<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items?output=omeka-xml&amp;page=34&amp;sort_field=added" accessDate="2026-09-30T05:48:57+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>34</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>4499</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="9551" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9529">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b0f2db18c55866e6df5030324a3b6969.pdf</src>
        <authentication>f77328c229f678ad859c0f386057f6d9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113764">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4048</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="113765">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113766">
                <text>1955</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113767">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3784</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113768">
                <text>Ozdobne drabinki do kwiatów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1955 t.9 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113769">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1955 t.9 z.2; s.100-103</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113770">
                <text>Czajkowski, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113771">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113772">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113773">
                <text>O Z D O B N E

D R A B I N K I

D O

K W I A T Ó W

JERZY

Zarówno w małych miastach, jak i na wsiach
istnieje zwyczaj dekorowania okien kwiatami. Uzu­
pełnieniem dekoracji, którą w głównej mierze sta­
nowi sama roślina, jest przeważnie ozdobny wazonik
oraz podpórka, która — zamiast prostego patyka —
przybiera czasem postać pięknie wykonanej drabinki.
100

CZAJKOWSKI

Drabinki takie, występujące na różnych terenach
Polski, a zwłaszcza Małopolski, uchodziły jakoś uwagi
etnografów, którzy nie interesowali się nimi i nie
notowali ich w publikowanych przez siebie mate­
riałach. Nielepiej przedstawiają się też zbiory mu­
zealne w tym zakresie.

�Wyjątek stanowi Muzeum Etnograficzne w Krako­
wie, które jest w posiadaniu serii drabinek, składa­
jącej się z 6 sztuk.
Drabinki te wykonane zostały po I I wojnie świato­
wej i są dziełem Tadeusza Obrzuda z Podegrodzia
(pow. Nowy Sącz), znanego rzeźbiarza ludowego, któ­
ry już niejednokrotnie wystawiał swoje rzeźby w
okresie międzywojennym.
Do rzeźb Obrzuda należą kapliczki z postaciami
Chrystusa Frasobliwego, św. Jana Nepomucena, kilka

figurek Chrystusa upadającego pod krzyżem, płasko­
rzeźba — chusta św. Weroniki i inne. Sporo tych
rzeźb znajduje się w zbiorach Muzeum Etnograficz­
nego w Krakowie.
W r. 1940 wywieziono Obrzuda na roboty do Nie­
miec, gdzie przebywał 5 lat. W ciągu tego okresu
wyrzeźbił on mnóstwo różnych figurek. Szczególnym
uznaniem ludności niemieckiej (tam, gdzie przebywał)
cieszyły się butelki z Bożą Męką. Za pieniądze uzyekane drogą sprzedaży swych wyrobów Obrzud za­
kupywał narzędzia rzeźbiarskie, które niestety zo101

�z drzewa bukowego), natomiast poprzeczki — z drze­
wa bukowego.
Na pierwszy rzut oka wszystkie drabinki są do
siebie podobne. Przypatrzywszy się im jednak dokład­
nie, stwierdzamy, że poprzeczki różnią się między
sobą bardzo, jeśli nie w całości, to przynajmniej
w szczegółach. Natomiast listwy boczne są we wszyst­
kich drabinkach identyczne. Rozchodzą się one nieco
od dołu ku górze, nadając drabince kształt wydłużo­
nego trapezu, zwróconego szerszą podstawą ku górze.
Krawędzie listew bocznych są dla ozdoby skośnie
pozacinane w karby biegnące z dołu do góry i na od­
wrót. Forma poprzeczek rozwiązana jest dwojako. Są
one bądź to proste w swej zasadniczej linii, bądź
też lekko półokrągłe. Krawędzie ich są wycinane
w ząbki, półkola, karbowane łuki itp.
Najwięcej jednak inwencji artystycznej włożył
rzeźbiarz w rozwiązanie powierzchni poprzeczek. Są
one ażurowane, przy czym motywy, które tu zna­
lazły zastosowanie, można podzielić na trzy grupy.
Jedną stanowią motywy w postaci małych, okrąg­
łych otworków, układanych w koła, krzyże, linie pro­
ste, ośmio- i jedenastoramiennych gwiazdek lub nie
dających się ściśle określić wycięć o formach ab­
strakcyjnych.
Drugą grupę tworzą starannie wykonane motywy
roślinne, na które składają się czterolistne rozetki,
gałązki z listkami, grzyby, liście i owoce dębu oraz
drzewka, zwykle po trzy, z których środkowe jest
wyższe od dwóch bocznych. Wzajemne proporcje po­
szczególnych motywów roślinnych traktowane są przez
rzeźbiarza zupełnie swobodnie. I tak np. kwiatki,
drzewa, grzyby, żołędzie mają prawie jednakową
wielkość, o której decydują rozmiary zdobionej po­
wierzchni.
Osobno wspomnieć należy o ładnie wyciętych ser­
duszkach i innych motywach (jak kapelusz góralski
ze skrzyżowanymi ciupagami), którymi Obrzud ozdo­
bił jedną z drabinek.
W dwóch wypadkach rzeźbiarz nie zadowolił się
motywami geometrycznymi i roślinnymi, ale dodat­
kowo dał po dwie krokiewki, przy czym na jednej
parze ustawił dwa malowane ptaszki, w rozwidleniu
drugiej natomiast umieścił gniazdo, a w nim dwa
bociany, dość wiernie wykonane i pomalowane.

stały mu skradzione, gdy wracał do kraju. Po po­
wrocie osiedlił się on w Lubezie pod Grodkowem, na
Śląsku Opolskim, gdzie w dalszym ciągu pracuje nad
rzeźbami o tematyce zarówno religijnej, jak i świec­
kiej.
Wróćmy jednak do wspomnianych drabinek. Każda
z nich składa się z dwóch listewek połączonych k i l ­
koma poprzeczkami. Wysokość drabinek waha się w
granicach 46—51 cm, a tylko jedna z nich ma 32 cm
wysokości. Do wyrobu drabinek Obrzud użył dwóch
rodzajów drzewa. Listewki boczne zrobił z drzewa
dębowego (poza jedną, która w całości wykonana jest
102

Prócz rzeźbiarskiej występuje na drabinkach de­
koracja malarska, głównie na niektórych motywach
roślinnych oraz wyżej wspomnianych ptaszkach i bo­
cianach. Pomalowane zostały również zakończenia
bocznych listewek niektórych drabinek, jedna z po­
przeczek oraz krokiewki — farbami olejnymi kolorów
białego, czerwonego, zielonego, niebieskiego i brą­
zowego.
Brak zainteresowania tymi drobnymi, ale cieka­
wymi okazami ludowego zdobnictwa powoduje, że
szukając analogii dla opisywanych tu drabinek, nie
znajdujemy ich na naszych terenach, tylko za Kar­
patami — na WęgrzechTamtejsze drabinki w ogól­
nym kształcie zbliżone do wykonanych przez Obrzuda, są jednak znacznie bogatsze. Podobnie jak u rzeź-

Malonyay Dezsó: A magyar nép müvészete. Bu­
dapeszt, 1909, t. I I I , s. 179.
1

�biarza podegrodzkiego, znalazły tam zastosowanie
motywy geometryczne, abstrakcyjne, roślinne i zwierzęce oraz — czego nie ma u Obrzuda — postacie

ludzkie. Większość drabinek węgierskich ozdobiona
jest nieznanymi Obrzudowi dzwonęczkowatymi w i siorkami.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9552" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9530">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/33659476898fe36a436ff20f70d89d45.pdf</src>
        <authentication>6253cb46c0a86a40e5c8f39dace9a82f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113774">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4051</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="113775">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113776">
                <text>1955</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113777">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3787</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113778">
                <text>Sprawozdania i recenzje / Sztuka Ludowa - Konteksty 1955 t.9 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113779">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1955 t.9 z.2; s.108-127</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113780">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113781">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113782">
                <text>Ryc.

1. Dywan dwuosnowowy

W Y S T A W A

w kolorach

S Z T U K I

białym i czarnym.
pow. AugiLstów.

L U D O W E J

W

Wyk.

Franciszka

208

Lipsk,

B I A Ł Y M S T O K U

ZOFIA
Zorganizowana w lipcu, a trwająca do polowy
września r. ub. Wystawa Sztuki Ludowej w Białym­
stoku miała na celu zilustrowanie dorobku Biało­
stocczyzny we wszystkich dziedzinach twórczości l u ­
dowej w pierwszym dziesięcioleciu Polski Ludowej.
Inicjatorzy i organizatorzy wystawy — Wydział K u l ­
tury Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w
Białymstoku, Muzea w Białymstoku i w Łomży oraz
Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego —
korzystały z poparcia Centralnego Zarządu Sztuk Pla­
stycznych i Wystaw Ministerstwa Kultury i Sztuki.
Zgromadzone w liczbie ponad 300 eksponaty ze
wszystkich powiatów województwa białostockiego re­
prezentowały: tkactwo, plecionkarstwo, hafty i ko­
ronki, odzież i strój, ceramikę, rzeźbę, rysunki oraz
drobne zdobnictwo ludowe.
Pewna część eksponatów pochodziła ze zbiorów
muzealnych i prywatnych z lat dawniejszych, sprzed
Wyzwolenia. Miały one uzupełnić wystawę i una­

Rybko,

STARONKOWA

ocznić przemiany, jakim twórczość ludowa uległa na
przestrzeni lat. Cel ten jednak — może z wyjątkiem
rzeźby — nie został osiągnięty, głównie z powodu bra­
ku napisów z datami i objaśnieniami.
Najliczniejszym działem wystawy było tkactwo.
Tkaniny rozmieszczono w hallu i wszystkich czte­
rech salach, a oprócz tego umieszczono w gablotach —
poskładane, widoczne tylko fragmentarycznie. Dobrym
wprowadzeniem do działu tkanin był ustawiony w
pierwszej sali warsztat tkacki z zaczętą robotą prze­
tykanej lnianej „płachty". Można było obejrzeć ro­
bione ze sznurka lnianego nicielnice o tzw. długich
oczkach, grzebień, czyli płochę, sporządzoną z cienkich
drewienek, oraz czółenko z nawiniętą na cewkę nicią
lnianą. Szkoda, że nie pokazano przy tej okazji „de­
ski", używanej do wyrobu niektórych tkanin, oraz
„prątków".
Z tkanin reprezentowane były dywany dwuosnowowe, sejpaki tkane „w deskę", tkaniny rypsowe,

�przetykane wełniane, radziuszki lniane, lniane rząd­
kowe (czynowate) ręczniki oraz rządkowe wełniane
i lniane płótna. Z dywanów dwuosnowowych prawie
wszystkie były wykonane w okresie powojennym,
a nawet po roku 1949, ponieważ mniej więcej w tym
czasie zdołano wznowić znaną, lecz częściowo za­
rzuconą technikę tkania dywanów o podwójnej
osnowie.
Zwracał uwagę dwuosnowowy dywan biało-czarny,
wykonany przez Franciszkę Rybko (Lipsk, pow. Au­
gustów), przedstawiający w partii środkowej dwa
gołąbki, po bokach zaś napisy i daty. Kompozycja
całości, jak i środkowego motywu gołąbków — nie
była jednak szczęśliwa. A szkoda, bo dywan tego
rodzaju mógłby mieć duże zastosowanie jako tkanina
reprezentacyjna (ryc. 1).
Wśród kilkunastu wystawionych dywanów dwu­
osnowowych osobną grupę stanowiły tkaniny sokol­
skie, wykonane pod kierunkiem prof. E. Plutyńskiej,
wyróżniały się one kolorytem oraz tematyką. W ośrod­
ku sokolskim dąży się obecnie do' tego, by przywró­
cić stare metody farbowania tkanin barwnikami na-

Ryc. 3. „Droga przez wieś". Dywan
dwuosnowowy.
Wyk. Felicja Jaroszewicz, Janów, pow.
Sokółka.

Ryc.

2.

Dywan

dwuosnowowy.

Wyk.

Felicja

szewicz, Janów, pow. Sokółka.

Jaro­

turalnymi, jak np. korą dębową, korą kruszyny, liść­
mi brzozy. Oprócz tego tkaczki do barwienia uży­
wają koszenili i indyga. Daje to w efekcie kolory
stonowane, miłe dla oka.
Większość dywanów wykonana była dla uczczenia
dziesięciolecia Polski Ludowej, stąd ich aktualna te­
matyka, jak np. wiejska szkoła, droga przez wieś,
spółdzielnia hodowlana; niektóre tylko reprezentowały
dawną twórczość tradycyjną — o motywach roślin­
nych, wypełniających rytmicznie środkowe pole dy­
wanu. Wśród odrzuconych przez jury i nie ekspono­
wanych na wystawie znalazły się dywany o wzorach
naśladujących kapy tkane fabrycznie.
Ze względu na znaczną ilość zgromadzonych tka­
nin trudno byłoby omówić wszystkie, ograniczymy
się więc jedynie do ważniejszych.
Należy do nich przede wszystkim doskonale skom­
ponowany dywan Aleksandry Radulskiej z Janowa
(pow. Sokółka), przedstawiający uroczysty obchód
święta 22 lipca na wsi (ryc. 2). Zasadnicza treść kom109

�pozycji umieszczona jest w pasie środkowym. Wi­
dzimy tu budynek szkolny oraz prowadzącą doń sze­
roką drogą, a na niej grupę dzieci i dorosłych. Nie­
którzy niosą kłosy zboża lub kwiaty, inni koszyczki.
Tu i ówdzie wśród ludzi widać zwierzęta i ptaki. Po
obu stronach drogi rosną drzewka, potraktowane de­
koracyjnie, powtarzające się symetrycznie. Dość sze­
rokie obramienie wypełnione jest zygzakiem i mo­
tywem kłosów. Kompozycja całości prosta i zwarta,
a poszczególne motywy roślinne i figuralne szczerze
ludowe.
Mniej szczęśliwy w kompozycji był dywan wyko­

nany przez Felicję Jaroszewicz, również z Janowa
(ryc. 3). Dywan ten, podzielony na trzy części, w gór­
nej przedstawia wieś złożoną z kilku domów, w środ­
kowej — pasiekę, w dolnej zaś — stado owiec i kóz
pędzone przez pasterza do obory. Analizując poszcze­
gólne części dostrzegamy pewną nieporadność w roz­
mieszczeniu elementów (domki w części górnej), nie­
dostateczną przejrzystość układu (część środkowa)
i brak równowagi (część dolna).
Wyraźnym nieporozumieniem był drugi dywan tejże
autorki, stanowiący swobodną replikę pracy zaty­
tułowanej „Droga przez wieś", wykonanej po raz

v
Б

s
d
I:
ti
В
С
k&lt;
st
w
Pi
ro
dr
mi
W;
Ryc.

10
110

4. Dywan

dwtiosnowowy.

Wyk.

Sabina

Maselbas,

Wasilówka,

pow.

Sokółka.

�Ryc.

5. Dywan

dwuosnowowy.

Ryc. 6. Dywan dwuosnowowy. Wyk. Olimpia
wicz, Janów, pow. Sokółka.

Wyk.

Sabina Maselbas,

Wasilówka,

pow.

Sokółka.

Jarosze­

Ill

�Ryc.

7.

Dywan dwuosnowowy.
pow.

pierwszy w latach 1950—52 przez Dominikę Buj­
nowską z Węgrowa *.
Wśród dywanów o tematyce tradycyjnej wyróżniały
się prace Sabiny Masełbas (kol. Wasilówka, pow. So­
kółka), która kontynuuje wzory odziedziczone po mat­
ce. Składają się na nie motywy roślinne w postaci
stylizowanych gałązek winorośli, wypełniających w
prostym, przejrzystym układzie pole środkowe, oraz
również roślinne motywy tworzące obramienie (ryc. 4).
Czasem w kwietny szlak obramienia wplecione są
sylwetki ludzi 1 zwierząt (ryc. 5).
* „Polska Sztuka Ludowa" nr 6, 1952, s. 350, ryc. 8.
112

Wyk. Aurelia
Sokółka.

Majewska,

Janów,

Do grupy dywanów reprezentujących formy trady­
cyjne należy również zaliczyć tkaninę dwuosnowową
wykonaną przez Olimpię Jaroszewicz (Janów, pow.
Sokółka) o motywach roślinnych i zwierzęcych (ryc. 6)
oraz stary dywan z r. 1896, tkany przez Pelagię Su­
limę (Ruda, pow. Grajewo). Przykładem nowoczesnej
kompozycji opartej o dawne wzory roślinne jest
dwuosnowową tkanina (ryc. 7) Aurelii Majewskiej
(Janów, pow. Sokółka). Innym typem dywanów dwuosnowowych była tkanina Franciszki Rybko (Lipsk,
pow. Augustów), o wzorze geometrycznym, w romby
i gwiazdy (ryc. 8), nawiązująca w ogólnym charakte­
rze do dawnych dwuosnowowych dywanów mazur-

�skich i podobnie jak one zszywana wzdłuż, z dwóch
części.
i
Z innego rodzaju tkanin wystawione były wełnia­
ne dywany rypsowe o wzorze geometrycznym, po­
wstałym z elementów kostki i prostokąta. Niektóre
z nich były zupełnie w tym samym typie, co tkaniny
opoczyńskie „w koziołki", i odznaczały się szeroką
gamą kolorystyki, występującą w pasach lub kracie.
Dużą ilość tkanin rypsowych reprezentowały tkaniny
dwukolorowe lniano-wełniane i lniano-bawełniane,

Ryc.

8. Dywan

dwuosnowowy.

ó wzorze powstałym z kostki rypsowej i prostokątów
rozbudowanych w kole. Były to płachty Scholastyki
Krupowicz (Janów, pow. Sokółka) biało-granatowe,
biało-zielone i biało-bordowe. Wśród nich — jedna
całkowicie lniana, szaro-biała. Płachty tego rodzaju
występują na terenie całego województwa.
Odrębne w typie były tzw. sejpaki, pochodzące z po­
wiatów suwalskiego, augustowskiego i grajewskiego.
Tkaniny te, lniano-wełniane, o układzie pionowym,
wykonane są na wąskim krośnie i zszywane środkiem.

Wyk. Franciszka

Rybko,

Lipsk, pow.

Augustów.

113

�Ryc. 9. Sejpak.

Tkanina

przetykana Iniano-wełniana.
Reszki, pow.
Augustów.

Wzór, ręcznie tkany wełnianym wątkiem, występuje
na lnianym płóciennym tle. Motywem, stale powta­
rzającym się jest gwiazda ośmioramienna, komponują­
ca się w skośnej (ryc. 9) lub prostej kracie, a prócz
tego motyw geometryczny, zbudowany w kwadracie
ze skośnej kraty. Brzeg stanowią dwa szerokie pasy
po obu bokach na pionie tkaniny, dochodzące do
30 cm szerokości, wypełnione zygzakowatym geome­
trycznym wzorem obok skośnych form, ustawionych
przy sobie i imitujących listki na gałązce. Góra i dół
tkaniny zwykle nie mają pasów krawędziowych. Nie
każdy jednak sejpak bywa w ten sposób wykonany.
Np. jeden z dywanów tkanych przez Czesławę Twar­
114

Wyk. Czesława

Twardowska,

dowską zakończony jest u dołu pasem stylizowanych
geometrycznie ptaszków, zwróconych do siebie para­
mi, a przegrodzonych trójkątem, stanowiącym jakby
wazon, którego motywy rozsypują się po całej tkani­
nie. Składają się one z występujących na przemian
form geometrycznych, zbudowanych w kształcie
kwadratu i gwiazdy ośmioramiennej — ujętych w
skośną kratę. Sam dół jest zakończony powtórzonym
czterokrotnie zygzakiem,
wypełnionym drobnymi
punktami. Cała powierzchnia sejpaka usiana jest
małymi kwadracikami w miejscach, gdzie poza sa­
mym motywem pozostawała na tle zbyt duża wolna
przestrzeń. Motywy tkane wełną występują na lnianej

�powierzchni bardzo plastycznie nie tylko dzięki róż­
nicy grubości i rodzaju użytej przędzy, ale także
dlatego, że wełniany wątek tworzący motyw prze­
biega wierzchem ponad lnianym płótnem, na prze­
strzeni dwóch, trzech, czterech centymetrów.
Na wystawie zgromadzono również dużą ilość tka­
nin przetykanych, lniano-wełnianych i całkowicie
lnianych, tzw. radziuszek, o motywach geometrycz­
nych — przenikających się kół lub owalów.
Do grupy tkanin przetykanych zaliczyć też należy
niektóre ręczniki lniane, np. wykonany przez Anielę
Maksymowicz (Oszkinie, pow. Suwałki), tkany praw­
dopodobnie przy użyciu „deski". Wzór tkany jest sza­
rym lnem, osnowa zaś i częściowo wątek — białym
(ryc. 10). Starszym zabytkiem był tkany ręcznik bar­
dzo bogato zdobiony, stanowiący własność Muzeum
w Białymstoku, a niesłusznie wciągnięty do działu
haftów.
Pośród tkanin o splocie rządkowym (czynowatym)
było kilka wykonanych z wełny i kilka czysto lnia­
nych lub lniano-bawełnianych.
Efekty w splocie
rządkowym zostały wykorzystane w ten sposób, żs
wzór występujący na tkaninie składa się z kwadra­

Ryc.

10. Ręcznik

przetykany.

Wyk.

tów i prostokątów o odmiennym lśnieniu. 1 tak np\
płaszczyzna kwadratu składa się ze skosów biegną­
cych z góry na dół w kierunku od lewej do prawej,
a powierzchnia sąsiadującego prostokąta — ze sko­
sów zbiegających od prawej do lewej. Efektownym
wzorem jest również wypełnienie płaszczyzny tzw.
„sosenką" (ryc. 11), która w pewnych partiach tka­
niny (zależy to od przewleczenia nicielnic) tworzy for­
my rombów wypełnionych rządkami splotu.
Kontrasty pomiędzy tłem a wzorem zaznaczyły się
dobrze w splocie rządkowym 1 :3, tzn. tam, gdzie
w tle nitka wątku przechodzi pod trzema nitkami
osnowy, a jedną nakrywa, we wzorze zaś — nić
wątku nakrywa trzy nitki osnowy, a chowa się pod
jedną.
Splot rządkowy stosowany jest również w tkaninach
lnianych, w których czasem w osnowie używa się
lnu szarego nie bielonego, zaś w wątku — lnu bia­
łego lub kupnej białej bawełny. Daje to ładne efekty
załamywania się połysku materii, podobnie jak to
można zaobserwować w kupnych obrusach tkanych
splotem atłasu. Tkaniny czynowate wykonywane są
na terenie całego województwa białostockiego i znaj­
dują zastosowanie jako obrusy i ręczniki.

Aniela Maksymowicz,

Oszkinie, pow.

Suwałki.

115

�Ryc.

11. Płachta

tkana splotem rządkowym.
Wyk.
Radziłów, pow. Grajewo.

W dziale tkactwa pokazano również parę sztuk
wełnianych krajek, czyli pasów używanych w stroju.
Tkanie ich odbywa się w sposób bardzo prymitywny.
Tkaczka zahacza wełniane nici osnowy o duży palec
u nogi i trzymając końce ich w ręku przekłada nici
wątku. Co druga nitka osnowy jest przewiązana lnia­
nym sznurkiem przymocowanym do patyczka, który
zastępuje nicielnicę. Wzory geometryczne zdobiące
krajki (ryc. 12) tkaczka wykonuje przeplatając w od­
powiedni sposób osnowę wątkiem.
W województwie białostockim występują takżs
chodniki tkane ze słomy. Na rzadkiej lnianej osnowie
(niebieskiej lub czerwonej) wątek, który stanowią
źdźbła słomy, przeplata się splotem płótna. Tkane
11G

Irena

Strzelecka,

słomianki eksponowane na wystawie pochodziły ze
wsi Długi Ług (pow. Sokółka).
Z dziedziny plecionkarstwa można było obejrzeć
beczkowatego kształtu kosz do przechowywania ziar­
na, zrobiony techniką spiralną ze słomy wiązanej
łykiem. Technika taka jest obecnie używana do wyro­
bu kobiałek. Jako przykład koszy plecionych z ko­
rzeni przedstawiony był „półćwiartek" w kształcie
wysokiego garnka z uchem. Kosze takie wyrabiano
niegdyś na terenie Kurpiowszczyzny. Wśród okazów
plecionkarstwa znajdował się jeszcze tzw. „koszel",
pełniący funkcje chlebaka. Składa się on z dwóch
koszyków, z których jeden, odwrócony dnem do góry,
wsuwa się na drugi, nieco mniejszy. Sznurek spełnia

�rolę paska, służącego do przewieszania przez ramię.
„Koszel" wyplatany jest z łyka, podobnie jak ko­
szyki na owoce i jagody.
W dziale haftów wystawiono przeważnie wyroby
dawniejsze. Z ciekawszych eksponatów należy wy­
mienić koszulę męską, wykonaną w r. 1871 przez
Olgę Kaczanowską (Krzywa, pow. Bielsk Podlaski).
Haftowany przód koszuli, kołnierzyk i mankiety
zdobione są długimi ściegami, stebnem i krzyżykami
w kolorach czarnym i czerwonym, na przodzie wy­
stępują motywy gwiazdek zamkniętych w skośnej
kracie (ryc. 13). Fragment tego motywu zaznacza się
na mankietach i kołnierzyku koszuli. Z nowszych
haftów pokazane były tylko: litewska czarna zapaska,
zdobiona w kwiaty wykonane ściegiem łańcuszkowym,
i również litewska koszula kobieca, haftowana atłaskiem w tulipany. Motyw kwiatowy w zapasce, jak
i motyw tulipánu w koszuli powtarzają się kilka
razy bez żadnych zmian, poza różną wersją kolory­
styczną, i nie świadczą o dużych możliwościach arty­
stycznych wykonawczyni. Koszula i zapaska dostar­
czone zostały wraz z całym strojem litewskim (ryc.
14) przez Julię Ustach (Wiedugiery, pow. Suwałki).
Koronkę reprezentowały roboty szydełkowe, wystę­
pujące na Kurpiach jako wykończenia ręczników,
fartuchów i kołnierzyka przy koszuli kobiecej.
Z techniką koronki wiązanej łączą się wyroby siat­
kowe, które w województwie są dosyć rozpowszech­
nione.
W dziale strojów pokazano jedynie ubiory kobiece.
Oprócz ogólnie znanego stroju kurpiowskiego wysta­
wiono białoruski, podlaski i litewski.
Strój białoruski składał się z koszuli lnianej, spód­
nicy i czepca. Koszula miała haftowany przód orat
haftowane przyramki w miejscu, gdzie rękaw wszyty
jest pod kątem prostym do koszuli. Spódnica, tkana
splotem płótna, bawełniana, w kolorze czerwonym,
ozdobiona była czterema wąskimi wiązkami pasków
(zielony, biały, fioletowy), biegnących poprzecznie.
Dołem zaś wytkany został szlak, złożony z dwóch
szerokich pasów zielonych. Pośrodku nich wystąpiły
te same paseczki, co u góry spódnicy. Do tego stroju
należy jeszcze gładki, czerwony czepiec, obszyty ce­
kinami i lśniącą, złotą tasiemką.

Julia Ustach (pow. Suwałki) dostarczyła kobiecy
strój litewski (ryc. 14). Koszula lniana zaopatrzona
jest w kołnierzyk o wydłużonych, ostro zakończonych
rogach, wyhaftowanych na przodzie w tulipany. Rę­
kawy, bardzo szerokie, wszyte są pod kątem pro­
stym i suto w miejscu wszycia marszczone, a poniżej
łokcia ozdobione dwoma rzędami hafi?.v-" y;h t u l i ­
panów. Gorset, z lnianej, ciemnozielonej materii, tka­
nej splotem płótna i przetykanej .Usnoż.Uą oraz
czerwoną nicią, krojony jest z jednsgo kawałka ma­
teriału, z którego wycięto na przodzie kwadratowy

Ze stroju podlaskiego można było zobaczyć: kaftan,
podobny do kurpiowskiego, ze lśniącej, brązowej ma­
terii podszewkowej, ozdobiony na przodzie aksamitem
z jednym rzędem drobnych guzików; koszulę ślubną,
zdobioną białym haftem, skrojoną tak samo, jak
białoruska,
ze stojącym kołnierzykiem; spódnicę
jasnoczerwoną, tkaną w dużą kratę z cienkich prąż­
ków kolorowych nici osnowy i wątku; zapaskę w tym
samym tonie czerwonawym, z drobnymi, gęstymi
prążkami, obszytą u dołu aksamitką.

Ryc.

12. Wzorzysta
w

krajka. Ze zbiorów
Białymstoku.

Muzeum

117

�wykrój przy szyi. 8 zaszewek dostosowuje gorset do
figury. Z przodu zapina się on na haftki. Od pasa
układany jest w fałdy. Spódnica samodziałowa tkana
jest splotem płótna — osnowa z czarnej bawełny
i wątek z cieniutkiej, zielonej wełny. Pasy zielonego
tła przecinane są wąziutką wiązką trzech prążków
(czerwony, żółty i czerwony), biegnących wzdłuż
spódnicy, po czym następuje pas dekoracyjny szeroko­
ści 9 cm, a na jego brzegach widzimy wiązki drobnych
prążków żółtych, czerwonych, niebieskich, brązowych,
środkiem zaś biegnie wzór nicielnicowy (ryps na

Ryc.

118

13. Haftowana

koszula męska.

Wyk.

płótnie), tkany żółtym jedwabiem. Spódnica w pasie
ujęta jest w fałdy, w ten sposób układane, że nie
widać w ogóle zielonego tła, a pasy wzorzyste sty­
kają się z sobą. Zapaska jest również zielona i tkana
jak spódnica. Ozdobne pasy, biegnące poprzecznie,
wykonane są nicią jedwabną (czerwoną, białą, żółtą,
niebieską). Sploty dłuższe robione są prawdopodobny
przy użyciu „deski". U dołu występuje pas tulipanów,
przetykanych też w „deskę". Po lewej stronie wiszą
w tym miejscu nici długości 4—5 cm. Szerokość za­
paski wynosi około 40 cm,

w r. 1871 Olga Kaczanowska,

pow. Bielsk Podlaski.

Krzywa,

�Ryc.

14. Ubiór kobiecy, noszony przez
Wiedugiery, pow. Suwałki.

Litwinki.

W dziale ceramiki reprezentowane były jedynie nie­
które z licznych ośrodków czynnych na terenie woje­
wództwa białostockiego. Przede wszystkim — Czarna
Wieś, silny ośrodek garncarski, w którym na wy­
różnienie zasługują ciemne „siwaki" Antoniego Kra­
szewskiego, zdobione rytem i gładzeniem (ryc. 15);
drugi garncarz z tego ośrodka, Zygmunt Piechow­
ski, dał naczynia czerwone oraz ptaszki odpustowe.
Z innych ośrodków garncarskich — wystawione były
wyroby Grzegorza Szeremietiewa z Supraśla, Stani­
sława Jackowskiego z Buksztela, Konstantego Wygnanowskiego z Augustowa, Jana Panasa z Sokołów (pow.
Wysokie Mazowieckie) i Władysława Saraczewskiego
z Łomży. Z ważniejszych miejscowości, gdzie wyra­
biane są ludowe naczynia gliniane, nie były reprezen­
towane Kleszczele, Siemiatycze i Sejny.
Z dziedziny rzeźby wystawiono 5 eksponatów, z cze­
go dwa, przedstawiające Chrystusa Frasobliwego, sta­

nowiły zabytki muzealne, pokazane w celu podkreśle­
nia zmian, jakie zaszły w temacie i traktowaniu
formy w czasie powojennym. Z tych ostatnich wy­
mienić należy dwie rzeźby wykonane przez Józefa
Maciejewskiego (Duły, pow. Olecko), zatytułowane:
„Wnuczek uczy babkę" (ryc. 16) i „Hodowla cieląt".
Oba eksponaty wykonane są jako rzeźby pełne, każ­
da na okrągłej podstawie, przy czym z tyłu potrak­
towane są bardziej ogólnie. Pierwsza z tych rzeźb ma
więcej wyrazu artystycznego i lepszą kompozycję.
Podkreślić jednak należy, iż rzeźbiarz w obu w y ­
padkach wykazał wiele staranności i zrozumienie
tematu. Inny charakter mają płaskorzeźby Konstan­
tego Chojnowskiego (Jankowo, pow. Łomża), z któ­
rych wystawiono zaledwie jedną, pt. „Jutro". Jest
to trzecia część cyklu przedstawiającego pracę rol­
nika; dwie poprzednie zdyskwalifikowano z powodu
zbyt jaskrawej polichromii. Płaskorzeźby Chojnow119

�Ryc. 15. Naczynie flaszowate, tzw. „buňka", z gliny czarno wypalanej, zdobione
rytem г gładzeniem. Wyk. Antoni Kraszewski,
Czarna Wieś, pow,
Białystok,

skiego odznaczają się niezłą kompozycją, zawierają
dużo wyrazu, zwłaszcza gdy chodzi o podkreślenie
wysiłku w pracy. Polichromia, wykonana ostrymi
kolorami (zielony, czerwony, niebieski, biały), nie
jest pozbawiona pewnego sensu malarskiego i świe­
żości. Zdecydowanie ujemnym efektem są nato­
miast obramienia w postaci podwójnej ramki pro­
stokątnej i przeplecionej przez nią owalnej, co na­
daje płaskorzeźbom charakter drobnomieszczańskich
obrazków.
Znalazło się na wystawie również kilka rysunków,
wykonanych kredką przez Stanisława Kundę (Jaminy, pow. Augustów). Rysunki te, o tematyce czer­
panej z życia współczesnej wsi, robione są „po szkol­
nemu", t j . starannie i poprawnie, ale w sposób poz­
bawiony indywidualnego wyrazu.
Drobne zdobnictwo reprezentowały pisanki, prze­
ważnie farbowane barwnikami roślinnymi, o orna­
mencie bądź skrobanym szpilką na zabarwionej po­
wierzchni jaja, bądź wykonanym woskiem za pomocą
pisaka. Wśród wystawionych pisanek zarysowały się
wyraźnie regionalne różnice. W powiatach augustow­
skim i suwalskim wyodrębniają się pisanki, których

220

ornament składa się z gęsto obok siebie występu­
jących przecinków, tworzących koło lub jego frag­
ment. Wzór biegnie równoleżnikowo lub południkowo
i utrzymany jest przeważnie w kolorach białym i czar­
nym. Pisanki podlaskie, w kolorach: ciemnobordowym, czerwonym, pomarańczowym i żółtym, mają
ornament roślinny w postaci kwiatów, gałązek, jo­
dełek, jak również i czysto geometryczny (ryc. 17).
Wycinanki, rozmieszczone na matowych szybach
okien, pochodziły z terenów kurpiowskich i podlas­
kich. Jednolitą grupę stanowiły wycinanki wykonane
przez Lucynę Arcichowską (Siemiatycze), skompono­
wane w kształcie koła, w którego środku powtarzał
się w rozmaitych odmianach motyw gwiazdy ośmio­
ramiennej. Między wycinankami wyodrębniała ^lę
odmienną kompozycją wycinanka kolista (ryc. 19),
wypełniona motywem rozety złożonej z powtarzają­
cych się elementów przypominających cyfrę 3, wy­
konana przez Lubę Onupiuk (Hołowiesk, pow. Bielek
Podlaski). Wśród wycinanek kurpiowskich przeważały
znane z różnych wystaw leluje oraz sylwetki koni
i kogutów.
Obraz twórczości ludowej województwa białostoc-

�kiego uzupełniały: palmy robione z papieru, parę
„kóz" wypiekanych z ciasta, dwa pająki ze słomy
i kolorowych papierów, dwa ptaszki drewniane oraz
inkrustowana kasetka (ryc. 18), którą wykonał Jerzy
Juszczuk (Krzywa, pow. Bielsk Podlaski), podobnie
jak i tą samą techniką sporządzony futerał na okulary
i na wieczne pióro.
Komisja kwalifikacyjna przyznała uczestnikom wy­
stawy wiele nagród pieniężnych, mając na względzie
zachęcenie twórców ludowych do dalszej pracy. Ko­
misja kierowała się nie tylko najlepszym poziomem
artystycznym prac, ale brała pod uwagę zasługi, po­
łożone w związku z przechowywaniem zabytków (np.
stroju ludowego), podtrzymywaniem tradycji (np. w
garncarstwie), a także wkład pracy przy samym
wykonaniu dzieła itd.
Stosunkowo najwięcej nagród (11 na ogólną liczbą
20) przypadło na dział tkanin, który miał dużą prze­
wagę liczebną i jakościową.
Ekspozycję wystawy z punktu widzenia estetyki
ocenić należy pozytywnie, można jej natomiast za­
rzucić brak przejrzystości — pod względem zarówno
układu eksponatów z poszczególnych powiatów, jak
i charakterystyki poszczególnych działów twórczości
ludowej, do których należące eksponaty rozproszone
były po kilku salach wystawowych. Do ujemnych
stron trzeba także zaliczyć brak napisów objaśnia­
jących.
Ryc.

16. „Wnuczek
uczy babkę". Rzeźba
Wyk. Józef Maciejewski, Duly, pow.

Ryc.

17. Pisanki.

w drzewie.
Olecko.

Wyk.

Lucyna

Arcichowska,

Siemiatycze.

121

�i

Ryc.

IS.

Kasetka

wyklejana

prasowaną
pow. Bielsk

Fotografował

122

słomą. Wyk.
Podłaski.

Stefan

Jerzy

Deptuszewski.

Juszczuk,

Krzywa,

�S

P

R

A

W

O

Z

D

A

N

I

A

I

R

E

C

E

N

Z

J

E

„SUPLIKI CHŁOPSKIE XVIII WIEKU"
z archiuium prymasa Michała Poniatouiskiego
uiydali J. Leskieuiicz i J. Michalski.
Wstęp St. Arnolda. Warszauia 1954. Str. XX, 607 i 3 mapy
Ilekroć zdarzyło się czytać prace etnograficzne czy
historyczne na temat „Księżaków łowickich", miesz­
kańców wielkopolskiej „Biskupizny" czy innych te­
renów, należących dawniej do dóbr duchownych, au­
torzy z reguły niemal wyjaśniali bujniejszy ich zda­
niem rozwój kultury ludowej tych obszarów większą
zamożnością i łagodniejszym poddaństwem, jakie mia­
ło charakteryzować położenie chłopów w dobrach du­
chownych. Interesujący komentarz do tego zagadnie­
nia, który pozwala na dokładny wgląd w warunki
życiowe chłopów w dobrach kościelnych, daje ob­
szerny tom, zawierający supliki, czyli skargi chłop­
skie, wnoszone w wieku X V I I I przez poddanych arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, a znajdujące się w ar­
chiwum pozostałym po prymasie Michale Poniatow­
skim.
Supliki te, napływające z licznych kluczów gnieź­
nieńskiego arcybiskupstwa rozrzuconych na znacznej
przestrzeni — od Gniezna po Kampinos i od Kutna
po Piotrków, przedstawiają dolę chłopa z dóbr du­
chownych inaczej, niż to czytamy np. w artykule
Ignacego Baranowskiego, malującym jasnymi barwa­
mi szczęśliwą przeszłość Księżaków łowickich pod
łaskawą opieką arcypasterzy, którzy „lubili widzieć
naokoło siebie poddanych szczęśliwych, zamożnych
i pięknie odzianych" („Ziemia" 1913, str. 230).
Dobra duchowne, jak wynika z treści suplik, gospodarowane były nie bezpośrednio przez zarząd dóbr
prymasowskich, tylko całymi kompleksami ' oddawa­
ne w użytkowanie dzierżawcom, którzy z kolei poddzierżawiali dalej poszczególne wioski.
Dzierżawcy ci, rekrutujący się spośród świeckiej
szlachty i osób duchownych, w pogoni za zyskiem
dopuszczali się na chłopach potwornego ucisku, zmu­
szając ich do płacenia danin ponad zastrzeżone w in­
wentarzach, żądając odrabiania wyższej pańszczyzny,
zmieniając samowolnie pańszczyznę pieszą na sprzężajną, gnębiąc chłopów dalekimi podróżami ze zbo­
żem i sianem, w czasie których padały im z wycień­
czenia konie i woły. W parze z ogólnym wyzyskiem
szło odbieranie chłopom łąk na rzecz folwarku, przy­
łączanie do niego opustoszałych lub odebranych ról
chłopskich. Daniny i pańszczyzna ciążyły nadal na
gromadzie jako obowiązek, za który wiejska społecz­
ność solidarnie odpowiadała. Wielokrotnie dzierżawcy
komasowali dni pańszczyzny z innych pór roku na
okres letnich prac rolnych, a następnie odprzedawali
darmową robociznę pogranicznej szlachcie, skutkiem
czego chłopi nie mieli możności i czasu pracować
u siebie.
Gdy chłop, wysłany przez pana (dzierżawcę) ze
zbożem lub innymi produktami na sprzedaż, nie uzy­
skał oznaczonej ceny, albo gdy w drodze wieziony
towar zmarnował się częściowo, chłop ten musiał
z własnych pieniędzy pokrywać panu powstałą róż­
nicę. Karczmarze nie tylko płacili za trunki wypite
przez pańskich pachołków, ale z reguły pokrywali
ze swojej kiesy niedobór, powstający z nieuczciwej
miary dostarczanych z folwarcznego browaru trun­
ków do sprzedaży.
Podkreślony z uznaniem przez J. Baranowskiego
obowiązek arendatorów w dobrach arcybiskupich,
którzy czuwali, by poddani „nie bawili się pijań­
stwem" i nie zadłużali w karczmach (str. 230), w
praktyce wyrażał się tak, że chłopów z całą bez­
względnością zmuszano do picia kiepskiej gorzałki
l skwaśniałego piwa. Właśnie mieszkańcy Bobrownik

z klucza łowickiego skarżą się w roku 1785, że dzier­
żawca Łuszczewski za dni ponad pańszczyznę prze­
pracowane przy żniwie — daje „kwity", a te „każe
w karczmie przepijać".
Gdy chłop nie chciał wybrać z karczmy wyzna­
czonego kontyngentu wódki, wstawiano mu ją po
prostu do domu lub kazano płacić bez odbioru. Skar­
żą się chłopi w pewnej wsi na dzierżawcę, że im na
święta wielkanocne powstawiał do domu wódki ,.po
stofie, niektórym po garncu, nie będąc my tego po­
trzebni natenczas, a zapłacić mu tę gorzałkę musie­
liśmy, niektórzy nie mając soli za co kupić, a potem
koniecznie płacić musieliśmy" (str. 356). W Słupi
dzierżawca „na wesela, krzyciny barełkamy gorzałkę
rozdaje i sam rozwozi, i piwa tyle rozdaje, ile sam
chce, choć ubodzy ludzie proszą się, aby nie tak wiele,
dlaczego i żenić się nie chcą" (str. 255).
W wypadku gdy chłop nie miał czym lub nie chciał
płacić zaciągniętych w ten sposób długów, ściągano
na egzekucję żołnierzy lub innych pachołków, którzy
jedli i pili w karczmie na koszt dłużnika, a w wy­
muszaniu należytości nie cofali się nawet przed tor­
turą: „...a gdy mu się (karczmarzowi) jeszcze co od
kogo należy, to krępują i wyciągnąwszy nogi słomą
podpalają" (str. 508).
Chłop, który w czymkolwiek nie wypełnił choćby
najniesłusznieiszych
żądań swego pana czy jego
służby, ściąga! na siebie represje w postaci hojnie roz­
dzielanych knutów. Cierpiała od nich zarówno wiej­
ska starszyzna, jak i kmiecie czy zatrudniona u nich
najemna służba, którą w zastępstwie za siebie wy­
syłali na pańszczyznę. Stąd ciągłe utyskiwania w sup­
likach na dzierżawców, którzy srogością swą powo­
dują, że służba rozprasza się i utrzymać jej we wsi nie
można. Zjawisko to nie ogranicza się zresztą do
służby; uchodzą ze wsi, porzucając gospodarstwa,
zrujnowani długami karczmarze, doprowadzeni do
nędzy kmiecie i zagrodnicy, wzywane do służby na
folwarku chłopskie córki i synowie.
Wiele gromad, nie mogąc znieść wzrastającego
ucisku, prosiło prymasa o zastąpienie pańszczyzny
czynszami, obiecywali przy tym wnosić do szkatuły
prymasowskiej więcej, niżby zapłacili dzierżawcy, tłu­
macząc, iż „wolą, że ich pan własny strzyc, aniżeli
ich dzierżawca golić będzie". Inne znów gromady,
które przy oczynszowaniu zostały oszukane i złupione, wyrażały chęć powrotu do pańszczyzny
(str. 279).
Większość wykorzystywała przywilej, o którym z ta­
kim aplauzem wspomina Baranowski, że każda „gro­
mada miała prawo wysyłać do administracji arcy­
biskupiej zażalenia" („Ziemia" 1913, str. 230) i skła­
dała „jęcząc i płacząc, czołgając się jak mizerne ro­
baki do stóp Jaśnie Pana i Dobrodzieja Księcia Pry­
masa" supliki, przedstawiając w nich swe niedole.
Administracja wysyłała wówczas swego lustratora,
wobec którego wystraszona i sterroryzowana gromada
często zaprzeczała własnym oskarżeniom, narażając
z kolei na represje „buntowników i oszczerców", któ­
rzy z supliką chodzili do arcybiskupiej kancelarii.
Zazwyczaj dzierżawcy po prostu zaprzeczali oskarże­
niom, a fakty podawane w sniplikach tłumaczyli przy­
padkowym zbiegiem okoliczności, co prymasowscy
lustratorzy przyjmowali w swych raportach za dobrą
monetę. Przykładem tego może być sprawa pewnej
kobiety, która ująwszy się za ojcem bitym przez
ekonoma, została przez niego tak skatowana, że do
„w pół trzeciej niedzieli umarła"; życzliwy dla sprawm

�Су lustrator dodaje skwapliwie: ,,...nie można jednak
wiedzieć, z jakiej umarła przyczyny". Gdy inny dzier­
żawca w przystąpię gniewu rozpłatał karczmarzowi
cybuchem od fajki głowę, tak że pobitego w bardzo
ciężkim stanie przewieziono do szpitala w Warszawie,
dotknięty dochodzeniem szlachetka pisał w odpowie­
dzi na suplikę ciężko obrażony: „Rany, które niespra­
wiedliwy język zadał, trudniejsze do zagojenia d bar­
dziej szlachetnie urodzonego bolą, niż rana niechcący
zadana" i żądał, aby administracja arcybiskupia na­
kazała gromadzie silentium w tej sprawie (str. 265).
Normalnie zaś „szlachetnie urodzony" chwytał po
powrocie posłów chodzących z suplikami i dla prze­
strogi gromady pastwił się nad nimi wszelkimi spo­
sobami, nie szczędząc ich rodziny i służby, a kato­
wanym objaśniał przy okazji: „Nie obawiam się n i ­
kogo, jam jest pan, sam, za swoje pieniądze wolno
mi czynić z wami, co mi się podobać będzie" (str. 325).
Nie zawsze jednak udawało się owymi sadystycz­
nymi metodami złamać wzbierającego wśród chłopów
ducha oporu. Gdy jednego z sołtysów, katowanego
za to, że z suplikami chodził, pytał dzierżawca:
„A pójdzieszże do Prześwietnej Administracji z sup­

liką do Warszawy?" — „Pójdę, Wielmożny Panie —
odpowiedział sołtys — bo niesłusznie jestem ukarany".
A „prześwietna arcibiskupia administracja" pusz­
czała skargi chłopskie mimo uszu, kontentując się
każdym wyjaśnieniem ze strony dzierżawców. W sup­
likach dopatrywała się przejawów „chłopskiej zuch­
wałości i buntów" czy „matactwa zbałamuconego
chłopstwa", zaś ksiądz Szweynert, generalny komi­
sarz prymasowskiej administracji karał chłopów cho­
dzących z suplikami dwutygodniowym aresztem
o chlebie i wodzie oraz 50 rózgami, wymierzanymi
każdemu z nich „25 na powitanie, 25 przy końcu
więzienia" (str. 408).
Garstka przykładów, którą wybrano dla zilustro­
wania treści omawianej publikacji, w słabym tylko
stopniu pokazuje ciężkie położenie chłopa w dobrach
duchownych. Materiałów tych w suplikach znajduje
się znacznie więcej, powinni z nimi zapoznać się
wszyscy, a zwłaszcza ci, którzy — ulegając sugestiom
wysuwanym przez dawnych historyków — wierzą
jeszcze w mit o uprzywilejowanym położeniu pod­
danych w dobrach duchownych.
Rss

„RUMUNSKOJE NARODNOJE ISKUSSTWO"
ч

Wydaumictujo Rumuńskiego Instytutu Współpracy Kulturalnej
z Zagranicą, Bukareszt 1953, 32 str. bez paginacji.

Mała broszurka propagandowa — rodzaj prospektu
czy informatora dla zagranicznych wystaw rumuń­
skiej sztuki ludowej — składa się ze wstępu, zajmują­
cego niespełna 2 strony i 75 ilustracji, wykonanych
z fotografii (częściowo barwnych) techniką siatkową.
We wstępie anonimowy autor podkreśla odrębność
ludowej sztuki rumuńskiej, wyrażającą się zarówno
zasobem form, jak i swoistym kolorytem, będącym
wynikiem twórczego wysiłku wielu pokoleń ludowych
artystów. W dalszym ciągu znajdujemy informacje
0 otwartym w roku 1951 bukareszteńskim muzeum,
które posiada w swych zbiorach 17 000 okazów, w czym
przeważną ilość z zakresu sztuki ludowej, a więc:
zdobionej odzieży, haftów, kobierców, ceramiki, rzeź­
by w drzewie itp. Wytwory ludowej sztuki rumuń­
skiej — eksponowane na wystawach zagranicznych
w Moskwie, Londynie, Paryżu, Pradze, Helsinkach
1 Warszawie — spotkały się wszędzie z dużym zain­
teresowaniem i uznaniem.
Istotną wartość omawianej książeczki stanowi część
ilustracyjna, w której znajduje się krótki, ale cieka­
wy przegląd głównych działów bogatej twórczości
plastycznej ludu rumuńskiego. Znajdujemy tu pięk­
nie haftowane ubiory kobiece, zdobione haftem i apli­
kacjami, kożuchy oraz wspaniały szeroki pas skórza­
ny, ozdobiony na powierzchni tłoczeniami. Interesu­
jący zestaw stanowi sześć starych olteńskich i moł­
dawskich dywanów, z których jeden reprodukowany
jest barwnie. Dostrzegamy w nich przewagę moty­
wów roślinnych, w które wplecione bywają naiwnie
rozwiązane postacie zwierząt (głównie ptaków) i l u ­
dzi. Cyfrowo najbogaciej reprezentowany jest dział
ceramiki. Spotykamy tu zarówno okazy zabytkowe,
sięgające wieku XVI—XVII, jak np. kafle reliefowe
z motywami zwierząt (gryf, pelikan, dwugłowy orzeł
herbowy) oraz talerze i misy zdobione malowanymi
wzorami reliefowymi na tle pobiałki imitującej fa­
jans. Przewagę stanowią XIX-wieczne, bogato malo­
124

wane na białym tle wyroby ceramiczne (misy i dzban­
ki) z Oltenii i Transylwanii. Z czasów obecnych
znajdujemy jedynie zdjęcie pracowni garncarskiej
(a raczej może wytwórni ceramicznej) znajdującej się
we wsi Korund (w węgierskim okręgu autonomicz­
nym). Ceramika ta w charakterze swym różni się za­
sadniczo od innych garncarskich wyrobów siedmiogrodzkch, nawiązując do form i sposobu zdobienia
stosowanych przez garncarzy na Węgrzech. Wśród
ilustracji przedstawiających wyroby ceramiczne zwra­
ca uwagę ciekawy niec z północnej Mołdawii, z oka­
pem do odprowadzania dymu, wykonany z ozdob­
nych kafli ludowych — częściowo reliefowych, częścio­
wo gładkich barwnie malowanych. Tematyka tych
dekoracji to postacie jeźdźców na koniach (na ka­
flach reliefowych), jelenie w biegu, ryby, postacie
ludzkie. Na kaflach narożnikowych i gzymsach orna­
menty abstrakcyjne złożone są z prostych elementów,
jak kropek, przecinków itp. |
Stosunkowo słabo w omawianym wydawnictwie re­
prezentowana jest rzeźba w drzewie, która ogranicza
się do kilku zdobionych snycerką motywów architek­
tonicznych, jednej skrzyni i paru zakończeń przęślic
(zresztą bardzo pięknych), jednego czerpaka i sześciu
drewnianych łyżek. Wyroby z rogu uwzględnione zo­
stały jakby symbolicznie, reprezentuje je starodawna
rogowa prochownica, zdobiona na powierzchni geo­
metrycznym ornamentem rytym.
Wartość naukową wydawnictwa podnosi dokładna
lokalizacja ilustrowanych przedmiotów, umożliwiają­
ca zorientowanie się w ich geograficznym pochodze­
niu. Słabą stroną jest szata graficzna, w której dla
ożywienia i dekoracji użyto barwnych podkładów ze
stylizowanymi motywami ludowymi, które w sposób
nieprzyjemny konkurują z fotograficznym materia­
łem ilustracyjnym.
Rss

�FRANCISZEK KOTULA: POSZUKIWANIA METRYK DLA STROJU LUDOWEGO
Rzeszotu, 1954, str. 70, ryc. 41.

Słuszny i od dawna wysuwany postulat, ażeby ma­
teriały etnograficzne, gromadzone ma podstawie badań
terenowych, były uzupełniane prowadzonymi równo­
legle poszukiwaniami w źródłach historycznych, nie
był u nas konsekwentnie realizowany. Zdarzały się
wprawdzie sporadyczne wypadki, że ten czy ów spo­
śród badaczy kultury ludowej sięgnął do źródeł histo­
rycznych, wykorzystując później w druku zebrane tą
drogą wiadomości, ale penetracja źródeł historycznych
jako stale stosowana metoda pracy etnografów — do­
tychczas się nie przyjęła. Przyczyn tego niezrozumia­
łego w pierwszej chwili zjawiska szukać należy z jed­
nej strony w nawale niknącego z dnia na dzień ma­
teriału tradycyjnego, który należało gorączikowo zbie­
rać i notować, zanim całkowicie przepadnie, z drugiej
zaś strony — w słabym przygotowaniu etnografów do
badań archiwalnych, w nieporadności w stosunku do
tak licznych źródeł i co za tym idzie — w nikłych na
ogół wynikach owych poszukiwań. Utarł się wygodny
dla etnografów pogląd, że tego rodzaju wypisów
źródłowych powinni dokonywać raczej historycy na
marginesie swych prac archiwalnych.
Luźne i dosyć niekiedy przypadkowe poszukiwania
archiwalne etnografów dotyczyły różnych dziedzin
kultury ludowej, nie wyłączając stroju, jak świadczą
np. notatki Władysława Siatkowskiego lub niektóre
prace Seweryna Udzieli. Materiały te ze względu na
swoją przypadkowość nie dają obrazu całości, nie
pozwalają również na odtworzenie łańcucha przemian,
jakim ulegały poszczególne części ubioru czy całe
zespoły.
Na tle wskazanych braków tym cenniejsza jest w y ­
mieniona w tytule praca Franciszka Kotuli, w której
publikuje on swe pracowicie zgromadzone materiały
dotyczące kilku elementów stroju ludowego. '
Praca Kotuli jest wynikiem kilkuletnich poszukiwań
archiwalnych prowadzonych w związku z przygoto­
waniem przez niego dwóch zeszytów, wydanych przez
Polskie Towarzystwo Ludoznawcze w serii „Atlasu
Polskich Strojów Ludowych" („Strój rzeszowski"
i „Strój łańcucki"). Zebrane materiały historyczne
uzupełnione nowymi wiadomościami zostały przez
autora wykorzystane w artykule „Z badań nad stro­
jem ludowym Rzeszowiaków" *. Z artykułu tego po
* F. Kotula: Z badań nad strojem ludowym Rzeszo­
wiaków. Polska Sztuka Ludowa nr 4—5, 1952.

znacznych przeróbkach i uzupełnieniach powstała oma­
wiana tu praca, wydania jako oddzielna książka.
Składa się ona z kilku niewielkich, ale bardzo inte­
resujących szkiców, poświęconych różnym elementom
stroju ludowego. Szukając „metryk" współczesnych
ubiorów ludowych, znajduje je autor niekiedy w daw­
nym ubiorze szlacheckim, który z czasem poprzez war­
stwę mieszczańską przedostaje się do ludu. Świadczą
o tym zebrane przez Kotulę materiały historyczne, i l u ­
strujące dzieje srebrnego pasa ,jpozłocistego", czyli
•tzw. „obręczy" czy župana z cynowymi guzami.
W świetle źródeł historycznych bardzo jaskrawo r y ­
suje się rozwarstwienie społeczne ludności wiejskiej,
wśród której na plan pierwszy wybija się grupa za­
możnego chłopstwa, wyróżniającego się już w czasach
feudalnych wyższą stopą życiową. Właśnie ta warstwa
wzorująca się chętnie na szlachcie i mieszczanach, do
szycia ubiorów używała kosztownych tkanm, jedwa­
biów, adamaszków, brokatów. Kobiety nosiły czepce
siatkowe, adobione błyszczącymi blaszkami, bogato
haftowane koszule, zapaski czy rańtuchy. Jak wynika
z materiałów publikowanych przez Kotulę, strój bo­
gatych chłopów z okolic Rzeszowa daleko odbiegał od
tego, jak zwykliśmy wyobrażać sobie odzienie wieś­
niaka pańszczyźnianego, nędzniej natomiast przedsta­
wiał się ubiór chłopów mniej zamożnych i biednych.
Etnograf, któremu zwykle dużą trudność sprawia re­
konstrukcja ubiorów ludowych minionych stuleci,
znajdzie w pracy Kotuli liczne i cenne wskazówki.
Pisząc o wybranych elementach stroju ludowego
(obręcz, wyszycia — hafty, rańtuch — rąbek, zawicie —
ipodwika, spodnie i gorsety materialne, czepce, żupany,
chustki u pasa), autor zestawia obok siebie poszczegól­
ne wzmianki, objaśnia je, nawiązuje do współczesnego
materiału etnograficznego, unika jednak wyciągania
wniosków matury ogólniejszej. Trafna intuicja bada­
cza ostrzega go przed zbyt pochopnymi sformułowa­
niami, które, mimo zgromadzenia obfitego, ale bądź
co bądź cząstkowego materiału, mogłyby w przysz­
łości olkazać się niesłusznie.
Praca Kotuli, stanowiąca rezultat systematycznych
poszukiwań archiwalnych podjętych przez etnografa,
powinna zachęcić innych do naśladownictwa. Bogate
wyniki osiągnięte przez autora rozwiewają m i t o „nie­
opłacalności" badań źródłowych. Etnografia jest nauką
historyczną i powinna posługiwać się wszystkimi me­
todami, jakie umożliwiają sięgnięcie w przeszłość.
Rss.

125

�IX POWOJENNY KONKURS SZOPEK
W KRAKOWIE

Szopka Dudzika (ry*. 1) jest dalszą i bardzo szczęśli­
wą kontynuacją formy zapoczątkowanej w roku 1949
przez tego uzdolnionego szopkarza. Ma ona, jak więk­
szość szopek tego autora, masywną podstawę o lekko
nachylonych ku górze ścianach, przypominających
ściany starych kamienic krakowskich. Trzy smukłe
wieże, z których dwie boczne wzorowane są na wieży
ratuszowej, środkowa zaś ma zakończenie wyższej
wieży kościoła Mariackiego. Przestrzeń między wie­
żami do połowy ich wysokości wypełnia attyka Su­
kiennic, poniżej której idące od podstaw wież bocz­
nych schody, wzięte z północnej ściany Sukiennic
wraz z charakterystyczną wieżyczką. Nowością, którą
Dudzik zastosował w roku bieżącym po raz pierwszy,
jest całkowite skasowanie w parterze szopki wnęki,
przeznaczonej dawniej na jasełka, i wypełnienie tej
przestrzeni motywem Barbakanu (ryc. 2). Zabudo­
wując wnękę, zamknął Dudzik niejako cykl rozwo­
jowy szopki krakowskiej, która z przedmiotu związa­
nego ze zwyczajami religijnymi, a później z prawie
świeckiego teatrzyku marionetkowego stała się obec­
nie kompozycją plastyczną o celach wyłącznie este­
tycznych. W bramie Barbakanu umieścił Dudzik bar­
dzo precyzyjnie wykonane laleczki, przedstawiające
pochód Lajkonika. Szopka utrzymana była w uroz­
maiconej gamie kolorystycznej, nie stroniącej od
mocnych akcentów. Srebrną folią wyklejone kopuły
oraz narożniki parteru stanowiły dobrze przemyślane
akcenty, podkreślając konstrukcję bryły.

Ryc.

1. Szopka

wykonana przez
(1 nagroda).

