiczuka k o n f l i k t y wyznaniowe b y ł y w s t r z ą s e m , k t ó r y
Spowodował, żo ostatocznio o d s z e d ł o d swej w i a r y .

o drodze artystycznej m i s t r z a z D ą b r o w i c y M a l e j . A p r z e c i e ż

„Szukałom

serca i rozumu nio w religii — n a p i s a ł a u t o r y z u j ą c tekst

t y l k o „ O g r o d ó w " a r t y s t a t e n w y k o n a ł co n a j m n i e j k i l k a n a ś c i e .

tego

Jak

artykułu — nie w n a r o d o w o ś c i , ale w p r a w d z i w y m c z ł o w i e k u ,
wolnym od wszelkiego f a n a t y z m u " . A l e w ś r o d o w i s k u , w k t ó r y m
dane mu było p r z e b y w a ć , w y b ó r ,

jakiego d o k o n a ł ,

kompensaty, ukojenia, aby, j a k sam m ó w i , „ o d n a l e ź ć

podkreślam

wymagał

tragedio

nękające

II. 12. B . Albiczuk, Ogród zimą

jogo

rodzinną

tu

zasługi

BHZ

L u d w i g a Z i m m e r o r a , żo

„Desa"

naciskiem

zabezpieczył

Ludziom takim,

j a k Zimmerer i J a c k o w s k i a r t y s t a

zaw­

dzięcza niomało. Oni służyli m u r a d ą , zachętą i p o m o c ą , zwłaszcza

wioskę,

z domkiem, ol./pł., 7 1 x 6 ñ c m . 1971. I I 13. B . A l b i c z u k , Ogród zimą.
o l . / p ł y t a , 5 0 , 5 x 3 8 c m . 1973. I I . 15. B . A l b i c z u k , Bociany na łące.

U

poprzez

Dlatego z t a k i m

dzieło t w ó r c y r ó w n e g o n a j w i ę k s z y m naszym a r t y s t o m .

siebie".

Twórczość malarska i h o d o w l a k w i a t ó w p o z w o l i ł y m u — j a k
sądzę — przeżyć

m o ż n a się d o m y ś l a ć , najcenniejsze

w y w ę d r o w a l y poza granice k r a j u !

U . 14. B . A l b i c z u k ,

Kwiecień,

15

37

�П . 16. В . A l b i c z u k , Czerwcowy poranek,

w pierwszym, t r u d n y m
zaprezentował

na

ol./pł., 7 0 x 5 6 c m . 1975. (Wł. P M E Warszawa). I I . 17. B . A l b i c z u k , szkic do obrazu.

Albiczuka

nie nie u w a ż a się za „ n a i w n e g o " za „ n i e d z i e l n e g o " czy „ludowego"

„niezawodo­

m a l a r z a . Z n i k i m i z n i c z y m nie u t o ż s a m i a się w sztuce. Świat

okresie. J a c k o w s k i obrazy

najważniejszych

wystawach

samorodnej
w

s z t u k i interesuje go t y l k o w odniesieniu do w ł a s n e j twórczości.

73

N i e zna w a r t o ś c i w y ż s z y c h n i ż te, do k t ó r y c h sam doszedł w naj­

Neuchatel

w i ę k s z y m n a w e t t r u d z i e , samotnie, bez r o d z i n y , bliskioh przy­

w B r a t y s ł a w i e (1066 i 1972), w y s t a w ę Naiwni

Zagrzebiu, w y s t a w y

i Stuttgarcie (1967
plastyki

plastyki

sztuki

naiwnej

w

г.), L o n d y n i e (1969), Budapeszcie ( w y s t a w a

amatorskiej

Triennale

Polskiej

krajów

socjalistycznych

nieprofesjonalnej

1974

г.),

jaciół.

I

S ą d z ę t e ż , że t o , co A l b i c z u k w n o s i do d o r o b k u naszej sztu­

(1974 r . ) w Szczecinie, K r a ­

k i , nie da się s p r o w a d z i ć do „ w z b o g a c a n i a " o „ n o w e odcienie".

kowie, Warszawie, s ł y n n ą w y s t a w ę Inni

—

5

sztuki

w y c h " w k r a j u i za g r a n i c ą , że w y m i e n i ę t y l k o : Triennale

„Za­

To p r z e c i e ż g ł ę b o k o uzasadniony w y b ó r e t y c z n y , decyzja, kim

c h ę c i e " (1965 г . ) , o d k t ó r e j z a c z ą ł się „ r u n " na obrazy A l b i c z u k a .

w warszawskiej

b y ć n a l e ż y , a k i m b y ć m o ż n a . A l b i c z u k w s w y m dziele wnosi

Aleksander J a c k o w s k i , dobrze z o r i e n t o w a n y w
artystów

nieprofesjonalnych, t a k

o nich

napisał:

twórczości
„O

najwy­

w a r t o ś c i rzadko spotykane, w a r t o ś c i etyczne, k t ó r y m daje wy­
raz z a d z i w i a j ą c o d o j r z a ł y a r t y s t y c z n i e .

bitniejszych m o ż n a b y p o w i e d z i e ć , że s ą j a k g w i a z d y ś w i e c ą c e

J a c k o w s k i pisze — i t u t r u d n o się z n i m nie zgodzić, iż:

w ł a s n y m ś w i a t ł e m . Znajduje się t u w i ę c N i k i f o r , Monsiel, Ociepka,

,,(...) j o d y n i e c i e k a w ą jest t w ó r o z o ś ć , k t ó r e j ź r ó d ł a t k w i ą w zaka­

ale t a k ż e m a l a r k a k w i a t ó w M a r i a W o j t o w i c z

m a r k a c h ludzkiej p s y c h i k i , k t ó r a u j a w n i a czy w r ę c z demaskuje

oraz — o g r o d n i k
:

4

BAZYLI ALBICZUK" .

to,

co

jest

autentycznym

problemem

czy

nawet

dramatem

mogą

c z ł o w i e k a . . . Jest s m u t n ą p r a w d ą s z t u k i naszego czasu, że coraz

b y ć w y b i t n i e i n t e r e s u j ą c e — c z y t a m y dalej — w z b o g a c a j ą obraz

t r u d n i e j jest p o w i e d z i e ć coś w a ż n e g o , a n a w e t t y l k o nowego".

„Wyselekcjonowane

dzieła

artystów

nieuczonych

s z t u k i naszego czasu o nowe odcienie". W t y m miejscu nie zga­
dzam się j e d n a k z J a c k o w s k i m . A l b i c z u k nie jest t y l k o

„nie-

A l b i c z u k m ó w i p r a w d y w a ż n e , m ó w i w s p o s ó b p i ę k n y i so­
bie t y l k o w ł a ś c i w y , i w t y m l e ż y w a r t o ś ć jego o b r a z ó w . Sądzę,

u c z o n y m " , w k a ż d y m razie o k r e ś l e n i e t o nie m ó w i o t y m , co

że w c i ą ż są one niedoceniane, że c z ę s t o p a t r z y się na nie poprzez

jest dla tego a r t y s t y n a j w a ż n i e j s z e , o jego ś w i a d o m o ś c i i pos­

m o d ę na „ n a i w n y c h " , nie d o s t r z e g a j ą c tego, co jest w nich wy­

ł a n n i c t w i e . W y r ó ż n i a go t o s p o ś r ó d i n n y c h . N i e jest t e ż i absolut­

jątkowe.

P R Z Y P I S Y

1

cyjny

B a z y l i A l b i c z u k , Szczęście
Stowarzyszenia

n r 7—8, s.
2

3

„Biuletyn

Ludowych",

Informa­

Lublin

1974,

30.

A n n a W a w r z y c k a , Polski

n r 4 (372) z

w ogrodzie,

Twórców

4

Aleksander J a c k o w s k i , Plastyka

Szt. l u d . " , R . X X V I I I ,
Celnik Rousseau,

„Perspektywy",

15.Х.1976.

D z i ę k i życzliwości odbiorcy t y c h l i s t ó w , m o g ł e m skromne

f r a g m e n t y i c h w p r o w a d z i ć do t e k s t u . L i s t y te, pisane o d
r o k u , z n a j d u j ą się w P r a c o w n i S z t u k i Nieprofesjonalnej

1965

Instytutu

S z t u k i P A N . Z a r ó w n o one, j a k t e ż i korespondencja z L u d w i g i e m

Fot.: J . Olędzki — il. 2—4,

38

Z i m m e r e r e m s t a n o w i ć m o g ą p r z e d m i o t osobnej pracy.

5

Albiczuk

z

nieprofesjonalna,

„Pol.

1974, n r 4, s. 105 i n a s t ę p n e .

katalogu

wystawy

w

Zagrzebiu

wyróżnił'

c h o ć t e ż z z a s t r z e ż e n i a m i , j e d y n i e obraz J . Generaliea Cyganie,
oraz prace I w a n a R a b u z i n a .
M i m o iż n i e o h ę t n i e przystaje n a

wszelkie klasyfikowanie

go, n a l e ż y do „ S t o w a r z y s z e n i a T w ó r c ó w

Ludowych".

10, 13; M. Pokropek — il. 1, 15; B . Sowilski — il. 16; J. Świderski — il. 5, 6-—9, 11, 12, 14

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6756" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6736">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3a1f2021a2882c1365531cea45a12926.pdf</src>
        <authentication>307e30d47ed02e5f4156aa8fce791c23</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80458">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4409</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80459">
                <text>1976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80460">
                <text>estetyka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="80461">
                <text>Szczypawka-Ptaszyńska,Helena - rzeźbiarka ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80462">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4102</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80463">
                <text>Pacierze Szczypawki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1976 t.30 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80464">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1976 t.30 z.1; s.29-42</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80465">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80466">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80467">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80468">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80469">
                <text>I I . 1, 2. Helena Szczypawka-Ptaszyńska, Maluszyn woj. płockie.

Jacek Olędzki
PACIERZE SZCZYPAWKI
UWAGI O Z A L E Ż N O Ś C I

D Z I E Ł A SZTUKI O D P O G L Ą D Ó W

ESTETYCZNYCH I ETYCZNYCH ARTYSTY

...wiele się nie zadawać,
nie Irza wierzyć
dzisiaj ludziom, bo prawdy nie chcą,
powiedzieć,
powiedzą
inaczej i robią inaczej, w błąd człowieka
wprowadzą...
Mnie tam już mało to interesuje, jak inne robią i czynią...

Rzeźby siedemdziesięciodziewięcioletniej Heleny Szezypawki-Ptaszyńskiej z Maluszyna koło Gójska w Sierpeckiem — już
od dawna spotykają się z zainteresowaniem. Sie jest ono jednak
zbyt wielkie i na pewno nie odpowiada znaczeniu i powadze
twórczości tej artystki. W jednym tylko przypadku można
mówić, że dzieło to zostało w pełni docenione. Otóż na wystawie
„Sztuka ludowa w trzydziestoleciu P R L " autorzy ekspozycji
ukazali rzeźby Ptaszyńskiej na samym początku sali, wyróżniając
je tym sposobem z ogromnej ilości prac żyjących i nieżyjących
już artystów. Rzeźby te usytuowane zostały w lewym od wejścia
szeregu, przed pracami Soboty i Herodka. Przykuwają one
uwagę widza wartościami zdecydowanie artystycznymi. I to, że
jest Helena Ptaszyńska artystką wielką, nie ulega dla piszącego
te słowa najmniejszej wątpliwości.
1

Od dawna interesowały mnie w sztuce związki między dzie
lem a twórcą, jego wrażliwością estetyczną, światopoglądem
i etyką. Interesowało mnie — jakim normom moralnym hołdują
twórcy. I jaki zachodzi związek między wrażliwością etyczną
artysty a jego spełnianiem się w działaniu artystycznym. Jakie są
te związki — wprost proporcjonalne, odwrotnie proporcjonalno
czy jeszcze,inno ?
Poznałem Helenę Ptaszyńska po raz pierwszy w połowic
czerwca 1975 r. Rozmawialiśmy parę godzin, do zmroku. Tuż
poza samym obejściem, nad brzegiem stawu — mokradła. Obejście
jest starannie odgrodzone od dróg dojazdowych. Nie można przed
dom zajechać wozem czy motocyklem. Aby dostać się do środka,
trzeba się schylić albo pod żerdziami, albo pod drutami okalają­
cymi przylegające do budynków pastwisko. O wejściu obcego
29

�alarmują nie psy, lecz indyki. Gospodarstwo-kolonia położona
z dala od innych należy do małżeństwa Syskich. Helena Ptaszyńska zamieszkuje u nich od 4 lat. Po czterokrotnym owdo­
wieniu, tu szukała i znalazła wybrane przez siebie schronienie.
Rozmawiamy — jak powiedziałem — nad brzegiem stawu,
w miejscu, gdzio od dłuższego czasu przesiaduje popołudniami.
Siada na szczeblu drabiny opartej o strzechę. Przed sobą ma
widok na staw pełen zieleni, wierzby, horyzont, gdzie zachodzi
słońce, widok w kierunku nie opodal położonego Gójska, na
kościół w tej miejscowości oraz na wieś Mościska, w której się uro­
dziła, przez wiele lat żyła i którą opuściła, przychodząc tu — do
gospodarzy Syskich w Maluszynie.
Na stawie wśród zieleni żółcieją mieczyki. Pytam więc o nie
na początku rozmowy. — A tak, tam coś rośnie — odpowiada ...
Urodziła się wyjątkowo mała, jako jedno z ostatnich dzieci
gospodarzy małorolnych, którzy mieli dzieci siedmioro. Rodziców
pamięta jako bardzo dobrych ludzi. W odróżnieniu od innych
w wiosce, hodowali z największym zamiłowaniem nie konie,
krowy czy owce, lecz świnie. I nazywano ich świnopasami. B y l i
biedni, chociaż zamożni, hodując dużo świń... Oto relacja prze­
pisana wiernie z nagrania na taśmie magnetofonowej :
Przebieg życia
— Matka moja nazywała się Ziółkowska. Wyszła za mąż za
Kwiatkowiaka. Ale używali nazwiska Kwiatkowscy.
Najpierw, jak rodzice tam w Mościskach nastali, to mieli
26 morgów. Tam była słaba ziemia, kartofle rodziły się malutkie.
Moje rodzice to takie byli dobre, że jak zabili świniaka, to
już ludzie wiedzieli o niem i wszyscy przyśli i rozebrali. A lojciec
pożyczył. Mama, powiada, je chowała, a ludzie poŻ3'Czką roze­
brali... A ci ludzie to tak mówili — nie umią uchować, ani nie
umią zjeść na niego. To takie ludzie dzisiaj.
Nas było dzieci pięć, a wszystkich to siedem, bo były i łojczyno... Mama przód umarła, ojciec później... Ja nie mogłam
chodzić wcale, ja na te angelską chorobę chorowała, ciężko.
Ale teraz wyleciało z głowy... Z elementa nauczyłam się też
czytać. Elementy kupił brat... A, o, b, c, d, e, f, g, o już wszystko.
Rozjechali się do Ameryki, inne się pożeniły. Zostałam sama
z rodzicami. Jak powiadam — nie mogłam chodzić wcale, ja na
te angelską chorobę chorowała ciężko. Nogi miałam pokrzywione
i nie mogłam wcale chodzić. I mój dziadek przyszedł do moich
rodziców i pojechali do Skępygo ze mną na ofiarę. Jak poszłam
i obeszłam tam w koło tego krzyżyka na tem cudownym miejscu
w Skępem, na takiej górce, taka górka wielka. I tam ludzie
ofiarę obchodzą koło tego krzyżyka. I mówi dziadek, trzy razy
trza obejść z tu dziewuszku, to ona może odzyska moc chodzenia.
Może Matka Najświętsza wyzwoli. Obnieśli mnie. A drugi raz
już zem sama na swoich nogach chodziła. To tyle widziałam.
Miałam już lata, zobym do Skępygo przyszła. Było u mnie
tyle lat, że dziecko już chodzi, a nie chodzi.
Drugie takie cudowne wydarzenie to miałam, że Matka
Boska m r u g a ł a (z satysfakcją). W Skępym! Oczami! Mru­
gała! W wielkim ołtarzu! O, było to pare lat temu, jak chodziłam
piechotą. To było na Matki Boskiej Siwnej. To było kawałek
czasu, paro już lat... Jakom patrzała, to zupełnie mrugała Matka
Boska.
Ja miałam wyjść na zakonnicę. Ale moje ojcy mnie tylko
mieli, a to ci, to wszyscy się rozlecieli. No i elito ich mial do­
chować ?
A to tak było :
Przyjechała zakonnica do Klasztoru do Skępygo i opowiedziała
mi wszystko, jak zakonnice żyją i jakie szczęście u Boga mogą
sobie wyrobić. I mnie się to spodobało. I chciałam wstąpić do
Franciszkanów.
A lojco moje, to byli dobrzy ludzie. Oj, dobrzy.
Ktoś i nie miał z nimi żyć. Nie chcieli ze żadnymi żyć, jak
zo mną. I ja ich posłuchałam. Mówią, droższe są łojcy. Męża
można nadrobić i drugiego, a łojców już człowiek drugich nie ma.
30

Ja już niemłoda była, miałam dwadzieścia i coś, kiedym się
ożeniła. Miałam śtyrech chłopów. No, już sam Pon Bóg dał.
Ten ostatni to był niedobry. Był niedobry, bo był niegospodarz
(zdecydowanie), mnie nie słuchał i nie szanował. Za moje dobre,
to mi złem odpłacał. Ja to jestem dla kożdego dobra (z pewnym
rozrzewnieniem). Ostatni się nazywał Ptaszyński. I ja się tak
muszę nazywać, bo tak wychodzi. Pierwszy to był znowu Macie­
jewski.
Adam Maciejewski ... to taki był, że słuchał ludzi, nie mnie.
Jak go kto nastroił, taki był. I drugi był dobry, mądry i trzeci
dobry. Jak bym mu s e r c a oddała! Chyba nie ma człowieka,
który by powiedział, że ja byłam niedobra dla kogo.
Jeden po drugim umierali m ę ż a . . . Jak jeden umarł, to
trzeba było brać drugiego, bo miałam gospodarkę, to sama nie
dam rady, są krowy, są świnie: szkoda tego zmarnować.
Maciejewski to taki był, że ludzi słuchał. Jak ludzie kazali
wziąć i palić papierosy, to palił, jak w karty grać, to grał. To co to
za chłop ?!
Drugi znowu się nazywał Gołębiewski. To był Gołębioski
(wstydliwie, z zażenowaniem). No, Gołębiewski się nazywał ...
Trzeci się nazywał Szczypawka ..., a to był taki chłop
gruby i tłusty! Nie myślał umierać, i ja nie myślała, że on jesce
umrze ... A jego zawiało. Pracował tam u sonsiada, bo ten sonsiad
maszynowa! zbożo i jego zawiało. Taki przeciąg był ... I już od
tej pory musioł umrzeć. Ja już poszłam do Gójska, zadzwoniłam
po lekarza i po księża w tej nocy i wszyśko.
... Jak brat poszedł do Ameryki, to ja sama w kunie robiłam
i na kuniu jeździłam, bom się napracowała. Wsiadałam na kunia,
talii dobry był, i przywoził mnie do domu ...
Mój brat nim pojechał do Ameryki, kupił sobie samouczek
polsko-angielski i nauczył się po angielsku. Nawet i ja nauczy­
łam się dużo słów angielskich: mało dziecko — charli litło, okno —
fauwildeoch.
Z tego powodu musiałam zaopiekować się swoimi rodzicami,
a przede wszystkim gospodarstwem, które opuścili moi bracia
i siostry. Zajęłam się hodowaniem świń, bo była to podstawa —
wcześniej już było mówiono — że hodowaliśmy świnie, dla świń
to trzeba było kupować. Kupowałam im jedzenie. O mój Boże!
U mnio świń było dużo, ja chowałam dużo świń — proszę pana —
ja chowałam trzy maciory. Ja im kupowałam jedzenie, kartofle,
bo tam była — jak mówiłam — słaba ziemia — to się na niej
mało urodziło, tam kartofle przeważnie były malutkie. Jo, to tyż
świniakom wiele ich nie można było dać, bo mało było i musiałam
je hodować. To było moje ulubienie ... Jak śtyry karmiki zapro­
wadziłam, to miałam z pięćdziesiąt świń, oj, to moje ulubienie!
Jak one żarły trawkę. Nieraz aż pod Gójsk poszły. Bo mówię,
to szkoda, niech one idą pomalutku, to lepiej niech sobio źrą
trawkę, to l e p i e j . Ale jak zaszły za daleko, to ja idę za nimi,
biere kawałek chleba i one wracają za mną. L e l u t k i , bose,
m a l u t k i e . . . to pogłaskałam je i idą za mną. L e l u t k i ]
Na świnie to się wola, malutkie, maluńkie, malutkie (z wy­
ciszeniem), jak te, co ma, to znów mówi się dzieoiulki! dzieciulki!
A jak potem duże, to libusie, libusie (najczulej), na koniec, to
znów woła się kiziulek (już nie tak czule).
A na krowy, to laleczka, a na owce, to piekuchna, piekuchna
się woła.
Mieszkałam po śmierci Ptaszyńskiego u Kozaków we wsi
Modrzew. (Po spaleniu się rodzinnego obejścia w Mościskacłi —
J. O.). Ja tam byłam sześć lat na Modrzewie, to krótko ...
Potem mieszkałam u Dudów, to przodem przed Kozakami miesz­
kałam ... Nie, później to już w Maluszynie.
Mnio się dlatego nie podobało u Dudów, że uni takie byli,
miałam taką maciorę dużą, i ta maciora — mów i% — będzie
wam lęgła prosiaczki, bo była prośna, będzie lęgła to prosiaczki,
ja nie spałam parę nocy przy tych prosiaczkach, żeby im się aby
chowały, no i jem, że jeich będą prosiaki te, alo daję jedzenie
świni, bo świnia moja! A oni potom powiadają, że za moją świnię,
to mi dadzą takiego prosiaczka małego. I powiadają, pani to
urośnie ... (wypowiada to słowa bez żalu). Mówię, mój Boże,

�to mówię, ja już nie wytrzymam, toć jak nie śpię i wam wycho­
wam, i na tych świniach wyglęże, toć nie gadajcie tego, co mówicie.
Ale moja maciora pięciu średniaków im dala. Jednak i tego
było mało ... Takie ludzie są! To u Kozaków tak było i u Dudów
tak było.
Obecnie mieszkam u rodziny Syskieh w Maluszynie i chwalę
sobie to miejsce...
Syscy troskliwie opiekują się rzeźbiarką, która mieszka
u nich w komórce przy chlewie, żywią ją, i co ważne — pomagają
w realizacji rzeźb, których sama już nie może wykonywać ze
względu na stan zdrowia i podeszły wiek. Ale wróćmy do relacji
artystki.
— Moje zdrowie to liche ... Czasem to śpię dobrze, a czasem

to nie mogę spać. Dzisiaj to takiem spała, że byłam nieżywa.
Nic nie wiedziałam o świecie. Akem odeschłam, już dzień
wtedy, to dla mnie najlepiej jak usnę. Już człowiekowi dosyć ...
Szczypawka znów wraca do swego życiorysu:
— Mój pierwszy mąż, Maciejewski, to żeby m n i e słuchał,
a nie ludzi, to by żył dłużej. Ale słuchał ludzi, no to dlatego
złumarł. Bp się zaziębił. Bo poszedł to wsłużyć. Jak miał w domu
dobrze, to mu kazali służyć, że tam pszenne placki zje, pieką,
dają papierosy, wódkę piją. I on się na to umarł ... Ode mnie
nic nie był starszy. On był jeszcze młodszy. Trochę młodszy,
już nie pamiętam ...
Modlę się za swoich zmarłych mężów. O, tak! I za wszyst­
kich jednakowo, bo i tamten, co niedobry był, tyż może nie

�wiedział, co on robi. J u ż mu trza darować. Jak mu już Pan Bóg
sam z mojej strony nie pamięta..
Pierwszy umarł. Drugi umarł. Każdy umarł we wieku.
A ten trzeci, to był stary, już stary. I czwarty tyż umarł.
W trzy lata, jak się ożeniłam, urodziło się jedno, ale umarło.
To było z pierwszym mężem. (Czy próbowali mieć dzieci?)
0, tak! Ale już nie, już zdrowia nie było do tego.
Nie modliłam się o dzieci przez Skępską. Ja nie pragnęłam,
bo ja się przyjrzałam u ludzi, że są dzieci niedobre. Mówię, Pan
Bóg da mi opiekę i tak jak będę żyła. J a k ą opiekę mam, to bardzo
dobrą.
Toć zdarzają się dzieci dobre, ale próbować na dobre, a mieć
ich z pół mendla? (ze śmiechem). To już nie tak dobrze.
Jak ojcy dobre, to i dzieci powinny być dobre. A tak nie
jest ...
Nie modlę się za to zmarłe dziecko. Bo ksiądz mówił, że
za takich nie brak się nawet modlić, ani nigda. Bo une są szczęśliwemi. Bo przyszło na świat i zaraz zmarłoż. Nic nie było na
świecie. Mówi ksiądz, że takie dzieci idą prosto do nieba. I trzeba
w to wierzyć, nasza wiara nas tak uczy.
Modlę się do Matki Boskiej i do Pana Jezusa ...
Do Matki Boskiej, żeby wyprosiła mi zdrowie, łaskę u Boga,
bo una ma laskę u Pana Boga, taką jak nikt ni ma. To w takiej
intencji.
Modlę się tyż do Pana Jezusa. On udziela wszystkich łask.
Do Ducha Przenajświętszego — a do Pana Boga Ojca — ba, tyż!
Boże Ojcze, my Twe dzieci
płaczem, żebrzem lepszej doli.
Bok po roku marnie leci,
my w niewoli, my w niewoli ...

A czy to prawda panie — pan tyż nie wie — że jak człowiek
umrze, to podobno jego dusza jest pomiędzy temi ludziami
To dusze pomiędzy żywymi chodzą ... Jeżeli mają ducha nie
śmiertelnego, to może tak jest ?
Jak przeznaczony do czyszczą, to odpokutuje, a jak dc
nieba, to krótko mieszka w czyszczu. I pójdzie do nieba. A jaa
do piekła, to n a w i e k i podobno ...
O mój Boże, daj Boże, żebym poszła do nieba (żarliwie)
Daj Boże, o mój Boże ... Rada bym, żeby moja pani tyż poszła
Bo je dobra.
W Gójsku w ołtarzu jest Serce Jezusa, a w bocznych —
Matka Boska, Pan Jezus i Święty Józef. Zawsze się do nich modlę
Modlę się ja najwięcej na wieczór. Rano, jak mnie zacznie
dusić ta astma, tak mnie zmęczy, to już nie otworzę pyska nawet
Bo jak mnie weźmie kasiel (kaszle), nie mogę skończyć.
Odmawiam pacierze do Serca Pana Jezusa, do Matki Boskiej
Opieki, rozmaite.
Mówię nieraz:
Wszystkie nasze dzienne sprawy
Przyjmij litość Boże Prawy
A gdy będziem zasypiali
Niech się nawet syn nasz chwali.
Pan Bóg ma więcej niż rozdał. I mnio będzie wiedział, jaj
wynagrodzić.
Największa Radość Moja? J u ż nie będę mogła mówić ...j
Już muszę płakać ...
Żeby się dostać do n i e b a !
Trudno byłoby orzec, czy Helena Szczypawka (tak ją nazy­
wam, ponieważ jest to nazwisko trzeciego męża, którego uznała)
ma lub miała swoje obsesje męskie czy „seksualne". Oto jej od-

I I . 3. Świnie i pasterz, drewno lipow-e, malowane, wym. od 10x16 cm do 15 X 20 em.

32

�powiedź na pytanie „testowo" — K t o bywa lepszy, kobieta czy
mężczyzna ?:
— To zależy, jaki człowiek — baba dobra i chłop dobry, ale
jak który ...
No, ale kodeks moralny Szezypawki jest bogatszy. Oto pod­
stawowe stwierdzenia etyczne w t y m kodeksie.
Pojęcia etyczne
— W Zaszczytowem jest Kościół pod wezwaniem Świętego
Wawrzyńca Męczennika, żywcem oprawianego, tam do niego
się modliłam. Teraz chciałabym do Gójska mieć zamiar pójść,
może odpocznę, może pogoda będzie. Rada byłabym wyspo­
wiadać się, bo nieszczęście było, na Wielkanoc była wielka słota.
Spróbuję się tam udać.
Wiele się nie zadawać z ludźmi. Wiele nie trza dzisiaj mówić
ludziom, bo prawdy nie powiedzą. Powiedzą inaczej i robią
inaczej, w błąd człowieka wprowadzą ...
Ci co mnie okradli, to nie są dobrzy. Raz tacy pożyczyli,
a przyrzekali, że oddadzą, że wynagrodzą, a teraz nawet nie
przyjdą powiedzieć, żeby poczekać. Jednemu pożyczyłam dwa
tysiące, drugiemu stery, trzeciemu pięć tysięcy, bo ja miałam
pieniądze. Świnie chowałam, później rzeźbiłam. To już będzie
parę lat, jak pożyczyłam, a tera nie chcą oddać. Przeszły lata
i nie oddają ...
W kodeksie moralnym Heleny Szezypawki trzy wartości
uznano zostały przez nią jako najważniejsze:
— Honor mieć, uszanowanie u ludzi i sławę. To je najważ­
niejsze. Sława, to znaczy, żeby ludzie dobrze o człowieku mówili,
sprawiedliwie. A honor? Przecież jest „Honor Marija" ... Żeby

człowiek był czysty, żeby był wysławiony od ludzi, że to dobra
dusza ...
Rzeźb swoich to ja nie wykonywałam dla sławy! Nad któ­
rymi pomyślałam, to zrobiłam ...
Robić im, ludziom znaczy, dobrze! Liświacza to ja nie lubię
szanować. So takie, t u z a p a l i , t u z a g a s i . Liświacz, to
taki f a r y z e u s z , to on się samochwali, a nigdy nie przyjdzi,
jak mówi. To taki człowiek! To łun wodę pije. Tak. Nie lubię
tych faryzeuszów, wolałabym nie patrzeć na takiego człowieka.
To, żeby człowiek miał poważanie, to jest ważne. Jak czło­
wiekowi odbierzesz honor, to odbierzesz mu życie ...
Jakby co gadał na mnie, że ja tam ... łajdacze, tak nie tak,
to mnie to nie obchodzi, bo ja tego nie robię. Jakby kłamał, to
mnie to nie obchodzi ... Za nic ni mam tego człowieka, że kłamie,
ale ci gniewać się na niego nie wolno. Pan Jezus nie kazał się
gniewać ...
So dziś dzieciaki bez wychowania ... Trzeba wiedzieć, oni
chodzą do szkoły, ale Bóg broni od szkoły takiej. Co uważa Pan?
Przyjdzie taki i przymierzy mnie do siebie i powiada — o, jaka
malutka wyrosła. Mój Boże, to ja winna, żem malutka. Mój
Boże, ni za wielki nie winien sobie i malutki nie winien, jaki go
Bóg dał i wyrośnie, i jo. I trzeba Bogu dziękować i tylko honor
swój postawić, żeby być c z ł o w i e k i e m , nie osiustem i nie
kłamcą. Toto powinno człowieka sławić.
Spróbujmy poznać jeszcze odczucia estetyczne Heleny
Szezypawki. Odczucia te ściśle się wiążą z jej wyobrażeniami
religijnymi i etycznymi. W t y m , co mówi, powtarza się często
słowo ładny, jak mi się wydaje, jest ono dla Szezypawki jedno­
znaczne ze słowami — dobre i dobro.

I I . 4. Świnie, drewno malowane, wym. od 7 X 10 cm do 15 X 20 cm.

1

33

�Pojęcia estetyczno
— Ładne to są topole, grube już ładne, lata musiały rosnąć ...
(rozmowa w czasie spaceru) ...
O, jakie ładne te jarząbki, zakwitły, z togo owocu robią
takie smory czy cuś na smarowidła jakieś do chleba ...
Najbardziej podobają mi się róże. Dlatego, że są ładne.
Te kwiaty, co rosną na łąkach, też ładne (bez przekonania).
Rozmaite. Ale już nie są tak ładne jak róże. Nie!
Różowo, czerwone, to najpiękniejsze kolory, ale 'i niebieski.
— Dlaczego niebieski ? — Bo ładny. — A żółty kolor ? — Też
ładny.
— Dlaczego babcia maluje jeźdźców na czarno.
— Czasem, jak ta farba nadaje się na czarno, to tyż maluję
na czarno.
(O krajobrazie:) — Górzysto, to mi się nie podoba. Dlatego,
że to już nie je tak ładnie, bo na dole już nic nie widać za górą. —
— No, ale można na górę wejść i z góry popatrzeć. — Nuu, alo
to ciężko wejść, to ja już tam nie chcę wchodzić i oglądać ...
O, jak widzi wszystko daleko, o, jak tu, tam — Gójsk widać,
o, to ładnie.
Z drzew to mi się podoba lipa. Dlatego, że ona ma swoje
kwiaty takie, co nawet dobre są na herbatę.
Brzoza? Tyż dobra (niezdecydowanie). Ładna i choina,
i jeglija. Las łubie jak są jagody, bo jagody to lubię zbierać.
Najpiękniejszy to jest m a j . Dlatego to, że wiosna idzie piękna.
A zimy nie lubię, bo zimno. Nie, togo nie wytrzymuje.
(O szronie na oknach:) — Prawie że niektóre nawet i ładne.
Nawet ładne te kwiaty, taki rys ładny mają. Ale to jest jednak
niedobre, bo to zima ...
— Czemu nie popatrzę, popatrzę ... Nuu, i mówię se, żeby
takie wyrobić ładne kwiatki ...
Człowiek jak jest taki średni to ładny! Żeby był podług
wysokości kształtny i grubości szeroki. Mnie się podoba jak jest
wszystko takie podług siebie. A jak już są takie niekształtne,
to mi się nie p o d o b a ! Za szczupłe nieładne i za grube nie­
ładne ! Tylko takie ś r e d n i e ! ... Tak, jak moja (mowa o Syskowej, która obecnie opiekuje się artystką), to ł a d n e ! No i żeby
byli trochę rumiane (Syskowa ma bladą cerę), jak takieś blade,
to już nie wydają się ładne ...
— Pyta pan o zielone oczy. Odpowiem od razu: to takie
k o c i e oczy — zdradliwe. To niedobre oczy, to takie naprawdę
zdradliwe (mówi to jednak ze śmiechem, z właściwą sobie weso­
łością). O, niebieskie oczki, to ł a d n e ! Tak, ładne są oczki
niebieskie ... I ... czy ja wiem, takie, jakie mam ja (wesoło).
Inni tyż mają takie ł a d n e , niebieskie oczki.
— A jakie oczy ma babcia ?
— Ja tam mam piwne (mówiąc to, przygląda się moim
oczom).

— Piwne?
— Ko, j o !
— E, przecież są b ł ę k i t n e .
— Tak?
— Tam!
— Nu, m o ż e ? ? ?
I wpatruje się w moje oczy, które nie są nawet szare
saj
właśnie piwne i przekrwione. Osłaniają je ponadto przyćmiona
okulary ...
A jakie mają oczy krowy ? One mają — odpowiada Szcza
pawka — oczy m ą d r e , one widzą wszystko. One rozumieją
jak oczy baranów i świń, wszystko, co spotkać je może od czło
wieka. Oczy krowy rozumieją więcej niż oczy barana. Bo krowi
doi się parę razy na dzień ... A barana zarzyna raz do roku . I
Krowa to jest bardzo myślące stworzenie. Ona w i d z i i rozumie
zamiary człowieka. Tylko ona, żadne inne zwierzę. Nawet ko
tak jak krowa nie zrozumiał zamysłów człowieka... Tyłki
krowa potrafi przyglądać się człowiekowi. I o n a go widzi i stalą
obserwuje. Właśnie krowa! To stworzenie, które nazywają
bydle, chociaż cenią je bardziej niż dzieci. A stratę krowy opla*
kują mocniej niż bliskiego człowieka. Ja to rozumiem, ale i sil
zadziwiam: bo po co mówią na krowę — bydle ?.
Piękna krowa, to wiadomo, ma wymię pod sobą d u ż ej
Cycki jej są zdatne i miętkie do dojenia ... U niej różki powinny;
być ł a d n e . No, żoby była ł a d n a !
Zaś konik, żeby był ł a d n y , musi być p ł a s k i , k r ó t ­
k i e g o łba, a karczek musi nosić w g ó r z e . Powinien byd
maści gniadej. Jest wtedy naprawdę ł a d n y ! No, kasztan tyż
ł a d n y ! Oj, ł a d n y . . . — A koń biały? — Nie. Nie!—Dla-1
czego ? — Bo już ono t a k ą grykę mają na sobio (gryka w kułturzo
chłopskiej jest symbolem nędzy i niedostatku). W pańszczyźnia­
nych czasach i później chłopi wypiekali chleb nie z żyta, lecz:
z gryki. Nie opodal Sierpockiogo na białego konia mówią wprost — j
ŚMIERĆ ...
— Grykę mają — powtarza artystka. —• Takie placuszk
mają na sobie białe jak kwiatki gryki, s ą t e k o n i e n i e
ł a d n e ! ... Bida (czyli takie konie) schodzi się z nędzą
A p ie
n i ą d z e t o s i e s c h o d z ą z r o z k o s z ą . — Koń jest
przedmiotem największej fascynacji artystki, zwłaszcza koA
z jeźdźcem. Wydaje się to zaskakujące dla mieszkańców miasta,
lecz na wsi nie jest odosobnione, spotykane zwłaszcza u rzeźbiarzy
zamieszkałych w różnych częściach kraju .
2

A oto co artystka mówi o innych stworzeniach. — GĘSIAKI
. . . t o ł a d n e b a r d z o stworzenia. Są ł a d n e z a w s z e !
Jak one umieją ze m n ą rozmawiać. One mi wszystko powiedzą.
One m i nawet powiedzą, jak gęś wysiadywała je. Jak z nimi
r o z m a w i a ł a . A poza t y m są to stworzenia, które umieją się
nakarmić s a m e . Une potrafią pokazać, jak matka na gnieździ
głową ruszała ... Jak myślała o tych małych gęsiakach ... W cza
sie rozmowy przywołuje do siebie chodzące w pobliżu stadi

�— Doprawdy ?
— Ja panu powiem, może rzeczywiście Pan Jezus zwraca
uwagę i na takiego bocianka. Czy ja wiem ? Wiem jedno, że gnia­
Kieruję rozmowę na temat ptaków. Oczywiście zapytuję,
zdo bocianowi należy wiązać, a nie zbijać żelaznymi gwoździami.
co myśli o skowronku.
Można go umieścić na bronie laskowej (jak wiadomo bez gwoździ
— Skowronek, to ł a d n e stworzenie. O n tak ładnie się
żelaznych), można wreszcie zrobić mu gniazdo na kole od wozu,
krąży. I ... Wyśpiewuje. A jak skrzydełkami robi, to i w y ­
usuwając z koła obręcz i tuleję z piasty ... Wtedy w gniazdo
sp i e w u j o. Taki to jest un skowronek.
grom nio uderzy! Tyle to ja wiem ... A żeby był gwóźdź żelazny
Zaś jastrząb, o, to p a s k u d n o s t w o r z e n i e . — Dla­
w jego gniazdku, to on mówi — (że grom) trzaśnie! A więc
czego ? — Jak to dlaczego ? — On dusi gęsiaki i kurczaki. — Czy bocian wie, iż gdy będzie żelazo — grom trzaśnio. Jego możli­
mimo to jastrząb jest ptakiem wyglądającym ładnie (szykow­
wości opiekuńczo uzależnione są więc od zachowania ludzi, którzy
nie). — NIE!!! Natomiast boeianek to jest stworzenie ł a d n e .
oczekują jego „mistycznej" opieki. Na ten temat napisano wiele,
Dlaczego ? — Bo on jest ł a d n y . — Dlaczego ? — Bo przy­ a i ja dałem się w to wciągnąć. Życzliwego czytelnika odsyłam
chodzi już wiosną i k l e k o c z e !
do mego tekstu na temat ofiar z bocianich łap składanych na
— Prawdą jest (zapytuję), że bocian chroni zagrodę, dom,
drzewach strzegących chłopskich gospodarstw .
obejście od g r o m u ?
Ale artystka nasza inny ma stosunek do bociana niż etno­

gąsiąt i z każdym rozmawia po swojemu, w sposób nie do prze­
kazania.

3

— Tego to ja nio wiem! Nic o t y m nie wiem.

grafowie śledzący relikty dawnych pogańskich wierzeń — do mi35

�tycznego „Wojtka". Traktuje bociana tak jak się na wsi traktuje
mysz czy kota.
Artystka — mimo że rzeźbi chętnie bociana — ustawia go
w hierarchii wartości związanych ze zwierzętami poniżej konia, kro­
wy,nawet kury lub gęsi, nie mówiąo już o świni, którą ceni najwyżej.
Właśnie świnie w hierarchii wyznawanych przez nią wartości
estetyczno-etycznych (bynajmniej nie utylitarnych) zajmują
naczelne miejsce. Najwyższą pozycję, punkt odniesienia dla
oceny otaczającego ją świata.
Znając niejednego artystę, w szczególności chłopskiego,
przyznaję, po raz pierwszy spotkałem się z tak kategorycznym
i odbiegającym od ogólnie obowiązujących norm — wyznaniem
szczególnej postawy estetycznej i zarazem e t y c z n e j . Taka
ocena świni, której nadaje się u nas tyle znaczeń o charakterze
oszczerczo-pejoratywnym, jest prawdziwym ewenementem kul­
turowym, jest czymś wyjątkowym, niebywałym. Postaram się
dalej wykazać związek między tą postawą artystki a jej d z i e ­
ł e m rzeźbiarskim.
Wróćmy jednak do opinii artystki na temat stworzeń.
Zgodnie ze stosowanym wcześniej kwestionariuszem, pytam
artystkę o najwiotsze i najbarwniejsze stworzenia, o motyle
i ważki.
•— A co to takiego te ważki ? Obecna przy rozmowie dziew­
czynka, chodząca do szkoły i znająca dobrze ważki, podpowiada
babci o co chodzi. Ale jest to daremne. Szczypawka odpowiada:
nie interesowały mnie te w a ż k i ! Ani motyle. To szkodniki
i już. Chociaż mają, mają takie oczka, takie graniaste. Ale te
białe — chociaż największe z nich szkodniki, bo zżerają kapustę —
one są ł a d n i e j s z e . . .

J e ż ! O t o n i ! One p o d o b n e s ą do d i a b l a
My go nazywamy złym duchem (ale mówi to pogodnie, be
złości). To zły duch, taki jeż. To marne toto! P a s k u d n i
— Za to są k o s y ładne! ... One tak ładnie śpiewają.
No, i z a j ą c z e k też jest ł a d n y ...
Ale artystka najczulej, z całą tkliwością zwraca się do zwii
rząt z najbliższego otoczenia — gospodarczych.
Dzieciulki chodźta, chodźta moje z b a w i e n i e — móii
to do gąsiaków, które w czasie rozmowy kręcą się gromadni
wokół nas. — Taki gąsiak, to pokaże nawet, jak kwoka na jajk
pożywała. Pokaże, jak łebkiem otrząsała, jak się martwiła ii
jajkach ... Wszystko m i taki gąsiak pokaże. I to tak rozumj
łajdak (mówi to z ogromną czułością).
Na gęsi woła się buchny, libuchny, l i b u o h n y , l i b u l
k i , d z i e c i u l k i (bardziej niż czule).
Pieki, pieki, piekulki ... Tak woła się na owce i barany. A ii
indyki woła się gulusie. G u l u s i e ! A na kaczki, to tasiuchn
t a s i u c h n y . . . No i na kury cipulki, cipulki, dzieciul
dzidziusie...
Wróćmy jeszcze do poglądów artystki na temat jej stosunM
do świń. — Jakem młoda była, najlepiej podobały m i się Świna
żeby je chować ... Mnie świnie to się słuchały. Jak ja jem po
wiedziałam
jak było brak je zająć, to ja poszłam i mówił
m a t u 1 k i chodźta! Wzienam kawałek chleba, dałam im ta
kawałek chleba i one p o s z ł y z a m n ą . . . Ojej, hodowała!
ich dużo i mnie rozumiały. Wszystko rozumiały.
Jakem poszła do miasta, to jakem przyszła, to przyniosłaj
im paczkę cukierków. I poklękały wszystkie na próg. Bo to bj
ten punkt od izby do tej jeich szopni. A ja i m dawała i tak gryzłj
I tak g r y z ł y . Tak lubiłam się im przyglądać, jak g r y z ł j

U. 7—9. H . Szczypawka przy dopiero co wyrzeźbionym koniu z drewna topolowego, wym. 105 X 100 cm.

36

�To były i są moje najulubieńsze stworzenia. Ja już lubię tylko
toto i gąsiaki.
Nie żywego nie mam swojego. Ba! Będę komu przeszkadzać ?
W kontekście tego, co było mówione poprzednio o stosunku
artystki do zwierząt, Czytelnik czuje, jaką ma to pełną goryczy
wymowę.
— Nawet nie ma pani kota ?
— Jak ? Tchy, tchy! Żeby m i pod łóżko nasrał ... Zryć mu
jednak dam, bo przychodzi. Skwarków mu dam i , i , i wygnam
go precz na dwór!!!
Nic nie mieć swojego. Być za wszelką cenę sobą. Być, a nie
mieć. Być i tylko być. Może słowa te określają w jakiś sposób
wymiar osobowości Heleny Szozypawki, jej poglądów etyczno•estetycznych, wiążących się integralnie ze sobą.
Posłuchajmy jeszcze o doznaniach artystki, o jakich nie­
często ma się okazję usłyszeć.
— Lubię patrzeć czy słońce zaszło na pogodę, czy na deszcz.
Kiedy na deszcz, to się s m o l i punkt nad zachodem, a na po­
godę to zachodzi jasno ... Ja widziałam już, że niebo było całe
w z ł e j k r w i. Rano same bumby na świecie byli — tak panie
było. I budziłam swoich łudzi, żeby zobaczyli to rano. I zobaczyli,
co się dzieje. Świat trząsł się cały i we krwi był cały. K r e w
c a l k i o m b y ł a ! I j a widziałam to! Same bumby, sama krew,
aż strach było na to spojrzeć! — Artystka miała wizję tę kilka
lat tomu w czasach pokojowych.
Dzieło
— Lubiłam to, świneczkę zrobić. A i gęsiaki. Pełen koszyk
zabrała ich „Kultura". I koszyczek zrobiłam taki i m ładny
i włożyłam im pełno w ten koszyczek i zabrali!!!
Ja to mam wrodzone ... Miałam dwanaście lat, to ja już
konika odrobiłam, co jechał ... I krowy odrabiałam ... To już ja
miałam takie wrodzenie!
Ci, oo jadą na tych koniach, to dragony, żołnierze, kozaki.
Te kozaki mieli takie małe koniki, niskie, a te dragony, to wy­
sokie kunie i oienki*.

Szczypawka, kiedy była dziewczyną, robiła wozy i naj­
trudniejszą rzecz — koła ze szprychami, dzwonami i piastą.
— Mój łojciec to robił, a ja się temu przyglądałam, a potem
już umiałam robić to sama (do dziś potwierdzają ten fakt męż­
czyźni z okolicznych wiosek). Łojcieo robił tyż kubełki z klepek,
co jest jeszcze trudniejsze ... No to i ja nauczyłam się robić
kubełki. Z klepek je robiłam, tak jak to bednarze robią i klepki
ściskają obręczami ... Te obręcze zamawiałam gotowe u bed­
narzy i kowali.
W rejestrze umiejętności artystki znajduje się również
zdolność wypłatania zgrabnych i misternych kapeluszy, chro­
niących żniwiarzy przed słońcem, a także plecenie koszy i wy­
konywanie odzieży bez korzystania z usług krawców. Ale
Szczypawka mimo swych wyjątkowych umiejętności i aspiracji
artystycznych (a może właśnie dlatego) — nie przywiązuje
większego znaczenia ani do wykorzystywanych narzędzi, a t y m
bardziej do „preparowania" tworzywa (doboru i suszenia drewna,
wyboru farb oraz dodatków przystrajających jej dzieło).
— Robię — uważa pan — jak jakie drzewo popadnę. Co kto
ma, to od niego wezmę i kupię, i zrobię ... Wystarczy mi, jeśli
drewno przez pół roku poma"u wyschnie (inni rzeźbiarze prze­
znaczają na to nieraz i więcej niż dwa lata, mało tego, drewno
na powierzchni kory systematycznie nacinają, aby schło umiar­
kowanie, wreszcie kryją je w plewach, które jeszcze bardziej
opóźniają właściwy procos schnięcia).
Ambicje Szozypawki nie wiążą się z technologią, w rzeźbach
zdarzają się pęknięcia, malatura kładziona jest niestarannie
(głównie lakiery podłogowe, czarna farba do malowania wozów
i biała do okien i drzwi) i to też sprawia, że jej dzieło fascynuje
surowością, prostotą i szczerością.
— Najchętniej rzeźbię w drewnie lipowym albo kasztano­
wym — to się nadaje do robienia (rzeźbiarze chłopscy bardzo
rzadko posługują się drewnem kasztanowym). Brzoza to już
twardzizna. Jak jest suchawa, to pomału się w niej coś zrobi
i nie popęka okrutnie.

37

�Helena Szezypawka wszystkie swoje narzędzia trzyma pod
łóżkiem w pomieszczeniu w pobliżu chlewa. Tam, wśród gwoździ
ma siekierkę, nóż składany z dodatkowym trójkątnym ostrzem,
pilnik do ostrzenia siekiery oraz jedno zdarto, płaskie dłutko.
Chciałaby bardzo mieć nowe, przyzwoite dłuta, prawdopodobnie
0 wklęsłych ostrzach.
— Dłuta by mi się przydały, żebym mogła lepiej rzeźbić.
— Rzeźbię tak jakbym musiała, tęsknię do tej roboty i sama
muszę, muszę (pogodnie), muszę zrobić (wesoło). Rzeźbię no­
żykiem, potem resztę się zrobi, bo tak to siekierką, łonśniczkiern,
dłutkiem ... Mam siekierkę, niedużą, ale i niemałą ... To złe
dusze przychodzą. I k r e w piją. Komary to też zle dusze.
Bo k r e w piją.
— Rzeźbię jak już chłodno, po południu. Rano to tak,
jeszcze się nie dośpię, bo mnie kasiel zmęczy bez noc. To później,
to mi pani przyniesie trochę pożywienia, to trochę zjem. Ba,
a jak trochę zjem, no, to m i się spać zachce, to muszę się prze­
spać. To paciorek mówię, to tak. I przespać się. Jak się prześpię,
to później wyliżę na dwór. To gęsiaki trzeba popaść, no (apa­
tycznie). No, tam sporządzę kartofle, bo same to się boją.
1 tam taki „par ładny". To tak się w y ź r ą. A ja na to lubię
patrzeć, jak tak się wyźra ... Joj, noj ... to nie moje ... (z westchnie­
niem i przekonaniem). Jak je nakarmię, to kłusa lecą do wody.
A jak tam ni ma wody, to przyjdą do domu i się napiją, a ja
za nimi ... później spać idę.
Rzeźbię po południu (niezdecydowanie). Na obiad jem, co
je czasem, czasem ryżu ugotują, sukrem posypią, czasem pla­
cuszków upieką, bo się chlebek naprzykrzy, a czasem kartofel­
ków, jak dobre. A tera ich ni majo ...
Po obiedzie rzeźbić mi się nie chce .... J u ż nie mogę ... Na
drugi dzień, albo wcale tego dnia ... O trzeciej zacznie się, o piuntej czasem ... Ja tam trochę podziabię. Podziabię i cóż — mówię —
do tej pory człowiek męczył się, to już nie warto się tera męczyć ...
Ja może — mówię — dziś albo jutro się skończę, już ten, już tego,
go nima ... Mam już 78 lat (rozmowa miała miejsce w 1975 r.).
To są już lata. Ja mówię, nie potrzeba się męczyć ta.k długo.
Czasom to śpię dobrze, a czasom to nie mogę spać. Dzisi,
aj, to takem przespała, że byłam nieżywa chyba. Nic nie wie­
działam o świecie. Akem odeschłam, to już był dzień ... Wtedy
to dla mnie najlepiej, jak ja tak usnę ... To już człowiekowi
dosyć.
Humor, żeby człowiek miał i sławę, żeby nie przeskrobał
jakiego ... i miał uszanowanie ... Staram się być sławną, tak
jak ja to lubię.
Mnie tam już mało interesuje jak inne robią ... Wójcik
(Wł. Wójcik z Osówki) to podobno takie cóś odrabia, to na cały
świat się rozchodzi. Podobno umie odrobić. Ale nie wiem, czy to

prawda ... Wójcik żyje t u niedaleko i un tyż rzeźbi ... Razem
widziała jak niósł na wystawę. To był świniak i ptaszki, takie
rozmaite. Świniak mi się podobał. Ładnie wyrobiony, tak jak
żywy! Krowy tyż wyrabia, takie leżące — czy podobały się —
tak, tak (lekceważąco) ... Widziałam tyż, jak taki Rośkowski
(M. Ruszkowski) rzeźbił z Sierpca — może go pa.n znał — już
dawno nie żyje. On rozmaite rzeźbił, czasem to m i się nawet
spodobało ...
•
Ale rzeźbić krowy to nieważno ... Rzeźbić trzeba to, co się
chce i uważa. Jeżeli jest taka rzeźba, że m i się podoba i uważa,
że się ludziom mądrym spodoba, to mnie cieszy ...

Podejmijmy wreszcie próbę analizy dzieła Heleny Szczy-i
pawki.
Analizę tę pragnąłbym rozpocząć od rozpatrzenia dzieła
wyjątkowego, które wykonała na mój powtórny przyjazd do niej,
w dniu 22 lipca 1975 roku. Jest to figura konia bez jeźdźca,
wyjątkowo duża jak na artystkę. Ma ona bowiem 110 cm wy­
sokości a 105 cm długości, podczas gdy Szezypawka ma 155 cm
wzrostu.
Tułów tego konia, jakby dotykał monolitycznie zbudowa­
nego torsu, który stanowi wraz z przednimi nogami jedną zwartą
całość. Głowa jest montowana, wpasowana przy pomocy czopu!
i dwóch gwoździ, które zarazem wyobrażają oczy, czaszkę
wieńczą przybite do karku uszy. Wspiera się zaś przód tego
konia na potężnym tułowiu, obłym bloku. Natomiast od tyluf
tułów ten wspierają nogi wpasowane z zastosowaniem techniki
ciesielskiej, takiej jak przy - łączeniu belek przy konstruowaniu
budynków mieszkalnych. Do nóg konia domontowane są płaskie
drewienka — kopyta. K o ń ten ma ogon z naturalnego włosia.;
Jest to kita zawiązana na supeł. I jest pierwszym przejawom
odejścia artystki od dotychczasowego zwyczaju dorabiania ko­
niom k i t zwisających. W rzeźbie tej posługiwała się artyrstkaj
od początku do końca materiałem obrabianym narzędziami, nie"
korzystając z form naturalnych, takich jakie można zaadoptowa
z odpowiednio dobranych form pnia z odroślami — gałęziami
(z takiej techniki korzystała przy rzeźbieniu przede wszystkim
bocianów, a także jeźdźców — „dragonów, kozaków, żołnierzy").
r

Słusznie pisano o Szczypawce, że rzeźbi posługując się
siekierą, ale nie wyczerpuje to rejestru używanych przez niaj
narzędzi. Korzysta bowiem z dłuta, a nawet ze świdra (o śred-1
nicy 2 cm), którym wierci otwory na ogony wykonane z koń-j
skiego włosia. Ewenementem w wiejskiej twórczości rzeźbiarskiej j
jest świadomy dobór przez Szczypawkę narzędzi w zależności:
od celu, jaki sobie stawia. W niektórych przypadkach wykorzy­
stuje formę naturalną — np. rzeźbiąc bociany czy postacie \

I I . 10—13. H . Szezypawka pokazuje wyrzeźbione przez siebie ptaki: gąsię, skowronka, bociana i słowika. Rzeźby w drewnie lipowym,
malowane, wyk. w latach siedemdziesiątych.

38

��jeźdźców (tuiów rzeźbi w pniu, natomiast rozgałęzienie konarów
wykorzystuje jako nogi postaci) — w innych przypadkach po­
dejmuje skomplikowane i wymagające wyjątkowego kunsztu
technicznego działania konstrukcyjne (jak choćby w budowie
bryły konia).
Przypadkowego widza najbardziej intrygują w rzeźbach
koni ogony z naturalnego włosia. Geneza takiego rozwiązania
wiąże się zapewne z powszechnie spotykanym zwyczajem docze­
piania ogonów i grzyw z sierści zabawkom — konikom,' sprzeda­
wanym do dziś na jarmarkach, szczególnio południowej Polski.
Jak twierdzi artystka, zaczynała rzeźbić od koni i im jest
wierna do końca. Wynikało to z pragnienia posiadania tego,
co w ozasach jej młodości było „zabawką", największą atrakcją
jarmarków. Ale donioślejszą bez porównania sprawą jest to,
że Helena Szczypawka należy w Polsce do zupełnie wyjątko­
wych twórców, którzy uznali za najważniejszy dla siebie temat
zwierzęoia. Artystka szczególną rolę wyznaczjda t u świni.
Niestety, kuratela najrozmaitszych oficjalnych mecenasów
sztuki ludowej spowodowała, że artystka musiała zrezygnować
z rzeźbienia świń i rozpocząć pracę nad całkiem obcym dla niej
tematem — łabędzi. Ale nawet i w t y m obojętnym dla niej
temaoie zdobyła się na własne, ciekawe rozwiązania.
Na ogół rzeźbi ptaki jako monolite bryły, pozornie „wyjąt­
kowo niestarannie". Od tej rzeźbiarskiej zasady odchodzi tylko
czasami. Ptakom, które nie są jej bliskie (jak np. łabędzie),
stara się nadać ohociażby kolorystyczną formę zgodną z życze­
niami klienteli. W swoim czasie zarządano również od niej, aby
zaozęła rzeźbie gołębie. I były to pierwsze ptaki, którym posta­
nowiła przyprawić skrzydła. („Tamte ptaki, co zaczęłam robić,
to gołumbki frugające, a te inne to sobie siedzą i dlatego nie
mają żadnych skrzydeł.").
O ile wcześniejsze rzeźby Szczypawki były wykonane z drew­
na odpowiednio dobranego i przysposobionego, to obecnie, pod
koniec swego życia robi je ze swoistą „nonszalancją", na skutek
czego pękają w najbardziej nieoczekiwanych miejscach ...
Głęboko to wzruszający moment w jej życiu. Twórczość,
która stała się Jej najważniejszą sprawą. Twórczość artystki,
która prosi Boga, aby mogła rychło umrzeć.
O jej twórczych uniesieniach mówią i wspomagają ją ko­
lejno wybierani przez nią opiekunowie (aktualnie rodzina Syskich
w Maluszynie). I oni też w głównej m-erze przesądzają o t y m ,
że artystka Szczypawka może nadal tworzyć.
Prawdziwą ozdobą twórczości artystki są obok postaci
zwierząt — rzeźby kapłanów. Rzeźby te pochodzą z lat pięć­
dziesiątych i sześćdziesiątych. W t y m to czasie artystka rzeźbiła
oprócz świń figury już nie mężozyzn z sumiastymi wąsami,
zawsze podkręconymi do góry (wspominanych dragonów, koza­
ków, żołnierzy), lecz właśnie księży. Są to figury monolityczne,
zwarte, samoistne. Żadni jeźdźcy na koniach ...
W prywatnej kolekcji Aleksandra Jackowskiego miałem
możność poznania dwóch wizerunków księży, jakie wykonała
Szczypawka. Jednym z nich jest postać (wys. 35 om) z opuszczo­
nymi dłońmi, przylegającymi ściśle do ciała. Rzeźba ta została
pomalowana na biało. „Zdobi" ją tylko czarno pomalowany
biret. Twarz prawie nieoznakowana, zagubiona, nijaka. Stopy
niewidoczne. Jest to wizerunek kapłana w komży, kapłana peł­
niącego swoje liturgiczne role. Druga zaś rzeźba jest poprzedniej
zaprzeczeniem, jest zasadniczo inna. Ręce ma umocowane ru­
chomo, stopy obute, wyraźnie zaznaczone. Twarz pomalowana

z lekkim zaczerwienieniem policzków, oczy, uszy, podbródek
i nos wyraźnie wyodrębnione i zaznaczone. Cały tułów zamalo­
wany jest na ciemno, ma więc kolor bliski barwie sutanny i jest
to niewątpliwie wizerunek księdza widzianego na co dzień.
Obok „świątków", „świętuchów" — są to tematy, które
ściśle nawiązują do pojęć religijno-etycznych artystki. W dzie­
łach tych zawarta jest kodyfikacja jej prostej, żarliwej i kon­
sekwentnej postawy moralnej. Zachodzi t u bliska, jeśli nie bez­
pośrednia więź między dostojeństwem jej „pacierzy" a sterylną,
w pełni konsekwentną formą rzeźb, zwłaszcza wspomnianych
dwóch kapłanów.
Na zdjęciach widzimy artystkę okutaną w chustkę i spódnicę
własnego kroju i szycia. Wygląda bardziej niż ubogo, wręcz
biednie. Ale na innych zdjęciach, w lekkiej kretonowoj sukience
wydaje się znacznie schludniejsza. Tę sukienkę założyła na
22 lipca 1975 r. Tegoż ranka — mimo trudnych warunków —
umyła się po raz pierwszy od roku. Fakt ten zbiegł się z ponow­
nym moim przyjazdem do artystki.
Nie piszę o tym, by kokietować czytelnika intymnymi
szczegółami z życia artystki, lecz by zwrócić uwagę na więzi,
jakie istnieją dziś między współczesną twórczością „ludową"
a bodźcami pochodzącymi z zewnątrz, nie z własnego środowiska.
W przypadku naszej artystki krąg ludzi rozumiejących i doce­
niających jej twórczość sięga po Nowy Jork, mały natomiast
rezonans budzi wśród miejscowej społeczności. Helena Szczy­
pawka zdaje się rozumieć to, lecz nie do końca jest przekonana,
że istotnie znają jej rzeźby i cenią gdzieś w USA czy Belgii.
Pyta, czy to rzeczywiście możliwe. W ostatniej rozmowie sta­
ram się ją o t y m przekonać.
Fascynuje mnie zarówno biografia Heleny Szczypawki,
której udało się przełamać najsurowsze restrykcje konformizmu
życia w społeczności wiejskiej, ale jeszcze bardziej zadziwia jej
mądrość i inteligencja, sprawiające, że nie rezygnując w niczym
ze swych etycznych przekonań, chroniąc z całym samozaparciem
wartości moralne — dostosowuje się do warunków, jakie jej
narzuca współczesne życie.
Żegnając się ze mną, Helena Szczypawka wypowiada nastę­
pujące słowa:
— Jeszcze chciałabym zrobić jednego konia. Nio. Nie jed­
nego, ale wiele! — Nie wiadomo, jak m i tam zdrowie pozwoli ...
Jak bym była zdrowa, to lubię straśnie robić! Ale jak bym nie­
zdrowa, to ... — A potem dodała, i były to już ostatnie słowa,
jakie od niej usłyszałem:
Tylko z Bogiem przez życie ... Tylko w i a r a człowieka
uszczęśliwia, a nie żaden majątek.

*
Chciałbym jeszcze powiedzieć, że dzieło — szczególnie tak
zwane współczesne, nawiązujące do „modnych kierunków" roz­
woju sztuki — może być wątpliwe, budzące sprzeciw czy po
prostu mierne. Jak wiadomo, nasze sposoby pomiaru jogo rzeczy­
wistych wartości formalno-ideowych bardzo często zawodzą.
Ileż to „dzieł" chwalono, a w ostateczności historia uznała je
za koszmar zaśmiecający, i tak dostatecznie zbrudzoną procesami
cywilizacyjnymi, współczesną rzeczywistość. W świetle tych
uwag wydaje mi się, że wartości etyczne, świadomie i z całym
naciskiem przez swoje życie dokumentowane — jak w przy­
padku Heleny Szczypawdd — związek tych wartości z samą
twórczością•— są n i e z a w o d n y m , i jak sądzę, nie zawsze
dostatecznie docenianym ostatecznym kryterium oceny dzieła.

PRZYPISY
1

Wystawa odbyła się w Państwowym Muzeum Etno­
graficznym w Warszawie od stycznia do lipca 1975 r. Por. A .
Kunczyńska-Iracka, Wystawa „Sztuka ludowa w
XXX-leciu
PRL", „Pol. Szt. lud.", R. X X I X , 1975, nr 3.
Pierwszy zwrócił uwagę na Helenę Szezypawkę Marian
Przedpełski — wielki miłośnik ziemi sierpeckiej. Por.: Współ­
cześni rzeźbiarze ludowi powiatu sierpeckiego, „Pol. Szt. lud.",
R. X V I , 1962, nr 2, s. 101—105. Autor walnie przyczynił się
40

do rozkwitu twórczości zapoznanej całkiem artystki. Później
pisał o rzeźbiarce Marek Arpad Kowalski w art. Sierpecki ośrodek
rzeźby ludowej, „Pol. Szt. lud.", R. X I X , 1965, nr 3, s. 147—156
i w książce Śladami świątków, Warszawa 1971, s. 79, 109, 124,
126, 128. Przykro jednak, że nie wspomniał w tej książce o swym
prekursorze, choć uczynił to przedtem w artykule. Szezypawkę
wymienia również Antoni Lorenc, Rzeźbiarze powiatu sierpeckiego,
katalog wystawy, Sierpc 1974 r. W katalogu t y m odnajdujemy

�I I . 15. Ktiądz, drewno lipowe, malowane, wys. 32 om, ręce ruchome. Wyk. ok. 1965

�I I . 16. K u r y , drewno lipowe, malowane czerwosą farbą do podłóg, wym. 5 X 15 cm i 4x 13 cm.
najpełniejszy rejestr działających w Sierpeckiem ponad trzy­
dziestu artystów rzeźbiarzy.
Rzeźba Heleny Szczypawki zwróciła również uwagę dzien­
nikarzy. Por.: Krystyna Siemiatycka, Smutne ptaszki babci
Heleny, „Kobieta i Życie", 1975, nr 30, s. 3.
Zdumiewające jest, jak zbieżne są poglądy estetyczne
artystów ludowych. Poglądy Heleny Szczypawki nio odbiegają
w przypadku takich zwierząt, jak jeż, czy owadów, jak motyle
i ważki od opinii wyrażanych przez artystów działających na
drugim krańcu Mazowsza, pośród Kurpiów. Por. wypowiedzi
Golana i Skrodzkiej, które drukowałem w następujących po­
zycjach: Jacek Olędzki, Rzeźba w drewnie z północnej Kurpiow­
szczyzny, „Pol. Szt. lud.", R. X V I I I , 1964, nr 3, s. 154—158;
tegoż, Tradycyjne poglądy im piękno przyrody w wypowiedziach
chłopów kurpiowskich, „Pol. Szt. lud.", 1963, nr 2, s. 102—111.
W podtekstach wymienionych tekstów pojawiają się również
wypowiedzi o charakterze zdecydowanie etycznym, jak choeiażby
Szczypawki — cytowana jako motto artykułu. Autorami po­
dobnych wypowiedzi na terenie Kurpiowszczyzny byli artyści
tej miary, co rzeźbiarze Jan Sęk, wspomniany Franciszek Golan
2

(wyjątkowo ostro oceniający najbliższe otoczenie), a także
Konstanty Chrostek, Bolesław Polak, w szczególności wybitna
artystka-wycinankarka Rozalia Skrodzka (która powiadała
wprost o motylach: „... jest tego a jest. Nie chcę już sobie o nich
wspominać!"). Albo wypowiedź nie mniej znanej i cenionej
artystki: „O matko moja, jakie są rozmaite robaki (chodzi
0 ważki i motyle — J. O.). Na każdego bym pantofla zdjęła
1 zabiła."
W świetle tych wypowiedzi wielokrotnie przeze mnie cyto­
wanych poglądy Heleny Szczypawki zaliczyć należy do naj­
bardziej umiarkowanych, szczególnie powściągliwych. Ale nie
można tego odnieść do całości poglądów estetyczno-etycznych
interesującej nas artystki.
3

Inne zasadniczo rozumienia roli bociana w życiu zagrody
wiejskiej stwierdza się już na Podlasiu. Por.: J. Olędzki, Doroczne
pieczywo obrzędowe północno-wschodniej Polski, „Pol. Szt. lud.",
R. X V , 1961, nr 1, s. 18—19. Chodzi o składanie tak zwanych
busłowych (bocianich) łap — jako dar-ofiarę na gniazdach bo­
cianów z nastaniem wuosny z dniem Zwiastowania.

Fot.: M. Browarskl, T . Listopadzki — ¡1. 5, 0,16; J . Olędzki il. 1—4,

7—15

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6778" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6758">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d1946abe333b33b8575a60509d313575.pdf</src>
        <authentication>00b50312dc3b2eda69b201f19566bd82</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80693">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4182</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80694">
                <text>1959</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80695">
                <text>estetyka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="80696">
                <text>rybołówstwo ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80697">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3900</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80698">
                <text>Wypowiedzi rybaków kurpiowskich o wyglądzie ryb / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1959 t.13 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80699">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1959 t.13 ,z.1-2; s.73-75</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80700">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80701">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80702">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80703">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="80704">
                <text>Jacek

Olędzki

WYPOWIEDZI R Y B A K Ó W

KURPIOWSKICH O W Y G L Ą D Z I E

RYB

(Przyczynek do badania poglądów estetycznych ludu)

Poglądy estetyczne ludu stanowią zagadnienie zba­
dane w stopniu wręcz znikomym. Poza Sewerynem
Udzielą, który jeszcze w 1883 r. opublikował swoje
„Poglądy estetyczne ludu ropczyckiego", jedynie Ta­
deusz Seweryn i Mieczysław Gładysz wzbogacili
naszą wiedzę o poglądach estetycznych ludu. Temat
podjęty przez autora niniejszej rozprawki może wy­
dać się nader zawężony, Redakcja publikuje go jed­
nak z nadzieją, że zagadnienie samo, leżące jak do­
tychczas niemal odłogiem, doczeka się poważniej­
szych i bardziej wszechstronnych opracowań. Czas
mija, wieś zmienia się, i jeśli badania takie nie zo­
staną podjęte w najbliższym okresie, istnieje poważ­
na obawa, że już wkrótce podejmując zagadnienie
z zakresu poglądów estetycznych ludu opierać się
będziemy jedynie na domysłach i przypuszczeniach.
Redakcja
Wartość estetyczną dzieł sztuki ludowej często
przypisuje się wyłącznie wrażliwości estetycznej ich
twórców. Jednak wydaje się, że szczególnie u arty­
sty ludowego, bardziej aniżeli u twórcy — przed­
stawiciela sztuki oficjalnej, wartość estetyczna dzieła
jest często wynikiem działania wielu czynników nie
związanych bezpośrednio z samą wrażliwością arty­
sty. Pozbawiony krytycyzmu stosunek do problemu
wrażliwości estetycznej twórców ludowych wystę­
pował jaskrawo zwłaszcza w ocenie ich pobudek
twórczych przy przedstawianiu wszelkich zjawisk
ze świata przyrody. Wyniki analizy tych właśnie
pobudek najczęściej afirmowały ludową wrażliwość
estetyczną.
Materiał zawarty w artykule nie zmierza do roz­
strzygnięcia, jaką wagę ma estetyczna wrażliwość
artystów ludowych w procesie tworzenia dzieła sztu­
ki. Jest on tylko przyczynkiem sygnalizującym za­
gadnienie, które można by opracować szerzej dopiero
na podstawie grutownych badań terenowych. Przy­
taczam wypowiedzi rybaków kurpiowskiej Puszczy
Zielonej, związanych z rybołówstwem zawodowo
i niezawodowoInformatorami moimi byli głównie
ludzie. starszego pokolenia, urodzeni w siedemdzie­
siątych, dziewięćdziesiątych
latach
X I X wieku,
a więc zebrane dane odnoszą się głównie do końca
XIX i początków X X w. W mniejszym zakresie, dla
porównania, przeprowadziłem rozmowy z informa­
torami, których lata młodości przypadły na okres
późniejszy — między pierwszą a drugą wojną świa­
tową . Celem wywiadów było uzyskanie z jednej
strony danych o znajomości cech różniących poszcze­
gólne gatunki ryb (kształt, barwa, kolor itp.),
a z drugiej •— zebranie właściwych ocen i opinii
wyrażających stosunek do wyglądu ryb. Interesujące
było skonfrontowanie wiedzy o zewnętrznych ce­
2

chach ryb z rzeczywistą wrażliwością na ich este­
tyczne wartości'.
Oto kilka spośród zebranych wypowiedzi na temat
różnic występujących między poszczególnymi gatun­
kami ryb: „...Jaź burawy na plecach, ciemny, ma
grubą łuskwę, najsmacniejsa tłusta ryba. Płotka
cyrwune ma ocy, a chuda jak descka . Skocka małe
ma sksele"', bilasta, duzo ma mięsa w gzfolecie.
Kleń podobny do brzamy, siwsy jeno i więcej okrąg­
ły, a dobra, tłusta ryba.""
Koza jek cybuch
cernowata, na podobno kiełbia, tylko cienka. Katy
długie, śwycące, w tym boku i w tym kolce, nie majo
nięsa." „...Murany jek płotki, jeno ocy inne. Carne,
nietęgo serokie, ale walnie ugrube. Kiełbzie plecy
majo siwe pod bełkiem białe", to suraki. To dobre
rybki, nie tsa ich pokryzać." „Scubły to dłuskie,
pyski majo walne, a na sobie k s i a t y „ P s i s k o z
długi jek żmija, pysk ma jek zaba. Cały bręgowat y . Nięso ma nawet słodkie." Czy wreszcie tego
rodzaju wypowiedź: „Ryba to mały robacek, a ma
jek cłoziek
swój sukmanek."
We wszystkich przytoczonych wypowiedziach moż­
na dostrzec wyraźnie reagowanie na barwę ryb —•
na kolor ich oczu, płetw, łusek itp. Świadczą o tym
określenia w rodzaju: „bziały", „bilasty", „blady",
„sary", „siwy", „siwsy", „carny", „cyrnowaty". (np.
„jek cybuch" czy „sadze"), „ciemny", „żółciuchny",
„śwycący", czy też „cyrwune ocy", „cyrwune sksele",
„wielkie łby", „małe sksele", „gruba łuskwa", „w bręgi", „bręgowaty", „w ksiaty" itp. Jednocześnie to­
warzyszą im określenia, które charakteryzują kształt
ryb, jak np.: „seroki", „okrągły", „więcej okrągły",
„nietęgo seroki", „ale walnie ugruby", „jek descka",
„płaski", „cienki", „długi", „długowaty", „ma zgarb"
itp.
Charakter wszystkich tych określeń potwierdza
znaną prawdę, że ludność chłopska odznacza się
dużą spostrzegawczością i lapidarnością sformułowań.
Jakiego znaczenia nabierają na tym tle wypowiedzi,
w których zostało wyrażone nie tylko odczucie
kształtu, barwy i koloru, ale również ocena ryb
pod kątem ich wartości estetycznych i materialnych?
Opinie, które podam, są odpowiedzią na następu­
jące pytania kwestionariusza: „która ryba ma ładny
wygląd zewnętrzny?" oraz „która ryba jest smacz­
na (dobra)?" — Oto kilka spośród zebranych wypo­
wiedzi rybaków: „Ryba najładniejsa cy najsmacniej­
sa l i n . Liny to som ładne, bo tłuste, takie aż się
świecą."
„Najładniejsy to lin krótki, a i z kilo
wazy, a scubeł dłuski i mało wazy."
„Najładniejsa
ryba kiełp, bo ona tłusta i ma w sobie nięsa." 4

7

8

10

11

1 3

14

15

16

17

18

19

1

73

�„Najlepiej mi się podoba scupak, ona ma najlepse
nięso." „ N i e to najlepsa ryba węgorz, bo ona najtłustsa. Toć on scupak tez dobry, ale on chudsy.
Wszystkie ryby dobre jek ełoziek zdrowy... Jek duza,
to każda ładna. Nieraz karp wlizie, to taki seroki...
Każda ryba ma wygląd, jak ona je walna."
„Najładniejsa to jest ryba lin, bo jest zółciuchna, jekby
ufarfoowana, a inne brzydkie, bo majo duzo ości
w sobie."
W przytoczonych wypowiedziach dostrzega się, że
kryterium walorów estetycznych ryby jest przede
wszystkim jej wartość materialna. Najładniejsza czy
najpiękniejsza ryba to ta, która ma najwięcej tłusz­
czu, której mięso jest najbardziej pożywne i smacz­
ne. Takimi rybami są najczęściej liny i kiełtoie. Nie
należą do nich płotki, szczupaki czy jazie.
Tego rodzaju odczuwanie wartości wyglądu ryb
było wśród badanej grupy rybaków najbardziej po­
pularne na przestrzeni kilkudziesięciu ubiegłych lat.
Wyraźne natomiast reagowanie na estetyczny wygląd
ryb spotyka się o wiele rzadziej. Wypowiedzi, w któ­
rych ten moment znalazł swe odzwierciedlenie, są
szczególnie interesujące. „Najlepsy po świętej praw­
dzie węgor i okoń. Scupak to suchy. Najładniejsa
ryba to scupak, bystry, chyży, fest." „Lin cy jaź
to smacniejsy, ale on taki bury, a scupak to taki
biały." „Ze wszystkich ryb najlepsy węgorz... ka­
wałek zji i można chodzić. Najsykowniejsy to chyba
scupak, bo ma ksiaty po sobie." „Najlepiej m i się
podobuje lin, bo on jest najsmacniejsy. A na wygląd
to scupak, bo łun jest ładniejsy. Inne to takie łuski
majo, a scupak to ma takie ksiaty jek jepka , a płot­
ki to majo łuskwiny."
„Najładniejsy z wyglądu
karaś, bo ma jakiś złoty kolor. W ocy świci jek złota
blacha."
W tym wypadku wskaźnikiem oceny wyglądu ryb
są określenia w rodzaju: „biały" jako przeciwień­
stwo „burego", „świci jek złota blacha", „ma ksiaty
po sobie", „ma ksiaty jek jepka", „bystry", „chyży",
„fest" itp. Przy użyciu tego rodzaju określeń za ład­
ne uznane zostały ryby mniejszej wartości material­
nej, głównie szczupak i w pewnym stopniu karaś.
Występowanie wśród badanej grupy rybaków kur­
piowskich tych dwóch skrajnych stanowisk w ocenie
wyglądu ryb nasuwa następujące uwagi. Wyrazicie­
lami opinii, w których nie zwrócono uwagi na este­
tyczne wartości wyglądu ryb, są przeważnie rybacy
starsi, osiemdziesięcio-sześćdziesięcioletni, a w mniej­
szym stopniu rybacy średniego pokolenia. Rybacy
zaś młodsi (w Wieku do 35 lat) reagują już inaczej,
kryteria ich ocen nie są już tylko pod kątem ma­
terialnym, użytkowym. Może to świadczyć o stop­
niowej zmianie poglądów estetycznych w kręgu lud­
ności Kurpiowszczyzny. Czy zmiana ta dotyczy
wszelkich dziedzin świata przyrody — trudno jest
stwierdzić, zebrany materiał jest na to niestety
zbyt nikły.
Nasuwa się pytanie — w jakim stopniu wypowie­
dzi tych młodszych rybaków mogą stanowić podsta­
wę do wnioskowania o wrażliwości estetycznej
chłopstwa. Odpowiedzieć na to pytanie jest trudno.
2 2

23

21

25

28

27

28

20

30

31

74

Właściwa interpretacja przedstawionego
materiału
wymaga znajomości całego szeregu dodatkowych wy­
powiedzi, w których wyraziłby się sposób reagowa­
nia na wartości estetyczne innych dziedzin świata
przyrody. Szczególnie konieczne byłyby tu wypowie­
dzi oceniające przedmioty czy zjawiska, które nie
posiadają wyraźnych wartości materialnych, względ­
nie które szczególnie jaskrawo manifestują swe pięk­
no. Jest zupełnie prawdopodobne, że ci sami ryba­
cy, którzy nie dostrzegali wartości estetycznych
w wyglądzie ryb, potrafiliby żywo reagować na pięk­
no np. kwiatów, na barwę upierzenia ptaków śpiewa­
jących, czy chociażby na zwinność niektórych dra­
pieżników leśnych. Wrażliwość chłopstwa na war­
tości estetyczne poszczególnych dziedzin świata przy­
rody nie przedstawia się jednakowo. Tak samo zresz­
tą jak prawdopodobnie nie jednakowy, lecz stale
zmienny jest zespół wartości w przyrodzie, który
wzbudza przeżycia estetyczne.
Nie podlega jednak dyskusji, że u niektórych
przedstawicieli chłopstwa, a szczególnie u ludzi star­
szych, występuje całkowita niewrażliwość na pewne
wartości estetyczne przyrody. Znamienne przy tym
jest, że nie wypływa ona np. z niedostrzegania prze­
jawów owych wartości. Wypowiedzi podane na wstę­
pie świadczą bowiem o znacznej wiedzy rybaków
jeżeli chodzi o barwę, kolor czy kształt ryb. Jednak
z innych wypowiedzi wynika, że ci sami rybacy nie
mają żadnego uczuciowego stosunku do tych przy­
miotów zewnętrznego wyglądu ryb. Pod względem
estetycznym są im one zupełnie obojętne. Mimo to
zdarza się, że dostrzeganie przez chłopów formal­
nych wartości zjawisk przyrody uważa się za wy­
starczający dowód ich odczuć estetycznych. Tego
rodzaju rozumowanie w świetle przedstawionego tu
materiału wydaje się pozbawione racji.
Powszechność omawianego stanowiska w ocenie
wyglądu ryb nie stanowi zjawiska wyjątkowego
wśród rybaków z Puszczy Zielonej, wiążącego się
np. z opóźnieniem rozwoju historycznego tych te­
renów. Można na nie natrafić również wśród ryba­
ków zamieszkujących obszary sąsiednie. Nawet na
Mazurach, bez porównania mniej zacofanych spo­
łecznie, pojęcia: ryba „ładna", „piękna" i „smacz­
na" — są dzisiaj jeszcze wśród wielu rybaków jed­
noznaczne . Warto przy tym dodać, że rybacy ma­
zurscy, w porównaniu do kurpiowskich, wyróżniają
się na ogół wyższym poziomem umysłowym. Wydaje
się, że niejednokrotnie czynnikiem, który oddziały­
wał na utrzymanie się tak prymitywnych poglądów
i ocen, nie był bezpośrednio poziom umysłowy okreś­
lonych ludzi, lecz obiektywne właściwości warun­
ków ich życia. To znaczy, przede wszystkim wieczna
walka o zdobycie środków do życia, względnie bez­
ustanne pomnażanie posiadanych materialnych środ­
ków bytowych.
32

Na tle omówionego wyżej stanowiska rybaków
kurpiowskich w stosunku do wyglądu ryb, szczegól­
nej wagi nabierają opinie uznające rzeczywiste ich
wartości zewnętrzne, jak ogólny koloryt, kształt, bar­
wa poszczególnych części, czy też zwinność. Wyra*

�zicielami tych opinii są co prawda przede wszystkim
rybacy młodsi, którzy dzięki lżejszym warunkom
życia (możliwość ukończenia szkoły, kontakt z szer­
szym niż rodzime środowiskiem za pośrednictwem
służby w wojsku, radia, prasy, książek, migracja
do miast itp.), mogli zerwać z tradycyjnymi poglą­
dami. Ale poglądy takie — chociaż raczej rzadko —
występują również i u ludzi starszych .
33

PRZYPISY
1

Rybołówstwo w kurpiowskiej Puszczy Zielonej
uprawiano do ostatniej wojny.
Istniały ku temu
sprzyjające warunki naturalne. Przez Kurpiowszczyz­
nę przepływają trzy niewielkie rzeki (Pisa, Omulew
i Orzyc) oraz liczne strugi. Kilkanaście lat temu
na obszarach między rzekami i strugami znajdowało
się wiele małych zbiorników wody stojącej, tzw.
„wądołów", oraz rozległych bagien, które obfitowały
w ryby błotne. Rolnictwo czy też hodowla nie za­
spokajały potrzeb bytowych większości rodzin kur­
piowskich. Zmuszało to do szukania dodatkowego
źródła pożywienia i utrzymania, również i w rybo­
łówstwie. Większość ludności kurpiowskiej trakto­
wała je jako jedno z wielu dodatkowych zajęć po­
zarolniczych. Rybacy należący do tej grupy zajmo­
wali się łowieniem ryb w chwilach wolnych od pracy
w gospodarstwie. W końcu X I X i prawie że jeszcze
na początku X X w. nie było na terenie Kurpiow­
szczyzny bodaj ani jednej wsi, w której nie zajmowanoby się w ten sposób rybołówstwem. W tym
samym czasie byli również rybacy, którzy trakto­
wali rybołówstwo jako .główne źródło utrzymania.
Tworzyli oni jednak mniej liczną grupę. Zamieszki­
wali pojedynczo, a niekiedy kilkuosobowymi gru­
pami, wsie położone nad rzekami i strugami. W okre­
sie międzywojennym liczba zarówno jednych jak
i drugich poważnie zmalała. Po ostatniej wojnie już
tylko w bardzo nielicznych wsiach zachowali się lu­
dzie, którzy sporadycznie uprawiali to zajęcie.
Mimo że łowienie ryb dzisiaj już nie występuje
powszechnie w Puszczy Zielonej, trwa wśród miej­
scowej ludności żywa o nim tradycja. Wielu ludzi
dobrze pamięta, jak wybierano się na połów z pry­
mitywną kłonią, zwykłym koszem, ością, czy nawet
bez żadnego narzędzia, licząc jedynie na własne ręce.
Ogółem przeprowadzono rozmowy z 50 informa­
torami, w tym z 18 informatorami młodszymi.
Niniejsze opracowanie opiera się na materiałach
zebranych na marginesie badań terenowych prowa­
dzonych w latach 1956/58 nad zajęciami pozarolniczymi w Puszczy Zielonej. Badania zostały przeprowa­
dzone przez autora w ramach pracy w Zakładzie
Etnografii I H K M PAN w Warszawie.
„Descka" — deseczka.
„Sksele" — płetwy.
' Inf. Piotr Jermacz, ur. w 1874 r., rybak nieza­
wodowy, gospodarz średnio zamożny, w. Kozioł, pow.
Kolno.
' Dotyczy cybucha fajki.
Inf. Józef Skonieczny, ur. w 1873 r., rybak zawo­
dowy, gospodarz niezamożny, w. Dąbrowy, pow.
Ostrołęka.
„Bziałe" — białe.
Inf. Józef Szlachetka, ur. w 1889 r„ rybak za­
wodowy, gospodarz niezamożny, w. Szafranki, pow*
Ostrołęka.
!

3

4

5

8

9

10

11

„Scubły" — 1. mn. od „scubeł" — szczupak.
majo na sobie ksiaty" — mają na sobie
kwiaty, dotyczy cętek na skórze szczupaków,
„Psiskorz" — piskorz.
„Bręgowaty" — pręgowaty.
Inf. Stanisław Koprek, ur. w 1897 r., rybak
niezawodowy, gospodarz zamożny, w. Klimki, pow.
Ostrołęka.
„Cłoziek"
człowiek.
Inf. Stanisław Gwiazda, ur. w 1871 r., rybak
niezawodowy, gospodarz zamożny, w. Wolkowe, pow.
Ostrołęka.
Potwierdzenia stosowania określeń nie wystę­
pujących w przytoczonych wypowiedziach można
znaleźć w wypowiedziach podanych niżej.
Inf. Józef Serowik, ur. w 1874 r„ rybak zawo­
dowy, gospodarz zamożny, w. Łacha pow. Kolno.
Inf. Bolesław Banach, ur. w 1885 r., rybak za­
wodowy, gospodarz zamożny, w. Łacha, pow. Kolno.
Inf. Władysław Zalewski, ur. w 1881 r., rybak
zawodowy, gospodarz zamożny, w. Gontarze, pow.
Ostrołęka.
Inf. Piotr Kołodziejski, ur. w 1897 r„ rybak
niezawodowy, gospodarz niezamożny, Chorzele.
„Nie" — mnie.
Inf. Józef Szlachetka, ur. w 1889 r., rybak za­
wodowy, gospodarz niezamożny, w. Szafranki, pow.
Ostrołęka.
Inf. Jan Puchalski, ur. w 1872 r„ rybak nieza­
wodowy, gospodarz średnio zamożny, w. Zalas, pow.
Ostrołęka.
Inf. Józef Skonieczny, ur. w 1873 r., rybak za­
wodowy, gospodarz zamożny, w. Dąbrowy, pow.
Ostrołęka.
Inf. Piotr Piaścik, ur. w 1869 r., rybak nieza­
wodowy, gospodarz zamożny, w. Jurki, pow. Łomża.
Inf. Stanisław Chojnicki, ur. w 1872 r., rybak
niezawodowy, gospodarz średnio zamożny, w. Tartak,
pow. Ostrołęka.
„...ma takie ksiaty jek jepka" — ma takie
kwiaty jak jabłka.
Inf. Józef Szczygieł, ur. w 1905 r., rybak zawo­
dowy, gospodarz niezamożny, w. Wyszel, pow. Ostro­
łęka.
Inf. Mieczysław Jermacz, ur. w 1925 r„ rybak
zawodowy, gospodarz średnio zamożny, w. Kozioł,
pow. Kolno.
„Którna ryba najpiękniejsa ja nie ziem, mnie
najbardziej się podobuje lin, bo niętki, i stynki,
i muranki, bo jek jejusko takie niętkie". (Ludwik
Faleński, w. Pogubię, pow. Pisz). „Najlepsa ryba lin,
smacny mocno, najgorsa płotka. Lesce to ładne,
białe, fein ryby! Wszystkie rybki ładne, tylko jak
się wynieskną [wytrą] to chude. Ja rybki łubie!"
(Fryc Pacia, w. Piasutno, pow. Szczytno). „Najlepsa
ryba lin, mało łościów ma. Łowte ryby smat łościów
mają, to kolące. Najładniejsa, którna nie ziem, bo
wsystkie złości ni majo i nie pokąsajo nikogo."
(Wilim Jabłądzki, w. Rudka, pow. Szczytno).
Faktem jest, że niektórzy spośród starszych
rybaków mieli również możność zetknięcia się z od­
miennym niż rodzime środowiskiem. Jedni z nich
w poszukiwaniu pracy byli w Ameryce, inni służyli
w wojsku w odległych krajach Rosji carskiej. Nie­
którzy, bezrolni, wędrowali po pobliskich miastach
często zmieniając swój zawód. Wydaje się jednak,
że wszystkie te kontakty miały mniejsze znaczenie —
jeżeli chodzi o zmianę poglądów — aniżeli kontakty
za pośrednictwem szkoły, radia, książek, prasy, z któ­
rymi zetknęli się ludzie młodsi.
11

15

11

15

19

17

18

19

20

21

22

2 3

24

2 5

2 8

27

28

29

30

31

32

! 3

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7583" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7563">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3a544192b82b145c337b97148a93ccd1.pdf</src>
        <authentication>84cfa51d16aaf01d59ebf867affc7602</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90505">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2785</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90507">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90509">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2594</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90510">
                <text>Oui, j'en crois / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90512">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3, s.65-67</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90514">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90517">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90519">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90521">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="90526">
                <text>Oui, j'en crois
J a c e k Olędzki
Ryszard Kapuściński, Heban, Czytelnik, Warszawa 1998
Książki Ryszarda

Kapuścińskiego

to klucz do poznania dzisiejszych czasów.
Wypowiedź Andrzeja Wajdy w filmie Filipa Bajona,
„Poszukiwany Ryszard

Coś związanego z religią, z siłami nadprzyrodzonymi, ze
światem obrzędu i ducha, z czymś, czego nie można zobaczyć
ani dotknąć, ale co przecież istnieje, i to istnieje bardziej re­
alnie niż wszelka uzewnętrzniona materialność - wywołuje tu
natychmiastową reakcję szacunku, powagi, respektu i trochę
- lęku. To fragment Leniwej rzeki w zbiorze 30 reportaży
z Afryki Ryszarda Kapuścińskiego, Heban. Posłuchajmy dal­
szych uwag znakomitego pisarza na temat kardynalnego za­
gadnienia we wszelkich kulturach, które zachowały wiele ze
swej postaci pierwotnej. Wiadomo zas', że kraje współczesnej
Afryki, taką postać kultury pielęgnują i z prawdziwą życzli­
wością użyczają obcym. Wiemy, jak kończy się wszelkie igra­
nie z czymś wyższym a tajemnym, panującym a nieodgadnionym - kończy się zawsze źle. W istocie jednak chodzi o coś
więcej. Rzecz dotyczy bowiem pytania o źródło i istotę bytu.
Myślenie Afrykańczyków, tych z którymi się latami stykałem,
jest głęboko religijne. - Croyez - vous en Dieu, monsieur?
(Czy wierzy Pan w Boga?). Zawsze czekałem na to pytunie,
bo wiedziałem, że padnie, bo mi je zadawano tyle już razy
I wiedziałem, że ten, kto mi to pytanie stawia, będzie się w ta­
kim momencie uważnie we mnie wpatrywać, śledzić każde
drgnienie na mojej twarzy. Zdawałem sobie sprawę z powagi
tej chwili, z sensu, jaki w sobie niesie. I przeczuwałem, że
sposób, w jaki odpowiem, rozstrzygnie o naszych wzajemnych
stosunkach, a już na pewno o stosunku pytającego do mnie.
I kiedy mówiłem: Oui, j'en crois (Tak wierzę) - widziałem po
jego twarzy, jaką to przynosi mu ulgę, jak rozładowuje w nim
towarzyszące tej scenie napięcie i trwogę, jak go to ze mną
brata, pozwala przełamać bariery koloru skóry, statusu i wie­
ku. Afrykanie cenili sobie i lubili łączyć się z drugim na tej
wyższej, duchowej płaszczyźnie kontaktu, która często nie da­
wała się zwerbalizować i zdefiniować ale której istnienie
i wartość każdy przeczuwał istynktownie i spontanicznie.
Na ogół nie musiał to być żaden konkretny Bóg. Taki,
którego można by nazwać, a jego wygląd czy cechy jakoś opi­
sać. Chodziło raczej o co innego, o niezłomną wiarę w istnie­
nie Istoty Najwyższej, tej która stwarza i panuje, a także prze­
poją człowieka substancją duchową wynoszącą go ponad
świat bezrozumnych zwierząt i rzeczy martwych. Ta pokorna
i żarliwa wiara w Istotę Najwyższą sprawia, że jej wysłanni­
ków i ziemskich przedstawicieli również otacza szczególne po­
ważanie i pełna rewerencji akceptacja. Przywilej ten rozciąga
się zresztą na całą liczną tu, warstwę duchownych najprze­
różniejszych wyznań, wiar, Kościołów i zgromadzeń, której mi­
sjonarze katoliccy stanowią tylko niewielki procent. Niezliczo­
ne są bowiem w Afryce rzesze mułlów i marabutów islamskich,
ministrów setek sekt i odłamów chrześcijańskich, a także ka­
płanów afrykańskich bogów i kultów. Mimo pewnej konkuren­

Kapuściński".

cji tolerancja w tym środowisku jest zdumiewająca, a uznanie
wśród prostych łudzi - powszechne. (Heban, s. 276-277)
W pisarstwie Ryszarda Kapuścińskiego, ten rodzaj refle­
ksyjnej relacji, i zarazem - jak wspomniałem - która doty­
czy kardynalnego zagadnienia w kulturach, cenię sobie naj­
wyżej. Jako niegdysiejszy badacz Afryki, również Kameru­
nu, do którego odnosi się bezpośrednio cytowany tekst z He­
banu, dobrze wiem jak niebywałego doświadczenia, wiedzy,
zdolności empatycznych, a najważniejsze talentu literackie­
go trzeba mieć w sobie, aby powstał ów poruszający do ży­
wego przekaz. Przekaz głęboki, poznawczo najwyższej wa­
gi. Ujmuje on nas jeszcze jedną cechą, tą mianowicie, że
występuje w nim warstwa osobista, stały zabieg formalny
w książkach Kapuścińskiego. Obok ważnych spostrzeżeń,
dodajmy uchodzących uwadze nawet wytrawnych antropo­
logów (choćby na temat chodzenia Afrykanów gęsiego), ist­
nieje zawsze kontekst mówiący o samym Autorze, o jego lo­
sie, o okolicznościach gromadzenia przedstawianych wiado­
mości. Dzięki temu, kształtuje się wyrazista dramaturgia
w poszczególnych relacjach, a sam Autor staje się bohate­
rem kolejnych zdarzeń. Wiadomo zaś, jakie są najczęstsze
zdarzenia w reportażach „korespondenta wojennego"... Lu­
bimy, niestety krwawe opowieści. Stąd też czyta się Kapu­
ścińskiego jednym tchem. I dopiero po zakończonej lektu­
rze, po pewnym czasie, przychodzi moment zastanowienia
i uwolnienia się od czarodziejskiej magii dobrej literatury,
wartkiej narracji, mocnych rytmów zwięzłych zdań, a także
równie silnie uderzających czytelnika słów. W Hebanie taki­
mi słowami są, najczęstsze dwa: piekło oraz panika. Niewąt­
pliwie u wielu, szczególnie tych, którym nie dane było prze­
bywać w Afryce, albo będąc już w niej unikali zbliżenia się
do niebezpieczeństw tego kontynentu łatwo jest wywołać
zamierzone stany przerażenia i grozy. Ale ujmujący nas cza­
rodziej, bywa że - chcąc nie chcąc - powoduje proste
i szczere zadziwienie. Jak to, przestraszyłeś się kobry, która,
jak ty nasz bohaterze, schroniła się w opuszczonej przez pa­
sterzy - koczowników lepiance? Przecież, można było ją by­
le czym przegonić! Wydaje się jednak, że Autor chyba wie­
dział o owym najskuteczniejszym i zarazem bezpiecznym
pozbyciu się gada. Jednakże skorzystał z ukazania błahego
epizodu w taki sposób, by jedni się lękiem napawali, a inni
przeżyli wzruszenie, może nawet współczucie skierowane
na osobę pisarza. Spotkanie z jadowitym wężem, uśmierza­
nie go za pomocą blaszanego kanistra itd. (fragment repor­
tażu Serce kobry) posłużył wydawcy, szacownemu Czytelni­
kowi do przyozdobienia tylnej okładki, pięknie, w najlep­
szym guście wydanej książki. Przypuszczam więc, że w tym
wszystkim kryje się wysokiego kunsztu sprawdzona prakty65

�Tanzania, Masajka reperująca dach domu ulepionego z krowiego łajna. Fot. J. Olędzki

ka, jak można i należy zdobywać czytelnika. W Polsce nie
mającej najlepszej orientacji o Czarnym Lądzie, a o Murzy­
nach pogłębionej wiedzy, z góry można założyć, że pomysł
z jadowitymi stworzeniami chwyci. Natomiast w krajach za­
hartowanych w podbojach kolonialnych opisy przygód z ko­
brami czy skorpionami, może nie byłyby przyjęte jak u nas.
Coś o tym wiem. Obserwowałem młodych Anglików i Fran­
cuzów wędrujących przez Afrykę. Zachowywali się tak jak­
by podróżowali po własnym kraju. Byli zaskakująco obojęt­
ni na wszystko to, co dla nas wciąż jest groźne i niezwykłe.
Na widok skorpiona reagowali tak jakby widzieli biedronkę
lub jakąś liszkę. I zapewne walorem pisarstwa Kapuściń­
skiego jest owa żywa, szczera, zabarwiona grozą reakcja na
osobliwości przyrodnicze Afryki. Najwyraziściej ujawnia
Autor tę postawę w opisach klimatu, skwaru (piekielnego),
piekła duchoty czy wyładowań atmosferycznych, które ma­
ją postać nie znaną Europejczykom: (...). Afrykanin cały
czas czuje się zagrożony. Na tym kontynencie natura przy­
biera tak monstrualne i agresywne postacie, nakłada tak
mściwe i budzące trwogę maski, takie zastawia na człowie­
ka pułapki i zasadzki, że żyje on w poczuciu niepewności ju­
tra, w lęku i trwodze. Wszystko występuje tu w formie zwie­
lokrotnionej, rozpasanej, histerycznie przesadzonej. Jeżeli
jest burza - pioruny wstrząsają całą planetą, a błyskawice
rozrywają niebo na strzępy, jeżeli ulewa - z nieba wali się li­
ta ściana wody, która za chwilę zatopi nas i wgniecie w zie­
mię, jeżeli susza - to taka, która nie zostawia kropli wody
i umieramy z pragnienia. W stosunkach natura - człowiek
nie ma tu nic, co by je łagodziło - żadnych kompromisów,
stanów pośrednich, gradacji. Cały czas tylko zmaganie, wal­
ka, bój na śmierć i życie. Afrykanin to człowiek, który od
urodzenia do śmierci przebywa na froncie, walcząc z wyjąt­
kowo nieprzychylną naturą swojego kontynentu, i już sam
fakt, że żyje i potrafi przetrwać, jest jego największym zwy­
cięstwem. (Heban s. 333, ostatni rozdział, W cieniu drzewa,
w Afryce). To przepiękny, poetycki opis odrębności afrykań­
skiej natury. Autor dużą wagę przywiązuje do tych natural­
nych uwarunkowań i nie omija ich w wywiadzie, jakiego
udzielił Gabrieli Łęckiej POLITYKA, nr 9 (2182), 27 lutego
1999, s. 46-48, Opisuję stany ducha: (...). I ciągle się boi
(Afrykanin, JO), i ma rację, że się boi, bo bez przerwy mu
coś zagraża. Kiedy przychodzi burza tropikalna, gdy trza­
66

skają pioruny, to te w Europie przypominają, w porównaniu
z nimi, małe iskierki.
To wspaniałe porównania, przepiękny język wieloletniego
korespondenta PAP, Ryszarda Kapuścińskiego. Sugestywność tego języka, głęboko emocjonalny stosunek Autora do
ukazywanej rzeczywistości, sprawia, że Cesarza czy Heban
„się połyka", czytając z niesłabnącym zainteresowaniem od
pierwszej do ostatniej stronicy. Ale przyjrzyjmy się dokła­
dniej piorunom w Afryce i Europie, a raczej w obszarze Eu­
roazjatyckim. Owe pioruny zajmują mnie od niepamiętnych
czasów, albowiem stanowią w kulturach pierwotnych, ale
również w świadomości co wrażliwszych reprezentantów
formacji kulturowych naszych czasów, najbardziej komuni­
katywny, a często również wiarygodny i niepodważalny do­
wód o istnieniu Najwyższej Istoty. Jak Bóg grzmi na niebiesie, jak włada gromami, to bezcenne dane, pozwalające lu­
dziom kultur pierwotnych na kształtowanie swych wierzeń,
a najważniejsze, wyobrażeń o naturze samego Boga. Według
Kapuścińskiego pioruny tropikalne w Afryce wstrząsają całą
planetą. W porównaniu z nimi, wyładowania atmosferyczne
w Europie, to małe iskierki. Jednakże, to właśnie one - jako
najczęstsze, wyładowania pionowe - zabijają ludzi, zwierzę­
ta, wzniecają pożary od których płonęły lasy, całe wsie, a tak­
że kościoły. W strefie tego rodzaju wyładowań - najstraszliw­
szych w obszarze stepów azjatyckich - od zarania tworzyli
ludzie obraz Boga bezwzględnego, niemiłosiernego i nielitościwego... Katolicyzm powołał Matkę Boską Gromniczną
oraz dwoje świętych Agatę i Floriana, aby ich opiekuńcza po­
winność chronienia od piorunów, ognia z niebios, łagodziła
wyobrażenia o Bogu.
Natomiast, w tropikalnej Afryce, pioruny wstrząsające
całą planetą mają najczęściej charakter wyładowań pozio­
mych, na znacznych wysokościach, takich, które nie sięgają
ziemi, a więc nie zabijają ludzi i zwierząt, a także, nie powo­
dują najgroźniejszych pożarów. Masajowie, kiedy pioruny
wstrząsają całą planetą, nie kryją się ze strachu w swoich,
bezpiecznych, lepionych z łajna krowiego domostwach! Roz­
radowani stają naprzeciw tych piorunów, wznoszą ramiona
do niebios dziękując Najwyższemu za deszcz, za wszystko.
Goryle w tym czasie tańczą w dżungli.
Zatem, powody do lęku, strachu, przerażenia - bania się
w czasie burzy - o czym pisze sugestywnie Kapuściński -

�w większej mierze mógł mieć chłop europejski, pasterz ze
stepów azjatyckich, aniżeli mieszkaniec Afryki w strefie tro­
pikalnej.
Przyjmując taką ocenę strachu, „słusznego bania się", na­
rzuca się wcześniej już sygnalizowany wniosek. Można by
tak go sformułować. W kulturach pierwotnych (w Europie chłopskich) różny jest wizerunek Istoty Najwyższej. O tym
wizerunku decydują - między innymi - śmiercionośne i nieśmiercionośne wyładowania w czasie burz, pioruny. Ludy
pierwotne wyraziściej, pełniej i z przekonaniem swą ufność
do Pana Niebios wyrażają właśnie tam, gdzie burze chociaż
mają charakter „kosmiczny" ale nie powodują śmiertelnych
ofiar wśród ludzi oraz ich żywego mienia, stad zwierząt. Tam
też - jak się wydaje - aspekt miłosierdzia i litości w obrazie
Najwyższego Boga sam się narzuca. I wydaje się również, że
tam, gdzie pojawiają się zabici i zgliszcza od piorunów, ów
obraz Istoty Najwyższej kształtuje się inaczej, rodzi się pe­
wien dystans religijny, a także zjawisko oszukiwania Boga...
Można więc, w naturze nieśmiercionośnych piorunów odna­
leźć pewne, chociaż tylko rudymentarne, wyjaśnienie owej
żywej, przepojonej ufnością religijności, o której mówi Ka­
puściński w cytacie od jakiego rozpocząłem mówienie o bar­
dzo ważnej książce.
Niekwestionowaną, w pełni odkrywczą metodą w Heba­
nie przedstawiania natury jest to, co można by nazwać cał­
kowitym odejściem od adoracji jej uroków. Nie ma więc
w tej książce estetyzujących opisów przyrody, tak częstych
w beletrystyce. Kapuściński - chyba jak nikt wcześniej, albo
może mało kto pośród największych - odsłania nam bodaj
najważniejszą stronę tejże natury. Jest nią złowrogi charak­
ter żywiołów, klimatu czy osobliwy związek między dniem
i nocą. Jak wiadomo, w Afryce, im bliżej równika, nikną po­
ranne brzaski i wieczorne jutrznie. Słońce pojawia się i zni­
ka nagle. Nastaje noc, która w Hebanie często, a nieraz tak­
że zawsze jest ciemna, że oko wykol. I oczywiście, taka noc
potęguje lęki, a nawet wielki strach. Sprzyja taka noc rodze­
niu się widmowych wierzeń i demonicznych wyobrażeń. Ale
wiemy wszak, że nad Saharą i Kalahari, chociaż nie tylko,
świecą gwiazdy i księżyc jaskrawością w Europie nieznaną.

To, między innymi dzięki tej jaskrawości, głębi widzenia
otchłani nieba, mieszkańcy płaskowyża w okolicach Wagadugu, Dogonowie z Górnej Wolty, zdobyli wiedzę astrono­
miczną, która wciąż zdumiewa i stanowi przedmiot niewy­
czerpanych, uczonych interpretacji, jak również fantastycz­
nych spekulacji.

*
Brak miejsca nie pozwala, aby dalej prowadzić zapropo­
nowaną, uważną analizę frapującej książki. Pozostaje piszą­
cemu te słowa tylko zasygnalizować bogactwo i rozmaitość
ważnych kwestii i wciąż aktualnych problemów. Oto niektóre
z nich: pochłaniające setki tysięcy ofiar wojny międzyplemienne (autor z wielkim znawstwem historii odległej i naj­
nowszej dostarcza danych, pozwalających zrozumieć feno­
men afrykańskiego Homo necans). Paradygmat być i mieć.
Dramat istnienia we współczesnej Afryce. Europejski wy­
miar czasu obiektywnego i afrykański czas subiektywny, kul­
turowe konsekwencje tych odrębności. Pułapki otwartej i nie­
kontrolowanej przestrzeni. Afrykański Homo viator. Miasta
złudnych nadziei.
Autor z właściwym sobie darem wnikliwej obserwacji
drobiazgów oraz poetyckim ich waloryzowaniu, wprowadza
pomiędzy owe pryncypialne kwestie i problemy współcze­
snej Afryki niewielkie szkice. Mogą one dotyczyć zniszczo­
nej koszuli (s. 172) i ósmego cudu świata, jedenastu wyku­
tych w litych skałach kościołów (Lalibela '75, s. 144), walki
jaszczurek z moskitami na suficie (s. 98) i promieni słońca
uderzających z siłą noża (s. 129), adorowania proroctw Jere­
miasza w Kościele Apostolskim (s. 304-305) kiczowatych
malowidłach pełnych fantazji (s. 19). Oczywiście, są w Heba­
nie nowe dane na temat cmentarzy słoni (s. 67). Dzięki tym
„drobiazgom" pisarstwo Kapuścińskiego zyskuje walory cie­
pła, bezpośredniości, zbliżenia.
Opisem godnego zachowania Ducha Afryki - słonia przy...
stole wigilijnym, kończy Ryszard Kapuściński swoją kolejną
arcyciekawą relację o rzeczywistości mistycznej, odkrywanej
nieopodal nas, obecnie.

Nigeria, Zaria. Dom mieszkalny z cegieł. Fot. J Olędzki

67

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="7764" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="7744">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f1ac31ae6e90ed4ca0068c48ae7a397e.pdf</src>
        <authentication>ad84141036f9ed7dc03930cd9b81bd84</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92750">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2268</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92751">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92752">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92753">
                <text>Konsolacja / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92754">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2, s.35-40</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92755">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92756">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92758">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92760">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="92770">
                <text>Jacek Olędzki

KONSOLACJA
Z a m a l o w y w a n i a na czarno złocistej p o d s t a w y i złocistej puszki

łością! Religijne p r z y z w o l e n i e na taką demonstrację - w czasie

kulistej krzyża na w i e ż y kościoła ś w . A u g u s t y n a w W a r s z a w i e

niesakralnym uznaną za naganną, czy w r ę c z przejaw szaleństwa

w 1 9 5 8 r o k u , w d n i a c h t z w . c u d u na N o w o l i p i a c h , d o k o n y w a l i

- p o s p o ł u z nastrojem r a d o s n y m , lub t y l k o p e w n e j ulgi, z p o w o d u

w i ę ź n i o w i e p i l n o w a n i przez s t r a ż n i k ó w . Gładka

powierzchnia

p o k o n a n i a p o ł o w y s u r o w y c h obostrzeń p o s t n y c h , m o g ł o sprzy­

smoły, chociaż czarna, p o d o b n i e jak p o p r z e d n i o złocista, nadal

jać s p o n t a n i c z n e m u

po zapadnięciu j e s i e n n e g o

wszelkie

o b r z ę d o w o ś c i śródpościa zupełnie n i e z w y k ł y c h z a c h o w a ń , nie

ś w i a t ł a miejskie. P o w t ó r z o n o w i ę c zabieg, ale d o użytej mikstury

mających już nic w s p ó l n e g o z samą ideą p o s t u , d o n i o s ł y m aktem

zmroku

nieźle odbijała

rozwojowi

w

chłopskiej

czy

plebejskiej

d o s y p a n o śmieci, piasku, w i ó r i t r o c i n , tak aby p o w ł o k a farby nie

religijnym. W j a k i m ś m o m e n c i e r o z k w i t u obrządku

miała już w ł a ś c i w o ś c i o d b l a s k o w y c h . Koczujących p o d koś­

z p o p i o ł e m b y w a z a s t ę p o w a n e p a s k u d z t w e m (połączenie p o p i o ­

naczynie

c i o ł e m p ą t n i k ó w pierwsza próba, połączona z porażką, u r a d o w a ­

ł u ze smarem a n a w e t ekskrementami z w i e r z ę c y m i ) , a zamiast

ła. A l e sukces p o w t ó r z o n e g o zabiegu m ó g ł przerazić. Wszak t o

garnka rozbijane są butelki. Rozbijający t r i u m f u j ą jeśli im się uda

w l u d o w e j ojczyźnie sam l u d , j e g o najbardziej l u d o w a ( c h ł o p s k a )

roztłuc naczynie poza p r o g i e m , w e w n ę t r z u d o m u , n a w e t nie

reprezentacja, odkryła w sobie fascynację z g o d n ą z nieelitarnym

w sieni, lecz w k u c h n i . Satysfakcja jest t y m większa im p o w a ż ­

r o z u m i e n i e m p r a w d wiary. I o t o postarano się, aby p r a w d y te po

niejszego d o k o n a n o spustoszenia. Zdarzało się, że p a s k u d z t w e m

plebejsku u n i c e s t w i ć !

o b m a z y w a n o ościeża, aby d o m o w n i c y p o b r u d z i l i sobie ubrania!

Stykanie się w naszym dosyć szarawym życiu z p o d o b n y m i
zdarzeniami w y w o ł u j e k a ż d o r a z o w o zastanowienie nad ich c z y n ­
nikami s p r a w c z y m i , lecz nie t y m i bezpośrednimi (na przykład
z zakresu braku w y o b r a ź n i w s z e l k i c h g o r l i w y c h f u n k c j o n a r i u s z y ) ,
ile p o ś r e d n i m i , głębiej u s y t u o w a n y m i w naszej tradycji i zarazem
o b e j m u j ą c y m i szeszy krąg zagadnień z w i ą z a n y c h z o b l i g u j ą c y m i
nas zasadami w s p ó ł ż y c i a . Pojawiają się w ó w c z a s pytania d o t y ­
czące p r a w d z i w o ś c i p o g l ą d u o „ p o l s k i e j t o l e r a n c j i " i t y m s a m y m
0 posiadaniu szczególnych z d o l n o ś c i ( o p a n o w a n i a reguł p o ­
stępowania fatywnego i e m o t y w n e g o ) . A mówiąc innymi słowy
z d o l n o ś c i p r z e c i w s t a w i a n i a się regule „ u d r y na u d r y " , jak też nie
uleganie z w o d n i c z e m u u r o k o w i p r y n c y p i a l n o ś c i .

Powiadamy:

polskie piekiełko. Właśnie piekiełko, a nie piekło! A l b o w i e m , jak
p r z e k o n a m y się przy analizie j e d n e g o t y l k o z a c h o w a n i a ( w s p ó ł ­
czesnego, r e l i g i j n o - s p o l e c z n o - p o l i t y c z n e g o ) , stać się o n o może
r ó w n i e ż działaniem artystycznym i niekiedy niezłej próby.
a t y m s a m y m ułagodzić

konflikt, o d c z u c i e grozy

No

(„piekło")

przekształcić w ś w i a t ż y c z l i w y ( „ p i e k i e ł k o " ) .
W chrześcijańskiej o b r z ę d o w o ś c i dorocznej W i e l k i Post roz­
p o c z y n a j ą c y się w n e t po Z a p u s t a c h w Środę P o p i e l c o w ą i t r w a ­
j ą c y przez kilka t y g o d n i aż d o porannej Rezurekcji, miał s w ą
konsolację, którą w y z n a c z a ! dzień d o p o ł o w y przebytego w y rzeczyska.

Rozbijany stary garnek g l i n i a n y

na p r o g u

domu

s ą s i a d ó w s t a n o w i ł o b r z ę d o w ą f o r m ę rozgłoszenia n o w i n y . Czy­
n i o n o t o p o d wieczór. Popiół, s y m b o l c z ł o w i e k a ( „ z p r o c h u
p o w s t a ł e ś i w proch się o b r ó c i s z " ) , a także przemijania, marności
t e g o świata (vanitas

vanitatum

et omnia

vanitas,

Koh 1,2; 3,

Jeden z moich nieocenionych komentatorów lokalnych zwy­
c z a j ó w w M u r z y n o w i e , dzisiaj już czterdziestoparoletni Z d z i c h o ,
w s p o m i n a , że w p ó ł p o ś c i e ( k o n i e c lat pięćdziesiątych lub p o ­
czątek sześćdziesiątych)

tak zapaskudzili k u c h n i ę w

jednym

d o m u , że s p o w o d o w a l i g o n i t w ę za sobą w z b u r z o n e g o
podarza. Przewidując j e d n a k taki o b r ó t s p r a w y ,

gos­

porozciągali

wcześniej nisko, p o n a d ziemią w poprzek d r o g i pułapki z d r u t u
i g o n i ą c y g o s p o d a r z nie t y l k o nie zdołał s c h w y t a ć

wesołych

p s o t n i k ó w , lecz z w i c h n ą ł sobie n o g ę i p o w a ż n i e się p o t u r b o w a ł .
W repertuarze figli p ó ł p o s t n y c h w w i o s k a c h ś r o d k o w e j Polski
w y s u w a j ą się na czoło o s o b l i w e działania, w k t ó r y c h o b i e k t a m i
zainteresowania stają się w a ż n e narzędzia pracy. Ukrycie i c h ,
z u c h w a ł e przemieszczenie, s t a n o w i ł o p o w t a r z a j ą c y się w ą t e k
dramaturgiczny

wciąż

tego

samego

obrzędku

półpostnego.

W w i e l u miejscach w s p o m i n a się j a k o najbardziej e m o c j o n a l n i e
poruszającego psotę - w i d o k na d a c h u (na szczycie strzechy)
c u d z e g o w o z u lub c h o c i a ż b y p ł u g a . Z d e m o n t o w a n i e

komuś

w n o c y w o z u i z m o n t o w a n i e g o w ł a ś n i e na d a c h u , w y m a g a ł o nie
lada przebiegłości i zręczności. Stąd częściej o w e g o u k r y c i a -przemieszczenia d o k o n y w a n o

poza zagrodą i niekoniecznie

w pionie... Grząski w ą d ó ł l u b p a r ó w c a ł k o w i c i e o d p o w i a d a ł y
p o w z i ę t y m zamiarom. Więcej - jak się okazuje - m o g ł y przy­
sporzyć d o d a t k o w y c h emocji r a d o s n y c h . O t o z r e k o n s t r u o w a n y
dialog

(okolice

Płocka)

prowadzony

o świcie

po

nocnych

Gospodarz A (właściciel s i e w n i k a u t o p i o n e g o w

parowie)

obchodach półpościa:

1 9 - 2 0 ) , rozsypany u s a m e g o wejścia d o d o m u d e m o n s t r o w a ł akt

zapytuje w y r o s t k ó w błąkających się n i e o p o d a l . - Czyj t o s i e w n i k

zanieczyszczenia, zbrudzenia miejsca d a r z o n e g o szczególną d b a ­

w tej parowie? - T o s i e w n i k gospodarza B, o d p o w i a d a j ą p o n u r o

Ш
II. 1 . „ K r a c o k i "

35

�m ł o d z i e ń c y . Na to, p o d n i e c o n y radośnie g o s p o d a r z A. - O j ,
dobrze żeście tej głupiej skuzie zrobili!
D o w c i p i rozmach w p o m y s ł a c h jeszcze d o n i e d a w n a z zapa­
łem r e a l i z o w a n y c h na w s i przy o b c h o d a c h p ó ł p o ś c i a , w y w o ł u j e
z a s t a n o w i e n i e nad k r e a t y w n y m i z d o l n o ś c i a m i m ł o d o c i a n y c h
r e p r e z e n t a n t ó w k u l t u r y c h ł o p s k i e j . Skąd bierze się początek t y c h
d o s y ć o r y g i n a l n y c h p o m y s ł ó w ? Dlaczego p o w a g a i w z n i o s ł o ś ć
o b r z ą d k u mającego s y g n a l i z o w a ć ulgę w d o p e ł n i e n i u części
religijnego wyrzeczenia przeradza się w z a b a w ę , a następnie
w drakę? Jeśli ten w ł a ś n i e kierunek r o z w o j u jest często w y ­
stępującą w ł a ś c i w o ś c i ą o b r z ę d ó w polskiej w s i , rodzi się pytanie
zasadnicze: dlaczego takie akurat emocje, p r o w o k a c y j n o - l u d y c z ne, d o c h o d z ą d o g ł o s u , rozwijają się, przesłaniając całkiem samą
istotę d o b r o w o l n e g o p o ś w i ę c e n i a się. A l e natychmiast w y ł a n i a
się następne pytanie, czy jest t o w y b ó r d o b r o w o l n y , p r z e k o n y w u ­
jący, d o g ł ę b n i e a k c e p t o w a n y ?
P o w s t a ł e t u rozterki (pytania zasadnicze i d r u g o r z ę d n e ) p o m a ­
gają n a m r o z w i j a ć - przynajmniej c z ę ś c i o w o - w i a d o m o ś c i
o poście, jakie o d n a j d u j e m y u kronikarzy obyczaju w d a w n e j
Polsce. N i e o c e n i o n e stają się t u opisy ks. Jędrzeja K i t o w i c z a .
W y n i k a z n i c h , że w XVIII w . i n t r y g u j ą c y nastrój f r y w o l n o ś c i
towarzyszył o b c h o d o m s a m e g o Popielca, Ś r o d y P o p i e l c o w e j
z w a n e j też W s t ę p n ą , Śmiertelną Niedzielą, Białą Niedzielą, Czar­
ną Niedzielą, a w i ę c rozpoczynania W i e l k i e g o Postu. D o w i a d u j e ­
m y się też o d K i t o w i c z a , że „ g o r s z ą c e " dziś nas z a c h o w a n i a w c a l e
nie zrodziły się na w s i , lecz w mieście, c h o c i a ż b y w samej
Warszawie: „Zaś w W s t ę p n ą Środę, po miastach, c h ł o p c y ,
s t u d e n c i k o w i e c z a t o w a l i na w c h o d z ą c ą d o kościoła białą płeć,
której przypinali na plecach kurze n o g i , s k o r u p y o d jajec, indycze
szyje, rury w o ł o w e i inne t y m p o d o b n e materklasy; tak zaś t o
s p r a w n i e robili, że się t e g o osoba dostająca nie czuła, b o t o
p l u g a s t w o b y ł o u w i ą z a n e na sznurku lub nici, d o k o ń c a której
była p r z y p r a w i o n a szpilka z a k r z y w i o n a jak w ę d k a , w i ę c c h ł o p i e c
d o takich f i g l ó w w y ć w i c z o n y , byle się d o t k n ą ł o w ą szpilką sukni,
raz i figla na osobie zawiesił. A ta ni o czym nie w i e d z ą c , pięknie
przybraną i w i e l e razy będąc d y s t y n g o w a n ą p o s t ę p o w a ł a w koś­
ciół z d o b r ą miną, g d y tymczasem w i s z ą c y m na plecach k a w a l c e m p u s t y m g ł o w o m ś m i e c h z siebie czyniła, k t ó r y m się i sama, na
koniec o d k o g o r o z t r o p n e g o u w o l n i o n a o d wisielca, zarumienić
musiała..."
1

Dzięki K i t o w i c z o w i d o w i a d u j e m y się jaką postać s y m b o l i c z n ą
w ś r ó d g a w i e d z i uzyskał w X V I I I w . popiół, substancja mająca
oznaczać c z ł o w i e k a , marność nad marnościami, przemijanie:
„ N i e f a t y g u j ą c księży s w a w o l n a młodzież sama g o ( p o p i ó ł ) sobie

r o z d a w a ł a , trzepiąc się p o g ł o w a c h w o r k a m i p o p i o ł e m napeł­
n i o n y m i albo też w y s y p u j ą c zdradą j e d n a d r u g i m o b o j e j płci na
g ł o w y pełne miski p o p i o ł ó w (...). Druga ceremonia nie kościelna,
ale ś w i a t o w a b y w a ł a d ł u g a w u ż y w a n i u p o miastach i w s i a c h ,
która zawisła na t y m , że jakiś m ł o k o s przed p r z e c h o d z ą c y m
mężczyzną rzucał na ziemie garnek p o p i o ł e m r u d y m n a p e ł n i o n y
(...) c o z r o b i w s z y s w a w o l n i c a lub s w a w o l n i k z a w o ł a w s z y : p o ­
pielec! u c i e k a ł . "
2

W Dziejach obyczajów
w dawnej Polsce, wiek XVI-XVIII, J a n
S t a n i s ł a w Bystroń stwierdza: „ Z Popielcem łączy się też z a b a w y
z p r z y w i ą z y w a n i e m d o k ł o d y dziewcząt, które zamąż nie w y s z ł y
w czasie zapust." A u t o r zauważa c h ł o d n o , że „ R ó ż n e f o r m y miała
ta z a b a w a (podkr. J O ) ; najczęściej c i ą g n i o n o przez w i e ś spory
kloc i każdą d z i e w c z y n ę , która nie zdołała się zawczasu ukryć,
ł a ń c u c h e m d o ń p r z y w i ą z y w a n o , każąc jej kłodę ciągnąć d o
karczmy, gdzie n a s t ę p o w a ł w y k u p i z w o l n i e n i e ; w miastach
p r z y w i ą z y w a n o małe klocki d r e w n i a n e . "
Bystroń przeczy j e d n a k sobie, kiedy p o w o ł u j e się na „ p r o t e s t a cję przekupki w s t y d l i w e j R e g i n y Gołka z B i e c z a " . Protestacja
p o c h o d z i z ksiąg g r o d z k i c h t e g o miasta i d o t y c z y 1 6 4 2 roku. J a k
się okazuje, p o s z k o d o w a n a nie została u w i ą z a n a d o „ m a ł e g o
klocka d r e w n i a n e g o " :
„...oto ci w ś r ó d strasznego krzyku i wrzasku całemi zastępami d o
protestującej (mającej s w ó j kram p o d k o ś c i o ł e m - J O ) przypadli,
jedni z nich udający n i e d ź w i e d z i , d r u d z y przebrani za N i e m c ó w
(...) inni za kobiety i d z i e w c z ę t a , a reszta, w liczbie o k o ł o
dwudziestu, z pomalowanymi twarzami, z rogami u głowy,
odziana w skóry koźle, tak, że im t y l k o ś w i e c i ł y zęby i oczy na
kształt d j a b ł ó w , o g r o m n y p n i a k d ę b o w y (podkr. J O ) ,
d ł u g o ś c i sześciu, g r u b o ś c i czterech ł o k c i , o b w i e d z i n y żelaznymi
ł a ń c u c h a m i , a na ten cel umyślnie p r z y g o t o w a n y , przywlókłszy,
protestującą (...) u b r a w s z y naprzód w p o w r ó s ł a słomiane, nie
uproszeni jej uprzejmymi p r o ś b a m i , siłą i przemocą ją p o r w a l i ,
p r z y w i ą z a w s z y ł a ń c u c h e m d o p n i a , i w ł ó c z y l i d o ratusza z n a j ­
wyższą obrazą i straszną boleścią, tak, że o m d l a ł a na siłach,
biegnącą zaś, bez ż a d n e g o w z g l ę d u p o p y c h a j ą c , d o d ź w i g a n i a
ciężaru t w a r d e m i biczami z m u s i l i . "
Wiązanie niezamężnych dziewcząt d o k ł o d y - chcąc nie chcąc
- musi się kojarzyć z p o w s z e c h n ą n i e g d y ś na w s i praktyką
zawieszania k r o w o m na szyi blisko m e t r o w e j d ł u g o ś c i g r u b e g o
koła, albo w ł a ś n i e k ł o d y . M i a ł o t o zapobiegać l a t o w a n i u się
zwierzęcia, czyli n i e s f o r n e m u z a c h o w a n i u , przede w s z y s t k i m
oszalałej g o n i t w i e , p o d s k o k o m oraz n a p a s t o w a n i u i n n y c h z w i e ­
rząt. W czasie b i e g u kół obijał się k r o w i e o n o g i . U t r u d n i a ł też jej

II. 2 4 . P r z e m a l o w a n e z n a k i , , S o l i d a r n o ś c i " , W a r s z a w a

36

3

4

�II. 5. P r z e m a l o w a n y n a p i s „ S o l i d a r n o ś ć " , W a r s z a w a - G r o c h ó w .

- skoro nie została w porę d o p u s z c z o n a d o byka - s y m u l o w a n i e
p o k r y w a n i a , czyli w d r a p y w a n i e się na zad drugiej k r o w y .
I tak o t o w i d z i m y , że d o w z n i o s ł e j o b r z ę d o w o ś c i p o p i e l c o w e j

znanej n a m już kłodzie. „ N a Rusi z w y c z a j k l o d k i mial znacznie
bogatsze f o r m y ; tutaj cały t y d z i e ń zapustny maślanycia, p o ­
ś w i ę c o n y był r o z m a i t y m p r a k t y k o m z k ł o d ą , którą p r z e d s t a w i a n o

przeniknęły całkiem przyziemne praktyki związane z prokreacją

w

ludzi i zwierząt.

i pogrzeb."

Siedemnastowieczni

poeci Kasper M i a s k o w s k i

i Stanisław

ludzkiej

postaci

(podkr. J O ) , o b c h o d z ą c jej urodziny

6

N i e w ą t p l i w i e ludzka postać kłody ruskiej dystansuje n i e f i g u r a -

Serafin J a g o d y ń s k i s k w a p l i w i e ó w aspekt prokreacyjny t o w a r z y ­

Iną kłodę polską! Wszelako nasza kłoda uzyskiwała

szący p o s t n e m u wyrzeczysku w y c h w y t u j ą i w s t o s o w n y c h u t w o ­

o s o b l i w i e głębokie znaczenie:

rach, o b o k u w a g i p o ś w i ę c o n e j p i j a t y k o m , czynią p r z e w o d n i m .
O t o f r a g m e n t u t w o r u z a t y t u ł o w a n e g o Popielec

Kaspra M i a s k o w -

skiego. Śmiało też można uważać, że zawarty w u t w o r z e „ m a t e ­
riał o b s e r w a c y j n y " o d n o s i się d o c z a s ó w m ł o d o ś c i autora, a w i ę c
ostatniej ć w i e r c i XVI w.:

Kto z ludzi nie c h c e , z p n i a k a m i musi żyć, niebożę.
I t a k i m pień d a w a j ą w ł ó c z y ć pospolicie,
Dając znać, że bez d r u h a już nie d r w a , nie życie.

7

Właśnie, d r w a (czyli ś m i e r ć ) , nie-życie. O b r z ę d o w o ś ć Półpościa, j a k o ciąg dalszy Popielca, na różne s p o s o b y w kraju t e n

B o zjadwszy zur, kapustę i m o c z o n e śledzie.

w ł a ś n i e w ą t e k , opozycji życia i śmierci, przemijania i t r w a n i a

W s t a n ą zaraz o d s t o ł ó w i już p o obiedzie.

s p o w i j a z a c h o w a n i a , które w y d a w a ć by się m o g ł y , jak p o w i a d a

Ale u d r u g i c h (a k t o tak w i e l e p o l i c z y ) ,

Bystroń, „ n i e w y m y ś l n ą p s o t ą " . W licznych o p r a c o w a n i a c h roku

Jeszcze skrzypki i d u d y słyszeć na ulicy;

o b r z ę d o w e g o w Polsce z a r ó w n o d a w n i e j s z y c h , jak też n a j n o w ­

Ci g o n i ą d z i e w k i , c o je w kloce zaprzęgają,

szych, k t ó r y c h o s t a t n i o sporo przybyło, p o m i j a n a jest c a ł k o w i c i e

A o n e się nie bardzo w i d z ę ociągają;

rodzima postać wizualizacji p ó ł p o s t n e j , prokreacyjnej, a w y r a ż a ­

Ci c h ł o p a w g r o c h o w i n y ubrawszy p r o w a d z ą ,

jąca się nie jak na Rusi w

A d o której g o s p o d y w p r z ó d iść mają radzą;
Ten w k u f l u drożdże d ź w i g a , ó w gorzałkę m a ń k ą
Pokazuje w y s o k o i potrząsa z bańką;

człowieka),

lecz w

rzeźbiarstwie ( k ł o d a w

malowidłach

naściennych.

p o w o d u m o g ę już w y j a w i ć w i e l c e s z a n o w n e m u

kształcie

I z tego

też

Czytelnikowi

zasadniczy p o w ó d p o w s t a n i a niniejszego tekstu. Więcej p o w i e m ,

Ci krzyczą o d p r a w u j ą c mięsopust szalony,
W a b i ą c d r u g i c h d o ordy, c n o t ą u s t a l o n y .

również

tekst niniejszy w małej zupełnie mierze pretenduje d o analizy

5

t r a d y c y j n y c h z a c h o w a ń , które w p o l s k i m kalendarzu o b r z ę d ó w

W ś w i e t l e ustaleń Bystronia polska o b r z ę d o w o ś ć p o p i e l c o w a

d o r o c z n y c h zajmują d o s y ć w a ż n e miejsce. Z a c h o w a n i a te o tyle

u s t ę p o w a ł a znacznie o b r z ę d o w o ś c i ruskiej. Szczególnie wyraziś­

mnie zainteresowały i ostatecznie stały się przez c h w i l ę przed­

cie o w a różnica j a w i ć się miała w znaczeniach

m i o t e m u w a g i , o ile m o ż n a z n i c h w y ł u s k a ć w i a d o m o ś c i , służące

nadawanych

37

�z r o z u m i e n i u całkiem w s p ó ł c z e s n e g o zjawiska graffiti, i o d razu

karano d o m o w n i k ó w , w ś r ó d k t ó r y c h z n a j d o w a ł a się panna na

d o d a m , z w i ą z a n e g o z nim w

wydaniu, zamalowywaniem

Polsce o s t a t n i c h

lat

sposobu

w a p n e m okien. Symbolikę

tego

ukrywania (zamalowywania i przemalowywania) pojawiających

działania m o ż n a objaśniać następująco. Skoro d o t ą d ( w czasie

się w miastach, g ł ó w n i e j e d n a k w W a r s z a w i e , ulicznych (za­

Z a p u s t ó w ) nie wypatrzeliście dla panny kawalera, nie będziecie

zwyczaj w y s t ę p u j ą c y c h na m u r a c h ) haseł, n a p i s ó w , z n a k ó w . N i m

za karę w i d z i e l i niczego przez o k n a , które służą - jak w i a d o m o

jednak przedstawię intrygujący mnie materiał n a ś c i e n n y c h m a l o ­

- łączności ze ś w i a t e m .

w i d e ł , konieczne jest p o w r ó c e n i e d o p r z e r w a n e g o

wywodu

o rodzimej wizualizacji, związanej z Postem.

Na sąsiednim, W s c h o d n i m

Mazowszu

natomiast

czyniono

p e w n e u s t ę p s t w o . Nie z a m a l o w y w a n o c a ł k o w i c i e szyb. Właśnie

R o z s y p y w a n i e p a s k u d z t w a w k u c h n i , o k t ó r y m pisałem na

na nich albo na ścianach c h a ł u p y w y m a l o w y w a n o s m o ł ą s y m ­

p o c z ą t k u , d o k o n y w a n o nie w każdym d o m u . O p i s y w a n y przypa­

boliczną postać, w y o b r a ż a j ą c ą mężczyznę, o w e g o

dek zdarzył się w M u r z y n o w i e u n a j u b o ż s z y c h , w rodzinie nie

który w i n i e n uczynić pannę mężatką, a k c e p t o w a n ą przez całą

mającej h e k t a r ó w , j e d y n i e s k r a w e k ziemi przy chałupinie. A l e

s z a c o w n ą z b i o r o w o ś ć w i o s k i czy miasteczka. F r y w o l n y malunek,

w

zwany

rodzinie tej aż 6 p a n i e n i panienek czekało na w y d a n i e !

kawalera,

k r a с о к i e m , w i n i e n posiadać wyraziście zaznaczone

Ucalenie ich ( s ł o w o o d ocalenia, o c h r o n i e n i a przed p o n i e w i e r ­

przyrodzenie

k ą ) , czyli w y d a n i e za mąż, s t a n o w i ł o dla ojca ( z g o d n i e z o b y c z a ­

szczegółu w e w s z y s t k i c h kracokach o n e g d a j

j e m większą p o n o s z ą c e g o o d p o w i e d z i a l n o ś ć niż m a t k a ) ciężki d o

z szyb i ścian d o m ó w t o d l a t e g o - jak m o ż n a przypuszczać - ze

spełnienia o b o w i ą z e k , cięższy o c z y w i ś c i e , aniżeli w

w ostatniej c h w i l i z a w i o d ł a p s o t n i k ó w o d w a g a .

rodzinach

(il. 1 c ) . Jeśli nie dostrzegamy t e g o

ważnego

przerysowanych

g o s p o d a r s k i c h . Fakt ten m ó g ł b y uśmierzać zakusy p ó ł p o s t n y c h

O k n a u d a w a ł o się, w p r a w d z i e z t r u d e m , oskrobać z w a p n a .

s w a w o l n i k ó w d o czynienia sobie z a b a w y z nieszczęsnych. M ó g ł ­

Natomiast kracok p o z o s t a w a ł d ł u g o w s t y d l i w y m piętnem, szcze­

by budzić w s p ó ł c z u c i e , może n a w e t litość. Tymczasem

nie,

g ó l n i e w ó w c z a s , jeśli n a m a l o w a n o g o na ścianie. Z szyb tez

s t a n o w i ł w ł a ś n i e zachętę i w y z w a l a ł p o m y s ł o w o ś ć , aż p o nie­

m o ż n a b y ł o t o m a l o w i d ł o zeskrobać, ale z belek czy desek

s p o t y k a n ą często w tej w s i staranność, p o ł ą c z o n ą z przebiegłoś­

szalunku nie b y ł o s p o s o b u . Rzadka smoła lub smar g ł ę b o k o

cią, a służącą z w y k ł e j t y l k o uciesze. C h o d z i - jak sobie p r z y p o m i ­

w s i ą k a ł y między słoje.

namy - o p u ł a p k ę z d r u t ó w przeciągniętych w poprzek d r o g i . W tę

Kiedy przed p o n a d ć w i e r ć w i e k i e m o g l ą d a ł e m w Karczewie czy

p u ł a p k ę miał w p a ś ć ojciec córek, g o n i ą c y za s p r a w c a m i najścia

w i n n y c h miasteczkach i w s i a c h M a z o w s z a kracoki na ścianach

d o m u . M i a ł o n rozkwasić sobie nos a l b o n a w e t złamać rękę.

c h a ł u p , ani przez c h w i l ę nie p r z y c h o d z i ł o mi d o g ł o w y , że o b c u j ę

W M u r z y n o w i e użyto p a s k u d z t w a t y l k o d o pomazania ościeży,

z faktami d ł u g i e g o t r w a n i a , że dane mi będzie o b s e r w o w a ć na

tak aby m o g l i się d o m o w n i c y t y l k o pobrudzić. Natomiast gdzie

p o d s t a w i e ż y w o t n o ś c i w y o b r a ż e n i a k r a c o k o p o d o b n e g o , zjawis­

indziej mazanie

i malowanie

zwyczajem, wspomnianą

wapnem

się

k o o w e j ciągłości i zmiany p r o b l e m u n a u k o w e g o , tak n i e z w y k l e

z ruskim

ż y w o z a j m u j ą c e g o naszych s o c j o l o g ó w , badających uczestnict­

oraz smołą stało

wizualizacją, k o n k u r u j ą c ą

o b y c z a j e m człekokształtności p o p i e l c o w e j kłody. Na Podlasiu

w o w kulturze.

II. 6. Z a m a l o w a n y i p r z e m a l o w a n y znak „ S o l i d a r n o ś c i '

38

�Jest rzeczą niezwykle charakterystyczną, że k r a c a k o p o d o b n e

kłuło w oczy, wszelako zajadła dbałość z a m a l o w y w a n i a „ n i e o d ­

f o r m y lokalizują się w Warszawie w ścisłym i zarazem o g r a n i c z o ­

p o w i e d z i a l n y c h " n a p i s ó w z d u m i e w a ł a . U zbiegu Długiej i M i o ­

n y m k r ę g u . " Nie są b y n a j m n i e j rozproszone p o c a ł y m mieście.

d o w e j w Warszawie, zajadłość ta przyjęła n i e w ą t p l i w i e najwyższy

Daremny t r u d p o s z u k i w a n i a ich na M u r a n o w i e w p o b l i ż u Pałacu

s w ó j w y m i a r . Zdarzało się, ze napisy jeszcze nie w y s c h ł y , g d y

M o s t o w s k i c h (są t a m na s ł a w n y m m u r a n o w s k i m osiedlu inne,

s p r a w n i d o z o r c y już je z a m a l o w y w a l i , nikt nie m ó g ł w i e d z i e ć , c o

bardziej abstrakcyjne f o r m y , p o prostu f a s z y s t o w s k i e ) . N i e m a ich

tutaj z m a l o w a n o , w ł a ś n i e z m a l o w a n o , b o plebejski charakter

na W o l i , M ł y n o w i e i J e l o n k a c h . Nie ma ich r ó w n i e ż na Ż o l i b o r z u

t y c h działań nie m ó g ł w y k l u c z y ć radosnej s w a w o l i , " p r a w d z i w e j

i M o k o t o w i e , Bielanach i U r s y n o w i e . W s a m y m Ś r ó d m i e ś c i u

draki" .
8

m o ż e m y odnaleźć z a l e d w i e j e d e n ( R y n e k N o w e g o M i a s t a ) , może
d w a znaki s o l i d a r n o ś c i o w e p r z e m a l o w a n e w taki s p o s ó b , aby
zwracały naszą u w a g ę . Wszelako nie są t o w pełni k r a c a k o p o d o b ­
ne f o r m y . M o ż n a p o w i e d z i e ć , że są b a ł w a n o p o d o b n e . Natomiast
na Saskiej Kępie, G r o c h o w i e , G o c ł a w k u , a także na B r ó d n i e
i T a r g ó w k u - czyli najbliżej o d d z i a ł y w a n i a W s c h o d n i e g o M a z o w ­
sza - o d n a j d u j e m y p r a w d z i w e b o g a c t w o i r ó ż n o r o d n o ś ć przemal o w a ń znaku Solidarności Walczącej
przypominają

przedstawionego

( S P V ) , iż d o

wcześniej

kracoka

złudzenia
(il.

5-7).

Wszystkie te p r z e m a l o w a n i a j e d n o c z y zamysł ludyczny, p o g o d ­
ny, nie zaś ostentacyjnie l i k w i d a t o r s k i (poprzez zdrapanie a l b o
pokrycie prostokątną plamą) czy k a r k o ł o m n i e fałszujący litery,
z czypi s p o t y k a m y się n a g m i n n i e z a r ó w n o w kraju, jak i za
granicą, wszędzie

- zawsze t a m , gdzie zabrakło

wyobraźni,

a n a d g o r l i w o ś ć z n i e w o l i ł a u m y s ł y . , Obserwacje A u t o r a c z y n i o n e
były jeszcze przed legalizacją „ S o l i d a r n o ś c i " w k w i e t n i u 1 9 8 9 r.

Graffiti na w a r s z a w s k i c h ulicach, tak jak znaki i hasła o p o z y c j i
politycznej, nie t y l k o mają s w o j ą wyrazistą lokalizację przestrzen­
ną, lecz r ó w n i e ż ich p o j a w i e n i e się, szczególny r o z k w i t , w p r o s t
erupcja, uzależniona jest od... pór roku. W y d a j e się, że zima
i w i o s n a , a najbardziej

przejście

między t y m i

porami

roku,

a następnie jesień u a k t y w n i a j ą a n o n i m o w y c h a r t y s t ó w ( t y c h c o
ryzykują) i o c z y w i ś c i e służby p o r z ą d k o w e (które nic nie r y z y k u ­
j ą ) . Jeśli jest tak istotnie, można by i t u d o p a t r y w a ć się ciągłości
i tradycji, d a w n y c h z a p u s t n y c h i p o p i e l c o w y c h oraz p ó ł p o s t n y c h
obrządków. I pewnie również a d w e n t o w y c h .
„ P o p i e l e c - stwierdza Bystroń - był przede w s z y s t k i m uroczys­
tością kościelną, d o której znaczną p r z y w i ą z y w a n o w a g ę ; b y ł o

- przyp. red.
R ó w n i e ż p o g o d n y , ludyczny charakter posiada p r z e m a l o w a n y
napis „ S o l i d a r n o ś ć " , znajdujący się na ul. C h ł o p i c k i e g o ,

na

G r o c h o w i e w p o b l i ż u t ę t n i ą c e g o życiem bazaru, vis a vis kościoła.
A u t o r p r z e m a l o w a n i a skorzystał z „ p r z e k o n y w u j ą c e g o " w y o b ­
rażenia rogatej g ł o w y , a w i ę c s a m e g o diabła. I rzędem jedenastu
w i z e r u n k ó w szatana p r z y o z d o b i ł banalną ścianę obskurnej ka­
m i e n i c y (il. 5 ) . Kiedy przed laty zobaczyłem t o iście polskie
graffiti, d o ś w i a d c z y ł e m p r a w d z i w e j konsolacji, a w i ę c szczegól­
nej ulgi pocieszenia, jakie p o j a w i a się p o stanach nadmiernej
żałości. Co ją s p r a w i a ł o każdy dobrze w i e d z i e ć p o w i n i e n , m i m o
w i e l k i c h nieraz różnic - w j e d n y m t y l k o mieście - w s p o s o b a c h
k o n t r o l o w a n i a w y g l ą d u m u r ó w i ścian naszych d o m ó w . M o g ł o
w n i c h nie być ani ciepłej, ani zimnej w o d y ; z zimna albo upału
groziło postradanie z m y s ł ó w , b r u d i zaniedbanie na każdym kroku

coś e f e k t o w n i e

teatralnego

(podkr. J O ) w t y m geście,

z k t ó r y m nie w y t r z e ź w i e n i jeszcze po nocy biesiadnicy szli d o
kościoła, a b y g ł o w y p o s y p y w a ć p o p i o ł e m . N a j w i ę k s i p a n o w i e
nawet

nie zawsze o niedzielnem n a b o ż e ń s t w i e

pamiętający,

u d a w a l i się d o kościoła; chorzy prosili księdza by d o

domu

zajechał z p o p i o ł e m . " M a t k o moja rety, d o d a m o d siebie, wszak
9

w c i ą ż t o samo, c h o c i a ż czasy się zmieniły. W s p ó ł c z e ś n i p a n o w i e
- kiedy im t y l k o ogłoszą p l e n u m ( p o p i e l e c ) r w ą się natychmiast
d o s w e g o kościoła.
„ Ś r o d a ( P o p i e l c o w a - J O ) - uzupełnia Szczypka - docierała
m o z o l n i e ze s w ą metafizyką przemijania, zdając się być jeszcze
jednym dniem radości."
względem

1 0

w c i ą ż t o samo.

Święte słowa, również i pod
No

b o cóż

powiedzieć

o

tym
haśle

u m i e s z c z o n y m w ś w i e t l i c y Zakładu C P L i A w O p o c z n i e w 1 9 7 8 г.:
P R Z E C I W S T A W I A M Y SIĘ C H I Ń S K I E M U H E G E M O N I Z M O W I .
S p o r z ą d z o n o t o ze specjalnego kartonu p o k r y t e g o złotą folią.

* Obserwacje

Autora

czynione

były

jeszcze

przed

legalizacją

„Solidarności"

Tak, złotą! Tej złocistości nie s p o s ó b b y ł o b y c z y m k o l w i e k z a m a ­
l o w a ć , p r z e m a l o w a ć a l b o przerobić c h o c i a ż b y na serwetkę.

w k w i e t n i u 1 9 8 9 r. - p r z y p . red.

PRZYPISY

Jędrzej K i t o w i c z , Opis obyczajów za panowania
Augusta
III,
W r o c ł a w 1 9 5 1 , s. 5 5 1 ; za "Ewa F e r e n c - S z y d e ł k o w a , Rok kościel­
ny a polskie tradycje. Księgarnia Św. W o j c i e c h a Poznań 1 9 8 8 .
Tamże, s. 5 5 2 .
J a n S t a n i s ł a w Bystroń, Dzieje obyczajów
w dawnej
Polsce,
wiek XVI-XVIII, W a r s z a w a 1 9 3 2 , t. II, s. 4 3 - 4 4 .
* Tamże, s. 4 4 - 4 5 .
Kasper M i a s k o w s k i , Zbiór rymów ( w e d ł u g w y d a n i a z 1 6 2 2 ) ,
Kraków 1 8 6 1 , s. 2 9 6 .
Bystroń, op. cit., s. 4 5 .
S t a n i s ł a w Serafin ( S e w e r y n ) J a g o d y ń s k i , Poezyje, podaje za
B y s t r o n i e m , op. cit., s. 4 4 .
1

2
3

5

6
7

W i a d o m o ś ć z a w d z i ę c z a m Ryszardowi Ciarce i M a ć k o w i
J ę d r u s i k o w i . Osoba pierwsza z a d z w o n i ł a d o mnie z informacją:
d o o k o ł a pana d o m u aż p o Instytut Sztuki n a m a l o w a n e są hasła
i znaki na ścianach. Kiedy zaraz po telefonie zszedłem w s z y s t k o
b y ł o z a m a l o w a n e . Osoba d r u g a - mieszkająca na sąsiednim
osiedlu - o p o w i e d z i a ł a jak b y ł o o d p o c z ą t k u . A d m i n i s t r a c j a
osiedla nie opłaciła należycie malarzy o d n a w i a j ą c y c h klatki
s c h o d o w e . Malarze ukarali administrację d o d a t k o w y m w y s i ł ­
kiem, malując na ścianach i na klatkach s c h o d o w y c h hasła
Solidarności.
B y s t r o ń , op. cit., s. 4 3 .
Józef Szczypka, Kalendarz polski, PAX Warszawa 1 9 8 4 , s. 55.
8

9

1 0

Rysunki i fotografie - A u t o r

39

�I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8157" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8137">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a57260592e0759846dcbcd4356f3255e.pdf</src>
        <authentication>337f0248ec8fbe94c54c3d382720b286</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97512">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4569</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97514">
                <text>1973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97516">
                <text>praktyki magiczno-religijne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="97518">
                <text>wota</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97520">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4242</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97522">
                <text>Wota lwowskie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1973 t.27 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97524">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1973 t.27 z.1 ; s.5-29</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97526">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97528">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97530">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97532">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="97542">
                <text>Jacek Olędzki

WOTA LWOWSKIE

Poszukując

wotów

w sławnych

ośrodkach

kultowych

w k r a j u nieczęsto natrafia się n a zbiór p o k a ź n i e j s z y . O wielu

cijaństwa,
nych

mieście

wiekach

permanentnie

klęski

pożóg

przechodzącym

wojennych,

w

daw­

dewastowanym

jednak o ś r o d k a c h istnieją wzmianki, a nawet coś więcej —

i g r a b i o n y m , w o t a nie t y l k o g i n ę ł y w n i e z n a n y c h okolicz­

obszerne r e j e s t r y c u d o w n y c h z d a r z e ń . S a m e z a ś w o t a

n o ś c i a c h , lecz s ł u ż y ł y z a s w o i s t y p i e n i ą d z o d k ł a d a n y i spo­

tych

zdarzeń

rejestrowano

świadectwem.

Stąd

ich

nieraz troskliwie. W

rodzaj

pewnych

i

były

wielkość

przypadkach

wota służyły tylko w i ę k s z e m u rozgłosowi ośrodka, w i n n y m

ż y t k o w a n y z n a s t a n i e m c z a r n e j godziny.

Oto j e d e n z z a ­

c h o w a n y c h d o k u m e n t ó w u k a z u j ą c y s p o s ó b obchodzenia s i ę
z wotami w krytycznych momentach

n a d a n i u m u s z c z e g ó l n e j r a n g i — s a n k t u a r i u m . B y ł to j a k b y

„Spis niektórych wotów

dziejowych:

znajdujących

się w

s t e r e o t y p w y k o r z y s t y w a n i a w o t ó w . Ale z d a r z a ł o s i ę , ż e w i ą ­

OO.

zano ze z b i o r a m i w o t ó w r o l ę d o d a t k o w ą . P e w n e

a n i w a r t o ś c i a r t y s t y c z n e j z a s o b ą nie m a j ą c , po

dzenia

zakonne

wykorzystywały

własnych

świętych

tylko

uwag

do

o

i

wota

do

błogosławionych.

j e d n y m , lecz

zgroma­

powoływania

Ograniczmy

najpotężniejszym

się

u

nas

Bernardynów

dzonej

we

Lwowie, które

d e t a k s a c j i przez z n a w c ę

potrzebie

wyzłocenia

ani

upoważnionego

kielichów

i

kościele

starożytności,

innych

poprze­
w

nagłej

niezbędnych

potrzeb k o ś c i o ł a s i ę s p i e n i ę ż a j ą . " D a l e j w s i e d m i u

rubry­

zakonio b r a c i m n i e j s z y c h , j a k i m i s ą oo. b e r n a r d y n i . Z a k o n

k a c h (1. l i c z b a p o r z ą d k o w a , 2. opis w o t a , 3. w a g a , 4. p r ó b a ,

ten s ł u s z n i e u w a ż a n y z a „ o t w a r t y " , a n g a ż u j ą c y s i ę w s p r a w y

5. cena r e a l n a i 6. c e n a w e d ł u g k u r s u w M . K . , 7. u w a g a )

d u s z p a s t e r s t w a w ś r ó d rzesz l u d o w y c h , p o s z c z y c i ć s i ę m o ż e

wyliczone s ą w o t a — ł ą c z n i e 85 s z t u k . Oto w y b r a n e p o z y c j e

najpokaźniejszą

w tym

liczbą

własnych,

bo

bernardyńskich

g o s ł a w i o n y c h ! . Ł a d y s ł a w z Gielniowa, Szymon z

bło­

„15—2

J a n z D u k l i oraz R a f a ł z P r o s z o w i c to b ł o g o s ł a w i e n i , k t ó r z y
byli bernardynami. Trzech

spośród wymienionych

błogos­

ł a w i o n y c h p o d l e g a ł o procesom b e a t y f i k a c y j n y m , w k t ó r y c h
ogromną

rolę

odegrały

dokumenty

cudownych

łask —

w o t a , srebrne i z ł o t e . P o d o b n i e i d z i ś prowadzone s t a r a n i a
0 oficjalne

zatwierdzenie

błogosławieństwa

Bafała

z

Pro­

szowic opiera s i ę o d o w o d y m a j ą c e c h a r a k t e r w o t ó w . S ą n i m i
s p o r z ą d z a n e n a k a r t k a c h p a p i e r u przez w i e r n y c h w y z n a n i a
(prośby

i dziękczynienia).

systematycznie

w

O d paru lat s k ł a d a n e

kościele

oo.

bernardynów

są

w

one

Warcie.

Z n a j d u j e s i ę t a m grobowiec z m a r ł e g o w 1623 r. b ł . R a f a ł a
z Proszowic, sławionego

powszechnie

w

ziemi

spisie.

Lipnicy,

sieradzkiej

2

1 okolicach .

serca

cena 1,40 (
Maryanny

razem

strzałą

przeszyte—1,4/8

). 17 — D w a s e r c a z k a r t e c z k ą
Jakubowskiej

1833

31

łuta,

przylepioną

Maja

14/8

łuta

c e n a 1.40. 18 — D w a S e r c a r a z e m z p ł o m i e n i a m i z n a p i s e m :
B o ż e pospiesz
19 — Serce

k u w s p o m o ż e n i u m e m u — 2,2/8
poncerowane

wewnątrz

z

łuta,

roku

2,37;

1842 —

1,6/8 ł u t a ; 2,6 1/5 c e n a . 20 — Serce z n a p i s e m J u l i a 1822 —
4/8

łuta;

00,35 cena.

2 i — Serce z n a p i s e m

Bóg

złączył

A . S . — 6/8 ł u t a ; 00,52 c e n a . 22 •— Serce z n a p i s e m w d z i ę c z n e
serce z a d z i e ń 23 w r z e ś n i a 1847. 6/8 ł u t a ; 00,52 c e n a (
72 — M a t k a

z

2,37

73 — K l ę c z ą c e

cena.

1,35 (

dziecięciem

).

k l ę c z ą c a . . . — 2 2/8
dziecię

w

łuta;

woalu—1,3/8;

). 78 — K l ę c z ą c a osoba we f r a k u — 8 ł u t . ,

( n a j w i ę k s z e i n a j c i ę ż s z e J O . ) . C a ł o ś ć niniejszego

9,20

wyliczenia

P r z e j d ź m y z kolei do u w a g o stanie w o t ó w w n a j g ł o ś ­

k o ń c z y : R a z e m 162,46 1/2 (cena r e a l n a ) . T a k o s z a c o w a ł e m

niejszych o ś r o d k a c h kultowych. O t ó ż w samej tylko W a r c i e

n a d z i o ń 24-go m a j a 1852 i p o d ł u g t e y t a x y z w r a c h o w a n i e m

w okresie od X V I do X V I I I

agio z a p ł a c i ł e m g d y ż p u ź n i e y s i ę dopiero p o k a z a ł o i ż d u ż o

w. złożono przy

grobowcu

bł. R a f a ł a setki cennych w o t ó w ' . D z i ś natomiast

nie

ma

z a w a ł k ó w b y ł o doleno gorsze

srybło.

w t y m m i e j s c u a n i jednego w o t u m . P o d o b n i e rzecz przeds­
t a w i a s i ę w W a r s z a w i e . N i e m a w stolicy a n i w
św.

Anny

dyńskim

(pobernardyńskim),

kościele

ani w

kościele

Michał Ostrowski

a k t u a l n y m bernar­

na Czemiakowie w o t ó w

dawnych,

Sądowy

taxator."

3

sła­

w i ą c y c h b ł . Ł a d y s ł a w a z G i e l n i o w a . T y c h s a m y c h spostrze­
żeń

dostarcza

wyposażenie

kościoła

oo.

Wcześniej

bernardynów

zaś

podobne

akty

„spisywania

wotów"

w K r a k o w i e , gdzie b y ł i j e s t c z c z o n y b ł . S z y m o n z L i p n i c y .

z i n w e n t a r z a k o ś c i o ł a z n a j d o w a ł y s i ę w gestii z a k r y s t i a n .

D o d a j m y , ż e w i n n y c h o ś r o d k a c h b e r n a r d y ń s k i c h i pober-

Może

nardyńskich

j a k to c z y n i ł o f i c j a l n y t a k s a t o r , ale n i e w ą t p l i w i e b a r d z i e j

łaskami

(pozostańmy

cudowne

tylko

wizerunki

przy

Matki

n i c h ) , gdzie
Boskiej

i

słyną

rzadziej

P a n a Jezusa, chociaż zdarzają się zbiory cennych
wotów

( S k ę p e , Ś w . A n n a k. P r z y r o w a , R z e s z ó w ,

nawet

Leżajsk,

wówczas

radykalnie
do

opłacenia

870

„spisywano"

wybierano

egzemplarze

p i l n y c h potrzeb.

z polecenia

starannie,

najodpowiedniejsze
16-go

Października

W . K s . Kustosza (Justyna

Szaflarskiego)

wartość artystyczna i dokumentacyjna

k o r a l e z a 64 Z ł r . z a k t ó r e to p i e n i ą d z e s p r a w i ł o s i ę t r o c h ę

ustę­

K s . Rudolfa

„Dnia

równie

a

(zabytkowa)

obecności

wot

K a l w a r i a Z e b r z y d o w s k a ) , i l o ś ć i c h , a co n a j w a ż n i e j s z e —
p u j e z d e c y d o w a n i e t e m u , co zgromadzono w t y c h m i e j s c a c h

w

nie

Wagi sprzedałem

wszystkie

bielizny k o ś c i e l n e j .

p r z e d s t u k i l k u d z i e s i ę c i u c z y d w u s t u laty-&gt;.
Br. Edward Rzepina
W
ze

takim

Lwowa

zestawieniu

okazuje

zbiór

omawianych

się i m p o n u j ą c y

znaczeniu. N i e z w y k ł y

w

całym

tu

wotów

tego

słowa

Zakrystianin"

jest s a m f a k t u r a t o w a n i a s i ę t y c h

w o t ó w , j a k o ż e w ł a ś n i e L w ó w b y ł b a r d z i e j n i ż inne o ś r o d k i

„ D n i a 4 go S t y c z n a 872 z polecenia i w o b e c n o ś c i P r z e w i e

n a r a ż o n y n a tragiczne d z i a ł a n i a niszczycielskie. W

lebnego K s i ę d z a J u s t y n a S z a f l a r s k i e g o s p r z e d a ł e m

t e ż o ś r o d k u n a l e ż a ł o do z w y c z a j u s y s t e m a t y c z n e
ze z b i o r ó w

tych wotów,

które

uznano

każdym
usuwanio

za niezbędne

z d o b y c i a cennego k r u s z c u . A we L w o w i e , bastionie

od P a n a J e z u s a , M a t k i B o s k i e j i B ł . J a n a

(złotych

wotów
krzy­

dla

ż y k ó w 8, z ł o t ą k l a m e r k ę ) i ś r e b n y c h r ó ż n e j f o r m y 23 s z t u k

chrześ­

za 60 Z ł r . , k t ó r e to p i e n i ą d z e u ż y ł o s i ę n a z a p ł a c e n i e r o b o t y

5

�П . 1. W y o b r a ż e n i e b ł . J a n a z D u k l i w p r z e s t w o r z a c h n ą d L w o w e m . W o t u m ufundowane przez p a t r y c j a t m i a s t a , 1648 r.
srebro, 7 3 x 4 1 c m . I I . 2. S t y g m a t y z a c j a Ś w . F r a n c i s z k a , pol. X V I I I w . srebro, 1 9 x 1 6 c m .

dwóch

ornatów

złotem

t k a n y c h przeniesionych

na

nową

m a t e r y ą przez S i o s t r y M i ł o s i e r d z i a u M a r y i i Magdaleny.

c z ą t k u X X w . P o z y c j a s p o ł e c z n a f u n d a t o r ó w wot oraz i c h
intencjo

w

dostatecznej

liczbie

przypadków

możliwe

do o k r e ś l e n i a n a w e t bez o d w o ł y w a n i a s i ę do ź r ó d e ł
Br.
1877 r . "

6

Edward Rzepka

( k o ń c o w a d a t a z a p i s ó w w tej k s i ę d z e ) .

walnych.
kilka

Kilkanaście

można

ośrodkami
W o t a z k o ś c i o ł a oo. b e r n a r d y n ó w we L w o w i e (pod wez­
waniem

ś w . A n d r z e j a ) przeniesione

zostały

po

I I wojnie

ś w i a t o w e j do R z e s z o w a oraz L e ż a j s k a . W t y m d r u g i m o ś ­
r o d k u (w m u z e u m p r z y k l a s z t o r n y m ) zlokalizowano
7

P r z e z 27 l a t w o t a to p r z e c h o w y w a n o

pakowanych

paczkach

przeprowadzonych

na

strychu

poszukiwań,

kościoła.

w nie roz­
W

wyniku

zainteresowań

liczba

piszącego

wotów

obecnie

wotów

osobami
(bez

m a znaki złotnicze, w

identyfikować

rzemieślniczymi

konkretnymi

oraz

w

złotników.

znaków

z

paru

przypadkach

Przeważająca

złotniczych)

tym

określonymi

to

jednak

wytwórczość

partaczy'.

3 naj­

cenniejsze obiekty z c a ł o ś c i z b i o r u z n a j d u j ą c e g o s i ę w R z e ­
szowie .

z

już

są

archi­

Lwowski zbiór w o t ó w
Chociaż

możemy

nigdy

odnaleźć

nie b y ł

wzmianki

opracowywany.

o

pojedynczych

e g z e m p l a r z a c h i to w r o z p r a w a c h a m b i t n y c h , j a k n p . : Zlot10

nictwo

lwowskie ,

w którym Władysław

Łoziński

z ł o t n i c t w o we L w o w i e od. X I V do p o ł o w y X V I I

omawia
w. J a k o

te s ł o w a , w o t a lwowskio chronione s ą od 1971 r. w s p i ż a r n i

p o w ó d ograniczenia s w o i c h r o z w a ż a ń t y l k o do

rzeszowskiego

tego stulecia a u t o r w y m i e n i a m . i n . u p a d e k s z t u k i z ł o t n i c z e j ,

si

się tylko

k l a s z t o r u oo. b e r n a r d y n ó w . U w a g a t a odno­
do

części

różnego rodzaju d a r ó w

lwowskiego

zbioru. Blisko

tysiąc

(w t y m z n a c z n a c z ę ś ć w o t ó w

b r y c z n y c h z okresu m i ę d z y w o j e n n e g o )

fa­

znajduje się nadal

n a s t r y c h u . N i e jest w y k l u c z o n e , ż e p o ś r ó d nie r o z p a k o ­

siedemnas­

k t ó r a jeszcze p r z e d s t u l a t y ś w i ę c i ł a we L w o w i e p r a w d z i w e
szczyty „dobrego smaku, wykwintnej sztuki". Swoją pracę
k o ń c z y Łoziński fotografią wotum, które m a

poświadczać

ó w u z n a n y p r z e z a u t o r a regres u m i e j ę t n o ś c i i potrzeb a r ­

w a n y c h d o t y c h c z a s s p r z ę t ó w ze L w o w a s ą i n n e jeszcze w o t a .

t y s t y c z n y c h . W o t u m to nie z a g i n ę ł o . Z n a j d u j e s i ę we w s p o m ­

Ogólna

n i a n y m m u z e u m p r z y k o ś c i e l n y m w L e ż a j s k u . O d tego t e ż

liczba tych,

które

udało

się przejrzeć

wykracza

z n a c z n i e p o n a d 1000 s z t u k . S p o ś r ó d tej i l o ś c i w o t ó w
b r a n y c h z o s t a ł o 287 egzemplarzy.
8

d o k u m e n t a c j i . 50 w o t ó w

S t a ł y s i ę one

wy­

podstawą

(w liczbie t y c h 287) to

srebrne

wotum

można

b y r o z p o c z ą ć nasze r o z w a ż a n i a .

I

niechaj

b ę d z i e ono d l a n a s z n a m i e n i e m s z c z ę ś l i w e g o t r a f u i s y m b o ­
lem

przeobrażeń

upodobań,

kryteriów

wartościowania

plakietki z w y o b r a ż e n i a m i repusowanymi lub rytowanymi.

d z i e ł a s z t u k i (il. 1 i o k ł a d k a ) . P o z o s t a ł e l w o w s k i e w o t a

Wartości

dzieła

d u j ą s i ę — j a k b y ł o j u ż powiedziane — w R z e s z o w i e , albo­

s z t u k i . A l e — w y d a j e s i ę — ż e o k r e ś l e n i a tego nie n a l e ż a ­

w i e m t a m zlokalizowano po wojnie relikwie b ł . J a n a z D u k l i ,

ł o b y z a w ę ż a ć w y ł ą c z n i e do l i c z b y 50 egzemplarzy. P o b r a n a

k t ó r y b y ł p a t r o n e m lwowskiego

próba pozwala d a t o w a ć

całość zbioru. Najstarsze

wotum

S a m e z a ś w o t a w z n a c z n e j mierze b y ł y z w i ą z a n e z k u l t e m

pochodzi

Jako

można

tego b e r n a r d y ń s k i e g o z a k o n n i k a .

formalne

z

XVIII

pozwalają

w.

uznać

te w o t a

jako

siedemnastowieczne

u z n a ć nie w i ę c e j n i ż 2—3 w o t a . W o t ó w

osiemnastowiecz­

Błogosławionemu

ośrodka

znaj­

bernardyńskiego.

temu p o ś w i ę c o n o k i l k a różnej war­

n y c h w całości zbioru jest kilkadziesiąt, w t y m kilkanaście

tości o p r a c o w a ń . Nie wszystkie uznane w t y c h opracowa­

c e n n y c h plakietek. P r z e w a ż a j ą j e d n a k w o t a z X I X i po­

niach

6

wydarzenia,

związane

z

postacią

błogosławionego,

�I

m o ż n a przyjąć jako w pełni wiarygodne".
dane

są jednak

krótko,

bezsporne.

dołączając

Postaram

wiadomości

o

Najważniejsze

się przedstawić

kościele

i

je

klasztorze

zofii i teologii, pisanie d z i e ł — oto b y ł y z a j ę c i a O O . B e r ­
l a

n a r d y n ó w l w o w s k i c h " . M o ż n a by w i ę c p o w i e d z i e ć , że dzia­
ł a l n o ś ć i n t e r e s u j ą c e g o nas k l a s z t o r u p r z e b i e g a ł a w

sposób

oo. b e r n a r d y n ó w w e L w o w i e , gdzie ż y ł i gdzie r o z w i n ą ł s i ę

u n o r m o w a n y , w e d ł u g u s t a l o n y c h z a s a d . I n a w e t s t a ł e nie­

k u l t J a n a z D u k l i . K o r z y s t a m t u przede w s z y s t k i m z m a ­

pokoje

teriałów

kościół

opracowanych

przez

znanego

d z i e j o p i s a r z a N o r b e r t a Golichowskiego.
n ó w lwowskich pobudowany

bernardyńskiego
Kościół

bernardy­

z o s t a ł w I I p o ł . X V w. J u ż

w d z i e s i ę ć l a t po w z n i e s i e n i u tej b u d o w l i (1470 r.) p r z y b y w a

zajaśniał". W

Golichowski

w

jego

12

z Dukli.

tego

„ G r ó b jego c u d a m i

pełnego".

Boskiej, ś w . Wincentego

lwowskim

kościele

oo.

nych

śmierci bł. Szymona z Lipnicy, w szczególności zaś Rafała

cieszył się kult jezusowy

w

ulegał

spowodowały

1733 r. n a s t ę p u j e b e a t y f i k a c j a s ł a w n e g o j u ż

c u d a m i Z a j a ś n i a ł " . P o d o b n i e rzecz s i ę m i a ł a w p r z y p a d k u
13

nie

K u l t bł. J a n a z D u k l i , Chrystusa (Serca
Matki

b ł o g o s ł a w i o n ą ... G r ó b

bernardynów,

w całym kraju męża „cnót

torze t y m p r z e b y w a ł a ż do ś m i e r c i w 1484 r. J a k p o w i a d a
śmiercią

lwowskich

c z y m stała się śmierć J a n a

do k l a s z t o r u l w o w s k i c h b e r n a r d y n ó w J a n z D u k l i . W k l a s z ­
„umarł

ze s t r o n y n a j e ź d ź c ó w , liczne p o ż a r y , j a k i m

nim

wotów.

oraz

bernardynów

Największą

Jezusowego),

św. Teresy
całość

jednak

skupiał

gromadzo­

popularnością

i maryjny. N a trzecim

dopiero

z P r o s z o w i c . W k r ó t k i m czasie po ś m i e r c i t y c h c z c z o n y c h

miejscu w y m i e n i ć m o ż n a p o s t a ć bł. J a n a z D u k l i " . P o z y c j a

o s ó b dzieją się zdarzenia n i e z w y k ł e , uznane jako cudowne

ta

i przypisane bezpośrednio powiernictwu

k o ś c i ó ł b e r n a r d y ń s k i w c z a s a c h swojej ś w i e t n o ś c i m i a ł j u ż

tychże

świętobli­

jest

niewątpliwie

poważna,

tym

bardziej

że

lwowski

w y c h postaci. P r z e d ś m i e r c i ą a n i J a n z D u k l i , t a k j a k i R a f a ł

osiemnaście ołtarzy i tym samym jakby odrębnych

z Proszowic, czy Szymon z L i p n i c y

k u l t u . S w o j ą w y s o k ą rangę bł. J a n z Dukli

uznawanych

j a k o cudowno.

nie d o k o n u j ą

M o ż e nieco inaczej

aktów

przedsta­

1 6

f a k t o w i p r z y p i s y w a n i a m u s z c z e g ó l n y c h p o r u c z e ń w obronie

wia się historia bł. Ł a d y s ł a w a z Gielniowa. W r ó ć m y jednak

Lwowa

do

obrońcy chrześcijaństwa

błogosławionego

lwowskiego.

Według

wspomnianego

przed n a j e ź d ź c a m i ,

łączenia

jego p o s t a c i

i ostatecznie s ł u ż e n i a

Golichowskiego, p r a c a d u s z p a s t e r s k a b e r n a r d y n ó w ze L w o w a

n y m m o t y w o m s t a b i l i z a c j i p o l s k o ś c i n a wschodniej
k r a j u . Bodaj identyczne

t y k o w a n y c h oraz n a w y j ą t k o w y c h , z w i ą z a n y c h ze s z c z e g ó l ­

treści odkrywamy w

z

ideą

patriotycz­

u p ł y w a ł a n a z a j ę c i a c h powszechnie

przez t e n z a k o n p r a k ­

miejsc

zawdzięcza

rubieży

oficjalnym

k u l c i e S z y m o n a z L i p n i c y czczonego d z i ś przede w s z y s t k i m

n y m p o ł o ż e n i e m o ś r o d k a : „ I c h praca b y ł a czysto duchowna

w

że

czczony

w k o n f e s j o n a ł a c h , n a ambonie, w obozach. R ó ż a n i e c w r ę k u

w Warcie jako b ł o g o s ł a w i o n y R a f a ł z Proszowic

ogromną

i p r z y g o d y w obozach, w y p r a w a c h w o j e n n y c h obok r y c e r z y

c z ę ś ć swego ż y w o t a p o ś w i ę c i ł ochronie w s c h o d n i c h

(co z w a n o t a ń c e m ) , k s z t a ł c e n i e m ł o d z i e ż y zakonnej w filo­

przed n a j e ź d ź c a m i , w szczególności tureckimi.

ośrodku

krakowskim.

Dodajmy

jeszcze,

granic

I I . 3. W y o b r a ż e n i e C h r y s t u s a w grobie, pocz. X I X w . srebro i p o z ł o t k a , 1 0 , 5 x 6 , 5 c m . I I . 4. W y o b r a ż e n i e b ł . J a n a z D u k l i ,
p o ł . X I X w . srebro, 7 X 5,5 c m .

7

�I I . 5. W y o b r a ż e n i e C h r y s t u s a n a K r z y ż u . P r a w d o p o d o b n i e X V I I I w., srebro, 1 4 , 8 X 1 0 c m . I n i c j a ł y z ł o t n i k a — K . B .
I I : 6. C h r y s t u s 'na k r z y ż u , koniec X V I I I w., srebro, 1 5 x 1 0 , 7 c m . N a odwrocie n a p i s a t r a m e n t e m .

Wotum, o którym wspomnieliśmy na początku,

uka­

Trzeba też powiedzieć, że sztuka złotnicza w o t ó w podlegała

zuje bł. J a n a z D u k l i u n o s z ą c e g o się w o b ł o k a c h nad L w o ­

swoistym

w e m . N a p i s w y r y t y w dolnej p a r t i i p ł y t k i w y r a ź n i e o k r e ś l a

wyobrażeń,

i n t e n c j ę i sens tego w y o b r a ż e n i a . J e s t to w o t u m d z i ę k c z y n n e

p r y m i t y w n e j formie r y t u l u b t r y b u n k u . L e c z w ł a ś n i e te co-

uwarunkowaniom,
naiwności

wizji

które
a

sprzyjały barbaryzacji

nieraz

wprost

wyjątkowo

m i e s z c z a n l w o w s k i c h ufundowano w 1648 r. z o k a z j i s z c z ę ś ­

c h y formalne p o w o d u j ą nasze s z c z e g ó l n e zainteresowanie s i ę

liwego p r z e t r w a n i a przez m i a s t o

przedmiotem.

Oto wspomniane

n a j a z d u Chmielnickiego.

uwagi Ł o z i ń s k i e g o

o tym wotum:

,,

t a b l i c a ze s r e b r a , w o t u m m i a s t a L w o w a , k t ó r e nosi

Dlaczego

tak

O p r ó c z przedstawionego

datę

jest p o s t a r a m
już wotum

się

uzasadnić.

w zbiorze

lwow­

s k i m z a c h o w a ł o s i ę jeszcze t y l k o k i l k a , n a k t ó r y c h u k a z a n y

f a t a l n ą 1648 r. U r o c z y s t y s t y l d e d y k a c j i , n a z y w a j ą corona

został bł. J a n z Dukli

obsidionalis; m i a s t o p o ś w i ę c a j ą b ł . J a n o w i z D u k l i z a u r a ­

bardziej n i ż inne z w r a c a u w a g ę . J e s t to n i e w i e l k i c h r o z m i a ­

towanie

od

Joanni

ciężkich

Duclano

salutam. Tablica
wojsk

ob

niebezpieczeństw
urbem

extremo

oblężenia:
obsidionis

t a o f i a r o w a n a z o s t a ł a z a r a z po

oblężniczych,

za

Divo

może

r ó w rytowana p ł y t k a srebrna. O b y d w a wota z w y o b r a ż e ­

periculo

niem b ł o g o s ł a w i o n e g o

odejściu

formalnych,

burmistrza dr Marcina Anczow-

(il. 4). J e d n o z t y c h w o t ó w

(il. 1, 4) o k r e ś l a j ą s k a l ę

umiejętności

technicznych

możliwości

twórców

omawia­

nego z b i o r u . W zestawieniu z d r u g i m w o t u m k u n s z t pierw­

skiego, a w y k o n a n i e jej t a k jest n i e d o ł ę ż n e i n ę d z n e , ż e wie­

szego jest z n a c z n i e w y ż s z y , bodaj m i s t r z o w s k i . A l e s k r o m n y

r z y ć s i ę nie

r y t tego drugiego nie p o z b a w i o n y

chce,

aby

to b y ł o

pierwotne

votum

miasta

jest swoistego w d z i ę k u ,

L w o w a i n a s u w a s i ę podejrzenie, ż e j e s t to t y l k o p ó ź n i e j s z a

a poprzez swą. l a p i d a r n o ś ć w z r u s z a . L i r y c z n o ś ć tego wize­

podobizna

runku

odkuta

przez

jakiegoś

lichego

partacza

(...)

jest

oczywista.

Podobnie

rytowanych

różnych

j a s k r a w i e j nie m o g ł a b y i l u s t r o w a ć u p a d k u s z t u k i z ł o t n i c z e j

w y o b r a ż e ń j e s t w i ę c e j . L e c z to w ł a ś n i e w y r ó ż n i a s i ę zdecy­

we L w o w i e od r o k u 1648,

dowanie h a r m o n i j n o ś c i ą i ł a d e m

dionalis.

tak

niedawno

tylu znakomitych mistrzów

nie

było już komu

które

mieście,

aniżeli ta biedna corona

które

dzieła,

W

jako votum

publiczne

jeszcze

miało

obsi­
liczyło

wykonać

świadczyć

po­

1 7

t o m n y m o w d z i ę c z n o ś c i ocalonego g r o d u " .
Podejrzenie

Łozińskiego,

że

wotum

miasta

Przeważająca

część w o t ó w

kompozycyjnym.
jest ze s r e b r a .

Kilkadzie­

s i ą t r a z y powtarza się p r ó b a 1 2 - ł u t o w e g o srebra. A l e zda­
r z a j ą s i ę r ó w n i e ż w o t a ze s t o p ó w i m i t u j ą c y c h srebro i w o t a
m o s i ę ż n e . G r u b o ś ć b l a c h y t a k ż e jest r o z m a i t a . Z d a r z a j ą s i ę

Lwowa

egzemplarze „ g r u b e " z b l a c h y p o n a d d w u - i t r z y m i l i m c t r o -

j e s t p ó ź n i e j s z ą k o p i ą o d k u t ą przez lichego p a r t a c z a w y d a ­

wej, j a k t e ż „ c i e n k i e " z blachy cieńszej niż milimetr. Prze­

j e s i ę nie do p r z y j ę c i a . W o t u m to jest s y g n o w a n e

w a ż a j ą w o t a stosunkowo

znakami

rzają

ze s t e m p l i p o ś w i a d c z a j ą c y c h a u t o r s t w o .

k o ś c i o ł a b e r n a r d y ń s k i e g o we L w o w i e o d n o t o w y w a n a

N i e s t e t y , nie

po­

się pokaźniejsze.

m a ł y c h r o z m i a r ó w , chociaż zda­

z ł o t n i c z y m i , a j a k w i a d o m o p a r t a c z e nie k o r z y s t a l i n a o g ó ł

Wielkość

wotów

w

inwentarzach
była

t r a f i m y u s t a l i ć do kogo n a l e ż ą owo z n a k i z ł o t n i c z e . A l e j a k

z całą s k r u p u l a t n o ś c i ą . D a w n i skrybowie notowali:

p r z e k o n a m y s i ę dalej n a tle i n n y c h w o t j a k i e p r z e t r w a ł y

małe",

do n a s z y c h c z a s ó w owo „ n i e d o ł ę ż n e i n ę d z n e " d z i e ł o

„ d u ż e " , „ w i e l k i e " , „ w i ę k s z o " ' . S ą to o c z y w i ś c i e o k r e ś l e n i a

wy­

r ó ż n i a s i ę w a r t o ś c i a m i a r t y s t y c z n y m i i nie l a d a k u n s z t e m .

8

„maluńkie",

„malunicczkie",

„wotum

„pomniejsze"

oraz

8

nieścisłe.

Dlatego

wskażemy,

że wymiary

najmniejszych

�11. 7. C h r y s t u s n a K r z y ż u , p o ł . X I X w., srebro, 1 0 , 6 x 8 , 2 c m . I I . 8. W y o b r a ż e n i e C h r y s t u s a n a K r z y ż u i m a t k i z d z i e ć m i
P r a w d o p o d o b n i e X V I I I w . , srebro, 1 4 , 8 x 1 0 c m . I n i c j a ł y z ł o t n i k a — K . B .

egzemplarzy

wynoszą

a największych

od

5,5 X 4,5

od 50 x 30 c m do

cm

do

0,5 X 5,5

73 x 40 c m .

cm,

Szczegóły,

k t ó r e t u p o d a j ę , nie s ą bez z n a c z e n i a . J a k s i ę p r z e k o n a m y ,
m o g ą one s ł u ż y ć do p r ó b y o k r e ś l e n i a s t a t u s u

społecznego

w a n i e r z e m i o s ł a . D r u g i e w o t u m (il. 3) to p o s t a ć
ze

skrzyżowanymi

rękami.

Jest

to

jedno

Chrystusa

z

częstszych

w ikonografii w z o r c ó w p r z e d s t a w i e n i a C h r y s t u s a w grobie.
W

zbiorze w o t ó w

lwowskich

znajdują

się 2

egzemplarze

f u n d a t o r ó w , a nieraz n a w e t i c h c e c h osobowych. W opisach

w t a k i s p o s ó b potraktowanego t e m a t u . Sama, p o s t a ć C h r y s ­

inwentarzowych

t u s a — to odlew ze s r e b r a wzbogacony p o z ł o t k ą . P ł y t k a z a ś ,

figurują

również

wzmianki

o

wykonania w o t ó w . W y m i e n i a się wota „dęte",
ne",

„wybijane"

(„z

okrągło

wybijanymi

sposobie

„wytłacza­
floresami"),

1

„ w o t a z w y r y c i e m " i „ w y r y t e " ' . I te s z c z e g ó ł y

również

n a której zamontowano

f i g u r ę , m a w czterech rogach p r y ­

mitywne ryty wobrażające anioły, z których dwa m o g ą b y ć
przedstawieniami

dusz

czyśćcowych.

Wotum

to

zwraca

nie s ą bez z n a c z e n i a . O k r e ś l a j ą one z a z w y c z a j k u n s z t rze­

u w a g ę nie t y l e przez oryginalne u j ę c i e t e m a t u , ile u m i e j ę t ­

miosła złotniczego i jak m o ż n a sądzić cenę

nością

przez f u n d a t o r ó w
W

zamawianych

skontrastowania

różnych

i wyczucia malarskich walorów

ofiar.

świetle źródeł archiwalnych, d o t y c z ą c y c h

różnych

technik

(rytu i

tworzywa

odlewu)

(barwy srebra

i złocenia).

ośrodków bernardyńskich, kult wotywny jaki rozwinął się

Pozostałe wyobrażenia Chrystusa,

s t a n o w i ą z b i ó r n a j b o g a t s z y i t y m s a m y m s ą one n a j b a r d z i e j

m o ż n a s ą d z i ć , k a ż d e w y k o n j r w a ł i n n y z ł o t n i k . W o t a te s ą

informatywne. P o z w a l a j ą w s p o s ó b d o k ł a d n y p o z n a ć oma­

trybowane

wianą

dywidualnych

rozległej

skali.

Intencjo

Z jednej

ofiar

dotykają

spraw

stronj^ t r e ś c i o w a d z e

wej i z n a c z e n i u h i s t o r y c z n y m

dosyć

państwo­

(il. 1), a z d r u g i e j — p r y ­

ma

lub rytowane.

inaczej m ó w i ą c

wiedzi obserwujemy

skrajnymi
istnienie

motywami

ofiary

treści głębokiej

problemy

religijne,

a

(il.

35).

wotywnej

Między

odkryć

możemy

wiary, zaangażowania

także

ślad

tymi

w

najskrytszych

ważne
przeżyć

osobistych.
Swobodne

korzystanie z podstawowych
odlewu

technik

oraz

n i a o b s e r w u j e m y w s p o s ó b n a j p e ł n i e j s z y w zestawie
z wyobrażeniami

Chrystusa

(il. 2,3,5-10).

Na

jest

twarz

Chrystusa.

Artysta

korzystał

wotów

pierwszym

z tej g r u p y w o t ó w ( s t y g m a t y z a c j a ś w . F r a n c i s z k a )
na

złot­

punktowa­

z

repusowania, u j a w n i a j ą c przy t y m wysokiej klasy

ukaza­
techniki
opano­

do n a j b a r d z i e j m u

odpowiadającej

i

jak

albo

głównych

przywiązania
formy

wypo­

w c a ł y m o m a w i a n y m zbiorze

lwows­

kim. Jest kilka w o t ó w w y k a z u j ą c y c h świetne

opanowanie

t e c h n i k i p u n k t o w a n i a . S ą to w o t a n i ż s z e j „ r e l i g i j n i e " r a n g i ,
bowiem
osób

n i c z y c h r y t o w a n i a , ropusowania,

z tych dwu

technik — r y t u i t r y b u n k u . T a k i e t e ż cechy

poty

paznokciom

rozwiązali,

artysty — akcentowanie

rozwijanie którejś

artysty

obierającym

się

O b s e r w u j e m y — z a l e ż n i e od i n ­

doświadczeń

w a t n e , t a k drobne i w y d a w a ł o b y s i ę m a ł o w a ż n e , j a k k ł o ­
z

powtarzających

ukrzy­

żowania.

dziedzinę.

Nie

to w y ł ą c z n i e

we L w o w i e nie n a l e ż y do w y j ą t k o w y c h . A l e w o t a l w o w s k i e

nie m a n a n i c h w y o b r a ż e ń postaci

boskich.

Wzorcowymi

przykładami

świętych

czy

poszczególnych

t e c h n i k s ą w p r z y p a d k u r y t u — woturn n a i l . 21, t r y b u n k u —
w o t u m n a i l . 1,2, p u n k t o w a n i a —• w o t u m n a str. t y t .
Na

wielu wotach z a c h o w a ł y się notacje

Umieszczono

je n a odwrocie.

atramentem.

Oto tylko n i e k t ó r e :

serce, „ L u t ó w w a ż y p o ł ó w p ó ł p i ą t a . I m X

Wotum

Sieniawińskie-

go (...) g r e k ó w U n i t o (...) tego n a o b r z ą d e k Ł a c i ń s k i
Votum Roku

dane

1798 D n . 11 J a ( n u a ) r i s . " W o t u m seice po-

9

�I I . 9. C h r y s t u s n a K r z y ż u oraz w y o b r a ż e n i e k o b i e t y i m ę ż c z y z n y , X V I I I w., srebro, 14 X 11,5 c m .

dwójne,
„ I n i t i o P r z y m w i e d n y m dwoia S e r c a z k t ó r e m i
t u stoi. N a T w o y o ł t a r z . G r z e s z n i l i gros. A w s w y c h p r o ś ­
b a c h z y s k odnosili. M i e y go w opiece. N i e odstopui 1876 (...)
p r z e b ł a g a y z a zbrodnie moie B o g a w s z a k s ą w a ż n e m o d ł y
T w o i e , o d d a l c h o r o b y z a r a z y . P i o t r a z a c h o w a y od s k a z y ,
c z y ń у s t a r a n i u p r z y s k o n a n i u . S. V i n c e n t y " " .

Oto z e s t a w w o t ó w s t o s u n k o w o n a j l i c z n i e j s z y c h z w y ­
obrażeniem
tych

wotów

łatwo

do

Chrystusa

na, k r z y ż u

(mam tu na

odczytania.

Na

z o s t a ł a p o s t a ć kobiety
dopełniona

jednym

PRZEZ

RATUI

Z a p e w n e jest to w o t u m ufundowane

NAS

ZE

jącą się z wychowaniem

dzieci

napisem

WYPUSZCZAY

K a ż d y z t y c h n a p i s ó w istnieje w s p o s ó b j a k b y samo­

SŁYNĄCY

Intencje

są na

z wyobrażeń

z dwojgiem

wyrazistym

5 — - 10).

(il.

fundatorów)

P ł y t k a 6,5 X 5 c m . „ B o ż e nie opuszczaj n a s i B ł o g o s ł a w
D z i e c i naszo". W o t u m serce, „ S W I E N T I
WINCENTI
NAS*'2i.

„JEZU

jest

myśli

(il.

na

WSZYSTKIE
SWEY

ogół

ukazana

8).

Całość

powierzchni:
WIEKI NIE-

OPIEKI.

J.E.S.O."

przez m a t k ę b o r y k a ­

potomstwa. Podobne wota

często

istny. Nie d o p e ł n i a j ą ich konkretyzacje plastyczne,

okreś­

z n a j d u j e s i ę w r ó ż n y c h o ś r o d k a c h . P o c h o d z ą one od kobiet,

lone w y o b r a ż e n i a .

nawet

k t ó r y c h m ę ż o w i e umarli lub w y r u s z y l i n a d ł u g o l e t n i e

Sens

zaś samych

wyznań

w t y m nielicznym wyliczeniu jak się wydaje
jasny.
były

Okazuje się, że motywy
nieraz a k t o m

kować
XIX
ły

twierdzenie,

że

rozterki

omawianym

śmiano

duchowe

występować

i s t n i a ł a silna potrzeba
w

w

ofiar

wotywnych

świętej. Można

bliskie

też zaryzy­

okresie

( X V I I —•

w.) w ś r ó d lwowskiej s p o ł e c z n o ś c i wiernych pojawia­

się

nie

spowiedzi

jest

dostatecznie

modlitwie,

lecz

dziękczynnej,
wotum.

zaprzątających

przed

natury,

z

którymi

konfesjonałem.

To

znów

aktu wiary wyrażonego

nie

tylko

właśnie

proszalnej

Jeśli przyjmiemy

nych, m o ż e m y

szczególnej

w

czy

owej

przebłagalnej,

t a k i e rozumienie
nas

i zainteresowań

lecz

społeczność.

spraw,

Dodajmy
fundatorów

tu Ukrzyżo-

wań

i

ujawniają

zasadniczo

różne

rozumienie

ostateczne

t r a k t o w a n i e tego najpopularniejszego w ikonografii c h r z e ś ­
c i j a ń s k i e j t e m a t u . W tej o d m i e n n o ś c i t r u d n o d o p a t r y w a ć s i ę
działania

przypadku.

Zbyt

rozwiązania,

dojrzałe

aby

i

można

konsekwentne
było

mówić

ż e m y dostrzec ś l a d ś c i e r a n i a s i ę k o n c e p c j i — ś m i e r c i
lub

Człowieka,

śmierci

najstraszliwszej

i w

swej

i bezimienni z ł o t n i c y , ich u m i e j ę t n o ś c i . Nie trzeba d o d a w a ć ,

d o ś w i a d c z e n i a s t y l i s t y c z n e c z y t y l k o techniczne

że

wypowiedzi.

ściśle

z mentalnością

z zakresem spraw ideowych
rali

10

się

dać

mniej

lub

tych

twórców,

i artystycznych, k t ó r y m

bardziej

świadome

sta­

świadectwo.

Zwraca

chyba najpełniejsze
ukazane

uwagę

najgłębszą,

doznania

n a i l . 6. J e s t

to

budząc

emocjonalne

dzieło złotnika,

są
ich

dyspu­

tach p o ś w i ę c o n y c h naturze śmierci Jezusowej. I tak,

o p t y m i s t y c z n e j —• odkupicielskiej. M i e s z a j ą s i ę t u

s i ę one

o

zorientowani

w t o c z ą c y c h się ó w c z e ś n i e rozmaitych sporach czy

wot. R ó w n i e w a ż n i —• j e ś l i nie b a r d z i e j — s ą d l a n a s i m i e n n i
łączyły

samych

złotników. Otóż wszystkie z przedstawionych

p r z y p a d k o w o ś c i . W y d a j e się, że artyści byli

było

wotyw­

wspomnia­

artystycznych

jakim
ofiar

od r a z u , ż e nie o g r a n i c z a m y jej w y ł ą c z n i e do

nych umiejętności

poszczególne

dalej z w i e l k ą ś m i a ł o ś c i ą d o c i e k a ć
interesującą

w a n y m nie od s t r o n y i n t e n c j i f u n d a t o r a ,

manifestacji

swoistej

boje

wojenne. S p ó j r z m y j e d n a k n a t e n r o d z a j w o t ó w z U k r z y ż o ­

mo­
Boga

grozie
również

możhwiści
zarazem

Ukrzyżowanie
którego

prace

�lwowskich wotów t y l k o do

nie o g r a n i c z a j ą s i ę w zbiorze
jedynego

przedstawienia.

Ukrzyżowali

ó w złotnik

runków

Matki

rodzaju

wyobrażeń

Udało

się ustalić,

że

z a j m o w a ł się trybowaniem

Boskiej

z Dzieciątkiem.

jego t e c h n i k a

W

tym

trybunku

wize­

k o s z a , f a n t a z y j n y c h z a k r ę t a s ó w n ó g jego p o d s t a w y i z r y t mizowanych

pasa

spowijają­

cego n i e m o w l ę . N a d c a ł o ś c i ą p o z o s t a w i ł p u s t ą

przestrzeń.

W

drugim

świetnie

z całością

prezentowanym

w

t y m szkicu

omawianych intencji m a c i e r z y ń s k i c h . W pierwszym przy­
padku
temacie

zadziwiającej

d ł o n i e w z n a n y m powszechnie

h a r m o n i i t r e ś c i i f o r m y . W o t u m to w y d a j e
z arcydzieł

sztuki

złotniczej

stosunkowo

ukryto

zostały

one w oryginalnie

Niepokalanego

Poczęcia.

dobnie w o t u m to ufundowane

się

przerażającego

wego

zepsucia „ d o b r e g o s m a k u " .
Ukrzyżowanie,
oszczędnością

o

którym

środków

mówimy,

wyrazowych.

zwraca

uwagę

Jego powagi

i

głębi

rozwiązania

upoważniają
nas

tematu,

inne

Fundatorzy

dopisku.

r o w a l i zgodnie

tywnie

potraktowane

przez

złotników

perizonium,

detale - - d e k o r a -

mnogość

atrybutów

Samo

brzemienia.
sposoby

Boskiej. Prawdopo­

z o s t a ł o na i n t e n c j ę
Do

szczęśli­

przypuszczeniu

ukazywania

tego

interesującego

s z c z e g ó l n i e w ł a ś n i e to, j a k i e u k a z u j e i l . 13.

nic nie z a k ł ó c a . N i e m a n a n i m z b ę d n e g o s z c z e g ó ł u , ozdoby,
T a k lubiane

wznosi

zaś wyobrażenie Dzieciątka Jezus złotnik w y r y ł w części
centralnej w i z e r u n k u , n a ł o n i e M a t k i

dopatrywał

Boska

geście opiekuńczym.

inąd

Łoziński

potraktowanym

Matka

p ó ź n e g o okresu, tego w ł a ś n i e , w k t ó r y m nieoceniony s k ą d ­
Władysław

wotów

powiedzieć

ł o s i ę t e m u a r t y ś c i e w temacie U k r z y ż o w a n i a d o j ś ć do t a k
się jednym

wyborze

d w a egzemplarze (il. 12 i 13) o d k r y w a j ą i n n ą jeszcze s t r o n ę

b r u t a l n ą b a r b a r y z a c j ą . A l e m o ż e w ł a ś n i e d z i ę k i niej u d a ­

mi

ukosów

zas­

wprost

kakuje s w o i s t ą t r y w i a l n o ś c i ą , m o ż n a b y nawet

tego

oprócz

(niewątpliwie

małżeństwo)

z obowiązującą

l u d o w y m —• c z y

uboższym

swoje

konwencją

troski

w

m i o j s k i m —• nie

skie­

środowisku
bezpośrednio

czy p r z e p i ę k n e symbole słońca i księżyca,

do M a t k i B o s k i o j , lecz do p o w i e r n i k a . W n a s z y m p r z y p a d k u

nie m ó w i ą c j u ż o ozdobnej bordiurzo ( j a k n a i l . 6) z o s t a ł y

j e s t n i m b ł . J a n z D u k l i . U k a z a n y on z o s t a ł w w y m i a r z e

inęki pańskiej

przez m i s t r z a po p r o s t u

c a ł e j p o s t a c i z gestem b ł o g o s ł a w i e ń s t w a i z m i a r k o w a n y m

zlekceważone.

O d r ę b n y z a s ó b trości p r z e d s t a w i a j ą wota, k t ó r e ogólnie
łączyć
dzieci

możemy
a także

z

intencjami

płodnością.

macierzyńskimi,

Interesujące

są

zdrowiem

obowiązujące

słownym
rystyczna

odpowiednikiem
esowata

wstęga

tego gestu. J e s t n i m c h a r a k t e ­
wijąca

s i ę od

strony

głowy

b ł o g o s ł a w i o n e g o ( n a w y s o k o ś c i jego u s t ) k u g ó r n e j k r a w ę d z i

t u konwencje, u m o w n o ś ć plastycznych r o z w i ą z a ń . D o naj­

p ł y t k i . Z lowej z a ś s t r o n y tej k o m p o z y c j i w y r y t e

c z ę s t s z y c h w y o b r a ż e ń zaliczy г n a l e ż y dziecko w p o w i j a k u .

popiersie

Bywa

p r z y j r z e ć , to m i m o sumiennego i g ę s t e g o s z r a f u n k u n a sza­

to

wyobrażenie

smnoistne

lub

przyporządkowano

kobiety

ze z ł o ż o n y m i

dłońmi.

Jeśli

zostało

s i ę dobrzo

n i m b y ć Chrystus,

Matka

t a c h k o b i e t y (rytowane r ó w n o m i e r n i e k w a d r a t y ) , d o j r z y m y

B o s k a , p o s t a ć ś w i ę t e g o l u b , j a k to z d a r z a s i ę w

innych

pod l e w ą joj r ę k ą , c z y l i od serca w d ó ł , p o w ś c i ą g l i w i o w y r y t y

kościoła — sanktuarium.

z a r y s postaci l u d z k i e j . J e s t to w y o b r a ż e n i e p ł o d u . N i c w n i ­

naczelnemu
zbiorach

symbolowi.
wotów,

Może

wizerunek

W l w o w s k i m zbiorze do n a j w a r t o ś c i o w s z y c h w tej „ m a c i e -

k a j ą c w w a r t o ś c i formalne tego w o t u m , w y p a d a

rzyńsko-rodzinnej"

p o m y s ł o w o ś ć rozwiązania tematu u c h o d z ą c e g o z a wstydliwy.

grupie

tematycznej

wotów

zaliczyć

n a l e ż y w y o b r a ż e n i e d z i e c k a w k o ł y s c e (il. 11). N a powierz­

W

chni

ekrytość

niewielkiej

kołyskę

z

stosunkowo

dzieckiem,

Nie

płytki

złotnik

zaniedbał

wyrył

tylko

d e t a l u — plecionki

a

p o r ó w n a n i u j e d n a k do w o t u m poprzednio
czy wstydliwość

tym samym

ściślejsza

omawianego

jest t u z d e c y d o w a n i e
konkretyzacja

podkreślić

mniejsza,

intencji.

Można

U . 10. C h r y s t u s n a K r z y ż u i w y o b r a ż e n i e d z i e c k a w p o w i j a k u . X I X w . , srebro, 11,3 X 9,2 c m . I I . 11. W y o b r a ż e n i e
d z i e c k a w k o ł y s c e . 2 p o ł . X I X w . , srebro, 8,3 X 7 c m .

11

�П . 12. W y o b r a ż e n i e Niepokalanego P o c z ę c i a , p o l . X I X w . , srebro, И х 8,5 c m
W y k . prawdopodobnie z ł o t n i k l u b e l s k i , i n i c j a ł y F G P .

przypuszczać,

że zdecydowały

o t y m momenty

otwartości czy t e ż bezpośredniości,
dzieliśmy,

można

Podobnych
lwowskim

łączyć

rozwiązań
jest

kilka

ze

tego

swoistej

k t ó r ą , j a k j u ż powie­

środowiskiem

skrytego

plebejskim.

tematu

i najprawdopodobniej

w

zbiorze

tego

samego

twórcy.

p o j a w i a j ą s i ę n a odwrocie p ł y t e k solidnie
napisy:

w i e " , albo „ N I E T R A C Ą C

wygrawerowane

POTOMSTWA.

Małżonko­

NADZIEI"".

W o t u m — twarz m ę ż c z y z n y

(il. 14) i k o b i e t y

(il. 15)

to d z i e ł a w y r ó ż n i a j ą c e s i ę ze z b i o r u . S z c z e g ó l n i e
z

W s p o m n i e l i ś m y o pewnej j a w n o ś c i w y o b r a ż e ń w s p r a ­

„NA UPROSZENIE

wymienionych

egzemplarzy

przypominającym

lapidarnością

archaiczne konwencje

pierwsze

modelunku,

plastyczne,

wy­

wach uznawanych jako wstydliwe. A l e b y l i b y ś m y w błędzie

w o ł u j e wielkiej m o c y d z i a ł a n i e . D o d a j m y , ż e w o t u m to od­

sądząc, ż e w wotach lwowskich owa j a w n o ś ć powtarza się

działuje

w

niem b a r w y s r e b r a i z ł o t a . T w a r z i o b r z e ż e n i e j e s t z ł o c o n e .

i n n y c h t r u d n y c h do w y p o w i e d z e n i a

sadnione opory do j a w n e j w y p o w i e d z i
kolejnych w o t ó w .

Wybraliśmy

22

intencjach.
poświadcza

z kilkunastu

Uza­
zestaw

egzemplarzy

dodatkowymi

w a l o r a m i •— u m i e j ę t n y m

zestroje­

I n n e g o c h a r a k t e r u — c h o c i a ż z w i ą z a n e zapewne z po­
dobnymi

intencjami s ą wota,

których

fundatorami

były

j e d n o r o d n y c h t y l k o c z t e r y (il. 14, 15, 18, 19). N a j b a r d z i e j z a ­

osoby z a m o ż n i e j s z e (il. 1 8 — 19). P i e r w s z e z w y m i e n i o n y c h

gadkowo w y d a ł y s i ę p o c z ą t k o w o d w a pierwsze •/, tej g r u p y .

wotów

S ą n i m i repusowano w y o b r a ż e n i a g ł ó w — m ę ż c z y z n y i k o ­

nie

biety.

Dodajmy, że w zbiorze-—wota

tego r o d z a j u n a j ­

zaopatrzone

zostało

n a odwrocie

budzi najmniejszych wątpliwości,

(zamożniejszymi)

byli fundatorzy:

w napis,

że właśnie

„Z Żukowice

który
takimi

Od J W .

c z ę ś c i e j s ą r y t o w a n e . P ł y t k i te w y d a ł y s i ę n a t y l e enigma­

Ryszczewskiey

t y c z n e , ż e p o j a w i ł a s i ę k o n i e c z n o ś ć p o s z u k i w a n i a analogii,

J a n u a r i o , A n n o D n i 1790. W a ż y L u t ó w 20". J e s t to w a g a

z innego m i e j s c a i c z a s u . S ą d z ę , ż e nie b ę d ę w b ł ę d z i e , j e ś l i

pokaźna.

posłużę

Fundator w y m ó g ł na złotniku położenie pozłotki na całej

rednio

się tu wyjaśnieniami
związanymi

najdobitniejszymi i bezpoś­

z identycznymi

wizerunkami. Pocho­

Kasztelanowy

Lubaczewskiey. I n

I r o z m i a r y tego w o t u m

powierzchni

płytki.

A

samo

nio n a l e ż ą do m a ł y c h .

przedstawienie,

to

d z ą one z c z a s ó w , g d y o p ó r w u j a w n i a n i u s k r y t y c h t r e ś c i

j a k w c z e ś n i e j opisywane w y o b r a ż e n i e a k c e n t u j ą c o

ofiary wotywnej z o s t a ł p r z e ł a m a n y . D o d a t k o w y m uzasad­

nika i brzemienność

n i e n i e m s k o r z y s t a n i a z tego r o d z a j u p o m o c y n i e c h a j b ę d z i e

s t r ó j postaci,

fakt,

wyszukaną

że objaśnień

dostarczają

wota

pochodzące

również

z miejsc b e r n a r d y ń s k i c h . I tak, n a d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n y c h
(samoistnych

j a k lwowskie)

wyobrażeniach

twarzy

męż­

c z y z n i kobiet, a p o c h o d z ą c y c h ze S k ę p e g o oraz L e ż a j s k a

12

kobiety,

pawiment,

draperię

(w

Mensę.

nie —
powier­

lecz „ w s k a z a n i e " n a b o g a t y

na którym
partii

klęczy

górnej).

kobieta

Całość

oraz

dopełnia

T

dekoratyw ne o b r z e ż e n i e .
Już

nieco

skromniejsze

jest

wotum

przedstawione

n a i l . 19. W p r a w d z i e z ł o t n i k n i e p r z e o c z y ł m o d n e j f r y z u r y

�u

fundatorki

i nie

ominął

zgodnie z p a n u j ą c y m

s p l e n d o r u w d r a p e r i i , ale z l e k c e w a ż y ł

zarówno

stylem

pawiment

i p a ł a c o w ą pod nim p o s a d z k ę , j a k t e ż d e k o r a t y w n ą
diurę.

Najważniejsze

jednak — w p r o w a d z i ł

(w sensie k o m p o z y c y j n y m )

bor-

równorzędną

dla reprezentacyjnej draperii

i bordiury treść naczelną Oko Opatrzności.

Jeśli

że w owym nieskrępowaniu pozycją społeczną

dodamy

fundatorki

plastycznymi

bardziej

złożonych

treści.

Kiedy

płaszczyzn,

których

pola

służą

jakby

wotum — w gór­

nej

dolnej

zwierzęta.

P o ś r ó d w y o b r a ż e ń ludzi znajduje się p o ś r o d k u

wizerunek

partii

u k a z a n i zostali

ludzie,

a w

dziecka. M o ż n a zatem o d c z y t y w a ć treść całej
w

n i e w ą t p l i w y sukces a r t y s t y c z n y .
Kończąc

opisywanie

macierzyńsko-rodzinnej,
j e d n y m egzemplarzu
Nie musimy

obiektów

nymi

pochodzenie

czych.
chyba

z

grupy

zatrzymajmy

się

że w i ę k s z o ś ć

z

jeszcze

przy

z

cechowych

ideowo-formal-

warsztatów

zapowiedziane

uwagę.

przedstawionych

zdradza swymi walorami

Natomiast

tematycznej

zasługującym na wyjątkową

podkreślać,

dotąd

wotum,

rzemieślni­
to

przykład

w y b i t n i e „ p a r t a c k i e j " d z i a ł a l n o ś c i (il. 10 i 20).

wpatrywaniu się w

to

wotum

cisną

się

lubiane

Przy
przez

n i e k t ó r y c h b a d a c z y o k r e ś l e n i a j a k : „ c z y s t y styl l u d o w y " i t d .
Z a n i e c h a j m y j e d n a k t y c h ocen.
teresujące

reprezentuje

t a k i oto

dziękę,

wotów

Albowiem

coś więcej

aniżeli

„czysty

wówczas

pozostaje

d z i e ć jedno, ż e w p r z e c i w i e ń s t w i e do w i ę k s z o ś c i
omawianych

w o t ó w — to

w s ł a b y m t y l k o stopniu
nie

ujmujmy

przejęcia

jego

się

w ł a ś n i e cechuje
kontrolowaną

twórcy

zawodem.

poprzednio

spontaniczność,

przez a r t y s t ę .

świadomości

Przeciwnie,

powie­

w

Ale

posłannictwa,

przypadku

w ł a ś n i e wotum p u n c a z ł o t n i c z a , a zatem potrzeba

tego

nieano-

Pierwsze

wyobrażeń

samych

przypisywanego

fundatorów.

wyobrażeniom

Wspomniane

a g n u s k i to

również

woskowe

powszechnie

wyobrażenia

hodowane.

pospolitszych o f i a r o w y w a n e

w

Europie.

na

naszym

cech

się nawet

Znaku

tego nie m o ż n a

w

sposób

ośrodków
uznać

bardzo

złotnictwa

jako

nie

firmowałby

o p a r t a n i n i o tej

możemy

podobnej

dziś

w i e l k i e j , bo n i e w y d u m a n e j

zwierząt,

które

z a l i c z a n e do

naj­

2

w i e j s k ą ' . M o ż n a t e ż u z n a ć w o s k o w e a g n u s k i j a k o sj'mboliczne d l a t r e ś c i g o s p o d a r c z y c h , u t y l i t a r n y c h . T r e ś c i

tych,

j a k j u ż m o g l i ś m y s i ę p r z e k o n a ć , nio p o m i j a n o w

wotach

srebrnych. Niechaj t e ż d o p e ł n i e n i e m tutaj będzie

okazale

wotum

korporacji

lwowskich

murarzy

i

kamieniarzy.

U f u n d o w a n o j e z o k a z j i 400-lecia ś m i e r c i b ł . J a n a z D u k l i .

Na

to,
czy

bliskie

kartuszu znacznych

sprawom

korporacji

t a k , ż e nie od

intencji

rozmiarów

staje

się

ukazano

lwowskich
razu

przy-

oczywista.
ogromniaste

serce g o r e j ą c e i spowite k o r o n ą c i e r n i o w ą . N a k r a w ę d z i a c h

żaden

, ,partaniny".

powiedzieć

też

tylko

jedno — p r z y c z y n i ł a s i ę do p o w s t a n i a d z i e ł a w y j ą t k o w e g o ,
dzieła

te

oficjalny

gruncie z t y c h p r o s t y c h p r z y c z y n , ż e

złotniczy

Ale

kojarzący

tych

Wota

b y ł y n a j c z ę ś c i e j przez l u d n o ś ć

pospolitość

z najsławniejszych

samoistne

(jak m o ż n a s ą d z i ć z i n n y c h

ziemność

chociaż

znaczenia

s ą ich

n i ż l w o w s k i e p r z e k a z ó w ) nie t y l k o f i g u r y b a r a n ó w c z y owiec,

wrocie

z jednym

Świadectwem

zwierząt

2

skomponowano

bliski

nie

skowych agnusków '.

rzemieślników,

ficjalny,

ale

musiało

z w y c z a j s k ł a d a n i a w l w o w s k i m k o ś c i e l e z n a c z n y c h i l o ś c i wo­

p o s ł u ż y ł s i ę z n a k i e m „ d z i e w i ę c i o g r o n u " , u k r y ł go n a od­
s i ę , ż e jest to z n a k nieo­

drugim,

gos­

p r z e d s t a w i e n i a n a p ł y t k a c h s r e b r n y c h (il. str. t y t u ł o w a ) oraz

Wotum

(il. 17). W y d a j e

po­

z bytowymi,

podporządkowują

n i m o w o ś c i w y r a z i ł a s i ę ze s z c z e g ó l n ą m o c ą . A u t o r w o t u m
płytki

rodzinne

je s i ę b y ć w i ę k s z a , a n i ż e l i w r y s u n k u (sposobie r y t o w a n i a )

były

to

intencje

b y ć s f o r m u ł o w a n e z n a c i s k i e m , skoro z ł o t n i k z d u ż ą s t a r a n ­

ale

problematyki,

swoje

kompozycji

lub s k ł a d a j ą

n o ś c i ą u k a z a ł figury — k o n i a i k r o w y . S t a r a n n o ś ć t a w y d a ­

m o ż e ono n i e s p r o s t a ć . J e ś l i z a ś s t a r a ć s i ę o p o d j ę c i e
przepastnej

łącząc

proszą,

p o m n i e j s z a j ą c ich znaczenia. Ż ą d a n i e f u n d a t o r ó w

s t y l l u d o w y " . Z a r a z e m t e m u , co z a s t y l c z y s t y s i ę u w a ż a ,
tej

s p o s ó b : fundatorzy

podarczymi.

d z i e ł o nas in­
tylko

całkiem

o d r ę b n y m wizerunkom. N a omawianym

ukazać

jego

te

sprostać, w p r o w a d z a j ą c charakterystyczne podziały równo­
ległych

m ó g ł swobodniej, a nawet z w d z i ę k i e m i s w o i s t y m h u m o r e m
detale s t r o j u , w y r a z u t w a r z y — z r o z u m i e m y

treści

s w o j ą z ł o ż o n o ś c i ą bliskie s ą e p i c k o ś c i , t w ó r c a s t a r a s i ę i m

programowo

piękności

P r a g n ą c j u ż c a ł k i e m w y c z e r p a ć uwagi o treści w o t ó w ,

11. 13. W y o b r a ż e n i e b ł . J a n a z D u k l i i k o b i e t y c i ę ż a r n e j
2 p o ł . X I X w., srebro, 10,3x9,3 c m . I I . 14. W y o b r a ż e n i e
t w a r z y m ę ż c z y z n y , pol. X I X w., srebro i p o z ł o t a , 10,8x8,5
e m . I I . 15. W y o b r a ż e n i e t w a r z y k o b i e t y , p o ł . X I X w., srebro
i p o z ł o t a . 7x0 c m .

u k a z u j ą c y c h ó w c z e s n y c h f u n d a t o r ó w i z ł o t n i k ó w od s t r o n y
ich m n i e j l u b b a r d z i e j s k r y t y c h s p r a w , postaw i p o g l ą d ó w
osobistych, p r z y j r z y j m y

s i ę jeszcze t y l k o j e d n e m u w i z e r u n ­

kowi. Jest nim w y o b r a ż e n i e m ł o d e g o m ę ż c z y z n y w
nym

s t r o j u — we

fraku.

Postać

przyklęka

na

mod­

jednym

kolanie, d ł o n i e zgrabnie unosi p r z e d s o b ą , a w a r g i j a k b y
z w d z i ę k i e m w y p o w i a d a ł y p r o ś b ę l u b d z i ę k c z y n i e n i e (il. 21).
Z ł o t n i k , n i c z y m w s p ó ł c z e s n y fotograf-retuszor,
ś w i a d e c t w o owej osobliwej
przystojność

i elegancja

m i o s ł a artystycznego

postaci

jest

nakazem

tego rze­

i służyć m a niczym zaklęcie w wia­

domej sprawie — powodzenia

czy podobania się. F a k t

w i t r y n o w e j elegancji nie u s z e d ł u w a g i n a w e t
rządzającego

przedstawił

sztuki portretowania, w k t ó r e j

rejestr w o t ó w

lwowskich,

tej

s k r y b y spo­

który

odnotował
2 4

z c a ł y m n a c i s k i e m : W o t u m - m ę ż c z y z n a we f r a k u . D o d a j ­
my,

ż e inne

dawniejszo

stroje,

choćby

nawet

cenniejsze

i w y s z u k a n e , nigdy nie b y ł y p r z e d m i o t e m uwagi s p o r z ą d z a ­
j ą c y c h rejestry. A l e t e ż p r z y s t r o j a c h t y c h (w p r z y p a d k u
mężczyzn)

figurowały

inne

(uznane) s y m b o l e

męskości —

p a ł a s z e l u b szable (il. 23). N a t o m i a s t r e p r e z e n t a n c i s p o ł e c z ­
ności
koło

chłopskiej
chudoby,

Ostatnie

(ale nie
wołów

z

tylko)

żądali przedstawiania się

łub koni czy nawet

wymienionych

krów

w o t ó w — dzieło

(il.

22)

zapewne

partacza — służyć m o ż e jako przykład powtarzających się
w r ó ż n y c h k u l t u r a c h swoistych zasad w y r a ż a n i a

środkami

13

���U. 10, ] 7. W y o b r a ż e n i e k o b i e t y z d z i e c k i e m p o d O k i e m O p a t r z n o ś c i , pol. X I X w., srebro, 12x9 c m . N a odwrocie z n a k zlot
niezy. U. 18. W y o b r a ż e n i e k o b i e t y k l ę c z ą c e j , koniec X V I I I w., srebro p o z ł a c a n e , 23,3x17 c m .

całości

umieszczono

sądzie,

że k a ż d y

osobne

figury

z nich dzierży

aniołów.

atrybut

Można

męki

by

żenia,

pańskiej.

ale

też

i

wybaczenia,

Ale p r z e l i c z a j ą c bardziej dociekliwie d ź w i g a n e przez a n i o ł y

kościoła

a t r y b u t y d o j ś ć t r z e b a do w n i o s k u , ż e s ą t u n a r z ę d z i a b l i ż ­

ludzi.

sze

n a j w z n i o ś l e j s z y m — religijnym,

tym,

uznane

jakich

symbole

używają

kamieniarze

chrystusowej.

i murarze,

To

aniżeli

parafialnego,

Ołtarz

ukrycie

intencji

nego

pod o f i c j a l n y m i i n a j b a r d z i e j u z n a n y m i z n a k a m i

dewocji

społeczności

p o b u d z a do

męki

zastanowienia.

zbiorzo

grupa

wotów:

wyobrażających

ludzkiego. W y d a j e s i ę , ż e b y ł o b y z n a c z n y m

najpokaźniejsza
organy

ciała

uproszczeniem

z

rodzaju

zdarzeń,

P o z o s t a ł a n a m jeszcze do o m ó w i e n i a
w

wiernych.

musiały

„odczytywane".

wyłącznie
powodu

symbolicznych

określonych

dziękczynień,

cierpień

cielesnych.

bowiem

jako

sobie

służył

był również

aktualnych

właśnie

instytucji

najbliższych

eelom

szczegól­

zdarzeniach

odzwierciedlenie
przez

I w t y m zakresie nie m a

tę

tyeh

społeczność

najmniejszych

w ą t p l i w o ś c i , ż e ieh sens analizowano bacznie. J e ś l i d o d a m y ,
ż e i n t e r e s u j ą c y n a s z w y c z a j r o z w i j a ł s i ę w czasie
hołowiem,

z

tak

alo
o

Wota,

być

nóg

jako

tylko

informatorium

napięć społecznych,

itd.

nie

wyrozumiałości

swoistości

miejsca s p o t k a ń

wotami

t r a k t o w a n i e t y c h w o t ó w : oczu, n o s ó w , u s z u , d ł o n i , r a m i o n ,
składanych

względnie

Nie musimy przecież podkreślać

w

społecznych,

okresie

funkcjonowania

wówczas

nasze

praw

wieloznaczności

omawianej

dowodowe . Natomiast jako fakt oczywisty u z n a ć m o ż e m y ,

religijno, w k t ó r y c h d o m i n u j e

ż e w o t a te w swej m n o g o ś c i b y ł y odbiciem niskiego s t a n u

gorące

pomyślnych

przekonanie

rozwikłali

o

bez­

chorobowych

u t r a p i e ń z i n t e r w e n c j ą o s ó b boskich, ś w i ę t y c ł i i błogosła­
wionych.

Ale

jeśli

przyjmiemy,

cielesne m i e w a j ą swoje

że

określone

ź r ó d ł o nie t y l k o w

na­

poważne

podstawy

27

ówczesnej
nękających

cierpienia

działaniu

uzyskują

o

i t o ś c i t y c h w o t ó w . W s k a z u j ą n a to ż y w e do dzisiaj p o s t a w y
związku

wotów

osobliwycłi

domysły

bez-

N i e w ą t p l i w i e cierpienia b y ł y p o d s t a w ą m n o g o ś c i i r o z m a ­

pośrednim

grupy

r

siln\ ch

o k r e ś l a n y c h nieraz a n a r c h i ą l u b

medycyny,

stałych

epidemii

i ciężkich

chorób

człowieka.

Próbując

zrekapitnlować

zgromadzone

dotąd

spos­

t r z e ż e n i a , t a k i e oto r o d z ą s i ę refleksje. W s z y s t k o w s k a z u j e ,

t u r a l n y c h c z y n n i k ó w c h o r o b o t w ó r c z y c h , lecz r ó w n i e ż w n a j ­

że

rozmaitszych konfliktach społecznych, w ó w c z a s

u c z u ć religijnych i parareligijnych, k o m p e n s u j ą c y c h

dopuścić

dodatkowe,

czy

odrębne

należałoby

rozumienie

w o t ó w w y o b r a ż a j ą c y c h o r g a n y c i a ł a ludzkiego.

intencji

Być

może

ofiary

wotywne

były

osobliwym

środkiem

wyrażania
usta­

lony, a b y nie p o w i e d z i e ć o b w a r o w a n y r o z m a i t y m i r y g o r a m i
zestaw

najważniejszych

w

katolicyzmie

sposobów

kon­

niektóre z tych w o t ó w b y ł y swoistą manifestacją ukierun­

taktowania

k o w a n ą w s t r o n ę w i n o w a j c ó w . I w ó w c z a s kontekst intencji

t o t a m i . Z e s t a w t e n nie b y ł ubogi. W o t a s t a n o w i ł y w n i m

znacznie s i ę p o s z e r z a . T a k w i ę c nie m o ż n a w y k l u c z y ć

swoisty

n i e n i a w tej m a n i f e s t a c j i

16

pierwiastków

skargi czy

ist­

oskar­

służyć

się wiernych z czczonymi

„wentyl"

pozwalający

r o z s t r z y g a n i u nie

postaciami,

regulować,

rozwiązanych

czy

czy

is­

po

prostu

przez inne

formy

�ż e j e s t to dziedzina f r a p u j ą c a . A l b o w i e m k i e d y ś n a pewno
p o t r a f i k t o ś w y p e ł n i ć te s k r o m n e p r z e j a w y s z t u k i w n i k l i w ­
szą analizą.
S p ó j r z m y jeszcze n a o c a l a ł y z b i ó r , s t a r a j ą c s i ę o d c z u ć
jego

walory

ideowo-formalne.

Nie

wiemy

jakim

on

w c z a s a c h d l a niego n a j ś w i e t n i e j s z y c h , w okresie od

był
XVII

do k o ń c a X V I I I w. W o c a l a ł y m zestawie p r z e w a ż a j ą egzem­
plarze m a ł y c h r o z m i a r ó w i p o c h o d z ą one g ł ó w n i e z X I X w .
M i m o sporej i l o ś c i d o k u m e n t ó w

a r c h i w a l n y c h , nie

wiemy

d o k ł a d n i e c z y pierwotnie t a k i e w ł a ś n i e w o t a — n i e p o k a ź n e
pod w z g l ę d e m w i e l k o ś c i — gromadzono w k o ś c i e l e ś w . A n drzeja
aby

we

Lwowie.

przypuszczać,

Istnieją

że

jednak

poważne

wielokrotnym

aktom

powody,

przetapiania

u l e g a ł y wota r o z m i a r ó w p o k a ź n i e j s z y c h . Dlatego t e ż niechaj
czytelnik

wybaczy

lwowskich

monumentalności.
sztuki

piszącemu,

złotników

wotywnej

tak,

że

aby

fotografował

wydobyć

cechy

dzieło
T

jego

W y d a j e się, ż e fakt niedoceniania u nas
uzasadnia

ten

zabieg,

odbiegający

od z a s a d w i e r n e j d o k u m e n t a c j i . M i m o z m i a n w k r y t e r i a c h
oceny

dzieła

od

czasów

Władysława

Łozińskiego,

d a w n a s z t u k a podlega d o s y ć c z ę s t o nie w p e ł n i
cym

się s z t y w n y m zainteresowaniom

nadal

tłumaczą­

(ustalonymi

dziedzi­

nami twórczości) i w i ą ż ą c ą się z t y m s w o i s t o ś c i ą surowych
ocen.

Przy

tej

surowości

n i e z b ę d n a — j a k się wydaje - -

doza t o l e r a n c j i w s y s t e m i e w a r t o ś c i o w a n i a d z i e ł p o j a w i a s i ę
p r z e w a ż n i e w s t o s u n k u do t y c h d z i e d z i n t w ó r c z o ś c i ,
jak

architektura, rzeźba,

malarstwo

i niektóre

artystyczne s ą u nas d o g ł ę b n i e badane i
('elowość.

pełniejszego

zainteresowania

w y p ł y w a nie t y l k o z antropologicznej

popularyzowane.

się

sztuką

postawy

W y d a j e się, ż e twórczość wotywna — złotnicza,
j a k m a l a r s k a (malarstwo wotywne)

które

rzemiosła
wotów

piszącego.
podobnie

stanowi d o s y ć

zwartą,

w y o d r ę b n i a j ą c a ; s i ę d z i e d z i n ę , ale t e ż w i ą ż ą c ą s i ę z i n n y m i
I I . 19. W y o b r a ż e n i e k o b i e t y k l ę c z ą c e j p o d O k i e m O p a t r z n o ś c i , pocz. X I X w., srebro, 9,5 X 8 c m . I I . 20. W y o b r a ż e n i e postaci
k l ę c z ą c e j . N a p i s — PRZY JM
MOJE
INTENCJE,
2 p o ł . X I X w . , srebro, 9 , 3 x 7 , 8 c m .

zachowań

kultowych

spraw,

które

nurtowały

wiernych

w r ó ż n y m n a t ę ż e n i u i formie. A l e w o t a m i e ś c i ł y s i ę w sys­
temie s t r u k t u r a l n e j z a l e ż n o ś c i —• u z a l e ż n i e ń od
zachowań

kultowych

rygorami.

Dlatego

zazwyczaj

też

ustalonych

obwarowanych

rygory

obowiązujące

ścisłymi

inne

akty

w i a r y p r z e n i k a ł y r ó w n i e ż do p r a k t y k w o t y w n y c h . T y m t e ż
niewątpliwie

należy

tłumaczyć

zarówno

ezoteryczność

jak i enigmatyczność wotywnych przekazów, rozwój
nych stałych, powtarzających

się rozwiązań

pew­

kompozycyj­

nych, sposobów wypowiadania określonych treści, jednym
s ł o w e m •— s e m a n t y c z n o ś ć i n t e r e s u j ą c e j nas s z t u k i i nie t y l k o
sztuki.

Kamuflowanie

niektórych

intencji,

przy

niepoz-

b a w i e n i u i c h z n a c z n e j p o m y s ł o w o ś c i , ale t e ż p r z e w r o t n o ś c i ,
prowadzącej
formalnych

do
w

wieloznacznych

wyobrażeniach

rozstrzygnięć

plastycznych

ideowo-

wotów,

jest

bez w ą t p i e n i a p r z e j a w e m z a l e ż n o ś c i o m a w i a n e g o t u p r z e d ­
miotu

od

całości

praktyk

religijnych

ukształtowanych

w i n t e r e s u j ą c y m n a s systemie i d e o w y m . C o w y p a d a , a czego
nie

n a l e ż y — generalna

formalnych
Sposób
wotum

złotniczej

rozwiązania
serc

zasada
sztuki

intencji

podwójnych,

tej

idei

wotywnej
w

które

emanuje
i jej

omówionym
na

z

cech

pogranicza.

powierzchni

wcześniej
niczego

nie z d r a d z a j ą , a n a odwrocie zaopatrzone z o s t a ł y w g ł ę b o k i e ,
obszerne w y z n a n i e f u n d a t o r a , n i e c h a j b ę d z i e t u t a j a k c e n ­
t e m z a m y k a j ą c y m nasze u w a g i (il. 27). P r z y j m u j ą c z w i ą z e k
strukturalny

wotów

z

całością

zasad

obowiązujących

w p r a k t y k a c h r e l i g i j n y c h p o w o ł a n y c h przez k o ś c i ó ł k a t o l i c k i
m u s i m y p r z y j ą ć , ż e w p r z y p a d k u wielu w o t ó w nigdy
dowiemy

się o ich intencjach, uczuciach

fundatorom.

nie

towarzyszących

A l e w ł a ś n i e dlatego o ś m i e l a m s i ę p o w i e d z i e ć ,

17

�pielęgnowanymi
wota,

których

jako

r o d z a j a m i s z t u k i religijnej. Z d a r z a j ą
cechy

symboliczne

ideowo-formalne

dla

sensu

mogą

owych

być

się

uznane

uprzywilejowanych

dziedzin w y p o w i e d z i a r t y s t y c z n e j , k t ó r e w y r o s ł y z i n s p i r a c j i
chrześcijaństwa. Natomiast

nie t r z e b a c h y b a

pełniejszych

u z a s a d n i e ń , b y s t w i e r d z i ć , ż e wiele w o t ó w i to t y c h w y d a ­
wałoby

się najmniej

ciekawych

formalnie

(owe

standar­

dowe w y o b r a ż e n i a oczu, n o s ó w , n ó g , r a m i o n , serc i d ł o n i )
s t w a r z a poprzez s w ó j m n i e j l u b bardziej j a w n y s u r r e a l i z m
(ale
mi

nie

tylko) p ł a s z c z y z n ę

tendencjami
Można

sztuki

jednak

dla

powinowactwa

współczesnej

przyjąć,

z o s t a n ą zakwestionowane.

że

z

pewny­

(il. 28-30,

34-36).

przedstawione

sugestie

W ó w c z a s i n t e r e s u j ą c y nas p r z e d ­

m i o t swobodnie p o m i e ś c i s i ę w r o z l e g ł e j sferze s z t u k i n a z y ­
wanej p r y m i t y w n ą c z y n a w e t l u d o w ą . W ó w c z a s

t e ż nale­

żałoby u j m o w a ć p r o b l e m a t y k ę w o t ó w z pozycji p r z y r ó w n u ­
jących

j ą do

innych

rodzajów

wypowiedzi

artystycznej,

w i ą ż ą c e j się z nieoficjalnymi nurtami rozwojowymi sztuki.
Zarysowuje się tu

sporo

szczegółowych

zagadnień,

któro

w y m a g a j ą z b a d a n i a . Oto t y l k o n i e k t ó r e : o s o b l i w o ś ć t w o r z y ­
wa,

umiejętności

twórców,

dzieł — zachodzące

ich s t a t u s s p o ł e c z n y ,

relacje.

Przystępując

do

funkcja

wstępnych

uwag, jakich dostarcza analiza w o t ó w , część spośród

tych

z a g a d n i e ń s t a r a ł e m s i ę j u ż o m ó w i ć . W s k a z y w a ł e m n a swoiste
paradoksy
ność

2 8

uzależnień:

tych

fundator — t w ó r c a .

uzależnień

potwierdzają

Paradoksal-

również

materiały

l w o w s k i e . A l e w ś w i e t l e z w a r t o ś c i i pewnej n a w e t jednorod­
n o ś c i z b i o r u ze L w o w a

m o ż n a p o k u s i ć się o skromne

pełnienie dawniejszych

do­

uwag.

O t ó ż wydaje się, że wota są tą dziedziną sztuki sakralnej,
w k t ó r e j silniej nieraz n i ż w j a k i e j k o l w i e k innej u j a w n i a s i ę
sens c h r y s t i a n i z m u

jako sprzymierzeńca

człowieka.

u ł o m n o ś c i •—• g r z e s z n o ś ć , r o z t e r k i duchowe,
dości
do

(nie m ó w i ą c

pryncipiów

potrzeba

już o takim czy innym

doktrynalnych

Kościoła),

przywiązaniu
wreszcie

s p o ł e c z n a — „ d i a l o g u " z Bogiem,

są

tych

spraw

bezpośrednim

jednostek,

ideą
—

w wymiarze postaw

różniących

się

indywidualnie,

p o c h o d z ą c y c h z o d r ę b n y c h środowisk czy warstw społecz­
n y c h . Ale wspomniane
ekspozycji

wotów

j u ż w c z e ś n i e j funkcje

b y w a ł y •— j a k

można

ołtarzowych

przypuszczać —

c z y n n i k i e m p o b u d z a j ą c y m w k a ż d y m c z ł o w i e k u te n a m i ę t ­
ności,

które

niewiele

mają

w s p ó l n e g o . J e ś l i p r z y j ą ć to d u a l i s t y c z n e rozumienie

sensu

wotów,

z

pojęciem

wówczas

miłości

bliźniego

rodzi się dodatkowa

zachęta

do

dalszej

p e n e t r a c j i l i c z n y c h i nie z b a d a n y c h o ś r o d k ó w tej t w ó r c z o ś c i
w kraju.

PRZYPISY

1

Literatura

poświęcona

zakonowi

oo.

bernardynów

jest d o s y ć obszerna. N a j p o w a ż n i e j s z ą d o t ą d p o z y c j ę z a j m u j e
d w u t o m o w e d z i e ł o x . K a m i l a K a n t a k a , Bernardyni
Lwów

1933. W s p o m n i e ć

t e ż m o ż n a jedno

o p r a c o w a ń , A d a m C h r u s z c z e w s k i , Zakony
XVIII

wieku,

(w:) Księga

t. 1, L u b l i n 1969, s.
'

P o r . Prośby

tysiąclecia

z

polscy,

najnowszych

w Polsce

katolicyzmu

XVII—
w

Polsce,

z Proszowic,

rkps.

110—116.

i ofiary do Ы. Bafala

J e s t to w i e r n y spis p o n a d 100 c u d o w n y c h z d a r z e ń . A r c h i w u m
P r a c o w n i S z t u k i Nieprofesjonalnej

I S P A N w Warszawie.

P o z w o l ę sobie z a c y t o w a ć t y l k o j e d e n opis z d a r z e n i a z 1965 r . :

18

11. 2 ] . P o s t a ć m ę ż c z y z n y k l ę c z ą c e g o p o d O k i e m O p a t r z n o ś c i ,
2 p o ł . X I X w., srebro, И X 7,5 c m .

na ołta­

odzwierciedleniem

i co jest w a ż n e — odzwierciedleniem
konkretnych

stała

stały się

p r z e w o d n i ą t w ó r c z o ś c i w o t y w n e j . W o t a wieszane
rzach

Jego

cierpienia i r a ­

I I . 22. W y o b r a ż e n i a postaci l u d z k i c h i z w i e r z ą t , pocz. X I X
w., srebro, 8 , 2 x 7 c m .

�19

�П . 25. W y o b r a ż e n i e m ę ż c z y z n y z s e r c e m g o r e j ą c y m , koniec X V I I I w . l u b pocz. X I X w . , srebro 8 x 9 , 3

U w o l n i e n i e od oszczerstwa, r a t u n e k w s ą d z i e .

Franciszka

cm.

o t r z y m a ł a m wezwanie do s ą d u n a r o z p r a w ę i proces s ą d o w y .

K a r o l c z y k z a m i e s z k a ł a w Z a b r z u u l . D w o r c o w a 8 m . 18 —

Moje modlitwy

c z ę s t o p r z e b y w a j ą c a u s w y c h k r e w n y c h w W a r c i e zeznaje

O . R a f a ł a o r a t u n e k . W czasie procesu n a ł a w i e

co n a s t ę p u j e :

nych

p r a w i e ż e nie

s p r a w a , k t ó r e j s i ę o b a w i a ł a m i m y ś l a ł a m , ż e z niej nie w y b r ­

o

mnie

nę.

0 . R a f a ł m ó j opiekun stoi przy mnie i całą t ę s p r a w ę

r. 1965 s p o t k a ł a

mnie bardzo

przykra

O t ó ż pewnego d n i a p r z y s z e d ł do m n i e do m i e s z k a n i a

młody
Ja

W

mężczyzna,

starsza

i

przedstawiając

sama

kobieta

s i ę , ż e jest

użalałam

się

z

ORMO.

do

co

sam

nie u s t a w a ł y ,

pytano,

prowadzi. I

słuchałam
ale

wciąż

rzeczywiście

modliłam

s i ę n a d a l do b ł .

rozprawy.
miałam

oskarżo­

Odpowiadałam

przeczucie, ż e b ł .

bł. Rafał

cudownie

on

mnie

niego

u r a t o w a ł . N a t y m procesie z o s t a ł a m przez s ą d c a ł k o w i c i e

o swoich stosunkach sąsiedzkich, o t y m żo u s u n i ę t o mnie

u n i e w i n n i o n a , u r z ę d o w o z r e h a b i l i t o w a n a , a n a s t ę p n i e unie­

z mieszkania d a j ą c mieszkanie z przeciekami. P o c z ę s t o w a ­

w i n n i o n a w opinii s p o ł e c z e ń s t w a w Z a b r z u .

ł a m go ś n i a d a n i e m . J a k s i ę p ó ź n i e j o k a z a ł o r z e k o m y c z ł o n e k
ORMO

okazał

się złodziejem

i przed paroma

godzinami

u k r a d ł sąsiadce p i e n i ą d z e . P o s ą d z o n o mnie, ż e w ł a ś n i e j a
p r z e t r z y m a ł a m go i s t a ł a m s i ę jego w s p ó l n i c z k ą .

r a z y t ł u m a c z y ć s i ę , niestety bezskutecznie. Moje z e z n a n i a
Komendzie

MO

nie

pomogły.

Wniesiono

oskarżenie

do s ą d u . W t y m czasie c h c ą c o c h ł o n ą ć i u s p o k o i ć s i ę p r z y ­
j e c h a ł a m do r o d z i n y do W a r t y . W k o ś c i e l e oo. b e r n a r d y n ó w
codziennie g o r ą c o m o d l i ł a m s i ę do b ł . O j c a R a f a ł a i b ł a g a ­
ł a m go o r a t u n e k w tej p r z y k r e j d l a m n i e s p r a w i e . P r z e z
dwa

tygodnie

codziennie

ze

łzami

w

oczach

błagałam

b ł . R a f a ł a o p o m o c w s ą d z i e o uwolnienie m n i e od oszczerstw,
o u n i e w i n n i e n i e m n i e w procesie s ą d o w y m .
Wróciłam

20

do

Zabrza,

a drugiego

d n i a po

publiczne

bł. Rafałowi

za tę wielką

łaskę

najser­

i ratunek
opiece."

O p i s ten s p o r z ą d z i ł i u d o s t ę p n i ł m i o. Z e n o b i u s z F l i s .
Tą
3

drogą

składam

P o r . Archivum

Observantium
snmptum
1, s.
4

Por.

nardinorum,
5

ad

anno

M u najserdeczniejsze
conventus

Beatissimam
Domini

1726,

Varihensis
V.

M.

Rkps

podziękowanie.

ordinis

Minorum

A S S U m p t a m rea-

A P B sygn.

X V I —

75—82.

Akta

tarze r.
powrocie

składam

podziękowanie

m i o k a z a n y i p o l e c a m s i ę n a d a l jego p r z e m o ż n e j

Oskarże­

nie to w n i ó s ł n a m i l i c j ę j e d e n z s ą s i a d ó w . C h o d z i ł a m k i l k a
na

Niniejszym
deczniejsze

Archivum

conventus

1629—1916,
klasztoru

1785—-1920.

oo.

Bessoviensis

patrum

ber-

s. 56 i n .
bernardynów

Uporządkował

we

Lwowie.

Inwen­

o. H o n o r i u s z R ą c z k a ,

K r a k ó w 1959. R k p s A P B s y g n . X X I I - j - 3 , s. 417 i n .

�I I . 26. F r a g m e n t w y o b r a ż e n i a k o b i e t y z d z i e c k i e m p o d O k i e m O p a t r z n o ś c i , p o ł . X I X w., srebro. C a ł o ś ć a w e r s u i r e w e r s
n a i l . 16 i 17,

21

�27

I I . 27. W z o r c e w o t ó w : serco p o d w ó j n e z i n s k r y p c j ą n a odwrocie i p ł y t k a z w y o b r a ż e n i e m t w a r z y m ę ż c z y z n y i d w ó c h
serc. I I . 28. W o t a — w y o b r a ż e n i a o r g a n ó w c i a ł a i s y m b o l e d e w o c y j n e . I I . 29. W o t u m — oczy, p o ł . X I X w . , srebro,
5 x 9 c m . I I . 30. W o t a — n o s y , p o ł . X I X w., srebro, 9 , 5 x 8 , 5 c m .
28

22

�23

�* Registra
lectilis

Eclesia

Conventus

Apostolum
Severini

Patrum
Ryszkowski

diani

CONSCRIPTA

Anno

Domoni

s.

Sacrari

Custodialis

et

Reliquae

Leopoliensis

Bernardinorum
L.J.D.H.
ad

sub

1775 4 Octobris.

Supeł-

S.

Andream

Regimine

profunc
Capitidam

Omnis
ad.

AR

Custodis

et

Solcalii

Pris
Gwar­

celebrandum

R k p s A P B sygn.

XXII-j-2,

72—73.
7

obrazie.

Naswietsza

Panny

tabliczek

wotów

pragnę

najserdeczniej

podziękować

oj­

c o m •— p r z e o r o w i k l a s z t o r u oo. b e r n a r d y n ó w w R z e s z o w i e —
C y p r i a n o w i Ż y w o t o w i i .Sekretarzowi W i c e p o s t u l a t u r y B e a ­
r

tyfikacji i Kanonizacji
tanowi

tablica iedna

(...)

Prow . oo. b e r n a r d y n ó w mgr K a j e ­

Grudzińskiemu.

8

Por. S z c z e g ó ł o w a dokumentacja w Archiwum P r a ­

s

N a o b e c n y m etapie b a d a ń nie m o ż n a jeszcze m ó w i ć

Sztuki

Nieprofesjonalnej

I S P A N w Warszawie.

z c a ł ą p e w n o ś c i ą , ż e b r a k z n a k ó w z ł o t n i c z y c h ś w i a d c z y o po­

Władysław

wiekach,
ч

Lwów

1484 do r.
1 2

Łoziński,

Zlotnictwo

1384—1640, L w ó w

lwowskie

1911; t e g o ż , Cuda

1908, L w ó w

w

daw­

1889.

1 6

N . G o l i c h o w s k i , Kościół

00.

Bernardynów

„ W i e l k i o ł t a r z , m a j ą c y w gloryi b ł . J a n a z D u k l i ,

OO.

Bernardynów

bł. Jana

z Dukli

od

Por. O. Czesław

1 4

1 5

z Proszowic

Bogdalski,

(Stanisław

'

czasem

Wielebny

Budek),

G o l i c h o w s k i , op. cit., s.
Z

Sługa

Lwów

7

W . Ł o z i ń s k i , op. cit., s.

Eclesia

jednakże — jak

można

składanych

wotów

na

Jw.
Por. zdjęcie inskrypcji na t y m wotum w archiwum

I S P A N oraz i l . 27.

Wskazy­

poszczegól­
1733-—

' Wota

z

napisami

tego

rodzaju

stanowią

wyraz

j u ż nie t y l k o p r ó ś b lecz b ł a g a ń . J e ś l i p r z y j m u j e m y o k r e ś ­
lenie w o t a proszalne, to n a l e ż a ł o b y r ó w n i e ż m ó w i ć o w o t a c h

d a t a b e a t y f i k a c j i b ł . J a n a z D u k l i . A l e j u ż znacznie w c z e ś ­

przebłagalnych

niej w z r a s t a w y r a ź n i e p o p u l a r n o ś ć t e g o ż

o

błogosławionego.

Registra

1 9

2

wielość

98—99.

op. cit., s. 76 i n .

2 0

sądzić — kult

n y c h o ł t a r z a c h . Momentem p r z e ł o m o w y m jest rok

conventus

op. c i t . , s. 69 i п . , i i n .

121.

do togo s t o p n i a , ż e staje s i ę p i e r w s z o p l a n o w y m .
n a to

Archivum

Boży

1933.

b ł . J a n a z D u k l i w z r a s t a w k o ś c i e l e ś w . A n d r z e j a we L w o w i e
wałaby

Dukli."

1909.

G o l i c h o w s k i , op. cit., s. 8.

O. Rafał

stanął

a z drugiej s t r o n y od w s c h o d u u r n a s r e b r n a z r e l i k w i a m i
bł. J a n a z

1 8
1 3

op. cit.,

najważniejszego:

o k o ł o r o k u 1733. P r z e c h o w u j e s i ę n a n i m N . S a k r a m e n t ,

O . N o r b e r t G o l i c h o w s k i , Kościół

we Lwowie,
r.

Agnusek

N a obrazie. S . Antoniego T a b l i c z e k c z t e r y " . N a t o m i a s t
w t y m ż e d o k u m e n c i e j u ż n a d a l s z y c h s t r o n a c h (s. 2 6 ) :
, , U N a s w i ę t s z e y P a n n y M a r y e y n a obrazie (...) T a b l i c z e k
t a k m a ł y c h i a k у w i e l k i c h o k u l a r o n nozek 118 (...)". N a t o ­
miast: „ W o t a u Grobu B ł o g o s ł a w i o n e g o J a n a . Tabliczek
w s z y s t k i c h 260 (...)". N i e c o z a ś dalej (s. 44) w y l i c z o n o
„ U G R O B U B . J A N A Z D U K L E " w o t ó w 311. I n n ą z a ś
r ę k ą dopisano „ I n n u m e r i T a b l i c z e k u G r o b u B ł o g o s ł a w i o ­
nego J a n a . 354".

s. 21. O p i s o ł t a r z y r o z p o c z y n a a u t o r od
1 0

dziesiat.

N a obrazie. S . A n n y T a b l i c z e k 5 zescy (...)
N a obrazie. S . M i c h a ł a t a b l i c z k a 1
N a obrazie. S . F r a n a s z k a T a b l i c z e k c z t e r y .
p i ą t y . (...)

c h o d z e n i u w o t ó w z w a r s z t a t ó w p r o w a d z o n y c h przez p a r t a c z y .

nych

krzizikow

Coralie w s z y s e t c i c h w liczbie szesc

Z a p o m o c o k a z a n ą w odnalezieniu i o p r a c o w y w a n i u

lwowskich

cowni

Na

у Agnoskow.

lub

takich właśnie

błagalnych.

motywach

Często

uznawane

jednakże
są jako

ofiary
przejaw

(...)

o g ó l n e j p o s t a w y d z i ę k c z y n n e j . I n a j c z ę ś c i e j t e ż powiada s i ę :

L e o p o l i e n s i s F F . B e r n a r d i n o r u m ads. A n d r e a m Apostolus.

w o t a d z i ę k c z y n i e n i a . S p r z y j a t e m u swoista s y m b o l i k a form

Oto

wybrane

z a p i s k i z : Inventarium

rerus

Capituae

A n n o d m . 1624. R k p s A P B s y g n . X X I I - j - 1 . : „ U . G R O B U .

( d ł o n i e , s e r c a i t d . ) , a t a k ż e w ogromnej

B.

p a d k ó w ukrywanie intencji.

Jana

tabliczek s r e b r n y c h m a ł y c h у w i e l k i c h n a

wota

oddanych t a k ż e krzizikow у Agnoskow wszysetcich a wszysetcich

w

liczbie

Tablica

wazy

cistych

Tabliczek

sto

czterdziescy

czerwonych

złotych.

srebrnych

dwie.

6.

Tamże

Dziesięć.
у

sczerozłota
Tamże

Decima

zło­

korolowa.

2 2

większości przy­

I n t e r e s u j ą c y c h — j a k s i ę w y d a j e -—• s p o s t r z e ż e ń dos­

t a r c z a j ą losy w o t ó w w y o b r a ż a j ą c y c h piersi kobiece. W i n ­
nych

krajach

Grecja)

katolickich

(Włochy,

w o t u m —- piersi jest

I I . 31, 32. F r a g m e n t y w o t ó w — serca, i n i c j a ł y I H S , po). X I X w.,

srebro, 1 0 x 9

równie

Hiszpania,
popularne

a

także

jak

nasze

cm, 11,5x8,3 cm.
32

�I I . 33.

Wyobrażenie

złotników —

w

Matki

B o s k i e j z D z i e c i ą t k i e m i r a m i e n i a , pocz. X X w., srebro, 1 0 x 8

o w a l u oraz p u n c a z ł o t n i c z a z n a p i s e m o k r ę ż n y m — J O A N E S
napis a t r a m e n t e m z 1903

w o t a — s e r c a , d ł o n i e , nogi. W
ły

się

przypadki

Poświadczają

to

przedstawiająca

zbiorze l w o w s k i m

ofiarowywania
zapiski

owych

archiwalne:

piersi"; „ B l a c h a

zdarza­

w o t ó w — piorsi.
„Blacha

srebrna

srobrna

s

10, p o z y c j a

dziękczynny

s i ę b y d ł o w i o d ł o p r z y s ł a n o przez j a k i e g o ś k s i ę d z a or­
d.

10.

stycznia

1857

r." Wszystkie

te

wota

zaginęły.
2 3

P o r . D o k u m e n t a c j a fotograficzna w o t ó w ze S k ę p e g o

w Archiwum

IS PAN.

10

2 4

P o r . Registra

i 21. N i e s t e t y , w zbiorze j a k i p r z e t r w a ł do n a s z y c h c z a s ó w

2 5

A g n u s e k — od ł a c . A g n u s D e i , to s z c z e g ó l n y rodzaj

nie

L w o w i e , sygn. X X I I - j - 6 ,

N a odwrocie

r.

miańskiego

przedstawiająca

g ó r n ą c z ę ś ć c i a ł a k o b i e t y " ; por. W o t a w k o ś c i e l e O O . B e r ­
n a r d y n ó w we

aby

cm. Z n a k cechu lwowskich

DUCLANO.

z n a j d u j e s i ę a n i j e d n a z t y c h b l a c h s r e b r n y c h przed­

wotum. O

Eclesia

„Agnuskach"

op. cit., s. 69, p o z y c j a

dowiadujemy się tylko

z

13.

najw­

s t a w i a j ą c y c h „ g ó r n ą część ciała kobiety". W o t a takie b y ł y

cześniejszych zapisów archiwalnych, sporządzanych w koś­

i s ą u w a ż a n e u nas j a k o w s t y d l i w e . J e ś l i s i ę p o j a w i a ł y —

ciele oo.

zawieszano

n i e w a ż j u ż w d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n y c h i n w o n t a r z a c h nie

je

na

przetrzymywano

ołtarzach
w

w

schowkach

miejscach

niewidocznych,

zakrystii,

a

ostatecznie

bernardynów

pisywano

we

tych wotów,

Lwowie

można

(por.

sądzić,

p r z y p i s 15).
że

zwyczaj

Po­
za­

zanikł

przetapiono. T a k i t e ż zapewne los s p o t k a ł w o t u m — piersi

w c z e ś n i e j , prawdopodobnie pod koniec X V I I I w. A g n u s k o m

m a ł e : „ J ó z e f a K a s l e r o f i a r o w a ł a v o t u m piersi n a S r e b r n e i

sporo

blase m a ł e " . Registra

Staropolska

Eclesia

op.

cit.,

s.

71,

poz.

21.

L e k c e w a ż o n o t a k ż e z a s a d n i c z o i n n y rodzaj w o t ó w —
wyobrażenia

krów.

Wprawdzie

do

lwowskiego

s k ł a d a n o t a k i e w o t a . P o ś w i a d c z a j ą to z a p i s k i

kościoła

archiwalne:

„ k r o w a I " , „ k r o w a I " , albo z d o p i s k i e m p r z y obliczeniach
„krowa I =

1", por. A P B r k p s , s y g n . X X I I - j - 7 , s. 50—51.

W i n n y m dokumencie (Registra Eclesia
zanotowano:

„Dwa

woły

z jakiejś

op. cit., s.

70)

kompozycji — wotum

uwagi

Autor

poświęcił

grafika

przyrównuje

w XVII

Tadeusz

ludowa,
agnuski

w i o k u p r z y s z ł y do

„charaktery",

tj. znaki

Seweryn

Warszawa
do
nas

tzw.

1956,

w

publikacji:
s.

162—165.

charakterów:

„Już

z zachodu drzeworytowe

magiczne, k t ó r e n a

postrach

de­

m o n o m lub zarazie nosili ludzie p r z y sobie, dzieciom w k ł a ­
dali

pod

Zazwyczaj

poduszkę

lub

„charaktery"

krzyż Zachariasza,

przybijali

nad

zaopatrzone

drzwiami
były

w

domu.

magiczny

p o s i a d a j ą c y dwie przecznice rozwidlone

25

���u

końców

(idź precz

(...)

i napisy

w

rodzaju:

Vade retro satane!

a g n u s k i w y m i e n i a n e s ą j a k o ostatnie. A l b o inaczej m ó w i ą c ,
rejestrowane s ą n a s a m y m k o ń c u l i s t y w o t ó w

szatanie),

F u g i t o p a r t e s adversae! (uciekajcie w r o g i ) , C r u x

sacra

składanych

p r z e d o k r e ś l o n y m obiektem k u l t u . N a t o m i a s t , j e ś l i nie z a ­

sit m i h i l u x , n o n d r a c o sit m i h i d u x (niech k r z y ż b ę d z i e m i

kwestionuje

ś w i a t ł e m , a nie s z a t a n p r z e w o d n i k i e m ) i inne podobne.(...)

robiono

Podobną

się stwierdzenia

T . Seweryna, że „ w

j u ż a g n u s k i w X V I w i e k u " — to n a l e ż y

Polsce
również

poświęconego

p r z y j ą ć , ż e — j a k o wota z t a ń s z e g o n i ż srebro, bo z w o s k u

w R z y m i e w o s k u z niedopalonej ś w i e c y z w a n e j p a s c h a ł e m ,

s u r o w c a — p o c h o d z i ł y od r e p r e z e n t a n t ó w u b o ż s z y c h w a r s t w

r o z m i ę k c z o n e g o oliwą z dodatkiem balsamu i wody

społecznych.

rolę

pełniły

agnuski

odlewane

z

krzyż-

Solidną

mowej. A g n u s k i p o ś w i ę c a ł dawniej p a p i e ż w s i ó d m y m roku

może

swego r z ą d z e n i a i co siedem l a t . p r z y c z y m i l o ś ć p o ś w i ę c e ń

wotywnego

(Jasna

a g n u s k a z w i ę k s z a ł a jego moce n a d p r z y r o d z o n e .

i

w

(...) M i a ł y

b y ć fakt,

XVII

w.

podbudową

że w

dla

takiego

najsławniejszych

Góra)

wniosku

ośrodkach

składano

takie

znacznych ilościach.

Wota

wota
te

w

kultu
XVI

traktowano

one z a b e z p i e c z a ć d o m p r z e d p o ż a r e m i g a s i ć o g i e ń s k u t e c z ­

j a k o surowiec do w y r o b u ś w i e c k o ś c i e l n y c h . Z w y c z a j t e n —

niej n i ż s ó l ś w . A g a t y , c h r o n i ć p r z e d z ł y m d u c h e m i n a j ś c i e m

już w t a m t y c h czasach — s p o t y k a ł się z s u r o w ą

c h o r ó b . (...) W P o l s c e robiono a g n u s k i j u ż w X V I w i e k u ,

( o f i c j a l n ą ) ; p o r . : zalecenie c h r o n i e n i a t y c h w o t ó w , przeds­

ale r z y m s k i e b y ł y zawsze w i ę c e j cenione."

tawione

przez S t a n i s ł a w a R e s z k e w

et ordinationes
Do

tego

okrojonego

( „ w y kropkowanego")

rejestru

1585 г . :

krytyką
Visitationes

1577—1747, A r c h i w u m J a s n o g ó r s k i e n r 2407,

s. 15. P o n a d t o — w y d a j e s i ę t u nie bez z n a c z e n i a — f a k t ,

z n a c z e ń przypisywanych agnuskom m o ż n a b y tylko d o d a ć ,

że

ż o b y ł y w o t a m i . A w i ę c f o r m ą w y p o w i e d z i , albo o c h a r a k ­

utrzymał

terze

interwen­

zentantów

agnusków

o p ó ź n i o n y c h w rozwoju s p o ł e c z n y m . Por.: Jacek Olędzki,

dziękczynnym,

cyjnym.

Jednakże

albo

proszalnym — czyli

inter w e n c y j n o ś ć

wotywna

zwyczaj

b y ł a — j a k s i ę w y d a j e —• c z y m ś z a s a d n i c z o i n n y m , a n i ż e l i

Pierwiastki

interwencyjność

ludu

jemy

tak zdecydowanie

z opisu a g n u s k ó w

magiczna, j a k ą

przedstawionego

pozna­

przez T a d e u s z a

Seweryna.
2 6

Podstawą

siednie,

do

takiego

twierdzenia

są

dokumenty

archiwalnych,

dotyczących

ośrodka

lwowskiego

włoga

tradycyjne

wiejskiego,

w

kościołach

naszych czasów

społeczności

wiejskich,
we

wotów

zaliczanych

współczesnym

zamieszkującego

woskowych

wyłącznie wśród
do

repre­
tzw.

światopoglądzie

tereny popuszczańskie

i są­

(w:) „ R o c z n i k Z i e m i M a z o w i e c k i e j " , 1962, s. 2 8 9 —

303; t e g o ż :

l w o w s k i e (por. p r z y p i s 15), j a k t e ż inne ś w i a d e c t w a . W z a ­
pisach

składania

s i ę do

Wielka,

Symboliczne

Wota woskowe

ze wsi

Brodowe

Łąki

i

Krzyno­

„ P o l . S z t . L u d . " , R . X I V , 1960, n r 1, s. 3 — 2 2 ;
ofiary woskowe ze wsi Kadzidło,

tamże, R . X V I ,

1962, n r 2, s. 9 2 — 9 6 ; t e g o ż , Wota woskowe i srebrne w

wiejs-

I I . 34. W o t a — r a m i ę ( w y s . 18 c m ) i serce ( w y s . 11 c m . ) , k o n i e c X I X w . , srebro. I I . 35. W o t a — d ł o ń ( 1 4 X 6,7 c m . ) i palec
( 5 , 4 x 4 , 9 c m . ) , srebro. N a „ d ł o n i " — podpis z ł o t n i k a : T o s i u n .
i

28

�П . 36. W o t u m — d ł o ń , koniec X I X w., srebro 7,7 X 14,7 c m .

Mej obrzędowości
1968, s.
2 7

religijnej,

„ B o c z n i k Socjologii W s i " , t. V I I I ,

171—188.

Można

by

odwołać

się tu

do

wielu

znakomitych

o p r a c o w a ń p r z e d m i o t u . A l e i c h w i e l o ś ć i r o z m a i t o ś ć nie poz­
w a l a p i s z ą c e m u w s k a z a ć sprawiedliwie c h o c i a ż b y n a p o z y c j e
główne. Pragnie jednak w s p o m n i e ć tylko jedną,

niezrów­

nanego z n a w c y

w

kręgu

l w o w s k i m . M y ś l ę o W ł a d y s ł a w i e Ł o z i ń s k i m , autorze

Sztuki

lwowskiej,
Prawem

Złotnictwa
i lewem,

23 Wota
nr 2, s.

dawnej

kultury ukształtowanej

lwowskiego
Lwów

srebrne,

ale t e ż w s p a n i a ł e g o d z i e ł a :

1931.

„Pol.

Szt.

Lud.",

Pv. X X I , 1967,

67—92.

Fotografował I rysował: Autor
Obiekty z klasztoru o.o.

bernardynów w Rzeszowie. I I . 3—26, 28—36. Obiekty z Muzeum o.o. bernadynów w Leżajsku—il. 1, 2.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8353" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8332">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5fbdf7874e8ba4ad3dd8c28b8d4efd03.pdf</src>
        <authentication>dc5f3ceec56fdca441e960cd50cfd1cf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99835">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4723</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99836">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99837">
                <text>rzeźba ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="99838">
                <text>Kurpie - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="99839">
                <text>rzeźba drewniana</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99840">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4384</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99841">
                <text>Rzeźba w drewnie z północnej Kurpiowszczyzny/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99842">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.3; s.135-158</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99843">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99844">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99845">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99846">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="99850">
                <text>Jacek

Olędzki

R Z E Ź B A
W
D R E W N I E
Z PÓŁNOCNEJ KURPIOWSZCZYZNY
„Figur na Kurpiach jest tyle, ile skrzyżowań dróg
wiejskich i gościńców. S ą wsie, które posiadają po
5 lub 8 figur i krzyży" — pisał Adam Chętnik
w 1914 r .
1

Od tego czasu ilość tych o b i e k t ó w uległa znaczne­
mu uszczupleniu w w y n i k u zabierania figur do ko­
lekcji prywatnych, a t a k ż e z powodu usuwania sta­
rych rzeźb przez ludność m i e j s c o w ą .
Do niedawna
jeszcze należało do zwyczaju palenie starych figur
przed kościołem w czasie Wielkanocy oraz wyrzucanie
ich na cmentarz kościelny albo do ogrodu plebanii.
Mimo tych strat, dziś jeszcze we wsiach Kurpiow­
skiej Puszczy Zielonej natrafia s i ę bez w i ę k s z e g o t r u ­
du na zabytki rzeźby drewnianej, świadczące ż e była
to dziedzina sztuki zajmująca bardzo istotną pozycję
w dorobku artystycznym tego terenu. Nie obrazują
tego jednak ani eksponaty rozproszone po różnych
muzeach w k r a j u , ani luźne wzmianki o rzeźbie,
jakie m o ż n a spotkać w dawniejszym czasopiśmiennic­
twie krajoznawczym, czy opracowaniach popularno­
naukowych kultury ludowej Kurpiowszczyzny.
W
nowszej literaturze przedmiotu wiadomości nie w y ­
kraczają poza analizę pojedynczych obiektów, prze­
w a ż n i e zresztą dość przypadkowych. Brakuje o m ó ­
wienia twórczości współczesnych rzeźbiarzy kurpiow­
skich.

I

2

3

4

W tej sytuacji w y p a d ł o oprzeć się w przedstawio­
nej t u pracy na badaniach terenowych, które prowa­
dziłem w ramach stałej pracy w Zakładzie Etnogra­
fii I H K M P A N w Warszawie, w latach 1958—1963.
Zwiadem rozpoznawczym objęte zostały wszystkie
większe wsie Kurpiowszczyzny, a wywiadami te­
renowymi — informatorzy, głównie ze środkowej czę­
ści Kurpiowszczyzny — obszaru działania zawodowych
rzeźbiarzy ludowych.
Materiał, jaki rozpatrzę, stanowią dzieła p o w s t a ł e
na przestrzeni około stu ostatnich lat. Trudno jest
powiedzieć w jakim stopniu rozwój rzeźby w drewnie
na tym terenie wyprzedza dolną granicę ( p o ł o w ę
X I X w.) rozpatrywanego okresu. Dopiero w przeka-

} &lt;

II. 1. Krzyż

sosnowy, 1. pol. XIX w. Laski, pow. Kolno.

zach z początku X V I I I w. w y s t ę p u j ą wzmianki o krzy­
żach przydrożnych — „bożych m ę k a c h " . Źródła te
nie podają jednak w y g l ą d u krzyży. B y ć może, iż po­
dobne one b y ł y do o b i e k t ó w z pierwszej p o ł o w y
X I X w., jakie zachowały się w niektórych wsiach
Kurpiowszczyzny, hp. w Lipnikach,
Gadomskich
i Laskaoh (il. 1). O istnieniu w dawnej zagaj nicy
kapliczek przydrożnych nie mamy żadnych danych.
Występujące powszechnie do dziś na terenie K u r ­
piowszczyzny archaiczne formy kapliczek s ł u p o w y c h
i zrębowych pochodzą z okresu od 2. poł. X I X do
początku X X w. (il. 3). Istnieją jednocześnie powody,
aby przypuszczać, iż kapliczki takie nie b y ł y wzno­
szone powszechnie w okresie w c z e ś n i e j s z y m .
5

8

Rzeźby w drewnie postaci ś w i ę t y c h i boskich na­
zywane są powszechnie na terenie Kurpiowszczyzny
„figurami". Dopiero w ostatnich czasach zaczęto n a ­
zywać je również „osobami", „osóbkami" lub „wierz-

Mapa
miejsc
występowania
figur zawodowych
rzeźbiarzy:
A.
Kaczyńskiego
(trójkąty),
Ł. Raczkowskiego
(prostoką­
ty) i J. Sęka
(kółka).
135

�bami" (od czasownika wierzbie — rzeźbić). Najstarsi
z moich informatorów, urodzeni w latach 70-ych,
80-ych ub. wieku nie u ż y w a l i tych ostatnich nazw.
Znamienne jest przy tym, ż e nazwą figura określa
się też całą budowlę kapliczki, krzyże przydrożne
drewniane i późniejsze krzyże żelazne. Występowanie
tej nazwy przy desygnatach mających osobne nazwa­
nia można tłumaczyć jako świadectwo wyprzedzania
w jakimś momencie budownictwa wszelkich krzyży,
czy też kapliczek, przez figuralną rzeźbę w drewnie.
Nie jest wykluczone, że pierwsi osadnicy głównej fali
kolonizacyjnej Puszczy (z 2. poł. X V I I w.) posiadali
rzeźbione w drewnie figury ś w i ę t e ustawiane w do­
mu, a rzadkie b y ł y wypadki wznoszenia przez nich
przydrożnych krzyży i kapliczek. Przy istnieniu m a ­
łych skupisk wiejskich i luźnej więzi społecznej wśród
osiedleńców potrzeba wznoszenia takich budowli nie
występuje silnie.
Należy również w s p o m n i e ć o tradycji stawiania
na omawianym terenie figur kultowych nie chronio­
nych w n ę k ą słupa, specjalnie montowanym dachem
czy też budowlą kapliczki. Jeszcze przy k o ń c u X I X
i na początku X X w. częste b y ł y wypadki stawiania
przy drodze na słupie lub słupku nie osłanianych
niczym Chrystusów Frasobliwych, św. J a n ó w Nepo­
m u c e n ó w lub ś w . Florianów (il. 2). U ż y w a n i e nazwy
„figura" w odniesieniu do tak stawianych rzeźb było
w pełni uzasadnione. I dlatego też trzeba dopuścić
możliwość rozwoju niekapliczkowyeh rzeźb kultowych
już w okresie masowej kolonizacji Puszczy Kurpiow­
skiej, tj. od p o ł o w y X V I I do X V I I I w.
Przechodząc do analizowanego w pracy okresu,
zastajemy na interesującym nas obszarze wielorakie
formy ekspozycji rzeźby sakralnej, a przede wszyst­
kim silne nasycenie jej obiektami zarówno miejsc
kultu masowego (kościół, cmentarz, drogi), jak i miejsc
kultu o w ę ż s z y m zasięgu (dom, zagroda). W odniesie­
niu do tego czasu m o ż e m y również m ó w i ć o istnieniu,
chociaż w nikłych tylko przejawach, rzeźby w drew­
nie nie służącej celom kultowym, o tzw. rzeźbie ś w i e c ­
7

kiej. Mam tu na myśli przede wszystkim niektóre
drewniane zabawki oraz pewne elementy przystroju
b u d y n k ó w mieszkalnych, mebli
i wreszcie lasek
(il. 4, 5).
Biorąc pod uwagę, że kultura materialna Kurpiów
kształtowała s i ę na bazie obfitych zasobów drewna
jakie d a w a ł a Puszcza, biorąc też pod u w a g ę szczegól­
ne znaczenie jakie przywiązywano do w y r o b ó w w
drewnie na omawianym terenie, oraz szeroko rozpo­
wszechnione tam umiejętności obróbki drewna —
wydaje się celowe p o s z u k i w a ć autorów rzeźb pośród,
rzeszy miejscowego chłopstwa. Jednocześnie wiadomo,
że o zajmowaniu się rzeźbą nie decydują tylko odpo­
wiednie umiejętności techniczne. Dlatego też jednym
z g ł ó w n y c h zamierzeń tej pracy będzie próba ustalenia
jakie znaczenie m i a ł y owe umiejętności w rzeźbiar­
skim procesie twórczym u artysty ludowego, jakie
było ich miejsce i rola na tle innych czynników po­
wodujących rozwój omawianej dziedziny sztuki.
Szczególnie istotne dla tych badań było wydoby­
cie z zapomnienia nazwisk słynniejszych rzeźbiarzy
oraz odtworzenie ich życiorysów. Udało się uzyskać
wiadomości o d w ó c h wielkich indywidualnościach: A n ­
drzeju Kaczyńskim i Łukasizu Raczkowskim — których
twórczość przypada na 2. poł. X I X i początek X X w.
A n d r z e j K a c z y ń s k i urodził się w dwudzie­
stych latach X I X w. we wsi Jeglijowiec w pow.
Ostrołęka. Data jego urodzin nie jest znana. Wiado­
mo, że zmarł w 1902 r. mając około 80 lat. Pochodził
z rodziny luźniaków, a b y ć m o ż e nawet w y r o b n i k ó w —
najuboższej warstwy miejscowej ludności. Podobno
dzięki krewnym, czy też znajomym z Warszawy udało
się mu zdobyć w stolicy umiejętności mistrza budowy
organów. Po zdobyciu zawodu osiedlił się w pobliżu
Kadzidła we wsi Krobia. Dlaczego nie wrócił do wsi
rodzinnej trudno jest powiedzieć. Możliwe, iż zade­
cydowały o tym jakieś ważne w jego życiu wyda­
rzenia.
W Krobi pobudował Kaczyński duży czteroizbowy
dom, którego urządzenie i wystrój zwracały powszech8

11. 2. Figura św. Jana, 2. poł. XIX w. Kierzek, pow. Ostrołęka. II. 3. Typy kapliczek
kurpiowskich z 2. poł. XIX w,: a — Wach, pow. Ostrołęka,
b — Turośl, pow. Kolno,
c —• Gołanka, pow. Ostrołęka,
d — koniec XIX w. Wykrot, pow. Ostrołęka,
e —
pocz. XX w. Płoszyce, pow. Ostrołęka,
f — 1875 r. Dudy Puszczańskie,
pow. Kolno,
g — koniec XIX w. Wolkowe, pow. Ostrołęka,
h — pocz. XX w. Brzozowy Kąt,
pow. Ostrołęka,
i — 1906 r. Krysia/ci, pow. Ostrołęka,
j — pocz. XX w.
Dąbrowy,
pow.
Ostrołęka.

�ną uwagę. Z drobnych szczegółów, jakie Utrwaliły się
w pamięci informatorów, można sądzić, iż wśród ó w ­
czesnych mieszkań, urządzanych schematycznie, z d ą ­
żeniem do najpraktyczniejszego ich wykorzystania
dom Kaczyńskiego wyróżniał się pomysłowością urzą­
dzenia wnętrza i znajdujących s i ę w nim s p r z ę t ó w .
Kaczyński zadomowił się w Krobi na trwałe. Żenił
się dwukrotnie. Pierwsza jego żona umarła w m ł o d y m
wieku. Druga — córka gajowego z Manistych, u k o ń ­
czyła szkołę gminną, co na owe czasy u dziewcząt
kurpiowskich należało do rzadkości. Kaczyńscy mieli
3 córki i jednego syna. Po śmierci ojca wszystkie
dzieci w y e m i g r o w a ł y do Ameryki.
W zajęciach Kaczyńskiego należy w y m i e n i ć na
pierwszym miejscu prace z zakresu zawodu organmajstra. Wiadomo, że budował on organy w kościo­
łach w Kadzidle i Zalesiu. P r z y j m o w a ł również za­
mówienia z odległych miejscowości. U siebie, w Krobi
sporządził komplet piszczałek, miech i inne urządze­
nia organów do kościoła w Dubotyni. Kaczyński trud­
nił się (podobno sporządzaniem m i e c h ó w nie tylko do
organów, ale również m i e c h ó w kowalskich oraz spe­
cjalnych m i e s z k ó w do harmonii pedałowych. N i e w ą t ­
pliwie wszystkie te prace stanowiły ipodstawę jego
utrzymania. Można jednak sądzić, że drugim źródłem
jego dochodu była rzeźba, ponieważ znane są nam
nazwiska fundatorów figur wykonanych przez K a ­
czyńskiego w wielu wsiach, czasem nawet odległych
od Krobi, co świadczy, że b y ł y to rzeźby wykonane
na zamówienie.
9

Rolnictwem Kaczyński nie zajmował się — nie
miał ziemi — a tylko niewielki plac przy domu —
wykorzystywany na dobrze zadbany sad i pasiekę.
W wypowiedziach o Kaczyńskim wszyscy informa­
torzy 'podkreślają jego wielką indywidualność, zwra­
cając u w a g ę w pierwszym rzędzie na jego zdolności
rzemieślniczo-twórcze, wysoko ceniąc jego przedsię­
biorczość i p o m y s ł o w o ś ć , a także dowcip i pogodne
usposobienie. Informatorzy, pamiętający jeszcze K a ­
czyńskiego, w s p o m i n a j ą go jako starca z siwą brodą,
10

11

noszącego się po miejsku i utrzymującego krzepką
postać mimo sędziwego w i e k u . Przyglądając się fi­
gurom św. Jana, ś w . Floriana, Chrystusa i Boga Ojca
(il. 6—10) o twardo zarysowanych kwadratowych twa­
rzach, jednakowo ściętych i sfalowanych brodach
przychodzi na myśl, że autor nadawał im cechy w ł a s ­
nego wizerunku. Trudno zidentyfikować dzieła K a ­
czyńskiego w ś r ó d zachowanych zabytków rzeźby K u r ­
piowszczyzny. Przy 15 obiektach autorstwo K a c z y ń ­
skiego nie ulega w ą t p l i w o ś c i , w pewnych wypad­
kach poświadczone jest przez informatorów („Sw.
Trójca" w Krobi i Golance oraz „Sw. J a n " w Dudach
Puszczańskich). Do tego zespołu rzeźb należą prace
0 powtarzających s i ę tematach (np. „Trójca Święta")
1 jednolite pod w z g l ę d e m formalnym.
Tylko część tych rzeźb jest datowana. N a j w c z e ś ­
niejsza data odnosi się do 1870 r. (Św. Trójca" w K r o ­
bi), a najpóźniejsza do 1885 („Sw. Jan" w Dudach
Puszczańskich). Można w i ę c przypuszczać, iż naj­
intensywniejszy okres działalności rzeźbiarskiej K a ­
czyńskiego przypadł na siedemdziesiąte — osiemdzie­
siąte lata X I X w. W tym czasie Kaczyński miał już
za sobą okres zdobywania zawodu organmajstra, cięż­
kich przeżyć rodzinnych (m. in. śmierć pierwszej ż o ­
ny), trudy znalezienia domu i założenia rodziny. Nie
można natomiast ustalić, kiedy Kaczyński zaczął rzeź­
bić. Najwcześniejsze z jego datowanych dzieł posiada
cechy świadczące, że musiały istnieć już przedtem
pewne warsztatowe próby. U d a ł o się odnaleźć rzeźbę
ś w . Jana noszącą cechy jego prac (w sposobie przed­
stawiania twarzy), a jednocześnie przez liczne uprosz­
czenia zdradzającą mniejsze umiejętności techniczne
autora (il. 11). Być m o ż e więc, iż to właśnie jest jedna
z najwcześniejszych prac K a c z y ń s k i e g o .
12

13

11

Brak jest natomiast wśród rozpoznanych obiektów
takiej rzeźby datowanej na początek X X w., która by
mogła przypominać znane prace rzeźbiarza. Nie jest
w i ę c wykluczone, że Kaczyński na długo przed ś m i e r ­
cią przestał rzeźbić, utrzymując się w y ł ą c z n i e z robót
organmajstra.

�II. 4. „Troc" — zabawka, wys. 70 cm. Wyk. 1960 r.
Józef Staśkiewicz.
Strzałki,
pow. Ostrołęka.
Wł. Muz.
Kult. i Szt. Lud., Warszawa. II. 5. „Konie" — zabawki
z korzenia sosny: a — wyk. ok. 1950 r. Józef
Kowal­
czyk, Golanka, pow. Ostrołęka,
b — wyk. ok. 1920 r.
Piasecznia, pow. Ostrołęka,
c — wyk. ok. 1940 r. Todzia, pow.
Ostrołęka.

i nigdzie nie miał własnego domu, nie m ó w i ą c o zie­
mi. Odnajdujemy ślady jego dłuższej bytności w K a ­
dzidle, Myszyńcu, Jazgarce oraz w Łysych. We wsiach
tych przebywał jednak nie dłużej niż rok do 3 lat
i to raczej pod koniec życia. Jeśli przyjąć, że po­
chodził z Nowogrodu,
w ó w c z a s należałoby szukać
miejsc jego wcześniejszego pobytu we wsiach w po­
bliżu tego miasteczka. T e częste zmiany miejsc za­
mieszkania Raczkowskiego w y n i k a ł y ze stałych poszu­
k i w a ń odbiorcy dla jego rzeźbiarskich prac. W poszu­
kiwaniach tych w ę d r o w a ł od wsi do wsi. Często też
korzystał z mieszkania i pomocy zleceniodawcy. B y ć
może w ę d r o w a ł on po domach z gotowymi rzeźbami
względnie sprzedawał je na odpustach.
W czasie pobytu w Jazgarce znalazł Raczkowski
towarzyszkę życia w kobiecie podobnie jak on samot­
nej i prawdopodobnie także bez majątku. Z ' żoną
przywędrował z Jazgarki do Łysych. Już wcześniej
nie cieszył się dobrym zdrowiem. Przebywając w Ł y ­
sych stale chorował. Mimo to nie przerywał swej
pracy rzeźbiarskiej. Pomagała mu żona zdobywając
zapłatę od zamawiających. Raczkowski umarł w Ł y ­
sych około 1920 r. Jak twierdzą informatorzy, miej­
scowy proboszcz odmówił udziału w jego pogrzebie
i podobno w y d a ł nawet zakaz pochowania go na
cmentarzu. Pochowano jednak zmarłego rzeźbiarza na
cmentarzu w Łysych lecz w nocy, w tajemnicy przed
księdzem. Raczkowski, jak twierdzą informatorzy, nie
chodził do kościoła. Poza tym nie dawał do p o ś w i ę ­
cenia wyrzeźbionych figur. Zjawisko niereligijności
świątkarzy ludowych często notowane jest przez ba­
daczy. Być może, iż również Raczkowski b y ł jednyj*f&lt;X
z tych niewiernych sług kościoła.
^
Z opowieści informatorów o Raczkowskim rysuje
się postać samotnika, słabego fizycznie, o usposobieniu
zamkniętym, a przy tym, n i e w ą t p l i w i e , człowieka o bo­
gatym życiu w e w n ę t r z n y m .
Wśród zinwentaryzowanych w czasie badań rzeźb
około 18 obiektów jest niewątpliwie dziełem Racz­
kowskiego.
Potwierdzają to w pierwszym rzędzie
sami informatorzy, pamiętający w ę d r o w n e g o rzeźbia­
rza. Mimo braku dat na tych rzeźbach, można dzięki
pamięci informatorów
ustalić w przybliżeniu czas,
w którym zostały one wykonane. Według tych danych
najstarsze rzeźby pochodzą z dziewięćdziesiątych lat
X I X w., najmłodsze zaś z 2 dziesiątków początku
X X w. (ii. 12, 16).
W wyniku przeprowadzonych poszukiwań w okoli­
cach Nowogrodu, skąd pochodził Raczkowski, udało
się odnaleźć dwie figury mające cechy znanych rzeźb
tego autora
(il. 13, 14). Stan zachowania tych figur
pozwala przypuszczać, że powstały przed końcem
X I X w. Być m o ż e w i ę c s ą one dziełem Raczkowskie­
go, wykonanym w początkach jego kariery rzeźbiar16

5

1 7

O drugim z kolei s ł a w n y m rzeźbiarzu kurpiowskim
Łukaszu
R a c z k o w s k i m , chociaż
młodszym
i dłużej żyjącym niż Kaczyński, zachowało się nie­
wiele wiadomości.
Raczkowski pochodził z „ludzi
przychodnych" rodem spod lub z samego Nowogrodu
nad Narwią. Do jego dalekich krewnych należą ż y ­
jący dziś w Kadzidle Raczkowscy. Pamiętają oni jesz­
cze swego dziadka — garbarza, który przybył do K a ­
dzidła z Nowogrodu. Jakie więzy pokrewieństwa ł ą ­
czyły go z Raczkowskim — rzeźbiarzem nie wiado­
mo.
1 5

Według informatorów, Raczkowski zmieniał wielo­
krotnie miejsce zamieszkania. Prawdopodobnie nigdy
138

1 8

�skiej, w tym czasie kiedy w ę d r o w a ł on z Nowogrodu
do wsi położonych w środkowej części Kurpiowszczyz­
ny (por. mapka).
Kaczyński i Raczkowski nie byli jedynymi rzeź­
biarzami jacy działali na terenie Kurpiowszczyzny
w 2. poł. X I X w. Jako następnego pod w z g l ę d e m po­
pularności
wymieniają
informatorzy
Czerwiń­
s k i e g o . Żył on w drugiej poł. X I X i na począt­
ku X X w. Pochodził z rodziny żydowskiej, za­
mieszkałej w k t ó r y m ś z pobliskich miasteczek. Przez
jakiś czas mieszkał w Dylewie, po czym przeniósł się
do Kadzidła. Wiadomo, ż e Czerwiński praktykował
u w ę d r o w n e g o cieśli i stolarza pochodzenia mazur­
skiego. Zajmował się t e ż przede wszystkim ciesiel­
stwem i stolarstwem. Ale również, jak twierdzą i n ­
formatorzy, rzeźbił figury ś w i ę t y c h do kościoła w K a ­
dzidle oraz dla gospodarzy. Umarł w czasie I wojny
ś w i a t o w e j w Kadzidle. Żył samotnie. K r e w n i jego są
nieznani.

chłopi. Jeszcze do niedawna wielu gospodarzy podej­
m o w a ł o się prac snycerskich czy wyrobu zabawek.
Na uwagę zasługiwałyby wspomniane już konie na
biegunach wykonywane z korzeni sosny oraz rucho­
me figury „trący" (il. 4, 5). Prace snycerskie repre­
zentowałoby tu popularne zdobnictwo mebli . oraz
przedmiotów gospodarstwa domowego. Z tego rodzaju
pracami nie wiązano korzyści materialnych. Wykony­
wano je dla siebie lub dla najbliższych. Można przy­
puszczać, iż w niektórych częściach Kurpiowszczyzny,
dokąd nie docierały w dostatecznym stopniu wyroby
rzeźbiarzy zawodowych, owi uzdolnieni snycerze i
autorzy zabawek podejmowali się również rzeźbienia
figur kultowych. Warto przytoczyć opinię starszego
informatora o umiejętnościach rzeźbiarskich, jakie
zdarzały się ponoć dawniej u ludzi w jego wsi i w
bliskim sąsiedztwie: „tu rzeźbić umiał lada kto, kto
ksyne miał w głowie. Specjalistów takich to tu nie
było."

W czasie b a d a ń udało się odszukać 2 figury, które
informatorzy określają jako dzieła Czerwińskiego.
Należy wreszcie w s p o m n i e ć o W i n c e n t y m
E j m i e ur. w 1874 r. i zmarłym po I wojnie ś w i a ­
towej. Ojcem E j m y b y ł stolarz, Mazur spod Chorzel.
Ejma, podobnie jak Raczkowski i Czerwiński, należał
do tych bezdomnych rzemieślników-artystów, którzy
w poszukiwaniu pracy stale wędrowali, zmieniając
miejsce pobytu. Razem z żyjącym dziś rzeźbiarzem
B o l e s ł a w e m Polakiem, E j m a zajmował się budowa­
niem d o m ó w i niektórymi pracami stolarskimi. Jak
m ó w i o nim Polak był on: „... trochę cudok w życiu.
Nic nie chciał, ani rodziny zakładać, ani broń Boże
trzymać majątku. Ale wreszcie się pobrał z w d o w ą
z gospodarką, lecz wszystko posprzedawał, krowy na
powrozach do Kadzidła pozaprowadzał. Umiał dobrze
czytać i pisać... Kiedy zachorował wzięli go do śpitala to uciek. Przyszedł do mnie, żeby mu dać jeść.
Miał raka na szyi. Prosił o naczynie, które można
cisnąć.
Gdzieś potem zniknął. Osiadł pod Kolnem
i tam umarł. Robił wolno, niewprawnie. Na korunach robił ptaszki, esa floresa. Jak osiadł pod K o l ­
nem, to chwycił się tego rzeźbienia, ale nie miało
to zbytu i zbankrutował."

Od I wojny ś w i a t o w e j aż do dzisiaj spotykamy na
obszarze Kurpiowszczyzny rzeźbiarzy, którzy s w ą pra­
cę rzeźbiarską rozpoczynali od przypadkowych dłubań
na pastwisku i długo nie traktowali swej pracy za­
wodowo jako źródła utrzymania. Należy w y m i e n i ć tu
w pierwszej kolejności J a n a S ę k a z Płoszyć, na­
stępnie K o n s t a n t e g o
Chrostka
z Jazgarki,
F r a n c i s z k a G o l a n a z Golanki oraz B o l e s ł a ­
w a P o l a k a z Lipnik. Wszyscy ci czterej rzeźbiarze
zamieszkują wsie centralnej partii Kurpiowszczyzny
(mapka) i jako członkowie Spółdzielni C P L i A „Kurpianka" w Kadzidle mogą uchodzić za najściślej
związanych z omawianym terenem. Należałoby r ó w ­
nież wymienić niedawno zmarłego rzeźbiarza K o n ­
stantego Chojnowskiego
z Jankowa* M ł o dzianowa oraz mało znanych: B a r s z c z a
z Lasek
i B l o c h a z Gadomskich. Każdy z nich w y m a g a ł b y
osobnego opracowania. Na tym miejscu ograniczę się
do charakterystyki tylko wybranych postaci: Jana
Sęka, Franciszka Golana, Bolesława Polaka i K o n ­
stantego Chrostka.

19

2 0

83

2 4

Poza tymi czterema rzeźbiarzami o znanych na­
zwiskach działali na terenie Kurpiowszczyzny w 2. poł.
X I X w. jeszcze inni. W okolicach Myszyńca odnajdu­
jemy prace gajowego z C h a r c i e j b a ł d y
(il. 17, 18).
Koło Baranowa i Jednorożca (w zachodniej części
Kurpiowskiej Puszczy Zielonej) spotykamy liczne fi­
gury Matki Boskiej Skępskiej o takim samym stylu,
wskazujące, iż ich autorem był ten sam r z e ź b i a r z .
Bardzo podobne w sposobie budowania bryły i kształ­
towania twarzy i postaci są figury Matki Boskiej
z Chrystusem z Dłużewa (il. 19), Chrystusa Frasobli­
wego z kościoła w pobliskiej Dąbrówce, jak też
Chrystusa ukrzyżowanego z Kadzidła w domu szewca
Aleksandra Trzcińskiego. Wszystkie te figury są nie­
wątpliwie dziełem jednego rzeźbiarza. Należy wreszcie
wspomnieć o dębowych, dużych figurach ś w . ś w .
Janów we wsiach nad S z k w ą i Rozoga (il. 21, 22).

Jan
S ę k urodził się w Płoszycach w 1876 r.
Jego dziadek należał do zamożnych gospodarzy (po­
siadał 2 włóki ziemi). Ojciec Jana Sęka odziedziczył
całą włókę. Nagła jego śmierć nie pozwoliła jednak,
aby Jan S ę k miał lekkie dzieciństwo. Gospodarstwo
po zmarłym objął stryj i wypędził w d o w ę z gospo­
darki. Jan Sęk z matką i rodzeństwem poszli na służ­
bę do obcych ludzi. Sęk pasł gospodarzom krowy.
Wtedy właśnie zaczął po raz pierwszy rzeźbić. W tym
też czasie w pobliskiej Dąbrówce urządzano w n ę t r z e
w przeniesionym na miejsce kaplicy starym drewnia­
nym kościele z Kadzidła. Prace stolarskie prowadził
tam Sosnowski wraz z dwoma synami. Jan Sęk, w ó w ­
czas już kilkunastoletni chłopiec, znalazł przy maj­
strach zatrudnienie i zarazem możliwość zdobycia
praktyki stolarsko-rzeźbiarskiej.
S a m m ó w i o tej
praktyce: „Znałem deski i odrabiałem figury z pierwsego wióra. Wszystek mu towar p r z y g o t o w y w a ł e m .
Tylko do tocenia wożono kolumny do tokarni w
Ostrołęce, gdzie był kierat."

Obok tych rzeźbiarzy, traktujących swą pracę za­
wodowo, działali niezawodowi rzeźbiarze — miejscowi

Mając 17 lat rozpoczął Jan Sęk starania o zdobycie
utraconej ojcowizny. Dopiero jednak wczesny ożenek

21

22

139

�w 19 roku życia w p ł y n ą ł ostatecznie na odzyskanie
ziemi. Od tego momentu, tj. od 1895 r. aż do śmierci
żony w czasie I I wojny ś w i a t o w e j , a w i ę c w ciągu
50 lat Jan S ę k zajmował s i ę pracą na roli i przy gos­
podarstwie, nie podejmując żadnych robót rzeźbiar­
skich. Uciążliwa praca oraz liczne obowiązki rodzinne
wpoiły niechęć do lenistwa, umiłowanie czynnego ż y ­
cia. Mawiał: „Ja bez roboty nie m o g ę żyć i mnie
tak prędzej dzień schodzi."
Podczas I wojny ś w i a t o w e j służył jako artylerzysta w wojsku carskim. W okresie m i ę d z y w o j e n n y m
miał okazję b y ć bodaj dwukrotnie w Warszawie.
Z podróży pozostały mu wspomnienia oglądanych
kościołów oraz kina. Pobyt w wojsku, a b y ć może
także podróże do Warszawy, gdzie musiał radzić so­
bie w nieznanych sytuacjach, utwierdziły go w po­
czuciu własnej zaradności czy nawet wartości: „ja
kiedyś byłem cwany, ale dzisiaj nie ma i p o ł o w y
tego", albo inna w y p o w i e d ź : „ja wszystko odrobię,
jak tylko zechce."
Przed samą w o j n ą zetknął się Jan Sęk z książką.
Nie umiejąc ani pisać, ani czytać, przychodził na
głośne czytanie książek do miejscowej biblioteki. Na
spotkaniach czytano o tunelu kolei średnicowej w
Warszawie, a także o „królu Kościuszce, Batorym Ste­
fanie, prorokach i człowieku co kontrował z Panem
Bogiem." Wrażenia z tych spotkań nie pozostały bez
w p ł y w u na jego późniejszą twórczość.
Wydarzenia z czasu I I wojny ś w i a t o w e j i okresu,

7

który bezpośrednio po niej nastąpił, zadecydowały
o powrocie Jana Sęka do porzuconego w młodości
rzeźbienia, mimo podeszłego już bardzo wieku. Jan
Sęk w y c h o w a ł 4 s y n ó w i jedną córkę. Dzieci jego, już
w czasie wojny, były dorosłe. Wszyscy oni oczekiwali
założenia w ł a s n y c h rodzin. Dramat walki o prawo do
ziemi powtórzył się w rodzinie. Nie miejsce tu, aby
wnikać w wydarzenia jakie rozegrały się między
dziećmi i ojcem. Wystarczy powiedzieć, że Jan Sęk
przestał wtedy zajmować się gospodarstwem i stracił
słuch. Wraz z niewidomym synem Marianem opusz­
czają dom.
Zajmując się sprzedażą słoniny, mięsa,
a także w s t ą ż e k i guzików przemierzają wsie K u r ­
piowszczyzny. Do domu sprowadza Sęka śmierć żony.
Wkrótce potem Marian Sęk zostaje zabity w czasie
jednej z wędrówek. Nie wraca również z wojny drugi
syn. Jan Sęk dzieli po wojnie pracę na gospodarstwie
z jednym spośród dwóch pozostałych synów. (Drugi —
osiedlił s i ę na ziemiach odzyskanych). Opuszczony
przez wszystkich, w zaniedbanym domu zaczął znowu
Sęk rzeźbić. Gospodarstwo przejął na siebie syn T a ­
deusz. Ożenił się i p o b u d o w a ł nowy dom. Jan Sęk
tłumacząc się przystąpieniem
do skrytego zakonu
ojców misjonarzy zajął izdebkę w chlewie i tu miesz­
kał z dala od bliskich. Rezygnując z pomocy finanso­
wej rodziny, starał się znaleźć źródło zarobku w pra­
cy rzeźbiarskiej i malarskiej. Po zniszczeniach z cza­
sów wojny otwierały się w tym zakresie duże możli­
wości. W czasie zimy, nie wychodząc prawie na świat,
zamknięty w swej izdebce, nie dojadając, Jan Sęk
rzeźbił. Z nastaniem wiosny wyrzeźbione „śtucki",

�Rzeźby
Andrzeja
Kaczyńskiego.
(fragm.). ŁyseTjfów.
Kolno. II. T.
liczki przydrożnej.
Wykrot, pow.
. Święta
Trójca, lipa, ok. 1870 r.,

II. 6. Sw.
Florian
Sw. Florian z kap­
Ostrołęka.
11. 8, 9.
wys. 75 cm.
Łyse.

narzędzia i farby zabierał ze sobą i wyruszał w w ę ­
drówkę po okolicznych wsiach, czasem na parę mie­
sięcy. Chodząc od domu do domu oferował gotowe fi­
gury lub usługi konserwatorskie. „Oj co j a s i ę po
świecie nachodził, miałem tyle roboty, ze nieraz ty­
dzień spałem w jednym miejscu. W Wyku siedziałem
z tydzień, to do jednego domu znosili mi stare obrazy
l zierzby. Reperowałem, temu rękę, temu n o g ę .
W Szafami i Obierwi to najwięcej figurów nazostawiałem. Byłem i w Świdwiborku. Poszedłem szukać
Chrystusa Frasobliwego, bo tu był taki pan z War­
szawy, to mi powiedział, ze tam znajdę takiego j a ­
kiego w całej Polsce nie ma, ale nie z n a l a z ł e m . "
W swych w ę d r ó w k a c h szukał jednak Sęk nie tylko
figur wskazanych mu przez miejskich miłośników
sztuki. Świadczy o tym jego dobra znajomość zacho­
wanych w okolicy dawnych obiektów rzeźbiarskich.
Z tych wszystkich w ę d r ó w e k wracał zawsze bogatszy
we wrażenia i nowe pomysły. B y ł y to w pewnej
mierze podróże artystyczne. Mówi np. „jak posedłem
to sobie zobacyłem i odrysowałem." Nie stronił r ó w ­
nież od k o n t a k t ó w z innymi rzeźbiarzami. „U Golana
pare dni byłem." W czasie tego pobytu prowadził
z Golanem dyskusję, jak i co należy rzeźbić. Oto re­
lacja Franciszka Golana: „Sęk kiedyś tu ze mnie
żartował, oj ty tu paskudzis, dłubies, zamiast raz,
raz i zrobić. Bo ja w o l ę posiedzieć dzień, dwa i odro­
bić dokładnie."
8 5

tradycji dawnych umiejętności ludowych. Dzięki opie­
ce ze strony Wydziału Sztuki Ludowej Minister­
stwa Kultury i Sztuki mógł brać udział w różnych
konkursach, kilkakrotnie zdobywając nagrody. Obec­
nie jest Sęk członkiem Spółdzielni C P L i A „Kurpianka" w Kadzidle. W ostatnich latach zapadając ciężko
na zdrowiu rzadko z a j m o w a ł się rzeźbieniem. Coraz
mniej, jak m ó w i , jest u niego siły. Nieprzyzwyczajony
do bezczynności, jeśli nie rzeźbi, w ó w c z a s plecie ko­
sze. Ale może nie tylko dlatego, że mu brak siły do
rzeźby, lecz i dlatego, że figury jego nie u wszystkich
cieszą się równą p o p u l a r n o ś c i ą .
w

26

Dzięki swej robocie Jan Sęk zyskał wkrótce roz­
głos nie tylko wśród ludności miejscowej, lecz r ó w ­
nież u czynników zainteresowanych w reaktywowaniu

Posiadamy dostatecznie dużo danych o rzeźbach,
aby było m o ż n a scharakteryzować ogólnie ich tema­
tykę i cechy formalne. Początkowo, tj. bezpośrednio
po wojnie, rzeźbił Sęk prawie w y ł ą c z n i e „Pasyje". N a ­
stępnie wzbogacił s w ą robotę o dwa dodatkowe te­
maty: św. Jana, którego nazywa niekiedy Niepomucenem lub Niepomukiem , oraz Matki Boskiej Niepo­
kalanego Poczęcia (por. il. 25). Te trzy tradycyjne te­
maty od kilkunastu lat bez w i ę k s z y c h zmian domi­
nują w twórczości Jana S ę k a . Natomiast twórczość
ta w formie ulegała w y r a ź n y m przeobrażeniom. Ostat­
nie prace różnią się od pierwszych rzeźb zarówno
sposobem budowania bryły, jak odmiennością pro­
porcji, a nawet ornamentyką. Tylko drobne szczegóły,
takie np. jak sposób przedstawiania źrenic w oczach
lub mięśni na rękach u Chrystusa ukrzyżowanego po­
zostały bez zmian (il. 24). Dla odbiorców miejscowych
Jan Sęk rzeźby swoje maluje, dla C P L i A pozostawia
je, jak m ó w i : „czyste" albo „gołe".
28

2 9

141

�10

Franciszek
Golan
urodził się w 1898 r.
w Golance w pow. Ostrołęka, gdzie mieszka do dzi­
siaj. Pochodzi z rodziny małorolnych.
Brał udział
w wojnach w 1920 i 1939 roku, przebywał też w tym
czasie w różnych krajach: „dzie ja nie obsed, to ze
mnie wrona kości nie zniesie." Pobyt w odległych
krajach
rozwinął w nim zainteresowania światem,
chłonność wiadomości o wszelkich wydarzeniach,
szczególnie politycznych. Z wielką np. uwagą słucha
zawsze wiadomości radiowych. Radio jest dla niego
symbolem dnia dzisiejszego, który ocenia jako lepszy
niż czas miniony: „starodawny naród nic dobrego nie
uzył" (w ten sposób kwituje korzyści jakie mu daje
wysłuchanie informacji radiowych). Ciężkie warunki
życia nie pozwoliły mu nauczyć się czytania. Powo­
duje to u niego gorycz, a jednocześnie pobudza am­
bicję wykazania swych umiejętności, czy nawet w a r ­
tości w innych dziedzinach, m. in. w rzeźbieniu.
Rzeźbiarstwem
142

zajął

się

właściwie

dopiero

po

I I wojnie ś w i a t o w e j . Przedtem zdarzało się, że w
młodości pasąc krowy strugał ptaki. Na krótko przed
w o j n ą wyrabiał na zarobek krzesła. Bywało, że zgod­
nie z z a m ó w i e n i e m
w y r z y n a ł dekoracyjne oparcia
i nogi u mebli. Po wojnie wizyta Adama Chętnika
w p ł y n ę ł a decydująco na kierunek jego późniejszej
pracy. P o s t a n o w i ł „rzeźbić krzesła". Początkowo po­
k r y w a ł zapiecki i siedzenia zdobinami o motywach
roślinnych, z czasem wprowadził przedstawienia ludzi
i zwierząt. Obecnie rzeźbi na krzesłach sceny z życia
wsi kurpiowskiej i historii narodu. Wszystkie wyobra­
żenia stara s i ę przy tym jak najbarwniej p o m a l o w a ć .
Do rzeźbienia osobnych figur (il. 26, 27) skłoniła go
przede wszystkim chęć znalezienia odbiorcy dla swo­
ich prac. Dzięki opiece, głównie ze strony Wydziału
Sztuki Ludowej M K i S , mógł stać się rzeźbiarzem,
a obecnie — jednym z najpoważniejszych d o s t a w c ó w
rzeźb do Spółdzielni C P L i A „Kurpianka" w K a ­
dzidle.
3 0

�II. 10. „Pasyja",wys.90
cm.
Wyk. ok. 1880 r. Andrzej
Kaczyński. Wł. Józefa Racz­
kowskiego, Kadzidło.
Il.~H7
Sw. Jan, wys. ok. 1 m.
Wach,
pow.
Ostrołęka
(obiekt skradziony). II. 12,
12a. Sw. Jan, wierzba, kloc
niełupany,
wys.
150 cm.
Jazgarka,
pow.
Ostrołęka.
Wyk. pocz. XX w.
Łukasz
Raczkowski.
12a
Mówiąc o pobudkach, które skłoniły go do rzeź­
biarstwa, podkreśla konieczność szukania zarobku
i nieoszczędzania się: „somsiad dziesięć lat ode mnie
młodsy i wiecnie odpocywa, żeby nie synowie to by
umarł." Jednocześnie duże znaczenie w tym wyborze
drogi życiowej miała dla niego ambicja: „u mnie to
0 charakter cłowieka chodzi, cy ja cłowiek bez skół
potrafię to zrobić" (np. wyrzeźbić frapującą go scenę
z życia otoczenia).
B o l e s ł a w P o l a k urodził się w 1904 r. w Podgórnem koło Turośli w pow. kolneńskim. Ojciec jego
był gajowym. W Lipnikach, gdzie ma obecnie dom
1 gospodarstwo, mieszka od ósmego roku życia. Miał
dziewięcioro rodzeństwa. Po śmierci matki i powtór­
nym małżeństwie ojca oddany został na służbę do
krewnych w Nasiadkach. Miał w ó w c z a s 21 lat. Pasł
tam krow^_ i w ó w c z a s to zaczął rzeźbić. Ukończył
tylko 1 odział szkoły podstawowej. W późniejszych
latach praktykował u wspomnianego już stolarza-

12

rzeżbiarza Wincentego Ejmy. Razem z nim wykony­
w a ł w różnych miejscach Kurpiowszczyzny prace cie­
sielskie i stolarskie. Z czasem usamodzielnił się i za­
łożył w ł a s n y warsztat stolarski. Wykonując już przed
wojną oprawy feretronów dla kościołów, rozwijał
umiejętności rzeźbiarskie. W wolnych chwilach rzeź­
bił cygarniczki, popielniczki, próbował również rzeź­
bić figury świętych. Pod koniec okresu m i ę d z y w o ­
jennego ożenił się. Dziś ma troje dorosłych dzieci
(2 córki: pielęgniarkę i nauczycielkę oraz syna —
inżyniera).
Rzeźbieniem, podobnie jak Franciszek Golan, zajął
się na stałe dopiero po I I wojnie ś w i a t o w e j , w wyniku
zamówień. Dziś należy do Spółdzielni C P L i A „Kur­
pianka" w Kadzidle i w tych ramach trudni się rzeź­
biarstwem. Syn jego maluje (uczęszczał w czasie stu­
diów do ogniska plastycznego). Od syna nauczył się
szkicowania i umiejętność tę wykorzystuje w swej
obecnej pracy (il. 30, 31a, b). Chociaż nie ukończył
143

�II. 13. Chrystus

Frasobliwy,

lipa, klocek niełupany,

szkoły, interesował się bardzo książkami. Nauczył się
sam dobrze czytać, zna też wiele programowych po­
zycji rodzimej beletrystyki. Interesują go ż y w o prob­
lemy społeczno-kulturalne. W jego postawie ś w i a t o ­
poglądowej można dostrzec podobieństwo do innowierstwa dawnego rzeźbiarza tych stron, Łukasza
Raczkowskiego.
Wszystko to miało poważny w p ł y w na pracę rzeź­
biarską Bolesława Polaka. Wprawdzie pozostaje on
w kręgu tradycyjnej tematyki „Pasyj" i Św. Janów,
niemniej jego robota zawiera znacznie więcej zna­
mion sztuki profesjonalnej — uczonej aniżeli twór­
czości ludowej.
Konstanty
Chrostek
jest najmłodszym
spośród omawianych rzeźbiarzy. Urodził się w Jazgarce w 1910 roku. Pochodzi z rodziny rzemieślniczej.
Dziadek jego był cieślą i stolarzem, ojciec — kowa­
lem. Ukończył 4 odziały szkoły podstawowej. Spośród
licznego rodzeństwa wyróżniał się skupieniem, powol­
nością i rozwagą w działaniu, stronieniem od swawoli
i zabaw. Jak nam o sobie m ó w i : wolał iść na ze­
branie Związku Młodzieży Ludowej lub czytać, ani­
żeli jak inni, iść na zabawę. W ten sposób poznał
książki Prusa i Sienkiewicza, a w rezultacie doszedł
do sporej wiedzy o świecie i wykształcił w sobie dużą
31

144

wys. 45 cm. Durlasy,

pow.

Ostrołęka.

wrażliwość na jego uroki.
Jego sposób myślenia
znacznie odbiega od tradycyjnych pojęć środowiska.
Jak wielu o m ó w i o n y c h już rzeźbiarzy, s w ą t w ó r ­
czość rzeźbiarską rozpoczynał przy pasieniu krów.
Początkowo rzeźbił tylko cygarniczki i oprawki do
krzesiwek. Pierwszą rzeźbę Chrystusa Frasobliwego
w y k o n a ł pod w p ł y w e m bezpośredniej namowy ba­
wiącego na praktyce geodezyjnej w jego wsi studenta
Politechniki Warszawskiej Romualda Kozła. Od tego
czasu zaczął wiele rzeźbić. Na organizowanym przed
ostatnią w o j n ą w Myszyńcu kiermaszu sztuki ludo­
wej był jedynym autorem, który w y s t a w i ł prace rzeź­
biarskie. Zdobyte uznanie pobudziło go do dalszej
pracy. Odbiorcami jego figur były przeważnie muzea,
księża, a na ostatnim miejscu różni przypadkowi l u ­
dzie miejscowi.
Obok umiejętności rzeźbiarskich zdobył Konstanty
Chrostek umiejętności ślusarskie i mechaniczne. Dzi­
siaj uchodzi za znanego w okolicy naprawiacza wszel­
kich mechanizmów, a także instrumentów muzycz­
nych, jakie można spotkać na wsi. Posiada on rzadką
umiejętność sporządzania s m y k ó w do skrzypiec.
Bezpośrednio po wojnie ożenił się i przeniósł do
Lipnik. Żona jego zajmuje się tkactwem i, tak jak
on, jest członkiem Spółdzielni „Kurpianka". W pierw­
szych latach po wojnie Chrostek rzeźbił stosunkowo

�15

IZ. 15. Sposoby
modelowania
Andrzeja Kaczyńskiego
i Łjiz
kasza Raczkowskiego:
a — św.
Jan z" W uchu, prawdopodobnie
A Katyńskiego,
b — Bóg
Ojciec — w rzeźbach
Trójcy
Świętej
— A.
Kaczyńskiego,
c — Chr^stut
frasobliwy
z
Durlas — prawdopodobnie _Ł.
RaczkcamkJ£3P,
d — Chrystus
Biczowany z Kadzidła
— Ł,
Raczkowskiego.
II. 16. Sw.
"Roch (fragm.), lipa, wys. 1 m.
Wyk. ok. 1920 r. Ł. Raczkowski. Łyse, pow. Kolno.
~~
II. 14. Matka Boska Bolesna z Jezusem,

lipa, wys. 80 cm. Dobry Las, pow.

Kolno.

dużo. Obecnie obowiązki wychowania pięciorga dzieci
oraz trudne warunki mieszkaniowe nie pozwalają mu
znaleźć, jak m ó w i , spokoju do roboty, którą najbar­
dziej miłuje, a która wymaga dużo czasu i namysłu.
Figury Chrystusa Frasobliwego, zaczętej przed paru
laty (il. 32), nie kończy. Utrzymuje się obecnie prawie
wyłącznie z prac naprawczych, stolansko-ślusarskich.
Dla wszystkich z o m ó w i o n y c h współczesnych rzeź­
biarzy kurpiowskich, podobnie jak dla ich poprzed­
ników: Kaczyńskiego, Raczkowskiego, Czerwińskiego
czy Ejmy, twórczość rzeźbiarska m i a ł a w mniejszym
lub w i ę k s z y m stopniu znaczenie zajęcia uprawianego
zawodowo, tzn. będącego podstawowym źódłem utrzy­
mania. Oczywiście nie z tym nastawieniem rozpoczy­
nali swą twórczość. Rzeźbienie stawało się zajęciem
zarobkowym stopniowo, w miarę zdobywania do­
świadczeń i znajomości rzemiosła. Można też powie­
dzieć, iż o odchodzeniu stopniowym czy przerywaniu
uprawianej twórczości także decydowały w z g l ę d y za­
robkowe.
3 2

Przystępując obecnie do o m ó w i e n i a narzędzi i spo­
sobów pracy stosowanych przez miejscowych rzeźbia­
rzy dawniej i dzisiaj należy stale mieć na uwadze
zachodzące w tej dziedzinie zmiany, zależne od okresu
twórczości, a także od różnic indywidualnych a zmie­
rzające do zapewnienia m o ż l i w i e największej ekono145

�II. 17. Chrystus Zafrasowany, lipa, wys. 70 cm, 2. pol. XIX w. Brzozowy Kąt, pow. Ostrołęka.
Cichej. II. 18. „Pasyja". Wys. 110 cm. Koniec XIX w. Charciabałda,
pow.
Ostrołęka.
mii pracy. Proces ten u rzeźbiarzy traktujących s w ą
twórczość jako źródło zarobku zachodził w sposób
szczególnie widoczny.
Na Kurpiowszczyźnie przy jej zadrzewieniu w i ę k ­
szym niż w innych rejonach, a przy tym dostatecz­
nie zróżnicowanym, nie istniał problem trudności s u ­
rowcowych. Dlatego też nie znajdujemy tutaj figur
rzeźbionych w drewnie o rzadkich słojach czy w su­
rowcu trudnym do obróbki (sosna, świerk, jesion).
Spotykamy natomiast rzeźby z najrozmaitszych drzew
0 ścisłych
słojach
(głównie lipa, rzadziej brzoza
1 wierzba oraz olszyna). We wczesnych latach oma­
wianego okresu u ż y t k o w a n o także dąb, rzeźbiąc w nim
dużych rozmiarów figury stawiane na otwartym po­
wietrzu (il. 21, 22). Stosowanie tego surowca, jak wia­
domo bardzo odpornego na działanie czasu, miało
zapewnić długowieczność figurze. Dla tych samych
powodów
stosowano lipę, która jest łatwiejsza do
obróbki niż inne twarde drewna, ale, jak m ó w i ą rzeź­
biarze, przez długie lata „nie ciepie się jej robak".
33

Siedząc rodzaje stosowanego drewna przez daw­
nych rzeźbiarzy, np. Kaczyńskiego i Raczkowskiego,
dostrzegamy, jak na przestrzeni długich lat swej
twórczości zmieniali oni rodzaje surowca. Pierwsze
prace wykonywali w drewnie twardym lub bardzo
twardym (nie wyłączając dębu), natomiast w później­
szych latach przechodzili na materiał łatwiejszy do
obróbki. Oczywiście wchodziły tu w grę czynniki
o których w s p o m n i a ł e m na wstępie. Ale miała chyba
także znaczenie zdolność rzeźbiarza do obróbki twar­
146

Wł.

Antoniny

dego surowca. Raczkowski np. pod koniec życia kie­
dy był już bardzo słabego zdrowia, rzeźbił często
w miękkiej wierzbie i to nawet duże figury, które
miały stać na powietrzu nie chronione dachem kap­
liczki (il. 12). W pracy współczesnych rzeźbiarzy trud­
no jest m ó w i ć o podobnych zmianach, ponieważ t w ó r ­
czość ich rozkłada się na mniejsze wycinki czasu,
poza tym nie mają oni już okazji a nawet potrzeby
korzystania z najtwardszego drewna — dębu.
Proceder suszenia drewna stosowany przez żyją­
cych dzisiaj mistrzów jest tak rozbudowany, że z pew­
nością musiały go kształtować doświadczenia długiej
tradycji.
Nasuwa się jednak pytanie czy owe złożone zabie­
gi przygotowania tworzywa były dokonywane każdo­
razowo przez wszystkich dawnych rzeźbiarzy. Można
bowiem przypuszczać, że niektórzy z nich, ci przynaj­
mniej którzy wędrowali, musieli w wielu wypadkach
posługiwać się materiałem w tym stanie, w jakim
b y w a ł im dostarczany na miejscu przez zleceniodaw­
cę, a w i ę c wykonywali czasem swe rzeźby w drewnie
niedostatecznie wysuszonym. B y ć może, że w y j ą t k o w y
stopień zniszczenia niektórych z dawnych rzeźb t ł u ­
maczy się właśnie nieodpowiednim przygotowaniem
surowca, niedostatecznym uodpornieniem go na dzia­
łanie deszczu i słońca. Nasuwa to uwagę, że na pod­
stawie stanu zachowania trudno jest oceniać wiek
rzeźby.
31

Zabezpieczenie rzeźby przed pękaniem brane jest
pod u w a g ę również i w przygotowaniach samego

�klocka do rzeźbienia. Licząc się z właściwością rozsychania się drewna promieniście od rdzenia do
warstw zewnętrznych, niektórzy ze współczesnych
rzeźbiarzy chętniej rzeźbią nie w pełnym klocku z
rdzeniem w środku, lecz w takim, który uzyskano
z rozłupania pnia względnie konaru czy gałęzi na po­
ł o w ę lub ćwiartkę. Oczywiście owo łupanie m o ż l i w e
jest w ó w c z a s kiedy rzeźbiarz dysponuje drewnem
odpowiedniej grubości.
Z przeglądu rzeźb dawnych rzeźbiarzy wynika, iż
podobnie jak dzisiejsi rzeźbili oni zarówno w kloc­
kach pełnych, jak i stanowiących cząstkę rozłupane­
go pnia. Należy t a k ż e stwierdzić, że Kaczyński często
korzystał z grubej deski. Natomiast z rzeźbiarzy dziś
żyjących tylko Golan z w y k ł rzeźbić chętnie z deski
i na desce.
Nie ulega wątpliwości, że charakter klocka narzu­
ca rzeźbiarzowi określony sposób obróbki drewna.
Często w czasie rzeźbienia kształt klocka, struktura
słoi wyznacza kierunek cięć i prowadzi do formy
zgodnej z jego b u d o w ą (il. 25, 33, 34). Jednocześnie,
w miarę doskonalenia się w swym rzemiośle, rzeź­
biarz w coraz mniejszym stopniu poddaje się owemu
działaniu właściwości tworzywa. Z czasem przy opa­
nowaniu materiału łamie jego pierwotną strukturę
uzyskując dzieło zasadniczo nieraz odbiegające od
kształtu użytego klocka (il. 31b). K u temu może zmie­
rzać także stosowanie miększego surowca oraz nie
pełnych, lecz rozłupanych klocków.
Fakt, iż większość spośród omawianych rzeźbia­
rzy w y w o d z i ł a się spośród cieśli i stolarzy nie po­

II. 19. Matka Boska Bolesna, wys.

zostawał bez w p ł y w u na rodzaj stosowanych przez
nich narzędzi. I tak wydaje się, że już dawniejsi
rzeźbiarze używali obok narzędzi powszechnie stoso­
wanych na wsi do obróbki drewna (siekiery, Cieślicy,
skoblicy i noża) również ośnika, struga, a także sze­
rokich dłut oraz świdra. Przypuszczenie to potwier­
dza przegląd samych rzeźb. Odnajdujemy w nich śla­
dy użycia nie tylko dłuta ciesielskiego czy świdra,
lecz zupełnie specjalnych narzędzi, takich np. jak
struga do fazowania czy cyrkla .
\ .
Wszystko to Wskazuje, iż niektórzy rzeźbiarze już
w najwcześniejszych latach omawianego okresu po­
sługiwali się bogatym i rozmaitym zestawem narzędzi.
Korzystali także zapewne ze specjalnych dłut rzeź­
biarskich o odpowiednio profilowanych i ściętych
ostrzach, na co wskazują zarówno ślady cięć na rzeź­
bach, jak też narzędzia u ż y w a n e przez współczesnych
już rzeźbiarzy. I tak np. Chrostek, dopóki nie zdobył
dłut fabrycznych, posługiwał się wykonanym przez
kowala oryginalnym kompletem narzędzi do rzeźbie­
nia (il. 29). Ich forma wskazuje, że były powtórzeniem
wcześniej już znanych wzorów.
35

Dzisiejsi rzeźbiarze kurpiowscy mają do dyspo­
zycji komplety fabrycznych dłutek do rzeźbienia. Ale
należy stwierdzić, że nie wszyscy chętnie nimi się
posługują. Golan jeszcze do niedawna całą podstawo­
w ą robotę w y k o n y w a ł scyzorykiem. Podobnie w pra­
cy Sęka nóż odgrywa podstawową rolę. Natomiast
Chrostek tylko przy ostatecznym w y k a ń c z a n i u twarzy
figury korzysta z noża, który służy m u w tych celach
już przeszło 20 lat. Zupełnie w y j ą t k o w y zestaw na-

85 cm. 2. pol. XIX

w. Dłużewo,

pow. Kolno (por. s. 119).

�4$

K \

20

rzędzi posiada Sęk. Ważne wśród nich miejsce zaj­
muje specjalny, zakrzywiony nóż, przypominający
narzędzie u ż y w a n e przy wyrobie łyżek czy przy czysz­
czeniu kopyt koniom przez kowali. Posługuje się r ó w ­
nież wespół z ręczną piłką nożem, będącym k a w a ł ­
kiem taśmy z resora, skośnie na końcu zaostrzonej .
38

Określając sam proces rzeźbienia wypada powie­
dzieć, iż jest to proces stanowiący w y p a d k o w ą nie
tylko rodzaju użytego klocka (jego kształtu i gatun­
ku drewna) oraz zestawu narzędzi, lecz również o k r e ś ­
lonych umiejętności twórcy, w ł a ś c i w e g o jemu sposo­
bu planowania i realizowania kolejnych zabiegów
technicznych. Przebiegu tego procesu u dawnych
rzeźbiarzy kurpiowskich nie m o ż e m y niestety odtwo­
rzyć. Nie znajdziemy także dla niego analogii w
twórczości współczesnych rzeźbiarzy. Żaden bowiem
z dawnych rzeźbiarzy kurpiowskich nie pozostawił
ucznia ani nie miał innych okazji przekazania swych
doświadczeń i wiedzy. Współcześni zaś rzeźbiarze, po­
za jedynym Polakiem, dochodzili do swej sztuki pra­
wie wyłącznie drogą własnych dociekań.
Stąd też musimy ograniczyć się do rozpatrzenia
przebiegu pracy rzeźbiarskiej wyłącznie u t w ó r c ó w
współczesnych. Ale i w tym wypadku zależnie od
rzeźbiarza, a także okresu jego twórczości, inny b ę ­
dzie zarówno przebieg w s t ę p n e j obróbki klocka, jak
i w ł a ś c i w e g o modelowania figury. Stosunkowo naj­
mniej złożony w tym zakresie jest warsztat Sęka.
Rzeźbi on najczęściej w pełnym niełupanym klocku
z gałęzi lipowej. Średnica podstawy wyrzeźbionej
przezeń figury zachowuje zazwyczaj wymiary klocka.
Masa całej zaś rzeźby nieznacznie tylko mniejsza jest
od bryły tworzywa. Znaczy to, że z całości klocka
przy obróbce usunięta zostaje tylko niewielka część
zbędnego materiału.
Po odcięciu klocka od odpowiednio wysuszonej
gałęzi Sęk przystępuje od razu do w ł a ś c i w e g o mode­
lowania. Nie stara się nigdy ani ociosać z grubsza,
ani ostrugać powierzchni drewna. Jego naturalną
gładkość, jaką ono ma pod korą długo zachowuje na
tych częściach klocka, których nie dotknął ostrzem
148

za pierwszym razem. Pracę rozpoczyna zawsze od
g ł o w y figury. Jest przy tym tak zaabsorbowany, że
zaczynając rzeźbić g ł o w ę nie liczy się czy mu wy­
starczy materiału na całą postać. Zdarzyło mu się
w y b r a ć miejsce na g ł o w ę tak daleko od krańca kloc­
ka, że gdy z tej strony odciął k a w a ł drewna piłą,
z drugiej strony nie starczyło miejsca na nogi, które
z konieczności musiał w y k o n a ć w zbyt m a ł y c h pro­
porcjach. Kształt głowy, podobnie -jak innych trud­
nych f r a g m e n t ó w (np. dłoni) najpierw szkicuje o ł ó w ­
kiem (il. 33). Następnie w o k ó ł narysowanego owalu
twarzy wybiera drewno cienkimi warstwami przy
pomocy owego noża przypominającego narzędzie do
dłubania łyżek. Gdy g ł o w a jest już wyodrębniona od
całości, kształtuje ją różnymi narzędziami (piłką i no­
żem z resora oraz dwoma z w y k ł y m i nożami, szerszym
i węższym). Na pierwszym etapie swej pracy nie rzeź­
bi jeszcze szczegółów takich jak oczy, usta, uszy. Po
uformowaniu bryły g ł o w y przechodzi do rzeźbienia
korpusu, nadając przy tym od razu w ł a ś c i w y gest
(np. u ś w . Jana Nepomucena układ rąk przystosowa­
ny do dzierżenia krzyża i lilii), na końcu rzeźbi sto­
py, ale także nie uwzględniając jeszcze detalu. Do­
piero gdy bryła całej postaci jest ukształtowana, przy­
stępuje Sęk do rzeźbienia szczegółów, zachowując
przy tym tę samą co uprzednio kolejność: od g ł o w y
do stóp. Posługuje się wtedy silnie zaostrzonym no­
żem, który ostrzy na osełce marmurkowej, a na ko­
niec gładzi na równych płaszczyznach rzeźbionej fi­
gury (np. na plecach, które zachowują naturalną po­
wierzchnię klocka). Po w y k o ń c z e n i u detali stara się
zgodnie z panującą obecnie modą zatrzeć ślady cięć,
by upodobnić powierzchnię swego dzieła do cieszących
się najwyższym uznaniem figur gipsowych. P o s ł u g u ­
je się przy tym kawałkami szlkła i papierem ścier­
nym. Na tym też etapie pracy następuje zdobienie
figury. Sęk jest jedynym spośród żyjących obecnie
rzeźbiarzy, który chętnie korzysta z tradycyjnego ł ą ­
czenia w sztuce ludowej tendencji realistycznej z ten­
dencją dekoracyjną. Niektóre partie ubioru rzeźbio­
nych figur, a nawet podstawkę, pokrywa często pro-

�stym ornamentem geometrycznym, przeważnie linią
łamaną, krzyżykami oraz jodełką. Czasem w jego
pracy dochodzi jeszcze jeden etap przeznaczony na
osobne wykonanie pewnych części, jak np. atrybutów
przynależnych świętej postaci, które po ukończeniu
zostają zmontowane z figurą .
Sęk rzeźbi swoje osóbki w stosunkowo krótkim
czasie. T a k np. praca nad figurą ś w . Jana Nepomu­
cena, w y s o k o ś c i około 30 cm, zajęła mu 6—7 dni.
Szybkość jego pracy wynika jednak nie tyle z m i ­
strzostwa, ile z pasji z jaką swe dzieło tworzy, a tak­
że z organizacji całej roboty w oparciu o niezmiennie
powtarzane zabiegi w e d ł u g przyjętego w jakimś mo­
mencie schematu. Sęk przystępując do rzeźbienia fi­
gury przerywa przy niej pracę w ł a ś c i w i e tylko na
czas spania i jedzenia. Po tych przerwach nie rozwa­
ża długo co i jak ma robić. Natomiast każde jego cię­
cie jest niezwykle powolne, czasami nawet robi w r a ­
żenie działania niezdarnego, przy którym rzeźbiarz
zdaje się odczuwać duży opór tworzywa. A l e za tą
pozorną niezdarnością kryje się poszukiwanie w ł a ś c i ­
wych kierunków cięć, zgodnie z biegiem słoi, kształ­
tem klocka. Dlatego też w czasie pracy S ę k zmienia
stale jego położenie, przytrzymując klocek między
kolanami, obraca nim i dobiera odpowiednie na­
rzędzie.
37

W podobny sposób jak Sęk pracował Golan, dopóki
nie zaczął korzystać z miary i dłuta. Aby ustrzec się
II. 20, 21. Sw. Jan (jragm.), dąb, wys. 145 cm. 2. pol
XIX w. Golanka, pow. Ostrołęka.
11. 22. Sw. Jan,
brzoza, wys. 110 cm. 2. poi. XIX w. Szafranki, pow.
Ostrołęka.

przed pomyleniem proporcji, przemierzył sobie kie­
dyś z jakiegoś obrazu czy fotografii wymiary postaci
ludzkiej i obecnie odpowiednio do wielkości w y b r a ­
nego klocka sporządza na nim każdorazowo „miarę",
tj. zaznacza przy pomocy miarki
centymetrowej
i ołówka odpowiednio przeliczone długości głowy,
korpusu, r ą k i nóg.
Posługiwanie s i ę dłutami pozwoliło m u uzyskać
nawet w figurach stojących prześwity w bryle oraz
osiągnąć drobniejszy modelunek nie tylko detali, lecz
całych partii rzeźby. Twórczość jego zaczęła s i ę od
zdobienia krzeseł: najpierw płaskim ornamentem a
następnie — w y p u k ł y m i rzeźbami figuralnymi. Dla­
tego w porównaniu z S ę k i e m ma Golan za sobą
znacznie większą s k a l ę doświadczeń w cięciu drewna,
łatwiej też znacznie przychodzi m u przezwyciężenie
struktury klocka.
Oto jak rzeźbiarz opisuje przebieg swojej roboty:
„Wyściepie sobie z pnia ćwiartkę, bo od muchy lubi
się ściepać [od rdzenia — J . O.]. W ćwiartce to juz
jest śtybne, ale i z okrągłego nieraz robię. Z okrągłe­
go robię jak nie mam ćwiartki. Potem rozmiar się
bierze. Na centymetry obmierzam wysokość, g ł o w ę
robię podług ramion — to juz z wejrzenia — zeby nie
za duza i nie za mała, ale ręce to musowo rozmierzyć. J a tylko spojrzę na obrazek i podług ramion
głowę mam, potem podług korpusa nogi. Nad tym
więcej się głową pracuje niż rękami, rozmiary trzeba
w g ł o w i e mieć. I trzeba m i e ć o ł ó w e k i cyntymetr.
A potem juz tylko nożykiem — jak juz się robi to bez
n a m y s ł u się znie i znie — wszystko nożykiem. D ł u t e c ko biorę, dzie noza nie m o g ę włożyć."
Chrostek, od początku swej kariery rzeźbiarskiej
posługuje się dłutami i w związku z tym duże zna­
czenie dla jego pracy ma przygotowanie klocka, do­
stosowanie go do pracy tymi narzędziami. Nigdy nie
rzeźbi w klocku obłym, lecz zestruguje go, doprowa­
dzając do formy graniastosłupa, najczęściej czterobocznego. U ż y w a do tego celu struga stolarskiego.
Płaskie powierzchnie, jak twierdzi, ułatwiają mu pro­
wadzenie w drewnie dłuta i noża. W przeciwieństwie
do Sęka rzeźbi nie kolejno poszczególne partie, ale
równocześnie całość figury. Dzięki temu pracując nie
traci poczucia proporcji, co z kolei pozwala mu w ł a ­
ściwie gospodarować masą tworzywa i panować przez
cały czas nad całością opracowywanej figury. Pierw­
sze warstwy drewna zbiera grubym dłutem oraz no­
żem. Większe k a w a ł k i podcina piłą. Bryłę klocka sta­
ra się Chrostek rozłożyć na drobniejsze formy kubiczne i geometryzując w ten sposób Wizerunek postaci
stwarza sobie dogodne pozycje do prowadzenia w
drewnie noża lub dłuta. Zabieg ten, podobnie jak
wstępna obróbka klocka obłego w formę graniasto­
słupa, oszczędza konieczności częstego manewrowania
klockiem przy pracy, a jednocześnie
wyrównane
płaszczyzny pozwalają na swobodne powtarzanie ko­
lejnych cięć.
W dalszej kolejności Chrostek w y d ł u b u j e przy po­
mocy wąskiego dłuta wszelkie konieczne prześwity.
Na koniec zaś bardzo ostrym nożem (o którym już
była mowa) modeluje twarz oraz takie detale, jak np.
palce rąk i stóp. Panuje nad rzemiosłem dostatecz­
nie, by kształtować określony wyraz twarzy czy po-

�staci, by zróżnicować jej w y g l ą d w zależności od płci
i wielku. Kończąc s w ą prace. Chrostek nigdy nie za­
ciera śladów pozostawionych w drewnie przez na­
rzędzie .
Zasadniczą odrębność pracy rzeźbiarskiej można
zauważyć u Polaka.
Omówieni dotąd rzeźbiarze różnili się między so­
bą sposobem modelowania, jednak w komponowaniu
postaci wszyscy przestrzegali zasady układu piono­
wego. Taki bowiem układ był wyznaczony przez
kształt klocka i artysta, nawet rzeźbiąc pochyloną
postać Chrystusa Frasobliwego, usiłował m o ż l i w i e
„prostować" jego plecy, by nie odbiegać zanadto od
pionowej ściany klocka. U Polaka tylko w n a j w c z e ś ­
niejszych pracach można zauważyć tę zasadę. Obec­
nie wykonanie każdej rzeźby poprzedza on studium
rysunkowym własnej postaci oglądanej w lustrze.
Przybierając pozycje figur, które zamierza rzeźbić,
stara się podpatrzyć i narysować odpowiednie układy
ciała. Gotowe szkice, sporządzone przeważnie na
twardym kartonie, wycina tuż przy konturze, uzys­
kując w ten sposób rodzaj szablonów. W trakcie rzeź­
bienia spogląda od czasu do czasu na odpowiedni
szablon. Przy tej metodzie jego rzeźbienie niewiele
zachowało cech dawnej roboty. Posługując się zawsze
dłutkami, rzeźbiąc od razu całość figury a nie ko­
lejne fragmenty, pozwala sobie na swobodne jej
układy, nie przyporządkowane pionowi bryły klocka
(il. 31).
3a

W zestawie tematów występujących w rzeźbie
Kurpiowszczyzny należy wyodrębnić 2 podstawowe
typy: tzn. sakralny i świecki. Obydwa występują od
najwcześniejszych lat omawianego okresu. T y m nie­
mniej od połowy X I X do początków X X w. tematyka
świecka była tu reprezentowana słabo i w wytwo­
rach niezupełnie odpowiadających temu, co rozumie­
my przez rzeźbę, bo tylko w niektórych zabawkach
(konie na biegunach, ptaki i in.) oraz w przystrojach
sprzętów, głównie w specjalnie modelowanych zakoń­
czeniach lasek pasterskich. Występują tu w y o b r a ż e ­
nia zwierząt, jak koń, jeleń. Występuje także figura
ludzka, np. w zabawce zwanej „troc" (tracz). Wszyst­

kie te prace były dziełem raczej niezawodowych
twórców, zajmujących się podobną robotą tylko do­
rywczo i ubocznie. Tak np. wszystkie „konie" (na
biegunach) i „troce", jakie miałem możność oglądać
w czasie badań, b y ł y dziełem o j c ó w lub krewnych
dzieci, dla których zostały zabawki te przeznaczone.
Po I wojnie ś w i a t o w e j tematy świeckie przenika­
ją do twórczości rzeźbiarzy zawodowych i to nie pod
postacią tradycyjnych zabawek czy przedmiotów
użytkowych (jak laski), lecz w obiektach o charakte­
rze p a m i ą t k a r s k i m . Większe jednak znaczenie zdo­
bywa sobie tematyka świecka dopiero w ostatnich
czasach. Przed kilkunastu laty w twórczości nie­
których rzeźbiarzy, pod w p ł y w e m w y r a ź n y c h za­
m ó w i e ń z zewnątrz, pojawiły się prace przedstawia­
jące życie wsi oraz sceny nawiązujące do przeszłości
narodowej. Największe w tym zakresie osiągnięcia ma
Golan. Początkowo rzeźbił on na krzesłach ż y w o
trwające w jego pamięci sceny wojskowe (np. ułanów
na paradzie), następnie popularne wesela kurpiow­
skie, a wreszcie w ostatnich latach podejmuje tematy
zaczerpnięte z życia codziennego wsi, o co dopomina­
no się u niego w kierownictwie Spółdzielni. P o j a w i ł y
się w jego rzeźbach motywy gęsi na pastwisku, ko­
biety z gęsiorem, postaci młócących zboże itp.
3S

Sęk wracając wspomnieniami do wydarzeń histo­
rycznych, zasłyszanych na owych głośnych czytaniach
książek, wyrzeźbił „króla Kościuszkę i Batorego".
Właściwą tematyką rzeźby tradycyjnej były oczy­
w i ś c i e postaci osób ś w i ę t y c h i boskich, one też do
dziś stanowią źródło najsilniejszych natchnień rzeź­
biarzy. Jednak stosunek do tej tematyki na przestrze­
ni rozpatrywanego okresu 'podlegał w y r a ź n y m prze­
mianom. Można dostrzec stopniowe zmniejszanie się
popularności jednych tematów, przy jednoczesnym
wzroście znaczenia innych. Tak nip. słabło zaintereso­
wanie t w ó r c ó w dla postaci Matki Boskiej z Dzieciąt­
kiem, Piety, św. Rocha oraz św. Floriana. Z przeka­
zów badaczy Kurpiowszczyzny 2. poł. X I X w. wyni­
ka, że np. figury ś w . Floriana należały w ó w c z a s do
w y j ą t k o w o popularnych °. Ze stanu ilościowego za­
chowanych zabytków figury św. Rocha można wnosić,
4

23

II. 23. Jan Sęk z Pło­
szyć, pow.
Ostrołęka.
Ił. 24. „Pasyje" z 1945,
1948, 1961 r. Wyk. Jan
Sęk. Ił. 25. Sw. TarT
Nepomucen, lipa, klo­
cek nielupany,
wys.
40 cm. Wyk. 1962 r.

�24
że święty ten cieszył się niegdyś u rzeźbiarzy r ó w ­
nież dużą popularnością. Z czasem obydwie te po­
staci ustąpiły całkowicie z panteonu osób ś w i ę t y c h
i boskich zaprzątających u w a g ę twórców. O spadku
popularności w i z e r u n k ó w Matki Boskiej z Dzieciąt­
kiem i Piety świadczyłby fakt, że nie udało się zna­
leźć tych przedstawień w rzeźbach późniejszych niż
z końca X I X w. U żadnego spośród dzisiejszych rzeź­
biarzy nie dostrzegamy zainteresowań dla tych dwu

tematów, które kiedyś były niewątpliwie natchnie­
niem do najwyższych osiągnięć twórczych (il. 14, 19).
Nawet w twórczości Raczkowskiego, którą cechuje
w y j ą t k o w a wprost rozmaitość tematyki, brak jest w
późniejszym okresie przedstawień Matki
Boskiej
z Chrystusem. Te same uwagi dotyczą, chociaż w
mniejszym stopniu, również tematu Chrystusa Frasob­
liwego. Nie zmniejszała się natomiast w ciągu całego
analizowanego okresu popularność w i z e r u n k ó w C h r y ­
stusa Ukrzyżowanego oraz św. Jana Nepomucena. Do
dziś należą one do t e m a t ó w najczęściej podejmowa­
nych tak przez starszych, jak i młodszych rzeźbiarzy.
41

Sęk, Golan i Polak rzeźbią chętnie tylko Matkę
Boską Niepokalanego Poczęcia. Pod tą postacią Mat­
ka Boska w dawnej rzeźbie kurpiowskiej nie w y s t ę ­
powała. Pojawiła się tu ona dopiero na początku
X I X w., niewątpliwie pod w p ł y w e m działania w z o r ó w
fabrycznych figur gipsowych. Najstarszym przykła­
dem tego wizerunku, jaki udało się odnaleźć, jest
rzeźba Raczkowskiego z początku X X w.
Ustępowanie pewnych t e m a t ó w i pojawianie się
nowych było zjawiskiem o b e j m u j ą c y m
twórczość
ogółu rzeźbiarzy. Znamy jednak w y j ą t k o w e przypad­
ki pojawiania się i zanikania tematu w twórczości
jednego tylko rzeźbiarza. Przykładem może być tu
przedstawienie Wniebowstąpienia Matki Boskiej, wy­
stępujące pod mianem Trójcy Ś w i ę t e j . W czasie ba­
dań terenowych zinwentaryzowano kilkanaście takich
figur, niewiele różniących się między sobą. Są to wy151

�26

pukle rzeźby na grubej lipowej desce przedstawiają­
ce trzy postacie w obłokach (Bóg Ojciec, Chrystus, w
środku Matka Boska), z unoszącą się nad nimi gołę­
bicą. Wszystkie wykonane są tą samą techniką, przy
użyciu dłut, o czyim świadczą nie zatarte ślady ostrza
tych narzędzi. Wszystkie te obiekty
reprezentują
identyczny model ikonograficzny (il. 8, 9) i co naj­
ważniejsze — zbieżne walory formalne, wskazujące
na pochodzenie z jednego warsztatu. Szczegółowe do­
ciekania pozwoliły ustalić, iż autorem tych prac był
Andrzej Kaczyński. W Krobi, gdzie jak wiadomo
rzeźbiarz mieszkał, znajduje się jedna z tych figur
a na słupie podtrzymującym kapliczkę widnieje na­
pis: „Święta Tróica Jediny Boże zmiłuj się nad Nami
1870". Nasuwa się tu oczywiście pytanie, dlaczego
scenę Wniebowstąpienia Matki Boskiej autor nazwał
Trójcą Świętą. Pewne światło rzucają na to wypo­
wiedzi informatorów, z których żaden nie nazwał
tych figur Wniebowstąpieniem, tylko każdy Trójcą
Świętą. Przy dalszych indagacjach okazało się, że
wielu spośród starszych informatorów rozumie przez
Trójcę Świętą zespół osób Świętej Rodziny. Nie trze­
ba podkreślać, jaką ten fakt posiada w y m o w ę . P y ­
tanie tylko czy Kaczyński, wykonując swe rzeźby pod
tym nazwaniem, nie miał niezbożnego zamysłu pod­
trzymania błędnych wyobrażeń, aby zyskać odbiorców
dla swego dzieła. Jego wielka indywidualność, a przy
tym wiedza w innych dziedzinach może skłaniać do
przypuszczenia, iż rzeźbiarz czynił to z pełną świa­
domością.
Oprócz Kaczyńskiego żaden z późniejszych rzeźbia­
rzy nie starał się przedstawiać sceny Wniebowstą­
pienia ani też w ł a ś c i w e j Trójcy Ś w i ę t e j . Nie ulega
kwestii, że nie każdy potrafi się podjąć tak złożonej
kompozycji wielofiguralnej. N i e w ą t p l i w i e jednak tak­
że i czas odegrał tu rolę. Wśród przyczyn ustępo­
wania pewnych tematów z rzeźby ludowej nie bez
znaczenia były zmiany zachodzące w światopoglądzie
152

27

zarówno twórców, jak i odbiorców ich dzieł. Posta­
cie św. Floriana, św. Rocha m o g ł y poruszać twórczą
wyobraźnię tylko wówczas, kiedy przywiązywano
większe znaczenie do patronatu tych świętych, chro­
niących z boskiej poręki od zarazy, pomoru bydła
i pożogi. Jeśli nie stracił swej popularności ś w . Jan
Nepomucen, to m o ż e dlatego, że klęski w y m i ę k a n i a
p l o n ó w są nadal częste na Kurpiach i sama ich
aktualność podtrzymuje przywiązanie do postaci ś w .
Jana, chociaż dziś już bardzo rzadko szuka się u nie­
go konkretnej pomocy.
B ł ę d e m byłoby, oczywiście, poprzestać tylko- na
tych tłumaczeniach. Wystarczy przypomnieć, że de­
waluacja znaczenia ludowej twórczości artystycznej
we w ł a s n y m środowisku ma swe źródło nie tylko w
zamieraniu ideowego sensu, ale także w rosnącym
zobojętnieniu, a nawet uprzedzeniu, wobec wszyst­
kiego co nosi znamiona minionego czasu i jego stylu.
Rozpatrując wartości formalne rzeźby w drew­
nie z Kurpiowszczyzny należy przypomnieć o wspomi­
nanym na początku niniejszej pracy: a) w y s t ę p o w a ­
niu na tym terenie dzieł wykonanych głównie przez
zawodowych rzeźbiarzy ludowych, b) o dużym zróżni­
cowaniu ich indywidualności, c) a także o różnicach
zachodzących w stosowanych technikach i sposobach
rzeźbiarskich zależnie od czasu oraz od warsztatu
określonego twórcy.
Przyjmując, że wszystko io są czynniki oddziału­
jące na właściwości formalne rzeźby, nie można jej
tu traktować jako zjawiska jednolitego. N i e w ą t p l i w i e
muszą istnieć różnice między warsztatem rzeźbiarza
zawodowego, który uprawia swe rzemiosło stale,
dochodząc dzięki temu do sprawności kształtowania,
ale także i do pewnego .manieryzmu — a warsztatem
rzeźbiarza niezawodowego, podejmującego swą t w ó r ­
czość dorywczo, a w i ę c bez tych konsekwencji do j a ­
kich prowadzi ciągłość pracy i rutyna. Te różnice
warsztatowe pociągają za sobą różnice formalne. W

�II. 26. Franciszek Golan z Golanki. II.
27. Kapliczka ze św. Antonim, lipa, wys.
34 cm. Wyk. 1958 r. Franciszek
Golan.
II. 28. Konstanty
Chrostek
z Lipnik.
II. 29. Narzędzia
kowalskie
używane
przez K. Chrostka do
rzeźbienia.

twórczości rzeźbiarza zawodowego forma bardziej
rozbudowana bliższa jest poprawnemu czy też wier­
nemu odtworzeniu rzeczywistości, w ó w c z a s gdy prace
niezawodowego rzeźbiarza odznaczają się formą bar­
dziej uproszczoną, a w i ę c przejrzystą, bardziej su­
g e s t y w n ą (czy jak kto woli ekspresyjną), bardziej też
przyporządkowaną materii i kształtowi klocka. Oczy­
wiście twórcom tej kategorii nie zawsze udawało się
osiągnąć w swej pracy poprawną kopię rzeczywistoś­
ci, złożonej i mającej ustalone prawidłowości u k ł a ­
dów wizualnych, jednak te w ł a ś n i e dzieła najsilniej
poruszają naszą wyobraźnię.
Przykładów takiej rzeźby znajdujemy na terenie
Kurpiowszczyzny stosunkowo niewiele. Należy do nich
chyba figura św. Jana Nepomucena (il. 2), rzeźba
która pod w z g l ę d e m formalnym nie znajduje analogii
wśród innych obiektów i której „niepoprawności" po­
zwalają przypuszczać, że nie w y s z ł a z warsztatu rzeź­
biarza zawodowego. Podobne cechy formalne w y s t ę ­
pują w początkowych pracach rzeźbiarzy zawodo­
wych. Wprawdzie znamy pierwsze prace niektórych
tylko spośród tych rzeźbiarzy, są to jednak przykłady
wystarczające do stwierdzenia, ż e każdy rzeźbiarz
ludowy inaczej kształtował swe figury w okresie
pierwszych prób, niż po uzyskaniu pełnej sprawności
w swym rzemiośle. Rzeźby Jana Sęka z lat 1945—1962
są widomym tego dowodem. Gdyby nie informacja
samego twórcy, nigdy nie skojarzyłyby się badaczowi
z tym samym warsztatem owe wczesne Chrystusy
ukrzyżowane, ze sztywno trzymanymi dużymi g ł o w a ­
mi i późniejsze — bliższe powszechnej konwencji
z głowami w ł a ś c i w e j wielkości wciśniętymi między
ramiona (il. 24).
Osobne zagadnienie przedstawia twórczość dojrza­
łych już rzeźbiarzy zawodowych. Jeśli nie odnajdu­
jemy w niej tych najjasikrawszych cech „surowego
prymitywu", „naiwnego widzenia świata", to m o ż e ­
my natrafić na inne właściwości niekształconej sztu­

ki. Fascynują tutaj najbardziej cechy indywidual­
ności samego twórcy, przejawiającej się w silniej­
szym o wiele stopniu, niż w dziełach rzeźbiarzy nie­
zawodowych. Swoisty temperament twórcy, jego po­
m y s ł o w o ś ć znajdują wyraz nie tylko w zakresie te­
matyki prac (czego przykładem była wspomniana
historia ze Ś w . Trójcą Kaczyńskiego), ale przede
wszystkim w samym sposobie kształtowania, budowa­
nia bryły itp. Przykładem tej pomysłowości (zresztą
nie bez udziału praktycznych m o t y w ó w ) u t w ó r c ó w
utrzymujących się ze swych dzieł są sposoby rozwią­
zywania pracochłonnych detali, jak np. guziki w su­
tannie św. Jana, znaczone jakiegoś rodzaju sztancą
lub wbitymi obok siebie kołeczkami (il. 22), czy też
sposób wykonania k o s m y k ó w futrzanej pelerynki, no­
szonej przez tego ś w i ę t e g o — za pomocą rzędów r ó w ­
nomiernie pozostawionych na powierzchni drewna na­
cięć dłutem (il. 20).
Wydaje się, że prace tych zawodowych rzeźbiarzy
przejmują inne jeszcze cechy formalne — mniej
uchwytne, poprzez które w jakiś sposób udziela się
indywidualność autorów. Takie np. odnosi się w r a ­
żenie kontemplując surowość i pryncypialność spoj­
rzeń postaci w rzeźbach Kaczyńskiego czy swego ro­
dzaju łagodność i dostojeństwo figur Raczkowskiego.
Podobne uwagi nasuwają się w wypadku prac w s p ó ł ­
czesnych rzeźbiarzy. C i , którzy są gospodarzami, ojca­
mi rodzin i nie mogą stale uprawiać swego rzemiosła,
uciekają do niego myślami, m ó w i ą c słowami Chrostka
jako do najmilszego. Jeśli zaś rzeźbią, na pewno w
swej robocie pozostawiają wiele z siebie. Sęk, które­
mu świadomość późnego już wieku nakazuje s i ę spie­
szyć, wszystkim swym „osóbkom" zaciska usta, odma­
wiając choćby cienia uśmiechu.
Pozostaje jeszcze zastanowić się nad czynnikami,
które w p ł y n ę ł y na wielkie zaangażowanie rzeźbiarzy
w prowadzoną pracę. Zacznijmy od bliskiego nam za­
gadnienia jakim jest wrażliwość estetyczna. Wywiady
153

�43

przeprowadzone z rzeźbiarzami zgodnie z kwestio­
nariuszem dostarczyły materiału potwierdzającego te­
zą, iż wrażliwość estetyczna ludowych t w ó r c ó w często
nie pozostaje w związku bezpośrednio proporcjonal­
nym do osiągnięć twórczych, jest to związek raczej
odwrotnie proporcjonalny. Wystarczy, jeśli powiemy,
że poglądy estetyczne najpłodniejszych rzeźbiarzy,
Golana i Sęka, są niezwykle prymitywne, że tylko
bardzo w ą s k i e m u kręgowi wartości przypisują pięk­
no. Z kolei zaś prawie nie rzeźbiący dziś Chrostek
widzi świat w wielkiej jego złożoności i w urokach
zupełnie niedostępnych dwum poprzednim twórcom
Dlatego też należy chyba akcentować inne siły, które
w y d ź w i g n ę ł y owe jednostki z ich środowiska, awan­
sując je dziś do miana twórców ludowych. Jestem
gotów uznać jako pierwszoplanowe działanie sił społeczno-ekonomicznych, o w ą większą na tych terenach
niż gdziekolwiek indziej powszechną potrzebę poszu­
kiwania środków do życia poza podstawowymi zaję­
ciami wiejskimi jakimi są rolnictwo, hodowla lub pa­
sterstwo. W życiorysie każdego prawie z przedstawia­
nych rzeźbiarzy odnajdujemy momenty wskazujące,
iż doświadczyli oni trudnych losów ludzi, którzy albo
odsunięci zostali od użytkowania ziemi, albo nigdy nie
mieli jej w dostatecznej mierze. I stąd u nich ko­
nieczność znalezienia środków do życia w zajęciach
pozarolniczych.

rza" czy „dobrego gospodarza" . Jeszcze w nie tak
odległej przeszłości częste były na wsi kurpiowskiej
wypadki pogardliwego traktowania ludzi utrzymują­
cych się z rozmaitych zajęć ubocznych. Na tym tle
konflikty jednostki z otoczeniem pobudzały niewątpli­
wie natury ambitniejsze do wysiłków, chociażby w
kierunku doskonalenia swych umiejętności, a w w a ­
runkach szczególnego zapotrzebowania na strojną ro­
botę na wsi kurpiowskiej — do wzbogacenia jej o w a ­
lory artystyczne. W tych okolicznościach prace sto­
larskie bliższe często były popisom dekoratorskim,
aniżeli solidnemu rzemiosłu. W warunkach daleko
sięgającej samowystarczalności miejscowych gospo­
darstw, niejednokrotnie rzemieślnicy musieli wiele
w k ł a d a ć w y s i ł k u , aby znaleźć n a b y w c ę swojej ro­
boty. Sądzę, że podejmowanie się rzeźbiarstwa przez
stolarzy stanowiło wynik oddziaływania tych wszyst­
kich czynników, natomiast nikłe miała znaczenie owa,
często podkreślana przez badaczy twórczości ludowej,
wrażliwość twórców na piękno.

Wszyscy prawie rzeźbiarze kurpiowscy zarówno
dawniejsi, jak współcześni, mają w historii zdoby­
wania umiejętności artystycznych moment zetknięcia
się lub uprawiania zawodu stolarza. Nie muszę pod­
kreślać, że zawód ten wymaga od adepta zdolności,
jeśli tak można powiedzieć manualnych czy też tech­
nicznych. Sądzę, że w rekrutacji do zawodu stolarza
zdolności te obok wspomnianych czynników społeczno-ekonomicznych odgrywały g ł ó w n ą rolę. Osobne za­
gadnienie stanowi przechodzenie owych stolarzy do
zawodowego rzeźbienia względnie — łączenia tych
zajęć.

PRZYPISY

Wiadomo, że większość'*zawodów pozarolniczych,
w tym również takich jak stolarstwo, nie zyskuje
w opinii społeczności wiejskiej podobnego znaczenia
jakie przynosi tytuł gospodarza, „walnego gospoda­

Oczywiście zdarzało się, że w grę wchodziły do­
datkowe jeszcze czynniki, choćby takie jak osobiste
przeżycia jednostki, wszelkie dramaty familijne.
Rzeźbienie pochłaniające myśli koiło nieraz najcięż­
sze p r z e ż y c i a . Potwierdzałyby to historie ż y w o t a
Sęka i niektórych dawnych rzeźbiarzy kurpiowskich.
44

1

Adam Chętnik, Z Puszczy Zielonej, „Ziemia",
t. 5, 1914, s. 153.
N a j w i ę c e j rzeźb z terenu Kurpiowszczyzny po­
siada Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej w Warsza­
wie, a następnie Muzeum w Łomży i Nowogrodzie
oraz Muzeum Etnograficzne w Krakowie.
Por. A. Chętnik, op. cit., s. 152—153; tenże,
Kurpie, Polska, ziemia i człowiek,
Biblioteka
Geogra­
ficzna „Orbis", seria I I I , t. 4, Kraków 1924, s. 69—71;
W. Grochowski, Kurpie,
„Tygodnik Ilustrowany",
t. 6, 1870, S. I I , s. 42; K . B. S K . , Szopka w
Myszyńcu,
„Wisła", t. 9, 1895, s. 112—113.
Por. K . Iwanicki, Figura Chrystusa
Frasobli­
wego, Warszawa 1933; J . Grabowski, Wystawa kra­
kowska rzeźby, malarstwa i grafiki ludowej, „Polska
Sztuka Ludowa", 1948, Nr 6—8; R. Reinfuss, J . S w i ­
derski, Sztuka ludowa w Polsce, Kraków 1960, s. 126—
146 i in.
1

3

4

30

31

�5

„[...] Tenże obwiniany y Insze Exessa popełnił
iako to kradziestwa zastempy drog pustoszenie puszcz
Starostwa Łomzienskiego a n a y w i ę c e y ydąc z karczmy
mimo Bozą Mękę. Mówił kiedyś ty Bog cego tu siedzis gadayze. Cosz Mówisz. O czym Wszystkich
Ukrzywdzonych ustne poprosicie Uczynione opiewa­
ją [...], Księgi Bartne Nowogrodzkie z 1703, s. 154,
Woj. Arch. Państw, w Poznaniu, sygn. m śkr. A - I I I ,
R 2 (A. B . I I I ) .
' Por. uwagi na temat krzyży żelaznych w pracy
mojej Artystyczna
twórczość
kowalska od
końca
XIX w. do I wojny światowej
na terenie
Kurpiow­
skiej Puszczy Zielonej,
„Polska Sztuka Ludowa",
1961, Nr 4.
Na podstawie wiadomości uzyskanych od infor­
m a t o r ó w : Rozalii Chrostek, ur. 1883 r., zam. Wyszel,
pow. Ostrołęka, S t a n i s ł a w a Gwiazdy, ur. 1871 r., zam.
Wolkowe, pow. Ostrołęka, Piotra Jermacza, ur. 1874 r.,
zam. Kozioł, pow. Kolno, Józefa Mroza, ur. 1867 r.,
zam. Golanka, pow. Ostrołęka, Józefa Sendrowskiego, ur. 1910 r., Dobry Las, pow. Kolno, Aleksandra
Trzcińskiego, ur. 1888 r., zam. Kadzidło, pow. Ostro­
łęka.
Przypuszczenie to sugeruje podawany przez
wszystkich informatorów fakt zmiany nazwiska i imie­
nia przez rzeźbiarza po osiedleniu się w Krobi.
Według informatorów Andrzej Kaczyński nazywał się
wcześniej Dawid Niedźwieoki.
Według opowieści osób pamiętających K a c z y ń ­
skiego miał on w domu zamontowane w 3 rogach
izby ule na pszczoły z wlotami od strony dworu. Ule
te były oszklone, aby goście podziwiali pracę pszczół.
Miał on też w domu zrobiony przez siebie specjalny
krzyż — „taki krzyż co jak przyszła godzina to w y ­
dzwaniał." (Wypowiedź Aleksandra
Jąkiewickiego
z Kadzidła).
„On rozumiał wsio, on wiedział tyle co ksiądz,
on bez m a ł a taką śkołę m i a ł jak ksiądz. On się ni­
kogo nie bojał — gadał nieraz do nas, jak zechce to
przyprowadzę satana do izby i jek zechce to go
wygnam... On na każdej rzecy m ó g ł zagrać, i na
skrzypcach i na harmonii, i na klornecie. Oj, to był
majster. W Zalesie [sąsiednia w i e ś kościelna — J . O.]
nie chcieli mu dać kolendy [za reperację organów —
J . O.], to popsuł, to potem do niego przychodzili,
prosili zeby odreperował, to tylko się dotknął i zaceły grać... Zawdy jak posedł za swoją robotą, to
przyniósł pełne kiesionki pieniędzy."
Wypowiedź
Piotra Orła z Krobi. „Oj to był p r z e m y s ł o w y cłowiek,
oj to był wierzbiarz zawołany, wsystko potrafił od­
robić jak zechciał." Wypowiedź Franciszka Giersa
z Golanki.
„Chodziłem na katechizm do kościła w K a ­
dzidle, a on reperował organy [było to w 1900 r.].
7

8

8

1 0

11

Jak w y k o ń c y ł organy to wlozł na dach i wzioł dwa
parasole, otworzył, popatrzta dzieci jak j a będę frugał i skiknął, i nic mu nie było." Wypowiedź Alek­
sandra Trzcińskiego z Kadzidła.
Wiadomości o A. Kaczyńskim uzyskałem od
następujących informatorów: Stanisława Berga, ur.
1890 r., zam. Jeglijowiec, pow. Ostrołęka, Adama P a bicha, ur. 1908 r., zam. Krobia, pow. Ostrołęka, Piotra
Orła, ur. 1890 r., zam. Krobia, Franciszka Giersa, ur.
1897 r., zam. Golanka, pow. Ostrołęka, Aleksandra
Jąkiewickiego, ur. 1875 r., zam. Kadzidło, pow. Ostro­
łęka, Piotra Trzcińskiego, ur. 1881 r. i Aleksandra
Trzcińskiego, ur. 1888 r., zam. Kadzidło.
Por. rzeźby: św. Jana w Siarezej Łące, pow.
Ostrołęka, Dudach Puszczańskich, pow. Kolno, św.
Floriana w Łysych, pow. Kolno i Wykrocie, pow.
Ostrołęka, Chrystusa Ukrzyżowanego u Józefa Racz­
kowskiego w Kadzidle, pow. Ostrołęka, Sw. Trójcy
w Krobi, Golance, Tartaku, Zalesiu, Dawi (obecnie
w Muzeum w Łomży), Tyczku, Wolkowych (na dro­
dze do Dąbrów) w pow. Ostrołęka i Lipnikach, Ł y ­
sych w pow. Kolno, oraz anioły na oprawie feretro­
nu Matki Boskiej w kościele w Myszyńcu.
Przed paru laty rzeźbę t ę skradziono. Wywie­
ziono ją z Wachu samochodem.
Wiadomości o życiu Łukasza Raczkowskiego
uzyskałem od następujących informatorów: Alek­
sandra Trzcińskiego {patrz przypis 9), Bolesława Po­
laka, ur. 1904 r., zam. Lipniki, pow. Kolno, Stefana
Lendy, ur. 1905 r., zam. Jazgarka, pow. Ostrołęka,
Stanisława Górskiego, ur. 1902 r., Kadzidło, Marianny
Raczkowskiej, ur. 1908 r., Kadzidło, Eleonory Dusak,
ur. ok. 1905 r., Kadzidło, S t a n i s ł a w a Poręby, ur. 1897 r.,
Kadzidło oraz Ireny Dziesińskiej, ur. 1907 r., Myszy­
niec, pow. Ostrołęka.
„Był on słabowitego zdrowia — m ó w i o rzeź­
biarzu daleki jego krewny Józef Raczkowski — chuderlawy bardzo, niezbyt duży, ściągły na twarzy. Roz­
w i n i ę t y mocno nie był. Cłowiek rozwinięty ma swój
ruch i głos mocny, a on tego nie miał. Tylko mlecne
rzecy jadł."
Por. rzeźby: Chrystusa biczowanego — „stoją­
cego" w Jazgarce, pow. Ostrołęka (u Stanisława Gąs­
ki), w Płoszycach, pow. Ostrołęka, w Kadzidle (na
plebanii) oraz w Lipnikach, pow. Kolno (u sołtysa),
Chrystusa Frasobliwego w Kadzidle (u Eleonory D u ­
sak), w Lipnikach (na plebanii), por. też figura
z Swidwitaorka w pracy K . Iwanickiego, op. cit,
fig. 48, Chrystusa ukrzyżowanego w Kadzidle, Golan­
ce i Todzi w pow. Ostrołęka, Chrystusa upadającego
w Klimku, pow. Ostrołęka, św. Jana w Kadzidle, Go­
lance, Jazgarce i Brzozowym Kącie w pow. Ostrołęka,
św. Józefa (feretron w kościele w Kadzidle), św. Ro­
cha w Łysych i Wolkowych w pow. Ostrołęka, Matki
Boskiej w Kadzidle (u J . Raczkowskiego) i w Czarni,
pow. Ostrołęka.
Wsie Dobry Las i Durlasy leżą na drodze z No­
wogrodu do Kadzidła, a w i ę c w miejscu, które powin­
no być znane Raczkowskiemu. Należy tu też powie­
dzieć, że twarze rzeźb Chrystusa Frasobliwego z Durlas i Chrystusa w Piecie z Dobrego L a s u zbudowane
zostały na tej samej zasadzie co twarze innych rzeźb
Raczkowskiego, przedstawiających Chrystusa. Zasadą
tą jest w y r a ź n y podział owalu twarzy na 5 pól, wy­
znaczonych liniami: nosa, załamań na kościach policz­
kowych i w ą s ó w — co w całości rysuje się wyraźnie
jako pięcioramienna gwiazda (il. 13—15).
Wiadomości o Czerwińskim uzyskałem od in­
formatorów: Katarzyny Poliwacki, ur. 1883 r., zam.
Golanka, Stanisława Puławskiego, ur. 1898 r., zam.
1 2

13

14

15

1 6

1 7

18

19

II. 30. Boleslaw_Bnlak z Lipnik. U. 31. Zmiany w -for­
mie rzeźb B. Polaka: a — Chrystus Frasobliwy
z
1920 r., lipa, klocek niełupany.
Rzeźba nie poprzedzo­
na szkicem, b — szkic postaci Chrystusa
Frasobliwego
do rzeźb obecnie
wykonywanych.
155

�32

33

Szafarnia, pow. Ostrołęka i cytowanego już Piotra
Trzcińskiego.
Ozdobne zwieńczenia okien.
Rzeźbiarza tego wspominają do dziś w okolicz­
nych wsiach: Swidwiborku, Biełusnym Lasku i Brzo­
zowym Kącie, lecz niestety nazwisko jego nie jest
znane.
Rzeźba M. Boskiej Skępskiej z Baranowa
i Błędowa (obydwie w zbiorach Muzeum Kultury
i Sztuki Ludowej w Warszawie) oraz w kapliczkach
w Czarnotrzewiu i Krukowie w pow. Przasnysz.
Por. H . Olędzka, Geneza i rozwój
zdobnictwa
w drewnie na terenie Kurpiowskiej
Puszczy
Zielo­
nej, rkps pracy magisterskiej, s. 23.
Rzeźbić to znaczy zajmować się zdobnictwem
w drewnie. Wypowiedź Stanisława Gwiazdy z Wolkowych.
W zbiorach Muz. Kult. i Szt. L u d . w Warsza­
wie znajdują się 3 rzeźby Chrystusa ukrzyżowanego
(nr inw. 24669—22671), dane mi przez J . Sęka. Otrzy­
mał je kiedyś do „naprawy", ale uznał rzeźby te za
„nic już nie warte" i nie starał się ich naprawić
(il. 34).
Wiadomości do życiorysu J . Sęka otrzymałem
od samego rzeźbiarza oraz od jego rodziny: Stanisła­
wa Sęka, ur. 1906 r., Władysławy S ę k o w e j , ur. 1900 r.,
Henryki Niezgody, ur. 1938 r. i sąsiadów: Feliksa
Puławskiego, ur. 1919 r., Józefa Kołodziejczyka, ur.
1920 r., Marii Olbryś-Sucheckiej, ur. ok. 1900 r.
„Swęci z duzimi mordami", „smutne Pany J e zusy" albo „chłopki", takich oto określeń używali s ą ­
siedzi J . Sęka w rozmowach o jego rzeźbach. Warto
również podać opinie o robocie J . Sęka jego kolegów
rzeźbiarzy: „On nie umiał podciągnąć twarzy, żeby
ona była żywsza, to ona smutno wygląda. Co z n ó w na
ukazanie umęczenia, to pogląd udany podany, bo to
cłowiek umęczony śmiertelnie. Ręce za grube, to
i atleci takich nie mają. Nie znam tego nazwy [cho­
dzi o perisonium — J . O.], taka przewiązka jak mógł
2 0
2 1

2 2

2 3

2 1

2 5

2 8

2 7

256

tak ją przewiązał, nie widać gdzie zakład, a gdzie
przekład, tu widoczności tego nie ma. Troszkę po­
dobizny jest w bziuchu, tu dał trochę podobizny c ł o wieczej". ( K . Chrostek o rzeźbie Chrystusa ukrzyżo­
wanego, i l . 24, figura pierwsza z prawej strony). „Za
tęgo zerżnięta głowa, powinna b y ć okrągła. C y z to
mozebno, zeby klinem schodziła. Ocy za duze jakby
z nieboscyka twarz zdjęta. Syja załachmatna [zbyt
szeroka — J . O.], to u męzcyzny, a nie u niewiasty
taka jest. Nosek jakzes taki może b y ć prosty, powin­
no być wcięcie jak u grzecnego cłowieka. To so w ł o ­
sy? Włos to musi być włos, a tu jeden włos pięć m i ­
limetrów. A ten k o ń — co to koń ma ocy z przodu?
Niech pan pójdzie do stajni, jak nie wierzy i zobacy,
ze koń ma z boku ocy, a on jak rybie scupakowi po­
sądzał, z przodu, jak latarnie." (il. 35). Wypowiedź
Franciszka Golana. W urabianiu opinii o robocie
J . Sęka dużą rolę odegrali księża. Podobno jeden
z miejscowych księży chodząc po kolendzie, kiedy
przynoszono mu do poświęcenia figury Sęka, tak oto
z w y k ł m a w i a ć : „Odnieście to m u albo w kuchnię
włóżta."
2 8

„Ten jest innym Janem, on jest księzem bo ma
komezkę, albo może pisarcykiem bo psiórko trzyma
[chodzi o lilię, którą S ę k zamienił w swych rzeźbach
na ptasie pióro do pisania — psiórko — J . O.]. Niepomucen go się nazywa, to nie ten co Pana Jezusa
chrzcił, co ma w śródleciu śwęto, jego śwęto po Bo­
żym Narodzeniu. Wypytam — kończy w y p o w i e d ź
J . Sęk — księża się jesce, to mi powie wsystko od
cego on jest."
2 9

Zupełnie sporadycznie podejmował się J . S ę k
rzeźbienia innych figur i tak np. ok. 1948 r. wyrzeźbił
konia do laski wartownika nocnego (il. 35), ok. 1956 r.
symbole Męki Pańskiej dla biskupa z Poznania, który
bawił z wizytą w kościele w Dąbrówce, ok. 1960 r.
„Pana Jezusa w m ł o d y m wieku" do kapliczki w P ł o szycach czy, jak ostatnio, ptaszki dla Spółdzielni
C P L i A „Kurpianka" w Kadzidle.

�II. 32. Chrystus Frasobliwy, lipa, klocek łupany,
wys.
29 cm. Wyk. K. Chrostek (rzeźba nie ukończona). 11.33.
Szkic twarzy* Sw. JanaTWyk.^JjiiLJiek+Il. 34. Chrystus
Ukrzyżowany,
brzoza, wys. 27 cm. Płoszyce,
pow.
Ostrołęka.
II. 35. Zakończenie
laski wartownika noc­
nego, sosna, wys. 58 cm. Wyk. 1948 r. Jan Sęk.
J . O.], bo jest ściślejszy, ściślejszy ma słój." Wypo­
w i e d ź K . Chrostka.
„Najważniejsze jest wysuszenie. W drobniejszej
robocie to dwa lata wystarczą, a w grubszej, to i pięć
trzeba. Zwykle najlepiej suszyć na powietrzu na dworzu, żeby i deszcz, i słońce, bo jak w plewach czy
słomie to słój bardziej się drze. Twardsze jest od ro­
baka jak tak fermentuje na dworzu. Ale trochę musi
być przykryte, a korę lekko ponacinane, żeby miało
wydech, żeby nie zaczerniał środek." Wypowiedź
K . Chrostka.
Por. sposób wmontowania krzyża oraz wyzna­
czenia ł u k ó w fałd na pelerynie w rzeźbie św. Jana
z Todzi, Szafami i Kadzidła (il. 20, 22).
Por. dokumentacja w zapisie filmowym: Jan
Sęk z Płoszyć, w Archiwum Filmowym Zakładu
Etnografii I H K M P A N w Warszawie, pozycja FL/26.
" Jak w y ż e j . Warto również przytoczyć tu w y ­
powiedź samego rzeźbiarza: „Robię zawdy gębę n a j ­
pierw, w y k a ń c a m potem ręce, a dalej korneżkę
i trzewiki."
Oto jak K . Chrostek opisuje s w ą pracę: „ N a j samprzód patrzy się czy jest pasowna [część z rozłu­
panego pnia — J . O.], potem ociosuje się siekierą
i uformuje się od podstawy od razu strugiem. Mam
wtedy tył prosty i boki a z przodu tylko podstawkę.
Zdzieram potem z grubsza dłutem półokrągłym, a da­
lej w y r ó w n u j ę nożem, a dzie nie m o g ę w l e ź ć z no­
żem to biorę w ę ż s z e dłutko, a na koniec to już tylko
w y k a ń c a m nożykiem."
Np. K . Chrostek rzeźbił w okresie m i ę d z y w o ­
jennym na jedne z uroczyście obchodzonych dożynek
„postać związkowca z ręką pozdrawiającą", a na inną
podobną uroczystość „Kurpiaka starego".
Por. W. Grochowski, op. cit., s. 42.
Por. też przedstawiony wizerunek rzeźby M.
Boskiej z Dzieciątkiem w pracach: J . Grabowski, op.
cit., s. 24, T. Seweryn, Sztuka ludowa w Polsce, K r a ­
ków 1948, fig. 5.
Oto wybrane wypowiedzi o pięknie w przyro­
dzie F . Golana — rzeźbiarza niezwykle aktywnego w
swym zawodzie i K . Chrostka, rzeźbiarza o nikłej
aktywności. Gólan: „Równina najładniej mi się spo­
doba, a wzgórza to niebezpieczno, czy Pekaesem, czy
furmanką to po równinie lepiej i dla rolnictwa przydatniejsa. Na ziemiach odzyskanych na górach różne
rośliny, nawet psenica rośnie, ale mi się tam nie
3 4

3 5

3 6

3 8

34

3 8

3 0

Oto rzeźby F r . Golana wykonane w ciągu paru
m i e s i ę c y na przełomie 1961 i 1962 r.: 3 figury M. B o ­
skiej, 3 figury św. Jana, 5 figur Chrystusa Frasobli­
wego, 5 figur Chrystusa ukrzyżowanego, 8 figur pta­
ków (bociana, sowy, jastrzębia, gołębia, skowronka,
pliszki, wróbla i dzięcioła) oraz 2 figury „Strażaków
rzymskich", 2 figury „Kosinderów", 1 figurę „Panny
w cółku", 3 płaskorzeźby „Dyngus — wodo się leją",
„Jedna gosposia pasie gęsiora", „Męka Pana Jezusa".
„Miał pięciu braci wszystkie bystrzejse, a on
spokojny, zawstydzony, jakby się stale wstydził. Jek
juz posedł na zabawę, to posedł, popatrzył, posłuchał,
ale nie zatańcył wcale. On wsystko odrobi. I zegar
naprawi i każdą słabsą cęść do masyny odrobi, na co
spojrzy odrobi."
Wypowiedź Antoniny Kuliś, ur.
1911 r., zam. Jazgarka, pow. Ostrołęka. „On taki
robak sobie. Nikomu krzywdy nie zrobi, każdemu
usanowanie odda. Z tego rzeźbienia to tyle miał co
dla siebie, bo temu papierośnickę zrobił, temu f u jareckę dał." W y p o w i e d ź Stefanii Popielarczyk, ur.
1910, zam. Jazgarka.
32 Prawdopodobnie przez I w o j n ą ś w i a t o w ą nazy­
wano tych rzeźbiarzy „bogorobami". Z nazwą tą nie
spotkałem się wprawdzie w czasie badań terenowych,
ale wspomina ją A. Chętnik, który miał jeszcze
okazję poznania dawnej sytuacji rzeźbiarstwa kur­
piowskiego. Por. Kurpie, Polska, ziemia i
człowiek,
op. cit., s. 70. Dzisiaj u ż y w a n a jest powszechnie nazwa
„wierzbiorz" lub „wierzbiarz", którą też tytułuje się
wszystkich obecnie rzeźbiarzy. Tak więc istnienie
zawodu rzeźbiarza w społeczności wsi kurpiowskiej
miało i ma świadectwo w opiniach — w sferze f a k t ó w
językowych. Por. definicja zawodu w pracy J . Szcze­
pańskiego, Zagadnienia wykształcenia
ogólnego i za­
wodowego w szkolnictwie wyższym,
„Studia Socjolo­
giczne", 1963, Nr 3, s. 40—41.
„Lipa ona nie tylko jest mięka, ale ma tę z a ­
letę, że do trzydziestu lat nie ciepie się jej robak.
Najlepszy jest lipy odziomek [część od ziemi —
3 1

3 3

4 0

4 1

4 2

�widzi. W ogóle mi się spodoba dzie pole obrodzone,
to mnie tam jest ślicńie, ale i nad w o d ą nie powiem,
tez ładnie, ale juz nie talk jak w polu. Dzie nie upo­
rządkowane w polu, dzie uorane niedobrze, to^ tam
patrzeć nie mogę. Łąkę pokosi, ze euby tylko pościna,
to na to mi się tez nie chce patrzeć. J a to juz chce
kategoryenie, zeby mnie było ekstra".
Chrostek: „Więcej równiejsze tereny mi się podo­
bają, bo te pofalowane, to już nie tak. Takie równe
obszary to mają w mym oku wygląd najładniejszy.
Bo ja się do tego zżyłem, przylgnełem do tego. N a j ­
więcej też mam zamiłowania popatrzyć na ładny
ogród, gdzie wszystko pod kant. I las, tak sosnowy
jak liściasty jest dla mnie zachwytny, ale w lecie kie­
dy rozwinięty, bo w zimie, to dziko wygląda. A na
łany zbóż to już nie tak łubie patrzyć".
Golan: „Najładniejsy kaśtan, co te jepka ma, to­
pola i jesion tez ładne. Lipa to piękna, na niej to się
na ziemiach odzyskanych ukazała Matka Boska
i liście jak się rozwinie to ma na wyględzie. Brzoza
nie jest dobra dla rolnika, ją wsadzić we wogrodzie,
to wsystek siok spod owocowych wyciągnie, wsystkie
sioki wyciągnie. Jedna brzoza ze wszystkich [drzew —
J . O.], to nie mogę na nią patrzeć. Nawet akacja choć
ma kolce, to na nią patrzę i nic nie mówię, to drzewo
na trzonek do siekiery to niespożyte."
Chrostek: „Te drzewa mi się podobają z których
mi się da coś zrobić: grabina, dzika grusza, lipa.
Drzewo co zgodnie ze s w ą naturą rozwinięte, to
piękne, to i sosna mi się podobuje jak nie uschnięta,
a takie karły, załamańce to nie."
Golan: „Dla mnie tylko podchodzi ś w i a t ranem.
Wtedy mi s i ę wsystko podoba. A wiecorem to mi s i ę
wsystko w głowie przedstawia i nie m o g ę spać, a r a ­
no bym spał i spał." Rzeźbiarz przyznaje uroki tylko
porze wiosennej i latu, natomiast zimie i wszelkim
jej przejawom odmawia tych wartości.
Chrostek: „Wiosna to jest dla mnie pierwszym r a ­
jem i w śródlecie też jest ładnie, bo jesień, to już
jesień, to już smutno, to już najgorzej, bo jak już
zima, przykryte wszystko, to też ładnie. Zimową po­
rą, kiedy na drzewa opadną, to cudne takie urocze
chwile. U ł a p y w a ć to się zbieram, zeby aparat sobie
kupić. Szron na szybach to jest dla mnie zaehwytne.
Najmilsze, najwdzięczniejsze poranki. A w śródlecie
i wieczorówki. Wtedy ładne zapachy z pól i lasów
ciągną."
Golan: „Siaranki, chibitne [zwinne — J . O.], cerwoniutkie łubie na nie popatrzeć. Wiewiórecki tez
ładne stworzenia, przychodzą mi w o d ę do studni pić.
Zajuncek tez ładny. Jednego ja go za usy pod spód
ręką do piersi przystaził i niósł do domu, to ocknął
sie dopiero jakem drzwi otworzył. L i s to gadzina,
zęby scezy. To juz pieska natura, ogon po samej zie­
mi. Tutaj są takie gadziny tchórze, a to skodne, a to
margota, corny jek diabeł, cłowiek to az zadrży jek
go zobacy, całą farbę z kury wyciągnie. Jez to tez
margota, ale on to duzo pomoco jest, duzo robactw
wynisca, ale to margota. Sedem raz boso to na niego
wlozem. bo to nie ucieka, sie nie rusa ta gadzina tylko
się skuli."
Chrostek: „Jez, to ładny robak i ze swej budowy
i pozytecny. Z w y g l ę d u , to najpiękniejse sarenki i za­
jąc możliwy. Nawet lis to z twarzy jest cudnie zbu­
dowany, taki bystry. Tchórz z w y g l ą d u główki też
ładny."
Golan: „Jek krowa jek poziomka wypasiona, spod
ma dobry, to mleko ma, to piękna. A jek daje jek
w ó ł to nie ma na co popatrzeć. Koń. Jeżeli noga do­
bra, nie koślawa, idzie jedna za drugą, nie umarany,
wypasiony to lala. A jek głowę nosi nisko to szka­
radztwo. Głowa wysoko to do lotu i pociągu dobry.
Maść krowy najładniejsa — holenderka, bo to jest

Fot. i rys. — autor. Fot. il. 7 — Marian Pokropek.

dobytek spasły. A konie, to kaśtan, wildno żółty,
a biały to się wciunz nuza [brudzi — J . O.]."
Chrostek: „Krowa może m i e ć dla mnie maść taką
i taką. Aby tylko twarz miała ładną i rożki ułożone
i może mlika nie tak dawać tobym kupił. Jedna taka
spodobała mi się na rynku, to bym ją kupił, choćby
mleka mało dawała, ale pieniędzy nie miałem. Piękny
koń w y g l ą d a smagły, co do wierzchu, bo te o w a ł y , co
do robót, to mi się nie podobają, one i smutniejsze,
a tamte żywsze, weselsze. Maść to bez różnicy, ale
kasztan najładniejszy, ale i biały dla mnie piękny,
tylko musi b y ć utrzymany. Może i dla mnie nie byłby
piękny, ale na niego teraz stale zwracam uwagę, bo
z o g o n ó w ich biorę włosie na struny do skrzypiec. To
już teraz stale takich, z długimi ogonami w y p a t r u j ę
i one mi się bardzo podobają."
4 3

Por. K . Zawistowicz-Adamska, Zawody poza­
rolnicze w wiejskiej
kulturze
tradycyjnej,
„Studia
Socjologiczne", 1963, Nr 3, s. 99—114;
Materiały
z konferencji poświęconej
socjologii zawodu, zorganiwanej przez Zakład Socjologii Pracy Instytutu
Filo­
zofii i Socjologii PAN, Warszawa 1963 (w druku).
„Zimowo poro to juz najlepiej wierzbić, w
cieple siedzę i wierzbie. W lecie to juz ide na po­
wietrze i do domu mnie nie ciągnie, bo to jek we
więzieniu cłowiek musi przy tej robocie siedzieć i ro­
bić... Juz mi się ta robota nie sykuje jek ja usionde
w lecie na trzi ćtery godziny [bowiem zdarza się, ż e
w tym czasie ma zajęcia w gospodarstwie — J . O.].
Dlatego w lecie nie chce tak robić, zawdy na zime
się najwięcej sykuję. U mnie panie tego nie ma zeby
przerwać, chyba ze deso i śpik mnie bierze, a co tak
co nie ma descu, to ja nie m o g ę bez roboty. Casem
spać się chce to zapale, wygwizdani, w y ś p i e w a m
i raźniej idzie. W casie roboty przeważnie m y ś l ę , jak
to najlepiej odrobić, zeby nie popsuć. To jek usionde
to tylko o tym myślę, cyntymetry rozkładam, zeby
pokraki jakiej nie wystroić, dzie ręka, dzie korpus
uważam. To juz robota jek aptykarz, o tym mus
myśleć, trzeba delikatnie jek aptykarz — lejek w ł o ż y
i liekarstwo rozliwa. A jak juz muse to pójdę na
stronę. Ale nie powiem mogę wierzbić i rozmawiać
i śpiewać. A jek końce, to m y ś l ę inny gatunek [inną
rzeźbę — J . O.] odrobić, a jak mi się spodoba, to ta­
ka samą drugą odrabiam. J a mam zawdy chęć do
wierzbienia, ja na to mam zawdy chęć cego jesce nie
robiłem, cy to ja dam rade. J a mam takie do tego
zamiłowanie. Jesce zamiarów mam duzo. Pijaka m y ś l ę
odrobić. On flachę trzyma, a zona z miotłą. I drwala
z siekierą i Matkę Boska z Panem Jezusem. O j , oj, oj,
co ja mam w głowie." Wypowiedź F . Golana.
J . Sek pracuje w w i ę k s z y m chyba jeszcze skupie­
niu, aniżeli F . Golan, praca pochłania jego myśli.
Niekiedy w czasie roboty wraca wspomnieniami do
w ę d r ó w e k z rzeźbami na sprzedaż. Ale, jak zrozumia­
łem z jego wypowiedzi, wspomnienia te noszą charak­
ter przede wszystkim kotttentowania się możliwością
„obchodzenia świata", „widzenia różnych stron" i jed­
nocześnie pewnej dumy z pełnionej misji.
A oto jak K . Chrostek określa siebie w czasie
rzeźbienia i warunki konieczne do tej pracy: „ N a j ­
lepsza robota z rana. A najwięcej pracuję w zimie,
bo wtedy mam spokój, a czy zimno, czy upał to dla
mnie bez różnicy. Dzień przy dniu nie można ustać
orzy tafciei oracy. Takie napadają, takie chwile i...
I w ł a s n a cheć najdzie i znów stawać do roboty. Naj­
ważniejsze do tego spokój, żeby się człowiek od­
dzielnie znalazł, zamknięte drzwi b y ł y i nikt nie prze­
szkadzał, bo tak dziecko krzyknie, beknie i ręka
chybi. P r z e w a ż n i e m v ś l nastswiona jest w tą p ac,
a przeważnie przy wykończeniach przy twarzy. A nie­
raz nachodzą przypomnienia — co dobre, co złe. To
je?t ulubiona zawodowa moja robota."
4 4

r

Projekt

i wykonanie

mapki — Antonina

Hasowa.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8455" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8434">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/da3c0cd5fff150af57321108bfe7452b.pdf</src>
        <authentication>74d22eb3326e302473f36d714fce6a17</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101011">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3771</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101013">
                <text>1961</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101015">
                <text>pożywienie</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101017">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3540</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101019">
                <text>Doroczne pieczywo obrzędowe północno-wschodniej Polski/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101021">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1961 t.15 z.1, s. 3-23</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101023">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101024">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101025">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101026">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101028">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101029">
                <text>Jacek

Olędzki

DOROCZNE PIECZYWO O B R Z Ę D O W E
P Ó Ł N O C N O - W S C H O D N I E J POLSKI
W obrzędowości świąt kościelnych związek l i t u r g i i
i zwyczajów wywodzących się z p i e r w o t n y c h wierzeń
ludowych jest najczęściej bardzo ścisły. Zwyczaje
ludowe, pozbawione na przestrzeni wieków swych
oryginalnych treści, w uroczystościach kościelnych
pełnią rolę jednej z licznych f o r m — swoiście w p r a w ­
dzie pojętego — k u l t u świętych, czy też, rzadziej —
samej istoty Boga. Zdarza się jednak, że związek
między t y m i d w i e m a różnymi pod względem pocho­
dzenia w a r s t w a m i obrzędowymi jest p r a w i e l u b z u ­
pełnie luźny. O t a k i m właśnie związku imożna mówić
w wypadku pieczenia tradycyjnych, ludowych ciast
obrzędowych n a święta kościelne, szczególnie zaś
ciast o formie figuralnej łub symfooliczno-wyobrażeniowej, które jeszcze do niedawna służyły zabiegom
magicznym, n i e mieszczącym się w kręgu spraw
bliskich kościołowi.
Na terenie północno-wschodniej Polski ślady tego
rodzaju pieczywa zachowały się w obrzędowości
świąt: Nowego Roku, Trzech Króli i Zwiastowania
N.M.P. W niektórych częściach południowo-wschod­
niego Podlasia na dzień 25 marca (Zwiastowanie
N.M.P., prawosł. Błachowieszczynie) pieczono t z w .
„busłowe łapy" (nazwa białoruska) łub „bocianie
łapy". Na W a r m i i , Mazurach oraz n a terenie k u r p i o w ­
skiej Puszczy Zielonej n a N o w y R o k l u b (rzadziej)
na Trzech Króli wypiekano t z w . „nowolatka" l u b
„nowe l a t k a " (por. mapkę).
Obrzędowe pieczywo noworoczne i na Trzech
Króli oraz w y p i e k i n a Zwiastowanie N.M.P. — sta­
nowią główny przedmiot niniejszego
opracowania.
Obejmuje ono również pokrewne f o r m y tradycyjnych
ciast, które występowały l u b jeszcze występują n a
omawianym terenie.
0 pieczywie obrzędowym z terenów północnowschodniej Polski (Augustowskie, Podlasie, Warmia,
Mazury oraz Kurpiowszczyzna) znajdują się w l i t e ­
raturze przedmiotu nieliczne ogólne w z m i a n k i . O d ­
noszą się one najczęściej d o obrzędowych chlebów
weselnych. Jeżeli chodzi o omawiane rodzaje pieczy-

I I . 1. Pieczywo „nowe latko",
wyobra­
żenie krowy,
ciasto żytnie
pytlowe,
wys. 8 cm. Wyk. w 1957 r. M. Baldyga, ur. 1885 r., w. Wach, pow. Ostro­
łęka.

wa, t o piśmienne informacje istnieją wyłącznie n a
temat noworocznych wypieków z Mazur i Kurpiów.
Natrafia się n a n i e głównie w pracach Kolberga,
Hoflera, Toeppena, Schnippela, Chętnika i Stelma­
chowskiej . W t e j sytuacji podstawą materiałową
opracowania stały się w y n i k i badań terenowych .
l

2

PIECZYWO N A N O W Y R O K I TRZECH KRÓLI,
TEMATYKA I SYMBOLIKA
POSZCZEGÓLNYCH
F I G U R O R A Z I C H F U N K C J A OBRZĘDOWA
Tematyka wypieków w poszczególnych rejonach
badanego obszaru była mniej l u b bardziej złożona,
nie zawsze jednoznaczna. Ulegała ona p e w n y m zmia­
nom w miarę zaniku samego* zwyczaju
pieczenia
ciast. To wszystko bardzo u t r u d n i a podanie wyczer­
pujących i n f o r m a c j i o zakresie tematycznym i zna­
czeniowym f o r m tego pieczywa. Można powiedzieć
bez żadnych zastrzeżeń, że w każdym w y p a d k u p o ­
szczególne w y p i e k i przedstawiały l u b symbolizowały
to, co istniało realnie w życiu Wsi i miało kiedyś j a k
najbardziej określone, najczęściej materialne zna­
czenie.

Por. O. Kolberg, Lud, Mazowsze,
I V , 1880, szawa 1913, s. 136; tenże, Pożywienie Kurpiów, War­
s. 242; M . Höfler, Neujahrsgebäcke, Zeitschrift für
szawa 1936, s. 56; B. Stelmachowska, Rok obrzędowy
österreichische Volkskunde, I X , 1903, s. 185—205;
na Pomorzu, Toruń 1933, s. 74, 208.
M. Toeppen, Aberglauben
aus Masuren,
Gdańsk
Badania terenowe objęły ogółem 70 w s i n a
1867, s. 68—71; E. Schnippe!, Ausgewählte
Kapitel
terenie Kurpiowszczyzny, Mazur, W a r m i i i Podlasia.
zur Volkskunde
von Ost- u. Westpreussen,
Beiträge
Prowadziłem j e w latach 1955—1957, w ramach stałej
zu einer vergleichenden Volkskunde, Gdańsk 1921,
pracy w Zakładzie Etnografii I H K M P A N w War­
s. 28—83; A . Chętnik, Puszcza Kurpiowska, W a r szawie.
1

2

�„Nowe l a t k a " — tak kurpiowskie, mazurskie, j a k
i warmińskie — przedstawiały zwierzęta hodowane
w gospodarstwie. Najczęściej były to wyobrażenia
krów, wołów, byków i cieląt ( i l . 1, 2, 5), koni, źrebiąt
(il. 3, 4, 6, 7, 9, 13), rzadziej baranów, owiec i jag­
niąt ( i l . 10, 11, 12). Dosyć często występowały f i g u r y
ptaków ( i l . 14, 17, 19, 22), j a k o ogólne wyobrażenie
drobiu, gęsi, kaczek i k u r . Zupełnie wyjątkowo i t y l ­
ko na terenie Mazur zdarzało się przedstawienie świni
(il. 15. 16). Wreszcie na Kurpiowszczyźnie popularna
była figura przedstawiająca psa — stróża trzody,
pomocnika pasterza (il. 11).
3

Zarówno n a terenie kurpiowskiej Puszczy Zielo­
nej, j a k i poza jej obrębem wypiekano przedstawie­
nia najbardziej znanych, bliskich zwierząt leśnych,
Na podstawie wiadomości uzyskanych od infor­
matorów oraz własnej obserwacji udaje się ustalić
następujące proporcje ilości poszczególnych figur
wypiekanych n a święta przez jedną rodzinę: figur
wyobrażających bydło — od 5 do 10, konie — od
3 do 6, drób — o d 1 do 5.
3

4

które nie wyginęły i nie należały do szkodników.
Były to jelenie ( i l . 25, 26), sarny i kozły ( i l . 27, 30),
zające ( i l . 28) i wiewiórki ( i l . 2 9 ) . N a Mazurach
sporadycznie zdarzało się wyobrażenie węża oraz
r y b y ( i l . 8).
Wszystkie rodzaje f i g u r nazywano „nowymi l a t ­
k a m i " . Na K u r p i a c h używano niekiedy nazwy „stwo­
rzenia" l u b „stworzonka". Miały one również nazwy
własne. Były więc „byśki", „cielocki", „kunie", „kun i k i " , „barony", „owce", „jegnioki", „kokosze", „guns k i " , „lelenie", „jelunki", „jeglacki", „kozy" i „zajunce". W k i l k u miejscach n a Kurpiowszczyźnie nazwy
najbardziej popularnych t a m „byśków" i „kóz" uży­
wano jako określenia ogólne d l a wszystkich w y ­
pieków .
4

5

Na występowanie figury wyobrażającej
wie­
wiórkę natrafiłem t y l k o w 4 wsiach: w Przystani
i Wachu, pow. Ostrołęka, oraz w Idzbarku, pow.
Ostróda, i Rudka, pow. Szczytno.
Dotyczy w s i Tatary, Golanka, Kadzidło, St.
Myszyniec, Charciabałda, Biełusny Lasek i Zdunek,
pow. Ostrołęka.
4

5

�Pieczywo „nowe latko": II. 2. Wyobra­
żenie krowy,
ciasto
żytnie
razowe,
wys. 7,5 cm. Wyk. w 1957 r. W. Deptu­
ła, ur. 1922 r., w. Dęby, paw. Ostro­
łęka. II. 3. Wyobrażenie konia,
ciasto
żytnie pytlowe, wys. 7,5 cm. Wyk. w
1955 r. Wł. Kolimas,
ur. ok. 1890 r.,
w. Wach, pow. Ostrołęka. II. 4. Wyobra­
żenie konia, ciasto żytnie pytlowe, wys.
9 cm. Wyk. w 1953 r. W. Olender, ur.
1898 r., w. Charciabałda, pow. Ostrołęka,
11. 5. Wyobrażenie cielaka, ciasto pszen­
ne, wys. 4,5 cm. Wyk. w 1956 r. A. Czastrzau, ur. 1872 r., w. Idzbark,
pow.
Ostróda. II. 6. Wyobrażenie źrebięcia,
ciasto pszenne, wys. 4,5 cm. Wyk. w
1956 r. A. Francek,
ur. 1875 r., w.
Idzbark. II. 7. Wyobrażenie konia, cia­
sto pszenne, wys. 6 cm. Wyk. w 1957 r.
M. Laszig, ur. 1874 r., w. Probark, pow.
Mrągowo.

Nazwa „nowe l a t k o " bezpośrednio dotyczyła j e d ­
nak tylko jednego określonego t y p u pieczywa. Był
to albo krążek, n a którym znajdowały się przedsta­
wienia drobiu, gęsi, kaczek, k u r ( i i . 19) , albo też
kilka, a czasami nawet kilkanaście wyobrażeń roz­
maitych zwierząt (np. krów, k o n i , baranów, jeleni,
zajęcy, k u r , gąsek i psów), niekiedy razem z postacią
pasterza, umieszczonych n a okręgu i w środku t a ­
kiego samego j a k poprzednio krążka (11, 20—23) .

Wydaje się, że występujący w obydwu odmianach
tej figury krążek nie stanowił jedynie elementu kon­
strukcyjnego — w celu połączenia obok siebie roz­
maitych figurek, lecz również miał znaczenie jako
dawny symbol kręgu magicznego. Według wierzeń
ludowych, krąg magiczny zabezpiecza przed wszelkim
złem to, co zostanie wprowadzone w jego obręb .
W obrębie krążka „nowego l a t k a " znajdowały się
prawdopodobnie symbole życia i płodności — p t a k i

Występowanie tej odmiany „nowego l a t k a " za­
notowałem w e wsiach: Charciabałda, Wach, Szwędrowy Most, Tatary, pow. Ostrołęka, Łączki, Serafin,
pow. Kolno oraz n a Mazurach w Probarku, pow.
Mrągowo. Por. Wł. Kolago, Konkurs
na wnętrze
chaty kurpiowskiej,
„Polska Sztuka Ludowa", 1949,
nr 5, s. 158 (ryc. 3).
Odmiana powszechnie znana na K u r p i a c h . Na
Mazurach stwierdzono j e j występowanie w e wsiach:

Pogubię. Wiartel, Szczechy Wielkie, pow. Pisz, Piasutno, Budka, pow. Szczytno, i w Probarku, pow.
Mrągowo. Znana również we wsi Kaimbonro, pow.
Olsztyn, na W a r m i i .
Por. K. Moszyński, Kultura
ludowa Słowian,
cz. I I , z. 1, ,Kraków 1934.
Por. S. Poniatowski, Etnografia Polski, „Wiedza
o Polsce", t. I I I , s. 292—294; K. Moszyński, op. cit.
s. 543, 547—548, 556—557, 561, 570—574.

6

7

8

7

8

9

8

9

�lub na pewno bardziej konkretne i aktualne symbole
płodności drobiu, zwierząt domowych, względnie n a ­
wet leśnych.
Tematy poszczególnych f o r m „nowego l a t k a " łą­
czą to pieczywo z hodowlą, w p e w n y m stopniu rów-

nież z łowiectwem, względnie t y l k o zainteresowaniem
niektórymi zwierzętami leśnymi, oraz na Mazurach —
z rybołówstwem. Nie spotyka się natomiast tematów
związanych z i n n y m i , równie ważnymi dziedzinami
gospodarki, j a k rolnictwo czy pszczelarstwo . W y -

W obecnym stanie badań n a d noworocznym
pieczywem obrzędowym trudno jest wytłumaczyć
przyczyny, d l a których poszczególne jego f o r m y t a k

ściśle, a niekiedy wyłącznie wiążą się ze sprawami
hodowli. Być może miało n a to wpływ przypadające
na okres zimy wzmożenie zainteresowania t y m i spra-

10

•

S

I0

�Pieczywo
„nowe latko":
U. 8. Wyobrażenie węża — dł.
4 cm i ryby — dł. 7 cm. ciasto pszenne. Wyk. w 1956 r.
A. Czastrzau,
ur. 1872 r., w. Idzbark,
pow. Ostróda.
II. 9. Wyobrażenie jeźdźca na koniu, ciasto żytnie razowe,
wys. 11 cm. Wyk. w 1956 r. przez zięcia M. Deptuły z Dę­
bów, pow. Ostrołęka. II. 10. Wyobrażenie barana,
ciasto
pszenno-żytnie pytlowe, wys. 5 cm. Wyk. w 1957 r. M. Bałdyga, ur. ok. 1885 r., w. Wach, pow. Ostrołęka. II. 11. Ciasto
pszenno-żytnie pytlowe: 1 — wyobrażenie psa, wys. 4,5 cm.
Wyk. w 1957 r. W. Jermacz, ur. ok. 1925 r., w. Kozioł, pow.
Kolno. 2 —' wyobrażenie barana. Wyk. w 1958 r. M. Ko­
nopka, w. Tatary, pow. Ostrołęka. II. 12. Wyobrażenie ba­
rana, ciasto pszenno-żytnie pytlowe,
wys. 6 cm. Wyk.
w 1956 r. R. Forbiś. ur. 1886 r., w. Oborczyska.
pow.
Przasnysz.

II. 13. Wyobrażenie jeźdźca na
koniu:
1 (z prawej) — pieczywo
„kozy prostyńskie".
ciasto pszenne.
Wyk. w 1958 r.,
Fr. Brzezińska, ur. 1894 r., Ostrów Ma­
zowiecka. 2 (z lewej) — pieczywo „nowe
latko", ciasto żytnie razowe, wys. 10 cm.
Wyk. M. Deptuła, w. Dęby. pow. Ostro­
łęka.

stępujące sporadycznie n a terenie Mazur wyobrażenie
jabłoni, tzw. „jabłonka" ( i l . 18), stanowi jedyny przy­
kład powiązania pieczywa nie z życiem zwierząt,
lecz z wegetacją, i t o raczej t y l k o drzew owocowych .
Odrębną grupę stanowią tematy łączące się z ży­
ciem rodzinnym. Należą do nich występujące poza
granicami kurpiowskiej Puszczy Zielonej
wypiekiwyobrażenia: postaci mężczyzny — nazwa gwarowa
„kawaler", kobiety — n.g. „panna", dziecka w be­
ciku — n.g. „dzieciok", „lalka", pierścionków ślub­
nych —• n.g. „pierścionek", wszystkie symbolizujące
ożenek, następnie wyobrażenia monet, j a k o symbole

powodzenia w życiu, wreszcie przedstawienia trupiej
głowy, krzyża, drabiny — oznaczające śmierć (il.
31) .
W wierzeniach ludowych zarówno Nowy Rok j a k
i dzień Trzech K r ó l i
uznane były za święta w i e l ­
kiej wagi. Rozpoczynały one n o w y okres wysiłków
człowieka w walce z trudnościami bytu. W tych
dniach wzmagały się pragnienia uczynienia jutra
lżejszym, bardziej pomyślnym. Na obrzędowość świąt
otwierających r o k składała się w i e l k a liczba zabie­
gów magicznych, których głównym celem było od­
działywanie na konkretne dziedziny życia, aby uczynić

wami w związku z przerwą w pracach rolnych.
Obrzędowość Nowego Roku i Trzech Króli, jako
świąt zimowych, siłą rzeczy dotyczyła spraw hodo­
wlanych, które w t y m czasie były szczególnie
aktualne.
Na pieczywo o nazwie „jabłonka", wyobrażają­
ce desygnat tej nazwy, n i e udało m i się natrafić
w czasie badań terenowych. Jednak o jego występo­
waniu wspominają: M . Hofler, op. cit., s. 190; B. Stel­
machowska, op. cit., s. 71.

Informatorzy: F. Pacia, w . Piasutno, pow.
Szczytno, E. Senff, w . Jankowice, pow. Ostróda,
M. Sobierajska, w . B a r t n i k i , pow. Przasnysz i i n .

n

11

12

13

12

Niegdyś również w samym Kościele święto
Trzech Króli miało bez porównania większe znacze­
nie aniżeli dzisiaj. Por. Encyklopedia
Kościelna, pg
Teologicznej Encyklopedii Wetzera i Weltego, War­
szawa 1907, t. X X X I X , s. 239—241.
13

�ie bardziej pomyślnym,
ono będzie.

względnie

wróżenie,

jakie

Odtworzenie dzisiaj roli pieczywa w obrzędowości
noworocznej jest bardzo trudne. Zebrane informacje
z terenu pozwalają co najwyżej mówić o funkcji
ciasta w okresie, w którym zwyczaj pieczenia gO' sta­
nowił jeszcze zjawisko żywe. W takiej postaci na
W a r m i i i Mazurach zwyczaj t e n występował w d r u ­
giej połowie X I X w., na terenie kurpiowskiej Puszczy
Zielonej jeszcze w końcu X I X w .

II. 14. Pieczywo

„nowe latko":

1 (z lewej)

—

wyobra-

w 1956 r. xxx, ur. ok. 1925 r., w. Probark, pow. Mrą­
gowo. 2 (z prawej) — wyobrażenie kury, ciasto pszen­
ne. Wyk. w 1955 r. F. Pacia, ur. 1872 r., w. Piastuno,
pow. Szczytno.

1 4

Lepienie i pieczenie ciast odbywało się uroczyście
w wieczór w i g i l i j n y przed N o w y m Rokiem lufo świę­
tem Trzech
Króli.
Czynnościom tym towarzyszył
nastrój powagi. Do ławy l u b stołu z przygotowanym
ciastem zasiadała nieraz cała rodzina. Główna rola
w lepieniu przypadała mężczyznom . Wszystko to
świadczy niewątpliwie o przywiązywaniu dużego zna­
czenia do tych praktyk.
ls

W omawianym okresie lepiono w y p i e k i z dość
znacznej ilości ciasta . Można przypuszczać, że ogól­
16

na liczba wypieków i idh form nie była bez znacze­
nia, jeżeli chodzi o magiczną skuteczność tych p r a k ­
tyk. W w y p a d k u właściwego „nowego l a t k a " , nie
ulega żadnej wątpliwości, iż fodzaj i ilość umieszczo­
nych na krążku wyobrażeń miały decydować w n a d ­
chodzącym roku o rozmiarach przychówku koni,
bydła, drobiu. „[...] co ukscyli to postazili na t y m
kołósku, i l e n a t y m kołósku, t o taki bandzie psychówek w n o w y m r o k u . "
„[...] ciasto t a k wydłobili,
gniazdko j a k b y kukułków, w środku ustazili kokosz
i dookoła kuń, krowa, cielok, łowca, jegnioki, świnia,
prosięta, j a k i psychówek chcieli mieć."

Część spośród wypieków, względnie tylko właściwe
„nowe latko", starannie przechowywano n a cały n a d ­
chodzący rok. Na Mazurach chowano je n a piecu l u b
w szafce . Na K u r p i a c h „nowe l a t k a " wieszano
w izbie u pułapu. „Na obazanek kacecka, k u r k a psylepsiona i na śnurku uziesona nad stołem."
„Robili
kołecko, a n a n i m ptoski. Na t s y n i t k i wiesali u p u ­
łapu i palicem l u b chlubką [gałązką] rusył, zeby
się krązało."
„[...] n a szczecinki sie nakładało, to
sie bujały j e k grochy, to i byśki i n o w e l a t k i . "

Po upieczeniu figur dzieci otrzymywały je do za­
bawy i zjedzenia. „W w i g i l i j o Nowego Roku to dzieci
baziły sie n i m i , j e k sie pozafoazili to pogryźli, dziecko
sie długo nie nabazi." „Dzieci wiązali kunie n a n i t k i ,
bawili się, a potem pożarli [...]" . Nie jest w y k l u ­
czone, że obdarowywaniu dzieci t y m i w y p i e k a m i
przyświecały również jakieś magiczne cele. „Wszyst­
kiego stworzeństwa nagnietli i każde z dzieci musiało
to spróbować, połamali i każdemu w gembe, żeby
każdy musiał zjeść." Być może chodziło t u o zabez­
pieczenie pieczywa przed zbezczeszczeniem.

Najbliższe otoczenie miejsca, w którym wieszano
„nowe latko", należało w izbie do uprzywilejowanych.
Tutaj nie rozkładano się z żadną pracą. Był to ozdo­
biony w y c i n a n k a m i kąt w izbie między o k n a m i ,
w którym stał stół z pasyjką wśród bukietów pa­
pierowych kwiatów. Nad stołem zwisał z pułapu
ozdobny „kieree" — nanizane n a rozpięte n i t k i słom­
k i i grochy. W jego sąsiedztwie zatykano za belki
u powały lufo wieszano n a ścianach palmę w i e l k a ­
nocną, „marcinkę" — rózgę poświęconą, którą pa­
sterz przypędzał ostatni raz w r o k u bydło z pastwiska,

Informatorzy: A. Krupa, w . Wiartel, L. Faleński, w . Pogubię Średnie, pow. Pisz, W. Grądzki,
w. Rudka, K. Olas, w. Piasutno, pow. Szczytno,
M. Laszig, w . Probark, pow. Mrągowo, P. Rudzieński
i K. Tofel (ur. 1863), w . Kamfoorno, pow. Olsztyn,
M. Strzemienna, w. Wykrot, St. Pokornicki, w . Przeczniak, Gwiazda, w . Wolkowe, I . Deptuła, w . Dęby,
pow. Ostrołęka, A. Wolićki, w . Łączki, pow. Kolno.
Na podstawie wiadomości zebranych na K u r piowszczyźnie. Sądząc z faktu, że lepienie figurek
„nowego l a t k a " znają starcy z terenów Mazur, można
przypuszczać, że zwyczaj ten był powszechny na
całym terenie występowania obrzędowego pieczywa
noworocznego.
Trudno dokładnie ustalić, j a k i e ilości mąki
zużywano na w y p i e k i . Samych zaś wypieków spo­
rządzano zazwyczaj kilkadziesiąt (ok. 20—30 sztuk).
Było i c h t a k dużo, że zapełniały powierzchnię stołu,

a zebrane razem wypełniały „trafne sito" (duże
sito) —• określenie T. K u t y ze w s i Parciaki, pow.
Przasnysz.
M . Strzemienna (ur. 1867), w . W y k r o t , pow.
Ostrołęka.
M . Laszig (ur. 1873), w. Probark, pow. Mrągowo.
F. Redyk (ur. 1885), w . Szczećhy Wielkie, pow.
Pisz, i A. Kłos (ur. 1876), w . Przystań, pow. Maków
Mazowiecki.
A. Czastrzau (ur. 1870), w . Idzbark, pow.
Ostróda.
Na podstawie wiadomości ze w s i Rudka, pow.
Szczytno, i Rostki, pow. Pisz. Por. B. Stelmachow­
ska, op. c i t , s. 71.
I . Deptuła, w . Dęby, pow. Ostrołęka.
A. Kłos, w . Przystań, pow. Maków Mazowiecki.
M . Strzemienna, w . W y k r o t , pow. Ostrołęka.

17

18

19

20

14

15

16

8

21

22

23

24

17

18
19

20

21

22
23

24

�je bardziej
ono będzie.

pomyślnym,

względnie

wróżenie,

jakie

Odtworzenie dzisiaj r o l i pieczywa w obrzędowości
noworocznej jest bardzo trudne. Zebrane informacje
z terenu pozwalają co najwyżej mówić o funkcji
ciasta w okresie, w którym zwyczaj pieczenia gO' sta­
nowił jeszcze zjawisko żywe. W takiej postaci na
Warmii i Mazurach zwyczaj t e n występował w d r u ­
giej połowie X I X w., na terenie kurpiowskiej Puszczy
Zielonej jeszcze w końcu X I X w .

11. 14. Pieczywo „nowe latko": 1 (z lewej) — wyobra­
żenie kaczki, ciasto pszenne, wys. 4,5 cm. Wyk.
w 1956 r. xxx, ur. ok. 1925 r., w. Probark, pow. Mrą­
gowo. 2 (z prawej) — wyobrażenie kury, ciasto pszen­
ne. Wyk. w 1955 r. F. Pacia, ur. 1872 r., w. Piastuno,
pow. Szczytno.

1 4

Lepienie i pieczenie ciast odbywało się uroczyście
w wieczór w i g i l i j n y przed N o w y m Rokiem l u b świę­
tem Trzech Króli. Czynnościom t y m towarzyszył
nastrój powagi. Do ławy l u b stołu z przygotowanym
ciastem zasiadała nieraz cała rodzina. Główna rola
w lepieniu przypadała mężczyznom . Wszystko to
świadczy niewątpliwie o przywiązywaniu dużego zna­
czenia do tych praktyk.
l5

W omawianym okresie lepiono w y p i e k i z dość
znacznej ilości ciasta . Można przypuszczać, że ogól­
na liczba wypieków i i c h f o r m nie była bez znacze­
nia jeżeli chodzi o magiczną skuteczność tych p r a k ­
tyk. W wypadku właściwego „nowego l a t k a " , nie
ulega żadnej wątpliwości, iż rodzaj i ilość umieszczo­
nych na krążku wyobrażeń miały decydować w n a d ­
chodzącym roku o rozmiarach przychówku koni,
bydła, drobiu. „[...] co ukscyli to postazili na t y m
kołósku, ile na t y m kołósku, to t a k i bandzie psychówek w n o w y m r o k u . "
„[...] ciasto t a k wydłobili,
gniazdko jakby kukułków, w środku ustazili kokosz
i dookoła kuń, krowa, cielok, łowca, jegnioki, świnia,
prosięta, j a k i psychówek chcieli mieć."
16

17

18

Część spośród wypieków, względnie tylko właściwe
„nowe latko", starannie przechowywano n a cały nad­
chodzący rok. Na Mazurach chowano je n a piecu l u b
w szafce . Na K u r p i a c h „nowe l a t k a " wieszano
w izbie u pułapu. „Na obazanek kacecka, k u r k a psylepsiona i na śnurku uziesona nad stołem."
„Robili
kołecko, a na n i m ptoski. Na tsy n i t k i wiesali u p u ­
łapu i palicem l u b chlubką [gałązką] rusył, zeby
się krązało."
„[...] na szczecinki sie nakładało, to
sie bujały j e k grochy, to i byśki i n o w e l a t k i . "
21

22

23

24

Po upieczeniu figur dzieci otrzymywały je do za­
bawy i zjedzenia. „W w i g i l i j o Nowego Roku to dzieci
baziły sie n i m i , j e k sie pozabazili to pogryźli, dziecko
sie długo nie nabazi." „Dzieci wiązali kunie n a n i t k i ,
bawili się, a potem pożarli [...]" . Nie jest w y k l u ­
czone, że obdarowywaniu dzieci t y m i w y p i e k a m i
przyświecały również jakieś magiczne cele. „Wszyst­
kiego stworzeństwa nagnietli i każde z dzieci musiało
to spróbować, połamali i każdemu w gembe, żeby
każdy musiał zjeść." Być może chodziło t u o zabez­
pieczenie pieczywa przed zbezczeszczeniem.

Najbliższe otoczenie miejsca, w którym wieszano
„nowe l a t k o " , należało w izbie do uprzywilejowanych.
Tutaj nie rozkładano się z żadną pracą. Był to ozdo­
biony w y c i n a n k a m i kąt w izbie między o k n a m i ,
w którym stał stół z pasyjką wśród bukietów pa­
pierowych kwiatów. Nad stołem zwisał z pułapu
ozdobny „kierec" — nanizane n a rozpięte n i t k i słom­
k i i grochy. W jego sąsiedztwie zatykano za belki
u powały l u b wieszano n a ścianach palmę w i e l k a ­
nocną, „marcinkę" — rózgę poświęconą, którą pa­
sterz przypędzał ostatni raz w r o k u bydło z pastwiska,

Informatorzy: A. K r u p a , w . Wiartel, L. Faleński, w. Pogubię Średnie, pow. Pisz, W. Grądzki,
w. Rudka, K. Olas, w. Piasutno, pow. Szczytno,
M. Laszig, w . Probark, pow. Mrągowo, P. Rudzieński
i K. Tofel (ur. 1863), w . K a m b o m o , pow. Olsztyn,
M. Strzemienna, w. Wykrot, St. Pokornicki, w . Przeczniak, Gwiazda, w . Wolkowe, I . Deptuła, w . Dęby,
pow. Ostrołęka, A. W o l i c k i , w . Łączki, pow. Kolno.
Na podstawie wiadomości zebranych na K u r piowszczyźnie. Sądząc z faktu, że lepienie figurek
„nowego l a t k a " znają starcy z terenów Mazur, można
przypuszczać, że zwyczaj ten był powszechny na
całym terenie występowania obrzędowego pieczywa
noworocznego.
Trudno dokładnie ustalić, j a k i e ilości mąki
zużywano na w y p i e k i . Samych zaś wypieków spo­
rządzano zazwyczaj kilkadziesiąt (ok. 20—30 sztuk).
Było i c h tak dużo, że zapełniały powierzchnię stołu,

a zebrane razem wypełniały „trafne sito" (duże
sito) — określenie T. K u t y ze w s i Parciaki, pow.
Przasnysz.
M . Strzemienna (ur. 1867), w . W y k r o t , pow.
Ostrołęka.
M . Laszig (ur. 1873), w. Probark, pow. Mrągowo.
F. Redyk (ur. 1885), w . Szczechy Wielkie, pow.
Pisz, i A. Kłos (ur. 1876), w . Przystań, pow. Maków
Mazowiecki.
A. Czastrzau (ur. 1870), w . Idzbark, pow.
Ostróda.
Na podstawie wiadomości ze w s i Rudka, pow.
Szczytno, i Rostki, pow. Pisz. Por. B. Stelmachow­
ska, op. cit., s. 71.
I . Deptuła, w . Dęby, pow. Ostrołęka.
A. Kłos, w . Przystań, pow. Maków Mazowiecki.
M . Strzemienna, w . W y k r o t , pow. Ostrołęka.

19

20

14

15

16

8

17

18

19

20

21

22

23

24

�11. 15. Pieczywo noworoczne z okolic Niedzicy, wyobrażenie świni (wg: M. Hófler, op. cit,
tabl. VIII,
35).
II. 16. Pieczywo „nowe latko", wyobrażenie świni, ciasto pszenne, wys. 4,5 cm. Wyk. w 1957 r. M. Laszig. ur.
1874 r„ w. Probark, pow. Mrągowo.

oraz „zianusek" przeciw p i o r u n o m . Umieszczanie
obrzędowego pieczywa
wśród tych poświęcanych
przedmiotów — świadczy o dużym jego znaczeniu.
Sam fakt istnienia w domu „nowego l a t k a " miał
dodatnio wpływać na rezultaty w hodowli zwierząt
na przestrzeni całego roku. Niezależnie jednak od te­
go przekonania często uciekano się bezpośrednio do
pomocy pieczywa. Rozmoczone w wodzie podawano
krowom, które miały się cielić, k o t n y m owcom, czy
też kurom w okresie niesienia j a j . „Jek się k r o w a
cieliła, albo kokos niosła, to rozmocyli i d a l i zeby
iatowała." „Robzili k r o w y , j e l o n k i , jeglacki i dawa­
li krowom, coby miały dobre cielocki." „Moja m a t ­
ka piekła z ciasta k r o w y , kokoski, dali kokoszom,
wmoczyli do picia k r o w o m . Krzyżaki r o b i l i z ciasta
i owcom dali pożreć [,..]" .

dziej pierwotną warstwę funkcji zwyczaju pieczenia
„nowych latek", jaką udaje się odtworzyć na pod­
stawie istniejących danych .
Funkcja ta jest u c h w y t n a na całym obszarze w y ­
stępowania obrzędowego pieczywa noworocznego. Na
północo-zachód o d terenów kurpiowskiej Puszczy
Zielonej ulega ona poszerzeniu o ważną rolę wróżb
noworocznych, na podstawie wypieków o tematyce
związanej z życiem rodzinnym. „Robzili z ciasta s i g i e l k i , psieniądze, śimerć, psierścienie- i pod garnki
kładli, to dziewcoki i chłopoki wróżyli sobzie. Potem
pojedli j e i pokój." „Na Nowy Rok nowelatka piekli,
to koza, to baranek leżał, to i lalek narobzili. To
w w i l i je robzili, a j e k był ten dzień, to nakładli na
stół, u k r y l i płachtą. Dziewcyny i chłopoki wyprosili
i potym zgadywali to był t a k i śniech i zart [...]"**.

Magiczne
praktyki,
zabezpieczające
zwierzęta przed niepłodnością, stanowią

hodowane
tę najbar-

Na W a r m i i i Mazurach już w osiemdziesiątych l a ­
tach X I X w., a na terenie kurpiowskiej Puszczy Zie-

Na podstawie obserwacji przeprowadzonej w e
wsiach: Wach, Charciabałda, Wolkowe, Cięck, Szafrariki, Dylewo, Tatary, Kadzidło, pow. Ostrołęka,
Serafin, Łyse, Turośl, Zalas, Łączki, pow. Kolno.
M . Laszig (ur. 1873), w . Probark, pow. Pisz.
L. Piechotka (ur. 1870), w . Machory, pow. Mrą­
gowo, zam. w. Rozogi, pow. Szczytno.
E. Senff (ur. 1881), w . Jankowice, pow. Ostróda.
Na terenie Kurpiowszczyzny nie udało m i się n a ­
trafić na tak wyraźne określenia magicznego prze­
znaczenia wypieków „nowych latek". Oto niektóre
z zanotowanych n a K u r p i a c h wypowiedzi, dotyczące
tej kwestii: „Moczono ten w y p i e k i dawano bydłu,
żeby Pan Jezus dał i m [bydłu] zdrozie [zdrowie]".
(M. Deptuła, w . Dęby, pow. Ostrołęka). „Jek tsy lata
wyzisi [będzie wisiało u pułapu w izbie] to lekar-

stwo. A l e do cego nie ziem". (Gwiazda, ur. 1870,
w. Wolkowe, pow. Ostrołęka).
Fakt, że wśród wypieków „nowych latek" spo­
tyka się wyobrażenia pewnych zwierząt dzikich (np.
węża, jelenia, zająca), które w wierzeniach ludowych
występują j a k o istoty o mocach nadprzyrodzonych
względnie symbole spraw na tory bardziej ogólnej,
nie związanych z hodowlą — pozwala domyślać się,
że niegdyś pieczywo to pełniło inną funkcję; nie jest
wykluczone, że wiązało się z pewnego rodzaju k u l ­
tem tych zwierząt.
Sigielki — figielki, w t y m w y p a d k u figurki
o „zabawnym" wyglądzie, śmieszne, niepoważne.
W. Grądzki, w . Rudka, pow. Szczytno.
M . Sobierajska, w . B a r t n i k i , pow. Przasnysz.

25

26

27

2S

25

26

27

28

29

r

30

31

29

30

31

32

.9

�lonej w początkach X X w . nie przypisywano pieczy­
w u właściwości magicznych. Jeśli zdarzało się, że
wypiekano „nowe l a t k a " , to wyłącznie d l a tradycji,
najwyżej z myślą o dzieciach, d l a których zabawa
figurkami i i c h jedzenie stanowiło wielką, świątecz­
ną atrakcję . W tej postaci zwyczaj przetrwał spo­
radycznie na W a r m i i i Mazurach do końca X I X w.,
a na Kurpiowszczyźnie nawet do I I w o j n y świa­
towej .
33

34

Po wojnie w k i l k u wsiach kurpiowskich zaczęto
wypiekać „nowe l a t k a " na konkursy i wystawy sztuki
ludowej. Dzisiaj d l a potrzeb C P L i A wyrobem tych
wypieków zajmuje się rodzina Konopków z T a t a r .
35

nia. W niektórych miejscach, głównie zaś we wschod­
nich rejonach Kurpiowszczyzny, kiedy zanikło już
pieczenie „ nowych latek", nazwę i c h przejęły „fa­
fernuchy" . „Na N o w y Rok to ciastecka do pocęstow a n i a robio, ale nie t a m jakieś konie gnioto. Brełka
ciasta jest rozkulana n a t a k i wołecek i wtencas ten
wołecek był cienty nozyckami [nożycami do strzy­
żenia owiec] i wychodziły krzyżowe, kwadracikowe,
w rodzie kostki c u k r u nowólatka, albo fafernuchy —
niały one d w a imiona. To było na przyjęcie."
3S

39

„ K O Z Y PROSTYŃSKIE" — ODPUSTOWE
PIECZYWO Z TERENÓW P O D L A S I A , A N A L O G I E
Z „NOWYMI L A T K A M I " W ZAKRESIE T E M A T Y K I
FORM

Warto wspomnieć, że na o m a w i a n y m terenie nie­
zależnie od „nowych l a t e k " pieczono na Nowy Rok
tzw. „fafernuchy" — niewielkie, o kształcie romboidal­
n y m w y p i e k i z ciasta doprawionego niekiedy miodem,
t a r t y m pasternakiem l u b marchwią oraz pieprzem
(il. 33). „Fafernuchy", chociaż w mniejszym stopniu
niż „nowe l a t k a " , służyły początkowo również pew­
n y m magicznym c e l o m . Proces zaniku magicznych
funkcji tych dwóch rodzajów pieczywa przebiegał
równolegle. W w i e l u jednak wsiach pieczenie „fafernuchów" utrzymało się dłużej, aniżeli „nowych
l a t e k " . „Fafernuchy". dzięki wyszukanemu smako­
w i oraz prostemu sposobowi w y r o b u , przetrwały jako
jedna z tradycyjnych atrakcji świątecznego pożywie-

Wydaje się, że tradycyjnie związane z Podlasiem,
sprzedawane na odpustach i j a r m a r k a c h tzw. „kozy
prostyńskie"
stanowią na t y m terenie
pieczywo
analogiczne do „nowych latek". Tematyka tego pie­
czywa pod wpływem czynników w y b i t n i e komercjal­
nych uległa wyraźnej standaryzacji. Nie dostrzega
się wśród „kóz prostyńskich" takiej n p . rozmaitości
tematów, j a k a występuje w „nowych l a t k a c h " . Po­
dobnie jednak j a k noworoczne ciasto obrzędowe
z Mazur czy Kurpiowszczyzny, w y p i e k i podlaskie to
przedstawienia zwierząt, koni, baranów, psów, kóz,
jeleni (il. 34—39).

Wskazuje n a to cały szereg wypowiedzi i n f o r ­
matorów zarówno z terenów Kurpiowszczyzny j a k
i Mazur. W j e d n y m t y l k o w y p a d k u spotkałem się
z wyraźnie p o g a r d l i w y m (jeśli t a k można powiedzieć)
stosunkiem do atrakcyjności tego zwyczaju. „Nose
grudki [dziadkowie] to se madrowali [gnietli] nowelatka. A m y to na N o w y . Rok ciasta napsiekli fein,
wódki sie napsili, kiełbasy nawazyli, bo t y m i wypsiek a m i t o b y sie nie najad." (F. Kozicki, ur. 1885,
w. Kipary, pow. Szczytno).
Dotyczy w s i : Charciabałda, Zdunek, Biełusny
Lasek, Brzozowy Kąt, Wach, Piasutno, Siarczą Łąka,
Szafarnia, Tatary, pow. Ostrołęka.
Por. Wł. Kolago, op. c i t , s. 156—159; K. Piet­
kiewicz, Sztuka ludowa na Mazowszu, 1958, s. 58.
Uważano np„ że groch dobrze obrodzi jeśli się
napiecze „fafernuchów" (wg M . Golanek, u r . 1890,
w. Borkowo, pow. Kolno). Na Nowy Rok w kościele
rzucano z chóru „fafernuchami", żeby się szczęściło

(wg F. Komosy, ur. 1870, Baranowo, pow. Maków
Mazowiecki).
Na podstawie wiadomości zebranych w e wsiach:
J u r k i , Dobrylas, Gawrychy, Zbójna, Dębniki, pow.
Łomża, Cieciory, Turośl, Kozioł, pow. Kolno.
Jw.
T. Nasiadka (ur. 1876), w . Dębniki, pow.
Łomża.
Nazwa „kozy prostyńskie" pojawiła się w cią­
gu ostatnich kilkunastu l a t w literaturze przedmiotu.
Sami twórcy oraz kupujący te w y p i e k i używają
nazwy „kozy". Nazwą „koza", „kozy" — oznacza się
często w gwarze rozmaite przedmioty, niekoniecznie
przypominające l u b mające jakiś związek z właści­
w y m desygnatem tej nazwy. Używane są te nazwy
najczęściej w sensie pejoratywnym. Poza t y m nazwa
„koza", „kozy" — to w miejscowej gwarze sarna,
sarny.

36

37

33

34

35

36

10

40

37

38

39

40

�11. 17. Pieczywo
„nowe latko",
wyobrażenie
kury
w gnieździe wysiadującej kurczęta, ciasto
pszenne,
wys. 3 cm. Wyk. w 1956 r. A. Francek, ur. 1875 r.,
w. Idzbark, pow. Ostróda. II. 18. Pieczywo
noworocz­
ne „jabłonka", z okolic Nidzicy (wg: M. Hofler,
op.
cit, tabl. VI, 1). II. 19. „Nowe latko", na kręgu wy­
obrażenia drobiu,
ciasto
pszenno-żytnie
pytlowe,
średn. 8 cm. Wyk. w 1955 r. W. Olender, ur. 1898 r.,
w. Charciabałda, pow. Ostrołęka. II. 20. „Nowe lat­
ko", figura pasterza otoczona wyobrażeniami
drobiu,
ciasto żytnie, wys. 7,5 cm. Wyk. w 1958 r. M. Ko­
nopka, w. Tatary, pow. Ostrołęka. II. 21. „Nowe lat­
ko", na kręgu wyobrażenia (od lewej ku
prawej):
krowy, zająca, pasterza, konia i barana, w środku
kura z jajem na grzbiecie,
ciasto pszenno-żytnie py­
tlowe, średn. 9,5 cm. Wyk. w 1957 r. M. Bałdyga, ur.
1885 r., w. Wach, pow. Ostrołęka.

„Kozy prostyńskie" od kilkudziesięciu lat w y r a ­
biane są wyłącznie w Ostrowi M a z o w i e c k i e j . Dla
wielu rodzin, rekrutujących się z
najbiedniejszej
warstwy mieszkańców miasta, wyrób „kóz" jest jed­
nym z sezonowych zajęć z a r o b k o w y c h . Jeszcze na
początku X X w . „kozy" piekła na sprzedaż ludność
zamieszkująca wsie n a d Bugiem (por. mapkę). Pie­
czywo to pochodzeniem s w y m ściśle związane jest
więc ze środowiskiem w i e j s k i m i najprawdopodobniej
w t y m środowisku spełniało w jakimś czasie rolę
ciasta obrzędowego, służącego magicznym p r a k t y k o m
hodowlanym. W czasie badań terenowych nie udało
się jednak natrafić na występowanie tradycji używa­
nia omawianego pieczywa do tych celów.
41

42

Centrum sprzedaży „kóz" stała się Prostynia, wieś
parafialna, położona nie opodal Ostrowi Mazowiec­
kiej, słynąca n a okolicę z niezwykle l u d n y c h od­
pustów w d n i u św. Trójcy .
43

41 Powstanie i rozwój produkcji pieczywa „kozy
prostyńskie" przypada w t y m mieście na pierwsze
lata po I wojnie światowej. Na podstawie wiadomości
od informatorów zam. w Ostrowi
Mazowieckiej:
Fr. Brzezińskiej, ur. 1894, E. Zalewskiej, ur. 1893,
Z. Skrzecz, ur. 1898, M . Lipskiej, ur. 1899, St. I w a ­
nowskiej, ur. 1896 i informatorów z Prostyni: St.
Książka, ur. 1877, F. Sobótko, ur. 1898, M . Wysogrodzkiej, ur. 1882.
W Ostrowi Mazowieckiej wyrobem „kóz" zaj­
mują się prawie wszystkie rodziny zamieszkałe w n a j ­
biedniejszej dzielnicy miasta, w pobliżu ulic Małkińskiej i Kacpurslkiej. Ostrów Mazowiecka jest miastem
0 dużych tradycjach handlarsko-janmarcznych. Od­
bywało się t u 6 jarmarków rocznie. Por. Słownik
Geograficzny Królestwa Polskiego,
1886, s. 696.
Prostyń należy do miejscowości słynących c u ­
dami. Pierwsze cudowne uzdrowienia datują się
w miejscowym kościele już o d 1511 r. Por. B. T u r ­
ski, Pamiątka z Prostyni,
Siedlce 1932, s. 16—42;
Słownik Geograficzny
Królestwa
Polskiego,
1888,
s. 63.
W samej Prostyni nie pieczono „kóz". Ludność
w tej wsi zajmowała się i zajmuje r o l n i c t w e m oraz
hodowlą. „W Prostyni to same gospodarze, to i m sie
nie opłaci robić." (Z. Skrzecz, Ostrów Maz.). Wielu
mieszkańców Prostyni nawet nie orientuje się j a k
wyrabiane są „kozy". „Mozę oni jakieś masynki majo
1 nimi robio te kozy ..." (Cz. Rostek, ur. 1918, Pro­
stynia).

2

o

42

43

21

�Pieczywo „nowe latko". II. 22. Na kręgu wyobrażenia:
krowy, konia, źrebaka i krowy, w środku kura na
gnieździe z kurczętami, ciasto żytnie pytlowe, średn.
13 cm. Wyk. w 1956 r. M. Deptuła, ur. 1887 r., w. Dę­
by, pow. Ostrołęka. II. 23. Figura pasterza
otoczona
wyobrażeniami drobiu
(kogutów, kur, gęsi), ciasto
żytnie pytlowe, wys. 7 cm. Wyk. w 1958 r. M. Ko­
nopka, w. Tatary, pow. Ostrołęka. II. 24. Wyobraże­
nie jelenia (wg: K. Moszyński, „Kultura ludowa Sło­
wian", cz. 2, z. 2, Kraków 1939, s. 837). Ił. 25. Wy­
obrażenie jelenia, ciasto pszenno-żytnie pytlowe, wys.
7,5 cm. Wyk. w 1955 r. F. Scibek, ur. 1876 r., w. Zdu­
nek, pow. Ostrołęka. U. 26. Wyobrażenie
jelenia,
ciasto
pszenno-żytnie pytlowe,
wys. 8 cm. Wyk.
w 1958 r. M. Konopka,
w. Tatary.

�Sprzedaż „kóz" w t r a d y c j i odpustów n a św. Trój­
cę w Prostyni zajmuje ważne miejsce. Wokół zwy­
czaju zrodziła się nawet legenda. Jest ona żywa do
dzisiaj wśród zjeżdżających n a odpusty handlarzy
i samych mieszkańców w s i . „Pod Ostrołęką, Łomżą
to się sprzeda pięćdziesiąt, sto, a w Prostyni t o od­
pust z samych kozów, bo t o dlatego, że św. Trójca
na k o z i e
do Prostyni p r z y j e c h a l i . "
„[...] że to
Matka Boska-Swięta Trójca na kozie się objawiła
i to jest pamiątka obchodzona co r o k u . "
„Ktoś
przyjechał n a kozie, p r a w d a to Trójca psez B u g
psyjechała i o d tego te kozy pozbadli."
„Powiadają,
ze kiedyś jakiś jeleń płynął Bugiem i wyratował
Świętą Trójcę, która wpadła do wody."
„To kiedyś
Święta Trójca psejezdzała n a oślicy t a k i e j , woda
była olbrzymia w Prostyni i o n i śli i woda się rozstępowała i j a k psechodzili to nazat nachodziła, to
był cud, to ludzie sie wzięli n a tę pamiątkę robić
kozy w podobiźnie tej oślicy."
44

45

4 6

47

48

4 9

50

Nie ulega wątpliwości, że pierwotnie legenda do­
tyczyła wyłącznie powstania w Prostyni kościoła .
Z czasem uzupełniono ją osobnym wątkiem o pie­
czywie. Do połączenia faktów nie mających ze sobą
bezpośredniego związku doszło prawdopodobnie d l a ­
tego, że zachodziła zbieżność między m o t y w e m o je­
leniu występującym w historii uratowania znajdują­
cej się w miejscowym kościele, słynącej cudami
figury — a przedstawieniami tego zwierzęcia wśród
form sprzedawanych wypieków n a odbywającym się
co roku odpuście w Prostyni.
11

„Koza", w t y m w y p a d k u sarna — jedna z tych,
które wyratowały rzeźbę św. Trójcy porwaną przez
prąd Bugu; por. dalsze wypowiedzi.
A n n a Dębek, u r . 1901, Ostrów Mazowiecka.
St. Iwanowska, ur. 1896, Ostrów Mazowiecka.
Z. Skrzecz, ur. 1898, Ostrów Mazowiecka.
ChłodoWski, u r . 1879, Prostyń, pow. Ostrów Maz.
W ludowej interpretacji p r a w d Kościoła można
spotkać się z określeniem trudnej do zrozumienia
istoty Trójcy Świętej j a k o Świętej Rodziny. W re­
zultacie często Świętą Rodzinę, względnie Chrystusa,
Matkę Boską i Boga Ojca, nazywa się Trójcą Świętą.
Na Kurpiowszczyźnie (we wsiach Łyse, L i p n i k i , Zalas, pow. Ostrołęka.) występujące t a m kapliczki
z rzeźbami
przedstawiającymi
wniebowstąpienie
Matki Boskiej nazywane są Świętymi Trójcami.
F. Brzeziński, u r . 1894, Ostrów Mazowiecka.
Legendy podobne do przedstawionych wyżej
spotyka się dosyć często na terenie Polski. Tłumaczą
one zawsze powstanie w d a n y m miejscu kościoła.
Trudno wyjaśnić, dlaczego na Mazurach i K u r ­
piowszczyźnie utrzymywała się t a k długo magia
hodowlana, jako obrzędowa funkcja omawianego pie­
czywa, a jednocześnie n a terenie Podlasia nastąpił
tak wcześnie jej zanik. Mogło na t o wpłynąć szereg
czynników, np. szczególnie duże znaczenie hodowli
bydła na K u r p i a c h i Mazurach, utrzymywanie się
na Kurpiowszczyźnie —• społecznie i gospodarczo
izolowanej — bardzo w i e l u tradycyjnych wierzeń,
zwyczajów itp„ a znów n a Podlasiu słabe przywiąza­
nie osadników dawnej szlachty zaściankowej d o
wszelkich t r a d y c j i k u l t u r y ludowej.
Na podstawie wiadomości uzyskanych od Daniłko Mazaruka (ur. ok. 1880), w . Plutycze, Pawła
Szewczuka (ur. 1879), w . Husaki, Tatiany Dąbrow­
skiej (ur. 1892), w . Chraboły, pow. Bielsk Podlaski.
44

Do powstania takiej właśnie w e r s j i legendy mogło
dojść jednak przede wszystkim dlatego, że sprzedaż
„kóz" na odpustach w Prostyni miała już swoją od­
ległą tradycję. Proces zaniku magicznych
funkcji
zwyczaju pieczenia figur, zwanych „kozami", musiał
zatem nastąpić n a Podlasiu znacznie wcześniej niż
zarzucenie pieczenia „nowych l a t e k " jako ciasta
obrzędowego na Kurpiowszczyźnie czy M a z u r a c h .
52

P I E C Z Y W O N A Z W I A S T O W A N I E N.M.P. —
„BUSŁOWE Ł A P Y " , T E M A T Y K A I F U N K C J A
OBRZĘDOWA W Y P I E K Ó W
Występowanie zwyczaju pieczenia „busłowych łap"
udało się zanotować w k i l k u wsiach powiatu Bielsk
Podlaski (por. mapkę). We wsiach tych wypiekano
„busłowe łapy" do końca X I X w., niekiedy, t y l k o
sporadycznie, jeszcze do I w o j n y światowej . Pamięć
o t y m zwyczaju jest już dzisiaj nikła i zebranie w y ­
czerpujących danych napotyka znaczne trudności.
Pogarsza sytuację brak j a k i c h k o l w i e k wzmianek
o „'busłowych łapach" w literaturze przedmiotu.
53

Podstawową i zarazem właściwą formą pieczywa
było wyobrażenie
pięciopalczastej
łapy
bociana,
o rozstawionych pazurach ( i l . 42). Zdarzały się poza

II. 27. Pieczywo „nowe latko", wyobraże­
nie sarny, ciasto żytnie razowe, wys.
8 cm. Wyk. w 1953 r. Wl. Kolimas, w.
Wach, pow. Ostrołęka.

45

46

47

48

49

50
51

52

i

53

13

�II. 28. Pieczywo
dyga, w. Wach,

„nowe latko", wyobrażenie zająca, ciasto
pow. Ostrołęka.

pszenno-żytnie

pytlowe,

wys. 5,5 cm. Wyk. M . Bał-

t y m formy wyobrażające narzędzia rolnicze, stosun­
kowo najczęściej brony (11. 43—44) i znacznie rzadziej
sierpy oraz pługi l u b sochy . Jak wyglądały te
ostatnie w y p i e k i , nie udało się ustalić.
Ciasto przygotowywano
w wilię
Zwiastowania
N.M.P. Lepieniem i pieczeniem zajmowały się wyłącz­
nie kobiety. W y p i e k i dawano do zjedzenia dzieciom.
Było jednak w zwyczaju, że przedtem właściwe „busłowe łapy" pokazywano bocianowi, który zdążył
przylecieć na Zwiastowanie. Dzieci wynosiły pieczy­
wo na podwórze i tutaj oczekiwały pojawienia się
bociana. Kiedy n a d obejściem ukazał się ptak, wzno­
siły one w jego k i e r u n k u w y p i e k i , wołając „busoł,
busoł, busoł..." Zdarzało się, że dorośli nieoficjalnie
asystowali przy czynności powitania przez dzieci bo­
ciana. „Jak u j r z y bociana i pokacza się po ziemi,
to nie będzie siereśnia [kręgosłup] przy sierpie bo-

leć."
„Jak siedzi, a bocian leci, to trzeba wstać
i podlecieć, to n i e będzie ciężki."
Zwiastowanie w ludowych wierzeniach n a Podlasiu
(szczególnie wśród ludności prawosławnej pochodze­
nia białoruskiego) uznawane było n i e t y l e jako
uroczystość święcenia, zgodnie z tradycją ewangelicz­
ną, nawiedzenia M a r i i Panny przez Ducha Świętego,
ile jako dzień przylotu bocianów — zapowiedź na­
dejścia w i o s n y . Było to ważne święto doroczne,
rozpoczynające okres wegetacji roślin, a pośrednio
prac w polu — trwających o d wiosny aż do jesieni.
Zwyczaj pieczenia „busłowych łap" stanowił jakby
akt powitania przylotu bocianów, a t y m samym na­
dejścia wiosny. „[...] wyglądają bociana i bociana
łapy pieką, i brony i sierpy, że to czas w p o l e . "
,.[...] to na przylot bociana, mata busłowe łape [matka
mówi do dzieci], bo dzisiaj przyleci busoł."
„Na

Występowanie wypieków wyobrażających sochy
lub pługi udało się spotkać w e wsiach Plutycze,
A n d r y j a n k i i Bujnowo, pow. Bielsk Podlaski, sier­
py —• w e wsiach A n d r y j a n k i i Husaki, pow. Bielsk
Podlaski.
Na podstawie wiadomości ze w s i Plutycze,
K n o r y d y i A n d r y j a n k i , pow. Bielsk Podlaski.
Daniłko Mazaruk (ur. ok. 1880), w. Plutycze,
pow. Bielsk Podlaski.
Iwanowicz (ur. ok. 1900), w. Plebanowo, pow.
Sokółka.

Por. S. Matusiak, Święty przeklęty
(Bocian),
„Lud" X I V , s. 170—178; W. Drozdowska, Obrzędy
i zwyczaje
związane z gospodarką w Jasieniu,
„Pra­
ce i Materiały Muzeum A r c h . i Etnogr. w Łodzi",
Seria Etnograficzna, n r 1, s. 107.

54

55

54

55

56

57

14

56

57

5S

59

60

58

I n f . x x x (ur. ok. 1900), w . A n d r y j a n k i , pow.
Bielsk Podlaski.
59

Daniłko Mazaruk
pow. Bielsk Podlaski,
60

(ur. ok. 1880), w .

Plutycze,

�Zwiastowanie piekli bronę, i sierp, i bociana łapę, bo
to bocian przyniósł wszystkiego."
Bocian w wierze­
niach ludowych uchodził za opiekuna gospodarstwa.
Przypisywano m u nadprzyrodzone moce. Chronił on
zabudowania przed piorunami, ostrzegał przed poża­
rem, zapowiadał nieurodzaj r o k u i t p .
Bardzo mo­
żliwe, że pieczenie „busłowych łap" stanowiło w j a ­
kiejś mierze a k t symbolicznej ofiary dziękczynnej
czy pókłonnej, mającej n a celu zjednanie sobie tego
p t a k a . Wypiekanie
ciast wyobrażających
brony
mogło być skonkretyzowaniem tej ofiary, wskazaniem,
że n a przylot bociana zostało przygotowane gniazdo .
„Brony p i e k l i m dlatego, że zakładają [te narzędzia]
na gniazdo."
Powszechny jest zwyczaj zakładania
bocianom gniazd n a dachu któregoś z budynków l u b
na drzewie, w pobliżu obejścia. Używa się przy t y m
starych kół o d wozów, a także b r o n .
61

6 2

63

64

65

Występują
łap" — obok

w
zwyczaju
pieczenia
wspomnianych treści —

„busłowych
inne, które

Paweł Szewczuk (ur. 1879), w . Husaki, pow.
Bielsk Podlaski.
Por.: „U kogo bocian zrobi gniazdo to się
poszczęści. Połóż bronę to c i się poszczęści. J a k zruca
bociana [jak stary bocian zrzuca z gniazda młode],
to głodny rok, j a k jajko, to urodzaj." (G. Busko,
w. Putkowice Nadolne, pow. Siemiatycze).
„Latoś
bocian śniegu psyniósł n a ogonie." [tzn. sprawił, że
mimo wiosny śnieg nie stopniał]. (M. Czarnomys, u r .
1870, w . Plebanowo, pow. Sokółka). „Nie można go
zaczepiać, j a k on się zagnieździ, t o już i piorun n i e
uderzy... Jak pisklęta wyrzuca, to ktoś naklonuł
[rzucił urok]... Jak w y r z u c i j a j k o alfoo bociana (mło­
dego), to na głód, a j a k się przebiera
[opuszcza
gniazdo], t o pożar." (St. Iwanowicz, u r . ok. 1900,
w. Plebanowo, pow. Sokółka). Tego rodzaju poglądy
na bociana spotyka się n a terenie całej bodaj Polski.
Por. S. Matusiak, op. cit., s. 171—174.

sprowadzają się do spraw związanych wyłącznie
z rolnictwem. Wskazywałoby n a t o istnienie obok
właściwych „busłowych łap" — wypieków przedsta­
wiających narzędzia.
Przy obecnym stanie zachowania omawianego zwy­
czaju trudno ustalić, j a k i e było znaczenie tych w y ­
pieków. Można się jedynie domyślać, iż symbolizo­
wały one ważniejsze prace rolne (orkę, bronowanie,
żęcie zbóż). Magiczne powiązanie tych symboli z po­
siadającą nadprzyrodzone
moce postacią
bociana
mogło mieć na celu zabezpieczenie, już z nadejściem
wiosny, pól przed suszą (utrudniającą orkę i brono­
wanie), względnie przed n a d m i e r n y m i opadami i gra­
dobiciem (uniemożliwiającymi przeprowadzenie żniw,
niszczących p l o n y ) .
66

W zwyczaju pieczenia „busłowych łap" dostrzega
się reminiscencje k u l t u nadprzyrodzonych mocy bo­
ciana oraz magię, która m a skierować tę moc na za­
bezpieczenie pomyślności w gospodarce rolnej. Wydaje

61

62

Por. S. Matusiak, op. cit., s. 171—174.
Por. przyp. 62.
I n f . x x x ur. ok. 1900, w . A n d r y j a n k i , pow.
Bielsk Podlaski.
Bardzo możliwe jednak, że w y p i e k i wyobra­
żające sierp, bronę, pług — były symbolami narzędzi
posiadających własne (niezależnie o d bociana) właści­
wości apotropeiczne. Wszystkie te narzędzia są że­
lazne, przy t y m ostre, a więc mają cechy w i e l u
apotropeionów. Zresztą istnieją konkretne w y p a d k i
wykorzystywania tych narzędzi do celów magicznego
zabezpieczania człowieka przed wszelkim złem. We
wsi Plebanowo, pow. Sokółka, w końcu X I X w . zda­
rzało się, że w czasie wesela młodożeńców sadzano
na bronie (podobnie j a k pannę młodą powszechnie
sadzało się w dzieży chlebowej) i obwożono po obej­
ściu zagrody. To znów, „aby c h m u r y odwrócić, prze­
wraca się bronę" (zębami w k i e r u n k u chmur). Por.
B. Gustowicz, O ludzie podduklańskim, „Lud", V I ,
1900, s. 65. Podobnie zabezpieczano przed burzą stogi
siana, kładąc n a nich brony do góry zębami. Por.
mat. fotograficzne M . Misińskiej, PAE, 1954, w . Pnie­
wo, pow. K u t n o . Gwódź bronny uznany był za szcze­
gólnie skuteczne narzędzie przeciwko upiorom. „Jak
ugadzo [zgadną], który będzie wypiór i po śmierci
wbijo m u w piersi góźdź bronny i pochowajo twarzo
do spodu, to nie będzie chodzić." (Krasnostawskie) —
St. Poniatowski, Etnografia
Polski, „Wiedza o Pol­
sce", t. I I I , s. 267; por. też.: K. Moszyński,
Kultura
ludowa Słowian, cz. I I , z. 2, s. 309—310.
63

64

Pieczywo „nowe latko": II. 29. Wyobrażenie wiewiór­
ki, ciasto pszenne, dł. 7,5 cm. Wyk. w 1956 r.
A. Francek,
ur. 2875 r., w. Idzbark, pow. Ostróda.
II. 30. Wyobrażenie sarny, ciasto pszenne, wys. 6,5 cm.
Wyk. w 1956 r. Fr. Lenkiewicz,
ur. 1871 r., w.
Szwendrowy
Most, pow. Ostrołęka.

2

•Kai'

•Pr

MII IH l i

'

C f i l

tri

tilM W.

•l^^MBlMb

65

69

15

�się, iż są to dwie w a r s t w y wierzeniowe tego zwy­
czaju, przy czym druga przedstawia wartości wtórne,
w swej genezie późniejsze .
W czasach, które obejmuje pamięć najstarszych
ludzi, zwyczaj pieczenia „busłowych łap" nie pełnił
już tych funkcji. Wydaje się, iż jego rola ograniczała
się głównie do uświetnienia długo oczekiwanej, u r o ­
czystej c h w i l i nadejścia wiosny. Z dawnych treści
zwyczaju pozostało przywiązanie do tradycyjnych
f o r m wypieków oraz zdarzające się sporadycznie w y ­
padki, że dzieci wychodziły przed d o m i oczekiwały
na ukazanie się bociana.
W dwóch wsiach, które kultywowały zwyczaj pie­
czenia „busłowych łap", jeszcze na początku X X w .
przygotowywano na Zwiastowanie N.M.P. w y p i e k i
wyobrażające ptaki ( i l . 41). Nazywano j e „skowron­
k a m i " . Lepiono i pieczono „skowronki" łącznie z „busłowymi łapami". Nie zachowała się jednak znajomość
ani symbolicznego znaczenia wyobrażeń, a n i też pa­
mięć o i c h r o l i obrzędowej w t y m z w y c z a j u .
W okolicach Sokółki przetrwał do dzisiaj zwyczaj
pieczenia na Zwiastowanie placków zwanych „sucha­
r a m i " l u b „bondami" . „Suchary", t a k j a k „busłowe
łapy" czy „skowronki", piecze się z ciasta nie przy­
prawionego, ale obdziela się n i m i całą rodzinę. Bardzo
możliwe, że jest to jakaś pozostałość po d a w n y m
zwyczaju pieczywa obrzędowego.
Zwrócenie większej uwagi na treści magiczne
zawarte w zwyczajach pieczenia ciast obrzędowych —
stwarza podstawę do przeprowadzenia analizy formy
plastycznej
poszczególnych
wypieków
i
pozwala
ostatecznie podjąć próbę interpretacji jej ogólnych
właściwości. Formę t y c h rzeźb w cieście należy bo­
w i e m rozpatrywać w kategoriach i m właściwych
funkcji — przede wszystkim jako przedmiotów w i e rzeniowo-magicznych,
następnie
jako
pożywienia,
a na ostatnim miejscu — j a k o wytworów, które mają
zaspokajać pewne potrzeby rozrywkowe czy nawet
estetyczne.
m

6S

69

SPOSÓB W Y R O B U

POSZCZEGÓLNYCH
PIECZYWA

FORM

„Nowe l a t k a " i „busłowe łapy" pieczono z razo­
wej l u b p y t l o w e j mąki żytniej. Zdarzało się spora­
dycznie, iż zamożniejsi gospodarze używali pytlowej
mąki pszennej z dodatkiem żytniej. Natomiast „kozy"
pieczono i piecze się wyłącznie z mąki pszennej.
Mąkę rozczyniano wodą w niecce. Ciasto czasami
solono, niekiedy również kwaszono, względnie dodaWskazywałby n a to fakt, że nazwa tego pie­
czywa — „busłowe łapy" (bocianie łapy) — odnosi się
bezpośrednio do najbardziej popularnej f o r m y samych
wyobrażeń pięoiopalczastych kończyn bociana.
W ludowych wierzeniach skowronek uchodzi
za opiekuna pól. Najprawdopodobniej więc zwyczaj
pieczenia wyobrażeń tego ptaka na Zwiastowanie
N. M . P. był j e d n y m z t a k w i e l u magicznych zabie­
gów o charakterze wegetacyjnym, dokonywanych
w okresie wiosennym.
N a podstawie badań terenowych we wsiach:
Zadworzany, Wierzćhlesie, Ozierany Wlkp., Pleba­
nowo, pow. Sokółka.
67

08

69

�35

II. 31. Pieczywo
noworoczne,
sym­
bole wróżebne (wg: M. Hófler, op.
cit, tabl. VIII, 34). II. 32. Pieczywo
„nowe latko", symboliczne
wyobra­
żenie panny, ciasto pszenne, wys.
7 cm. Wyk. w 1955 r. F. Redyk, ur.
ok. 1880 r., w. Szczechy
Wielkie,
pow. Pisz. II. 33. Pieczywo
„fafernuchy". Wyk. w 1956 r. Marianna
Ko­
walczyk, ur. 1876 r., w. Gaczyska,
pow. Przasnysz. Pieczywo „kozy prostyńskie": II. 34. Wyobrażenie koni,
wys. 4 cm. Wyk. Eleonora
Micha­
lak, ur. 1875 r., w. Bużyska, pow.
Łosice. II. 35. Wyobrażenia saren,
ciasto pszenne,
wys. 6 cm. Wyk.
w 1959 r. Z. Sienkiewicz, ur. 1915 r.,
Ostrów Mazowiecka.
11. 36. Wyobra­
żenie jeźdźca na koniu, ciasto pszen­
ne, wys. 5 cm. Wyk. w 1959 r.
M. Dąbek, Ostrów
Mazowiecka.

�Pieczywo „kozy prostyńskie". II. 37. Wyobrażenie je­
lenia, ciasto pszenne, wys. 4,5 cm. Wyk. w 1959 r.
M. Dąbek, Ostrów Mazowiecka. II. 38. Wyobrażenie psa
(cecha odróżniająca — zakręcony ogon), ciasto pszen­
ne, wys. 5 cm. Wyk. w 1958 r. F. Brzezińska, Ostrów
Mazowiecka.
II. 39. Wyobrażenia jeleni, ciasto pszen­
ne, wys. 6—6,5 cm: 1 (z lewej) — wyk. w 1958 r.
M. Brzezińska, 2 (z prawej) — wyk. Z.
Sienkiewicz,
Ostrów Mazowiecka.
II. 40. Przygotowanie
ciasta do
lepienia figur „kóz": A. wałek ciasta; B. wałek po­
cięty na cząstki; C. jedna z cząstek wałka, nacięcia
ułatwiające formowanie
poszczególnych partii
figury:
a. głowy — „pyscka" lub „dziobka", b. rogów —
„rósków", c. nóg przednich — „nosków", d. nóg tyl­
nych — „tylnich nosek", e. ogona — „ogunka".

wano do niego trochę drożdży. Nie doprawiano go
lub t y l k o trochę przyprawiano, aby w czasie piecze­
nia zapobiec zniekształceniu odpowiednio uformowa­
nych figur. Ciasto wygniatano zawsze długo i staran­
nie, starano się, żeby było j a k najbardziej spoiste
i twarde. „[...] na śtybno zagnieść w kopańce, to
każdy utworzy [...]" . „Cysta woda i zdziebłecko
drożdży to sie zagniecie, to as ręce bolą." „To cięsko
gnieść, robienie to n i c n i e skodzi, ale gniecenie to
męka." Twarde ciasto nadawało się do modelowania
najlepiej, ale nawet najtwardziej zagniecione stano­
wiło tworzywo wiotkie. Ciasto żytnie, a szczególnie
razowe, w porównaniu do pytlowego pszennego po­
siada strukturę bardziej gruboziarnistą i kleistą.
Stanowi tworzywo łatwe do formowania zwartych
brył. Ciasto zaś pszenne, pytlowe, jest konsystencji
ciągliwej. Można z niego tworzyć formy delikatne,
precyzyjne w rysunku. Faktura ciasta pszennego jest
gładka, żytniego (szczególnie zaś razowego) — chropo­
wata.
70

71

72

Wszystkie omawiane rodzaje pieczywa modelowa­
no ręcznie, korzystając niekiedy z pomocy noża, gdy
trzeba było rozdzielić bryłę ciasta lub zaznaczyć
szczegóły (grzywy u koni, rogi u jeleni, ogony, pazury
w bocianich łapach).
W wypadku „nowych l a t e k " i „busłowych łap"
lepienie każdej z f o r m było zupełnie osobną czyn­
nością, do pewnego stopnia odrębnym aktem rzeź­
bienia. W y r w a n y z bryły kawałek ciasta formowano
w rękach w odpowiednią figurę. Niekiedy przypadko­
wy kształt kawałka ciasta narzucał wybór określone­
go tematu w y p i e k u . Na Kurpiowszczyźnie zdarzało
się, że formowanie figur zwierząt takich, j a k konie,
krowy, owce, jelenie, poprzedzało wytwarzanie w dło­
niach wałka o rozszerzonych
nieco końcach, co
n

M . Strzemienna, w. Wykrot, pow. Ostrołęka.
Z. Skrzecz, Ostrów Mazowiecka.
Fr. Brzezińska, Ostrów Mazowiecka.
Na podstawie przeprowadzonej obserwacji pod­
czas lepienia „nowych l a t e k " przez M . Konopkę
z Tatar, Wł. Klimas z Wachu, W. Olendra z Charciej
Bałdy, pow. Ostrołęka, i K. Wolnickiej z Łączek,
pow. Kolno.
70
71

72
73

18

�II. 41. „Skowronek", ciasto pszenne, dl. 8,5 cm. Wyk. w 1958 r. M . Szewczuk,
w. Husaki, pow. Bielsk Podlaski. II. 42. „Busłowe łapy": 1 — ciasto żytnie, szer.
8 cm. Wyk. w 1957 r. Danilko Mazaruk, ur. 1878 r., w. Plutycze, pow. Bielsk
Pod­
laski; 2 — ciasto pszenne, dl. 20 cm. Wyk. w 1957 r. M . Szewczuk, ur. ok. 1885 r.,
w. Husaki.
ułatwiało rozdzielenie masy ciasta przy lepieniu
wyobrażeń nóg i szyi.
Inaczej lepiono „kozy". We wsiach nad Bugiem
toczono z ciasta cienki, długi wałek (o średnicy ok.
2—3 cm i długości 40—60 cm) i skubiąc z niego po
kawałku modelowano samą figurkę. „Wałeczek się
ukuła, po kawałku się szczypie i robi kozę."
Dzisiaj
lepienie „kóz" w Ostrowi Mazowieckiej jest jeszcze
bardziej usprawnione. Gotowy wałek ciasta tnie się
w specjalny sposób nożem, na kawałki d l . ok.
4—5 cm. Niektórzy końce tych kawałków jeszcze
nacinają, zaznaczając w ten sposób cząstki, z których
zostaną wymodelowane
nogi, ogon,
szyja,
rogi
(il. 40). „Wałecek sie zrobi i sie poznie na kawałki,
potem sie rożki pseznie, dziubek u c h y l i . "
„Inni t o
nazynają, ale to so większe, tamte to na ukos zno
i nacinajo kuńce, tamci to z dziesięć tysięcy tych
kozów robią."
74

7 5

76

Wspólną cechą sposobów lepienia „nowych latek",
„busłowych łap" i „kóz" było rozpoczynanie formo­
wania każdej f i g u r y o d ukształtowania jej bryły. De­
tale zaś opracowywano n a końcu. Formując figurę
zwierzęcia, w jednej ręce trzymano przygotowany
kawałek ciasta, drugą zaś wygniatano zarys nóg i szyi
(głowy). W
dalszym
ciągu
opuszkami
palców
(obydwóch rąk) modelowano korpus i nadawano osta­
teczny kształt nogom i szyi. Już n a końcu formowano
lub tylko zaznaczano (najczęściej szpicem noża) takie
szczegóły, j a k rogi, uszy, pysk, grzywę u koni czy
wymiona u krów oraz ogony. Wreszcie wygładzano
powierzchnię ciasta. „Znie się n a cąstki, w y r o b i się
nogi, drugi to o d głowy (szyi) zacyna, ugniata się j a k
należy i potem się jesce k u l g a . " W figurkach zwierząt
„nowych l a t e k " niekiedy zaznaczano jeszcze oczy
i pysk ziarnkami p i e p r z u
7 7

„Nowe l a t k a " i „busłowe łapy" po ulepieniu
wkładano do pieca chlebowego, czasem jednocześnie
74

Podl.

Eleonora Michalak, w . Burzyska, pow. Bielsk

M . Brzezińska, Ostrów Mazowiecka.
M . Lipska, Ostrów Mazowiecka.
Dotyczy w s i : Tatary, Wach, Charciabałda, pow.
Ostrołęka, Łączki, Serafin, Dęby, pow. Kolno, i Przy­
stań, pow. Maków Mazowiecki.
Z. Sienkiewicz, Ostrów Mazowiecka.

z chlebem, albo ustawiano na rozgrzanej blasze
kuchennej. „Kozy" pieczono t y l k o w piecu chlebo­
w y m , uprzednio jednak warzono j e w wodzie: do
garnka z wrzątkiem wrzucano f i g u r k i garścią, a kie­
d y wypłynęły na wierzch, w y j m o w a n o je łyżką.
W Ostrowi Mazowieckiej „kozom" po obgotowaniu
poprawia się jeszcze zniekształconą we wrzątku
formę.
„Nowe l a t k a " i „busłowe łapy" rozstawiano luźno
w w o l n y c h miejscach w piecu, między bochenkami
chleba, a na blasze — pomiędzy garnkami. Pod „bu­
słowe łapy" podkładano wysuszone liście kapusty.
Natomiast „kozy" ustawiano rzędami, gęsto jedne
obok drugich, w e wsiach nad Bugiem na drewnianej
łopacie, w Ostrowi Mazowieckiej na płytkich brytfan­
nach. F i g u r k i n a łopacie l u b blachach wkładano do
pustego pieca, umyślnie rozpalonego na tę okazję.
„Nowe l a t k a " i „busłowe łapy" pieczono bardzo
niedbale, nieuważnie. Często f i g u r k i pękały w piecu,
albo też zdjęte z kuchennej blachy pozostawały su­
rowe w środku. Pieczenia „kóz" dokonywano z w i e l ­
ką uwagą, wykorzystując pełną znajomość procesów
zachodzących w piecu. „Tseba mocno napalić, żeby
je o d razu duch wzioł, to nie popękają."
„Do pieca
nie może powietse dochodzić, blacho sie z a t k o . "
„W ziemie jest lepiej piec, bo nie rosną i t a k nie
pękają."
78

79

80

„Nowych l a t e k " i „busłowych łap" po upieczeniu
nie poddawano już żadnym zabiegom. Natomiast
„kozy" po upieczeniu malowano. Zwyczaj ten powstał
w Ostrowi Mazowieckiej przed I I wojną światową .
We wsiach n a d Bugiem „kóz" nigdy nie m a l o w a n o .
Powstanie, a nawet znaczny rozkwit tego zwy­
czaju przypadł n a okres, kiedy wiele tradycyjnych
dziedzin sztuki ludowej już zamierało. Dokonał się
w ścisłym powiązaniu z jedną z najbardziej archaicz­
nych dziedzin tej twórczości. Z tych wszystkich po81

82

79

80

75

81

76
77

78

St. Iwanowska, Ostrów Mazowiecka.
J . Mierzejewska, Ostrów Mazowiecka.
Potwierdzają to wszyscy informatorzy.

Fakt ten jest jeszcze j e d n y m dowodem, że
dzisiejsze odpustowo-jarmarczne „kozy prostyńskie"
to dawne pieczywo obrzędowe, związane z magicz­
nymi praktykami wiejskimi.
82

2.9

�Pieczywo
„busłowe
łapy",
wyobrażenia
bron: II. 43 — ciasto żytnie, średn. 8 cm.
Wyk. Daniłko Mazaruk, w. Plutycze,
pow.
Bielsk
Podlaski.
U. 44 — ciasto
pszenne,
dł. 16 cm. Wyk. w 1958 r. M.
Szewczuk,
w. Husaki, pow. Bielsk
Podlaski.

wodów zjawisko, j a k i m jest malowanie
pieczywa
prostyńskiego, zasługuje na szczególną uwagę. Zrozu­
mienie okoliczności i przyczyn, które zadecydowały
o jego powstaniu, wymaga jednak osobnego opraco­
wania, znacznie wykraczającego poza ramy niniejsze­
go szkicu.
Przystępując do określenia właściwości formy pla­
stycznej w zestawie przedstawionych wypieków, nie
można zapominać o różnicach w sposobie i c h lepie­
nia i pieczenia . Należy również mieć na uwadze
83

Poszczególne figury „kóz", niezależnie od tego
kto był i c h twórcą, pełne są ruchu, wyrazu. Naj­
częściej jest to w y n i k i e m procesu powstawania zu­
pełnie przypadkowych efektów w czasie pieczenia
uprzednio
obgotowanego
ciasta
pszennego.
„On
śmesny [chodzi o figurkę baranka], to w piecu tak
się zrobi." (Z. Skrzecz, Ostrów Maz.). Jeśli się weźmie
pod uwagę pośpiech, z j a k i m lepione są „kozy"
(zdarza się, że jeden twórca lepi n a odpust do
2 000 „kóz"), wówczas trudno dopuścić możliwość
bardziej dokładnego — według jakichś własnych za­
mierzeń — formowania bryły ciasta. Zresztą na pod­
stawie licznych obserwacji pracy twórców tych w y ­
pieków można stwierdzić, że jeśli na początku (bez­
pośrednio po ulepieniu) są one sztywne, nieznacznie
różniące się między sobą, t o po upieczeniu stają się
żywsze i pełne wyrazu.
83

�fakt, że poszczególne figury nie zawsze powstawały
w tym samym czasie, miejscu,
okolicznościach
i wreszcie, że ich przeznaczenie było niejednokrotnie
odmienne. M i m o tych niebłahych różnic, stosunek
zachodzący między rzeczywistością rzeźbiarską po­
szczególnych wypieków a rzeczywistością
realnie
istniejącą jest, jeśli nie identyczny, to przynajmniej
bardzo podobny.
Co prawda próba określenia tematu dowolnie w y ­
branej figury, bez uciekania się do informacji twórcy,
nie zawsze wypada pomyślnie. Nie znaczy to jednak,
że są to rzeźby abstrakcyjne, względnie reprezentu­
jące bardzo symboliczne l u b subiektywne widzenie
rzeczywistości. Wszystkie one wyobrażają konkretne
obiekty, jeśli nie postacie zwierząt, to przedmioty,
narzędzia i t p . Właściwości tych realnie istniejących
obiektów inspirowały określone rozwiązania f o r m a l ­
ne, nawet wówczas kiedy w y p i e k i zatraciły z t y m i
obiektami swój bezpośredni, magiczny związek. Jeśli
zatem występują niekiedy znaczne nawet trudności
w ustaleniu co wyobrażają f i g u r y wypieków, jest to
już wyłącznie sprawa różnic między współczesnym •—
naszym „widzeniem" rzeczywistości, a t y m , które
w zmaterializowanej postaci przetrwało w formie
plastycznej omawianych ciast.
Powtarzająca się w przeważającej większości figur
niedoskonałość w przedstawianiu jednoznacznych brył,
kształtów itp., operowanie, niezależnie o d charakteru
obiektu, t y m i samymi u m o w n y m i formami — stano­
wi główny przejaw takiego tradycyjnego
sposobu
widzenia rzeczywistości. Zarówno w w y p a d k u „no-

II. 45. Pieczywo
„busłowe
łapy", wyobrażenie
brony,
ciasto żytnie, średn. 8 cm.
Wyk. Danilko Mazaruk, w.
Plutycze. pow. Bielsk
Pod­
laski.
wych latek" j a k i „kóz" — większość figur zwierząt,
niezależnie od rodzaju, ma pękate korpusy, krótkie,
^rube nogi. szyje wznoszące się pionowo, głowy
w kształcie małych stożków, takie same krótkie
ogony.
Umowność tę obserwujemy również w formie wy­
pieków ..busłowych łap". Placki pokryte licznymi
stożkami czy k r a t k i z przeplecionych wałeczków nie
kojarzą się n a m z obrazem bron laskowych, beleczkowatych, tych narzędzi do bronowania, które używa­
no na Podlasiu.
Niewątpliwie właściwości wiotkiego, trudnego do
modelowania tworzywa, j a k i m jest ciasto, narzucały
w pewnej mierze te wszystkie rozwiązania formalne.
Bardzo trudno jest np. formować z ciasta figury
zwierząt, które by miały wysmukłe nogi, szyje w y ­
ciągnięte ukośnie do przodu, a nie wzniesione pio­
nowo ponad korpus, a na szyjach odpowiedniej w i e l -

MAPKA. Doroczne pieczywo obrzędowe na terenie północno-wschodniej
Polski, na podstawie
badań terenowych z okresu 1955—2957 i pracy B. Stelmachowskiej
„Rok Obrzędowy na Pomorzu", Toruń 1933 r.
nek; 29. 16, VIII. Wykrot; 29, 16, IX, Brodowe Łąki;
Objaśnienie symboli:
29, 16, X, Charciabałda; 29, 16, XI, Wach; 29, 16,
występowanie tradycji
pieczenia na Nowy Rok
XVI, Siarczą Łąka; 29, 17, VII, Oborczyska;
29. 17,
lub Trzech Króli „nowego
latka",
VIII, Dylewo; 29, 17, XII, Wyszel; 29, 19, IX, Przerawystępowanie
tradycji
pieczenia
na
Nowy
Rok
€
dowo; 29, 20, VI, Plusy; 30, 15, VII, Wiartel; 30, 15,
lub Trzech Króli
„fafernuchów",
XI, Zimna; 30, 15, XIII, Dudy Puszczańskie; 30, 15,
ośrodki wyrobu
„kóz
prostyńskich",
•
XV, Leman; 30, 15, XVI, Łączki; 30, 16, IV, Turośl;
Prostynia,
30, 16, V, Dęby; 30, 16, VI, Łyse; 30, 16, XI,
Pupki;
V
występowanie tradycji pieczenia na Zwiastowa­
30, 16, XIV, Popiołki; 30, 17, I, Tatary; 30, 17, III,
nie N.M.P. (25.111.) „busłowych łap",
Laski; 30, 17, XIII, Przystań; 30, 20, VI, Brańszczyk;
jif
występowanie tradycji
pieczenia
na
Zwiasto31, 14, V, Szczechy Wielkie;
31, 15, XIII, Kozioł; 31,
wanie N.M.P. placków zwanych
„sucharami"
16, IV, Zaskrodzie;
31, 16, VII, Borkowo;
31, 17,
lub „bandami",
I, Dębniki; 31, 17, I, Parzychy;
31, 17, II, Jurki; 31.
r\
brak występowania tradycji
wymienionych
ro18, V, Choromany;
31, 19, VI—VII,
Ostrów
Mazo­
wiecka; 31, 20, VIII, Prostyń; 33, 15, VII,
Ciemnoszydzajów
pieczywa.
je; 33, 16, X, Mocarze; 33, 17, XV, Zambrzyce
Stare;
Miejscowości (pierwsze
liczby
oznaczają slup,
dru­
33, 21, III, Burzyska;
33, 21, XI, Skrzeszew; 34, 13, IV,
gie — pas, liczby rzymskie — pole): 21, 13, I, LignoNowinka;
34, 13, XVI, Białobrzegi; 35, 18, XV, Plu­
wy; 21, 14, V, Pieniążkowo; 22, 15, VII,
Zawadzka
tycze; 35, 19, III, Husaki; 35, 19, XV, Knorydy; 35,
Wola; 23, 15, V, Szwarcenowo;
23, 15, XII,
Radom20, V, Andryjanki;
36, 15, XV, Zadworzany;
37, 16,
no; 24, 15, II, Rozental; 24, 15, XV, Zwiniarz;
24, 16,
XV, Plebanowo;
37, 17, IV, Ozierany; 32, 21, VI, Ka­
VII, Kiełpiny; 25, 14, X, Idzbark;
25, 16, II,
Jankorolewo; 34, 19, XVI, Kiersnowo;
35, 19, IX,
Bujnowo;
wice; 25, 17, V, Iłowo; 26, 18, IX, Zurominek;
26, 19,
36, 18, IX, Ryboły; 36, 19, I, Knorozy.
X, Dziektarzewo;
27, 14, V, Kamborno;
27, 18, XII,
Golany; 27, 19, XIV, Obryte;
28, 13, X, w pobliżu
Uwaga:
Dane dotyczące pierwszych
ośmiu
pozycji
Biskupca; 28, 15, VII, Rudka; 28, 16, IV, Kipary; 28,
oraz jedenastej
pochodzą z pracy B.
Stelmachow­
17, I, Krzynowłoga Wlk.; 28, 17, VIII,
Parciaki; 28,
skiej. W niniejszym artykule nie są szerzej
omawiane.
17, XI, Jednorożec; 28, 18, II, Bartniki;
29, 13, XI,
Mapka sporządzona na wycinku mapy podkładowej
Probark; 29, 15, I, Piasutno; 29, 15, XV, Dąbrowy; 29,
projektowanej
przez prof. J. Gajka do „Polskiego
16, IV, Wolkowe; 29, 16, V, Czarnia; 29, 16, VII, Zdu­
Atlasu
Etnograficznego".

L

21

�kości głowy i t p .
W każdym z tych wypadków
groziło bowiem, że figura ulegnie zdeformowaniu
(nogi się wykrzywią, szyja przechyli na bok), zanim
jej kształt zostanie u t r w a l o n y w czasie pieczenia.
Pod t y m względem ciasto z razowej mąki żytniej
znacznie lepiej aniżeli ciasto pszenne nadaje się do
modelowania. Między innym? dlatego też najbardziej
ja-skrawe przykłady tego, że forma w y n i k a z ogól­
nych właściwości tworzywa, obserwujemy w f i g u r ­
kach „kóz", które modelowano z bardziej jeszcze
wiotkiego niż żytnie — ciasta pszennego.
8 4

W masie rozpatrywanych wypieków znajdują się
egzemplarze, których forma plastyczna jest jednak
nieco inna. Figurki zwierząt M . Konopki z Tatar
na Kurpiowszczyźnie (il. 11, 26) mają smukłe, cien­
kie nogi, szyje k o n i są wyciągnięte pałąkowato do
przodu, głowy — t o już nie m a l u t k i e stożki, przy­
pominające dziobki ptaków. Przedstawienia
koni
oraz krów ( i l . 2), wykonane przez W. Deptułę z Dę­
bów, mają duże, tępo zakończone głowy, szerokie
szyje, odpowiednio długie ogony . Również w formie
wypieków „kóz" Z. Sienkiewicz z Ostrowi Mazowiec­
kiej (il. 35, 39) dostrzega się odejście w p e w n y m
stopniu od tradycyjnej konwencji przedstawiania
zwierząt. Np. f i g u r k i jeleni, wykonane przez tę twór­
czynię, zadziwiają wysmukłością bryły i precyzyj­
n y m modelowaniem detali, mimo że w figurkach j e j
trwają jeszcze pewne konwencjonalne rozwiązania
formalne. Do jakiego stopnia można mówić, że są to
osiągnięcia odbiegające od powszechnie występujących
zasad modelowania, a — co najważniejsze — w pełni
zamierzone, niech świadczy wypowiedź Z. Sienkie­
wicz: „koza musi być smagła, musi być prosta, t o
ważniejsze niż malowanie, a tak robio, że n a brzuchu
chodzi..." . Można przytoczyć więcej tego rodzaju
wypowiedzi. I c h autorami zawsze są ci, którzy lepią
figurki „do cegoś podobne", „proste", „zgrabniusie".
„Moje so zgrabniuśkie, majo ruski i łepki i syjke j e k
sie należy."
„Robio takie, postawi t a k t o ogon,
a tak t o głowa, takie p o t w o r k i . " „Potem zacelim
konkurować, to zacelim j e formować, zeby do cegoś
były podobne."
85

86

87

8 8

w jakimś stopniu głównym etapom zmian funkcji
wypieków.
Najprawdopodobniej d l a w i e l u ludzi, którzy w y ­
rabiali „nowe l a t k a " względnie „kozy", umowność
w przedstawianiu figur zwierząt nie występowała
w sprzeczności z i c h własnym wyobrażeniem o ży­
wych zwierzętach. Nie jest wykluczone, że właśnie
takie pękate, o grubych, krótkich nogach przedstawie­
nia zwierząt stanowiły f o r m y zamierzone. Przypomi­
nały one dobrze odżywione, tłuste k r o w y czy konie,
a takie przecież miały być zwierzęta w w y n i k u ma­
gicznych zabiegów z pieczeniem ciasta. Poza t y m tego
rodzaju f o r m y najlepiej służyły do zabawy dzieciom
i wreszcie — były odpowiednie do jedzenia. Przy
t a k i m stanowisku nie było rzeczą najistotniejszą, aby
głowy, ogony i inne detale miały odpowiednie pro­
porcje względnie kształt.
Rozwój w k i e r u n k u bardziej rozbudowanego spo­
sobu plastycznego wyrażania podejmowanych przez
twórców tradycyjnych tematów należy wiązać przede
wszystkim, j a k się wydaje, z f a k t e m całkowitego za­
n i k u pierwotnych, magicznych treści i f u n k c j i pie­
czywa. W związku z t y m pewna rezerwa w stosunku
nie t y l k o już do treści magicznych t y c h wypieków,
ale również do całokształtu przez tradycję przekaza­
nych zasad lepienia, pieczenia i użytkowania f i g u r —
pozwoliła twórcom znaleźć nowe rozwiązania f o r m a l ­
ne. Popularność nieznanych dawniej wzorów ikono­
graficznych (spotykanych w pismach ilustrowanych,
plakatach
itp.) niewątpliwie
sprzyjała
zerwaniu
z tradycyjną konwencją plastyczną.
Nasuwa się na koniec pytanie, w j a k i m ewentual­
nie związku pozostawało omawiane pieczywo ze spo­
t y k a n y m i w innych rejonach k r a j u f o r m a m i wypie­
ków obrzędowych. W literaturze przedmiotu istnieją
na ten temat t y l k o skąpe dane i przyczynkowy i c h
charakter pozwala zaledwie częściowo odpowiedzieć
na to istotne pytanie. Poza t y m odpowiedź może do­
tyczyć wyłącznie pieczywa noworocznego, albowiem
o „busłowych łapach", względnie pokrewnych i m for­
mach, brak jest w literaturze j a k i c h k o l w i e k danych.

Istnieją zatem konkretne w y p a d k i radzenia sobie
z t r u d n y m tworzywem, uzyskiwania efektów f o r m a l ­
nych nie wynikających bezpośrednio z charakteru
jego struktury. Można w związku z t y m mówić o w y ­
stępowaniu dwóch różniących się w jakiejś mierze
sposobów przedstawiania f i g u r zwierząt. Wydaje się,
że odpowiadają one mniej l u b bardziej rozwiniętemu
widzeniu realnej rzeczywistości. Odpowiadają one

Według B. Stelmachowskiej, w obrzędowości n o ­
worocznej na K u j a w a c h występował zwyczaj wróże­
nia z figur wypieków wyobrażających zwierzęta oraz
ludzi. Tak j a k na Mazurach i K u r p i a c h , pieczywo to
nosiło nazwę „nowe l a t k o " . K u j a w s k i e „nowe lat­
k a " stanowiły niewątpliwie odpowiednik omawianych
już,
tak
popularnych
na
Mazurach
symboli
wróżebnych.
W niektórych partiach Małopolski występuje jesz­
cze do dzisiaj zwyczaj obdarowywania n a Nowy Rok

Por.: „Krowa po prawdzie ma duzą jadackę, ale
się jej taką małą ukscypie, bo t o ciasto. Jek grubo
[odpowiedniej wielkości] zrobzić, to pąka, tseba r o bzić delikatnie." (Marianna Konopka, ur. 1879, w . Ta­
tary, pow. Ostrołęka).
W. Deptuła jest młodym mężczyzną. K i l k a k r o t ­
nie opuszczał wieś (służba w wojsku, praca n a Zie­
miach
Odzyskanych).
Lepienie
„nowych
latek",
według zasad dających zupełnie nowe rozwiązania
formalne, jest d l a niego rzeczą równie spontaniczną,

naturalną, j a k d l a jego matki-staruszki pozostawanie
w świecie tradycyjnych konwencji plastycznych.
Bardzo w i e l u twórców w ocenie wyglądu „kóz"
wyżej stawia i c h stronę rzeźbiarską niż malarską
(czy raczej zdobniczą).
A. Dębek, Ostrów Mazowiecka.
St. Iwanowska, Ostrów Mazowiecka.
Z. Sienkiewicz, Ostrów Mazowiecka.
Por. B. Stelmachowska, op. cit., s. 208.

89

81

85

22

9 0

88

87

88

89

90

�kolędników specjalnymi bułeczkami, tzw. „szczodrakami" . Istnieją dane, które wskazują, że „szczodrak i " były niekiedy wyobrażeniami zwierząt . Być m o ­
że więc, iż pieczywo to — podobnie j a k kurpiowskie
czy mazurskie „nowe l a t k a " — wiązało się z magicz­
nymi praktykami dotyczącymi hodowli.
Podane przykłady wystarczają, aby przypuszczać,
że „nowe l a t k a " z terenów północno-wschodniej Pol­
ski oraz podlaskie „kozy" stanowią jeden z w i e l u
reliktów pieczywa związanego z magią hodowlaną,
które występowało niegdyś n a rozległych połaciach
Polski.
Bliskie, a nawet
bardzo
bliskie analogie
do
omawianego pieczywa daje się również odnaleźć
w rozmaitych
formach
wypieków
spotykanych
w obrzędowości (jeśli nie Nowego Roku, t o świąt
o podobnym w ludowych wierzeniach
znaczeniu ),
występujących na terenie Łużyc , Czechosłowacji ,
Jugosławii , Bułgarii , a nawet w bardziej jeszcze

odległej G r u z j i . Jeśli chodzi o obszary Niemiec " ,
względnie A u s t r i i °, to w ogromnej ilości występu­
jących t a m rozmaitych rodzajów pieczywa obrzędo­
wego — nie znajdujemy bardziej widocznych podo­
bieństw do interesujących nas form i tematów.
Wydaje się jednak, że m i m o mniej l u b bardziej
wyraźnego
podobieństwa
noworocznego
pieczywa
z Mazur, W a r m i i i Kurpiów do szeregu f o r m wypie­
ków obrzędowych występujących w kulturze ludowej
Europy, stanowi ono w dużej mierze zjawisko orygi­
nalne, a nawet do pewnego stopnia jedyne w swoim
rodzaju. Nigdzie bowiem poza Mazurami, Warmią,
a szczególnie K u r p i a m i
nie udało się stwierdzić,
aby w formach jednego rodzaju pieczywa obrzędo­
wego przetrwał t a k bogaty zestaw tematów, t a k ściśle
powiązanych ze światem chłopskiej gospodarki, a przy
t y m oparty na niezwykle realistycznej, m i m o swej
prostoty, formule plastycznego obrazowania rzeczy­
wistości,
i

Por. „Prace i Materiały Etnograficzne", t. X ,
z. 1, Wrocław—Kraków 1952—53, s. 153—155; B. G u stowicz, op. cit., s. 72.
Por. M . Kietlicz, Szczodraki
w
Krotoszynie,
„Lud", t. I I I , 1897, s. 160.
Często te same treści zawierały ludowe obrzę­
dy, przypadające n a Wielkanoc l u b Boże Narodze­
nie, święta rozpoczynające nowy okres w roku prac
gospodarstwa wiejskiego, czy nawet obrzędy w dniu
św. Mikołaja, św. M a r c i n a i św. Walentego — tych
wszystkich świętych, którzy uchodzą za opiekunów
zwierząt.
Por. A. Fischer, Etnografia
Słowiańska, Łuży­
czanie, Lwów—Warszawa 1932, s. 93: „[...] na Nowy
Rok piecze się nowe letka z mąki pszenicznej i róż­
norodne drobne pieczyWka w kształcie zwierząt do­
mowych d l a bydła, a inne znów d l a dzieci i mło­
dzieży."
Por. Fr. Lego, Svatebni peciva z jiznich
Cech,
„Cesky L i d " , V I I , 1898, s. 129—132; tenże,
Jindrichohradecke pecivo Mikuldsske,
„Cesky L i d " , X , 1901,
s. 128—130; Jos. Petrak, Lidove pecivo v
Podkrkonosi,
„Cesky L i d " , X , 1901, s. 288—291; A. M . Rycbmanova — Kolacova
Slavnost
na Slovacku,
„Cesky L i d " ,
XII, Lidovd jidla na Podripsku,
„Cesky L i d " , X I V ,
1905, s. 145.
Według prof. M . Gavazziego n a terenie Chor­
wacji występował zwyczaj wypiekania n a dzień św.
Walentego wyobrażeń w y m i o n krów i klaczy, które

dawano t y m zwierzętom do pożarcia w celu polepsze­
nia hodowli.
R. Angiełowa, Bułgarskie pieczywo
obrzędowe
(rękopis w tece redakcyjnej „Polskiej Sztuki Ludo­
w e j " , s. 2—3); W. Stoilkow, Iz narodnaga kułtura na
s. Businci, Trnsko, § 18, Prazdniczni
Obiczaj,
Izwiestija n a Narodnija, Etnografski Muzej. Sofija, X I I ,
1936, s. 143—144.
Por. A. S. Chachanowa, Prazdnowanie
Nowogo
Goda u Gruzin,
„Etnograficzeskoje obozrenie", I I I ,
Moskwa 1889, s. 33, 38—39.
M . Höfler, op. cit., s. 185—205; tenże, St. Nikolausgebäcken, „Zeitschrift für Volkskunde", 1902,
s. 80, 198; tenże, Gebiłdbrote bei der
Geburts-Wo­
chenbettund Tauffeier,
„Zeitschrift für österreichi­
sche Volkskunde", X V , 1909, s. 81—111; O. A. Erich,
Gesichtspunkte
für ein Bildgeschichte
der figüralichen
Gebäckes, „Oberdeutsche Zeitschrift für Volkskunde,
V I , s. 153; K. Speiss, Grundlininen
einer
Formenund Gestaltenkunde
der Gebildbrote,
„Jahrbuch für
historische Volkskunde", I I I / I V , B e r l i n 1934, s. 391;
E. Hoffman Krayer, A. Bächtold-Stäubli, Handwör­
terbuch des Deutschen Aberglaubens,
Berlin—Leipzig,
t. I I I , 1931, s. 321, 373, t. V, 1932/3, s. 645.
E.
Burgstaller,
Brauchturamsgebäcke
und
Weinachtsspeisen,
L i n z 1957, s. 66—67; tenże, Festtagsbegäcke, österreichischer Volkskunde Atlas, Komentar, L i n z 1959, s. 16—17.
Por. materiał w pracach cyt. w przypisach 95,
98—100.

91

92

93

94

96

95

97

91

92

93

91

95

96

Fot:

9 8

9

10

1 0 1

97

98

99

100

101

J. Olędzki, J. Swiderski

— U. 23.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8487" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8466">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1486a2d670178b29352a78d580c5be8f.pdf</src>
        <authentication>40d981761dc6487eb84743e3890dcfae</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101398">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2309</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101400">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101402">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2142</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101404">
                <text>Gesty nadziei / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101406">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1, s.35-46</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101408">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101410">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101412">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101414">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101417">
                <text>II. 1 P r z e p o j o n e pełnią zaufania dziękczynienie k i e r o w a n e do b o g a przez M a s a j a w c z a s i e w y ł a d o w a ń a t m o s f e r y c z n y c h , które w A f r y c e r ó w n i k o w e j nie grożą porażeniem gromem

Jacek Olędzki

GESTY NADZIEI
Gest Kozakiewicza, zacieranie rąk, „ f i g a "
Określenie użyte w tytule pojawiło się w mowie potocznej
latem 1980 roku. Nastąpiło to wnet po sukcesie polskiego
tyczkarza na Olimpiadzie w Moskwie. Bez precedensu na tej rangi
zawodach gest sportowca uzyskał w kraju powszechną aprobatę
i niebawem, w ponurych latach stanu wojennego, stanowił jeden
z elementów ludowo-plebejskiej terapii narodowej, niczym po­
rzekadło „wrona orła nie pokona". Eufemizm - „pokaż gest
Kozakiewicza" (w zamian „wała" lub „takiego") - służył po­
prawie samopoczucia, sprzyjał zachowaniu godności, a ostatecz­
nie - ośmielam się to powiedzieć - pomagał ochraniać tożsamość
zbiorową. Na gest Kozakiewicza, skądinąd nieprzyzwoity i jak
najbardziej wulgarny, nie krępowały się w tych czasach powoły­
wać albo do tego gestu odwoływać osoby wybredne, wrażliwe
i delikatne (chociażby niektóre pracowniczki IS PAN).
Upłynęło 10 lat i proszę sobie wyobrazić, studenci etnologii
UW, to znów synowie i córki bojowników czasu minionego,
słysząc nasze określenie, wydawałoby się funkcjonujące w mo­
wie niczym termin ścisły, nie wiedzą o co chodzi i z rozbrajającą
szczerością zapytują: „jaki gest", „ o czym się mówi". Zatem
należy powrócić na chwilę do owego, historycznego (sic!) dnia,
kiedy nasz tyczkarz ustanowił nie tylko rekord świata ale również
przedstawił „świadectwo ideowo-moralnej postawy" w olimpij­
skich zmaganiach. Jak wiadomo, uznane one zostały na świecie
za niegodne miana olimpijskich, albowiem ZSRR „udzielił pomo­
cy" Afganistanowi... USA Olimpiadę w Moskwie zbojkotowały.
PRL bojkotu oczywiście nie podzielała i poprzez wszelkie moż­
liwe środki przekazu sławiono u nas zbrojną interwencję (nazy­
waną „braterską pomocą") w „zacofanym kraju", który stał się

„areną walki zbrodniczych sił imperialistycznych" z „postępowy­
mi dokonaniami afgańskiej rewolucji socjalistycznej."
Płyciznę argumentacji i zarazem jej zwodniczość najpełniej
mógł ocenić tylko etnolog, który - jako jedynie kompetentny
badacz kultur plemiennych - doskonale orientował się z jednej
strony w rzeczywistym obrazie tkwiących w nich archaizmów,
a z drugiej w bezmiarze szkód czynionych w strukturach tych
kultur przez aroganckich wyznawców wszelkiego postępu. Ale
nie trzeba było nawet wiedzy etnologicznej, aby przy odrobinie
uczciwości i współczucia rozumieć sens i konsekwencje zbrojnej
interwencji w kraju, którego naród zechciał się zbuntować
i walczyć o swą wolność. Musiałem te komunały napisać,
albowiem pozwalają zrozumieć dzisiaj to, co dzięki zachowaniu
Władysława Kozakiewicza w Moskwie, zrodziło się nagle i nie­
spodziewanie w naszej współczesnej kulturze. Ujawnię też od
razu swoje stanowisko - zaznaczam - w kwestii zasadniczej.
Uważam, że gest Kozakiewicza miał pewien wpływ na determina­
cję i najważniejsze, o d w a g ę gdańskich stoczniowców w 1980
roku! Zdarzenia rozdziela trochę więcej niż dwa tygodnie, akurat
w sam raz tyle, aby najżarliwsi kibice sportowi jakimi są robotnicy,
docenili podwójny, niesłychany wyczyn swego bohatera-idola
(Kozakiewicz należał wówczas do zawodników pochodzących
z Wybrzeża, z Gdyni).
1

Wracajmy jednak do miejsca skąd wyszliśmy, do stadionów
Olimpiady w Moskwie. Oto na jednym z nich 30 lipca 1980 roku
po południu, przy osiemdziesięciotysięcznej widowni odbywały
się jedne z najbardziej spektakularnych w zawodach lekkoat­
letycznych zmagania; skoki o tyczce (należy dodać, fajberglas35

�II. 2 - 4 . Trzy spośród s i e d m i u g e s t ó w pięciokrotnie w ciągu dnia o d m a w i a n e j modlitwy przez p o b o ż n e g o m u z u ł m a n i n a z Dakaru

sowej! - a wiadomo co to znaczy). To nie rzut dyskiem lub
oszczepem (co tak doskonale wymyślili i umieli czynić staroży­
tni), to również nie rzut młotem lub kulą, ale sobą... Nie w dal czy
wzwyż, lecz w górę. Wreszcie, to nie przeskakiwanie mokradła
albo płotu (skoki o tyczce wywodzą się z ludowych sposobów
komunikacyjnych i dopiero w 2 poł. XIX w. zostały zauważone
i uznane za dyscyplinę sportową), ale „stawienie czoła" doboro­
wej widowni radzieckiej (50 tys. gwiżdżących przeraźliwie osób)
dopingujących rodaka Wołkowa. Nasza telewizja z prawdziwym
namaszczeniem celebrowała każde sprawozdanie z Moskwy.
Dzięki temu - o paradoksie okrutny, lecz jakże sprawiedliwy
- mogliśmy zobaczyć w tejże serwilistycznej do cna instytucji
przekaz autentyczny (transmisja na żywo, bezpośrednia!),
a w nim tak nas interesujący gest Kozakiewicza. W tych stra­
sznych latach hołubienia u nas najordynarniejszych rozrywek
zwanych oficjalnie „widowiskami sportowymi", ja unikający TV
jak ognia, kupiłem jakiś telewizor za cenę symboliczną i z wyłą­
czonym całkiem dźwiękiem oglądałem transmisję z wielkiego
Kraju Rad. I oto nagle zobaczyłem coś doprawdy niebywałego.
Jakiś (mnie oczywiście nie znany) zawodnik (tyczkarz) po
wspaniałym przejściu (przefrunięciu) ponad poprzeczką i wylą­
dowaniu zgrabnie na macie, zamiast skakać z radości z uniesiony­
mi w górę ramionami, pokazuje ostentacyjnie wszem i wobec
„gdzie się zgina ręka". Czynił to z głową uniesioną, triumfalnie.
Kiedy dowiedziałem się, o co chodzi, włączając dźwięk w odbior­
niku, długo nie opuszczała mnie zuchwała radość. Jak wielka
radość i nadzieja pojawiła się wówczas u nieprzypadkowych
widzów, autentycznych kibiców i, najważniejsze, mieszkańców
Trójmiasta. Pierwszy złoty medal, no i ten niewiarygodny w swej
odwadze gest.
36

2

31 lipiec 1980 rok:
„NIEBOTYCZNY REKORD ŚWIATA
5,78! NA KOZAKA NIE MA SIŁY
Moskwa, 30.7 (tel. wł.). Wszystko zbladło, wszystko zeszło
tego środowego popołudnia na dalszy plan - liczył się tylko skok
o tyczce, liczył się przede wszystkim Władysław Kozakiewicz (...)
pierwszy człowiek, który przeszedł niebotyczną wysokość
5,78!!!" Dzięki Kozakiewiczowi Polska awansowała z 22 miejsca
na 16, po Szwajcarii, Brazylii, Finlandii, Danii, Australii, Kubie,
Szwecji, Francji, W. Brytanii, Węgrach, Włochach, NRD i ZSRR
(62 złote medale, a Polska pierwszy)."
Na zakończenie igrzysk durnowaty emblemat Miszki, ułożony
z pionierów, stosownie przebranych i poruszających się, „ronił
łzy" na trybunach olimpijskiego stadionu w Moskwie. Z ckliwością donosił o tym „Przegląd Sportowy" i wszelkie inne gazety.
0 łzach w Afganistanie i geście Kozakiewicza, oczywiście mil­
czano. Tymczasem stało się coś doprawdy niezwykłego. Prosta­
cki gest nieuległości, funkcjonujący głównie w porachunkach
szumowin, awansujący najwyżej do przekazu między kimś,
a nieakceptowanymi osobami, jakąś grupą ludzi, w wydaniu
zwycięskiego zawodnika i to na międzynarodowej imprezie,
uzyskał sens nowy, symboliczny WZGARDY, przeciwstawienia
się totalitarnej tromtadracji (bombastic display of patriotism),
totalitarnemu fałszowi, KŁAMSTWU tout court. Ponieważ po­
przedzony został fascynującym wyczynem (w najbardziej nie­
sprzyjających warunkach, nachalne dopingowanie Wołkowa
przez radziecką publiczność), podziw dla samego mistrzostwa
1 determinacji musiał rzutować na ekstrawagancję zawodnika.
Zachwyt oswajał ekstrawagancję, pozwalał ją akceptować.
W mgnieniu oka wywoływał konstatację, że Kozakiewicz ma

�absolutne prawo powiedzenia co myśli, i że jego gest okazuje się
sposobem jedynym, niezastąpionym pod względem ekspresji.
W kontekście stereotypowych, nazwijmy je pokornych, uzna­
nych, sportowych gestów głoszących zwycięstwo (jak chociażby
wzniesione do góry ramiona), wszelako zabarwionych często
obłudą, to znów rodzących najgorsze skojarzenia, ów niepokorny
gest Kozakiewicza, w innych sytuacjach wulgarny i nieprzy­
zwoity, okazał się szlachetnym, uzasadnionym etycznie! Stąd
- niewątpliwie - zrodziła się natychmiastowa reakcja społecz­
nego uznania. Nadania mu nowego znaczenia, szerszego niż miał
on dotąd.
Minęło 10 lat i „niebotyczny rekord świata" stał się wzruszają­
cym wspomnieniem (w redakcji „Przeglądu Sportowego" do­
wiedziałem się, że „Rusek, Bubka, skacze dziś powyżej 6 m").
Dowiedziałem się również w tym miejscu, skądinąd miarodajnym,
że nasz bohater przestał już być naszym („teraz Niemcem jest.
Sprzedać się i to do Niemców, to nie być człowiekiem.").
Wracajmy jednak do rzeczy. Trzeba było czekać również blisko 10
lat, aby w polskiej prasie mógł ukazać się wywiad z Kozakiewi­
czem i abyśmy się mogli dowiedzieć od samego zawodnika, jak to
było naprawdę owego środowego popołudnia na olimpijskim
stadionie w Moskwie. I tu rozpoczyna się najważniejsza część
mego elaboratu, mówiąca już nie tylko o paradoksach zdarzeń
historycznych, lecz o figlach, a może nawet szyderstwie historii:
z Władysławem Kozakiewiczem w Wedemarku pod Hanowerem,
rozmawia Grzegorz Wasylkowski:
„- (...). Dlaczego Pan wyjechał z Polski? W powszechnej
świadomości funkcjonował pogląd, że kto jak kto ale Władysław
Kozakiewicz naprawdę nie ma powodów, by opuszczać ten kraj.
Piękny dom w Gdyni, pokaźne konto, zachodnie
samochody,
prestiż społeczny, sława, mit olimpijskiego zwycięstwa i ten
niezapomniany 'gest
Kozakiewicza'
(podkr. JO), który

wtedy, 9 lat temu, był dła nas wszystkich jakąś
zbiorową
terapią
(podkr. JO) w czasach zniewolenia. Może nie! Zacznij­
my od tego gestu. Co się stało wtedy, na stadionie olimpijskim
w Moskwie ?
- To był istny obłęd. Sam nie pamiętam, kiedy to zrobiłem.
Dopiero po konkursie powiedziano mi, że pokazałem widowni
zaciśniętą pięść po skokach na wysokość 5.70 i 5.75, dwukrotnie.
Moja niechęć do tłumu rosła z próby na próbę. Za każdym razem
kiedy tylko pojawiłem się na rozbiegu słyszałem gwizd 50 tysięcy
ludzi. Na trybunach zasiadło wówczas 80 tysięcy, może więc pan
sobie wyobrazić, co znaczy gdy 50 tysięcy ludzi gwiżdże. A potem
był bieg, wybicie, narastający jazgot. Oni mieli swojego Wołkowa
i chcieli mnie zagwizdać na śmierć. A ja byłem coraz bardziej
rozjuszony. Nienawidziłem tego tłumu. Naprawdę, sam nie wiem
kiedy pokazałem im zaciśniętą pięść. Kiedy następnego dnia
fotoreporter francuski wręczył mi zdjęcia, gdy dwa dni później na
pierwszej kolumnie „L'Equipe" ujrzałem całostronicowy foto­
gram swojej sylwetki w grymasie rewanżu - odtworzyłem sobie
wszystko.
- Ale przeszło panu na sucho...
- Na sucho? Niech pan nie żartuje, już kilka dni po powrocie
do kraju Marian Renke dostał telex z Moskwy, od Aristowa, by
pozbawić mnie złotego medalu olimpijskiego, i odebrać rekord
świata, a wie pan za co?
- Za brak powściągliwości w wyrażaniu uczuć?
- Nie, za obrazę narodu radzieckiego, dokładnie tak brzmiał ten
telegram.
- I co na to Renke?
- A co on biedny mógł więcej zrobić niż powiedzieć, że mnie
tego dnia bolała ręka i po skoku kurczyłem ją z bólu. Wszystko to
śmieszne i smutne."
Rzeczywiście, w historii gestu Kozakiewicza jest coś smutnego
3

37

�i śmiesznego, chociaż również wzniosłego, mimo że owej wznio­
słości - j a k się okazuje - sam bohater nawet przez chwilę sobie nie
zamierzył, że nie był też jej świadomy. Wyjazd z kraju Kozakiewi­
cza, to już akt świadomej r e z y g n a c j i . Skłania to do zadumy,
widzenia osoby sportowca, jego decyzji w kategoriach myślenia,
bliższego uniwersalizmowi filozofii Dalekiego Wschodu, aniżeli
rodzimemu mędrkowaniu w stylu przedstawionych już ocen,
jakie usłyszałem w gmachu prasy przy Alejach Jerozolimskich.
„Nie należy mylić taoistycznego odosobnienia z buddyjską
rezygnacją. Buddysta wycofuje się z żalu nad cierpieniami, które
niesie życie, i czyni to z ciężkim sercem. Taoista oddala się
z pogardy dla wszystkiego, lecz jest to pogarda bez goryczy,
odejście w nastroju pogodnym. Pierwszy jest uosobieniem Po­
wagi, przytłoczony, śmiertelnie poważny, pełen patosu i tragicz­
nych przeczuć. Drugi jest Usamowolnieniem dokonanym przez
wirujący taniec i aromatyczne wino. Taoistyczne wróżki są
bowiem nieśmiertelnymi o zwinnych stopkach, co na wzór
ptaków stąpają po falującej powierzchni płynących chmur, co się
śmieją radośnie przy każdym skoku, z rękawami rozdętymi
wiatrem, beztroskie, nonszalanckie i całkowicie n i e ś w i a d o ­
me (podkr. JO) roju ludzkiego, który uwija się mozolnie pod
nimi."'
ZACIERANIE RĄK
Poznaliśmy na przykładzie jednego gestu przemianę jego
znaczenia w ciągu zaledwie dnia i dokonaną przez pojedynczą,
konkretną osobę. Wydaje się, że w dziejach niezwerbalizowanego systemu informowania się ludzi nie jest to - przy całej swej
wyjątkowości - fakt odosobniony. Wystarczy przypomnieć pod­
niosły moment wzniesienia dwóch rozchylonych palców przez
Winstona S. Churchilla w dramatycznych dniach obrony Anglii.
Jak wiadomo, gest ten połączony został przez wielkiego męża
stanu z przyrzeczeniem zwycięstwa i do dzisiaj jest na całym
świecie jego znakiem. Należy jednak przyjąć, że gesty z reguły
powstają anonimowo, że wiele z nich należy do prastarych, być
38

może nawet przedwerbalnych sposobów informowania się. Sta­
nowią komponent zawsze tej samej, powszechnej u ludzi motory czności, zarazem niezwykle ściśle określonej od czasów narodzin
(nie mając ogonów nie możemy nimi merdać czy je podwijać).
Należą do repertuaru reakcji naturalnych (chociaż nie zawsze),
wprost organicznych (jak szerokie otwieranie ust, kiedy z za­
chwytu coś zapiera dech; „rozdziawił gębę, jak wół na malowane
wrota", jak wysuwanie języka przy mdłościach i wymiotach).
Zatem gesty są raczej rezultatem zbiorowych a nie indywidual­
nych dokonań. No i niestety, dokonania te rozpływają się
w nieznanych nam - pod względem miejsca i czasu - odmętach
procesów dziejowych. Zająć więc nas może jedynie to, co jest
możliwe do opisania i nazwania, osobliwa uroda i ekspresja
gestu, jako znaku, jego kontekst, wreszcie jego jedyność, feno­
menologiczna niepowtarzalność.
Gest, który nas dłużej zainteresował, w Iraku (szczególnie'
w Bagdadzie) nazywa się kitab (list, pismo, książka) i oczywiście
należy do jak najbardziej przyzwoitych. Dziś często z niego
korzystają petenci w urzędach, aby zasygnalizować właściwemu
urzędnikowi, kiedy jest ich wielu w sali, że ma się już gotową
(poświadczoną odpowiednimi papierzyskami) sprawę do załat­
wienia. Iracki gest kitab ma się wywodzić z czasów, kiedy do
urzędnika przynoszono pismo lub pisma w postaci zwojów
przewieszanych na przedramieniu. Rytmiczne poruszanie ręką ze
zwojami stanowiło i stanowi niezły sposób wyprowadzenia
urzędnika z jego, zawodowego letargu.
5

W Nigrze lud Bororo i w północnej Nigerii lud Nupe przy
pozdrowieniach korzystają z pięści (pierwsi wysoko ją wznosząc,
drudzy opuszczając, nieraz obydwu rąk). Afrykańskie pięści nie
symbolizują bynajmniej gniewu lub woli walki. Mają związek
z uległością, z pokorą, niczym mea culpa i uderzanie się pięścią
we własną pierś. Początkiem gestu nigryckiego i nigeryjskiego
było wbijanie przed pozdrawianym włóczni (na znak uległości,
dobrych zamiarów, pokoju) trzymanej w mocno zaciśniętej
garści. Nupijczycy wzmacniają wymowę swych gestów uznania
i szacunku (w zwykłych, na co dzień czynionych pozdrowie6

�II. 5. G e s t y m o d l i t e w n e m n i c h ó w b u d d y j s k i c h ( ł a m ó w ) z klasztoru G a n d a n w Mongolii: 1 a - l Ь - przywołanie boga; 2 - p o w i t a n i e w o d ą ( o b m y c i e n ó g ) ; 3 - p o w i t a n i e k w i a t a m i
lotosu; 4 - o w i a n i e w o n i ą kadzidła; 5 - p o w i t a n i e światłem; 6 - n a m a s z c z e n i e w o n n y m i ojekami; 7 - u g o s z c z e n i e ; 8 a - 8 b - obdarzenie muzyką.

niach) wobec drugiej osoby, łącząc nieraz pozdrowienie z przy­
klękiem (obowiązkowo w stosunku do starszych, którzy parok­
rotnie odwiedzili Mekkę) i głębokim pochyleniem się. Najbardziej
jednak zdumiewa fason tych ich gestów, by nie powiedzieć
mądrość i powaga, kiedy czynione są nie face to face, lecz po
minięciu pozdrawianego, za jego plecami.
U Wolof w Senegalu, ale zapewne również u innych ludów
Zachodniego Wybrzeża Afryki, czcigodny nasz gest zafrasowania
i zadumy (podparcie twarzy dłonią) traktowany jest niczym
garbienie się dzieci przy stole albo dłubanie przez nie paluchem
w nosie. Nasz gest u tych afrykańskich dzieci jest surowo karany,
a to dlatego, aby w życiu dorosłym nie ulegały presji zmartwienia,
aby nie truchlały przed niepowodzeniami, aby zawsze były
pogodne, wesołe i nigdy - broń Boże - nie przypominały
Tubabów, ludzi z czerwonymi uszami, czyli nas, białych. Dodam,
że tak wychowane dzieci, wiedzą jak dokuczyć nam najbardziej;
przedrzeźniają nasze zafrasowanie głupawym wykrzywieniem
ust, wytrzeszczem oczu ku niebu i cierpiętniczym dociśnięciem
dłoni do brody lub policzka.
7

8

W Chinach gest wysuwania (pokazywania) języka (na przy­
kład przez dzieci w szkole) nie dotyczy kogoś, lecz raczej siebie...,
albowiem sygnalizuje zawstydzenie (na przykład z powodu
udzielenia błędnej odpowiedzi na pytanie nauczyciela).
Zatrzymajmy się na chwilę przy tym mnożeniu przykładów,
bowiem nasz rejestr wieloznaczności, a właściwie sprzecznych
znaczeń tych samych gestów, można by prowadzić w nieskoń­
czoność. Natomiast istotnym jest uzyskanie w miarę pełnego
w danej kulturze czy środowisku zestawu funkcjonujących
gestów, uporządkowanych według uzasadnionego kryterium.
Wydaje się, że jednym z ważniejszych, może być opozycja między
afirmacją i negacją, a pośrednio życzliwością i niechęcią, co
w ostatecznym rozrachunku sprowadza się do ustalenia sposo­
bów wyrażania i chronienia swej tożsamości. Stosowanie tego
9

kryterium odnaleźć można w znaczących analizach gestu. Przy
okazji należy przypomnieć, że gest stanowi - jak wiadomo
- cząstkę (ważną, jeśli nie najważniejszą) tego, co blisko sześć­
dziesiąt lat temu Marcel Mauss nazwał sposobami posługiwania
się ciałem. W etnologii polskiej jest to dziedzina wciąż pomijana
w badaniach. Niechaj zatem mój tekst będzie jakąś zachętą do
poczynań, które zapewniam, dostarczają wiele radości i satysfak­
cji. Niekiedy jednak skłaniają do, niestety, gorzkiej zadumy.
Ustalenia z Murzynowa i okolic, aż po rodzinne strony Lecha
Wałęsy (dawna Ziemia Dobrzyńska) pozwalają stwierdzić, że
badana społeczność korzysta zaledwie z kilku lub kilkunastu (w
zależności od wzorca osobowego badanej osoby) gestów, połą­
czonych z powiedzeniami, mającymi sens afirmatywny (demons­
trującymi życzliwość czy przyjaźń). Gesty te czynione są z reguły
zdawkowo, tylko w szczególnych sytuacjach - na przykład po
pijanemu - wylewnie. Natomiast ta sama społeczność korzysta
z około trzydziestu gestów, połączonych z powiedzeniami, a nie­
które z grubymi przekleństwami lub pojedynczymi, ordynarnymi
wyrazami (demonstrującymi nieżyczliwość, zdecydowaną nie­
chęć, wrogość, aż po nienawiść). D w u - a nieraz trzykrotną
przewagę gestów rodzaju drugiego nad pierwszymi należałoby
jeszcze powiększyć, albowiem pierwsze są czynione z rzadka
(zdawkowo, automatycznie), gdy drugie znacznie częściej i, co
jest istotne, poświęcając im uwagę, nie szczędząc uczuć i emocji.
Nowy gest afirmatywny, mający sens życzliwości, przyjaźni itd.,
czyniony po mszy w kościele jest również zdawkowo.
Pierwszy rodzaj gestów ma tendencję zanikania (jak gest
odkrywania głowy i wypowiadanie „szczęść Boże"), kiedy dru­
gie wciąż zaskakują swą żywotnością. Przejawia się to między
innymi w tym, że przybywa sporo nowych słów, a nawet
kunsztownych zwrotów („nie twoja brocha, odp... się", „pole­
czyć musisz sobie sufit, ty ch...", „k... mać, ty mnie żelowałeś'"
- przy ramionach wyrzuconych w stronę nieba, itd.).
10

11

12

39

�Opracowanie dla poszczególnych kultur podobnych metryk
gestycznych, stanowiłoby - jak sądzę - pożyteczną i chyba
sensowną diagnozę, wzbogacającą naszą samowiedzę. Stąd
bezwzględna konieczność przeprowadzania działań komparatystycznych. Spróbujmy zatem nasze polskie dane odnieść do
danych pochodzących z miejsca, szczególnego w dziejach ges­
tów indoeuropejskich. Tym miejscem są oczywiście Indie. Jak
wiadomo, to właśnie w Indiach powstało zjawisko tak wyjątkowe
i niezwykłe zarazem, jak modlitwa gestyczna, dynamicznie i eks­
presyjnie odmawiane (a właściwie pokazywane, czynione) dłoń­
mi przez buddyjskich mnichów powitalno-adoracyjne litanie oraz
bezsłowna, gestyczno-mimiczno-taneczna gra aktorów, swobo­
dnie radzących sobie z najzawilszymi kwestiami (chociażby
rozstrzygającymi problem walki dobra ze złem w nieprawdopo­
dobnie powikłanych dramaturgicznie, zdarzeniach mitycz­
nych). W Keralii, aktorzy przedstawień kathakali, inspirowanych
Ramajaną, Mahabharatą i Bhagawatgitą, korzystają z 240-270
gestów. Ta znaczna wszelako liczba nie jest bynajmniej pełna.
Podlega ona bowiem przemnożeniu przez 24 odrębne kombina­
cje, które czynią ją odpowiednikiem całkiem obszernego zasobu
słów i zwrotów językowych. Dodajmy, że artykułowane są one
z niezwykłym wdziękiem, kunsztownością. Pozwala na to tylko
taka elastyczność dłoni, w której palce jednakowo swobodnie
wyginają się, tak do środka, jak i na zewnątrz. Ludy, które
legitymują się takimi zdolnościami, mające zdumiewająco wyrafi­
nowane formy gestu artystycznego (nigdy „teatralnego", chociaż
stanowiącego język przekazu dramaturgicznego w teatrze) i reli­
gijnego, mogą - jak się wydaje - z całą, uzasadnioną nonszalan­
cją, korzystać z powściągliwości w gestach na co dzień. Byłby to
umiar w nadmiarze, jeden z zasadniczych rysów charakteryzują­
cych kultury Dalekiego Wschodu (a nie nadmiar w umiarze,
o którym się myśli w przypadku kultury europejskiej) ? Chyba tak.
13

II. 6. Pasterz z p l e m i e n i a G u d ż a ( I n d i e ) w ę d r u j ą c y d o m i e j s c ś w i ę t y c h . Przekłuty spinką
język jest g w a r a n c j ą dopełnienia pokuty milczenia

Do tego przekonania skłonić się możemy korzystając z bezcen­
nych danych zawartych w twórczości translatorskiej Juljusza
Parnowskiego, pierwszego u nas i dotąd niezastąpionego znaw­
cy języka hindi."
Bohaterowie tłumaczonych przez Parnowskiego powieści,
nowel i opowiadań - zawsze Indusi - wywodzący się ze średnich
warstw społeczności miejskich a także z środowiska wiejskiego
(chłopi):
NIE WYGRAŻAJĄ PIĘŚCIĄ
NIE GROŻĄ PALCEM
NIE POKAZUJĄ, ŻE RĘKA ZGINA SIĘ W ŁOKCIU
NIE WALĄ PIĘŚCIĄ W STÓŁ
NIE WZNOSZĄ RAMION DO NIEBA (błagając o pomstę)
NIE TUPIĄ
NIE PLUJĄ PO TRZYKROĆ NA ZIEMIĘ
NIE STUKAJĄ SIĘ PALCEM W CZOŁO
NIE ROZKŁADAJĄ RĄK (w geście „obiektywnej" bezradno­
ści, jak nasi urzędnicy, względnie działacze)
NIE DEMONSTRUJĄ ZAFRASOWANIA W NAJBANAL­
NIEJSZY SPOSÓB (podpieranie twarzy dłonią)
ponadto:
NIE KŁUJĄ PALCAMI W OCZY
i nie rozdziawiają ust w zachwycie, nie śmieją się półgębkiem
oraz nie marszczą czoła (na znak powagi, dając świadectwo
zaprzątnięcia, myślenia).
Natomiast:
Z A C I E R A J Ą R Ę C E (hath masalna) ZNAK ZMARTWIE­
NIA, ZATROSKANIA, ZAFRASOWANIA!!!
SKŁADAJĄ DŁONIE (hath jorna) gest jednakowo kierowany
do bogów i ludzi godnych szacunku
ZADZIERAJĄ GŁOWĘ (sir asman par hai), dosłownie, głowa
jest na niebo, wewnętrzna akceptacja
ZE ZDUMIENIA MILKNĄ (muh sukhna), dosłownie, usta
wyschnąć
WZDYCHAJĄ (sans lena), dosłownie, oddech brać, tylko
w sytuacjach trudnych, nigdy w rzewnych
ponadto:
WZNOSZĄ PALEC WSKAZUJĄCY DO GÓRY, wskazując
winowajcę
POKAZUJĄ KCIUK, „figę", (thenga)
WKŁADAJĄ PALCE DO UST (mężczyźni ze zdumienia - wsty­
du)
WKŁADAJĄ RĄBEK SARI DO UST (kobiety ze zdumienia
- wstydu)
BIJĄ SIĘ KUŁAKAMI PO CIELE (przy nieakceptowaniu sie­
bie)
WYRYWAJĄ WŁOSY Z GŁOWY (tylko w przypadku roz­
paczy)
PŁACZĄ (tylko z żalu, lecz nie z radości).
Przy tych naprawdę stosunkowo nielicznych gestach o charak­
terze negującym (przy tym jest charakterystyczne, pozostających
w równowadze między nie akceptowaniem siebie i kogoś) Indusi
całkiem miernie przeklinają, podobnie jak inne ludy azjatyckie
(Mongołowie na przykład w ogóle nie wykorzystują możliwości
nazywania kogoś świnią, krową, kobyłą, osłem itd.). Znają jakiś
odpowiednik naszego sk..., lecz jego obecność w potocznym
języku w niczym się nie ma do naszych k..., jako spójników
i apostrof językowych. Okrzyki w stylu o Jezusie, Maryjo i Józefie
święty, tudzież olaboga, o Boże mój, oraz krucafuks i pierunie,
pieruna (co według Wł. Antoniewicza jest pozostałością kultu
Peruna) mogą jedynie znajdywać jakiś niedoskonały odpowied­
nik w chłopskich Ram, Ram. Nasze ojej, oj, ojoj czy ach, znajduje
w Indiach swój odpowiednik ware (skierowanym do mężczyzny)
i ari (adresowanym do kobiety). Szczególną powściągliwością
- tak jak u wielu rozumnych narodów - nie jest objęte bekanie
(dakarna), a nawet puszczanie bąków (padną). Bohaterom
utworów literackich wypada to naturalnie czynić, tak jak wy­
trzeszczać oczy w gniewie (ale nie z podziwu, jak to bywa
u nuworyszów, arywistów i neofitów), tudzież splunąć komuś
w twarz jeśli na to solennie zasłużył.

40

�II. 7. G e s t y k i e r o w c ó w : a - „ m i a ł e m j e d n e g o o j c a " ( M a r o k o ) ; b - „ z l u z o w a n i a d ł o ń " ( H o n o l u l u , H a w a j e )

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy unikaniu grożenia czy
wymachiwania pięścią, a także przy szczególnym dla naszych
rozważań geście zacierania rąk. Napisałem unikaniu, bowiem
znane jest hinduskie przysłowie: po któtnipięścią się nie macha!
Może to świadczyć, że gest wygrażania pięścią jest Indusom
doskonale znany. Natomiast nie korzystanie z niego wskazuje na
dojrzałość i rozumność w obowiązującym obyczaju, etykiecie
towarzyskiej (nie podleganie rozdwojeniu i hipokryzji w tym
stopniu, jak nam, Europejczykom, często się zdarza). Samo zaś
przysłowie (odpowiednik naszej przestrogi i niehonorowości
powracania poniewczasie do czyichś przewinień, „zła to zupa po
kisielu"), świadczy o rozumieniu, w najlepszym tego słowa
znaczeniu, godności.
Wreszcie spójrzmy na nasz gest zacierania rąk. Wiadomo, że
jest to czynność motoryczna, naturalna wśród ssaków dwunoż­
nych, związana ze sposobieniem się, z czynieniem czegoś. Zatem,
jeśli tą czynnością o znamionach mobilizacyjnych wyraża się
zafrasowanie, czy po prostu smutek, żal, to możemy mówić
o rozmyślnym (skutecznym) sposobie nie poddawania się złym
nastrojom, podobnie jak to czynią w najlepszej wierze Murzyni,
tropiąc i karając u dzieci gest zafrasowania. Ktoś może tu dostrzec
elementy magii, działań apotropeicznych. Mnie wystarcza wyłą­
cznie analiza, odwołująca się do wiedzy o ludzkich skłonnoś­
ciach, w pełni racjonalne wyjaśnienie roli (niekorzystnej) wma­
wiania sobie zmartwień, nieszczęść itp., oraz (korzystnego dla
ogólnego samopoczucia) wmawiania sobie bez ironii „JEST
DOBRZE".
Hinduskie tak (ha), wypowiadane w sposób zbliżony do hąąą
(długie nosówkowe a), trudno byłoby uznać za akceptację
skwapliwą czy nawet jednoznaczną. Towarzyszy ha skłon głowy
na lewo ku ramieniu. Ktoś z bardzo spostrzegawczych i dociek­
liwych Polaków, kto mówił mi o swych wrażeniach z Indii,
charakteryzował owo hinduskie tak (zaobserwowane na przykład
na bazarach wśród handlarzy) jako zbliżone do „bo ja wiem",
„może"? Dla Europejczyka przywykłego do szybkich, skutecz­
nych działań w stylu rachuciachu, zachowanie Hindusów wypo­
wiadających po swojemu (z namysłem) tak, może oczywiście
denerwować. Wszelako, rzetelniejsza jest akceptacja wyrażona
z namysłem, aniżeli skwapliwa, pochopna. Mój nieoceniony
przewodnik po Indiach - Juliusz Parnowski - zwraca uwagę, że
jego literaccy bohaterowie nigdy nie zwielokratniają h i , na modłę
przypominającą nasze taktaktak. A zatem, nie mieliby ci roztropni
ludzie swych potakiewiczów, obrzydliwych nadgorliwców?

Przeczenie wyraża słowo na. Kilku moich rozmówców nie
mogło sobie w żaden sposób przypomnieć gestu towarzyszącego
temu na. I chyba świadczy to o czymś dobitnie. Mianowicie o nie
rzucaniu się przybyszowi w oczy (trwaniu w ukryciu) gestycznej
negacji.
Nie muszę mówić o dobroczynnym znaczeniu
- w kształtowaniu spolegliwych więzi międzyludzkich - unikania
zaprzeczeń, nie demostrowania ich wyraźnie gestem głowy
a nieraz również ręki.
Stwierdzane tutaj walory i niezwykłości niezwerbalizowanego
systemu informacji w kulturze indyjskiej, rodzą pytanie o charak­
terze zasadniczym, jakie czynniki odegrały rolę w tym procesie
differentia specifica. Otóż, wskazuje się na znaczenie kastowego
porządku społecznego, obowiązującego w Indiach, który ma
stanowić gwarancję uznawanych norm etycznych, zasad współ­
życia itd. Mówi się też o znaczeniu oddziaływania sacrum na co
dzień (na profanum), funkcjonowaniu w codziennym życiu
prawd religijnych wywodzących się z hinduizmu, buddyzmu,
także z islamu; w ogóle z filozofii indyjskiej. Wydaje się, że to
oddziaływanie następowało na różnych poziomach, przy wyko­
rzystaniu form skuteczniejszych (dojrzalszych), niż znane nam
ztradycji chrześcijańskiej. Oto Manu Swajambhuwa, MANUSMRYTI (Traktat o Zacności, czyli rodzaj szczególowego poradnika
dotyczącego zasad życia godziwego, a wykorzystywany chyba
już od początku naszej ery) oraz Watsjajana MaWanqa, KAMASUTRA (Traktat o Miłowaniu). W Polsce możemy z tymi bezcen­
nymi prawdami zapoznawać się dopiero od 1985 r . l
Posłuchajmy jednej z porad-zaleceń, jakże aktualnych w kraju,
gdzie zdarza się nawet wykształconym ludziom, że telefonując do
kogoś - nim się sami przedstawią - zapytują (twardo i nieustęp­
liwie) o nazwisko rozmówcy:
15

18

Lepszy bramin, który jeno
Zna Gajatri i panuje
Nad zmysłami, od takiego.
Co trojaką poznał Wedę,
Lecz nad sobą nie panuje,
Gotów wszystko zjeść czy sprzedać.
Niech na łożu lub siedzisku
Zwykle przez się zajmowanym
Nie spoczywa w towarzystwie
Tego, który go przewyższa.
A gdy spoczął, niechaj wprzódy
Podniósłszy się cześć mu odda.
41

�II. 8. P r z e k a z y w a n i e s o b i e złych w i a d o m o ś c i przed kościołem w Jedlińsku koło R a d o m i a

FIGA

Kiedy starszy doń się zbliża,
U młodego siły życia
W górę uciec wnet próbują.
Przez powstanie, czci oddanie
On je w sobie zatrzymuje.

19

20

Kto oddaje cześć i zawsze
Starszym usłużyć się stara,
Ten pomnaża w sobie czwórkę:
Wiek i wiedzę, sławę, siłę.
Bramin, który cześć oddaje
Temu, kto przewyższa jego,
Niech onego pozdrowiwszy,
'Oto tak mnie zowią'Tymi słowy się przedstawi.

21

Kiedy ten, kto się przedstawi.
Widzi, że ktoś nie rozumie
Słów takiego powitania.
Niech mu mądry: 'Jam jest ..." powie.
Białogłowa wszelkim także
Niech podobnie się przedstawia."
W czas witania po imieniu
Swoim, niechaj 'bho' - zawoła.
Bo w myśl tego, co chcą wieszcze,
'Bho' jest kształtem wszystkich imion.
Bramin, gdy mu cześć oddają,
Odrzec winien: 'Żyjcie długo,
O łaskawi', i ostatnią
Samogłoskę w ich imieniu
Winien długo akcentować.
18

42

„Figę komu pokazać, co znaczy wydrwić, ośmieszyć." Gest
ten znany jest u nas od początku XVII w. . Odnajdujemy go we
wszystkich chyba krajach Europy, znany jest, jak już wiemy,
w Azji, a także w Afryce. Poprzez kraje i kontynenty, ten
wyjątkowo sympatyczny sposób korzystania z zaciśniętej dłoni,
z której wysuwa się przez szparę między palcami czubek kciuka,
mimo lokalnych, odmiennych znaczeń, posiada zawsze sens
podobny, służy samoobronie (poprawia samopoczucie), zabez­
piecza tożsamość osobie. Gest ten, niczym ze srebra wykuta
rączka Fatimy (kraje Mahrebu) albo dłoń ze sterczącym kciukiem
i małym palcem (Hawaje, il. 7b), dziś produkowany masowo
z czarnego plastiku jako breloczek, jest amuletem szoferów,
wszelkich kierowców samochodów, gwarantującym jazdę spo­
kojną bez złorzeczeń i przekleństw. Natomiast sportowcy, obok
szoferów, najważniejsi ludzie naszych czasów - chociaż mogliby
- raczej z niego nie korzystają. Korzystają zaś z wielu innych
gestów ochronnych, mobilizujących oraz DZIĘKCZYNNYCH.
Właśnie, d z i ę k c z y n n y c h i t r i u m f a l n y c h . „Oblicze nieba
umiecie rozpoznawać, a znamion czasu nie potraficie?" (Mat.,
16, 3-4). Signum temporis.
Ponieważ rozpoczęliśmy nasze rozważania od gestu spor­
towego, wypada na „gestach sportowych" skończyć. Nieza­
stąpioną okazję do poznania istniejących dziś na świecie różnic
(etosowych, kulturowych, etcetera) dostarczają międzynarodo­
we mistrzostwa, szczególnie takie, jak Mondiale'90 w piłce
nożnej. Śledziłem więc z uwagą (przy skasowanym dźwięku
telewizora) zachowania szczęśliwych strzelców bramek, albo­
wiem zwykli oni po takim strzale demonstrować swoje zdolności
w kreowaniu figur, szczególnie dziś nośnego języka na świecie
- gestów piłkarskich, futbolowych. Przypatrzmy się temu:

�18 czerwiec

trybunach i wyraźnie komuś konkretnemu przesyła dłonią całusa.
Mówi tym gestem wyraźnie TO DZIĘKI TOBIE.
D, PR

Argentyna - Rumunia ( 1 : 1 )
Argentyńczyk po celnym strzale rzuca się na kolana i wznosi do
nieba twarz oraz ramiona. Dłonie ma złożone płasko, modlitew­
nie. PR (pokora-radość)
Rumun po golu wyrównującym z twarzą wyrażającą złość (a
nawet gniew wściekły) grozi wskazującym palcem, gwałtownie
wyciągniętej ręki w stronę bramki (bramkarza?) przeciwnika. GN
(gniew, niepokorność)
Obaj zawodnicy zwrócili się wyraźnie do swych gestycznych
adresatów. Pierwszy, jakby mówił DZIĘKI Cl DOBRY I LITOŚ­
CIWY BOŻE, natomiast drugi JESZCZE Cl POKAŻĘ!, albo
CZEKAJ DRANIU. I w ogóle masz mieć wobec mnie respekt.
To dla naszych celów najważniejszy mecz, klucz do poznania
namiętności (emocji) oswojonych. Występujących w habitusie
zdobytych doświadczeń w swoich środowiskach kulturowych.
Abraham Maslow doświadczenia takie (zdobyty gol) nazwałby
zapewne szczytowymi (Being) i niewątpliwie włączyłby je do
kardynalnych kategorii ISTNIENIA.

Tego samego dnia
Kostaryka-Szwecja ( 2 : 1 )
Kostarykańczyk po celnym strzale pada na kolana, twarz
i rozchylone ramiona wznosi do nieba. Odczytuję to, jako DZIĘKI
Cl BOŻE, ZWYCIĘSTWO! Nie cieszy się jednak nim, nawet przez
chwilę, bo padają nań miłośnie współbracia, gniotąc się wzajem­
nie przy ziemi.
D, PR
Co było dalej nie wiem. Przyszły dwie dziewuszki w roli
inkasenta spisywać stan licznika elektryczności zużytej.

23 czerwiec

22

Kamerun-Kolumbia ( 2 : 1 )

POKORA - RADOŚĆ
GNIEW - NIEPOKORA

W meczu tym nastąpiło zdarzenie, które przyćmiło wszelkie
inne (nawet wyeliminowanie przez Kamerun ZSRR). Oto Kameruńczyk Roger (Artur) Milla (Miller), lat38, nazywany Matuzalemem wśród napastników piłkarskich, po celnym strzale, wznosi
charakterystycznie nad sobą ramiona (porównaj il. 1), nie wznosi
jednak głowy do nieba (patrzy przed siebie z szerokim uśmie­
chem), następnie pędzi do słupka na kornerze, zatrzymuje się
przed nim i mając już opuszczone dłonie do podbrzusza, rusza
gwałtownie biodrami po trzykroć, jakby kończył siusianie...
Czytaj, szanowny czytelniku, ten gest tak jak odczytuje się
zachowania nosorożców, piesków i innych jeszcze rozumnych
stworzeń, zaznaczających swoje terytorium w najprostszy spo­
sób. OD TEJ CHWILI BOISKO JEST MOJE! Powiedział Milla
tym gestem.

W meczu Argentyna-Rumunia spotkały się w najczystszej
postaci te dwie zasadnicze postawy (manifestowane po skutecz­
nym strzale). Pierwszą możemy łączyć z DZIĘKCZYNIENIEM,
drugą z TRIUMFOWANIEM. W innych meczach (szczególnie
drużyn zachodnioeuropejskich) takiej, wyrazistej opozycji nie
dostrzeżemy. Zaobserwujemy jednak radość gniewną (dwie
pięści wzniesione do góry) R G , pokorę niepokorną (na kolanach,
lecz z pięściami, a nie z dłońmi złożonymi lub splecionymi) PN,
tudzież fascynujące kombinacje, jak w przypadku Kameruńczyka
Rogera Milla. Ponadto, niedziękczynienie, triumf (zadufanie)
może być całkiem sympatyczne (w wydaniu zadufka) i zdecydo­
wanie antypatyczne (w wydaniu zadufańca). Zatem spotkamy się
z Ufkami i Ańcami, z U i A, jako wyrazicielami nie D (dzięk­
czynienia) tylko T (triumfowania).

D oraz TU

Brazylia-Szkocja (1 : 0)

Gol drugiego Kameruńczyka wieńczy również gest dziękczy­
nienia.
D, PR

Nastrój karnawałowy, dzięki tańczącym, śpiewającym i grają­
cym kibicom brazylijskim.
Brazylijczyk po celnym strzale zwraca się do rodaków na

Kolumbijczyk po celnym strzale pada na kolana i wznosi do
nieba twarz i splecione dłonie.
D, PR

20 czerwiec

i

»

1

H

- -

II. 9. M i c h a i ł G o r b a c z o w z Anatolijem Ł u k j a n o w e m

43

�Tego samego dnia
Czechosłowacja-Kostaryka ( 4 : 1 )
Pierwszy Czech, po celnym strzale, pada na kolana i wznosi
pięść do góry.
TU

i objąć go nogami w pasie. ZWYCIĘSTWO! I M A M CIĘ OD
TERAZ.
TU
Tegoż dnia
Irlandia-Rumunia (karne 5 : 4)

Drugi Czech, po celnym strzale, biega jak oszalały po stadionie
wznosząc do góry palec wskazujący.
TA

Strzelił Rumun, trafił i nic po tym nie uczynił.
0
Strzelił Irlandczyk, trafił i wzniósł ramiona do góry.

24 czerwiec
RFN-Holandia ( 2 : 1 )
W drugiej części meczu Niemiec strzela pierwszego gola. Po
strzale podskakuje radośnie i podrzuca rytmicznie do góry ramio­
na. Postępuje tak, jak zwykły cieszyć się dzieci pogodne.
R

Pod koniec, również Irlandczycy przestali po celnym strzale
cokolwiek czynić. SMĘTNI CA.
0
26 czerwca

25 czerwiec

Anglia-Holandia (1 : 0)
Włochy-Urugwaj (2 : 0)

W drugiej części spotkania Salvatore Schillaci wreszcie strzelił
celnego gola. Nie zdołał po tym czegokolwiek uczynić, bowiem
zwalili się na niego szczęśliwi koledzy, tworząc „kupę".
0
Aldo Serena strzela drugiego gola. Po strzale biega z rozpostar­
tymi ramionami, aby niespodziewanie wskoczyć na przyjaciela

Nudy na pudy. W drugiej dogrywce Platt strzela gola, a następ­
nie pędzi - niczym na kraniec świata - uśmiechnięty od ucha do
ucha z ramionami wzniesionymi wysoko do góry. Na drodze staje
mu przyjaciel więc skacze na niego aby objąć go nogami w pasie.
Do tej radującej się pary dobiegają pozostali Anglicy, aby Platta
objąć serdecznie, lub tylko czubkami palców dotknąć go ponad
głowami kolegów. CHWAŁA, UDAŁO SIĘ!
TU

I

II, 1 0 . Obraz Erica S c o t a , Moc

44

fallicznego

szturchnięcia,

1 9 7 6 r.

�Tegoż dnia

Wkrótce po tym Włoch celnie strzela karnego. Biegnie, aby
przytulić się najpierw do jednego, a po chwili do drugiego kolegi.
chyba D i PR

Jugosławia-Hiszpania (1 : 2)
Po długiej grze, ciągnącej się jak flaki w oleju, przy nie
wykorzystywaniu „pełnej przestrzeni murawy" z powodu 40°
ciepła, Jugosłowianin Dragan celnie strzela i postrzale biegnie do
współtowarzyszy (oni biegną do niego), ginie w ich ramionach.
TU
W drugiej części meczu Hiszpan strzela wyrównującego gola.
Chwytają go koledzy i podrzucają do góry.
Pod koniec meczu Utragenio zdobywa dla swej drużyny
drugiego gola. Po strzale fika koziołka, ląduje na kolanach, sunie
na nich ok. 3 metrów, dzierżąc nad sobą dwie zaciśnięte pięści.
NIE MA NA NAS MOCNYCH!
PN i TU
4 lipiec
Anglia-Niemcy ( 1 : 1 )
Rezultat ze strzałów karnych po bezbramkowych dogrywkach.
Wiele niecelnych strzałów. Wreszcie (i u jednych i u drugich)
unoszenie ramion do góry, bratanie się z kolegami, ponadto
cierpiętnicze podawanie ręki kapitanowi drużyny.
j . j
7 lipiec
Anglia-Włochy (1 : 2)
Mecz o trzecie miejsce. W drugiej części Włoch strzela gola za
plecami legendarnego bramkarza Anglii (41 lat). Dzielny Włoch
niczego postrzale nie zdołał uczynić. Obłapiony został z czułością
przez kolegów.
q
Platt z trudniejszej o wiele pozycji i z większym swym udziałem
wyrównuje rezultat. Następnie z iście agnielską flegmą, jakby
z ulgą, spokojnie unosi prosto do góry ramiona (nie rozchyla ich
w kształcie V!)
_..

8 lipiec (niedziela)
RFN-Argentyna (1 : 0)
Do meczu tego Argentyńczycy „trafili drzwiami od zakrystii"
- powiedział sam Zbigniew Boniek (przegrali bowiem z Kameruńczykami). Na trybunach, samych Niemców 30 tysięcy.
Pierre Littbarski po nieudanym strzale otwiera szeroko usta,
wznosi wzrok do nieba i rozkłada ręce. Niektórzy, podobnie się
zachowują po sfaulowaniu przeciwnika. Maradona po niecelnym
strzale ukazuje rząd górnych zębów. W drugiej części meczu,
Thomas Berthold po chybieniu pada na wznak, robi „orła",
a następnie wstaje i chwyta się oburącz za głowę. Rudi Voeller
również po niecelnym strzale pada na wznak, ale przedtem sunie
kilka metrów na siedzeniu. Andreas Brehme kiedy nie trafia,
przesuwa dłońmi po twarzy jakby ocierał łzy... Oto pełny rejestr
gestów rozpaczy. Wreszcie Brehme strzela celnie karnego. I zaraz
zostaje zagnieciony przez kolegów. Niczego nie zdołał pokazać.
0
I tak wraz z zwycięstwem drużyny niemieckiej wysunął się na
czoło banalny, kolektywny gest T. Sczezł całkowicie indywidual­
ny gest D. Nowoczesna, w wydaniu zachodnioeuropejskim
drużyna futbolowa, nie pozwala swemu zawodnikowi cieszyć się
osobno. Ale mimo tych tendencji uniformizacyjnych, albo dzięki
nim, zachowania takie jak Kameruńczyka Milla lub Hiszpana
Utragenio uznane zostają za czarujące i wzruszające.
Białoczerwoni do mistrzostw we Włoszech się nie zakwalifiko­
wali. Wcześniej w spotkaniach z Kostarykańczykami i Szwedami,
można powiedzieć, pokazano naszym „figę". Nie mogli więc nasi
niczego pokazać na Mondiale'90. Pozostaje zatem rzewnie
wspominać gest pewnego zawodnika warszawskiej Legii
który potrafił na oczach wygwizdujących go kibiców ściągnąć
spodenki i pokazać d...
23

PRZYPISY
1

Władysław Kozakiewicz należał do Klubu Sportowego „Bał­
tyk" w Gdyni. Od 1971 roku reprezentant kadry narodowej!
Urodził się 8 grudnia 1953 roku w Sołecznikach pod Wilnem.
Wychowując się w rodzinie repatriantów zachował do końca
swego pobytu w Polsce skłonność do „śledzikowania" (charak­
terystyczne zaciąganie w mowie kresowiaków). Rodzina Koza­
kiewiczów należała w Gdyni do najbiedniejszych z biednych,
ojciec dozorca w porcie, matka sprzątaczka. Władysław ma
starszego o 5 lat brata oraz młodszą od siebie siostrę. W1975 roku
zdobył w Nicei rekord Europy w skoku o tyczce. Absolwent AWF.
Żywiołowy, otwarty, skory do uciech i zabawy, lecz podporząd­
kowujący się surowej dyscyplinie, narzucanej mu przez trenera.
187 cm wzrostu i 82 kg wagi w czasie Olimpiady w Moskwie.
Dane te zawdzięczam panom: trenerowi Ryszardowi Tomaszew­
skiemu, fotoreporterowi Leszkowi Fidusiewiczowi („Razem")
oraz redaktorowi „Przeglądu Sportowego" Maciejowi Petruczenko.
Strona tytułowa „Przeglądu Sportowego", nr 148 (7706)
z 31 lipca 1980 roku.
„Sportowiec", nr 1 (2022) z 5 stycznia 1990 roku. Z wywia­
du Grzegorza Wasylkowskiego dowiadujemy się ponadto, że
Władysław Kozakiewicz wykonał w życiu ok. 25 tysięcy skoków,
połamał 26 tyczek, pozostawił w kraju (bez możliwości zabrania
ze sobą za granicę) 150 pucharów i 30 kg. medali! „ W latach
siedemdziesiątych bez wątpienia należałem do elity kraju. Ale
polityką nigdy nie interesowałem się. Byłem sportowcem, miałem
skakać, moje życie ograniczało się do treningu, startu, spania..."
Jednakże, chcąc, nie chcąc wciągnięty został w sprawy polityki.
KW PZPR roztoczył nad mistrzem opiekę. Najpierw zniszczono
mu spychaczem samochód, potem (ok. 30 razy), sekretarz KW
prosił poszkodowanego na „rozmowy" ... Na zdjęciach Leszka
2

3

Fidusiewicza, Kozakiewicz pokazując pięść na stadionie w Mosk­
wie, ma twarz UŚMIECHNIĘTĄ, RADOSNĄ! Jednak po latach,
jakby swojego sukcesu nie chciał w ogóle pamiętać." - Proszę
powiedzieć - mówi Wasylkowski - o najprzyjemniejszym mome­
ncie w karierze-Może zdziwię pana, a l e n i e M o s k w a (podkr.
JO). Przed rokiem, w Barcelonie, skacząc miernie (a było to
9 grudnia, dzień po moich urodzinach), usłyszałem raptem
z głośników swoje nazwisko a potem 15 tysięcy ludzi wstało
i śpiewało Happy Birthday. Dopiero ktoś mi wytłumaczył, że
śpiewają dla mnie. Był wspaniały tort, feta, gratulacje, uściski. Nic
nie zwojowałem, skakałem miernie, a jednak nie przeszkodziło to
organizatorom zaskoczyć mnie."
Lin Tung-Chi, Umysłowość chińska:Jej taoistyczne podłoże.
(w.) Taoizm, „Biblioteka Pisma Literacko-Artystycznego",
przekł. Roman Czarny, Kraków 1988, s. 12
Wiadomości zawdzięczam dr Andrzejowi Goryńskiemu, wy­
kładowcy na Uniwersytecie w Bagdadzie na początku lat osiem­
dziesiątych.
Na podstawie własnych badań w 1973 roku.
Jak wyżej.
Na podstawie własnych badań w latach 1976/77
• Wiadomość zawdzięczam pani Hu Pej Fang.
Por. Rene Descartes, Człowiek. Opis ciała ludzkiego, przekł.
Andrzej Bednarczyk, PWN Warszawa 1989; Marcel Mauss,
Socjologia i antropologia (rozdz. Sposoby posługiwania się
ciałem, tłum. Marcin Król), s. 533-562, PWN, Warszawa 1973.
Ale przede wszystkim, współczesnego autorytetu w znajomości
gestów Desmonda Morrisa, Manwatching. A Field Guide to
Human Behaviour, London 1977. Autor podaje obszerną biblio­
grafię usystematyzowaną, a w niej: R. Jakobson, Motor signs for
'Yes' and 'No', „Language Social", t. I, 1972, s. 91-96; W.
4

5

6
7

8

10

45
r

�Tomkins, Indian Sign Language, New York, 1969; I.E. Cody,
Indian Talk, London, 1972; T. Brun, The International Dictionary
of Sign Language, London, 1969;D. Moris, Gesture Maps,
London, 1978; M. Critchley, Silent Language, London, 1975;
R.L.. Birdwhistell, Kinesics and Context. Essays on body motion
communication, Philadelphia, 1970; M. Argyle, Bodily Com­
munication, London, 1975; M.R. Key, Para/anguage and Kine­
sics. Nonverbal communication, (65 ss. bibliografii), J . Metuchen, 1975; J . Ruesch i W. Kees, Nonverbal
Communication,
Berkeley, Los Angeles, 1969; R.L. Saitz i E.C. Cervenka, Handbo­
ok of Gestures, Colobia and The Unitet States, 1972; L. Meri, The
Gesture Language of the Hindu Dance. Blom, New York, 1964
Na początku lat siedemdziesiątych rozpoczął u nas badania
nad gestem T.M. Ciołek. Ostatecznie w 1977 roku obronił na
AN U w Canberze pracę doktorską: Configuration and Context
- A study of spatial patterns in social encounters.
Wspomnieć też należy, że od kilkunastu lat, tak jak w całej
Polsce, w rokickim kościele (do parafii w Rokiciu należy Murzynowo) wymieniany jest pod koniec mszy świętej gest przymierza
(zwany też gestem pokoju). Wierni demonstrują ten gest (podo­
bnie jak w kościołach warszawskich) bez większego przekona­
nia, często się zdarza, że czynią go niechętnie... Ten sam gest
obserwowałem i doświadczałem na sobie w kościołach Senegalu
(podawanie ręki obcym i obowiązkowo szczery, przyjazny
uśmiech; obejmowanie się przez bliskich czy tylko znajomych).
Podobne, szalenie spontanicznie czynione gesty przyjaźni prak­
tykowane były w autokefalicznym kościele etiopskim na długo
przed oficjalnym uchwaleniem gestu przymierza przez sobór
papieski. Całowanie w obydwie ręce starszych mężczyzn należy
w Etiopii do zwyczaju przestrzeganego nawet poza kościołem.
Znaczenia i mocy oddziaływania gestu kościelnego na życie
codzienne trudno byłoby nie doceniać, jeśli się zważy, że
ceremoniał japoński picia herbaty (staranność wycierania mise­
czki, klękanie przed nią oraz zaklinanie naczynia przed i po samym
piciu) łączony jest z ... obecnością w XVI—XVII w. w Nagasaki,
portugalskich misji jezuickich. Misterium dokonywane przez
kapłana z kielichem na ołtarzu miało zainspirować Japończyków
do niezwykłego zupełnie celebrowania powszedniej czynności
gaszenia pragnienia.
Por. L. Meri, The Gesture Language of the Hidu Dance.
Blom, New York; Henry W. Wells, The Classical Drama of the
Orient. London 1965
Por. Premczand, Pańska studnia, z języka hindi tłumaczyli
Juliusz Parnowski oraz Krzysztof Byrski, Alicja Karlikowska,
Andrzej Ługowski, Tatiana Rutkowska, Czytelnik, Warszawa
1971; Sandały, współczesne opowiadania hindi, tłum. z języka
hindi Juliusz Parnowski, Czytelnik, Warszawa 1976; W Merigandżu w zwykłej wiosce, tłum. z języka hindi Juliusz Parnowski,
Czytelnik, Warszawa 1983; ponadto około dwudziestu tłuma­
czeń opowiadań drukowanych w czasopismach naukowych
i społeczno-kulturalnych.
11

12

13

14

15

Mateusz Wierciński, uczestnik dwóch wypraw etnologicznych do Indii, tak charakteryzuje interesujące nas gesty: stosun­
kowo szybki ruch głową w stronę lewego ramienia, a po tym,
ramienia prawego (memu rozmówcy kojarzy się to z ruchem
„wańki wstańki"), wyraża TAK. Natomiast kiwanie głową w dół
i w górę, waraża NIE. Maria Krzysztof Byrski akceptuje charak­
terystykę gestu TAK, natomiast gest NIE uznaje za identyczny
z naszym, z tym, że często towarzyszy mu ruch ręką (wy­
kluczający) od siebie w stronę rozmówcy, lub dłonią (wahad­
łowo) z lewa na prawo i na lewo.
Manu Swajambhuwa, Manusmryti, czyli traktat o Zacności
Watsjajana Mallanaga, Kamasutra, czyli traktat o Miłowaniu,
przełożył z oryginału sanskryckiego, wstępem, przedmową, przy­
pisami i słowniczkiem opatrzył Maria Krzysztof Byrski, PIW,
Warszawa, 1985
W Murzynowie często się zdarza, dziś w 1990 roku, że gość
wita się tylko z mężczyznami!
Manusmryti, op. cit. s. 60-61
Nowa Księga Przysłów i wyrażeń przysłowiowych
Polskich,
w oparciu o dzieło Samuela Ada/berga opracował zespół pod
kierunkiem Juliana Krzyżanowskiego, PIW, Warszawa 1969, t. I,
s. 563-564
Tamże.
W krajach Afryki równikowej, głównie w południowej części
Nigerii i Kamerunu, rozzłoszczeni (w naszym rozumieniu tego
słowa) kierowcy nie wrzeszczą i nie przeklinają innych użytkow­
ników drogi. Jeśli już doszło do czegoś, co wymaga „zdrowej,
męskiej reakcji", pokazują z pogodną twarzą (sic!) wyciągniętą
przez okienko dłoń z rozczapierzonymi palcami. Ma to oznaczać,
że przeciwnik miał... pięciu ojców! W czasie blisko dwuletniego
pobytu w Dakarze, często jeżdżąc motocyklem po mieście, byłem
świadkiem tylko jednej kłótni kierowców z użyciem stosownych
wyrazów. Kłóciło się w niedzielę na opustoszałej całkowicie ulicy,
przy skrzyżowaniu, dwóch ... Francuzów.
Abraham H. Maslow, W stronę psychologii istnienia, przeło­
żyła Irena Wyrzykowska, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa
1986
Do niedawna jeszcze dosyć popularny na wsi polskiej gest
unoszenia przez kobiety spódnicy, połączony z okrzykiem „poca­
łuj mnie w d...", bohaterom opowiadań, tłumaczonych przez
Parnowskiego z języka hindi, nie jest znany! Również M.K. Byrski
nie znajduje przekonywujących dowodów, aby Indusi odwoły­
wali się do gestu czy zwrotu językowego, związanego z cało­
waniem D... Warto natomiast zwrócić uwagę, że plebejski (ludo­
wy?) gest „pocałuj... MNIE lub SIĘ" itd., funkcjonuje do dziś
- chociaż tylko w postaci zwrotu językowego, powiedzenia, np.
szeptanego do ucha - wśród wysoko utytułowanych pań na UW.
Stąd
nasze rozdarcie - mówi znany pisarz - Nigdy nie wiemy,
kiedy przyjdzie nam ją w rękę, a kiedy w d... całować."
16

17

18

19

2 0

21

2 2

2 3

Fot.: il. 1 - 4 , 6 - 8 oraz rys. - il. 5 - J a c e k Olędzki

46

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8496" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8475">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/af105749887f97cc092b6ccd5e434fd2.pdf</src>
        <authentication>afca63eed17070d1fb210e19f9587547</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101513">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2317</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101514">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101515">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2149</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101516">
                <text>Jezus chodzący po Jeziorze Genezaret / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101517">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.2, s.9-17</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101518">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101519">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101520">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101521">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="101522">
                <text>Jacek Olędzki

J E Z U S CHODZĄCY PO J E Z I O R Z E G E N E Z A R E T
(Zagadnienie czasu mitycznego i historycznego w kulturze chłopskiej)
Na jedynym zachowanym w Polsce egzemplarzu pierwszego
tłumaczenia z greki na polski Ewangelii św. Mateusza przez
Stanisława Murzynowskiego, karty z opisem cudownego zdarze­
nia — chodzenia Pana Jezusa po morzu — nie są ani pokreślone,
ani nie mają na marginesach żadnych uwag. Nieco dalej, na
kartach następnych roi się od uwag, pisanych po łacinie lub po
polsku, chyba czerwonym atramentem, dziś mającym barwę
sępi. W uwagach tych uderza przemożna powinność dania
świadectwa, że się analizowany przedmiot zna wyśmienicie. Jeśli
jedak krytykującym zadrżała ręka przy wypisywaniu swych uwag
w części poświęconej zdarzeniu nad Jeziorem Genezaret, mógł
— chociażby z tytułu miłości bliźniego swego — pozostawić
gdzieś znak podziwu, czy chociażby uznania. Nic takiego nie
uczynił. Przyjmijmy zatem, że nasz surowy krytyk, czytając kartę
LXVIII (recto i verso) oraz recto karty LXIX tylko spokorniał,
zamilkł. Czy dlatego, że tłumaczenie na polski tego fragmentu
pisma świętego jest arcydobre? Zapewne. Ale wówczas rodzi się
pytanie dla nas zasadnicze, dlaczego Murzynowski tak je wyróż­
nił. Co skłoniło młodego tłumacza do przejęcia się opisem
uciszenia wiatrów, burzy itd.? Może wchodziła w grę zaduma nad
samym cudem stąpania po powierzchni wód morza.
Zauważmy, że wśród cudów Jezusowych ten właśnie należy
do zupełnie wyjątkowych, jakby przedłużających ze Starego
Testamentu akty ujarzmiania żywiołów przez samego Boga
i wreszcie Mojżesza. Wszelkie inne cuda Jezusowe (za życia)
mają aspekt przeważnie uzdrowicielski, lub szerszy, wspomaga­
jący człowieka, charytatywny. Dopiero po śmierci i złożeniu do
grobu —wniebowstąpienie — zamyka cykl tych działań miłosier­
nych. Natomiast cudowne przemieszczania się w przestrzeni
ponad ziemią (z reguły mające charakter pokonywania raczej
odległości w poziomie, chociaż również w pionie, czy tylko
w pionie, casus Ы. Ładysława z Gielniowa)' odnajdujemy w do­
konaniach Buddy, Mahometa, średniowiecznych świętych
chrześcijańskich, doświadczających łaski lewitacji, a także w czy­
nach bohaterów mitów i legend o czarnoksiężnikach, czarow­
nicach i duchach. Natomiast chodzenie po wodzie, wydawałoby
się w stosunku do szybowania, jednakowo niezwykłe, w ogóle
nie należy do przesięwzięć podejmowanych przez wspomniane
istoty. Czy to dlatego, że jest to działanie w kategoriach ich
kratofanii „niemożliwe", bo tak łatwo sprawdzalne itd.?
Moje dotychczasowe spekulacje nie pozwalają jednak zro­
zumieć do końca stanu ducha tłumacza, jego wewnętrznych
motywacji, prowadzących do wyróżnienia ustępu o... małowierności, tak, „ludziach małej wiary".
Odsuńmy na chwilę na bok rozważania o spektakularnej
stronie zdarzenia nad Jeziorem Genezaret. Może właśnie ten
aspekt uniwersalny etycznie, o szerszym znaczeniu niż uzdrowie­
nia, pomnażanie jadła, aspekt zdecydowanie duchowy, odnoszą­
cy się do takich wartości ogólnoludzkich, jak ufność, zaufanie,
moc wewnętrznych przekonań, wiara i ostatecznie przyjaźń,
inspirował Murzynowskiego do starannego i w efekcie literacko
zachwycającego spolszczenia oryginału.
Pozostaje jeszcze jeden czynnik — nie wykluczone, że decydu­
jący — który spowodował nadanie opisowi w wersji polskiej
spotkania Jezusa z apostołami-rybakami szczególnych walorów
translatorskich. Wydaje się, że tym czynnikiem była, doświad­
czona na własnej skórze znajomość zagrożeń z jakimi spotykają
się prawdziwi rybacy, narażeni na plagę wiatru, który swą siłę
nagłą wzmaga nad wszelkimi większymi akwenami, wreszcie
spiętrza fale niespodziewanie. Ale to nie wszystko. Murzynowo
przytulone do prawego brzegu Wisły należało do wsi zawsze
bardziej rybackich niż rolniczych (ogrodniczo-sadowniczych).
1

2

3

względnie zajmujących się hodowlą.* Kto choć raz przespał
wietrzną noc na prawym (właśnie prawym, a nie lewym) brzegu
Wisły, w tym jej odcinku, gdzie płynie prawie w poprzek
najczęstszych i najdokuczliwszych w Polsce wiatrów południowo-zachodnich, będzie miał w miarę pełne odczucie interesują­
cych nas osobliwości środowiskowych. Niezłą ich charakterys­
tykę odnajdujemy w samej nazwie Murzynowo oraz w nazwach
wiatru, kujawa (synonim, wiatr z Węgier, rzadziej węgierka)
i części kraju, Kujawy: „Kujawy, nazwa dzielnicy wielkopolskiej
(...), jak Bielawy; 'wydma piaszczysta', od kui, 'wichru', cerk.
kujati, 'mruczeć'; jest i chujawa, chaja, o 'zawierusze' (...)"*.
Murzynowski spędzający dzieciństwo między Murzynowem
(dom babci i dziadka) a Suszycami (dom rodziców), w wieku
dojrzałym, szukający zapewne w tych miejscowościach na­
tchnienia i nastroju skupienia dla swej pracy, odwiedzający
kościół flisacki w Rokiciu, znał na pamięć realia tego co dziś
nazywamy frontem burzowym, układającym się nader często jak
bieg ze wschodu na północny-zachód Wisły. W Murzynowie,
położonym tuż tuż przy rzece, zjawisko nagłego zachmurzenia,
połączone z silnym i niespodziewanym wiatrem, mogło nie raz
porwać młodemu uczonemu kartki ze stołu, aby równie nagle
przeistoczyć się w upragnioną ciszę. Położenie dworku Murzynowskich na wysokim, nadwiślańskim tarasie, pozwalało postrze­
gać świat rozległy, hen po horyzont. Po każdej burzy z tego
wyjątkowego obserwatorium miało się wgląd w niezwykły cud
natury, przetarcie się nieba, zmieniającą się na oczach barwę toni
rzeki — rozpogodzenie. W tamtych, odległych latach, widok
raźno uwijających się na brzegu rybaków (jeszcze przed chwilą
walczących z żywiołem), szczęśliwych z udanego połowu i wy­
jścia cało z opresji, należał do stałego repertuaru, rozgrywającego
się tu od wieków spektaklu. Zapewne pobyt Murzynowskiego
w Wirtemberdze i we Włoszech, dalsze studia i praca w Królewcu
(mieście przedzielonym Pregołą), nieopodal prawdziwego mo­
rza, pogłębiły jego wrażenia wyniesione z rodzinnych stron.
Wracajmy do naszego, przerwanego wątku, gorliwej pracy
krytycznej Jana Małeckiego (Jana z Sącza, Sandeckiego). Tak
nazywał się właśnie ktoś, kto zapamiętale kreślił i przekreślał
stronice pierwszego, polskiego przekładu Ewangelii św. Mateu­
sza* Z powodu tych przekreśleń i uwag poczynionych na
marginesach, jedyny, ocalały egzemplarz Ewangelii, zaliczany
jest w dziale starodruków BUW do bezcennych cymeliów,
unikatów po dwakroć. Można bez żadnej przesady powiedzieć,
że Małecki na pierwszej karcie przekładu i kilku innych, po prostu
się pastwił. Kreślił je bowiem w kratę, liniami ukośnymi, na
przemian, z prawa na lewo i z lewa na prawo (5, 6 kresek).
W dalszych częściach przekładu, Małecki zrezygnował z tych
osobliwych przekreśleń (w paru miejscach jeszcze do nich
powracał), natomiast rozbudował spisywanie uwag krytycznych
na niezadrukowanych częściach karty. Nie było to działanie
łatwe, albowiem dbały o prawidłowy przekład Stanisław Murzy­
nowski, włączył do swego dzieła oprócz Ortografii Polskiej,
uszczegółowienia jej zasad, drukowane w wybranych miejscach
na marginesach (zarówno lewym, jak i prawym) każdej stronicy
Ewangelii.
Postępowanie Małeckiego można w jakiejś mierze rozumieć.
Przekład jaki oceniał posiadał cechy, które zaskakiwały — co
stwierdzają znawcy przedmiotu (Rosponda, Krzyżanowski, Pepłowski) — n o w o c z e s n o ś c i ą , kształtowaną przez opozycje:
rodzimość — obcość oraz literackość — potoczność.* Małecki
sam zabiegał u księcia Alberta o uzyskanie zezwolenia na
drukowanie własnego tłumaczenia Nowego Testamentu. Suro­
wo krytykując dzieło Murzynowskiego spowodował też wstrzy7

�I
manie na krótko wydawania przekładu, firmowanego przez Jana
Seklucjana. Ponadto Murzynowski wplątany zostaje w spory
teologiczne prowadzone w Królewcu z niezwykłym zacietrzewie­
niem przez zwolenników Fryderyka Staphylusa z jednej strony
i z drugiej, zwolenników Andrzeja Osiandra (spór dotyczył
między innymi nauki o usprawiedliwieniu). „Morlin, przeciwnik
Osiandra, zaczął z kolei zwalczać przedsięwzięcie Seklucjana
i Murzynowskiego. Posunął się tak daleko, że wykluczył nawet
Murzynowskiego od komunii. Prace wydawnicze w drukarni
Aleksandra Augezdeckiego prowadzone były wówczas w tajem­
nicy. I ostatecznie w 1553 roku ukazuje się Testament Nowy
Zupełny' . Murzynowski mógł mieć poczucie całkowitego zwy­
cięstwa nad swym bezlitosnym oponentem — dodajmy — star­
szym aż o 36 lat, doświadczonym pisarzem, tłumaczem, wydawcą
i na koniec, pastorem. Czym sukces ten był ponadto? Otóż po
1553 roku nie ma już żadnego śladu — wcześniej niezwykle
żywej — działalności Stanisława Murzynowskiego... Ks. I. War­
miński na początku tego stulecia w swej nieprawdopodobnie
dociekliwej rekonstrukcji zdarzeń przed stuleciami w Królewcu,
uznał 1553 rok datą śmierci, mającego zaledwie 27 lat, autora
pierwszej Ortografii Polskiej i pierwszego przekładu Nowego
Testamentu.
W przeciwieństwie do swych ziomków — którym poświęciłem
pracę Murzynowo, znaki istnienia i tożsamości — żył krótko,
umarł gwałtownie..." Skromne Muzeum — Pracownia —jakim
opiekuję się w Murzynowie — poświęcone jest pamięci Stanis­
ława Murzynowskiego.
10

11

11

Jednym z najważniejszych eksponatów, stanowiących pod­
stawę ekspozycji murzynowskiego Muzeum, jest znacznych

rozmiarów obraz przedstawiający Jezusa w scenie udzielania
ratunku świętemu Piotrowi na Jeziorze Genezaret. A więc obraz
dotyczący tego miejsca w Ewangelii św. Mateusza w przekładzie
Murzynowskiego, które nie zostało opatrzone żadnymi uwagami
krytycznymi przez pastora Małeckiego. Obraz z Muzeum w Mu­
rzynowie to unikatowy zabytek w kulturze chłopskiej nie tylko
Polski, lecz — można mniemać — również katolickich Niemiec,
Włoch, Francji czy Hiszpanii. Pierwsze wrażenie przy oglądzie
malowidła rodzi skojarzenia z malarstwem kościelnym XVIII w.,
a może nawet wcześniejszym. Zbliżywszy się do obrazu, nie
trudno od razu spostrzec, że jest namalowany na dykcie. Powstał
w 1946 roku. Oto jego historia: W czasie wojny dwie rodziny
z Murzynowa (Szymczakowie i Świdniakowie) często gościły,
spokrewnionego z nimi przez małżeństwo, „króla szyprów"
z Płocka, Stanisława Małkowskiego. Kiedy Niemcy spalili mu
barkę, zbierał siły, aby przetrwać, nie w Płocku, lecz w Murzyno­
wie. Koniec jednak wojny witał w Gdańsku. Mimo bowiem
szykan ze strony okupanta, nie przestał być wodniakiem. Po
wojnie, razem z synem Zbigniewem, również zawołanym wod­
niakiem, i jak ojciec mającym żonę z Murzynowa (z rodu
Karasiewiczów) często z naszą wsią łączyli swoje losy, a poprzez
tę wieś z nieopodal położonym Rokiciem, parafią z romańskim
kościołem, posiadającym przez swe bliskie, bezpośrednie (nie
przedzielone zabudową wioskową) sąsiedztwo z Wisłą, miano
kościoła flisackiego, czy wodniackiego. Związek kościoła rokickiego z życiem wodniaków uznać niewątpliwie należy za pra­
stary. W czasie wojny kościół Niemcy zamknęli i zabronili
jakichkolwiek przy nim praktyk religijnych. Natomiast wielolet­
niego proboszcza ks. Władysława Bromirskiego zabito w osła­
wionym w tych stronach obozie w Działdowie.
Małkowscy, ojciec i syn, Stanisław i Zbigniew, z wielkim
14

19

II. 1. Fragment obrazu Jezus chodzący po Jeziorze Genezaret, 1946 r. Muzeum w Murzynowie

fS ł l

10

�II. 2. Paul Bril, Jezus chodzący po Jeziorze Genezaret, pocz. XVII w. Kolekcja Porczyńskich

zaangażowaniem włączyli się w odbudowę podniszczonego
w czasie wojny kościoła. Między innymi zbierali surowiec (mo­
siądz i srebro) na dwa dzwony, które miały otrzymać w zamian za
ów akt darowizny imiona dwóch ofiarodawców. * Proboszczem
był wówczas ks. Wacław Gałęza. W niedalekim Brudzeniu
(siedziba urzędu gminnego) analogiczną opiekę nad tamtejszym
kościołem sprawował brat ks. Wacława, ks. Jan Gałęza. Stałym
łącznikiem między braćmi księżmi pozostawał ich ojciec, malarz.
Zaraz po wojnie poświęcił się on przyozdabianiu zniszczonych
kościołów. W kościołach brudzeńskim i duninowskim, dzieło
malarza Gałęzy istnieje do dzisiaj, w rokickim — w czasie
przywracania mu pierwotnego, zabytkowego wyglądu — zostało
usunięte." Malarz Gałęza, ojciec dwóch księży, stał się też
autorem interesującego nas obrazu, przechowywanego obecnie
w Muzeum w Murzynowie. Do powstania obrazu, według
żyjącego do dziś w Płocku Zbigniewa Małkowskiego, syna „króla
szyprów", Stanisława, doszło w sposób następujący: Stanisław
Małkowski zaangażował się nie tylko w gromadzenie surowca do
odlania dzwonów, ale również w namalowanie obrazu bliskiego
sercom wodniaków i rybaków do ołtarza, wystawianego trady­
cyjnie przez murzynowiaków w Rokiciu na Boże Ciało. W przeci­
wieństwie do pozostałych parafian (z wiosek Myśliborzyce,
Więsławice, Rębielin, Uniejewo i samo Rokicie), zadawalających
się jedynie przystrajaniem na Boże Ciało przydrożnego krzyża czy
kapliczki (figury), stale znajdującej się we wsi, murzynowiacy
montowali — należy użyć tego terminu — ołtarz: podobnego mu
nie sposób odnaleźć, korzystając na przykład z wiadomości
czerpanych z literatury przedmiotu, archiwum fotograficznego IS
PAN, przekazów ustnych itd. Otóż ołtarz ten ustawiano na dwóch
rybackich łodziach, specjalnie dowożonych z Murzynowa w po­
bliże kościoła, aby umieścić je przy brzegu (w zależności od roku)
wcześniej — Wisły, później — na jednym z trzech, znajdujących
się tam do niedawna stawków (kanaików). Sam ołtarz, stół
przykryty obrusem, przybrany czterema świecznikami i kwiatami
w wazonach, ustawiano na desce łączącej łodzie. Do boków
1

stołu przytwierdzano sieci rybackie, które rozpościerano, jak przy
łowieniu ryb, ukośnie, na lewo i prawo. W sieci wkładano deski
do krajania, mające zazwyczaj w tych stronach kształt ryby
pokaźnej, szerokiej, niczym karp lub leszcz. Dodatkowo jeszcze
majono te sieci — zatykając od góry — gałązki zerwane z poblis­
kich krzewów czy drzew. Ponad ołtarzem wyprowadzano, zawią­
zane na masztach łodzi, dwa żagle, dokładnie rozpostarte na
rozprzach. W poprzek zaś żagli umieszczano chorągwie (obecnie
dwie białoczerwone). Wreszcie po środku, ponad stołem, zawie­
szano obraz.
W 1946 roku Stanisław Małkowski sporządził do fundowane­
go przez siebie obrazu podkład z dykty, obramionej profilowaną
listwą. Podkład miał kształt wysłużonego w pionie prostokątu
u góry zwieńczonego półkolem o podstawie równej połowie
szerokości całości powierzchni. Tylko sam kształt tego podkładu
(owo półkole u góry) sugeruje związek naszego obrazu z daw­
nym malarstwem religijnym. Jak wiadomo, powierzchnia półkola
służyła często przedstawianiu sfery niebiańskiej, a pozostała,
ziemskiej. W półkolistej części murzynowskiego obrazu namalo­
wany został początek świetlistej smugi —stopniowo rozszerzają­
cej się — skierowanej na głowę Jezusa.
&gt;
Gałęza zgodził się namalować Jezusa chodzącego po morzu
za... remont posiadanego kajaka. Małkowski kajak wyremon­
tował. I już w 1947 roku murzynowiacy mogli wystawić na Boże
Ciało nowy obraz imponujących rozmiarów. Wystawiano go
również (ale tylko zawieszając na północnej ścianie kościoła
w Rokiciu) w czasie trzech odpustów: w dniach świętych Piotra
i Pawła (patronów kościoła), św. Małgorzaty (patronki parafii)
oraz Przemienienia Pańskiego. Obraz spełniał swe zadania przez
ponad 30 lat. Pod koniec lat siedemdziesiątych — za czasów
nieocenionych zasług dla rokickiego kościoła proboszcza ks.
Jana Degowskiego — uznano, że obraz powinien zostać za­
stąpiony przez inny, całkiem nowy. Po latach, na moją uwagę, że
obraz Gałęzy nie był jeszcze stary i zniszczony, jedna z od-

�powiedzi brzmiała: „To tak się mówi, ale on stał na chórze
w kościele, a tam, i mysz go nagryzła, i się kurzył..."
Kiedy pojawił się nowy obraz, o czym za chwilę, dzieło Gałęzy
powędrowało z chóru do przykościelnej, dawnej cmentarnianej
kaplicy, w której przechowywano różne rupiecie. I pewnie,
przywalony starymi, połamanymi ławkami sczezłby całkiem,
gdyby nie drzemiące — chociaż nikłe — pasje muzealnicze
piszącego te słowa.
Zamówienie wykonania kolejnego obrazu trafiło do nieżyjące­
go od 1987 roku Alojzego Piekarskiego, emerytowanego hutnika
szkła, zawołanego wędkarza, osoby o niezwykle bujnym życiory­
sie (wychowywał się na Mołdawance w Odessie) i żywiołowym
temperamencie. Nikt z mieszkańców wsi, ani też sam proboszcz,
nie brali przez chwilę pod uwagę faktu, że Piekarski był — jak
stwierdzał z rozmysłem, bezdyskusyjnie — wyłącznie pejzażystą.
Stanowczo też się wypierał, jakoby rozpoczynał od malowania
makatek, między innymi z Aniołem Stróżem, prowadzącym dwoje
dzieci ptzez kładkę nad rwącym potokiem. Kiedy otrzymał zamó­
wienie na obraz do ołtarza, należał już do grupy jeleniogórskich
amatorów, malarzy naiwnych. Do Murzynowa trafiał na wakacje,
i nad Wisłą, a potem Jeziorem Włocławskim, zdobywał na­
tchnienie do realizowania się według ustalonych , powtarzają­
cych się schematów malarza „pięknych widoków". Unikał jak
ognia portretowania, scen rodzajowych, szczególnie religijnych.
Może dlatego, że nie zapomniał swoich pierwszych kroków
zarobkowych w sztuce malowania, kiedy poświęcać się musiał
przedstawianiu owego Anioła Stróża i słodkiej pary dzieci. Dał się
jednak nakłonić do przyjęcia zamówienia-zlecenia za osławione
pół litra, jak mawiał, za bańkę. Ogląd dzieła Gałęzy w Rokiciu,
którego wcześniej nie próbował wcale poznać (nie chodził do
kościoła), przekonał go, że „apostołów wyglądających jak małpy,
należy przedstawić kształtniejszymi" (słowa wdowy po malarzu).
Co też uczynił, szybko, sprawnie, nim trafiły doń obiecywane
przez kościelnego, ś.p. Franciszka Torbickiego, jajka, niezbędne
do zagruntowania już nie dykty, lecz płyty pilśniowej twardej.
Obraz Piekarskiego, w żywych kolorach, z wyrazistą figuracją,
starannym ukazaniem twarzy nawet drugoplanowych postaci,
przyjęty został z wielkim uznaniem i do dzisiaj raz do roku pełni
swoje kuItowo-obrzędowe zadanie. Ołtarza już nie ustawia się na
łodziach przy jakimś stawku, lecz przy pobliskim w stosunku do
kościoła, solidnym słupie cementowym, podtrzymującym prze­
wody elektryczne. Spoza tego słupa (w kształcie odwróconego
V) rozpościera się widok na rozległą toń Jeziora Włocławskiego
— martwy zalew — dawną Wisłę. Ale nadal murzynowiacy, mimo
że przestali być wodnikami i rybkami (między innymi z powodu
przekształcenia rzeki w jezioro) przystrajają ołtarz na Boże Ciało
dwoma żaglami, a także sieciami, w których znajdują się sym­
boliczne przedstawienia ryb.
18

Jezus chodzący po Jeziorze Genezaret jest tematem w ikono­
grafii religijnej Polski nader rzadkim. Obrazy z Murzynowa I i II
(Gałęzy i Piekarskiego) stanowią — jak mi się wydaje — tego
tematu najbardziej kwintensencjonalne ujęcie, przy tym — co nie
jest bez znaczenia — ukazane w formacie znacznym ( 160x240
cm i 140^210 cm), ułatwiającym percepcję osobie nawet mało
zaznajomionej z opisywanymi przez trzy Ewangelie cudami
Jezusowymi. Korzystając z Archiwum IS PAN, stanowiącego
między innymi zbiór dosyć uszczegółowionych danych, po­
chodzących z systematycznej inwentaryzacji obiektów opraco­
wanych w „Katalogach Zabytków Sztuki w Polsce", odnalazłem
zaledwie dwa obrazy, w których występują aspekty zdarzenia
o jakim mówimy: w bydgoskiem w Koronowie (kościół pocysterski) aspekt samego uciszenia burzy i wiatrów i w Krośnie
w kościele parafialnym na obrazie z XVII w., zatytułowanym
Cudowne rozmnożenie ryb, aspekt małowierności św. Piotra,
tonącego w odmętach przed Jezusem, stojącym na brzegu (nie
na wodzie). Za plecami św. Piotra ukazana została łódź pod
zrefowanym żaglem, miotana falami, z sześcioma postaciami
49

12

w środku. Scena ta zajmuje tylko górną część, dokładnie do
połowy powierzchni 100*200 cm płótna, wydłużonego w pio­
nie. Natomiast w dolnej partii obrazu, na pierwszym planie,
siedzący Jezus w otoczeniu ośmiu postaci błogosławi gestem
pankratora małą rybę, leżącą na stole. To są oficjalne świadectwa,
udokumentowane w druku. Można mniemać, że jest ich w kraju
więcej — nie na tyle jednak, aby należało zmienić wypowiedziany
wcześniej sąd o sporadyczności występowania interesującego
nas tematu (słabego spopularyzowania go przez malarstwo).
Na koniec tych rozważań o naszej zasobności w sakralia
związane tematycznie z cudem Jezusowym nad Jeziorem Gene­
zaret pragnę powiedzieć, że w znanych mi krajowych ekspozyc­
jach (Muzea Narodowe w Warszawie, Krakowie, Poznaniu,
Diecezjalne w Płocku i Tarnowie), w ekspozycjach malarstwa
zachodnioeuropejskiego, bo i w nim należy poszukiwać obecno­
ści analizowanego tu wątku, nie spotkałem się z dziełem, które
bezpośrednio czy tylko pośrednio zaspokoiły oczekiwania bada­
cza. Dlatego z prawdziwą radością oglądałem w kolekcji Janiny
i Karola-Zbigniewa Porczyńskich dwa obrazy: malowany w po­
ziomie, pochodzący z galerii pałacowej, Holendra Paula Brila,
Rzym 1626 (73,5 x 101 cm); oraz malowany w pionie, półkoliście
zakończony, pochodzący z wystroju kościelnego, Włocha, Giovanniniego Battisty Pittoniego Młodszego, Wenecja 1767
(74,2x99,6 cm). Oba powstały u schyłku życia artystów. Tytuło­
wane są: Jezus chodzący po Jeziorze Genezaret. Pierwszy
ukazuje zdarzenie w rozległym pejzażu, rozluźniając dziejącą się
akcję, natomiast drugi przybliża ją i dramatyzuje. Pittoni zrezyg­
nował z realiów pejzażowych, a także takich detalii jak klepki
w łodzi, maszt, zrefowany żagiel itd. Łódź w jego obrazie
wypełnia dziesięć postaci — nie zastygłych w akcie podziwu,
zdumienia — lecz miotanych namiętnościami walki z żywiołem
i jakby mimochodem postrzegających św. Piotra wyciągającego
ramiona do Jezusa, który mówi „czemu zwątpiłeś małej wiary".
We wcześniejszym obrazie Brila, św. Piotr ukazany jest w znacz­
nym oddaleniu od Jezusa w pozycji unoszenia się nad wodą (jest
to moment, kiedy „Piotr wyszedł z łodzi" — na zawołanie Jezusa
— 'Przyjdź!' — „i kroczył po wodzie"). W obrazie włoskim,
późniejszym, św. Piotr ukazany jest blisko Jezusa, który „podaje
mu rękę" w dalszym momencie zdarzenia, kiedy „na widok
silnego wiatu uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: 'Panie ratuj
mnie'!" Zwracam uwagę na te szczegóły albowiem obraz
krośnieński ma swe powinowactwo z wzorcem występującym
w dziele Brila (nawet łodzie z podwiniętymi żaglami i charak­
terystycznymi masztami są bardzo podobne; ponadto w jednym
i drugim obrazie Jezus ma rozchylone ramiona w geście przywo­
ływania—witania). Natomiast obydwa obrazy murzynowskie, to
wyeksponowanie — jak w dziele Pittoniego — ostatniej fazy
zdarzenia, najbardziej dramatycznej, w której Jezus zbliża się do
św. Piotra. U Pittoniego prawą ręką podtrzymuje dłoń św. Piotra.
W obrazie Gałęzy św. Piotr chwyta się rękami Jezusa, a on
obejmuje go prawym ramieniem. Piekarski wymyślił całkiem
własne rozwiązanie. Jezus i św. Piotr trzymają się oburącz,
dwiema dłońmi, mocno zaciśniętymi i wyciągniętymi przed
siebie. W obrazach Brila, Pittoniego oraz krośnieńskim Jezus stoi
na powierzchni wody (w dwóch pierwszych) i brzegu (w
ostatnim), boso lub w sandałach (u Pittoniego). Na obrazie
Gałęzy widzimy Jezusa boso stąpającego po powierzchni wody,
a na obrazie Piekarskiego, śmiało kroczącego na boska, również
nie zanurzając w wodzie nóg. Zachowanie Jezusa kontrastuje
z zanurzonym po kolana w wodzie św. Piotrem.
Alojzy Piekarski, który umarł mając 74 lata, pragnął żyć jak
najdłużej, aby dożyć —jak zwykł mawiać — tej chwili, kiedy ten
świat „będzie się rozpierniczał". Mimo więc swoistego kata­
strofizmu, a nieraz wręcz nihilizmu, przedłużył w Murzynowie
pamięć o wydarzeniu wzniosłym, optymistycznym, mającym nie
tylko wymiar konfesyjny, lecz również uniwersalny, dotyczący
ufności, wiary, trwałości i nienaruszalności wewnętrznych sta­
nów ducha, przyjętych zobowiązań, żywionych przekonań.
Obrazy Brila i Pittoniego są dziełami mistrzów, przy których
obrazy: krośnieński, koronowski i obydwa murzynowskie — ja20

�II. 3. Górna część obrazu Cudowny polów ryb, pot. XVII w. Krosno, kościół parafialny

wią się jako poczynania skromne, sprymitywizowane. Ksawery
Piwocki przypadki im podobne charakteryzował jako nierozłącznez nurtem rodzimym w rozwoju sztuki w Polsce. Nurt ten w swej
malarskiej, szczególnie religijnej, postaci wyróżnia się często
ekspresją dosyć sugestywną, lecz naiwną, nieraz intensywnym
klimatem, tchnącym wzruszającym prowincjonalizmem. Ale po­
nad tymi formalnymi cechami badacz dostrzega rzecz najistot­
niejszą, żywotność potrzeb powołujących, a nawet wymuszają­
cych w naszych czasach u artystów, bynajmniej nie spowitych
mistycyzmem katolickim, służenie mu z całym dobrodziejstwem
swego artystycznego inwentarza. Malarstwo kościelne — współ­
czesnych, głośnych malarzy — Przemysława Brykalskiego i J e ­
rzego Nowosielskiego oraz twórczość Stanisława Fijałkowskiego
— wydaje się — w pełni potwierdza tę sugestię.