Zdzisława

Dudzika

W dniu 16 grudnia 1954 r. został rozstrzygnięty zor­
ganizowany przez dyrekcję Muzeum Historycznego
Miasta Krakowa tradycyjny doroczny konkurs szo­
pek. Na konkurs zgłoszono 29 eksponatów, wykona­
nych przez 28 szopkarzy.
Wśród biorących udział w konkursie spotykamy
nazwiska wszystkich wybitniejszych szopkarzy kra­
kowskich, jak Franciszek Tarnowski, Zdzisław Du­
dzik, Antoni Wojciechowski, Tadeusz Ruta, Włady­
sław Turski, Aleksander Kudłek. Brakło jedynie zdo­
bywcy jednej z dwóch pierwszych nagród w kon­
kursie zeszłorocznym, Wacława Morysa.
Zjawiskiem bardzo charakterystycznym dla IX-ego
konkursu było pojawienie się szeregu nowych szop­
karzy, którzy w tym roku po raz pierwszy wykonali
swoje szopki. Znaleźli się wśród nich zarówno ludzie
starsi, np. Kazimierz Kuna, lat 42, jak i młodzi, np.
Michał Sarnecki, lat 26, czy też chłopcy w wieku
szkolnym. Do tych ostatnich należą dwaj bracia Prze­
worscy: 15-letni Michał i 13-letni Jan, synowie zna­
nego szopkarza, Mariana Przeworskiego, który od
wielu lat bierze udział w konkursach.
Dwie pierwsze nagrody uzyskali Zdzisław Dudzik
oraz Franciszek Tarnowski.
126

Druga z szopek wyróżniona pierwszą nagrodą, wy­
konana przez Franciszka Tarnowskiego, w zasadni­
czych cechach konstrukcji nie odbiega od szopek po­
przednio wykonywanych przez tego autora (ryc. 3).
Jest to szopka o dwóch kondygnacjach, z trzema
smukłymi wieżami o zakończeniach gotyckich i czte­
rema mniejszymi wieżyczkami umieszczonymi po kra­
jach i w lukach między wieżami gotyckimi. W po­
równaniu z poprzednimi szopkami Tarnowskiego, w
których osiągnął on szczytowy rozwój opracowywanej
od lat formy, szopka tegoroczna była pewnym cof­
nięciem się. Skromniejsza w architekturze, nieco
płaska, o słabo zaznaczonej podstawie — zachowała
jednak owe precyzyjne detale, z benedyktyńską cier­
pliwością wykonane z wałeczków naklejołej folii.
Szopka, utrzymana w barwach pastelowych, przy du­
żej ilości srebrnej folii, stanowiła całość pod wzglę­
dem kolorystycznym bardzo "^Wysmakowaną, ale w
porównaniu z innymi, które wyklejone były papie­
rami barwnymi, niekiedy jaskrawymi, wydawała się
trochę mdła.
Wśród galerii szopek wyróżniały się na tegorocznym
konkursie dwie stosunkowo duże szopki, nadesłane
przez Michała Sarneckiego z Kokotowa pod Wie­
liczką oraz Adama Zielińskiego, którzy po raz pierw­
szy w bieżącym roku stawali do konkursu. Szopki
ich, wykonane dosyć prymitywnie, wyklejone barw­
nymi papierami, jaskrawymi w kolorze i śmiało ze­
stawianymi, nawiązywały formą i barwą do dawnych
szopek krakowskich, obnoszonych przez kolędników
przed I wojną światową lub z początkiem okresu
międzywojennego, zanim jeszcze rozpowszechniła się
w szopkarstwie srebrna i złota metalowa folia.
Szopka Michała Sarneckiego (ryc. 4) uzyskała dru­
gą nagrodę, obok szopki Tadeusza Ruty, który w tym
roku zaprezentował konstrukcję o pięknych, smuk­
łych kształtach i bardzo dobre rozwiązanie kolory­
styczne (ryc. 5).
Trzecie nagrody przyznane zostały Władysławowi
Turskiemu oraz Antoniemu Wojciechowskiemu, który
i w tym roku powtórzył prawie bez zmian swój
model znany od kilku lat.

��Ryc. 4. Szopka wykonana przez Michała
(II nagroda).

Sarneckiego

R.
yc

Ryc.

5. Szopka

wykonana przez
щ nagroda).

Tadeusza

6. Szopka wykonana przez Aleksandra

Rutą

Kudłeka.

Zeszłoroczny zdobywca drugiej nagrody, Aleksan­
der Kudłek, w bieżącym roku znalazł się wśród na­
gród czwartych. Przedstawił on na konkurs dwie
szopki, z których jedna miała stanowić dalszy etap
na drodze do zeświecczenia szopki krakowskiej i za­
miany jej na teatrzyk kukiełkowy dla dzieci. Za­
miast rozwijać w dalszym ciągu formę zeszłoroczną,
która mogłaby stać się punktem wyjściowym do opra­
cowania świeckiego — ale utrzymanego w stylu szopki
krakowskiej — teatrzyku kukiełkowego dla dzieci,
Kudłek poszedł po innej drodze, stwarzając kompo­
zycje architektoniczne obce w formie i kolorystyce
tradycjom szopki krakowskiej. W większej z dwóch
wykonanych na konkurs szopek Kudłek umieścił na
wysokości I piętra obszerny ekran prostokątny dla
teatrzyku cieni (ryc. 6). Całość sprawiała wrażenie
czegoś obcego i nie powiązanego z tradycjami ludo­
wej szopki krakowskiej.
Zofia Barbara

Fotografował

Roman

Reinfuss.

Głowa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9553" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9531">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3399f8285b96dfccfc244d24b5403c1f.pdf</src>
        <authentication>0a516c9b314588f5a0f4d071a96252cf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113783">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113784">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113785">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2782</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113786">
                <text>Z Aleksandrem Jackowskim o "Sztuce zwanej naiwną" i "Na skróty" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113787">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.204-211</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113788">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113789">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113790">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113791">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113792">
                <text>Z Aleksandrem Jackowskim
o Sztuce zwanej naiwną i Na skróty
rozmawia Zbigniew Benedyktowicz

Zbigniew Benedyktowicz. Najpierw przyjmij nasze - od
redakcji „Kontekstów"-gratulacje. Można powiedzieć, ż.e trwa
festiwal Aleksandra Jackowskiego.
Wydałeś dwie
książki
0 sztuce zwanej naiwną i Na skróty, obok
publikujemy
fragmenty recenzji, które powitały z entuzjazmem pojawienie się
albumu. Są bardzo zgodne, przynajmniej w jednym punkcie,
wszystkie podkreślają
wartość literacką, pisarską tej książki.
' 'to czyta się od deski do deski''. Moje pytanie jest takie : jak się
czuje autor tego życiopisania, i w jaki sposób, to, ż.e równolegle
powstawała druga książka, autobigraficz/ia: Na skróty, wpły­
wało na kształt tego dzieła. Album Sztuka zwana naiwną to owoc
wieloletniej pracy i materiałów publikowanych w ,,Polskiej
Sztuce Ludowej"
oraz przy innych okazjach, w katalogach
wystaw itp., zawiera bibliografię
i pokazuje te poprzednie
edycje, w których prezentowałeś już. tych samych twórców. Ten
album mógłby się ukazać o wiele wcześniej, był przecież gotowy
do druku w wydawnictwie „Arkady''. Jakie widzisz zalety i wady
faktu, że on pojawia się teraz a nic wcześniej. Czy warto było
czekać tyle czasu aby się ta książka
ukazała?
Aleksander Jackowski. Warto było z jednego powodu.
Z powodu przemian jakie nastąpiły w naszej kulturze, tego że
zaciera się, dawniej bardzo ostra, granica pomiędzy sztuką
ludową, sztuką naiwną, inną, osobną, czy jak ją tam nazwiemy,
a sztuką dzisiejszego czasu, profesjonalną. To jest dla mnie
sprawą istotną. Natomiast jeżeli chodzi o opóźnienie tej książki,
to oczywiście wolałbym, aby się ukazała 10 lat wcześniej, ale
w tym kształcie jaki ma obecnie. To jest już inna historia,
ponieważ „ A r k a d y " upierały się, żeby wydać ją tak, jak się
wydaje normalne kompendia tego typu, to znaczy oddzielnie
ilustracje (żeby potem móc dać wersję zagraniczną), oddzielnie
biogramy, raczej bardziej suche niż literackie i oddzielnie
fotografie twórców. Ja się upierałem, żeby te trzy elementy
stanowiły jedną całość. „ A r k a d y " tego nie chciały, dlatego
cieszę się, że ta książka ukazała się w wydawnictwie Krupski
1 S-ka w tej wymarzonej przeze mnie formie.
Z.B. Jest to siłą rzeczy (album ma podtytuł Zarys encyk­
lopedyczny) pokazanie zjawiska i pokazanie twórców na zasa­
dzie pars pro toto. Czego żałujesz? Co się nie znalazło w tej
książce'.'
A . J . Niczego nie żałuję. Można by było wydać książkę dwa
razy większą, można by było wydać drugi tom. Jeżeli się jednak
czyta tę książkę od początu do końca, to dlatego, że istnieje
pewna jej dramaturgia i dla mnie ta dramaturgia jest rzeczą
najbardziej istotną. Jestem zadowolony z wyboru, mimo że żal
mi niektórych sylwetek ludzkich, że się tu nie zmieściły. Ale
gdybym je dał, to bym, w pewnym sensie, powtarzał niektóre
zjawiska artystyczne, bądź pewne sytuacje ludzkie.
Z.B. Układem książki rządzi alfabet...
A . J . Tak, ale dla mnie jest to układ aleatoryczny. W gruncie
rzeczy, gdyby nic rządził tym alfabet, prawdopodobnie niektóre

sylwetki bym dodał a niektóre bym odjął. Alfabet zadziałał tutaj
o tyle, że przy ostatecznej redakcji, czytając tę książkę,
chciałem, żeby była odpowiednia reżyseria, żeby wątki się
rozwijały i splatały. Bardzo mi odpowiada ta sytuacja alfa­
betyczna, ponieważ to powoduje spięcia, iskrzenie pomiędzy
jedną a drugą sylwetką. Dbałem o lo, żeby to nie była
przypadkiem książka, podporządkowana jakimś z góry przeze
mnie przyjętym założeniom, tego typu na przykład, że teraz
dajemy pogranicze ludowe, a teraz pogranicze psychopalologiczne. Wtedy to by zupełnie inaczej wyglądało, musiałbym dać
o wiele większy wstęp, zrezygnować z takiego jaki jest teraz.
Gdyby przyjąć ten poprzedni, który, nie pamiętam, liczy!
sobie chyba ze dwieście stron i był właśnie laką syntezą
obejmującą poszczególne działy, wtedy reszta byłaby zaledwie
ilustracją poszczególnych zjawisk. Natomiast mnie zależało
przede wszystkim na tym, żeby to była książka, którą po prostu
da się oglądać i da się czytać. Żeby to była książka żywa.
rozumna.
Z . B . Tak, wielu to podkreśla, szczególnie jej wartość literac­
ką. Tak się dzieje, że współcześni
etnografowie twierdzą. Żc
etnografia to przede wszystkim pisanie. Dawniej pisałeś inat ;•&lt;•/'.
;V« przykład, pamiętam takt Twój artykuł strasznie
poważny,
gdzie było mnóstwo tabelek, poważne studium o ludowej rzeźbie.
Od jakiegoś czasu w Twoich tekstach. Marginaliach ogłasza­
nych w „Polskiej Sztuce Ludowej. Kontekstach" widać zwrot
w kierunku swobodniejszej eseistycznej formy i przemawianie
bardziej własnym głosem. To było już widoczne w Twoim
pisaniu o artystach, są to małe monografie budowane wokół ich
biografii, gdzie odchodzisz w zasadzie od maniery encyk­
lopedycznej, czy naukowej. Ta Twoja ewolucja i ta książka
mogłyby być dowodem na to. ż.e antropologia kultury, etnogra­
fia może być dziełem literackim, artystycznym. Także Twój
temperament pisarski, znajdujący pełne ujście w Na Skróty
- wszystko to się zbiega z konstatacją
i rozpoznaniem, że
etnografia to w gruncie rzeczy jest pisarstwo i literatura. Co ty
na to?
A . J . Po pierwsze, ani przez chwilę nie zastanawiałem się
czym jest etnografia i czy to jest etnografia. Nie widziałem tego
w tej' kategorii zupełnie. Nie starałem się jakoś specjalnie.
" l i t e r a c k o " p i s a ć , po prostu uważałem, że moim obowiązkiem
jest pisać tak, jak umiem, i żeby to były możliwie ładnie
zbudowane zdania. Natomiast to, co tu jest istotne, to rola
intuicji człowieka opisującego. Oczywiste jest, że zawierzyłem
swojej intuicji artystycznej i swojej intuicji psychologicznej.
Opisując sylwetki zbliżałem się do literatury o tyle, żc w gruncie
rzeczy niektóre z nich, czy nawet wiele z tych sylwetek to był
materiał na małe utwory literackie, z konkretną osobą. Nie
fałszując niczego w życiorysie, można było konstruować ten
życiorys tak, jak konstruują swoje opisy bardzo dobrzy dzien­
nikarze, robiący reportaż o kimś lub o czymś.

203

I ^ ^ H i

�Z.B. Powiedziałeś, że warto było poczekać. Książka wychodzi
w pewnej sytuacji kulturowej, wchodzi w pewną lukę. Mnie się
wydaje, że wiele entuzjastycznych recenzji wynika też stąd, że
temat w takiej formie jest rzeczywiście
mało
rozpoznany,
chociaż przecież przez lata sporo sylwetek publikowała
„Polska
Sztuka Ludowa",
natomiast nie zaistniały
w
świadomości
szerokiego kręgu odbiorców, nie dochodziły do szerszej publicz­
ności.
A . J . Nie dochodziły, ale teraz książka wydana bardzo
pięknie, ze świetnymi kolorowymi reprodukcjami, nagle przeła­
mała jakąś barierę i weszła w odpowiedni czas, kiedy jesteśmy
trochę już znużeni sztuką współczesną i jej kręceniem się wokół
własnego ogona. Poza tym, kiedy tak zwany postmodernizm,
czy jak go tam chcemy nazwać, eklektyzm, który od kilu lat jest
widoczny w sztuce powoduje, że prawie wszystko może być
sztuką, każda z propozycji jakie wystawia się i przedstawia
dzisiaj, może zaistnieć - to skoro tak, również i rzeczy
prezentowane w albumie można zaliczyć do tej samej kategorii
zjawisk, które dotychczas były u nas traktowane jako sztuka
wielka, profesjonalna, oficjalna. Ale, przede wszystkim, dla
mnie, to jest jak gdyby rehabilitacja talentu. Dlatego, że jeżeli
mówimy o profesjonalizmie to ważne o jakim profesjonalizmie
mówimy. Myślę, że tutaj dotykamy jednego z ciekawszych
zagadnień, które wywołuje album. To znaczy, ktoś kto kończy
Akademię Sztuk Pięknych ma dość szerokie rozpoznanie
sytuacji i dosyć szerokie możliwości własne, jeżeli więc
poprosić go, żeby narysował coś, no powiedzmy, w stylu
secesyjnym, to jest on w stanie to zrobić. Zresztą wie, co to jest
secesja. Natomiast artyści, o których piszę, są to ludzie, którzy
często dochodzili do mistrzostwa, ale doskonaląc tylko swój
specyficzny wąski warsztat. Weźmy Zagajewskiego. W tym co
robi jest znakomity. A jednocześnie Zagajewski poza tym, co
sam rzeźbi, nie jest w stanie niczego innego zrobić.
Z.B. W tej biograficznej metodzie, w tym
życiopisaniu
spotykają się niezwykłe życiorysy artystów, czy niezwykłe dzieje
ich dochodzenia do własnej twórczości,
- z Twoją
pasją
zajmowania się tymi zjawiskami, z Twoim życiem, z Twoim
doświadczeniem
życiowym.
Jest tam pełno anegdot, pełno
barwy życia. I tutaj jest takie moje pytanie, które wynika z tego,
że na gruncie naszego środowiska podnoszono już ten problem:
na ile taki biografizm, taka interpretacja
biograficzna
jest
swojego rodzaju mityzacją?
Tę kwestię podnosił i rozwijał
Czesław Robotycki (C. Robotycki: Schematy biografii twórców
ludowych, w: tegoż Etnografia wobec kultury współczesnej,
Kraków 1992) omawiając pewne schematy i klisze biografizmu,
powołując się zresztą na refleksje Łotmana, który
zwracał
uwagę, że bywają sytuacje, gdzie życie i dzieło artysty zbiegają
się tworząc pewną całość, ale bardzo często jest i tak, że samo
Życie, sama biografia jest niespójna, bądź w sobie, bądź wobec
dzieła. Często występuje między nimi roz.dz.wiek. Biografia
według Łotmana zawiera też. miejsca puste, nie wiemy bowiem
wszystkiego o artyście, jego życiu, psychologii itp. Bardzo często
biograf wypełnia te puste miejsca swoją wyobraźnią,
swoimi
odczuciami. Oczyszcza ze sprzeczności życiowe fakty. W takim
przedstawieniu bardzo pięknym, idealizuje jakby to wszystko,
zawierając to w formule „piękne i prawdziwe życie".
Nadając
tiul temu życiu, eliminuje się pewne rzeczy. Czy stawałeś wobec
takiego problemu? Bo w końcu, chcąc zaprezentować
tych
niezwykłych ludzi, twórców, w jakiś sposób chcesz ich obronić
przed światem. I żeby pokazać tak, jak to robi ta książka,
Z pewnością musiałeś i Ty omijać sprzeczności,
dokonywać

204

pewnej cenzury. Powiedzmy sobie szczerze, gdy sam mówisz, Że
możnaby 200 tych biogramów zamieścić, drugi tom wydać, to
można również w pewnym momencie powiedzieć, że ta sztuka
wspaniale przez ciebie odkryta czy pokazana w tym albumie,
miewa(a tego już nie mówisz) swoje momenty nudne, miewa też
swoje momenty mniej barwne, nieciekawe w większej masie jako
zjawisko. Ponadto podkreślasz, Że ci ludzie przez, to niezwykle
dochodzenie do swojej twórczości,
nie są wyrachowani, (a
przecież tak jak w wypadku i wielkich, profesjonalnych
artys­
tów, tak samo i tutaj nie są im obce problemy, presje i dylematy,
którym podlegają na równi z tymi pierwszymi), wiadomo, że
niektórzy się poddawali mechanizmom rynku, inni brali udział
w konkursach, te konkursy częściowo niektórych
niszczyły...
A . J . To zjawisko za granicą jest całkowicie zniszczone przez
merkantylizm. U nas siłą jego był właśnie brak merkantylizmu.
I to, że tym zjawiskiem interesowało się niewiele osób. Że
głównym odbiorcą tych rzeczy był Ludwig Zimmerer, o którym
w dużej mierze jest ta książka. Bo jest ona swego rodzaju
hymnem na cześć Zimmerera. To w opisie wielu sylwetek
widać. Jak on tym ludziom naprawdę pomagał i jak oni dla niego
rzeźbili czy malowali. To była wielka satysfakcja dla nich.
Każdy człowiek chce coś dla kogoś robić. Jeżeli pracuje dla
kogoś, to ma satysfakcję. Jeżeli zaś gdzieś w próżnię, kiedy to
sprzedaje jego pracę „ C e p e l i a " nie wiadomo komu, to wtedy ma
on wrażenie, że gdzieś jakaś cząstka z niego uleciała. To jest dla
niego frustrujące. W przypadku polskim, „ C e p e l i a " się tym
zjawiskiem mało interesowała, w zasadzie istniało tylko kilku
poważnych zbieraczy i nie było nastawienia komercyjnego,
które niszczy tę sztukę. Między innymi dlatego uważam, że
sztuka „ n a i w n a " nie będzie już istniała w tej formie szczerej,
autentycznej, gdy zostanie poddana mechanizmom związanym
z rynkiem. Jest to jeden z czynników niszczących tę sztukę.
Telewizja, postęp cywilizacyjny, a także komercja powodują, że
nie widzę szans istnienia takich zjawisk jak twórczość Nikifora,
Heródka czy Doroty Lampart.
Pytasz w jakim stopniu występuje w książce mityzacją...
Z . B . / na ile cenzurowałeś pewne rzeczy, bo na pewno Twoja
wiedza jest
większa...
A . J . Nie, tu może być mowa, jeśli - to o autocenzurze. Nie
o cenzurze świadomej, tylko nieświadomej. A to trudno
określić. Na ile moja wiedza jest większa.' Można raczej
zapytać: na ile ja wyostrzałem pewien problem? Na czym mnie
zależało przede wszystkim? Po pierwsze - na pokazaniu
zjawiska, po drugie - na pokazaniu ludzi. Ale przy pokazaniu
zjawiska interesowało mnie najbardziej to, co sprawia, iż
człowiek zaczyna odczuwać potrzebę twórczości i w jakich
sytuacjach to występuje. Prawdopodobnie byłoby mi wygodniej
napisać książkę fikcyjną i wcale nie wiem, czy kiedyś bym
takiej książki nie napisał. Takiej, która by pokazywała to
wyraziściej, piękniej, jak na przykład Kamień i cierpienie. Która
by mówiła o samym człowieku i o jego losie. Bo o co tutaj
chodzi? Idzie o to, że sztuka stanowi pewnego rodzaju uwol­
nienie. Stanowi sens działalności człowieka. To chciałem
wyeksponować bardzo silnie i w niektórych przypadkach, tam,
gdzie dzieła były artystycznie mniej ciekawe, ja, wiedząc o tym,
zamieszczałem sylwetkę twórcy w książce, ponieważ uważa­
łem, że ma znaczenie, właśnie w objaśnieniu tego zjawiska. Czy
to jest mityzacją? Wiesz, ja j u ż mam po uszy tej całej etnologii
z jej zabawami: czy to jest mityzacją, czy nie mityzacją. Nie
jesteśmy w stanie uniknąć jakiegokolwiek subiektywizmu
w tym co robimy. Trzeba mieć tę świadomość, że tak to jest. I ja

�chyba lę świadomość w sobie mam. Twoja obecność tutaj w tej
chwili powoduje, że zwracam szczególna uwagę na to, czy
mityzuję. Wiesz, byłbym właściwie gotów bronić każdej z tych
sylwetek. Co pomijam? To, co moim zdaniem jest nieważne,
a co wiem o człowieku. Ale co to znaczy nieważne? Tutaj jest
problem i sprawa mojej selekcji. Na ile ta selekcja jest
uzasadniona. Czy gdybyś ty pisał o tych samych ludziach,
uwzględniłbyś elementy, których ja nie uwzględniłem? Tego
nie wiem, być może tak. Widzieć jednoznacznie, w ten sam
sposób, można tylko postacie zastygłe w swym stereotypie.
Jednak człowieka w całym jego bogactwie dojrzeć trudno.
Z.B. Ale Ty tego nie wiesz nawet w swojej książce autobio­
graficznej i dlatego piszesz i nazywasz ją metodą, dając jej laki
tytuł, jaki dałeś - Na skróty. Te biogramy są pisane ' 'na skróty
lak. jak twoja własna autobiografia. Metoda chyba jest la sama ?
A . J . Może istotnie jest w tym coś wspólnego. Może nie tyle
w pisaniu ..na s k r ó t y " , c o w operowaniu anegdota. To znaczy, że
pewna sytuacja, czy pewna myśl jest puentowana w miarę
możliwości jakaś anegdotą. Nie jest to tego typu anegdota,
0 której potocznie się myśli, bo jak wiesz, nie lubię opowiadania
dowcipów. Tylko jeżeli chcę o czymś powiedzieć, to często
myślę jakąś anegdotą, jakąś sytuacją, formą, która lepiej,
wyraźniej eksponuje myśl.
Z.B. Anegdota jest otwartąformą,
która daje do myślenia, nie
jest zamknięciem, nie jest
jednoznacznością.
A . J . Tak. są na przykład sytuacje, kiedy piszę o Dorocie
Lampart, kiedy wydaje mi się, że pokazanie człowieka bardzo
pięknego jest możliwe przez zabiegi już stricte literackie. To
znaczy ja j ą cytuję dokładnie, ale oczywiście wybieram frag­
menty z taśmy, z iluś lam godzin nagranej z nią rozmowy.
Cytuję to, co ona mówi o niebie i piekle. To, co mówi
0 przyrodzie. Zwracam przy tym uwagę na rzeczy, które wydają
się niesłychanie charakterystyczne. - Przecież w jakimś mo­
mencie zająłem się nią, zaopiekowałem przy pomocy ..Groma­
dy. Rolnika Polskiego" i mojej wtedy serdecznej przyjaciółki,
która była redaktorem naczelnym pisma, Irenie Groszowej.
Zrobili akcję wśród czytelników, i na to przyszły paczki - od
biednych ludzi ze wsi - dla Doroty Lampart. Dostałem jeszcze
pieniądze dla niej z. Ministerstwa Kultury i Sztuki, i le pieniądze
jej daliśmy, żeby urządziła sobie lepiej życie. Żeby wyremontowała chałupę. Dostała te pieniądze do ręki i . . . dokupiła pola.
którego i tak nie mogła uprawiać, bo nie miała na to sił. Na
swoim polu z trudem siała. A zawsze jak wysiewała zboże, to do
(ego zboża dodawała kwiaty, chabry, maki, które są przecież,
chwastami. Sąsiedzi nienawidzili jej. bo to później wszystko
przechodziło na ich pola. Gdy dostała pieniądze to dokupiła
ziemię. - Czy mam prawo to interpretować? Uważam że muszę
laki fakt podać, bo on mówi o jej mentalności, o wyborze
wartości którymi się kierowała. Nie kupiła sobie maszyny do
szycia, nie kupiła roweru, ani nawet odbiornika radiowego.
Dokupiła pola. Bo na wsi, len człowiek ma znaczenie, który ma
ziemię. Pytanie: skąd się to u niej rodzi ? Jeżeli znam jej życiorys
1 wiem, że jest córką nieślubną, cała ta sytuacja dziecka, które
jest bękartem i którym wieś pogardza, to wszystko gdzieś
później znajduje swoje odbicie w życiu, w zachowaniu. Jeżeli ja
czynię tutaj ten zabieg i daję to jako pointę mojego opisu, to
czynię to tak jak autorzy reportaży. To jest ta sytuacja, kiedy
piszący dostrzega jakiś motyw jako istotny. Dlatego przy
wyborze faktów, te rzeczy w ten sposób ze sobą wiążę. Jest to
tworzenie, jak powiadam, takich właśnie, trochę udramatyzowanych. trochę „literackich" życiorysów, w których - jestem

przekonany, daję więcej prawdy, niż gdybym publikował
zupełnie suche życiorysy. Czy może być w tym coś, co jest
fałszem? Może być, mogą być naddatki, może być fałszywa
interpretacja, która jednak nie przeszkadza, moim zdaniem
twórcy, o którym piszę, temu, żeby dać możliwe przybliżenie do
sytuacji. Przybliżyć do niego kogoś, kto czyta. Oto zadanie.
Żeby ten czytelnik zdał sobie sprawę, jakie mogą być tu
mechanizmy, kiedy, gdzieś komuś otwiera się nowy świat.
Z . B . Tak, oczywiście, tę intencję i te zabiegi, wszystko to
rozumiem. Jednakże tak mi się wydaje, że czasem w swoich
opowieściach nie spisanych, czy nie podanych do druku bywałeś
niekiedy bardziej uszczypliwy, złośliwy, ktoś inny by powiedział:
bardziej sprawiedliwy wobec rzeczywistości,
bo widziałeś pew­
ne wady czy małostkowości.
Nawet, jak czasem
opowiadałeś
o Nikiforze, to z. pewnym dowcipem. Czy to się nie zatraciło
w tych biogramach'/ Wiele osób zwróciło uwagę na to, że ta
sztuka, ci ludzie to jest przedmiot Twoich pasji, a Joanna
Tokarska-Bakir
wręcz, napisała,
ż.e ta książka jest pisana
Z miłości, i z miłością. Czy Twoja miłość do tych ludzi nic
idealizuje ich trochę?
A . J . Mnie to zaskoczyło, nigdy nie myślałem, że odczuwam
miłość do tych ludzi, ponieważ nie wiem czy to można nazwać
miłością do nich. Rzeczywiście przyjaźniłem się z paroma
osobami i parę osób bardzo lubiłem. Natomiast inni? Nie chcę
teraz specjalnie operować nazwiskami, ale byli między nimi
dosyć wstrętni a jednocześnie fascynujący ludzie. To co piszę
o jednym z nich jest faktem, że spadł, że nogi bezwładne, ale nie
pamiętam już czy piszę o tym w książce, ż.e on był paskudny.
Jego stosunek do żony! Okrutny. Potem go zmora dusiła,
chętnie opowiadał o tym, ale on tę żonę też dusił jak zmorę.
W stosunku do dzieci swoich - okrutny, a jednocześnie żarliwie
modlił się, i to niemal nieustannie. Albo inna sprawa-prozaicz­
na, dotycząca już. kogoś innego. Przyjeżdżałem do niego kilka
razy, ale skłamałbym, ż.e z radością, tak, jak przychodzę do
redakcji, wiedząc, że zobaczę kogoś z Was. To było inaczej,
myślałem: O kurcze! Znowu będą mi kazali pić mleko z kubka
lak brudnego, że mnie po prostu skręca w środku. Ja jestem
jednak miejski inteligencik i nie ma na to rady. Jak przychodzę
do brudnej chałupy i muszę się czegoś brudnego dotknąć, to nic
jest to dla mnie przyjemne. Mam uczucie wstrętu. Pamiętam,
gdy tam oni mnie chcieli ugościć jak najlepiej, to gospodyni
wzięła kubek, ja ten kubek niby tak żartobliwie opłukałem
w wodzie, na co ona wyjęła mi go szybko z. ręki, i fartuchem,
który był tak czarny, ż.e nie pamiętam czarniejszego w życiu,
wytarła go dokładnie i nalała mi mleko. Ja w tej sytuacji
musiałem je wypić, nie dając poznać po sobie obrzydzenia. To
są te sytuacje, o których nie piszę w lej książce. Mówisz
o Nikiforze, Nikifor miał swoje cechy przykre, o których mówię
gdzie indziej, na przykład piszę o jego chichocie, kiedy znalazł
u mnie album z Majdanka i widział Niemców, którzy biją
Żydów, to on się cieszył z tego i pokazywał z dumą, paluchem,
że ci Niemcy to są panowie! Piszę o tym w tej chwili do katalogu
wystawy w „ Z a c h ę c i e " , bo konwencja, którą przyjąłem, kon­
wencja bezpośredniej relacji z moich kontaktów z Nikiforem,
pozwala na to. Tam opisuję to. co widziałem, kiedy Nikifor
mieszkał u mnie dwa tygodnie w jednym pokoju i to była
obserwacja uczestnicząca, tak to zdaje się nazywa, no więc
właśnie, to była koszmarna obserwacja uczestnicząca. I ja w tym
katalogu piszę o tym, w zasadzie wszystko, co wiem. Natomiast
nie wszystko, tak mi się wydaje, jest konieczne do uwzględ­
nienia w sylwetce, którą daję w książce. W katalogu wyjaśniam

205

�motywy tego chichotu, kontekst, który natomiast w książce
zająłby niepotrzebnie zbyt wiele miejsca, zakłócił proporcje
opisu tego wielkiego, natchnionego malarza.
Z.B. Niektóre biogramy zawierają całą barwę, nie są tak
wyidealizowane. Dlatego o to pytałem, że podkreślając zalety tej
literackiej formy, miałem na myśli to odkrycie wśród etnogra­
fów, że mówią prozą, Że etnografia to przede wszystkim pisanie,
akcent położony
na 'graphos' - to o czym
amerykańscy
antropologowie i inni autorzy ostatnio często piszą. To pod­
chwytywane jest także tutaj nad Wisłą i wielu przekonuje, że
powinniśmy być pisarzami. I teraz, Żeby nie było już nieporozu­
mień: bardzo ważną rzeczą jest dla mnie ta oszczędność i ta
selekcja, o której mówisz. Twoja wiedza jest większa, ale Ty
selekcjonujesz. Tymczasem niektórzy zwolennicy tej tezy o pisa­
rskim charakterze etnografii uważają, i taki z niej wniosek
wyciągają, że trzeba zmusić nasze pisanie o kulturze, o jej
zjawiskach, o artystach, o twórczości do maksymalnej prawdy:
wszystko! Jak pisać to wszystko, i ten koszmar obserwacji
uczestniczącej podać, bo inaczej to będzie mityzacja, idealizacja; szlachetne, oszczędzające
kłamstwo, jak z tym przemil­
czanym Dziennikiem Malinowskiego z. badań terenowych. Myśl,
czy obsesja, że pewne rzeczy jakoś się cenzuruje...
A . J . No to ci chyba na to odpowiedziałem, i podkreślam, że
świadomie niczego nie cenzurowałem. Jest to problem, kiedy
dotyczy ludzi żyjących. Wtedy trudno mówić o pewnych
rzeczach. Tak samo jest w tej drugiej mojej książce Na skróty,
gdzie w znacznym stopniu pominięty został cały wątek męsko-damski. Jest to wątek w jakiś tylko sposób zasygnalizowany,
zaznaczony. Ale z punktu widzenia pełnej autobiografii to jest
okaleczenie. Przy tej konstrukcji, którą przyjąłem w tej książce,
zależało mi maksymalnie na tym. abym szczerze opisał prze­
miany moich zapatrywań, kształtowanie się człowieka, jego
osobowości. To jest książka o traceniu wiary. Tracenie wiary
i próba działalności pozytywnej mimo to. Mówię tu o książce
autobiograficznej, co jest związane prawdopodobnie z. genami,
jako, że trudno by mi było być apatycznym, pracować na
poczcie i przybijać stemple, chociaż prawdopodobnie zarabiał­
bym więcej, niż zarabiałem w Instytucie. Jednym z motywów
jaki skłonił mnie do pisania tej książki, to był Adam Ważyk,
jego odpowiedź. Kiedy zapytano się: dlaczego był on tak
zacietrzewiony w okresie socrealistycznym, powiedział: zwa­
riowałem! I mnie to wściekło. Bo wiesz, intelektualista nie ma
prawa jednym słowem całej rzeczy w ten sposób załatwiać. Jak
to zwariowałem? Kiedy zwariowałem? A dlaczego przejrzałem,
kiedy? W jakim momencie? Jak to następowało? I próbowałem
zrozumieć sam siebie. M o i m zdaniem, ta analiza nie jest
zrobiona dobrze i precyzyjnie, ale - pisząc - nie umiałem tego
zrobić lepiej, głębiej. Ale to jest próba przeanalizowania
swojego działania, i tego, jak to powoli następowało. Z tym, że
ciągle nie mogę sobie uświadomić dzisiaj, co j a wtedy wiedzia­
łem. Skoro ja to wiedziałem, to dlaczego zachowywałem się
jeszcze w ten sposób, dlaczego jeszcze w coś wierzyłem. Tam
jest kilka zdań. w których piszę o strachu po urodzeniu się
dziecka. Ja przedtem bytem raczej odważny, jak sądzę - z głu­
poty. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to się może
tragicznie skończyć. Natomiast jak się urodziła Oleńka, na­
stąpiło momentalnie przesiąknięcie strachem, że ja nie mogę
sobie pozwolić na nic, boja muszę być tym związany. Starałem
się te rzeczy analizować, i co uważam za plus tej książki,
starałem się niczego nie zafałszowywać. Nie udawać, nie
mówić: „panie, ja tych komuchów to przejrzałem od początku.

206

od dawna, na wylot". Przeciwnie, ja już nie wiem, do którego roku
wierzyłem, ż.e coś można zrobić - od środka - w partii. Później już
tylko wyłącznie zostałem w partii ze względu na pewne sytuacje
w Instytucie i po części, ze względu na to, że bałem się, czego nie
piszę, że jeżeli wyjdę z partii, to mnie wyrzucą z Instytutu, z pisma.
I tego mi było żal. A miałem jednocześnie jakieś jakby usprawied­
liwienie moralne w tym, że tu mnie dyrektor prosił abym został
w partii dla dobra Instytutu. Jak mieliśmy egzekutywę, starałem się
jak najbardziej pomóc Instytutowi. Kiedyś mnie wezwano do
Komitetu partyjnego PAN-u, że my mamy za dużo ludzi z dwiema
takimi samymi literami w nazwisku (!!). Już była Kossakowska,
a tu - powiedziano - chcecie jeszcze przyjąć Mossakowskiego.
Bardzo mocno broniłem tego Mossakowskiego, którego zresztą nie
znałem. Wtedy mi powiedzieli: no dobrze, ale jak tylko coś
będziecie wiedzieli, to natychmiast dzwońcie towarzyszu i my go
od was zabierzemy.
Żadnych świństw w Instytucie, jak wiesz, nie zrobiłem. Tu
chodzi mi o to, że opisanie takich rzeczy w książce jest dosyć
trudne, żenujące. Przy tym stwierdzenie, że się nie robiło
świństw, nie wystarczy. W tym pozostawaniu w partii był
przecież także jakiś oportunizm, maskowany przed sobą samym
sugestią, że to „dla dobra Instytutu, pisma'' .Dodam, że do końca
nie wierzyłem, że ten ustrój może upaść. Byłem głęboko
przekonany, że przynajmniej za mojego życia nic się w naszej
sytuacji geo-politycznej nie zmieni, i że w tych istniejących
warunkach trzeba sobie wyrąbywać jakąś przestrzeń swobody,
wolności. Tą przestrzenią byto dla mnie samego pismo. Praca
z. ludźmi to była moja ucieczka, zajmowanie się sztuką, teatrem.
Starałem się znaleźć w tej rzeczywistości, próbując poszerzyć
obszar działań, np. pisałem o Czapskim, o Marku Żuławskim
jeszcze w latach 60., kiedy już można było to zrobić w oficjalnej
strukturze. Chciałem też wtedy publikować Dzienniki Czaps­
kiego, nawet u nas w piśmie, ale wtedy jeszcze nie dało się lego
zrobić. Jeżeli chodzi o cenzurę, oczywiście la sytuacja upadlała!
Najgorsze, że świadomość wpływała mimo woli na zachowania,
na zaistnienie cenzury, z której sobie człowiek nie zdawał
sprawy. Na szczęście w „Polskiej Sztuce L u d o w e j " cenzura
miała zupełnie marginalne znaczenie. Ale co mogę powiedzieć
na swoje usprawiedliwienie przed Wysokim Sądem to, że np.
wtedy, kiedy o srebrnych wotach lwowskich pisał Jacek
Olędzki, i dodał: „ L w ó w , odwieczny bastion polskości",byłem
pewny, że to mu cenzura wyrzuci, ale nie skreśliłem tego,
uważając, że nie moją rzeczą jest cenzurowanie autorskiego
tekstu. Cenzura wyrzuciła, ale coś innego, bez znaczenia, zdanie
zaś, które wydawało się skazane na niebyt - zostawiła!
Parokrotnie miałem takie historie. Tu tylko anegdota - był taki
artykuł Ludwika Stommy, najeżony przypisami. Tam było
chyba 120 przypisów i w tym ręcznym składzie drukarskim
wtedy było tak, że jeżeli usuniesz jeden przypis to trzeba było
przelewać wszystko, składać przypisy od nowa. Tekst już był
gotowy do druku, maszyny czekały, a wyrzucono mi trzy, czy
cztery przypisy ze środka, przeszkadzał ,,im"Pomian. Kołako­
wski, Miłosz. Po kłótni zgodzono się tylko na to, by dać cytat,
ale bez trefnego nazwiska. A j a dałem w przypisach odniesienie
do autora, utworu. Wyrzucić przypis? W miejsce zakwes­
tionowanego, by zachować ciągłość a zarazem zwrócić uwagę
czytelnika zaproponowałem wręcz absurdalne wyjście, poda­
łem więc, że maszynę parową wynalazł Wat, a pierwsza
lokomotywa pojawiła się wtedy to a wtedy, podobnie maszyna
do szycia. To były trzy przypisy ni w pięć, ni w dziewięć, przy
czym cenzura na to się zgodziła!

�Z.B. Wracając do tych ,,biograficznych" książek, to w obu,
„pisanych biografa",
szczególnie
zaś w przypadku Sztuki
zwanej naiwną, o której mówi się, że jest pionierską
próbą
w takim kształcie, przedstawienia
i uporządkowania
tego
obszaru, jest to zarazem taki pierwszy wysoki stopień przy­
bliżenia i pokazania tego zjawiska.
A . J . Chciałem przekazać istotną prawdę o człowieku, choć na
pewno można mi zarzucić, iż czegoś nie wiem, coś zapom­
niałem, sfałszowałem nieświadomie jakieś szczegóły biografi­
czne czy inne. A już wiem, że tak, że jakieś pomyłki mogą się tu
zawsze zdarzyć (np. list do W . Chajca, którego zdjęcie
załączam, pisany był do pana Bieli), ale to są drobiazgi,
natomiast istota zjawiska zostaje jakoś pokazana i uchwycona.
Z.B. Tak, oddając pewną istotę zjawiska, w ten sposób jest to
jakby oczyszczone od kontekstu kulturowego, społecznego czy
politycznego. Czy nie myślisz, po takiej książce, która najbardziej
chce zbliżyć się do istoty tego zjawiska, o następnej, innej, która
by ów kontekst także pokazała. Inxmi słowy czy byłbyś w stanie,
i czy miałbyś chęć napisać o tym? (W autobiografii Na skróty jest
rozdział o Instytucie, o Twojej pracy, ale na tle całej książki, co
zrozumiałe, to jest rzeczywiście bardzo na skróty pisany rozdział).
Czy miałbyś chęć na opisanie tego zjawiska niejako od wewnątrz,
widzianego oczami jurora, który uczestniczył w kreowaniu tego.
Byłeś obserwatorem i uczestnikiem całego ruchu, który się toczył
wokół tych ludzi i ta książka jest wynikiem pewnej twojej tutaj
walki, by wydobyć taki właśnie obraz tego zjawiska, do jakiego
doszedłeś i jaki się znalazł w tej książce.
A . J . Walki? żadnej walki. Ja jestem w gruncie rzeczy
człowiekiem wyjątkowo szczęśliwym w życiu, rzadko kiedy
miałem do czynienia z ludźmi, których bym nie cenił i nie lubił.
Byłem, zwłaszcza w ostatnim półwieczu, otoczony ludźmi,
których lubię i to jest moje szczęście, a w Instytucie miałem
zawsze święty spokój. Wyrobiłem sobie dosyć szybko pozycję
instytucji w instytucji i trudno byłoby mówić o tym, że istniały
jakieś utrudnienia, naciski. Nie. nikt mi nie przeszkadzał.
Z.B. Nie to miałem na myśli. Nie o Instytut pytam, mnie
chodzi o coś innego, o to że ta sztuka, bardzo indywidualna,
twórczość osobnych artystów - jak się o nich mówi, została tu
jakby wyjęta z całego kontekstu w jakim istniała, rozwijała się
etc. Mam na myśli działalność państwową, czy Ministerstwa
Kultury, czy tych wszystkich struktur, które się tą twórczością,
nazwijmy to tak: opiekowały.
A . J . O tym bardzo chętnie bym napisał. Dlaczego j a w tamtej
autobiograficznej książce musiałem pisać na skróty? Ponieważ
rzeczywiście musiałem to pisać szalenie syntetycznie i w grun­
cie rzeczy to jest doprowadzone do roku pięćdziesiątego
któregoś. Mam wersję, w której rozpisywałem się o redakcji, ale
wtedy rodzi się pytanie, dlaczego jeżeli piszę o kimś, o Tobie, to
dlaczego nie piszę o Staszku Hiżu, czy o kimś innym. A jeżeli
piszę o Tobie, i o Hiżu, dlaczego mam nie pisać o Ewie
Korulskiej? Zaczyna się wtedy opowieść, która dotyczy ludzi
żyjących, a wtedy i uzasadniony żal, dlaczego on pisze
o wszystkich a pomija mnie. Próbowałem, ale od razu zaczęła
mi się łamać cała struktura pisania o tym. Przekonałem się, ile
racji mają historycy, kiedy mówią, że musi istnieć dystans co
najmniej 50-letni. Ale były i inne sytuacje np. przy prof.
Frankowskim, kusiło mnie żeby napisać te historie o nim,
a jednocześnie obawiałem się, jak na to zareaguje jego żona,
bliscy. Dla mnie są ciekawe, w niczym nie umniejszające
wielkości tego uczonego, ale czy tak mogą je odebrać bliscy mu
ludzie? Czy nie sprawiam im przykrości?

Z . B . Ale mi chodziło bardziej o to, że Ty koncentrując się na
tych ludziach, na ich życiorysach, na ich losach, walce z losem
i dochodzeniu do twórczości wyjąłeś to zjawisko jakby z tego
krajobrazu, w którym było chcąc nie chcąc uwikłane. Tomasz
Jastrun w recenzji, mówi, że to jest "kawał historii naszego
kraju, jak kawał surowego mięsa.'' Tak, ale czy historii kraju ?
Dzięki tym biografiom i dzięki twojemu spojrzeniu, i takiemu
opisaniu tego, jest to, na pewno, kawał autentycznej
historii
w tym kraju, często nieznanej, kawał autentycznej
Polski.
Natomiast nie ma tutaj tego świata koszmarnych
czasami
konkursów, tej całej działalności, która miała swoją
ideologię,
jakby to było wyjęte z tej politycznej, historycznej otoczki, która
temu zjawisku
towarzyszyła.
A . J . Niezupełnie. To nie tak, że wtedy wszystko było czarne,
a teraz jest białe. Istotnie, miałem wokół tego zjawiska i wokół
siebie też ludzi, których nie znosiłem, i z których działalnością
się nie zgadzałem, którzy robili te konkursy i inne rzeczy, i tutaj
sprawa była dla mnie wyraźna. Akcentowałem zawsze swoje
zdanie, i nie jeden raz z dobrym skutkiem, choć absurdalnym,
głupim konkursom nie mogłem zapobiec. Ale istniała leż dobra,
mądra działalność, i o niej nie wolno zapominać. Tak więc
w Ministerstwie Kultury i Sztuki opiekowała się sztuką ludową,
i to świetnie, pani Barbara Zagórna. Współpracowałem z nią,
miałem też świadomość tego, że podobnie jak my - myśli
dyrektor muzeum etnograficznego w Warszawie, Krzysztof
Makulski, prezes Cepelii pani Barbara Gołcz i wielu innych
ludzi. Choćby Bronek Cukier - ze stowarzyszenia Twórców
Ludowych. Nie wyobrażam sobie, żeby w innym ustroju można
było tę działalność prowadzić lepiej. Teraz jest trudniei.
A bzdurne konkursy urządzali (mniejsza tu o nazwiska) jacyś
prowincjonalni działacze, gdzieś tam. N o i wojsko. Starałem się
z tym walczyć. Jeżeli byłem przewodniczącym jury, to na­
gradzałem to, co wydawało mi się dobre. Później z panią Zofią
Bisiakową robiliśmy trzy edycje Triennale Sztuki Nieprofes­
jonalnej i pamiętam, jak na pierwsze przyjechali do Szczecina
Niemcy z N R D . Był tam taki obkuty w marksizmie kierownik
Domu Twórczości Ludowej w Lipsku. Bardzo ważny. Przyje­
chał z ogromną kobietą o twarzy myszki M i k i , żeby obejrzeć tę
naszą wystawę, A wystawa była bardzo piękna, w dwóch czy
trzech salach daliśmy rzeczy naprawdę najlepsze. Żadna wy­
stawa sztuki współczesnej nie mogła się z tym równać. Oni
przyjechali i powiedzieli, że są nastawieni na to, że musimy
przeprowadzić ostrą dyskusję ideologiczną. Zosię od razu
rozbolała głowa. Ja powiedziałem, że dobrze, więc oni najpierw
oglądali wystawę, po czym poszliśmy do restauracyjki. On się
rozgląda, nikogo poza m n ą nie ma i mówi tak: towarzyszu
Jackowski, myśmy byli nastawieni na ostrą dyskusję ideologicz­
ną, ale gdyby to wszystko zniszczyć, to szkoda by było. To jest
takie piękne... I tak zostało, po czym oni pojechali. Później
zaprosili mnie do siebie do Neue Brandenburg na ich wystawę.
Ja przyjechałem i zrobiłem z nimi rozmowę ideologiczną,
partyjną i powiedziałem: towarzyszu, wy uważacie, że to jest
socrealizm? Przepraszam bardzo, zaraz na samym wstępie
umieściliście ten wielki obraz, j u ż nie mówię, że niedobry, ale
wręcz kiczowaty. Co wy chcecie tym pokazać, że to jest zła
sztuka? I tak zacząłem z nimi ideologicznie mówić. Skończyło
się na tym, że wieczorem j a i m mówiłem o „Solidarności",
o Wałęsie. Po czym on po dwóch, trzech latach przyjechał do
Warszawy i w hotelu Europejskim znów mówiliśmy - ja mu
o tym, co u nas, on nieśmiało o swoich problemach. Zaprosił
mnie na wielką wystawę, którą robili, to znaczy zaprosili ze

207

�wszystkich krajów „ o b o z u " oficjalnego delegata Ministerstwa,
a mnie dodatkowo, jako specjalistę. No i nasi nie zgodzili się.
ponieważ kiedy wydelegowano mnie do Budapesztu, na posie­
dzenie Okrągłego Stołu, pod auspicjami UNESCO, wygłosiłem
tam przemówienie w którym twierdziłem, iż w Polsce wpływ
telewizji ograniczony jest przez kłamliwość informacji. Czechostowak zamarł z wrażenia, Amerykanie zaproponowali mi
pomoc, przekonani, że po tym. co mówiłem nie wrócę do Polski.
Jasne, że wróciłem. W Ministerstwie usłyszałem - bezpieka się
nie zgadza. No to j a do bezpieki. Pan od paszportów mówi - to
nie nasza decyzja. Dzwoni. Tak, resortu. Proszę - mówi
- j e d ź c i e dokąd chcecie na Zachód, ale nie do N R D i naszych
socjalistycznych sąsiadów, bo ich zdemoralizujecie. Uśmiech­
nął się do mnie, a ja poczułem się przez chwilę ważny
- zdemoralizować N R D . Piękne!
Z . B . Wspomniałeś o Zimmererze. Wydaje mi się, że on, tak
i Ty mieliście do sztuki specjalne podejście. Chociaż Ty byłeś
instytucjonalnie związany z. tymi strukturami, które jak sam
powiedziałeś miały swoje wady i zalety w sprawowaniu opieki.
To jednak Ciebie bardziej wiązało. Zimmerer był swobodny,
niezależny
i pomagał finansowo, miał większe
możliwości
otaczania pomocą, sprowadzał
niedostępne
leki etc. Twoje
możliwości pod tym względem były mniejsze
A . J . Oczywiście, ale kiedy uważałem, że trzeba komuś
pomóc, dać pieniądze, to mi się niemal zawsze udawało.
Właśnie dzięki temu, że w Ministerstwie była pani Zagórna.
Z . B . Ja rozumiem, ale na tle tego działania oficjalnego postać
Zinimerera świeciła szczególnym blaskiem, i tak, jak Jego. tak
i Twoje działanie znacznie poza to oficjalne wykraczało. To byl
właśnie stosunek prawdziwego mecenasa, partnera, tego. który
zamawiał, zabiega! o prace artystów, czy wreszcie tego, który to
widział bardziej personalnie, bardziej indywidualnie i rozumiał
szczególną wartość tej sztuki, niezwykłych losów tych twórców,
widząc w każdym z nich osobną indywidualność.
To byl jednak
trochę inny wymiar, głęboko ludz.ko-artstycz.ny. A nie akcje,
rocznice, okazje konkursowe. Akcje i okazje, przy których
czasem tych artystów i ludzi trochę się naginało...
A . J . Nie, ich nic nie było w stanie nagiąć, oni nie brali w tym
udziału, w zasadzie. A co do Zimmerera, to się nasza przyjaźń
i współpraca zaczęły po wystawie „ I n n i " w warszawskiej
Zachęcie. Była to wystawa świetna, znakomicie przyjęta (entuz­
jastyczne recenzje). Ale nikt nie chciał kupić prac. Dopiero
Zimmerer to uczynił, od tego zaczął swą kolekcję, a później gdy
muzea etnograficzne mówiły - to nas nie interesuje - zwracałem
się do Niego. Taki układ świetnie funkcjonował, on dużo jeździł
po kraju, informował mnie o ciekawych ludziach, pokazywał
ich prace.
Z.B. Formuła podejścia Twoja czy Zimmerera była osobista.
A . J . Osobista i podchodziłem do tego, jak do zjawiska
artystycznego.
Z . B . Natomiast siłą rzeczy tamten oficjalny nurt, akcje,
konkursy, chcąc nie chcąc, nawet wziąwszy pod uwagę wszyst­
kie plusy opiekowania się tą twórczością (wystarczy przecież,
zajrzeć w poszczególne programy tych różnych akcji i konkur­
sów) - to miało swoje negatywne, niszczące strony, którym na
szczęście ta sztuka się nie poddała.
A . J . Miało. Ale, moim zdaniem, to o wiele mniej niszczyło,
niż dzisiaj komercja. Poza tym tu trzeba być w ocenie
ostrożnym. Teraz jest taka tendencja, żeby pisać i mówić, jak to
było źle z tym wszystkim za czasów komuny. Ale ja znam
mnóstwo rozmaitych pozytywnych przykładów. W 50. latach.

208

zanim j a się zacząłem w to bawić, oczywiście, były jakieś
idiotyczne wystawy tematyczne, później wiele tego nie było.
M y ś m y się wśród innych krajów wyróżniali zdecydowanie.
Przecież żadna wystawa amatorów nie mogła pojechać do
Czech, bo u nich jak był drzeworyt czy linoryt, na którym
widniał w pejzażu kościół, choćby gdzieś w tle, z tyłu, to już
cenzura to zdejmowała. Różnica pomiędzy nami a Czechami
była kolosalna. Ja pamiętam ilekroć przyjeżdżali ludzie z Buł­
garii, czy Czechosłowacji i rozmawialiśmy, to oni byli za­
szokowani i mówili: doigracie się! Zwłaszcza Czesi, którzy
swoje przeżyli. A u nas to wszystko się rozmywało i było takie
nijakie, nie tak groźne. Trochę piszę o tym w Na Skróty, na
zasadzie ilustracji tych pseudo-działań, o takich dwóch nonsen­
sach, dwie nowelki na końcu o Kwidzyniu i Żarach. Sytuacja jak
z Gogola, kiedy oni byli przekonani, że ja specjalista z PAN-u,
z Warszawy skoro krytykuję ich władze, to znaczy, że dużo
mogę, nawet chcieli mi dać grunt, żebym mógł sobie willę
postawić.
Oczywiście były też takie rzeczy, o których należy pisać, jak
to działacze związkowi robili w Katowicach wystawę i ja
domagałem się, żeby pewne rzeczy wisiały, a oni zdejmowali
ciągle te obrazy - a później, kiedy już się wystawa skończyła
- zwalili to wszystko, dosłownie deptali obrazy. Oczywiście, że
można pisać o tych wszystkich chamstwach i innych rzeczach.
Ale przede wszystkim trzeba pamiętać, że to cały czas była
walka dużej grupy ludzi o sensowne działania. Mam tu namyśli
cały zespół współpracowników i „ p o d o p i e c z n y c h " pani Zofii
Bisiakowej, w terenie instruktorów plastycznych a także za­
jmujących się folklorem instruktorów, którym matkowała pani
Ewa Baczyńska. Świetna była ówczesna szefowa C O M U K - u ,
pani Rosława Dowgird. Pomagała i pozwalała naprawdę sen­
sownie działać. Cały ten aparat pracował z. dużym oddaniem
w terenie, to była ciągła walka o sensowną robotę, ale walka
w konkretach. Generalnie akurat na tym odcinku nic strasznego
się nie działo, nie było ani jednego człowieka, który byłby
prześladowany, sekowany za coś.
Z.B. Tak, ale były pewne oczekiwania, jak ze wszystkimi
Zjawiskami artystycznymi, kulturą, jak np. z zespołami artystycz­
nymi itd. Że to była pewna wizytówka propagandowa, i na tym
tle Twoja działalność czy poszczególnych
tych osób odznaczała
się pewną pozainstytucjonalną
aktywnością,
jakby poza tą
oficjalna
formułą.
A . J . Nie tylko ja. Wielu z nas robiło rzeczy, które uważało za
sensowne, nie w ramach propagandy. B y l i i rozsądni minist­
rowie kultury, Tejchma, Krawczuk, wyżsi urzędnicy dbający
rzeczywiście o powierzony i m zakres działań. A wiesz, co roku
spotykałem się na imieninach wspólnego znajomego z b.
ministrem kultury Galińskim i on za każdym razem mówił, że
jak był ministrem, to czegoś nie zniszczył, był dumny, że nie
zniszczył Jesieni Warszawskiej, a były takie naciski, nie
zniszczył tego, tamtego. On to przechowywał w pamięci,
chwalił się jak dziecko, że czegoś nie zniszczył, mimo że mu
kazano. W Ministerstwie osobą, która zrobiła dużo złego,
i którego nie znosiłem to był Żygulski. No i Wilhelmi. Nie
cierpię w tej chwili takiego plucia un bloc na to wszystko co
było. Kluczem dla mnie do zrozumienia ostatniego 50-lecia jest
walka o poszerzanie pola swobód, i tutaj widoczna jest także
działalność wielu osób do lat sześćdziesiątych - partyjnych,
poczynając od Brusa, Kołakowskiego, Baumana, a później
innych. W Ministerstwie Kultury i Sztuki nie było zbyt wielu
ludzi inteligentnych i pomagających. Ale były trzy, cztery

�osoby, dzięki którym mnie się na przykład udawało robić to, co
robiłem. Przede wszystkim wspomniana pani Barbara TężyckaZagórna.
To o czym tu mówię to wątek polityczny, istotny jeśli chodzi
o książkę Na skróty, ponieważ moja opcja, to jest opcja
człowieka, który przychodzi (po Syberii) ze Wschodu. To jest
ważne. Jeżeli dziś chciałby Michnik z Cimoszewiczem zrobić
wspólną ocenę PRL-u to jest absurd, ponieważ nie ma jednej
prawdy, nie ma jednego spojrzenia i jest za wcześnie na to. aby
tworzyć takie wspólne syntezy. To co ja piszę, jest pisane
wyraźnie z pozycji człowieka, który przychodzi po wojnie ze
wschodu, a nie z pozycji człowieka, który przyjeżdża z Lon­
dynu, albo który był tu, zaangażowany w Powstanie Warszaws­
kie i A K . Tego absolutnie nie ukrywam, i uważam że to jest
rzecz, która musi być uwzględniona.
Z.B. No tak, zgoda, wszędzie byli ci rozmaici ludzie i to dzięki
txm ludziom, jak w przypadku tej sztuki i tego zjawiska, - że był
Zimmerer, Ty, inni, których wspomniałeś - nie wszystko udało
sie zniszczyć. To, że byli ci ludzie, nie uchyla
możliwości
generalnej oceny tego systemu. To zasługa przede wszystkim
t\ch ludzi, a nie systemu. Oni działali często obok. wbrew, na
przekór temu.
A . J . Ależ oczywiście!
Z.B. Zycie ma swoje prawa i toczy się pośród
najgorszych
przeciwieństw.
Są przecież takie opracowania, które pokazują
pewne założenia programowe, koszmarne, tej całej
oficjalnej
działalności.
A . J . Ale to nasze działanie przegryzło tamto.
Z. В. Tak, przegryzło, i chwała Bogu, ale to nie wyrosło na
bezludnej wyspie, to miałem na myśli, kiedy tak uparcie pytałem
o ten kontekst (który otwiera się trochę w twojej
autobiografii).
Ż.e to było poddawane różnym naciskom. I teraz, może pora, by
powiedzieć otwarcie, żeby nie było nieporozumień:
to, że ten
kontekst tego zjawiska, tu w tej pięknej książce, nie dochodzi do
głosu, to uważam, ze bardzo dobrze, Że tak się dzieje. Bo Twoja
Sztuka zwana naiwną, to jest pierwszy stopień i zarazem
najwyższy stopień pokazania tego zjawiska, wprowadzenia w ten
obszar. A inną rzeczą jest zdanie relacji li dlatego pytałem
o innną. następną książkę) z. istnienia tego otoczenia, w którym
ta sztuka się rozwijała. Bo to też pokazuje wtedy, jak szczególny
jest to fenomen, który się nie poddał manipulacjom. Ta sztuka się
ustala, mimo warunków
zewnętrznych.
Myślę, że to dlatego było tak frapujące zjawisko dla Zimmerera. który patrzył na to oczami obserwatora z zewnątrz, bo to
był ten dziwaczny stop: sztuka na pograniczu sztuki ludowej,
w kraju katolickim: sztuka szalona, fantastyczna, należąca jakby
do międzynarodówki
indywidualnych artystów wolnej wyobra­
źni. - Ty podkreślasz sprawę manifestacji talentu - a jest to też
manifestacja niezwykłej, nieograniczonej erupcji i mocy niemal
surrealistycznej,
wolnej
wyobraźni.
A . J . Oczywiście! Pięknie o tym mówisz.
Z.B. A skoro jesteśmy przy warunkach zewnętrznych,
którym
ta sztuka się oparła i nie poddawała, to pora by zapytać Ciebie
o tę jedyną rzecz, która jest przedmiotem kontrowersji w recenz­
jach, zgodnych i pełnych zachwytu w innych sprawach.
Miano­
wicie chciałbym zapytać o tę tezę i diagnozę, którą stawiasz
w Sztuce zwanej naiwną, że ta formacja się kończy, bo wchodzi
rynek, bo psychotropy, bo zmiany
cywilizacyjne...
A . J . I Telewizja. Dodaj Telewizję. Niestety mam to prze­
świadczenie, że to zjawisko w jego „ o s o b n y m " , artystycznym
wymiarze się kończy. I to samo mówi Zosia Bisiakowa, bo

pytałem się, jak ona to widzi. Tych ludzi dzisiaj prawie że nie
ma. Jest wielu amatorów, tych, którzy wieszają swe prace na
Starym Mieście. Niektórzy bardzo sprawni i dobrzy. Ale tych
ludzi, którzy mają tę swoją własną wizję, niezależnych od
wszystkiego, prawie nie ma. Naprawdę na palcach jednej ręki
można ich policzyć. Jeden wybitny doszedł w ostatnich latach.
Kosek w Toruniu. Ale to jest schizofrenik. A właśnie w tym
środowisku, u niektórych wspaniałych schizofreników ta sztu­
ka, potrzeba jej realizacji, na pewno będzie istniała, i w ogóle ten
nurt: art brut. Z pewnością Legnica, ośrodek w Legnicy,
z którym jestem w kontakcie. Tam to będzie istniało. Natomiast
ci ludzie tutaj znajdą sobie jakiś inny sposób wypowiadania
siebie, załatwiania swoich tragicznych spraw.
Z . B . Ogłaszasz koniec zjawiska, wygasanie pewnej formacji,
zamykasz pewien rozdział. Czy nie jest to wynikiem braku
rozpoznania, czy poszukiwań jakie były, dzięki Tobie i dzięki ty/u
ludziom opiekującym się. Cz.V nadal jest taka sieć która wyłapuje
te zjawiska. Czy macie to rozpoznanie?
A . J . Mamy, jest rozpoznanie, mniej więcej wiarygodne. Ale
to już nie ta sieć, którą dysponowaliśmy w poprzednim okresie.
Być może uda się przywrócić Triennale, wtedy byłoby istotne
rozpoznanie. Jednak nie wierzę, żeby więcej niż jedna, dwie
osoby mogły gdzieś zostać nie zauważone przy tej całej sieci
osób śledzących to zjawisko, kolekcjonerach, dziennikarzach,
którzy też w tym rozpoznaniu uczestniczą. Jest tu „Nowa
W i e ś " , do której dałem wywiad i oni deklarują, iż ogłoszą
konkurs, prosząc swoich czytelników wiejskich, aby podawali
ciekawsze przykłady twórczości. Ale kto to będzie śledził? Ja?
Jak długo? A w Instytucie sprawa ta nikogo nic obchodzi, to jest
piąte koło u wozu. Podobnie jak wielki dorobek krakowskiej
pracowni dokumentacji sztuki ludowej. W tej chwili zastana­
wiam się, co z tym dalej robić. W memoriałach do ministra
pisałem właśnie, że konieczne są pieniądze, żeby tę dokumenta­
cję przepisywać, ładować w komputer, jako, że jest to ołówkami
pisane, ginące, a już w lej chwili bezcenne. Miałem pretensje do
profesora Reinfussa, że nie uwzględniał w czasie badań wielu
parametrów tych zjawisk, ale po upływie 50 lat, to trzeba w rękę
całować, że coś takiego, i to w tak ogromnym rozmiarze,
w ogóle istnieje - ta dokumentacja. Taka jaka jest. Nie można
pozwolić, żeby ona zniszczała. A jeśli chodzi o współczesną
dokumentację, to widzę pewną szansę, że zjawiska, raz już
dostrzeżone i docenione, będą dokumentowane przez muzea,
a także ludzi, którym są bliskie i drogie. Widzę parę takich osób.
W Radomiu Adam Zieleziński, na Śląsku Seweryn Wisłocki
i Maria Fiderkiewicz. Oni, ku mej radości, przejęli tytuł
wystawy, którą z p. Bisiakowa zrobiliśmy w 1985 r. w Radomiu
pt. Talent Pasja Intuicja. Myślę, że teraz jeśli ktoś coś robi
w tym kierunku, to taka książka daje mu odwagę. Sądzę, że nic
ważnego nie powinno umknąć naszej uwadze. Jednak podej­
rzewam, że era wielkości sztuki naiwnej w krajach wysoko
rozwiniętach już przeszła, co widać np. we Francji i Jugosławii.
To nie ja zamykam ten rozdział. Chciałbym, aby zjawisko
istniało. Ale dawniej, przed kilkunastu laty równocześnie
działało co najmniej kilkunastu wybitnych twórców, teraz widzę
ich trzech, czterech. Oczywiście potrzeba twórczej wypowiedzi
będzie chyba zawsze drążyła ludzi. Ale coraz trudniej o wypo­
wiedź samodzielną, nie skażoną natłokiem doznań wizualnych.
Prawdziwa sztuka rodzi się w ciszy. A gdzież ta cisza? Dzisiaj
otrzymałem list, bardzo smutny, Bronisław Krawczuk umarł. To
się stało 2 października. A 22 lipca odszedł i został pochowany
na cmentarzu prawosławnym w Dąbrowicy Bazyli Albiczuk.