Po tych przydługich i nu rżących szczegółami opisach, możemy
obecnie przejść do postawienia pytania o znaczeniu zasad­
niczym, ważnym dla rozumienia istotnych dla etnologii kategorii:
czasu, przemijania, pamięci, trwania, z jednej strony, i z drugiej,
rozumienia (wykorzystywania w pracach etnologicznych) faktu
historycznego, procesu przemian i ostatecznie świadomości
historycznej a świadomości mitycznej.
Pytanie tak by brzmiało:
Czy wyjątkowy (niepowtarzalny) charakter praktyki kultowoobrzędowej na Boże Ciało w Rokiciu, zgotowywanej przez
murzynowiaków co roku, praktyki, w której ważnym elementem
jest możliwość przemyśleń, tudzież doświadczenia krzepiących
emocji przed obrazem ukazującym Jezusa chodzącego po Jezio­

rze Genezaret, to zjawisko całkiem późnej proweniencji (związa­
ne z najnowszą historią), mające incydentalny charakter, jak ów
akt wykonania bezpośrednio po wojnie przez malarza Gałęzę
imponującego malowidła?
Czy też nie! Czy przypadkiem, a raczej dosyć niezwykłą,
chociaż naturalną koleją rzeczy, nie nastąpiło w 2 połowie XVI
wieku, względnie później, po śmierci Stanisława Murzynows­
kiego, autora pierwszego w kraju przekładu na język polski Pisma
świętego, sprowokowanie swego otoczenia przez bolejącą rodzi­
nę, może nawet rozpaczającą, ale też w najlepszym tego słowa
znaczeniu, dumną z dokonań swego reprezentanta. Czy nie było
to nakłonienie przez osoby z murzynowskiego dworu swych
poddanych, lecz też współparafian, do innego rodzaju kultu
Jezusowego, aniżeli ten, którego pospolicie doświadczamy do
dziś zarówno na wsi, jak i w mieście? Nakłonienie do aktu
pogłębionych rozmyślań, poważnego zastanawiania się, wręcz
kontemplacji i medytacji?
Styl, sposób potraktowania tematu w obrazie wykonanym
w 1946 roku przez Gałęzę, wskazuje że artysta mógł korzystać
z wzoru (innego obrazu) z XIX czy XVIII w., znajdującego się
w inwentarzu rokickiego kościoła, nawet z obrazu, z którego
korzystali kiedyś murzynowiacy przy wystawianiu swego orygi­
nalnego ołtarza na Boże Ciało. Swoista nonszalancja tej społe­
czności w podmienianiu obrazu obrazem, jeśli pierwszy uznany
został za nie spełniający już dostatecznie dekoracyjnej i reprezen­
tacyjnej roli, czyli podmienianie obrazu cenniejszego nie tak
cennym, lecz schlebiającym wyobrażeniom i gustom, nakazuje
dopuścić, że praktyka do jakiej się odwoływano między 1946
rokiem a końcem lat siedemdziesiątych należała do zwyczaju, że
posiadała tradycję. W przeszłości okresy między jedną a drugą
21

13

�II. 4. Giovannini Battista Pitoni Młodszy, Jezus chodzący po jeziorze Genezaret, ok. 1767 r.
Kolekcja Porczyńskich

podmianą mogły być znacznie dłuższe, wszelako nawiązywały do
konkretnego, inicjacyjnego faktu historycznego w odległej prze­
szłości; faktu, który można nazwać, sprowokowaniem, nakłonie­
niem, zadysponowaniem. U samych zaś podstaw historycznego
zdarzenia mogła zaistnieć —jak to bywało w zwyczaj u — wotyw­
na fundacja obrazu dokonana na samym początku przez Murzynowskich.
Przedstawiłem — jak mi się wydaje — dosyć przekonywujący
wywód, wsparty o analizę konkretnych faktów historycznych,
próbą wyjaśnienia genezy i rozwoju osobliwego zwyczaju religij­
nego, korzystającego z doniosłej formuły ikonicznej, zawartej
w obrazie Jezusa chodzącego po morzu. Nie znalazłem jednak
potwierdzenia u moich licznych rozmówców faktu istnienia przed
1946 rokiem adoracji w ołtarzu ustawianym przez murzynowiaków na Boże Ciało obrazu, który przypominałby dzieło malarza
Gałęzy. Wypowiedzi jakie otrzymywałem były mniej więcej takie:
22

— Wystawialiśmy obraz j a k i k o l w i e k (moje podkreślenie
J O ) , jaki kto dał.
— A jakie dawali?
— Nie pamiętam.
To stwierdzenie „nie pamiętam" (chociaż dotyczy czasu nie­
zbyt odległego, okresu międzywojennego) powtarzane uparcie
i z silnym przekonaniem, nigdy nie stwarzało w rozmowie — przy
próbie rekonstruowania zwyczaju — rozstrzygnięć alternatyw­
nych, czyli dopuszczających wcześniejszą niż 1946 rok obecność
w analizowanym kulcie nie jakiejś formuły ikonicznej ogólnej,
lecz ścisłej, z konkretnym cudem Jezusowym związanej, a nawią­
14

zującej do etosu Kiełbików i Uklejek — mian (przezwisk-przydomków) posiadanych przez murzynowiaków z tytułu ich dawnych
zajęć rybackich i wodniackich. I tu wstępujemy w nurt interp­
retacji niezależnej zupełnie od historii, w nurt kształtowania się
świadomości mitycznej; rodzenia się mitu na naszych oczach,
lekcważącego (nie dopuszczającego do obecności w świadomo­
ści) nawet faktów łatwo sprawdzalnych z teraźniejszościl Proces
ten (mitotwórczy) u niektórych reprezentantów badanej grupy
Kiełbików i Uklejek, wykluczy nawet istnienie w kulcie na Boże
Ciało jakiegoś ważnego obrazu przed tym, który namalował
Alojzy Piekarski pod koniec lat siedemdziesiątych! Mniemanie
o swym wybraństwie (nie znajduję lepszego słowa na określenie
wysokiego stopnia świadomości o posiadaniu przez daną społe­
czność cech wyróżniających się w stosunku do cech swoich
sąsiadów), wzmacniają opinie mieszkańców Duninowa, Siecienia, Uniejewa oraz Rokicia. Oto wypowiedź Stanisława Gerwatowskiego z Uniejewa, ur. w 1910 г., brata zmarłego przed laty,
cieszącego się wielkim uznaniem księdza, proboszcza w Gos­
tyninie:
„Murzynowiacy są inteligentni, dobrzy i uczciwi. Mieli zawsze
synów dobrych, grzecznych i inteligentnych... Może tylko Fabi­
szewski (Konstanty, osoba o niepospolitych talentach, pomys­
łach i wyobraźni, wodniak zawołany o niebywale pogodnym
usposobieniu — przyp. JO) miał takie swoje kawałki, lubił
pomarudzić, pokiepkować (niezłośliwie pożartować — przyp.
JO)".
Opinia ta i liczne jej podobne, koresponduje z wyjaśnianiem

�sobie — w kategoriach mitu — fenomenu murzynowskiego
ołtarza na Boże Ciało. Opinie te dopełnia i zarazem wyostrza
w istotnym kierunku sąd jednego z murzynowiaków — co jest
ważne — z pokolenia młodych. Mówi Mirosław Szatkowski:
— Murzynowiacy (w przeciwieństwie do współparafian,
uniejewiaków, myśliborzaków, więsławiaków, rębieliniaków, nie
mówiąc już o Dworusach-Orzykach, siecieniakach — przyp. JO)
UMIEJĄ SIĘ ZORGANIZOWAĆ.
A zatem posłuchajmy co — umiejący się zorganizować, in­
teligentni, dobrzy i uczciwi — mówią o swoim obrazie. Zdzisław
Caban, ur. w 1948 г., cieśla, stolarz, rolnik. Z tytułu stanu wciąż
wolnego, bezpośredniego usposobienia, świadczenia usług (na
samą wieś i okolicę), szczery gaduła, uznany być może za
pośrednika, czy łącznika wśród swych ziomków w tworzeniu
przez nich mitu. Ponadto, właśnie Zdzisław Caban, który dziedzi­
czył po ojcu umiejętności rzemieślnicze i warsztat stolarski,
sporządził podkład i ramę II obrazu, namalowanego przez Piekar­
skiego. Półkole na górze ramy przekształcił w łatwiejszy do
wykonania... trójkąt. Muzeum w Murzynowie odwiedzał setki
razy. Wielokrotnie przyjmowany był w nim przy stole, za którym
w odległości ok. 1,5 m wisi na ścianie obraz I, namalowany przez
Gałęzę:
— J a w Muzeum obrazu z Panem Jezusem nie widziałem
(stanowczo, bezdyskusyjnie).
— Wisi za stołem, przy którym nie raz siedziałeś.
— Możliwie, że tam wisi, ale nie widziałem. Ostatnie zdanie
wypowiedział nasz rozmówca z pokornym — dosyć mu charak­
terystycznym zawstydzeniem.
Matka Zdzisława, Klementyna, ur. w 1926 г.:
— Co jest na obrazie?
— Apostołowie.
— A pan Jezus?
— Pan Jezus jest z nimi.
— Gdzie?
— W łódce (niepewnie).
— I co oni tam robią?
— Jak to? Przecież łowią ryby.
Przyznasz szanowny Czytelniku, że to dosyć zaskakujące
wypowiedzi. Nie ulega kwestii, że słabo przylegają do wywołane­
go na wstępie opisu unikatowej i zarazem doniosłej postaci
adorowanego przez murzynowiaków na Boże Ciało ołtarza. Czy
wypowiedzi te mogą być uściśleniem pierwszej cechy, jaką
społeczność Murzynowa posiada w opinii sąsiadów? A może,
przytoczone wypowiedzi uznać należałoby za odosobnione?
Jan Wudarczyk, ur. w 1922 г., wieloletni robotnik stoczni
płockiej, rolnik, gospodarz najwyższego stopnia zapobiegliwości
i dbałości. Jedyny już we wsi, celebrujący systematycznie od­
ławianie, zbieranie i suszenie spławów na opał:
— Na tym obrazie, co go Piekarski namalował, to jest Pan
Jezus w łodzi.
— Co tam robi?
— Stoi i łapie ryby sieciąl
Krystyna Wudarczyk, ur. w 1926 г., żona Jana, matka trzech
wspaniałych córek i jednego syna. Kobieta wielkiej zacności
i dobroci, niebywale pracowita:
— Przed wojną to murzynowiacy ten obraz nad samą Wisłą na
dwóch łodziach wystawiali. Do obrazu samego się nie pod­
chodziło, bo był na wodzie.
— Na obrazie był przedstawiony Pan Jezus?
— Tak. Pan Jezus stał w łodzi i zarzucali te sieci.
— Z kim?
— Z apostołami. Bo to jest obraz rybacki, a Pan Jezus
i wszyscy apostołowie byli rybakami.
Państwo Wudarczykowie są najbliższymi (przez drogę) sąsia­
dami Muzeum. Pani Krystyna w 1989 r. dwukrotnie odwiedziła
Muzeum po odświeżeniu wnętrza i zmianie ekspozycji na zatytu­
łowaną: Muzeum Jednego Obrazu. Mogła więc przyjrzeć się
z bliska i dokładnie, co on przedstawia.
Franciszek Ziemiński, ur. w 1922 г., wieloletni sołtys, niezbyt
dbały gospodarz, również sąsiad Muzeum. Zawołany i jedyny
zarazem wędkarz we wsi. Odkąd trudno cokolwiek złowić na
wędkę, przerzucił się na łowienie ryb siecią. Z tego powodu,
codziennie od 3 lat, przychodzi w bezpośrednie sąsiedztwo

Muzeum, przy którym cumuje swą łódź. Przyznał z nieskrywaną
szczerością, że wzniosłego szyldu, przybitego do szczytowej
ściany (którą musi omijać) budynku muzealnego, nie czytał:
— Na obrazie jest św. Piotr na morzu.
— Co — panie sołtysie — robi?
— Siedzi w łódce, może ma sieci... Nie pamiętam.
— Z kim jest św. Piotr?
— Sam jest w łódce.
Jadwiga Ziemińska, ur. w 1930 г., żona sołtysa, prawdziwej
zacności kobieta, matka dwóch dzielnych córek i syna, lidera
zespołu muzycznego. Sama niegdyś często grająca na skrzyp­
cach. Wielkiej pogody ducha. Jedyna oratorka w majowych
śpiewach przed zrekonstruowaną przy Muzeum kapliczką:
— Na obrazie Piekarski namalował św. Piotra.
— Kogo jeszcze?
— Jeszcze może jakiegoś apostoła. Ale św. Piotra na pewno.
— I co on robi?
— Łowi ryby.
Szwagierka pani Jadwigi, Eugenia Karasiewicz, starsza o dwa
lata, mieszkająca na drugim końcu wsi, ma odmienną wizję
obrazu:
— Na obrazie jest łódka na morzu. W łódce siedzi Pan Jezus.
— Jest sam?
— Siedzi z kimś jeszcze, może ze św. Piotrem.
— Czy coś robią?
— Nie, nici
Siąsiadka Karasiewiczów, Józefa Torbicka, ur. w 1920 г.,
wdowa po kościelnym ś.p. Franciszku (Biskupie):
— Piekarski od męża nie chciał niczego. Bo to do kościoła
obraz.
— Co jest przedstawione na tym obrazie?
— Pan Jezus i św. Piotr. Siedzą sobie w łodzi.
— I co czynią?
— No, jak to co? Ryby przecież łapią.
Zatem często nie ma zgodności między bratem i siostrą, to
znów mężem i żoną, sąsiadami, kto jest w łodzi i co w niej robi.
Przeważa jednak zdecydowanie pogląd, że łowią ryby, św. Piotr,
apostołowie, nie wyłączając samego Jezusa. Czynią to siedząc,
w pozycji wygodnej, chciałoby się rzec, relaksowej („siedzą
sobie"). Ale interesująca nas redukacja zawiłości tematycznych
występujących w obrazie, może zostać rozszerzona na apos­
tołów, a nawet na św. Piotra. I wówczas relacjonująca treść
obrazu osoba, mówi tylko o jednej postaci.
Felicja Szymczakowa, najstarsza murzynowianka, ur. w 1908 r.
Od 1928 г., kiedy przybyła z Siecienia i wyszła za mąż za Józefa,
należy do stałych opiekunek ołtarza. Osoba niezwykłej żywotno­
ści i jasności umysłu, jak też pogody ducha. Nie dostrzega ona
różnicy — mimo osobistego zaangażowania przy ustawianiu
murzynowskiego ołtarza na Boże Ciało — między nim, a przy­
strajanymi figurami przydrożnymi przez rokiciaków i uniejewia­
ków. Dobiero przy pomocy uczestniczęcego w rozmowie wnuka
Mirosława Szatkowskiego (krzyczącego w jakimś momencie na
babcię, „czy babcia nie rozumie"?) udaje się jej uzmysłowić
różnicę między gorliwością jednych i drugich parafian:
— Na tym obrazie św. Piotr idzie po wodzie (pierwsza taka
wypowiedź!), a Pan Jezus — mnie się zdaje — stoi w łodzi...
— Czy to przypomina pani jakąś scenę z Pisma świętego?
— Nie, aleja codziennie czytam święte Pismo. Muszę codzien­
nie, nawet dwa razy dziennie chociażby kawałek przeczytać.
— No, no, no. (Wyrażam jak potrafię swój szczery podziw).
— Pan mi nie wierzy? (I na dowód przynosi Nowy Testament
wydany w Płocku w latach sześćdziesiątych. Stwierdza, że ma
nawet dwa Pisma święte).
Posłuchajmy obecnie rozmowy, w której po raz pierwszy
pojawi się stwierdzenie, że „Pan Jezus chodzi po wodzie". Zofia
Gurdzińska, ur. w 1918 г., wielkiej kultury osobistej, o bogatym
życiu wewnętrznym objętym pogłębioną refleksją. Matka dwóch
liczących się we wsi gospodarzy. Wdowa po Henryku, gos­
podarzu i szkutniku, osobie o najwyższym w grupie stopniu
świadomości jej dziejów. Oraz wnuczka Martyna, ur. w 1980 г.,
dziewczynka o dużej łatwości nawiązywania kontaktów. Roz­
mowa odbyła się w środku dnia w lecie po oderwaniu obydwu
osób od oglądania w telewizji Wichrów czasu:
15

�— W tym roku nie byłam na Boże Ciało w Rokiciu i obrazu nie
oglądałem.
— To zapraszam do Muzeum.
— To pan go ma?
— Tak, ten co się zniszczył.
(...) Długie, wymowne milczenie bez wyrażenia chęci od­
wiedzenia Muzeum. Po czym mówi o samym obrazie.
— J a nie wiem co on przedstawia. Chyba apostołów. Chyba
płyną w łodzi. Nie przyglądam się temu (dosyć butnie).
— Czy z apostołami jest Pan Jezus?
— Chyba tak.
— A św. Piotr?
— Na pewno! Chyba są w łodzi.
— Wcale nie! (włącza się Martyna). Pan Jezus chodzi po
wodzie.
— Dlaczego, co to oznacza?
— A bo ja wiem (z właściwą sobie pewnością siebie).
Córka Konstantego Fabiszewskiego, owego lubiącego pomarudzić, klepkującego murzynowiaka, ur. w 1921 г., Halina Ru­
dzińska, matka dwóch synów (jeden jest wziętym gospodarzem)
i córki, inżyniera budownictwa, należy do dwóch osób, które w
całej społeczności murzynowskiej, mają prawie zgodną z rzeczy­
wistą wizję obrazu Jezusa chodzącego po morzu. Wyjaśnia tę
pełniejszą swą wiedzę o obrazie zasługami ojca, wodniaka. Miał on
w zwyczaju zabierać ją ze sobą na barkę — kiedy była dzieckiem
— płynąc do Warszawy. Prowadził ją tam do kin i teatru:
Tam (na obrazie) jest cud ukazany. Pan Jezus uciszył burzę na
morzu.
— Na obrazie namalowany jest tylko Pan Jezus?
— Nie. Także apostołowie, ale nie pamiętam ilu. Św. Piotr jest
na pewno, bo on się bał i dlatego Pan Jezus uciszył burzę.
— Jak to wygląda?
— Pan Jezus jest w wodzie, ucisza burzę i uspakaja Św. Piotra.
— Jak?
— Jak? Nie pamiętam... Może go do siebie przygarnia... Nie
pamiętam.
— A apostołowie?
— Oni są w łódce.
— Łowią ryby?
— Nie, bo była przecież burza.
Nasza wyjątkowa rozmówczyni ma Pismo święte i —jak mówi
— czasami je czyta. Drugą osobą wyróżniającą się w przed­
stawianiu treści obrazu jest Janina Świdniakowa, ur. w 1920 r.
Wdowa po sławnym studniarzu (budował pierwsze we wsi
studnie). Niezwykle skromna, żyjąca samotnie. U Świdniaków
zatrzymywał się —jak pamiętamy — Stanisław Małkowski, „król
szyprów". I może ten fakt miał swoje znaczenie w uzyskaniu przez
panią Świdniakowa pełniejszej wiedzy o obrazie. Mówi bez
specjalnych indagnacji, z jakimi mógł Czytelnik zetknąć się
wcześniej, mówi naturalnie, pełnymi zdaniami, przekazując taką
informację:
Obraz dawny i Piekarskiego ukazują uciszenie burzy przez Pana
Jezusa. Pan Jezus stoi na wodzie. Są też na obrazie namalowani
rybacy, apostołowie, św. Piotr, jak w Ewangelii, której nie
pamiętam. Ale wiem, że św. Piotr wołał do Pana Jezusa — ratuj I
Wszechogarniający racjonalizm przekonań. Wbrew pozorom,
świadomość dwóch ostatnich rozmówczyń jest również przypo­
rządkowana dosyć surowemu myśleniu racjonalnemu, racjonali­
zmowi wyznawanemu i głoszonemu przez inne we wsi osoby,
ogół murzynowiaków. Myślenie abstrakcyjne — przy którym
mógłby być postrzegany element moralizatorski i ostatecznie
mistyczny — zawarty w Chodzeniu Jezusa po morzu — nie
występuje w żadnym z uzyskanych sądów. Cudowność chodze­
nia po powierzchni wody przez Jezusa dostrzeżona zostaje
wyłącznie przez dzieci. Nikt z rozmówców nie wspomina — co
jest niezwykle charakterystyczne — o słowach Jezusa o małowierności. Jeśli przywołane zostaje słowo z Ewangelii, to tylko owo
„ratuj", łatwo urealniające się we własnych doświadczeniach.
Słuchając wypowiedzi mówiących, co obraz murzynowski
przedstawia, obcujemy z wizjami rozchwianymi, a przy ustalaniu
realiów sprzecznymi ze sobą. Sądzę jednak, że wykształca się mit
o dosyć jednoznacznym sensie. Kodyfikują go wrażenia i ostate­
cznie zdecydowanie autorytarne poglądy dwóch osób (jednej po
siedemdziesiątce, drugiej po czterdziestce), będących ukrytymi
autorytetami we wsi. Obydwie są wykpiwane, a nie otaczane
16

— jakby można oczekiwać — stosownym szacunkiem. Stąd
— wydaje się — ich sądy mają mocniejsze podstawy zyskania
popularności i ostatecznie uznania.
Adam Małkowski, ur. w 1916 r. (przydomki Adalcio i Gramo­
fon), zatwardziały wyznawca gospodarzenia wedle przez siebie
sprawdzonych zasad (z reguły bardzo tradycyjnych). Niezwykle
surowych wymagań wobec siebie i innych. Regularnie prak­
tykujący, gorliwy katolik:
TO J E S T OBRAZ WYŁĄCZNIE RYBACKI I NA NIM NIE MA
ŻADNEGO ŚWIĘTEGO!
I oto ostatni z naszych rozmówców-opiniotwórców, a można
by również ten tytuł uzupełnić o słowo — m i t o t w ó r c a .
Bohdan Wojciech Iwański, ur. 1942 r. (W lokalnej balladzie: „syn
Roztropnego, uczył g... rosyjskiego"). Aktywny działacz PRON.
Redaktor naczelny powstałego w ramach reformy prasy „Nowe­
go Tygodnika Płockiego". Autor scenariuszy filmowych, w tym
znakomitego filmu krótkiego o wyobrażeniach dzieci na temat
życia pozaziemskiego (prod. 1990 r.) Jedyny we wsi z zarostem
(broda do pasa). Miłośnik roślin:
— Kiedyś widziałem ten obraz, dawno temu. To nie był obraz
Piekarskiego.
— No i co pan może powiedzieć o przekazie ideowym zawar­
tym w tym obrazie? — W łodzi jest Pan Jezus z apostołami.
— Dużo ich jest?
— Trzech, albo czterech.
— Dobrze, ale jaki kryje się w tym sens?
— APOTEOZA PRACYI BO TO J E S T OBRAZ RYBACKI.

Widzimy to, co chcemy zobaczyć, a nie to, co istnieje rzeczywi­
ście. Kiedy to piszę — chcąc nie chcąc — przyjmuję emitowany
przez któreś z mediów w pokoju przekaz o fresku z Faras,
przedstawiającym krzyż. Uczony z Muzeum Narodowego ujmu­
jącym głosem objaśnia ów krzyż. Widzi drzewo życia w wątlutkich gałązkach u podstawy; nieokreślone zwierzątka а p о к а I i p t y c z n e w lwim, orlim, bawolim i anielskim — wydawałoby się
powszechnie wiadomym — symbolizmie czterech ewangelistów;
a w sznurach dzwoneczków, zwisających z ramion krzyża,
element adoracyjny. Gdyby komentator był etnografem, użyłby
jeszcze — w przypadku tych dzwoneczków — terminu apotropeiczne. Badając symbole i mity sami je tworzymy. I ja
— niezbyt ufny wobec świata — korzystający nieraz z pocieszeń
murzynowiaka, Tomasza Cabana, „bądź ufny", „ufaj" — po­
strzegam jednak w malarskim ujęciu zdarzenia nad Jeziorem
Genezaret apoteozę — mającą sens uniwersalistyczny — bynaj­
mniej nie pracy, rybackiej zapobiegliwości, lecz czegoś zupełnie
innego, UFNOŚCI, WIARY. I gdyby nie potwierdzające me
postrzeganie sądy dwóch, trzech osób oraz wizje kilkorga dzieci,
miałbym podstawy mniemać, że tkwię w urojeniu. Tymczasem
mogę sądzić z całym przekonaniem, że jedno urojenie spowija
mit, tworzący się na mych oczach wokół badanego obrazu.
Uczestniczą w nim osoby bez wykształcenia i z wykształceniem,
katolicy, jedni gorliwsi inni obojętniejsi. Każdy na swój sposób
przyczynia się do powstawania kunsztownej struktury współ­
cześnie (racjonalnie) rozumianego cudu.
Posłuchajmy na koniec, jak brzmi w przekładzie Stanisława
Murzynowskiego fragment dotyczący cudu na Jeziorze Geneza­
ret z 14 rozdziału Ewangelii św. Mateusza: Oto po nakarmieniu
pięciu tysięcy „mężów okrom niewiast i dzieci" pięcioma chleba­
mi i dwoma rybami:
„A Jesus natychmiast przymusił ucznie swoie aby wsiedli
włódź iiachali przed niem na drugą stronę asz by on odprawił
rzesze. A gdy odprawił rzesze wszedł na górę osobno modlić się.
A gdy wieczór przyszedł był tam sam jeden, a łódź jusz na śrzód
morza była, (dręczona od wałów). Gdzie rei tesz wały bardzo
cięszko czynili. Bo był wiatr przeciwny. A Jesus czwartyi straży
nocnei szedł do nich (chodząc) idąc po morzu (i) któregoto
uirzawszy uczniowie, a on pomorzu idzie wstrwożyli się, rzeknąc
iże (mara abo widziało) obłuda iest i od boiaźni krzyknęli. A Jesus
hnetże przemówił do nich rzeknąc, bądźcie dobrei nadzieie ia żęm
iest nie lekaicie się. A Piotr odpowiadaiąc mu, iest powiedział.
Panie, ieśli żeś ty iest, kaszmi przyść do siebie po wodach. Gdzie
tesz on rzekł, chodź. A Piotr wy stąpiwszy złodzi, szedł po wodach

�chcąc przyść do Jesusa. A gdy baczył gwałtowny wiatr zlękł się
i począwszy się pogrążać krzyknął rzeknąc. Panie zachowai mie.
A Jesus natychmiast ściągnąwszy rękę zachfycił go i rzekł mu
małoufny czemuś (się zmyślą wodził) wątpił. A gdy oni wstąpili
włódź, ucichnął wiatr. Ci zaś którzy włodzi byli, przystąpiwszy,
dali mu chfałę rzeknąc, prawdziwieśsyn boży iest. I przewióswszy

sie przyszli do ziemie Genezareth. Gdzie tesz poznawszy go
mężowie mieśca onego, rozesłali po onemu wszystkiem okolicznem kraiu, i (przynieśli abo przyprowadzili) offiarowali mu
wszystki którzy się źle mieli, i prosili go żeby się aby tilko dotknęli
podołku odzienia iego. A którzy się kolwiek dotknęli a są
uzdrowieni" .
23

PRZYPISY
1

Evangelia Święta Pana lesusa Christusa Vedle Matthaeusza
Svietego z Greckiego ięzyka na Polski przełożona. W Królewcu
Pruskim 1551. Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego, Dział
Starodruków, Pałac Potockich, sygn. p. 22, mikrofilmy 6009
i 1098. Por. Stanisław Rospond, Kultura językowa w Polsce XVI
w. I. Polemika poprawnościowa J . Małeckiego z J . Seklucjanem,
„Język Polski", R. XXI1,1937, s. 45—52.11, tamże, R. XXIV, 1939,
ss. 115—121; tenże. Kultura językowa na Pomorzu Mazowieckim
wXV/w., „Komunikaty Instytutu Mazurskiego w Olsztynie", R. II,
1948, NR 3 (21); tenże, Studia. Rękopiśmienne poprawki J.
Małeckiego na egzemplarzach Katechizmu J. Seklucjana oraz na
przekładzie S. Murzynowskiego Ewangelii św. (...) wedle Mateu­
sza św. (w:) Wypowiedzi o języku i stylu w okresie staropolskim
(do polowy XVIII w.), t. 2: Słownik, oprać. J . Puzynina, pod red.
M. R. Mayenowej, Wrocław 1963; Krystyna Podlaszewska, hasło
Małecki (w:), Słownik pracowników książki polskiej, PWN,
Warszawa—Łódź 1972, ss. 556—557
Jan Murzynowski, ojciec Stanisława, posiadał dwie niewiel­
kie wioski: Suszyce (sześciu chłopów, trzy zagrody i karczma),
dziś północna część Włocławka, przylegająca do Wisły (ulica
Suszycka), oraz Ruzowska (v. Rusowska, v. Rudzowska, v.
Różowska), dzisiaj zwanego Rudusk, nad rzeką i jeziorem Ruziec,
par. ruska (wieś Ruże). Z tytułu tych własności zarówno ojciec,
jak i syn korzystali z nazwisk: Suszycki, Ruzowski. Ale o trwałych
więzach z Murzynowem może świadczyć to, że pozostali ostate­
cznie przy nazwisku rodowym, Murzynowski, lub — kiedy
korzystali z nazwiska Suszycki —zaznaczali, że pochodzą z Murzynowa (Stanisław Murzynowski, pisząc list z Rusowska
w 1549 r. do księcia Albrechta w Królewcu, podpisał się
„Stanisław Suszycki z Murzynowa, szlachcic polski" i wycisnął
pieczęć z herbem Ogończyk, mającą inicjały S. M.! (Por. Stanis­
ław Murzynowski, Historyja żałosna a straszliwa o Franciszku
Spierze oraz Ortografija Polska, opracowali Janusz Małłek i Fran­
ciszek Pepłowski, Pojezierze Olsztyn 1974 (wyd. drugie 1986), s.
XVIII, XX i 101; Antoni Biliński, Szlachta ziemi dobrzyńskiej za
ostatnich Jagiellonów. Studium historyczno-heraldyczne. War­
szawa 1932, s. 115—116 i 178; Adolf Pawiński, Polska XVI
wieku pod względem geograficzno-statystycznym, t. I, War­
szawa 1883, s. 285 (Źród/a dziejowe, 1.12—13); Zenon Guidon,
Jan Powierski, Podziały administracyjne Kujaw i Ziemi dobrzyńs­
kiej w X///-X/V wieku, Warszawa—Poznań 1974, ryc. 2; Z.
Guidon, Mapy ziemi dobrzyńskiej w drugiej polowie XVI wieku. I.
Podziały administracyjne, II. Rozmieszczenie własności ziems­
kiej, Toruń 1967, s. 66
W każdej z trzech rodzinnych miejscowości, Stanisław Murzy­
nowski miał okazję poznać społeczność rybacką. W Murzynowie
i Suszycach mógł też obserwować żywioł wiatru i burzy na dużej
wodzie. Śledząc zaś wątki twórczości Murzynowskiego (najsil­
niej ujawnione w Historji żałosnej a straszliwej) odnosimy
wrażenie, że autor należał do głęboko refleksyjnych, wrażliwych
osobowości, dla których pojęcie zaufania (rozumianego naj­
szerzej) oraz roli Opatrzności w życiu osoby, stanowiło jedno
z najistotniejszych zagadnień etyczno-religijnych. Cud na Jezio­
rze Genezaret dotyczy tych właśnie zagadnień.
Cud na Jeziorze Genezaret poprzedza: Uciszenie burzy, który
wykorzystuje Jezus do wypowiedzenia słów: „Czemu bojaźliwi
jesteście, małej wiary?" (Mat. 8,23—27 oraz Mk 4,35—41 i Łk 8,
22—25).
Por. Blaise Cendrars, Gwiezdna wieża Eiffla (Nowy patron
lotnictwa), PIW, Warszawa 1971
Sytuację tę (społeczno gospodarczą wsi) uściślają miana,
Kiełbiki i Uklejki, nadawane murzynowiakom przez sąsiadów.
Aleksander Bruckner, Słownik etymologiczny języka pol­
skiego. Wiedza Powszechna, Warszawa 1970, s. 280
K. Podlaszewska, op. cit., s. 556—557
S. Rospond, Kultura języka..., a także inne prace tego
uczonego wymienione w przypisie 1. Reprodukcja pierwszej
strony Evangelii... w przekładzie Stanisława Murzynowskiego
często jest wykorzystywana w specjalistycznych opracowaniach
bibliotekoznawczych. Por. Słownik pracowników książki pol­
skiej, op. cit.; Drukarze dawnej Polski od XV do XVIII wieku,
opracowały Alodia Kawecka-Gryczowa oraz Krystyna Korotojowa, tom 4, Pomorze, Wrocław—Warszawa—Kraków, Ossoli­
neum 1962
J . Małłek i F. Pepłowski, op. cit., s. XXXII i następne,
dotyczące fonetyki, słowotwórstwa, fleksji, składni, słownictwa
3

3

4

6

6

7
8

9

i frazeologii (s. XLIX) oraz samego tłumaczenia — warsztatu
językowego, z jakiego korzystał Murzynowski.
Tamże, s. XXVI i XXVIII—XXXI
Tamże, s. XXIV.
Posiadamy w Polsce tylko 4 egzemplarze Nowego Tes­
tamentu Zupełnego, dwa w Warszawie (w tym jeden niekomplet­
ny). Biblioteka Narodowa, Plac Krasińskich, sygn. XVI Qu 6471
i XVI Qu 218 (bez pierwszych kart), mikrofilm 4067. Pozostałe
dwa znajdują się w Krakowie w Bibliotekach Uniwersytetu
Jagiellońskiego i Czartoryskich.
Dzieło wyprzedzające dokonania Jakuba Wujka o 40 lat!
pozostawało do 1906 roku uznawane za pracę Jana Seklucjana,
protestanta, groźnego inowiercę itd. Stanowiło zaś rezultat
zdumiewającej do dziś aktywności twórczej młodego Stanisława
Murzynowskiego. Wiedzę tę zawdzięczymy nieprawdopodobnej
dociekliwości, ks. I Warmińskiego, autora księgi: Andrzej Samuel
i Jan Seklucjan, Poznań 1906
Robert Musil, Trzy kobiety. Przełożyła Walentyna Kwaśniakowa, Czytelnik 1963, s. 58, 92
Żadne ze znanych mi opracowań europejskiej sztuki ludowej
(religijnej) nie ujawnia podobnego kultu. Prace najbardziej
kompetentnych w tej dziedzinie autorów, Richarda Andree oraz
Rudolfa Krissa, Huberta Krissa-Heinricha (Retenbecka), nie
dostarczają danych, pozwalających na weryfikację przedstawio­
nego poglądu.
Por. Halina Horodyska-Sadowska, „Kobyli"Kościół w Roki­
ciu. Wędrówki dialektologiczne po Mazowszu, „Notatki Płockie",
1968, nr 5, s. 18—19; Artur K. F. Wołosz, Romański kościół p. w.
św. Małgorzaty w Rokiciu, „Notatki Płockie", 1989, nr 1, s. 17—24
Mimo ofiarowania przez Stanisława i Zbigniewa Małkows­
kich ponad 70 kg złomu, mosiądzu i srebra, dzwony otrzymały
imiona nie ofiarodawców, lecz patronów kościoła w Rokiciu,
świętych Piotra i Pawła, oraz (dzwon drugi) Wacława (imię
proboszcza, Gałęzy).
Usunięto również elementy barokowego i późniejszego
wystroju kościoła, ambonę, liczne feretrony oraz dwa boczne
ołtarze z XIX-wiecznymi obrazami na płótnie św. Małgorzaty
(obraz w ołtarzu północnym) i Przemienienia Pańskiego (obraz
w ołtarzu południowym). Pozostał — jako zasłona — w ołtarzu
głównym (wschodnim) obraz, przedstawiający Matkę Boską
z Dzieciątkiem, trzymającym różaniec. Eksponowany jest od ok.
10 lat — w jedynym ołtarzu, głównym — obraz-kopia. Matki
Boskiej Częstochowskiej!
Wypowiedź Józefy Torbickiej, wdowy po kościelnym, ś.p.
Kazimierzu.
Por. „Katalog Zabytków Sztuki w Polsce", t. XIII, z. 7, Pow.
krośnieński, Krosno, Dukla i okolice, opracowanie Ewa Snieżyńska-Stolotowa i Franciszek Stolot, Warszawa 1977, s. 76, il. 231;
tamże, t. XI, z. 3. Dawne województwo bydgoskie, Bydgoszcz
i okolice, opracowali Tadeusz Chrzanowski i Marian Kornecki,
Warszawa 1977, s. 52, il. 127
Mat 14, 30—31 według Pisma Świętego Starego i Nowego
Testamentu, Pallottinum Poznań—Warszawa 1980
Przypuszczenie to wspierają, znajdujące się na strychu
plebanii w Rokiciu liczne obrazy, które usunięto wkrótce po
wojnie z wystroju kościoła. Najbliższe stylistycznie obrazowi
Gałęzy jest Przemienienie Pańskie, obraz pochodzący z dawnego,
południowego ołtarza rokickiego kościoła.
Ostatnią osobą, pamiętającą istnienie w Murzynowie dwor­
ku Murzynowskich (skromnego, dwuizbowego z sienią, par­
terowego, budynku drewnianego) i tym samym, prastarego rodu
szlachty polskiej, był niedawno zmarły Henryk Gurdziński (ur.
1905 г.). Swą wiedzę o lokalizacji dworku, a nawet głębokiej,
cembrowanej studni, a także owczarni dworskiej (dziś Mazowie­
ckie Obserwatorium Geograficzne WGiSR UW oraz piekarnia
Zenona Żuka) zawdzięczał babce, chłopce pańszczyźnianej.
Według danych, pochodzących z Akt Osobowych, Archiwum
Rokickiego (obecnie Diecezjalnego w Płocku) — Księga urodzin,
zaślubin i zgonów, 1758—1783, Murzynowscy opuścili wieś,
kiedy przeszła ona na własność dworu w Siecieniu. Od tego
momentu postępował nieubłaganie proces zapominania we wsi
o dworze, o swych „panach", potomkach rycerzy, Piotrze i Pawle,
Ogonach.
Evangelia..., capitulum XIII, karta LXVIII, verso i LXIX recto.
W nawiasach umieściłem uściślenia, znajdujące się na mar­
ginesach tych kart.
10
11

13

13

14

15

16

17

18

19

2 0

31

2 2

3 3

Fot.: Autor - il. 1, Witalis Wolny - il. 2-4

17
1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="8598" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="8577">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f4e9704f1cd7acf05c6a31048d58549e.pdf</src>
        <authentication>008fc66d80a67328111ab814e3780d08</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="1">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="174">
                  <text>Książki</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102697">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3715</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102698">
                <text>1960</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102699">
                <text>religijność ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102700">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3489</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102701">
                <text>Wota woskowe ze wsi Brodowe Łąki i Krzynowłoga Wielka / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1960 t.14 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102702">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102703">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102704">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="102706">
                <text>Jacek

OlędzPci

WOTA WOSKOWE ZE WSI BRODOWE ŁĄKI I K R Z Y N O W Ł O G A WIELKA*
W

l i t e r a t u r z e poświęconej

polskiej

sztuce

ludowej

— pochodzeniem

stwem,

kraju

tycznego

woskowej

wywania
wej

wotywnej.

chłopstwo

n i e znalazł

Polski

krajach

rzeźbie

przez

skowych

w

Zwyczaj

kościołach

w opracowaniach

wotów w o ­

kultury

szerszego o m ó w i e n i a m i m o

Europy

zagadnieniu

ofiaro­
ludo­

iż w i n n y c h

t e m u poświęcono

szereg

prac .
pie
i

związku z t y m w y d a j e
dać k i l k a

okresie

informacji

czasu

np.

zwyczaj

Zwyczaj
znany

wotów

ofiary

jest

w

o

w

tym, w

jakim

zwyczaj

ofiarowywania

zwłaszcza

zasięgu

kościołach.

wotywnej

w

swej

wotów

rzymskich i ludowych

i Słowacji

w

wielu wypadkach

z terenem

Najtrudniejsze
czy

rodzaj

z

których

postaci

od dawna

sil­

katolickimi,

Bawarii, Tyrolu

i

Słowacji .
3

zwyczaju
dree

więźniów

i

— j a k twierdzi

czym

wiąże

zwierząt

domowych,

A. Gennep

się p r o b l e m

— tego

ludzkiej

a

n i e m d n i a św. L e o n a r d a ;

właści­

wszystkiego,

bezradności c z y

bezsilności. K u l t t e n w y r a ż a się u r o c z y s t y m

obchodze­

w t y m d n i u chłopi

się w kościele d o ś w i ę t e g o przedstawiają

chodzących
wanie

zwyczaju

ofiary

modląc

m u symbole

może

obszarze

sięgać
zwyczaj

katolickiego

wotywnej

chłopstwo o f i a r y

niektóre

organa

hodowane
ciała

dree

ludz­

kiego .
4

j a k i A . Gennepa,

mogą

R.

Andree

Zasadniczy

i

występować

przedchrześcijańskie
jednak

— według

A.

Gennepa,

pewne

— germańskie
potencjał

czy

ideologiczny

o b u autorów

w

elementy

nia

się k u l t u

we

Francji.

romańskie.

a

j a k też i i n n y c h b a -

z

postaci

czasów

hodowlą

w

Bawarii

wprowadzenia
stersów

czasu

jednak
w

św. L e o n a r d a
Mogło

kościoła

7

pojawił

się

rozpowszechnie­

w jego ojczystym
w

znacznie

później,

dopiero

świętego

się

zwyczaju .

nastąpić

tego

możliwie

pojawienia

zwyczaj

okresie

przez

z a r ó w n o R. A n ­

to

kultu

niż

zwierząt,

I I I i I V jest

omawianego

później, d o p i e r o

zwyczaju

w n i m za­

wiek

granicą

Najprawdopodobniej

miejscowe,

* N i n i e j s z e o p r a c o w a n i e j e s t w y n i k i e m badań a u t o ­
ra, p r o w a d z o n y c h n a marginesie i n n y c h prac tereno­
wych
Zakładu
Etnografii I H K M
PAN w
latach
1957—1959. Z e b r a n e m a t e r i a ł y znajdują się w a r c h i ­
w u m Zakładu.
F. K r c e k , Rozmaitości,
„ L u d " , L w ó w 1910, t . V I ,
s. 394; M . Z n a m i e r o w s k a P r i i f f e r o w a , Muzeum
Etno­
graficzne
USB w Wilnie
i jego
przyszłość,
,.Lud".
L w ó w 1932, t . X I ( X X X I ) , s. 5; A . Chętnik,
Kalenda­
rzyk
zwyczajów
dorocznych,
obrzędów
i
niektórych
wierzeń
ludu kurpiowskiego,
N o w o g r ó d 1934, s. 9, 2 1 ;
St. P o n i a t o w s k i , Etnografia
Polski,
„Wiedza o Pol­
sce ', t. 5 / I I I , s. 277; K . Moszyński, Kultura
ludowa
Słowian,
K r a k ó w 1934, cz. I I , z. 1, s. 237, 2 4 2 - 2 4 4 ,
248; T . S e w e r y n , Staropolska
grafika
ludowa,
War­
s z a w a 1956, s. 1 6 4 - 5 .
- R. A n d r e e , Votive
und Weichegaben
des
katholischen
Volkes
in Sud-Deutschland,
B r u n s w i c k 1904;
tenże, Einige
Bemerkungen
uber Votive
und
Weiche­
gaben,
„Corresponderblatt d e r D e u t s c h e n A n t r o p o l o g i s c h e n G e s e l l s c h a f t " , o c t . 1905; A . G e n n e p ,
Religions
Moeurs
et Legendes,
c h a p . £a:-Votos Bavarois
et Tyroliens,
P a r i s 1908, s. 9 9 - 1 0 8 ; J . H o r a k , Fricova
„pravdiva pisen
o tom, jak cert
babu vzal",
„Ćesky L i d ' ' ,
1955 (R. X L I I ) , n r 3, s. 1 2 1 ; J . O k r u c k y , Żelazne
figurky,
„Umeni a Remesla",
1958, n r 5, s. 194—5;
S t . L . K o s t o v , Votivi,
„Izvestja n a N a r o d n i j a E t n o g r a f s k i j M u z e j w S o f i j a " , S o f i j a 1922, R. I I . t . 1 - 2 .
-

Europie

znacznie

Według

występo­

ludowej

pod patronat

w o t y w n e j . Według

Zachodniej

zwierzęta

w

k t ó r e są jednocześnie g ł ó w n ą treścią składanej

w

oraz

znana

o k r e s u d a t u j e się n a t y m

związanych

Wyobrażają

gospodarstwie

się

ksiąg c u d ó w p o ­

odległych

oddawania

spraw

odległą

przeważnie

analizy

bardziej

najbardziej

one

wywodzi

z B a w a r i i , że n a t y m t e r e n i e

s w y c h pragnień — w p o s t a c i k u t y c h w żelazie w o t ó w .

1

t a k po­

w poszczególnych p u n k t a c h E u r o p y . R. A n ­

twierdzi n a podstawie

I I I — I V w . O d tego b o w i e m

warty

jest

współcześnie w obrządku chrześcijańskim l u d o w a f o r ­

patrona

tym

i funkcja
z Bawarii,

j e d n a k do ustalenia jest n i e miejsce

ideologii,

nie

w

wotów

d o b n a , że n i e sposób zaprzeczyć słuszności t e g o t w i e r ­

N a t e r e n a c h t y c h łączy się o n z k u l t e m św. L e o n a r d a ,
wie

adaptowało d o

m a o f i a r y w o t y w n e j , lecz m o m e n t p o j a w i e n i a się t e g o
ludowej

w i e l u k r a j a c h E u r o p y . Szczególnie

n i e w i ą ż e się o n z o b s z a r a m i

z

t e n ze świata a n ­

i częściowo t y l k o zmieniając

obrzędowości''. W a r t o dodać, ż e r o d z a j

Tyrolu

się c e l o w e , a b y n a w s t ę ­

występował

p r z e z chłopstwo

a

swej

s w y m w i ą ż e się z chrześcijań­

które zapożyczyło

dzenia

2

W

I

daczy

n i e w s p o m i n a się o s p o t y k a n e j w niektórych p u n k t a c h

VI—VII
przez

w

kraju,
wieku,
okresie

zakon cy­

ok. V I I I — X w . .
я

s. 15—22; E . S t e m p l i n g e r , Antiker
Aberglaube
in modernen
Ausstrachlungen,
Leipzig
1922, s. 70, 9 3 ;
A . J o h , Sitte,
Brauch
und Volksglaube
in
deutschen
Westbohmen,
R e i c h e n b e r g 1924, s. 293; N . T a r c h i a n i ,
A . T e s i o , Voto,
„Enciclopedia I t a l i a n a " , R o m a 1937/45,
t. X X X V , s. 6 0 1 - 6 0 3 ; C. T r a j a n o v i c , Glavni
srpski
zertveni
obiczaji,
„Srpski
Etnografski
Zbornik",
t. X V I I , s. 209.
A . G e n n e p , o p . c i t . , s. 1.01; J . O k r u c k y , o p . c i t . ,
s. 194; T . S e w e r y n , Czechosłowacka
sztuka
ludowa,
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a ' , 1949, n r 3 - 4 , s. 96.
A . G e n n e p , o p . c i t . , s. 106: R. A n d r e e , o p . c i t . ,
s. 6, 3 4 ; J . O k r u c k y , o p . c i t . , s. 195.
:1

4

W e d ł u g N . T a r c h i a n i , A . T e s i o ( o p . c i t . , s. 602) chrześcijaństwo z a p o ż y c z y ł o z w y c z a j o f i a r y w o t y w n e j
od j u d a i z m u . M a o t y m ś w i a d c z y ć s z e r e g w z m i a n e k
w B i b l i i n a t e m a t o f i a r y w o t y w n e j . P o r . Biblia
to jest
księgi
Starego
i Nowego
Testamentu,
tłum. z łac.
J . W u j e k , L i p s k 1898, G e n e s i s X X V I I , 9 - 1 0 , 20, 2 5 - 2 9 ,
X X V I I I , 20-22.
T h . H o m o l l e , Donarium,
Dictionnaire
des
Antiąuites grecąues
et romaines,
P a r i s 1892, t . I I , p . 1,
s. 362—382; S. E i t r e m , Opferritus
und Voropfer
der
Griechen
und Romer,
K r i s t i a n i a 1915, s. 72.
5

e

A . G e n n e p , o p . c i t , s. 102; R. A n d r e e ,
s. 39.
A . G e n n e p . o p . c i t . , s. 102—3.
7

s

op. cit..

��Na

podstawie

przytoczonych

prac

określenie

p o j a w i e n i a się w kościele k a t o l i c k i m E u r o p y
niej

rytuału

ofiary

wotywnej

pozostaje

czasu

więc

torium

Polski,

z uwagi

napotyka

n a mniejszą

jeszcze

większe

popularność

czaju wśród polskiego

trudności

omawianego

danych,

i to zarówno

ze źródeł

chłopstwo

obrzędowości

kościoła

ofiarowywania

jednak

powiedzieć,

początkowym

by

dokonywania

tyk

związanych

działalności

raczej

zakonu

przez
z

chłopstwo

hodowlą

XIV—XV

w., w

z tym pewnym

wyraźne

bydła.

okresie

rozwojem

Mogło

się

i

chłopskiej

Sprzyjało

temu

zwyczaju,

samego

zwyczaju

do

nych, z dawien
polskie,

które

to

konkretne,

nie

omawiany

w

Polsce

i

9

w

w

gospodarki
oko­

miał

za­

nierogacizny,
podobieństwo

przy

wzmożonej

o

XVI
żadnej

w.

tego

to

istnieją

wątpliwości
w

tym

stulecia

już
dane,

okresie

składanie

było

zjawiskiem

powszechnym.

wykonywane

ze

zasadniczych

szlachetnych

metali

lerię i k u p c ó w , d r u g i e — p r z e z „ b i e d n y c h " ,
głównie

przez

magna-

najpraw­

chłopstwo .
l 0

l u d z i „ b o g a t y c h " i „ b i e d n y c h " różniły się n i e

t y l k o p o d w z g l ę d e m materiału, z k t ó r e g o b y ł y
nane. N a p e w n o

dotyczyły

o n e zupełnie

spraw, t a k odmiennych j a k najistotniejsze

wyko­

W a c ł a w z P o t o k a P o t o c k i , Ogród fraszek,
wyda­
n i e zupełne A . B r u c k n e r a , L w ó w 1907, t . I I , s. 375.
„Argument na l u t r y
Słuchaj l u t r z e , coś w s z y s t k o d o kościoła k r z y w o ,
G d y c z e k a w żalu, w s t r a c h u i w c h o r o b i e c k l i w o .
Ż e w i e s z a n a ołtarzu o b i e c a n e w o t a ,
U b o g i z w o s k u , b o g a c z ze s r e b r a , ze złota,
T y zowiesz zabobonem."
"&gt; J w .
P r z y k ł a d e m m o ż e b y ć zbiór w o t ó w s r e b r n y c h
z X V I I / X V I I I w . w k a p l i c y M a t k i Boskiej Bolesnej
kościoła W s z y s t k i c h Ś w i ę t y c h w C h e ł m i e n a d Wisłą.
W M u z e u m E t n o g r a f i c z n y m w e Wrocławiu znaj­
dują się o k a z y w o t ó w żelaznych. N i e s t e t y , b r a k j e s t
bliższych d a n y c h dotyczących i c h p o c h o d z e n i a .
Nie
9

1 1

1 2

kłopotami,
i złote

srebr­

dwa

rodzaje

były

symbolami, i

Wreszcie

dotyczące

były

zdrowia

ludzkiego

zasadniczo

nie
były

można

inny

jako

symbolicz­

samych

przez

ofiarodawców.

te

których
samych

religijnego.

zapominać,

wykonywane

wota

Różniła

stosunek

kultu

rolę

Woskowe

przeważnie

do tej f o r m y

się

chłopa.

najczęściej

l u b przebłagalne.

ników, n a t o m i a s t w o t a w o s k o w e
łem

pod t y m

wiązały
pracy

spełniały

krąg
życio­

wotów odmienna skala potrzeb,

ofiarodawców
srebrne

były

Najczęściej

dziękczynnych.

upraszające

ofiary

wąski

powodzeniem

towarzyszącymi

wota,

ofiar

„bogatych"

poza

zupełnie

osobistego,

składane

i

Inne

chłopstwa.

powodzenia

ludzi

one

osobistym

ne

że

wota

złote

zawodowych

złot­

były wyłącznie

dzie­

Różnica

autorstwa

tych

w o t ó w n a d a w a ł a i m określone piętno f o r m a l n e , które
ustalało
dowej

i c h przynależność

artystyczną

do s z t u k i l u ­

l u b profesjonalnej.

Wszystko

to

razem

przemawia

za

istnieniem

już

w połowie X V I w., a może n a w e t i wcześniej, w o s k o ­
rzeźby w o t y w n e j , posiadającej

formalne sztuki
Brak

jest

wartości

treściowe

ludowej.

jakichkolwiek

danych

potwierdzających

w y s t ę p o w a n i e w t y m czasie, a także i w o k r e s i e
na

terenie

z kutego

żelaza .

sowanym

tworzywem

łatwiej

dostępny

że

wota

Polski

wotów

Prawdopodobnie

12

do

niż

obróbce s p e c j a l n y c h
woskowe

powszechnie

wyrobu

żelazo

i

wotów

był

sto­
wosk,

nie wymagający

umiejętności .
,я

znane

póź­

wykonywanych

były

na

przy

Warto

zaznaczyć,

terenie

Słowacji,

B a w a r i i i T y r o l u . J e d n a k zostały o n e w t y c h k r a j a c h
(w

m n i e j s z y m l u b większym stopniu, a niekiedy

kowicie)
trwałe

zastąpione
i

w

przez

wota

t a k j a k woskowe

apotropeiczne.
polskiej

To,

że

żelazne,

posiadające

podobny

kulturze ludowej,

fakt

stanowi

właściwości
nie

zaistniał

jeszcze

j e j odrębności, znajdujących

źródło w

środków

ubóstwie

i ogólnej

cał­

bardziej

z w i e l u przejawów

jeden
swe

ograniczoności

potrzeb.

odmiennych
pragnienia

z

zdrowiem.
wota

niejszym,

składane p r z e z „ b o g a t y c h " , z a p e w n e szlachtę,

Wota

niektórych

całe z e s t a w y

pragnień

wykraczały

chłopstwa

tym
zaczy­

rolę.

występował

połowie

w

prawdopodobnie

(złota i s r e b r a ) i w o t a w o s k o w e . P i e r w s z e z n i c h b y ł y

dopodobniej

ze

symbolicznych

i

O b o w i ą z y w a ł y w t y m czasie w o t a d w ó c h
wota

czy

wej

chodzi

kościołach

rodzajów:

i

stałymi

chłopstwo

ulegające

że

się s y ­

przez ogół ó w c z e s n e g o społeczeństwa k a t o l i c k i e g o w o ­
tów

ze

rekreacyj­

praktyki

zwyczaj

na­

charakter
nie

względem

praktyk

katolicyzmu

jeśli

prak­

wiążącym

który

duże

nały p o w o l i tracić swoją p i e r w o t n ą
Natomiast

był

związanych

wym

u p r a w i a n y c h przez

rozmaitych

dawna

czasie e k s p a n s j i

również

potrze­

sprzyjająca

p e w n i ć pełną pomyślność h o d o w l i bydła,
drobiu.

Pol­

to

polepszenia

chłopstwa

się

znacz­

religijnych

h o d o w l a n o - r o l n e j . Była to n a p e w n o
d l a przyjęcia

w

przypuszczać, że

społeczno-ekonomicznej

liczność

przez

ten pojawił

n i e później, k i e d y p o w s t a ł y b a r d z i e j

tuacji

wotów

z a k o n u cystersów; t r u d n o

czy zwyczaj

okresie

X I I w. Należy

stąpić w

katolic­

nastąpiło p r a w d o p o d o b n i e — t a k j a k w B a ­

— za p o ś r e d n i c t w e m

sce, w

że

spraw

skąpych

pisanych, j a k i ba­

jaki

Najczęściej

Srebrne
do

kiego w Polsce z w y c z a j u

się

lić,

terenowych.

Wprowadzenie

w

do dzisiaj

n y c h w o t ó w , pochodzących m n i e j w i ę c e j z t e g o o k r e ­

zwy­

l u d u , niż w ś r ó d chłopstwa B a ­

w a r i i c z y S ł o w a c j i , a jednocześnie z p o w o d u

warii

przetrwały

su i dzięki t e m u m o ż e m y s t o s u n k o w o dokładnie u s t a ­

Rozstrzygnięcie tego p r o b l e m u , j e ż e l i c h o d z i o t e r y ­

jest

kościołach

sprawą

otwartą.

dań

t y c h d w ó c h różnych l u d z k i c h ś w i a t ó w . W

Zachod­

Już
w

w

X V I w . idea

Europie, a

również

ofiary
i

w

wotywnej
Polsce,

spotkała

z ostrą

się

krytyką

j e s t j e d n a k w y k l u c z o n e , że n a Śląsku z n a n e b y ł y t e g o
r o d z a j u w o t a i że w s p o m n i a n e e k s p o n a t y m u z e a l n e
pochodzą w ł a ś n i e z t e g o t e r e n u .
S t o s o w a n i e d o w y r o b u w o t ó w p r z e z chłopstwo
w y ł ą c z n i e w o s k u w i ą z a ć się m o g ł o z p r z e k o n a n i a m i
o j e g o s p e c j a l n y c h właściwościach.
W wierzeniach
ludowych panuje bowiem
powszechnie
pogląd, że
w o s k , szczególnie pochodzący ze s k a p i n i n i e d o p a ł k ó w
świec kościelnych, p o s i a d a właściwości a p o t r o p e i c z n e .
T y m s a m y m zaś w o t u m w y k o n a n e z t e g o r o d z a j u
t w o r z y w a n a b i e r a szczególnej m o c y . W a r t o p r z y t y m
dodać, że b a r d z o p o d o b n e pioglądy n a właściwości
w o s k u występują w l i t u r g i i kościelnej. P o r . P o d r ę c z ­
na Encyklopedia
Kościelna,
Warszawa, L u b l i n , Łódź
1916, s. 4 3 - 4 4 .
13

�reformacji '.

Prawdopodobnie

1

pod

wpływem

teczność

składania

licznych

ofiar

zamierania

wotów

upraszających),

archaicznego

wości, że t o w a r z y s z y ł o
ze s t r o n y k l e r u .
ideologiczne,
ścijaństwa

i

jest,

bierające

rozpoczął

tę

obrządku. N i e u l e g a

wątpli­

że

wota

formę
wota

istnienie

w

n i m nie tylko

kultu

religijnego,

możnowładców,

fundacji
miały

ołtarzy,

zapewniały

kościele

dla kleru

były

wielkie

posiadały

dla niezbyt

chłopstwo

w

nawet

znaczenie.

— przez

znakiem

swe

dozna­

one

miejsce

okolicy, a t y m samym

licznych wiernych

pod­

wielu

wania

kościołach

wotów,

pienie wotów
je

służba

zamożnych

danina wosku,

na

każdego

sposobem:
powstałe

wyrabiała
w

t e n spo­

przestały spełniać rolę o f i a r y w o s k o w e j

ofiary

jaja)

pieniężne

między

Zmiany

dokonane

ofiary wotywnej
rze

samych

ców

l u b żywnościowe

kościołem

a wiernymi

w

ogólnym

osób

wych

zaś

służby

kuratela parafii

figur

potrzeby

mogła

silniej

wiernych,
nowej

wstrzymało
pularności

ilości

twór­

kościelnej

wpły­

formy

niż

wotów.

Bezpo­

przedtem
do

wosko­

kształtować
tradycyjnego

tematy.

postaci

jednak
w

uprawiania

n a d produkcją

wprowadzając

symboli nowe

Nadanie

systemie

Ograniczenie

spośród

nęło z a p e w n e n a u j e d n o l i c e n i e
średnia

na

.

odbiły się bezpośrednio n a c h a r a k t e ­

rzeźb-wotów.

do k i l k u

na

wymiany

(najczęściej

16

le­

zostało z a ­

ofierze

procesu

środowisku

wotywnej

zmniejszania

chłopskim. W

nie po­

się j e j
ciągu

po­

całego

roku

podczas

w i e k u X V I I I następował stały p r o c e s z a m i e r a n i a tego

liczne

kościoły

zwyczaju.

w i e j s k i e posiadały z a p e w n i o n ą stałą dostawę

potrzeb­

ku

uroczystości

kościołowi

przekazywana

przez s a m y c h ofiarodawców
uproszczonym

ofiarowy­

kłopotliwe

p o t r z e b y kościoła. Stały się one p r z e d m i o t e m

szczegól­

wiejskich parafii.

przeprowadzoną

sposobu

n a t y m , że

kościelna. O c z y w i ś c i e

sób w o t a

zestawu
i n n e znaczenie,

modyfikację

polegającą

stąpione b a r d z i e j

przy­

czy

uroczystości.

woskowe

Była t o s w e g o r o d z a j u
przez

także,

niekiedy

widomym

m u uczestnictwo

wszelkich
ważne

chrze­

lecz

łask i d o k o n a n y c h cudów. Czyniły

Wota

przesłanki

kaplic

s r e b r n e , złote, w o s k o w e

k u l t o w e s ł y n n y m w najbliższej

nie

przeciwdziałanie

w s z y s t k i m , przesłanki m a t e r i a l n e . W i a ­

Wszelkie

czas

symbo­
proces

mu aktywne

formę

sku­

się

Kierowały

całych kościołów,

nych

jako

uznające za zgodną z założeniami

a może p r z e d e
domo

(szczególnie

T y l k o z t y m f a k t e m należy w i ą z a ć

wystą­

pień r e f o r m a c k i c h o r a z budzącej się n i e w i a r y w

o d p u s t o w y c h . Dzięki

niej

nego materiału d o własnej p r o d u k c j i świec
Należy

dodać,

że

systematyczne

ofiarodawców

wosku

ich

należało

lepieniem

wych.

Szczególnie

nych,

którzy

na wota
do

nie

zajmowali

oraz
było
się

wotywnej,

dosyć

się

kłopotli­

dla tych
hodowlą

wier­

pszczół,

Prawdopodob­

d u ż y m s t o p n i u z t y c h p o w o d ó w — niezależnie

lecz

Do jakiego

przez

zajmowanie

a więc n i e p o s i a d a l i własnego w o s k u .
nie w

.

zdobywanie

czynności

absorbujące

lr&gt;

Wprawdzie

zdarzały

n i e zmieniły

li

obecnej

wych

— niech

świadczą

przeprowadzonych

Poszukiwania
objęły

miejsc,

stosunkowo

północną

rozległy

część P o d l a s i a ,

wotów —

w

stopniowe

dzisiaj

w

kościele w o s k o w y c h

środowisku

zmniejszanie

się

popularności

chłopskim
tego

zwyczaju.

A . G e n n e p , o p . c i t , s. 102; N . T a r c h i a n i , A . Tesio,
op. c i t , s. 603; W a c ł a w z P o t o k a P o t o c k i , o p . c i t . ,
s. 375.
W g Wojciecha
Gąsiorka ( u r . w 1876 r . z a m .
w Dębnie, p o w . N o w y T a r g ) , w sąsiedniej w s i H a r k l o ­
w e j , za j e g o młodości w y s t ę p o w a ł z w y c z a j
ofiarowy­
w a n i a w kościele w o t ó w w o s k o w y c h
przedstawiają­
c y c h o w c e . W o t a t e p r z e t a p i a n o w kościele w H a r k l o ­
w e j n a świece. W g S t . F i s c h e r a , d y r . M u z e u m w B o c h ­
n i — a n a l o g i c z n y z w y c z a j z n a n y był w e w s i K ą k o lówka, p o w . B o c h n i a . P o n a d t o w g K . W o l s k i e g o , d y r .
M u z e u m w Przemyślu, zwyczaj
ofiarowywania wo­
t ó w z n a n y był p o d tą postacią w D y n o w i e , p o w .
Brzozów, d o o k . 1900 r . ( K . W o l s k i d a n e t e o p i e r a
na i n f o r m a c j i uzyskanej od wieloletniego
proboszcza
p a r a f i i d y n o w s k i e j , k s . кап. M . B a r a . ) P o z a t y m .
w g K. Wolskiego, w a r c h i w u m diecezjalnym w Prze­
myślu znajdują się X V I I I - w i e c z n e
księgi kościelne
z S a r z y n y , p o w . Leżajsk, o r a z z j e d n e j p a r a f i i w L u b a c z o w s k i e m . W księgach t y c h n o t o w a n e są ilości
p r z e t a p i a n y c h p r z e z administrację kościelną w o t ó w
n a świece.
u

15

Z d a r z a ł y się r ó w n i e ż p a r a f i e , które n i e w y k o r z y ­
stywały
wotów
jako
surowca
do w y r o b u
świec.
W t y c h parafiach ofiarowane przez w i e r n y c h w o t a
z a w i e s z a n o w kościele n a r a m a c h o b r a z ó w . T a k i
z w y c z a j jeszcze d o n i e d a w n a w y s t ę p o w a ł n p . w koś­
ciele B ł o g o s ł a w i o n e j S a l o m e i w S k a l e koło O j c o w a .
O tej formie wykorzystywania wotów wspomina rów­
nież W . P o t o c k i w c y t o w a n e j fraszce.

6

dwóch

są: B r o d o w e
18

parafiach

zwyczaju
Łąki

w

gdzie

zwyczaju

w

zwyczaju

ogólnego

ofiary
stanu .
, 7

c z a j u przestało być z j a w i s k i e m p o w s z e c h n y m

północne p a r t i e M a z o w s z a

składania

one

stopnia występowanie omawianego

o d s a m y c h przekonań w i e r z ą c y c h co d o pożyteczności
następowało

się jeszcze n a począt­

X I X w. wypadki reaktywowania

wyniki

tereno­

ostatnich dwóch

latach.

zwyczaj
obszar,

ten
a

część

przetrwał,
mianowicie:

Warmii

oraz

. W w y n i k u badań — t y l k o

zanotowano

ofiary

w chwi­

badań

Mazury,
18

zwy­

wotywnej.

występowanie
Tymi

do

parafiami

w p o w . Ostrołęka ( z a c h o d n i a

część

A . Chętnik, op. c i t . , s. 9, 2 1 .

P r z y k ł a d e m może być p a r a f i a B r o d o w e
Łąki
na K u r p i a c h , w której r e a k t y w o w a n o z w y c z a j p r a w ­
d o p o d o b n i e o k . poł. X I X w . „[...] t o p o w s t a ł o w p r o ­
w a d z o n e [ o f i a r o w y w a n i e w o t ó w w m i e j s c o w y m koś­
c i e l e ] n a taką pamiątkę, że się bydło n i e chciało p r o ­
wadzić, i t a k n i e w i e d z i e l i co zrobić, i t a k się d o ­
myślili, ż e b y zrobić d o kościoła t o k r o w ę , t o k o n i a ,
t o świnię, i t a k j e s t i p o d r u g i e , że mała p a r a f i a ,
to co zapłatę za t e z w i e r z ą t k a zbierzą t o n a u t r z y ­
m a n i e księdza [...]". ( F r a g m e n t l i s t u „ b r a s t e w n e g o "
z B r o d o w y c h Łąk, J . Cichego, do autora).
1 7

N a o b s z a r z e K u r p i ó w p r z e b a d a n e zostały w s z y s t ­
k i e p a r a f i e . N a pozostałych t e r e n a c h b a d a n i a objęły
j e d y n i e p a r a f i e , które w m i e j s c o w e j
t r a d y c j i słyną
z kultywowania dawnych
zwyczajów
kościelnych.
W w y n i k u t y c h badań s t w i e r d z o n o p o n a d t o : 1) w y s t ę ­
powanie omawianego zwyczaju w Baranowie, pow.
M a k ó w M a z . d o o k . 1914 r . o r a z 2) w y s t ę p o w a n i e
jeszcze d o d z i s i a j w w i e l u p a r a f i a c h z w y c z a j ó w o f i a r ­
n y c h , n i e k i e d y b a r d z o zbliżonych w s w y m o g ó l n y m
c h a r a k t e r z e d o z w y c z a j u o f i a r o w y w a n i a w o t ó w . Są
t o z w y c z a j e o f i a r o w y w a n i a w kościołach w d n i u Św.
R o c h a , p a t r o n a bydła, r o z m a i t y c h p r o d u k t ó w ż y w ­
nościowych ( j a j , masła, mięsa, i t p . ) , o b c h o d z e n i e t r z y ­
k r o t n e ołtarza ze świecą ofiarną i t d . W s z y s t k o t o
świadczyłoby
o możliwości
bardziej
powszechnego
w y s t ę p o w a n i a niegdyś n a t y m o b s z a r z e
zwyczaju
ofiary wotywnej.
1 8

�Kurpiowszczyzny)
na

północny

i odległa o kilkadziesiąt

zachód,

w

Przasnyskiem,

kilometrów
Krzynowłoga

Wielka.
Ludność t y c h p a r a f i i t o w B r o d o w y c h Ł ą k a c h K u r ­
pie

— chłopi

zamieszkujący

dawną

Królewszczyznę,

w K r z y n o w ł o d z e zaś — była służba f o l w a r c z n a ,
chłopi

pańszczyźniani

szlachty

oraz

zaściankowej.

Obecnie

m a ł o - i średniorolnymi
poza

zajęciami

Tereny,
parafia

w

tak

obrębie

których
jak

względem

Nieurodzajna

są
się

i rozmaitymi trady­

znajdują

zacofanych

gospodarczym

gleba,

ośrodków

drudzy

trudniącymi

się

krzynowłodzka,

do najbardziej

pod

miast,

bydła

i

dawni
drobnej

wiejskimi.

brodowska

wątpienia

jedni

gospodarzami

r o l n i c t w e m hodowlą

cyjnymi

potomkowie

położenie

części

jak i

z

dala

przemysłowych

zarówno

należą

bez

kraju

—

społecznym.

od

większych

i ważniejszych

szla­

k ó w k o m u n i k a c y j n y c h — okoliczności t e n i e sprzyjają
ogólnemu r o z w o j o w i

t y c h o k o l i c . W y d a j e się. że

ne w t e j części P o l s k i w a r u n k i
bez

wpływu

na

archaicznego
w

kościele
Brodowe

kowo

zachowanie

zwyczaju,

bytowe
się

jakim

woskowych

trud­

n i e pozostały

właśnie
jest

tutaj

tak

ofiarowywanie

wotów.

Łąki należą d o p a r a f i i p o w s t a ł y c h s t o s u n ­

późno.

Kościół

w

t e j w s i został

założony

do­

p i e r o n a początku X I X w . . N a t o m i a s t d r u g a p a r a f i a
,9

j e s t o w i e l e starsza. W K r z y n o w ł o d z e W i e l k i e j
był

erygowany

Kościoły
pod

już

w

XIII

brodowski

wezwaniem

krzynowłodzki

Przemienienia

w

Krzynowłodze

w

osobie

św.

i

kościół

w . -°

Wielkiej

posiada

Walentego.

W

znajdują

Pańskiego.

patrona

miejscowościach

główne święto p a r a f i a l n e — o d p u s t — obchodzone
6

sierpnia,

w

Krzynowłodze

dzień

dodatkowo

lentego. Uroczyste
gu

roku,

Przemienienia

p o d c z a s których

rowywania
Wielkiej

nych

formie.
1

się go
nie,
wych

obydwu

W

się z w y c z a j

cią­
ofia­

Łąkach j a k i Krzynowłodze

zwyczaj
W

nie

obydwu

Sposób

Krzynowłodze, w
znacznie

Łąkach

nej l i c z b i e

obchodzi

przetrwał

nie jest
starszej

ceremoniałem,
mniejszym

zaangażowaniu

w

swej

miejscowościach
do

odprawiania

kościołach

z większym

przy

są j e d y n y m i w

piętno p r z y s t o s o w a n i a

warunków - .

kowy.

w

aktu

mimo

po­

zmienio­
ofiar­

to

jedna­

parafii, dokonuje
bardziej

jednak

niż

archaicz­
w

Brodo­

wiernych i mniej

licz­

uczestników.

W miejscu dzisiejszych B r o d o w y c h Łąk w X V I w .
została założona n i e w i e l k a osada r u d n i c z a . D o p i e r o
zaś w poł. X V I I w . powstała t u t a j wieś. P o r . F r . P i a ś c i k , Osadnictwo
w Puszczy
Kurpiowskiej,
Warszawa
1939, s. 24, 26—27. Jeżeli c h o d z i o datę założenia koś­
cioła w t e j w s i , b r a k j e s t bliższych d a n y c h . N a j p r a w ­
d o p o d o b n i e j e r y g o w a n o kościół w B r o d o w y c h Ł ą k a c h
p o u p ł y w i e p e w n e g o czasu o d c h w i l i k i e d y stały się
wsią. M o g ł o t o nastąpić d o p i e r o w X V I I I w . , w z g l ę d ­
nie nieco później, w p i e r w s z y c h l a t a c h X I X w., j e d ­
n a k n i e później aniżeli w 1826 r . W t y m b o w i e m
czasie w B r o d o w y c h Ł ą k a c h n a p e w n o był już k o ś ­
ciół. P o r . M a p a Jeneralna
Województwa
Płockiego,
J u l i u s z a C o l b e r g a . 1826.
19

I

N a odpust w B r o d o w y c h Łąkach przybywają
tłumnie, p o p o k o n a n i u n i e r a z kilkudziesięciu
trów niedostępnych

piaszczystych

p i o w s k i e j n i e witają
(tak

j a k to b y w a

dróg. W e

ludzie
kilome­

wsi

kur­

przybyłych w świątecznym

dniu

na odpustach w

innych

okolicach)

k a r u z e l e z muzyką, s t r z e l n i c e czy w i e l k i e l o t e r i e f a n ­

omawiany

siada o n wyraźne
nego w

a

wotów.

Zarówno w B r o d o w y c h
pierwotnej

jest

Pańskiego,

14 l u t e g o , w dzień św. W a ­

d n i odpustowe

przygotowane
do
obniesienia
Łąki. pow. Ostrołęka.
Odpust
Pańskiego.

Kościół

ponadto

obu

się

11. 5. Wybrane
wota
wokół ołtarza. Brodowe
w dniu
Przemienienia

towe.

Z

nieodzownych

atrakcji

odpustowych

można

w B r o d o w y c h Ł ą k a c h spotkać: j e d y n i e n i e w i e l k i e k r a ­
my z dewocjonaliami
dzeniem
Tłumy
nie

tyle

potrzeba,

ludzi
chęć

ność

sprowadza
ucieczki

którą n a w e t

tu a t r a k c j i
pust w

i z a b a w k a m i oraz stragany z j e ­

i napojami.
n a uroczystość

od codziennych
skromny program

o d p u s t o w y c h jest w

Brodowych

przede

Łąkach

wszystkim

się p o z a k r ę g i e m

ile

istniejących

s t a n i e zaspokoić. O d ­

zawdzięcza

właściwościom

zwykłych

brodowska

kłopotów,

atrakcji

swą

popular­

znajdującym

o d p u s t o w y c h . Są

Słownik
Geograficzny
Królestwa
Polskiego,
ha­
sło Krzynowłoga
Wielka,
t. I V , W a r s z a w a 1883, s. 796.
„Tutejsza p a r a f i a e r y g o w a n a była 1230 r . p r z e z K o n ­
r a d a k s . m a z o w i e c k i e g o [...] P a r a f i a n i e
przeważnie
szlachta, t. zw. «ciemne mazury^.
W o b y d w u p a r a f i a c h w o t a w y r a b i a n e są p r z e z
służbę kościelną. P o n a d t o
n i e o b w i e s z a się
nimi
obrazów, a n i też n i e służą j a k o s u r o w i e c d o p r o d u k ­
c j i świec. K i l k a d z i e s i ą t l a t t e m u o m a w i a n y z w y c z a j
mógł j e d n a k w y s t ę p o w a ć w t y c h m i e j s c a c h w s w e j
p i e r w o t n e j , n i e z m i e n i o n e j p o d w p ł y w e m czasu f o r ­
m i e . P o r . A . Chętnik, op. c i t . . s. 9. 2 1 ; St. P o n i a l o w s k i , op. c i t . , s. 277.
20

21

�n i m i bez w ą t p i e n i a z a b i e g i
ną.
w

Sprowadza
głównej

do

mierze

z w i ą z a n e z ofiarą

Brodowych

i c h głęboki

Łąk

wotyw­

rzesze

praktycyzm

ludzi

życiowy,

same

wota.

i

tutaj,

byłyby

kościele b r o d o w s k i m , uczestnicząc w

wotywnej
sprawy,

„załatwić"

najważniejsze

n a które n i e mają

mogą

s a m i żadnego

Przebieg
rządek

ofiary

wotywnej

odprawianych w

Odbywa

się

ona

określony

cały

dla

nich

wpływu.

jest przez p o ­

kościele m s z y

przez

ofierze

i

dzień

nabożeństw.

odpustowy,

ołtarza

przez

księdza

z ofiarowywaniem

wszelkie

czynności

w o t ó w zostają

przer­

akt ofiarowywania

0 świtaniu p r z y g o t o w a n i e
cjalnego
nieopodal

ustawiają

przez „brastewnych"

go

ogrodzenia,

prowadzących

naręcze

n a dziedzińcu

w

cieniu

2 2

wypełnioną

świec

po

na

spe­

wprost

jest

bierają

wota.

W

kunia,

w

tutejszych

gospodarstwach.

Znajdują

wyobrażenia

bardzo

jęci swoją
straganie

rolą, g o r ą c z k o w o porządkują
wota

i świece. W

pośpiesznie

powiedzialne

między

funkcje:

ostatniej

siebie

rozłożone n a

chwili

mniej

i

przyjmującego

prze­

rozdzie­

bardziej

od

ludzi

niech

W

pliwie

i

gromadzić

dokładnie

Niektórzy

się p r z y

do

wyszukują

rozwiązują
nowych

toreb

za ś w i e c e i w y b r a n e
Wierni

już

składając

potrzebne

węzełki

im

świece.

odpustowych,

żeby

zapłacić

góry

opłaty,

tzw.

w

t e n sposób

okres

dokonywania

płacą
aktu

za

wypożyczenie

ofiarowywania

w

kościele.

O c z y w i ś c i e z g ó r y u s t a l o n a wysokość

„ofiar"

„brastewnym"

przy

i

utrzymanie

gwarantuje

uzyskanie

Trzeba

jeszcze

dodać,

wyższe

o d cen wotów.

porządku
właściwego

że

ceny

ułatwia
straganie

wynagrodzenia.

świec

„Brastewni"

ich na

są

znacznie

różnicując

biorą p o d u w a g ę n i e w i ę k s z y w k ł a d p r a c y

z w y k o n a n i e m w o t ó w czy też i c h duże wartości
tyczne,
jakie

lecz

przede

posiadają

Istniejąca
że w i e l u

wszystkim

wartości

ceny

związany
este­

więc

się n a „złożenie

ofiary"

powodem,
t y l k o za

„Brastewny" — nazwa miejscowa, prawdopodob­
nie pochodna od „bratstwo", „brastwo". (W słowni­
kach
Lindego
i Karłowicza
b r a k objaśnień
tego
słowa.)
Wszystkie
rodzaje wotów,
występujących t a k
w j e d n e j j a k i w d r u g i e j p a r a f i i , n a z y w a n e są p r z e z
w i e r n y c h „ o f i a r a m i " . P o n a d t o K u r p i e nazywają w o t a
„ o s i a r a m i " l u b „sigurkami w o s k o w y m i " .
2 2

2 3

8

wosku?",

Pan

„...coście

także

Bóg

cizioka.

taka

i

wysłucha,

scera..." .
2A

rękach w o t a . N i e k t ó r z y

wokół

świec. W

je przed

starają

Nowoprzybyli

drodze

się u m o ­

z a k r y s t i i zapalają

sobą w c h o d z ą

trzymających

świece

do p r e z b i t e r i u m .
się w o l n o

wota

dołączają

dali.

„brastewnego":

tak was

m o d l i t w a będzie

chuda,
ni

za ołtarzem. P a n u j e

ciche

uwagi:

się

i
do

zwarty

skwierczące

tutaj

„...uważajcie,

ścisk. Słyszy
uważajcie...",

się, b o n i e p o p r y s k a c i e . . . " .

Ludzie

się
„nie

obchodzą

ołtarz t r z y k r o t n i e .
ołtarzu

znajduje

Zwieńczają

gałązek

jodły.

Po

zwracając

się

go

obraz

Przemienienia

girlandy

wyjściu

twarze

świeżego

zza

w

ołtarza

jego

Pań­

widłaku

ludzie

kierunku.

klę­

Świece

i w o t a , u n i e s i o n e n i e c o d o góry, trzymają p r z e d
Ucyń, P a n i e
łowa...",

Jezu, zeby m o j a

„...o, z e b y

„...ucyń, P a n i e ,

mój

kuń

zeby p a r c h y

Modlitwy

są

zwracają

c i , którzy

którzy

innej

0 przetrwanie
ty

proszą

w

trzymają

czystości

się ze

swymi

przynieśli
o

zdrowiu

25

żeby

nóg

C i , którzy

obeszli

np.

kobie­

Wreszcie
się o j e ­
dziewczyn­

towarzyszących

ż e b y i m już

więcej

wychowywać

im

.

Szept m o d l i t w miesza

1

„kuruny

proszą

modlą

cierpień
Boga,

dzi.

zięcej

mój, t a k

Starsze

chłopca, a n i e

pozwolił

szurgotem

mojego

—

dolegliwościami.

wotum-dziecko,

zmniejszenie
dzieci,

wota

do wesela.

nie

się w

Panie

Dziewczęta

p o r o d o w i , proszą w r e s z c i e
odbierał

ochwatu...'',

J e z u , co b y m miał

treści.

go n a r o d z i n y , o n a r o d z i n y
ki,

miał

miłuję,

sobą.

n i e była j a ­

upraszam...".
tych,

cierniowe",

nie

j e k Ciebie

przenienienia

krowa

n i e t r z y m a l i się

d o b y t k u . . . " , „...spraw, P a n i e

z

różnica c e n j e s t b e z p o ś r e d n i m

decyduje

idźcie,

ludzi

pchajcie

użytkowe,

świece.

ta krowa

obcho­

„ o f i a r y " , n i e kupują n a własność w o t ó w i świec, l e c z
tylko

n i śmie...", „... d a j c i e

żałować

przychówku..."
określone

udaje

wąskie

cier­
się­

wy­

ludzi

W

wota.

z pieniędzmi,

cierpliwie

dzących ołtarz. J e d n i p r z y d r u g i c h w c h o d z ą w

skiego.

straganie j a k
n a d nią,

coraz

n i e każdemu

ciszy, dookoła ołtarza, p r z e s u w a

od­

wota.
z

je

korowód

kają
zaczynają

w

trzymając

i

skrzyni z wotami. Nachyleni

się

O d s t r a g a n u udają się l u d z i e d o z a k r y s t i i . W

i

Ludzie

— ludzie

wokoło

dajcie

to

już,

układają

niądze, pilnującego porządku o r a z donoszącego ś w i e c e

najbliżej

które

cierpień,

zwiększającym

krowę...", „...cemu

tylko wasa

pie­

wota.

wotów,

doznanych

t o n i e s i n i a ! " Słychać

przejście

dzieci.

Przed p r z y b y c i e m l u d z i „brastewni", wyraźnie

gają

i

„...idźcie

cować

się też w ś r ó d n i c h s p e c j a l n e krążki, gałki o r a z ,
rzadko,

przecie

i

wota­

W

panującym

„...brastewny,
i

wyrobu)
zwierząt

wszystkich

najważniejsza

ścisku

składają

woskowymi

opłacają

i c h n i e stać.

się docisnąć d o s k r z y n i z w o t a m i .

stole

brzegi

tych

symbolami

potrzeb.

potrzeb

(własnego

są t o p r a w i e w y ł ą c z n i e p r z e d s t a w i e n i a

hodowanych

lają

już

że niektórzy

b a r d z i e j tłoku p r z y s t r a g a n i e , myśląc, która z l i c z n y c h

kościelnym,

drzewa,

do z a k r y s t i i . N a

grubych, ciemnych

1 skrzynię
;

rozpoczyna

s t r a g a n u . S t r a g a n składa się ze stołu i ł a w y .

„Brastewni"
drzwi

wotów

rękami

właściwymi

musieliście

Złożony

2 3

pełnymi

niepowodzeń,

związane

niezwłocznie

wane.

mi

z

od

w c z e s n e g o r a n a aż d o w i e c z o r a , a l e n a czas c e l e b r a c j i

się n a w e t ,

K a ż d y j e d n a k p r a g n ą ł b y odejść o d s t r a g a n u ze świecą

ogarniające i c h przeświadczenie, że t y l k o w t y m d n i u ,
w

Zdarza

t y l k o j e d n o w o t u m , ponieważ n a więcej

się ze s k w i e r c z e n i e m

przesuwającego

wypowiedzieli

t r z y k r o t n i e ołtarz,

już

się

świec,

korowodu l u ­

swoje

opuszczają

pragnienia
kościół.

Na

Trudne
warunki,
w
jakich
notowane
były
wszystkie z p o d a n y c h w y p o w i e d z i , nie pozwoliły na
uzyskanie danych o samych ich autorach.
N a p o d s t a w i e wiadomości u z y s k a n y c h o d „bra­
stewnego" J . Cichego, z a m . w e w s i K o p a c z y s k a n i e ­
opodal B r o d o w y c h Łąk, oraz J . B o r k o w s k i e g o (ko­
wala)
i Fr. Piórkowskiego (muzykanta)
z Brodo­
w y c h Łąk.
2 4

2 5

�i;

II. 6. Wotum
— „koń".
Krzynowłoga
Wielka,
pow. Przasnysz.
11. 7. Wota —
„konie".
Wyk.
ok. 1950 r.
Brodowe
Łąki, pow. Ostrołęka.
II. 8. Wotum
—
„koń".
Krzynowłoga
Wielka.

�Tl. 9. Wota
— „koń"
i „źrebak".
11. 10. Wotum
—
„koń".
Wyk. ok. 1955 г. II. 11. Wotum
— „koń".
Wyk.
ok. 1950 r. Brodowe
Łąki, pow.
Ostrołęka.

zakończenie

udają

nych",

oddać

żeby

zostają

przerwane

bożeństwa. Będą
zapadnie
pracę

się jeszcze d o s t r a g a n u

na

świece i w o t a .
na

czas

dziedzińcu

..brastewnych''.

wota

trwania

one p o w t a r z a n e
Wtedy

ofiarne

pierwszego

aż d o c h w i l i

zmierzch

na­
kiedy

uniemożliwiający

„brastewni"

do z a k r y s t i i , gdzie p r z e c h o w u j e

się

je

jest

wych

w

dwóch

zwyczaj

tego z w y c z a j u

wyraźnie

w

dają

się z a u w a ż y ć

dniu

św.

najbliższe

włodzkiego

niczym

odpustowy

oczekiwany

stoją

stragany,

stowiczów.
ni,

brak

Jedynie

zdradzających

otoczenie

kościoła

nie przypomina,
przez

też j e s t

cały

ludzi

krzynoto

dzień

rok. Nigdzie

gwarnego

za kościołem
przybycie

że j e s t

tłumu

sąsiednich

nic

odpu-

stoi kilkanaście
z

kapusty,

wieprzowego

poranna

wotywa

W

kościele

i nabożeństw, w t y m d n i u

odprawianych

przez

proboszczów

które wygłosi

kazania,

nowłodze

sprawuje

przebywa

kościele

się

wnęce
ne

w

w

półkoliście

tylnej

elektryczna

z

okolicz­

za

wotywnej

w

od

Krzy­
W tym

wczesnego

ziemi

sklepionej

kożuch,

wnęce,

Umieszczona

lampa

biurowa

oświetla

kilka

wsi.

pudlo

tekturowe. Do

„brastewnym"

fabrycznych
miejsca,

gdzie

i

we

ustawio­

skrzynkę z

świec

rana.
siedzi

znajdują­

ołtarza.

n a stołkach p r z e d

się

serca,

ścianie

tami,

paczek

rozpoczyna

„brastewny".

sięgający

nie

mięsa

księży.

ofiary

w

cej

domach

wyjątkowych,

chwytającego

Szczelnie o p a t u l o n y w
skurczony

W

w i k a r y c h . Oczekuje

t y l k o jeden

on

tylko
można

których

przybyłych

i

jeden z przybyłych

nad przebiegiem

sa­

N i n i e j s z y opis został o p a r t y n a własnej obser­
w a c j i o r a z d a n y c h pochodzących o d c y t . w y ż . i n f o r ­
m a t o r ó w o r a z i n f . i n f . J . K o l i m a s a i M . Bałdygi, z a ­
mieszkałych w e w s i W a c h i i n . P o r . zapis f i l m o w y
6

gotowanej

parafii

dniu

i

dnia.

okolicznościowego

szczególnie

zimy
domach

podczas

wódki.

Pieczę

okres

ciepłych

przyjęcia,

Brodo­
obcho­

w

uroczystego

zabraknie

tego

surowy

się n a s u t e

nych

— 14 l u t e g o .

czasie o d p u s t u z i m o w e g o — w

lutego

nastrój

oczekuje

obcho­

Walentego.
14

odczuć

i

Istniejące w o m a w i a n y c h p a r a f i a c h różnice w
dzeniu

oraz

szereg m s z y

wotywny

osobno

na

kościele

do n a ­

terminach: tak jak w

Łąkach — 6 sierpnia, oraz

przypada

samym

bowiem

Krzynowłodze Wielkiej

dzony

w

zanoszą

stępnego o d p u s t u
W

Odpust

„brastew-

Czynności

wo­

duże

puste

przebywa

,,bra-

poświęcony o p i s a n e m u w y ż e j z w y c z a j o w i p t .
Ofiara,
F i l m o t e k a Zakładu E t n o g r a f i i I H K M P A N w
War­
s z a w i e ; O. J . J . , Czekam
na Twe zmiłowanie,
„Argu­
m e n t y " . 1959, n r 31(60), s. 6 - 7 .

�stewny",

prowadzą

bokach

ołtarza.

mroczny

prezbiterium

kościoła

jeden

za

powoli

do

dotykają

zapełnia

z

ofiary

wchodzą

nimi

ciała,

Matki

wejścia

ołtarzem

powiek,

się

za

wotywnej.

ołtarz

przez

zębów,
wiążą

dłońmi

t j . tych

się

ich

chore

ba, p o dotknięciu ołtarza czynią
niektórzy

korytarzyka,

i składają

czyźni

podają

ofiarę

otrzymują

osłaniając

Kobiety

je w

żądane

płomienie

opłat, w y d a w a n i a

choro­
po­

wyjmują

z to­

pieniądze.

wota

świec

i

i

Za

świece.

Męż­

złożoną

Odchodzą

trzymając

zaciśnięte

w dłoniach w o t a . W s z y s c y w o l n o kierują się d o w y j ­
ścia, w
zza

dalszym

ołtarza

ciągu ocierając

znajduje

zbita z grubych
mają

trzymali

się p r z y

wyjściu

do

ściany

wyłącznie

do n i e j d r o b n e s u m y ci wszyscy,

prośbę

brodowskim,

ołtarz. P r z y

przymocowana

desek s k r z y n k a n a o f i a r y

pieniężne. W k ł a d a j ą
którzy

się

d o św. W a l e n t e g o ,

lecz

nie za­

„brastewnym". T a k j a k w

kościele

tak i tutaj

obchodzą

ludzie

ołtarz

trzy

razy.
Przed

frontem

ołtarza

skupienia,

o chorobach

i

a

u

na

wielu

dolegliwościach,
Wszyscy

ludzi

niektórych

pojawia

twarzach

wyciskają

lesnej

troski.
świec

figurki

d z i e c i . P a r ę osób t r z y m a p r z e d s t a w i e n i a

rząt. M o d l i t w y ,
tyczą

głównie

uzdrów

klękają.

wota

rękach

klęczących

do

kuchni

na

a b y p o skończonej

odprawianego

nowłodzkim

kościele
sprawy

Patronem

bowiem

liturgii

nieważ

jednak

świętego
choroby ".

z

tytułu

tywnej
rząt

zwracają
są

dla

życiu

nie

zdrowie...",

błagam,

„...o, ś w i ę t y

proszę,
Walenty,

powrócił

chorych,

módl

się

moje

daj m i w n u k a do­

b r e g o i z d r o w e g o . . . " , „...o, ś w i ę t y W a l e n t y ,
wszystkich

za

mówieniu m o d l i t w l u d z i e wracają

opiekunie

nami...''. Po

od­

za ołtarz, żeby o d ­

dać „ b r a s t e w n e m u " ś w i e c e i w o t a .
Przed

„brastewnym"

składają

jaja

i

1 świece. W c i ą ż
ołtarzem

w

z

za

przesuwający

uniemożliwia

skrzynce

przebierać

nadal

pieniądze,

gromadzą
które

się

w

ludzi

zatrzymywanie

Dlatego

t y l k o składa

nikt

nie

opłatę,

wota
za
się

próbuje

i z

tymi,

Z a b i e g d o t y k a n i a ołtarza w i ą ż e się z p r z e k o ­
n a n i e m , że k o n t a k t m i e j s c a c h o r e g o z ołtarzem, n i e ­
kiedy poprzez starcie
z niego
„prochu",
„kurzu"
( w j e d n y m i d r u g i m w y p a d k u ze s w e g o
rodzaju
apotropeionem)
— powoduje
zmniejszenie
cierpień,
a n a w e t u z d r o w i e n i e , „...ja t o n i e muszę t y c h o f i a r
obnosić, m n i e w y s t a r c z y , j a k m n i e b o l i g ł o w a , śro­
d e k ( ż o ł ą d e k ) , czy pęcherz potrzeć ręką ( p o d o t k n i ę ­
c i u nią ołtarza) i m i o d r a z u p r z e j d z i e . . . " — w y p o ­
w i e d ź j e d n e g o z uczestników o f i a r y w o t y w n e j , m ę ż ­
c z y z n y w średnim w i e k u .
K . Radoński, Świeci
i Błogosławieni
Kościoła

lecz

w

jednak
w

wotów

zdrowia
wo­

dla

Sprawy

zwie­
gospo­

Pomyślne

ich

Wielkiej

wiąże

pośrednio,
spra­

poświęcony
Pań­

uczestnicy

możliwości

od­

dokonania

„przemian".

należą

ofiarnego

d o stałego

posiadają

zbiory

ogól­

T y m też

Łąkach,

o

wotów

w

się j e w

zakry­

ok. kilkaset

kościoła
w

krzynowłodzkim

oby­

wyposażenia

ich po

są u ż y w a n e

brodow-

pełnym

ze­

korzysta

się

i c h części.

Ze stopniem wykorzystania

i

tym

ofiary

również,

czasie rytuału

kościele

z niewielkiej

nowłodze

na

w

na Przemienienie

cudownych

kościoły

Jeśli

tylko

że

sprawom

z n i m wiążą

s k i e g o p o d c z a s odpustów
to

zdarzają

cierpiących

zdrowia.

odpust

przekonanie

używane

Obydwa

stawie,

tyl­

krzynowłodzcy

jednak,

Brodowych

miejscowościach

sztuk.

ludzkim.
Walenty.

dawna

kościoła. P r z e z cały r o k p r z e c h o w u j e
stii.

krzyprawie

uznany

uczestników

własnego

Krzynowłodze

Wota

ludzie,

odbierają

się k o r o w ó d

dłuższe

wotami.

wotach,

tak jak i

dwu

od

opiekuna

bytowych,

sobie

t y m dniu

w

już

parafianie

najważniejsze.

się w

m i więcej

zdrowiem

j e s t s a m św.

gospodarstwie.

chłopa

trudności

w

te

spośród

w

ludzi.

w

są

się
jaja,

t o n i e t y l k o usunięcie istniejących

zapewnienie
wom,

ofiarnego

poświęconym

d o św. W a l e n t e g o , d o ­

abyś

j a ciebie

nych

na

się z prośbami o z d r o w i e

hodowanych

darcze

jest

już

świe­

udaje

14 l u t e g o

Znamienne

niektórzy

i

H

jako

L&gt;

ołtarz.

wota

przyjmować

dniu
ze

wię­

brzegi.

n a padaczkę i p o d a g r ę - , p o ­

rzadko,

traktują

coraz

po

jest o n w p r a w d z i e

choroby

raczej

ludzkiego,

w

związane

wszelkie

Walenty,

do c h r o n i e n i a

naczynie

ponownie

tych spraw

kościelnej

tutaj

dniu,

milczeniu

obchodzić

nowe

rytuału

k o za p a t r o n a c h o r y c h
się

czynności

w

skrzynkach

po

mszy

Intencją
wyłącznie

przestają

w

plebanię

głębokie

„...o, święty

Swoje

i świec o r a z

do

wpływać

pieniądze. Następnie

pustu

0

2 7

jaja, liczy

zwie­

zęby,

o litościwy, o słodki,

przy

układa

skie i przede w s z y s t k i m

zdrowia:

m i te p o w i e k i , żeby

bo­

spadały...", ,,...o, święty W a l e n t y ,
co

porządkuje

nogi,

— oczy, serca,

które kierują
spraw

W

piętno

oprócz

widać

się

myśli

wotów

ce,

W

ludzi.

się

przyjmowania

się s u m a . L u d z i e

rozwiązanie

wyraz

do

Duże pudło w y p e ł n i o n e j e s t n i m i

Zbliża

„brastewnego",

przeciwieństwie

potłuczeniem. J a j zaś p r z y b y w a

„Brastewny"

dzieciom

się o ołtarz

jedynie

przed

cej.

wszystkich

t e k t u r o w y m pudle.

,,brastewnemu"

napierających

Wolno

c i e r p i e n i a -'.

żadna

zachowanie

jaj

w

k u r p i o w s k i c h , nie stara

ogranicza

z n a k krzyża. W

mijając

z tłumu przystają.

jaja

na

się w tłum obchodzących ołtarz.

krzynowłodzki,

którzy
wejście

miejsca

c a ł y m ciałem. C i zaś, których n i e t r a p i

rebek

„Brastewny"

wiernymi.

t r z y m a n y m n a rękach. N i e k t ó r z y ocierają

długości

które otrzymał, w c i s k a

ołtarz ocierają p a l c e o ściany

którymi

przecierają

lowie

po

wąski,

się p i e r w s i l u d z i e ,

obnoszenia

drugim

z l e w e j strony. Mijając
części

dwa

za

„brastewnych"

pobliżu ołtarza zbierają

przystąpią

i

łączy

korytarzyk.

Nawa
W

z

Wejścia

p r z e z kościoły w

i Brodowych

się bezpośrednio

Łąkach
sprawa

Krzy­

posiadanych
ich produkcji

autorstwa.
W

Brodowych

stewnych".

W

Łąkach

istnieje

Krzynowłodze

obecnie k i l k u

kilkanaście

lat

„bra­
temu

Katolickiego,
„Encyklopedia
Hagiograficzna",
Księ­
g a r n i a S w . W o j c i e c h a , 1947, s. 482.
Prawdopodobnie
również
i
w
Krzynowłodze
św. W a l e n t y słynął j a k o o p i e k u n c h o r y c h n a p a d a c z ­
kę. Z a c h o w a ł a się b o w i e m w e w s i ż y w a jeszcze t r a ­
d y c j a o d o z n a n i u łaski w m i e j s c o w y m kościele w i e l u
cierpiących n a tę chorobę. N i e s t e t y , b r a k d a n y c h n i e
p o z w a l a określić czasu w y s t ę p o w a n i a w K r z y n o w ł o ­
dze k u l t u t e g o ś w i ę t e g o j a k o o p i e k u n a e p i l e p t y k ó w .
(Na p o d s t a w i e wiadomości u z y s k a n y c h o d M . Piór­
k o w s k i e j , u r . w 1900, B . C i c h o c k i e g o ,
u r . w 1880,
W . B i e l s k i e j , u r . w 1872 г.).
2 9

�13

U. 12. Poszczególne
fazy
fazy lepienia
wotum
—

lepienia
wotum
„krowy".

również

a o b e c n i e funkcję

nego"

było i c h k i l k u ,

sprawuje

„brastewni"
nowłogi

t u tylko

jeden

kurpiowscy, j a k i

— t o chłopi
„Brastewny"

datkowo

kołodziejstwem.

ców w s i n i e wyróżniają
zaufaniem

proboszcza

ki posiadanym cechom
dziej

niż

chować

inni

energicznych
cechom

W

tacę. Jeżdżą

wyrób

niejszym

aktem

Okres

Na

pewno

parafii

czasie

już
ich

wsi

dzię­

zaś

Mają

zaszczytną

nabożeństw

zbierają

ofiary

wotów

jak

imprezy

wotów

wokoło

sprawowania

i

kierowanie

odpustowej,

proboszcz.
swych

Jeżeli

„brastewny"

obowiązków,

zostaje

n i m ktoś

inny

ze

spośród

ogółu

więc

jest,

parafian

oraz

obowiązków
zdolności

w

niczym

że

wybór

szczególnie

„brastewnych"

sprawowanie

nie wiąże

plastycznych.

zrozumiałe,

o d p u s t u lepią

Jest

to

zaś

jeśli

Wszystkich
brodowscy
mocy
pin"

związanych

z

tytularnych

się z

posiadaniem

do pewnego
chodzi

o

stopnia
Brodowe

niedopałków

świec

u l e p i e n i e kilkudziesięciu

t y m czynności

kościelnych.

kunastu

innych

jeszcze

przedstawień

dzieci).

całość

włożenie

przez

przedstawień
figur

Nowy

Rok

był

dziećmi,

przedstawień

podstawowych
modelowania

również

do

zwyczaj

n i e czynnością tą z a j m o w a l i

lepienia

zwierząt.

tworzywie

pow­

z

ciasta

Niejednokrot­

się, n a r ó w n i z k o b i e t a ­

i mężczyźni.

umiejętności

niedawna

Posiadanie

rzeźbienia

(cieście

w

czy

więc

łatwym

wosku)

do
było

naturalną.

ilości

ich

tego r o d z a j u

zwyczaj

za

pamięci

wosku

i

nie w s p o m n i a n y c h
Jedyni

miarodajnie

Brodowych

umiejętności

ludzie

mogliby

we

synem

12

dawnego

cennych

swojej

jak i

sąsiedniej

„brastewnego".
ojca.

wy­

najbardziej

wypowiedzieć,

już n i e żyją. O b e c n y

zam. w

danych

posiada­

n i e b y ł o rzeczą

w s i , którzy

się n a t e n t e m a t

sami „brastewni", dzisiaj
Sałkowski,

Łąkach,

wiosce

Mógłby

mowania.

Z

wyrobionej

do

Uzyskują

wrzątku.
mniejszych
i łoju.

bryły

kawałki i z n i c h w y g n i a t a j ą
wskazującym

czy
jedną

ilościach

Miękką

dokładnie

masę

wygnia­

i

kciukiem

wyszarpują

dwoma
—

niewielkie

tylko palcami —

zamierzone

przedsta­

wienia.
złożony

jest

jedynie

sposób

modelowania

przedstawień f i g u r a l n y c h — k o n i , k r ó w , świń i o w i e c .

proste

i

wygniatanie
jednocześnie

symbolicznych

gałek,

krąż­

d r o b i u i dzieci jest t a k

przypadkowe,

że

nie

wymaga

omówienia.
Przed

przystąpieniem

„bra­

bydła, k o n i , n i e r o g a c i z n y

Bąki,

wytaczają

on do­

w

wody,

k ó w czy n a w e t przedstawień

tak jak w

kil­

świec stapiają

w

Natomiast

i tutaj,

one na

zwierząt i
gałek

niekiedy

czy

czości

Nagromadzo­

tają, starając się uczynić ją b a r d z i e j podatną d o f o r ­

Bardziej

Krzynowłodze

starczyć

dokonują

w t e n sposób masę, która s t a n o w i mieszaninę: w p r z e ­

żyjących l u d z i n i e był z n a n y . T r u d n o j e s t p o w i e d z i e ć ,

jest

nowe.

(krążków,

Resztki

jeszcze

stewny"

wota

„ska-

i

z ciepłej

jątkową.

całości

z po­

wyjmują

kultywowany

jeszcze

Nato­

każdorazowo

żadnych narzędzi. J a k o s u r o w c a u ż y w a j ą

a

W

w

Łąk

„ b r a s t e w n i " ręcznie, n i e korzystając

parafiny,

Kurpiowszczyzny,

rzeczą

obecnie

starych. Do-

wotów.

ważającej

i

się

wotów

Dzięki t e m u można w i ę c dokładnie poznać samą t e c h ­

stearyny,

mi

zajmuje

Brodowych

licach
na

kościoła
„brastew­

czy w y t a r t e f r a g m e n t y .

z

Ł ą k i . W e w s i t e j , p o d o b n i e zresztą j a k w w i e l u o k o ­
szechnie

dzieło

ne w s p o r e j ilości w ciągu r o k u , wystarczają

Znamienne

życia

pieczę n a d r y t u a ł e m w o ­

krzynowłodzki

i m n p . ułamane

nikę w y r o b u

się

przeważającej
na okres

zaś w o t a

wyłącznie

drobnymi reperacjami

dniem

parafian.
z

„Brastewny"
najwyżej

przed

nie wywiązuje

lat. Wszystkie

sprawujących

najważ­

sam

datować

kilku­

nieżyjących

tywnym.

„brastewni"

z góry u s t a l o n y . O czasie j e g o t r w a n i a d e c y d u j e

po

powstania

więc

stanowią

miast

„brastewnego" n i e jest

w tym

to, poza

spuścizna

Czas

kilkudziesięciu

lepia

ołtarza.

funkcji

nich

na

jest

Krzynowłodze

można

po­

jakim

niechętnie.

t y c h „ b r a s t e w n y c h " , t j . w przybliżeniu n a o k r e s o s t a t ­

n y c h " dzisiaj

„bra-

w

„brastewnych".
większości

niezwykle

podać żadnych

konkretnych informacji.

kościoła

ce­

t y m właśnie

udziela

n i e można

egzemplarzami,

brodowskiego

ludzi

funkcję

z

bar­

powinna

o n i opinię

temat

bardziej

Wota

zdolnoś­

ten

ich podstawie

nastoma

mieszkań­

z księdzem p o kolędzie. I m zostaje

wierzony
obnoszenie

mieszkańców

rzetelność.

w

rol­

się d o ­

i n t e l i g e n t n i . Cieszą się

i przedsiębiorczych. Dzięki

pełnią

stewnych".

i

Krzy­

c h a r a k t e r u . Są o n i m o ż e

pobożni.

i c h duża

zakresie

trudni

ogółu

na

z

n a codzień

Spośród

macji
Na

się a n i s p e c j a l n y m i

c i a m i , a n i też n i e są b a r d z i e j
oni

się

Poszczególne

Zarówno

„brastewny"

krzynowłodzki

U. 13.

„brastew-

człowiek.

zajmujący

nictwem.

— „konia".

wałek,

w

do

lepienia

otwartych, sztywnych

zwężony

w

środku, g r u b s z y

zarówno

o

historii

twór­

cu. G d y wałek jest gotowy,

Niestety,

wszelkich

infor­

grubszy

na t r z y

części

przedstawień

— „brastewni"

każdorazowo

dłoniach,
na jednym

rozdzielają

krótki
koń­

j e g o końce —

i cieńszy n a d w i e

(ił. 12, 13).

�I i . 14. Wota. — „krowa"
i „świnia".
Wielka,
pow.
Przasnysz.

Z

pierwszych

trzech

nogi zwierzęcia
wę

(w

łych

części

i szyję w r a z

w y p a d k u przedstawienia

dwóch

mowane

części

według

wyobrażenia

wygniatają

tego

różnych

bardziej

krowy
jak

niż

partie

zwierząt

wie

pyska,

mało

oczu

nie
i

itp.),

u krów

było z i d e n t y f i ­

się

w

ulepić

30

grube

czy o

grzy­
za­

(np. o t w o r u

końcem

paznokcia

przedmiotem.
przy

zwracają
Dokonują

wyrobie
szczególną

tego

t y m łączą

przedstawienia,

płynne f o r m y

tak

wymaga

szczegółów
tego

tworzywa

na

uwagę,

jest

opuszkami

t a k aby po

palców.

precyzowa­
wystygnięciu

ono

miękkie,

.

N i n i e j s z y - o p i s został o p a r t y n a w ł a s n e j o b s e r ­
wacji oraz n a d a n y c h u z y s k a n y c h od „brastewnych"
z B r o d o w y c h Ł ą k . „...Robim t e z w i e r z ą t k a t y l k o r a z
w r o k , w przeddzień o d p u s t u , w miesiądzu s i e r p n i u .
G d y robią j e n a o d p u s t t o cały dzień się posługują,
aż t e n dzień p r z e j d z i e . I n i e r o b i m aż w d r u g i m r o ­
k u z n ó w n a o d p u s t . K a ż d y b r a s t e w n i r o b i d o ogóła
t a k i e s a m e z w i e r z ą t k a i t a k s a m o , k t o co p o t r a f i t o

„brastewny"

ustalenie, w

J . Sałkowski.

jaki

Krzynowłoga

sposób były

k r z y n o w ł o d z k i e , ze zrozumiałych

lepione

powodów

jest

n i e m o ż l i w e . W i a d o m o , że d o i c h w y r o b u użyto w o s k u .
Poza t y m n i e u l e g a żadnej w ą t p l i w o ś c i , że

wszystkie

wota z Krzynowłogi, t a k j a k z B r o d o w y c h Łąk,
wyrabiane
jalnych

ręcznie,

bez

pomocy

były

j a k i c h k o l w i e k spec­

form.

Niektóre w o t a k u r p i o w s k i e oraz w o t a

krzynowłodz­

k i e , w y k o n a n e p r z e z żyjącego o b e c n i e

„brastewnego",

posiadają

wygniecionego,

świeżego

kolor

i

fakturę

w o s k u . Większość

mocno
jednak

wotów

z

Brodo­

w y c h Ł ą k i K r z y n o w ł o g i W i e l l u e j j e s t zupełnie

inna.

Wota

mają

brodowskie

nieregularne,
w

wotów,

jeszcze

posiadało

wota

przedstawieniu

i baranów

dokonują

z zabiegiem

stwardnieniu

for­

schematu

n a t o t w o r z y w a . Oczywiście n i e

zabiegiem

wygładzenie.
formy

też

starają

widocznych

„brastewni"

Niekiedy

się

n p . k o n i o m szyję i n o ­

czy

jakimkolwiek ostrym

który

można

pozosta­

nogi. A b y

Jeśli któreś p r z e d s t a w i e n i e

Końcowym
ich

brzucha

o rogach

u koni.

znaczenia
lub

krowom

tylko wystarcza

zapominają

świni), a z
tylne

Szczegółowe

przednie

l u b t y l k o gło­

powtarzającego

kować, „ b r a s t e w n i " w y c i ą g a j ą
gi

wygniatają
z głową

Ok. 1958 r. wyk.

są

szarooliwkowe,

ciemne

smugi

czasie s t a p i a n i a i

Wota

mają

ślady

dzieło

nieżyjących

najczęściej

natną, którą n a d a j e

po

w y r a b i a n i a różnych

krzynowłodzkie,

stewnych",

—

niektóre

barwę

i m nagromadzony

łączeniu
surowców.
już

„bra­

ciemnobru­
przez lata n a

i c h p o w i e r z c h n i b r u d . N i e posiadają o n e r ó w n i e ż t a k
gładkiej
tym

powierzchni

bardzo

knięciu

twarde.

sprawiają

j a k wota

b r o d o w s k i e . Są

Niekiedy

przy

wrażenie,

że

pierwszym

zostały

przy
zet­

wykonane

r o b i , aż zrobią t y l e co już miarkują że będzie. J e d e n
może l e p i e j robić, a d r u g i g o r z e j , b o j a k i k t o m a t a ­
l e n t d o czego, a l e chociaż i słabiej, t o t a k s a m o się
używa d o sprzedaży. Z d a r z a się n i e r a z , że m o ż e r o ­
bić t e o f i a r y żona, d z i e c i , b a b c i a l u b d z i a d e k , a b y
t y l k o k t o potrafił, b o w c a l e n i e j e s t p r z e s z k o d a , ż e b y
kto i n n y robił". ( F r a g m e n t l i s t u „brastewnego" J . C i ­
chego d o a u t o r a ) ,

13

�z

gruboziarnistego

się

kamienia

bezpośrednio

Najwyraźniej
wątpienia
W

( i l . 18). T a

wiekiem

daje

się

ją

cecha

poszczególnych

zauważyć

w

łączy
wotów.

wotach

omawianych

zestawach

się niektóre s y m b o l e .

Wota

wotów

powta­

zabezpieczające

d o w l ę k o n i , bydła, d r o b i u , t a k w j e d n y m j a k i w
gim

ośrodku

reprezentowane

egzemplarzy.

Mimo

jeszcze,

mniej

lecz

krzynowłodzkie
jednokrotnie
wszystkim
wśród

i

w

ważnych

największą

różne.

głównych

cech

w

to

przede

że w s z y s t k i e

wotów

odbicie
w

właściwości

gospodarce i w

talności

t e różnice

brodowskich

nasileniu

niektórych
istniejące

wspól­

pewnym

przede

wszystkim

stopniu również w
społecznego

rejonów

— Kurpiowszczyzny

i Przasnyskiego.

również

w

stępujących
i

w

Brodowych
Naczelne

stopniu odbiciem

historii
Łąkach

miejsce

tema­

stanowią

s a m e g o środowiska
jakimś

podlega
w

i krzynowłodzkich

tkwiących

ich

Różnica t a

niejednakowym

n y c h przedstawień ( n p . o w c e czy k r o w y ) . N i e
tyce

nie­

jednoczesnym

w j e d n y m i d r u g i m zbiorze wotów
dyskusji,

wota

przedstawień

zestawie z Krzynowłogi.
w

innych

treści

pewnych

kurpiowskich, przy
również

ilością

i

się

kościołów
(czas

wśród

tych

men­
dwóch

w

wy­

Krzynowłodze
patronat

z Brodowych

itp.).
Łąk

i K r z y n o w ł o g i W i e l k i e j , szczególnie wśród t y c h o s t a t ­
nich, zajmuje

przedstawienie

11), n a j b a r d z i e j
cia w

chłopskiej

Bardzo
dowskie,

potrzebnego,

wyobrażane

są

jeżeli

jałowych)

dla
i

przy

chodzi

krowy,

o w c e ( i l . 14, 15, 16). H o d o w l a
warunkach

zwierzę­

gospodarce.

często, zwłaszcza

piowszczyźnie,

k o n i a ( i l . 6, 7, 8, 9, 10.
najcenniejszego

jednocześnie

i

bro­

rzadziej

t y c h zwierząt n a K u r -

wyjątkowo

rozwoju

o wota

cielęta

rolnictwa
dużych

nie

sprzyjających

(duża
ilościach

ilość
łąk,

gleb
pa-

M . B i e r n a c k a , Gospodarka
hodowlano-pasterska
iv Puszczy
Zielonej
od końca XIX
w. do
pięćdziesią­
tych
lat XX
w., „Etnografia P o l s k i " , W r o c ł a w 1959,
t. I I , s. 243, 245; St. K o p c z y ń s k i , Powiat
przasnyski,
„ M a t e r i a ł y d o m o n o g r a f i i przemysłu i s z t u k i l u d o w e j
w P o l s c e " . W a r s z a w a 1930.
:!1

14

itp. — stanowi

wę utrzymania
Łatwe

31

do

dla w i e l u gospodarstw

podsta­

.

zidentyfikowania

wyobrażenia

świń

( i l . 17) występują, t a k w j e d n y m j a k i d r u g i m z e s t a ­
wie
te

wotów,
są

więc

bardzo

wyjątkowo

tury

religijnej

ich

przed

na r ó w n i

rzadko.

Jak wiadomo,

cenione

zastanowienie

Prawdopodobnie

przez

t a k mała

wypływa

do

ciaż

znacznie

obiekcji na­

powstrzymujących

zwyczaju

kościelnego,
tego

podobnych

głębiej

Budzi

i c h przedstawień.

tematami, symbolu

przykładem

tkwiących

ilość

wotów,

wprowadzeniem
z innymi

zwierzęta

chłopstwo.

to z p e w n y c h

u twórców

cia. W y r a ź n y m

w

zwierzę­

obiekcji,

związanych
złem

z

zabezpieczeniem

psa. P i e s ,

wobec

przywiązany

przed
do

każdego obcego, w i e r n y

cho­

świadomości

d o w i s k a , jest niewłączenie do o f i a r y w o t y w n e j

śro­
spraw

jakimkolwiek

swego

pana,

srogi

stróż g o s p o d a r s t w a

—

t r a k t o w a n y j e s t n i e j e d n o k r o t n i e n a r ó w n i z niektóry­
mi

zwierzętami

mimo

swych

wszechnie
niegodne

Są o n e

odrębności

założenia,
wotów

ho­
dru­

wspólnych,

wyrażają

Przejawia

nieobecności

występowaniu
się

są
tych

brodowskie

bardzo

wotów

wyraża

jednak

stwisk

bez

najstarszych.

obydwu

rzają

z

dostarczającymi

licznych

za

stworzenie

boskiej

Bogato

(bardziej

nie

gęsi

odbicie

scowych

są w

zestawie wotów

jednak

popularności

tego

sąsiadujących

z

zwierzęcia

granicą

kupcom

z

w

prawie

ogromne

Mazur.

miej­

lat temu na

„pruską"

hodowano

wy­

t o bezpośred­

g o s p o d a r s t w a c h '•&gt;•'•. K i l k a d z i e s i ą t

sprzedaż

krzy­

Brodowych

występuje

( i l . 18. 19, 22). S t a n o w i

Kurpiowszczyźnie

na

po­

samym

d r o b i u ( i l . 18, 19, 20, 2 1 , 22, 23).

na
gęsi

tym

niż w ś r ó d w o t ó w z

terenach
całej

a

jest

, 2

t a m najpowszechniej

obrażenie

Jednak

uznawany

opieki .

Łąk) przedstawienia
tu i

pożywienia.

pies

„nieczyste",

reprezentowane

nowłodzkich
I

zalet

ilości

Krzynowłoga

dzięki położeniu n a d samą granicą p r z o d o w a ł a w t y m
handlu.
Jeżeli
wieniach
nich

chodzi
drobiu

tematy

o wota

brodowskie,

wyczerpują

związane

ze

się

to n a

przedsta­

występujące

sprawami

wśród

gospodarczymi.

N a p o d s t a w i e w y p o w i e d z i następujących i n f o r ­
m a t o r ó w : W . B i e l s k i e j , F. N a s i a d k i , J . S a ł k o w s k i e g o .
J. Cichego i i n . Por.:
k o t , pies — z w i e r z y n a n i e
podchodząca d o kościoła, k o t t o już w r ó g ludzkości"
(M. Piórkowska, w . Krzynowłoga W l k . ) .
••* M . B i e r n a c k a , op. c i t . , s. 243, 245.
3 2

�//. 15. Wotum
— „krowa".
Wyk.
ok.
1H55 r. 11.
16. Wotum
—
„cielak".
11. 17. Wotum
— ..sinia"
(świnia).
Wyk.
ok. 1956 r. Brodowe
Laki.
рои:
Ostro­
łęka.

Zbiory

krzynowłodzkie

bardzo

rzadko

obejmują

używane

ponadto

wota

dzisiaj

dotyczące

już

pszczelar­

stwa.
przed

tzw.

częściej
dziej

się",

roje

pszczele

wymarznięciem,

urokiem

przedstawienia

uli

pszczół

zabezpieczającymi

„zgnilcem",

„niedarzeniem

wszelkim

w

kło

się

i,

jest

kościele

przypisać,
padkach,
z nią

że

fakt

uważać

odbicia

Najnowsze
jęciami

stanu

w

badania

tego

teren

samych

rodzaju

pozarolniczymi

(i

Kurpiów

okresie

hodowli

ostatnich

na

kilkudziesięciu

nizacji

powszechnym

w

n a d za­
danych,

wyjątkowej

tym

terenie

lat. W

wyniku

P u s z c z y d o czasu

kolo­

krótkim okresie p o do połowy X V I I I w .

zaś kilkudziesięciu o s t a t n i c h l a t

zajmowały

najzamożniejsze
znacznych
sobie

się

głównie

gospodarstwa.

stosunkowo
Zajęcie

to

gospodarstwa

biedne,

może,

dobna

że

w

ostatnich

sytuacja

w

okolicach

8 5

ich

wymagało

spotykane- naj­

Krzynowłogi

dziedzinie

lat

hodowli

zdrowia

oczywiście

związanych

stanowi

potrzeb

wszechnie
i

Wielkiej

istniała

po­

pszczół.

Nie

nie­

grupą

w

bez

porównania

ze s p r a w a m i
zwany

w

Brodowych

nikiem

wśród

g i c z n e g o , który

kiedy

krzynowłodz-

życiu

mniej

symbole

ludzi.
niż

„zianuskiem",

Jest

wotów

wotów

w

po­

z Krzynowłogi

jak

bliskim

ludowej

m a właściwości

„kuruną

jednakowo

Łąk. Jest o n b a r d z o

tak popularnego

głów­

gospodarczymi.

„kółkiem",

zarówno

pszcze­

w

powszechnym.

zbiorach

i powodzenia

przy­

z okresu,

c i e r n i o w ą " i „ b i g i e l k i e m " •""&gt; w y s t ę p u j e

odpowied­

m a g i i kręgu m a ­

zabezpieczania

przed

w s z e l k i m złem p r z e d m i o t u czy o b i e k t u , z k t ó r y m
stanie

zo­

związany.

Najczęściej

jednak

wotum-krążek

uznawane

jest

i w K r z y n o w ł o d z e i w B r o d o w y c h Ł ą k a c h za s y m b o l

sób,

w

człowieka

jaki

Kurpianki

wokół

ołtarza.

Jeszcze

zywał

on powszechnie.

wotum

kilkudziesięciu

zupełnie

zabezpieczający

J . Olędzki, Materiały
do wybranych
tradycyj­
nych
zajęć
pozarolniczych
na
Kurpiów
szczyżnie.
„Etnografia P o l s k a " , W r o c ł a w 1959, t. I I , s. 250.
N a z w a „ k ó ł k o " występuje w o b y d w u p a r a f i a c h .
N a z w y pozostałe u ż y w a n e są w y ł ą c z n i e w
Brodo­
w y c h Łąkach. „ Z i a n u s e k " — w i a n u s z e k , „ b i g i e l e k " —
nazwa obwarzanka, w t y m w y p a d k u w o t u m o po­
d o b n y m kształcie.
M

Odrębną

głowy. W i d o m y m p r z e j a w e m

4

okresie

o tematyce

pszczół była jeszcze zajęciem

nieliczne,

częściej n a t y m t e r e n i e °' .
Być

odzwierciedlenie

już

posiadały

b y ł y jeszcze

Wielkiej

pszczelar­

ś r o d k ó w m a t e r i a l n y c h , n a które n i e m o g ł y

pozwolić

Krzynowłodze

mierze

Krążek

rolniczej tego t e r e n u i w

okresie

najprawdopodobniej

nie

dotyczące

k o l o n i z a c y j n y m , a więc najwyżej
stwem

Łąki

więc

badań można stwierdzić, że h o d o w l a pszczół b y ­

ła zajęciem

Brodowe

k i c h i b r o d o w s k i c h są w o t a przedstawiające

związanych

dostarczają

pszczół

w

hodowla

wotywnym?
prowadzone

był

Krzynowłodze

pow­

innych wy­

które p o d w a ż a j ą p o p u l a r n e p r z e k o n a n i e o
powszechności

wo­

tym

wotywnej

osadą rudniczą a n i e wsią. M o ż n a w i ę c

larskiej

zwy­

szczególnie

tu, jak w

terenowe

kiedy

puszczać, że w y s t ę p o w a n i e w o t ó w

gospodarki

zwyczaju

uprawiany w

rza­

braku

za

czasie,

kościoła, k i e d y

nej

nie spotykamy

potrzeb)

tym

istotnym w

ofiary

uli pniowych,

sporadycznie,

k u r p i o w s k i m . Kurpiowszczyznę

bowiem

w

o bardzo

zwyczaj

wielką

szechnego w y s t ę p o w a n i a h o d o w l i pszczół. C z e m u

w

że

naj­

( i l . 25, okładka).

tów

W

zapominać

fakcie,

je

i t p . Stanowią

dawnych

skrzynkowych

Zastanawiający

tych

jednak

najprawdopodobniej

Są o n e s y m b o l a m i

w

można

wypadku

n a czole, w

przewiązują

przed

wszelkimi

bólami

t e j właściwości był

obnosiły

wotum

lat temu

obowią­

kilkanaście

Polegał na umieszczaniu

fałdzie

spo­

omawiane

chustki,

którą

tego

Kurpianki

g ł o w y '".

D r u g i m w s p ó l n y m w o t u m d l a o b y d w u ośrodków są
tzw.

„gałki",

„kulki",

czy

„grucoły"Mają

one

** N a p o d s t a w i e w i a d o m o ś c i u z y s k a n y c h o d F r .
Piórkowskiego,
J . Borkowskiego
oraz
zakrystiana
kościoła w B r o d o w y c h Ł ą k a c h .
•'" N a z w y „ g a ł k a " , „ k u l k a " u ż y w a n e są w o b y d w u
parafiach, nazwa „grucoły" — t y l k o w
Brodowych
Łąkach.

15

I

�U. 18. Wotum
- „gęś". II. 19. Wota - „gęsi".
ta — „kaczki".
Krzynowłoga
Wielka,
pow.

11. 20.
Wotum Przasnysz.

„kogut".

II. 21. Wo-

�"I

U. 22. Wota — „gęsi" i „kaczka".
Krzynowloga
Wielka,
pow. Przasnysz.
II. 23. Wo­
ta — „kogut"
i „kura".
Brodowe
Łąki,
pow.
Ostrołęka.

przedstawiać
tknięte
W

oczy

rozmaite

gruczoły

występują

jeszcze i n n e

do­

wota.

nieznane

zupełnie

w

„zdrowot­

Brodowych

Łąkach.

Są t o w y o b r a ż e n i a serc, szczęk z zębami, nóg i — b a r ­
dzo r z a d k o — rąk ( i l . 4).
zestawu

dzenia

wotów

dotyczących

prawdopodobnie

wiąże

się

fian

pozostaje

fakt

krzynowłodzkich

zupełnie

różnego

niż

znacznie

zdrowia
nie

t r o n a t e m ś w i ę t e g o o d chorób. W y d a j e
wpływu

b l i s k i e były, a w

tylko

bardzo

określonego,

lone

ideały

mowa,
głosu

wśród
w

mieszczaństwa.
potrzeb

zwyczaju

Sprawy

niż

zaś,

o

wotywnej,

wotów

para­
tym
się

zwykłe­
okreś­
których

zajmowały

do
na-

wo­

pochodzących

wymienić w o t u m - d z i e c k o . W
38

krzynowłodzkich

j e s t , że w o t u m t o w

W o t u m - d z i e c k o m a w B r o d o w y c h Łąkach n a ­
zwę gwarową „dzieciak", „dzieciok", w Krzynowło­
dze oprócz t y c h — n a z w ę „ l a l k a " .
W o t u m przedstawiające d z i e c k o było w
Krzyno­
w ł o d z e także s y m b o l e m człowieka dotkniętego e p i и

Należy wreszcie

z

pa­

wyobrażeniowych
wiernych

z miast.

ono

t e j w a r s t w y , dochodzących

ofiary

przez

( i l . 27, 28, 29). W

przy

ogóle

spośród

należy

Składa

bardziej

p r a g n i e n i a czy w

jedyne

licznie

przez

K u r p i e środowiska.

bodaj

ofiarowywanych

szer­

się, że n i c bez

reprezentowania

każdym razie

chłopstwu, p e w n e

to

powo­

i

nań w i e l u p r z e d s t a w i c i e l i d a w n e j s z l a c h t y . G r u p i e t e j
mu

tów

rach

I s t n i e n i e w kościele k r z y n o w ł o d z k i m
szego

czelne m i e j s c e . P r z e d s t a w i e n i a , serc, czy też nóg, r ą k
itp.

Krzynowłodze

ne''

względnie

chorobą.

niedawna

do

nie

ono

zbio­
bardzo

z b i o r a c h zaś k u r p i o w s k i c h

najrzadziej
było

występuje

spotykanych.

Znamienne

kościele b r o d o w s k i m jeszcze d o
w

ogóle

ofiarowywane.

jeszcze j e g o o f i a r o w y w a n i u s p r z e c i w i a

się

Dzisiaj

proboszcz.

J e d n a k n a s k u t e k bezpośrednich próśb s a m y c h o f i a r o ­
dawców

„ b r a s t e w n i " n i e o f i c j a l n i e w p r o w a d z i l i d o ze­

s t a w u w o t ó w r ó w n i e ż i p r z e d s t a w i e n i e d z i e c k a ( i l . 28).
P e ł n e p o z n a n i e cech charakteryzujących

formę p l a ­

styczną w o t ó w pochodzących z t y c h d w ó c h
wymaga
rzyszyły

określenia
w

przedtem

Przasnyskiem

przekształceniu

się

ośrodków

warunków, j a k i e
i

twórczości

na

towa­

Kurpiowszczyźnie
figur

wotywnych

leps.ją. P r a w d o p o d o b n i e
d l a t e g o też t a k p o p u l a r n e
jest t o w o t u m w k r z y n o w ł o d z k i m kościele. N a p o d ­
stawie i n f o r m a c j i uzyskanych o d : M . Piórkowskiej,
M. Gajek i in.

�w

zjawisko

natury

myśli

istniejącą

skim

tradycję

dobnego
miały

artystycznej. M a m t u głównie na

w

rejonie

wykonywania

do w o s k u oraz

wypełniać

Spośród

w

twórczości

w

swym

dobną

strukturę

techniki
wano
zatem

jaką

używało

chłopstwo
najbardziej

zbliżonym

g l i n a i c i a s t o , ze w z g l ę d u

na po­

stosowania

Zarówno
i

jednak

Przasnyskiego

żeby

istniał

tej
na
nie

jakiegoś

bliskiego,

w

Puszczy

jednym

ulepionych

(głównie

z

zwierząt

hodowanych

żyjących

w

Nowy

z

tych

Kurpiowskiej,

lesie.

Rok; w

żytniego
w

ciasta)

gospodarstwie

Zwyczaj

dniu

było

rząt i p r z e c h o w y w a n o
i

Używane
na

ułatwiać

nośność

siąt l a t t e m u o b c h o d z o n o
łej

Kurpiowszczyzny,

Łąkach. L e p i e n i e
więc

porównywaniu
przedstawień

ność w
dzy

zwraca

formą

wotów

plastyczną w y p i e k ó w

dostrzegamy
Wszystko

natomiast

przemawia

w

za

niem

form

wykorzystano
zwyczaju

przy

był

na

zwie­

morem,

wypadkami.
miały

wpływać
kilkadzie­

było

powszech­

nowszym

i

mniej

znacznie

uproszczeń
jest

zewnątrz,
kiedy
w

Łąk

— i

w

wykonanych

przedstawieniach

cieląt

tych

z ciasta. Wałkowaty

prowadzona

z niego

wałkowate,

bardzo

stercząca
grube

tego

schematu. Tłumaczy

kim

jest s u r o w e

stosowanie

krów,

Mówiąc
stycznej
można

z

lepie­

wotów —

powszechnym.

tego

ciasto

samych
gruby

pionowo

nogi
go

Brodowych
zwierząt

tułów,

szyja,

— oto główne

miękkie
w

cechy

tworzywo,

czy g l i n a , z a s t a n a w i a

schematu

wy­

równie

figurach

ja­

jednak

lepionych

do

ciasta

krzynowłodz­

jest

w

sposób

i jednocześnie — m i m o
realistyczny;

w

przed­

konturowato

beciku, z
okryciem

potraktowana

po­

rękami

( i l . 29).

jest

przypominając

czas

Łąk

mają

gdy

na
Nie­

świadomie

np.

pionki

rza

większe

wykonane

do
pla­

muszą

w

Krzynowłodze

jest

rodzaju

innego,

— wówczas
ją

zasta­

materiału

jednak

do z w y c z a j u

się пр., że domagają

używać

braku

rozrzutność

Tłumaczy

„brastew­

wotów

świec, m . i n . w

swego

ofiarodawców

wyrobu

surowca

wota

Brodowych

12—14 c m , p o d ­

z parafii
do

mia­

wotów

niż

w

6—7 c m . Jeśli się z w a ż y , że

lepieniu wotów.

samych

formie

rodzaje

wysokość

koni

odpowiedniego

nawiająca
przy

znacznie

konie

i niedopałków

bardziej

w

mało i s t o t n e j s p r a w y ,

przeważnie

wysokość

kurpiowscy

skapin

różnicach

Poszczególne

są

Np.

nie przekracza
ni"

pozornie

i c h rozmiarów.

Łąkach

powszechne

z

k u r p i o w s k i c h i krzynowłodzkich, n i e

pominąć

zbież­

form

zaś

płasko,

o występujących

wotów

Krzynowłogi.

na Kurpiach)

z

figura
umowny,

przypomi­

sukmanach

wykonanych

— bardziej
dziecka

najczęś­

g i e r ( i l . 27).

stosunek

wotywnego.

się o n i o d

Zda­

„brastewnych",

a b y w y r a b i a l i w o t a n i e żałując s u r o w c a , t a k a b y b y ł y
one

np. koni,

zaś

w

wotach

nie skrępowanymi

sposób

przed

figurach

figura

liczne,
dziecko.

się

tułowiem,

rozwiązywana

najczęściej

Brodowych

nie

na

różnorodny

pewnych

powta­

wych

bardziej

traktowana

odznacza

pasterzy

( i l . 34). W
dziecka

półko­

bardzo

(okładka).

nieforemnym

stawiona

wosko­

należy

zauwa­

Znajdują

wyobrażającym

umieszczano

postać

tłumaczyć

najprawdopodobniej

które

kich

wotum

przedstawienia

z

mię­

z

wałkowatym,

rzający się t e n s a m s c h e m a t k o n s t r u k c y j n y w

Tym

się

drobiu.

wreszcie,

kurpiowskiego

z

krzynowłodzkich).

od d a w n a

jest

wotum

wy­

woskowych

n a w y k i związane

powtarzających
daje

przedstawień

ptaki

ofiary

zwyczaju

się, że

sztywnych,

( i l . 22), jeszcze i n n e — o tułowiu

Podobnie

Brodowych

wyrabianiu woskowych

znacznie

nóżkami

.,nowolatkach"

niektórych

t y m , że p o d o b i e ń s t w o

(znane

mi

nich

i

i w

wotach

f o r m a l n y c h wyraźnie

rozwiązaniach

nającym

podobieństwa

wotach

i tradycyjne
z ciasta

w

ziemi,

a formą

nie jest t u p r z y p a d k o w e . W y d a j e
umiejętności

żyć

ciej

zachodząca

(takiego

tych

się schematów

nowicie

nie tyle

s u r o w y c h , t w a r d y c h kształtów.

w

wypiekanie

na terenie ca­

noworocznego

Łąk

Brak

Forma

i l e istniejące p o d o b i e ń s t w o

z Brodowych

nich

mianowicie

się,

tworzywa.

które j e ograniczają, n i e £ą t a k miękkie, w i ę ­

w

na grzbietach

f i g u r a l n y c h z rytuałem

uwagę

ich funkcji,

cej

z zagłębieniami

znaną p r a w d o p o d o b n i e

Przy

czyzny,

bezpośred­

gospodarstwie.

piekania
wotywnej

również

plastycznym

nóżkach

z c i a s t a przedstawień z w i e r z ą t

umiejętnością

nie w każdym

zatem

właściwościom

( i l . 19), c z y

t e n jeszcze

powszechnie

one

z mały­

wyobrażenia

np. k r o w o m cielenie

k u r itp. Zwyczaj

są

K o r p u s y f i g u r k o n i i krów są b a r d z i e j płaskie, płasz­

na wysokich, grubych

do specjalnych zabiegów magicznych

ponadto

wane

przedstawień

nieszczęśliwymi

indy­

( i l . 18), i n n e o w y p u k ł o s k l e p i o n y m g r z b i e c i e

j e przez; cały r o k — miały o n e

wszelkimi

formy

liście w y g i ę t y m

zabezpieczać trzodę i d z i c z y z n ę p r z e d n a g ł y m
zarazą

brodowskich,

charakter bardziej

można

ten obchodzony

t y m pieczono

wotów

mają

w i d u a l n y , w znacznie większym s t o p n i u podporządko­

woskowych

rejonów,

znane

do

z Krzynowłogi

się w ś r ó d

i n p . g l i n i a n y c h ptaszków, k o n i k ó w i t p .

Natomiast

przeciwieństwie

terenie

3 9

się

W

wotów

zanoto­

t a m jakikolwiek bar­

niego związku między c h a r a k t e r e m f o r m y

w

samej

ośrodek rzeźby c e r a m i c z n e j . N i e

doszukiwać

wotów

rzeźby.

wosku

jak

dotychczas,

funkcję,

woskowe

do

rzeźbiarskiej.

żywy

po­

— tworzywem

wymagającą

Kurpiowszczyzny
dziej

których

przasny­

tworzywa

pojętą

charakterze

j e s t bez w ą t p i e n i a

z

miejscach

plastycznej

ogólnym

rzeźb

szeroko

tych

materiałów,

w

kurpiowskim i

„duże",

niu,

łatwo

ołtarzem.
że

symbole,

przez

zwyczaj
mógł

i łatwiejsze
prośba

istnieje

przylepiania

przed
je

ołtarzem
łatwiej

patrywaniu

łatwe

do

źródło

w

wotów

spostrzec.

tej cechy

zostanie

ofiarodawcy.

(nieznany

wysoko,

w

do

świec

przed

Wydaje

wotów

„pokazania"
przeświadcze­

do zobaczenia

t y m skuteczniej

Boga

kurpiowskiej
ich

to swe

i m większe

woskowe
chana

widoczne,

Ma

będą
wysłu­

Stąd w e w s i
Krzynowłodze)
i

trzymania

sobą — a b y

Bóg

się, że

roz­

przy

kurpiowskich wkracza­

z w o s k u , t w o r z y w a znacznie bardziej twardego i spoi­

m y bezpośrednio j v krąg jeszcze ż y w o t n y c h , bez w ą t ­

stego ( i l . 7, 31).

pienia

najbardziej

pierwotnych

wyobrażeń

o

istocie

boskiej.
St. Kopczyński, op. c i t . , s. 1 1 , 36; B . Zielińska,
Garncarstwo
w Puszczy
Zielonej,
rkps w archiwum
Zakładu E t n o g r a f i i I H K M P A N w W a r s z a w i e .
9

18

Byłoby
nie

w

jednak

obydwu

wielkim

zestawach

uproszczeniem
wotów

dostrzega­

t y l k o cech

różnią-

�I I . 24. W o t a — „pszczoły".
II.
25. Wota - „ule".
I I . 26. Wo­
ta
— „konie".
Krzynowłoga
Wielka,
pow.
Przasnysz.

�cych i najbardziej
sze

l u b większe

wiem

najwyraźniej

styczna
wiele
go

wotów,

cech

widzenia

niących

we

jednych

jak

i

wypływających

rzeczywistości
to

różnic,

przez

forma

z

nie

umiejętności.

przejawia

się

przede

kryje

identyczne­

twórców

przedstawianych

wości
chom

się,

że

i c h twórcy

szczegółowe

przedstawień
masą. m n i e j

Stąd

oddziaływa
l u b więcej

przede

obiektów

pełnego
konia

W

jedynie
określenia

swego

o wyprężonej

zdrowej

krowy

całość,

niezbędne
szyi

ściśle

i sztywnych

silnego

n o g a c h , tłustej,

itp.).

koni

i
—

zaskakują
krów,

swoją

umownością,

wyobrażone

nieznacznie

zazwyczaj

spo­

dłuższej s z y i — p r z y p o m i n a j ą c e g o
aniżeli

wyodrębnionego

ptaka

i c h ce­

Identyczny
występuje
nego

dużą,

ciężką

głowę,

pieczywa

w
z

formie

stoż­

krótszej
krótki

lub
dziób

charakterystyczną

sposób p r z e d s t a w i a n i a

również w

ujęcia

j a k np. głowy

raczej

d l a t y c h z w i e r z ą t ( i l . 6, 10, 1 1 , 15).

De­

bardziej

(np.

N a s k u t e k t e g o sposobu w i d z e n i a — niektóre

właści­

bryłą.

związane,

dla

pierwowzoru

ka

swoją

z nią

akcenty,

Np.

większość

wszystkim

skonkretyzowaną

zaś, w t o p i o n e

stanowią

róż­

wszystkim

obiektów.

przeważająca

tale

wprost

podporządkowali

przedstawianych

zasadniczym.

bo­
pla­

drugich,

poziomem

widzenia

mniej­

Mimo

w s z y s t k i c h o m a w i a n y c h rzeźbach w o s k o w y c h

strzega

20

tak

się n i e m a l

sposobie

plastyczne.

widocznych

wspólnych,

Podobieństwo
w

ogólnie charakteryzujących
i c h wartości

głowy

zwierzęcia

figuralnych formach

noworocz­

obrzędowego

na

Kurpiach,

czy

też

�no

31

II. 30. Sarna
„koza", jeleń, baran. Noworoczne
pieczy­
wo
kurpiowskie.
1957 r. Wyk.
M. Bałdyga.
Wach,
pow.
Ostrołęka.
II. 31. „Jelonek",
ciasto
malowane.
1957 r. Wyk. Maria
Brzezińska.
Ostrów
Mazowiecka.
11. 32. „Jeździec
na koniu",
tzw. „Tatar",
ciasto
chle­
bowe.
1956 r. Wyk. M. Deptuła.
Dęby, pow.
Ostrołę­
ka. II. 33. „Jeździec
na koniu",
tzw. „Tatar",
ciasto
chlebowe.
1956 r. Wyk.
zięć
M . Deptuły.
Dęby.
11. 34. „Nowelatko",
ciasto
chlebowe.
1957 r.
Wyk.
M. Konopka.
Tatary,
pow.
Ostrołęka.
32

�rzęcia — można prześledzić kształtowanie się u m i e j ę t ­
ności

rzeźbiarskich

twórców

Łąk i Krzynowłogi

wotów

z

Brodowych

W i e l k i e j , napotykających

pracy, podejmowanej

w

podobne

masie

trudności. W

tych samych

w

swej

warunkach, na

wotów bowiem,

zarówno

b r o d o w s k i c h j a k i z K r z y n o w ł o g i , znajdują się oprócz
wotów

krów

i koni

również i inne. W
nym

z głowami

w

formie

stożków —

wotach tych głowy w s w y m

charakterze

są

znacznie

bardziej

ogól­

zbliżone

do

kształtu n a t u r a l n e g o . P r z e d e w s z y s t k i m n i e są t o l e d ­
wie

z a z n a c z o n e stożki.

kiedy

Mają

proporcjonalne

do

większe

całości

rozmiary,

figury

( i l . 13, 14, 15, 18). N i e k t ó r e o g r a n i c z o n e
równymi

płaszczyznami,

wielkich

żuchw

koni

nie­

zwierzęcia

są s z e r o k i m i ,

tak charakterystycznymi dla

i krów.

Na

podstawie

faktury

i b a r w y — w o t a w t e n sposób f o r m o w a n e

należy z a ­

liczyć

powstałych

w

do

egzemplarzy

wyniku

niedawno

twierdzałaby

również

precyzyjnego

najnowszych,

nabytych

umiejętności,

widoczna

przedstawiania

dążność

co

po­

do

bardzo

poszczególnych

detali,

w t y m r ó w n i e ż i p a r t i i g ł o w y . W y r a ż a się o n a już n i e
tylko w
w

próbie u k a z a n i a głów

odpowiednich

k o n i , k r ó w , świń i t p .

p r o p o r c j a c h , lecz również

w

zazna­

c z a n i u z a r y s u o t w o r u g ę b o w e g o , oczodołów i t p . T r z e ­
ba

dodać,

dostrzec

że

w

identyczną

ewolucję

przedstawieniach

formy

możemy

figuralnych w

kurpiow­

s k i m p i e c z y w i e o b r z ę d o w y m ( i l . 3 1 , 34).
Znikomy
formami
nami,
П. 35. Kubek
z uchem
wyobrażającym
głowę
barana.
Młodsza
epoka
kamienna,
ok. XXVI
w. p.n.e.
Ćmie­
lów, pow. Opatów.
II. 36. „Wołki
w jarzmie".
Młod­
sza epoka
kamienna,
ok. XXVI
w. p.n.e.
Krężnica
Jara,
woj.
lubelskie.

tów

formach

w

t z w . „kozach

w

t y m s t o p n i u n i e występuje

tych

pieczywa

gałęziach

plastyki

konikach, pieskach
tyczna

zasada

wieniach
baranów
kształt

jarmarcznego

prostyńskich"

w

zwierząt

z

i wołów

plastycznej,
wojową

krótkich,

epoki

—

jaki

Wydaje
w

stożka

występuje

w

neolitu. Tak
złockiej

przedsta­
np.

mają

nieproporcjonalnych

do

głowy

wyłącznie
całości

fi­

z

Nie
w

głowy

zwierzę­

nieproporcjonalnie

właściwości

użytego

małego
tworzywa

w

wypadkach

byłby

głównie
funkcji
nego

sztuce

dzięki

cel

chłop­

p o w i n n y być

poświęcone

rzeźby

badań.

wotywnej,

Polski.
Wota

ludowej

miejsce.

mogą

przejawów
się, że

wyłącznie

— wyodrębnione
przeznaczenia

woskowe
zajmują

mi

—

kultowo-magicznej
Na skutek

odzwierciedlać

utylitar­
stosunek

chłopstwa d o różnych s p r a w . W o t a w o s k o w e są
dzo

roz­

określić,

ludowej. Wydaje

plastyki

swej

ewolucję

tych

i n n y c h częściach

to jedyny

elemen­
konwencji

estetycznych

ośrodkami

dziedzinie

oraz

dziedzi­

sposób o s t a t e c z n y

między i n n y m i
w

—

przetrwanie

poglądów

nad

wotywną

i n i e pogłębionej

pewnych

ogóle w

badania

rozległej

nym

krótkiego,

nie w y n i k a

czy w

temu celowi

ceramicznych

zaś j e s t , że i d e n ­

dostrzegamy

rozwoju

które p r z e t r w a ł y

się w i ę c , że p r z e d s t a w i e n i e

formie

w

rozwinię­

np.

rzeźbą

obrzędowego

j e s t ogólny c h a r a k t e r i m i e j s c e

twórczości

w

g u r y stożków ( i l . 35, 36).
cia

a w

dalsze

bardziej

nad

ciasta

— nie pozwala

Natomiast

ludowej,

z kultury

Podlasia

których

( i l . 6, 32).

itp. Znamienne

modelowania

z

badań

mało r o z b u d o w a n e j

stwa
w

stan

figuralnymi

jedy­

tego r o d z a j u p r z y k ł a d e m , ś w i a d c z ą c y m j a k b a r ­
chłopstwo z w i ą z a n e

jest

z pracą w g o s p o d a r s t w i e .

swymi

zainteresowania­

Nie natrafiamy

bowiem

w i n n y c h t r a d y c y j n y c h dziedzinach sztuki ludowej na

(ciasta, g l i n y czy w o s k u ) , l e c z z n i e p o g ł ę b i o n e g o i n i e

próby p r z e d s t a w i a n i a

w

rozbudowanego

spraw

n a codzień chłopstwo — w t a ­

sposobu

widzenia

konkretnej

wistości p r z e z t w ó r c ę , a jeśli c h o d z i o w o t a
najprawdopodobniej

oddziałała

tu

rzeczy­
woskowe,

tradycja

przeka­

Na

przykładzie
tego

sposobu

niedrugorzędnego

plastycznego
fragmentu

k i m zakresie
lepsza

rozwiązywa­
postaci

zwie­

formie

plastycznych

symboli

j a k w rzeźbie w o t y w n e j . W y d a j e się, że

znajomość

zwoliłaby

zana z p o k o l e n i a n a pokolenie.
nia

zaprzątających

znacznie

tej

dziedziny

rozszerzyć

sztuki
naszą

ludowej

po­

dotychczasową

w i e d z ę o środowisku chłopskim, a także o k i e r u n k a c h
j e g o zainteresowań

i uzdolnień

plastycznych.

Fot:
St. Biniewski
- il. 35, 36; Jacek
Olędzki
- il. 1, 2. 3, 4, 5, 8, 16, 17, 18, 27, 28, 29, 32, 33;
Jan Swiderski
- il. 6, 7, 9, 10, 11, 14, 15. 19, 20, 21. 22, 23, 24. 25. 26. 30, 31, 34. Rys. Jacek Olędzki - il. 12, 13.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9689" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9667">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/40ef97f1ce30c78786eb01b7aeb665a2.pdf</src>
        <authentication>39aef6bde04ad424690a0f24d8b7d4b4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115268">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3104</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115269">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115270">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2906</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115271">
                <text>Świadomość mirakularna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115272">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.3, s.147-157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115273">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115274">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115275">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115276">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115277">
                <text>Jacek Olędzki

ŚWIADOMOŚĆ Ml RAKULARNA

„Wchodząc już tedy za granicę, każdy według swojej intencyi swoje
Bogu poślubił wota. Zaśpiewało wszystko wojsko polskim trybem
0 gloriosa Domina!"
Jan Pasek, Pamiętniki, Ossolineum 1979, s. 15

Dosyć rozmaitą dziedzinę wotów dawnych i współczesnych
można podzielić na dwa podstawowe rodzaje — wotów p r o s z a 1 n y c h albo, mówiąc inaczej, ślubowanych oraz wotów d z i ę k ­
c z y ń n у ch. Co oznaczają z jednej strony pojęcie prośby, a z drugiej
dziękczynienia w strukturze sumienia osoby religijnej, jak również
w wyznawanych prawdach każdego człowieka? Otóż — o ile się
dobrze orientuję — to prastare zagadnienie etyczne najdosadniej
i zarazem przystępnie rozstrzygają mędrcy talmudyczni. Wskazują
na różnice między braniem (prośbą) i dawaniem (dziękczynieniem)
czy, wybiegając myślą dalej, posiadaniem oraz istnieniem, prawie
jak w formule Gabriela Marcela — być i mieć :
1

„Cztery są rodzaje ludzi. Jest taki, co twierdzi, że 'moje to moje,
a twoje to twoje'. Oto cecha średnia. Są tacy, co określają ją mianem
sodomickiej (w przypisie: chodzi o ludzi, którzy nie chcą sprawić
przyjemności innym). 'Moje to twoje, a twoje to moje'. Oto cecha
właściwa prostemu ludowi. 'Moje to twoje, a twoje to twoje' — oto
cecha pobożnego. 'Twoje to moje i moje to także moje' — oto cecha
niegodziwego. (...)
Cztery są rodzaje dobroczyńców: Jeden chętnie sam daje jałmuż­
nę, ale nie chce, aby inni dawali. Taki jest zazdrosny o zasługi innych.
Drugi chce, żeby inni dawali jałmużnę, a sam nie chce dawać. Taki
jest skąpy i nieżyczliwy. Trzeci daje i chce, żeby inni też dawali.Ten
jest mąż prawy i pobożny. Czwarty sam nie daje i nie chce, by inni
dawali. Ten jest występny." To tylko niektóre mądrości Pirkej
Awot, które bezpośrednio przybliżają nam złożone pojęcie proszą­
cych (biorących) i dziękujących (dających).
Wota dzisiejsze to najczęściej, a nieraz wyłącznie dziękczynne,
gdy dawniejsze to zarówno proszalne (ślubowane, tak jak sama
etymologia słowa oznacza), jak i dziękczynne. Podział, jaki tutaj
wprowadzam, wiąże się z określonymi — właśnie poprzez intencję
prośby czy dziękczynienia — przejawami wiary, jej rodzajem albo,
mówiąc inaczej, wiąże się z systemem przekonań w kategoriach
przekazu: wierny — istota czczona, istota czczona — wierny.
Wotum proszalne, czy też ślubowane, prowokuje zdarzenie,
które nazywam mirakularnym. Wotum dziękczynne takież zdarze­
nie tylko dokumentuje, choć nieraz ukrywa też intencje tożsame z tą
charakterystyczną dla wotum proszalnego. W pierwszym przypad­
ku wotum jest wizualną informacją (rzeźbiarską, malarską, zdobni­
czą itd.) o charakterze prośby — modlitwy. Natomiast w przypad­
ku drugim dominuje podzięka, nieodłączny składnik istnienia, ro­
dzaj zachwytu, jak wiadomo, szczególnego stanu ludzkiej egzysten­
cji. Jedne i drugie wota przyjmować mogą postać daru, ofiary
symbolicznej, będącej nieraz cenną materialnie podporą dla określo­
nego kościoła.
2

3

Wota proszalne materializują intencję (w przekazie: wierny
— istota czczona), wota dziękczynne materializują akty łaski, akty
doznań cudownych (a więc w przekazie: istota czczona — wierny).
W wotach pierwszych fakt cudownych zdarzeń, cudownych interwe­
ncji jakby nie istniał lub był pewną oczywistością. Wota te są
rodzajem — można by tak rzec — pospolitego monologu osoby
o zmyśle praktycznym, zatroskanej o sprawy podstawowe, bytowe
(w przeszłości troska o sprawy gospodarcze, pomyślność w hodowli
zwierząt itd.). Natomiast wota dziękczynne są jakby znakami
cudowności, utrwaleniem w działaniu plastycznym zdarzeń o charak-

terze cudownym. Są te wota zazwyczaj przejawem wyrafinowanej
świadomości religijnej, przesyconej dewocją, spowitej egzaltacją
albo, mówiąc inaczej, są przejawem świadomości wspieranej mniej
lub bardziej wzmożoną wrażliwością mirakularną, a nie wyłącznie
zmysłem praktycznym.
W przeszłości przedstawione opozycje najwyraźniej rysowały się
w tym, że były na przykład wota woskowe, symbole próśb ludzi
ubogich (przeważnie ludności chłopskiej) i kunsztowne arcydzieła
złotników albo wizje malarskie fundatorów zamożnych. Oczywiście
zdarzały się również plebejskie wota srebrne czy ludowe obrazki
wotywne. Zdarzało się, że o to samo prosił, a nie dziękował,
zagrodnik, kmieć i wielki pan na włościach. Różnice występowały
jednak w tym, że ubodzy swoje woskowe koniki i krowy tylko
ukazywali albo obnosili w kościele, natomiast zamożni fundowali
wota, które zawisały na ołtarzu. Dzisiaj podobnych sytuacji nie
obserwujemy.
Wota współczesne nie stanowią — tak jak dawne — dzieł sztuki.
Są jednakże nadal cennym źródłem poznania jednej z ważnych cech
kultury religijnej, religijności, która utrwaliła się w urzekającym
zjawisku właśnie dawnej sztuki wotywnej. Tą cechą, jakby stałą
i niezmienną, jest oscylowanie między tym, co nazwałbym wrażliwo­
ścią mirakularną, pragnieniem cudowności, czy tylko niezwykłości,
a dążeniem praktycznym, zmysłem praktycznym, potrzebą rzeczy
nader konkretnych, niezbędnych, aż pospolitych. Jest to oscylowa­
nie między powściągliwością i egzaltacją, umiarem i niepohamowa­
niem, gorliwością i nadgorliwością.
Wota współczesne to bardzo rozmaite dobra, czy też obiekty.
Oto one: fabryczne wyroby nawiązujące do paru dawnych symboli
zdrowotnych w wotach metalowych; biżuteria, zegarki, różańce
(wykonywane z rozmaitych przedmiotów, poczynając od szyszek, na
cukierkach skończywszy), pewne przedmioty symboliczne, takie jak
tarcze szkolne, odznaczenia i ordery, ale także kieliszki; wreszcie
najbogatsza grupa, którą nazywam inskrypcjami (mogą to być
tabliczki metalowe z wyrytymi napisami, zapisane kartki i całe księgi
w rodzaju ksiąg pamiątkowych i albumów).
W informacji tej wykorzystuję materiały z kilkudziesięciu ośrod­
ków kultowych, w tym z Częstochowy, Czerwińska, Leżajska,
Midniewic, Kalwarii Pacławskiej i Zebrzydowskiej, Kodnia, Koziebrodów, Skępego, Warszawy oraz Warty w Sieradzkiem. Pragnę
zatrzymać się dłużej tylko przy jednym miejscu, jakim jest właśnie
Warta —jeden z najstarszych klasztorów oo. Bernardynów i znajdu­
jące się przy nim sanktuarium. Nie wiąże się ono z najpopularniej­
szymi w kraju kultami. Swój rozgłos zawdzięcza błogosławionemu
Rafałowi ż Proszowic. Był on w X V I wieku prowincjałem oo.
Bernardynów, swój bogaty i niezwykły żywot ukończył w Warcie.
W miejscowym kościele tegoż zakonu wzniesiony został sarkofag
poświęcony jego osobie. Sarkofag znajduje się w przedniej części
nawy głównej przed prezbiterium. Powierzchnia marmurowa sarko­
fagu lśni od pocierania. Jest w zwyczaju obchodzenie tego grobowca
wokoło i dotykanie go dłońmi. W pobliżu znajduje się skrzynka, do
której składane są wota. Są to kartki, przeważnie z zeszytów
szkolnych, na których ręcznym pismem wypisana została prośba lub
obszerniej opisane zostało dziękczynienie. Poważniejsze z dziękczy­
nień bada komisja złożona z przedstawicieli zgromadzenia. Następ4

5

147

�И. 1. Ozdrowiony, który odrzucił kule. Fragment drzeworytu ze zbiorów Muzeum
Etnograficznego w Krakowie

nie wybrane zdarzenia uzyskują oficjalny opis, sporządzony na
maszynie w paru egzemplarzach. Wszystkie otrzymują odpowiednie
podpisy i pieczęcie. Oficjalne relacje-dziękczynienia (wyłącznie
dziękczynienia, albowiem prośby nie poddawane są tej administra­
cyjnej procedurze) znajdują się w miejscowym archiwum i Archi­
wum Prowincji oo. Bernardynów w Krakowie. Co jakiś czas opisy
ważniejszych wydarzeń są odczytywane z ambony. Od 1963 do 1972
roku zarejestrowano w Warcie 82 cudowne zdarzenia. Miały one
zdecydowanie indywidualny charakter, nie były to zdarzenia, w ja­
kich uczestniczy zbiorowość. Ale dzięki staraniom — zorganizowa­
nym zgodnie ze współczesnymi wymaganiami — poszczególne
zdarzenia stają się własnością ogółu i co więcej, przez swój rozgłos
(odczytywanie z ambony, nakłanianie do składania kartek) przyczy­
niają się do pojawienia wciąż nowych zapisków. Dostrzegam w tym
nie tylko fakt niepomiernego wprost pomnażania się owych współ­
czesnych wotów, lecz również, jak przekonamy się dalej, znacznego
rozszerzenia pola cudownych interwencji bł. Rafała. W polu tym
znajdują się obecnie sprawy błahe, takie które, wydawałoby się, nie
powinny zajmować niebios. Jednakże określenie błahe sprawy ma
sens bardzo względny (to co dla jednego jest dostępne dla drugiego
bywa nieosiągalne). Dlatego też użyłem tego określenia. Trzeba też
powiedzieć, że istnieje pewien zakres spraw ważnych (chociażby
związanych z otrzymaniem domu, mieszkania, stabilizacją życiową),
które nie pojawiają się zupełnie ani w prośbach, ani w dziękczynie­
niach. W tych współczesnych wotach nawet nie napomyka się
o chlebie powszednim.
Przypatrzmy się dokładniej treści kartek pochodzących z Warty.
Przed tym pragnąłbym zwrócić uwagę na poetykę, wartości zdecy­
6

148

dowanie literackie tych niewielkich zapisków, wyznań. Być może jest
to wyłącznie moje, subiektywne odczucie. Ale jeśli tak nie jest,
wówczas należałoby stwierdzić, że również współczesne wota zacho­
wały elementy twórczości artystycznej, chociaż nie plastycznej, lecz
tylko literackiej:
Ojcze Rafale weź siostrzenicę w swą opiekę sprowadź ją ze zlej
drogi.
Błogosławiony Ojcze Rafale proszę o nawrócenie ojca pijaka
i nawrócenie go do Boga.
Błogosławiony Ojcze Rafale proszę cię o zdrowie dła dziadziusia,
babci i prababci.
Pewna uczennica prosi Błogosławionego Ojca Rafała o dobrą
pamięć w nauce.
Błogosławiony Ojcze Rafale —proszę Cię o pomoc abyś przyczy­
nił się za mną i dopomógł mi w tym, aby on się nawrócił i sumienie nie
dało mu spokoju i zawarł ze mną ślub kościelny. A ta przeszkoda która
jest, abyś ją Błogosławiony Ojcze Rafale odwrócił. Błogosławiony
Ojcze Rafale opiekuj się mną i wyprowadź mnie z tego przejścia
w którym się znajduję na prostą drogę, aby za Twoją przyczyną i za
Twoją pomocą doszło do pojednania i zgody między nami.
Błogosławiony Ojcze Rafale proszę Cię o wyleczenie męża z nałogu
pijaństwa i o zdrowie i zgodę w rodzinie.
Błogosławiony Ojcze Rafale! opiekunie nasz. Dziękuję Ci za
otrzymane laski i opiekę nad nami, ale proszę Cię abyś uprosił łaskę dła
moich dzieci, ażeby w jego moc wierzyły przez spowiedź i świętą
komunię i szybkie przystąpienie do tych sakramentów. Prosi Cię o to
Twoja wierna sługa tej parafii, stroskana matka.

�П. 2. Dziękczynne wotum kajdan przy ołtarzu cudownej Matki Boskiej w Smardzewie,
okolice Płońska

Proszę bł. Ojca Rafała o laskę dla mojego męża i synów, aby mogli
odwyknąć od tego strasznego nałogu.
Błogosławiony Ojcze Rafale proszę Cię o dobrą pamięć, światłość
umysłu i chęć do nauki.
W taki sposób formułowane są w Warcie prośby. Chociaż jest to
rodzaj wotów nie różnią się one w swej istocie od powszednich
modlitw. Inaczej rzecz się przedstawia w przypadku dziękczynień.
Rzadko się zdarza, aby były to podziękowania zwięzłe, sprowadzone
do kilku zaledwie wierszy. Najobszerniejsze zawierają wielostroni­
cowe opisy. W każdym z tych opisów występuje wątek cudownej
interwencji bł. Rafała. I , co jest rzeczą niezwykle charakterystyczną,
interwencje te odnoszą się zarówno do sytuacji trudnych, w których
mogą zawodzić ludzkie starania, jak też takich, w których zwykłe
starania zawodzić nie powinny. „Otrzymał za przyczyną i przemoż­
ną opieką", „za cudowne uzdrowienie", „za tę wielką łaskę", „za
opiekę i wszelkie wyjednane łaski", „za otrzymane łaski", „za
cudowny ratunek" oto najczęstsze, powtarzające się zwroty w tych
dziękczynieniach.
„W dniu 11 czerwca 1970 r. zgłosiła się do klasztoru
oo. Bernardynów w Warcie p. W. W., stanu wolnego, lat 76,
zamieszkała w Warcie, od 50 lat należąca do I I I Zak. św. Franciszka,
obecnie przełożona, i złożyła następujące oświadczenie:
W r. 1930, gdy przełożonym klasztoru w Warce był o. Piotr
Wilk-Witosławski, miało miejsce cudowne uzdrowienie oka małej,
sześcioletniej dziewczynki — za przyczyną bł. Rafała z Proszowic.
Rodzice tej dziewczynki, pp. К. zamieszkali wówczas w Warcie.
Ojciec był z zawodu urzędnikiem. Któregoś dnia matka dziewczyn­
ki, zajęta pracą kuchenną, trzymała w ręku długi, ostro zakończony

nóż. W tym momencie wbiegła do izby córeczka, by przywitać się
z matką. Nie zauważyła jednak w ręku matki noża, który nieszczęśli­
wym trafem przebił dziewczynce oko. Zrozpaczona matka przybieg­
ła za chwilę do mnie (mieszkałam po sąsiedzku), niosąc na dłoni oko
dziewczynki i wołając: 'Ach, ja nieszczęśliwa, zabiłam moje dziec­
ko...' Rzeczywiście na dłoni widać było białą ciecz, która wypłynęła
z przebitego oka. Poradziłam matce, by co prędzej dziecko odwiozła
do szpitala w Sieradzu. Lekarz w Sieradzu zrobił opatrunek,
zawiązał miejsce gdzie było oko. Dziewczynka pozostała w szpitalu
na obserwacji. Po dziesięciu dniach przyjechała matka, by odwiedzić
dziecko. Lekarz zwrócił się do niej ze słowami: 'Do kogo pani
modliła się — bo oko dziewczynki jest całkiem pełne i zdrowe?'
Matka odpowiedziała, że w momencie, gdy oko wypłynęło zawołała:
'Błogosławiony Rafale ratuj!' Rzeczywiście po zdjęciu opatrunku
okazało się, że oko jest całkiem zdrowe i dziewczynka dobrze widzi.
Lekarz upatrywał w tym wydarzeniu działania sił wyższych, nad­
przyrodzonych, gdyż medycyna była bezsilna i nie mogła pomóc
dziewczynce. Dziecko obnoszono po salach, z radością całowano,
uznając wyraźny cud. Widziałam dziewczynkę, gdy rodzice przywieź­
li ją całkiem zdrową ze szpitala. Niedługo potem rodzice z wdzięcz­
ności przybyli do kościoła klasztornego w Warcie, leżeli krzyżem
przed ołtarzem bł. Rafała oraz złożyli wotum dziękczynne (naszyj­
nik). Przed wybuchem drugiej wojny światowej rodzina K . wyjecha­
ła z Warty. Wiarygodność powyższych zeznań potwierdzam własno­
ręcznym podpisem."
Opis ten dotyczy zdarzenia sprzed półwiecza. Ale we wspomnianej
kronice kościoła oo. Bernardynów w Warcie znajduje się kilka relacji
o wydarzeniach podobnych, które rozegrały się przed paru zaledwie laty.
149

�go starania samej jednostki i osób bezpośrednio włączonych w jej
los. Relacje między tymi, jakby można powiedzieć, staraniami
oczywistymi (racjonalnymi), a interwencją cudowną, najprzejrzyściej ilustrują dziękczynienia związane z postępami w nauce, zdoby­
waniem kolejnych stopni wykształcenia, wiedzy czy kwalifikacji.
W przypadku tym wszystko mogłoby rozstrzygać się przy uwzględ­
nieniu szans w systemie powszechnego nauczania oraz samych już
zdolności, pracowitości, uporu itp., reprezentowanych przez jednos­
tkę. Tak jednak nie jest.
„Pomoc w zdaniu matury i dostaniu się do szkoły wyższej.
W. G. gimnazjalista gorliwy ministrant w kościele oo. Bernardy­
nów w Warcie długo i gorąco błagał bł. Rafała o pomoc w zdaniu
matury i później prosił św. Patrona Warty o pomoc w dostaniu się do
wyższej szkoły. Za przyczyną Św. Opiekuna Warty wszystkie te
dobrodziejstwa otrzymał od Boga, zdał szczęśliwie maturę w Techni­
kum Mechanicznym w Zduńskiej Woli, gdzie uczęszczał do tej
szkoły średniej dojeżdżając PKS-em z Warty przez 5 lat, dostał się do
szkoły wyższej do Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie,
otrzymał miejsce dobre w akademiku oraz państwowe stypendium.
Obecnie bardzo dobrze uczy się w tej wyższej uczelni.

II. 3. Woskowe wota proszalne — ule. Krzynowłoga Wielka,
woj. ostrołęckie. Wykonywane jeszcze w latach sześćdziesiątych

„Uzdrowienie z ciężkiej choroby.
M . B. uczeń V I I I klasy szkoły podstawowej bardzo dobry
i gorliwy ministrant w kościele oo. Bernardynów w Warcie, w marcu
1970 r. zachorował na ciężką chorobę grożącą śmiercią. Na głowie
jego na mózgu utworzył się guz 'złośliwy nowotwór'. 20.III. matka
jego zawiozła go do szpitala Akademii Medycznej w Łodzi. W wiel­
ką sobotę dnia 28.III. poddany został bardzo ciężkiej i niebezpiecz­
nej operacji. Adiunkt dr Z. P. przez operację trwającą 5 godzin
usunął z lewej półkuli mózgu na jego głowie guz nowotwór złośliwy.
Operacja i dalsze dwumiesięczne leczenie całkowicie się udały.
Maciej został wyleczony. To nadzwyczajne i cudowne uleczenie
Maciej zawdzięcza bł. Rafałowi. Przed operacją i po operacji
w szpitalu Maciej stale błagał bł. Rafała o ratunek i uleczenie. Błagali
o uleczenie, ratunek i opiekę dla M . B. jego matka, brat A.,
dziadkowie, ciocia, ojcowie klasztoru, ks. proboszcz z Warty,
koledzy i koleżanki ze szkoły. W tej intencji rodzina jego i inni
oddani mu odprawiali nowenny do bł. Rafała, modlili się w domach
swych przed obrazkiem bł. Rafała, prosili bł. Rafała o ratunek dla
M . B. w kościele oo. Bernardynów w Warcie przed jego ołtarzem.
Prośba i błagania o ratunek (...) zostały wysłuchane przez Boga za
przyczyną wielkiego Opiekuna Warty. M . B. został wyleczony,
obecnie jest zdrowy. Niniejszym M . B. gorąco dziękuje bł. Rafałowi
za ratunek za uleczenie, opiekę i wszelkie łaski wyjednane mu u Boga
w szpitalu i teraz w domu w czasie rekonwalescencji oraz poleca się
Jego przemożnej opiece na dalsze życie."
Sprawy zdrowotne są tematem odwiecznym i nieraz zasadniczym
w kulcie wotywnym. Zwraca uwagę, że w każdym z dziękczynień
występuje zupełnie nowy wątek, niezwykle charakterystyczny dla
miejsca i czasów w jakich rozstrzygały się poszczególne zdarzenia.
W naszym przypadku wątkiem tym jest korzystanie z fachowej
pomocy lekarskiej, korzystanie z osiągnięć współczesnej medycyny.
Ale jednocześnie pomoc ta w niczym nie przysłania i nie pomniejsza
roli właściwej interwencji cudownej. W każdej sytuacji dramatycznej
pozytywne rozstrzygnięcie jest rezultatem interwencji cudownej.
Natomiast fachowa pomoc lekarska, tak jak każde racjonalne
działanie, jest zaledwie jednym z elementów zawsze bardzo złożone­

150

Niniejszym gorąco dziękuje bł. O. Rafałowi za wszystkie te
wielkie łaski uproszone dla niego u Boga i serdecznie poleca się Jego
dalszej Opiece. Warta, 18.XII.1967 r."
„Pomoc w zdaniu matury.
... uczennica Liceum Medyczno-Pielęgniarskiego... przygoto­
wując się do egzaminu maturalnego długo modliła się o to przed
ołtarzem bł. Rafała, prosiła o pomoc modląc się w domu przed
obrazem bł. Rafała i odmawiając litanię do tegoż św. Opiekuna.
Maturę w Sieradzu szczęśliwie zdała za przyczyną bł. Rafała.
Niniejszym dziękuje za tę pomoc i opiekę bł. O. Rafałowi i poleca się
lego dalszej opiece."
Przedstawione prośby i dziękczynienia obejmują bodaj całość
najważniejszych spraw, z jakimi łączy się życie większości mieszkań­
ców Warty. Poznajemy tu jedyny tego rodzaju dokument współczes­
nych problemów i trosk zaprzątających społeczność małego miasta.
Przedstawiony rejestr ukazuje zarazem troski, z jakimi spotkać się
można w każdym innym miejscu Polski. Oto one w kolejności ich
znaczenia, częstotliwości pojawiania się w zapisach miejscowego
kościoła oo. Bernardynów:
1. Sprawy związane ze zdrowiem. Wyleczenie z ciężkich scho­
rzeń lub obrażeń spowodowanych w czasie różnych wypadków,
głównie drogowych;
2. Sprawy związane z nauką. Starania o zapał i chęć do nauki,
0 „jasność umysłu i dobrą pamięć", zdanie odpowiednich egzami­
nów, dostanie się na wyższą uczelnię, otrzymanie stypendium,
internatu, akademika itd;
3. Sprawy związane z pożyciem małżeńskim i rodzinnym. Stara­
nia o szczęśliwe zamążpójście, o serdeczne więzi rodzinne i nienagan­
ne pożycie wzajemne;
4. Sprawy związane z wiarą. Starania o pojednanie się z Bogiem
najbliższych członków rodziny, o dopełnienie sakramentu ślubu
kościelnego i spowiedzi świętej;
5. Starania o wyzbycie się nałogu pijaństwa;
6. Sprawy związane z zagrożeniem życia lub wolności osobistej,
głównie w czasie ostatniej wojny;
7. Sprawy związane z godnością własną. Starania o anulowanie
niesprawiedliwych wyroków, pomówień czy posądzeń.
Tak więc relacje o zdarzeniach cudownych, prośby i dziękczynie­
nia z sanktuarium w Warcie przedstawiają się dosyć jednorodnie,
ukazują one tę samą postawę, mimo że jest reprezentowana przez
osoby starsze i młodsze, osoby bywałe w świecie, jak też takie, które
nie opuszczały okolic Warty. Jest to postawa zapobiegliwości, starań
1 troski o pewien ściśle określony zakres spraw doczesnych. Do
zakresu tego nie włączane są sprawy materialne, związane bezpośre­
dnio z poprawą bytu, a więc środkami do życia, mieszkaniem itd.
Przedmiotem zainteresowań są natomiast sprawy związane z ochro­
ną życia, zdrowiem fizycznym i duchowym, sprawy etyczne, godnoś­
ci osobistej, wolności i prestiżu społecznego. Jest to postawa, której
nie można by nazwać bezinteresowną, ale też nie interesowną
w wymiarze potrzeb elementarnych, bytowych. Częściowo tylko ten
7

�schemat ograniczonej interesowności zmienia się w przypadku próśb
i dziękczynień związanych z nauką. Pojawiają się wówczas prośby
i dziękczynienia odnoszące się do stypendiów i mieszkań w akademi­
kach. Niemniej można tu mówić o pewnym trwałym, powtarzają­
cym się schemacie czy stereotypie. Nawiązuje on do wzorca moral­
ności, zgodnie z którym rzeczą wstydliwą, nie propagowaną oficjal­
nie, są zainteresowania materialne, bytowe. Wzorzec ten obowiązy­
wał większość najgłośniejszych sanktuariów w Polsce. Pewnym
odstępstwem od niego były w przeszłości prośby i dziękczynienia
związane z gospodarstwami, z rolnictwem i hodowlą. Najsilniej
dawały one o sobie znać w niewielkich ośrodkach kultowych
ludności chłopskiej. W ośrodkach tych zdarzało się, że dominowały
w praktykach wotywnych — proszalno-dziękczynnych — wyłącznie
troski materialne o trzodę i plony. Ale i w tych nawet przypadkach
określone praktyki odbywały się jakby poza oficjalną działalnością
władz kościelnych. Były to praktyki tolerowane, lecz nie propagowa­
ne. W społeczności mieszkańców Warty o podobnej sytuacji mówić
nie można. Zapisane na rozmaitych kartkach prośby i dziękczynie­
nia — rodzaj współczesnych wotów — są przejawem oficjalnie
propagowanej przez ojców Bernardynów postawy moralnej.
8

Co jest szczególnie interesującego w tej postawie, czy też
sposobie jej manifestowania przez wiernych? Przede wszystkim nie
oddzielanie wszelkich jak najbardziej racjonalnych zabiegów od
bezpośredniej interwencyjności mocy boskich, patronatu osoby
błogosławionej. Kontakt z błogosławionym Rafałem poprzez mod­
litwy, pisane prośby i dziękczynienia (wota) jest też rodzajem treningu
duchowego. Wydaje się, że może on wpływać na rozwagę i dbałość
zarówno o sprawy drobne, jak i większego znaczenia. Sprawy te
załatwiane są oczywiście przy wykorzystaniu realnych możliwości. Ich
charakter jest ziemski, społeczny (związany z realiami życia w Polsce
Ludowej), w ostateczności racjonalny. Trening duchowy, o jakim
wspomniałem, powoduje, że sprawy jednostki wplecione zostają
w życie najbliższej wspólnoty religijnej a tym samym uzyskują rangę
spraw publicznych. Sprzyja to niewątpliwie zaangażowaniu ogółu
w losy jednostki. Ostatecznie sprzyja, aby problemy jednostkowe,
prywatne, miały wsparcie społeczne: rozstrzygnięcia pozytywne.
Uzyskują też one miano rozstrzygnięć cudownych.
We współczesnych relacjach z Warty nie spotykamy opisów
wskrzeszania zmarłych, odzyskiwania życia przez topielców. Nie ma
też w ostatnich kilkudziesięciu latach w Warcie zanotowanych
cudownych uleczeń wzroku i słuchu. Nie zmienia to jednak w więk­
szej mierze postaci rzeczy. Albowiem i tak poznajemy dostatecznie
dużo opisów zdarzeń niezwykłych. A określenie to ma przecież
umowne znaczenie. Jak się okazuje może ono przysługiwać każdemu
zdarzeniu, zarówno takiemu, które nie uzyskało, jak takiemu, które
uzyskało wyjaśnienie racjonalne. Taki też sens mają zapisane
w Warcie liczne współczesne zdarzenia cudowne. Wrażliwość mira­
kularną wiernych z Warty nie wyklucza — przeciwnie — w pełni
uznaje sensowność racjonalnych zabiegów lekarskich, sądowni­
czych, egzaminacyjnych w szkołach czy najpospolitszych na co
dzień. Niemniej pozytywne rozstrzygnięcia, pomyślny przebieg
zdarzeń przypisywane są w pierwszym rzędzie nie tym racjonalnym
zabiegom, lecz bezpośredniej interwencji bł. Rafała. Przypomnijmy
jeden ze zwrotów, jaki został użyty przy opisie rozprawy sądowej, na
której rozpatrywano współudział staruszki w kradzieży 100 zł: „Była
F. K. sądzona niesłusznie w sądzie. Bł. Rafał w sposób nadzwyczaj­
ny p o k i e r o w a ł procesem, że publicznie F. K . została w sądzie
uniewinniona". W innym miejscu o tym samym zdarzeniu: „w
sposób nadzwyczajny i cudowny została uniewinniona".
Społeczność związana z kultem bł. Rafała znajduje podstawy dla
rozwoju wrażliwości mirakularnej nie tylko w nieszczęściach spowo­
dowanych chorobą, niesprawiedliwymi posądzeniami, nieodpowie­
dzialnym zachowaniem bliźnich w najrozmaitszych sytuacjach ży­
ciowych. Prawdziwymi nieszczęściami okazały się stany ducha
bliskich osób, które utraciły wiarę, odeszły od uświęconych wzorców
życia rodzinnego czy stały się ofiarami nałogów.
Pochodzące z Warty opisy współczesnych zdarzeń cudownych,
jak też sporządzane na piśmie prośby są dosyć reprezentatywne dla
innych ośrodków kultowych w Polsce. Nie znajdujemy jedynie
w tych dokumentach świadectwa pewnej, kształtującej się obecnie,

II. 4. Obraz wotywny z wizerunkiem cudownej Matki
Boskiej. Znajduje w Wambierzycach. Ol/deska, 2 poł. X I X w.

postawy, którą nazywam umownie jako b e z i n t e r e s o w n ą ,
względnie w dużym stopniu bezinteresowną. W postawie tej nie
ujawnia się potrzeba czy pragnienie doświadczenia konkretnej łaski,
mającej znaczenie utylitarne w wymiarach osobistych, prywatnych.
I jeśli prośby i dziękczynienia w sprawach zdrowia, nauki, godności
osobistej itd. są kontynuacją idei zawartych w wotach proszalnych,
to postawa bezinteresowna nawiązuje do idei formułowanych tylko
przez niektóre dawne wota dziękczynne np. wota niefiguratywne,
których intencje były ukryte w symbolach adoracyjnych inicjałów
IHS i N M P . Tę nową, bezinteresowną postawę najwyraziściej
wyraża wotum z 1970 roku, znajdujące się w kościele św. Krzyża
w Warszawie, w pobliżu ołtarza św. Tadeusza Judy:
„Św. Tadeuszu Judo / Pokornie dziękuję za szczęśliwy / powrót na
ziemię astronautów / amerykańskich ,Apollo 13' / J. Lovella F.
Haisela J. Swigerta / Z. Ł. [...] W-wa 17.IV. 1970."
Wśród kilkuset tabliczek wotywnych w kościele św. Krzyża
w Warszawie jest jedno podziękowanie tej treści . Wotum Z. Ł.
należy niewątpliwie do wyjątkowych. Ale nie znaczy to, że postawa
fundatora tego szczególnego wotum należy również do wyjątko­
wych. Można się z nią stosunkowo łatwo zetknąć wśród pielgrzy­
mów do miejsc cudownych objawień, głośnych wydarzeń, w których
uczestniczyły tysiące osób. Tu chciałbym ograniczyć się jedynie do
przedstawienia zdarzenia niezwykle kameralnego, „cudu indywidu­
alnego". „Wieść gminna" wydarzenia takie nazywa cudownym
odnowieniem się obrazu. W naszym przypadku chodzi nie tyle
o obraz co reprodukcję fotograficzną Matki Boskiej Czerwińskiej,
jedną z wielu jakie sprzedawano na odpustach. Na zdjęciu, pocho­
dzącym prawdopodobnie z początku tego stulecia, obraz Matki
Boskiej z Czerwińska ukazany jest w otoczeniu licznych zabytko­
wych wotów. Jest to szczegół nie bez znaczenia, albowiem, jak
przekonamy się dalej, każde z tych wotów w cudownych wizjach
będzie pełniło określoną symboliczną rolę. Ponieważ wydarzenie
cudownego odnowienia się obrazu Matki Boskiej Czerwińskiej
wydawało mi się niezwykle ważne dla przedmiotu naszych tu
zainteresowań, starałem się poznać bliżej biografię, charakter osoby
obdarzonej niezwykłymi doznaniami. Osobą tą jest osiemdziesięcio9

151

�II. 5. Plakietka z blachy srebrnej. Wotum proszalne Ioana Georga
Tomasa z 1726 г., rzeźnika poznańskiego; il. 6. Obraz malowany
na płótnie z końca X I X w. Wotum dziękczynne wozaka, który
ocalał przy nieszczęśliwym przewożeniu karpiny. W górnym
rogu wyobrażenie cudownej Matki Boskiej Wambierzyckiej
letni emerytowany kolejarz z Płońska. Rozmowę z nim przeprowa­
dziłem w 1974 roku:
„Należę do PZPR. Należałem do PPS od 1921. Należałem do A L
od 1943 r. Potem przeszedłem do PPR. Na koniec należę do PZPR.
Byłem prezesem Z Z K . Urodziłem się pod Pułtuskiem we wsi
Pieścierogi. Tu przyjechałem pracować na kolei w 1927 г. I też tu
pracowałem do emerytury jako bagażowy, a na koniec jako
nastawienniczy. W czasie wojny to zamiatałem stację, paliłem
w piecach i nosiłem bagaże. Dom mam drewniany przywieziony ze
wsi, gdzie go kupiłem. Tu go postawiłem na wprost dworca i tu
chciałbym dokończyć życia. Zonę poślubiłem ze wsi Sarbiewo
w 1928 roku. Dom kupiłem na Opinogórze przed samą wojną i tu go
furmankami przywiozłem. Mamy syna marynarza i mieliśmy cztery
córki. Jedna umarła w czasie wojny na krwawą dezynterię. Te, co
żyją, są urzędniczkami.
Mój dziadek był człowiekiem bardzo religijnym. Umarł na
cholerę. Miał on książkę o objawieniach Matek Boskich w Grywał­
dzie, w Opacinie, Koziebrodach, we Skępem. I tam, w tej książce
były obrazy Matek Boskich i daty. Kiedy i jak się objawiła... Babka
była kobietą pańszczyźnianą... Zaś ojciec, jak dokupił ziemi, to
mieliśmy 7 ha. Było nas dzieci dziesięcioro... Dziadek był też za
potajemnego nauczyciela. Uczył czterech działań arytmetycznych,
no i pisać, i czytać. Matkę moją nauczył pisać! A ja nauczyłem się
sam z siebie czytać. Za Niemców, przed tamtą wojną, raz, jedną zimę
chodziłem do szkoły... Potem, jak miałem siedem lat, poszłem na
służbę... Modliłem się już, jak tylko wyrosłem na nogi. Kiedy jeszcze
nie wiedziałem co to Polska... Modliłem się o zdrowie babki, bo
więcej ją lubiłem niż matkę. Zawsze wyciągnęła nam kawałek chleba
spod siennika. Całowalim ją po rękach, jak wracała z kościoła...
Modliłem się i o to żebym wyrósł... Kiedy dowiedziałem się od
Babeckiego, starszego chłopca, co to Polska, co to rozbiory, wtedy
zacząłem się modlić za wolność. Modliłem się na polu. Klękałem na

152

ziemi... Za Niemca, jak pracowałem na kolei i nieraz widziałem te
okrucieństwa, to szedłem do piwnicy i leżałem krzyżem... Nasz kraj
to nieszczęśliwy. Nasz kraj to autostrada. Każdy przychodzi i coraz
to coś nowego narzuca.
W czasie wojny zginęło mi siedmiu kolegów, kolejarzy. Kiedy
obiecywali mi folksdojczostwo, zagroziłem, że rzucę się pod pociąg.
Banszuce, kiedy się o tym dowiedzieli, bili mnie tak, aż krew puściła
się ustami. Do tej pory mam szum w głowie. Uratował mnie sierżant
z Wermachtu...
W Płońsku mieszkało przed wojną 10 tysięcy ludzi, w tym aż
8 tysięcy Żydów. Kiedy likwidowano getto, gnano wszystkich na
stację... Podstawiali wagony wysypane wapnem... Dzielili zebranych
na trzy grupy, mężczyzn, kobiety i dzieci... I bagnetami upychali ich
do tych wagonów... Krzyk słychać było na 8 kilometrów... Nie
mogłem tego wytrzymać...
Poszedłem do miasta, powiedziałem, że jestem chory... Przedtem
próbowałem, co mogłem. Piekłem chleb u siebie i po kryjomu
rozdawałem. Nosiłem Żydom... Byłem w Gwardii Ludowej. Zajmo­
wałem się sabotażem. W taki sposób, że do wagonów z amunicją
idących na wschód dołączałem wagon z paszą. I do tego wagonu
podkładałem taki samozapał, który się tlił powoli... Udało mi się
wysadzić w powietrze cały skład, pod Nasielskiem. Trzy dni stacja
tam nie była czynna. Nikogo nie rozstrzelali, bo komisja uznała, że
był to samozapłon, tego siana... Dostałem za to po wojnie Krzyż
Kawalerski, a potem jeszcze Medal Zwycięstwa. A za udział
w wojnie w 1939 roku Medal za Obronę Warszawy... Mam też
Odznakę Grunwaldzką i Wzorowego Kolejarza...
... W 1968 r. poszedłem na emeryturę. W rok później wydosta­
łem obraz cudownego przedstawienia Matki Boskiej Czerwińskiej.
Powiesiłem go nad łóżkiem. Obraz znalazłem u sąsiadów porzucony
na strychu. Odkupiłem go za sto złotych. Wkrótce jak go powiesiłem
nad łóżkiem, sam się odnowił! Kiedy zacząłem się pierwszy raz

�1

mocno modlić i gorąco płakać, to widziałem promienie, które biły od
Matki Najświętszej. Zobaczyłem kwiaty czerwone, kwiaty zielone.
Przeistaczały się. Jasność sięgała do ściany i na lipki w donicach,
znajdujące się w pokoju. A na obrazie były drobne czerwone,
zielone, raz takie, raz takie. J rano spojrzałem i zobaczyłem, że obraz
jest odnowiony. Sam się odnowił. A myślałem, jak go kupiłem, jak
go odnowić...
I dzisiaj, kiedy sam jestem w ciszy, przeważnie o dwunastej
w nocy, to promienie biją z obrazu i pojawiają się na nim kwiaty
czerwone... Modlę się o 12, bo to jest godzina duchów złych
i dobrych. I ja się za nich modlę. Za wierzących i niewierzących... Na
lewym rogu obrazu jest taki zaciek, a na prawym zeszło i w tych
miejscach również widzę promienie... Widzę też Króla Jagiełłę (jest
to na sukience srebrnej M . Boskiej ukazany wizerunek fundatora
— JO) na koniu z chorągwią (załamania i ornament kwiatowy
sukienki — JO). A tam — pokazuje palcem — są dwa miecze
zdobyte przez Jagiełłę od Krzyżaków (w istocie są to wota — wyob­
rażenia nóg). A tam Pan Jezus trzyma Europę i w niej oznaczona jest
Polska. Dlaczego jest taka duża? Bo Polska była od morza do
morza... (to co interpretuje rozmówca jako obraz Europy, jest
plakietką prostokątną, umieszczoną w pobliżu dłoni Jezusa; w pros­
tokącie znajduje się owal z jakimś wizerunkiem i jest on dla
rozmówcy wyobrażeniem Polski). Polska była kiedyś wielka!
... Przypuszczam, że człowiek jak umiera, to dostaje tablicę od
Anioła Stróża. Jest to tablica sprawiedliwości. Jest ona przepołowio­
na na połowę zła i dobra. Połowa dobra, to zasługi. No i kiedy
człowiek umrze, to zostaje duchem. Część duchów trafia do niebios.
A część jest wśród nas i może nas teraz słucha... U Boga w niebiosach
duchy dostają ciało, takie jak mieli za życia. Nawet takie garbate,
jeśli byli garbate... Bóg niektórych dobrych duchów rozsyła jako
Aniołów, jako rycerzy... Ale są też upiory, które pokutują, pukają,
kołaczą... Ja to uważam, że trzeba kochać najdrobniejsze nawet
zwierzę. I takie rośliny. 1 gwiazdy. Wszystko, co stworzył Bóg.

...Najbliższa jest mi Trójca Przenajświętsza, Matka Boska, Pan
Jezus i święty Józef... Bliska mi jest też św. Elżbieta, bo to kuzynka
Matki Przenajświętszej i matka Jana, który ochrzcił Jezusa... św.
Piotr, św. Józef, św. Paweł, św. Andrzej, św. Stanisław, św. Teresa od
Dzieciątka Jezus, św. Agata od spalenia, św. Małgorzata, św.
Weronika. Oni wszyscy są ważni!
... Opuszczam Mszę tylko wtedy, kiedy idę zarobić. Ale wtedy
modlę się w domu. Najważniejsze to dobry uczynek... Nie chcieli tu
nie tak dawno przyjąć dzieci do technikum, to pomogłem... Ja się
modlę i do Mojżesza i Abrahama. Mojżesz wysłany został przez
Boga i ustanowił przykazania... Historię biblijną pamiętam, przede
wszystkim z dzieciństwa... Chodziłem słuchać do starszych klas
nauki religii. No i z ewangelii czytanej w kościele kiedy tam chodzę...
Nic nie mogłem dorobić się... Mogłem dostać coś lepszego, ale
kocham to co moje. To co moje, jest mi miłe (chodzi głównie o dom
drewniak przywieziony z Opinogóry na stację w Płońsku). Jest to
ważniejsze niż pałac. To mi kontentuje. Jestem człowiekiem niewymagalnym, skromnym, wszystko opieram na prawdzie. Z człowiekiem,
który kłamie, z takim nie rozmawiam. Kocham ojczyznę i wolność.
Bardzo się gniewam, jak ktoś komuś prawa ukraca. Bo Chrystus Pan
miał krzyż za cały świat, za wszystkich ludzi wierzących i niewierzą­
cych. Był pierwszym komunistą na świecie i sprawiedliwym. I ukocha­
łem Go. Jego siły i mocy jeszcze nikt nie zbadał i nie zbada!"
Cudowne doznania emerytowanego kolejarza z Płońska znacz­
nie rozszerzają nasze rozumienie przyjętego tu określenia — wrażli­
wość (świadomość) mirakularną. Wrażliwość jego należy niewątpli­
wie do szczególnych, nieczęsto spotykanych. Koncentruje się wokół
stałego, zarazem skromnego symbolu religijnego, starej fotografii
cudownego obrazu Matki Boskiej Czerwińskiej. Może właśnie
między innymi dlatego jest to wrażliwość tak niezwykła, rozwinięta,
pogłębiona. Tego ostatniego przymiotnika używam z całym przeko­
naniem mimo jawnej mylności czy naiwności odczuć, tłumaczeń
poszczególnych zjawisk, formułowania informacji o cudownych

153

�II 7. Figura cudownej Matki Boskiej Swarzewskiej. Świadectwo
popularnego na Pomorzu kultu maryjnego, wokół którego nie
powstały jednak praktyki wotywne

widzeniach, jakich doznaje kolejarz z Płońska. Jego wrażliwość kryje
elementy myślenia zdecydowanie abstrakcyjnego. Wprawdzie bazu­
je ono na wyraziście realistycznych faktach (zakup zniszczonej
fotografii, o którą ktoś przestał dbać, zawieszenie „obrazu" nad
łóżkiem, codzienne adorowanie go w modlitwach nocnych), jednak­
że nie prowadzi do określonych postanowień, czy też działań
mających konkretne, utylitarne znaczenie. Poprzez cudowne widze­
nia kolejarz nie stara się niczego rozstrzygnąć w swym życiu, niczego
„nie załatwia" modląc się pełen uniesienia. Wszystko, co miał do
rozstrzygnięcia, załatwienia, zdążył już dopełnić, głównie dzięki
cechom charakteru, odwadze, wielkiej rozwadze, głębokiemu odczu­
ciu dobra i zła, połączonych z wielką aktywnością życiową. W czasie
cudownych widzeń nie stara się formułować jakichś aktualnych
w jego obecnym życiu próśb, ślubowań, a także dziękczynień.
Odmawia podstawowe pacierze, modlitwy o sensie ogólnym. Widze­
nia jakich doznaje wypełniają go jednak ogromną siłą duchową
i najprawdopodobniej ułatwiają mu zachowanie właściwej mu
energii, optymizmu, chęci troszczenia się o los innych. I niewątpliwie
zachodzi tu zależność między wyjątkowymi — w sensie pozytywnym
— cechami osobowości, budzącą najwyższe uznanie etyką jednostki
a jej wrażliwością mirakularną, charakteryzującą się kameralnością,
zintymizowaniem, abstrakcyjną formą korzystania z dobrodziejstw,
jakie można z nią łączyć.
Mówiąc o zależnościach zachodzących między ogólną postawą
życiową jednostki a jej szczególnym i osobliwym niewątpliwie
światem doznań o charakterze mirakularnym, nie można pominąć
rzeczy —jak się wydaje — dosyć istotnej. Jest nią rodzaj posiada­
nych wiadomości. Kolejarz z Płońska jest wprawdzie analfabetą,
lecz czy określa to dostatecznie jego wiadomości? Zetknął się
w młodości ze szkołą i z tym, czego w szkołach uczą. Przyjaźnił się
z chłopcami, którym dana była możliwość uczenia się. Wystarczyło
to, aby zachował na całe życie prawdziwy szacunek dla wiedzy,
umiłowanie jej. A oto inny rodzaj zdobywania wiadomości, może
szczególnie mu bliskich. Chodzi o wiedzę religijną. Stara się
dostatecznie często uczęszczać do kościoła. Z uwagą słucha kazań...
Jednakże to, co w nich usłyszy — przetwarza, na swój własny sposób

154

II. 8. Wizerunek fotograficzny cudownej Matki Boskiej Czerwińskiej
w posiadaniu kolejarza z Płońska

interpretuje prawdy wiary. Zdarza się, że opuści mszę niedzielną, ale
będzie potem starał się odkupić to wzmożoną modlitwą w domu
przed „obrazem", który uznał jako cudowny. Podobnie, nie sam
oryginał cudownego obrazu, lecz jego skromna, przestarzała kopia
fotograficzna stała się źródłem doznań zdecydowanie mirakularnych. Zaskakujące przy tym jest, że nigdy nie był w Czerwińsku i nie
zamierzał udać się tam kiedykolwiek.
A zatem, nieograniczony na swój sposób zakres wiadomości przy
oryginalnych, nie często spotykanych cechach osobowych spełniać
zaczął ważną rolę w zaspokajaniu potrzeby „głodu wiedzy". Zrodziła
się chęć stałego zastanawiania się, pewnego rodzaju medytacja,
prowadząca do poszukiwania odpowiedzi na liczne, zaprzątające go
pytania... Należał do osób, które — dzięki wojennym i politycznym
zasługom — zdobywały zasadniczo inny standard bytowania, aniżeli
ten z jakiego korzystał (mieszkanie w blokach, stanowisko z awansu
społecznego itd.). Wybrał sposób życia w warunkach najskromniej­
szych w jego środowisku. Być może gdyby emerytowany kolejarz
z Płońska zdobył inne (wyższe) niż posiadał, szkolne przygotowanie
do życia, jego wrażliwość nie byłaby równie podatną, rodzącą
niezwykle złożony i sugestywny obraz przeżyć wewnętrznych.
Przypadek cudownych doznań kolejarza z Płońska, jego życie
duchowe, podporządkowane służeniu każdemu bliźniemu w potrze­
bie, uświadamia zanikanie dziś tej formuły religijności, która
owocowała i nadal się rozwija w kultach wotywnych. Okazuje się, że
można być głęboko religijnym i nie odczuwać potrzeby ujawniania
publicznie swych pragnień, jak też dziękczynień. Byłby to przejaw
całkiem nowej, czy też kontynuacja istniejącej również w przeszłości
postawy? Wydaje się, że odpowiedź powinna skłaniać się do tego
drugiego przypadku.
W motcie niniejszego szkicu znajduje się wyznanie Jana Chryzos­
toma Paska i jego charakterystyczne — „każdy według swojej
intencyi Bogu poślubił wota". Co to oznacza? Otóż, chyba to
mianowicie, że w X V I I w. było w zwyczaju żołnierzy, aby przed
przystąpieniem do bitwy, sposobieniem się do walki, a więc w sytua­
cjach szczególnie ciężkich, krzepić się pieśnią, modlitwą, w której
zawierało się owo ślubowanie wotów. Niekiedy były to obietnice

�II 9. Cudami słynąca figura Pana Jezusa na Krzyżu (w tle wota ze srebrnej blachy) w kościele św. Jana w Toruniu
pielgrzymki do uznanych sanktuariów połączone właśnie z fundacją
wotów, specjalnym zachowaniem (przejście na klęczkach, przejście
z kamykiem w bucie, leżenie krzyżem, biczowanie, poszczenie itd.),
a więc obietnice materialne, konkretne. Ale zdarzały się niewątpliwie
inne jeszcze przyrzeczenia, mające charakter zobowiązań niespektakularnych, głębiej i poważniej obligujących o s o b ę . Niestety ślubo­
wania dokonywane we własnym sumieniu pozostają tajemnicą.
10

Można jedynie przypuszczać, że bywały one równie przejmujące swą
szlachetnością, umiłowaniem świata, jak dokonania kolejarza z
Płońska, któremu objawiają się w „godzinie duchów dobrych
i złych" świetliste kwiaty czerwone pośród promieni.
Wyznania kolejarza z Płońska, które nie są przypadkiem jednos­
tkowym, albowiem podobne wynurzenia nieraz można usłyszeć od
osób o pogłębionych przeżyciach wewnętrznych, były przez niektó155

�rych moich konsultantów potraktowane jako przejaw dewiacji,
domagającej się oceny o charakterze psychologicznym. Nie umniej­
szając w niczym sensu takich analiz, ośmieliłbym się jednak mówić,
że na płaszczyźnie wyłącznie analizy socjologiczno-etnologicznej
„osobliwości" reagowania na świat zewnętrzny, czucia i myślenia
a ostatecznie postępowania stają się dostatecznie zrozumiałe, umo­
tywowane. To, co kwalifikujemy jako „osobliwość" nie jest choro­
bą, lecz cechą kultury, oczywiście określonego modelu kultury. Być
może, ta sama „osobliwość" w innych warunkach (na przykład
cywilizacji wielkomiejskiej itp.) staje się dolegliwością. Warto rów­
nież przypomnieć, że etnologia dawno już wyjaśniła pozorny
paradoks, że tak zwane społeczności (ich reprezentanci) opóźnione
w rozwoju nie były zuniformizowane wewnętrznie, że identyczność
w zewnętrznych przejawach (ubioru, mieszkania, zachowań itp.)
ukrywała niejednokrotnie wielkie bogactwo i rozmaitość typów
osobowych, tym samym postaw, dążeń i pragnień — sposobów
istnienia.
Jak wiadomo, kult wotywny jest rodzajem ofiary symbolicznej,
stanowiącej opozycję w stosunku do przede wszystkim ofiary
krwawej. W dziejach wierzeń reprezentuje nurt (proces) humanizacji
istot czczonych. Kult ten znany jest w religiach świata antycznego,
a także we wszystkich religiach światowych, rozwijających się
obecnie. Najściślej jednakże kult ten związany jest z dziejami
katolicyzmu, a najbujniejszy jego rozwój przypada na czasy kontrre­
formacji. W Polsce i niektórych krajach katolickich Europy Zachod­
niej rozwijał się również intensywnie w czasach późniejszych,
w okresie od X V I I I do końca X I X wieku. W niektórych ośrodkach
wiejskich Polski przetrwał do naszych czasów kult wotywny w po­
staci mało różniącej się od tej jaką znamy z X V — X V I wieku.

Jednocześnie pojawiły się całkiem współczesne formy tego kultu
w różnych miejscach, niezależnie od tego, czy uczestniczą w nim
środowiska wiejskie, czy miejskie, a nawet wielkomiejskie (Warsza­
wa, Kraków, Lublin, Rzeszów). Cechą charakterystyczną współcze­
snej formy tego kultu jest rezygnacja z przekazu symbolicznego
(plastycznego) na rzecz piśmiennego, mającego cechy przekazu
poetyckiego czy literackiego.
Wielofunkcyjność wotów, ich zróżnicowanie pod względem
rozmaitości i rangi idei zawartych w określonych symbolach czy
przekazach pisanych można uporządkować według zaproponowa­
nej na wstępie klasyfikacji: wota proszalne z jednej strony i z drugiej
wota dziękczynne.
Współczesne wota polskie pisane (wota, które starałem się
pobieżnie scharakteryzować, korzystając z materiałów z Warty), to
najczęściej wota dziękczynne. Wyrażają one postawę, którą nazwał­
bym ograniczoną interesownością (w przeciwieństwie do jawnej
interesowności chłopskich wotów proszalnych — w sprawach
gospodarczych i mieszczańskich — głównie zdrowotnych). Zarazem
można mówić o postawie bezinteresownej. Poznajemy tę postawę
w najrozmaitszych przejawach indywidualnych doznań o charakte­
rze mirakularnym, a także w zbiorowych psychozach religijnych,
znanych pod nazwą cudów (współczesnych zdarzeń o charakterze
cudownym, w których uczestniczą większe zbiorowości. Ten ostatni
nurt współczesnej religijności stanowi osobny przedmiot, domagają­
cy się szczegółowych badań. W ludowej kulturze artystycznej Polski
reprezentuje on zagadnienie z pogranicza obrzędu i zdarzenia
dramaturgicznego, swoistego teatru, misterium, które dzięki swej
żywiołowości, spontaniczności stanowi przejmującą, niezwykle
współczesną formułę wypowiedzi.

PRZYPISY

1

Por. Gabriel Marcel, Być i mieć, przełożył Piotr Lubicz, Pax,
Warszawa 1986; Marian Rusecki, Wierzcie moim dziełom. Funkcja
motywacyjna cudu w teologii XX w., Księgarnia św. Jacka, Katowice
1988
Sentencje ojców (Pirkej Awot), przełożył z hebrajskiego
2

Michał Friedman, „Literatura na Świecie", nr 4 (189), 1987, s. 23
Szkic niniejszy nawiązuje do wcześniejszych prac moich
i innych autorów, stanowiących od ponad trzydziestu lat stały już
w „Polskiej Sztuce Ludowej" temat badawczy. Oto niektóre pozy­
cje: Jacek Olędzki, Wota woskowe ze wsi Brodowe Łąki i Krzynowlo3

II. 10. Dziękczynienie przed ołtarzem św. Judy Tadeusza w kościele Św. Krzyża w Warszawie

156

�1

ga Wielka, R. X I V , 1960, nr 1; tenże, wota srebrne, R.XX1,1967, nr 2;
lenże, Wota lwowskie, R . X V I I , 1973, nr 1; tenże, Pieśni wotywne,
R.XXIX,1975, nr 4; Jadwiga i Anatoliusz Czerepińscy, XVIII-wieczny ludowy strój biłgorajski na obrazach wotywnych z Puszczy
Solskiej, R.XV,1961, nr 2; Anna Kunczyńska-lracka, Obrazy często­
chowskie, R.XX,1966, nr 2; Stefania Krzysztofowicz, Ewa Snieżyńska-Stolot, Obrazki wotywne z kościoła Bożego Ciała w Krakowie,
R.XXI.1967, nr 1; S. Krzysztofowicz Źródła ikonograficzne przed­
stawień «Ока Opatrzności» R.XXII.1968, nr 3; Ryszard Brykowski,
Sukienka — volum metalowe z Parczewa, R . X X V I , 1972, nr 1; Anna
Kunczyńska-lracka, Woskowe wota z Krypna, R.XLI,1987, nr 1—4,
s. 65—80. Ponadto, mego autorstwa, Kwietlechy z ohelu Elimelecha
w Leżajsku. Prośba i dziękczynienie w judaizmie i katolicyzmie,
R . X L I I I , 1989, nr 1—2 (w druku).
* Znaczną część materiałów zawdzięczam grupie byłych stu­
dentów Katedry Etnografii Uniwersytetu Warszawskiego, przede
wszystkim Andrzejowi Hemce, następnie Magdzie Lipińskiej, Ma­
riannie Ignatowicz, Krzysztofowi Stanisławskiemu, Tomaszowi
Strączkowi, Magdzie Zowczak. W 1975 roku w grupie tej prowadzi­
łem zajęcia proseminaryjne: Wybrane zagadnienia kultury religijnej
w Polsce.
Bł. Rafał zmarł w 1534 roku. Marmurowy nagrobek ufundo­
wany został w 1640 roku przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Jana
Lipskiego. W kościele znajduje się również płyta nagrobna zmarłego
wcześniej (w 1480 roku) również bernardyna bł. Melchizedecha. Por.
Katarzyna Szczepkowska, Powiat Sieradzki, „Katalog Zabytków
Sztuki w Polsce", t. I I , Warszawa 1954, s. 318. Bł. Rafał nie zos­
tał dotychczas beatyfikowany. Oficjalny tytuł z jakiego korzysta
— sługa boży. Por. O. Kajetan Grudziński, Rafał z Proszowic, (w:)
Hagiografia Polska, pod red. O. Romualda Gustawa O F M , t. I I ,
Poznań 1972, s. 261—270
Nie zachowały się w kościele wota zabytkowe. W Archiwum
oo. Bernardynów w Krakowie odnalazłem jednak poświadczenie
blisko stu wotów ufundowanych w czasie ponad 150 lat. Por. wyciąg
z Archiwum kościoła oo. Bernardynów w Warcie, Archiwum
Pracowni Sztuki Nieprofesjonalnej IS PAN. Najgłośniejsze zdarze­
nia związane z życiem i cudami bł. Rafała, a pośrednio również
z niektórymi dawnymi wotami, są treścią polichromii z 3 ćwierci
X V I I I w. na przęsłach sklepienia nawy. Malowidła pędzla Walente­
go Żebrowskiego. Współczesne 82 cudowne zdarzenia w czasie 10 lat
stanowią liczbę imponującą. Por. przypis 9
W kościele św. Krzyża w Warszawie, o czym piszę dalej,
pojawiają się często prośby związane z mieszkaniem (także z zamia­
ną mieszkań), a nawet zdarzyło się wotum proszalne za zdrowie
ciężko chorego pieska. Proboszcz kościoła św. Krzyża, któremu
serdecznie dziękuję za informacje, uznaje ten rodzaj spraw za
„niedostatecznie beznadziejny", aby mogły one stanowić treść
tabliczek wotywnych umieszczanych w kościele.
5

6

1

8

Z określeniami tymi najdosadniej zetknąłem się w czasie
rozmowy z proboszczem kościoła we Władysławowie. W rozmowie
chodziło o percepcję ze strony wiernych nowoczesnej budowli oraz
użytych w niej środków wyrazowych. Otóż, abstrakcyjna rzeźba
Ukrzyżowanego w głównym ołtarzu (i zarazem jedynym) nie
zadowalała do tego stopnia, że powstała konieczność urządzenia
osobnego ołtarza (przed którym gromadzili się ci wierni), przypomi­
nającego w nastroju skromne kapliczki wiejskie. Inne szczegółowe
przypadki rozmijania się życzeń wiernych i władz kościelnych
w odniesieniu do praktyk wotywnych podaję w pracach cytowanych
na początku.
Pojawienie się i rozwój kultu św. Tadeusza Judy w kościele św.
Krzyża w Warszawie jest osobistą zasługą jego proboszcza w latach
powojennych x. Tadeusza Olszańskiego. Najstarsze wota składane
przed obrazem świętego pochodzą z lat pięćdziesiątych. Praw­
dopodobnie kult ten datuje się z czasów ostatniej wojny, łączy się on
z obrazem św. Tadeusza Judy namalowanym przez Pia Górską ok.
1938 roku. Por. Elżbieta Kowalczykowa, Kościół Św. Krzyża, PWN
Warszawa, 1975, s. 74, 100
W Pamiętnikach zapisuje Pasek dwa swoje ślubowania wo­
tów, obydwa w 1658 roku: pierwsze przed przekroczeniem z wojs­
kiem Czarnieckiego granicy państwa (patrz motto), drugie przed
szturmem na zamek w Klodyndze. Dopełnia tych ślubowań dopiero
w 1662 roku w czasie kolejnych odwiedzin wioski rodzinnej. Udaje
się wówczas pieszo na Jasną Górę: „Prosiłem się pptym (króla prosił
Pasek — JO), żebym mógł do domu odjechać na Święta Wielkanoc­
ne, mil 12 od Warszawy, powiedając votum solenne żem obiecał, za
morzem będąc, chwałę Bogu oddać za dobrodziejstwa w tamtych
okazyjach (...). Odpocząwszy w domu, proposuimus explere votum
do Częstochowy (postanowiliśmy wypełnić ślub — JO.); wybraliśmy
się tak, żeby na Boże Wstąpienie tam stanąć. Jechała matka, jam
szedł piechotą, a konie za mną prowadzono, na których miałem
nazad powracać (...). Spowiedałem się też w Częstochowie za tą
bytnością i prosiłem rozgrzeszenia ex voto promissi (jakom wyżej
napisał) z jedną damą matrimonii, które że nie doszło, a stanęło
protunc temerario ausu (wówczas nieroztropną odwagą — JO), a po
prostu mówiąc, z zakochania. Rozgrzeszono-ć mię wprawdzie, ale
pamiętam i długo pamiętać będę zadaną pokutę i egzortę, którą
usłyszałem, i dziesiątego nauczyć bym umiał, jako to z tym wyrwać
się słówkiem: „Ożenię się z tobą". Pamiętniki, s. 328—329. Tak więc
Pasek wypełnił swoje ślubowanie wotywne w akcie pielgrzymki
i spowiedzi świętej. Nie pozostawił na Jasnej Górze żadnego wotum
w rodzaju metalowej plakietki czy jakiegoś symbolicznego przed­
miotu. Niewątpliwie był to z jego strony wybór poważnie umotywo­
wany. Wskazuje na to fakt znaczenia jakie przywiązywał do
niekonwencjonalności daru przywiezionego z zagranicy do Polski
pannie Teresie Krosnowskiej. Darem tym były „trzewiki drewniane
lipowe", Pamiętniki, s. 98
9

1 0

Fot.: H. Gordon — il. 9; Jacek Olędzki — 2—5, 7, 8, 10, 11; Krzysztof Sabak - - il. I; Witalis Wolny — il. 6

11.11. Stopy. Fragment sarkofagu bł. Rafała w kościele oo. Bernardynów w Warcie. Lśniące od dotykania przez
wiernych

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9738" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9716">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e15e3a941f032f8b2644fc7add32fc66.pdf</src>
        <authentication>7b9c362be4f76cc2613531499e0ac640</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115810">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:402</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115811">
                <text>1959</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115812">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:363</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115813">
                <text>Materiały do wybranych tradycyjnych zajęć pozarolniczych na Kurpiowszczyźnie / ETNOGRAFIA POLSKA 1959 t.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115814">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1958 t.2, s.247-254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115815">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115816">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115817">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115818">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="115819">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115820">
                <text>JACEK

OLĘDZKI

M A T E R I A Ł Y D O W Y B R A N Y C H T R A D Y C Y J N Y C H ZAJĘĆ
POZAROLNICZYCH NA KURPIOWSZCZYŻNIE
Obszar K u r p i o w s k i e j Puszczy Zielonej na skutek niesprzyjających
warunków dla r o z w o j u r o l n i c t w a pozostawał do połowy X V I I w . p r a w i e
nie osiedlony \ Utrzymywała się na n i m puszcza z wyjątkowo rozwiniętą
siecią rzek, s t r u g i s t r u m i e n i . Bogactwo j e j — pszczoły, drobna zwie­
rzyna, r y b y , d r e w n o i r u d a darniowa, obficie występująca na rozległych
łąkach — znajdowało się do dwudziestych l a t X V I w . we władaniu ksią­
żąt mazowieckich, a następnie we władaniu królewskim. R o l n i c t w o , za­
początkowane w puszczy dopiero przez kolonizację w d r u g i e j połowie
X V I I w., zostało poprzedzone rozwojem szeregu zajęć wyzyskujących
tak cenne w t y m czasie „naturalne środki wyżywienia i p r a c y " , a więc
b a r t n i c t w e m , łowiectwem, rybołówstwem, kuźnictwem, s m o l a r s t w e m oraz
młynarstwem zbożowym, obsługującym sąsiednie t e r e n y rolnicze i n i e ­
liczne miasteczka rozsiane wokół puszczy, nie posiadające t a k rozwinię­
tej sieci rzecznej.
Rozwój w s p o m n i a n y c h zajęć, a następnie rozwój r o l n i c t w a na t e ­
renach k u r p i o w s k i c h wpłynął na kurczenie się n a t u r a l n e j bazy p r o ­
d u k c y j n e j , jaką była puszcza. Z k o l e i zaś w końcu X V I I I w . i na po­
czątku w i e k u X I X nastąpił p r a w i e całkowity upadek łowiectwa, b a r t ­
n i c t w a , kuźnictwa i smolarstwa (dziegciarstwa) . Utrzymało się j e d y n i e
węglarstwo, obsługujące już nie kuźnice, lecz d r o b n y c h k o w a l i , oraz r y ­
bołówstwo i młynarstwo, które w szczątkowych f o r m a c h istnieją do
dzisiaj.
2

Do X V I I I w., k i e d y nastąpił na obszarze Puszczy Zielonej rozwój r o l ­
n i c t w a i h o d o w l i bydła, wyżej w y m i e n i o n e zajęcia musiały stanowić po1

L . K r z y w i c k i podaje,

przynosi

że p i e r w s z e

wiadomości

o wsiach w

l u s t r a c j a z 1660 r. ( L . K r z y w i c k i , Kurpie,

Puszczy

„Biblioteka

Zielonej

Warszawska',

R. 52, t. 3: 1892, s. 456.
2

Wyjątkowo

silnie wpłynęło n a u p a d e k

t y c h zajęć przejście K u r p i o w s z c z y z n y

pod zabór p r u s k i . Stworzyło to w a r u n k i d l a m a s o w e g o w y r ę b u lasów p r z e z

Niem­

ców i zamknięcie k u r p i o w s k i c h kuźnic, konkurujących z n i e m i e c k i m i n a M a z u r a c h .

�JACEK OLĘDZKI

248

ważne źródło u t r z y m a n i a miejscowej ludności». W X I X w. miejsce to
zajęło całkowicie r o l n i c t w o . N i e m n i e j nadal rybołówstwo, hodowla
pszczół, węglarstwo, k o w a l s t w o i młynarstwo spełniały rolę zajęć ubocz­
nych, które łagodziły trudności gospodarcze panujące w Puszczy. Rolnic­
t w o b o w i e m , m i m o upowszechnienia się wśród całej ludności, na skutek
tego, że opierało się w s w o i m r o z w o j u o słabe gleby, nie mogło w pełni
zaspokoić istniejących potrzeb. W początkach X X w., a szczególnie
w okresie międzywojennym, zajęcia, które jeszcze mogły istnieć (rybo­
łówstwo, pszczelarstwo) l u b rozwijać się (kowalstwo), ratowały w i e l u
Kurpiów, pozbawionych odpowiedniej ilości ziemi, przed s k r a j n y m ubó­
stwem.
W m o i m opracowaniu p o m i j a m inne jeszcze, występujące na t y m
terenie zajęcia pozarolnicze, j a k o r y l s t w o , obróbka drzewa, t k a c t w o ,
garncarstwo i b u r s z t y n i a r s t w o . O m a w i a j e w swych pracach A. Chętnik.
Są one również t e m a t e m badań moich kolegów z warszawskiego Za­
kładu E t n o g r a f i i I H K M P A N .
Na bazie wszystkich w y m i e n i o n y c h zajęć tworzył się zasadniczy zrąb
k u l t u r y Kurpiów. Z i c h u p a d k i e m szedł w parze zanik głównych c z y n ­
ników różniących kulturę ludności t y c h terenów od obszarów sąsiednich.
Rola t y c h zajęć, podobieństwo w i c h ogólnym charakterze, wynikłe
m . i n . z oparcia o jednakowe n a t u r a l n e środki rozwojowe, oraz w y ­
stępowanie w j e d n y m zasadniczo okresie, względnie reprezentowanie
jednakowego etapu rozwojowego przemawiają za łącznym na nie spojrze­
niem.
Tematem mego sprawozdania są przede w s z y s t k i m badania terenowe,
poprzez które starałem się wydobyć z dzisiejszej k u l t u r y w s i k u r p i o w ­
skiej wiadomości pozwalające na uzupełnienie obrazu rozwoju tej k u l ­
t u r y w okresach dawniejszych. Włączenie do sprawozdania również omó­
w i e n i a źródeł pisanych ma na celu ogólne zasygnalizowanie możliwości
kryjących się w nich dla pełnego opracowania w y m i e n i o n y c h zajęć.
W źródłach pisanych dotyczących Kurpiowszczyzny istnieje w porów­
n a n i u do i n n y c h dziedzin k u l t u r y najwięcej wiadomości o b a r t n i c t w i e ,
łowiectwie, kuźnictwie, młynarstwie i smolarstwie, a nieco m n i e j o r y b o ­
łówstwie. Wiąże się to przede w s z y s t k i m z t y m , że w y m i e n i o n e zajęcia
rozwijały się w ramach własności królewskiej, objętej inwentaryzacją

3

Por.

F . P i a ś c i k,

s. 24—27. A u t o r

Osadnictwo

przytacza fragment

w

Puszczy

Kurpiowskiej,

z lustracji starostwa

Warszawa

ostrołęckiego

1939,

z 1789 r.

(s. 27—29), z którego w y n i k a , że j e s z c z e w drugiej połowie X V I I I w. zajęcia
rolnicze stanowiły bardzo ważną rolę w życiu mieszkańców P u s z c z y . ,W
;

poza­

starostwie

t y m całym w c a l e iuż podnieść i n t r a t y nie można było, którego w s i e na groncie t a k
podłym

[...]

zasiadły

[...]

j e s t t y l k o te s t a r o s t w o

nasiadłe w

mieszkańców,

h a n d l e m różnym y furmaństwem trudniących się niżeli z grontów

więcev

żyiących".

�MATERIAŁY

Ryc.

DO T R A D Y C Y J N Y C H - ZAJĘĆ

POZAROLNICZYCH

1. Wieś W y s z e l , pow. M a k ó w M a z o w i e c k i . Zwójek, c z y l i samołówka

249

na kuny,

jedno z n a j s t a r s z y c h narzędzi łowieckich. O k . V- w . n.:
A — wieko; B — dusa; C — knybelek; D — zanenta
Rys.

J.

Olędzki

i l u s t r a c j a m i . Stąd specjalną grupę, wiadomości o t y c h zajęciach stano­
wią przekazy zawarte w lustracjach i w inw e nt a rz a c h z X V I i X V I I w.
W źródłach X V I I I - w i e c z n y c h , zresztą bardzo ubogich, nie znajdujemy
wiadomości o o m a w i a n y c h zajęciach. W i e k X I X przynosi n o w y t y p źró­
deł, pierwsze ogólne zestawienia wiadomości o k u r p i o w s k i e j k u l t u r z e .
L i t e r a t u r a tego okresu, zwracając uwagę przede w s z y s t k i m na archaizmy
k u l t u r o w e , t y m s a m y m dostarczała najwięcej materiałów do w y m i e ­
n i o n y c h zajęć.
W początkach X X w. i w okresie międzywojennym zainteresowania
badaczy K u r p i o w s z c z y z n y wyraźnie przesunęły się na inne dziedziny
k u l t u r y . Poza n i e l i c z n y m i artykułami A. Chętnika, dotyczącymi r y b o ­
łówstwa i kuźnictwa, okres t e n nie wniósł zasadniczo nic nowego do
poznania o m a w i a n y c h zajęć.
Badania terenowe rozpocząłem w 1954 r., prowadziłem w dalszym
ciągu w 1955 i 1956 r. Zebrany materiał cechuje na razie jeszcze duża
niejednolitość. Dotychczasowymi badaniami, trwającymi ogółem 80 d n i ,
objąłem obszar między r z e k a m i Omulwią i Pisą, a dawną granicą pruską
i Narwią. Na t y m obszarze przebadałem 20 w s i . Oprócz tego zebrałem
wiadomości w 6 p u n k t a c h południowej części Mazur.
Uzyskane przeze m n i e materiały dotyczące rybołówstwa pozwalają

�250

JACEK

OLĘDZKI

R y c . 2. Wieś K r y s i a k i , pow. Ostrołęka. C h o b o t n i a .

O k . '/u w . n.
Rys. J . Olędzki

S
I
-

1

;

na odtworzenie wszystkich narzędzi i t e c h n i k połowu stosowanych na
t y m terenie oraz na uchwycenie zmian, jakie zachodziły w i c h używaniu.
Pozwalają również na określenie zmiennej w różnych okresach r o l i r y b o ­
łówstwa w życiu Kurpiów. Zebrano również materiał dotyczący ludo¬
wej wiedzy o r y b a c h i rybackiej m a g i i .

j
|
i

Materiał do łowiectwa jest znacznie uboższy. Pozwala na odtworzenie t y l k o n i e l i c z n y c h miejscowych narzędzi i sposobów łowieckich,
a m i a n o w i c i e łowienia k u n i tchórzy zwojkiem,
w y d r żakiem, lisów
i borsuków r o z k o p y w a n i e m i c h j a m l u b lisów i wilków łowieniem

[]
;

w doły albo też lisów w żelazne samotrzaski. Jeżeli chodzi o znaczenie
łowiectwa i zachodzące w t y m zakresie zmiany, to zebrane wiadomości

\
j

wystarczają j e d y n i e na stworzenie obrazu słabo zarysowanego z ostat n i c h l a t X I X w., k i e d y łowiectwem zajmowano się wyjątkowo w bardzo

l
'*

n i e l i c z n y c h wsiach. Obraz ten jest zupełnie niewystarczający dla szu¬
kania w n i m analogii do wcześniejszych okresów historycznych, k i e d y

j

łowiectwem zajmowano się powszechnie.

i
j;

Wiadomości dotyczące h o d o w l i pszczół wystarczają na poznanie tego
zajęcia i ocenę jego znaczenia w życiu w s i t y l k o w okresie stosowania
u l i , w czasie ostatnich kilkudziesięciu l a t . O b a r t n i c t w i e nawet w pamięci
najstarszych informatorów nie zachowały się p r a w i e żadne wspomnie-

t
!
,j
I
|
¡1
\\

X

i
I

nia. Natomiast do m a g i i pszczelarskiej istnieje dosyć obszerny materiał,
który może być odniesiony do czasów, k i e d y istniało b a r t n i c t w o .
Siadami po d a w n y m kuźnictwie na K u r p i a c h są dziś j e d y n i e pozostałości po śluzach i fundamentach kuźnic w postaci p a l i sterczących na
łąkach l u b w k o r y t a c h rzek, groble stawowe oraz nazwy łąk i pól, takie
j a k : amernia,
ruda, zuzel, śluzka, staw — w miejscach gdzie istniały
kiedyś kuźnice. Poza t y m o jednej z kuźnic (we w s i Przystań n a d rzeką
O m u l e w ) , która pracowała do osiemdziesiątych l a t X I X w., zachowała się
żywa pamięć, pozwalająca na uzyskanie wiadomości o wyglądzie narzę­
dzi i urządzeń, o i c h rozplanowaniu, o przedmiotach i sposobie p r o d u k c j i
oraz niedokładne wiadomości o właścicielu, r o b o t n i k a c h i wysokości płac.

�MATERIAŁY

DO T R A D Y C Y J N Y C H ZAJĘĆ

POZAROLNICZYCH

251

R y c . 3. Wieś Przystań, pow. M a k ó w M a z o w i e c k i . R e k o n s t r u k c j a r o z p l a n o w a n i a
kuźnicy

n a podstawie

informacji

n a j s t a r s z y c h mieszkańców

wsi:

A — paleniska; B — kolo młyńskie; C — wał; D — młoty; D — koła palczaste poruszające
młoty; E — pnie z kowadłami; F — miechy; G — koła palczaste poruszające miechy;
H — pasy transmisyjne; I — most i śluza
t

Rys.

J.

Olędzki

Jeżeli chodzi o pozostałe kuźnice, można na podstawie t r a d y c j i ustnej
zdobyć się na próbę określenia przynależności społecznej właściciela kuź­
nicy i czasu zaprzestania p r o d u k c j i . Do tej p o r y przebadano zagadnienie
kuźnic w 6 p u n k t a c h Kurpiowszczyzny. Pozostają do przebadania jeszcze
ślady kuźnic w 5 wsiach.
Wiadomości uzyskane do k o w a l s t w a wykazują, że między n i m a kuźn i c t w e m istniał wyraźny związek. Kuźnictwo wpłynęło na określenie
p r o d u k c j i k o w a l s t w a w siedemdziesiątych i osiemdziesiątych latach
X I X w . i na u t r z y m y w a n i e w starych wsiach i n s t y t u c j i k o w a l a wiosko-

�JACEK

252

Ryc.

OLĘDZKI

4. C z a r n o t r z e w , pow. Ostrołęka. M ł y n

zbożowy.

We

współczesnych

n i a c h śluzowych i t r a n s m i s y j n y c h młynów zbożowych przetrwały f o r m y
występujące w

urządze­

techniczne

młynach-kuźnicach:

A — obudowa koła młyńskiego; B — młyn; C — druga; D — stawidło; E — stawidło tzw.
śluzy jałowej
Rys.

J.

Olędzki

wego, zobowiązanego do naprawiania z d a r t y c h sośników całej wiosce,
do której należał, za tzw. skupiznę .
Występowanie kowalstwa do c h w i l i dzisiejszej pozwala na odtworze­
nie współczesnych i starszych narzędzi i t e c h n i k pracy, na uchwycenie
zmian w wytwórczości oraz zmian w r e k r u t a c j i społecznej k o w a l i w okre­
sie ostatnich kilkudziesięciu l a t .
Jeśli chodzi o przetwórstwo d r e w n a na dziegieć, potaż i węgiel, udało
m i się dotychczas uzyskać materiał j e d y n i e do węglarstwa i smolarstwa.
Materiał ten składa się z luźnych, f r a g m e n t a r y c z n y c h wiadomości i nie
pozwala na odtworzenie pełnego obrazu o w y c h zajęć.
Do przetwórstwa zbóż na mąkę i kaszę zebrany jest wystarczająco
o b f i t y i stosunkowo j e d n o l i t y materiał. Wiąże się to bez wątpienia
7. tym,, że do dzisiaj stosowane są na Kurpiowszczyźnie wszystkie w y ­
stępujące t a m dawniej f o r m y przeróbki zboża.
Cały uzyskany w czasie badań materiał nie wystarcza na jednakowo
4

* Skupizna
lecz zbożem.

była to f o r m a opłacania k o w a l a za wykonaną pracę, nie pieniędzmi,

�MATERIAŁY

DO T R A D Y C Y J N Y C H ZAJĘĆ

POZAROLNICZYCH

253

t '

R y c . 5 (z lewej). D o b r y l a s , pow. K o l n o . Wolne koło w młynie
R y c . 6 (z p r a w e j ) .

Poredy,

pow. P r z a s n y s z . Sposób u m o c o w a n i a

wodnym

sieci w

„saniach"

Fot. J . Olędzki

pełne ujęcie poszczególnych zajęć. Rybołówstwo, hodowla pszczół w ulach,
k o w a l s t w o i przeróbka zbóż na mąkę i kaszę mogą być odtworzone w ich
pełnym h i s t o r y c z n y m r o z w o j u . Natomiast materiał do łowiectwa, kuźn i c t w a , smolarstwa i węglarstwa będzie mógł być przedstawiony j e d y ­
nie w f o r m i e p r z y c z y n k o w e j .
Rozwój w y m i e n i o n y c h zajęć nie jest j e d n o l i t y . Starano się uchwycić
etapy r o z w o j u dla poszczególnych typów zajęć. Wysunięto roboczo d a t y
szczegółowe jako podstawę do przeprowadzenia periodyzacji zmian. Są
to w p i e r w s z y m rzędzie daty z przełomu X I X i X X w. oraz początku
względnie ukończenia obu ostatnich wojen.

�254

JACEK

OLĘDZKI

Jeżeli chodzi o zróżnicowanie regionalne w w y m i e n i o n y c h okresach,
można zaryzykować twierdzenie, że na przestrzeni całej dawnej Puszczy
Zielonej procesy rozwojowe w y m i e n i a n y c h zajęć przebiegały analogicz­
nie. Natomiast porównując materiały z t e r e n u M a z u r z materiałami z t e ­
r e n u K u r p i o w s z c z y z n y stwierdzamy zasadnicze różnice. Wyrażają się
one wcześniejszym o kilkanaście l a t występowaniem na terenie M a z u r
t y c h samych, co na Kurpiowszczyźnie, etapów rozwoju, ponadto większą
przez cały t e n okres powszechnością w y m i e n i o n y c h zajęć wśród ludności
k u r p i o w s k i e j . Wynikało to z wyższego poziomu r o l n i c t w a na terenach
mazurskich, nie t a k rozdrobnionego i rozwijającego się na lepszej bazie
glebowej.
Ponadto w obrębie poszczególnych zajęć na Mazurach i K u r p i a c h w y ­
stępują różnice w narzędziach i technikach pracy, wynikłe z różnic śro­
dowiska geograficznego i krzyżowania się różnych wpływów k u l t u r o ­
wych.
W k i e r u n k u uchwycenia t y c h wszystkich różnic pomiędzy K u r p i o w ­
szczyzną a t e r e n a m i z nią sąsiadującymi prowadzone są dalsze prace tere­
nowe.

I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9747" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9725">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/95a58de1b2697e5d68aa7e0d6c7e0b25.pdf</src>
        <authentication>f391b9e4a6bd1af5fac59d26e0720807</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115907">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2761</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115908">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115909">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2571</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115910">
                <text>"Zgredy rule" i ulotna sztuka niewinności / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115911">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2, s.138-148</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115912">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115913">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115914">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115915">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="115916">
                <text>Zgredy rule i ulotna sztuka
niewinności
Jacek Olędzki

Tramwaje i autobusy. Pociągi, kolejki dojazdowe i me­
tro. Kto korzysta z tych środków komunikacji? Tłumy ludzi.
Kim oni są? Ponieważ wielu i coraz więcej przemieszcza się
własnymi środkami lokomocji, odpowiedź jest w jakiejś
mierze ułatwiona. Z publicznych środków komunikacji
rzadko korzystają właściciele aut. Wiadomo zaś, że auta są
drogie. Zatem w interesującym nas tłumie przeważać po­
winny osoby niezamożne. A spekulując dalej można stwier­
dzić, że osoby niezamożne nie należą do ludzi sukcesu.
Z kolei nie trudno dopowiedzieć, że ludzie sukcesu należą
do pewnej kategorii społecznej, którą wypada nazwać wy­
brańcami, między innymi bożymi. I dlatego w autobusach
i tramwajach bardzo rzadko spotyka się księży. Częściej już
w tych niewygodnych środkach lokomocji spotkać można
siostry zakonne, ale nie kapłanów, bo powinnością sióstr nie
może być zaszczytne dostojeństwo oraz ten rodzaj sakralności (namaszczenia), jaki jest zarezerwowany wyłącznie dla
mężczyzn. Nie spotyka się w TiA (tramwajach i autobu­
sach) innych reprezentantów najwyższego stopnia powagi
i dostojeństwa, czyli gangsterów, polityków, wysokich urzę­
dników państwowych, prezenterów i prezenterki TV, pań
z agencji towarzyskich oraz bardzo wielu moich znajomych,
wysoce przyzwoitych ludzi (wszyscy z wyższym wykształ­
ceniem i z tytułem przynajmniej magistra). Nie dostrzeże

się w tłumie pasażerów TiA umundurowanego policjanta,
umundurowanego strażnika, jakiegoś ochroniarza czy ofice­
ra WP. Zdarzają się natomiast kominiarze. I tylko na pomo­
stach pojazdów. A więc, albo z tyłu autobusu, albo z tyłu
i przodu drugiego wagonu tramwaju. W świetle powszech­
ności w kraju aut osobowych, w których się podróżuje tyl­
ko wygodnie siedząc, wszyscy ci (jak kominiarze) przemie­
szczający się na stojąco, to reprezentanci jakichś osobli­
wych umiejętności, dziwnego statusu społecznego, rzec
można mało reprezentatywni dla aspiracji istniejących
w narodzie. Usprawiedliwieni w tym godzeniu się na nie­
wygody są tylko przedstawiciele grup przejścia, a więc
uczniowie, studenci oraz chorzy i emeryci. Natomiast pozo­
stałą resztę zaliczyć należy do nieudaczników, ludzi bez
wymagań, ograniczonej woli, nikłych aspiracji tudzież sła­
bego ducha. Ubolewam, że do takiej właśnie zaliczam się
części mego narodu.
Do niej też adresowane są autobusowe nalepki albo ina­
czej nazywane wlepki, vlepki, vlepcy (słowa z rodziny nazw
takich, jak krzyżówki, układanki, zdrapki), ręcznie wykona­
ne niewielkie obrazki i napisy, szczególny rodzaj twórczości.
Jej potencjalnymi odbiorcami są w ogólności ludzie smutni,
zatopieni w swoich myślach, otępiali i bierni pasażerowie au­
tobusów. Ale to tylko mniemanie. Pewne jest natomiast, że ja-

Pinokio przed Bristolem. Od lewej: Krzysztof Sidorek, Robert Czajka,
Marian Libel. Fot. J. Olędzki

138

�kimiś rzeczywistymi odbiorcami tej twórczości są jedynie
młodzi, w dodatku gapowicze, którzy lokują się blisko tylne­
go i środkowego wejścia, skąd najłatwiej czmychnąć przed
kanarem. Spowija tę twórczość rodzaj dziecięcej niewinno­
ści, naiwności i , co tu dużo mówić, nieodpowiedzialności,
której źródłem jest nadmierna ufność.
MOJA M A M A YEST

1

NAYLADNIEJŚA .

się na cały świat, że jajko zniosła, ale kurę zdumioną. To zna­
komity pomysł, wesoły i zdecydowanie rodzący poważne za­
stanowienie.
Nie wszystkie wlepki Lolasa, a jest ich ponad 2 tysiące,
mają tę samą siłę wyrazu. Zdarzają się w jego twórczości pra­
ce banalne, a nawet kiepskie. Wszelako w tej ogromnej licz­
bie dokonań każdy znajdzie coś dla siebie miłego, artystycz­
nie dojrzałego i przekonującego.
NISZCZ

To nalepka już sprzed paru lat, jedna z najstarszych. Poja­
wiła się niespodziewanie w mieście grozy, oszałamiających
wydarzeń, gwałtów, nieoczekiwanych wyzwań, szalonych
aspiracji, przygnębiających decyzji i odgórnych postanowień.
Młodociany autor zapewne nawet nie przypuszczał, jaką uru­
chamia lawinę dobrych uczuć, pogodnych myśli, sensownych
wyznań. W trywialnym świecie interesów i spraw zagościła
niewinność. Pojawiła się poezja. Kpina z politycznych wyda­
rzeń stanu wojennego oraz osobliwości końca lat osiemdzie­
siątych i początku lat dziewięćdziesiątych, którą poznaliśmy
w erupcji iście rodzimego graffiti z szablonów, ma swoją
kontynuację od około 3 lat w Warszawie w autobusowych
wlepkach. Kpina i żart przenoszące nasze odczucia z ponurej
rzeczywistości w świat nadrealny. Oto rysunek (bez jakiego­
kolwiek podpisu) zastygłej w bezruchu kury. Pod kurą jajko.
Całość na niewielkiej żółtej karteczce i podpisana. LOLAS.
Chcąc nie chcąc wpatruję się w kurę, postrzegam w niej zdu­
mienie czy zaskoczenie. A za oknem widoki z Krakowskiego
Przedmieścia porażające dostojeństwem. Pałac prezydenta,
Bristol. Tutaj wysiądę, będę mijał hotel i Bank Gdański, ale
przez cały czas Kura i jajko artysty Lolasa - goszczącego
wielu swymi dokonaniami w intemecie - będzie mi towarzy­
szyła, napawając mnie pogodą i śmiałością. Moc bowiem od­
działywania przekazu plastycznego w autobusie, gdzie panu­
je atmosfera aresztu, chociaż dobrowolnego, jest wyjątkowa.
Myślę więc o cudzie natury, znoszeniu przez kurę jajka. A ją
samą wciąż mam przed oczyma, nie gdaczącą, nie szczycącą

RASIZM

Napis ten uzupełnił Lolas rysunkiem przytulających się
pieska i kotka. W stosunku do znaków najczęściej spotyka­
nych, wieszania na szubienicy swastyki oraz deptania jej woj­
skowym butem, pomysł ukazania obok siebie odwiecznych
wrogów - psa i kota - nie dość, że jest oryginalny, to najważ­
niejsze, że rozwija poetykę, jaką w swej twórczości wypraco­
wali wlepkowicze. Cechuje ją niedosłowność, łagodność,
puentowanie pryncypialnych treści w napisie obrazkiem
o charakterze zaskakująco pogodnym. W wielu przypadkach
słuszny protest czy wysoki stopień emocjonalności łagodzo­
ny jest żartem, dowcipem, a nie gniewnym oburzeniem czy
surowym szyderstwem. Ten styl u Lolasa mają jego wlepki
poświęcone zrywaczom i zmywaczom, których nazywa insek­
tami. Chodzi oczywiście o sprzątaczki autobusów w zajez­
dniach oraz wielu dbałych kierowców, by w ich pojazdach
panował „ład i porządek".
ZERWIJ NAKLEJKĘ

INSEKCIE!

Zrywający przedstawiony został w zabawnej pozycji przyle­
gania podeszwami butów do ściany pionowej karoserii auto­
busowej (il. 2). Lolas kwestii zrywania dzieł wlepiaczy po­
święcił jeszcze jedną wlepkę. Ukazuje ona księdza w birecie
z krzyżykiem i w sutannie z uniesionym palcem wskazują­
cym. Podpis pod rysunkiem oznajmia, że zrywający wlepki
nie otrzyma rozgrzeszenia.

Praca męskiej czes'ci zespołu Pinokio, Pinokio wśród ludzi. Szablon najczes'ciej
odbijany na czarno. Wym. 18x26 cm. 1998 r.

139

�Inni autobusowi artys'ci swój protest wobec zrywaczy
ograniczyli do samych napisów:
ZRYWACZE

ZRYWAJCIE SIĘ Z TEGO
AUTOBUSU
NIE ZRYWAJ MNIE

Podpis pod rysuneczkiem Koziołka Matołka.
Oburzenie zrywaczy (zapewne sprzątaczek) wyraża wylepka byle jak wypisana odręcznie:
KAŻDY
MA
DO SWOJEJ
Anna Pochmara i Marian Libel. Fot. J. Olędzki

OTWARCIE
DŁUGICH: NQSOU
CZAPECZEK
Robert Czajka rysunek, tekst zespołowy. Pinokio otwarcie sezonu...
Na żółtym tle czarne litery i czarny rysunek. Wym. 5x8 cm. 1996 r.

PRAWO
GŁUPOTY

Przy końcu lutego 1998 roku w autobusie 195 znalazłem
obok nalepki choinki bożonarodzeniowej nalepkę DŻEPETTA z lipca 1997 roku:
Z R Y W A C Z E R Ó B C I E CO C H C E C I E
WSZYSTKICH NAKLEJEK I TAK NIE
ZERWIECIE
Wokół tych dwóch długo już istniejących nalepek widać
liczne siady po innych dosyć starannie usuniętych (zachowa­
ły się tylko charakterystyczne, prostokątne, różnej wielkości
plamy po kleju). Aby się zorientować, jakie usunięto nalepki,
sięgnąłem do swego notatnika z 1997 roku. Otóż w kwietniu
tego roku w autobusie 195 zarejestrowałem obecność wlepek,
które niewątpliwie dotyczyły ich usuwania (zmywania):
T r z e b a p r a ć i j e s z c z e raz p r a ć samo
s z o r o w a n i e i m y c i e nie w y s t a r c z y !
W tymże autobusie 195 znajdowały się również wlepki
z rysunkami. Wychudzony golas pod prysznicem. Można
przypuszczać, że autor zauważył szczupłość kierowcy z tego
autobusu.

UJ

2

WZIOŁ PRYSZNIC
I TYŻ NIC
WARSZAWA

131

POCZTOWA

34

Magdalena Tomkowicz, Wieczne pragnienie... Na żółtym tle czarny
rysunek, kwadraty i trójkąty zielone. Wym 8x8. 197 r.

K. Sidorek, Każdemu świat... Twarz niebieska, usta i napis czerwony.
Wym. 5x7. 1996 r.

140

Sprzątaczkom ktoś poświęcił wlepkę łaciatego byka z po­
tężnym przyrodzeniem. Niewątpliwie zwyciężyła irytacja,
bowiem wlepkowicze nie świntuszą i nie korzystają z treści
obscenicznych. Można więc przypuszczać, że wiosną ubie­
głego roku rozegrała się między wlepkowiczami a ich prze­
ciwnikami sroga bitwa. Przetrwanie wlepki DŻEPETTA, ja­
ką wcześniej przedstawiłem, to zwycięstwo obydwu walczą­
cych stron. W subkulturach rzecz możliwa, w kulturach ra­
czej niespotykana. To bardzo pouczające doświadczenie
w kontakcie z twórczością wędrownych galerii autobuso­
wych. Dewiza życiowa często powtarzana przy byle okazji
przez najważniejszego urzędnika zajezdni przy ulicy Inf­
lanckiej: TO M I WISI I POWIEWA, mogła się udzielić służ­
bom porządkowym oraz surowym wcześniej w swych osą­
dach kierowcom autobusów. Stąd obecność przez wiele na­
wet miesięcy jakichś wlepek, między innymi tej o wzrusza­
jącym przekonaniu wlepkowicza o potrzebie nieustępliwego
tworzenia mimo drastycznych aktów niszczenia najwarto-

�ściowszych prac. Uroczy DŻEPETTO w jednej ze swych
wlepek dopiekł kierowcom, zwracając uwagę, w jakich cho­
dzą butach („na pewno nie w trampkach, prędzej w gumiach") i że do zdrapywania jego prac używają niewątpliwie
śrubokręta.
I pewnie takim narzędziem zdrapano w autobusie 195 wylepki LEPCEGO, wyróżniającego się artysty wędrownych
galerii autobusowych w Warszawie. Oto jakiego rodzaju pra­
ce LEPCEGO mogłem oglądać w autobusie przemierzającym
stolicę od Młocin do Natolina:
MOSTY
TONĄCE
WE
MGLE
Napis ten znajdował się na nalepce, starannym maluneczku, ukazującym w fioletowej poświacie trzy zwężające się
czterościany. Oglądałem tę wlepkę o szóstej rano czwartego
kwietnia 1997 roku w zabłoconym jelczu jadącym w deszczu
Miodową i Krakowskim Przedmieściem...

WIĘC
SKRYWANE
KRAINY
KWITNĄ
POD
LAMPĄ
GDY PAPIER
JEST
LUSTREM
DUSZY
A. Pochmara. Człowiek myślący... Tło żółte, rysunek czarny.
Wvm. 7,5x8,5. 1997 r.

Artysta skomponował ten napis z dwóch części. Więc
skrywane krainy kwitną umieścił w lewym górnym rogu
kartki, a pozostałą część tekstu w prawym dolnym. Między
tymi dwoma zdaniami narysował ukośnie pióro ze stalówką
i kleks... Podpisał się LEPCY.
WYDAJE
NADAJĄ

SIĘ, ŻE ŻYCIU
CZŁOWIEKA
FORM
NIE LUDZIE
LECZ
POSTACIE
Z
KSIĄŻEK.
GRAHAM GREENE

LEPCY ma na swoim koncie również taką wlepkę:
SŁOŃCE

ZACHODZI
NAD
MORZEM
MOJEJ
NIEMOŻNOŚCI.

Wyznanie to uzupełnia pejzażyk w charakterystycznej dla
artysty tonacji fioletowoniebieskiej. Ale za najciekawszą
uznałbym taką nalepkę LEPCEGO:
NOCĄ:
ZASTĄPIŁA

PRZEMĄDRZAŁE
ŚWIATŁO
JAŁOWA
CIEMNOŚĆ.
SZEDŁ
ULICĄ
ZAPALEŃCÓW.

Sam zaś rysunek przedstawia postać nagiego mężczy­
zny widzianego od tyłu, który przemieszcza się w nijakiej
przestrzeni. Delikatne prowadzenie czarnej, wątłej kreski.
To już początek tego roku, autobus 174. Mój ulubieniec
eksponujący prace w 195, 116 i 174 (ten ostatni ma pętlę
na Konwiktorskiej) mieszka niewątpliwie na Nowym Mie­
ście. Cieszę się z tego, bo pewnie mieszka po sąsiedzku
i będę mógł śledzić rozwój jego dojrzałych, poruszających
pomysłów.
Poważne i przemijające treści, jakimi zajmuje się Lepcy,
wzmacniają nalepki żartownisiów i zwięzłe wyznania. Oto

R. Czajka, Utrzymujący równowagę...

Zielona kreska. 1997 r.

Lezą na stole dwa duże mol©
obok tych moli X T V e r a do w o l i ,
d u E e leszcze
a dalej jeszczeią
Jakto'
yjstko zjesz
poIb

M. Tomkowicz, Leżą na stole... (dziecięca wyliczanka).
Żółte tlo tekst i rysunek czarny. Wym. 5x7,5 cm. 1996 r.

141

�To iście edycja komputerowa, to świadectwo oswojenia
się z komputerem, podstawowym dziś narzędziem pracy inte­
lektualnej i również artystycznej. Takich treści i form w muraliach nie ma.
CO

SIĘ GŁUPKU
WEŹ PISAKA

KURCZĘ
I COŚ

GAPISZ?
NAPISZ!

Wlepkowicz HERMAN wyraźnie przybity niszczeniem
znakomitych jego wlepek, aby się jakoś pocieszyć, przylepiał
karteczki małe jak znaczek pocztowy z wypisaną prośbą: NA­
RYSUJ COŚ. Ktoś narysował mu kaligraficzny zygzaczek,
a ktoś inny kreskę, a ponad nią stateczek przypominający ry­
backi kuter...
LE
PIŁEŚ
LE
PIŚ
PIŚ

R. Czajka, Spojrzałem... Żółte tło, rys. czarne.
Wym. 7,5x10 cm. 1997 r.

żółtymi inicjałami J. B. podpisał się autor na białej kartce
z umieszczonymi, czarnymi wyrazistymi literami drukowa­
nych:
V L E P I A M , WIĘC JESTEM !
Uzupełnić to możemy serią takich informacji, przeważnie
anonimowych:
NALEPY

TO

TAKIE
TAGI

Jest to wylepka z autobusu „195". Widziałem ją w maju
1997 roku, a więc w niedługim czasie po brutalnym likwido­
waniu w tym pojeździe swawolnej twórczości. W zachęcie do
pisania sformułowanej w drugiej osobie postrzegam gest so­
lidarności z pokrzywdzonymi wlepkowiczami i zarazem coś
z samopocieszenia.
Szacunek do słowa ich adorowanie, to ważna cecha twór­
czości wlepkowiczów. Oto o poranku wiosennym w „175"
mogłem rok temu przeczytać:
Patrzaj
cię

się dziwuj,
ruszaj
obdarzą
ładnymi

Wcześniej w tymże autobusie chyba tą samą anonimową
ręką został wykonany rysuneczek nagiej, rozmarzonej dziew­
czyny i taki napis:
Są

miłośnicy
dostarcza

142

twórczości
radości

co

Jednakże najbardziej urzeka mnie w tej batalii, prowadzo­
nej przez kierowców ze śrubokrętami, pastwiących się szcze­
gólnie brutalnie nad zalepionych powierzchniami ich autobu­
sów, rodzaj wylepek nadrealistycznych, abstrakcyjnych, gło­
szących treści „ni z gruszki, ni z pietruszki":
A Indianie
wciąż śpiewają
Albo niezwykła zupełnie wlepka, przedstawiająca fajkę
i brodę wyłaniającą się spod daszka czapki kapitańskiej i ta­
ki oto napis ostrzegawczy:
Kapitanie!

R U С Y
T А С Y
O Z R A
I А С Y

jak

AUTOBUSOWE

Autor tego wyznania głosząc swój pogląd miał niewąt­
pliwie pełną świadomość istniejących różnic. Wiadomo bo­
wiem, tagi z graffiti malowanych na murach, ścianach ko­
lejek dojazdowych i w innych miejscach, to wyraz jednej
przemożnej potrzeby uwidocznienia swego ja, a tym sa­
mym rodzaj rozwięzłej chęci zaistnienia, przepojonej py­
chą obecności. Stąd w graffiti ubóstwo treści i powtarzanie
w kółko agresywnych liter swego wymyślonego w manii
naśladowczej sztucznego, pretensjonalnego imienia - TA­
GU. W graffiti nie występują bezinteresowne, pogodne gry
literowe:
К
P
R
В

gałkami
słowami.

Chyba

toniemy.

A tuż obok wylepka, prawdopodobnie wykonana przez
niedościgłego LEPCEGO, ukazująca chaos spiralnych, czar­
nych kresek. I napis:

�W przenikaniu światów uważaj
zawroty

na
głowy!

Inny natomiast wlepkowicz ciężką pracę kierowcy zdrapywacza spostponował trzema obrazkami trzech zwierząt,
podpisując je starannie:
KROWA
WIELBŁĄDEK
KANGUREK
Ów jawny infantylizm w ponurej rzeczywistości brudne­
go jelcza „195" odbierałem niczym kojące działanie balsa­
mu.
Wszelako wlepki to potrzeba dzielenia się pewnego ro­
dzaju młodzieży - niewątpliwie tej najciekawszej, najwarto­
ściowszej (będącej wrogami skinów-nazistów-faszystów,
szalikowców, pospolitych, młodocianych bandziorów i skre­
tyniałych chuliganów) - swymi odczuciami, poglądami, my­
ślami:
JEDYNYM

SENSEM
TY

JESTEŚ

Pogodny, barwny malunek pary obejmującej się. Chłopak
- biały, dziewczyna - czarna. Uśmiechnięci. Na jego głowie
włosy sterczą jak u panków, u niej zwinięte są w rzędy kule­
czek. Murzyneczka unosi ponad głowę palce w victorii:
N A J P I E R W SĄ L U D Z I E
POTEM NARODY
Różowa karteczka. Na dole rysunek lisa z puszystym ogo­
nem. Ponad lisem narysowany wieszak-ramiączko. Całość
ukazana bardzo realistycznie. Obydwa znaki podkolorowane:
Wolę biegać

niż

wisieć

Wlepkowicz FIGER w jednej ze swoich nalepek podjął te­
mat opieki zdrowotnej. Na żółtej kartce ukazuje łóżko szpi­
talne z zaznaczoną na nim abstrakcyjnie kotłowaniną czar­
nych kształtów. Pod rysunkiem wypisany stosunkowo długi
wywód o przybywaniu na ziemi wciąż nowych pokoleń
i niewychodzeniu ze szpitali ludzi zdrowych. W innej wersji
nazywa szpitale umieralniami.
W świetle przedstawionych dotąd - z konieczności jedy­
nie wybiórczo - tekstów-wlepek, podejmowanych w nich
kwestii społecznych, intelektualnych wyznań, żywych reakcji
na dewastację, przyjąć należy, że poznajemy środowisko
młodzieży legitymującej się wysoką wrażliwością, budują­
cym respektem dla spraw w życiu naczelnych. Przy tych nie­
wątpliwych cnotach raduje, że autorzy nie utracili cech przy­
pisywanych młodości: pogody ducha, przedniego dowcipu
oraz zdolności do zuchwałego żartu.
W ostatnich dniach 1997 roku pojawiły się w autobusie
„175", najżyczliwszym wylepkowiczom, dwa rysuneczki
na białych karteczkach wielkości dużych znaczków poczto­
wych. Oto one. Na pierwszym na wprost tylnego wejścia
rysunek, który można by zatytułować „Wykład". Na pierw­

szym planie słuchacze, dostojni mężczyźni w garniturach.
Na drugim planie dostojny wykładowca pod krawatem
z pałeczką w ręce. Jest on skierowany w stronę olbrzymiej
główki śruby, na której zaznaczone zostało charaktery­
styczne dla śrub wcięcie. W stronę tego wcięcia skierowa­
ne jest ostrze wielkiego śrubokręta. Czytaj: wykładowca
objaśnia, do czego służy śrubokręt, a pilni słuchacze z uwa­
gą przyswajają cenne wiadomości. Po przeciwnej stronie
ten sam autor zamieścił wlepkę, na której narysował lądo­
wanie pojazdu kosmicznego. Z pojazdu wychodzi grupka
pasażerów przypominających swym wyglądem osoby
z pierwszej wlepki... Mógł przedstawić nam te dwie ekstre­
malne sytuacje wspomniany już FIGER, który ma wielką
łatwość rysowania, ale również cięty język i wyrafinowany
dowcip:
Mój pies w ł a ś n i e p r z e s z e d ł
z j e d n e j i z b y do d r u g i e j
Wiadomość tę FIGER przekazał pod koniec upalnego
lipca 1997 w autobusie „174". I być może tenże dowcipny
autor zafundował nam „wiejskie rozkosze" w autobusie
„175": rysunek kolorowy ukazujący palec w dziurce nosa
i taki podpis:
Z NOSA M U C H Y P Ł O S Z Ę
I M A M WIEJSKIE ROZKOSZE
Możemy - jak sądzę - przejść już obecnie do uwag ogól­
nych o interesującym nas zjawisku.
Pojawiło się ono 2-3 lata temu w okresie triumfowania
tromtadracji SLD i nie wygasło po zwycięstwie AWS. Mo­
że stanowić rodzaj odreagowywania stresów kształtowa­
nych przez polityków rządzących krajem. Ponieważ polity­
cy traktowani są z pogardą, we wlepkach się o nich nie
wspomina.
Wlepki nawiązują do iście rodzimej sztuki ulicy - szablo­
nów, które miały zdecydowanie polityczny charakter i rozwi­
jały się bogato i rozmaicie głównie w brzemiennym czasie
ponurych zdarzeń stanu wojennego w Polsce.
Zachowują wlepki elementy działania konspiracyjnego,
niejawnego i nieoficjalnego. Znajduje ta twórczość zajadłych
przeciwników, głównie wśród kierowców i służb porządko­
wych w zajezdniach autobusów. Ale ma również swoich ci­
chych zwolenników wśród niektórych kierowców i pracowni­
ków zajezdni.
W stosunkowo krótkim czasie w twórczości autobuso­
wych wylepkowiczów pojawiły się artystyczne i n d y w i ­
d u a l n o ś c i , mające honor sygnowania się własnym tagiem, dbające o własny, oryginalny styl, jak również rodzaj
zainteresowań. Tylko w śródmieściu Warszawy, w sześciu au­
tobusach nr 174, 175,179, 116, 122, 195 możemy od 2-3 lat
poznawać prace stałych artystów. Oto oni: LEPCY, LOLAS,
FIGER, DŻEPETTO, ROBAL, REYTAN, HERMAN, J. B. Do
nich dołączają twórcy anonimowi. I oni mają swoją ważną ro­
lę w rozwoju interesującego nas zjawiska.
Oho,

kapła

chwilka.
143

�Zatem, nasza wlepka oscyluje między szyderstwem lub
kpiną, sympatyczną drwiną a egzystencjalną z a d u m ą ,
pozorną błahos'cią treści a niezwykle budującym osądem:
LUDZIE, MYŚLENIE

NIE

BOLI!!!!!

Optymizm sąsiaduje z gorzką refleksją:
N A K L E J K I STAŁY SIĘ JUŻ TAK GŁUPIE
JAK L U D Z I E K T Ó R Y C H M I A Ł Y Z M I E N I A Ć
Wlepkowicze wypracowali swój własny etos. Jego cechą
podstawową jest niekorzystanie z wulgaryzmów, nieużywa­
nie słów ordynarnych, nieprzyzwoitych (niewinność, od
której rozpocząłem ten komunikat).
Wędrowne galerie wlepkowiczów w autobusach nawiązu­
ją do szerszego zjawiska przyozdabiania pojazdów, głównie
ciężarówek, ale również rowerów, motorowerów, riksz, łodzi.
Z pasji tej słyną Indie, ale również kraje Afryki , Azji Połu­
dniowo-Wschodniej, Ameryki Środkowej i Południowej. Ale
w żadnym z tych miejsc na świecie nie występuje znane nam
z kraju zjawisko, aby same osoby prowadzące pojazdy (ich
gusta i zachowanie) prowokowały do rozwoju całkiem im ob­
cej twórczości.
2

N I E L I C Z NA K I E R O W C Ę SIĘ SAM

ZABIJ
NATOLIN

Malowanie po kryjomu graffiti przez wrajterów na ścianach
budowli zasługujących na całkowitą cześć, zamalowywanie
przez tych artystów wagonów metra i kolejek podmiejskich
również jest dokonywane - jak w przypadku wlepek - wbrew
kierowcom czy użytkownikom wymienionych obiektów. Ale
tylko w wylepkach pojawia się nieustający dyskurs z przeciw­
nikiem. Stanowi on niezwykle ważny czynnik inspirujący.
Wlepkowicze w swojej twórczości korzystają z tradycyj­
nych już środków wyrazu, powszechnie dostępnych (długo­
pis, pisak, piórko, tusze, kredki oraz kartki samoprzylepne)
jak też z grafiki komputerowej oraz przekazu w internecie.
W autobusie „175" 5 marca 1998 roku przeczytałem efektow­
nie wydrukowaną komputerowo wlepkę. Cały napis „mach­
nięty" ukosem, a litery potrójnie cieniowane:
CO Z TOBĄ

ROBI

BÓL?

Pod tym pytaniem podpisała się pierwsza mi znana
wlepkowiczka, KASIA Z GRÓJCA. Autorka zamieściła pod
swoim imieniem adres do korespondencji, numer skrytki
pocztowej w Grójcu. Możliwe, że autorka widziała wlepkę
Lepcego poświęconą umieraniu w szpitalach czy inną tegoż
artysty z rysunkiem śmierci dzierżącej kosę oraz sypiącą
groszami:
ŚMIERĆ

NIE WYDAJE

RESZTY

Najlepsze wlepki wskazywałyby, że ich autorzy mogli
czerpać inspirację z dzieł znanych artystów rodzimych i ob­
144

cych. W wlepce barwnej FLEPKO SYLVA (kompozycja
w kratkach wyobrażeń różnych kształtów i obiektów rzeczy­
wistych) postrzegam coś z pomysłów Miró. Zalecenie Woj­
ciecha Młynarskiego aby robić swoje, (RÓB SWOJE) wyko­
rzystał w jednej ze swych grafik Henryk Tomaszewski, a tak­
że wlepkowicz. Ten drugi słuszne zalecenie uzupełnił foto­
grafią... Klossa. Z kolei w grafikach Andrzeja Strumiłły Mój
dziennik, przewspaniałych pracach pokazywanych obecnie
w podziemiach Zamku Ujazdowskiego, wyczuwam klimat
ulotnej sztuki niewinności i dobrych myśli, którą rozwijają
najlepsi wylepkowicze w wędrownych galeriach autobuso­
wych.
Wlepkowicze to sympatyczni reprezentanci najlepszej
części młodzieży szkolnej w Warszawie. Nie przynależy ta
młodzież do budzących grozę wszelkiej maści młodocianych
bandziorów, wandali, chuliganów; czyli kiboli, szalikowców,
dresiarzy, skinów i innych żałosnych nieszczęśników.
Wiele wlepek jest adresowana wyraźnie do tej nieszczę­
snej części młodzieży. W jednej z wlepek LOLASA znaleźć
można szczegółowy opis dresiarza, bohatera nie tylko
przedmieść, odległych peryferii, ale również centralnych
w stolicy blokowisk (chociażby z ulic Andersa i Solidarno­
ści). Tenże LOLAS rodziców dresiarzy, skinów itp. nazywa
ZGREDAMI RULAMI. Słowo ml, mlek, jest łagodną formą
srała, sralka. Zgredy rule w wylepkach LOLASA ukazywani
są w strojach dziecięcych, jako istoty bardzo z siebie zado­
wolone, kochające swoje wcielenia w pysznych i dumnych
dresiarzach; dzieciach o których „nic złego powiedzieć nie
można".
Istotą wlepki jest błyskotliwa zwięzłość i dosadność. Do­
tyczy to zarówno tekstów, jak również obrazków. Dojrzali
wlepkowicze korzystają z humoru sytuacyjnego. Sprzyja mu
stała, ponurawa atmosfera panująca w autobusie. I każdy żart
z wlepki reflektowany jest przez ów nastrój. Ale DŻEPETTO
i pewnie ktoś jeszcze, stara się stworzyć nieoczekiwane, kon­
trastujące sytuacje. Otóż wieloma swoimi wlepkami przy­
zwyczaił odbiorców, że interesuje go wyłącznie przeszłość.
Sumiennie przedstawia daty ważnych zdarzeń w dziejach oj­
czyzny. Bolesław Chrobry, Bolesław Śmiały, Zygmunt Stary,
Mieszko. Oto postaci, którym DŻEPETTO poświęca uwagę.
I nagle u tego autora pojawia się data z przyszłości i dwie
osoby wlepkowiczów.
2008
ROBAL &amp; REYTAN
BUDUJĄ ŁUNOCHOD
Zakres tematyczny wylepek jest rozległy. Poszczególne
tematy mniej lub bardziej wyraziście się wyodrębniają. Za­
pewne historyzm to temat indywidualny wspomnianego
DŻEPETTO, podobnie, jak drobiazgowo opisywana co­
dzienność życia szkoły, przedstawiana przez autora KO­
CHANEGO PAMIETNIQA
Ale w wlepkach odnajdziemy
również poważne tematy społeczne, polityczne czy doty­
czące... bytu, sumienia, samotności, refleksji nad losem
człowieka, wiary i samego Boga. Oto wybrane teksty
z wlepek „religijnych", jednosłowna i rozbudowana, wielos łowna:

�JEZUS
BÓG HONOR OJCZYZNA.
OJCZYZNA - ZGNILIZNA.
HONOR - CHORUJE.
POZOSTAŁ BÓG.
KTO NIE WIERZY W BOGA
TEN W R Ó G !
RELIGIA TO RZECZ LUDZKA
Pojawiają się również pytania:
Czy

miałeś

objawienia?

Przyznasz Szanowny Czytelniku, że tego rodzaju pytanie
w smutnym, pustawym jelczu o świcie czy zapchanym do
granic możliwości w godzinach szczytu albo późnym wie­
czorem, to poruszająca „kwestia i problem". To niezwykle
zuchwałe wtargnięcie w świat stereotypów informacyjnych,
reklam, ogłoszeń, zaleceń oraz rzeczowych pouczeń.
Wlepki powoli znikają. MZA wycofuje stare jelcze
i wprowadza luksusowe pojazdy nisko zawieszone. W auto­
busach tych, tylną część pojazdu - umiłowaną przez wlepkowiczów - wypełniają wygodne siedzenia. Nie ma już w tych
autobusach sprzyjających okoliczności dla sztuki, która roz­
kwitała jeszcze przed rokiem. Pozostał internet, zupełnie no­
wy i nieoczekiwany świat pełen wyzwań i możliwości twór­
czych. Niektórzy, warszawscy wlepkowicze są już w nim
obecni i całkiem bezpieczni. Kierowca ze śrubokrętem, pani
sprzątaczka ze ścierką już im nie zagrażają... Wszelako, zda­
niem DŻEPETTO:
A U T O B U S BEZ V L E P E K JEST
NIEWAŻNY !

wie) oraz starszy o dwa lata Krzysztof Sidorek (student I I I
roku Instytutu Krajów Rozwijających się Wydziału Geografii
i Studiów Regionalnych UW).
Swoją działalność rozpoczęli wczesną wiosną 1996 roku.
Z PINOKIEM współpracowała wówczas Anna Pochmara,
obecnie na anglistyce UW, a także Magda Tomkowicz, lice­
alistka.
Z nastaniem wiosny 1997 roku PINOKIO rozpadł się na
dwie frakcje: Libel, Pochmara, Tomkowicz, korzystający ze
znaku LEPCY oraz Sidorek, Czajka i wcześniej nie poja­
wiająca się, licealistka Joanna Rudnicka. Druga grupa swo­
je prace sygnuje znakiem graficznym, trójkącik w kole stero­
wym. Prace podpisane LEPCY dobrze pamiętamy. Natomiast
dziełka Sidorka, Rudnickiej, Czajki to: CHODZĄ PO­
GŁOSKI ŻE TONIEMY KAPITANIE, JEDYNYM
SEN­
SEM JESTEŚ TY, KAŻDEMU ŚWIAT MRUGA
INACZEJ
(Sidorek), PRZEPAŚĆ
WŚRÓD CIENI
(Rudnicka),
WZNIOSY NAD MIASTEM, KANAŁEM CICHO SUNIE
WĄŻ, czy obrazek abstrakcyjny, plątanina czarnych kresek,
dwa zabarwienia powierzchni, czerwień, błękit, brak podpi­
su, to dzieła Czajki.
W 1998 ponownie trzej artyści się jednoczą, przywracając
do życia w nowym kształcie i z ambitniejszym programem
twórczym instytucję o nazwie PINOKIO. Ponieważ w tym
programie uzupełniono nalepki plakatami (przylepianymi
gdzie się tylko da na ulicach stolicy) oraz malarstwem przez

PLĄDRUJEMY

Marzec 1998, autobus 174.
PS. O nalepkach autobusowych znane mi są następujące
prace: Piotr Rogacz, Rusz ze mną lśniącym, czerwonym auto­
busem, „Raster", nr 3, marzec 1997; tenże, Naklejki, czyli pa­
sażer kreatywny, „Machina", nr 6 (15), czerwiec 1997, s. 26;
Jarosław jot-Drużycki, / ty możesz spotkać królową Anglii
w autobusie, „Życie", 24 lipca 1997; Szymon Niemiec, Vlep­
ka po oczach, „Życie Warszawy", 18 grudnia 1997; Harald
Kittel, Uwaga! Autobus bez hologramu nie ważny, „Gazeta
Stołeczna", 18 marca 1997.

POŁ ROKU PÓŹNIEJ
Po długich staraniach (pisaniu listów na skrytkę pocztową
PINOKIA) udało mi się dotrzeć do autorów najciekawszych
nalepek w tym osoby podpisującej się LEPCY. Okazał się
nim Marian Libel, student pierwszego roku pedagogiki!, mie­
szkający w pobliżu pl. Zbawiciela, a nie - jak przypuszcza­
łem naiwnie - w sąsiedztwie mego domu, w pobliżu ulicy
Długiej, Miodowej czy Bonifraterskiej.
PINOKIA powołali do ambitnej działalności zimą 1995
roku trzej warszawscy licealiści: wspomniany Marian Libel
ur. w 1978 roku, jego rówieśnik Robert Czajka (obecnie stu­
dent I roku malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Warsza­

R

U

I

N

Y

RZ^Z¥NISTQ|gl

Tekst M. Libel, grafika R. Czajka. Plądrujemy miny rzeczywistości.
Napis biały, tło niebieskie. Silodruk, jako naklejka wym. 8x12,5 cm,
a jako plakat 25x33 cm. W nocy Niedzieli Palmowej rozklejono
w mieście tych plakatów 1500 egzemplarzy. 1998 r.

145

�szablon (na ścianach budynków, głównie w Śródmieściu)
użyłem określenia instytucja. Jej ambitne osiągnięcia zdu­
miewają.
W nocy 4 kwietnia, z soboty na niedzielę (NIEDZIELĘ
PALMOWĄ!) na krańcowych przystankach wielu autobusów
miejskich przy Dworcu Centralnym PINOKIO zgromadził
13 nalepiaczy (przyjaciele i zaprzyjaźnieni naklejkowicze).
Cztery „brygady" rozjechały się na sposobiące się do snu
miasto. Akcję zakończono około czwartej, piątej rano. Nalep­
ka PLĄDRUJEMY RUINY RZECZYWISTOŚCI (2 tysiące
sztuk), powiększona do wymiarów 30x40 cm, jako plakat,
zaistniała w liczbie 1500 egzemplarzy na ulicach Warszawy.
Rozlepiono również 700 egzemplarzy plakatu CZY OBIET­
NICA W ŚWIECIE ZDRADY JEST LEPSZA OD SZUKA­
NIA?
Z nastaniem Wielkiego Tygodnia mogłem oglądać pla­
katy PINOKIA w zwykłych, uznanych miejscach (na słu­
pach ogłoszeniowych), jak również w miejscach całkiem
nieoczekiwanych. Oto niektóre z nich: betonowe zwalisko
przygniatające figury powstańców warszawskich na pl.
Krasińskich; czarne tablice na klepsydry przy Minister­
stwie Kultury i Sztuki oraz przy kościele OO. Kapucynów;
szyby budki telefonicznej na Krakowskim Przedmieściu.
Dzieło PINOKIA można było podziwiać na Targówku
i Ursynowie, na Bielanach i Bródnie... Część plakatów usu­
nęli pracownicy służb porządkowych miasta (jak w przy­
padku budki telefonicznej) resztę pochłonęły działania za­
wodowych plakaciarzy, jak również łatwe do przewidzenia
czynności informacyjne osób czy to z kościoła czy z Mini­
sterstwa KiS. Po trzech miesiącach widuję tylko jeden osa­
motniony plakat PLĄDROWANIA... na sławnym budy­
neczku przy wejściu do ul. Koziej. Wszelako, można po­
wiedzieć sobie, że kwietniowa akcja plakaciarska PINO­
KIA przyjęta została w mieście z pewną życzliwością, bez
żółci, czyli wzburzenia. Inaczej rzecz się miała z szablona­
mi. Na początku swej działalności PINOKIO korzystał
z szablonu, który przyjęty został obojętnie i można ten do­
kument (stylizowana głowa z długim nosem) w przybru­
dzonej czerwieni oglądać tu i ówdzie, między innymi na
węgle przy wejściu do MKiS na Krakowskim Przedmie­
ściu. Natomiast po latach nasi trzej artyści, wzbogaceni
o doświadczenia opanowania autobusów i ulic miasta wy­
startowali z zasadniczo innymi wzorcami, rzec można, zde­
cydowanie prowokacyjnymi:
SZTUKA ALBO ŻYCIE
ŚMIERĆ W z NAWIASIE
Między górnym i dolnym napisem znalazły się, po lewej,
abstrakcyjne smugi (inspiracja z form na zdjęciu rentgenow­
skim złamania nogi), a po prawej realistyczny wizerunek
lampy biurowej z czarną żarówką, bo w takim kolorze wyko­
nany został cały szablon. Oglądam go codziennie na ścianie
w pobliżu Katedry Polowej.
W HOŁDZIE SZABLONOWI
PINOKIO
146

Rysunek M . Tomkowicz, tekst M . Libel, Nocą przemądrzale
światło
zastąpiła jałowa ciemność.. Szedł Ulicą Zapaleńców.
Na białym lub blękitnawo-fioletowym tle czarny rysunek.
Podpis Lepcy. Wym. 8x11 cm. 1996 r.

Tekst M . Libel, rysunek A. Pochmara, Więc skrywane krainy kwitną
nocą - pod lampą gdy papier jest lustrem duszy. Podpisane Lepcy
(czytaj jako liczbę mnogą). Rysunek i napis czarny, tlo żółte.
Wym. 5,5x1 l e m . 1997 r.

Między napisami trzy torsy męskie. Twarze identyczne
i nakrycia głów takie same... czapki tureckie.
Natomiast trzeci szablon i jego wersja w ręcznym, wiel­
kim napisie (węgieł ściany od strony Traugutta przy wejściu
do ASP), tudzież liczne, autobusowe nalepki:
ANTYCHRYST
BĘDZIE
ARTYST
spotkały się wszędzie z prawie identyczną korektą społeczną.
Słowo antychryst, zostało zamalowane, a w nalepkach, oddarte!
Nalepka, plakat i na koniec trwały malunek z szablonu
ANTYCHRYST BĘDZIE ARTYST-jak mi powiedzieli sa­
mi artyści spod znaku PINOKIA - skojarzony został na
mieście z działalnością jeśli nie satanistów (sic!), to jakieś
sekty (zasłyszana reakcja w autobusie). Można więc rzec
słowami Sidorka, że czulsza część mieszkańców Warszawy
odebrała wyznanie artystów jako oświadczenie o swych
związkach z samym Księciem Ciemności (artyści są diabła­
mi)^. Takiego przyjęcia ANTYCHRYSTA artyści nie przewi­
dzieli...

�Pomysł wprowadzenia tego napiętnowanego pojęcia po­
chodził od Mariana Mariusza Libela i , jak w przypadku
starszego Krzysztofa Sidorka (mającego na swych studiach
stałe zajęcia poświęcone uwarunkowaniom kulturowym) nie
został przyjęty bezkrytycznie. Już znacznie wcześniej, kiedy
jego hasło na nalepkę PLASTIK WSZECHMOGĄCY zilu­
strowane zostało przez Pochmarę i Libela Golgotą (ukrzyżo­
waniem kłamcy jako Pinokia, bajki-czarownicy, telewizora,
jako innych) nie miał przekonania do takiego rozwiązania,
wyczuwał Sidorek, że pomysł ten skierowany jest do wielu,
którzy zdecydowaną dezaprobatą, aby nie rzec oburzeniem,
przyjmują wszelkie próby profanowania uznanych w kraju
świętych pojęć.
Zatem, w zespole PINOKIA występują nieraz ostro ry­
sujące się różnice w rozumieniu przesłań jakie ich twór­
czość winna spełniać w odbiorze społecznym. Wszelako,
kiedy dochodzi do realizacji przedsięwzięcia pracochłonne­
go i ryzykownego (nalepianie i malowanie) jednoczą się
trzej panowie i z zapałem działają w grupie. Szczególnie po­
ruszająca się historia powstawania dużego napisu ANTY­
CHRYST BĘDZIE ARTYST na ścianie frontowej ASP.
Otóż artyści PINOKIA dwójkami, a na koniec trójką przez
kilka dni malowali pojedyncze litery przez szablon! Przypo­
minam, że i w tym miejscu pierwsze słowo zostało rychło
zamalowane.
PINOKIO zaanektował swoją twórczością największe
miasto w kraju! Dodać też trzeba od razu, że autobusowych
nalepiaczy, wlepkowiczów, naklejkaczy, (LEPCYCH) nie
ma w żadnym innym polskim mieście poza waleczną War­
szawą! Nie ma ich we Wrocławiu, mieście mogącym się po­
chlubić działaniami niedościgłej POMARAŃCZOWEJ AL­
TERNATYWY! PINOKIO przesłoniło swymi dokonaniami
prace LOLASA, Tomasza Bujnowskiego, podpisującego się
В IE (Bardzo Istotny Element), autora przezabawnych pa­
miętników, młodszego Dominika Zachorskiego (N N K),
REYTANA, DOCENTA, DŻEPETTO, FIGERA,
FLEPKO
SYLVA, ROBALA, HERMANA i wielu, wielu innych... PI­
NOKIO, to sześć dzielnych osób, w tym trzy urocze panie.
Pozostają one wciąż w cieniu swych mężczyzn... Przygoda
z reakcją na ANTYCHRYSTA może spowoduje, że męska
część PINOKIA wsłucha się uważniej w podszepty swej
żeńskiej reprezentacji. Póki co, posłuchajmy, jak jedyni kon­
tynuatorzy prześwietnej, r o d z i m e j , sztuki szablonu
(wyrosłej w ponurych latach stanu wojennego) określają
swoje credo. Pamiętajmy, słuchamy nie tylko mistrzów dow­
cipu, ale również autorów stwierdzeń pryncypialnych,
SZTUKA ALBO ŻYCIE, OBIETNICE
W ŚWIECIE
ZDRADY, ARTYSTA EGOISTA, RUINA RZECZYWISTO­
ŚCI, JEDYNYM SENSEM JESTEŚ TY oraz tych, którym
dane było igrać z nami surrealistycznymi, czy wręcz nadrea­
listycznymi, to stwierdzeniami, to spostrzeżeniami: Wyszli­
śmy z buntu i walki, naklejka zamiast pieniędzy, religii, za­
bawy! Polityka zawiera się w tych trzech pojęciach. Pań­
stwo, które jest młodszym bratem Kościoła, podlega tym sa­
mym ocenie brata starszego. Byliśmy wściekli, a z czasem
zamyśleni. Stąd nasze dewizy, ŚMIECH PRZECIW FA­
SZYZMOWI..., SZUKANIE i PLĄDROWANIE... Wyśmie­
wanie każdej postaci pychy. Dążenie do poznania PRAW­
DY. Walka stała się dla nas nakazem dawania czegoś wza-

K. Sidorek. Chodzą pogłoski, że toniemy kapitanie. Czerwony napis,
czerwona fajka, biała czapka, broda czarna. Wym. 6x7 cm. 1997 r.