209

�Malarz jak mało kto potrzebujący ciszy, kontemplacji. Umarł,
0 czym nie wiedziałem pisząc książkę, Władysław Rząb.
Odchodzą ludzie mi bliscy, drodzy. Jak trudno dojrzeć nowych
twórców o randze Lurki, Kudły, Albiczuka, Heródka. Pisuje do
mnie często Władysław Luciński, i jestem mu za to bardzo
wdzięczny. Wiem, że jestem mu potrzebny. A to takie ważne!
W swej mądrej, nad wyraz dla mnie pochlebnej, serdecznej
recenzji Joanna Tokarska-Bakir napisała, że ja jestem naiwny.
Oczywiście, że tak. Z wielu rzeczy, o których w recenzjach
czytam nie bardzo sobie zdawałem sprawę i gdybyś powiedział,
że przyjąłem świadomie jakąś taktykę literacką, byłoby to
pochlebną, ale nieprawdą.
Z.B. Mnie chodziło o lo doświadczenie i o tę zmianę, że kiedy
przyszedłeś do etnografii, do pisma, to był pewien model nauki,
pisania artykułów, kiedy nie mogłeś przemówić swoją intuicją,
tak jak chcesz. Ze trzeba się było dostosować do pewnych reguł,
konwencji.
Teraz jesteś swobodny i piszesz inaczej.
A . J . Tak, ale to był inny problem. Dziś też chciałbym pisać
uczenie, z tabelkami, systematyką. Też chwilami mnie to korci.
Rzecz w tym, że zrobić sensownie syntezę nie jest łatwo, a jak
robisz wyparowuje z niej to, co tak ważne - życie. Coraz mniej
sensu widzę w robieniu takich uogólnień, które coś spłaszczają
a niewiele wyjaśniają. To coś ty powiedział o nowym paradyg­
macie etnologii, jest dla mnie ważne. Potwierdza moje po­
głębiające się przekonanie, że nie jest się w stanie całkowicie
obiektywnie zjawiska opisać.
Z . B . My w tym numerze zamieszczamy fragment pracy
Caiłloisa o fantastyce, gdzie on polemizuje z. pewnymi opisami,
konwencjami widzenia tej fantastyki i je odrzuca. Powiada - ja
idę własną drogą i robi własną selekcję. Daje całe uzasadnienie
dlaczego pewne rzeczy odrzuca, które we wszystkich mono­
grafiach występują jako przykład sztuki fantastycznej. A on jej
szuka tam, gdzie ona pozornie nie występuje, nie jest taka
eksponowana. Odrzuca wiele dzieł Bosha, wybiera tylko nie­
które, bierze takie rzeczy, które w ogóle nie występowały w tych
monografiach i dziwi się. dlaczego nie występowały. Robi więc
osobistą selekcję i ma osobisty stosunek do tego. Wydaje mi się.
Że jest bardzo podobnie z Twoją książką, że ta selekcja się też. na
tej zasadzie odbywa, i ze ta formula przez Ciebie tutaj przyjęta
1 mimo tych zastrzeżeń, o których mówiłeś, że nie ma w tym
Żadnej taktyki literackiej, jest bardzo świadoma.
A . J . To jest innego typu świadomość, to jest świadomość
postrzegania, że w tym zjawisku kryje się tajemnica tworzenia,
tajemnica różnie uwarunkowanego talentu.
Z . B . / wyobraźni. Dlatego chyba Małgorzata
Baranowska,
Mariusz. Chwedczuk, i inni nie bardzo godzą się z tą tezą, że to
jest formacja zamierająca, w imię choćby tej idei, że wyobraźnia
ludzka jest od tych zewnętrznych uwarunkowań
niezależna.
A . J . Tak, oni się z tym nie godzą, ale to jest teoria. A ja jestem
związany z praktyką. Chociaż chętnie bym widział ich rację.
Rzecz tylko w tym, że wyobraźnia fantastyczna kształtuje się na
bazie doświadczeń nie tylko mentalnych, ale i wizualnych.
Chyba coraz trudniej przebić się przez cały ten zgiełk telewizyj­
nych stacji, nadmiar bodźców.
Z.B. Być może zmienią się warunki kulturowe,
cywilizacyjne
ale ten fenomen choćby, który został ukazany przez. Ciebie w tej
książce - dochodzenia do twórczości w późnym wieku, czy
poprzez cierpienie, te warunki się nic zmienią.
A . J . Tylko pytanie, co kto będzie robił. Dawniej ludzie sadzili
kwiatki. W momencie, kiedy w mieście jest niemożliwością

210

mieć swoje działki, to te potrzeby ludzkie zaczyna się w inny
sposób realizować, w innych formach, postaciach. Do tego
dochodzi wiele rozmaitych czynników. W e ź m y malowanie na
przykład. Malowanie jest w tej chwili trudne. Farby są bardzo
drogie, ludzie mają mało pieniędzy, a ci, o których ja mówię, nie
są bogaci. W tej chwili malowanie jest drogie, a nikt nie da im
tego, co miało miejsce w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiętych, wtedy można było przyjść do Domu Kultury
i dostawało się za grosze papier, farby, pędzle. Robiono różne
rzeczy, naprawdę niewiele w tym ostało z propagandy - teraz
tego nie ma.
Z . B . Ale są wspaniali prywatni mecenasi sztuki, kolekc­
jonerzy, nie pamiętam tych wszystkich nazwisk, znasz je z pew­
nością dobrze.
A . J . Wielu nie ma. Jest tylko jeden wybitny - Leszek
Macak. M ą d r z e zbierający kilku t w ó r c ó w - Bolesław Nawro­
cki. A ponadto kilkunastu miłośników sztuki, którzy mają
niewielkie kolekcje. Oby było ich więcej. Coraz mniej osób
maluje. Nie mam serca do tego, by im w m a w i a ć - chwyćcie
za pędzle. Ponieważ jest też i problem - dla kogo się maluje.
Czy to, co ma być radością ostatnich lat nie jest podszyte
troską - a co z moim dorobkiem? To pytanie zadaje sobie
wielu malujących. Niedawno napisał do mnie pewien malarz,
j u ż niedołężny, stary. Pytał - co ma zrobić, trzyma w domu
około trzystu obrazów, no i umiera. Czuje, że j u ż niedługo
koniec. Rodzina się tym nie interesuje, nikt z sąsiadów tych
obrazów nie chce. To są prace nagradzane na różnych
konkursach. Było przecież wiele konkursów, mniej lub bar­
dziej sensownych. Nagradzali często prace słabe, ale ama­
torzy wielce sobie nagrody cenią. Uważają, że ci, co je
przyznają, znają się na rzeczy. O t ó ż mój staruszek prosi bym
mu powiedział, co ma z tymi obrazami zrobić. M ó w i , gdy do
niego przyjechałem - panie, to jak moje dzieci, a żadne
muzeum tego nie chce przyjąć, żaden Dom Kultury. Czy ja to
mam spalić? Przecież to jest dzieło mojego życia, tu dostałem
nagrodę za to, ta praca była na konkursie takim, a tamte
wyróżniono nawet na konkursie we W ł o s z e c h . I co on ma z tym
zrobić?
Z . B . Tu można by przypomnieć

Zimmerera, który kupował

to,

czym wzgardziły muzea.
A . J . Jeśli chodzi o muzea, mechanizm jest zrozumiały.
W muzeach pracują (raczej dożywotnio) ludzie na ogół już
zastraszeni, dyrektorzy często nie fachowi. Kupić coś? Za co?
A jeśli są pieniądze, to państwowe, lepiej więc kupić coś, co jest
uznane, rozpoznane, wiadome, niż to, co jest niewiadome.
Zimmerer miał odwagę i wrażliwość, ale na swój rachunek. Nie
państwa.
Z . B . A Centrum Sztuki Współczesnej
czy nie
mogłoby
stworzyć takiej kolekcji?
A . J . Nie umiem ci odpowiedzieć, to mogłoby by być przy
Centrum Sztuki, mogło by być przy Muzeum Etnograficznym,
przy jakimś Domu Kultury. Ale do tego powinien być odpowie­
dni człowiek. W tej chwili jest takich dwóch, trzech w Polsce.
Jeden to jest Adam Zieleziński w Radomiu, który ma w Muzeum
Okręgowym piękną kolekcję i pracuje bardzo sensownie. Drugi
to Tadeusz Chlewiński w Płocku. Także w Legnicy zajmują się
dobrze art brut i chorymi psychicznie. Andrzej Kowal dyrektor
szpitala w Kobierzynie tworzy u siebie ważną kolekcję. Myślę,
że troszkę tych ludzi zainspirowałem i te sytuacje, które są, też
pomagają temu, że w tej chwili niektórzy gdzieś zaczynają to
robić. Ale np. Muzeum Etnograficzne w Krakowie jest nie-

�przemakalne, w Warszawie też nic jest za dobrze. Jest jeszcze na
szczęście Jacek Łodziński, to fenomen, ewenement taki jak
Zimmerer, w swoim rodzaju, ogromna wrażliwość, większa niż
u wielu plastyków. Stworzył w Krakowie znakomite rzeczy,
twórczo wykorzystując inspiracje kulturą chłopską, autentyczną
rzeźbą, drewnem - w kształtowaniu nowoczesnego wnętrza
wielkiego sklepu sportowego, i w cudownie zaaranżowanej
winiarni, chyba najpiękniejszej z tych, jakie widziałem w życiu.
A widziałem sporo.
Z.B. A więc jednak pojawił się przykład: rynek, który nie
zagraża.Może więc, ani rynek, anipsychotropy, ani telewizja nie
muszą zakończyć, zniszczyć tego zjawiska.
A . J . U w a ż a m , że kończy się era samotników. Będzie
natomiast napewno wielu amatorów, którzy będą robili rzeczy,
które są popłatne. Już teraz liczy się to, że coś jest ręcznej
roboty. A telewizja? Nie tylko podsuwa wzory, ale - co gorsza
- niszczy ciszę. Samotność. Nie wieszczę końca sztuki, zwanej
naiwną, jedynie koniec pewnej formacji. Właśnie tej porażają­
cej siłą wyobraźni. Ale nie upieram się, nie ma zresztą
większej naiwności niż prognozowanie w kulturze. Może będą
inne formy, komputer, dziesiątki zjawisk. Nie wierzę jednak
w to. by zjawisko, które opisuję istniało w swej krasie
i zasięgu.
Jest jeszcze jedna sprawa, gdy idzie o moje pisanie. Niedaw­
no pewna pani w telewizji poprosiła mnie, żebym jej powiedział
kim jestem. A ja nie umiałem i nie chciałem. Nie chcę być
złapany w siatkę zobowiązań, które narzuca w tej chwili jakaś
dyscyplina. Odczuwam to jako potrzebę szerszą, nas wszyst­
kich. To jest to szukanie szerokie, a nie ograniczenie, żeby się
tam kimś nazwać. Owszem, gdybym ja tylko badał ornament na
przyramkach koszul, to bym się nazwa! etnografem. Ale to co
robię, robiłem, chcę robić - nie mieści się w jednej formułce.
Dlatego nie umiem podać w jednym zdaniu - kim jestem. Piszę

J&lt; " i iii

różnie: socjolog kultury, etnolog, antropolog kultury, krytyk.
Rzadko etnograf.
Z . B . No teraz dosyć staroświecko i krytycznie
potraktowałeś
tę etnografię, wiedząc przecież i sam w tym uczestnicząc,
że
etnografia nie wyczerpuje się w tym, ż.e tak jak i my. zajmuje się
dziś także czymś zupełnie innym.
Zjawisko, któremu poświęciłeś
swoja uwagę przez tyle lat,
może być też tego przykładem.
Było na marginesie nurtu
głównego, wysokiej kultury. I tu jest ta wątpliwość, która nie
pozwala tak łatwo na przyjęcie tej tezy, Że ta forma już się
skończyła. Margines będzie istniał zawsze i tu jest zawsze pole
dla etnografa.
A . J . Na pewno margines wolnej wyobraźni będzie istniał
zawsze. Tylko nie wiem, czy będą istniały zjawiska tak
fascynujące w swojej odrębności, jak te, które opisałem. Ja
- kto? etnograf, jak tego chcesz? Krytyk sztuki? Być może rację
mają ci, którzy widzą we mnie bardziej artystę niż naukowca.
Mówię Ci, jestem przykładem dyletanta nieźle zorientowanego
w różnych rzeczach. To wydaje mi się bardzo charakterystycz­
ne. A to, co mnie pociągało w pisaniu, to sprawa reżyserii,
konstrukcji jednej i drugiej książki. Niezależnie od tego, że mi
bardzo zależało, żeby być uczciwym w opisywaniu swoich
zmian itd. itd. Ale wszędzie istnieje sprawa literackiej konstruk­
cji, wrażliwego ucha i oka. Bo to tak - gdy spojrzę na to co
napisałem, widzę - ładna historyjka, ale gdy spojrzę na
konstrukcję, rytm narracji, dramaturgię całości - wiem. żc
muszę to wykreślić. Nawet smakowity, śliczny epizod. Ponie­
waż, najważniejsza jest dla mnie reżyseria nastroju, jednej
i drugiej książki.

Listopad 1995
opracowała Danuta

Benedyktowicz

iJlnJxyn-\n\VftkmVit

Fragment k s i ą ż k i „ S z t u k a z w a n a naiwna."

2 1 1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9554" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9532">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1fa279c3487351d3e47b1b95d6b8a822.pdf</src>
        <authentication>7a9e75cd9a17a5e015c5fadfb7f79cc9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113793">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113794">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113795">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2783</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113796">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113797">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.220-223</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113798">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113799">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113800">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113801">
                <text>S U M M A R Y

O F

A R T I C L E S

. . P E R S O N A L I T Y IS T H E S U P R I M E J O Y O F T H E C H I L D R E N O F

from the insanity of the w o r l d , a single instant extracted from reality. A n

T H E E A R T H " A n interview with Prof. M a r i a

entirely different D o n Q u i x o t e , w h o comprises a sui generis symbol of

Z b i g n i e w

B e n e d y k t o w i c z

J a n i o n held by

and C z e s ł a w

Roboty­

cki

discovered in the w o r k s of F r a n z K a f k a . T h i s D o n Quixote is an

T h i s conversation with a prominent historian of literature, literary
critic and expert on

R o m a n t i c i s m focuses on the situation of

the

author discusses basic tendencies

excellently c o m p o s e d element of a c o m i c , and actually a tragic vision of
the contemporary w o r l d - he s y m b o l i z e s the fate of man envisaged as
a puppet in the hands of the Great Jester.

humanities in the contemporary w o r l d , and in particular in Poland.
The

our times, is located on the opposite extreme; his metaphorical figure is

in present-day culture: her-

meneutics and postmodernism.

K a z i m i e r a

1. S h e stresses a transition from the people, idealized by (he R o m a n t i c
current, to the mass person, devoid of imagination and personality:.. we

This

S z c z u k a T H ECURSE O F NARCISSUS

is an interpretation

of G u s t a v F l a u b e r t ' s Madame

Bovary

c o n c e i v e d as a myth about N a r c i s s u s . Starting from a description of the

struggled for a free market of dreams and ideas, and experience a free

lifelessness and motionless of the inner w o r l d of the heroine, the author

market for mass c u l t u r e " .

of the article seeks the spatial figure concealed in the novel, namely, the

2. Prof. Janion sees the contemporary tendencies of postmodernism as
a threat to the hermeneutic tradition and the concepts of the unity of

main heroine w h o

is duplicated by her o w n

mirror reflection,

or,

s y m b o l i c a l l y , by E m m a ' s ideal „ I " . T h e latter is situated in literary texts,

personality, connected with the former in assorted w a y s (Jung, F r e u d ) .

in the figures of the lovers, poetic dreams or countless ideal fragments of

3. In her reflections on contemporary phenomena in literature and

the realistic plane of events such as the ball. T h e author refers to the

Polish culture as well as current social and political life, the author points

interpretation of the myth of N a r c i s s u s proposed by F r e u d and L a c a n ,

to G o e t h e ' s , . B i l d u n g " - a vision w h i c h contains an equilibrium between

and indicates the connection between F l a u b e r t ' s text and the text of the
myth written down by O v i d . B y placing Madame

elements of h u m a n i s m and d e m o n i s m .
4. Prof. Janion shares her recollections of books read as a c h i l d and

Bovary

within the

context of the history of literature, she regards the novel to be a missing

young girl w h i c h had subsequently moulded her creative biography.

link in the history of the person and the motif of Narcissus, w h i c h is to be

Jerzy

s y m b o l of the artist.

found
S. W a s i I e w s к i S H O W M E Y O U R

F o l l o w i n g the C l i f f o r d i a n triad inscription

FIELDNOTES

- transcription

-

between

the

Enlightenment-era

allegory

and the

modernist

descrip­

tion, the author browses through his fieldnotes from his ethnographic
research in M o n g o l i a and Central A s i a . A m o n g his personal notes w h i c h

M a g d a 1 с n a S a g a n i а к T H E M A C A B R E IN T H E M Y S T I C A L
THEATRE O F JULIUSZ

SŁOWACKI

did not fit to print he identifies: discoveries that c a m e loo late, shameful

In his mystical dramas, J u l i u s z S ł o w a c k i presented a new model of

matter, pictures of R o m a n t i c travelling, j u v e n i l e logorhea and selfreflec-

man. U s i n g the conception of reincarnation as his point of departure, he

tory presentation vis a vis the Ethnographic Other.

freely assimilated various neo-Platonian, gnostic and Christian motifs.

Janusz

The centre of identity is c o n c e i v e d not as the human body or spirit, but as

B a r a ń s k i THE MYTHICAL

The constructive feature of every language and every use of a word is
mythical. T h e degree of its permeation depends on the type of discourse:
from poetry to science. T h i s linguistic correlate makes possible

the

process of m y t h i c i z i n g , the creation of secondary meanings, and one of
the m e c h a n i s m s of participation in culture as such. It also allows us to
speak about the constant presence in culture of elements of cosmology.
S u c h a comprehension of the mythical is a superior concept vis a vis
abritrariness, magic, connotation,

non-aspection,

figurativeness,

ent-

h y m e m e s or the topical employment of a word and the description of the
w o r l d . T h i s thesis is yet another expanded version of the famous v i e w

determines its o w n form; through inanimate forms - human and animal
- il strives towards the perfect form of G o d .
S u c h a conception of man as a being w h i c h transgresses its o w n status,
and

w h i c h v i a death and suffering

arrives at new forms, is closely

connected with an experimental literary form. T h e basic determinants of
the latter are fragmentariness and variance as w e l l as the employment of
symbols and the macabre w h i c h serves as a w a y for crossing the limits of
humanity, our culture and our anthropocentric vision of the world.
A patient reader of these writings to a certain degree becomes the
co-participant of spiritual exercise in w h i c h the attainment of comp­

that ..myth is w o r d " ( B a r t h e s ) .
Jacek

the soul w h i c h exists from the beginning of the w o r l d and independently

rehension calls for changing

B o r o w s k i THE PHILOSOPHICAL CONTENTS O F THE

internalized modes of perception

and

categories characteristic for man; this undertaking, in turn, leads to
a new type of insight and sensitivity, closer to m y s t i c experience than to

MAN-BIRD SYMBOL. MYTH AND ART
At the very outset, (he author accepts a definition of the symbol and

discursive cognition.

myth by basing h i m s e l f on the hermeneutics of R i c o e u r . Subsequently,
he starts with a review of the s y m b o l i c s of the bird, and demonstrates the
universal appearance of the s y m b o l i c form of the man-bird in various

Justyna
The

S o b o l e w s k a

DIONYSUS AND IWASZKIEWICZ

author analyses the D i o n y s i a c myth in the w o r k s of J a r o s ł a w

cultures. T h e main part of the study analyses the fundamental philosop­

I w a s z k i e w i c z . T h e myth itself w a s approached anew by modernism

hical contents of this s y m b o l . T h e author uses select examples (paintings

w h i c h treated the pagan deity on par with C h r i s t ; both had suffered, died

on rocks and cliffs, the B a b y l o n i a n epos, contemporary literature and

and rose from the dead, and D i o n y s i a c rites were to ensure immortality

sculpture) to indicate the extremely marked motif of irreversible change

for m a n k i n d . T h e same myth w a s interpreted in a totally different manner

- death or insanity - present in all the w o r k s of art and contained in the

by F r i e d r i c h N i e t z s c h e w h o c o n c e i v e d

symbol of the m a n - b u d .

C h r i s t , and as the voice of liberated Nature against morality.

D i o n y s u s as the opposite of

Monika

model w h i c h , in contrast to C h r i s t i a n i t y , does not contain the possibility

In the w o r k s by I w a s z k i e w i c z the D i o n y s i a c myth creates a religious
S z n a j d e r m a n PRIEST OR JESTER? T H E META­

PHORS O F DON Q U I X O T E

IN T H E W O R K S

O F MANN

AND

The

of erring, rejection or the loss of g r a c c . T h e very experience of existence
can be r e d e e m i n g . T h e D i o n y s i a c myth sanctifies evil and sin.

KAFKA
author

bases

herself

on

the

reflections

of

the

American

The

figure of D i o n y s u s appears expressis verbis in „ D i o n y s i a " ,

anthropologist James C l i f f o r d , and analyses the mythological contents

a series o f p o e m s w h i c h comprise an attempt at recreating the Dionysiac

of T h o m a s M a n n ' s essay Journey

experience with the aid of words, or rather images and sounds. T h e same

across

the Ocean

with Don

Quixote.

w h i c h she treats as C l i f f o r d i a n ..saving f i c t i o n " , and compares with

myth, envisaged as the creator of the structure of human fate, c a n be

other select examples of his w o r k s , this time approached as ..naked

discerned in many novels such as The Mil! on the Utrata.

truth" and ,,naked r e a l i t y " . S h e conducts this analysis in the context of

patterned the D i o n y s i a c hero on W a l t e r Pater's Denis from

M a n n ' s interpretation o f D o n Quixote w h o assumes the features of

his novels D i o n y s i a c heroes are, as a rule, young, beautiful and die

a priest guarding the past, rules and holy books, rather that those of

abruptly. T h e y are incapable of meeting the requirements of Christian

a jester; buffoonery

philosophical, literary,

life, select the path of sin and b e c o m e intoxicated with sheer living. They

political and c o m m o n context takes on the symptoms and hues of an

also perish in absurd w a y s , without h a v i n g realised their calling. T h e

in the twentieth-century

Iwaszkiewicz

Auxerre.

insanity w h i c h strives towards totalitarianism. In this manner, the essay

meaning of their lives becomes apparent only in the sphere of the myth

written by M a n n during an ocean cruise, becomes a moment of respite

w h i c h eliminates tragedy.

220

In

�Aneta

P i e r z c h a ł a FAUST

SEDUCED

D u r i n g the first postwar decade, the role of literature was not

T h i s is an a n a l y s i s o f a scenario of seduction realized by M a n n ' s hero.

e x c l u s i v e l y passive, and in assorted w a y s it conducted the adaptation,

T h e author attempts to capture the w a y in w h i c h evil exists in the w o r l d

reinlerpretation and popularization o f new s y m b o l i c contents. A t the

depicted in Doctor

outset of the introduction of ..people's p o w e r " , l i t e r a t u r e found itself in

Faust.

S h e reveals the structure of signs w h i c h M a n n

e m p l o y e d in the construction o f the portrait of Satan.
W i e s ł a w

a dual situation. O n the one hand, it w a s supposed to h a v e been one of the

J u s z c z a k REALISM AND LITURGY. CONTOURS

O F R E A L I T Y I N T H E . . C O C K T A I L P A R T Y " B Y T . S. E L I O T
T . S. E l i o t is a poet-thinker, a poet-philosopher - hence his doctrine
must be reconstructed from his speech. H i s w o r k s (as in the case o f
R i l k e ' s poetry) c a n be treated as a place for revealing the truth. T h e
author of the article s h o w s h o w in his dramas the poet e m b a r k s upon the
difficult problem of the c r i s i s o f religion and philosophy; the latter is
c o n c e i v e d as ontology and not solely as the theory of cognition. A s
a point of departure w e

may

accept

E l i o t ' s statement

that

when

prime factors shaping the ideology imposed by totalitarianism, a new
s y m b o l i c paradigm; on the other hand, due to the impact of censorship, it
remained the constant object o f s y m b o l i c violence. T h i s was a period of
an adamant

struggle

for and

with

symbols,

as w e l l

as for their

subjugation.
After 1989 w e inherited a c o n v e n t i o n a l i z e d and highly fragmentarized s y m b o l i c paradigm of c o m m u n i s m w h i c h had lost its s y s t e m - l i k e
character and became a loosely knit collection of elements.
moment,

it functions

as the object of negation

A t the

and rejection. T h e

a complex of religious beliefs and practice is alive, d r a m a should strive

c o m p r o m i s e d and exploited system is being replaced by a new s y m b o l i c

towards r e a l i s m , but w h e n religious and moral models are unsteady, then

paradigm. Indubitably, this fact exerts a considerable influence

drama should turn to liturgy. R e a l i s m as envisaged by E l i o t consists of

contemporary literature, although it is m u c h too early to formulate

the deprivation of all appearances, and not o f the imitation of that what is

conclusions on this topic.

on

universally regarded as . . r e a l ' ' . R e a l i t y brings us to our knees and divests
us to the very end - it is the d o m a i n o f guilt, sin and forgiveness, and

G r a ż y n a

even the grace o f death. F r o m this point of v i e w , the daily w o r l d seems to

NIUS LOCI

be empty. T h e transition from such emptiness to fullness, the process of
becoming aware of the existence of complete reality - these are the
prime themes of E l i o t ' s dramas, and the tragedy of his heroes. In his
theatrical vision. E l i o t w i s h e s to attain universality, comprehended as
collective e x p e r i e n c i n g ; this is the reason w h y w e can speak about
liturgy ( a collective form of a cult).
Jadwiga

W a i s

B o r k o w s k a T H EWESTERN TERRITORIES: G E ­

T h e author d r a w s our attention to the fact that the most interesting
events in contemporary culture are taking place in the borderlands of
Poland.

T h e taming

assumption

of

the

of

the

Western

post G e r m a n

territories and the

heritage

constitute

interesting phenomenon; this process is testified both in publicistics and
the belles lettres (i.a. in: EE. by O l g a T o k a r c z u k , Hanemann

A L LM E A S U R E D - O N T H EA R T O F D Y I N G

symbolic

a particularly

C h w i n . and Traces

on the Sand

by Stefan

by M a r e k J a s t r z e b i e c - M o s a k o w s k i ) .

TODAY
Drama

Fragment

II by B e c k e t t is a masterly depiction of the decline

of the art of l i v i n g and d y i n g in our times. In comparison with the antique

D a r i u s z

C z a j a . . V E N I C E IS A W O M A N " O N

IMAGINATION

T h i s article is devoted to an anthropological interpretation of various

ars moriendi, contemporary man lives and dies in a void, painfully

literary portrayals of V e n i c e . In a surprisingly large number of texts the

lonely. T o all appearances, he functions normally but his senses grow

character of the town is depicted as distinctly feminine.

dull - he is no longer able to establish contact with the w o r l d : he looks

presented as a w o m a n not only in paintings ( V e r o n e s e ) but also in

V e n i c e is

but does not see. listens but does not hear. He begins acting in the

literary w o r k s . In collected texts (from B y r o n and P u s h k i n to B r o d s k y

stereotype manner of a m a c h i n e . F i n a l l y , he ceases experiencing pain.

and H e r l i n g - G r u d z i ń s k i ) the author e x a m i n e s assorted personifications

Iiis inner life withers and he is no longer able to maintain deeper bonds

of V e n i c e and its c o m p a r i s o n to a w o m a n . H e s h o w s the durability of this

with other people.

image and the multi-faceted nature of the feminine phantasm ( A p h ­

T h e s y m b o l i c of B e c k e t t ' s d r a m a contains the hope that, despite all
odds, w e are c o n s u m e d by a longing for inner transformation, and for
r e v i v i n g the ability to feel our o w n inner life.
Anna

rodite, V e n u s . Penelope, etc.).
In response to the question: w h y is V e n i c e a w o m a n . ' the author
rejects biological and p s y c h o l o g i c a l explanations, and turns towards

W i e e z o r k i e w i c z A PHILOSOPHER ON T H E ROAD

T h i s article deals with the topos of the j o u r n e y ( w a n d e r i n g , roaming,
etc.) in philosophical texts. B y paying attention to the discourse of
authors w h o had travelled, described their voyages in diaries, and used
the metaphor of travel in their philosophical w o r k s , it is possible to study
the existential, d i s c u r s i v e and instrumental d i m e n s i o n of travelling. In

a comprehension of culture by means of culture. H e expands

two

interpretational clues: linguistic - in the majority of E u r o p e a n languages
. . V e n i c e " is of the feminine gendre - and m y t h i c a l : feminine visions of
V e n i c e were enrooted in c o n v e n t i o n a l i z e d stereotypes,

well-embedded

in E u r o p e a n culture; in particular cases, h o w e v e r , they refer to the
ambiguous, paradoxical and . . l i v i n g " aspect o f the s y m b o l .

the last case, w e are c o n c e r n e d with the application of the figure of the
journey in order to express abstract ideas. M o r e o v e r , the metaphor of

L u d w i k

travel participates in the conceptualization of philosophical thought.

LOUIS D'OR(GUIDE -

S u c h premises can be deduced from philosophical discourse alone.
T h e author refers to Travel as Metaphor

S t o m m a

PARIS

FOR TWO

BOOK)

T h i s is a fragment of a guidebook

written by two Poles living in

F r a n c e : a journalist and an anthropologist. In their eighth excursion, the

G e o r g e s V a n D e n A b b e e l e in w h i c h diaries and travel notes have been

authors propose a visit to Montparnasse and its environs. T h e i r s is

treated as

a leisurely tour o f a neighbourhood full of legends and memories; our

to

the

theoretical

to Rousseau

L u d w i k

by

a supplement

from Montaigne

Lewin,

w o r k s by

Montaigne,

Descartes, Montesquie and R o u s s e a u . T h e purpose of the deconstruction

guides focus b a s i c a l l y on the once

of the metaphor of travel in p h i l o s o p h i c a l w o r k s conducted by G e o r g e s

Paris.

Van Den Abbeele

artistic life of this part of

is to disclose the determinants of philosophical

discourse. T h e topos o f travel b e c o m e s a factor w h i c h

determines

cognition, since it not only creates conditions for the latter (by travelling

W o j c i e c h

w e become familiar with the diversity of the w o r l d ) , but also supplies us

LOGICAL
ordinary

G ł o w i ń s k i

„POL1SH C O N T E M P O R A R Y

TURE..." AND SYMBOLIC PARADIGMS

J. B u r s z t a K U R T V O N N E G U T : A N A N T H R O P O

PORTRAIT

Anthropological reflection on culture does not exhaust itself in an

with a language required to describe the very nature of cognition.
M i c h a ł

flourishing

LITERA­

description

and

a n a l y s i s , conducted

in

accordance

with

scientific criteria. It is also a sui generis metareflection on the human
species w h i c h inhabits assorted cultural niches. F u r t h e r m o r e , it is a quest

(1945-1995)

In the presented text the author deals with various relations and

for the element w h i c h unites h u m a n diversity. H e n c e , reflection of this

strategies of reaction w h i c h o c c u r r e d between Polish postwar literature

sort shares with literature a single feature - the concept of an intellectual

and the emergent s y m b o l i c s y s t e m . T h e fundamental elements w h i c h

j o u r n e y in the w o r l d of the non-obvious.

compelled literature to define itself v i s a vis the s y m b o l i c repertoire
included

two

communist

significant

ideology after

historical eaesurae:

the establishment

1945, and the change

sociopolitical system in 1989.

Affiliations between anthropology and literary creativity are demons­

of

trated upon the e x a m p l e o f Kurt V o n n e g u t , famous man of letters and

of the prevailing

graduate of anthropology. T h e author traces anthropological motifs in
the literary T e r r a V o n n e g u t i a n a , created by h i m .

221

�R y s z a r d

C i a r k a THE HEAD AT THE BOTTOM OFTHE BED

K r z y s z t o f

OR P R O P A E D E U T I C O F E T N O G R A P N Y
T h i s j o c u l a r text is an attempt at a slightly caricaturist! description of
semiotic-structural

reflections

about

K u b i a k T H ESPEECH OF WRITTEN

WORDS

T h i s is a venture at tackling recollections and their written form.The

the dependence

between

author o f the article arrived at the c o n c l u s i o n that the specificity of

the

a manuscript and the colourful personality o f its author would be

arrangement o f the quilt and the speed with w h i c h one falls asleep.

best captured by a filmed

record. H e thus presents

a project for

a film about O t y l i a Z a c h u r a . resident o f a solitary mountain homestead,
W o j c i e c h

M i c h e r a T H E BOUGH O F AENEAS

and her childhood w a r t i m e r e m i n i s c e n c e s . T h e brief and strikingly

M e n o f antiquity universally believed that this fatal bough w a s the

authentic diary is cited in its entirety in the article, w h i c h is the basis

G o l d e n B o u g h w h i c h A e n e a s , obedient to the c o m m a n d s of S y b i l , broke

for a screenplay.

off on the e v e o f his dangerous journey to the land o f the dead - wrote

the birthdays o f assorted members of the Z a c h u r a family, and the

James F r a z e r 150 years ago in his Golden

by notes with the dates of

T h e author of the

most important events in the lives o f their children. T h i s element endows

article refers to this v i e w , and presents the mythical theme of travellers

the text with a characteristic . . b i b l i c a l " rhythm. It also shows Great

on their w a y to the other-world. H e deals with the existential dimension

History as seen by ordinary people, and ordinary people as a fragment of

of the journey, alluding to paintings and poetic visions. He also indicates

History.

the significance

o f the golden

bough

Bough.

It is supplemented

against

the backdrop o f the

symbolic of the holy tree, and depicts the connection between the
predecessors

of Aeneas

(in accordance

On
the , , S o - c a l l e d
Jackowski

with the texts by V i r g i l )

- T h e s e u s . P o l l u x . O r p h e u s and Heracles - with the myth about Jason
and

his expedition

in search

suggestions contained

for the G o l d e n

in a sixteenth-century

Fleece.

An

Following

album

So-called

Naive

Naive

Art

Art

by

Aleksander

by A l e k s a n d e r J a c k o w s k i w a s

published in 1995. T h e book, w h i c h contains 91 biogramm.es o f naive

a l c h e m i c a l w o r k , the

artists, met with a lively response. T h e r e v i e w s indicated the necessity

author examines the s y m b o l i c kinship o f this myth with the story o f

of

Heracles stealing apples from the garden o f the Hesperides. F i n a l l y , he

non-professional art, and the relation between high and low culture.

a

new

approach

to

such

problems

as

professional

and

interprets the mediaeval legend of the H o l y G r a i l , the B i b l i c a l story of

W e include a r e v i e w by H a n n а К i r c h n e r , T H E N I N E T Y S E C O N D

the flood, and the S u m e r i a n epos about G i l g a m e s h as well as a mythical

S I L H O U E T T E fragments o f r e v i e w s , w h i c h were presented in the

prop - the staff o f Hermes and A e s c u l a p i u s , entwined by serpents.

press, and an i n t e r v i e w h e l d b y Z b i g n i e w
with the author o f So-called

E w a

D ż u r a k

ELEMENTS
NATIVE

LITERATURE

A N D RITUAL.

IN C O N T E M P O R A R Y

WRITTEN

Benedyktowicz

art and the autobiography

Short

cuts.

TRADITIONAL

NOVELS

naive

BY

AMERICANS

Danuta

W a w i ł o w THEKLAN

EXPERIMENT

T h e typical feature o f the contemporary novel written by Native

T h e history o f K L A N - C l u b of A r t i s t i c a l l y Inexhaustible People - is

A m e r i c a n s is predominantly a combination of traditional and modern

brief. It w a s founded in 1992 by young people aged from thirteen to over

motifs, and a presentation of heroes balancing in a cultural void, situated

twenty. T h e basic K L A N f o r m u l a w a s . and is. the right to creativity

between cultures, and experiencing a feeling of alienation. T h e i r lot

- writing poems, d r a w i n g , m a k i n g m u s i c , sculpting little clay birds and

assumes the mythical dimension of a paradigmatic controversy between

soon. F o r some participants o f the experiment it constitutes a significant

good and evil. In an analysis of two novels: House

stage in their life, a lesson in imagination and creative love. T h e founder

Scott M o m a d a y and Ceremony

Made of Down by N .

by L e s l i e M a r m o n S i l k o . the author

shows how myth and ritual interfere into the texts and help the heroes to
overcome their complicated situation produced by the dissolution o f

and author o f this article discovered K L A N to be a source o f knowledge
about life, people, poetry and art.
K L A N , w h i c h exists not only in W a r s a w but also in other towns,

traditional culture.

comprises a group o f people sharing a philosophy of life and art.

W ł a d y s ł a w

Ewa

Ha s iо r ONPLEBEIAN ART

K o r u l s k a CHILDREN KNOCK ONDOORS O F STONE

T h e first contact with a poetic text is often d e c i s i v e for a child's

T h i s is an interview with W . H a s i o r hold by A l e k s a n d e r J a c k o w s k i .
T h e outstanding artist speaks about his collection of plebeian art

approach to poetry, a n d e a n stir or stifle his imagination. Polish language

- several thousand slides documenting the phenomenon in question as

school lessons offer an opportunity for a w a k e n i n g and stimulating the

well as the iconospherc of communist Poland.

c h i l d ' s sensitivity towards the w o r d . O n e o f the available methods is to

In his o w n w o r k s Hasior uses elements of folk, plebeian art: in the
select

examples,

he recognizes

authentic

longing

for beauty. B y

create possibilities for individual creativity, and to demonstrate the
c i r c u m s t a n c e s in w h i c h e v e r y o n e ' s ability o f articulating impressions

annulling ..aesthetic c r i t e r i a " and rejecting the notion o f kitsch, the artist

and emotions

draws particular attention to private worlds, separated by a picket fence,

creation, starts treating the poetic text as a natural mode o f expressing his

w h i c h offer their o w n vision o f beauty.

thoughts and feelings.

N O T Y

O

M a ł g o r z a t a B a r a n o w s k a poetka, krytyk i historyk literatury. A u t o ­
rka k s i ą ż e k : Pamiętnik
zja.

Ta jest

wasze

mistyczny.
życie.

Surrealistyczna

masowej

w: Problemy

i poe­

Autorka wielu artykułów o w y o b r a ź n i

symbolicznej i kulturze masowej m i n . Pocztówka
źni

wyobraźnia

wiedzy

a kulturze

jako wyraz,
(Ossolineum

autorka d w ó c h t o m ó w poetyckich: Miasto.

Zamek

O g ł a s z a w „ T w ó r c z o ś c i " Prywatną

poezji.

historię

wyobra­

w

1986).

Pirenejach.

A U T O R A C H

popularny z a r y s literatury p o z y t y w i s t y c z n e j Pozytywiści

i inni ( P W N )

oraz książkę p o ś w i ę c o n a p o w i e ś c i kobiecej ( o d Ż m i c h o w s k i e j do
Nałkowskiej) (IBL).
Jacek

Borowski

— absolwent

i p o g r a n i c z e m filozofii

IFiS

i antropologii.

U W . Zajmuje

s i ę estetyka

Pracuje w W y d a w n i c t w i e

Naukowym P W N .
W o j c i e c h J . B u r s z t a dr hab., profesor w Katedrze E t n o l o g i i U A M .

J a n u s z B a r a ń s k i etnograf, filozof, absolwent U J , doktorant w I n ­
stytucie Etnologii U J w K r a k o w i e . Z a j m u j e s i ę problemami ant­

Autor m.in. K s i ą ż e k : Wymiary

antropologicznego

poznania

kultury

1992; Czytanie kultury. P i ę ć s z k i c ó w , 1995.
R o g e r C a i l l o i s etnolog, socjolog i filozof francuski, znany ze swoich

ropologii polityki i metodologia polityki.
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z antropolog kultury, redaktor „ K o n t e k s ­
t ó w " . K i e r o w n i k P r a c o w n i Antropologii

is activated. A c h i l d w h o has experienced the j o y of

Kultury. Filmu

i Sztuki

A u d i o w i z u a l n e j . Autor prac o w y o b r a ź n i s y m b o l i c z n e j i antropologii

s z e r o k i c h z a i n t e r e s o w a ń , r ó w n i e ż literaturą. W Polsce w y s z ł y d w a
zbiory j e g o t e k s t ó w Żywioł

i lad oraz Odpowiedzialność

i styl.

R y s z a r d C i a r k a etnolog, p r a c o w n i k Instytutu S z t u k i P A N , P r a c o w n i a

w s p ó ł c z e s n e j , m i n . k s i ą ż k i (z D a n u t a B e n e d y k t o w i c z ) Dom w trady­

Antropologii K u l t u r y , F i l m u i S z t u k i A u d i o w i z u a l n e j . Z a j m u j e s i ę

cji

a n t r o p o l o g i ą w s p ó ł c z e s n o ś c i , autor w i e l u a r t y k u ł ó w

ludowej.

G r a ż y n a B o r k o w s k a - krytyk i historyk literatury, pracuje w I B L
P A N , w y d a l a Dialog

222

powieściowy

i jego

konteksty;

z ł o ż y ł a do druku

James

Clifford

profesor

antropologii,

wykładał

między

h i s t o r i ę ś w i a d o m o ś c i na U n i v e r s i t y o f C a l i f o r n i a , Santa C r u z

innymi
Autor

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9555" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9533">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6e64d8dbaa6cb4dd913933bbd64e6f42.pdf</src>
        <authentication>c9489662097ce5e02d0338072f2bece5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113802">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113803">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113804">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2780</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113805">
                <text>Wenecja jest kobietą / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113806">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.146-152</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113807">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113808">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113809">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113810">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113811">
                <text>Wenecja
jest kobietą.
Rzecz o wyobraźni
Dariusz Czaja
Agnieszce

V. Carpaccio, // Leone di S. Marco (fragm.)
I . Powiada się. może nie bez racji, że miasta, zwłaszcza te,
których obraz nosimy w swoim prywatnym archiwum pamięci,
ale także i te, których wizerunek jest - niezależnie od naszych
osobistych upodobań - częścią wyobraźni zbiorowej, mają swój
szczególny ..klimat" i niepowtarzalna . . a u r ę " . Czepiając się
podręcznego repertuaru metafor, próbujemy tym sposobem
nazwać to, czego nazwać się wprost nie da, to coś. czego nic
można zobaczyć, a co przecież całkiem realnie w nas/.) cli
odczuciach istnieje. Usiłujemy jakoś opisać tę nieco bezkształ­
tna materie, przestrzeń w której, jak chce przyzwyczajenie
językowe. ..pogrążamy s i ę " . ..zatapiamy", „ r o z p ł y w a m y " .
Obok tych atmosferycznych i akwatycznych skojarzeń wyko­
rzystywanych w charakterystyce miast i ich cech istotnych,
pojawiają się również inne: mówimy więc. że miasta obdarzone
sa własna osobowością, odznaczają się niepowtarzalną in­
dywidualnością, a nawet - co musi szczególnie dziwić umysły
sceptyczne - mają dusze. Jeśli tak jest w istocie, jeśli w swoich
opisach nie potrafimy uciec od samonarzucających się per­
sonifikacji, to nie sposób równocześnie nie powziąć takiego oto
podejrzenia, żc miasto, będąc w jakiś nie całkiem zrozumiał)
sposób bytem człekokształtnym, powinno posiadać płeć. A l ­
bowiem, zauważmy bystrze, nie znamy gatunku ludzkiego
\\ postaci bezpłciowej, ale wyłącznie w jego płciowym /róż­
nicowaniu. Jeśli zatem miasta naszej wyobraźni są osobami . to
najczęściej jedno z dwojga: albo muszą być obdarzone cechami
kobiecymi albo męskimi (nic można przy tym zapominać
o urbanistycznej androgynii, zjawisku rzadkim acz fascynują­
cym przez to, że łamie rygor taksonomicznej czystości).
Dla ilustracji powyższej tezy przywołajmy pewien inslruktywn) przykład. W systemie kultury rosyjskiej mającej, jeśli
wierzyć badaczom tartuskim, szczególnie semiotyczny charak­
ter, wiele kulturowych zjawisk sprowadzanych było do szeroko
pojętej problematyki znakowej. Charakterystyczne dla lej kul­
tury myślenie opozycjami znalazło swój wyraz między innymi
w semiotycznym nacechowaniu dwóch rosyjskich stolic: Mosk­
wy i Petersburga. Rozkład znaczeń odbywał się według opozy­
cyjne] pary: męskic-żeńskie. Podstawa znakowej kwalifikacji
nic były jedynie, jak można by sądzić, kategorie gramatyczne.
Chodziło o rzecz / п а с / n i c bardziej podstawową. W klasyfikacji

tej uwidocznił się bowiem ukryty podział rosyjskiej kultury.
Obydwa elementy tej opozycji należą do dwóch przeciwstaw­
nych tendencji w kulturze rosyjskiej. Moskwa jest niska,
miękka, rozłożysta, okrągła, po kobiecemu biodrzasta. Peters­
burg jest granitowo twardy, wysoki, wysmukły z wyraźnie
falloidalnym znamieniem. Tego rodzaju intuicje były częstym
motywem literackim. Wiktor Szkłowski: „Moskwa jest cała
okrągła. Moskwa była jak ciasto zabełtane wielką war/ąchwią".
Władimir Majakowski: ..Mnie / Moskwa dusiła w objęciach
/ swych nieskończonych Sadowych o b r ę c z ą " . Petersburg nato­
miast dumnie pręży swą męskość. Andriej Biełyj: „dręczące
niemiłosiernie błyszcząc, wbiła się w wysokie niebo prze­
szywająca pietropawłowska iglica". Szkłowski: „wznosi się
wysoka, jak centrum wiersza lirycznego, iglica twierdzy Pietr o p a w ł o w s k i e j " . Komentuje semiotyk: „ T o symboliczne mał­
żeństwo stolic było skłócone. Petersburg został stworzony
z niczego, wolą cara Piotra 1. Pierwiastek żeński. Moskwa,
istniał wcześniej. Odwrotnie niż w Genezis. W Rosji pierwias­
tek męski został utworzony z cząstki pierwiastka żeńskiego.
Z Moskwy została wyjęta jej stoliczność. W Petersburgu byl car,
dwór, był środek państwa. Jaki dziwny, bo przecież na granicy
Rosji, w błotach, gdzie świat się kończył. Przesunięcie centrum
z geograficznego środka na granicę zachwiało strukturę całości.
Żeńska Moskwa była w opozycji. Nie tylko symbolicznie, ale
realnie. Odsunięci od tronu bojarzy skupiali się w Moskwie. (...)
Cała stara arystokracja, cala stara kobiecość Rosji patrzyła stąd
nieufnie na północ, patrzyła z realnego środka na nowy środek
semiotyczny, który wydawał się czymś nierealnym, niesamowi­
tym, nienormalnym." Trudno się dziwić. Przeniesienie stolicy
na północ oznaczało nie tylko bolesną zmianę środka i utratę
przez Moskwę politycznego prymatu, było również wyrazem
ogromnej zmiany cywilizacyjnej: na miejsce ksenofobicznej,
kobiecej Rosji wchodził z impetem Petersburg - otwarty na
inność, ciekawy świata, Europejczyk. Tę europejskość odnaleźć
będzie można jeszcze dwieście lat później, nie tylko w architek­
turze, ale również w nazwie jakiej w odniesieniu do swojego
miasta używali mieszkańcy zsowielyzowanego Leningradu
1

2

- .,Piter".Przypomina ono imię Piotra I , imperatora i projektu;
dawcy Sankt Petersburga, i co ważne - jak odnotowuje Brodski
- „brzmi z lekka obcojęzycznie, co odpowiada czemuś bez
wątpienia cudzoziemskiemu, obcemu w atmosferze tego mias;
ta: budynkom o europejskim wyglądzie, a może i samej
lokalizacji w delcie północnej rzeki, wpływającej w otwaruwrogie morze" . Czy miasto o takim imieniu może być kobietą
Nie. Piter to jest zdecydowanie mężczyzna.
A inne miasta o osobliwej „ a t m o s f e r z e " i niepowtarzalnej
„osobowości"'.'Weźmy Pragę. W liście do przyjaciela,
^
się z lekka przerażony Kafka: ..Praga nie wypuszcza. t \
wypuści żadnego z nas. To mateczka z pazurami" - ^
Prochazka dopowiadał w tym samym tonie, eksponując hardzi
1

z

4

• T e k s t jest r o z d z i a ł e m p r z y g o t o w y w a n e j

rażona.
146

książki

Wenecja wyob­

W

,

e

Ф

�jeszc/.e demoniczną naturę miasta: „Nigdy nie przestaje mamić
swoimi czarami - ta stara diablica Praga" . W komentarzu do
tych stwierdzeń Angelo Ripellino stawia kropkę nad „ i " : „Gdy
cię usidli, otoczy swoją mgłą, swoim urokiem, swoim trującym
miodem, to j u ż nie popuści, nie wybaczy"''. Mamy więc Pragę
magiczną, złudną, fantomatyczną , ale nade wszystko kobiecokuszącą. Praga anektuje, wsysa, wciąga w siebie, nie wypuszcza
ze swych objęć. Czarownica z kompleksem modliszki. Bez
wątpienia - kobieta.
Nieco podobnie prezentuje się Paryż Andre Bretona.
W Nadji, Paryż widziany okiem surrealisty staje się miejscem
cudowności, przypadku, jasnowidzenia. Ale jest to również,
miasto-kobieta. Kontakt z miastem, wejście w przestrzeń
paryskich ulic jest dla Bretona rodzajem intymnego spotkania,
miejscem spełnienia, doznaniem parareligijnej natury. Płeć
Paryża nie jest jednak aż tak, jak to miało miejsce w przypadku
Pragi, jednoznaczna. Z racji obecności w nim Wieży Eiffla
- tego najbardziej znanego emblematu i skrótowego obrazu
miasta - w której bez trudu odnajdziemy semantyczny od­
powiednik petersburskiej iglicy, przyjmuje czasem Paryż bar­
dziej męski charakter." Byłby więc wyobraźniowy Paryż zawie­
szony między kobiecą, uległą „ n a t u r ą " (może jej architek­
toniczny ekwiwalent dałoby się dostrzec w niepokojącym
prześwicie Łuku Triumfalnego?) a mocno w nim zaakcen­
towanym pierwiastkiem męskim.
Porzućmy jednak freudowskie asocjacje, bo nie w nich sedno
rzeczy. Tych kilka, wybranych bez troski o chronologię i syste­
matykę, przykładów, przekonuje chyba dowodnie, żc miasta
naznaczone historią, miasta naszych olśnień i fascynacji mają
płeć. że wyobraźnia przydając im osobowość, tożsamość i duszę
nie zapomina o tym. by wyposażyć je w atrybuty kobiecej bądź,
męskiej „natury".Kwalifikacje le mają wymiar nie tylko czysto
formalny. Niosą ze sobą całe bogactwo znaczeń i sensów. Toteż
niezmiernie zajmującym zadaniem byłoby bliższe przyjrzenie
się pod tym względem obrazom miast utrwalonym w literaturze.
Jak nacechowany jest Petersburg Dostojewskiego? Rzym Mandelsztama? Dublin Joyce'a? Berlin Dóblina? Aleksandria Kawafisa? Wiedeń Musila? Nowy Jork Dos Passosa? A - czemu
nie! - Warszawa Tyrmanda. Konwickiego. Kisielewskiego.
Biuloszewskiego i, całkiem świeże świadectwo, Tulli? Czy są to
organizmy męskie, żeńskie, czy obojnacze? I chociaż możliwo­
ści odpowiedzi jest niewiele (włączając androgynię - ledwie
trzy), to tego rodzaju studium z anatomii wyobraźni z całą
pewnością byłoby grzechu (poznawczego) warte.' Bo wyob­
rażone, nie znaczy - nierzeczywiste. Wyobraźnia jest ogromną
sferą sensotwórczą. Dostarczane przez nią obrazy i fantazmaty
mają swój ciężar a nierzadko moc silniejszą niż „ o b i e k t y w n e "
sądy i stwierdzenia. Te pierwsze, zdarza się, stanowią istotną
i nieusuwalną część doświadczenia egzystencjalnego, te drugie,
mieszczą się zaledwie w porządku dyskursywnego rozumu.
5

7

1

2. W przypadku Wenecji nie można mieć najmniejszych
wątpliwości: we wszystkich nieomal wyobrażeniowych od­
słonach, w każdym bez mala literackim przejawie Wenecja
była. jest, i wszystko na to wskazuje, że j u ż dozgonnie
pozostanie, kobietą. Ta kobieta niejedno ma imię , w rozlicz­
nych maskach o wyniosłym, radosnym bądź potwornym ob­
liczu, w szykownych kostiumach, ale i skromnych przebraniach.
Pojawia się w dziejach europejskiej wyobraźni. La donna
\Venezia) e mobile. Od początków swojej świetności, od czasów
Politycznej, militarnej i gospodarczej dominacji przywdziała.
na długo w nich pozostała, szaty monarsze. To bodaj
najbardziej znane i najbardziej zbanalizowane wyobrażenie
miasta: Wenecja jako królowa. Oto, z nie skrywanym zadowolenteni i dumą, odnotowuje historyk: „Pierwsza wielkość WencV, namacalna i zarazem kłopotliwa, to ta wynikająca z jej
[tyumfów materialnych i politycznych. Była królową Adriaty­
ku, władczynią Morza Śródziemnego. Od chwili pokonania
1381 roku Genui samotnie góruje przez ponad wiek nad
'nnymi miastami i państwami europejskimi"'". Byron ubrał
europejską monarchinię w skrzące przepychem orientalne szaty
'nadal jej twarzy rysy wschodniej bogini:
1

w

Majestatycznie ta Cybela morza,
Strojna w tyjarę pysznych wież u skroni.
W dal powietrznego spogląda przestworza.
Królowa fali, pani morskiej toni,
A taką była! - łup narodów trwoni
Na wiano cór swych; płomienne klejnoty
Wschód dla niej sypał z nieprzebranej dłoni:
Lśniła purpurą; królów stół jej złoty
Ściągał, dumnych, że uczt jej dzielili ochoty."
W malarstwie Veronesa, Wenecja jest królową o dwóch
obliczach: raz jest zwalistą, pozbawioną wdzięku imperatrycą
upojoną potęgą swej władzy, innym razem pojawia się pod
postacią młodej kobiety o zamyślonym i skupionym wyrazie
twarzy. Pierwszą odnaleźć można w Triumfie Wenecji w Pałacu
Dożów, drugą w obrazie Wenecja, Herkules i Ceres w Akade­
mii. „Te dwie kobiety stale pojawiają się w malarstwie
Veronesa, w Wenecji, w Veneto, we wszystkich wielkich
zbiorach świata, czasem jako Wenus, jako Europa, czasem jako
święta Katarzyna, to znów jako postacie alegoryczne: Praco­
witość, Obfitość. Harmonia. Ale bez względu na oficjalne
tytuły, te dwie współmonarchinie - otłuszczona imperatorowa
i piękna zadumana królewna - wciąż uosabiają Wenecję w jej
dwoistym aspekcie."'" Obydwie one wyrażają, każda na swój
sposób, majestat, potęgę i trwałość Wenecji. Ale i jej świetność
nie miała trwać wiecznie. Wielkość i upadek Wenecji w orygi­
nalnym skrócie zreferował Chateaubriand. Stojąc naPiazzetcie.
okiem historyka raczej niż turysty, odczytywał w okolicznych
budowlach kamienną kronikę miasta spisaną przez czas i sztukę.
Jednym rzutem ogarnął dzieje Wenecji od wieku X I (campanila)
po wiek X I X (kawiarnia w ogrodzie pałacu królewskiego). Jego
konstatacja była dość kwaśna: „Wenecja zaczyna się u stóp
dzwonnicy, a kończy przy kawiarni: poprzez kolejne stulecia
i arcydzieła zmierza od bazyliki Świętego Marka do szynku."'•'
Ale agonia Wenecji rozpoczęła się nieco wcześniej, w roku
1797. z chwilą kiedy miasto abdykowało na rzecz Napoleona.
By zobrazować dobitnie ten fakt, Chateaubriand przywołuje
znany j u ż obraz Wenecji-królowej, tyle że nie jest to monarehini
w pełni imperialnego blasku, ale przedwcześnie zgasła , upoko­
rzona i zniewolona kobieta ze śladami niegdysiejszej piękności:
„Odtąd zgrzybiała Wenecja ze swoją fryzurą z dzwonnic,
marmurowym czołem i złotymi zmarszczkami była przed­
miotem sprzedaży i targów niczym jakaś paka z jej dawnym
towarem: wreszcie stała się własnością Austrii, ostatniego
licytanta ofiarującego najwyższą stawkę. Teraz wzdycha przy­
kuta do stóp A l p frijulijskicfi jak niegdyś królowa Palmiry u stóp
gór sabińskieh." ' Tak ginęła, wedle Chateaubrianda, wład­
czyni udzielna i niezwyciężona, Serenissima, Najjaśniejsza, Jej
Wysokość Wenecja.
Nie całkiem przecież miasto poległo, odradzać się miało
jeszcze wielokrotnie w wyobraźni poetów i pisarzy pod różnymi
imionami, acz wciąż w jednej postaci. Jakiej? Cherchez la
femntel
Wenecja, jak do znudzenia czytamy we wszystkich nieomal
relacjach o niej i utworach jej poświęconych, jest miastem
okolonym wodą, położonym na wodzie, wyrastającym wręcz
z wodnego żywiołu. Wśród powodzi (to chyba stosowne słowo)
akwatycznego banału zdarzają się czasem odkrycia. To miasto,
jak w niezwykłej frazie Rilkego, „wciąż jak gdyby ze związku
wód przypływu z nieba błyskiem poczyna się, a nigdy być nic
m o ż e . " „ W e n e c k i m " esejem Brodskiego rządzi , wciąż na
nowo komentowana i rozwijana, formuła: woda alias czas."'
W pewnym miejscu, opuszczając czas teraźniejszy, zanurza się
on w głębinową przeszłość, w czas początku, czyli czas
poczęcia. Próbuje „ z r e k o n s t r u o w a ć " cud narodzin miasta:
„Przy całym szacunku należnym stosunkowo najlepszej z do­
stępnych doktryn, muszę zauważyć, że moim zdaniem to
miejsce nie mogło się rozwinąć drogą ewolucji triumfalnej czy
też nie wyłącznie naszego sławetnego strunowca. Podejrzewam
i kładę pod rozwagę, że rozwinęło się przede wszystkim
z samego żywiołu, który owemu strunowcowi dał życie i schro­
nienie, a który, dla mnie przynajmniej jest synonimem czasu.
1 4