N I E ZAB1]A}
W T U ZJMĄ
NA CHWAŁĘ

NIEKRWAWYCH
STETtJM
i *IN0KI0' P-U BOXVt W-WA 131
^

:
U—
A. Pochmara, Nie zabijaj... Na białym tle czarny napis i tak samo
ciemna postać strzelająca z rewolweru we własną skroń. Część twarzy
krwista i zniekształcona. Wym. 5x7 cm. 1997 r.

mian. Czego nie ma w mediach i w garaffiti, w Galeriach
i w biłboardach. Anarchistyczne, programowe bluźnierstwo, jest nam równie obce, jak napisy w toaletach, czy
wandalizm szalikowców, kiboli.
Te roztropne wyznania usłyszałem od Mariana Mariusza
Libela przeddzień 3 maja 1998. Krzysztof Sidorek i Robert
Czajka - obecni przy rozmowie - milczeli... Ale kiedy minął
1 sierpień, wspólnie nocą, do 6 rano, ustalili:
Nigdy nie pisaliśmy i nie zamierzamy pisać żadnych ma­
nifestów. Nasza myśl ciągle płynie i definiowanie jakichś
spójnych poglądów byłoby tutaj co najmniej niewłaściwe.
Jedakże przedstawiamy fragment nie istniejącego, a co waż­
niejsze, nieprawdziwego manifestu.
My, jałowa ziemia, w obliczu spazmów sztuki, intelektu­
alnego zbieractwa, decydujemy się wyjść. Działamy z ko­
nieczności wbrew. Istota kreacji wymusza na nas zanegowa­
nie pewnych pierwiastków kultury. Negacja ta nie jest jed­
nak pustym niszczeniem, ale częścią procesu poznawczego,
który staje się niezbędny, przy zastępowaniu w przestrzeni
umysłowej obcych elementów własnymi.
147

�USZYSTKIE ROB SWO
TUARZE J E I NIE
Ц AUTOBUSIE

OGLĄDAJ

R. Czajka, Wszystkie twarze w autobusie... Żółte tło, czarne litery.
Wym. 5x7 cm. 1997 r.

My, pasożyci. Żerujemy na schematach, które pozwaają
nam odbić się od gładkiej powierzchni bytowania. Samo tyl­
ko subiektywne, twórcze myślenie umieszcza nas w ideali­
zmie, pozwalającym na uzyskanie większej perspektywy epistemologicznej.
W świetle początkowych stwierdzeń w przedstawionym
tekście (Nigdy nie pisaliśmy i nie zamierzamy pisać żadnych
manifestów) ale nie tylko, omawiane zjawisko, przede wszy­
stkim, nalepek autobusowych (ruchomych galerii malarstwa,
grafiki i sentencji) udaje się połączyć z nieoficjalnym nurtem
współczesnej sztuki demonstracyjnej, która przed kilkudzie­
sięciu laty bujnie rozkwitła w wielu krajach tak zwanego trze­
ciego świata, w krajach Afryki, Azji, Ameryki Południowej
i Środkowej. Stając się krajem wolnym, również Polska,
swym warszawskim epizodem ruchomych galerii autobuso­
wych może dołączyć do owych osobliwych pojazdów bogato
okraszonych, dowcipnymi sentencjami oznakowanych, które

Rys. art. piast. Henryka Tomaszewskiego. Reprodukcja z pisma
„Pokaz", nr 3(6), 1994

od lat piędziesiątych przemierzają bezdroża Indii, Nepalu,
Tajlandii, Kolumbii, Ekwadoru, Peru, czy Nigerii, Gambii,
Ghany albo też Togo... Wszelako jak w tych odległych kra­
jach ozdobne pojazdy przewożące ludzi różnią się wyraźnie
między sobą, zależnie od swej przynależności państwowej,
tak również nasze, warszawskie nie opuściła differentia specifica. W każdym z wymienionych odległych krajów owa
mobilna sztuka tworzona była przez samych kierowców (szo­
ferów), lub na ich życzenie przez uznanych mistrzów pędzla.
I tylko u nas stało się inaczej. Bo konspiracja to nasze, pol­
skie, trwałe doświadczenie. Kierowca z MZK, to przecież
z reguły zaciekły wróg vlepki. Zatem, ile pomysłowości i za­
razem hartu ducha musieli wykazać nalepkowicze, aby prze­
chytrzyć owych przeciwników ulotnej sztuki niewinności,
również zuchwałej, także często gniewnej, a najważniejsze,
odświeżającej umysł i ducha pasażerów skazanych na korzy­
stanie z autobusowej komunikacji miejskiej.

PISY
1

BIE, czyli Tomasz Bujnos wprowadził do nalepek pisownię alfa­
betem czeskim. Od Bujnosa pochodzi słowo vlepka. Swój pomysł uza­
sadniał ... oszczędnością czasu, wszak sylaba „ku" (częsta we współ­
czesnym języku) to po prostu „q", zaś „sz", „cz", to tylko „5" i „ć"!
Ale, w pomyśle B!E, postrzegać należy coś więcej. Jak się wydaje
serdeczny ukłon w stronę sąsiadów Czechów, którzy poszczycić się
mogą wieloma pisarzami najprzedniejszego dowcipu, nie oszczędzają­
cego tych wartości i pojęć, które w innych narodach, a w naszym
szczególnie, uchodzą za święte (wszak nie szargać świętości, jest na­
szym przykazaniem jedenastym). Myślałem więc początkowo, skoro
wszystko zapożyczamy, że vlepki przyszły do nas z Czech. I chyba

148

całkiem się nie myliłem. Trafiły do nas pośrednio, poprzez poetykę
stawnych, czeskich lektur. Jest to krzepiący znak, że nie wszystko we
współczesnej kulturze młodzieżowej ma jedno, każdemu dobrze zna­
ne piętno.
O ciężarówkach służących przewozowi ludzi, wspaniałych gale­
riach malarskich w Afryce, pisałem w kontekście zastanowień nad
współczesną sztuką naiwną poza Europą. Por. Sztuka demonstracyjna
współczesnej Afryki, „Polska Sztuka Ludowa", R. X X X : 1976, nr 2,
s. 97-114; Etat des recherches sur 1'art non-officiel de lAfriąue contemporaine, „Studies in Art History", Ossolineum 1980; L'Art non officeilau
Senegal, „Ethnologia Polona", vol. 7: 1981, pp. 81-87.
2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9828" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9806">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7815eabb20123a25098281feb4fae5ef.pdf</src>
        <authentication>7a60382e4d3d0ace7ea1f0c5a3b986c5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116917">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4861</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116918">
                <text>1969</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116919">
                <text>Kurpie - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="116920">
                <text>estetyka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="116921">
                <text>światopogląd artystyczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116922">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4510</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116923">
                <text>Światopogląd artystyczny ludności wiejskiej w świetle studiów nad kulturą Kurpiowszczyzny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1969 t.23 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116924">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1969 t.23 z.3-4; s.139-148</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116925">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116926">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116927">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116928">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="116929">
                <text>Jacek

Olędzki

ŚWIATOPOGLĄD
W

ŚWIETLE

ARTYSTYCZNY

STUDIÓW

NAD

LUDNOŚCI

KULTURA

WIEJSKIEJ

KURPIOWSZCZYZNY
„Pola ło już nienawidzę. Dla mnie pole
ło już ostatnia rzecz..."

Dziś n a K u r p i o w s z c z y ź n i e w y p o w i e d z i
zdarza

się

o samej

słyszeć
natury.

sądów

A l e różnią

estetycznych,

w

im

też

opinie

się o n e z a s a d n i c z o

których

Poddając

o t a k i e j treści

Towarzyszą

z i e m i k u r p i o w s k i e j , o j e j k r a j o b r a z i e , o pięk­

nie tutejszej
tych

często.

podstawą

od

silnego

kultury,
wych

się

ciśnieniu

teorii

sztuki

nazwisk),

świadczeniach
tecznie

badawczych,

rozbudowanej

szczególnie

dzaj

rozumieć z a s a d n i c z e

gospodarstwa,

wem

tłustość 1 czerstwość.
Antyrolnicze

„widzenie

świata"

wiąże

się

na t y m

t e r e n i e z c z a s e m n a j n o w s z y m , z p o k o l e n i e m k t ó r e miało
możliwości

korzystania

szechnej

całego

tym

i

Przed
byłaby

roztoczyły

się

oświaty

szans,

w

pow­

jakie

wyniku

przed

rewolucji

kraju.

kilkudziesięciu
za

dobrodziejstw

splotu życiowych

pokoleniem

społecznej w

z

laty

przeniewierstwo

powszechnych

w

tym

niechęć

—

brak

zainteresowań
tycznym.

postaw

Na

wcześ­

łoniło

naszym
się w

niej...? A n d r z e j

K a c z y ń s k i — rzeźbiarz z 2. poł. X I X w .

poszukiwania

z nielicznych którym

mian

jednym

zawód

n i e r o l n i c z y u majstrów

szkolony

organmajster

bogorobów w
rodzinnego

(a

w

udało

się

Warszawie.

potem

jeden

zdobyć

Jako w y ­

z

naczelnych

t y c h stronach) nie wrócił z W a r s z a w y

Jeglijowca.

Osiadł

w

innej

wsi

i

do

zmienił

Nie

starając

się

rozpoznać

zbiorowości

wpływających

które przez

zbiorowość

mamy

szanse

przekonaniu
ności

spraw,

do dziś

Od

rozważania
do

co

okazuje

Nasze

stworzył

się w

żywym,

Ale

się

już

nauce

możliwym

wreszcie

do

twórczości.
że

„właściwą

niepełna

1033 p o z y c j i

z

światopoglądem
zainteresowań

twórcami

NIEKONWENCJONALNI,

są

się

z

ludzie

stylu

NIEZALEŻNI.

(konstruktywnie!),

subiektywni

szerokie

badań

—

Są

oni

sztuki

historycznych)
Rozwijający

rozwiązywania
logicznej

kierunek

t y c h zagadnień w
określonych

procesów

umysłu

(względnie
i

się

sprawom.

U

nas

głośne p r a c e
Zarówno
głównie
twórców

i

w

badaniach

rozpraw

Sobeskiego,

twórczości

analizy

całości

twórczości

badaniach samej

psycho­

organizacji

XX

w.

Dlatego

też

włączenia

do

U

zainteresowań

j a k jego

poprzedników,

odnosiły
nurtu

na

Bystroń, k t ó r y w

mienność
w

tezę

o

(można

znaczeniu

niefiguratywnych,

użytych

pierwsze

Jan

czy

artystów

środkków

ludowego

Bystronia, od­

ludowych
w

wyraża

w y r a z o w y c h , choćby n a w e t

asemantycznych),

a nie, j a k

t y c z n y s t o s u n e k d o świata. M o ż n a b y s k w a p l i w i e oprzeć
się ,na t y c h w n i o s k a c h . D o s z l i

formalnych.

Drevdahl,

Kerr,

M a c K i n n o n , Peck, Parloff,

m a n , Shannon, V a n Zelst. Niestety,
man

s t w i e r d z i l i , że

dla

spraw

jeden
nie
z

istnienia
badanej

oznaczenie

1033 n a j n o w s z y c h

„twórcy

ludowego"

Stanisława

nie
A

2

odpowiada

delowe

twórcy

ekonomicznych... .

dowód

Barron,

modelu
przez

zatem

mamy

rzeczywistości.

(tak w

przeszłości,

do

„lasów".

wzór
Mo­

cechach

J a k w i a d o m o , Bystroń p o z o s t a w a ł p o d s i l n y m i w p ł y ­
wami
mitym

f r a n c u s k i e j szkoły
znawcą

związanych
że p r z e z

kultury

z życiem

tego

socjologicznej.

Był

l u d o w e j , zagadnień
wsi. Nie

właśnie

jest

uczonego

więc

sprawa

też

znako­

społecznych
przypadkiem,

światopoglądu

artystycznego

została p o d d a n a i s t o t n e j k o r e k c i e — z w r ó ­

wynikające

cenia

na

osobowości

c ó w , n a i c h społeczne u w a r u n k o w a n i e i o s t a t e c z n i e ( m o ­

jak i

n i e miała

ekonomicznych, n i e stworzyłaby

jeszcze

którego

twórczej,

nie przystaje

gdyby

zainteresowania

twórcy,

prac,

Bakułowa,

Roe, Ross-

M a c K i n n o n i Ross-

mają

nas

osobowości

Blatt,

się

określonym

t w i e r d z i l i niektórzy k o n t y n u a t o r z y j e g o tezy, w

do n i c h :

pracy

ludowej,

odmiennego,
Według

este­

Stanisław

kultury

b y dziś dodać —

pozornie

próby
ludowej

sztuki

się

badaczy

istnieniu

światopoglądu

ich na

czasie p o ogłoszeniu

wśród
4

i

este­

wysuwa

artystycznego .

treści d z i e ł

dotyczące

twórczości

przez filozofów

niedługim

pierwszy

światopoglądu

stanowiły

artystycznej

czoło

do

ludowej.

postęp

zdobytych

sformułował

się

oficjalnego

a r t y s t y c z n e j , to n i e opierano

duży

są

3

artystycznej

badań

nas

ukazuje

Sobeskiego .

niemieckiej,

twórczości

do

poświęconych t y m

tych

Michała

nauki

głównie

skłaniał

badania

początkach

rozwinięciem

kręgu
i

W

filozoficzne
prace

z

zbiorowości,

obszernych

od­

rozpatrywania

o p a r c i u o s t u d i a cech

twórczych

artystycznego.

się s p o r a l i c z b a

witalni,

zainteresowania

to w y ­

na s z e r o k i m t l e

psychologiczny

niemieckiej,

doświadczeń

STANOW­

artys­

zagadnienie

zaś

tyków.

stanąć n a

—

towarzy­

nauce europejskiej,

zgoła

anglosaskiej

dowiadujemy

CZY,

mają

badań

n a m służy h i s t o r i a

naukowym

ludowego.

Sobeskiego,

„wiodącego",

entuzjastyczni,

powodzeniem

tych

narodowego

stylu

temu

lub

przyporządkowujemy

I

przeło­

s z t u k i o d końca X I X w . w

się n a m w y ­

odnaleźliśmy

ona

myślenie

a więc

kiedy

że

naszej

Można

nad per­

( e l i t a r n e g o ) . Jeśli n a w e t f o r m u ł o w a n o p o g l ą d y

nurtu

krytyczni

któremu

Niedosziwina.

Sięgamy
psychologii

na

z

niechaj

międzywojennym

l o k a l n y c h stylów

istoty

Współczesne

przodującej

W u n d t , W o l f f l i n , a b y z czasem

stanowisku

żywot­

przedmiot,

rozwijają

zrozumieliśmy,

interpretację",
fałszywa.

Polsce.

małe
moim

fenomenem

grupy

to

—
w

uwagę.

półwiecza

zrozumienia.

że coś

w

danej

człowieka,
1

doniosłych
z

artystycznej

nad zjawiskiem

poznania,

daje,

ludowej

poświęcić

przeszło

przekonań

są m o r a l n i e

wielu

światopoglądzie

działalności

chciałbym

oceniane

związanych

sztuki
w

ogółu

na te zachowania

rozumienia

przeobrażenia
polu

gruncie

psychicznych

nazwisko.

jesteśmy

zastanowienie

ludowym

okresie

—

był

badań,
przekonań.

z własnych przemyśleń, n i e -

niegdyś

nas

do­

t y m dosta­

szyć b ę d z i e hasło „ a k t u a l n e " , że s z t u k a t o ś w i a t o p o g l ą d .

uznana

jeszcze

u

przy

ideologicznych

musi

Przypomnieniu

świato­

oryginalnych

bazy

nauce

się j e d n a k

zaczętych

rozwoju

magii

z m i a n y poglądów p o d w p ł y ­

ciągłości. P r z y k ł a d e m

pola

A

nawet

manentnym rezygnowaniem
kończenie

na

zmienność

w

teorii

tylko

n i e mając

własnej
na

„historycznych

nieuszanowanie

środowisku.

do

podatni

m ó w " . Budzić

też

ukształtowanych

przeżycia musiało być z a w s z e : p o l e , p l o n , r ó w n i n a , u r o ­
i rozwój, „wszelka przydatność" d l a

światowych

(albo

obecnie).

zainteresowań

uwagi

glibyśmy

egzogeniczne

powiedzieć)

cechy

semantyczną

osobowości
stronę

twór­

twórczości

artystycznej.
Bystroń

n i e rozwinął

szerzej

swych

poglądów. N a j 239

�prawdopodobniej
pełniejszego
nad

wychodził

ujęcia

określonymi

ty,

nikt

u

sferami

nas

z założenia,

problemu

nie

są

życia

że

warunkiem

szczegółowe

badania

społecznego w s i . N i e s t e ­

próbował

rozwinąć

tego

kierunku

zwolennik

kierunku

poszukiwań.
Eugeniusz

Frankowski

kulturowohistorycznego
nienie

światopoglądu

nych.

Kontynuował

szych
nie

—

w

jako

etnologii

od

strony

tym

samym

—

ujmował

cech

zagad­

antropopsychicz-

założenia

wcześniej­

s t a n o w i s k , w których kładziono n a c i s k n a p o z n a ­

cech

endogenicznych

sługiwał
chiczny",
mość",

,,nakaz

„zmroki

zmysłowe".
ogólnych
tury

w

się o k r e ś l e n i a m i :

i

wewnętrzny",

Określenia

te

postępu",

k r y c i e na tej drodze
twórców

środowiska
swoistościach

o

jemy

w

nych

spostrzeżeń.

pracach

omawianego

świado­

skojarzenia

próbom

tłumaczenia

służyły

„rzeczników

kul­

Oczywiście,

wy­

twórców .
n

odmienności w c e c h a c h

mniej

ludowego
życia

było
tego

Frankowskiego
Służyć

osobowych

niemożliwe.

środowiska

wiele

one

Po­
psy­

„utajone

artystycznych
czyli

twórców.

mechanizm

„spotęgowana

podświadomości",

predyspozycji

jej

osobowości

„specyficzny

niezwykle

mogą

przedmiotu. Wskazywał

Nie­

znajdu­

dalszej

waż­

analizie

on n p . na „zwartą

skalę życia l u d u " , n a j e g o z w i ą z e k z naturą, m a n i f e s t u ­
jący

się w

wiąc

o

obrzędowości

i twórczości

„mechanizmie"

rotwiązań

formalnych,

magań. P r z y j m o w a n e

wskazywał

swoim

cemu

u k o j e n i a psychicznego,

wewnętrznym

odzwierciedlają

do h a r m o n i j n e g o
Pod

koniec

dziestych

w

na

ładem

swoistość

jednostki i

lat

dwudziestych
pracach

—

Piwockiego

i

na

początku

i wypowiedziach

Władysława

tyki

Podlachy,

wych
nie

wzbogaciły

widzenia

oraz

rozwiązania

wynik

ludowego

w

innych
wielu

dowych.
jako
to

Na
ważne
ności

dalszych
(w

dysput

podstaw
wych
tów
szym

140

do

jako
doby
razie

fragm.),

pytanie

właś­

Oto

pytanie,
do dziś

ludowych

Z

artysty

formalnych.
do

zasłu­

zbiorowości l u ­
stanowisko

niedawna

to

o

roli

wyłoniło

do z a g a d n i e n i a
przyjmował,

Chodziło

poświęcił
i

Piwocki

podjął

wrażeń
w
z

widzenia
stawą
jęcia

stwierdzenia,
widzenia,

rzeczywistości

abstrakcyj-

Piwocki
nieczność

nie

ludo­

o
w

ma

artys­
najlep­

Dobrowolskiego

wy-

położy

wistości
świata,

w

czy
i

a

artyku­

nie

o

jeśli

społecznej

doszedł
wrażeń
być

zarazem

o

danego

środo­

określane

strukturą

poglądów

na

uzasadniony
zainteresowań

nacisk

różne
czasem

na k o ­

światopoglądem

stosunku twórców
do

mogą

rozpoznanie

3

wszystkim

po­
osta­

Piwocki,

(nie t y l k o „naturalną" ). Z

„Zbadanie

pod­

niektóre

to wówczas

bowiem

nawet

poznaniem

godzić

odmienności

pozycji

innymi,

może
to

i

struk­
wszyst­

monograficznym
nawet

Niemniej,

Chodzi

pełni

społecznej.
a przede

dwu

Sprawom

do p e w n e g o s t o p n i a

do j a k i c h

uzupełnienia

artystycznym,

Piwocki

próbę a n a l i z y

czasu

zastąpić

słowy

sfery

że

od

t o było

do dziś.

co i n n y m i

his­
dzie­

tych

cennych

teoretycznym

Piwockiego.

Wolfflinowskie

struktury

użył

badań.

opracowaniu

zależnie

Założenie

aktualne

i

o n a została p r z e d e

dyskutować,

założeniem

założeń

jakich

nas
dys­

i „jak się t o

niezwykle

Zawarta

Można

ludzi

(Wólfflin).

różnych

zainteresowań

wiele

okresu

wykazanie

zaś e t n o l o g i i

u nas p i e r w s z ą

ludu.

samym

tego

teoretycznych.

wyobrażeń-poglądów

również

istnieją­

interesującego

przedmiocie

imponującym

drzeworytu.
się

autor

wypowiedzi

się

artystów

Polski,

wspólnym

łów
tury

określenia

kierunków

świadomości

oczywiście

z obszaru

twierdzeń

przez

we

z
było

warsztatowych

szczególności

lapidarne

tym

wiska,

światopoglądu
i

dyscyplin

kim

świadomości

oto

oznaczenia

być

prowadzonych

badaniach

doświadczeń

naukowych, w

—

teczne

Dobrowolski

Europy.

czy

badacze,

do

w

dorobek

uczonego

dla

Stanowisko

jeszcze

współczesnej

cyplin

zasługuje
zasługą

łączenia

przedmiotu

formalnych

ludowej.

uwagę
Wielką

konieczności

rozwiązań

było

określania

osobną

uświadomione).

sztuki

abstrakcyjny.

Na

Piwockiego.

je"

które

dążenie

i rzeczy r e a l n i e

artystów

jeszcze

się

nosiło się l u b o d n o s i do s p r a w

artystów
Czy

się a b s t r a k ­

cych.

t o r i i s z t u k i . „ D l a c z e g o t a k się d z i e j e "

fizycznych

konsekwencjach

pełni

twórców

sztuce.

i

w sztuce l u d o w e j , w j e j w ł a s n y m środowisku o d ­

określe­

formalnych).

artystycznego

p y t a n i e , nawiązujące
w

tych

rozwiązaniach

wyrażało

wysiłku

badaczy

tle

było

przez
u

od

pełnej

do u z n a n i a w s z e l k i c h

działaniach

opraco­
pełniejsze

i postulowania no­
z nich

uwarunkowań.
badaczy,

udział

podtrzymywane

w

zo­

rozstrzygnięte.

takim

zamierzone

większość

zain­

nowych

(głównie

przyjmowanych

Ale w

prowadziło

I

ogół

nobilitacji

cyjne

oraz K s a -

samym

h i s t o r y c y , a także i n n i

stanowisku

żonej

Jednym

odbiegające

n i e zostało o s t a t e c z n i e
na

snuć można w n i o s e k , że t o co n a m w y d a j e

dziełach l u d o w y c h , są z a m i e r z o n e ,

zaprzątało

uznawali

wiele
tym

uświadomienia

formalne,

Wymienieni

o

poglądów

rozwiązań

ciwości rzeczy w
stanowią

(całość

Mieczy­

artystycznym

rzeczywistości

stanu

przyjmowanych

W

się

badawczych.

sposobu

kicree

trzy­

t y m czasie b a d a n i a p l a s ­

Zaistniały

precyzowania

ludowych

które

W

7

zadań

П. 1, 2. Aleksandra
Reich,
słoma, bibułka
kolorowa.

głównie

dotychczasowych

światopoglądem

analitycznych.

możliwości

program

rozszerzony .

ludowej

wań

—

ludowym

stał z n a c z n i e

gromady

e

sztuki

teresowań

patrzą­

zaś (i t o j e s t

sława G ę b a r o w i c z a , T a d e u s z a D o b r o w o l s k i e g o
werego

wy­

formalne,

dostarczają

a pośrednio

pragnienie

Mó­

określonych

życia .

różnych

historyków

się

są t y l k o te rozwiązania

które

istotne)

artystycznej.

przyjmowania

stosunku

do r z e c z y ­
artysty

otaczającej

wistości społecznej, p o p r z e z treści z a w a r t e

w

go

do

rzeczy­

jego

dzie-

�le

—

pozwoli

zaliczyć

go

bądź

do twórców

ludowych,

bądź n i e l u d o w y c h " .
Można
znacznik
w

by

t u jedynie

odrębności

n i m zawarte).

wiem

w

dodać,

stanowi

Zresztą

przypadku

jest

wyznaczników

ciu

funkcji

w

analizę

życiu

środowiska.

Przez

dłuższy

szość
dla

badaczy

nym

poszukiwany

tylko

dzieło

ludowej

i

mamy

Albo­
możli­

odrębności w

szeroko

pojętą

opar­

ich

rolę

nie

międzywojennego

znajdywała
wniosków

dostatecznego

w

specjalnie

zgromadzić

się n i e u d a . .
1 0

więk­
oparcia

zgromadzo­
że

takich

Tymczasem

po­

dla

nie, zdobycie
tania
i

nasz

świat

rozdarta

najbardziej

i

od

świata

odsłoniło

ludowych

się

wewnętrzne

przed

życie

artystów,

nami

zo­

najgłębsze,

tamtejszej

wiejskiej

w

swej

pierwszej
w

Ile

jednak

kosztowały
zdania,

trudu,

nieraz

ostrożnie

Zdarzało

te

od

z nim w

ciągu

wykradane

2

do

że

długich

dziedziny...

mozołu

rzeźbiarza,

godzin

sobie

dla laika

z ust w i e j s k i c h

a b y zdobyć

góralskiego

dopiero, zjednawszy
ny

niewypowiedzianego

drobne, tak nieporadne

się przecież,

zwierzenie

ile

trawę

starego,

jakieś

twórców.
lakoniczne

Gładysz
na hali

i

kosił
potem

szedł z n i m , u z n o j o -

budzenia

języków,

pracy,

w

nich

wreszcie

chwy­
ufności

bezwzględna

o t o są najważniejsze

autorowi

książce

zakresie

w

przygotowa­

wznieść

n a szczyty

badania

sztuki

się

czyn­

od

razu

naukowej

ludowej..."

twór­
Słowa

11

te pisał M o s z y ń s k i 30 l a t t e m u . A l e n i e utraciły w n i ­
czym

swego

swych
te,
i

dzy

jeśli

13

znaczenia.

badań

.

której

wczesny

ludu,

Dotyczy
w

szkic

Udzieli

Nie

Seweryna

Lubeckiego

naszej

poglądach

i

zarazem

twórczość
z

do
do

artystyczna,

ówczesnymi
Gładysz

zajął

zującymi

do s f e r y

Chociaż

niezwykle

prrejawy

wiedzy

oraz

estetycznej.

się n a t o m i a s t

wrażliwości
sumiennie

technicznej.

roz­

jej

od
roz­

tendencjami

poświęcił

ideowej

wie­

dziedziny,

W

starał się rozpoznać p r z e j a w y
społecznej

dziś

kompendium

najtrudniejszej

ludowej

nauce,

o

literaturze

bezcennym

wrażliwości

już z a k r e s i e

łoże w r a ż l i w o ś c i

w

Zgodnie
w

poznaniu

magicznej).

wyniki
Książki

,2

dziedziny

jest

charakter.

głównie

i

ona

metodologicznymi
szym

są

kulturze

uzależniona

i

Gładysz

d w u książkach .

w

uwagi Kazimierza

unikalnym

poznania

Mieczysław

opublikował

pominąć

późniejsze

wój

sztuki.

im

pozwoliły

które

zapamiętanie
długoletnie

czasu w s z e l k i c h a r k a n ó w

serce,

niki,

zupełnie

stała

za

zapisywaniu —

estetycznych

lająca

zupełne

z biegiem

rozwiązywania

j a w i ł o się dzieło niezwykłe... „ C z y t a j ą c j e g o [Gładysza —
oddzie­

i

entuzjazm,

wierność w

J . O.] książkę, o d c z u w a m y

w y r a ź n i e , że zasłona

się

niej

chłopstwa

czości
okresu

m a t e r i a l e . F r a n k o w s k i stwierdził n a w e t ,

materiałów

wy­
(treści

t o dziś o c z y w i s t e .
owej

dzieł

czas

formułowanych

że

nie

twórczości

wość p o z n a n i a
o

Rozmiłowanie
cgromny

9

uwagę
mniej­
i pod­

(wierzeniowej,

poglądami,

praktycznej,

nawią­

utylitarnej.

udokumentował

różne

�Materiały, j a k i e
i

zgromadził

Gładysz, są t a k

szczegółowe, że w y m a g a ł y b y

wienia.

Łączy

się

Brak

jest

dzieła

dokonanego

z

t y m jeszcze

dotychczas

Gładysza.

krytyczne

opinie

na temat

przyjętej

przez

autora,

zgromadzonych

dodatkowa

jakiejkolwiek

przez

przy

oceny

krytycznej
wprawdzie

„metody

pomocy

omó­

trudność.

Istnieją

eksperymentalnej"

niemniej

jej

obszerne

o s o b n e g o zupełnie

parnych
nikt

wyników

dotychczas

nie

kwestionował.
Gładysz

w

operowania

obydwu

mentacyjnym,
i

wspomnianych

wyjątkowo

obszernym

ograniczył

się

pracach,

do

bardzo

ostrożnych w n i o s k ó w . W s f o r m u ł o w a n i u

wniosków

wyręczył

Kazimierz

Moszyński.

Moszyński
otwiera
roli

rozważania

znanymi

o

postępującym

tystycznej

w

niższy

spadku

postać

tym

„Oczywiście

n i e można

twórczości

znaczenie,

silniejsze

biorąc

ogólnie

niewątpliwie

t e g o sądu stosować

orientuje

—

w

wielkim,

zdobnictwa

części k u l i

ozdób

Boas]

niekiedy

nawet

ogromnym

u niezliczonych

ludów

wszystkich

ruchomych,

najprzeróżniejszych

w

dopodobnym

kunszcie

zdobnictwo

niezmiernym

obfitym

dekorowaniu

3

II. 3, 4. Czesława Konopkówna,
groch,
pióra
gęsie.

i w

jest

czasem w p r o s t

starannności,

wykonywane,

w

ogromnej

owo

który

kształtował

ilości

nym.

W

nie

późniejszych.

przyznać

sztukom

plastycznym

bardzo

doniosłej r o l i w życiu n i e o ś w i e c o n e j ludzkości,

większej

może

dziwnego

niż

w

życiu

n a pozór z j a w i s k a
liwość

mało,

t y m czy

Tajemnicę

tego

już z n a m y . Jest nią f a k t , że

estetyczna

bardzo
z

naszym.

czy

też

[podkreślenie
raczej

nie

i n n y m poziomem

—

ma

J . O.]

nic

kultury;

wraż­

wspólnego

a podobnie

się r z e c z z p o p ę d e m d o a r t y s t y c z n e j twórczości.
n o
a

także

cenione
mach...
idzie

czy

rozmyślnie

dostarczane

przez

oraz

na

wzięte

Niekiedy

wszelkich

rzeczy

się n a i c h p r z y g o t o w a n i e

dących

bardzo

przekonać

ciężką

się, j a k b o g a t o

beryjskich
odbywa
zaś,

ostiaczek.

się

gdy

zimą

chodzi

jedną

tylko

pozio­
daleko

ile

trudu
wio­

z n a s może...

do szyi

powiedzmy

bardzo

O.],
było

u ludów
i

od

dłoni

koszule

A l e m a ł o k t o w i e . . . że

przy
o

jak

oraz

nawet

o d stóp

bywają,

i

kulturalnych

egzystencję. K a ż d y

ramion haftowane

J.

jest

uwierzyć,

pięknych

zużywa

do

przyrodę,

trudno wprost

zapotrzebowanie

mimo­

[podkreślenie

dziką

ma

P i ę k-

[ J . O.] — t w i e r d z i M o s z y ń s k i — t w o r z o n e

wolnie,

ma

sy­

haftowanie

skąpym

świetle,

trwa

koszulę,

niekiedy

rok,

stanowiska

W

okresie

wań

się g ł ó w n i e

d w u przypadkach

wić

się

(całość

i

iragm.),

niepraw­

z jakimi

czasu, którą m u się n i e r a z p o ś w i ę c a , t e n a n i n a c h w i l ę
zawaha

kierec

przedmiotów codziennego i odświęt­

użytku, n a d z w y c z a j n y m ,

całe

pojmuje

z i e m s k i e j , k t o o r i e n t u j e się w

bogactwie
nego

t a k , j a k go

pisze

wyjątku;

należy p r z y z n a ć m u słuszność. K t o k o l w i e k

się

rozwoju

[to jest

jej

człowieka.

M o s z y ń s k i — do w s z y s t k i c h l u d ó w świata bez
ale

ar­

człowieka.

większe

artystycznej,

p o w i ą z a n i e z całokształtem życia

roz­

sformułował

znaczenia

rozwoju,

temat

szczeblach

Boas

—

ludowej
na

cywilizacyjnego

twórczości

idących

dzieła

Boasa

wiadomo,

miarę r o z w o j u

szczebel

pełniejsza

skromnych

plastyce

Franza

twórczości n a r ó ż n y c h

ludzkościJak

tezę
Im

poświęcone

doku­

dalej

i n s p i r a t o r jego

poglądami

artystycznej

woju

Gładysza

mimo

materiałem

nauka

w

okresie

pozwoliłem

najwybitniejszych

bujnego
nasza

rozwoju

międzywojen­

sobie

badaczy

przedsta­
w

omawianych

zachowuje

więź

czasach

zaintereso­

zarówno

(Riegl,

szkołami g ł o ś n y m i w

h i s t o r i i s z t u k i (wiedeńskiej,

lejskiej,
się
w

ikonologów).

podstawy
których

udział

badań

to

W o l f f l i n , Boas),

z

n a r z a m i myśli obcej

Równolegle

wydarzeniach

rodaków

jednak

funkcjonalnych

jako

i

notować

autorów

i

lumi­

j a k też

kształtowały

strukturalnych,
możemy

współ­

współautorów

(Bro­

n i s ł a w M a l i n o w s k i , J a n B a u d o u i n de C o u r t e n a y ) . W
blemach,

jakie

kowskiego,

zaprzątały

Piwockiego

i

wówczas

nistycznych
zakresie

(o

paradoksie!)

poważnej

bardziej

w

funkcji

w naukach huma­

dopełnia

w

z i c h dalszej

studia

naszej

nad

w

tym

wykorzystania

nowych,

doświadczeń

badaniach sztuki omawianych

naj­

światopoglądem

k o n t y n u a c j i . Można

że o d t e g o c z a s u zaistniało w i e l e
sytuacji

pojęcie

pro­
Fran­

klęski. D z i ę k i p r z e ł o m o w i t e m u

zaangażowani

rezygnują

Bystronia,

Moszyńskiego,

n i e występuje... P r z e ł o m i d e o l o g i c z n y

ze

bazy-

by

sądzić,

sprzyjających

funkcjonalizmu

środowisk.

a l e częściej d w a l a t a i w i ę c e j " .
1 5

W

tych

kakrotnie
który

rozważaniach
do materiału

to materiał m a wskazywać

rakter

wrażliwości

istoty

ludzkiej,

zewnętrznych,
tworzenia. W
ludy

Moszyński

estetycznej.

właściwość
decydująca

16

o

w

się

Ma

kil­

Gładysza,

na immanentny

cha­

W

studiach, jakie

lizowane

to

być

właściwość

że

od

czynników

jedynej

potrzebach

artystycznego

swym

Moszyński

wiekopomnym

dziele

.

ich

wyżej
autorzy
w

142

!

został

dorobek

myśli

rodzimej,

mieli

badawcze.

możliwość

rodzaju,

dzenia,

do j a k i c h

d o s z l i , mają

czenie.

Mimo

założeń

wyraźnego

ana­
temu,

sytuacji

ukształtowanej
historii,

anachronizmu
które

w

stwier­

szczególne zupełnie

nieraz

metodologicznych,

wiele

artys-.

Dzięki

poznawania

swoiście

warunkach rodzimej

rych
tu

doświadczenia

swoim

n a d kulturą

starałem się w y k o r z y s t a ć

niepowtarzalnych

badaczom,
Przedstawiony

prowadziłem

tyczną K u r p i o w s z c z y z n y

niezależna

t y m też d u c h u c h a r a k t e r y z u j e

tzw. pierwotne

Człowiek

odwołuje

zgromadzonego przez

zna­

niektó­

przewodziły

tym

i c h spostrzeżeń, a co najważniejsze

—

�aparat

pojęciowy,

dziś swoją

dużą

Wydaje
giwanie

mi

się

wości".

jakim

się,

że

szeroko

Doświadczenia

ograniczane

wizualnych
średni
o

uzasadnione
pojęciem

badawcze,

jakie

pojęcie

że

postrzegania
o wrażliwości,

z

„wrażliwości

twórczością

jednostki

czy

też

życie. A

liwości e s t e t y c z n e j " ,

posłu­
„wrażli­

staraliśmy

się

to nie może

wzrokowego)
która

ma

artystyczną

artystycznej"

„wrażliwości

do

t y l k o k a t e g o r i i doznań, n p .

Mówiąc

k i c h dostarcza
o

jest

jednak,

do j e d n e j

związek

reakcje

nadal

(struktury

estetycznych.

zachował

—

grupy

—

należy
n a całość

ale na t e j samej

a

więc

doznań

ostatnim

mogłyby

z

się mieścić

ideowe; magiczne,
a

także

ralne

treści

reakcje

religijne

na różnego

polityczne,

ii I n . N a t o m i a s t

chowań

przede

Jeśli

zaś

reakcje

chodzi

na dwie

naturalną

nie

kultu­

o

na

dzieła

„wrażliwość

t y m pod uwagę
naszym

rzeźby,

grafiki

społecznych,

ciu

grupie

zarazem

t o r i a l n e j , łącznie z j e j s ą s i e d z t w e m , g r u p i e

rówieśniczej,

zawodowej czy wreszcie w
j a k : jednostka

bieta, starszy

—

„Wrażliwość
wo

4

najsłabiej

excellence

szczegółowych

—• z b i o r o w o ś ć ,

tery­

relacjach, t a ­

mężczyzna

—

ko­

młodszy.
utylitarna"

osadzonym

jest
w

określeniem

naszej

stosunko­

literaturze

przed­

oraz

(wycinankarskiego,
że

w

snycerskiego,
wraż­

strukturze tej

s u b l i m a c j i doznań)

następują

wrażliwości

tej ostatniej. Wydaje

że

jeśli

przyjmuje

ona s w y m

wrażliwości.

Jednym

wrażliwości

znajduje

odmianach

17

.

nader

S,

I

się też,

rozwiniętą

c h a r a k t e r e m pozostałe t y p y

słowem
swoje

uwrażliwienia

którą

rozwinię­

U . S z c z e g ó l n i e zaś w
U

zależ­

ulega

i n n y c h rodzajach

wrażliwość

między

prawidłowość,

czy

postać, z a b a r w i a

dzieła

różnych

poszczególne t y p y

podstawowa

{pogłębieniu, s w o i s t e j
zmiany

wy­

i in.).

na pewno,

występuje

—

l u b wyłącz­

p r z y p a d k u będą t o

ścisły z w i ą z e k zależności. W

ności

może

człowieka.

l i w o ś c i n i e mają p o s t a c i s a m o i s t n e j . Ż e z a c h o d z i

a w i ę c w r o d z i n i e , społeczności w i o s k o w e j ,

kich

par

to na

nie tyle wszelkie

malarstwa,

tkackiego

dziś

pracy

się

układach

za­

rzeczywistości

e s t e t y c z n e ) , lecz g ł ó w n i e

zdobnictwa

Wiemy

kategorie

określić m o ż n a t a k : jeśli w r a ż l i w o ś ć E

różnych

przed­

estetyczną",

się z w y t w o r a m i

sztuki. W

kowalskiego,

nimi

się

mate­

właściwościami

r o z u m i e l i b y ś m y r e a k c j e n a w i ę z i 1 napięcia, kształtujące
w

korzyści

czynności, p o s t ę p o w a ń —

zasadnicze

i wiążącą

architektury,

treści

społeczną"

określonymi

propo­

okazywało

o g ó ł p a n u j e zgodność, że określenie t o o b e j m o w a ć

rodzajów

wierzeniowe,

pewne

społecznych.

są p r z y

rodzaju

„wrażliwość

z

tylko

prowadziłem

wrażliwości

i osobno

(chociażby

społecznopolityczne,

poprzez

związane

miotów, zjawisk

Brane

wrażliwości

l u b po prostu

rialne,

jakie

wyróżnienie

twory

zasadzie również

typów

przydatne

zastrzeżenia j a k i e t o o k r e ś ­

wysunąłbym

badaniach

ja­

l u b „utylitarnej",

wymienionych

W

budzić,

o „wraż­

w s z y s t k i m j e d n a k o „społecznej" i „ideowej".
W

może

zycje.

czy

bezpo­

uwzględniać

zatem możemy mówić

praktycznej"

m i o t u . Stąd też, r o z u m i e j ą c
lenie

ujmowanym

poznać, w s k a z y w a ł y b y
być

się p o s ł u g i w a l i ,

przydatność.

charakter
określenie

danego
w

typu

pozostałych

�П. 5, 6, 7.
kolorowa.

W

Aleksandra

odniesieniu zarówno

nie

można

ona

przeobrażeniom

wości,
i

Reich,

mówić

o

ogólnych

słoma,

miarę

niezmiennej.

kształtowania

określonych

zdarzeń

obrębie

wzoru

dowiska,
ma

tzw. grup

wrażliwości.
są

zawodowy

rodzinnych,

wioskowych

jest

łeczności
bardziej

zamożne,

doznań

magań

i

niż

różnego

się

z

typu

doznania,

Źródłem
dowiska

naszej

są

wiedzi

jego

bazę

źródeł

o

tym

kręgu

mniej

aktywne,

lub

których

potrzeb

—

wy­

Faktem

jest

w

środowis­

sprzyjające

często

warunki.

świecie
w

doznań

tego

gromadzone

śro­

wypo­

czasie specjalnie

(jawnych

Uzyskujemy

wywołanych,

wadzenie analizy

w

u n i f i k a c y j n e , obejmujące

fachowo

reprezentantów,
wywiadów

i

nimi

natrafiają

wiedzy

testowych.

wę­
spo­

podłoże.

szczególnie

niewątpliwie

nizowanych
badań

na

wy­

rzeźbiarze

—

znajduje

śro­
jaką

społecznych,

warstwy

przedsiębiorcze

wiążących

ludowych

i

inne

reprezentantów

Ale

j e d n a k b e z s p o r n y m , że p r o c e s y
kach

jednolitego

jednostka

wszak

inna

jednostki

niejednakowe

—

układów

rolników-gospodarzy.
odnajdywać

oddziaływają

wrażliwości

bogorób

(byli

zasadniczo

możemy
świat

Struktura

—

osobo­

też p o d s t a w , a b y

poszukiwać

często ze s t e r e o t y p o w y c h

drowni)

się

te, t a k j a k każde

zróżnicowane.

rzeźbiarz

łączona

ludowych

Grupy

grupy,
Podlega

biograficznych

historycznych przemian, jakie

n a tę jednostkę czy grupę. N i e m a m y
w

bibułka

d o j e d n o s t k i , j a k też

wrażliwości
w

następstwa

kierece,

i

na

które

tej

drodze

pozwalają

deklarowanych

orga­

niejawnych)

oraz

solidną

na

przepro­

poglądów, o p i n i i

(spo­

łecznych, i d e o w y c h , e s t e t y c z n y c h , a l e też i u t y l i t a r n y c h ) .
Osobną

bazę m a t e r i a ł o w ą

stane. Składa
mujący

stanowią

się n a n i e w

wszystkie
(często

skutków

dzieła

w

się w ó w c z a s
danej

wywiad,
jest

celów

nad

najczęściej
plastyki

do

są

postaci

obiegu.

życiem.

przez

W

wagi

dzieła

stwierdzeń,
że

że

tak

samo

może

mieć

grupy

czy

kiem

—

nie

estetycznej,
ważny

wpływ

doznań

na

Prowadzi

jest

Bywają

swym

powiedzieli

takiego

wolą,

jeśli

też

ostatecznie

zjawisku:

wielkiej

o

zostających
stosunków
cywilizacji.

144

na

warun­

sytuacje,

(co

oczywiście

to

że

właś­

wybredniejsi)

nie
stają

się o n i

przynajmniej

działania.

o

owym

doniosłości s z t u k i w

stosunkowo

roli

artystyczną
jej

niskim

społecznoekonomicznych,

wolę?

zadziwiającym
życiu

szczeblu
poziomu

grup po­
rozwoju
życia

—

się d o n i e ­

g r u p y ludności chłopskiej, j e j d z i e j ó w z o k r e s u

stu ostatnich lat.

oparciu o te dane

czeniu

każdej,

nijmy

od

Zrozumiałe

twórczości

nawet

bardzo

dzieł w y r a ż a j ą

interesowania
związek,

w

uzyskane

analizy

Przymujemy

Jednym

z

plastyce

Włączając

jego

możemy

zarazem,

dążenia,

dopatrzyć

najdonioślejszych

Kurpiowszczyzny
do

„nowe l a t k a "

jej

zakresu

i wota —

do r o z p a t r z e n i a

zjawisko

że

się

osiągnięć
jest

przewodzili

też w y r a z

jest

rzeźbę

artystycznych

drobną

rzeźba.

(wypieki

ofiary, osiary), m a m y
unikalne w

wyspecjalizowani

skali

całego

umiejętności,

majstrzy.

kra­
której

Znalazło

ważne
zakre­

(w

XIX

obrębie

życia

dzice — d z i e c i ) . W późniejszym
wypieków

zanikły

funkcje

rekreacyjne

również

mówić

estetycznych.
magiczną,

pełniły

rodziny,

w

czy

ludystyczne.

o towarzyszeniu

Wota

czasach

zachowały

relacji

czasie f u n k c j e

całkowicie. Rozwinęły

ale i w

nowszych

w.

to

tych

one

społeczne

końca

—

wówczas

funkcje magiczno-gospodarcze i w skromniejszym
sie

do

to

ludowej.

w p r o s t o c i e wartości i d e o w o - f o r m a l n y c h

Niemal

że

swoistości

niewątpliwie

j u . Jest t o twórczość p o w s z e c h n y c h
nie

Zacz­
funkcji

czy też odrębności, z w i ą z a n e j z pojęciem s z t u k i
w

tłuma­

sytuacji.

się n a j d o b i t n i e j p o t r z e b y i z a ­

środowiska,
którym

że

służyć

podobnej

szczegółowej

artystycznej.

w funkcji

jest,

w n i o s k i nie mogą

przedstawienia

się

Do

możemy
funkcji

pierwotną

i c h p r z y p a d k u pojawiły
elementy

natomiast

dziś

t e j twórczości
swą

funkcji

ro­

magiczne

funkcję

się w

naj­

rekreacyjnych

(widowiskowych).
A

zatem — przykład t y l k o j e d n e j , wąskiej

twórczości

decydująco n a tę w z m o ż o n ą
decyduje

pod­

około
w

rzeźb.

środowisku

tworzenia,

właśnie artystycznego

Co z a t e m w p ł y w a
Co

nie

mają

środowiska,

się szczególnie a k t y w n i a r t y s t y c z n i e . L e g i t y m u j ą
wzmożoną

to

dziedziny
nie

działalność

estetycznych

z n a c z y , że są j a k b y ś m y

wszelkie

że w r a ż l i w o ś ć t a

n i e zawsze

się w

na

Moszyńskiego

decydującym.

wyróżniające

nikłością

długo­

zmianom.

stwierdzamy,

j e d n o s t k i , lecz

czynnikiem

jednostki

testów,

wrażliwość —

legają m n i e j l u b b a r d z i e j z a s a d n i c z y m

wrażliwości

dobór

poglądy

do „ k o r o n n e j " tezy

tych

nabiera

ich funkcje

jak

stają

kultury

poszczególne

że

przez

studiach

funkcji.

j e g o s t a n doznań — s z e r o k o pojęta

Nawiązując

roz­

Istotne

o skuteczny

Ogromnej

wielofunkcyjne,

stałej,

jest

pojmowanych

bezpośrednia, d o c i e k a n i e

pełnionych

inwentarz

s t u d i a n a d całością

jej

choćby w z b o g a c o n y

n i e wystarczający.

sposoby

szeroko

za­
obej­

k u l t u r o w y c h , wywołanych

kompleksowe

trwała obserwacja

—

najważniejsze

i c h społecznym

zbiorowości,

kompletny —

twórczości

rekonstrukcja)

konsekwencji,
sztuki

miarę

dziedziny

dzieł s z t u k i . D l a n a s z y c h
poznanie

d l a nas źródła

D a n e , j a k i e pragnę p r z e d s t a w i ć , odnoszą
wielkiej

funkcji
żenia.
suje

plastycznej

dzieła

pozwala

i zachodzące

Oczywiście, p r o b l e m
się

jeszcze

bardziej

w

tych ramach
w

zakres
przeobra­

wielofunkcyjności

zasadniczo

dziedziny

prześledzić

dzieł

rzeźbie

n e j — ś w i ą t k a r s t w i e . Szczególnie zaś . w t y m j e g o
który

wiązać

należy

wych

(bogorobów).

z działalnością
Początkowo

(w

rzeźbiarzy
XIX

i

XX

ry­

religij­
dziale,

zawodo­
w.

do

�7

I

wojny

szeroko

światowej)

darczych),

religijne

dokumentacyjne.
nikną

z

rzeźbiarstwem

pojęte f u n k c j e magiczne

funkcje

działalność

do

Później

tej

łączyły

stopnia

(w

okresie

a

następnie

Pozostają

społeczne,

międzywojennym)
zanika

jedynie

w

ogóle

świadectwa

w

okresie

umiejętności

najnowszym

reaktywowano

rzeźbiarskie. P o j a w i l i

się

b i a r z e ( w początkach l a t sześćdziesiątych w l i c z b i e
miu),

legitymujący

tycznymi,

się

wyraźnie

ciekawymi

osiągnięciami

zindywidualizowanymi. Nowe

Mimo

to, a

może

ono

dla samych twórców

nać

się

ono

daje

do

właśnie

znaczenie

poczucia

dlatego,

doniosłości

a r t y s t o m o spotęgowanej

istnienia w

sztuce

biarstwo
i

swej

dla

Sęka,

Kamińskiego

środowiska,
wać

spełniać
tu

określone

praktyce,
zaczęło

mówić

o

współczesny

funkcji

rzeź­

zbiorowości

dzieł

rejestrowane

skiej.

Rozwijało

funkcjono­
szerokim

czy

ich

rzeźbiarstwo

rekompensacyjną.

społeczne, w

też

Można

łagodzącej

jakie bywa

uwikłany

powiązaniu

k u r p i o w s k i e j , przeobrażenia
są

najpełniej

w

się n a t y m t e r e n i e

rzemieślników,

głównie
W

łączyć

twórczości

z ży­
funkcji
malar­

pisankarstwo

stolarzy

i

w

oraz

mniej­

X I X w . działali t u r ó w n i e ż

obrazów r e l i g i j n y c h i f i g u r

pisankarstwem

wszystkie
środki

możemy

„świętych".
funkcje

łączność

niektóre
z

autentyczne,

nia o roli

temu

były

w

rozmaitej

XIX

i

zasadzie

z pojawieniem

i

kształtują

bezpośrednie

„rewolucjonizuje"

t y m środowisku p o t r z e b y

i

wyobraże­

sztuki.

twórczości

początków

znajemy

się p o d o b n y m

z d o b n i c t w a (nie

Kurpiów
tyczne,

przede

w

wywania

przemia­
wyłączając

(w

okresie

stopniu

funkcje

społeczne.

uzyskały

artystycznej

doniosłą
w

osądów

kształtowania

tej

innym
tle

niektóre

ponownie

dziedzinom
—

(po

rozwojowe.

estetyczne.

tym

otoczenia

mieszkańców

najnowszych,

Na
słabo

Kurpiowszczyzny

grupie.
i

Twór­
odparo­

(głównie

sąsia­

kulturalnym

Puszczy.
z

tradycyjnych

I I wojnie

świato­

Przewodzą

im, po­

twórczości
uwagę

(np. m a k a t ­

zasługuje

osadzonych
—

—

artys­

architektoniczne)

rolę

szlacheckiego) o poziomie

podstawy

funkcje
na

terytorialnej

się i n s t r u m e n t e m uśmierzania

zdobniczych

jak

grupy

Po­

życie r o d z i n y ,

Tkanina, kowalstwo

szczególności

społecznym

bogatej

się w

jednak

społecznokulturowej

czasach

kom)

łączą

pewnym

całej

czasie

zjadliwych

sposobów

i

Zielonej.

tym

charakterze

dobnie

w

wszystkim

snycerstwo

czość t a s t a j e

wej)

w.

wioskowej

samowiedzy

W

XX

Puszczy

spełniają

i

plastycznej

j e w rozległej s k a l i , obejmującej

społeczności

się
się

zainteresowania

Makatka

jeszcze p r z y j r z e ć

wierzeniowe,

Tak

malar­

w y c i n a n k a r s t w a ) . Otóż z całością t e j szczególnie
i

oczy­

rekreacji,

środowisku

szczere

w

założeniami.

kościelne.

międzywojennym)

w

się

prestiżu

pełniło

elementami

okresie

dzieła

Spróbujmy

z

Dopiero

n o m w różnych dziedzinach

rozwój
magiczne

religijne

podporządkowane

piękna.

pewnej

manifestacji

uroczystości

dostępnych

wyrazu

dów pochodzenia

społecznym, w

stopniu garncarzy.

malarze
Z

rolę

własnego

w

jakąś

więc

funkcjonujące

twórców,

uśmierzającej

obiegu

ciem

szym

samych

też

stwarzały

śro­

Polaka

o

ono

jaką

(w

przemyśleń,

tą

powszednim,

Miało

tworzenia,

kulturowe

Malarstwo

makatek

Porów­

s t o s u n k u do

rodziny.

i w

rozwijały

w i ś c i e f u n k c j e z g o d n e ze s w y m i i d e o w y m i

sied­

artysta ludowy.

szerokim

malatury

Dla
życiu

ważną

napięcia i n i e p o k o j e

W

treści

oddziaływania.

codziennej

nie w

społecznego

stolarzy

z potrzebami

pozaestetycznym.

j e j u p r a w i a n i e . Rzeź­

lecz n a r o d u . . . Z t w ó r c z o ś c i ą

zaczęły

zasięgu

już

powiązaniu

t y l k o te ostatnie

Malatury

skie

przekonań o posłannictwie czy też r z e c z -

kulturowym,

czasem

ścisłym

uzyskało

Chojnowskiego,

Z

estetyczne.

funkcjom

świadomości

stało się podstawą g ł ę b o k i c h

kształtowania
nictwie

i poprzez

Chrostka,

rekreacyjne.

przeżywaniem

wyjątkowe.

jakie towarzyszy

i

mierze

rzeź­
artys­

b i a r s t w o n i e uzyskało j e d n a k p o w i ą z a n i a z ż y c i e m
dowiska.

się

gospo­

sztuki.

wiadomo,

tradycyjne

jakiegoś

magiczne,

rzeźbiarzy.

świetności
Jak

i

tym

(nie wyłączając

takich

w
form

także

tradycji
wypo-

145

�wtedzi

zdobniczej,

stroję w
lniane

jak wyszywanie,

dzianinach

oraz

(zdobne

serwety

i

firanki).

j e s t t o twórczość b a r d z o
współczesnym
często
i

też

„sztuce

Łącznie

żywa, mocno

środowiska.

współczesnej

hafciarstwo

i

przy­

c h u s t y wełniane, f a r t u c h y

Stanowi

ludowej"

z

makatkami

osadzona
ona

nurt

we

nieoficjalny,

j a k niegdyś

świątki

wycinanki.

w

t u został

głównych

kulturze ludowej
pozwala

wysiłku

twórczym

tystycznego.
sadnicze
ną

tej

Zarys

zarówno

grupy,

twórców

jak

plastyki
tych

w

też

(najczęściej

bogorobowie

wielorakie

Można

że

przeo­

dziedzin

Kurpiowszczyzny.

np. jak dawni
rolę

zasadniczych

różnych

twierdzić,

wyodrębnionych
odgrywały

zarys

funkcji

obrażeń

kich

prze­

zbiorowym

w

działalności

zawodowych,

czy k o w a l e

składniki

i

ta­

cieśle),

światopoglądu
w

3 za­
Osob­

kategorię

w

j e uszeregować

generalnie

ar­

g r u p y — społeczną, i d e o w ą i estetyczną.

utylitarny

miejsce

nych

tylko

do j e d n e g o

Oczywiście,

piów

w

t y m światopoglądzie

(praktyczny

czy

też

stanowi

re

roku

dnia

łatwością

w

Ale

artystycznym
w

wymagały

sztuce

rozrzutności

odnajdujemy

w

dorobku

innych

na

Mazowszu,

witości

czy

południe

słynne

(Opoczyńskie)

nujące p r z e j a w y
cerstwie

popisowe

i

w

w

przykłady

hafciarstwie,

tkactwie

takiej postawy

na terenach

halańskich
W

były

pracochłonności

oraz

praco­

dalej

równie

w koronkarstwie i sny­

zamieszkałych

przez

górali

(pod­

śląskich).

twórczości z a w o d o w y c h

artystów k u r p i o w s k i c h —

k o w a l i , b o g o r o b ó w , m a l a r z y skrzyń i g a r n k ó w —
przez „zawołanych" majstrów

również

owe

ograniczenia.

Sztuka

wystę­

uprawiana

była t u podporządkowana

Ale

znacze­

k r a j u t a k i m c z y n n i k o m , j a k oszczędność środków,

pośredni

określonej w r a ż l i w o ś c i , które już w

sposób

tycznym,
z niego

w

manifestowane

dziele

sztuki,

i na koniec

w

są

w

w

działaniu

sposobach

szeroko

bez­

artys­

korzystania

formułowanych

o nim

niczone

silniejszym,

możliwości

go w y b o r u
w

przemian

w
w

schemat

światopoglądzie

znaczenia

stycznej

tutaj

głównych

jest

grupy,

nabywcze

wielu

niedostatek
i

(poza

wiążąca

ekonomiczne,

ogra­

większe­

rzeźbiarstwem

się

i dzisiaj

materialne,

w

obrę­

skiej postaci twórczości a r t y s t y c z n e j

wrażliwości

arty­

dziedzinami

rejonach

z

t y m słaba

zawodowa.

wodowe

z określonymi

innych

odbiorców, b r a k

ukazania

przemian

składników

powiązaniu

próbą

w

rzemieślników

Czynniki

Przedstawiony

niż

wytworów,

drewnie)

rywalizacja

sądach.

bie

stopniu

na

impo­

w

n i e m elementy

grup

l u d o w y c h w P o l s c e . Już n i e o p o d a l , w o k o l i c a c h Pułtuska

Jest

l u b większym

też

w poświęcaniu czasu. Świadectw, któ­

obecnie.

m u z mniejszym

Kur­

czy

podstawą działań a r t y s t y c z n y c h w przeszłości i
towarzyszą

te

skróco­

artystycznych.

dorobku

świadectw

powały

on

uniesień

czasie nakładu p r a c y .

składnik

ekonomiczny).

święta,

się i n n e osiągnięcia, k t ó r e

nie odnajdziemy

z

przededniu

tradycyjnym

t e j g r u p y znajdują
dłuższego

w

w

w

większej swobody

Przedstawiony
brażeń

przedsięwzięć. W s z e l a k o j e d n a k przedsięwzięcia

miały

życiu

jednak

jakby

k r y t y k o w a n y , podobnie

w

mem

silnie ważą

organizacyjnoza-

na charakterze
z

cepeliow­

Kurpiowszczyzny.

*

pla­

styki.
Artystyczna
znaczny

twórczość

odcinek

dziejów

plastyczna

służyła

poprzez

ludności k u r p i o w s k i e j d o w y ­

rażania g ł ę b o k i c h treści i d e o w y c h

i społecznych,

jakimi

Przed
wej"

pięciu

wydała

artystycznym
Chętnik

innych

tych

•wspomnianym

dane

całościowe

ludowych

odłamów

ówczesnego

było

początku

do

na terenie

społeczeństwa,
XX

w.

Polski —

którym

korzystać

z

nie

dobrodziejstw

pisma.
Zanik

tradycyjnych

terpretowanych

w y c h (magicznych
nia

większości

wej.

więzi

przez

te

społecznych,

środowiska

i religijnych)
się

silnie

w

wierzenio­

usunął p o d s t a w y

najważniejszych

Rozwijające

swoiście i n ­

treści

dziedzin
XX

w.

tych

kształtowaniu

trwa­

jeszcze

Chętnik

się

i

tej

twórczości

plastycznej
dołączyła

studium
regionu

We

pierwsze

Kutrzeba-Pojnarowa

żywotności

Adam

grupy.

przedstawił

interesujące

Ludo­

tradycjom

wówczas

kultury

tradycyjnej

wiadomości

Puszczy

Żył

Anna

Sztuki

poświęcony

znawca

zeszycie

ujęcie

„Polskiej

zeszyt

znakomity

Kurpiowszczyzny.
do

Redakcja

Kurpiów.

żyła t a g r u p a . P o d o b n i e r z e c z się p r z e d s t a w i a ł a u w i e l u
ugrupowań

—

laty

specjalny

poświęcone
historycznego

Zielonej.

O d czasu

u k a z a n i a się t y c h p r a c

zmiany

plastyki ludo­

procesie

przeobrażeń

zainteresowania

wały w

w i e l u częściach K u r p i o w s z c z y z n y

kultury

artystycznej

w

ogólnym

w s i następo­
w

sposób d y ­

e s t e t y c z n e w p ł y n ę ł y n a u t r z y m a n i e się w p o s t a c i szcząt­

n a m i c z n y , zaznaczając się w y r a z i ś c i e w p o s t a w a c h i dą­

kowej

żeniach

niektórych

pojawienie

tradycyjnych

się n o w y c h

Funkcjonowanie
tecznie

szczególne

warunki

do

w

sztuce

życiowe

najbardziej

tego sJowa z n a c z e n i u
nikała

dziedzin

Owa

walki

tej grupy.

jednak

w

rzyw,

mających
nięcia

tej

(ideowych,
również
„na

Drobne

146

artystyczne
powstawały

społecznych

i

ekonomii

role.

te

Etnografii

dotyczą

obrażeń

na

UW

ośrodka

terenie

ludności.

Wynikiem

prace
w

latach

nie

Strzałki

i

obejmowały
two­
osiąg­

napięciach

ale p r z y
ją

stałej

powiedzenie:

pozwolić".
imponujących

takiemu

nieźle z a r y s o w a n y
określonym
życia
w

na

Ośrodkiem

Wszystkie

jego

gospodarki

pracach

autorki

otoczeniem,

zadań

mówią
do

Kry­
Brzo-

uzyskaliśmy

organizacji
pozostającym

tradycyjnych

zasad

między
nowego
nadal
drobno-

rolnej.

tych znajdujemy

analizę s y t u a c j i współczesnego
wioskowej,

i

tym
głów­

Szeska włącza

dokładniej społeczność

podziałowi

inwestycji

oddziaływania

towarowej
W

a

13

prze­

z n i m wioski,

o b r a z z w i ą z k ó w zachodzących

centrum

wsi

obrębie

łeczności

jaj, wycinankarstwo,

to przejawy

Dzięki

1968 .

obecnie

badań w e w s i Strzałki, a

zowian.

przedsięwzięć,

silnych

Określa

rę­

rozważań w y n i k i

między
studiów

1963 —

Kurpiowszczyzny.

i b l i s k o sąsiadujące
Brzozówka.

Sprawom
warszaw­

i c h są

najżywszych

Kadzidło

swych

w

absolwentek

jest

styna Bałabanow analizuje

Najciekawsze

przy

praktycznej.

—

Katedrze

Prace

niżej

sytuacji

określonych

estetycznych),

rzeźby, m a l o w a n i e

drukowane

Zarazem
dla

oszczędności,

surowej

grupy

przystroję

swoiste

się w

sobie

ciężkiej

umiejętności

artystycznych.

nakazy

pełnić

co m o ż n a

maite

rozwojowi

przyjmowanie

refleksji

w

ta w y ­

tutejszej

badania prowadzone

ośrodku e t n o g r a f i c z n y m .

też

jej sytuacji

warunków

czasu,

wyrażały

ją

skim

innymi

szerokim

odłamów

o s y t u a c j i kadzidlańskiej. M a g d a l e n a

t y m zakresie

Kurpiów

dozowanie

w

różnych

poświęcone były

na

o byt.

ostatecznie

działały

materialnej
one

i

Możemy

grupy,

z

osta­

natrafiało

życiowo. Cecha

przywilejów

zaradność sprzyjała

kodzielniczych

społecznych i

przedsiębiorczych,

społecznej, a l e p r z e d e w s z y s t k i m
wielostronnej

na

tym

Kurpiów

zaradnych

z historycznych

plastyki i

przejawów.

treści i d e o w y c h ,

estetycznych

zaliczać

jej

grupie

roz­

członkowie

Spółdzielni

artyz­

znaczeniem

różnorodnych

pierwszą
twórcy

zawodowej,

Cepelia.

szczegółową

ludowego
jaką

Zapoznajemy

czynników

w spo­
tworzą
się

ze

warunkujących

�r o z w ó j współczesnej twórczości a r t y s t y c z n e j w t y m śro­

Władysław

Krystkowicz

dowisku.

z

nie m a

się

Z

pracy

ponadto

o

potrzeb

wyrażających
i

Hilczer-Pilch

arcyciekawej

współczesnych
dowiska

Jadwigi

się w

sprawie

dziedzinie.

—

estetycznych,

najbardziej
Jest

nią

dowiadujemy
o

charakterze

dążeń

ważkiej
dom,

życiowych,

w

wyborze

dociekań

spod

urządzenie

kich

stwierdzeń

t e m a t u , różnice w

pozwoliły

wzajemnie

się

uzupełniających.

dojść
Warto

dodać, że każda z p r a c p r o w a d z o n a b y ł a w n i e c o
i

że

w

trakcie gromadzenia

ich opracowywania

autorki

stanowisk. T y m większego
zgodności

poszczególnych

Kadzidło —
rza

w

wania
scowej

tych

więc

znaczenia

tradycji

czaj

swoiste

wej

z innych

propozycji
innych

w

stron

„życia

nabiera

fakt

kształto­

temu

n a osiągnięcia

kraju.

Łączy

podejmowaniu
dawnej

sztuki

osada

starsza

niż

ośrodek

Kurpiowszczyzny.

się

ta

dziś

silne

Myszyńca

poczucie

rzecz

Myszyniec

się

tej grupy

ślady
w

ma

jako

kulturowych

zachowuje

do K u r p i ó w .

odrębności

sposób

Myszyniec,

powszechnie

myszyniecka

przynależności

zachowały

(artystycznej)

uznana

historycznych i

Parafia

również

Puszczy?

Kadzidło,

tradycji

ludo­

współczesnych

W i e m y , że i s t n i e j e n a t y m t e r e n i e sławny
główny

zazwy­

się z t y m

różnych

kulturalnego". Jak

częściach

W

s t o s u n k u do m i e j ­

do

Wokół

kulturowej

najpełniejszy.

j e d n a k n i e m a w ł a s n e j Spółdzielni C e p e l i a ,

chociaż

t u właśnie

Rozalia

Sfcrodzka,

działali
Anna

sławni

K o r decka,

twórcy

l u d o w i •—

Waleria

Brodzik,

i

„Kurpianka"

przylegającym
kontaktów.

do

Nato­

w

rodzaju

się

Myszyniec

naszej

mógłby

zarówno

najżywiej
stylu

w

nie

życiu

dawniejszej,

wzory
W

Myszyńca

w s i , które

wymienić

Gleba, a we wschodniej
szczególną

lipniczanie

miejskiego

czy

został p r z e z

dopiero

Kadzidło.

znaczenia,
—

można
się

jakie

ważnego

do

rejonie
tętnem

miejskich wzorów

Zbójna i L i p n i k i . T a o s t a t n i a

uwagę. Dzięki
w

nieco

w s i a c h , t r u d n i o n o się r o z m a i t y m i

warunki

L i p n i k a c h , t a k zresztą

(pozarolniczymi).

n a korzyść

żyiniejszej

korzystniejsze

i

dodatkowymi

ży­

Jednorożec

W

innych

w.

w

części z a c h o d n i e j

znajdowali

XIX

tym

silniejszym

materialne.

jętności

rze­
wła­

ostatnich

dostąpił

wyróżniają

nawiązywania

wieś z w r a c a

w

z

tutaj

Kurpiowszczyzny

c i a . D o w s i t y c h należą w

ziemi

tkac­

kulturotwórczego.

przeobrażeń,
i

w

światowej

życia.

zdystansowany

rzeczywistości

spełniać

Oprócz
kilka

wyrobów

Mikołajkach...

h i s t o r i i miała s i l n e p o w i ą z a n i a

rozwijały

ośrodka

artystycznej. Towarzyszy

uwrażliwienie

śnie
latach

możliwości

s t r o n a c h najpełniejsze

różnego

myszyniecka

małomiasteczkowego

oraz

— stwa­

skup

i najnowszej

sobą

„Kurpianka"

się ś w i a d o m e g o , p o g ł ę b i o n e g o

aktywność

Myszyńca

między

stwierdzeń.

dzięki Spółdzielni

innych.

miosłem i h a n d l e m . D o I I w o j n y

też

innym

materiałów

n i e uzgadniały

do

wiciu

pełniejszych

Spółdzielnia C e p e l i a

jak

sposobie

autorkom

i

Myszyńcem

jakichś

Społeczność

Odmienności

terminie

rejonem

z

m i a s t , z d u ż y m p o w o d z e n i e m , o r g a n i z u j e w ś r ó d ludności

wystrój.

prowadzenia

w

niego

śro­

d l a tego

jego

Kadzidła

A l e o w a różnica w

l i p n i c z a n pozwoliła

jak

zajęciami
ma­

i m n a większą

a k t y w n o ś ć w t y c h p r a c a c h . L i p n i k i zasłynęły z r o z w o j u
chałupnictwa,
wanych

w

szczególności

wyrobów

tkackich.

zaś z m a s o w o
W

produko­

najnowszych

czasach

t r u d n i o n o się t u w y r o b e m samodziałów ( n a s z a l i k i i m a ­
zbywano

wielkiej

rzeszy p r y w a t n y c h krawców w Polsce. L i p n i k i

rynarki)

oraz

włosianki.

Wyroby

to jedno

z najporządniej

zabudowanych

nie. Przeważają

w

na

modłę

te

osiedli n a Kurpiowszczyź-

tej w s i domy

murowane,

urządzone

małomiasteczkową.

Л . 8. Przemiany
funkcji
twórczości
artystycznej
w życiu Kurpiowszczyzny:
a — funkcje
dziel w okresie
od końca
XIX
do początków
XX w.; Ъ — funkcje
pełnione
przez dzieła obecnie.
Pierwszy
krąg
wewnętrzny
zakreśla
trzy
główne
kategorie
funkcji.
Kolejne
kręgi na zewnątrz
oznaczają
określone
dziedziny
twórczości.
Linia
ciągła
ozna­
cza pełną postać pełnionych
funkcji,
linia
przerywana
— postać funkcji
zanikającej
lub pojawiającej
się.

147
T

�W
w

podobnie

nieoficjalny

Lipnikach —

całej

rozwijało

Kurpiowszyźnie

szywanie

serwet

w

wsi i w

każdej

wyszywaniem.
dochód

i

Z

sposób
się

inne

każdym
zajęcia

W

tego

jak

zarobkowe

na

—

wy­
latach

domu zajmowano

czerpano
na

nieraz

pokrycie

r o l n y c h ) . Z b ó j n a t o j e d n a ze w s i , w k t ó r e j
w

tkactwo

latach

pięćdziesiątych

bodaj

głównie

—

ostatnich

zajęcie

firanek.

(przeznaczony

w

się

spory

prosperowało

i

serwetami

odleglejszych
ławia,

Katowic,

Dane,

do

nabywców

z

różnych,

naj­

części k r a j u — Gdańska, S z c z e c i n a ,

jakie

Wroc­

Lublina.
znajdzie

czytelnik

w

niniejszym

zbędne

źródło

Do
rych

dziś sławne

niejszym

z

prac

w

w

tutejszym

materialne

gospodarstwie

—

środowisku b y ł y

niemożliwość

wystarczających

środków

życia. Sens dociekań S z e s k i e j , B a ł a b a n o w i H i l c z e r
wadza

się d o j a k n a j b a r d z i e j

i są

uzyskania

prac

Nie

ulega

Chociaż
cji

są

się

nadal

chałupniczego,

silna potrzeba
lub

spro­

miejscowych

zajęć

nadzorowanych,

czości

ważny

cepeliowskiej.

s c o w e j ludności
i

do g o s p o d a r s t w

Stosunkowo

znaczny

odpływ

miej­

do o ś r o d k ó w m i e j s k i c h , p r z e m y s ł o w y c h
na ziemiach odzyskanych

nie rozwią­

naj­
pisze

artystycznej
Z

jarmarki,

oferuje
W

nie­
sy­

rzeszy

jego

jest

dwie

Kurpianki

że

tutaj

Ale

przy

Cepelia

nie
za­

rękodzielników,
bardzo

artystów.

tej

organiza­

poważne.

kierowniczy

jakby

istnieniu

spółdzielczej

zwolniona

od

samokontroli. Gdyby

spółdzielnie,
więzi

można

rywalizacji
i

napięcia

by

wy­

możliwości

jednej

tylko

Cepelii,
niezbędnej
istniały

społeczne,

owa

w

pozycję
w

tych
awan­

społeczno-

tutaj

oczekiwać,

zespołów,

Zespół

zajmuje

s t o s u n k a c h — j a k pisze H i l c z e r —

proces

określone

personel

zamoż­

natężenia

pracy...

wątpliwości,

pełni istniejących

na któ­

swym

okresie

przasnyskim

na ten rodzaj

organizacji

kulturowej
by

rynku

'najmniejszej
w

awangardową.

j a k m a t o m i e j s c e w t z w . zakładach z w a r t y c h spółdziel­

Przasnyszu

Kurpiowszczyźnie

„Kurpianki",

garda

typu

z

której

n i e d a się z a p r z e c z y ć , że zasługi

czy

utrzymuje

na

szerszej

na

stronach

Zielonej

są w

kontraktów

w n i o s k ó w . N a całym t e r e n i e d a w n e j k u r p i o w s k i e j P u s z ­
zarobkowych

o

gospodarstwa.

z Kurpiowszczyzny

polowych

czekują

do

praktycznych, aktualnych

pracy

sąsiadom pracę najemną.

trudnienia

warunki

w

dofinansowywania

ludność

łamach, wskazują, że g ł ó w n y m
trudne

wycinankarek,

padkach.

wykorzystała

jęć r ę k o d z i e l n i c z y c h

kraju

tuacją taką s p o t y k a m y się często w w i e l u i n n y c h p r z y ­

zeszy­
za­

w

szczegółowo Szeska, z n a j d u j e

cie, j a k też w i a d o m o ś c i w c z e ś n i e j p u b l i k o w a n e n a t y c h
czynnikiem rozwoju

t e g o doniosłego p r o b l e m u . J e d n a

sławniejszych

podatków

t y m czasie s p o r e g r o n o h a n d l a r z y . D o c i e r a l i o n i z f i ­

rankami

zał o s t a t e c z n i e

że

chociaż­
nastąpi

ukształtują
nieodzowne

się
dla

twórczości a r t y s t y c z n e j .

PRZYPISY
1 N i e t r z e b a podkreślać, że pojęcie ś w i a t o p o g l ą d u
nie jest jednoznaczne
i że b y w a różnie
definiowane.
A n a l i z i e i t y p o l o g i i światopoglądu poświęcono obszerne
r o z p r a w y filozoficzne
(W. D i l t h e y , K . Jaspers i in.).
U nas własną definicję ś w i a t o p o g l ą d u p r z e d s t a w i ł p r z e d
l a t y L. Kołakowski,
Światopogląd
i życie
codzienne,
W a r s z a w a 1957, s. 30: „ Ś w i a t o p o g l ą d j e s t t o ogół p r z e ­
konań w p ł y w a j ą c y c h n a t e z a c h o w a n i a c z ł o w i e k a , k t ó ­
r e w j e g o epoce są p r z e z społeczeństwo m o r a l n i e o c e ­
niane".
2 A . Strzałecki,
Wybrane
zagadnienia
psychologii
i twórczości,
W a r s z a w a 1969.
3 M . Sobeski,
Uzasadnienie
metody
obiektywnej
w estetyce,
K r a k ó w 1910; tenże, Filozofia
sztuki,
War­
s z a w a 1917, 2 w y d . P o z n a ń 1924; tenże, Myśl a
marmur
i inne
szkice
estetyczne,
W a r s z a w a 1959, a u t o r w y b o r u
i wstępu H . J u n g h e r t z .
4 J . S t . B y s t r o ń , Etnografia
Polski,
W a r s z a w a 1947,
s. 125—126.
5 E . F r a n k o w s k i , Sztuka
ludowa
[ w : ] Wiedza
o Pol­
sce, t . I I I , W a r s z a w a 1932, s. 357.
6 T a m ż e , s. 353.
7 K . P i w o c k i , Zagadnienie
metody
w badaniach
nad
sztuką ludową,
„ L u d " , s e r i a 2, t . 10, 1 9 3 1 ; tenże,
Drze­
woryt
ludowy
w Polsce,
W a r s z a w a 1934; tenże, Z b a ­
dań
nad
powstawaniem
stylu
ludowego,
„Przegląd
W s p ó ł c z e s n y " , t . 58, 1936, s. 8 9 — 9 6 ; W ł . P o d l a c h a ,
Hi­
storia
sztuki
a historia
kultury
[ w : ] Pamiętnik
IV
Zjaz­
du Historyków
Polskich
w Poznaniu,
1925, s e k c j a V ,
s. 8; T . D o b r o w o l s k i , Śląska rzeźba ludowa
w
drzewie,
K a t o w i c e 1930.
8 K . P i w o c k i , Zagadnienie
metody...,
w y d . c y t . , s. 2.
9 K . P i w o c k i , P r ó b a d e f i n i c j i kilku
pojęć, „ P o l . Szt.
L u d . " , R. V I I , ,1953, n r 6, s. 325.
10 E. F r a n k o w s k i , o p . c i t . , s. 355: „...właściwie n a
c z e m m o ż e się opierać a n a l i z a p r o c e s u t w ó r c z e g o . O c z y ­
wiście n a a n a l i z i e dzieła, a g ł ó w n i e n a
zeznaniach
a r t y s t y . Jednakże p r z e p r o w a d z e n i e
t a k i c h zeznań j e s t

Fot.

T

i rys.

niezmiernie t r u d n e i zwodnicze, a o t r z y m a n y w t e n
sposób m a t e r i a ł m o ż e posiadać d l a b a d a c z a
jedynie
w a r t o ś ć materiału s u r o w e g o . Będą t o t y l k o w y n u r z e n i a
subiektywne."
11 K . Moszyński, p r z e d m o w a do p r a c y M i e c z y s ł a w a
Gładysza,
Góralskie
zdobnictwo
drzewne
na
Śląsku,
K r a k ó w 1935.
12 M . G ł a d y s z , G ó r a l s k i e zdobnictwo...,
w y d . cyt.;
tenże, Zdobnictwo
metalowe
na Śląsku,
K r a k ó w 1938.
13 S. U d z i e l a , Poczucie
piękna u ludu
ropczyckiego,
„ W i s ł a " , t . 3, 1889; K . L u b e c k i , Estetyka,
ludowa
[w:]
Szkice
filozoficzne.
Księga pamiątkowa
ku czci
Maury­
cego
Straszewskiego,
K r a k ó w 1910, s. 121—128.
14 K . M o s z y ń s k i , Kultura
ludowa
Słowian,
cz. I I ,
zeszyt 2, K r a k ó w 1939, s. 727 i n a s t .
15 K . M o s z y ń s k i ,
Kultura
ludowa...,
w y d . cyt.,
s. 384—385.
16 K . Moszyński, Człowiek.
Wstęp do etnografii
po­
wszechnej
i etnologii,
„Biblioteka E t n o g r a f i i P o l s k i e j " ,
n r 3, W r o c ł a w 1958, s. 572—573.
17 P o r . szersze o m ó w i e n i e z a g a d n i e n i a w m o j e j p r a ­
c y : Tradycyjne
poglądy na piękno przyrody
w
wypowie­
dziach
chłopów
kurpiowskiej
Puszczy
Zielonej,
„Pol.
Szt. L u d . " , R. X V I I , 1963, n r 2, s. 97—109. W p r a c y t e j
sygnalizowałem szczegółowe b a d a n i a poświęcone p r z e ­
m i a n o m wrażliwości środowiska k u r p i o w s k i e g o . W y n i k i
t y c h badań z pełną dokumentacją ukażą się w p r a c y :
Kultura
artystyczna
ludności
wiejskiej.
Przedstawione
niżej u w a g i opierają się n a w y n i k a c h t y c h w c z e ś n i e j
publikowanych i na danych zawartych w pracy odda­
n e j do d r u k u .
18 P r a c e p o w s t a ł y w K a t e d r z e E t n o g r a f i i U . W . n a
seminarium magisterskim prowadzonym pod kierownic­
t w e m p r o f , d r W i t o l d a D y n o w s k i e g o . A u t o r k i korzystały
r ó w n i e ż z l i c z n y c h k o n s u l t a c j i n a u k o w y c h u doc. d r
A n n y K u t r z e b a - P o j n a r o w e j i doc. d r Z o f i i S o k o l e w i c z .
A u t o r k i i R e d a k c j a składają n a t y m m i e j s c u w y m i e ­
n i o n y m osobom podziękowania.

autor.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9930" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9908">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7f396dcac4fc14071f31a5e53f3005e3.pdf</src>
        <authentication>284fbdbcc4e277cf4d499f9a3d730796</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118107">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3216</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118108">
                <text>1987</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118109">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3013</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118110">
                <text>"Skuś baba na dziada". Przyczynek do powinności przemyśleń perypatetycznych / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118111">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1987 t.41 z.1-4, s.142-150</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118112">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118113">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118114">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118115">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="118116">
                <text>I

Jacek Olędzki

„SKUŚ BABA NA D Z I A D A "
PRZYCZYNEK D O POWINNOŚCI PRZEMYŚLEŃ PERYPATETYCZNYCH

W

bardzo

interesującej

lewskiego (Podróże

k s i ą ż c o Jerzego S ł a w o m i r a

do piekieł.

Bzecz

o szamańskich

Wasi­

misteriach,

wowego ź r ó d ł a , a zarazom — j a k w i a d o m o —• k o p a l n i w i a d o m o ś c i
0

naszych

archaizmach

kulturowych.

Indeks

dotyczący

gier

Warszawa 1979) znajduje się pewne s p o s t r z e ż e n i e , k t ó r e zainspi­

1 zabaw, s k ł a d a j ą c y się a ż z 12 h a s e ł nie u w z g l ę d n i a a n i g r y

r o w a ł o m n i e do napisania niniejszego t e k s t u . Oto co z a u w a ż y ł

in klasy, a n i w chłopka .

i zarazom — t e n niezwykle f r a p u j ą c y etnolog — z i n t e r p r e t o w a ł :

u s z c z e g ó ł o w i o n y c h , t a k i c h j a k A d a m a C h ę t n i k a , rzecz przodsta-

„ W s p o m n i e l i ś m y j u ż , iż z a r ó w n o d z i e c i ę c a

1

W monografiach regionalnych, najbardziej

literatura bajkowa,

w i a się i d e n t y c z n i e . Ogromna r o z m a i t o ś ć gier, a w ś r ó d nich ż a d n a

t a k t e ż gry i zabawy o p i e r a j ą się w znacznym s t o p n i u na archa­

nie p r z y p o m i n a „ s k a k a n i a p o m i ę d z y p i e k ł o m i n i o b o m " . Dlacze­

i c z n y m zapleczu w i c r z e n i o w o - r y t u a l n y m . A b y nie b y ć gołosłow­

go ? W y d a j e s i ę , żo jodno jest w y t ł u m a c z e n i e I n t e r e s u j ą c e nas g r y

3

n y m , p r z y t o c z m y r y z y k o w n y , lecz k u s z ą c y ze w z g l ę d u na symbo­

nio m a j ą , j a k dopuszcza Jerzy S ł a w o m i r Wasilewski „ a r e h a i c z n o -

likę w ę d r ó w k i

J.O.)

go zaplocza w i e r z e n i o w o - r y t u a l n e g o " . W i n n y c h częściach swej

p r z y k ł a d : gra w klasy. Czy skakanio p o m i ę d z y (ipieklom i a ((nio­

k s i ą ż k i a u t o r u ż y w a podobnie dosadnych i jednoznacznych o k r e ś ­

bom » nie jost p o g ł o s o m j a k i o j ś o b r z ę d o w e j p o d r ó ż y w te regiony ?

leń

Z w a ż m y , że skakanie na jednej nodze (podobnie j a k k u l a w o ś ć )

i t d . ) , w s k a z u j ą c t y m s a m y m na p r a s t a r ą m e t r y k ę sensu zjawisk

kojarzono jest powszoełinio z d i a b e l s k o ś c i ą , ze sferami p o d z i e m i .

w y ł o w i o n y c h z ocoanu k u l t u r y

w

z a ś w i a t y

Czy z r e s z t ą k r o ś l o n a t u k r o d ą
figura

( p o d k r e ś l e n i o moje

(podkr. J.O.)

« l u d a » nie p r z y p o m i n a c h o ć b y

(„transformacja

wzorów

pradawnych",

„wielowiekowych"

świata.

schematyczna

Stoję na stanowisku, że „ s k a k a n i e m i ę d z y pioklein a n i o b e m "

szamańskiogo

w grzo ic kłosy nie jost p o g ł o s e m archaicznych m i t ó w m ó w i ą c y c h

b ę b n a , o k s z t a ł c i e c z ł o w i e k a z m o n s t r u a l n ą g ł o w ą albo malowane­

uchwytu

0 w ę d r ó w c e w z a ś w i a t y . Ora w klasy ściśle się w i ą ż e z p e w n y m

go na

modolem e d u k a c j i podstawowej, k t ó r y to model j u ż w swojej

jogo powierzchni antropomorfieznego

drzewa

kosmicz­

1

nego?" .

istoeio

W y d a j e się, żo autor celowo m ó w i c z y m k r e ś l o n y jest ó w

zakłada

ćwiczenie

osobliwych,

nieraz

karkołomnych

u m i e j ę t n o ś c i , u m o ż l i w i a j ą c y c h pokonanio k o l e j n y c h w tej edu­

„ l u d " , a b y d o m y ś l n y c z y t e l n i k j u ż sam sobie d o p o w i e d z i a ł : acha,

kacji

k r e d ą . T a k ! B i o l u w i e l u l u d ó w oznacza ś m i e r ć . . .

w czasio samej g r y s t a n o w i ą odwzorowanie idei takiego rodzaju

etapów.

D i a g r a m y rysowane

na

ziemi,

reguły

przyjęto

W t e n s p o s ó b m o ż e m y wszystko w y j a ś n i a ć i o b j a ś n i a ć , nie

odukaeji. M o ż n a b y te g r y k ą ś l i w i e n a z w a ć odwzorowaniem staro-

w y k l u c z a j ą c sensu c h o c i a ż b y pierwszych drapaczy c h m u r i t y c h

świockioj s z k o ł y podstawowej, s t a r o ś w i e c k i c h m e t o d nauczania

o s t a t n i c h , najnowszych, w y s m u k ł y c h , ponad c z o r y s t o m o t r o w y c ł i .

1 w y c h o w y w a n i a dzioci.

Wszak s ą t o , po p r o s t u , nioantropomorfiezno drzowa kosmiczne,
„osio ł ą c z ą c o g ó r ę i d ó l " (czy r ó w n i o ż drzewa ż y c i a , j a k obsesyjnie
t y m t e r m i n o m p o s ł u g u j e s i ę w i e l u badaczy?).

Nie wiem,

czy

O d A r g e n t y n y (zaczynam
J u l i o Cortazara Grę w klasy),

od tego k r a j u

aby

uhonorować

poprzez E u r o p ę , część A z j i , a ż po

C h i n y w y s t ę p u j ą o d p o w i e d n i k i i n t e r e s u j ą c y c h nas gier. O d d r u -

P a ł a c K u l t u r y i N a u k i n a ł o ż y z a l i c z y ć do drzew k o s m i o z n y c h ,

gioj p o l o w y X I X w . rozwija się t e ż na świecio idea

na powno j e d n a k pierwszy, n a j w y ż s z y d o m w Polsco (obecnio

e d u k a c j i . W pierwszej k o l e j n o ś c i k o r z y s t a j ą z niej dzieci miejskie.

H o t e l „ W a r s z a w a " ) . N i e tez p o w o d u — z a u w a ż m y — n a z y w a ł

P ł y t y chodnikowe wprowadzono w t y m czasio, j a k o nawierzchnia

się „ P r u d e n t i a l " .

spocjalnycli p r z e j ś ć d l a pieszych, t o f a k t

P o w i e m o d r a z u : s w ó j szczery z a c h w y t dla s t r u k t u r a l i s t j c z n o -semiotycznych
czasio z

refleksją

anali?

kultury

symbolicznej

ł ą c z ę po

jakimś

k r y t y c z n ą , a ż po ś w i a d o m o ś ć f a k t u , że ułoglom

powszochnej

o j a k i m nie sposób

z a p o m i n a ć , z a s t a n a w i a j ą c się n a d g e n e z ą i rozwojem g r y , k t ó r e j
podstawą
( i l . 1—7).

jest
4

goometryczny

diagram

wyznaczony

na

ziemi

W Warszawie te m o d e r n i z u j ą c e miasto zabiegi p r z y ­

urzoezoniu m i s t r z o s t w o m s a m y m w sobio (niczym w kontakcie zo

p a d a j ą na konioc X I X i p o c z ą t e k X X w . W r ó ć m y j e d n a k do samej

s z t u k ą prestidigitatora), z k t ó r y m

s z k o ł y z t a m t y c h l a t . O t ó ż , j a k w i a d o m o , b y ł a i jest t o i n s t y ­

to urzoer.oniem badacz nic

w s p ó l n e g o m i o ć nio p o w i n i e n , lecz t r a c ą c ten status i zamie­

tucja kojarząca

n i a j ą c się w a r t y s t ę ( k a ż d y coś w sobie posiada z a r t y s t y ) , wielo

zwanycli u nas k l a s a m i , a w w i e l u krajach ś w i a t a , wzorom angiel­

m i e ć n a ł o ż y . P r o p o n u j ę zatom C z y t e l n i k o w i l e k t u r ę s p o s t r z e ż e ń

s k i m , p o k o j o m s z k o l n y m (schoolroom). Pomieszczonia to p o s i a d a j ą

w ł a s n y c h o grze w klasy i chłopka,

k t ó r y c h t o s p o s t r z e ż e ń nio

na drzwiach suohe oznaczenia cyfrowe, w E u r o p i e arabskie l u b

sposób powiązać z k t ó r ą ś głośną m o t o d ą b a d a w c z ą , strukturalis-

r z y m s k i e J a k daloj p r z e k o n a m y s i ę t e n d r o b n y szczegół nie po­

t y e z n o - s e m i o t y c z n ą , czy
Powtarzam,
Podróżom

fenomenologiczną.

zainteresowałem

do piekieł.

się k a ż d e m u ze s t o s o w n ą ilością

pomioszczeń

z o s t a ł zbagatelizowany w r y s u n k a c h dzieci.

2

się g r a m i d z i e c i ę c y m i

dzięki

P r z y z n a m , że w swej p o d ś w i a d o m o ś c i prze-

A zatom, gra w klasy to gra, k t ó r a nie p o j a w i ł a się na wiejskich
pastwiskach, czy t e ż wiejskich

b e z d r o ż a c h lecz w m i e ś c i e . Po­

c h o w y w a ł o m liczne obrazy s z t u k i dzieci (najświeższej d a t y , nie

j a w i ł a się stosunkowo p ó ź n o , w niedalekiej p r z e s z ł o ś c i . W Polsce

z c z a s ó w d z i e c i ń s t w a ) , s z t u k i o jakiej

wraz z rozwojem szkolnictwa, k o n t a k t ó w wsi z miastem

wspomina W a s i l e w s k i .

Obrazy le z a w d z i ę c z a m s k ł o n n o ś c i o m do sane.tnictwa,

perypate-

t y z m u i p o l o ż o n i u w o s t a t n i m ć w i e r ć w i e c z u mego d o m u

kolo

z r e j o n ó w miejskich do wiejskich.

Istniojo ogromna

trafiła

ilość w s i

w k r a j u , w k t ó r y c h dzioci przed d r u g ą w o j n ą ś w i a t o w ą n i o z n a ł y

O g r o d u K r a s i ń s k i c h . W Ogrodzie; t y m po zaasfaltowaniu ż w i r o ­

gry

wych

powstał

dzieciom, j a k o jedna z naj.'oztropniojszyeh r o z r y w e k . W ocze­

p r a w d z i w y raj dla b a z g r z ą c y c h po ziemi. Zazwyczaj — d o d a j m y

k i w a n i u na autobus po s k o ń c z o n y c h leki j ; . c h , g r a j ą przed p r z y ­

— d u ż y m paluchom nogi, а j a k nie palcem to p a t y k i o m . W m o i m

s t a n k i e m w klasy, czy chłopka

alejek, w czasach w i e l k i c h w Polsco d o k o n a ń ,

p a i k u stworzono m o ż l i w o ś c i swobodnego p o s ł u g i w a n i a się k r e d ą
(nawet k r e d k a m i ) , ale j a k sic o k a ż e , najwspanialsze
powstały

przy

użyciu

ułamka

z ziemi kamienia, a nawet

cegły,

jakiegoś

spróchniałego kijka, który

o asfalt pozostawia ś l a d b r u n a t n y , a nieraz
Przystępując

realizacjo

wygrzebanego
potarty

brunatno-żóltawy.

do w s t ę p n o g o rozeznania p r z e d m i o t u

naszych

z a i n t e r e s o w a ń z a j r z a ł e m do indeksu rzeczowego „ L u d u " , podsta­

142

w klasy. N a t o m i a s t

obocnie s ł u ż y c z ę s t o w t y c h

wsiach

( i l . 7).

B u ł g a r s k a gra w klasy ( k w a d r a t podzielony d w o m a p r z e k ą t ­
n y m i ) przechowuje p a m i ę ć s z k o ł y czteroklasowej ( i l . I a ) . K w a ­
d r a t u z u p e ł n i o n y z o s t a ł z czasem o dwa d o d a t k o w e pola i osobne
miojsco s t a r t u , co t y m s a m y m z n a c z y ł o , że w s z k o ł a c h b u ł g a r s k i c h
z w i ę k s z o n o ilość o l i o w i ą z u j ą c y c h l a t nauczania. D i a g r a m c h i ń skioj g i y w klasy, nazywanej

zajmowaniom pokoi

(być możo

jest t&lt;i n a w i ą z a n i e do a n g l o j ę z y c z n e j n o m e n k l a t u r y w c h i ń s k i c h

�I I . 1. D i a g r a m y g r y w klasy, a — z Sofii, b — L o n d y n u , с — P e k i n u (Tiao F a n d z : skakanie po p o k o j a c h )

szkolaeh), w swojej istoeio jost p r a w i o i d e n t y c z n y j a k nasze,

N o więc w l a ś n i o , c z y m jest t o n nasz, osobliwy diagram ? Czy

zbudowane z szościu t y l k o p ó l . G ó r n a

,,przypomnioniem — j a k piszo Wasilewski — c h o ć b y u c h w y t u

część w t y m c h i ń s k i m diagramio nio jest z a o k r ą g l o n a . S t ą d nie

s z a m a ń s k i e g o b ę b n a , o k s z t a ł c i e człowioka z m o n s t r u a l n ą g ł o w ą

k o j a r z y się od razu z f i g u r ą l u d z k ą ( i l . l c ) .

albo malowanego na jogo powierzchni antropomorficznogo drze­

n a j p r y m i t y w n i e j s z e chłopki

Gra
reguł

klasy to przomieszozanio

się graczy w e d ł u g

ustalonych

Podróży

do piekieł)

w a kosmicznego?" Raczej nio, l u b zdocydowanio n i e ! J e ś l i t a k

autor

to r ó w n i o ż „ ś w i ę t y c h 7 d u z i m i m o r d a m i " , j a k to c z ę s t o się zdarza

po powierzchni ziomi w granicach w y r a ź n i e

w figurach r z e ź b y clilopskioj, n a l e ż a ł o b y w ł ą c z y ć do pradawnego

(nio t y l k o s k a c z ą c na jednej nodzo, j a k sugeruje

miejsca

m i t u p o g a ń s k i e g o o w ę d r ó w c e w z a ś w i a t y , obsesyjnego zagadnie­

o r ó ż n y m znaczoniu w grze. B a d a n i a s o n d a ż o w e w y k a z a ł y , żo

nia e t n o l o g ó w n i e g d y ś d o s t r z e g a j ą c y c h w s z ę d z i e treści falliczne,

na toienio w s p ó l e z o s n e j P o l s k i , p o w t a r z a j ą się przemiennie dwa

drzowa ż y c i a , a obocnio esio kosmiczne i ponownio drzewa ż y c i a .

ustalonogo

diagramu,

mającego

wyodrębnione

swojo

d o s y ć zasadniczo r ó ż n i ą c e się w z o r y owego d i a g r a m u : pierwszy
w z ó r t o p r o s t o k ą t podzielony na sześć k w a d r a t ó w .

Nawot

najprostsze

zostawionio

samych

kwadratów,

jak

Łukowato

w diagramie c h i ń s k i m , m o ż e osobie z w y o b r a ź n i ą ł a t w o s k o j a r z y ć

p r z y l e g a j ą c o do pierwszogo k w a d r a t u ( I klasy) pole startowo nio-

się z f i g u r ą l u d z k ą . Wszak ó w zestaw posiada p o d s t a w ę (nogi)

k i e d y nazywane jest p i o k l o m . D r u g i w z ó r , t o k r ą g p r z y l o g a j ą c y

i z a k o ń c z o n i o (głowę). Pierwsze od d o ł u w y s t a j ą c e na b o k i k w a ­

do zospolu mniejszej l u b w i ę k s z e j ilości k w a d r a t ó w , k o m p o n o ­

d r a t y m o g ą t e ż u c h o d z i ć za r a m i o n a . P o l s k i d i a g r a m ,

w a n y c h t y l k o szeregowo, albo s z e r e g o w o - k r z y ż o w o ( i l . 3, 6). T e n

w p r o w a d z e n i u k r ę g u (owogo n i e g d y ś nieba, a t r u d n o ż o b y niebo

drugi

lub

b y ł o kanciaste) posiada zdecydowanie cechy

aby

D o d a m , żo forma w s p ó ł c z e s n y c h warszawskich chłopków

diagram

chłopem.

nazywany

jest

p r u w i o zawsze chłopkiem

M a t e r i a ł y z j a k i c h k o r z y s t a ł e m nie p o t w i e r d z i ł y

w grze w k l a s y korzystano z n a z w y lud, d o p .

luda.'

między najprymitywniejszą

Jest r z e c z ą szalenie c h a r a k t e r y s t y c z n ą , że w ostatnich latach
jakby zanikło
piekło,

niebo.

p r z y grach w klasy p o s ł u g i w a n i e się s ł o w a m i
Przed

kilkuna t u laty w

S p o t k a ć m o ż n a b y ł o chłopków

Ogrodzie

Krasińskich

z wypisanym na głowie słowom

niebo. Obecnie dzieci g r a j ą c e w chłopka

nie w i e d z ą , że takie po-

jęcio w tej grze c o ś znaczy. O g ó l n y sehomat g r y
a

nawet

bujnie

fię rozwija

pod

względom

przetrwał,

ikonograficznym,

z prymitywnych

dzięki

antropomorfiezno.
oscylujo

postacią rysunku

dziecięcego, o k r e ś l o n e g o m i a n e m g ł o w o n o g ó w ( i l . 2, 3), a gro­
t e s k o w y m p a j a c y k i e m ( i l . 4). Z d a r z a j ą się toż w elitarniojszych
dzielnicach chłopki

wioloramionno o monstrualnie w y d ł u ż o n y c h

t u ł o w i a c h , a nie monstrualnie p o w i ę k s z o n y c h g ł o w a c h . W s z y s t k o
w t y m diagramio p o m y ś l a n e z o s t a ł o t a k , a b y s k o m p l i k o w a ć g r ę
( i l . 2, 5). Podobnio działo s i ę — m o i m zdaniem — p r z y powsta­
waniu

formy

najprostszej,

skrzyżowania

czteroch

kwadratów

s k o m p l i k o w a n i a r e g u ł i gracji poruszania się po p o s z e z o g ó l n y c h

( u m o ż l i w i a ł o t o l ą d o w a n i e и p o d s k o k u na rozkraczonych nogach,

polach

a nawet podskolc, o b r ó t i takież, l ą d o w a n i e ) .

( i l . 7 ) . N a t o m i a s t z a n i k ł a zawarta w całości z a c h o w a ń

z w i ą z a n y c h z g r ą —• idea t r u d u , czy wprost m o z o ł u przoehodzenia

P r z y p r ó b i e w y j a ś n i a n i a a n t r o p o m o r f i z m u drugiego wzorca

z klasy do k l a s y , o d najtrudniojszej, czy najgorzoj wspominanej,

polskiej g r y w k l a s y b i o r ę

pierwszej — P I E K Ł A , po o s t a t n i ą — N I E B A . Wszak od c z a s ó w ,

czy k i l k u n a s t o l e t n i c h dzieci, c z ę s t o m a j ą c y c h w y o b r a ź n i ę plas­

k i e d y p o w s t a w a ł y g r y w klasy coś się w s z k o ł a c h z m i e n i ł o . Z m i e n i ł

t y c z n ą , t a k ą j a k ą dzisiaj s p o t y k a m y p r z e w a ż n i e u c a ł k i e m m a ­

pod

u w a g ę u d z i a ł w tej grze k i l k u

się s p o s ó b nauczania i t r a k t o w a n i a u c z n i ó w . Z a n i k ł y k a r y cielesne,

ł y c h dzioci ( n i e g d y ś m o g ł o to s t a n o w i ć r e g u ł ę ) . N a p i s a ł e m prze-

wymyślno

znaczenia

w a ż n i o , p o n i o w a ż spocjalnio prowadzone przez 5 l a t ć w i c z e n i a

ocon,

potępianie

szczególnio

w i n o w a j c y , czy demonizacja

t o ż niopomiornie

plastyczno z d z i e ć m i w M u r z y n o w i e w y k a z a ł y , ż e u n i e k t ó r y c h

o g ó l n y poziom u m y s ł o w y dzieci. S t ą d m i ę d z y i n n y m i m o j e za­

niedostatecznych.

Wzrósł

dzieci w tej w s i (chociaż bardzo nielicznych), w y o b r a ź n i a j a k ą

fascynowanie ż y w o t n o ś c i ą d o s y ć j u ż starej g r y , n i e z w y k ł o ś c i ą

z w y k l i ś m y ł ą c z y ć z obrazowaniem z w a n y m glowonogami, kon­

f o r m a l n ą . w y k r e ś l a n y c h z p a s j ą d i a g r a m ó w chłopka.

Czy nio jost

serwuje s i ę w postaci nieco przetworzonej znacznie d ł u ż e j n i ż

to wspaniale, żo z nastaniem w i o s n y p o j a w i a s i ę niezliczona ilość

u dzieci miejskich, b y w a żo do 9—11 r o k u ż y c i a a nie do 5—-7 r o k u

chłopków

ż y c i a , j a k zazwyczaj to się zdarza w ś r o d o w i s k a c h m i e j s k i c h .

w c e n t r u m samej Warszawy, nieopodal I S P A N , gdzio

m i e ś c i s i ę szanowna,

obchodząca

d o s t o j n y s w ó j jubileusz ro-

Z a t o m m o ż n a p r z y j ą ć , żo osoby w w i e k u z pierwszych klas dawnej

dakcja „ P o l s k i o j S z t u k i L u d o w o j " ? N a do niedawna zasypanych

s z k o ł y , k i e d y kroślily swojo t y l k o nioco zmieniono

ś n i e g i e m alejach, obok n i o u p r z ą t n i ę t y c h jeszcze z jesieni zwalisk

g r y w k l a s y (ciągło się ono z m i e n i a j ą ) , p o p e ł n i a ł y stale grzoch

liści i b r u d u , chłopki,

chłopki

i jeszcze raz

d ł u g o ś c i fi s t ó p i d ł u g i e a ż na 36 s t ó p .

chłopki.

Krótkie,

diagramy

„ g ł o w o n o g o w a t o ś c i " . Dostrzogam to r ó w n i e ż dzisiaj z c a ł ą w y ­
r a z i s t o ś c i ą , a n a l i z u j ą c d i a g r a m y chłopków

rysowano przoz dzieci

143

�z rodzin

już

miejskich,

tradycyjnie

miejskich,

inteligenckich

i

również

Jaki z tyłu

lecz niedawno p r z y b y ł y c h zo wsi do miasta, czy toż

dzieci miojskich

z dziolnic, a raczej d o m ó w „ u p o ś l e d z o n y c h " .

W a ż n i o j s z e j o d n a k jost t o , ż e klasy t o gra w ś r o d o w i s k a c h
miejskich

przedo w s z y s t k i m dziewczynok. W d u ż y c h czy

Ma numerek
W p i e r w s z y m i d r u g i m p r z y p a d k u podana liczba jest odliczana
i wyznacza o s o b ę r o z p o c z y n a j ą c ą g r ę . A l e t ę r y t u a ł i z a c j ę (sta­

tylko

wanie w k r ę g u , wskazywanie l u b d o t y k a n i o , czy kłucie palcem)

w i ę k s z y c h miastach c h ł o p c y я zasady p o g a r d z a j ą t ą d z i e w c z y r i s k ą

m o ż n a jeszcze bardziej u w z n i o ś l i ć . S ł u ż y t o m u w ó w c z a s w y l i c z a n ­

z a b a w ą . I w t y m miojscu niech ł a s k a w y Czytelnik zochce sam

k a p r z y k t ó r e j pada p y t a n i e nie o l i c z b ę locz o kolor. Osoba na

sobio d o p o w i e d z i e ć , j a k i e znaczenie ten f a k t m ó g ł m i e ć p r z y po-

k t ó r ą w y p a d ł o ostatnio s ł o w o , podaje kolor, lecz m u s i zarazem

jawioniu

w y l e g i t y m o w a ć się p r z o d m i o t e m o w s k a z a n y m

się i stosunkowo d ł u g i m j u ż t r w a n i u

diagramu

gry

w klasy p o d p o s t a c i ą o k r e ś l a n ą maskulinarnie (chłopek

lecz nie

W p a d ł a b o m b a do

baba, c h o c i a ż i babopodobna). W s k a k i w a n i e na chłopka,

skakanie

N a p i s a ł a na t a b l i c y

po n i m , rozkraczanie się nad n i m , spacerowanie p r z e z e ń z w y ­
myślną

galanterią,

wreszcio zeskakiwanio. S K U Ś

list

J a k i m k o l o r e m ona go p i s a ł a

NA

J a k o d y g r e s j ę p o t r a k t u j m y u w a g ę , żo w togo rodzaju w y l i c z a n ­

D Z I A D A , S K U Ś , S K U Ś , S K U Ś , t o t o w a r z y s z ą c o grze w w i o l u

k a c h u p a m i ę t n i a j ą c y c h w o j n ę , p o j a w i a się coś, co p r ó b o w a ł b y m

6

miejscach k r a j u osobliwe z a w o ł a n i e .

BABA

kolorzo:

piwnicy

D o p e ł n i a ono zrozumienio

sensu s z c z o g ó l n e g o r o d z a j u g r y w chłopka.

n a z w a ć surrealistycznym o s ł a b i e n i e m odczucia t r a g i z m u :

W y d a j e m i s i ę , żo pior-

N a u l i c y Reja

w o t n i o z a c h ę c a ł o do p o d n i e c a j ą c y c h w y o b r a ź n i ę z a c h o w a ń . Zapew­

Z ł a p a l i złodzieja

ne to za d u ż o powiedziane — p o d n i e c a ł o — m o ż e n a l e ż a ł o b y po­

A t o n złodzioj b y ł czarodziej

s z u k a ć innego, trafniejszogo o k r c ś l o n i a . W k a ż d y m razie z a w o ł a -

I powiodzial t a k : N i e m c y m a j ą

nio, p o d k r e ś l a m to jeszcze raz, p i e r w o t n i e z a c h ę c a ł o do g r y . A l o

A Polacy, cacy, oacy

w toj osobliwej z a c h ę c i e u k r y w a ł o się od p o c z ą t k u przewrotne od-

psy

I wychodzisz t y

wracanio u w a g i gracza od p r e c y z y j n o ś c i samych d z i a ł a ń zdocydo-

Podobnio rzecz się przedstawia jeśli chodzi o najnowsze t r a g i z m y

wanio m o t o r y c z n y c h (na p r z y k ł a d chodzenie z z a d a r t ą g ł o w ą , t a k

w świecie d o r o s ł y c h :

a b y nio w i d z ą c t r a f i ć w odpowiednie pole nie n a s t ę p u j ą c na l i n i ę ) .

D y l u , d y l u na

Z czasom t e ż skuś baba na dziada u z y s k a ł o sons c a ł k i o m niodopin-

P i o r d y k n ę ł o w Czornobylu

g u j ą c y , przeciwnie, s ł u ż ą c y z m y l o n i u . Dzisiaj zredukowane zo­

Raz

s t a ł o do s ł o w a skucha l u b kucha,

I wychodzisz t y

co znaczy p o m y ł k a , pomylonie

T

się w grzo. Z m \ l e n i u p a r t n e r a w grze s ł u ż ą inne jeszcze z a w o ł a n i a
i d z i a ł a n i a , o c z y m dowio się Czytelnik na k o ń c u mego w y p r a ­
cowania-

dwa

badylu

trzy

E w e n t u a l n i e : Promieniujosz t y !
S ą to w y l i o z a n k i , k t ó r e na w i o ś p r z e n i k n ę ł y z miasta, w p r z y ­
p a d k u M u r z y n o w a g ł ó w n i e z P ł o o k a , alo t a k ż e z W a r s z a w y .

A b y w p o l n i p r z e j ą ć się u r o d ą i sensom zamioszczonych obok

N a w i ę k s z ą u w a g ę z a s ł u g u j o w y l i c z a n k a , k t ó r e j t r o ś ć jost zdu­

w y k r e s ó w , p o w s t a ł y c h czy t o na w y j o ż d ż o n e j t r a k t o r a m i szosio,

m i e w a j ą c o „ d o j r z a ł a " , j a k b y j u ż z innego niż dziocięcy ś w i a t a :

n i g d y nie s p r z ą t a n e j , czy w s c h l u d n y m p a r k u , gdzio o b o w i ą z u j e

Na ulicy Kopernika

swoisty konwonans d y s t y n g o w a n y c h z a c h o w a ń ( „ r z u ć t o n p a t y k

S p o w i a d a ł a się M o n i k a

bo się p o b r u d z i s z " — m ó w i cicho t a t u ś w garniturzo do synoczka
j a k laleczka; „ K a r o l i n a , K a r o l i n a ,

P r o s z ę k s i ę d z a , j a nie k ł a m i ę

w y d z i o r a się m a t k a do c ó ­

W y j a d ł a m cukier m a m i o

reczki, k t ó r a o d e s z ł a na p i ę ć k r o k ó w , a na co t a t u ś , p r z e s t a ń
w r z e s z c z o ć , bo j a k

cię h u k n ę w b a n i ę " ) , n a ł o ż y

Jeszcze t r o c h ę się p o d u c z ę

spenetrować

I u k r a d n ę k s i ę d z u klucze

jeszcze o b r z o ż e g r y w klasy, j a k i m i s ą joj w a r i a n t y regionalne,
w t y m w y l i c z a n k i , p o p r z e d z a j ą c e g r ę , b ę d ą c o rodzajom rozgrzew­

P o c h o d z ą c a r ó w n i e ż z P ł o c k a w y l i c z a n k a , k t ó r ą za c h w i l ę zacy­

k i , lecz nie w znaczeniu z a c h o w a ń z a w o d n i k ó w s p o r t o w y c h , locz

t u j ę , przedstawia się j a k o j a w n e szyderstwo z t r e ś c i r e l i g i j n y c h ,

rozgrzewki

tajomniczego, lecz ś w i ę t e g o j ę z y k a ł a c i ń s k i e g o :

umyslowoj.

P r z y b y s z k a z W a r s z a w y na wakacjo do Siodloc szczyci się
swoją warszawskością i wyliczanką:

mija

K r e t ma

ryja

A lis nore

Entliczek, pętliczok
Czerwony stoliczek
Dzioci miojscowe nie p o z w a l a j ą warszawianco s k o ń c z y ć jej
p i s u . W y ś m i e w a j ą n a i w n o ś ć przedstawionej w y l i c z a n k i .
nują

K r a kre

po­

Propo­

b y z r o z u m i e ć sons tego szyderstwa n a l e ż y w y r e c y t o w a ć

wyli­

c z a n k ę boz rozdzielania p o s z c z e g ó l n y c h s ł ó w . A więc t a k :

'Kra-

kremijs',

'Kretmaryia',

'Alirnoro'.

b y ł y p r z o d m i o t e m licznych

swoją:

7

Profanacje

tego

prac J a n a S t a n i t ł a w a

rodzaju

Bystronia.

8

Eno, duo rabo

D z i ę k i n i m w i o m y , ż o wiele c'zisiaj n i e z r o z u m i a ł y c h s ł ó w w w y l i -

K o t wyp... żabę

c z a n k r c h , t a l ich, j a k ene, due,

Eno, duo resz

ł a c i ń s k i e raz, d w a i j e d y n y B ó g . I w t y m m i "jscu m j ż n a

K o t w y p . . . wosz

w ą t p l i w i o o d n a l o ź ć j a k i o ś starszo — n i ż d z i e w i ę t n a s t o w i e c z n e —

czy eus deus, to

zniekształcone
nio-

P o d a ł e m p r z y k ł a d najbardziej drastyczny j a k i znam, zdorzenia

zaplocze i n t e r e s u j ą c y c h nas zabaw. Sugeruje się z w i ą z k i z k u l t u r ą

się r ó ż n y c h w a r t o ś c i k u l t u r o w y c h

s t a r o p o l s k ą , s o w i z d r z a l s k ą , ciosem ucznia, ż a k a :

(zgodnie z t e o r i ą owolucjonis-

tyczną o zapożyczeniach, akulturacji

itd.).

E n o , due, r i k o , fako,
Torbo, borbo, ó s m ? smake

Zdarzonie z Siodloc to historia sprzed p ó l w i o k u . A l o r ó w n i o ż
dzisiaj w p o d o b n y m d u c h u r y w a l i z a c j i
w s z y s t k i m rywalizacja) k s z t a ł t u j ą

(gra w klasy

Eus Deus kosmateusz

t o przode

się k o n t a k t y dzioci

Baks

pocho­

d z ą c y c h z r ó ż n y c h ś r o d o w i s k . W M u r z y n o w i o k o ł o P ł o c k a prze­

Dzisiaj ta jawnie obrazoburcze w y l i c z a n k a nawet dla ś w i a t ł y c h

trwała wyliczanka:

o s ó b nic jest z r o z u m i a ł a . Nie dziwota w i ę c , że z w r ó c i ł a u w a g ę
Jodzio k a r e t a

nawet... p s y c h i a t r ó w . D z i ę k i t o m u dysponujomy

Dzwonek

na t e n t e m a t u w a g a m i samego A n t o n i e g o K ę p i ń s k i o g o . W swoj

dzwoni

Policz panno

g ł o ś n e j Schizofrenii

Tle k o n i

czanki w wersji k r a k o w s k i e j ,

podaje p r z y k ł a d

znakomitymi

naszej poprzedniej

wyli­

w k t ó r e j p i e r w o t n y sens calkiom

W y l i c z a n k o t ę u z u p e ł n i a w toj samej wsi worsja u w s p ó ł c z e ś n i o n a ,

z a n i k ł , c z y n i ą c j ą rzoczywiście dowodem istnienia „ r o z k o j a r z o -

k t ó r ą p o s ł u g u j ą się p r z o w a ż n i o c h ł o p c y :

nego s t y l u " w toj osobliwoj t w ó r c z o ś c i

144

litorackiej:

Jodzio rowerek

Ene,

due, r i k e , fake,

N a spacorok

Torba, borba, osme, smake,

��146

�Deus, deus, kosmakeus

n y c h . A ł e jest t o j a w n o ś ć pozorna. Najlepiej j ą w y r a ż a f a k t n a s t ę ­

i morele b a k f !

p u j ą c y . W Ogrodzie K r a s i ń s k i c h bez t r u d u , szczególnie z p o c z ą t ­
stwierdzając,

k i e m wiosny, n a t r a f i a m y n a ś l a d y g r y w postaci pozostawionych

że t a k a w y l i c z a n k a funkcjonuje w ś w i a d o m o ś c i dzieci na szczegól­

w alejkach w y k r e s ó w . A l e trzeba m i e ć p r a w d z i w e szczęście a b y

Antoni

Kępiński mial oczywiście w pełni rację

n y c h p r a w a c h , z b l i ż o n y c h do t y c h j a k i e t o w a r z y s z ą

chociażby

z o b a c z y ć m o m e n t powstawania chłopka

i s a m ą g r ę . N i e ulega n a j ­

nie

mniejszej w ą t p l i w o ś c i , że t u , w ś r o d k u Warszawy, dzieci s t r z e g ą

m o ż n a z a p o m i n a ć , że obok t y c h n i e z r o z u m i a ł y c h wyliczanek k o ­

swej pasji, w y s z u k u j ą c miojsca „ b e z l u d n e " i t a k i e j c h w i l i , k i e d y

rzystano

nie m a i n t r u z ó w . B y w a j u ż , ż e z r e z y g n u j ą z samoj g r y , poprze­

wypowiadaniu zupełnie niezrozumiałych

zaklęć. J e d n a k ż e

zawsze z t a k i c h , k t ó r y c h sens b y ł jasny, o c z y w i s t y

( p r z y k ł a d Spowiadała

się Monika).

A l o nie r e z y g n u j m y z u w a g

dociekliwego znawcy zagadnienia:

„Nasuwa

się s p o s t r z e ż e n i e ,

s t a j ą c na n a r y s o w a n i u tego, co w i c h ś w i a d o m o ś c i stanowi wspom­
nienie w s p ó l n e j

zabawy

z czasów wakacji,

w innej

zupełnio

że t a zabawa (wcześniej a u t o r m ó w i ł o pasji t w o r z e n i a przez jogo

sceuorii i z osobami z n a n y m i , p r z y j a z n y m i , t a k i m i s a m y m i j a k

nioktórych pacjentów

ono a nie to obco, k t ó r e się zaledwie dostrzega w otoczeniu. W

n o o l o g i z m ó w w p l a t a n y c h do m o w y po­

tocznej, p r z y p . J.O.) z r ę c z n y m i k o n s t r u k c j a m i s ł o w o t w ó r c z y m i ,

grze w klasy,

swoista i r o n i a i absurdalny h u m o r , spotykane u n i o k t ó r y c h cho-

w y l i c z a n k i , u a s t ę p u j o mocne zintegrowanie i j a k w k a ż d e j grze

ehorych,

c z y n n i k i s ł a b s z e j l u b silniejszej omocjonahiie r y w a l i z a c j i

pozwalają

wyodrębnić

w

«stylu

schizofatycznym»

s t y l « h e b o f r e n i c z n y » (Heb o — uosobionio wiocznoj m ł o d o ś c i ,
p r z y p . J.O.).

Ten

ostatni

własne
mogą

tej zabawie n a d a ć sons p o w a ż n y , p o g ł ę b i o n y do granic p o j ę t e j

się słowami

swoiście k o m u n i i . D o s t ą p i o n i o do niej w y m a g a t e ż o k r e ś l o n e j
p o s t a w y e m o e j o n a ł n o j , c h a r a k t e r u i u m i e j ę t n o ś c i , k t ó r o to cechy

bawienie

w o ś c i m o w y dzieci, n p . w y l i c z a n k i , k t ó r y c h t r e ś ć jost niezrozu­
m i a ł a , n a t o m i a s t s c a l a j ą je r y t m i r y m y " .
Z w i ę z ł a f o r m a , swobodne

się poprzez

«nursory rhymes », osobli­

przypomina

Rabelais'go, angielskie nonsonsowno

p o c z y n a j ą c o d zapoznawania

kojarzenie

nie k a ż d y posiada.

Najważniejsze,

że cech t y c h nie

potrafią

u j a w n i a ć d o r o ś l i . Zapewne k a ż d e l u b prawie k a ż d o z g r a j ą c y c h

9

słów, c h o c i a ż

p r z y p o r z ą d k o w a n y c h rymowi, a najważniejsze

zawsze

charakterystycz­

n e m u r y t m o w i , p o z w o l i ł a K ę p i ń s k i e m u z n a l o ź ć dla t a k i e j struk­
t u r y literackiej w y l i c z a n k i analogio nie t y l k o w t w ó r c z o ś c i R a ­
belais'go, w u t w o r a c h poezji „ n u r s e r y r h y m e s " , czy w tekstach

w klasy dziecko czujo t ę p r z e p a s t n ą r ó ż n i c ę , s t w a r z a j ą c ą o s o b l i w ą
s z a n s ę o d c i ę c i a s i ę . o d zgrodowskiogo ś w i a t a i odnalozienia c z e g o ś
z p r z y j a ź n i wo w s p ó l n o c i e r ó w i e ś n i c z e j ; w ś r ó d w y b r a ń c ó w , osob­
n i k ó w p r o s t o l i n i j n y c h , spontanicznych, szczerych i t d .
P ł a s k i k a m i e ń , k a m y k , u ł a m e k szyby, n a z y w a n y

sowizdrzalskich, lecz t a k ż e w programowej d z i a ł a l n o ś c i dada-

l u b plitką,

szkiełkiem

czy kafelek, t o n i e z b ę d n y p r z e d m i o t w grze. Osoba

i s t ó w i s u r r e a l i s t ó w . W y l i c z a n k a n o b i l i t o w a n a z o s t a ł a przoz w y ­

rozpoczynająca

w o ł a n i e t a k i c h nazwisk, j a k Gerard N e r v a l , F r y d e r y k H ó l d e r l i n ,

chłopkiem,

A n t o n i A r t a u d , czy James Joyce. K o n k l u z j a K ę p i ń s k i e g o spro­

t r a f i ć w piekło

wadza się do c h a r a k t e r y s t y k i m o w y osobniczej w j e j przejawach

i u t r a t ę k o l e j k i w grze. Z a l e ż n i e o d miojsca i s t r o n y k r a j u r e g u ł y

schizoidalnych.

g r y s ą m n i e j l u b bardziej skomplikowane, a s p o s ó b ich realizo­

Charakterystyka

ta,

korzystająca

z

ustaleń

grę, stojąc

przed w y r y s o w a n y m i klasami

lub

m u s i n i m c i s n ą ć w o k r e ś l o n e polo, u w a ż a j ą c a b y nio
czy n a linię. Uznaje s i ę t o za b ł ą d (skuchę,

kuchę)

M . Lorenza, wskazuje ż e m o w a t a k a s ł u ż y nie p o r o z u m i e w a n i u

wania

się z l u d ź m i , locz przeciwnie, o d c i ę c i u się o d otoczenia. W y d a j e

J e d n ą z najprostszych f o r m u ł s t o s u j ą dzieci z W ę g r o w a w Siod-

się, ż e K ę p i ń s k i

wnika

t u w sedno c z y n n i k ó w

sprawczych,

odpowiednio

wyszukany,

czy

całkiem

niowyszukany.

leckiem. W p r a w d z i e k o r z y s t a j ą z o b y d w u d i a g r a m ó w ,

chłopka

k s z t a ł t u j ą c y c h zjawiska w r o d z a j u naszej w y l i c z a n k i , l u d y s t y c z -

i klas,

nogo m e n t l o w a n i a .

t y l k o do jednego ć w i c z e n i a , skakania na jednej nodze z p r z e r w ą ,

Jeszcze bardziej

przekonywujące

okazują

się stwierdzenia

Lorenza i K ę p i ń s k i e g o , k i e d y p r z e d m i o t e m proponowanej analizy
staje się pewien rodzaj przekazu o charakterze

j e d n a k ż e w p o k o n y w a n i u i c h przestrzeni o g r a n i c z a j ą się

s t a n i ę c i a n a d w ó c h nogach, podskoku-obrocie i k o n t y n u o w a n i u
skakania,

kuśtykania.

1 2

plastycznym.

Samo skakanie na jednej nodze nie w s z ę d z i e w y g l ą d a t a k sa­

M a m t u na m y ś l i prawie nio r o z p o z n a n ą d z i e d z i n ę k o m p o n o w a n i a

m o . W W ę g r o w i e s k a c z ą c nie przesuwano k a m y k a w kolejne pola.

na ziemi, u k r y w a n y c h i o d s ł a n i a n y c h t y l k o dja wybranego p r z y ­

N a t o m i a s t w okolicach G ą b i n a czy Ł o m ż y t a k i zwyczaj n a l e ż a ł

jaciela sekretów,

do p o s p o l i t y c h w y m o g ó w g r y . W Z y w i e c k i e m , K i e l e c k i e m , Ł o m ­

środkowej

widoków,

klejnotów.

Zjawisko t o znane m i jest zo

P o l s k i . Oto s z e ś c i o l e t n i R o b e r t

w i d z i a n y przez

z M u r z y n o w a , nio

n i k o g o , w ogrodzie p o d s t o ł e m u k ł a d a ł

swój

ż y ń s k i e m i w okolicach G ą b i n a , P ł o c k a i w s a m y m P ł o c k u e k w i l i b r y s t y k a poruszauia się w wyznaczonych obrysem chłopka

lub

sekret. W y k o r z y s t y w a ł w abstrakcyjnej z u p e ł n i e dla nas k o m p o ­

kłas

z y c j i k a m y k i , u ł a m k i s z k ł a , s k o r u p y z m a l o w a n y c h n a c z y ń oraz

p o s z c z e g ó l n y c h p ó l {fruwanie

inne p r z e d m i o t y znaleziono n a d brzegiem W i s ł y . Całość starannio

z k a m y k i e m na g ł o w i e , n a r a m i e n i u i przedramieniu, poruszanie

p r z y k r y w a ł warstwa, p i a s k u . N i k o m u z r ó w i e ś n i k ó w , z k t ó r y m i

się na śłepaka,

u t r z y m y w a ł t y l k o konieczno k o n t a k t y , j a k t e ż n i k o m u z r o d z i n y ,

obskoczenie,

nawet babci, nie o d s ł a n i a ł swego sekretu.

Ceremonia o d s ł o n i ę c i a

n i e s p e ł n a m i n u t ę , ale m o g ł o się p r z e d ł u ż a ć — s z c z e g ó l n i e k i e d y

wymagała

całkowitego

k t o ś nie m i a ł szczęścia — w „ n i e s k o ń c z o n o ś ć " . Obskików

odnalezionia

osoby

godnej

zaufania.

W o ł a ł j ą do s t o ł u i o d g a r n i a ł p i a c h . Zaskoczenie widza o d b i e r a ł
z wyraźną satysfakcją.

1 0

W B i a ł o b r z e g a c h k o ł o Zegrza u k ł a d a ­

n i e m t a j e m n y c h k o m p o z y c j i , n a z y w a n y c h widokami,

widoczkami

z a j m u j ą się w y ł ą c z n i e d z i e w c z y n k i . R y t u a ł się p o w t a r z a . U j a w ­
nienia t a j e m n i c y widoczku
d o s t ę p u j o najbardziej

z a s ł o n i ę t e g o na ziemi w a r s t w ą p i a s k u

zaufana

koleżanka.

na r o z p o s t a r t y m liściu l u b p o z ł o t k a c h

Widoczki

u k ł a d a się

dopuszczała:

skakanie

żabką,

przeskakiwanie

a ł b ó latanie), chodzenie na

sztywnego

c z y l i z z a m k n i ę t y m i oczyma i inne. Jednorazowe
zwano

w

Łomżyńskiem

obskikiem,

mogło

trwać
fun­

dowano sobie k i l k a czy k i l k a n a ś c i e , a ł e r ó w n i e ż czy t o na u l i c y
N a b i e l a k a w Warszawie, czy w Ż y j o n i k o ł o R a j c z y , k i l k a d z i e s i ą t ,
a nawet p o w y ż e j s e t k i .
S p ó j r z m y wreszcie na t o , co w t y m t e k ś c i e jest dla m n i e n a j ­
w a ż n i e j s z e , na d i a g r a m y kłas

i chłopka,

j a k o z n a k i plastyczne,

tworzone z i n w e n c j ą , k t ó r e j cech f o r m a l n y c h z d e f i n i o w a ć , a t y m

słodyczy.

bardziej p o d r o b i ć nie s p o s ó b . M u s i m y z a d o w o l i ć się n i e d o k ł a d ­

W y s z u k i w a n e s ą specjalne s k o r u p k i z c z y t e l n y m w z o r k i e m , r ó ­

n y m i p r z e r y s a m i . P r ó b o w a ł e m s k o r z y s t a ć z p o m o c y nieocenione­

ż y c z k ą . Obok k w i a t ó w , k a m y k ó w i s z k i e ł e k s t a n o w i ą t w o r z y w o

go Wojciecha Marchlewskiogo, lecz p r ó b a nie do k o ń c a s i ę p o ­

tych kompozycji.

z opakowań

granicach

Całość, n i m zostanie p r z y k r y t a piaskiem, na­

k r y t a zostaje k o l o r o w y m i s z k ł a m i .

1 1

w i o d ł a . Rzecz p o ł o g a na t y m , ż e z w y k ł y przerys (kreska czarna

Krasińskich

na b i a ł y m tle) z n i e k s z t a ł c a i s t o t ę k o l o r y s t y c z n ą i w a l o r o w ą i n t e ­

klejnocikami.

r e s u j ą c y c h nas o b r y s ó w . P o n i e w a ż M a r c h l e w s k i znakomicie opa­

R ó w n i o ż z a j m u j ą się t y m t y l k o d z i e w c z y n k i . W a ż n y m t w o r z y ­

n o w a ł t e c h n i k ę drzeworytnicza, s ą d z i ł e m , ż e k o r z y s t a j ą c z j e j

ukryte

układanki

nazywane

W Ogrodzie

s ą klejnotami

czy

w e m o b o k k w i a t k ó w i ś z k i o l e k s ą metalowe, z ł o t a w e wąsy,

jakie

możliwości

uzyska

się bardziej

zbliżony

do

oryginału

efekt.

o d s t a j ą z k r a w ę d z i z a k r ę t e k od flaszek..

N i e s t e t y d r z e w o r y t pomaga o d d a ć i s t o t ę całości z n a k u , lecz jego

G r y w klasy od p o c z ą t k u do k o ń c a s ą c a ł k i e m j a w n e . Wszak
gra s i ę w nie demonstracyjnie na oczach i n n y c h , n a p o d w ó r k a c h ,
na p r z o j ś c i a c h - c h o d n i k a e h , w p a r k a c h i p r z y drogach publicz­

charakterystyczne

cięoia

zniekształcają

(utwardzają)

miękki,

swobodny biog k r e s k i . Z a c z n i j m y w i ę c o d tej w ł a ś n i e k r e s k i .
J e ś l i k r e ś l o n a jest na ziemi p a t y k i e m , czy k a n t e m k a m y k a ł u b

147

�ptitlci

uzyskuje z u p e ł n i e i n n y charakter, a n i ż e l i w ó w c z a s k i e d y

sobów

może

zostać

w y k o r z y s t a n y . Czy z w y k ł e

powstaje z r y s o w a n i a k a m i e n i e m , c e g ł ą czy wreszcie k i e d ą n a

skuś,

t w a r d y m p o d ł o ż u p ł y t y chodnikowej w z g l ę d n i e asfaltu.

lepiej s i ę r o z ś m i e s z a ł o " ) :

Łączy

skuś,

j e d n a k te r ó ż n i ą c e się sposoby p o w t a r z a j ą c a s i ę z a m a s z y s t o ś ć ,

S k u ś babko,

u t r w a l o n y ś l a d d z i a ł a n i a dokonywanego w p o ś p i e c h u , j a k t o s i ę
nieraz m ó w i —• z
I

nerwem.

D a m ci słodkie jabłko.
Z t e k s t e m t y m blisko koresponduje

t e ż , p r z y p a t r u j ą c się j a k prowadzone s ą kreski-linie,

do­

skandowanie

czy r o z ś m i e s z a n i e . . . M i a ł o je w y w o ł a ć najlepiej ( „ n a j ­

inny,

pochodzący

chyba

z Węgrowa:

strzegamy, ż e o p r ó c z p o w t a r z a j ą c e j się z a m a s z y s t o ś c i , d a j ą z n a ć

S k u ś babo d z i e c i ę ,

0 sobie dwie t e c h n i k i rysowania, zarazem j a k b y dwie p o s t a w y

W y r z u ć je n a ś m i e c i e .

t w ó r c z e . Pierwsza t o c h ę ć o d razu opanowania całości d i a g r a m u ,

W K a l w a r i i i G r ó j c u , w okolicach W a r s z a w y , z a c h o w a ł się o k r z y k ,

prowadzenie j a k n a j d ł u ż s z y c h , c i ą g ł y c h l i n i i . M o ż n a t a k i efekt

k t ó r y p r z e r o d z i ł się w o d r ę b n ą g r ę z p i ł k ą . M o ż n a p r z y p u s z c z a ć ,

u z y s k a ć w p r z y p a d k u zaznaczenia t u ł o w i a chłopka

c i ą g n ą c za

1 3

że ó w o k r z y k t o w a r z y s z y ł grze w klasy i p o w t a r z a n y po t r z y k r o ć ,

s o b ą p a t y k po ziemi, czy k r e d ę l u b u ł a m e k cegły po t w a r d e j po­

albo w i e l o k r o ć , m i a ł o d w r ó c i ć u w a g ę o d w y p e ł n i a n y c h

w i e r z c h n i asfaltu i c h o d n i k a . L i n i a rysowana t a k i m

gracza z a d a ń :

sposobem

n i g d y nie jest sucha, s z t y w n a . R ó ż n e jej n a t ę ż e n i e ,

falistość

Holi, holi,

1 nagłe załamania czynią j ą miękką, żywą. T ę samą

technikę

H o l i , holi,

przez

z d r a d z a j ą „ g ł o w y " w y k r e ś l a n e zaledwie d w o m a p o c i ą g n i ę c i a m i ,

Miasteczko się p o l i .

a nieraz c h y b a t y l k o j e d n y m . N a t o m i a s t d r u g a postawa, t o b u ­

W całej Polsce znane jest p r z y grach w k l a s y skandowanie

dowanie całości j a k b y z k l o c k ó w , rysowanie oddzielnie k w a d r a ­

masło, prasło, masło, prasło, masło, prasło... P R A S Ł O , P R A S Ł O ,

t ó w czy w y d ł u ż o n y c h p r o s t o k ą t ó w , s t a n o w i ą c y c h na koniec o d ­

PRASŁO.

powiednio ponumerowane

nie skleciło s i ę , c z y l i się nie u d a ł o . W czasie u b i j a n i a ś m i e t a n y

pola.

1 4

—

Słowo p r a s ł o — j a k się w y d a j e — znaczy rozlecieć się,

W t y c h s k o m p l i k o w a n y c h nieraz diagramach linie nie zawsze

w masielnicy (Deszczyk p a d a s ł o ń c e świeci, B a b a Jaga m a s ł o

się s t y k a j ą , t a m gdzie p o w i n n y się z e t k n ą ć . T o z n ó w nieoczekiwa­

kleci...), m o ż e się o k a z a ć , ż e c a ł a praca p o s z ł a na marne. Piana

nie p r z e c i n a j ą s i ę . I n n e z o s t a ł y u z u p e ł n i o n e d o d a t k o w y m i , bo

p r z y otworze w o k ó ł d r ą ż k a o k a z a ł a się t y l k o p i a n ą . M a s ł o się

przy

nie s k l e c i ł o .

rysowaniu przerwały

się. Wszystkie

te

w z b o g a c a j ą formalnie c a ł o ś ć z n a k u , j a k i m jest

niedokładności
chłopek.

P o z n a l i ś m y zatem n i e z ł y scenariusz t e a t r u - o b r z ę d u . K o r z y s ­

W Ogrodzie K r a s i ń s k i c h w Warszawie p r z y bogactwie roz­

t a n o w n i m z wyszukanej scenerii (na p r z e j ś c i u , na ś r o d k u j e z d n i ,

m a i t e j r o ś l i n n o ś c i , t w o r z ą c e j w c a ł o ś c i pewien m o n o t o n n y m o n o l i t ,

p r z y p ł o c i e i k o ł o f o n t a n n y ) , sugestywnego

u z u p e ł n i o n y j e d n o s t a j n o ś c i ą ciemnej p o w i e r z c h n i alejek, a stano­

plastycznego i cyrkowo-tanecznych d z i a ł a ń . Stroje s ą zawsze w y ­

w i ą c y c h p o s p o ł u ś w i a t p a r k u , pojawienie s i ę z c a ł k i e m innej rze­

szukane, n i g d y n i e d b a ł o . W s z y s t k o p r z y p o r z ą d k o w a n o

c z y w i s t o ś c i z n a k ó w , r o d z i o c z y w i ś c i e odczucie naruszenia ł a d u .

t o w n e j d r a m a t u r g i i . J u ż sam p r o l o g w w y l i c z a n k a c h u j a w n i a ł

Odczucie t o m o ż e n i e p o k o i ć do pierwszego deszczu, k t ó r y z m y j e

m o ż l i w o ś c i przebiegu a k c j i . O d p o c z ą t k u do k o ń c a nic nie b y ł o —

d o k u m e n t n i e b r u n a t n e m a l u n k i . P ó k i one s ą u d a j ę s i ę n a spacer

j e d n a k — w i a d o m e . Wszak t o gra. N i c z y m ż y c i e , c h o c i a ż ?

z radością. Odnajduję korzystną, kontrastującą sytuację w owym

Sama z a ś gra m o g ł a p r z e b i e g a ć w t a k i m

zderzeniu, k i e d y jeden rodzaj w a r t o ś c i w z m a c n i a znaczenie d r u ­

— tajemniczego k n u c i a , r o z b u d z a j ą c e g o l ę k ,

gich;

— wywoływania

g d y c a ł k o w i c i e pierzcha

nuda

drzemiąca w

sztucznym

pejzażu.

poprzez

kunsz­

nastroju:

paniczne

okrzyki

(holi,

holi, holi...),

Wreszcie
chłopka

przerażenia

niezwykle znaku

obok

— pobudzania do s k r y t y c h u c z u ć i o g ó l n e g o pomieszania (roz-

r y s u n e k psa. M a o n zaznaczone t o , co p r z e k r e ś l o n e zo­

podczas k t ó r e j ś

z przechadzek

kojarzenia) d w u z n a c z n y m i t e k s t a m i i i m p o d o b n y m zacho­

s t a ł o k i l k a k r o t n i e k r z y ż e m . P r z y i n n y c h chłopkach

zaskakuje

sam k r z y ż y k t !

— potęgowania

Czarny k r z y ż ,

skandując

O c z a r u j ę ciebie d z i ś !

skucha),

M a m y w i ę c j u ż p r z y b l i ż o n y obraz tego dziecięcego t e a t r u —•
o b r z ę d u . K t ó r e ś z dzieci p r ó b u j e p r z e j ś ć przez chłopka
n i a j ą c skuchy,

waniem),

Czary, m a r y ,

nie p o p e ł ­

z a ś inne pragnie — j a k t y l k o p o t r a f i — przeszko­

d z i ć i o d p r a w i a czary

mary.

I s t n i o j e potwierdzenie z

wioski

poczucia

trudności,

słowo-zaklęcie

demonizowania

(prasło,

— r o z ś m i e s z a n i a , c z y l i sposobienia

prasło...,

albo

zadania,
skueha,

do utraconia s a m o k o n t r o l i

w stopniu zupełnym.
M o ż e m y z a t e m p o w r ó c i ć do pochopnie k r y t y k o w a n e j tozy
Jerzego S ł a w o m i r a

Wasilewskiego. Zgadza

się wszystko.

Gra

M i c h n y k o ł o Stawisk w Ł o m ż y ń s k i e m , ż e t o z a k l ę c i e w y p o w i a d a n o

w klasy, s z c z e g ó l n i e w odmianie g r y w chłopka,

w i e l o k r o t n i e , a w y p o w i a d a j ą c a , p r z y k u c n ą w s z y obok w y r y s o w a ­

w i e „ a r c h a i c z n e zaplecze r y t u a l n e " . Czy w t y m e a k a p i ź m i e nio

nego d i a g r a m u k r e ś l i ł a do r y t m u ó w „ c z a r n y k r z y ż " . W wiosce

zawiera s i ę definicja p o w r o t u ? A m ó w i ą c inaczej, czy w t y m

tej znano inno jeszczo z a k l ę c i a i sposoby powodowania

m i l c z e n i u (po s k o ń c z o n e j grze) nie m a jej epilogu?

skuchy.

odsłoni niewątpli­

D l a t e g o , p r z e d r o z p o c z ę c i e m g r y , u m a w i a n o się k t ó r y z t y c h spo­

P R Z Y P I S Y
1

O p . c i t . , s. 225—226
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z w ł ą c z y ł m n i e do „ n i e ś w i a d o m y c h
f e n o m e n o l o g ó w " . Zgadzam s i ę , ż e n i e ś w i a d o m y . A l e czy feno­
menolog? J e ś l i b y ł b y m ś w i a d o m y , t o nie p o t r a f i ł b y m w g ó r a c h
s a j a ń s k i c h s f i l m o w a ć , u k r y w a j ą c e g o się w d o z w o l o n y m teatrze,
szamana. O n i z a ś u m i e l i (szamani) „ p o s k l e j a ć " n a w e t r o z b i t ą
przez ś c i n a n e drzewo na siedem części k o s t k ę .
W ś r ó d 102 gier d z i e c i ę c y c h n a terenie K u r p i o w s k i e j Puszczy
2

3

148

Zielonej nie m a do 1967 r o k u g r y w klasy. Por. A d a m C h ę t n i k
Życie puszczańskie
Kurpiów,
W a r s z a w a 1971, s. 78—92
W L o n d y n i e skakanie po p ł y t a c h c h o d n i k o w y c h datowane
jest n a koniec X I X w . Por. R o b e r t Craig Maclagan, The garna
diversions of argyłeshire,
L o n d o n 1901, s. 133—134
K o r z y s t a m z d a n y c h dostarczonych m i przez s t u d e n t k i
i s t u d e n t ó w : K a t e d r y Etnologii i Antropologii Kulturowej ora!
Z a k ł a d u Geografii Regionalnej i Z a k ł a d u D y d a k t y k i i K r a j o
4

s

�I I . 7. G r a w klasy przed przystankiem P K S k o ł o s z k o ł y , Czermno, gm. G ą b i n , 1986

znastwa TJW. Moim r o z m ó w c o m p r z e k a z u j ę w t y m miejscu po­
dziękowanie.
J a n K a r ł o w i c z , Słownik gwar polskich, K r a k ó w 1907, t. V ,
s. 165: Skusić = »zwieść «, d o ś w i a d c z y ć : » k ę s ś w i a t a p o z n a ł e m «.
J . K a r ł o w i c z , A d a m K r y ń s k i i W ł a d y s ł a w N i e d ź w i e d z k i , Słow­
nik..., Warszawa 1915, t. V I , s. 188—199; Skusić 1. skłonić do
czego, 2. d o ś w i a d c z y ć , p o p r ó b o w a ć , 3. z w i e ś ć , „ K i e j diabeł s.
nie m o ż e , to b a b ę p o ś l e , i baba skusi". W jednym i drugim słow­
niku nie m a „ s k u ś baba n a dziada". Słownik Staropolski, t. V I I I ,
z. 4 (51), Ossolineum 1980, s. 265, podaje takie znaczenia s k u s i ć :
1. d o ś w i a d c z y ć k o g o ś , p o d d a ć próbie, w y p r ó b o w a ć c o ś , sprawdzić.
2. w y d o s k o n a l i ć , w y ć w i c z y ć , w p r a w i ć się w c z y m ś . 3. przesłuchać
k o g o ś , w y p y t a ć . Słownik języka polskiego, P W N Warszawa 1981,
Т. I I I , s. 251:1. »kusząc skłonić do c z e g o ś ; p o c i ą g n ą ć , z w a b i ć *
2. &gt;yw j ę z y k u dzieci: p o m y l i ć się w n i e k t ó r y c h grach, z w ł a s z c z a
6

R y s . i fot.:

r.

w p i ł k ę «.
A j a nos t r ę ; 'Ajanostre'. Jest to dodatkowa fraza w tej
wyliczance, lecz p o c h o d z ą c e j ze S t a n i s ł a w o w a k o ł o Grodziska
Mazowieckiego. W i a d o m o ś ć t ę z a w d z i ę c z a m pani Sylwi Orawskiej.
J a n S t a n i s ł a w B y s t r o ń , Tematy, które mi odradzano, P I W
1980, s. 109—168. Ponadto, K r y s t y n a Pisarkowa, Wyliczanki
polskie, Ossolineum 1976, s. 26
Op. cit., s. 74—76
Z d a r z y ł o się to w 1981 roku.
W i a d o m o ś ć z a w d z i ę c z a m pani E w i e W i ś n i e w s k i e j .
W i a d o m o ś ć z a w d z i ę c z a m pani Barbarze Rogowskiej.
Przypomnienie pani H a n n y Szewczyk, za k t ó r e bardzo
serdecznie dziękuję.
W i a d o m o ś c i te z a w d z i ę c z a m panom: M a ć k o w i Sosnowskie­
m u oraz Ryszardowi Ciarce.
7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

W . Marchlewski, il. 5, 7; J . Olędzki, il. 1—4,

6

149

�Aleksander J a c k o w s k i z d y r .

Krzysztofem

M a k u l s k i m n a tle jednej zo ścian

w P a ń s t w o w y m Muzeum Etnograficznym w

Fot. Mirosław Krajewski

Warszetwie

Jego g a b i n e t u

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10018" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9996">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/72a27f73d03678af136b39207265f0e3.pdf</src>
        <authentication>fdc539f570462d6137ce6ca602d1ce86</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119162">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3634</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119163">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119164">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3411</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119165">
                <text>Izolaty (O spopielaniu świetlanej przyszłości) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119166">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.1, s.39-44</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119167">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119168">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119169">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119170">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="119171">
                <text>Izolaty (O spopielaniu świetlanej przyszłości)
Jacek Olędzki

Perypatetykując przed zajęciami ze sztuki społeczeństw
plemiennych w Katedrze Etnologii i Antropologii Kulturo­
wej UW, potrącany przez przechodniów, zastanawiałem się,
co też nieszczęsnym słuchaczom powiedzieć. Jak banały
0 swobodzie, dowolności przekazu, niekonwencjonalności,
niezależności i odosobnieniu (izolaty) wyrazić, nie wywołu­
jąc obligatoryjnego zainteresowania. To, że na wyspach
Samoa, Tonga, Salomona, Admiralicji, Tubuai, Markizach,
nie mówiąc już o Nowej Irlandii i Wyspie Wielkanocnej,
kształtowała się odrębność (chociaż też przecież jakby
przyporządkowana podobnemu sposobowi samookreślenia)
jest oczywistością zbyt przykrą, aby się do niej odwoływać.
I tak się nieźle zdarzyło, że moje rozterki ustąpiły przed
zdumieniem i zachwytem. Oto kiedy doczłapałem do Galerii
Brama zauważyłem coś nierealnego. Nie manewrowano
Ogromniastymi czy mniejszymi płótnami, owymi wciąż dla
mnie zagadkowymi formami istnienia. Wszak każde w blejtram oprawione płótno, obraz, nie jest malaturą na desce,
skale, naczyniu albo szafie. Jest tym czym jest. Ontycznie
czymś niesłychanie trywialnym. Zaś przez swą zwodniczą
manifestację jakże zjawiskiem tragicznym, krańcowym. N i ­
gdy bezkresnym. Niekiedy więc rzeczą piękną lub nawet
przepiękną. Wzruszającą, lub nie.
I oto w krzątaninie Galerii nic z przenoszenia, dźwigania,
rozstawiania lub rozwieszania. Zasadniczo inny nastrój:
ustawianie nic nie ważącej konstrukcji, zabawnej, lecz wyma­
gającej niebywałej ogłady, myśli i wyobraźni.
Odwołałem zajęcia, pomyślałem trzeba poczekać, aż rzecz
będzie gotowa i poprosić studentów do Galerii. Na pokaz
dzienny przyszło ich troje, na zasadniczy wieczorny (poza
limitem) jeden. Tomek Kuberczyk (obecnie w Izraelu), który
autodydaktycznie nauczył się jidisz.
W ciemny wieczór zaduszkowy szóstego roku stanu
wojennego, w Galerii Brama w Warszawie, Anatol Karoó,
z zawodu sufler w Teatrze Powszechnym (nie karany), miał
swój pokaz podpalania Pomnika V Międzynarodówki.
Pięć
1 głównych członów monumentu wysokości ok. 1,7 m, zlepiomego ze zwykłych sobie zapałek, tak Autor objaśniał:
'Wybuch rewolucyjnych dążeń, kręte drogi rewolucji, kult
jednostki (pojedyncza zapałka pod nawisem), pokonane
błędy-odchylenia-wypaczenia, wyjście na prostą drogę do
świetlanej przyszłości.
Karoń zaplanował, że podpalenie nastąpi od podstawy
i ogień przeniesie się w górę, tak aby świetlana przyszłość
rozgorzała całą swą promienistością.
Pomnik stał na czarnym kubusie pośrodku sali. Personel
Galerii początkowo całkiem słusznie się obawiał, że może
zapalić się od rozgorzałej świetlanej przyszłości strop i wtedy
ratuj się kto może... Ale po dokładniejszym przyjrzeniu się
temu osobliwemu dziełu, dostrzegli przewężenie (uczynione
izapewne nieodpowiedzialnie przez Artystę), przewężenie
'rozpoczynające kręte drogi rewolucji i z ulgą odetchnęli,
'sądząc, że runie misterna budowla nim ogień dojdzie do
świetlanej przyszłości. Pewność wzrosła, kiedy się okazało,
że nikt nie ma na sali niczego do podpalenia. Że sam artysta,
pracujący w zapałkach, zapomniał (?!) wziąć pudełka z niejzbędną draską. Lecz personel się przeliczył. Nie wziął pod

uwagę obecności nałogowego
palacza i w dodatku wracają­
cego z cmentarza (Zaduszki).
Podałem artyście pudełko,
a on mógł wręczyć je od razu
przycupniętemu przed Pomni­
kiem

V

Międzynarodówki

chłopczykowi-drobince.
Wszyscy dorośli dostojnie sta­
li. Domyślili się też, że drobin­
ka (Mateusz) siedzi tam sobie
w mroku, prawie ciemnicy (is­
krzyły się tylko oczy), ufna,
urzeczona, bo oto ojciec
w swej mądrości i dorbroci
ulepił chyba z całych tysięcy
drewienek to cacko, zamiast
zabraniać bezwzględnie dziec­
ku bawienia się zapałkami.
W ciemnej całkiem sali,
przy ponurym, wymarłym
o tej szóstej po południu Kra­
kowskim Przedmieściu, roz­
świetliła się błyskawicznie cala
misterna konstrukcja. Zajaś­
niało pod stropem ku przera­
żeniu Personelu. Ale oto zale­
dwie na chwilę, bo świetlista
przyszłość potoczyła się na
podłogę.
Jak powiedziała artystka,
Monika Piwowarska-Kulisa
- tliła się ta przyszłość długo,
przypominając do złudzenia
K O R O N Ę CIERNIOWĄ! Żałuję, że nie widziałem już tego
zjawiska. Wyszedłem na papierosa do przylegającej bramy
(stąd, Czytelniku, nazwa Galerii). Wyszedłem nie tylko
zapalić fajkę, lecz aby pozbierać myśli.
Uświadomiłem bowiem sobie, że w tej Galerii przed laty
Andrzej Goryński miał znakomitą wystawę ZGNIOTY.
Przeprowadził dowód, że nie to jest monumentalne, co
ogromniaste, lecz to, co drobne ale rozumne. Unaocznił ten
sąd widzowi przykładem zgrabnie ściśniętego w garści ciasta,
a lepiej jeszcze... sera. Chodzi o fakturę. Na świecie takie
monumentalne rzeźby (do zjadania) wyrabiają Monogołowie. Goryński wyeksponował zgniotka w dobrze widocznym
miejscu sali, obok zaś na ścianie jego powiększenie na zdjęciu
przy zdjęciu tej samej wielkości pomnika ,,ku czci" pewnie
Żemły - może Kulona albo Łodzianów, jakich setki brukają
naszą świętą, polską ziemię.
Dzięki też Anatolowi Karoniowi odżyło wspomnienie
ważnego artystycznie zdarzenia, jakie się rozegrało po
drugiej stronie ulicy, w podziemiach kościoła św. Krzyża.
Wielu artystów zamyśliło się nad mordem ks. Jerzego
Popiełuszki. Zamyślenie - najczystsze formalnie i bodaj
najostrzej artykułujące problem, wyraził - mym zdaniem
- Jerzy Kalina. Oto wniósł do kościoła stosy... prasowanej

39

�1

�roń, rzeźby z zapałek: ił. 1. Pomnik
narodówki; il. 2. Otero; ił. 3. Siedzeku; il. 4. Ro&amp;zczepienie osobowości
tym teatrze dra Hesse; i l . 5. Martin
dźwigający pustkę; il. 6. Modlitwa;
emnica ZEN; il. 8. Bez tytułu; II. 9.
; il. 10. Siwa tańczący; i l . 11. Ujeżtny z dzieckiem; il. 12. Ość w gardle;
'•weł Leszczyński i Anatol Karoń tańmuzyki Antoniego Braxtona

Fot.: Jan Świderski, il. 1-5, 7, 9-14

41

�przez kombajny słomy w ogromniaste kostki. Ułożył z tego
piramidę. Każdemu kojarzącą się z kłamstwem. A więc
z postacią zła, jak śmierć najboleśniejszą. Dopełnił swoje
myśli, kontrastującymi z bryłą piramidy, nie widocznymi
prawie wcale czterema nićmi, wybiegającymi z obramowania
posypanego piaskiem, a zbiegającymi się w stożek... W pira­
midę. Ci, którzy nici nie dostrzegli, a tym bardziej nie
rozumieli ich sensu, objaśniał - jak zawsze z całą swą
poczciwością - kłamstwo rodzi się już w piaskownicy. Jest
w nas wpisane od urodzenia. Jest cechą naszej boskiej
natury. Ponadto, miłuj wrogi swoje... Bowiem w obrzezku
piaskownicy ze szkieł i figurynek policjantów (językiem
zabaw dzieci) ukazał Włocławską Zaporę Wodną.
Kiedy zapalono światło zapytałem Karonia, czy oglądał
dzieło Goryńskiego i Kaliny. Z rozbrajającą szczerością
odpowiedział - nie, i tym samym ujawnił swą wzruszającą
naiwność, a więc uczciwość. Przygotowując pokaz swoich
prac chadzał z niezbyt wielkim blejtramem obciągniętym
płótnem. Miał go przytroczony do wytartej torby. Blejtram
jednak dosyć rozmyślnie przywiązany do tej torby, luźno
się dyndał. Będę - powiedział mi - tak długo go nosił, aż
się sam namaluje... Dodać można przybrudzi, pozbiera
wszelkie ślady z przypadkowej rzeczywistości, jak chociaż­
by zachlapania wywołane przez rozwydrzonych kierowców
aut.

Pies, czyli 365 dni z życia

artysty - to tytuł tego

obrazu.
Pokaz nie ograniczał się do Pomnika. Otaczała go, pod
ścianami pomalowanymi na czarno, ekspozycja 80 rzeźb
z zapałek, eksponowanych w szeregu obok siebie, na jednej
wysokości, a umieszczonych w specjalnie skonstruowanych
osłonach z kartonu, również czarnego. „Przeć. 48" - to
nazwa pokazu. Jak wiadomo pudełka z zapałkami mają
nieraz taką informację. Ale to, co oglądaliśmy nie było
PRZECIĘTNE. I wybierając tytuł wystawy „Przeć. 48",
artysta zawiadamiał uczciwie zwiedzającego, że chodzi o za­
pałki. Ale również skorzystał z pewnej artystycznej przewrot­
ności. Jawnie komunikował swym dziełem, że nie chce być
przeciętny, że posiada świadomość własnej oryginalności,
niepowtarzalności. Bo też kto będzie umiał tak jak ja
rozgryzać i rozdzielać paznokciami zapałki?!
W istocie, proszę się przyjrzeć formom, zarówno jednym
- tym pozornie najprostszym - jak również tym najbardziej
złożonym. Tym, w których zawsze jedna zapałka jest roz­
szczepiana paznokciami. Każda z uzyskanych form pozwala
artyście na artykułowanie myśli, zapewne stanów emoc­
jonalnych i ostatecznie... propozycji w nazwaniu, w nazwie.
Formy znacznie bardziej rozbudowane skłaniają wręcz do
narracji, formy prostsze do pojęć, symboli. Zachodzi tu
niezwykle rzadko spotykana u artystów w jednym czasie
42

dokonująca się łączność, przenikanie wyobraźni - jak wiadyi
mo - nazywanej syntagmatyczną czy paradygmatyczirti
Między tym, co pozornie banalne, a tym, co baśnicm i
osobiste.
:g
Artysta uzyskał zupełne prawo do tytułowania swyrti
dzieł. Jeśli zapałkę z oderwanym słojem, nieco tylko posii
winiętym, nazywa SZTANDAROWOŚĆ, ma ku temuol
tylko racje...
/t
W procesie swych aktów tworzenia wypowie: PAWfy
LESZCZYŃSKI I A N A T O L K A R O Ń TAŃCZĄCY i (
muzyki ANTONIEGO BRAXTONA (il. 8). To jest »aj
znanie i przekonanie. Przekonanie do tego, co czyni, do tepi
co stworzył. Najlepiej jednak posłuchać samego artystę: n
„Rzeźby te zrodziły się niejako mimochodem z przykrepi
natręctwa, rozdłubywania tego i owego. I zrodziły sięjakrri
statystycznie, na zasadzie prawa wielkich liczb, z paru tysitu
rozdłubanych musiało w końcu przez czysty przypadej
powstać kilka interesujących kształtów. Należało je jedyif
wyłapać, zauważyć i ponazywać. Nie przypadkowo jednn
zrobione są z materiału tak lichego i pospolitego. Interesit
wała mnie sama potencja, sama możliwość. Tkwi ona o!
wszystkim co istnieje. Interesowała mnie koncepcja u
odwołująca się do pośrednictwa materiału. Chciałem dok '
nać rzeczy niemożliwej, zrobić coś z niczego. Zapałka a
może niezupełnie nic, ale prawie nic. Materiał jest i&lt;
zredukowany do minimum, prawie do zera. Te rzeźbyss
właściwie sama zrealizowana możliwość, prawie czysta i m
sublimowana. W gruncie rzeczy każda najmniejsza drobili:
materii wypełniona jest nieskończoną ilością tkwiącjtf
w niej imanentnie możliwości. Od nas zależy, które z %
uczynimy istniejącymi, a które pozostaną na zawsze w sfeifr
potencji.
a
W moich rzeźbach zawarta jest pewna mała prowokacry
Prowokacją jest to, że te rozdłubane zapałki, te śmiets
wyrzucane przez innych do popielniczek, poważnie nazi
wam dziełami sztuki, rzeźbami i wystawiam je w poważnya
galeriach jako moją poważną twórczość. Niby jest
oczywiste, bo przecież jest to moja jak najbardziej poważa;
twórczość, ale okazuje się, że funkcjonuje nadal jeszo
stereotyp, według którego prawdziwa rzeźba powinna mic
odpowiednią wielkość, odpowiednią trwałość, odpowiedo
materiał. Prawdziwa rzeźba w ogóle powinna być odpowie*
nia. Nazwanie czegoś tak małego i tak nędznego i taki
wszech miar nieodpowiedniego rzeźbą albo dziełem sztiii
jest nadużyciem, jest uzurpacją. Do tego dochodzi jeszcz
pewien - powiedzmy - ekwilibrystyczny charakter tyt
rzeźb. Nasuwają one skojarzenia z hobbystami, sklejającyic
okręty z zapałek, czy rzeźbiącymi w ziarnku maku. Jednaka
ilość i różnorodność form uzyskiwanych z jednej zapafh
1

�podziela mego osądu i mówi poważnie, odpowiedzialnie:
„trzeba zrozumieć tych, co od dawna - zbyt już długo
- oczekują takich świadectw pamięci. Zresztą zobaczymy,
jak to będzie wyglądało po ostatecznym zmontowaniu".
- Oj, będzie wyglądało przez lata i będę musiał na to patrzeć
codziennie. Ponieważ rozmowa toczyła się w historycznym
dniu dla narodu, Wyborów '89, czwartego czerwca, wieczo­
rem podczas chlapy na dworze, uległem przez chwilę
(tylko przez chwilę) argumentacji autora Pomnika V Między­
narodówki,
który to pomnik sam artysta ceremonialnie
spalił.
Karoń rozpoczął swą twórczość tworzenia rzeźb z zapałek
w 1984 roku, kiedy - jak powiada - ofiarował pierwszą
rzeźbę-zapałkę żonie. Zapałka ma dla artysty znaczenie
symbolu, czegoś co może nazwać niczym, czegoś zbędnego
i zarazem nieodzownego. Niezbędnego? To drewienko
- konstatuje z całym przekonaniem - nie stanowi tego
W hołdzie wszystkim rozstrzelanym).
Wreszcie ten mój
samego czym w działaniach artystycznych jest chociażby
przyczynek do pomnikowatości może wyrażać się w formie trawa, włókna wszelkie, liść, ziarno, owoc, czy właśnie
wieloznacznej, jak wieloznaczny jest problem pustki w filo­ drewno. Zapałka jest dlań przez swą krzynę fosforu produk­
zofii Martina Heideggera (Martin Heidegger
dźwigający tem cywilizacji, jednym z jej rozlicznych elementów. Nie
pustkę).
stanowi więc części natury, chociaż - co jest szalenie istotne
Tematyka moich rzeźb ma też w pewnym sensie charakter - korzysta z niej z tą swobodą jak ci, którym zawdzięczamy
pasożytniczy. Pasożytuje na kulturze, wykorzystując ją; nie zdumiewającą rozumność spożytkowywania wszelkich do­
mogąc bez niej istnieć. Dlatego też często tytuł jakiejś rzeźby stępnych tworzyw i substancji pochodzących ze świata
jest niezrozumiały, jeśli nie zna się odnośnika. Na przykład przyrody. Poprzez swobodne sięgnięcie do powszechnie
rzeźba Duch Salvadora Dali służący jako stół powstała
dostępnego surowca, łączy się Karoń z tymi, którzy wy­
z inspiracji obrazem tegoż artysty zatytułowanym Duch Ver czarowywali dzieło ze słomy, łupin, ziaren, wydmuszek itd.
Meera służący jako stół. Aby zrozumieć rzeźbę Paweł
Zapałka przez posiadanie główki z fosforu zyskuje znacze­
Leszczyński i Anatol Karoń tańczący do muzyki
Antoniego
nie (jest naznaczona przez tę główkę) sensem jaki posiada
Braxtona trzeba znać tę muzykę i wiedzieć jak trudno do niej dynamit, czy zwykły niedopałek w pobliżu lasu w czasie
zatańczyć. Rzeźba Rozszczepianie się osobowości w magicz­
suszy. Jest zapałka podwójnie znacząca, jako owo nic i nie
nym teatrze dr. Hessego funkcjonuje jedynie w kontekście nic. Poprzez szczególną strukturę analogizuje się ze źdźbłem
książki tego autora Wilk stepowy. Eureka odnosi się do i może przez to artykułować heideggerowską nicość, znikorzeźby Jeana Tinguely. Gdy rozum śpi budzą się upiory mość, aż po pustkę. Lecz jako źdźbło, może także kojarzyć
nawiązuje oczywiście do Goi".
się z myślącą trzciną Pascala.
Nie można więc odmówić Anatolowi Karoniowi posiada­
Pierwszą swą rzeźbę z zapałki ofiarował Karoń żonie,
nia rzadkiej umiejętności swobodnego poruszania się po której twarz zalęknioną i zarazem ufną poznaję z osobliwego
, rozległych i różnorodnych obszarach sztuki, zawsze wyraft- Biletu miesięcznego, konceptualnej realizacji artysty. W rea­
i nowanej, spowitej magią, apelującej do naszych najbardziej lizacji tej każdy szczegół dokumentu-biletu, łącznie z piecząt­
i rozwiniętych intelektualnie zdolności - myślenia, lecz rów- ką przybitą do fotografii osoby w okularach w oprawie
I nież tkliwego emocjonalnie odczuwania. I może dlatego drucianej i ostrzyżonej „na zapałkę",, wykonał ręcznie!
: duch naszego artysty ulega nieraz zwodniczości właśnie
Rzeźbę pierwszą zmiotła z powierzchni stolika teściowa,
tmagii, tej chociażby jaka w postaci patriotycznej gości sądząc, że usuwa śmieć. I tak przepadła pierwsza rzeźba
i w pomnikach. Powiada mi - burząc moją z artystą komitywę Karonia.
Ęt „najlepszy warszawski pomnik, to na Starówce, Małego
Jak zrodził się pomysł rzeźbienia z wykorzystaniem zapa­
t powstańca ". A kiedy pokazuję Karoniowi w moim odczuciu łek? Jak wiadomo nie znamy (przynajmniej mnie nie jest
5 bardzo złe rzeźby powstańców Kućmy, oczekujące przy znany) przypadku takiego sposobu - jaki stosuje Karoń
i Świętojerskiej ustawienia na betonowych cokołach, nie - wykorzystania zapałek w działaniach artystycznych. Wiewydaje się niewiarygodna. Można powiedzieć, że to wielka
sztuka zrobić takie rzeźby, ale określenie 'wielka sztuka' jest
tu użyte w znaczeniu - powiedzmy - cyrkowym. I to od razu
degraduje te rzeźby w oczach niektórych ludzi. Uznając je za
i sztuczkę-magiczkę, nadającą się w najlepszym przypadku do
księgi rekordów Guinessa. A przecież cała idea tych rzeźb
i polega na tym, aby traktować je jako poważne dzieła sztuki.
Wtedy dopiero ma sens ich skala i materiał z jakiego są
wykonane.
Choć może się wydać to paradoksalne moje rzeźby
najbliższe są... pomnikom. Są przyczynkiem do problemu
pomnikowatości, jako szczególnego rodzaju sztuki nadętej.
Przyczynek ten może przybrać formę ironiczną jak w Po­
mniku wszystkim architektom, konstrukcji, która sprawia
wrażenie jakby miała za chwilę runąć, albo formę całkiem
inną: intymnego, osobistego hołdu, oddanego jakiejś osobie
czy idei bez cienia jakiejkolwiek ironii (Jan Paweł II,

43

�my o kolażach z wykorzystaniem zapałek, czy o budowaniu
w butelkach statków, albo Męki Pańskiej i wówczas artyści
ucinając główkę zapałce używają jej do zbudowania swych
niezwykłych konstrukcji.
- Jestem nerwowy i od dawna (rok urodzenia artysty 1957)
próbowałem zająć się czymś, gryząc coś w zębach. - Co?
zapytuję. - Cokolwiek.
Mama Anatola Karonia uzupełni tę wypowiedź wiadomo­
ścią o tym, że nasz artysta mając 5 lat (1962 r.) namalował
udatnie swoją wizję (replikę) Słoneczników
Van Gogha.
A zatem Anatol Karoń reprezentuje sobą ów przypadek
przyspieszonego niebywale rozwoju osobowości, przede
wszystkim w kategoriach postrzegania i wizualizacji. Rozu­
mienia sensu postrzeganej rzeczywistości na poziomie pojęciowo-plastycznej, potrzebie o niej wypowiedzi. Właśnie
potrzebie, a więc wręcz naturalnemu dążeniu i ostatecznie
nakazowi. Jednakże - co wydaje się oczywistością - w za­
kresie naocznych, nie zaś słuchowych czy wokalno-tanecz­
nych albo słownych form ekspresji. Trudno się dziwić
i zarazem nie zastanawiać się nad cechami granic kondycji.
Tej naszej kształtowanej w wymiarach niewielkich pomiesz­
czeń (mieszkań) i ściśniętych szans rozwoju. Wyciszanych aż
po głębię myśli i prawdziwych uczuć.
Okazuje się, że nawet w takich, albo właśnie takich,
warunkach zrodzić się może zjawisko artystyczne bez prece­
densu.
Pierwsze działanie rzeźbiarskie Karonia (podarowanie
żonie rzeźbki z zapałki) znalazło podatny grunt dla swego
dalszego rozwoju, kiedy artysta został suflerem w jednym
z najlepszych teatrów polskich, w Teatrze Powszechnym.
Gdyby został suflerem w teatrze trzeciorzędnym, w którym
rzeczywiście nic się nie dzieje i należy pogrążyć się bez reszty
w roli podpowiadacza zawodowego, nie mielibyśmy zjawis­
ka artystycznego, zzapałczanej twórczości, której miano
Karoń.
Karoń posiada w sobie, na przemian, to wiele skupienia,
aż po surową zastygłość twarzy (chociażby kiedy modeluje
rozdzieloną już zapałkę), to wcale nie mniej pogody, ożywie­
nia, którego użycza nie tylko twarzy, lecz całemu ciału. Oto
jeden z sympatyczniejszych przykładów. Z powodu mego
powątpiewania w sensowność praktyk buddyjskich w kraju
chrześcijańskim, włącza od razu do tych moich wątpliwości
opowieść o zdarzeniu jakiego sam doświadczył. - Właśnie
rozpoczynam swoją wieczorną medytację. Usiadłem w pozy­
cji lotosu i wygłaszam znaną sentencję, mającą pomóc
oczyścić swe ja: K i m jestem? Powtarzam trzykrotnie. Ale
domyślam się, że za drzwiami czatuje sąsiadka, szalona
schizofreniczka, oskarżająca mnie, iż prąd ją przeszywa,
kiedy wkładam klucz do dziurki. No i odpowiadam, zgodnie
z praktyką Zen: Nie wiem, nie wiem, nie wiem. I wtedy
PRZ
1

Wystawy indywidualne: 1985, „Ucho Mozarta", Galeria N ;
1986, „Przeć. 48 Zap.", Galeria Brama; 1988 razem z Martą
Klubowicz-Różycką, „Poezje", Galeria Rzeźby (1988, „Jazz, Wy­
stawa malarstwa", Jazz Jamboree 88). Udział w wystawach zbioro­
wych: 1985, „Witkacy 85", Warszawa, Lębork, Koszalin, Piła; 1987,

44

rozlega się wrzask na korytarzu. Ty przeklęty sk...synie,l
wiesz?!
Mówiąc o tym zdarzeniu Karoń uśmiecha się z lekka, i
koniec radośnie i podskakuje na ławce w parku plof
szpaki i kosy.
Taka właśnie pogoda ducha, aż po niezłe wyczucie zjl
i dowcipu, przenika całą twórczość zapałczarską. Możmf
samo powiedzieć o konceptualnych pomysłach Karci

(Samoistnie malujący się obraz przez 365 dni. Prosty przym
służący czekaniu, wystawiony na Arsenale 88, Bilet miem
ny, Obraz
wieloautorowy).

Pragnę na koniec ujawnić Czytelnikowi i samemu Artyt
swoje najszczersze intencje wprowadzenia tego tekstu!
PSL, pisma - jakby tam nie było hołdującego sza
nieelitarnej. A przecież każdy postrzega, że zapałki Karol
to sama elitarność! Otóż główną przyczyną było to, o ca
wspomniałem na wstępie, niezależność artysty wyrażaj
się w tym, że potrafi mówić przekonywująco o fascynacji
swego środowiska, pokolenia, o fascynacjach własnych pi
wykorzystaniu niekonwencjonalnych środków. I włal
owe środki, materia zapałek nadaje sztuce Karonia wari
niezależności, absolutnej oryginalności. Twórczości tej!
można w żadnym przypadku łączyć z pojęciem amatorl
(sztuki amatorskiej) i nieprofesjonalności (sztuki nieproj
jonalnej). Ale można łączyć ją z pojęciem nieoficjalni
(sztuką nieoficjalną), jak też... rzeźby pomnikowej nowi
czasów, w których odkrywa się prastare, archetypie!
- najgłębsze i najsensowniejsze - rozumienie PAMIlf
POTRZEBY P A M I Ę T A N I A I UPAMIĘTNIENIA. I
domo zaś, że kultury pierwotne, w tym również ni
chłopska, stanowią niewyobrażalną i nieweryfikowalnąl
le w kategoriach dzieła plastycznego (użyjmy tego niej
fortunnego słowa) skarbnicę pomysłów wypowiedzi ait
tycznej, przyporządkowanej owej tak istotnej potrzl
ontologicznej, reagowania na to, czym jest rozumienie czJ
dychotomia przemijania i trwania. Wypowiedź ta cza!
jest ulotną, żywą i doraźną, aniżeli posągową, na zawl
Korzysta zatem z nąjdostępniejszych, najzwyklejszych I
rzyw - niekoniecznie trwałych, kosztownych itd. Ocieraj
o repertuar gestów, nie stroni od rytów mających 1
dramaturgiczny, obrzędowy. Tak się dzieje, kiedy PrzepJ
kę stroją żniwiarze i również wówczas, kiedy (w opolski
Śpiące Lwy z cementu ostentacyjnie zostają ustawionej
słupach bramy, prowadzącej do zagrody.
.

Pisane między I maja a 4 czerwca 1989 roi
„kiedy złoty środek podchodził zgagę do suo]
nia" (z wiersza Marty Klubowicz-Różycn
który poetka odczytała w TVP po ogłoszą
wyników Wyborów).
i
PISY

„Studium czerwieni", Galeria Brama; 1987, „Człowiek Nal
Galeria Brama; 1987, „Wystawa pokonkursowa na rysunek]
Andriolego", Nałęczów, Lublin; 1987, „Sztuka jako wolnej
Koszalin; 1987, „Wystawa pokonkursowa", „Tematy muzw
w malarstwie", Tarnów, Sandomierz; 1988, Arsenał 88, Warszd

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10113" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10091">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/94202abbfd73d63b904255aa288fd9ae.pdf</src>
        <authentication>1cd79b3eaef423cdb7036f177eaf8f52</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120343">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4423</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120344">
                <text>1976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120345">
                <text>Afryka - twórczość rzeźbiarska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120346">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4115</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120347">
                <text>Sztuka demonstracyjna współczesnej Afryki /Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1976 t.30 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120348">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1976 t.30 z.2; s.97-114</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120349">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120350">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120351">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120352">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120353">
                <text>11. 1. Miojsco upamiętnienia inicjacyjnych aktów obrzezania. Poszczególne słupki, umieszczone
pod świętym drzewom, symbolizują 'osoby, któro zostały inicjowano. Niektóro ze słupków mają
zaznaczone twarze inicjowanych chłopców i'datę (z ostatnich kilkunastu lat), upamiętniającą cere­
monię. Rzeźby bogato polichromowane. Babula, okolico Kisangani (Zair).

Jacek Olędzki

SZTUKA DEMONSTRACYJNA WSPÓŁCZESNEJ AFRYKI
{UWAGI O

NOWYCH KIERUNKACH T W Ó R C Z O Ś C I

W tradycyjnej kulturze artystycznej. Afryki rzeźba plemien­
na stanowi dziedzinę stosunkowo najlepiej poznaną i uznaną.
Uznanie to przerodziło się w świadomości szerokich kręgów od­
biorców w karykaturalną formę stereotypu egzotyki, której sym­
bolem stały się w Afryce rzeźby i maski plemienne. W wielu kra­
jach afrykańskich całe grupy rzeźbiarzy naginają swój talent
i pasję tworzenia do niewybrednych potrzeb białych turystów,
którzy chcą koniecznie posiadać „oryginalną sztukę murzyńską".
Winę za tę sytuację ponoszą nie tylko przybysze, którzy nie
mogą legitymować się ani wyrobionym smakiem, ani znajomością
rzeczy. Przyczyny tkwią znacznie głębiej. Wydaje się, że jednym
z powodów fałszywej fascynacji są liczno i podobno w swym
charakterze publikacjo poświęcone sztuce Afryki. Przedstawiają
one sztukę tego kontynentu zaczynając zawsze od rytów i malo­
wideł Tassili i Brandborgu, aby powtórzywszy któryś już raz
uznanie dla dawnej sztuki Beninu, Ife, Nupe i Hausa, ukazywać
rzeźby i maski — kraj po kraju, rejon po rejonie. W ten sposób
w świadomości powszechnej sztuka Afryki utożsamia się z dzie­
łami, któro istniały niegdyś na terenie tego kontynentu, a które
obecnie oglądać można na całym świecie w licznych kolekcjach
prywatnych i publicznych.
Natomiast prawie nic nie wiemy o inicjacyjnych rzeźbach
plemionnych, wykonanych z gliny, zgromadzonych w Muzeum
Narodowym Dar es Salaam (ił. 2, 4). Stanowią one prawdziwe
odkrycie naukowo, poszerzają wiedzę o .sztuce afrykańskiej. Ale
poza obszerną informacją Hansa Córy, umieszczoną przy tych
rzeźbach, nic o nich nie pisano. Podobnie rzecz przedstawia się
w przypadku rzeźb niefiguratywnych, których wielkie bogactwo
istnieje w tradycyjnej kulturze Afryki (ił. 1).
Ciążenie stereotypu sztuki Afryki sprawia, że w małym tylko
stopniu przedmiotem zainteresowań badaczy jest rozwijająca

RZEŹBIARSKIEJ

O CHARAKTERZE

LUDOWYM)

się na całym kontynencie sztuka nowa, już nie plemienna, leczautentycznie ludowa, sztuka środowisk wiejskich i miejskich,
ściśle powiązana z przełomowymi zmianami społeczno-politycz­
nymi, a w rezultacie i kulturowymi, które nastąpiły na tym kon­
tynencie.
Tylko w nielicznych publikacjach natrafić można na ślad tej
nowej sztuki, która stanowi przecież zdumiewające zjawisko arty­
styczne. Mogłoby ono zapewne rozwinąć się i osiągnąć jeszcze
większą dojrzałość, gdyby istniał właściwy wokół niego klimat,
gdyby dzieła te dostrzeżono na czas i akceptowano. Niestety,
aprobata koneserów i badaczy spóźniona jest, jak zawsze, gdy
chodzi o zjawiska dopiero powstające.
Nie ulega najmniejszej kwestii, żo konieczna jest coraz głęb­
sza znajomość dawnej sztuki. Historia i kultura Afryki kryje na­
dal wiele zagadek, w rozwiązaniu których pomocne być mogą
badania nad sztuką. Jest ona bowiem wciąż jeszcze nie zastąpio­
nym źródłem wiedzy. Niemniej nasze zafascynowanie dawnością
nio powinno przesłaniać jednak nowych form wypowiedzi arty­
stycznej.
Wcześniej już starałem się na tych łamach („Polska Sztuka
Ludowa", 1974, nr 1) przedstawić nowe zjawiska we współczes­
nym malarstwie (ludowym i naiwnym) Afryki. Obecnie to samo
zagadnienie pragnąłbym poszerzyć o pewno przejawy współ­
czesnej sztuki rzeźbiarskiej.
Zwrócić też warto od razu uwagę, że w porównaniu z malar­
stwem, rzeźba rozwija się dziś chyba zdecydowanie słabiej. Wy­
daje się, że jedną z przyczyn tego stanu jest to, że afrykańskimi
malowidłami turyści i rzesze niewyrobionych odbiorców nigdy nie
interesowali się tak żywo, jak rzeźbą. Stąd działania malarskie
w mniejszej mierze aniżeli rzeźbiarskie zostały podporządkowa­
ne gustom ludzi z zewnątrz, często kupców i handlarzy.
97

�Rzeźba religijna
Od czasów kiedy Arno Lehmann pisał swą pionierską pracę
Afroasiatische christliche Kunst, w stosunkach społeczno-poli­
tycznych, a pośrednio religijnych, dokonały się w Afryce zasad­
nicze przemiany. W wyniku odzyskanej niepodległości, chrześ¬
cijaństwo mogło w większości krajów uzyskać rangę religii uni­
wersalnej, a w wielu również przypadkach wprost państwowej,
propagowanej przez przedstawicieli niepodległych rządów jako
podstawa uznanej oficjalnie ideologii. Problemy, które zaprzątały
Lehmanna, straciły swoje uprzednie znaczenie. Tak chyba jest
z zasadniczą kwestią w książce tego autora: jakiej rasy była św.
Rodzina, a zwłaszcza Chrystus i jakim powinien byó w świadomo­
ści chrześcijan Afrykanów ? Biały czy czarny 1 Jacy powinni byó
aniołowie
biali czy czarni ? Jakiego koloru ma być diabeł ?
Czy można wierzyć w Matkę Boską karmiącą Jezusa białą pier­
sią ? Czy rysy twarzy wizerunków boskich mogą być europejskie ?
Zależnie od części kontynentu, wschodniej czy zachodniej, pyta­
nia te brzmiały mniej lub bardziej natarczywie W Afryce wschod­
niej, gdzie stosunek czarnych do białych był o wiele bardziej emoc­
jonalny niż w A.fryce zachodniej niechętny a nawet wrogi pyta­
nia te uzyskiwały znaczenie zasadnicze Al© czas zrobił swoje!
Dziś wspomniane problemy z pierwotną ich mocą stawiane są
chyba już tylko w niektórych rejonach Afryki południowej
W warunkach, w któryoh Afrykanie przestali przywiązywać
znaczenie do naturalnego wyglądu wizerunków, przedstawiają­
cych ich samych, a nawet wręcz przeciwnie, zaczęli upodabniać
się w tych wizerunkach do białych, poprzez „jasność twarzy"
i „nienogroidalność rysów" — zanikł problem, jakiego koloru
winien być Chrystus, święci pańscy, aniołowie i diabli. Napoty­
kamy więc przy autostradzie, wiodącej przez zniszczoną w czasio

98

wojny Biafrę, przydrożne krzyże, na których rozpięty jest Chrys­
tus taki sam, jakiego można spotkać w Polsce, na Słowacji czy
w katolickich wioskach Bawarii. Rzeźby z Biafry spotkać możn
również na wielu innych obszarach Afryki — w Zairze, Tanzanii,
Kenii, Rwandzie.
W innej już części afrykańskiego kontynentu, w małej kenij­
skiej miejscowości Muranga, gdzie znajdują się słynne malowidła,
ukazujące sceny z życia Chrystusa, realia tych scen są afrykań­
skie (ludzie w sukienkach z rafii, osiedla wyglądające jak wsie
murzyńskie), ale przestały już chyba mieć to znaczenie, jakie
miały przed laty, gdy je malowano. Oto sami Afrykanie — para­
fianie Murangi — mówią o tych próbach urealnienia treści wizu­
alnych przejętej ideologii jako o rzeczy śmiesznej! I jeśli jest tu
jakiś problem, to ogólnoludzki, wiążący się z poziomem wiedzy,
z zakresem wiadomości posiadanych o Bogu przez wiernych,
szczególnie zaś przez twórców jego wizerunków. Problem percep­
cji chrystianizmu istnieje zresztą nie tylko w odniesieniu do Afry­
k i ozy Azji, co dokumentuje Lehmann i Beier (il. 5 9). Wystę­
puje on również w Europie, gdzie Ukrzyżowany ukazywany
jest nieraz przez artystów niewykształconych (i to dziś jeszcze)
w przybraniu przypominającym bardziej krótkie spodnie, aniżeli
perizonium.
Pozostał jednakże problem zasadniczy — percepcji ogólnych
założeń ideowych chrystianizmu przez określono społeczności
i wyrazu tej percepcji w działalności artystycznej. W wielu dzie­
dzinach sztuki afrykańskiej, szczególnie zaś w muzyce i śpiewie,
inspiracje chrystianizmem są jeszcze dziś niezwykle żywe. Fakt,
że tam, gdzie znajduje się misja katolicka, nie natrafiamy na lu­
dowe figury przedstawiające Pana Jezusa, Matkę Boską i świętych
— w żadnym wypadku nie świadczy o trwaniu uprzedzeń raso-

�wych do białych i „boga białego", a tym bardziej o powierzchow­
nym czy słabym przejęciu się nową wiarą. Oddziałały tu inno
czynniki. Przede wszystkim — istnieją dziś większe i skutecz­
niejsze, niż jeszcze przed kilkunastu laty, formy kontrolowania
przez misjonarzy uniesień religijnych. Misje starają się zapobie­
gać wypaczaniu wizerunku chrześcijańskiego Boga, zwłaszcza
synkretycznemu łączeniu go z postaciami lokalnych bóstw. Dys­
ponowanie przez misjonarzy każdą ilością „odpowiednich" wi­
zerunków, drukowanych na papierze „obrazków świętych" —
pozwoliło zapobiec ewentualnej „pladze" twórczości spontanicz­
nej, samorodnej. Do tego należy dołączyć radykalizm wielolet­
nich starań, aby pod nową formą kultu nie były przemycane
dawne treści. A jak wiadomo, rzeźby nowych wyobrażeń reli­
gijnych (chrześcijańskich), w wykonaniu rodzimych artystów
afrykańskich, wiele miały cech wspólnych z formą tradycyjnych
rzeźb „pogańskich". Staraniom misjonarzy, zwalczających do­
morosłych rzeźbiarzy, sprzyjała wiolość i niespotykana nigdzie
na świecie rozmaitość działających w jednym miejscu orientacji,
wyznań, sekt. Jeśli zdarzyło się, że w katolickiej części społecz­
ności jednej z wiosek kongijskich lub nigeryjskich powstała po­
trzeba posiadania własnych wizerunków Boga, wykonanych przez
rodzimych twórców aby stawiać je w kaplicach przydrożnych
i w domach to inna część tej samej społeczności znajdująca się
pod wpływami misji ewangelickiej potrafiła taką potrzebę sku­
tecznie ośmieszyć lub nawet wyszydzić
W świetle tych faktów, bezcennego wprost znaczenia nabie­
rają wszelkie przejawy samorodnych działań rzeźbiarskich, po­
świadczających przyjęcie przez szersze rzesze afrykańskich spo­
łeczności treści chrześcijańskich. Rzeźb, jakie nas t u interesują,
nie znajdziemy nawet w dużych i starannie dobranych kolekcjach
muzealnych w Dar-es-Salaam, Nairobi, Lagos, Yaunde czy Nia-

H. 2 i 4. Figury ludzi i postaci mitycznych-; służące kapłanom
i czarownikom w^brzędach inicjacyjnych do przekazywania wie­
dzy o życiu. Glina suszona na słońcu, wysokość obiektów od 7
do 36 cm. Rzeźby ze zbiorów Muzeum Narodowego w Dar-es-Salaam. I I . 3. Współczesne rzeźby demonów, brąz. Technika
traconego wosku. Dahomej.

iii)

�II. 5 9. Rzeźby ilustrujące przemianj » odczuwaniu barwy skóry osób boskich i świętych. Trzy pierwsze rzeźby przedstawiają: U k n ł
żowanego (Kenia), Św. Rodzinę (Nigeria), Św. Franciszka (z teronu nieznanego). Pozostałe rzeźhy pochodzą ze
,.,!,„-.,. •„ , nktu
arium tradycyjnych wierzeń afrykańskich Nigerii (pod jednym dachem znajdują się rzeźby Chrystusa i lokalneg
ga Ali, nbydwS
figury mają twarze białe!).
a

mey. Pojedyncze egzemplarze znajdują się w kolekcjach prywat­
nych całego świata. Natomiast w Afryce można te rzeźby od­
naleźć w nieprzewidzianych, trudno dostępnych miejscowoś­
ciach prowincjonalnych. Pisząc ten artykuł, opieram się więc
na materiałach już publikowanych oraz własnych, zgromadzo­
nych w czasie moich badań. Nie są to materiały obfite, ale nawet
z nich można wnosić, że mamy do czynienia ze zjawiskiem arty­
stycznym o znacznych nioraz wartościach ideowo-formalnych.
Są to na ogół rzeźby anonimowe, co oczywiście nie znaczy, że wy­
konali je twórcy pozbawieni indywidualności, swoich imion i naz­
wisk. Właśnie formalno cechy ich prac wskazują, że stworzyli je
artyści o bogatej osobowości, głębokim stosunku do spraw, w krę­
gu których dane im było żyć. Forma, jak i zakres tematyczny
tych rzeźb tworzą jednorodny zespół znaków. Nasuwają skoja­
rzenia z żywą i bezpośrednią, a co najważniejsze
aż drama­
tycznie szczerą sztuką żywiołowej ekspresji ,,1'art brut".

Rzeźby komemoratywne
Rzeźby te, których celem jest przechowanie pamięci zmarłych,
stanowią w sztuce afrykańskiej odrębną i chyba najbogatszą
dziedzinę. Należą do niej figury i płaskorzeźby nagrobne, wiążące
się nieraz bardzo ściśle z kultem o charakterze chrześcijańskim,
ale również z lokalnymi kultami wierzeń synkretycznych. W wielu
schrystianizowanych krajach Afryki zachodniej natrafiamy na
te rzeźby o wyraźnie demonstracyjnym charakterze
nie tylko
na chrześcijańskich cmentarzach położonych z dala od osiedli,
lecz również na niewielkich skupiskach grobów w bliskim sąsiedz­
twie wioski a także
i to najbardziej zdumiewa
w samym
środku wsi czy osiedla, bezpośrednio przy szlakach przejezdnych,
a nawet w pobliżu samych mieszkań, nieraz pod okapem dachu,
w odległości zaledwie jednego lub dwóch kroków od drzwi domu.
Widziałem to w południowej Nigerii, a w największym nasileniu..
;

100

na obszarze pogranicznym nigeryjsko-kameruńskim. Obserwacji
innych badaczy potwierdzają, że podobnie jest w Gabonie, Togj|
i na Wybrzeżu Kości Słoniowej.
Rzeźby komemoratywne przeważnie, jeśli nie wyłącznie!
mają wysokość człowieka. Wymagało to zasadniczej zmiany t w o i
rzywa. O ile bowiem wcześniej wspomniane rzeźby religijne, pal
dobnie jak tradycyjne rzeźby plemienne, były na ogół wykonani
z drewna, o tyle do figur nagrobnych wykorzystywany jest przedl
wszystkim cement, rzadziej glina lub kamień.
Współczesne rzeźby nagrobne z Afryki zachodniej na t l i
twórczości o charakterze komemoratywnym, wyrosłej pod w p ł j l
wem chrystianizmu, stanowią — jak się wydaje — zjawisko bez}
precedensu. J u ż na pierwszy rzut oka dostrzega się w nich rezuli
tat zderzenia dwóch, zasadniczo różnych, a niezmiernie ważnycM
koncepcji śmierci i zależności między żywymi a umarłymi. Mówiąc
najbardziej skrótowo, chrześcijaństwo, nadając aktowi śmierci
niezwykle wysoką rangę, uznając ją za jedną z podstawowych
wartości, jednocześnie nie przyznaje zmarłym miejsca w świecie
żywych, w doczesności. Ideologie zaś tradycyjnych religii w Afry­
ce, również nadając doniosłe znaczenie aktowi śmierci, nie eli­
minują zmarfych spośród świata żywych, lecz łączą doczesność
z wiekuistością. Żywi i zmarli są po wieczne czasy zintegrowani.
Trwałość i żywotność tej koncepcji odkrywamy w demon­
stracyjnej rzeźbie komemoratywnej w wielu krajach współczesnej
Afryki. Stawianie w pobliżu drzwi do mieszkań monumentalnych
figur wyobrażających zmarłych jest najbardziej dosłowną, choć
drastyczną formą tej demonstracji. Demonstracji bazującej
na ważnycłi przeciwieństwach społecznych i kulturalnych. Idea
obecności zmarłych wśród żywych, wyrażona tak dosłownie
w rzeźbach nagrobnych z Afryki, ma niewątpliwie głębokie
uzasadnienie w światopoglądzie filozoficzno-religijnym. Nie wda­
jąc się jednak w analizę tego światopoglądu, przejdźmy do opisu
samych Tzeźb.

�Oto niektóre z nich: w okolicach Enugu w Nigerii, na obsza­
rach sąsiadujących z Kamerunem, gdzie zamieszkuje ludność
Efik i Ekoi, w najmniejszej nawet wsi można natrafić na kilka
a nieraz i więcej dużych pomników, wykonanych przeważnie
z cementu, rzadko' tylko z gliny. Podobnie jest w wioskach
kamemńskich, sąsiadujących z Nigerią, zamieszkałych przez
ludność Bajangi.
Przed wioską Bachwa-Kabwe, w bezpośrednim sąsiedztwie
drogi, znajduje się jedna z takich rzeźb (U. 10). Ustawiono ją
i zaroślach. Figura z cementu wyobraża człowieka. Kształt
i ślady odciśniętych desek po bokach i od tyłu wskazują, że rzeź­
biarz korzystał z prymitywnej, drewnianej formy. Tym też
można tłumaczyć stojącą pozycję figury, jej płaskość ozy sche­
matyczny modolunek całości. Ręco nie mają łokci (nie zmieściły
tig w formie!), nieznacznie tylko zaznaczony został bark i —
walkowato
same dłonie. Nogi są podobnie wałkowate i po­
tężne tors spłaszczony, aby ułatwić wypisanie takich słów:
I X LOVING MEMORY OF PURE A L . OROT.. D I E D 36.
A zatem jest to wyobrażenie młodego mężczyzny, nieżonatego.
rzeźbiona jest delikatnie, usta są rozchylone, jedno oko
z*ikrvto powieką drugie otwarto
W toj samej miejscowości znajduje się inny pomnik (il. 11),
usytuowany przy frontowej ścianie budynku mieszkalnego.
Grobowiec składa się z trzech głównych elementów: naturalnej
wielkości rzeźby, wyobrażającej kobietę w pozycji siedzącej,
krzyża — oraz sporych rozmiarów prostokątnej tablicy, łączącej
rzeźbę z krzyżem. Na tablicy znajduje się starannie wykonany
napis- SIMON ENOW ETA BORN 1923 D I E D 1 St. Oct. 1971.
48 YEAR[S] OLD oraz E N E K E A Y U K BORN 1898 D I E D
3 rd[ ] Oct 1971. 73 YEARS OLD. Jest to grobowiec matki
Eneke Ayuk i syna Simona Enow Eta. Rzeźba wyobraża kobietę
siedzącą w pozycji hieratycznej. Sztywno wyciągnięte ręce
pierają się na kolanach Stopy są duże palce nóg rzeźbione
niedbale, nogi nie mają zaznaczonych zwężeń i wypukłości.
^For 9 jest wydłużony, piersi lekko zaznaczone szerokie biodra.
Na cienkiej szyi stosunkowo mała głowa a na niej trzy kostki

które iiakrywa chusteczka. Figura została ulopiona z cementu.
Powierzchnie ma wygładzone, szczegóły zaznaczone przy pomocy
twardego narzędzia. Usta nieznacznie rozchylone, oczy otwarte,
jakby z lekka przymrużone. Figura jest malowana w białe
i brązowe pasy, rytmicznie rozłożone na całej powierzchni.
Na twarzy obrysowane zostały bielą: usta, nos i oczy. Do rzeźby
dołączona jest laska, szarfa okalająca biodra, naszyjnik i wy­
dłużona, sporych rozmiarów ludzka kość.
y ¡1 Inny rodzaj wyobrażeń plastycznych spotkać można w nie
opodal położonej Nigerii. W wiosce Eikwe, w pobliżu Enugu,
znajduje się zespół cementowych pomników. Pomniki te usy­
tuowane są w oentralnej części wioski, w pobliżu drogi, nie opodal
sanktuarium Orugbo (il. 13). Na prostokątnych płytach-podstawach, stojących w niewielkiej odległości od siebie, zamonto­
wano słupy zwieńczone symbolicznymi wyobrażeniami „męskoś­
ci" i „żońskości". Słupów tych bywa w jednym miejscu 4, 6, 8,
ale zdarzają się też liczby nieparzyste. Każdy taki zespół jest
odrębnym „grobowcem rodzinnym". Wyobrażeniu symbolicz­
nemu mężczyzny towarzyszą odpowiednie symboliczne wy­
obrażenia kobiet w różnym wieku. Symbolem „męskości" jest
na tych grobowcach zwężający się ku górze słup, wysoki ponad
metr. Słup taki bywa nakryty wyobrażeniem czegoś w rodzaju
kapelusza czy kasku tropikalnego Symbole kobiecości" to tarczo
okrągłe elipsoidalne oraz romboidalne mające w środku otwór
różnych kształtów i wielkości Tarcze wieńczące słupy są na
obrzeżeniu zdobione prostymi i półkolistymi wycięciami Przy nie­
których zespołach między sterczące pionowo słupy cementowe
wmontowane są półki czy stoły Ustawiane są pod nimi i na ich
• zchi ' i
vnia z ofiarami (butelki i uarnki) Na renrodu
k° a
t
djęciu grobowca widać tal właśnie u tawioną
W

f i (Tl

A

(W
a "e d ofiładałen te grobowce
w i c T ^ ą s L z t w i e obchodzono uroczystość poświęconą zakon* — Orugb okpo, i' przećcl zn j d ' jącyin ię
" w , ob l ' '
czemu z h"lorow
sanktuarium mężczyźni z ozy i o laię z zarżnie ego *og
Na, żadnym z opisanyci powyżej gro owoow me ma napisów.
Pamięć czy tez więź ze zmarłymi wyrażona jest t u przez odP

101

�kondygnacjowa budów In. o charakterze mauzoleum. Na p i e r w a f l
kondygnacji umieszczono zostały dwie figury siedzących w foMj
telach kobiot. Różnią się one jedynie fryzurami. Obydwie trzjH
mają parasolo, mają takie samo stroje, spódniczki w krataK
identycznie oznaczony pępek i piersi, a na szyjach mają t a k S
same naszyjniki z krzyżykami. Są to figury malowane żywymH
jasnymi kolorami. Na dwóch potężnych słupach wznosi gjBj
druga kondygnacja, rodzaj kapliczki, w której umieszczoaS
zostały trzy figury — dwóch mężczyzn i pomiędzy nimi kobietyii
Figura kobiety podobna jest do figur z pierwszej kondygnacji*
ma taką samą spódnicę w kratę i parasol w ręku. Figury mężczyżJH
przedstawione są w ciemnych kapeluszach i czarnych t u ż u r k a e l ł
Zamiast parasoli trzymają laski. Jedna z figur trzyma lewą d ł o f l
na kolanie, druga postać wspiera lewą rękę na poręczy ( „ t r i a .
Z całoj kompozycji, potraktowanej z rygorem symetrii w ukladziłW
akcentów rzeźbiarskich i kolorystycznych, tchnio spokój i dof
stojeństwo, niczym z okazjonalnie wykonanej fotografii rodzin'
nej. Jest to dzieło prawdziwie wzruszające Tablica umieszczona
na froncie podaje nazwiska zmarłych i datę śmierci
1959
Dwukrotnie powtórzony jest na tej tablicy skrót R I P
Z przedstawionych skrótowo kilku przykładów wyrażanial
uczuć komemoratywnych — i to z jednego tylko rejonu Afryki - M
rysuje się dostatecznie wyraziście znaczna rozmaitość funkcjonui
jących obecnie wzorów. Wszystkie one jednak wskazują na]
doniosłe znaczenie tych uczuć we współczesności afrykańskiej!
Są też one jednym z najważniejszych czynników ukierunko¬
wujących rozwój dzisiejszej twórczości rzeźbiarskiej o charakuj
rzo popularnym, a więc nie elitarnym, nie oficjalnym. Należy te
podkreślić z całym naciskiem, że chociaż twórczość ta konkrety-l
żuje się wokół aktu śmierci, jest wyjątkowo ściśle powiązana!
z samym życiem. Dodajmy—z życiem współczesnych, nowych]
zupełnie grup ludnościowych w Afryce. Podobne zespolenie]
ze sprawami, jakimi żyją społeczności ludowe, ujawnia kolejna
grupa rzeźb o charakterze informacyjnym.
Szyldy i drogowskazy
powiocmi symbol i uczestnictwo w dopełnianiu ofiar. Tradycja
ustna dodatkowo utrwala pamięć o tych zmarłych.
Cmentarz w niewielkim miasteczku Ibefuno w okolicach
Beninu. Wszystkie groby na tym cmentarzu zbudowano solidnie,
z cegły i cementu. Nagrobki wzorowane są na formach popular­
nych w Anglii w X I X w. Na stelach wykute starannie dokładne
dane o zmarłych, za każdym razem zakończone sakramentalnym
R.I.P. (Requiescat in pace). Ale i na tego rodzaju cmentarzach
natrafić można na oryginalne próby przetworzenia oficjalnie
propagowanych wzorów. Oto grobowiec składający się z płyty
nakrywającej i steli. We wnęce łukowato sklepionej, od strony
zewnętrznej steli, znajduje się popiersie mężczyzny w średnim
wieku (ił. 14). Twarz jego ma cechy realistycznego portretu.
Widoczny jest także charakterystyczny strój, jaki nosił zmarły
i jaki wciąż nosi wielu Nigeryjczyków. Twarz malowana jest
w odcieniu jasnego brązu strój jest błękitny i biały.
W innych miejscowościach tę samą tendencję do utrwalenia
indywidualnego obrazu człowieka wyrażają fotografie, co jest
wyraźnym odejściem od tradycyjnej formy anonimowości i sym­
bolizmu. Podobnie jak gdzie indziej na świecie, fotografie te
umieszcza się na grobowcach. Zwyczajowi temu towarzyszą
przejmowano z całą skwapliwością inne, charakterystyczne
dla kultury europejskiej, formy wyrażania pamięci o zmarłych,
jak zdobienie grobu kwiatami, wiązankami i wieńcami. Zdarzają
się też na niektórych nigeryjskich cmontarzach trwałe wieńce
blaszane.
Przyjrzyjmy się jeszcze jednemu grobowcowi (ił. 12). Po­
święcony on został w 1943 roku rodzinie wodza, a następnie
samemu Akanso Ekaha Enyin, jednemu z wodzów Ibibio. Do­
tychczas mówiliśmy o grobach pospolitych, należących do osób
nie wyróżniających się w hierarchii społecznej, toteż przykład
grobowca Akanse zasługuje na szczególną uwagę. Jest to dwu-

102

Na obszarach zachodniej Afryki, w większych skupiskach
ludzi, żyjących w prowincjonalnych mieścinach lub na przed­
mieściach wielkich miast, a więc pośród odłamów ludności]
plebejskiej czy wprost prolotariatu, rozwinęły się nowe i rozmaitej
formy informacji wizualnej. Nawiązują one do powszechnie dziś
przyjętych sposobów informowania, a więc do reklam, szyldów,
napisów i znaków plastycznych. W środowiskach, o jakich
mówię, szczególną uwagę zwraca rozwój reklamy pewnej tylko
kategorii usług, jak — przede wszystkim
usługi fryzjerskie
i krawieckie. Od nich założy w stopniu największym możliwość
dostosowania się — choćby zewnętrznego
jednostki do nowych
warunków. Toteż właśnie usługi krawieckie i fryzjerskie roz- i
wijają się najbardziej. Łączy się z tym, jak w każdym podobnym
przypadku, problem konkurencji, a więc i reklamy.
Najpopularniejsze są oczywiście reklamy graficzne i ma­
larskie, o których pisałem w cytowanym już na wstępie artykule.
W korzystaniu z tych reklam celują nigeryjscy fryzjerzy z przed­
mieść i osiedli-miasteezok, ale spotyka się je też sporadycznie
w Kamerunie, a nawet z drugiej strony kontynentu, w Kenii.
Oprócz malarskich szyldów i reklam, pojawiają się także ich
odpowiedniki rzeźbiarskie. W Enugu, w Nigerii, poznałem
rzeźbiarza specjalizującego się w rzeźbie nagrobnej, który wy­
konywał również wizerunki głów młodzieńców o czerstwych
twarzach i eleganckich fryzurach (ii. 15). Głowy takie, zależnie
od okazji, wmontowuje w odpowiednio grobowco lub sprzedaje
fryzjerom. Wykorzystują je oni zgodnie ze zwyczajem przy­
jętym od europejskich fryzjerów
jako reklamę strzyżenia
i pomadowania włosów i ozdobę salonu szczególnej elegancji.
Popularną reklamą zakładów krawieckich jest rzeźba ukazu­
jąca krawca siedzącego przy maszynie do szycia (il. 17). Ma­
szyna ta — jak onegdaj u jej wiejskich posiadaczy w Europie —
urasta do znaczenia fetysza. Jest eksponowana i celebrowana.

��I I . 11. Pomnik nagrobny, katolicki, rodzinny. Wyeksponowana figura matki — przodka rodu. Grób znajduje się przy wejściu do dontffl
mieszkalnego. Wioska Bachwa Kabwe, Kamorun.

Wyczuwa się t u fascynację przedmiotem szczególnej praktycznośei, lecz nie każdemu dostępnym. W rzeźbach przedstawia­
jących szwacza, jego figurę przysłania zazwyczaj potężna forma
ręcznie lub nożnie napędzanej machiny. Żaden z ważniejszych
jej detali nie zostaje pominięty. Sama zaś postać, odpowiednio
przejęta czynnością szycia, w sztywnym i pełnym elegancji
geście, dopełnia całości rzeźbiarskiego wyrazu tych osobliwych
reklam. Innym przykładem rzeźby-rcklamy jest samolot z dre­
wienek bambusowych, umieszczony przed sklepem z wyrobami
plecionkarskimi (il. 16).
Rzeźby mogą mieć różne zastosowania, a więc i spełniać
różne funkcje. Widzieliśmy to na przykładzie głów wykonywa­
nych przez rzeźbiarza z Enugu. Opisana wyżej rzeźba krawca,
w jednej ze swych wersji wykorzystana została do udekorowania
domu kultowego Mbari w Owerri. W tymże sanktuarium bóg
niebios, Amadi-Oba, ukazany został przez rzeźbiarza w stroju
wzorowanym na uniformie policyjnym, wzbogaconym o szy­
kowny krawat w k r a t ę !
Podobnie przyjmowane są przez zachodnio-afrykańskich
rzeźbiarzy wzorce tematyczne europejskiej plastyki odpustowo-jarmarcznej. Gipsowe figury słoni, lwów, koni, kogutów, w nie­
znacznie przetworzonych formach, wykorzystywane są często
do wyrażania wzniosłycli intencji komemoratywnych (jako
symboliczne ofiary składane na grobach), religijnych, reklamowo-

104

-informacyjnych, a także dekoracyjnych (przy każdej nadarza-§
jącoj się okazji).
W pełni oryginalno przejawy samorodnej twórczości rzeź- I
biarskiej, pełniącej równocześnie funkcjo informacyjno-doku'.|
mentalne, spotykamy w innych rejonach Afryki. W ZairzeJ
Ludowej Republice Kongijskiej oraz w Tanzanii rozwinęła s i ę |
spontaniczna twórczość o przeznaczeniu świeckim i zarazem
publicznym, jak np. budowane w Zairze bramy triumfalne
na cześć rządzącej partii MPR oraz samego prezydenta Mobutu.
M o odbiegają zresztą od tych dzieł ani stylowo, ani w prostocie,
ubóstwie środków wyrazowych, oficjalno przedsięwzięcia pań­
stwowe. Symbolem ich może być obelisk-pomnik na cześć Lumumby w centrum Kisangani.
Również w Ludowej Republice Konga, mimo zasadniczych
różnic ustrojowych, podobnie bywają wyrażane oficjalne dążenia
społeczne i polityczne, jak to widzimy na przykładzie pomnika
Andre Matsoua w Kinkala. Wykonany on został z wielkim na­
kładem starań. Ukazane zostały naturalistyczne szczegóły stroju
tego męża stanu i polityka. Jest to- ta sama poetyka rzeźby,
którą widzimy w jarmarcznych kogutach czy reklamach usług
krawieckich. No, ale jeśli symbol usług krawieckich może deko,
rować świątynię, to również szczero i jarmarczna stylistyka
może służyć głoszeniu treści państwowych.
Na tle tych oficjalnych, państwowotwórczych realizacji

�rzeźbiarskich szczególnej wymowy nabierają skromne praco
anonimowych twórców. Jednym z takich przykładów jest w Tan­
zanii rzeźba służąca do oznakowania przystanku autobusowego.
¡Ná wysokiej tyczce, zatkniętej na poboczu asfaltowej szosy,
umieszczona została tablica informacyjna z nazwą przystanku
i datą: 1973 ROK, a nad cą tablicą informacyjną wyrzeźbiona
:jest kukła z rozpostartymi ramionami. Jest to jedna z naj­
bardziej dramatycznych rzeźb, jakie spotkałem w Afryce.
Lśnią sztuczne zęby i oczy, postać odziana jest w płócienny
iubiór. Unosi ona w górę ręce, niczym podróżny na szosie, który
błaga o zatrzymanie się „publicznego środka transportu".
Przed tą kukłą twórca umieścił na drągu figurę żyrafy. W naj­
bliższej okolicy od downa żadnych żyraf nie ma. .Ale twórca
myślał roztropnie. Jeśli nie kukła ludzka, to figura żyrafv możo
nadać znaczenie przystankowi omijanemu przez autobusy.
Oznakowanie takie nie miałoby oczywiście sensu w innych
krajach jak np w Nigorii gdzie najpopularniejszym środkiem
lokomocji są wysłużone ciężarówki-autobusy
eksploatowane
przez prywatne przedsiębiorstwa zabiegające skwapliwie o każ5 dego pas&amp;7oi*a
Ewenement - Bamilekó i Makonde
Współczesna twórczość rzeźbiarska ludności Makonde
z Tanzanii oraz rzeźbiarstwo rozwijające się obecnie w rejonie
Bamileke w Kamerunie, jednym z najgłośniejszych i najwspa­
nialszych w Afryce ośrodków artystycznych, to tematy za­
sługujące na osobne studia. Zresztą rzeźby z tych dwóch od­
ległych kultur doozekały się już osobnych książkowych opraco­
wań. W komunikacie t y m pragnąłbym więc tylko wskazać
na niektóre ogólno tendencje rozwojowe, jakie można dostrzec
w tych ważnych zjawiskach artystycznych. Zacznijmy od Ba­
mileke.
Bano, jakie przedstawię, dotyczą tylko jednego zespołu
architektonicznego, znajdującego się w miejscowości Bałeng
w pobliżu Bafoussam (ił. 18 — 21). W rejonie Bamileke po­
dobnych zospołów architektonicznych jest kilkanaście, jeśli
nie więcej. Do najsławniejszych należy Bandjoun. Natomiast
Bałeng wybrany został dlatogo, że w literaturze przedmiotu
posiada stosunkowo najpełniejszą dokumentację. Wynika z niej,
że obecnio znajdujące się tam budowle, mieszcząco się na tzw.
placu handlowym, położonym w świętym lesie, usytuowane
są obecnie inaczej aniżeli w latach pięćdziesiątych czy czter­
dziestych, kiedy to Raymond Lecocj gromadził materiały do
swej pracy Les Bamileke, Paris 1953. Wiąże się to ze zmianami,
jakie zaszły w ostatnim ćwierćwieczu w usytuowaniu niektórych
budowli Przede wszystkim poważnie rozbudowano i zmoderni­
zowano osiedle położono w pobliżu pałacu wodza, a w którym
to osiedlu zamieszkuje jego rodzina i służba Niektóre z budowli
na wielkim placu przebudowano odremontowano i uzupełniono
nowym wystrojem rzeźbiarskim Przy pracach tych zatrudniono
wielu miejscowych rzemieślników Zatarła się już pamięć kto
jakie prace wykonał, nie znamy więc nazwisk rzeźbiarzy. Prace
ich budzą podziw, są imponujące, zwłaszcza wykonane od nowa,
bogato rzeźbione odrzwia ośmiu wejść prowadzących do po­
tężnej budowli „teong" (domu zgromadzeń tajnych związków)
oraz zdobione odrzwia w dwóch niewielkich budowlach, słu­
żących do przechowywania świętych bębnów. Cały zespół archi­
tektoniczny, położony przy osiedlu szefa (wodza) Bałeng, składa
się prócz budowli „teong" z sześciu pomieszczeń przeznaczonych
na święte bębny, dwóch przestronnych bram oraz budynków
chroniących groby poprzednich wodzów W rzeźbiarskim wy¬
stroju tych pomieszczeń spotykamy motywy tradycyjne • wyobrażenią zwierząt (pantery żółwia słonia) które nawiązują do
wątków mitycznych w wierzeniach ludności Baleng a także
postacie ludzkie przedstawiające przodków oraz legendy spo
wijające historię tutejszej ludności Forma rzeźbiarska nawiązuje
do najlepszych doświadczeń tradycyjnego obrazowania Po­
szczególne kompozycjo są genialnie zwarte i wyraziste piastycz
nie detale potraktowane umownie Rzeźby sa nolichromowane

\

I I . 12. Rodzinny grób wodza plemienia, cement polichromowany.
Nigeria.
• ,

matowymi farbami, wykonanymi prawdopodobnie z roztartych
na pył kamieni. Zależnie od tematu, użyto barwy czarnej, białej,
brązowej, czerwonej i zielonej.
Szczególną uwagę zwraca kompozycja tworząca zwieńczenie
głównego wejścia prowadzącogo do „teong". Oto na środku
ukazana została postać praprzodka. Jest ona obnażona, ramiona
wznosi do góry. Po bokach tej figury znajdują się portrety
wodzów Balengu. Bliźniaczo potraktowano płaskorzeźby przed­
stawiają krępych mężczyzn przybranych w smokingi.
Obecny wódz Balengu jest katolikiem. Podobnie większość
mieszkańców tej miejscowości uznaje się za chrześcijan. Mimo to
rozwijają się t u wszelkie kulty tradycyjnych wierzeń. Przed
świętymi drzewami, które znajdują się w pobliżu poszczególnych
budowli, składane są ofiary z ryb i oliwy. Podobne ofiary wlewane
są do głębokich otworów w ziemi, gdzie spoczywają zwłoki
poprzednich wodzów. Na grobach tych nie ma żadnych oznak
wskazujących, że przyjęto jakąś współczesną formę wyrażania
pamięci o zmarłych. Nie ma t u żadnych rzeźb. W Balengu
widoczne jest niewątpliwie głębokie poszanowanie tradycji,
najbardziej jednak zdumiewa żywotność dawnych doświadczeń
artystycznych, aktualność tradycyjnego modelu twórczości
plastycznej w życiu nowej społeczności. W modelu t y m znajdują
się jednak szczeliny. Pozwala to na przejmowanie przez artystów
pewnych wątków treściowych i rozwiązań formalnych całkiem
współczesnych.
Z terenu Balengu nikt nie eksportuje rzeźb dla zagranicz­
nych miłośników pamiątek murzyńskich. Tradycyjne umiejęt­
ności nadal mocno są t u zrośnięte z potrzebami własnego środo­
wiska.
I n n ą zasadniczo sytuację obserwujemy w Makonde. Twór­
czość artystyczna przeradza się tam właściwie w produkcję wy-

105

�I I . 13. Groby mężczyzn i kobiet, wykonane z cementu. Pod stołem ofiarnym naczynia z winem palmowym, na wierzchu — miski z je
dzeniem oraz gipsowy kogut barwnie pomalowany. Wioska Eikwe, w okolicach Enugu, Nigeria.

robów masowych, wykonywanych wyłącznie dla odbiorców z zew­
nątrz, zwłaszcza dla białych przybyszów z Tanzanii. Rzeźby
Makonde kolekcjonują biali zamieszkali przez dłuższy czas w Etio­
pii lub w Rwandzie, wspaniałą kolekcję ma też muzeum w Syra¬
cuse w USA, ale ż a d n e j z tych rzeźb nie znajdzie się w zbio­
rach Muzeum Narodowego w Dar-es-Salaam, mimo że muzeum
to przywiązuje duże znaczenie do chronienia i propagowania
sztuki rodzimej.
Rzeźbiarze Makonde mają swoje warsztaty rozrzucono na
rozległych obszarach wokół stolicy. Są to miejsca położone w po­
bliżu najbardziej ruchliwych dróg i autostrad, po których jeżdżą
samochody turystów. W miejscach tych, w pomieszczeniach bez
ścian, a mających tylko dach, gromadzą się rzeźbiarze, nieraz
w kilkuosobowych zespołach. Pracują bez wytchnienia. Swoje
praco sprzedają na miejscu albo oddają do sklepów zajmujących
się handlem dziełami sztuki. Mimo całkowitego oderwania od
potrzeb środowiska i jawnego skomercjalizowania, twórczość
rzeźbiarzy Makonde wzbudza nawet u piszącego te słowa wielki

i 06

podziw i coś więcej niż tylko zainteresowanie zjawiskiem w jego
aspekcie socjologicznym. Budzi mianowicie podziw łatwość, z jaką
przedstawiciele jodnej z grup, najdotkliwiej upośledzonych pod
względem szansy uczestnictwa w dobrodziejstwach współczes­
nego życia, potrafili w nim — mimo wszystko — znaleźć dla siebie
godne miejsce. Budzi podziw rozległość wyobraźni tych rzeźbiarzy,
ich wielka inteligencja. Potrafili bowiem wnikliwie rozpoznać gust
i potrzeby swojej stałej klienteli, przeważnie białych przybyszów.
Swobodnie sięgnęli do rozwiązań szczególnie atrakcyjnych, do
abstrakcji i surrealizmu, niezwykłości form, które w nikłej lub
w żadnej mierze nie wiążą się z tradycyjnym doświadczeniem
artystycznym nie tylko ludności Makonde, lecz również innyoh
grup zamioszkujących Tanzanię (il. 27, 28). Ważno jest, że pra­
ce tych rzeźbiarzy nasycone są tajemnicą wyobrażeń nie identy­
fikujących się łatwo czy bezpośrednio z czymkolwiek są więc
żywo komentowane i interpretowane zarówno przez przypadko­
wych nabywców jak też przez zapamiętałych kolekcjonerów.
I nic to że komentarze nie odpowiadają w pełni myślom czy za

�I I . 14. Cmentarz w lbeiune w okolicach Beninu. Na pierwszym planie popiersie zmarłego mężczyzny, cement polichromowany.

myślom, jakie towarzyszyły twórcom tych rzeźb. Ważne jest, że
pobudzają do zastanowienia się osoby nieskore do takiego kon­
taktu z przedmiotom artystycznym.
Rzeźba Makonde stanowi dziś jedno z odgałęzień, bujnie roz­
wijającej się w niektórych krajach Afryki, sztuki o charakterze
pamiątkarskim, przeznaczonej dla odbiorcy z zewnątrz, na ogół
obojętnego na sprawy, jakimi żyje ludność tego kontynentu. Do­
dajmy jednak od razu, że jest to rzeźba jedna z najciekawszych
artystycznie, o wyraźnie ukształtowanej poetyce, nie spotykanej
gdzie indziej.
Rzeźbiarstwo Makonde na pewno znacznie poszerza pole
doświadczeń artystycznych znanych w Afryce. Stwierdzenie to
dotyczy zarówno wartości formalno-ideowych tej rzeźby, jak rów­
nież jej funkcji. Rzeźby, o jakich mówimy, swym niepokojącym
plastycznie wyrazom przekazują pojęcia tak doniosło i zarazem
rudymentarne, jak „głód", „macierzyństwo", „pożądanie", „do­
bro i zło" (są to zarazem nazwy konkretnych rzeźb). T y m samym
włączają się do jednego z wielkich powołań sztuki — wzbudze­
nia uczuć etycznych.

W kontakcie z tak ewidentnymi problemami, jakie kryją te
rzeźby, jej odbiorca może odmienić swą naturę „hobbysty pa­
miątek" na postawę człowieka przeżywającego lub chociażby
lepiej rozumiejącego sprawy zaprzątająco współczesnych Afry­
kanów.

Pomniki pamięci plemiennej i narodowej
Rzeźby tej grupy stanowią zupełnie osobną dziedzinę. W nie­
których krajach zachodniej Afryki, jak np. Ghana, Dahomoj,
Togo, Nigeria — powstały ogromnych rozmiarów kompozycje
architektoniczne, bogato przystrojone rzeźbami nawiązującymi
zarówno do symboli dawnych, jak i całkiem współczesnych,
jak np. wizerunków uzbrojonych, umundurowanych żołnierzy,
kul i luf armatnich, palm oraz dostojników i symboli nowej
państwowości. Niektóro z tych rzeźb-budowli nawiązują do obficie
występujących w tych stronach reźydoncji-kamienie, wykonanych
w stylu prowincjonalnej kolonialnej secesji (ił. 22—26,29). Dzieła,

107

�I I . 15. Twórca i sprzedawca drewnianych głów nagrobnych. Enugu, Nigeria. I I . 16. Samolot z barwionych drewionek bambusowych.
Reklama sklepu z wyrobami plecionkarskimi — kosze, maty, podkładki na głowę do noszenia ciężarów. Kano, Nigeria. I I . 17. Figura
krawca, glina polichromowana. Niger.

�20.9

�II. 18—21. Dom zgromadzeń i sceny plaskorzeźbione w drewnie na portalach. Wioska Bałeng, kraina Bamileke (Kamerun). I I . 18. Widok
ogólny domu. U. 19. Scena z przedstawieniami przodków, wyk. po 1956 r.

���I I . 22. Dom-mauzoleum plemienia Asafo, apoteoza lwów, symbol lojalności wobec Wielkiej Brytanii. Ghana, 1958 r. I I . 23. Dom-mauzoleum poświęcone duchowi opiekuńczemu Kutuudubo. Na szczycie małpa, symbolizująca spryt ludu Asafo. Figury skautów
i królowej matki. Ghana. I I . 24. Dom-mauzoleum Asafo, nazywane „Potężny Niszczyciel". Ghana. I I . 25. Królowa matka, fragment
il. 23 I I . 26. Leopard — symbol królewskiego autorytetu. Na łuku — czarna gwiazda, godło wyzwolonej Ghany. Fragm. ił. 23.

o jakich mówimy, zaskakują bogactwem form, alo najbardziej
chyba agresywnością barw i zestawień kolorystycznych. Do bu­
dowli tych użyto spore ilości cementu, gliny, cegieł, a także i farb.
Pomniki te w niczym nie przypominają posępnych figur z brązu
lub szarego cementu, tak często spotykanych zwłaszcza w Euro­
pie. W innych krajach Afryki (np. w Zairze i Kenii) spotkać
można na wysokich cokołach pojedyncze posągi osób zasłużo­
nych dla rewolucja Pomniki te, dzieła nieszkolonych rzeźbiarzy,
naiwnością formy ratują się od pretensjonalności zapożyczonych
wzorów.
Zakończenie
Przedstawione wyżej przejawy nowej twórczości rzeźbiar­
skiej w skromnym tylko zakresie ukazują rozmiary kształtującego
się w Afryce zjawiska. Zjawiska, któremu w pełni przysługuje
miano sztuki. Ale nie jest to już sztuka plemienna, sztuka spo­
łeczeństw pierwotnych — chociaż sięga nieraz do pierwotnych
środków wyrazowych, właściwych dawnej twórczości. Nie jest
nią nawet wówczas, kiedy, jak w przypadku Bamileke, wskrzesza
czy też utrwala tradycyjne wyobrażenia i pojęcia o charakterze
mitycznym. Jest to natomiast kształtujący się pod ciśnieniem
współczesności (czy"' czynników sprawczych niezwykle zróżni­
cowanych pod względem znaczenia i charakteru) nurt twórczości
bliskiej temu, co nazywane jest „sztuką ludową", względnie
sztuką o charakterze „ludowym". Jest to więc nurt, który
wiąże się z potrzebami i możliwościami percepcyjnymi szerokich
kręgów społeczności, nurt, którego opozycją jest sztuka współ­
czesna, rozwijana przez artystów „uczonych", a więc „nowo­

czesnych" i „oficjalnych", uznawanych i docenianych w sferze
wartości społecznych, kulturalnych i artystycznych, a nieraz
nawet politycznych. Nurt zaś, który jest przedmiotem tego
komunikatu, nie korzysta z tych przywilejów i oficjalnej apro­
baty. Można go więc nazwać również nurtem sztuki „nieoficjal­
nej". Pozostańmy jednak przy terminie „sztuka ludowa".
Nie jest on, jak wiadomo, dostatecznie precyzyjny, ale może
właśnie dzięki temu jest on dostatecznie pojemny, a nawet
popularny. Jedno jest pewne, że termin ten znacznie bardziej
przylega do omawianych tu zjawisk współczesnej twórczości
rzeźbiarskiej niż do sztuki dawnej, tradycyjnej, plemiennej.
Albowiem żeby mówić, że coś jest istotnie „ludowe", trzeba
jednocześnie brać pod uwagę występowanie czegoś „nieludowego". Musi więc być polaryzacja, której
jak wiadomo
nie było w kulturze afrykańskiej okresu istnienia społeczności
plemiennych (tj. do początków, a niekiedy i połowy X X w.).
Natomiast dzisiaj, kiedy obserwujemy inne zasadniczo układy
i zależności
przede wszystkim w stosunkach społeczno-kultu¬
ralnych
możemy mówić o ludowości jako o czymś przeciw­
stawnym nieludowości" a więc kulturze oficjalnej"
pań­
skiej" a także aspiracjom dorównania czy też utożsamienia się
ze współczesną sztuką Istnienie tego podziału niezależnie od
tego, jak będziemy oceniali wartość tej sztuki, zmierzającej
do „europeizacji" — jest faktem nowym i świadczy o doniosłyoh
przemianach cywilizacyjnych w krajach „trzeciego świata".
Jeśli jednak wrażliwość naszą angażują właśnie działania
uznano tu za przejawy nowej sztuki ludowej (czy o charakterze
ludowym), to głównie dlatego, że sztuka ta jest mocniej zrośnięta
z niepowtarzalnymi lub jedynymi w swym rodzaju zjawiskami

113

�I I . 27. Głowa, rzeźba współczesna z hebanu,
Makonde (Tanzania).

kulturowo-społecznymi o charakterze lokalnym. Działania te
najpełniej też nawiązują do tradycyjnych doświadczeń sztuki
rodzimej, co zawsze sprzyja istnieniu sztuki oryginalnej.
W dwóch swych odgałęzieniach (nazwanych t u rzeźbiar­
stwem komemoratywnym i reklamowo-handlowym) sztuka
ta utrwala niezwykle ważne we współczesnej Afryce zjawisko
kulturowe, jakim jest dążenie do identyfikacji narodowej za­
równo grup społecznych, jak też jednostek. Łączy się z t y m
doniosły w etycznych kategoriach proces wyzwalania się jed­

I I . 28. Krzyk, rzeźba współczesna, wykorzy­
stująca naturalną formę konaru hebanu,
Makonde (Mozambik).

nostki z układów zbiorowych, anonimowych. Proces kreowania
własnego (osobistego) znaczenia, nowej świadomości! W przy¬
padku takiej działalności, jaką stwarza rzeźbiarstwo Makonde,
proces ton jest jeszcze bardziej zaawansowany i pogłębiony,
ujawnia bowiem możliwości zindywidualizowanego, własnego
interpretowania aktualnej rzeczywistości. Surrealistyczna for­
muła rzeźbiarstwa Makonde sprawia, że problemy związane
z tą aktualną rzeczywistością odzyskują swój drastyczny wyraz,
przestają byó obojętne.

I I . 6-7 — reprodukcje z: A . Lehman, Afroasiatische christliche Kunst, München 1957; il. 8, 9 — repr. z: U . Beier, African Mud Sculpture, Cambridge 1963;
il. 12 — repr. z: M. Luiris, J . Telange, VAfrique Noire. L'univers formes, Paris 1967; il. 17 — repr. z: katalog 3 Triendle insitného
umenia,
Bratislava
1972; il. 22-26, 29 — repr. z: G . ST. Preston, Perseus and Medusa in Africa, „African Arts", California 1975, nr 3; il. 27. 28 — repr. z : „ T h e Unesco Courier", X I , 1973
Pot.: Autor — il. 1-4, 10, 11, 13—16, 18-21. Kepr.: S. DeptuszewBki — il. 5-9, 12

|
p

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10128" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10106">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0badab8db13de5743a8d1f5aa9e724a6.pdf</src>
        <authentication>d6e1964e6e3aaa81e6123f9635a07ae4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120505">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3547</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120506">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120507">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3324</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120508">
                <text>Kwitlechy z Leżajska. Prośba i dziękczynienie w kultach chasydzkich i katolickich / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120509">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.1-2, s.23-26</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120510">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120511">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120512">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120513">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120514">
                <text>Jacek Olędzki

KWITLECHY Z L E Ż A J S K A
P R O Ś B A I DZIĘKCZYNIENIE W KULTACH CHASYDZKICH I KATOLICKICH

M a t e i Lea c ó r k a Frydy
(prosi) szybkiego w y z d r o w i e n i a , b ł o g o s ł a w i e ń s t w a
i szczęścia tych których wykarmiła piersią
S a m u e l - C h a i m syn M a t l i Lei
(prosi) o z d r o w e c i a ł o i d u s z ę i z a p a ł w nauce
ś w i ę t e j Tory
B o r u c h A b r a m syn M a t l i Lei
(prosi) o z d r o w e c i a ł o i d u s z ę i z a p a ł w nauce
świętej Tory
Jak

niesie

wieść

1

gminna, ł a t w o

jest

rozpoznać

dziecko

ż y d o w s k i e i polskie j u ż w pieluszkach. Pierwsze kręci g ł o w ą ,
z d r a d z a j ą c p o w o ł a n i e d o z a j ę ć u m y s ł o w y c h , natomiast polskie
wymachuje r ą c z k a m i , u j a w n i a j ą c — ł a g o d n i e — p r z y s z ł e talenty
2

motoryczne. K o r e s p o n d u j ą z t y m rozpoznaniem oceny z a c h o w a ń
(emocji), pojawiające się w wielu p r z y s ł o w i a c h . Jak chłop zły,
jak Źyd zły, to śpiewa; a pan to chodzi i gwiżdże.
diabła

w uchu, chłop

bije;

T u d z i e ż inne: Pan ma

w sercu (w gardle), a Żyd

3

w stopach.

I tu

zbliżyliśmy się do istoty rzeczy, zlokalizowania cech w o l i t y w n y c h
w poszczególnych częściach ciała ludzkiego. Badaczki f o l k o r y s t k i

w r a ż e n i e , że nie interesują ich podobne d y r d y m a ł y . N a szczęście inne
zasadniczo zdanie mieli na ten temat Eliade l u b van der Leeuw.
Z a r ó w n o w n a j p o t ę ż n i e j s z y c h i tych najskromniejszych k u l t u r a c h
ś w i a t a w y s t ę p u j e c z ę s t o niezwykle wyraziste z r ó ż n i c o w a n i e d o t y c z ą ­
ce uznawanych i nie uznawanych o r g a n ó w czy części ciała ludzkiego,
j a k o siedliska w a ż n y c h cech osobowych. Wystarczy p o w i e d z i e ć , że
w dawnej kulturze C h i n s ą d z o n o , że n a j w a ż n i e j s z y m o ś r o d k i e m cech
osobowych c z ł o w i e k a jest w ą t r o b a , a ściślej m ó w i ą c sam woreczek
żółciowy, czyli ó w organ, k t ó r y w Europie d o s y ć niefrasobliwie
bywa usuwany przy lada s k a ż e n i u organizmu. D o dzisiaj język
chiński przechowuje z w r o t „ d u ż a w ą t r o b a " , da dan, o z n a c z a j ą c y
c z ł o w i e k a ś m i a ł e g o , o d w a ż n e g o , n i e z a l e ż n e g o . Natomiast „ m a ł a
w ą t r o b a " , to nasz t c h ó r z w znaczeniu charakterologicznym, czyli
człowiek bez serca (!), tak j a k notuje to j ę z y k francuski (sans c o e u r ) .
Zapewne istnieją k r a i n y , w k t ó r y c h w ł a ś n i e c a ł k i e m uboczne organy,
j a k ó w woreczek żółciowy, pięty, czy np. siedzenie, służyć m o g ą
symbolizacji w duchu stereotypu cech osobowych. Wszak t y l k o w
naszych s u b k u l t u r o w y c h zwrotach k r ó l u j ą epitety-etykiety, w r o ­
dzaju „ c z t e r y l i t e r y " , a t a k ż e h..., k..., p... i c i . . . . Wszelako chyba nie
ma k u l t u r y na świecie, k t ó r a w charakterystyce cech osobowych
wykluczałaby uczuciowość, tkliwość (serdeczność), poświęcenie itd.,
aby na koniec cech tych nie ł ą c z o n o w ł a ś n i e z sercem. Stereotypy
o s ą d ó w w relacjach s w ó j - o b c y , j a k w kawale p r z y t o c z o n y m na
p o c z ą t k u , p o z b a w i a j ą Ż y d ó w u c z u ć t k l i w y c h ( „ ż y d o w s k i e serce
zawsze zimne") na rzecz — oczywiście — k a l k u l a t y w n o ś c i , przebieg­
łości i wyrachowania.
6

7

Danuta Tomczyk-Baszkiewicz, Zofia M i t o s e k oraz etnolog W ł a d y s ­
ław Bartoszewski o d k r y l i w r ę c z n i e p r a w d o p o d o b n ą liczbę paraem i ó w i m i n i f a b u ł (świadczą o t y m trzy i czterocyfrowe sygnatury
N 1776, B 442) z w i ą z a n y c h ściśle z i n t e r e s u j ą c y m nas zagadnieniem.
Chłopa grzeją piersi a Żyda pięty

(B 162). Chłopu

w piersi,

Żydowi

w pięty a panu w uszy nigdy nie zimno (B 163). Pan ma ogień w uszach,
chłop w piersiach a Żyd w piętach
zawsze zimne (B 169).

(B 164). Psi nos i żydowskie

serce

4

W kulturze chrześcijańskiej n a t u r ę u c z u ć w o l i t y w n y c h (wolicjonalnych) o k r e ś l a serce. M o ż n a p o w i e d z i e ć , że t y l k o serce stanowi
siedlisko cech osobowych.

5

Czy w kulturze judaistycznej jest tak

samo? Czy m o ż e inaczej, tak aby r ó w n i e ż np. g ł o w a (rozum), brane
były pod u w a g ę ? Moje konsultacje z naszymi c z o ł o w y m i hebraistami
nie przyniosły w y s t a r c z a j ą c o

obiecujących

efektów.

Odniosłem

T r e ś ć kwitlechów ( p r ó ś b ) s t a n o w i ą c y c h przedmiot uwagi w ninie­
jszym zapisie obala c a ł k o w i c i e te k r z y w d z ą c e o s ą d y . O t o wybrane
p r o ś b y s p o ś r ó d ok. 70 k w i t l e c h ó w , p o c h o d z ą c y c h z ohelu (hebr. ohel,
namiot, t u grobowiec-kaplica) cadyka N o ' a m a Elimelecha w Leżajs­
k u . O t o Josef syn R i w k i A t i a , k t ó r y do L e ż a j s k a p r z y b y ł z A n t w e r ­
p i i , prosi o b ł o g o s ł a w i e ń s t w o i zdrowie (wyleczenie) nie t y l k o dla
siebie, lecz dla dziewięciu i n n y c h jeszcze o s ó b . O t o one: T o w a bat
( c ó r k a ) H i n d a M i l c h a , Joel Simcha, Icchak, R i w k a A t i l , Rea G i l a ,
M o s k ę Elieker, M i r i a m , J a k ó w E l i Jokel. Przybyli z U S A (z

23

�B r o o k l i n u ) D i n a c ó r k a Majanideli i Szmuel C h a i m Raw, syn A c h y ,

z ich m a r t w y c h c z ł o n k ó w (sic!), judaistycznych p r z e d m i o t ó w sakral­

p r o s z ą : ona o n a w r ó c e n i e na j u d a i z m , o n o b ł o g o s ł a w i e ń s t w o dla

nych, synagog, k i r k u t ó w oraz g r o b ó w w o g ó l e .

całej jego r o d z i n y . W y m i e n i o n y c h jest pięć i m i o n (Jechazkel Szargon

u z u p e ł n i a j ą bezcenne m a t e r i a ł y C h . Chajesa czy Iwana F r a n k o .

1 4

Poglądy autorów
1 5

M i m o jednak tych a u t o r y t a t y w n y c h stanowisk p o z o s t a n ę w

A c h , A w r a h a m M i n c h a s M a n e h , Johosza czyli Jezus M i r d a c h i
Elieazar, M i l c h a M a j n i d e l Chana i jej m ą ż C h a i m ) , przy trzech

swych r o z w a ż a n i a c h w y ł ą c z n i e przy p r ó b i e rozumienia aspektu

dopisek „ d l a całej jego r o d z i n y " , a przy d w ó c h ostatnich „ w s z y s t k i e ­

mirakularnego ohelu Elimelecha, grobie ż y d o w s k i m , z w i ą z a n y m

go najlepszgo dla całej rodziny we wszystkim, zapomnienia o tros­

z o s o b ą n i e p r z e c i ę t n ą , u z n a w a n ą przez c h a s y d ó w za świętobliwą czy

kach, powodzenia we wszystkich sprawach, p o m n o ż e n i a spokoju

nawet świętą. P o n a d t o — c o jest dla nas szalenie istotne — zachowa­

i licznych d o b r y c h d n i i l a t " . Podobnie p r z y b y ł y z M a r s y l i i Israel

ła się p a m i ę ć , że do c u d o t w ó r c z y c h z d o l n o ś c i Elimelecha o d w o ł y w a l i

Mosze syn Chany Brich prosi o zdrowe ciało i powodzenie we

się nawet n i e k t ó r z y katolicy, kiedy w ciężkich chwilach z a w i o d ł y ich

wszystkich poczynaniach dla siebie i najbliższych, dla Pajgi c ó r k i

wszelkie inne m o c e :

1 6

Frodeli, Chajma D o d a , syna Pajgi, i jej c ó r k i , Frodeli, a t a k ż e dla
Meira

Jechiela syna C h a n y Frodeli,

„ Z a c h o r o w a ł c h ł o p a k w d o m u mieszczańskim, umierający, ciężko

Sary Szefry, c ó r k i Pajgi,

chory, g o r ą c z k a . N o przyszedł do tego cadyka (ktoś z rodziny

i Benjamina, syna M e r i . B y w a j ą kwitlechy na k t ó r y c h (jak z r o d ó w

chorego). —Panie rabin, c h ł o p a k chory, m o ż e by pan uzdrowił. Pyta

A t i a , G a r i n a , Peszadil, Rachil oraz Jota i B i l ) wypisanych z o s t a ł o

się (rabin) j a k jest, co jest, j a k dawno? Z d e c y d o w a ł się, u b r a ł się

8

p o n a d d w a d z i e ś c i a i m i o n ! I rzecz charakterystyczna, samych t y l k o

i poszedł. Wszedł, r o z e b r a ł się. S t a n ą ł przy łożu boleści i patrzy — ten

i m i o n , bez o k r e ś l e n i a intencji.

c h ł o p a k otworzył oczy, (też) patrzy — o d w r ó c i ł się i wyszedł. N a drugi

W kontakcie z t a k ą p r a k t y k ą religijną spotykamy się z n a j w y ż s z ą
m i a r ą s o l i d a r n o ś c i , więzi serdecznej, j a k ą t y l k o chyba Ż y d z i zdolni

dzień c h ł o p a k wstał. Z d r o w y . — Sugestia — zapytuje siebie pan Józef
Depowski i odpowiada — no, jego rzecz, co mnie t a m . "

1 7

byli w y k s z t a ł c i ć w swej s p o ł e c z n o ś c i . Jest to ten n i e z w y k ł y rodzaj

D r u g i z zapisanych przez M a r i a n n ę Ignatowicz c u d ó w Elimele­

s o l i d a r n o ś c i , o k t ó r y m m ó w i ć potrafi t y l k o pisarz: „ Ż y d z i z l u d u ,

cha wydaje się o d s ł a n i a ć w pełni m e t o d ę p o s t ę p o w a n i a znakomitego

k t ó r z y , m i m o c a ł e g o k u l t u dla c a d y k ó w , żywią jednak n i e c h ę ć do

mędrca:

tych w y b r a ń c ó w w jedwabiach i aksamitach, w y c z u w a l i

krzy­

„ P r z y c h o d z i do Elimelecha ż o n a w p i ą t e k ... (powiada) nic nie

w d ę ( p o d k r . - J O ) w y r z ą d z o n ą j e d n e m u z ich grona (reb. K u n e m u

m a m na j u t r o j e ś ć . N i e wiem co to będzie. — R o b i ł a m u wyrzuty,

i jego nieszczęsnej c ó r c e — JO), to też c h ę t n i e zapraszali go wraz

scenę m u r o b i ł a . O n m ó w i : nic takiego strasznego nie ma, tam

5

z c ó r k ą i p o d e j m o w a l i suto i szczodrze." O t o o d r u c h w s p ó ł c z u c i a

(przecież) g ą s i o r chodzi za d o m e m . W y j d ź , on się nie będzie bronił,

i litości p r z e m i e n i a j ą c y swobodnie p o s t a w ę niechęci w szczególną

złapiesz go, zaniesiesz do rzezaka, będzie co jeść, będzie szabas. I tak

życzliwość, r o z r z u t n ą g o ś c i n n o ś ć . I n n i , najwięksi z p i s z ą c y c h u j m ą tę

z r o b i ł a . P o s z ł a , jest, g ę ś d u ż a . W s p a n i a ł a , t ł u s t a . Ł a p i e gęś — nic.

k w e s t i ę tak o t o : „ - w i d z i pan, j a z Ż y d a m i jestem za pan brat — tak

Niesie j ą — nic. N o i wszyscy (gęś) z j e d l i . "

18

mniej więcej w y g l ą d a ł a jego o d p o w i e d ź (Lechonia — JO) — i ze

Niestety nie ma relacji o dokonaniach Elimelecha, p o c h o d z ą c y c h

mnie spec o d ż y d o l o g i i , t a k i , że m ó g ł b y m t r a k t a t n a p i s a ć . C i co

o d samych c h a s y d ó w . Zapewne w i n n y m z u p e ł n i e świetle ukazywa­

Ż y d ó w nie z n a j ą , m y ś l ą że o n i s ą chytrzy, p r z e w r o t n i , wyrafinowani,

łyby one cadyka i jego cuda. Z drugiej jednak strony wczytując się

z i m n i — a dopiero trzeba n a p r a w d ę z n i m i b e c z k ę śledzi zjeść, żeby

w t c h n ą c e autentyzmem opisy chasydyzmu, takie jakie odnajdujemy

wiedzieć, że o n i są n a i w n i . A l e c a ł a rzecz w t y m , że to jest n a i w n o ś ć

w k s i ą ż k a c h Singersa, rodzi się natychmiastowe p o r ó w n a n i e święto­

doczepiona

bardziej

b l i w y c h c a d y k ó w z n i e k t ó r y m i postaciami b ł o g o s ł a w i o n y c h i świę­

romantyczni o d Szopena) doczepiony d o trzeźwości, o n i są u w a ż a

tych w katolicyzmie. O t ó ż tych pierwszych wydaje się charakteryzo­

pan, n a i w n i e n i e n a i w n i ( p o d k r . — JO) i romantycznie trzeź­

wać,

wi."

do c h y t r o ś c i a t a k ż e r o m a n t y z m (bo są

1 0

Kim

j a k o b y rzadko p o j a w i a j ą c a

się u drugich, p r z y z i e m n o ś ć

(historia z gęsią), ś w i a d o m a rezygnacja ze wzniosłości, wreszcie tak
b y ł cadyk Elimelech, k t ó r e m u z a w d z i ę c z a m y

fenomen

W i a d o m e są d o k ł a d n i e daty jego narodzin i śmierci, 1717—1787.

u d e r z a j ą c a prostota żelaznej argumentacji w udzielanych radach lub
teatralizacja w d o b r y m znaczeniu w d o p e ł n i a n y c h

w ę d r ó w k i d o jego g r o b u Ż y d ó w z najdalszych stron ś w i a t a ?
11

czynnościach

(wszedł, r o z e b r a ł się, s t a n ą ł , patrzy). Nieraz naturalnie tworzone

N i m p r z y b l i ż o n a zostanie C z y t e l n i k o w i oficjalna wiedza o d o k o n a ­

opozycje, skontrastowanie

niach ś w i ę t o b l i w e g o m ę ż a , w s p ó ł t w ó r c y chasydyzmu, w a r t o o d w o ­

p r z e c z ą c y c h ) w udzielanych radach oraz podobne skontrastowanie

ł a ć się d o przechowywanej o n i m p a m i ę c i w ś r ó d

w samym p o s t ę p o w a n i u , m o ż n a łączyć z g ł ę b o k i m

mieszkańców

sądów orzekających

(twierdzących i
poczuciem

L e ż a j s k a . Przed t y m jeszcze k r ó t k a informacja o t y m miasteczku,

h u m o r u , a więc ś w i a d o m i e c e l e b r o w a n ą z a b a w n o ś c i ą . Rabinackim

j a k i m b y ł o ono przed n i e s p e ł n a p ó ł wiekiem. Pod koniec okresu

czy chasydzkim m i s t r z o m s ł o w a , zdaje się, nigdy nie t o w a r z y s z y ł o

m i ę d z y w o j e n n e g o m i e s z k a ł o w n i m 4 tysiące P o l a k ó w i 4 tysiące

to, co z w y k l i ś m y o g ó l n i e o k r e ś l a ć j a k o ponure namaszczenie i ciężką

Ż y d ó w . Ponadto z a m i e s z k i w a ł a Leżajsk bliżej n i e o k r e ś l o n a liczba

p o w a g ę , ó w stan c z ę s t o n a w i e d z a j ą c y p r z y w ó d c ó w , fatalnych dyda­

Ukraińców, Rusinów (unitów, greko-katolików, prawosławnych),

k t y k ó w i w s p ó ł c z e s n y c h uzdrowicieli, e n e r g o t e r a p e u t ó w , mesmerys-

O r m i a n , K a r a i m ó w , C y g a n ó w i chyba T a t a r ó w . Leżajsk

tów i in.

słynie

zcudownego s a n k t u a r i u m Najświętszej M a r i i Panny w i m p o n u j ą c e j ,

Przedstawione uwagi, zaledwie z a r y s o w u j ą i to g r u b y m k o n t u ­

barokowej bazylice oo. B e r n a r d y n ó w — i z niezwykle skromnego

rem niezwykłe, nieprawdopodobnie barwne postaci c a d y k ó w . Przy

ohelu, nie m a j ą c e g o ż a d n y c h w a r t o ś c i stylowych. Ó w ohel o c a l a ł na

b r a k u lepszych ź r ó d e ł nieocenione o k a z u j ą się t u opisy Singersa:

miejscowym kirkucie, prawie d o s z c z ę t n i e zniszczonym. G r o b o w i e c

„ W r e s z c i e p o c z ę t o z w r a c a ć się do reb Borucha, owego „ b a b s k i e ­

opromienia k u l t c a d y k a - c u d o t w ó r c y Elimelecha. Przed w o j n ą mias­

go cadyka".

to p o s i a d a ł o zabytkowe synagogi, c e r k i e w k ę z 1831 r. i p r o ś w i t ę .

specjane amulety m a j ą c e p r z e m ó c z a r a z ę . S p r z e d a w a ł też w worecz­

Ż a d n a z tych b u d o w l i nie o c a l a ł a . N a t o m i a s t ohel Elimelecha

kach rozmaite suszone zioła. O d u r o k u m i a ł bursztyn, p o c h o d z ą c y

Reb

B o r u c h p r a c o w a ł c a ł y m i d n i a m i , wypisując

p r z e t r w a ł w o j n ę i jego ocalenie łączy miejscowa l u d n o ś ć z wydarze­

od cadyka z Kozienic ( w przypisie: u w a ż a n e g o za c u d o t w ó r c ę

niem c u d o w n y m :

w X V I I I w . — JO), k a w a ł k i osmolonego c u k r u z c z a s ó w pradziada,

„ W czasie wojny N i e m c y chcieli (ten g r ó b ) r o z k o p a ć , ale nic się
nie u d a ł o ; ten co z a c z ą ł k o p a ć — j a t a m nie wierzę, ale — d o z n a ł
przestrachu. Z a c z ą ł u c i e k a ć w lasy, w pola. Z w a r i o w a ł . "
„W

czasie w o j n y

trzech e s e s m a n ó w

grób

p r o r o k a , bo m ó w i o n o , że b y ł o n w z ł o t y m c a ł u n i e pochowany.
R o z k o p a l i g r ó b , ale dostali przestrachu, zlękli się czegoś, zaczęli
uciekać, a potem z w a r i o w a l i . "

opaski i c z a r o d z i e j s k ą oliwę z Safedu. Wszystkie jego c ó r k i (cztery,
niewidome — JO) p o m a g a ł y m u przy p a k o w a n i u ziół, nalewaniu

1 2

z a c z ę ł o niszczyć

sznury wilczych z ę b ó w , czarne „ d i a b e l s k i e paluszki", jedwabne

1 3

A l i n a C a ł a i W ł a d y s ł a w Bartoszewski niezwykle dociekliwie

o l i w y i szyciu opasek.
D o b ó ż n i c y w c i ą ż p r z y b i e g a ł y kobiety, o t w i e r a ł y

drzwiczki

świętych arek z r o d a ł a m i i o c h r y p ł y m i o d nieustannego p ł a c z u
g ł o s a m i w o ł a ł y do świętych z w o j ó w pergaminu: — Litości dla
mojego dziecka, z m i ł o w a n i a dla źrenicy mego oka!

umieszczają przekonania o c u d o w n y m przetwaniu ohelu Elimelecha

Z twarzami p r z e s ł o n i ę t y m i c h u s t k ą , u k r y w a j ą c się przed wzro­

w szerszych o wiele mniemaniach o nadprzyrodzonych, czy wprost

k i e m m ę ż c z y z n , s n u ł y się po b ó ż n i c a c h , p o d c h o d z i ł y do m o d l ą c y c h

diabelskich p r z y m i o t a c h samych Ż y d ó w , to z n ó w sił e m a n u j ą c y c h

i płakały:

24

�— Módlcie się, Ż y d z i , za Ł a j ę c ó r k ę C h a n y - D w o j r y ! O d m ó w c i e
psalmy z S y m c h ę Majera, syna F a j g i - H u d e l ! "

Ż y d z i . W t y m też duchu w y j a ś n i a n a jest geneza k w i t l e c h ó w w oficjal­
nych opracowaniach j u d a i s t y c z n y c h .

19

21

N i e k t ó r z y cadycy, c h r o n i ą c się w ś r ó d swych w y z n a w c ó w przed

I z n o w u nieodparcie nasuwa się potrzeba sięgnięcia do singerow-

przytłaczającą ich p o p u l a r n o ś c i ą , g o t o w i byli — w e d ł u g Singersa

skich o p i s ó w , aby p r z y w o ł a ć obraz religijnych p r a k t y k chasydzkich,

— nawet p r z e k l ą ć zbyt n a t r ę t n y c h :

w k t ó r y c h w a ż n ą , a nieraz z a s a d n i c z ą rolę o d g r y w a ł y niepozorne

„ A gdy k t ó r a ś bardziej n a t r ę t n a

(niewiasta) d o m a g a ł a

się

natychmiastowego b ł o g o s ł a w i e ń s t w a , cadyk nie cofał się nawet
przed p r z e k l e ń s t w e m .
— D o kroćset d i a b ł ó w ! — w y b u c h a ł . — C z e g ó ś c i e się mnie uczepiły.
Nie możecie p o j e c h a ć gdzie indziej? Wszak nie b r a k c a d y k ó w na
świecie."

20

karteluszki, c z ę s t o — z uwagi na p o t r z e b ę (ze strony wiernego)
zwielokratniania p r o ś b y i uczynienia ich l e k k i m i , tak aby u n i o s ł y się
w podrzucie d ł o n i ą do g ó r y , a n a s t ę p n i e ł a g o d n i e o p a d ł y — tak
m a ł e , że t r u d n o b y ł o skrybie w y p i s a ć na nich o d p o w i e d n i tekst:
„ D z i a ł o się to dwunastego

dnia m i e s i ą c a T a m u z , na

przypada rocznica śmierci starego cadyka nieszawskiego,

który
ojca

obecnego cadyka reb M e ł e c h a . Z j e c h a ł o się wielu w i e r n y c h . N a

Kwitlech znaczy d o s ł o w n i e karteczka. Wszystkie też przejrzane
w ohelu Elimelecha kwitlechy o k a z a ł y się najskromniejszymi karteluszkami, część nawet ś w i s t k a m i papieru n i e d o k ł a d n i e przedartego

cmentarzu, nad grobem cadyka, paliły się setki świec, a Ż y d z i rzucali
tysiące karteczek (z p r o ś b y m i o wstawiennictwo na t a m t y m świecie
— JO). Szamesi siedzieli przy stolikach, pisali k w i t k i i t a r g o w a l i się:

czy wydartego z zeszytu. O d n o s i ł e m w r a ż e n i e , że przybysze z najod­

— M i e d z i a k ó w nie w e z m ę , mniej o d k o r o n y nie w e z m ę — m o w y nie

leglejszych stron, j a k też chasydzi miejscowi, z n a j ą c y nasze realia,

ma!

w ostatniej c h w i l i zaopatrywali się w najbardziej d o s t ę p n y papier,

K o b i e t y w chustkach n a s u n i ę t y c h a ż na oczy stały na uboczu, nie

dzienniczek czy zeszyt w k r a t k ę . Nonszalancja albo nie p r z y w i ą z y ­

m a j ą c odwagi zbliżyć się do grobowca cadyka, gdzie b y ł o t y l u

wanie uwagi do spraw d r u g o r z ę d n y c h ? Inaczej zasadniczo, aniżeli

m ę ż c z y z n . I m s t a ć przystoi z daleka, j a k ż e b r a k o w i

w znanych m i p r a k t y k a c h w o t y w n y c h , przy k t ó r y c h

ogromnego

o j a ł m u ż n ę w drzwiach. Biedni c h ł o p c y sprzedawali z k o s z y k ó w

nieraz znaczenia n a b i e r a j ą w ł a ś n i e d r u g o r z ę d n e cechy przekazu,

świeczki, papier, a nawet placuszki i w ó d k ę . Ż y d z i b o w i e m p o p i j a j ą

przyjmując p o s t a ć k u n s z t o w n ą , nierzadko w s p a n i a ł ą artystycznie.

„ n a z d r o w i e " na c m e n t a r z u . "

błagającemu

22

W przypadku wielu w o t ó w m o ż e m y na pewno m ó w i ć , że obcujemy

P r z y p o m n i j m y co z n a c z ą s ł o w a , hebr. chasid „ p o b o ż n y , bogobo­

z dziełami sztuki. N a t o m i a s t nic takiego nie s p o s ó b w y p o w i e d z i e ć ,

j n y " , hebr. cadik „ s p r a w i e d l i w y " . Elimelech n a l e ż a ł do trzeciej j u ż

oglądając najstaranniejsze

generacji c h a s y d ó w . M a j ą c p o w o ł a n i e rabinackie m ó g ł w otoczeniu

nawet p o d w z g l ę d e m pisma kwitlechy.

W y s t ę p o w a ł b y t u j a k i ś p o g ł o s o s t r z e ż e ń i z a k a z ó w przed obrazowa­

przekupnych s z a m e s ó w ,

niem? Być m o ż e tak w ł a ś n i e . A l e nie n a l e ż y w y k l u c z y ć , że do tych

Josie

religijnych

wyznań

pisanych, p r z e n i k n ę ł y

bezpośrednie

wzorce

z p o k w i t o w a ń , p r a k t y k kupiecko — h a n d l o w y c h z j a k i c h korzystali

Kaleba,

takich j a k i c h poznajemy na stronicach

z n a j d o w a ć dostatecznie wiele z a c h ę t y , s z c z e g ó l n e g o

rodzaju b o d ź c ó w do rozwijania i doskonalenia oryginalnej, własnej
d o k t r y n y . Zaliczany jest do chasydzkich a s c e t ó w .

N i m osiadł

I I . 1. K w i t l e c h y w ohelu cadyka z Radomska. Fot. M o n i k a
Krajewska, i l . 2. M o n i k a Piwowarska, z c y k l u „ T r a w y " , frottage
z gwaszem

25

�w L e ż a j s k u , wraz z bratem Zusyamem z A n n o p o l a w ę d r o w a ł od wsi

zdrowego ciała duszy

d o wsi, zjednując sobie z w o l e n n i k ó w p o n a d k a h a ł a m i ( g m i n a m i

b ł o g o s ł a w i e ń s t w a szczęścia

ż y d o w s k i m i ) , przypisanymi do r a b i n ó w , uczonych t a l m u d y s t ó w ,
c z ę s t o g a r d z ą c y c h swymi amoracami (hebr. am ha-arec

„nieuk,

p r o s t a k " ) . Była t o kontynuacja p r a k t y k t w ó r c y chasydyzmu Baal
Szem T o w a . Pierwsze dwa s ł o w a t ł u m a c z o n e są j a k o c u d o t w ó r c a , co
jest r ó w n o z n a c z n e z p o j ę c i e m s ł a w n e g o c z ł o w i e k a , a w k o n t e k ś c i e
T o w , Pan

(lub „ p o s i a d a c z " ) dobrego imienia. W e d ł u g

Witolda

2 3

T y l o c h a , m o ż e to nawet z n a c z y ć „ d o b r y c u d o t w ó r c a " . I n i e w ą t p l i wie — ś w i a d c z ą o t y m dzieła cadyka — ideał ten

przyświecał

Pejaga Dejszel c ó r k a Brochy Rojzel
zdrowego ciała duszy
b ł o g o s ł a w i e ń s t w a szczęścia
Chanineja Joat c ó r k a Brochy
zdrowego ciała i duszy b ł o g o s ł a w i e ń s t w a
powodzenia w poczynaniach wszystkich
Rachil Brajandel c ó r k a H i n d y

Elimelechowi w s t o p n i o w y m doskonaleniu g ł o s z o n y c h nauk. W ę d ­

zdrowego ciała duszy

rując o d wsi do wsi, rozwijał właściwe rozumienie ascetyzmu. O t ó ż

spokoju i p r z y j e m n o ś c i

nie w y m a g a ł go o d innych! W y c h o d z i ł z z a ł o ż e n i a , że „ m u s i m y j e ś ć " .

błogosławieństwa

A więc nie m o ż n a w y k l u c z a ć tego istotnego faktu z egzegezy. Hebr.

szczęścia

24

dewekut, „ p r z y l g n i ę c i e , zgłębienie się w B o g u " , w y n i k a j ą c e z dewek u t nakazy d o t y c z ą c e p o w i n n o ś c i doskonalenia życia duchowego,
w e w n ę t r z n e g o , p o t r a f i ł g o d z i ć z w y m o g a m i materialnego bytowa­
nia. M ó w i ą c inaczej nie rozdzielał d w ó c h naczelnych kategorii

Ten pacierz m o ż n a by p r z e d ł u ż y ć do k i l k u stron i zawsze będzie
sią p o w t a r z a ł o — „ c i a ł o " przed „ d u s z ą " .
K a ż d ą halachę

( k a ż d e s f o r m u ł o w a n i e prawne w misznie) nieod­

egzystencjalnch, b y ć i m i e ć . W i ą z a ł o się z t y m przekonanie, że

parcie kojarzy się z K o r a n e m . W ó w c z a s kiedy czarni muzumanie

p o w i n n o ś c i ą baal szema, cadyka, a więc m ę ż a sprawiedliwego jest

uczyli mnie w j e d n y m z wielu swoich m e c z e t ó w

nie t y l k o piecza nad d u c h o w o ś c i ą powierzonych m u w y z n a w c ó w ,

liturgicznego śpiewu, p o ł ą c z o n e g o z t a ń c e m , l i , l i , l i i i lach. Wydawa­

lecz r ó w n i e ż zjednoczenie z ich powszednimi troskami. T a k i m i

ło m i się też, że p o z n a j ę prawa moralne, ostateczne. P o w s t a ł y one na

w ł a ś n i e , j a k i e o d k r y w a m y w leżajskich kwitlechach:

kontynencie s ą s i e d n i m .

w

Dakarze

Pod koniec życia Elimelech wycofał się z p o w i e n n o ś c i wobec
Barach N a t a n syn H i n d y zdrowego ciała

gminy leżajskiej. Poświęcił się r o z m y ś l a n i o m i kontemplacji absolu­

duszy p o s t ę p ó w w nauce T o r y

t u , s p o s o b i ą c się do śmierci nie w religijnej ekstazie, lecz w mistycz­

Periada Szefrinda c ó r k a H i n d y

n y m d o ś w i a d c z e n i u (hebr. dewekut

zdrowego ciała duszy b ł o g o s ł a w i e ń s t w a

w Bogu").

powodzenia we wszystkich sprawach

„przylgnięcie, zgłębienie się

N o ' a m Elimelech w p a m i ę c i m i e s z k a ń c ó w Leżajska z a c h o w a ł

A h e r e n C w i syn Jechebeli zdrowego ciała

m i a n o d o d a t k o w e , syna Eleazara L i p m a n a . D ł u g o po jego śmierci,

duszy b ł o g o s ł a w i e ń s t w a powodzenia

w t y m ż e miasteczku k o n t y n u o w a ł n a u k i Elimelecha rebe Meilech

w sprawach wszystkich

Weisblum.

Brocha Rojzel c ó r k a H i n d y

Sam

zaś Elimelech p o z o s t a w i ł dzieła takie, j a k

Va-Yikara,

zdrowego ciała duszy spokoju p r z y j e m n o ś c i

n a s t ę p n i e Shelah oraz Va- Yera. D o c z e k a ł się u c z n i ó w , w y z n a w c ó w

b ł o g o s ł a w i e ń s t w a wszystkim poczynaniom

na świecie, a t a k ż e paru o p r a c o w a ń , w ś r ó d k t ó r y c h zwraca u w a g ę ,

powodzenia

A . H . S. B . Michelson, Ohel Elimelekh,

Rachel D i n a c ó r k a Brachy Rojzel

Elimelekh

mi Lyzansk,

1914, czy B. Landau, R.

1963.

PRZYPISY
1

T ł u m a c z y ł a z jidisz pani dr A l i n a C a ł a .

2

R w i e się d o ł o p a t y — tak to b r z m i d o s ł o w n i e .

3

W . Bartoszewski, Kategoria

ludowej (na przykładzie

żydowskiej

miejscowej szkoły, Józefa Depowskiego, w 1975 r o k u pani M a r i a n ­
nie Ignatowicz.

,,swój — obcy" w polskiej
mniejszości

etnicznej),

kulturze
Warszawa

1 3

A . C a ł a , Wizerunek Żyda

w polskiej

kulturze ludowej, Instytut

Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, 1987, s. 136

Etnografii

1 4

U n i w e r s y t e t u Warszawskiego pod k i e r u n k i e m Pana prof, d r W i t o l ­

1 5

T a m ż e s. 143

da D y n o w s k i e g o .

1 6

W . Bartoszewiski, op. cit., s. 109. A l i n a C a ł a nie podziela tego

1980,

4

s. 81—82, 90; praca magisterska w Katedrze

D . T o m c z y k Baszkiewicz, „Zewnętrzne

komparatywne

nad przysłowiem

-macedońskich,

(w:) Ludowość

etnicznym

5

i stereotypy,

badania

1 7

Zapis M a r i a n n y Ignatowicz.

Fokłorystyczne.

1 8

Zapis M a r i a n n y Ignatowicz.

W r o c ł a w 1974;

op. cit.

O. H u g o l i n L a n k a m m e r O F M , Słownik

biblijny,

Katowice

1984, K s i ę g a r n i a Ś W . Jacka, s. 138
6

Wiadomość

zawdzięczam

stwierdzenia.

bułgarsko-

z terenów

dawniej i dziś. Studia

W r o c ł a w 1973; Z . M i t o s e k , Literatura
Bartoszewski,

i wewnętrzne"

T a m ż e , s. 135

1 9

Singers, op. cit., s. 166

2 0

T a m ż e , s. 232

2 1

W . T y l o c h , Judaizm,

K A W , Warszawa 1987, s. 248; „ C a d y k a

u t r z y m y w a l i jego zwolennicy, k t ó r z y odwiedzali go, aby o t r z y m a ć

pani H u

Pei

Fang. Z

chińską

o d niego rady lub specjalne zachwalane ś r o d k i pomocy (hebr.

k o n c e p c j ą uznawania w ą t r o b y j a k o siedliska u c z u ć w o l i t y w n y c h

segullot),

koresponduje znaczenie przyznawane n e r k o m w Starym Testamen­

powodzenie i t p . W zamian za to obdarzali go p i e n i ę d z m i (hebr.

cie. N e r k i — siedlisko r a d o ś c i (Prz 23, 15), w o l i i sumienia (Ps 16, 7;

pidjon

26,2), s m u t k u (Ps 73, 21), p o s p o ł u z sercem, duchowe w n ę t r z e

z k r ę g u swych z w o l e n n i k ó w oraz na utrzymywanie swego d o m u .

c z ł o w i e k a (Jr 11,20; 17, 10; 20, 12; A p 2, 23).

P r o w a d z i ł o to nieraz do tego, że n i e k t ó r z y gromadzili

7

G . van der Leeuw, Fenomenologia

8

Tłumaczyła Alina Cała.

9

Izrael Josne Singers, Josie Kalb, P I W , Warszawa 1961, s. 256

religii, Warszawa 1978

" w y k u p " ) , k t ó r e p r z e z n a c z a ł na wspieranie p o t r z e b u j ą c y c h
osobiste

bogactwa i żyli niezwykle z a m o ż n i e . W i ę k s z o ś ć jednak c a d y k ó w żyła
skromnie i w u b ó s t w i e z d o b y w a j ą c sobie uznanie w i e d z ą i świętobli-

1 0

W . Gombrowicz, Wspomnienia polskie,

1 1

Encyklopedia

1 2

W i a d o m o ś ć przekazana przez h i s t o r y k a L e ż a j s k a , d y r e k t o r a

Judaica,

o b e j m u j ą c e spisane na k a r t k a c h m a j ą c e z a p e w n i ć zdrowie,

Warszawa 1987, s. 166

Jerusalem 1972, v o l . 6, s. 661

wością".
2 2

Singers, op. cit., s. 217

2 3

T y l o c h , op. cit, s. 245

2 4

Przekład: Alina Cała.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10134" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10112">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/57b9750d7fbd90ba607f6b0a98202ddf.pdf</src>
        <authentication>4d31c1ae9de7b28db9afa71a33bf6900</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120565">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4377</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120566">
                <text>1977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120567">
                <text>sztuka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="120568">
                <text>tkanina ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120569">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4073</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120570">
                <text>Dywan na suficie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1977 t.31 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120571">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1977 t.31 z.2 ; s.107-114</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120572">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120573">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120574">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120575">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="120576">
                <text>I I . 1. Zamek-pałae w Strudze.

Jacek Olędzki
DYWAN NA SUFICIE

„Tu sąsiad sąsiadowi kijem od szczotki wyłupił oko...
Odwiedziłem żonę tego bez oka, aby zapytać co z t y m co krzywdę
zrobił. Mówi m i ona, że we więzieniu. Na to ja, że nie chciałbym
być we więzieniu. A ona m i na to, że ja już jestem we więzieniu...
I może to i ja już i więzień jaki ? Albo pustelnik ? Ale co to za
pustelnik, co do którego ludzie tłumem w a l ą ? "
Są to słowa Waldemara Paciuka, mieszkającego samotnie
w renesansowym zamku-pałacu w Strudze, w województwie
wałbrzyskim.
Do „Belwederu" w Strudze „walił t ł u m " dziennikarzy, f i l ­
mowców, mieszkańców wsi, urzędników i rzemieślników, fun­
kcjonariuszy i kontrahentów. Był Waldemar Paciuk zasypywany
listami z całej Polski. W listach tych pisano: „Szanowny Panie,
nie wiem jak Pan przyjmie ten list, więc dużo nie będę się rozpi­
sywał, krótko chciałbym powiedzeć Panu, że proszę Pana o przy­
jęcie mnie na współlokatora solidarnie partycypującego w kosztach
Pana szlaohetnej pracy konserwacji pałacu. Jeśli Panu odpowiada
ma oferta będę się bardzo cieszył. Proszę o kilka słów do mnie.
Jestem samotny, bez rodziny, mam 36 lat i dużo strasznych prze­
żyć, pragnę spokoju i stabilizacji. Proszę napisać do mnie." Na
listy te adresat nie odpowiadał, bo był zajęty ogromem spraw
i nie zawsze wiedział co ma odpowiedzieć. T y m bardziej, że
piszący byli czytelnikami „Świata Młodych" lub „Nowej Wsi",
a on romantycznym bohaterem relacji tych tygodników, który
już od б lat nie był w kinie, a kiedyś w młodości był scenografem
w teatrach radzieckich, na początku w Brześciu, a potem nawet
w Kaliningradzie.
„Oto moje zdjęcia... Wszystko przeminęło z wiatrem.
Wszystko szybko leci, przemija... To mój Teatr Leninskowo
Komsomola Biełorusi... A to mój piesek Miś... Zastrzyk mu usy­

piający dali w 68 roku... A t u cała nasza trójka, mama, siostra i ja.
To z 58 roku, kiedy z ZSRR wróciliśmy. Wszystkie zęby miałem,
a teraz zaczęły się kruszyć jeden po drugim... A to dziadek. Był
popem, umarł w więzieniu. Syna mu rozstrzelali... Moja rodzina
to duchowna. Ten pop to miał dwóch synów i dwie córki. Ocalały
tylko córki, to jest i moja mama. A ich jeden brat poszedł do
Białej Armii, a drugi do Czerwonej. Jeden zginął za młodu, a
drugi rzucił się pod pociąg. Mój ojciec za cara ambulansem po­
cztowym jeździł i był Polakiem. Żyje już tylko siostra w Wałbrzy­
chu, ma dwoje dzieci i siostra cioteczna w ZSRR, ona niemiec­
kiego uczy, a jej syn jest instruktorem lotniczym... A ten co
rzucił się pod pociąg to przez syna rodzonego to zrobił. W 60 roku
życia doszedł do czegoś, wielkim dygnitarzem w ministerstwie
został, a syn bradziaga-żulik po więzieniach, to ojca pociąg rozje­
chał. Miał ten syn za dobrze, to się wykoleił... Ojciec był dla niego
za dobry... A to fotografia mego taty. (Mężczyzna w garniturze
z muszką, ostre rysy twarzy, spojrzenie twarde, stanowcze—J.O.).
Mój ojciec ambulansem pocztowym jeździł. Jeździł koniami.
Za Piłsudskiego w kawalerii służył. W 1941 roku umarł. Był młody
jak umarł, miał 50 lat. Matka moja była nauczycielką, a ojciec
urzędnikiem pocztowym i kawalerzystą. Oboje na zapalenie płuc
umarli... Jak ojciec mi umarł, to od tego czasu musiałem pracować.
Miałem dwanaście lat... Pikolakiem pracowałem w kasynie nie­
mieckim. W kasynie oficerskim pracowałem... Podłożyli tam raz
bombę. To pamiętam, to był wypadek straszny. Strasznie kasyno
zniszczyli... To jest mój portret, a że w niebieskiej czapce, to co?
(Portret wisi w sali recepcyjnej —J.O.). Z mojej ręki nie było
pobitych ani zastrzelonych... W 1948 roku wstąpiłem do wojska,
do K G B , cztery lata służyłem, w N R D cały czas... Mieliśmy nie­
bieskie czapki... Zaraz jak z wojska przyszłem, to od razu do

107

�3

Dramatycznego Teatru w Brześciu przenieśli mnie aż na dwa
lata... Ja byłem kierownikiem dekoracji. Ja to wszystko wymyś­
lałem... Z wojska poszłem na scenę jako pracownik techniczny do
ustawiania dekoracji. Ale i wysłali mnie na kurs. Trzy tygodnie
tylko na t y m kursie byłem... Inni po dziesięciu latach nauki
nie wiedzieli tego co ja... Do tego trzeba mieć dryg. Ja dekorowa­
łem Annę Kareninę; 21 dekoracji, nawet wagony musiały być na
scenie; dekorowałem Maskaradę, wszystko w pluszach, francuskie
firanki, plusz pozłocisty, błyszczący... A spektakl za spektaklem...
Zawsze wymalowałem elegancko farbami na papierze, a reżyser
zawsze zatwierdził. Moja specjalność to dekoracje, meble, obicia.
Meble z lwami, na łapach, z paszczami... Wszystko było fajnie.
Nadawałem się tam! W Maskaradzie było 10 pokoi, sala balowa,
tam lody zatrute dawali, scena pogrzebowa też była, śliczne schody
kręcone, z tyłu dużo świeczek i ta scena pogrzebowa, czarne firan­
k i . A czarnego materiału wtedy nigdzie nie było. Trzeba było
samemu farbować... Ile kolumn, filarów, wszystkiego... Wszys­
tko przeszło. Co z tego... I płacili dobrze, 1100 rubli na miesiąc.
To było fajnie, to można było pracować. Ale co robić panie 1!
Nie da rady. 900 zł mam teraz renty... Polityką się nie zajmowa­
łem. W Brześciu dwie były otwarte cerkwie. Bo to graniczne
miasto. Ale tam kościoła nie było. To aż do Pińska, 100 k m jeź­
dziłem do kościoła. Były takie momenty, że były wyjazdy Teatru
do Pińska... Piękny w Pińsku kościół katolicki... W kościele
tym nie leżałem krzyżem, ale zaszedłem do niego. Trzeba było
zajść do niego i przeżegnać się jak należy..."
Przez cały czas tej opowieści Waldemar Paciuk zabawia
swego pieska — Azę, rozmawia z nim, karmi babką świąteczną,
która nie wyrosła, a których aż trzy napiekł sobie na Wielkanoc,
i mnie częstuje ciastem, tłumacząc się, że za dużo masła „nakładł"
do mąki. A także podkłada drewna do ognia na kominku w sali,
gdzie za stołem siedzimy.
„...Azuniu, no masz piesku mój jedyny. Tylko t y mi zo­
stałaś. No jedz, t y mój dobry piesku. Tyś najlepsza..."
Paciuk jest obywatelem Polski Ludowej od 15 lat. Do ojczy­

108

zny swej przybył, kiedy miał 30 lat. Z m a t k ą i siostrą zamieszkał
w Wałbrzychu.
„Pracowałem w „Dalgazie", w Gazowni Miejskiej w Wałbrzy­
chu. W tej gazowni byłem aparatowym. Regulacja urządzeń po­
miarowych, nic specjalnego. Gdyby gaz nie śmierdział wszędzie,
to nawet byłaby to lekka praca... Próbowałem wracać do Polski
przez cztery lata. Jakby nie było do ojczyzny ciągnęło. Jakbyś
wilka nie karmił, to do lasu pędzi. Dali pozwolenie powrotu, to
powróciłem. No i pracowałem w „Dalgazie" normalnie, ale zła­
pała mnie choroba i poszłem na rentę... Dwunastnica mi pękła!
Ale jeszcze przedtem poszłem do szpitala, do neurologii... 7 godzin
operacji przeszłem. Jak m i pękła dwunastnica cały czarny byłem.
Podwójną narkozę mi dali, jakbym 100 litrów wódki wypił. 7 dni
trwał kryzys. Ja widać przeziębiłem się na przystankach, a wy­
jeżdżałem o 4.45. No i zapalenie nerwów, już miałem wcześniej,
ale nie aż tak! No i blokady m i dawali... Do połowy jesteś znie­
czulony... 500 zastrzyków przez 6 miesięcy. Potem piłem to
zastrzyki, aż dziury m i się w kiszkach porobiły. Kazali to pić, to
piłem. Wróciłem z tego leczenia, to na schody wejść nie mogłem.
Kręgosłup m i przebili! Mlecz m i badali."
Aza zlazła z kolan swego pana. Poszła spać do sąsiedniego
pomieszczenia, jedynego zamieszkałego i ocieplonego pośród dwu­
dziestu kilku najrozmaitszych komnat „Belwederu" w Strudze.
Ogień wygasł na kominku. Siedzimy nad nie wyrośniętą babką
wielkanocną w przeddzień uroczystości pierwszomajowych. Salę
recepcyjną rozjaśnia lampeczka nocna skonstruowana przez
Paciuka. Czerwony abażur, na ozdobnej podstawie z pomalowa­
nego na złoto świecznika. I ta lampa jest ustawiona na dokoracyjnym słupku nakrytym czerwonym pluszem.
„ W Wałbrzychu mieszkaliśmy w bloku. W bloku nie było mi
źle. Ale dziś do żadnego bloku bym się nie przeniósł. Chcę być
sam! W bloku panie nie narzekałem, dzień dobry, do widzenia,
do pracy, z pracy... Ale teraz jest dla mnie nie do pomyślenia,
żeby mieszkać z jakimiś ludźmi. Nie mam czasu. 6 lat już nie byłem
w kinie. A nawet t u w Strudze są podobno dobre filmy."

�Waldemar Paciuk po uzyskaniu renty, mając matkę na
utrzymaniu, znalazł się bez środków do życia. Postanowił wów­
czas starać się o objęcie opieki nad zamkiem — pałacem w Krze­
szowic Zezwolenie otrzymał od Urzędu Konserwacji Zabytków
we Wrocławiu. Budowlę będącą w ruinie wyremontował. Ale
przed tym przez dwa lata — od 1968 do 1970 r. — mieszkał
w tym zamku i był krzeszowianinem.
,,W Krzeszowie, takiego kościoła jak tam to nigdzie nie ma.
Tam jest kościół św. Józefa. Jakie tam malowidła! To cudo! To
kościół — mauzoleum. Bolko Świdnicki tam leży z żoną i dziećmi.
To bardzo śliczna rzecz ten kościół w Krzeszowie... Ale panie
musiałem stamtąd uciekać. W Krzeszowie mieszkałem bardzo
krótko, półtora roku. Jesienią 68 r. tam przyjechałem. W t y m
pałacu wymalowałem salę przyjęć — na suficie chryzantemy
i winogrona... No, ale ten sufit z trzeciego piętra na drugie upadł.
Cała posadzka nad korytarzem się zawaliła. To ja panie musiałem
stamtąd uciekać. Ludziom nic o t y m nie powiedziałem. Uciekłem.
Nie wiem nawet kto tam teraz mieszka. Nie byłem tam od czte­
rech lat... I t u przyszedłem."
Aby zamieszkać w Strudze, Waldemar Paciuk wybierał po­
śród 26 oferowanych mu zabytkowych budowli... Na Dolnym
Śląsku zabytków wymagających natychmiastowej opieki jest
więcej niż 1000. Paciuk wybrał budowlę wzniesioną w pol. X V I w .
w Strudze, miejscowości uzdrowiskowej, pięknie położonej pośród
wzgórz i strumieni, w której znajduje się kilkadziesiąt gospodarstw
rolniczych i „chłopo-robotniczych", znakomicie zaopatrzony
sklep GS,PGR — Stacja Hodowlano-Zarodowa, kościół, epitafia
właścicieli strudzkiej rezydencji (od 2. poł. X V I w. do X I X w.),
cmentarz, na nim grób matki Paciuka, pola, łąki, lasy oraz
zamek — pałac, budowla zabytkowa w klasie I I I na Śląsku,

a która byłaby zerową na Podlasiu i Mazowszu. Zamek — pałac
w ciągu tylko dwóch lat stał się instytucją rentowną. Jest on
położony naprzeciwko PGR. Zanim zamek stał się własnością
Waldemara Paciuka był w posiadaniu wspomnianego PGR.
W Strudze znajduje się ponadto posterunek MO.
„Potem była chora matka... Widziałem jak zmarł ojciec i
jak matka... To sekundę trwa... Ale jest straszne... Zacząłem
do kieliszka zaglądać. Ale wódka nic nie daje... Dużo też czytałem,
ale to co mi ktoś przyniósł — chłopak sąsiada przynosi — czasam i
do 4 rano czytałem, bo to mnie ciekawiło. Ostatnia rzecz co czyta­
łem to Powrót z oflagu (Mariana Brandysa — J.O.). To mnie
ciekawiło... Ale potem musiałem przerwać, bo byłem przemę­
czony i robota od rana... Było m i ciężko panie, ale o samobójstwie
nigdy nie myślałem. Żeby o t y m myśleć, to trzeba mieć coś na
sumieniu, coś złego zrobić!''
Na cmentarzu grób matki Waldemara Paciuka jest jednym
z najskromniejszych. Czarno pomalowany drewniany krzyż
i mogiłka, na której rosną bratki. Obok grobowce solidne, wyko­
nane z lastriko... Na każdym fotografia i szczegółowe dane...
Paciuk wie, że grób jego matki jest najskromniejszy. Nie chciałby
jednak, aby się t y m wyróżniał. Nie wie jeszcze jaki wzniesie gro­
bowiec. Rozmyśla jednak, aby go wznieść. Zbyt jednak dużo
spraw do załatwienia ma na zamku, aby mógł zrealizować swoje
postanowienie.
„...Jest t u na zamku 8 milionów dachówek, które wszystkie
należy wymienić. A każda dachówka kosztuje więcej niż jeden
złoty... A stropy, a ściany, a oporządzenie... Dziesięć milionów
potrzeba na sam surowiec... Panie, ja t u czas na rozmowy tracę
a Święto 1 Maja nadchodzi... Każdy musi na 1 Maja jakiś czyn
wykonać. Muszę dziedziniec upiększyć i za wieżę się b r a ć ! "

I I . 2. Waldemar Paciuk na balkonie pałacu w Strudze. I I . 3. W. Paciuk ze swoim psem Azą. U . 4. Zegar w sali balowej.

109

�— Jak Pan upiększy dziedziniec ?
„Na czyn majowy zrobiłem już trzy kwietniki na dziedzińcu
i trzy małe fontanny. Ale nie wiem czy zdążę zrobić wszystko jak
zamierzam. Wczoraj z cementu trzy słupki ulepiłem. Na nich po­
stawię donice, w których nasturcję pnącą posadziłem. Bo to pa­
suje, pnie się i pnie się i kwiaty ma pluszowe. Różnie kwitnie ta
nasturcja pnąca. Kwitnie bordowo, czerwono, żółto i dużo ma
zieleni, liści. Dobrze się wyciąga do góry i do dołu..."
Rozmawiamy dalej o ludziach samotnych i o żonatych.
„ W Rosji nie ożeniłem się, bo byłem w wojsku. I byłem po
wyjściu z wojska za młody... I miałem od początku życie pokrę­
cone... Panie, 4 lata służyłem w wojsku! ... Zazdroszczę t y m ,
ale za późno. Samotny człowiek to jest sam... Nawet nie wiem
kim jest naprawdę... W głowie m i się nie mieści. Cholerny to
świat, alo dla mnie przesądzony. I w nim jest tak dla mnie lepiej...
Tak los człowiekiem pokierował i tak musi być... A pewnież,
że tam gdzie są dzieci, rodzina, to lepiej... Szczególnie jak święta
przyjdą. Dla samotnego święta najgorsze. Wtedy człowiek dziwnie
się zachowuje... Ale się już do tego przyzwyczaiłem. Co zrobić."
Paciuk może i ożeniłby się. Ale obserwacja pożycia młodych
małżeństw w Strudze utwierdziła go w przekonaniu, że naznaczony
jest mu los człowieka samotnego. Bowiem w Strudze — jego zda­
niem— ci „co się ożenią", zaraz „się kłócą i rozwodzą". Wcześ­
niej zaś tak się układał los Paciuka, że nie miał czasu, ani okazji,
aby myśleć o małżeństwie. Kiedy mówi mi o t y m , kładzie dłonie
na stole. Teraz dopiero dostrzegam tatuaż. Na wierzchu prawej
dłoni ma wytatuowane serce przebite szpadą. W środku serca
napis: Za izmienu. Na wierzchu drugiej dłoni — nazwa jednostki
wojskowej i dwa imiona Witia, Sasza. To drugie to zdrobnienie
rosyjskie imienia Aleksander. Paciuk ma takie właśnie drugie
imię. Za izmienu — za zdradę.
„Niewierność to nie na moje myślenie. Takich dwulicznych
to bym rozszarpał... Ja mam t a k ą w sobie mściwość, ale to jest
zła rzecz. I wiem o t y m . . . I to już musi być bardzo duża sprawa,
żeby się mścić. Ja nie wiem jaka, żeby można było się mścić.
To musi być coś bardzo poważnego... Ja mam t u takiego gościa...
Fałszywy, chytry. To takiemu wszelkiemi sprawami popsułbym
mu wszystko... Wyparł m i się w żywe oczy, że to niby ptaki
zjadły przez jeden dzień cztery worki paszy... A 100 zł dawałem
mu na dzień, żeby tych ptaków doglądał. A jak by pan do niego
przyszedł, to łyżki śniegu by nie dał. A do spowiedzi chodzi...
I ja taki sam się stałem. Przychodzili t u wypić, a potem mi zegarki
pokradli. Od takich trzeba się odseparować, bo to taki naród, z
którym się nie da żyć... Ci młodzi co t u są w Strudze, jak się nie
wykoleją, to będą inni niż ich rodzice. Ale ja i t y m młodym nie
ufam. Uczciwy człowiek to wyjątek panie!
...Ludzie są panie rozmaici... Jak dobry dla mnie, to i ja go
lubię... Ale takich jest mało... Na ogół ludzie są niedobrzy. Jakby
mogli skórę by zerwali z człowieka. Ja wielu pomagałem, ale prze­
konałem się, że to nie popłaca... I przez nich nie chodzę t u do
kościoła. Muszę chodzić przez nich do kościoła do Wałbrzycha...
Tu są ludzie niedobrzy. Chodzą do kościoła, aby plotkować,
ocyganić, oszukać... I dlatego chodzę aż do Wałbrzycha. A trzeba
się za coś pomodlić... Za umarłych, za ojca, za matkę. O pieniądze
się modlić nie będę przecież, bo ich z nieba i tak nie zrzucą...
Aza do nogi, nie rusz..."
Aza wybiegła z kuchni do salonu. Przez salon przebiegł rudy
kot. Aza wróciła do swego pana. I się łasi.
„Nie wolno Maciusia gonić... Nie nauczyłem jej, zazdrosna
jest... Cały chciałabyś zawojować świat... Pędzi go, ale go nie
ugryzie... Jest t u panie i drugi Maciuś, też rudy, ale to kaleka.
Do komina spadł z 3 piętra. Poszedł, wszedł — był mały — i
upadł. Musiałem ścianę wywalać. W ślepą dziurę wpadł. Panie,
to było trzy lata temu, to była tragedia. Nie wiedziałem gdzie
on, ale go odnalazłem... Moja ukochana Azuniu tylko pana masz...
A była chuda, skóra i kosteczki Szczekać nie miała siły... Jest
bardzo mądra. Jak tylko ją przyniosłem do domu, nie chciała
na schodach, na korytarzu. Od razu się na kanapie położyła...