15

147

�Żywioł ten pojawia się w wielu postaciach i odcieniach oraz
głównego bohatera hymnu na cześć Wenecji-kobiety (przyjdzie
obdarzony bywa wieloma jeszcze różnymi właściwościami
za chwilę powrócić do tego fragmentu) pojawia się znane nam
poza tymi, które cechują Afrodytę i Zbawiciela: występuje jako
j u ż porównanie: Wenecja „potężna jak Wenus, jak Wenus
cisza morska, sztorm, grzebień fali, sama fala, piana, zmarszcz­
narodziła się z piany morskiej, przyświadczając ponownie i raz
ka na powierzchni itp., nie wspominając o żyjących w wodzie
na zawsze, że każdy symbol ma swój cielesny odpowiednik, i że
stworzeniach. W moim wyobrażeniu, to miasto jest odwzorowa­
każde marzenie ma swoją r e a l n o ś ć " . Wynurzająca się w pra­
niem wszystkich dających się wykryć modeli istnienia żywiołu
czasie z wód pierwotnych Wenecja jest, nieporównywalną
i tego, co się w nim znajduje. W swoich bryzgach, blaskach,
z niczym, materializacją idei piękna, jest darem, który otrzyma­
błyskach, migotach żywioł od tak dawna usiłował poderwać się
liśmy (od kogo?) za darmo i bez żadnej zasługi. Jest także
wzwyż, że nie może zaskakiwać fakt. iż niektóre z tych
dowodem, danym „raz na zawsze", że marzenia czasem się
przejawów po jakimś czasie nabrały masy, ciała, stałości.
spełniają. Po to właśnie, ex aquae, narodziła się Wenecja.
Czemu to nastąpiło akurat tutaj, nie mam pojęcia. Przypuszczal­
Pozostańmy jeszcze chwilę w kręgu odniesień mitologicz­
nie dlatego, że żywioł nasłuchał się tu sporo włoskiej m o w y . "
nych i biblijnych. Jak widzieliśmy, była j u ż Wenecja i frygijską
Illud tempus ma więc u Brodskiego postać wodnego chaosu, boginią Kybele, i grecką Afrodytą, i rzymską Wenus. Czyje
z którego niespodziewanie, bez wyraźnej przyczyny poczyna
imię może jeszcze przybrać? Na przykład bohaterki Odysei.
się miasto. Wyłania się z wody dokładnie tak, jak niegdyś
Fernand Braudel zauważył mimochodem jak wielkim szczęś­
Afrodyta narodziła się naga z morskiej piany. I tak jak ona,
ciem dla Wenecji były prawie niezmienne, w porównaniu
będzie Wenecja kusić, zniewalać swoim wdziękiem, budzić
z innymi wyspami weneckiego archipelagu (smutny casus
największe namiętności. Nade wszystko zaś świadczyć będzie
Torcello) warunki klimatyczne: „Jednak woda nie zdradziła
nieustannie, że piękno nie jest chwilowym przywidzeniem,
Wenecji; ludzie robili co mogli, i robią nadal, by j ą ratować za
iluzją ludzkiego gatunku, ale że jest wielkością stałą, niepodatną
każdym razem, kiedy znajdzie się w zagrożeniu. Wenecja jest
na upływ czasu.
Penelopą tkającą całun. Ża tę cenę rozrosła się i rozwinęła,
a ponieważ miejsca starczyło tylko na jeden sukces budowlany,
W Cantos Ezry Pounda, jeszcze jednego z tych, których
inne wyspy radziły sobie jak mogły, żyjąc w cieniu Wenecji."
Wenecja uwiodła „na śmierć i ż y c i e " (został pochowany
Brodski, z wielkim dysgustem, odnotowuje zakusy polityków
w weneckiej nekropolii na San Michele), miasto również
i wielkich firm wobec przyszłości tego miasta, w których to
przyjmuje kształty bogini. T y m razem jest to rzymska edycja
działaniach pod pozorami filantropii odnaleźć można jedynie
Afrodyty-Wenus. Pośród niezliczonej ilości bogiń z różnych
troskę o rozgłos i własną kieszeń. Szczęśliwie: „Tym, co ratuje
mitologii, które występują w tym cyklu, Wenus pełni rolę
Wenecję, jak Pcnelopę. przed zalotnikami, jest ich rywaliza­
szczególną. Można nawet powiedzieć, że wszystkie one to
cja." Żadnego Odyseusza w pobliżu nie widać i miastuwłaściwie różne wcielenia jednej bogini, tyle że oglądanej
-Penelopie „tkającej swoje desenie w dzień i prującej je
w coraz to odmiennym świetle. To Venus genetrix. Wenus
w n o c y " pozostaje j u ż tylko towarzystwo morza.
pojawiająca się w epopei Pounda (poeta wzorował się na
21

17

22

21

24

Dantem i Homerze) częstokroć przywołuje, nie zawsze jedno­
znacznie i bezpośrednio, inne imię: Venice. Tony Tanner,
znakomity egzegeta Cantos, zwłaszcza zaszyfrowanych w nich
aluzji i odniesień do Wenecji, ukuł nawet aforyzm zalecający się
zgrabną aliteracją: where Venus, there Venice.'* Tak jak
Botticelli namalował swoją wizję-narodzin Wenus (motyw len
pojawia się wprost w Canto I ) . tak Pound zostawił nam obraz
narodzin Wenecji. Oto fragment „ w e n e c k i e g o " Canto X V I I :
Przede mną płaska tafla wody
i drzewa w wodzie rosnące.
Marmurowe pnie wynurzają się z ciszy,
A dalej za palazzi,
w ciszy.
Teraz światło, nie światło słońca.
Chryzopraz,
I wody zielone i czyste, niebieskie i czyste;
Dalej, do urwisk z bursztynu.
Pomiędzy nimi;
Grota Nerei
i ona. jak wielka wygięta muszla.
I łódź bezgłośnie płynąca
Bez smrodu smoły i nadgniłych lin.
Bez krzyku ptaka, bez dźwięku fali ruchliwej,
W grocie Nerea,
jak wygięta muszla
W łagodnej słodyczy skały
Tak właśnie, w dojmującej ciszy, „bez krzyku ptaka, bez
dźwięku fali ruchliwej" wynurzyła się powoli z wód pierwo­
tnych Wenecja. Od razu cała w marmurze, bursztynie i złocie,
świecąca wewnętrznym światłem, a nie tym, pożyczonym od
słońca. Być może akuszerką była Nerea, córka Nereusa - boga
morza, którą widzimy jako wielką wygiętą muszlę. W niej to
przyszła na świat - równie tajemniczo, nierealnie i nieoczekiwa­
nie jak Wenecja - bogini Wenus i ten wyjątkowy moment
utrwalił w swym obrazie Botticelli. Również Goethemu wyob­
raźnia podsuwa obraz Wenecji, która pojawia się nagle, jak
kaprys bogów, powiada on, że „ten ogrom bytu (...) wyskoczył
z morza jak Pallada z głowy Jowisza":" W Miłosnym wtajem­
niczeniu Oskara Miłosza, w zakończeniu wygłaszanego przez

148

Brodski jest autorem jeszcze jednego porównania, które,
oprócz swych walorów poetyckich, trafia w istotę współczes­
nego, zmasowanego ataku turystów na Wenecję. Oto kolejna
kobieta. W księdze Daniela (13. 1-64 ) mamy opowieść
o pięknej a cnotliwej Zuzannie zaskoczonej w kąpieli przez
lubieżnych starców. Już w Strofach weneckich (2) z 1982 roku
wykorzystuje poeta ów motyw.
Świt się przedłuża. Nagi, chłodny marmur bioder
współczesnej nam Zuzanny towarzyszy w głębi
kamerom nowych starców, wpuszczanym pod w o d ę

25

W Znaku wodnym (1989) wraca Brodski do tego obrazu.
Wspomina o perwersyjnej przyjemności, której mógłby zaży­
wać z którymś z przedstawicieli miejscowego plemienia:
„Tonęlibyśmy w głębokich fotelach, wymieniając jadowite
uwagi o nowych kohortach Niemców albo o wszechobecnych
Japończykach podglądających przez swoje kamery to Zuzannopodobne miasto, zanurzające blade, nagie, marmurowe uda
w zimnych, zabarwionych zachodem słońca, pluskających
o brzegi wodach." " Raz jeszcze Wenecja pojawia się jako
piękno wcielone, niedostrzegalne jednak i niedostępne dla oka
nazbyt chciwego i nawykłego do pospolitych widoków.
Feminizacja obrazu miasta nie ogranicza się tylko i wyłącznie
do wynajdywania coraz to kunsztowniejszych porównań z imio­
nami słynących z piękna, cnót i potęgi postaci kobiecych.
W Wenecji, jeśli dobrze się przyjrzeć, nawet zwykłe obiekty
nabierają cech kobiecych. Pasternak, w ten właśnie sposób,
zobaczył najbardziej stereotypowy wenecki rekwizyt-gondole„Bezgłośnie wypłynęła na kanał z bocznego zaułka i ległszy
w poprzek zaczęła dobijać do najbliższego pałacowego portalu
Jak gdyby podano ją z podwórza przed główne wejście na obłym
wybrzuszeniu powoli wytaczającej się fali. (...) Była po kobij
cemu ogromna, jak ogromne jest wszystko co doskona
w kształcie i niewspółmierne z miejscem, zajmowanym V
ciało w przestrzeni." Do wskazywanych wcześniej р ) ' °
tów kobiecości, Pasternak dorzuca, w jakże zaskakujący
kontekście, doskonałość. Jeszcze bardziej intrygujące P °
,
żenię odnaleźć można w dziennikach Jana Cybisa. W jediy '
z fragmentów, zastanawiając się nad wybitnie „ m p.
charakterem malarstwa Caravaggia, kontrastuje malarstwo
2

atl

27

г г

s

т ,

s l r z

e s

�rencji, z której wywodził się artysta i malarstwo weneckie.
Spójrzmy na wynik: „ W y b ó r tematów w sztuce nie jest tak
dowolny, jakby ktoś mógł sądzić. Skąd biorą się te szeregi
młodziutkich św. Janów, Dawidów, a zwłaszcza jego Bakchus
o spojrzeniu prowokującym? Tematyka Caravaggia jest typowo
florencka, to znaczy męska, a we Florencji każdy artysta
uprawia miłość grecką. Wenecja jest żeńska. Nowatorska
gwałtowność Caravaggia zwrócona jest głównie przeciwko
Wenecji." * Żal, że Cybis nie rozwinął tej notatki. Pewnego
rodzaju dopełnieniem tej lakonicznej uwagi jest fragment
z Obrazów Włoch Muratowa poświęcony jednemu z dzieł
Giovanni Belliniego, malarza do trzewi i weneckiego. Mowa jest
tam o pewnym obrazie alegorycznym, którego treść przez długi
czas budziła spory. Muratów przychyla się do którejś z inter­
pretacji, by w chwilę później oświadczyć, żc w dalszym ciągu
pozostaje w obrazie wiele niejasności domagających się wy­
tłumaczenia. I sam, nie bardzo widać przejmując się ist­
niejącymi wyjaśnieniami, daje swoją wykładnię, w której nacisk
pada na „ w e n e c k o ś ć " obrazu Belliniego. W wodzie, w której
odbijają się obłoki dostrzega wody letejskie, te same, o których
pisał parę stron wcześniej chcąc oddać naturę wody płynącej
w weneckich kanałach. Ale w zasadzie cały obraz, niemal
wszystkie elementy świata przedstawionego przywodzą na myśl
Wenecję, a jej najgłębszą istotę niesie w sobie jak wieczno­
trwały depozyt - jakżeby inaczej! - kobieta. „Na tym obrazie
bowiem zewsząd wyziera Wenecja: z różnobarwnych płyt
tarasu, z marmuru ogrodzenia i tronu, z uśmiechu spokojnych
wód, z przejrzystego nieba, ze spojrzenia, które wybiega ku linii
gór i z czarnej chustki na ramionach młodej, smukłej kobiety.
A czy owa kobieta, która jest świadkiem tajemnicy dusz
zeszłych z tego świata i przygląda się temu światu, roz­
taczającemu na pożegnanie wszystkie swoje uroki, nie stanowi
przypadkiem uosobienia Wenecji? Czy to nie jej właśnie dusza,
pełna spokoju i matowego blasku, ożyła na owym obrazie,
stworzonym przez najbardziej marzycielskiego i abstrakcyj­
nego z jej malarzy?" ' Retoryczne pytania.
2

2 1

W kilku innych jeszcze utworach kobieta stanie się per­
sonifikacją Wenecji. W sztuce Simone Weil, Venise sauvee,
osnutej wokół udokumentowanego historycznie spisku Habs­
burgów (1618), w wyniku którego obalona miała zostać
Republika Wenecka, miasto uosabia młoda dziewczyna o imie­
niu Violette. W tej historii o konflikcie nagiej siły i bezbronnego
piękna. Violette jest nieświadomym niczego przedmiotem
w spiskowej grze. Jak nietrudno się domyślić, jest krucha
i niewinna jak sama Wenecja."' Jednorazowym, bo dyktowa­
nym przez doraźne okoliczności, wcieleniem miasta stała się
kobieta, której twarz Roland Barthes z wielką intuicją umieścił
swego czasu w platońskim niebie idei. Oto bowiem, chcąc
wytłumaczyć swoim niezbyt rozgarniętym rozmówcom, jak
wygląda Wenecja w zimie i dlaczego w tym właśnie czasie
wyprawia się do tego miasta, Brodski , dostrzegłszy po chwili
beznadziejność swoich wysiłków, rezygnuje z subtelnych wyja­
śnień i sięga po ciężki kaliber porównań - przywołuje na pomoc
jlieśmiertelny boski ideał: „Jak w y g l ą d a - p o w t ó r z y ł e m pytanie.
JakGreta Garbo w basenie p ł y w a c k i m ' . " Złośliwiej chyba się
już nic da.
1

W chronologicznie najwcześniejszym z trzech weneckich
Wierszy Błoka pojawia się dość tajemnicza, bliżej nieokreślona
kobieta. Cały utwór przenika zamierzona, można domniemy­
wać, dwuznaczność. Posłuchajmy początkowego fragmentu:
Z nią wyruszałem w morze,
Z nią opuszczałem brzeg
Z nią bywałem daleko
Z nią zapomniałem o bliskich...
O, czerwony żaglu
W zielonej dali!
Czarny cekinie
Na ciemnym szalu!'
2

" f n i ą " - czyli z kim? O kim mowa w wierszu? Czy
^zidentyfikowana nieznajoma to po prostu realna kobieta
tradycyjnym weneckim stroju (ciemny szal), czy leż jest to

może owa wenecjanka z obrazu Belliniego. w której Muratów
dojrzał doskonale wcielenie Wenecji? Czy kończące wiersz:
„żegnaj, ż e g n a j " , t o pożegnanie poety (zapomnijmy na chwilę
0 podmiocie lirycznym) z konkretną kobietą czy z uosobioną
Wenecją? A może z j e d n ą i z drugą? Jakkolwiek by było,
a szczęśliwie nie ma metody, aby rozwikłać ostatecznie prob­
lem, pozostaje faktem, że i w tym sentymentalnym wyznaniu
niedaleko pada wenecjanka od Wenecji - miasto wciąż ujawnia
swą kobiecą „ n a t u r ę " .
To. co u Błoka pozostaje w zagadkowym niedomówieniu,
bohater powieści Oskara Miłosza rozwija z całą oczywistością:
„Rzeczy dokoła wzbudzały we mnie przemożne zaciekawienie;
moja czułość dla Wenecji dorównała miłości do Annaleny.
W moim umyśle Kobieta i Miasto stopiły się w jedno istnienie.
Czy są zresztą dwie rzeczy na świecie bardziej stworzone do
wzajemnego zrozumienia się i połączenia niż boska miłość
1 archanielska Wenecja? (...) Zbyt szlachetna na kurtyzanę, zbyt
powabna żeby zostać matroną, czarodziejska Wenecja jest
kochanką tylko i wyłącznie kochanką; zachwycającą do łez, zna
ona ponadto siłę starych pogańskich uroków i rządzi naszymi
sercami równie chętnie używając tajemnicy, jak siły wdzię­
k u . " Tu j u ż nie może być żadnych wątpliwości: miasto staje
się obiektem miłości, pragnienia i pożądania dokładnie tak samo
i w tym samym stopniu jak kocha się, pragnie i pożąda kobiety,
a jest tak dlatego, gdyż w swej najgłębszej wyobrażeniowej na­
turze Wenecja j e s t kobietą! To pełna, istotowa tożsamość.
We właściwym momencie pojawia się ten egzaltowany
wybuch uczuć. Wprowadza bowiem do naszej galerii kobietWcnccji nową postać. Bo j u ż mogłoby się wydawać, że
Wenecja to jedynie czyste piękno, bezgraniczna cnotliwość,
olimpijska wyniosłość i doskonałość bez skazy. A tu nie­
spodziewanie - kochanka! Tę ciemną tonację kobiecej Wenecji
i weneckiej kobiecości odnajdziemy i w innych świadectwach.
Już w opowiadaniu Manna mówi się o Wenecji jako o „przymil­
nej i podejrzanej p i ę k n o ś c i " " sugerując aluzyjnie profesję tej
niewiasty. Maurice Barres trwa w drażniącym rozdwojeniu nie
mogąc ustalić prawdziwej - mimo że wie doskonale, iż ma
przed sobą kobietę - „ n a t u r y " Wenecji. Wciąż dostrzega jej
niigotliwość i esencjalną dwuznaczność. Pyta, czy jest ona
bardziej Eurypidesową Ifigenią czy biblijną Jezabel. a w bar­
dziej precyzyjnych określeniach: czy jest to „dziewica ofiarna"
czy „rozwiązła starucha"?" Podobnie Ruskin, który bieglej
nawet niż Chateaubriand czytał w znakach utrwalonych w ka­
mieniach weneckich, odnalazł obok pięknego, także upiorne
oblicze miasta. Dostrzegł je w głowie wyrzeźbionej w pod­
stawie wieży jednego z kościołów Wenecji. W pomnikowym
dziele The Stones of Venice mamy zapis tego odkrycia: „Głowa
- ogromna, nieludzka, potworna - spoglądająca ze zwierzęcym
zwyrodnieniem, zbyt wstrętna, by j ą namalować czy opisać,
albo by j ą oglądać dłużej niż przez chwilę. Można ją znieść tylko
przez moment, jako że w tę głowę wcielił się rodzaj złego ducha,
któremu Wenecja została oddana w czwartym okresie swojego
upadku; i to dobrze, że w tym miejscu powinniśmy widzieć
i odczuwać pełny strach na jej widok oraz wiedzieć jaka zaraza
przyszła i spadła na jej piękno, zanim zniknęła jak biała chmura
nad starożytną przestrzenią Santa Maria Formosa." Nie trzeba
wielkiej przenikliwości, zresztą Ruskin kilkadziesiąt stron dalej
mówi o tym wprost, aby pojąć, że spojrzał on, z widocznym
obrzydzeniem - zrozumiałe dlaczego ledwie przez krótką
chwilę - w potworną twarz Meduzy. Wenecji - Meduzy. I takie
kształty może przybrać sfeminizowany wenecki fantazmat.
V1

16

Również u Rilkego odsłania Wenecja, nie tak już może
przejmującą, ale nieznaną nam wcześniej, negatywną stronę
swej „ n a t u r y " : świadoma swego piękna, przeciąga się leniwie
o poranku, zakochana we własnym odbiciu, egoistyczna i próż­
na.
Naprzód opalem, który ku ozdobie
był miastu w przeddzień, muszą ranka zorze
błysnąć stolicy z kanałów zwierciadła
sznur odbić dobywając, żeby sobie
chciała przypomnieć, ulegle opadła
jak nimfa, Zeusa wypełniona grzechem.

149

�Ucho jej brząknąć zausznicą skore;
podnosi więc San Giorgio Maggiore
gnuśnym witając piękną rzecz u ś m i e c h e m "

wojny prezentuje się ona „z niezrównaną elegancją, godnością
i tajemną wyniosłością istoty nietykalnej, miasta tak dumnego,
że nie ma śmiałka zdolnego podnieść na nie r ę k ę . " Tak
rozpoczęło się jego miłosne wtajemniczenie w Wenecję. Uczu­
cie do miasta szybko nabierało intensywności. „Zakochiwałem
się z każdym dniem mocniej w mieście, o którym poeta mówi,
że jest zbudowane z widzeń sennych, a które ja podziwiałem za
szczególny związek, chciałoby się powiedzieć: za zaślubiny,
snu z j a w ą . Ten krótki moment przebudzenia, gdy ulatujący sen
jeszcze trwa i już rozwiewa się w świetle dziennym. Taki był,
dla mnie, budulec Wenecji. (...) To właśnie w niej z goryczą
i równocześnie zachwytem się kochałem, przemierzając ją od
świtu do nocy wszystkimi dostępnymi szlakami. Lecz prawdą,
której nie wolno mi zamilczeć, było i to, że od pierwszej chwili
Wenecją mojej miłości była również kobieta, u której zamiesz­
k a ł e m . " W istocie, contessa, u której przez parę tygodni
przemieszkiwał narrator, określona niezbyt ciepło przez brytyj­
skiego żołnierza jako a bitch and a witch, okazała się nie tylko
wybornym znawcą malarstwa weneckiego i nadzwyczaj biegłą
w rzemiośle kopistką, ale, może przede wszystkim, kobietą,
w której istota Wenecji znalazła kongenialne spełnienie. Przyj­
rzyjmy się temu, rysowanemu prostymi pociągnięciami pióra,
portretowi: „Wydobywała się z niej także czarownica, gdy w jej
czarnych płonących oczach, kontrastujących z długimi i bardzo
jasnymi włosami, pojawiała się furia. Wyglądała wtedy groźnie,
nic tracąc nic ze swej urody, ba - rzadkiej piękności. W chwilę
później jej twarz powlekała się ciemnym, łagodnym aksamitem,
czarne oczy nie tyle gasły, co uciekały gdzieś daleko, w rejony
nieosiągalne poza nią samą. Wysoka, szczupła, zgrabna, nie
wyglądająca nawet na swoje przypuszczalnie czterdzieści lat,
miała dar błyskawicznych transformacji, jakby zależało jej na
tym, by ciągłe mutacje w zamieszanie wprawiały patrzącego.
Zdawała sobie sprawę ze swej piękności, ale bez cienia
próżności. Jeśli pominąć dochodzące w niej czasem do głosu
gniewne wybuchy, była po anielsku łagodna, rozmarzona
i skupiona, adorując dwie rzeczy: syna i malarstwo (syn był
zaw.sze tematem tabu, malarstwo weneckie tematem zawsze
otwartym do rozmów). Nie zadawała pytań i najostrożniejsze
próby indagacji zbywała zmarszczeniem brwi i zaciśnięciem
ust. Zdawała się świadomie, celowo strzec swojej zagadkowości. (...) Rychło powstała mi w głowie szalona myśl: była po
jakiemuś uosobioną Wenecją, nie, nie w tym sensie, że była (jak
to się mówi) nieodrodną córką miasta na lagunie, odtwarzającą
niektóre jego cechy, ale w tym sensie, że była sama Wenecją,
przedmiotem podziwu włączonym integralnie do cudownego
miasta, jak świat uwięziony na zawsze w zwierciadle kanałów.
Była dzieckiem plebejskim, w którym nabyta arystokratyczna
patyna stworzyła czysty, dźwięczny stop z niskim pochodze­
niem."
41

Przeglądającą się we własnym odbiciu, narcystyczną Wene­
cję Rilkego, jak i grozę, którą objawiła ona Ruskinowi,
odnajdziemy, w jakże zaskakującym przetworzeniu, w wenec­
kim arcydziele Osipa Mandelsztama. W utworze, który od
pierwszej do ostatniej zwrotki przenika egzystencjalne napięcie,
spotykamy wyobrażenie Wenecji jako Vanitas.
0 Wenecjo, tak jałowa i posępna.
Twe znaczenie jasne mi się stało.
Oto się wpatrujesz zimno uśmiechnięta
W szkła niebieskość oszroniała.

42

Lekkie tchnienie skóry. Żyłkowanie sine.
Biały śnieg. Brokaty szmaragdowe.
Sennych, ciepłych się rozbiera z peleryny.
Kładzie się na nosze cyprysowe.
1 jaśnieją w koszach świece, płoną,
Jakby gołąb wpadł do arki niespodzianie.
Na spektaklu czy na balu w noc szaloną
Serce nagle bić przestanie.
Bo nie ujdziesz przed miłością i przed strachem.
Cięższy od platyny krąg Saturna.
Czarnym aksamitem zasłonięty szafot
1 przepiękna twarz, i urna.
Jakże ciężkie masz. Wenecjo, stroje:
Wszędzie lustra w cyprysowych ramach.
Szron niebieski szkła w sypialni twojej.
Aura twoja szlifowana.
Tylko róża albo fiolka w ręce Żegnaj, Adriatyku zielony.
C z e m u ż nie chcesz, wenecjanko, mówić więcej?
Jak uniknąć, mów, kwietnego skonu?
W lustrze się odbija czarny blask Wespera.
Wszystko mija. Ciemna prawda mami.
Człowiek rodzi się. Perła umiera.
A Zuzanna musi zostać ze starcami. *
5

W tej elegii na odejście piękna, którego nie jest w stanie
zatrzymać nic. nawet lustrzane odbicia, Wenecja przypomina
i świadczy o wliczonych w cenę życia: rozpadzie i przemijaniu.
Czas zwycięża nad wszystkimi formami widzialnymi, również
i tymi („cięższy od platyny krąg Saturna"),które zdają się jemu
niepodległe. Poznanie prawdy rzeczy to iluzoryczna pogoń za
uciekającym horyzontem. Odwrotną stroną miłości, tej najwyż­
szej formy potwierdzenia ciężaru istnienia jest strach przed
świata i naszym unicestwieniem. Wszystko to odsłania się
w nieco ironicznym, wszechwiedzącym, jakby z „drugiego
brzegu" wychodzącym spojrzeniu Wenecji. Być może jest to
Wenecja w masce śmierci. Nie sposób nie zapytać przy okazji:
czy obecne u Mandelsztama lustra i elegijna gra zwierciad­
lanych odbić nie tkwiły gdzieś w pamięci Brodskiego przy
pisaniu Znaku wodnego i czy jego „Zuzannopodobne miasto"
nie jest w jakimś stopniu dalekim refleksem ostatniej linijki
wiersza autora Zeszytów woroneskich. Wiadomo skądinąd, że
literacki kanon „rosyjskiej Wenecji" zna takie przypadki,
chociaż, inaczej niż u Brodskiego, funkcjonują one z reguły
w formie prostych zapożyczeń bądź poetyckich cliches. )
W jednym z najnowszych i . dodajmy, najznakomitszych
z napisanych dotąd „ w e n e c k i c h " tekstów, Portrecie
weneckim
Gustawa Herlinga-Grudzińskiego (1993), raz jeszcze miasto
pojawia się pod postacią kobiety, jak gdyby tym utożsamieniem
rządził ponadczasowy i ponadjednostkowy, kategoryczny nie­
omal imperatyw wyobraźni.
Narratorowi (przypomina on aż. nazbyt ostentacyjnie samego
autora "), który przybywa do Wenecji w rok po zakończeniu
9

4

150

41

W niej to właśnie, w tej osobliwej kobiecie będącej żywym
obrazem jedności przeciwieństw, odnaleźć można większość
kobiet-Wenecji, o których mowa była wcześniej. W bohaterce
Portretu weneckiego zmieszały się bowiem i niepokojąco Я
sobą współistniały: piękno z grozą, plebejska dzikość z arysto­
kratyczną wyniosłością, zachwyt życiem, jego zmysłową po­
włoką z ciemnym stygmatem śmierci. Jednak najgłębsza uwaga
narratora (samego Herlinga?) zamyka się w takiej oto rewelacji
tak jak niepodobna dotrzeć do wciąż zmiennej, wieloznacznej,
niepochwytnej istoty contessy Terzan. tak też nie jest możliwe
przebicie się do wnętrza Wenecji: „ B o go nie ma. Nie ma jądra
czy serca Wenecji, zbyt płynnej i ulotnej, uchwytnej i umykają­
c e j . " Bowiem niewypowiedzianym imieniem Wenecji i boha­
terki opowiadania jest tajemnica. I w tym ich obydwu lustrzane
podobieństwo, w tym niepodzielna jedność ich symetryczny^
odbić.
44

1

Jak zatem widzieliśmy, Wenecja wyobraźni to kobiet
różnoimienna. W coraz to innej postaci odsłania w historii swoja,
kobiecą „ n a t u r ę " . Bywała królową ze wszystkimi atrybutami
monarszej władzy, wynurzającą się z piany morskiej wiecznw
młodą boginią, Penelopą bez godnych jej zalotników,
z nieodłącznym całunem, cnotliwą Zuzanną podglądaną P .
starców, dziewicą wydaną na ofiarę, bezbronną Violette. bo17

�Gretą, ale również kobiecym wcieleniem Vanitas, potworem
0 twarzy Meduzy, pięknością z kompleksem Narcyza, znającą
silę swoich wdzięków hipnotyczną kochanką, zepsutą staruchą,
a nawet - excuse:, le mot - kurwą. To nieomal cale, dające się
pomyśleć, spektrum typów kobiet i ról przez nie pełnionych.
3. Pora na proste, czyli najtrudniejsze, pytania. Dlaczego
Wenecja jest kobietą.' Dla jakich racji, tak często to miasto
przyjmuje w wyobrażeniu kształty kobiece? Dlaczego, jak
wskazują na to nasze teksty. Wenecja m u s i być kobietą? I co
to bliżej znaczy? Pytania trudne z metodologicznych względów,
ale także ryzykowne, jako że nieuchronnie zahaczają o wywoła­
ną przez ruch feministyczny (czasem przytomną i potrzebną,
a czasem zatracającą granice zdrowego rozsądku) ideologiczną
debatę o kobiecości i różnych jej aspektach.
Powiedzmy od razu: nie ma dobrych, to znaczy jedynie
słusznych, niedyskusyjnych i „ostatecznych" odpowiedzi na
postawione pytania. Rzecz jasna, odpowiedzi tego rodzaju są
możliwe, ale tylko za cenę popadnięcia w ideologiczny dogmatyzm. Można by więc, próbując rozjaśnić wspomniane
kwestie, przykładowo, reanimować na okoliczność „tematu
kobiecego" freudowską machinę interpretacyjną pogrążoną
w falloidalno-vaginalnych obsesjach, zstępować w ciemne
głębie jungowskiej pary anima - animus, albo, wybierając inną
jeszcze drogę, zagrać w „męskie/żeńskie" - ulubioną grę
towarzyską bractwa strukturalistów. Te rozwiązania już znamy
1 wiemy dokąd prowadzą. Stąd też w miejsce „wszystko
wyjaśniających" podejść zaproponujmy nieco metodologicznej
ostrożności i powściągliwości. Jeśli uchylić - bo nie odrzucić
zupełnie - wyjaśnienia typu biologicznego i psychologicznego,
apozostać na poziomie rozumienia kultury przez kulturę, to dwa
tropy interpretacyjne rysują się dość wyraźnie.
Pierwszy, narzucający się od razu, jest natury j ę z у к o w e j .
(la) Venezia, (la) Venise. (das) Venedig, (she) Venice, (eta)
Wicniecija. (ta) Wenecja - w kilku, jeśli nie w większości,
języków europejskich nazwa miasta jest rodzaju żeńskiego. I ta
gramatyczna okoliczność w „ n a t u r a l n y " sposób przyczynia się
do tego, że o Wenecji mówi się jak o „ n i e j " , o kobiecie. Język
wymusza niejako na wyobraźni pewien zespół skojarzeń,
podsuwa gotowe formy obrazowania. Ten gramatyczny przy­
mus nie jest. bo być nie może. ani jedynym ani najważniejszym
„wyjaśnieniem" kobiecości Wenecji. Bez wątpienia jednak
wyznacza ogólne ramy. daje formę, która oczekuje na wypeł­
nienie konkretnymi treściami.
I tu dotykamy wymiaru m i t y c z n e g o naszych „wenec­
kich" fantazmatów. Jeśli Wenecja jest kobietą, to na mocy
definicji, musi posiadać te same, co kobieta cechy? Ale jaka
kobieta? K i m „naprawdę' 'jest kobieta? Jakie cechy są „naprawdę"kobiece? Kultura europejska dysponuje szerokim zestawem
gotowych, dobrze zafiksowanych w zbiorowej pamięci od­
powiedzi. Jak widzieliśmy, w zgromadzonych tekstach ożywio­
ne zostały obydwa bieguny zmitologizowanej i utrwalonej
w językowym, literackim i społecznym stereotypie kobiecości.
W zależności od potrzeb jest więc kobieca Wenecja „ p i ę k n a " ,
..krucha", „ u l e g ł a " , „ b e z b r o n n a " , „ c n o t l i w a " , „ w i e r n a " , ale
równocześnie „ l e n i w a " , „ p r ó ż n a " , „ r o z p u s t n a " , „ p o t w o r n a " ,
..dzika", „ g r o ź n a " . Ponad tymi biegunowymi znaczeniowo
określeniami, umieścić można inne jeszcze, j u ż nie tak jedno­
znaczne charakterystyki: „ d o s k o n a ł a " , „czarodziejska", „nie­
dostępna", „ n i e u c h w y t n a " , „ b o s k a " , „tajemnicza". Te przy­
miotniki kryptonimują niepodzielną jedność sprzecznych wo­
bec niej odczuć: zauroczenie i strach, podziw i drżenie. Odsłania
'e w nich Wenecja tremeiuium et fascinans. Niezwykle przy
tym ciekawy (a dla feministek chyba budujący) jest fakt, że
* wyobrażeniach kobiecej Wenecji w tak niewielkim, relatyw­
ne rzecz biorąc, stopniu obecny jest wyłącznie „ n e g a t y w n y "
gun stereotypu kobiety, który dominował przecież w euro^Jskiej mentalności - by nic sięgać do przeszłości starszej
' j * era chrześcijańska - od jawnie mizoginicznych pism
°jców Kościoła, przez, diaboliczny obraz kobiety w Malleus
""ilcficurum, niezliczone femmes fatales. modliszki, wamj?y. bestie literatury modernistycznej, po antykobiecą histerię
•ona Wciningera.' Z pewnością, wpływem Zeitgeistu
s

0le

r

przełomu wieków i nadzwyczajnym podówczas urodzajem na
kobiety upadające lub zgoła upadłe, trzeba tłumaczyć wyjąt­
kowe raczej wśród naszych świadectw „ n e g a t y w n e " obrazy
Wenecji-kobiety u Barresa i Manna, które, nawiasem mówiąc,
znakomicie harmonizują z eksponowanym w ich utworach
całkiem realnie rozpadającym się, umierającym miastem. Naj­
częściej wizerunek kobiecej Wenecji jest „ p o z y t y w n y " albo,
jak u Herlinga-Grudzińskiego. opalizuje jednością przeci­
wieństw.
Odpowiadając na podobne do naszego pytanie - dlaczego
rewolucja jest kobietą? - Maria Janion, obok przytoczonych za
Maurice Agulhonem argumentów gramatycznych, estetycz­
nych i społeczno-kulturalnych sięga po eksplikacje mitycznosymbolicznc. Szczególnie eksponuje ambiwalencję znaczeń,
nieustannie przeplatających się w wyobrażeniach rewolucji jako
kobiety. W relacjach pamiętnikarskich z rewolucji 1848 roku
pojawia się znaczący obrazek: oto podczas frenetycznego i ,
z istoty swej. transgresyjnego święta rewolucyjnego prostytut­
ka, z piką w dłoni i czerwonym czepku na głowie, na oczach
ludzi nieruchomieje w pozycji „ p o m n i k o w e j " , przeistaczając
się na jakiś czas w żywą alegorię „czystej i niewinnej"
Wolności. Tego rodzaju znacząca inwersja w pełni mieściła się
w logice rewolucyjnej zmiany. „Przekroczenie staje się naru­
szeniem granicy społecznej i moralnej, ambiwalencja ' d z i w k i '
i 'dziewicy' odpowiada dwuznaczności rewolucji, niszczącej
i budującej, niemoralnej'i 'moralnej'.świętej i przeklętej, oraz
łączy się ze stale obecnym w erotycznej kulturze Europy
przeciwstawieniem 'kurwy' i 'Madonny'.
Ta dwuznaczność
ma zakorzenienie w głębszej jeszcze, poświadczonej w wielu
tradycjach mitologicznych, antynomicznej arche kobiecości:
kobieta, dając życie, daje równocześnie śmierć, podobnie
i w rewolucji obydwa bieguny - kreacji i destrukcji - współist­
nieją nierozdzielnie. To prawda, że obraz kobiety jako Rewolu­
cji i kobiety jako Wolności szybko zastygał w wygładzonych
i konwencjonalnych alegoriach, ale nawet one, w sprzyjających
okolicznościach emanować mogą wieloznaczną, żywą i poru­
szającą m o w ą symbolu.
46

Podobnie, niezwykle bogaty obraz Wenecji-kobiety ma
tendencję do przechodzenia w gładkie i pełniące ledwie funkcje
dekoracyjne wizerunki alegoryczne (królowa mórz. Afrodyta,
Wenus itd.). Od czasu do czasu jednak, spod retorycznych
gładzizn i wytartych stereotypowych formuł przebija ciemna,
paradoksalna materia symboliczna. To w niej właśnie stapiają
się w jedno: piękne i odrażające, cielesne i duchowe. Eros
i Thanatos, w niej odsłania się (nigdy nie do końca) tajemnicza
„ n a t u r a " kobiecej Wenecji. Ale dlaczego to kobieta, za każdym
razem, staje się uosobieniem tej niezgłębialnej, trudnej do ujęcia
w słowie, dwuznaczności Wenecji? Z konieczności, odpowiedź
może być tylko próbną hipotezą, nieśmiałym przybliżeniem.
Posłuchajmy intuicji artysty: „Jeżeli malarza interesuje problem
cielesności, jakiś sposób łączenia spraw duchowych ze światem
bytów fizycznych, to zupełnie naturalne jest, że zaczyna się
interesować wyglądem kobiety. To sprawa zasadnicza i długo
można by o niej mówić. Zresztą na ten temat prawie wszystko
zostało powiedziane i napisane. Nie j a to wymyśliłem, to jest
powszechna intuicja całej sztuki światowej w przekroju zarów­
no geograficznym, jak i historycznym. Przecież główną fas­
cynacją wszelkiej figuracji, jeśli chodzi o postać ludzką, jest
właśnie postać kobieca. Nie bez p o w o d ó w . Widocznie jest to
wynikiem bardzo głęboko umiejscowionego przeświadczenia,
że pełna realizacja, pełna synteza spraw duchowych z rzeczywi­
stością empiryczną dokonuje się właśnie w postaci kobiety."
Może w tej wypowiedzi kryje się, przynajmniej część wyjaś­
nienia kwestii: dlaczego Wenecja wyobraźni nie tylko jest, ale
m u s i być kobietą. Ale czy tak odpowiadając nie popadamy
w kolejną iluzję? Czy przesłaniających rzeczywistość kulturo­
wych masek nie bierzemy za rzeczywistość samą? Bo może, jak
chcą niektórzy, niczego oprócz i poza owymi maskami nie ma,
a wówczas każda próba dotknięcia „ i s t o t y " rzeczy skazana jest
na śmieszność? Te wątpliwości można wysłowić i tak jeszcze:
czy ostatecznie rozum „ w y j a ś n i a " mit, czy też on sam w akcie
uczestnictwa „ w y j a ś n i a " się w micie? That's the question.
JK

15

151

�P R Z Y P I S Y
I

Przytaczam za niezwykle inspirującą metodologicznie i ..dująca, do
m y ś l e n i a " książką W ł a d y s ł a w a Panasa. W kręgu metody semiotycznej, Lublin
1991, s. 102
Tamże.
' J. Brodski, Przewodnik po przemianowanym mieście, tl. A.Mietkowski. w:
tenże, Śpiew waluidhi, Paryż 19X9. s. 49
Cyt. za: A. Ripellino. Prago magiczna, tł. J . U s z y ń s k i . ,,Zeszyty Literac­
kie" nr 52:1995. s. I I
' Tamże.
" Tamże.
Por. M. Baranowska. Sio radna wyobraźnia
i poezja. Warszawa 19X4, s.
140
* O funkcjonującym w potocznych wyobrażeniach skojarzeniu w i e ż y Eiffla
i fallusa. żob. L . Stomma, Uroda ludzkiej pomyłki.
„Polska Sztuka Ludowa
- Konteksty" nr 1:1991, s. 12-13
' Inspiracje metodologiczne można by czerpać z klasycznych studiów na
temat wyobraźni poetyckiej i pisarskiej: G . Bachelarda. G . Pouleta. J .
Starobinskiego. J.P. Richarda.
"' F . Braudel i in.. Morze Śródziemne.
Przestrzeń
i historia.
Ludzie
i dziedzictwo. Warszawa 1994. s. 232
" G . G . Byron. Wędrówki
Chajld Harolda, Pieśń I V , 10—18. tł. J . Kasp­
rowicz, w: tenże. Wybór dziel. 1. I. Warszawa 1986
M. McCarthy, Col Tempo, przeł M. Wolanin, „Zeszyty Literackie" nr
39:1992 (fragment rozdziału V I I z Venice observed,^.
Heineman Ltd., 1961).
" F . R . de Chateaubriand, Księga o Wenecji, tł. P. Hertz, „Zeszyty Literac­
kie" nr 39:1992, s. X5
Tamże.
R M . Rilke. Ranek Wenecji, tł. A. Pomorski, w: R M . Rilke. Sonety do
Orfeusza i inne wiersze. Kraków 1994, s. 283
" J . Brodski, Znak wodny. U . S . Barańczak, „ Z e s z y ł y Literackie"ш 39:1992
T a m ż e . s. 43
T . Tanner. Venice Desired, Blackwell . Oxford 1992
" E . Pound. Pieśń XVII. przeł L . Engelking, „Literatura na ś w i e c i e " nr
1-2:1995, s. 75
:

4

7

14

15

II

'" J.W. Goethe. Potlróż whska. It. H . Krzeezkowski. Warszawa 19X0.s. I I X
O. Miłosz. Miłosne
wtajemniczenie, tłum. i wstęp A. Międzyrzecki.
Kraków 1978. s. 61
Braudel, op.cit., s. 224
' Brodski, op.cit., s. 45
T a m ż e , s. 47
.1. Brodski. Strofy weneckie 121, tł. K . Krzyżewska, w: J. Brodski. Lustro
weneckie, Kraków 199.3. s. 91
' Brodski, Znak..., s. 29
B. Pasternak, Drogi napowietrzne i inne utwory, tłum. i wstęp S. Pollak,
Warszawa 1973, s.467-468

'" Por. E . Kuryluk, Wenecja uratowana, w: tenże. Podróż, do granic sztuki
Kraków 1982. s. 6 0 - 7 6

" Brodski. Znak..., s. 41
A. Błok. Wieniecija, tłum. filologiczne D C (nie znalazłem tego utworu
wśród polskich tłumaczeń Błoka). przekład za wersja rosyjska z a m i e s z c z o n ą w:
L . \ogt\. Aleksandr Blok. The Journey to Italy. Cornell University Press. Ithaca
1973, s. 224
" Miłosz, op.cit.. s. 59 i 61
T . Mann, Śmierć w Wenecji, tł. L . Staff, w: tenże. Wybór nowel i esejów
opr. N. Honsza. W r o c ł a w 1975, s. 252
Cyt. za: P. Jourda, IM Venice de Maurice Barns,
w: Venezia nelle
letleruture modernę, ed. C . Pellegrini, Venezia-Roma, b.d.
" Cyt. za: Tanner, op. cit., s. 119.
" Rilke, op. cii.
™ O. Mandelszlam. O. Wenecjo.... tł. M. Leśniewska, w: tenże. Poezje
W r o c ł a w - K r a k ó w 1983, s. 177
" Wnikliwy przegląd różnych obrazów Wenecji w literaturze rosyjskiej -od
Puszkina po w s p ó ł c z e s n o ś ć - w kontekście ..weneckiego" eseju Brodskiego,
daje Lev Loseff w ś w i e t n y m artykule Wieniecija Josifa Brodskogo (maszyno­
pis). Jest to tekst referatu w y g ł o s z o n e g o na sesji panelowej poświęconej
Brodskiemu na U W w lipcu 1995 i . Dziękuję Autorowi za udostępnienie
niediukowanego jeszcze tekstu: o ukrytych i bezpośrednich odwołaniach do
Wenecji Błoka w twórczości B i e ł e g o zob. Vogel, op. cit., s. 59
14

M

4,1

Jednym z atutów opowiadania i r ó w n o c z e ś n i e wyzwaniem dla czytelnika
jest napięcie i gra p o m i ę d z y postacią narratora a samym autorem. Herling
wpisuje w biografię narratora wiele łatwo sprawdzalnych i udokumentowanych
faklów z w ł a s n e g o życia. W pewnym miejscu (s.36) rozpoznać można cytowane
nieomal in extenso fragmenty jego uwag o Wenecji rozrzuconych po różnych
stronach Dziennika pisanego nocą. Wszystko to, prawie mimowolnie, wywołu­
je kilka kwestii z gutunku „ n a i w n y c h " : gdzie k o ń c z y się Wahrheit własnej,
intymnej biografii, a zaczyna Dichtung literackiej fikcji? jak pierwsza prze­
chodzi w druga? jak rozdzielić w tekście obydwie te jakości'' Nie ma chyba na te
pytania w pełni rozstrzygających i jednoznacznych odpowiedzi. I bardzo
dobrze! Jakiekolwiek by były. to i lak, dla nas, czytelników, wątpliwości
pozostaną. I tez. dobrze.
41

21

:

25

ll

; 7

:

" J. Cybis, Notatki malarskie. Dzienniki 1954-1966,

Warszawa 19X0, s. 91

G.

Hcrling-Grudziński.

Portret

wenecki.

4 2

'' P. Muralow, Obrazy
s. 17

Wioch,

przeł. P.

Hertz, Warszawa

V . C a r p a c c i o , / / miracolo

752

delia

1972,

rcliquia

1.1.

dc

nr

1-2:1994,

T a m ż e , s. 37
T a m ż e . s. 39^40
T a m ż e . s. 37
' Por. np. J . Delumeau, Strach w kulturze Zachodu. XIV- XVIII wiek, przeł.
A. Szymanowski. Warszawa 1986, s. 287-324; M. Podraza-Kwiatkowsla,
Symbolizm i symbolika w poezji Młodej Polski. Teoria i praktyka, Kraków 1975,
s' .363-383; Ó. Weininger. Pleć i charakter. Ił. O. Orlwin. Warszawa 1995
" M. Janion. Dlaczego rewolucja jest kobietą'.', w: Historia i wyobraźnia.
Studia ofiarowane B r o n i s ł a w o w i Baczce. Warszawa 1992, s. 114
T a m ż e . s. I 13
* Z. Podgórzec. Wokół ikony. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim. Warszawa
1985, s. 182
4 1

4 4

4

4

4 1

4

:

„Kultura"

s. 36

/ Santa

Crocc,

W e n e c j a . F r a g m e n t y obrazu

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9556" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9534">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5fd5002900d12a6d295656479de7a8f2.pdf</src>
        <authentication>d4f6748356f6e5f72d1136df260ccb24</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113812">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113813">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113814">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2781</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113815">
                <text>Paryż za dwa Ludwiki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113816">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.153-157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113817">
                <text>Lewin, Ludwik; Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113818">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113819">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113820">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113821">
                <text>Paryż za dwa Ludwiki*
Ludwik Lewin, Ludwik Stomma
Legendy Montparnasse'u
Spacer ten zaczynamy zasadniczo na stacji metra Plaisance.
Wytrwałym proponowałbym jednak dodatkowa eskapadę na
mały i obskurny zaułek (passage) de Dantzig (najbliższe metro:
Porte de Versailles). W dziwnym okrągłym budynku po lewej
stronie mieściła się na początku wieku słynna „La Ruche"
-stolica i legenda artystów. W szczytowym okresie znajdowało
się tu i w okolicznych budynkach sto czterdzieści pracowni!
Nazwiska? - Proszę bardzo: Chagall. Zadkine. Modigliani.
Soutine, Lćger, Boucher, Archipenko
Jedyny kran z wodą
- pisze Jean Paul Crespelle - znajdował się u stóp schodów.
W pracowniach nie było kominków, przy których można by się
ogrzać, toteż, niektórzy mieszkańcy przebijali otwory nad
oknem, aby przepuścić tamtędy rurę od piecyka. W zimie
północny wiatr dmuchał przez źle okitowane wysokie okna
i wył pod nieszczelnymi drzwiami. Rynny zamarzały, a / da­
chów zwisały długie stalaktyty. Większość przestawała się myć
i wkładała na siebie warstwami całą posiadaną garderobę.
Widywano w passage Dantzig dziwaczne niby widma sylwetki.
okutane w kołdry i stare dywany
«La Ruche!» - wspomina
Fernand Lćger. - Cóż za niezwykłe miejsce! Czego tam nie
było! W «La Ruche» wszystko można było kupić i sprzedać.
Przypominam sobie między innymi czterech Rosjan, nihilistów.
Nigdy nie mogłem pojąć, jak mieścili się w pokoiku liczącym
trzy metry kwadratowe i jakim cudem zawsze mieli w ó d k ę " .
I namiętny komentarz Chagalla: „Życie w «La Ruche» było
cudowne, pracowałem całymi nocami... Kiedy w sąsiedniej
pracowni zwymyślana modelka zaczynała płakać, gdy Włosi
śpiewali przy akompaniamencie mandoliny, gdy Soutine wracał
z Hal z pękiem nadpsutych kurczaków, które miał malować, ja.
samotny w mojej celi z desek, stałem przed sztalugami, przy
świetle nędznej naftowej lampy...
Za trzydzieści pięć franków miesięcznie miałem zapewnione
wszystkie wygody". I wreszcie Crespelle raz jeszcze: „ W «La
Ruchc» mieszkało bardzo wielu Żydów rosyjskich i polskich, co
dawało temu osiedlu zdecydowany charakter getta, szczególnie
wyraźny, gdy dwa razy na tydzień zjawiał się tam stary Żyd
z Polski, w zielonkawej kapocie, popychając ręczny wózek:
wyglądał jakby miał pozować Chagallowi. Poczciwiec ten
przychodził z odległej ulicy des Rosiers i oferował kiełbaski
* chrzanem, wędzony ozór. śledzie, ogórki kiszone, chleb
kminkiem i wódkę. Niestety, był zbyt ufny i umarł zruj­
nowany, bo za często udzielał kredytu swoim współziomkom.
7 W «La Ruche» wytworzył się bardzo oryginalny coctail ras
' warstw społecznych. Wśród mieszkańców spotykało się
tystów prawdziwych i fałszywych, natchnionych i zbzikowa"ych, jak Granowski, któremu zdarzyło się otwierać nagle okno
Pracowni mieszczącej się w rotundzie i głosić niby muezzin: Ja
Setnusz!... Ja geniusz... - albo jak pewien Hindus, krewniak
"aharadży Kapurtali. którego przyjęcia z szampanem budziły
Podziw innych lokatorów. Dla wielu były to cudowne czasy;
tyło się swobodnie, bez żadnych rygorów, w czym Rosjanie
Posuwali się czasem zbyt daleko. Kiedy pewnego razu przyszedł
^ 'ospckcję Dujardin - Beaumetz. wpadł na podchmielonych
1

ar

Fragment k s i ą ż k i Paryż za dwa Ludwiki
Przewodnik po
Paryżu
' smaków,
która u k a ż e s i ę w W y d a w n i c t w i e B G W . A u t o r o m .
™ * c y i Pani K a t a r z y n i e M e r c i e z w y d . B G W d z i ę k u j e m y za
«OSt:Cpnienie tego fragmentu do d i u k u .
a

Cmentarz
Montparnasse

artystów, którzy, goli jak ich Pan Bóg stworzył, igrali na
zielonym trawniku niby w raju. Zabawy i rozrywki w «La
Ruche» nie zawsze bywały tak niewinne. Często pijacy,
wracający w nocy do pracowni, rzucali kamieniami w szyby
kolegów. W tym sporcie wyspecjalizował się Soutine, celując
szczególnie w okna Chagalla..."
Wróćmy jednak na stację metra „ P l a i s a n c e " . Ulicą Alćsia, na
której, pod numerem 114. mieściło się przed I wojną światową
najsłynniejsze kasyno Paryża, dochodzimy (pełno tu galijskich
patronatów) do ulicy Wercyngctoryksa. To na niej (pod nr. 6.
- obecnie hotel ..Sheraton") mieszkał w luksusowym apar­
tamencie na drugim piętrze Paul Gauguin ze swoją indonezyjską
kochanką Annah. zwaną powszechnie „ J a w a j k ą " . Będąc jed­
nym z nielicznych „ m o n t p a r n a s i s t ó w " docenionych i kupowa­
nych za życia, wydawał Gauguin sute przyjęcia, których stałymi
uczestnikami byli m.in.: August Strindberg. Edward Munch
i - co zaskakujące... Edgar Dćgas. fen ostatni nie szczędził panu
domu wszelakich uszczypliwości („Czy na Batignolles nic
można równic dobrze malować jak na Tahiti?"), nie czuł się
jednak na silach zrezygnować z pieczystego.
Na wysokości numeru 78. odchodzi od Wercyngctoryksa
mała uliczka Perrel. Mieszkał tutaj (nr 2. bis) Henri Rousseau
zwany „ C e l n i k i e m " . N a d drzwiami wywiesił szyld: „Akademia
Rysunku, Malarstwa i M u z y k i - Lekcje prywatne - Ceny
p r z y s t ę p n e " . I rzeczywiście, za parę groszy dawał lekcje
rysunku, czy solfeżu latoroślom okolicznych sklepikarzy. I on
także urządzał przyjęcia, zgoła jednak inne od swojego sąsiada
Przychodzili doń dozorcy, policjanci z. pobliskiego komisariatu,
ale także Picasso, Apollinaire, Robert Delaunay, Serge Ferat. To
ci dwaj ostatni odkryli oryginalność i wynalazczość płócien
Rousseau. Apollinaire uważał je za prostackie bohomazy
i bywał na Rue Perrel ze względów, rzec by można, „etnografi­
cznych" przede wszystkim. Nie popisał się przenikliwością
krytyczną również i Picasso. Wina z miejscowej winnicy (sic!
były takie na Montparnasse) dostarczała artystom niejaka pani
Coulon zamieszkała pod nr. 70. Jej wnuczka jeszcze w 1970
urządziła „ w i n o b r a n i e " z żałosnych resztek domowej winnicy
i uzyskała... cztery litry soku winogronowego.
Przez skwer imienia Kardynała Wyszyńskiego, plac Kastylii
i ulicę Liceum Buffona. która znajduje się nieco dalej, już na
bulwarze Pasteura, ruszamy na północ. W miejscu zajmowanym

153

�dziś przez liceum i sąsiednie domy mieścił się ongiś cmentarz.
To tu właśnie odbył się pozorowany pogrzeb Jeana Valjean.
który jak pamiętamy mało nie skończył się tragicznie, gdyż
nowy grabarz - służbista uparł się zakopać trumnę, i dopiero
podstęp staruszka Fauchelevent uratował sytuację, na czym
kończy się „ N ę d z n i k ó w " tom pierwszy.
Od bulwaru w lewo niepozorna ulica Falguićre. I tutaj (nr
72.), podobnie jak w „La Ruche". zagnieździli się ekstrawa­
ganccy artyści. Rej wiedli Modigliani. Foujita i Lipchitz; z tym,
że Modiglianiego wyrzuciła w końcu pani Durchoux, właś­
cicielka kamienicy, za notoryczne niepłacenie czynszu. Legen­
da głosi - wspomina Crespelle - że „została ukarana za swoją
krewkość, dała bowiem synowi do zreperowania materaców
płótna, które Modigliani zostawił jej w zastaw, a parę lat później
ku swej rozpaczy dowiedziała się, że straciła fortunę".
Na wysokości nr. 24-3024-30, jeśli zechce się nam nadłożyć
nieco drogi, skręcić możemy w uliczkę Dulac i dojść nią
(jeszcze 20 m w lewo ulicą Vaugirard) do zaułka Ronsin. gdzie
(nr 8.) miała miejsce głośna ongiś sprawa kryminalna. 31 maja
1908 odnaleziono tu zwłoki uduszonego malarza Adolfa Steinheila i zmarłej na skutek szoku (?) jego teściowej. Znaleziona
w sąsiednim pokoju, związana i zakneblowana, lecz nie nosząca
jakichkolwiek obrażeń, żona malarza - Margueritte Steinheil
były osobą specyficznej sławy. 16.02.1899 odbywając z nią
właśnie w urzędowym gabinecie najzupełniej nieślubny stosu­
nek seksualny, zmarł na atak serca prezydent Republiki Fran­
cuskiej Feliks Faure. Zła opinia zrobiła swoje. Nie rozpatrując
niemal innych wariantów, policja oskarżyła Margueritte o mężobójstwo. Niedostatki i zaniedbania śledztwa zaważyły na
przebiegu procesu. 13.11.1908 ława przysięgłych uniewinniła
panią Steinheil. Nigdy już nie dowiemy się. co zdarzyło się
w majową noc 1908 roku w ponurym zaułku. Margueritte
Steinheil wyjechała do Anglii, gdzie w 1921 wydała nader mało
wiarygodny pamiętnik, a w 1917 wyszła za mąż za bogatego
szlachcica. Zmarła w Hove, w hrabstwie Sussex 20.07.1954
dożywszy pięknego wieku osiemdziesięciu sześciu lat.
Wracamy na Falguićre i skręcamy tym razem w prawo,
w ulicę Antoine Bourdellc, której patron tutaj pracował i miesz­
kał. Pod numerem 16. znajdziemy też przekształcone w 1948
w muzeum atelier rzeźbiarza. Impresjonistyczno-ekspresyjnc
dzieło Bourdella nie zachwyca nas szczególnie. Winniśmy mu
jednak wdzięczność, gdyż on to jest autorem zdobiącego
nabrzeże Sekwany koło placu Almy pomnika Adama M i c ­
kiewicza (1919) -jednego z okazalszych paryskich poloników.
Teraz w prawo i okrążywszy od tyłu, wzdłuż, dworca
kolejowego, wieżę Maine-Montparnasse (ze szczytu piękny
widok na miasto), po czym odbiwszy jeszcze sto metrów aleją
Maine, znajdziemy się na jej skrzyżowaniu z ulicą de la Gaite
(ulicą Radości). Doprawdy nie jest to nazwa uzurpowana.
W szalonych latach Montparnasse'u mieściło się tu pięć teatrów,
sale taneczne, a w części środkowej popularne knajpki, wyspec­
jalizowane przede wszystkim w owocach morza, co tym łatwo
można wytłumaczyć, że właśnie na pobliski dworzec przybywa­
ją pociągi z bogatej w ostrygi Bretanii. Wszystkich lokalów
uciech ulicy Radości wyliczyć nie sposób. O dwóch wspo­
mnijmy wszakże: pod nr. 2 1 . mieściła się w latach 1811-1920
kawiarnia „Piękna Polka" („La Belle Polonaise"), do której
wejścia strzegły figury dwóch nadwiślańskich szwoleżerów
w pełnym rynsztunku bojowym.
Pod nr. 20. trwa i czaruje słynne „ B o b i n o " - s a l a wodwilowa.
operetkowa, rewiowa, dzisiaj recitalowa najczęściej. Tutaj
rozpoczynali kariery Polin, Maurice Chevalier, Jeanne Mistinguctl, Marie Dubas i sama Edith Piaf. Bawiono się tu doskonale
mieszając gatunki, improwizując parodie, zniekształcając kla­
syków. Znana była tylko (w przybliżeniu) godzina rozpoczęcia
spektaklu. Dalej była to j u ż wyłącznie kwestia nastroju chwili,
oraz inwencji aktorów i widowni. „Książę p o e t ó w " (takim
tytułem, z którego był bardzo dumny, obdarzył go rozbawiony
Montparnasse) - symbolista Paul Fort, przesiedział ponoć

154

w „ B o b i n o " cztery doby non-stop, żywiąc się tylko alaszem
i croissantami, pokrywając za to poetyckimi szkicami dwa
obrusy, nie licząc serwetek.
Na końcu ulicy zakręt w prawo, w bulwar Edgar Quinet,
i zmiana nastroju. Zbliżamy się oto do murów cmentarza
Montparnasse. Z n ó w niekończąca się lista spoczywających tu
sław i postaci sercu bliskich. Maleńki jej wycinek: - Guy de
Maupassant (1850-1893), znany nam ze szkoły jako autor
niewinnych, obyczajowych nowelek. W rzeczywistości jedna
z najskandaliczniejszych i najbardziej tragicznych postaci
literatury europejskiej. W marcu 1877 pisał w liście do Roberta
Pinchon: „ M a m syfilisa, nareszcie, prawdziwego! Nie jakieś
tam żałosne krosty, nie burżujskie pryszcze, nie kalafiorowate
grzybki, nie, nie, prawdziwego syfilisa - tego, na który umarł
Franciszek 1.1 jestem z tego dumny i nade wszystko pogardzam
mieszczuchami.
Alleluja, mam syfa, więc siłą rzeczy nie muszę się już
obawiać, że go z ł a p i ę ! " Dalszy ciąg dopisał Izaak Babel:
„Płodność i wesołość, których był pełen, przeciwstawiały się
chorobie. Z początku cierpiał na bóle głowy i ataki hipochondrii.
Później stanęło przed nim widmo ślepoty. Wzrok jego słabł.
Rozwinęła się mania podejrzeń, mizantropia i pieniactwo.
Walczył zaciekle, miotał się jachtem po Morzu Śródziemnym,
uciekał do Tunisu, do Maroka, do Afryki Centralnej - i pisał bez
ustanku. Zyskawszy sławę, poderżnął sobie w czterdziestym
roku życia gardło, wykrwawił się, ale pozostał przy życiu.
Zamknęli go w domu wariatów. Pełzał tam na czworakach...
Ostatnie słowa jego historii choroby brzmią: ..Monsieur de
Mapupassant vien de s'animaliser" (Pan de Maupassant prze­
mienił się w zwierzę). Zmarł mając 43 lata. Matka go przeżyła.
Nieco dalej Szymon Petlura (1879-1926). Ukraiński sojusz­
nik Piłsudskiego w 1920 roku. Ten, którego oficerom mógł
tylko Marszałek powiedzieć: - Ja panów bardzo przepraszam.
Zamordowany w Paryżu przez Żyda rosyjskiego Szwarzbarda w odwet za pogromy dokonane przez petlurowców na
Ukrainie w 1918-1919. Utrapienie spolegliwego odłamu emi­
gracji polskiej. Jeśli 25 maja (w rocznicę zamachu) nie złożą
wieńca na grobie Petlury - obrażają się Ukraińcy; jeżeli złożą
- pretensję mają Żydzi.
Pierre Laval (1883-1945). Polityk francuski. Podczas II
wojny światowej orędownik kolaboracji z Niemcami. Był
przekonany, że stwarza alternatywę dla Francji. W przypadku
zwycięstwa aliantów - De Gaulle, on zaś w razie triumfu
Hitlera. Była w tym nawet jakaś cyniczna, polityczna logika.
Zabrakło jednak honoru i elementarnej moralności. „Narody
mogą z takich polityków korzystać - napisał później ChabanDelmas - nie mogą im jednak p r z e b a c z y ć " . Skazany po wojnie
na karę śmierci i rozstrzelany.
Alfred Dreyfus (1859-1935). Sam w sobie oficer średniego
polotu i średniego charakteru. Stał się jednak bohaterem słynnej
,,Affaire",która na długo podzieliła Francję na dwa zwalczające
się zaciekle obozy. Odłam broniący Dreyfusa przed oskar­
żeniem o szpiegostwo na rzecz Niemiec i widzący w jego
skazaniu akt szowinizmu i bezprawia, położył podwaliny pod
intelektualną formację nowoczesnej lewicy francuskiej.
Jean-Paul Sartre (1905-1980). Mierny filozof, znacznie już
lepszy pisarz. Przez szereg lat nie kwestionowany król dusz
francuskiej młodzieży. Bardziej niż styl myślenia stworzył, acz
zapewne nieświadomie, styl bycia. Panienki - intelektualistki
w czarnych swetrach z. papierosami w długich fifkach i tłustymi
włosami - to dzieci Sartre'a właśnie. Niektórzy twierdzą, że bez
niego nie byłoby paryskiej rewolty studenckiej w maju l9o°
Mogą tak twierdzić, bo i tak nikt tego nie sprawdzi...
A jeszcze - jaka szkoda, że miejsca nie starczy - pochowam
są tu, na Montparnasse, między innymi: Julio Cortazar, Charie
Baudelaire, Aleksander Alechin, Tristan Tzara, Osip Zadkm
Samuel Beckett, Simone de Beauvoire, Paul Reynaud. Ray­
mond Aron, Roger Caillois, Andre Citroen, Pierre Larousse.
Chaim Soutine...