110

Daj łapkę, daj kochana moja. Pan cię kocha żeś taka mądra...
Mądra jest, tylko po pokojach by chodziła, na kanapie l u b ' otelu by siedziała. Nie jest ona śpic, bo by i służyła... Mądra jest...
Tylko łapki podajesz, podajesz... Za ciężka jest, żeby służyła,
ale czołgać się umie jak żołnierz... Kładź się na brzuchu i czołgaj
się! No czołgaj się, czołgaj!
Pies się nie czołga.
„Zdenerwowana jest, ale dlaczego?... Przed Wielkanocą
poszedłem z nią do lasu na łąkę. Jest tam polanka taka. Z Azunią
poszedłem... Na świeże powietrze... Trzeba stąd wychodzić...
Trzeba się odlenić. Powiedz panu Azuniu, że nie można stale w
takich starych murach siedzieć..."
W czasie tego spaceru Paciuk nazrywał kwiatków i po pow­
rocie do zamku włożył je do słoika. Słoik postawił na stoliku
w salonie. W czasie rozmowy ten słoik i babka z zakalcem stoją
przed nami.
„Najbardziej lubię róże, bo najszlachetniejszy, delikatny
kwiat. Bez turocki uszlachetniony, co ma takie duże kiście też
bardzo lubię i pnącą nasturcję... Moja Azuniu, t y jesteś najmil­
sza... Ona nie nasika, ona łapki podnosi, żeby pan nie nakrzyczał... No daj kochana łapkę. Moja kochana psinka. Dopuście
do niej nie dam psa! Bo topić bym po t y m nie chciał!"
Aza leży na kolanach swego pana.
„...Wódka nic nie daje, ale pół Strugi napiłem, jak miałem
za co..."
Z czego czerpał Paciuk dochody ? Rozpił „pół Strugi i dopro­
wadził zamek — pałac w tejże Strudze do stanu użyteczności?!
I nie tylko użyteczności. Bo „belweder" jest obecnie — za­
ledwie po dwóch latach pracy nad nim — budowlą reprezen­
tacyjną. Instalacja tylko jednego kontaktu wynosi 60 zł. A tych
kontaktów miał do zainstalowania Waldemar Paciuk więcej niż
100. Oprócz kontaktów i wyłączników należało zainstalować
wodociąg... Należało wyreperować podłogi, zabezpieczyć stropy,
usunąć gruz i wzmacniać ściany. No i myśleć o wymianie 8 mi­
lionów dachówek. Otóż pomysł zdobyoia pieniędzy przyszedł sam.
Obserwacja i rozmyślania nad niedochodowośoią Stacji Zarodowej
PGR w Strudze sprawiły, że „pomysł przyszedł sam". Waldemar
Paoiuk założył w pałacu — zamku hodowlę japońskich przepiórek.
Postarał się o Wyhodowanie 3 000 ptaków. Pobudował klatki,
zorganizował i m dostawę ziarna i zbyt jaj. Zatrudniając tylko
jednego pomocnika, potrafił zarabiać dziennie blisko 1000 zł.
Przedsięwzięcie to nie udałoby się, gdyby nie wielkie Paciuka
rozmiłowanie w tej hodowli, zachwyt i podziw dla japońskich
przepiórek:
„To mądre ptaki... Po godzinie jak się urodzi je i pije. Taki
to m ą d r y ptak. A po 40 dniach już jajka niesie. 3 000 przepiórek
japońskich 1 600 znosiło m i jajek. 500 zł kosztowała mnie dla
nich pasza, zarabiałem blisko 1 000 zł. Bo za jedno jajko Delika­
tesy dawały 1 zł... Jak jest dużo panie ptaków, to też jest dużo
jajek... 10 dni jedna partia niesie, potem odpoczywa dzień, dwa
i znowu niesie, a kiedy ta pierwsza odpoczywa, to drugą niesie.
To bardzo mądre ptaki... Jak się po 17 dniach wylęgnie małe,
jest jak naparstek, małe pluszowe takie. W pudle od margaryny
zmieścić się ich może 500 sztuk, taka kupa, że można objąć je
dwoma rękami, jak główkę kapusty. Po tygodniu już ich koguty
śpiewają, ale inaczej niż zwykłe koguty, po swojemu śpiewają,
całkiem inaczej... Czerwonego koloru się boją, a najbardzie,
lubią zielony. Jak piały to na kilometr się niosło. Stanął dęba,
jak żołnierz na baczność, cały opierzony i pieje. Jakoś tak śpiewa.
Jak jeden zaśpiewa, to 150 się dołącza, to trudno rozróżnić,
a ko ko kooo, a ko ko kooo... Oczy mają ukośne jak Japończycy.
Kogut opierzony a kura jest cała goła, tylko ma skrzydła z pió­
rami, jest goła, inaczej niż kogut biega. Po podłodze biega szybko
jak mysz. Jak jajko zniesie, to nie gdacze. A jak upadnie, to
zdycha, bo taka ciężka jest. Na wolności nie dałyby sobie rady.
Muszą żyć w klatkach. To nie głupie jak kury. Jak jajko zniesie
to nie gdacze, czasem tylko piśnie cicho. Strasznie są nerwowe.
Kogut zarżnięty — bez głowy — a jeszcze chodzi. Bardzo grzeez-

�ne, przywiązują się do gospodarza. Jak swój do klatki podejdzie,
to odchodzą w k ą t , żeby zebrał jajka. A jak obcy to szum, nie
dadzą... Co raz to 500 zł, co raz to 500, to bez przerwy je,
dwa worki dziennie, łącznie 100 kilogramów!!! W książkach pisa­
no, że jedno tylko jo 2 dekagramy. Ale to bzdura. Sto lat trzeba
by czekać, żeby jajko zniosła. One stale jedzą! Ale dzięki nim
jednak trochę pożyłem. Jak człowiek w t y m belwederze pożyłem...
Przed belwederom codziennie ze 3 taksówki stały po jajka. Panie
tu bankiety się odbywały... Ale wszystko się skończyło... Panie
tu pili na przemian wódkę i jajka na surowo. Bo takie jajko trzyma
lepiej niż szmalec. Ja ich nie jadłem. Za dużo w nich witamin.
Jedno leczy, drugie nie leczy. Nerwy leczy, serce leczy! Ale
przeważnie te jajka to na płuca dobre. Na surowo bardzo dobre.
Komendant wypił 10 jajek i mógł pić... To trzyma lepiej niż
szmalec... A teraz wszystko się skończyło. Nastała tragedia!
Przyszedł lipiec, o Boże. Panie, mam 10 000 jajek, a zbytu nie ma.
Co robić ? Ja je gotowałem te jajka i mieliłem ze skorupami
i z powrotem dawałem im, żeby żarły".
Ostatecznie Waldemar Paciuk musiał zlikwidować swoją
hodowlę. Wykopał w lesie dół i w t y m dole pochował zarżnięte
przopiórki. Musiał zarżnąć 3 000 ptaków. Wszystko to zrobił w
tajemnicy przed mieszkańcami Strugi. Nie chciał, aby dowiedzia­
no się o jego nieszczęściu. Obserwacje przeprowadzone nad dzia­
łalnością innego przedsiębiorstwa w najbliższej okolicy (chodzi o
wytwórnię rur kamionkowych w Ziębicach) pozwoliły Paciukowi
odzyskać nadzieję, że ponownie uzyska możliwości opłacenia prac

przy konserwacji zamku — pałacu. Postanowił Paciuk produko­
wać rurki cementowe do drenowania pól, rurki, na które jest
ogromne zapotrzebowanie, a których — prawdopodobnie — ze
względu na małe rozmiary („niska masa przerobowa") fabryka
w Ziębicach nie produkuje. Mimo tej nadziei, Waldemar Paciuk
często boleje nad nieszczęściem, jakie go spotkało:
„Z wygodami i m to urządziłem (przepiórkom — J.O.). Ale
to wszystko poszło na szmelc. Ale skoro sklepy nie chcą brać już
tych jajek, jajka nie idą... Tak Azuniu. Tyś moja. Mądry,
grzeczny, dobry piesek."
Po wypiciu herbaty — wodę zagrzaliśmy przywiezioną przeze
mnie grzałką, woda postawiona przy lampce z czerwonym aba­
żurem wykipiała — poszliśmy spać. Paciuk oddał mi swoje
łóżko — szorokie, z pierzyną. Spałem w pokoju a on w kuchni
zajmowanej przez lata przez jego matkę. Paciuk spał na łóżku
pod obrazem Świętej Rodziny, na którym św. Józef przedstawiony
jest z toporem na ramieniu. Ja spałem na jego łóżku, nad którym
nie ma żadnego obrazu. Sypialnia Paciuka sąsiaduje z „Salą Ró­
żową", która — jak powiada jej konserwator — była „Śmiertną
Komnatą".

*
Drugi dzień w Strudze rozpocząłem od oględzin wspomnianej
„ K o m n a t y " . Puste pomieszczenie, usytuowane na węgle budowli.

111

�Później powie m i jeszcze Paciuk o swoim rozmiłowaniu i ro­
zumieniu kolorów. Wybór różowego na tę komnatę był zapewne
też poważnie przemyślany. Bo — jak mówi:
„Żółty kolor na przykład, to rozwodny kolor. On ludzi nie
łączy, a rozdziela, to żydowski kolor. I dlatego u mnie tylko ko­
rytarzyk żółtowaty. Kanarkowy zaś i saladyna, znaczy się saladynowy, to razem ze sobą się dobrze mają I tak trzeba dobierać
kolory, żeby nie było rozbieżności. Kanarkowy gzyms i saladyna
na ścianie. To pasuje. Ale już nie pomarańczowa lub czerwona.
To byłby zły gust... Tak, Azuniu, moja t y perełko. Tak, moje ty
kochanie. Moja perełko malutka, ale że czołgać się zapomniałaś ?!
Prawda, panie, t u jeszcze są jadalnie, sale jadalne... Ale to jest
nie do pomyślenia, żeby to jedna osoba to wszystko zrobiła. O Je­
zu ! Ale pomału wszystko się zrobi; grunt to nie upadać na duchu.
Bo praca, panie, tylko praca uszlachetnia człowieka. Ja też tylko
takiego uważam człowieka, co ma charakter do pracy i taki mi
pasuje, a nie taki, co by był mądry, choćby najmądrzejszy w so­
bie... Trzeba zawsze coś mieć. Starać się A jak nie wychodzi, to
w porę rzucić. O tak!"
Paciuk nie ukończył jeszcze ostatecznie swego dzieła. Tym
samym nie można poznać go w całej krasie. Wyremontowane i wy­
malowane sale będzie meblował. J u ż obecnie udało mu się zdobyć
wielki stojący zegar, czerwoną pluszową kanapę oraz duży rozsu­
wany stół. Tymi trzema sprzętami musiał umeblować aż trzy naj­
bardziej reprezentacyjne sale. Natomiast w Sali Balkonowej po­
wiesił dużych rozmiarów obraz własnego pędzla. Nazwał ten obraz
Noc wenecka (il. 6 — 8).
о

Jasne i wesołe. Paciuk wymalował ściany na różowy kolor, sufit
na biało. Na farbie różowej odcisnął wałkiem „srebrny rzucik".
Jest to więc obecnie wnętrze pomalowane na różowo w srebrny
rzucik, pogodne. Niczym nie zdradzające swego pierwotnego
przeznaczenia. I gdyby nie informacje Paciuka, nie domyślibym
się, jaką rolę to pomieszczenie pełniło w wielkiej budowli zamku —
pałacu.
„Tam była sama czerń, już na ścianach namalowana od
ziemi. Tam musieli kłaść umarłych. Jak kto umarł, to tam zanosili.
Tam musiała być śmiertna komnata. Osiem pokoleń t u mieszkało.
Są t u herby (umieszczone na frontonie zamku — J.O.) każdej
nowej młodej, którą wprowadzono do zamku... W tej komnacie
były namalowane trumny, jakieś kotary i anioły... Mało było
widać. Wszystko w strasznym stanie, sufit przeciekał, PGR za­
niedbał."
Zapytałem Paciuka, dlaczego tę komnatę pomalował na
różowo ?
„ J a sobie cenię kolory: róż, błękitny-morski, taki chłodnikowaty uspokajający. Ale różowy uwielbiam. I dlatego tam go dałem.
Żeby nie straszyło, bo w takich domach to straszy! No widzi pan,
takie buty z cholewami. Panie, w t y m zamku jest tajne przejście
podziemne 3 kilometry do Książa. Największy zamek na Dolnym
Śląsku — Książ. To przejście jest szerokie, że karetą mogli prze­
jechać. Odkryliśmy to, jak zakładaliśmy t u wodę... T u osiem po­
koleń mieszkało, a ostatni remont prowadzili w 1803 roku. Taka
data t u jest wycięta na chorągiewce na głównej wieży. A jak t u
przyszłem, to t u było wszystko zniszczono, że lepiej nie mówić.
A było co robić... Powierzchnia 1500 m sześciennych, kondygna­
cji 3, czwarty strych, duży jak las. Komnat nie jest dużo, ze dwa­
dzieścia, może jest dwadzieścia trzy: Sala Balowa, Rycerska,
Balkonowa, Niebieska albo Kominkowa, Seledynowa (gdzie Aza
śpi — J.O.). Jest i Morski Pokoik na styl pompejański, bo tam są
firany i tam są kostki pod sufitem, musowo się już dobrze prezen­
tuje. Te wszystkie sale odremontowałem i wymalowałem. Każdy
musiał inaczej wyglądać, musi w każdym być coś innego... A ten
różowy to prawda, że był trupiarnią. To go na różowo zrobiłem..."

112

„Tam jest duży staw, przy księżycu. Księżyc namalowałem,
ale go nie widać. Księżyc m i się nie zmieścił i musiałem zagiąć, bo
w ramę się nie mieściła. Po t y m stawie jeżdżą sobie na łódkach pan­
ny, panienki w takim parku z wieżą zameczka... I ten księżyc jest
podwinięty na drugą stronę w prawym rogu. Są też dwa łabędzie,
zgodna para, no i te samotne trzy Wenecjanki. Jeżdżą sobie na
gondoli... Ramę do obrazu dal m i kierownik z restauracji „Polo­
nia" w Wałbrzychu w 1963 r. A w 1965 roku namalowałem do
tych ram obraz (ramy przez ten czas trzymał puste na strychu —
J.O.) jak się zbierałem z Krzeszowa, żeby nim ustroić zamek —
pałac w Strudze. W 1965 r. namalowałem ten obraz na czarnym
płótnie, żeby się ładnie reprezentowało. Taka czarna satyna,
18 zł 50 groszy metr. Kupiłem 1,5 m. Taniocha. Farby też tanie,
po 3,5 zł tubka, to drukarskie. Takie pakowane jak pasta do
zębów. Kredką białą naszkicowałem... Ale to malowanie to głupo­
ta. Teraz to mnie się już nawet nie chce, ręka mnie nawet boli.
Tylko jeden obraz namalowałem i jeszcze jakiś, którego nie
pamiętam dobrze. Porwał się w drodze, ale był lepszy."
Zapytałem Paciuka skąd zaczerpnął pomysł do Nocy weneo
kiej. Odpowiedział tak:
„Znikąd, ułożyłem sobie w głowie. Bo ja panie mam to wszys­
tko w głowie. Ja cały dywan na suficie namalowałem. Malowałem
leżąc na rusztowaniu, wszystko z głowy, wszystko sobie wyobra­
żałem, winogrona, kiście kwiatów, chryzantemy... Na to malowa­
nie nikt nie zwraca uwagi. Zrobiłem to dla siebie. A teraz jak tu
malować. Nerwy mam roztrojone. Trzeba myśleć z czego żyć.
Żeby malować, trzeba mieć pieniądze... O, drzwi muszę pomalo­
wać."
Z przytoczonych wypowiedzi — jak się wydaje — osobowość
Waldemara Paciuka rysuje się dosyć wyraziście. Osobowość tę
określają najlepiej jego własne poglądy, odczucia, reakcje:
„CZŁOWIEK SAMOTNY TO JEST SAM", „NAWET NIE
W I E M K I M JEST N A P R A W D Ę ?", , ŚWIAT D L A MNIE
PRZESĄDZONY", „ I W N I M JEST T A K D L A M N I E LEPIEJ"
„LOS CZŁOWIEKA P O K I E R O W A Ł " , „TAK MUSI BYĆ",
„CI CO SIĘ OŻENIĄ SIĘ KŁÓCĄ I ROZWODZĄ", „DWTJLICZNYCH TO B Y M ROZSZARPAŁ", „MAM TAKĄ W SOBIE
MŚCIWOŚĆ", „ Ż E B Y MOŻNA S I Ę BYŁO MŚCIĆ, TO MUSI
BYĆ COŚ BARDZO POWAŻNEGO", „NARÓD, Z KTÓBYM
N I E DA S I Ę ŻYĆ", „OD T A K I C H NALEŻY SIĘ ODSEPAROWAĆ", „UCZCIWY CZŁOWIEK TO W Y J Ą T E K " , „NA

��OGÓŁ L U D Z I E SĄ NIEDOBRZY", „POMAGAŁEM , TO N I E
POPŁACA", „ CUDZEGO N I E R U S Z Ę " , „ L E P I E J SWOJE
ODDAM", „MŚCIWOŚĆ TO JEST ZŁA RZECZ", „ N I E DAWA­
ŁEM SOBIE W KASZĘ DMUCHAĆ", „ K T O K R Z Y W D Ę
ZROBI, TO N I E PRZEPUSZCZĘ", „ J A K DOBRY D L A
M N I E , TO I JA GO L U B I Ę " , „CHODZĄ DO KOŚCIOŁA T U ,
A B Y OCYGANIĆ, OSZUKAĆ", „O P I E N I Ą D Z E MODLIĆ
SIĘ N I E B Ę D Ę " , „TRZEBA SIĘ POMODLIĆ ZA UMAR­
ŁYCH", „GRUNT TO N I E UPADAĆ NA D U C H U " , „ T Y L K O
PRACA USZLACHETNIA CZŁOWIEKA", „ T R Z E B A ZAW­
SZE COŚ MIEĆ", „ W P O R Ę RZUCIĆ", „ K T O WYSOKO LA­
TA, T E N NISKO SIADA".
Dodać można, że Waldemar Paciuk preferuje wartości
uznano i znano:
„ J a tam lubię muzykę przedwojenną — takie tanga. To
lubię słuchać. A tej dzisiejszej, to w ogóle nie rozróżniam. Jakiś
pisk, krzyk. Zaraz wyłączam." Ponadto: „ J a k to powiedzieć, ja
tam wszystkiego nie zauważam... Ja tam bardzo lubię spokój...
I wolę patrzeć na to co zagospodarowane, na pola, a nie na to co
sobio samo rośnie. Uważam wiosnę. Wiosna ładnie wygląda, do
życia przychodzi. A jesień to mglisto, szaro i niezdrowo. Maj naj­
piękniejszy; wtedy kwitną kasztany... Też jest przyjemnie, jak
śnieg pada biało na Sylwestra, jak pada to ładnie, tylko trzeba
mieć węgla dużo. A i mróz na szybach ładnie się prezentuje.
Ale to chwilowo... O wschodzie to słoneczko ładnie wygląda.
A wieczorom to już takie smutne za górą zachodzi."
Powiedzieć toż trzeba, że wszystko co przemija, nie radością,
locz wielkim i głębokim smutkiem napawa Paciuka. Odwołuje się
też do uznanych stwierdzeń „wszystko przeminęło" lub „prze­
minęło z wiatrem". „WSZYSTKO BARDZO SZYBKO PRZE­
M I J A " . Nie brzmi to toż z łagodzącym uzupelnioniem — „na
szczęście" czy „chwała Bogu", lecz jako tragiczne „niestety".
Ale też ujawnia się w t y m postawa aktywna, twórcza. Albowiem
Paciuk świadom jest, że podlega deterministycznym uwarunko­
waniom losu. I dlatego toż tak skwapliwie korzysta z doświad­
czenia ludzi, zbiorowości, które doznawały największej goryczy
losu, jego nieubłaganej przewrotności. Postawę i poglądy Paciuka
łączyć można z trwałym dziedzictwem bezwzględnej chłopskiej
etyki. Podbudował i wyostrzył ją Paciuk, znajdując ku temu
obfity „materiał motywacyjny" we własnych doświadczeniach
niezbyt długiego żywota. Środowisko, obok którogo istnieje, ut­
wierdza go w najsurowiej i bezwzględnie formułowanych opiniach.
Nie tylko utwierdza, lecz ró%vnież zmusza do swoistej aktywności
społecznej. Bo istotą tego światopoglądu, w jaki uwikłany jest
Paciuk i jego otoczenie, nie jest wprawdzie miłość bliźniego, lecz
baczno nim zatroskanie, na ile i w jakiej mierze można mu ufać,
obawiać się, mieć pewność, że nie zostanie się obmówionym i
przeklętj m, a w najlepszym przypadku wydrwionym. Stąd także
znaczenie przypisywane przez Paciuka działaniu pracy, która
u s z l a c h e t n i a . I znowu nie kryje się w t y m rozumienie
uszlachetniającej roli pracy w kategoriach bezinteresownych
(kształtowania ducha i charakteru człowieka), ile całkiem prag­
matycznych, instrumentalnych. Dzięki pracy jednostka wyzwala
się z otępienia, lenistwa, bezczynności rodzącej się pod wpływem
bezwzględnych osądów otoczenia. Tylko rezultaty niezwykle
ciężkiej pracy połączonej z przemyślnością iście diabelską mogą,
i tylko na krótko, przociwstawić się skutecznio złu tkwiącemu
wśród ludzi. Stąd idea odbudowy opuszczonych pałaców, miesz­
kania w nioh bez wyrzeczeń.
r

Uzyskany niegdyś przydział do pracy w teatralnym zespole
dekoratorów okazał się w życiu Paciuka faktem przesądzającym
i bodaj najważniejszym. Spowodował ukształtowanie się w Paciu-

ku świadomości artystycznej. Paciuk odkrył w sobie powołanie
artystyczne. Obserwacja umiejętności i wrażliwości otoczenia
utwierdziła go w przekonaniu o swych zdolnościach i powołaniu.
Jakiego formatu musiały być gusta i aspiracje otoczenia, w którym
pracował Paciuk, można domyślić się, słuchając wspomnień
0 sukcesach dekoratorskich w teatrach, i obsorwując kontynuację
tych sukcesów w drobnych tylko przebłyskach czerwonogo pluszu,
dywanów, francuskich firanek itp. którymi zostanie wystrojone
wnętrze zamku w Strudze. Te akcesoria „mieszczańskości" i te
same umiłowania (rzewnych tańców, tanga, spacerów, przyjaźni
z pieskiem i kotkiem) złagodziły i niewątpliwie uszlachetniły
plebejską naturę poglądów i postaw reprezontowanych przez
Paciuka i jego najbliższe otoczenie. Otoczeniu, z którym trzeba
mu liczyć się i z konieczności obcować — nie jest obcy tego rodza­
j u melanż wartości. Przeciwnie, jest on uznawany jako czaro­
dziejskie spełnienie odwiecznych marzeń. Marzenia te potrafi!
Paciuk ukazać temu otoczeniu jako gotową realizację w porcji
niełatwej do strawienia, odrzucenia czy poddania szyderstwu
1 wzgardzie. Potrafił tej realizacji nadać również estetyczne wy­
miary zarówno malując „dywan na suficie", jako też wieszając
obraz tylko jeden, lecz w ramach — jakich mało kto widział;
dostatecznie strojny, dostatecznie frywolny, a zarazom dostojny,
ucieszny, bo w żywych kolorach, jak też pobudzający do poważnej
zadumy pizez swe czarne tło i biel zgodliwej pary łabędzi.
Waldemar Paciuk stał się jednakże twórcą dzielą, które oce­
niane będzie nie tylko przez środowisko Strugi. Jedyny konser­
wator i mieszkaniec zamku — pałacu włączony został w niezwy­
kle odpowiedzialne posłannictwo ochrony najcenniejszych dóbr
kultury narodowej.
Już sam fakt, że Paciuk jest rencistą, osobą samotną, na­
kazuje spojrzeć na jego dokonania zarówno z podziwom, jak też i
uznaniem. Może oczywiście ktoś wtrącić, że w ochronie owych
najcenniejszych dóbr kultury liczy się tylko i wyłącznie kompe­
tencja, zgodny z „substancją zabytku" program przeciwstawienia
się jego zniszczeniu. Niestety, w sytuacji ogromnego zaniodbania,
w jakiej znajdujo się wiele jeszcze zabytków na Dolnym Śląsku,
nie bez znaczenia stają się paradoksy. Paradoksalnio wprost
niepowołany do konserwacji zabytków konserwator wyręcza upo­
ważnioną do konserwacji zabytków służbę konserwatorską.
Ale służbie tej nałoży się pochwała, że przyzwoliła Paciukowi na
podjęcie się prac konserwatorskich. Bo gdyby nie to przyzwolenie,
no i wielki wysiłek samego Waldemara Paciuka, zamek — pałac
w Strudze uległby w najbliższym czasie całkowitemu zniszczeniu.
Paciuk uratował go w sposób taki, w jaki umiał. Najważniejsze,
że uratował. Nie bez znaczenia jest również to, że w „Belwederze"
zrodziła się realizacja dekoratorskiej sztuki naiwnej w wymiarach
pałacowych, jodyny tego rodzaju dokument aspiracji i dążeń
reprezentantów tego nurtu we współczesnej kulturze artystycznej
Polski.
Na zakończenie rozmów z Paciukiem o teraźniejszości,
pojawia się optymistyczny akcent przyszłościowy.
Pytam: co potem?
„A potem — jak skończę — to koniec, swego dokonam.
Komuś się to dostanie... Co t u będzie? Nie wiem. Może muzeum
jako pomnik ? Może to będzie pomnik kultury. Ale jakiej to będzie
pomnik kultury też nie wiem. Chociaż, mam t u pisemko, to zaraz
panu odpowiem. (Wyjmuje paczkę z toaletki z trzema lustrami —
J.O.). To byl taki list jednego pana co pisze książki. To był list
z Siedlec Musiał o mnie gdzieś wyczytać... Ja muszę to pisemko
znaleźć. Masa listów przychodziła..."
Po blisko godzinie podał m i list. Fragment tego listu zamieści­
łem na początku niniejszej relacji.

Fot.: Autor

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10229" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10207">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ad479617a0b83f6e0fac2b20a7ae1f99.pdf</src>
        <authentication>5c56f0fbb7d0b9a64745d92f3887020a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121602">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3186</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121603">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121604">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121605">
                <text>Tunbaszi / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121606">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4, s.273-274</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121607">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121608">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121609">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121610">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="121611">
                <text>Jacek Olędzki

TUNBASZI

Czyli o przeobrażeniach wyobraźni symbolicznej
w paradygmatycznq. I przynależności metodologicznej niezależnej

Miło m i b y ł o

przeczytać

w j u b i l e u s z o w y m numerze P S L

sympatyczno

wspomnienie

moich

egzaminacyjnych,

stawianych

słoń

— zapytywał

pytań

Ludwika

Stommy

o

osobliwości

przed k i l k u n a s t u

j a k m a się o d ż y w i a ć nie p e n e t r u j ą c t r ą b ą p o ś r ó d owocodajnych
k o n a r ó w ? O t ó ż po p r o s t u , bezczynnie s t o j ą c i t y l k o

czekając,

aż m u m a ł p a wrzuci do samego o t w o r u g ę b o w e g o p o m a r a ń c z ę ,
czy k i ś ć d a k t y l i .

laty:
„Dlaczego
(przynależność

ma trąbę?

metodologiczna

nieokreślona)

Jacek

Z a t e m Tunbaszi, czyli Sama P r z e b i e g ł o ś ć l u b w dosadniej-

Olędzki

i zarówno

feno­

szym p r z e k ł a d z i e W i e l k a O b ł u d a ,

czyli Sama H i p o k r y z j a , to

menolog, j a k i s t r u k t u r a l i s t a ( o j , t a k i c h się m i a ł o k i e d y ś wspa­

b ę d ą c s ł o n i e m ( i s t o t ą z t r ą b ą ) , u ż y c z e n i e g r z b i e t u m a ł p i e . A dalej,

n i a ł y c h s t u d e n t ó w , sic! — J O ) o k a z y w a l i się bezradni

j a k na przedstawieniu, m a ł p a grzbietu z a j ą c o w i , a o n p t a k o w i .

wobec

tak perfidnie s f o r m u ł o w a n e g o p r o b l e m u . — Dlaczego słoń m a

Ptak

t r ą b ę ? — ż e b y się F r e u d dziwił. S k ą d i n ą d f a k t e m jest jednak,

M ó g ł b y sobie swobodnie l a t a ć , owoce d z i o b a ć , a t u nie. O n m a

w tej przyjaznej

czwórce

jest

najciężej

doświadczony.

że słoń t r ą b ę rzeczywiście posiada. M a r ó w n i e ż d w a k ł y z kości

w i e ń c z y ć f i g u r ę zgodnego i harmonijnego w s p ó ł ż y c i a . O n z r y w a

słoniowej — konstatuje S t o m m a — o d s t a j ą c e uszy, jest bardzo

owoce i podaje je z a j ą c o w i ( k r ó l i k o w i ) . T e n z a ś z w y k ł — j a k

d u ż y i dlatego rzuca się w oczy. A j a k j u ż w oczy kole, to spokoju

w i a d o m o — z r e g u ł y w y p e ł n i a ć role mediacyjne. Co m a ł p a m a

nie zazna (bardzo dobrze — J O ) . P r z y j d ą fenomenolog ze s t r u k ­

robić

t u r a l i s t a , p o t e m jeszcze t a k i O l ę d z k i ( p r z y n a l e ż n o ś ć metodolo­

k a p i t a l n e stwierdzenie Claude Levi-Straussa, że z w i e r z ę t a

giczna n i e o k r e ś l o n a ) i z a c z n ą

j u ż wiemy, wyręczać

bezpośrednio

trąbę.

Pamiętając
„nie

są wybierane dlatego, ż e « n a d a j ą się do jedzenia », lecz dlatego,

1

deliberować" .

Co b y m d a ł g d y b y m , oj g d y b y m przed l a t y t y c h p a r ę z d a ń

że

« n a d a j ą się do m y ś l e n i a » , w y b r a ł e m na egzamin t r ą b ę nie

o t r z y m a ł napisanych zamiast w y m u s z a n i a j a k i c h ś odpowiedzi.

dlatego, że nadaje się do w y k o r z y s t a n i a zgodnie z j e j przezna­

J a k w i a d o m o , u n i k a m egzaminowania i zazwyczaj p r o s z ę m o i c h

czeniem, l u b do jedzenia, lecz dlatego, że nadaje s i ę do m y ś l e n i a

s ł u c h a c z y , a b y zechcieli t ę m o j ą r e p u l s j ę u s z a n o w a ć i c o ś n a p i ­

i to bez w ł ą c z a n i a w t e n proces o s i ą g n i ę ć w i e d e ń s k i e j

sanego nawet bardzo k r ó c i u t k i e g o , lecz w ł a s n e g o , p r z y g o t o w a ć

psychoanalitycznej.

na o k o l i c z n o ś ć zaliczenia zajęć. O t ó ż t a k i jestem belfer-metodyk,

wania s t r u k t u r a l i s t y c z n e g o .

z a ś dalej, na s a m y m k o ń c u , b ę d z i e o wyznawanej przeze m n i e

3

W z u p e ł n o ś c i wystarcza metoda

szkoły

postępo­

T a k o ż w i ę c , dlaczego słoń m a t r ą b ę ? P r a w i d ł o w a o d p o w i e d ź

metodologii. Przed t y m koniecznych jest t r o c h ę w i a d o m o ś c i na

w

temat.

dlatego i t y l k o dlatego (to j u ż chyba przesada), a b y m ó g ł s y m ­

D r o g i L u d w i k u , p y t a n i e dlaczego słoń m a t r ą b ę , d l a l u d z i

kontekście

znajomości

Tunbaszi

brzmieć

powinna:

ma

b o l i z o w a ć o b ł u d ę , h i p o k r y z j ę i p r z e b i e g ł o ś ć . O c z y w i ś c i e za k a ż d y m

korzystają­

razem w t e n s p o s ó b o d p o w i a d a j ą c , n a l e ż y p a m i ę t a ć o odmiennej

cych z n o r m e t y c z n y c h l u d n o ś c i pasterskiej, nie n a l e ż y do oso­

k w a l i f i k a c j i moralnej (szczególnie u l u d ó w stepowych) w s z y s t k i c h

b l i w y c h . A l e p r z y z n a j ę , że w p y t a n i u t y m zawiera się „ p e r f i d n i e

trzech p o j ę ć e t y c z n y c h .

wychowanych w kulturze buddyjskiej a w dodatku

s f o r m u ł o w a n y p r o b l e m " . O t ó ż , z a c z ą ć n a l e ż y od tego, że „ n a s z e "
p y t a n i e ł ą c z y się ściśle z p r a s t a r y m i p r z y p o w i e ś c i a m i ,

pocho­

Od siebie natomiast powinienem d o d a ć , j u ż nie o d w o ł u j ą c
się L u d w i k u do genialnego Straussa, że m n i s i b u d d y j s c y (tudzież

d z ą c y m i z I n d i i i I r a n u , o „ d r z e w i e ż y c i a " i „ c z t e r e c h zaprzy­

lamowic B u d d y z m k r z e w i ą c y ) , podobnie j a k nasi ś r e d n i o w i e c z n i

jaźnionych

scholastycy, z a b a w i a j ą

i

zwierzętach"

ptaku. Przypowieść

tematem
często

wyobrażeń

występujących

— słoniu,

o czterech

małpie,

zającu

(króliku)

zaprzyjaźnionych

s t a ł a się

graficznych, malarskich i

rzeźbiarskich,

pytali".

Właśnie

w świątyni,

specjalnie

wyznaczonego

dnia

w przorwie m i ę d z y m o d l i t w a m i , c z ę s t o zaraz po s p o ż y t y m posił­

i Nepalczyków (il.

k u nieopodal o ł t a r z a . W s t a j ą ze swych miejsc, p r z e c h o d z ą n a

1—2). Zamieszczone t u ilustracje u k a z u j ą c z w ó r k ę z w i e r z ą t pod

ś r o d e k b u d o w l i i w g ł ó w n y m p r z e j ś c i u , na oczach g a p i ó w , w zbitej

Mongołów,

symboli ołtarzowych

„ce­

w

mieszkaniach

w repertuarze

się do dziś w swych ś w i ą t y n i a c h

r e m o n i ą zagadek", c z y m ś co n a z y w a m y stawianiem sobie „ g ł u p i c h

Tybetańczyków

k o n a r a m i wysokiego drzewa owocowego. N a n a j w y ż s z y c h g a ł ę ­

gromadce o d p o w i a d a j ą na p y t a n i a w y k r z y k i w a n e na w y p r z ó d k i .

ziach g ę s t o wiszą p o m a r a ń c z e (sic!). Słoń s t o j ą c y pod drzewem

Dlaczego słoń m a t r ą b ę , t o jedno z takicłi p y t a ń etyczno-filo-

nie w y c i ą g a t r ą b y do t y c h o w o c ó w . Jego t r ą b a ł a g o d n i e zwisa
lub jest p o d w i n i ę t a !

2

O t ó ż L u d w i k u , t a k j a k słoń dla I b o m o ż e

b y ć symbolem g w a ł t o w n o ś c i i b r z y d o t y — o c z y m piszesz —
a gracji i p i ę k n a kobiecego w I n d i a c h (chodzi m i ę d z y

innymi

zoficznych.
Mają

Można

n a to p y t a n i e o d p o w i e d z i e ć

tak również:

po t o , a b y z niej nie k o r z y s t a ć , ż y j ą c w harmonijnej zgodzie

z innymi

zwierzętami.

W najnowszych, d o b r y c h czasach w M o n g o l i i , gdzie t a k j a k

o p o d o b i e ń s t w o balansowania b i o d r a m i u t y c h r ó ż n y c h , s k ą d i n ą d ,

u nas a r t y s t ó w l u d o w y c h otoczono o p i e k ą p a ń s t w o w ą , Tunbaszi

istot), t a k w o p i s y w a n y m t u przedstawieniu słoń symbolizuje

m o g ł o się s t a ć dobrem „ s z e r o k i e g o o g ó ł u " . W akcie t y m za­

obłudę, hipokryzję

g u b i ł o pewne istotne szczegóły, a inno dopracowano! N i e m a j u ż

l u b t y l k o p r z e b i e g ł o ś ć , k t ó r e t o cechy na

D a l e k i m Wschodzie m a j ą zasadniczo i n n ą n i ż u nas k o n o t a c j ę

drzewa owocowego. Słoń nie musi więc b y ć k a r m i o n y ! D ź w i g a

etyczną.

przedstawienie,

na k a r k u t r ó j k ę nic nie m a j ą c za t o . S k ó r a n a jego cielsku, ina­

m o ż n a p r z e ł o ż y ć na n a s z ą S a m ą P r z e b i e g ł o ś ć . Dlaczego ? Jeszcze

czej n i ż n i e g d y ś , jest strasznie pomarszczona. A l e m a ł p a p r z y ­

T u n b a s z i , bo t a k nazywane

jest

to

się nie d o m y ś l a s z ? O t ó ż cłiodzi o t ę w ł a ś n i e t r ą b ę , j e d n a k ż e zwi­

j a ź n i e macha ł a p ą . P t a k i z a j ą c (królik) dumnie w z n o s z ą g ł o w y .

s a j ą c ą , c h o c i a ż b y p o d w i n i ę t ą , lecz nie p r ę ż ą c ą się k u g ó r z e , k u

Słoń nadal m a t r ą b ę o p u s z c z o n ą . T o w s p ó ł c z e s n e przedstawienie

zauważyłeś,

Tunbaszi k o n k u r u j e oficjalnie z europejskim g o ł ą b k i e m p o k o j u .

że słoń m u s i s p o ż y w a ć więcej n i ż drobniejsze z w i e r z ę t a . A więc

owocom n a w y s o k i m

drzewie. S ł u s z n i e

wszelako

W albumach c z ę s t o figuruje poprawione Tunbaszi z podpisem

273

�w

trzech

pokoju,

językach

światowych:

współistnienia

Przyjaźń

we w s p ó ł p r a c y

dobranych przyjaciół, rozumiejących

czworga.

Symbol

jednego z d r u g i m ,

jako

1

się c a ł k o w i c i e ' .

Na koniec t a k a r o k a p i t u l a c j a . W s p i e r a j ą c .się m y ś l ą R o l a n d a
nacji

symbolicznej, n a t o m i a s t Tunbaszi socjalistyczne,
symbolem

&lt;lygmatycznej.
na,

4

dostojniojszym,

za

przejaw

imagichociaż

wyobraźni

para-

I jeśli forma pierwszego jest z w i ę z ł a i sugestyw­

to forma drugiego n i e p r z e k o n y w u j ą e a ,

wręcz

Co się t y c z y L u d w i k u

moralnie.

przynależności

metodologicznej,

to p o w o l i , niestety bardzo p o w o l i , staje się ona

określona.

Próbując

z broszurki
figurę
jaśniać,

państwowo

kontemplować

dewocyjnej

z kości
wręcz

pomarańczowe

Tunbaszi

(współ­

(z

słoniowej,

zbyt

usprawiedliwiać.
w y i asta

r

w

dawną,

drzewem

górę

próby

niepokojącego

skromną

owoc* w / m ) ,

rycinę

czy

solidną

wiele trzeba, d o p o w i a d a ć ,
Oto

na

rycinie

niczym

wy­

( i l . 1) drzewo

grusza, zaś

obok

na

co do niej n a l e ż y ( p o d a w a ć słoniowi owoc) się drapie. I t d . Z a ś
we

oczywiście!

mej

i niereligijne,

wierzbie nie gruszki lecz też p o m a r a ń c z e . M a ł p a zamiast r o b i ć

wątpliwa.

I j a k t u jest d o p r a w d y z t ą t r e ś c i ą , k t ó r ą n a z y w a m y o b ł u d n ą ?
F a k t y d ł u g i e g o t r w a n i a ? No

(dawno)

czesne), nie w y k s z t a ł c i ł y — j a k s ą d z ę — dzieł n a j w y ż s z e j
a r t y s t y c z n e j . Coś w t y c h o b y d w u Tunbaszi jest

Barthesa n a l e ż y starodawne Tunbaszi u z n a ć za przejaw
jest

Tunbaszi

Od

współczesnym

Tunbaszi d r a ż n i ą c e

są

stereotypowe

środki

w y r a z u , j a k g ł ę b o k i e b r u z d y na s k ó r z e s ł o n i a , przesadny u ś m i e c h
m a ł p y , jej a n t r o ] l o m o r f iezny p r z y k l ę k , nie m ó w i ą c j u ż o geście

j a k i e g o ś j u ż czasu — w s t y d się p r z y z n a ć —- jestem p o g o d n y m

ł a p y , p r z y p o m i n a j ą c y m znane pozdrowienia p r z e s y ł a n e z t r y b u n .

p e r y p a t e t y k i e m . Dokucza m i jednak L u d w i k u stale, rejestr

N a szczęście w k u l t u r z e artystycznej M o n g o l i i p r z e c h o w a ł y

gromadzonych
(1953

dotychczas

opinii:

niedojrzały

ideologicznie

г.), po grobowiec; duperehrych z a i n t e r e s o w a ń

nieświadomy

fenomenolog

(1973—77). P r z y j m i j

na­

—

(1963),
proszę

czy
—

P.S. Z a p o m n i a ł e m , że korespondujemy k o r z y s t a j ą c z wielkiej
redakcji

pisma

poświęconego

sztuce.

szczere

i prawdziwe,

rozstrzygnięć

etyczno-filozoficznych

chowujących

się d o s y ć

takimi

serdeczny u ś c i s k d ł o n i .
życzliwości

bezpretensjonalne,

j a k i m i one

1967, nr 4, s.

nie

pretendujące

wyobrażenia

naturalnie pod
5

są rzeczywiście .

zwierząt,

drzewami

(Pol.

Szt.

się
do
za­

owocowymi,

Lud.

R.

XXI

212).

Religijne

P R Z Y P I S Y

1

L . S t o m m a , Jackowi,
1987, n r 1—4, s. 5

„Polska

Sztuka L u d o w a " , R. X L I ,

3

Levi-Strauss, Totemizm,
t ł u m . A . Stcinsberg, P W N W a r ­
szawa 1968, s. 120
R . Barthes, Mit i znak. Eseje, W y b ó r , słowo w s t ę p n e i e z ę ' ć
p r z e k ł a d u J . B ł o ń s k i , p r z e k ł . W . B ł o ń s k a , J . Lalewicz, A , Ta­
t a r k i e w i c z , P I W W a r s z a w a 1979, s, 266—267
4

2

Por. T . Danzan-Osor i I s h i t a b k h a i , The
-Bator, 1966, p . 2

white lotus,

Ulan-

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10356" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10334">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/25f4880ce54c7cb8904487e65e83d3f0.pdf</src>
        <authentication>8a982e0a897c3ede7022a9d8a8507ae0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123189">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3279</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123190">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123191">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3073</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123192">
                <text>Znaki istnienia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123193">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2, s.3-22</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123194">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123195">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123196">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123197">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="123198">
                <text>I

Jacek Olędzki

ZNAKI ISTNIENIA

W

życiu osób i zbiorowości ludzkich

— ale pewnie t e ż

wale, garncarze, z ł o t n i c y i srebrnicy, ludwisarze, tkacze). Dobrze

bytowanie

t e ż znane s ą znakowania w y k o r z y s t y w a n e przez r y b a k ó w k a ­

powszednie oraz m n i e j l u b bardziej wyraziste m o m e n t y istnie­

szubskich oraz g ó r a l i . N i e wyczerpuje się na t y m l i s t a t y c h

zwierzęcych

i

roślinnych

—

wyróżniałbym

stałe

4

strukturze

emocji

d a w n y c h o z n a k o w a ń , p o n a d t o ł ą c z y się zapewne z n a j n o w s z y m i

s z c z e g ó l n y m stanem ducha. M o ż n a go c h a r a k t e r y z o w a ć

takimi

tego c h a r a k t e r u procederami, r o z w i j a j ą c y m i się w r o z m a i t y c h

1

nia .

I s t n i e n i e jest

w naszej w e w n ę t r z n e j

o k r e ś l e n i a m i , j a k poczucie siły, p e w n o ś ć swego j a ,
świadomość
bliskim

związków

poczucia

wzmożona

z i n n y m i . I s t n i e n i e m o ż e b y ć stanem

świętości

i wówczas

szczególnie

s t a j ą s i ę dla tej c h a r a k t e r y s t y k i p o j ę c i a

przydatne

emocjonalno-etyczno:

grupach s p o ł e c z n y c h i o d m i e n n y c h c a ł k i e m s y t u a c j a c h .

5

Cechą

w s p ó l n ą t y c h z n a k ó w jest t o , że d o t y c z ą w ł a s n o ś c i k o n k r e t n e j
osoby i że o d w o ł u j ą się do p r z e d p i ś m i e n n y c h s p o s o b ó w k o m u n i ­
k o w a n i a s i ę . Ciosna,

merki,

gmerki, piętna,

punce,

barwy, t o

zgoda, pojednanie, p r z y j a ź ń , m i ł o ś ć , odwaga i r a d o ś ć oraz —

n a z w y o z n a k o w a ń , z j a k i c h k o r z y s t a ł y o k r e ś l o n e profesje. W o b r ę ­

o ś m i e l ę się u ż y ć tego s ł o w a — b ł o g o s t a n . I s t n i e n i e w kategoriach

bie

oznakowań

występowały

r e l i g i j n y c h b y w a c z ę s t o ś w i a d o m o ś c i ą ł a s k i . W k u l t u r a c h euro­

nazwy k o n k r e t n e , o d n o s z ą c e s i ę do „ r z e c z o w y c h

wizerunków",

pejskich, s z c z e g ó l n i e , j a k polska, k a t o l i c y z m u poreformacyjnego,

podobnie j a k w heraldyce szlacheckiej.

w a ż n y m czynnikiem różnicującym

uproszczony, g e o m e t r y c z n y ) , pozornie asemantyezny

osoby w doznaniach istnie­

poszczególnych

rodzajów

tych

6

Ideograficzny (często
charakter

n i a jest i c h w r a ż l i w o ś ć m i r a k u l a r n a , nieraz n i e z b y t p o g ł ę b i o n a

t y c h o z n a k o w a ń , nie m i a ł ścisłej k o n o t a c j i stanowej, t a k j a k

i nie zawsze k o n t o m p l a t y w n a , u l e g a j ą c a z b i o r o w y m fascynacjom

podobne do n i c h h e r b y i g o d ł a . I w ł a ś n i e dlatego, że semantyka

i

oznakowań

2

nastrojom .
Z n a k a m i istnienia w kulturze Polski m o g ą b y ć wydarzenia

związane

z

wszelkiego

rodzaju

inicjacjami,

losem

nieheraldycznych

miała

węższy

i nie t a k

ścisły

zakres w y r ó ż n i a n i a s p o ł e c z n e g o , b l i ż s z e one s ą c z ę ś c i e j , a n i ż e l i

rodziny;

herby, p r a g n i e n i u s a m o o k r e ś l e n i a j e d n o s t k i i j a k m i się wydaje —

religijne

p r a g n i e n i u ego. Z n a k i profesji, g r u p z a w o d o w y c h , nie m i a ł y , j a k

fakty społeczne i związane z p r a c ą twórczą; przeżycia

i a r t y s t y c z n e . W ł a ś n i e to ostatnie n a j d o b i t n i e j u k a z u j ą r ó ż n i c e

h e r b y , t a k szalenie dostojnej, u t r w a l o n e j w d ł u g i m czasie d r o g i

m i ę d z y t y m co jest w ż y c i u — z w y k ł y m , powszednim b y t o w a -

rozwojowej.

n i o m , a t y m co jest •— n i e z w y k l e , p i ę k n e .

b y ł y ż y w s z y m i , u l o t n i e j s z y m i . A l e t e ż nie zawsze p r z e r a d z a ł y

B y ć m o ż e nie p o d l e g a ł y m a r t w i e j ą c e j

symbolice,

aktach

się w t w a r d e z n a k i t o ż s a m o ś c i r o d u , osoby. S i ę g a j ą c do s t r u k t u -

t w ó r c z y c h s p o w i t y c h t r a g i z m e m a r t y s t y ; p o w s t a w a ć w cierpie­

ralistyeznej, n a d u ż y w a n e j t e r m i n o l o g i i , m o ż n a p o d a ć p r z y k ł a d y ,

n i u czy w rozpaczy, ale n a w e t w ó w c z a s , a nieraz t y l k o w ó w c z a s ,

j a k ciosno s i g n i f i ś s o s n ę z b a r c i ą — b ó r — w ł a s n o ś ć , z a ś s i g n i f i a n t

W i a d o m o t e ż , że d z i e ł o s z t u k i r o d z i ć się m o ż e w

w y w o ł u j e skromne, c h o c i a ż n i e p o r ó w n y w a l n e w swej sile m o m e n t y

p r z y n a l e ż n o ś ć do w y b r a n e j reprezentacji c h ł o p s t w a p a ń s z c z y ź n i a ­

istnienia. Jest t e ż sztuka w m o i m odczuciu n a j d o n i o ś l e j s z y m zna­

nego, k o r z y s t a j ą c e g o z w o l n i z n i chronionego n i e z w y k l e s u r o w ą

k i e m — n i e s k o ń c z o n y m zbiorem z n a k ó w — n i e z w y k ł o ś c i czło­

jurysdykcją

wieka; społeczeństw w y m a r ł y c h i żywych. Rzeczywistość, j a k ą

o k r e ś l a ł y k o n k r e t n e stado, n a t o m i a s t t e n sam znak, w y r ó ż n i a ­

p r a g n ę t u t a j z a r y s o w a ć , d o s t a r c z y ł a i m n i e samemu

regale bartnego.

Specjalnie

znaczone uszy

owcy

zupełnie

j ą c y stado, z n a c z y ł p o z y c j ę b a c y , jego d u m ę , g o d n o ś ć z a l e ż n i e

nieoczekiwanie d o z n a ń s z c z e g ó l n y c h . M ó w i ć b ę d ę o rzeczywis­

od tego i l e uszu m o g ł o b y ć w y c i ę t y c h , ile w stadzie sztuk prze­

t o ś c i w y j a ł o w i o n e j a r t y s t y c z n i e , w n i c z y m nie r o k u j ą c e j o d k r y w -

ż y ł o w y p a s , j a k i baca m i a ł charakter, ile o s ó b do w y ż y w i e n i a i t p .

czogo p r z e ż y c i a w k o n t a k c i e z d z i e ł e m s z t u k i .
Pod

koniec

lat siedemdziesiątych

T a k w i ę c , ciosno m o g ł o p r z e r o d z i ć się ze z n a k u t y l k o w ł a s ­

z p r z y c z y n od

siebie

nościowego

w znak

t o ż s a m o ś c i , poczucia

swych

przywilejów

z u p e ł n i e n i e z a l e ż n y c h zmuszony z o s t a ł e m w ł ą c z y ć się do b a d a ń

i p r a w . I j e ś l i n a s t ą p i ł o naruszenie t y c h p r a w , w ł a ś n i e

ciosno

nadwiślańskich,

służyło

w

sądzie

w

celach

gorliwie

wówczas

w

kraju

organizowanych.

za
7

świadectwo

bartnym.

W i ś l e d z i ę k i zbudowanej n a k ł a d e m o g r o m n y c h k o s z t ó w

pospolicie p r a k t y c z n y c h , m o g ł o u z y s k i w a ć sens poczucia obo­

we

Włocławku.

Wielka

inwestycja

spowodowała

nieraz z u p e ł n i e nieoczekiwane z m i a n y ś r o d o w i s k o w e .

niezwykłe,
Zniknęły

oznakowywanie

prowadzonego

Z n a l a z ł e m się w rejonie Jeziora W ł o c ł a w s k i e g o , p o w s t a ł e g o na
zapory

Podobnie,

dochodzenia

uszu

owiec

w i ą z k ó w , c h o c i a ż b y o d p o w i e d z i a l n o ś c i za w ł a s n ą r o d z i n ę .

Za­

pewne t o samo m o ż n a p o w i e d z i e ć o znakach cechowych, cho­

c a ł e wsie, u l e g ł y z a g r o ż e n i u osiedla, nawet z dala p o ł o ż o n e od

c i a ż b y o puncach z ł o t n i k ó w , gmerkach m u r a r z y a t a k ż e

b r z e g ó w jeziora. W y w ł a s z c z e n i gospodarze ze strefy b e z p o ś r e d ­

r y b a k ó w pomorskich.

niego z a g r o ż e n i a p r z e n i e ś l i się na w y s o k o p o ł o ż o n e , bezpieczne

Jak

merkach

8

już wspomniałem,

kolekcja zgromadzona

w murzy -

miejsca. Opuszczone zagrody przeznaczono do t o t a l n e j r o z b i ó r k i .

nowskim

W niosce M u r z y n o w o , k o r z y s t a j ą c z opieki U n i w e r s y t e t u W a r ­

n o ś c i o w o - t o ż s a m o ś c i o w y m i r ó w n i e ż przez l u d n o ś ć c h ł o p s k ą tego

szawskiego, u d a ł o się ocalić 3 gospodarstwa, a w d w ó c h zgroma­

w a ż n e g o n i e g d y ś r e g i o n u k r a j u . O t y m , nie p o d l e g a j ą c y m obecnie

d z i ć k i l k a s e t cennych o b i o k t ó w c h ł o p s k i e g o inwentarza

ruclio-

j a k i e j k o l w i e k d y s k u s j i stwierdzeniu, nie w s p o m i n a j ą opracowania

mogo. Muzea w M u r z y n o w i e p o ł ą c z o n e z o s t a ł y ze s t a c j ą d ł u g o ­

k u l t u r y m i e s z k a ń c ó w z i e m i d o b r z y ń s k i e j . N i e trzeba p o d k r e ś l a ć

trwałych

badali t e r e u o w y c h , i n d y w i d u a l n y c h i

Muzeum, ujawniła

posługiwanie

się z n a k a m i

włas-

3

zespołowych .

znaczenia tego f a k t u , s z c z e g ó l n i e p r z y p o d e j m o w a n y c h p r ó b a c h

Zgromadzona k o l e k c j a o k a z a ł a się s z c z e g ó l n i e w a r t o ś c i o w ą

tworzenia syntez, poszukiwania o d p o w i e d z i na w a ż n e p y t a n i a ,

pod j e d n y m w z g l ę d e m , n i e z n a n y m m i w c z e ś n i e j i o ile dobrze

czy j a k a ś z b i o r o w o ś ć „ m i a ł a l u b m a poczucie w ł a s n e j

się o r i e n t u j ę nie a n a l i z o w a n y m w l i t c r a t u r z o p r z e d m i o t u . Chodzi

ności". Pytania

odręb­

te stawiane s ą — j a k m i się w y d a j e — w c i ą ż

o z n a k i w ł a s n o ś c i o w e . W i a d o m o jest, żo z t a k i c h z n a k ó w korzysta­

zbyt

l i m u r a t o r o w i e ś r e d n i o w i e c z n y c h b u d o w l i , b a r t n i c y w czasach

zasadach p r z e s t a r z a ł y c h m e t o d u p r z e d m i a t a w i a n i a przez badaczy

o g ó l n i e , a poszukiwana

o d p o w i e d ź dochodzona

jest

na

od p r z y n a j m n i e j X V I po X I X w i e k , r z e m i e ś l n i c y cechowi (ko­

swoich r o z m ó w c ó w (tak z w a n y c h i n f o r m a t o r ó w ) , w czasie po-

3

�spiesznego, zbanalizowanego o g l ą d u r z e c z y w i s t o ś c i (tak zwanego

sadownictwo,

w y w i a d u ) , c z ę s t o , m i m o p r e t e n s j i do n a u k o w o ś c i , nic k o n k u r u ­

wieś m i a ł a o p i n i ę zdecydowanie wodniackiej,

j ą c e g o z opisem l i t e r a c k i m

związanej

przejdę

do

meritum

czy publicysta c z n y i n . D l a t e g o n i m

naszych

zainteresowali

znakowaniem,

częściowo

z Wisłą.

hodowla.

Przede

wszystkim

jednak

rybackiej,

ściśle

Przypuszczam, że w ł a ś n i e to m o g ł o

mieć

w a ż n y w p ł y w na k s z t a ł t o w a n i e się o s o b o w o ś c i jej m i e s z k a ń c ó w .

p r a g n ą ł b y m p r z y b l i ż y ć nieco s p o ł e c z n o ś ć jednej zaledwie w s i ,

D z i ę k i rzece, zawodem w o d n i a c k i m , m o g l i c h ł o p i p a ń s z c z y ź n i a n i

w k o n t e k ś c i e jej z w i ą z k ó w z s ą s i a d a m i , z b i o r o w o ś c i ą p a r a f i a l n ą

k o r z y s t a ć t u z p e w n y c h n i e k o n t r o l o w a n y c h przez f o l w a r k s w o b ó d .

oraz

reprezentantami

ustalonych

graficznych j a k i m i s ą K u j a w y ,

historyczno-etno-

W okresie od p o l o w y X V I I I w. po u w ł a s z c z o n i e , w czasach dla

a przede w s z y s t k i m pobliskie

obszarów

k t ó r y c h d y s p o n u j e m y n a j o b f i t s z ą b a z ą ź r ó d ł o w ą , wioska w c i ą ż

Mazowsze.

zmienia swoich m i e s z k a ń c ó w , z a r ó w n o c h ł o p ó w , r z e m i e ś l n i k ó w ,

M u r z y n o w o jest p r a s t a r ą o s a d ą , zapewne w c z e s n o ś r e d n i o ­
wieczną, w y m i e n i a n ą już w dokumentach z X I I I wieku. W

1329

r o k u w i e ś t ę wraz z t r z e m a i n n y m i , L u b i n e m , W o l ą i D ą b r ó w k ą
darowuje

książę Władysław,

za

wierną służbę

u swego

j a k r ó w n i e ż w ł a ś c i c i e l i , p o s s e s o r ó w , na koniec z a r z ą d c ó w , rezy­
d u j ą c y c h w wiosce, k t ó r a w ł ą c z o n a z o s t a ł a do d ó b r s ą s i e d n i e g o ,
gospodarsko-rolniczego S i e c i e n i a .

ojca

W

g ó r n e j części w s i , wc

11

dworze, zamieszkiwali osobniey

k s i ę c i a Z i e m o w i t a , P a w ł o w i kasztelanowi ł ę c z y c k i e m u z t r z e m a

nieraz o z n a n y c h , t o z n ó w o s z u m n y c h i wspaniale b r z m i ą c y c h

braćmi.

nazwiskach. K a ż d y p o s i a d a ł p r z y n a j m n i e j d w a i m i o n a , stosowany

Najprawdopodobniej

Murzynowo przypadło

Piotrowi

z w a n e m u Ogonem w t e d y (już zapewne k o r z y s t a j ą c e m u z g o d ł a
herbowego

przyszłych

Ogończyków)

1 0

Murzynowo

występuje

wówczas w identycznej, jak dzisiaj, pisowni. W i e ś ta przechodziła
r

dziwno losy, do k o ń c a nie w y j a ś n i o n e . W t a m t y c h

odległych

t y t u ł i z r e g u ł y r o d o w ó d szlachecki. W

części dolnej,

zwanej

o g r o d a m i , p r z y drodze w z d ł u ż r z e k i , ż y l i w czworakach, poza
t r z e m a p r z y p a d k a m i (Fabiszewski, K a l w a s i Czach) ludzie

bez

nazwisk, m a j ą c y j e d n a k i m i o n a (po j e d n y m ) i zapewne p r z y ­

czasach z n a j d u j ą c się na s a m y m , p o ł u d n i o w o - w s c h o d n i m k r a ń c u

domki

z i e m i d o b r z y ń s k i e j , g r a n i c z ą c przez S k r w ę z Mazowszem, a przez

przezwiska. N a p o c z ą t k u X I X w i e k u , w n e t po w e j ś c i u w ż y c i e

(głównie

odojcowskie,

rzadziej

odmatczyne),

a

także

W i s ł ę z z i e m i ą g o s t y n i ń s k o - g ą b i ń s k ą , s t a n o w i ł a zapewne w a ż n y

ustaw K o d e k s u Napoleona, p o t r a f i o n o w M u r z y n o w i e s k o r z y s t a ć ;

p u n k t k o n t a k t o w y , w y m i a n y handlowej i zarazem strategiczny.

z n i e k t ó r y c h ustaw, d e c y d u j ą c się (nie jest t o najlepsze o k r e ś l e ­

Z czasem znaczenie to c a ł k i e m z m a l a ł o . J e d n o c z e ś n i e M u r z y n o w o ,

nie)

podobnie j a k k i l k a n a ś c i e wiosek o nazwie z p i e r w i a s t k i e m , „ m u ­

Masowo p r z y j m o w a n o z a r ó w n o i m i o n a , j a k i nazwiska o charak­

r z y " , w y s t ę p u j ą c y c h na ziemiach P o l s k i (a p r a w i e wszystkie s ą

terze s z l a c h e c k i m .

położone na

czyzny do s ą s i e d n i e g o U n i e j o w a owczarz B a ł d y g a , w

terenach przyrzecznych w obszerze rolniczo nie­

na

swoistą

falsyfikację
12

Przybyły

swego c h ł o p s k i e g o

pochodzenie..

prawdopodobnie z

Kurpiowsz­
krótkim

k o r z y s t n y m ) wielkiego znaczenia gospodarczego m i e ć nie m o g ł o .

czasie staje się W ę d r y g ą , a n a s t ę p n i e W ę d e r e c k i m . Osoby, k t ó r e

Wydaje się, że Murzynowy,

m i a ł y t y l k o i m i o n a , p r z y j ę ł y nazwiska w rodzaju Smardzewski, Le­

nieprzystępne
a

M u r z y n n a , to s z c z e g ó l n e ,

ciemne,

miejsca, o d p o w i e d n i k i C z a r n y c h czy C z e r n i e w ó w ,

przeciwieństwo

terenów

widnych,

przestronnych,

Białych,

S r e b r n y c h i i n n y c h o p o d o b n y c h nazwach. W i n t e r e s u j ą c e j
wsi m o g ł o

rozwijać

się. o g r o d n i c t w o , w p ó ź n i e j s z y c h

I I , 1. K o t w i c a z 2 p o ł o w y X I X w., n a l e ż ą c a do r o d u K a r a siewiczów w M u r z y n o w i e . Jedna ze ś c i a n e k t r z o m i , oznako­
wana 9 p u n k t a m i w s y m e t r y c z n y m u k ł a d z i e K r z y ż a Ś w .
Andrzeja
i

I

nas

czasach

w a n d o w s k i , T o r n o w s k i , ale t e ż K o w a l s k i , P r z y b y l s k i ,

Nowicki

czy M a ł k o w s k i . P r z y b y ł y spod T o r u n i a J a k u b o c h r z c i ł się M u r z y nowskim,

ale

musiały

towarzyszyć

temu

protesty,

albowiem

w k s i ę g a c h nazwisko to z o s t a ł o p r z e k r e ś l o n e , a dopisane inne...

11. 2. K o t w i c a z k o ń c a X I X w. z oznakowaniem w
jodełki

formie

�I
T o r u n i a k . T y l k o n i e l i c z n i nie s k o r z y s t a l i z tej powszechnej aspi­
r a c j i do posiadania, nazwiska przyzwoitego. D z i ę k i t e m u m a m y
do dzisiaj stare, p i ę k n e nazwiska c h ł o p s k i e , j a k K a l w a s , T o l k a ,
Bies.

13

W

tych

odległych, surowych, p a ń s z c z y ź n i a n y c h

czasach,

z r ó ż n i c o w a n i e s p o ł e c z n e i zawodowe w s i b y ł o zna,cznie w i ę k s z e
n i ż po u w ł a s z c z e n i u , nie m ó w i ą c j u ż o czasacli drugiej Rzeczy­
pospolitej, a na koniec w P R L po u n i f i k u j ą c y m

upełnorolnieniu.

Ż y l i we wsi s z k u t n i c y , ż e g l a r z e (wodniacy), r y b a c y , p r z e w o ź n i e } - ,
garncarze, owczarze, k r a w c y , akuszerki, strycharze, karczmarze.
Ponadto, niektórzy

z nich

b y l i gospodarzami,

zagrodnikami,

ogrodnikami lub tylko komornikami. Funkcjonował

też

tytuł

kopcarza, k o r z y s t a ł z niego m ę ż c z y z n a , na ogół m ł o d y , w y z n a ­
czony przez d w ó r do k o n t r o l o w a n i a p o w i n n o ś c i
nych.

pańszczyźnia­

1 4

Jeszcze przed

uwłaszczeniem

pojawiają

się r o d y ,

trwale

występujące

do dzisiaj w M u r z y n o w i e : K o w a l s c y , M a ł k o w s c y ,

Brząkalscy,

T o r b i c c y , Karasiewicze, I w a ń s c y .

Z faktem

tym

m o ż n a ł ą c z y ć powstanie w p ó ź n i e j s z y c h czasach m i t u o pocho­
dzeniu w i o s k i , m i t u ochrzczonego w K a t e d r z e E t n o l o g i i i A n t r o ­
pologii Kulturowej

U W „odyseją m u r z y n o w s k ą " . Otóż według

s ł ó w w y p o w i a d a n y c h przez n i e k t ó r y c h w s p ó ł c z e s n y c h m i e s z k a ń ­
ców w i o s k i , z a ł o ż y l i j ą w ł a ś n i e p r o t o p l a ś c i t y c h r o d ó w , k t ó r z y
p r z y b y l i t r a t w a m i z L i t w y . Za p a ń s z c z y z n ę w y p e ł n i a n ą , dosta­
w a m i r y b do d w o r u u z y s k a l i p r a w o osiedlenia się. W e d ł u g
przypowieści

tratwy

wykorzystano

do

zbudowania

tej

domów.

1 dalej, po osiedleniu się wyznaczono granice w s i , o b o r y w u j ą c j ą
pługiem zaprzężonym

w parę białych

w o ł ó w . Ten

niezwykle

i n t e r e s u j ą c y przekaz, zawiera w sobie j a w n e o c z y w i ś c i e idealizacje, niezgodne z r z e c z y w i s t ą h i s t o r i ą w i o s k i :
1 przybycie tratwami z L i t w y ;
2 pobudowanie d o m ó w z drewna s p ł a w i a n e g o ;
3 powinności rybackie, jako

p r a w o do

osiedlania s i ę ;

4 oboranie granic p a r ą b i a ł y c h w o ł ó w .
O t ó ż w y d a j e s i ę , że elementy 1—3 tej o p o w i e ś c i , w p e ł n i odpo­
wiadają

faktom

historycznym,

świadczącym

o r y l i w to s t r o n y z p ó ł n o c n o - w s c h o d n i c h ,

o

przypływaniu

lesistych

krańców

dawnej P o l s k i . M a ł k o w s c y , T o r b i c c y , B r z ą k a l s c y m a j ą w p r a w d z i e
w p a r a f i a l n y c h a k t a c h c y w i l n y c h k o ś c i o ł a w R o k i c i u zaznaczone
pochodzenie z M i i s t e r w a l d u , ale m o g l i o n i b y ć zbiegami z Prus
Wschodnich

czy

ziemi

chełmińskiej,

właśnie

przez

obszary

lesiste g r a n i c z ą c e z L i t w ą . Nazwisko r o d u I w a ń s k i c h wskazuje
na

wschodni r o d o w ó d

przybysza-protoplasty,

a

przebywanie

tego r o d u , n i m osiedlił się we w s i , na pobliskiej K ę p i e
skiej, m a

Uniejow-

11. 3. P o s z c z e g ó l n e ^ ś c i a n k i ' t r z o n u k o t w i c y z 2 p o ł o w y X I X w . ,
będącej własnością rodu Karasiewiczów w Murzynowie.
P i ę c i o p u n k t o w y zarys K r z y ż a , najprawdopodobniej znak
pierwszego właściciela, wzbogacony o i n i c j a ł y J K , ostatniego,
p r a w n u k a — Ignacego Karasiewicza

zdecydowanie w o d n i a c k ą p r z e s z ł o ś ć . P r z y b y c i e t r a t ­

w a m i , a w i ę c z n i e z w y k l e c e n n y m w t y c h stronach surowcem
b u d o w l a n y m , m o g ł o r z e c z y w i ś c i e u ł a t w i a ć nie t y l k o samo po­
budowanie d o m u , lecz r ó w n i e ż prowadzenie p e r t r a k t a c j i z przed­
stawicielami dworu, d o t y c z ą c y m i prawa przebywania w

tym

miejscu. To sarino m o ż n a p o w i e d z i e ć o t r z e c i m elemencie opo­
w i e ś c i . P r z y b y l i w o d n i a c y , d z i ę k i swemu o b y c i u z w o d ą , gwa­
r a n t o w a l i s p e ł n i a n i e p o w i n n o ś c i p a ń s z c z y ź n i a n y c h w dostawacli
z r y b . N a t o m i a s t o s t a t n i element o p o w i e ś c i zmusza do

takiej

u w a g i : uroczyste, paradne (dwa b i a ł e woły) wy/.naczanie granic,
k t ó r e m o g ł o n a s t ą p i ć z a r ó w n o w ó w c z a s , k i e d y osiedlili się p r z y ­
bysze, j a k t e ż znacznie p ó ź n i e j , po u w ł a s z c z e n i u , u s u n ę ł o w c i e ń
r z e c z y w i s t ą p r z e s z ł o ś ć w s i , znanej od X I I I w i e k u .

1 5

Można w t y m

d z i a ł a n i u m i t o t w ó r c z y m d o p a t r y w a ć się pragnienia posiadania
odnowionej,

własno j

przeszłości.

M i t , k t ó r y przez c h w i l ę nas

G u r d z i ń s k i e g o Z d z i s ł a w Caban, są n i e l i c z n y m i , k t ó r z y p o t r a f i l i
z a c h o w a ć posta,wę znacznej n i e z a l e ż n o ś c i w s t o s u n k u do wszech­
ogarniającego

„postępu".

Jednakże

zarówno

starszemu, głoś­

n e m u n a o k o l i c ę s z k u t n i k o w i i m ł o d s z e m u , j e d y n e m u d z i ś w oko­
l i c y c i e ś l i - s t o l a r z o w i , nie z b y w a na ż y c i o w e j m ą d r o ś c i i humorze.
D l a t e g o nie m o ż n a w y k l u c z y ć , ż e m i t n a z w a n y m u r z y n o w s k ą
o d y s e j ą , jest i n t e l i g e n t n ą m i s t y f i k a c j ą ,

o b l i c z o n ą na

w p e ł n i z a d o w o l i ć oczekiwania d a r z o n y c h s y m p a t i ą

aby

d o d a j m y •—• m ł o d y c h badaczek.
Powróćmy

do przerwanego w ą t k u . M u r z y n o w o

znajdując

się p r z y r u c h l i w y m szlaku w o d n y m , w miejscu pfzepraw i w po­
b l i ż u z i m o w i s k a w o d n i a k ó w , j e d n o c z e ś n i e p o d l e g a j ą c folwarczno-pańszczyźnianemu prawu — podporządkowywania

się

zarzą­

ze

dzeniom o osiedleniach i przesiedleniach, c z ę s t o w c h ł a n i a ł o no­

studentami analizowany był w Katedrze Etnologii i Antropologii

w y c h o s a d n i k ó w i nierzadko ż e g n a ł o s w o j a k ó w . D o p i e r o u w ł a s z ­

Kulturowej

U W , nie jest szerzej znany w M u r z y n o w i e , nawet

czenie w p ł y n ę ł o s t a b i l i z u j ą c o na t ę s p o ł e c z n o ś ć . N i g d y j e d n a k ,

w ś r ó d najstarszych i to r e p r e z e n t a n t ó w w y m i e n i o n y c h s z e ś c i u

d z i ę k i s ą s i a d o w a n i u z W i s ł ą , wieś nie b y ł a — j a k wiele i n n y c h

rodów — m o ż n a by

— z a m k n i ę t ą na p r z y j ę c i e p r z y b y s z ó w nawet z d a l e k i c h s t r o n

sądzić

—

zajął, a przez wiele z a j ę ć

to,

badaczy,

najbardziej

zainteresowanych

jego t r e ś c i ą . T ł u m a c z y ć t o m o ż n a t y m , że badania prowadzone

P o l s k i . P r z y k ł a d e m m o ż e t u t a j b y ć ż y w y jeszcze na

b y ł y w czasacli w n i c z y m nie s p r z y j a j ą c y c h

stulecia obyczaj wychodzenia na brzeg d z i e w c z ą t i w i t a n i a

„ s n u c i u opowieści

o p r z e s z ł o ś c i " , zastanawianiu się n a d s p r a w a m i nie d o t y c z ą c y m i

początku

przywodzenia do wsi u p a t r z o n y c h k a w a l e r ó w , p ł y n ą c y c h

—

stat­

t r o s k codziennych. Z drugiej z n ó w s t r o n y , p r z e k a z u j ą c y o p o w i e ś ć

k a m i . W t e n s p o s ó b do r o d u Majewskich w ż e n i ł się m e l i o r a n t ,

H e n r y k G u r d z i ń s k i , a w p e ł n i e j s z e j wersji, znacznie m ł o d s z y o d

p ł y n ą c y a ż z Lubelszczyzny, z a w i ą z u j ą c n o w y r ó d , W u d a r c z y k ó w .

5

�I ] . 4—5. Oznakowanie liczbowe, p r z e t w a r z a j ą c o schemat liczb r z y m s k i c h . U c h w y t rondla miedzianego z k o ń c a X I X w

M u r z y n o w i a c y w czasach dzisiejszych u z n a w a n i s ą przez
s w y c h s ą s i a d ó w , przede w s z y s t k i m z n a j b l i ż s z y c h

wiosek od

m a ś l a k ó w . N i c koniec na t y m . S ą s i a d o m zza r z e k i p o ś w i ę c o n y
jest w i e r s z y k :

p ó ł n o c y , zachodu i wschodu (Siccienia, U n i e j o w a i Cierszcwa) za
społeczność

zdecydowanie

wyróżniającą

się. Najczęściej

Z a w i ś l a k i dobre ludzie

wy­

U d u s i l i sukie w budzie

mieniane s ą t a k i e i c h cechy:

Jeszcze jednej nie p o ż e r l i
1 7

A o d r u g ą j u ż się d e r l i .

— czystość mowy
—

elegancja

— godność
Ta

I d z i ś , jeśli c o ś zginie w wiosce, podejrzenie w pierwszej k o l e j ­
osobista.

n o ś c i pada na s ą s i a d ó w po drugiej stronie... rozległego jeziora,

o s t a t n i a cecha e g z e m p l i f i k o w a n a jest p a m i ę c i ą o t y m , że

starsi n i g d y nie p r z e k u p y w a l i i nie schlebiali (,,nie

przepijali

a nie j a k n i e g d y ś r z e k i poprzecinanej k ę p a m i i p i a s z c z y s t y m i
ł a c h a m i . B e z l i t o ś n i e o s ą d z a n i s ą s i e d z i p r ó b u j ą się b r o n i ć , nazy­

p r z e d z a ł a t w i e n i e m s p r a w y " ) , albo t y m , że nie zabiegali o t o ,

wając

aby

K i c ł b i k a m i ł u b U k l e j k a m i , o d r ó ż n i a j ą c w ten s p o s ó b m ę ż c z y z n

znajdywać

rozstrzygnięcia

własnego

losu poza

rodzinną

w s i ą ( „ ż e n i l i i ż e n i ą się m i ę d z y s o b ą " ) . Trzeba o d r a z u d o d a ć ,

sięgające

swymi

początkami

wielu pokoleń, w jednym

p r z y p a d k u (Fabiszewscy — B r z ą k a l s c y

tylko

— R u d z i ń s c y ) a ż po

przesławnych

rybaków

łososi i w ę g o r z y

—

od k o b i e t .

że i s t n i e j ą z a d z i w i a j ą c e p o w i ą z a n i a rodzinne m i ę d z y p o s z c z e g ó l ­
n y m i rodami, t y m i a k t u a l n y m i i przed l a t y niewielu w y g a s ł y m i ,

potomków

Przedstawionej

postawy

Murzynowiaków

do

swego

naj­

bliższego otoczenia — m i m o s u r o w o ś c i ocen — nie m o ż n a u z n a ć
za k s e n o f o b i c z n ą . W postawie tej zawiera s i ę j a w n a
ewidentnych

przywar

oraz

rodzaj

formułowanych

krytyka
werbalnie

1 6

X V I I I w i e k . W ś r ó d tych pochlebnych opinii — jakie udało

w sytuacjach k o n f l i k t o w y c h z a b e z p i e c z e ń swej i n t e g r a l n o ś c i , czy

się z g r o m a d z i ć — jedna jeszcze z a s ł u g u j e na u w a g ę :

t e ż swego j a . N a c o d z i e ń z t y m k r y t y c z n i e ocenianym otoczeniem

szlachta

m u r z"у i i o w s к a. S p o t y k a ł e m się z n i ą p a r o k r o t n i e . N i e jest

u t r z y m y w a ł o M u r z y n o w o najrozmaitsze

w y k l u c z o n e , że w o p i n i i tej p r z e t r w a ł a p a m i ę ć o rodzie szla­

-gospodarczych po r e l i g i j n o - l u d y s t y c z n e . P y m p k ó w

c h e c k i m M u r z y n o w s k i c h — ostatnich w ł a ś c i c i e l a c h tej w s i —

do prac sezonowych, ale t o do n i c h , a nie o d w r o t n i e , p ł y n i ę t o

we w s i tej z a m i e s z k a ł y m . A l e t e ż i n n y

na odpust

w

tej z a s k a k u j ą c e j

podźwiękuje

ocenie, m i a n o w i c i e uznanie,

że

motyw
chłopska

więzi

od

pod żaglami w trzydzieści parę umajonych

Murzynowiacy, korzystając

pograniczu trzech z i e m , gdzie j a k p o w i a d a j ą

oraz nie p o s p o l i t o w a ć s i ę z b y l e k i m . W i e ś z d o b y w a ł a sobie

k o g u t ó w z trzech s t r o n ś w i a t a , z trzech p o w i a t ó w

o p i n i e na

pewno

dzięki

trwającej

przez

te

wieki

lodzi.

ze s z c z e g ó l n e g o p o ł o ż e n i a

w i o s k a m o ż e n o s i ć s i ę po p a ń s k u i m ó w i ć p o p r a w n i e po p o l s k u
sympatyczne

handlowonajmowano

słychać

na.

pianie

(płockiego,

gostynińskiego i n i e g d y ś rodzimegolipnowskiego), mieli u ł a t w i o n ą

u p a r t e j w o l i p r z e t r w a n i a , samoobrony i s a m o o k r e ś l e n i a . B l i s k o ś ć

s y t u a c j ę o b s e r w a c y j n ą w s t o s u n k u do z b i o r o w o ś c i , zamieszku­

rzeki

j ą c y c h nie t y l k o pojedyncze

(przeprawa

i

przystań

statków)

umożliwiła

kontakty

z szerokim ś w i a t e m . W i e l u b y ł o w o d n i a k a m i p ł y w a j ą c y m i
Krakowa

po

Gdańsk.

Ułatwiało

t o poznanie

od

i przyswojenie

Cytowanym

wyżej

wsie ale c a ł o , rozlegle

wierszykiem wyrażali

swoje

obszary.

odczucia

nie

t y l k o do D u n i n o w i a k ó w , ale w ogóle do l u d n o ś c i z l a s ó w , po

w z o r ó w c i o s z ą c y c h s i ę powszechnym uznaniem ( u b i ó r — m o w a —

drugiej stronie W i s ł y . N i e m a najmniejszej w ą t p l i w o ś c i , że w sto­

godność).

s u n k u do m i e s z k a ń c ó w z a w i ś l a ń s k i e j s t r o n y posiadali poczucie

M u r z y n o w i a c y m i e l i i m a j ą nadal poczucie swojej w y r ó ż n i a ­

zdecydowanej

w y ż s z o ś c i , rozumianej

w kategoriach

kultural­

z Siecienia m ó w i ą

n y c h . K o m u z j a k i c h ś p r z y c z y n ( c h o c i a ż b y p o s z u k i w a n i a znajo­

w p r o s t : D w o r u s y , O r d y n u s y , O r c z y k i , Fornale. O u n i e j o w i a k a c h

mego z wojska) u d a ł o s i ę z a p u ś c i ć do wiosek w lasach g o s t y n i ń -

j ą c e j s i ę w otoczeniu p o z y c j i . O s ą s i a d a c h

w y p o w i a d a j ą s i ę — j e ś l i zachodzi k o n i e c z n o ś ć — K i t u n y albo

skich, p o w r a c a ł z przekonaniem, że b y l w świecie i n n y m n i ż w ł a s ­

Kluchy.

n y . O p o w i a d a ł p o t e m nie t y l e

Najostrzej

jednak

sądzą

Zawiślaków

z Duninowa,

m i m o że d l a m i e s z k a ń c ó w tej w i o s k i s ą t e ż Z a w i ś l a k a m i . S ą

ale

w i ę c D u n i n o w i a c y dla M u r z y n o w i a k ó w

Z a w i ś l a k a m i , albo

kontaktów,

po prostu P y m p k a m i ,

najgorszych

1

czyli

rodzajem

po

grzybów,

zaskakującej

go

o różnicach w poziomie życia,

niezdolności

prowadzenia

swobodnego

nawiązywania

r o z m o w y , udzielania

najprostszych

i n f o r m a c j i . Bez p o r ó w n a n i a c z ę s t s z e jeszcze z w i ą z k i m i e l i M u r z y -

�7

�^ ^ ^ ^

II.

7. W s p ó ł c z e s n o

oznakowanie

trzonka noża

kuchennego

I I . 8. Przypuszczalny r o z w ó j z n a k ó w (a—b), z n a j d u j ą c y c h
się n a p o w i o r z c h n i d w ó c h w o z ó w o k , cegieł w ś c i a n i e frontowej
(zachodniej), na lewo od wojścia g ł ó w n e g o do k o ś c i o ł a w R o ­
kicin

8

n o w i a c y z M a z u r a m i z i e m i p ł o c k i e j . O k a z j ą s t a w a ł y się w y j a z d y

S r a ł S z a t k o w s k i p o d wozem

do m i a s t a , g ł ó w n i e w celach h a n d l o w y c h na t a r g . J a k p o w i a d a

W i ą z a ł g... powrozem

Czesław

Kacperowicz

najbardziej

Mazurów

dziwiło

(ale

G... się u r w a ł o

(eż

p ł o c c z a n ) , że z w r a c a n i s i ę do ż o n y m a m u s i u , a ona do m n i e

Do Marciniaka poleciało

tatusiu. H i p o l i t Kowalski, k t ó r y jako sołtys wioski w

okresie

M a r c i n i a k z ł a p a ł deski

międzywojennym

drodze

G... u K a z i m i e r s k i c h

c z ę s t o b y w a ł w L i p n i e , p o z n a j ą c po

d a w n ą ziemię d o b r z y ń s k ą , a k t ó r y również często musiał jeździć
z o w o c a m i i n a b i a ł e m do P ł o c k a , o p i n i ę o M a z u r a c h — z r e s z t ą

O p o w i e ś ć o w ę d r ó w c e rozpoczyna

nieodosobnioną — wypowiadał

w i o s k i , od pierwszego

nieokrzesani,
Czy

w trzech s ł o w a c h : g b u r o w a o i ,

chamowaci.

fakty

te

się od zachodniego

na S k a r ż e n i u gospodarstwa.

r y s t y k ę osoby w y r a ż a p r z e d m i o t s c h w y t a n y

pozwalają

mówić

o poczuciu

odrębności,

z w i ą z k a c h z obszarem w a r t o ś c i o d m i e n n y c h , a n i ż e l i uznawane

w obronie

n i e s z c z ę ś c i e m , rodzaj o k r z y k u , czy j a k i e ś najbardziej
przedstawione

krańca

Charakte­
przed

skrótowo

zachowanie.

za mazowieckie czy k u j a w s k i e 1 O d p o w i e d ź na to p y t a n i e — bez
przeprowadzenia
być arbitralna.

r z e t e l n y c h , s z c z e g ó ł o w y c h b a d a ń — nie m o ż e

Kejna złapał

1 8

Lustrzanym

kijaka

G... u S w i d n i a k a
odbiciem

krytycznego

stosunku

zbiorowości

Ś w i d n i a k z ł a p a ł worek n o w y

do n a j b l i ż s z e g o otoczenia b y ł a ż y w o ś ć r e a k c j i na, z r ó ż n i c o w a n i e
w ł a s n e . D o jakiego stopnia

G... u Mietkowy

m o ż e t a reakcja, b y ć r o z w i n i ę t a ,

ś w i a d c z ą , z jednej s t r o n y w y s t ę p u j ą c e w s t a ł y c h nazwach od­

„ K i j a k " i „ w o r e k n o w y " , t o d w a zasadniczo r ó ż n e p r z e d m i o t y ,

czucia s t e r e o t y p ó w o s o b o w o ś c i , a z d r u g i e j z d o l n o ś ć postrzegania

a zarazem w k o n t e k ś c i e wiersza, d w a j r ó ż n i ą c y się gospodar­

drugiego;

nością ludzie.

umiejętność

tworzenia

syntetyzujących

portretów,

n i e p o w t a r z a l n y c h w swej istocie o s ó b . D o d a m , że n i e u k r y w a n a —
j a k s ą d z ę — wiedza o b l i ź n i m , to jedna z f o r m

spolegliwego

Stasiek k o z i o ł k i f i k a

w s p ó ł ż y c i a g r u p y . N i e b ę d ę p r z y t a c z a ł szerszej bazy ź r ó d ł o w e j ,

G...u K a z i k a

ś w i a d c z ą c e j o d o s y ć powszechnej w grupie o m a w i a n y c h wiosek

Kazik tańczy

(szczególnie

G... u T r o j a k a

i

jednak

samego

Murzynowa)

zarazem ł a t w o ś c i f o r m u ł o w a n i a

drugiego człowieka,. S k o r z y s t a m

spostrzegawczości

lapidarnych

charakterystyk

t y l k o ze s z c z e g ó l n e g o

kozaka

T r o j a k p r z e l ą k ł się g... zielonego

źródła,

G... u M a ł k o w s k i e g o

j a k i m jest ballada, napisana, p r a w i e przed ć w i e r ć w i e c z e m , przez

Małkowski wyleciał z żonu

p a n i ą S z y m c z a k o w ą , s t a ł ą m i e s z k a n k ę naszej w i o s k i . Podobne
do tej b a l l a d y , znane s ą z i n n y c h miejsc w k r a j u . W u t w o r a c h

Tutaj

t y c h g . . . symbolizuje jednoznacznie w a r t o ś c i w ą t p l i w e , w ż a d n y m

o s ó b . Najzjadliwsza d o t y c z y g w a t ł o w n o ś c i i t c h ó r z l i w o ś c i osoby

również

przedstawiana

jest

delikatnie

charakterystyka

p r z y p a d k u nie kojarzone z s u b s t a n c j ą u ż y t e c z n ą w r o l n i c t w i e .

ostatniej. G . . . z n a l a z ł o się w s a m y m M u r z y n o w i e , w jego ś r o d ­

W

kowej c z ę ś c i . Towarzyszy t e m u n o w y rodzaj z a c h o w a ń j a k b y

balladzie

lnurzynowskiej, poszczególne

charakterystyki

m n i e j l u b bardziej ż y c z l i w e , to z n ó w zdecydowanie

są

szydercze:

potęgujących

„ W o j t e k s y n Roztropnego (przezwisko JO) uczy g... rosyjskiego".

inny

Cały u t w ó r ma blisko 4 strony. Nie sposób więc

przeląkł).

przedstawić

dramaturgię

„ t a ń c z y kozaka",

sytuacji

(jeden

go t u w c a ł o ś c i . P o n i e w a ż u j a w n i a on w a ż n ą w naszych rozwa­
ż a n i a c h p o s t a w ę , c h c i a ł b y m p r z e d s t a w i ć c h o c i a ż n i e k t ó r e jego

Karasiewiozowa w y l e c i a ł a z rzeszotem

fragmenty:

G . . . j u ż za Z a p ę d o w s k i c h

8

I

„koziołki

fika",

a k t o ś się n a p r a w d ę p o raz p i e r w s z y

płotem

�Z a p ę d o w s k a zrobiła krzyk

wielki

G... jest u n a u c z y c i e l k i
B r z ą k a l s k a ż e b y g... nie przyszyła.
Do Kacpra wypędziła
Kacper b y l

pijany

G... u c i e k ł o do

Any

A n a p a s ł a barana
W części tej w z m a c n i a j ą się aiuzje (,,pasła barana"', ,,nie przy­
s z y ł a " , ta, ostatnia odnosi się do кгалл ieokich u z d o l n i e ń &lt; soby)
A l e po

raz

pierwszy p o j a w i a się jasno w y r a ż o n a

wiadomość

o u t r a p i e n i a c h k o b i e t . W dalszych c z ę ś c i a c h wiersza, sprawa ta
b ę d z i e u j m o w a n a w s p o s ó b o g l ę d n i e j s z y . ,,loży c i ę ż k o c h o r y " ,
„ p i j e s i a d ł e m l e k o " , „śpiewa, c i e n k o " . P o s ł u c h a j m y jednak j a k
w y g l ą d a j ą inne c h a r a k t e r y s t y k i :
Gurdzina, wola g... g u ń t a .
G... u Zygmunta.
Z y g m u n t c h c i a ł w s a d z i ć do

wychodka

Ale g... u ż y ł o innego ś r o d k a
U j ę ł o się pod
I

boki

do Fabiszewskich d a ł o d w a

skoki

Stefan p o z n a ł , że g... w ę d r u j o
M y ś l a ł , że no statek maszeruje
N i e ż y j ą c y j u ż d z i ś i Z y g m u n t , i Stefan (sąsiedzi) n a l e ż e l i do
jednj-cli

z

najbarwniejszych

posi aci

w

Murzynowie.

Słynęli

I I . 9. W k o m p o n o w a n i o z n a k u t o ż s a m o ś c i w w y m i a r y
i wozówki, w cegłach gotyckich kościoła w Rokiciu

główki

z d o w c i p ó w i z u p e ł n i e n i e p r a w d o p o d o b n y c h , pogodnych pomys­
ł ó w . Z d o l n i b y l i do n i c h , k i e d y m i e l i dobrze po s z e ś ć d z i e s i ą t c e .
T o o n i c h k r ą ż ą we wsi do d z i ś o p o w i e ś c i , j a k p o t r a f i l i p r z e b r a n i
za k s i ę d z a i k o ś c i e l n e g o z b i e r a ć po domach k o l ę d ę . . . I oto

tym

n a j w i ę k s z y m ż a r t o w n i s i o m dostaje się nic byle j a k !

w y eh ( z d o l n o ś c i m o t o r y c z n y c h j e d n o s t k i ) i m o ż l i w o ś c i k r e a c y j ­
nych w swym najbliższym

otoczeniu (w o b e j ś c i u i na

polu).

U w i d o c z n i o n a przed c h w i l ą , w analizowanej balladzie, orientacja
podstawowa (dobro-zło) u z u p e ł n i a n a b y ł a i n n y m i jeszcze. Oto
n a j w a ż n i e j s z e j a k i e u d a ł o się dotychczas u s t a l i ć :

U J a b ł k o w s k i e h m y ś l e l i , że t o b u ł k a
N a p ę d z i l i do p o d w ó r k a ,

1 d o b r o c z y n i e n i a — zloczynienia;

Wszyscy d o s t a l i a p e t y t u

2 nieoszukiwania — o s z u k i w a n i a ;

A l e nie m i e l i s p r y t u

3 mądrości —

G... ś m i e r c i się b a ł o

4 ryzykowania — nieryzykowania;

roztropności;

Z ł a p a ć i m się nie d a ł o

5 nieschlebiania — schlebiania;

G... mocno ś m i e r d z i a ł o

6 zdarnośei —

Szło po drodze, s t ę k a ł o

7 dbałości — niodbałości.

niezdarności;

Opozycje te z n a j d u j ą s w ó j w y r a z w m n i e j l u b bardziej ś c i s ł y c h
Po

licznych

przepędzania,

p e r y p e t i a c h , na

przemian, to

s p o t y k a G... „ p i j ą c e g o

przyjmowania,

zsiadłe m l e k o "

to

Tadzia.

t e r m i n a c h , w y s t ę p u j ą c y c h w m o w i e potocznej. N a l e ż ą do
takie m i ę d z y i n n y m i

nich

jak:

1. D o b r y ( d o b r y c z ł o w i e k ) ; Stateczny (nie u l e g a j ą c y n a m i ę t ­
Tadzio się p y t a

n o ś c i o m , u c z y n n y , w i e d z ą c y dobrze do czego d ą ż y ) ; N a o c z n y

Gdzie się g... u r o d z i ł o

(samodzielny, r o z w a ż n y ) ; G a r d y ( w y b r e d n y ) .

G... się z a m y ś l i ł o

t y c h p o j ę ć s ą : Skuza (niouczynny, d b a j ą c y w y ł ą c z n i e o w ł a s n e

P o t e m sobie p r z y p o m n i a ł o

sprawy, człowiek c h y t r y ) ; W y k p i s

I

towny,

nad strugę powędrowało

Stryjo złapał obręczy

zdania, u l e g ł y

N i e c h się w i ę c e j nie m ę c z y

Krzykun

wydrwigrosz;

Schyba,

Nukun

(bez

(gwał­

własnego

Swiniowaty;

Przeciwieństwem

Oszust; Siuler; Szuler; W y w i j a s

m u pogrzeb w y p r a w i l i

(złośliwiec); W y r w i e
oraz

czjdi z a n u k a n y ) ;

2. U c z c i w y , Stateczny.

Wszyscy b y l i bardzo m i l i
I

nieobliczalny);

Przeciwieństwem

ich

są:

Osiust;

( k r ę t a c z ) ; Chwest (od k w e s t y ,

Schybiak

(schybiający,

zbaczający);

Szwondlarz; Gieldak (nazwa k r e t a ; osobnik z d r a d l i w y ) ;
Z n a m y j u ż s y m b o l i k ę , j a k ą p r z e d s t a w i a j ą t u l u d z k i e ekskremen­

(kret t a k ł u j e ) ; M a m u n ; P u c o w n i k , B r o j t

t y . Chodzi o zlo, w s w y m n a j o r d y n a r n i e j s z y m ,

się o d p o w i n n o ś c i ; P a d u c h ( z ł o d z i e j ) ; N i e k a r a

w y r a z i e . A u t o r c e u d a ł o sin r o z p o z n a ć o s o b o w o ś c i
kańców,

stosując

niezastąpiony

wybieg,

materialnym
współmiesz­

skonfrontowania

ich

mądrzały;

n n i a r z ; R z e e h o t n i k (ciągłe się

ma

szkoły,

zespołu

scenicznego,

murzynowska

(łotr);

1 9

3. Stateczny; M u n d r y , M ą d r y ; N a u c z a ł y i ich p r z e c i w i e ń ­

ze z ł e m . U t w ó r p o w s t a ł w czasach istnienia we wsi s z k o ł y , w k t ó r e j
nic

Taklun
uchylać

stwo M u n d r y — G u p i ; M ą d r y —• G ł u p i ; P r z y m u n d r ż a ł y ; Prze­

z a w i ą z a ł się zespól estradowy. B y ł y to dobre l a t a w h i s t o r i i w s i .
Chociaż

(brajtować,

Szwendłarz; Roztropny; Wiwijas;

4. O d w a ż n y , R y z y k

Szuler; Zabobo-

śmiejący);

(ryzyko

oznacza w j ę z y k u

lokalnym

ballada, ż y j e , co i raz wzbogacana o nowe w i a , d o m o ś c i . N a p r z y ­

o d w a g ę ) ; N i e l ę k l i w y i i c h p r z e c i w i e ń s t w o L ę k u n ; D y g (strach);

k ł a d : opiekun wioskowego m u z e u m przedstaw i a n y zostaje, j a k o

Nukun;

osobnik ..wielce z d z i w i o n y ,

po co g... p r z y s z ł o w to strony"',

5. Stateczny; G a r d y p r z e c i w i e ń s t w e m ich s ą : S ł o d k i

ale r ó w n i e ż j a k Pa,n Jacok, co „ z a p r a s z a g... na ł a n e c z k ę , a ono

szywy,

m y ś l i o ucieczce".

donosiciel); Szpycel; K u s e j d a ; B a ł a m u t ;

Stereotypy &lt;&gt;i»lu&gt;w&lt;- były г о / . л ч ш т и przede w s z y s t k i m
w kategoriach s p o ł o c z n o - e t y c z n y c h , a n a s t ę p n i e s p r a w n o ś c i o -

schlebiający);

Łazuch;

Łazuk

(pochlebca,

(fał­

intrygant,

Swiniowaty;

(i. Z d a m y ; Z a r a d n y ; Naoczny i ich p r z e c i w i e ń s t w o N i e r a r a
(niezdarny);

Guła

(powolny,

niezdarny,

bezmyślny);

Gulorz

0

�I I . 10. Cudowne p r z e j ś c i e Pana Jezusa przez Jezioro Genezaret; kopia obrazu z X V I I I w . , w y k o n a n a w 1945 r o k u przez S t a n i s ł a w a
M a ł k o w s k i e g o . Obraz b y l w y s t a w i o n y przez m u r z y n o w i a k ó w w o ł t a r z u ich w i o s k i na B o ż e Ciało

10

�11. Przypuszczalny r o z w ó j z n a k u t o ż s a m o ś c i — k r z y ż y k a
do k s z t a ł t u k a p l i c z k i

�I I . 12—13. K o ś c i ó ł w R o k i c i u , w i d o k od s t r o n y p o ł u d n i o w o - z a o h o d n i e j i p o ł u d n i o w o - w s c h o d n i e j

(nowa, odmiana G u ł y ; o funkcjonariuszach); M a r g a t (niezdarny,

d z i ł y do 3—4 przezwisk ( L o r w a s - B r a n c h o l c - R e k i n ) , albo szczęś­

chory);

liwe, że o s ą d s ą s i e d z k i w y c z e r p a ł się p r z y j e d n y m szyderczym

Kocała

(kocałować

nie

spać, lamentować,

wyrzekać,

(Gramofon

narzekający);
7. D o b r y ; A k u r a t n y ; D b a ł y ; Gospodarny i i c h p r z e c i w i e ń ­

b i n ) , czy

lub

Biskup),

żartobliwym

wzgardliwym

(Dajmynato,

(Trumba,

Nur,

Ra­

K o k o s z k a ) . Wreszcie

by­

ł y osoby — w znacznej w i ę k s z o ś c i — m o g ą c e się w p e w n y m

stwo P a p r o k , Popapraniec; W a ł k u ń ; N y g u s i i n .
ani

s t o p n i u s z c z y c i ć , że przezwisk nie m i a ł y w o g ó l e . O j e d n y c h

moich

powiadano z d o d a t k i e m p a n (bardzo r z a d k o ) , a o i n n y c h w p r o s t

r o z m ó w c ó w — p o d ł e g o . M o ż e się chabelorzem o k a z a ć osobnik

bez tego d o d a t k u . Trzeba w i ę c b y ł o starania w ż y c i u , aby p r z y

d a r z o n y na,wot z n a c z n y m szacunkiem, z d a m y i na s w ó j s p o s ó b

tym

Jest jeszcze t e r m i n Cliabelorz, o z n a c z a j ą c y c z ł o w i e k a ,
dobrego, ani z ł e g o , lecz — m ó w i ą c s ł o w a m i jednego z

dbały.

samym

statusie m a ł o r o l n e g o

gospodarza., nie

korzystać

z przezwisk i u s w y c h z i o m k ó w u z y s k a ć n a j w y ż s z ą o c e n ę w ka­

2 0

T e r m i n Stateczny posiada n a j w y ż s z ą k w a l i f i k a c j ę d o d a t n i ą .

tegoriach e t y c z n y c h — c z ł o w i e k a statecznego.

Oznacza on c z ł o w i e k a z r ó w n o w a ż o n e g o , w i e d z ą c e g o dobrze do
czego d ą ż y .

S t a t e c z n y m jest człowiek

posiadający

wszystkie

był

przydomek.

P o s i a d a ł on przede w s z y s t k i m sens i n f o r m a c y j n y ,

Czym

innym

zupełnie,

niż

przezwiska,

wskazujący

siedem cccii d o d a t n i c h . N i e m o ż e n i m b y ć Skuza, R o z t r o p n y ,

0 kogo, czy o co chodzi, bez k w a n t y t a t y w n y c h o d n i e s i e ń . W y ­

G u ł a , P a p r o k . Stateczny u c h o d z i zdecydowanie za

człowieka

powiadano w i ę c nazwiska, m o ż e nieraz p o w r a c a j ą c do p i e r w o t ­

dobrego, ż y c z l i w e g o i n n y m , nieraz kosztem w ł a s n y m . N i e n a l e ż y

nego b r z m i e n i a ( K a c p e r — K a c p e r o w i c z , Gurda — G u r d z i ń s k i ,

bynajmniej

do l ę k l i w y c h , t o

osobnik przez c a ł e swoje

życie

stale r y z y k u j ą c y spokojnie w c i ą ż nowe p r z e d s i ę w z i ę c i a . U c h o d z i

Nowak — Nowakowski);

wypowiadano imiona zdrabniając

czy t e ż osobliwie, zawsze w sensie k o r z y s t n y m , s k r a c a j ą c

je,
(Ce-

t e ż za uosobienie z a r a d n o ś c i i d b a ł o ś c i . Statecznych m u s i cecho­

zariusz — Czarek, A r k a d i u s z — A r e k . Urszula — U l e ń k a , H i p o l i t

w a ć pogoda ducha ( o p t y m i z m ) , c h o c i a ż nie w e s o ł k o w a t o ś ć . D o

— H i p c i o ) . Słowa wujek

takich

t y t u ł a m i , w y r a ż a j ą c y m i szacunek. B y ć m o ż e , r ó w n i e ż i s t r y j ,

p i ę k n y c h postaci n a l e ż e l i niedawno z m a r l i , w 83

roku

i ciocia

były nieodzownymi

nieraz

ż y c i a , J a n M a ł k o w s k i , zwany D z i a d k i e m oraz w 92 r o k u ż y c i a ,

1 stryjo

H i p o l i t K o w a l s k i , zwany H i p e i e m . W m u r z y n o w s k i e j balladzie,

O j e d n y m z m i e s z k a ń c ó w M u r z y n o w a , szanowanym i l u b i a n y m

w ę d r u j ą c e po wsi g... statecznych o m i j a , albo lepiej powiedziaw­

człowieku,

szy mc n a p o t y k a .

walerem, m ó w i się S t r y j o l u b S t r y j . J e d n a k nie jest w y k l u c z o n e ,

Z a t r z y m a j m y się jeszcze p o k r ó t c e p r z y i n n y c h
świa.domości

grupy

o funkcjonującym

w

niej

wskaźnikach
zróżnicowaniu

u z y s k a ł o sens p r z y d o m k a , w a r t o ś c i u j ą c e g o
zarazem b ę d ą c y m

mimo podeszłego

dodatnio.

wieku

żo s ą osoby, k t ó r e z w r a c a j ą się do niego inaczej, m ó w i ą c

kawawujek.

N a w e t najstarsi nio k o r z y s t a l i z przydomka,, o k r e ś l a j ą c e g o i c h

o s o b o w y m . Zn. w s k a ź n i k i te p r z y j m u j ę t y t u ł y ( z w r o t y rodzinne),

wiek.

p r z y d o m k i i wreszcie, rzecz n a j w a ż n i e j s z a , przezwiska. Zacznij­

przydomkowe, takie właśnie miano. Mówiono — Dziadek. Do­

my

Trojanowski

d a j m y p r z y okazji, że b y ł o w zwyczaju zwracanie się m ę ż a do

o p r z e z w i s k u T r o j a k , m ó g ł zgodnie ze s w y m poczuciem h u m o r u ,

ż o n y w formule m a m u s i a , jej za.ś do niego — t a t u ś . Do dzieci

od t y c h ostatnich. Nic żyjący już dziś Jan

Jan

Małkowski

zaskarbił

sobie j e d n a k , p e ł n e uczucia,

p r z e d s t a w i a ć się w u r z ę d a c h j a k o H o l d e s d o w i l d e s f i l d e s t a t k i e w i c z

zwracano się po i m i e n i u . Raczej u n i k a n o z d r o b n i e ń i m i o n , j a k

ale nio m ó g ł się niestety p o z b y ć w ż a d e n s p o s ó b przezwiska

r ó w n i e ż z w r o t ó w s y n u ś . c ó r u ś . N i e m o ż n a jednak- tego zwyczaju

Trojak...

B o t e ż przezwiska f u n k c j o n o w a ł y

na

innych

zupeł­

nie zasadach. Jedne z o s ó b m o g ł y b y ć d u m n e , ż e nagroma­

12

u o g ó l n i a ć na k a ż d ą z o s ó b czy r o d z i n ę . D z i s i a j s y n u ś i c ó r u ś ,
jako

zwyczaj

ogólnopolski,

zdobywają

sobie

powszechność.

�Posiadanie syna

było

onegdaj

dobrodziejstwem,

córki

z m a r t w i e n i e m (ale t e ż nie w k a ż d e j rodzinie). Powiadano

nieraz

na jednej z k o t w i e (ił. 2, 6). Z a ł ą c z o n e ilustracje u k a z u j ą w pew­

,,uca-

n y m p r z y b l i ż e n i u r o z m i a r y dawnej p r a k t y k i , k t ó r e m i m o tego,

l i ł e m (ocaliłem) c ó r k i " . O z n a c z a ł o t o , że z o s t a ł y wydane za m ą ż

że p o ś w i ę c o n o jej p a r ę o p r a c o w a ń o charakterze

do

n y m , nie jest — m o i m zdaniem — w y j a ś n i o n a do k o ń c a . Obok

r o d z i n gospodarskich.

Słowo

ucalić

pamięć o niezwykle ciężkich warunkach

(ocalić)

przechowuje

ż y c i a na w s i , wielo-

bowiem

t o ż s a m o ś c i , na

ścianach

k o ś c i o ł a rokickiego

w y s t ę p u j ą mniejsze l u b w i ę k s z o (od około 2,5 do około 5 c m ) ,

dzietności i śmiertelności.
Z t y m s k r ó t o w o z k o n i e c z n o ś c i p r z e d s t a w i o n y m zasobem
wiedzy o s p o ł e c z n o ś c i m u r z y n o w s k i e j , m o ż e m y p r z y s t ą p i ć
zapowiedzianej analizy z n a k ó w

do

własnościowo-tożsamościowych,

p ł y t s z e l u b g ł ę b s z e , p ó ł k o l i s t e w g ł ę b i e n i a ; rodzaj

nowie. Z n a k i w ł a s n o ś c i o w e (ideogram}- geometryczne)
oraz

odkryte

na d w ó c h u c h w y t a c h r o n d l i (ił.

regularnych

r

j a m e k . O d n a j d u j e m y je na w ysokości d z i a ł a n i a w y k o n y w a n e g o
r ę k a m i przez s t o j ą c e g o

człowieka

(w i n n y c ł i

miejscowościach

n i ż e j , na w y s o k o ś c i k l ę c z ą c e g o ) . N a j w i ę k s z a ilość j e d n y c h i d r u ­

j a k i e u j a w n i ł y n i e k t ó r e eksponaty w k o l e k c j i M u z e u m w M u r z y ­
z o s t a ł y n u .'&gt; k o t w i c a c h

znaków

interpretacyj­

g i c h znajduje

się na ś c i a n i e wschodniej k o ś c i o ł a , a n a s t ę p n i e

na p o ł u d n i o w e j . P r z y w e j ś c i u od zachodu, m a m y nieliczne j a m k i

1 — 5). N i e w ą t p l i w i e bardzo skromne, jest to ś w i a d e c t w o w sto­

i

sunku do zjawiska, k t ó r e m o g ł o w p r z e s z ł o ś c i r o z w i j a ć się w znacz­

szczególnie

nie bardziej okazalej postaci. P o t w i e r d z e n i e m takiego przypusz­

k o ś c i o ł a p o k r y t a jest warstw^ą m c h u , k t ó r y nie pozwala stwier­

czenia s ą n i e k t ó r o stwierdzenia starszych m i e s z k a ń c ó w

d z i ć , czy z n a j d u j ą się j a k i e ś znakowania r ó w n i e ż w tej części.

Według

tych

s t w i e r d z e ń , jeszcze w okresie

wioski.

międzywojennym

z d a r z a ł o s i ę . że w ł a s n e z n a k i w y c i n a n o w drewnie l u b w y b i j a n o -

kilka

Piszę

o

tym

Stwierdzone

Ł ą c z y się z t y m zwyczajem o s o b l i w y c h r o z m i a r ó w

sierpów.

(wysokości

ponieważ

najciekawszych,
Strona

północna

dane te o k a ż ą się
północno-zachodni

T

w

od g r a b i , kosiska, r ą c z k i

szczegółowo,

z

(ił. 8—9).

Omawiane zjawisko m a g ł ó w n i e z a s i ę g

t r z o n k i do siekier, szundy (nosidla do w o d y ) . Z w y c z a j t e n p o p u ­
narzędzia, rolnicze, t r z o n k i

tak

wykonany

i ś r o d k o w o p o l s k i , ale nie jest w y k l u c z o n e , że rówmież o g ó l n o p o l s k i .

larniejszy b y ł w s i e e i o ń s k i m dworze, gdzie znakowano

nawet

t o ż s a m o ś c i , w t y m jeden

starannie

dalej d o s y ć istotne.

-naeinano v m e t a l u . Z n a k o w a n o s p r z ę t r y b a c k i , g ł ó w n i e w i o s ł a
i s p ó ł k i do wylewania w o d y ; rozmaite n a r z ę d z i a r z e m i e ś l n i c z e ,

znaków

czterech

jest

wśród

zostało

bodaj

najwcześniej

kościołach

wiejskich

kościołów

gotyckich w

przez

Hockenbecka
2 1

Pospolitym

Poznańskiem.

Występuje

w Bydgoskim.

w z d ł u ż W i s ł y n a p ó ł n o c od W a r s z a w y , a t a k ż e n a

z domu Jana Gurezyńskiego

nach k o ś c i o ł ó w g o t y c k i c h w Sieradzkiem i K i e l e c k i e m .

służyła, do

zna.kowae.ia

smolą

żagli i w o r k ó w . Wszystkie

ś w i a d e c t w a nie u k a z u j ą jeszcze w p e ł n i obrazu
nas

zagadnienia.

Takiego

dopiero

tajemniczych z n a k ó w , znajdujących

obrazu

te

interesującego

dostarcza

analiza

się na m u r a c h gotyckiego

k o ś c i o ł a z pierwszej p o l o w y X I I I w i e k u w p o b l i s k i m

Rokiciu,

świadectw,

g d y b y nie w y m i a n a w w i e l u

ilości j a m e k w ś c i a n a c ł i ś w i ą t y n i
św. Jana w Toruniu
tylko

miejskimi

Murzynowo.

wgłębienia

kościołach

cegieł w z e w n ę t r z n y c h p a r t i a c h ś c i a n . W y s t ę p o w a n i e

Rombielina, Myśliborzyc

Więcławie), również

też

na
23

ścia­
Naj­

p r a w d o p o d o b n i e j m i e l i b y ś m y znacznie w i ę c e j z a j m u j ą c y c h naw

p a r a f i i do k l ó r e j n a j e ż y , obok czterech i n n y c h wiosek (Uniejewa,
i

Zanotowano

Pomorzu

(Słupsk),

z sąsiedniego Uniejowa. Pieczęć

Koszalin.

2 2

18 cm) pice :ęć, eksponat w m u r z y n o w s k i m M u z e u m , p o c h o d z ą c a

starych
pokaźnej

tej r a n g i , j a k ą jest b a z y l i k a

wskazuje, że zwyczaj z w i ą z a n y b y ł nie

z prowincjonalnymi ośrodkami
w miejscach

wiejskimi,

j a k najbardziej

ale

również

eksponowanych.

Po­

W ś r ó d n i e z l i c z o n y c h (część jest prawie niewidoczna) z n a k ó w na

g ł ę b i a to stwierdzenie p r z y k ł a d fary św. J a k u b a w G r u d z i ą d z u ,

ś c i a n a c h tego k o ś c i o ł a w y s t ę p u j e r ó w n i e ż t y p j o d e ł k i , o d k r y t e j

j a k t e ż w s p a n i a ł y c h k o ś c i o ł ó w g o t y c k i c h ś w . Mateusza w N o w e m ,

13

�s z c z e g ó l n i e z a ś Św. M i k o ł a j a w Gniewie. N a terenie dawnej ziemi
d o b r z y ń s k i e j z n a m y j a m k i (bez z n a k ó w t o ż s a m o ś c i ) z t a k i c h
m i e j s c o w o ś c i , j a k w i e ś C z a r n k ó w oraz miasta L i p n o i Golub
D o b r z y ń . W tej ostatniej m i e j s c o w o ś c i na ś c i a n a c h k o ś c i o ł a
farnego, o p r ó c z p ó ł k u l i s t y c b w g ł ę b i e ń p o j a w i a j ą się r ó w n i e ż
p o d ł u ż n e , regularne ż ł o b i e n i a .
P o w r a c a j ą c do Rokicin., u ś w i a d a m i a m y solne, że t e n s k r o m ­
n y , „ k o b y l i k o ś c i ó ł " zachowuje n a j c i e k a w s z ą , b o g a t ą i r o z m a i t ą ,
d o k u m e n t a c j ę . TJżyłoni s ł o w a dokumentacja, a l b o w i e m na
ścianach kościoła oprócz jamek, z n a k ó w tożsamości i napisów
(pojedynczych i m i o n w r o d z a j u J A C O B , M A T H E T J S , M A R T I N ,
a w X I X w . i m i o n i nazwisk) z a c h o w a ł y s i ę w y r y t e d a t y , n a j ­
w c z e ś n i e j s z a 1G27. S p r ó b u j m y obecnie z a s t a n o w i ć s i ę n a d t r e ś c i ą
t y c h z r ó ż n i c o w a n y c h i n f o r m a c j i . Hoekenbeck, a n a l i z u j ą c 245
j a m e k na k o ś c i e l e w Ł e k n i e , 308 w R o g o ź n i e , 314 w K ł e c k u ,
820 w W ą g r o w c u , p o n a d t o , odpowiednio na k a ż d y m z t y c h
k o ś c i o ł ó w 5, 38, 07 i 21 ż ł o b i e ń oraz d a t y p r z y podpisach (zło­
ż o n y c h z i m i o n i nazwisk, od 2 p o l o w y X V I w . do 2 p o ł o w y
X V I I w . , z n a j d u j ą c m a t e r i a ł p o r ó w n a w c z y w i n n y c h , dalej
p o ł o ż o n y c h obiektach sakralnych, stwierdza a u t o r y t a t y w n i e ,
że wszystkie te d z i a ł a n i a łączyły s i ę z k u l t o w y m nieceniem ognia
na w i o s n ę . U ż y w a n o do tego celu p r y m i t y w n e g o ś w i d r a ognio­
wego (fcucrbołirer), r e l i k t u z c z a s ó w p o g a ń s k i c h . Hoekenbeck
swoje twierdzenie umacnia w y n i k a m i b a d a ń L i v i n g s ! o n a w ...
Zambezi.
24

Ustalenia Hockenbecka z a i n s p i r o w a ł y w latach p i ę ć d z i e s i ą s i ą t y c l i Tadeusza W r ó b l e w s k i e g o i w o s i e m n a ś c i e l a t p ó ź n i e j
Jana Tyszkiewicza.
O b y d w a j a u t o r z y , szczególnie jednak
ostatni, p r z y j m u j ą t y l k o j e d n ą interpretację. Scharakteryzujmy
j ą p o k r ó t c e . P r z e t r w a ł y do naszych c z a s ó w p r a k t y k i z w i ą z a n e
z k u l t e m ognia. Ś w i a d e c t w e m tego s ą w k u l t u r z e ludowej
t a k i e m i ę d z y i n n y m i p r z y p a d k i : „ W okolicach Solca d.pow.
Ś r o d a i w W y s o c k u W i e l k i m d . p o w . O s t r ó w W i e l k o p o l s k i , zacho­
w a ł a się d o t ą d t r a d y c j a rozpalania „ ś w i ę t e g o o g n i a " w W i e l k ą
S o b o t ę za p o m o c ą ś w i d r a o g n i o w e g o "
Charakterystyczne
w g ł ę b i e n i a z n a j d u j ą się — j a k t w i e r d z i J a n Tyszkiewicz — na
liajsuchszych, p o ł u d n i o w y c h
ścianach kościołów,
ponieważ
o t a k ą ś c i a n ę n a j ł a t w i e j b y ł o ś w i d r e m r o z n i e c i ć o g i e ń . N i e chciał­
b y m z a j m o w a ć się s z c z e g ó ł o w s z ą k r y t y k ą tego stwierdzenia.
Z w r ó c ę j e d n a k ż e u w a g ę na pewno f a k t y , k t ó r e nic p o z w a l a j ą
i n t e r p r e t a c j i Hockeubecka t r a k t o w a ć j a k o j e d y n ą . 1. P ó ł k o l i s t e
w g ł ę b i e n i a z d a r z a j ą się nie t y l k o na ś c i a n a c h p o ł u d n i o w y c h
(w R o k i c i u n a j w i ę c e j jest i c h na ś c i a n i e wschodniej); 2. Z n a j ą c
d z i a ł a n i e ś w i d r a ogniowego (z ż a l e m n a l e ż y s t w i e r d z i ć , że Tysz­
kiewicz nic na t e m a t t e c h n i k i niecenia ognia t y m n a r z ę d z i e m
nio m ó w i ) nie ma znaczenia p r z y k t ó r e j ś c i a n i e , suchszej czy
wilgotniejszej, u s t a w i się c z ł o w i e k , k t ó r y b ę d z i e ł u k i e m o b r a c a ł
p r ę c i k z twardego drewna. Ó w w p r a w i a n y w w i r o w a n i e p r ę c i k
nie m o ż e — m o i m zdaniem — t a k samo ł a t w o w cegle, j a k w
drewnie s p o w o d o w a ć wzniecenia ognia. Dlatego s ą d z ę , że jeśli
już j a m k i p o w s t a w a ł y od ś w i d r a ogniowego, to spowodowane
b y ł y t a r c i e m drugiego k o ń c a p r ę c i k a o d e s z c z u l k ę , a ś c i a n a
kościoła, s ł u ż y ł a j e d y n i e j a k o oparcio. Z e t k n i ę c i e m i ę k k i e g o
k a w a ł k a drewna z w i r u j ą c y m , w ł a ś c i w y m k o ń c e m p r ę c i k a
w ś w i d r z e , m o g ł o r z e c z y w i ś c i e wzniecić o g i e ń ; 3. I l o ś c i w g ł ę b i e ń ,
m i e s z c z ą c y c h się na powierzchni w o z ó w k i ( b y w a , że jest ich
k i l k a , ale zdarza s i ę , że nawet 9—11), z r ó ż n i c o w a n i e i c h w i e l ­
k o ś c i , wreszcie osobliwego k o d u , asymetrycznego, symetrycznego
czy „ r ó ż a ń c o w e g o " ich u k ł a d u , nio m o ż n a t ł u m a c z y ć u ż y t k o w a ­
niem ś w i d r a ogniowego, jeśli obok z n a j d u j ą s i ę cegły zupełnie
nietknięte.
25

26

16

I I . 16—17. Z n a k u k o ś n e g o k r z y ż y k a i jego przypuszczalny
r o z w ó j , n a d a j ą c y pierwotnej formie nowe znaczenie K o ś c i ó ł
w Rokiciu

1

Badania, terenowe, j a k i e p r o w a d z i ł e m , nie w y k a z a ł y , aby
ł ą c z o n o opisywane t u j a m k i ze ś w i d r e m o g n i o w y m . M u s z ę jed­
n a k ż e d o d a ć , że badania to nic o b e j m o w a ł y bydgoskiego, czy
p o z n a ń s k i e g o . I dlatego, nie w y k l u c z a m m o ż l i w o ś c i z w i ą z k u
i n t e r e s u j ą c y c h nas o z n a k o w a ń z p r a k t y k a m i niecenia ognia,
k u l t u ognia w W i e l k ą S o b o t ę . S ą d z ę j e d n a k , że jeśli nawet t a k i
zwyczaj w okresie X V I — X V I I I w . w y s t ę p o w a ł , w p e w n y c h
częściach k r a j u , i o nio m u s i a ł on s t a n o w i ć r e l i k t u , czy j a k i e g o ś

14

�rodzaju

reminiscencji

p r a k t y k p r z e d c h r z e ś c i j a ń s k i c h , lecz m ó g ł

r ó w n i e dobrze p o j a w i ć się z i n s p i r a c j i samego K o ś c i o ł a , zgodnie

w s p o m n i a n y m Czarnkowie, gdzie z a c h o w a ł a się ż y w a

pamięć

0 ekspiacyjnej t r a d y c j i k o ś c i o ł a . K o ś c i ó ł w Czarnkowie posiada

z s a m ą l i t u r g i ą o g n i a — ś w i a t ł a , p r o p a g o w a n ą nie t y l k o w W i e l k ą

t e ż swoje p i ę t n a p o k u t n e w i e r n y c h , n a j g ę ś e i e j rozsiane na ś c i a n i e

S o b o t ę , ale r ó w n i e ż na p o c z ą t k u r o k u w d n i u M a t k i Boskiej

p o ł u d n i o w e j . T a m gdzie nie domagano się wiercenia c e g ł y palcem,

Gromnicznej. P a m i ę t a j m y

ale oficjalnie

t e ż o znaczeniu o g n i a — ś w i a t ł a

we

p r z y z w a l a n o na

p o s ł u g i w a n i e się m o n e t ą ,

jamki

wszelkich o b r z ę d a c h c h r z e ś c i j a ń s k i c h . Istotniejsze m o ż e jednak

b y ł y g ł ę b o k i e , a i c h c h o c i a ż b y podobne rozlokowanie na m u r a c h

będzie

w y n i k a ł o nie z u n i k a n i a obserwacji, ale b y ć m o ż e z jej p r o w o k o ­

wskazanie,

że

badania

jakie

prowadziłem,

wykazały

znaczne z r ó ż n i c o w a n i e ś w i a d o m o ś c i d z i e d z i c t w a , w p o s z c z e g ó l ­

wania.

nych ośrodkach kultowych.

c i o ł ó w (wioska Papowo k o ł o T o r u n i a , albo kościół oo. Francisz­

tej

Podaję

p i ę ć zasadniczych m o d e l i

2 9

N i s k i e p o ł o ż e n i e j a m e k na

ścianach niektórych

koś­

świadomości:

kanów

że b y ł y

to

I . M i e j s c o w o ś c i , w k t ó r y c h nie t y l k o w i e r n i , lecz r ó w n i e ż

w ł a ś n i e miejsca ekspiacyjne, a s a m ą p o k u t ę w y k o n y w a n o

na

k s i ę ż a i k o ś c i e l n y nie w i e d z ą , że na ś c i a n a c h i c h k o ś c i o ł a znaj­
d u j ą się ś w i a d e c t w a d a w n y c h p r a k t y k r e l i g i j n y c h
m o ż e b y ć k o ś c i ó ł oo. F r a n c i s z k a n ó w w
I I . Miejscowości, w k t ó r y c h

na

ogół w i ę k s z o ś ć

tym,

Z zasadniczo i n n y m zachowaniem -— j a k b y ł o j u ż m ó w i o n e —
s p o t y k a m y się w R o k i c i u .

wiernych

tłumaczyć

klęczkach.

(przykładem

Wyszogrodzie).

w Wyszogrodzie) m o ż n a

w y k o n y w a n o na

Wgłębienia

w cegłach

stojąco. I jak można

na

pewno

d o m y ś l a ć się —

jeśli

w i e , że na ś c i a n a c h k o ś c i o ł a z n a j d u j ą się j a k i e ś z n a k i , ale lekce­

r z e c z y w i ś c i e znaczono j a m k a m i z m a r ł y c h — sam

w a ż ą je, p o d a j ą c wiele r ó ż n y c h p r z y c z y n i c h p o w s t a n i a ( ś l a d y po

k o n a n i a oznaczenia m ó g ł b y ć d o w o l n y , nawet z u ż y c i o m ś w i d r a ,

kulach

lecz nie ogniowego, a stolarskiego. Ś w i d e r t a k i otwiera e k s p o z y c j ę

szwedzkich,

wygładzanie

końców

rączek

od

sierpów

i in.).

sposób

wy­

w M u z e u m m u r z y n o w s k i m . U d a ł o się t e ż u s t a l i ć o g ó l n e z a ł o ­

I I I . M i e j s c o w o ś c i , w k t ó r y c h u t r z y m u j e się ż y w a ś w i a d o ­

ż e n i a topograficzne cmentarza p r z y k o ś c i e l n e g o w R o k i c i n . W i a ­

m o ś ć ekspiacyjnego znaczenia j a m e k . P r z y k ł a d e m niech b ę d z i e

d o m o jest na p r z y k ł a d , że w części wschodniej, a w i ę c o d s t r o n y ,

Czarnków

gdzie n a ś c i a n a c h k o ś c i o ł a

w

ziemi

dobrzyńskiej.

Oto

słowa

przypadkowego

r o z m ó w c y : „ k i e d y ś m e l l i , m e ł l i te w g ł ę b i e n i a p o k u t n i c y , b y ł a

było

to p o k u t a " .

jakieś

I V . M i e j s c o w o ś c i t a k i e j a k R o k i c i e , w k t ó r y c h część s p o ł e c z ­

miejsce

pochówku

środowiskowe

znakowania w y s t ę p u j ą

osób

starszych,

uznanie. D z i e c i

najobficiej,

zapewne

chowano na

mających
prawo

od

w e j ś c i a , a w i ę c w p o ł u d n i o w o - z a c h o d n i e j części. K s i ę g i z m a r ł y c h

n o ś c i parafialnej m n i e m a ł a t a k , j a k z o s t a ł o t o j u ż powiedziane

archiwum

w p u n k c i e I I , a część ( m i ę d z y i n n y m i p o d w p ł y w e m mego paro­

p r z e s t r z e ń p ó ł n o c n a (od s t r o n y p l e b a n i i ) . Z p e w n o ś c i ą j e d n a k

letniego interesowania się h i s t o r i ą k o ś c i o ł a ) w y w o ł a ł a o ż y w i e n i e

1 w tej części z n a j d o w a ł y się g r o b y , m o ż e

p a m i ę c i u starszych, k t ó r z y p r z y p o m n i e l i sobie z w i ą z e k j a m e k

p a ń s k i e z d w o r ó w z samego R o k i c i a , R e m b i e l i n a i M u r z y n o w a .

z nieistniejącym

j u ż cmentarzem p r z y k o ś c i e l n y m . N a

cegłach

£

Po

rokickiego

1790

roku

nie

podają

jak

była

cmentarz p r z y k o ś c i e l n y

wykorzystywana
najzaszczytniejsze,
w Rokiciu

został

m i a n o z a z n a c z a ć p o c h o w a n y c h na c m e n t a r z u z m a r ł y c h . W i ę k ­

z l i k w i d o w a n y . P o w s t a ł n o w y na p o b l i s k i m w z g ó r z u i t a m znaj­

szymi jamkami odnotowywano śmierć osób w dojrzałym wieku,

duje się do dzisiaj. M o ż n a p r z y p u s z c z a ć , ż e z a ł o ż e n i e nowego

jamkami

najmniejszymi

śmierć

dziecka.

Znaki

tożsamości

V . Miejscowości,

w

których

cmentarza s p o w o d o w a ł o ostateczny z a n i k , jeśli się t o nie s t a ł o
wcześniej,

27

o r i e n t o w a ł y o ilości z m a r ł y c h w r o d z i n i e .
twierdzono,

że

wgłębienia

w ś c i a n a c h ł ą c z ą się z p r a k t y k ą z d o b y w a n i a ceglanego proszku

zmarłych

oznakowywania

na

ścianach

i pozostawienia p r z y t y c h

kościoła

chowanych

znakach z n a m i o n rodo­

wych.

2 8

do s p o r z ą d z a n i a l e k a r s t w .

Murzynowiacy

Ten o s t a t n i rodzaj z a c h o w a ń p o w i ą z a ć m o ż n a z przedstawio­

w

swej

rokickiej

społeczności

parafialnej

w y r ó ż n i a j ą s i ę . K i e d y b y l i w o d n i a k a m i — w y r ó ż n i a l i się jeszcze
w y r a z i ś c i e j . J a k o w o d n i a c y m i e l i w i ę k s z e obycie, ale

również

o g n i a " , n a d a j ą c i m w s p ó l n e m i a n o ś w i a d o m o ś c i w i t a l n e j . Zgodnie

poczucie g o d n o ś c i

stopniu

z takim kryterium

w y r ó ż n i a j ą c y m modele ś w i a d o m o ś c i , m o g l i ­

j a k i c h w s p ó ł p a r a f i a n i e , przede w s z y s t k i m uniejewiacy, ale t e ż

b y ś m y w y o d r ę b n i ć do j a k i e g o ś stopnia p r z e c i w s t a w n y w i t a l n e j ,

w i ę c l a w i a c y , m y ś l i b o r z a c y czy n i e f o r m a l n i parafianie z poblis­

nym

na

początku

zwyczajem

niecenia na

wiosnę

„świętego

ich b l i s k i z w i ą z e k z p r ą d a m i

zabobonom", w t y m

jedno­

kiego R o k i c i a , Gorzechowa (wieś n a l e ż ą c a do p a r a f i i Siocień).

religijnymi,

D o w o d ó w na potwierdzenie tej r ó ż n i c y jest wiele. Jeden szcze­

m o d e l ś w i a d o m o ś c i k o m e m o r a t y w n e j oraz ekspiacyjnej,
cześnie p r z y j m u j ą c

„nieulegania

XVII—XVIII

g ó l n i e z a s ł u g u j e na u w a g ę . O t ó ż p a t r o n a m i k o ś c i o ł a w R o k i c i u

w i e k u . W y d a j e m i s i ę , że p r z y j ę c i e t y c h trzech m o d e l i ś w i a d o ­

obok Św. M a ł g o r z a t y s ą ś w . Św. P i o t r i P a w e ł . Ci ś w i ę c i aposto­

mości, jako głównych struktur duchowych zbiorowości, mających

łowie b y l i — jak wiadomo — r y b a k a m i . Rybacka wieś Murzy­

formami kultu, rozwijającymi

się w Polsce w

murach

nowo m o g ł a w i ę c t r a k t o w a ć t y c h ś w i ę t y c h j a k o p a t r o n ó w w ł a s ­

k o ś c i o ł ó w , odpowiada naszej w s p ó ł c z e s n e j wiedzy o mechaniz­

n y c h , gdy inne wsie t a k i c h p a t r o n ó w , czy i m p o d o b n y c h m i e ć

mach k s z t a ł t o w a n i a się postaw, w z o r ó w k u l t u r o w y c h ,

swój

udział

w k r e o w a n i u stochastycznego d z i e ł a na

jednym

nie m o g ł y i nie m a j ą do dzisiaj. K i e d y o d b y w a ł się w i e l k i odpust

s ł o w e m , obrazu nie t y l k o k u l t u r y w o g ó l e , lecz r ó w n i e ż k u l t u r y

w R o k i c i u na ś w i ę t y c h P i o t r a i P a w ł a , m u r z y n o w i a c y •— r y b a c y

staropolskiej.

występowali

Dawno p r a k t y k i pokutnicze, k t ó r y m towarzyszyło dłubanie

w g l o r i i . Jeszcze w i ę k s z ą

ku

temu okazję

mieli

w czasie B o ż e g o C i a ł a . B y ł o w z w y c z a j u , że na t ę u r o c z y s t o ś ć

j a m e k , o b r o s ł y w z r u s z a j ą c ą l e g e n d ą . Powiada się w n i e k t ó r y c h

k a ż d a z wiosek, n a l e ż ą c y c h do p a r a f i i p r z y g o t o w y w a ł a

ośrodkach

dokonać...

o ł t a r z na trasie p a r o k i l o m e t r o w o j procesji. M y ś l i b o r z a c y i w i ę c ­

k c i u k i e m . B y ć m o ż e , z r o g o w a c i a ł y z g r u b y m p a z n o k c i e m palec

l a w i a c y p r z y s t r a j a l i j e d n ą z p r z y d r o ż n y c h kapliczek. R o k i c i a c y

kultu,

że wywiercenia otworu

należało

własny

w i e ś n i a k a u ł a t w i a ł t a k i e zadanie. D o p u ś ć m y j e d n a k , że pomagano

czynili

sobie w t y m

b y ł o j e d y n i e na przystrojenie s t o j ą c e g o w lesie k r z y ż a . N a t o m i a s t

osobliwym

działaniu

może kamykiem,

monetą,

podobnie. U n i e j e w i a k ó w — n a j z a m o ż n i e j s z y e h —
to

święto

specjalny

ołtarz.

stać

ostrzem. I m o ż e w ł a ś n i e dlatego, pewne ś c i a n y w k o ś c i o ł a c h s ą

m u r z y n o w i a c y m o n t o w a l i na

g ę ś c i e j p o k r y t e j a m k a m i , a inne ś c i a n y nie m a j ą i c h p r a w i c

dzisiaj z d u m i e w a on d o s t o j e ń s t w e m o r y g i n a l n y c h t r e ś c i . W oł­

Do

wcale. N a l e ż y p r z e c i e ż d o p u s z c z a ć , że w p e w n y c h m i e j s c o w o ś ­

t a r z u z n a j d o w a ł się obraz d u ż e g o f o r m a t u ( П О X 210 c m ) , u k a z u ­

ciach ś c i a n a k o ś c i o ł a od s t r o n y p l e b a n i i , czy d r o g i , nie c i e s z y ł a

j ą c y cudowno p r z e j ś c i e Pana Jezusa przez Jezioro Genezaret

się t y m s a m y m u z n a n i e m , co ś c i a n a p r z y k t ó r e j m o ż n a

do a p o s t o ł ó w — r y b a k ó w , w ś r ó d n i c h ś w . P i o t r a i ś w . P a w i a

było

30

p o k u t ę o d p r a w i a ć w p e w n y m u s t r o n i u , a m o ż l i w e , że r ó w n i e ż

(il. 10).

w s k u p i e n i u , nie b ę d ą c na oczach p r z e c h o d n i ó w , a t y m bardziej

widokiem

— na o k u p l e b a n a . C z ę s t o t e ż p r z y t y c h najstarszych k o ś c i o ł a c h ,

d w o m a ż a g l a m i , sieciami, p ł y w a k a m i . D o sieci zamocowywano

orientowanych

deseczki kuchenne, k t ó r e w t y c h stronach s ą c z ę s t o w k s z t a ł c i e

wschód—zachód,

plebanie

są

sytuowane

od

O ł t a r z u s t a w i o n o nieopodal k o ś c i o ł a przed o t w a r t y m
na

T

W isłę.

Przybierano

go

akcesoriami

rybackimi,

p ó ł n o c y , albo od p ó ł n o c n e g o - z a c h o d u . T a k i t e ż u k ł a d przestrzen­

t ł u s t e g o k a r p i a . Dzisiaj w y g l ą d a to bardzo podobnie, s ą r ó w n i e ż

n y (plebania od s t r o n y p ó ł n o c n e j ) w y s t ę p u j e w R o k i c i u oraz we

w b i t e w z i e m i ę g a ł ą z k i leszczyny, sieci, p ł y w a k i , deseczki. P r z y -

15

�I
1

U . 18—19. Z n a k pługa, p r z y p i e c z ę t o w a n y j a m k ą oraz przy­
puszczalny r o z w ó j z n a k u t o ż s a m o ś c i . K o ś c i ó ł w R o k i c i u
U . 20. J a n c h ą d z y n s k y 24 sepfc A D 1647. Jedna z najstarszych
i n s k r y p c j i na wschodniej ś c i a n i e k o ś c i o ł a w R o k i c i u
11. 2 1 . J A C O B U S i w y ż e j 1877, prawdopodobnie inskrypcje
z wczesnej i P ó ź n e j fazy znakowania ś c i a n k o ś c i o ł a w R o ­
kiciu
U . 22. Z n a k k r z y ż a obramienionego (z daszkami) i przypusz­
czalny jego r o z w ó j . Ś c i a n a wschodnia kościoła w R o k i c i u

16

�b y ł y j e d n a k nowe akcesoria — p r z y ż a g l a c h , c h o i ą g w i e b i a ł o -

do o k r e ś l o n e g o gospodarza.

-czerwone. Obraz u k a z u j ą c y cudowne p r z e j ś c i e — w i e l o k r o t n i e

lańskich t e r e n ó w Schmid,

wymieniany

t o ż s a m o ś c i z a n o t o w a ł r ó w n i e ż w o b r ę b i e samej ś w i ą t y n i . O t ó ż

na

nowy —

stanowił

wyznanie

murzynowskiej

zbiorowości o potępieniu malowiernych i małodusznych...

Po­

dobnie — j a k m i się wydaje — rzecz przedstawia się obecnie.
R o k i c i e w czasach u t r z y m y w a n i a się t r a n s p o r t u na W i ś l e ,

z n a k a m i t y m i rezerwowano
nych.

3 3

32

Niemiecki

zwyczaj

Obydwa przykłady

badacz t y c h

posługiwania

solne miejsca

nadwiś­

się

znakami

w ławkach

kościel­

o d n o s z ą się do o s a d n i k ó w

holen­

derskich {być m o ż e r ó w n i e ż n i e m i e c k i c h ) . N i e jest zatem w y k l u ­

związanych z t y m niewyobrażalnych dziś sytuacji międzyludz­

czone, że zwyczaj p o s ł u g i w a n i a się z n a k a m i t o ż s a m o ś c i r o z w i n ą ł

k i c h , a w i ę c jeszcze do okresu m i ę d z y w o j e n n e g o , b y ł o szczegól­

się w R o k i c i u p o d j a k i m ś w p ł y w e m o b e c n o ś c i w okolicach t y c h

T

nego r o d z a j u o ś r o d k i e m k u l t u r o w y m .

W odniacy, g ł ó w n i e oryle

w ł a ś n i e o s a d n i k ó w . W i e m y na pewno, że tacy w ł a ś n i e osadnicy

(flisacy) u z n a w a l i k o ś c i ó ł w R o k i c i u za w ł a s n y . A l e t e ż , od W a r ­

z Kępy

szawy do T o r u n i a , nie znajdzie się r ó w n i e s p r z y j a j ą c e g o

reprezentacji n i e k a t o l i c k i e j (aeatolieorum), w okresie od k o ń c a

miejsca

Rokickiej

i U n i e j e w s k i e j , m i m o żo zaliczani b y l i

do

na p o s t ó j i zarazem ś w i ą t y n i p o ł o ż o n e j t a k blisko brzegu rzeki.

X V I I I do 2 p o l o w y X I X w i e k u k o r z y s t a l i w R o k i c i u z r ó ż n y c h

Z dala w i d o c z n e j , dostatecznie i m p o n u j ą c e j , a p r z y t y m — co

posług

jest

najważniejsze

—

nie

ukrytej

wśród

34

duszpasterskich .

miasta,

W e wsiach p a r a f i i r o k i e k i e j , gdzie p r o w a d z i ł e m s z c z e g ó ł ó w -

c h o ć b y p o d u p a d ł e g o , albo w s i . O r y ł e p ł y n ą c y t r a t w a m i , j u ż na

sze badania, nazwa ogólna o m a w i a n y c h t u z n a k ó w n i e jest znana.

wysokości

P a m i ę t a n e s ą jednak n a z w y s z c z e g ó ł o w e . W rodzie G u r d z i ń s k i c h ,

Murzynowa, wypytywali

o

zabudowy

ich

,,kobyli

kościół".

Dobrze z n a l i m i t o rodowodzie r o k i c k i e g o k o ś c i o ł a .
znali

też

analogiczną

przypowieść

o

innym,

k o ś c i e l e na Koniuszej G ó r z e kolo P r o s z o w i c .

31

Niektórzy

Upowszechniali legendę

nawet

b y ł a wękelnicit

( w ę g i c l n i c a ) , d ł u ż s z a kreska

połą­

czona z k r ó t s z ą p o d k ą t e m p r o s t y m ; w rodzic K a r a s i e w i c z ó w ,

Flisacy kolporto­

o k r e ś l o n a liczba 5, 9, I I , u t w o r z o n a z p u n k t ó w w s t a ł y m u k ł a ­

w a l i t ę o p o w i e ś ć , p r z e d ł u ż a l i jej ż y w o t , r a t o w a l i p r z e d zapom­
nieniem.

taką nazwą

nadwiślańskim

wśród

miejscowych,

dzie, n a j c z ę ś c i e j s y m e t r y c z n y m (ił. 1, 3).
Spora ilość z n a k ó w ze ś c i a n k o ś c i o ł a w R o k i c i u w y w o d z i się

k t ó r z y t y m bardziej p o w i n n i z n a ć h i s t o r i ę swego k o ś c i o ł a . Co­

z form}- prostego

roczna — kiedy t y l k o r u s z y ł y l o d y — o b e c n o ś ć

w ł a ś n i e , j a k i m się podpisywano w ezasach powszechnego na, wsi

społeczności

lub ukośnego krzyżyka, b y ć może,

takiego

flisackiej w R o k i c i u , s p o ł e c z n o ś c i w s p o m a g a j ą c e j aspiracje n i u -

analfabetyzmu

r z y n o w i a k ó w , nie m o g ł a p o z o s t a w a ć bez w p ł y w u na

charakter

u z u p e ł n i e n i a , znak k r z y ż y k a p r z e t w a r z a n y b y ł w n o w ą c a ł k i e m

o d p r a w i a n y c h p r z y t y m k o ś c i e l e p r a k t y k . W y d a j e m i s i ę , że

o r y g i n a l n ą f o r m ę , p r z y p o m i n a j ą c ą na p r z y k ł a d f i g u r ę z w i e r z ę c i a ,

( i l . 11, 16—17, 24—27). Poprzez

odpowiednie

b y l i flisacy k r y t y c z n y m i k o m e n t a t o r a m i obscrwowanyeh zacho­

p o s t a ć l u d z k ą czy k a p l i c z k ę ( i l . 11, 26—27). N o w y znak, c z ę s t o

w a ń . O b e c n o ś ć f l i s a k ó w nie s p r z y j a ł a zachowaniom n i j a k i m , ale

n i e z w y k l e sugestywny, m a j ą c y m o c n y w y r a z p l a s t y c z n y ( i l . 16)

t e ż nader g o r l i w y m . I m o ż e w ł a ś n i e uczestnictwo b r a c i wodniac­

m ó g ł k o j a r z y ć s i ę z o k r e ś l o n y m d y s y g n a t e m i w y w o ł y w a ć poja­

kiej w u r o c z y s t o ś c i a c h i o b r z ą d k a c h k o ś c i o ł a r o k i c k i e g o p r z y ­

wienie się k o l e j n y c h s z c z e g ó ł o w y c h

c z y n i ł o s i ę do tego, że jest o n w y j ą t k o w y . Mogło w ł a ś n i e t u t a j

kapliczka,

n a s t ą p i ć wzbogacenie

z n a k ó w r o z p a t r y w a ć m o ż n a j a k o proces synchroniczny l u b t e ż

treści,
znaków

a także

z w y c z a j u , nadanie m u innej zasadniczo

postaci

demonstracyjnej

przez

wprowadzenie

tożsamości.
rokickim,

koziołek.

występowanie

obfitości chłopskich

na

nim wyjątkowej

wprost

z n a k ó w tożsamościowych, b y ł rezultatem

splotu przyczyn, wśród

Bolesław

( r ó ż n i c o w a n i a się z n a k ó w r o d o w y c h m i ę d z y i c h
w t y m samym

pokoleniu, a więc między

Na­

synchronicznym
posiadaczami

braćmi). Ten

sam

badacz dostarcza j e d n a k ż e d o w o d ó w z m i e n n o ś c i t y c h o z n a k o w a ń
m i ę d z y r ó ż n y m i p o k o l e n i a m i , c h o c i a ż ściśle ze s o b ą spokrewnio­
n y m i , c z y l i w przebiegu d i a c ł i r o n i c z n y m . T a k i t e ż r o z w ó j znaku

niający

ukazują

decyzjom w y b o r u ,
s t r o n y osoby

z

zagadnienia

r y b a k ó w w rozwoju

właśnie

poszczególnych

najważniejszych

poziom

za j e d n ą

w rodzaju

kształtu

p r z y j ą ć n a l e ż a ł o b y etos s p o ł e c z n o ś c i m u r z y n o w s k i e j , jej w y r ó ż ­
się

których

nazw

Rozwój

diachroniczny. Z n a k o m i t y znawca
m y s ł o w s k i ukazujo merki

Przypuszczam, że k o m e m o r a t y w n y charakter z n a k o w a ń na
kościele

człowiek,

intelektualno-omocjonalny,

sprzyjający

a nie ulegania o c z e k i w a n i o m c h o c i a ż b y

ze

kapłana.

czynienia

N i e z a l e ż n i e j e d n a k o d r ó ż n i c , m o t y w ó w i d e o w y c h trzech
modelowych

opracowania ciasna

okoliczności,

towarzyszących

znakowaniu

ścian

bartnego.

W y d a j e m i się t e ż , że

z d i a c ł i r o n i c z n y m charakterem p r z e m i a n o z n a k o w a ń m a m y do
wśród

w parafialnej

zbioiowości

Rokicia, szczególnie

d a w n y c h m u r z y n ó w i a k ó w . Przcdsh.w iona na

kotwica

z rodu

Karasiewiczów

na. czterech

stronach

g o t y c k i c h k o ś c i o ł ó w w Polsce, k a ż d a z t y c h o k o l i c z n o ś c i przed­

t r z o n u posiada oznakowania liczbowe z p u n k t ó w

swogo

(nieznacznych

stawia się j a k o n i e z w y k ł a , j a k o pragnienie i s t n i e n i a . Wzniecanie

wgłębień

wiosennego „ ś w i ę t e g o o g n i a " w p r z e d d z i e ń Z m a r t w y c h w s t a n i a ,

czona m i ę d z y b r a ć m i , ale z pokolenia na pokolenie; z dziadka

rozbudzało

na jego syna, a ż na prawmuka Ignacego, k t ó r y p o w r ó c i ł do pra-

nadzieję

nowego

ż y c i a , w o d n o w i o n y m po zimie

c y k l u r o c z n y m . Ekspiacje p o d m u r a m i k o ś c i o ł a o s ó b

rozgrze­

na p o w i e r z c h n i m e t a l u ) . K o t w i c a

zaś

początku

dziadkowego

znaku

5, u z u p e ł n i a j ą c

go

nie b y ł a

własnymi

dziedzi­

inicjałami.

szonych, w z m a c n i a ł y d u c h o w o . W y d ł u b a n a j a m k a p i e c z ę t o w a ł a

P r a w n u k , w p r z e c i w i e ń s t w i e do swych p o p r z e d n i k ó w — w ł a ś c i ­

w o l ę posiadania

cieli k o t w i c y , b y ł j u ż p i ś m i e n n y .

t a k i e j siły. W i e l k a n o c n y o b c h ó d

cmentarza,

d o k o n y w a n e na n i m p o r z ą d k i — p r a k t y k a , k t ó r a do d z i ś c z ę s t o
dystansuje

listopadowe zachowania

Genezy z n a k ó w t o ż s a m o ś c i o w y c l i m o ż n a p o s z u k i w a ć w opo­

w s p o m i n k o w e — zapewne

ce, w k t ó r e j osoby p i ś m i e n n e n a l e ż a ł y do w y j ą t k o w y c h , a w spo­

w ł a ś n i e w ó w c z a s d o k o n y w a n y rozrachunek ze ż n i w e m ś m i e r c i —

ł e c z n o ś c i a c h c h ł o p s k i c h w ogóle się nie z d a r z a ł y . C h ł o p s k i znak

s p o r z ą d z a n i e swego, p r y m i t y w n e g o e p i t a f i u m na k t ó r e j ś ,

pa­

t o ż s a m o ś c i , z a r ó w n o w swej formalnej postaci (pod w z g l ę d e m

m i ę t a n e j cegle m u r ó w k o ś c i o ł a , b y ł o p o s ł u g ą w y w o ł u j ą c ą

naj­

wizualnym),

j a k t e ż w sensie i d e o w y m , n a w i ą z y w a ł do h e r b u ,

g ł ę b s z y rodzaj r e f l e k s y j n o ś c i , więzi z t y m i co ż y l i i N a j w y ż s z y m ,

g o d ł a szlacheckiego. U z u p e ł n i a j ą c t y l k o i m i ę , n i e k i e d y r ó w n i e ż

do k t ó r e g o odeszli.

i m i ę i nazwisko, slużjd za rodzaj z a b e z p i e c z a j ą c y c h

obramow-ań

Z n a k i t o ż s a m o ś c i , w y s t ę p u j ą c e na ś c i a n a c h k o ś c i o ł a rokic­

o s o b o w o ś c i . Przypuszczam, że nie k a ż d y t a k ą p o t r z e b ę zabezpie­

kiego, m a j ą swojo n a j b l i ż s z o analogie nio t y l e we w s p o m n i a n y c h

c z a j ą c ą p o s i a d a ł i nie k a ż d y d ą ż y ł do- posiadania swego z n a k u .

na w s t ę p i e merkach

Skatalogowana bowdem liczba ponad, stu z n a k ó w i zredukowana

r y b a k ó w l u b w ciositach

b a r t n i k ó w , lecz w

o z n a k o w y w a n i u , j a k i m p o s ł u g i w a l i się — t a k j a k w M u r z y n o w i e

do nieco w i ę c e j

— gospodarze z

w rodzie, wydaje się b y ć znacznie mniejsza, a n i ż e l i liczba, r o d z i n ,

i n n y c h miejsc

Z u g d a i n r n u posiadamy

nad

dolną

n i e z w y k l e ciekawe

Wisłą.

świadectwo,

k a t a s t r a l n ą z 1667 r o k u . N a mapie t e j , p o s z c z e g ó l n e
ziemi, znajdujące

Z wioski

niż dwudziestu oznakow&lt;.ii,

funkcjonujących

mapę

ż y j ą c y c h w czasach od p o ł o w y X V I I do k o ń c a X V I I I wdeku,

nadziały

w p i ę c i u wioskach p a r a f i i r o k i e k i e j . M o ż n a p r z y p u s z c z a ć , że r o d y

s i ę w r ó ż n y c h c z ę ś c i a c h w i o s k i , oraz samo

posiadające

o b e j ś c i a oznaczone z o s t a ł y i m i e n i e m i n a z w i s k i e m w ł a ś c i c i e l a ,

w których

swoje z n a k i t o ż s a m o ś c i , t o przede w s z y s t k i m te,

a t a k ż e jego z n a k i e m t o ż s a m o ś c i . A l e t e ż w n i e k t ó r y c h p a r t i a c h

wzorca osobowego, c i e s z ą c e g o się n a j w y ż s z y m ,

tej m a p y , pole oznaczone jest j e d y n i e s a m y m z n a k i e m , n a l e ż ą c y m

uznaniem.

r o d z i l i się i w y c h o w y w a l i

stateczni,

reprezentanci

środowiskowym

17

��1

�11. 28. Osoba Stateczna, H i p o l i t K o w a l s k i ( U i p e i o ) , ur. 1892 г., м и , 1984 г

L' 11 Z Y l&gt; i S Y

1

Próbuję przedstawić tu własną terminologię, wynikającą
z r z e c z y w i s t o ś c i badanej. Nie korzysta/m t y m s a m y m z t e r m i n o ­
l o g i i z b y t o g ó l n e j , ontycznej k a u t y z m u , czy n e o k a n t y z m u ,
z n a j d u j ą c y c h w s p ó l n ą p ł a s z c z y z n ę analizy filozoficznej
bytu
i istnienia w kategoriach fenomenu, n o u m e n u --- rzeczy samej
w sobie.
W r a ż l i w o ś c i ą m i r a k u l a r n ą albo inaczej m ó w i ą c ś w i a d o ­
m o ś c i ą m i r a k u l a m ą o k r e ś l a m często stany w ogólnej ś w i a d o ­
m o ś c i religijnej w k r a j u — uezc: &lt;t:iiozonic w cudzie, d o z n a w a n y m
indywidualnie lub w przeżyciu zbiorowym.
W M u z e u m - - stacji bedawezoj, p r z y j ę t a została, dewiza:
b a d a j ą c i n n y c h b a d a m y siebie. B a d a j ą c i n n y c h p r z y z w a l a m y
na n i e s k r ę p o w a n ą i n g e r e n c j ę r ó w n i e ż w nasze zachowanie,
z a j ę c i a i zainteresowania. N i e jest to z a l e ż e n i e oryginalne, c a ł k o ­
wicie w ł a s n e . D a w n o temu s f o r m u ł o w a ł je Jean Jacques R o u ­
sseau: „ T a r e g u ł a metodologiczna ustanowiona przez R o u ssea dla etnologii — r e g u ł a w y z n a c z a j ą c a jej n a d e j ś e i o — pozwala
r ó w n i e ż p r z e z w y c i ę ż y ć c o ś , co na pierwszy r z u t oka w y d a w a ł o b y
się p o d w ó j n y m paradoksem: ż e Rousseau m ó g ł z a l e c a ć badanie
2

r

3

20

najbardziej oddalonych ł u d z i , ale j e d n o c z e ś n i e o d d a l się przede
w s z y s t k i m b a d a n i u tego s z c z e g ó l n e g o c z ł o w i e k a , k t ó r y wydaje
się n a j b l i ż s z y , to znaczy b a d a n i u
siobie
samego
( p o d k r e ś l e n i o moje, J O ) : i że w c a ł y m jego dziele metodyczne
pragnienie u t o ż s a m i a n i a się z i n n y m idzie w parze z u p o r c z y w ą
o d m o w ą i d e n t y f i k a c j i z s o b ą . A l b o w i e m k a ż d y etnolog m u s i to
dwie pozorne s p r z e c z n o ś c i , z n o s z ą c e się wzajemnie w jednej
obustronnej i m p l i k a c j i , p r z e z w y c i ę ż y ć w t y m lub i n n y m mo­
mencie swej k a r i e r y " . (Claude Levi-Strauss, Jan Jakub
Bousse.au,
twórca nauk humanistycznych,
przekła.d Loszek K o l a n k i o w i c z ,
„ T w ó r c z o ś ć " , R . X L , n r 0 (463), 1984, s. 83—84).
Por. R o m a n W ł o d z i m i e r z H a r a s y m c z u k i W i l h e l m Tabor,
Etnografia
połonin huculskich,
„ L u d " , 1937, t . X X X V , s. 138—
145 (§ 13. Prawo ludowe); B o l e s ł a w N a m y s ł o w s k i , Merki
rybaków
pomorskich,
Przyczynek
do heraldyki i folkloru,
„Rocznik Heral­
d y c z n y " , 1925, t . V I I s. 1—30; R o m u a l d Ż u k o w s k i ,
Bartnictwo
w Zagajnicy
Łomżyńskiej
w okresie od XVI do połowy XIX
w.
B i a ł y s t o k 1965, s. 30—32; J . J . K a r p i ń s k i , Śłady dawnego bart­
nictwa puszczańskiego,
K r a k ó w 1948, s. 12
4

�5

P r z y k ł a d e m niechaj b ę d z i e ochlapywanie f a r b a m i olej­
n y m i k u r , n a l e ż ą c y c h do i n d y w i d u a l n y c h właścicieli w P G R ,
albo znakowanie przez gospodarzy baniek na mleko i n i c j a ł a m i
własnymi, względnie określonym kolorem (określonego koloru
plamą).
B . N a m y s ł o w s k i , op. c i t . , s. 5
Por.
Stanisław Skrodzki,
P o r z ą d e k p r a w a bartnego,
1616, &amp;T.J. 32: „ t e d y w i d z e n n i c y m a j ą ono z n a m i ę dobrze w y c i ą ć ,
wiór do siebie w z i ą ć i p o t e m go do s ą d u p r z y n i e ś ć . A s ą d z i n s z y m i
b a r t n i k a m i starszymi m a j ą z onego w i ó r u u z n a w a ć , po s ł o j a c h
l a t a licząc, k t ó r e z n a m i ę starsze i k t ó r e m u b o r o w i n a l e ż y ' ' .
P o d a j ę za R . Ż u k o w s k i m , op. c i t . , s. 30
Por. B o l e s ł a w N a m y s ł o w s k i , Znamiona bartne mazowieckie
i inne znaki ludowe. Przyczynek
do heraldyki i folkloru,
Poznań
1927; L . Lepszy, Przemysł
złotniczy
w Polsce, K r a k ó w
1933
Por. Teresa K a r w i c k a , Kultura
ludowa ziemi
dobrzyńskiej,
P W N Warszawa 1979, s. 9 i 213
Por. Kodeks dyplomatyczny
polski, 11, 2, opr. L . R ż y s z czewskiego i A . Muczkowskiego, 1852, s. 658—660
N a podstawie analizy Archiwum
Akt. Osobowych p r z y
kościcle w R o k i c i u , poz.
1—18
Zabiegom z w i ą z a n y m z w y b o r e m nazwiska t o w a r z y s z y ł y
falsyfikacje w i e k u i b y ł to proceder r o z w i j a j ą c y się w c z e ś n i e j .
R z e c z y w i s t y wiek osoby u j a w n i a n y b y l dopiero p r z y ś m i e r c i .
N i e k t ó r y m u d a w a ł o się u k r y ć nawet 20—30, p r z e ż y t y c h j u ż
lat. M o ż n a w t y m d o p a t r y w a ć się koniecznych, w y n i k a j ą c y c h
ze s t o s u n k ó w p a ń s z c z y ź n i a n y c h , d ą ż e ń do uchronienia się przed
k o m o r n i c t w e m , a w i ę c n a j g o r s z ą z m o ż l i w y c h sytuacji, b y t o ­
wania ż e b r a c z e g o . B y ł b y to też jeden z w ą t k ó w k s z t a ł t u j ą c y c h
postawę e t y c z n ą — często s p o t y k a n ą w środowiskach podobnych
— oszukiwania nie k ł a m i ą c ? Por. Archiwum
Akt
Osobowych
p r z y pa,rafii w R o k i c i u , poz.
1—18
Ż a d n e j e d n a k z t y c h nazwisk nie jest reprezentowane
dzisiaj w M u r z y n o w i e . T o l k ó w odnajdujemy w Sieeioniu, B i e s ó w
w P ł o c k u , a K a l w a s ó w w Rokiciu-Czajkaeh. W s z y s t k i e te 3 naz­
wisko, u t r w a l a j ą — j a k s ą d z ę — p a m i ę ć profesji p r o t o p l a s t ó w :
k r a w c a , karczmarza i m u r a r z a . Por. Aleksander B r i i c k n o r ,
Słownik
etymologiczny języka polskiego, Warszawa 1970, s. 214
(z n i e m . Kalkfass, faska do wapna).
D o rejestru tego n a l e ż a ł o b y jeszcze d o d a ć profesję słu­
ż ą c y c h (najprawdopodobniej, z a t r u d n i a n y c h przy dworze) oraz
p a r o b k ó w , k t ó r z y z n a j d y w a l i p r a c ę m i ę d z y d w o r e m , a gospo­
d a r z a m i , z a m i e s z k u j ą c y m i w wiosce część z w a n ą ogrodami.
P o d a j ę n a z w y profesji na podstawie p o s z c z e g ó l n y c h k s i ą g Archi­
wum Akt Osobowych p r z y p a r a f i i w R o k i c i u , o d n o s z ą c y c h się do
okresu 1758—1868 (pozycje od 1 do 23).
W y d a j e się, że oborywanie w o ł a m i granic w i o s k i b y ł o
p r a k t y k ą z n a n ą w Polsce. Z a n a l o g i c z n ą do m u r z y n ó w skiej
o p o w i o ś c i ą s p o t k a ł e m się przed l a t y w Oborczyskach na terenie
K u r p i o w s k i e j Puszczy Zielonej.
N a podstawie r o z m ó w s k o n f r o n t o w a n y c h z d a n y m i
archiwalnymi z parafii w Rokiciu.
B a r d z o p o d o b n ą w i e r s z o w a n ą d r w i n ę z s ą s i a d ó w , słysza­
ł e m na Podlasiu w wiosce K a m i a n k i L a c k i e o m i e s z k a ń c a c h
wioski Niecki:
Te niockusy za g ó r a m i
Zjedli wilka z pazurami
Ani łyżki, ani miski
P o p a r z y l i sobie p y s k i
Taką. a u t o r y t a t y w n ą o d p o w i e d ź
przedstawia Teresa,
K a r w i c k a , op. oit., s. 213
Por. p r z y p i s 12. Oszukiwanie nie k ł a m i ą c — w ą t p l i w a
n i e w ą t p l i w i e zasada etyczna — b y ł a adresowana, przede wszyst­
k i m , do ś w i a t a z e w n ę t r z n o g o , do o s ó b i i n s t y t u c j i obcych. W wew­
n ę t r z n y c h stosunkach ( c h o c i a ż b y r o d z i n n y c h , czy wioskowych),
k o r z y s t a j ą c y z toj n o r m y , z y s k i w a ł mniej l u b bardziej surowo
w y p o w i a d a n e m i a n o osiusta, oszusta. N a t o m i a s t p o j ę c i e k ł a ­
m a n i a , k ł a m s t w a , b y ł o j a k b y niedostrzegane, niepoddawane
w a r t o ś c i o w a n i u . A jeśli, t o ł a g o d n i e j , niż oszukiw anie. PewTiie
dlatego, że f u n k c j o n o w a ł o skuteczniej i d o t y c z y ł o ż y w o t n i e j szyeh z a g a d n i e ń .
Wiele z przedstawionych o k r e ś l e ń s p o t y k a m y w nie­
z w y k l e cennej p r a c y : Aleksander P o t r ó w , Lud Ziemi
Dobrzyń­
skiej, jego charakter, mowa, zwyczaje, obrzędy, pieśni,
przysłowia,
zagadki, , . Z b i ó r W i a d o m o ś c i do A n t r o p o l o g i i K r a j o w e j " , 1878,
t . 2; s. 3—182
Por. D r H o c k e n b e c k i n W o n g r o w i t z , Die
Napfchensteine
an den Pfarrkirchen
zu Kiecko, Łekno, Rogasen wid
Wongrowitz,
6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

„ Z e i t f c h r i f t der Historischen Gesellschaft fur die P r o v i n z Posen",
1885, s. 118—133
N a podstawie w ł a s n y c h b a d a ń t e r e n o w y c h w l a t a c h 1981—
83 oraz w i a d o m o ś c i , k t ó r o z a w d z i ę c z a m p a n o m A l e k s a n d r o w i
B ł a c h o w s k i e m u i Jerzemu K ł o s k o w s k i e m u , k i e r o w n i k o w i M u ­
zeum Z i e m i Z ł a t o w s k i e j
Por. J a n Tyszkiewicz, „Nowy
ogień"
na. wiosnę,
(w:)
Cultus et Cognito, studia, z dziejów średniowiecznej
kultury, W a r ­
szawa 1976, s. 592—597; A n d r z e j R u s z k o w s k i , Tajemnice
średnio­
wiecznych murów, „ G o ś c i n i e c " , lipiec 1977, s. 12
Por. Hockenbeck, op. c i t . , s. 128
Por. J a n Tyszkiewicz, op. c i t . , Tadeusz W r ó b l e w s k i ,
Zagadkowe ślady na, ścianach
kościołów w Wielkopolsce,
„Studia
i M a t e r i a ł y do D z i o j ó w W i e l k o p o l s k i i P o m o r z a " , 1958, t . I V ;
n r 2, s. 195—205
Por. J . Tyszkiewicz, op. c i t . , s. 594
T a k ą toż i n t e r p r e t a c j ę z a p r o p o n o w a ł a H a l i n a H o r o d y s k a -Gadkowska, Kobyli kościół, „ N o t a t k i P ł o c k i e " , 1968, n r 5 (49),
s. 18—19
Por. A . R u s z k o w s k i , op. c i t . , s. 12 ( w i a d o m o ś ć d o t y c z y
kościoła w S t r o ń s k u ) .
Zwrócił m i na to u w a g ę Aleksander B ł a c h o w s k i , p o d a j ą c
p r z y k ł a d kościoła farnego w S ł u p s k u , gdzie d ł u b a n o j a m k i
monetą,, o d m a w i a j ą c p r z y t y m m o d l i t w y .
R e p r o d u k o w a n y w tokścio obraz — zapewne k o p i a
starszego — w y k o n a ł w 1945 r o k u „ s z y p e r s z y p r ó w " , S t a n i s ł a w
M a ł k o w s k i . Obraz ten z a s t ą p i o n y z o s t a ł w 1979 r o k u przez
nowe p ł ó t n o (mniejszych r o z m i a r ó w ) p ę d z l a Alojzego Piekar­
skiego, a r t y s t y nieprofesjonalnego, na s t a ł e
zamieszkałego
w Jeleniej G ó r z e . Obraz M a ł k o w s k i e g o p r z e c h o w y w a n y jest
w Muzeum w Murzynowie.
2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

K o ś c i ó ł w - R o k i c i u n a z y w a n y jest k o b y l i m , albowiem
w e d ł u g legendy, zbudow any z o s t a ł za p i e n i ą d z e uzyskane ze
s p r z e d a ż y k o n i , k t ó r o g r o m a d z i ł y się t a b u n a m i na m i e j s c o w y m
w z g ó r z u . P o d o b n ą p r z y p o w i e ś ć podaje Jan D ł u g o s z ,
Roczniki
czyli kroniki
sławnego Królestwa, Polskiego,
przekład Julia Mruk ó w n a , Warszawa 1962, k s i ę g a I i I I , s. 158—159: „ K o n i u s z a ,
co po ł a c i n i e zwie się E q u i r e a , g ó r a p o d c h o d z ą c a pod miasteczko
Proszowice, m a na sobie wzniesiony kościół p a r a f i a l n y i w y w o d z i
nazw-ę od rzadkiego i cudownego wydarzenia. A l b o w i e m gdy
pewien rycorz polski, r o d o w y • szlachcic z d o m u i r o d z i n y Ś r e n i a w i t ó w , imieniem P r z 3 b y s ł a w , pewnego r a z u z b u d o w a ł na
niej domostwo i w n i m z a m i e s z k a ł z ż o n ą i d z i e ć m i , pewnej
nocy k o ń rzadkiej wielkości, k t ó r e g o ów w o j o w n i k j u ż t r z y l a t a
t o m u s p r z e d a ł b y ł j e d n e m u d o s t o j n i k o w i w ę g i e r s k i e m u do rozplaclniania klaczy, p r z y b i e g ł p r o w a d z ą c za s o b ą znaczny t a b u n
klaczy, u p r o w a d z o n y c h z W ę g i e r ; (o t a b u n i e t y m )
zaznaczają,
że m i a ł nocami t y l k o biec, aby św iatło dzienne nie p o c h w y ­
ciło go z ł o d z i e j s k o u c i e k a j ą c e g o z W ę g i e r . S t u k i e m k o p y t a
w b r a m ę dawnego swego pana i dobrze z n a n y m r ż e n i e m za­
chęca,}, aby m u o t w a r t o . Ó w rycerz polski, obudzony t y m i
c z ę s t y m i uderzeniami w b r a m ę zerwawszy się ze snu najpierw
w praw dzie j a k i e ś nieprzyjacielskie p o d e j r z e w a ł zasadzki, p o t e m
przecie, gdy bacznie rozejrzawszy się s t w i e r d z i ł , że w s z ę d z i e
panuje s p o k ó j , o t w o r z y ł b r a m ę n o w e m u gościowi i wraz z n i m
p r z y j ą ł wielki t a b u n k l a c z y i ź r e b c ó w , z d a t n y c h pod z a p r z ę g ,
w w y n i k u czego nagle d o s z e d ł do wielkiego bogactwa. O k a z u j ą c
zaś w d z i ę c z n o ś ć za o t r z y m a n y przez niego dar, sprawc3 tego
— B o g u — wzniósł na górze ceglany kościół i n a d a ł m u uposa­
żenie".
r

r

r

r

r

r

3 5

1 9

T

2 0

2 1

Por.

Heinrich

Kloopell,

Das

Waischel-Nogat,

Danzig

1934
3 3

Por. B e r n h a r d S c h m i d , Bau und Kunst
der
Provinz
West Preusscn, Kreis Marienbwrg,
D a n z i g 1906, s. 131 ( z a ł ą c z o n a
tablica d o t y c z ą c a z n a k o w a ń , p o c h o d z ą c y c h z k o ś c i o ł a w T r a g hoim). Dano te z a w d z i ę c z a m nieocenionemu badaczowi osad­
n i c t w a holenderskiego w Polsce, Wojciechowi Marchlewskie­
mu.
7

3 4

P r z y k ł a d e m m o g ą b y ć osoby: ewangelik M a r c i n S t r u n g
i jego ż o n a A n n a Jobs, zamieszkali na K ę p i e Uniojewskiej.
Strungowio stali się z czasem S t r ą k a m i i j e d n o c z e ś n i e k a t o l i k a m i ,
por. Archiwum
Akt Osobowych p r z y p a r a f i i w R o k i c i u
(Księga
Urodzeń, 1826—1845, s. 40), poz. 3, d o t y c z y r o k u 1933; ewangelik
Woyeioch Rada (wcześniej w y s t ę p u j ą c y p o d nazwiskiem Rhode)
i jogo ż o n a E w a Jobs, zamieszkali na K ę p i e R o k i c k i e j , por.
Archiwum
Alit Osobowych, (Księga
Urodzeń 1826—1845, s. 22),
poz. 3, d o t y c z y r o k u 1930

21

�П . 29. P i ę ć j a m e k w y d ł u b a n y c h w c e g ł a c h k o ś c i o ł a rokickiego oraz nieczytelny podpis nazwiskiem, z k o ń c ó w k ą -ski.

Rys. i fot.: J.

Olędzki

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10507" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10485">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3e0c697e01be449f62d71069d4987514.pdf</src>
        <authentication>b897cfdf4a74767ba16d2badf0ec1812</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125116">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2491</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125117">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125118">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2314</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125119">
                <text>Filodzoon. Ciesząca się życiem - albo - Ogławianie. Kultura wierzby / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125120">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.90-99</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125121">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125122">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125123">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125124">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125125">
                <text>F I L O D Z O O N . Ciesząca się życiem
albo

OGŁAWIANIE. Kultura wierzby
Jacek Olędzki
„Witam cię, drzewo, ty najmniej cenione"
Tadeusz Lenartowicz, Na wierzbę, 5
„...A grajże mi piszczałeczko (...).
Uliniłem cię z wierzbiny"
Jan Kasprowicz, Moja pieśń

wieczorna,

brutalnego traktowania drzew przez podstawową reprezen­
tację Polaków - „lud". W omawianiu złożonej kwestii,
towarzyszyła autorowi od początku do końca, opozycja
naczelna: Germanie - Słowianie. Wiadomo, że w mitologii
skandynawskiej pochodzenie pierwszych ludzi jest roślinne.
„Według Eddy, Odyn stworzył pierwszych ludzi z jesiona
i olchy, drzew północy." Natomiast Słowianie, jeśli mieli
swoją genesis, to jest ona nieznana.
Moszyński poddaje śmiałej krytyce, dziś w niczym nie
kwestionowanej, głośne poglądy autora Złotej Gałęzi, Frazera, czy Mannhardta oraz licznych ich naśladowców (wymie­
nia przykładowo E. Anickova). Wychodzi z założenia - jakże
wówczas odkrywczego - że „kult bóstw, odprawiany pod
drzewami, może być bardzo łatwo wzięty za kult drzew".
Z całą stanowczością stwierdza, że:
- religie starożytnych Greków i Rzymian nie znały „kultu
drzew jako takich (drzewa były u nich z reguły poświęcone
2

„Gdzie polem powiewa wierzbina, wiem, że się
Polska kończy lub zaczyna"
Kazimierz Laskowski, Wierzby 2,17-18

Pragnąłbym przypomnieć pokrótce bezcenne stwierdzenia
Kazimierza Moszyńskiego związane z wierzeniami i ogól­
nym stosunkiem Słowian do drzew.
Swoje stwierdzenia przekazał nam uczony językiem
wprost publicystycznym, emocjonalnie, będąc zapewne nie­
raz poruszony do żywego znanymi sobie świadectwami
1

90

I

3

�bogom)"
- etnograficzne poszukiwania w obrębie ludów ugrofińs­
kich, gdzie ,,nie zaginęła tam jeszcze religja pogańska,
wykazały zupełną nikłość kultu drzew"
- u ludów kaukaskich, w Afryce północno-wschodniej,
cześć okazywana pewnym drzewom wynika z uznawania ich
za miejsce („mieszkanie") przebywania istot czczonych.
Argumentację tę można uzupełnić o wyniki najnowszych
badań prowadzonych przez Mateusza Wiercińskiego w In­
diach.
Wszelako, mimo wspólnej ludom świata postawy, uzna­
wania drzew li tylko za przybytek („mieszkanie") istot
czczonych, również złowrogich demonów (nie wyłączając
diabła), dusz osób zmarłych, postrzegać należy różniący się
nieraz zasadniczo stosunek zarówno do tych istot, jak też ich
drzewnych siedlisk.
u Germanów z jednej a u Finów
z drugiej strony, istniał podobno bądź co bądź pewien ogólny
szacunek dla wszelkiego rodzaju drzew, którego u Słowian
nie ma ani śladu. O wielkiej czci drzew u germańskich ludów
oraz o okrutnych karach, jakie u nich w niektórych krajach
wymierzano za obłupianie drzew z kory itp., pisano już
niejednokrotnie." 1 zaraz po tym przytacza słowa P. Mielnikova o Mordwinach, Czeremisach (Finach nadwołżańskich) oraz Czuwaszach: „Lubią te plemiona głuche lasy
i ciemne gaje; ani jeden z nich bez potrzeby drzewa nie ruszy;
siec bezcelowo las - to, ich zdaniem, grzech wielki: według
ich starodawnego zwyczaju las jest mieszkaniem bogów. Las
niszczyć, - to znaczy boga obrażać, jego domostwo ruj­
nować, karę na siebie sprowadzać." Dalej, tenże Mielnikov
przeciwstawia Finom lub Czuwaszom Wielkorusa. „Dla
niego nie znaczy nic zrąbać wiekowe drzewo po to tylko, by
wyciosać z gałęzi oś czy hołoblę, złamać bez potrzby drzewo,
obłupić lipkę, spowodować uschnięcie brzózki przez wypusz­
czenie oskoły (...). Nawet stuletnie dęby rąbie jedynie
dlatego, aby obrać z nich żołądź na karmę dla świń." Sięga
również Moszyński do opinii o chłopie polskim. „Władysław
Orkan, sam wieśniak rodem, takie mu wystawia świadectwo:
'(•••) Już od dziecka (...) nożem wycina płaty kory świeżej
z bujnego świerka na »kozubki«, młode drzewka z pasją
kaleczy, smołą płaczące najradniej podpala, (...) i naturalnie
w rosnącym ten złośliwy, zbrodniczy stosunek do drzew, do
lasu ostaje..."' Kończy Moszyński charakterystykę słowiań­
skich animozji wobec drzew przytoczeniem sądu Fr. Kraussa
o Serbochorwatach - „drzewołupcy, złośliwi tępiciele la­
sów".
Różnice w stosunku do drzew między Słowianami a Fina­
mi i Germanami stanowią doniosłe zagadnienie, którego
istoty - według Moszyńskiego - nie sposób dociec poprzez
„przesłanki natury gospodarczej", albowiem każda z trzech
grup etnicznych od wieków zajmuje się rolnictwem i hodow­
lą. Aby nie popełnić błędu przedstawienia hipotetycznych
przyczyn owych różnic, uczony uznał, że sformułuje je na
końcu całego dzieła. Ponieważ wojna przeszkodziła w ukaza­
niu się czwartego tomu Kultury Ludowej Słowian, nie mamy
przyrzeczonego wyjaśnienia różnic między sąsiadującymi
grupami etnicznymi w ustosunkowaniu się do drzew.
W moim przekonaniu w brutalizacji stosunku Słowian do
drzew odnajdywać można z jednej strony świadectwo faktów
długiego trwania oraz z drugiej, faktów nie mających takiej
metryki, mających zaś nieraz najświeższą datę.
Być może w kulturze ludowej niektórych grup Słowian
(przede wszystkim bałkańskich), jako świadectwo faktów
odległych, jest rodzaj pamięci zbiorowej, archetypicznej,
goszczącej w najprostszych umysłach wieśniaków (oczywiś­
cie chyba już nie dziś, lecz przed stuleciem), odnoszącej się do
kolebki tej ludzkiej zbiorowości, pochodzenia jej ze stepów,
gdzie nie rosną drzewa, następnie przejścia w jakimś momen­
cie swych dziejów w zasięg środowiska naturalnego w niczym
nie przypominającego stron rodzinnych, prowokujących do
4

5

6

7

8

znanych głównie z obszaru Bałkanów postaw drzewołupstwa. Jest też wielce charakterystyczne, że owa brutalizacja
wcale nie wyklucza postaw zasadniczo odmiennych, sakralizujących jakieś wybrane drzewa, a nawet całe ich zespoły.
Mogłem się o tym przekonać, prowadząc badania w Kame­
runie (grapa Bamileke) oraz w Nigerii, znajdując potwier­
dzenie wyników tych badań wśród kopieniaczy krajów
sąsiednich (Zair, Republika Środkowo Afrykańska, Tan­
zania).
Stepowcy-pasterze (пр., niczym Mongołowie, o czym
mogłem się przekonać uczestnicząc przez 13 lat w Etno­
graficznej Ekspedycji I H K M P A N do Mongolii pod kierow­
nictwem prof. Witolda Dynowskiego), jak gardzą nawet
najcenniejszymi rybami, chyba z powodu dostatku mięsa
swych zwierząt udomowionych, tak również do drzew nie
żywią sympatii, chociaż również antypatii. Mają tu w swej
kulturze rodzaj luki. Wynika ona bez wątpienia z faktu
nieobecności drzew na rozległych obszarach stepu i pustyni.
Saksauł, krzewiaste drzewo pustyni Gobi, prawie jak skały
czy kamienie szlachetne i półszlachetne, przynależy do
cennych surowców i raczej tylko surowców, wytworów
głównie kultury materianej. W kulturze Słowian bałkańskich
mogła się błąkać jakaś forma pamięci raju utraconego, nie
sprzyjająca oswojeniu się z nowym miejscem, zmuszającym
do trzebieży, karczunku i nieustającej walki z chwastami.
Przetrwało jednakowoż umiłowanie, trawy, traw.
Natomiast Germanie i Finowie oswajali się z przebogatym
światem roślin, przede wszystkim drzewami, wcześniej i dłu­
żej, a najważniejsze, nie podlegając skazie raju utraconego,
co jak się wydaje, w procesach kulturowych rzadziej przyj­
muje formę wygaszania resentymentów, częściej zaś przeis­
tacza się w irracjonalne, niekontrolowane reakcje, na koniec
zachowania, znane nam u Słowian. Germanie i Finowie
potrafili oswoić się ze swym naturalnym środowiskiem,
skutecznie opanować go i zagospodarować, kiedy na na­
szych ziemiach, długo utrzymywały się bory i puszcze,
wyzwalające u osadnika najniższe reakcje. Nie zapominaj­
my, że dla osadników (dodajmy zestresowanych zbiegów
pańszczyźnianych) kolonizujących dopiero w drugiej poło­
wie X V I I I w. dziewiczą Puszczę Zieloną, Goniądzką, Graje­
wską, Kampinowską, albo Augustowską, ludzi zakładają­
cych w tak późnym czasie wsie „na surowym korzeniu",
drzewo nie mogło budzić uczuć przyjacielskich czy chociażby
życzliwych. Aby zrekonstruować stan emocjonalny jaki
mógł towarzyszyć kształtowaniu się wówczas postaw, brze­
miennie rozwijających się przez co najmniej następne stule­
cie, należy szukać dziś sytuacji podobnych gdzieś na Nowej
Gwinei, w nieprawdopodobnej wyłącznie biegłości Papua­
sów w rąbaniu drzew (na początku lat sześćdziesiątych
jeszcze siekierami kamiennymi), zdobywaniu przestrzeni dla
ogrodów i hodowli umiłowanych świń.
Mozolna walka z puszczą, a wcale w nie mniejszym
stopniu z wszędobylskim zielskiem, nie wyzwala wznioślejszych uczuć a tym bardziej stanów ducha, w których
gościłaby religijna cześć w stosunku do roślin.
Jednakże wydaje się, że - mówiąc delikatnie - osobliwie
niechętny stosunek do drzew, krzewów względnie nawet
roślin dziko rosnących (w najlepszym przypadku zabar­
wiony zmyślonym utylitaryzmem) występuje zazwyczaj
w parze z awersją do różnych drobnych stworzeń, małych
gryzoni, ślimaków, małży, owadów i wcale nie musi mieć
określonych uwarunkowań historycznych, a wynika z cech
naszej ludzkiej kondycji, z jej ograniczeń i słabości. Niedoj­
rzałość emocjonalna, ujemne stany psychiczne, prowadzące
do chorobliwej pobudliwości, frustracji, decydować mogą
o sposobach reagowania na cudowny świat natury. Owe
przejawy dezintegracji negatywnej - jak doskonale wiadomo
- najłatwiej się odreagowuje poprzez uśmiercanie czy apro­
bowanie aktów uśmiercania bytów słabych lub bezbron9

10

91

�nych. Rozluźnienie zasad reguł życia społecznego, niestałość
nastrojów, jak niedostatek dóbr, usług a nadmiar mniemań,
przekonań, wzorców pańskości (wyniosłości), wszystko to,
co tak dobrze zna nasza ojczyzna, nie sprzyjało życzliwości
wobec natury. Ostatnie półwiecze zaowocowało dodatkowo
nie spotykanym wcześniej w Polsce rozkwitem głupoty.
Gdyby Kazimierz Moszyński pisał swą Kulturę ludową
Słowian w czasach demoludów, byłby zmuszony rozszerzyć
swoje najdrastyczniejsze przykłady niszczycielstwa przyrody
przez tych, „którym nie było dane", o tych „którym było
dane", a więc nową inteligencję (pracującą), różnej maści
urzędników, inżynierów, nie wyłączając pracowników nauki
a nawet osób legitymujących się przynależnością do Ligi
Ochrony Przyrody. Pan S. z Płocka, osoba starsza i statecz­
na, członek właśnie LOP, spadkobierca sadu i starych wierzb
przydrożnych swą obecność w Murzynowie rozpoczął od
dziarskiego usuwania spróchniałej Salix alba. Udało się
jednak uratować inne bezcenne drzewa, powiadając, że
sadził je sam Jagiełło podążając na Grunwald. Zwyciężyła
wysoce patriotyczna postawa pana S., lecz nie bez znaczenia
pozostała jego, jako członka LOP, wprost niewiarygodna
ignorancja. Wierzby, które chciał wyciąć, a nadal rosnące,
uratowane, posadzono w dziesięciolecie odzyskania niepod­
ległości w 1928 r.
Wspaniały żywopłot okalający mego domu ogródek
szczezł jednego wieczoru pod ostrzem siekiery. W tym
przypadku nie udało mi się odwołać do jakiejś słabości
rąbiącego, działał bowiem nie z własnej woli, lecz z polecenia
służbowego. Decyzję wycięcia żywopłotu podjął kierownik
administracyjny i sekretarz partii w jednej osobie... Instytutu
Sztuki P A N przed kolejną pielgrzymką papieża do Polski.
Wiadomo zaś, że żywopłot osłania i nie można wszystkiego
dobrze zobaczyć, a ponadto łatwo ukryć w nim bombę.
Jedna ze starszych mieszkanek mego domu, reprezentantka
inteligencji twórczej, osoba utytułowana, uznała wycięcie
blisko 50 m pielęgnowanych przez ponad ćwierćwiecze
krzewów za prawdziwe dobrodziejstwo, a to dlatego, że już
o zmierzchu mogły sprzyjać komuś w niecnym czynie,
oddawania w stanie nietrzeźwym moczu.
Klasyfikacja drzew w kategoriach
ich znaczenia w wierzeniach
Moszyński po ustaleniach, które ludy uznają, a które nie
uznają (tak, jak Słowianie) posiadania przez drzewa dusz,

92

T

poświęca sporo uwagi szczegółowszemu omówieniu po­
szczególnych rodzajów. W klasyfikacji znaczeń, na czoło
wysuwa się dąb, a następnie lipa:
„(...) U nas na przykład uważa się zwłaszcza dęby i lipy za
drzewa 'lepsze' od innych w rozumieniu religijnem. Na tych
to głównie drzewach tradycja ludowa chce widzieć święte
zjawy, pod ich konarami często zawiesza lud czy ustawia
kapliczki i t d . " Dalej autor pogłębia swoje wywody danymi
0 zachowaniach „w świętych gajach pogan nadwołżańskich", którzy pod tymi dwoma rodzajami drzew oraz pod
brzozami składali ofiary dla swych „jasnych bóstw". Prze­
konamy się niebawem jak ulotne są ustalenia etnografów. Że
zjawiska towarzyszące czy też ściśle związane z Salix - której
poświęcony jest niniejszy tekst - skorygowały w sposób
zasadniczy nasze wcześniejsze mniemania o drzewach. Wy­
dawałoby się, że na zawsze ustalony, trwały porządek
w zachowaniach i systemie wartościowania naruszony został
przez nieoczekiwane, żywiołowo rozwijające się cudowne
zdarzenia na wierzbach. Posłuchajmy jednak, jak jeszcze
rzeczy się miały na początku naszego stulecia.
„Fakt, że nie wszystkie drzewa mają jednakowe znaczenie
w religijnem życiu ludów jest bardzo zajmujący. Na czoło
tych, co mają znaczenie największe, wysuwa się u Słowian
niewątpliwie dąb. Jego ogromne rozmiary i zwłaszcza krzepkość są powszechnie sławione przez lud. (...) dąb na całym
obszarze Słowiańszczyzny liczy się do drzew bądź 'dobrych'
czy 'czystych', bądź 'świętych' (tzn. godnych Boga i świętych
Pańskich); częstokroć listowiu jego przypisuje się własności
apotropeiczne, jemu zaś samemu moc leczniczą."
Kolejne drzewo w hierarchii wierzeniowych znaczeń Mo­
szyński charakteryzuje następująco: ,,(...) obok dębu czoło­
we miejsce zajmuje lipa, co zawdzięcza może swemu miododajnemu, wonnemu (odurzającemu według włościan) kwie­
ciu. (...). Tu i ówdzie w rdzennej Polsce (Łuków Mazowiecki)
mówi nawet lud, że lipa dlatego jest drzewem 'świętem', bo
w niej Matka Boska mieszka!"
Po dębie i lipie uwagę uczonego zaprzątnęła brzoza
1 jarzębina. Wierzbę wymienia Moszyński dwukrotnie, przy
tym w takich kontekstach, jakby było drzewem najpośledniejszym a w kulturze duchowej Polski bez poważniejszego
znaczenia:
„Do mniej znaczących, ale bądź co bądź wziętych drzew
i krzewów należą: klony, jawory (głównie na Bałkanach),
sosny, leszczyny, jesiony, wiązy, wzgl. brzosty (głównie na
Bałkanach), jabłonie, jałowce, wierzby i niektóre inne. (...).
1 1

12

13

�П. 3. Wojtek Marchlewski gra na
instrumencie wykonanym z wierzby
Dwuznaczne wierzenia krążą o osinie (a poczęści i o wierz­
bie); jest ona z jednej strony pogardzana i ma jakoby
pozostawać w związku z nieczystymi mocami, a z drugiej
uważa się ją za apotropeiczną i używa przeciwko tymże
mocom."
Trzy lata po ukazaniu się drugiego tomu Kultury Ludowej
Słowian Adam Fiszer przedstawia w „Ludzie" znamienny
tekst poświęcony wierzeniom o drzewach. Bez jakiegokol­
wiek wstępnego wywodu, tytułując kolejno części swej pracy:
1. Brzoza; 2. Buk; 3. Cis; 4. Dąb; 5. Olsza; 6. Jasion;
7. Osika, jasnym, zwięzłym językiem mówi o tych drzewach.
Wspólne dla obu wybitnych uczonych jest chyba tylko to, że
z rodziny wierzbowatych (Salicaceae) rodzaj Populus, czyli
topola, w reprezentacji gatunkowej Tremula, a więc osika,
zamyka listę omawianych drzew. Jest wielce charakterys­
tyczne to, że Fiszer pomija lipę, jak pamiętamy, drugie pod
względem znaczenia u Moszyńskiego drzewo, natomiast
dębowi poświęca uwagę po cisie, aż na czwartym miejscu.
Można przypuszczać, że kryje się za tym subtelna krytyka
rozważań o drzewach w Kulturze Ludowej Słowian. Do
przekonania takiego skłania również sposób formułowania
informacji przez dwóch uczonych. Jeśli pierwszy pomija
specjalistyczne dane botaniczne oraz próbę uhistorycznienia
obecności obiektu w kulturze, to drugi, od tych danych,
każdorazowo swój wywód o danym drzewie zaczyna. Ponad­
to, za każdym razem, po omówieniu kolejnego drzewa,
Fiszer przedstawia całkiem obszerny rejestr źródeł z jakich
korzystał.
Piszę o tym wszystkim, co wydawać się może Czytelnikowi
mało istotne, ale urzeka nie tylko fakt, że onegdaj, na krótko
przed straszliwą wojną potrafili etnografowie myśleć o roś­
linach, lecz również to, że umieli ceniąc sobie szacunek nade
wszystko do drugiego, łagodnie, choć stanowczo wyrażać
swoje odmienne poglądy. Czytając Fiszera, miałem często
przed oczyma postacie... Brunona Schulza i Witolda Gomb­
rowicza, prowadzących ze sobą w „Wiadomościach Literac­
kich" urzekający dyskurs, fascynującą rozmowę, w której
współgrały uzupełniając się wzajemnie stanowiska pisarzy
odmiennych temperamentów, wyobraźni twórczej, intelek­
tualnych postaw.
Powracam do zbywanej przez obydwu wielkich uczonych
wierzby, a raczej wierzb. Wywołują one nie tylko skojarze­
nia, jak na znanym plakacie Tadeusza Trepkowskiego,
z klawiaturą Chopina, jego Mazurkami, ale poprzez swoje
nazwy witwa, iwa czy łoza również z osobami w naszej

kulturze doniosłymi, Witwickim, Witkacym, Łozińskim oaz
Iwaszkiewiczem. Ponadto, mamy Wierzbickich, Rokitów
i Rokickich, lwów czy Iwickich, Topolskich oraz Sokorskich.

14

15

Natura Salicaceae (wierzbowatych)
Dendrolodzy zajmujący się szatą roślinną Polski wskazują
na występujące w niej - zdumiewające takiego laika jak ja
- dysproporcje gatunkowe. Otóż, 250 gatunków drzew
i krzewów rodzimych w kraju, a stanowiących - jak mówią
owi znawcy - „ubogą reprezentację" w świecie roślin, jest
zdominowana tylko przez trzy rodzaje: Rubus (jerzyna,
malina) - 67, Rosa (róża) - 22 oraz Salix (wierzba) - 30.
Pozostałe (przeważnie te, które objęli swymi rozważaniami,
Moszyński i Fiszer), należą do rodzajów mających od 1 do
7 gatunków, a w istocie od 1 do 2, może 3.
Do interesującej nas liczby 30 Salix należy jeszcze dodać
kilka gatunków Populus (topola), przede wszystkim topoli
białej, białodrzewu (P.alba), czarnej, sokory (P.nigra), osiki
(P.tremula), które wraz z wierzbami stanowią jeden rodzaj,
wierzbowatych, a chyba jeszcze ważniejsze dla nas, wy­
stępujących w krajobrazie śródpolnym Polski z reguły
wspólnie. Nawet dla zwykłego obserwatora przemierzające­
go dziś Europę, rzuca się wyraziście w oczy - przy prze­
kraczaniu wschodniej, a jeszcze bardziej zachodniej granicy
naszego kraju - pojawianie się nie widzianych, czy to na
obszarach odległej Rosji, czy pobliskich Niemiec, rosnących
w najrozmaitszych konfiguracjach (pojedynczo, tylko po
parę w bezładzie, zwartymi kępami, to znów rzędami
i szeregami) wierzb, topól oraz olch. Nie sądzę aby gdzieś na
świecie można było spotkać jeszcze podobny pejzaż. Powstał
on pod wpływem uwarunkowań naturalnych, ale również
historycznych, społeczno-kulturowych. Wierzba i topola, to
znaki naszej kulturowej tożsamości, symbole bytu chłopa
polskiego, dawniej i obecnie.
Co mnie upoważnia do takich stwierdzeń? Otóż Salicaceae
wyróżnia od pozostałych rodzajów drzew i krzewów parę
cech, których konsekwencje w obrazie kultury chłopskiej nie
zawsze sobie w pełni uświadamiamy. Oto te dobrze znane
cechy:
- tylko wierzby i topole w naszej strefie klimatycznej
można sadzić mówiąc wprost „z kołka", ściętego ukośnie
siekierą, gdy inne wymagają wykopywania ukorzenionych
sadzonek, staranniejszego pielęgnowania i t p . ;
16

17

93

�- przyrost roczny masy drzewnej wierzb i topól jest
nieporównanie większy niż innych drzew. Obliczono, że
z jednego hektara wierzb (Salix alba) można uzyskać dziesię­
ciokrotnie więcej owej masy drewna niż z hektara ob­
sadzonego świerkami lub sosnami;
- Filódzdon, ciesząca się życiem, dzięki swemu bujnemu
rozwojowi (głównie Salix alba, wierzba biała, S. nigrikans,
czarniawa, S. cinerea, szara czyli łoza, S. fragilis, krucha
(była i jest nadal sadzona w Polsce przez chłopów na
granicach pól i łąk, nieraz nawet na miedzach, wzdłuż dróg,
obok domu, na nieużytkach, mokradłach) w celu ogławiania, zdobywania po upływie zaledwie 3 lat drągowiny,
przeznaczonej głównie na o p a ł ;
- Populus (alba i nigra) do końca X I X w., a w niektórych
regionach kraju do początku bieżącego stulecia, sadzono
w obrębie gospodarstw w celu uzyskania, przede wszystkim,
cennego surowca budowlanego - topoliny. Topolina spożytkowywana była również do produkcji kadłubów, dłubanek
(niecek, niecułek, kopań i kopaniek), owych tak charakterys­
tycznych naczyń drewnianych w dawnej kulturze chłopskiej,
ale także szlacheckiej, tudzież dworskiej rozwijającej się na
ziemiach Polski. Dziś sadzą gospodarze topole nie tak do
celów gospodarczych, jak z potrzeby manifestowania swej
obecności, posiadania czy dbałości,
- Salix caprea, czyli iwa, duży krzew lub drzewko o nieli­
cznych gałęziach, pospolite w lasach na niżu i w górach po
regiel górny; S. cinerea, czyli łoza, (szara), krzew do 5 m wys.,
często występujący na niżu, na mokrych łąkach, nad brzega­
mi wód, w górach rzadziej i tylko po regiel dolny; 5.
pentandra czyli pięciopręcikowa, laurowa, krzew lub drzewo
do 15 m wys., na niżu, na wilgotnych łąkach i obrzeżach
torfowisk; S. daphnoides, wawrzynkowa, na niżu nad rzeka­
mi, w górach nad potokami; S. purpurea, purpurowa,
(wiklina), krzew do 6 m wys., na niżu nad rzekami, w niż­
szych częściach podgórza nad potokami; S. amygdalina, czyli
migdałowa, krzew do 4 m wys., rzadziej drzewko, nad
potokami i rowami; S. incana, czyli siwa, krzew lub małe
drzewo, nad rzekami w Karpatach; S. aurita, uszata, krzew
do 2 m wys. na niżu nad rowami, na łąkach i torfowiskach
oraz w górach po regiel górny; S. lapponorum, krzew do
2 m wys., relikt polodowcowy w Karkonoszach, na Wyż.
Lubelskiej i na Mazurach; S. livida czyli śniada, krzew do 70
cm wys. na łąkach i torfowiskach niżu; wreszcie dwie bodaj
najważniejsze, S. rosmarinifolia, zwana przez lud rokitą,
krzew do 1 m wys., na całym niżu i po regiel dolny na
wilgotnych łąkach; no i S. viminalis, wiciowa, czyli witwa, to
dostarczycielki chrustu, prętów i wici, okorowywanych lub
nie, surowca plecionkarskiego, który w tak zwanej tradycyj­
nej kulturze ludowej służył do wyrobu niezliczonej ilości
przedmiotów codziennego użytku (najrozmaitszego kształtu
i przeznaczenia koszy i koszyczków, nie wyłączając schow­
ków na domowe przybory, nici, przybory toaletowe, lekarst­
wa, ogromniastych koszy wasągowych, słomianych naczyń
zasobowych wielkich aż ponad 1,5 m wys., slomianek,
baniek, uli, koszek - zawsze szytych rozdwojoną wicią
wierzbową - kapcy na zimę, butli oplatanych na olej czy
naftę, narzędzi rybackich, wierszy, wieraszek, chobotni, butlastych sadzy, koszałek, mebli, szczególnie kołysek oraz
pytek na gęsi. Jak wiemy, plecionkarstwo, głównie jako
koszykarstwo, przetrwało do dziś. Ale zdarzają się przypa­
dki szczególne, reaktywowania wyrobów prastarych, które
wydawało się, że zanikły bezpowrotnie. Od paru lat nad
Jeziorem Włocławskim, to jest spiętrzonej Wiśle od Włoc­
ławka po Płock, wyrabiane są masowo wiersze (wirsze,
wiraszki), które w pletniach (połączonych 9 sztuk) skutecznie
nieraz zastępują drogie sieci.
18

19

20

Wierzby, to również dostarczycielki wiechci do łapania
much, próchna do okadzania mieszkań, liści i kory do
stosownych driakwi, obrzędowych gałązek do wypędzania
21

22

23

94

24

i przypędzania na pastwiska stad b y d ł a , gałęzi do linienia
piskawek i piszczałek, kręcenia ze zdjętej kory trąb i trąbit,
wreszcie, sakralizującej te drzewa palmy wielkanocnej.
Populus tremula (osika), poprzez sporządzany w niej kołek
o osobliwie magicznym przeznaczeniu, to włączanie się
wierzbowatych w sferę wierzeń związanych z wędrówką
dusz, pokutników i t d .
Oto zaledwie materialne świadectwa spożytkowywania
wierzbowatych, szczególnego rodzaju drzew-krzewów, osią­
gających nawet wysokość 30 m (Salix alba, S. fragilis,
krucha; Populus alba, nigra czy tremula), albo zaledwie
kilkanaście cm (Salix herbacea, zielna, w Tatrach i Sudetach,
w krainie alpejskiej, na granitach), kwitnących w marcu, lecz
również w maju (S. fragilis, alba, aurita), a nawet w lipcu-sierpniu (S. retusa, wykrojona, reticulata, żyłkowana),
zachowujących liście nawet w 2 połowie grudnia (Salix
babylonica, elegantissima, płacząca), drzew z a w s z e
u n a s o b e c n y c h . Wymienione wyżej świadectwa ma­
terialne spożytkowywania wierzbowatych stanowią jedynie
ramy symbolicznych znaczeń - istoty mych tu zainteresowań
- Salix i Populus, drzew zbywanych w dawniejszych opraco­
waniach.

26

27

Symbolika wierzb i topól
Ogólne nazwy interesujących nas drzew wymieniłem w l i ­
czbie mnogiej, albowiem - jak wiemy - jest ich wiele
gatunków, mających cechy (wygląd, właściwości, na koniec
przeznaczenie), różniące się nieraz zasadniczo. Tym też
należy tłumaczyć sprzeczne czy wykluczające się treści (пр.:
sens dodatni, to znów ujemny), łączony z wierzbą i topolą.
Sens pierwszy można kojarzyć z iwą lub wierzbą białą,
mającą strzeliste gałęzie a liście zadzierzyście wzniesione do
góry. Sens drugi odkryjemy natomiast w wierzbie płaczącej,
której liście z gałęźmi zwisają - niczym „strugi łez" - do dołu,
a cała sylwetka drzewa często jest pochylona ku samej ziemi.
Bywa, że autorzy słowników symboli, encyklopedii zapomi­
nają, że mówią o różnych desy gnatach, ujętych w jedno tylko
hasło.
Podstawą źródłową mych dociekań stały się dane z Nowej
księgi przysłów i wyrażeń przysłowiowych, w oparciu o dzieło
Samuela Adalberga opracowane przez Zespół Redakcyjny
pod kierunkiem Juliana Krzyżanowskiego, PIW Warszawa,
1969, t. I-IV, oraz wiadomości rozsiane w czasopiśmiennict­
wie etnograficznym, głównie jednak w „Ludzie".
Nim przejdę do przedstawienia rezultatów uzyskanych
w tych dociekaniach, pragnąłbym powiedzieć parę słów
o miejscu, w którym zrodziła się i rozwijała potrzeba
skupienia się nad omawianymi tu kwestiami. Otóż od
kilkunastu lat rokrocznie, przemierzam kilkaset razy drogę
po obu stronach obsadzoną starymi wierzbami, która przeci­
na z północy na południe zbocze tarasu nad Wisłą w Murzy­
nowie koło Płocka. Kieruję się do Muzeum-Pracowni, albo
ją opuszczam, każdorazowo przeżywając bezpośredni kon­
takt z drzewami, przedmiotem tych rozważań. W pobliżu
Muzeum rośnie na grzępie, wysokim brzegu, ponad stuletnia
topola, białodrzew, pomnik przyrody. Kilkanaście metrów
od drzew rozciąga się rząd posadzonych przeze mnie z kołka
wierzb, które chronią brzeg przed falami jeziora i stawiają
czoło złowieszczym podmuchom kujawy. Wszelako droga
z jej wierzbami jest w tej scenerii najważniejsza. Anodos,
droga w górę, w stronę ducha, dobra i światła... Ale również
kathodos, droga przed siebie, schodzenie... Jeśli drzewa nie
zostały ogłowione, ich konary spotykają się w górze niczym
sklepienia katedr gotyckich. Kolumny pni rozmieszczone
zostały w przemyślanych odstępach, na dole, gdzie wilgot­
niej, mniejszych (ok. 3 m), na górze, gdzie suszej, większych
(5 i więcej m). Zależnie od kierunku marszruty obcuje się
cieleśnie z R Y T M E M , ze spianato, spiccato-staccato, albo
28

�spiccato-staccato, spianato. Spowija ów wyrazisty porządek
rytmiczny nostalgia. I znowu, w zależności od kierunku, to
wzniosłość, podniosłość, to znów przyziemność. Ptactwo
śpiewające znajduje w tej świątyni schronienie. Chcesz czy
nie chcesz myślisz o Szopenie.
Znane jest powiedzenie Claude'a Levi-Straussa, które
zamyka krytykę animistycznych teorii totemizmu, tudzież
prelogicznego jakoby stadium myślenia, mającego stanowić
cechę ludów pierwotnych. Oto owo powiedzenie: „Zwierzęta
bardziej się nadają do myślenia niż do jedzenia." Z małym
uściśleniem (zmianą zwrotu „do jedzenia" na „do spożyt­
kowywania") można to założenie rozszerzyć na rośliny:
krzewy i drzewa. I wierzbowate znakomicie egzemplifikują
Lćvi-Straussowskie stanowisko. Wierzby i topole, pospołu
z innymi objętymi uwagą składnikami natury, przez łączone
z nimi w kulturze pojęcia i wyobrażenia, porządkowały
rozumienie rzeczywistości, kodowały o niej wiedzę, przeni­
kając do najrozmaitszych sfer naszego życia. Oto jedna
z naczelnych sfer, uczucia miłosne, ale też oddanie się czemuś
czy komuś itd. Przy tym intrygujące są nie tyle owe sfery
i pojęcia, ile związki między nimi utworzone w przysłowiu
czy wyrażeniu przysłowiowym. I też w jednym tylko takim
komunikacie bywa wierzba okazją do refleksji nad paru
kwestiami:
MIŁOŚCI (zakochanie) - ZŁA (diabeł) - JAŁOWOŚCI
(sucha w.). Związek tych pojęć odnajdujemy w powiedzeniu:
„Zakochał się jak diabeł w suchej wierzbie." To najdosadniejsze wyrażenie ujmujące intrygujący związek: wierzba-diabeł. Oto inne:
„Siedzi tam jak diabeł jaki w spróchniałej wierzbie."
„Siedzi jak diabeł na kępie."
„Siedzi jak diabeł w bagnie."
„Kępa", „bagno", to środowisko Salix rosmarinifolia,
krzewu rokity.
„Siedzi jak diabeł w rokicinie (w rokicie)."
„Chichocze jak diabeł w rokicinie".
„Roześmiał się jak diabeł w rokicinie".
„Śmieje się jak diabeł w suchej wierzbie."
„Śmieje się jak diabeł na kępie."
„Trzęsie się jak diabeł na kępie."
„Wrzeszczy (wrzeszczący) jak diabeł na kępie."
„W starej wierzbie diabeł mieszka."
Nie jest wykluczone, że wierzba pierwotnie mogła ucho­
dzić za siedlisko niekoniecznie złych mocy. Przeciwnie, mocy
dodatnich, jeśli obłaskawionych. Wszelako, w świadomości
prostych ludzi, pod wpływem głównie ewangelizacji moce te
stały się jednoznacznie złymi. Diabeł stał się ich symbolem,
a nazwa uroczyska (Rokicie) synonimem miejsca diabel­
skiego, domagającego się świątyni jedynego Boga. Rokita
- nazwa wierzby, będącej krzewem zaledwie metrowej
wysokości - stała się imieniem własnym szatana Rokity
(takoż Rokickiego albo wręcz Wierzbowskiego lub Wierz­
bickiego). Ów szatan jest poczciwiną! Zakochiwuje się,
mieszka, chichocze lub śmieje się, w najgorszym przypadku
wrzeszczy.
„Wanielicy (Ewangelicy - JO.) powiadają, że głośno
śpiewają, bo Pónbóczka w niebie mają, a katolicy na
wierzbie."
Ten wielce żartobliwy komunikat aż z cieszyńskiego,
zanotowany przez Jana Brodę - nakłania do jeszcze wnikliw­
szego spojrzenia na wierzby, jako siedliska tajemniczych
mocy. Pamiętamy, że Kazimierz Moszyński objawienia
świętych pańskich, w szczególności Najświętszej Panny
Maryji, łączył tylko z dwoma drzewami, dębem i lipą. Otóż,
prowadzone w siedemdziesiątych latach badania nad świa­
domością mirakularną w kraju, nie potwierdziły danych
Moszyńskiego (zapewne dlatego, że obydwa drzewa znik­
nęły prawie doszczętnie z naszego kaj obrazu). Natomiast,
wykazały wspomniane badania, że łąki i rosnące na nich
29

30

31

32

33

34

wierzby są najczęstszym miejscem, dziejących się w „natural­
nej" przestrzeni zdarzeń cudownych. Łąka i nieodłącznie
z nią związane wierzby to osobna sprawa. Kazimierz Wyka
z powodu średniowiecznej notacji, „Dusza z ciała uleciała,
na łące odpoczywała", poświęcił jej, jeden ze swych naj­
wspanialszych tekstów. Nieustający cud od 1990 roku na
wierzbie w Okoninie nieopodal Grudziądza, nakłania do
postrzegania wierzb w kategoriach zdecydowanie mirakularnych.
„Jeszcze jeden cud. Gałęzie wierzby niemal uginają się pod
ciężarem tysięcy r ó ż a ń c ó w . " T o jeden z tytułów wiadomo­
ści prasowych, dotyczących cudu w Okoninie. Wybrałem ten
tytuł z powodu owego szczegółu odnoszącego się do wierzby.
Oto coś więcej o tym drzewie:
„W dn. 14.06.1990 r. w Dzień Bożego Ciała, wieczorem
0 godz. 20.30, po dojeniu krów na łące, pan Krzysztof
Czarnota zauważył, że korona jednej z wierzb chwieje się na
wietrze. Było to zjawisko o tyle dziwne i zastanawiające, że
pozostałe wierzby rosnące w pobliżu, trwały w niemym
bezruchu. Zdziwiony i zaciekawiony podszedł bliżej i wtedy
zobaczył wielką jasność, a na jej tle Matkę Bożą Niepokala­
ną. Matka Boża stała na obłoczku i była w płaszczu oraz
sukni nieskazitelnej białości z niebieską przepaską. Jej głowę
okalała jakby korona z gwiazd."
Na odwrocie okładki broszury, z której zaczerpnąłem
przedstawioną relację, zamieszczono zdjęcie fragmentu pnia
z konarami z takim podpisem: „Twarze na korze wierzby".
1 w istocie rysują się wyraziście - jedna nad drugą - z profilu
oraz trois quarts, głowy kobiet ufryzowanych współcześnie.
Tak więc, w żadnym przypadku nie można - jak czynił to
Moszyński - wierzb dyskryminować, wyłączać te drzewa
z wierzeń o objawieniach. Objawienia Matki Boskiej na
wierzbach to trwały już w naszej kulturze fakt z zakresu
najszerzej rozumianych zdarzeń mirakularnych.
Wierzbę jako synonim dobra, nie tylko godne miejsce
najświętszych objawień, poznajemy w dramatycznym akcie
walki człowieka ze śmiercią. Ów odwieczny wątek odkrył
Henryk Sienkiewicz w naszej bajce góralskiej. Ukazuje ona
wierzbę jako jedyną pułapkę, do której sprytnemu góralowi
udaje się zwieść przebiegłą kostuchę.
Skoro dotknęliśmy na wstępie pojęcia ZŁA, a obecnie
DOBRA, związanego z wierzeniami i wyobrażeniami jakie
rozwinęły się wokół wierzby, łatwo już nam będzie ukazać to
drzewo w kontekście ludzkich skłonności, tak przywar, jak
i cnót:
NIECIERPLIWOŚĆ
„Jak co kogo na języku świerzbi, to niech se to wmówi do
dudławej (wypróchniałej JO.) wierzby."
WYSOKIE ASPIRACJE
„Mało żabie na bagnie rzegotać, że się na wierzbę wspina,
drzewa pragnie." Przysłowie znane już w X V I I weku.
UŁUDA i MRZONKI
„Gruszki na wierzbie." Gdy powinno się wiedzieć, że
„Pan Bóg wie co czyni i na wierzbie (dębie) nie da rodzić się
dyni."
N I E Z D A R A lub N I E R O Z G A R N I Ę T Y
„Za niezdarą złota wierzba r o ś n i e . "
„Gdzie się ruszy, złota wierzba za nim wyrośnie."
CHWIEJNOŚC i U L E G A N I E
„Nie bądź wierzbową witką, która tak uroście, gdzie ją
z młodu nachylą." „Grzbiet wierzbowy łatwo się gnący."
ŁATWOŚĆ PRZYSTOSOWANIA SIĘ
„Dziewka jest jak wierzba, gdzie ją posadzisz tam roś­
nie."
„Natura niewieścia jak złotowierzb, według przypowieści
przyjmuje się wszędy."
„Niemiec jak wierzba, gdzie go posadzisz, tam się przyj­
mie."
OPTYMIZM
35

36

37

38

39

40

41

42

43

44

45

46

47

48

95

�„Rózga bije, nie zabije, kości nie przetrąci". Takoż,
„Wierzba (palma) bije, nie zabije, kości nie p o ł a m i e . " Ale i:
PESYMIZM
Bowiem z wierzbą kojarzyć się może jałowość, marność
i nicość. Oto konkrety prowadzące do tego, aby wierzbę
uznać za drzewo wybrane w kategoriach sankcji karzącej, aż
po haniebną śmierć. Zacząć należy od tego, że na chybcika
zerwana witka służy do pogrożenia psocącemu dziecku.
Starannie, z namaszczeniem przygotowywana wić stawała
się rózgą w rytuale chłosty. Na co dzień też zdarzały się
sytuacje jak ta, którą wspomina nieoceniony Zdzicho z M u rzynowa. Będąc dzieckiem lubił psocić. Dobrze więc sobie
zapamiętał: „Kajtek (imię psa) bierz go, to go złapiemy
i mordę mu rozwalimy o tę wierzbę!" No i :
„1674. Godzien być dawno na gałęzi." To Wacław
Potocki. Zaś w 1806 roku Samuel Linde notuje. „Na suchej
wierzbie powiesić." W tym samym brzmieniu (sformułowa­
niu) żądanie kary śmierci przez powieszenie żyje aż po drugą
połowę X I X wieku. W 1910 roku Adolf Nowaczyński
w swym Wielkim Fryderyku upowszechnia szczególną przy­
datność wierzby: „Wieszać na gałęzi suchej wierzby."
Skąd, ach, skąd, czemuż to, ach czemuż tak osobliwie
wyróżniona została wierzba? Może wyjaśni to po części
porzekadło z okolic Uniejowa: „Chroń mnie Panie Boże od
takiego (wymienienie ze stosownym epitetem imienia osoby),
chodzenia w kozim kożuchu i palenia drewnem wierz­
bowym." Drewno wierzbowe spala się szybko i prawie
bezszelestnie (płomieniem bez iskier), gdy palenie się drewna
np. akacjowego, to prawdziwa symfonia dźwięków, wśród
których miarowe trzaskanie, wreszcie strzelanie iskier, aż po
zgoła wybuchy, wcale nie oznacza, że się ten proces skończył.
Długo jeszcze w piecu coś się żarzy.
Polscy chłopi skazani na trwające do dziś o g ł a w i au n i e wierzb, dodajmy w kraju onegdaj słynącym z borów
i lasów nieprzebytych, zaś obecnie liczącego się na świecie
wydobycia węgla, stworzyli ponurą symbolikę Salix. Nie
omija ona nawet samotności i bezdomności: „ M a gościniec
przez wieś - ma numer na wierzbie."
NADZIEJA
Tworzą ją błąkające się tu i ówdzie niegdysiejsze humore­
ski, a dotykają one nawet cenionego u nas sztywniactwa
i pryncypialności, niczym ta: „Lepi, żeby buł Pan Bóg duse
we wirzbe wsadził, jak w ciebie, bo by się k i w a ł a , " oraz
dzisiejsze fakty kulturowe, chociaż szczególnej rzadkości (w
najlepszym tego słowa znaczeniu, wyjątkowości). Takim
faktem, ważkim bez wątpienia, jest twórczość malarska
i graficzna Leszka Emila Gensierskiego. Młody ten artysta,
pochodzący z wioski spod Przemyśla, dziś mieszkający na
Pradze, systematycznie wystawia swoje prace na Rynku
Starego Miasta w Warszawie w pobliżu wejścia do Instytutu
Historii PAN. Pośród koszmarnej tandety, kiczów, wszel­
kiego rodzaju pamiątkarskiego śmiecia, aż dziw, że coś
takiego jak prace Gensierskiego mogły zaistnieć. Najczęst­
szym tematem jest w nich wierzba, pojedyncza, ogłowiona
(akwarelki), albo ich wielość w ujęciu pejzażowym (akwarele
i miedzioryty). Jest to twórczość dojrzała, profesjonalnego
artysty.
49

50

51

52

53

54

55

56

Salicaceae farmacologica
Nie ulega kwestii, że wierzbowate spowijają mity silnie
poruszające wyobraźnię. Różnią się one pod względem sensu
zawartego w nich przesłania dosyć wyraźnie. Łatwo też jest
ustalić zachodzące opozycje w przypadku mniemań tylko
0 jednym z drzew, a tym bardziej w przypadku ich gatunków
1 odmian. Powtarza się upodmiotowianie, traktowanie re­
prezentantów określonych odmian, a więc drzew nazwanych
na podstawie ich charakterystycznych cech, jako bytu o zdol­
nościach czucia, a nawet konstatowania na wzór zachowań
zwierzęcych czy ludzkich.

96

Zacznijmy od Populus tremula, czyli osiki. Mając niewiel­
kie liście szerokie na stosunkowo długich ogonkach, rzadko
rozsadzone na gałęziach strzeliście wyrastających z pnia,
przy lada powiewie uwidacznia natychmiast jego obecność,
osobliwym ożywieniem się, gdy inne w tym czasie drzewa
niczym nie zdradzają zmiany, jaka nastąpiła w powietrzu.
Stąd powiedzenie „drży jak osika". W chłopskiej kulturze
Polski odnotowano tłumaczenie tego zjawiska pamięcią
poczucia przez to drzewo, z jednej strony WSTYDU I H A Ń ­
BY, a z drugiej WSPÓŁCZUCIA a nawet ŻALU. Pierwszy
rodzaj emocji można by nazwać umownie negatywnymi,
a drugi, również umownie pozytywnymi.
Emocje negatywne artykułuje poczucie, że:
- drzewo nie udzieliło schronienia Matce Boskiej i Jezuso­
wi w czasie ich ucieczki do Egiptu,
- krzyż Jezusowy sporządzony został z drewna osowego,
- Judasz wybrał osikę, aby się powiesić.
Emocje pozytywne artykułuje poczucie, że:
- drżał również Jezus na Górze Oliwnej,
- Jezus został ukrzyżowany (drżenie liści jako symbol
boleści, ż a l u ) .
Mityzacja drżenia liści osiki według ostatniego spośród
tych pięciu tłumaczeń koresponduje z wyobrażeniami o na­
turze wierzby, chyba płaczącej, czyli Salix babylonica wzglę­
dnie elegantissima. Mogę tu skorzystać z ujęć interesującego
nas zagadnienia w legendzie średniowiecznej, którą przed
więcej niż osiemdziesięciu laty - dzięki Franciszkowi Gawełkowi - znalazła się w kanonie literatury etnograficznej
Polski:
„Wierzba babilońska posłyszawszy straszną wieść z Gol­
goty, westchnęła: 'On umarł, teraz smutne moje gałęzie
zwieszać się będą zawsze ku wodom Eufratu i płakać łzami
jutrzenki:' Sosna, cis oraz kwiat fryzu, każde z tych istnień
na swój sposób wyraziło wielką boleść." Jedynie tylko
dumna topola pozostała niewzruszoną: 'Cóż mnie to ob­
chodzi? - wyrzekła - On zmarł z powodu grzeszników, a ja
jestem niewinna, zostanę taką, jaką b y ł a m ' "
Warstwa mityczna związana z rodziną wierzbowatych
znajduje swoje dalsze rozwinięcie i niewątpliwie ukoronowa­
nie w praktykach związanych z Niedzielą Palmową, w prze­
szłości zwanej też Wierzbna lub Wierzbową. Praktyki te
ogniskują się zaś wokół palmy wielkanocnej. Już sam fakt, że
spośród drzew właśnie wierzba, jej gałązki, wybrane zostały
jako odpowiednik właściwej palmy, jej gałęzi, którymi
pozdrawiano Jezusa w Jerozolimie, nie jest bez znaczenia.
To, że wierzba, szczególnie iwa (Salix capresa L.) efektownie
zakwita wczesną już wiosną mogło oczywiście sprzyjać
owemu wyborowi, ale chyba o nim nie decydowało. Wydaje
się, że decydowało znaczenie wierzby czy w ogóle wierz­
bowatych, mających wcześniej ważką pozycję w jakimś
zespole wierzeń przedchrześcijańskich. Zresztą mówiłem już
o tym wcześniej zastanawiając się nad nazwą i zachowaniami
Rokity, jednej z postaci diabła. Przywołałem też, to śląskie
powiedzenie, żartobliwe, lecz jakże w naszych rozważaniach
istotne:
„Wanielicy powiadają, że głośno śpiewają, bo Pónbóczka
w niebie mają, a katolicy na wierzbie."
Sporządzanie palm wielkanocnych, w niektórych rejonach
kraju z nieprawdopodobnym zaangażowaniem, wędrowanie
z nimi do kościoła, święcenie i - jak na Mazowszu Starym
- wtórowania obrzędowi dźwiękiem z trąb wykonanych
z kory wierzbowej (!), inicjuje praktyki religijne Wielkiego
Tygodnia. Wydaje się, że palma nie tylko stanowi przedmiot
inicjacji sacrum, lecz również jego symbol. W świadomości
reprezentantów kultury chłopskiej - chociaż nie tylko
- przejmuje (lub przejmowała), jakby w sobie zaklinając,
moce i treści całotygodniowych praktyk wielkanocnych.
W najbardziej kompletnym obrazie ról wyznaczanych pal­
mie znajdzie się chronienie zdrowia ludzi i żywego inwen57

58

59

60

�tarza, piecza nad rodziną i domem, aż po zdolność zażeg­
nania wyładowań atmosferycznych oraz odpędzenia chmur
gradoych (dymem z palonych kociek). Na czoło jednak
wysuwa się niewątpliwie osobliwa praktyka łykania bazi,
zwanych też kotkami, kocankami czy bagniątkami. Jest to
obyczaj ogólnopolski. Łykanie bazi miało zapobiegać jeno
schorzeniom gardła, przewodu pokarmowego, żołądka, ali­
ści również - u osób ufniejszych - chronić zdrowie na cały
rok, aż do następnej Niedzieli Wierzbnej. „Chronić zdro­
wie", to tyle co CIESZYĆ SIĘ Z D R O W I E M , nie doświad­
czać żadnych dolegliwości.
Z łykania wielkanocnych bazi kpił sobie już sam Mikołaj
Rej. 1 skory byłbym ton tej kpiny rozszerzyć na współczes­
ne postawy nadmiernego zaufania do zażywania leków
w postaci nieprawdopodobnie rozmaitych tabletek, piguł
i pigułek. Ale...
W opracowaniach typu Dendrologia lub Drzewa i krzewy,
klucze do oznaczania, wiadomości o niezwykłych właściwoś­
ciach leczniczych składników, znajdujących się w korowinie
wierzby czy pączkach sokory nie ma. Natomiast w innego
rodzaju dziełach poświęconych roślinom, takich wiadomości
jest pod dostatkiem. W ich śwetle, kpiny Reja z łykania
bagniątek wydają się być nie na miejscu. Tylko posłuchajmy,
jak wnikliwie nie tylko zostały rozpoznane, ale również
wykorzystane składniki lecznicze, kryjące się w drzewach
z rodziny wierzbowatych:
Oto najpopularniejsza w krajobrazie Polski Salix alba L . ,
„wierzba biała." (...) o żółtawej lub brunatnawej korowinie.
Liście podłużnie lancetowate, piłkowane, młode gęsto jed­
wabisto owłosione, później łysiejące, pod spodem szarozielo­
ne. Kwiaty w kotkach, rozwijające się jednocześnie z liśćmi;
męskie z miodnikami i powabnią pręcikową. Owoc: torebka
dwuklapowa z owłosionymi nasionami, rozsiewanymi przez
wiatr.
Lecznicza korowina (Cort. Salicis) zawiera glikozyd feno­
lowy salicynę, pod wpływem enzymu salicynazy odszczepiająca hydrolitycznie aglikon saligeninę, poza tym zawiera do
10% garbników. ( , . . ) . "
To się tyczyło drzewa dwupiennego wyrastającego
w krzew lub ...roślinę wysoką do 30 m. A oto Salix purpurea
L . , wierzba purpurowa. „Jest to krzew wysokości do 6 m,
wchodzący w skład nadrzecznych wiklin, o pędach cienkich,
giętkich, purpurowoczerwonych odwrotnie jajowatolancetowatych, u szczytu drobnopiłkowanych, pod spodem sina­
wych. Kwiaty w kotkach, rozwijające się przed liśćmi.W
korowinie występuje obficie (do 7,5%) salicyna. (...)."
Według tego źródła w korowinie istnieje sporo garbników,
a salicyna jest „bardo gorzka".
Potraktujmy te informacje jako zwięzłe preludium do
prawdziwej symfonii (przepraszam suity!) wiedzy o far­
makologii, kryjącej się wśród drzew pod których konarami
tak chętnie lubimy odpoczywać. Pozostańmy jeszcze przy
Salix purpurea L . :
„Surowiec. Do celów leczniczych zbiera się wczesną wios­
ną przed wytworzeniem się liści korę z młodych i gładkich
gałązek, zdejmując ją w odcinkach długości około 20 cm.
Suszy się w miejscach przewiewnych w suszarniach natural­
nych. Surowcem jest kora wierzby - Cortex Salicis. (...).
Kora zawiera glikozydy fenolowe w ilości do 10% (m.in.
salicynę, salikortynę, triandrynę i salirepozyd), flawonoidy
(m.in. izosalipurpurozyd i hiperozyd), garbniki pirokatechinowe i galotaniny w ilości 10%, kwas elagowy, katechinę
i sole mineralne.
Działanie. Glikozydy fenolowe łatwo rozpadają się w prze­
wodzie pokarmowym, uwalniając alkohol salicylowy, który
utlenia się do kwasu salicylowego. Powstające rozpuszczalne
sole tego kwasu dobrze wchłaniają się do krwioobiegu
i wywierają działanie przeciwzapalne, przeciwbólowe, prze­
ciwgorączkowe oraz przeciwbakteryjne. Związki salicylowe
61

62

63

64

6S

hamują powstawanie prostaglandyn wywołujących i pod­
trzymujących procesy zapalne w błonach, stawach i mięś­
niach (...). Garbniki kory wierzby wykazują działanie prze­
ciwbakteryjne, przeciwzapalne i w niewielkim stopniu przeciwzakrzepowe (to jedyna jak dotąd słabość interesujących
nas składników - przyp. JO), a ponadto zmniejszają przepu­
szczalność ścian naczyń włoskowatych przewodu pokar­
mowego i zapobiegają mikrokrwawieniom. Mają też działa­
nie zapierające, przeciwbiegunkowe i nieco przciwpotne.
(...)" Przedawkowanie, to zaparcia.
Zastosowanie. „Odwary z kory wierzby stosuje się jako
leki pomocnicze w podostrym i przewlekłym gośćcu stawo­
wym lub mięśniowym. Kora wierzby jest składnikiem mie­
szanki ziołowej Pyrosan i Reumosan oraz granulatu Reumogran, a wyciąg gęsty wchodzi do maści Capsiplex, produko­
wanych przez Herbapol.
Przetwory z kory wierzby zalecane są w niektórych
chorobach gorączkowych, zwłaszcza w grypie i chorobie
z przeziębienia, podobnie jak związki salicylowe otrzymywa­
ne syntetycznie. Stosuje się je w słabo nasilonych ner­
wobólach i migrenie, w łuszczycy, w nieżycie żołądka i jelit,
a także w zapaleniu błon śluzowych przewodu pokarmowe­
go ze względu na garbniki." Jest w tym coś z humoru
zeszytów szkolnych, no nie?
Poznaliśmy właściwości jedynie surowca koszykarskigo,
wikliny. Wydaje się, że ustępują one temu, co kryje w sobie
sokora, topola czarna (Populus nigra L.), a także znana nam
dobrze z innych powodów osika (Populus tremula L.):
„(...) Kora ciemnobrunatna, liście ogonkowe, jajowatorombowe, szerokie, o podstawie ściętej lub szerokoklinowatej.
Pylniki czerwone, znamiona żółte.
Surowiec. Do celów leczniczych zbiera się zimą lub
wczesną wiosną pączki przed ich pękaniem, zrywając je
ręcznie ze ściętych gałązek, a następnie suszy w suszarniach
ogrzewanych w temperaturze nie wyższej niż 30°C.
W pączkach topoli (sokory - JO) występują glikozydy
fenolowe (m.in. salicyna, populina i salicylopopulina), flawnoidy, chryzyna i tektochryzyna, około 0,5% olejku eterycz­
nego (...), żywice, woski, garbniki, kwas galusowy i sole
mineralne. W liściach topoli znajdują się te same składniki.
Działanie. Ze względu na obecność związków salicylo­
wych i flawnoidów przetwory z pączków topoli działają
moczopędnie, słabo napotnie i przeciwgorączkowo. Ob­
niżają poziom kwasu moczowego oraz innych szkodliwych
metabolitów we krwi. (...) Podane zewnętrznie, przyspieszają
gojenie ran i zmniejszają stany zapalne błon śluzowych
odbytu i pochwy oraz skóry. Mają także działanie grzybo­
bójcze i nieco ściągające. (...)
Zastowanie. Odwar z pączków topoli stosuje się doustnie
w stanach zapalnych nerek i dróg moczowych oraz w skazie
moczanowej, przede wszystkim u osób starszych. W połącze­
niu z innymi surowcami stosuje się w bólach stawowych
i mięśniowych. Również w nerwobólach oraz ze względu na
skuteczne działanie przeciwgorączkowe - w grypie i chorobie
z przeziębienia. Wchodzą one w skład mieszanki ziołowej
Pyrosan. Zewnętrznie odwar z pączków topoli służy do
przemywań i kompresów w zapaleniu sromu i pochwy.
Kompresy ze zmiażdżonych pączków topoli lub maść z tego
surowca stosuje się na trudno gojące się rany, żylaki odbytu
i żylakowe owrzodzenie n ó g . "
Wypada więc zgodzić się, że klasyfikacje znaczenia drzew
w naszej kulturze, sformułowane w okresie międzywojennym
przez Kazimierza Moszyńskiego i Adama Fiszera, mają
pewne niedostatki. Już tylko w świetle dotąd przedstawio­
nych danych, wierzbowate, niczym bambus w rejonie Azji
Południowo-Wschodniej lub sierść z owiec i wielbłądów (a
raczej owce i wielbłądy) w Azji Centralnej, stanowią nie­
zwykle ważny czynnik scalający lokalne kultury. I jak
mogliśmy się przekonać ów czynnik dysponuje tak wielo66

67

97

�rakimi cechami (wartościami nie tylko materialnymi), aby
można mówić o scaleniu, rodzaju jednorodnego i dosyć
wszechstronnego w przeszłości kształtowania świadomości,
pojęć, wyobrażeń. Niektóre z nich zdają się być żywe również
w naszych czasach (np. percepcja objawień, odkrywanych na
wierzbach).
Ciesząca sie życiem

69

PRZ
Kazimierz Moszyński, Kultura ludowa Słowian, cz. II, Kultura duchowa, z. 1,

Kraków 1934, rozdz. 11, §§ 423-438, Wierzenia o roślinach, s. 521-541
Por. Franciszek Gawełek, Palma, jajko i śmigus w praktykach wielkanocnych

ludu polskiego, „Lud", t. XVII: 1911, s. 20
K. Moszyński, op. cit., s. 521-522
3

4

Mateusz Wierciński, Współczesne zachowania obrzędowe związane z drzewa­

mi w południowym Radżastanie (w świetle mitologii indyjskiej), praca magisterska
pod kier. prof, dr hab. Zofii Sokolewicz w Katedrze Etnologii i Antropologii
Kulturowej WH UW, Warszawa 1988
K. Moszyński, op.cit., s. 523
Tenże, tamże, s. 523-524
Tenże, tamże, s. 524
Tenże, tamże, s. 524
Por. Jacek Olędzki, Szkice afrykańskie (Baleng), 1989, zapis filmowy
w Archiwum Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie
Jednym z dosyć wymownych przejawów tego umiłowania trawy jest
malowanie przez marynarzy z wielkim zapałem na zielono polskich pokładów
statków PLO i PŻM. Inne bandery miewają na statkach pokłady zachowujące
barwę surowego drewna. Kiedy zapytywałem dlaczego się wyróżniamy poprzez
tę zieleń, słyszałem znamienne wyjaśnienia: „Przecież to przypomina nam łąkę",
„to jest jak trawka". Ponadto wyczuwałem, że marynarze poprzez to malowanie
pokładów statków na zielono jakby pogłębiali w sobie przywiązanie do
bytowania antywodniackiego, zdecydowanie lądowego.
K. Moszyński, op.cit., s. 531
Tenże, tamże, s. 531-532
Tenże, tamże, s. 533
Tenże, tamże, s. 534-535
5

6
7
8

9

1 0

11

1 2
13

1 4
1 5

Por. Adam Fiszer, Drzewa w wierzeniach i obrzędach ludu polskiego, „Lud",

t. XXXV: 1937, s. 60-76
Por. Stanisław Kościelny, Bolesław Sękowski, Drzewa i krzewy, klucze do
oznaczania, PWRiL Warszawa 1971, s. 7
W literaturze pięknej ów fakt, łatwego przyjmowania się wierzby, nie uszedł
uwadze pisarzy. Celują w tym Czesi: „(...) pan doktor Gruntorad, wtedy młody
i na pewno odważny i dzielny, nieoczekiwanie wrócił w nocy do domu, na
parterze zdjął fuzję ze ściany i kopniakiem otworzył drzwi do sypialni swojej
żony, zdążył jeszcze zobaczyć pana obersta, jak biegnie do otwartego okna na
pierwszym piętrze (..., oberst, JO) z przestrzeloną cholewką zdołał jeszcze wspiąć
się na konia, zdążył wyciągnąć zza cholewy wierzbową witkę, zdążył pochylić się
z konia do samej ziemi i wetknąć tę witkę w ziemię, tę witkę, z której wyrosła
wierzba tak dziś ogromna, że podczas burzliwej i wietrznej nocy puka w szyby
16

1 1

98

10

Suplement

68

2

Trzymała się Kasia wierzby
i tak sobie bujała.
Wierzba pękła, Kasia brzękła
aż się wierzba roześmiała.

-filódzoon

Występowanie 300 gatunków wierzb na świecie, wśród
nich naszych 30 oraz parę topól, przy tym każda inna, chyba
coś istotnego w kategoriach kulturowych łączy? Czy filó­
dzoon ujawnia tę ich wspólnotę, jakąś ich wspólną cechę
przyrodniczą, mającą wyrazistą konotację kulturową? Czy
byłaby nią przysłowiowa giętkość, kruchość, miękość i naj­
ważniejsze - krótkowieczność? (rzadkie przypadki dożywa­
nia 100 lat)?
Grecka nazwa wierzby wyróżnia to drzewo spośród
innych, kładąc akcent nie na dosyć banalny aspekt życia
w ogóle (jak we wszelkich „drzewach życia"), lecz na jego
rodzaj, sposób traktowania. Cieszyć się, to nie znaczy
żywiołowo się radować, czy w jakiś euforyczny sposób
wyrażać zadowolenie. Cieszyć się, to - jak sądzę - uznawać
życie z dojrzałym wejrzeniem w jego tajemnicę, podobnie jak
„cieszyć się zdrowiem". Wydaje się, że owa tajemnica życia
jawi się też w ustalonych, skupionych wejrzeniach lub
spojrzeniach i osobliwie spokojnych gestach, towarzyszą­
cych graniu na gwizdkach, świstawkach, piszczałkach piskawkach, kogutkach, fujarkach i trąbach wykonywanych
z kory i gałązek wierzbowych. Wylinienie, ulinienie („uliniłem cię z wierzbiny", Jan Kasprowicz), po delikatnym
obtłuczeniu, zdjęciu kory z wiosennego pędu, cieńszej lub
grubszej gałęzi, jest nieodłącznym, wstępnym składnikiem tej
muzyki, tego grania.
Mamy też piosenki o wierzbie. Bywa ona w nich uczłowie­
czona. Jak już wcześniej powiedziałem, czuje, konstatuje,
ale też po prostu cieszy się życiem, się śmieje. Bardzo rzadki

1

to przypadek wśród pieśni z „wątkiem roślinnym", zwykle
spowitych rodzajem smutku, nostalgii:

Nasza pejzażowa odrębność w stosunku do Europy
Zachodniej, odrębność ukształtowana m.in. obfitością wie­
rzbowatych, powoli a miejscami dosyć gwałtownie zanika.
Dla wielu Polaków wierzba i topola jest symbolem chłopskości, ubóstwa i smętku wiejskiego. Stąd być może wywodzi się
u „ambitniejszych" potrzeba usuwania tych drzew, zastępo­
wania ich „elegantszymi". Budowa nowych dróg to również
eliminacja „wstydliwych drzew". Zastępowano stare wierz­
by (świecące nocą w pełni lata próchnem z dziupli) jarzębinkami, lipkami, klonkami jesionolistnymi (Acernegundo L.),
niezidentyfikowanymi jabłoneczkami.
Dla niektórych, pamiętających czasy sprzed wojny, wierz­
ba to drzewo żydowskie, albo pospołu z topolą szwabskie.
Żydowskie, bo w czasie jesiennego Sukkot, Święta Szałasów
(zwanego też Kuczkami), bywało że szałas (sukka) budowano
z gałęzi wierzbowych. Ponadto w rytualnym bukiecie łuław,
niezbędnym podczas tych śwąt, obok trzech gałązek mirtu
znajdowały się dwie wierzbowe. Szwabskie, bowiem osad­
nicy niemieccy (ale też holenderscy, Olendrzy) w swych
osadach nadwiślańskich i na kępach (głównie dolna i środ­
kowa Wisła) hołubili wierzby i topole, jako niezbędne
w konstrukcjach przeciwpowodziowych. Zatem, wycinanie
wierzbowatych, jak żywopłotu przed domem w którym
mieszkam, znajduje zawsze u drzewołupców jakąś - ich
zdaniem - poważną motywację. W województwie głogows­
kim znaleziono uzasadnienie nawet dla wycięcia 142 dębów
zabytkowych i kilku jesionów pensylwańskich (miały od 116
do 149 lat).
71

72

PISY
okien całego domu niczym żywe wspomnienie." Bohumil Hrabal. Postrzyżyny,
w: Lekcja

tańca dla starszych i zaawansowanych, przekład Andrzej Sci-

bor-Piotrowski, PIW Warszawa 1991, s. 162-163
Stwierdzono, że jeśli gałęzie odcięte zostały piłą, to przyrost nowych jest
powolniejszy niż wówczas, kiedy ścięto je siekierą. W związku z tym ogławianie
ma dosyć zrytualizowany przebieg. Rębacz sadowi się między konarami na
głowie wierzby i stara się jednym wprawnym uderzeniem odciąć kolejną gałąź. Po
ukończonej pracy składa ścięte gałęzie w poziome wiązki aby przeschły.
W Murzynowie koło Płocka ostatnią chatę z 1868 roku zbudowaną
z topoliny rozebrano w 1992 roku. Bale z tej topolinowej chaty nie były naruszone
przez robaki, jak też nie uległy spróchnieniu. Z wierzchu drewno zachowało
szarawo-srebrzystą barwę, natomiast wewnątrz, jasną, świeżo ściętego drzewa.
18

19

Por. Wincenty Badura, Husów wieś powiatu łańcuckiego. Zarys etnograficzny. IV.

Budownictwo, „Lud", t. IX: 1903, s. 268: „Wszystkie budowle są drewniane,
starsze budowane głównie z drzewa topolowego, nowsze z jodły i sosny. „Dane te
wskazują na popularność topoliny nie tylko na niżu środkowopolskim.
Uzupełniają ten inwentarz (obiekty znajdujące się m.in. w Muzeum
w Murzynowie) narzędzia koszykarskie, półkoski (sznycle) do ścinania wikliny
oraz szydła i żelazka. Żelazko, to dwa pręty stalowe u nasady połączone ze sobą.
Narzędzie do obdzierania witek ze skóry, czyli kory.
Za dnia wiecheć zawieszano u powały. Wieczorem zdejmowano go, aby
włożyć do worka i w ten sposób uwięzić muchy. Potakówka pow. Jasło.
Wiadomość tę zawdzięczam pani prof. dr. hab. Marii Biernackiej.
Jeszcze w okresie międzywojennym zwyczaj dosyć popularny w zamożniej­
szych domach Ziemi Dobrzyńskiej. Wiadomość zawdzięczam panu inż. arch.
Wojciechowi Popławskiemu.
Szerzej mówię o właściwościach leczniczych wierzbowatych
w dalszej części, zatytułowanej Salicaceae farmacologica.
Por. F. Gawełek, op.cit., s. 18 i nast.; Bronisław Gustawicz, O zwyczajach
świętomarcińskich, „Lud", t. XVI: 1910, s. 2 i nast.
Por. Seweryn Udziela, Zabawki, z roślin, „Lud", t. XXVIII: 1928, s. 59-61;
K. Moszyński, op.cit., cz. I I , z. 2, s. 1238-1304
Por. F. Gawełek, op.cit., s. 18 i nast.
Zagadnienie podejmowane niezwykle często w literaturze przedmiotu.
Wspomnę tu tylko cytowanego już A. Fiszera, Drzewa..., s. 73-74
Chociażby hasło wierzba w: Marianne Oesterreicher-Mollwo, Leksykon
symboli, przekład Jerzy Prokopiuk, Wydawnictwo ROK Warszawa 1992, s. 175
W wierzbach tych mają swe gniazda obok najpospolitszych dwóch rodza­
jów sikorek, szpaków i kosów o wiele rzadziej spotykane ptaki, dudek, puszczyk,
2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6
2 7

2 8

2 9

�drozd, raniuszek, dzwoniec, makolągwa, szlamniki, petzacze, a także dzięcioł
kręlogłów.
Claude Levi-Strauss, Totemizm, przekład Aniela Steinberg, PWN, War­
szawa 1968, s. 120. Przy okazji warto zwrócić uwagę, że w Nowej księdze przysłów
polskich hasło dąb występuje w 20 odrębnych zapisach oraz w 56 kontekstach,
mających własne hasła. W przypadku innych drzew, mających poważniejsze
znaczenie w dawnej kulturze Polskiej, liczby te przedstawiają się następująco: lipa
1 i 7, brzoza 2 i 10, wierzba 6 i 26! Można zatem przyjąć, że pojęcie wierzby
posłużyło do oceny rzeczywistości w 26 sferach życia.
3 0

3 1

Nowa księga przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich (dalej w skrócie

NKPP, przyp. JO), W oparciu o dzieło Samuela Adalberga opracował Zespół
Redakcyjny pod kierunkiem Juliana Krzyżanowskiego, PIW Warszawa
1969-1978, t. II: 1970. s. 95, § 65
NKPP, t. I , s. 431, § 82
Mam tu na myśli późnoromański kościół w Rokiciu, pow. Lipno. Legendy
związane z tym kościołem wskazują wyraźnie na fakt wzniesienia go w miejscu
nadwiślańskiego uroczyska wierzeń przedchrześcijańskich. Rokicie, to być może
ogólna nazwa określająca w przeszłości miejsce demoniczne, uroczysko wierzeń
3 2

3 3

przedchrześcijańskich. Por. Seweryn Udziela, Świat nadzmyslowy ludu krakows­
kiego, mieszkającego po prawym brzegu Wisły, „Wisła", t. XIII: 1899, s. 78-79,

§ 216. Djabeł Rokita i § 217. Rokita daje babie mleko:
„ - 'Jasiu Rokilka,
Przyślą do ciebie kobietka
Daje ci duse i ciało,
Bo i (= jej) się mleka zachciało!'"
3 4

NKPP, t. I , s. 557, § 3
Kazimierz Wyka, Wędrując po tematach. Puścizna, t. 2, WL Kraków 1971,
s. 5-50
Leszek Misiak, Jeszcze jeden cud, „Kulisy" - ..Express Wieczorny", R.
XLVI: 1992, nr 239 (13679), 4 grudnia, s. 3
Por. Autor nieznany, Czego chcesz od nas Pani?, Quidam Grudziądz 1992
3 5

3 6

3 7

oraz tegoż. Orędzia Matki Bożej Maryi Niepokalanej, Okonin 1990-1992,
Opamiętania nadszedł czas, Grudziądz 1992

Wydarzenie w Okoninie nie należy do wyjątkowych. Prowadząc w latach
siedemdziesiątych badania nad zdarzeniami o charakterze mirakularnym w Po­
lsce spotykałem się z faktem objawień postrzeganych na wierzbach. Jednym
z nich jest zdarzenie z końca lat pięćdziesiątych w Radziejowie w lubelskiem.
Zdjęcie 4 wierzb na łące w Radziejowie oraz opis samego zdarzenia znajdzie
Czytelnik w pracy: Andrzej Hemka, Jacek Olędzki, Wrażliwość mirakularna,
„Polska Sztuka Ludowa", R. XLIV: 1990, nr 1, s. 10-11
3 8

Por. Mikołaj Rybkowski, Dvabel w wierzeniach ludu polskiego (Z okolic

Biecza), „Lud", t. Xli: 1906, s."212-232; Jan Janów, ..Sabatowa Bajka" H.
Sienkiewicza i legendy o ,,Dziwnych sądach bożych", „Lud", t. XXX: 1931, s. 82

i nast.
NKPP, t. 1, s. 866, § 17
NKPP, t. III, s. 931, tj 11
NKPP, t. I , s. 752-753
NKPP, t. 1, s. 152, § 99
NKPP, t. I I , s. 624, § 2
NKPP, t. II, s. 624, § 2. Wyrażenie to Redakcja opatrzyła komentarzem:
„Prawdopodobnie pogłos baśni ludowej o nierozgarniętym chłopie, który skarb
znajduje." Można tu również przywołać powiedzenie: Głupiemu szczęście
sprzyja. Por. F. Gawełek, op.cit., s. 23, „Czesi wierzą, że przy pomocy
poświęconej wierzby i trzech pręcików białego orzecha można odnaleźć zaklęte
skarby, (...)."

4 5

NKPP, t. II, s. 503, § 3; M. Rej, 1568
NKPP, t. I , s. 540, § 35
NKPP, tamże
NKPP, t. III, s. 95, § 4. Redakcja słusznie wyrażenie to i jemu podobne
umieściła pod hasłem rózga, a nie palma.
Zdzisław Caban, Murzynowo.
NKPP, t. III, s. 715, § 18
NKPP, tamże
Wiadomość tę zawdzięczam panu doc. dr Witoldowi Kusińskiemu.
NKPP, t. II, s. 457, § 97
NKPP, t. I , s. 186-187, § 511
Artysta studiował malarstwo w Poznaniu u prof. Stanisława Teiseirea,
a grafikę w Warszawie u prof. Haliny Chrostowskiej.
Por. A. Fiszer, Drzewa..., op.cit., s. 73
Por. Tenże, tamże
Por. F. Gawełek, Palma..., op.cit., s. 23
Tenże, tamże, s. 24
Por. Józef Sulisz, Zwyczaje wielkanocne w sanockiem, „Lud", t. XII: 1906, s.
310
Niezwykle moce łączono nie tylko z palmą wielkanocną, ale również
z poświęconym łykiem wierzbowym. Oto zapis z 1922 roku z Retek koło Złakowa
Kościelnego, który zawdzięczam wielkiej przychylności dra Tadeusza Baraniuka: „Do niedawna w Retkach mieszkała rodzina Śmiałków. Nad kolejnymi
pokoleniami tej rodziny, wedle przekonania sąsiadów, ciążyło jakieś fatum.
Około 1920 r. w obejściu i na polu prześladowanego gospodarza przeprowadzo­
no obławę, by pochwycić sprawcę nieszczęść. Złapano jedynie karmiącą zajęczy­
cę, zlitowano się tedy nad nią i wypuszczono. Oswobodzona zajęczyca zaśmiała
się 'po ludzku' i uciekła. W jakiś czas potem pojawił się w Retkach nieznany
wędrowiec. Opowiedziano mu zdarzenie a on odrzekł, iż retkowianie postąpili
nierozumnie: należało z łyka wierzbowego - tego łyka, którym oplecione są
wianuszki poświęcane w oktawę Bożego Ciała - sporządzić postronek z pętlą.
Dławiona wierzbowym postronkiem zajęczyca przyznałaby się do winy."
Podaję za: F. Gawełek, Drzewa..., op.cit., s. 22
Por. S. Kościelny, B. Sękowski, Drzewa.... op.cit.; Włodzimierz Seneta.
Dendrologia. PWN Warszawa 1983
Marian Nowiński, Dzieje upraw i roślin uprawnych, PWRiL, Warszawa
1983, wyd. II, s. 28
Tenże, tamże
4 e

4 1

4 8

5 0

51

52

53

5 4
s s

5 6

57

58

5 0

6 0
61

6 2

6 3

fi4

6 5

6 6

0 7

6 8

..Smutna wierzba u jeziora
kąpie swój zielony wlos."

3 5

4 0
4 1

4 2

4 3

4 4

W. Jaroniewski, A. Ożarowski, Rośliny lecznicze i ich praktyczne za­

stosowanie. IWZZ, Warszawa 1987, s. 383-384
Tamże, s.s. 377-378
Por. przypis 25
o" Np.:
Piosenka z Podlasia, Archiwum IS PAN, sygn. 1592/3
Krasnystaw, Archiwum IS PAN, sygn. PT. 379 B. Za odnalezienie
i udostępnienie tych bezcennych zapisów serdecznie dziękuję pani Annie
Szałaśnej.
Por. Judaizm, „Biblioteka Pisma. Literacko-Artystycznego", pod redakcją
Mariana Dziwisza, Kraków 1989, s. 234. Wartp też nadmienić, że tak jak niegdyś
Niedzielę Palmową nazywano Wierzbna, tak Święto Szałasów zwano też Dniem
Wierzby. I też wierzba w Starym Testamencie posiada bogatą symbolikę. Por.
tylko Psalm 136, 1-2 oraz Izajasza 44,4
10 lat za dęby, „Gazeta Wyborcza", nr 291,14-15 grudnia 1991
7 0

7 1

7 2

Boruta w starej wierzbie.
Fotografie: J. Olędzki - il. 1, 2; W. Marchlewski - . 3
Litografia z Kalendarza Warszawskiego popularno-naukowego, 1864 r.

99

I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10666" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10644">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/18caac7888a08ab7740bad9b313f1cd0.pdf</src>
        <authentication>e50b55c7e5fc9535a5442a31409a562f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127119">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4533</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127120">
                <text>1962</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127121">
                <text>pieczywo regionalne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="127122">
                <text>Kurpie</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="127123">
                <text>pieczywo obrzędowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127124">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4214</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127125">
                <text>Konkursowe noworoczne pieczywo kurpiowskie/ Polska Sztuka Ludowa 1962 t.16 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127126">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1962 t.16 z.4, s. 237-243</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127127">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127128">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127129">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127130">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127131">
                <text>11. 1. Wyobrażenie
jelenia,
pszenne
pytlowe,
wys. 8 cm.
Stefan
Staśkiewicz,
Strzałki,
Ostrołęka.

Jacek

ciasto
Wyk.
pow.

Olędzki

K O N K U R S O W E
N O W O R O C Z N E
PIECZYWO KURPIOWSKIE

W pudełkach p o .polopirynie, penicylinie, a także
po kisielu i .budyniu czekoladowym,
zdobytych
w miejscowych punktach handlu uspołecznionego,
obwinięte w siano, albo t y l k o ściśle ułożone — n a ­
deszły p o d adresem j u r y konkursu na obrzędowe pie­
czywo noworoczne „nowe l a t k a " i „byśki" w przy­
bliżonej liczbie 600 sztuk.
Wiadomość o t y m pierwszym chyba tego rodzaju
konkursie w dziejach naszej p o l i t y k i k u l t u r a l n e j do­
tarła na terenie K u r p i o w s k i e j Puszczy Zielonej do
jednej t y l k o gromady — do Kadzidła. M i m o t o prace
nadesłano w ilości wprawiającej w zdumienie n a j ­
bardziej optymistycznych rzeczników rozwijania się
tradycyjnych dziedzin ludowej twórczości artystycz­
nej. Wiadomo bowiem, że obrzędowe pieczywo no­
woroczne z K u r p i o w s k i e j Puszczy Zielonej t o gałąź
twórczości plastycznej wiążąca się z najstarszymi
w a r s t w a m i współczesnej k u l t u r y l u d o w e j . „Nowe l a t ­
k a " i „byśki" sporządzano w ramach archaicznych
p r a k t y k magicznego oddziaływania n a pomyślną h o ­
dowlę żywego inwentarza. W najlepszym zaś razie
ciasta te pieczono w przypływie żywszego, nawie­
dzającego raz d o roku, zainteresowania dziećmi .

Fakt zgłoszenia n a k o n k u r s tak w i e l u prac z j e d ­
nej zaledwie gromady nie świadczy bynajmniej
o t y m , że n a Kurpiowszczyźnie utrzymuje się na­
dal działanie tych czynników, które powodowały
dawniej, iż k u l t y w o w a n o tę dziedzinę twórczości p l a ­
stycznej. Wprawdzie odczuwa się w samej K u r p i o w ­
skiej Puszczy Zielonej b r a k większych inwestycji,
które rozwinęłyby i Wzbogaciły gospodarczo ten j e ­
den z najbardziej nieurodzajnych rejonów naszego
kraju, co na pewno n i e pozostaje bez wpływu na t a k
żywe interesowanie się Kurpiów podobnymi k o n ­
kursami. Zniknęły jednak zupełnie podstawy społecz­
nej i gospodarczej izolacji tego obszaru — skazu­
jące jego mieszkańców na rozwiązywanie trudności
bytowych w wąskim kręgu lokalnych możliwości,
ograniczanie się do zaspokajania najprostszych po­
trzeb. Przepełnione PKS-y i pociągi n a trasach p r o ­
wadzących dó Puszczy wskazują na ścisłe związanie
tych stron z bardziej dostatnimi rejonami k r a j u ,
z życiem m i e j s k i m . W y m o w n y m symbolem tych prze­
mian są właśnie opakowania prac konkursowych.
Pochodzą one z nowoczesnych
lekarstw, których
obecność tutaj przecina raz n a zawsze możliwości

* K o n k u r s zorganizowany został przez Wydział
K u l t u r y W o j . Rady Narodowej w Warszawie i ogło­
szony został 18 g r u d n i a 1981 г., z i n i c j a t y w y m g r a
Antoniego liłedziewskiego, ówczesnego współpracow­
n i k a Wydziału. Jego też zasługą było zorganizowanie
tego interesującego przedsięwzięcia. W najnowszej —
powojennej historii konkursów w zakresie sztuki l u ­
dowej n a terenie K u r p i o w s k i e j Puszczy Zielonej jest
bo czwarta ważniejsza impreza. Por. W. Kolago, Kon­
kurs na wnętrze chaty kurpiowskiej,
„Polska Sztuka

Ludowa", ,1949, n r 5, s. 156—459; R. Reinfuss, Po­
konkursowa
wystawa
sztuki ludowej w
Augustowie
i Kolnie,
„Polska Sztuka L u d o w a " , 1951, n r 6,
s. .186—190; A. Błachówski, Wystawa
pokonkursowa
wycinanki
kurpiowskiej
w Myszyńcu, „Polska Sztuka
Ludowa", il964, n r i l , s. 55—61.

1

2

For. J . Olędzki, Doroczne pieczywo
obrzędowe
z północno-wschodniej
Polski, „Polska Sztuka L u d o ­
wa", 19Ш, n r 1, s. 8^10.
2

237

�Wypieki z pow. Ostrołęka, ciasto żytnie razowe: 11. 2.
Wyobrażenie jelenia, wys. 9 cm. Wyk. Józef Brzozo­
wy, Brzozówka. II. 3. „Nowe latko" ze Świętą Ro­
dziną i aniołem, średn. 18 cm. Wyk. Stanisława Ba­
kala, Strzałki. II. 4. Wyobrażenie byczka, wys. 7 cm.
Wyk. Tadeusz Staśkiewicz, Strzałki. Ił. 5. Wyobraże­
nie konia, wys. 9,5 cm. Wyk. Stanisław Górski, Ka­
dzidło. II. 6. „Strzelec z łuka do zająca", wys.
10,5 cm. Wyk. J.
Brzozowy.

�6

p o w r o t u do dawnej magicznej p r o f i l a k t y k i , której
służyły interesujące nas w y p i e k i . Przejawem tych
przemian są przede Wszystkim same prace nadesłane
na k o n k u r s — i c h tematyka, no i tak gremialny
w n i m udział zarówno osób starszych j a k i najmłod­
szych. T y l k o w fakcie rozbudzonej świadomości zna­
czenia wartości własnej spuścizny k u l t u r a l n e j można
znaleźć pełne wytłumaczenie uczestnictwa w k o n ­
kursie tak w i e l u twórców i o l a k dużej rozpiętości
skałi w i e k u .
"W nadesłanych na k o n k u r s pracach przeważały
tematy występujące z dawien dawna, j a k wyobraże­
nia zwierząt hodowanych w gospodarstwie (z wyjąt­
k i e m świni), niektórych zwierząt żyjących w lesie
(jeleni, saren, zajęcy i wiewiórek), jeźdźca na k o n i u
oraz właściwe „nowe l a t k o " — .umieszczone na kręgu
symboliczne przedstawienia ptaków, niekiedy łącznie
z i n n y m i zwierzętami i pasterzem ( i l . 9), albo — za­
miast pasterza — z Dzieciątkiem Jezus ( i l . 3). "Wśród
nadesłanych prac znalazło się ponadto kilkanaście
3

fur

Por. M . Hófler, Neujahrsgebaoke,
„Zeitschriflt
osterreichische Volkskunde", 1903, s. 185—206;

figur „nowego l a t k a " z wydbrażeniami drzew owoco­
wych (jabłonek), znanych z Kaszub oraz z Mazur,
a których występowania na terenie K u r p i o w s k i e j
Puszczy Zielonej nie udało się dotychczas stwierdzić
(il. 7 ) .
Dzięki k o n k u r s o w i wyłoniły się jednak zupełnie
nowe temdty, znacznie rozszerzające dotychczasowy
repertuar przedstawień, ograniczający się — zgodnie
z funkcją magiczną wypieków — do spraw gospo­
darstwa, a głównie hodowli. Nowa tematyka wystę­
puje w t a k i c h pracach j a k : „Strzelec z łuka do za­
jąca", „Strzelec z Strzelbą d o w i l k a " , „Niedźwiedź",
„Dziecko w kolebce", „Dziewczyna kołysze brata
i pasie gęsi", „Tancerz", „Chłop ze stępą" i „Chłop
młóci żyto" ,(il. 6, i8, ,10, 11, 14, ,15, str. tyt.).
"W f i g u r k a c h tych widoCzne jest żywe zafrapowanie bliższą i daleką przeszłością Kurpiowszczyzny,
przy czym przybiera to niekiedy postać bardzo n a i w ­
nych wyobrażeń, j a k n p . o istnieniu niegdyś Kurpiów
strzelających z łuku, o przebywaniu w Puszczy
3

B. Stelmachowska, Rok obrzędowy na Pomorzu,
ruń 1933, s. 74, 208.

To­

239

�Wypieki z pow. Ostrołęka, ciasto żytnie razowe: II. 7. „No­
we latko"
z wyobrażeniem jabłonek, średn. 7 cm. Wyk.
Stanisława Stankiewicz,
Strzałki. II. 8. „Strzelec z strzelbą
do wilka", wys. 10 cm. Wyk. Józef Borowy II, Brzozówka.
II. 9. „Nowe latko" z wyobrażeniem pasterza i gęsi, szcze­
góły malowane atramentem,
średn. 11 cm. Wyk. J. Brzo­
zowy П. II. 10. „Nowe latkof' — „dziewczyna kołysze brata
i pasie gęsi", wys. 7,5 cm. Wyk. Stefania
Konopka,
Ta­
tary.

�niedźwiedzi, o przepasywaniu się j e j mieszkańców
powrósłami — i to zarówno opasywaniu nóg (aby
przywiązać „kurpie"), j a k i piersi, j a k b y chodziło
o przytrzymanie n a ciele u b r a n i a ze skóry.
Przeważają jednak tematy Znane twórcom z bliż­
szej przeszłości. W (figurkach n p . małej gęstarki k o ­
łyszącej dziecko, czy kobiety usypiającej niemowlę —
autorka sięgnęła d o j a k najbardziej
osobistych
wspomnień (il. dO, stir. tyt.). Przełamała ona obowią­
zujący dotychczas kanon, że n a kręgu „nowego l a t ­
k a " , wśród Stada zwierząt, umieszczony być musiał
magiczny symbol starań i opieki n a d n i m i — postać
mężczyzny.
Nie trzeba podkreślać w y m o w y tych niewątpliwie
bardzo szczerych, bezpośrednich wypowiedzi, które —
aby wypaść przekonywająco w t r u d n y m materiale —
wymagały o d twórcy w i e l k i e j zręczności i pomysło­
wości.
Pomocne t u było oparcie się w i e l u uczestników
konkursu na obowiązujących z dawien dawna za­

sadach modelowania f i g u r w cieście. Zdecydowaną
większość nadesłanych prac charakteryzuje t r a d y ­
cyjna, nie rozbudowana forma, wynikająca z kształ­
towania t y l k o najbardziej rzucających się w oczy
cech obiektu, daleko idących uproszczeń, zgodnych
z n a t u r a l n y m i właściwościami surowca oraz rezygno­
wania z wszelkich nieistotnych d l a ogólnego wrażenia
szczegółów. Niektórzy uczestnicy konkursu celują
w t y m sposobie ujmowania f o r m y zwierząt i ludzi.
I c h prace cechuje 'tak w i e l k a oszczędność użytych
środków, rezygnowanie w kształtowaniu bryły f i g u r y
z wielu, wydawałoby się, nie bez znaczenia realiów,
że trzeba dużego „opatrzenia", a przede wszystkim
wyobraźni plastycznej, aby pojąć te j a k najbardziej
realistyczne zamierzenia twórcy ( i l . 1, 2, 5, 6, 8).
Na konkursie znalazły się również prace odbie­
gające swą formą o d tradycyjnych wzorów. Nie spot­
kamy w nich zaznaczania głów koniom, k r o w o m
i i n n y m zwierzętom — stożkiem^ ledwie widocznym
na g r u b y m trzonie szyi. Przeciwnie, w nowych koim-

241

��pozycjach głowy są duże, wyraźnie oddzielone cd
szyi i — podobnie j a k ogon czy k o p y t a — ściślej
akcentują Charakter obiektu ( i l . 4, 12, 13, 15). W żad­
nej jednak z tych prac nie wystąpiło przeładowanie
kompozycji nadmiarem w i e r n i e ukazanych szczegółów.
T a k i sposób modelowania (figur znacznie u t r u d ­
niają naturalne właściwości surowego ciasta, u t r z y ­
mującego trwale nadany m u kształt t y l k o w ukła­
dach w e r t y k a l n y c h , a przede wszystkim w spoistej,
nie rozdrobnionej bryle. Stąd dostrzega się w w i e l u
figurach dążenie do usztywnienia wiotkiego tworzy­
wa poprzez umieszczenie w miąższu ciasta specjal­
nych pręcików, gałązek czy po prostu zapałek.

apetyczne w y p i e k i . Można przypuszczać, że stoso­
wanie ciasta żytniego było w niektórych wypadkach
zabiegiem świadomym;, wynikającym z docenienia
walorów plastycznych tego materiału, uznania go za
najwłaściwszy (ze Względu na surowość faktury) d l a
wyrażania „starodawnych" tematów, i

Niektórzy twórcy, starając się j a k najprawdziwiej
odtworzyć wygląd przedstawianych obiektów, uciekli
się do pomocy n i e znanego d a w n i e j malowania szcze­
gółów twarzy, u b i o r u czy uprzęży n a powierzchni
gotowych wypieków. Maluje się łatwo osiągalnym, na
wsi czarnym atramentem względnie szkolnymi far­
bami w o d n y m i . Nie są t o efekty chybione — f i g u r y
np. rumianych na t w a r z a c h „strzelców z łuku i strzel­
b y " prezentują się korzystnie, jeśli się weźmie pod
uwagę zestrojenie naturalnej b a r w y w y p i e k u i owych
rumieńców, czy n a i w n e j treści f i g u r z nie krępowa­
n y m precyzyjnością sposobem znaczenia plam.
Przeważającą większość nadesłanych n a 'konkurs
prac wykonano z żytniego ciasta razowego, najbar­
dziej dawniej dostępnego i najczęściej stosowanego.
Od f i g u r ulepionych z ciasta pszenno-pytlowego od­
różniają się one surową, ziarnistą fakturą, przypo­
minającą nieraz bardziej rzeźbę w k a m i e n i u niż

Wyrównany, a przede wszystkim wysoki poziom
artystyczny ogromnej
większości nadesłanych na
k o n k u r s prac .postawił j u r y przed t r u d n y m zada­
niem.
Nagrodę
specjalną
Ministerstwa
Kultury
i Sztuki za wysoką wartość artystyczną nadesłanych
wypieków
oraz
za całokształt
dotychczasowych
osiągnięć w t y m zakresie i twórczy wpływ n a młod­
sze pokolenie twórców l u d o w y c h — przyznano M a r i i
Konopka ze w s i Tatary {pow. Ostrołęka) . Ponadto
z funduszu M i n i s t e r s t w a pierwsze nagrody otrzymały:
Stefania K o n o p k a ze w s i Tatary oraz Stanisława
Niedźwiecka ze w s i Baba (pow. Kolno). Nagrody d r u ­
gie: M a r i a Chrostek ze w s i Tatary, Franciszka K u l a s
ze w s i Golany (pow. Ostrołęka), Józef i Tadeusz
(syn) Staśkiewiczowie ze w s i Strzałki (pow. Ostro­
łęka). Nagrody trzecie: Józef Brzozowy ze wsi Brzo­
zówka (pow. Ostrołęka), Czesława K o n o p k a ze w s i
Tatary, Stanisław K o n o p k a ze w s i Tatary. Ponadto
dalsze trzecie nagrody z funduszu Wydziału K u l t u r y
Prezydium W R N o t r z y m a l i : Stanisława Staśkiewicz
ze w s i Strzałki, Stanisław .Górski ze w s i Kadzidło
(pow. Ostrołęka), Stanisław Suchecki ze w s i Strzał­
k i , a wyróżnienia: Piotr Puławski ze w s i Kadzidło,
Stanisława Staśkiewicz ze w s i Strzałki, Stanisław
i Mieczysław Aptacowie ze w s i Strzałki, Aleksandra

» M a r i a K o n o p k a zmarła n a początku bieżącego
r o k u przeżywszy 83 lata. Nadesłane n a konkurs „no­
we l a t k a " i „byśki" t o ostatnie j e j dzieło. Znała ona
doskonale swoją sztukę i , j a k imało kto, potrafiła po­
wiedzieć o j e j tajnikach. „Na te stworzenia najlepsza
mąka żythia-pytlowa. Trzeba ją wyrobzić, ale k i l k a
razy, zeby do palców n i e przylinaio. K r o w a popraw-

dzie m a duzą jadackę, ale się j e j taką małą ukrzscypie, bo to ciasto. Jak grubo zrobzić to pąka, trzeba
robzić d e l i k a t n i e . " Jej to niewątpliwie zasługą jest
wykształcenie w najbliższym kręgu rodziny t a k licz­
nych i znanych dziś twórców — Czesławy K o n o p k i ,
Stefanii K o n o p k i , Stanisława K o n o p k i , Aleksandra
K o n o p k i i M a r i i Chrostek.

4

15

�I

П. 16. Maria
Konop­
ka w czasie
zara­
biania ciasta na „no­
we latka" i „byśki".

Konopka ze w s i Tatary, Józef Brzozowy I I ze wsi
Brzozówka, Czesława Kaczyńska ze w s i Piasecznia
(pow. Ostrołęka), Stanisław Lemański ze w s i Gleba
(pow. Ostrołęka).
Wydaje Się, że w y n i k i konkursu dowodzą, j a k
żywy oddźwięk znajdują wśród mieszkańców K u r ­
piowskiej Puszczy Zielonej wszelkie akcje organi­
zacyjne z dziedziny tradycyjnego rękodźieunicltwa l u doWego. Faklt ten p o w i n i e n zachęcić zwłaszcza
CPILiA do szerszego niż dotychczas zakupu dla swych

Fot. S. Deptuszewski

R

E

Herta Haselberger:
October 1961.

C
METHOD

— i l . 16; J. Swiderski

E
OF STUDYING

N

—

il. 3, 9, 10, 13; autor

Z

J

— pozostałe.

E

E T H N O L O G I C A L A R T , „Current Anthropology", vol.2, n r 4,

A u t o r k a omawianej rozjprawy, docent historii sztu­
k i n a Wydziale A r c h i t e k t u r y Wyższej Szkoły Tech­
nicznej w Wiedniu, prowadziła badania n a d sztuką
ludów afrykańskich. Wykorzystując swe doświadcze­
nia i studia teoretyczne podjęła interesującą próbę
opracowania teorii sztuki ludów n i e związanych bez­
pośrednio z nowoczesną cywilizacją.
Na wstępie rozprawy a u t o r k a określa znaczenie
przyjętego przez siebie t e r m i n u „sztuka etnologiCzna".
Obejmuje on sztukę tych ludów A f r y k i , A m e r y k i ,
Azji, A u s t r a l i i i Oceanii, które są przedmiotem badań
etnologicznych (czy antropologicznych), zastępując
dotychczas używane a niezadowalające określenia,
j a k p r y m i t y w n a , plemienna, tradycyjna, tubylcza, l u ­
dowa, sztuka ludów n a t u r y i t p . T e r m i n „sztuka etnologiczna" uważa a u t o r k a za najdokładniejszy, n a j ­
bardziej adekwatny d l a dyskutowanego zakresu sztu­
k i , ale ponieważ przedstawia o n w zasadzie definicję
negatywną — „obejmuje wszystkie przedmioty sztuki,
które n i e należą d o k u l t u r włączanych zwykle do

244

placówek k r a j o w y c h i zagranicznych k u r p i o w s k i c h
„nowych l a t e k " i „byślków". Należałoby jedynie
opracować technologię konserwacji wypieków, co
przedłużyłoby żywot wypiekanych figurek. Działal­
ność C F L i A n a t y m polu przyniosłaby z jednej stro­
n y wzbogacenie j e j sklepóW a t r a k c y j n y m i i w a r ­
tościowymi w y r o b a m i , z drugiej zaś strony przyczy­
niłaby się do zachowania, a nawet rozwoju t a k inte­
resującej dziedziny twórczości ludowej wśród miesz­
kańców K u r p i o w s k i e j Puszczy Zielonej.

zakresu badań historyków siztuki" — można go t r a k ­
tować jedynie j a k o t e r m i n roboczy. Jak sądzi autorka,
sztuka ludów etnologicznych posiada wystarczającą
ilość wspólnych cech , b y można ją było studiować
według wspólnych metod i zasad.
T e r m i n powyższy został przyjęty w odniesieniu
do t z w . sztuk piękhydh, j a k architektura (łącznie
z kształtowaniem przestrzeni), m a l a r s t w o i rysunek,
rzeźba, rzemiosło i sztuka użytkowa, przy czym
autorka podkreśla często dość płynne granice między
t y m i działami. Nie zawsze można też przeprowa­
dzić dokładne
rozgraniczenie
między przedmiotami
artystycznymi i nieartystycznymi. Problem t e n b y l
z dawna przedmiotem dyskusji i sporów; według
zdania a u t o r k i , podstawowym wyróżnikiem jest t u
intencja artystyczno-estetyczna, jaką zawiera dzieło
sztuki.
Skrótowo został przedstawiony dalej rozwój badań
nad sztuką etnologiczną oraz i c h stan obecny, przy
czym autorka stwierdza, że w p r a w d z i e badania nad
1

1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10730" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10708">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/60e128d43c2d97e7d4b8dd0866b1b666.pdf</src>
        <authentication>68a36fc8dd26ce37ce965361088a05a5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127909">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2884</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127910">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127911">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2689</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127912">
                <text>Jedną kreską kreślone albo dlaczego w kwietniu wróble kąpią się w piasku? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127913">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.252-256</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127914">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127915">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127916">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127917">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127918">
                <text>Jacek Olędzki » JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIC W PIASKU?

Czcigodna Osoba, która m n i e zaprosiła na w e r n i ­

JACEK

OLĘDZKI

saż, Aleksander Jackowski, ów niestrudzony t y t a n ani­
macji sztuki rozumianej nowatorsko, mądrze nie po
akademicku, siedział sobie skromnie p o d ścianą wpa­
trzony w rysunki A d a m a Dębińskiego, eksponowane

Jedną kreską kreślone
albo dlaczego
w kwietniu wróble
kąpią się w piasku?

przed n i m , ale też wyróżniające się spośród prezento­
w a n y c h na tej wystawie prac. W i e m , o czym myślał, bo
sam to ujawnił w tekście zatytułowanym Inni, jednego
z dwóch katalogów wystawy Śniło mi się, że wychodzę
mąż-

M a l a r s t w o i rysunek: Barbara C h ę c k a ,

Józef

Chełmowski, A d a m Dębiński, Tomasz Jezierzański,
D a m i a n Rebelski. Galeria Krytyków „Pokaz", Warsza­
wa, kwiecień-maj 2002:
Wisi przede mną - pisze Jackowski - rysunek
Panka

„Koza".

jedną

tak prostej, że aż zaskakującej.
zobaczyć

rysunki

kreślone.

Tylko

Adam
jak

Jerzego

nieomylną

kreską,

A na wystawie

Dębińskiego.

możemy

Też jedną

gdyby z innego końca

Z pierwszego szczebla.

Warszawa, kwiecień-maj 2 0 0 2

Również

kreską

„drabiny".

niezawodne,

sformuło­

wane w sposób najprostszy Z możliwych. A d a m
rysuje,

maluje z potrzeby swego życia,

Jaszczak,

o, co napiszę, będzie przede wszystkim o Beacie

Jaszczak, a następnie o Zofii Bisiak oraz A l e k ­

znakomita,

w Płockim
„Mówi

Ośrodku

twórcza
Kułtury

bardzo źłe, wyraża

niem, mimiką,

sandrze Jackowskim.

ga słuchacza

Dębiński

psychiki.

Beata

instruktorka

i Sztuki,

plastyki

tak pisze o nim:

myśli całym

ciałem,

spojrze­

gestem. Kiedy opowiada, zapala się,
w krąg tematów

najważniejszych,

1 krowy, z dużymi wymionami.

nej w kraju i poza jego g r a n i c a m i (pamiętamy działal­

kowie żydowskiej

Zgodnie z obyczajem, po wej­

ściu do galerii Pokaz 4 k w i e t n i a tego r o k u ucałowałem
Jego dłoń, p o t e m dłoń Zofii Bisiak. Wchodząc do tej

Adam Dębiński

wcią­

takich jak

broń, wojna i wieś. A ta wieś to przede wszystkim

Zacznę o d ostatniej postaci, papieża* sztuki naiw­
ność wieloletnią Insita.)

Zdefiniowana

sprowadzonej przez wielkiego artystę do znaku, do formy

Śniło mi się, że wychodzę za mąż- Malarstwo
rysunek Barbara Chęcka, Józef Chełmowski,
Adam Dębiński, Tomasz Jezierzański,
Damian Rebelski. Galeria Krytyków Pokaz,

T

za

konie.

Ludzie - muzykanci,

graj­

kapeli."
mieszka już prawie od czterdziestu

w Domu Pomocy Społecznej

w Brwilnie.

najważniejszej w Warszawie galerii, nic nie wiedzia­

sunkach to nawet nie tyle wspomnienie, co marzenie.

łem, że będę jeszcze całował B e a t ę Jaszczak i nie

Adam rysuje z trudem, musi pokonać

w dłoń, lecz w Jej gladziutkie, śliczne policzki!

Każda

kreska powstaje z wysiłkiem,

lat

Wieś w jego ry­

opór ciała,
ważna,

(...).
mięśni.

ostateczna.

* T e n czcigodny tytuł zasugerował z p r z e k o n a n i e m k o n t y ­

i nawet b l i k i reflektorów skierowane były na osobę zacnego

n u a t o r dzieła A l e k s a n d r a Jackowskiego Z b i g n i e w Benedyk -

Jubilata, i że pozostałe osoby, łącznie z b o h a t e r a m i ostatnie­

towicz. Nastąpiło to w r o k u 2 0 0 1 , k i e d y o b c h o d z o n y b y l j u ­

go n u m e r u „Kontekstów" - zespołem T e a t r u „Gardzienice" -

bileusz u r o d z i n dwóch k o c h a n y c h postaci, Jana Pawła I I

z należnym w takiej c h w i l i szacunkiem i respektem, podczas

w W a t y k a n i e oraz J A C K A w C e n t r u m S z t u k i Współczesnej

gdy wręczaliśmy zadedykowany J u b i l a t o w i n u m e r „Kontek­

na Z a m k u U j a z d o w s k i m . Sporządzone wówczas zdjęcia pa­

stów", starały się pozostawać w c i e n i u naszego

miątkowe ujawniły zjawisko zaskakujące - p r o m i e n i o w a n i e

i współ-bohatera tego wieczoru. A ż dziw bierze, że tak w y ­

Mistrza

zacnego Jubilata i n i e p r o m i e n i o w a n i e na t y c h samych zdję­

t r a w n e m u artyście f o t o g r a f o w i i p r a k t y k o w i fotografii, j a k i m

c i a c h t a k i c h bardzo ważnych osób, j a k L e c h S o k ó ł , Jan S t ę -

jest Jacek Olędzki, takie t r y w i a l n e , t e c h n i c z n o - oświetlenio-

szewski, Włodzimierz S t a n i e w s k i i Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z .

w o - fotograficzne wyjaśnienie i . . . oświetlenie tego „niezwy­

Jako a u t o r t y c h niezwykłych d o k u m e n t ó w stwierdzam z ca­

kłego zjawiska" nie przyszło do głowy. „Zadziwiające." - j a k

łą odpowiedzialnością, że o d b i t k i fotografii nie były p o d d a n e

powiedziałby

żadnym zabiegom m a n i p u l a c y j n y m , w y k o n a n e zostały r u t y ­

z wdzięcznością ów fragment, nie t y l k o j a k o przykład m i r a k u -

n o w o przez sklep K o d a k a na K r a k o w s k i m Przedmieściu.

larnej wrażliwości i niezwykłej, zniewalającej nas j a k zawsze

nasz u l u b i o n y A u t o r .

Zachowujemy

zatem

[ T r u d n o pozostawić t e n f r a g m e n t bez komentarza. „Nie­

urody Jego pisarstwa, które obfitując w podobne fabulacje

zwykłe p r o m i e n i o w a n i e zacnego Jubilata" - A l e k s a n d r a Jac­

i dygresje, odznacza się rzadką i, nie do p o d r o b i e n i a m o c ą

kowskiego - i „niepromieniowanie" pozostałych osób u c h w y ­

twórczego k r e o w a n i a i n t e r p r e t o w a n e j przez a u t o r a rzeczywi­

cone na fotografii przez Jacka Olędzkiego, owe „zaskakujące

stości, ale i przede wszystkim z y/dzięcznością, jako że w tej

zjawisko" mogło n a j p r a w d o p o d o b n i e j , po prostu, być w y n i ­

dygresji zapisuje się choćby ślad ze w s p o m n i a n e j uroczystości,

k i e m takiego a nie innego oświetlenia, panującego w przy­

n a której t o opis, ze względu n a ciasno wypełnione lamy

c i e m n i o n e j sali C e n t r u m S z t u k i Współczesnej. W k o ń c u to

i przekroczoną, j a k zwykle, objętość bieżącego n u m e r u , nie

zrozumiałe, że wszystkie światła owego wieczoru, a p e w n i e

starczyło n a m już miejsca. - przyp. Redakcji]

252

�lacek Olędzki • JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIĘ W PIASKU?

Po lewej, i l . d o artykułu Siedzi baba..., str. 242-248:

W i k t o r Gajda Dlaczego poranki warszawskie uwzięły się na
nas, d r e w n o b u k o w e , żaba, r o k 2000

W i k t o r Gajda Pomnik 78 Międzynarodówki wg. Tadina,
jeszcze bardziej modem, dedykowany prof. M. Porębskiemu,
który, loco citato, ujął byl modernizm w punkty (!?)
uwydatniając topos i logos, d r e w n o b u k o w e , żaby r o k 2001
Po prawej: M a t k a Boska i wyobrażenia żab spotykanych
w petroglifach Kordyliery Wschodniej Andów. Nawiązanie do
legendy o współczuciu udzielonym na Golgocie
NajwiętszejMańi Panny przez żabę, akryl 1998,
Fot. St. Stępniewski
Ewa Z y d e k , maluje Jezusa i M a t k ę Boską z żabami.

6 ш ше 'п^,,,:,, R y / I

M u r z y n o w o 1997.

253

�Jacek Olędzki * JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIĘ W PIASKU?

Po l e w e j : U c z e s t n i k p l e n e r u Rafał Piekarski

Po p r a w e j : Beata Jaszczak, Tak pracujemy

(obecnie s t u d e n t I I I r. H i s t o r i i ) .

jak odpoczywamy a k r y l , 1996.

Beata Jaszczak w czasie гшкшатиа M a t k i Boskiej z żabami.

U c z e s t n i k p l e n e r u ze s w o i m i p r a c a m i , f o t . Stępniewski

A d a m Dębiński r y s u n k i , f o t . St. Stępniewski

J ó z e f C h e ł m o w s k i Aniołowie, f o t . St. Stępniewski

254

�Jacek Olędzki • JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIĘ W PIASKU?

O n nie wybiera,

lecz tworzy świat „od zera". Swój.

i okolice. To jest katalog, a zarazem o d początku do

Po­

k o ń c a wizytówka Beaty Jaszczak. N i m ośmielę się mó­

trzebny mu.

wić o tej niezwykłej Osobie, staje przede mną, zapo­
Postrzeganie znaku równości między t y m , co się l o ­

wiedziana, poważniejsza przeszkoda. Zofia Bisiak.

kalizuje na szczytach i dołach k u l t u r y , j a k o potrzeby
istnienia artystycznego, a ostatecznie osiąganie przez

N i e byłoby w i e l u wspaniałych dokonań A l e k s a n ­

twórców o zasadniczo o d m i e n n y m przygotowaniu,

dra Jackowskiego, gdyby nie ofiarna p o m o c tej prze­

u w a r u n k o w a n i a c h życiowych i t d . zbieżnych f o r m a l ­

uroczej p a n i - psycholoa, grafika, r e d a k t o r a , sceno­

nie i nie t y l k o rezultatatów, nie jest czymś n o w y m .

grafa i niestrudzonej a n i m a t o r k i sztuki (zawsze do­

W i e m y o t y m o d czasów chociażby Jeana D u b u f f e t a -

b r e j ) . Czuje się i t u niezawodną rękę Z o f i i Bisiak

którego Jackowski przywołuje - oraz t a k i c h w i e l k i c h

w karkołomnym zadaniu umieszczenia w n i e w i e l k i e j

kontynuatorów, jak A n d r e M a l r a u x . Wszelako nasza

sali prac aż pięciu artystów. Pełni w c h w i l i wchodze­

tutejszość to nie Francja i podanie przykładu z Kozą

nia gości h o n o r y p a n i d o m u . N a j z n a k o m i t s z y c h gości

Jerzego Panka w kontekście sposobu prowadzenia po­

coraz więcej. N a samym środku rozprawia sam R o c h

dobnie kreski przez A d a m a Dębińskiego, to rodzaj

Sulima. Postrzegłem, że z kąta za kotarą jakaś dłoń

wytrwałej

r o b o t y r e d a k t o r a „Kontekstów.

Polskiej

c i c h c e m podaje jakiemuś wybrańcowi katalogi. Zwró­

S z t u k i L u d o w e j " , który gnębił t a k i c h jak ja autorów,

ciłem się więc d o Z o f i i Bisiak i również dostałem ka­

aby przy swej zawiłej charakterystyce artysty nie zapo­

talogi. W i ę c e j , obietnicę, że jakaś p a n i z Płocka, jeśli

m i n a l i o F O R M I E D Z I E Ł A . O owej zbieżności for­

będę sobie życzył d o d a t k o w y c h i n f o r m a c j i , przyjdzie

malnej zaświadczają prace i n n y c h jeszcze, najwięk­

i m i i c h udzieli.

szych p o l s k i c h artystów, H e n r y k a Tomaszewski ego
czy A n d r z e j a Strumiłły.

T ł u m napierał, znalazłem się więc na klatce scho­
dowej. M i a ł e m już zaczerpnąć powietrza, kiedy stanę­

A l e k s a n d r o w i Jackowskiemu nauka i k u l t u r a Polski

ła przede m n ą piękna jak wiosna, stonowana w guście

zawdzięcza t e r m i n „inni". Wydaje się, że w stosunku

dyskretnych b i e l i i żółtości z niewielką dozą czerni

do art brut, t e r m i n t e n , zarazem

(jak okładki Jej o b y d w u katalożków) Beata Jaszczak.

niejednoznaczne

określenie, to prawdziwa łaska pańska dla dojrzałej

Z przyczyn o d nas niezależnych nie widziałem tej

percepcji sztuki nieoficjalnej. Pamiętamy n i e p r a w d o ­

Beaty p o n a d 3 lata. A łączyła nas wcześniej przez k i l ­

podobny sukces ekspozycji I N N I

stworzonej przez

ka sezonów l e t n i c h i jesiennych niezwykła przygoda.