�Miłośnikom sztuki polecamy przede wszystkim alegoryczną
rzeźbę „Rozstanie k o c h a n k ó w " w kwaterze I X , nagrobek T.
Rachewskoj, dłuta Brancusiego w kwaterze X I X , czy surrealis­
tyczny dysk na grobie Pierre Loeba, zaprojektowany przez Jean
Arpa ( X X V I I I ) . Zaiste, są paryskie cmentarze pamięcią, histo­
rią, lecz i pięknem dotkliwym.
Po drugiej stronie bulwaru Edgar Quinet wylot ulicy Delambre, wsławionej ekstrawagancją malarza Szkoły Paryskiej Leo­
narda Foujity (pierwotnie Fujita Tsuguharu). Pamiętają otóż
państwo, że w „La Ruche" był tylko jeden kran. Artyści
z Falguićre zadowalać się musieli miniaturowymi zlewozmy­
wakami. Zamożny Bourdelle miał z kolei zlewozmywak i bidet.
Dla szczegółowych ablucji korzystano z łaźni miejskich, a w le­
cie z wód Sekwany. Tymczasem Foujita wybudował sobie
łazienkę z obszerną wanną, z której nie tylko sam korzystał, ale
korzystać też nakazywał swoim modelkom. Wieść wywołała
sensację i wkrótce cały Montparnasse śpiewał ironiczną (tak się
przynajmniej jej twórcom zdawało) piosenkę:
„Gdy się chce do obrazu pozować
I modelką być,
I modelką być.
Nie wystarczy sama uroda.
Trzeba się jeszcze m y ć ! "
Poprzez Delambre dochodzimy do wielkiego skrzyżowania
bulwarów Montparnasse i Raspail. Po lewej stronie, wzdłuż
bulwaru Monparnasse skupienie słynnych lokali: „Le petit
Napolitain" (nr 95.), gdzie odbywał Verlaine swoje wieczory
literackie; czynny catą noc ,,Select Bar" (nr 99.); najbardziej
dziś snobistyczna „La Coupole" (nr 102.); „La R o t u n d ę " (nr
105.) - ulubiona restauracja m.in. Apollinaire'a, Picassa, М а х а
Jacoba. czy Modiglianiego. ale także i naszego Reymonta;
„Cafe du D ó m e " (nr 108.), w której spotykali się Lenin, Trocki
i Krasin. Między „La Coupole" i „ D ó m e " (nr 106.) mieszkał
• wiatach 1891-1892 Stanisław Wyspiański.
Nieco dalej (nr 80.) mieściła się w latach 1859-1871 Wyższa
Szkota Polska. Pozostał po niej na frontonie budynku potrójny
herb - polski Orzeł, litewska Pogoń i ruski Lew. Ciekawostką
! jest, że zamknięto o w ą zasłużoną, założoną przez Adama
Czartoryskiego w 1848 (przed 1859 mieściła się przy Rue
Neuve Sainte Genevieve 33) uczelnię w odwet za udział
Polaków w Komunie Paryskiej.
Cóż z tego, że było ich mniej więcej tyle samo po obu
stronach barykad, skoro są Polacy jakże często postrzegani
przez Francuzów jako niespokojne dusze i nieuleczalni wy­
wrotowcy...
Montparnasse
Na Montparnasse znalazłem się. po raz. pierwszy ciemną nocą
zawieziony przez przyjaciół do kawiurni-restauracji
„La Cou­
pole". La Coupole znaczy „kopuła",
ale żadnej kopuły tam
wtedy nie dostrzegłem. Wiedziałem, że w tej dzielnicy mieszkali
malarze, ale nie znałem, czy raczej nie czułem jeszcze wtedy
legendy Montparnasse'u.
A tym bardziej
legendy tego
miejsca. Poprzecinana regularnie filarami, wielka
rozświetlona
sala wydala mi się wtedy wyspą.
Wiele lat później okazało się. że nie tylko ja miałem podobne
skojarzenia. Franęoise Płanioie w sześćdziesięciolecie
tej „in­
stytucji" napisała, że ,,«La Coupole» jest wyspą w samym
sndku wód terytorialnych,
należących do tych wszystkich, co
"talują, myślą, rzeźbią i piszą, niezależnie
od tego, skąd
Pochodzą". Pisarka zaznacza, że tak było w roku otwarcia
lokalu - /927, i natychmiast stwierdza z całą pewnością, że tak
jMJ do dziś dnia, że wciąż spotkać tu można
intelektualistów
' orty stów z całego świata. Niektórzy mają stałe godziny.
• * których przychodzą do „La Coupole'', inni wpadają tu mniej
tyularnie. Nie należy bynajmniej sądzić, że kawiarnia stalą się
&lt;&gt;istym muzeum figur woskowych,
w których
zatopiono
P &lt;ebrzmiałe lata cudzej chwały. „La Coupole". nie waha się
ierdzić Planiole, wciąż gości więcej talentu niż inna kopuła, ta
!w

r

pod którą zbierają się członkowie Akademii Francuskiej.
„No,
ale cóż, w Akademii sporządza się słownik
francuszczyzny,
a w «La Coupole» redaguje książkę telefoniczną
przechodzą­
cych
geniuszów''.
Knajpę, która miała się szybko stać najsłynniejszym
miej­
scem spotkań artystycznych - co dodaje glorii - i wszelkich
randek - co dodaje smaku i pozwala wyżyć
właścicielom
- otworzyli na kilka dni przed Bożym Narodzeniem 1927 roku
dwaj Owerniacy, panowie Fraux i Lafon. Wcześniej
byli
dzierżawcami
sąsiedniej kawiarni-restauracji,
„le Dome" (co
też znaczy kopuła, tylko że widziana od środka). Gdy właściciel
odmówił im przedłożenia
kontraktu, kupili budę, w której
sprzedawano węgiel i drewno na opał. To wspomnienie dawać
musiało dużo ciepła, bo bardzo szybko do ,,La
Coupole"
przenieśli się klienci przesiadujący
dotychczas w sąsiednich
lokalach - „Le Dóme" i „La Rotonde".
Filary dzielące ogromną salę (chciałoby się powiedzieć
halę
- „La Coupole'' ze swymi czterystu pięćdziesięcioma
miejscami
to największa restauracja we Francji) - wymalowało
trzydziestu
malarzy. Historia milczy, czy w ten sposób spłacili kredyt za
zalegle konsumpcje w „Le Dóme".
czy szło im na konto
przyszłych pijatyk w „La Coupole".
Pijatyki zdarzały się tu
w każdym razie ogromne już. od pierwszej inauguracyjnej nocy,
kiedy to panowie Aragon, Cendrars,
Cocteau i Man Ray
zaczadzili się do tego stopnia, że wezwano policję, która ich
wyprowadziła. Bez. urazy. Na drugi dzień - znaczy
wieczór-byli
już z powrotem.
Bo na „La Coupole" obrażać się nie sposób i wracać do niej
trzeba. To o niej myślał z całą pewnością Majakowski, gdy pisał.
Że choć „mówi się zawsze, że wszystkie drogi prowadzą
do
Rzymu, Montparnasczyk nigdy tego nie powie".
Do „La Coupole"
wracał zarówno Simenon, jak i jego
literackie dziecko, komisarz. Maigrct, który tutaj, i to w dwóch
powieściach,
odnalazł
zubójców,
posilając
się przy okazji
porcją chrupiących frytek. Simenon, pisarz belgijski,
którego
dzieło zachwyca bardziej opisem Paryża, jego
mieszkańców,
knajp i potraw, niż. mistrzostwem plątaniu intrygi
policyjnej,
włóczył się w latach dwudziestych po Montparnasse,
każdą
książkę podpisując
innym pseudonimem. 1 tutaj właśnie się
rozpił, a to dlatego, że w „La Coupole".
jak pisał we
wspomnieniach, pijaństwo
było modne: ostro pili wszyscy
malarze z wyjątkiem
Vlamincka, i zaczynano już
podziwiać
Hemingwaya i Steinbecka, którzy pili jeszcze więcej. Być może
aluzją do międzynarodowej
atmosfery miejsca jest to. że
morderca, złapany przez Maigreta
w barze „La
Coupole"
nazywa się Radek.
Bar, zwany amerykańskim,
to bardzo specyficzna część „La
Coupole", jakby eksterytorialna i pozaklasowa. Bo „La Coupo­
le '', jak społeczeństwo, jest zhierarchizowana i podzielona na
klasy. Taras oraz jedna aleja pozostawione zostały
tałatajstwu
nie mającemu
grosza i długie godziny spędzającemu
przy
jednym piwie, albo zgoła przy kawie, jeśli w kieszeni już całkiem
sucho.
To oczekiwanie urozmaica sobie człowiek pilną
obserwacją
wejścia, w którym co jakiś czas pokazują się
najpiękniejsze
dziewczyny świata. Towarzyszą im na ogół eleganccy panowie,
którzy wiodą je w głąb sali, tam gdzie stoły pokryte są białymi,
płóciennymi obrusami. (To jest najwyższa klasa „La Coupole",
w średniej jada się na papierowych serwetach). Wiodci powoli
i dumnie rozglądając się dookoła, sprawdzając wrażenie, jakie
robią eskortowane przez nich, boskie kreatury. Gdybyśmy byli
w Londynie, wszyscy mężczyźni natychmiast zaczęliby nosami
drapać blaty stolików, zasłaniać się gazetą i zezować w tej
niewygodnej pozycji, w przekonaniu, że nikt nie wie co robią, i że
pozostają dla otoczenia wcieleniem angielskiej flegmy. We Wło­
szech męska połowa (czyli na ogół trzy czwarte) sali podniosłaby
się z miejsc, krzycząc mamma mia i gwiżdżąc na palcach.
We Francji obyczaje są inne. Wszyscy patrzą na piękne
kobiety nie ukrywając
podziwu, ale nie afiszując
również

155

�nadmiernego podniecenia. A panie odbierają
to jako hold
składany ich osobistej urodzie i wyraz szacunku dla płci pięknej
w ogólności.
I my mamy prawo do złożenia wyrazów tego abstrakcyjnego
szacunku, choćby z tego powodu, że nie mamy na następne piwo.
Co również wyjaśnia, dlaczego wejście do knajpy, w której
przebywamy, nie tylko ze względu na obecność pięknych kobiet
obserwujemy.
Obserwujemy je przede wszystkim dlatego, że w drzwiach
pojawi się może przyjaciel,
kolega, znajomy, który
następne
piwo postawi, a może być i co więcej.
Do dziś dnia zdarza się bowiem na Montparnasse, a w ,,La
Coupole"
w szczególności,
że wchodzi tu ktoś, kto jeszcze
wczoraj, z beznadzieją
równej naszej, czekał na postawienie
następnego piwa albo chociaż na zapłacenie z.a tę najtańszą
kawę. Wchodzi w zupełnie innej roli. Chociażby właśnie tego
pana wprowadzającego
jedną z. najpiękniejszych
dziewczyn
świata. Dlatego, że zanim tu wszedł przyszło właśnie oczekiwane
zamówienie
(oczekiwane, bo wszyscy artyści czekają)
albo
ważna wystawa, czy też zakup płótna za niespodziewuną
cenę.
I wtedy działa jak magnes na tych, którzy pozostają
jeszcze
w jego wczorajszej roli. Siedzącemu pod tarasem koledze może
zapłacić za piwo i zamówić następne. Może też. zaprosić na
obiad - czyli bardzo późną kolację. Tworzy się wokół niego
wianuszek admiratorów i kelnerzy rozpoznają tych, co należą do
tej grupy. Bo w funkcji rozmiarów sukcesu admiratorzy stają się
klientelą i wielkie uczty mogą powtarzać się co noc. Tak długo,
aż skończy się forsa, albo gdy rozmiar sukcesu okazuje się tak
trwały, że w pewnym momencie zmienia wymiar wybrańca losu
i oddala go od paczki tych, którzy mają tylko wielką
przyszłość.
..La Coupole". jak już wspomnieliśmy,
to najmłodsza z pira­
mid Montparnasse'u.
Pierwsza bvla ..Closerie des
Lilas",
której początki giną w mroku dziejów, usytuowanym po przeciw­
nej stronie bulwaru Montparnasse, gdzie obecnie mieści się
restauracja. Naz.wę zawdzięcz.a kilku krzakom bzu (lila), zasa­
dzonym dookoła, przez co jest do dziś jedną z. restauracji,
o których logiczni Francuzi mówki ż.e mają ogródek
(choć
niektórzy też go standardowo nazywają
tarasem).

przedłużył
i na drugi dzień całą bandą odprowadzili
pana
Henriego
na drugi koniec Paryża. Montparnasse
- pisał
Apollinaire - wydal się im miejscem o wiele mniej skomercjali­
zowanym od Montmartre'u, oszczędzonym
przez
spekulantów
i promotorów
nieruchomości.
Artystyczni „emigranci"
z Montmartre'u
spotkali się na
Montparnasse z grupą przybyszy Z Europy Wschodniej. Byli
wśród nich tacy twórcy, jak Chagall, Soutine i Makowski, który
do Paryża przeprowadził
się w tymże roku 1908 i natychmiast
stał się bywalcem „La Rotonde",
położonej
naprzeciwko
wspomnianej już restauracji
„Le Dome". Jak
wspominał
Apollinaire,
do „La Rotonde" najpierw zaczęli
przychodzić
Słowianie, podczas gdy Niemcy woleli wtedy knajpę bardziej
elegancką, jaką był „Le Dóme". „Żydzi bez różnicy chodzili do
jednej i do drugiej"
- zanotował autor Cycków
Terezjasza
- Polak z pochodzenia, Francuz, z. języka, któremu
pomiędzy
arystokratycznych przodków też się coś koszernego
wmieszało.
Choć,, Closerie des Lilas'' opisywał Hemingway i chodzą tam
Ludzie dobrej woli Jules'a Romain, w literaturze
pozostała
przede wszystkim „La Rotonde". Pozostała w Kobiecie siedzą­
cej Apollinaire 'a, tak samo jak w wierszach Cendrarsa, w książ­
kach Giraudoux, u Jean Cocteau. U mało znanych za granicą
pisarzy francuskich
i mało znanych we Francji pisarzy za­
granicznych. To tutaj właśnie rozwijała się kariera malarska
Lejzorka Rojtszwańca - Ilia Erenburg przychodził do ,,Rotondy" z. Zadkinem i Eisensteinem.
Choć był wtedy jeszcze
pisarzem, co udowodnił właśnie w Przygodach Lejzorka, to już
wówczas nadmiernie chłostał okrutny kapitalizm, opisując jak
jego bohatera brutalnie wyrzucono z lokalu za brak gotówki na
uiszczenie rachunku.

..Closerie"
zaczęła być modna i artystyczna pod koniec
poprzedniego wieku - bywali tu Zola i jego przyjaciel
Cizanne.
opisywali ją bracia Goncourt - po czym triumfalnie
wkroczyła
w dwudzieste stulecie. Wraz z jego przyszłymi
bohaterami.
Często mało artystycznymi. Między dwiema wojnami świato­
wymi, w książce Paris Vecu, czasy te wspominał pierwszy prez.es
Akademii Goncourt ów, Leon Daudet:
,,Klientela składała się ze studentów, mieszczan z sąsiedztwa
oraz Z. rosyjskich rewolucjonistów,
którzy przy stoliku stojącym
na uboczu, z minami konspiratorów
rozmawiali szeptem. Jeden
Z nich, łysy, z kałmucką gębą, rzucał się w oczy Z powodu
błysków w ponurym spojrzeniu. To był Lenin. Rozpoznaliśmy go
później na portretach. Jakież, zadziwiające przeznaczenie, które
spowodowało,
że tego nędznego człowieczka,
podobnego do
drżącego robaka, wielka burza wyniosła na tron carów."
W ,,Closerie des Lilas" bywał podobno również Trocki, ale
niewykluczone, że jest to wspomnienie apokryficzne. Z całą
pewnością natomiast lokal był sztabem generalnym
surrealistów. Świadczy o tym - między innymi - wygrawerowane na
metalowej płytce nazwisko Andre Bretona, „papieża''
surrealistów. Te metalowe tabliczki, przyśrubowane
do stołów, przy
których siadywali sławni klienci, to jakby telegramy z. wielkiej
historii, główna specjalność zakładu, o którego
teraźniejszości
przywykło się mówić źle. Picasso, Bracpie, Jules Remain, Blaise
Cendrars. O Hemingwayu była już mowa, Steinbeck... kolejna
,,książka telefoniczna, przechodzących
geniuszów".

Właściciel „La Rotonde", Libion, na swej restauracji zrobił
ogromną fortunę, ale krwiopijcą nie był. Przeciwnie. W wielu
pamiętnikach
zachowały
się wspomnienia o tym, jak „nie
zauważał"
w rachunku paru rogalików i kawy, jeśli sądził, ż.c
artysta nie ma czym zapłacić. Oberżysta twierdził, że odbija
sobie na bogatych Amerykanach i Skandynawach,
ale-jakpisze
Robert Courtine w Życiu Paryskim - nawet tym pożyczał.
Po I wojnie światowej, w okresie największego rozkwitu, „La
Rotonde" swą atmosferą przyciągała
intelektualistów
i turys­
tów z całego świata, kandydatów
na malarzy, tak samo jak
kandydatów
na mecenasów.
Ta kosmopolityczna
atmosfera
drażniła porządnych
Francuzów.
W sierpniu 1924 Georges
Savoie pisał o „Rotondzie"
w monarchistycznej
gazecie
,,1'Action Francaise":
„Tu się instaluje swe wady i perwersje, swe pasje i manie; tu
zrywa się jarzmo przymusu, ograniczeń i konwencji. I nikt na to
nie zwraca uwagi w tej chorobliwej wspólnocie
amoralności."
W tym opisie musi być sporo prawdy. Giraudox, wielbiciel
i bywalec „La Rotonde"
widział ją dosyć podobnie, tylko
wnioski z tego widoku inne wyciągał:
„Nie sądzę, by w jednym życiu można było dwa razy poznać
podobną atmosferę: sztuczną, to prawda, wymuszoną grzeszno,,
ale przecież jakże podniecającą
i będącą zapowiedzią długich
lat malarstwa, literatury i poezji, które na nas oczekiwały,"
W tym świecie elektrycznej muzyki modernizmu (nie wspomi­
namy o futurystach, dada, letrystach i innych awangardach
literackich,
których wodzowie nu Montparnasse przegadali
wszystkie przyszłe rewolucje społeczne, filozoficzne i techno­
logiczne) na pozór niewiele miejsca jest dla gastronomu
a nawet dla zwykłego jedzenia. To miejsce zajmują
najstraszl' '
sze narkotyki, co nieraz sugerowali potępiacze kosmopolityc*
nego zepsucia. W rzeczywistości nawet adepci kokainy i konsu­
menci peyotlu lubili sobie pojeść - niektórzy dobrze, niektórzy
dużo, a niektórzy dobrze, ale za to dużo.

Francuska awangarda odkryła „Closerie des Lilas'' i Mont­
parnasse trochę przypadkiem. W tej dzielnicy mieszkał uwiel­
biany przez kubistów celnik Rousseau. W roku 1908. pod batutą
Apollinaire'a,
artyści mieszkający w Bateau Lavoir na Montmartre, urządzili wielki bankiet na cześć geniusza. Bankiet się

Vlaminck opowiadał,
że ulubioną rozrywką
Apollinaire'fl
były konkursy obżarstwa.
Wchodzili we trójkę (trzecim Wj
De rain) do knajpy i zamawiali wszystkie dania z karty po W * *
- od przystawek do deserów i owoców i - jeśli nikt nie spasow
- znów zaczynali od początku. Ten kto pierwszy wysiadł placu -

156

w

�wszystkich. Wielki malarz przypomina sobie, jak wytrzymał po
raz. drugi do drugiego dania - a to dlatego, że nie miał dosyć
pieniędzy.
Chagall w tym okresie głównie śledzia zagryzał
ogórkiem:
zaproszony na obiad przez. Apollinaire'a
nie mógł
wyjść
z podziwu dla nie podejrzewanej przez siebie
wspaniałości
francuskiej kuchni. ,,La Rotonde", gdzie artyści pili na kredyt,
szczyciła sie kuchnią wykwintną
i finezyjną.
W roku 1925
figuruje w przewodniku Paryż Smakoszy. Jednak jej bywalców,
czyli niemal domowników,
rzadko tylko stać było na posiłek.
Żywili się w pobliskiej cremerie, czyli sklepie z nabiałem, gdzie
właścicielka przygotowywała
skromne dania ,,na wynos'', które
spożywali na miejscu. Innym rozwiązaniem było istniejące od lat
siedemdziesiątych
,,Foyer des artistes"
(stołówka
artystów),
założone przez. Marię Wasiliewą. Przed rewolucją
przychodził
tu Władimir Iłjicz, ,,Miał on jednak przykry zwyczaj wskakiwa­
nia na stół, skąd wygłaszał
wywrotowe przemówienia,
co
zmusiło gospodynię
do wyrzucenia go za pomocą
miotły
-policja
wszak czuwała".
Pani Wasiliewą zasłynęła
również
: lego. żc pisywała listy do papieża na papierze firmowym ..La
Denne''.
I cóż nam zostało z tych lat'.' Cóż. oprócz, wspomnień i kilku
zdjęć z. epoki na ścianach tegoż. „Le Dóme", nie do poznania
przemalowanego i przemeblowanego?
Myślę, że wszystko zostało jak było. Mam nadzieję,
że
jutrzejszy Lenin nie przychodzi do dzisiejszej „La
Coupole".
Pamiętam jednak doskonale jak kiedyś wszedłem tam z Paco
lbanez.em, hiszpańskim pieśniarzem, przyjacielem Ewy Demar­
czyk. Na tarasie siedział jego brat. aktor Roger
Ibanez,
w towarzystwie przystojnego mężczyzny, który coś perorował po
hiszpańsku, podkreślajcie swe słowa zamaszystymi ruchami rąk.
Młody człowiek miał na imię Felippe. Spotkałem go jeszcze kilka
razy na Montparnasse w tym samym towarzystwie. A kilka lat
później, podobnie jak zdarzyło się Leonowi Daudet z Leninem
(niczego oczywiście nic porównuję
i nie insynuuję),
rozpo­
znałem go na zdjęciu jako hiszpańskiego
premiera.
W „lxi Coupole'', o północy, pierwszy raz zobaczyłem z bliska
sardoniczny uśmiech Rolanda Topora. Niedawno o tej samej
porze i przy tym samym stoliku siedział Woody Allen, który do
Paryża przyjechał z okazji premiery Strzałów na Broadwayu.
Ostatnio wybrałem się do „La Coupole" na
popołudniową
kawę z paryskim poetą i malarzem Stanem
Wieżniakiem.
teoretykiem i praktykiem automatyki - wynalezionego przez
siebie kierunku w sztuce, życiu i filozofii. Poznał go stary kelner,
a że o tej porze było pustawo, więc stanął przy naszym stoliku, by
ponarzekać na złe czasy, na upadek świata. Montparnasse 'u
i „La Coupole".
Wszyscy wielcy klienci umarli - skarżył sę
- pan Sartre i pani de Beauvoir. pan Bunuel i Simenon. Stan
przyznawał mu rację, skromnie zapominajcie o sobie. A ja
patrzyłem dookoła i zauważyłem
najbardziej dziś we Francji
mediatycznego filozofa i pisarza, Bernarda-Henry
Leviego. A co
ważniejsze, wiedziałem bez. cienia wątpliwości, że osiemnastolatka w ciemnym męskim płaszczu to przyszła łsabelle
Adjani,
zas chłopiec, z którym pije piwo zaćmi niedługo sławą Yves
Montanda (któty na Montparnasse przychodził bardzo rzadko).
„Paryż - napisał na Montparnasse Ernest Hemingway - jest
niezbędną częścią edukacji człowieka. Paryż jest jak kochanka,
która się nie starzeje''.
Przecinamy skrzyżowanie bulwarów i prawoskos wchodzimy
ulicę de la Grande Chaumiere. Mieściła ona w początkach
•teku aż trzy (!) uczelnie malarskie. W najstarszej - Akademii
Colarossi (nr 10.) wykładali Rodin, Whistler i Guerin; w Akade­
mii Grande Chaumiere: Bourdellc i Boutct de Monvel; w La
^allettc wreszcie: Chagall, Roger de la Fresnaye i jego młodzi
.. 'systenci. Akademie te miały wcale wysoki poziom, były też
*zględnie tanie. Dwudziestominutowa lekcja rysunku kosz­
towała pół franka, godzina - franka i dwadzieścia pięć centymów (dla porównania jedna doba w maleńkich, zaplusk; clonych pokoikach okolicznych hoteli kosztowała franków 30).
w

Istnienie aż trzech Akademii spowodowało logicznie niewy­
czerpany niemal, popyt na modelki. Były to dziewczyny nie
zawsze najcięższych obyczajów zwabione nie tyle perspektywą
pieniędzy (zarobki były marne), ile wejścia w esktrawaganckie
i barwne środowisko. Jakoż i wiele z nich zrobiło głośne,
bardziej zresztą erotyczne, niż matrymonialne kariery. Gruba
Wenus - Rosalia Tobia, eks-kochanka Fernanand Legera
otworzyła przy Campagne Premiere jadłodajnię dla artystów,
w której sute spaghetti kosztowało zaledwie dwa franki,
a można było też zamawiać połowę i nawet jedną czwartą porcji.
Nic dziwnego, że Max Jacob zwał j ą „Najstrawniejszą z tutej­
szych muz".
Oddalając się ulicami de la Grande Chaumiere i Notre Dame
des Champs od centrum Montparnasse niepostrzeżenie z krainy
symbolistów, impresjonistów i Szkoły Paryskiej wkraczamy
w domenę surrealistów. Jeszcze pod nr. 70. bis Notre Dame des
Champs jesteśmy pod siedzibą Emila Bayard - symbolisty.
ilustratora książek Alfonsa Daudet i Juliusza Vernego. Ale j u ż
dwieście metrów dalej i oto stoimy na progu „Closerie des
L i l a s " - kawiarni, która była surrealistów stolicą i bastionem.
Pewnego razu (jesteśmy w przededniu I wojny światowej)
pani Rachildc, ogólnie poważana autorka ckliwych romansów,
stwierdziła w ,,Closerie'' ,iż „Francuzki nie powinny wychodzić
za N i e m c ó w ' ' .Natychmiast wstał Andre Breton i zwrócił uwagę
obecnych, żc obraziła paniusia jego przyjaciela Маха Ernsta
najzupełniej germańskiego pochodzenia, nie omieszkając przy
tym dorzucić, że ta „czcigodna osoba zanudza nas od dwudzies­
tu pięciu lat, ale nikt nie ma odwagi jej tego p o w i e d z i e ć " . D a m a
zapiszczała. , , - N i e traktuje się w ten sposób kobiety! Co za brak
galanterii" - krzyczał Saint Pol Roux. „ W dupie mamy
galanterię! "Breton wybił szyby, a Philippe Soupault uwiesił się
na karniszach od firanek. - „Precz z Niemcami!" - krzyczał
Max Ernst, na co natychmiast odpowiedział mu Michel Lciris
grzmiącym hasłem: „Precz z Francuzami!". W międzyczasie
wywrócono stoły i zdemolowano bar. Wezwana wreszcie
policja boleśnie spałowała Leirisa (trzy tygodnie zwolnienia
lekarskiego), solidaryzując się jednocześnie w pełni z nie
posiadającym karty pobytu Ernstem. Rzec by można, że
surrealizm zatriumfował...
W latach dwudziestych pojawiają się w „Closerie de Lilas"
Ernest Hemingway i Henry Miller. Ten pierwszy - młody
jeszcze, ale już wyniosły macho, usiłujący opowiedzieć swoje
życie w kategoriach: „kogom nie zerżnął, czegom nie d o k o n a ł ' ' ;
ten drugi - e t n o l o g i c z n ą mający prawie wrażliwość, zapatrzony
w absurd otaczającego go na rogu bulwaru Montparnasse i Saint
Michel wybujałego świata. Ten drugi pozostawił po sobie (a
może o sobie i o paryskich dziewczynach tej epoki) dwa
cudowne wspomnienia: Zwrotnik Raka i Zwrotnik Koziorożca;
oba utwory ukazały się najpierw w Paryżu, pierwszy w roku
1931. drugi w 1939, kiedy powrócił już do USA; i są do dzisiaj
czarującym świadectwem czasu i miejsca: „Closerie des Lilas''.
Hemingway wyjechał natomiast rozczarowany. Mógł zapewne
napisać sagę o Montparnasse i swoich na nim przewagach; cóż
jednak zrobić, gdy za dużo było wiarygodnych świadków. Na
biednego jednak nie trafiło. Odkuł się pisząc, co mu ślina na
język przyniosła o wojnie hiszpańskiej, o corridzie i polowa­
niach w Kenii. „Król p o e t ó w " z Montparnasse - Paul F o r t - t a k ą
miał o Hemingway'u opowiedzieć anegdotkę: „Lubi jaja sadzo­
ne, gdyż wydaje mu się, że to jaja byka. którego właśnie
pokonał. Zresztą, lubi jaja, gdyż każdy tęskni za tym, czego mu
brakuje. A gdy brakuje komuś istoty swego ducha, wtedy
- trudno zaprzeczyć - jest się nicością; w warunkach zaś
towarzystkich - nudziarzem. Nic więcej nie mam do powiedze­
nia o tym panu z A m e r y k i . . . " N a p r a w d ę nie było w tym cienia
szowinizmu i antyamerykanizmu. T o ż do gruntu internacjonal­
ny - rosyjski, polski, żydowski, japoński, niemiecki, murzyński
był Montparnase tamtych lat. Po prostu - i za to się go kocha
- nie było w nim strachu krytyki, ani magii dolara, ani lęku
potępienia - i taki mógł być świat. Choć chwila długo nie trwa...

757

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9557" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9535">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/026acd376f4cd804bbc33cac6413b1fb.pdf</src>
        <authentication>eb57153a87e4a9aee2447a82a65fcb7d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113822">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113823">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113824">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2784</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113825">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113826">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.223-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113827">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113828">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113829">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113830">
                <text>R y s z a r d

C i a r k a THE HEAD AT THE BOTTOM OFTHE BED

K r z y s z t o f

OR P R O P A E D E U T I C O F E T N O G R A P N Y
T h i s j o c u l a r text is an attempt at a slightly caricaturist! description of
semiotic-structural

reflections

about

K u b i a k T H ESPEECH OF WRITTEN

WORDS

T h i s is a venture at tackling recollections and their written form.The

the dependence

between

author o f the article arrived at the c o n c l u s i o n that the specificity of

the

a manuscript and the colourful personality o f its author would be

arrangement o f the quilt and the speed with w h i c h one falls asleep.

best captured by a filmed

record. H e thus presents

a project for

a film about O t y l i a Z a c h u r a . resident o f a solitary mountain homestead,
W o j c i e c h

M i c h e r a T H E BOUGH O F AENEAS

and her childhood w a r t i m e r e m i n i s c e n c e s . T h e brief and strikingly

M e n o f antiquity universally believed that this fatal bough w a s the

authentic diary is cited in its entirety in the article, w h i c h is the basis

G o l d e n B o u g h w h i c h A e n e a s , obedient to the c o m m a n d s of S y b i l , broke

for a screenplay.

off on the e v e o f his dangerous journey to the land o f the dead - wrote

the birthdays o f assorted members of the Z a c h u r a family, and the

James F r a z e r 150 years ago in his Golden

by notes with the dates of

T h e author of the

most important events in the lives o f their children. T h i s element endows

article refers to this v i e w , and presents the mythical theme of travellers

the text with a characteristic . . b i b l i c a l " rhythm. It also shows Great

on their w a y to the other-world. H e deals with the existential dimension

History as seen by ordinary people, and ordinary people as a fragment of

of the journey, alluding to paintings and poetic visions. He also indicates

History.

the significance

o f the golden

bough

Bough.

It is supplemented

against

the backdrop o f the

symbolic of the holy tree, and depicts the connection between the
predecessors

of Aeneas

(in accordance

On
the , , S o - c a l l e d
Jackowski

with the texts by V i r g i l )

- T h e s e u s . P o l l u x . O r p h e u s and Heracles - with the myth about Jason
and

his expedition

in search

suggestions contained

for the G o l d e n

in a sixteenth-century

Fleece.

An

Following

album

So-called

Naive

Naive

Art

Art

by

Aleksander

by A l e k s a n d e r J a c k o w s k i w a s

published in 1995. T h e book, w h i c h contains 91 biogramm.es o f naive

a l c h e m i c a l w o r k , the

artists, met with a lively response. T h e r e v i e w s indicated the necessity

author examines the s y m b o l i c kinship o f this myth with the story o f

of

Heracles stealing apples from the garden o f the Hesperides. F i n a l l y , he

non-professional art, and the relation between high and low culture.

a

new

approach

to

such

problems

as

professional

and

interprets the mediaeval legend of the H o l y G r a i l , the B i b l i c a l story of

W e include a r e v i e w by H a n n а К i r c h n e r , T H E N I N E T Y S E C O N D

the flood, and the S u m e r i a n epos about G i l g a m e s h as well as a mythical

S I L H O U E T T E fragments o f r e v i e w s , w h i c h were presented in the

prop - the staff o f Hermes and A e s c u l a p i u s , entwined by serpents.

press, and an i n t e r v i e w h e l d b y Z b i g n i e w
with the author o f So-called

E w a

D ż u r a k

ELEMENTS
NATIVE

LITERATURE

A N D RITUAL.

IN C O N T E M P O R A R Y

WRITTEN

Benedyktowicz

art and the autobiography

Short

cuts.

TRADITIONAL

NOVELS

naive

BY

AMERICANS

Danuta

W a w i ł o w THEKLAN

EXPERIMENT

T h e typical feature o f the contemporary novel written by Native

T h e history o f K L A N - C l u b of A r t i s t i c a l l y Inexhaustible People - is

A m e r i c a n s is predominantly a combination of traditional and modern

brief. It w a s founded in 1992 by young people aged from thirteen to over

motifs, and a presentation of heroes balancing in a cultural void, situated

twenty. T h e basic K L A N f o r m u l a w a s . and is. the right to creativity

between cultures, and experiencing a feeling of alienation. T h e i r lot

- writing poems, d r a w i n g , m a k i n g m u s i c , sculpting little clay birds and

assumes the mythical dimension of a paradigmatic controversy between

soon. F o r some participants o f the experiment it constitutes a significant

good and evil. In an analysis of two novels: House

stage in their life, a lesson in imagination and creative love. T h e founder

Scott M o m a d a y and Ceremony

Made of Down by N .

by L e s l i e M a r m o n S i l k o . the author

shows how myth and ritual interfere into the texts and help the heroes to
overcome their complicated situation produced by the dissolution o f

and author o f this article discovered K L A N to be a source o f knowledge
about life, people, poetry and art.
K L A N , w h i c h exists not only in W a r s a w but also in other towns,

traditional culture.

comprises a group o f people sharing a philosophy of life and art.

W ł a d y s ł a w

Ewa

Ha s iо r ONPLEBEIAN ART

K o r u l s k a CHILDREN KNOCK ONDOORS O F STONE

T h e first contact with a poetic text is often d e c i s i v e for a child's

T h i s is an interview with W . H a s i o r hold by A l e k s a n d e r J a c k o w s k i .
T h e outstanding artist speaks about his collection of plebeian art

approach to poetry, a n d e a n stir or stifle his imagination. Polish language

- several thousand slides documenting the phenomenon in question as

school lessons offer an opportunity for a w a k e n i n g and stimulating the

well as the iconospherc of communist Poland.

c h i l d ' s sensitivity towards the w o r d . O n e o f the available methods is to

In his o w n w o r k s Hasior uses elements of folk, plebeian art: in the
select

examples,

he recognizes

authentic

longing

for beauty. B y

create possibilities for individual creativity, and to demonstrate the
c i r c u m s t a n c e s in w h i c h e v e r y o n e ' s ability o f articulating impressions

annulling ..aesthetic c r i t e r i a " and rejecting the notion o f kitsch, the artist

and emotions

draws particular attention to private worlds, separated by a picket fence,

creation, starts treating the poetic text as a natural mode o f expressing his

w h i c h offer their o w n vision o f beauty.

thoughts and feelings.

N O T Y

O

M a ł g o r z a t a B a r a n o w s k a poetka, krytyk i historyk literatury. A u t o ­
rka k s i ą ż e k : Pamiętnik
zja.

Ta jest

wasze

mistyczny.
życie.

Surrealistyczna

masowej

w: Problemy

i poe­

Autorka wielu artykułów o w y o b r a ź n i

symbolicznej i kulturze masowej m i n . Pocztówka
źni

wyobraźnia

wiedzy

a kulturze

jako wyraz,
(Ossolineum

autorka d w ó c h t o m ó w poetyckich: Miasto.

Zamek

O g ł a s z a w „ T w ó r c z o ś c i " Prywatną

poezji.

historię

wyobra­

w

1986).

Pirenejach.

A U T O R A C H

popularny z a r y s literatury p o z y t y w i s t y c z n e j Pozytywiści

i inni ( P W N )

oraz książkę p o ś w i ę c o n a p o w i e ś c i kobiecej ( o d Ż m i c h o w s k i e j do
Nałkowskiej) (IBL).
Jacek

Borowski

— absolwent

i p o g r a n i c z e m filozofii

IFiS

i antropologii.

U W . Zajmuje

s i ę estetyka

Pracuje w W y d a w n i c t w i e

Naukowym P W N .
W o j c i e c h J . B u r s z t a dr hab., profesor w Katedrze E t n o l o g i i U A M .

J a n u s z B a r a ń s k i etnograf, filozof, absolwent U J , doktorant w I n ­
stytucie Etnologii U J w K r a k o w i e . Z a j m u j e s i ę problemami ant­

Autor m.in. K s i ą ż e k : Wymiary

antropologicznego

poznania

kultury

1992; Czytanie kultury. P i ę ć s z k i c ó w , 1995.
R o g e r C a i l l o i s etnolog, socjolog i filozof francuski, znany ze swoich

ropologii polityki i metodologia polityki.
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z antropolog kultury, redaktor „ K o n t e k s ­
t ó w " . K i e r o w n i k P r a c o w n i Antropologii

is activated. A c h i l d w h o has experienced the j o y of

Kultury. Filmu

i Sztuki

A u d i o w i z u a l n e j . Autor prac o w y o b r a ź n i s y m b o l i c z n e j i antropologii

s z e r o k i c h z a i n t e r e s o w a ń , r ó w n i e ż literaturą. W Polsce w y s z ł y d w a
zbiory j e g o t e k s t ó w Żywioł

i lad oraz Odpowiedzialność

i styl.

R y s z a r d C i a r k a etnolog, p r a c o w n i k Instytutu S z t u k i P A N , P r a c o w n i a

w s p ó ł c z e s n e j , m i n . k s i ą ż k i (z D a n u t a B e n e d y k t o w i c z ) Dom w trady­

Antropologii K u l t u r y , F i l m u i S z t u k i A u d i o w i z u a l n e j . Z a j m u j e s i ę

cji

a n t r o p o l o g i ą w s p ó ł c z e s n o ś c i , autor w i e l u a r t y k u ł ó w

ludowej.

G r a ż y n a B o r k o w s k a - krytyk i historyk literatury, pracuje w I B L
P A N , w y d a l a Dialog

222

powieściowy

i jego

konteksty;

z ł o ż y ł a do druku

James

Clifford

profesor

antropologii,

wykładał

między

h i s t o r i ę ś w i a d o m o ś c i na U n i v e r s i t y o f C a l i f o r n i a , Santa C r u z

innymi
Autor

�Ewa

z n a c z ą c y c h prac na lemat historii d y s k u r s u misyjnego, d o ś w i a d c z e n i a
p o d r ó ż y i m u z e a l n i c t w a . A u t o r m.in. Predicament

of Culture

(1988)

i w s p ó t e d y t o r zbioru t e k s t ó w o b r a z u j ą c y c h obecny p r z e ł o m w etno­
grafii Writing

Culture

Sztuki

Orawie.

s y m b o l u w filmie.

Warszawa

s i ę w s p ó ł c z e s n ą literaturą Indian A . P . M i e s z k a

Kulturowej
Zrealizował

UW.

Prowadzi

pięć filmów

K a t e d r z e Etnologii
badania w

dla T e l e w i z j i

pod

Lectures

( 1 9 8 1 ) Mea

W h i t e m , 1987), The

M i c h a ł G ł o w i ń s k i - prof., p r a c o w n i k n a u k o w y I B L P A N . Zaintereso­

Wojciech

West is Dead
Waters

Michera -

Dark

archeolog, etnolog (studia

UW);

tradycji

W y ż s z e j S z k o l e Teatralnej. A u t o r k s i ą ż k i AntyDiiniken

zwłaszcza

p o w i e ś c i X I X i X X w i e k u , z j a w i s k k o m u n i k a c j i literackiej. Autor
min.

Porządek,

Poetyka

Tuwima

chaos, znaczenie.

a polska

tradycja

1968. Style odbioru

literacka

1977, Mity

Studium

Kształcenia

Otwartego ( U W ) ,

Marek N o w a k o w s k i -

1962.

przebrane

Pierwsze

opowiadanie

pisarz, autor w i e l u
Kwadratowy

p i e r w s z a k s i ą ż k a Ten stary złodziej
Hasior -

wybitny

artysta, t w ó r c a

rzeźb,

pomników,

K o l e j n o m i ę d z y i n n y m i : Robaki.

inscenizacji p l e n e r o w y c h ( p o c h ó d ze sztandarami w Ł ą c k u ) . A u t o r

Gdzie jest droga na Walne. Książę

w i e l u w y s t a w w kraju i za g r a n i c ą .

Powidoki.

A l e k s a n d e r J a c k o w s k i antropolog kultury, krytyk sztuki: redaktor

w

prowadzi

Państwowej
i programów

w

książek

„Nowa

( 1 9 5 9 ) , Beniek
Miz.erykordia.
Nocy, Raport

i

opowiadań

Kultura"

(1957),

Kwiaciarz.
Wesele

(1961).

raz

o stalnie

jeszcze,
wojennym.

Jest laureatem w i e l u n a g r ó d , m.in.: Nagroda

Wolność

P E N c l u b u . F r a n c j a , nagroda J u r z y k o w s k i e g o . N o w y Jork.

. . K o n t e k s t ó w " . A u t o r w i e l u prac z zakresu sztuki ludowej i naiwnej.
M a r i a J a n i o n historyk literatury i historyk idei. krytyk

(z E .

telewizyjnych.

1990.
Władysław

Łamem

Proof

(1993).

zajęcia

w

na

realizacji.

( 1 9 8 3 ) . The

of Thirst

i

Polskiej i siedem

wania b a d a w c z e prof, s k u p i a j ą s i ę m.in. w o k ó ł w s p ó ł c z e s n y c h funkcji

książek

i Ant­

Beskidach

A d a m M a r s - J o n e s brytyjski pisarz i krytyk f i l m o w y . Autor

Bostonem.

literackich, teorii i historii form narracyjnych,

chłopa

1993, msp w Instytucie

f i l m ó w dla Katedry, kolejne trzy filmy s ą w

D ż u r a k - etnolog (studia U W ) , pracuje w bibliotece na Harvar-

dzie. Z a j m u j e

1863—1939,

K u b i a k etnograf, pracuje w

ropologii

oraz w redakcji „ K o n t e k s t ó w " ; n a p i s a ł r o z p r a w ę doktorska na temat

i sztuce

PAN.

Krzysztof

(1986).

D a r i u s z C z a j a etnolog (studia U J ) , pracuje w Katedrze E t n o l o g i i U J

Ewa

K o r u l s k a polonistka, antropolog kultury, doktorat Mit

w literaturze

Mieszka

w Warszawie.
Aneta

literacki.

Pierzchała

na

KUL-u.

Profesor w I B L P A N , w y k ł a d o w c a na U W . w latach 1 9 5 6 — 8 9 z a j ę c i a

D y p l o m w Katedrze T e o r i i Literatury ( K U L ) . S t u d i o w a ł a

również

w

d z i e n n i k a r s t w o na U W . P r a c o w a ł a na W y d z i a l e P o l o n i s t y k i

WS

Pedagogicznej w

Gdańskim.
jrzałość.

Rewolucja.

meneutyka.
Literaturo

Poznanie

Reduta.

Romantyczna
1980; Seria

1989:

krytyki

i terapia,

Życie

poezja

Uniwersytecie
debiut

gdańskie.

i

1979:

Konrada

Wallenroda,

współpracuje

Sztuki

UW.

i filozofię

UW,

kultury „ Ż y c i a W a r s z a w y " . P u b l i k o w a ł a

w „Akcencie" i „Dialogu".

1975:

doktoranckie w I B L P A N . Pracuje w R e d a k c j i

1976:

Polskiego. Z a j m u j e s i ę f i l o z o f i ą j ę z y k a , p o z n a n i a i teorią literatury.

Odnawianie

J u s t y n a S o b o l e w s k a studentka polonistyki U W . T e k s t jest fragmen­

1984:
1990:

Wobec

Języka

tem pracy magisterskiej pisanej na s e m i n a r i u m prof. Marii Janion.

1991.

Kruk

H i s t o r y k sztuki, filozof, autor w i e l u

Słowników

A n d r z e j S t a s i u k - poeta, pisarz. A u t o r k s i ą ż e k : Mury Hebronu,

Projekt

W i e s ł a w J u s z c z a k profesor w Instytucie Sztuki P A N i na W y d z i a l e
Historii

z działem

polonistykę

M a g d a l e n a S a g a n i a k s t u d i o w a ł a p o l o n i s t y k ę i f i l o z o f i ę U W . Studia

Her­

i historia.

Czas formy otwartej,

do­
1969:

1972;

romantyczna.

1976; Romantyzm

niepodległościowa.

pośmiertne

fantazmatycznej.

Kolokwia

1974: Gorączka

Transgresje;

na

Krasiński,

Studia o ideach i stylu, W - w a

Marksizm.

wobec wojny i okupacji.

znaczeń

a następnie

m.in.: Zygmunt

W - w a 1962; Romantyzm.

Romantyzm.

z.la.

Gdańsku,

Opublikowała

studiowała

1995.

Wiersze

K r a k ó w 1995

miłosne

i nie,

Opowieści

galicyjskie.

Biały
Znak,

Mieszka w Beskidzie Niskim

L u d w i k S t o m m a profesor, etnolog, w y k ł a d o w c a w E c o l e Pratique des

książek

i artykułów,

Hautes Etudes ( S o r b o n a ) .

Hanna Kirchner i krytyk literacki,

dr hab..

ur. w

W a r s z a w i e , historyk

t ł u m a c z k a . E d y t o r k a Dzienników

Zofii

kiej. Wieloletni p r a c o w n i k Instytutu B a d a ń Literatury P A N .
l i c z n y c h rozpraw, s t u d i ó w

i esejów

M a r i l y n S t r a t h e r n profesor antropologii na U n i w e r s y t e c i e w

literatury
Nałkows­

chesterze a obecnie w

Autorka

pici. Autorka takich prac, j a k Gender

Hasiora.

i After Nature:

Pokwitowanie dla wpłacającego

wpłacający

English

Kinship

Odcinek dla posiadacza rachunku

zł
wpłacający

Zł

Man­

badawcze

k o n c e n t r u j ą s i ę przede w s z y s t k i m w o k ó ł kulturowego postrzegania

o literaturze X X w i e k u . Z a ­

j m o w a ł a s i ę m.in. t w ó r c z o ś c i ą W ł a d y s ł a w a

C a m b r i d g e . Jej zainteresowania
of the Gift, Partial

in the

Twentieth

Connections

Century.

Pokwitowanie dla wpłacającego

zł
wpłacający

Dokładny adres

Dokładny adres

Dokładny adres

na r-k

na r-k

na r-k

AMOS

AMOS

AMOS

ul. Zuga 12, WARSZAWA

ul. Zuga 12, WARSZAWA

ul. Zuga 12, WARSZAWA

VIII Oddział PKO W-wa
nr r-ku 1586-77578-136

VIII Oddział PKO W-wa
nr r-ku 1586-77578-136

VIII Oddział PKO W-wa
nr r-ku 1586-77578-136

Ktcmpd

stempel

siempcl

podpis przyjmujuccgn

[WKjpis

pr/yjmuJ4CCjjt&gt;

podpis pr/.yimum^ego

�Kazimiera S z c z u k a studiowała polonistykę ( K U L , U W ) . Publikowa­

Jerzy

S.

Wasilewski

-

etnolog,

pracuje w

katedrze

ła m.in. w , . T y g o d n i k u L i t e r a c k i m " , „ K i n i e " . Doktorantka S z k o ł y

i Antropologii

N a u k S p o ł e c z n y c h P A N . Z a j m u j e s i ę r o m a n t y c z n y m mitem kobiety.

n i k i e m c o r o c z n e j e k s p e d y c j i I H K M P A N do M o n g o l i i .

M o n i k a S z n a j d e r m a n - etnolog (studia U W ) , studia doktoranckie
w Instytucie S z t u k i P A N ; pisze p r a c ę doktorska p o ś w i ę c o n ą postaci
b ł a z n a w kulturze. A u t o r k a k s i ą ż k i

Zaraza. Mitologia dżumy, cholery

Kulturowej U W . W

też penetrację e t n o g r a f i c z n ą

latach

innych krajów

Etnologii

1971-80 był

uczest­

Prowadził

A z j i . Autor książek:

Podróże do piekieł, rzecz, o szamańskich misteriach. W - w a 1979.
Tabu a paradygmaty etnologii, W - w a , 1989.

i Aids.
J a d w i g a W a i s adiunkt Z a k ł a d u F i l o z o f i i i S o c j o l o g i i A W F W r o c ł a w
u k o ń c z y ł a s o c j o l o g i ę na W y d z i a l e F i l o z o f i c z n y m U n i w e r s y t e t u W a r ­
szawskiego w

Danuta Wawiłow

poetka,

tłumaczka,

autorka k s i ą ż e k

dla

dzieci

i m ł o d z i e ż y , animatorka r u c h u K L A N .

1970 r. praca mgr. o F l o r i a n i e Z n a n i e c k i m u Prof.

Jerzego S z a c k i e g o . doktorat o u k r y t y c h w nauce z a ł o ż e n i a c h

aks­

A n n a W i e c z o r k i e w i c z absolwentka polonistyki

j o l o g i c z n y c h (w P o z n a n i u u Prof. L e s z k a N o w a k a ) . Ostatnia publika­

adiunkt

c j a to w 17 numerze

pograniczem

1994 r. „ E d u k a c j i F i l o z o f i c z n e j " a r t y k u ł pt.

Proces w „Procesie" Franza Kafki.

w

Zakładzie
teorii

Teorii

kultury

Kultury
i

IFiS

literatury

i etnografii

P A N . Zajmuje

oraz

antropologią

UW,
się
wę­

drówki.

E r r a t a : W poprzednim zeszycie (2/1995) zdarzył się błąd, za który serdecznie
przepraszymy Autorkę, pominięto bowiem w spisie treści jej nazwisko i tytuł
artykułu. Należało po tekście p. Mariusza Czubaja podać: Magdalena Jaworska,
Polesie. Pieśń o umieraniu.

N a w s z y s t k i c h c z ę ś c i a c h blankietu n a l e ż y w p i ­
s a ć czytelni atramentem, d ł u g o p i s e m lub pis­
mem

maszynowym

jednakkowo

kwotę

PRENUMERATA
„KONTEKSTÓW"

cyf­

PRENUMERATA
„KONTEKSTÓW"

rami, i m i ę i n a z w i s k o w p ł a c a j ą c e g o , j e g o ad­
res, s i e d z i b ę o d d z i a ł u b a n k u w k t ó r y m p r o w a ­
dzony jest rachunek oraz numer i n a z w ę tego

I półrocze

I półrocze

I I półrocze

I I półrocze

roczna

roczna

ilość egz.

ilość egz.

rachunku.

Z a skutki w y n i k ł e z m y l n e g o w y p e ł n i e n i a
blankietu ponosi o d p o w i e d z i a l n o ś ć
wyłącznie wpłacający.

�WARUNKI PRENUMERATY
1. W p t a i y na p r e n u m e r a t ę p r o w a d z o n a , przez „ R u c h " p r z y j m o w a n e s ą na o k r e s y k w a r t a l n e .
C e n a p r e n u m e r a t y w y n o s i 3 zt za n u m e r (1 i 2 k w a r t a ł ) o r a z 4 zł z a n u m e r (3 i 4 k w a r t a ł ) . P r e n u m e r a t a ze
z l e c e n i e m d o s t a w y za g r a n i c ę j e s t o 100% d r o ż s z a ,
W p ł a t y na p r e n u m e r a t ę
-

przyjmują:

na teren k r a j u - j e d n o s t k i

kolportażowe

opaską". Wpłaty

„Ruch":

od osób

istnieje

i instytucji

również

możliwość

z miejscowości,

w których

prenumeraty
nie ma

„pod

jednostek

k o l p o r t a ż u „ R u c h " n a l e ż y w n o s i ć d o R u c h S A O d d z . W - w a , u l . T o w a r o w a 28, k o n t o j a k
niżej.
- na z a g r a n i c ę

- Z a k ł a d K o l p o r t a ż u Prasy i W y d a w n i c t w 0 0 - 9 5 8 W a r s z a w a , k o n t o P B K , X I I I
W-wa

D o s t a w a z a m ó w i o n e j prasy
-

Oddział

370044-1195-139-11
następuje:

przez jednostki k o l p o r t a ż o w e „ R u c h " - w s p o s ó b u z g o d n i o n y z z a m a w i a j ą c y m .
p r z e z u r z ę d y p o c z t o w e - p o c z t ą z w y k ł ą na w s k a z a n y adres, w r a m a c h o p ł a c o n e j p r e n u m e r a t y z w y j ą t k i e m
z l e c e n i a d o s t a w y na z a g r a n i c ę p o c z t ą l o t n i c z ą d o o d b i o r c y z a g r a n i c z n e g o , k t ó r e j k o s z t w p e ł n i p o k r y w a
prenumerator.

T e r m i n y p r z y j m o w a n i a p r e n u m e r a t y na kraj i z a g r a n i c ę - d o 2 0 X 1 n a l k w a r t a ł r o k u n a s t ę p n e g o , d o 20 I I - na I I
k w a r t a ł , d o 20 V na I I I k w a r t a ł , d o 20 V I I I na I V k w a r t a ł .
2. P r e n u m e r a t ę

„ K o n t e k s t ó w " prowadzi także

firma

AMOS.

Warszawa,

ul. Zuga

12. 0 1 - 8 0 6

Warszawa

( t e l . 3 4 6 5 2 1 ) . W p ł a t y na o k r e s y p ó ł r o c z n e ( d w a z e s z y ł y l u b jeden p o d w ó j n y ) i r o c z n e p r z y j m o w a n e s ą na
konto:
A M O S . V I I I O d d z i a ł P K O W a r s z a w a N r 1586-77578-136.
Dla u ł a t w i e n i a zamieszczamy
3. C e n a p r e n u m e r a t y

obok w y d r u k o w a n y blankiet.

r o c z n e j przez „ R u c h " l u b A M O S w y n o s i 14 zł. P r e n u m e r a t a za I p ó ł r o c z e : 6 z ł ; z a I I

p ó ł r o c z e : 8 z ł : n u m e r p o j e d y n c z y 3 zł. w I p ó ł r o c z u i 4 z ł w I I p ó ł r o c z u .
4

Z e s z y t y b i e ż ą c e o r a z n i e k t ó r e d a w n e m o ż n a k u p o w a ć w I n s t y t u c i e S z t u k i P A N . W a r s z a w a u l . D ł u g a 28 (hall)
lub

tamże

w

D z i a l e W y d a w n i c t w , t e l . 31-32-71

w . 258.

Sprzedaż

także

na r a c h u n e k ,

za

zaliczeniem

p o c z t o w y m l u b za g o t ó w k ę .
5. P r e n u m e r a t a z a p e w n i a o t r z y m a n i e p i s m a w cenie w y ż e j p o d a n e j , n i e z a l e ż n i e o d tego, o i l e d r o ż s z y
w sprzedaży

będzie

numer.

W y d a w n i c t w o Instytutu Sztuki Polskiej A k a d e m i i Nauk publikuje książki i czasopisma z z a k r e s u sztuki,
teatru, filmu, m u z y k i , folkloru
S t a ł ą s p r z e d a ż k s i ą ż e k i c z a s o p i s m k W y d a w n i c t w a IS P A N , p r o w a d z ą n a s t ę p u j ą c e
Warszawa

księgarnie:

- „ H a r c f i l m " Księgarnia Festiwalowa, . al. Krasińskiego 34

G ł ó w n a Księgarnia Naukowa im. Bolesława Prusa,
Krakowskie Przedmieście 7
- Księgarnia O R P A N . Pałac Kultury i Nauki
- Księgarnia Fundacji Pomocy Bibliotekom Polskim.
M a r s z a ł k o w s k a 74

"
"
~

(kino ,.Kijów )
..Hnrefilm", ul. Piłsudskiego 38
K s i ą g a n u a Akademicka, ul. Anny 6
K s i ą g a m i a „ S u s z c z y ń s k a " . pl. Wszystkich Świętych 7
K s i ą g a n u a Naukowa ..Elefent". ul. Podwale 6

-

.
/-лпг»лк! ™ u -лm-i , ,. • c
Księgarnia O R P A N . Pl. M a n i Curie-Sklodowskiej 5

- Księgarnia Ossolineum. J a w o r z y ń s k a 4

Lublin

-

Księgarnia Uniwersytecka „ L i b e r " , K r a k o w s k i e P r / e d m i e ś -

-

Księgarnia w Centrum S/luki Współczesnej. Pałac Książąt

-

Ujazdowskich
Księgarnia . . G r y f " . Foksal 10
Księgarnia ..Reprint". Krakowskie Przedmieście 71
Księgarnia „ O d e o n " . H o ż a 19 oraz pl. Unii Lubelskiej
Księgarnia Zamku Warszawskiego. Świętojańska 2

-

Księgarnia ..Akcent". Kościuszki 4

-

Księgarnia Ossolineum. Łagiewniki 56

Białystok

Łódź
_ Księgarnia Ossolineum. Piotrkowska 181
Poznań
- Księgarnia Uniwersytecka. Zwierzyniecka 7
Wrocław
_ Księgarnia Ossolineum, Rynek 6

Gdańsk

. .
К

Г

а

К

О

Ciugki spr/eda/ hurtową publikacji Wydawnictwa IS P A N prowadzi
*

Skład Księgarski „ E W A "

- Antykwariat . . B i b l i o f i l " . Szpitalna 19
- „ H a r c f i l m " , Księgarnia Filmoznawcza, al. Krasińskiego 7

| Rodziewiczówny 4. 45-451 Opole
tel. 374-28

u

N u m e r liczy 28 ark. drukarskich. 4 0 ark. w y d a w n i c z y c h
Fotoskład: „Iskra",
ul. N i s k a 18/6, tel. 3 9 - 9 0 - 8 3
Druk: mgr i n ż . Piotr W ł o d a r s k i ,
ul. K s a w e r ó w 21: tel. 43-14-71 w. 240
N a k ł a d 1200 egz.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9558" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9536">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/34232b383d0c98ca71f84469d5bebbf7.pdf</src>
        <authentication>63005e6ef231547322b4a80432923cbf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113831">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2432</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113832">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113833">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2258</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113834">
                <text>Przeżycie obrzędu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113835">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.72-75</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113836">
                <text>Drabik, Wanda</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113837">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113838">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113839">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113840">
                <text>Przeżywanie obrzędu
Wanda Drabik

Uczucia towarzyszące obrzędom są w etnograficznych
opracowaniach traktowane marginalnie. Pomijają je kwes­
tionariusze, a jeśli nawet odnotowują, opatrzone są pełnym
dystansu komentarzem. Do wyjątków należy tekst Jana
Dormana', w którym obserwacje, zapiski rozmów, stapiają się
z osobistymi odczuciami autora. Na taką poetycką wizję mógł
sobie pozwolić artysta. Etnograf, choć poruszony i przeczuwa­
jący, że wizja taka trafniej oddaje sens obrzędu, niż drobiaz­
gowe wyliczanie elementów, szukanie mitologicznych czy
pragmatycznych uzasadnień, cofnie się przed nią wstydliwie.
W przeświadczeniu, że tego się nie da udowodnić, zignoruje
zwierzenia swoich rozmówców, nie dopuści by w nim samym
wywołały żywszy rezonans. To mój przypadek. Od lat zajmuję
się obrzędami i nieraz byłam świadkiem wzruszeń, które
pośpiesznie przerywałam, wracając „do rzeczy". Dopiero
ostatnio, podczas zaawansowanych już badań na Podlasiu, od
czasu do czasu rezygnowałam z planowego prowadzenia
wywiadu, nie skracałam ani nie porządkowałam wypowiedzi.
Rozmowa przebiegała wtedy inaczej, ale bynajmniej nie była
chaotyczna. Informatorzy obszernie mówili o uczuciach po­
przedzających obrzęd, powstających w trakcie i po jego
dopełnieniu. Co więcej, wprowadzenie w nastrój, wywołanie
odpowiednich dla rytuału reakcji emocjonalnych (śmiechu,
płaczu, strachu czy wstydu) uważali za „obowiązkowe", czyli
znaczące i warunkujące powodzenie.
W obrzędowym kontekście indywidualne przeżycia wyraża­
no w przyjęty dla danej społeczności sposób, zależnie od płci,
wieku, stanu, a także odgrywanej w rytuale roli. Pod­
dawano je etycznym i estetycznym ocenom. Należało je oka­
zywać „ładnie", co nie wszędzie znaczyło to samo. We wsiach
szlacheckich ceni się powściągliwość, nawet na pogrzebie nie
wypada głośno płakać, wszelka ostentacja jest „chamska" lub,
co gorsza, „pogańska". We wsiach chłopskich „ładnie" równa
się „szczerze", a więc wyraziście, choć i tam przesada jest źle
widziana. Bariery spontaniczności stawia nie tylko obyczaj,
ale obrzędowe zakazy i nakazy. To one przypominały komu,
gdzie, kiedy i co przystoi, pod groźbą nadprzyrodzonych
sankcji. Niektóre obowiązywały lokalnie, np. młoda para
w okolicy Radzynia nie śmieje się na weselu, żeby nie mieć
„głupich dzieci". Inne były szeroko rozpowszechnione, jak ten
zabraniający matce płakać po zmarłym dziecku, by nie
utrudnić mu drogi do nieba. Nie należało też przedłużać żalu
po innych zmarłych, bo nieboszczyk mógł się przyśnić lub
przywidzieć z wiadrami pełnymi łez, które dźwiga, by je wylać
w Zaduszki. Jednak okresy żałobnego wspominania różnią się
znacznie w blisko nawet położonych wsiach: „Tu po pogrzebie
i dzień po pogrzebie, i 8 dnia, ale gdzie indziej to na 7 dzień albo
na 9, albo na 14 i na 30 dzień" (Suchodolina k. Sokółki).
W tych dniach pozwalano jeszcze płakać, ale tylko kobietom,
rodzina zaś nie pracowała w polu, bo „robota się psuła". Złych
skutków spodziewano się dopiero po świadomym naruszeniu
zakazu.
Jeśli uczestnik nie odczuwał tego, czego oczekiwano, bywało
że posuwał się do symulacji. Liczył się przy tym nie tyle z opinią
współmieszkańców, co z karą sił nadprzyrodzonych. Panna
Młoda, która nie zapłakała przy powtarzających się kilka­
krotnie na weselu pożegnaniach - „potem będzie płakać".
Skoro nie rozrzewniły jej smętne śpiewy, używała cebuli. Jest
nawet przyśpiewka:

72

Daj ty mołoduczy, cybuli w oczy,
Kab zapłakała do swykruchy iduczy
(Wyryki

P o ł ó d k. W ł o d a w y )

Płakać powinna też matka młodej, ale innym uczestnikom,
zwłaszcza świekrze, płaczu zabraniano - bo „sprowadzi co
złego". Przeciwnie, wypadało się wiele śmiać, a koniecznie
w kulminacyjnych momentach wesela (po powrocie ze ślubu,
przy oczepinach, pokładzinach), żeby młodzi mieli „lekkie
i wesołe" życie. „Kiedyś śmiechem, żartami i głupstwo za­
śpiewali, i płakali (...) a teraz, to ni w pięć ni w dziewięć"
(Siedliszcze k. Włodawy). Na zachowanie i wyraz twarzy
młodej pary zwracano baczną uwagę przy swatach i podczas
wesela, wróżąc stąd o przyszłym pożyciu. Sądzono więc, że
gdyby dziewczyna nie okazywała zawstydzenia, nie broniła się
przed frywolnymi zaczepkami, nie bała się, kiedy ją straszono
- nie będzie „dobrą żoną" albo „ona będzie panować" (nad
mężem). Z kolei kawaler miał być śmiały i z poczuciem
humoru. Od zdolności rozbawiania ludzi, umiejętności im­
prowizacji, zależało powierzenie mu roli starszego drużby albo
np. „Dziada", „Żyda" czy „Cygana".
Zmarłego trzeba było opłakać, inaczej „chodził po śmierci",
a nawet wyrządzał szkody. Do rodziny należało „użalić się"
nad zmarłym, ale nierzadko wspomagały ją w tym doświad­
czone kobiety, po które specjalnie posyłano. We wsiach
prawosławnych, prawie każda starsza kobieta umie zwracać
się do zmarłego oraz pobudzić do płaczu jego krewnych. Toteż
często proszono je, by przyszły „płakać" w katolickim domu.
U katolików takie specjalistki zdarzają się sporadycznie.
O skuteczności ich praktyk przekonałam się osobiście, gdy
jedna z nich zechciała je przy mnie odtworzyć. Wpierw jednak
spytała o bliskich mi zmarłych, wspomniała swoich, wzdycha­
jąc i cieniutko zawodząc. Dalej, zawodzenie przeszło w płacz,
w który wplatała zdania wypowiadane w moim imieniu.
Niestety, niczego nie zapisałam, bo już płakałam wraz z nią.
Wyraźnie ją to ucieszyło, pogłaskała mnie po ręce, uśmiech­
nęła się i wróciła do rozmowy (Nowodziel k. Kuźnicy Biało­
stockiej). Od niej i od innych kobiet wiem, że żal się najpierw
potęguje, przywołując dobrodziejstwa zmarłego, nieodwracal­
ność jego odejścia, obraz osamotnienia, żeby gdy już smutek
osiągnie kulminacyjny poziom, stopniowo go łagodzić opisem
raju i nadzieją ponownego tam spotkania.
Podobny schemat powtarzają pieśni religijne, a raczej pełny
ich zestaw, śpiewane przy tej okazji. Od Już idę do grobu
ciemnego, smutnego... po Jezu w Ogrójcu mdlejący... lub temu
podobne. W Mińsku, dzięki uprzejmości tamtejszych folk­
lorystów, słuchałam taśmy z nagraniem pogrzebu, podczas
którego matka opłakuje córkę. Uderzyła mnie niezwykła
uroda tego lamentu; melodyjny płacz, poetyckie metafory.
Doprawdy, trudno przecenić możliwość wyrażania bólu w tak
pięknej formie. Moja podlaska rozmówczyni pokazała mi
jeszcze, jak postępuje się w przypadku zesztywnienia zwłok,
zanim je przyodziano do trumny. „Przeszłego roku człowiek
zmarł i dowiedzieli się o tym na drugi dzień i był cały sztywny.
Była to osoba dla niej obca, ale zwracała się doń jak do
krewnego, łagodnym i proszącym głosem: «Och Boże. ach
bratoczek ty mój, ja ciebie wyprawlu w daleku drogu. A Stasieńku, ja ciebie na wieczność odzieju (...) » Ta stał jak żywy,
zmiękł i popuściło go". Wielokrotnie, od naocznych świad­
ków, słyszałam potwierdzenie efektów takiego działaniaSmutek i powaga obowiązuje do końca pogrzebu, ale już na

�żałobnym „obiedzie" wspomina się wesołe momenty z życia
nieboszczyka, dopuszczalne są żarty, a nie brak ich podczas
późniejszych „wspominek".
Przy chrzcie albo po powrocie ze chrztu, zapłakać i to
głośno, powinno dziecko. Jeśli tego nie zrobiło, pomagano mu
klapsem - „żeby było mocne" lub „żeby odgoniło złego".
Przewlekły płacz był jednak niepomyślną wróżbą, toteż dziec­
ko jak najszybciej uciszano. Od pozostałych uczestników
oczekiwano wesołości i śmiechu, wzbudzanego dowcipnymi
przyśpiewkami i „zbytkami" robionymi zwłaszcza kumom.
W obrzędach dorocznych śmiech przeważnie bywał dopeł­
niany strachem, czasem bólem lub inną przykrością, co
manifestowano krzykiem i piskami, byle nie płaczem, który nie
był dobrze widziany. Postraszyć można było każdego, ale
dzieci i panny „obowiązkowo", co im ponoć wychodziło „na
zdrowie" i wpływało na posłuszeństwo. Straszyli je wszyscy
przebierańcy, „ale nie za bardzo, bo człowiek ma pojęcie, żeby
życia nie pozbyć" (Tuczna k. Białej). Dzieci, zanim „Mikołaj"
dał im podarki, były przez niego straszone, niekiedy i bite.
W Niedzielę Palmową dzieci bito wierzbowymi gałązkami, ale
było i tak, że to dzieci biły dorosłych, czy też kawalerowie
panny, rzadziej nawzajem. Bito mocno, aż do zranienia,
a koniecznie do krzyku, i to również „na zdrowie". Jednocześ­
nie nadmierną strachliwość uważano za niepożądaną. Lęk­
liwych ludzi nakłaniano do nocnego czuwania przy zmarłym,
żeby potem „nie bał się niczego". Dzieciom, po poświęceniu
gromnicy, opalano z czterech stron włosy, co chroniło od
pioruna, ale też od lęku przed nim. Okadzano je wianuszkami
święconymi w oktawę Bożego Ciała lub w dniu św. Jana - „od
przelęku". Robiły to profilaktycznie matki, gdy jednak wcześ­
niej stwierdziły niepokojące objawy: „Jak dziecko chude,
marudzi, nie wie czego chce, to on przelęknięty", wtedy „Woła
się kobietę, co nie kwitnie, przekwitła. Jak jest w ciąży, to nie
może być w ciąży, bo (jej) dziecko umrze". Ta kobieta
wybierała z wianeczków zioła, również zwane przelękiem
- „Biały przelęk, to dla dziewczynków; czerwony przelęk, to
dla chłopców" i kruszyła na rozżarzone na patelni węgielki.
Wylewała na wodę wosk, a to, co się ulało, wyobrażało powód
przelęku i również było kruszone na ogień. Trzymając oburącz
patelnię, obchodziła stojące na środku izby dziecko „trzy razy
ze słonkiem". Wszyscy przy tym obecni trwali w milczeniu
i bezruchu. Potem dziecko ściskali i było uzdrowione (Chrobo­
ty k. Knyszyna). Na całym Podlasiu zapewniano mnie o nieza­
wodnym działaniu podobnych zabiegów, stosowanych czasem
i u dorosłych, gdy inne formy leczenia zawiodły.
Nastrój obrzędu starano się zestroić z porą roku, którą
odbierano jako „wesołą" czy „smutną", „lekką" czy „ciężką".
Czas „wesoły" przychodził wiosną, choć lokalnie już w Nowy
Rok lub jeszcze wcześniej - od Bożego Narodzenia. Z jego
nastaniem wszyscy powinni się bawić i cieszyć, toteż „obowiąz­
kowo" urządzano wtedy wspólne uczty i zabawy (czasem
osobno dla młodzieży, osobno dla kobiet i mężczyzn) a to na
dobre plony i żeby „sporzyła robota" w polu. „Na zagowia,
trzeba było dobrze popić, dobrze zjeść, to z panienkom się
pokochać, to mówią - dobrze zagowiał" (Klewianka k.
Moniek). W Boże Narodzenie albo w Nowy Rok, zapusty czy
Wielkanoc, zgodnie z miejscowym terminarzem, obchodziły
wieś grupy młodzieży męskiej lub żeńskiej, ze śpiewem i życze­
niami, ze scenami odgrywanymi przez przebierańców, a zanim
Weszły w dom pytały, пр.:
2

3

Panie gospodarzu, pani gospodyni,
Pozwólcie swój dom poweselić,
Boskim słowem pocieszyć,
Aby dom był wesoły.
Czy weselić, czy nie?
( K a l i n ó w k a k. Moniek)

Inne grupy, wtedy lub w odrębnym terminie, wpadały do
domów nie czekając na pozwolenie. Atakowały domowników,
kradły, robiły nieporządek, wyprawiały „psoty", „zbytki", co

również kwitowano śmiechem, a dotkliwe nawet szkody nie
budziły gniewu ani obrazy. W Wielkim Poście i w Adwencie ze
względów religijnych zachowywano powagę, ale i w tych
okresach były okazje do „stypy" (stypa, stypny - znaczy na
Podlasiu: dowcipny, żatobliwy, śmieszny) w trakcie rytuałów
spełnianych na pólpoście, w Niedzielę Palmową, w Wielkim
Tygodniu, czy podczas adwentowych prządek. To także
wiązano z urodzajem i pomyślnym kojarzeniem małżeństw.
Radość, od niepamiętnych czasów (o czym świadczą naj­
starsze źródła historyczne) była wpisana w obrzędy, a nie, jak
się obecnie przypuszcza, pojawiła się wraz ze zmianą ich
funkcji sakralnych na „zabawowe". Była i pozostała w sferze
sacrum. Wszak „weseliło się" słońce na Zwiastowanie, Wiel­
kanoc lub św. Jana i chodzono o wschodzie oglądać, jak „igra"
czy „skacze". „Na św. Jana igra na różne kolory, jak tęcza"
(Kożuchów k. Sokołowa) albo „...tańcuje nad zachodem,
tańcuje ślicznie, chodzi jak przepiórka" (Jedlanka k. Łukowa).
„Wesołe i pachniące" były zielone pola, które obchodzono na
św. Jerzego lub św. Trójcę albo w innym wiosenno-letnim
terminie. „Radowały się" przylatujące ptaki, a „smutno"
odlatywały jesienią. „Wesoły" jest „majowy deszczyk", a w lis­
topadzie „deszcz smutny". Scenariusze rozpoczynania i koń­
czenia pracy z reguły zawierają postulat wesołości. Dla wielu
moich rozmówców, rytualne działania jak np. przewracanie na
ziemię, oblewanie wodą znienacka, obciąganie za nogi wokół
ostatnich kłosów, podpalanie kądzieli przędącym, zachowały
jedno tylko uzasadnienie - „dla żartów". Żarty te jednak były
dość brutalne, a spowodowany nimi śmiech niekoniecznie
wynikał z rozbawienia. Był raczej odreagowaniem momentu
zaskoczenia, wstydu, nierzadko i bólu. „Kobieta ubiera
przepiórkę, a kośnik stoi i patrzy się, a ona się boi, bo on złapie
ją za nogi i obciągnie gołym tyłkiem po rżysku" (Narojki k.
Siemiatycz). Można przypuszczać, że podobną funkcję - roz­
ładowania napięcia - pełniły żarty urządzane młodej parze
przed pokładzinami. Strach (wstyd, ból) i następujący po nim
śmiech, nieodmiennie kojarzone są z płodnością. Wskazują na
to i komentarze, i przewidywane rezultaty, i czasem towarzy­
szące rytuałom teksty.
Emocjonalne względy zdają się lokalnie decydować o wybo­
rze pełni wiosny na porę wesel. „Wesele przeważnie w maju
najlepi, w lecie taki ten czas majowy, zieleń, to taki wesoły"
(Pawły k. Bielska). Z tej wypowiedzi da się wyczytać ślad
dawnego podziału roku na dwie tylko części: lato, którego
początek sytuowano w maju, oraz zima zaczynająca się
w listopadzie. W obu miesiącach wyróżniano daty dla speł­
niania obrzędów. Prawosławni na ogół 6-7 maja (św. Jerzego)
i 8-9 listopada (św. Dymitra). Katolicy 1-15 maja (św. Zofii)
lub ruchome Zielone Świątki oraz 11-25-30 listopada (św.
Marcina, św. Katarzyny, św. Andrzeja). Jak każdy czas
początku i te stwarzały pomyślne szanse, a zarazem ryzyko
w realizacji podjętych wtedy działań. Jednak wybór tej, a nie
innej pory, wiązał się z jej tylko właściwymi cechami, przynosił
zróżnicowane korzyści i zagrożenia. Dla większości Podlasian,
niebezpieczeństwa związane z majem przeważały nad pożyt­
kami. Toteż obrzędy spełniano częściej w intencji ochrony, niż
pomnożenia plonów, dobytku i rodziny, chociaż oba motywy
mogły być z sobą splecione. W maju uaktywniały się czarow­
nice i bliżej nieokreślone duchy. Niemal jak w latach Kolberga
„...jest tu cały świat niewidomy, podniebny, lubiący światło
dzienne, promienie słońca, czyste niebo, powietrze ciche..." .
Natomiast o pospolitych wtedy rusałkach - „Rusałki na
Podlasiu są dwojakiego rodzaju: jedne szkaradne stare baby,
drugie młode, prześliczne dziewczęta" - zachowały się nikłe
wspomnienia. Dzisiaj, do dziewczyny z rozpuszczonymi wło­
sami mówi się: „chodzisz jak rusałka", straszy się dzieci
rusałką, by nie deptały zboża, przestrzega się mężczyzn przed
samotnymi wędrówkami po lesie, by nie zbłądzili zwiedzeni
śmiechem czy śpiewem niewidzialnych istot.
W maju, gospodarze obchodzili z modlitwą i śpiewem
podrosłe zboża. Dziewczęta (w okolicy Moniek, Tykocina,
4

5

73

�Sokółki) po polach „wodziły Królewnę". Pasterze pierwszy
raz wyganiali bydło na pastwiska. „Cała wiosna w maju... to
cała wieś goniła (bydło) i wianki ubierali" (Dołhobrody
k. Włodawy). „Bydło wypędzało się 1 maja na paszę. Gos­
podarz wyganiał do bramy i palmą żegnał..." (Zahorów k.
Białej). „Każdego bydlaka trzeba uderzyć, to będzie tłusty,
dobrze się chował i jego piorun nie uderzy" (Klewianka k.
Moniek). Na Zielone Świątki lub św. Trójcę, sporadycznie na
św. Jana, przypadało „święto" albo „wesele" bydła. Pasterze
maili rogi krów wiankami z lipy, brzozy, bzu (...) i przyganiali
do zagród, także wtedy umajonych tymi samymi roślinami.
Dostawali za to majówkę, czyli podarki lub pieniądze, zwykle
przeznaczane na wieczorną zabawę. Jeszcze po I I wojnie było
to szeroko praktykowane, choć w skromniejszej oprawie, niż
opisane przez Glogera „...tak zwane wołowe lub końskie
wesele, obrzęd około Tykocina i Bielska zachowywany (...)
Wól przestraszony tern wszystkiem, więc zaledwie go do wsi
przywiodą: biega, skacze i rzuca się na wszystkie strony,
usiłując pozbyć się niezwykłych straszydeł, co wśród zebranej
gromady wiejskiej, sprawia śmiech i wrzawę." Z rzadka słyszy
się jeszcze o bocianim albo wilczym „weselu", o weselnikach
zamienionych w wilki lub innych związkach wilka z weselem
пр.: „Stary człowiek podsłuchał w Wigilię, jak Pan Bóg dzielił
dostatki. Podzielił wszystkie zwierzęta, a na koniec przyszedł
kulawy wilk, a Bóg mówi: co ty sie tak spóźnił? No, to tobie
będzie ten, co tam siedzi (tu wskazał kryjówkę podsłuchujące­
go). On uciekł do wsi, ale wiosną córkę wydawał i jak ją
predany przewozili, to ojciec się bojał jechać przez las. To go
do kuferka wsadzili. Jadą przez las, a tu kulawa panna idzie,
nie było jej gdzie zabrać, to i ją do kuferka wsadzili. Śmiechu
było! Przyjeżdżają do domu, otwierają kufer, a stamtąd wilk
wyskakuje" (Żurobice k. Siemiatycz). Notabene kulawość
(huśtanie, zataczanie i inne przejawy zachwiania równowagi),
odpowiada obrzędowej zmianie czasu, stanu, momentowi
wahania pomiędzy starym a nowym. W kontekście wesela jest
to bezpośrednio skojarzone z seksem. Stąd rozpowszechnione
na Podlasiu rytuały po oczepinach, gdy panna młoda utyka
w tańcu, drużbowie kradną jej pantofelek i oddają młodemu
po złożeniu „wykupu", pojawia się kulejący przebieraniec,
który straszy i napastuje, co naturalnie wywołuje śmiech.
Strach i śmiech powoduje także obrzędowe huśtanie panien
i kawalerów, często zakazywane z powodu licznych wypad­
ków, jako że huśtawki były wysokie i huśtano się „do nieba",
czego jednak do seksu nie odnoszono, a „na pamiątkę"
Wielkanocy, Zielonych Świątek albo „że to maj". Maj, aż do
czerwcowych sianokosów, był najczęściej wymienianym okre­
sem, kiedy to zwierzęta i ludzie łączą się w pary, bo „Bóg
zestawił wszystko po parze" (Dobryń Mały k. Białej). Od­
bywały się wtedy majówki, zwykle rozpoczynane nabożeńst­
wem maryjnym, a potem do późnej nocy młodzi spacerowali,
śpiewali pieśni miłosne, zalecali się do siebie - także we wsiach
szlacheckich. „Przez cały maj zabawy, huśtawki, chłopcy
z dziewczynami się wodzą, palili ogniska... w lesie dziewczyny
się bawiły i nie było tyle dzieci wcześniej urodzonych"
(Borowskie k. Białegostoku).
6

7

Jesienią, gdy opustoszały pola, odleciały ptaki, nastawał
czas „smutny", „ciężki", a nawet „straszny". Szczególnie
listopad, miesiąc powszechnie uważany za nieodpowiedni na
wesela „...w listopadzie nie biorą ślubu, bo to ciężki miesiąc, to
tam wierzą w te zabobony" (Wyhalew k. Białej). W lis­
topadzie, tak katolicy jak prawosławni, obchodzą Zaduszki
(dla prawosławnych „Dmitrówka" jest jednym z kilku dorocz­
nych terminów zadusznych). Od ich daty zaczyna się okres
obrzędowego straszenia, trwa przez całą zimę, a lokalnie do
Wielkanocy. Koło Moniek w same Zaduszki, a bliżej Sokółki
i Hajnówki na św. Marcina lub w trakcie adwentowych
prządek, chodzili nocą po wsi chłopcy owinięci w prześcieradła
albo kożuchy. Nosili na tyczce wydrążoną i podświetloną

74

dynię z wyciętymi oczami, nosem i ustami - „To strachy i sie
zdaje, że to duchy chodzą" (Klewianka k. Moniek). W tejże
okolicy, na św. Andrzeja, kawalerowie mazali panny sadzą,
czasem przy tym drapali je do krwi i bili. Przeważnie jednak
takie i podobne działania miały miejsce w noc noworoczną,
zapusty lub śródpoście. Dopóki nie wmieszały się w to władze,
nakładając kary na sprawców. Moi rozmówcy z niesmakiem
wspominali tych, co zamiast się „ośmiać", składali skargi
w urzędzie. Reakcje strachu czy bólu mogły się oczywiście
pojawiać i w później spełnianych obrzędach, nie były jednak
świadomie prowokowane. Wyjątkiem były wesela, na których
bójki, straszenie, były rozmyślnie wywoływane, ale przecież
wesela najczęściej wyprawiano w karnawale. Obrzędy końca
karnawału lub połowy Wielkiego Postu, zwykle dawały okazję
publicznego wytykania i wyśmiewania wad, piętnowania
młodych ociągających się z zawarciem małżeństwa. Krytykę,
wprost lub w zawoalowanej formie, przyjmowano wtedy bez
urazy.
Pogodę ducha, życzliwe nastawienie do bliźnich, a nawet do
zwierząt, roślin i przedmiotów, uważano za nieodzowny
warunek powodzenia obrzędu. „Jak w Wigilię, tak cały rok
- jak plączesz, będziesz cały rok płakać. Tak się starali, żeby
w zgodzie, ludzie byli takie pogodniejsze" (Chroboły
k. Knyszyna). „W Nowy Rok, jeżeli ktoś gniewa się rano, to
cały rok będzie niedobry, gniewliwy" (Zahorów k. Białej). „W
Wielkanoc wszyscy mają być uprzejmi i życzliwi, bo tak będzie
cały rok" (Dołhobrody k. Włodawy). Cokolwiek się w takim
dniu robiło, należało robić starannie i „bez złości", a zwłaszcza
przygotowanie potraw i rekwizytów obrzędowych. Złorzecze­
nie, przekleństwo, popędliwy gest, natychmiast lub w bliskiej
przyszłości przynosiły nieszczęście. Unikano narażenia się
komuś, unikano ludzi dotkniętych żałobą, chorych, poszko­
dowanych - spotkanie ich jako pierwszych przechodzących,
było złą wróżbą. Szczególnie wystrzegały się kobiety w ciąży,
które zresztą przez cały czas jej trwania starały się „...patrzyć
na wszystko dobre, na dobre i na zdrowe" (Chroboły k.
Knyszyna). Równocześnie wierzono, że dobre czy złe życzenie
wypowiedziane lub tylko pomyślane przez ciężarną, niechyb­
nie się spełni. Podobna moc przysługiwała życzeniom dzieci,
starców, żebraków i obcych, ale tylko w okresie obrzędowym.
Był to zarazem czas, gdy najłatwiej było zyskać coś cudzym
kosztem, jednak złoczyńca właśnie wtedy byl odsłonięty
i prostymi sposobami można go było rozpoznać i ukarać,
a właściwie odwrócić zło w jego stronę. Cały szereg zakazów
i nakazów dotyczy odwiedzanych i odwiedzających w ob­
rzędowej porze, również spotykających się na drodze, na
miedzy czy pod kościołem. Zachowanie etykiety (różniącej się
szczególnie w poszczególnych wsiach), przekonuje o dobrych
intencjach obu stron. Wszędzie zaczynano od pozdrowienia
Boga i złożenia życzeń, a jeśli ktoś specjalnie w tym celu
przychodził, należało go ugościć i obdarować. Bywało, że to
przychodzący składali dar (odwiedziny położnicy, początek
żniw...), a odchodzili żegnani życzeniami, bądź też życzono
i obdarzano się wzajemnie. Kto poskąpił lub zwlekał, narażał
się na kpiny, a nawet przekleństwa, nie wspominając o nad­
przyrodzonych konsekwencjach.
Przygotowania do obrzędu niejednokrotnie obejmow
naprawienie krzywd, oddanie długów, poniechania urazy.
Słowem, pozybcia się tego, co związane z przeszłością, ciążyło­
by na przyszłości. Rzadko miało to formę rozwiniętego
rytuału. W Waniewie nad Narwią, przepraszają się „na czarną
kurkę": przepraszający bierze pod (dowolną) pachę czarna
kurę, idzie do domu przepraszanego, mówi - „nie gniewaj się
i kurę zabiera z powrotem. Pozwalało to uniknąć kłopotliwych
usprawiedliwień, wysłuchiwania pretensji czy dociekania winy
- zło przechodziło na kurę. W okolicach Włodawy znają j
tylko zwrot „przeprasza na czarną kurę" i odnoszą go do tych,
co się ociągają z przeprosinami. Młoda para, zapraszając na
u z

�wesele, wstępowała do każdej chaty (formalnym zaproszeniem
były dopiero powtórne odwiedziny), a skłaniając się głęboko
przed każdym domownikiem, prosiła o wybaczenie i błogo­
sławieństwo na „nowe życie". Rytuał miał kilka wariantów
i różne nazwy, w tym najczęściej „ukłony". Bywał powtarzany
przed wyjazdem do ślubu, przed przenosinami, a kłaniano się
także wszystkim spotykanym po drodze. Przed pogrzebem
w imieniu zmarłego przeprasza rodzina, bierze też na siebie
jego zobowiązania, żeby go „wyzwolić". Czasem odbywa się
to dopiero przy granicznym krzyżu (okolice Sokółki, Knyszy­
na i Białegostoku), dokąd trumnę odprowadza "cała wieś",
a dalej idą sami bliscy. Nad otwartą po raz ostatni trumną,
prowadzący pogrzeb wygłasza formułkę albo kobiety z rodzi­
ny obchodzą pozostałe kobiety, kłaniają się i szepczą „nie
gniewaj się", to samo robią mężczyźni z rodziny wobec innych
mężczyzn.
Do przeżycia obrzędu przygotowują także posty, które
oczyszczają ciała i dusze, czynią je „lekkimi", podatniejszymi
na dobre wpływy. Starsi ludzie, pomimo złagodzenia rygorów
religijnych, nadal skrupulatnie ich przestrzegają, uważając, że
bez postu „to nie święta". Poza postami zachowywanymi ze
względów religijnych, są i takie, dla których nie znajdują
religijnego uzysadnienia np. w dniu św. Marka (katolicy na
pn.-wsch. Podlasiu), stąd przysłowie: „Na święty Marka, nie
rzucaj do zupy skwarka". Koresponduje z nimi drugie:
„Deszcz na św. Marek, to ziemia jak skwarek" - czyli susza
w maju-czerwcu. Św. Marek (24IV) był jednym z kilku
wyróżnianych patronów wiosny i deszczu, wyznaczał też
ostatni możliwy termin Wielkanocy: „Jak Wielkanoc wypad­
nie na Marka, to nie będzie na świecie niedowiarka". Podobnie
granicznym terminem (zimy, Adwentu) był św. Andrzej,
a pościły wtedy zwłaszcza panny, zanim przystąpiły do
matrymonialnych wróżb. Post zachowywały rodziny przed
rocznicową ucztą dla uczczenia zmarłego, a prawosławni
przed wszystkimi zadusznymi „wspominkami". U prawosław­
nych pościli także państwo młodzi w przeddzień wesela
i dopiero po powrocie od ślubu matka wprowadzała ich do
komory, sadzała przy stole, na którym stała jajecznica,
korowaj, chleb i wódka. Był to ich pierwszy wspólny posiłek,
spożywany w odosobnieniu, z jednego talerza. Goście zebrani
w izbie weselnej mówili: „Na jajesznie poszły młody, z jednego
tarełka jedzą" (Pawły k. Bielska). Zastanawiające, że krótko­
trwałym postom poddawane były również zwierzęta, zanim
gospodarze „poczęstowali" je resztkami rytualnych potraw.
Z reguły, wybrane gatunki zwierząt były przy tym pominięte,
ale nie wszędzie te same. Przeważnie pomijano świnie, psy,
koty, rzadziej konie. Tłumaczono to ich „nieczystością",
kontaktami z diabłem, odmową pomocy Matce Boskiej lub
innym świętym albo
a koniowi nie, bo koń przed Panem
Jezusem nie klęknie i wygląda jak bolszewik" (Mokobody k.
Węgrowa). Analogicznie, tylko niektóre rośliny były przed­
miotem, a nawet podmiotem (dialogi z jabłonią czy gruszą przy
ich obwiązywaniu) rytuałów, inne np. osikę - „bo się trzęsie",
olchę - bo ma „czerwoną" (jak krew) korę z zasady wykluczano
przy sporządzaniu rekwizytów, zdobieniu domów itp.

Obok znaczenia, jakie przypisywano elementom obrzędo­
wym, liczył się też ich estetyczny aspekt: np. do przynoszonej
do domu po żniwach równianki
dodawano „... kwiaty do
ładności, żeby było ładne" (Klewianka k. Moniek). Po I wojnie
„Herody" wyparły dawniejsze formy obrzędowe przebierań­
ców, bo uznano je za „najweselsze", „najbogatsze", „najład­
niejsze" oraz, o dziwo, dlatego że wymagały najdłuższych
przygotowań i najwięcej kosztowały. Stały się więc spraw­
dzianem możliwości wiejskich kawalerów, a inne mniej atrak­
cyjne występy, pozostawiono wyrostkom. „Herody" były
chętnie przyjmowane i we wsiach szlacheckich, i w prawosław­
nych, a w latach 50. prawosławni zaczęli je sami wystawiać.
Nieobca moim rozmówcom była chęć pokazania się, ważne
więc było, żeby dom, nakryty stół czy palma wielkanocna, były
nie tylko „ładne", ale „najładniejsze".
Uroda, jak każda inna cecha w stopniu skrajnym, jest
znakiem wyróżnienia, przychylnością sił nadprzyrodzonych.
Posiadające ją osoby czy przedmioty, zostają tym samym
przeciwstawione pozostałym. Jeśli role w rytuale są wartoś­
ciowane pod względem ważności, to z zasady prowadzenie
przejmują osoby o cechach wyjątkowych albo wskazane
losem: pierwsze napotkane, zwyciężające w zawodach itd.
Przysługuje im też najwięcej szczęścia - kto pierwszy przy­
biegnie po Pasterce (po Rezurekcji...) do domu, ten pierwszy
zakończy żniwa - mogą jednak podzielić się nim z innymi, np.
wstępując do ich domów z życzeniami. Preferowanie skrajno­
ści, symbolicznie odpowiada ostatniemu - pierwszemu dniu
w roku (sezonie), najstarszemu - najmłodszemu członkowi
rodziny (zbiorowości), mitycznemu obrazowi nieustannie wy­
czerpującego się i odnawiającego się czasu, zamierającego
i odradzającego się życia.
Przeżycie obrzędu to również pełne nadziei i obaw oczeki­
wanie. Przyjęcie i poznanie swojej roli oraz ról współuczest­
ników. To wypełnianie warunków wstępnych, dotyczących
ciała i duszy,- a także otoczenia, spełniającej obrzęd osoby.
Wreszcie udział w tajemniczym misterium zamykania prze­
szłości i wchodzenia w przyszłość, którą tylko t e r a z
można podglądnąć i nią sterować. Wszystko staje się niezwyk­
łe. Każdy detal staje się ważny i wypełniony treścią, np. strój,
kontakt z rekwizytem, założenie maski bądź spotkanie z osobą
zamaskowaną. Przekraczanie codziennych norm współżycia
i poddanie się normom (zakazy i nakazy), które na co dzień nie
obowiązują. Widziałam, jak niezbyt, wydawało się, rozgar­
nięte wyrostki stawały się zręcznymi, tryskającymi siłą i humo­
rem bohaterami. Jak skromna kobieta, która nieśmiało za­
prosiła mnie na wesele, witała mnie później z godnością
i pewnością siebie starościny. Wesele było inscenizowane, ale
publiczność stopniowo wchodziła w role weselnych gości;
komentowała nie „grę", a zachowanie postaci, wstawała
w kulminacyjnych momentach, wzruszała się, a nawet czynnie
włączała w akcję.
Dla moich rozmówców, uczestnictwo w obrzędzie, choćby
odległe, było mocnym i różnym od innych życiowych doświad­
czeń, doznaniem łączności z Nadprzyrodzonym. Przeżyciem,
za którym się tęskni i długo przechowuje w pamięci.

P R Z Y P I S Y
1

J. Dorman, Moje uwagi i spostrzeżenia

na marginesie imprezy

..Herody",

..Polska Sztuka Ludowa" 1971, nr 4, s. 217-230
Rozluźnieniu nadal sprzyjała też wódka, mimo powtarzanych od ubiegtego stulecia zakazów kościelnych, obficie podawana. „Niektórzy z Pusz&lt;2aków utrzymują, że dla ulżenia duszy cierpiącej zmarłego, sąsiedzi pozostali
koniecznie dobrze pić muszą", Dzieła wszystkie Oskara Kolberga (dalej
W O K ) , t. 28, s. 123
„Zagówki", „zagowia" nazwa ostatnich dni przed Wielkim Postem,
Umywana w okolicy Moniek i Sokółki (por. bułgarskie - „zagowezni").
Kolberg przytacza list korespondenta z Suwałk: „Zapusty, rozpusty - tak lud
D

wiejski nazywa Ostatki - a chociaż w tej dykcyi zawiera się niby-to satyra na
dnie bachusowe, przecież jest przysłowie które przekonywa, że rozpusta tych
czasów za wielki grzech nie uchodzi..." DWOK, t. 28, s. 79
A.P...łowicz z ok. Narwi, „Gazeta Warszawska" 1854, wg DWOK, t. 28,
s. 367
j.w.
DWOK, t. 28, s. 88
4

5

6

7

Por. A. Lebeuf, Les boiteries rituelles de printemps,
(w:)
lication de I'Observatoire
Astronomiąue
de Strasbourg,
Nr 2,

Pub­
1988,

s. 81-94

75

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9559" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9537">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/54f520dda33f5cdcccd75446dc999a70.pdf</src>
        <authentication>8971782db1d581ef9455d601863eab94</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113841">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2433</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113842">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113843">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2259</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113844">
                <text>Tarnowski koncert życzeń, czyli niedzielny spacer po moim mieście / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113845">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.76</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113846">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113847">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113848">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113849">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113850">
                <text>•лишились

и

^35

1

Tarnowski koncert życzeń,
czyli niedzielny spacer po moim mieście
2

1. Tarnów jest najbardziej katolickim miastem na świecie:
- W marcowych konsultacjach na temat dopuszczalności prze­
rywania ciąży 99,9% mieszkańców głosowało za karaniem
tego czynu, więzieniem;
- Tutaj notuje się najwięcej powołań kapłańskich;
- Tutaj najwięcej kapłanów katolickich przypada na 1 miesz­
kańca.
2. Zanotowano w Tarnowie w trzecią Niedzielę po Zmart­
wychwstaniu Pańskim.

76

3

3. Mieszka tu 3 (troje) Żydów i kilkudziesięciu Cyganów.
Żydzi są wyznawcami Starego Testamentu; Cyganie wyznają
ponadto Nowy Testament, podobnie jak pozostałe 99.9 /•
mieszkańców (Tarnów liczy ponad 120 000 mieszkańców).
Rumuni, a raczej Cyganie rumuńscy, są tu przelotnymi żeb­
rakami. Stanowią dla mieszkańców element korzystny - na ich
tle tarnowianie czują się znacznie bogatsi, czyściejsi. mądrzejsiAdam Bartosz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9560" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9538">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/cb31848150585ad6b16d6a01c8d2409a.pdf</src>
        <authentication>824e46b4c453611fdcef3d72af0cacaf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113851">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2428</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113852">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113853">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113854">
                <text>Muzykanci / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113855">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.56-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113856">
                <text>Bieńkowski, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113857">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113858">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113859">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113860">
                <text>Muzykanci
z Andrzejem Bieńkowskim
rozmawia Aleksander Jackowski

Andrzej Bieńkowski jest kierownikiem Pracowni, profeso­
rem w Warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. W twórczo­
ści malarskiej podejmuje często tematykę wiejską, pozos­
tając w kręgu szeroko pojętego realizmu. Zainteresowania
wsią widoczne są także w dokumentacji fotograficznej,
przede wszystkim postaci wiejskich muzykantów. Właśnie
muzyka jest drugą, a kto wie, czy nie pierwszą pasją
Andrzeja Bieńkowskiego. Badania terenowe, które prowa­
dzi od kilkunastu lat, zaowocowały m.in. nagraniami, które
Polskie Radio prezentuje w stałym, cyklicznym programie
Muzyka odnaleziona.
Bieńkowski posługuje się także techniką wideo, i zarejes­
trowane przez niego ,,seanse" są jedynym już niepo­
wtarzalnym dokumentem pokazującym technikę gry, ma­
niery wykonawcze, sposób zachowania; napięcie emoc­
jonalne wiejskich artystów - muzykantów.
Najpierw zetknąłem się z nagraniami wideo na wystawie
Andrzeja Bieńkowskiego Muzykanci. Później, zafascynowa­
ny tym, co widziałem, postanowiłem poznać autora wy­
stawy. Zabrałem mu wiele czasu, a na domiar złego odtąd
co roku sprowadzałem do jego pracowni grupę studentów
etnologii, aby zrozumieli czym była twórczość wiejskich
artystów, czy ekspresja gry, zapamiętanie się w niej.
Chciałem, aby zobaczyli, czym była dla wiejskich artystów
muzyka, tak silnie zakorzeniona w ich duchowości. Trudno
te wrażenia przekazać czytelnikowi. Można jednak przy­
bliżyć mu postać zbieracza, przekazać choć cząstkę tego,
co ma on do powiedzenia o swojej pracy i ludziach,
z którymi się zetknął.
A.J. Znalem Pana Ojca, Panie Andrzeju. To był człowiek
z charakterem, pasją. Nie wielu socjologów tak znało i rozu­
miało problemy wsi, jak on. Łączyło nas jednak coś innego
- widzieliśmy w nowym ustroju, po wojnie, szansę dla kraju.
Wierzyliśmy, każdy zresztą inaczej, że socjalizm może mieć
,,ludzką twarz". Może nawet najbardziej ludzką. Kiedy okaza­
ło się, że jest to utopia, odeszliśmy. Ja - nieco wcześniej,
zająłem się sztuką. On - rasowy polityk, nie stroniący od
demagogii (pchał go ku niej temperament) opowiedział się po
stronie opozycji, walcząc, pisząc, narażając się. Twardy,
kanciasty, było w nim coś z robociarza, chłopa.
A.B. Bo i pochodził ze wsi. Wychował się na wsi. Pewnie
jego opowieści wpłynęły w jakiś tam sposób na moje
zainteresowania wsią, ale o tym, że zacząłem zajmować się
muzyką i malować wieś zadecydowały raczaj wrażenia
z wakacji, z kontaktów, a nawet przyjaźni, wówczas zawar­
tych. To się budziło, jakby w sposób naturalny, co roku
zacząłem spędzać letnie miesiące na wsi, w Radomskiem.
Zacząłem malować wieś, i zorientowałem się, że jest jeszcze
bardzo wielu muzykantów, o których nikt nie wiedział, nie
nagrywał ich. Nie interesowano się nimi, ani muzea, ani wieś,
ani domy kultury, nie wysyłano ich na Festiwal do Kazimie­
rza.
Wtedy też, był to schyłek lat 70-tych. rok 1978, a może już
1979, natrafiłem na Józefa Kędzierskiego. Wielkie wrażenie
wywarła na mnie osobowość tego człowieka, niezwykła,
proszę mi wierzyć. To znakomity skrzypek, ani wcześniej, ani
później nie spotkałem podobnego fenomenu muzycznego.
Jego opowieści, barwnie i plastycznie oddające klimat epoki,

56

II. 1. Autor filmuje o p o c z y ń s k ą kapelę Jana Roga, 1985; il. 2. Obraz
Andrzeja Bieńkowskiego Józef Kusiak z muzykantami, acrl/pł.,
130x 100 cm. 1987

�w której żył, pobudzały moją wyobraźnię. To on otworzył mi
oczy na etos muzykanta, na jego pozycję w społeczności
wiejskiej, i na całą, nazwijmy to - subkulturę muzykancką.
To właśnie stało się zaczynem moich zainteresowań i badań.
A potem już wszystko samo się potoczyło, normalne bada­
nia, dokumentacje, a z nich audycje radiowe. Te dopiero po
kilku latach, jako że działo się to w okresie stanu wojennego,
bojkotu radia i telewizji. Nie przerywałem jednak dalszych
badań. W 1985 roku zacząłem posługiwać się techniką
wideo. Dla moich celów była to niezbędna technika, dopiero
na filmie widać to wszystko, co towarzyszy samej grze.
Pomogło w tym Panu Ministerstwo Kultury, Radio, Telewi­
zja?
Ależ skąd! Pracowałem bez żadnej oficjalnej pomocy.
Prywatnie. Był to ostatni moment, w którym dało się jeszcze
utrwalić zachowania ludzi, niepowtarzalną osobowość, bar­
dzo już starych muzykantów, ich sposób gry, muzykę.
Czym było muzykowanie dla tych ludzi?
Wiele razy zadawałem sobie to pytanie. Sądzę, że trzeba
przede wszystkim sięgnąć do sytuacji, w których ta muzyka
była wykonywana. Do jej - nazwijmy to tak - tła. W odróż­
nieniu od miejskiego zgiełku, hałasów, nieustannego ob­
cowania z mniej, czy bardziej zorganizowanymi dźwiękami
- wieś, to był świat ciszy. Świat dźwięków przyrody,
naturalnych, cichych.
I druga sprawa: Nieustanna praca, ciężka, wyczerpująca,
przez cały tydzień. Tłumienie ekspresji, tych potrzeb, które
człowiek odczuwał, ale mógł zrealizować tylko w krótkim
czasie odpoczynku, zabawy. Dlatego muzyka była tak
wielkim świętem, tak silnym przeżyciem. Nie bez powodu
wszyscy muzykanci, z którymi się zetknąłem, mówią, że
reakcją na ich grę był płacz albo krzyk ludzi.
Niektórzy muzykanci wręcz specjalizowali się w tym, żeby
grać „do płaczu". Starzy wykonawcy, opowiadali o swych
poprzednikach i kolegach - o! ten to potrafił tak zagrać, że
nagle, patrzysz, wszyscy płaczą, a w pewnej chwili gra inaczej
i nastrój od razu się zmienia, wszyscy się śmieją. Dzisiaj tego
się już nie obserwuje, choć też bywają sytuacje, w których
reakcje na muzykę są podobne. Nagrywałem kapelę w domu,
nagle otworzyły się drzwi i wszedł jakiś podpity starszy
człowiek. Stanął jak wryty, nie spodziewał się tego, że tu
grają, zatkało go zupełnie, łzy pociekły mu po twarzy, zdjął
czapkę i rzucił na ziemię, krzycząc - ach wy moje kaplisty
kochane, ach, wy moje kaplisty!
Świadczy to o wielkiej potrzebie piękna, takiego, z jakim
się ludzie kulturowo identyfikują. Przeżywają je, ale nikt nie
nazwie tego przeżyciem estetycznym, przeżyciem piękna. Bo
też nie patrzą na tę muzykę z zewnątrz, lecz przeżywają
głęboko, właśnie identyfikując się z nią. Kojarzy się im z tak
ważnymi w życiu wydarzeniami, jak wesele. To wesele
jednoczy ludzi w poczuciu wspólnej tradycji. Ciągłości tej
tradycji. Wesele bowiem, to nie tylko zabawa, jak się nieraz
sądzi, lecz przede wszystkim inny wymiar życia duchowego,
właśnie wejście w sferę tradycji, sferę zachowań symbolicz­
nych, integrujących pokolenia starsze i młodsze. Tak samo
było z hierarchią wartości muzycznej, z przeżywaniem jej. Ta
hierarchia była taka sama dla starych i młodych. Ale to się
dzisiaj zmieniło, wspólnota przeżycia została zniszczona.
Zupełnie co innego podoba się młodym ludziom, nastąpiło
rozerwanie wspólnoty kulturowej, która integrowała społe­
czność chłopską. Dawniej takimi łącznikami, czy spoiwami
hyla właśnie muzyka, obrzęd, no i religia. Ale ta wy­
stępowała na innym poziomie, nie identyfikując - jak
"zyka regionu.
Zajął się Pan dokumentacją kapel dosłownie w ostatnim
Momencie. Zdolal Pan jednak dotrzeć do ludzi, którzy zaynali muzykować na początku wieku, a nawet wcześniej,
pętając,
jak się to czyniło za ojców, dziadów. Czy istnieje
m

cz

ciągłość między tym, co grali, a muzyką, którą zapisywał
Kolberg?
Tak, w muzyce tak, choć już nie w obyczaju. Tam zmiany
wydają się większe. W muzyce natomiast bezpośrednia
tradycja przetrwała mniej więcej do ostatniej wojny. Mówię,
rzecz jasna, o wsiach Polski centralnej, gdzie indziej inaczej
to wyglądało.
Co wpłynęło na ten proces zmian?
Przede wszystkim fakt, iż wieś zaczęła widzieć wzorce
zachowań poza swoim środowiskiem. Wiąże się to z czyn­
nikami ekonomicznymi, z przemieszczeniami ludności w cza­
sie wojny i po niej, z większą łatwością poruszania się,
z elektryfikacją wsi, a co za tym idzie inwazją muzyki
„miejskiej". To są sprawy oczywiste, wspomnę więc o mniej
znanych faktach. Otóż akordeon pojawił się we wsiach
podradomskich pod koniec lat trzydziestych. Na dobre
zadomowił się wśród muzyków w czasie okupacji. Instru­
menty kupowano od Niemców, były stosunkowo tanie,
znacznie tańsze od harmonii. No, i zaczęły harmonię wypie­
rać.
Zmienił się też stosunek muzyków do tradycyjnego reper­
tuaru. Widać w tym wyraźną ambiwalencję, z jednej strony
przywiązanie do muzyki, w której się wychowało, z którą się
utożsamiało, z drugiej zaś kompleks niższości wobec kapel
miejskich, muzyków znających nuty, grających z nut.
W innych częściach kraju proces odchodzenia od własnej
tradycji mógł być szybszy, na obszarze, o jakim mówię,
hamowała go bieda, wolniejsze tempo migracji, otwierania
się na miasto. Gwałtowne przemiany w muzyce ludowej
zaczęły się w połowie lat sześćdziesiątych, w wyniku elekt­
ryfikacji wsi i rozpowszechnienia radia, a potem także
telewizji. Nowe wzorce kulturowe, nowa muzyka, szczegól­
nie tzw. młodzieżowa, spowodowały odrzucenie przez młode
pokolenie tradycyjnej muzyki ludowej. Pierwszą ofiarą tych
zmian stal się repertuar kapel grających na zabawach. Coraz
rzadziej wykonywano na nich polki, mazurki, oberki, na
rzecz „przebojów", aby w końcu lat siedemdziesiątych
całkowicie wyeliminować z zabaw dawny wiejski repertuar.
Nieco wolniej, i nie tak radykalnie, ale też zmieniał się
repertuar kapel grających na weselach. To zresztą zro­
zumiałe, że w czasie wesela bardziej kultywuje się dawne
obyczaje, a więc towarzyszącą obrzędom muzykę.
Proces zmian cywilizacyjnych został przyspieszony roz­
porządzeniami administracji, zakazem urządzania zabaw
wiejskich bez zezwolenia, i nakazem weryfikacji ludowych
muzykantów.
To już nie wystarczyło, że sami ludzie decydowali, których
muzykantów chcą zaprosić, by im grali?
Nie wystarczyło. Kazano muzykantom, nawet starym,
wybitnym mistrzom przejść, upokarzający ich i stresujący
proceder weryfikacji.
Następną cenzurą było wprowadzenie stanu wojennego.
Zakaz zbierania się, zabaw. Wtedy starzy muzykanci zaczęli
wyzbywać się swoich instrumentów. Doszło do tego. że aby
przeprowadzić sesję nagraniową, sam muszę wieść do nich
skrzypce, basy.
To musiała być tragedia dla wielu starych muzykantów,
trochę jak śmierć za życia, rezygnacja z tego, co się kochało.
Właśnie, o to chciałbym również Pana zapytać, jak zaczynali?
Jak się ta ich rzeczywistość miała do stereotypu Sienkiewiczo­
wskiego Janka Muzykanta?
Zaskoczę Pana. Ten stereotyp jest prawdziwy. Czytając
nowelkę czułem się zażenowany łzawością, sentymentalnością, wydało mi się to opowiadanie wymyślone. Okazało się
jednak, gdy poznawałem historie ludzi, skrzypków, że ich
emocje były bliskie tym, które opisał Sienkiewicz. Szaleństwo
emocji. Potrzeba grania była u tych młodych ludzi ogrom­
na. Mówię oczywiście o skrzypkach. Musieli, aby zostać
muzykantami, pokonywać niewiarygodne przeszkody.
57

�A jak się uczyli? Podpatrywali innych grajków, pobierali
lekcje u najbardziej cenionych, czy też sami dochodzili do
muzykowania?
Różnie było. Trudno te sprawy rozszyfrować, ponieważ
wielu muzykantów nie chciało się przyznać, że ktoś ich
nauczył. Dopiero później, z innych źródeł dowiadywałem się
o tym. Znam ludzi dumnych z tego, że chodzili za młodu do
jakiegoś znanego muzykanta. Wielu opowiada, że płacili za
każdego wyuczonego oberka, najczęściej zbożem ahbo jaja­
mi. Znam też kogoś, kto służył u doskonałego skrzypka,
pracował jako parobek, tym właśnie płacąc za naukę.
Zauważyłem na ścianach Pana mieszkania drzewa genealo­
giczne muzykantów, ich rodów, klanów...
To prawda, w wielu rodzinach istniały takie rodzinne
tradycje. Proszę pamiętać, że wsie były ubogie, walka o byt
ciężka, a muzykatnowi powodziło się nieźle, jak na stosunki
wiejskie. Dlatego też niechętnie uczyli innych, z obawy przed
konkurencją.
Kim byli ci muzykanci, rolnikami?
Przeważnie. Mniej czy bardziej zamożni, ale skoro już
decydowali się na muzykowanie - żyli wyłącznie z muzyki.
Z takimi ludźmi zetknąłem się na samym początku moich
badań. To byli wielcy artyści, no i przyszła bieda, kiedy się
skończyły ich czasy. Stali się wiejskimi pariasami, nie mieli
przecież żadnych możliwości zarobkowania.
Ale w przeszłości, mógłbym to pokazać na tym drzewie
genealogicznym, muzykanci byli średnio zamożni, a nie
oszukujmy się, w rzeczywistości była to w porównaniu
z miastem, bieda. Byli gdzieś w środku hierarchii zamożno­
ści. Nie bardzo biedni i nie bogaci.
Ciekawi mnie, jak społeczność wiejska reagowała i reaguje
na muzykę skrzypków i kapel, najbardziej przez Pana cenio­
nych?
Jak? Źle. Przecież to wynika ze zmiany upodobań. Ale na
początku o tym nie wiedziałem, czy nie chciałem wiedzieć,
dwa razy zarekomendowałem najlepszych, moim zdaniem,
muzykantów na Festiwal do Kazimierza. Chciałem, aby ich
usłyszała „cała Polska", aby mieli satysfakcję.
Mieli?
Skądże! W Kazimierzu ich doceniono, za to, gdy wrócili,
z początku łatwego życia nie mieli. Naruszyli miejscową,
niepodważalną hierarchię. Tam byli pierwsi, tu ostatni.

W hierarchii miejscowej występują trzy podstawowe grupy
- elitę stanowią muzykanci weselni, świetni profesjonaliści,
potem - grajkowie, na zabawach, pozbawieni inwencji, ale
trzymający rytm. No i trzecia, najniższa grupa, to właśnie ci,
grający dla siebie, źle oceniani przez miejscowych, a budzący
zachwyt specjalistów, etnomuzykologów.
Ci pierwsi, to byli zawodowcy, znakomicie czujący, czego
od nich oczekują goście weselni, ludzie o niespożytej sile
i energii. Nie wiem, czy w ogóle mieli czas pracować na roli,
bo i kiedy? Przed wojną zaliczali dwa wesela w ciągu
tygodnia, a każde trwało przecież dwa do trzech dni. No
i dodajmy te noce, w czasie których także grano. Niewyob­
rażalny wysiłek. Ale też i zarobki były spore, każdy muzy­
kant mógł bowiem zarobić na weselu, nie licząc marszówki,
od czternastu do dwudziestu złotych. Najlepsi dochodzili, na
bogatszych weselach, do trzydziestu złotych plus marszówka...
Za przymaszerowanie na wesele, czyli tak jak się płaci
rzemieślnikom ,,za dojście"?
Nie, marszówka jest wtedy, kiedy kapela gra marsza na
powitanie gości weselnych, a oni dają wtedy muzykantom
pieniądze, które ci, dzielą następnie między sobą.
Różnica w ocenach, o której Pan mówił, występuje, jak
sądzę, wszędzie. To samo obserwuję, np. na wystawach rzeźby
ludowej. Tam, gdzie nie rzuci się w oczy mistrzostwo technicz­
ne, precyzja koronek, zdobin pisanek, różnica w ocenach
między publicznością wystaw pokonkursowych a fachowcami
jest ogromna. Mniejsza tam, gdzie kryteria są zbieżne.
Ale a propos kryteriów. Bralem kiedyś udział w jury
konkursu ,, muzyk" góralskich. Obok mnie siedzieli: po jednej
stronie znakomita skrzypaczka - Irena Dubińska, po drugiej
- ktoś z kapeli Maśniaków, bodajże prymista, człowiek mądry
i z poczuciem humoru. Zapytał, czy może zobaczyć, jak my
,,z miasta" punktujemy. Okazało się, że oceny moje i Ireny
Dubińskiej były identyczne, ale najwyżej cenione kapek
u Maśniaka miały niskie noty. Uśmiechnął się i powiedział, wy
słuchacie uszami, a my nogami...
Świetnie powiedziane. Właśnie do tego sprowadza się
różnica ocen. Fachowcy, ludzie wrażliwi na wartości artys­
tyczne, muzyczne zwracają uwagę na inwencję melodyczną
i harmoniczną, na wariantowość, ekspresję, podczas gdy
miejscowa publiczność oczekuje muzyki do tańca, użyt-

II. 3. Władysław Koperkiewicz (skrzypce). Piotr Więcek (basy 3 strunowe), Józef Mastalerek (baraban) pozują do zdjęcia po nagraniach.
O p o c z y ń s k i e . 1984.