A l e k s a n d r a Jackowskiego na początku lat sześćdziesią­

Plenery artystyczne z młodzieżą w M u r z y n o w i e , kie­

t y c h w „Zachęcie".

rowane przez Jaszczak. 2'ałączam parę zdjęć z t y c h

Po blisko półwieczu pojęcia inny, i n n i , inność zabar­

zdarzeń. Zdjęcia ukazują B e a t ę Jaszczak j a k o artyst­

wiły się n o w y m i znaczeniami i odczuciami. O s w o i l i ­

kę, a nie j a k o „znakomitą, twórczą instruktorkę pla­

śmy się z n i m i , a jednocześnie przyjęły one -

styki."

może

słusznie - szersze skojarzenia, sensy. Bycie i n n y m stało
się w a r u n k i e m dla w i e l u artystów oficjalnych, w a r u n ­
k i e m bycia sobą. Zarazem twórczym,

niezależnym,

Dlaczego magnolie zakwitają
przed wypuszczeniem liści

osobnym.
Z n a k o m i t e wyczucie wartości przekazu artystyczne­

N a straszliwej pustyni i n t e l e k t u a l n e j i artystycznej

go i towarzysząca tkliwość, rodzaj charakterystycznego

uniwersyteckiego ośrodka w M u r z y n o w i e (po śmierci

ciepła kieruje o d lat Jackowskim w poszerzaniu naszej

mędrca i malarza, prześmiewcy Alojzego Piekarskie­

o r i e n t a c j i w bezkresnym obszarze sztuki, którą nazy­

go), gdzie spędziłem 22 lata schyłkowego czasu mego

wał również nieprofesjonalną. Określenie to, jak wie­

życia, pojawianie się Beaty Jaszczak z jej „dziećmi"

my, nie jest adekwatne w stosunku do licznych przy­

(nazywała tak również pojedynczych ćpunów), stawa­

padków inności czy naiwności artystycznej. Niezlicze­

ło się prawdziwym Ś W I Ę T E M .

n i artyści zwani n a i w n y m i bywają w kraju rzadziej,

Ekspresyjna, żywiołowa, bezpośrednia, po prostu

a na świecie częściej, zawodowcami. Nasz mistrz ujaw­

szalona. Umiejętnie panowała nad g r o m a d a m i liceali­

nia swoją wrażliwość i wiedzę w charakteryzowaniu

stów, jak też artystów dorosłych z K u t n a , Płocka,

twórczości Barbary C h ę c k i e j . Wyłowił z jej twórczości

Sierpca, Łęczycy, Gostynina, K o n i n a i l i c h o wie skąd

wzruszający tytuł dla tej ważnej wystawy: Snilo mi się,

jeszcze. Wiedziałem co nieco, że równolegle prowadzi

Że wychodzę

warsztaty zwane Integracją,

za mąż-

Określenia sztuka naiwna Aleksander Jackowski

a więc takie, w których

inaczej sprawni ze sprawnymi malują, lepią, dłubią i t d .

w swym wprowadzeniu do wystawy nie używa. N a t o ­

1 zapewne z tej o r i e n t a c j i ukształtował się zdumiewają­

miast pojawia się to określenie w d r u g i m uroczym ze­

cy znaczeniem, a nawiązujący do Jungowskiej koncep­

szyciku, katalogu, już na okładce. N a tej okładce znaj­

cji Ego p r o g r a m O T O J A . W świetle założeń tego pro­

dują się obok, pośrodku, Sztuki zwanej naiwną

na sa­

gramu i jego efektów, o d początku do k o ń c a autorstwa

mej górze O T O J A (nazwa p r o g r a m u pracy z artysta­

Beaty Jaszczak, zaczęłem również przychylniej myśleć

mi)

o sobie, o robocie M u r r y n o w o . Znaki istnienia i tożsa-

oraz napis najbardziej

wyeksponowany: Płock

255

�Jacek Olędzki * JEDNĄ KRESKĄ KREŚLONE ALBO DLACZEGO W KWIETNIU WRÓBLE KĄPIĄ SIĘ W PIASKU?

mości. Nastąpił b o w i e m m o m e n t refleksji, nakazujący

t y w n y sens tego słowa, t a k j a k t o czują znawcy sztu­

oderwanie się całkowite o d tutejszości, o d t y c h nerwic

k i , wciąż w niedokształconym społeczeństwie ocze­

naszych, cierpień i niepojętych aspiracji.

kuje rodzaju o c h r o n y . Z a w a r t a w t y m słowie treść d o ­

Przy n i e p r a w d o p o d o b n i e w i e l u obciążeniach orga-

maga się stałego p r z y p o m i n a n i a , że jest n i e w i n n a ,

z prowadze­

szczera, prawdziwa, wewnętrzna, refleksyjna, lirycz­

n i e m gromady plenerowiczów, włączała się radośnie

na, tajemnicza, piękna i d o b r a . . . Bez t y c h ostrzeżeń

do programów, prowadzonej przeze m n i e w M u r z y n o ­

rodzą się kretyńskie wpisy d o wyłożonych ksiąg pa­

wie Ekspozycji

miątkowych na w y s t a w a c h (vide, wpis p o d datą 5 I V

nizacyjno-dydaktycznych

pod wiosłem

związanych

ziełonym.

Miała swoje l u b

p o d o p i e c z n y c h prace na w y s t a w a c h : Po tej

stronie

chmur, 1995; Plagi, żywioły, demony, Opatrzność,

Świę­

ci Pańscy,

1996; Ranidae,

Świat

1997; Ułotna sztuka niewinności,

wspiera

się na

w Kordegardzie).
N a prezentację Śniło mi się, że wychodzę

za mąż nie

żabie,

przybył d y r e k t o r I n s t y t u t u E t n o l o g i i i A n t r o p o l o g i i

1998 (artystami g r u ­

K u l t u r o w e j W H U W prof. L e c h Mróz, a przecież d o

u c z e s t n i k a m i tej wystawy, zaopiekowała

zadań tejże placówki należy troska o najważniejszą

się po m a t c z y n e m u , pokazując i c h d o r o b e k u siebie

rzecz w życiu. A jak w i a d o m o , o d zarania ludzkości tą

w P ł o c k u ) , Śuidae,

rzeczą jest gest-słowo, malarstwo, rzeźba i pieśń, a na­

py Pinokio,

1999. Z n a k o m i t e szkice prosiąt

z c h l e w u Barbary i Cezarego Rudzińskich, które sta­

stępnie pochodne rodzaje sztuk z - f i l m e m na końcu.

nowiły część owej ostatniej ekspozycji, przedstawiam

U d a ł o się jednak nakłonić uczonego antropologa, za­

w niniejszym szkicu. Każdy w i d z i , że Jaszczak to

razem wybitnego ornitologa Lecha Mroza, aby zaist­

prawdziwy w i r t u o z kreski, czarnej i „tak sobie", dla

niał, chociażby w t y m tekście. Otóż, uczony potwier­

okraszenia, czerwonej.

dził, że z nastaniem wiosny - kiedy odmarznie g l e b a -

N i e zdążyłem się nacieszyć nieziemskim zjawiskiem

wróble kąpią się w piasku. Potwierdził też, że wróble

Beaty Jaszczak w ponurej scenerii k l a t k i schodowej

wyróżniają się spośród naszych p a r k o w y c h przyjaciół,

w pobliżu wejścia do ostatniej łaźni miejskiej w naszym

sikorek, szpaków, kosów, kowalików. Dodał, że kąpią

mieście, kiedy z b u k i e t a m i tulipanów wszedł sam Zbi­

się w piachu również kuropatwy i przepiórki. N a ko­

gniew Benedyktowicz. N i e było już możliwości k o n t y ­

niec ujawnił, że w t y c h zachowaniach u t r w a l o n y jest

ZWA­

k o d genetyczny t y c h ptaków. A zatem, każdy k t o są­

okolicach.

dzi, że wróble to najbardziej rodzime nasze ptaszki, jest

Nazajutrz dowiedziałem się o d Jackowskiego (dzięko­

w w i e l k i m błędzie. Wróble to przybysze z Bliskiego

wałem za zaproszenie), że nasz wróbelek po kąpieli

Wschodu, z terenów p u s t y n n y c h . . . Nasz wróbelek Be­

n u o w a n i a dyskursu o O T O JA oraz o S Z T U C E
NE]

NAIWNĄ,

a t y m bardziej o Płocku

i

ata Jaszczak odleciała do Płocka, ale pozostawiła t u

wernisażowej wrócił do siebie, d o Płocka.
Znakomicie się stało, że wystawa w Pokazie zbiegła
się z prezentacją w Kordegardzie dzieł Zbigniewa M a ­

część siebie w pracach artystów z Jej prywatnej kolek­
cji O T O J A .

kowskiego. A r t y s t y „listy", „księgi", pisane jak dziennik

W trzecim haśle okładki, Płock i okolice, zawarta jest

przez lata do siebie, to zapewne ogólnoludzka potrzeba

słuszna sugestia, że o w y c h o k o l i c nie stanowi B r w i l n o ,

wewnętrzna poznawania siebie samego i otaczającego

Zakrzewo czy Miszewo M u r o w a n e (miejscowości D o ­

świata. Dlaczego kwitną magnolie nim..., to jedno z wie­

mów O p i e k i Społecznej), ale również, jak powiada i n ­

lu pytań-spostrzeżeń, jakie widz odczytuje na tej przej­

na a n i m a t o r k a ważnych dla k u l t u r y wydarzeń, ongiś

mującej prezentacji swego ja w kosmicznym uniwer-

ściśle związana z Płockiem Ewa Baczyńska, „najdłuższa

sum. U Makowskiego, jak u artystów, których n a m

wieś w k r a j u " , czyli dzisiejsza Warszawa. Płock to w y ­

udostępniła Jaszczak, pojawia się najszczersze wyzna­

lęgarnia niezwykłych ludzi, ongiś L u d w i k a Krzywickie­

nie, bez j a k i c h k o l w i e k osłon, O T O JA.

go, a dziś chociażby Zbigniewa Zbycha

Chlewińskiego

Próba nazywania t y c h zbieżnych zjawisk artystycz­

(w tekście Jackowskiego obecnego jako Z y g m u n t ) , f i ­

n y c h sztuką naiwną wydaje się dziś już niezasadna.

lozofa, który poświęcając się poznaniu twórczości t y l ­

Dlaczego? Powodów jest krocie, szczególnie w ojczyź­

k o jednego artysty, E d m u n d a Monsiela, zorganizował

nie, w której słowo „naiwny" ma najczęściej k o n o t a ­

własne badania na Zamojszczyźnie, a najważniejsze

c j ę u j e m n ą , w najlepszym razie kojarzy się z t o l e r o w a ­

-

ną niedojrzałością, a w najgorszym z dewiacją. Pozy­

próbę rozumienia sztuki...

256

zgromadził pokaźny t o m tekstów

podejmujących

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10736" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10714">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b9cc0059ccc4c649c7ce4cf3bf760f57.pdf</src>
        <authentication>494002116fe2f8feb23a9ee1f4be6685</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127969">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2882</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127970">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127971">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2687</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127972">
                <text>Siedzi baba na cmentarzu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127973">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.242-248</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127974">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127975">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127976">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127977">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127978">
                <text>Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

Może służyć do rozumienia zagadnienia uniwersalne­

JACEK

OLĘDZKI

go, i n t e r p r e t o w a n i a przez nieoświeconych treści Sta­
rego i N o w e g o Testamentu, z czym spotykamy się na
całym świecie. I o d razu d o d a m , nie jest to i n t e r p r e t a ­
cja gorsząca, ale wzbogacająca

Siedzi baba
na cmentarzu

judeochrześcijańską

doktrynę. Pośrednio zaś może służyć - w najlepszym
tego słowa r o z u m i e n i u - do uszanowania wszelkich
synkretyzmów, poczynając od h i n d u i z m u i buddyzmu,
kończąc na islamie.

Deus otiosus

Magdalena Zowczak, Biblia ludowa. Interpretacje wątków
biblijnych w kulturze ludowej.
Monografie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.
Wrocław 2000

Jak przystało na pracę wysokiej próby, autorka nie
pomija, więcej, akceptuje bez słowa l u b oszczędnie k o ­
mentuje poprzedników w u j m o w a n i u przedmiotu jej
dociekań. Śródtytuł to - jak w i a d o m o - t e r m i n w p r o ­

W

wadzony do wiedzy przez M i r c e a Eliadego - pogłębia
dalszej części tej zamierzchłej wierszowanki

go w części I I Bóg i światy...

dziecięcej jest: trzyma

kałamarzu.

lu rodzimych badaczach z B r u c k n e r e m na czele. Z b l i ­

baba

żając się do naszych czasów zapytuje:

Przyszedł

duch,

babę

nogi w
w brzuch,

fik,

a duch znikł. Powiedziała m i o t y m Magdalena Z o w ­

Wcześniej powiada o wie­

Dlaczego etnolodzy, tak otwarci na myślenie

mityczne

czak w batdzo szczególnej c h w i l i . Skończyliśmy zwie­

czy magiczne, kiedy dochodzi do opisu tzw. ludowej rełłgij-

dzanie cmentatza żydowskiego na Bródnie, który zo­

ności, wciąż powtarzają

stał „przerobiony" n a . . . park wypoczynku. To się wy­

nia, zapożyczone

darzyło w czasie stanu wojennego. Poszliśmy na t e n

ryzm, socjomorfizm,

cmentatz pewnie dlatego, aby mieć świadomość peł­

wią

niejszą absurdu i grozy. Parę lat wcześniej po zwiedze­

przeciw katolicyzmowi przez protestantów

n i u skansenu p o d Sierpcem wdrapała się na jakieś

nych? Dlaczego czynią to wybiórczo

drzewo i ttzymając dłonie przy ustach pohukiwała po­

ry chłopskiej,

godnie udając puchacza.

czenie, iż „osobiste"

Powiedziałem o t y c h pozornie mało

znaczących

pejoratywnie

od socjologów

powtórzenie

zabarwione

rytualizm,

sensualizm,

odwiecznych

zarzutów

doświadczenie

które

utylitastano­

kierowanych
czy

prawosław­

właśnie wobec

jakby wciąż jeszcze pokutowało

na najwyższych

określe­

z minionej epoki:

kultu­

przeświad­

sacrum jest dostępne

stadiach rozwoju? „O ile można sądzić

zdatzeniach, ale są one dla m n i e istotne dla rozumie­

podstawie dość skąpych

nia d e t e r m i n a c j i w osobowości, obecnie uczonej, au­

problem Hioba

t o r k i Biblii ludowej, dzieła niezwykłego, w i e k o p o m n e ­

istniał".

na

danych — pisze Ryszard Tomicki

w środowisku

ludowym praktycznie

nie

go, do którego powstania mogło dojść dzięki zachowa­

W t y m fragmencie książki (s. 33) można dopattzyć

n i u zdolności posiadania bezcennej cechy dystansu,

się założenia badawczego a u t o r k i , albo - mówiąc i n n y ­

a także poczucia h u m o r u .

m i słowy - tezy rozprawy n a u k o w e j . I chyba całe dzie­

Już na d r u g i m r o k u studiów e t n o g r a f i i na

UW

w 1974 r o k u - prowadziłem wówczas grupę prosemi-

ło wskazuje na t o , że się w pełni udała odpowiedź na
przyjęte założenia.

naryjną - udało się m i wyczuć, że Magda jest najlep­

Podzielam stanowisko Magdaleny Zowczak z nastę­

sza z nas. Chodziło o wybrane zagadnienia k u l t u r y re­

pującą uwagą: Wydaje się, że myśl starotestamentowa

ligijnej w Polsce. Wyczułem, że jest objawieniem.

jest wyłącznością j u d a i z m u . A n i w protestantyzmie,

Wcześniej, o d l a t pięćdziesiątych, obsetwowałem obja­

ani w prawosławiu, a t y m bardziej katolicyzmie nie

wienia w osobach Izy Cywińskiej czy Jetzego S k o l i ­

mogła zagościć dogłębniej. I już nie chodzi tylko o śro­

objawienia

dowisko ludowe, ale w ogóle o całość k u l t u r y religij­

w niczym nie wskazywały na to, że pozostaną w dyscy­

mowskiego. Wszelako owe wcześniejsze

nej, jaka kształtowała się w Europie. Myślenie H i o b a ,

plinie badawczej, a t y m bardziej w tak szczególniej jej

Koheleta, Daniela i w i e l u i n n y c h , nie stało się zrozu­

dziedzinie, jaką jest synkretyzm religijny. Oczywiście

miałe,

d u c h Jana Stanisława Bystronia na ulicy Hożej

74

oświeconych, jak nieoświeconych. Jest to dziedzictwo,

wciąż dawał się odczuć. A to w osobie Ryszarda To­

własność wybrańców. D o n i c h należą tylko statoza-

mickiego lub Zbigniewa Benedyktowicza otaz Jerzego

k o n n i , a więc sami Żydzi.

Wasilewskiego... Dzisiaj sławnych i znaczących w na­
uce postaci.
Wymiar

a t y m samym ptzyswojone, zarówno przez

W swych rozważaniach n a d istotą rozumienia przez
l u d B i b l i i korzysta uczona o d pierwszych s t r o n swego

znaczenia

dzieła M a g d a l e n y Zowczak,

dzieła (8,51,478) z czasownika nakłada

się. Nakłada się

o którym dalej pragnę mówić szczegółowo, nie spro­

palto, czapkę albo jedzenie. N a t o m i a s t „porządki ty­

wadza się do kwestii lokalnej czy zgoła europejskiej.

pologiczne" w b i b l i i ludowej taczej się łączą, przenika-

242

-

�Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

ją, współistnieją i t d . A l e jest to uwaga bez większego

t c h e m . W W i l n i e autorka dotarła do przechowywane­

znaczenia, jak w odniesieniu do słów wypadek i przy­

go w miejscowym A r c h i w u m H i s t o r y c z n y m rękopisu

padek. W

M . Dowojna-Sylwestrowicza. Jakim jest ów tekst rary­

pracach

n a u k o w y c h wolę spotykać

się

z przypadkami, a nie z w y p a d k a m i .

tasem, łatwo się przekonać.

Przejdźmy jednak do rzeczy. Deus otbsus to Bóg o d ­

Gdy już byl ulepiony, poszedł

legły. Zatem, nie — jak tego sam sobie życzę - obecny,

duszę człowiekowi.

istniejący we m n i e i drugiej osobie, lecz

ło człowieka

trwający

w rzeczywistości empirycznie niesprawdzalnej, wszela­
ko rozumianej, i n t e r p r e t o w a n e j .

pozostawił.

bel (Vemis) poklólje

wspomnianej s. 5 1 . Pochodzi o d mieszkanki Wileńsz-

przynieść

Bełzebub

(Bełzebuba)

ałbo

cale palcem. Gdy pszyszedł

ducha w nie wetchnąl

I z pierwszą taką interpretacją spotykamy się na

Bóg do nieba

Podczas gdy Bóg tę glinę czyli też cia­

znalazł je pokłóte palcem. Bóg za­

pytał szatana (Velnis): Czy ty to zrobiłeś przez swoją
godziwość?

dja-

Bóg aby

Djabeł zaś odpowiedział:
zapomni ciebie żadnego

Boże, ów

czyzny. C h o d z i o potop, który sprawił Pan Bóg z p o w o ­

człowiek

d u nieugoszczenia G o przez... gospodynię. D l a narra-

jest moich pokłuć,

t o r k i Bóg to Bóg. Sprowokowana przez prowadzącą

u Sylwestrowicza w y m i e n i o n e są owe cierpienia, mię­

rozmowę, będzie w y m i e n n i e mówiła Pan Jezus i Pan

dzy i n n y m i , kołtun, parchy, wrzody, choroby rozma­

Bóg. Ponownie nasuwa się uwaga bez większego zna­

ite, tudzież kłopoty życiowe bez k o ń c a oraz nędza.

czenia. O t o z ową przemiennością spotykamy się dosyć

I dalej już w oryginale. Wtedy Bóg odpowiedział,

powszechnie, chociażby w Warszawie, głównie pośród

uważa

kobiet, wierzących i niewierzących. Z byle p o w o d u

przyklęknąwszy

wołają albo o Boże!,

śmiertełną

albo - chociaż częściej - o Jezu!,

nie cierpiąc

nie-

stworzony
bółu. Ile tu

to tyle będzie miał bólów i cierpień.

za słuszne

i za to djabla nie karał.

Tu

że to

Później

na j)rawe kolano tchnaj człowiekowi

Bóg
nie-

duszę swoje. W oryginale nie m a spacji, ale

czy o Jezusie. Ponadto, jak dalej w dziele Zowczak bę­

tak przepisałem ów fragment z pracy M a g d a l e n y Z o w ­

dzie o św. Piotrze, postaci w l u d o w y c h przypowie­

czak, a l b o w i e m , wydaje m i się, że jest t u definicja nie

ściach komicznej, tak Jezus Pantokrator (co każdy wie

t y l k o duszy, lecz tożsamości człowieka. M i m o m a ­

z ikonografii średniowiecznej) może nagle w naszych

tactw diabelskich powstało istnienie ludzkie n a wzór

d o b r y c h czasach służyć za szyderczo wykrętne jezusik.

i podobieństwo.

Pan to taki jezusik, usłyszałem o d górala z Zakopanego,
bacy, kiedy zapytałem go w Bieszczadach, ile liczy jego
stado owiec. Oczywiście, baca w s p o m n i a n y m określe­
n i e m , wykręcił się o d podania liczby zwierząt, jakie
przygnano z odległych stron.

Tę część niezwykle ważną w Bibłii...

autorka zaty­

tułowała - zgodnie ze swym p o g o d n y m
n i e m - Pechowy demiurg.

usposobie­

Poprzedza o n rozważania

dalsze w relacji między d o b r e m i złem. Bóg, djabeł,
Matka

Boska.

M i e l e t i n s k i , o którym jest w książce,

ową relację (strukturę m i t u ) dobra i zła, badał w po­
wiązaniu mądrości i głupoty. Takie opozycje, w rodza­

Na wzór i podobieństwo własne

j u prawda i kłamstwo, piękno i brzydota, o d k r y w a
każdy, k t o wkroczył n a ścieżkę naszych zaintereso­
wań. Zdjęcie Michała

W części dzieła Zowczak, o stworzeniu człowieka,

w stosownej zbroi

Archanioła,

ów kardynalny aspekt Genesis nie występuje. W i a d o ­

rycerza, ale z twarzą p a n i e n k i (niczym wyraz na twa­

m o zaś, że ikonografia nie tylko chrześcijańskich l u ­

rzy samej a u t o r k i ) , zwyciężającego

dów świata pozwala orientować się, jak wizerunek Bo­

ny na płótnie, z X V I I I - X I X w i e k u w., znakomicie i l u ­

szatana, obraz olej­

ga jest ukazywany. A l e nie można się dziwić, że autor­

struje t e n f r a g m e n t w i e l k i e g o d o k o n a n i a M a g d a l e n y

ka ów aspekt pominęła. W świetle b o w i e m przekazów

Zowczak.

ustnych, jakie analizuje, człowiek - mówiąc krótko nie jest dziełem Stwórcy. To realizacja zespołowa, nie­

Zdrada albo zgroza

dołężnego starca oraz bardzo sprawnego, więcej, oso­
bliwie przebiegłego szatana. O t a k i c h w środku kraju
powiadają c h a c h m ę t .

I tak m a m y w tej niezwykłej pracy. K o n s t r u k c y j k a

O w e przekazy ustne, jakie zgromadziła w kraju i po­

tego dzieła składa się z wielu cząsteczek. Posłuchajmy:

za jego granicami, są rewelacyjne. Może podobne błą­

Diabeł

zawsze stawał

na poprzek i np. jak

kają się t u i t a m , lecz giną jak u Kolberga czy Federow-

stworzył pszczołę,

skiego w ogromie wszelkich i n n y c h kwestii k u l t u r o ­

tworzył i zaczął ten diabeł dokuczać

w y c h . N a t o m i a s t w przypadku Zowczak podziwiać na­

wtedy Pan Bóg zepchnął

leży jej niezwykły talent skupienia się na kluczowych

dziesz tworzył, będziesz

w tej kulturze zagadnieniach. Czy tylko ludowej?

bie naśladować,

Boże dzieło to fuszerka, to jeden pech. A l b o akt
przyzwalający na zepsucie, grzeszność, okropieństwa
najgorsze,

to diabeł

muchę,

Pan

Bóg

ale jak tak dużo

na-

też Panu Bogu,

więc

go do otchłani

że: już nic nie bę­

tylko cierpiał i ci, którzy będą cie­

tak samo będą cierpieć.

Ale na

początku

to diabeł tak samo tworzył, tworzył [•••] jak Pan Bóg kro­
wę - diabeł

kozę.

cierpienie. Takie rodzą się stwierdzenia

O j , bardzo dociekliwa jest nasza badaczka. Tekst po­

w kontekście wypowiedzi zgromadzonych przez nie­

chodzi z płockiego. Wiele lat tam buszowałem i m i się nie

zwykłą badaczkę. Czyta się je w książce z zapartym

udało podobnej wypowiedzi zanotować. Niesamowite!

243

�Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

Przemiana światów

Już nie żyją Jan Małkowski Dziadek i H e n r y k G u r dziński z M u r z y n o w a . A l e Magdalena Zowczak u t r w a ­
liła i c h pamięć w i m i o n a c h swego synka.

To śródtytuł w t y m dziele. Po T o m i c k i m mamy

N i e w i a d o m o , o d jakiej damy pochodzi cytowana

Greimasa. K t o by się spodziewał takiej erudycji. C h o ­

wyżej wiadomość, ale czytajmy dalej. Może się uda

dzi wszak o rolę Trójcy Świętej w dziejach, waloryzację

rozgryźć to dzieło. N i e w i e m , czy podołam. Erudycja

trzech różnych jej epok. O d czasów starożytnych zna­

a u t o r k i sprawia kłopoty. Po Sylwestrowiczu pojawia

na jako postępujący upadek, aż po zagładę. Zowczak

się A . L . Greimas, La quete de la peur (1970).

dostarcza t u sporo n o w y c h i wielce poruszających, nie­

Intrygująca, zgodnie z zapowiedzią, staje się w t y m

znanych d a n y c h . O d razu d o d a m , że z t a k i c h oryginal­

dziele, relacja M a t k a Boska i diabeł. Otóż, jak udało

n y c h d a n y c h zbudowana jest ta cała, frapująca anali­

się dociec autorce, po pierwsze: po powodziach oraz

za badawcza. Posłuchajmy, to dopiero s. 90, a całość,

upałach, które nawiedziły Polskę (bratowa w czasie

bez d o d a t k u b a r w n y c h ilustracji, to s. 527:

t y c h upałów zapomniała wyłączyć pralkę i mieszkanie

Miłżyny [wielkoludy...]

na Górskiej 44 zalało).

dzie do łasu, największe

A teraz po drugie: anioł się nie pokłonił Matce Boskiej
i stał się diabłem. I to by było na tyle. Czytajmy dalej.

sie. A mówi: Co tam za robak po połu łazi? 1 na rękę
człowieka

świat będzie. A pośłe nas będą krasnołudki,
nastu człowieka

Edukację seksualną A d a m a w raju autorka zatytuło­
Rozpoczyna o d przedstawienia

nauczycieli. Pierwszy owad to anielski, pozostałe diabel­

że będzie

dwu­

jednego koguta kroić [ zarzynać - M . Z. J.

Na but powiedzą:

Co to za wieża? ]ak gdzie zostanie but
[rej. solecznicki, 1992].

nasz. Drugi świat powstanie...

M i t o degradacji rodzaju ludzkiego znają Pigmeje

skie. Wszystkie trzy stosują tę samą metodę (od Przemy­
śla po Troki) kaszą A d a m a w tyłek. Pikantność, niczym
u Rabelais'go czy Diderota, ujawniają teksty cytowane
w dziele, teksty polskich i litewskich wieśniaków.

A f r y k i Środkowej. Z materiałami z Biblii ludowej k o r e ­
spondują wiadomości z północnej części k r a j u o p u b l i ­
kowane przed laty przez Tadeusza Baraniuka.
Wertykalną budowę wszechświata - piekło w otchła­

Kiedyś wyszedł Adam z Ewą w podróż, przyszli do rze­
czułki. Ewa wzięła chustkę

wziął

z koniem. To jak ten świat zamykał się. A wyszła

kobieta, matka czy Żona, mówi: ]ak my pomrzemy, to taki

Pszczoła, osa albo bąk
wała Kłopoty z jabłkiem.

wielkie i silne dawniej były, pój­

drzewo, sosnę, na grzbiecie przynie­

n i ziemi, zaś niebo ponad nią - bliską w szczególności

do nosa i pomyła jemu, a po­

buddystom, a n a d czym się rozwodził onegdaj Ryszard

wiesić nie miała gdzie. Widzi ona, że coś u tego

Adama

T o m i c k i , nasza autorka, niespodziewanie wzbogaca i za­

jest. A bąk był w postaci diabełskiej.

nadoja-

razem uzupełnia o bliskie jej pojęcie zaświatów:

A Adamowi

dło i przytulił się, a bąk go uciął w tyłek i świat z tego po­
szedł [rej. t r o c k i , 1991]. I jak t u się nie cieszyć, że są
badacze

tacy jak

Magdalena

Zowczak.

Pozornie

s k r o m n i u t k a , a okazuje się, że to istota ścichapęk.
0 rany, o niebiosa.

Bywa też - pisze - że układ trójdzielny traci
ność w związku
światom;

z przeciwstawieniem

wówczas

łokałizuje

rze*, to oryginalna wypowiedź ze święciańskiego, z 1992
łach rzadziej niż „wertykalna",

N o więc chodzi o jabłko, symbol występku wobec
Pana. A u t o r k a tak rzecz relacjonuje.

mistrz Twardowski,

się w naszych

materia­

tłumaczy jednak,

dlaczego

porzucony przez diabła przed progiem

piekła, zawisł na niebie bądź wylądował

Zeszli aniołowie d o Edenu. Jeden grał na flecie pro­

Na

stym, d r u g i na skrzypcach, a trzeci m u wtórował, też

za­

się «piekło koło nieba, w gó­

r o k u . Ta interpretacja, pojawiająca

Czytajmy dalej.

wertykał-

naszego świata

na

księżycu.

początku swego dzieła, za Marią

Ossowską,

Magdalena Zowczak najskromniej, jak można, mówi,

na skrzypcach. Po prostu jak w kapeli żydowskiej. A l e

że jej „biblia l u d o w a " , to kwestia (w oryginale k a n o n )

spójrzmy do tekstu. C o się okazuje?

rolniczego etosu. A l e już w części przed chwilą cyto­

N a razie zostawmy sprawę jabłka na b o k u .

wanej, należy się dopatrywać czegoś znacznie więcej.

Przed n a m i obrazek na szkle ukazujący A d a m a

Myślę, że zapewne uniwersalnej dla w i e l u kultur, rów­

1 Ewę (jako dzieci) p o d drzewem, którego konar spowi­

nież pozaeuropejskich. Nasuwa się również myśl, że

jał wąż. Dookoła różne zwierzaki. Jest i kogut, i na koń­

Słowianie - być może — rodzajem wyobraźni przecho­

cu, tego dziełka z 1835 г., kto? Ślimak, który wylazł ze

wują pamięć o swym pasterskim rodowodzie. Łagodne

swego d o m k u i się przygląda zdarzeniom gorszącym.

słowo krojenie - jako uśmiercanie zwierzęcia - to nie

Noe chodził kilka lat do jakiejś pracy z siekierką,
na nie wiedziała
wiedziała.

praktyka rolników, lecz pasterzy. B u t jak wieża, to nie

a żo­

łapeć z łyka, ale bucisko z cholewą, odpowiednie do

dokąd chodzi- Diabeł ją kusił, żeby się do­

Ukręcił

z nosa wódki

i powiedział

Żeby mu się dała napić, to jej się przyzna.

jego

jazdy na k o n i u . N o i jest też jeździec, a nie człek z m o ­

żonie,

To tekst spisa­

tyką czy z płachtą i ziarnem.

ny ptzez E. K l i c h a , pochodzi spod L i m a n o w e j , 1910 r.

Bliny, kasza, zacierki

Same precjoza w tej książce.
O t o po K l i c h u E. R. Leach i R. Stichel. Swobodnie
porusza się nasza pani w literaturze, o d francuskiej po
angielską oraz niemiecką. Zadziwiające.

To niewątpliwie atrybuty etosu rolniczego. Wszela­
ko w j a k i c h się pojawiają kontekstach i jak swobodnie

244

�Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

można je bezcześcić. O t o baba b l i n e m podtarla dziec­

bzzz, bzzz, brzęczy. Wąż zagniewał

ku tylek. Powoduje to zrozumiały gniew boży. Często­

i chciał jaskółkę

wanie Boga lub Pana Jezusa, kiedy chodzili po ziemi

żył ją ukąsić i wykąsić

b l i n e m „spostponowanym". Jest m o w a o czorcie (pa­

ski, 1992,

zjeść, ale jaskółka

się bardzo na
uciekła

jaskółkę

i tylko on zdą­

ogon w taki trójkąt [ rej.

poniewie-

Litwinka].

sterze do dzisiaj się go szczerze w M o n g o l i i , nawet

M o w a jest dalej o i n n y c h wersjach r a t o w a n i a a r k i .

w stolicy, więcej niż lękają). Otóż ów czort w orańskim

N i e wąż, lecz żmija lub żaba zatyka dziurę. K i e d y zaj­

rejonie, bogatemu gotów zlotem okrasić kaszę. A l e

mowałem się samą żabą w k u l t u r a c h świata, zwróci­

b i e d n e m u „w zacierki nasra" (s. 95). Jeśli mamy tu

łem się d o M a g d a l e n y Zowczak z prośbą o k o n s u l t a ­

symbole rolnicze, toć o w o r o l n i c t w o chyba nie m a pra­

cję. Dowiedziałem się wówczas niebywale więcej, ani­

starej m e t r y k i . I b y m się wahał przed użyciem t e r m i n u

żeli w 3 przypisach zamieściła a u t o r k a w swej książce,

„etos" rolniczy. Wydaje m i się, że czegoś brakuje. M o ­

to t y l k o dowód jej wielkiej skromności. Zaba nagro­

że słów na poły? Jak je zwał, tak zwał, nie ma to więk­

dzona została za swoje poświęcenie. Jej ciało nie roz­

szego znaczenia. Przedstawione uwagi to mądrzenie

kłada

się mądrali. Faktem jest, że autorka wśród imponują­

u znawców p r z e d m i o t u . Udałem się do I n s t y t u t u Zoo­

cego bogactwa i rozmaitości d a n y c h , jakie zgromadzi­

logii P A N . D w ó c h najlepszych w Warszawie znawców

ła, porusza się z gracją i sobie właściwym wdziękiem

płazów przyjęło m n i e z życzliwością. Jeden z l a p t o p e m

się. K o n t y n u o w a ł e m

zbieranie

wiadomości

w i e l k i m . Jest w n i m między i n n y m i coś, co można by

przed sobą, d r u g i o b o k księgozbioru. Długo się zasta­

nazwać archaizmem, z cicha pęk.

n a w i a l i , osoba z l a p t o p e m patrzyła w m o n i t o r . Wresz­
potop

cie się dowiedziałem. Zaba dlatego się nie rozkłada po

i kłosy. Zasadniczą część wywodów p o m i j a m , w szcze­

śmierci, że nie tylko oddycha płucami, ale również

gólności kwestię zredukowania kłosów zbóż (drzewa

„przez skórę"

Jesteśmy w części zatytułowanej: Kataklizmy,

kosmicznego) d o rozmiarów obecnych. Dosyć o t y m

Wyjechałem wkrótce do M u r z y n o w a i pierwszego

wydarzeniu pisano. I . K . Kubiakowie (1980), d o p a t r u ­

napotkanego mieszkańca

jąc się drabiny Jakubowej, J. S. Wasilewski (1989), al-

0 to samo. Odpowiedź była natychmiastowa: oddycha

lomorfy.

W

świetle istniejących d a n y c h , zboża ( i c h

całym

t a m t y c h stron

zapytałem

ciałem.

kłosy) były niebotyczne, albowiem miały wykarmić o l ­

Przywołałem te zdarzenia dlaczego? Otóż dlatego,

brzymów. Zatem niczym las się pieniły. Dopatrzyć się

że dzieło Zowczak aż k i p i o d błyskotliwości i n a t y c h ­

w tej wielkości axis m i m d i , pojedynczej k o l u m n y nie­

miastowości, więcej - życzliwości, wypowiedzi a n o n i ­

bios, niełatwo, trzeba mieć pomyślunek giganta. N a t o ­

m o w y c h osób. A l e aby do n i c h dotrzeć, trzeba się bar­

miast nowe, i jak w całej książce oryginalne, są dane

dzo natrudzić, no i mieć talent badacza. Badacza d o ­

z rozległych badań terenowych a u t o r k i oraz kierowa­

świadczonego i niezłomnego. Redakcja, która zechce

n y c h przez nią grup s t u d e n c k i c h .
Zainteresowały

mnie

t e n tekst drukować, może już w t y m miejscu go skró­

szczególnie

wiadomości

o zwierzętach i owadach. Rejestr otwiera pies i k o t ,
których krzywdzić nie można. I na szczęście, stereoty­

cić. Wszelako nie odmówię sobie radości pisania o Bi­
blii dalej, a jest o czym.
N o więc o psie i kocie, kotce.

p o w y c h chłopskich ocen nie spotykamy. Jak chociaż­
by wobec kota, że to bestia fałszywa. N a w e t komar jest

Wilk i kołowate

p o t r a k t o w a n y życzliwie:
Noe wszystkich

zwierząt

i ptaków

po parze bral, żeby

(zdumiewa t e n d e m i n u t y w , JO)

nie zginęły. I myszka

Oprócz dwóch gadów w losie a r k i N o e g o m a rów­

wąż

nież swój udział k o t k a . A u t o r k a na całej stronie o p i ­

i ogon wsunął do tej dziury, żeby woda nie szla

suje, jak się rzeczy miały. I chociaż mówi „także w źró­

Noe

dłach współczesnych", w o l i odwołać się do istnieją­

Pan Bóg, czym

cych, głównie d r u k o w a n y c h , o d k o ń c a X I X i począt­

będą żywili się. A wąż nie podpelzl, dlatego, że byl ogon do

k u X X w i e k u . A to wielka szkoda. A l b o w i e m f a k t

przedrapala
zobaczył

łódź i na pewno ta łódź potonęlaby,

dalej i potem, kiedy potop skończył
wszystkich

po parze i każdemu

ale

się, wypuszczał

powiedział

tej dziury wsunięty, to pyta się dlaczego. „Dlatego,

że mam

trwałych do dzisiaj w świadomości prastarych legend,

ogon wsunięty do tej dziury, trzyma łódź". To w

nagrodę

bajek i t d . , które pottafiła „wywołać", to najcenniejsza

pożywie­

warstwa w jej d o k o n a n i u , po prostu rzecz sama w so­

dla niego powiedzieli:

Co ty chciałbyś

jeść, jakie

stwo­

bie. I już obecnie sugeruję wydanie tych materiałów

rzonko. On chciał usłużyć, że czyja smaczniejsza krew, to

j a k o właśnie rzeczy osobnej, już bez uczonego wykła­

stworzenie, będzie pożywieniem węża. On teraz na

d u , natomiast, w całym tego słowa znaczeniu, literac­

nie? /.../.

On nie wie co, wówczas

komar, malutkie

go siada, wiadomo jak komar, i krew kosztował
człowieka

i wiadomo najsmaczniejsza

leciał powiedzieć,

jaskółka

zapytała

niejsza. Mówi do niego: pokaż języki
zyk, jaskółka

wyciągnęła

krew człowieka,

k i m przedstawieniu osób, okoliczności i t p . Sukces

i on

gwarantowany. Nadrealistyczny g a t u n e k

literatury

najsmacz­

w uszczegółowionych realiach lat osiemdziesiątych

Komar pokazał ję­

1 dziewięćdziesiątych Polski, L i t w y , Białorusi. Kogo

jego, jaka

język, jemu urwała.

leciał do węża, ale bez języka

każde­

i usiadł na

Komar przy­

i nie może mówić,

z zawodowych pisarzy współczesnych stać byłoby na

tylko tak:

coś podobnego?

245

�Jacek Olędzki * SIEDZI BABA NA CMENTARZU

Możemy dalej mówić o kotce. Mysz stworzona przez

Zapytałem wybitnego znawcę zagadnienia dr. A n ­

diabla gryzie d n o b a r k i . C h u s t k a a l b o . . . rękawiczka

drzeja Goryńskiego dlaczego psy afrykańskie nie szcze­

stają się p o m o c n e . D o zatkania dziury? B y n a j m n i e j !

kają? Odpowiedź była natychmiastowa i krótka, bo nie

W c u d o w n y sposób - w zależności o d pochodzenia re­

zostały do tego przyuczone.

lacji - Prokurimas, Łajma, Pan Bóg, N o e czy M a t k a

Można by jeszcze dalej rozwijać temat. Po co wyją

Boska powołują do istnienia kotkę. I dlatego koty l u ­

psy w i l k o w a t e . A l e to już za daleko byłaby rozwinięta

bią ciepło (rękawiczka) i się stale myją (chustka).

dygresja. Dlatego w śródtytule jest słowo w i l k .

D o w i a d u j e m y się, jak niesłychaną życzliwością l u d

Napisałem na początku tego tekstu, że dzieło M a g ­

litewski, ale również chyba Polacy na L i t w i e , obdaro­

daleny Zowczak m a charakter uniwersalny, b o w i e m

wują swych w i e r n y c h przyjaciół, k o t a i psa. W i ę c e j

dotyczy synkretyzmów wszelkich religii światowych.

oczywiście zaskarbia serca pies. O n b o w i e m , ale w i n ­

O b e c n i e d o d a m , że ów uniwersalizm wyraża się rów­

nej wersji również k o t , przyczynili się aby coś pozosta­

nież w t y m , że dzięki tak rewelacyjnym z L i t w y wiado­

ło z kosmicznego kłosa. Poznajemy świadectwa wiesz­

mościom, jak o psie i kocie, pobudza, a nieraz zmusza

czych cech obydwu zwierząt. Pies gromadzi i c h więcej.

do pogłębionej refleksji n a d kulturą ojczystą i prowa­

A u t o r k a u n i k a jak ognia socjologicznej czy m e n t a l ­

dzi do poszukiwania analogii. W systemach wartości

nej, albo też s t r u k t u r a l n e j , k o m p a r a t y s t y k i . Daje t y m

B Y Ć , a do n i c h należą Indie, wiele jest zwierząt szano­

samym świadectwo bezwzględnej metody. W przypad­

w a n y c h , a nawet czczonych. W M o n g o l i i d o t a k i c h

k u przedmiotu swych zainteresowań nawiązuje do

zwierząt należy owca. Chociaż jest chłebem powsze­

folklorystycznych p r a k t y k ,

jakie wykształcił Julian

d n i m pasterzy, uzyskała przywileje, j a k i c h i n n e zwie­

Krzyżanowski i jego pierwszy asystent Jan S a d o w n i k .

rzęta nie mają. Przede wszystkim zabija się ją bezbole­

Jako etnołog, który świadomie, bardzo wcześnie uznał

śnie i bez przelewu k r w i .

konieczność poszukiwania sensu, istoty, poprzez szero­
k i i zarazem bardzo odległy o d k r a j u kontekst k u l t u r o ­
wy (azjatycko-afrykański), nie zrezygnuję w t y m tek­
ście z sięgnięcia do faktów z o d m i e n n y c h niż nasza

Święta Anna Samotrzecia

s t r u k t u r k u l t u r o w y c h . N i m to uczynię, dla osłabienia

W przerwie kontemplowania dzieła Magdaleny Zow­

znaczenia użytych stwierdzeń przedstawię zdarzenie,

czak za namową dobrego przyjaciela poszedłem zoba­

które odnosi się d o pierwszej osoby w podziękowaniu

czyć nowe prace W i k t o r a Gajdy w galerii Belłotto pro­

na końcu książki.

wadzonej przez Jadwigę Dzierwę w pobliżu placu Zam­

Spędzaliśmy wakacje w d o m k u k l u b u żeglarskiego

kowego w samej stolicy. Zachwycony oglądałem nowe

w Jadwisinie. Była już jesień, żeglarze opuścili przystań.

wcielenie Gajdy, odkąd znalazł się po opuszczeniu War­

Byliśmy sami i kotka, porzucona przez yachtsmanów.

szawy na bezludziu w Stroniu Śląskim w Sudetach. Ze

Wygłodniała i domagająca się pomocy. Obecny prof.

złoconych brązów, które każdy nowobogacki chętnie

Lech Mróz sypiał z nią na wznak, trzymając drapieżni­

chciałby mieć na k o m i n k u , rzeźb porażających perfek-

ka na piersi, blisko gardła, grdyki, czyli jak t o jest szcze­

cjonizmem, artysta sięgnął po k l o c k i bukowe, suche ze-

jabłka A d a m a .

włoki żab, zwykłe gwoździe czy karteczki, czyłi rekla­

Oczywiście nie podzielam poglądu powszechnego u l u ­

mówki agencji towarzyskich. M i m o tej wzruszającej po­

du naszego, że k o t potrafi udusić śpiące dziecko, zain­

etyki myślałem uparcie o t y m , co jest w Biblii

gółowo objaśnione w Biblii

ludowej,

ludowej.

teresowany czymś poruszającym się m i a r o w o . Miałbym

W komercyjnej galerii sztuki znajdują się stałe roz­

jednak wiele oporów, chociaż wychowywałem wiele

maitości różnego pochodzenia i wartości. Zaintereso­

kotów, by spać w podobnej pozycji, w d o d a t k u z k o t e m ,

wała m n i e bardzo udana kopia znanej

p o n a d t o nieznanym. Podziwiałem mego przyjaciela.

z Dzieciątkiem z Krużlowej. Pani prowadząca galerię

Madonny

życzliwie powiedziała m i , że t o dzieło ucznia K u l o n a ,

Zdolności głosowe psów, których k o t y nie mają,
powodują, że w kręgu k u l t u r y M I E C , uzyskują pozy­

który potrzebuje pieniędzy, i dlatego za tak niską cenę

cję d o m i n a n t a . Inaczej jest w kręgu k u l t u r y B Y Ć ,

można u niej kupić jego pracę. Pokazała m i obrazeczek

p r z y n a j m n i e j , w obszarze w i e l u miejsc

Środkowej

przedstawiający jakąś rzeźbę gotycką Świętej A n n y Sa-

A f r y k i . O t ó ż rodzime psy afrykańskie nie szczekają.

motrzeciej. Prawidłowo wypowiedziała o w o słowo sta­

M o ż n a przemierzyć s a m o c h o d e m tysiące kilometrów

ropolskie, zarazem t e r m i n , j a k i dotyczy owego wzorca

przez t e n k o n t y n e n t i nie zdarzy się c h o ć j e d e n przy­

ikonograficznego. Pokazała m i przedstawienie świętej

pojazdem,

aby powiedzieć, że artysta, którym się opiekuje, rzeźbi

a cóż d o p i e r o , j a k t o w naszej ojczyźnie, jego oszalały

właśnie o w o wyobrażenie. I t u k u m e m u zadziwieniu

bieg za pojazdem. I co się okazuje? - że w t y m obsza­

dowiaduję się, że Samotrzecia, to św. A n n a z d w o m a

rze świata k o t , a nie pies, może być d o m i n a n t e m

na rękach Dzieciątkami Jezus. Już nie pytałem, dlacze­

w zagrodzie, r o d z i n i e . N o c ą w y c h o d z i się z k o t e m ,

go tak uważa, a było, oj było w a r t o .

padek ujadania psa za przejeżdżającym

a nie psem, bo pierwszy przed wężem się zatrzymuje,

My, badacze, stale powtarzamy to uchybienie. Jeste­

a d r u g i go o m i j a , nie ostrzegając t y m samym o nie­

śmy tak zadziwieni, a nieraz olśnieni osobliwością uzy­

bezpieczeństwie.

skanej wiadomości, że zapominamy o próbie pójścia

246

�Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

nieco

powstała

0 c h ę ć powiedzenia sobie, j a k i charakter mają analizo­

z c h u s t k i czy rękawiczki. Wystarczająca pozostaje sama

dalej,

zapytania, dlaczego

kotka

wane wątki, a dalej podjąć próbę oceny owej k u l t u r y

wiadomość. I t a k i jest charakter p u b l i k o w a n y c h w Bi­

ludowej, w której dokonał się wybór t a k i c h , a nie i n ­

blii tekstów. N i e odnalazłem prób nękania rozmówcy

n y c h treści. A l e przed t y m pojawia się pytanie, czy był

do końca. Oczywiście z góry można przewidzieć, że

to wybór. W w i e l u przypadkach tak, lecz również czę­

w przeważającej ilości przypadków nic konkretnego

sto nie. Stworzenie przez Pana Boga A d a m a i Ewy czy

i oczekiwanego nie pojawi się. D o w i e m y się tylko, że

kara p o t o p u to wątek biblijny. N a t o m i a s t wędrówki

tak mówili poprzednicy i już. A l b o że jest, jak mówię,

Pana Jezusa z św. P i o t r e m po ziemi i towarzyszące te­

bo w i e m . Wszelako może się zdarzyć, że coś dodatko­

m u zdarzenia to licentia poetica d a w n y c h narratorów

wego nastąpi. D o niewiarygodnej konfabulacji czy zgo­

rodzimych w swej oryginalnej twórczości słownej ko­

ła zmyśleń i fantazjowania stającego się dziedzictwem,

rzystających ze skarbnicy plebejskiej czy chłopskiej r u -

tradycją ustną, na koniec zaskakującego fałszowania

baszności, m u l t i p l i k a c j i , dygresyjności,

w najlepszej wierze treści, chociażby b i b l i j n y c h lub tyl­

niezwykłości przekazu. Jeśli widzieć w t y m wpływy sa­

ko ewangelicznych, zdolni są zarówno niekształceni,

mej B i b l i i , to - j a k się wydaje - w warstwie moraliza­

jak też kształceni. Jednakże ci pierwsi, osadzeni w k u l ­

torskiej, a może też dydaktycznej.

sprzyjających

turze opowieści przekazywanych z pokolenia na poko­

W opowieściach l u d o w y c h akceptowana jest Świę­

lenie, mogą cieszyć się wśród nas, etnografów, więk­

ta Rodzina, bywa, że aż do granic przeniewierstwa.

szym i w pełni uzasadnionym zainteresowaniem.

Nazywano ją jeszcze na początku X X w. w niektórych

Pana Boga, w jednej z dalszych części

częściach Polski Świętą Trójcą! N a u k i Jezusa zawarte

swej pracy, autorka zamieściła na s. 328 fotografię obra­

w Ewangeliach osobliwie nie stanowią poważniejszego

W Towarzyszu

po jeziorze Genezaret. O t y m obrazie

tworzywa s n u t y c h niegdyś z zapałem opowieści. To

wystawianym raz do r o k u na Boże Ciało w Rokiciu,

chyba mroczny cień, j a k i pada na ludową percepcję

a będącym własnością wsi M u r z y n o w o , obrazie replice

świętego Słowa. Z dwunastu apostołów tylko dwóch

wcześniejszych, o d poł. X V I w., pisałem onegiś w „Kon­

spotkało się z większym zainteresowaniem. Należą do

zu: Jezus chodzący

tekstach"; Zagadnienie czasu mitycznego i historycznego.

t y c h wybrańców św. Piotr oraz Judasz. Pierwszy stał się

Zamieściłem w t y m tekście wypowiedzi dotyczące per­

prawdziwym ulubieńcem prześmiesznych anegdot je­

cepcji przedstawienia wizerunku Jezusa ratującego św.

m u poświęconych. N a w e t jego imię nie zostało oszczę­

osób.

dzone. M i e ć pietra. N a z w a n o obecność w l u d o w y c h

Wśród n i c h tylko dwie kobiety potrafiły prawidłowo,

opowieściach ulubionego apostoła k o m i z m e m św. Pio­

Piotra. Rozpoznanie

dotyczyło kilkudziesięciu

w nawiązaniu do przekazu ewangelicznego, powiedzieć

tra. Znane są od dawna owe zabawne przypowieści

o rzeczywistej, zgodnej z t y m , co jest, treści obrazu. Po­

związane ze świętym, kiedy towarzyszył Panu Jezusowi

zostałe interpretacje były nieprawdziwe. Redaktor jed­

w wędrówce po ziemi. W każdej z tych opowieści ko­

nej z gazet płockich, urodzony i mieszkający w M u r z y ­

miczny bohater zbiera cięgi albo osobliwie wzbogaca

nowie, upierał się, że obraz przedstawia Jezusa w łodzi

świat przyrody - to o grzyby, to o ryby. „Sum z j a j a m i "

łowiącego ryby. Można by poprzestać na t y m wzruszają­

pod p o d n i e b i e n i e m albo w żołądku to nie k t o inny, jak

c y m zafałszowaniu. Jednakże miałem cierpliwość nękać

sam św. Piotr. W Biblii ludowej znalazły się jednak nie­

rozmówcę. I dowiedziałem się, że dlatego taki, a nie i n ­

znane d y k t e r y j k i . A u t o r k a odkryła je na L i t w i e :

ny temat jest treścią obrazu, że wieś była kiedyś rybac­
ka. Najważniejsza jednak część tej wypowiedzi to samo
jej zakończenie: Ten obraz jest apoteozą

pracy.

Sin. Piotr wszystkich wpuszcza do nieba, ale już ślepy
1 głuchy. Jakimś

on cudem przepuścił

nego. W niebie zrobili awanturę,

Można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że

szukali księdza

Zyda nie

ochrzczo­

że trzeba go

ochrzcić,

i nie znaleźli. N i g d y nie przypuszczałem,

po wielu latach, kiedy już d a w n o m n i e nie będzie,

że tak niegościnne jest niebo dla księży. I jeszcze jedna

a nasza dyscyplina uzyska nową nazwę, n p . scientolo-

z w i e l u przypowiastka:

gii k u l t u r o w e j , jakiś nawiedzony badacz doszpera się
d o owej wypowiedzi o apoteozie pracy. I można rów­

Sw. Piotr deszczami rządzi, grzmotami i jeździ na

ko­

niach w wozie, skry się sypią, to na obrazie widziałem

sta-

nież przyjąć, że nie p o t r a k t u j e jej jako w i e r u t n e j bzdu­

rinnym, jak zacznie padać

Bóg

ry, ale będzie nią oczarowany. Odnajdzie związki mię­

powiedział:

dzy fałszem wypowiedzi a wieloletnią edukacją osoby

leje gdzie popadło

w k r a j u k o m u n i s t y c z n y m . N i e w s p o m i n a m już o b u d u ­

deszcz, to leje i leje. Pan

Lej tam gdzie pyl, a on usłyszał: gdzie był. 1 on
(s. 3 2 9 ) .

W części zatytułowanej Dziwne

sądy boże o d n a j d u ­

jącym aspekcie zatrudnienia Pana Jezusa w ciężkiej

jemy dosyć dwuznacznie ukazywaną postać Chrystusa

pracy rybaka, w d o d a t k u łowiącego samemu, niczym

w wypowiedziach zgromadzonych na L i t w i e w latach

hemingwayowski Stary człowiek.

1990 i 1992.

Wątki

Gorzka percepcja

Interpretacje wątków biblijnych w kulturze ludowej. To
podtytuł omawianej t u książki. Można już pokusić się

o podstęp niegodny osoby boskiej, a ostatecznie o zła-

247

A u t o r k a nie próbuje wprost powiedzieć, że chodzi

�Jacek Olędzki • SIEDZI BABA NA CMENTARZU

manie 5. przykazania. Rzecz z zakresu złowieszczej ety­

czynie dawnego Zairu. Siedzimy przed kościołem. D o ­

k i nazywa pseudoracjonalizacją. Posłuchajmy:

okoła elegancko ubrani w i e r n i , skupieni uroczyście.

Li ojca był jeden syn. A Pan Jezus przechodzi,
chłopczyk

a ten

mówi, dziecko, pokazy! I ten chłopczyk
Jezusem i na kładce

poleciał

Pan Jezus jego utopił /.../.

Nagle p o n a d głowami postrzegam, jak z plantacji bana­

ten

nów wychodzi rząd przygarbionych Pigmejek, dźwigają

z Panem

pełne kosze i gdzieś znikają. Poza m n ą n i k t nie patrzy

Dzieciaka

na tych, któtzy i n n y m pozwalają dzień święty święcić.

sobie lata. Jak to mnie przez rzekę przejść,

mi utopił! A Pan Jezus tak mówi: Co chcesz? Ten twój syn

W

U n i e j e w i e jeden z najbogatszych

gospodatzy

byłby straszny zbój i ty prosiłby jego śmierci. A teraz u cie­

z całą rodziną odświętnie i dostojnie udaje się do Ro-

bie urodzi się syn i będzie wielkim doktorem.

kicia na mszę. Jego parobek zostaje w gospodarstwie

/.../.

Skóra cierpnie, c i a r k i przeszywają ciało, gdy zasta­
n a w i a m się n a d zdolnościami l u d u sąsiedniego, ale
również pewnie niegdyś naszego, wzbogacania obrazu

i oporządza, a także k r o w y d o i . . .
Hipokryzja? Znieczulica?

Kłamstwo

i bigoteria?

Może jeszcze coś, czego nie czujemy albo czuć nie

Boga. W Ewangeliach źródłem mogłoby stać się u w o l ­

chcemy. Sam już nie w i e m , a w omawianej książce o d ­

nienie o p ę t a n e g o . . . , strącenie z urwiska stada świń.

powiedzi nie znajduję. I , broń Panie Boże, nie obcią­

Wszelako ów akt, chociaż napawający grozą i również

żam t y m b r a k i e m a u t o r k i .

etycznie niezbyt dzisiaj pojętny, dokonał się w szcze­

W tej części dzieła ujawnia się najwyraziściej p o w o ­

gólnym systemie wartości, pielęgnowanym i szanowa­

łanie z prawdziwego zdarzenia Magdaleny Zowczak,

n y m . A m i a n o w i c i e k u l t u r o w e g o ostracyzmu w sto­

a także jej zdyscyplinowanie, jak ptzystało na uczone­

sunku do zwierząt nieczystych. Wydaje m i się jednak,

go (uczoną). N i e wdaje się w jakieś oceny i nie poka­

że źródło jest i n n e zupełnie. Należy chyba dopuścić t u

zuje po prostacku palcem ptzyczyny, w sposób ptzed-

rolę p o b i e r a n y c h n a u k w kościołach, w których księ­

stawiony przeze

ża l u b o w a l i się w swych kazaniach korzystać z „budu­

z w i e l k i m poświęceniem i doskonale uporządkowany

j ą c y c h " ptzykładów. Mogę oczywiście się mylić, j e d ­

ogromny zbiór wiadomości niechaj służy pogłębione­

m n i e nieco

wyżej. Zgromadzony

nakże próbuję zrozumieć o w o zjawisko przyzwalania

m u zastanowieniu, samodzielnemu myśleniu. W t y m

na okrucieństwo. N i e pomaga

d u c h u skonsttuowana jest cała książka i , oczywiście,

t e m u zrozumieniu,

ptzy analizie patalelnego wątku z A n i o ł e m Stróżem
i dziećmi na m o s t k u , przywołanie wypowiedzi „tak so­
bie", nieocenionej, przewspaniałej A n n y

Kunczyń-

skiej-Irackiej. Podobnie, jak autorka, potrafiła żarto­
wać (s. 3 3 7 ) .

jej partie końcowe.
Pojawia się pytanie retoryczne: C Z Y

ISTNIEJE

T E O L O G I A „ L U D O W A " ? Istnieje synktetyzm r e l i ­
gijny, o którym mówiłem na początku. I chyba okolicz­
ności, sposób przekazywania o f i c j a l n y c h racji określo­

Przyjmuję więc, że twórcy o k r u t n y c h ptzypowieści,

nej religii, powoduje, że przetworzenia mogą być gor­

nie oszczędzających Jezusa Chrystusa czy Anioła Stró­

szące lub nie. M o g ą uwznioślać sens objawienia albo

ża, są n i e w i n n i , więcej, podziwiać i c h wypada za zdol­

go - przykro to powiedzieć - profanować.

ności kreowania oryginalnych tekstów. Przyczyny na­

Z wdziękiem pojawia się zakończenie, w którym nie

leżałoby poszukiwać poza osobami, które wprowadziły

ma - tak jak to bywa w i n n y c h n a u k o w y c h dyscypli­

w obieg społeczny owe porażające opowieści. Sadzę, że

n a c h - jakichś b a n a l n y c h k o n k l u z j i , natomiast jest

unikamy w t y c h przypadkach powiedzenia o mizerii

P O D Z I Ę K O W A N I E , między i n n y m i księdzu M a t k o w i

katechezy, o wątpliwych sposobach głoszenia Dobrej

Statowieyskiemu za... udostępnienie domowej biblio­

Nowiny.

teczki.

Zbliża się październik, i j a k co r o k u zobaczę z mego

W dziełach powstałych w pracy badawczej zespoło­

o k n a tłum wyelegantowanych mężczyzn - to myśliwi.

wej, będących skarbnicą wiadomości, p o w i n i e n znaj­

Uzyskają błogosławieństwo w Katedtze Polowej. Będą

dować się bezwarunkowo indeks rzeczowy! A u t o r k a

w niej nawet nie rozgrzeszeni, ale przeciwnie, zachęce­

mówi, że to jej w i n a . N i e - w y d a w c y ! , d o d a m , wielce

n i do łamania 5. przykazania. Tylko garstka studentów

czcigodnego. O b y się pojawiło drugie wydanie z i n ­

pojawi się z transparentem naptzeciw i n i k t z kościoła,

deksem.

ani z pokrzepionego na d u c h u homo necans, nawet nie
raczy spojrzeć na o w y c h narwańców.
Kiedy to piszę, staje m i przed oczyma to, co ogląda­

Warszawa, 18 września 2001

łem daleko o d kraju. Msza niedzielna w jakiejś wiosz­

tydzień p o . . .

248

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10759" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10737">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ff2ecd47052cc01bcb5ac9fee7bddbbe.pdf</src>
        <authentication>219b2021826b763f1701af459a21741e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128232">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4483</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128233">
                <text>1962</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128234">
                <text>wota</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="128235">
                <text>Kurpie - religijność</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128236">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4169</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128237">
                <text>Symboliczne ofiary woskowe we wsi Kadzidło/ Polska Sztuka Ludowa 1962 t.16 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128238">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1962 t.16 z.2 / s. 92-96</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128239">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128240">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128241">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128242">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128243">
                <text>11. 1. Akt modlitwy
w czasie
rytuału
licznej
ofiary
proszalnej
w kościele w

Jacek

Olędzki

SYMBOLICZNE

OFIARY

WO SKOWE

6 s i e r p n i a 1957 r o k u , w d n i u o d p u s t u Św. R o c h a ,
ks.

kanonik

Kadzidło

Mieczysław

w

uroczystości
jący

rytuał

Mieszko,

p o w . ostrołęckim,
odpustowych

wprowadzając

nigdy

w

proboszcz

parafii

rozszerzył

program

miejscowym

kościele,

dotychczas

t a m n i e występu­

symbolicznej • ofiary

proszalnej

o da­

r z e n i e się h o d o w l i ż y w e g o i n w e n t a r z a . W r o k u
obserwując
dzidle,

przebieg

archaicznej

n i e sądziłem,

ceremonii

ż e m a o n paroletnią

I960,

w Ka­
zaledwie

tradycję.
0

potrzebie

zjawisk

my, n a w e t
noznaczna.
Sztuce
sywanej

przedstawienia

między

niemożności

rodzaju

innymi

oznaczenia

czasu

na podstawie

gdy wydaje

2

92

woskowych,
artystycznej

ceremonii

pochodzenia

znajomości

notatki

podyktowane
—• j a k o

jest

tej

w

użyciem

symbolicznych

tego

i c h for­
jed­

„Polskiej
w
ofiar

opi­
—

WSI
które

KADZIDŁO

są przecież

twórczości

jedną

z

dzie­

ludowej .
l

*
Obchód
się

w

symbolicznej

Kadzidle

między

poranną

i

świętą

mszą

szego
w

intencjach,
i

Okadzanie
niem
w

—

ofiary

podczas
wotywą

proszalnej

odbywa

półtoragodzinnej

przerwy

i

sumą.

wspomniana

związku.

święceniem

relacji za­
się refleksje

się o n a j a k n a j b a r d z i e j

Umieszczenie

Ludowej"

niniejszej

nasuwające

P o r . J . Olędzki, Wota
woskowe
ze wsi Brodowe
Łąki
i Krzynowłoga
Wielka,
„Polska S z t u k a
L u d o w a " r . X I V , I960, n r 1, s, 3—2.2.
Dotyczy w s i Czarnia i L i p n i k i w p o w . ostro­
łęckim, L e m a n , Łyse i K s e b k i w p o w . kolnieńskim.
1

rzeźb
dzin

ZE

Łączy
jak i

w

postaci
krów

uroczystości

krów

Z

i koni

i

koni,

połączone

w

Kadzidle

— Stanowi

przetworzenie

zwyczaju
ogniska.

jakiej

przepędzania
Zwyczaj

—
—

talk
ze

zabiegami

odpustowe.

tej formie,

mienie

n i e m a bliż­
ściśle

obrzędowej

w

dowego

nabożeństwem

ceremonia

się n a t o m i a s t

okadzaniem

rozpoczynającymi

decydowały
o

symbo­
Kadzidle.

z i c h święce­

występuje
bydła

dzisiaj

dawnego l u ­
przez

t e n występował

pło­

w Ka­

d z i d l e , a także w i n n y c h p a r a f i a c h

Kurpiowszczyzny

— jako jeden

w

właściwości

z przejawów

ognia

wierzeń

— jeszcze

apotropeiczne

n a początku

X Xw. .
2

P o r . A . Chętnik, Kalendarzyk
zwyczajów,
dorocznych
obrzędów
i niektórych
wierzeń
ludu
kurpiowskiego,
N o w o g r ó d 1934, s. 22, M . B i e r n a c k a ,
Kurpiowska
gospodarka
hodowlana,
s. 153 (rękopis p r z y g o t o w a n y
d o d r u k u w „ B i b l i o t e c e E t n o g r a f i i P o l s k i e j " t . 5).

�Z n a n y był również poza
czesnym
dzidle

obrzędzie

przetrwało

Wczesnym
podpala

tym regionem .

wiele

ze

rankiem
i

koni

i

starego

w

stos jałowca

dniu

skórą,

proboszcz
dy.

staje

z

odpustu

świerczyny

Donośne

0

i

na

księdza

do

gospodarstw

ta, koń. Przypędzają
rych

się

spoczywa

kiedy p o j a w i a

—
je

zakrystian
przed

obciągnię­

się

do

stadka
dwie,

wieś

ceremonii.
zwierząt

trzy

przeważnie

z

dzieci,

cielę­

na

wypasu.

się jeździec

na koniu,

to znów

aby

podprowadzone

dymu

pomógł

przygnać

wodą, a

unoszącego

cały czas d u d n i

przed

się

Z placu, zagania

pastwisko.

szych

stad

zwierząt

Święcenie
nie

raz

się
jej

przed

się

ze

już

ligurki

zwierząt.

ry pieniężne i

a

gotowań.

po

proszalna.

rozkładają

na

zakrystii

świece

Ustawiona

Brastewni

na

zajmują

nim

stole

krucyfiks

zwracając się t w a r z a m i d o

Prze­
przez

oni przed

i

głów­

przynie­

i

woskowe

taca

na

bierają

do

figurki,

miejsce

za

przy­
stołem,

ołtarza.

prezbiterium i
brastewni

tacę

składane

dziej

ofiary

z

jaj. Nie

ze świecami

i

figurkami.

uzyskaniem
figurek.
1 ówdzie

są

drobne

t y l k o świecy

Sunie

za

gorejącymi

ołtarz

ofia­

dopełniają

Wierni, pragnący uczestniczyć w o b c h o d z i e ,
dzą z n a w y

roz­

n i m za­

wspomagani

w

metalowy

niż
zwie-

opustoszeje,

ofiara

brastewni,

stół

schowka

wcześniej

wotywne,

symboliczna

ołtarzem

sione

zaś
dal­

4

kościołem

kierują

krowy

okadzanie

zakrystiana i kościelnego. U s t a w i a j ą
nym

Przez

wielki .

nabożeństwo

następuje

biegiem

smugę

choć s t a n p o g ł o w i a

we wsi nie j e s t z b y t
plac

kropi

w

stosem.

i

kończy

po upływie t r z e c h g o d z i n ,
Gdy

Zwierzęta

się k o n i e d o s t a j n i ,

na

poczyna

uja­

z łań­

który

wpędzone

n a d płonącym

któ­
Nie­

bęben.

pędzi

rząt

jałówki.
księdza,

następnie

naj­

krowy,

obowiązek

cucha,

wo­

powiadamia

dając w p a d a n a p l a c pies, k t ó r e g o s p u s z c z o n o

j e święconą

nich

zazwyczaj

zostają

Ka­

święconej

rozpoczęcia

placu pojawiają

bliższych

Dołącza

bębna

w

placu

kotłem

kociołkiem

dudnienie

gotowości
Na

ministrant.

kropidłem

współ­

krów

zwyczaju.

kościołem. W pobliżu o g n i a , p r z e d
tym

We

: i

okadzania

oblegają

rozdają
ofiary
każdy

im

albo

odchodzi

Za

i

od

czy

też

Na
rza­

¿stolu

zadowalają

jednej

korowód

świecami.

Wy­

świece.

pieniężne

Niektórzj'

wcho­

stół.

się
paru

rozjaśniony " t u
ołtarzem

wierni

Dotyczy
wsi Borowe,
Dębnowola,
Dziarnów
w pow. grójeckim
oraz
Promna
w
p o w . białobrzeskim. Por. M . Sanigórski, W Borowem
krbwy
chrzczą, „Trybuna M a z o w i e c k a " , I 9 6 0 , n r 2 4 1 , s. 1,3.
Niewątpliwie o d g r y w a t u rolę mała aktywność
w i e r n y c h . Wśród z e b r a n y c h w y p o w i e d z i n a t e m a t
skuteczności z a b i e g ó w o k a d z a n i a i święcenia t y l k o
w jednej, p r z y t y m pochodzącej o d
brastewnego
(Walentego W i k t o r k a , u r . w r . 1898), a w i ę c o s o b y
związanej
bezpośrednio
z programem
działalności
p a r a f i i , u j a w n i a się W i a r a w i c h n a d z w y c z a j n e m o c e .
..,U j e d n e j m e l i k r o w ę , co się n i j a k doić n i e chciała.
Po p s e g n a n i u k o l e o g n i a n a ś w i ę t e g o R o c h a , zrobziła
się s p o k o j n a j e k b a r a n e k . P s e d t e m t o j e j c h y b a psez
r o k nogę podziązywali, c ó b y stała n a t s e c h i l i g a ć
nie mogła."
3

4

�całują

j e g o ścianę, a jeśli

dzie,

po

złożeniu

westchnąć

d o św.

trzykrotnie.
mając
tych

tłok

Rocha.

sobą

zatrzymują

Wszyscy

N a zakończenie

przed

nie s t o i n a p r z e s z k o ­

pocałunku

ołtarz

klękają.

Trzy­

obchodu

figurki

(niekiedy

d o p r z o d u rękach), kierują

się, a b y

obchodzą
w

wysunię­

m o d l i t w y d o świę­

tego. Treścią i c h są prośby o o p i e k ę n a d ż y w y m i n ­
wentarzem.
Następnie
świece
stole

i

sumy.

wracają

do

Odchodząc

krucyfiks.

częcia
dza

wierni

figurki.

Obnoszenie

G d y zbliża

się s t o p n i o w o

tłum

stołu,

*ałują
figur

się

trwa

pora

przed

a b y oddać

ustawiony
do

mszy,

ołtarzem.

na

rozpo­
przerze­

Po opusto­

s z e n i u p r e z b i t e r i u m b r a s t e w n i w y n o s z ą stół, a z e b r a ­
ne

do

koszyka

krystii.
w

dzień

je

pojawienia

ba

ustalić,

du,

jakie

bez

precedensu

mowy
ży

się w

w

za­

j u ż i n f o r m a c j i o cza­

Kadzidle

cele przyświecały
w

księdza

tych

tego z w y c z a j u ,

uzyskanych

z

w

wynikało,

a więc

Z

5

trudno

— wyjaśniającą

że uważa

nasz",

dziele .

czasie k i l k u

n i m rozmów

przejrzystą

trze­
wywo­

k s . M . Mieszce w

stronach

w czasie k o n f e r e n c j i

polski,

szafce

na drugi rok,

n i e bez znaczenia' d l a dalszego

wadzonych
tecznie

w

dopiero

do wspomnianej

sie

wiedzi

chowają

stamtąd

o d p u s t u Św. R o c h a .

Wracając

4

figurki

Wyjmą

przepro­

wybrać

dosta­

problem. Z

folklorystycznej

o n t e n zwyczaj

zasługujący

jego
wypo­

w

za

roz­
Łom­

„staro­

n a ochronę

przed

zapomnieniem .
6

Bardziej
wę

jego

może

Ks. Mieszko
po w o j n i e
czości

niż s ł o w a

działalność

wyjaśnia

spra­

probostwie.

b r a ł udział w o r g a n i z o w a n i u

pierwszych

n a t y m terenie konkursów l u d o w e j

artystycznej,

karstwa,

księdza

n a kadzidlańskim

zabiegał

opiekował
o

się r o z w o j e m

zachowanie

twór­
wycin-

tradycyjnego

stroju

kurpiowskiego.
Wysiłki

proboszcza

nie

z pełnym z r o z u m i e n i e m
wadzenie

przezeń

zawsze

u wiernych.

obrzędu

w

treści

k i e g o , odnoszącego się d o s p r a w
zaprzątających
mu

W
dzie

8

7

"Wota
woskowe:
11. 4. „Koń",
wys.
8,5 cm. 11. 5. „Koń",
wys. 8 cm.

94

ceremonii
starsi, przy

się

Tak np. wpro­
bardzo

świec­

wybitnie ziemskich,

n a codzień.

n i e przyniosło

efektów.

biorą

udział

prawie

t y m przeważnie

wyłącznie l u ­

kobiety,

i t o nie

Proboszcz w K r z y n o w ł o d z e W i e l k i e j u s i l n i e za­
biegał n p . o z l i k w i d o w a n i e w j e g o kościele p r z e z
k u r i ę biskupią c e r e m o n i i s y m b o l i c z n e j o f i a r y p r o szalnej.
Wychodził
bowiem
z założenia,
że j e s t
o n a „ p o g a ń s k a " . P r o b o s z c z z C z a r n i n i e k r y j e się
z w i e l k i m krytycyzmem wobec wszelkich ludowych
f o r m k u l t u , u w a ż a j ą c j e r ó w n i e ż za pozostałości
pogaństwa.
Podobnie
u s t o s u n k o w a l i się d o t y c h
s p r a w proboszczowie
z Turośli, L e m a n a
i Łysych.
W y p o w i e d ź t ę u z y s k a ł e m o d księdza w cza­
sie j e g o bytności
n a konferencji
folklorystycznej
organizowanej w l u t y m u b . r. w Łomży przez W y ­
dział K u l t u r y W R N w Białymstoku.
Wzniesiony w Kadzidle z i n i c j a t y w y ks. M .
Mieszki
p o m n i k d l a uczczenia
zwycięstwa
Kur­
piów n a d Szwedami,
z napisem „Ku chwale bo­
h a t e r o m p o l e g ł y m z a wolność, w i a r ę i ojczyznę..." —
mieszkańcy w s i n a z y w a j ą
„pamiętnikiem
Swędów"
l u b n a w e t „ d l a Swędów".
5

5

wiernych

spodziewanych

spotykały
7

�t y l k o z Kadzidła, ale też z i n n y c h w s i p a r a f i i , m n i e j
poddanych

współczesnym

przeobrażeniom .

Nie

3

spo­

sób powiedzieć, w j a k i m s t o p n i u p r z e m a w i a d o n i c h
treść

ceremonii

i

w

sądzać j e j przyszłe
Nasuwa
w

się

inicjatywie

rafią

jeszcze

jednego

dzał

Brodowe

w

miejsca,

Pańskie .

Łąki

się

w

on
ze

odegrał

Łąk,

czasie

na
się

Wedle

re­

zatem

często

odwie­

odbywających

odpustów

na

możność

zwyczajem.

dokładnego

się

za­

już

brastewnym

po

do swe­

t a k wielką

Bezpośrednim

stępstwem było w y d a n e

się

Przemienienie

Prawdopodobnie

go kościoła obrzęd, cieszący
popularnością.

pa­

zachował

proszalnej.
ksiądz

rolę
z

jedynego

jednej z t y c h w i z y t postanowił w p r o w a d z i ć
siedztwie

prze­

sąsiadowania
którym

ofiary

kościele

Miał

10

poznania

w

z brastewnych,

tamtejszym

można

jaką

fakt

Brodowych

symbolicznej

lacji

pytanie,

proboszcza

Kurpiowszczyźnie

mierze

9

kadzidlańską

rytuał

jakiej

losy .

w

są­

Í!. 6. W o t a woskowe:
7,5 cm, „Kura",
wys.

tego n a ­

polecenie

spo­

6

„Kogut",
cm.

wys.

rządzenia f i g u r w o s k o w y c h " .
Pracę

tę

Romanowski,
potrzeby
lenty

podjęli

kościoła,

Kłos .

i

umiejętności

znajdujące

się

łem d w o j g a

w

około

ciół

w

ile

byłem

Kadzidle,

ta

płodności.

w

czenia.

to

ich
do

—

dysponuje

Brak

wyobraże­
krów

(ił. 3),

i k u r ( i l . 6). Z n a j ­

zaś

świń

jest

b y odnosić

i

rów­

jakichkolwiek

do człowieka,

figur

Zwraca
w

pominięte.

wiąże
też
Przy

figur

—

jego

się

za­

uwagę,

miejscowych

proporcjonalna
wśród

koś­

że

9

nigdy

że

w

twórcy

Mają

smużek

one

stworzenia

te

przedstawienia

kolekcji

uchodzą

ich

nie

za
wy­

wotów.

świadczy
i

o

musieli

gładką,

formie

ciemnożółtą

kształtowaniu

jednorodność.

Z

wielką

strzec

wynikające

zdra­

tworzy­

barwę

bez

powierzchnię,

przygotowaniu

poszczególnych

różnice

rozmiary

oszczędzać

lśniącą

starannym

pieczołowitym
W

nie

wyrównaną

brudu,

co

tworzywa

figur.
figur

uderza

trudnością
z faktu

wprost

udaje

się

do­

modelowania

ich

p r z e z różnych t w ó r c ó w . W s z y s t k i e f i g u r y zostały w y k o ­
nane

w

tradycyjnej

konwencji
wyraz
ki

Ludowej"

oraz

wotach

modelowania
ny

kształt

detale,
której

zna­

Łąk

wotów

ka-

terenie

która

noworocznych
z

Kurpiowszczyzny

znalazła

powszechny

Łąk .
1 5

f i g u r zwrócona

bryły,

na

była

charakter

Sztu­

obrzędowych

Uwaga

w

głównie

na ogól­

sylwetki,

czasie

natomiast

itd. potraktowano

bardzo

N i e m a zaś Wśród t y c h f i g u r a n i j e d n e j ,

forma

czy

wypiekach

Brodowych

p a r t i e głowy, ogona

też

występowały
mniej

na

plastycznej,

w o m a w i a n y c h j u ż n a łamach „ P o l s k i e j

umownie.

Do j a k i e g o s t o p n i a n i e p o p u l a r n a j e s t w K a ­
dzidle opisana c e r e m o n i a , n i e c h ś w i a d c z y f a k t , ż e
kilkunastu zapytanych przeze m n i e k a d z i d l a n , wśród
nich o r g a n i s t a , n i e w i e d z i a ł o n a w e t o j e j i s t n i e n i u .
N i e udało m i się zebrać o d uczestników o b r z ę ­
du jakiegoś szerszego z e s t a w u
wypowiedzi,
które
mogłyby posłużyć z a p r z e d m i o t a n a l i z y i c h o c e n
i opinii o n o w y m w p a r a f i i z w y c z a j u . N i e chciałbym
j e d n a k pominąć w y p o w i e d z i s t a r u s z k a ( u r . w r . 1896)
ze w s i D u r l a s y , g d y ż u j a w n i a o n a b o l e s n y z a w ó d
z p o w o d u n i e u d z i e l e n i a m u łaski p r z e z św. R o c h a :
„Niekonieczny, p a n i e , t e n ś w i ę t y R o c h , u k r a d l i m i
8

dzają,

gos­

zupeł-

że

lego w o s k u . I c h s t o s u n k o w o znaczne

ilość

dzidlańslkiego kościoła — w y o b r a ż e ń psów j e s t

jako
dlatego

W s z y s t k i e f i g u r y zostały u l e p i o n e ręcznie z pszcze­

ich

czym

do

i

1 4

stępowały

wy­

niewątpliwie

przeważnie

Tematyka

Występowanie

indziej

już r z a d z i e j

hodowlą.

była

figur.

porównaniu

3 wyobrażenia

podarstwach n i e zostało
przedstawień

do

widziałem

gdzie

żadne ze zwierząt h o d o w a n y c h
ich

ulepionych

jakimi

występują

( i l . 7).

z

dzie­

zwyczaju.
figur,

symboli, które można
wyłącznie

są

wyjątkowe,

nieczyste

figurki

przystąpienia

skąpaŚwiadczy

dują się t a m p o n a d t o

tem

kościele

Kadzidle,

następnie o w i e c ( i l . 2), k o g u t ó w

zdrowia,

on bo­

więc

nie

wa.

Liczba

woskowych

3 psów

powierzo­

n i e miał

zostało

w

nia k o n i (il. 4, 5), z n a c z n i e

nież

w

Tak

chwili

wyobrażeń

popularności

Wśród

na
Wa­

sile w i e k u .

pięćdziesięciu.

o malej

żona,

w

Piotr

świec

brastewny

Romanowskiego

powiedzieć,

się n a d e r

już

kadzidlańskim

ilości tego r o d z a j u
daje

nieżyjący

osób, które

czasie, k i e d y

wyrobem

plastycznych.

pracy były już w
Trudno

brastewnych

się

m u zadaniu wyręczyła

wiem

W

zajmuje

Piotra

n

nym

przełożony

który

przypominałaby
noworoczne
bardziej

umownej.

te wota

wypieki

rozbudowane

Nie ulega

z

Brodowych

obrzędowe,
detale,

wątpliwości,

o

gdzie
formie

że n a c h a -

r o w e r s p o d kościoła, j a k ż e m osiarę (ofiarę) poszedł
m u złożyć."
Według relacji brastewnego Piotra
Romanow­
s k i e g o , u r . w .1900 г., z a m . w e w s i Piasecznia, p o ­
łożonej n i e o p o d a l K a d z i d ł a .
J.w.
W . K ł o s , u r . o k . 1880 — zim. w 1959 r.
P o r . J . Q l e d Z k i , o p . c i t . s. 1 1 .
J . w . s. 14.
P o r . J . Olędzki, Doroczne
pieczywo
obrzędo­
we północno-wschodniej
Polski,
„Polska Sztuka L u ­
d o w a " , г. X V , 1961, n r 1, s. 20.
1 0

1 1

1 2

13

14

15

95

�rakterze

formy

ważyły

wiek

Przy

wnikliwym

drobne
do

plastycznej

twórców

różnice

w

właściwości

nych

kadzidlańskich

i silny wpływ
oglądaniu

figur

i c h formie,

warsztatu

dostrzega

które

można

rzeźbiarskiego

twórców. W j e d n y c h

figurach

Istnieją

f i g u r za­

tradycji.
się

odnosić

poszczegól­

tułów

m a ; prze­

jednak

zują

one,

gają

nawet

miana

te

ofiar

Nie

świadczy

zaangażowania

wypukłych
stawy

przednie
są

mają

w

w

(u

innych

wałkowate

niektórych

i

zarys

jakim

stopniu
ich z

pod­

Kontury

zdecydowane,

detali.

są

u

zaznaczone

rozstawione.

na wymienieniu

związania

pionowo,

koni

przedstawieniach

f i g u r są b a r d z i e j

wyznaczają

przestać

ustawione

zwężone

kopyta);

bardziej

niej

nogi

starannie

mniej

Należy

tych

cech.

gdyż

W

świetle

wadzając
z

przedstawionych

wątpliwości,
d o kościoła

ofiary
kościoła

w

dźidlańskim,
wiązana
miana
na
i

ofiar właściwych,
symboliczne

rytuał
W

jak w

najważniejsza

określające

nie ule­

—

symbolicz­

Łąkach

dookoła

Dalsze

—

ołtarza

rębne a k t y

figury

wymiana
stanowią

rytuału

17

analogie

scowościach

odpowiednich

Zwraca

między

rząt w y s u w a j ą
prośbach

r

pewnym

treści

świec

i

sensie

od­

w

obu miej­

próśb

kierowa­

niejszej

Najbardziej
w

zestawie

ciołach.

W

płodności

zostało

drastyczne

kierowano
zwyczaju,

zwie­

nich

wiernych,

brodow-

przy

na

wy­

zaś żar­

teczność

istotne

ofiar

—
W

ofiary,

z

góry

do

war­

Kadzidle

wiel­

Niełatwo
w

kościele

się w
obok

symbole
Kadzidle,

ustępstwo
licz­

zwyczaju.

dostrzega
obydwu
figur

brakiem

zwierząt

zdrowia

oraz

wprowadzając

pominięto t e n i e r a z

uznania

ich rytualnego

bar­

N i e sposób ustalić, c z y

t y m tylko krytycyzmem

c z y też z

się
koś­

że symbole

wobec
— np.

panieńskiej l u b r o z m a i t y c h c h o r ó b —
z

jest

wypad­

przyciągnięcia

różnice

Łąkach

po­

Brodowych

to wyraźne

chęcią

wyobrażenia.

się p r z y

się

zarówno

w

czy też przekonaniem,

czystości

—

ale

systemie
W

podyktowane

kościoła
Może

1 S

kają

jak i

gęstym
pryskają

odpowiednio

znajdujących

rytuał s y m b o l i c z n e j

w

od wiernych

Natomiast

człowieka .

i do

miejsce

.

wyobrażenia

Spra­

kadzidlańskich,

różnica

s a m ofiarodawca.

Brodowych

występują

Łąkach).

się n a p i e r w s z e

1 8

jednak
figur

Kadzidle)
hodowlą

powagi.

w

ołtarzem

i c h rzeszy do nowego w

w
z

co sprzy­
i

poświęcają

kościołach.

żądają

figur

Brodowych

( w kościele

gospodarstwem,

parafian

tości

wizual­
ofiar

ze. świec,

skalkulowanych

kadźidlańskiego

i c h obnoszenie

obrzędami

się w

( w kościele w
z

w

i

brastewni

ustalonych,

dzo

zawierają

związane

ofiar

Łąkach

rzecz w i e r n y c h .

Brodo­

—

stearyną

tych

na

jak i w

Łąkach'

Prze­

niewielkiej

skupienia

czasu

Łąkach.

prawdziwego

popychają,

uwagę

w

ku

jednym

Kadzidle

ceremonii.

figur, przed

również
ofiar

roz­

W

w

l i w i e i d ł u g o się modlą.

rytuału: w y ­

woskowe,

Wy­

się

wiele

czym

.

d o św. R o c h a

Chrystusa
wy

branie

nastroju

roztopioną

brastewnych

powiedzieć,

ofiarodawców.

Zarówno w Kadzidle,

16

nych

siebie

kościele k a -

wiernych,

ule­

wiara.

uczestnictwa

nierzadko

określa

d r u g i m kościele o b o w i ą z u j e z a s a d a składania

wych

ludzie

wobec

Brodowych

kość o f i a r y

przez

Wska­

czasu

rytuale kadżidlańskim,

się

postaci

brodowskim,

strona

składanych

intencje

wpro­

się n a j e g o

Łąkach.

analogicznie

pieniężnych .

w

Kadzidle

wzorował

Brodowych

została

ofiary

nie

w

proszalnej,

t u danych

że k s . M . Mieszko,

chroni

o stopniu

(faktu

w

gdy w

bierania

żadnej

nej

na
stole

re­

zultatu.

ga

wiernych

tłumie

próba

z

wytworzeniu

brył
po­

n i e dała

ja

Podczas,

n i e wnikając,

twórcą

liczby

wiernych

wynika

nogi

precyzyj­

jednak

o n e zamierzone,

konkretnym

są

które

to bynajmniej

ciwnie,

o płaszczyznach

zjawiska,

różnice.

działaniu

i obnoszenie i c h przebiega

dziej

( i l . 3, 7). F i g u r y

pewne

w p o d n i o ś l e j s z y m n a s t r o j u niż w B r o d o w y c h

k r ó j Zbliżony d o prostokąta ( i l . 4 ) ; w i n n y c h — b a r ­
obły

również

j a k przemożnemu

n i e przywykłych

brakiem

działania

?0

wiary

w

spot­
do
sku­

.

skich.
Jeśli w
Kadzidle
czyni
się c z ę ś c i o w o o d ­
stępstwo o d t e j zasady, p o z w a l a j ą c w i e r n y m n a skła­
d a n i e o f i a r z j a j , jest t o t y l k o w y n i k i e m silnego
jeszcze p r z y w i ą z a n i a w p a r a f i i d o t e g o r o d z a j u o f i a ­
r y . O f i a r y z j a j składane są p r z e z w i e r n y c h w k a ­
d ż i d l a ń s k i m kościele w c z a s i e B o ż e g o
Narodzenia,
Wielkanocy,
a także p r z e d n a s t a n i e m o d p u s t u n a
św. R o C h a ; zbierają j e p o d o m a c h ksiądz i b r a ­
stewni.
W K a d z i d l e w y m i a n y o f i a r d o k o n u j e się p r z y
ołtarzu, a n i e n a dziedzińcu kościelnym, j a k w B r o ­
d o w y c h Łąkach.
P o r . J . O l ę d z k i , op. cit. s. 8.
J.W. s. №—'16.
Brak w Kadzidle
tych symbolicznych
ofiar
t y m b a r d z i e j z w r a c a u w a g ę , że św. R o c h u c h o d z i
w t e j p a r a f i , j a k zresztą i w i n n y c h n a t e r e n i e
Kurpiowszczyzny,
za opiekuna zdrowia
nie t y l k o
z w i e r z ą t , l e c z r ó w n i e ż l u d z i . Świadczą o t y m obra­
z y w kościołach { n p . f e r e t r o n z w i z e r u n k i e m św.
Rocha
w
kościele w K a d z i d l e ) ,
r z e ź b y w drze­
w i e p r z e d s t a w i a j ą c e t e g o .świętego ( n p . p r z y d r o ­
dze z W o r k o w y c h d o M y s z y ń c a ) , j a k i s z e r e g zwy­
c z a j ó w ( n p . składanie o f i a r z j a j w c e l u spędzenia
wrzodów — w kościele w L e m a n i e ) .
18

11. 7. Wotum
4,5 cm.

woskowe:

„Piesek",

wys.

1 7

18

1 9

2 0

�Z drugiej znów

strony w

zestawie figur

kadzid­

aby

f a k t znalezienia

lańskich znalazły się w y o b r a ż e n i a świń, k t ó r e w B r o ­

wyobrażeń

dowych

zalecenia

Łąkach

występują

tylko

n a wyraźne

czenie ofiarodawców, c z y w r e s z c i e w y o b r a ż e n i a
o które n a w e t

sami

w i e r n i n i e śmieliby

minać, uznając

nieczysty

charakter

Fot.:

Krystyna

się dopo­

tych

niegodnych m i e j s c a ś w i ę t e g o . N i e w y d a j e

ży­
psów,

stworzeń,

psów

s i ę w ś r ó d kadzidlańskich

mógł

proboszcza.

być rezultatem
Należy

t u raczej

dopuszczać

możliwość p o d d a n i a się twórców własnym
w

czasie

k i m jest

przeobrażania

wdzięcznego

figur

konkretnego
pomysłom

tworzywa, j a ­

wosk.

się j e d n a k ,

H. Olędzka

— il. 1; J . Olędzki

— il. 2—7.

Kaczko

W I N C E N T Y
S Z Y M A
RZEŹBIARZ LUDOWY Z RACHOWIC
W

czasie badań

kowice,

w

kakrotnie

monograficznych

powiecie
z

gliwickim,

nazwiskiem

biarza l u d o w e g o

w e w s i Siera­

spotkałam

Wincentego

z sąsiedniej

się

Szymy,

w s i , zmarłego

kil­
rzeź­

w 1946

roku.
Opowiadano, ż e l u d z i e z o k o l i c z n y c h
między i n n y m i z S i e r a k o w i c ,
ne rzeźby, a zwłaszcza
pajace,

miejscowości,

zamawiali u niego licz­

„bawidła",

t o znaczy

lalki,

koniki.

Wincenty

Szyma

urodził

się w

Rachowicach

w

i l . 1. Wincenty
Szyma,
rzeźbiarz
z Rachowic,
pow.
Gliwice.

1866 r. Był d w u n a s t y m , p r z e d o s t a t n i m d z i e c k i e m S z y mów. Już j a k o m a ł y

chłopiec

rzeźbił

w czasie p a ­

sienia bydła, a n a w e t p o d c z a s l e k c j i w s z k o l e
nał w drzewie

małe f i g u r k i .

wyci­

Z tego okresu n i e do­

chowała się żadna j e g o p r a c a .

Od

wczesnego

dzieciństwa

Po ukończeniu szkoły l u d o w e j w R a c h o w i c a c h ,

słu­

wolnej

c h w i l i d l a Własnej

prośby

znajomych.

mając kilkanaście l a t , zaczął p r a c o w a ć
w Starej

Kuźni

roku

1886 został

d o Włoch.

Zamiaru

n i e żądał

W ten

ty

powołany

podarował
do wojska

w roku

rzeźbiarz
tego

—

emigro­

n i e zrealizo­

bliższym

znajomym

dużo, z a r ó w n o w j ę z y k u

krewnym.

Czytał
„mięk­

k i c h " , j a k l i p a , a r z a d z i e j o s i k a l u b sosna. P i e ń drze­
wa

przecinał piłą, o b c i o s y w a ł

t o p o r k i e m , rysował n a

n i m k o n t u r y rzeźby, a następnie w y c i n a ł m a ł y m n o ­
żykiem. Wyrzeźbioną
pierem

i &lt;zaczął pracować n a pięciohektaro-

i

kwo­

zabawek

polskim, j a k i niemieckim.

M a t e r i a ł e m j e g o rzeźb b y ł y g a t u n k i d r z e w

zniszczo­

1945. P o o d ­

zamierzał

jednak

„ n a tabakę". W i e l e k r z y ż y , ś w i e c z n i k ó w ,

część o j c o w i z n y

gospodarstwie.

naj­

czasami n a

nigdy

pod Trachami.

wał — około r o k u Ш880 ożenił się, o d k u p i ł o d b r a t a
wym

prace

pieniędzy, a l e l u d z i e chętnie d a w a l i m u d r o b n e

n y w czasie działań w o j e n n y c h
byciu służby w o j s k o w e j

przyjemności,

Z a swoje

pomoc­

z tego o k r e s u pochodził a u t o p o r t r e t S z y m y ,

wać

życia

jako

sposób zarobkował p r z e z k i l k a l a t .
Około

d o końca

w i ę k s z ą j e g o pasją b y ł o rzeźbienie. R z e ź b i ł w każdej

żył n a p l e b a n i i w t e j w s i j a k o posłaniec, a następnie,
nik kowala

ludowy

i malował

g o pracą,

któia

figurę

farbami

wygładzał

szklistym pa­

olejnymi.

Najstarszą j e ­

dochowała się d o d n i a

dzisiejszego,

97

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10763" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10741">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ee6668b97cc34893a7aa70d3101904aa.pdf</src>
        <authentication>d4b9b62b2ee8bb525ad477dfb27e6c69</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128275">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4476</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128276">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128277">
                <text>praktyki magiczno-religijne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="128278">
                <text>pieśni wotywne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128279">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4163</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128280">
                <text>Pieśni wotywne / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1975 t.29 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128281">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1975 t.29 z.4, s.225-236</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128282">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128283">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128284">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128285">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="128286">
                <text>Jacek O l ę d z k i

PIEŚNI

WOTYWNE

— Jak powiada Franciszok K o t u l a w drukowanym obok
Htykule — różne „ d r u c z k i " odpustowo b y ł y często t r a k t o wano niczym wota. S k ł a d a n o jo w p r z y d r o ż n y c h kaplicz­
kach, a ten, k t ó r y składał, łączył z o d ś p i e w a n i e m piośni
przez nieznane osoby takie intencjo, jakie m i a ł b y , gdyby
sam śpiewał. Zachęciło t o mnie do przyjrzonia się t y m
pieśniom. Wszystkio cytowano niżoj teksty i wiole objaśnień
zaczerpnąłem z oryginałów u d o s t ę p n i o n y c h m i życzliwie
przez Franciszka K o t u l ę , posiadacza rzadkiej w kraju ko­
lekcji druków odpustowych. Zbiór liczy kilkaset pozycji.
Gromadzony b y ł w ciągu kilkudziesięciu lat. Samych piośni
odpustowych ma K o t u l a około setki. Większość z nich
wiąże się bozpośrednio z k u l t o m m a r y j n y m . P o z o s t a ł e sławią
imię Jozusa.
Ten w y r a ź n y związek l i t e r a t u r y odpustowej z kultom
Matki Boskiej charakterystyczny jest nie t y l k o dla Rzoszowszczyzny. Alo toż, zdaniom wielu, katolicyzm polski wy­
różnia się bogactwom i r o z m a i t o ś c i ą form togo właśnie k u l t u .
Uznawany jest on jako charakterystyczny dla roligijności
polskiej. I chyba m o ż n a go nawet t r a k t o w a ć jako w a ż n y
wskaźnik naszoj kulturowej odrębności. Oto K a r o l Górski
w Dziejach życia wewnętrznego w Polsce pisze: „ W ducho­
wości polskiej Matka B o ż a w y s t ę p u j e jako natura ludzka
w stopniu d o s k o n a ł y m , przoz k t ó r ą zbliżenie do Chrystusa
stajo się łatwiejsze. To cochy polskiej duchowości znajdu­
jemy we wszystkich zakonach i w ś r ó d mas wiernych, k t ó r o
oparły się reformie protestanckiej. W kole przyjaciół i ucz­
niów o. Drużbickiogo (jozuita Kasper D r u ż b i c k i , głośny

w X V I I w. pisarz „ a s c e t y c z n e - m i s t y c z n } ' " —• JO.) k u l t
maryjny p r z y b r a ł cechy „świętego niewolnictwa", właściwy
Polsce X V I I i p o c z ą t k u X V I I I w. Wydaje się tedy, pisze
Górski, iż m o ż n a mówić o istnieniu polskiej szkoły życia
w e w n ę t r z n e g o , opartoj przode wszystkim o k u l t m a r y j n y . "
K u l t ton w Ziemi Rzeszowskiej rozwijał się wo wszyst­
kich sławniojszych o ś r o d k a c h odpustowych. Jogo p o d s t a w ą
są cudowne obrazy i figury. Na niewielkim stosunkowo
obszarzo istnieje ich kilkanaście. Najgłośniojszo to — Cu­
downa Matka Boska Rzeszowska i Leżajska, ale istniejo
ponadto Dzikowska (w Tarnobrzegu), Pocieszenia ( w Krze­
mienicy), P ł o m i e n n a (w Brzozowio), Przoworska (w Prze­
worsku), Starowiojska (w Staroj Wsi), Borecka (w Borku
Starym), K o ł a c z y c k a (w K o ł a c z y c a c h ) , K o b y l a ń s k a (w K o ­
bylance), P a c ł a w s k a (w K a l w a r i i Pacławskiej) oraz Cudowana Matka Boska w H y ż n o m .
Ogromno zasługi w pojawieniu się i rozwoju t y c h miejsc
świętych m i a ł y zgromadzenia zakonne, szczogólnio bernar­
d y n ó w . I m też podlegają t r z y najgłośniejsze sanktuaria —
rzeszowskio, leżajskie i przoworskie. W Tarnobrzegu i Borku
Starym działali zaś clominikanio, a w Tarnowcu, Brzostku,
Kobylance i K o ł a c z y c a c h — benedyktyni.
K a ż d e z t y c h miejsc opromieniają piękno w swej nie­
zwykłości legendy. Odnoszą się one do pierwszego cudow­
nego zdarzenia, jego rozgłosu, najwcześniejszej historii danogo sanktuarium. Zdarzenia te p r z y p a d a j ą na okres od
p o c z ą t k u X V I do 2. poł. X V I I I w. W y b r a ń c a m i cudownych
objawień b y l i ludzie określani jako gminnego czy podłego
1

I I . 1,2. K r z y ż y k srebrny—• awers i rewers, 6 , 5 x 4 , 5 cm, w o t u m w kaplicy M a t k i Boskiej w Leżajsku.

225

�urodzenia. W Rzeszowie b y ł t a k i m człowiekiem Jakub A d o ,
w Leżajsku Tomasz Michałek. N i m jednak „ z urodzenia
podły, ale w cnoty znakomity k m i o t e k " — A d o , d o s t ą p i ł
wielkiego wyróżnienia, wcześniej przed n i m zostali „ c h r o m i
uleczeni, ślepi oświeceni, s m ę t n i pocieszeni, chorzy zdrowie,
niemi m o w ę , głuszy słuch o t r z y m a l i " 2. W t y m ż e jeszcze
„ R o k u P. 1513 ślepy dziad ze wsi L u c y n imieniem Wojciech
Wido, gdy się t u ofiarował łaski d o z n a ł gdy wzrok o t r z y m a ł " .
I dopiero w n a s t ę p n e j kolejności pojawia się w zapiskach
archiwalnych sam A d o . „ R o k u 1513 klęczy z n a b o ż e ń s t w e m
Jakub Ado y z M a ł ż o n k ą swoją y y n n e m i przed gruszką,
gruszkę światłość o t a c z a j ą c a y słowa do n i c h " . W t y m ż e
roku j u ż nic więcej się nie w y d a r z y ł o . Ale w n a s t ę p n y m :
„ J a d ą c nimo Rzeszowa ieszcze stare Miosteczko żołnierz
Kazimierz I g n a c k i z konia zapadszy we troie nogę złamał
t u ofiarowany zdrów z o s t a ł " . T a k więc Jakub A d o wyróż­
niony został podwójnie, nie t y l k o przez samo objawienie, ale
również przez 00. b e r n a r d y n ó w . W e d ł u g cytowanych za­
pisków archiwalnych, A d o ujrzał t y l k o „światłość otaczającą
g r u s z k ę " . Jednak z czasem zdarzenie t o pełniej opisano.
Oto jedno z późniejszych, dziewiętnastowiecznych opraco­
w a ń , drukowane w Rzeszowie. Nazwisko autora nie jest
znane. Tekst j e d n a k ż e zdradza pióro oczytanej, uczonej
osoby3. „ N a t e m miejscu, na k t ó r y m jest kościół 0 0 . Ber­
n a r d y n ó w mieszkał n i j a k i J a k ó b Ado z urodzenia ubogi
kmiotek, z cnoty znamienity człowiek. Ten gdy się po sadzie
swoim wieczór przechodził w dzień Wniebowzięcia M a t k i
Boskiej, z n a g ł a obaczy światłość otaczającą gruszkowe drze­
wo, i u w a ż a szum w liściach drzewa owego, bojaźnią z a j ę t y ,
p r z y s t ą p i bliżej i głos s ł y s z y : N i e b ó j się, chcę j a na t e m
miejscu chwałę Syna mego widzieć, i pociechy d o d a ć utrapionym. A że blisko tego drzewa b y ł o jego mieszkanie,
słyszeli ten głos i i n n i , lecz g d y J a k ó b powiedział, co się t o
dzieje, wybiegli wszyscy i obaczyli na gruszce obraz, to jest
s t a t u ę z drzewa r z n i ę t ą najświętszej M a r y i piastującej Syna
na lewej ręce a w prawej berło królewskie t r z y m a j ą c e j . "

T a k więc p i ę k n a rzeźba gotyeka Madonny n i m umiesz­
czona została w s ł y n ą c y m j u ż wcześniej cudami kośoiele,
pojawiła się na gruszce w sadzie przyklasztornym. Według
autora Historyi zjawienia statuy ... na g r u s z k ę j ą „anielskie
przyniosły r ę c e " . Zdaniem tego pisarza podobne legendy,
w k t ó r y c h właśnie drzewo gruszy ma symboliczne znaczenie,
o p r o m i e n i a j ą historię cudownych w i z e r u n k ó w M a t k i Boskiej
w J a r o s ł a w i u , Żyrowicach, L e ś n e j , Gołowskiej Woli, Studziannej. A u t o r Historyi ... faktowi t e m u poświęca w swej
pracy sporo miejsca. Dowiadujemy się dzięki niemu, dla­
czego właśnie grusza jest t y m w y b r a n y m drzowom:

„ P r z y zjawieniu tego obrazu jawnie B ó g powtórzył
n i e g d y ś D a w i d o w i w y ś w i a d c z o n ą łaskę, ten gdy prosi, czy
ma na nieprzyjaciela u d e r z y ć , aby go zwyciężył, odbiera
t a k ą r a d ę : gdy usłyszysz; wiatr, szum na wierzchołkach
gruszkowych, t o zaczniesz wojnę, albowiem wtenczas wyj­
dzie Pan przed t o b ą b y ś zbił wojsko filistyjskie. (2. Reg 5.).
Co ten szum z n a c z y ł ? t ł u m a c z y J a k ó b Legers: Szelest ten
jest natchnienie Boga poruszającego, gdy usłuchasz, zwy­
ciężywszy F i l i s t y n a u ż y w a ć będziesz wielkiego pokoju,
Do zwyciężenie nieprzyjaciela duszy i ciała, słuchać nam
trzeba boskiego natchnienia. A l o dalej z w a ż y ć ! czemu ten
głos i moc boska daje się słyszeć nie na woniejących cypry­
sach, nie na ś m i e r t e l n y c h cedrach, nie na zwycięzkich laurach
i palmach, l u b innem drogiem drzewie, ale na prostej
gruszce ? P o m i n ą w s z y o t e m różne uwagi tłumaczów pisma
Bożego, s t a j ę na gruntownem zdaniu Korneliusza a Lapide,
mówiącego w ł a c i ń s k i m j ę z y k u : gruszka (pirum) jakby od
p ł o m i e n i a nazwana, p o d o b i e ń s t w o m a j ą c
do
dążącego
w górę ognia, a zatem t o drzewo służyć m o ż e do oznaczenia
p o ż y t k u z łask niebieskich, i jasnej czyli jawnej przytom­
ności Boga a p r z y t e m oczywistym jest dowodem świadczo­
nych d o b r o c z y n n o ś c i uszczęśliwionemu miastu Rzeszo­
wowi ..."
T a k więo Jakub A d o usłyszał szum gruszy, tak jak
usłyszał go D a w i d r u s z a j ą c do w a l k i z Filistynami. Jedyna

I I . 3,4. K r z y ż y k srebrny — awers i rewers, 7,5 X 5,5 cm, 1877 r., inicjały złotnicze

226

A
s

z &gt; w o t u m w Leżajsku.

�wątpliwość, jaka może się z a k r a ś ć , to ta, że D a w i d słyszał
szum nie na gruszy, lecz na morwie ... Ale i t a w ą t p l i w o ś ć
znika, kiody przyjmiemy, że grusza i morwa to jedno i to
samo drzowo owocowe, różnie t y l k o nazywane zależnie od
tłumaczenia B i b l i i .
Od 1513 roku, w Archivwm convenłus ressoviensis
patrum
bernardinorum na blisko t r z y s t u kartach tego bezcennego
dokumontu, odnotowywana jest powolnie, lecz stale wzra­
stająca popularność cudownego wizerunku M a t k i Boskiej
Rzeszowskiej. Jeśli p o c z ą t k o w o w y b r a ń c a m i cudownych
objawień byli wyłącznie wierni podłego urodzonia, to już
w 1516 r. zaznała łaski pierwsza mieszczka, a w 1520 —
kupiec. Grono to poszerza, —• pierwsza szlachcianka w 1541 r.,
a pierwszy szlachcic dopiero po u p ł y w i e 56 lat od 1513 r.
W 1509 r., bo wówczas właśnio t o się w y d a r z y ł o , o w y m
szlachcicom nie b y ł jeszcze m ą ż w a ż n y i dostojny, lecz
„młodzian dworu J . O . I m c i p. Krakowskiego s t r z a ł ą od Ta­
tarów szkodliwie w piersi r a n i o n y " . Dostojni i powszochnio
szanowani, ważni mężowie szlacheckiego urodzenia, pierwsze
zeznania o cudownych ł a s k a c h zeznają (odnotowywane
w tymże Archiimm ...) dopiero około połowy X V I I wieku.
Wcześniej jednak w y d a r z y ł o się przed cudownym wizerunkiom wiele n i e z w y k ł y c h z d a r z e ń , zdolnych przolamać naj bardziej zatwardziałe u m y s ł y i serca:
„K.P.I531. Gdy się z g r o m a d z a ł o m n ó s t w o ludzi na
nabożoństwo, i kościółok s z c z u p ł y objąć ich niemógł, w y ­
stawiono drewniany obszerniejszy, a gdy w t y m czasie Ta­
tarzy ziemię P r z e m y s k ą , i S a n d o m i e r s k ą pustoszyli ogniem
imioczem kościół ten spalić chcieli, lecz cudownym sposobem
ani kościołowi, ani obrazowi ogień nieszkodził, i j a k b y krzak
Mojżeszów w ogniu cały z o s t a ł . Ogień zaś r z u c a ł się jako na
owych palaczów B a b i l o ń s k i e g o pieca dla n i e w i n i ą t e k w k t ó ­
rym tyrańska zapaliła r ę k a . T y m cudem przestraszeni Ta­
tarzy uciekli."
Oprócz T a t a r ó w g r o ż ą kościołowi pierwsi złodzieje ...
Pokusą stają się wota. Musi ich b y ć sporo i dostatecznie

cennych, skoro pojawia się śmiałek ś w i ę t o k r a d z t w a .
„ R . P . 1 5 7 5 . Człowiek złodziejstwem się bawiący, po dra­
binie do kościoła wszedłszy ś w i ę t o k r a d z k ą r ę k ą zbierał wota
z obrazu, c u d o w n ą m o c ą zrzucony na ziemię w p ó ł u m a r ł y
leżał, aż do kościoła ludzie przyszli. Cud łaski pokazała
Marya że m o g ą c , niemści się, życia nieodbiera, lecz napom­
niawszy p o p r a w i ć się k a ż e . "
A w cztery lata p ó ź n i e j :
„ R . P . 1 5 7 9 . I m ć ks. Marcin Olbrski pleban przy mszy
rzecz osobliwszą widział, bo świeca nieostrożnie p o m k n i ę t a
szatę obrazu zapaliła, ogień do g ó r y w y b u c h n ą ł i sukienkę
zapalił, gdy zaś do ugaszenia skoczyli ludzie, bez skazy
i naruszenia całą s z a t ę z n a l e ź l i . "
Kasztelan sandomierski — Spytek funduje najcen­
niejsze w o t u m :
„ R . 1 6 1 0 . J.W. Mikołaj Spytek z B o b r k u Ligęza Kasz­
telan Sandomierski i t . d . kościół ten zaczyna m u r o w a ć , na
podziękowanio za wiele doznanych dobrodziejstw od M a t k i
Boskioj, co sam w fundatorskich przywilejach i w ostatnim
w y z n a ł tostamencio.
R. 1618. Córka tegoż fundatora Zofia Pudencyanna
z K r a s i ń s k i c h Ligęzianka, potem księżna na Ostrogu i Zasławiu, koniuszyna koronna i t . d . dla wielkiej słabości już
u m i e r a j ą c a ofiarowana, odbiera zdrowie, na zawdzięczenie
oddano znaczne w o t u m srebrne. "
W słynącej cudami kaplicy M a t k i Boskioj kościoła
b e r n a r d y ń s k i e g o w Rzeszowie s k ł a d a n o wota nie t y l k o
srebrne. Ów pierwszy szlachcic-młodzieniec, raniony śmier­
telnie s t r z a ł ą t a t a r s k ą , t ę właśnie strzałę złożył jako wotum.
Chromi na nogi, skoro ozdrowieli, pozostawiali kule. I n n i
cierpiący na dolegliwości w chodzeniu składali wyobrażenie
swych cierpień, nogi woskowe. „Tegoż r o k u (1679—JO.)
Tomasz, syn p. Nawrockiego na nogę chory, nogę woskową
za w o t u m o d d a ł ..."s.
Podobne zwyczaje m u s i a ł y b y ć wówczas bardzo po­
pularne. W innych miejscach s ł y n ą c y c h cudami w Polsco
4

227

�składanie wot woskowych jost w X V I I w. regułą. Wspomi­
nana na p o c z ą t k u Matka Boska P ł o m i e n n a z kościoła
w Brzozowie czczona b y ł a jeszcze do niedawna w o t a m i
zwanymi babkami. B y ł y t o b r y ł y wosku w formie mis.
W a ż y ł y około p ó ł t o r a do d w ó c h kilogramów. Część z t y c h
ofiar przetapiano na świece, a resztę do dziś przechowujo się
w kruchcio togo kościoła jako wota. W kościolo rzeszowskim
żadne w o t u m woskowe do naszych czasów nie p r z o t r w a ł o .
Ale też w ś w i ą t y n i toj s k ł a d a n e b y ł y najbardziej w y m y ś l n o
wota srobrne. Poza opisom żadnego po nich śladu.
„Tegoż roku (1739) ojciec wspomnianego książęcia
Toodora, Jerzy hrabia na W i ś n i c z u i J a r o s ł a w i u Lubomirski
podpisał t o n cud w ł a s n ą r ę k ą dnia 2-go W r z e ś n i a , jako
b ę d ą c przypadkiem postrzelony ś r ó t o m w twarz i prawe oko,
ofiarował się Toj Matce najcudowniejszej i w prędco uloczony został a nawet boz ruszonia źrenicy wszystkie s r ó t y
wyjęte zostały, osobliwio dwa k t ó r e b y ł y w b i a ł k u oka,
a w twarzy 27, na w i e c z n ą zawdzięczenia p a m i ą t k ę o d d a ł
w o t u m złoto, i w n i m te ś r ó t y z a m k n i ę t e , przyłączył do tego
z n a c z n ą ilość srebra, sześć l i c h t a r z ó w wiolkich, k r u c y f i x ,
między niemi obszerną l a m p ę uczyniwszy na nio wieczną
fundacyję, oprócz tego ołtarz i inne wystawne ozdoby" .
Tak więc 226 lat po cudownym objawieniu Jakuba
Ado, w gronie wielkich dobrodziejów kościoła rzeszowskiego
pojawił się pierwszy książę i hrabia. Ale n i m do togo do­
szło — w „ R . 1625. W . O . Floryan Piastkiewicz świętobliwy
Bernardyn, egzorcysta, wielu przy t y m obrazio uwolnił
ludzi od r ó ż n y c h c h o r ó b i o p ę t a n i a czartowskiego". A w sa­
mej stolicy świętej apostolskiej odprawiona została przez
Benedykta X I V ceremonia koronacji obrazu. Ostatecznie,
dzięki staraniom wspomnianych k s i ą ż ą t Lubomirskich
(przede wszystkim wdowy po w i e l k i m księciu Teodorze,
Joanny z B a r o n ó w Stein), dokonano w 1763 r. oficjalnej
koronacji cudownoj figury. B y ł o to możliwe dzięki rozlicz­
nym i niewiarygodnym wprost dobrodziejstwom, jakich
6

przez 250 lat doświadczali wiorni przed oudownym wizerun­
kiem M a t k i Boskiej Rzeszowskiej.
Z u r o c z y s t o ś c i ą koronacji w 1763 r. łączy się sporządzonie d w ó c h dokumentalnych malowideł wielkich roz­
m i a r ó w , któro zawieszono przód o ł t a r z o m M a t k i Boskiej
Rzoszowskiej na bocznych ś c i a n a c h togo sanktuarium —
kaplicy. Malowidła podziolono z o s t a ł y na sto pól jodnakow y c h r o z m i a r ó w . W k a ż d y m z t y c h pól ukazano zostało
jodno z najważniojszych cudownych zdarzeń przypisywa
nych Matco Boskiej Rzeszowskiej od 1513 do 1770 roku.
Ta ostatnia data wskazujo, żo jeden z d w ó c h obrazów nie
został w całości u k o ń c z o n y na czas wiolkiej uroczystości —
koronacji w 250-lecie pierwszych cudownych wydarzeń.
Joszczo przez t r z y n a ś c i e lat od tej ćwierćtysięcznoj rocznicy
domalowywano pojedynczo w y o b r a ż e n i a , mające uwiocznić
chwałę świętego miejsca w Rzeszowie. Przy wszystkich
stu malunkach wymalowana została w y r a ź n i e data zdarzenia
i zwięzło jogo objaśnienie. N p . pod d a t ą 1620 — „IMC. P.
J A K U B P I R S K I M A I A C S Y N A C Z K A W P O W I C I U KTÓ­
R E G O M A M K A P R Z E Z N I E O S T R O Ż N O Ś Ć UDUSIŁA,
G D Y T U W K A Y D A N A C H Y Z D Z I E C K I E M UMARŁYM
P R Z Y S Z Ł A N A , K A Y D A N Y Z A R A Z Z M A M K I ZPADŁY,
D Z I E C K O Z O S T A Ł O Ż Y W E " . Na malowidło ukazano zo­
stało ubogio mieszkanie, w k t ó r o g o górnej lowoj części uka­
zuj o się wizorunok M a t k i Boskioj z Dziooiątkiom, po prze­
k ą t n e j na dole klęczy kobieta zo złożonymi rękoma, prze­
pasana b i a ł y m fartuchom, a przed nią, u s t ó p loży dziecko
w czerwonym powijaku. A l b o : „ I M C P. ALEKSANDER
N O W O Y S K I S Ł U G Ę M A I A C S Z A L O N E G O G D Y T U BYŁ
PRZYPROWADZONY
DO R O Z U M U PIERWSZEGO
P R Z Y S Z E D Ł " . Zdarzenie to opatrzono zostało d a t ą 1631 ro­
k u i odpowiednim malunkiom. Ukazano na n i m mężczyznę
w zaroście, w długiej czerwonoj sukni, przy szabli, zgrabnie
składającego dłonie k u wizerunkowi M a t k i Boskiej Rzeszo^
skiej. Cała scena zlokalizowana została w krajobrazie —

I I . 7. K r z y ż y k srebrny, dwustronnie rytowany, z aplikacjami, 1 0 x 7 cm, w o t u m w Leżajsku. I I . 8. K r z y ż y k srobrny, dwu
stronnie rytowany, z aplikacjami, 1 0 x 7 , 5 cm, w o t u m w Leżajsku. I I . 9. W y o b r a ż e n i e dłoni, srobro, w o t u m z X I X w. W kościele
00. B e r n a r d y n ó w w S k ę p e m .

i—
•

�łąk, rzekł i drzew. A l b o : „ P A N J A N M A L I N K O W S K I
KOŁODZIEY OKO NIEOSTROŻNOŚCIĄ UTRACIWSZY
01 SIE N I E M Ó G Ł Ż A D N Y M SPOSOBEM U L E C Z Y Ć , N A
TO M I E J S C E O F I A R O W A N Y O K O W C A Ł O Ś C I O D E ­
B R A Ł " . Stało się to w 1674 roku. N a malowidle ukazana
została p o s t a ć m ę ż c z y z n y w b r ą z o w y m płaszczu i czerwo­
nych długich butach, k t ó r y klęczy przed wizerunkiem
Matki Boskiej Rzeszowskiej wznosząc k u niej złożone dłonio.
Dookoła krajobraz wiejski. A l b o : „IMĆ P A N N A W O Y S K I
T A K B O L G Ł O W Y C I E R P I A Ł I Ż MO D O S Z A L E Ń S T W A
PRZYCHODZIŁO G D Y SIE T U O F I A R O W A Ł , W O T U M
ODDAŁ, Z D R Ó W Z O S T A Ł " . Obok — p o s t a ć m ę ż c z y z n y
Męczącego w przepysznym stroju — w kontuszu z obszlegami; p o s t a ć unosi złożone dłonie w k i e r u n k u w y o b r a ż e n i a
Matki Boskiej Rzeszowskiej. I wreszcie malunek przedsta­
wiający m ę ż c z y z n ę w białej peruce, w mundurze wyszywa­
nym z ł o t y m i sznurami. P o s t a ć ukazana na klęczkach ze zło­
żonymi d ł o ń m i , a ponad n i ą wizerunek M a t k i Boskiej Rze­
szowskiej. Obok w y r a ź n i e wymalowana i obwiodziona elipsą
data 1739. Pod n i ą : „IMC. P. J E R Z Y H R A B I A N A W I Ś N I ­
CZU L U B O M I R S K I P O D P I S A Ł T E N C U D W Ł A S N A
R E K A I N A 2 GO W R Z E Ś N I A J A K O B E D A C P O S T R Z E ­
LONY SROTEM W T W A R Z I P R A W E OKO OFIARO­
WAŁ SIE MATCE N A J Ś W I Ę T S Z E J I W K R Ó T C E U L E ­
CZONY Z O S T A Ł " . P a m i ę t a m y to zdarzenie. A inne,
wspomniane t u wcześniej, k t ó r e odnosiło się do 1625 r.
mówiło o: „ W . O . P I A T K I E W I C Z B E R N A R D Y N I E ZAC­

NO Ś W I Ę T O B L I W Y M E G Z O R C Y Ś C I E K T Ó R Y W I E L U
U W O L N I Ł P R Z Y T Y M O B R A Z I E L U D Z I OD R O Ż N Y C H
C H O R Ó B Y O P Ę T A N I A C Z A R T O W S K I E G O " ... Egzor­
cysta przedstawiony został przed o ł t a r z e m . Ponad kapła­
nem — wizerunek M a t k i Boskiej Rzeszowskiej, a przed
n i m — wijące się w szalonym o p ę t a n i u postaci w czerwonych
kaftanach. K a p ł a n kieruje w ich s t r o n ę dwa wyprostowane
palce prawej dłoni! Trzeba oczywiście „ b a d a w c z e g o " nasta­
wienia, aby wyróżnić t e n obraz spośród i n n y c h . Przede
wszystkim odbiera się całość malarskiego przedsięwzięcia.
Jest ono s u m i e n n ą rejestracją nieprawdopodobnych w y ­
darzeń, jakio rozegrały się w skromnej kaplicy. Sumienność
granicząca z m o n o t o n i ą w ukazaniu rzeczy niezwykłych.
Same m a l u n k i nie sugerują przez swój stereotyp powagi
sprawy. Ale w c z y t u j ą c się w podpisy, j a k b y uczestniczymy
w niebywałej serii c u d ó w . Ogarniając j e d n y m spojrzeniem
obydwa p ł ó t n a , jeszcze bardziej aniżeli poznając dokumenty
pisane o cudownych zdarzeniach, czujemy ich rozmiar i siłę
o d d z i a ł y w a n i a . K i e d y t y c h malowideł jeszcze nie przybrudził
kurz, kiedy napisy b y ł y wyraziste, i c h oddziaływanie było
nieporównywalnie większe. K a ż d y t e ż , k t o je wówczas
oglądał, m u s i a ł p r z e ż y w a ć nieznane dziś stany uniesień
i wiary.
P i s z ą c y w X I X w . Historyię ... nazywa M a t k ę Boską
Rzeszowską „ C u d o t w ó r k ą " , „najpewniejszą i najmożniejszą
l e k a r k ą n i e b i e s k ą " . Niezliczona ilość d o w o d ó w potwierdza
c u d o t w ó r c z ą rolę sanktuarium — ozdrowienie k o n a j ą c y c h

.229

�i cierpiących aa nieuleczalne choroby. Wiolo z nich przestało
b y ć dziś g r o ź n y m i , a nawet nio z d a r z a j ą się. Ale jeszcze
przed stu l a t y b y ł y nieraz klęską.
Osławiony k o ł t u n , kaduk, łuszczka albo zaćmienie czy
chociażby „ r o b a k " . Ten ostatni zalęgał się nawet w u c h u :
„ K a z i m i e r z a Stachę ze Słociny ciorpiącego strzykanie
W uchu, gdy matka do tej Najświętszej M a t k i przyprowa­
dziła, i ofiarowała mszy ś. słuchając, w y p a d ł m u robak
z ucha, i ból na zawsze u s t ą p i ł " . P a r a l i ż zwano z a r a z ą . Cechy
epidemii m i a ł y ciorpionia z powodu „ k a m i e n i " , wrzodów,
febry, „ k r w a w e j afekcji", garbu, gangreny, towarzyszącej
nieodłącznie bodaj wszelkim poranioniom. W X V I I I i X I X w.
wywołuje zgrozę petocja i pleura.
Osobny rozdział t w o r z ą nieszczęścia wynikło z porażenia
piorunom, kąpieli i nieuważnego obchodzenia się z zaprzę­
gami. To ostatnio b y ł y niegdyś zagrożeniem, p r z y p o m i n a j ą ­
cym dzisiejszo, motoryzacyjne. Wpada.nie woźniców pod
koła w ł a s n y c h wozów, to w y p a d k i nader często. Nie umiano
ustrzec się przód n i m i zarówno w X V I , j a k i w X I X w . ;
w warunkach stałego, od wieków, stykania się z z a p r z ę g a m i !
Ofiary t y c h w y p a d k ó w nie raz zawdzięczały ozdrowienie po
„ o d d a n i u się w o p i e k ę " Cudownej Matce Boskiej: ,,R. 1630.
P. Wojcioch Kostora mieszczanin rzeszowski pod sumieniem
zeznał, że będąc wyrostkiom t a k i widział przypadek: chłopiec
imieniem Szymon wożąc tarcice na- tutejszy kościół przez
nieostrożność spadł z wozu pod koło, k t ó r y ciężar wnętrzności
z niego wycisnął, ofiarowany do M a t k i Boskiej w t y m obrazie
wstał, ozdrowiał i woły z wozem p o g n a ł " .
7

Zależnie od okoliczności w y p a d k u , statusu potrzebu­
jącego, różnie p r z e d s t a w i a ł się akt ofiarowania — p r o ś b y ,
błagania, dziękczynienia. Bodaj równio często ofiarowanie
odbywało się za p o ś r e d n i c t w o m kogoś bliskiego, czy naj­
bliższego, j a k t e ż osobiście. M a t k i prosiły o zdrowie dla
dzieci. Ż o n y s k ł a d a ł y podziękowania za zdrowie własne
i mężów. Zdarzało się, że szlachcic w s t a w i a ł się w imieniu
cierpiącego sługi, a rzemieślnik — czeladnika. Na^jezęścioj
j e d n a k ż e przychodziły przed ołtarz m a t k i . Modlitwa b y ł a
najprostszą t u formą. Alo nie zawsze. Z d a r z a ł o się, że nie­
szczęśliwi kładli t y l k o na o ł t a r z u powijak i oczekiwali cudu.
Może te oczokiwania s t a ł y się powodem współdziałania
służby kościelnej, braci, zakrystian. Stało się zwyczajem
podawanie przez kogoś z nich wina ... Pewnie t e ż , kiedy i to
nie przynosiło natychmiastowego ozdrowienia, podawano
wino „ p r z e m y t o z w i z e r u n k u " : ,,P. S o c h y ń s k a , córkę
w trzecim miesiącu m a j ą c niebezpiecznie chorą, gdy uprosiła
wina z obtarcia obrazu tego, i togoż w usta dziecku wpuściła,
ozdrowiało". W y d a r z y ł o się to w r o k u 1747. W t y m ż e
joszcze r o k u : „ T e r e s a Kuczmerowa, mieszczka z Rzeszowa,
wylicza nie jedno dobrodziejstwo, raz chorując na febrę
niedziel dziewięć, u w o l n i o n ą od niej b y ł a , gdy na mszę ś. d a ł a
i tejże wysłuchała, drugi raz w wiolkiej b ę d ą c słabości, prosi
aby l i t a n i ę o Matce najświętszej przed obrazem zaśpiowali
zakonnicy, po n a b o ż e ń s t w i e skończyła się i słabość i córkę
M a r y a n n ę z bólu na oczy z a p u c h ł ą ofiarowuje, winem obrazu
otartego przemywa i leczy, to wszystko Matce Boskiej
Przypisuje". I t u również w t y m ż e t y l k o r o k u : ,,P. M a r y a n i a
Augustowa z Rzeszowa, na synu swoim Janie doznała łask,
najpierwiej przoz niedziel pięć nio mógł ssać piersi, i t y l k o go
zakrapiano, lecz ofiarowany od b a b k i swojej przyjął p o k a r m
od m a t k i . Potem na zapalenie oczu chorował, po mszy ś.,
na jego intencję odprawionej, oczy zbolałe przemyto winem
z obrazu, i rzeczywiście zagasł ogień w oczach"*.
W Archivum conventus ... z n a j d u j ą się również stwier­
dzone pod przysięgą relacje o otrzymanej pomocy bez ko­
rzystania z przedstawionych przed chwilą sposobów, wię­
cej •—• bez stawania przed cudownym wizerunkiem. Są to
relacje o „ c u d o w n y m r a t u n k u na odległość", nieraz z n a c z n ą
od samego Rzeszowa. W e d ł u g zeznających, w s p o m a g a ł y ich
najprostsze słowa skierowano do M a t k i Boskiej Rzeszowskiej.
230

I I . 10. W y o b r a ż e n i e M a t k i Boskiej Rzeszowskiej i bliźniąt,
srebro, 18 x 14 cm, w o t u m z X I X w. w kolekcji Franciszka
K o t u l i . I I . 11. Seroe gorejące, r y t na p ł y t c e srebrnej o wym.
9 X 8,5 om, punca z d a t ą 1833, inicjały złotnika rzeszowskiego
D Z , w o t u m w Rzeszowie.

�I I . 12. Wyobrażenie twarzy w Oku Opatrzności, płytka srebrna o wyra. 8 , 5 x 8 om, wotum w Rzeszowie.

�I I . 13—15. W y o b r a ż e n i e objawienia M a t k i Boskiej w, Leżajsku, obraz na p ł ó t n i e , 250x 170 cm, 2. poł. X V I I I w. Autor
nieznany.

��Z d a r z e ń t a k i c h w Archwum...
zanotowanych jost kilka­
naście. Jedno wszakże zasługuje t u na osobną u w a g ę . Wiążo
się ono z m a ł ż o n k ą sławnego lekarza Strassera. Działał on
w połowie X V I I I w. K i e d y lekarz walczył z plourą, potocją
i i n n y m i g r o ź n y m i chorobami, żonę jogo s p o t k a ł o nieszczęście
daleko od Rzeszowa:
p. Eufrozyna Strassorowa, lekarza
Rzeszowskiego żona, gdy j e c h a ł a do Warszawy na W iśle
pod Kazimierzem j a d ą c y wózek z k o ń m i z a ł a m a ł się, i joden
osobliwie k o ń k i l k a godzin pod lodem zostawał, a sama
p. Strasserowa p i e c h o t ą i d ą c ze służącymi t a k ż e się zała­
mała, w tak wielkim niebezpieczeństwie wzywa r a t u n k u od
M a t k i Rzeszowskiej i doznaje go w p r ę d c e bez szkody ze
wszystkiem wyratowana, oddając w o t u m potwierdziła t ę
p r a w d ę sumiennie". Przypadek ten zasługuje na wyróżnie­
nie, albowiem dotyczy osoby, k t ó r ą z posiadanego t y t u ł u
„ l e k a r z o w e j " mogła mieć powody do jakiejś powściągli­
wości wobec p r a k t y k i p r z e k o n a ń nagminnych. Ale może
właśnie dzięki temu t y t u ł o w i mogła t y m bardziej b y ć ufną.
No a dzięki Archwum ... ufność t ę poznajemy w rozmiarach
i przejawach b u d z ą c y c h na przemian zdumienie i podziw.
Oto t y l k o pod d a t ą 1747 r. takie opisane z o s t a ł y zdarzenia:
T

„ W . I m ć . p. Stanisław P i n i ń s k i , starosta Pilźnioński, w y ­
z n a ł to przy wielu zakonnikach, jako nagle zachorował, a t a k
niebezpiecznie, że wszyscy o życiu jego zwątpili, lecz gdy
w swej mdłości wyrzekł te słowa: Matko Najświętsza Rze­
szowska B e r n a r d y ń s k a ratuj mnie! w tej c h w i l i , jakoby
nigdy nie chorował, t a k z d r ó w s t a n ą ł .
W . I m ć . p. Ołtarzewski, Miecznik Bełzki, wraz z żoną
swoją przy wielu ludziach ogłosił łaskę o d e b r a n ą , że t a ż
p. Miecznikowa w czasie porodzenia w wielkim życia nie­
bezpieczeństwie b y ł a , g d y ż i znające się na t a k i c h u s ł u g a c h
białogłowy j ą odstąpiły, n i e m a j ą c sposobu r a t o w a ć , pani
zaczem ostatnim tchem wołać poczęła: Najświętsza Matko
cudowna w obrazie Rzeszowskim, ratuj mnie! w t y m mo­
mencie w y s ł u c h a n ą b y ł a , bo szczęśliwie porodziła.
Służąca tegoż p a ń s t w a Miecznikostwa, panna Magda­
lena Górska, powiedziała pod sumieniem, że przed lat dwoma,
chorując na bok prawy, i w znacznej zostając słabości, gdy
uczyniła ślub nawiedzenia tego obrazu, zaraz ból u s t ą p i ł . "
9

Przedstawione z o s t a ł y zeznania lekarzowej, starosty,
miecznika i służącej. A b y w y c z e r p a ć listę, s p ó j r z m y na
jeszcze jeden wypadek. Uczestniczą w n i m książę i ko­
misarz t r y b u n a ł u : „ R . 1 7 6 3 . Dnia 7. Lipca do zapisania
między cuda p o d a ł w liście swoim z Opola pisanym A n t o n i
Lubomirski rzecz t a k ą : p. M a c h c z y ń s k i z D o b r z y ń s k i e j
ziemi, komisarz na t r y b u n a ł skarbowy Radomski, delego­
wany z kolegą ze strony tegoż t r y b u n a ł u przyjochał do
I m ć p. Krakowskiego H . W . X . , a przejechawszy do Opola
śmiertelnie zachorował na g a n g r e n ę w e w n ę t r z n ą odstąpił go
lekarz, zaczem d y s p o n o w a ł się zupełnie i Sakramentami
ś. opatrzony, czekał skonania, w tem Wojewoda, jako po­
b o ż n y klient M a r y i przyniósłszy obraz najświętszej M a t k i
Rzeszowskiej, rzocze aby się z całem sercem do tej cudownej
Pani u d a ł , co gdy uczynił, choroba się przesilać zaczęła,
co raz to lepsze znaki życia się p o k a z y w a ł y , aż nakoniec
bez wszelkiego niebezpieczeństwa z o s t a ł " .
1 0

Można wreszcie p o s t a w i ć pytanie. Jak dawna społecz­
ność Polski w jednej ze swych w a ż n y c h dzielnic o d c z u w a ł a
i formułowała pojęcia o istocie M a t k i Boskiej ? W świetle
tego, co dotychczas zostało powiedziane, odpowiedź nio jest
ł a t w a . Poza opisami cudownych z d a r z e ń nie m a m y innych
relacji. D u ż ą p o m o c ą są t u wspominane na wstępie pieśni.
Jak stwierdza w swym artykule Franciszek K o t u l a , wiele
spośród pieśni śpiewanych w miejscach odpustowych Rzeszowszczyzny b y ł o drukowanych w Krakowie, Lwowie
a nawet na Śląsku. A zatem b y ł y t o pieśni j a k b y ogólno­
polskie. I wreszcie, mimo że drukowano je w X I X i X X w.,
p o w s t a ł y w X V I I I w., a n i e k t ó r e jeszcze wcześniej. Jedna
z t y c h najstarszych pieśni poświęcona jest Matce Boskiej
234

Lożajskiej. Przypomnijmy, sanktuarium leżajskie również
n a l e ż y do b e r n a r d y n ó w i t a k j a k rzeszowskio zawdzięcza
swój p o c z ą t e k objawieniu się M a t k i Boskiej osobie „nisko
urodzonej". W Rzoszowie w y b r a ń c o m b y ł — j a k pamięta­
m y — w 1513 roku J a k u b Ado, natomiast w Leżajsku
239 lat później, Tomasz Michałek. Wymienia go też t y t u ł
jednej z piośni: Pieśń nowa o Najśw. P. M. Leżajskiej obja­
wionej na piasku wiernemu słudze Tomaszowi
Michałkowi
w roku 1752. Ta i wydana w Tarnowie Pieśń o Najśw.
Maryi
Pannie Leżajskiej opiewają cudowne wydarzenia:
W i t a j ż e śliczna Panienko, Marja!
Pod Leżajskiem cna jutrzonko, Marja!
Marja, Marja, o Marja L e ż a j s k a !
Wielkieś cuda uczyniła, Marja!
K i e d y ś się t u objawiła, Marja!
Marja — i t d .
Rzeszotarski z miasta tego, Marja!
Nie wierząc miejsca świętego, Marja!
Marja — i t d .
J a d ą c y do Sandomierza, Marja!
Sześciu k o ń m i , gdy się zbliża, M a r i a !
Marja — i t d .
Nie o d d a ł M a r j i c h w a ł y , Marja!
Wszystkie konio p o k l ę k a ł y , Marja!
Marja — i t d .
W i e l k i to cud u c z y n i ł a , Marja!
Szymonowi się zjawiła, Marja!
Marja — i t d .
K i e d y na n o ^ ę chorował, Marja !
N i k t go w biedzie nie r a t o w a ł , Marja!
Marja — i t d .
A gdy p r z y s z e d ł na t o miejsco, Marja!
T y ś m u zdrowie d a ł a jeszcze, Marja!
Marja — i t d .
Budowa pieśni tej jest t a k a : c y t o w a n ą t u z w r o t k ę •—
„ W i t a j żo śliczna Panienko" poprzedza inwokacja, w której
ś p i e w a c y ogłaszają „ w i t a j w obrazie" (pierwsze słowa pieśni),
„ K r ó l o w o nad K r ó l o w e m i " , „sławo nieba na tej ziemi",
„ c n a ozdobo miejsca tego" oraz „ P a n i miasta Leżajskiego".
N a s t ę p n i e pieśń głosi, że „ d a w n o ś m y o t e m mówili b y ś m y
T w ó j kościół zwiedzili" i o wyruszaniu w d r o g ę z „żegna­
niem swych d o m o w n i k ó w , jako swoich s p o w i e d n i k ó w " ! ! !
I dopiero po t y m w s t ę p i e pojawia się „ w i t a j ż e śliczna Pa­
nienko". A dalej — opowieść o cudownych wydarzeniach.
L a p i d a r n y s t y l relacji z poznawanych wcześniej zapisów —
archiwalnego i broszurki dewocyjnej wydaje się b y ć w tej
i innych pieśniach jeszcze bardziej zwięzły. To zrozumiałe.
Zachwyca j e d n a k ż e sam w y b ó r z d a r z e ń : „ N i e o d d a ł Maryji
c h w a ł y ... wszystkie konie p o k l ę k a ł y ' ' ... A l b o :
A n n a Kowalska z P r z e m y ś l a , Marja!
Pokurczona t u t a j p r z y s z ł a , Marja!
Marja — i t d .
Gdy się do Ciebie u d a ł a , Marja!
Zaraz zdrowie o d e b r a ł a , Marja!
Marja — itcl. (...)
Z dworom j a d ą c Opaliński, Marja!
W i e r n y sługa M a t k i Boskiej, Marja!
Marja — i t d .
Przez Trzebosę się przewozi, Marja!
Pan B ó g Jemu śmiercią grozi! Marja,
Marja — i t d .
Z k a r e t ą wóz w y w a l i ł a , Marja!
Woda wszystkich z a t o p i ł a , Marja!
Marja — i t d .
Do M a r j i zawołali, Marja
Zaraz pomocy doznali, Marja
Marja — i t d . (...)

�Dziecię bez t w a r z y zrodzone, Marja!
Na tem miejscu uzdrowione, Marja
Marja — i t d . (...)
K t ó ż wyliczyć wszystkie może, Marja
J a k i e ś czynił cuda Boże, Marja
Marja — i t d .
Za p r z y c z y n ą tej Panienki, Marja
Jasnej pod laskiem Jutrzenki, Marja
Marja — i t d . (...)
K o ń c z y t ę pieśń j a k b y uogólnienie dobrodziejstw otrzy­
mywanych od M a t k i Boskiej. „ M a t k o w Leżajskim obrazie,
ratujżo nas w k a ż d y m razie". Ostatnia z w r o t k a : „ A gdy już
konać będziemy, niechaj szczęśliwie pomrzemy!"
Pieśń odpustowa u t r w a l a ł a i czyniła z w y k ł y m i zdarzenia
najbardziej nieprawdopodobne. W t y m t e ż chyba w y r a ż a się
doniosła funkcja toj i innych P i e ś n i . Wydaje się, że dawne
społeczeństwo Rzeszowszczyzny podobnie j a k całej Polski
i innych części ś w i a t a chrześcijańskiego było — mimo swej
„nędzy materialnej" — bogate w n i e d o s t ę p n e nam dziś
zupełnie odczucia, pojęcia i w y o b r a ż e n i a . Sprzyjało to
harmonijności k u l t u r y , z r ó w n o w a ż e n i u p i e r w i a s t k ó w racjo­
nalnych i irracjonalnych. Mogło to mieć wzbogacające kon­
sekwencje o s o b o t w ó r c z e .
Matka Boska w Pieśni o Najśw. Maryi Pannie
Leżajskiej
przedstawiona jost jako „ P a n i e n k a " , „ J u t r z e n k a " — istota
pośrednicząca m i ę d z y Bogiem a człowiekiem. „ K t ó ż w y ­
liczyć wszystkie może, jakieś czynił cuda Bożo, za p r z y c z y n ą
tej Panienki".
W innej j e d n a k ż e pieśni istota M a r i i ukazywana jost
jakby inaczej. Oto wydana przez „ F r a n c i s z k a Orła i Syna
we F r y d k u na A u s t r y j a c k i m Ś l ą s k u " — Pieśń do Panny
Maryi :
D z i ę k u j e m y Tobie (c.d. pierwszej z w r o t k i ) , złota Matko
D z i ę k u j e m y Tobie, złota M a t k o
D z i ę k u j e m y Ci t y s i ą c k r o ć .
2. N i m t ę ziemię B ó g s t w o r z y ł ,
Ja j u ż b y ł a p o c z ę t a ,
Jeszcze nie b y ł o p r z e p a ś c i ,
A ja b y ł a zrodzona,
T y ś o M a t k o nasza,
Była już wybrana,
Dziękujemy itd.
3. G d y ś u t w i e r d z i ł fundamenta,
Na t y m o k r ę g u ziemi.
K i e d y ś noc od ś w i a t ł a dzielił,
Dał i m porządek piękny,
Ja z n i m p r a c o w a ł a
W ż d y we wszystkich rzeczach,
Dziękujemy i t d .
4. K i e d y ś u t w i e r d z a ł niebiosa,
Ja t a m o b e c n ą b y ł a ,
K i e d y ś u t w i e r d z a ł przepaści,
Ja przy tem wszystkiem b y ł a ,
Zawsze w k a ż d e j dobie,
Dziękujemy i t d .
5. Jeszcze wielkich gór ciężary,
Nie b y ł y u ł o ż o n e ,
W p r z ó d ja b y ł a w y w y ż s z o n a ,
N i m pagórki i skały,
Pan upodobanie,
Miewał we mnie zawsze, (...)
6. K i e d y u t w i o r d z a ł powietrze,
Słońce, księżyc i gwiazdy,
K i e d y w y w y ż s z a ł planety,
D a ł i m moc wielką w s z ę d y ,
Ja t a m w k a ż d e j dobie
W ż d y b y ł a przy Panu. (...)
I t d . do k o ń c a strony czwartej. Natomiast już na stronie
sąsiedniej:

14. G d y b y nie b y ł o M a r y i ,
Nie b y ł o b y zbawienia,
Całe ludzkie pokolenie,
Czekałoby r a t u n k u ,
W i ę c t e ż Jej serdecznie,
Ś p i e w a j m y ochotnie.
„ G d y b y nio b y ł o M a r y i . . . " Można sądzić, że w y r a ż a się
w tej strofie cała pełnia odczuć i w y o b r a ż e ń związanych
z wypowiadanym t u t a k często imieniem. Po pierwsze —zgodnie z tokstem pieśni — istniała Matka Boska n i m ziemia
została stworzona. Po drugio, w tworzoniu ziemi przez Boga
nie t y l k o , żo uczestniczyła, lecz również Bogu p o m a g a ł a .
Po trzecie, w budowaniu k s z t a ł t ó w ziemi, „ p a g ó r k ó w i s k a ł "
w s p o m a g a ł a Boga. Po czwarte, b y ł a również obecną przy
„ u t w i e r d z a n i u " ziomi wokół słońca, księżyca , gwiazd
i planet! „ J a t a m w każdoj dobie w ż d y b y ł a przy Panu".
I tak w odpustowej pieśni w y r a ż o n a została bardziej niż
p o w a ż n a , a na pewno głęboka refleksja o istnieniu, powsta­
waniu, tworzeniu się ziemi, ś w i a t a . Matce Boskiej w dziele
t y m obok Pana Boga przyznano pierwsze miejsce.
Pieśni odpustowe u t r w a l a ł y obraz istoty M a t k i Boskiej.
U z y s k a ł a ona w a r t o ś ć n a c z e l n ą . Miała w y m i a r y konkretu,
jak toż ogólności. W k r ę g u t a k i c h odczuć i p r z e k o n a ń zro­
dziła się w Ziemi Rzeszowskiej — nieznana w innych czę­
ściach k r a j u — forma k u l t u maryjnego. Oto we wsi Borek
Stary oraz w K a l w a r i i Pacławskiej obchodzi się uroczystość
z w a n ą Pogrzebem M a t k i Boskiej (patrz ił. 3 s. 238). O uro­
czystości tej głosi Pieśń o zaśnięciu, pogrzebie i wniebo­
wzięciu Najświętszej
Maryi Panny (Na melodyę: Z dalekiej
my
krainy):
K i e d y Panna Marja Ten świat opuścić
m i a ł a , Całą J e r o z o l i m ę Z w i e l k i m żalem
żegnała.
N a j p r z ó d górę Golgotę, Gdzie b y ł Jej
Syn kochany, u m ę c z o n y u b i t y , Potem
ukrzyżowany.
W sam dzień zaśnięcia swego Wszystko
powiedziała, Miejsca m ę k i Jezusa
N a b o ż n i e całowała. (...)
Ż e g n a ł a i Nazaret, w k t ó r y m się naro­
dziła, I miasteczko Betleem, Gdzie Jezusa
powiła.
Marja żegnała się z „ c a ł ą P a l e s t y n ą " i w „ k o m n a t c e
swojej" zanosiła m o d ł y do Pana. W ó w c z a s pojawił się
Anioł Gabryiel i „cieszył P a n n ę M a r y ą " , że w s t ą p i do nie­
bios. Dalej jest opis w n i e b o w s t ą p i e n i a i ż a l u :
Do kogóż się sieroty Na t y m świecie
udamy, kiedy M a t k i najmilszej J u ż na
ziemi nie m a m y .
Niewiasty zaś p o b o ż n e , W z i ą w s z y ciało
Panienki, U b r a ł y w prześcieradło, Wło­
ż y ł y do t r u m i e n k i .
I dalej opiewany jest sam pogrzeb i cudowny powrót
duszy M a t k i Boskiej do ciała:
Zaraz dusza najświętsza Weszła do
swego ciała, Znikła z oczu p a t r z ą c y m ,
I Marya p o w s t a ł a (...)
P o d n i o s ł a r ą c z k ę Swoją, Wszystkich
błogosławiła, I o łaskę dla wszystkich
Syna Twego prosiła.
Po t y m p o ż e g n a n o ostatecznie Maryję. Ale „ w tem
prześliczną lilią W trumience zobaczyli":
W z i ą w s z y t e d y lilią, W grobie j ą po­
chowali, Gdzie M a r y a b y ć m i a ł a , I Bogu
dziękowali.
K o ń c z y pieśń p r o ś b a :
Ż e b y n a m u Jezusa t ę łaskę uprosiła,
A po s k o ń c z o n e m życiu W niebo nas
wprowadziła
AMEN

235

�P i e ś ń t a s t a ł a się scenariuszem uroczystości obchodzo­
nych w d n i u W n i e b o w s t ą p i e n i a w K a l w a r i i P a c ł a w s k i e j
i B o r k u Starym. W ś r ó d najrozmaitszych koncepcji życia
i śmierci m a ł o jest na pewno t a k w z r u s z a j ą c y c h w y z n a ń ,
jakie zawarte z o s t a ł y w tej pieśni i jakie k r y j ą się w owych
uroczystościach.
Podobnie w y r a ż a n ą t ę s k n o t ę za spełnianiem się ideal­
nych rozstrzygnięć odnajdujemy w n i e k t ó r y c h wotach. Sto­
sunkowo najwięcej zachowało się i c h w L e ż a j s k u i Rzeszo wio.
Chociaż t y c h najstarszych i dla nas najciekawszych naj­
mniej. W kościele OO. B e r n a r d y n ó w w Rzoszowio ekspono­
wane s ą ono w d w ó c h gablotach, k t ó r o zawieszono na
s k r z y d ł a c h ołtarza w kaplicy Cudownej M a t k i Boskiej.
Znajduje się t u około 100 w o t ó w metalowych. P r z e w a ż a j ą c a
większość t o współczesno sorca, nogi, ręce produkowane
fabrycznie. Trzy zaledwie wota, sporych r o z m i a r ó w , srebrne
p ł y t k i , najprawdopodobniej z X V I I I w., umieszczone zo­
s t a ł y u samego szczytu O ł t a r z a . Nie u d a ł o m i się do nich
d o s t a ć . W kościele nie ma t a k wysokiej drabiny. Co się stało
z setkami w o t ó w dawnych, zabytkowych nie wiadomo.
Prawdopodobnie z o s t a ł y przetopione na przedmioty u ż y t ­
kowe, chociażby takie j a k świeczniki.
W zbiorze w o t ó w leżajskich również odnajdujemy ś l a d y
podobnego działania. Ale Leżajsk to miejsce nawiedzane
głównie przez pielgrzymów wiejskich, przede wszystkim
starsze kobiety. I t e ż wota leżajskie t o przeważnie naszyj­
n i k i z korali, najcenniejsza i zarazem najbardziej szykowna
rzecz, j a k ą mogła mieć dziewczyna wiejska. W ś r ó d t y c h
naszyjników znajduje się kilkanaście srebrnych k r z y ż y
z X I X w. Noszono je na piersiach nioraz przez wielo l a t .
Świadczą o t y m obłości, starcia na k r a w ę d z i a c h ... (ił. 1, 2,
7, 8). D l a p r z e t a p i a j ą c y c h wota na „ z ł o m srebrny" k r z y ż e te
nie p r z e d s t a w i a ł y większej wartości. I t e m u zawdzięczać
należy istnienie jedynej chyba w kraju tego rodzaju kolekcji.
Jest ona cennym dokumentom obyczajów. W ś r ó d t y c h
w o t ó w powtarza się charakterystyczna forma k r z y ż a r ó w n o ­
ramiennego. W z b o g a c a j ą je rytowane inicjały i symbole
m ę k i p a ń s k i e j : drabina, korona cierniowa, cęgi i pejcz,
ćwieki i m ł o t oraz kości ( i l . 3, 4, 7, 8). K t o b y ł t w ó r c ą t y c h
w o t ó w ? N a j e d n y m z k r z y ż y znajduje się punca srebrnika
z Rzeszowa, korzystającego z inicjałów M R B i w y b i t a data
1832. Najprawdopodobniej krzyże to i i m podobno kute
b y ł y nie t y l k o w Rzeszowie, ale również w i n n y c h miastach
galicyjskich. Sprzedawano jo na odpustach.
Zwraca u w a g ę k i l k a jeszcze w o t ó w . Są to p r o s t o k ą t n e ,
srebrne p ł y t k i . Wszystko wskazuje na t o , że wykonano
zostały t ą s a m ą r ę k ą . Nie znamy nazwiska a r t y s t y . B y ł on
niewątpliwie mistrzem r y t u . W y o b r a ż e n i a serca gorejącego,
oka opatrzności i dłoni rytowane b y ł y sposobem zwielokrot­
niania cięć ( i l . 5, 6, 12). P o w s t a ł ciekawy efekt formalny.
To rytowanie ujawnia s p o r ą dozę zadowolenia z pracy, jaka
musiała t o w a r z y s z y ć p o m y s ł o w e m u a r t y ś c i e . W o t a te są
p r a w d z i w ą o z d o b ą pośród b e r n a r d y ń s k i c h zbiorów na Rzeszowszczyźnie: w Leżajsku, Przeworsku i samym Rzeszowie.
Cudowno zdarzenia opromieniające kilkanaście cudow­
nych wizerunków M a t k i Boskiej, związane z t y m legendy
i opowieści, rozwój l i t e r a t u r y i pieśni odpustowych, grafiki
dewocyjnej, w s t r z ą s a j ą c y c h widowisk i uroczystości, nie­
z w y k ł y c h p r a k t y k i zabiegów, jedyne w swoim rodzaju
galerie malowideł, wreszcie wytwórczość i ekspozycja wo­
t ó w ... Jest to zwarta kompozycja nieraz r ó ż n i ą c y c h się
zasadniczo elementów. Scala je idea k u l t u maryjnogo, w y ­
obrażenia i przekonania o boskiej naturze M a r i i . Zaryso­
wane t u t a j t y l k o pobieżnie przojawy togo k u l t u k s z t a ł t o w a ł y
przez wiele wieków życie duchowe ludzi zamieszkujących
t ę ziemię. Można d o p a t r z y ć się w t y m k o n t y n u a c j i pewnych
składników prastarych czy stale o d r a d z a j ą c y c h się. Dziś
rozwijający się na Rzeszowszczyźnie k u l t m a r y j n y korespon­
duje z ideami współczesnymi, bo swoista forma gorliwości
ideowej (dewocja?) w wymiarach masowych, nieelitarnych

zdaje się b y ć t r w a ł ą p o t r z e b ą społeczeństw, niezależnie od
miejsca i czasu.
S p ó j r z m y jeszcze na pewien obraz, j a k i znajduje się
w kościele leżajskim ( i l . 13,14). Obraz t e n ujawnia jedną
z postaw, o jakiej dotychczas nie b y ł o m o w y .
N a obrazie przedstawiona została M a t k a Boska w obło­
kach i aureoli ponad Leżajskiem. W koronie i z berłem
spogląda na postaci zo złożonymi r ę k a m i uwidocznione na
pierwszym planie obrazu. Spośród budowli miasta wyodręb­
niony został jasny fronton kościoła OO. Bernardynów.
Kościół znajduje się p o ś r ó d o g r o d ó w i zagród wiejskich,
na peryferiach miasta. P r z ó d kośoiołem ukazanych zostało
pięć postaci r e p r e z e n t u j ą c y c h ówczosne warstwy i stany.
S t o j ą — k a p ł a n , mieszczanin, szlachcianka i szlachcic. Na
ś r o d k u z a ś klęczy p r z y łóżku obok porzuconej k u l i ozdrowieniec, osoba — j a k wskazuje strój — „ n i s k o urodzona".
Obraz z Leżajska w y r ó ż n i a się spośród podobnych mu
malowideł szczegółami — w y d a w a ł o b y się — mało istot­
n y m i . Nie ma w n i m , j a k b y nieudolnie m o ż n a powiedzieć,
„ a k t y w n e j relacji wzrokowej i gestycznej" m i ę d z y ukaza­
n y m i postaciami ludzi a samym wizerunkiem M a t k i Boskiej.
Postaci wiernych nie kierują swych spojrzeń w kierunku
Madonny. Przeciwnie — p a t r z ą w nieokreśloną przestrzeń
przed sobą i k a ż d a z postaci na swój sposób inaczej! Tylko
klęczący — m o ż e dlatego, że ukazany został z profilu — jak­
b y kierował wzrok w s t r o n ę kościoła. Chociaż grymas za­
ciśniętych ust i fałda na skręconej szyi i t u zdradza jakąś
osobliwość w zachowaniu. Ale że są t o zamierzono, świado­
mie przez malarza t a k właśnie potraktowane wyrazy twarzy
i gesty, ś w i a d c z y technika malarska t a k samo dojrzała na
całej powierzchni p ł ó t n a . Wskazuje ona w y r a ź n i e , że arty­
sta radził sobie z n i ą swobodnie.
Oto jeszcze sposób ukazania dłoni t r z y m a n y c h w geścio
modlitownym. K a ż d a z osób ma ręco złożone blisko przed
sobą. Alo t y l k o k a p ł a n starannio złożono dłonie dociska
prawio do piorsi, sztywno. I sam t e ż podobnie sztywno jest
zespolony z t y m gestom. J u ż p o s t a ć s t o j ą c a obok inaczej
w y r a ż a ton sam a k t wiary. Spojrzenie nie koresponduje ze
złożonymi d ł o ń m i . M a t k a Boska spogląda z wysokości ku
ziemi w s t r o n ę k a p ł a n a . B y ć m o ż e w t y m wyrazistym i jedno­
znacznie skierowanym spojrzeniu Madonny malarz wypo­
wiedział swoje rozumienie sensu zawartego w obrazie ...
Malowany b y ł on niewątpliwie na oficjalne zamówienie i za­
pewne, ściśle i szczegółowo określone. Wszystko przemawia
za t y m , że zamówienie pochodzi od zgromadzenia OO. Ber­
n a r d y n ó w w Leżajsku. A u t o r z zadania — gloryfikacji
bernardynskiogo sanktuarium w Leżajsku — wywiązał się
bezbłędnie. J e d n o c z e ś n i e potrafił p r z e k a z a ć sugestywny
portret ludzi sobie współczesnych. A d o r u j ą oni oficjalno
treści, lecz ani ż y w i e j , a n i głębiej ich nie p r z e ż y w a j ą c !
Jeszcze raz przyjrzyjmy się wyrazom twarzy. Twarz
kobiety j a k b y m ó w i ł a — „ w i e m swoje", stojący obok
mężczyźni, j a k b y pozostawali z a p r z ą t n i ę c i s o b ą : jeden za
żywo, drugi apatycznie, natomiast k a p ł a n całą postacią
wypowiada swoje „ t a k n a l e ż y " . I w jego s t r o n ę skiorowano
jest spojrzenie M a t k i Boskiej. Lecz czy usta Madonny nie
s k r y w a j ą grymasu ?
PRZYPISY
1

Księga

Tysiąclecia

katolicyzmu w Polsce, L u b l i n 1969,

s. 340.
2

Archiwum conventus ressoviensis patrum bernardinorum, s. 57.
Historya zjawienia Statuy Najświętszej
Maryi Panny
która w kościele O.O. Bernardynów
Rzeszowskich cudnemi
słynie łaskami, d r u k z 1765 r., wznowiony i uzupełniony
opisem łask do 1855 r., n a k ł a d księgarni J.A. Pelara w Rze­
szowie; por. O. Czesław Bogdalski, Pamiętnik
kościoła
i klasztoru OO. Bernardynów
w Leżajsku, K r a k ó w 1929.
Wszystkie c y t a t y p o c h o d z ą z Historyi ..
sio J . w.
3

4

Fot.: Autor

236

...

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10897" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10875">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/41e37566c7566c10f26208adb1b30139.pdf</src>
        <authentication>f67df99be35261ae01e4c7db32b6d08e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129973">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2553</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129974">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129975">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2372</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129976">
                <text>Plagi, żywioły, demony. Opatrzność i Święci Pańscy albo próby poznawania siebie samego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129977">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.1-2, s.83-98</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129978">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129979">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129980">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129981">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="129982">
                <text>Plagi, żywioły, d e m o n y ,
Opatrzność i Święci Pańscy
albo próby poznawania siebie samego
Jacek Olędzki

Pytasz
W której kaście święci się rodzą?
W każdej (Bramin, kszatria) Czy kupiec
(Zawsze Bożymi być mogą) Święci
Z trzydziestu sześciu kast pochodzą
Świętym może być golarz i pracz
Świętym był Raidas (Był nim i śmieciarz)
Śwapać.
K a b i r (1440—1518), Kabir Bani
z hindi przełożył
Juliusz Parnowski
Po Vanitas vanitatum... 1994 (Murzynowo-Płock; Spich­
lerz), wcześniej zaś Znakach istnienia oraz
Świadomości
miejsca, udało się zorganizować w Muzeum - Pracowni M O G
WGiSR U W w Murzynowie koło Płocka kolejną ekspozycję,
którą nazwałem Plagi, itd., jak w tytule tego szkicu. W 1996
roku ekspozycja poszerzona zostanie o miejsca gościnne we
wspomnianym Spichlerzu Muzeum Płockiego i Domu Kateche­
tycznego przy kościele w Rokiciu (najczęstsza trasa wycieczek
z liceów Warszawy i województwa warszawskiego, z którymi
istnieje paroletnia j u ż współpraca).
Stałym założeniem owych aranżacji jest rejestrowanie (a
skromniej mówiąc, n o t o w a n i e - niczym w dzienniku)
narastających i zmieniających się - nieraz zasadniczo - d o ­
świadczeń z w i ą z a n y c h z procesem
badaw­
c z y m , prowadzonym systematycznie, od powrotu z rozpo­
znań w dalekim świecie (Azji i Afryce) w 1978 roku, po dziś;
celowo t y l k o w j e d n y m m i e j s c u . I c o jest dosyć
istotne, w przypadku struktury emocjonalnej piszącego te
słowa, notowanie doświadczeń, przy stanie wygasających po­
kus zaciekawienia, ciekawości, innymi, odległymi światami.
Ostatnie, indyjsko-chińskie konwersacje w Muzeum - chcąc nie
chcąc - zdecydowałem się wyciszyć, z żalem wielkim oczywiś­
cie, już osiem, lub siedem lat temu.
Przez wspomniane określenie, doświadczenie badawcze,
rozumiem - przede wszystkim - rozwój własnej, etnologicznej
świadomości poznawczej; nazywam to również, za Rousseau
i Levi-Straussem, p o z n a w a n i e m s i e b i e s a m e g o .
Niezbyt wdzięczne jest to zajęcie, wszelako stanowi - jak
wiadomo - jedyne usprawiedliwienie; czy mówiąc inaczej,
oczyszczenie moralne z niegodziwości wnikania w skryte
zakamarki ludzkich sumień, postaw, zachowań itd.' Zatem,
Przypomniane przez Levi-Straussa przesłanie moralne Rous­
seau, stało się założeniem metodologicznym działań, związa­
nych - tak czy owak - z nauką i dydaktyką, która obliguje
Muzeum-Pracownię, będącą instytucją szacownego Wydziału,
Jednego z najwyższych rangą Uniwersytetów w kraju.
Pomny tego zaszczytu zamontowałem onegdaj na ścianie
chałupy, niegdyś domu kamieniarza Konstantego Przybyls"^ego zwanego Europą, szyld stosowny. Bardzo się przejąłem
tym zabiegiem i oczekiwałem uznania, szczególnie od przed­

stawiciela władzy lokalnej, bowiem sądziłem, że władza szyldy
szanuje. Były, wieloletni na swym urzędzie sołtys Murzynowa
wyznał mi jednak z rozbrajającą szczerością: ja nawet tego nie
czytałem... A był to czas, kiedy jeszcze leszcze i sandacze, parę
kroków od chałupy - Muzeum szły jak cholera, a sołtys
- zawołany wędkarz - dzień w dzień przemierzał ścieżkę koło
szyldu, na którym oprócz takich wzniosłych słów, jak Uniwer­
sytet, pomieszczone zostało nazwisko: St. M U R Z Y N O W S K I
oraz daty ok. 1526 - ok. 1553.
Nowy sołtys, znacznie młodszy, odwiedza Muzeum, nawet
służy mu pomocą. Ostatnio, zwiedzając n o w ą ekspozycję
powiedział: to jest nasze muzeum. Wstyd powiedzieć, ale na
słowa te musiałem czekać aż 18 lat!
Plagi
Zbliża się zmierzch długiego dnia sierpniowego. Wpatruję się
w bezchmurne niebo nad lasem cabańskim. Nie ma chmur, lecz
niebo zasnuwają ciemnawe, ruchliwe tumany. Mają kształt
niebotycznych słupów, wyniosłych chyba na paręset, a szero­
kich na kilkadziesiąt metrów. Stoję od strony wschodniej lasu,
mogę więc widzieć te zadziwiające, ruchliwe, monstrualne
formy podświetlone przez zachodzące słońce. To pęcznieją, to
znów kurczą się; opadają, aby za chwilę znowu wznieść się. Jest
tych dobrze widocznych nad lasem t u m a n ó w 3, ale za mną, nad
laskiem Rudzińskich, kotłuje się tuman rozciągnięty, pulsujący
horyzontalnie. Od północy, nad lasem siecieńskim znacznie
mniejsze zaciemnienia nieba. I wreszcie, patrzę nad siebie, aby
zobaczyć miliardy ruchliwych drobinek. Zejdę na dół, na
południe do Jeziora - dawnej Wisły - usiądę w ogrodzie przed
Muzeum i będę mógł do syta napatrzeć i nasłuchać się z bliska
istotom, które na bezchmurnym niebie zastępują obłoki.
Reprezentanci tej p l a g i (od kilkunastu j u ż lat nasilającej
się w miejscowościach takich jak Murzynowo, położonych nad
Jeziorem Włocławskim) przynależą do rzędu muchówek, czyli
dwuskrzydłych (Diptera), rodziny komarowatych (Culicidae),
których w Polsce jest 40 gatunków, a na świecie 2 tysiące.
Wyglądają podobnie jak przedstawiciele komara z rodzaju
Culex, ale nie Anopheles (pierwszy ssie krew cierpliwie w pozy­
cji przysiadłej; drugi natomiast zadziera odwłok i wznosi tylne
nogi, w szybkim, zajadłym akcie nakłuwania). M o ż e są mutacją
ostatnich lat doskwiera pastwiskowego, lub widliszka. Najpew­
niej jednak, coś ich łączy z komarem brzęczącym, komarem
niemalarycznym (Culexpipiens L.)\ brzęczą bowiem szczegól­
nie doniosłe, wręcz spazmatycznie, jakby miały świadomość
swej rychłej śmierci j u ż nad ranem. Sędziwi, mieszkańcy wsi,
którzy j u ż odeszli, nazywali te zielone, komaropodobne owady
mucharami. Młodsi, pozbawieni - jak ludzie w miastach
potrzeby dokładnego rzeczy nazywania - zadawalają się okreś­
leniami ogólnymi w rodzaju: plaga, zaraza zielonych, zielonych
świństwo, paskudstwo zielone itp.
Z nastaniem nocy, muchary obsiadają wszystko co się na
2

UJ

�chmary mucharów. I będą dokazywały ponad lasami i polami telne choroby - jak właśnie komary - cieszyły się w Polsce
a tam - gdzie jak w murzynowskim Muzeum się nie zamyka n większym zainteresowaniem, niż chociażby krajowe, niejadonoc o k n a - b ę d ą rajcowały również pod powałą, aż do zgaszeni,'wite, nawet przyjazne człowiekowi poprzez chwytanie much,
świateł.
"pająki. Ale Polska to nie Francja. Znane francuskie: araignće au
M u c h a r y wprawdzie nie gryzą ale zapowiadają inne, poważ matin-chagrin, au soir-espoir,
zarówno ma swoje potwierniejsze zmartwienia. Któregoś bowiem dnia nadlecą niezliczom dzenie, jak i zaprzeczenie, bowiem szalenie inwersyjny jest
stada szpaków. Szpaki będą likwidowały wirujące słupy mucha model naszej kultury. A więc:
rów. W błyskawicznych nalotach na te owady rozprawią si( p j k
w rannej godzinie, kłopot, troska nie minie.
z nimi, po czym obsiada drzewa. I znowu, wszystko dookoŁ I oczywiście coś zupełnie odmiennego.
będzie rano zielone. Nieszczęsny ten, kto popranych ciuchów
Gdy się widzi pająka z rana, to radość,
bielizny itp. nie schował na noc przed tymi sraluchami. Lob gdy w południe - dobra nowina,
szpaków nad lasem i polami zwykł obserwować o zmierzeni
gdy wieczór nieszczęście.
pan Czarek Rudziński. Z ławki przed swoim domem i *
Nieszczęście, to znacznie więcej, gorzej, aniżeli tylko zmartwysoczyźnie z dala od Jeziora, ma znacznie lepszy ogląd świat
.....
, „
,
,
j • TV J •
•
wiente icnagriny.
aniżeli ja, na dołku, w chaszczach przy wodzie. Będzie więc щ
opowiadał: / nagle one robią samolot, rozciągnęły
się ici Wszelako:
chmary, na kształt skrzydeł olbrzymiego samolotu. Lecz już Ą Szczęśliwa chałupa, gdzie pająków kupa.
Szczęśliwy ten dom, gdzie pajączki som*
chwilę są balonem, aby nagle, całkowicie zmieniając kierunel
Uzupełnia te powiedzenia, na poczekaniu zebrane w czasie
lotu, zniknęły i to wszystkie na raz co do jednego.
W obawie przed ptasimi spustoszeniami w sadach, dbał P
P
" efonistka:
gospodarze... stroją drzewa. Sąsiad, z tytułu pracy w płockie
№
' ^
P ?J
stoczni, dysponował sporą ilością czerwonego płótna. Więc nit
8
* i e w c z y « a , bo w domu pajęczyna.
rozstawił strachów, jak jego rodzony brat, sołtys, zwykły rolnik,
Do tumanów muchatek i pajęczaków w okresach znacznej
lecz - niczym na święto 1 Maja - porozciągał w sierpniu na wilgotności, dołącza mrowie stonóg (Oniscus asselus L.),
wierzchołkami drzew czerwone transparenty. Natomiast, innjs prosionków (Porcellio scaber Latr. rodź. Oniscidae), skorków
młody gospodarz, zaniedbał podobnych działań. I stracił jedf czyli cęgoszy (Dermaptera) oraz ... biedronek dwukropkowych
nego dnia około 20 milionów starych złotych! Szpaki spuił (Coccinella =Adalia bipunctata L.), siedmiokropkowych (Coctoszyły mu ledwie co obsiane pole buraków cukrowych.
! cinella septem-punctata
L.) i biedroneczek (Cocinulla
ąuatuoMoi stali przyjaciele w perypatetyzmie w Ogrodach Krasińs- "dec impustulata).
kim i Saskim, jak się niespodziewanie pojawili w Murzynowie
wzniecając rozliczne resentymenty, tak podobnie nagle znikli
Boża k r ó w k a
Jeszcze wczoraj było ich tysiące, a dziś nie pozostała w całej ws
nawetjedna ich para. Oto wzór zorganizowania wielkiej liczb),
Chrząszcz ten, którego trzy rodzaje j u ż wymieniłem jest
osobników, wzór niedościgły ludziom. Po odlocie szpaków naszym ulubieńcem, wygląda przezabawnie więc pięknie,
przerzedzone muchary, jako niedobitki, będą obok innycl a najważniejsze żywi się naszymi wrogami, paskudnymi mszyowadów fruwających, codzienną strawą jaskółek z Afryki cami, a także pożera jaja stonki ziemniaczanej! Być może z tej
wiernych swemu wakacyjnemu osiedleniu. Niektóre z nici g °
J według nas niezależności wzięła się nazwa chrząszprzyspasabiają się... do drugiego j u ż w tym roku wylęgu'
j " У drapieżcy. Nazwa ta nie ma nic wspólnego z ubóstwem
Deszczowe, mokre miesiące lata, łagodne zimy, sprzyja*
P
- Przeciwnie, wiąże się z dostatkiem. Według
obfitości wszelkiego rodzaju muchatek z komarami na czele Brucknera rosyjskie bodryj 'krzepki na duchu' i bodrit'sia
'krzepić s i ę ' , tudzież w Krakowskiem biedroń 'nygus', co
W niektórych rejonach kraju, chociażby w sąsiedztwie Puszczj
wszystko może, chyba wyjaśnia nie najgorzej pochodzenie tej
Kampinowskiej, mieszkańcy tamtejszych wsi lękają się późn)
miłej uchu nazwy. Jeśli więc biedronka ma związek z biedjesienią i zimą wchodzić do swych piwnic, albowiem zimujt
roniem, co wszystko może, to dziecięca zamawianka-rymowanw nich tnące niemiłosiernie komary. Tylko z dymiącym na kiji . , .
J
, '
. • •
• .
,
.
,_• . . .
./
.
*a Kierowana do tego chrząszcza wydaje się nawet zrozumiała:
kwaczem można śmiało otwierać spiżarnię piwniczną.
•&gt;• •
, , , ,
•,
„ ,.
•
Г
, ,
•
oiedroneczko lec do nieba
Klimatyczne anomalie, zanieczyszczone do cna środowisko,
„ „ • - - ,
, , ,, ,
przynieś mi kawałek chleba.
to główne czynniki niezwykłych zmian, jakie obserwujemy
Plaga tak nam życzliwych, przesympatycznych biedronek,
w ostatnich latach w życiu o w a d ó w , ptaków, czy ryb. Plada
łączy się każdorazowo w Murzynowie z masowym ... pomorem
muchatek, towarzyszą przemiennie - tak się dzieje w Murzyno­
* Jeziorze ryb, raków, ślimaków i małży, a więc: szczeżuj,
w i e - p l a g i pajęczaków (Arachnida) czyli stawonogów, głównif
skójek, racicznic, groszówek, kruszynek, gałeczek, zagrzeb­
takich, jak roztocze, pająki, kosarze oraz zaleszczotki. Bywaj)
iów, przytulików, zatoczków, błotniarek oraz innych jeszcze,
lata, jak tegoroczne (6-7 tygodni ciągłych opadów w sierpniu wyposażonych w muszle mięczaków rzecznych, których lud­
i we wrześniu), kiedy każdy poranek z bogactwem pajęczy! ność miejscowa zwykła traktować jednym mianem, krówek;
najosobliwszych konstrukcji w najbardziej niezwykłych miejs­ dodając często - dobre dla kaczek.
cach, ujawnia rozmiary nowego całkiem zjawiska. W samym
Wyrzucone przez fale na brzeg gnijące ciała ryb, raków
tylko niewielkim pomieszczeniu Muzeum żyje sobie kilkaset:
mięczaków, pokryją z czasem niezliczone zastępy znanych
pająków (Aranei) tudzież, drugie tyle kosarzy (Opiliones).
I
m , i dwukropek, i siedmiokropek...
Aby tekst ten nie stał się ekologicznym raportem, posłuchaj­
Pierwszy i pewnie j u ż niepowtarzalny pomór stworzeń
my, co Nowa księga przysłów głosi o pająku. Od razu wypad*
wodnych w Jeziorze nastąpił dziesięć lat temu. Trzeba było
zauważyć, że nie ma w niej powiedzeń o pająku wiele (tylk° 6wczas zakopać stosy uśniętych, dorodnych leszczy, san
siedem) i nie starszych, aniżeli pochodzące z drugiej poło*/ daczy,
^
.
u^iejki, jazgarze, pozo
X I X w. Już taki sobie komar ma ich trochę więcej, a najważniej­ ^awiano swemu losowi, rozkładu na piaszczystych brzegach.
sze, najstarsze przysłowia z nim związane to początek wiek'
'ałaryb pokrywały spokojnie żerujące biedroneczki, wówczas
X V I I . Zdroworozsądkowa operacja badawcza, której ograni­ nA&lt;° - '
y P 4 J ą c e , rojami czy chmarami. W dwa lata
czenia i jawne błędy są każdemu etnologowi doskonale znane, POżniej zjawisko umierania ryb się powtórzyło ale na mniejszą
- Zmniejszyły się zasoby ryb które giną z nastaniem
wskazywałaby na to, że owady dokuczliwe, roznoszące śmief'
a ą

i s a n i a

P

t o

B o

II. 1. Św. Agata.

powierzchni ziemi znajduje. Potrącona gałąź bzu powoduje
natychmiastowy wzlot tysięcy owadów. Natomiast najsłabsze
nawet światełko lampy naftowej z przykręconym knotem ściąga
w pobliże niezliczone rzesze wirujących osobników. Nie ude­
rzają - jak oniemiałe ćmy w szkło lampy i nie giną spalone
w płomieniu świecy. Potrafią zachować bezpieczny dystans;
wirują stale brzęcząc w pobliżu źródła światła, pod stropem,
sufitem. Zapytasz szanowny Czytelniku, po co brzęczą? Otóż,
sygnalizują pobratymcom miejsce rozkoszy. Owe podniebne
słupy wirujące mucharów,
to stan ich zalotów i kopulacji.
Ponadto: (...) Kiedy w lecie przybliżymy się do wody - miejsca
wylęgania się komarów, w chwilę po spotkaniu
pierwszego
komara zlatują się do nas ze wszystkich stron następne. Jak
dowiedziały się o naszej obecności? Najnowsze wyniki badań
nad komarami dowodzą. Że komary przekazują sobie wzajemnie
informacje za pomocąfal elektromagnetycznych o milimetrowej
długości. Każdy gatunek komara wysyła specyficzne,
dokładnie
zakodowane sygnały. Może nas dziwić umiejscowienie tak
zminiaturyzowanej radiostacji w małym organizmie. Dla tech­
niki, przy stosowanych obecnie układach elektronicznych i ten­
dencji do miniaturyzacji, komary są odpowiednim wzorem do
naśladowania.
Nie powiedziałem, że komary wabi do wysysa­
nia naszej krwi przez ich samice kwas mlekowy zawarty
w pocie... Natomiast komaropodobne muchary i to jest zdumie­
wające, w ogóle nie interesują się naszym ciałem. Zapewne
żywią się substancjami pochodzącymi ze świata roślin. Zresztą,
kto to wie. Wiadomo, że rano zwały martwych mucharów
pokryją ziemię. Ścieżyny, ścieżki i drogi będą zielone. W po­
bliżu Jeziora, warstwa zmarłych owadów może być gruba na
centymetr. Trzeba niezwykle ostrożnie korzystać z pojazdu
zwanego tutaj bzykiem, czyli motoroweru marki komar.
Pod wieczór pojawią się następne żywe, wylęgłe w Jeziorze
3

84

a n l

a

n

M

o

a

w

n

a

n

a

i

tel

i j a k a ś

w l a d o m o s

ć

d z i w c

к а

w

r o s t

b i e d a

J

v

a

l

e

to

l

e

w

w a n n , e

a , a

v

1

n a

w

o

Ze

a l e

k

n

m

e

k j e } b

w

s t e

D

r

o

b

n

i

c

ę

p t o t k i

II. 2. Dzwonek loretański. Drzeworyt z druczku odpustowego Pamiątka
z Kalwarii Zebrzydowskiej, nakład Stanisław Cyranowski, Zakliczyn
(bez daty)
upałów. W ubiegłym roku, w czasie suszy znaleźć j u ż było
można na brzegach Jeziora jedynie wyschnięte zewłoki drob­
nych okoni i jazgarzy. Natomiast, ku radości rybaków roz­
mnożyły się sumy (osobniki 20-40 kilogramowe, od połowy
kwietnia do połowy czerwca, łowiono dzień w dzień, wypróż­
niając wiersze, i rano, i wieczorem). W znacznych ilościach
pojawiły się karpie, których wcześniej we Wiśle nie było.
Seweryn Małkowski zawołany rybak i potomek sławych na
Wiśle rybaków, sam sobie umiejący napleść każdą ilość wierszy
i wieraszek (oczywiście z chrustu, czyli w i k l i n y ) , z powodu
zmian w rybostanie Jeziora, dokonał rzeczy niezwykłej z za­
kresu wynalazczości. Oto udało mu sę zmienić kształt wierszy.
Nie wtajemniczonym powiem od razu, że samołówka ta od
czasów starożytnych w takiej samej postaci przetrwała do
naszych dni. Identyczne, wydłużone, na końcu szpiczaste, przy
wlocie rozszerzone, przypominające rakiety swym kształtem
wiersze, używano w Starożytnym Egipcie, w całej dawnej
Europie i do niedawna również w Murzynowie. Kierując się
chęcią pomieszczenia potężnych ciał s u m ó w w zastawianych na
dnie pletni (9 wieraszy połączonych ze sobą sznurem) usunął
z tych samołówek część spiczastego końca i łącząc swymi
otworami dwa, lekko stożkowate kosze (wciąż tu wyplatane
i używane - kipy), uzyskał formę pękatego walca, w części
środkowej pogrubionego, na końcu - jak w koszach - prosto­
padle ściętego. Od pięciu lat w Murzynowie i okolicach, dzięki
pomysłowości zawsze pogodnego pana Seweryna, łowi się ryby
wierszami wyłącznie - trzeba to śmiało powiedzieć - „nowej
generacji". Piszę o tym z podwójną przyjemnością; po pierw­
sze, znajdując pierwszy raz w długiej praktyce badań tereno­
wych przypadek, stwierdzający bezdyskusyjnie, że w kulturze
chłopskiej wynalazki tworzą konkretni ludzie oraz, po drugie, że
nie zapomniałem o swym etnograficznym piętnie.
Zaczęłem od szkicowania zadziwiających zjawisk środowis­
kowych w Murzynowie, kiedy - jak w 1995 roku - po lipcowej
kanikule przez cały sierpień i część września padało. Ale w 1992
i 1994 roku, przez te trzy miesiące w ogóle nie było opadów.
Woda w leziorze, mimo włocławskiej zapory, opadała nawet do
dwóch metrów. Odsłaniały się w ó w c z a s , w zależności od

85

�miejsca, ukształtowania nadbrzeży, mniej lub bardziej rozległe
plaże. Na Łęgu, najniższa część wsi, szerokość odsłoniętego
nadbrzeża dochodziła miejscami do ok. 70 m, w pobliżu
Muzeum, środek wsi, do kilku czy kilkunastu metrów. Wszyst­
kie z tych odsłoniętych miejsc pokrywała warstwa muszli,
wcześniej j u ż wymienianych ślimaków i małży. Grubość
powłoki utworzonej przez muszle dochodziła nawet do kilku­
dziesięciu centymetrów. Muszle wymarłych w Jeziorze stwo­
rzeń zostały szybko potraktowane (przez przedsiębiorczych
murzynowiaków) jako dodatkowy surowiec do wyrobu ...
pustaków.
Wracajmy jednak do tematu tutaj głównego, jaki się wiąże ze
słowem plaga; jak współczesne plagi owadzie przybliżyć mogą
obraz nieszczęść trapiących ludzi przez stulecia. Zgodnie
z zapoczątkowanym tu opisem należałoby zacząć od najbliższej
mi grypy i malarii. Posłuchajmy, o czym mówią suche dane.
Morowe powietrze
„ G R Y P A [franc, od gripper 'chwytać ł a p a ć ' j , influenza
[wł.j, choroba zakaźna wirusowa.
U c z ł o w i e k a - wywoływana przez swoisty wirus
0 dwóch odmianach (A i B ) , atakujący szczególnie nabłonek
dróg oddechowych. G. jest b. zaraźliwa, przenosi się przez
zakażenie kropelkowe. Sporadycznie lub w postaci niewielkich
epidemii występuje stale i ma wtedy przebieg łagodny; jednak
co pewien czas wybucha w postaci epidemii większych,
niekiedy nawet ogarniających cały świat pandemii, i wówczas
przebieg jej jest b. ciężki. Pandemia g. wystąpiła m.in. 1889-91,
a największa (zw. hiszpanką - od kraju, w którym wybuchła),
z okresu 1918-20, pochłonęła ok. 20 min śmiertelnych ofiar;
tzw. g. azjatycka z 1957 rozprzestrzeniła się z Azji na cały świat.
Przyczyny występowania pandemii g. nie są dotąd dostatecznie
poznane."
5

Podaję dane z dzieła drukowanego między 1962 a 1969
rokiem, stąd nie ma w nim wiadomości o grypie azjatyckiej
szerzącej się po 1957 roku. Miałem jednak okazję od 1963 do
1976 roku doświadczać regularnie w stepie mongolskim na
własnej skórze czym jest interesująca nas zaraza. Dzisiaj nie ma
najmniejszych wątpliwości, że jej źródłem jest skażenie akwatyczne, czyli związane ze środowiskiem wodnym, a konkret­
nie, gęsto zasiedlonymi i zanieczyszczonymi zatokami Morza
Żółtego (Zatoka Pohaj, Zatoka Liaotuńska, Zatoka Koreańska),
Morza Wschodniochińskiego (Zatoka Hangczou koło Szang­
haju) nie mówiąc j u ż o Zatoce Tonkińskiej oraz wodach Morza
Południowochińskiego wokół Hongkongu. Zresztą, jak dobrze
wiadomo, grypę azjatycką nazywano również grypą Hongkong.
Nie zdziwiłbym się pojawieniu nazwy - czego sobie i nikomu
nie życzę - grypa Płock lub grypa Włocławek...
Bywało w stepie, że z dokładnością, co do dnia (21 września)
następowało skażenie. Jeszcze dwudziestego tegoż miesiąca do
późnego popołudnia chodziłem rześki i nawet wesoły. Ale pod
wieczór zaczął wiać wschodni wiatr, dzuu; w zimie, postrach
pasterzy, powodujący często pomór stad. Na drugi dzień j u ż nie
byłem, ani rześki, ani wesoły.
Złe powietrze; mala aria, czyli z włoskiego malaria, inaczej
febra, albo zimnica. U nas jej roznosicielem jest wspominany
już komar widliszek (Culex). Na świece malarię łączy się
z moskitami, również komarami (hiszp. mosquito; łac. mosca
'mucha'). Zachowanie pojedynczego widliszka z Murzynowa
1 moskita w Kamerunie albo Senegalu, jest identyczne! Czycha
aż człowiek uśnie. Kiedy j u ż uśnie na dobre, zarówno widliszek,
jak i afrykański moskit, brzęcząc zuchwale, atakuje ucho!
W taki sposób obudzony człowiek w swym przerażeniu staje się
ofiarą nawet paru ukąszeń, w innych, lepszych miejscach na
ciele niż okolice ucha... Komar syberyjski wybiera nieraz
piętę... Pozwala to owadowi długo i spokojnie ssać krew ofiary.
Aby po tym zabiegu można było chodzić w butach, trzeba z nich

86

wyciąć części tylne... Opuchlizna i skażenie obrzydliwą materią
jest gwałtowne, prawie natychmiastowe. W i e m coś o tym!
„Zimnica, malaria [wł. ] , gorączka błotna, choroba pasoży
tnicza człowieka, wywoływana przez pierwotniaka z rodzajt
Plasmodium (zarodziec); cechą charakterystyczną z. jest okre­
sowe występowanie napadów gorączki. Z . należy do chorób
najgroźniejszych i najbardziej rozpowszechnionych, zwłaszcza
w krajach zwrotnikowych i podzwrotnikowych; szacuje się, że
w 1952 na z. chorowało na świecie 350 min ludzi, zmarło ok. 3,5
min, w 1959 - 150 min, zmarło 980 tys."
Jak kora wierzby i wierzbowatych stała się surowcem dc
uzyskania sulfamidy, tak kora chinowców, chininy, podstawo­
wego leku w schorzeniach malarycznych. Chinowiec, albo
chinowe drzewo, Cinchona; ok. 30-40 gatunków. Rośnie na
stokach Andów, na wysokości 1200-3500 m, między 10 a 22
stopniem szerokości geograficznej, południowej. Drzewa tt
osiągają wysokość 15 m; mają liście skórzaste, eliptyczne,
wiecznie zielone, a kwiaty wonne, wiechowate. Owoce chinowca, torebki, zawierają liczne skrzydlate nasiona.
Na komarach i związanej z nimi malarii wyczerpuje się moji
potrzeba rozumienia pojęcia plagi, a tym samym zarazy
Zainteresowanych cholerą, ospą czy d ż u m ą odsyłam do niedo
ścigłych znawców przedmiotu: Camusa, Geremka a także
Moniki Sznajderman.
6

V?-

z

ŻYWIOŁY
Gdybym miał orzec, który z żywiołów uważam za najbardziej
złowrogi uznałbym oczywiście trzęsienia ziemi, erupcje wul­
kaniczne i tym samym o g i e ń . Jednakże zdając się na
doświadczenia całkiem własne, tym najgroźniejszym wydaje raj
się nie ogień i również nie w o d a (żywioły przed którymi
można się ratować w porę przeprowadzoną ewakuacją), lea
w i a t r . Wzgórza i wyrosłe wysoko drzewa w pobliżu siedzib
ludzkich, piorunochrony, wały przeciwpowodziowe, wcześniej
zaś, starannie dobierane miejsce pod dom, czy stawianie go na
specjalnie utworzonym wzgórku, a ponadto:
- woda święcona,
- sól i chlebki św. Agaty,
- zapalona gromnica,
- gniazdo bociana w obejściu,
- zaklęcia, modlitwy i pacierze,
- poświęcone gałązki, wianuszki i
- palma, wreszcie
- dzwonek (loretański) i
- dzwony
stanowiły, albo całkiem praktyczne i skuteczne zarazem zabez­
pieczenie przed żywiołami ognia i wody, albo - co wcale nie jest
mniej ważne - kształtowały poczucie bezpieczeństwa; bezcennego stanu ducha, łatwo czy też naturalnie, przeradzającego sif
z chwilą rzeczywistego nieszczęścia (pożaru, zalania itpj
w silną wolę przciwstawienia się mu, obrony, walki itd.
Natomiast żywioł wiatru jest bezkarny... A n i w naszej kulturze,
ani w innych mi znanych kulturach, nie zostały wykształcone,
stosowne praktyki przeciwhuraganowe, czy przeciwietrzne;
przypominające ó w dosyć bogaty rejestr przedstawiony^
sposobów chronienia się przed ulewami, gradobiciami, powo­
dziami oraz porażeniem i zapaleniem od gromu. Tuarego*
w czasie burz piaskowych na Saharze pozostaje jako ochron)
jedynie zsunięty na twarz turban, a Berberom, kaptur burnus*
Mongołowie z pustyni Gobi, gdzie szaleją podobne do saharyjskich burze piaskowe, ani turbanem, ani kapturem się chronić w
mogą... W odzieży jaką umiłowali, wykształciły się zabez­
pieczenia dłoni (długie rękawy zastępujące rękawice), lecz n*
twarzy... Dosadniejszych jednakże kulturowych grzechów za­
niedbania wobec wiatru dostarcza społeczność żeglarsko-maT?
narska i to całego świata. Charakterystyczny uniform marynar­
ski, a w n i m specjalnie poszerzone nogawki spodni, pozwala-

II. 3. Cuda Jezusowe; unicestwianie żywiołów wiatru i wody. Cyprian Norwid, Łódź Chrystusowa na Jeziorze Genezaret, 1856

chronić się przed zamoczeniem! Owo poszerzenie jest w sam
raz, aby przy podwijaniu spodni objęło najgrubszą część nogi,
udo. Osobliwy kołnierz przy bluzie, jeśli ma chronić przed
wiatrem marynarza, wymaga aby stał on zawsze do wiatru
tyłem! Wobec zaś samego wiatru wymagana jest całkowita
pokora, a gwizdanie - które sprowadza nieporządany wiatr
-jest, jak wiadomo, niezwykle surowo karane.
Dodam na koniec (ale o tym będzie szczegółowo w ostatniej
części tego szkicu) żywioły ognia i wody mają licznych
świętych patronów. Żywioł wiatru świętego patrona nie ma. Nie
ma, jak się wydaje, między innymi dlatego, że z w o dn i с z o ś ć, differentia specifica tego żywiołu (mówimy wszak,
daremnie szukać wiatru w polu, czy płochy jak wiatr, lecz nie
jak burza, ulewa, rzeka, piorun) nie sprzyjałaby często dobremu
imieniu patrona świętego. Kościół - jak mniemam - rozwiązał
ten problem, można rzec, okrężnie. Wprawdzie wiatr powoduje
nieszczęścia, nieraz straszliwe, pustoszy domostwa, zatapia
statki na morzu, a najważniejsze rozprzestrzenia zarazy, jednak­
że dotyczy to życia i zdrowia; ludzi i zwierząt. Zatem,
odpowiedzialniejszym zabiegiem będzie powołanie patronów
strzegących zdrowie (życie) ludzi i zwierząt; chroniących ich
przed morowym powietrzem, czy konkretnym schorzeniem.
Takich też świętych patronów, tylko u nas, jest spora gromadka.
Oto ci święci: Błażej, Roch, Jan Boży, Walenty, Benon,
Wendalian. Będę jeszcze mówił o nich obszerniej przy końcu.
Natomiast w wierzeniach przedchrześcijańskich, czy też póź­
niejszych, synkretycznych, nawiązujących do wyobrażeń głów­
nie chłopskich, odnajdujemy dosyć liczne istoty nieziemskie,
wypada nawet powiedzieć, niebiańskie (aby tylko nie było
az, demoniczne), ściśle związane z wichurami, wiatrem,
wirami powietrznymi itd. Podobnie rzecz się przedstawia
w mitologiach starożytnych, wszystkich światowych centrów
Kulturowych; Mezopotamii, Egiptu, Grecji i Rzymu, Dalekiego
Wschodu z Chinami i Indiami na czele, a także w przypadku
Ameryki Prekolumbijskiej. Wiatry mają swych bogów; wiatry
^ Personifikowane i deifikowane. Wreszcie, w prastarych
zar

°smogoniach, wiatr - jako substancja kreacji świata - wy­

stępuje na podobnym poziomie znaczenia, co żywioły wody
i ognia. Kosmogonia aztecka służyć tu m o ż e najbardziej chyba
sugestywnym świadectwem.
A oto, pochodząca z Małopolski bajka o Macieju i żywiołach.
W reistycznej, spowitej pragmatyzmem rzeczywistości murzy nowskiej, dla bajki - mówiąc oględnie - większego zrozumienia
nie ma. Dlatego więc, sięgam do skarbnicy chłopskich wyob­
rażeń z odległej części kraju.
Zimowym rankiem, ale słonecznym, wyszedł sobie Maciej
przed chatę aby popatrzeć na świat boży. Wnet spostrzegło
Macieja Słoneczko i go zapytało.
- Prawda, Macieju, że jestem na świecie najważniejsze
i nagroźniejsze?
- Wcale nie, odrzekł Maciej.
- No to cię spiekę i wtedy przyznasz m i rację.
Do rozmowy wtrąciła się Chmura.
- Masz rację Macieju. Przecież wiadomo, to j a jestem
królową na niebie. Kiedy tylko zechcę, przesłonię sobą to
pyszniące się świecidło. Powiedz, że to j a jestem najważniejsza
i najgroźniejsza.
- Wcale nie jesteś Chmuro najważniejsza i najgroźniejsza.
Odpowiedział bez namysłu Maciej. Na to Chmura pociemniała
ze złości i zakrzyknęła.
- Dobrze Macieju, teraz cię moje deszcze z m o c z ą do suchej
nitki, ulewa dom ci zaleje i wtedy zobaczymy co powiesz.
Mróz przysłuchiwał się pogwarce Chmury z Maciejem i też
go zapytał.
- Przyznasz Macieju, że to j a jestem najsurowszy, najgroź­
niejszy i wszechmocny.
- Nie! Wrzasnął Maciej.
I wtedy zaszumiał Wiatr.
- A co o mnie sądzisz Macieju?
Maciej pokłonił się wiatrowi i rzekł.
- Ty Wietrze jesteś najważniejszy. Tylko ty wszystko
możesz.
- M ą d r z e powiedziałeś Macieju. Jeśli cię M r ó z zmrozi, to cię
ciepłym podmuchem ogrzeję. Gdy cię Słońce spiecze, to cię
7

87

�ochłodzę. No, a jak cię ta pyszałkowata Chmura zmoczy, to cię
osuszę.
Maciej ufnie powrócił do chaty i z lubością wsłuchiwał się
w poszumy wiatru, dochodzące z powały od strony komina."
Na Niżu Polskim, a więc w obszarze w którym znajduje się
Murzynowo, zdawać się by mogło, nie występują groźniejsze
wiatry. Tak jednak nie jest. Kujawa, to nazwa wiatru południowozachodniego, wiejącego najczęściej w naszej wsi, wieją­
cego od strony Kujaw. W nazwie kujawa odkryć można związek
ze stroną świata kojarzoną z Kujawami, ale również z samym
sensem słowa, które Bruckner łączył z chujawą, chają, jako
'zawieruchą'.
Kujawa daje znać o sobie bez względu na porę roku. Równie
dokuczliwa może być na wiosnę oraz jesienią, jak też w środku
lata. Będzie się panoszyć na początku zimy, dopóki j ą morka,
wiatr północny, lub inny, wschodni nie zmorze. Najdokuczliwiej dawała się kujawa we znaki, kiedy się przebywało na
rzece i w jej pobliżu mieszkało. Ale po utworzeniu sztucznego
Jeziora, zmieniło się wiele. Zagrody przeniesiono w cichszy
rejon, w stronę tarasu pradoliny, a sama Wisła zamieniona
w sztuczny zbiornik cuchnącej wody, chociaż kiedyś wszyst­
kich tu żywiła, stała się obszarem dla większości (poza osobami
z dwóch tylko rodzin) całkiem obojętnym. Zachowały się
jednak wspomnienia, jak onegdaj na wodzie bywało; kiedy
dopadła wodniaka czy rybaka kurzawa. Trzeba było nie raz
opuszczać łódź i szukać schronienia na łasze piasku kępy.
Powalić się plackiem na tym piasku i wyznając swe najcięższe
grzechy, modląc się żarliwie o przetrwanie, czekać. W czasie
tego czekania, jedna tylko myśl nękała nieszczęśnika: Poderwie, czy mnie nie poderwie do góry... Nie wszyscy zawołani,
dawni wodniacy bijali swoje żony... Ale ci, którzy to czynili,
byli - według zgodnej opinii - ofiarami uszkodzonych nerwów.
9

I winiono za to kujawę. Przypisywano jej również, czynieni
człowieka złośliwym i nadmiernie zemszczącym.
Obserwują;
bacznie swoje zachowanie w Murzynowie, podzielam w pełn
istnienie ścisłej zależności między kujawą a zemszczenie^
czyli przeklinaniem; wypowiadaniem nieprzyzwoitych wyra
zów. Bywają dni całkiem stracone, kiedy nic sensowneg
(wymagającego wysiłku umysłowego, a nie tyko fizycznego)
się nie udaje. I to również zasługa żywiołu wiatru, zwanegi
kujawą.
Ale co tam znaczy kujawa, regionalny wiaterek, pośró;
światowych wichur. Wspomnijmy tylko, globalne zamieszani
sprzed zaledwie paru lat, którego sprawcą stał się iracko
kuwejcki, opóźniony podmuch chamsynu (arab. chamsin -4
- pięćdziesiąt; zapylony, gorący wiatr, wiejący przez pięć
dziesiąt dni). Według znawców przedmiotu, wiatr ten pojawi
się w połowie marca, ale według oficjalnego komunikat!
dowództwa armii sprzymierzonych, liczono się, że będzie wiaj
j u ż w grudniu... Chodzi oczywiście o konflikt w Zatoct
Perskiej w 1990 roku. Sprzymierzeni zawiadomili świat, żi
uderzą na Irak przed świętami Bożego Narodzenia. Nie uderzy,
l i . I również nie uczynili tego po świętach, przed Nowyrt
Rokiem, jak obiecywali. Ostatecznie, atak nastąpił w połowit
stycznia 1991 roku. Przez kilka tygodni żyliśmy w nękającym
napięciu, albowiem psychoza możliwości konfliktu światowego
nie malała, lecz się powiększała. Chamsyn, jak z czasem
ogłoszono, swym zapyleniem (ponoć, kiedy wieje nic 1
widać) miał stanowić naturalną zaporę maskującą, wcześniej
opanowaną przez siły powietrzne Sprzymierzonych... Ale onego roku, chamsyn powiał inaczej niż zwykle. I mimo dyy
ponowania satelitarno-komputerową prognozą, Sprzymierzeni
zmuszeni zostali do kapitulacji przed siłą wietrznego żywiołu.
Tylko ten fakt z najnowszej historii wojen nakazuje, aby awersji
10

dodeterminizmu geograficznego dwóch zamierzchłych totalitaryzmów (czerwonego i brunatnego, wschodniego i zachod­
niego) traktować, jako zupełnie chybioną, chociaż całkowicie
zrozumiałą.

Zainteresowanych, wysoce uszczegółowioną, prawdziwą na­
turą żywiołów, odsyłam do niezastąpionych o nich danych,
literackich. Tylko pośród rodzimych, czy z Ojczyzną związa­
nych pisarzy, odnajdziemy prześwietne relacje, przy tym,
odnoszące się do różnych zakątków ziemskiej ekumeny. Zatem,
rekomenduję jako najlepszego znawcę wiatrów Josepha Con­
rada, słońca Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, opadów w tropi­
kach, Michała Choromańskiego i bezwzględnie Witolda Gomb­
rowicza."
Wszystkie żywioły mają to do siebie, że kiedy następuje
w nich przekroczenie granicy u m i a r u , stają się dobrodziej­
stwem nie do zniesienia czy mówiąc inaczej, dobrem prze­
klętym. Stąd nasze pomieszanie; z jednej strony błagania
kierowane do nieba aby spadł deszcz, a z drugiej, kiedy ulewy
niszczą cały dorobek życiowy, złorzeczenia w stronę niebios.
W czasie skwaru prosimy Pana o odrobinę powietrza, o naj­
skromniejszy powiew, a kiedy powiew przerodzi się w huragan,
w tajfun lub - nie daj Boże - tornado, zapieramy się często
naszych przekonań.
Żywioły ognia, wody oraz wiatru, pod względem kryjących
w sobie przeciwieństw (dobroczynności i złowrogości) nie mają
w przyrodzie żadnego, porównywalnego odpowiednika. I dlate­
go chyba też, tak łatwo nasza niefrasobliwa ufność wobec
żywiołów przeradza się w straszliwą bojaźń. W najstarszych
wierzeniach (pierwotnych) uzależnienie od chimeryczności
żywiołów przyjmowane było z absolutną uległością w postawie
całkowitej pokory. K u naszemu wielkiemu zdumieniu, ślady tej
postawy odkrywamy nie tylko w płochych deklaracjach słow­
nych, błąkających się w różnych przekazach ustnych, a wywo­
dzących się z kultury chłopskiej. Istnieją poświadczenia trwało­
ści tej postawy w konkretnych zachowaniach. Najdrastyczniej
wyrażają nie podejmowanie prób przywracania życia ludziom
porażonym gromem czy niesienia pomocy topielcom. Rejestry
cudownych zdarzeń z naszych narodowych sanktuariów, a jest
to regułą, nie stwierdzają przypadków stawiania przed obliczem
Osób Boskich i Świętych Pańskich ofiar utonięcia tudzież
trafienia piorunem. A przecież, wydawałoby się, że dobrze
znane, antropocentryczne przesłanie z Genesis, dotyczące czło­
wieczej zwierzchności, panowania naszego nad wszystkim co
żywe w przyrodzie, w y w o ł a u chrześcijan całkowite wy­
zwolenie z pogańskich przesądów. Ponadto, sam Nowy Tes­
tament, w cudach Jezusowych, szczególnie w dwóch - uciszenia
wiatrów i chodzenia po morzu - jeszcze dosadniej wyraża
intencje niezależności, panowania człowieka w przyrodzie.
Unicestwienie dwóch straszliwych żywiołów - wiatru i wody
- to wyniesienie ponad ich moce siły, kryjącej się w żarliwej
wierze.

Demony
Napisałem to słowo kursywą, ale mogłoby znaleźć się w cudzy­
słowie, albowiem wydaje mi się całkowicie niewłaściwym
II. 4. Martin Schongauer, №
określeniem wobec wielu istot niebiańskich i chtonicznych
szenie św. Antoniego, micdzj
z dawnych wierzeń, o których chciałbym tu mówić. Rodowód
1470 a 1475 r„ miedzioryt
go słowa jest zapewne kościelny, może nawet ogólnochrześDemoniczne monstra Schot
jański. Dla potrzeb badawczych, wyzutych z intencji wartoś­
gauera to z reguły zwierz(
z ludzkimi członkami. (...) I "
ciujących, staje się też przez s w ą jednoznaczność nieprzydatne;
potworność (...) wzięła i&lt;
iera różnice występujące między czczonymi niegdyś isz fantazmatycznego połączę
tami;
a najważniejsze, z góry je piętnuje, jako nieprzyjazne
nia zwierząt z ludzkim zamilO'
towiekowi. Jednym słowem, wskazuje wyłącznie na ponoć
waniem do okrucieństwa. W"
szard Przybylski, Pustelnifl
zatański, czy diabelski, a nawet upiorny aspekt owych istot,
i demony, Znak Kraków 199* P°mijając ich często opiekuńczą lub zdecydowanie dobroczyne

№

C1

е

ac

s

m

88

&amp;i

II. 5. Nowożytne wyobrażenia kosmogoniczne. Smok zasłania słońce.
Józef Muczkowski, Zbiór odcisków drzeworytów XVI-XVII w. Kraków
1894, nr 829. Z lewej strony ponad księżycem, wyobrażenie Ptanetnika
czyniącego powódź; z dużego gąsiora wylewa wodę. Według: Tadeusz
Seweryn, Ikonografia etnograficzna, „Lud", T. XXXVII: 1946, s. 293
ną rolę w wyobrażeniach swych niegdysiejszych wyznawców.
Dziś, kiedy każdy odkryty okruch zamierzchłych wyobrażeń
pobudza bicie serca i niezmiernie raduje, określenia - demon,
demoniczny, demonologia - pomijając ich j a w n ą symplifikację,
przyprawiają o mdłości, a nawet wywołują zbrzydzenie. Na
szczęście, czas zrobił swoje i najgroźniejsze słowa, jak Behemot, albo Lucyfer mogą, pospołu ze swym desygnatem szczerze
bawić. Wykorzystał to Michał Bułhakow prześwietnie w Mist­
rzu i Małgorzacie.
Poczciwinę Rokitę, opiekuna stad, pośrednio zaś duchowego
dyspozytora mleka i sera; kochliwego przyjaciela dojarek,
zawodzącego nocami do nich z tęsknoty na swych przepastnych
dominiach, rokiciach i rokitnicach, potraktowano szczególnie
surowo. Miał bowiem wyłącznie dobrą opinię. Został włączony
do rzeszy diabłów. W Rokiciach, uroczyskach Rokity, ewan­
gelizacja prowadzona była zapewne w sposób bezwzględny, na
pewno zaś z wykorzystaniem najkosztowniejszych i najbardziej
olśniewających ś r o d k ó w .
12

Przypuszczać należy, że niektóre z istot niebiańskich i chtoni­
cznych o mocach nadprzyrodzonych, istot przynależnych do
wyobrażeń przedchrześcijańskich, czy znacznie późniejszych,
synkretycznych, ludowych, mogły korzystać ze słabej o nich
orientacji wśród księży i osób związanych z nawracaniem
bezbożników na prawowitą wiarę. Płanetników, Chmurników,
Obłoczników, Trzymaczy tudzież G r a d o w n i k ó w odkryli zape­
wne owi pierwsi, romantyczni badacze duszy ludu polskiego.
I nie jest wykluczone, że to oni, a nie księża, postrzegli pierwsi
(bowiem tego bardzo pragnęli), iż owe nieziemskie istoty mają
diabelską, (demoniczną) nautrę. Nastąpiło tu osobliwe spłyce­
nie pojęć ZŁA, D E M O N Ó W Z Ł A , D E M O N Ó W , S Z A T A N A ;

89

�definiowanych już w Starym Testamencie, a w Nowym - w cu­
dach Jezusowych (choćby Uzdrowienie opętanego, M k 5,1-20)
i rozmowach z apostołami (choćby z Piotrem, Zejdź mi z oczu,
szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie. M k
8, 33) - rozwijanych i przekonywująco egzemplifikowanych.
Ksiądz Jagódka, proboszcz kościoła w Podbinie (okolice
Mszany Dolnej, połowa X I X w.), wielkiej dobroci i zacności
osoba duchowna, nie analizował pojęcia Z Ł A w kategoriach
hermeneutyki, czy też wcześniejszych sposobów oswajania się
z Biblią. W Podobinie wystąpił przed stukilkudziesięciu laty,
poważny problem z zakresu występków Płanetników:
(...) wieś Podobin nawiedzały
często gradobicia.
Burze
nadciągały zawsze od strony Raby t.j. od południowego
zachodu
(niczym kujawa w Murzynowie, JO), przynosiły ze sobą ulewne
deszcze, grzmoty i pioruny i co najgorsze grad, który niszczył
wszystkie plony we wsi i powodował
potem głód i nędzę.
Zdarzało się to często, co kilka lat i doprowadzało
ludność do
rozpaczy.
Ks. Jagódka postanowił:
Ktoś we wsi, człowiek godny i piśmienny musi
przepisać
cztery ewangelje, jedną po drugiej, ale tak uważnie i wiernie,
żeby nie zmienił ani jednego słowa, nie opuścił kropki ani
przecinka. Trzeba także uwić cztery wieńce i zostawić
je
w kościele na ołtarzu przez całą oktawę Bożego Ciała. Następ­
nie zawinąć każdy z nich z osobna do tekstu jednej ewangelji
i zakopać dość głęboko w polu. Muszą to wykonać czterej ludzie
zaufani w tajemnicy, aby ich nikt nie widział i wieńców nie
wykopał albo pługiem nie wyorał. (...). Nie zawiedli się ludzie,
słuchając tej rady. Od tego czasu burze i grady omijały z daleka
ich role, strzeżone przez słowo Boże i święcone
wieńce.
Nie wszędzie na Pogórzu posługi duszpasterskie znajdowały
się w rękach tej zacności osób, jakim był, zmarły w 1862 r. ks.
Jagódka. Korzystali wówczas gospodarze z pomocy swych
obłoczników, chmurników czy płanetników. Wypisałem te
słowa małymi literami, ponieważ występowała (a może nadal
się zdarza) na południu Polski instytucja zamawiaczy pogody,
których nazywano tak samo, jak owe istoty niebiańskie,
władające deszczem, śniegiem i gradem.' Ale znano również,
dostępne każdemu, sposoby odpędzania chmur ulewnych i gra­
dowych choćby przy pomocy dzwonka loretańskiego.
W nie­
których wsiach w okolicach Kalwarii Pacławskiej stwierdzono
z dzwonka tego wielkie pożytki jeszcze przed rokiem lub laty
dwoma.
13

4

15

Podoba mi się postawa buddystów wobec zastanych wierzeń
związanych z żywiołami oraz sachjuzami
(mong. 'duch',
'duchy'). Otóż mnichów, nawet tych wędrownych, niosących
posługę duchową i głoszących słowa swej wiary, nie zaprzątało
napiętnowanie, ani też walka z sachjuzami stepu, gór, rzek oraz
nieba. Życzyłbym sobie istnienia podobnie światłej obojętności
(nazywamy to tolerancją) w naszych wierzeniach. Czy są to
tylko marzenia ściętej głowy? Czy modlitwa G o m b o d ż a w a jest
odmawiana tylko gdzieś w Mongolii?
- Byłem (ateistą, JO), jak kołchozy
istniały.
Wszystkich pasterzy zapisali do ateistów, niektórych to nawet
do partii zapisali. Teraz to już nie jestem ateistą.
- Wierzysz w Boga?
- A nie, nie wierzę.
- To w ogóle się nie modlisz?
- Jakże nie? Modlę się. Żeby zaraza nie przyszła na bydło,
Żeby deszcz spadł, a w zimie nie było śniegu. Ciągle się modlę.
- Do kogo się modlisz?
- Ja się modlę, jak na górę wejdę, albo jak na rozstajach dróg
lub na przełęczy stanę ze stadem. Wtedy dokładam kamień na
stos (owoo, Ю), który tam stoi, leję ajryk w niebo, żeby dało
deszcz i w ziemie leję, żeby trawa dobrze
rosła.
16

90

Demony z którymi zmagał się Jezus, jak też demony, które wielbienie ale również bojaźń, szacunek i gorliwe okazywanie
prześladowały pustelników, chociażby św. Antoniego ( i l . ), tc czci, to najczęstsze składniki owej reguły. Jednakże, zdarzały
nie te same istoty jakie czci do dzisiaj pasterz mongolski, czy tej się od tej reguły odstęptwa. Za takie odstępstwo, uznać
stwory wobec których istnieje też do dzisiaj jakaś powściągliwa niewątpliwie należy chłostanie rózgą figury św. Jana Nepomu­
bojaźń wśród jakiejś części mieszkańców niektórych polskich cena, jeśli zawiodły przyjęte powszechnie formy zachowań
wsi w pewnych tylko częściach kraju. W Murzynowie takiej kultowych... Kiedy, mimo błagalnych modlitw kierowanych do
bojaźni pewnie już od stulecia nie ma! Ale u Zawiślaków, po świętego, trwała porażająca susza, albo powódź niszczyła całe,
drugiej stronie Jeziora (oni nawet nie wiedzą gdzie wschód, posiadane mienie. T ę religijną desperację odkrył wśród mało­
a gdzie zachód się znajduje...), pewnie jeszcze dzisiaj słyszy polskich chłopów (czasy końca X I X i początek X X w.)
niektórzy, dochodzące nocą z wody wołania Topielca: chod%\ nieoceniony Tadeusz Seweryn. Istotom towarzyszącym, które
choodź, choooodź ...! - wierzą - że jeśli ktoś tego wołania nie miały swych artefaktów, w rzeźbionych figurach czy
posłucha, a będzie w dodatku dziabnięty,
napewno już nie malowidłach, można było na podobnej zasadzie przygany, stan
powróci. Morał, jak najbardziej racjonalny, płynie z tego jeden, swych gorzkich uczuć wyrazić tylko w splunięciu i wypowie­
Po pijaku różne się słyszy głosy i słuchać ich nie należy. dzeniu stosowanego przekleństwa. Łatwo tu o rekonstrukcję:
Obyś utopcu zdech, i taka twoja mać.
A ponadto, nocą lepiej do wody nie wchodzić...
Pani Joanna Tokarska-Bakir, zapewne postrzegając stry wializowanie pojęcia Z Ł A w nadużywanym przez etnografów słowie
demon itd., zaproponowała określenie - istota towarzysząca.*
Chodzi oczywiście o istotę towarzyszącą przede wszystkim
człowiekowi. A chyba można dodać, że towarzysząca w róż­
nych, nieprzewidzianych okolicznościach;
towarzyszącą
a więc ubarwiająca (wzbogacająca sobą) rzeczywistość; towa­
rzysząca, to również oswajająca czy określająca tę rzeczywis­
tość. Zatem, czyniąca już z tego tytułu wiele dobrego... Takiej
istoty nie można nazywać po prostu demonem. A jeśli się jui
bardzo pragnie pozostać przy tej konfesyjnej terminologii, te
wypadałoby napomknąć o D E M O N A C H D O B R A , bowiem
samo słowo demon ma w powszechnym odczuciu wyłącznie
konotację ujemną.
3

Ponowoczesność
okolic Przemyśla,
Joanny Tokarskiej-Bakir, ekspozycja w Pałacu Kazimierzowskim U W , pomagając
w etnologicznych rozterkach; służąc przemyśleniami i pomys­
łami wielkiego wdzięku - bez których, wydaje się, że nasz
zawód istnieć nie powinien - utrwaliła się j u ż w mej najlepszej
pamięci mocno i chyba dosyć głęboko. Z jednej strony po­
krzepiające na duchu, wielkie przeżycie intelektualne w pałacu
rektorskim, a z drugiej, powiększające się z każdym rokiem
chmary mucharów w Murzynowie oraz marniejące na strychu
plebanii w Rokiciu, porzucone, osiemnastowieczne obrazy
Świętych Pańskich, to bezpośrednie bodźce mojej potrzeby
mówienia o Plagach, żywiołach itd., jak w tytule.
O p a t r z n o ś ć i Święci P a ń s c y
Przyjmuję, że zachodzi formalny - może też nieformalny
- związek między istotami towarzyszącymi (nazywanymi nie
zbyt odpowiedzialnie demonami) z prastarych, chłopskich
wierzeń, a wizerunkami w potocznej świadomości niektórych
postaci osób świętych z wierzeń u nas późniejszych. Korzystam
z wielosłowia, aby i w ten sposób swój respekt do świętych
wyrazić. Łączy te skądinąd odrębne byty, imaginacyjne z jednej
strony, a konkretne, osobowe z drugiej, nadrzędna kategoria
rzeczywistości, przypisywane tym bytom żywioły, czyli jedne
z najważniejszych zjawisk fizycznych w przyrodzie, tu - Я i
zrozumiałych względów - określane w sposób możliwie najbar­
dziej zwięzły: ogień, woda, wiatr.
Zarówno istoty towarzyszące, i celestyczne, i chtoniczne, jak
też święci utożsamiani z żywiołami (chociażby św. Agata i ś*
Florian z ogniem, a św. Jan Nepomucen z wodą) są w wierze­
niach dysponentami mocy, tak zbawczych (życiodajnych), j ^
też niszczycielskich, ukrytych w tych żywiołach. Kult (zaklęci*
modlitwy, ofiary, dary, wota itd.), albo mówiąc inaczej, praktyk
magiczne i religijne kierowane do jednych lub drugich patronó*
stanowią odwieczną formułę porozumienia (a mówiąc ogled;
niej, usłyszenia czy też zobaczenia, błagań, próśb, życzę"
tudzież podziękowań), mającego na celu pozyskanie przychyl'
ności, łaskawości, opieki. Porozumienie to podlegało też ustalo­
nej regule: Nie spoufalanie się, należyty dystans, szczęt*
1

Przyjrzyjmy się interesującym nas świętym i błogosławio­
nym. Na niesłychaną ich ilość (rejestr przedstawiony przez ks.
Wincentego Zaleskiego sdb, tylko wybranych postaci, zamyka
św. Zyta, służąca, ok. 1218-1272, jako pięćset sześćdziesiąta
siódma) zaledwie kilka lub kilkanaście - w zależności od części
kraju - łączyć m o ż e m y z opiekuńczym stosunkiem wobec
najgroźniejszych żywiołów. Starając się dochować wierności
tradycji związanej z miejscem przedstawianych tu spostrzeżeń,
Murzynowem i parafią Rokicie (20 km na zachód od Płocka)
poświęcę nieco uwagi świętym, Małgorzacie, Barbarze, Piot­
rowi i Pawłowi, Onufremu i Mikołajowi, ważnym patronom
lokalnym o rozleglejszej roli w życiu religijnym, aniżeli sama
kuratela ukierunkowana na zagrożenia ze strony trzech żywio­
łów.
Święta Małgorzata
Łacińskie słowo margherita znaczy tyle, co „perła".
Pod
tym imieniem zna Kościół 8 świętych i 11
błogosławonych.
Informację tę podaję za wspominanym już ks. Wincentym
Zaleskim, autorem dzieła najbardziej obecnie uznanego. W Ży­
wotach Świętych
Piotra Skargi znajdujemy wiadomości
o dwóch świętych Małgorzatach, ale żadna z nich nie jest tą, pod
której wezwaniem występuje romański kościół w Rokiciu.
W Żywotach Świętych Pańskich o. Hugo Hoevera, rzecz się ma
tak samo, chociaż autor mówi o trzech świętych Małgorzatach.
U Zalewskiego znajduje się już 6 życiorysów, a jeden z nich
dotyczy, pierwszej w historii św. Małgorzaty z początku I V w.,
mającej przydomek męczennicy.

18

Stolicą Pizydii była Antiochia, założona nad górnym Meand­
rem przez króla Seleukosa i Nikatora ku czci Antiocha i Sotera
(323-262 przed naszą erą), syna i przewidywanego
następcy.
Od tej Antiochi, leżącej w Malej Azji - pisze ks. Zaleski - należy
odróżnić Antiochię
syryjską, założoną również przez tegoż
Seleukosa i ku czci swojego syna, Antiocha, nad rzeką Orontes,
która miała się stać jedną z największych
metropolii
ówczes­
nego świata.
Pierwszą gminę chrześcijańską
w Antiochii
pizydyjskiej
założył św. Paweł Apostoł podczas swojej pierwszej
podróży
latach 45-49. W czasie swojej drugiej podróży
apostolskiej
św. Paweł Antiochię tę ponownie nawiedził (Dz 13, 13-51; 16,
w

Patronką tegoż miasta jest św. Małgorzata,
męczennica,
'"lata być według podania córką pogańskiego
kapłana.
Po
Przedwczesnej śmierci matki została oddana pod opiekę pias&gt;
która była chrześcijanką.
Ta ją doprowadziła
do po­
znania nauki Pana Jezusa i do Chrztu świętego.
Wybuchło
'e prześladowanie,
najdłuższe i najokrutniejsze,
obejmują,5 ' imperium rzymskie, za panowania cesarza
Dioklecjana
UX4~305). To samo podanie głosi, że Małgorzata była bardzo
któ
' ^°S Zakochać się w niej miał namiestnik rzymski,
/У,
chciał ją pojąć za żonę. Ta jednak
stanowczo
°wiła, twierdząc, że ma już Oblubieńca, Jezusa
Chrystusa.
!unce

asn

c a

e

ata

t e z

п

m

Namiestnik kazał aresztować Świętą i usiłował ją skłonić do
odstępstwa obietnicami i groźbami. Kiedy te zawiodły,
nakazał
zastosować
wobec Małgorzaty
wyszukane tortury, by nimi
załamać dziewicę: szarpano jej ciało hakami i palono ją ogniem.
Następnie wrzucono do więzienia, grożąc jej jeszcze
większymi
mękami. Wtedy też miał się jej pojawić szatan w postaci smoka
i ją zaatakować. Odpędziła go jednak znakiem Krzyża
świętego.
Kiedy nadal obstawała przy wierze świętej, została
ściętą.
Bohaterska śmierć dziewicy nadała rozgłos jej imieniu. (...).
Sw. Małgorzata
z Antiochi należała do najwięcej
znanych
i popularnych świętych w średniowieczu.
Jej kult rozpowszech­
nili zapewne krzyżowcy, widząc, jak wielkiej czci
doznawała
w Małej Azji i na całym Wschodzie. Należała na Zachodzie do 14
Wspomożycieli, do których pomocy uciekał się lud w szczegól­
nych potrzebach. Podobnie jak ku czci św. Barbary i św.
Katarzyny, tak i ku czci św. Małgorzaty
wystawiono
na
Zachodzie wiele kościołów. Wspomnienie jej przypada 20 lipca,
gdyż tego dnia miała ponieść śmierć męczeńską
w latach
303-305.
Imię św. Małgorzaty było zawsze w Polsce popularne.
Dzisiaj
stało się nawet modne. Spotykamy je w różnych odmianach, jak
пр.: Małgorzata, Małgosia, Gosia, Gośka itd. Podobnie liczne
odmiany tego imienia spotykamy w innych również językach, co
świadczy o powszechnym jej występowaniu.
I tak w języku
niemieckim - Margaret, Margarete, Margrit, Margret,
Greta;
w języku angielskim - Margaret, Meg, Peggy; w języku
francuskim - Marguerite, Margot; w języku włoskim - Marg­
herita, Marita, Rita.
Ku czci św. Małgorzaty, męczennicy,
wystawiono w Polsce
ponad 70 kościołów. Jej ołtarzy i obrazów jest znacznie więcej.
Wizerunek naszej Świętej figuruje w herbie
następujących
miast: Nowy Sącz, Ożarów, Przysucha, Szczekocin,
Sawin,
Tomaszów Mazowiecki, Tuchola i Golub-Dobrzyń.
Z dniem św.
Małgorzaty czy też Z jej imieniem lud łączył szereg przysłów, jak
np. „Św. Małgorzata zapowiada środek lata". Ks. Wincenty
Zaleski podaje tylko to jedno, zatem dodam: Dobrze ojcu było
z matką, dobrze też i mnie z Małgorzatką. Małgorzata - idź do
kata. A ponadto, bardzo stare bo j u ż występujące w X V I w.,
nawiązujące do upałów lipcowych, grożących udarem słonecz­
nym. Bo choć jeszcze Małgorzaty świętej daleko, ale on i bez
Małgorzaty fantazyi zawsze dziwnej. Słuchajmy jednak dalej ks.
Zaleskiego. Także pierwsze gruszki lud zwykł nazywać
„małgorzatkami". Topografia polska zna 7 miejscowości
które
zapożyczyły swoją nazwę od mienia
Małgorzaty.
Ikonografia zwykła przedstawiać
Świętą ze smokiem lub
krzyżem w ręku, którym miała odpędzić szatana. Dla podkreś­
lenia jej pochodzenia ze szlachetnej rodziny przedstawiać się ją
zwykło, podobnie jak św. Barbarę i św. Katarzynę - męczennice
- z koroną na głowie, chociaż nigdy nie była
królową.
Tyle o świętej dowiadujemy się z najbardziej aktualnej
lektury hagiograficzrjej. Jak już mówiłem, wspaniały, romański
kościół w Rokiciu jest pod wezwaniem naszej śwętej. Wydaje
się, że to wezwanie mogło zostać wybrane z wielkim rozmys­
łem. Kościół był fundowany przez ziemian i rycerstwo Ziemi
Dobrzyńskiej. Dla tych ostatnich, osoba świętej mogła sym­
bolizować dzielność i niezwykły hart ducha (mimo tortur, a na
koniec wyroku śmierci przez ścięcie, nie uległa życzeniom
zaślubin ze strony wysokiego dostojnika rzymskiego). Ponadto,
w ikonografii, częściej aniżeli z krzyżem - o którym mówi
Zaleski - przedstawiana jest z mieczem. Trzyma go oparty
ostrzem o ziemię w prawej ręce. Miecz ten symbolizuje śmierć
świętej, ściętej zapewne mieczem. Taki sam atrybut towarzyszy
św. Katarzynie męczennicy, torturowanej kołem i również
ściętej; św. Pawłowi i wielu innym męczennikom zamor­
dowanym w ten sposób ( i l . 9). Na szczególną uwagę zasługuje
herb Golubia-Dobrzynia, miasta o znanej sławie rycerskiej. Św.
Małgorzata w tym herbie ukazana jest w pozie czuwającego
rycerza, który wspiera się na mieczu, trzymanym dwoma
19

91

�rękoma. Jest jeszcze inny szczegół istotny w ikonografii świętej,
smok, symbolizujący szatana. W przedstawieniach świętej,
pochodzących z Rokicia (obraz ołtarzowy z 1905 г., współczes­
na chorągiew procesyjna wykonana w Częstochowie) mon­
strum nazwane przez ks. Zaleskiego smokiem, nie ma nóg! Jest
to dosyć nietypowe wyobrażenie szatana ( i l . 6). Bardziej
przypomina węża, aniżeli smoka. Nie ulega kwestii, że fundacja
wspaniałego kościoła w zapadłej wioszczynie łączyła się ze
wzniosłymi intencjami rozprawienia się z istniejącym w tym
miejscu uroczyskiem poczciwiny Rokity, wspominanym j u ż
wcześniej (patrz Demony), którego sława mogła sprowadzać do
Rokicia znaczne rzesze wyznawców z dalszych nawet okolic.
Wybranie św. Małgorzaty na patronkę rokickiego kościoła to
okazja do ukazania nie tylko samej świętej, ale również szatana,
owego d e m o n a , którego łatwo było skojarzyć właśnie
z Rokitą. I może z całym rozmysłem wybrany został jako
symboliczne wyobrażenie owego szatana, demona, nie smok,
lecz każdemu znany wąż. I rzecz charakterystyczna, na wszyst­
kich znanych mi przedstawieniach św. Małgorzaty z owym
wężem czy smokiem (jak w herbie Tucholi), gad nie jest
zabijany (jak w wyobrażeniach św. Jerzego), lecz tylko uśmie­
rzany, pokonany gestem wysuniętej w jego stronę gołej dłoni
(chorągiew procesyjna), albo samą pozą, wyniosłej, o wielkiej
urodzie osoby, zniewalającej swym łagodnym, dziewczęcym
spojrzeniem (wspomniany obraz ołtarzowy). Dodać jeszcze
należy, że w jednym przypadku monstrum o cechach potężnego
węża, spoczywa - jakby leniwie - za sylwetą świętej, w drugim
znów, wije się obok, niczym w paroksyzmie konania, leżąc na
grzbiecie z rozwartą paszczą i wysuniętym jęzorem. Wreszcie
i takie istnieje ujęcie, w którym smok, albo czarny (lub
przynajmniej bardzo ciemny) niedźwiedź służy za... siedzenie
(„panna na n i e d ź w i e d z i u " ) względnie za... podnóżek ( i l . 7).
Przyznasz szanowny Czytelniku, że wszystkie z tych wyobrażeń
ukazujących zwycięstwo świętej nad szatanem - P O K O N A N I E
Z Ł A - pomyślane zostały niezwykle odpowiedzialnie, bo
niedosłownie. Św. Jerzy, godzący piką w smoka, to ujęcie
dosłowne... Takie też symboliczne wyobrażenie Z W Y C I Ę S T ­
W A N A D Z Ł E M (szatanem, demonem, kojarzonym z wierze­
niami pogańskimi), mogłoby głęboko ranić uczucia nawraca­
nych. I kto wie, może dlatego nie wszędzie w katolicyzmie
polskim wczesnych dziejów św. Jerzy cieszył się tym uznaniem,
które zdobył sobie w czasach późniejszych. Istnieją też wyob­
rażenia tego świętego pomijające całkiem akt walki ze smokiem
(herb Ostródy). I rzecz niezmiernie charakterystyczna, Piotr
Skarga w swym opisie życia świętego pomija również tę
walkę. "
2

II. 7. Św. Małgorzata w herbach;
w herbie Rawicz („panna na nie­
dźwiedziu"); herb miasta Rawicz
(sam niedźwiedź) oraz herby miast:
Przysucha, Tomaszów Mazowiec­
ki, Tuchola.

4%
7^
II. 6. Wyobrażenie szatana w kościele w Rokiciu. Z lewej, szatan u stf
św. Małgorzaty, przerys z obrazu ołtarzowego świętej M. Trautman
1903 г., z prawej szatan obok św. Małgorzaty, przerys ze współczesii
chorągwi procesyjnej.
Rozstając się ze św. Małgorzatą, przypomnę że była zaliczał
do czternastu w s p o m o ż y c i e l i czyli patronów „szczt
gólnych potrzeb", a więc wymagających niezwykłego miłosii
rdzia, jak też niezwykłej pomocy.

Przyswojony katolicyzm w Rokiciu
dawniej i dziś
Kościół w Rokiciu pod wezwaniem św. Małgorzaty korzyrf
również do dziś z patronatu świętych Piotra i Pawła. Wielu tt
parafian rokickiego przybytku jest głęboko przekonana, żet
święci są głównymi jego opiekunami przed św. Małgorzat
Jedną z przyczyn tej dezorientacji stało się zniesienie pol
Soborze Watykańskim odpustu w dniu 20 lipca (dzień upamiej
niający śmierć męczeńską św. Małgorzaty), a zachowam
odpustu w dniu 29 czerwca; święta obydwu świętych. Poza tyn
znaczenie kultu św. Małgorzaty - jako pogromczyni szatai
- z upływem czasu malało, a świętych Piotra i Pawła wzrastał
i to daleko poza granice parafii. Świątynia rokicka miał
przydomek kościoła orylskiego, czyli flisackiego, nawiedza*
go często przez brać spławiającą drewno Wisłą. Natorni*;
obydwaj święci uchodzili za patronów wodniaków, w tyi
również rybaków, do których przez wieki zaliczała się spoć
część parafian (przede wszystkim z Murzynowa).
Kościół w Rokiciu sławił swych patronów w trzech ołtarzacl
W głównym (niektórzy wierni twierdzą, że w jednym z boo
nych) św. Małgorzatę (ostatnie jej przedstawienie wykom
w 1903 roku M . Trautman) i w jednym z bocznych świętyd
Piotra i Pawła (obraz również z 1903 r„ pędzla T. Adamskiego)
W trzecim ołtarzu znajdowało się wyobrażenie Przemienieni'
Pańskiego. Zapewne, tak jak w innych naszych kościołacl
wiejskich, uznawane nie tyle za objawienie apostołom swt
boskiej natury przez Jezusa, ile ukazanie w najszerszym tefl
słowa znaczeniu nadziei przemiany; poprawy na lepsze, speł
nienia próśb, życzeń, oczekiwań i t d . Ponadto, w tych trzeci
ołtarzach zamontowanych było 5 mniejszych, lecz znaczni
21

II. 8. Św. Jerzy w herbach miast: Milcz i Ostróda.

starszych, osiemnastowiecznych obrazów, ukazujących: św.
lana Nepomucena (wspominanego już, niezwykle popularnego
patrona, związanego z żywiołem wody), św. Mikołaja i św.
Onufrego (pośród swych rozlicznych świętych pełnomocnictw,
również strzegących przed niebezpieczeństwami pracy na wo­
dzie), św. Piotra dzierżącego przed sobą dwoje kluczy (na tym
przedstawieniu tylko samego popiersia, artysta ukazał łzy
w oczach świętego, a w tle, na kolumnie, piejącego koguta) oraz
drugie wyobrażenie Przemienienia Pańskiego.
Obecnie, szanowny Czytelniku, żaden z tych obrazów,
przyjmujących latami niezliczone życzenia wiernych - użyję
i tego zwrotu - „dźwigających brzemię troszczenia się o swych
wyznawców", nie znajduje się w murach świątyni.
Usunięto z niej 5 obrazów, przewspaniałych obraźników
z wieku X V I I I , 3 obrazy, pokaźniejszych rozmiarów, malarzy
z początku naszego stulecia, znanych z nazwiska; zdemon­
towano boczne ołtarze oraz ambonę. Aktu tego dokonano
w doniosłym procesie, paroletniego działania renowacyjnego,
mającego na celu przywrócenie kościołowi surowego wyglądu
świątyni romańskiej. M o ż n a by nawet przystać na taką zbożną
koncepcję dbałości o nasze dziedzictwo kulturowe. Ale rodzą
się przed badaczem pytania zasadnicze. Dlaczego zastąpiono
świętych patronów, mocno zrośniętych z lokalną, rycerskowodniacką tradycją, wizerunkami Najświętszej Marii Panny
- kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, a na jej
ruchomej zasłonie, pięknym obrazem Matki Boskiej Różań­
cowej? Na pytanie to, próżno szukać odpowiedzi... Chociaż,
jakieś skromne wyjaśnienie, przypuszczenie, udałoby się sfor­
mułować. Otóż renowacja kościoła przypadła na czas, kiedy
w całej Polsce witano po domach wędrującą kopię obrazu Matki
Boskiej Częstochowskiej. Obserwowałem w Murzynowie z jak
wielkim namaszczeniem adorowano ów obraz. Były lata sie­
demdziesiąte. Opiekę duszpasterską sprawował wówczas nad
murzynowiakami proboszcz Rokicia, nie żyjący j u ż ś.p. ks. Jan
Degowski, osoba niezwykłej energii, bez reszty oddana spra­
wom powierzonej mu parafii. To dzięki ks. Degowskiemu
sprawnie przeprowadzono renowację kościoła, pokryto kostką
granitową ścieżkę biegnącą przez cmentarz kościelny, ogrodzo­
no solidnym kamiennym murem cmentarz i wybudowano

okazały przybytek, nazwany Punktem Katechetycznym. Ks.
Degowski zadbał również o nowy wystrój wnętrza kościoła.
Dopilnował sprowadzenia do Rokicia wizerunku Matki Boskiej
Częstochowskiej... Przy tych rozmiarów przedsięwzięciach
- przyznasz szanowny Czytelniku - m o ż n a zapomnieć było
o wizerunku świętej dziewicy męczennicy, Małgorzacie, jak też
o innych świętych patronach, których malarskie wyobrażenia
uległy poważnym przyniszczeniom; uszczerbkom dotykającym
nawet samego płótna. W paru obrazach istniały wygryzione
przez myszy dziury.
I tak, po blisko dwudziestu latach nieobecności świętych
patronów w kościele rokickim, niełatwo odnaleźć osoby pamię­
tające powinności św. Onufrego, św. Mikołaja, a także św. Jana
Nepomucena. Przy narastającej z każdym rokiem grozie, jaką
przynosi Jezioro Włocławskie, wszyscy ci trzej święci zapobie­
gający nieszczęściom przychodzącym
z wodą i dziejącym się na
wodzie, mogliby wspierać na duchu. Dzięki życzliwości i peł­
nemu zrozumieniu intencji towarzyszących piszącemu te słowa,
aktualny proboszcz w Rokiciu, ks. Włodzimierz Maruszewski
wypożyczył omawiane tu obrazy na wystawę w roku ubiegłym
Vanitas vanitatum... i w tym roku, na jej kontynuację pod
poszerzonym tytułem Plagi, żywioły itd. Obrazy zostały zakon­
serwowane, oprawione i wspierają na duchu gości Muzeum
w Murzynowie.
Św. Agata
na łez otarcie
W najnowszej historii nieszczęsnych losów, jakie spotkały
Świętych Pańskich z parafii rokickiej, ale też sąsiedniej,
siecieńskiej, jest to krzepiące, że ożywiły u wrażliwszej re­
prezentacji wiernych kult niektórych - niezbędnych w życiu
- patronów domowych. Należy do nich, przede wszystkim, św.
Agata. Ku memu zaskoczeniu, udało się bez większego trudu,
w krótkim czasie odnaleźć kilka d o m ó w , w których pośród stale
powtarzających wyobrażeń (jak chociażby Pana Jezusa z Ser­
cem Gorejącym) znajdował się obraz św. Agaty (różnego
formatu litografia odpustowa zakupiona w okresie między­
wojennym, lub tuż po wojnie we Skępem). Na tych litografiach
ukazuje się świętą jako pełną wdzięku dziewczęcego osobę,
trzymającą w prawej ręce palemkę, symbol czystości dziewi­
czej, a w lewej ręce czarkę trybowaną na stopce w kształcie
odwróconego kielicha. Nad czarką wznosi się coś w postaci
stożka i mało kto wie, że jest to sól (było, a gdzie niegdzie nadal
jest w zwyczaju święcenie w kościołach w dniu świętej
- 5 lutego - soli, środka przeciwogniowego). Nikt z posiadaczy
wizerunku św Agaty nie chciał go podarować do Muzeum!
Każdą inną rzecz z domowego inwentarza, chociaż starą lecz
wciąż przydatną udałoby się wycyganić,
ale nie obraz św.
Agaty...

Oto budujące świadectwo stałości uczuć okazywanych tej
świętej, znanej w Kościele katolickim od połowy I I I w. To

II. 9. Herby miast: Golub-Dobrzyń; św. Małgorzata wspar­
ta na mieczu; Działdowo, św.
Katarzyna (atrybuty, miecz
i koło tortury); Nowy Targ,
św. Katarzyna (atrybuty,
miecz, lilia, koło tortury):
Dzierżoniów, św. Jerzy.

92

93

�również zniewalające świadectwo ufności w niezwykłe moce
świętej w czasach bezprzykładnego krytycyzmu i powszech­
nego dezawuowania uznanych wartości. Domy w których
odnalazłem interesujący nas obraz nie należą do jakichś
szczególnych, przeciwnie, żyją w nich ludzie podobni do
innych, mający swoje o wszystkim wyrobione zdanie...
Jak wiadomo, św. Agata oraz św. Florian, są patronami
bezpieczeństwa przed żywiołem ognia. Warto też od razu
powiedzieć, że dwoje tych świętych strzeże od pożogi z powo­
dów zasadniczo odmiennych, czy mówiąc inaczej, ich życiorysy
0 zupełnie odmiennych zdarzeniach, do podobnych skłoniły
mniemań o ich mocach. Warto przyjrzeć się żywotowi św.
Agaty.
I posłuchać wzruszającej w swej urodzie mowy ojczystej.
Za czasów Decjusza cesarza a starosty Sycylii
Kwincjana
- pisał Skarga - żyła panienka w Panormie mieście, w ziemi
Sycylii, na imię Agata, rodu zacnego i majętności
wielkiej,
wychowana od rodziców w wierze świętej
chrześcijańskiej;
urody była takiej, iż jej w piękności żadnej równej nie było. Gdy
on okrutny przeciw wierze chrześcijańskiej
od Decjusza
cesarza
wyrok wyszedł, aby chwalcy Chrystusowi do ofiar brzydkich
diabelskich
przymuszani byli karaniem, utratą
majętności
1 zdrowia, ona światem wszystkim i jego dochodami wzgardziw­
szy, a ciało swe na czystość swemu Oblubieńcowi
Jezusowi
oddawszy, w cnoty duszę swoją ubierała, a do męczeńskiej
się
korony przyprawowała.
Tedy Kwincjanus jej urodą i bogact­
wami pobudzony, chcąc ją tym, iż była chrześcijanką,
zniewolić
a ku swym myślom niepoczciwym przywieść do siebie z Panormu
do Katany miasta przyzwać
rozkazał. Gdy słudzy do niej
przybieżeli
mieniąc: „Jeśli gotowa będziesz cesarski
dekret
przyjąć, a bogom się ukorzyć, z wielką czcią
prowadzona
i przywitana będziesz",
ona do komórki swej
wszedłszy,
a prosząc, aby mało poczekali, ręce w niebo podniosła i z pła­
czem mówiła: „Ty wiesz, Panie, serce moje i wiarę moją ku
Tobie; posilże mię, niechaj się ten czart i sługa jego nie chlubi,
jakoby zmazać miał ciało moje, Tobie poświęcone.
Umocnij
duszę moją, abych głowę jego starła słabością płci mojej, mocą
Twoją pokrzepiona. Przyjmij ofiarę tę moją i łzy moje, boś Ty
jest sam Bóg mój na wieki wieków chwalebny. Amen."
I tak, aby zniszczyć ducha czystości w Agacie, Kwicjan kazał
umieścić j ą w domu rozpusty.
Gdy do Katany przyjechała,
starosta ją prowadzić
kazał
w dom jednej pani pogańskiej,
na imię Afrodyzji, która pięć
młodych córek miała, prosząc ją, aby Agatę świętą
słowami
i postępkami łagodnymi tak zmiękczyła i serce jej odmieniła, aby
na ofiarę bogom przyzwoliła, a w tych się świeckich a cielesnych
rozkoszach kochać poczęła. Tedy rozmaitymi
pochlebstwami,
obietnicami, ubiorem, złotem, potrawami, towarzystwem, tań­
cami, muzyką, śmieszkami, widokami i błazeństwami, i wszystką
świecką a cielesną łagodnością
wkraść się czart w jej serce
przez oną niewiastę chciał. Ale ona jako mur nieprzebity stała
w tym, co przedsięwzięła,
mówiąc: „Słowa wasze i rozkosze
a obietnice wasze jako wiatry liściom tylko szkodzić mogą, ale
drzewa dobrze wkorzenionego nie obalą. Dom mój na mocnej
skale zbudowany jest; rzeki wasze gruntów jego nie
pobiorą".
I dalej, w niczym nie hamując swej fantazji, przedstawia
Skarga prowadzone przez Kwincjana przesłuchania. Ponieważ
nic mu one nie dają, święta zostaje uwięziona.
Tedy Kwincjanus rozgniewany wieść ją do ciemnego i smrod­
liwego więzienia kazał. Szła do więzienia, jako drugie idą do
tańca i do rozkosznego obiadu, polecając Panu swemu wojnę
swoją. (...). Tedy ją na palach zawiesić i bić srodze kazał. A ona
w onych mękach mówiła: „Męki te skarbem mi są; rozkaż dobrze
ciało moje jako plewę od ziarna odbijać; jeśli tym katom nie
rozkażesz dobrze ciała mego zmęczyć, dusza moja wnijść do raju
z zwycięstwem męczeńskim nie może". Tedy upominał starosta
katów onych, aby mocno przykładali, a siekli i drapali
prętami
i żelazami rozmaitymi. A gdy stateczną widział, kazał jej piersi

94

niewieście żelaznymi kleszczami targać tak długo, iż po jednej
stronie wytargane były. Ona cierpliwie
okrucieństwo
ono
znosząc, a Pana Boga chwaląc, tak na starostę woła: „Niezbożny okrutniku, nie wstyd ci tego niewieście obcinać, czegoś san\
u matki pożywał? Wszakże ja mam cale piersi na duszy mojej
którem ja z młodości
Chrystusowi poświęciła".
Gdy tak
zmęczona była, złożyć ją a do więzienia prowadzić
kazał.
Tam będąc w więzieniu, o północy, gdy chwałę Bogu czyniła
Przyszedł do niej Piotr św. w osobie starej a statecznej, lekarskit
słoiki niosąc; a przed nim pacholę z pochodnią. I mniemali, ab)
jaki lekarz do niej przyszedł. I rzecze jej Piotr Św.: „Ten tyran
zmęczył cię, a tyś go swoim męstwem zwyciężyła; obcinać ci
okrutnik piersi twoje kazał, a patrząc na to i ciebie żałując,
przyszedłem cię zleczyć".
(...)
A ona ku sobie przyszedłszy,
a wielką radością
seret
napełniwszy,
modlić się poczęła mówiąc:
„Dziękuję,
Jezu
Chryste, iżeś wspomniał na mnie a posłałeś ku mnie Piotra
Twego Apostoła, który mnie posilił i odnowił ciało moje",
I obaczy, iż jej piersi zleczone a całe zostały.
We wszystkich znanych m i żywotach św. Agaty (gr. agatht
'dobra, wspaniała')
nie pomija się pozbawienia męczennicy
piersi. I we wczesnych przekazach ikonograficznych często
przedstawia się świętą z tacą, którą trzyma przed sobą. Na taq
tej leżą dwie odcięte piersi, jak dwoje oczu, także na tacy,
w wizerunkach św. Łucji z Syrakuz, wielkiej adoratorki swej
poprzedniczki św. Agaty, i jak ona okrutnie torturowanej, a na
koniec zamordowanej. Natomiast, nie wszyscy hagiografowie
- tak jak Skarga - przejmująco opisują cud przywrócenia św.
Agacie piersi przez św. Piotra. Zatem, wracajmy do naszego
narratora; bacząc, co postanowił Kwincjanus, ujrzawszy pierś
jej wszystkie całe:

1

I rozgniewany kazał ogień naniecić, rozpaliwszy skorup]
ostre; na nich i na onym ogniu ciało panieńskie rozpiąć i palić.
W ogniu panienka czysta, prawie wedle imienia Agata, swem
Oblubieńcowi swoją mękę polecała. Iw net że trząść
siu
ziemia
poczęła
(podkreślenie, JO) i wszystko miastu
trwożyć. (...) A lud wszystek zszedł i na starostę wołał prze.
bojaźń onego ziemi trzęsienia, aby panny nie męczył. I przeląkł­
szy się Kwincjanus trzęsienia ziemi i ludu, kazał Świętą z ognia
zdjąć a do więzienia prowadzić. A panna chwalebna wchodzą
do ciemnicy, ręce podniosła mówiąc: „Dzięki i chwała Tobie,
Jezu Chryste, iżeś mi dał mężne dla imienia Twego po­
stępowanie w tych mękach, a iżeś ode mnie odjąć raczył chuci
świeckie i ciału memu takie dałeś
wytrwanie''.
Długo jeszcze święta dziękowała swemu Panu, nim duszę
swoją w ręce Tego, którego miłowała, oddała. Skarga opisuje
dalej szczegółowo pogrzeb świętej. W e d ł u g kaznodziei, kon­
dukt prowadził anioł Boży - pod postacią młodzieńca, mającego
z sobą sto pacholąt pięknie ubranych, którego żaden z опер
miasta (Katanii JO) nie znał. Ponadto Kwincjusz
łakomsW
przeklętemu
dosyć uczynić chciał. Udał się do Panormu, aby
swej ofiary wszystkie majętności pobrać...
Ale spotkała go
sprawiedliwa
pomsta Boża. Przeprawiając się przez rzek?
Psemitę utonął przeklęty łakomca i okrutnik... A tak kończy nasz
hagiograf swą, wstrząsającą opowieść:
Gdy się w rok (po roku) ten dzień, którego umęczona jt&amp;\
wracał, góra ognista Etna wielki puściła ogień, iż płomień*
jako rzeki szły do miasta Katany, a kamienie wielkie jak kuk
ogniste wypadały; i już się wszyscy o spalenie i zgubę mius®
wszystkiego bać poczęli. Tedy nie tylko chrześcijanie, o*
ipogaństwo wszystko do grobu św. Agaty bieżało, przyczynie *
Świętej i obronie się poruczając. I wziąwszy chrześcijanie 0*
płaszcz jej panieński, w którym za żywota pokornie i ubop
chodziła, który na jej grobie dla pamiątki położony był, szlizn^
za mury miejskie i zakładać nim miasto od ognia pocztj
l uczynił
Pan
Bóg
cud.
(piąty już w kolejność '
dopisek i podkreślnie JO). Wnet się ogień, onym płaszcz**
przestraszony, do góry wrócił a nazad uciec
musiał.
1

22

�И. 10. Czapla siwa (Ardea cineres L.); rys. Jindrich Krejca, w: Zwierzęta świata, op. cit.,
s. 250 oraz fragment tabl. 102.

Kult św. Agaty we wsiach Ziemi Dobrzyńskiej żywy jest do
dzisiaj. Na co dzień, wizerunki świętej wiszą w miejscach dla
nich wyznaczonych. Ale kiedy zagrzmi w pobliżu, obrazek
świętej zostaje zdjęty ze ściany i wystawiony w oknie. Jeśli się
grzmoty potęgują, kto ma gromnicę, zapalają i też przed oknem
ustawia. Natomiast, gdy gdzieś ogień powstanie, obrazek
świętej wędruje natychmiast na miejsce zdarzenia, by wiatr
odwrócił pożar w kierunku przeciwnym?
To samo źródło
wskazuje na ... podobne znaczenie wrzuconej w ogień soli
i chlebka, poświęconych w dniu świętej, 5 lutego. A miano też
w tym dniu dawać owe specyfiki bydłu do zjedzenia. Mniema­
no, że tak, jak zdolne są zmieniać kierunek ognistych pod­
muchów wiatru, tak również przeciwdziałać zarazie bydła,
pojawiającej się z wiatrem. Odkąd zarazy przestały nękać bydło,
zanikł obyczaj święcenia chlebków i soli św. Agaty. Rad więc
pozostaję, że ostały się obrazki sławiące naszą świętą i że
utrzymuje się wiara w ich cudowne moce.
Co zaś się tyczy mocy cudownych; miraculum, które spowija
żywoty świętych i które zarazem definiuje ich świętość, to
-chcąc nie chcąc - staję zawsze przed obowiązkiem odwołania
się do światłych i najświatlejszych na ten temat sądów.
Ponieważ najczęściej w tych operacjach objaśniających sens
niraculum, sięgałem do Carla Gustawa Junga albo Mircea
Eliadego, pozwolę sobie obecnie zacytować słowa polskiej
uczonej, której wkład w badanie żywotów świętych nie da się
Prost przecenić:
nie chodzi mi o prawdę
historyczną
ukrytą w lege- „Prawda", jako fakt
historyczny,
interesuje
tylko drugorzędnie.
Natomiast na plan pierwszy wysuwa
? dążenie do odnalezienia tych nasion, z których wyrósł „mit''
w Cecylji, choćby one nic wspólnego nie miały z życiem
nent. Nieprawda
bowiem świata realnego staje się
' raz w wyobraźni ludzkiej prawdą
o napięciu o wiele
jszem, niż wszelkie prawdy niezbite i oczywiste, ale nie
Wtodniające twórczo
fantazji
1

w

z,e

m n i e

Sl

n

£

e

24

X ) r n i u a i e m

Dr? ? '
j u ż wcześniej, że patronem zabezpieczającym
ofi ' , ^ ' ° '
ognia jest u nas obok św. Agaty, św. Florian,
J 'ny sprzymierzeniec niebiański strażaków. Wprawdzie
j ' f i i &gt; którą tu omawiam, nie natrafiłem na ślady tak
czne - jak chociażby na niedaleko położonej Kurpiowszz

)ara

W

w

e r n

czyźnie - popularności tego świętego, to pragnę parę słów
powiedzieć o n i m gwoli wyjaśnienia sobie, jakie w grę wchodzą
(w przypadku świętych patronów związanych z żywiołem ognia
i wody) owe nasiona mitotwórcze, wskazywane przez Cezarję
Baudouin de Courtenay-Erenkreutz-Jędrzejewiczową.
Otóż w żywocie św. Floriana odnajdujemy coś, co można by
uznać za owo nasienie. Wydaje się, że jest nim, podobnie jak
w żywocie św. Jana Nepomucena, okrutny mord, odbiegający
od rytuałów wykonywania w starożytności i średniowieczu
wyroków kary śmierci, a przeprowadzony z zachowaniem
wszystkich, najważniejszych w tym mordzie reguł. Oto one:
- prowadzenie ofiary pod strażą na most,
- na moście, umieszczenie ofiary w worku,
- zawiązanie owego worka,
- wrzucenie go do głębokiej rzeki.
Albo inna wersja stopienia, jak mówią do dziś w Murzyno­
wie, mając na myśli topienie we Wiśle psów, kotów oraz...
ludzi:
- prowadzenie ofiary pod strażą na most,
- wiązanie dużego kamienia do szyi ofiary,
- spychanie jej do nurtu rzeki.
Egzekucję poprzedzają tortury. Torturze ognia; przypalania,
poddana została ze skutkiem śmiertelnym, ś w . Agata i bez
takiego wyniku, święci Florian oraz Jan Nepomucen. Zatem,
związek świętej z ogniem jest jednoznaczny i potwierdzają go
cuda uśmierzające ten żywioł. Natomiast w przypadku świę­
tych, Floriana i Jana Nepomucena, tej jednoznaczności nie ma...
Chociaż obaj giną utopieni w wodzie, ich role opiekuńcze stają
się różne; jak ogień i woda. Jasność, jaka rozgorzała nad Pragą,
kiedy świętego zrzucano z mostu do Wełtawy, mogłaby również
kierować uwagę na żywioł ognia, jednakże, męczennikowi
powierzono troskę o żywioł wody oraz... stan mostów. Nie
istnieje więc jakaś stała reguła łączenia świętego protektoratu
z rzeczywistością realną.
Przenikanie od niespełna 3^1 lat, głównie do naszych
zamerykanizowanych subkultur młodzieżowych, zwyczaju
przesyłania w dniu św. Walentego, 14 lutego, kartek miłosnych,
walentynek, pozwala przyjrzeć się, interesującemu nas nasieniu
mitotwórczemu
całkiem z bliska i dokładnie. Oto w Polsce,
w kraju o starszych i znacznie bardziej okrzepłych niż w USA

95

�praktykach czczenia katolickich Świętych Pańskich, pojawia się
nagle - ni z gruszki, ni z pietruszki - propagowany przez
niedouczonych dziennikarzy w radio, T V , prasie zimowy hit,
walentynki. Wielkiej zacności święty, kapłan męczennik, ścięty
w 269 r. w czasach prześladowań chrześcijan za panowania
cesarza Klaudiusza I I Gota; orędownik wytrwania w okolicz­
nościach najcięższych, śmiertelnego zagrożenia (od powietrza,
głodu i wojny zachowaj nas Panie, por. wyżej), opiekun
cierpiących ludzi i zwierząt (u nas nie tylko chorych na
padaczkę), lekarz niebiański wszelkich chorób; czczony w Pol­
sce od niepamiętnych czasów (święty patron diecezji przemys­
kiej, mający swoje relikwie i sanktuarium w Krobi w ar­
chidiecezji poznańskiej), ni stąd, chociaż zowąd, z poręki
animatorów życia na luzie, staje się, po prostu rajfurem!
I zapewne, za jakiś czas, nikt j u ż tu, w tej biednej Polsce, nie
będzie inaczej patrzał na św. Walentego, jak na tego, który
sprzyja schadzkom, zalotom itp.; czyli, na słodkiego stręczycie­
la, lest to całkiem możliwe (zasadnicza zmiana orientacji
w kulcie świętego), ponieważ ostała się u nas o nim pamięć
tylko w ośrodkach prowincjonalnych, szczególnie - niestety
łasych - na wszelkie nowinki. Wszak to również w nich - jak
w Rokiciu - przedkłada się nad prastare, lokalne zwyczaje,
nowe fascynacje. Nie zdziwiłbym się wcale, odwiedzając
bardzo mi bliski kościół gotycki w Krzynowłodze Wielkiej,
gdybym w jego głównym ołtarzu zastał, nie ciemny obraz
stareńki męczennika, kapłana z uniesionymi ramionami w geś­
cie błogosławienia, lecz lśniącą świeżością kopię obrazu Matki
Boskiej Częstochowskiej. Rodzi się jednak pytanie, czemuż to
św. Walenty stał się już dawno temu w Anglii, powiernikiem
spraw sercowych, a u nas przypadło mu troszczyć się o coś
zupełnie innego. Otóż jedną z odpowiedzi na to zapewne trudne
pytanie jest mniemanie, że niegdyś również w Anglii uchodził
św. Walenty za opiekuna chorych. I , że zmiana pełnomocnictw
świętego nastąpiła w czasie, gdy w kościele anglikańskim
osłabło, a nawet zanikło znaczenie sanctorum, a jednocześnie
- rozwijało się dynamiczniej niż w naszej części Europy,
piśmiennictwo, oświata czy, mówiąc najogólniej styl życia.
Z powodu walentynek wywoływane są takie słowa, jak...
Szekspir, Hamlet i . . . oszalała Ofelia! Chodzi o tę jej piosenkę,
śpiewaną po śmierci swego ojca, Poloniusza (zabitego tragi­
cznie przez Hamleta). Ofelia śpiewała stare piosenki o śmierci,
ale też o miłości:
25

Dzień dobry, dziś święty Walenty.
Dopiero co świtać poczyna,
Młodzieniec snem leży ujęty,
A hoża doń puka dziewczyna,
Podskoczył kochanek, wdział szaty,
Drzwi rozwarł przed swoją jedyną!
1 weszła dziewczyna do chaty,
Lecz Z chaty nie wyszła
dziewczyną.
Przekład J. Paszkowskiego.
Chwalebny ludyzm, czy nawet zniewalająca frywolność
proponowana jest (adresatem staje się przede wszystkim mło­
dzież) nie tylko w stosunku do zapoznanego, pojedynczego
świętego, ale również wobec dnia Wszystkich Świętych.
W przeddzień tego szczególnego dnia w roku, w I I I programie
PR - 1995, zaproponowano słuchaczom rodzaj komparatystycznej refleksji, „dzielenia się uwagami i własnymi spostrzeżenia­
m i " o Halloween (głównie w Anglii, USA i Kanadzie) oraz
o naszym Święcie Zmarłych. Już po pierwszych głosach
słuchaczy, telefonujących do trójki, dowiadujemy się od osób,
którym dane było przez jakiś czas mieszkać w Stanach
Zjednoczonych Ameryki Północnej lub w Kanadzie, że tam
ludzie umieją się bawić i nie przeszkadza im to, iż zabawa
łączona jest z dniem pamięci o zmarłych. Natomiast my

96

Ośmieliłem się po raz
jesteśmy z natury ponurzy i uwikłani w stereotyp zachowań juj Wszystko w rękach Opatrzności...
dziś staroświeckich... Nie ulega kwestii, że zdolności ludycznt pierwszy od tytułu wywołać to przenajświętsze słowo, bowiem
Opatrzności,
mych rodaków budzą wiele zastrzeżeń. Wszelako niezaleczont chodzi o (jej) wyroki. Wszak powiadamy: wyroki
rany po holokauście oraz innych jeszcze rodzajach ludobójstWj tak jak, boskie wyroki, czy Boże wyroki. M ó w i m y również:
tylko dzięki Opatrzności,
wszystko dzięki
z najnowszej tylko historii kraju, jakoś u s p r a w e d l i w i a j ą - t a k si( dzięki Opatrzności,
przynajmniej wydaje - pewne nasze ograniczenia ludyczne, Opatrzności, tylko Opatrzność mnie uchroniła itd. Wyznania te
szczególnie w dniu 1 listopada oraz 2 listopada, Zaduszek; redukują powinności przypisywane świętym, ujmują im ową
święta, niczym dzielenie się opłatkiem, istniejącego tylkt patronacką rolę w ochronie przed nieposkromionymi żywioła­
w Polsce!!! Dodajmy, że Halloween jest wigilią właściwego AU mi. Istniał czas przejmowania w wierzeniach od istot towarzy­
Souls'Day czy Hallowmas, czyli dnia Wszystkich Świętych. Tt szących, utożsamianych z żywiołami ich mocy przez Świętych
zupełnie odmienne w nastroju - jak Wielki Piątek i Wiellcj Pańskich. Ale nastał też czas by mówiono nie o wyrokach
a tylko
opatrznoś­
Sobota na Wielkanoc - kategorie czasu rozdziela pora snu. I щjanowych, agatowych, florianowych,
Porażeni gromem, topielcy, jako też pewnie
nic tu się zdadzą uwagi czołowego ludysty, Johana Huizingi, że; ciowych.
Pojęcia zabawy i świętości zawsze są ze sobą związane}** Nieco przestudzeni wiatrem, to według kołaczących się - tu i ówdzie
konkretniejsze i ściślejsze, chociaż nie egzemplifikowane Świę. -przekonań, ofiary Samej Opatrzności, której tajemnicy nigdy
tern Zmarłych, jest postrzeganie przez A n n ę Zadrożyńską zi nie poznamy.
R. Calillois, w świętach współczesnych stałej obecności czte­
rech elementów: ryzyka, aż po granice ludzkich możliwości,
Asenizatorzy niebiańscy
czyli igranie ze śmiercią, agon; zdawania się na los szczęścia
(czaplińce, gęsińce, kormorańczyska i łabędziska)
przypadek, alea; naśladowania, aż po zachowania stadne
mimicry oraz oszołomienia, illinx. O istnieniu, jako zupełnit
Oto jeden z jesiennych poranków w świecie samej wilgoci,
nadrzędnej kategorii, w stosunku do wymienionych elementów, przenikającej do szpiku kości. W y c h o d z ę przed chatę i wnet do
czy nawet znaków; spełnieniu, poczuciu świętości itd. wymie­ niej wracam sprawdzić, czy czegoś przy ogniu nie dopatrzyłem,
nieni autorzy nie mówią nic. Istnieją jednakże oprócz homt bo mgły nad dachem niczym dym przy pożodze się kotłują.
ludens takie określenia, jak homo viator lub homo religiosut, I znowu wchodzę przerażony aby sprawdzić. No, nic się nie pali.
które umożliwiają uzyskanie perspektywy nieco rozleglejszej Ale ponad strzechą nadal się kotłuje, jakby dym się spod niej
aniżeli to, co się kojarzy ze słowami zabawa, zabawny. Chybi wydostawał. To jednak nie dym lecz mgły, ruchome mgły. Idę
również Huzinga był bliski takiemu pojmowaniu rzeczy, kiedj nad brzeg zobaczyć, czy jest jeszcze w Jeziorze woda. Bo skąd
w swym sławnym dziele, dostrzegł świętych, wprawdzie tylko jej się wzięło tyle dookoła i wysoko ponad mną. Dochodzę do
dwóch, a wśród tych dwóch św. Franciszka z A s y ż u . . .
brzegu i widzę - tam gdzie była jeszcze wczoraj woda - zwały
muszli, same muszle. Jednak coś zamajaczyło. W porządku, tam
Przy końcu omawianej tu rozmowy radiowej, zabrał głos
dalej widać pomarszczoną krawędź wody. Jezioro jeszcze
słuchacz, który parę lat spędził w Kanadzie. Mówił o osob­
całkiem nie wyschło. Cisza. Wszystkie Aves, czyli ptaki, milczą.
liwych sposobach nie akceptowania nachalnych wizyt po
A przecież Jezioro całkiem nie wyschło. Również od strony wsi
domach wesołych przebrańców w wieczór Halloween. Otóż ab)
nie dochodzą żadne odgłosy. To zrozumiałe, jest niedziela.
przyjąć nieproszonych gości, przygotowuje się jakieś, tamtejsze
Mijają godziny, coraz jaśniej, coraz więcej widać wody.
szczodraki, ciasteczka. Zamiast jednak rodzynków są w nich.,
Otwiera się nad nią przestwór nieba, ale nie dzieli go od wody
pinezki.
linia horyzontu; las, domy, kościół w Duninowie, codziennie
Wkrótce po tej radiowej próbie oswojenia się z czekającym
widoczne. Tam, gdzie powinien być horyzont, białawo błękit­
nas, polskim Halloween, telewizja wznowiła głośny film Ton)
nawa łagodna całość, odległa, nieskończona jak ów niebiański
Richardsona The Hotel New Hampshire. W filmie tym możni
przestwór. Odrealniony, nie całkiem mając pewność, że jestem,
obejrzyć scenki z Halloween w Nowej Szkocji (Kanada). Jak
zawracam znad brzegu, staję na wzgórku przed tą chatąu nas w okolicach Mławy albo Płocka, w czasie adwentu lub
Muzeum i spoglądam w dół, wciąż w stronę sprawcy tego
zapustów, kanadyjscy psotnicy przyspasabiają się do Hallowe­
zamętu, wód Jeziora, żywiołu wciąż zaskakującego...
en, robiąc strachy z wydrążonych dyń podświetlanych świecz­
I nagle - kiedy blisko południa, poprzez mgły przebiły się
kami. Różnica jedynie taka, że oni drążą dynie rozumnie od
góry. I dzięki temu jest na czym ustawić świeczkę w dyni- promienie słońca, i się zazłociło, i się zaróżowiło, słysząc bicie
Natomiast nasi, uparcie drążą dynie od dołu i na koniec maja dzwonów na Anioł Pański w kościele duninowskim - zobaczy­
kłopot z zamocowaniem świeczki. Ale owe strachy z dyń, to łem je... Zaczęłem je od razu liczyć. O rany, jest ich pięćdziesiąt,
idealnych między sobą odstępach, mniejszych niż metr, nie
tylko niewinna zapowiedź prawdziwej grozy. Richardson
odważył się ukazać, uświęcony przez Halloween obyczaj, płyną, siedzą łukowatym rzędem na wodzie, tuż tuż przy brzegu.
stawania się z wyrostka mężczyzną. Gromada uczniów gwałci Łabędzie! Widywałem je wcześniej nad Jeziorem, kiedy ciężko
w lesie swą koleżankę. Poczekajmy do najbliższego ŚwieU sapiąc leciały na swe łabędzisko, żerowisko na Skrwie w poblis­
Zmarłych, może - tym razem - Radio dla Ciebie, lub Radio Z, kim Cierszewiu. Raz ich było 18, innym razem tylko 13.
dzisiaj, jest ich tu 50. Jest ich tak wiele, ale żaden z tych
zarysuje perspektywę wesołego Halloween, jako jedni życia
i śmierci, wszak miłość, to śmierć. A pojęcie zabawy i świętoło Ptaków nie wygląda tak samo. Jeden wyciąga prosto szyję do
8°ry, a obok niego drugi ma szyję skręconą do dołu i dziobem
zawsze
są ze sobą związane. M o ż e jednak nie zawsze?
gmera w wodzie dookoła siebie. Trzeci, wygiął szyję za siebie
glebie dziobem w piórach, aż do kupra, pod łapę, którą tam
obie położył. Co drugi lub trzeci w taki właśnie charakterysyczny dla łabędzi sposób siedzi na wodzie, tylko j e d n ą łapę
Zbliżamy się do końca tego szkicu i wypada sięgnąć d°
I
J mając. Co za przepiękny widok. Widzą mnie te
jakiejś konkluzji. Ta, która się naprasza, nie jest niestety
^ edziska i nic nie zamierzają. Jedne z tych łabędzi tkwią
pogodna. Nic nie wiadomo, co nas jutro w wymiarze zachowali
zupełnym bezruchu, a inne coś czynią skrzętnie, to w swych
zbiorowych spotka. Całkiem jest prawdopodobne, że nasion*
bt u - '
° d z i e . Nadal łączy się ona z niebem w jedną,
mitotwórcze zza oceanu przemodelują naszą wyobraźnię i oby
itnawą całość. Rozdzielenie tych odrębnych światów naczajowość w takim wymiarze, iż zapomnimy o sensie Wszy*
y Pewne za czas jakiś. M o ż e pod wieczór? Na razie więź tę
kich Świętych i relacjach między niektórymi z nich a żywioł";
^ j Z y m u j ą również ptaki. Ich białe pierze promienieje złotom i ; od czasów starożytnych, zawsze czteroma, rudymentarnУ
mi i różowościami przenikającymi z nieba.
składnikami natury - ogniem, wodą, ziemią oraz wiatrem21

28

29

w

A

1

n i e

t 0

-

?

2a

I1l,1

w

w

Nadszedł wieczór. Łabędzie odpłynęły na drugi, duninowski
brzeg. Dołączyły do swych braci i sióstr. Jak paciorki z pereł
- naszyjnika, siedzą na wodzie w równych odstępach. Dobra
widoczność pozwala policzyć ptaki. Jest ich tam pewnie
z dwieście. Ponad nimi, lekceważące wszystko, krążą wrzask­
liwe mewy.
Wart dawnej Wisły skierował pod duninowski brzeg zasoby
wszelkiego pożywienia, spływające z naszych miast wciąż bez
oczyszczalni ścieków. Tu na środkowej części Jeziora wytraciły
swą prędkość, tworząc niewyczerpaną spiżarnię. Biała piana,
stwardniała jak w... ciasteczkach zwanych bezami, okalająca
łachy muszli, żwiru i piasku, może się kojarzyć z oddali
z lagunami raf koralowych, tych miejsc na świecie do których
już nigdy nie wrócę.
Już dawno zaszło słońce, pociemniało. Spuszczam łódkę na
wodę i płynę na środek Jeziora. Przestaję wiosłować i kładę się
na dnie tej łajby brzuchem do góry. Z pozycji tej, mogę
zobaczyć to, czego wcześniej w najlepszych nawet filmach
ornitologicznych nie widziałem. Oto na tle bezmiaru nieba,
stosunkowo blisko, zaledwie kilkadziesiąt metrów, podziwiam
lot czapli siwej (Ardea cinerea L). Lecą pojedynczo, albo
nielicznymi grupami, to 3, to 5, to paręnaście. Jak one pięknie
wyglądają. Ich długie szyje nie są w locie - jak u wielu innych
wielkich ptaszorów - wyciągnięte z potężnym dziobem do
przodu, lecz osobliwie do tyłu podkurczone. W i d z ą mnie te
ptaszyska i lekceważą z całą bezwzględnością. Ich kraknięcia,
niczym głośne odkaszlnięcia, odbieram niczym splunięcie na
widok niegodziwca. Jakże inaczej te przepiękne ptaki będą się
zachowywały za dnia na widok człowieka...
Po pracowitym dniu wracają do swych czaplińców. W po­
bliżu Murzynowa znajdują się dwa. Największy, na Kępie
Biskupickiej. Zaanektowały j ą nie kiedyś dawno temu, lecz
przed niewielu laty, w czasie stanu wojennego w kraju!
Wówczas dopełnił się bezmiar naszych nieczystości w Jeziorze
i pierwsze klęski żywiołowe; śniecie wielkich ławic ryb. Stało
się to w miejscu, gdzie jeszcze przed kilkudziesięciu laty
płynęła woda, którą pito i nie wszyscy wieśniacy w swych
obejściach musieli mieć studnie. Niebywała kolekcja w Muze­
um Murzynowa nosiłek do wody - szundów oraz żelaznych
kolców - szkrabaów, wiązanych pod buty, aby o każdej porze
roku można było korzystać z rzeki, tak, z NASZEJ N I E ­
GDYSIEJSZEJ U K O C H A N E J , OPIEWANEJ PRZEZ POE­
T Ó W W I S E Ł K I , poświadcza niezbicie ten niewyobrażalny dziś
dla nas fakt.
Nastał kolejny dzień. Jeszcze zaspany, wychodzę na brzeg.
Czaple natychmiast oderwały się od swych stanowisk. Nawet te,
które w swoim buddyjskim spokoju trwały gdzieś na podwod­
nych karpach, oddalonych na blisko... kilometr. Dlaczego?
Odpowiedź jest chyba najprostsza. Nasi chwaccy myśliwi
strzelają do nich... dla wprawy. Udaje się to i m tylko w stosunku
do młodych! To są szkodniki. Zjadają ryby, argumentował mi
jeden ze światlejszych łowców, selekcjonerów, elektronik
z zawodu. Boże ty mój na wysokościach oświeć naszych
barbarzyńców, dzikusów. Tych szalonych Indian. Oto nasi
dawniejsi i dzisiejsi Indianie. Listę sporządziłem dzięki łas­
kawości, nieocenionego znawcy przedmiotu, Lecha Mroza.
Zaznaczam, że chodziło będzie wyłącznie o ... pióra ptasie
- symbole kulturowe! A nie o zwykłe żarcie. Mięsa orła, sokoła
oraz naszej zacnej czapli (...chodzi czapla po desce,
opowiedzieć
ci jeszcze?) nie jadano kiedykolwiek.
- S Z L A C H E T N O Ś Ć lubo tylko przynależność do szlachty,
czaple pióro przy jakimści nakryciu nobilitowanej łepetyny.
- W Y T W O R N O Ś Ć lub tylko pospolita damska elegancja,
kapelusiki z rajerami; puch czapli białej (niem. Reiher czapla).
- W A L E C Z N O Ś Ć , kapelusze górali podhalańskich, kapelu­
sze formacji wojskowej, Strzelców Podhalańskich, pióra orle,
sokole; dziś indycze, uzupełniane gęsim puchem.

97

�"1

- C H E Ł P L I W O Ś Ć , P R Ó Ż N O Ś Ć , ale również POSZANO­
W A N I E T R A D Y C J I ; P O L S K O Ś Ć N A O B C Z Y Ź N I E , krakus­
ka z piórem pawim. A w ogóle z powodu tego tylko pióra pisać
można by w nieskończoność. W oświeconej Europie jest
symbolem N I E S Z C Z Ę Ś C I A (wszystko z powodu trwałej pa­
mięci o losie Argusowych Oczu); w Chinach, A z j i , S Z C Z Ę Ś ­
CIA...
Pominę tu sójcze piórka i inne, łącznie z pióropuszami stroju
paradnego górniczego stanu.
Stroić się w piórka..., to powiedzenie, mówiące o próżności
ludzkiej nie towarzyszyło m i , kiedy zbierałem do Muzeum,
niczym myśliwskie trofea, wyliczam: porzucone w krzaki przez
naszych myśliwych skrzydła ubitych kaczek; pióra i całe
skrzydła pewnego bocianka (wychowywał się w gnieździe na
słupie telefonicznym, kiedy zaczął już latać, pomylił słupy,
usiadł na pobliskim, lecz innym); skrzydła sowy i łabędzia,
które się zatruły powietrzem skażonym wyziewami z płockiej
petrochemii; skrzydła młodej czapli zastrzelonej dla wprawy.
Trofea te moje zamocowałem u wejścia do Muzeum, a z naj­
większą czułością wyeksponowałem, resztki czapelki, zabitej
o zmierzchu na moich oczach.
To czym dla nas jest czapla, nie było tym samym dla innych.
Czapla w Egipcie niekiedy uważana za świętego
ptaka;
również ptak Benu (feniks) czasami przybiera postać czapli. Ze
względu na jego długi dziób spotykamy czaplę
niejednokrotnie
jako symbol zgłębiania
ukrytej
mądrości,
z dru­
giej zaś strony - ciekawości
(która wszędzie wtyka swój
długi dziób). W średniowieczu,
podobnie jak inne zwierzęta

niszczące węże, czapla była symbolem Chrystusa. Szara czapla,
ze względu na jej popielate upierzenie, uchodziła za symbol
pokuty.
Ponieważ wg Pliniusza czapla może płakać z bólu,
przeto symbolicznie łączono ją także z Chrystusem na Górze
Oliwnej.
W zasadzie mogłyby dane te wystarczyć dla wyobrażenia
sobie dzielącej nas (światłych) odległości od mrocznych wyob­
rażeń ludzi niecywilizowanych. Ale, spełniając ewentualne
zaciekawienie ptakiem, którego nasi myśliwi odstrzeliwują dla
wprawy, wprowadzę jeszcze i tę wiadomość.
Feniks u Egipcjan ptak święty (Benu lub Boinu), przed­
stawiany pierwotnie jako pliszka, później jako czapla
lub
złoty sokół z głową
czapli;
uchodził za ucieleśnienie
boga słońca (który przy powstawaniu świata miał osiąść щ
prawzgórzu), codziennego obiegu słońca i dorocznego wzbiera­
nia Nilu. To odniesienie do ciągłej
odnowy.
Grecy,
Rzymianie i w końcu chrześcijańscy
Ojcowie Kościoła (przede
wszystkim w związku z Fizjołogusem;
księgi przyrodoznawcze,
mające swój początek w piśmiennictwie
z Aleksandrii)
przenie­
śli na szeroko rozpowszechniony
symbol ptaka, który po
określonych odstępach czasu (co 500,1000 lub 1461 lat) sam się
spala i powstaje na nowo z popiołów.
W tym znaczeniu jest
symbolem Chrystusa, jak też ogólnie przezwyciężającego
śmierć
zmartwychwstania i
nieśmiertelności.
Cóż więc pozostaje? A no zamknąć księgę Świętych Pańs­
kich. Kończy j ą św. Zyta. I co? Okazuje się, że od dwunastego
roku życia była przez 42 lata (ok. 1230-1272) w Lucca
u zamożnej rodziny Fatinellich tylko służącą.
30

31

PRZYPISY

Por. Claude L e v i Strauss, Jan Jakub Rousseau, twórca nauk humanistycz­ " Por. K s . Wincenty Zaleski sdb, Święci na każdy dzień, wydanie uzupeł­
nych, przekład Leszek Kolankiewicz, „ T w ó r c z o ś ć " , R. X L , nr 6(463), 1984, s.
nione, Wydawnictwo Salezjańskie Warszawa 1995, s. 408-409
83-84
Por. Piotr Skarga, Żywoty Świętych, wybrał, opracował i w s t ę p e m opatrzył
Aleksander Bruckner, objaśnia tak to s ł o w o : 'rana, uderzenie, kara', z łac.
Marian Kozielski, wybór I, Wydawnictwo P S B &amp; Perfekt Kraków 1994, s. 171
płaca. I w e d ł u g t e g o ż , drugie znaczenie s ł o w a łacińskiego plaga, 'strefa,
Skrajne przejawy tego synkretyzmu m o g ł e m poznać w kurpiowskiej wsi
okolica'. Stąd franc.plage, czyli nasza 'plaża'. I kto by pomyślał, że mucharów
Brodowe Łąki. W miejscowym k o ś c i e l e pod wezwaniem Przemienienia
plaga na plaży s i ę - pod w z g l ę d e m s ł ó w pochodzenia - r ó w n o w a ż y . Słownik
Pańskiego przetrwał obrządek wotywny, w którym mistyczne przemienienie
etymologiczny języka polskiego, W P Warszawa 1970 s. 280
zostało przetworzone w z m i a n ę na lepsze... hodowanych zwierząt, wyłączając
tylko świnie. Por. Jacek Olędzki, Ofiara, zapis filmowy 1961, Archiwum
' Por. Świat zwierząt, praca zbiorowa, przekład ze s ł o w a c k i e g o Małgorzata
P a ń s t w o w e g o Muzeum Etnograficznego w Warszawie; tenże, Wota woskom
Cymerman, P W R L Warszawa 1983, s. 194
4
ze wsi Brodowe Łąki i Krzynowłoga Wielka, „Polska Sztuka Ludowa'', R. XIV
Por. Nowa księga przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich pod
1960, nr 1, s. 3-22
redakcją Juliana K r z y ż a n o w s k i e g o , P I W Warszawa 1970, t. I I , s. 770
1

2 0

2

21

5

1

7

8

Por. Wielka Encyklopedia Powszechna P W N , Warszawa 1964, t. 4, s. 465
Por. T a m ż e , t. 12, s. 717
Por. Maria Frankowska, Mitologia Azteków, W A i F Warszawa 1987, s. 206
Zanotowane przez panią dr Jadwigę Tomalkiewicz; serdecznie dziękuję.
* Por. Aleksander Bruckner, op. cit.

2 2

2 3

2 4

Por. K s . Wincenty Zaleski, Święci..., op. cit. s. 7 8 - 7 9
Por. T e n ż e , tamże, s. 79
Por. Cezaria Baudouin de Courtenay-Ehrenkreutz, Święta

Cecylia. (Przy

czynek do genezy apokryfów), „Lud", t. X X I : 1922, s. 104
2 5

Nasi duchowni autorzy najnowszych opracowań ż y w o t ó w świętydi
dostarczają niekiedy d o w o d ó w mylnego, czy też ograniczonego rozumienia
Sprzymierzonym: Danuta Martyn,
rodzimej tradycji kultu ś w i ę t y c h . W przypadku Św. Walentego - chcąc nie
Wiatry miejscowe i regionalne, nazewnictwo i charakterystyka, „Prace i Studia
chcąc - włączają się do niezbyt z b o ż n e g o dzieła, jakim jest w świecie,
Instytutu Geograficznego Uniwersytetu Warszawskiego", zeszyt 22, War­
a w dodatku masowe, rajfurzenie. Zapewne, panuje tu spore zamieszanie. S«&lt;l
szawa 1977, s. 244
" Por. Joseph Conrad, Zwierciadło morza, przekład Aniela Zagórska, P I W i modlitwy proponowane na ten dzień, zdają s i ę b y ć nieco dziwne: Wszechmoc
ny i miłosierny Boże, dzięki Twojej pomocy Św. Walenty zwycięsko opad Я
Warszawa 1963
C e g ł y nawet nie najprzedniejszej jakości (kopciatka, niedopałka), jakich torturom. Pomóż nam, którzy świętujemy jego triumf, zwyciężyć podstęp
działania naszych wrogów. Amen. Por. O . Hugo Hoever, Żywoty..., op. cit. s.
użyto przy budowie k o ś c i o ł a w Rokiciu, w wiekach X I I I i X I V stanowiły
Por. Johan Huizinga, Homo łudens. Zabawa jako źródło kultury, przeklą
materiał, skromnie m ó w i ą c luksusowy. Por. J. Olędzki, Znaki istnienia, „Polska
Maria Kurecka i Witold Wirpsza, Czytelnik Warszawa 1967, wydanie 1985,1
Sztuka L u d o w a " , R. X X X I X : 1985, nr 1-2, s. 3-21.
Sebastian Flizak, Notatki etnograficzne z okolic Mszany Dolnej, „ L u d " , t.200
1 0

O wietrze, który p o m i e s z a ł szyki

12

2 6

0

33: 1935, s. 24-25
14

Pod koniec lat siedemdziesiątych w Łapszach N i ż n y c h kolo Nowego
Targu, przebywając w tej wsi trzykrotnie, miałem okazję w i d z i e ć o s o b ę , której
przypisywano tę o s o b l i w ą rolę. M ę ż c z y z n a niepokaźnego wzrostu, mający
mniej niż pięćdziesiąt lat; błąkał się po wsi i rzucało się w oczy, ż e kryje w sobie
n i e s z c z ę ś c i e . Istotnie, w młodości stracił narzeczoną. Zginęła w tartaku
przecięta piłą.
" Joanna Tokarska-Bakir, Ponowoczesność okolic Przemyśla, Wystawa
w Pałacu Kazimierzowskim Uniwersytetu Warszawskiego. Materiały z K a l ­
warii Pacławskiej i okolic.
" Por. Jacek Hugo-Bader, Modliwa Gombodżawa, „Gazeta - Magazyn", nr
41 (137), październik 1995, s. 8
Wystawa, Ponowoczesność, Warszawa 1994.
" Por. O. Hugo Hoever, Żywoty świętych pańskich, Warmińskie Wydawnic­
two Diecezjalne Olsztyn 1989.
17

98

Por. Anna Zadrożyńska, Homo faher i homo ludens. Etnologiczny sz
0 pracy w kulturach tradycyjnej i współczesnej, P A N Warszawa 1983, s. l
2 7

1 nasi.
Por. Gabriel Marcel, Homo viator. Wstęp do metafizyki nadziei, przek
Piotr Lubicz, I W Pax Warszawa 1984; tenże, Być i mieć, przekład tegoż, tam*
Warszawa 1986
a

2 9

J . Huzinga, op. cit. s. 199-200 ( ś w . Franciszek z A s y ż u ) , s. 219 ( i *
Augustyn).
Por. Marianne Oesterreicher-Mollwo, Leksykon symboli, przekład Jera
Prokopiuk, Wydawnictwo R O K Warszawa 1992, s. 26
" Por. M. Oesterreicher-Mollwo, op. cit. s. 41^12
W cytowanym Leksykonie symboli jesl o c z y w i ś c i e hasło Ł a b ę d ź ; obszefl
i poruszające podobnie g ł ę b o k o jak hasło C z a p l a . Nie ma zaś o ptaku, ktfr!
pojawił się gromadnie po łabędziach i czaplach, panosząc się zawzięcie. I**
ptak, to kormoran...
3 0

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10911" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10889">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ccbec2036551964971a2cfde3b57dfcc.pdf</src>
        <authentication>1319be452959a3828cb459fe72acc888</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130121">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4501</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130122">
                <text>1974</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130123">
                <text>Afryka - sztuka</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130124">
                <text>malarstwo nieprofesjonalne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130125">
                <text>Afryka - malarstwo nieprofesjonalne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130126">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4186</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130127">
                <text>Malowidła współczesnej Afryki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1974 t.28 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130128">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1974 t.28 z.1 ; s.3-28</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130129">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130130">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130131">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130132">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130133">
                <text>Я

If?