�lcowej, takiej, aby nogi dobrze chodziły. Tak więc dwaj
laureaci z Kazimierza, Józef Kasiak i Tadeusz Jedynak,
którzy tam otrzymali najwyższą nagrodę - Złote Baszty,
najniżej są oceniani w hierarchii wiejskiej. Właśnie dlatego,
że „cholera, nawet potańcować nie można, człowiek sobie
nogi podcina, rwą takt, nie trzymają go po prostu".
Przejdźmy teraz do Pana doświadczeń zebranych w czasie
nagrań. Na wideo widziałem sytuacje aranżowane wręcz
studyjnie, to prawda, zachwycające, gdy muzycy, zasłuchani,
dają się porwać nurtowi muzyki, ale nie są to sytuacje
właściwe. Nie wiem, czy w Radomskiem mógł je Pan jeszcze
obserwować?
Autentycznych, weselnych kilkakrotnie. Ale również uda­
ło mi się sprowokować sytuacje niezwykłe, także w obecności
ludzi, którzy słysząc dźwięki muzyki, weszli do domu,
w którym nagrywaliśmy. Jednak muzycy na weselu grają
w większym, innym napięciu, dają z siebie - podniecani
hałasem i ruchem - wszystko, pot ich zlewa, a oni grają, po
prostu są w muzycznym transie. Zauważyłem jednak różnicę
między temperaturą nagrań, prowadzonych w pustej izbie,
i w obecności ludzi.
Ale pod tym względem dużo się zmieniło ostatnio. Przed
siedmioma, ośmioma laty nagrania traktowano jako wielkie
wydarzenie, cieszono się, że „nasi" muzykanci grają. Ludzie
przychodzili, przecież nie dla mnie. ale aby posłuchać, a teraz
pies z kulawą nogą nie przychodzi. Przecież wiedzą, co,
u kogo się dzieje, widzą samochód, jak niesiemy aparaturę,
kamerę, słyszą muzykę, ale nie przychodzą. Nawet z cieka­
wości. To świadczy o ogromnej degradacji dawnej muzyki
w opinii wiejskiej. Obserwuję to od, mniej więcej, pięciu lat.
Ciekawe jednak, że nawet pozbawieni naturalnego „tła",
jakim jest miejscowa publiczność, wszyscy zachowują się tak.
jakby na nich patrzono, popisują się, wpadają w trans,
przeżywają grany utwór, dochodźcie wręcz do stanu ekstazy.
To wynika zarówno z nawyków, rutyny zachowań, chęci
sprzedania numeru, jak też i autentycznego „naładowania",
które musiało znaleźć ujście nie tylko w samej grze, ale
i w zachowaniu. Przecież to profesjonaliści, wielu z nich
ogrywało kilkaset wesel. Doskonale wiedzieli jak kształ­
tować nastroje ludzi, od tego zależało czy będą wynajęci na
następne wesela. Konkurencja była duża. kapel tyle. że tylko
przebierać. Zachowania, cały ten teatr gestów, mimiki
stanowił uzupełnienie gry. Nie wyklucza to zresztą auten­

tycznej potrzeby ekspresji, wynikającej z wewnętrznego
napięcia, zasłuchania się w muzyce, przeżywania jej...
Jak to widziałem w nagraniu Józefa Kędzierskiego...
To przypadek skrajny. Wyjątkowy. Kędzierski, którego
namówiłem do tego, by wziął po latach skrzypce do ręki,
przeżywał swoje muzykowanie bez żadnych gierek „pod
publiczność". Ale większość rejestrowanych przeze mnie
muzykantów w czasie nagrania, zwłaszcza wideo, powtarza­
ła swoje normalne, dawne zachowania.
Przed paroma laty tak o tym napisałem - pozwoli Pan, że
zacytuję. Zaraz... o tu, mamy ten artykuł.
„Przeglądając ponad 120-godzinne archiwum moich rejes­
tracji wideo zacząłem zauważać pewne prawidłowości w za­
chowaniach muzykantów, z których będąc zajęty filmo­
waniem nie zdawałem sobie sprawy. W czasie najbardziej
udanych sesji nagraniowych, kiedy muzykanci czuli się
swobodnie, a obecność licznych mieszkańców wsi działała na
nich stymulująco, można zaobserwować szczególny typ
zachowań instrumentalistów i śpiewaków. Można te za­
chowania podzielić na dwie zasadnicze grupy: zachowania
imponujące i zachowania zastępcze.
Omówię je w dużym skrócie, mimo iż są one bardzo istotne
dla rejestracji wideo.
Zachowania imponujące śpiewaków zależne są od tego,
czy śpiewak jest członkiem grającej kapeli (np. typowe
śpiewanie od bębna czy basów), czy też jest jednym z gości,
np. weselnych. Klasycznym przykładem zachowania im­
ponującego śpiewaka jest bębnista i śpiewak ze wsi Brogowo
w radomskim - Jan Sadowski.
Jedną z najbardziej ekspresyjnych i podniecających słu­
chaczy sytuacją jest ta, kiedy śpiewak z pozorną łatwością,
wręcz nonszalancją, pokonuje najtrudniejsze partie wokalne,
zaś zachowanie jego służy temu, aby to podkreślić. Tak np.
przed zaśpiewaniem przyśpiewki, muzykant odwraca się
w bok, czasem nawet zamienia z kimś kilka słów, udaje, że
nie ma zamiaru śpiewać, po to, aby w momencie kiedy
przychodzi pora śpiewu - sprężyć się i błyskawicznie od­
wrócić do skrzypka wyrzucając gwałtownie słowa przyśpie­
wki, po czym natychmiast powraca do swego rzekomego
braku zainteresowania. Dodam, że wszystko to robi (także
śpiewa) z papierosem w ustach!
Zachowania zastępcze śpiewaków możemy na ogół zaob­
serwować, kiedy śpiewak nie należy do kapeli i jego za­

li. 4. Kapela braci Mocarskich: Stanisław (skrzypce). Tomasz'(basy 4 strunowe) oraz Apolinary Bukarewicz (bębenek). Radomskie. 1984.

59

�П. 5. Józef Kędzierski, R d z u c h ó w , 1983; il. 6. Kędzierski po nagraniu, 1986.

chowanie ma nie tylko dodać mu animuszu, ale jednocześnie
jakby włączyć go w grupę grającą. Jan Nowak ze wsi
Wygnanów Radomskie, stojąc przed kapelą w czasie śpiewu
udaje, że gra na niewidzialnych skrzypkach, smyczkując do
rytmu niewidzialnym smyczkiem, a np. Jan Łoś z Łęgonic,
śpiewając naśladuje grę na niewidzialnej harmonii, lekko
przykucnięty (typowa pozycja harmonisty) przebierając pal­
cami po żebrach. Podobne zachowania możemy też zaobser­
wować u skrzypków, harmonistów i akordeonistów, bębnistów i saksofonistów."
Te zachowania opis oddaje tylko w przybliżeniu. Rejest­
rować je może tylko kamera wideo, właściwie ustawiona,
zdolna uchwycić to, co najważniejsze w tym muzycznym
spektaklu. A jest to spektakl, o czym się nie wie, czy nie
pamięta, mając do czynienia tylko z muzycznym nagraniem,
oto np. jedna z efektownych sytuacji z kręgu „postawy
imponującej". Skrzypek w ferworze muzykowania zaczyna
grać na skrzypcach pionowo ustawionych na ramieniu,
potrząsa nimi, kuca, podskakuje, kładzie się na plecy, klęka
itd. (Nawiasem mówiąc podobnie zachowują się muzycy
z zespołów rockowych.) Technika video pozwala nam na
rejestrację tych niezwykle ekspresyjnych, ginących przecież
zachowań, rejestrację całego rytuału gry i wzajemnych relacji
pomiędzy muzykantami a społecznością wiejską.
To wszystko uciekało nam przy rejestracji jedynie mag­
netofonowej.
Dlatego tak ważne są dla naszej kultury Pana nagrania
wideo. Byłem wręcz zaszokowany, obserwując - a nie tylko
słysząc - to muzykowanie. Kucanie, podskakiwanie do góry,
granie na skrzypcach pionowo...
Bębniści też starali się jak najbardziej pokazać, a szykow­
nie wyglądać znaczyło trzymać jak najwyżej bęben nad
głową. To niebywale męczące, gdy się tak gra wiele godzin.
Do tego dochodziły różne sposoby wydobywania dźwięku.
Chcieli przez to wszystko pokazać - proszę, spójrzcie, nie
tylko potrafię bębnić, ale i w trudnych warunkach. Do tego
dochodził śpiew, śpiewano bowiem zawsze od bębna, albo od
basów. Skrzypek nie był w stanie śpiewać w trakcie gry.
Najlepsi, grając na bębnie stosowali również różne sposoby
techniczne, wysoko cenione przez gości weselnych czy uczes­
tników zabaw, np. bębnienie z buczkiem. Polegało to na tym,
że kalafonią smarowało się skórę, a grający pocierał ją

60

palcem w taki sposób, że powstawało dziwne drżenie, jak
bardzo przyspieszony werbel, a kończyło ten popis uderzę
pałeczki. Wejście w rytm było także bardzo trudne. Ta
tak zwane tarabanienie, czyli poruszanie pałeczkami w le
i w prawo, z taką szybkością, że sprawiało wrażenie wer'
a nie bębenka. Na takie tricki mogli sobie pozwolić jedn
tylko najlepsi.
A jak godzono na wesele kapele? Czy grały stale w |
samym składzie?
To zależało od regionu. W tym, którym ja się zajął
kajockim, kapel właściwie nie było, godzono tylko skrzyp
a ten dobierał sobie grających na basie i bębnie. Tu doda
że często goście po kolei sami basowali albo bębnili.
Zdarzało się nawet na weselach u bogatszych gospodarzy,
gdzie zarobek bywał większy, a udział liczący się, że skrzypek
dobierał sobie tylko bębnistę, natomiast basowali goście
weselni. Świadczy to najlepiej o „wtopieniu" muzyki w tę
lokalną społeczność. Przecież umieli bębnić niemal wszyscy
goście weselni, oczywiście mężczyźni. Dopiero pojawienie się
harmonii zmieniło w dramatyczny sposób ten stan rzeczy.
Kiedy to nastąpiło?
Jak i w innych regionach, w drugiej połowie lat dwudzies­
tych.
Skąd się wzięła w tym regionie harmonia?
Mogę dokładnie na to odpowiedzieć, nagrywałem bowiem
pierwszych harmonistów. Tak więc Jan Michalski przywiózł
instrument z Warszawy. Pracował tam z ojcem jako murarz,
słyszał grających na harmonii, spodobała mu się, kupił wi
na Kercelaku harmonię i przywiózł do rodzinnej v.
W okolicy był już harmonista, który trzy lata wcześniej ku
sobie instrument, ale nie chciał uczyć Michalskiego. Do
ro, kiedy ten sam opanował technikę gry, zaczęli się
niać „kawałkami".
Rewelacją dla wsi stał się walczyk „Na Gnojnej", s
niowo coraz więcej melodii przychodziło „z miasta",
tychczas bowiem melodie piosenek, tańców przekazywa
z pokolenia na pokolenie.
Ogromną rolę odgrywały matki, to podkreśla wielu m"
kantów. Śpiewały bowiem na co dzień kobiety. Przy pra
w polu, w gospodarstwie.
Kajocy...

�Przepraszam, już drugi raz używa Pan tego określenia, a ja
- wstyd się przyznać - nie znam takiego regionu.
Bo to też nie region, a specyficzny mikroregion. Przyjąłem
to określenie, ponieważ wyróżnia obszar muzycznie. Jest to.
oczywiście, sprawa umowna, ale ja obserwuję wyraźną
granicę, np. między Lesiakami a Kajókami. Nie w podziale
administracyjnym, ekonomice, obrzędach czy leksyce, ale
właśnie w typie muzykowania. Ta granica przechodzi czasem
przez środek wsi, połowa - od lasu - to Lesiacy, druga
- Kajocy i muzyka polna. Muzyka wyznacza granicę, co się
łączy z oceną tych „innych". Słyszałem wielokrotnie, to
muzyka kajocka. Była to nazwa pogardliwa, Lesiacy często
się nią posługiwali, właśnie mówiąc o muzyce. Kajocy
- nazwa pochodzi od spódnic kobiecych, takich z usztyw­
niającym drutem, cajgowych portek. Lesiacy uważali, że oni
chodzą normalnie ubrani, w bryczesach, a tamci - w caj­
gowych portkach, zacofani. Za nazwanie kogoś Kajokiem
można było oberwać, dlatego w terenie nigdy tego określenia
nie używam.
Takich mikroregionów muzycznych było, oczywiście, wię­
cej. Przykładowo - w ramach regionów opoczyńskiego czy
rawskiego mogę wyróżnić kilka takich ośrodków, które nic
nie mają ze sobą wspólnego muzycznie, inne są w nich
repertuary melodii, maniery wykonawcze. Będą to, np.
Rdzuchów, w opoczyńskim wieś Kraśnica i Buczek, w raws­
kim Rzeczyca, Cielądz. Próbowałem dociec, jak to się dzieje,
reguła jest podobna. Jakiś wybitny muzyk, który tam
dominował, a inni byli jego uczniami lub naśladowcami.
W Rzeczycy był więc Walasek, u moich Kajoków - Józef
Kędzierski.
Ten sam mechanizm kształtowania się ośrodków zauważy­
łem w powojennej rzeźbie ludowej - Zawidz, Łęczyca, Łuków,
Paszyn...
... a w muzyce współczesnej, szkoła Darmstadtska czy Johna
Cage'a.
Wspomniał Pan o roli Józefa Kędzierskiego. Proszę coś
o nim powiedzieć, o nagraniach z nim.
Kiedy go spotkałem, miałjuż poważne kłopoty z pamięcią,
mimo to zarejestrowałem kilkadziesiąt oberków, które wy­
konywał, oberków, choć można wśród nich wyróżnić mazu­
rki, ale tam, u Kajoków, określa się wszystkie jako oberki.
Powiedziałem, że miał złą pamięć. Ale w trakcie nagrań
przywracał mu ją jego dobry druh, basista Stefan Kędzierski.
Śpiewał i poddawał tematy, wtedy stary skrzypek przypom­
niał sobie melodię i grał. Ale jak. Za każdym razem inaczej,
rozbudowując motyw, improwizując. Ten sam oberek, czte­
rokrotnie nagrany, za każdym razem brzmiał jak zupełnie
inny utwór. Powtarzał temat, ale zawsze przetwarzał go,
improwizując, i to nie w formie jakiegoś warianciku, lecz
tworząc zupełnie coś nowego. Z inną ekspresją. Przypomina
to muzykowanie dżezmenów, improwizacje na temat stan­
dardów. Ale oni muzykowali wspólnie, natomiast Kędzier­
ski narzucał swoją wolę, swój styl gry. Innego nie uznawał.
Dotyczyło to rozłożenia akcentów, tryla, który uważał za
niepotrzebny itd. Dlatego nie akceptował wielu wybitnych
skrzypków, swoich uczniów.
Zupełnie go nie obchodziło, co grają inni skrzypkowie
w odleglejszych wsiach. Być może w takiej postawie można
dostrzec wyraz obawy przed konfrontacją z inną wielkością.
Właśnie taka izolacja i postawa przyczyniły się do zarysowa­
nia ostrej granicy między obu naszymi mikroregionami.
Jakiego przedziału czasowego dotyczą Pana nagrania? I co
Pan nagrywał, tylko dawny repertuar czy i z lat przełomu?
j Najstarsi muzycy, których mogłem nagrać, urodzili się
jeszcze w ubiegłym stuleciu. Józef Biriczyk, z 1898 roku,
zaczął grać na zabawach jako siedmioletni chłopak, więc
można w tym przypadku mówić o przekazie dawnej tradycji
* sposób bezpośredni. Przeważnie jednak dokumentowałem
mdzi urodzonych w przededniu pierwszej wojny światowej

6
i początku dwudziestolecia. W tamtym okresie rozwinęli się
w pełni, ponieważ nim taki chłopak zaczął grać na weselu,
musiał nieźle wyuczyć się na zabawach.
Najmłodsi skrzypkowie to generacja urodzonych około
trzydziestego roku. Przemiana w estetyce, w muzyce zastała
ich jeszcze w sile wieku. To nie była sprawa zmiany
repertuaru, po prostu w krótkim czasie stali się wsi niepotrze­
bni. Najpierw na zabawach, później - także na weselach.
Właśnie dla nich ta nowa sytuacja okazała się dramatem,
przecież byli jeszcze w sile wieku, u szczytu możliwości
twórczych. I już niepotrzebni. Przeżywali to bardzo silnie.
Z goryczą mówią o tej nowej, dzikiej muzyce, „indiańskiej"
czy „murzyńskiej". Wielu z nich, z tej goryczy, rozpaczy
poniszczyło swoje instrumenty. Nawet nie sprzedali, ale
zniszczyli.
Wyzbywali się instrumentów starzy, którzy już nie mogli
grać, a także drenowały teren muzea, np. w Szydłowcu.
Rozumiem ich potrzebę skompletowania zbiorów, ale widzę
też drugą stronę takiej działalności - przyspieszenie sytuacji,
wyczyszczenie terenu, a co za tym idzie uniemożliwienie
kontynuowania tradycyjnej gry.
To nie lukie proste. Zawsze jest coś za coś. Proces zaniku
zdaje się nieodwracalny, prawda, że drenaż go przyspieszy!. ale
też uratowano przed zniszczeniem czy sprzedażą przypad­
kowym ludziom instrumentów, a także strojów, tkanin, chust,
koronek. Te drenowała Cepelia, ,,Mazowsze", ,,Śląsk", no
i muzea.
Jednocześnie Pan, i jemu podobni, staraliście się pod­
trzymywać tradycje lokalne, powstało Stowarzyszenie Twór­
ców Ludowych, organizuje się konkursy. Przyzna Pan, że te
dwie tendencje nie są spójne - ożywiać, podtrzymywać
tradycje i wykupywać autentyki, czy w przypadku muzyki
- instrumenty.
Otóż ja poczytuję sobie za zasługę nie to, że uchroniłem ileś
tam instrumentów od zniszczenia, dzięki czemu udało się
dokonać nagrań i przywrócić, choćby częściowo, szacunek
dla tej muzyki i tych ludzi. Cieszy mnie ogromnie fakt, że pod
wpływem nagrań i audycji w radiu, niektórzy ludzie na wsi
kupili sobie nawet skrzypce. Zdarza się nieraz, że gdy idą
jako goście na wesele, biorą ze sobą skrzypce i potem jak się
kapela popije albo jest przerwa, to grają i śpiewają.
Czy to jakoś rzutuje na stosunek do muzykantów, których
Pan nagrywa?

61

�11. 7. Grają Wojciech Kępa i Adam kacprzyk. Żadlowicc. 1988

Niewątpliwie. Przykładem niech będą ci wysłani przeze
mnie skrzypkowie do Kazimierza. Przedtem traktowano ich
jak ostatnie popychle, jeden z nich wstydził się wręcz grać
przy ludziach, ponieważ śmiali się z niego, chodził więc za
stodołę i tam grał. Inni muzykanci traktowali go pogard­
liwie. Ale po Kazimierzu, po kilku latach, akcje jego poszły
w górę, zwłaszcza po tym, jak usłyszano go w radio
i zobaczono, że przywiózł z tego Kazimierza jakieś pieniądze,
nagrodę. Lepsza atmosfera powstała wokół nich, ale nie
wobec ich muzyki.
A czy taki wyjazd na festiwal, jak do Kazimierza, nie
wpływa na samych muzyków. Kontakty z innymi, sam fakt
słuchania innych wykonań, melodii...
Słuchanie raczej nie odgrywa tu istotnej roli, choć nie
można wykluczyć i tego czynnika, ale chyba ważniejsze są
pouczenia, z najlepszych zresztą płynące intencji. Laureat
z Kazimierza, nieżyjący już skrzypek Władysław Cieślik,
opowiadał, że po tym jak go wytypowano na wyjazd,
przyszedł do niego instruktor, pan magister, i kazał mu grać
tak, jak on uważał, że będzie dobrze. Cieślik z rozgorycze­
niem o tym mówił: „panie, kazał mi grać wolno, tak ja nie
grałem i tak ozdabiać, jak ja nigdy nie ozdabiałem, nie
obchodziło go. że mi się to po prostu nie podoba, bo tak
nigdy nie grywałem". Ale instruktora posłuchał. Dlaczego?
Proszę Pana, muzykant wiejski, oczywiście dobry, zagra
wszystko, co gość sobie zażyczy. O tym nie zapominajmy. I ci
muzykanci nie sprzeniewierzają się sobie, stosując się do
instrukcji etnografów, ponieważ to jest zgodne z ich etyką
zawodową. Ale po co to robić?
Na ile wiarygodny jest obraz rzeczywistości w nagraniach
robionych przez Pana, na ile można uznać je za wierny przekaz
tego, co się działo i dzieje?
Bardzo trudne pytanie. Ciągle muszę je sobie zadawać.
Może zacznę odpowiedź od omówienia grup muzykantów,
z którymi miałem do czynienia. Otóż do pierwszej, najwyż­
szej, należeli skrzypkowie najdrożej opłacani, rzeczywiście
najlepsi, oni to obgrywali wesela, zamawiało się ich nawet na
pół roku naprzód. Tych jest najmniej. Wykańczał ich
morderczy tryb życia, napięcie, wódka, papierosy, nieprze­
spane noce. Nie dożywali długiego wieku. Ci, którzy zostali,
mieli już swoje szczytowe osiągnięcia za sobą i wcale nie byli
skorzy do nagrań.
Drugą grupę tworzyli muzycy o średnim poziomie, ponie­
waż jednak potrzeba muzyki była duża, zarabiali, obsługując

62

chrzciny, no i zabawy, tylko sporadycznie grali na weselach.
Otóż właśnie oni najczęściej są obecnie nagrywani, oni
uczestniczą w festiwalach, konkursach. Przedtem niedowar­
tościowani, zdominowani przez mistrzów, pozostawali na
drugim planie, teraz zaś mają swój czas odwetu, ich się widzi,
oni są aktywni.
No i trzecia grupa, najsłabszych. Ci już w ogóle nie trafiali
na wesela, zapraszano ich na zabawy, grywali w domu dla
siebie, sąsiadów.
Pierwszych można uznać za profesjonalistów, ci
ostatni, to jak byśmy powiedzieli - amatorzy. Zafałszowa '
obrazu rzeczywistego wynika więc z tego powodu, że na­
grywamy przeważnie tych z drugiej i trzeciej grupy, c.
wypacza przecież obraz. Ich repertuar był co prawda taki
sam, ten sam, tyle że uboższy. Czym młodszy muzykant, tym
mniejszy miał repertuar, ale nie tylko tym się różnił
mistrzów. Słuchając słabszych skrzypków nie możemy mi'
pojęcia o manierze wykonawczej i sposobach interpretacyj
nych.
Druga sprawa, łatwiej nagrać repertuar weselny, mazur "
oberki, polki, niż to, co wykonywano na zabawach. Ok
1950 r. zaczęły występować zasadnicze różnice repertuaro
pomiędzy weselami a zabawami. O ile weselny repertuar
obwarowany tradycją, obrzędem zachował się dłużej, o tyl
zabawowy podlegał szybkim zmianom. W dwudziestoleci
wchodzą walce, fokstroty, później modne przeboje,
slow-foksy, zmieniło się też instrumentarium, wszedł „dżaz ,
w latach pięćdziesiątych, by zniknąć po dziesięciu latach
rzecz perkusji. Ten dżez przyszedł z miast, wsi położony
bliżej miast. Był to prosty zestaw perkusyjny, czyli bę
z pedałem, piórnik i werbel, czyli czynel.
Ale etnografowie nie dokumentowali tych z m i a n , tego, co
się działo na ich oczach.
To niestety znamienne dla etnografów-dokumentalistóWT
w pogoni za ,,czystym", nie zafałszowanym obrazem przesil
ści, pomijali wszystko, co się z nim nie zgadzało, kiedyś na
zapytany znienacka - kto to jest etnograf? odpowiedziałem
namysłu - człowiek, który zawsze się spóźnia.
Właśnie, chociażby ten problem akordeonu. Ale chcia
poruszyć jeszcze jedną trudność, którą się ma, chcąc
twarzać dawniejszy repertuar. Trzeba go rejestrować w
kim składzie, w jakim był grany, a to jest trudne, często
niemożliwe, każda licząca się kapela przed wojną nv
mieć instrument dęty, trąbkę, rzadziej klarnet. Tymcza
-

1

�П. 8. Józef Trzeciak (skrzypek) z ż o n ą Natalią. Bębenek zrobiony z Tory, tj. z „ ż y d o w s k i c h pacierzy". Radomskie, 1987.

wiatach pięćdziesiątych - sześćdziesiątych tradycyjny reper­
tuar wykonywały już kapele w składzie: harmonia, skrzypce,
trąbka lub saksofon i dżaz. Prawie nie ma nagrań z trąbką,
a także saksofonem, tak modnym tuż po wojnie. Tylko raz
udało mi się nagrać kapelę w pełnym dawnym składzie,
z trąbką.
To, co słyszymy, nie jest już autentykiem, nieraz daje się
w takim wykonaniu dostrzec odbite echo już teraz słysza­
nych wykonań. Choćby w radiu. A to światło odbite przez
masmedia, przefiltrowane przez instytucje kulturalne, domy
kultury.
Natomiast wierne są rzeczywistości dwa nagrania, które
zrobiłem kilka lat temu. Jedno, to rejestracja filmowa
zabawy weselnej, druga - współczesne, autentyczne oczepi­
ny. Byłem zdumiony, kiedy udało mi się je zarejestrować na
wideo, w Radomskiem. Grały dwie kapele, jedna w remizie
strażackiej, o jakieś sto metrów od domu weselnego, druga
w nim. Ta w remizie występowała w składzie: dwie gitary,
organy elektryczne i perkusja, natomiast w domu grała dla
gości i do oczepin kapela złożona ze skrzypiec i perkusji.
Skrzypce już z elektrycznym wzmacniaczem, a do tego
dyskotekowe mrugacze, które się zapalały w trakcie gry.
Repertuar tradycyjny oraz przeboje! Przy czym oczepiny,
wyjątkowo dobrze odśpiewane, na zrębach starej obrzędo­
wości, lecz już z inną treścią jej nadaną. Kuplety starszej
druhny były ułożone zawczasu, to prawda, ale tak jest
obecnie. Oczepiny nie sprowadzają się teraz do zdjęcia
czepca, są jakby pretekstem do składania prezentów lub
Pieniędzy dla młodych na nową drogę życia. A nie są to tylko
symboliczne dary, stawki są z góry wiadome gościom. Wśród
darów znalazł się telewizor, mikser, inne przedmioty po­
trzebne młodym, a kosztowne. Pary przychodzące na wesele
bez darów wręczały pieniądze „na czepek". Wówczas było to
°koło 10.000 zł, czyli tak jak obecnie dwieście tysięcy, czy
Więcej. Wszystkie dary od razu komentowały druhny dow­
cipnymi komentarzami, odśpiewanymi na rzecz telewizora,
laksera czy odkurzacza. Oczywiście były to śpiewki im­
prowizowane. Niezwykłe to nagranie. Nie wiem, czy teraz
dałoby się coś takiego zrobić.
Współczesne wesela muszą odpowiadać wymogom młoziezy. Upodobaniom dziś występującym. Panna młoda
Przygotowuje ucztą weselną, natomiast pan młody zgadza
Pelę, ustala rodzaj repertuaru, no i oczywiście odpowiada
wódkę na weselu. A o tym, jaki dziś dominuje repertuar
a

świadczą nagrywane i sprzedawane na targach kasety.
W Radomskiem najbardziej popularny jest zespół Marka
Strzeszkowskiego, układa słowa wraz z zespołem, gra prze­
boje dyskotekowe. To jest współczesny folklor, dominujący.
Jak i gdzie sprzedawane są te kasety?
W różnych miejscach, nawet w Warszawie, na Ursynowie
widziałem je na bazarze, ale najczęściej pojawiają się na
targach. Był pan ostatnio na wsi, na targu?
W Suwałkach i Sejnach. Ale tam dominują już ciuchy
i ..technika"przywożona
z zagranicy.
Jestem stały gościem, wielbicielem targów. Maluję je,
ludzi, sytuacje. Otóż, gdzieś w środku 1990 roku przeszły one
niewiarygodną metamorfozę, zniknęły kury, jajka, przetaki,
pojawiły się zaś taśmy wideo, ciuchy z Turcji, elektronika
z Hongkongu, „Ruskie", no i właśnie kasety. Wydają je
mniej, czy bardziej legalne wytwórnie i sprzedają w całym
kraju.
Kiedy mówimy o targach, jarmarkach, chciałbym zapytać
także o dziadów, to była przecież cala instytucja, zwłaszcza
w erze przedelektronicznej.
Oczywiście! Były to czasy, gdy opowieści, ballady dziado­
wskie stanowiły ważne ważne źródło informacji. One kształ­
towały wyobraźnię, sposób widzenia świata. Tego orbis
exterior. Opowiem Panu zabawną historyjkę.
Radomskie Ulaski Grzmiąckie, rok 1945. Wieś zapadła,
dopiero w 1973 r. zelektryfikowana. Do sąsiada mojego,
rolnika przyszedł wędrowny dziad. Z kosturem, płaszczem,
takim jaki powinien być, z wszytymi woreczkami na kaszę,
no i ten dziad siada, częstują go jadłem, stawiają wódkę,
umawiają się za ile kieliszków odmówi odpowiednią ilość
zdrowasiek, zaśpiewa pieśni nabożne, pomodli się za ich
zdrowie, a na końcu proszą, by opowiedział, co się dzieje na
świecie. No i dziad zaczyna, tu jakiś cud się zdarzył, figura
Matki Bożej krwawymi łzami zapłakała, tam znów zbrodnia
straszliwa, jakaś wdowa i sierota pokrzywdzone przez los, no
- a na świecie - powiada, zdarzyło się to, że Amerykany
rzuciły taką bombę, co całe miasto zburzyła. Tak to wieś
mazowiecka za sprawą dziadów wchodziła w świadomość
wieku atomowego!
Niedaleko od Ulasek znajdowała się wieś Zielonka, wieś
dziadowska. Mieszkały tam tylko dziady, takie z dziada
pradziada. Nie prowadzili gospodarki, czasem coś hodowali,
krówkę, świnki, zjeżdżali do wsi na zimę, od wiosny do
późnej jesieni wędrowali po kraju żebrząc. A raczej - dziadu-

63

�jąc. W latach okupacji zaczęły się dla nich złe dni. Niemcy
tępili ich zaciekle, jako roznosicieli informacji, niezależnych
łączników. A później za to samo prześladowała ich bezpieka,
po czterdziestym piątym roku. Aresztowano ich, zabraniano
chodzenia po wsiach, ale kto dziada upilnuje?
Potem ich rymowane teksty, w tajemnicy przepisywano,
czytano, przekazywano dalej.
O czym były te dziadowskie teksty? O cudach, oczywiście,
o zbrodniach, niezwykłych wydarzeniach, o zamordowaniu
księdza Popiełuszki, o tym, co bulwersowało ludzi, o czym
dziennik telewizyjny nie podawał, a jeśli już - to inaczej.
W dzienniku informacja informację goni, a teksty dziadów
opowiadały tak, że potem człowiek długo tę opowieść
pamiętał. Dziadów już dawno nie ma, ale pozostałością po
ich kulturze są Proroctwa Sybilli.
Zauważyłem to jak byłem świadkiem wejścia pierwszych
telewizorów do chłopskiego życia. Ogromna część informacji
w ogóle nie była odbierana, odczytywana.
Wieś i dzisiaj nie pojmuje uogólnień, duża część informacji
z dzienników w ogóle nie dociera do świadomości ludzi.
Obserwując to zacząłem, rozbawi to Pana, rozumieć sens
greckich tragedii, sens zasady jedności - czasu, miejsca, akcji.
To,co widziałem świadczyło właśnie o tym, że rozbicie tej
jedni czyniło informację nieczytelną. Dopiero ludzie musieli
się uczyć języka masmediów. Nie rozumieli na przykład, jak
to jest, ktoś wychodzi i już jest pokazany na ulicy albo coś się
dzieje kilka dni później. Zrozumiałe, łatwe w odbiorze były
II. 9. Józef Kasiak (skrzypce) i Tadeusz Tarnowski (bębenek).
Radomskie, 1986; il. 10. Kapela braci M ę t ó w gra przed domem na
powitanie gości imieninowych. 1987

tylko rzeczy, które się działy w tym samym miejscu i czasie
których akcja toczyła się w jednym planie.
Przed kilku laty opowiadał u nas w Instytucie semiotyk
z Dorpatu, Cywian, że w podobny sposób publiczność reagowa­
ła na pierwsze filmy. Pociąg przelatywał przez ekran, no i co?
Co się z nim stało? Gdzie zniknął?
Na zakończenie naszej rozmowy, w której tak nieprzy­
zwoicie wyeksploatowałem Pana, chciałbym zapytać, czy
zetknął się Pan z czarami, z magią, zabiegami odczyniania
bądź rzucania uroków.
Owszem, ale były to sytuacje drażliwe, w które zostawałem
wplątany przypadkowo - ktoś przybiega, prosi mego muzy­
kanta o pomoc w odczynieniu uroku. Czuję się niezręcznie
intruzem, on - wyraźnie zawstydzony. Tylko raz zetknąłem
się z sytuacją, charakterystyczną dla efektu - jak to nazwać
- komercjalizacji? Otóż pewien muzyk, po latach przyjaź­
nienia się, powiedział mi przy wódce, zawstydzony, o tym,
czego był świadkiem. Pozwolił mi nawet po naleganiach,
sfilmować tę opowieść, ale z zażenowaniem, prosząc o dys­
krecję. Minęło kilka lat, pan ten otarł się o różne festiwale...
no i zaczął sprzedawać tę swoją opowieść jak towar.
Mam sporo zarejestrowanych opowieści na temat czarów,
także tych związanych z subkulturą muzyczną. Takich,
w których chodziło o zniszczenie konkurencji.
Żeby struna pękła?
Tak, żeby struna pękła, żeby się rozsypały skrzypce, nawet
żeby zabić. Mam kilka dramatycznych relacji dotyczących
takich zdarzeń.
A nie sądzi Pan, że tego rodzaju, jeśli już nie zabiegi, to
intencje, mogą mieć także uczestnicy konkursów, choćby
Wieniawskiego czy Chopinowskiego?
Nie zdziwiłbym się... Zresztą wielu miało różne maskotki.
„ M o i " muzycy kładli na przykład pod duszę skrzypiec
wysuszone skrzydełko nietoperza, żeby skrzypce szaleńczo
brzmiały. Oczywiście także zabiegali o zniszczenie kon­
kurenta.
Słyszałem od kilku muzykantów opowieści o karach za
nieprzestrzeganie postu, granie wówczas, gdy nie należy.
Otrzymywali ostrzeżenia, na przykład, od dwunastej w nocy
post, a skrzypek mówi, no, pograjmy jeszcze piętnaście
minut. W tym momencie drzwi się otwierają, wchodzi czarny
pies i patrzy...
Wiele opowieści dotyczy bluźnierstw wobec wiary katolickiej - i kar poniesionych. Bluźnierstwa były przy tym róże,
np. wdrapanie się w nocy, tyłem, na krzyż przy rozstajnych
drogach. Odczyniano też uroki profanując zwłoki Żydów.
Mam kilka relacji o tym, jak dzień po pogrzebie wykopywa­
no w nocy na kirkucie zwłoki, obcinano łopatą głowę
i zakopywano ją pod progiem muzykanta.
Straszne. Ale pocieszam się, że to tylko opowieść.
Niestety, chyba prawdziwa. Ten, który mi to relacjono­
wał, twierdził, że towarzyszyły temu zakopywaniu pod
progiem domu jego ojca grzmoty, gwizdy, głosy.
Czyli normalny sztafaż filmów o wampirach
Panie Andrzeju, jesetm pełen podziwu dla tego, co Pan
zrobił. Cieszę się, że poza Panem, poza instytucjami oficjal­
nymi jest więcej osób, które z pasją i uporem rejestrują co się
jeszcze da ze świata autentycznej kultury ludowej. Jeżdżą na
Huculszczyznę, śladami Vincenza, tam, gdzie jeszcze można
mówić o jedni: człowieka, kosmosu, przyrody, Boga; gdzie
pieśń wyraża człowieka, a on wyraża się w pieśni, muzyce.
Widziałem niedawno filmy takie, nakręcone przez Zespół
Teatru Wiejskiego w Węgajtach, a także przez Fundację
Pogranicza - w Sejnach. Istnieje Maciej Rychły, Orkiestra
pod wezwaniem Świętego Mikołaja i inni, których nie wspo­
mnę, którzy ratują - w ostatniej już chwili - pamięć starowieku. Ratują przed zapomnieniem, nicością.
Bardzo Panu dziękuję za rozmowę.

64

i

J

j

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9561" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9539">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/76b82d73240f50938bd2032d022f42ef.pdf</src>
        <authentication>f1414d2a4b1262a0477cfa83d363c306</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113861">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2429</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113862">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113863">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2255</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113864">
                <text>Muzykanci radomscy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113865">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.65-66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113866">
                <text>Bieńkowski, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113867">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113868">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113869">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113870">
                <text>Muzykanci radomscy
Andrzej Bieńkowski
Badania nad muzyką ludową i obyczajami muzykantów
prowadzę od 1979 roku. Obejmują one regiony: Radomski,
Opoczyński, Rawski, Grójecki, Skierniewicki i okazjonalnie
Łowicki. Ogółem dotarłem do 608 instrumentalistów ludo­
wych z tych regionów. Kolekcja moja liczy obecnie 200
godzin muzyki instrumentalnej, 170 godzin rejestracji wideo,
15 godzin relacji o czarach muzykantów i ich obyczajach
oraz ponad 5 tysięcy fotografii. Filmy i nagrania robione są
z reguły w domach muzykantów.
Na terenie ziemi radomskiej dotarłem do 141 skrzypków
oraz ponad 100 harmonistów i akordeonistów. Do tej pory
udało mi się zarejestrować na taśmie magnetofonowej lub
wideo 90 skrzypków i 50 harmonistów z Radomskiego.
Pierwotnym motywem moich badań był brak głębszego
zainteresowania muzyką i losami tej licznej rzeszy muzykan­
tów, którzy w większości nie grają już od wielu lat...
Składy kapel weselnych z Radomskiego ulegały w tym
stuleciu zasadniczym zmianom, tak więc początek stulecia to
przede wszystkim skrzypce z bębenkiem jednostronnym.
Basy 4-strunowe tu występujące brano na bogatsze - liczniej­
sze wesela. Skrzypek był godzony na wesele sam i zabierał ze
sobą „statki", czyli skrzypce, basy i bębenek. W czasie wesela
skrzypkowi bębnili i basowali przygodni goście weselni.
Czasem na bardziej prestiżowe wesela skrzypek dobierał
sobie bębnistę, a basowali weselnicy (informacja - Józef
Kędzierski, Walenty Mirecki).
Bębenki jednostronne były średnicy około 40 cm, miały
„cykotki", czyli blaszki, najczęściej z mosiądzu. Skóra na
nich była z psa lub z „porzuconego" (poronionego) cielaka
W czasie I I wojny światowej dość rozpowszechniony byl
obyczaj pokrywania bębnów skórą z Tory, pochodzącej ze
zdemolowanych synagog. Bębenki takie, często zachowane
do dziś, w tym czasie nie były zabierane na wesela, ale
bębniono na nich chodząc „po dyngusie" albo na skromniej­
szych pograjkach. Basy można było kupić na targu w Rado­
miu; część z nich była fabrycznej roboty, np. basy Józefa
Zawiślaka albo robione przez wiejskich lutników - często
muzykantów, np. Władysława Dembowskiego i Jana Kózkę
- basy takie zamwiano bezpośrednio u wykonawcy. Har­
monie pojawiły się po I wojnie światowej, początkowo były
to tzw. „półtonówki" - 12-basowe, 2-rzędowe. Trafiały się
też tzw. dziesiątki - 2-basowe, używane raczej do nauki gry
(informacja - Jan Michalski). Półtonówki dość szybko
zostały wyparte przez bardziej nowoczesne i łatwiejsze w grze
harmonie 3-rzędowe 24-basowe. Najczęściej jeszcze spotyka­
ne instrumenty tego rodzaju pochodzą z wytwórni Meyera.
Leonarda, Paulusa. Do rzadziej spotykanych należą har­
monie Fijałkowskiego, Kwiatka, Rutkowskiego, Wełny.
Królaka, Seipelta. W północnej części Radomskiego istniały
dwie małe wytwórnie harmonii: Fijałkowskiego - ucznia
Meyera, w gminie Mogielnica i Kwatka - ucznia Fijałkows­
kiego, w gminie Radzanów. Udało mi się dotrzeć do kilku
pierwszych harmonistów tego regionu: Józefa Zawiślaka
7 gmina Potworów, Jana Michalskiego - gm. Klwów
i Władysława Gajdy - gm. Radzanów. Są oni bezcennym
źródłem informacji o zmianach, jakie zaszły w muzyce
ludowej i obyczajowości wraz z wprowadzeniem harmonii
do kapel weselnych. Wtedy to zmienił się w kapeli bęben,
cichy bębenek został zastąpiony większym, głośniejszym
barabanem", tj. bębnem dwustronnym z talerzem (zwanym
„tacą"), stopniowo zaczynały zanikać również basy 4-stru­
nowe. W wielu kapelach basy zostały zastąpione przez drugie
skrzypce, czyli kapela grała w składzie: dwoje skrzypiec
bębenek lub baraban (np. kapele Józefa Września, Stefana
Kaczmarka, Antoniego Września). Z wesel basy zniknęły
ostatecznie w czasie I I wojny światowej (przesiedlenia).
1

Wyjątkiem jest Józef Kędzierski, który grał z basami do
końca lat 50-tych.
Wielu skrzypków wycofuje się wtedy z aktywnej gry na
weselach, nie będąc w stanie lub nie chcąc przystosować się
do gry z harmonią (np. Wacław Neska, Walenty Mirecki,
Józef Kietla). Jest interesujące, że dla wielu skrzypków gra
weselna była tylko epizodem młodości, porzuconym po
założeniu rodziny.
W latach 30-tych pojawiają się kolejne udoskonalone
wersje harmonii 3-rzędowych, 80- lub 120-basowych. Tego
typu harmonie spotyka się niekiedy jeszcze teraz na wese­
lach; są to instrumenty: „Radek", „Jędrych", „Lipiński",
„Nowicki". Dobre i znane kapele z lat 30-tych występowały
najczęściej w składzie: harmonia, skrzypce, kornet i baraban.
Pierwsze akordeony pojawiają się w kapelach przez I I wojną.
Mówiąc o instrumentalistach okresu międzywojennego trze­
ba wspomnieć o dość powszechnym „ogrywaniu" skrom­
nych, wiejskich zabaw na organkach solo lub z towarzysze­
niem bębenka (np. Franciszek Reguła, Jan Kłosiński).
Harmonie pedałowe występują tylko w południowej części
woj. radomskiego, są to harmonie firmy: „Meyer" „Rut­
kowski" „Ostrowski".
Kolejne zmiany w instrumentarium kapel następują w po­
łowie lat 50-tych, kiedy w „lepszych" kapelach weselnych
baraban zostaje zastąpiony przez „dżaz", czyli prosty zestaw
perkusyjny (bęben z pedałem, werbel i talerz), a trąbka

�П. 11. Stefan Kotlimowski i Władysław Bieńkowski (bębni trzonkiem drewnianej łyżki). Radomskie. 1989

stopniowo zastępowana jest saksofonem tenorowym, coraz
częściej pojawiają się też akordeony. Trzeba zaznaczyć, że
mówiąc o ewolucji kapel mam na myśli kapele, które
nadawały ton życiu muzycznemu wsi i ustalały nowe kryteria
estetyczne, bo przecież równolegle z tymi kapelami za­
praszano na wesela kapele w składzie tradycyjnym, tzn.
skrzypce z bębenkiem.
Oczywiście wraz ze zmianami w składach kapel następo­
wały też zmiany w repertuarze, ale to już osobny problem.
Wzmacniacze zaczęły się pojawiać na weselach w końcu lat
60-tych. Kapele grają już wtedy na zewnątrz „domu wesel­
nego", pod plandeką, a na wesela zaprasza się więcej gości.
Bardzo szybkie zmiany w kapelach zaczęły zachodzić na
przełomie lat 1970-80. Skrzypce zaczynają być już rzadkoś­
cią, a najczęściej spotykane na weselach kapele występują
w składzie: akordeon - organy elektryczne, gitara basowa,
saksofon i perkusja.
Zmiany te zostały przyspieszone przez inwazję w tym
okresie popularnej muzyki rockowej „nowej generacji"
(kapelę na wesele wybiera i zaprasza pan młody!). Trafiają
się jeszcze niekiedy kapele weselne w tradycyjnym składzie,
czyli: skrzypce, harmonia lub akordeon, saksofon i „dżaz",
ale kapele takie mają coraz mniejsze wzięcie.
Chciałbym zasygnalizować jeszcze jeden czynnik, który
przyczynia się do szybszego wyeliminowania z życia muzycz­
nego wsi tradycyjnych kapel, ale zacznijmy od wydarzenia,
które miało miejsce kilka lat temu na wsi. Jedna z kapel,
która zdobyła I miejsce na Festiwalu w Kazimierzu, została
zaproszona przez sąsiadów na pograjkę. Skończyło się to
tym, że przyjechała milicja, która rozpędziła zabawę, a właś­
cicielowi mieszkania, gdzie się to odbywało wlepiła kole­
gium. Należy przypuszczać, że po takim incydencie nikt
więcej kapeli na „pograjkę" nie zaprosi do siebie. Milicja
działała zgodnie z przepisami, które zakazywały urządzania
nie rejestrowanych zabaw. A chcąc zorganizować zabawę
należało złożyć podanie u miejscowych władz i zapłacić
podatek.
Współczesny muzykant weselny, aby móc legalnie wyko­
nywać swój zawód, powinien po weryfikacjach uzyskać
rodzaj „patentu" na wykonywanie zawodu „wiejskiego
muzykanta" i płacić z tego tytułu podatki. Poddanie się tej
procedurze jest możliwe w wypadku ekspansywnych i zamo­
żnych kapel typu „knajpowego". Natomiast poważnie utru­
dnia organizowanie zabaw ludowych z tradycyjnymi kapela­
mi, których już nikt na wesele nie zaprosi.
W Radomskim jest obecnie czynnych zawodowo zaledwie

66

kilku skrzypków (np. Jan Gaca, Jan Borowiecki, Józef
Zaraś, Jan Bielski), grają oni po kilka wesel w sezonie i mają
stałe zespoły. Drugą grupę stanowią skrzypkowie dorywczo
grywający na weselach lub chrzcinach raz lub dwa razy
w roku (np. Piotr Gaca. Piotr Strzałkowski, Józef Papis,
Wacław Rek, Jan Matysiak). Natomiast znakomita więk­
szość przestała grywać zawodowo przed około 20 laty.
Średnia wieku skrzypków wynosi od 60 do 75 lat (stan
w 1988 г.). Najmłodsi znani mi skrzypkowie radomscy to:
Józef Kmita, Stanisław Lewandowski, Jan Gaca, urodzeni
na początku lat 30-tych. Młodszych skrzypków nie udało mi
się odnaleźć. Za kilka lat staniemy przed problemem braku
skrzypków w tym regionie.
Największą satysfakcję sprawia mi kontakt z najtrudniej­
szą do odnalezienia i nagrania grupą skrzypków takich,
którzy przestali grać 30—40 lat temu. Tym właśnie muzykan­
tom i rekonstrukcjom ich kapel poświąciłem ostatnie 8 lat
pracy. Obok trudności dotarcia do tych artystów, namówie­
nia ich do gry i skompletowania całej kapeli w jej dawnym
składzie wielkim problemem był brak instrumentów muzycz­
nych. Wiele lat szukałem w Radomskim basów i bębenka,
tropiąc je detektywistycznie, kierując się pogłoskami i plot­
kami etc. Znalazłem basy rozbite w stodole w gminie
Potworów i oddałem je do naprawy u wiejskiego lutnika
(nawiasem mówiąc pertraktacje o kupno już rozbitych
basów zajęły mi kilka lat, bowiem okazało się, że mają one
siedmiu sukcesorów). Podobnie było z bębenkiem i baraba­
nem. Jednocześnie gruntownie badałem teren, robiąc do­
kładną ewidencję skrzypków grających z basami, basistów
i bębnistów. Starałem się zorientować, kto w okresie aktyw­
ności muzycznej skrzypków był najbardziej znanym i cenio­
nym muzykantem i jakie w tym czasie oberki, polki, mazurki
i walce grywał. Okazało się to bardzo pomocne w nagraniach
dla stworzenia klimatu wspólnoty zainteresowań, który
bardzo pomaga muzykantom w przypomnieniu sobie w za­
kamarkach pamięci tych utworów, które przestały być juz
obiegowe w ich wsi. Szczególnie ważne było to w wypadku
nagrań Wacława Neski, nie grającego już od 45 lat, i Jana
Kietli, Stefana Kaczmarka, nie grających prawie od 30 lat.
Do nagrań dochodziło niekiedy po kilku latach pertraktacji
i wzajemnym poznaniu się, a warunkiem ich dokonania było
dostarczenie kapeli wszystkich instrumentów (np. kapele
Walentego Mireckiego, Wacława Neski, Stefana Kaczmar­
ka, Antoniego Września), których już muzykanci od wielu
lat nie mieli.
Chciałbym zwrócić uwagę na bardzo ciekawy mikroregion

�И. 12. Wesele w Nieznamierowicach, 1987. Zdjęcie zrobione w drugi dzień wesela, w czasie przeprowadzania gości z domu do remizy. Grają:
Józef Porczek i Jan Gaca (ma skrzypce ze wzmacniaczem własnej roboty. Na pasku powieszony głośnik).
muzyczny w Radomskiem, zajmuje on z grubsza obszar
między miejscowościami - od południa Skrzyńskiem i Drze­
wicą a Potworowem i Odrzywołem od północy. Muzyka tam
grana była nazywana przez muzykantów spoza tego mikro­
regionu muzyką „kajoków" (od noszonych tam tradycyj­
nych „swojej roboty" spodni - w przeciwieństwie do brycze­
sów noszonych już przez wiejskich chłopaków spoza tej
strefy (informacja Franciszka Reguły i Wacława Reka). Inna
nazwa tej muzyki to muzyka „polna" - inf. Józefa Łudczaka
i Józefa Września), w przeciwieństwie do muzyki „Lesiaków" - którą oni grają. Muzykanci grający po „kajocku"
często określają swoją muzykę jako „rdzuchowską". Tych
kilku niezwykłych skrzypków grających po kajocku, których
można odnaleźć w terenie, ma rodowód muzyczny wywo­
dzący się od znanego muzykanckiego rodu Kędzierskich (np.

Tadeusz Jedynak i Piotr Gaca są uczniami Jana Bogusza,
który z kolei uczył się u Jana Kędzierskiego).
Najwspanialszy przedstawiciel muzyki
„kajockiej"
- skrzypek Józef Kędzierski mówi o swojej grze: „muzyka
powinna iść do nieba, musi być tak wyciągana, jak do nieba
i tak grana, żeby następnego dnia żaden chłopak nie potrafił
zagwizdać mojego obera - bo inaczej jest to łatwizna".
Wydaje mi się, że to wyznanie w niezwykle trafny sposób
pokazuje najbardziej istotne cechy tej bardzo emocjonalnej
muzyki, gdzie oberki zgrupowane w jakby bloki muzyczne
były grane po kilka godzin bez przerwy. Wyróżnia tę muzykę
niezwykle rozbudowana improwizacja. Oberki takie, o ile
grane są poza tym obszarem, nazwyne są „rdzuchowiaka-

Problemy dokumentacji wideo
Andrzej Bieńkowski
Rozpoczynając w 1985 r. dokumentowanie folkloru i życia
muzycznego na wsi Polski centralnej na taśmie wideo nie
zdawałem sobie sprawy, jak dalece ten nowy i rewolucyjny
wręcz środek przekazu zmieni i rozszerzy moje spojrzenie na
folklor i jego przemiany, jak pomoże mi zobaczyć zjawiska,
które w dotychczasowym badaniu muzyki ludowej łatwo
uchodzą uwadze. Możliwość filmowania we wnętrzach wiejs­
kich domów bez specjalnego dodatkowego oświetlenia i ekipy,
która normalnie towarzyszy filmowaniu pozwala na stworze­
nie sytuacji, która nie peszy mieszkańców wsi, a jednocześnie
działa stymulująco na grę i zachowania jej towarzyszące.
Stwarza to doskonałe warunki do odtworzenia bądź stymulo­
wania prawie normalnych sytuacji, w jakich odbywały się
wiejskie muzykowania i obrzędy.
Aby móc zdokumentować życie muzyczne wsi, niezbędnym
Warunkiem jest świadomość sytuacji, w jakiej znajduje się
kultura wiejska, a w szczególności ten jej rozdział, którym jest
muzyka ludowa.
Problem autentyzmu kapel ludowych
Jest naturalną skłonnością ludzi zajmujących się muzyką
ludową wydobywanie i rejestrowanie tej muzyki, która jest

najstarsza, najbardziej archaiczna i w opinii miejskiej uchodzi
za najbardziej wartościową. Postawa taka, mimo oczywistych
walorów badawczych, rodzi szereg niebezpieczeństw. Dotyczą
one repertuaru kapel ludowych, ich składu instrumentalnego
i manier wykonawczych.
Skrzypkowie ludowi Polski centralnej to w przeważającej
większości ludzie urodzeni w przedziale czasowym lat
1915-1930, a więc pokolenie, które zaczęło grać na weselach
w latach 1935-1945.
W latach tych taneczna muzyka weselna w zasadzie nie
odbiegała swym repertuarem od muzyki granej na zabawach
i pograjkach. W tym okresie kapele wykonywały utwory
zgrupowane w blokach muzycznych, po których następowała
przerwa na odpoczynek. W takim bloku muzycznym za­
czynanym i zakańczanym oberkiem grano walce, polki, tanga
i fokstroty. Wszystkie te gatunki muzyczne egzystowały na
równoprawnych zasadach. Kapele z którymi miałem do
czynienia, a które nie otarły się o festiwale, ani o instruktorów
z domów kultury, w czasie nagrań grały wszystkie te rodzaje
utworów jako muzykę wiejską.
Natomiast, kiedy nagrywa się takie same kapele, które już
jednak otarły się o „wymagania fachowców", zauważa się, iż
próbują one eliminować ze swego repertuaru tanga, walce,

67

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9562" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9540">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8c4244044df3dd8ab170b60d97215826.pdf</src>
        <authentication>523476c9cce6ebba19c117062f77659b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113871">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2430</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113872">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113873">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2256</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113874">
                <text>Problemy dokumentacji wideo / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113875">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.67-68</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113876">
                <text>Bieńkowski, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113877">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113878">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113879">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113880">
                <text>И. 12. Wesele w Nieznamierowicach, 1987. Zdjęcie zrobione w drugi dzień wesela, w czasie przeprowadzania gości z domu do remizy. Grają:
Józef Porczek i Jan Gaca (ma skrzypce ze wzmacniaczem własnej roboty. Na pasku powieszony głośnik).
muzyczny w Radomskiem, zajmuje on z grubsza obszar
między miejscowościami - od południa Skrzyńskiem i Drze­
wicą a Potworowem i Odrzywołem od północy. Muzyka tam
grana była nazywana przez muzykantów spoza tego mikro­
regionu muzyką „kajoków" (od noszonych tam tradycyj­
nych „swojej roboty" spodni - w przeciwieństwie do brycze­
sów noszonych już przez wiejskich chłopaków spoza tej
strefy (informacja Franciszka Reguły i Wacława Reka). Inna
nazwa tej muzyki to muzyka „polna" - inf. Józefa Łudczaka
i Józefa Września), w przeciwieństwie do muzyki „Lesiaków" - którą oni grają. Muzykanci grający po „kajocku"
często określają swoją muzykę jako „rdzuchowską". Tych
kilku niezwykłych skrzypków grających po kajocku, których
można odnaleźć w terenie, ma rodowód muzyczny wywo­
dzący się od znanego muzykanckiego rodu Kędzierskich (np.

Tadeusz Jedynak i Piotr Gaca są uczniami Jana Bogusza,
który z kolei uczył się u Jana Kędzierskiego).
Najwspanialszy przedstawiciel muzyki
„kajockiej"
- skrzypek Józef Kędzierski mówi o swojej grze: „muzyka
powinna iść do nieba, musi być tak wyciągana, jak do nieba
i tak grana, żeby następnego dnia żaden chłopak nie potrafił
zagwizdać mojego obera - bo inaczej jest to łatwizna".
Wydaje mi się, że to wyznanie w niezwykle trafny sposób
pokazuje najbardziej istotne cechy tej bardzo emocjonalnej
muzyki, gdzie oberki zgrupowane w jakby bloki muzyczne
były grane po kilka godzin bez przerwy. Wyróżnia tę muzykę
niezwykle rozbudowana improwizacja. Oberki takie, o ile
grane są poza tym obszarem, nazwyne są „rdzuchowiaka-

Problemy dokumentacji wideo
Andrzej Bieńkowski
Rozpoczynając w 1985 r. dokumentowanie folkloru i życia
muzycznego na wsi Polski centralnej na taśmie wideo nie
zdawałem sobie sprawy, jak dalece ten nowy i rewolucyjny
wręcz środek przekazu zmieni i rozszerzy moje spojrzenie na
folklor i jego przemiany, jak pomoże mi zobaczyć zjawiska,
które w dotychczasowym badaniu muzyki ludowej łatwo
uchodzą uwadze. Możliwość filmowania we wnętrzach wiejs­
kich domów bez specjalnego dodatkowego oświetlenia i ekipy,
która normalnie towarzyszy filmowaniu pozwala na stworze­
nie sytuacji, która nie peszy mieszkańców wsi, a jednocześnie
działa stymulująco na grę i zachowania jej towarzyszące.
Stwarza to doskonałe warunki do odtworzenia bądź stymulo­
wania prawie normalnych sytuacji, w jakich odbywały się
wiejskie muzykowania i obrzędy.
Aby móc zdokumentować życie muzyczne wsi, niezbędnym
Warunkiem jest świadomość sytuacji, w jakiej znajduje się
kultura wiejska, a w szczególności ten jej rozdział, którym jest
muzyka ludowa.
Problem autentyzmu kapel ludowych
Jest naturalną skłonnością ludzi zajmujących się muzyką
ludową wydobywanie i rejestrowanie tej muzyki, która jest

najstarsza, najbardziej archaiczna i w opinii miejskiej uchodzi
za najbardziej wartościową. Postawa taka, mimo oczywistych
walorów badawczych, rodzi szereg niebezpieczeństw. Dotyczą
one repertuaru kapel ludowych, ich składu instrumentalnego
i manier wykonawczych.
Skrzypkowie ludowi Polski centralnej to w przeważającej
większości ludzie urodzeni w przedziale czasowym lat
1915-1930, a więc pokolenie, które zaczęło grać na weselach
w latach 1935-1945.
W latach tych taneczna muzyka weselna w zasadzie nie
odbiegała swym repertuarem od muzyki granej na zabawach
i pograjkach. W tym okresie kapele wykonywały utwory
zgrupowane w blokach muzycznych, po których następowała
przerwa na odpoczynek. W takim bloku muzycznym za­
czynanym i zakańczanym oberkiem grano walce, polki, tanga
i fokstroty. Wszystkie te gatunki muzyczne egzystowały na
równoprawnych zasadach. Kapele z którymi miałem do
czynienia, a które nie otarły się o festiwale, ani o instruktorów
z domów kultury, w czasie nagrań grały wszystkie te rodzaje
utworów jako muzykę wiejską.
Natomiast, kiedy nagrywa się takie same kapele, które już
jednak otarły się o „wymagania fachowców", zauważa się, iż
próbują one eliminować ze swego repertuaru tanga, walce,

67

�fokstroty itp. Wystarczy jednak porozmawiać z muzykami,
aby dojść do wniosku, że nie wynika to z poczucia „ludowości"
czy „nieludowości" tej muzyki, tylko jest skutkiem wpływu na
ich repertuar ludzi z zewnątrz. Wydaje się rzeczą ważną, aby
przy dokumentacji folkloru traktować tę część reperturaru
kapel jak równoprawną w jej znaczeniu przy badaniu muzyki
wsi, przy dokumentacji sytuacji autentycznej.
Problem składu instrumentalnego kapel ludowych
Rozpocznę od cytatu z Regulaminu Ogólnopolskiego Fes­
tiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych - Kazimierz 1988 г.: „W
festiwalu mogą wziąć udział: instrumentaliści-soliści grający
na tradycyjnych instrumentach jak: skrzypce złóbcoki, mazanki, cymbały, dudy, gajdy, kozioł, trombita, ligawka, bazuna,
harmonia, różnego rodzaju fujarki, piszczałki i inne instrume­
nty i narzędzia muzyczne (należy przypomnieć, że akordeon
jest obcy polskiej tradycji ludowej)".
Chciałbym żebyśmy zajęli się bliżej tym fragmentem. Jak
rozumiem regulamin tego ważnego, wspaniałego festiwalu
ocenianego przez najwyższe autorytety naukowe, był przez nie
stworzony, a przynajmniej zaakceptowany, tym samym dob­
rze oddaje kierunki badań i stosunek do folkloru w kraju.
Na wsi Polski centralnej (Radomskie, Opoczyńskie, Raws­
kie) harmonia pojawiła się w kapelach w końcu lat dwudzies­
tych, początku trzydziestych. Bardzo niewielu instrumentalis­
tów mogło sobie pozwolić na kupno tego bardzo drogiego
instrumentu (cena nowej harmonii 3-rzędowej) 80-basowej
wynosiła 700-900 zł). Akordeony pojawiły się w tych okoli­
cach w końcu lat trzydziestych, rozpowszechniły się w czasie
wojny, a w latach pięćdziesiątych zaczęły wypierać harmonie.
Z badań terenowych wynika, że skrzypkowie ludowi w swym
aktywnym życiu muzycznym częściej grywali z akordeonem
niż z harmonią. Różnica w czasie pomiędzy pojawieniem się
harmonii a akordeonu wynosi kilka lat. Stąd prosty wniosek,
że akordeon w kapelach, które możemy jeszcze zarejestrować
jest pełnoprawnym instrumentem ludowym, zakorzenionym
już od blisko półwiecza w życiu muzycznym wsi.
Jeżeli mówimy o niepolskim rodowodzie akordeonów,
powinniśmy pamiętać o takimż rodowodzie harmonii. Pro­
blem jest głębszy i dotyczy stosunku do kultury ludowej
w ogóle, przecież to nie my, ludzie zajmujący się muzyką
ludową, możemy przesądzać, co jest ludowe, a co nie. Decydu­
je o tym społeczność wiejska, jej upodobania i estetyka.
Kultura ludowa, jako zjawisko, jest otwarta, czerpie wzory i in­
spiracje również z innych kultur, inaczej ginie, nie rozwija się.
Przecież w latach tzw. I I Rzeczypospolitej istniały na
obszarze naszego kraju różne kultury wzajemnie oddziałujące
na siebie - polska, żydowska, niemiecka, rosyjska, ukraińska
itp., i ślady tego obecne są do dziś, mimo że staliśmy się krajem
niemal monokulturowym, a w każdym razie to nam przez lata
wmawiano. Dlatego też eliminowanie wpływów innych kultur
zubaża naszą własną.
Zjawisko podobne do eliminowania akordeonu jako niepo­
lskiego instrumentu, można spostrzec w zespołach śpiewa­
czych z rejonów Polski wschodniej. Tam w latach II Rzeczypo­
spolitej w jednej wsi mieszkały społeczności - np. polska
i ukraińska, mieszając się i czerpiąc wzajemnie wzorce kulturo­
we. Pieśni ukraińskie były śpiewane również przez polską część
wsi. Dziś zabrania się tym zespołom śpiewaczym wykonywa­
nia tej ukraińskiej części repertuaru (np. w Kazimierzu).
(Uwaga dotyczy lat osiemdziesiątych). Czy to dbanie o „pol­
skość" w kulturze ludowej nie trąci przesadą? Czy nie ingeruje
się w sytuacje autentyczne?
Podejście takie utrudnia dokumentację z góry eliminując
z rzeczywistości badanej to, co „fachowcy" uznają za obce.
Jeśli więc chcemy utrwalić obraz r z e c z y w i s t e g o składu
kapel, takiego, w jakim naprawdę grywały dla publiczności
wiejskiej, nie wolno zapominać o istnieniu takich instrumen­
tów jak dżaz, który pojawił się na początku lat pięćdziesiątych,
jak saksofon, który pojawił się w tym samym czasie, nie
mówiąc już o elektrycznym instrumentarium ostatnich 20 lat.