«Г*

INTERNATIONAL.

4»

ш\

•iRBEH STÜDIO.

I I . 1. Salon fryzjerski. Zaria (Nigeria).

Jacek

Olędzki

MALOWIDŁA WSPÓŁCZESNEJ AFRYKI
Chciałbym p r z e d s t a w i ć garść w r a ż a ń zgromadzo nych
w czasie p o d r ó ż y do 13 krajów a f r y k a ń s k i c h .
Był to m ó j pierwszy k o n t a k t z wielkim kontynentem.
300-dniowa lekcja, najczęściej pod g o ł y m niebem (ani
jednego noclegu w hotelu), zdecydowanie o charakterze
biwakowym. Sprzyjało to k o n t a k t o m z przedmiotem po­
szukiwań, ale t e ż ograniczało szanse dociekliwszego po­
znania wciąż nowych z a g a d n i e ń , jakie w y ł a n i a ł y się za k a ż d ą
setką przebytych k i l o m e t r ó w . Cała zaś trasa liczyła ich
blisko 30 000'.
Czego p o s z u k i w a ł e m ? W zasadzie z a r ó w n o t y t u ł ,
jak i zamieszczone t u zdjęcia, o d p o w i a d a j ą na to pytanie.
Chciałbym jednak odpowiedzieć na nie ściślej. Przedtem
konieczna jest k r ó t k a informacja.
W literaturze poświęconej sztuce plemiennej Afryki
malarstwo na tle innych rodzajów twórczości artystycznej
przede wszystkim rzeźbiarskiej, nie m ó w i ą c j u ż o muzycz
nej i tanecznej, przedstawia się zdecydowanie najskromniej
Pomijam t u r y t y i prehistoryczne malarstwo naskalne
które stanowi o d r ę b n y rozdział w dziejach sztuki a f r y k a ń
skiej. Czy jest to jednak obraz prawdziwy? F a k t e m jest
że w plastycznej twórczości plemiennej, jaka rozwijała się
na obszarach A f r y k i do ostatnich dziesiątków lat X I X w
dominowała zdecydowanie rzeźba. Jest ona bez w ą t p i e n i a
dla tego k o n t y n e n t u zjawiskiem niesłychanie charaktery
stycznym. Przypomina to nieraz sytuacje znane z Europy
szczególnie z Polski, L i t w y lub Słowacji, kiedy stwierdzamy
w jakiejś grupie terytorialnej n i e z w y k ł y wprost rozwój

r z e ź b i a r s t w a (np. figuralnej rzeźby religijnej) przy swoistych
niedostatkach wypowiedzi malarskiej, występującej w tak
skromnych rozmiarach, j a k malatury garncarzy i stolarzy
lub pisankarstwo. Ale w opracowaniach sztuki A f r y k i
podobne niesamoistne formy wypowiedzi malarskiej są
z reguły pomijane. Gdyby zaś je uwzględnić, okazałoby się,
że malarstwo wcale nie jest nieobecne w tej sztuce.
Zresztą doskonale znane są fakty wspaniałego rozkwitu
sztuki malarskiej w Sudanie i E t i o p i i . To prawda, że jest
to sztuka innej zasadniczo tradycji kulturowej, bo nawią­
zującej do bardzo wczesnego chrystianizmu i t y c h syste­
mowych u k ł a d ó w kulturowych, k t ó r e bliższe są feudalnym
u k ł a d o m europejskim i bliskoazjatyckim aniżeli afrykań­
skim. Zdecydowanie jednak afrykański rodowód ma t a
sztuka, a w niej również malarstwo, k t ó r e rozwijało się
w okresie od X V I do X I X w . na obszarze „ f e u d a l n y c h "
p a ń s t w i miast w zachodniej Afryce (Nigeria, Mali i in.).
Chodzi t u przede wszystkim o malatury ścienne pałaców
i d o m ó w . Jest to j e d n a k ż e — j a k powiedzieliśmy — sztuka
„ f e u d a l n a " , dodajmy jeszcze — miejska. Nie m o ż n a też
jej wywodzić od społeczności plemiennych — pasterzy, rol­
n i k ó w (kopieniaczy) czy t e ż l u d ó w zbieracko-łowieckich.
W r ó ć m y więc do postawionego na wstępie pytania.
Czy tradycyjne społeczeństwa plemienne A f r y k i legity­
m u j ą się w zakresie sztuk plastycznych dokonaniami
kompletnymi, w k t ó r y c h harmonijnie związane są działania
podstawowe — rzeźbiarskie, malarskie i t z w . rzemiosło
artystyczne — czy też t a k nie jest. Jeśli nie, to czy w naj­
nowszych czasach obserwujemy trwanie przy dawnym

3

�modelu czy „odejście" od niego. Jeśli mamy do czynienia
z „odejściem", to czy m o ż n a je u z n a ć za przejaw swoistej
kompensaty, względnie czegoś zasadniczo innego, przez co
i w jakiej mierze uwarunkowanego.
Tak w zarysach s t a r a ł b y m się określić cel poszukiwań
i zarazem p o w ó d przedstawienia zgromadzonych materia­
łów w piśmie z a j m u j ą c y m się s z t u k ą l u d o w ą Polski.
Twórczość środowisk wiejskich, dawnych plemiennych
i środowisk o charakterze plebejskim lub proletariackim
współczesnych ośrodków miejskich — rozróżnienia te nie
zawsze rysują się wyraziście, ale p r z y j m i j m y je na razie.
Zacznę od przedstawienia przejawów działań malarskich
z j a k i m i s p o t k a ć się m o ż n a najczęściej w miastach.
Szyldy.
Malowidła o t y m przeznaczeniu należą do nader cha­
rakterystycznych w wielu krajach afrykańskich. Szczególnio
szyldy fryzjerskie — wzorniki strzyżenia i zaplatania wło­
sów uznać należy za charakterystyczne dla A f r y k i ; w tak
rozwiniętej postaci nie znane są bowiem nigdzie indziej
na świecie. Szyldy te związane są ściśle z obszarami A f r y k i
zwanej czarną. Pojawiają się sporadycznie w Nigrze i K e n i i ,
a w y s t ę p u j ą w ogromnym nasileniu na c a ł y m bodaj ob­
szarze Nigerii. Z d a r z a j ą się również w Kamerunie, Zairze
i Republice Środkowoafrykańskiej.
Nigeria to jeden z najbardziej zaawansowanych w roz­
woju społeczno-gospodarczym krajów A f r y k i . K r a j wybitnie
m u r z y ń s k i o najciekawszej historycznie przeszłości i zarazem
niezwykle burzliwie kształtującej się współczesności. W daw­
nych dzielnicach wielkich miast prastarych k u l t u r — Ife,
Benin, Bida, Oszogbo, Zaria, Kano żyją zasiedziałe, mnogie
zbiorowości. P r z e t r w a ł o t u wiele s k ł a d n i k ó w dawnego
obyczaju miejskiego, a jednocześnie n a w a r s t w i ł y się żywio­
łowo w stopniu n a j w y ż s z y m współczesne formy z a c h o w a ń
i sposoby życia. Jest to m e l a n ż wartości z j a k i m s p o t k a ć się

m o ż n a t y l k o w n i e k t ó r y c h najludniejszych miastach-portach Dalekiego Wschodu.
W zgiełku, w n i e b y w a ł y m zagęszczeniu t ł u m u , j a k i
w y p e ł n i a wąskie uliczki starego K a n o , Zari, B i d y , naj­
u b o ż s z y c h dzielnic t y c h i innych miast nigeryjskich, agre­
sywne barwy — czerwieni, zieleni, żółci (tła szyldów) —
a t a k u j ą szczególnie skutecznie. Poprzez zwielokrotnienie
i n i e p o w t a r z a l n o ś ć w p r o w a d z a j ą oczekiwany ład. Sens
zaś zawarty w wizerunkach szyldowych stwarza optymi­
s t y c z n ą wizję człowieka zindywidualizowanego w t ł u m i e .
Podobne odczucia t o w a r z y s z y ć m u s z ą klientom tamtejszych
salonów fryzjerskich, salonów „ m i ę d z y n a r o d o w y c h " (jak
w s k a z u j ą napisy), w k t ó r y c h odnaleźć m o ż n a co najmniej
kilkanaście propozycji przemiany czy zamanifestowania
swego ja. I t a k i też chyba z a m y s ł towarzyszy samym
fryzjerom, skoro d o k o n u j ą szczególnych s t a r a ń reklamo­
wych, nie zrażając się k o n k u r e n c j ą . B y w a , że salony fryzjer­
skie prawie sąsiadują ze sobą. W K a n o na jednej t y l k o
uliczce naliczyłem ich kilkadziesiąt.
„ W y b i e r z swój s t y l " , „ w y b i e r z j e d n ą " (z fryzur),
„wejdź t u " , i t d . Napisy te to ś w i a d e c t w o , że golarze m a j ą
świadomość swego p o s ł a n n i c t w a . W y r a ż a j ą go też w takich
oto propozycjach „ s t y l u " : s t y l „ C l a y " (od sławnego bok­
sera a m e r y k a ń s k i e g o ) , policyjny (również a m e r y k a ń s k i ) ,
federalny, „ S a p h i m o " (od Armstronga), „ K e n n e d y " , , , E l v i s "
(od Presleya), l o n d y ń s k i , młodego Amecalo, James Brown,
artystyczny, wodzowski, „ O l y d e " , „ B a y " , marynarski,
„ S l a n t i n " , Low, beatlesowski, „ A f r o " , „ S a h a r a " , „ S a l o m e y " .
Są to t y l k o najczęściej spotykane style, d o c h o d z ą bowiem
do nich style kombinowane, np. p e ł n y beatlesowski czy
saharyjsko-beatlesowski ( i l . 1—8, 12).
N a dawniejszych szyldach, p o c h o d z ą c y c h prawdopo­
dobnie sprzed 10—20 lat, wzorce b y w a j ą uboższe. Na
j e d n y m z nich wymalowano 8 propozycji, w t y m : styl

�ITERNATIONAt'
27

У О Ш А -Sr. ' / . X A K t A - ,y,
t

3

�federalny, „ G h a n a " , „ S a h a r a " , ,,Canada" i „ A b a m s o s "
(il. 6).
Wszystkie te wzorniki fryzur męskich pochodzą t y l k o
z Nigerii. W innych krajach, w m i a r ę tego j a k maleje
p o p u l a r n o ś ć samych szyldów, zmniejsza się również liczba
proponowanych sposobów strzyżenia. W K e n i i zanoto­
w a ł e m takie na p r z y k ł a d nazwy s t y l ó w : „angielski", „ a m e ­
r y k a ń s k i " , „ a f r y k a ń s k i " , „ M c h i n t o " , „ K o m e r e r a " i „Teen-age" (młodociany).
W większości t y c h szyldów lansowany jest styl tzw.
mocnego m ę ż c z y z n y (bokserski, marynarski, policyjny,
wodzowski), lub czegoś zbliżonego do naszego niegdysiej­
szego bikiniarza czy rosyjskiego stilagi (style: federalny,
„ G h a n a " , ,,Canada" — k a ż d y z plerezą). Dołączają się
do tego wzorce nawiązujące do sposobu czesania się sław­
nych śpiewaków (Armstrong, Presley i in.), mężów stanu,
j a k Kennedy, a t a k ż e ogólnokulturowe — saharyjski, ame­
r y k a ń s k i , a f r y k a ń s k i czy angielski. W najnowszych szyldach
pojawiają się wizerunki bez nazwy, ale j a k ż e charaktery­
styczne— twarze w okularach „ d o b r z e u ł o ż o n y c h " m ł o ­
dzieńców, k r ó t k i e włosy, uczesanie bez ż a d n y c h „ e k s t r a ­
wagancji" ( i l . 1, 5).
Nazwy poszczególnych fryzur, względnie ich numeracja
p o r z ą d k o w a na szyldzie-wzorniku ( i l . 1—6, 12) przy jedna­
kowej cenie k a ż d e g o wzoru ( i l . 7) g w a r a n t u j ą swobodne
porozumienie się m i ę d z y klientem i fryzjerem. Szyldy te
są rozwinięciem swoistego savoir-vivre'u wszelkich salonów
fryzjerskich. W przeciwieństwie jednak do w z o r n i k ó w - f o t o grafii, k t ó r e w innych salonach w większej mierze służą
celom dekoracyjnym niż p r a k t y c z n y m , a f r y k a ń s k i e ma­
l u n k i m a j ą przede wszystkim znaczenie „ u ż y t k o w e " ,
służą porozumieniu m i ę d z y „fryzjerem ekspertem", „fryzje­
rem m i ę d z y n a r o d o w y m " a klientem.

Oprócz fryzjerów d y s p o n u j ą c y c h salonami prosperują
w wielu krajach a f r y k a ń s k i c h , w miastach i wsiach —
golarze, k t ó r z y d o k o n u j ą najprostszej operacji zgolenia
włosów do gołej s k ó r y . Przy czym zarówno klient, jak i
golarz, siedzą na ziemi. Ten t r a d y c y j n y sposób golenia
głowy do gołej s k ó r y lub z pozostawieniem bardzo krótkich
włosów nazywany jest często saharyjskim, bo w rejonie
bezwodnym i s t a ł y c h burz piaskowych utrzymuje się on
najtrwalej, m a j ą c przede wszystkim uzasadnienie prak­
tyczne. A zatem, jeśli w salonach fryzjerskich uwzględniane
jest tego rodzaju saharyjskie strzyżenie, to jest ono zarazem
j e d y n y m u s t ę p s t w e m na rzecz t r a d y c j i . Afrykańscy fryz­
jerzy, j a k wszyscy reprezentanci tego zawodu na świecie,
włączeni są w wielkie dzieło propagowania m ó d światowych.
Dodajmy jeszcze, że to salonowe fryzjerstwo obejmuje
w Afryce s w ą działalnością głównie mężczyzn. Sporadycznie
t y l k o (oczywiście nie w k a ż d y m k r a j u i nie w każdj^m
mieście t a k samo) w salonach czesze się kobiety. Lanso­
wane są przy t y m również t y l k o fryzury współczesne,
nawet jeśli b y ł y niegdyś pierwotnymi. W s p o m n ę t u o „afro",
tak popularnej fryzurze w ś r ó d pewnych grup Murzynów
a m e r y k a ń s k i c h , a t a k ż e w ś r ó d E t i o p c z y k ó w obojga płci.
W k i l k u krajach czarnej A f r y k i jest to aktualny szlagier
elegancji damskiej. W Tanzanii afro noszone jest nagminnie
przez p r o s t y t u t k i . Natomiast ogół m ł o d y c h i w średnim
wieku kobiet a f r y k a ń s k i c h r ó ż n y c h środowisk i warstw
społecznych, a t a k ż e całkiem m a ł e dziewczynki, kultywują
fryzury tradycyjne. Pewne wzory (np. oplatanie nitkami
k ę p e k włosów, t a k aby p o w s t a ł y z nich sztywne „pręciki",
n a s t ę p n i e splatanie włosów w niezliczoną ilość drobnych
w a r k o c z y k ó w , t r z y m a j ą c y c h się blisko głowy (il. 11) wy­
s t ę p u j ą na c a ł y m obszarze A f r y k i , niezależnie od granic
p a ń s t w o w y c h i różnic etnicznych, z k t ó r y m i b y ł y pierwotnie
I

6

�6—8. Szyldy fryzjerskie: Zaria (Nigeria), Babadju (Bamileke, Kamerun), Enugu (Nigeria).

�П. 9. Zakład fryzjerski. Bamenda (Kamerun). I I . 10. Salon fryzjerski, N a n j u k i (Kenia).

ściśle związane. To tradycyjne fryzowanie kobiet nie wy­
maga salonu, odbywa się przed domem. Cały „ w a r s z t a t "
fryzjerski stanowi niski stołeczek dla k l i e n t k i , spora ilość
nici oraz drewniany solidny grzebień „ p i o n o w o - w z d ł u ż n y "
(w odróżnieniu od naszego, k t ó r y jest ,,poziomo-poprzeczny").
W p o r ó w n a n i u do tej damskiej obyczajowości, tak
silnie powiązanej z t r a d y c j ą a f r y k a ń s k ą , jeszcze dobitniej
rysuje się rola męskich salonów. Jest ona t y m bardziej
doniosła, że w salonach t y c h dokonywane s ą nie t y l k o
zabiegi toaletowe. Otóż często zdarza się, że obok s z y l d ó w wzorników w y g l ą d u głowy zawieszane są na ścianach pla­
katy, odezwy, sentencje, mapy, w y c i n k i gazetowe i t p . ,
propagujące aktualne treści społeczno-polityczne w Afryce
czy nawet na świecie ( i l . 10). W takich otoczeniach zabiegi
fryzjerskie n a b i e r a j ą bez żadnej przesady znaczenia ideo­
wego. S t ą d t e ż fryzjerskie szyldy afrykańskie m o ż n a b y
u z n a ć za przejaw czy symbol sztuki ideowej, „głęboko
z a a n g a ż o w a n e j " — przynajmniej w procesy cywilizacyjne
obejmujące Afrykę.
Naiwna formuła wyrazu plastycznego, zdecydowanie
amatorski (lecz nie niezarobkowy) charakter t y c h malo­
wideł, przy szczegółowym ukazywaniu cech określonych
„ m o d e l i " , pozwalają mówić o szczerości i swoistej żarliwości
środowiska t y c h afrykańskich malarzy i odbiorców ich dzieł.
W n i e k t ó r y c h malowidłach artysta uzupełnił wzorniki
w y o b r a ż e n i e m fryzjera przy pracy ( i l . 6, 8). W y o b r a ż e n i a te
nie pozostawiają j u ż ż a d n y c h wątpliwości, j a k bardzo
bezpośredni i śmiały jest sposób widzenia t y c h a r t y s t ó w .
N i e k t ó r z y podpisali swoje dzieła nazwiskiem. Czasem t e ż
uzupełnili oni nazwisko d o d a t k o w ą i n f o r m a c j ą : „ B y super­
man artis co boy B . Kasuwa Zaria c i t y " albo „ R a i n B o w
Arts N o K o g u i R. D . E n u g u " .
W a r t o jeszcze powiedzieć, że twarze na szyldach nie
są malowane na ciemno, t a k aby p o z o s t a w a ł y w zgodzie
z rzeczywistym w y g l ą d e m osób do jakich się odnoszą.

Twarze te s ą białe, żółtawe, różowawe i czasami tylko
„ s z a r e " , czyli odpowiadające m u r z y ń s k o ś c i . Nie zawsze też
ukazywane są rysy negroidalne, często zaś są wyraźnie
upodabniane do rysów „ludzi b i a ł y c h " . Malowanie twarzy
na biało, żółtawo czy różowawo wiąże się niewątpliwie
z t r u d n o ś c i a m i technicznymi, jakie m u s z ą n a w i e d z a ć nie­
wprawnego a r t y s t ę , kiedy pragnie wyraziście i szczegółowo
w y o d r ę b n i ć na malowidle ciemny zarost i włosy od nie­
mniej ciemnego lica. Ale jest t e ż inna zasadniczo przyczyna,
że twarze te nie są ciemne. Podobnie bowiem j a k biali
u siebie w Europie (lecz nie w Afryce) zabiegają, aby mieć
twarze opalone i to j a k najciemniej, t a k Afrykańczycy
zdani na niezmienność barwy twarzy rozjaśniają je „umow­
nie", d o k o n u j ą c swoistej falsyfikacji swych wizerunków.
D ą ż e n i e to najsilniej uwidacznia się w życzeniach klienteli
afrykańskiej, odwiedzającej z a k ł a d y fotograficzne; sprawa
„ ł a d n o ś c i " dotyczy najczęściej nie wyrazu oczu czy
zmarszczek, lecz jasności ciała. Wydaje się więc, że biała
twarz i nieafrykańskie rysy w i z e r u n k ó w szyldowych, tak
j a k a m e r y k a ń s k i czy europejski styl czesania, jest prze­
jawem dążenia o szerszych aspiracjach, aniżeli t y l k o este­
tyczne, bo odnoszącego się do idei więzi czy utożsamienia się
z cywilizowaną ludzkością na świecie.
P r z e j d ź m y do drugiej grupy malowideł, z jakimi
spotykamy się w pewnych krajach afrykańskich, a które
wiązać m o ż e m y z działalnością a r t y s t ó w miejskich. Mam t u
na myśli m a l o w i d ł a oraz napisy spotykane na środkach
lokomocji, głównie ciężarówkach swoiście przystosowanych
do transportu znacznej liczby osób. Przyozdabianie takich
p o j a z d ó w w różne w y o b r a ż e n i a , głównie zwierząt i ludzi,
oraz zaopatrywanie w specjalne napisy-nazwy, a także
sentencje spotyka się podobnie j a k malarstwo szyldowe
w n a j w i ę k s z y m nasileniu na obszarach Nigerii. Łączy się
ono z żywiołowym rozwojem prywatnej inicjatywy w orga­
nizowaniu masowych ś r o d k ó w transportu i komunikacji.
W Tanzanii i E t i o p i i , gdzie ś r o d k i te zostały upaństwo-

����wionę, gdzie k u r s u j ą regularnie autobusy, nie spotykamy się
oczywiście ze spontanicznymi formami przyozdabiania aut.
Podobnie rzecz się przedstawia t a m gdzie środki transportu
i komunikacji — j a k np. w K e n i i — s t a n o w i ą własność
wielkich przedsiębiorstw przewozowych. Ale już w Sudanie,
w k t ó r y m tak j a k w Nigerii, prosperują liczni drobni trans­
portowcy, obserwujemy podobne zjawisko.
Malunki i napisy p r z y o z d a b i a j ą c e c i ę ż a r ó w k i - a u t o b u s y ,
furgonetki i mikrobusy na szlakach nigeryjskich m a j ą
dosyć jednoznaczny sens. Służą przede wszystkim w y o d r ę b ­
nieniu określonego pojazdu i jego właścicieła-przedsiębiorcy
spośród licznej rzeszy jemu podobnych. Tak j a k nazwy:
„ B ł ę k i t n a s t r z a ł a " , „ O r i e n t - e x p r e s s " czy nasze — „ K r a k u s " ,
„ B e r o l i n a " i „ N e p t u n " na pociągach, tak w Nigerii na
samochodach — „ S u p e r - m a n " , „ D e m o o n service" lub
„Apollo 1 1 " w y r a ż a j ą t ę s a m ą p o t r z e b ę oznakowania.
Ale potrzeba ta w wydaniu nigeryjskim jest niewątpliwie
pełniejsza. T y m bardziej że w y m y ś l o n y m przez właścicieli
nazwom pojazdów t o w a r z y s z ą często różnego rodzaju
napisy-sentencje, k t ó r e łącznio z malunkami w y r a ż a j ą
swoistą filozofię życiową (il. 14, 15). Dzięki mobilności
przedmiotu, na k t ó r y m umieszczono napisy i malowidła,
ta filozofia głoszona jest z d u ż ą skutecznością i ma nie­
wątpliwie służyć tonowaniu czy zapobieganiu niezadowo­
lenia pasażerów. B y w a bowiem, że przewozi się ludzi w t y c h
pojazdach niczym śledzie w beczkach. I wówczas jak hasło
na jednym z szyldów fryzjerskich — „ T y l k o Pan Bóg się
nie m y l i " , tak napis na ciężarówce-autobusie stwierdzający,
że „ L u d z i e rosyjscy nigdy się nie ś p i e s z ą " służyć ma jako
argument na rzecz przewoźnika. Przypatrzmy się zresztą
i n n y m jeszcze nazwom i napisom:
KTO W I E
Ż Y J I P O Z W Ó L ŻYĆ
N I E MA NIC STAŁEGO
P R Z E T R W A J I N I G D Y SIE N I E B Ó J
BEZPIECZNA JAZDA
NADZIEJA I ODWAGA
BÓG ZNA SWOICH L U D Z I
N I K T PONAD BOGIEM
N I E M A K R Ó L A N A D BOGA
BÓG M N I E P R O W A D Z I
NIC PONAD BOGIEM
WIERZE BOGU
MOIM PANEM BÓG
BÓG N I E WYMYŚLIŁ ZEGARA
K R Ó L N I E JEST BOGIEM
Z JEGO Ł A S K I
Z BOGIEM
P S A L M 19
P S A L M 121
P S A L M 11
MIŁOSIERDZIE
D Z I E Ł O BOGA
K R Ó L PRZYSZŁOŚCI
ZABAWNY CHŁOPAK
PRZYSZŁOŚĆ
JEDNOŚĆ
ODWAGA
Napisy te wykonane są zazwyczaj z d u ż ą s t a r a n n o ś c i ą ,
wielkimi „ p l a s t y c z n y m i " literami, są żółte, ocieniowane
czerwienią, białe, ocieniowane czernią i t d . Nierzadko przy­
ozdabiają je k w i a t y . I co jest najważniejsze, wkompono­
wane są one w m a l u n k i w y o b r a ż a j ą c e słonie, l w y , pantery,
krokodyle, koguty, anioły, k r z y ż e , bukiety k w i a t ó w ,
uskrzydlonych ludzi, błyskawice, gwiazdy i liczne inne
tematy.
D u ż o prawdziwej radości przynosi oglądanie na spec­
jalnych parkingach w większych miastach nigeryjskich

12

18

lub k a m e r u ń s k i c h zgromadzonych t a m w d u ż y c h ilościach
t y c h p o t ę ż n y c h ciężarówek, z k t ó r y c h k a ż d a jest swoistą
w ę d r o w n ą galerią wizualnych d o z n a ń . A u t o r a m i napisów
i malowideł są zazwyczaj malarze miejscy, ci sami k t ó r z y
w y k o n u j ą szyldy fryzjerom i nie t y l k o fryzjerom.
Oto szyld: „ P r e m i e r a t a b a k i z Dolnego E n u g u " ( i l . 17).
Szyld jest dwustronnie malowany. N a pierwszej i drugiej
stronie powtarza się: „ I n o m a premier t a b a k i dolne Enugu.
Premier t a b a k i rozwiązuje wszystkie problemy. To wspo­
maga na u m y ś l e . To przynosi ulgę w smutkach. Zawsze
do uzyskania u ... (adres)". Ponadto z obydwu stron przed­
stawiony jest sam I n o m a przy pracy. W czymś, co przy­
pomina m a s z y n k ę do mięsa, miele t a b a k ę , po k t ó r ą usta­
w i l i się ludzie w kolejce. W scenie frontowej jest ich czterech
i kolejkę otwiera biały człowiek, na odwrocie zaś za czar­
n y m stoi biały i postaci jest więcej. Wreszcie całość uzupełnia
również z jednej i drugiej strony malunek przedstawiający
człowieka pod drzewem, z k t ó r e g o zwisa sznur. Przy ma­
lunkach znajduje się o b j a ś n i e n i e : „ P r z y k ł a d . Pewnego
dnia w m o i m mieście Opobo m i a ł e m k ł o p o t y z rodziną
i p o s t a n o w i ł e m powiesić się z tego powodu. K i e d y chciałem
się j u ż powiesić, p r z y p o m n i a ł e m sobie w pobliżu drzewa,
że w mojej torbie znajduje się tabaka. W t e d y pomyślałem
sobie, że nie jestem j e d y n y m , k t ó r y ma k ł o p o t y z rodziną.
W t e d y premier t a b a k i ocalił mnie od przedwczesnej śmierci".
Z drugiej strony opis tego zdarzenia jest nieco szczegółowszy
i samo zdarzenie rozpoczyna się od „ O n e night . . . " Szyld
ten n a m a l o w a ł R a i n Bow z Enugu.
R ó w n i e starannie wykonane szyldy, r e k l a m u j ą c e usługi
k r a w c ó w , szewców, stolarzy ozy fotografów spotyka się
w licznych miastach południowej i zachodniej Nigerii.

��Malowidło na śoianio baru. Busisi n . jeziorem W i k t o r i a (Tanzania). I I . 22. Malowidło w barze. M a i . Gdo K i a r i . Nasadżineli (Tanzania). I I . 23. Malarz Suly z Dawanau (Nigeria).

�23

Sporadycznie pojawiają się również w n i e k t ó r y c h miastach
Kamerunu, Zairu, K e n i i ( i l . 16). Ostatni z p r z y k ł a d ó w
dużych r o z m i a r ó w to m a l o w i d ł o na frontonie b u d y n k u
reklamujące fotografa. W miasteczku, z k t ó r e g o pochodzi
to malowidło, w podobny sposób reklamowane b y ł y usługi
krawca, szewca oraz rzeźnika. W Nigerii ci właśnie rze­
mieślnicy k o r z y s t a j ą w swych szyldach-reklamach z t y t u ł u
nie mistrza lub majstra, lecz doktora. D o k t o r szewc, kra­
wiec i t d . T y t u ł y doktora i premiera {prime minister) m o g ą
świadczyć o wysokiej pozycji społecznej t y c h rzemieślników
albo też o niezłym poczuciu humoru, zrozumieniu śmiesz­
ności wszelkiej poważnej t y t u l a t u r y . Prawdopodobnie w grę
wchodzi jedno i drugie.
Osobną w dużej mierze dziedziną w ś r ó d malowideł
rozwijających się w miastach są dekoracje b a r ó w . W Afryce,
w warunkach tropikalnych, są to instytucje o szczególnym
znaczeniu. Sprzedaje się w nich przede wszystkim w znacz­
nych ilościach napoje chłodzące. W m a ł y c h wsiach, całkiem
w buszu, z dala od w i ę k s z y c h ośrodków, m o ż n a zawsze
natrafić na dobrze zaopatrzony bar i o t r z y m a ć n a p ó j wy­
jęty z lodówki. B a r y te spełniają często rolę k l u b ó w , w k t ó ­
rych gromadzi się starszyzna i młodzież. Służą przejezdnym,
chętnie goszczą w nich biali (ale t y l k o przejezdni). Sprzedaż
piwa czyni nieraz z t y c h i n s t y t u c j i miejsca rozpusty, co
często znajduje wyraz w m a l o w i d ł a c h p o t ę p i a j ą c y c h zdecy­
dowanie pijacki obyczaj.
Temat antyalkoholowy rozwijany b y w a niekiedy
w rozbudowane sceny, sugestywnie u k a z u j ą c e zgubne
skutki picia. Stosowne obrazki p o k r y w a j ą wszystkie ściany
baru, t o w a r z y s z ą i m objaśnienia tekstowe. Jest to pozy­
tywny w y n i k u m o r a l n i a j ą c e j działalności misji, a t a k ż e

surowych obostrzeń, wprowadzanych przez n i e k t ó r e r z ą d y .
W Zairze i w Republice Środkowoafrykańskiej obowiązuje
zakaz picia piwa w biały dzień.
Gdzie indziej jednak ten sam temat ujmowany bywa
dyskretniej. W pojedynczych, nie z w i ą z a n y c h ze sobą
scenach ukazywana bywa szafarka, pijący i (niczym rezultat)
taniec. A b s t r a h u j ą c od tego czy podobne malowidła
w barach spełniają swą d y d a k t y c z n ą rolę, należy stwierdzić,
że p i j a ń s t w o nie jest p i ę t n e m A f r y k i . Jeśli się pojawia,
to w formie łagodnej i chyba częściej na wsi niż w mieście,
a jego rozsadnikiem jest nie tyle bar, co obyczaj pędzenia
przez wieśniaków wina palmowego i spożywanie go rytualnie
przy wszelkich o b r z ę d a c h i uroczystościach.
I n s t y t u c j a baru jest miejscem przekazywania wizual­
nego innych jeszcze treści. Landszaft u k a z u j ą c y p r z y r o d ę
a f r y k a ń s k ą , zawsze z palmami, często z d z i k i m i zwierzę­
t a m i w dżungli, lśniące w słońcu rozlewiska wielkich rzek,
po k t ó r y c h p ł y n ą pirogi — oto akcesoria baru, którego
właściciel chce u r a c z y ć przybyszy z dalekich stron. Bliższe
natomiast stałej klienteli są obrazy sławiące męskość,
j a k w malowidłach u k a z u j ą c y c h walczącego ze słoniem
lub lwem (il. 19), wreszcie piękne malowidło — mocują­
cego się z ciężarem ( i l . 20). Ten ostatni obraz nawiązuje
do szczególnie popularnej t e m a t y k i sportowej. W algier­
skich barach na Saharze mogłem podziwiać dowody t y c h
zainteresowań w d u ż y c h obrazach olejnych, sławiącycłi
sukcesy algierskiej reprezentacji piłkarskiej. Przedstawieni
na nich b y l i zawodnicy obu d r u ż y n . Jeden z obrazów
u k a z y w a ł w a l k ę ciemniejszoskórych Algierczyków z całkiem
białą d r u ż y n ą p i ł k a r s k ą .
W t y m samym barze w miejscowości I n Salah, obok

15

�11. 24, 25. Malowidło na ścianie budynku w Dawanau (Nigeria). Fragment i całość. Mai. Suly.

16

�I I . 26, 27. Malowidło na ścianie budynku w Dawanau (Nigeria). Fragment i całość. M a i . Suly.

17

�obrazów z p i ł k a r z a m i , znajdował się mniejszych r o z m i a r ó w
obrazek malowany przez tego samego a r t y s t ę . P r z e d s t a w i a ł
on wielbłąda i lwa. Lew rozparty na grzbiecie w i e l b ł ą d a
szarpał garb swojej ofierze.
Obrazek ten u z n a ć m o ż n a jako znamienny dla t e m a t y k i ,
k t ó r a przewija się w m a l o w i d ł a c h wielu b a r ó w położonych
przy s ł a w n y c h szlakach. W barach północnej Tanzanii
oraz K e n i i t e m a t y k a ta bywa d o m i n u j ą c a , a często nawet
wyłączna. Zwierzęta afrykańskie to przede wszystkim słoń
i lew, ale t a k ż e g r o ź n y niezwykle bawół, wąż i ptak, k t ó r y
nie lęka się węży ( i l . 22). Z d a r z a j ą się również w y o b r a ż e n i a
innych z w i e r z ą t : nosorożec, k r o k o d y l i najrzadziej żyrafa.
Dlatego chyba najrzadziej, że z zasady wszystkie te bary
m a j ą nisko położone stropy...
W y o b r a ż e n i a t y c h zwierząt ukazywane są nieraz
w wielkich malowidłach p o k r y w a j ą c y c h fronton b u d y n k u ,
a t a k ż e poszczególne ściany w sali lub salach baru. W y ­
czuwa się w t y m malarstwie swoisty resentyment dla afry­
kańskiej fauny. Pojawił się on zapewne w najnowszych
czasach i nie tyle jako coś samoistnego, lecz w y n i k a j ą c e g o
z innej potrzeby — przypodobania się licznym rzeszom
m y ś l i w y c h i t u r y s t ó w n a w i e d z a j ą c y c h p a r k i i rezerwaty,
jedyne miejsca, w k t ó r y c h te zwierzęta p r z e t r w a ł y . W po­
bliżu t y c h miejsc wszystkie bary przyozdabiane są z reguły
w y o b r a ż e n i a m i zwierząt. I c h stylistyka p o w t a r z a j ą c a się,
mało zindywidualizowana, bliska jest stereotypowej figuracji,
w której m o ż n a d o p a t r z y ć się pewnej roli ilustracji z książek
dla dzieci.
Niekiedy jednak pojawiają się prawdziwej urody
malunki, w k t ó r y c h podziwiać m o ż n a zarówno z n a k o m i t ą
formę, jak też p o w a ż n y stosunek malującego do popular­
nego tematu. I chyba bez przesady m o ż n a powiedzieć,
że w Afryce t y l k o w barach, przy t y c h skromnych malo­
widłach zrodzić się może, albo już się rodzi uszanowanie
pośród ludzi miejscowych dla jednego z ich największych
s k a r b ó w . Może też popularne w y o b r a ż e n i e ptaka, węża
i b a w o ł u uzyska pełniejszą s y m b o l i k ę . N a w i ą z y w a ć będzie
do f a k t u możliwej harmonii w ś r ó d zwierząt, bez „opie­
k u ń c z e j " roli m y ś l i w y c h .
Wymieniony p r z y k ł a d m a l o w i d ł a z Tanzanii i podobne
jemu z innych miejsc tego kraju, a t a k ż e z K e n i i nie zmie­
niają jednak ogólnego odczucia, że jest to malarstwo dosyć
stereotypowe, m a ł o zindywidualizowane, w nikłej mierze
związane z t r a d y c j ą . Pod t y m względem sławne m a l a t u r y
k a m e r u ń s k i e z k r a i n y Bamileke u r a s t a j ą do dzieł o pierwszo­
r z ę d n y m znaczeniu. Ukazywane w nich zwierzęta, chociażby
w scenach polowania, z a c h o w u j ą wiele ze swej legendarnej
czy mitycznej r o l i . A przy t y m swoista figuracja w niczym
nie przypomina współczesnej, ilustracyjno-fotograficznej.
To utrzymywanie się treści m i t y c z n y c h czy t y l k o
przypowieściowych o d k r y ć m o g ł e m jeszcze w niezwykle
bujnie rozwijającej się twórczości malarzy z wioski Msasani
pod Dar es Salaam. Obrazy z Msasani m a j ą wspólne cechy:
płaskie traktowanie p r z e d s t a w i e ń , zawsze zwierząt, d u ż e
jednobarwne płaszczyzny, niekiedy obwiedzione konturem,
swobodne rozstrzyganie proporcji. K o l o r y zasadnicze ze­
stawiane są w silnym kontrastowaniu (wykorzystanie
emalii rowerowych). Kompozycja z w i ą z a n a z powierzchnią
t y p o w y c h k w a d r a t ó w p ł y t y pilśniowej. Malarze — na ogół
młodzi — К . H . Tedo, Agaba k o n t y n u u j ą
doświadczenia
swego krewniaka Tinga-Tinga, zmarłego w 1972 r. w Msasani.
R o z w ó j tego malarstwa coraz silniej łączy się z zaintereso­
waniami nie tyle samych A f r y k a ń c z y k ó w , co białych,
licznych t u r y s t ó w o d w i e d z a j ą c y c h T a n z a n i ę . Dlatego też
trudno b y ł o b y tej sztuce p r z y p i s y w a ć większe znaczenie
w t y m , co nas najbardziej zajmuje — w k s z t a ł t o w a n i u się
m e n t a l n o ś c i artystycznej ogółu.
Dlatego z u w a g ą n a l e ż a ł o b y się przyjrzeć t y m indy­
w i d u a l n y m t w ó r c o m , k t ó r z y swoją działalność ściśle wiążą

18

��П. 33, 34. Chaty bielone w cętki. Ndokayo, Garua-Bulai (Kamerun).

z potrzebami najbliższego sobie otoczenia. J e d n ą z takich
wyróżniających się indywidualności jest malarz Suly
z Dawanau w okolicach K a n o w Nigerii. Urodził się w 1943 r.
Ojcem jego b y ł Bala, nauczyciel w szkole koranicznej.
Sam Suly do żadnej szkoły nie uczęszczał. To, czego n a u c z y ł
go ojciec z a p o m n i a ł . Natomiast stare księgi, w t y m ręcznie
pisany K o r a n , k t ó r e odziedziczył po ojcu, przechowuje
z n a l e ż y t ą czcią. U z n a ć należy Sulyego za a n a l f a b e t ę , zresztą
nie kryje się z t y m wcale. Nie służył w wojsku. Wcześnie
się ożenił. Obecnie ma dwie żony, d r u g ą p i ę k n ą , m ł o d ą .
Jest ojcem kilkunastoletniego chłopca i całkiem małego
dziecka z d r u g ą żoną. Mieszka dosyć ubogo z najbliższą
i dalszą rodziną. Zachowuje t r a d y c y j n y styl życia, charak­
terystyczny dla h a u s a ń s k i e j zbiorowości, z k t ó r e j się w y ­
wodzi.
Od wczesnych l a t młodzieńczych zajmował się m u rarstwem i malarstwem (malował domy i mieszkania).
Korzysta z t y t u ł u m a i ł a m (czcigodny, szanowany), t y t u ł u
j a k i m i a ł jego ojciec i j a k i m obdarza się wielu szanowanych
rzemieślników czy nauczycieli. Suly w y r ó ż n i a się spośród
swego otoczenia rozwagą, spokojem, z a d u m ą . Niekiedy
stwarza wrażenie j a k b y p r z e b y w a ł w i n n y m , w ł a s n y m
świecie.
Zawsze m a l o w a ł dla innych, j a k mówi, dla zdobycia
jedzenia l u b pieniędzy. J e d y n ą rzeczą, k t ó r ą w y m a l o w a ł
dla siebie jest torba na farby i pędzle. T o r b ę t ę — symbol
swego zawodu — p o m a l o w a ł w k w i a t y , wozi j ą rowerem

20

na b a g a ż n i k u ( i l . 23). W podobny sposób t o r b ą zaopatrzoną
w odpowiedni napis i z a m o n t o w a n ą na rowerze, skuterze
czy m o t o c y k l u i n n i rzemieślnicy (fotografowie, elektrycy,
ślusarze) m a n i f e s t u j ą swój z a w ó d . Suly objeżdża rowerem
okolicę w k r ę g u ok. 360 k m i na t y m obszarze zbiera za­
m ó w i e n i a murarskie l u b malarskie. Za j e d n ą dekorację
domu pobiera 2 funty. Jest to z a p ł a t a r ó w n a naszym kilkuset
złotym.
Co maluje ? W samym t y l k o Dawanau, wyłączając
dom w ł a s n y , ozdobił prawie wszystkie b u d y n k i , jedne
bogaciej, inne skromniej. Najskromniejsze jego malowidła
t o drobne sceny rodzajowe wymalowane na szczycie bu­
d y n k u wzdłuż charakterystycznych dla h a u s a ń s k i c h domów
sterczyn-attyk. Najokazalsze
s ą znacznych rozmiarów
m a l o w i d ł a zapełniające całą ścianę frontową budynku,
a nieraz również ściany boczne ( i l . 26, 27). Do t y c h okazałych
przedsięwzięć należy również zaliczyć dekoracje rezydencji
h a u s a ń s k i c h n o t a b l i . Rezydencje te m a j ą przed właściwym
budynkiem rodzaj kordegard, ponadto ganki i werandy.
Zostały one przyozdobione w m a l u n k i - k w i a t y , przypomina­
j ą c e bardzo nasze zalipiańskie. S t a n o w i ą one wyraźne
o d s t ę p s t w o od tego, co zazwyczaj maluje Suly. Najczęściej
bowiem przedstawia lwa, zawsze groźnego, wąsatego,
z uniesionym ogonem, a t a k ż e inne zwierzęta — krowę,
krokodyla, konia, k u r ę ; a ponadto ludzi przy pracy: rol­
n i k ó w , tragarzy, m e c h a n i k ó w samochodowych, wszelkie
współczesne pojazdy, nie wyłączając s a m o l o t ó w ; ukazuje

�wreszcie charakterystyczne dla swego otoczenia postaci —•
np. muezinów n a w o ł u j ą c y c h do m o d l i t w przed meczetem,
pijaków i p r o s t y t u t k i , bokserów, w a l c z ą c y c h na miecze,
żołnierzy oraz wielmożów na przejażdżce konnej pod para­
solem.
W tych różnych z pozoru tematach m o ż n a d o p a t r z y ć się
pewnych założeń całościowych, pewnej idei przewodniej.
Oto obok wizerunku z z a p a ł e m i p r z y k ł a d n i e pracującego
rolnika — stoi kobieta, k t ó r a przyniosła w pole jedzenie.
Nieopodal tej sceny widzimy znacznie większą p o s t a ć
robotnika, k t ó r y coś niezbyt ochoczo miesza czy gniecie
w wielkim naczyniu. Przed robotnikiem stoi nie kobieta
z naczyniami, lecz olbrzymi lew ( i l . 24, 25). Lew uzyskuje
tutaj i w innych scenach symboliczne znaczenie. Gdzie
indziej takiż lew czatuje obok kobiety k a r m i ą c e j k r o w ę ,
a ponad wężem, k t ó r e g o m ę ż c z y z n a pragnie rozdrażnić
i zabić szablą ( i l . 31).
W innej kompozycji u k a z a ł Suly nienaturalnej wiel­
kości elegantkę „ ł y p i ą c ą oczyma i szczerzącą z ę b y " (postać
namalowana jest na węgle b u d y n k u , t a k j a k b y „ s t a ł a na
rogu"), a nie opodal j u ż mniejszych znacznie r o z m i a r ó w
tragarzy rozładowujących ciężarówkę, dalej i n n y c h męż­
czyzn — bokserów, żołnierzy i p a r z ą c e się konie ( i l . 30, 32).
Motyw złej kobiety s t a r a ł się najwyraziściej p r z e d s t a w i ć
w obrazku, na k t ó r y m dziewczyna dzierżąc w jednej ręce
szklanicę, d r u g ą r ę k ę w y c i ą g a j u ż po n a s t ę p n ą . Całość
uzupełnił w y o b r a ż e n i e m kwoczki z k u r c z ę t a m i d r e p c z ą c y c h
wśród traw. Ale j e d n ą scenę od drugiej oddzielił szerokim
pasem (il. 39). Podobne obramienia p o j a w i a j ą się w i n n y c h
jeszcze malunkach, a niekiedy szeroki ciemny pas ozdo­
biony w zwielokrotniony zygzak w kształcie 3 jest g ł ó w n y m
motywem, znakomicie zestrojonym z niewielkich r o z m i a r ó w
wyobrażeniem jeźdźca i podmalowanymi od spodu żygaczami rynien sterczących z dachu ( i l . 26).
Malarstwo m a i ł a m Suly m i m o swych p o w a ż n y c h ,
nieraz wyraźnie u m o r a l n i a j ą c y c h treści, jest niezwykle
pogodne, barwne — b y nie rzec wesołe. Ale takie właśnie
odczucie rodzi się przy pierwszym, b e z p o ś r e d n i m z n i m
kontakcie. Ubogie domy-warsztaty, sklepy o ż y w a j ą . Malo­
widła wyodrębniające budynek z całości szarej zabudowy
nadają m u n o w ą , w y ż s z ą r a n g ę . I t y l k o dzięki t e m u —

j a k m o ż n a p r z y p u s z c z a ć — udaje się malarzowi zdobywać
kolejne zamówienia. Bo przecież malarstwo to znacznie
silniej ukazuje s ą d a r t y s t y o t y m , co go otacza, aniżeli
informuje, co określony sklep czy warsztat oferują klientom.
N a t y m k o ń c z y się m ó j przegląd najważniejszych
p r z e j a w ó w malarstwa rozwijającego się w afrykańskich
miastach. C h c i a ł b y m obecnie u k a z a ó drugi n u r t tej twór­
c z o ś c i — malarstwo rozwijające się w środowiskach wiej­
skich.
Jeśli w przypadku malarstwa „ m i e j s k i e g o " najcie­
kawsze jego przejawy poznajemy w krajach p r z o d u j ą c y c h —
Nigerii, K e n i i , Tanzanii, to w przypadku n u r t u wiejskiego
odwrotnie. Najciekawiej przedstawia się malarstwo w t y c h
krajach, k t ó r e u z n a ć należy za opóźnione w rozwoju. Pod
t y m t e ż względem na u w a g ę zasługuje szczególnie Republika
Ś r o d k o w o a f r y k a ń s k a oraz blisko graniczące z n i ą rejony
K a m e r u n u i Zairu.
Całość zgromadzonego na t y m obszarze m a t e r i a ł u
dotyczy malarstwa b u d y n k ó w mieszkalnych i kościołów.
W przeważającej mierze są to m a l u n k i w y s t ę p u j ą c e na
z e w n ą t r z d o m ó w (bardzo rzadko we w n ę t r z u , a wówczas
w sieniach), a w przypadku kościołów t y l k o we w n ę t r z u .
W t a k i m t e ż sposobie korzystania z malarstwa ujawnia się
ogólne założenie tej sztuki. W zastosowaniu do b u d y n k ó w
mieszkalnych jest ona zdecydowanie reprezentacyjno-prestiżowa, służy celom społecznym. W kościołach służyć ma
pogłębianiu określonych praw w i a r y i t y m samym ma
ideowo-kontemplatywne znaczenie.
Najprostsze przejawy pierwszego rodzaju potrzeb ma­
larstwa t o bielenie domu. I t u m o ż n a o d n o t o w a ć pewien
charakterystyczny fakt, k t ó r y odnieść m o ż n a nie t y l k o
do afrykańskich w a r u n k ó w . Otóż, wkraczając od północy
w kraje czarnej A f r y k i natrafia się, począwszy od N i g r u ,
na wybitnie m u r z y ń s k i e osiedla wiejskie. I jeśli wcześniej
na obszarach algierskich i m a r o k a ń s k i c h w y s t ę p u j e swoista
architektura arabska w r ó ż n y c h swych odmianach, zawsze
oparta na konstrukcji budowli p r o s t o k ą t n e j , to właśnie
p o c z y n a j ą c od N i g r u zmienia się ona zasadniczo. P o j a w i a j ą
się domy okrągłe. U s t ę p u j ą one ponownie na obszarze
Nigerii domom p r o s t o k ą t n y m , b u d o w n i c t w u cywilizacji
h a u s a ń s k i e j . Jeszcze na obszarze k a m e r u ń s k i m pojawia się

I I . 35. Dekoracja malarska na ścianie domu wiejskiego. Zengolaga (Kamerun).

21

�I I . 36. W y o b r a ż e n i e radia i mężczyzny wskazującego na gwiazdę. Malowidło na ścianie
chaty. (Republ. Ś r o d k o w o a f r y k a ń s k a ) .
swoiste dla tego k r a j u oryginalne budownictwo „wielkich
chat" oraz n i e p o r ó w n y w a l n e do czegokolwiek „wszelkie
g l i n i a n k i - u l o w n i k i " , aby już dalej w Republice Ś r o d k o w o ­
afrykańskiej i w większości t e r e n ó w Zairu istniały prawie
wyłącznie chaty — budownictwo bardzo p r z y p o m i n a j ą c e
rozwiązania znane z E u r o p y , w t y m również i z Polski.
W s p ó l n ą cechą budowli p o p r z e d z a j ą c y c h od p ó ł n o c y
strefę chat jest zachowanie w architekturze naturalnej
barwy tworzywa. W y n i k a to przede wszystkim z dosko­
nałości formalnej obiektu, u k s z t a ł t o w a n e g o niewątpliwie
w długim procesie doświadczeń budowlanych. Zazwyczaj
budowle te m a j ą n a t u r a l n ą b a r w ę wyschniętej na słońcu
g l i n y - b ł o t a , z k t ó r e g o ulepione zostały na odpowiednim
wzmocnieniu cegło-pacynowe ściany b u d y n k u . Zależnie od
strefy geograficznej zmienia się barwa tego podstawowego
dla całej A f r y k i budulca. Ale w strefie algiersko-, nigrycko-nigeryjskiej dominuje barwa dosyć w y r ó w n a n a . Jest ona
ugrowata, cielista. K o l o r y t t a k i akceptowany jest na ogół
we wszelkich społecznościach. Natomiast nie s ą akcepto­
wane z reguły barwy budulca szaroziomistego. A takiego
właśnie surowca d o s t a r c z a j ą często ziemie w strefie tro­
pikalnej, w sąsiedztwie dżungli i rozlewisk wielkich rzek.
Jednocześnie w pewnych miejscach tego obszaru poja­
wiają się glinki laterytowe o zabarwieniu cynobrowym.
One to s ą surowcem uznanym jako strojny, atrakcyjny.
I właśnie w t y m obszarze znacznego zróżnicowania
k o l o r y t u naturalnego surowca, j a k t e ż niezbyt silnie utrwa­
lonych czy też z b y t gwałtownie naruszonych tradycji
budowlanych, rozwinął się zwyczaj bielenia i malowania
chat. Są to w c a ł y m tego słowa znaczeniu chaty budow­
le — stosunkowo trwałe, o nieźle izolujących ś c i a n a c h
nakrywanych mniej ł u b bardziej t r w a ł y m czy skutecznym
d a c h e m - s t r z e c h ą . W osadach r o b o t n i k ó w zorganizowanych
przy plantacjach, w osiedlach ludności, k t ó r a nie t a k dawno
porzuciła swoje własne leśne siedliska, rozwinęło się budow­
nictwo chat najprostszych — ściany p r o s t o k ą t n e g o b u d y n k u
są nakrywane dwuspadowym dachem. W osiedlach bardziej
już zasiedziałych wykształciły się iście europejskie c h a ł u p y
z solidnymi strzechami czterospadowymi, n a c z ó ł k o w y m i
i przyczółkowymi, nigdy płaskimi, lecz zawsze s t r o m y m i .
Poznany wcześniej t y p domu okrągłego z N i g r u czy pół­
nocnych rejonów K a m e r u n u ( „ u l o w n i k " ) pojawia się w t y m
przytropikalnym obszarze dopiero w górzystej Rwandzie,
względnie w zachodnich stronach Zairu.

22

P r o s t o k ą t n e ściany chat, szczególnie w domach o wąs­
k i c h dachach, chat bez podcieni czy o k a p ó w prowokują
do zamalowania i pobielenia. Potrzeba taka jest t y m sil­
niejsza, i m bardziej zwarte i bezpośrednio przylegające
do „ u l i c y " t w o r z ą się osiedla. A z t a k i m i właśnie ulicówk o w y m i osiedlami spotykamy się w i n t e r e s u j ą c y m
nas
obszarze w y s t ę p o w a n i a m a l o w i d e ł na domach. S t ą d toż —
j a k s ą d z ę — w y w o d z i się powszechna w ś r ó d mieszkańców
wsi ś r o d k o w o a f r y k a ń s k i c h potrzeba bielenia d o m ó w . Po­
dziwiać t u m o ż n a n a j p r o s t s z ą , a zarazem najbardziej
fascynującą t e c h n i k ę — chlapania czy opryskiwania, wzglę­
dnie c ę t k o w a n i a ścian b i a ł ą f a r b ą ( i l . 33, 34). Powstają
śmiałe kompozycje, zadziwiające harmonijnością, chociaż
czuje się, że p o w s t a ł y w w i e l k i m z a p a m i ę t a n i u „pacykow a n i a " czy „ c h l a p a n i a " bez u m i a r u .
Do t y c h malarskich p o c z y n a ń należałoby zaliczyć
również sposób bielenia ścian poprzez odciskanie umacza­
n y c h w farbie dłoni. Ś l a d y odciśniętej na ścianie dłoni
b y w a j ą nieraz do tego stopnia zwielokrotniane, że pobielony
t y m sposobom dom wydaje się z daleka całkiem biały.
I n n y m d o s y ć popularnym sposobem dekorowania
d o m ó w w tej strefie jest malowanie ciemnych obramowali
podstawy, wejścia i okien. Najczęściej s ą to czarne pasy.
Ale niekiedy pas t a k i zostaje „ r o z b i t y " na k w a d r a t y i trój­
k ą t y , skontrastowany w rodzaj szachownicy ugrem i bielą
(il. 35). Jest t o niewątpliwie malowanie nawiązujące bez­
pośrednio do t r a d y c y j n y c h dekoracji malarskich, jakie
w przeszłości rozwijały się w dziedzinach innych niż bu­
downictwo. Takie właśnie obrzeżenia geometryczne miały
n i e g d y ś zastosowanie przy najrozmaitszych „ d r o b n y c h "
w y t w o r a c h : torbach, garnkach, tarczach. Jest to zatem
malarstwo p r z e j ę t e i zdecydowanie służebne jako forma
wypowiedzi artystycznej w stosunku do innych sztuk
czy rzemiosł.
Dlatego t e ż najbardziej a n g a ż u j ą u w a g ę całkiem
współczesne m a l o w i d ł a figuralne. P o j a w i a j ą się w nich
m o t y w y z a c z e r p n i ę t e z bardzo rozmaitych dziedzin. Z jednej
strony w y o b r a ż e n i a roślin i zwierząt, k w i a t y w doniczkach,
gałązki, liście oraz motyle, r y b y , p t a k i , drobne drapieżniki,
wreszcie l w y , antylopy, węże i słonie; a z drugiej — takie
symbole współczesności, j a k : samochody, helikopter, radio.
To znów jakieś tradycyjne w ą t k i — taniec, gra na bębnie,
zabawa, polowanie, łowienie r y b — i całkiem współczesne —
p i ł k a r z , bokserzy, postacie z filmów czy komiksów oraz

�popularni śpiewacy zespołów estradowych ( i l . 37, 38).
Niektóre malunki u k r y w a j ą j a k ą ś z a g m a t w a n ą a n e g d o t ę ,
tym trudniejszą do rozszyfrowania, że w y r a ż o n ą poprzez
rysunek prymitywny, umowny. Inne działają dosyć jedno­
znacznie, jak np. w malowidle, w k t ó r y m przedstawione
jest dużych rozmiarów radio na s t o ł k u i m ę ż c z y z n a ukazu­
jący palcem gwiazdę, znajdującą się m i ę d z y n i m a t y m
radiem (il. 36). Ale j u ż inne obrazy są znacznie zawilsze.
Oto między j a k i m ś zwierzęciem i r y b ą , ukazanymi w r y ­
sunku swoiście uproszczonym, pojawia się p o s t a ć człowieka
z czymś jakby teczką, idącego w k i e r u n k u samochodu —
autobusu (il. 40). Albo taka kompozycja. Ściana na lewo
od wejścia do chaty ozdobiona kwiatami i w i e l k i m motylem,
a druga strona na prawo p e ł n a drobnych r y s u n k ó w , w ś r ó d
których widać również w y o b r a ż e n i e k w i a t ó w (na samym
węgle), ale już w pobliżu k r z y ż , s a m o c h ó d s t r a ż a c k i , nad
nim człowiek powieszony, inny biegnący oraz r y b a k i polu­
jący na zwierzę, u k t ó r e g o m a l u j ą c y p r z e d s t a w i ł strach
rzędem kropek „ s p a d a j ą c y c h " równolegle do ogona.
Można by oczywiście zbyć te m a l u n k i j e d n y m słowem —
prymitywne bazgroły, jakich zawsze wiele wszędzie. Lecz

już sam fakt, że społeczności tamtejszych wiosek tolerują
tego rodzaju malowidła, bynajmniej nieprzypadkowe,
czy j a k nasze -— polskie napisy na domach czynione pota­
jemnie, nakazuje, aby przyjrzeć się zjawisku z n a l e ż y t ą
u w a g ą . T y m bardziej że niewymuszoność t y c h m a l u n k ó w ,
ich b a r w n o ś ć jest przejawem tej ludzkiej słabości, b y nie
powiedzieć uniesienia, k t ó r e właśnie zawsze i wszędzie
budzi pełne życzliwości zainteresowanie. Takie zaś odczucie
sprawy pogłębia się, kiedy przychodzi obcować z j e d y n ą
tego rodzaju galerią, rozciągniętą na przestrzeni setek
k i l o m e t r ó w w bujnym, niewątpliwie cudownym, lecz powo­
d u j ą c y m znużenie a f r y k a ń s k i m krajobrazie. S t ą d może
warto powiedzieć o t a k i m odczuciu. N i e p o r a d n o ś ć formalna
t y c h ż e malowideł, nieporadność s k ą d i n ą d znana i ceniona,
czyni nieprawdopodobny w swym bogactwie i rozmaitości
ś w i a t przyrody c z y m ś bardzo bliskim i z r o z u m i a ł y m .
Gdzieś przy samym k o ń c u szlaku chat malowanych
pojawia się jeszcze wieś w y j ą t k o w a . N a jej k r a ń c a c h w po­
bliżu dżungli zbudowano plac taneczny. Jest on otoczony
rodzajem p ł o t u - ś c i a n y , nakrytej dachem. Młodzież wioski
Yahila z plemienia Mobango (wszystko na terenie zachod-

I I . 37, 38. Malowidło na ścianie chaty. Całość i fragment. Yambula (Zair).

23

�Malowidła na ścianach chat (Republ. Ś r o d k o w o a f r y k a ń s k a ) :
Б . 39. Polowanie. Gyabe. I I . 40. W y o b r a ż e n i a zwierząt, człowieka i autobusu. Businga. I I . 4 1 . Zabawa. Ngoto.

�niego Zairu), do k t ó r e j n a l e ż y ten plac, w y m a l o w a ł a ota­
czające go ś c i a n y w takie oto obrazy: młodzieżowy zespół
muzyczny, m ó w c a - p o l i t y k , m ę ż c z y z n a w a l c z ą c y z w ę ż e m ,
lokalna piękność, k o t , kobieta-syrena oraz Goby R i c h a r d —
żużlowiec ( i l . 43). Malowidła te w y r ó ż n i a j ą się od dekoracji
domowych b o g a t s z ą p a l e t ą barw, u ż y c i e m farb chemicz­
nych. W całości jest t o przejaw twórczości samorodnej,
którą u z n a ć m o ż n a za r e p r e z e n t a t y w n ą dla u m i e j ę t n o ś c i
i zainteresowań wielu innych, nie t y l k o wiejskich, o d ł a m ó w
społeczności m ł o d z i e ż o w y c h w Afryce. Wydaje się t e ż ,
że fakt skorzystania przez młodzież z zairskiej wioski
Yahila przy realizowaniu swych ambicji życiowych z ma­
larskiej formy wypowiedzi jest w a ż n y m rysem przemian
kulUirowych, jakie d o k o n u j ą się w t y m i w innych krajach
afrykańskich.
Z w r ó ć m y jeszcze u w a g ę na t o , że malarstwo o j a k i m
mowa nie jest t y l k o dziełem spontanicznym młodzieży
lub dzieci. Otóż w e d ł u g informacji uzyskanych od starszych
mieszkańców t y c h wsi, n i e k t ó r e m a l o w i d ł a s ą dziełem
specjalnie w t y m celu a n g a ż o w a n y c h malarzy. Potwier­
dzeniem t y c h w i a d o m o ś c i b y ł y b y m a l o w i d ł a z r ó ż n y c h
domów w jednej wsi, w y r a ź n i e z d r a d z a j ą c e m a n i e r ę jakiegoś
jednego t w ó r c y . Spotkanie z t a k i m wyspecjalizowanym
malarzem, dwudziestoczteroletnim Danielem Kulagna z wio­
ski Garua-Petel (w zachodniej części Republiki Środkowo­
afrykańskiej) d o s t a r c z a j ą danych jeszcze szczegółowszych.
Oto t w ó r c a p i ę k n y c h malowideł u k a z u j ą c y c h zwierzęta
(słonie, p t a k i , antylopy) rośliny i ludzi powiada, że „nie

k a ż d y potrafi m a l o w a ć " , że „ t r z e b a się tego n a u c z y ć " .
Daniel K u l a g n uczęszczał do miejscowej szkoły przy
misji protestanckiej i , j a k twierdzi, w szkole n a u c z y ł się
„ f a c h u " . Szkoły misyjne, i nie t y l k o misyjne, s ą też nie­
wątpliwie j e d n y m z g ł ó w n y c h c z y n n i k ó w wyzwalających
u młodzieży afrykańskiej p o t r z e b ę malowania. Obfitość
reklamy, różnego rodzaju ilustrowanych wydawnictw od­
działuje t e ż pewnie dodatkowo, zachęcając, aby ściana
domu traktowana b y ł a jako swoisty zeszyt do r y s u n k ó w .
Napis cahier obok m a l o w i d e ł p r z e d s t a w i a j ą c y c h kowbojów
zdaje się p o t w i e r d z a ć to przypuszczenie ( i l . 38).
S p ó j r z m y jeszcze na mocno związano z t y m malarstwem
dekoracje z kościoła w Yamolomba koło Lisali w Zairze.
Yamolomba to wioska zamieszkała przez ludność Bambura.
P o ś r ó d ok. 2000 m i e s z k a ń c ó w polowa zalicza się do kato­
lików, 28 do k i m b a n g i s t ó w oraz 20 do p r o t e s t a n t ó w . K a ż d e
z w y z n a ń m a w ł a s n y niewielki kościół. Kościół prote­
s t a n t ó w — nieco większych r o z m i a r ó w chata — pobudo­
wany został w 1971 r. i w t y m t e ż czasie udekorowali go
wierni, rysując i m a l u j ą c w e w n ą t r z k i l k a symbolicznych
o b r a z ó w . Jeden z nich zwraca szczególną u w a g ę . Jest to
rysunek p r z e d s t a w i a j ą c y serce człowieka. Umieszczono go
przy wejściu do kościoła. D u ż y c h r o z m i a r ó w serce, spoza
k t ó r e g o w y ł a n i a się głowa z szyją m ę ż c z y z n y . N a d p r a w ą
częścią serca w y o b r a ż e n i e Anioła S t r ó ż a z rozpostartymi
r ę k a m i , nad lewą Ducha Świętego — gołębica w promie­
niach. Natomiast w e w n ą t r z serca ukazane zostały drobne
w y o b r a ż e n i a symboliczne: oko, t u ż pod piersią człowieka —

25

�42

П. 42. Motocyklista. Fragment dekoracji malarskiej na ścianach K l u b u młodzieżowego. Yahila (Zair).
I I . 43. Naczelnik Odozi Oboda i jego okrutne czyny. Malowidło ścienne. A b a k a l i k i (Nigeria).

„coś co bije w sercu", w j ę z y k u kimbuza, mbuma'ya
mutema; nieco niżej gwiazda — „ s a m o serce" mutema
penda, w ś r o d k u diabeł z t r ó j z ę b e m — główny demon
d r z e m i ą c y w sercu k a ż d e g o człowieka; pod d i a b ł e m na
samym dole żółw — symbolizujący demona lenistwa; po
prawej stronie pod Aniołem S t r ó ż e m — ropucha, symbolizu­
j ą c a demona „niemiłego B o g u " ; p o n i ż e j — w ą ż , symbo­
lizujący zdradliwość i pokusy; leopard — s y m b o l i z u j ą c y
„siłę n i e p o s k r o m i o n ą " ; po stronie lewej nad Duchom
Ś w i ę t y m — pies, symbol b r a k u s k r u p u ł ó w i dwulicowości;
wieprz — „ d e m o n niemiły B o g u " ( i l . 44). N a tejże ścianie
frontowej wymalowano ponadto s y m b o l i c z n ą wizję „ D o m u
wiernych Bogu", do k t ó r e j prowadzi główny szlak z napisem
„Wierzcie w Pana Jezusa" oraz cztery boczne drogi z t a k i m i
oto napisami: „Wierzcie w Boga", „Módlcie się do Boga",
„ D o b r z e pracujcie" i „ T ł u m a c z c i e serca wasze". Obydwa
te m a l o w i d ł a są jednobarwne, p r z y p o m i n a j ą
rysunek,
wykonano je c i e m n o b r ą z o w ą glinką.
Boczne ściany kościoła przyozdobiono w y o b r a ż e n i a m i
k w i a t ó w , roślin drobnolistnych i palm kokosowych. U ż y ­
to do tego zieleni i b r ą z u . D e k o r a c j ę t ę wykonali konfirmanci.
P o ś r ó d t y c h malowideł zwraca u w a g ę wizerunek „serce
człowieka". Wprawdzie twarz człowieka nie została namalo­
wana na czarno — co t a k często jest p o d k r e ś l a n e przy
p r ó b a c h charakteryzowania chrześcijańskiej sztuki A f r y k i —
niemniej jest ona, j a k cała koncepcja „ s e r c a " pełnego
najrozmaitszych d e m o n ó w , swoiście a f r y k a ń s k a . Nie ulega
wątpliwości, że w malowidle t y m w y r a ż a się synkretyzm
lokalnych wierzeń kongijskiej ludności Bambura i chrystia.
nizmu. Z uznaniem t e ż należy spojrzeć na „ ł a t w o ś ć " przy­
swojenia przez B a m b u r ó w w a ż n y c h p r z y k a z a ń protestan­

26

t y z m u . Ś w i a d e c t w e m tego jest obraz drugi „ D o m wiernych
Bogu".
N a t y m c h c i a ł b y m z a k o ń c z y ć ten dosyć pobieżny
przegląd rozmaitych d o k o n a ń malarskich, jakie obserwu­
jemy dziś pośród szerszych o d ł a m ó w społecznych poszcze­
gólnych krajów a f r y k a ń s k i c h . W szkicu t y m pominięte
zostały liczne inno jeszcze dowody bujnie rozwijającej się
twórczości malarskiej w Afryce. Nie w s p o m i n a ł e m o zupełnie
samodzielnej, frapującej sztuce współczesnej E t i o p i i . Jest to
temat w y m a g a j ą c y osobnego opracowania. Wreszcie nic
nie powiedziałem o w y s t ę p u j ą c y c h dziś dosyć często w osie­
dlach egipskich p i ę k n y c h m a l o w i d ł a c h n a ś c i e n n y c h . A jest
to również temat, k t ó r y zasługuje na oddzielne potrakto­
wanie. Oto w kulturze tradycyjnie unikającej malarskich
w y o b r a ż e ń figuralnych,
pomijającej zaciekle wizerunki
człowieka, właśnie wizerunek ten krzewi się dziś z godnym
zastanowienia z a p a ł o m . O fakcie t y m m o ż e m y t y l k o wspom­
nieć gwoli przypomnienia, postawionego na wstępie pytania.
Czy współczesne m a l o w i d ł a w Afryce w y r a ż a j ą jakąś nie­
spełnioną historycznie p o t r z e b ę społeczną ? Odpowiedź na
t o pytanie w y m a g a ł a b y dłuższych w czasie i doćiekliwszych
r o z p o z n a ń , a t a k ż e konfrontacji zgromadzonego materiału
z t y m , co m o ż n a b y odnaleźć w literaturze. M a m t u na myśli
w i a d o m o ś c i o życiu w s p ó ł c z e s n y m poszczególnych grup
ludnościowych, k t ó r y c h dzieła mogliśmy poznać. Co zaś
się tyczy samego przedmiotu — przedstawionych t u malo­
wideł — to j a k j u ż m ó w i ł e m , nie odnajdujemy na ten temat
szezegółowszych wzmianek . F a k t ten utrudnia też bardzo
pełniejszą ocenę zjawiska. Pozostaje nam więc sugerować
jedynie w ł a s n e i na t y m etapie znajomości przedmiotu
zdecydowanie robocze rozpoznania. Oto one.
2

Współczesne m a l o w i d ł a z Nigerii, Kamerunu, Repu-

�bliki Środkowoafrykańskiej, Zairu, Tanzanii i K e n i i to
przejaw nowego całkiem zjawiska w t r a d y c j i sztuki afry­
kańskiej. Nie są te m a l o w i d ł a przejawem sztuki plemiennej.
Zarówno wartości formalno-ideowe, j a k też funkcje peł­
nione przez to malarstwo, nie w y k a z u j ą silniejszych związ­
ków z partykularnym, swoistym pod względem obowiązu­
jących norm, życiem plemiennym. Poznawana przez nas
twórczość artystyczna z życiem t y m u t r a c i ł a więź, albowiem
sama struktura k u l t u r y plemiennej nie t y l k o w o ś r o d k a c h
o charakterze miejskim, ale i na wsi, uległa zasadniczym
przeobrażeniom. W wielu przypadkach (rozpoznawanych
głównie poprzez dzieło sztuki) mieliśmy okazję zetknięcia się
z takimi oto nowymi dla A f r y k i u k ł a d a m i życia społecz­
nego: w zbiorowości parafialnej czy przypisanej do określo­
nego kościoła (a wiadomo, że r o z m a i t o ś ć t y c h kościołów
w Afryce przerasta i n n ą z n a n ą na świecie); w zbiorowości
wiejskiej (w granicach nie t y l k o jednej wsi, lecz ich zespołów,
powiązanych t r a d y c j ą więzi społeczno-gospodarczej z ukształtowaną w czasach kolonialnych przez przynależności
do określonych plantacji, areałów upraw i przyjmowania
wzorców życia narzuconego z z e w n ą t r z ) ; w nieelitarnych zbiorowościach miejskich, p o c z u w a j ą c y c h się do więzi
z innymi podobnymi zbiorowościami, nie t y l k o w Afryce,
lecz na całym świecie. W stosunku do wszystkich t y c h
środowisk posłużyć się m o ż n a — j a k sądzę — jednym
ogólnym terminem, l u d . Dokonania t y c h współczesnych
środowisk należałoby n a z w a ć ludowymi, a nie plemiennymi.
Jeśli nie zakwestionujemy tego wniosku, wówczas należa­
łoby z całym naciskiem twierdzić, że przedstawione przejawy
twórczości malarskiej wy rażają proces narodzin w Afryce
nowej dla tego kontynentu formuły sztuki — sztuki l u ­
dowej. To stwierdzenie z a k ł a d a jednocześnie istnienie
sztuki nioludowej, w stosunku do niej mniej lub bardziej
7

opozycyjnej. Jest n i ą niewątpliwie sztuka elitarna. Prze­
j a w y jej coraz częściej m o ż e m y p o z n a w a ć w najrozmait­
szych oficjalnych prezentacjach dorobku m ł o d y c h p a ń s t w
afrykańskich.
Pakt, że tak późno i w tak szczególnych okoliczno­
ściach (ich osobliwy charakter określa chociażby moment
funkcjonowania nowoczesnych środków przekazu, reklam,
pism, radia itd.) narodziła się ta sztuka, określa jej odręb­
ność w stosunku do tego, co p r z y w y k l i ś m y u z n a w a ć jako
ludowe. Zrozumiałe też jest, żo t ę ludowość sztuki afry­
kańskiej określa żarliwość w chłonięciu współczesnych
(a nie tradycyjnych) treści. I może w t y m właśnie, że ma­
larstwo najbliższe jest — jako środek artystycznego wy­
razu — współczesnej ikonosferze, należy d o p a t r y w a ć się
podstaw tale dynamicznego rozwoju tej sztuki. Natomiast
o d r ę b n ą k w e s t i ą będzie to czy w rozwoju t y c h współczesnych
malowideł m o ż n a odnaleźć momenty kompensacyjne.
W s k a ż m y , że wyłaniają się one, co i raz, przy analizie
historii każdej sztuki, w t y m również ludowej. W naszym
a f r y k a ń s k i m przypadku, jeśli dostrzegamy momenty kom­
pensacyjne, to t y m samym skłonni j e s t e ś m y do uściślenia
teoretycznego wniosku: jeśli w dziejach określonej sztuki
czegoś nie było, to wcześniej czy później pojawić się musi.
Dotyczy to zarówno podstawowych ś r o d k ó w wyrazu,
z w i ą z a n y c h z n i m i gałęzi twórczości, jak też o d r ę b n y c h
n u r t ó w rozwojowych, całościowych strukturalnie.
Oryginalna m y ś l architektoniczna, rzeźbiarska, przede
wszystkim zaś muzyczna i taneczna, w afrykańskiej sztuce
plemiennej zrealizowała się już w najdonioślejszych roz­
miarach. Wszystkie z t y c h rodzajów wypowiedzi b y ł y
inspiracją w a ż n y c h współcześnie p r ą d ó w artystycznych
na świecie. Jedynie malarstwo pozostaje nadal t ą dziedziną,
k t ó r a musi spełniać swą równie doniosłą rolę. N a gruncie

27

�a f r y k a ń s k i c h środowisk intelektualnych artystyczne za­
interesowania w y r a ż a j ą się dziś najsilniej poprzez malar­
stwo. Bo nie jest ono t a k j a k inne tego rodzaju działania
obciążone mianem „ d z i k o ś c i " , czy „ p l e m i e n n o ś c i " . Wśród
w y k s z t a ł c o n y c h w Europie a r t y s t ó w a f r y k a ń s k i c h bez
p o r ó w n a n i a więcej jest malarzy niż rzeźbiarzy. I znacznie
też częściej i głębiej p r z e n i k a j ą dziś do A f r y k i europejskie
czy ś w i a t o w e dokonania malarskie, aniżeli rzeźbiarskie.
Ale b y ł a b y to t e ż d r a s t y c z n o ś ć dla niejednego Afrykań­
czyka szczególna, g d y b y ich kraje inspirowały się w Europie
t y m , co t a k bujnie rozwinęło się na naszym kontynencie
pod w p ł y w e m inspiracji z czarnej A f r y k i .

PRZYPISY

П . 44. W y o b r a ż e n i e serca człowieka, malowidło w kościele
protestanckim. Yamolomba (Zair).

i P o d r ó ż została zorganizowana przez studentów
i m ł o d s z y c h p r a c o w n i k ó w Studium Afrykanistycznego
Uniwersytetu Warszawskiego. I A f r y k a ń s k a Wyprawa,
t a k ą n a z w ę p r z y j ę t o dla tego przedsięwzięcia. W wyprawie
b r a ł o u d z i a ł 13 osób, suahilista i arabista, archeologa historyk
sztuki, socjolog, etnolog, geograf, ekonomiści i kierowcy
s a m o c h o d ó w . K i e r o w n i k i e m W y p r a w y b y ł dr Eugeniusz
Rzewuski.
г Por. a r t y k u ł y w : ,.African A r t s " , 1972—1973,
w y d . Uniwersytetu Kalifornijskiego
w
Los Angeles;
L ' A f r i q u e L i t t é r a i r e et A r t i s t i q u e " , nr 16—21, 1971/72;
„ I n s i t a " , nr 5, 1972.

Fotografował i rysował autor.

28

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10959" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10937">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2fc09836fe7db8071da4c8a61b097469.pdf</src>
        <authentication>c2aae0b251d0e01613315e6c9c63b670</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130644">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:802</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130645">
                <text>1973</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130646">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:737</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130647">
                <text>Chün bajna / ETNOGRAFIA POLSKA 1973 t.17 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130648">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1973 t.17 z.2, s.81-146</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130649">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130650">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130651">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130652">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="130653">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="130654">
                <text>Część

JA

A

T

Y

II

К

U

Ł

Y

„Etnografia Polska", t. X V I I , z. 2
J A C E K OLĘDZKI

CHUN BAJNA
Motto:
Ich niemal nadludzka obojętność spra­
wiała, że zdawali się wypaleni...
...nie potrafiłem w y c z y t a ć nic określonego
z ich wejrzenia, jakby rozświetlonego od
wewnątrz.
Alfred Kubin, Po tamtej stronie

TJ nas i w M o n g o l i i w stosunku do m y ś l i B u d d y , p r z e k s z t a ł c o n e j w n u r t
lamaizmu, u t r z y m u j e s i ę ( p r z y j ę t y z r e s z t ą z k r ę g ó w europocentrycznych)
nie k w e s t i o n o w a n y na ogół stosunek zdecydowanie k r y t y c z n y . P r z y p o ­
mina to kwalifikowanie wierzeń przedchrześcijańskich jako „pogańskich",
a w i ę c b a r b a r z y ń s k i c h . W rejestrze „ i d e o w y c h g r z e c h ó w " l a m a i z m u w y ­
m i e n i a s i ę jego z w i ą z e k ze stanem gospodarki (a zatem bytu), demografii
(spadek populacji n a r o d u mongolskiego do c z a s ó w rewolucji), m e d y c y n y ,
c h o r ó b (klasztory m i a ł y b y ć rozsadnikami jednej z n a j g r o ź n i e j s z y c h cho­
r ó b wenerycznych), wreszcie z poziomem o ś w i a t y , a t a k ż e charakterem
samego ducha c z ł o w i e k a — zniewoleniem go n i e p o j ę t y m r y t u a l i z m e m ,
k t ó r y s z c z e g ó l n i e z ł o w r o g ą r o l ę o d e g r a ł w stosunku do szerokich rzesz
pasterzy *.
Wiele z t y c h z a r z u t ó w m o ż n a o b a l i ć . P o z o s t a ń m y t y l k o p r z y ostatnich,
o d w o ł u j ą c s i ę do a u t o r y t e t u znakomitego znawcy przedmiotu, j a k i m jest
prof, d r B . Rinczen — o s o b i s t o ś ć ł ą c z ą c a szerokie zainteresowania nauko­
w e z p o d s t a w ą z a s ł u ż o n e g o dla M o n g o l i i s p o ł e c z n i k a i p a t r i o t y . Rinczen
a n a l i z u j ą c znany f a k t w i e l k i e j liczby ł a m ó w ( w e d ł u g I . Majskiego na po­
c z ą t k u X X w . ponad 100 000 m ę ż c z y z n , p r z y o g ó l n e j liczbie m i e s z k a ń c ó w
ponad 600 000; a w e d ł u g A . Pozdniejewa o k o ł o 1887 r. stosunek ł a m ó w
S. К o j ł o, Kościół lamaicki w Mongolii, „Człowiek i Światopogląd", 1970
nr 11 s. 111-135; t e n ż e , Etapy przemian rewolucyjnych
w Mongolii, „.Przegląd
Orientalistyczny", 1971 nr 2/78/, s. 134.
1

6 — Etnografia Polska. XVII/2

�82

JACEK

OLĘDZKI

do l u d n o ś c i m ę s k i e j m i a ł się w y r a ż a ć w liczbach 5 : 8) stwierdza, że
w ś w i ą t y n i a c h i klasztorach, k t ó r y c h b y ł o blisko 3 000, o d p r a w i a n o nie
t y l k o r y t u a l n o - m i s t y c z n e p r a k t y k i religijne, lecz r ó w n i e ż uczono i to licz­
n y c h z a j ę ć czy p r o c e d e r ó w o n i e b ł a h y m znaczeniu k u l t u r o t w ó r c z y m . R i n ­
czen wskazuje na i n n y jeszcze — j a k się w y d a j e — n i e z w y k l e w a ż n y f a k t
s p o ł e c z n y : ,,[...] u k o ń c z e n i e s z k o ł y klasztornej nie z o b o w i ą z y w a ł o do- s ł u ż ­
b y w aparacie a d m i n i s t r a c y j n y m cesarstwa m a n d ż u r s k o - c h i ń s k i e g o , a i c h
synowie [chodzi o s y n ó w a r a t ó w — JO] w p r z y s z ł o ś c i nie m u s i e l i z g i n a ć
k a r k u w kancelariach k s i ą ż ą t l e n n y c h i n a m i e s t n i k ó w cesarza m a n d ż u r ­
skiego. J e ż e l i p r o s t y hodowca b y d ł a posłał swoje dziecko do takiej szkoły,
to b y ł przekonany, że s p e ł n i ł d o b r y uczynek i przez to z d o b ę d z i e z a s ł u g i
religijne, że jego s y n stanie się u c z o n y m l u b co najmniej
człowie­
k i e m u m i e j ą c y m c z y t a ć i p i s a ć [...]" [ p o d k r e ś l e n i e — J.O.].
A zatem l a m a i z m s p r z y j a ł k s z t a ł t o w a n i u się u pogardzanych przez no jo­
nów pasterzy silnego poczucia w ł a s n e j g o d n o ś c i — b r a k u k o m p l e k s ó w
z w i ą z a n y c h z pochodzeniem s p o ł e c z n y m . Z j a w i s k o owej g o d n o ś c i osobistej
o b s e r w o w a ć m o ż n a do dziś, p r z y c z y m k a ż d o r a z o w o rodzi się refleksja
o kompleksach s p o ł e c z n y c h w i e j s k i c h ś r o d o w i s k Europy.
2

Głosicielom poglądów o pośredniej i bezpośredniej odpowiedzialności
l a m a i z m u za stan sanitamo-epidemiologiezny w przedrewolucyjnej M o n ­
g o l i i n a l e ż a ł o b y w s k a z a ć na n i e w y s t ę p o w a n i e j a k i c h k o l w i e k z w i ą z k ó w m i ę ­
dzy systematycznie p o w t a r z a j ą c ą s i ę e p i d e m i ą g r y p y azjatyckiej a k t ó r y m ś
s p o ś r ó d a k t u a l n y c h s y s t e m ó w ideologicznych A z j i . Natomiast nie m o ż n a
c a ł k i e m z a n e g o w a ć t y c h s ą d ó w , k t ó r e w s k a z u j ą na h a m u j ą c ą r o l ę l a m a i ­
z m u w r o z w o j u p o p u l a c y j n y m n a r o d u mongolskiego przed r e w o l u c j ą . W ł ą ­
czenie znacznego procentu m ę ż c z y z n do wieloletniej s ł u ż b y klasztornej nie
s p r z y j a ł o r o z w o j o w i rodziny, p r z y r o s t o w i n a t u r a l n e m u . N i e w ą t p l i w i e t e ż
l a m a i z m w p ł y w a ł poprzez swoje z a ł o ż e n i a ideowe na o s ł a b i a n i e a k t y w n o ­
ści ż y c i o w e j szerszych rzesz s p o ł e c z n y c h , k s z t a ł t o w a ł postawy bierne. B y ł
pod t y m w z g l ę d e m zasadniczo n o w ą k o n c e p c j ą ś w i a t o p o g l ą d o w ą w stosun­
k u do szamanizmu. A l e t e ż jeśli l a m a i z m p r z y p i e c z ę t o w a ł k s z t a ł t o w a n i e się
postaw n i e a g r e s y w n o ś c i pasterzy w stosunku do licznych i nieraz bardzo
o d l e g ł y c h n a r o d ó w , to z a s ł u g ą r e w o l u c y j n y c h p r z e o b r a ż e ń po' 1921 r o k u
jest bezsporny fakt w s t r z y m a n i a procesu „ o b u m i e r a n i a " n a r o d u m o n g o l ­
skiego .
3

W szkicu t y m nie c h c i a ł b y m p o s t ę p o w a ć t r o p e m w y d a w a n i a o p i n i i ,
przy k t ó r y c h jeden system ideologiczny z y s k i w a ć ma na negowaniu wcze­
ś n i e j s z y c h p o j ę ć ideowych. B y ł o b y to sprzeczne nie t y l k o ze w s p ó ł c z e s n y W. F o r m a n , В. R i n c z e n , Lamajskie maski taneczne. Cam Erlika w
golii, Warszawa 1970, s. 40.
Por. W. D y n o w s k i , Współczesna
Mongolia, Wrocław 1968, s. 34 i n.
2

3

Mon­

�CHÜN B A J N A

83

m i p r z e m y ś l e n i a m i takich uczonych, j a k C. L . Strauss, G. G u r v i t c h ,
К . R. Popper czy В. M a l i n o w s k i , ale r ó w n i e ż z h i s t o r y c z n y m w k ł a d e m do
h u m a n i s t y k i m y ś l i marksowskiej.
Dzieło c z ł o w i e k a o k r y t e p a t y n ą czasu i to nie t y l k o d z i e ł o materialne,
lecz w tej samej mierze duchowe, zawsze i w s z ę d z i e b u d z i ć p o w i n n o po­
dziw. N i e c h o d z i ł o b y j e d n a k w y ł ą c z n i e o postulat emocjonalnych odnie­
s i e ń do r z e c z y w i s t o ś c i m i n i o n e j , lecz w m i a r ę m o ż l i w o ś c i p o g ł ę b i o n e spoj­
rzenie na przedmiot, k t ó r y c z ę s t o b y w a u j m o w a n y (szczególnie w licznych
relacjach dziennikarskich) w stwierdzeniu, że dawniej w M o n g o l i i b y ł o źle,
a obecnie jest dobrze czy lepiej albo coraz lepiej. P r z y j m u j ą c o c z y w i ś c i e
ostatni c z ł o n tego s ą d z e n i a w y p a d a p o s ł u ż y ć się p r z y t y m b a n a l n y m
stwierdzeniem, ż e nic nie rodzi się w p r ó ż n i . N i e ulega najmniejszej w ą t ­
pliwości, ż e Mongolia p o ś r ó d k r a j ó w zaliczanych do „ o b o z u socjalistycz­
nego" w y r ó ż n i a się zdecydowanie pod w z g l ę d e m g ł ę b o k i c h p r z e o b r a ż e ń
światopoglądowych.
Trzeba b o w i e m p o w i e d z i e ć , że j a k onegdaj całość życia tego n a r o d u
przesycona b y ł a t r e ś c i a m i lamaizmu, tak dziś (w sytuacji istnienia t y l k o
jednego o ś r o d k a instytucjalno-oficjalnego k u l t u religijnego i l i c z ą c e g o za­
l e d w i e 105 ł a m ó w ) system z a c h o w a ń s p o ł e c z n y c h M o n g o ł ó w k i e r o w a n y
jest z m o ż l i w ą w t y c h w a r u n k a c h k o n s e k w e n t n o ś c i ą poprzez d y r e k t y w y
w y k s z t a ł c o n e na gruncie ideologii ś w i e c k i e j .
4

N i e z n a j d u j ą c w t y m miejscu m o ż l i w o ś c i r o z w a ż e n i a k o n t e k s t u c z y n ­
n i k ó w i s t o t n y c h dla omawianego' przedmiotu, t a k i c h j a k : p o ł o ż e n i e M R L
m i ę d z y d w o m a n a j p o t ę ż n i e j s z y m i o ś r o d k a m i ideologicznymi w s p ó ł c z e s n e ­
go socjalizmu — ZSRR i C h R L ; s w o i s t o ś ć ś r o d o w i s k a w a r u n k u j ą c a zna­
czenie gospodarki hodowlanej, p o ś r e d n i o zaś s p r z y j a j ą c a r o z l e g ł y m k o n ­
t a k t o m , w y m i a n i e d ó b r , h a n d l o w i , a w przeszłości podbojom m i l i t a r n y m ;
wreszcie t y p „ f e u d a l i z m u pasterskiego", k t ó r y nie s t w o r z y ł znanych n a m
z Europy ostrych przedziałów społeczno-kulturowych między uprzywilejo­
w a n y m i i i c h poddanymi, a co z t y m się w i ą ż e t r a d y c j i s p o ł e c z n y c h ogra­
n i c z e ń , p o d z i a ł ó w , k o m p l e k s ó w , to z n o w u w y g ó r o w a n y c h a m b i c j i i t p . —
o g r a n i c z ę s i ę do p r ó b y rozpoznania ideowego czynnika b u d d y z m u w n u r c i e
lamaistycznym. B ę d ę s t a r a ł się p r z e ś l e d z i ć jego w p ł y w na w s p ó ł c z e s n ą
w y o b r a ź n i ę , zachowania i t p . w zakresie w y b r a n y c h z a g a d n i e ń ś w i a t o p o g l ą ­
d o w y c h . P r a g n ę t e ż od r a z u p o w i e d z i e ć , że s t a r a ć się b ę d ę d o w i e ś ć z a 5

4

F o r m a n , E i n c z e n , op. cit., s. 135, przypis 108.
Zagadnienie to jest m. in. przedmiotem obszernych rozważań w pracy: W. D y n o w s k i , Współczesna
Mongolia (Wrocław 1968, s. 43 i п., w szczególności przy­
pis 11), w której autor wskazuje na tezę B. J . W ł a d i m i r c o w a o odmien­
ności, w stosunku do Europy, systemu feudalnego w Mongolii; do tez Władimircowa
i Dynowskiego nawiązuje moja praca zamieszczona w: Studia mongolskie, Wrocław
1969, s. 99 i n.
5

�84

J A C E K OLĘDZKI

leżności między współczesną mongolską formułą
re­
alizacji
ideałów
socjalizmu
a tradycją
religijną
w tym
kraju.
Z a w a r t e w a r t y k u l e m a t e r i a ł y s t a n o w i ą s k r o m n ą część stosunkowo
o b f i t y c h w i a d o m o ś c i , j a k i e zgromadzone z o s t a ł y w latach 1963-1968 w cza­
sie p i ę c i u ekspedycji n a u k o w y c h pod k i e r o w n i c t w e m prof. dr. W i t o l d a
D y n o w s k i e g o . M a t e r i a ł y te zaledwie w s k r o m n y m s t o p n i u s ł u ż y ć t e ż m o ­
g ą rozstrzyganiu trudnego i z ł o ż o n e g o zagadnienia, j a k i m w s z ę d z i e s ą
„ p r z e o b r a ż e n i a ś w i a t o p o g l ą d o w e " . P r z y w y b o r z e ź r ó d e ł nie p o t r a f i ł e m
ustrzec s i ę przed u j ę c i e m s u b i e k t y w n y m . W y d a j e się jednak, że t w o r z y
ono p e w n ą z w a r t ą całość, w i ą ż ą c f a k t y z p r z e s z ł o ś c i i t e r a ź n i e j s z o ś c i . Ca­
łość opracowania s k ł a d a s i ę z p i ę c i u zasadniczych części, g r u p u j ą c y c h pod
o d p o w i e d n i m i h a s ł a m i rodzaje r o z p a t r y w a n y c h w s k a ź n i k ó w . Oto owe c z ę ­
ści i p r ó b a i n t e r p r e t a c j i zgromadzonych d a n y c h :
6

I . T r e ś ć i f o r m a k u l t u „ o ł t a r z y d o m o w y c h " ( j u r t o w y c h ) a rozumienie
i funkcje z a ł o ż e ń d o k t r y n a l n y c h lamaizmu.
Jako w s k a ź n i k i p r z y j ę t o : a) p r z y w i ą z a n i e m i e s z k a ń c ó w danej j u r t y do
t r a d y c j i r e l i g i j n e j , w y r a ż a j ą c e się w posiadaniu (lub nieposiadaniu) obie­
k t ó w sakralnych, w szczególności k a p l i c z k i (guugerwaa) oraz k s i ą g Altangerel i Dżadamba;
b) rodzaj p r z e c h o w y w a n y c h w kapliczkach s y m b o l i
oraz interpretacja i c h przeznaczenia, „ p o w i n n o ś c i " ; c) rodzaje o f i a r i c z ę ­
s t o t l i w o ś ć i c h s k ł a d a n i a przed k a p l i c z k a m i ; d) zbiorowe (w szerszym gro­
nie) czytanie k s i ą g r e l i g i j n y c h i k o n t e m p l o w a n i e t r e ś c i m a l a r s k i c h w y o b r a ­
ż e ń ż y c i a i d z i a ł a l n o ś c i B u d d y (tyb. Thang-ka, c z y l i jego mistycznego t r w a ­
nia) n p . : w y o b r a ż e n i a pod o g ó l n y m nazwaniem sanskryckim Mándala, czy­
l i k r ę g i , albo k s i ę g i d o t y c z ą c e z a w a r t o ś c i R y g w e d y , k t ó r e znane s ą na
obszarze I n d i i , T y b e t u i M o n g o l i i j a k o — Mándala Amitayus;
Budda nie­
zmierzonego l u b n i e s k o ń c z o n e g o ż y w o t a ; Mándala
Awalokiteśwara,
Bodhisattwa — „ W ł a d c a s p o g l ą d a j ą c y w d ó ł " ; Mándala Maitreya, mong. M a j dari — w e d ł u g d o k t r y n y „ m a ł e g o w o z u " — P r z y s z ł y Budda; panteony
b ó s t w i d e m o n ó w , najczęściej w k o n t e k ś c i e centralnego w y o b r a ż e n i a
Tsongkhapy
— mong. Bogdo Lam — z w a n y c h Cogszin; „ k r ę g i ś w i a t a " —
kodeksy moralne n a k a z ó w r e l i g i j n y c h (sanskr. Bhavacakramudrá,
mong.
Sansaryjn
chiirde) .
7

6

Systematycznymi badaniami stacjonarnymi (w latach 1966-1968) objęto ok. 150
reprezentantów środowiska pasterskiego w centralnym aj maku, w somonie Bajan
i somonach sąsiadujących. Badania te uzupełniłem wcześniejszymi materiałami
(z 1963 r.) o charakterze sondażowym. Pochodzą one z okolic Charchorin, Chanch,
Cecerleg, Czojbałsan, Mandał-Gobi, Muren, z pojedynczych jurt na trasach podróży
oraz z Ułan Bator i okolic.
W polskiej nauce pierwsze próby ogólniejszych opracowań lamaizmu podjął:
A. L a t u s e k , Ikonografia mongolskiego lamaizmu, [w:] Studia mongolskie, s. 1157

�CHÜN B A J N A

Dane zgromadzone w

85

ś r o d o w i s k u pasterskim s k o n f r o n t o w a n e

z opiniami ł a m ó w aktualnie w y p e ł n i a j ą c y c h

swoje o b o w i ą z k i w

zostały
klaszto­

rze Gandantegeziling, c z y l i ( „ p r z e p e ł n i o n y m r a d o ś c i ą m a h a j a n y " ) w

Ułan

B a t o r oraz z r e c e p c j ą t r e ś c i b u d d y z m u w ś r ó d p r z e d s t a w i c i e l i ś r o d o w i s k a
i n t e l e k t u a l n e g o M o n g o l i i (uczeni, a r t y ś c i ) .
I I . K s z t a ł t o w a n i e się w s p ó ł c z e s n y c h p r a k t y k komemoratywnych. Jako
w s k a ź n i k i p r z e o b r a ż e ń p r z y j ę t o : a) o p i n i e na t e m a t l o s ó w c z ł o w i e k a

po

ś m i e r c i , i s t n i e n i a duszy, sensu ideowego d a w n y c h p r a k t y k ż e g n a n i a z m a r ­
ł y c h i w s p ó ł c z e s n y c h o f i c j a l n y c h f o r m p o c h ó w k u ; b) cmentarze somonowe
i cmentarz w U ł a n Bator, sposoby c h o w a n i a z m a r ł y c h i p r z e j a w y n o w y c h
z a c h o w a ń m a g i c z n y c h ; c) w z o r c o w e ceremonie pogrzebu ś w i e c k i e g o ; d) ż y -

-123; t e n ż e , Ikonografia mongolskiego lamaizmu, „Przegląd Orientalistyczny",
nr 2/70; 1969 s. 115-126; obszerne przypisy i w s t ę p do cytowanej pracy: F o r m a n ,
E i n e z e n , op. cit., s. 107-136. Pionierskie na gruncie polskim prace Latuska —
z oczywistych p o w o d ó w — nie pozwalają uzyskać szczegółowszych wiadomości na
temat percepcji lamaistycznej doktryny przez szersze kręgi społeczeństwa mongol­
skiego. Przy niniejszej pracy korzystałem z klasycznych już studiów obcojęzycznych
oraz z tych dzieł i drobnych opracowań, które poświęcone zostały wierzeniom l u d ó w
A z j i Środkowej. Oto najważniejsze spośród wykorzystanych pozycji: A. P o z d n i ej e w, Oczerki byta buddijskich monastiriej i buddyjskogo duchowieństwa
w Mon­
golii w swiazi z otnoszenijami siego poslednjego к narodu, Sanktpietierburg,
1887;
E . P a n d e r , Das lamaistische Pantheon, „Zeitschrift fur Ethnologie", 21: 1889,
s. 44-78; A . G r ü n w e d e l , Mythologie du Buddhisme au Tibet et en Mongolie,
Leipzig 1900; S. F . O l d i e n b u r g , Matierjaly po buddijskoj ikonografii, „ S b o m i k
Muzieja po Antropologii i Etnografii", 3: 1901 oraz 4: 1903; A . D. R u d n i e w ,
Zamietki o tiechnikie buddijskoj ikonografii u sowriemiennych zurczinow
chudożnikow, tamże, 5: 1905, s. 3-15; J . Нас к i n , L a sculpture indienne et tibétaine
au
Musée Guimet, Paris 1931, t e n ż e , Mythologie du Lamaisme, fw:] Mythologie
Asiatique Illustrée,
Paris 1928, s. 121-162; A. L . W a d d e l l , The Buddhism of
Tibet or Lamaism, Cambridge 1934 (2 wyd.); S. H u m m e l , Geschichte der tibetischen Kunst, Leipzig 1953, L . J i s l , V. S i s , J . V a n i š , Tibetische Kunst, Prag
1958; L . J i s l , Uměni starého Mongolska, Praha 1961; N. M. S z c z e p i e t i e l n i kow,
Architiektura
Mongolii, Moskwa 1960; A. M o o k e r j e e ,
Tantra-Kunst,
Basel 1968; osobno pragnę w y m i e n i ć opracowania ogólne polskich religioznawców
bądź tłumaczenia religioznawców obcych; E . D ą b r o w s k i , Buddyzm, [w:] Religie
Wschodu, Lublin 1962, s. 133-153; K . K o t a ń s k i , Buddyzm, [w:] Zarys
dziejów
religii, Warszawa 1968, s. 691-733; S. K a ł u ż y ń s k i , Religie Tybetu oraz Religie
Azji Środkowej
i Syberii, tamże s. 116-136; A. L . В a s h a n , Indie Warszawa
1964; ponadto oddzielną zupełnie grupę opracowań, z których podaję tylko naj­
ważniejsze, W. К o pу 1 o w, Religioznyje wierowanija siemiejnyje obriady i żertwoprinoszenija siewiero-bajkalskich
buriat szamanistow, Irkuck 1886; G . E . К a g a ­
r ó w , Mongolskije «obo» i ich etnograficzeskije paralleli, Leningrad 1927; U . H a r v a , Die Religiosen VorstellMngerc der altaischen Vólker, Helsinki 1938; К. V. W j a t k i n a, Mongoly Mongolskoj Narodnoj Riespubliki, „Wostoczno-aziatskij etnograficzeskoj sbomik", 60: 1960, s. 159-269; S. K a ł u ż y ń s k i , Szamanizm, „Euhemer",
1963 2(33), s. 63-81; i inne.
t

�86

J A C E K OLĘDZKI

w o t n o ś ć i r o z w ó j z a c h o w a ń lamaistyczno-synkretycznych z w i ą z a n y c h z pa­
m i ę c i ą o z m a r ł y c h (teksty k o m e m o r a t y w n e na m ł y n k a c h m o d l i t e w n y c h ,
ł o p a t k i baranie, n a b o ż e ń s t w a ż a ł o b n e i n a j w a ż n i e j s z e ś r o d k i w y r a z u t y c h
nabożeństw, zapewniających ich trwałość).
I I I . Odwaga i b o j a ź ń . I n d y f e r e n t n o ś ć i racjonalistyczna refleksja nad
z a l e ż n o ś c i ą t r a g e d i i losowej jednostek od i c h p a s y w n o ś c i w m y ś l e n i u
i d z i a ł a n i u p r a k t y c z n y m . Jako w s k a ź n i k i p r z y j ę t o : a) chün bajna — j e d n ą
z t r a d y c y j n y c h f o r m z a c h o w a ń w obliczu n a g ł e j ś m i e r c i , p o r a ż e n i a g r o ­
m e m ; b) t r a d y c y j n e zachowania t o w a r z y s z ą c e chiin bajna; c) opinie na
t e m a t p r a w fizycznych, k t ó r e w p r z y p a d k u w y ł a d o w a ń atmosferycznych
n a l e ż a ł o b y (lub nie n a l e ż a ł o b y ) p r z e s t r z e g a ć w d z i a ł a l n o ś c i c z ł o w i e k a .
I V . T r w a ł o ś ć p r z e s ą d u w e w s p ó ł c z e s n y c h zachowaniach s p o ł e c z n y c h
ś r o d o w i s k a pasterskiego i wielkomiejskiego. Jako w s k a ź n i k i p r z y j ę t o :
a) nowe p r z e j a w y m a g i i zapobiegawczej, z w i ą z a n e z p r a k t y k a m i p r z y
owoo; b) miejskie p r z e s ą d y n a w i ą z u j ą c e do m i t y c z n y c h postaci
czótgóra
i sawdaga.
Osobną kategorię wskaźników współczesnych przeobrażeń światopoglą­
d o w y c h s t a n o w i ą wzorce a u t o r y t e t u , i n s t y t u c j e i k o n k r e t n a i c h d z i a ł a l n o ś ć
pod k i e r o w n i c t w e m К С Mongolskiej P a r t i i L u d o w o - R e w o l u c y j n e j .
V . S p o ł e c z n o - i d e o w a d z i a ł a l n o ś ć instancji p a r t y j n y c h w ś r ó d szerokich
rzesz s p o ł e c z e ń s t w a . W s k a ź n i k i : a) p r o g r a m d z i a ł a l n o ś c i i n s t y t u c j i ulaan
bulan — „ c z e r w o n y k ą c i k " ; b) p r o g r a m d z i a ł a l n o ś c i i n s t y t u c j i ulaan
majćhan — „ c z e r w o n y n a m i o t " ; c) ogrody zabaw i c h w a ł y p r z o d o w n i k ó w p r a ­
cy, otaczane p o m n i k a m i 4 z w i e r z ą t —• owcy, k r o w y , konia, w i e l b ł ą d a —
s y m b o l i z u j ą c y c h znaczenie gospodarki hodowlanej i zarazem t r u d pasterzy;
d) nadaam — apoteoza r u d y m e n t a r n y c h c n ó t s p o ł e c z n y c h w p o w i ą z a n i u ze
ś w i ę c e n i e m k o l e j n y c h rocznic r e w o l u c j i ; e) somonowy sekretarz p a r t i i —
k o n t y n u a t o r e m wzorca a u t o r y t e t u czynnego — u c z e s t n i c z ą c e g o w zacho­
waniach zbiorowości.
*
P r z y s t ą p m y obecnie do analizy pierwszej g r u p y w s k a ź n i k ó w — t r e ś c i
i f o r m y k u l t u „ o ł t a r z y d o m o w y c h " , i c h f u n k c j i , przede w s z y s t k i m z a ś
s p o s o b ó w rozumienia dziś przez szersze rzesze s p o ł e c z e ń s t w a ( g ł ó w n i e pa­
sterskiego) z a ł o ż e ń d o k t r y n a l n y c h i sensu ideowego lamaizmu. D o d a ć j e ­
szcze n a l e ż y , że nasza analiza nie u w z g l ę d n i a o p i n i i przedstawicieli m ł o ­
dego pokolenia. F a k t e m b o w i e m jest, że pokolenie to (urodzone po 1925
roku) zachowuje do t r a d y c j i r e l i g i j n y c h stosunek na o g ó ł o b o j ę t n y . Ś w i a d ­
czy o t y m n i e o b e c n o ś ć w j u r t a c h n a j m ł o d s z y c h i m ł o d s z y c h m a ł ż e ń s t w
p r z e d m i o t ó w sakralnych. J e ś l i s i ę z d a r z a j ą , t o s p e ł n i a j ą r o l ę cennego

�CHÜN B A J N A

87

p r z e d m i o t u l u b dzieła sztuki. A l e nie jest w y k l u c z o n e , że w i d o c z n y b r a k
p r z e d m i o t ó w sakralnych w j u r c i e j a k o o b i e k t ó w k u l t u wcale nie ś w i a d c z y
0 t y m , że gospodarze nie ż y w i ą u c z u ć r e l i g i j n y c h . W k i l k u przypadkach
z e t k n ą ł e m s i ę z f a k t e m u k r y w a n i a s a k r a l i ó w w samej jurcie. Sposoby s ą
r o z m a i t e : p r z e t r z y m y w a n i e p r z e d m i o t ó w k u l t o w y c h pod obrazami i foto­
g r a f i a m i r o d z i n n y m i , w biblioteczkach z a s ł o n i ę t y c h p o r t r e t a m i dostojni­
k ó w i i n . B y ć m o ż e c z ę s t s z y m jeszcze sposobem jest w y k o r z y s t y w a n i e
s c h o w k ó w w spichrzach.
T r a d y c y j n y o ł t a r z w z o r o w a n y b y ł na o ł t a r z a c h w domach ł a m ó w . W po­
mieszczeniach t y c h z d a r z a ł o się, że cała ś c i a n a na w p r o s t w e j ś c i a (po­
dobnie j a k w ś w i ą t y n i ) m i m o n i e w i e l k i c h r o z m i a r ó w całego' d o m u z a j ę t a
b y ł a na o b i e k t y religijne. P o d s t a w ę o ł t a r z a s t a n o w i ł y skrzynie (3 g ł ó w n e
1 nieraz k i l k a dodatkowych). R ó w n i e ż w j u r t a c h w i e k a s k r z y ń (do 3 w l i ­
czbie o g ó l n e j ) s ł u ż y ł y do rozstawienia k a p l i c z k i ( w z g l ę d n i e 2 do 3 jej
egzemplarzy) oraz r o z ł o ż e n i a d r o b n y c h o b i e k t ó w (ryc. 1-2), j a k t e ż ś w i ę ­
t y c h k s i ą g . Dziś z d a r z a j ą s i ę m n i e j l u b bardziej skromne, nieraz aż ubogie
o ł t a r z e . Redukcja o b j ę ł a w i e l o ś ć wszelkich p r z e d m i o t ó w , nieraz ogranicza­
j ą się one do obrazka zamiast kapliczki, jednego t y g l a ze ś w i a t ł e m zamiast
k i l k u n a s t u czy n a w e t k i l k u d z i e s i ę c i u .
O c z y w i s t y m jest, że p r z y j ę t e w s k a ź n i k i postaw t r a d y c y j n y c h ściślej
s ą zespolone z reprezentantami pokolenia starszego, w szczególności z t y m i
osobami, k t ó r e m i a ł y o k a z j ę odbycia wieloletniej edukacji lamaistycznej.
U w a g ę t ę n a l e ż a ł o b y r o z s z e r z y ć na f a k t n i e w y s t ę p o w a n i a w M o n g o l i i re­
l i g i j n y c h z g r o m a d z e ń ż e ń s k i c h . S t ą d też, j a k o z a s a d ę p o r z ą d k u j ą c ą przed­
stawiane w aneksie m a t e r i a ł y (przede w s z y s t k i m opinie), p r z y j ę t o w i e k
informatora. A b y nie k o m p l i k o w a ć zagadnienia, zasada ta obejmuje r ó w ­
n i e ż i n f o r m a t o r k i . A l e j a k kobietom, k t ó r y m nie dane b y ł o z g ł ę b i a ć te­
k s t ó w t y b e t a ń s k i c h , tak r ó w n i e ż m ę ż c z y z n o m ( b y ł y m lamom) zdarza się
r e p r e z e n t o w a ć postawy bliższe ideologii w s p ó ł c z e s n e j , anliżeli t r a d y c y j n e j .
B r a k miejsca nie p o z w o l i ł w k a ż d y m p r z y p a d k u d o s t a r c z y ć danych o k r e ­
ś l a j ą c y c h b i o g r a f i ę mego r o z m ó w c y . A p o n i e w a ż biografia t y c h l u d z i
k s z t a ł t o w a ł a się c z ę s t o w naj b u r z l i w s z y c h czasach p r z e o b r a ż e ń systemu
s p o ł e c z n o - p o l i t y c z n e g o k r a j u , i c h p r z e ż y c i a w y j a ś n i a j ą na ogół w s p o s ó b
dostatecznie p e ł n y i n d y w i d u a l i z a c j ę postaw i z a c h o w a ń .
K a t a k l i z m ostatniej w o n y ś w i a t o w e j na szczęście nie o b j ą ł w s p o s ó b
g ł ę b s z y s p o ł e c z e ń s t w a mongolskiego. Lecz w przededniu w y b u c h u w o j n y
i j e j t r w a n i a d o k o n a ł się w M o n g o l i i d r a m a t niszczenia podstaw i n s t y t u ­
cjonalnych r e l i g i i , k t ó r a w t y m k r a j u s t a n o w i ł a do c z a s ó w narodzin r e w o ­
l u c j i j e d y n ą oficjalną i dostatecznie r o z b u d o w a n ą ideologię. M i a ł a t e ż ona
charakter w s z e c h o g a r n i a j ą c y . P r z e n i k a ł a do ż y c i a k a ż d e g o przedstawiciela
tego n a r o d u od m o m e n t u narodzin po ś m i e r ć . L a m o w i e w y b i e r a l i (a nie

�88

J A C E K OLĘDZKI

v

У-

Ryc. 1. Mieszkania ł a m ó w na Gandanie w U ł a n Bator.
A — dom drewniany; В — jurta (zamieszkiwana w okresie chłodów). 1 — ołtarz; 2 — piec;
3 — stoi; 4 — puf; 5 — posłania; 6 — skrzynie; x — usytuowanie odmiennych symboli ideo­
wych (w pierwszym przypadku — Chrystus na krzyżu, w drugim — plakat z fotografiami ra­
dzieckich kosmonautów)
Rys. J . Olędzki

t y l k o nadawali) i m i o n a i ustalali odpowiednie miejsce pozostawienia z w ł o k
w stepie. S ł u ż y l i r a d ą w k a ż d e j bodaj sytuacji. Z a m a w i a l i n a owoo deszcz,
w p ł y w a l i magicznie na r o z r o d c z o ś ć stad, rozstrzygali t r a p i ą c e j e d n o s t k ę
zagadki życia, u c z y l i m y ś l e n i a abstrakcyjnego, a t a k ż e rozweselali. Ubodzy
i c h przedstawiciele — w ę d r o w n i m n i s i (duldujczinowie)
— docierali do
najbardziej n i e d o s t ę p n y c h części k r a j u , gdzie nie b y ł o ani ś w i ą t y ń , ani
klasztorów.
R a d y k a l i z m rozstania się z t ą f o r m u ł ą ideologii r e l i g i j n e j (użycie ś r o d ­
k ó w administracyjnych, a t a k ż e w o j s k o w y c h ) s t w o r z y ł s z c z e g ó l n ą z u p e ł n i e
s y t u a c j ę . M o ż n a b y j ą s c h a r a k t e r y z o w a ć j a k o p r z y j ę c i e przez p a ń s t w o zo­
b o w i ą z a ń rekompensacyjnych. A l b o w i e m ó w r a d y k a l i z m m u s i a ł u k s z t a ł ­
t o w a ć silne poczucie o d p o w i e d z i a l n o ś c i za nader drastyczne czy b ł ę d n e
wprost realizowanie p o s t u l a t ó w nowej d y d a k t y k i s p o ł e c z n e j , s ł u ż ą c e j
w s p ó ł c z e s n e j ś w i a d o m o ś c i mas. E f e k t e m najbardziej w y m i e r n y m tego p r o ­
cesu jest dziś w M o n g o l i i s t r u k t u r a u k s z t a ł t o w a n y c h w k r ó t k i m stosunko­
w o czasie, t r w a ł y c h w a r u n k ó w osiadłości całego n a r o d u ; rozbudowanie
ajmacznych i somonowych o ś r o d k ó w administracyjnych, szkolnictwa, dzia­
ł a l n o ś c i k u l t u r a l n e j (biblioteki, kina, czerwone kąciki), u s ł u g lekarskich
i w e t e r y n a r y j n y c h , w y m i a n y t o w a r o w e j , p r o d u k c j i r ę k o d z i e l n i c z e j i fa-

�CHUN B A J N A

89

Ryc. 2. Współczesny ołtarz jurtowy.
Z lewej strony — na skrzynce z przyborami aptecznymi — dwa obrazki: Dari E c h i Burchan
Bagsz; tygle ofiarne; młynek modlitewny oraz figury myszy i barana (symbole dostatku).
Z prawej strony — ekran ze zdjęciami rodzinnymi. Somon Bajan
Fot. J . Olędzki

brycznej, e l e k t r y f i k a c j i , gastronomii i t p . , i t d . — co b y w a o k r e ś l a n e m i a ­
nem „ u r b a n i z a c j i stepu" .
Ogromna ilość ś w i ą t y ń , a t a k ż e b u d y n k ó w klasztornych (czy raczej
pojedynczych, d r e w n i a n y c h d o m ó w n i e w i e l k i c h r o z m i a r ó w , w k t ó r y c h b y ­
t o w a l i lamowie) oraz z a b u d o w a ń o ś r o d k ó w s ł u ż b y feudalnej (świeckiej)
8

8

• D y n o w s k i , Współczesna
Mongolia, s. 130 i n . ; D. M a r k o w s k a , Z. S ok o l e w i c z , J . O l ę d z k i , Niektóre
zmiany w tradycyjnym inwentarzu
kulturo­
wym pasterzy mongolskich, „Etnografia Polska", t. X I I : 1967, s. 199-252; D. M a r ­
kowska,
S. S z y n k i e w i c z, Spółdzielnio pasterska, [w:] Studia mongolskie,
s. 55-79; S. S z y n k i e w i c z , Współczesna
rodzina pasterska. Niektóre
cechy cha­
rakterystyczne, Studia
s. 129-139.

�90

J A C E K OLĘDZKI

• " l i l i i
(litymi
1

ii « I I Hill
:

Ryc. 3. Spichrz (mong. pin), przystosowane do nowych celów mieszkanie lamy.
U

góry

— ogólny widok obejścia na zapleczu jurty; na dole — fragment wystroju (okno)
dawnej budowli. Somon Charchorin
Fot. J . Olędzki

uległa zniszczeniu

9

l u b w swoisty s p o s ó b adoptowana

mnianej s t r u k t u r y nowych w a r u n k ó w
9

z o s t a ł a do w s p o ­

b y t u — osiadłości. W

pasterskich

Nieprawdą jest jakoby: „Większa część klasztorów nie stanowiła zabytków
historycznych, jako że były budowane według p r y m i t y w n y c h s z a b l o n ó w

�CHÜN BAJNA

91

osiedlach p r z y centrach somonowych (osiedla te t w o r z ą osobne u k ł a d y
z a b u d o w a ń w y o d r ę b n i o n e od całości o ś r o d k a ) dawne mieszkania ł a m ó w
s t a ł y się swego rodzaju spichrzem czy s k ł a d e m (mong. pin l u b modon bajszin), p r z y l e g a j ą c y m do o k r e ś l o n e j j u r t y , t w o r z ą c z n i ą p e w i e n t y p zagro­
dy. Sama t e ż j u r t a i ó w pin u z y s k a ł y na p r o w i n c j i r a n g ę j e d y n y c h miejsc
przechowywania d e w o c j o n a l i ó w , p r z e d m i o t ó w k u l t o w y c h i d o k o n y w a n i a
p r a k t y k o charakterze r e l i g i j n y m (ryc. 3).
T r a d y c y j n e usytuowanie o ł t a r z a to — j a k j u ż m ó w i l i ś m y — g ó r n a po­
w i e r z c h n i a s k r z y ń tych, w k t ó r y c h przechowywane jest mienie pasterzy.
Skrzynie te do dzisiaj sytuowane są w miejscu zaszczytnym, p r z y ś c i a n i e
na w p r o s t w e j ś c i a . W t y m t e ż miejscu p r z y skrzyniach sadza się zaszczyt­
n y c h gości, t u z w y k ł s i a d a ć co d z i e ń najstarszy d o m o w n i k , zawsze m ę ż c z y -

Ryc. 4. Tygle ofiarne
Fot. J . Olędzki

[podkreślenie — J . O.] bez żadnej wartości artystycznej i nie różniły s i ę wiele jedne
od drugich. K o j ł o , op. cit., s. 122,; por.: N. M. S z c z e p i e t i e l n i k o w ,
op. cit.
s. 31, 75-138, 230 i n.

�92

J A C E K OLĘDZKI

zna. T a k w i ę c z a s z c z y t n o ś ć tego miejsca j a k b y e m a n o w a ł a na o s o b ę znaj­
d u j ą c ą się n a j b l i ż e j . Dzisiaj zwyczaj sadzania o s ó b zaszczytnych na wprost
w e j ś c i a jest r e g u ł ą n a w e t w ó w c z a s , gdy nie ma j u ż w j u r c i e o ł t a r z a . O ł t a r z
b o w i e m został przeniesiony w p o b l i ż e w e z g ł o w i a ł ó ż k a starszej kobiety,
a w i ę c do części n a j m n i e j poczesnej w jurcie, b ą d ź t e ż j a k i przedmioty
k u l t u u k r y t y poza mieszkaniem, w spichrzu. D o d a ć n a l e ż y , że dzisiejsze
p r a k t y k i k u l t o w e w o k ó ł o ł t a r z a są znacznie u b o ż s z e a n i ż e l i przed k i l k u ­
d z i e s i ę c i u jeszcze l a t y . W ó w c z a s to do s t a ł y c h o b o w i ą z k ó w d o m o w n i k ó w
n a l e ż a ł a codzienna ofiara bogom — burchan tachich. Ł ą c z y ł a się z t y m
pierwsza c z ę s t k a z p o t r a w y porannej (przed r o z p o c z ę c i e m p o s i ł k u przez
ludzi). O f i a r ę t ę nazywano — deedż. B y ł o t e ż w zwyczaju regularne pale­
nie ognia z m a s ł a w specjalnym t y g l u (ryc. 4). Nazwano t ę c z y n n o ś ć dzulyn coge. S k ł a d a n o na o ł t a r z u d o m o w y m p o t r a w y takie np. j a k ciasto
pieczone w k s z t a ł c i e szyszki — borcog (ryc. 5). Warto* t u d o d a ć , że b y ł a
to m i s t e r n e j roboty ofiara z ł o j u w z o r o w a n a n a
k l a s z t o r n y m balinie (ryc. 6). Caagalaga
to ryż,
r o d z y n k i oraz t w a r ó g k ł a d z i o n e na specjalnej m i ­
sce l u b czarce. Jest to zwyczaj k u l t y w o w a n y do
dziś. Z okazji g ł ó w n y c h ś w i ą t , t a k i c h j a k п р . :
okresowe Dżasaa s k ł a d a n o o f i a r ę — tachil. B y ł t o
cały b a r a n pieczony. W czasie tego ś w i ę t a w l e w a ­
no w o g i e ń m a s ł o , by „ w y s o k o o g i e ń b u c h a ł " .
N a z y w a n o t ę ofiarę szartos (masło). Do ognia c i ­
skano r ó w n i e ż k a w a ł e k m i ę s a z k a r k u z w i e r z ę ­
cia —
golla-mach.
Do s t a ł y c h ofiar w czasie u b o j u barana na­
Ryc. 5. Ofiara z pieczo­
obgotowanych
nego ciasta (mong. bor­ l e ż a ł o s k ł a d a n i e przed o ł t a r z e m
w n ę t r z n o ś c i — koniuszka serca, k a w a ł k a p ł u c a
cog).
oraz części g ł ó w n e j k i s z k i (ryc. 7-8). I n f o r m a t o r z y
Somon Bajan
zwyczaj ten t ł u m a c z ą w s p o s ó b m n i e j w i ę c e j t a k i :
Hys. J . Olędzki
„ o t o d o w ó d [owe ofiary], ż e jest n a m na t y m pa­
dole dobrze. I takiego dobra oczekujemy w p r z y s z ł y m w c i e l e n i u . Chcie­
l i b y ś m y b y ć po wsze czasy pasterzami. A jeśli n i m i b ę d z i e m y , s k ł a d a ć
b ę d z i e m y j a k teraz o f i a r y z najsmaczniejszych części barana [...]". Za­
sadniczo inaczej t ł u m a c z ą t ę o f i a r ę lamowie. K o r z y s t a m z i n f o r m a c j i ł a ­
m ó w p r a k t y k u j ą c y c h na Gandanie. O t ó ż s t w i e r d z a j ą oni, że B ó g s p o ż y w a
z t y c h ofiar j e d y n i e m i s t y c z n ą s u b s t a n c j ę . T y m t e ż sposobem ( d a r z ą c go
ofiarą) dokonuje się mistycznego a k t u adoracji.
Te wszystkie o f i a r y n a l e ż ą dziś do r z a d k o ś c i . N a j c z ę s t s z ą p o s t a c i ą ofia­
r y przed o ł t a r z e m d o m o w y m jest palony o g i e ń t u ż przed zmierzchem oraz
z ł o ż o n y w m o s i ę ż n y m t y g l u suutej caj ( „ b i a ł a " herbata). Ofiara z serca
barana n a l e ż y dziś do p r a w d z i w y c h r z a d k o ś c i .

�93

CHUN B A J N A

Ryc. 6. Ofiara z prasa i łoju (mong.

balín).

Gandan w Ułan Bator
Fot. J . Olędzki

S p r ó b u j m y z kolei r o z w a ż y ć s z c z e g ó ł o w i e j t r e ś c i a k t u a l n y c h w i e r z e ń
omawianej społeczności, b i o r ą c pod u w a g ę przede w s z y s t k i m rodzaj i spo­
sób i n t e r p r e t o w a n i a o k r e ś l o n y c h w y o b r a ż e ń r e l i g i j n y c h ( g ł ó w n i e o b r a z ó w ,
rzeźb), jakie eksponowane s ą na o ł t a r z a c h d o m o w y c h . Przed t y m j e d n a k
konieczna jest n a s t ę p u j ą c a uwaga. W i e l o ś ć i r o z m a i t o ś ć o w y c h w y o b r a ż e ń
nie zawsze pozostaje w b e z p o ś r e d n i e j relacji z p o s t a w ą jednostki, k t ó r ą

�94

J A C E K OLĘDZKI

Somon Bajan

Rys. J . Olędzki

z w y k ł o się potocznie o k r e ś l a ć jako z a a n g a ż o w a n ą i zarazem z w i ą z a n ą
z ś w i a t o p o g l ą d e m f i d e i s t y c z n y m . N i e do r z a d k o ś c i n a l e ż y dziś w M o n g o l i i
fakt, aby cieszący się w i e l k i m a u t o r y t e t e m b y ł y w y s o k i d o s t o j n i k s p o ł e c z ­
ności ł a m ó w — s ę d z i w y starzec, k t ó r y zachowuje n a d a l w i ę z i z m n i c h a m i
s p e ł n i a j ą c y m i p r a k t y k i w j e d y n y m klasztorze Gandan, m i a ł na s w o i m
o ł t a r z u j u r t o w y m t y l k o jeden n i e w i e l k i c h r o z m i a r ó w w i z e r u n e k Bur chan
Bagsz. Osoba, o k t ó r e j mowa, w p r a k t y k a c h r e l i g i j n y c h ogranicza s i ę
w y ł ą c z n i e do o d m a w i a n i a r ó ż a ń c a . W c i ą g u dnia o d m a w i a 15000 razy
om mani padme ćhum. J e d n a k ż e w i e l o ś ć t a nie jest c z y m ś w y j ą t k o w y m .
Natomiast i n n y reprezentant tej samej społeczności, b y ł y w o j e w ó d z k i
sekretarz p a r t i i , nie o d m a w i a w p r a w d z i e r ó ż a ń c a , ale studiuje k s i ę g i r e l i ­
gijne. Jest i c h w i e l k i m m i ł o ś n i k i e m i kolekcjonerem. N a o ł t a r z u d o m o w y m
b y ł y sekretarz p r z e t r z y m u j e aż 26 r ó ż n y c h w y o b r a ż e ń b ó s t w panteonu
lamaistycznego. J e d n o c z e ś n i e z w y o b r a ż e n i a m i t y m i w y s t ę p u j ą w bezpo­
ś r e d n i m s ą s i e d z t w i e w i z e r u n k i d o s t o j n i k ó w p o l i t y c z n y c h Suche Batora
i C z o j b a ł s a n a . I n f o r m a t o r Gonczigdambil w y r ó ż n i a się w y j ą t k o w ą w p r o s t
t r o s k l i w o ś c i ą w d o p e ł n i a n i u w s z e l k i c h t r a d y c y j n y c h f o r m ofiary, w szcze­
gólności s t a ł e g o (nie t y l k o o zmierzchu) palenia ognia na o ł t a r z u . W t y m
celu m u s i p r z y g o t o w y w a ć zapas o k o ł o k i l k u d z i e s i ę c i u t y g l i z m a s ł e m
i umieszczonymi w n i c h r ę c z n i e s k r ę c o n y m i k n o t a m i z b a w e ł n y . N a p y t a ­
nie, czemu p r z y p i s a ć t ę jego dbałość, odpowiada z h u m o r e m , ż e d z i ę k i
p r z y g o t o w y w a n i u l i c z n y c h t y g l i z m a s ł e m m o ż e z n a l e ź ć „czas dla siebie".
A zatem w i e l o ś ć i r o z m a i t o ś ć w y o b r a ż e ń w o ł t a r z a c h , j a k t e ż p r a k t y k i
czynione p r z y n i c h nie p o t w i e r d z a j ą stereotypowej r e g u ł y . M o ż n a nawet
z a r y z y k o w a ć twierdzenie, ż e osoby, k t ó r e w najmniejszej mierze m o ż n a
by p o d e j r z e w a ć o przekonania fideistyczne s ą i c h w y z n a w c a m i i g ł ę b o k o
zaangażowanymi o r ę d o w n i k a m i treści religijnych. J e d n a k ż e są również

�95

CHÜN BAJNA

Ryc. 8. Składanie ofiary z wnętrzności

barana.

a — ofiara w tyglu; b — obgotowane wnętrzności na tacy, przeznaczone do spożycia.
Somon Bajan
Fot. J . Olędzki

jednostki, k t ó r e zdecydowanie o k r e ś l a j ą s w o j ą a t e i s t y c z n ą p o s t a w ę , m a n i ­
f e s t u j ą c t o w wypowiedziach, j a k r ó w n i e ż t y m , że nie m a j ą j a k i c h k o l w i e k
o b i e k t ó w sakralnych. Oto w y p o w i e d z i r e p r e z e n t a n t ó w takiej postawy:

�96

J A C E K OLĘDZKI

Ü. C e w e g d o r d ż , ur. w 1886 r. w Arszand-Chamrus w okolicy somonu
Bajan.. Jako szabi służył w młodości na dworze Bogdo-gegena. Zamieszkuje z ro­
dziną syna w jednym z budynków murowanych w Bajan Somonie. W mieszkaniu
nie ma żadnych obiektów kultowych. „Nie mam bogów, bo przyszły takie czasy,
że nie należy ich mieć".
N. L u w s a n d ż a m c , ur. w 1898 r. w Chowgno (ajmak Chentejski). W m ł o ­
dych latach pracownik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, aktywny działacz par­
tyjny, w a l c z y ł z kontrrewolucją. W okresie kultu Czojbałsana usunięty z partii,
aresztowany i skazany na 8 lat więzienia. W dalszych latach był nauczycielem
(w Gurwan Bajan —• ajmak Chentejski), a następnie palaczem. Obecnie zajmuje
się w somonie Bajan (w brygadzie pomocniczej) wyrobem części drewnianych do
jurt i ogrodzeń dla owiec. W jurcie swojej nie przetrzymuje żadnych dewocjona­
liów. „Nie s ą mi one do niczego potrzebne, jestem niewierzący". Szczyci się umie­
jętnością biegłego czytania, pisania, w szczególności zaś liczenia.

A oto j a k p r z e d s t a w i a j ą s i ę m n i e j l u b bardziej kompletne o ł t a r z e w e
w s p ó ł c z e s n y c h j u r t a c h mongolskich.
D. D o n d o g d u 1 a m, ur. w 1875 r. w okolicach Czoir (Wschodniogobijski
ajmak), ośrodka administracyjnego Cecenwana w Oldzijtijn-tal. Pochodzi z rodziny
szabi. Jej rodzina koczowała na rozległych obszarach. W celach religijnych (pątniczych) odwiedzała liczne klasztory, również tybetańskie. W dawnej Urdze była
15 razy, każdorazowo w celach religijnych. Obecnie modli s i ę o rychłą śmierć. Jeśli
ma czas (opiekuje s i ę dziećmi syna) „odmawia" różaniec (mong. erech) — powta­
rzając po tysiąckroć urn, maa ni bad mi chum (ryc. 9). Intencją tych s ł ó w jest
wspomniana prośba. Kieruje ją do Burchan Bagsz, Dari Ech, „licznych swoich nau­
czycieli ł a m ó w " (wymienia miana dwóch) oraz „bogów 10 stron". W jurcie obok
swego posłania (nie w miejscu centralnym) przechowuje na skrzyni drewnianą k a ­
pliczkę, w której znajdują się 3 obrazki małych rozmiarów (ok. 5 X 8 cm): Burchan
Bagsz, Dari Ech oraz lamy-powiernika. Przed kapliczką stoją drewniane figury
barana i myszy, symbolizujące bogactwo i dostatek. Informátorka poza „odmawia­
niem" różańca żadnych innych praktyk religijnych nie wykonuje.
G. D o l d ż i n s u r e n , ur. w 1883 r. na terenie Bajan somonu i jej syn Dz.
C z i m i d d o r d ż , ur. w 1904 r. również na terenie Bajan somonu. W jurcie znaj­
duje s i ę kapliczka odziedziczona po starszym bracie kobiety. Kapliczka ustawiona
jest w prawej części jurty na skrzyni u w e z g ł o w i a łóżka Doldżinsuren. Za k a ­
pliczką na niskim stoliczku leżą dwie księgi Altangerel. Przed kapliczką — młynek
modlitewny, trzy naczynia do palenia , ognia (puste) oraz jedno naczynie (wyższe
od pozostałych) z suutej caj. Bywa, że Doldżinsuren do naczynia tego nalewa ajrag
lub kładzie „pierwszą część" z potrawy zgotowanej rano dla całej rodziny. Czyn­
ność t ę nazywa deedż. Niekiedy kładzie przed kapliczką borcog — pieczywo w for­
mie szyszki. W kapliczce znajduje s i ę ogółem pięć obrazków oraz jedna fotografia
Bogdo-gegena. Fotografia umieszczona jest centralnie. Ponad fotografią znajduje s i ę
obrazek o wym. 1,5X2 cm — Dżangrajseg
(jest to lokalna nazwa
Awalokiteśwary,
tyb. Pyanras-gzigs, mong. Nidjuberjudzektszi).
Obrazek ten został wykonany na
specjalne zamówienie jej starszego brata, który cierpiał na bóle oczu. Informátorka
potwierdza wielkie, opiekuńcze możliwości tego boga. Obok wyobrażenia
Dżangrajseg — również małych rozmiarów — dwa przedstawienia (od lewej i od prawej
strony) Burchan Bagsz. Na dole nieco większych rozmiarów obrazki: Nogoon Darich
i Cagaan Darich. Postacie nazywane przez informatorkę (a także przez jej syna)

�CHÜN B A J N A

Ryc. 9. Różaniec (mong.

97

érech).

Gnadan w Ułan Bator
Fot. J . Olędzki

Darich trzymają miecze i zaopatrzone s ą w atrybut — księgi. Są to w istocie wy­
obrażenia nie Tary, lecz bodhisattwy Mańdżuśri
— „zaszczepiającej chęć pozna­
wania prawdy" (mong. Mandżuszri,
tyb. Jam-dpal).
R. D e n d e w, ur. w 1884 r. na terenie somonu Bajan. W swojej jurcie prze­
chowuje część sakraliów odziedziczonych po ojcu. Na chana jurty (szkielecie drew7 — Etnografia Polska, XVII/2

�98

J A C E K OLĘDZKI

nianym) zawieszony jest obrazek Buddy, który nazywa Awid (nazwa lokalna, ozna­
czająca „ojca siły" lub energii).- Jest to wyobrażenie i nazwa popularna na wielu
terenach Mongolii (opracowania poświęcone ikonografii lamaistycznej jej nie w y ­
mieniają, prawdopodobnie jest to przetworzenie sanskryckiej nazwy Amitabha, tyb.
Oddpag-med). Obrazek A w i d przechowywany jest za szkłem w ramkach. T ł e m tego
obrazu jest malunek w i ę k s z y c h rozmiarów (15X20 cm) Cagaan Owgón pośród róż­
nych zwierząt oraz dzieci. Cagaan Owgón — „Biały Starzec" (tyb. lHa-č' én-ťse-ring
— „wielkie wieczne bóstwo"; znany również pod nazwą mongolską LTiaezi-ncere —
„uosobienie całej przyrody"). Informator z wyobrażeniem Awid w i ą ż e nadzieję „dłu­
gowieczności", przeżycia wielu lat. O „Białym Starcu" mówi, ż e był to w jego
rodzinie obraz otaczany szczególną czcią. Miał przynosić wszechstronne powodzenie
w pasterstwie, koczownictwie. Chronił stada, a także dzieci (szczególnie w ó w c z a s ,
kiedy z małymi dziećmi wieczorem zmieniano koczowisko). Stwierdza na koniec,
że pewnie miałby inne jeszcze obrazki (być m o ż e całą kapliczkę), gdyby mu ich
nie skradziono ze spichrza. Obecnie — jak twierdzi — żadnych praktyk kultowych
nie odprawia.
A . D e n d e w, ur. w 1888 r. w Awdar Bajan (Sergelen). "W centralnym miejscu
jurty ustawiona jest na skrzyni prostokątna kapliczka drewniana (wym. 30X70 cm).
Przesłania ją jedwabna zasłona choszog. Jak twierdzi, odsłaniano j ą tylko w czasie
święta Dżasaa i niekiedy na Cagaan-sar. Wewnątrz kapliczki umieszczone s ą figu­
ry — jedna z drewna, druga z gliny. Miał je w y k o n a ć w ę d r o w n y lama w krótkim
czasie, „nim otrzymał posiłek". Kapliczkę odziedziczył po ojcu. Figura gliniana to
postać sacřimsa па kozie, nazywa ją Damdin (w Mongolii nazywają t ę postać r ó w ­
nież Dandżin lub Damdin-Czojdża; tyb. Dam-can rDor-legs). Druga figura to we­
dług jego s ł ó w Dżamsaraj
(w tej samej okolicy inni nazywają tego boga Namsaraj;
tyb. rNam-sras — „książę całkowicie czysty w znaczeniu duchowym", duch opie­
kuńczy bogactwa, utożsamiany z Indrą). Informator o żadnej z tych postaci nic
nie potrafi powiedzieć (por. wywiady z S. Gonezigdambil i N. Badzar). Na prośbę
mego przewodnika, aby obdarował go kapliczką, Dendew chętnie s i ę z nią rozstaje.
B. M o r d o r d ż , ur. w 1886 r. w Awdarbajan somon przy klasztorze Bambogor
Torwij (ajmak Centralny). W jurcie byłego lamy, osoby głęboko religijnej, znaj­
dują się u wezgłowia łóżka (umieszczono je w centralnym miejscu jurty, pod ścia­
ną) niedużych rozmiarów obrazki Burchan Bagsz, Dari, dwa młynki modlitewne,
kadzielnica oraz stale płonąca lampka [dzulyn coge). Przy skromności wyobrażeń
bogów zwraca u w a g ę staranność w podtrzymywaniu ognia. Tłumaczy: „.Kładzenie
drobnych ofiar [przed burchanami] to zwyczaj pospolity. P a l ę t y l k o ogień, aby
wskazać, że człowiekowi dobrze, dostatnio i że oczekuję takiego samego dobra w in­
nym wcieleniu". Prawdopodobnie taki sceptycyzm, w połączeniu z brakiem zainte­
resowania, odnosi s i ę do licznych wyobrażeń panteonu lamaistycznego. Informator
dziwi się bardzo, że jego najbliższy sąsiad łączy z wieloma bóstwami różnorodne
i szeroko pojęte powinności. Mordordż, kiedy mu pokazuję obraz panteonu, rozpo­
znaje na nim tylko zasadnicze figury. Jurtę jego odwiedzają często (w okresie let­
nim) lamowie z Gandan. Cieszy s i ę niewątpliwie dużym autorytetem. Oprócz pale­
nia ognia i niekiedy kadzidła, stale odmawia różaniec. Stara s i ę o d m ó w i ć — podczas
jednego dnia 15 000 Om mani pad me chum.
S. С z i m i d с e r e n, ur. w 1893 r. na terenie somonu Bajan. Po m ę ż u (lamie)
dziedziczy większą ilość sakraliów. Przeważają wśród nich dużych rozmiarów
(60X100 cm) cenne obrazy. Większość z tych obrazów przechowuje w spichrzu.
Jeden z takich dużych obrazów, na podszyciu jedwabnym, ma zawieszony w po-

�CHÜN BAJNA

99

bliżu swego posłania po prawej stronie jurty. Na obrazie wyobrażenie Ajuusz (jest
to Amitabha, Amitdjus — „niezmierzony żywot" — boski Budda, tyb. Tshe-dpag-med). Z w y o b r a ż e n i e m tym łączy Czimidceren pojęcia o „długoletności", „rozwoju".
Oprócz obrazu głównego znajdują się dwa małych rozmiarów (w ramkach, za
szkłem): Dżanrajsag
— jak m ó w i — „burchan 1000 oczu i 6 rąk" oraz Cagaan Darchi. Przed obrazami stoi w y g a s ł a lampka. O licznych obrazach przechowywanych
w spichrzu niewiele potrafi powiedzieć. Rozpoznaje w ś r ó d nich. wyobrażenia Sachiusa Gombo, Bogd Lach, Nogoon Darchi, Gowijn Lcha (pięć jego różnych wy­
obrażeń na jednym obrazie) i in.
G . L u w s a n d e n d e w , ur. w 1895 r. w Awdar w sąsiedztwie somonu B a ­
jan. 20 lat przebywał w klasztorze. Po matce odziedziczył obraz Cogszin. Wykonał
go na specjalne zamówienie jego matki lama-malarz w dawnej Urdze. Obraz ten,
zazwyczaj zwinięty w rulon i ukryty w tekturowym tubusie, przechowuje na za­
pleczu kapliczki. Cogszin rozwijano (i nadal tak czynią) tylko w czasie świąt Cagan-sar, Dzulyn i Dżasaa. Na płótnie o wym. 75X130 cm przedstawione zostały —
w o k ó ł wyobrażenia centralnego Dzonchawy — strefy świata i działalności licznych
bogów (Burchan) oraz ludzi. Jest to rodzaj panteonu. Informator wyróżnia w nim
9 stref: a) centralną, z wyobrażeniem Bogd Dzunchuw trzymającego na piersiach
Burchan Bagsz — jest to „Bóg służący interesom wszystkich ludzi, wszystkich
stron"; b) prawą górną, pagodę Burchan Bagsz; c) pagodę Majdar — jest to „Bóg
tej ważności co Burchan Bagsz, zajmuje s i ę sprawami ogólnymi"; d) między wyo­
brażeniami słońca i księżyca, na środku u samej góry — Dordżczan
— „Bóg od
wszystkiego"; e) liczne wyobrażenia postaci w trzech strefach, ponad i po bokach
Dzonchuwy — „uczniowie" Dzunchuw; f) w górnej części elipsoidalnie rozmieszczo­
nych postaci pod figurą centralną — Macharandz Dżalczinszin
— „czterech stróży —
zaszczytna straż bogów"; g) środek elipsy — „rodzina bogów Jadam", s ą oni —
w e d ł u g informatora — przywódcami kolejnej grupy; h) dolna partia elipsy —
changal Czojdżin
surmaa — „ogół groźnych czojdżinów"; i) w dolnym prawym
rogu — wyobrażenie człowieka na klęczkach ze złożonymi dłońmi — „wierzący,
niosący bogom ofiary"; j) w lewym dolnym rogu — postacie ludzi i zwierzęta,
krajobraz górski i morze — „władcy ziemskich stref, gór i wód". Luwsandendew
wymienia ponadto ogółem. 26 nazw poszczególnych wyobrażeń, tylko czterech nie
potrafi rozpoznać. Każdą z postaci stara s i ę skomentować. O grupie Jadam m ó w i :
„Oni są z żonami, z żonami, tak z żonami. Jeśli między ludźmi z takich związków
rodzą się niekiedy dobrzy ludzie, to chyba również bogom taki związek służyć
m o ż e do pomnażania szeregów niebiańskich" (ryc. 10). W jurcie Luwsandendewa
oprócz obrazu Cogszin — na jednej ze skrzyń w „zaszczytnej" części — znajduje
s i ę : 1) oprawiony w srebrne ramki obraz Bogd Dzuchuw, 2) przed obrazem drew­
niana figura konia, dwie aluminiowe figury koni oraz podobna do ostatnich —
goroos — gazela, „[...] są to ofiary, stawiamy je z myślą o s t a ł y m przybywaniu
mięsa, bydła, koni, owiec — nie tylko w tym życiu, lecz po wieczne czasy. Konie
doimy 7-9 razy, a chcielibyśmy doić je wiecznie", 3) metalowe naczynia na ofiary,
4) młynek, 5) kadzielnica, 6) księgi — nad całością, zawieszone u stropu, 7) BMTWÍ-chorloo — diagram astrologiczny, który zastępuje informatorowi kalendarze na
wszelkie lata. Obok tych sakrallów znajduje się budzik i stałe miejsce na kapelusz.
O. D a n d z a n, ur. w 1890 r. w Awdar Bajan. Posiada kapliczkę z czterna­
stoma obrazkami (niewielkich rozmiarów). Pośród wyobrażeń bogów tylko sześciu
potrafi zidentyfikować (dwa wyobrażenia Burchan Bagsz, dwa Darich
(Nogoon
i Cagaan), Gombo oraz Czadraabal (nazywanego również Namsaraj). „Miałem w i ę ­
cej obrazków i figur. Oddałem je na Gandan — tam ich najlepsze miejsce". Infor-

�Ryc. 10. Fragment obrazu Cogszin, wyobrażenia grupy bogów Jadam.
Wyrób rodzimy, druga poł. X I X w. Somon Bajan
Fot. J . Olędzki

�CHUN

BAJNA

101

mację tę uzupełnia stwierdzeniem, że owe sakralia „przeszkadzały mu w czasie
koczewania".
D. S o m d a n r d ż a , ur. w 1898 r. na terenie ajmaku Sredniogobijskiego oraz
wspomniany wcześniej S. G o n e z i g d a m b i l (syn), ur. w 1918 r. w Dzuun Czoir.
W jurcie, którą zamieszkują, znajduje s i ę sporych rozmiarów szafka („po stronie
żeńskiej"), na wierzchu kapliczka i figury różnego rodzaju. Szafka jest oszklona
(spoza szyb w i d a ć portrety Suche Batora i Czojbałsana), w e w n ą t r z szafki przecho­
wywane s ą tygle do palenia ognia (kilkadziesiąt sztuk) oraz inne przedmioty z w i ą ­
zane z kultem religijnym. Ogółem „ołtarz" w tej jurcie to 26 różnorodnych wyobra­
żeń bóstw z panteonu lamaistycznego. Somdanrdża zajmuje się (przy tym „ołtarzu")
składaniem ofiar mięsnych w czasie uboju barana. W specjalnym tyglu składa
koniec obgotowanego serca, kawałek kiszki i płuca (ryc. 7-8). Gonezigdambil zaj­
muje się natomiast dopilnowywaniem, aby przed kapliczką stale płonął ogień.
Gonezigdambil o każdej z postaci namalowanej czy wyrzeźbionej potrafi powie­
dzieć jak o figurze Namsaraj: „Jest to bóg wielkiej siły i wielkich bogactw. Strzegą
ich myszy. Mysz [którą ten bóg trzyma zazwyczaj w lewej ręce — J . O.] jest sym­
bolem bogactwa, pomyślności. Ona pluje drogocennymi kamieniami. Namsaraj to
bóg dostatku pieniędzy, jedzenia, bydła..." Przed kapliczką stoi wyeksponowane na
pierwszy plan Turibaszi — symbol przyjaźni i pokoju (słoń, zając, małpa i ptak).
Wśród licznych ksiąg religijnych w tej jurcie, oprócz Altangerel i Dżadamba,
znaj-

Hyc. 11. Jedna z rycin w księdze tybetańskiej Gugerwaa
Fot. J . Olędzki

�102

J A C E K OLĘDZKI

Ryc. 12. Czytanie księgi tybetańskiej

Altangerel.

Somon Bajan
Fot. J . Olędzki

duje się Bidergaraw — czytana i oglądana z wielkim zainteresowaniem
ogromną ilość wyobrażeń, w tym d e m o n ó w dogszit; ryc. 11-12).

(zawiera

N. В a d z a r, ur. w 1902 r. w ajmaku Centralnym. Posiada kapliczkę z kilkoma
wyobrażeniami bogów. Najwyżej ceni Darchi — „[...] byla dziewczyną o zlej duszy,

�CHÜN BAJNA

103

niemiłosierną [...] Burchan Bagsz [aby ją ukarać —• J . O.] zabrał jej syna [...] nie­
szczęsną matkę wrona naprowadziła na ślad [...] Burchan Bagsz postawił warunek —
odda syna, jeśli stanie się dobrą [...] I tak stała się Darchi wszechdobrocią po wsze
czasy dla wszelkich ludzi, a najbardziej dla biednych [...]". Ważną również rolę
przypisuje wyobrażeniu boga na kozie, nazywa go Damdinczojdża
(tyb. Dam-can

Ryc. 13. Wyobrażenie Damdin Czojdżal
Wyrób miejscowy, X I X w.
Fot. J . Olędzki

�104

J A C E K OLĘDZKI

rDor-legs), inni w tej okolicy nazywają go Damdin lub Damdżin.
Powszechnie
przyjmuje się, że jest on kowalem. Podobnie sądzi Badzar: „Damdi to kowal [wska­
zuje przy tym na jego atrybuty, które określa jako młot i miech — J . O.], majster,
gospodarz, wojownik-bohater. On chroni całe gospodarstwo [a pośrednio — J . O.]
państwo, ojczyznę. Nie może być w państwie ładu bez szacunku dla Damdi" (ryc.
Ü3-14).

Ryc. 14. Obrazek z ołtarza jurtowego, wyobrażenie Cagaan Dari Ech, „Biała Matka
Dari" (Tara).
Wyrób rodzimy, druga poj. X I X w. Somon Bajan
Fot. J . Olędzki

�CHÜN B A J N A

105

T r e ś ć i f o r m a k u l t u „ o ł t a r z y d o m o w y c h " w s k a z u j ą , że z rozbudowanej
d o k t r y n y lamaistycznej p r z e j ę t e z o s t a ł y przez szersze rzesze s p o ł e c z e ń ­
stwa t y l k o pewne, p o w t a r z a j ą c e się t r e ś c i . Uosobieniem i c h jest Tara, a na-

Ryc. 15. Obrazek z ołtarza jurtowego, wyobrażenie w ł a d c ó w cmentarza Chochimoi
(tyb. Dur-k'rod-bdag-po),
sług boga śmierci Erlik Nomynchaan (sanskr. Dharmaradża).
Wyrób rodzimy, 2 poiowa X I X w., Somon Bajan
Fot. B. SowilsM

�106

J A C E K OLĘDZKI

s t ę p n i e sam Budda, k t ó r e g o r ó ż n e w y o b r a ż e n i a często u t o ż s a m i a n e s ą n i e ­
s ł u s z n i e z o d r ę b n y m i b ó s t w a m i . R ó ż n o r o d n i sachijusowie
i
dogszitowie
uzyskali s w o i ś c i e przetworzone znaczenie, o d p o w i a d a j ą c e w y o b r a ź n i spo­
łeczności, k t ó r e j p o d s t a w ą b y t o w ą jest hodowla. Na s z c z e g ó l n ą u w a g ę za­
s ł u g u j e recepcja z idei b u d d y z m u p e ł n e j afirmacji ż y c i a doczesnego —
c h ę c i powtarzania go w k o l e j n y c h wcieleniach. W e d ł u g relacji i n f o r m a t o ­
r ó w , a f i r m a c j ą t ą o b j ę t e jest zawsze życie O' charakterze pasterskim.
Podobnie j a k w i n n y c h s p o ł e c z n o ś c i a c h (np. w ś r ó d l u d n o ś c i c h ł o p s k i e j
w Europie), t a k i w M o n g o l i i nie p r z y j ę ł y się te t r e ś c i religijne, k t ó r e od­
n o s z ą się do m ą k piekielnych, s ą d u ostatecznego. A n i razu nie u d a ł o się
o d n a l e ź ć w ś r ó d licznych zazwyczaj w y o b r a ż e ń — j a k i e w y s t ę p u j ą w j u r t o w y c h kapliczkach — postaci boga ś m i e r c i Erlika l u b inaczej zwanego
Damdżin
Czojdżal.
J e ś l i n a w e t p r z y j ę ł a się sama nazwa (Damdżin
Czoj-

Ryc. 16. Wyobrażenie piekieł, barwny rysunek z początków X X

w.

Czojdżin-Lamyn-sum w Ułari Bator
Fot. J . Olędzki

�dzal),

CHUN B A J N A

107

t o j a k o o k r e ś l e n i e b ó s t w a o zasadniczo i n n y c h p o w i n n o ś c i a c h

(por.

o b s z e r n ą w y p o w i e d ź o Damdżinie

i n f o r m a t o r a Badzara). Znane w y o b r a ­

ż e n i e z „ t a ń c a ś m i e r c i " p a r y s z k i e l e t ó w Chochimoi,
gwa

Odagwa

lub

— z w i ą z a n y c h z o t c h ł a n i a m i m ą k p i e k i e l n y c h boga Erlika,

w ś r o d o w i s k u p a s t e r s k i m z n a m i ę t a l i z m a n u czy a m u l e t u (a
sachijusa)
Ad.

Durtdauzyskały

przynajmniej

c h r o n i ą c e g o p r z e d k r a d z i e ż a m i (ryc. 15).
I I . Kształtowanie

się współczesnych

praktyk

komemoratywnych.

a) O p i n i e na t e m a t l o s ó w c z ł o w i e k a p o ś m i e r c i
D. D o n d o g d u l a m, ur. 1875 г.: „Po śmierci człowiek rodzi s i ę na nowo
jak to dziecko [informátorka pokazuje na dziecko trzymane na rękach]. Dlatego
tak dużo u nas teraz m a ł y c h dzieci [...] Modlę s i ę do bogów, aby się urodzić iponownie — wszystko jedno kim: kobietą czy mężczyzną. Modlę się, aby jak naj­
szybciej trafić do nieba ¡[raju — J . O.] i stamtąd powrócić na ziemię. Chciałabym
umrzeć jak najszybciej; mam już za sobą to życie. [...] Modlę się do swoich nau­
czycieli ł a m ó w [wymienia tu imiona d w ó c h ł a m ó w — J . O J , do bogów dziesięciu
stron. Modlę s i ę też do Burchan Bagsz i do Darchi... Prosić będę, aby zbudowano
mi grób, lecz trumny niechaj nie przysypują ziemią! Jak tak można pod ziemią?[..J".
R. D e n d e w , ur. 1884 r. na terenie somon Bajan. Informator mimo pełnego
uznania dla nowych z w y c z a j ó w rozstawania s i ę ze zmarłymi twierdzi, ż e : „Po
śmierci dusza przechodzi w nowe istnienie ludzkie. Dowodem tego jest to, że u nas
tak dużo rodzi s i ę dzieci". Na pytanie, czy dusza zmarłego nie wciela s i ę w n i ż ­
szego typu organizmy, odpowiada: „Wiele [potem dodaje „nigdy" — J . O J się nad
tym nie zastanawiałem".
M. D e n d e w , ur. 1885 r. w rejonie Elgen przylegającym do somonu Bajan.
„Jeśli człowiek grzeszył, to jego dusza trafia w przepaść ciemną, w przepaść. A jeśli
czynił człowiek wiele dobrego dla innych, dla wszystkich ludzi, to trafia [dusza
zmarłego — J . O J do raju, świata Burchanów". — Co zaś dzieje s i ę z duszą czło­
wieka, który niezbyt grzeszył i niezbyt wiele dobrego' uczynił innym? „Może od­
rodzi s i ę wtedy w innym człowieku. Też i grzesznik, jeśli odbył męki [w owej
„ciemnej przepaści" — J . O J , to m o ż e odrodzić s i ę i nawet trafić do świata bogów,
wcielić s i ę w boga. J a sam wierzę, ż e niczego złegO' nie należy czynić na tym
świecie, albowiem m o ż n a odrodzić s i ę w człowieku lub bogu [...] Umarłego lepiej
też zostawić odkrytego w stepie. Wtedy szybko jego ciało przepada. Nie rozumiem,
jak to m o ż e być, aby tek zakopywać ciało". — Pozostaje w ó w c z a s coś, co pomaga
rodzinie: „Nie wiem. J a będę prosił, aby mnie pozostawili na stepie w ciepłym,
słonecznym miejscu!"
B . M o r d o r d ż , ur. w 1886 r. w somonie Awdarbajan przy klasztorze B a m bogor Torwij lub t e ż zwanym Bambar (ajmak Centralny). B . Mordordż, jako lama,
piastował w tym klasztorze w a ż n e funkcje, do dziś uchodzi w najbliższej społecz­
ności za człowieka głęboko religijnego: „Dusza zmarłego przebywa okresowo w j a ­
k i m ś zwierzęciu, ale zawsze odradza się w innym ludzkim wcieleniu. Opuszczenie
przez duszę ciała zezwala na zniszczenie ciała [...] Dlatego zostawianie człowieka
[zmarłego — J . O J na powierzchni ziemi jest zgodne z tradycją przodków, a naj­
ważniejsze — to znalezienie dla niego miejsca najodpowiedniejszego, by rozniosły
go zwierzęta. Najlepiej jest, jak już na drugi dzień [ciała — J . O J nie ma. To jest
najlepsze rozwiązanie. A niedobrze jak gnije człowiek w ziemi [...] Dawniej po-

�108

J A C E K OLĘDZKI

szukiwano w ł a ś c i w e g o miejsca dla umarłego. Teraz — bez różnicy — kładą wszyst­
kich na jedno miejsce. Jest to polityka partii i nic o tym nie mogę powiedzieć".
A. D e n d e w , ur. w 1888 r. w Awdarbajan. A. Dendew należy do bardzo
nielicznych (w społeczności Bajan somonu bodaj jedyny) „wróżbitów" z łopatki
barana. W jurcie jego przestrzegane s ą z niezwykłą pieczołowitością rzadko już
zdarzające s i ę zachowania magiczne. Warto również odnotować fakt, że w odróż­
nieniu od pozostałych mieszkańców Bajan z w i e l k ą starannością zachowuje obyczaj
dawnego w y g l ą d u pasterza — w stroju i sposobie strzyżenia w ł o s ó w (osobliwy
kosmyk długich w ł o s ó w na potylicy, przy reszcie krótko ostrzyżonej). Oto jego
poglądy w interesującej nas sprawie: „Co się z c z ł o w i e k i e m dzieje po śmierci, nie
wiem i nie chcę wiedzieć. W a ż n e jest tylko, abym miał -co zjeść, aby m i ę s a było
pod dostatkiem... Kiedy już opuszczę swoją jurtę, wszystko mi jedno, jak mnie
pochowają".
G. L u w s a n d e n d e w , ur. w 1895 r. w Awdar w sąsiedztwie somonu Bajan.
Od 8 do 28 roku życia przebywał w klasztorze Bambaryn Chijd (Oncorpułtłen
Chijd). J a k już była mowa, należy do bardzo nielicznych w społeczności Bajan
somonu, którzy znają nazwy i role ogromnej rzeszy bóstw panteonu lamaistycznego. Szczyci się też w i e d z ą astralną, znajomością szczegółową religijnych świąt
dorocznych. Mimo to, a może w ł a ś n i e dlatego, jest wyrazicielem poglądów nader
współczesnych w omawianych warunkach: „Nie miałbym bogów [ogromnej ich
kolekcji w jurcie — J . O.], gdybym nie wierzył [...] Ale nie wiem, co z c z ł o w i e ­
kiem dzieje się po śmierci. Nowy sposób żegnania zmarłych jest lepszy niż starszy
[tradycyjny — J . O.]. Każdy boi s i ę trupów [...] Nie wiem, dlaczego dawniej były
inne prawa".
B. B a z a r w a n , ur. w 1895 r. w okolicach jezior północno-zachodniego rejonu
prowincji mongolskiej w C h R L (dawna Barga). „Sądzę, ż e obecne zwyczaje zako­
pywania zmarłych są mądrzejsze, lepsze niż dawniejsze, ponieważ dla krewnych
pozostają jakieś ślady [...] W tym nowym obyczaju uczestniczą w ł a d z e somonu,
kolektyw spółdzielni. Jest obiad wydany przez rodzinę [...] To wszystko łagodzi
ból. A przecież duszy żadnej nie ma". Bazarwan chwali również zwyczaj sytuo­
wania cmentarzy daleko od osad ludzkich. „To dobra tradycja. Dawniej też wyno­
szono zwłoki daleko w step. Nieprzyjemnie żyć blisko zmarłych".
N. D o 1 g o r, ur. w 1893 r. w somonie Bajan. Wdowa po pisarzu nojona Darchanczinwana, osoba głęboko religijna, chociaż nie znająca w sposób pełniejszy
prawd wiary. Składa regularnie ofiary przed obrazkami bóstw poświęconych swoim
bliskim zmarłym. „Światło u mnie [w jurcie przed kapliczką — J . O.] płonie i dla
bogów i dla drogich mi osób [zmarłych — m ę ż a i matki — J . O.]. J a k byłby mąż,
to każdego rana dałabym jemu pierwszemu czarkę suutej caj, ale tak [...] daję
tu [...]". Dolgor każdego wieczoru obchodzi jurtę s w o j ą i sąsiadów i(w tym sekre­
tarza partii), niosąc na rękach ś w i ę t e księgi. Zabieg ten tłumaczy o b a w ą przed
gromami i pojawieniem się duszy zmarłych. Jednakże sądzi, że „oni na pewno
s ą już w raju", mimo to zapytuje?: „Jest możliwe, aby przychodziły dusze bliskich
do jurty?" Wydaje s i ę jej, że tradycyjny zwyczaj rozstawania s i ę ze zmarłymi był
„lepszy". Jej zaś osobiście wszystko jedno, jak zostanie pochowana. Chociaż do­
puszcza, ż e : „ludzie mogliby się lękać jej ciała pozostawionego na wierzchu". I dla­
tego uważa, że chowanie ciał w ziemi ma swoje uzasadnienie.
N. L u w s a n d ż a m c . Godzi się, aby pochowano go w ziemi — „to kultu­
ralny zwyczaj". Wolałby jednak, aby ciało jego spalono. Dawnego zwyczaju roz-

�CHUN B A J N A

109

stawania się ze zmarłymi nie akceptuje. Jego najgorszą stroną — stwierdza — jest
to, że „potem zostaje czaszka, czaszka poniewiera się w stepie; psy, wilki wszystko
rozwłóczą oprócz g ł o w y ; głowy nie ruszają".
Sz. L u w s a n c o d o w , ur. w 1899 r. w Malchyntal w Bajan Dżargalant,
m ą ż — A. C h o r ł o o , ur. w 1900 r. w Ełgen na terytorium somonu Bajan. P a ­
sterze, rodzice dwu córek — robotnic w ośrodkach miejskich. Religijni, dopełnia­
jący podstawowych czynności kultowych, w tym składania ofiar w kapliczce jurtowej. On — „Co z duszą zmarłego się dzieje
— Dawniej mówili, ż e duch czło­
wieka żyje wiecznie. Są k u temu powody [...] Rodzą się wszak dzieci z tymi samy­
mi piętnami, jakie dzieciom z m a r ł y m pozostawili ich rodzice. Zmarłe dzieci piętno­
wano czarną sadzą [»•] Teraz Partia mówi, ż e duch nie istnieje, tylko materia. T a k
w i ę c już zupełnie z d u m i a ł e m , wszystko pokręciło mi się w głowie". Dlatego nie
potrafi, jak twierdzi, osądzić, który ze zwyczajów — dawniejszy, czy nowszy jest
słuszniejszy. Natomiast jego żona przyznaje rację obyczajowi tradycyjnemu. Ale
to dlatego, ż e proces „sczeznięcia zwłok (algaboloch arilach) jest szybszy".
D. M a n i a , ur. w 1902 r. na terenie somonu Bajan. Starszy suiru, wdowiec,
ma dwóch synów, jednego w Ułan Bator, u którego chciałby spędzić starość. „Kiedy
umrę, chciałbym, aby tutaj mnie [w somonie Bajan — J .O.] pochowano, aby syn
tutaj przywiózł moje ciało i pochował nowym zwyczajem — to będzie zgodne
z przepisami [obowiązującymi — J . O.]. Wolałbym jednak, aby ciało moje pozo­
stawiono na odkrytym miejscu". Jakie losy czekają zmarłego, nie wie i nic na ten
temat nie potrafi powiedzieć.
S. S z a r a w d o r d ż, ur. w 1906 r. w Awdar Bajan. Potomek szabi, służył
lamom i nojonom, zajmował się różnymi pracami fizycznymi, nigdy pasterskimi.
Żyje samotnie. „Jestem niewierzący. Wszystko mi jedno, gdzie mnie pochowają,
jeśli umrę w szpitalu, to niechaj w szpitalu [...] Ukrywanie człowieka zmarłego
[w mogile — J . O.] to zwyczaj mądrzejszy niż zostawianie go na wierzchu ziemi.
Kiedyś i u nas chowano zmarłych w ziemi, potem dopiero zaczęto porzucać ciała
w stepie [...]".
S. G o m b o d ż a w , ur. w 1910 r. w okolicy Elgenij uuł (somon Bajan), m ą ż :
M. D e d ż i d , ur. w 1906 r. w Bucht (somon Bajan). Małżeństwo bezdzietne, adopto­
wali chłopca. On starszy suiru, przodujący pasterz, ona członkini w ł a d z spółdzielni
(aktywistka). On: „Byłem kiedyś wierzącym, obecnie o d z w y c z a i ł e m się". Ona —
podziela jego stanowisko, wskazując na rolę propagandy w zmianie ich przekonań.
W jurcie nie mają żadnych przedmiotów kultowych. W zestawie zdjęć rodzinnych
trzymają wyeksponowane portrety Czojbałsana i Stalina. „Nie wierzymy w życie
po śmierci i w istnienie w człowieku duszy (suns)... Lepiej jest chronić zmarłych
w grobach — jest to uwiecznienie człowieka, uwiecznienie przez wybudowanie
umarłemu grobu i schronienie do niego przedmiotów, które były bliskie człowie­
kowi za życia: nowa odzież, nóż, czarka do kumysu. Widzieliśmy [kładzione na grób
lub do trumny — J . O.] cukierki, monety [...] Ale sami byśmy nie kładli, tak jak
nie kładlibyśmy noża i czarki. Kładlibyśmy tylko n o w ą odzież[...]". Mimo to rozu­
mieją postępowanie innych (ryc. 17).

b) Cmentarze somonowe i cmentarz w U ł a n B a t o r
Cmentarz w C h a r c h o r i n (dawne K a r a k o r u m ) . Najprawdopodobniej za­
ł o ż o n y nie w c z e ś n i e j a n i ż e l i pod koniec l a t p i ę ć d z i e s i ą t y c h X X w . N i e jest
j e d n a k w y k l u c z o n e , że cmentarz t e n p o w s t a ł jeszcze p ó ź n i e j (na p o c z ą t k u

�110

J A C E K OLĘDZKI

lat s z e ś ć d z i e s i ą t y c h ) . Cmentarz u k r y t y jest w d o l i n i e pasma w z g ó r z ota­
c z a j ą c y c h o s a d ę o d s t r o n y p o ł u d n i o w e j . W jego p o b l i ż u u s y t u o w a n o w i e l ­
k i e ś m i e t n i s k o . N a szczytach g ó r i p r z y drodze przez p r z e ł ę c z ( p r z e ł o m
Orchonu) z n a j d u j ą s i ę t r z y owoo. Cmentarz nie jest ogrodzony. W i d o c z ­
n y c h jest k i l k a n a ś c i e miejsc p o c h ó w k o w y c h . U ż y w a m tego o k r e ś l e n i a , p o ­
n i e w a ż t y l k o c z ę ś ć t u pochowanych o s ó b m a m o g i ł y . S ą one rozproszone
n i e r ó w n o m i e r n i e w o d l e g ł o ś c i a c h nieraz k i l k u d z i e s i ę c i u m e t r ó w od siebie.
D w a p u d ł a drewniane, w y d ł u ż o n e , o t w a r t e . W e w n ą t r z p o d ś c i ó ł k a . W j e ­
d n y m z n i c h u w ę ż s z e g o b o k u pusta b u t e l k a po perfumach, n a ziemi p r z y
s k r z y n i b u t e l k a zakorkowana z j a k ą ś cieczą. Podobnie w trzech i n n y c h
przypadkach. K i l k a t r u m i e n z g r u b y c h b i e r w i o n . Proste, p o d ł u ż n e l e ż ą
b e z p o ś r e d n i o na ziemi. W i e k a zabite. W j e d n y m p r z y p a d k u w i e k o u c h y l o ­
ne. W ś r o d k u p o d ś c i ó ł k a , u w ę ż s z e g o b o k u słoik z resztkami j a d ł a . Osobno
l e ż ą resztki h e r b a t n i k ó w . W j a k i m ś z a g ł ę b i e n i u resztki o d z i e ż y i grze­
chotka plastikowa. O p r ó c z t y c h ś l a d ó w po z m a r ł y c h i t r u m i e n s t o j ą c y c h na
p o w i e r z c h n i ziemi z n a j d u j ą s i ę groby. Z w r a c a u w a g ę w z g ó r e k u ł o ż o n y
z k a m i e n i (w podobny s p o s ó b j a k stawiane s ą owoo), k t ó r y otacza ogrodze­
nie z p r ę t ó w ż e l a z n y c h (jest to ż e l a z n e ł ó ż k o przystosowane do tego n o ­
wego celu). Gdzie indziej w e w n ą t r z t a k i c h samych o g r o d z e ń - ł ó ż e k p ł y t y
cementowe. D o ogrodzenia p r z y w i ą z a n a tabliczka z f o t o g r a f i ą z m a r ł e g o
i napisem (imię, data urodzenia oraz ś m i e r c i ) . Ponad c a ł o ś c i ą zamontowane
ś m i g ł o w e n t y l a t o r a samochodowego. Jest t o g r ó b k i e r o w c y . Części meta­
l o w e pomalowane na b r ą z o w o i żółto. W i n n y m miejscu p r a w i e identyczny
g r ó b (traktorzysty). W p o b l i ż u g r z b i e t u w y n i e s i e n i a zamyka t o cmentarzy­
sko m o g i ł a z drewna. Nagrobek w k s z t a ł c i e s t o ż k a t r ó j ś c i e n n e g o , w y s o k o ­
ści 1,5 m . Podstawa i s t o ż e k zbite z desek, całość pomalowana na b ł ę k i t n o .
Poza grzbietem w y n i e s i e n i a (na stoku k t ó r e g o r o z p o ś c i e r a s i ę cmentarz)
g ł ę b o k i p a r ó w i w d a l i j u r t y oraz t u ż p r z y n i c h kolejne pasmo g ó r . N a
stoku jednej z n i c h ś l a d y k i l k u k a m i e n n y c h o b r a m o w a ń u j g u r s k i c h k u r ­
h a n ó w . T u poprzez j a r s ą s i a d u j ą d w a cmentarzyska w g ó r a c h , n a d k t ó r y ­
m i w z n o s z ą s i ę owoo. N i n i e j s z y opis s p o r z ą d z o n y z o s t a ł w 1966 r .
Cmentarz w somonie Bajan. P o ł o ż o n y jest p o ś r o d k u w y n i e s i e ń , na za­
c h ó d od c e n t r u m w oddaleniu ok. 2 k m . P o m i ę d z y d w o m a w z g ó r z a m i (na
k t ó r y c h z n a j d u j ą s i ę owoo) r o z p o ś c i e r a s i ę na stoku d o l i n y . Stok t e n na­
c h y l o n y jest w k i e r u n k u p o ł u d n i o w y m . W g ł ó w n y m s k u p i e n i u g r o b ó w
uszeregowanych w k i l k u n a s t o m e t r o w y c h i mniejszych o d s t ę p a c h — w z d ł u ż
prostej — r o z p o z n a ć m o ż n a w y r a ź n ą t e n d e n c j ę s y t u o w a n i a z m a r ł y c h t w a ­
r z ą z w r ó c o n ą w k i e r u n k u p o ł u d n i o w o - w s c h o d n i m . Udaje s i ę u s t a l i ć , że na
cmentarzysku t y m o d b y ł o s i ę o g ó ł e m 30 ceremonii. N a j w c z e ś n i e j s z e j do­
konano w 1964 г., ostatniej w 1967 r. Oto sposoby pozostawiania i chowa­
nia na t y m cmentarzu z m a r ł y c h : a) w p ł y t k i m z a g ł ę b i e n i u (ok. 20-40 cm)
o w y m i a r a c h o d p o w i a d a j ą c y c h w z r o s t o w i z m a r ł e g o . Z i e m i a rozsypana

�111

CHUN BAJNA

w z d ł u ż d ł u ż s z y c h b o k ó w — całość o k s z t a ł c i e p r o s t o k ą t a ; b) w t r u m n a c h
z desek sosnowych, nieostruganych, p ł a s k o sklepionych, lekko z w ę ż a j ą ­
cych s i ę z jednej strony, u s t a w i o n y c h b e z p o ś r e d n i o na p o w i e r z c h n i z i e m i ;
c) pod n a g r o b k a m i u s y p a n y m i z k a m i e n i lub t y l k o z ziemi, o w y d ł u ż o ­
n y c h niestarannych k s z t a ł t a c h ; d) pod p ł y t a m i c e m e n t o w y m i l u b w z g ó r ­
k a m i z tego t w o r z y w a . W j e d n y m p r z y p a d k u nagrobek starannie pobielo­
ny, r ó w n i e ż w j e d n y m ogrodzony c e g ł a m i i t a k ż e w j e d n y m — p r ę t a ­
m i m e t a l o w y m i . B y w a j ą na p o w i e r z c h n i cementu p r z y s t r o j ę z k a m y k ó w
l u b t ł u c z o n e g o szkła. N a grobie C h i ń c z y k a wpuszczony w z a p r a w ę cemen­
t u — talerz, słoik i b u t e l k a .
W o k ó ł w s z y s t k i c h t y c h miejsc z n a j d u j ą się b u t e l k i . P r z y j e d n y m g r o ­
bie aż 5. P r z y grobie n a j n o w s z y m b u t e l k a z m l e k i e m , k a w a ł e k chleba,
c u k i e r k i , monety. W j e d n y m z z a g ł ę b i e ń chadag r o z c i ą g n i ę t y przez c a ł ą
d ł u g o ś ć w y k o p u . N a rogach chadag p r z y c i ś n i ę t y k a m i e n i a m i . Ponad w y ­
k o p e m rozrzucone s t r z ę p y o d z i e ż y . W i n n y c h miejscach obok podobnie
rozrzuconych s t r z ę p ó w o d z i e ż y czaszka dziecka, gdzie indziej s z c z ę k a do­
rosłego człowieka.
Mogiły

Zwłoki na powierzchni
dzieci

dzieci

dorośli

dorośli

nie zidentyfikowani

5

1

3 wzgórki
12 różnego ro­
1 wzgórek
dzaju wzgórków
ogrodzony
3 wzgórki nie3 trumny na po­
ogrodzone
wierzchni ziemi
1 płyta cementowa 1 płyta cementowa
(Chińczyk)

5

1

5

7

12

Razem 30

Cmentarz w U ł a n Bator. Podobnie j a k poprzednio opisane oddziela go
od osiedli pasmo g ó r . P o ł o ż o n y jest na z a c h ó d od miasta, na stokach z w r ó ­
conych w k i e r u n k u wschodnim. Obejmuje p r z e s t r z e ń ok. 3 k m . N a szczy­
tach o t a c z a j ą c y c h go w z g ó r z z n a j d u j ą s i ę w z g ó r k i owoo. N a cmentarzu
t y m nie spotyka się ś l a d ó w pozostawiania ani zwłok, ani t r u m i e n na po­
w i e r z c h n i ziemi. Najstarszy grobowiec pochodzi z drugiej p o ł o w y X I X w .
Jest to p o k a ź n y c h r o z m i a r ó w m u r o w a n y , o t y n k o w a n y i p o m a l o w a n y na
ż ó ł t o p i ę c i o ś c i a n . U s y t u o w a n y jest w g ó r n e j p a r t i i stoku w odosobnieniu,
ponad k i l k u t y s i ę c z n y m z b i o r o w i s k i e m i n n y c h m o g i ł . Ó w grobowiec, w y ­
r ó ż n i a j ą c y s i ę z całości, k r y j e s z c z ą t k i jednego z w y ż s z y c h d o s t o j n i k ó w
d u c h o w n y c h . N a p o w i e r z c h n i grobowca ustawiono 27 m o s i ę ż n y c h mise­
czek ( w miseczkach t y c h znajduje się woda, suutej caj, r y ż i r o d z y n k i ) ;
5 o k r ą g ł y c h suchych s e r ó w (na j e d n y m g a r ś ć prosa); 1 ozdobny balin oraz
1 miedziane naczynie przeznaczone do w o d y ś w i ę c o n e j i pawiego p i ó r a
2

�112

J A C E K OLĘDZKI

Ryc. 17. Dary składane na grobach, cukierki i monety.
Cmentarz w Ułan Bator
Fot. J . Olędzki

�CHUN BAJNA

113

Ryc. !18. Dary n a grobie lamy.
Cmentarz w Ujan Bator
Fot. J . Olędzki

(tyb. mansajn — do, mong. togosyn ód). P o m i ę d z y t y m i naczyniami o zde­
cydowanie l i t u r g i c z n y m charakterze rozsypano c u k i e r k i (ryc. 18).
Odosobniony g r ó b l a m y g ó r u j e nad całością cmentarzyska. Od strony
miasta i j a k b y w e j ś c i a na cmentarz (wzdłuż drogi) z n a j d u j ą się w s p ó ł c z e ­
sne najokazalsze grobowce o s ó b z a s ł u ż o n y c h . Grobowce te p r z y p o m i n a j ą
rodzaj kaplic. Zaopatrzone s ą w nisze, w k t ó r y c h eksponuje się w i z e r u n k i
u m a r ł y c h (rzeźby, m a l o w i d ł a , fotografie). Jeden z takich g r o b o w c ó w w i e ń ­
czy d u ż y c h r o z m i a r ó w gwiazda 5-ramienna i znicz-pochodnia (ryc. 19).
N i e opodal t y c h g r o b o w c ó w , k t ó r e m o ż n a u z n a ć nieraz za przejaw swoistej
sztuki ( b y w a j ą one zdobione i malowane ż y w y m i barwami), z n a j d u j ą się
m o g i ł y s ł a w n e g o p i ł k a r z a ( d u ż y c h r o z m i a r ó w kula, s y m b o l i z u j ą c a p i ł k ę ,
eksponowana na cokole), m u z y k a ( w y c i ę t a z blachy l i r a , eksponowana na
ogrodzeniu z p r ę t ó w ż e l a z n y c h ) , pisarza ( w y c i ę t e z blachy w y o b r a ż e n i a
p i ó r a i g a ł ą z e k l a u r o w y c h ) , eksponowane podobnie j a k w poprzednim
p r z y p a d k u (ryc. 20). Tak j a k na cmentarzach w Bajan czy Charchorin i t u
z n a j d u j ą się m o g i ł y z w i e ń c z o n e s k r z y d ł a m i w e n t y l a t o r ó w samochodowych.
8 — Etnografia Polska, XVII/2

�114

J A C E K OLĘDZKI

Ryc. 19. Współczesne groby osób zasłużonych.
Cmentarz w Ułan Bator
Fot. J . Olędzki

Przedstawione w y ż e j grobowce o charakterze reprezentacyjnym sta­
n o w i ą z n i k o m ą c z ę ś ć w i e l o t y s i ę c z n y c h m o g i ł s k r o m n y c h i bardzo s k r o ­
m n y c h . Te ostatnie to t a b l i c z k i (z d a n y m i o z m a r ł y m : i m i ę , data urodze­
nia i ś m i e r c i ) montowane n a s ł u p k a c h l u b w y k o n a n e z cementu stele w y ­
sokości ok. 0,5-1 m , wkopane w z i e m i ę l u b z w i ą z a n e z p ł y t ą ( r ó w n i e ż ce­
m e n t o w ą ) n a k r y w a j ą c ą w y k o p . N a stelach z r e g u ł y umieszczane s ą dane
0 z m a r ł y m . Ogromna w i ę k s z o ś ć t y c h m o g i ł jest starannie ogradzana p r ę ­
t a m i m e t a l o w y m i l u b l i s t w a m i z drewna. Z w r a c a u w a g ę w i e l o ś ć t y c h
o g r o d z e ń , a z w ł a s z c z a to, ż e u podstawy s ą k w a d r a t o w e , nie z a ś prosto­
kątnie wydłużone. Przy wielu mogiłach znaleźć można dary z c u k i e r k ó w
1 d r o b n y c h monet. K w i a t y ( z r e s z t ą sztuczne) z d a r z a j ą s i ę t y l k o p r z y g r o ­
bowcach w alei z a s ł u ż o n y c h osobistości.
W k i l k u przypadkach ponad ogrodzeniami m o g i ł zamontowano na w y ­
sokich p r ę t a c h w i a t r e m poruszane m ł y n k i m o d l i t e w n e , zapewne w y p e ł n i o ­
ne z w o j a m i i n s k r y p c j i na papierze o t r e ś c i a c h p r z e b ł a g a l n y c h .

�CHÜN B A J N A

Ryc.

20.

115

Grób p i ł k a r z a .

Cmentarz w Ułan Bator
Fot. J . Olędzki

�116

J A C E K OLĘDZKI

с) Wzorcowe ceremonie pogrzebu ś w i e c k i e g o
Ceremonia pogrzebowa w somonie Bajan z a s t ę p c y sekretarza p a r t i i
w 1967 r. Z ł o ż e n i e c i a ł a do t r u m n y . U s y t u o w a n i e j e j na p l a t f o r m i e samo­
chodu c i ę ż a r o w e g o . K o n d u k t : w ł a d z e somonu, rodzina, c i ę ż a r ó w k a z t r u ­
m n ą . Dotarcie na miejsce chowania z m a r ł y c h w somonie Bajan. P r z e m ó ­
w i e n i a n a d t r u m n ą . Zakopanie t r u m n y n i e g ł ę b i e j n i ż 1,5 m . P o w r ó t do
c e n t r u m . W y s t a w n y obiad z u d z i a ł e m r o d z i n i w ł a d z somonu. ( W e d ł u g r e ­
lacji przypadkowych rozmówców.)
Ceremonia pogrzebowa w U ł a n Bator sekretarza Ambasady M o n g o l i i
w M o s k w i e w 1967 r. K r e m a c j a c i a ł a w ZSRR. K o n d u k t obserwowany
przez p i s z ą c e g o te s ł o w a . M u z y k a ż a ł o b n a . Dostojny marsz o p a r t y na k r ó t ­
k i c h m o t y w a c h melodycznych p o w t a r z a n y c h m i a r o w o . N a czele k o n d u k t u
( p r z e m i e r z a j ą c e g o g ł ó w n ą u l i c ą miasta) osoby n i o s ą c e w i e ń c e ze sztucznych
k w i a t ó w n i e z w y k l e b a r w n y c h . Z a n i m i czterech m ę ż c z y z n t r z y m a d r ą ż k i ,
na k t ó r y c h z ł o ż o n o s k r z y n k ę z prochami o k r y t ą m o n g o l s k i m sztandarem.
Dalej k i l k a d z i e s i ą t o s ó b ( n i k t nie przyodziany w j a k i e ś swoiste szaty ż a ­
ł o b n e ) , orkiestra w o j s k o w a i na k o ń c u c i ę ż a r ó w k a . N a o d k r y t e j p l a t f o r m i e
ustawiony stół p r z y k r y t y c z e r w o n ą m a t e r i ą i k i l k a krzeseł. K o n d u k t nie
budzi sensacji p o ś r ó d p r z e c h o d n i ó w , na k r a w ę ż n i k a c h chodnika p r z y s t a j ą
pojedynczy ludzie. N a cmentarzu n a s t ę p u j e zdjęcie z p l a t f o r m y s t o ł u
i k r z e s e ł . P r z y stole z a s i a d a j ą organizatorzy pogrzebu. G r a orkiestra. N a ­
s t ę p u j e w m u r o w a n i e s k r z y n k i z p r o c h a m i do niszy grobowca-kapliczki.
Jeden z o r g a n i z a t o r ó w w y g ł a s z a p r z e m ó w i e n i e s t o j ą c za s t o ł e m . Po z ł o ­
ż e n i u w i e ń c ó w i odegraniu przez o r k i e s t r ę h y m n u p a ń s t w o w e g o ż a ł o b n i c y
p o w r a c a j ą do miasta.
Przytoczone w y ż e j d w a p r z y k ł a d y ceremonii grzebalnej nie s ą repre­
zentatywne dla szerszego k r ę g u s p o ł e c z n o ś c i mongolskiej, n i e m n i e j stano­
w i ą oficjalnie propagowane w z o r y z a c h o w a ń . Korzystanie z c i ę ż a r ó w k i
(najczęściej przeznaczonej do przewiezienia t r u m n y ) to zwyczaj, k t ó r y
p r z y j ą ł s i ę w M o n g o l i i powszechnie. J e d n a k ż e w i e l u z m o i c h r o z m ó w c ó w
ż a l i ł o s i ę , że nie zawsze w ł a d z e lokalne d o k ł a d a j ą s t a r a ń , aby rodzinie
z m a r ł e g o u ż y c z y ć tego pojazdu. W przypadkach nieuzyskania samochodu
rodzina z m a r ł e g o , j a k d a w n i e j , korzysta z ter eg — d w u k o ł o w e g o w o z u .
d)

Żywotność

i

rozwój

zachowań

lamaistyczno-synkretycznych

W o b r ę b i e d z i e d z i ń c a klasztoru Gandan z n a j d u j ą s i ę p o m i ę d z y d w o m a
s p o ś r ó d trzech ś w i ą t y ń (süm-dugari)
— w w ą s k i m przejściu między t y m i
ś w i ą t y n i a m i — t r z y specjalne konstrukcje, w k t ó r y c h zamontowano k i l ­
k a n a ś c i e blaszanych b ę b n ó w m o d l i t e w n y c h , m ł y n k ó w (mong. chiird). W e ­
w n ą t r z b ę b n ó w z n a j d u j ą się zwoje m o d l i t w pisanych w j ę z y k u t y b e t a ń ­
s k i m . Natomiast na i c h p o w i e r z c h n i przylepione s ą przez w i e r n y c h r ó ż -

�117

CHUN B A J N A

16

о

Ryc. 21. Klasztor Gandantegczinlin w Ułan Bator.
A — dziedziniec zgromadzeń; В — dziedziniec giówny. 1 — wejście chronione przez posągi
l w ó w (mong. arslaan-ow); 2 — słupy zwieńczone buńczukami (mong. diancan); 3 — brama
(mong. jampaj); 4 — jurta przeora; 5 — kuchnia; 6 — m ł y n k i modlitewne (mong. eJiiird);
7 — kancelaria; 8 — biblioteka; 9 — kadzielnice (mong. bojpor); 10 — podest do ogłaszania
modlitw (mong. szat-inuer) • 11 — deski modlitewne (mong. morgó-lijn-mod);
12-14 — świątynie
(mong. silm-dugan); 15 — posąg Dzonchawy; 16 — ocalały słup z sąsiedniego zespołu klasz­
tornego
Rys. J . Olędzki

�118

J A C E K OLĘDZKI

M M M M M M

i i i i i i i г-тгак

• I b

•

A

•

Ыв| i I I
' I I l7l I

I I I I M

Ryc. 22. Jedna z trzech ś w i ą t y ń na Gandanie w U ł a n Bator.
A — przedsionek; В — przejścia dla wiernych; С — ołtarz; D
i figury. I — figury l w ó w ; 2 — siedzenie głównego strażnika
tualne i pierwotne siedzenia pomocniczego strażnika (mong.
5 — ded-chamba; 6 — undzad; 7 — lamowie; 8 — muzykanci
9 — trębacze

— ofiary; E — kapliczki, obrazy
(mong. ichn-gesguj) ; 3-3a — ak­
baga-gesguj);
4 — chambalam;
(kotły, muszle, dzwonki, trąbki);
Rys. J . Olędzki

nego r o d z a j u napisy o d r ę c z n e na papierze (ryc. 23). T r e ś c i ą t y c h

napisów

s ą c z ę s t o p r o ś b y o s z c z ę ś l i w y los dusz z m a r ł y c h o s ó b . W 1966 r. p r z e w a ż a ł y
t e k s t y z w i ą z a n e z losami tragicznie z m a r ł y c h w czasie powodzi, k t ó r a

na­

w i e d z i ł a U ł a n B a t o r i okolice. Oto w y b r a n e t e k s t y :
„Drogi m ó j ojcze, niech dobrym będzie twoje przerodzenie. Omanipadmechum
Omanipadmechum Omanipadmechum".
„Droga moja matka s c h w y c i ł a swoje lata, o bogactwo dla niej proszę. U m manyni badnij chum".
„Drogi bracie Rowczich, który zginąłeś w wodzie, my życzymy ci wszystkiego
dobrego w Twojej drodze. Twoi bracia i siostry".
„1966.7.20. Drogi bracie Baldżinnjam, proszą dla was o dobry spokój po śmierci.
Om maanij badny chaa. Twoje siostry Daszdawa i Dowdaj".
„Baatar z nazwiskiem Darima 1965. 9 miesiąca 19 dnia złapała swoje 21 lata.
Niech będzie jej Um manij pad mi chum".
Tłumaczył: Adam L a t u s e k
„Syn m ó j Dordżpurew zmarł 1966 roku 8 miesiąca 5 dnia w Gospodarstwie
P a ń s t w o w y m w somonie Dżargalan. U m bajny badny chaa".
„Za [mojego] syna Batdordża. U m maanij bad mi chum..." (dalej następuje
pięciowierszowa modlitwa tybetańska).

�CHÜN B A J N A

Ryc.

119

2,3. Młynki (a) i deski (b) modlitewne.
Gandan w Ułan Bator
Fot. J . Olędzki

�120

J A C E K OLĘDZKI

„Pasterz 1-ej brygady somonu Sumber ajmaku Wschodniogobijskiego
Tuwaana, 36-letnia Dolgorsüren zmarła na skutek ciężkiej choroby.
U m maanynij badnij chum".
Tłumaczył: Jerzy

córka

T u1i so w

N a p o c z ą t k u lat s z e ś ć d z i e s i ą t y c h omawiane t u zjawisko nie w y s t ę p o ­
w a ł o . P o r ó w n a j L u m i r J i s l , Uměni starého Mongolska
(Praha 1961,
tablica 35). Znajduje się t a m fotografia o m a w i a n y c h m ł y n k ó w m o d l i t e ­
w n y c h . N a b ę b n a c h nie m a ż a d n y c h k a r t e k z napisami. Dziś j e d n a k ż e , ob­
s e r w u j ą c zachowanie w i e r n y c h p r z y b y w a j ą c y c h na dziedziniec Gandanu,
odnosi się w r a ż e n i e , że n a j w i ę k s z ą a k t y w n o ś ć w y r a ż a j ą o n i w urucha­
m i a n i u o w y c h m ł y n k ó w m o d l i t e w n y c h , na k t ó r y c h s ą ś w i a d e c t w a n a j g ł ę b ­
szych p r z e ż y ć w i e l u z t y c h w i e r n y c h .
D r u g i m pod w z g l ę d e m w a ż n o ś c i miejscem k u l t o w y m w o b r ę b i e G a n ­
danu, gdzie manifestowane s ą w s p o s ó b b e z p o ś r e d n i przez w i e r n y c h i c h
uczucia k o m e m o r a t y w n e , jest „ ś w i ę t y maszt" (nazwa mongolska — dżancan). Maszty t a k i e to k i l k u n a s t o m e t r o w e j w y s o k o ś c i p o t ę ż n e s ł u p y z w i e ń ­
czone r z e ź b i o n y m walcem, w y o b r a ż a j ą c y m b u ń c z u k . Maszty te usytuowane

Ryc. 24. Słup w sąsiedztwie klasztoru Gandan w Ułan Bator.
Fot. J . Olędzki

�CHUN B A J N A

121

są p r z y czterech w ę g ł a c h ogrodzenia klasztoru. Maszt, o k t ó r y m mowa,
to j e d y n y o c a l a ł y s p o ś r ó d czterech, j a k i e z n a j d o w a ł y s i ę nieopodal dzisiej­
szego z e s p o ł u c z y n n y c h ś w i ą t y ń , c h r o n i ą c w i e l k ą b u d o w l ę
süm-dugan
p o ś w i ę c o n ą bogowi Dżanrajsekowi.
N a o m a w i a n y m maszcie (zaopatrzonym
w t a b l i c z k ę z napisem om mani padme chum) w i e r n i z a w i e s z a j ą r ó ż n o ­
barwne s t r z ę p y m a t e r i i (jest t o obyczaj powszechny, o b e j m u j ą c y najroz­
maitsze miejsca k u l t u , m . i n . k u l t owoo) oraz ł o p a t k i baranie. Sens o w y c h
d a r ó w z ł o p a t e k jest w i e l o r a k i . A l e — j a k s i ę w y d a j e — m a o n obecnie
z a ł o ż e n i e k o m e m o r a t y w n e . Przypuszczenie p o t w i e r d z a j ą opinie ł a m ó w .
N i e z a l e ż n i e od d a r ó w maszt otaczany jest s z c z e g ó l n y m k u l t e m . W i e r n i o b ­
c h o d z ą go po w i e l o k r o ć , zdarza s i ę t e ż ocieranie c h o r y c h miejsc o p o ­
w i e r z c h n i ę tego s ł u p a (ryc. 24).
Z a s t ę p c a przeora klasztoru lama D o m b a d a r d ż a powiada: „ N a ł o ­
patkach w y p i s u j e s i ę ś w i ę t e s ł o w a . T o w y p i s y w a n i e ś w i ę t y c h s ł ó w po
t y b e t a ń s k u (co w s k a z y w a ł o b y , ż e w i e r n y c h w s p o m a g a j ą w t y m mnisi) s ł u ­
ży o d d z i a ł y w a n i u na d r o g ę w z a ś w i a t a c h dusz b l i s k i c h z m a r ł y c h . Jest t o
d z i a ł a n i e z a p o b i e g a j ą c e t r w a n i u t y c h dusz w c i a ł a c h n i s k i c h s t w o r z e ń .
Jest t o zabieg p o m a g a j ą c y t y m duszom w dotarciu d o nieba". L a m a D o m ­
b a d a r d ż a wskazuje zarazem, ż e p r a k t y k i takie n i c w s p ó l n e g o n i e m a j ą
z zasadami r e l i g i i , k t ó r e j s ł u ż y .
L a m a D. S a m b a l c h u n d e w , ur. w 1898 r. (malarz — dzuruchcziń):
„Dzi­
siaj zabraniamy wieszać te łopatki ze w z g l ę d ó w sanitarnych. B y w a ł a bowiem ich
duża ilość i to z resztkami mięsa. To s ą ofiary, ich sens jest złożony. Składane s ą
z myślą o zmarłych, którzy przebywają we wcieleniach zwierząt. Ofiary z łopatek
mają być przypomnieniem i prośbą kierowaną do boga. Są dowodem wstawienni­
ctwa żyjących w sprawach ich bliskich zmarłych [...], aby szybciej dotarli do nieba,
szybciej stali się bogami. Po to składane są ofiary z łopatek".

W s p ó ł i s t n i e n i e d w ó c h zasadniczo o d r ę b n y c h s y s t e m ó w i n f o r m a c j i , j a ­
k i m i s ą : z jednej strony zapis z w i ę z ł y c h danych na kartce papieru (tak
j a k w p r z y p a d k u o w y c h p r ó ś b na m ł y n k a c h m o d l i t e w n y c h ) i z drugiej
notacja w o b c y m o g ó ł o w i j ę z y k u n a p o w i e r z c h n i k o ś c i z w i e r z ę c e j (tak j a k
w p r z y p a d k u ofiar z ł o p a t e k baranich) — t ł u m a c z y ć m o ż e c h o c i a ż b y c z ę ś ­
ciowo z a s ó b w y o b r a ż e ń s p o ł e c z e ń s t w pasterskich p r z y p i s y w a n y c h k o ś ­
ciom, w szczególności baranim, w ś r ó d k t ó r y c h ł o p a t k a m a w y j ą t k o w e zna­
czenie. O t o stosunkowo z w i ę z ł y i n i e p e ł n y rejestr z n a k ó w o d c z y t y w a n y c h
podczas w r ó ż e n i a z ł o p a t k i poddanej zabiegowi: a) tchnienia n a ń p y t a ń
w r ó ż b i t y i b) opalenia j e j w o g n i u (ryc. 25). K o r z y s t a m t u z i n f o r m a c j i
przekazanych m i przez pasterza A . D e n d e w a, ur. w 1888 r. w A w d a r
Bajan (obecnie Sergelen): „ M ó w i l i starsi, ż e ł o p a t k a zna 72 j ę z y k i i t y m
samym wszystko m o ż e p o w i e d z i e ć " . Poprzez pojęcie „ j ę z y k i " i n f o r m a t o r
rozumie z a r ó w n o r ó ż n e o d m i a n y m o w y ludzkiej, j a k t e ż wskazania prze­
kazywane przez ł o p a t k ę — mong. dalar mergelech ( w r ó ż b y z ł o p a t k i ) . Oto
s p o ś r ó d t y c h 72 w s k a z a ń — 16 n a j w a ż n i e j s z y c h (ryc. 26).

�122

J A C E K OLĘDZKI

Ryc. 25. Wróżenie z łopatki (szeptanie pytań).
Somon Bajan
Fot. J . Olędzki

C z ę ś ć ł o p a t k i — A — czaszka, mong. togoo;
В — szyja, mong.
chüdzüü;
С — kciuk, mong. er chi j ;

�123

CHÜN B A J N A

D
G
H
I
J

— nos, mong. chamar;
— ś r o d e k , mong. dund;
— dół, mong. chormoj;
— strona g o r ą c a (bliska, rodzinna), mong.
chaluun-tal;
— strona c h ł o d n a (cudza), mong.
chüjten-tal.

Ryc, 26. Znaki w r ó ż e b n e i części łopatki.
A — czaszka; В — szyja; С — kciuk; D — nos; E — środek; F — dół (nogi); G — strona
gorąca; H — strona chłodna.

Zakresy i n f o r m a c j i : I —
Informacje
(a) —
(b) —
(c) —
(d) —

„ z mojej j u r t y " , I I —

„z cudzej j u r t y " .

szczegółowe:
odpadnięcie tej części — wróżba zła;
odpadnięcie tej części — wróżba dobra;
wykruszenie się tej części — niepomyślność;
wykruszenie się tej części — „wiadomości tak dobre, jak i złe";

�124

J A C E K OLĘDZKI

(e) — 3 pęknięcia w poprzek „nosa" — „wielka radość";
(f) — 2 pęknięcia w poprzek „nosa" — „pewna nadzieja" &lt;np.: rzecz zagubio­
na — odnajdzie się);
(g) — w y d ł u ż o n a rysa — „nic się nie wydarzy", zakończenie wszelkich dzia­
łań interwencyjnych, bezczynność;
(h) — jedno krótkie pęknięcie (szczelina) — „krzepkie życie", „mocna dusza";
jeśli to pęknięcie jest w y d ł u ż o n e — , słabe życie", zaś „dusza sczeźnie";
natomiast dwa pęknięcia (krótkie czy długie) — „sama radość", „samo
dobro";
(i) — pęknięcie w poprzek „szyi" to — „pętla na szyi", czyli „schwytasz
[pojmiesz] konia", prawdziwa i pewna nadzieja;
(j) — pęknięcie „czaszki" — to „ w czaszce tłuszcz", dobry znak, dobrobyt, wie­
dza, zaradność, „strat żadnych nie będzie", jeśliś „cokolwiek zgubił"
lub „ci uciekło" — „wnet się zwróci" lub „odnajdzie";
(k) — pęknięcie w o k ó ł „kciuka" — „kciuk się rusza" — bardzo dobry znak
na wszelkie okazje;
(1) — na krawędzi tej znajduje s i ę m a ł e w g ł ę b i e n i e — „dziurka", jeśli zary­
sowało s i ę dodatkowo pęknięcie dochodzące do tej „dziurki" — to znak
pełnej pomyślności w zwalczaniu zła (пр.: „złodziej został schwytany"),
jeśli zaś owo pęknięcie nie dotarło do „dziurki" — to znak pomyślności
nie całkiem pewnej (пр.: „złodziej zapewne zostanie schwytany");
(m) — odpryski „na chłodnej stronie" — to groźba niepowodzenia, straty mie­
nia;
(n) — odpryski na „gorącej stronie" — to sukces, „zdobycz", „odzyskanie mie­
nia";
(o) — rysa na „chłodnej stronie" — zły znak;
(p) — rysa na „gorącej stronie" •— dobry znak.
y

Wróżenie

z łopatki

służyło rozwiązywaniu

przede w s z y s t k i m

spraw

z w i ą z a n y c h z g o s p o d a r k ą pasterską. Niemniej informacje uzyskiwane przy
j e j p o m o c y o d n o s i ł y s i ę r ó w n i e ż do o d d z i a ł y w a n i a n a losy c z ł o w i e k a

(por.

w i a d o m o ś c i oznakowane l i t e r ą h). e) N a b o ż e ń s t w o za d u s z ę z m a r ł e g o
Gandanie

1 0

. Oto

najważniejsze

m o m e n t y tej

c e r e m o n i i (mong.

na

gunreg):

Wczesna pora d n i a (ok. 7 godz.). Rodzina z a m a w i a j ą c a n a b o ż e ń s t w o m i n ę ł a
p r z e j ś c i e s t r z e ż o n e przez l w y , b r a m ę ( d z i e l ą c ą d w a
jampaj)

dziedzińce —

i k i e r u j e s i ę w s t r o n ę k a d z i e l n i c y (mong. bojpor).

chodzi z k u c h n i klasztornej m n i c h - s ł u g a

(geik),

n i o s ą c na

mong.

Naprzeciw w y ­
łopacie

węgle

do k a d z i e l n i c y . Z e b r a ł a s i ę p r z y n i e j g r o m a d k a l u d z i , w ś r ó d n i c h r o d z i n a
z m a r ł e g o . W ę g l e z o s t a ł y u ł o ż o n e , m n i c h p o s y p a ł na nie zmielone g a ł ą z k i
t u i . Z e b r a n i u s t a w i a j ą s i ę tak,
czyźni zdejmują

aby o w i e w a ł i c h d y m z k a d z i e l n i c y . M ę ż ­

kapelusze. N i e k t ó r z y

„łapią" w

kapelusze d y m

i wnet

n a k r y w a j ą g ł o w y . K o b i e t a w k ł a d a do k a d z i e l n i c y m a ł e dziecko i w y j m u j e
j e po c h w i l i . K t o ś i n n y (z r o d z i n y z m a r ł e g o ) w k ł a d a w o c z y s z c z a j ą c y

dym

pościel — poduszkę, kołdrę.

1 0

,
Por. zapis filmowy Bóó-Lam
z roku 1967/1968, realizacja J . O l ę d z k i ,
S. S z y n k i e w i c z , Archiwum Zakładu Etnografii I H K M P A N w Warszawie.

�CHÜN B A J N A

125

Z podestu na czterech o ś m i o m e t r o w y c h palach (całość p r z y p o m i n a
a m b o n ę , m o n g . szat-inder)
d w ó c h m n i c h ó w d m ą c w muszle o g ł a s z a roz­
poczęcie n a b o ż e ń s t w a . B o c z n y m i w e j ś c i a m i weszli na d r u g i dziedziniec
m n i s i . Z e b r a l i się p r z y d r z w i a c h do ś w i ą t y n i , ż a r t u j ą , ś m i e j ą się. Ś m i e ­
chy c i c h n ą , do n i e w i e l k i e j ś w i ą t y n i w c h o d z i 60 m n i c h ó w . Z a j m u j ą w y ­
znaczone miejsca. P r z y w e j ś c i u na specjalnych p o d w y ż s z e n i a c h s i e d z ą
dwaj nadzorcy (mong. ichn-gesguj
i Ъада-gesguj),
w pobliżu ołtarza —
przeor i jego z a s t ę p c a (chamba-lam
i ded-chamba)
oraz „ p r z e w o d n i k " —
i n t o n u j ą c y m o d l i t w y (mong. undzad). W z d ł u ż p r z e j ś c i a — o d w r ó t do
o ł t a r z a — w czterech r z ę d a c h s i e d z ą pozostali m n i s i . L a m o w i e z t y t u ł a ­
m i m a j ą na g ł o w a c h czarne szpiczaste czapki ze z ł o c i s t y m i w y ł o g a m i ,
pozostali m n i s i — żółte. O d k r y l i g ł o w y , w y j ę l i zza pazuch k s i ę g i m o d l i ­
tewne, aby r o z ł o ż y ć je przed s o b ą na p u l p i t a c h . M a j ą w r ę k a c h znamio­
na d u c h o w n y c h p o w i n n o ś c i — w prawej — b e r e ł k o oczir, w lewej —
dzwonek chonch (ryc. 28). Z z a m k n i ę t y m i p o w i e k a m i , ze z ł o ż o n y m i przed
s o b ą d ł o ń m i d o k o n u j ą a k t u k o n t e m p l a c j i — k o n t a k t u z bogiem. Cisza.
Z a b r z m i a ł a m o d l i t w a i d z w o n k i . P r z e w o d n i k intonuje m o d l i t w ę ś p i e ­
w a n ą . G ł o s jego-, j a k b y w y d o b y w a ł się z g ł ę b i t r z e w i , jest n i s k i , c h r y p i ą c y . I n n y c h m n i c h ó w zawodzenie — cichsze — dostrojone jest do t o ­
nu, j a k i nadaje przewodnik.
L a m o w i e w z m a g a j ą n a t ę ż e n i e m o d l i t w y . D ł o n i e i c h z m i e n i a j ą kolejno
f i g u r y ustalonego alfabetu g e s t ó w . Jest t o symboliczna ceremonia ofiary
(tyb. p'yag — rgyá). Palce f a l u j ą bezustannie, d ł o n i e są p ł y n n i e o d m y ­
kane i zamykane. C h w i l a m i — j a k b y dla zaakcentowania r y t m u m o ­
d l i t w y — n a s t ę p u j e gest r o z ł o ż e n i a d ł o n i , i c h w y c i ą g n i ę c i a , albo w z n i e ­
sienia. Crescendem
g e s t y k u l a c j i i ś p i e w u jest w z m a g a j ą c y się d ź w i ę k
d z w o n k ó w , a na koniec bicie w w i e l k i b ę b e n (ich-chengereg)
i dęcie
w muszle (dung) oraz w t r ą b k ę z kości ludzkiej (lawaj). K i e d y m i l k n ą
i n s t r u m e n t y , lamowie ściszają i z w a l n i a j ą brzmienie m o d l i t w y . W y c z u w a
się, że są j a k b y z m ę c z e n i — stan t e n a k c e n t u j ą z b i o r o w y m w e s t c h n i ę ­
ciem, c h r y p l i w y m „ u u a a a " . Nastaje c h w i l a ciszy. W i e r n i o b c h o d z ą w t y m
czasie ł a m ó w , d o t y k a j ą c z o ł a m i o ł t a r z a i p u l p i t ó w przed d o s t o j n i k a m i te­
go zgromadzenia. N i e k t ó r z y w i e r n i s k ł a d a j ą na o ł t a r z u o f i a r y z p i e n i ę ­
dzy, k ł a d ą p u d e ł k a z z a p a ł k a m i , d o l e w a j ą — z przyniesionych ze s o b ą
m o s i ę ż n y c h c z a j n i c z k ó w — m a s ł a do p ł o n ą c y c h lampek. Starsze k o b i e t y
o b d a r o w u j ą ł a m ó w z a w i n i ą t k a m i . S ą w n i c h z a p a ł k i , a t a k ż e jedzenie —
suchy ser, placki, r o d z y n k i .
Stan „ o m d l e n i a " m i n ą ł — l a m o w i e r o z m a w i a j ą , w y m i e n i a j ą m i ę d z y
s o b ą t a b a k i e r k i , z a ż y w a j ą t a b a k i . Od strony k u c h n i klasztornej pojawia­
j ą się p o s ł u g a c z e . W n o s z ą do ś w i ą t y n i miedziane w i a d r a w y p e ł n i o n e z u p ą
m i ę s n ą , r y ż e m z b a r a n i n ą oraz h e r b a t ą . L a m o w i e p i l n u j ą c y p o r z ą d k u w y ­
praszają wiernych z świątyni.

�Eye. 27. Gestykulacja modlitewna.
la-lb — przywołanie boga (mong. dzalbiral, tyb. talczir); 2 — powitanie wodą, obmycie nóg (mong, us бгдвсК);
3 — powitanie kwiatami
lotosu (mong. ceceg órgóch);
4 — owianie wonią kadzidła (mong. unerten órgóch); 5 — powitanie światłem (mong. gerel órgóch);
6 — na­
maszczenie wonnymi olejkami (mong. unert us orgoch); 7 — ugoszczenie (mong. idee órgóch);
Sa-8b — muzyka (mong. chógdźim
órgóch).
Bys. J . Olędzki

�CHUN BAJNA

127

C i g r o m a d z ą się p r z y deskach m o d l i t e w n y c h (mong. mor
golijn-mod).
R y t u a ł z a c h o w a ń jest n a s t ę p u j ą c y : Wzniesienie z ł o ż o n y c h d ł o n i nad g ł o ­
w ą , d o t k n i ę c i e n i m i czoła, piersi i rozpostarcie r ą k przed s o b ą z j e d n o ­
c z e ś n i e w y k o n y w a n y m p r z y k l ę k n i ę c i e m . R u c h ten poprzedza p o ł o ż e n i e
się na desce; p r z y p o m i n a to l e ż e n i e k r z y ż e m , ale r ó ż n i się o d niego d y ­
n a m i k ą , s t a ł y m p o w t a r z a n i e m k o l e j n y c h c z y n n o ś c i . Deski z w r ó c o n e s ą
w k i e r u n k u ś w i ą t y n i i zarazem ł a m ó w .
K o ń c z ą oni w t y m czasie posiłek. W r o t a zostają o t w a r t e . W i e r n i s t a j ą
skupieni u w e j ś c i a , n i e k i e d y s i a d a j ą w zadumie. S ł y c h a ć zbiorowe czka­
nie ł a m ó w .
Rozpoczyna się druga część n a b o ż e ń s t w a . S k ł a d a się z części w s t ę p n e j
p r z y p o m i n a j ą c e j zachowania z pierwszej, jest to „ c i c h a m o d l i t w a " (mong.
czojniszcz) oraz „ b ł o g o s ł a w i e ń s t w a " (mong. danrag). W czasie danrag f u n ­
datorzy n a b o ż e ń s t w a ż a ł o b n e g o k l ę c z ą r z ę d e m przed p u l p i t e m p r z e w o d ­
n i k a ł a m ó w . Dokonuje o n nad i c h g ł o w a m i c e r e m o n i a ł u b ł o g o s ł a w i e ń ­
stwa i oczyszczenia z g r z e c h ó w . P a w i m p i ó r e m , w y j ę t y m ze s m u k ł e g o
czajnika k r o p i i c h c u d o w n ą w o d ą . N a s t ę p n i e roznieca w m o s i ę ż n e j czar­
ce o g i e ń i zapala balin — t r z y ś w i e c z k i z ł o j u i ziarna j ę c z m i e n i a . P ł o ­
n ą c y m balinem zatacza t r z y k r ę g i ponad g ł o w a m i k l ę c z ą c y c h . T y m spo­
sobem n a s t ę p u j e „ p r z e j ę c i e " na p ł y n ą c y łój i ziarno' g r z e c h ó w , i nieczy­
stości. Balin zostanie w y r z u c o n y poza ogrodzenie klasztoru, t y m s a m y m
s c z e z n ą grzechy ludzkie. F u n d a t o r z y n a b o ż e ń s t w a b i j ą c z o ł a m i o k r a w ę d ź
p u l p i t u . L a m a - p r z e w o d n i k , k o ń c z y t ę c e r e m o n i ę uderzeniem k a ż d e g o
z osobna oczirem ( b e r e ł k i e m ) w czubek g ł o w y . L a m a t w a r z y swej nie sta­
r a się u t r z y m y w a ć w powadze. M o ż n a n a w e t o d n i e ś ć w r a ż e n i e , że d u ­
c h o w n y w y c z u w a n a d m i a r r y t u a l n y c h z a b i e g ó w . Jednego z g o r l i w s z y c h
u c z e s t n i k ó w ceremonii o b d a r z y ł mocniejszym uderzeniem.
L a m o w i e s k o ń c z y l i czytanie m o d l i t w t y b e t a ń s k i c h . Z p o ś p i e c h e m zbie­
r a j ą liturgiczne przedmioty. T r z e p i ą futrzane „ s z y s z a k i " , aby je n a ł o ­
ż y ć na g ł o w y . Szybko o p u s z c z a j ą ś w i ą t y n i ę . W i e r n i zaś, w ś r ó d n i c h r o ­
dzina z m a r ł e g o , r o z c h o d z ą się p o w o l i . Starsi po t r z y k r o ć o b c h o d z ą n a
d z i e d z i ń c u p o s ą g Dzonchawy
oraz k a ż d ą z trzech z n a j d u j ą c y c h s i ę t u
świątyń. O d m a w i a j ą przy t y m różaniec. Młodsi u r u c h a m i a j ą m ł y n k i .
Nie ulega najmniejszej w ą t p l i w o ś c i , że w a l o r y artystyczne n a b o ż e ń ­
stwa s ą p o d s t a w ą p r z e ż y ć d u c h o w y c h r e k o m p e n s u j ą c y c h s w o i s t ą t r y w i a l ­
ność, aby nie p o w i e d z i e ć o b o j ę t n o ś ć m n i c h ó w w stosunku do i n t e n c j i
k o m e m o r a t y w n y c h , z j a k i m i przychodzi rodzina z m a r ł e g o do klasztoru.
P o m i j a m j u ż sam n a s t r ó j ś w i ą t y n i — miejsca szczególnego, w k t ó r y m
zgromadzono niezliczone ilości d z i e ł malarskich, r z e ź b i a r s k i c h , gdzie p ł o ­
nie w i e l e lampek o f i a r n y c h , unosi się p r z e j m u j ą c a w o ń k a d z i d e ł , a na
o ł t a r z a c h zgromadzono kunsztowne f i g u r y w i e l o b a r w n y c h balin z bara­
niego łoju. Chodzi w y ł ą c z n i e o zachowania m n i c h ó w , i c h m o d l i t w ę - ś p i e w ,

�128

J A C E K OLĘDZKI

m u z y k ę , przede w s z y s t k i m zaś n i e z w y k ł e g o w p r o s t k u n s z t u g e s t y k u l a c j ę .
N a l e ż y w z i ą ć t u pod u w a g ę fakt, że w ś r ó d szerokich rzesz pasterzy istnie­
j ą g ł ę b o k o zakorzenione zachowania ludyczne, w k t ó r y c h g r y takie, j a k :
szuu, choa, dembee, szagaj, mor uraldach,
njaslach,
lund-churuu-ooch,

Ryc. 28. Przywołanie Boga (mong.

dzalbiral).

Gandan w Ułan Bator
Fot. J . Olędzki

�CHUN BAJNA

129

ajl. hasz, gon chooloj, char cheree i w i e l e i n n y c h p o l e g a j ą na z r ę c z n o ś c i
d ł o n i i p a l c ó w . J e d n a k ż e s ą to wszystko g r y swawolne. Gestykulacja
m n i c h ó w t o — popis z r ę c z n o ś c i mistycznej u k a ż d e g o b u d z ą c y p o d z i w
i uznanie. W y d a j e się, że wzrasta o n u r e p r e z e n t a n t ó w k u l t u r y , w k t ó r e j
gest w p o w i ą z a n i u z a r t y k u l a c j ą i ś p i e w e m o d g r y w a d o n i o s ł e znaczenie
w systemie i n f o r m a c j i oraz w i ę z i s p o ł e c z n y c h .
Do n i n i e j s z y c h danych z a ł ą c z o n y jest r y s u n e k p o s z c z e g ó l n y c h g e s t ó w - f i g u r , m a j ą c y c h u s t a l o n ą p o s t a ć i n a z w ę . R y s u n k i nie u k a z u j ą g e s t ó w
b ę d ą c y c h p r z e j ś c i o w y m i fazami zmieniania u k ł a d u d ł o n i . Z m i a n a ta j e d ­
n a k ż e r ó w n i e ż dokonywana jest w s p o s ó b ustalony, nie z a ś d o w o l n y . Po­
wtarza się w ruchu płynność, elastyczność, łagodność — spokój. Ruch
d ł o n i zawsze p o d p o r z ą d k o w a n y jest r y t m o w i m o d l i t w y . D ł o n i e a k c e n t u j ą
m o m e n t y ekstazy w m o d l i t w i e , j a k t e ż o k r e ś l o n e t r e ś c i — k o n k r e t n e zda­
nia. S ł u ż y t e m u o s ł a b i e n i e l u b n a t ę ż e n i e d y n a m i k i r u c h ó w , a t a k ż e za­
t r z y m a n i e d ł o n i w o k r e ś l o n e j figurze — gestu. N a l e ż y jeszcze d o d a ć , ż e
e l a s t y c z n o ś c i i p ł y n n o ś c i r u c h ó w , j a k t e ż swoistej d e k o r a c y j n o ś c i r y s u n ­
k u t y c h f i g u r sprzyja w y s o k i u M o n g o ł ó w s t o p i e ń g i ę t k o ś c i p a l c ó w , w ł a ­
danie n i m i w w i e l u k i e r u n k a c h . M a ł o na ogół w ł a d n y palec serdeczny
s p e ł n i a w t y c h gestach w a ż n ą r o l ę i jest poruszany — j a k p o z o s t a ł e —
z całą s w o b o d ą (ryc. 28).
Figura 1. (la-lb). Uniesione na wysokość brody złożone dłonie z rozpostartymi
szeroko palcami lub (odmiana tej figury) dłonie rozdzielone i nieco niżej trzymane.
Nazwa tej figury: tyb. talczir, mong. dzalbiral. Figurze tej towarzyszy skupienie,
silna kontemplacja — oczy zamknięte. Cisza — jest to znak przywołania boga
z nieba na ziemię — prośba o zstąpienie do grona modlących się.
Figura 2. Dłonie w y c i ą g n i ę t e przed siebie, kciuki dociśnięte do wnętrza, zgięte.
Palce złożone. Dłonie w pewnym oddaleniu od siebie wyprostowane sterczą przed
piersią lamy. Nazwa tyb. argal, mong. us órgoch. Gest ten oznacza, ż e bóg zstąpił
i wita się go w o d ą na dłoniach w celu obmycia mu nóg.
Figura 3. Dłonie w pozycji poprzedniej, lecz splecione końcami palców, kciuki
odgięte. Nazwa tyb. boswij, mong. ceceg órgoch. Figura ta oznacza ofiarowanie bogu
k w i a t ó w lotosu.
Figura 4. Dłonie uniesione nad głową z rozdzielonymi palcami, końcami sple­
cione. Nazwa tyb. dujwij, mong. unerten órgoch.. Figura ta oznacza ofiarowanie
wonnych kadzideł.
Figura 5. Dłonie przed sobą sklęśnięte, kciuki dociśnięte do pozostałych palców.
Nazwa tyb. aligij, mong. gerel órgoch; ofiarowanie ognia — światła (w znaczeniu
jasności).
Figura 6. Dłonie w pozycji pionowej (nie poziomej, jak w przypadku figury 2)
w przegubach zgięte na wysokości ramion; kciuki odgięte na zewnątrz. Nazwa tyb.
tandi, mong. unert us órgoch.
Figura 7. Dłonie płasko dotykają się końcami palców. Kciuki odgięte. Nazwa
tyb. niwdi, mong. idee órgoch. Figura ta oznacza ofiarowanie pożywienia.
i — Etnografia Polska, XVII/2

�130

J A C E K OLĘDZKI

Figura 8. Dłonie uniesione przed sobą z wyciągniętymi, prosto dwoma palcami,
pozostałe palce ściśnięte, zgięte od wewnątrz. Nazwa tyb. giawdaa, nazwa mong.
chogdżim
órgoch (ofiarowanie miłych Bogu dźwięków muzyki). Rozwinięciem albo
raczej zaakcentowaniem tej figury jest dwu- lub trzykrotne (na przemian z prze­
kręcaniem dłoni) skrzyżowanie wyciągniętych palców.
Osobnym zestawem gestów modlitewnych jest krążenie dłońmi przed sobą.
Polega to na miarowym, jakby wachlowaniu rozpostartymi, to znów złożonymi
palcami przy ich wysuwaniu i cofaniu (do w n ę t r z a i na zewnątrz dłoni) . Oto jak
lama-malarz interpretuje ten rodzaj modlitwy: „Jest to krążenie palcami od serca
przed siebie. Od serca człowieka ulatuje pięciobarwna światłość i jak tęcza dociera
ona do nieba, gdzie żyje wielu bogów i bogiń. Oni przyjmują moje wyznanie
wiary...". (Inf. Lamy D. S a m b a l c h u n d e w , ur. w 1898 r. w okolicach A r w a j cheree.)
Jako dopełnienie gestów związanych ze ś p i e w e m i modlitwą należałoby dołą­
czyć jeszcze parę informacji o niezwykle sugestywnych czynnościach magicznych
w czasie nabożeństwa. Czynności te wykonuje przodownik ichngesguj. Są one zwią­
zane z nabożeństwem poświęconym duszy zmarłego. L a m a bierze w trzy palce
prawej ręki (palce: wskazujący, środkowy i kciuk) ziarna rośliny zwanej jungar
[nazwa tybetańska — J . O.]. Następnie trzykrotnie ciska je przed siebie. Wysu­
nięciu dłoni przed siebie towarzyszy każdorazowo wytrzymanie — jakby ugodzenie
w cel. Czynność ta tłumaczona jest jako zabieg magicznego zniszczenia przeciwni­
k ó w wiary i wszelkich złych demonów. Podobny sens zawiera krążenie przed sobą
w y s u n i ę t y m na dłoni specjalnie sporządzonym w tym celu balinem. (Por. zapis fil­
mowy Bóó-Lam.)
Jest wreszcie zabieg końcowy o charakterze oczyszczającym —
towarzyszy on modlitwie zbiorowej (jak w omawianym nabożeństwie żałobnym)
i indywidualnej. L a m a pawim piórem (nazwa tyb. mansajn-do, mong. togosyn ód)
wykonuje okrężne ruchy nad głową s w o j ą i fundatorów nabożeństwa. Pióro pawie
przetrzymywane jest w kunsztownym naczyniu miedzianym ze święconą wodą.
11

Dane, j a k i e przedstawione

z o s t a ł y w tej g r u p i e w s k a ź n i k ó w ,

wydają

się b y ć najbardziej s y m p t o m a t y c z n e d l a p r z e o b r a ż e ń d o k o n a n y c h w M o n ­
g o l i i . P r z e j ś c i e o d t r a d y c y j n e j do n o w e j f o r m u ł y rozstawania s i ę ze z m a r ­
łymi

dokonało

się w niezwykle krótkim

czasie. J a k

w i a d o m o , podobne

p r z e o b r a ż e n i a w dziejach r ó ż n y c h s p o ł e c z e ń s t w n a s t ę p o w a ł y poprzez

stu­

lecia, b u d z ą c k a ż d o r a z o w o z r o z u m i a ł e o p o r y n a t u r y niekoniecznie ideolo­
gicznej,

lecz

czysto

psychicznej.

„Nobilitacja

materii"

ciała

zmarłego

(a p o ś r e d n i o jego ż y c i o w y c h d o k o n a ń ) , bo t a k i jest sens n o w y c h ceremo­
nii, budzi refleksję
społecznych.

o sprawnym dokonaniu przemian w

Jednocześnie

r o d z i s i ę zaduma, czy i w

wyobrażeniach

j a k i e j mierze

—

d z i ę k i n o w y m z w y c z a j o m — n a s t ą p i ł o „ p o s z e r z e n i e " pola s p o ł e c z n e j w y ­
o b r a ź n i , czy zwyczaje te istotnie s p r z y j a j ą
n a j m n i e j w w y m i a r z e poczucia w ł a s n e j

rozwojowi

osobowości,

przy­

g o d n o ś c i . N a p y t a n i a te, nieste­

ty, trudno b y ł o b y p o s z u k i w a ć odpowiedzi.
N o w e zwyczaje rozstawania s i ę ze z m a r ł y m i w p ł y n ę ł y w s p o s ó b

1 1

Por. zapis filmowy Dzuruchczin, realizacja J . O l ę d z k i ,
Archiwum Zakładu Etnografii I H K M P A N w Warszawie.

bez-

A. L a t u s e k ,

�131

CHÜN B A J N A

pośredni

na

kultowych.

ożywienie
Mogą

one

i rozwój

nie

znanych wcześniej

przypominać

w

jakieś

mierze

form

zachowań

europejskie

treści

u c z u ć k o m e m o r a t y w n y c h , zamieszczane w nekrologach i epitafiach.
m i m o takiego p o d o b i e ń s t w a

zachowuje

się w y b i t n i e

lokalny

Ale

charakter

p r e z e n t o w a n i a o w y c h t r e ś c i , zespolony z t r a d y c j ą p r a k t y k w o b r ę b i e

sa­

mej

in.

świątyni.

Swoistości

doktrynalne lamaizmu, w y r a ż a j ą c e

w t y m , że s p o ł e c z n o ś ć ł a m ó w w o w i e l e w i ę k s z e j

się

m.

i zdecydowanie p r z e ­

w a ż a j ą c e j mierze, a n i ż e l i sami w i e r n i , uczestniczy w ceremoniach, p o w o ­
d u j ą z jednej strony intensyfikowanie się t r a d y c y j n y c h z a c h o w a ń
ny,

obchodzenie p r z e d m i o t ó w

kultu,

składanie

ofiar,

(pokło­

okadzanie

itp.)

i z d r u g i e j w y r a ź n i e r y s u j ą c y s i ę n i e d o s y t p r a k t y k o charakterze k o n t e m p l a t y w n y m w istocie n a b o ż e ń s t w i w s z e l k i c h c e r e m o n i i . T y m t e ż
chyba t ł u m a c z y ć charakterystyczne
ctwo społeczności

w

świątyni

przy modlitwach łamów,

p i e n i e i zaduma, ale

nieraz r ó w n i e ż

w

na

Gandanie

których

należy

uczestni­

miesza s i ę

coś z pogranicza ż a r t u ,

to

sku­

znowu

zawodu — niespełnienia.
A d . I I I . Odwaga i b o j a ź ń .
A. D e n d e w , ur. w 1888 r. w Awdar Bajan (obecnie Sergelen). „Kiedy biją
gromy w o ł a m y pomocy, w o ł a m y chiin bajna — jest człowiek". Szczegółowszy opis
tego zachowania w : Oszukiwanie Boga — na manowcach europocentryzmu
(„Współ­
czesność" X I V : 1969, nr 10, s. 6). Jeśli nadchodzi burza, szukają schronienia w j u r ­
cie. W czasie burzy zamykają szczelnie okno i drzwi. Z zawołania tego korzystają
również w ó w c z a s , gdy burza zastanie ich w stepie z dala od jurt, względnie przy
jurtach, w przypadku konieczności pozostawania na dworze — mimo burzy i ule­
wy — aby dopełnić jakichś nie cierpiących zwłoki starań przy stadach. W jurcie
D e n d e w a chiin bajna wołają wszyscy członkowie rodziny: żona (najprzeraźliwiej), synowie (nie tak przeraźliwie), sam D e n d e w (niezbyt głośno) — „wołamy
chiin bajna, aby bogowie niebiańscy myśleli, że jesteśmy z rodu nojońskiego lub
rodu szamanów. Bo tylko oni mieli śmiałość odzywania s i ę do sił mocarnych".
Z dalszych relacji informatora wynika, że wołanie adresują do Luu. Jest to „mo­
carna istota, przebywająca pośród bogów niebiańskich". Inni informatorzy (patrz
niżej) określają Luu jako smoka lub gryfa z ognistym ogonem.
Do zabiegów zapobiegawczych przeciw porażeniu gromem Dendew zalicza r ó w ­
nież mieszanie mleka lub kumysu. „Dobrze też jest mieszać [...], bogowie cieszą
się w ó w c z a s . Cieszą się, że jest ajrag (kumys) i mleko. Dobrze też jest spryskać
mlekiem otoczenie jurty, a także pryskać w kierunku, skąd nadchodzi burza —
bogom na ofiarę". Przedstawiony zestaw zachowań jest najpełniejszym pośród
około setki innych, ograniczających się najczęściej do bierności i lęku.
А. С h o r l o o , ur. w Elgen (na terenie somonu Bajan). „Luu — to złowieszcze
stworzenie, przypomina smoka. Stwór ten, miotając ogonem, w y w o ł u j e błyskawi­
ce [...]". Informátorka m ó w i o swej wielkiej bojaźni w czasie bicia piorunów. Nie
korzysta z zabiegów magicznych (wołania chiin bajna i pryskania mlekiem). W y ­
daje się, że w pewnym stopniu pomniejsza jej bojaźń przeświadczenie, że trzyma
w swej jurcie bogato wyposażoną kapliczkę i dopełnia przy niej praktyk ofiarnych.
D. M a n i a ,

ur. w 1902 r. na terenie somonu Bajan. „Jeśli jest burza krzyczę

�J A C E K OLĘDZKI

132

głośno (chiin bajna, J . O.) i pryskam mlekiem w tę stronę, skąd nadchodzi". Pryska
jeden raz.
S. G o m b o d ż a w , ur. w 1910 r. w okolicy Ałgenij uuł i żona jego: M. D ed ż i d , ur. w 1906 r. w Bucht (na terenie somonu Bajan). Ona: „Mówią, że to smok
w niebiosach żyjący. Luu — nie wiem, czy istnieje naprawdę. Jak byłam dzieckiem,
to starcy pokazywali miejsce, gdzie spadł z niebios sam Luu. Ale sądzę, ż e leżały
tam zwęglone kości wielbłąda". On: „Kiedy grzmi i biją pioruny, boimy się oczy­
wiście. Powiadają, że są to w y ł a d o w a n i a atmosferyczne [...], ale jak to s i ę tam
w niebie dzieje, nie wiem". Gombodżaw i Dedżid nie odwołują s i ę do żadnych
zaklęć i zabiegów magicznych, związanych z przeciwdziałaniem porażeniu gromem.
Wywiad zbiorowy z grupą pasterzy (kilkanaście osób w wieku od ,25 do 60 lat)
sprowokowany faktem śmierci zastępcy sekretarza partyjnego w somonie Bajan.
Sekretarz porażony został piorunem w pobliżu jurty, w której szukał schronienia
w czasie burzy. Na pytanie moje, jak odczuli to zdarzenie, spotkałem się z opi­
niami, które cechowała znaczna obojętność w stosunku do tragicznej śmierci. Jeden
z najstarszych wśród zgromadzonych wypowiedział słowa, które przyjęte zostały
przez pozostałych z aprobatą. Słowa starszego człowieka były bezpośrednią odpo­
wiedzią na moje pytanie: — Czy mogła to być kara boża? — „Jaka kara? Radzi­
liśmy już od dawna, aby na naszej górze [jedyna w okolicy — J . O.] założyć pioru­
nochron. Nie założyli, zaniedbali". Szersze o m ó w i e n i e tego zdarzenia Margasz —
laicyzacja po mongolsku („Argumenty", X I V : 1969 nr 1, s. 9).
O m a w i a n e t u zachowania w s k a z u j ą na p r z y s ł o w i o w ą m ą d r o ś ć
W naszym p r z y p a d k u w y r a ż a s i ę ona
o s z u k u j ą c

— pozwalającej

w formie

o s z u k i w a n i a

ludów.
nie

c z ł o w i e k o w i u z y s k a ć poczucie b e z p i e c z e ń ­

stwa. W y d a j e się, ż e w s p ó ł c z e s n e zachowania s ą k o n t y n u a c j ą

refleksyj-

n o ś c i , m y ś l e n i a tradycyjnego, k t ó r e g o n i e w ą t p l i w i e s y m b o l e m jest w M o n ­
g o l i i z a w o ł a n i e chiin

bajna.

Ad. IV. Trwałość przesądu.
A ) N o w e p r z e j a w y m a g i i z w i ą z a n e z p r a k t y k a m i p r z y owoo.

Badania­

m i o b j ę t o k i l k a d z i e s i ą t owoo w r ó ż n y c h rejonach M o n g o l i i . Z b a d a ń t y c h
w y n i k a , ż e t r a d y c y j n i e s k ł a d a n e w t y c h miejscach g ł o w y k o n i , nieraz k i l ­
k a d z i e s i ą t czaszek (ryc. 29), oraz dewocjonalia (ksylograficznie
ne na p ł ó t n i e i papierze m o d l i t w y , w i z e r u n k i ,

drukowa­

m a l o w i d ł a , a t a k ż e sztam­

p o w e p ł a s k o r z e ź b y t ł o c z o n e w g l i n i e ) z a s t ą p i o n e z o s t a ł y w i e l o ś c i ą zasad­
niczo i n n y c h p r z e d m i o t ó w .

to

wszystko, co

się z pojęciem w s p ó ł c z e s n y c h d ó b r materialnych.

Rejestr i c h obejmuje

Dla

przykładu

w y m i e n i ć te, k t ó r e zdarza s i ę s p o t y k a ć na owoo

najczęściej:

łączy
można

Przedmioty metalowe (puszki po konserwach, naczynia kuchenne i części samo­
chodowe), z plastyku lub celuloidu (grzebienie, szczotki do zębów, grzechotki, za­
bawki), ponadto butelki po napojach wyskokowych, drobne monety, części odzieży
(pojedyncze buty czy tylko podeszwy), pęczki włosia końskiego, argal (w puszkach
od konserw na owoo w Charchorin) i kawałki drewna. Ponieważ większość z tych
przedmiotów utraciła utylitarne znaczenie (naczynia dziurawe, buty zniszczone,
zużyte części samochodowe), należałoby traktować je jako swoiste symbole war-

�CHUN BAJNA

133

Ryc. 29. Owoo.
Somon Bajan
Fot. J . Olędzki

tości pierwotnej. Wszystko to wskazuje, że wchodzi w grę zabieg
spotkałem się z przypadkami traktowania owoo jako śmietnisk czy
znaków rozpoznawczych w stepie. Wypowiedzi osób, które udało
w chwili kładzenia jakiegoś przedmiotu na огиоо, potwierdzają

magiczny. Nie
tylko zwykłych
mi się zapytać
przypuszczenie

�134

J A C E K OLĘDZKI

o utrzymywaniu się magicznego .rozumienia tej czynności, a pośrednio o rozwoju
współczesnej magii. Kładący k a w a ł e k drewna motywuje swoją czynność zbliża­
niem się zimy, trudnościami w zdobyciu opału (węgla). Przywiązujący pęczek w ł o ­
sia końskiego do kamienia stwierdza: udało mi się dopędzić stado bez strat (do stacji
przeładunkowej), chciałbym, aby i w następnym roku mi się powiodło. Kobieta
ciskająca zużyty grzebień mówi, że chciałaby mieć zawsze w ł o s y w porządku. Po­
dobnych motywacji można by podać w i ę c e j .
B) Jeśli w praktykach przy owoo uczestniczą zarówno pasterze, jak i przeby­
wający w podróży mieszkańcy miast, to zabiegi, jakie poniżej przedstawię, odnoszą
się najprawdopodobniej głównie do zbiorowości miejskiej i to samego Ułan Bator.
Wieczorem w centrum miasta, w pobliżu wyodrębnionego zespołu osiedli jurtowych
m o ż n a spotkać s i ę z przypadkami malowania sadzą kresek na czołach m a ł y c h
dzieci. Dzieci bawią się do późnych godzin w pobliżu ulicy, gdzie jak wszędzie
grozi niebezpieczeństwo. Wiadomości zebrane na temat owego malowania sadzą od­
noszą się do złowrogiej, przynoszącej nieszczęście działalności — kiedy zapada
zmrok — dwóch istot: czdtgdra i sawdaga. Są to znane na c a ł y m terytorium Mon­
golii legendarne demony. Czotgor przybiera postać człowieka, chociaż przezierają
przez jego skórę wnętrzności. Jeździ na białym wielbłądzie. Zdradza go „brak
cienia" oraz wielbłądzia lub zajęcza warga. Na ziemi śladów nie pozostawia. Bywa,
że wznieca pożogi na stepie, przysiada jeźdźcom na zadzie konia lub pęta mu
przednie nogi w sposób niewidoczny. Sawdag przebywa tylko w niektórych okoli­
cach, przeważnie górzystych, lecz i wodnistych. Mało o nim wiadomo poza tym,
że należy do najbardziej nieprzyjaznych c z ł o w i e k o w i istot.
Wymalowanie sadzą kreski w poprzek czoła dziecka ma je upodobnić do zająca.
Zabieg ten powinien zmylić każdego z demonów, bo w ł a ś n i e zając ma na czole
charakterystyczne zgrubienie w kształcie wydłużonego pionowo piętna.
Fakt, że w ł a ś n i e w

m i e ś c i e , a nie

na

t e r y t o r i a c h pasterskich zdarza

s i ę o w o p i ę t n o w a n i e dzieci s a d z ą , pozwala p r z y p u s z c z a ć , że idea

czdtgdra

czy

nagłego

sawdaga

odżywa

w

szczególnych

okolicznościach

znalezienia s i ę w m i e ś c i e p r z y b y s z y z z e w n ą t r z .
mieezkańcy

Ułan

Bator

(w

szczególności

—

zbyt

Być może

z w a r t y c h osiedli

współcześni
jurtowych

w t y m m i e ś c i e ) nie c z u j ą s i ę t a k bezpieczni j a k w stepie.
Wskaźniki

uzyskane z a n a l i z y

dzieci s p r o w a d z a j ą

się do

owoo

i

zachowań

zabezpieczających

przekonania o t r w a ł o ś c i i s t a ł y m

odradzaniu

s i ę p r z e s ą d u , o jego „ n i e w i n n o ś c i " czy „ n i e s z k o d l i w o ś c i " s p o ł e c z n e j . N i e ­
wątpliwie

pewna kategoria p r z e s ą d u

czanie" dzieci czy n o w e d a r y n a

(a do t a k i c h zalicza s i ę

owoo)

„zabezpie­

sprzyja p l u r a l i s t y c z n e m u odczu­

c i u r z e c z y w i s t o ś c i , a p r z y n a j m n i e j ś w i a d c z y o i s t n i e n i u potrzeby t a k i e g o
odczucia.
Ad.

V. Społeczno-ideowa

działalność instancji

partyjnych.

A) Instytucja ulaan bulan, to w większości ośrodków samonowych specjalnie
wygospodarowana osobna izba lub część pomieszczenia administracyjnego. Na ścia­
nach demonstrowane s ą wyróżnione prace uczniów szkół podstawowych (wyszywanki, aplikacje, malowidła, rzeźby). W pracach tych wyrażany jest program nau­
czania szacunku dla rodzimych tradycji kulturowrych (przywiązania do pasterstwa,

�CHÜN

BAJNA

135

obyczaju, stroju narodowego). W ulaan bulan propagowane są wzory współczesnych
zachowań społecznych. Dotyczą one głównie potrzeb o charakterze bytowym, kon­
sumpcyjnym czy cywilizacyjnym. Wykorzystywane są doświadczenia z zakresu hi­
gieny, odżywiania, w y g l ą d u zewnętrznego (przedmioty służące pielęgnacji niemo­
wląt, przedmioty toaletowe, kosmetyki). Propaguje się tu również urządzenia ułat­
wiające pracę w gospodarstwie domowym (maszyny do szycia, grzejniki elektrycz­
ne, termosy, a ostatnio pralki mechaniczne). Wymienione obiekty, a także specjalne
plansze (np. modnych fryzur damskich) stanowią stałe wyposażenie wielu ulaan
bulan. Są one albo samoistnym tylko symbolem dóbr materialnych, albo też wyko­
rzystują je prelegenci w czasie instruktażowych spotkań z pasterzami 4
B) Mongolska Partia Ludowo-Rewolucyjna — niezależnie od środków' maso­
wego przekazu (prasy, radia i od 1967 r. telewizji), a także systematycznego szkol­
nictwa — korzysta z najprostszych form pracy partyjnej. Jedną z nich dobrze —
jak sądzę — charakteryzują w ę d r o w n e brygady agitatorów partyjnych. Od czer­
wonego namiotu, który rozbijają w miejscach spotkań, nazywa się ich ulaan majchan. Przyjeżdżają nawet do niedostępnych części kraju, gdzie żyją dwie, trzy
rodziny pasterskie. Brygady Propagandowe Komitetu Centralnego wędrują z ogrom­
nym zestawem nowoczesnych urządzeń (magnetofonów, projektorów filmowych, epi­
diaskopów). Przy pomocy tych urządzeń starają się przekazać aktualne informacje
dotyczące życia krajów socjalistycznych, działalności partii rodzimej i innych brat­
nich z całego świata. O b s e r w o w a ł e m pracę jednej z takich brygad w czasie wyda­
rzeń sierpniowych w Czechosłowacji. Na miejsce, gdzie żyto zaledwie kilkunastu
pasterzy, dotarła brygada późnym zmierzchem. Nocne spotkanie w dalekim od
stolicy stepie rozpoczął młody człowiek (artysta plastyk, który ukończył studia
w CSRS). W czasie 5 minutowego wystąpienia naświetlił stanowiska partii krajów
socjalistycznych wobec w y d a r z e ń czechosłowackich. Po krótkim komunikacie poka­
zano pasterzom — trwający 2 godziny — film dokumentalny z pobytu Tito w Mon­
golii. Tito przyjmowany był w tym kraju z gościnnością szczególną. Do filmu o Tito
dołączono jeszcze dwa inne — historię batalionu czołgistów mongolskich, którzy
w 1945 r. dotarli do Berlina oraz opis życia, pracy i perspektyw rozwoju społeczno-gospodarczego jednego z ajmaków. Po filmach wygłoszono pogadankę (ilustrowaną
przeźroczami) o nowych zasadach gospodarki hodowlanej w stepie. Zakończono ten
program o 3 godzinie w nocy, aby już o świtaniu ś p i e w e m i grą na harmonii
witać ponownie pasterzy w ulaan majchan. Agitatorzy zapraszali do siebie na
partię szachów. Obok zaś lekarka — towarzysząca zazwyczaj tym brygadom, przyj­
m o w a ł a pacjentów.
C) Ogrody „zabaw i chwały". Należą do równie popularnych, jak poprzednio
wymienione instytucje. Są to ogrodzone place w ośrodkach somonowych i ajmacznych. W swoim założeniu stanowią zapewne jakiegoś rodzaju przetworzony zamysł
ogrodu jordanowskiego czy tylko zieleńca miejskiego. Na skutek trudnych w a ­
runków klimatycznych tylko w bardzo nielicznych „ogrodach" udało się wyhodo­
w a ć roślinność; pozostają zatem ogrodzone place. Mimo to należą one do w a ż n y c h
miejsc w zabudowie osiedla. Dzięki usytuowaniu na w ę g ł a c h ogrodzenia lub we­
wnątrz swoistych p o m n i k ó w zwierząt oraz wspominanej prezentacji przodowników
pracy (nieraz pod dachami tradycyjnych „bram" czy „wrót" przejętych ze świątyń)
ich fotografii, obrazów i innych rodzajów w i z e r u n k ó w ogrody są urbanistyczno-ideową kompozycją, często korzystnie związaną z otoczeniem.
1 2

Por. szersze o m ó w i e n i e D. M a r k o w s k a , Z. S o k o l e w i c z ,
op. cit, s. 199 i n.

J. O l ę d z k i ,

�136

J A C E K OLĘDZKI

D. Nadaam. Jak wiadomo, repertuar tradycyjnych igrzysk dorocznych nadaamu
składa się z z a w o d ó w jeździeckich dzieci na koniach oraz popisów dorosłych w za­
pasach i strzelaniu z łuku. Konkurencje te nawiązują do podstawowej dziedziny
życia gospodarczego kraju — pasterstwa. Reguły walki wyrażają istotne cnoty
społeczne, powszechnie akceptowane w narodzie. Oto najważniejsze momenty:
Zapaśnicy „zastygają" bardzo często na wiele minut w pozach zmagania się —
wytrzymywania przeciwnika. Niedynamiczne i w y d a w a ł o b y się nieatrakcyjne sy­
tuacje oglądane są przez tłumy z niesłabnącą uwagą — cierpliwie — podobnie,
jak w bezruchu zastygają na długo zawodnicy. Zwycięzca odtańcowuje swój suk­
ces, udając ruchy legendarnego ptaka Chaan-Garid (sanskr. Garuda, „boski orzeł";
łączono go z wczesną już postacią Wisznu; w lamaizmie popularny motyw —•
Garid z w ę ż e m w dziobie, „zwycięstwo nad wężem", symbolizującym gniew; ryc. 30).

Ryc. 30. Garid—ehaan. Rzeźba z brązu nad w e j ś c i e m do świątyni.
Erdene Dzu w Charchorin
Fot. J . Olędzki

Łucznicy nie strzelają do celów na wysokości serca człowieka! Nie wypuszczają
strzał wprost, lecz napinają łuki w kierunku nieba. Ale ich pociski upaść mają
na ziemię i trafić w cel przed stopami sędziów (sic. celem s ą stopy sędziów lub
jeszcze ściślej m ó w i ą c przerwa między stopami dwóch sędziów). Wymowa tego
sposobu walki jest jednoznaczna — „pokora w zręczności". Wreszcie jeźdźcy-dzieci.
Zamysł pierwotny prawdopodobnie utylitarny, być może widziany nawet w kate­
goriach celów militarnych — w y ł a w i a n i e ze stad najlepszych, koni; dzieci zaś, to
jeźdźcy ułatwiający takie zadanie. Obecnie wymowa tych dziecięcych czy młodzie­
żowych (zawsze obojga płci) z a w o d ó w wzbudza u każdego poczucie najszlachet­
niejszej dumy i uznanie dla tradycyjnych umiejętności, umiłowanych w narodzie.
Dzieci-zwycięzcy śpiewają w czasie tych igrzysk prastarą pieśń Gin-goo. Cała zaś

�137

CHÜN B A J N A

zbiorowość zwycięzców (zjawisko ma w y j ą t k o w o masowy charakter) w y r a ż a rozu­
miane alegorycznie pojęcie sukcesu rewolucji, bowiem stadion igrzysk jest miej­
scem święcenia socjalistycznych uroczystości państwowych w Mongolii.
E) Somonowy sekretarz partii. Działalność Mongolskiej Partii Ludowo-Rewolucyjnej opiera s i ę na systemie organizacji podstawowych, których najliczniejszą
i zarazem najważniejszą sieć tworzą organizacje somonowe. Lokalizacja tych orga­
nizacji w centrach somonowych, jak t e ż fakt, że podstawą życia środowiska jest
gospodarka hodowlana i rolnicza określają charakter głównych zadań tych orga­
nizacji. Jest on w swoim zrębie ludowy, aracki związany z interesami społeczno-bytowymi najliczniejszej rzeszy społeczeństwa mongolskiego — pasterzy, obecnie
członków spółdzielni pasterskich i p a ń s t w o w y c h gospodarstw produkcyjnych. W y ­
bierany przez członków organizacji somonowej sekretarz partii jest w tych środo­
wiskach realizatorem dyrektyw ideowych Biura Politycznego КС. Działalność se­
kretarza generalnego, aktualnie Dż. Cedenbała, jest wzorcem propagowanym i jak
się wydaje spełnianym dosyć powszechnie. Cechy tego wzorca to przede wszystkim
bezpośrednia, uczestniczE^ca w i ę ź z masami. Z a przysłowiowe już uznano akty bez­
pośredniego angażowania s i ę osoby generalnego sekretarza w działania kampanijne,
w prace stale programowane wśród społeczeństwa, a także w zdarzenia losowe
(np. uczestnictwo w 1966 r. Cedenbała w brygadach ratowniczych przed skutkami
powodzi). Bezpośrednia obecność sekretarzy somonowych na stanowiskach pracy
brygad pasterskich, organizowanie tej pracy, nieraz w stopniu podstawowym czy
w s t ę p n y m (np. rozdzielanie narzędzi, wskazywanie zadań, zachęcanie do ich wy­
konania s ł o w e m i czynem), to fakty, które stwierdza się powszechnie na całym
terytorium Mongolii. Jest to niewątpliwie ideał więzi przywódcy z masami postu­
lowany przez partie innych również krajów socjalistycznych. W naszym przypadku
ideał ten jest realizowany jak by w sposób naturalny bez widocznych oporów ze
strony kierującego (przywódcy), jak i kierowanych.
Wszystkie z w y b r a n y c h p i ę c i u w s k a ź n i k ó w
nych grup wskazują

można scharakteryzować

następująco:

n y c h r e a l i z o w a n y jest w M o n g o l i i

dążeń

społeczności

u podstaw pasterskiej

dach zabaw

itp.). Może

Wyraża

gdy konstatujemy w t y m modelu

w pełni oryginalnych, narodowych form

t r a d y c y j n y c h czy s w o i ś c i e

które

socjalistycz­

z w i d o c z n y m powodzeniem.

W c h o d z i t u w g r ę ś w i a d o m e , oficjalne n a w i ą z a n i e
i

przemian,

Ogólny model ideałów

się t o z jeszcze w i ę k s z ą j a s k r a w o ś c i ą ,
również rozwój

w ostatniej z analizowa­

na p e w n ą p r a w i d ł o w o ś ć r o z w o j o w ą

realizacyjnych.

do' z a c h o w a ń ,

potrzeb

uwarunkowanych odrębnością
(nadaam,

pomniki zwierząt

j u ż nie t a k stanowczy,

albo t e ż z

w

życia
ogro­

świadomym

p i e t y z m e m r o z w i j a n y stosunek do t r a d y c j i o b s e r w u j e m y wobec j e j n a j ­
nowszej
pracy

postaci, a o d n o s z ą c e j

organizacji

i ulaan

majchent).

partyjnych

somonowego

pierwszych,

(działalność

przywódcy

partii.

W

się z jednej s t r o n y ś w i a d o m i e
cy z masami

do

najprostszych

propagandowa

ulaan

form
bulan

N a t o m i a s t o w i e l e bardziej z ł o ż o n y jest proces f u n k ­

cjonowania w z o r c ó w
tarza

się

ideowego, w naszym p r z y p a d k u sekre­

p r z y p a d k u t y m dostrzegamy
propagowanego

krzyżowanie

postulatu więzi

i z drugiej — u k r y t y c h zależności

przywód­

tego w z o r c a z zespo-

�138

J A C E K OLĘDZKI

ł e m p r a k t y k i historycznej, w y r a ż a j ą c e j się w p e w n y c h ustalonych n a w y ­
kach i n i e w ą t p l i w i e r ó w n i e ż o b o w i ą z u j ą c y c h n o r m a c h tradycyjnego w t y m
k r a j u systemu w a r t o ś c i . N a l e ż y p r z y t y m o d w o ł a ć się do f a k t ó w z w i ą ­
zanych z systemem i d e o w y m , j a k i p o p r z e d z i ł r e w o l u c j ę w M o n g o l i i . M a ­
m y na m y ś l i zespół w y o b r a ż e ń r e l i g i j n y c h , lamaistycznych — b u d d y z m
mongolski. Religia ta m i m o wszelkie p r z e o b r a ż e n i a i obce jej nalecia­
łości — a m o ż e i d z i ę k i t e m u — z a c h o w a ł a w t y m rejonie k u l t u r o w y m
cenne s k ł a d n i k i m y ś l i — B u d d y (Przebudzonego, O ś w i e c o n e g o ) , k t ó r e g o
powszechnie nazywa s i ę w M o n g o l i i Burchan
Bagsz, c z y l i B ó g Nauczy­
ciel. M i a n o Bagsz w stosunku do Boga jest s w o i s t o ś c i ą l a m a i z m u m o n g o l ­
skiego. J u ż sam ten fakt ma w a ż n ą w y m o w ę . Wydaje się b o w i e m , że
w y b ó r p r z y d o m k ó w dla o k r e ś l e n i a Boga, k t ó r e nie z a w i e r a j ą p i e r w i a s t k a
mistycznego (jak w p r z y p a d k u asceta, zbawiciel, odkupiciel i t p . itd.) sta­
n o w i w s k a ź n i k podstawowy recepcji idei i d z i a ł a l n o ś c i jej p o s ł a n n i k ó w .
S p o ł e c z n y , ś w i e c k i sens miana B u d d y w M o n g o l i i to, j a k się wydaje,
wzorzec d y d a k t y k i aktualnej i dzisiaj, k t ó r e j j a k b y r o z w i n i ę c i e m o ż n a
b y o d n a l e ź ć w d z i a ł a l n o ś c i p r z y w ó d c ó w politycznych tego&gt; k r a j u .
Lecz istotniejszym chyba jeszcze jest w y k s z t a ł c o n y w lamaizmie m o ­
del s t o s u n k ó w m i ę d z y d u c h o w i e ń s t w e m a w i e r n y m i , a w i ę c m i ę d z y p r z y ­
w ó d c a m i i d e o w y m i a masami. Stosunki te s ą zasadniczo inne a n i ż e l i zna­
ne n a m z E u r o p y albo szerzej —• t r a d y c j i c h r z e ś c i j a ń s k i e j . T o p o r ó w n a ­
nie jest konieczne, a l b o w i e m t y l k o w tak zasadniczo o p o z y c y j n y m zesta­
w i e n i u p o t r a f i m y o k r e ś l i ć i s t o t ę i n t e r e s u j ą c e g o nas zagadnienia. Otóż,
n a l e ż y s t w i e r d z i ć , ż e w t a k i m k o n t e k ś c i e p o r ó w n a w c z y m wzorzec d u ­
chownego lamaistycznego w y r ó ż n i a się zachowaniem znacznie szerszej
i bardziej b e z p o ś r e d n i e j w i ę z i z w i e r n y m i . Jest ona szersza c h o c i a ż b y
przez fakt, że l a m o m w w i ę k s z y m stopniu p r z y s ł u g i w a ł pierwiastek czci,
p r z y jednoczesnym n i e t r a k t o w a n i u nader g o r l i w i e j a k o ś w i ę t y c h obiek­
t ó w sakralnych, a nieraz j a k o c h r o n i o n y c h s z c z e g ó l n y m namaszczeniem
i szacunkiem z a c h o w a ń r e l i g i j n y c h , c h o ć b y p o d l e g a ł y w y s o k i e m u stop­
n i u r y t u a l i z a c j i . O w a znacznie szersza i bardziej b e z p o ś r e d n i a w i ę ź d u ­
chownego l a m a i z m u z w i e r n y m i p r z e w y ż s z a ł a wzorzec — w y d a w a ł o b y
się i d e a l n y w tej dziedzinie — j a k i c h r z e ś c i j a ń s t w o ' w y k s z t a ł c i ł o w sto­
sunkach proboszcz w i e j s k i — c h ł o p s k a s p o ł e c z n o ś ć w i e r n y c h . Najbar­
dziej zbratany z t y m ś r o d o w i s k i e m proboszcz w i e j s k i r e p r e z e n t o w a ł zaw­
sze o d m i e n n y zakres potrzeb, d o m a g a j ą c y c h się r ó w n i e ż odmiennego sty­
l u bycia i z w i ą z a n e j z t y m swoistej izolacji, istnienia na c o d z i e ń z dala
od ż y c i a w s i , w ś w i e c i e plebanii. Natomiast lamowie, w szczególności z a ś
d o s y ć liczna w X I X w . i c h o d r o ś l duldujczinowie
(lamowie w ę d r o w n i ,
ryc. 31-33), k t ó r y c h p o s ł a n n i c t w e m , j a k wszelkich k a p ł a n ó w , czy s ł u g da­
nej r e l i g i i , b y ł o g ł o s z e n i e p r a w d w i a r y , n a u k i z n i ą z w i ą z a n e j , nie w y ­
r ó ż n i a l i się o d o g ó ł u ani poziomem potrzeb, s t y l e m b y c i a — ś w i a d o m o -

��140

J A C E K OLĘDZKI

Ryc. 33. Somonowy sekretarz partii z rodziną.
Fot. J . Olędzki

ścią o d m i e n n o ś c i p r o w a d z ą c ą do wspomnianej izolacji (nie chodzi t u
o izolację t ę szczególną w celu d o k o n y w a n i a p r a k t y k l i t u r g i c z n y c h w ś w i ą ­
tyniach). W ę d r o w n i lamowie, d o k o n u j ą c w czasie s w y c h
podróży
w chiidóón (odpowiednik naszego p o j ę c i a t e r e n czy miejsce odległe), zaj­
m o w a l i się nieraz w i e l o d n i o w y m i c z y n n o ś c i a m i religijno-magicznymi bez­
p o ś r e d n i o p r z y pasterzach i stadach (np. czytanie k s i ą g ś w i ę t y c h , d y s k u r ­
sy, w czasie z a ś kocenia się owiec o w o czytanie z y s k i w a ł o dodatkowe
znaczenie — o d d z i a ł y w a n i e na p o m y ś l n y przebieg t a k w a ż n e g o dla pa­
sterza okresu hodowlanego). Bodaj jeszcze w a ż n i e j s z e jest to, że w ę d r o w ­
n i l a m o w i e sypiali i j e d l i razem z pasterzami w jurcie, uczestniczyli w i c h
codziennych pracach, no i t a k cenionych przez M o n g o ł ó w r o d z i m y c h , roz­
m a i t y c h f o r m a c h rekreacji.

�CHUN BAJNA

141

Z a t e m w t r a d y c j i mongolskiej przed r e w o l u c j ą u k s z t a ł t o w a n y z o s t a ł
skomplikowany i niewątpliwie głęboko m ą d r y — t r w a ł y wzór zachowań,
p r z y w i l e j ó w i p r a w p r z y w ó d c y ideowego, s ł u ż ą c y c h s i l n y m , n a t u r a l n y m
w i ę z o m z szerszymi o d ł a m a m i s p o ł e c z e ń s t w a . N i e p o d w a ż a tego s t w i e r ­
dzenia, a n a w e t je wzmacnia, fakt swoistego w y r ę c z a n i a w p r a k t y k a c h
r e l i g i j n y c h w i e r n y c h przez ł a m ó w , a t e ż ścisłego p o d z i a ł u r ó l . W czasie
n a b o ż e ń s t w a w i e r n y c h t r a k t o w a n o t y l k o j a k o o b s e r w a t o r ó w z przedsion­
ka i d z i e d z i ń c a ś w i ą t y n i (ryc. 22).
M ó w i ą c o realizacji i d e a ł u w i ę z i „ w y ż s z y c h " z „ n i ż s z y m i " , w s p o m n i e ć
trzeba o d w u stronach teleologizmu, j a k i e dostrzec m o ż n a w lamaizmie.
I d e a ł r e l i g i j n y , lamaistyczny o d strony swego s p o ł e c z n e g o o d d z i a ł y w a n i a
w p r o w a d z a ł s z a n s ę u n i k a n i a z a k ł ó c e ń czy skutecznego dochodzenia do
ś w i a d o m o ś c i mas s ł o w a g ł o s z o n e g o przez ł a m ó w ( p r z y w ó d c ó w , nauczy­
c i e l i ideowych). I tak o w a b e z p o ś r e d n i o ś ć k o n t a k t ó w , b r a k dystansu o b y ­
czajowego m i ę d z y j e d n y m i i d r u g i m i , wreszcie f a k t a u t o r y t e t u uczestni­
c z ą c e g o p r z y w ó d c y ( k t ó r y zawsze b y w a w ó w c z a s bardzo wysoki) p r o w a ­
dził — t a k s i ę zdaje —• do s ł a b s z e j a k t y w n o ś c i mas, p a r a l i ż o w a n e j cedo­
w a n i e m s i ę nieraz na to, co n a z y w a m y a k t e m w o l i czy d y r e k t y w ą , oczy­
w i ś c i e ze strony ideowego o ś r o d k a dyspozycyjnego i jego s ł u g .
P o w i e d z i e l i ś m y o t r w a ł y c h czy o nie k w e s t i o n o w a n y c h w a r t o ś c i a c h
z w i ą z a n y c h z lamaizmem, o k t ó r y c h m o ż n a t w i e r d z i ć , że i dziś w syste­
mie i d e o w y m zasadniczo i n n y m s t a n o w i ą p i e r w i a s t k i aktualne. A l e zubo­
ż y l i b y ś m y zagadnienie, n i e w s p o m i n a j ą c o t y m , co s i ę n a z y w a b a r b a r y zacją czy w u l g a r y z a c j ą u mas n a j w z n i o ś l e j s z y c h idei. W ś r ó d szerokich
rzesz pasterskich M o n g o l i i d o k t r y n a lamaistyczna p r z y j ę ł a s i ę w s p o s ó b
p r z y p o m i n a j ą c y nieraz do z ł u d z e n i a p e r c e p c j ę przez l u d d o k t r y n i n n y c h
r e l i g i i ś w i a t o w y c h , c h o c i a ż b y c h r z e ś c i j a ń s t w a . Z t r e ś c i g ł ę b o k o filozoficz­
nych, abstrakcyjnych p r z y j ę t o t y l k o n i e k t ó r e , n a d a j ą c i m charakter r e a l i ­
styczny, ściśle pragmatyczny (interwencyjno-zapobiegawczy). G ł ę b o k o ,
kunsztownie r o z w i n i ę t a d o k t r y n a lamaistyczna
uproszczona
została
w wierzeniach szerszych rzesz do p r a k t y k magicznych. J e d n o c z e ś n i e z w r a ­
ca u w a g ę fakt, że z takiej swoistej koncepcji, j a k ą jest reinkarnacja,
ś r o d o w i s k o pasterskie w y ł o w i ł o w y ł ą c z n i e t r e ś c i r e a l i s t y c z n o - o p t y m i styczne. M o ż n a je dostrzec w t a k częstej u badanej społeczności postawie
a f i r m a t y w n e j w stosunku do doczesności. I m i m o m o ż l i w o ś c i (w r e i n ­
k a r n a c j i duszy) dotarcia do ś w i a t a b o g ó w , powtarza s i ę pragnienie b y c i a
po wieczne czasy pasterzem. I w t y m p r z y p a d k u t r u d n o sobie o d m ó w i ć
s ą d u , że s y n k r e t y z m lamaistyczny jest ideologią, k t ó r a do dziś wspomaga
n o w ą m a r k s i s t o w s k ą k o n c e p c j ę życia.
Przedmiot naszych r o z w a ż a ń d o t k n ą ł w t y m miejscu kardynalnego
p r o b l e m u zależności b y t — ś w i a d o m o ś ć . U n i k a l i ś m y b o w i e m d o t ą d p r ó b y
naszkicowania c h o c i a ż b y w najgrubszych zarysach s t o s u n k ó w ekonomicz-

�142

J A C E K OLĘDZKI

n y c h , b y t o w y c h , jakie z e s p a l a ł y się z okresem r o z k w i t u l a m a i z m u w M o n ­
g o l i i . Teraz n a l e ż a ł o b y chociaż w s p o m n i e ć o ograniczeniach i niedostat­
kach gospodarki pasterskiej w M o n g o l i i przed r e w o l u c j ą . Dostatecznie
d u ż o napisano na t e n temat. W y b i e r z m y z tegO' t y l k o stwierdzenie, ż e
swoisty system gospodarki pasterskiej-koczowniczej o t y l e m i a ł w dzie­
jach podstawy rozwojowe, o ile ł ą c z y ł s i ę z e k s p a n s j ą , a w najlepszym
razie z szeroko p r o w a d z o n ą w y m i a n ą t o w a r o w ą z o ś c i e n n y m i k r a j a m i .
W w a r u n k a c h zastopowania m o ż l i w o ś c i ekspansji, p o d b o j ó w , z a n i k ł y szan­
se, aby p o ż y t k i czerpane z koczowniczego pasterstwa b y ł y w y s t a r c z a j ą c e
dla r o z w o j u l u d ó w mongolskich. L a m a i z m p r z e c i w s t a w i a j ą c y s i ę owej
e k s p a n s y w n o ś c i k s z t a ł c i ł zachowania bierne i chyba m o ż n a p o w i e d z i e ć
k o n t e m p l a t y w n e , nie w n i k a j ą c w i s t o t ę b y t o w y c h u t r a p i e ń
pasterzy,
w i c h p r y m i t y w n ą f o r m ę d z i a ł a l n o ś c i gospodarczej. Dysproporcje m i ę d z y
b a z ą i n a d b u d o w ą d o p r o w a d z i ł y p r z y straszliwej pauperyzacji mas do
powstania p a ń s t w a teokratycznego, r o z w i ą z ł o ś c i w bogactwie n a j w y ż s z y c h
d o s t o j n i k ó w d u c h o w i e ń s t w a , w szczególności samego Bogdo Gegena. T a
nader rozbudowana nadbudowa ideologiczna s p r z y j a ł a p r z y j ę c i u s i ę n a j ­
drastyczniejszych f o r m r e w o l u c j i , p r o w a d z ą c y c h do z m i a n y c a ł o k s z t a ł t u
s t o s u n k ó w s p o ł e c z n y c h . D z i ś jednak w k r a j u , k t ó r y d r u g i w k o l e j n o ś c i
po ZSRR r o z p o c z ą ł r e a l i z a c j ę i d e a ł ó w socjalistycznych, w k r a j u , k t ó r y
l e g i t y m o w a ć się m o ż e dostatecznie silnie u g r u n t o w a n y m i podstawami t y c h
i d e a ł ó w , p o j a w i ł s i ę resentyment do t r a d y c j i nie w y ł ą c z a j ą c t r e ś c i r e l i ­
g i j n y c h . J e ś l i dodamy w y ł o n i e n i e się t r e ś c i z a c h o w a ń czy o g ó l n y c h k o n ­
cepcji ś w i a t o p o g l ą d o w y c h , j a k i e w procesie b u d o w n i c t w a socjalistycznego
starano s i ę o m i n ą ć , swoiste wreszcie miejsce M o n g o l i i w ś w i e c i e , sprzy­
j a j ą c e r o z l e g ł y m k o n t a k t o m , uzasadniony w y d a j e s i ę s ą d , że w k r a j u
t y m obserwujemy dziś (może bardziej w y r a z i ś c i e n i ż w j a k i m k o l w i e k
k r ę g u k u l t u r o w y m dalekowschodnim) k s z t a ł t o w a n i e się postaw w y r a ż a ­
j ą c y c h p l u r a l i z m ś w i a t o p o g l ą d o w y . N a l e ż a ł o b y p r z y t y m d o d a ć , że c z ę ­
sto nie jest o n dzielony m i ę d z y o k r e ś l o n e ś r o d o w i s k a , grupy, lecz j e d ­
noczy s i ę w w y o b r a ź n i k o n k r e t n y c h jednostek n i e z a l e ż n i e od i c h s p o ł e c z ­
nego statusu. N i e m u s i m y d o d a w a ć , że p l u r a l i z m ś w i a t o p o g l ą d o w y jest
zawsze i w s z ę d z i e w y r a z e m wysokiego stopnia t o l e r a n c j i ideowej, a po­
ś r e d n i o a k t y w n o ś c i czy głębi w poszukiwaniach (chłonności) n o w y c h f o r m
ż y c i a w e w n ę t r z n e g o , s k ł a d a j ą c e j się na charakter s p o ł e c z n e j (narodowej)
w y o b r a ź n i . W y d a j e s i ę t e ż , że w i e l e z przytoczonych danych o k r e ś l a
w j a k i e j ś mierze charakter tej w y o b r a ź n i . M o ż n a b y j ą c h a r a k t e r y z o w a ć
j a k o „ o t w a r t ą " w p r z e c i w i e ń s t w i e do „ z a m k n i ę t e j " , j a k a ł ą c z y s i ę c z ę ­
sto z t r a d y c j a m i k u l t u r o w y m i i n n y c h k r ę g ó w r e l i g i i ś w i a t o w y c h . J e ś l i
p r z y j ą ć ten wniosek, w ó w c z a s m o ż n a b y s u g e r o w a ć ciągłość k u l t u r o w ą ,
z a c h o d z ą c ą m i ę d z y a k t u a l n y m i p o p r z e d z a j ą c y m go u k ł a d e m z a l e ż n o ś c i .
Można by t u wymienić następujące układy odniesień strukturalnych:
1. W i e l o w ą t k o w o ś ć t r e ś c i l a m a i z m u a p l u r a l i z m
światopoglądowy

�CHÜN BAJNA

143

w s p ó ł c z e s n e g o s p o ł e c z e ń s t w a , co w y r a ż a się w znacznej t o l e r a n c j i ideo­
w e j , c h ł o n n o ś c i i o t w a r t o ś c i w stosunku do propozycji z z e w n ą t r z o d ­
m i e n n y c h a n i ż e l i t r e ś ć ż y c i a duchowego w s p ó ł c z e s n y c h M o n g o ł ó w .
2. Silne w i ę z i s p o ł e c z n e w w y m i a r z e najszerszym (naród, g r u p y te­
r y t o r i a l n e ) i n a j w ę ż s z y m (rodzina, jednostka), a w y r a ż a j ą c e się w g ł ę b o ­
k i m poczuciu g o d n o ś c i , p r z y w i ą z a n i u do ż y c i a w s u r o w y c h w a r u n k a c h ;
mocne u m i ł o w a n i e ziemi ojczystej, t r a d y c j i . A f i r m a c j a doczesności.
3. W y s o k o r o z w i n i ę t y system r e f l e k s y j n o ś c i z a r ó w n o w w a r u n k a c h
powszednich, j a k i s z c z e g ó l n y c h w obliczu p r z e c i w i e ń s t w n a t u r a l n y c h
i c y w i l i z a c y j n y c h z w i ą z a n y c h z r z e c z y w i s t o ś c i ą n a j n o w s z ą . Dystans do
p r z e c i w n o ś c i losu. W sytuacjach k r y t y c z n y c h b r a k b o j a ź n i . Realistyczny
stosunek do r z e c z y w i s t o ś c i (chiin
bajna).
4. T r w a ł o ś ć p r z e s ą d u jako p r z e j a w s t a ł y c h potrzeb ludzkich. W no­
w y c h w a r u n k a c h w y r a z d ą ż e ń n i e s z k o d l i w y c h społecznie, w z b o g a c a j ą c y c h
treść k u l t u r o w ą życia zbiorowości.
5. S w o i s t o ś ć statusu s p o ł e c z n e g o przewodnika duchowego (lamowie,
w szczególności duldujczini).
Niewystępowanie różnic kulturowych m i ę ­
dzy j e d n o s t k a m i s ł u ż ą c y m i sacrum a r z e s z ą z w i ą z a n ą z projanum.
Po­
dobny b r a k w y r a ź n i e j s z y c h ( j a k o ś c i o w y c h ) r ó ż n i c k u l t u r o w y c h m i ę d z y
masami a w s p ó ł c z e s n y m i p r z y w ó d c a m i i d e o w y m i . Integracja s p o ł e c z n a .
Wszystkie z w y m i e n i o n y c h o d n i e s i e ń s t r u k t u r a l n y c h — j e ś l i i c h nie
zakwestionujemy — p o ś w i a d c z a ł y b y ciągłość k u l t u r o w ą , h a r m o n i j n y roz­
w ó j . M o m e n t y te s t a n o w i ą w a r u n e k zawsze i w s z ę d z i e samoakceptacji
w w y m i a r z e ś w i a t o p o g l ą d u osobistego j a k t e ż zbiorowego, w y r a ż a j ą c
i d e a ł n a j w y ż s z e j rangi, j a k i m jest poczucie w o l n o ś c i .
F a k t e m t e ż jest, że Mongolia n a l e ż y do t y c h n i e l i c z n y c h w e w s p ó ł ­
czesnym ś w i e c i e k r a j ó w , w k t ó r y c h z a r ó w n o tubylec, j a k i przybysz
z z e w n ą t r z m a j ą m o ż l i w o ś c i odczucia, jeśli nie stanu w o l n o ś c i , to p r z y ­
najmniej swobody. N i e jest to w y n i k i e m tzw. zacofania cywilizacyjnego
ani t e ż tego, .że r o z l e g ł e przestrzenie tego k r a j u są w y j ą t k o w o s ł a b o za­
ludnione. Wydaje się, że to poczucie swobody z a w d z i ę c z a ć n a l e ż y d a w ­
niejszej i nowszej koncepcji ż y c i a t u w y k s z t a ł c o n e j , ale t e ż — jeśli nie
przede w s z y s t k i m — samym ludziom, o k t ó r y c h powiada A l f r e d K u b í n ,
że „ p r z e ż y l i swoje". D o r z u ć m y do t y c h s ł ó w u w a g ę , że dziś M o n g o ł o w i e
m i m o p r a w a do posiadania b r o n i palnej, co nie zdarza się w i n n y c h k r a ­
j a c h o p o d o b n y m u s t r o j u s p o ł e c z n y m , nie k o r z y s t a j ą z niej w k o n f l i k ­
tach m i ę d z y l u d z k i c h , a l b o w i e m takie k o n f l i k t y w y s t ę p u j ą w t y m k r a j u
bardziej n i ż sporadycznie, a w p e w n y c h rejonach nie s ą znane. N i e za­
bijaj — nakaz w stosunku do najdrobniejszych s t w o r z e ń — jest w M o n ­
g o l i i n o r m ą m o r a l n ą do dziś u z n a w a n ą powszechnie. I f a k t ten m ó g ł b y
p o s ł u ż y ć n a m j a k o kolejny w s k a ź n i k , szczególnie i s t o t n y dla naszych
r o z w a ż a ń o ciągłości k u l t u r o w e j , znaczenia poprzedniego systemu ideolo­
gicznego, j a k i m b y ł lamaizm.

�144

J A C E K OLĘDZKI

KHUN

BAYNA

Summary
Khün bayna — there is a man. With this phrase Mongolian shepherds call
the legendary dragon Loo, the master of heaven who wields, thunders. The ex­
clamation Khiin bayna, traditional with those shepherds, protects against being
struck by a lightning. It epitomizes the system of thought formed in the middle
part of the Asiatic continent. According with the verbal tradition, calling and
talking to supernatural beings, and to Loo among them, has been a privilege of
individuals occupying the highest positions in the stratification system of the old
Mongolian society. Only people of noble descent, the noyons, and the shamans
were expected to talk to Loo. The shepherds (arats) arrogated the privilege, cun­
ningly violating the social norm. However, their cunning was in a way legitimate,
for they observed the principle of not lying i n deception. Besides, underlying such
behavior was a proud feeling of individual dignity of the arats, situated by the
prevailing system of privileges on the lowest social positions and refused the
title to humanity.
The dialectic principle of thought of the arats as expressed in the khün bayna
custom is considered by the author as a broad frame of reference in the search
for structural relationships between the past and the dynamically changing Mon­
golian present. The changing scene involves the whole of the philosophy of life
of vast groups of the essentially shepherd society.
I n the introductory part, the vulgarly simplified criticism of Lamaism is reject­
ed. I n pre-revolutionary Mongolia, Lamaism offered a highly organized institu­
tional framework for spiritual life of the large population and it produced perma­
nently valid social and ideological values. Lamaism played an important role i n
the development of literature, art, abstract thought and ethical values. This opinion
finds confirmation in the writings of one of the best experts on the subject,
B. Hinchen. The most numerous class of the contemporary Mongolian nation, the
arats, draw their feeling of dignity from a spiritual store accumulated by the
lamaist religion.
I n the analytical part of the work, the author considers some selected indices
of ideological transformations occuring in contemporary life of the Mongolian
people. He uses unpublished materials collected during five research expeditions
of the Institute of Material Culture of the Polish Academy of Sciences. They have
been working from 1963 to 1968 under the leadership of Prof. Witold Dynowski.
The analysed indices are classified into the following groups of problems:
1) The contents and form of the cult of yurta altars as a source of understanding
of the functions and doctrines of Lamaism by the larger groups of Mongolian
population today. 2) Formation of the contemporary commemorative ritual practices.
3) Courage and fear: former and present types of behavior related to natural
phenomena (as exemplified by atmospheric discharges); permanence of the khün
bayna custom. 4) Permanence of superstitions, exemplified by practices related to
ovoo and by still vivid magical devices protecting against the demons
(chótgor
and savdag). 5) Contemporary institutions regulating the life of the masses: nadaam,
ulan bulan, ulan maykhan. Activity of the party apparatus. The basis of authority
of a party secretary in a somon as he takes part in the life of the shepherds. Case
stories of successful communication with the masses by duldooychins
(wandering
lamas) and contemporary ideaologieal leaders (somon party secretaries).

�145

CHÜN B A J N A

The author concludes that in contemporary Mongolia we can observe, perhaps
more conspicuously than in any other F a r Eastern setting the shaping of social
attitudes expressing ideological pluralism. It has always been coupled with a high
degree of tolerance and, indirectly, it motivates to active and profound search for
new forms of inner life as underlying the essential traits of a national imagina­
tion. The Mongolian mind can be described as open, in opposition to close systems
of thoughts and feelings typical for some of the cultures dominated by the inheritage of the main world religions, like Christianity or Islam. If we accept this
assumption, we can suggest a relationship between the system of. ideas actually
prevailing in Mongolia and the system preceding it. Then, the following structural
fields of reference could be proposed:
1. The multiple contents of Lamaism finds its counterpart in contemporary ideo­
logical pluralism of the Mongolian society as expressed i n its notable tolerance.
Outer influences, different from the officially promulgated spiritual values, are
welcome.
2. There are strong social links, both i n broad groups (the nation; groups i n ­
habiting large territories) and in small ones (family; individuals). They are express­
ed by deep feelings of dignity, affection for the severe way of life i n the wilder­
ness, love for the motherland and for tradition, full affirmation of earthly life.
3. There is a higly developed system of reflexive attitudes to everyday affairs
and to natural and civilizational emergencies. The Mongols can face hard facts
with reasonable distance. They do not show fear in critical situations. Their attitude
to reality is highly realistic, as it is reflected in the khiin bayna custom.
4. The permanence of superstitions embodies the stability of human needs. I n
the new social conditions, the superstitions reflect pursuits which are socially i n ­
nocent and apt to enrich the contents of formal collective behavior.
5. The social status of a lama as a spiritual leader, and in particular of a duldooychin, is quite peculiar. There are no qualitative social differences between
the servants of the sacrum and the profane population at large. Similarly, there
are no qualitative social differences between the masses and contemporary ideologi­
cal leaders. There is a high level of social integration.
Contemporary spiritual life of the Mongolian nation has room for permanent
ideological structures peculiar to it and closely related to the experiences of other
Far Eastern cultural settings.

Translated

10 — Etnografia Polska, XVII/2

by Piotr

Graff

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11296" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11274">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/483f7c7b79e9d8b83968afdefb937c62.pdf</src>
        <authentication>1717f118fb058f6bd81749f5bcf2cc23</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134645">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3700</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134646">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134647">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3477</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134648">
                <text>Co? Po co? Dlaczego? Słucham. Terminowe doświadczenia etnologa w Murzynowie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134649">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.187-191</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134650">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134651">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134652">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134653">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134654">
                <text>Co? Po co? Dlaczego? Słucham.
Terminowe doświadczenia etnologa w Murzynowie
Jacek Olędzki
- Po co te puszki zakopujesz?
- Nie mówi się po co. Należy mówić dlaczego! Za chwilę, to
samo:
- A po co nie pójdziesz ze mną na grzyby, tylko wciąż
kopiesz i to świństwo zakopujesz. Nic z tego nie wyfośnie...,
NIC! Chodźmy na grzyby. Mogę ci pokazać, gdzie się w tym
roku przeniosły... Bo one się przenoszą—
- Po co? Zacząłem mówić jak oni.
- To nie wiesz? Pomyśl, a sam sobie odpowiesz!
Tak mniej więcej wyglądały moje rozmowy z Robertem,
kiedy miał 3, 5, 7 lat. Teraz jest już dawno po wojsku (ma
stopień mata), do pracy jeździ nowym pasatem i unika ze mną
rozmów (ja korzystam z komara, bzyka). Chociaż, raz chyba
się gniewnie odezwał. Zdaje się, że tak:
- No, bo może być dym...
- Ależ panie Robercie...
- A, to przepraszam. I sobie poszedł. I tak to już jest.
Gdybym, to ja jeździł pasatem, a Robert bzykiem, wówczas
nasze spotkanie po latach wyglądałoby inaczej.
A zatem, przed laty pobierałem w Murzynowie bezcenne

nauki - przede wszystkim - od gromadki małych dzieci, które
stale się kręciły przy Muzeum.
Oto pierwsza nauka: Żadne z tych dzieci wiejskich nie
korzystało z potocznego zwrotu co. Jak wiadomo, jest to
słówko powszechnie używane wśród warszawiaków starej
daty. Warszawiacy nowej daty częściej, zamiast co, mówią
proszę. Zwrot proszę, świadczy niewątpliwie o pewnym
rodzaju wytworności. Nie posiadłem jej i niewątpliwie
mówiłem nieraz w Murzynowie ordynarnie co. A należało
przecież mówić słucham. Tak bowiem, murzynowiacy - na­
wet całkiem mali - zwracają się do drugiej osoby, kiedy
czegoś nie dosłyszą. Przyznasz Czytelniku, że spośród tych
trzech zwrotów, najtrafniejsze, jest tylko to jedno słówko,
słucham. Żadne coproszę, tylko słucham...
Druga nauka. Dotyczy ona oczywiście owego po co oraz
dlaczego. Otóż, wydaje się, że dlaczego w stosunku do po co,
jest podrzędne sematycznie. Odnosi się do rozumienia zależ­
ności między jednym a drugim; dotyczy na przykład przy­
czyny i skutku. Natomiast po co kieruje uwagę nie tyle na
związek - często oczywisty - między przyczyną i skutkiem,

187

�ile na celowość; cel jakiegoś działania, aż po jego sens...
Dzieci wiejskie uczestnicząc od najmłodszych lat przy pra­
cach dorosłych, w tym wszystkim, co świat dla nich dorosłych
przedstawia, mają znakomite okazje poznawania związków
przyczynowo - skutkowych i - być może dlatego - nie muszą
korzystać z banalnego pytania dlaczego. Wiadomo, że z posia­
nego ziarna rodzi się roślina itd. Natomiast z zakopanej puszki
po jakiejś konserwie, nic się nie urodzi. Po co nie jesz? Jeśli
ktoś nie je, a jest ku temu okazja, pytanie dlaczego, może
wyjaśnić sprawę zaledwie częściowo, w granicach zwykłego
domysłu (boli kogoś ząb, ma kaca itd.), czyli bez zadawania
pytania. Po co nie jesz? jest pytaniem znacznie dogłębniejszym. Odpowiedź na nie dotyczyć nawet może kwestii honoru
i godności, silnej woli, hartu ducha itd. Najstarsi murzynowiacy - nie ma już ich niestety - bywało, że wzbraniali się przed
przyjęciem u kogoś poczęstunku; nawet szklanki herbaty.
Kiedy starałem się zrozumieć taką odmowę, dowiadywałem
się struchlały:
- To jakbym zaciągnął pożyczkę. Nie. Pic nie będę.
Dziękuję.
Nie budzi chyba wątpliwości przekonanie, że pytania
artykułowane przez słówko dlaczego (why, pourąoi) zdomi­
nowały nasze dzisiejsze życie. Kiedy słucham dialogów
w melodramatach amerykańskich, emitowanych przez telewi­
zję (filmy te mają największą oglądalność i nie można ich
znaczenia lekceważyć), słyszę powtarzane bez końca why.
Łaj, łaj, łaj, ciągle tylko łaj. No, zdarza się whatfor (a ąuoi
bon), ale tylko w dziełach najambitniejszych. W filmach
kryminalnych, gangsterskich itd. obydwa zwroty są nieobec­
ne, bowiem nie mają uzasadnienia. Po co, podważyłoby każdą
brawurową akcję, każdy skok na bank, każde morderstwo.
Dlatego, chcąc zaznać relaksującej zadumy jadę do Murzynowa. Nasłucha się tam do woli pytań po co. Będą one dotyczyły
sytuacji dających się zrozumieć... Natomiast tutaj w mieście,
tak jak w Łomazach na posterunku, we Wołominie, Markach
oraz dzisiejszym Wrocławiu, całkiem się zmieniło znaczenie
nawet tych dwóch podstawowych zwrotów językowych. Po co
młodociane wrocławianki zabiły koleżankę, same wyjaśniły.
Chyba dostatecznie jasno, denerwowała nas ... Ale dlaczego
to najstraszniejsze ze strasznych się stało, nie wiadomo. Od
„Super Expressu",poprzez „Wprost", po „Politykę", gdzie
poddawano zdarzenie analizie, nie ma odpowiedzi na pytanie,
dlaczego? W życiu miejskim (chociaż nie tylko) zrodziły się
więc nowe sytuacje, dla których zrozumienia konieczne jest
roztrząsanie zależności w kategoriach owego, banalnego
dlaczego.
1

We Wrocławiu, mieście Apocalipsis cum figuris, Panto­
mimy, Pomarańczowej Alternatywy itd., dojrzała sytuacja aby
stawiać sobie pytanie dlaczego, które wcześniej nie miałoby
sensu, bowiem w mieście tym żyli głównie lwowiacy... I jak
w Murzynowie, rzeczy wzniosłe, niezwykłe i wspaniałe były
codziennością...
Dzisiaj zaś, ani rodzice, ani nauczyciele z katechetą na czele
(poświęcał głównie uwagę - jak wyznał - aborcji) nie mieli
głowy aby zabójczyniom powiedzieć o Grotowskim, Toma­
szewskim albo Fydrychu. Nie mieli głowy, śmiem sądzić, że
nie dane im samym było pojąć, iż żyją w niezwykłym mieście,
najniezwyklejszych niegdyś dokonań w Polsce.
W mojej klasie, mojej szkoły im. Romualda Traugutta, też
był uczeń z pierwszej ławki, który nas denerwował (Wojciech

188

Jaruzelski, w elitarnej szkole na Bielanach siedział w pierw­
szej ławce i już wówczas miał postanowienie zostania kimś
wielkim, oczywiście, został...). Jak należy uczniowi z pierw­
szej ławki - podlizywał się nauczycielom. Myśmy nic złego
mu nie próbowali zrobić. Wiadomo przecież, lizus w każdej
klasie musi być. Henio Kluba poświęcił mu nawet osobny
utwór, wzorowany na tragediach Sofoklesa - Gorgolides
Wspaniały. Władysław L. Terlecki, który siedział w ostatniej
ławce, dusił w sobie postanowienia i zamiary... Pomysł Henia,
aby przykre rzeczy obdarzać uśmiechem, a w najgorszym
razie cierpkim żartem, ustąpił - niestety - przed powinnością
ważenia słów, pryncypialnością i obowiązkiem.
Czas nieubłaganie biegnie, zmieniają się „konteksty sytua­
cyjne" a z nimi znaczenie i rola nawet podstawowych
zwrotów językowych. Zaraza nie ominęła również Murzynowa. Łagodniutki Robercik, kiedy dorósł, powiada twardo
może być dym. Nie oznacza to jakiejś zwykłej zadymy, ale po
prostu w lokalnej grypserze, mordobicie. Inni znów, starsi
i mniej obyci też ulegli zarazie. Starają się unikać - ich
zdaniem - kompromitującego po co i korzystają z pytania na
ch... tol Ponadto, pytanie to w sposobie stawiania go (butnie
i stanowczo) bliższe jest stwierdzeniu czy przekleństwu,
aniżeli poszukiwaniu odpowiedzi.
Trzecia nauka. Dotyczy ona pytania co to? Od razu
powiem, nie często się słyszy to pytanie. Przed laty, nie
słyszałem aby dzieci murzynowskie komukolwiek takie
pytanie stawiały z tą samą spontaniczną natarczywością, jak
to się zdarza u dzieci z niektórych środowisk miejskich. Być
może, moi mali nauczyciele z Murzynowa orientowali się
w tym, co można by nazwać bezowocnością werbalizowa­
nych zainteresowań. Starsi po prostu nie znaleźliby często
czasu na udzielanie objaśnień. Nie ma czasu, mnie się
spieszy— itd., to bardzo częste wyznanie, przez niektórych
wypowiadane już całkiem mechanicznie, nawet wówczas
(albo właśnie wtedy), kiedy nic nie ponagla i ów tak starannie
strzeżony czas jest w nadmiarze. Ponadto, zwyczaj czułego
obcowania wnucząt z dziadkami i babciami w pewnych
rodzinach pojawił się stosunkowo niedawno. A zasada suro­
wego rozdzielania („separacji informacyjnej") dzieci od
rozmów prowadzonych przez dorosłych, utrzymywała się
w wielu rodzinach stosunkowo długo i stanowiła rodzaj
zapory w nawiązywaniu kontaktów słownych dzieci ze
starszymi. Zapora ta była niewątpliwie jedną z form kształ­
towania szacunku należnego starszym. Owa zasada „separacji
informacyjnej" dzieci od rozmów i spraw dorosłych przestała
obowiązywać zapewne już w czasie wydarzeń, jakie w życiu
wsi następowały dosyć burzliwie po ostatniej wojnie. Wszela­
ko wyczuwałem utrzymujący się wciąż - jeszcze w latach
osiemdziesiątych - dystans między dziećmi a dorosłymi,
jakiego nie znałem ze swego dzieciństwa w Warszawie.
Być może więc, wybrały dzieci obserwację i nasłuchiwa­
nie, za (całkiem zresztą niezłą), formę zdobywania wiadomo­
ści. Wiąże się z tym - jak wiadomo - cnota bezcenna:
samodzielność. Dotyczy ona chyba również myślenia... W ka­
żdym razie, moich kontaktów z dziecięcą społecznością
Murzynowa nie przesłaniało owo „urocze trajkotanie": a co
to?, co to?, co to? Dzięki temu, ów czas miniony, bardzo mile
wspominam.
Wspomnienia z lat następnych, aż po dziś czas, opromienia
innego rodzaju odczucie. Kolejny wykład, który za chwilę

�nastąpi, prowadzili wykładowcy dorośli; z całą odpowiedzial­
nością rzec można, zepsuci. Oto płynąca z ich ust:
Czwarta nauka. Określa ją dosyć dobrze, jedno pytanie
oraz jedno stwierdzenie. Co ja z tego będę miał? Mnie to nie
przeszkadza. Wydaje się, że między wymienionym stwier­
dzeniem i pytaniem zachodzi bliska więź, zarówno sematyczna, jak również emocjonalna; a nawet - w jakiejś mierze
- mentalna. Chodzi o mentalność, której starsi, dziś już nie
żyjący, nie mieli. Nie słyszałem od nich tych powiedzeń.
Prawdopodobnie, pojawiły się one za rządów Mieczysława
Rakowskiego, który - jak pamiętamy - rozpoczął wielkie
dzieło prywatyzacji gospodarki narodowej, w szczególności,
bardzo bliskiej sercu premiera, Stoczni Gdańskiej. Co ja z tego
będę miał? precyzuje nową postawę, czyli rozwijającą się
„dynamicznie i pozytywnie" troskę o to, aby niczego nie
czynić na marne. By zdolności i dobra dane nam od samego
Pana Boga pomnażać, a nie chować w pończosze itd. Prze­
słanie ewangeliczne urealnia się na naszych oczach. Mnie to
nie przeszkadza, stanowi - jak się zdaje - również przejaw
troskliwej uwagi, aby broń Boże nie zagościła w nas płocha
chęć czynienia czegoś, co mogłoby naszym wzniosłym zamia­
rom przeszkadzać, a już nie daj Boże szkodzić. Broń Boże oraz
nie daj Boże, są ostrzeżeniami z należytą im mocą użyte przeze
mnie. W interesującej nas zbiorowości są znane od dawien
dawna. Jednakże, w mowie potocznej zdecydowanie zmalało
ich znaczenie. Zwroty religijne zastąpiono świeckimi wul­
garyzmami. Można powiedzieć: K..J Co ja z tego będę miał?
Lecz, nie daj Boże, bym nic z tego miał, chociaż poprawne
i należyte, brzmi ugodowo bez zalecanej powszechnie stanow­
czości. I dlatego w mowie murzynowiaków nie występuje. Ale

to już osobny temat, związany z samą religijnością Dobrzyniaków (Baniarzy, przezwisko pochodzące od bani - dy­
ni).
Powiem jedynie, że ciż Dobrzyniacy, mający w granicach
swej Ziemi Skępe, sławne w kraju sanktuarium maryjne,
o którym się mówi Druga Częstochowa, Częstochowa Pół­
nocy, sami do tego miejsca nie pielgrzymują. Każdego roku,
15 sierpnia przybywa do Skępego tysiące (w 1995 r. ok. 150
tys.) pielgrzymów z odległych nawet stron Polski, ale samych
Dobrzyniaków jest wśród przybyszów znikomy procent!?
Ponadto, moi najstarsi rozmówcy nie pamiętają aby za ich
pamięci, pamięci ich rodziców, czy dziadków, zdarzył się
jakiś cud w miejscowościach należących do Ziemi Dobrzyńs­
kiej. Natomiast już w pobliżu granic tej Ziemi na Mazowszu,
głośno onegdaj było od zdarzeń mirakularnych (cud w Zdziarze Wielkim przeżywało zapewne nie mniej niż milion
wiernych). Wiadomo zaś, że cuda są niezwykle czułym
wskaźnikiem religijności żarliwej i wysoce spontanicznej;
wszelako, domagającej się poświadczeń ze strony osób
boskich i świętych ich stałej, widocznej obecności. U moich
licznych rozmówców, nie tylko z samego Murzynowa, takich
potrzeb poświadczania swej obecności ze strony istot czczo­
nych nie stwierdzałem. Więcej powiem, jak nigdzie, spotyka­
łem się przy moich pytaniach o cuda z powątpiewaniem czy
aby jestem przy zdrowych zmysłach... Czy też może zawład­
nęła mną jakaś niemoc o charakterze przesadnej, nadgorliwej
pobożności...
Ziemia Dobrzyńska nie jest, tak jak Kurpiowszczyzna lub
Góralszczyzna, terytorium stosunkowo jednorodnych, czy
bardzo podobnych wartości. Znaczenie Ziemi Dobrzyńskiej

189

�w kulturze naszego narodu zasadza się między innymi na
znacznym zróżnicowaniu rodzajów dawnej własności w ob­
rębie ograniczonego i niezbyt rozległego obszaru. Sąsiadowa­
ły ze sobą dobra książęce, z czasem ziemiańskie, prywatne
(sukcesje nadań książęcych głównie rycerzom), biskupie oraz
królewskie. Zróżnicowanie to sprzyjało przenikaniu wartości,
rywalizacji kulturowej, poczuciu przynależności do okreś­
lonej grupy ludności chłopskiej oraz innym pozytywnym
zjawiskom, często nie występującym już w najbliższym
kujawskim lub mazowieckim sąsiedztwie. Wśród ludności
chłopskiej wyróżniała się grupa gospodarzy, rolników, wyrob­
ników, rzemieślników, całkiem osobna, rybaków, wodnia­
ków, handlarzy i na koniec fornali. Podziały te, nieraz
o charakterze niezwykle istotnym w kategoriach faktów
kulturowych i świadomości społecznej dodatkowo się wzmac­
niały na planie różnic w systemie podziału ziemi: własności.
Sąsiadujące ze sobą dwie wsie - chociaż mające wiele
wspólnego - bywało, że różniły się znacznie, tworząc nieraz,
prawie odrębne światy. Taka różnica wyrazista utrzymywała
się przez lata między prastarą, poksiążęcą i poziemiańską wsią
Murzynowo, a bogatszą znacznie od niej, wsią Uniejewo,
o wiele później założoną na byłych dobrach królewskich. Obie
wioski graniczą ze sobą poprzez strugę; dzielącą Manowce,
murzynowskie od Uniejewskiego Lasu.
O Kluchach, Kitunach, czyli o uniejewiakach, starzy murzynowiacy powiadali - nie bez satysfakcji i szyderczo

190

- bogaci ale straszni zaboboniarze. I na okoliczność tak
wygłoszonej opinii podawali przykłady - rzecz można - kla­
sycznych zachowań magicznych (przenoszenie za pomocą
listka z drzewa wrogiej osoby, nieprzyjazne wobec niej
życzenia; wnoszenie pod kapotą na pasterkę słomianych
powróseł do poświęcenia, aby się darzyło przez cały rok itd.).
Wykpiwanie przez murzynowiaków tych praktyk, stanowi
ważkie świadectwo krytycyzmu i jednocześnie wysokich
wymagań stawianych sobie w kwestiach wiary, religijności,
jak też pobożności na co dzień.
Żeńska reprezentacja mych nieletnich wykładowców, nau­
czyła mnie pewnej wyliczanki, czyli mentowania, które
włączam do zakresu kolejnej nauki.
Piąta nauka:
Na ulicy Kopernika,
spowiadała się Monika.
Proszę księdza,
ja nie kłamię.
Ja ukradłam,
cukier mamie.
A jak trochę, się poduczę,
to ukradnę księdzu klucze.
Znane są wyliczanki o nieprzyzwoitych nawet treściach.
Jednakże popularna w latach siedemdziesiątych-siemdziesiątych wyliczanka z Murzynowa (niewątpliwie adaptowana
z obyczajowości dziecięcej dużego i nowoczesnego miasta,

�jakim jest Płock) wyróżnia się ostentacyjną drwiną z osoby
kapłana, a nawet z samej spowiedzi świętej! To już zupełnie
rzecz niesłychana. I tu nasuwa się niezbędna uwaga. Jeśli
dorosłym uniejewiakom zdarza się wypowiadać surowe,
wielce „nieodpowiedzialne" słowa o sługach bożych (księ­
żach), to dorośli murzynowiacy są chwalebnym przykładem
wielkiej powściągliwości w próbach podważania autorytetu
swych duszpasterzy. Tylko, właśnie nieodpowiedzialnym
jednostkom społeczności murzynowskiej zdarza się napo­
mknąć coś o swych księżach, grzesznikach. Powtarzam,
zdarza się tu tylko pewnym osobom. Odnoszę wrażenie, że
stać tę społeczność na postawę dojrzałą: NIE PRZYJMOWA­
NIA DO WIADOMOŚCI SĄDÓW ZŁOŚLIWYCH I SZKA­
LUJĄCYCH ŚWIĘTE WARTOŚCI. To przystoi dzieciom
w zabawie, to może się zdarzać w niekontrolowanych wypo­
wiedziach Kitunów, lecz nie gości w rozważanych sądach
murzynowiaków! Wydaje się, że ma to swoje historyczne
uzasadnienie. Wiąże się ze wspominanym już różnym rodo­
wodem tych dwóch, sąsiadujących ze sobą wsi.
Znane porzekadło: Co wolno wojewodzie, to nie tobie maty

smrodzie, nie ma więc żadnego odniesienia do społeczności
murzynowskiej, którą obowiązywała zawsze norma stateczno­
ści, jako cnoty podstawowej, bodaj najważniejszej. Tym
samym, aby wymienione porzekadło miało jakiś sens, winno
w nim nastąpić odwrócenie znaczenia owych, dwóch sądów:
Co wolno tobie, maty smrodzie, nie wypada wojewodzie!

Murzynowiacy (niegdyś zawołani wodniacy), mieszkający
na skraju Ziemi Dobrzyńskiej, mający liczne okazje po­
znawania niestatecznych oryli oraz niestatecznych Mazowszan (Płockich i Gostynińskich), pewnie dlatego w swych
orzeczeniach etycznych podnieśli stateczność do tak wiel­
kiego znaczenia. Przyzwalanie dzieciom na odstępstwa od tej
normy sprzyjało niewątpliwie ich rozwojowi umysłowemu;
kształtowaniu się indywidualności. Za taką konkluzją przema-

wiają losy mych dziecięcych wykładowców:
Agnieszka I ukończyła studia medyczne w Warszawie
z bardzo dobrą oceną.
Agnieszka I I jest cenioną pracowniczką Banku PKO
w Płocku.
Agnieszka Ul po ukończeniu znanej Szkoły Rolniczej
w Trzepowie, z powodu braku pracy w zawodzie wyuczonym,
jest barmanką w Grecji.
Krzysztof, bardzo dobry uczeń, niezwykle zdyscyplinowa­
ny chłopiec; niestety, zginął tragicznie w wypadku drogo­
wym. Jego siostra:
Dorota kończy studia psychologiczne na UW.
Renata, pierwsza wyszła za mąż, jest mamą dwojga dzieci.
Beata, wyszła za mąż, pomaga rodzicom w gospodarstwie.
Arkadiusz, jest mechanikiem samochodowym i rolnikiem.
Brat:
Mikołaj, wszechstronny mechanik samochodowy i moto­
cyklowy (dzięki niemu dychawiczny bzyk jest sprawnym
pojazdem) kończy Szkołę Chemiczną w Płocku.
Robert, znany nam już dobrze z pierwszej strony szkicu.
Nie wspominam Bartka, Sławka, Krzysztofa U, Grażyny,
Huberta oraz Magdy i Artura - osób luźniej związanych
z działalności Muzeum.
Każda z wymienionych postaci jest inna. Jest sobą w naj­
lepszym tego słowa znaczeniu. Inność wpisana jest w ich
życiorysy. Owa inność występuje między siostrami i między
braćmi. Kiedy się nad nią zastanawiam w kontekście odrębno­
ści Dobrzyniaków i murzynowiaków, przychodzą na myśl
słowa pamiętne Marii Dąbrowskiej:
Nie odnajdziemy się już nigdy, nie spotkamy się już nigdy,
my, którzyśmy wyszli z jednego miejsca świętego
świętych.
My, którzyśmy się już nie mogli zrozumieć,
bośmy sobie
najmniejszej inności przebaczyć nie mogli, tak bardzo chcieli­
2

śmy być jednym (podkreślenie moje JO).

PRZY PISY
1

Podaję za „Super Expressem", gdzie ukazała się najwcześniej
relacja o zdarzeniu we Wrocławiu. W świetle tej relacji i następnych,
dziewczęta zabijając swoją koleżankę nie działały w afekcie, ale
„rozważnie" ze s z c z e g ó ł o w y m planem wykonania swego zamiaru.
Ponieważ coraz częściej pochodne od denerwować,
określają stany
emocjonalne nacechowane nienawiścią, a nie tylko błache sytuacje

z zakresu współżycia społecznego, rodzi się uzasadnione pytanie
o zakres nieodporności w naszym kraju, zarówno u jakiejś reprezen­
tacji młodego pokolenia, jak też starszego, na to, co wyraża każda
odrębność czy inność.
Por. Maria Dąbrowska, Uśmiech dzieciństwa,
Czytelnik, War­
szawa 1979, s. 165-166
2

191

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11347" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11325">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/42ba97b57c06abad8e634d1ef72fe6f7.pdf</src>
        <authentication>d339299ca73a87d2f539a194f8dda21b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135203">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135204">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135205">
                <text>badania etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135206">
                <text>Mongolia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135207">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4621</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135208">
                <text>Sprawozdania/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135209">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.242</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135210">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135211">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135212">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135213">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135214">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135215">
                <text>S
JACEK

P

R

A

W

O

Z

D

A

N

I

A

OLĘDZKI

B A D A N I A

E T N O G R A F I C Z N E

Na początku lat sześćdziesiątych w warszawskim ośrod­
ku naukowym s f o r m u ł o w a n y został pierwszy w historii
etnografii polskiej program zespołowych wypraw ba­
dawczych do pozaeuropejskich stref kulturowych. Miał
on być zrealizowany w y ł ą c z n i e w oparciu o możliwości
i środki krajowe w ramach współpracy naukowej m i ę ­
dzy polską a mongolską A k a d e m i ą Nauk. Autorem tego
ambitnego programu był prof, dr W. Dynowski.
Zainteresowania Dalekim Wschodem łączą się ściśle
u prof. Dynowskiego z jego biografią. Urodzony w
Charbinie, spędził młodość na terenach Mandżurii. Miał
możność przebywania w Mongolii już na początku lat
dwudziestych. Poznał w młodości Kamczatkę, Chiny
i Japonię. Znane są Dynowskiemu dobrze rosyjskie
i radzieckie środowiska naukowe, a najważniejsze —
ich p i ś m i e n n y dorobek, który w badaniach Dalekiego
Wschodu zajmuje w nauce ś w i a t o w e j czołową pozycję.
Wyrazem zainteresowań uczonego były
prowadzone
przezeń w y k ł a d y na Uniwersytecie Warszawskim, w
których wiele uwagi poświęcał kulturze l u d ó w ugrofiń­
skich, tiurskich i syberyjskich. Na takim szerokim tle
zainteresowań naukowych zrodziła się decyzja pierwszej
podróży do Mongolii w 1963 roku.
Patronat nad tym przedsięwzięciem objął I H K M
P A N . Warto dodać, że w tym czasie nie istniał jeszcze
jakikolwiek zespół w c z e ś n i e j stworzony, który mógłby
podjąć się realizacji tego odpowiedzialnego przedsię­
wzięcia. Zespół taki skompletowany został z osób „ w y ­
pożyczonych" z zakładów archeologii i etnografii I H K M
P A N . Do pierwszej ekspedycji rozpoznawczej na tereny
Buriacji i Mongolii w ł ą c z o n y został Jan Machnik —
w ó w c z a s magister archeologii — zajmujący się bada­
niami kultur ludów koczowniczych w epoce neolitu, oraz
autor niniejszej notatki — pracownik Zakładu Etno­
grafii Polski w Warszawie.
Trasa pierwszej podróży biegła z Irkucka (rejonu
nad Bajkałem) przez U ł a n - U d e do Ułan-Bator. Na te­
renie Mongolii bardziej szczegółową penetracją roz­
poznawczą objęty został rejon dawnego Karakorum oraz
a j m a k ó w środkowogobijskiego i centralnego. Wynikiem
tej pierwszej podróży było przede wszystkim s f o r m u ł o ­
wanie szczegółowych zadań i p l a n ó w badawczych 'na
następne 5 lat.
W 1964 roku podpisana została w Ułan-Bator umowa
o współpracy naukowej m i ę d z y Polską a Mongolską
A k a d e m i ą Nauk. W t y m ż e roku p o w o ł a n y został Zakład
Etnografii Powszechnej I H K M P A N w Warszawie, który
stał s i ę organizatorem dalszych wypraw. W Zakładzie

К

W

M O N G O L I I

tym znalazł zatrudnienie jeden stały pracownik etato­
wy — mgr socjologii Danuta Markowska.
W 1965 roku D. Markowska oraz L . Godlewski —
w ó w c z a s magister archeologii — włączeni zostali w
skład drugiej ekspedycji naukowej do Mongolii. W 1966
roku do prac zespołu włącza się dr Zofia Sokolewicz,
pracownik Katedry Etnografii UW, a w 1967 roku —
stypendysta w Zakładzie Etnografii Powszechnej, m a ­
gister etnografii Sławoj Szynkiewicz. W 1968 r. plano­
wany jest ostatni zespołowy wyjazd do Mongolii. Po­
ś w i ę c o n y on będzie — podobnie jak dwa poprzednie —
w y ł ą c z n i e badaniom etnograficznym.
W stosunku do pierwszej podróży trasy kolejnych
ekspedycji zostały znacznie rozszerzone. Ogółem wszyscy
członkowie wypraw przebyli ok. 260 tysięcy kilometrów.
Dzięki nowoczesnym środkom lokomocji (samolot, w o j ­
skowy samochód terenowy) udało s i ę spenetrować rejo­
ny gór Sajańskich i jeziora Chubsuguł, prowadzić b a ­
dania w okolicach Kobdo, Cecerlegu, Arbajchere, M u renu i Mandał-Gobi. W centralnym ajmaku w somonie
Bajan, gdzie znajduje s i ę spółdzielnia pasterska im.
Przyjaźni Mongolsko-Polskiej, zorganizowano paromie­
sięczne badania stacjonarne. Ich wyniki będą podstawą
specjalnej monografii poświęconej temu rejonowi Mon­
golii. Owocem dotychczasowych prac jest przede wszyst­
kim najnowsza praca Witolda Dynowskiego —
Współ­
czesna Mongolia (Wrocław 1968).
Od czasu wybuchu wojny jest to pierwsza publi­
kacja książkowa tego autora. Wyraża się w niej szcze­
gólnie wyraziście rozwój możliwości celów i ambicji
badawczych, jaki nastąpił w naszej nauce w ostatnim
ćwierćwieczu. Ale jest to zarazem książka manifestu­
jąca sukces indywidualny uczonego. W burzliwym okre­
sie kształtowania się myśli humanistycznej, ścierania
się różnych k i e r u n k ó w naukowych — autor zajmuje
k o n s t r u k t y w n ą pozycję poznawczą. Udostępnia nieznaną
prawie zupełnie dziedzinę wiedzy etnograficznej, stwa­
rzając tym samym p o d s t a w ę do realizacji zamierzeń
naukowych przez szeroką rzeszę etnografów polskich.
W chwili obecnej członkowei ekspedycji złożyli do
druku kilkanaście opracowań różnych dziedzin i zagad­
nień związanych ze współcześnie formującą się kulturą
szerokich mas pasterskich Mongolii. Opracowania te
mają ambicje rozważań teoretycznych opartych tia
szczegółowym materiale z systematycznie prowadzonych
badań terenowych. Prace ekspedycji u k a z y w a ć się będą
sukcesywnie w zeszytach Biblioteki Etnografii Polskiej
pod t y t u ł e m Studia mongolskie.

N

К

za okres VII - IX 1967

Dnia 25 października zmarł doc.
mgr Marian Sobieski, muzykolog,
folklorysta, wybitny znawca pol­
skiej muzyki ludowej. J u ż w czasie
studiów
inwentaryzował
zabytki
muzyki ludowej Wielkopolski, od

242

1950 r. jako kierownik Pracowni
Badania Polskiej Muzyki Ludowej
Instytutu Sztuki P A N podjął k i l ­
kunastoletnią
akcję
gromadzenia
materiałów z dziedziny polskiego
folkloru muzycznego. Wspólnie z ż o ­

ną J a d w i g ą Sobieską opublikował
szereg prac etnomuzykologicznych,
w tym również kilka artykułów
w „Polskiej Sztuce Ludowej". B y ł
jednym z c z ł o n k ó w Komitetu R e ­
dakcyjnego Dziel Wszystkich O s k ą -

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11412" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11390">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/22862eafc7e5341199383db2f8247f17.pdf</src>
        <authentication>270e89b4fd707d6a60f62d0194b9bad8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135907">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5439</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135908">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135909">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135910">
                <text>Olędzki, Jacek (1933-2004)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135911">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5057</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135912">
                <text>Życiorys, bibliografia, filmografia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135913">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.249-251</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135914">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135915">
                <text>Kowalska, Malgorzata (oprac.)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135916">
                <text>Dudzińska, Krystyna (oprac.)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135917">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135918">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135919">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135920">
                <text>U

rodziłem się w Warszawie w 1933 roku. Ojciec
mój major - major dypl. WP - pracował
w Wojskowym Instytucie Geograficznym. Zginął w ZSRR w 1940 roku. Mama po studiach na UJ-

była urzędniczką.

Świadectwo dojrzałości uzyskałem w Liceum im.
Romualda Traugutta w Częstochowie w 1951. W Liceum tym założyłem Szkolne Koło Etnograficzne.
W 1951r. Rozpocząłem studia na Wydziale Historycznym UW (Historia Kultury Materialnej - specjalizacja etnografia). Równolegle jako wolny słuchacz uczęszczałem na zajęcia z historii sztuki.
W 1955 r. ukończyłem studia, otrzymując tytuł
magistra etnografii (praca magisterska: Rola środowi­

ska wodnego w kształtowaniu się kultury Kurpiów PuszCzY Zielonej). Również w tym roku podjąłem pracę
w Zakładzie Etnografii Folski Instytutu Kultury Materialnej PAN. Zatrudniony zostałem w zespole opracowującym monografię kultury Kurpiów. Zajmowałem
się opracowaniem wybranych zajęć pozarolniczych.
Ponadto kontynuowałem rozpoczętą w czasie studiów
współpracę z Polskim Atlasem Etnograficznym we
Wrocławiu.

W 1957 r. ukończyłem Studia Realizatorów Filmów Naukowych we Wrocławiu. Od 1957 do 1962
uczestniczyłem w przeglądach filmów amatorskich,
zdobywając pierwsze nagrody w kategorii filmów dokumentalnych za tytuły: KozY prostyńskie, Czekam na

twe zmiłowanie, Odświętne prowincjonalizmy, ]an Sęk
z PłoszYC. Z filmów tych korzystałem w prowadzonych
od 1960 r. zajęciach w KE UW ze sztuki ludowej.
W 1960 i 1961 r. uczestniczyłem w Międzynarodo­
wych Przeglądach Filmów Naukowych w Pradze i Atenach. Wyjazdy na owe przeglądy łączyłem z zapoznaniem się z miejscowym środowiskiem etnografów oraz
badaniami terenowymi (w Słowacji, na Morawach,
w Serbii, Chorwacji, Słowenii i Grecji).
Do 1963 roku w Zakładzie Etnografii IHKM PAN
zajmowałem się wyłącznie problematyką europejską.

Od 1963, pierwszej Ekspedycji IHKM do Mongolii,
do badań azjanistycznych, uczestnicząc aż do 1976 roku w kilku ekspedycjach pod kierownictwem prof. dr. Witolda Dynowskiego. Zajmowałem się: sposobami zajmowania przez pasterzy przestrzeni, sztuką, systemem kodyfikacji etycznej, dokumentacją zachowań religijnych klasztoru Gandan. Rezultaty badań z projekcją filmów (Sacrum-profanum,
Zurakczin, Agnus Dei) miałem okazję przedstawić na
sesji sprawozdawczej w Łańcucie.
W 1965 roku obroniłem pracę doktorską w IHKM
PAN: Kultura artystyczna Kurpiowszczyzny od 2. pol.
XVIII do pol. XX w., promotor doc. dr Anna Kutrzeba-Pojnarowa, recenzenci prof. dr Ksawery Piwocki,
prof. dr Kazimierza Zawistowicz-Adamska.
Na początku lat siedemdziesiątych mogłem rozszerzyć dotychczasowe zainteresowania badawcze o studia afrykanistyczne.
włączony zostałem

JACEK

OLĘDZKI

•

Zyciorys

W 1972/73 r. uczestniczyłem w I Akademickiej
Wyprawie Afrykanistycznej Uniwersytetu Warszawskiego. Wyprawa objęła Maroko, Algierię, Niger, Kamerun, Nigerię, Republikę Środkowoafrykańską, Zair,
Rwandę, Tanzanię, Kenię, Etiopię, Sudan, Egipt.
Przed dotarciem do Afryki gromadziłem niezbędne
dane porównawcze do świadomości religijnej z pół­
nocnych Włoch, południowej Francji oraz na obrzeżach południowej Hiszpanii.
W 1974 roku zatrudniony zostałem na stanowisku
adiunkta w Zakładzie Społeczno Kulturowym Studium Afrykanistycznego Wydziału Neofilologii UW
kierowanym przez prof. dr Zofię Sokolewicz. W SA
WN UW oprócz prowadzenia zajęć ze studentami kierowałem z poręczenia dyrektora prof. dr. Bogdana Winida Pracownią Audiowizualną. Nie przerwałem
współpracy z KEiAK UW, prowadziłem grupę proseminaryjną. Zajmowaliśmy się wybranymi zagadnieniami kultury religijnej w Polsce.
W latach 1976-1977 byłem stypendystą Institut
Fondamentale d'Afrique Noire w Dakarze. Oprócz
studiów bibliotecznych prowadziłem w Senegalu badania do pracy habilitacyjnej (kodyfikacja norm etycznych). Poza Senegalem przebywałem w Ghanie, Gwinei, Liberii, w Wybrzeżu Kości Słoniowej oraz w Togo.
W drodze powrotnej mogłem na krótko zatrzymać się
w północnej Francji, Holandii oraz północnych Niemczech. Uzupełniłem dane porównawcze do wcześniej
rozpoczętych badań w Czechosłowacji, na Bałkanach
i w Grecji.
W czasie mego pobytu w Afryce Studium Afrykanistyczne dostępowało doniosłych aktów z zakresu
transformacji instytucjonalnej, kadrowej, lokalowej
i innej. Stosunkowo na krótko przekształcone zostało
w Instytut Afryki. Najważniejsze jednak przekształce­
nia dotyczyły ogólnego profilu naukowo-dydaktycznego. Dawne studium stopniowo uzyskiwało zasadniczo
nową postać merytoryczną i organizacyjną w strukturze Uniwersytetu. Włączone zostało do nowego Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych. Powstał
w ramach tego wydziału Instytut Krajów Rozwijają­
cych się.
Nowo powstały instytut zatrudnił geografów regionalnych Azji i Ameryki Łacińskiej.
1978-1999. Działalność dydaktyczna; wykłady,
opieka nad praktykami studenckimi w Murzynowie
k. Płocka, inspirowanie tematów prac magisterskich

�i doktoranckich, pomoc w gromadzeniu materiałów.
Seminaria i ćwiczenia praktyczne przed dwoma wyprawami studenckimi do Indii.
Po powrocie ze stażu w Senegalu oraz podróży do
10 krajów zachodniej Afryki przestałem być pracownikiem przekształconego w Instytut Krajów Rozwijają­
cych się WGiSR Stud. Afrykanistycznego WN UW
Powierzono mi, jako "specjaliście w zawodzie", wyłącz­
nie opiekę nad zbiorami audiowizualnymi oraz wyposażenie sal wykładowych WGiSR w urządzenia i sprzę­
ty multimedialne. Narzędzia pomocnicze do pracy badawczej, naukowej i dydaktycznej miały stanowić
przedmiot moich obowiązków służbowych, podlegałem dyrektorowi administracyjnemu WGiSR.
W lecie 1978 roku wysłany zostałem służbowo do
Murzynowa, gdzie powstawało Mazowieckie Obserwatorium Geograficzne WGiSR UW Penetrowałem
wywłaszczone, opuszczone obejścia we wsi wzdłuż
dawnej Wisły, obecnie Jeziora Włocławskiego. Wybrałem obejście najuboższe, należące do wyrobników Antoniego i Mariana Więckowskich, planując zabezpieczenie go do dalszego zagospodarowania, jako bazy do
prowadzenia badań terenowych w dawnej ziemi dobrzyńskiej oraz utworzenia placówki muzealnej.
W 1979 roku udało się uzyskać oficjalną zgodę
Okręgowej Dyrekcji Gospodarki Wodnej w Warszawie
na przejęcie budynku mieszkalnego i ogrodu w obejściu, przed wywłaszczeniem, należącym do państwa

montern pieca oraz położeniem nowych strzech na
chacie i spichrzu w drugiej zagrodzie muzealnej.
W latach 1983/85 zgromadzone zostały w wyremontowanych obiektach liczne eksponaty dawnej kultury
chłopskiej, pochodzące z darów mieszkańców Murzynowa oraz wsi sąsiednich. Zaistniało Muzeum I i Muzeum II. W pierwszym zlokalizowana została biblioteka
(księgozbiór 1000 cennych darów pracowników UW
dla dzieci i dorosłych mieszkańców Murzynowa) oraz
Pracownia (na początku lat dziewięćdziesiątych uchwałą Rady Naukowej WGiSR podniesiona do rangi Muzeum Pracowni Geografii Historyczno-Kulturowej im.
Stanisława Murzynowskiego WGiSR UW w Murzynowie). Muzeum II pozostawało obiektem, którym opiekowało się Koło Naukowe Studentów KEiAK UW
Rozpoczęła się systematyczna i intensywna współ­
praca z KEiAK WH UW Przez pełne trzy lata odbywały się w Murzynowie praktyki studenckie. Mogłem
liczyć na pomoc studentów w gromadzeniu materiałów do mej pracy habilitacyjnej poświęconej zagadnieniu istnienia i tożsamości mieszkańców Murzynowa
i wsi sąsiednich. Inspirowałem zainteresowania w pracach magisterskich i doktorskich.
W 1986 roku ukończyłem pracę habilitacyjną:

Murzynowo. Znaki istnienia i tożsamości kulturalnej
wioski nadwiślańskiej w XVIII-XX wieku,

mieszkańców

ss. 500. Do 1990 roku oczekiwałem na jej ukazanie się
w Wydawnictwach Uniwersytetu Warszawskiego.
W oczekiwaniu na wydanie pracy kontynuowałem zajęcia dydaktyczne w KEiAK WH UW z: sztuki społe­
czeństw pierwotnych, a na WGiSR UW z: multimediów w procesie dydaktycznym oraz systemów wartościowania w kulturach pierwotnych.

Więckowskich.

Opracowanie materiałów zgromadzonych w Afryce w latach 1972/73 i 1976/77 realizowałem poza aktualnymi obowiązkami służbowymi. Uznałem, że w nowych okolicznościach zatrudnienia na UW nie mam
możliwości kontynuowania wcześniejszego, zatwierdzonego tematu pracy habilitacyjnej, poświęconej kodyfikacji norm etycznych w kulturach Europy (Polski),
Azji (Mongolii) i Afryki (Senegalu) . Postanowiłem
dostosować nowy temat habilitacji do warunków istniejących na WGiSR przy najpełniejszym wykorzystaniu szansy wyjazdów do Murzynowa.
W latach 1980/81 wyodrębnione zostały w Murzynowie obiekty objęte ochroną dawnego krajobrazu
kulturalnego wioski (oprócz zagrody Więckawskich
skrzyżowanie dróg u figury oraz zagroda gospodarcza
i rzemieślnicza wywłaszczonej rodziny Cabanów). Do
prac porządkowych w drugim obejściu włączyło się
Koło Naukowe przy Katedrze Etnologii i Antropologii
Kulturowej UW
Przywrócone mi zostało stanowisko adiunkta, które zaszczytnie utrzymałem do emerytury w 1999 roku.
Otrzymałem zatrudnienie w Zakładzie Dydaktyki
Geografii WGiSR, kierowanym przez doc. dr hab. Alicję Kostrowicką.

W 1982 r. z rąk dziekana WGiSR prof. dr. hab. BoDumanowskiego otrzymałem nagrodę za osią­
gnięcia dydaktyczne. Całość przyznanych pieniędzy
przeznaczyłem na pokrycie kosztów związanych z relesława

Forum upowszechnienia kultury
Wizyta w roku poprzednim Ewy Bączyńskiej w Muzeum w Murzynowie zapoczątkowała moją stałą
współpracę z Centralnym Ośrodkiem Metodyki Upowszechnienia Kultury przy Ministerstwie Kultury
i Sztuki. Ewa Bączyńska organizowała fora COMUK
poświęcone analizie wybranych problemów związa­
nych z rozwojem kultury współczesnej w Polsce. Na
fora zapraszała znanych badaczy kultury, pracowników
polskich uniwersytetów oraz innych placówek, jak np.
panowskie, zajmujących się problematyką społeczną,
kulturalną oraz kwestiami kultów religijnych. Fora odbywały się w głośnych ośrodkach kraju, trwały kilka
dni. Stanowiły pierwsze znaczące na tę skalę spotkania
wybitnych działaczy i teoretyków, związanych z kwestiami dzisiejszych przemian kulturalnych.
W Książu na VIII Forum i Antoninie na IX Forum referowałem rezultaty zdobytych doświadczeń
w Murzynowie. Na Forum X i XI w Poznaniu i Łucz­
nicy przedstawiłem rezultaty swych badań w Azji
i Afryce.

250

�Jacek Olędzki • ŻYCIORYS

W 1991 roku po zatwierdzeniu habilitacji obronionej na WH UW zostałem przeniesiony na WGiSR UW
z Zakładu Dydaktyki Geografii do Zespołu Mazowieckiego Obserwatorium Geograficznego w Murzynowie.
Muzeum-Pracownia włączona została do placówki,
w której byłem zatrudniony. Dotychczasowy program
edukacyjno-dydaktyczny Muzeum poszerzyły EkspozYcje pod Wiosłem Zielonym, dla których realizacji przydzielono osobny pawilon. Ekspozycje miały zdecydowanie charakter naukowy i były podporządkowane aktualnym problemom badawczym, jakimi się zajmowałem. Oto rejestr realizowanych ekspozycji:

- znaki istnienia i tożsamości kulturowej mieszkańców
ziemi dobrzyńskiej,
-Jezus chodzący po jeziorze Genezaret. Fenomen kulturowy obchodów Bożego Ciała przez murzynowiaków
w parfii Rokicie,
- Vannitas vanitatum ... , przeszłość i teraźniejszość
kulturowa mieszkańców wioski nadwiślańskiej Murzynowo. Główna prezentacja w Spichrzu Muzeum Mazowieckiego w Płocku,
- Po tej stronie chmur, malarstwo na szkle, drzeworyty i rzeźba Wojciech Marchlewskiego,
- Plagi, żywioły, demony, Opatrzność, Święci Pańscy.
Najlepsze prace wybrane spośród dorobku Pleneru
Malarskiego w Murzynowie oraz obrazy z XVIII-XIX w.
z kościoła w Rokiciu,

- KrajobrazY nieba, fotografia Michała Browarskiego,
Damieelli Możekowskiej oraz rzeźba i malarstwo
Wojciecha Marchlewskiego. Główna prezentacja w Parzeźba
łacu

Kazimierzowskim w Galerii UW na Dzień Ziemi,
- Ranidae. Świat się wspiera na żabie. Konsultacja:

Magdalena Zowczak, Jadwiga Lipińska (egiptolog), Jerzy
Makowski (amerykanista),
- Ulotna sztuka niewinności,
- Droga w zaświaty. Wystawa stała na ekranie ekspozycyjnym w ogrodzie Muzeum-Pracowni. Ozdobne
klepsydry blaszane z grobów chłopskich wzorowane na
szlacheckich kartuszach herbowych, renesansowych
i barokowych, wykonywane przez żydowskie zakłady
blacharskie w Płocku. Kute krzyże nagrobne z cmentarza w Rokiciu. Fenomen świadomości przemijania
i pamięci o zmarłych w kulturze chłopskiej,
- Suidae. Ekspozycja na dwudziestopięciolecie
MOG w Murzynowie,
-22 obrazY. Ekspozycja na 22lata działalności Muzeum-Pracowni w Murzynowie. Dużego formatu obrazy na płótnie, najcenniejsze prace uczestników plenerów artystycznych w Murzynowie.
Będąc pracownikiem MOG WGiSR UW w Murzynowie, dopilnowałem wzniesienia we wsi pomnika
poświęconego Stanisławowi Murzynowskiemu ok.
1526- ok. 1553, autorowi pierwszego przekładu na ję­
zyk polski Nowego Testamentu i pierwszej Ortografii
Polskiej. W 2003 roku na jesieni odbędzie się w Płocku
uroczysta sesja naukowa pod patronatem prezydenta
miasta poświęcona 450. rocznicy ukazania się Testa-

Zupełnego, połączona z wydaniem reprintu tego dzieła.
Czas zatrudnienia w MOG poświęciłem na opracowanie materiałów gromadzonych w Europie, Azji
i Afryce, które gromadziłem do pierwotnej wersji pracy habilitacyjnej. W 1999 roku na krótko przed przejściem na emeryturę Dialog wydał Ludzi wygasłego wejrzenia - książkę zawierającą rezultaty owych wieloletnich badań.

mentu Nowego

Autofererat
Trwałym

obszarem moich zainteresowań - od
do dzisiaj - jest sztuka. Początkowo po
studiach zajmowałem się sztuką ludową i naiwną Polski. Z czasem zainteresowania rozszerzyłem na zespół
zagadnień związanych z kulturą artystyczną społe­
czeństw pierwotnych.
Z tego kierunku zainteresowań kształtowały się dą­
żenia do poznania:
- różnych postaci synkretyzmu religijnego
- ludowego, a czasem plemiennego światopoglądu
artystycznego,
- nurtów rozwojowych (w społeczeństwach rozwarstwionych, nurtu oficjalnego, elitarnego i nieelitarnego, nieoficjalnego),
- znaczenia sztuki w kształtowaniu tożsamości zbiorowej i kategorii istnienia osoby (zagadnienie autoteliczności i heteroteliczności w przekazie artystycznym),
- semiotyki wyobrażeń plastycznych.
Z tego kręgu zainteresowań wyłoniło się śledzenie
w kulturach stosunku do NATURY; w szczególności
pór roku, wyładowań atmosferycznych, opadów, krajobrazu, flory i fauny.
Odrębnym obszarem badawczym stały się kultury
wotywne i ściśle z nimi związana świadomość mirakuralna oraz świadomość ISTNIENIA.
Dla uzyskania skali porównawczej do antropologicznych i ostatecznie etnologicznych badań zajmowałem się wybranymi artystami nurtu elitarnego, na
przykład działaniami artystycznymi Jerzego Kaliny czy
twórczością Wiktora Gajdy. W podobny sposób poświęcałem uwagę współczesnym formom młodzieżo­
wej wizualizacji oraz parateatralnej ekspresji.
Za największy sukces naukowy uznaję współdziała­
nie w trudnych latach minionego okresu w tworzeniu
pozaeuropejskich obszarów badań, a także kształtowa­
nie w antropologii i etnologii polskiej współczesnych
(nowoczesnych) metod dydaktycznych (multimedia,
zapis filmowy, ekspozycja etc.) i poznawczych, dokumentalnych (dbałość o źródła wywołane i archiwalne,
długotrwałe badania monograficzne w bezpośredniej,
trwałej więzi z podmiotami zainteresowań).
szkoły średniej

�JACEK

OLĘDZKI-

Opr. Krystyna

Dudzińska

1959a Wypowiedzi rybaków kurpiowskich o wyglądzie ryb
(Przyczynek do badania poglądów estetycznych ludu) ,
"Polska Sztuka Ludowa", R. XIII, nr 1-2, str. 73-75.
1959b Materiały do wybranych tradycyjnych zajęć na Kurpiowszczyźnie, "Etnografia Polska", tom II, str. 247-255, ił. 6.
1959c Czekam na Twe zmilowanie ... , "Argumenty", R. III,
nr 10, str. 6-7.
1959d O święty Walenty, o dobry, o litościwy, "Argumenty",
R. III, nr 40, str. 6-7.
1960a Wota woskowe ze wsi Brodowe Łqki i Krzynowiaga
Wielka, "Polska Sztuka Ludowa", R. XIV, nr l, str. 3-32, il. 36, autorzy fot. S. Biniewski, J. Świderski,
J. Olędzki.
1960b Magia dobrego początku, "Argumenty", R. IV, nr 10,
str. 4-5.
1961a Doroczne pieczywo obrzędowe pólnocno-wschodniej
Polski, "Polska Sztuka Ludowa", R. XV, nr l, str. 3-23, ił. 45, ił. J. Olędzki, J. Świderski.
1961b Artystyczna twórczość kowalska na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej od końca XIX wieku do I wojny
światowej, "Polska Sztuka Ludowa", R. 15, nr 4, str.
199-214, il. 32, autorzy fot. J. Olędzki, K. Kwaśniewski,

BIBLIOGRAFIA

J. Świderski.

1961c Tradycyjne wierzenia o pszczołach z Kurpiowskiej Puszczy Zielonej, "Literatura Ludowa", R. XV, nr 4-6, str.
39-44.
1961d Niekonieczny ten święty Roch, "Argumenty", R. V, nr
13, str. 6-7.
1962a Symboliczne ofiary woskowe ze wsi Kadzidło, "Polska
Sztuka Ludowa", R. XVI, nr 2, str. 92-97, il. 7, autorzy fot. J. Olędzki, H. Olędzka.
1962b Konkursowe noworoczne pieczywo kurpiowskie, "Polska
Sztuka Ludowa", R. XVI, nr 4, str. 237-244, ił. 16 autorzy fot. J. Olędzki, S. Deptuszewski, J. Świderski.
1962c Pierwiastki tradycyjne we współczesnym światopoglą­
dzie ludu wiejskiego, zamieszkującego tereny popuszczańskie i sąsiednie na Mazowszu, w: 1962 Rok Ziemi
Mazowieckiej, Płock, str. 289-295, il. 5.
1962d Rybołówstwo na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej
od końca XIX do polowy XX wieku, w: Kurpie Puszcza
Zielona, t. l, red. Anna Kutrzeba-Pojnarowa, Wrocław-Warszawa-Kraków, str. 139-276, ryc. 39;
streszcz. w jęz. francuskim.
1963 Tradycyjne poglądy na piękno przyrody w wypowiedziach chłopów Kurpiowskiej Puszczy Zielonej, "Polska
Sztuka Ludowa", R. XVII, nr 2, str. 97-110, il. 10,
autorzy fot. S. Deptuszewski, J. Olędzki.
1964a Rzeźba w drewnie z pólnocnej Kurpiowszczyzny, "Polska Sztuka Ludowa", R. XVIII, nr 3, str. 135-158, ił.
35, autorzy fot. J. Olędzki, M. Pokropek, mapa Antonina Hasowa.
1964b Uwagi o twórczości kowalskiej i snycerskiej w Polsce,
"Polska Sztuka Ludowa", R. XVIII, nr 4, str. 224-230.
1964c Pasiecznictwo na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej
od końca XIX do polowy XX wieku, w: Kurpie Puszcza
Zielona, t. 2, red. Anna Kutrzeba-Pojnarowa, Wrocław-Warszawa-Kraków, str. 175-211, il. 12;
streszcz. w jęz. francuskim.

252

(IEiAK UW)

1964d Miejsce i rola kowalstwa w przeobrażeniach kultury ludowej na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej od polowy XIX do polowy XX wieku, w: Kurpie Puszcza Zielona, red. Anna Kutrzeba-Pojnarowa, t. 2, Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków, str. 293-340,
ryc. l 7, streszcz. w jęz. francuskim.
1965a Wota srebrne i woskowe, "Literatura Ludowa", nr 5,
str. 36-49.
1965b Przemiany funkcji mieszkania w żYciu ludności Kurpiowskiej Puszczy Zielonej od polowy XIX do polowy XX w.,
w: Kurpie Puszcza Zielona, red. Anna Kutrzeba-Pojnarowa, t. 3, Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków,
str. 225 -265, ił. 20, streszcz. w jęz. francuskim.
1965c Rybak i kowal w społeczności wsi kurpiowskiej (tradycyjne zawody wiejskie - proces zanikania i modyfikacji), w: Socjologia zawodów, red. A. Sarapata, str.
349-354.
1965d Andrzej Abramowicz, Studia nad genezą polskiej kultury artystycznej, PWN, Łódź-Warszawa 1962, "Etnografia Polska", t. IX, str. 521-526.
1965e B. Rinczen, Mongol ardyn gar ur!a!, brak miejsca i roku wyd.; Mongol ardyn goe! czingijn chee uga!z, brak
miejsca i roku wyd. [Mongolskie ludowe rzemiosło
artystyczne; Mongolski ornament dekoracyjny wydawnictwa albumowe], "Etnografia Polska", t.
IX, 1965, str. 626-629.
1966a Mondo cane -film etnograficzny, " Współczesność",
R. XI, nr 13 (215) .
1966b "Hej w Kadzidłańskim boni... ", "Argumenty", R. X,
nr 27, str. 7
1966c Górale na Kurpiach, "Argumenty", R. X, nr 51-52,
str. 13.
1967a Wota srebrne, "Polska Sztuka Ludowa", R. XXI, nr 2,
str. 67-92, ił. 40, autorzy fot. J. Olędzki, Jan Świder­
ski.
1967b Zakres pojęcia sztuki ludowej [głos w dyskusji], "Polska Sztuka Ludowa", R. XXI, nr 4, str. 203.
1967c Badania etnograficzne w Mongolii, "Polska Sztuka Ludowa", R. XXI, nr 4, str. 242.
1967d Andras Róna-Tas, Mongolia. Śladami nomadów; zwę­
gierskiego przelożYI Eugeniusz Moroszko, Państwowe
Wydawnictwo Wiedza Powszechna, Warszawa 1965, ss.
352, l mapa, "Etnografia Polska", t. XI, str. 516-520.
1967e Pieski świat (Mondo cane), scenariusz: Gualtero ]acopetti, zdjęcia Antonio Climati i Benito Fratteri, muz.
Nino Oliviera i Riz Orto!ani, prod. Cineriz (Wiochy
1962), "Etnografia Polska", t. XI, str. 508-510.
1967f Stanisław KalużYński, Mongolia, PWN, Warszawa
1965, ss. 158, ryc. 49, mapa l, "Etnografia Polska",
t. XI, str. 514-516.
1967g Jerzy Zieliński, Sześciu mędrców z "Bogatego szczęścia" .
Świat się zmienia, Iskry, Warszawa 1961 ; ]erzy Putrament, Cztery strony świata, Iskry, Warszawa 1963
(rozdz. Mongolskie pastorałki); W Nowakowski, W !akierkach przez Gobi, Warszawa 1964, "Etnografia
Polska", t. XI, str. 520-527.
1967h Stanisław KalużYński, Glosy z jurty. Przyslowia, opowieści, zagadki Mongołów, Turków syberyjskich i Tunguzów [wybrał i przelożyl z oryginału], Wiedza Po-

�Jacek Olędzki • BIBLIOGRAFIA

wszechna, Myśli srebrne i z!ote (seria wschodnia pod
red. E. Tryjarskiego), Warszawa 1960, ss. 202, "Etnografia Polska", t. XI, str. 527-529.
1968a Niektóre zmiany w tradycyjnym inwentarzu kulturowym pasterzy mongolskich, "Etnografia Polska", t.
XII, str. 199-252, fot. 18, autorzy fot. J. Olędzki, N.
Dordż, rys., tabela, (Współautorzy: Danuta Markowska, Zofia Sokolewicz).
1968b Wota woskowe i srebrne w wiejskiej obrzędowości !udowej, "Roczniki Socjologii Wsi", t. VIII, str. 171-188,
il. 7, streszcz. w jęz. francuskim i rosyjskim.
1968c Native and Folk Elements in Contemporary Mangolian
National Art, w: Poland at the 8th International Congress
of Anthropological and Ethnologicai Sciences (Tokyo),
Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków, str. 224-238.
1968d Wacław Korabiewicz, Sztuka Afryki w zbiorach pol-

skich, Zdzisław Małek fotografie, Wydawnictwo "Polonia", Warszawa 1966, ss. 186, w tym 135 rycin całostronicowych, "Etnografia Polska", t. XII, str. 541-_546, il. 2, autor fot.: J. Olędzki.
1969a Swiatopoglqd artystyczny ludności wiejskiej w świetle
studiów nad kulturą Kurpiowszczyzny, "Polska Sztuka
Ludowa", R. XXIII, nr 3-4, str. 139-149, il. 8.
1969b Rodzimość i ludowość we współczesnej sztuce naradowej Mongolii, w: "Studia Mongolskie", red. Witold
Dynowski, Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków, str. 99-113, il. 25, streszcz. w jęz. angielskim
i rosyjskim.
1969c Na manowcach europocentryzmu. Oszukiwanie Boga,
,:Współczesność", R. XIV, nr 19 (289).
1969d +200 i- 50= Polak?, "Argumenty", R. XIII, nr 45
(596), str. 3.
1970a Sztuka Kurpiów, Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków, ss. 77, il. 150.
1970b Chun Bajna, "Etnografia Polska", t .. XVII, z. 2, str.
81-195, aut. fotografii: J. Olędzki, B. Sowiński.
1971a Kultura artystyczna ludności kurpiowskiej, Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków, ss. 242, il. 105,
bibliografia, streszcz. w jęz. angielskim.
197lb Rejony sztuki ludowej, "Polska Sztuka Ludowa", R.
XXV, nr l, str. 3-20, il. 23.
1973a Wota lwowskie, "Polska Sztuka Ludowa", R. XXVII,
nr l, str. 5-29, il. 36.
1973b Chun Bajna - There is a Man. Selected Indices of
Tansformations in Mangolian Philosophy of Life, w: IX

International Congress of Anthropological and Ethnological Sciences (Chicago), str. 99.
1974a Les peintures de l'Afrique Noire (La peinture nad'veNouveau courant de devoloppement de la culture artistique en Afrique contemporaine), "Africana Bulletin", nr 20, str. 9-46.
1974b The Contemporary African Art. Same Remarks on
New Trends in the Development of Sculpture, "Africana Bulletin", nr 21, str. 9-35.
1974c Wybierz swój styl, "Kontynenty", nr 12 (131), str. 30-33.
1975a Pieśni wotywne, "Polska Sztuka Ludowa", R. XXIX,
nr 4, str. 225-236, il. 15.
1975b Pogodny moralitet z Dawanau. Twórczość nigeryjskiego
artysty Suly'ego, "Kontynenty", nr l (132), s. 24-27.
1975c Nie tylko podobieństwo własne, "Kontynenty", nr
6 (137), str. 22-27.
1975d Nagość, "Kontynenty", nr 7 (138), str. 29-33.
1976a Wyrzeczysko. O świętowaniu w Polsce, ss. 308, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa (współautorzy: Anna Zadrożyńska-Barącz, Tadeusz Ciołek).

1976b Pacierze Szczypawki. Uwagi o zależności dzieła sztuki
od poglądów estetycznych i etycznych artysty, "Polska
Sztuka Ludowa", R. XXX, nr l, str. 29-42, il. 16, autorzy fot. M. Browarski, T. Listopadzki, J. Olędzki.
1976c Sztuka demonstracyjna współczesnej Afryki. (Uwagi

o nowych kierunkach twórczości rzeźbiarskiej o charakterze ludowym), "Polska Sztuka Ludowa", R. XXX,
nr 2, str. 97-114, il. kolor 28, autorzy fot.
S. Deptuszewski.

J. Olędzki,

1977a Prawdziwym pięknem jest natura (o twórczości malarskiej Bazylego Albiczuka), "Polska Sztuka Ludowa",
R. XXXI, nr l, str. 29-38, il. 17, autorzy fot. M. Pokropek, B. Sowilski, J. Olędzki.
1977b Dywan na suficie [o twórczości Waldemara Paciuka], "Polska Sztuka Ludowa", R. XXXI, nr 2, str.
107-114, il. 8.
1977c roeuvre poetique et politique de Leopold Sedar Senghor

comme l'expression de normes africaines traditionnelles
et nouvelles, "Africana Bulletin", nr 26, str. 113-129.
1977d "Khun Bayna - There is a Man". Selected Indices of
Transformations in the Mangolian Philosophy of Life,
"Ethnologia Polona", vol. 3, str. 9-29.
1978 Senegalskie malunki na szkle. Analiza twórczości Fala
i Begue, "Kontynenty", nr 3, str. 23-25.
1979 On Same Maximes on African Cars, "Africana Bulletin", nr 28, str. 29-35.
1980a Wizerunek dobrego pasterza. Przyczynek do sposobów

zajmowania przestrzeni przez pasterzy mongolskich,
"Etnografia Polska", t. XXIV, z. l, str. 211-281, il.
31, autorzy fotografii: J. Olędzki, L. Mróz, (Wspólautor artykułu: Lech Mróz).
1980b Etat des recherches sur l'art non-officiel de l'Afrique
contemporaine, w: Studies in Art History, Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków, str. 215-234.
1981 rart non-officiel au Senegal, "Ethnologia Polona",
vol. 7, str. 81-97, il. 24.
1985 Znaki istnienia [zagadnienia pracy habilitacyjnej],
"Polska Sztuka Ludowa", R. XXXIX, nr 1-2, str. 3-22, il. 28.
1986 Rzeźba Heleny Szczypawki-Ptaszyńskiej, Muzeum
Mazowieckie w Płocku, 1986, katalog, ss. 24, 18 il,
(Współautor: W Dowlaszewicz)
1987 "Skuś baba na dziada". Przyczynek do powinności przemyśleń perypatetycznych, "Polska Sztuka Ludowa", R.
XLI, nr 1-4, str. 142-149, il. 7, autorzy fot. W Marchlewski, J. Olędzki.
1988a Troski żYciowe i kłopot z istnieniem (Pacierze w Zapiskach
domowych Teresy Trajanowskiej 1957-1968), "Polska
Sztuka Ludowa", R. XLII, nr 4, str. 230-242, il. 6.
1988b Tunbaszi. Czyli o przeobrażeniach wyobraźni symbolicznej w paradygmatyczną. I przynależności metodologicznej niezależnej, "Polska Sztuka Ludowa", R. XLII,
nr 4, str. 273-274, il. 2.
1988c Badacz i środowisko, w: Adam Chętnik a współczesne

badania kultury wsi kurpiowskiej. Materiały z Sesji
Kurpiowskiej Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego,
Łomża-Marianowo-Nowogród 21-23 września 1984,
red. Mirosława Drozd-Piasecka, Warszawa 1988, str.
24-49.
1989a Kwitdechy z Leżajska. Prośba i dziękczynienie w kulturach chasydzkich i katolickich, "Polska Sztuka Ludowa", R. XLIII, nr 1-2, str. 23-26, il. 2, autorzy fot.
ł-;'fonika Krajewska.
1989b Swiadomość mirakularna, "Polska Sztuka Ludowa",
R. XLIII, nr 3, str. 147-157, il. 11.

�Konsolacja [graffiti stanu wojennego w Warszawie],
"Polska Sztuka Ludowa", R. XLIV, nr 2, str. 35-40, ił. 7.
1990b Wrażliwość mirakulama, "Polska Sztuka Ludowa", R.
XLIV, nr l, str. 8-14, ił. 3, autorzy fot. J. Olędzki, A.
Hemka, J. Nowakowski, {Współautor: Andrzej
Hemka).
199la Murzynowo. Znaki istnienia i tożsamości kulturalnej
mieszkańców wioski nadwiślańskiej XVIII-XX w. [rozprawa habilitacyjna], Wydawnictwo Uniwersytetu
Warszawskiego, Warszawa, ss. 432, 54 s. tabl., ił. 52,
3 mapy, tablice, autorzy fot. Jacek Olędzki, Jan Świ­
derski, Krzysztof Sabak, Wojciech Marchlewski.
199lb Gesty nadziei, "Konteksty. Polska Sztuka Ludowa",
R. XLV, nr l, str. 35-46, ił. 10.
199lc Jezus chodzący po jeziorze Genezaret. Zagadnienie czasu historycznego i mitycznego, "Konteksty. Polska
Sztuka Ludowa", R. XLV, nr 2, str. 9-17, ił. 4, autotrzy fot. J. Olędzki, W. Wolny.
1992 Widzieć, odczuwać, myśleć. Rozmowa z Jackiem
Olędzkim, "Konteksty. Polska Sztuka Ludowa", R.
XLVI, nr 3-4, str. 215-218, ił. 2, filmografia, {Autor
rozmowy: Ryszard Ciarka).
1993a Izolaty (o spopielaniu świetlanej przyszłości), "Konteksty. Polska Sztuka Ludowa", R. XLVII, nr l, str. 3944, ił. 15, autorzy fot.: J. Olędzki, J. Świderski.
1993b Świadomość miejsca (Muzeum-Pracownia Geografii
Historyczno-Kulturowej w Murzynowie), "Notatki
Płockie", 1/54, s. 37-41.
1994a Filodzóon. Ciesząca się życiem - albo - Ogławianie.
Kultura wierzby ił., "Konteksty. Polska Sztuka Ludowa", R. XLVIII, nr 3-4, str. 90-99, ił. 3, autorzy fot.
J. Olędzki, W. Marchlewski.
1994b Venitas Vanitatum ..., przemijanie i trwanie w kulturze
Murzynowa wioski nadwiślańskiej kolo Plocka, Muzeum Mazowieckie w Płocku.
1995 Gesty życzliwości, "Konteksty. Polska Sztuka Ludowa", R. XLIX, nr l, str. 76-79.
1996a Jednakowo, albo badacz i wciąż to samo środowisko,
"Łódzkie Studia Etnograficzne", R. XXXV, str. 31-38.
1996b Plagi, ŻYwioły, demony, Opatrzność i Święci Pańscy albo próby poznawania siebie samego, "Konteksty. Polska Sztuka Ludowa", R. L, nr 1-2, str. 83-98, ił. 10.
1997a Co? Po co? Dlaczego? Słucham. Terminowe doświad­
czenie etnologa w Murzynowie, "Konteksty. Polska
Sztuka Ludowa", R. LI, nr 1-2, str. 187-191, ił. 4.
1997b W imię Boga albo Gott mit uns. Monogramy E. M.
1990a

Antropologiczne i psychiatryczne próby rozumienia
sztuki naiwnej, w: Edmund Monsiei odsłona druga,
1998

red. Zbigniew Chlewiński, str. 145-194.
Ulotna sztuka niewinności, Muzeum w Murzynowie
Mazowieckiego Obserwatorium Geograficznego
WGiSR UW, Murzynowo.

1999a Ludzie wygaslego wejrzenia (szkice poświęcone wybranym kulturom pierwotnym dawnego i współczesnego
świata), Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa, ss. 3 84, ił. 81.
1999b "Zgredy rule" i ulotna sztuka niewinności, "Konteksty.
Polska Sztuka Ludowa", R. LIII, nr 1-2, str. 138-148,il.l7.
1999c Oui, j'en crois. Ryszard Kapuściński, Heban, Czytelnik,
Warszawa 1998, "Konteksty. Polska Sztuka Ludowa", R. LIII, nr 3, str. 65-68, ił. 2.
1999d Ryszard Kapuściński, Heban, "Africana Bulletin", nr
47, str. 164-167.

254

1999e Odkrywcze i prorocze działaniaJerzego Kaliny, "Pokaz,
pismo kryryki artystycznej", str. 43-45.
200la Czerepaszki Kauri. Zapiski postrannogo - maijarstwo
na skli bezturbotnowo chudożnika, jaki nie widczuwaje
muk tworczosti Wojciecha Marchlewskiego, ss. 34, ił.
200lb "Czucie pychy" albo ludzie przeklętego honoru, "Studia
Etnologiczne i Antropologiczne", R. V, str. 141-151.
200lc Anna Mrozek-Dumanowska, Współczesny ruch odno-

wy islamu ... W poszukiwaniu własnej tożsamości kulturowej. Prace monograficzne Zakładu Krajów Pozaeuropejskich PAN, Warszawa 2000, ss. 96, "Afryka, Azja,
Ameryka Łacińska", R. LXXVIII, str. 125-126.
200ld Maciej Jędrusik, Izolacja jako zjawisko geograficzne,
Uniwersytet Warszawski Wydział Geografii i Studiów
Regionalnych, Warszawa 200 l , ss. 231, ryc. 6, tabl.
10+3, fig. 7+31, fot. 27, "Afryka, Azja, Ameryka
Łacińska", R. LXXVIII, str. 127-129.
2002a Sanktuarium Maryjne w Bardzie Śląskim, "Konteksty.
Polska Sztuka Ludowa", R. LVI, nr 1-2, str. 159-163
i!. 2.
2002b Meksyk . Współczesna świadomość mirakulama, "Konteksty. Polska Sztuka Ludowa", R. LVI, nr 1-2, str.
164-171, i!. 5.
2002c Jedną kreską kreślone, "Konteksty. Polska Sztuka Ludowa", R. LVI, nr 1-2, str. 252-256.
2002d Meksyk. Świadomość mirakulama, "Afryka, Azja,
Ameryka Łacińska", R. LXXIX, str. 131-143.
2002e Lucjan Buchalik, Kolorowy Sahel, Mali, Burkina Faso

(The Sahel of Many Colours, Mali, Burkina Faso), ed.
Lucjan Buchalik, Żory 2000, 142 p., illustrated, "Africana Bulletin", nr 50, str. 347-351.
2002f "Siedzi baba na cmentarzu". Magdalena Zowczak, Bi-

blia ludowa. Interpretacje wątków biblijnych w kulturze
ludowej, Monografie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej,
Wydawnictwo Funna, Wrocław 2000, "Konteksty.
Polska Sztuka Ludowa", R. LVI, nr 1-2, str. 242-248.
2003a Peru. Petroglify. Rozważania etnologiczne, Wydział
Geografii Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa,
SS. 31, i!. 22.
2003b Wydanie Ewangelii św. Mateusza Stanisława Murzynowskiego, "Notatki Płockie", nr 2, str. 46-47.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11430" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11408">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f91cabff508dc8d849a75749f7defa8a.pdf</src>
        <authentication>087214c2aa4a18a64ec839b61a731f8e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136195">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4554</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136196">
                <text>1963</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136197">
                <text>tradycja ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136198">
                <text>natura</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136199">
                <text>Kurpie</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136200">
                <text>przyroda</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136201">
                <text>krajobraz</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136202">
                <text>Puszcza Zielona</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="136203">
                <text>wizja świata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136204">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4233</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136205">
                <text>Tradycyjne poglądy na piękno przyrody w wypowiedziach chłopów Kurpiowskiej Puszczy Zielonej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1963 t.17 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136206">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1963 t.17 z.2, s.97-109</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136207">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136208">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136209">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136210">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136211">
                <text>U. 1. „Ptaszek",
wycinanka,
24 X 30 era. Wyk. w 1954 r.
Stanisława Staśkiewicz,
Strzałki,
pow. Ostrołęka. II. 2. Rozalia
Bednarczyk ze wsi Dylewo, pow.
Ostrołęka, z palmą
wykonaną
na Niedzielę Palmową w 1960 r.

Jacek

Clądzki

T R A D Y C Y J N E

P O G L Ą D Y

NA

W WYPOWIEDZIACH

CHŁOPÓW K

RPIOWSKIEJ P U S Z C Z Y

W literaturze etnograficznej przyjęto szukać źródeł
nieprzeciętnych uzdolnień plastycznych ludu wiejskie­
go w sferze wrażliwości estetycznej twórców, w pre­
dyspozycjach wewnętrznych, czy jakimś właściwym
ludowi światopoglądzie artystycznym . Sądy takie
utrzymują się po dzień dzisiejszy, przy czym trudność
ich uzasadnienia względnie odrzucenia polega na
tym, iż zbyt mało poświęcono Sfetychczas uwagi
1

1

Por. Seweryn Udziela, Poczucie piękna ludu
ropczyckiego, „Wisła", t. I I I , 1889, s. 19—20,24; Euge­
niusz Frankowski, Sztuka ludu polskiego, „Mono­
grafie artystyczne", t. X V I I , Kraków 1928, s. 5—6;
tenże, Sztuka ludu w Polsce — Malowanki, „Mono­
grafie artystyczne", Warszawa — Kraków 1928, s. 4;
tenże, Sztuko ludowa, „Wiedza o Polsce", t. 5/III,
s. 345,357; Tadeusz Dobrowolski, Śląska rzeźba w
drzewie, Wydawnictwo Muzeum Śląskiego w Kato­
wicach, dz. I , t. I , 1930, s. 6,12; Ksawery Piwocki,
Zagadnienie metody w badaniach nad sztuką ludową,
„Lud", seria I I , t. X 1931, s. 2,7,9—12; tenże, Z badań
nad powstawaniem stylu ludowego, „Przegląd Współ­
czesny", 1936, s. 95; Karol Iwanicki, Figura Chrystusa
Frasobliwego, Warszawa 1933, s. 11; Mieczysław Gładysz, Góralskie zdobnictwo drzewne na Śląsku, Kra­
ków 1935, s. 7—16; tenże, Zdobnictwo metalowe na
Śląsku, Kraków 1938, s. 2—8; Stanisław Dąbrowski,
Pisanki lubelskie, Lublin 1936, s. 6—7; Tadeusz Se­
weryn, Polskie ?nalarstu&gt;o ludowe, Wydawnictwo
Muzeum Etnograficznego w Krakowie, nr 10, Kraków
1937, s. 66—74; tenże, Sztuka ludowa w Polsce (ka­
talog wystawy), Kraków 1948, s. 23—24; Marian Morelowski, Hafty ludowe Wołynia, „Rocznik Wołyński",
t. V I I , 1938, s. 3—4,8; Kazimierz Moszyński, Kultura
ludowa Słowian, cz. I I , z. 2, Kraków 1939, s. 733—
760; Józef Grabowski, Wystawa krakowska malar­
stwa i grafiki ludowej, „Polska Sztuka Ludowa",
1948, nr 6/7/8, s. 10,20,35—46; tenże, Zagadnienie stylu
ludowego, „Polska Sztuka Ludowa", 1948, nr 9/10, s. 3.

P I Ę K N O

PRZYRODY
ZIELONEJ

�szczegółowym badaniom nad interesującym nas za­
gadnieniem. Tak np. jedyna znana mi w naszej
literaturze próba ogólnej charakterystyki wrażliwości
estetycznej ludu na piękno przyrody, podjęta przez
K. Moszyńskiego , opiera się na kilku zaledwie wy­
powiedziach chłopów oraz paru ogólnych spostrzeże­
niach, których dostarczyli badacze albo nie wnika­
jący w złożony charakter przedmiotu , albo też tylko
marginesowo a nawet przypadkowo o niego za­
haczający .
Taki stan wynika w głównej mierze z obiektyw­
nych trudności, jakie wyrastały przed badaczem
podejmującym kilkadziesiąt czy kilkanaście lat temu
próbę badania niniejszego przedmiotu. Już Cz. Piet­
kiewicz zwracał uwagę, jak szczelnie współcześni
mu chłopi ukrywają wszelkie wewnętrzne doznania,
których nie sankcjonowałby surowy, konieczny praktycyzm życiowy, względnie (można by dodać) jakieś
wyższe racje np. wiary . Stąd trudności w wywo­
łaniu spontanicznych reakcji na piękno, zwłaszcza
przyrody, i uzasadniony krytycyzm wobec progra­
mowych indagacji opartych o kwestionariusz pytań .
Wydaje się, że dzisiaj, kiedy w obyczajowości wsi
dokonują się głębokie, gwałtowne przeobrażenia,
2

3

4

5

fi

2

Por. Kazimierz Moszyński, Kultura ludotoa Sło­
wian, cyt. wyd., s. 733—742.
Por. informacje Czesława Pietkiewicza, prze­
kazane listownie K. Moszyńskiemu, oraz dane za­
mieszczone w przypisie pracy: N. Ivanickij, Materiały
po etnografii vologodskoj gubernii, r. 1890, s. 118.
(K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, cyt. wyd.,
s. 737—739).
Takim źródłem jest: M . Gładysz, Góralskie
zdobnictwo drzewne na Śląsku, Kraków 1935, s. 37.
Autor dokonał pionierskiego dzieła dostarczenia
pierwszych, opartych na wnikliwych, naukowych pod­
stawach badawczych, danych o poglądach estetycz­
nych górali śląskich. Poświęcił jednak uwagę, zgod­
nie z tematem pracy, poglądom estetycznym oraz
podnietom twórczym, dotyczącym zdobnictwa w drze­
wie, nie zajmując się wrażliwością estetyczną w szer­
szym zakresie, w tym również na piękno przyrody.
Jednak autor przytacza wypowiedź, w której infor­
mator wyznaje, iż rzeźbienie w czasie surowej zimy
przywodzi mu na myśl miłe wspomnienia letnich,
gwiaździstych nocy. Wyznanie beskidzkiego górala
3

4

98

następuje znaczne rozluźnienie tych wszystkich krę­
pujących osobowość chłopa reguł. Warto również
zwrócić uwagę na konsekwencje zaniku, względnie
znacznego osłabienia antagonizmów klasowych, czy
antagonizmów między wsią a miastem. Pewne postawy
i poglądy przestały uchodzić za synonim pogardzanej
przez chłopa jaśniepańskiej lub nawet miejskiej
lekkomyślności, niefrasobliwości itp. Należy wreszcie
dodać, że dysponujemy dzisiaj bez porównania do­
skonalszym aparatem naukowej dokumentacji (zapis
na taśmie magnetycznej, filmowej itp.). Wszystko to
sprzyja odrobieniu istniejących zaległości w zajmu­
jącym nas przedmiocie.
Dane, które pragnę przedstawić w niniejszym
opracowaniu, stanowią rozszerzenie materiałów publi­
kowanych już w „Polskiej Sztuce Ludowej" . Przed­
stawiają one częściowy rezultat badań prowadzonych
cd dłuższego czasu na terenie Kurpiowskiej Puszczy
Zielonej . Celem ich było prześledzenie, na przestrzeni
ostatnich kilkudziesięciu lat, zależności między osiąg­
nięciami artystycznymi a wrażliwością estetyczną
u jednostek starszego i młodszego pokolenia .
Przedstawienie całokształtu wyników badań wy­
kracza poza określone ramy szkicu i dlatego, zastrze7

8

9

często było wykorzystywane jako jeden z dowodów
wielkiej subtelności doznań estetycznych chłopów pod
wpływem piękna przyrody. Powołuje się na nie rów­
nież K. Moszyński, op. cit., s. 741.
Czesław Pietkiewicz, Kultura duchowa Polesia
rzeczyckiego, Warszawa 1938, s. 258—261.
Por. K. Moszyński, Przedmowa do pracy: M .
Gładysz, Góralskie zdobnictwo drzewne na Śląsku,
Kraków 1935, s. V; Cz. Pietkiewicz, op. cit., s. 258.
Por. J. Olędzki, Wypowiedzi rybaków kurpiow­
skich o wyglądzie ryb, „Polska Sztuka Ludowa" 1959,
nr 1/2, s. 73—75; tenże, Rybołówstwo na terenie kur­
piowskiej Puszczy Zielonej od końca XIX do połowy
XX w. w pracy zbiorowej Kurpie — Puszcza Zielo­
na, Tradycje historyczne a problem regionu, t. I ,
„Biblioteka Etnografii Polskiej", 1962, nr 5, s. 140—141.
Badania przeprowadzono w ramach stałej pracy
w Zakładzie Etnografii I H K M PAN w Warszawie.
Zebrane materiały znajdują się w Archiwum Zakładu
i stanowią jego własność.
Określeń — starsze i młodsze pokolenie uży­
wam w znaczeniu ogólnym. Do starszego pokolenia
5

8

7

8

9

�gając sobie prawo powrotu do podjętego tematu,
obecnie ograniczę się jedynie do przedstawienia ma­
teriałów zasygnalizowanych w tytule.
Będą to wypowiedzi wyłącznie ludzi starszych
0 tym co uznają za piękne lub brzydkie w otaczają­
cym ich świecie przyrody. Ograniczając się do wy­
powiedzi informatorów urodzonych nie później niż
przed 1920 rokiem, można mieć pewność, że roz­
patruje się poglądy stosunkowo najściślej związane
z okresem pełnej żywotności tradycyjnej twórczości
plastycznej, a więc najbardziej reprezentatywne dla
działających w tym czasie twórców, których wysokie
osiągnięcia artystyczne dobrze są znane.
Badania prowadzone były głównie we wsiach
położonych w centralnych partiach
Kurpiowskiej
Puszczy Zielonej — w miejscach, gdzie najżywiej
zachowała się tradycyjna twórczość plastyczna. Przy
wyborze informatorów zwracano uwagę na ich umie­
jętności. Wybór więc padał najczęściej na znane
tkaczki, wycinankarki i in. Nie pominięto jednak
1 tych, którzy potrafili tylko np. zdobić jaja, czy
lepić figury z ciasta (byli to najczęściej mężczyźni).
Do celów porównawczych zebrano także wypowiedzi
miejscowych rzemieślników — kowali i cieśli oraz
osób nie zajmujących się żadną dziedziną tradycyjnej
twórczości plastycznej.
Badaniami objęto reakcje estetyczne na: pory
roku, dnia i nocy, krajobraz (jego konfiguracja i szata
zewnętrzna), florę (drzewa, krzewy, kwiaty ogrodowe
i polne), faunę (zwierzęta leśne, ptaki, owady i ryby),
zwierzęta hodowlane (konie i krowy) oraz wygląd
człowieka. Uzyskane wypowiedzi noszą niestety często
piętno badań prowadzonych w oparciu o kwestio­
nariusz pytań. Chociaż pochodzą od różnych osób,
niekiedy zbudowane są podobnie, a w swej tonacji
wyrażają jakąś wspólną postawę człowieka jndagowanego znienacka ,w sprawach, nad k t o ^ h i i nie
zawsze miał możność się zastanawiać . Oczywiście
najbardziej przydatne byłyby wypowiedzi sponta­
niczne, nie wywołane umyślnymi pytaniami badacza.
Na tę formę badań nie było jednak odpowiednich
warunków (np. konieczność długotrwałego przebywa­
nia w badanym środowisku i to w charakterze jego
członka). Zresztą i w takich warunkach nie byłoby
pełnej gwarancji, że we wszystkich interesujących
nas sprawach można by bez ingerencji zdobyć po­
trzebny materiał.
Pozostaje jeszcze do wyjaśnienia przyjęta zasada
doboru przedstawianych tekstów wypowiedzi. Mijałoby
się oczywiście z celem podanie całego ich zestawu,
tak obszernego, jaki udało się zgromadzić . Wiele
bowiem wypowiedzi nie różni się ani pod względem
wyrażonego w nich stanowiska, ani użytej argumen­
tacji. Nawet forma ich często jest zaskakująco zbież­
na. Z drugiej jednak strony, ze względu na znaczenie
tych wypowiedzi stanowiących mało dotychczas wy­
korzystane źródło w literaturze przedmiotu, nie byłaby
chyba celowa zbytnia ich selekcja, prowadząca do
podawania tylko najbardziej
charakterystycznych
przykładów. Należy też mieć na uwadze, iż przepro­
wadzając analizę poglądów estetycznych grupy ludzi
w ten sposób, że kolejno omawia się ich stanowiska
wobec tych samych konkretnych dziedzin — gubi
10

11

zaliczam urodzonych w okresie od siedemdziesiątych
lat X I X w. do dwudziestych lat X X w., a do młod­
szego — urodzonych w okresie od dwudziestych do
czterdziestych lat X X w. Oczywiste jest, że okreś­
lony wiek osoby badanej nie może stanowić wystraczającego wskaźnika — z jakim należy wiązać go
etapem czy rodzajem przeobrażeń zachodzących w l u ­
dowej kulturze duchowej. Trudno bowiem wyznaczyć
jakieś ścisłe granice dla tych przeobrażeń, jak też
przyjąć, iż u każdego człowieka przebiegają one
jednakowo.

II. 3. Izba Rozalii Skrodzkiej podczas konkursu
na wnętrze chaty kurpiowskiej w 1949 r. Swidborek, pow. Ostrołęka. 11. 4. „Leluja",
wycinan­
ka, 20,8 X 11,8 cm. Wyk. Marianna
Bałdyga,
Wach, pow. Ostrołęka.
II. 5. „Zielko",
wycinan­
ka. Wyk. w 1960 r. Ewa Rydel,
Charciabałda,
pow. Ostrołęka.

się w jakimś momencie obraz indywidualności auto­
rów, która może wyrażać się w niejednolitej skali
doznań wobec estetycznych wartości poszczególnych
przedmiotów czy zjawisk. Dlatego też starałem się,
aby cytując po raz pierwszy informatora przytoczyć
jak największą ilość jego wypowiedzi i to dostatecz­
nie reprezentatywnych.
POGLĄDY NA PIĘKNO PORY DNIA, NOCY I ROKU
Starzy Kurpie przyjmują istnienie dnia i nocy
jako odrębnych stadiów cyklicznych przemian czaso­
wych, nie łącząc ich w jedną — tak jak my to widzi­
my — dobę. Inaczej też, nieraz krańcowo różnie
ustosunkowują się do dnia (pory odpowiedniej
do pracy i wszelkich czynności życiowych), i inaczej
do nocy, która nie jest tak pożyteczna. Ścisłe uzależ­
nienie organizacji dnia pracy na wsi od naturalnego
10

„Nie miałem na względu, którna rybka strojniejsa. Gdyby cłek wiedział, ze będzie go kto o to
pytał, to by sobie powyglądał co piękniejse". Wy­
powiedź 79-letniego Władysława Nasiadki (pełniejsze
dane w przypisie 15).
n w wyniku przeprowadzonych badań zgroma­
dzone zostały odpowiedzi na kwestionariusz zawiera­
jący ok. 50 pytań. Wywiadem indywidualnym obję­
tych zostało ogółem 40 osób. W niniejszej pracy wy­
korzystane zostały w pełni wypowiedzi 17 informa­
torów.

99

�porządku, jaki wyznacza wschód i zachód słońca,
determinowało w jakiś sposób charakter tradycyjnych
na Kurpiowszczyźnie postaw wobec swoistego piękna
dnia i nocy, a także pór przejściowych — poranku
i wieczora.
Dzień, jak mówią Kurpie, rozpoczyna „rano",
„ranek", „poranek" lub „zaranek", czy też „zeranek".
Tych dwóch ostatnich nazw używano dawniej najpowszechniej, Dzień kończy i noc rozpoczyna „wie­
czór" (używa sie też określeń „na wiecór" i „podwiecór").
Oto zestaw najczęściej spotykanych wypowiedzi
na temat tych pór:
„Najmilsy i najpiękniejsy, to jest zaranek, bo
Pan Bóg daje cłowiekowi na cały dzień dobre. Dał
przeżyć noc i do roboty dzień, zeby się przerobiło".
(Stefania Samsel)
„Rano je najładniej bo cłowiek wyspany i tseźwy.
Wiecorem to jus nie tak ładnie, bo cłowiek zmęcony."
(Marianna Bałdyga)
„Poranek najprędzej podziwiam, bo wypocętam,
raźna jakaś do roboty. Najgorsa je przed wiecorem,
bom najcięzsa, ręce, nogi bolom z całego dnia mdleją."
(Stanisława Staśkiewicz)
„Z rana je piękniej, bo to rosa w te koraliki się
zebrała. Ziemia wtedy paruje, rosa wychodzi, urodzaj
sie okazuje, wtedy wsystko wychodzi na wiezch, a to
jest kozyść. A na wiecór, to nawet ten ptak jek zrywa
sie z gniazda, to zaśpiewa az z rana." (Władysław
Nasiadka)
W wypowiedziach tych ujawniają się reakcje wy­
łącznie na praktyczną przydatność określonych pór
dnia, wprowadzających człowieka w stan większej
lub mniejszej sprawności fizycznej. Nie zawsze też
informatorzy umieją dostatecznie jasno to wyrazić.
Mężczyźni, którzy na ogół lepiej niż kobiety znają
drobne tajemnice przyrody (procesy wegetacyjne
dokonujące się na przestrzeni dnia), bardziej szczegó­
łowo uzasadniają swoje stanowiska. Dlatego też
wszystkie te wypowiedzi podkreślają wartości, jakie
wnosi poranek, natomiast o wieczorze, jeśli się już
mówi, to tylko w kontekście nadchodzących z tą
porą fizycznych utrudzeń ciała i zamierającego
w przyrodzie życia.
Ale zdarzają się wypowiedzi innego rodzaju:
„W zaranku, to ślicnie rosa ładny zapach daje
i ładnie wiecorem, bo zapach z drzew, a w południe,
to nie, bo słunko grzeje i trzeba sie schować."
(Marianna Zalewska)
„W zaranku najlepiej, psyjemnie, to je rosa.
słonko bystre świeci, cichutko, a w południe to
gorącka trzeba spać się położyć. Wiecorem niebo najstrojniejse, wtedy są na niebie ołtarze, a rano to
słońce jesce śpi, to ołtarzów nima. Ja łubie do nieba
popatseć ale zaranek najładniejsy." (Rozalia Skrodzka)
12

13

14

15

10

17

12

Stefania Samsel, ur. 1916, zam. w. Browary,
pow. Ostrołęka. Niezamożna, nauczyła się wycinać
w szkole, znalazła w wycinankarstwie dodatkowe
źródio zarobku. Umie tkać i haftować.
Marianna Bałdyga, ur. 1885, zam. w. Wach,
pow. Ostrołęka. Zamożna. Uprawiała z zamiłowania
wszelkie rodzaje tradycyjnej twórczości plastycznej.
Dzięki zdolnościom wokalnym i świetnej znajomości
pieśni często organizowała wesela.
Stanisława Staśkiewicz z domu Poręba, ur.
1912 w Tatarach, pow. Ostrołęka. Średniozamożna.
Umie tkać i lepić figury z ciasta.
Władysław Nasiadka, ur. 1883 r., zam. w. Strzał­
ki, pow. Ostrołęka. Niezamożny. Nie posiada żadnych
zdolności plastycznych, długie lata spędził na emi­
gracji zarobkowej w Ameryce.
Marianna Zalewska, ur. 1893, zam. w. Łyse,
pow. Kolno. Średniozamożna. Potrafi wycinać, malo13

14

15

18

100

Ujawnia się tutaj, chociaż w sposób bardzo nikły,
odczuwanie efektów wizualnych czy powonieniowych,
które się wiążą ze zmianami pór dnia. Jednak po­
dziwianie uroków zachodu czy wschodu słońca jest
ogółowi zupełnie obce. Tylko ci, którzy w jakiś
sposób zetknęli się z innym środowiskiem lub mieli
lepsze warunki życiowe, pozwalające na korzystanie
np. z książek, znajdują zadowolenie, i to niewątpliwie
estetyczne, w podpatrywaniu tworzących się na nie­
bie, jak to mówi jedna z informatorek, „ołtarzy".
Niekiedy staje się to dla nich prawdziwą potrzebą.
Ale takie doznania u starszych ludzi należą do wy­
jątkowych. Wszystko bowiem, co dokonuje się w
przyrodzie pod wpływem zmian pór dnia, a nie ma
chociażby pośredniego, korzystnego lub niekorzyst­
nego wpływu na codzienne sprawy bytowe, uchodzi
ich uwagi, nie wywołując tym samym jakichś
doznań estetycznych.
Stąd też bierze się obojętność większości tych
ludzi na uroki nocy, nawet księżycowej, gwiaździstej.
„Ja w nocy nie patse za widokami, nigdzie nie
wychodzę, bo jek się połoze, to zeby strachy chodzili,
zeby mnie wynieśli, to sie nie obudzę. Mozę tam
być księżyc najsykowniejsy, cały w pełni, nie mam
takiego upodobania, zeby głowę do niego jak pies
zadzierać." (Marianna Zalewska)
„Nie miałem tego zaletu, zeby popatseć na gwiaz­
dy i podumać. Nie zajmuje się tym, nie łubie patsyć
na gwiazdy. Nie miałem casu dumać. A jest tu taki
sąsiad, to on mówi, ze się na tym nawet wyznaje."
(Władysław Nasiadka)
Przy tym nastawieniu jakieś znaczenie może mieć
tylko to, czy noc jest wietrzna czy cicha, widna albo
ciemna, jednym słowem — o ile utrudnione jest
wówczas poruszanie się po świecie.
„Łubie tylko cichą noc, spokojną taką i widną,
kiedy księżyc pokazuje drogę i wiatru nie ma, bo
wiatr tylko drogi naddaje... A jak juz idzie burza
to śmerć, to jus śmerć dla mnie. Nawet jek same
błeskawice, to koniec świata. Nie łubie na to patrzeć,
wcale nawet nie patrzę, bo to jakby cały świat się
palił, jakby na palący świat się popatsył". (Stanisława
Olender)
W ocenie pór roku najpopularniejsze wśród star­
szego pokolenia Kurpiów jest stanowisko polegające
na uznawaniu piękna wiosennego, w najlepszym
razie również wczesnego lata, przy zdecydowanej
niechęci wobec tego wszystkiego, co wnoszą do życia
w przyrodzie jesień i zima. Interesujące są motywy
takiego stanowiska:
„Najładniejsy to maj, cerwiec i jesce lipiec z pocątku, a potem sie robi smętnie. Na wiosnę i wczes­
nym latem wtedy na łąkach kwiatuski, żytko sie
zieleni, wtedy świat istnieje. Potem robi sie saro,
drzewka juz nie rosną, a w sierpniu to juz sara
godzina. Przy końcu roku, to jakby do grobu wloz,
nie ma nic wyglądu, świat sie ogołusa." (Stanisław
Koprek)
18

19

wać jajka, lepić figury z ciasta, tkać. Umiejętności te
wykorzystywała tylko dla własnych potrzeb.
Rozalia Skrodzka, ur. 1880, zam. w. Swidwiborek, pow. Ostrołęka. Pochodzi z rodziny leśnika.
Ojciec jej cieszył się opinią człowieka światłego —
czytającego książki. Z zamiłowaniem uprawia wy­
cinankarstwo dla siebie i dla innych. Umie tkać, ma­
lować jajka, lepić figury z ciasta. Prowadzi wesela,
zna dużo pieśni.
Stanisława Olender, ur. 1919, zam. w. Strzałki,
pow. Ostrołęka. Średniozamożna. Jej matka była
znaną wycinankarką. Sama wycina w związku z za­
potrzebowaniem z zewnątrz. Umie tkać, robi bardzo
piękne pisanki, lepi figury z ciasta.
Stanisław Koprek, ur. 1897, zam. w. Klimki,
pow. Ostrołęka. Gospodarz zamożny. Umiał doskonale
pleść koszyki, zajmował się trochę ciesiołką.
17

18

19

�POGLĄDY

NA PIĘKNO

KRAJOBRAZU

Kurpiowska Puszcza Zielona to — jak wiadomo —
rejon równinny, gdzieniegdzie urozmaicony ledwie
widocznymi wzniesieniami moren polodowcowych,
które Kurpie nazywają „górami", z jedną niewielką
pozostałością dawnej puszczy koło wsi Czarnia, poza
tym teren tu i ówdzie pokryty młodym, sosnowym
lasem, kępami olszyn w miejscach podmokłych,
wszędzie zaś indziej piaszczystych, nieurodzajnych
pól, które sąsiadują niekiedy z polanami lub pasmami
łąk, ciągnącymi się ponad korytami dosyć rozwiniętej
sieci rzeczek i strug. Można w tej okolicy wynaleźć
bardzo piękne miejsca, gdzieś u wysokich brzegów
Pisy lub Narwi, na duktach uroczyska leśnego Surowe-Czarnia, czy nawet tam, gdzie tylko pola i łąki
tworzą krajobraz. Te wyróżniające się zakątki nie
znane są jednak ogółowi mieszkańców Kurpiow­
szczyzny. Przeważająca ich większość orientuje się
jedynie w tym krajobrazie, który otacza wieś lub
który można dojrzeć z drogi do kościoła czy poblis­
kiego miasta.

II. 6. „Lalki", wycinanka.
Rydel, Charciabalda, pow,

Wyk. w
Ostrołęka.

1961 r. Ewa

„W maju najpiękniej, najprzyjemniej
pachnie
wszystko. Późniejsa pora to coraz gorsa, coraz cięzsa,
wrzesień najgorsy, kopanie, mus siedzieć na polu...
Wiosna to najpiękniejsa, bo najweselsa, wtedy sie
wsystko rozwija i pierwszy miesiąc lata ładny, a po
żniwach, to tak naprawdę, to już powietrze i słońce
inaczej chodzi. Zima to najgorsa, noc i noc i noc."
(Rozalia Bednarczyk)
Podobnych wypowiedzi można by przytoczyć wiele.
Przewija się w nich pogląd, iż miarą piękna pór
roku jest związana z nim większa lub mniejsza
żywotność roślinności. Wyrażeniu go służą określenia:
„do życia powstaje", „rodzi się", „wszystko się roz­
wija", „wychodzi na wierzch", „zieleni się", „kwitnie"
lub „ksitnie", „wszystko pachnie" i wtedy „świat
istnieje", „świat ma wygląd", „jest wesoły" — inaczej
niż wówczas gdy „nadchodzi sara godzina", „noc",
„jakby do grobu wloz", bo „wsystko omdlone", „smęt­
ne", „świat sie ogołusa", „drzewka nie rosną".
20

Wypadki reagowania na piękno pory jesiennej
i zimowej zdarzają się bardzo rzadko. Uwrażliwienie
w tym kierunku zasadza się jednak zawsze na wąskim
kręgu doznań. Jednostki obdarzone tą wrażliwością
obojętnie przyjmują np. zmiany barw roślin z na­
dejściem jesieni, czy walory wizualne ośnieżonej
ziemi, również sam śnieg, szron i mróz (np. na
szybach) nie zaprząta ich uwagi.
„Najlepiej mi się podoba wiosna, bo wszystko
do życia powstaje, a lato wsystko bardziej omdlone.
Jesień tez mi się podoba, bo wtedy cłowiek bardziej
zamyślony. Jak zima ostra, az skierki idą, to mi się
podoba, a jak taka rozlazła to nie. Wiosna, to radość
taką w sercu u cłowieka sprawia, bo wsystko takie
rozmaite, żywe — bardzo wzniosłe." (Anna Kordecka)
21

20

Rozalia Bednarczyk, ur. 1888, zam. w. Dylewo,
pow. Ostrołęka. Średniozamożna, zajmowała się tkac­
twem na zbyt i własne potrzeby. Potrafi stroić palmy
wielkanocne.
Anna Kordecka, ur. 1895, zam. Myszyniec, pow.
Ostrołęka. Siostra Rozalii Skrodzkiej, patrz przypis
17. Kilkuletni pobyt w Warszawie nauczył ją wysoko
21

Z drugiej znów strony, prawie każdy z informa­
torów miał w swym życiu okazję zetknięcia się
z krainami o zupełnie odmiennym wyglądzie, nieraz
uchodzącymi w powszechnej opinii za najpiękniejsze.
Było to za czasów ich młodości, kiedy wędrowali na
prace sezonowe do sąsiednich wsi mazurskich i war­
mińskich, kiedy udawali się na wieloletnią emigrację
zarobkową do Ameryki i w czasie ostatnich wojen,
które zawiodły wielu do najdalszych zakątków świata
(kraje dawnej Rosji, Chiny).
Jeśli poświęcam uwagę temu wszystkiemu, to
wyłącznie z myślą o właściwej interpretacji wypo­
wiedzi, w których nie zawsze znajduje pełne odbicie
charakter ziemi kurpiowskiej.
„Jakie tam zdrojowcyska w tej Francyji, a góry,
góra a na niej jesce góra, a na wierzchu woda rznie
do góry. A trawy jakie wysokie. Na kamieniu rosło
i na górze, bo tam zdrojowcyska. Taka trawa ze
przejść trudno. Ale mnie sie tu podoba. W naszych
stronach jest równo i tak zagajone, tak jakby umaione, a w insych, to tak smutno nie ma lasów..."
(Wł. Nasiadka)
„Ja to taki wzrok mam bystry, ze w ksiunzce
przez papsier zidze co na trzeciej karcie napsisane.
Wszyśćko dojźre lepsiej niz drugi przez liornetke.
Jek po morzu jechalim do Ameryki, to na przodku
mnie kapsitan postaził żebym mu meldował. To
azem go zadziwił! To je u mnie z przyrodzenia taki
talent, bodaj zreśtą może i scego innego. Mnie
wszyśćko enteresowało, zawdy s e wszyśćkiemu prze­
glądałem. Drugi to taki ślamazarny nic go nie enteresuje albo psije za duzo. Jek tam my byli, to ja
chodził sobzie na te niebotycne góry, dzie takie skały
byli świecące jek srebro. A te góry to tekie, ze można
iść, iść, stale iść i jej nie minie — z chmurami stojo
złącone. Ale po mojemu, to w nasych stronach natura
jest doskonalsa od Pana Jezusa przystepniejsa cłoziekoziu dana. Dla mnie, to nie ma jek w nasych
stronach. Juz za rzyką jest nie tak ładnie, chociaż
gleba urodliwa, góry sie tam ciungną dzie nie
pójdzies. Dla mnie tam je widok wyględny dzie
równo." (Apolinary Waśkiewicz)
;

22

„Gdzie równina, to m i się podoba, jek byłam
w Ameryce to widziałam góre, to jek obłok, ale to
na prawdę śkaradny widok. A jek równo, gdzie
cenić znane przez nią dziedziny twórczości: tkactwo,
hafciarstwo, wycinankarstwo. Pracowała dla muzeów
i miłośników sztuki ludowej.
Apolinary Waśkiewicz, ur. 1883, zam. w. Waszki, pow. Kolno. Niezamożny. Zajmował się ciesiołką,
potrafi lepić figury z ciasta.
22

101

�spojrzy jekby jebko kulnął — to pięknie." (Waleria
Brodzik)
Wszyscy informatorzy dostrzegają piękno wyłącz­
nie w krajobrazie równinnym. Tym jest on piękniej­
szy, im bardziej wyrównany. Wszelkie natomiast
nierówności terenowe uznaje się za szpecące. Widoki
najpiękniejszych gór przyjmowane są często ze
szczerą odrazą, najwyżej zaś z pewnym zaintereso­
waniem ich niezwykłą formą, dziwnością szaty, ale
zainteresowaniu temu nie towarzyszy zadowolenie
estetyczne.
Surowość krajobrazu, jego naturalne właściwości
— bez porównania w mniejszym stopniu, aniżeli to
wszystko co jest w nim dziełem człowieka — sta­
nowią przedmiot uwagi i pośrednio jakiegoś rodzaju
doznań, które nas interesują. Wydawałoby się, że
właśnie Kurpie, którzy jeszcze nie tak dawno wiele
korzystali z wszelkich pożytków starej puszczy, ci
ludzie nazywający się „puscakami" („my z puscy"),
powinni posiadać szczególnie rozbudowany świat
doznań estetycznych. Przedstawia się to jednak
zupełnie inaczej. Wróćmy do wypowiedzi już cyto­
wanej.
„Ale mnie się tu podoba. W nasych stronach jest
równo i tak zagajone, tak jakby umajone, a w
insych to tak smutno, nie ma lasów. Ale najlepiej
łubie się tam popatrzyć, gdzie dobrze zagospodarzone,
bujne zyto rośnie, kartofelki wyrosłe. Po mojemu
zdaniu jek las w porządku zasadzony w rządkach,
wtedy chęć cłowieka zbiera na niego popatrzeć, jek
na to żytko cy kartofelki." (Wł. Nasiadka)
Aby nie mieć wątpliwości, jak daleko ustępują
w wyobrażeniach starszych mieszkańców Kurpiow­
szczyzny walory lasu walorom estetycznym zagospo­
darowanych pól, czy też sianokośnych łąk, niech
świadczą dalsze wypowiedzi.
„Gdzie jest równe pole, tak równiutko, jezioro,
to najpiękniej. A gdzie góry, piaski, lasy jak tu,
to nie chce się wracać nawet. Ale muso tu zyć
gdzie góry choć to nieprzyjemnie. Dla mnie pole
ze zbożem rozmaitym, potem łąka najlepiej mi się
widzi, a na końcu to las." (Stanisława Staśkiewicz)
„Równina to najsykowniejsa, bo cłowiek chodzi
równo, i kuniom lżej, a góra to tak, ze z pieca na
łeb. Pięknie je tam dzie żytko, kartofelki. To je dla
mnie najładniejse, bo to Pan Bóg daje cłowiekowi
do użytku. I siano w stogach ładnie się prezentuje.
Las to jus nie to." (Franciszka Zisk)
„Tam dzie rośnie zboże to najładniej i łąki tam
dzie kwiatem pokryte tes ładnie wyglądają, i w lesie
ładnie jak zapach grzybowy jest, ale najbardziej
to pole ciesy i najsykowniejse jest." (Marianna Za­
lewska)
„Jak jest taka równina, ze można puścić piłkę,
to mi się najbardziej podoba, taki widok jest piękny,
zachwycający. I taka wilca samotność tes mnie
zachwyca, cłowiek wtedy jest bardziej zamyślony.
W łąkach to się tak nie zachwycam jak w zbożu.
Zboże to mnie zachwyca, bo to z tego jest chleb.
Takie zęsiste bujne zboże to piękne." (Anna Kordecka)
„Z górów co mi tam za kozyść z patsenia, równina,
a to piękna, nie las i nie łąka, ale tam dzie jest
ładne zboże, to i usionde se pod kłośki, popatse, po­
myśle jek ludzie żyją, to takie mam upojenie."
(Ewa Rydel)
23

24

25

23

Waleria Brodzik, ur. 1884, zam. w. Stary My­
szyniec, pow. Ostrołęka. Z rodziny ubogiej. Już w
dzieciństwie pracowała sezonowo we wsiach szla­
checkich w Przasnyskiem lub u gburów w Prusach.
Umie tylko tkać. Praca zarobkowa nie pozwalała jej
zajmować się innymi tradycyjnymi dziedzinami twór­
czości.
Franciszka Zisk, ur. 1887, zam. w. Czarnia,
24

102

To, że wśród starszego pokolenia chłopów kur­
piowskich tylko zupełnie wyjątkowo uznaje się las
jako składnik wzbogacający krajobraz, skłania do za­
stanowienia się nad konsekwencjami faktu tak bardzo
późnego skolonizowania prawie nienaruszonego w
swej naturalnej szacie obszaru, jakim była dawna
Zagajnica, a dzisiaj Kurpiowska Puszcza Zielona.
W wielu przecież wypadkach trud karczowania pusz­
czy i bardziej mozolnego przystosowania poleśnych
terenów do uprawy ponosili jeszcze dziadkowie,
a nawet ojcowie najstarszych z żyjących na terenie
Kurpiowszczyzny ludzi. Wydaje się, iż z przytoczo­
nych wypowiedzi przenikają reminiscencje owej
walki z lasem, którą musieli kiedyś stoczyć przod­
kowie dzisiejszych Kurpiów, a także radość, z jaką
witali każde wyhodowane przez siebie zboże.
Przedstawione wypowiedzi wyrażają przede wszyst­
kim jednak najbardziej osobiste stany doznań inda­
gowanych osób, różniących się na pewno cechami
psychicznymi, niejednakowo pobudliwych, lecz jakże
zgodnych w formułowaniu swych wrażeń. Jeśli więc
nie istnieją jakieś istotne różnice w reprezentowanych
postawach, świadczy to, jak bardzo podobne były
warunki życiowe tych wszystkich ludzi, jednakowo
uzależnionych w swym bycie od plonów jałowych,
piaszczystych gleb. Tylko u nielicznych jednostek,
które zakosztowały nieco lepszych warunków, nie
skrępowanych surowymi regułami praktycyzmu ży­
ciowego, mogło dojść do wykształcenia się bardziej
wielostronnie rozwiniętej wrażliwości.
„Ja to straśnie wsystko miłuję, i pole, i las, i łąkę,
ja na to wsysko patrzę i ładnie, nie mogę taksunku
na to wyłożyć, bo to mi się wsysko jednako podoba".
(Rozalia Skrodzka)
POGLĄDY NA PIĘKNO ROŚLIN
(DRZEW, KRZEWÓW I KWIATÓW)
Najczęściej spotykanym drzewem na terenie Kur­
piowskiej Puszczy Zielonej jest sosna („choja", „ C h o j ­
ka", „chujka"), a potem świerk („jeglija", „jeglaska").
Stanowią one zasadniczy drzewostan tutejszych lasów,
rosną często w mniejszych lub większych skupiskach
wokoło zagród, a nieraz samotnie wzdłuż dróg i w
polu na ugorach. Inne drzewa iglaste, jak cisy,
modrzewie, a nawet jodły, spotyka się dzisiaj na
Kurpiowszczyźnie raczej wyjątkowo.
Z drzew liściastych najwięcej chyba jest olszyn
(„olsyna"), które panują niepodzielnie w pobliżu strug
i wszelkich miejsc podmokłych. W starych wsiach
można spotkać okazy wiekowych dębów, częściej
jeszcze lip, a także pięknie wyrośniętych jesionów
(„jasień", „jesień"), klonów („klun"), kasztanów („kaśtan"), akacji („agacja",
„akacyja",
„wakacja"),
zmurszałych wierzb („zierzba"). Gdzieniegdzie w lesie,
czy w polu lub w obrębie zagrody rosną samotnie
brzozy („brzezina") i osiki („osa", „osina").
Warto jeszcze powiedzieć o drzewach owocowych.
Kurpie hodują wiśnie („ziśnia"), rzadziej jabłonie
(„jebłoń", „jebłonecka", „jepko"), grusze (,kruska"
rzadziej „krusa") i śliwy. Poza kilku wsiami, na
całym obszarze Kurpiowszczyzny nie ma sprzyjają­
cych warunków glebowych do uprawy sadownictwa.
Często w dużych kilkudziesięciohektarowych gospodar­
stwach jest zaledwie kilka słabo owocujących drzepow. Ostrołęka. Średniozamożna. Nie potrafi wycinać.
Zdobieniem izby wycinankami zajmował się starszy
o 20 lat brat. Potrafi tkać i lepić figury z ciasta.
Ewa Rydel, ur. 1885, zam. w. Charciabałda,
pow. Ostrołęka. Zamożna, współwłaścicielka tartaku.
Mimo podeszłego wieku doskonale wycina. Potrafi
tkać, umie malować jajka, lepię figury z ciasta, zna
wiele miejscowych pieśni.
25

�H. 7. „Ofiara", świeca wotyw­
na z wyobrażeniem
zwierząt
hodowanych w gospodarstwie.
Wyk. w 1960 r. Antonia Ci­
cha, Brzozowy Kąt, pow.
Ostrołęka. II. 8. Fragm. tka­
niny „buronki".
Wyk. ok.
1914 r. Marianna Zalewska,
Łyse, pow. Kolno.

wek wiśni. Inne natomiast drzewa owocowe, nawet
przy znacznych staraniach gospodarzy, nie przyjmują
się, a jeśli już uda się je wyhodować, owoce są
mizerne, cierpkie lub kwaśne.
Najbardziej chyba charakterystyczną
(zarazem
reprezentującą stosunkowo najwęższy zakres doznań
estetycznych) bywa taka postawa w ocenie piękna
drzew, w której za kryterium oceny przyjmowana
jest wyłącznie ich pożyteczność. Uznanie, iż drzewo
,.ma wygląd", jest „wyględne", „strojne", „taka zeń
strojnota", „ładne", „taka zeń ładnota" lub „prawdziwa
strojnota" „prawdziwa ładnota", czy wreszcie że jest
„mocno psiękne" — pokrywa się zawsze z uznaniem
jego szczególnej przydatności w gospodarstwie. Nie­
którzy cenią więc klony, lipy, jesiony, dęby czy
kasztany otaczające zazwyczaj stare zagrody i sku­
tecznie chroniące zabudowę przed piorunami, wiatrem,
czy dostarczające cennego cienia w czasie upałów,
a jednocześnie posiadające doskonałe drewno. Inni
znów zwracają uwagę wyłącznie na drzewa owocowe,
szczególnie grusze, śliwy i jabłonie, których smaczne
owoce tak trudno wyhodować na tym terenie. Nato­
miast uwagi jednych i drugich uchodzi, nie wywołując
żadnych przyjemnych doznań, widok drzew tak po­
wszednich na Kurpiowszczyźnie, jak sosny, świerki
czy olszyny. Również te drzewa, z których surowiec
jest lichy (wierzby, osiki) nie stanowią dla nich
przedmiotu estetycznych doznań. A niekiedy nawet
drzewa twarde, przy tym pięknie i wonnie kwitnące
— akacje — budzą nawet swego rodzaju odrazę.
„Najpsyjemniejse, to jabłonie i śliwy, bo owoc
ną nich ładny, smacny jek dostojały. Teka jabłoń

obwiesona jabłuskami, to prawdziwa strojnota. Dru­
gie drzewa to juz nie to, a na akacyje to nie łubie
nawet popatrzyć, bo mi raz nogi do krwi pokalecyła."
(Marianna Zalewska)
„Ładne, strojne drzewa to wiśnie i kruski. A k l u ny, kaśtany, inne cuda, to nie robi mi różnicy, rośnie
to niech rośnie. Z tych prostych drzew, to jesce
łubie popatrzyć na cis, bo mi sie podoba jako tako,
bo ma taki inny, niepodobny do insych wygląd."
(Ewa Rydel)
W przedstawionych wypowiedziach znajduje wyraz
najbardziej skrajna postać omawianego stanowiska,
zdarza się bowiem również spotkać z uznaniem za
piękne tych przymiotów drzew, z którymi nie wiąże
się jakieś bezpośrednie praktyczne znaczenie.
„Drzewo jek sie rozwinie to każde ładne i ma
wygląd, a jek liście opadną, to nieładne. Lipa najładniejsa. Niesiąc znijdzie, to zakście, ksiatki puchną
i mocno ładnie pachną. A kaśtan i klun ładny —
ma ładne zieloniutkie liście i sie rozkłada jek pa­
rasol. Jeglije, to najgorse, suche takie, jek się na
ogień położy to trzaska. A osina, to jesce skaradniejsa, a mózio, co wiater jest. cy nima to ciungiem
się ruchają. Mnie się to drzewo nie podoba." (Fran­
ciszka Zisk)
„Brzezina, klony, lipa, lescyna, choina i sidwa,
co ma niebieskie kwiatuski, mi sie straśnie podoba.
Zierzby, osy, jeglije to mi sie za bardzo nie podobają
dlatego, ze sie nie nadają nawet do opału. A lipa,
klon i brzozy, to pozytecne. Z brzozy, to nawet
leci jaśkoła — dobra na barsc gotować, i liście, i kurę
103

�«

mają ładną. Z gałęziów dobre są miotły, to przyjemne,
bardzo psiękne dzewa." (Anna Kordeeka)
Nie ulega kwestii, że łatwy do dostrzeżenia (opa­
danie i wzrost liści) proces wegetacyjny drzew liś­
ciastych wywołuje u wielu informatorów doznania
estetyczne. Stąd też m.in. tak wiele uwagi poświęcają
oni właśnie tym drzewom. Wydaje się, że zawsze
jednak u podstaw zainteresowania leży sama wartość
materialna określonego drzewa, oraz to, w jakim
stopniu wyróżnia się pod tym względem wśród i n ­
nych drzew, a to z kolei wyzwala reakcje na zalety
jego budowy, kształtu korony, barwę kory i liści.
Oczywiście pojęcie wartości materialnej czy pożytecz­
ności jest tu bardzo względne. Trudno bowiem byłoby
nie przyznać tych zalet np. sośnie — drzewu stano­
wiącemu podstawowy surowiec w budownictwie (tra­
dycyjnym), sprzętarstwie itp. Nie chodzi tu jednak
0 „powszednią" pożyteczność czy zwykłą w a r t o ś ć . '
„Lescyna mi się najbardziej podoba i jesień i klon.
Ale lescyna najładniejsa. przyjemna ozechy ma i dla­
tego, ze nasa wiara mówi, ze lescyna gdzie jest to
piorun nie trzaśnie. Lescyna. to błogosławione, ka­
tolickie drzewo. Łono ma podstawę kształtną i gęste
liście fajne." (Rozalia Bednarczyk).
„Tu my jesteśmy obsadzeni samymi pięknymi
drzewami, takimy drzewamy gdzie piorun nie uderzy.
Jest lipa, lescyna i klon. Na lipie się Matka Boska
objawiła w Świętej Lipce, pod lescyna skryła się
z Panem Jezusem jek Herod ją gonił, a na klonie
tez się objawiła ale w Grytwałdzie. To są wsystko
ślicne, przepiękne drzewa. A są znów takie, co mi
się nawet wyglądem swoim nie podobają, jek ta
akacja, co ma kolce. Gdzie to rośnie, to przejść nie
można. U nas rosła w ogródku, to wsystką powycinalim." (Stefania Samsel)
2

Podobnie jak w innych wypowiedziach na temat
świata przyrody, tak i tu zdarzają sie wyjątkowo
poglądy różne od wyżej przytoczonych. Wyrażają
większą skalę doznań nie ograniczając się do katego­
rycznego uznawania za piękne tylko bardzo okreś­
lonych rodzajów drzew.
,.Są rozmaite drzewa, rozmaite scepy. Po drogach
teraz posadzone sa wakacie, to tes stroine drzewa.
Te jegliie, to takie powyrastane, to taka ładnota,
dwadzieścia psieć metrów trzyma do góry. taka
prawdziwa strojnota. Brzezina, to łuna tez strojnie
rośnie i gałęzie ma jek leluja. Wsiskie drzewa są
ładne, psiękne. a takie strupy, k^eceństwo Tdrzewa
zniszczone przez człowiek — J.O ], to az żałość pa­
trzyć." (Rozalia Skrodzka)
Z całości rozpatrywanego materiału szczególnie
cenne są wypowiedzi wyrażające poglądy na piękno
kwiatów, ponieważ daia nam wvobrażenif&gt; o wrażli­
wości estetycznej ludzi z omawianego środowiska.
Obiekt, zainteresowania nie ma bowiem w tym
wyoadku ściśle ustalonych wartości utylitarnych,
a jego piękno manifestuje się wyraźniej niż innych
przejawów przyrody.
Nie bede omawia' spotykanych na Kurpiowszczyźnie rodzajów kwiatów, czv to ogrodowych, czy pol­
nych, charakterystykę ich dają przytoczone niżej
wypowiedzi. Wspomnę tylko o stronie zwyczajowej
" Mogą odgrywać tu pewną rolę wierzenia, ja­
kimi otacza lud drzewa. Większości rosnących
w kraju, w tym również na terenie Kurpiowszczyzny
(brzoza, cis, dąb, olsza, jesion, osika) przypisuje się
szczególne, nadprzyrodzone właściwości. Jest przy
tvm rzeczą znamienną, iż z wierzeń tych wyłączona
m.in. bvwa sosna. Por. Adam Fiszer, Drzewa w wie­
rzeniach i obrzędach ludu polskiego, Lwów 1938,
« 3—17: Cezaria Baudouin de Courtenay Ehrenkreutz,
Zwticzaie wiosenne ludu polskiego, odbitka z: „Wiedza
1 Życie", Warszawa 1927, s. 7—11.
104

zagadnienia — o wykorzystywaniu kwiatów do róż­
nych określonych celów.
W tradycyjnej obyczajowości Kurpiów kobiety po­
czuwały się jak gdyby do obowiązku dbania o to,
aby kwiaty rosły w ogrodzie (najczęściej przed
domem) oraz w donicach (na oknach domu widocz­
nych od strony drogi i wejścia). W powszechnej opinii
kwiaty znajdujące się w tych miejscach uważane
były za widome świadectwo gospodarności domowni­
ków, a także dodrobytu panującego w domu, pozwa­
lającego na zajmowanie się czymś tak nie związa­
nym ze stałymi kłopotami dnia. Nie było zaś zwyczaiu
ustawiania we wnętrzu demu bukietów żywych
kwiatów. Sam zresztą charakter wnętrza nie sprzy­
jał temu zupełnie. Przystosowane ono było, przede
wszystkim do zajęć gospodarczych, a następnie do
spożywania posiłków i odpoczynku — głównie spania.
Nie było w nim, jak wiadomo, ani sto u ustawionego
centralnie, ani też szaf, czy stolików, które nadawa­
łyby się do udekorowania naczyniem z bukietem
kwiatów. Co prawda, stół ustawiony w jednym
z kątów izby, służący od jakiegoś czasu jako swego
rodzaju ołtarz z figurą osoby świętej lub „pasyją",
mógł być takim miejscem , ale wykorzystywano
go przy rozmaitych -domowych zajęciach jako składo­
wisko przyborów np. do szycia, czesania, niekiedy
kładziono nań chleb, to znów odstawiano przedmioty
kultowe i wówczas służył do bardziej uroczystych
posiłków. Dlatego też na stole tym kwiaty, jako
przystrój przedmiotów kultowych, pojawiają sie sto­
sunkowo późno, kiedy coraz mocniej ugruntowuje się
potrzeba należytej czci dla „świętego" miejsca. Zna­
mienne, że nie są to kwiaty żywe — z ogrodu, łąki
czy lasu, lecz prawie zawsze sztuczne — własnej
roboty lub zakupione na targu. Niewątpliwie wchodzi
1u w grę szczególne upodobanie do tego właśnie ro­
dzaju kwiatów, ale nie jest też bez znaczenia ich
trwałość oraz wzgląd, że podczas korzystania ze stołu
nie ma obawy rozlania wody, której wymagają kwia­
ty naturalne.
ł

27

Kwiaty, obok rozmaitych ziół, czy w ogóle pewne
rośliny występują dosyć często w ludowych obrzę­
dach jako niezbędny przejaw adoracji obiektów
kultowych. Kurpie używają ich podczas dorocznych
świąt do przystrajania figur i krzyży przydrożnych
oraz wnętrz kościoła. Sposób, w jaki wite są w tvm
celu bukiety, wieńce lub girlandy, nie świadczy by­
najmniej o jakiejś większej znajomości i umiłowaniu
przez Kuroiów tego swoistego kunsztu dekoratorskiego. Inaczei już bywa w wypadku bardziej w aściwych
kulturze ludowej obrzędów, jakimi sa np. na terenie
Kurpiowszczyzny: w ązanie na polu „przepiórki"
z. kłosów żyta i kwiatów polnych (odpowiednik —
w innych stronach — plonu), wycinanie „marcinek"
i strojenie bydłu rogów wiankami przed pierwszym
wypasem, wicie ..zianusków" na Matkę Boską Zielną,
czy nawet sporządzanie palm wielkanocnych.
ł

;

Należy jeszcze odnotować fakt, że w miejscowej
tradvcii całkowicie obcy był zwyczaj wvkorzystvwam'a kwiatów iako darów — symboli uczuć dla bliskich
lub osób. wobec których żywi się szacunek. Na Kurpiowszczyźnie nigdy dawniej nie składano kwiatów,
ani osobom żywym ani umarłym. Często występujący
w innych stronach tradycyjny zwyczaj przystrajania
27

Istnieje wiele powodów aby sądzić, iż stół
ustawiony w kącie izby zaczął pełnić na Kurpiowszczvźnie funkcię domowego ołtarza dopiero od połowy
X I X w . t j . od momentu przełamania na tym terenie
powszechnego indyferentyzmu religijnego.
Szerzej
omawiam to zagadnienie w innym miejscu, por.:
Artystyczna twórczość kowalska na terenie Kurpiow­
skiej Puszczy Zielonej od końca XIX w. do I woiwi
światowej, „Polska Sztuka Ludowa", 1961, nr 4, s. 209.

�mogił kwiatami czy owocami jarzębiny, kasztanowca
lub głogu — tu nie był przyjęty. To, że nie wykorzy­
stywano kwiatów jako darów, byłoby faktem bez
większego znaczenia w interesującym nas przed­
miocie, gdyby nie wielka popularność u Kurpiów,
tak zresztą jak i u innych grup ludowych, zwyczaju
obdarowywania się przy wszelkich okazjach rodzin­
nych, szczególnie zaś podczas zarękowin, wesela
i chrztu — przedmiotami o wartościach material­
nych.
Wydaje się, że podanie tych wszystkich uwag
było konieczne, z wypowiedzi informatorów bowiem
nie zawsze wynika dostatecznie jasno ich stosunek
wobec piękna tych roślin. Szczegółowe opisywanie
przez niektórych informatorów wyglądu kwiatów
sugerowałoby np. znacznie rozbudowaną ich wrażli­
wość na kształt, budowę kwiatostanu, strukturę
i barwę płatków, a tak w rzeczywistości nie jest.
„Nagietki drobne, żółte, krozowate, takie jakby
kto je pociepał, a w środku kocioulek, tak po żniwach
lubi kścieć, to je cuć trupem — ale ładne ksiatki.
Comber jakoś kścieje, chyba niebziesko. To to ładnie
pachnie. Ale najsykowniejse, to orginy i różowe,
i cerwone, i bziałe. Tutaj u nas to ich nie mają, je
mają na Prusach i u ślachty. Orginy są ksiaty
najładniejse, bo to jak podłoży pod nią gnoju (mają
pod spodem takie kartofelki), to urosną duze, jest
na co popatrzyć." (Franciszka Zisk)
„Dawniej to rumianku nasieli, zeby pachniał,
a z insych ksiatów to comber, taki zieluny i ma nie­
bieskie ksiatki, takie drobne jek konicyna. I saranki
były. Najładniejse to pliściowe i cerwune i niebieskie,
taki rozmaity kolor mają, jakie tylko farby. Te są
ksiatki średniodrobne... Na łunkach to rośnie trzęsiunek, to tes ładny ksiatek, łun ma takie łopatki, jak
urwać wiązkę, to łun nie postoi, łun zawse bandzie
latał, a inse kukawki, białe, żółte ksiatki, co ich
moc na łunkach to zbytecne:" (Ewa Rydel)
„Kwiat kwiatowi nie równy, te co do ołtarza,
to najpiękniejse — róże, tulipany, woska piwonia,
lilia, to są duze kwiaty, to są kwiaty zachwycające.
A są takie polne, to do nicego, do otłarza nie pasują."
(Anna Kordecka)
„Ładne kwiaty, to piwonia, chryzantema, bo ma
duze dubeltowe kwiaty... Z tych, co na łąkach, przy
struskach rosną, to mi jesce podchodzą niezapomi­
najki, jak wsadzić do wody to same rosną, ale to
małe kwiatki." (Marianna Zalewska)
„Georginie, lelje, astry, to fajne kwiaty. Georginie
i lelje, to znać, ze kwiaty, je na co popatrzyć. U nas
teraz na Kurpiach to przeważnie wysokie są kwiaty,
a tych drobnych to nie sieją... Z tych co w domu
się trzyma, to fortensja najładniejsa, bo co miesiąc
inacej kście i kawaler albo gupi jaś to tes dobry,
bo stale ksitnie." (Stanisława Olender)
,.Z dawności hodowalim saranki i nagetki-żółte,
takie nieduże, co mają takie pazurki i siła zielunego.
To byli takie zwykłe kwiatki... Astry, o to piękne,
najpiękniejse są więkse i takie rozmaite."
Tak więc tylko kwiaty hodowane w ogrodzie i w
domu spotykają się z większym lub mniejszym, lecz
zawsze zgodnym uznaniem dla ich estetycznych
walorów. Natomiast jeśli chodzi o kwiaty z łąk —
to już tylko bardzo nieliczne (np. niezapominajki,
rumianek i „trzęsionek") cieszą się podobnym uzna­
niem. O kwiatach leśnych i rosnących na polach
(najczęściej w zbożu) informatorzy nie wspominają.
Leśne, podobnie jak większość kwiatów z łąk, są im
pod względem estetycznym zupełnie obojętne, polne
zaś uważane są za chwasty zagrażające plonom zbóż,
co również wyklucza przyznanie im wartości estetycz­
nych.
28

29

28

Antonina Cicha, ur. 1900, zam. w. Brzozowy
Kąt, pow. Ostrołęka. Zamożna, uprawia tkactwo, umie
wycinać oraz lepić figury z ciasta i wosku.

Znamienne jest bardzo, na jakie cechy kwiatów
zwracają główną uwagę informatorzy i które z nich
wywołują najżywsze reakcje. Jeśli chodzi o kwiaty
hodowane — najważniejsza jest ich wielkość. Te,
które są „duże", „dubeltowe", „znać że są kwiaty" —
podobają się najbardziej. Kwiaty zaś „drobne",
„małe", „średniodrobne" — choćby miały piękny za­
pach, barwę — zawsze ustępują dużym. Znacznie już
mniejszy zachwyt wywołuje różnobarwne i długo­
trwałe kwitnienie. Jeżeli chodzi o takie kwiaty, jak
niezapominajki, rumianek czy wspomniany „trzęsio­
nek", to ich specjalne przymioty, wyróżniające je od
reszty kwiatów polnych wywołują uznanie. Może to
być zdolność zachowania długo po ścięciu świeżego
wyglądu, albo jakaś cecha szczególna, niezwykła,
np. „trzęsionka", czyli drżenie delikatne zawieszonych
kwiatostanów.
Ładunek emocjonalny w ocenach piękna poszcze­
gólnych kwiatów nie jest więc jednakowy, nigdy
jednak, jak mi się wydaje, nie jest tak znaczny, aby
mógł świadczyć, że stosunek do kwiatów wyróżnia
się bardziej od innych reakcji omówionych już
wcześniej.
„... Lubzie żółte ksiaty, rosną duze, o mój Boże
jak to się zakście. U mojej mamusi to cały ogród za­
walony był ksiatami, różnego kalibru, i jasne, i po­
marańczowe, i żółte. Mnie sie rozmai+e spodobyły,
małe i duze, rozmaite ksiaty i te co na łąkach, w ży­
cie, i w lesie kścieją. O Maryjo, jakie psiękne nieraz
w lesie najdzie się. Jak bym ja ksiatów nie lubziła
wszyćkich, to ja bym tych lelujów wycinała?" (Ro­
zalia Skrodzka).
Na tego rodzaju żywą, a przy tym jednakowo silną
reakcję na piękno wszelkich kwiatów (zarówno ma­
łych, jak dużych, ogrodowych i polnych), udało mi
się natrafić — na ogólną ilość 40 przebadanych i n ­
formatorów — zaledwie w dwóch wypadkach.
POGLĄDY NA PIĘKNO OWADÓW, PTAKÓW
I ZWIERZĄT LEŚNYCH
„Są takie robaki trawniki cerwune i zielune, to
pseciwne ludziom — kąsają. A w boru są duze ciązniki, śwecące, pomarańczowe, a łby mają złote. I są
padalce siwe i znijiska. Są takie się nazywają krówki,
jak kartofle, becą jek dzwon. Te paskudztwo co się
komary zwą, to skoda o nich gadać. Mandle bziałe
są, mają okrągłe, nawet ładne skrzydełka. Nad wodą
żyją to walne robactwo — furane [fruwające], to
dwóch sortów są bziałe i cerwune, są tez kuniaki
srebrne, jak palice duze. Jest tego, a jest. Nie chce
juz sobie ich więcej wspominać". (Rozalia Skrodzka)
Oto najbardziej łagodne wyrażenie uczuć żywio­
nych wobec ogółu owadów, które nazywa się na Kurpiowszczyźnie „robastwem" lub „robakami". Wypo­
wiedź pochodzi od informatora wyjątkowo wrażli­
wego i tylko tym należy tłumaczyć jego powściągli­
wość w ocenie każdego z tych stworzeń. Zazwyczaj
bowiem mówi się o nich tak:
„O jakie są rozmaite robaki, o matko moja. Każ­
dego bym pantofla zdjęła i zabiła. Żadne mi się nie
podobają wcale. Motyle to się ich boję, takie obrzy­
dliwe, to ja się ich nawet boję". (Anna Kordecka)
Spośród owadów tylko trzmiele i pszczoły spoty­
kają się u starszych ludzi z na tyle życzliwym stosun­
kiem, aby można było mówić o wywoływaniu przez
te stworzenia jakiegoś rodzaju doznań estetycznych.
Ale nawet w wypadku pszczół, o których się mówi
nie inaczej, jak „dobre robacki", „dobre robaki" itp.,
wszelkie zachwyty dotyczą w zasadzie tylko poży29

Na podstawie wypowiedzi informatorów wy­
mienionych w przypisach: 13,14,15,16,19,20 i in.

105

�II. 9. „Leluja",
wycinanka.
Wyk. ok. 3955 r. Marianna
Zalewska, Łyse, pow. Kolno.

tecznej dla człowieka ich pracowitości, nigdy zaś np.
misternej budowy ciała, czy ogólnego wyglądu &gt;.
„... Iść do ula popatrzeć jak one pracują, jak przy­
chodzą obładowane na nogach, to drugie pomagają,
a jak brzęcą — mają taki ucciwy rozdźwięk, ze się
tylko ukłaść. Jak gryka zakwitnie, to jak one miód
zbierają, do straśny dźwęk. Tam nie ma sporu, złości".
(Teofil Nasiadka)
Wypowiedzi o ptakach reprezentują bez porówna­
nia szerszy, bardziej rozbudowany zespół wrażeń.
„Nic wcale się na ptactwie nie znam. Jeden wróbel
i wrona co mi się pod nosem kręcą, to o nich mogę
powiedzieć, ze skudne i bez żadnego nawet wyględu.
Kiedyś to były bąki. Jek zabucał, to na mile było
słychać. Były tez prukawki, to jek zaceły prukać
w lesie, to jek jechał w kunie, to mu as ustały. Gile
takie byli, co pod kołdunem ma pióra zielune i siwe,
ale juz kilka lat go nima. Skonciś psylatywały jed­
wabniki. Na jesieni kalinę obsiadły, to walnie duze.
Nie bace juz, cy miały kropki po sobie, cy jakiś psystrój miały. To były śwycące, ślicne ptaski". (Józef
Slachetka)
„Ładnych ptasków u nas dosyć ich jest, ale nawet
nie wiem jak sie nazywają ... Sroka, o, ta jajka krad­
nie, kukułka ona tez niedobra, a dziencioł tes do
nicego — śnierdzi. Dzieci raz go w gniździe wynaleźli
to śnierdział paskudnie. Słowik on to jesce najładniej
może śpiewać". (Stefania Samsel)
„Jaskółki najbardziej jesce lubzie, a te wszystkie
inne to skodniki. Sykowny jest jesce łubek, dzie
przyjdzie, to dziubie, piórka ma takie cerwune kiele
ocu i cubek ma. Ładny ptasek. Jastrząb, to strojny
ale niedobry, jeg go lubić i chwalić, jek się jego
urodą zachwycać jek on skudny jek pies". (Ewa
Rydel)
Stwierdzenia: „nic wcale się nie znam na ptac­
twie", „nie wiem jak się nazywają", przy tym rzeczy3t

31

32

30

Szerzej omawiam stosunek do pszczół w pracy:
Tradycyjne
wierzenia o pszczołach z
Kurpiowskiej
Puszczy Zielonej, „Literatura Ludowa", 1961, nr 4—6,
s. 39—44.
Teofil Nasiadka, ur. 1876, zam. w. Dębniki,
pow. Łomża. Gospodarz średniozamożny, pszczelarz,
nie uprawiał żadnej dziedziny twórczości plastycznej.
31

106

wiście nienajlepsza orientacja w przymiotach właści­
wych określonym ptakom („gil pod kałdunem ma
pióra zielune i siwe") świadczą, że większej uwagi
nie poświęcano tym stworzeniom. Stąd też duża róż­
norodność stanowisk jeśli chodzi o wskazanie ptaka
pięknego. Oczywiście szkodników w ogóle nie bierze
się w tym wypadku pod uwagę, chociażby były naj­
piękniej upierzone, ładnie śpiewały itp. Ich niepożyteczność wyklucza jakiekolwiek uznanie. Natomiast
wśród ptaków, które nie szkodzą, każdy informator
dostrzega dwa najwyżej trzy, które mu się podobają.
Zależnie od okoliczności, w jakich miał z określonym
ptakiem styczność, czy widywał go lub słyszał częściej
albo rzadziej, rodziło się żywsze nim zainteresowa­
nie. Wówczas też powstawała reakcja na specyficzne
dla „wybranego" ptaka przymioty. Mogła więc w grę
wchodzić u jednych — barwa upierzenia, u innych —
jakieś drobne szczegóły ogólnego wyglądu, czy wresz­
cie zachowanie — głównie śpiew.
Oto zestaw wypowiedzi spotykanych najczęściej.
Obok nich spotyka się inne, w których przejawia się
już nie tak obojętny i przypadkowy stosunek do
ptactwa.
„Wsystkie ptoski ładnie śpiewają jek ciepło. Jek
ciepło to każdy się weseli. Kukawki jak jest zaranek,
to ślicnie śpiewają. Skowronek śpiewa, to wesoło na
świecie. Łubki to dzie na chliwie albo na opasi zrobzi
gniazdo, to ładny, pstry ptasek. Mnie się zdaje, ze
każdy przyjemny sykowny, jek weźmie śpiewać. K r u ­
ki, a wrony, a jastrzębie mają ładne psióra, ale to
niedobre, nieprzyjemne ptaki". (Marianna Strzemienna) .
„Najgorse pożarte, niedobre, co żrą kurcaki, to się
nazywają jastrzebzie, to ładne, strojne są, mają psiórka bręgowate. Drugie się nazywają seroki, siwe są.
bzegi u sksydełek i ogony mają bziałe i krowatki
bziałe mają, a łebki carne, to strojne ptaki, to jaj­
kami tylko żyją. kradną. A gołąbki, to ładnota,
a grucą łuziut, łuziut. one strojne, a są gapy, co mają
plecy siwe. a sksydła i oguny corne to tes strojne
ptaki. Gołąbki, seroki i jastrzębie to najstrojniejse".
(Marianna Bałdyga).
Ptaki śpiewające wymieniane są w pierwszej koleiności i najczęściej. Śpiew skowronka i turkawki
uchodzi przy tym za najpiękniejszy. U niektórych
informatorów wywołuje on uczucie zadowolenia i ra­
dości. Ptaki nie śpiewające, ale barwnie upierzone,
zajmują następne miejsce. Jest rzeczą znamienną,
w kontekście z poprzednio omawianymi postawami,
że ta grupa informatorów ptakom nawet najbardziei
szkodliwym (jak np. jastrzębiom) nie odmawia już
uroku. Zdarza się, że pstre upierzenie tych ptaków,
ich lot szybki lub majestatyczny wywołuje duże
uznanie lub nawet podziw.
Należy jednak jeszcze raz powtórzyć, iż obecnie
u starszych ludzi z terenu Kurpiowszczyzny posta­
wa taka jest bez porównania rzadziej spotykana niż
poprzednio opisana. Nie wykluczone, że dawniej było
inaczej. Chociażby przy końcu X I X w., kiedy lasv
nie były tak jak dziś przetrzebione, nad strugami zaś
r o z c i ą g a j się bardziej rozległe tereny pokryte szu­
warami — i tym samym ptactwo miało lepsze warun­
ki, spotykało się więcej jego rzadkich gatunków,
33

32

Józef Slachetka, ur. 1889, zam. w. Szafranki,
pow. Ostrołęka. Gospodarz niezamożny, rybak zawo­
dowy, nie zajmował się twórczością plastyczną.
Marianna Strzemienna, ur. 1867, zam. w. Wy­
krot, pow. Ostrołęka, średniozamożna, zajmowała się
tkactwem, innych rodzajów twórczości plastycznej
nie uprawiała.
33

�szczególnie atrakcyjnych pod względem wyglądu czy
zachowania.
To samo można w zasadzie powiedzieć jeśli cho­
dzi o wszelką dziczyznę. Dzisiaj wielu najstarszym
nawet ludziom większość zwierząt leśnych nie jest
zupełnie znana z widzenia. Dlatego też bardzo trudno
jest dopatrzyć się jakichś istotnych prawidłowości
w poglądach na piękno tych stworzeń. Zrozumiałe,
że zupełnie inne będą one u osób, którym udało się
jeszcze widzieć jakieś „dzikie" zwierzę, aniżeli u tych,
które nie miały tej okazji. „Dzikich stworzeniów nie
zidziałam, to nie poziem, które mi się spodobają.
Zajunc casem przeleci, ale zajunc — jek to zajunc"
(Franciszka Zisk). Należy jeszcze dodać, że nie zawsze
mogła to być okazja oglądania zwierzęcia w natural­
nych warunkach jego przebywania.
„Niech ta ciort weźmie wszystkie gady, robaki
i inne zwierze. Ze zwierzyńcem raz psyjechali, to na
żadne patsyć nie mogłam ... Wsyscy chodzili oglądać
waza, a ja popatrzyła się wstrząchłam i posłam. Lisa
nieli wyrudziałego, to scezył na wsystkich zęby,
pascękę rozdziawił i charcał". (Marianna Zalewska).
POGLĄDY NA PIĘKNO KRÓW I KONI
Wybór koni i krów jako wyłącznego obiektu ba­
dań poglądów estetycznych, związanych ze zwierzęta­
mi domowymi, hodowanymi przez Kurpiów, podykto­
wany był z jednej strony faktem występowania sto­
sunkowo najszerszego zespołu wartości estetycznych
u tych zwierząt i z drugiej ich znaczeniem w gospo­
darstwie chłopskim. Przynajmniej od połowy X I X w.
krowy i konie stanowią podstawę gospodarki hodo­

wlanej na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej.
Hodowla innych zwierząt była tu zawsze słabiej roz­
winięta, a tym samym mniej poświęcano jej uwagi.
Tak więc na przykładzie tych dwóch zwierząt naj­
łatwiej i chyba najdokładniej można prześledzić sto­
sunek, jaki żywią starsi mieszkańcy Kurpiowszczyzny
do żywego inwentarza. Nie chodzi tu o stwierdzenie
oczywiste, że zabiega się o zdrowie i jak najlepszy
rozwój stada, że nad nieoczekiwaną stratą każdej
sztuki ciężko się boleje. Chodzi natomiast o to, iż
chów tych stworzeń wprowadza jakiegoś rodzaju uza­
leżnienie ludzkiej jednostki, u której zawsze drzemie
gdzieś w głębokich pokładach świadomości pragnie­
nie nieskrępowanej swobody. Codzienny trud kar­
mienia licznej, nigdy nie sytej trzody na pewno za­
ostrza to pragnienie. Stąd na każdym kroku wymierza
się tym zwierzętom najgroźniejsze przekleństwa,
a jeśli oszczędza się im cięższych razów (chociaż też
nie jest to regułą), to tylko z troski .o własny interes.
Stworzony został osobny zasób wyrażeń najbardziej
grubych, które by najdosadniej określały to wszystko
co wiązać można z bydłem i nierogacizną. Utrzymy­
wanie się ich w stałym, żywym obiegu wskazuje, iż
nie zaszły istotne zmiany w systemie wychowu i uza­
leżnieniu od niego chłopa. Zwierzęta te otoczono nadomiar wierzeniami, które przypisują niektórym
z nich najbardziej złe moce. Na terenie Kur­
piowszczyzny jeszcze dziś utrzymują się one w formie
reliktowej wobec konia, psa i ś w i n i .
34

34

Por. J. Olędzki, Wota woskowe ze wsi Krzy­
nowłoga Wielka i Brodowe Łąki, „Polska Sztuka L u ­
dowa", 1960, nr 1, s. 14.

107

�Wszystkie zatem najtroskliwsze nawet zabiegi
w stosunku do żywego inwentarza dokonuje się
z ciężkiej konieczności, której przyświeca jedyne
pragnienie — maksymalnego wyzyskania materialnego
każdej sztuki. To- wyłączne zainteresowanie, w wy­
padku konia uczynienia go najwydatniejszą siłą po­
ciągową, a bydła — jednostek najbardziej mięso
i mlekodajnych, przewodzi wszystkim opiniom o ich
wyglądzie, kształtuje bez reszty związane z nimi po­
glądy estetyczne.
,.Jek tłuste stworzenie to piękne. Tek koń jek
i krowa". (Antonina Cicha).
„Krowa jek sie wychowała tłusta, taka ze ją w i ­
dać i wymię ma tłuste, to sykowona. Tak samo i koń
każdy ładny jak dobze wychowany". (Marianna Za­
lewska).
..Krowa jak i kuń jak dobze wychowane, nie ste­
rane, tłuste, to jaka by nie była maść, to ładne".
(Stanisław Koprek).
Oto najbardziei bezpośrednie, najprostsze stwier­
dzenia, nie zawoalowane żadnym dodatkowym przy­
braniem słownym. U podstaw ich leży reakcja na
przymioty dobrego wyhodowania zwierzęcia, mani­
festującego się w ogólnym jego wyglądzie — głównie
kszta cie tułowia. Ale istnieią informatorzy nie ma­
jący tak surowych doznań, którzy są bardziej wymapaiacy wobec wvgladu zwierzęcia wartościowego i po­
trafią prawie smakować w symptomach właściwych
mlecznej, obfitującej w mięso krowie i mocnemu ko­
niowi.
..Koń ni zólty, ni corny. ani bzieły tylko kaśtan,
to najstrojnieisy. Jek ma piec seroki, a łud opałkowaty. a syje wygięta, a łepek honorowy, to je stroj­
ny. Krowa jek ma kałdun jek fura, a chrzvbiet gar­
baty, to nie honorowa, nie stroina, musi być tłusta
i chód mieć taki coby się w niej gnaty nie gibały.
I cyrwuna i łaciata, jek tłuste, to ładne". (Rozalia
Skrodzka).
..Kunie najładniejse to takie jek ziśn e cerwune
i żółte tes mi jesce podchodzą. Bziały. to sie mózi —
iedzie z bziałą bziedo. To jak juz inaksego nie może
kuoić... Corny, to mi sie nie podoba, bo mi sie wydaie ze nie ma stroiu. zresta cornv. to zawsze gorsv,
ociąga sie przy robocie. Jek kaśtanowaty taki cyrwunv. to zaraz tłustsy sie wydaie". (Ewa Rvdel).
„Kaśtany to naistrojniejse. s w e tvs sa jesce stroine, kare jus nie tyle wyględne. Wsystkie ładne jek
tłuste, wypasione, to i tuzvcka l?7y i biedra nie za
wysokie, syja krótsa sie robi. pierś się mhi silnieisa,
inny fason. Choć to s?mo stworzenie, takie wvględniejse. zdatniejse do roboty i wyjazdki". (Władysław
Nasiadka).
..Piękne sa krowy cerwune i łaciaste. ładnie w y ­
chowane, a kunie kaśtanowe, cvrwune. takie krępe,
silne. A takie bia e i corne. to śmiertelniki. to strasnie nieładne. One zawsze do roboty gorse. Wsystko co
wsoaniałe. to piękne, takie zdrowp. żywe. mocne, takie
iak piorunem z nieba Ja to t=ka górnolotna. A są
fleematvki. im to byle co podchodzi. Takich to ja
bym pozabijała". (Anna Kordeckal.
Miedry poszczególnymi wypowiedziami nie zacho­
dzą żadne różnice jakościowe Znamienne jest. że
zarówno informatorzy mniei jak i bardziej wrażliwi
na estetykę •— w poglądach na piękno koni i krów
są jednomyślni.
Jako ..niękne". ..ładne". ..strojne", czy ..honorowe"
uznają tylko zwierzęta „tłuste", „dobrze wychowane",
ł

;

;

ł

35

Por. P. Szumowski, Z. Jastrzębowski, Przy­
czynek do studiów nad geograficznym rozmieszcze­
niem ras zwierząt, domowych w Polsce. ..Kwartalnik
Statystyczny", t. X: 1933. z. 1. mapa: Rozmieszczenie
ras koni w RzeczyDOspolitei Polskiej; M. Biernacka,
Kurpiowska aospodarka hodowlana, w opracowaniu
zbiorowym: Kurpie — Puszcza Zielona. Traducie hi­
storyczne a problem reaion».. cyt. wvd.. s. 234—236.
Por. T. Konopiński, Hodowla bydła — pocho36

108

„wypasione". Mogą się najwyżej różnić w ocenach
szczegółowych, gorzej lub lepiej orientować w zale­
tach poszczególnych odmian i ras.
Istnieje wiele powodów, aby twierdzić, że na te­
renie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej wyhodowana
została pewna miejscowa odmiana konia pospolitego
z domieszką konia ciężkiego i (mniejszą) lekkiego,
wysoko uszlachetnionego. Konie te charakteryzują się
niewysokim wzrostem, krępą budową, małą głową
i kasztanową maścią. Kurpiowszczyzna słynęła z nich
jeszcze do I wojny światowej . Stąd też najprawdo­
podobniej tak wielu informatorów uznaje za piękne
wyłącznie konie maści kasztanowej, względnie gniadej („żółtej") najbardziej ją przypominające. Nato­
miast bydło kurpiowskie, od czasów jak sięga pamięć
najstarszych informatorów, zawsze było mieszane.
Do I wojny światowej hodowano przeważnie krowy
maści „siwej", „pstrej" (czerwono-biała lub białoczerwona), „kobielastej" (czarna z białym pasem na
grzbiecie), a także „łyse" (czerwona o grzbiecie bia­
łym), „kropichy", „graniaste" (czarna lub czerwona
z białymi łatkami). Od końca X I X w. pojawia się
ponadto na tym terenie odmiana rasy nizinnej, białoczarnej i czerwonej — polskiej . W wyniku tak
znacznej różnorodności hodowanych odmian zrozu­
miałe są różnice w poglądach informatorów na piękno
krów o określonej maści. Najczęściej bywa tak, że
informatorzy uznają za piękne, względnie najpiękniej­
sze tej maści bydło, do jakiego najbardziej przywykli,
stykając się z nim w rodzinnej wsi lub zagrodzie.
35

36

POGLĄDY NA PIĘKNO FIZYCZNE CZOWIEKA
Piękno człowieka można rozpatrywać w mniej lub
bardziej szerokim aspekcie, uwzględniając np. przy­
mioty wyodrębniające go od świata zwierząt (przy­
mioty umysłowe! lub zatrzymując się na tvch tylko
jego cechach, które go wiążą z pozostałymi żywymi
istotami, czyli ograniczaiąc się do jego fizycznego
wyglądu. Wybierając pierwszą z tych możliwości
wkracza się w złożona problematykę etyki. Dlatego
też poprzestanę na analizie poglądów związanych wy­
łącznie z zewnętrznym, fizycznym pięknem człowieka,
jego figurą, budową, karnacją oraz barwą włosów
i oczu. Informatorzy nasi nie ujmuią jednak swych
ocen wyglądu człowieka w oderwaniu od wyobrażeń
o określonych walorach psychicznych czy charak­
terologicznych. Stoją bowiem na stanowisku, że u nie­
których osobników pewnym cechom zewnętrznym od­
powiadają ściśle określone zalety ducha. np. blondyni
0 błękitnych oczach mają dobre serce, szczere, otwar­
te usposobienie, a ich zaprzeczeniem są ludzie o wło­
sach rudych lub oczach zielonych. Tego rodzaju sta­
nowisko jest bardzo popularne w środowisku ludo­
wym. Dla podiecia próby interpretacji jego żywot­
ności w odniesieniu do Kurpiowszczyzny — niezwykle
pomocne są wvniki badań antropologicznych. Na
podstawie danych dostarczonych przez A. Maciesze
można z dużym prawdopodobieństwem twierdzić, że
wszystkie te cechy wyglądu, które wiążą się z nie­
korzystnymi przymiotami usposobienia i charakteru
człowieka wystenuia wśród ogółu ludności kuroiowskiej bardzo rzadko . W tym można by znaleźć w y ­
tłumaczenie utrzymywania się u starszych Kurpiów
owego niczym nieuzasadnionego uprzedzenia do r u ­
dych i zielonookich. Pamiętamy bowiem, że zawsze
oceniali oni negatywnie te wszystkie właściwości
37

dzenie, rasy, pokrój, dobór, żywienie,
użytkowanie
1 organizacja czyli biologiczne i ekonomiczne podsta­
wy hodowli bwdfo. Poznań 1931, s. 233; M. Biernacka,
op. cit s. 236—237.
Por. Aleksander Maciesza. Puszczanie przas­
nyscy. Przyczynek do charakterystyki
antropoloqiczn°i
Kurpióui. ..Archiwum Nauk Antropologicznych", t. IIT,
dz. A. Antropologia, nr 1, Warszawa — Lwów 1923,
s. 6—9.
37

�wyglądu np. zwierząt domowych, szczególnie zaś koni,
które nie występowały dostatecznie często lub —
inaczej — które odbiegały od spotykanych niegdyś
najczęściej.
Przejdźmy jednak do samych wypowiedzi. Infor­
matorzy, ustosunkowując się do urody ludzkiej, biorą
pod uwagę przede wszystkim wzrost, budowę i ogólną
kondycję obiektu.
„Jak jest scupiy, to lichy, to licho nadziejo w nim.
Najlepsy, najsyKowniejsy chłop, to taki średni (nie
wysoki), mocny. I kobieta tak samo, jak zdrowa, to
fajna". (Apolinary Waśkiewicz).
„Chude, wysokie ludzie to mi się nie podobają,
bo mają wygląd niezdrowego, nie zdatnego do roboty.
Na tłustego to bym stale patrzyła, bo tłusty to zdro­
wy, ładny. Jek cłowiek zdrowy, to cerwony, cerzysty,
taki prętki do wszystkiego". (Stanisława Olender).
„Przychodzili do mnie takie scupłe, rosłe chłopy,
to nie chciałam z nimi gadać. As przyset taki jeden
karcysty, cerwuny kark równo z włosami, mocny
seroki, to se pomyślałam dobry do gospodarki i do
pokazania ludziom". (Ewa Rydel).
„Mocno duze ludzie mi się nie podobają, takie
bociany. Średnie to mi się podobają, takie zgrabne,
tłuste. A chudy to ciemięga, to as zygać się chce.
Ale za tłusty, to tes nie ładny, jek by się na korycie
upas. Lubię patrzyć na takich prętkich, co chyżo się
rusają". (Anna Kordecka).
„Chudych to nienazidze, a tęgich, tłustych, to ja
tes nienazidze. Ja tych kadłubów nienazidze, bo jek
umrą, to śmerdzą i za życia śmerdzą. Te to do zwieziny podobne. Ja to tak jem, zeby jak najmniej
śmerdzieć jek umrę. Najpiękniejse, to takie są l u ­
dzie, me za duze ale i nie małe, bo ich nie zidać,
dobrze rozrośnięte, mocne, silne". (Rozalia Skrodzka).
Obraz ideału urodziwego człowieka rysuje się we
wszystkich wypowiedziach bardzo podobnie. Jest to
osobnik, który swoją budową, ogólną kondycją gwa­
rantuje pełne przygotowanie do ciężkiej pracy fizycz­
nej, tewne różnice zdań co do tego, czy jest nim
osobnik bardziej niż dobrze, czy tylko dobrze odży­
wiony, nie mają większego znaczenia wobec jedno­
myślności, iż nie jest nim na pewno osoba szczupła —
wysoka. Przy takim stanowisku zrozumiały staje się
w wypowiedziach brak jakiegokolwiek ustosunkowa­
nia się wobec poszczególnych części ciała, stopnia har­
monii i regularności budowy. Określona wielkość
i forma głowy, kształt dłoni i nóg nie stanowią dla
informatorów warunku piękna. Sporo natomiast uwagi
poświęcają oni cerze, znajdując w niej odbicie stanu
zdrowia.
Jakie jeszcze szczegóły w wyglądzie fizycznym
człowieka stanowią przedmiot estetycznych doznań —
wspomniałem już wcześniej. Są to barwa włosów
i oczu.
„Cyganów, carnych to nienazidze. Najpiękniejse
to takie, co włosy mają jasne i ocy jasne. A bure,
ciemne, to nie lubzie. Żielune to najgorse. Kot ma
ci zielune, to zdradliwe, to do nicego". (Antonina
Cicha).
„Podobają mi się mocno ocy niebzieskie. Carne
i sare nie, a juz kocie, to nie doj Boże, najgorse, fałsywe. Ciemne blondyny i satyny, to ładne, a ryzi
i ciorne takie kruki, to śkaradztwo. Ryzi to fałsywi,
a ciorny, to jekby się ufarbował na pokaz". (Józef
Slachetka).
„Jek okrągła buzia, jasne włosy i niebieskie ocy,
to sykowny. Cyganiaste, to mi się nie podobają".
(Franciszka Zisk).
38

„Puszczanie przy jednakowym z ogółem Pola­
ków Królestwa wzroście i siągu, jednakowych wy­
miarach obwcdu i długości głowy oraz jednakowych
najczęściej spotykanych wymiarach szerokości głowy,
a także jednakowej odsetce barw włosów, a więc
o włosach najczęściej szatynowych, wyróżniają się
największą odsetką oczu jasnych, największą ilością

„Mnie się spodobują ludzie jasne, coby ocy,i włosy •
nieii jasne. Ale takie całkiem jasne to juz me, a cerwune, takie ryzie, to jesce gorse, to niedobre takie
ludzie, chytre, mściwe, taki, to gotów cłowieka zabić".
(Marianna Bardyga).
Tak więc równ.eż w stosunku do tych drobnych
szczegółów urody ludzkiej informatorzy zajmują
ściśle określone stanowisko, nie różniąc się w wyma­
ganiach, jednakowo żywo wyrażając swój stosunek
do cech, które uznają i które budzą w nich sprzeciw.
Podobnie jak w ocenach piękna zwierząt domo­
wych, tak i tych dotyczących człowieka nie udało mi
się stwierdzić różniących się zasadniczo postaw. To­
warzysząca im kategoryczność wyrażania sądów każe
zastanowić się nad tym jak bardzo silne musiało być
oddziaływanie czynników sprawczych. Można dopa­
trywać się ich przede wszystkim w ciężkich warun­
kach bytu okresu, kiedy kształtowały się poglądy
starszego pokolenia Kurpiów, a także w izolacji społeczno-kulturalnej tego rejonu k r a j u .
Na tej bardzo pobieżnej charakterystyce poglądów
na piękno fizyczne człowieka można skończyć oma­
wianie zgromadzonego materiału. Pozostaje tylko
samo uporządkowanie tych wszystkich uwag, które
nasunęiy się w toku przeprowadzonego wywodu.
Przeżycia estetyczne starszego pokolenia Kurpiów
wiążą się z odczuwaniem uroków tych wartości świata
przyrody, które mają materialne lub społeczne uza­
sadnienie w bytowaniu chłopa względnie też jakieś
racje w jego wierzeniach. U człowieka cechami taki­
mi są przede wszystkim — przystosowanie do cięż­
kiej pracy fizycznej i łatwość współżycia grupowego,
u koni — głównie zdolności pociągowe, u bydła, po­
dobnie jak u ryb, przede wszystkim zalety spożyw­
cze, u niektórych owadów (pszczół, trzmieli), niektó­
rych ptaków, a także roślin — pożyteczność dla gos­
podarstwa, w krajobrazie — żyzność gleby, łatwość
eksploatacji (np. brak nierówności terenowych) oraz
stopień zagospodarowania, wreszcie, jeśli chodzi
o pory dnia i roku — przede wszystkim wpływ na
ożywienie w przyrodzie oraz na stan wyższej spraw­
ności fizycznej człowieka. Nawet piękno kwiatów oce­
niane bywa przez to w jakiej mierze świadczą one
o gospodarności i pozycji hodującego ich cziowieka.
Przyjmowanie za miernik piękna realnej wartości
przedmiotów czy zjawisk przyrody stanowi w egzy­
stencji chłopa-rolnika dominujące kryterium oceny
estetycznej; dotyczy to wszystkich bez wyjątku jed­
nostek, które zostały objęte badaniem. Takie stano­
wisko wyzwala oczywiście kategoryczność estetycz­
nych sądów, osłabia wszelkie wahanie czy niezdecy­
dowanie w wyznaczaniu rzeczy brzydkich, prowadzi
do zakreślenia pięknu w przyrodzie wąskich granic.
Są wypadki, że uroki pór roku i dnia, następnie
krajobrazu oraz flory i fauny spotykają się z bar­
dziej elastycznym osadem. Można by powiedzieć, iż
piękno tych dziedzin świata przyrody, od których
uzależnienie bytu chłopa nie jest obecnie ściśle uza­
leżnione lub które nie są przedmiotem stałych trosk
czy zabiegów gospodarczych (z przyczyn nieraz zu­
pełnie obiektywnych) — wyzwalają bardziej złożone
doznania estetyczne. W odniesieniu do tej sfery pięk­
na w przyrodzie można więc mówić o pewnym, nie­
raz zasadniczym, zróżnicowaniu poglądów estetycz­
nych interesującego nas środowiska. Natomiast piękno
tych dziedzin przyrody, wobec których człowiek na
wsi czyni stałe starania gospodarcze, względnie na
których zmuszony jest skupiać stale uwagę, czerpiąc
z nich korzyści — a więc przede wszystkim piękno
38

osobników miernego czyli średniego wzrostu. Puszcza­
nie wyróżniają się wśród Polaków największym sto­
sunkowo do swego wzrostu tułowiem, najkrótszymi
nogami i długiemi rękami, odpowiadając pod tym
względem typowi ludności ciężko pracującej". A. Maciesza, op. cit., s. 54.

109

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11434" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11412">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/acef932f01d01885e727e0a7c3ea6f9a.pdf</src>
        <authentication>c84665c52c6f81e65b2b3126ac11f5bf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136240">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4662</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136241">
                <text>1971</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136242">
                <text>sztuka ludowa - regiony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136243">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4330</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136244">
                <text>Rejony sztuki ludowej w Polsce / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1971 t.25 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136245">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1971 t.25, z.1 ; s.3-20</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136246">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136247">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136248">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136249">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="136250">
                <text>II. 1. Figury zwierząt wypiekane z ciasta na Nowy Rok we wsiach warmińskich. Twórczość o stosunkowo ścisłej lo­
kalizacji terytorialnej w Polsce (Mazury, Warmia, Kurpie — Puszcza Zielona)

Jacek Olędzki
REJONY SZTUKI LUDOWEJ W POLSCE
Zagadnienie regionów terytorialnych w kulturze
ludowej (a tym samym w sztuce — pieśni, stroju, bu­
downictwie) było stałym przedmiotem zainteresowań
etnografii już od czasów narodzin tej nauki. Zagadnie­
nie to stało się też jednym z głównych czynników i n ­
spirujących Oskara Kolberga do stworzenia dzieła wy­
jątkowego, jedynego na świecie pod względem rozmia­
rów. Nie ulega też wątpliwości, że dzieło Kolberga jest
funkcją samej kultury ludowej, która na terytorium
Polski mieni się w zakresie zjawisk artystycznych nie
spotykaną gdzie indziej rozmaitością. To, co w innych
państwach europejskich rozpoznajemy jako odrębności
narodowościowe, a co znalazło potwierdzenie w struk­
turach administracyjno-politycznych tych państw (auto­
nomie republik, prowincji) oraz w kulturze, w szcze­
gólności zaś języku — odrębności obejmujące całe
zbiorowości (niezależnie od ich różnic wewnętrznych:
klasowych czy warstwowych) — u nas manifestuje się,
jak wiadomo, tylko w życiu grup ludowych, na naj­
niższych piętrach świadomości przynależenia do okreś­
lonej zbiorowości.
Fakty te nie pozostawały bez wpływu na rozwój
fascynacji sztuką ludową. Góralszczyzna (Zakopiań­
szczyzna), Huculsizczyzna, Krakowskie, a w późniejszym
czasie Wileńszczyzna i Nowogródczyzna oraz Kurpie,
Śląsk i Kaszuby, to jakby odrębne światy zaintereso­
wań, rozwijających się pośród badaczy i artystów od
Młodej Polski po ostatnie lata I I Rzeczypospolitej.
W miarę roewoju zainteresowań pogłębia się orientacja
w strukturze odrębności terytorialnych w życiu wsi.
Wspomniane wyżej zainteresowania nawiązywały
często do ogólnoeuropejskich
prądów
umysłowych
z przełomu X I X i X X w., znanych pod nazwami panslawizmu, pangermanizmu i panceltyzmu.
Po zakończeniu pierwszej wojny światowej nastąpił
dalszy rozwój tych zainteresowań. Łączył się on wó­

wczas z dążeniami społeczno-politycznymi szerokich
rzesz, dążeniami zmierzającymi do rekonstrukcji czy
utrwalenia państwowości, często dopiero w tym czasie
reaktywowanej. Zależnie też od sytuacji historycznej
i geo-politycznej danego kraju rozwijające się tzw. r u ­
chy regionalistyczne w pierwszym ćwierćwieczu X X w.
podejmowały mniej lub bardziej odrębne zadania. W nie­
których krajach zachodnioeuropejskich dochodziły do
głosu ze szczególną siłą dążenia do przywrócenia należ­
nych praw prowincjom zaniedbanym pod względem
rozwoju gospodarczego. Na tym tle rodziły się nawet
działania o charakterze wybitnie separatystycznym. Nade
wszystko jednak przewodziły owym ruchom doniosłe
przedsięwzięcia mające na celu wzmocnienie prestiżu,
podniesienie do należytej rangi historycznej i roli kul­
turotwórczej wartości rodzimych, „prowincjonalnych",
określanych tu regionalnymi.
U nas już w czasach niewoli treściom tej kultury
przypisywano uzdrawiającą rolę w procesach przetrwa­
nia narodu. Ostatecznie służyć one miały ugruntowaniu
nowo uzyskanej państwowości. Nie bez znaczenia po­
zostawał fakt wyjątkowo drastycznej formy ucisku po­
litycznego, jakiemu podlegała ojczyzna ze strony zabor­
ców. Oczywiście, dążenia zaborców zmierzające do wy­
narodowienia podbitego kraju podsycały wolę zachowa­
nia i kultywowania treści rodzimych, lokalnych — re­
gionalnych. Po blisko 150-letniej niewoli ruch regionalistyczny w Polsce odegrał w kraju niepodległym szcze­
gólną zupełnie rolę. Można tu wspomnieć o potrzebach
ciągłości tradycji, przywrócenia poczucia wysokiej god­
ności i znaczenia narodu w przeszłości, a w powszedniejszej praktyce do zacieśnienia więzi społeczno-kultu­
rowych w poszczególnych regionach kraju. Z tego czasu
datuje się działalność wybitnych jednostek: Stefanii
Sempołowskiej, Ludwika Krzywickiego
(inspiratorów
Wolnej Wszechnicy) oraz licznych uczonych i działaczy
3

�cone regionom etnograficznym pióra Anny KutrzebaPojnarowej *. Praca ta jednak, podobnie jak inne liczne
opracowania etnograficzne z najnowszych czasów (Ka­
zimiery Zawistowicz-Adamskiej, Kazimierza Moszyń­
skiego, Mieczysława Gładysza, Józefa Gajka, Józefa
Burszty oraz Romana Reinfussa) nie doczekała się naj­
mniejszej nawet wzmianki w popularnych i wysoce
ambitnych dziełach poświęconych problemom kultury,
narodu i państwa .
2

2

społecznych, zorganizowanych wokół różnego rodzaju
Towarzystw i Muzeów Regionalnych, względnie takich
instytucji specjalistycznych, jaką był „ŁAD".
Dramatyczna przeszłość najnowsza kraju, a także
powszechna świadomość szczególnie dotkliwej niespra­
wiedliwości w ocenach narodu przez zaborców, sprzy­
jały kształtowaniu się, a niekiedy pojawieniu się zja­
wiska, które można by łączyć z pojęciem ksenofobii.
Inną stroną tego zjawiska była swoiście pojmowana
rywalizacja, aktywność o cechach partykularnych. Pro­
blemom tym poświęcił wiele prac Jan St. Bystroń. Bystroń swoje wiekopomne dzieło o megalomanii naro­
dowej poprzedził skrupulatnymi studiami nad regional­
nymi ugrupowaniami w Polsce. Autor dochodzi na tej
drodze do stworzenia nie tylko niezbędnej dokumenta­
cji terenowej, ale rzeczy ważniejszej — odkrycia po­
wszechnej dosyć drażliwości społecznej, prowadzącej
często do pozytywnej indywidualizacji (różnorodności)
działań kulturotwórczych. Bystroń dostrzegał też w tym
procesie jedną z istotnych cech „generalnych" Polaków,
którą łączyć można z dużą aktywnością życiową, ale
też ze swoistym irracjonalizmem, dosadnie wyrażonym
przez powiedzenie „zastaw się, a postaw się".
Dalszym rozwinięciem refleksji
teoretyczno-historycznych Bystronia jest interesujące studium poświę­
4

*

W pierwszych latach po wojnie kolbergowskie roz­
różnienia terytorialne kultury ludowej dotyczące tylko
ziemi mazowieckiej (Mazowsze Stare, Leśne, Polne)
wzbogacone zostały o dodatkowe wyodrębnienie regio­
nów: kołbielskiego, sannickiego, gostyńskiego, sierpeckiego, płockiego, rawskiego i in. Z czasów wcześniej­
szych przetrwało pojęcie Kurpi, odnoszące się do lud­
ności zamieszkującej Kurpiowską Puszczę Zieloną i Bia­
łą oraz Księżaków, zamieszkujących Ziemię Łowicką.
Warto też zwrócić uwagę, że owe określenia najśwież­
szej daty (region kołbielski, sannicki itd.) pojawiły się
nie tyle w wyniku wielostronnych rozpoznań różnych
dziedzin kultury ludowej przez fachowców etnografów,
ile dzięki rejestracji przez reprezentantów instytucji
opiekuńczych, często całkiem zewnętrznych, w każdym
zaś razie najbardziej uderzających odrębnością w za­
kresie sztuki (strój, tkanina, wycinanka, pisanki).
Świadomość złożoności zagadnienia regionu stanowi
dla wielu badaczy swoistą barierę, powstrzymującą
przed próbą chociażby naszkicowania cech wyróżniają­
cych poszczególne regiony na określonym etapie prze­
mian historycznych. Region jest, jak wiadomo, kategorią
stosunków historycznych, zmieniających się w czasie.
Jego granice, pod względem zmienności, przypominają
zjawisko pulsacji, rozszerzania się i kurczenia. Niejed­
nakowy też jest rytm tej pulsacji w poszczególnych
przejawach życia grupy związanej z danym regionem.
Wobec poważnych ciągle niedostatków w zakresie
prowadzonych badań nad monograficznymi opracowa­
niami sztuki poszczególnych grup ludowych w kraju,
próby zarysowania odrębności terytorialnej, chociażby
tylko w plastyce, skazane są na nie wytrzymujące kry­
tyki symplifikacje.
Przedstawione wyżej stanowisko wynika z doświad­
czeń badawczych etnologa. Stanowiska tego nie musi
podzielać z etnologiem historyk sztuki. Z tytułu swoich
uprawnień specjalistycznych, znajomości rozległej pro­
blematyki sztuki, może on z łatwością uzyskać niezbęd­
ny dystans do spraw związanych z twórczością artystów
ludowych. Taki też dystans pozwolił Józefowi Grabow­
skiemu podjąć pierwszą w naszej literaturze próbę opi­
sania regionów sztuki ludowej w Polsce . Nie lada też
trudności zarysowały się przed tą pierwszą próbą.
Grabowski korzysta z różnych kryteriów, służących
wyodrębnieniu poszczególnych regionów. Jednym z naj­
bardziej podstawowych i zdaje się uzasadnionych jest
dla niego kryterium ilości — intensywność występowa­
nia jakiegoś rodzaju twórczości w danej okolicy. Po­
sługiwanie się tym kryterium wymaga jednakże do­
głębnego i niezwykle szczegółowego rozpoznania sytua­
cji historycznej każdego z osobna obszaru (potencjal­
nego regionu). Oczywiście pewne zjawiska udaje się
ustalić bez większego trudu. Takim zjawiskiem jest
zdecydowanie nierównomierne występowanie na obsza­
rze Polski zabytkowej rzeźby religijnej, mniej lub bar­
dziej intensywny rozwój w X I X w. świątkarstwa w po­
szczególnych rejonach kraju. W tej dziedzinie — naj­
donioślejszej dla ludowej twórczości artystycznej — nie
bez znaczenia jest ustalenie przyczyn owej nierównomierności, odnalezienie klucza do jej rozszyfrowania.
3

�II. 2. „Plon" dożynkowy z Wielkopolski. Muzeum Regionalne we Włocławku. Swoista twórczość ludności rolni­
czej nieznana w wielu częściach Polski, a niezwykle popularna w Jugosławii, Włoszech, Grecji oraz innych kra­
jach Europy (por. Zofia Szyfelbejn-Sokolewicz, Plon, obrzęd i widowisko, Wrocław-Warszawa 1967). I I . 3. Ma­
lunki zwierząt. Współczesna, spontaniczna twórczość ludowa nie znajdująca powiązania z tradycyjną sztuką
regionalną. Okolice Brzeska

3

•

5

�4

Grabowski odwołuje się do znanych czynników; roli
środowiska geograficznego, a także warunków społecz­
nych i ogólnego rozwoju kulturowego danego obszaru.
„Nawet Góry Świętokrzyskie, p e ł n e l a s ó w , z odręb­
nym niż w siąsiednich regionach, przypominającym tro­
chę podhalańskie, budownictwem drewnianym, zaliczają
się do tego figuralnego bezludzia. Sytuacja polepsza się
nieco w województwie łódzkim, ale o regionie rzeź­
biarskim można mówić dopiero w Poznańskiem. Tutaj
sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej. Niewątpliwie
jest to jeden z najstarszych, a ponadto jeden z najlepiej
poznanych historycznie regionów w zakresie rzeźby l u ­
dowej. Tylko z ludowością nie jest najlepiej". Dalej
kontynuuje Grabowski: „Niejednokrotnie wśród warun­
ków geograficznie podobnych jedne są bogate w rzeźby,
drugie ubogie, np. Podhale i Góry Świętokrzyskie, L u ­
belskie i Kielecczyzna. Trudno tu więc mówić o jakiejś
zależności" . Istotnie, na tej płaszczyźnie trudno odna­
leźć zależność. Jeśli się jeszcze weźmie pod uwagę przy­
padki występowania religijnej rzeźby drewnianej na
terenach bezleśnych, wówczas poszukiwanie owych za­
leżności między twórczością a środowiskiem naturalnym
okazuje się zabiegiem daremnym. Grabowski rozpatruje
również — jak było powiedziane — inne czynniki mo­
gące warunkować rozprzestrzenianie się świątkarstwa.
Ale w ujęciu autora także i owe inne czynniki okazują
się niewiele wyjaśniające: „Również spojrzenie na stan
i stopień rozwoju polskiej kultury ludowej w X I X wie­
ku niewiele wyjaśnia. Religia bowiem, a więc także zwią­
zana z nią obyczajowość, m. in. świątkarstwo, odgrywała
doniosłą rolę na wszystkich terenach. Niemniej jednak
te połacie kraju czy okolice, gdzie pątnictwo podsycało
praktyki kultowe ludu, na ogół zaliczają się do wymie­
nionych uprzednio regionów rzeźbiarskich. Mają swoje
słynne miejsca odpustowe Śląsk i Krakowskie, również
Skępe na tyle wyraźnie rolę odegrało w rejonie Ma­
zowsza i Kujaw, by o nim specjalnie mówić. Świętą
Lipkę w Olsztyńskiem nazwać można Częstochową Pół­
nocy, natomiast sama Częstochowa nie posiada własnego,
4

6

mocnego zaplecza rzeźbiarskiego, jeśliby tylko przykła­
dowo wymienić miejsca odpustowe. Mimo jednak tego
wyjątku przyjąć można, że istnieje związek między zna­
nymi centrami pątniczymi a rzeźbą figuralną" .
Można oczywiście powiedzieć, że Święta Lipka
w Olsztyńskiem jest Częstochową Północy, tudzież,
zgodnie z terminologią „miejsca odpustowe", sprowadzać
do tej samej kategorii Klasztor Jasnogórski OO. Pauli­
nów i Skępe. Wydaje się jednak, że występuje tu za­
sadnicza różnica między ośrodkiem wielowiekowej, zor­
ganizowanej i potężnej działalności religijnej, a prowin­
cjonalnym ośrodkiem (jednym z bardzo licznych) —
silnie zintegrowanych z religijnością na poziomie wie­
rzeń lokalnych. W przypadku „ośrodka odpustowego" —
Częstochowy — możliwym było rozwinięcie przez Zgro­
madzenie Paulinów ogólnonarodowego kultu maryjnego,
usymbolizowanego w wizerunku Królowej Korony Pol­
skiej, który przeniknął do sztuki ludowej w postaci
masowo wyrabianych przez ten ośrodek dewocjonaliów
i tzw. malarstwa częstochowskiego. Natomiast w przy­
padku prowincjonalnego Skępego szeroko rozumiany
kult maryjny mógł się jedynie wyrazić w ludowych f i ­
gurach Matki Boskiej Skępskiej, w twórczości dostoso­
wanej do nikłych zupełnie możliwości głoszenia w Skępem prawd wiary. Uznając te same przyczyny określa­
jące możliwość głoszenia prawd wiary w danym ośrod­
ku, można mówić o niewystępowaniu świątkarstwa
w rejonie pełnym lasów — Gór Świętokrzyskich. Wy­
daje się, że w rejonie Łysej Góry prastare opactwo
Święty Krzyż spełniło podobną, jeśli nie poważniejszą
rolę, jak Jasna Góra z Ziemi Częstochowskiej. Zapewne
oddziaływanie tych ośrodków nie wyraziło się w zasad­
niczej przebudowie mentalności religijnej okolicznej lud­
ności chłopskiej (w tym stopniu, aby treści świątkarstwa
były tej ludności obce). Z całą jednak pewnością można
przyjąć, że w rejonach tych, silniej niż z dala od po­
dobnie aktywnych instytucji klasztornych, funkcjono­
wały bojaźnie przed prostym i najszerszym wyrażeniem
żywionych uczuć religijnych. A nie da się zaprzeczyć,
5

�II. 4. Figurki z gliny znane w większości krajów euro­
pejskich, nieznane zaś prawie zupełnie w rejonach Polski
o słabych tradycjach rzemieślniczych. Wyk. w 1957 r.
Emilia Chmiel z Medyni Głogowskiej. Państw. Muz.
Etnograficzne w Warszawie. I I , 5. Chorągiew cechu rzeźników krakowskich z 1918 r. I I . 6. Szyld cechu rzeżników
krakowskich wraz z wotami (czeladników) z 1815 r.

u jej podstawy tkwi j a k a ś w r o d z o n a u l u d n o ś ­
ci p e w n y c h
terenów
predyspozycja
do
tworzenia sztuki
obrazującej" .
Rozwinięciem tego poglądu jest u Grabowskiego
sugestia o pokrywaniu się regionów rzeźbiarskich w Pol­
sce z nielicznymi ośrodkami kaflarstwa ludowego —
sztuki „wybitnie obrazującej". Nie kwestionując tego
określenia wypada wskazać, że w wycinankarstwie
można wyodrębnić takie właśnie regiony sztuki „nieobrazującej" i „obrazującej". W pierwszym przypadku
wchodziłaby w grę wycinanka Kurpiowszczyzny i Opo­
czyńskiego, w drugim wycinanka łowicka. Wycinanka
łowicka z bogatą i rozwiniętą tematyką życia wsi może
też uchodzić za przejaw najbardziej żywo manifestują­
cej się „predyspozycji obrazującej". Czy można jednak
mówić, że jest to predyspozycja wrodzona? A następnie,
6

6

że świątkarstwo było świadectwem takich właśnie „nie­
kontrolowanych" stanów religijności. Z jednej strony
dziedzina ta znajdowała w religii podstawę swego ist­
nienia, ale z drugiej — ta sama religia była czynnikiem
uśmierzającym działania artystyczne o treściach religij­
nych. Trzeba bowiem pamiętać, że nigdzie, nawet
w owych ośrodkach prowincjonalnych, we wsiach gó­
ralskich i kurpiowskich, z dala od wielkich centrów
zorganizowanej pracy duszpasterskiej, nie było popierane
przez Kościół owo ludowe rzeźbienie — postaci świętych
i boskich. W X I X w. nie należały też do wyjątku kon­
flikty między twórcą figur — rzeźbiarzem ludowym,
a lokalnymi władzami kościelnymi — proboszczem lub
wikarym jakiejś parafii wiejskiej. I jeśli w kręgu kon­
fliktów spersonalizowanych mogły one nawet sprzyjać
aktywności twórczej rzeźbiarzy, o tyle już na arenie
bezpośredniego oddziaływania potężnych instytucji koś­
cielnych, w bliskim sąsiedztwie zastępów misjonarzy,
inaczej zupełnie musiał brzmieć głos wiejskiego kazno­
dziei, bardziej truchlały w tych miejscach sumienia
wiernych. Można by zaryzykować twierdzenie, że świąt­
karstwo tylko tam rozwijało się bujnie, gdzie zaistniały
warunki dla szczególnego rodzaju religijności — dosta­
tecznie żarliwej, ale też nie nazbyt silnie podlegającej
restrykcjom wzorów oficjalnej wiary.
Grabowski, w próbie regionalizacji zjawisk artys­
tycznych nie wdając się w szczegółową analizę kolejno
wywoływanych czynników, zmuszony jest do rezygnacji
z oznaczenia materialnych przesłanek spostrzeganych
prawidłowości. Jest zaś pewną prawidłowością, że w
miejscach bujniejszego rozwoju rzeźbiarstwa występo­
wały również inne przejawy ludowej sztuki religijnej.
„Gdy zsumujemy rezultaty dokonanych porównań (mię­
dzy rzeźbą, malarstwem i drzeworytem — J. O.) mając
w pamięci oczywiście to, że obrazy były obiektem nieraz
daleko wędrującym, rzeźby zaś raczej glebae adscriptae,
największą korelację znajdziemy między rozmieszcze­
niem obrazów na szkle, a regionami świątkarskimi. Są­
dzę, że nie jest to tylko przypadkowa zbieżność i że

�II. 7. Matka Boska Skępska, drewno, wys. 28 cm. Państw. Muz. Etnograficzne w Warszawie. I I . 8. Matka Boska
Skępska, drewno, wys. 43 cm. Muz. Regionalne we Włocławku

że taką „predyspozycją wrodzoną" legitymują się nie­
które tylko grupy ludowe w Polsce? Otóż chyba nie.
Albowiem trudno jest przyjąć, żeby w obrębie jednego
zespołu ludności wiejskiej Mazowsza występowały ja­
kieś zasadnicze różnice, wyrażające się w wewnętrznych
cechach jednostek, reprezentujących ugrupowanie np.:
Księżaków (o predyspozycjach) i Kurpiów (nie mają­
cych tych predyspozycji). Istotnie, w wycinance Kur­
piowszczyzny nie pojawiły się tak bogato jak w Ło­
wickiem tematy figuralne, wiadomo jednak, że na te­
renie Kurpiowszczyzny rozwinęła się sztuka „obrazują­
ca" w niezwykle bogatej i różnorodnej twórczości rzeź­
biarskiej, a także w pisankarstwie. Warto też dodać,
że korelacja dodatnia — jakiej poszukKJe Grabowski —
występuje mimo wszystko pomiędzy wycinanką „nie
obrazującą", a rzeźbą „obrazującą". Korelacja ta wy­
raża się w podobieństwie pełnionych funkcji przez te
dziedziny sztuki w życiu wsi. Były to funkcje religijnomagiczne. Wycinanka podobnie jak rzeźba rozwijała się
pod silnym oddziaływaniem potrzeb ideowych. O tym
jednak, że wycinanka Kurpiowszczyzny czy innej grupy
nie stała się tak jak w Łowickiem „obrazowa", zdecydo­
wały zasadniczo inne czynniki aniżeli brak „wrodzonych
predyspozycji". Taka tendencja do psychologizowania
pojawia się w pracach Grabowskiego każdorazowo
w momencie niedopełnienia analizy rozpatrywanych
zjawisk. Śledzić ją można jednak również przy próbie
interpretacji pojedynczych faktów, które przy ogólnym
założeniu, że podlegają ukrytym (aby nie powiedzieć
tajemniczym) procesom regionalizacyjnym, jawią się
autorowi jako znaczące. W tym też przypadku Grabow­
ski korzysta ze szczególną mocą z kolejnego kryterium
wyodrębniającego, jakim jest forma, wyraz formalny,
8

styl. Autor potrafi z dużą wnikliwością odczytywać po­
przez cechy formalne „głębię wewnętrzną", „siebie sa­
mych" przedstawicieli środowiska ludowego'. Przykła­
dami mogą być rzeźby Chrystusa Upadającego pod
Krzyżem, które służą określeniu cech regionalnych właś­
ciwych ludności ziemi krakowskiej i kurpiowskiej. We­
dług Grabowskiego rzeźby te zawierają „cechy typowe"
dla świątkarstwa wymienionych wyżej regionów . War­
to powiedzieć, że mimo usilnego starania nie udało się
na terenie Kurpiowszczyzny odnaleźć więcej niż jeden
tylko egzemplarz figury Chrystusa Upadającego. I dla­
tego też można przyjąć, że na tle znacznie większej l i ­
czebności innych tematów w rzeźbie występującej na
tym terenie, Chrystus Upadający nie jest dziełem re­
prezentatywnym. Jednakże w próbie regionalizacji fak­
tów artystycznych przez Grabowskiego uzyskujemy na­
stępujące opisanie tych figur. „Jedno z najbardziej ty­
powych ujęć tematu, znamiennych dla regionu krakow­
skiego. Charakterystyczne są w tym schemacie długie,
równoległe fałdy szaty, sposób ułożenia rąk i nóg, ze
zwróconymi ku widzowi stopami, oraz ekspresja fascy­
nującej zazwyczaj twarzy" . Natomiast o figurze kur­
piowskiej Grabowski pisze tak: „Schemat miękkiej, fa­
lującej linii trzonu figury Upadającego pod krzyżem —
różni wyraźnie kurpiowską wersję tego tematu od kra­
kowskiej" . Obok tej charakterystyki mówi autor
z powodu innej figury kurpiowskiej o jej „spokoju"
i „łagodnym nastroju całości kompozycji". W świetle
tak dokumentowanych faktów zrodzić się może prze­
świadczenie, że nie tylko „wrodzone predyspozycje" de­
cydują o różnicach między wyrazem dzieł sztuki po­
szczególnych regionów, ale że zgodnie z założeniem
o wyrażaniu „siebie samych", „patrzenia w głąb siebie",
8

9

10

�9

�na nie tylko dlatego, aby ustrzec się przed pomówie­
niem o skrzywienie zawodowe — etnograficzne — w
prowadzonym dalej opisie możliwych już do przedsta­
wienia spostrzeżeń. Celowo używamy tego właśnie ter­
minu (spostrzeżenia), albowiem nadal nie można mówić
0 ostatecznych wnioskach, kiedy rozpoznanie bogactwa
1 rozmaitości regionalnych odrębności sztuki ludowej
w Polsce dopiero się toczy.
Oczywiste jest też, że w przedmiocie naszych roz­
ważań nie chcielibyśmy pominąć licznych czynników
endogenicznych związanych z osobowością określonych
twórców-artystów. Nadal jednak — co należy podkreś­
lić z całym naciskiem — nie zostały wykształcone ani
odpowiednie podstawy metodologiczne, ani dostatecznie
sprawne w użyciu techniki pomiaru, pozwalające na
bezbłędne określenie cech jednostki, a cóż dopiero cech
powtarzających się w całej zbiorowości. Stąd też za­
chodzi konieczność skupienia uwagi przede wszystkim
wokół czynników egzogenicznych — wynikających z bio­
grafii jednostek danej zbiorowości, warunków jej egzy­
stencji na płaszczyźnie szeroko rozumianych faktów eko­
nomicznych, społecznych. W miarę możliwości, starać
się też będziemy wniknąć w układ zależności występu­
jących w całokształcie zjawisk kulturowych właściwych
dla danej grupy.
Przyjmując, że genezy sztuki ludowej należy poszu­
kiwać w późnym stosunkowo okresie dziejów, istotne
jest związanie tego procesu z: 1) historią najnowszą,
2) bagażem kulturowym, 3) stosunkiem do tradycji oraz
4) dynamiką rozwojową poszczególnych ugrupowań lud­
ności chłopskiej na terenie k r a j u . Od razu też zwróć­
my uwagę, że okres od X V I do X V I I w. jest czasem
zarówno kształtowania się tego odrębnego nurtu roz­
wojowego sztuki, jak też krzepnięcia, a w pewnych
przypadkach nawet związywania się nowych ugrupowań
ludności chłopskiej, które w X V I I I , przede wszystkim
zaś w drugiej połowie X I X w., rozpoznajemy w postaci
zwartych zbiorowości o silnym poczuciu terytorialnych
więzi społecznych (regionalnych). Do ugrupowań tych
należałoby — jak sądzę — zaliczyć Lasowiaków, Górali
Podhalańskich i Śląskich, Księżaków, Kurpiów, Mazu­
rów, Warmiaków i najprawdopodobniej również Kaszu­
bów. Historia tych grup wskazuje na wyraźny splot
procesów kształtowania się odrębnego nurtu sztuki ł za­
razem odrębności społeczności ludowych. Taki splot nie
mógł pozostać bez wpływu na wyodrębnienie się szcze­
gólnie dynamicznych i najbardziej zindywidualizowa­
nych układów „sztuki regionalnej". Sztuka — jako wy­
kładnik światopoglądu — musiała spełniać doniosłą rolę
konsolidującą, a także ugruntowującą społeczną pozy­
cję — ów swoisty status regionalny — określonej grupy.
Taki też sens historii i samej sztuki przedstawiają naj­
bardziej zregionalizowane grupy ludowe w Polsce —
Lasowiacy, Górale, Księżacy, Kurpie .
Z drugiej znów strony istniały szerokie kręgi lud­
ności chłopskiej, których dzieje kształtowały się znacz­
nie wcześniej aniżeli w X V I I czy X V I w. Mamy na
myśli układy zasiedziałości ustalonej bodaj już we wcze­
snym średniowieczu — w obrębie głównych prowincji:
Wielkopolski i Małopolski (Ziemia Krakowska, Kielec­
ka, Lubelska).
W odróżnieniu od ludności owych późnych, ale za­
razem zwartych ugrupowań, mieszkańcy wymienionych
wyżej dwu głównych dzielnic — mimo wszelkich róż­
nic — nie uzyskali nigdy pozycji swoiście wyizolowanej,
„separatystycznej". W stosunkowo jednorodnym organiz­
mie kulturowym ludności chłopskiej tkwiły w tych stro­
nach naszego kraju najpotężniejsze i najstarsze enkla­
wy kultury szlacheckiej — dworskiej, plebejskiej, i miej­
skiej.
ll

I I . 10. Ukrzyżowany, cement, wys. 44 cm. Okolice Prze­
myśla. Państw. Muz. Etnograficzne w Warszawie

istnieją u poszczególnych grup ludowych zasadniczo in­
ne cecny psychiczne.
Przedstawione wyżej uwagi tylko w części ujmują
rozległy materiał i prezentowaną przez Grabowskiego
metodę interpretacji dzieł w czterech monumentalnych
opracowaniach plastyki ludowej. Opracowania te bliskie
są koncepcjom zawartym w dziele Kolberga. Współczes­
ne próby poznania życia wsi jakby nie interesowały
autora. Próby te zaś wyrażają się przede wszystkim
w szczegółowej analizie kultury poszczególnych ugrupo­
wań ludowych, w dążeniu do uzyskania efektów nau­
kowych w postaci tzw. monografii terytorialnych. Wy­
daje się, że dopóki nie powstanie w miarę wyczerpujący
zestaw opracowań monograficznych, przedwczesne jest
budowanie sądów ogólnych na temat cech regionalnych
plastyki ludowej oraz podłoża i przyczyn istniejących
różnic terytorialnych. W innym przypadku cechy for­
malne przypadkowo wybranej figury służyć będą suge­
stiom o występowaniu w jednym regionie predyspozycji
obrazujących, pełnych fascynującej ekspresji, a gdzie
indziej — spokojniejszych — bez takich walorów.
Nie kwestionujemy bynajmniej różnic w wyrazie
emocjonalnym dzieł sztuki ludowej pochodzących z róż­
nych rejonów kraju. Byłoby to pozbawianie dzieł ich
istoty, ich zdolności apelowania do pełnej sfery wraż­
liwości zmysłowej, przede wszystkim zaś uczuciowej oraz
intelektualnej. Są to prawdy oczywiste — wskazujemy
10

1!

�Przeprowadzając jednak takie generalne rozróżnie­
nie należy wziąć pod uwagę inne, nie mniej ważne oko­
liczności, towarzyszące procesom regiionalizacyjnytm w
naszym kraju. Wchodziłby tu w grę problem bagażu
kulturowego, stosunku do tradycji. W zespołach młod­
szych, które wymienione zostały w pierwszej kolejności,
zaistniał ważny moment zerwania bezpośrednich więzi
z określoną spuścizną kulturową, z chwilą wejścia w
nowe układy zależności swoiste dla obszarów kolonizo­
wanych. Oczywiście nie tam, gdzie osadnicy kolonizując
nowy obszar zatracali kontakt z tradycją. Zawsze je­
dnak tego formatu historyczne zdarzenia wpływają na
przemianę relacji zachodzących między zbiorowością
a tradycją i tradycją a zbiorowością. Celowo wskazuje­
my na te dwa kierunki zależności. Wydaje się, że
w omawianej sytuacji kierunek pierwszej zależności
może utrzymywać się, a nawet rozwijać (zasada wzmo­
żonego sentymentu), natomiast kierunek drugi, jeśli nie
wygasa, to przyjnamniej zmienia się jego zniewalający
czy też determinujący charakter. Faktem jest, że w ba­
gażu kulturowym grup takich jak Kurpie, Księżacy czy
Lasowiacy nie ma wielu najbardziej jawnych archaiz­
mów, które znamy z terenu „zasiedziałych" ugrupowań
ludności wielkopolskiej i małopolskiej.
Spostrzeżenia te dotyczą głównie treści ludowych
obrzędów dorocznych, przypadających na porę przesile­
nia zimowego nocy i wiosennego dnia. W obrębie Ma­
zowsza, gdzie lokują się przynajmniej 3 zwarte grupy
ludowe o późnym rodowodzie, zwyczaje takie jak ma­
rzanna, maik i gaik, a także przebierańcy z osławionym
turoniem nie są znane lub były znane, lecz w postaci
nierozwiniętej .
łł

Siedząc jednak stosunek do tradycji istotniejsze
wydaje się wskazanie na bardziej zasadnicze różnice, za­

chodzące nie tyle na płaszczyźnie owych wybitnie ludo­
wych treści (które mimo swej archaiczności zawiązywały
się nie raz w bardzo późnych okresach), ile oficjalnych,
łączących się z ogólnonarodową strukturą ideologiczną,
jaką od wczesnego średniowiecza stanowi dla całego kra­
ju chrześcijaństwo. I w tym miejscu należy wskazać na
rudy mentalne różnice; cała południowa część Polski, naŁtępnie obszary Wielkopolski tudzież tereny nadwiślań­
skie (nie tylko w części południowej, ale również w pół­
nocnej) stanowią strefę najbardziej rozwiniętych i — moż­
na by rzec — zasiedziałych ośrodków działalności dusz­
pasterskiej, zorganizowanych i systematycznych jej wpły­
wów. Są to obszary, na których rozwijała się w sposób
najbogatszy i różnorodny kultura miejska średniowiecza
z jej najbardziej fascynującymi przejawami w architek­
turze oraz w rzeźbie i malarstwie religijnym. Są to ob­
szary, gdzie — jak wiadomo — splatały się wszystkie
kierunki zachodnioeuropejskich wpływów historycznych,
gdzie wielkopolskie Strzelno z kompleksem romańskiej
architektury i rzeźby oraz malarstwo z tejże epoki w
Czerwińsku lub w Czchowie współdziałały z najbardziej
zdumiewającymi, bo najdalej wysuniętymi na wschód,
przejawami cywilizacji gotyku, renesansu i baroku --•
obejmującej tyleż najmniejsze ośrodki osadnictwa (z cza­
sem stające się z miast wsiami), ile ośrodki największe.
W tym samym otoczeniu krajowym utrzymywały się
do X V I I I w., a nieraz i dłużej, terytoria przypominające
nie tylko krajobrazem, ale również ogólnym nasyceniem
w dobra kulturalne stosunki sprzed epoki chrześcijań­
skiej. Wystarczy powiedzieć, że już za rogatkami Warsza­
wy od Kampinosu poprzez Czerwony Bór, Kurpiowską
Puszczę Zieloną, okolice Grajewa i Goniądza, aż po Au­
gustów jeszcze w połowie X I X w. występowały rozległe
tereny, które, wprawdzie osiedlone, nie miały stałej sie­
ci parafii wiejskich .
I4

II. 11. Chrystus Frasobliwy anonimowego rzeźbiarza. I I . 12. Chrystus Frasobliwy z grupy figur uznawanych w okoli­
cach Jednorożca (Kurpiowszczyzna) za dzieło anonimowego rzeźbiarza wędrownego. Cechy tej rzeźby wskazują, że
twórca w poszukiwaniu zamówień wędrował aż na Litwę

11

�szej próby. Wspomnieć też trzeba, że grupy ludowe tej
drugiej strefy w momencie kształtowania się ich swoi­
stych więzi społecznych, poczucia przynależności do
określonej zbiorowości, znajdowały zasadniczo odmienne,
aniżeli grupy ze strefy pierwszej, szanse uczestnictwa w
ogólnych procesach rozwojowych. Zagadnienie to nie jest
ostatecznie rozpoznane. Można jednak wskazać w tym
procesie na niejednakową rolę działalności miejskich
ośrodków wytwórczości, rzemiosła, w tym szczególnie
rzemiosła wiejskiego. Otóż zwraca uwagę, że rejony Ma­
łopolski i Śląska, a także w dużym stopniu Wielkopol­
ski miały od średniowiecza utrwalone tradycje rzemieśl­
nicze, a wytwórczość wysokiego standardu docierała rów­
nież na wieś. Natomiast w rejonach późno osiedlonych
zdarza się obserwować właściwą dla podobnych sytuacji
łatwość adaptowania nowych wzorów, przy słabych jed­
nocześnie możliwościach zaspokojenia tych potrzeb ze
strony rzemiosła. Wydaje się, że sytuację tę charaktery­
zuje dobrze poziom kowalstwa artystycznego z jednej
strony na terenie Małopolski i Śląska, a także w wielu
okolicach Wielkopolski, a z drugiej na Mazowszu i częś­
ciowo Podlasiu. Jeśli w pierwszym przypadku nie do
rzadkości należą w X I X w. misterne rozwiązania zdob­
nicze (wykonane technikami takimi np. jak stempelkowa) powstałe w ośrodkach miejskich o utrwalonych tra­
dycjach rzemieślniczych i rozwiniętej konkurencji mię­
dzy poszczególnymi warsztatami, to w drugim przypad­
ku owo pracochłonne zdobnictwo nie jest prawie znane.
Natomiast rozwinęło się powszechnie, i to w ośrodkach
zdecydowanie wiejskich, zdobienie wyrobów kowalskich
prostymi technikami metaloplastycznymi, prowadzące do
swoistej stylistyki rozwiązań plastycznych .
Stwierdzając, że w danym rejonie nie rozwinęła się
jakaś dziedzina ludowej twórczości plastycznej (np. ma­
larstwo na szkle) lub wystąpiła w stopniu stosunkowo
znikomym (w przypadku malarstwa ograniczając się do
pisankarstwa z jednej strony i z drugiej — do malatur
skrzyni wiannej), to znów rozwinęła się nad podziw buj­
nie (jak np. wycinankarstwo), znajdujemy każdorazowo
powiązanie tych faktów ze stanem rzemiosła w tymże
rejonie. Brak rozwiniętej i silnej tradycji usług rze­
mieślniczych dla szerokiego kręgu odbiorców, to zara­
zem natężenie twórczości tak „samorodnej" i spontanicz­
nej jak wycinankarstwo. Natomiast, im bardziej inten­
sywny czy też głębiej sięgający w przeszłość był stan
rzemiosła, tym słabsze nieraz — efekty owej twórczości
„samorodnej', a pełniejsze i bardziej wielostronne po­
wiązania z określonym ośrodkiem twórczości specjali­
stycznej (rzemieślniczej).
Jeśli rozważać wymienione wyżej uzależnienia, jakim
podlegała kultura środowiska ludowego (przede wszyst­
kim ludności chłopskiej) od strony szeroko pojmowanej
tradycji kulturowej, wówczas próba budowania jakiegoś
idealnego wzoru ludowości w sztuce wydaje się niepo­
rozumieniem. Ale bywa, że dzieła z tą sztuką łączone,
dzielone są podobnie jak gatunki i odmiany roślin lub
owadów. Oto rejestr określeń związanych z takim ujmo­
waniem sprawy: „Pełny styl ludowy", „niepełny", „zde­
cydowany", „niezdecydowany", „zgodny z charakterem
kultury ludu", „niezgodny...", „czysty", „nieczysty", „mie­
szanego charakteru", „najbardziej ludowego charakteru",
„nienajbardziej...", „ściśle polski", „nieściśle polski",
„o przewadze stylu ludowego", „prosty styl ludowy", „nie
prosty...", „realistyczna odmiana stylu ludowego", „właś­
ciwy styl ludowy", „nie właściwy...", „najczystszy styl
i charakter ludowy", „rozwinięty...", „nierozwinięty..."
oraz „styl lapidarnego prymitywu" i „bezpośredniego",
„mieszanego charakteru" i „zdecydowanego" .
Zgodnie z takim rozróżnieniem dzieł można oczywiś­
cie wyznaczyć kręgi występowania jakości mniej lub
1S

II. 13. Krucyfiks

(druga strona obiektu przedstawiona
na stronie tytułowej)

Przy próbie poszukiwania odrębności czy też swois­
tości wyrazowych w plastyce ludowej poszczególnych re­
jonów kraju fakty te mają znaczenie decydujące. Albo­
wiem, jeśli kultura ludowa na obszarach strefy pierwszej
mogła rozwijać się pod intensywnym ciśnieniem wzorów
artystycznych sztuki nurtu oficjalnego, to w strefie dru­
giej pozostawała jakby zdana na rozwój samoistny,
w najlepszym razie na oddziaływanie późnych wzorów,
przede wszystkim klasycystycznych, nie zawsze najwyż­
12

16

�II. 14. Chrystus Frasobliwy z 2. pol. X I X w., drewno, wys. 29 cm. Dąbrówka, pow. Ostrołęka. Najczęściej przyj­
muje się, że na terenie Kurpiowszczyzny Chrystus Frasobliwy rzeźbiony był wyłącznie w sukni. Zdarzają się jed­
nak na tym terenie figury przyobleczone tylko w periozonium

13

�II. 15. Wybitnie „regionalny styl" kompozycji krzyża z końca X I X w. Tatary, pow. Ostrołęka. I I . 16. Krzyż kuty
z północnego Podlasia, X I X w.

bardziej zbliżonych do owego idealnego wzorca ludo­
wości. Nie trudno jest jednak wykazać, że to, co wydaje
się nam „ściśle polskie" lub „właściwym stylem ludo­
wym", znane było gdzie indziej już wśredniiowdeczu, peł­
niąc funkcje artystyczne w stosunku do różnych środo­
wisk i warstw społecznych.
Spójrzmy jeszcze na inną stronę uzależnień, jakim pod­
legały poszczególne odłamy ludności chłopskiej na te­
renie kraju. Wiadomo, że do czasu uwłaszczenia w
X I X w. znajdowała się ona w trzech odrębnych ukła­
dach własności ziemskiej: królewskiej, kościelnej (bisku­
piej, klasztornej i in.) oraz szlacheckiej, w tym magna­
ckiej. System powinności pańszczyźnianych w najsurow­
szej postaci występował zasadniczo tylko w dobrach szla­
checkich, natomiast w Królewszczyznach obowiązywały
powinności czynszowe. Jeśli dodamy, że w dobrach koś­
cielnych najkonsekwentniej funkcjonował system oficjal­
nej ideologii religijnej, wówczas uznać należy Królewszczyznę za obszary „tolerancyjne", zarazem korzystające
z nieznanych gdzie indziej swobód społeczno-ekonomicznych.
W literaturze przedmiotu występuje też powszechne
mniemanie, że owe swobody, a nawet w pewnej mierze
przywileje, z jakich korzystała ludność osiedlona w do­
14

brach królewskich, odegrały niezwykle korzystną rolę
w rozwoju kulturowym danej grupy. Wskazuje się też
najczęściej na grupę Kurpiów, którzy w czasach potopu
szwedzkiego zasłynęli jako najśmielsi i najodważniejsi
obrońcy kraju, a do dziś słyną ze wspaniałej, odrębnej
kultury.
Wieloletnie studia nad życiem wsi kurpiowskiej po­
twierdzają to mniemanie, ale zarazem dokładne bada­
nia wykazały, że przywileje, z jakich korzystała ludność
dóbr królewskich, uzyskiwały swój najwyższy walor kul­
turotwórczy w sytuacjach silnych napięć społecznych,
jakie rodziły się w Polsce stanowej, w przypadkach bez­
pośredniej konfrontacji postaw „ludzi królewskich"
i szlachty zagonowej czy szaraczkowej. Mogło to mieć
miejsce przede wszystkim w warunkach stałego sąsiedz­
twa, tak chociażby jak na Mazowszu między Kurpiami
a mieszkańcami Ziemi Przasnyskiej, Łomżyńskiej i Ró­
żańskiej — szlachtą zaściankową. Drobna szlachta pol­
ska — jeden z tak ważnych składników naszej swoistości
kulturowej — wprawdzie nie stała się nigdy „nosicie­
lem" wartości, które łączymy z pojęciem kultury czy
sztuki ludowej, niemniej przez swoją obecność — po­
zycję społeczną, dumną i hardą postawę opiniotwórczą —
odegrała niezwykle istotną rolę w budzeniu ambicji

�twórczych wśród sąsiadującej z nią ludności nie legity­
mującej się rodowodem szlacheckim .
Wszystko co powiedzieliśmy nakazuje z wielką re­
zerwą odnosić się do potocznie funkcjonujących prób
regionalizacji sztuki ludowej w kraju. Zagadnienie to po­
zostaje otwarte. Sądzimy jednak, że nie ma żadnych pod­
staw do swoistego sceptycyzmu w próbach oznaczenia
pewnych ogólnych prawidłowości oraz poszukiwania ko­
relacji odmiennych nieraz zasadniczo zjawisk artystycz­
nych. Wydaje się też, że rozwój badań regionalistycznych, pojawienie się pełnych opracowań monograficz­
nych twórczości artystycznej poszczególnych grup ludo­
wych w kraju pozwoli na wnikliwsze i ostatecznie teore­
tyczne ujęcie owych prawidłowości, które zachodzą mię­
dzy dziełami a życiem — tak jednostki, jak i zbioro­
wości.
Jak już było mówione, nie mamy wypracowanej do­
tychczas w miarę wyczerpującej metody badania odręb­
ności terytorialnych w sztuce. Tym samym trudno jest
niezmiernie kusić się o teoretyczne ujęcie procesu, który
nazwaliśmy na wstępie pulsaeją czy też zmiennością
przestrzenno-czasowych granic występowania określo­
nych cech danej sztuki. Ale jeszcze trudniejsze jest pró­
bowanie określenia samej istoty tego procesu, który ogól­
nie przedstawić by można jako stałą przemianę zależnoś­
ci wewnętrznych pomiędzy poszczególnymi komponenta­
mi danej całości, uznanej za regionalną, odrębną w sto­
sunku do otoczenia. I tak, jeśli np. w okresie od 2. poł.
XIX do początków X X w. obserwujemy pomiędzy dwo­
ma zespołami A i B dosyć zasadnicze różnice na płasz­
czyźnie pewnego rodzaju sztuki zdobniczej (w zespole
A bujny rozkwit np. hafciarstwa, a w zespole B niedo­
rozwój tej twórczości), to już po upływie kilkudziesięciu
lat ten stosunek się zmienia. W zespole B następuje nie­
17

spodziewany wprost rozwój tej sztuki, gdy w zespole A
zanika ona gwałtownie.
Inny przejaw tych prawidłowości, to zmiany w za­
kresie konwencji plastycznych. I znowu odwołując się
do tego samego okresu stwierdzamy, że w zespole A ist­
niał wyrównany poziom umiejętności np. w dziedzinie
rzeźby, gdy w zespole B cieszyły się popularnością pra­
ce wysoko rozwiniętej stylistycznie rzeźby uprawianej
przez specjalistów. Po upływie kilkudziesięciu lat w ze­
spole A można obserwować silniejsze zapotrzebowanie
na taką rzeźbę rzemieślniczą — zawodową, lecz w tym
czasie mało już mającą wspólnego z autentyzmem sztu­
ki ludowej. Natomiast w zespole B zaczynają się poja­
wiać wyjątkowo intensywnie przejawy prac o cechach
jawnie prymitywnych, nie znanych w tej skali w okre­
sie wcześniejszym.
Podobne uwagi nasuwają się przy porównywaniu
przemian światopoglądowych grupy, manifestujących się
przede wszystkim w pełnionych przez dzieła sztuki funk­
cjach.
Wszystkie te przeobrażenia mają tę samą zasadniczo
naturę. Sprowadzają się one do wyczerpania określonego
zakresu potrzeb. Potrzeby nie wypełnione we wczesnym
okresie odzywają się w okresie późniejszym, nieraz ze
wzmożoną siłą. Jest to jak gdyby stałe dążenie do zaspo­
kojenia utajonych potrzeb artystycznych. Można by na­
zwać tę prawidłowość potrzebą rekompensacji albo dą­
żeniem rekompensującym. Zależnie też od trudności w
spełnieniu się owych potrzeb utajonych następuje w sy­
tuacji w miarę sprzyjającej swoista radykalizacja tego
ogólnego dążenia. Taki zresztą sens przeobrażeń w kul­
turze ludowej odkrywamy w stosunku do wszystkich
grup ludności chłopskiej, które po okresie silnych ogra­
niczeń rozwojowych w X V I — X V I I I w. dokonują w

17. Ostatnia wieczerza. Powierzchnia stołu z początku X I X w. Intarsja. Okolice Sanoka. Przejaw twórczości ludo­
wej nie nawiązującej do t.zw. regionalnych cech kultury ludowej. Muzeum w Sanoku

15

��II. 18, 19. Fragmenty obiektu z i l . 17

XIX w., gdy zmienił się system zależności ekonomicz­
nych (uwłaszczenie), owego zdumiewającego aktu pow­
szechnej aktywności we wszelkich dziedzinach twórczoś­
ci artystycznej.

*
Jeśli pominiemy fakt coraz mniejszych szans odtwo­
rzenia procesów kształtowania się tzw. cech regionalnych
w kulturze danej grupy terytorialnej, pozostaną i tak
doniosłe zagadnienia badawcze dotyczące sztuki ludo­
wej. Przypomnijmy tezę A. Kutrzeba-Pojnarowej sfor­
mułowaną w pracy o regionach etnograficznych. Autor­
ka wskazuje na czynniki aktywności poczynań regionalistycznych w różnych krajach europejskich w epoce wcze­
snego kapitalizmu. „Regionalizm jako prąd polityczny
i gospodarczy wyrósł z p r o t e s t u przeciw zbyt raptow­
nym procesom przemian kapitalistycznych. Był próbą ra­
towania minionych wartości; swoistym kompromisem po­
między postępem a cofającą się tradycją historyczną.
Szukano w nim lekarstwa przeciw b e z w z g l ę d n o ś c i ,
z jaką w okresie szalonego wzrostu wielkich ośrodków
przemysłowych i handlowych epoki imperializmu wszyst­
ko, co pozostawało w ich dalszym zapleczu — zwłaszcza
w okresie kryzysu gospodarczego — było skazane na po­
wolny uwiąd. Regionalizm jako prąd polityczny i go­
spodarczy epoki imperializmu przeciwstawiał m a ł e g o

c z ł o w i e k a p r o w i n c j i (podkreślenia moje, J.O.)
z jego doświadczeniami i tradycją historyczną" .
Wydaje się, że tezę tę można rozszerzyć na czasy
najnowsze. Jak wiadomo, w ciągu ostatnich kilkudzie­
sięciu lat odżyły na nowo fascynacje przeszłością, nie
wyłączając z niej owych treści wybitnie regionalnych.
Można by też sugerować, że mimo pozorów, a może dzię­
ki nim właśnie, i dziś w krajach socjalistycznych roz­
wija się w sposób szczególnie dynamiczny ów ruch, od­
powiadający wczesnym prądom regionalistycznym. Spo­
łeczne zagubienie jednostek i grup w swoistym zamęcie
towarzyszącym t.zw. procesom „wiodących" przeobrażeń
kulturalnych i gospodarczych nie omija systemu socjali­
stycznego. Dynamika rozwojowa tego systemu przypo­
mina nieraz swoim impetem, a nieraz nieskoordynowaniem (określenia te są nie najtrafniejsze) procesy towa­
rzyszące narodzinom społeczeństw przemysłowych w naj­
bardziej zaawansowanych pod względem rozwoju kra­
jach Europy. Procesom takim towarzyszy też zazwyczaj
produkcja dóbr kulturowych szczególnego zupełnie ro­
dzaju. Dla ich określenia stworzone zostało niegdyś po­
jęcie tandety, obecnie zaś bubli i chałtury. Pozwala to
rozumieć ową nieodzowną fascynację współczesnymi do­
brami, tymi najwyższego standardu (kult rzeczy), jak też
„muzealnymi", którym — mimo skromnych możliwości
technicznych — przysługiwać może miano wytworów
doskonałych.
1S

17

�18

�II. 21. Diabeł, fragment tatuażu, wyk. w 1967 r. (por. i l . 22). I I . 22. Mężczyzna tatuowany. Twórczość, której nie przysługi
miano „regionalnej", mieszcząca się jednak w terminie „rejon" (rejony współczesnej sztuki ludowej)

W świecie tych dóbr, szczególnie zaś artystycznych,
odnajdujemy swoisty azyl nadziei, niezbędny czynnik op­
tymizmu.
W sytuacji tej nie może pozostać sprawą najistotniej­
szą dla badań i popularyzacji plastyki ludowej skrupu­
latne lokalizowanie terytorialne dzieł oraz usilne regio­
nalizowanie ich cech. Tym bardziej że wartości tych
dzieł pojawiają się dziś niezależnie od tradycyjnych po­
działów terytorialnych kraju, obejmując cały obszar
Polski.
Osobnym zagadnieniem jest podział i korzystanie
z dochodu ogólnonarodowego. Pod koniec lat pięćdziesią­
tych, dzięki decentralizacji gospodarki funduszami, mo­
gły pojawić się realne materialne czynniki dopingu w
inicjowaniu licznych lokalnych przedsięwzięć kultural­
nych. Nieodłączne w takich przypadkach napięcia rywalizacyjne nie pozostały bez wpływu na wyłonienie się
nowych nieraz zupełnie wartości w kulturze ośrodków
prowincjonalnych. Dymarki w Słupi Nowej to jeden
z najbardziej przemawiających przykładów tych tenden­
cji. Podobnie rzecz się przedstawia w przypadkach orga­
nizowania w małych ośrodkach miejskich festiwali ka­
pel i występów artystów ludowych, pochodzących z róż­
nych części kraju. Efektem tego jest gwałtowny rozpad
tradycyjnych koncepcji regionów twórczości artystycz­
nej — pojawienie się ośrodków reaktywowania czy kul­
tywowania tradycji ludowych, rzadziej o charakterze par­
tykularnym, częściej zaś ogólnonarodowym.
Na koniec wypada powiedzieć, że łączenie się dwu od­
rębnych nurtów sztuki — ludowej i elitarnej — pozosta­
je nadal odległą perspektywą rozwojową procesów obej­

mujących zjawiska społeczno-kulturalne w Polsce. Sztu­
ka ludowa zakreśla coraz szersze rejony, czy też coraz
szerszym służy t&gt;dłamom społeczeństwa. Ale nasze szcze­
gólne położenie geograficzne i tradycyjny system war­
tościowania rokują, że większość propozycji sztuki eli­
tarnej — chociażby z zachodnioeuropejskich ośrodków
dyspozycyjnych — będzie u nas swoiście przetwarzana,
służąc rozwojowi konwencji
strywializowanych czy
uproszczonych, a więc mieszczących się w koncepcji roz­
woju sztuki ludowej. Powiedzmy jeszcze, że w progra­
mach rejonizacji twórczości ludowej w kraju zarówno
u reprezentantów etnografii jak i historii sztuki funk­
cjonują nieraz problemy pozorne, jak np. geografia iorm.
Natomiast umyka z pola zainteresowań zagadnienie
zmienności funkcji sztuki ludowej, sposobu jej przeży­
wania, charakteru jej wartościowania na płaszczyźnie
świadomości twórców i odbiorców.

PRZYPISY
1

A. Kutrzeba-Pojinarowa, Zagadnienie regionu w et­
nografii polskiej a współczesne
etnograficzne prace tere­
nowe na obszarze północno-wschodniego
Mazowsza (w:)
Kurpie
Puszcza
Zielona,
Wrocław-Wąrszawa-Kraków

1962, s. 21—33.
Por. J. Chałasiński, Kultura
1968; J. J. Wiatr, Naród i państwo,
2

3

J. Grabowski, Sztuka

i naród, Warszawa
Warszawa 1969.

ludowa, formy i regiony

w

Polsce, Warszawa 1966.
4

Por.

J. Grabowski, Dawna polska rzeźba

ludowa,

Warszawa 1968, s. 11.
Tamże, s. 13.
5

19

�I I . 23. Rysunek na szybie sklepu „w remoncie", wyk. w 1965 r. Warszawa

6

Tamże, s. 13.
' Tamże, s. 6.

8

14

Por. dokumentacja kartograficzna w Bibliotece
Uniwersytetu Warszawskiego.

Por. J. Grabowski, Sztuka

ludowa... s. 390, i l . 300;

tenże, Dawna polska... s. 31—32, i l . 92—93.
J. Grabowski, Dawna polska..., s. 31—32.
9

nusekiewiezowa, Sztuka

10

J. Grabowski, Sztuka ludowa..., s. 392.
Por. K. Piwocki, O historycznej genezie polskiej
sztuki ludowej, Warszawa 1953, s. 31—47; Zakres
poję­
1 1

cia sztuki ludowej, „Pol. Szt. Lud.", R. X X I , 1967, nr 4.
12

Szerzej omawiam te sprawy w pracy:

artystyczna

ludności

-Kraków, 1971.
Por. tamże.
M

kurpiowskiej,

15

Por. R. Reinfuss, J. Swiderski, Sztuka ludowa w
Polsce, Kraków 1960, is. 100—110; A. Jackowski, J. Jar-

Kultura

Wrocław-Warszawa-

ludu polskiego, Warszawa 1967,

s. 491—492.
Wszystkie wymienione określenia pochodzą z: J.
16

Grabowski, Dawna polska...
Por. M. Biernacka, Wsie drobnoszlacheckie na Ma­
zowszu i Podlasiu, Wrocław-Warszawa-Kraków 1966; J.
17

Olędzki, Sztuka Kurpiów,
1 8

A.

Wrocław 1970.

Kutrzeba-Pojnarowa.

Zagadnienie

regionu...

s. 26.

Fot.: autor — il. 1, 2, 4, 7, 8, 10, 14, 15, 21—23; Piotr Barącz — i l . 17—19; Jan Swiderski — il. 12; Sławo] Szynkiewicz — il. 3;
Lech Mróz — il. 13; E . Falkowski — il. 9; Piotr Szacki — i l . 16; reprod. z: P. Galaunie, Skulptura (w:) Lietuvlu Laudles Menas,
Vilnius 1963 — il. 11; rys. Antonina Hass — il. 5, 6, 20. Rysunki pochodzą z: Adam Chmiel, Rzeźnicy krakowscy, Kraków 1930 —

il. 5, 6, 20; F . Kotula, Cechowe znaki i tłoki pieczetne w Muzeum Rzeszowskim, Warszawa 1951 — il. 20; K . Arlamowski, Dzieje
przemyskich cechów rzemieślniczych w dawnej Polsce, Przemyśl 1931 — il. 20.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9573" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9551">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/714c1c2cf1d6923ff21134966dd7b49f.pdf</src>
        <authentication>7bed8bfbc2c91b4f8ba34037b49ed4ee</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113982">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:867</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113983">
                <text>1976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113984">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:797</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113985">
                <text>Ksawery Piwocki (1901-1974); Tadeusz Seweryn (1894-1975) / ETNOGRAFIA POLSKA 1976 t.20 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113986">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1976 t.20 z.1, s.11-24</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113987">
                <text>Olędzki, Jacek; Łopuszański, Bolesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113988">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113989">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113990">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="113991">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113992">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X : 1976 z. 1

KSAWERY PIWOCKI
(1901-1974)

Istnieją ludzie, o których pisanie wspomnień bardziej niż kiedykolwiek
uzmysławia naszą nieporadność wypowiadania myśli i uczuć. Wielkość
dokonań Profesora dr. Ksawerego Piwockiego i rozmiar Jego cech oso­
bistych uzmysławia zarazem, jakiego formatu istnieją wzorce człowie­
czeństwa, mądrości i dobra, prawości i odwagi, stałości przekonań i gięt­
kości umysłowej, pogody ducha i pełnej romantyzmu aktywności życio­
wej, z którą w nieodłącznej parze postępują marzenia. W rozmowie przed
paru laty mówił do mnie: „Nie jestem na pewno człowiekiem typowym
w t y m znaczeniu, że jestem zadowolony z obranego zawodu, sama więc
moja praca mnie satysfakcjonuje. A poza t y m nie nudzę się niemal nigdy,

�12

J A C E K OLĘDZKI

posiadam bowiem zdolność marzenia: jego odbiciem bywają moje prace
drukowane. Dlatego prawdopodobnie nie są one tak naprawdę «naukowe
i obiektywne» i one to chyba są dla mnie •&lt; odpustami», które oby zostały
mi odpuszczone".
Profesor dr Ksawery Piwocki, człowiek niezwykłej skromności, jest
autorem ponad 200 prac drukowanych, w t y m kilkunastu książek. Jedne
zdumiewają erudycją, głębią przemyśleń, inne znów, na pozór nie tak zna­
komite, jak Historyczna geneza polskiej sztuki ludowej, spowodowały
jedną z najdonioślejszych i twórczych dyskusji naukowych w humanistyce
polskiej w latach powojennych (Wrocław 1953). Wspomniana książka jest
jedyną tego rodzaju na świecie. I też dzięki niej możemy poszczycić się
istnieniem w naszej nauce ugruntowanych, metodologicznie spójnych, po­
głębionych rozważań nad genezą naszej narodowej świadomości artystycz­
nej, jej wielorakich źródeł, uwarunkowań, nurtów i kierunków. Książka
Profesora Ksawerego Piwockiego o historycznej genezie przyczyniła się
do napisania przez innych badaczy oryginalnych rozpraw, roznieciła żywe
dyskusje, ostatecznie wpłynęła na niezwykle istotne ustalenia terminolo­
giczne i faktograficznie, porządkujące w sposób zasadniczy naszą orientację
o miejscu i roli naszych narodowych doświadczeń artystycznych na prze­
ogromnej mapie sztuki światowej.
Ten sukces uczonego poprzedzony został niezwykle żmudną pracą
wstępną. W przedwojennych rocznikach „Ludu" i „Wisły" odnajdujemy
skromne jej świadectwa. Są nimi recenzje z prac poświęconych sztuce,
a drukowanych na świecie. W t y m czasie Ksawery Piwocki miał na swoim
koncie tylko jedną książkę, dysertację doktorską. Była to praca poświęco­
na drzeworytowi ludowemu. Była to też praca zapowiadająca zarazem Jego
oryginalną, twórczą naukowo postawę badawczą. Książka znakomita.
Wówczas też po raz pierwszy i chyba jedyny z taką pasją zaangażował się
w dysputę polemiczną z poglądami opublikowanymi przez prof. dr. Ta­
deusza Dobrowolskiego. Na naszym gruncie naukowym był w tej polemice
Ksawery Piwocki jednym z pierwszych na świecie krytyków wulgarnie
materialistycznych uogólnień dotyczących możliwości sprawczych artysty,
uwarunkowań dzieła sztuki charakterem tworzywa. I chyba właśnie wów­
czas narodziło się głębokie zrozumienie takich podstawowych pojęć jak
„wola twórcza", „światopogląd artystyczny", „wzór", „inspiracja" czy
„tradycja". Z czasem każdemu z tych pojęć czy określeń poświęci Profesor
Ksawery Piwocki osobne opracowania.
Przy pozornej pełnej uroku nonszalancji czy wprost swobodzie, po­
trafił nadać swym zainteresowaniom godne najwyższego podziwu zdyscy­
plinowanie. Do końca życia umiał odnajdować w zainteresowaniach mło­
dzieńczych trwałe pole zastanowień naukowych, doniosłych dla teorii
sztuki, przemyśleń badawczych publikowanych w książkach i artykułach
zaledwie przed rokiem, dwoma czy czterema laty.
Żywym i szerokim zainteresowaniom u nas przed wojną sztuką ludo-

�13

K S A W E R Y PrWOCKI

wą, z czasem zyskującym i tracącym koniunkturalną popularność, umiał
do końca nadać własną, doniosłą rangę intelektualną, ważną dla nauki.
Był Ksawery Piwocki — jak na ogół nie często się to zdarza — do końca
wytrwały i wierny najwcześniejszym swym pasjom młodzieńczym. Inni
z podobnych pasji rezygnują, uznają je z czasem za /nieodpowiednie.
A tymczasem w takim przedmiocie dziś rzewnym czy tracącym myszką,
jakim jest sztuka ludowa, potrafił dostrzec i konsekwentnie dokonywać
rozpoznań o znaczeniu teoretycznym, znaczeniu ogólnym, rozpoznań w i n ­
nych obszarach zachowań człowieka trudnych lub wprost niemożliwych.
Ale genialnie odkrywczym założeniem było dla Profesora od początku Jego
pracy to, do czego nauka współczesna dochodziła z wielkimi oporami,
a wcześniej z fanatyczną pewnością, przez rozległe dzieje. Otóż chodzi
0 twierdzenie, że sztuka jest jedna i niepodzielna, że nie dzieli się na tak
zwaną wielką i małą, a dokonania twórcze na godne i niegodne fascynacji
estetycznych i dociekań badawczych. I chyba właśnie dzięki temu głów­
nie, był Ksawery Piwocki niedościgłym u nas znawcą konkretnego dzieła,
znawcą odróżniającym bezbłędnie to, co wartościowe i najwartościowsze,
cenne i bezcenne. Sprzyjało temu niewątpliwie wychowanie w środowi­
sku znakomitych historyków sztuki, prof. dr. Władysława Podlachy, prof,
dr. Szczęsnego Dettloffa, prof. dr. Jana Bołoz-Antoniewicza, prof. dr. Mie­
czysława Gębarowicza, znajomość i przyjaźń z Władysławem Skoczylasem,
Leonem Chwistkiem, Wojciechem Jastrzębowskim, Eleonorą Plutyńską
1 Heleną Schrammówną. Temu bezbłędnemu wyczuciu sprzyjała ogromna
praktyka konserwatora zabytków, ale przede wszystkim Jego cechy oso­
biste, zdolność instynktownego wprost wyczucia prawdy i fałszu, tak
w ideach jak w formie. Mówił: ,,[...] brak formy jest identyczny z brakiem
kultury. Sądzę, że obecnie zachwianie umiejętności organizowania form
współżycia jest sprawą chwilową, chyba że wierzy ktoś w spenglerowski
Untergang des Abendlandes. Wydaje m i się, że hasło ochrony środowiska
jest pierwszą jaskółką wieszczącą nowe czasy ładu, a więc i nowej k u l ­
tury [...], myślę na marginesie, że nauka o sztuce jako nauka o organizo­
waniu form mówiących jest nauką ważną i w humanistyce bardzo istotną
[...] Jestem z zawodu «czcicielem formy», a więc i formy współżycia ludzi
między sobą. Wynikły [...] bałagan obyczajowy, nieumiejętność «znalezienia się», zachowania, mówienia o sprawach osobistych, zastępowania w y ­
znań miłosnych piszczydłem z piosenkami — są na pewno nieprzyjemne.
Jako niepoprawny optymista myślę jednak, że to chwilowe: wprowadzanie
ładu w życie swoje i otoczenia jest głównym przywilejem człowieka;
ładu — to' jest formy — także w obyczaju stosunków międzyludzkich.
Dziełem sztuki jest dla mnie tylko forma «mówiaca», nie piękna, nie
użyteczna, funkcjonalna itd., choć może być opatrzona niekiedy i takimi
przymiotnikami [...]".
Franciszek Ksawery Piwocki urodził się 19 listopada 1901 roku we
Lwowie. We Lwowie również studiował, początkowo architekturę (19211

�14

J A C E K OLĘDZKI

1923 г.), następnie filozofię, obierając jako zasadniczy kierunek historię
sztuki (1926 г.). W 1931 r. uzyskał doktorat. Rozprawę doktorską o pol­
skim drzeworycie ludowym pisał pod kierunkiem prof. dr. Władysława
Podlachy. W 1927 roku został asystentem w Muzeum Lubomirskich we
Lwowie. W latach od 1930 do 1935 był naczelnym konserwatorem zabyt­
ków okręgu lubelskiego i od 1936 do 1938 okręgu wileńskiego'.
W 1938 roku mianowany został dyrektorem Muzeum Przemysłu A r t y ­
stycznego we Lwowie. Kiedy wkroczyli do Lwowa Niemcy, pracował jako
bibliotekarz.
Będąc jeszcze młodzieńcem walczył o niepodległość ojczyzny, w cza­
sie zaś I I wojny światowej walczył w A r m i i Krajowej, a w grudniu 1944
roku wstąpił do' I A r m i i Wojska Polskiego. Zakończył wojnę w stopniu
porucznika.
W 1945 roku mógł powrócić do przerwanej pracy. Zajął się problema­
mi konserwacji pełniąc funkcję zastępcy dyrektora w Dyrekcji Muzeów
i Ochrony Zabytków. Prowadził wówczas energiczną akcję rewindykacji
dzieł wywiezionych przez okupanta, a także kontynuował wypracowaną
już przed wojną koncepcję konserwacji zabytków, łącząc szacunek dla
zastanego stanu dzieła sztuki z odwagą rekonstrukcji i adaptacji. Był
zdecydowanym przeciwnikiem „budowania zabytków od nowa".
W 1946 roku został profesorem i kierownikiem katedry Nauk Histo­
rycznych w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. W tym samym roku
powołano Go na prorektora tej uczelni; był nim do 1957, a następnie od
1968 do 1971. Równolegle do swych.zajęć na Akademii poświęcał czas
kierowaniu warszawskim muzealnictwem etnograficznym, będąc od 1956
do 1958 roku dyrektorem Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej, a następnie
Państwowego Muzeum Etnograficznego. Było zasługą Ksawerego Piwockiego zdobycie wspaniałego pałacu i jego odbudowa dla Akademii Sztuk
Pięknych, ale także uzyskanie i odbudowa, po wielu latach gnieżdżenia się
zbiorów etnograficznych w ruderach parku młocińskiego, obecnego mu­
zeum w gmachu Towarzystwa Kredytowego w Warszawie.
Należał Profesor Ksawery Piwocki do wielu międzynarodowych sto­
warzyszeń — ICOM, CIMA, AICA — sprawował funkcje przewodniczą­
cego Komitetu Naük o Sztuce PAN i członka Rady Naukowej Instytutu
Sztuki P A N ; prezesował przez wiele lat Stowarzyszeniu Historyków Sztu­
k i ; w latach 1953-1961 był profesorem historii sztuki na Uniwersytecie
Poznańskim; wykładał na Uniwersytecie Warszawskim i uczył wiedzy
0 sztuce artystów; uczestniczył niezwykle aktywnie w niezliczonej ilości
zjazdów i konferencji, zawsze wnosząc do nich własny, twórczy program;
Współpracował z kilkoma ważnymi wydawnictwami należąc do kolegiów
1 komitetów redakcyjnych. Był nauczycielem niezliczonej ilości osób za­
interesowanych kulturą, a sztuką w szczególności. A jednocześnie wciąż
pisał. Pisał w fachowych wydawnictwach, ale również w tygodnikach' czy
miesięcznikach („Miesięcznik Literacki", „Współczesność", ,,Poezja", „ P r o -

�K S A W E R Y PIWOCKI

15

jekt", „Estetyka"). W t y m czasie pracował również nad swymi książkami:
Pierwsza nowoczesna teoria sztuki (Wrocław 1970) i Sztuka żywa (Wroc­
ław 1970). Przygotował i złożył do&gt; druku podręcznik Historia sztuki po­
wszechnej.
Był przyjacielem niezastąpionym. Pisano o N i m w „Kulturze": „Nigdy
nie spieszył się. Otoczony przyjaciółmi zawsze miał czas na prowadzenie
długich rozmów, którym jego poczucie humoru, ciętość sformułowań, cie­
pło i życzliwość wobec świata nadawały specjalną atmosferę niezapomnia­
nych spotkań [...]. W pełni sil twórczych odszedł człowiek, dla którego
sztuka była trwałym śladem ekspresji ludzkiej, dlatego więc chciał zacho­
wać wszystkie jej przejawy chroniąc ją jako konserwator, teoretyk kon­
serwacji i muzeolog. Dlatego też wszystkim dziełom sztuki, i t y m wiel­
kim, i t y m najprostszym, poświęcał w równym stopniu swą uwagę. Tak
jak poświęcał ją wszystkim sprawom ludzkim służąc zawsze radą i po­
mocą tym, którzy jej potrzebowali".
Człowiek, który swoich wychowanków rozumiał, zachęcał i zawsze ce­
nił, nawet wówczas, kiedy ich myśli, wybory i decyzje życiowe były
naiwne czy wprost śmieszne.
Umarł Profesor dr Ksawery Piwocki 14 grudnia 1974 roku w War­
szawie.
Jacek Olędzki

��„Etnografia Polska", t. X X : 1976 z. 1

j TADEUSZ SEWERYN
(1894-1975)

Dnia 17 I 1975 r. zmarł w Krakowie prof, dr Tadeusz Seweryn, senior
etnografii polskiej, wieloletni dyrektor Muzeum Etnograficznego w Kra­
kowie, jeden z inicjatorów etnograficznych badań terenowych, autor wie­
l u prac naukowych z różnych dziedzin etnografii i muzeologii. Pełna
bibliografia prac prof. Seweryna obejmująca ogółem 464 tytuły reprezen­
tuje wyjątkowo szeroką tematykę i charakteryzuje jej autora jako czło­
wieka o bardzo różnorodnych zainteresowaniach i dużej łatwości pisania,
2 — Etnografia Polska, Х Х Д

�18

BOLESŁAW ŁOPUSZAŃSKI

nie pozbawionego literackiego zacięcia Obok bowiem poważnych mono­
grafii naukowych, rozpraw czy artykułów, był Tadeusz Seweryn autorem
niemniej pokaźnej ilości prac popularnych, cieszących się dużą poczytnością. Etnograficzne prace Seweryna charakteryzują się przede wszystkim
wnikliwością, rzucającą często zupełnie nowe światło na różne poruszane
przezeń zagadnienia. W swych naukowych badaniach poświęcił się on
głównie dziedzinie zupełnie dotąd zaniedbanej i przez czołowych dotych­
czasowych etnografów polskich wyraźnie nie docenianej, a mianowicie
sztuce ludowej, zwłaszcza plastyce i rzemiosłu artystycznemu. Mają więc
prace Seweryna w tej dziedzinie charakter niejednokrotnie pionierski.
W badaniach swych nad twórczością artystyczną ludu nie ograniczał się
l i tylko do opisu, ale starał się również o przedstawienie genezy i prze­
obrażeń różnych przejawów tej twórczości; interesował się tak samo tech­
niką wykonania. W pracach Seweryna spotkać można często interesujące
rozważania natury metodologicznej i teoretycznej oraz nowatorskie w swo­
im rodzaju sformułowania na temat samej istoty sztuki ludowej.
Niezależnie od sztuki, występuje w dorobku naukowym Seweryna
także i inna tematyka. W dziedzinie ludowej kultury materialnej intere­
sował się głównie łowiectwem, w dziedzinie zaś kultury duchowej, ludo­
w ą obrzędowością doroczną. Ze wszystkich prac naukowych Seweryna
przebija wreszcie jedna cecha wspólna, będąca wynikiem dwukierunkowości jego studiów, etnograficznych i plastycznych. Wszelkie bowiem sfor­
mułowania, zwłaszcza w pracach poświęconych sztuce ludowej, wyraźnie
określają ich autora jako humanistę i artystę w jednej osobie.
Tadeusz Seweryn urodził się 21 V I I I 1894 r. w Żabnie (pod Dąbrową
Tarnowską) w rodzinie nauczyciela szkoły ludowej zrośniętej z Powiślem
Dąbrowskim od wielu pokoleń. Po ukończeniu szkoły ludowej w Jeleśni
(pod Żywcem), gimnazjum w Nowym Sączu oraz I V Gimnazjum w K r a ­
kowie rozpoczął w 1913 r. równocześnie studia na wydziale filozoficznym
UJ oraz na Akademii Sztuk Pięknych, gdzie należał do' uczniów J. Pan­
kiewicza, J. Mehoffera, W. Weissa i S. Dębickiego. Swój talent plastyczny
ujawnił Seweryn już w czasie studiów, zdobywając aż 10 odznaczeń na
różnych konkursach, a w 1918 r. zadebiutował dwoma drzeworytami na
wystawie Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie.
Nie dane było jednak Sewerynowi spokojne kontynuowanie studiów
wyższych. J u ż w 1914 r. zgłosił akces do Legionów, ale w okresie formo­
wania tzw. Polnische Wehrmacht odmówił służby w tej formacji i zde­
cydował się na ryzykowną dezercję. Schwytany przez żandarmerię austria­
cką i osadzony w obozie jenieckim w Witkowicach, został następnie skie­
rowany na front włoski. Zdecydował się wówczas na powtórną, t y m razem
udaną, dezercję. Przedostał się na teren Kongresówki i rozpoczął od
września 1918 r. pracę pedagogiczną w gimnazjum w Janowie Lubelskim.
1

Pełna bibliografia prac prof. Seweryna ukaże s i ę w t. 6 „Rocznika Muzeum
Etnograficznego w Krakowie".

�TADEUSZ SEWERYN

19

Tam właśnie ujawniły się po raz pierwszy zainteresowania Seweryna
w dziedzinie etnografii i muzealnictwa. W niepewnej bowiem jeszcze sy­
tuacji politycznej zajął się organizacją muzeum regionalnego w Janowie,
którego otwarcie nastąpiło w 1919 r. Działalność Seweryna z tym zwią­
zana przyczyniła się z jednej strony do' zebrania interesujących ekspona­
tów ilustrujących kulturę ludową tej części Lubelszczyzny, z drugiej zaś
do zgromadzenia niemniej cennego materiału rękopiśmiennego opartego
na wywiadach terenowych, będącego obecnie częścią składową zbiorów
archiwalnych Muzeum Etnograficznego w Krakowie.
W 1920 r. przeniósł się Seweryn do Państwowego' Seminarium Nau­
czycielskiego w Chełmie, gdzie główną jego zasługą była organizacja ob­
jazdowego teatru ludowego, wkrótce zaś objął posadę nauczyciela w P a ń ­
stwowym Seminarium Nauczycielskim w Tomaszowie Mazowieckim. Tam
też rozpoczął na szeroką skalę działalność na polu etnografii i krajoznaw­
stwa, rozpoczął działalność pisarską i zainicjował akcję etnograficznych
badań terenowych, do których wciągnął sporo swoich uczniów zrzeszo­
nych w założonym przez niego Kole Krajoznawczym. Pod jego kierun­
kiem członkowie Koła opracowali zasugerowany im przez Seweryna temat
zamków drewnianych przy drzwiach. O jego poziomie naukowym świad­
czy fakt, iż praca została zakwalifikowana do druku przez Komisję Etno­
graficzną PAU (ukazała się jako pozycja książkowa pt. Zamki drewniane
przy drzwiach, Kraków 1927). Przy czynnym udziale seminarzystów,
członków Koła Krajoznawczego, zorganizował Seweryn w Tomaszowie
Muzeum Regionalne Polskiego' Towarzystwa Krajoznawczego, do którego
eksponaty gromadził drogą zbiorowych penetracji terenu, i które do dziś
należy do przodujących w tematyce etnograficznej placówek regionalnych
w kraju. W 1926 r. założył w Tomaszowie tygodnik regionalny „Echo Ma­
zowieckie", który w znacznym stopniu zasilał własnymi artykułami o róż­
norodnej tematyce, głównie z zakresu miejscowej sztuki ludowej, zwycza­
jów i obrzędów, gadek i opowiadań oraz historii Tomaszowa i regionu.
W okresie pobytu Seweryna w Tomaszowie Mazowieckim ukazały się
pierwsze jego prace naukowe na łamach takich periodyków, jak „Prze­
mysł—Rzemiosło—Sztuka" i „Rzeczy Piękne". Zadebiutował w pisarskiej
działalności naukowej rozprawą Malarskie techniki monumentalne. Fresk
(„Przemysł—Rzemiosło—Sztuka", 1922, nr 2). Ponadto' w powyższym
okresie ukazało się jego autorstwa szereg rozpraw poświęconych twórczo­
ści artystycznej Hucułów, jak: Fartuszki kosowskie, „Przemysł—Rzemio­
sło—Sztuka", 1924, nr 1; Huculska wykladanka w drzewie, tamże, 1924,
nr 1; Kożusznictwo i torebkarstwo w Kosowie, tamże, 1924, nr 2; O sław­
nym garncarzu polskim Aleksym Bachmińskim
recie Bachmatiuku, „Rze­
czy Piękne", 1925, nr 4, twórczości artystycznej Kaszubów, jak: Kaszub­
ski przemysł domowy, „Rzeczy Piękne", 1925, nr 6-8; Muzeum w checzy
nad jeziorem, tamże, 1925, nr 1; Muzeum wiejskie na Kaszubach, tamże,
1925, nr 6-8; Kaszubskie złotogłowie i nowe hafty wdzydzkie, „Lud",

�20

BOLESŁAW ŁOPUSZANSKI

1929, czy wreszcie etnografii tego regionu, który był wówczas przedmio­
tem jego własnych badań, jak: Pasiaki łowickie,
„Przemysł—Rzemio­
sło—-Sztuka", 1924, nr 4; Tkactwo i krawiectwo w Brzezinach,
tamże,
1924, nr 3; Hafty opoczyńskie, „Lud", 1925. W 1926 r. ukazała się pierw­
sza pozycja książkowa Seweryna, O Chrystusie
Frasobliwym.
Figu­
ry—legendy—świątkarze,
Kraków 1926, w której ukazał się wysokiej kla­
sy znawcą ludowej plastyki, dokonując interesującej analizy tej tak typo­
wej i wyjątkowo' rozpowszechnionej w ludowej twórczości, zwłaszcza
rzeźbie, postaci. W dwa lata później ukazały się dwie następne jego książ­
ki, a to: Krakowskie skrzynie malowane, Kraków 1928, wydane nakładem
Muzeum Etnograficznego w Krakowie, z którym Seweryn nawiązał bliską
współpracę, dostarczając mu wielu eksponatów z centralnej Polski słabo
dotąd w zbiorach reprezentowanej, oraz Z żywym kurkiem po dyngusie,
Kraków 1928, wartościowe studium poświęcone ludowym obrzędom wiel­
kanocnym, wydane nakładem PAU.
W latach 1924-1925 odbył Seweryn stypendialne studia zagraniczne
we Włoszech i Francji, w 1926 r. został mianowany członkiem-współpracownikiem Komisji Etnograficznej PAU, zaś w 1929 r. przeniósł się na
stałe do Krakowa, gdzie objął posadę nauczyciela w I Gimnazjum. 1 X I
1930 r. został powołany na stanowisko kustosza w Muzeum Etnograficz­
nym, z którego założycielem i dyrektorem Sewerynem Udzielą pozostawał
od dawna w bliskich kontaktach. Odtąd zainteresowania Seweryna skon­
centrowały się przede wszystkim na etnografii ziemi krakowskiej. Rozpo­
czął intensywne badania terenowe na swym rodzinnym Powiślu Dąbrow­
skim i na góralszczyźnie, czego wynikiem były jego kolejne pozycje książ­
kowe, jak: Parzenice góralskie, Kraków 1930; Podłażniki, Kraków 1932;
Krakowskie
klejnoty ludowe, Kraków 1935; Polskie malarstwo ludowe,
Kraków 1937. Od tego też okresu datuje się zainteresowanie Seweryna
ludowym łowiectwem, a debiutem jego w tej dziedzinie była obszerna
rozprawa Łowiectwo ludowe w Polsce, „Lud Słowiański", Dział B, 19291930, 1931, 1937, następnie zaś rozprawa Łowiectwo ludowe na Wołyniu,
„Lud", 1932. Z innych jeszcze prac z tego okresu zasługują na wymienie­
nie: Technika malowania ludowych obrazków na szkle, „Lud", 1931; Indy­
widualność plastyczna Wyspiańskiego,
Kraków 1932; Drzeworyt
współ­
czesny, „Sztuki Piękne", 1933 nr 12; Twórczość chłopa
pańszczyźnianego
(Jan Rak z Husowa 1820-1909), „Przegląd Socjologiczny", 1938.
25 V I 1930 uzyskał Seweryn stopień doktora filozofii na UJ za roz­
prawę pt. Pokucka majolika ludowa, napisaną pod kierownictwem nauko­
w y m prof. Jana Stanisława Bystronia. W tymże roku wyjechał ponownie
za granicę, do Jugosławii, Czechosłowacji i na Węgry, w celu prowadze­
nia tam badań etnograficznych, zaś w 1931 r. objął stanowisko sekretarza
Komisji Etnograficznej PAU.
Zasługuje również na wspomnienie popularyzatorska działalność Se­
weryna w zakresie wiedzy etnograficznej, ponieważ do popularyzacji przy-

�TADEUSZ SEWERYN

21

wiązywał on. zawsze dużą wagę, odcinając się konsekwentnie od pozycji
gabinetowego naukowca. Był więc Seweryn autorem mnóstwa drobnych
artykułów pisanych często z publicystyczną zaciętością, zamieszczanych na
łamach „Kuriera Literacko-Naukowego", „Orlego Lotu", „Światowida"
czy „Nowin Krajoznawczych", opracował cykl pogadanek radiowych na
temat ludowej obrzędowości, prowadził wykłady ze sztuki ludowej na
wakacyjnych kursach dla cudzoziemców i Polaków z zagranicy oraz w y ­
stępował jako prelegent w różnych towarzystwach kulturalnych i oświa­
towych. Nie zaniedbywał przy tym i działalności plastycznej. Jako członek
Cechu Artystów Plastyków „Jednoróg", a następnie „Grupy Dziesięciu"
wystawiał swe prace na licznych wystawach krajowych i zagranicznych,
a w latach 1929-1933 zamieszczał stałe recenzje z wystaw krakowskich na
łamach „Naprzodu".
W 1937 r. po śmierci Seweryna Udzieli objął Tadeusz Seweryn stano­
wisko dyrektora Muzeum Etnograficznego w Krakowie, ponieważ od dłuż­
szego już czasu zastępował faktycznie sędziwego' założyciela Muzeum
i walnie przyczynił się do przekształcenia Muzeum Etnograficznego z pla­
cówki wyłącznie zbierackiej w placówkę naukowo-badawczą. W roku aka­
demickim 1938/1939 zorganizował praktyki . muzealne dla studentów,
w czerwcu zaś 1939 r. otworzył filię muzealną pod nazwą Muzeum Ziemi
Krakowskiej, przez co, nie kwestionując ogólnego charakteru Muzeum
Etnograficznego, starał się eksponować etnografię tego tak bogatego i i n ­
teresującego' pod każdym względem regionu.
Ostatnim osiągnięciem naukowym Tadeusza Seweryna przed wojną
było przeprowadzenie habilitacji. W czerwcu 1939 r. uzyskał stopień nau­
kowy docenta na Uniwersytecie Poznańskim pod naukowym kierowni­
ctwem prof. dr. Eugeniusza Frankowskiego.
Okres wojny i okupacji to nowy etap w życiu Seweryna, jak najbar­
dziej odległy od tego, czym zajmował się do tej pory. Był on bowiem
członkiem władz Polski Podziemnej, czynnie zaangażowany w Ruchu Opo­
r u na terenie okręgu krakowskiego. Jako kierownik Oporu Społecznego
Okręgowej Delegatury Rządu (ps. Socha), był współorganizatorem walki
podziemnej na terenie krakowskiego, dając dowód, iż ziemię tę umiał nie
tylko badać pod względem etnograficznym, ale również jej bronić.
Rok 1945 był dla prof. Seweryna powrotem do przerwanej na pięć lat
pracy naukowej. Powróciwszy na dawne stanowisko dyrektora Muzeum
Etnograficznego, prowadził przez najbliższe trzy lata energiczne starania
o zdobycie dla Muzeum nowego pomieszczenia odpowiadającego randze
tej największej w t y m czasie w Polsce muzealnej placówki etnograficz­
nej. Starania te uwieńczone zostały powodzeniem w 1948 г., kiedy to de­
cyzją Zarządu Miejskiego stało się Muzeum pełnym użytkownikiem za­
bytkowego Ratusza na Kazimierzu, dla Seweryna zaś nastał okres w y ­
jątkowo intensywnej pracy. Obok bowiem nadzoru nad pracami adapta­
cyjnymi prowadzonymi w budynku, zajął się opracowywaniem scenariu-

�22

BOLESŁAW ŁOPUSZAŃSKI

szy przyszłych wystaw muzealnych, które nie miały być powtórzeniem
przestarzałego już modelu przedwojennego, ale miały, w myśl jego kon­
cepcji, zawierać nową ideę opartą na założeniach materializmu historycz­
nego. Starał się bowiem Seweryn pokazać na ekspozycji muzealnej rolę
i miejsce kultury materialnej i duchowej oraz sztuki ludowej w histo­
rycznym rozwoju społeczeństwa. Koncepcja ta była wówczas zupełnie
nowatorska w muzealnictwie etnograficznym. Rozwinął ją później obszer­
nie w wartościowej rozprawie Metody ekspozycji i struktura ideologiczna
Muzeum Etnograficznego,
„Lud", 1959.
Okres powojenny to również dalszy etap pracy naukowej Seweryna,
a najpoważniejsze niewątpliwie pozycje w jego dorobku pochodzą wła­
śnie z ostatniego trzydziestolecia. Zainteresowania jego skoncentrowały
się nadal na najbliższej mu od dawna tematyce sztuki ludowej, z tym, iż
wówczas zajął się głównie grafiką, ogłaszając szereg wartościowych prac
z tęgo zakresu, jak: Ikonografia etnograficzna, „Lud", 1947, 1948, 1949,
1952, 1954; Arcydzieła
żelazorytu
ludowego, „Polska Sztuka Ludowa",
1955, nr 6; Ludowa grafika staropolska, tamże, 1953, nr 5;
Staropolska
grafika ludowa, Warszawa 1956; Rola drzeworytu ludowego w polskiej
kulturze ludowej, Kraków-1970. Z innych prac z zakresu sztuki ludowej
zasługują na wymienienie dwie pozycje O' charakterze teoretycznym: Roz­
droża sztuki ludowej, Warszawa 1948; Zarys przedmiotowy sztuki ludowej,
„Polska Sztuka Ludowa", 1954, nr 5. Z innych zaś wymienić należy: Pol­
skie zabawki ludowe, „Polska Sztuka Ludowa", 1949, nr 6; Ludowa świe­
cka rzeźba monumentalna, tamże, 1955, nr 2; Polskie wycinanki papierowe
XVII i XVIII
wieku, tamże, 1956, nr 2; Kapliczki i krzyże
przydrożne
w Polsce, Warszawa 1958, oraz ponownie, w książkowym wydaniu Polskie
zabawki ludowe, Warszawa 1960.
Powrócił Seweryn również do interesującego go już od dawna tematu
ludowego łowiectwa, ogłaszając z tego zakresu szereg, cennych rozpraw,
jak: Mechaniczna i chemiczna ludowa broń łowiecka, „Prace i Materiały
Etnograficzne", 1954, z. 1; Łowieckie sposoby wabienia, „Lud", 1960; Na
tropach łowów prymitywnych, „Rocznik Muzeum Etnograficznego w Kra­
kowie", t. 1, 1966; Stępica, tamże, t. 2, 1967; Stróżykowe narzędzia
łowcze,
Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi,
Seria Etnograficzna, 1969.
Oprócz tych dwóch wymienionych powyżej zagadnień będących przed­
miotem jego głównego zainteresowania, ogłosił Seweryn również jeszcze
szereg prac, rozpraw i artykułów z innych dziedzin. W ramach „Atlasu
Polskich Strojów Ludowych" opracował Strój dolnośląski, Lublin 1950,
i Strój krakowiaków
wschodnich, Wrocław 1960, oraz ponadto z zakresu
kostiumologii ludowej: Ubiór chłopski w Polsce (1450-1650), „Rocznik M u ­
zeum Etnograficznego w Krakowie", t. 1, 1966; Czarodziejstwo igły, tam­
że, t. 4, 1972; Historyczne rodowody niektórych
polskich strojów
ludo­
wych, tamże, t. 5, 1974. Ogłosił kilka interesujących pozycji z zakresu
1

�TADEUSZ S E W E R Y N

23

konserwatorstwa, jak: Konserwacja okazów etnograficznych, Kraków 1948;
Restauracja okazów etnograficznych, Kraków 1949; Ludowe sposoby kon­
serwowania zabytków, „Ochrona Zabytków'", 1951, nr 3-4. Jego autorstwa
jest obszerna monografia jednego z najwybitniejszych polskich rzeźbiarzy
ludowych, Jędrzeja Wawry, pt. Świątkarz—powsinoga,
Warszawa 1963.
Z innych zagadnień, uwzględniając tylko najważniejsze, wymienić jeszcze
należy takie pozycje, jak: Zabawki ludowe jako odbicie zwyczajów,
ob­
rzędów, magii i legend, „Polska Sztuka Ludowa", 1957, nr 1; Technicy
i wynalazcy ludowi, Warszawa 1961; Tradycje i zwyczaje
krakowskie,
Kraków 1961; Etnografia pisana przez chłopów, „Rocznik Muzeum Etno­
graficznego w Krakowie", t. 2, 1967; Metoda ikonograficzna w etnografii
polskiej, Łódzkie Studia Etnograficzne, 1967. Jako redaktor działu etno­
graficznego w Słowniku
starożytności
słowiańskich
opracował osobiście
lub jako współautor 29 haseł. Przy t y m wszystkim zaś nie zaniedbywał
nigdy popularyzacji wiedzy etnograficznej, mając i w ostatnim trzydzie­
stoleciu na swoim koncie sporo różnorodnych drobnych artykułów. Zupeł­
nie wreszcie odrębną dziedziną w pisarskiej twórczości Seweryna jest,
wykraczająca już poza krąg zainteresowań etnografii, historia Ruchu Opo­
r u w okresie okupacji hitlerowskiej. Liczne pozycje z tej tematyki mają
w jego ujęciu charakter wyraźnie wspomnieniowy.
Oprócz pracy naukowej oraz sprawowania funkcji kierowniczych
w Muzeum Etnograficznym, wymienić można wiele jeszcze przejawów
działalności Tadeusza Seweryna na różnych odcinkach. Należał do głów­
nych inicjatorów organizowania etnograficznych wystaw czasowych i ob­
jazdowych, i już w 1948 r. zorganizował w Krakowie wielką wystawę pt.
Sztuka ludowa w Polsce, będącą pierwszym na większą skalę pokazem
ludowej twórczości. W 1954 r. należał do organizatorów Ogólnopolskiej
Wystawy Sztuki Ludowej w Warszawie, a ponadto zorganizował szereg
mniejszych wystaw objazdowych, jak: Historia wsi polskiej,
Przeobraże­
nia współczesne
w sztuce ludowej, Sztuka ludu krakowskiego
i in.
W 1961 r. przygotował specjalną wystawę etnograficzną przeznaczoną dla
zagranicy, poświęconą polskim strojom ludowym. Wystawa ta ekspono­
wana w Los Angeles spotkała się z ogromnym zainteresowaniem polonii
amerykańskiej.
W pierwszych latach powojennych należał Seweryn do czołowych
działaczy Związku Muzeów w Polsce, z ramienia którego założył w 1948 r.
„Kwartalnik Muzealny", obejmując funkcję jego naczelnego redaktora
i zasilając go też własnymi artykułami. Pod patronatem Związku zorga­
nizował w dniach 3-12 I V 1948 w Krakowie ogólnopolski kurs muzeolo­
giczny mający na celu przygotowanie fachowych kadr w związku z no­
w y m i zadaniami stojącymi przed muzealnictwem polskim.
Należał Seweryn do najstarszych pod względem stażu członków Pol­
skiego Towarzystwa Ludoznawczego, z którym aktywnie współpracował
jeszcze w okresie międzywojennym i odegrał istotną rolę w jegO' reakty-

�24

BOLESŁAW ŁOPUSZAŃSKI

wowaniu po wojnie. W latach 1946-1961 wchodził w skład Zarządu Głów­
nego, na X X X I zaś Walnym Zgromadzeniu w Zakopanem w 1956 r. objął
stanowisko prezesa, które piastował przez dwie kadencje do 1961 r.
W r. 1972 otrzymał członkostwo honorowe PTL jako senior etnografii
polskiej. Czynnie współpracował z wydawnictwami PTL, wchodząc w la­
tach 1946-1961 w skład Komitetu Redakcyjnego „Ludu", 1949-1961 —
„Atlasu Polskich Strojów Ludowych", 1957-1966 — „Literatury Ludo­
wej". Ponadto w latach 1957-1967 zasiadał w Komitecie Redakcyjnym
„Polskiej Sztuki Ludowej" i od 1966 r. do ostatniej chwili w Komitecie
Redakcyjnym „Rocznika Muzeum Etnograficznego w Krakowie".
Do przedstawienia pełnej sylwetki Tadeusza Seweryna wspomnieć
trzeba również o jego działalności społecznej, w której zasługuje na w y ­
mienienie przewodnictwo Komisji Historycznej przy W K ZSL w Krako­
wie, członkostwo Rady Okręgowej Towarzystwa Rozwoju Ziem Zachod­
nich, członkostwo Komisji Kultury i Sztuki przy Urzędzie Wojewódzkim
w Krakowie i członkostwo Zarządu Okręgu ZBOWiD.
Dnia 1 V I 1965 r. przeszedł Profesor po długoletniej pracy w Muzeum
Etnograficznym w stan spoczynku, otrzymując rentę specjalną dla osób
zasłużonych dla kultury narodowej. Nie przerwał jednak kontaktu ze swą
macierzystą placówką, służąc jej stale swym bogatym doświadczeniem.
Ostatnim jego publicznym wystąpieniem był udział w zorganizowanym
przez Muzeum Etnograficzne w r. 1970 ogólnopolskim sympozjum poświę­
conym grafice ludowej, na którym wystąpił z interesującym referatem
o grafice staropolskiej. Nie przerwał również pracy naukowej, a „Rocznik
Muzeum Etnograficznego w Krakowie" zasilał do ostatniego tomu swoimi
wartościowymi rozprawami.
Śmierć prof. dr. Tadeusza Seweryna jest dotkliwą stratą zarówno dla
etnografii polskiej, jak i dla całego muzealnictwa etnograficznego.
Bolesław

Łopuszański

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="12852" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="13400">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/50c1a29a20c05ddaaa6e0db0ef9c581a.jpg</src>
        <authentication>37686fddb436ad88c3261bd8fbe49d66</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="15">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154247">
                  <text>Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154248">
                  <text>fotografia cyfrowa; badania terenowe ; </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154249">
                  <text>Kolekcja zdjęć Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego  utworzona z okazji obchodów 6. Ogólnopolskiego Dnia Etnografii, Etnologii i Antropologii Kulturowej ( 9 lutego). W 2025 roku  przypada 130. rocznica  powstania PTL, zatem świętowanie odbyło się  w sposób szczególny, przypominając wszystkim to, co stanowi fundament dyscypliny oraz naszej pracy  i pasji. To badania terenowe – nieustanne wędrowanie, odkrywanie, poznawanie nowych ludzi, rozmawianie z nimi oraz dokumentowanie. Zachwyca nas świat i ludzie, którzy go tworzą!&#13;
&#13;
Na akcję Etno-Foto-Teren odpowiedziało   34 badaczy z całej Polski. Publikujemy kolaże stworzone na podstawie przesłanych fotografii wraz z autorskimi opisami okoliczności, w jakich zdjęcia powstały.</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154250">
                  <text>Członkinie i członkowie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154251">
                  <text>2025</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154252">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154253">
                  <text>jpg</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154499">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154500">
                  <text>Fotografia Cyfrowa</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154565">
                <text>ETNO-FOTO-TEREN 2025 / Kolekcja fotografii z badań terenowych PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154566">
                <text>Badania terenowe ;  muzealnictwo ; sztuka ludowa ; gromadzenie eksponatów ;  ; rzeżba nieprofesjonalna ;  Bardo </text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154567">
                <text>kolaż fotek z badań  terenowych Justyny Słomskiej-Nowak .. w 8 miesiącu ciąży &#13;
Bardo 2008 </text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154568">
                <text>Olszewska, Bożena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154569">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154570">
                <text>2025</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154571">
                <text>Licencja PTL</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154572">
                <text>jpg</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="37">
            <name>Contributor</name>
            <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="154573">
                <text>Słomska-Nowak, Justyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6823" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6803">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/21367fd69233d7acc2a8fa6858e87033.pdf</src>
        <authentication>3ffef4a3765c67960417f2f176e80826</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81288">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3598</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81289">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81290">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3375</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81291">
                <text>Diabeł a płeć / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81292">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.116-118</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81293">
                <text>Olszewski, Mikołaj</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81294">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81295">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81296">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="81297">
                <text>Diabeł a płeć
Mikołaj Olszewski

p o w s u w a ł do tych dziur i te łapy zaklinował. No i obejrzawszy
tylek niedźwiedzia, wziął mydła, pędzel, w y p ę d z l o w a ł ten tylek
i wygolił cały. Polem dawaj parzyć nahajką. Naparzył, aż spuchł
ten niedźwiedź. Widzi, że j u ż zaczyna dnieć z lekka te kliniki
powypuszczał. Wlazł na piec i siedzi. Przychodzi stróż i mówi: N
co tam niedźwiedź, co tam u ciebie, trzeba wyrzucić żebry? Cicho
pan śpi [mówi niedźwiedź - M.O.]. Drugi raz przyszedł, głośniej
zawołał: Trzeba żebry wyrzucić? Cicho, pan śpi. I tak co go już
wypuścili. Już trzeba przygotować wesele. Już ksiądz pobłogosławil. Ale wszystko jedno ten [król] myśli, że jeszcze uratuje swoja
córka. Kazał stróżowi temu wypuścić niedźwiedzia, niechaj on
dopędzi i zabije lego muzyka. Już ten zobaczył, że niedźwiedź
przylatuje, prędko do swojej oblubienicy mówi: Podejm sukienka!
A to kiedyś bez majtków chodzili. N i e d ź w i e d ź popatrzył, od.
wrócił się popędził z powrotem. T o jak. ty zabił jego? - pyta pan.
Nie. m ó w i niedźwiedź - mnie on wygolił, ale tam taką małą łatkę
zostawił, że to jedną ręką zakryć m o ż n a " (67).

W ś r ó d bajek p r z e d s t a w i a j ą c h k o n f l i k t c z ł o w i e k a z d i a b ­
łem

wyróżnić

można

takie, w k t ó r y c h

spór

t e n

rozstrzyga

pokazanie diabłu żeńskich o r g a n ó w p ł c i o w y c h . W bajkach
t a k i c h w y r a ź n i e r y s u j ą s i ę relacje w i ą ż ą c e d i a b ł a i p ł e ć . O t o

0

p i e r w s z a z t a k i c h bajek:
„Był mąż z żoną. On pilnował żyta i wykastrował byka i te jaja
smażył na patelni. Przylatuje diabeł i pyta się: C o ty robisz?
A c h ł o p mówi: Sobie jaja wykroił i smażę. O n usmażył i diabeł
mówi: Daj mnie p o k o s z t o w a ć ! Diabeł mówi: Wykrój i dla mnie!
C h ł o p wyciągnął brzytwę i wykroił jemu jaja i diabeł ze swoimi
jajami poleciał. Potem przychodzi [chłop] do domu smutny i pyta
się żona: C o ty taki smutny? O n żonie: U mnie takie i takie
zdarzenie i diabeł na pewno mnie dzisiaj zabije. Ż o n a mówi: Ja
pójdę stróżować dzisiejszą noc. Jak wychodziła wzięła nożyce
i [mówi]: Strzyż mi włosy na krótko. O d siebie daj mi czapkę,
spodnie, marynarkę, dzis.aj j a pójdę stróżować. Poszła, wzięła
patelnię i mięso. Przylatuje diabeł i krzyczy na nią: T y mnie
oszukał ty mnie wykroił a sobie nie! O n a majtki zdjęła a on
krzyknął: T y sobie z korzeniami wykroił. I od tej pory diabeł
przestał c h o d z ą bo kobieta go oszukała (65).
O b a w ą t k i tej bajki w systematyce K r z y ż a n o w s k i e g o
n a l e ż ą d o t y p u T . 1133 o r a z T . 153 (o n i e d ź w i e d z i u ) .
P r z y c z y n ą kastracji w wersji p r z y t o c z o n e j przez K r z y ż a n o w ­
skiego jest c h ę ć u z y s k a n i a przez d i a b ł a s i ł y w o ł a l u b w a ł a c h a .
A o t o kolejne o p o w i a d a n i e , k t ó r e z m i e r z a d o p o d o b n e g o
zakończenia:
„Człowiek posiał pszenicę i u niego dobrze rosło, i diabłu
p o d o b a ł o się, i m ó w i przyszedłszy: Moja będzie pszenica, a czło­
wiek mówi: Nie! Moja! I posprzeczali się, który na najciekawszym
zwierzaku przyjedzie, tego będzie pszenica. Diabeł m ó w i człowie­
ku:-Dobrze. Znaczy, oni zmówili się. Diabeł chwycił kozę,
znalazłszy i jedzie na kozie. A ten mówi: C o za c i e k a w o ś ć . Kozy j a
nie widziałem i wiem, że to koza. [Diabeł na to - M O . ] : Idź ty,
przyjedź! Na jakiej ty przyjedziesz, j a zobaczę! On przyszedł, ż o n a
rozdział do goła, w dziegciu czy w smole jakiej to wykaczał.
Poduszka porwał, piórami osypał i przyjechał, ale tyłem na przód
i diabeł tak pochyli się, popatrzy zjednej strony, z drugiej, co to za
zwierz i nie m o ż e poznać. Kosa opuszczona jakby ogon. Gdzie
głowa, włosy długie - to on myśli, że to tył, a tam przód. D i a b e ł
i tak, i tak podleciał, i diabeł tam w jakim miejscu poszmerał,
i mówi: A n i adin zub. Ale czym żeż ona pytajetsia [czym się żywi]?
T a k a zwierz, m ó w i - nie wiem, czym ona pytajetsia? Ale wot taka
zwier! No to bierz pszenicę, niechaj będzie twoja, jak ty na takim
zwier przyjechał " (66)
U

K r z y ż a n o w s k i e g o jest to j e d n a z wersji b a j k i T . 1030.

K o l e j n y interesujący mnie w ą t e k zawiera bajka:
„Jeden bogaty pan miał córkę jedynaczkę. K t o znaczy się - j a k
dawniej niedźwiedzie trzymali w osieci - kto z niedźwiedziem
przenocuje jedna noc. ten ta córka dostanie i pół królestwa.
Wszystkich ten niedźwiedź pozabijał. Nareszcie znalazł się tam
muzykant taki. Wziął skrzypeczki - na skrzypcach pięknie grał
- wziął świderek, m y d ł o , pędzel, no i wziął kilka k a w a ł k ó w
drewna. M ó w i on do ojca tego: Ja chcę z niedźwiedziem
przenocować! No dobrze człowiecze. Zamknęli jego do osieci.
Wziął on skrzypeczki, ciągnie smykiem, wygrywa. N i e d ź w i e d ź
zlazł z pieca i mówi: N o dajże mnie, j a popróbuję. Łapę jak
położył, tak struny popękali. T a k nie m o ż n a - m ó w i muzyk - za
grube palce, trzeba pocienić. A jak to zrobić? - pyta niedźwiedź.
Zaraz, poczekaj, za świderek, naświdrował, k o ł k ó w nastrugał,

116

Podobnie j a k w p r z y p a d k u bajki o o k a s t r o w a n y m diable
u K r z y ż a n o w s k i e g o spotykamy t ę b a j k ę r o z p i s a n ą na 2 od­
dzielne w ą t k i : Diabeł
i niedźwiedź

i śrubstak

T . 1159 oraz

Żolnien

T . 1160. S k ł o n n y jestem p r z y p u s z c z a ć , że jest to

ten sam w ą t e k , w k t ó r y m n i e d ź w i e d ź i d i a b e ł występują
zamiennie.
Ostatnie opowiadanie, j a k i e t u p r z y t o c z ę , nie jest notowa­
ne przez K r z y ż a n o w s k i e g o i stanowi epizod w y r w a n y z bardzej rozbudowanej fabuły:
„ D i a b e ł i baba gdzieś tam poszli i ona jemu kazała, żeby onjejj
ta cacka załatał i on zgodził się. O n robił, ona rozszerzała mala
łatka. O n znowu robił. Ona jego zamęczyła, on nic nie dał rady, to
rozszerzyła, lo stuliła. T o on potem zrozumiał, że ona chytrzejszt
diabła" (68).
Morał

t y c h bajek

stanowi niezachwiane

przekonanie

o t y m , że najskuteczniejszym sposobem u w o l n i e n i a się od
d i a b ł a jest pokazanie m u ż e ń s k i c h p u d e n d ó w . Pomocne
w z r o z u m i e n i u tej tezy b ę d z i e o d w o ł a n i e s i ę d o Antropolog!
kultury

wsi polskiej

XIX wieku L u d w i k a S t o m m y Pisze*

m i n • czarownice u z y s k u j ą

m l e k o b ą d ź z przedmiotów

m a r t w y c h , b ą d ź o d k r ó w . ale t y l k o w okresie karmieni!
cieląt- m l e k o k r o w v karmiacei ciele iest i m niedostępne,
poza 'tvm czarownice co p r a w d a żyia z d i a b ł a m i
w

sposób

uniemożliwiający

prokreacie

W

ale tylko

ten sposofc

wyznacza sie c z a r o w n i c o m dwie sfery d z i a ł a ń - zakazaną
płodna

oraz^o^olona

- seLualno-bezpłodna

klóo

iednakczer^
s^nu r z e ^
S Z i ^ S a r n w n ^ ^ J S

im nrzez mężczyznę «*

^^T^^Sd^^erekcj™

(Stomma

W

s. 188).
Analogiczny ciąg s k o j a r z e ń poprzedza

pointy nas?]** j

bajek, S t r u k t u r a pozostaje ta sama, t y l k o zamianie ule? '
płeć. Ż e ń s k a czarownica zostaje z a s t ą p i o n a m ę s k i m dial
a fallus ż e ń s k i m i pudendami. R o z s z e r z a j ą c analogiem"*

1

o d p o w i e d n i o w y z n a c z y ć d i a b ł u te sama c o czarownicy i
działania.
W ł a ś c i w ą d i a b ł u d z i e d z i n ą jest seksualizm p o z b a
aspektu p ł o d n o ś c i , n a l e ż y w n o s i ć zatem, że sam diabeł

�bezpłodny. D l a czarownicy, k t ó r a jest k o b i e t ą , c z y m ś o d ­
stręczającym jest męski symbol p ł o d n o ś c i , dla d i a b ł a zaś
odwrotnie: skoro p r z e r a ż a go żeński symbol p ł o d n o ś c i ,
o ż n a w n o s i ć , iż on sam ma n a t u r ę m ę s k ą .
Należy teraz s k o n f r o n t o w a ć te dwa atrybuty d i a b ł a , jego
bezpłodność i jego męski charakter z informacjami zaczerp­
niętymi z m a t e r i a ł ó w ź r ó d ł o w y c h . B e z p ł o d n o ś ć d i a b ł a jest
stwierdzana b e z p o ś r e d n i o :
„[Diabłów] nie przybywa, bo jakby one mnożyły się. Nie ma
diablic. to są duchy" (69). „Duch nie rodzi się" (70).
Lub też przyznaje się d i a b ł o m j a k i ś inny bezpłciowy
sposób p o w i ę k s z a n i a swoich z a s t ę p ó w :
„Człowiek się rozmnaża, aniołowie nie i diabły też się nie
rozmnażają, diabłów przybywa przez drożdżowanie. Jak ja coś
dego zrobię, to będzie jeden potomek diabla więcej" (71).
Zwłaszcza drugie zdanie powyższej wypowiedzi wskazuje
na charakterystyczny, w e d ł u g i n f o r m a t o r ó w , s p o s ó b p o w i ę ­
kszania się liczby d i a b ł ó w :
„Człowiek diabłem stanowi się. Jest takich ludzi wielu jak
diabły" (72).
Najczęściej jednak uznaje się, że diabły zostały raz stwo­
rzone przez Boga i ich liczba nie zmienia się. Ponadto
powszechnie z n a n ą bajkę o diable oszukanym przy podziale
plonów m o ż n a i n t e r p r e t o w a ć j a k o znak jego ignorancji
w sferze rodzenia się i rośnięcia, z a r ó w n o w stosunku do
świata roślin, j a k i w odniesieniu do l u d z i .
Męski charakter d i a b ł a p o ś r e d n i o potwierdza r ó w n i e ż
stwierdzenie wykluczające istnienie diablic:
„Diablic nie ma, bo zanadto bv piekło wariowało, same diabły
m

1

są" (73).

Męską n a t u r ę d i a b ł a b e z p o ś r e d n i o stwierdzają ludowe
bajki, w k t ó r y c h on występuje. T a m , gdzie pojawia się,
przybiera p o s t a ć mężczyzny: wynalazcy w ó d k i , parobka,
eleganckiego, skorego do korzystnych zamian franta, s t r ó ż a
skarbów nieznaiomeeo kawalera Szczególnie interesująca
jest ze względu na swój p r o g r a m o w o męski charakter ta
ostatnia rola:
'
„Diabeł do młodej panienki zaczął przychodzić wieczorem.
Kawaler piękny taki przychodzi - to położą się poleżeć. Ktoś tam
przypilnował, skąd on tam bierze się. czy tam wzięli wody
święconej, tak i okazało się, że to z rogami kawaler" (74).
Dla takich właśnie panienek przeznaczone były rady. j a k
ustrzec się kawalera z piekła rodem:
„Jak się tańczy trzeba chustkę uronić, schylić się i popatrzeć czy
ma jedna dziurka w nosie" (75).
„Przychodzi frant w kapeluszu, buty błyszczą. Zaprowadza
Unczyc dziewczynę, to trzeba jemu nadepnąć na but. Zadepczesz.
mc ma st p . wychodzi, że diabeł" (76).
Również struktura społeczności piekielnej jest patriarchal% panują t
stosunki zgoła nierodzinne. zwierzchności
i Poddaństwa.
Kaiępek prawa czartowskiego przedstawia piekło j a k o
*or królewski, na k t ó r y m rządził Lucyfer, a reszta d i a b ł ó w
* * uszeregowana w d w o r s k o - u r z ę d n i c z e j hierarchii, co
^Powiada ludowej wizji Lucypera - k r ó l a d i a b ł ó w (Po" f M , 1892).
Powróćmy jednak do diabelskich możliwości prokreacyj­
nych. Z twierdzeniami o n i e m o ż n o ś c i r o z m n a ż a n i a się diabła
pzerpnictym, z m a t e r i a ł ó w zgromadzonych współcześnie
s p o n d u j ą teksty staropolskie:
•Ten latawiec tuła się po świecie między ludźmi, chciałby mieć
^rzyst^o
ó g nie dał, aby mógł nic
T ^ . ani zaszkodzić nikomu, ani też począć, acz nań wiele
J a d a j ą , aby miał przekazać ludzkiemu małżeństwu, ale temu
*«y mądr\ me wierz, obłudy to wszystko są Incubus i Succubus.
*
' h nie może się płodzić według przyrodzenia, rozumu
0

m

a

Ore

7

d u

Fragment ten doprowadza nas do kolejnej części roz­
w a ż a ń , w której zajmiemy się wyjaśnieniem o d s t ę p s t w od
wyżej przedstawionego schematu. K s . Chmielowski poddaje
w w ą t p l i w o ś ć wyłącznie męski charakter d i a b ł a ; podobnie
w ikonografii sceny kuszenia, diabeł występuje czasami
w postaci p ó ł - w ę ż a p ó ł - k o b i e t y ; zdarza się też, co do­
strzegamy w malarstwie ś r e d n i o w i e c z n y m . ż e zwykłym diab­
ł o m przydaje się cechy ż e ń s k i e .
2

S p r ó b u j m y więc prześledzić relacje między człowiekiem
( k o b i e t ą i mężczyzną) a d i a b ł e m zaistniałe na skutek upadku
pierwszych r o d z i c ó w , co z a p o c z ą t k o w a ł o z i e m s k ą egzysten­
cję ludzi.
Rozpocznijmy od opisu raju, sytuacji poprzedzającej
upadek. P o w o ł a m się tu na r o z w a ż a n i a E d m u n d a Leacha
zawarte w artykule Genesis as M\th. Egzystencję rajską
organizują dwie opozycje: pierwsza, m ę s k i e - ż e ń s k i e , przy
czym p o ś r e d n i k i e m jest diabeł. „ J a k o ostateczna mediacja
wąż, rzecz pełzająca, stanowi a n o m a l i ę wobec opozycji
mężczyzna kobieta" (Leach 1969, s. 14). Druga: niewinne-grzeszne, czyli A d a m - D i a b e ł . Mediantem jest tu Ewa!
Istnienie tych przeciwieństw p o t w i e r d z a j ą t a k ż e zanoto­
wane przeze mnie wypowiedzi:
„ K i e d y ś wyszedł Adam z Ewą w p o d r ó ż , przyszli do rzeczółki.
E w a wzięła chustkę do nosa i pomvla jemu a powiesić nie miała
gdzie. Widzi ona, że c o ś u lego Adama jest. A bąk był w postaci
diabelskiej. A Adamowi nadojadło i przytuli! się, a bąk go uciął
w tyłek i świat z tego poszedł" (77).

Cytat ten doskonale ilustruje m e d i a c y j n ą rolę d i a b ł a .
Mniej ewidentne jest istnienie na gruncie k u l t u r y ludowej
drugiej z wymienionych opozycji, c h o ć i na n i ą m o ż n a
natrafić:
„ G d y się szczęśliwy Jadam z Jewą przechadzał po Raju,
w niebie zaszły zdarzenia godne uwagi. Już to z niechęcią książę
ciemności spoglądał na coraz to nowe dzieła w y c h o d z ą c e z twór­
czej ręki Boga" (Kolberg 1962, s. 5).

V

a

7

i boskiej sprawy" (Postępek.
1892, s. 20). C z y też fragment dzieła
ks. Benedykta Chmielowskiego: „Czart nie raz czyni Incubum
albo Succubum. alias jak to z o w i ą na Rusi latawcem albo latawicą,
do takiej przywodząc ludzi lubieżnych, niepowściągliwych amato­
rów niecnoty, że albo białogłowę uformuie z powietrza, dla nich
urodziwą, miłosną, a czasem ścirw zkąd porwawszy przy nim
kładą, pokrywszy piękney amazyi (gaszki) postacią; albo też dla
białogłowy naturalney uwikłanej amorami lub cielesności appetycznej reprezentuią męszczyznę, wtedy się czyniąc Incubum.
actum z nią czyni venerum, z czego m o ż e b i a ł o g ł o w a veré
impregnan semine virili calido aliunde adato et debite applicaw
(naprawdę zajść w ciążę od ciepłego m ę s k i e g o nasienia gdziein­
dziej wziętego i odpowiednio zaaplikowanego) (Chmielowski
196o. s. 91-92).

l

u

d

i

m

i

a ) e

m

u

t e g 0

B

D i a b e ł sam ustawił się w opozycji wobec ludzi i chciał i m
szkodzić, a j a k o narzędzie do tego celu w y b r a ł E w ę . b y ć m o ż e
ze względu na jej g o r s z ą , bliższą zwierzęcej n a t u r ę :
„[...] wtedy Pan B ó g nastał sen A d a m u . wyjął żebro zjego boku,
a skąd to pokręci! się pies i za tę kość hap. Nie m ó g ł dopędzić Pan
Bóg. chwycił tylko ogon, urwał ogon temu psu i myśli tak: Dobrze
i z ogona zrobię, i dlatego te baby takie gadatliwe, bo to z psa
ogona" (78).

Mediacyjny charakter d i a b ł a przejawiający się w jego płci
m o ż e p r z y b r a ć dwie formy, albo diabeł jest bezpłciowy (np.
dlatego, że jest duchem), albo jest androgyniczny, a zatem
m o ż e r ó w n i e dobrze w y s t ę p o w a ć w postaci męskiej j a k
żeńskiej, j a k to widzimy w kuszeniach świętych p u s t e l n i k ó w ,
czy w scenie upadku. W kulturze ludowej jednak bardziej
typowa wydaje się diabelska m ę s k o ś ć .
Wyjaśni nam to analiza drugiej opozycji. Podobnie j a k
w poprzednim przypadku, tak i t u mediant jest ambiwalent­
ny. Ewa p o ś r e d n i c z ą c między bezgrzesznym A d a m e m a dia-

117

�błem sama jest i niewinna, i grzeszna. D w o i s t o ś ć ta jest
u d e r z a j ą c a , jeżeli zestawimy ze s o b ą dwa w y o b r a ż e n i a Ewy
- u p a d ł e j , podległej szatanowi, oraz dobrej, Ewy m a t k i
ludzkości. K u l m i n a c j ę tego w y o b r a ż e n i a stanowi Druga
Ewa - M a t k a Boska, d e p c z ą c a głowę w ę ż a - s z a t a n a . Istota
tej opozycji t k w i w szczególnym stosunku, k t ó r y łączy E w ę
i szatana, c h a r a k t e r y z u j ą c y m się przymilnością d i a b ł a wobec
Ewy w momencie kuszenia:
„ E w a , pierwsza nasza matka, podeszła do drzewa, a ten diabeł,
jak to diabeł zaraz: Weź j a b ł k o , spróbuj jakie ono smaczne, nie
słuchaj co tam Pan B ó g m ó w i , namawiał j ą " (31)

D o d a t n i znak tego stosunku ulega zmianie, gdy obietnice
szatana o k a z u j ą się p ł o n n e i gdy oszukana Ewa zostaje
wygnana z Raju. Rezultatem opozycji: dobra natura A d a m a
vs. zła d i a b ł a , jest nie tylko upadek A d a m a i s k a ż e n i e jego
istoty, ale t a k ż e ustanowienie nowej opozycji: kobieta-Ewa
vs. diabeł. Ta nowa opozycja realizuje się dwojako, od­
powiednio do dwoistej natury Ewy. D o b r a Ewa stanowi
absolutne przeciwieństwo złego szatana:
„Ten Lucvper to był najlepszy ten, co najwięcej wiedział anioł.
I jak Pan B ó g pokazał jemu niewiasta w widzeniu, to on pierwszy
z b u n t o w a ł się. Bo Pan B ó g powiedział, że on będzie służył tej
niewieście. A on powiedział, że nie będzie służył" (81).

Zdarzenie to jest b e z p o ś r e d n i ą p r z y c z y n ą b u n t u Lucypera
p o p r z e d z a j ą c dramat upadku i wygnania z Raju. Wskazuje
to na jego fundamentalny charakter, d e t e r m i n u j ą c y rzeczy­
wistość tak rajską, jak ziemską.
T a tak mocno zarysowana opozycja Ewa vs. diabeł
wymusza d r u g ą : Ewa oznacza przecież tyle co kobieta, a więc
w szeregu określeń po stronie d i a b ł a musi się znaleźć:
„ m ę ż c z y z n a " . M a m y zatem wyjaśnienie m ę s k i e g o charak­
teru d i a b ł a .
T a sama opozycja realizuje się t a k ż e w odniesieniu do Ewy
złej (np. tej, k t ó r a d a ł a się p o w t ó r n i e skusić szatanowi).
Kobieta odgrywa się na diable za u t r a t ę raju. b ę d ą c zarazem
r ó w n i e zła jak on. Oszukuje go w r e w a n ż u za oszustwo.
W zrozumieniu tej wersji opozycji k o b i e t a - d i a b e ł pomaga
bajka:
„Szła baba na chrzciny i wyszła nad rzeczka.Nie da rady
przejść. A tu czort zjawił się. Baba siadła. Czort niesie, d o n i ó s ł na
chrzciny. No to nieś teraz ty baba: Nie! Ten czort nosił, nosił aż
nadojadła mu ona i ten czort mówi: Idź baba! No i oni wzięli
i pobili się. Biją się do krwi. a rady nie dają. Pan B ó g m ó w i do
anioła: «Idż i rozbrori ich!» O n poszedł, bronił, bronił i nie
rozbromł ich i ściął o b y d w ó m głowy. I powiedział Pan Bóg: « C o ś
ty zrobił. Idź i nałóż im głowy!» Anioł przyszedł i la czortowska
głowa nałożył na babę, a baby głowa na czorta. I teraz baba taka
chytra, bo ma czortowska g ł o w a " (79).

1

W bajce tej nie tylko został opisany k o n f l i k t , ale i wskaza¬
ny jego zwycięzca. Z treści bajki należy w n o s i ć , że w sytuacji
p o c z ą t k o w e j przewaga była po stronie d i a b ł a , co o d p o w j .
d a ł o sytuacji rajskiej, kiedy to d i a b e ł był m ą d r z e j s z y od Ewy
p o n i e w a ż wiedział, że zmiana aseksualnego stanu rajskiego
na seksualny doprowadzi ludzi do wygnania z Raju i odsunie
ich od Boga. Nie wiedział jednak, że upadek ludzi ma inn,
charakter niż jego własny. Upadek d i a b ł a był bowiem
wynikiem opozycji między n i m a Bogiem, podczas gdy
w przypadku ludzi n a s t ą p i ł a zmiana b e z p ł o d n e j egzystencji
rajskiej na p ł o d n ą z i e m s k ą , nie z n a n ą d i a b ł u . Dlatego
najprostszym sposobem oszukania i odegnania diabła jest
skonfrontowanie go z symbolem ludzkiej p ł o d n o ś c i .
a

D r u g ą z kolei t r u d n o ś ć przedstawiają te m a t e r i a ł y , które
stwierdzają p ł o d n o ś ć diabla, w szczególności apokryficzny I
wątek diabła
ojca Kaina:
„[...] Tak jak kobieta posłuchała tego węża-szatana i on
zrobiła pierworodny grzech i pierwszego syna z tym wężem
rodziła - lego Judasza jak mówimy - tego Kaina. Z tym węże*
miała Kaina" (1).
„[Pewną kobietę] zabrali do bolnicy, potym ją nałożyli jakim
puchem, żeby ona nie słyszała nic, no i ona porodziła. To diaheł
taki był jak na obrazku rudy w czarne pasy. [ . . . ] powiedzie!,,*
nieżywe było dziecko. To doktorowie tak przyzna!,, ze jak maż
a

jej

w , &lt; : h e r , d 7 , t

Z™ , r ^ d r l b K ^ T '
^herprzeal,
wszystko na diabla (80).
,
Byc m o ż e powyższą o p o w i e ś ć należy kojarzyć z powszect
ną w i a r ą , .z w r o k u 2000 nastanie koniec świata . - wedle
Sybilh - przyjście na świat Antychrysta: „ A l b o w . e m przed
ym dniem s ą d n y m zeszłe szkaradny Lucy per swego potom¬
ka Antychrysta na świat, ten się n a r o d ź , z jednej żydówki
w Babilonie (Proroctwo, s. 45). Opisane powyżej narodziny
d i a b ł a m o ż n a t r a k t o w a ć j a k o zapowiedz właściwych narcdz,n Antychrysta.
Obydwa powyższe przypadki ograniczają okres płodności
człowieka. M o m e n t p ł o d n o ś ć , d i a b ł a jest jednocześnie cza­
sem wejścia ludzi w rzeczywistość z i e m s k ą , co m o ż e znaczyć,
że d o c z e s n ą n a t u r ę człowieka charakteryzuje właśnie domie­
szka diabelska, której p r z y c z y n ą był kontakt seksualny
d i a b ł a i Ewy. Domieszka ta jest przekazywana z pokolenia
na pokolenie. Narodziny Antychrysta, potomka Lucyfera,
wydzielają z powrotem z natury ludzkiej s k ł a d n i k diabelski,
co zarazem będzie jej oczyszczeniem umożliwiającym opusz­
czenie ziemskiego p a d o ł u i p o d z i a ł ludzi na stronników
d i a b ł a i zbawionych. Zatem p ł o d n o ś ć d i a b ł a jest ograniczo­
na t y l k o do jednego przypadku i ma ściśle o k r e ś l o n ą funkcje I
skażenie natury człowieka. Jej sens jest zatem przeciwny
sensowi płodności ludzi, k t ó r a ma na celu przysporzeni
Bogu wiernych w y z n a w c ó w .

P R Z Y P I S Y
1

Według K r z y ż a n o w s k i e g o , pełna wersja bajki o diable oszuka­
nym przez chłopa przy podziale p l o n ó w składa się z trzech
e p i z o d ó w . Pierwszy to nawiązanie kontaktu i zawarcie umowv
/ diabłem. Drugi to oszukańczy podział p l o n ó w , przy którym
wychodzi na jaw ignorancja diabła w sprawach wegetacji roślin.
Trzeci epizod zawiera wypowiedziany przez r o z z ł o s z c z o n e g o diabła
pojedynek z człowiekiem Rywalizację wygrywa człowiek, w przewa-

żającej ilości wersji dzięki wykorzystaniu ignorancji diabła * »sprt-l
wach ludzkiej anatomii (Krzyżanowski 1967. I. I I , s. 11).
Na przykład scena kuszenia, pędzla Van G o s e m i Kunstg*
chichtliche Museum w Wiedniu; a także Paliptyk iw. Jana J a t a *
nika z Muzeum Narodowego w Krakowie ora/ Dziesięć
przykaż
Mistrza Dziesięciorga Przykazań z Muzeum Narodowego w W&gt;r- j
szawie.
2

L I T E R A T U
Chmielowski B.
1966 Nowe Ateny. K r a k ó w
Kolberg O.
1962 Dzieła t. V I I . Krakowskie,
Krzyżanowski J.

1967

Postępek
1892 Postępek prawa czartowskiego pneciu
wyd. A . Benis, K r a k ó w
Wrocław

Polska bajka ludowa w układzie

systematycznym, Warszawa

Leach E .
1969 Genesis as Myth. [w:] Genesis as Mylh. London

118

RA

narodowi

ludzka

Proroctwo
[b.d.]

Proroctwo

Michaldy.

królowej

ze Saby, Warszawa

iy»t&gt;

Antropologia Kultury wst potsKtej AA w., warszawa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