68

Maniery wykonawcze
Największy mir wśród muzykantów mieli (i mają) nutowcy
to jest ci, którzy znają nuty, na ogół bowiem muzykanci są
„słuchowcami", do czego przyznają się z pewnym zażenowa­
niem. Skrzypkowie, którzy zaczynali swą działalność muzycz­
ną przed pojawieniem się harmonii i akordeonu grywali
z bębenkiem (czasem z basami i bębenkiem). Zmiany, które
zaszły w muzyce w momencie pojawienia się harmonii i akor­
deonu, zepchnęły skrzypka na drugi plan, to harmonista
decydował teraz o tym, jak będzie grana melodia (skrzypkowie
określają to jako gra na prostkę, bez ozdabiania). Ciekawym
problemem przy nagrywaniu skrzypków jest porównanie, jak
muzyk gra ten sam utwór „w pojedynkę", czyli z bębnem i jak
z harmonią. Dobry skrzypek wiejski to taki, który od razu
zagra zanuconą mu melodię w sposób taki, jak się to od niego
zażąda, dlatego też bardzo trzeba uważać, żeby nie wpłynąć
swoimi gustami na sposób gry skrzypka, ten bowiem szybko
orientuje się, czego oczekuje od niego nagrywający, a co nie
zawsze jest zgodne z tradycją wiejską, jak np. Władysław
Cieślik.
W czasie rejestracji na wideo konieczna jest świadomość
tego typu problemów, jeżeli chcemy uzyskać niezafałszowany
przez nasze życzenia obraz życia muzycznego wsi. Jest to też
ważne z innego względu - akceptacja gustów i zachowań
muzykantów pozwala stworzyć taką atmosferę w czasie
filmowania, kiedy to możemy zauważać zachowania, które nie
są dostrzegalne w sytuacji pouczania i życzeń wobec muzykan­
tów.
Zachowania w czasie gry
Przeglądając ponad 170-godzinne archiwum moich rejest­
racji wideo zacząłem zauważać pewne prawidłowości w za­
chowaniach muzykantów, z których - będąc zajęty filmo­
waniem - nie zdawałem sobie sprawy. W czasie najbardziej
udanych sesji nagraniowych, kiedy muzykanci czuli się swobo­
dnie, a obecność licznych mieszkańców wsi działała na nich
stymulująco, można zaobserwować szczególny typ zachowań
instrumentalistów i śpiewaków. Można te zachowania po­
dzielić na dwie zasadnicze grupy: zachowania imponujące
i zachowania zastępcze. (Omawiam je w zamieszczonym
powyżej wywiadzie).
Opis oddaje te zachowania tylko w przyblżeniu, rejestrować
je może tylko kamera wideo, odpowiednio ustawiona, zdolna
uchwycić to, co najważniejsze w tym muzycznym spektaklu.
A jest to s p e k t a k l , o czym się nie wie, czy nie pamięta,
mając do czynienia tylko z muzycznym nagraniem. Technika
wideo pozwala nam na rejestrację niezwykłych, ekspresyjnych,
ginących przecież zachowań, rejestrację całego rytuału gry
i wzajemnych relacji pomiędzy muzykantami a społecznością
wiejską. To wszystko ucieka przy rejestracji jedynie magneto­
fonowej.
Problemy techniczne, o których trzeba pamiętać, to prawid­
łowe oświetlenie wnętrza, tak żeby dobrze rysowały się twarze
i żeby muzykanci i kamerzysta nie rzucali nawzajem cienia.
Trzeba też pamiętać, kiedy nagrywamy kamerą bez zewnętrz­
nego mikrofonu a tylko mikrofonem wmontowanym w kame­
rę, o kompromisie pomiędzy ciekawym kadrem a prawid­
łowymi proporcjami dźwiękowymi pomiędzy poszczególnymi
instrumentami.
Na zakończenie chciałbym poruszyć jeszcze jeden problem
etyki filmowania. Technika wideo umożliwia filmowanie
sytuacji i zachowań, których ludzie filmowani nie chcieliby
pokazać na zewnątrz, a są nieświadomi tego. że rejestruje ich
kamera. Każdy z dokumentujących na wideo życie muzyczne
wsi musi sam zadecydować, do którego momentu filmowanie
jest pracą naukową, a kiedy wkracza w sferę prywatności
drugiej osoby. Jest to problem ważny. Można bowiem łatwo
w pogoni za autentyzmem i prawdą o tej sferze zapomnieć

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9563" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9541">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5f739c588142b2219fa060c29a550a5a.pdf</src>
        <authentication>1170f1712f379e840b4619bcfe68a02a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113881">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5602</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113882">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113883">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113884">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5208</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113885">
                <text>Wstępniak/ Barbarzyńca 2009 nr 1 (14)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113886">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2009 nr 1 (14)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113887">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113888">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113889">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113890">
                <text>BARBARZYŃCA

Ciało i dusza

Redakcja

w:
r

Marcin Bartoszek, Weronika Chodacz (redaktor naczelna),
Przemysław Ciura, Joanna Florczak, Artur Karwat,
Antonina Lisiecka, Dominika Misiak, Anna Mrozowska,
Michał Nałecz-Niemewski, Katarzyna Nowak, Łukasz
Sochacki, Dariusz Żukowski

numerze, k t ó r y w ł a ś n i e oddajemy w r ę c e Czy­
telnika, pragniemy z a s t a n o w i ć s i ę nad c i a ł e m

( w i ę c t e ż p ł c i ą ) i d u s z ą (w r o z u m i e n i u z a r ó w n o

psycho- jak i antropologicznym) oraz z a l e ż n o ś c i a m i ,

Współpracownicy
Maciej Zborek, Justyna Żurek

jakie z a c h o d z ą m i ę d z y m m i . Dusza m a s i ę do c i a ł a
tak jak duch do materii. M e t a f i z y c z n ą

równowagę

Wydawca

m i ę d z y t y m i elementami symbolizuje

Dziewiątka.

Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury"
oraz Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ

D z i e w i ę ć (wynik m n o ż e n i a trzech przez trzy) pod
k a ż d y m w z g l ę d e m oznacza p e ł n i ę . D z i e w i ę ć jest c h ó ­

Adres wydawcy i redakcji

ul. Gołębia 9
31-007 Kraków
e-mail: redakcja@barbarzynca.com
tel. 012 663 15 32
tel./faks012 663 15 31
http://barbarzynca.com

r ó w anielskich, k r ę g ó w piekielnych, sfer niebieskich.

Recenzje naukowe

D z i e w i ę ć m i e s i ę c y trwa c i ą ż a . Cyfra d z i e w i ę ć m a nie­

Szminka i krew

Przez d z i e w i ę ć d n i t r w a j ą eleuzyjskie misteria. D z i e ­
w i ę ć jest ż y w o t ó w Kota Fritza. D z i e w i ę ć m u z przy­
chodzi na ś w i a t wskutek d z i e w i ę c i u m i ł o s n y c h nocy.

Prof. dr hab.
Czesław Robotycki

Pojęcie refleksyjnosci...

z w y k ł e w ł a ś c i w o ś c i : 2x9 = 18, za zarazem 1 + 8 = 9 i tak
a ż do 9x9. Ponadto 1 + 2 + 3 + 4 + 5 + 6 + 7 + 8 + 9 = 4 5
a

Głodomór...

Prof. dr hab.
Piotr Kowalski

Ludzie progowi

Prof. UJ dr hab.
Zbigniew Libera

„Arabska"polityka

zagraniczna... | Dr hab. Adam Bieniek

4 + 5 = 9 i liczba 123456789 jest podzielna przez 9.

K a ż d y z trzech ś w i a t ó w (niebo, z i e m i ę i podziemia)
symbolizuje trójkąt, cyfra trzy. 3x3 = 9.
Przy n a t ł o k u a r g u m e n t ó w me pozostaje n a m m c
innego, jak p o d n i e ś ć c e n ę do najdoskonalszej

Dzie­

Opieka edytorska i techniczna

w i ą t k i , lepszej nawet od ś w i ę t e j S i ó d e m k i (bo rosną­

WYDAWNICTWO

ce koszty d r u k u i u s ł u g me m a j ą t u mc do rzeczy).

JAK

Obiecujemy solennie, ż e kolejny wzrost ceny n a s t ą p i

www.wydawnictwojak.pl
ul. Zacisze 7, 31-156 Kraków
Projekt

n a j w c z e ś n i e j w 2011 r o k u do 13 z ł o t y c h .

okładki

Redakcja

Dariusz Żukowski
F o t o g r a f i e n a I i 4 s. o k ł a d k i

Krzysztof Pękowski
Nakład 800 egz.
W sprawie prenumeraty prosimy o kontakt z redakcją. Prosimy nadsyłać
propozycje artykułów do publikacji przez e-maił {szczegółowe wskazówki
na naszej stronie internetowej). Materiałów nie zamówionych
nie
zwracamy. Od instytucji oraz firm związanych z kulturą i nauką
przyjmujemy propozycje umieszczenia reklamy w czasopiśmie.

Zapraszamy C z y t e l n i k ó w
do n a d s y ł a n i a t e k s t ó w
na temat szeroko rozumianego
n e o n o m a d y z m u * zamieszkiwania.
A r t y k u ł y zbieramy do p o c z ą t k u

p k t . p l
PfehH* miałki Tcłelonlcznr
Dofinansowano ze
środków Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego.

Redakcja dziękuje Spółce
pkt.pl Polskie Książki
Telefoniczne za finansowe
wsparcie czasopisma.

Sprostowanie: w 13. numerze pisma zdjęcia na s. 24 i 29 błędnie podpisaliśmy.
Ich autorem jest Sławomir Guz, którego bardzo przepraszamy za pomyłkę.

lipca 2009. S z c z e g ó ł y w dziale
A k t u a l n o ś c i na naszej stronie
internetowej barbarzynca.com.

- BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9564" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9542">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/324760ec2c4ab2f95193601ea735440f.pdf</src>
        <authentication>86dc2f88cdeb9a0bc723261131891492</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113891">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5603</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113892">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113893">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113894">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5209</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113895">
                <text>Życie śmieje się z rozumu/ Barbarzyńca 2009 nr 1 (14)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="113896">
                <text>O kłopotach z duszą, języku potocznym, Emilu Cioranie i pograniczności antropologii.Z Dariuszem Czają rozmawia Szymon Uliasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113897">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2009 nr 1 (14), s.3-18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113898">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="113899">
                <text>Uliasz, Szymon</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113900">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113901">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113902">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113903">
                <text>Zycie śmieje się
z rozumu.
O kłopotach z duszą, języku potocznym,
Emilu Goranie i pograniczności antropologii
z Dariuszem
rozmawia
Szymon Uliasz: Chciałbym zacząć od tytułu Ana­
tomia duszy. Pierwszym moim skojarzeniem jest
dzieło Roberta Burtona Anatomia melancholii
z 1621 rol^u, w \tórym mełanchołia przedstawia­
na jest m.in.jako choroba duszy. Książka ta jest
w gruncie rzeczy anatomią człowieka, natomiast
zjawisko mełanchołu jest w niej punktem wyjścia
i perspektywą, w której autor próbuje opisać cały
znany podówczas świat. Pańska Anatomia duszy
niema ambicji bycia współczesnym opus magnum
na temat duszy, co jest chyba oczywiste, ałe skąd
ta^ tytuł?
Dariusz Czaja: Cieszę się, że j u ż na począt­
ku przywołuje pan bardzo mi bliską książkę
Burtona. Bliską, choć bardziej m o ż e z powodu
melancholii n i ż anatomii. Z pewnością jednak
wymyślając tytuł swojej książki nie myślałem
o Anatomii mełanchołii. Nawiasem m ó w i ą c ,
przypominam sobie przeczytaną gdzieś u E m i -

1

Szymon

Czają
Uliasz

la Ciorana uwagę, że jest to najpiękniejszy tytuł
świata... A odpowiedź na pańskie pytanie jest
prosta. Wystarczy sięgnąć do drugiego motta,
które zaczerpnąłem ze świetnego studium Ortegi y Gasseta o topografii naszej przestrzeni we­
wnętrznej [„Jak wygląda, jaka jest anatomia tego,
co zazwyczaj dość mgliście nazywamy duszą? przyp. red.]. To
określenie tak

Jest t o nasze wnętrze ukryte

bardzo mi się

głęboko, d o którego nie możemy

spodobało, ż e

się dostać ,
1

zostało tytułem
całej książki. Z tym wiąże się zabawna anegdota.
Jak pan dobrze wie, prawdziwi naukowcy nie
lubią poetyckich określeń i bardzo się brzydzą
tego typu metaforyką. Jeden z tych prawdziwych
uczonych (czy też m o ż e przeuczonych?) zasia­
dających w radzie instytutu, w którym broniłem
tej pracy {Anatomia duszy była moją rozprawą
habilitacyjną), zdziwił się niepomiernie: jakże

Cytaty pochodzą z książki Dariusza C-L^I Anatomia duszy. Figury wyobraźni

igry językowe,

Wydawnictwo Uniwesytetu

Jagiellońskiego, Kraków 2005. Ich autorami są studenci - respondenci badań przeprowadzonych przez Czaję w ramach
Laboratorium badań empirycznych. Wywiady prowadzili studenci etnologii UJ.

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

�Wywiad

4

Jest t o p r z e d e wszystkim sumienie,

m

o

z

n

a

m

° w i c

o anatomii du-

myśl, może pamięć.

.

. .

szy, skoro, ]ak
wszystkie dzie­

tyczna była więc w zamyśle nie tyle historycznoerudycyjnym wtrętem, ile czysto funkcjonalnym,
pragmatycznym preludium do dalszych kon­
kretnych analiz. Szło mi o to, by w y r y s o w a ć
m a p ę funkcjonujących w kulturze europejskiej

ci wiedzą, dusza jest bezcielesna! Nie wiem, czy
obawiał się, że będę ją ciął na kawałki, czy co?

języków rozmowy o duszy, po to żeby ewentu­

(śmiech) W każdym razie najwyraźniej nie pojął,
że chodzi o metaforyczne słowa. Sapientisat.

alnie odnaleźć je we współczesności. A m o ż e
dokładniej: aby dowiedzieć się, co współczesna

Pomysł przedstawienia językowego

mentalność powtarza (najczęściej bezwiednie)
z zastanego dziedzictwa, co przetrwało

obrazu duszy,

czy językpwo-kułturowej
wiedzy o duszy, daje
wgląd w obecność i miejsce tego pojęcia w świa­
domości potocznej współczesnego człowieka. Co
wynika z konfrontacji i zestawienia ze sobą wiedzy
filozoficznej i teologicznej z wyobrażeniami
na
temat duszy obecnymi w języku

potocznym?

Zasada zestawienia jest bardzo prosta. Punkt
wyjścia był taki: chciałem się zorientować, w jaki
sposób i jakim j ę z y k i e m ludzie współcześni
rozmawiają o duszy. Interesowało mnie to, jak
o tym mówią - to, z jakich pojęciowych kloc­
ków zbudowane są ich wyobrażenia duszy. Żeby
się w tym przepastnym materiale nie pogubić,

mięci kulturowej w dzisiejszym języku, a co jest
novum, co jest ultranowoczesnym impaktem.
Innymi słowy - o jakie elementy wzbogaciliśmy
stary słownik, retorykę, metaforykę w naszym
dzisiejszym myśleniu i opowieściach o duszy
Sądziłem ze lepiej będzie m o ż n a pokazać po
n o w o c z e s n o ś ć rozmowy o duszy wtedy edy
umieści się ją na kontrastowym tle To fasćynuiace słuchać iak ludzie którzy niedv nie mieli
w reku Platona mówią iecoiezvkiem albo naele
ni stad ni zowąd odzvwaia sie Karteziuszem
Mówia'róznymiMężykami sam, o tym nie wielYiuwiij i

U Z J I I J

l i i i jivaiiii^

oaiiii w L y i l l iiiv., vv lv

dząc Szczególnie właśnie zależało mi na tym
tw
nokazać
oy p
orażać
pomieszanie j ę z y K o w - to
to, jiak
aK

a m o ż e nawet nie utopić, wydawało mi się roz­
sądne s p o r z ą d z e n i e czegoś w rodzaju mapy
retorycznej - rekapitulacji kilku podstawowych
w kulturze europejskiej d y s k u r s ó w o duszy:
greckiego, hebrajskiego, chrześcijańskiego i -

mazie z a c z y n a j ą „ m o w i e j ę z y K a m i .
cieKa¬
we,
u w a g a dotyczy me t y i K o r o ż n i e pomiędzy
p o s z c z e g ó l n y m i w y p o w i e d z i a m i , Do to w miarę
oczywiste, ale czasem to p o m i e s z a n i e miało
miejsce w e w n ą t r z j e d n e j w y p o w i e d z i . A m D a r a -

z obszaru nowożytności - kartezjańskiego. To
są w moim przekonaniu cztery zasadnicze tra­

sujące, prawdar

dycje rozinowy o duszy w naszej części świata
Referując je skrótowo śledzę limę rozwój o
wa" konkretnych obrazów metafor porównań
odnoszących się do duszy Nasze myślenie nie
iest nrzeciez zawieszone w nrózni kulturowei
korzysta z anaratu noieciowero i leksykalne^
dostarczonego nrzez tradycie Dusza n,e snadła
n a m z m e b a a i e ś l i i u z to z nieba idei z orze
pastnych głębi starych słowników Część teore­

Nazywa to pan „syndromem

2

C. Ginzburg, Ser i robaki, Wizja świata pewnego młynarza

Menocchia"...

To jest przezwisko pewnego nad wyraz roz­
garniętego m ł y n a r z a żyjącego w X V I wieku
we włoskiej prowincji Friuli, bohatera świet­
nej książki Carla Ginzburga . O n to właśnie,
konstruując na podobieństwo bricoleura swoją
synkretyczną wizję światopoglądową z dostęp­
nych sobie elementów, mówił o świecie różnymi
2

z XVI w., tłum. R. Kłos, Warszawa 1989.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Z Dariuszem Czają r o z m a w i a S z y m o n Uliasz

5

językami, nie bardzo wiedząc, skąd to wszystko
pozbierał. I teraz - jeśli odnieść to do rzeczywi­
stości, o której rozmawiamy, do współczesnych
wyobrażeń duszy - widać jak na dłoni to nieusta­
jące materii pomieszanie, ten m e l a n ż słowników,
języków pochodzących z całkiem różnych para­
fii: trochę retoryki filozoficznej, trochę katechi­
zmu, duża porcja nowomowy psychologicznej,
metaforyka techniczna etc. Obok archaicznych
wyobrażeń duszy jako dymu, powietrza, czegoś
niewidzialnego iiićiiiiy więc nowoczesne kon­
cepty, w których dusza p o r ó w n y w a n a jest do
silnika programu komputerowego czy dyskietki
Wszystko to się rdzeni uciera w ponowoczesnym
tyglu.

antropologii na przedramieniu, powiedzmy od
drugiego roku (śmiech), tak żeby wiedzieli, w co
grają, i żeby nigdy nie zapominali, po co wyru­
szają w teren. Nie po to przecież, by utwierdzać
się w tym, co j u ż wiedzą, ale - również - by dać
się zaskoczyć, by stwierdzić, ż e w krainie wy­
obrażeń coś takiego jak wzorzec metra z Sèvres
nie istnieje. O d tego dopiero m o ż n a zacząć
sensowną analizę i interpretację rzeczywistości.
Pytając o duszę, nie szukaliśmy więc tego, jak
odpowiedzi mają się w stosunku do jakiegoś
wyimaginowa­
nego wzorca
Jest o n a częścią Boga i czymś, c o
(bo nic takieżyje w i e c z n i e . Dusza jest cząstką

Czy chodziło wyłącznie o różnorodność przedsta­
wianych opisów, czy w tym zestawieniu obecna
była jakaś inna miara? Wypowiedzi informatorów
są bowiem rozmaite, od całkiem
infantyłnych
i pretensjonałnych
po najbardziej
zaskakujące,
poetyckie wyobrażenia.
Jasne, że przede wszystkim chodziło o deskrypcję, o przedstawienie maksymalnie szero­
kiego spektrum współczesnych wyobrażeń du­
szy. W tym obszernym worku znalazły się więc
wypowiedzi o różnej wartości intelektualnej,
również i z naszej wielce oświeconej perspekty­
wy infantylne czy zgoła śmieszne. Ale, przepra­
szam, co to ma do rzeczy? Psim obowiązkiem
antropologa jest najpierw i przede wszystkim
rejestracja świata, jaki naprawdę jest, a nie jaki
chcielibyśmy, żeby był! Zapewne marzy nam się,
żeby każdy z naszych r o z m ó w c ó w miał dosko­
nale przemyślany i językowo spójny obraz duszy
a w dodatku potrafił go z precyzją logiczną i we­
w n ę t r z n a koherencia przedstawić. Mało teeo:
najlepiej jeszcze żeby zgadzał się on z naszymi
podefrzeriiami intuiciami N i c na to nie pora
dzc ze tak nie jest. Życie śmieie sie z rozumu".
Tb Gombrowicz. I V dewizę m o ż n a bv w ra­
mach zajęć laboratoryjnych tatuować studentom

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

go nie istnieje)

miłości, czymś, c o jest w e m n i e

ale staraliśmy

najlepsze. N i e potrafię powiedzieć,

się z a n o t o w a ć

jak istnieje dusza, ponieważ jest t o

wszystkie

pytanie o to, jak istnieje Bóg, a ja

-

nawet te najbardziej kurio-

t e g o nie w i e m . I ta w i e d z a nie jest
mi potrzebna,

zalne z naszej
perspektywy - pomysły. A poza tym, wie pan,
wszystko ładnie, wszystko śmiesznie, dokąd po­
zostajemy na poziomie lektury. Ale proszę pyta­
nie o duszę odwrócić do siebie, to zobaczy pan,
że j u ż tak wesoło nie jest. Ma pan do wyboru
albo zastane języki, albo wariacje na ich temat,
albo twórczość własną. Generalnie, łatwo nie
jest - zapewniam.
Jaki był początek y
&gt;
by zająć się wyobrażeniami
l

ch

badań

s

k$
°8
duszy?
d

w

óle

pomysł,

To rzeczywiście ciekawe. U początków tych
badań tkwi pewien zabawny paradoks. O t ó ż
w ramach „Laboratorium badań empirycznych"
prowadziliśmy badania zatytułowane „Kontek­
sty ciała i cielesności". Jak wiadomo, to studenci
są autorami kwestionariusza badawczego. Czy­
tając ich kolejne wersje, zauważyłem, że czegoś
tam brak, i trochę na zasadzie żartu, przekory,
zaproponowałem: skoro zajmujemy się ciałem,
to m o ż e dodajmy też coś o duszy. Zapytajmy

�Wywiad

6

więc: co stało się z duszą? Jeśli jest, to gdzie? Jak
się ma dusza do ciała? Itp. Z czasem okazało się
- ku zaskoczeniu wszystkich, ze m n ą na czele że była to najbardziej fascynująca część wywia­
du. W związku
Dusza jest najbardziej niepojętą

z

tym

w

ko-

rzeczą.

lejnych edy­
cjach kwestio­
nariusza rozbudowaliśmy tę część, nazwijmy
ją „duszną". Była to samodzielna część funk­
cjonująca w ramach szerszego kontekstu ciała
i cielesności.

To zresztą bardzo ciekawe, bo w tego rodzaju
proteście jest kawał fantastycznej, realnej wiedzy
Jest w książce szereg wypowiedzi osób, które nie
definiują siebie jako ludzi religijnych, natomiast
próbują jakoś o duszy mówić, nazywać ją, znaj­
dować słowa na jej opisanie. Jak z tego widać,
respondenci mieli pełną możliwość odpowiedzi,
również negowania samych pytań. Żadnej tresu¬
ry czy ankietowego zamordyzmu. Nominalnie
to były wywiady, choć ja bardzo nie lubię tego
słowa, bo kojarzy się trochę z przesłuchaniem...
Rozmowy?

Jak przebiegały same badania?
Powiem od razu: nadzwyczajnie. Nikt z nas
nie spodziewał się takiego odzewu, nikt nie
przypuszczał, że ludzie będą chcieli tak otwarcie
rozmawiać, no i nikt nie sądził, że dusza jednak
z naszego ciała nie wyleciała, jak m o ż n a by są­
dzić na podstawie rutynowych analiz tego, co
się nazywa - nomen omen - duchem współcze­
sności. Pamiętajmy: to nie był zamknięty i ano­
nimowy tryb ankietowy, lecz klasyczny wywiad
etnograficzny, czyli rozmowa między dwojgiem
ludzi, pełna swoboda rozwijania własnej in­
wencji i odpowiedzi. Pytanie często było tylko
zaczynem do rozmowy: „Czy jest coś takiego
jak dusza?". Jeśli człowiek mówił, rechocząc:
O
CO wv mnie tu pytacie?" to jasne jest że nie
było o czym rozmawiać natomiast jeśli ktoś od
powiadał twierdząco to zadawano m u kolejne
juz bardziei szczegółowe Dvtania Staraliśmy się
to robić bardzo delikatnie niektórzy oczywiście
Drotestowali ale ten protest też przecież o czymś
mówił Brak odnowiedzi tez ,est odnowiedzia
Niechęć czv nracmienie nrzeformułowania nv
tania tez i L odnowiedzi Ktoś na nrzvkład
ó w i ł - r L . e a n wv
n i e n, J u l c i e W w
r, '
mow "
f Wy m m
?GPymCie ra

, f
macnswiatopogiąaucnrzescijansKiego.
m

m

U

a

C

Z

e

m

:
. L^OJUZ

wyraźnie inlormuje, ze dla mego pojęcie duszy
w sposób oczywisty należy do słownika religijne¬
go, a takiej sugestii w ogolę w pytaniu nie było!

Tak, chyba słowo „rozmowa" jest tutaj naj­
lepsze. Chciałbym ujawnić w a ż n ą okoliczność
tych r o z m ó w To bardzo zapadło mi w pamięć po
rozmowach ze studentami. Po każdym wyjściu
w teren spotykaliśmy się w instytucie i rozma­
wialiśmy o tym, co się zdarzyło w trakcie badań.
I co mnie szczególnie zdziwiło - ba, niezmiernie
ucieszyło! - to fakt, że przez wiele tych komen­
tarzy przewijał się ciągle jeden wątek. Otóż tych
ludzi, którzy nie chcieli rozmawiać, był promil,
większość chciała, a część z nich
w praktyce zastosowała się do pewnej średnio­
wiecznej łacińskiej zasady mówiącej o tym iż
dar wymaga odwzajemnienia: do ut des daję,
byś i ty dał. Bardzo duza część ludzi mówiła tak:
Słuchai i a ci coś nowiem o tei duszy ale tv mi
tez Dowiesz Ale nie to co sie obiektywnie sadzi
i myśli o duszy tylko t y m i powiesz akto u cie
bie,est z dusza" Rozumie nan? Co'ś za coś&gt; Nie'
iest tak zeieden
od tuie
drugiego ale obydwie
osohv dzie a sie ze soha swoim, nrzenwśleniami
sa nartnerarni w rozmowie Wvnowiedzi rzestó
• i wier nieywvkle intvmnv tryewrw we
w n e L v r h ™ t r i Rvłn to
ł.twiei
i,
w n ę t r z n y cnarakter. cyio o tym arwiejsze, ze
jak wiadomo, studenci nie tylko byli pytającymi,
ale tez wystąpili w roli „tradycyjnego przedmio­
tu badan W wielu przypadkach widać było, ze
pytający nie traktowali swojej pracy wyłącznie
jako zadanie „na zaliczenie , sami tez w wielu
a

BARBARZYŃCA

1 (14) P 0 0 9

�Z Dariuszem Czają r o z m a w i a S z y m o n Uliasz

wypadkach musieli zdjąć z siebie ubranko neu­
tralnego, obiektywnego „badacza". Rutynowe
ćwiczenia terenowe przenosili na poziom w a ż ­
nej dla obu stron rozmowy. Odczułem to w pew­
nym momencie w sposób naprawdę przejmujący.
Nikomu o tym wcześniej nie mówiłem...

???
Otóż, żeby m ó c pracować na tych materia­
łach, musiałem je uprzednio wpisać do kom­
putera (wywiady były w rękopisach), co ozna­
czało, że ręcznie, „na piechotę", ponad pięćset
w y w i a d ó w trzeba było w p r o w a d z i ć do maszyny,
a później posegregować tematycznie. Pamiętam,
siedziałem przez cały tydzień w pałacu w Nie­
borowie (to nie mój pałac, niestety, tam są pokoje
gościnne), zajmując się tym i tylko tym. Pisałem
niemal non stop, po kilkanaście godzin dziennie.
I wie pan, po pewnym czasie miałem wrażenie,
jakbym przebywał wśród żywych ludzi. Te słow a z kartki zamieniły się w żywe, wyposażone
w jakąś quasi-fizyczność głosy I krążyły one
cały czas wokół mnie. Tak teraz m y ś l ę - m o ż e
dlatego że za m a r t w a litera pisma próbowałem
domyślać sie obrazów konkretnych ludzi Pro
szc s o b i e wyobrazić: pusty pokój wypełniony
radaiacymi s o w a m i ' 7aoewniam z e nie cier
pie na schizofrenie (Lterh)
M o z ę tez dlatego
i i a nie potrafię 'traktować tych tekstów wyłącz
nie ,ako materiałów terenowych" ale mam do
nich emorionalnv stosunek rhor - rzecz iasna
wiekJnśri.
nie l l t n k ™ i a m Rvłn r ™
z w i c K s z o s c i ą się me utożsamiam, cyio tam
wiele wypowiedzi w s p a n i a ł y c h , s z u K a j ą c y c n ,
mepewnycn. l a dziewczyna K t ó r a mowila, ze
nie wie czy dusza j e s t ale bardzo by chciała
zeby była. len c h l o p a K , K t ó r y m o w i l ze j e s t
niewierzący, ale ma pewność, ze dusza t y l K o o d
boga m o ż e pochodzie. l a K i e rzeczy się pamięta.
Oczywiście, bywały tam i glosy ironiczne, złośli­
we, prześmiewcze, ale to margines. Natomiast
mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością,
bo wszystko to przeczytałem u w a ż n i e : z du­
7

1 ( 1 4 ) P009

1

BARBARZYŃCA

7

żej części tych
głosów bije ja­
kaś w e w n ę t r z Nawet^pTze^z
zapisany tekst
p r z e b i j a ł o się
coś
żywego.
W niektórych
wypowie­
dziach, choć to

N i e w i e m , jak dusza tączy się
z ciatem ani gdzie p r z e b y w a .
W y o b r a ż a m t o sobie na rożne
s p o s o b y na przyktad: c z t o w i e k
wciągają razem z o d d e c h e m ,
albo z e w n i k a przez ciato, przez
catą powierzchnię skóry. Myślę,
j n
niersiowei
ze
p irvzpebuvyw
waa w klatce
Kiaice pierbiowej,
P

chociaż można czuć ją w catym

cisls zwlciszczći w ^towis
i oczach,

pewnie drobna
cząstka, dzięki
naszym wywiadowcom zostało uchwycone my­
ślenie in statu nascenai. bardzo często ludzie
mowih. „A wiesz, to ciekawe, bo ja o tym me
myślałem . 1 zaczynali głośno myslec. 1 ytamem
uruchamiano ich w y o b r a ź n i ę i słychać czasem,
ze w momencie, w którym oni formułują zda­
nie, z a c z y n a j ą myslec. N i e mają gotowców,
lecz usiłują w ogromnym trudzie pojęciowym,
retorycznym nadać temu n a z w ę , muszą znaleźć
słowo. Słychać prawie, jak to słowo z trudem się
z nich wydobywa. D l a mnie najbardziej fascy­
nujący, w ó w c z a s gdy spisywałem i zastanawia­
łem się nad tymi tekstami, był właśnie ten mo­
ment szukania przez nich po omacku, szukania
w chaosie. Żyjemy niby w świecie bez duszy, ale
samo słowo istnieje. I teraz rozmawiamy o tym
słowie, mamy duszę, me mamy duszy - obojęt­
nie, ale jak grzebnąć dalej, popytać, co to jest, to
nagle pojawia się trudność, w i d z ę ciemność...
I w tej ciemności trzeba sobie poradzić. I co
wtedy robimy? Albo łapiemy się istniejących
protez i m ó w i m y o duszy jako wiaterku, odde­
chu, promyczku itd, albo łapiemy się tego, co
pod ręką - silników, dyskietek - całej, tak nam
bliskiej, retoryki technicznej, albo próbujemy
własnymi słowami zbudować przestrzeń zna­
czenia. D l a mnie najbardziej fascynujące są te
wywiady, w których ludzie w y r a ź n i e me potra­
fią, ale mimo wszystko próbują zwerbalizować
to, czego w istocie zwerbalizować się nie da.

�Wywiad

8

Joanna To\ars\a-Bafpr w recenzji pańskiej książki

od Homera po de Sadea, to jednak robota odtwór­

chwali „systematyczny przegląd zagadnienia opi­

cza, a poza tym - j ak wspomniałem - była to led­

sywanego zarówno w porządku historii problemu,

wie część wstępna całej pracy, taka rozbiegówka.

jak i historii pojęć" , natomiast dość jednoznacz­

Historyk myśli mógłby powiedzieć, że dokonałem

nie odbiera jakąkolwiek

tu nazbyt dużego skrótu, zresztą tłumaczę się

1

wartość zamieszczonym
wydaje się

z tego we wstępie do części teoretycznej. Z kolei

w dość sporym mate­

nie bardzo wiem, za co mi się dostało. Z a to, że

w książce wynikom badań. Dziwne
to, że jako antropolożka,

riale języka potocznego widzi jedynie
nię, ubóstwo

i pustosłowie".

„monoto­

informatorzy mówią to, co m ó w i ą ? ! Przykro mi,

ludową

ja ich nie programowałem - mówili, co chcie­

Być może

usłyszeć można już jedynie u starych

li. Ja jedynie zarejestrowałem ich wypowiedzi

ludzi na wsiach, ale antropologa kultury chyba

i, nadając temu materiałowi pewien porządek,

powinny interesować przemiany językowe.

Mnie

opracowałem, zanalizowałem, wyprowadziłem

zastanawiająca

wydaje się chociażby owa metafo­

wnioski. M o ż n a dyskutować z założeniami pracy,

ryka związana

z komputerem, systemami zarzą­

z konkretnymi rozwiązaniami, z konkluzjami -

dzania etc. Nie chodzi mi o to, że w jakiś sposób

to rozumiem. Ale dyskutować z respondentami ?!

mądrość

przybliża
przemianę

mi problem duszy, ale ilustruje pewną
mentalną

i idące za nią

przeobrażenia

językowe...

Że mówią to, co mówią? Powiem szczerze: nie do
pojęcia jest dla mnie to, co pan właśnie zacytował,
że cały ten materiał to jedynie nędza intelektualna
i pustosłowie. Skądinąd nigdy nie twierdziłem, że

Hm... (głębokie westchnienie) Najchętniej spu­

zawarte są tam same intelektualne głębie. Nie po

ściłbym na tę recenzję firankę miłosierdzia, ale

to - na litość boską - te badania były robione, by

skoro pan pyta... Zabawne: mam wrażenie, że

jakąś osobliwą duszną „sapiencję" uzyskać - po

Joanna Tokarska chwali mnie za wątpliwe zasługi

tę niech się Tokarska uda do filozofów czy teolo­

i gani za równie wątpliwe przewiny. Zasługi wąt­

gów (do psychologów j u ż nie, bo ci w większości

pliwe, bo przedstawienie panoramiczne europej­

- jakby nie bacząc na źródłosłów własnej dyscy­

skich wyobrażeń na temat duszy, choć owszem,

pliny — j u ż dawno pozbyli się duszy ze swojego

wymagało przedarcia się przez kawałek literatury,

słownika)

JESZCZE. Swoje nadzieje wiążę z językiem w i d o c z n y m i p r z e s t r z e n n y m .
Który zacznie określać na n o w o , i przesądzi nieco inaczej, nasze myślenie. O c h , nie az d o Indian H o p i , którzy
- j a k t w i e r d z i W h o r f - „nie potrafią umiejscowić myśli inaczej jak t y l k o w przestrzeni, ani t e z nie potrafią
oddzielić przestrzeni o d w y n i k ó w myślenia". A z t a k nie, taka w i e l k a n o w a tuna nam się chyba nie zdarzy.
N o ale zawsze, zawsze. Różnica będzie w c a l e wyraźna i m y p r a w d o p o d o b n i e nie umielibyśmy porozumieć
się w petni z o b y w a t e l a m i w i e k u X X I I . Zwtaszcza w kwestii „duszy i „konkretu", „duszy" i „ciała" - stosunku
pomyślanego d o cielesnego. „Dokąd idziesz, Bartoszu?" „ M a m gąsiora w koszu". „Jak się mają w a s z e dzieci?".
„Zawiązany, nie w y l e c i " - I czyżbym ja już nie zakosztował takiej r o z m o w y ?

3

Recenzja zamieszczona w „Tygodniku Powszechnym",

dostępna pod adresem internetowym: http://czytelnia.

4

4

- A n d r z e j Falkiewicz

Andrzej Falkiewicz, Takim ściegiem:,

Wydawnictwo

Dolnośląskie, Wrocław 1991, s.l 10.

onet.pl/0,1341367,l,artykuly.html.

BARBARZVHCA

1 (14) P009

�Z Dariuszem Czają r o z m a w i a S z y m o n Uliasz

Albo najlepiej do pisarzy i poetów.

9

zny, są tam - jak pan wspomniał -

infantylne

wypowiedzi. Ale jest też wiele wypowiedzi co
O, jeszcze lepiej. N a m szło jedynie o to, by

najmniej ciekawych, interesujących. Wystarczy

ustalić, jak to dzisiaj z duszą jest w przestrzeni

przekartkować solidniej dział empiryczny, aby

myślenia potocznego. I zapytać, co znaczy i jak

zobaczyć ogromną różnorodność. Ileż tam zniu-

znaczy to, co ludzie o duszy mówią. A ż tyle

ansowanych wariantów związków między duszą

albo tylko tyle. Poza tym, tak j u ż logicznie rzecz

i ciałem! Ileż hipotez na temat statusu duszy po

biorąc, żeby dokonywać tak twardych, jak wyżej

śmierci ciała! Jak fascynujące poznawczo materii

cytowane, wartościowań, trzeba wiedzieć, jak

pomieszanie! Są tam bezwiedne cytaty z litera­

to n a p r a w d ę

z duszą jest. Z całym szacun­

tury pięknej, z traktatów teologicznych, z kate­

kiem, ale mam wątpliwości, czy doktor habili­

chizmu, z podręczników do psychologii... Trzeba

towana Tokarska to wie. Groteskowe jest też -

naprawdę dużo złej woli, żeby powiedzieć, że to

istotne w jej tekście - przeciwstawienie myślenia

tylko głuptactwa i nieodpowiedzialne bredzenie.

potocznego (głupiego, bezmyślnego, pustego)

Łatwo wydobyć jakąś jedną kuriozalną

m y ś l e n i u ludowemu (oczywiście: m ą d r e m u ,

w i e d ź z ich gąszczu, np. uwagę, że dusza mieści

przemyślanemu, pełnemu). Oczy przecieram ze

się pośrodku czoła, i na tej podstawie budować

zdumienia, bo przecież widać to jak na dłoni, że

później uogólnienia. Nawiasem mówiąc, logika

Tokarska o żadnej realnej kulturze ludowej nie

mityczna tego wyobrażenia jest łatwa do ekspli-

m ó w i , ale o jej intelektualnym (ideologicznym?)

kacji. Albo uznać, że dusza jako dyskietka to z u ­

konstrukcie! Ludowość ma różne imiona i wy­

żyta metafora. Przeciwnie: zdaje mi się ona bar­

miary. I mądry i, bywa, że całkiem głuptacki.

dzo świeża i intrygująca - choć pewnie zużyje

I stereotypowy oczywiście. O czymże w końcu

się za chwilę. Nie mogę pojąć, że całe to duszne

są świetne studia Jerzego Bartmińskiego i jego

dossier prowadzić m o ż e - j ak chce Tokarska - do

uczniów, jak nie o ludowych stereotypach języ­

wniosku o wszechoearniaiacei głupocie a nie

kowych? I to o ich poznawczym charakterze! To
zresztą charakterystyczne: kiedy jeden z naszych
informatorów dzieli się intuicją że dusza m o ż e
przebywać w oczach to dla Tokarskiej jest to
brednia ale iak to samo m ó w i przywoływany
przez Moszyńskiego

ludowy" informator

to

jest to juz wielka mądrość Ambarasujące do
prawdy. Niepojęte jest dla mnie to że tak m ó w i
pani etnograf ponieważ oboietni'e iakie sa te
wypowiedzi one po prostu sa Prawda wvobra
zeń iest ich istnienie Koniec kropka Poza tym
u w a ż a m za skrajną nieuczciwość powiedzenie,
że to sa tylko banały pustosłowia ltd Tak oo pro'
stu nie iest loanna chyba nie czytała tei książki
albo - iak podeirzewam - czytała ia wybiórczo'
bo iest rzeczą niemożliwa
różnorodnych
powiedzieć

1 ( 1 4 ) nn

by maiac kilkaset

wypowiedzi pod reka tak

Owszem są tam banały i mieli

BARBARZYŃCA

B

)t

) B

f

&gt;

na przykład - jak mnie - do wniosku o trudzie
nazywania o walce ze słowami i pośród słów
o wypowiedzenie tego czym dusza jest gdzie
jest jak łączy się z ciałem itp Siła tych wypowie
d z i l e z y w t y m iż próbują.wyrąbaćswój chodnik
w kompletnie nieiasnei w dodatku pogmatwa
nei myślowo i iezykowo przestrzeni Zeby za
kończyć koncvliacvinie powiem że naibardziei
spodobało mi sie w tekście loanny iedno zdanieZ książka ta powinni zapoznać sie w pierw'
s'zym rzędzie ci którzy i tak iei me crzeczytaia
- duszpasterze i katecheci". Prorocze!
Mnie

najbardziej poruszały

wypowiedzi,

pełne były niejasności, zastanowień,

\tóre

niedopowie­

dzeń. Jest w \siąice taki zapis: „]a\ dusza łączy
się z ciałem? Informator zastanawia się długo...
Nie

mówi nic".

�Wywiad

10
No właśnie, daleko nie trzeba szukać. Świet­

la lettre. To rozkręcenie na śrubki i pokazanie

ne! O czym nie m o ż n a mówić, o tym trzeba mil­

nędzy umysłowej i mentalnej Złotej gałęzi Fra-

czeć. Proszę zauważyć, tu rzeczywiście mamy

zera, tam gdzie m ó w i on o przestrzeni duchowej

milczenie, pustkę, i to literalnie. I kto jest tak

świata pierwotnego. Mało kto tak znakomicie

mądry, by powiedzieć, że jest ona pozbawiona

potrafił obnażyć jej irytującą ideologiczność, ba­

treści?

zującą na etnocentrycznej fiksacji. Wittgenstein
dowodzi, że Frazer konstruował zrozumienie

Ludwig

Wittgenstein, {tory wydaje mi się kimś

w rodzaju patrona pańskiego

studium,

tych swoich savages zza biurka, a jego horyzont

pisze

mentalny był co najwyżej horyzontem anglikań­

najtrudniej­

skiego pastora. Pokazuje całą jego ograniczoność

sze okazuje się to, żeby zechciało się ze samym

i prostactwo. Powiada, że j u ż sam fakt, iż Frazer

sobą mówić otwarcie. Trzeba przyzwyczaić

się do

dysponuje w swoim słowniku takimi słowami jak

tego, by mówić to, na co ma się akurat ochotę, bez

ghost czy shade, powinien był go zastanowić, bo ta

względu na to,ja\ bardzo wydawałoby

się to głu­

okoliczność umożliwia mu w ogóle komunikację

pie. Do czegoś sensownego dojść można bowiem

z tym jakoby całkowicie egzotycznym światem

gdzieś: „Kiedy chce się filozofować,

jedynie przez niezmierne pokłady głupoty". Koń­

dzikich. Innymi słowy: jest dowodem na to, że

czy on swój traktat zdaniem: „O czym nie można

przepaść między nami i dzikimi nie jest tak wiel­

mówić, o tym trzeba miłczeć". Cezary Wodziński

ka, jak on sądził. Okazuje się, że nie jest tak, że

na swoich wykładach

z ontołogii negatywnej pa­

my cywilizowani biali, jesteśmy wykonani Z ZU¬

rafrazuje to zdanie, mówiąc: „O czym nie można

pełnie innej gliny. Język nas zdradza, bardziej

mówić, o tym mówić trzeba"... Wydaje misie, że

n i ż nam się to wydaje. Wittgenstein wskazuje,

podobnie jest z duszą. Niewiele, albo zgoła nic,

że wystarczy spojrzeć bliżej na język, którego

możemy powiedzieć

natomiast

rzeczywiście używamy, który służy nam do CO—

i chociażby tego,

dziennego porozumiewania się, by zobaczyć na

z całą pewnością,

bogactwo świata jej wyobrażeń
co nazywa pan „syndromem
o inspirację filozofią

tym poziomie n cisze elementarne pokrewieństwo

Menocchia",

daje się wciąż żywe i istotne. Chciałem

zapytać

Wittgensteina i jego

w powstaniu książki. Przywołuje

rolę

pan w pierw-

z tak pogardzanymi przez brytyjskiego antropo­
loga dzikimi" C z y Wittgenstein był inspiracją?
M o z ę aż tak to nie pewnie jedną z kilku ale
cieszę się że zwrócił pan na. to UWH^c bo jego

rozdziale zdanie: „Cala mitologia złożona
jest tdj TI ciszy'tn języku", zatem pańska książka jest obecność w książce jest wvrazna To skądinąd
bardzo bliski mi filozof fascynujący człowiek
próbą fragmentarycznego ukazania współczesnej
mitologii obecnej w języku potocznym — czy moż­

zakonnik myślenia Zyl'tylko myśleniem i dla

na

myślenia Odziedziczył

takpowiedzieć?

zdaje się igigantyczna

kasę, wszystko to rozdał, żył mało wystawnie
Jak najbardziej. Nie przypadkiem w rozdziale

No i ta iego namiętność w myśleniu

żadnych

wstępnym przypominam i analizuję fenomenal­

nołowicznych rozwiązań I e J n d v kraża o i L o

ny, w moim przekonaniu, tekst Wittgensteina ,

wykładach te kilkuminutowe zawieszenia I ł o

rzadko chyba przywoływany w studiach antropo­

J a laiuo
h o te
kierowane do
siehie w nrzvtomnosri
su
ie Kierowane
uo sieuie,
przytomności

logicznych. To prawdziwa dekonstrukcja avant

słuchaczy uwagi

5

5

L . Wittgenstein, Uwagi o „Złotejgałęzi"

-

jestem głupi jestem głupi"

Frazera, tłum. i oprać. A. Orzechowski, Instytut Kultury, Warszawa 1998.

BARBARZVHCA

1 (14) P009

�Z Dariuszem Czają r o z m a w i a S z y m o n Uliasz

11

Gdzie są dzisiaj tacy wykładowcy, kogo dzisiaj

wielce skomplikowany - nie mamy wiele czasu,

stać na taką szczerość? Dzisiaj wszyscy uczeni

więc odpowiem krótko. W różny sposób filozofia

wszystko wiedzą, a jeśli czegoś nie wiedzą, to

próbuje się dzisiaj uporać z problemem duszy.

i tak się nie przyznają. Wittgenstein jest w a ż n y

Najczęściej, jak pokazuję na licznych przykła­

dla mnie nie tylko jako destruktor ideologiczne­

dach, usuwa ją ze swojego słownika, pokazując,

go języka, ale także jako namiętny poszukiwacz

że jest to językowa złuda, której brak realnego

duszy. Jest niepojęte, że w tym religijnym - choć

desygnatu. Duszy nikt nie widział, no to jej

jasne, że nie w żaden ortodoksyjny sposób - czło­

nie ma. Jak ironizował Ronald Laing: rozcięto

wieku, być m o ż e mistyku, m o ż n a zobaczyć, jak

mózg, pogrzebano w nim solidnie i na nic ta­

Dennett, umysłowość ateistyczną - myśliciela,

kiego nie natrafiono, w z w i ą z k u z czym od stro­

który zmierza do radykalnego usunięcia trady­

ny poznawczej

cyjnego (platońsko-chrześcijańskiego) dyskursu

kwestia prze¬

o duszy. Otóż nie do jego wycięcia namawiał

stała, istnieć bo

Dusz3.j6stzwi^z3.n3.zci3.łsrn [...],

Wittgenstein, ale do przeformułowania języka,

trudno zajmo-

ale w jaki sposób, t o nie w i e m .
D z i w n e , z e człowiek tyle rzeczy

do zmiany jego tektoniki. To jednak p o w a ż n a

wać się czymś,

różnica. Z licznych jego wypowiedzi o duszy

czego nie ma.

przypomnę jedną: pisał w Uwagach o religii, że

Pytania jednak

człowiek jest „najlepszym obrazem ludzkiej du­

pozostają. N a

szy". W i d a ć zatem, że to chyba słaby kandydat na

przykład takie,

bez-dusznego badacza. Czasem mam wrażenie,

fundamentalne: czy dusza w ogóle jest „czymś" ?

że z Wittgensteina filozofa wychyla się antro­

Jest taka w a ż n a książka Gilberta Rylea , który

polog. Nie tylko wtedy, gdy pisze on o mitologii

w sposób bardzo uczciwy i z temperamentem

językowej

ale w ogóle T a jego koncepcja gier

dłubacza, filozofa analitycznego, pokazał coś, co

ezykowych to jak istniejemy w sieci języka jego

zwykło się nazywać błędem kategorialnym. Otóż

rozprawka ó kolorach rozważania o problema¬

w i e , ale nic na t e m a t t e g o , jak
duszatączysięzciatem.

6

dowodzi on, że rozważania o relacji pomiędzy

tyce religijnej - to wszystko godne jest większej

duszą i ciałem (tzw mind-body problem) pro­

uwagi Miałem kiedyś taki pomysł by napisać coś

wadzone w tradycyjnym języku nie mają sensu,

większego o Wittgensteinie jako amropologu, ale

ponieważ dusza - o ile jest - nie jest „czymś",

na razie leży to z tyłu głowy.

nie jest obiektem, przedmiotem. M ó w i e n i e za­
tem o relacji duszy i ciała jest klasycznym przy­

Skoro juz przy filozofii jesteśmy, to jaką rolę pełni

kładem pomieszania poziomów. W podobnym

ona w pańskiej książce?

duchu pisał Wittgenstein: jeśli powiem, że mam

Wiadomo, ze dusza jest
części filozofii współ­

duszę, to jest po zabawie. Powiedziałem j u ż

czesnej (o nauce nie mówiąc) jest ułudą, a w naj-

wszystko, wszedłem w grę językową, z której

łepszym razie trasowany

później j u ż trudno się wyplątać. C o to znaczy,

bytem, który dla pokaźnej

jest z

protekcjonalną

że ją „mam"? C z y tak samo jak „mam" rower

pobłażliwością.

książkę, psa? Chyba nie bardzo.
To złożona kwestia, dochodzi ona do głosu
zwłaszcza w ostatnim rozdziale. Problem jest

6

G. Ryle, Czym jest umysł?,

1 ( 1 4 ) nn

Itojęzyk

nami mówi, a nie odwrotnie.

tłum. W Marciszewski, P W N , Warszawa 1970.

BARBARZYŃCA

�Wywiad

12
Właśnie. W i d a ć , j ak silny przymus wywieraj ą

słem, psychiką itp.? Odpowiedzi na te pytania

na nas językowe konwencje i jak wtłaczają nasze

- powiem to bardzo delikatnie - nie są wcale

myślenie w ślepą poznawczo uliczkę. Ale nawet

oczywiste. Zresztą, nie dajmy się zwariować. Nie

jeśli tak postawić sprawę, to pytanie o duszę nie

jest wcale tak, ż e współczesna filozofia czy na­

znika. Wbrew rewolucyjnej retoryce Dennetta,

uka m ó w i jednym głosem w kwestii duszy. Karl

Pinkera czy Dawkinsa, odsądzających pojęcie

Popper przyznawał się, że bliski jest mu pewien

duszy od czci i wiary, pytanie o jej istnienie (o jej

rodzaj dualizmu, choć niesubstancjalnego. John

takie czy inne rozumienie) nie zniknęło z nasze¬

Eccles, wybitny neurofizjolog, podobnie, choć co

go pola widzenia. Zbyt w a ż n e jest, byśmy ulegli

prawda jego koncepcja psychonów m o ż e nie jest

tej - nawiasem mówiąc, dość redukcyjnej

najszczęśliwsza. Richard Swinburne w niezwy­

toryce. To prawda, pojęcie substancjalnej duszy

kle precyzyjnie prowadzonym wywodzie także

jest nie do utrzymania. Podobnie jak infantylna

przekonuje, że mówienie o duszy wcale nie musi

jest wizja małego człowieczka w naszym wnę—

być nieodpowiedzialną grą słowną. Podaję kilka

trzu, który zawiaduje

p r z y p a d k ó w wybitnych badaczy, by pokazać,
naszym
zachowaniem.

Teatr kartezjański

powiada Daniel Dennett

się zużył. Z całą pewnością. Ale co w zamian?

że nie jest tak, że myśl współczesna „z natury
rzeczy" przyjmuje stanowisko materialistyczne. Toteż we wspomnianym ostatnim rozdzia­

le książki dyskutuję m o ż e nie tyle z nauką, ile
Poważni krytycy dzieła Dennetta — biorę go tu ze scjentyzmem, z ideologicznymi postaciami
na celownik bo' jest wyjątkowo brutalnym i nie
nauki, pokazując ich słabości, jednostronność,
przeiednanym destruktorem naszych dusznych

w y o b r a ż e ń - p o k a z u i a ze nowe metafory które
wprowadza Dennett bv opisać naturę umysłu
sa w niewiele lepszej sytuacji m z cały ten ana'
gaz przez nie­
Myślę, z e o d c z u w a n i e bólu
chroniczny bago odrzucony.
t o j e d n o , jak się skaleczysz na
przyktad. A odczucie duszy t o

Czy jego fnul-

a czasem dogmatyzm. Nawiasem mówiąc, j u ż
po napisaniu pracy zetknąłem się z intrygującą
r o zpr awą Stanisława Judyckiego, który za pomo­
cą racjonalnej argumentacji - z w r a c a j ą c uwagę
między innymi na fenomen pamięci - próbuje
bronić pewnej postaci dualizmu Nie jest więc
7

tak ż e dualizm antropologiczny to domena
tiplc cl&gt;TciJ~ts albo
ciemnych głupków a wysoka myśl opowiada
hojnie stoso­
przekazywane jest przez
sie wyłącznie za twardym monizmem Duzo to
ciato, jest t o j e d y n y sposób jej
wana metafora
bardziej skomplikowane. Pytanie ogólne czy
uzewnętrznienia. Jak cię boli
maszyny von
i w i aki sposób iesteśmy w stanie porzucić na
dusza, t o ptaczesz. To jest jak
Neumanna,
turalna" myśl o odczuwanym w nas rozdwoie
z k o m p o n o w a n i e m muzyki, stan
u ż y w a n e do
mu? Wbrew-rzekomo ostatecznym - dekretom
ducha przelany na papier.
opisania natu­
nauki wciąż będziemy pytać o to rozpołowienie.
ry u m y s ł u , są
pytać o to bo tak iesteśmy skonstru
w lepszej sytua­
owani
A
noża
nie ma pan
nan wrażenia
owam. ł\ poza tvm
tym - me
wrażenia, ze
cji n i ż odrzucony bagaż starych przeświadczeń?
nauka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa
I w ogóle: czy metafora komputerowa (zwróćmy
t ••?
u w a g ę : metafora!) poprawnie opisuje naturę
w tej matem. /\ m o ż e pierwszego s owa jesz¬
tego czegoś, co kiedyś zwano duszą, a teraz umy­
drugie, tylko odczucie duszy

-

cze nie powiedziała r Nie mam wątpliwości, ze

7

S. Judycki, Świadomość

i pamięć.

Uzasadnienie dualizmu antropologicznego, T N K U L , Lublin 2004.

BARBARESCA

l (14)

P009

�Z Dariuszem Czają r o z m a w i a S z y m o n Uliasz

13

czekają nas jeszcze wielkie niespodzianki, gdy

że ci poddani scjentystycznej tresurze, zainfe­

chodzi o badanie zawartości naszej czaszki.

kowani myślą naukową (jak zwykło się mówić:

Nie wiem, czy tego doczekam, pan jest w trochę

empiryczną, trzeźwą, racjonalną) ludzie, będą

lepszej sytuacji. Gdyby stało się coś ważnego,

w ogromnej masie odżegnywać się od stwierdzeń

poproszę o telefon „tam" (śmiech).

o istnieniu duszy. Okazało się, że nie. Dlaczego?
W e ź m y taki przykład: co się dzieje w głowach

Wróćmy jeszcze do anatomii potocznej wizji rze­

studentów psychologii, którzy dostają mocny

czywistości. Język potoczny ja\o wykładnia

świa­

zastrzyk psychofizjologii? Nakazuje on myśleć

z Gadamera. Czy mógłby pan to skomen­

0 tym, co zamknięte w puszce zwanej psychiką,

ta"-to
tować?

w kategoriach funkcji czysto fizjologicznych.
Tam j u ż na żadną duszę - takie dziwo i cudo -

Chcemy czy nie, żyjemy w tym języku. Jeste­

miejsca nie ma. Ale oni muszą żyć na co dzień

śmy czytelnikami rozmaitych tekstów. Czytali­

1 nie robią tego, mając w głowie psychofizjologię,

śmy niejedną książkę psychologiczną, filozoficz­

boby zwariowali! Nie w y o b r a ż a m sobie kogoś,

ną, teologiczną. Mamy w sobie zinterioryzowane

kto porządkowałby swój świat konsekwentnie

rozmaite słowniki i języki. Natomiast w sensie

na podobieństwo psychofizjologii. Zakochałby

elementarnym, egzystencjalnym, emocjonalnym

się i mówił, Że

żyjemy w kategoriach potocznych. Język po­

są to tylko po-

N i e w i e m , w którym m o m e n c i e

toczny buduje nam rzeczywistość taką, w jakiej

budzenia płatu

powstaje dusza. M o z ę jest faza

istniejemy na co dzień. Gadamer przywołuje

czołowego czy

preegzystencji. Niekoniecznie

świetny przykład wyrażenia o Słońcu, które za­

jakiegoś inne-

indywidualnej. Jednostkowość

chodzi. Nie jesteśmy (generalnie) cymbałami

go ustrojstwa?

t o ztudzenie kultury zachodniej.

- chodziliśmy do szkoły, liznęliśmy trochę geo­

Powiedział-

grafii i astronomii. Wiemy coś o obiegu Ziemi

bym

wokół Słońca, ale dla nas Słońce zawsze będzie

że

zachodzić. Ciekawe, prawda? Gadamer, komen­

którą

tując ten przykład, m ó w i o „rzeczywistym pozo­

skądinąd, w życiowym sensie nie jest nam do

rze" - to doskonałe określenie. Zauważmy, ż e

niczego potrzebna. Nie chodzi o to, że jest nie­

w planie życiowym i egzystencjalnym to wiedza

prawdziwa! W większości przypadków wiedzy

nawet,

ta wiedza

M

o

z

e

l s t n i e ć

J

a k a ś

substancjalnana

z b i o r o w a dusza. Boski k o n g l o m e r a t

zjawisk nieuchwytnych,

mamy

potoczna zawiaduje naszym postępowaniem.

empirycznej, jak na przykład w świetnie się roz­

O n a nam porządkuje rzeczywistość. Nieade-

wijających badaniach neurofizjologicznych, za­

kwatność krytyki języka potocznego z punktu

kładam, że wiedza ta jest absolutnie prawdziwa.

widzenia twardej nauki - pomijam, że ten język

Jednak w planie życiowym jest nam niepotrzeb­

jest równie wątpliwy jak wypowiedzi naszych

na. Cytuję gdzieś w książce ten świetny fragment

informatorów, choć naukowcy nigdy się do tego

z Byrona: „The tree of knowłedge

nie przyznają — polega na tym że ci ludzie wciąż

life". Tak, drzewo poznania nie jest, i dodajmy,

w tym języku żyją Jest on najzupełniej r e a 1 n a^

nigdy się nie stanie, drzewem życia. Myśl potocz­

is not that of

opowieścią o świecie Realna w innv snosób n i ż

na nie za bardzo wgryza się w plan epistemolo-

twierdzenia emnirycznei nauki — t&gt;omaea sie

giczny, tak w a ż n y - ba, jedyny! - dla nauki. O n a

uporać z rzeczywistością na co dzień Bardzo

nie chce poznawać, ona chce żyć! Dlatego bywa

ciekawy jest ten rodzai dysiunkcii w głowach

tak, że akceptuje bez trudu rozwiązania nauko­

naszych informatorów. W y d a w a ć by się mogło

we, ale w planie realnym stosuje inną, potoczną

1 (14) P009

BARBARZYŃCA

�Wywiad

14
„logikę". Odkrycia naukowe dotąd nie będą dla

Jeśli j u ż o paradoksach mówimy, w tej ma­

myśli potocznej atrakcyjne, dokąd nie opuszczą

terii znacznie bliższy jest mi Cioran. W jego

przestrzeni czystej epistemologii i nie przej­

książkach są ich całe fury, zwłaszcza w odnie­

dą w sferę egzystencjalną. Myślenie potoczne
bo-

wiem nie tyle

jaki Bóg? - to jakaś pojęciowa kukła. Natomiast

pragnienie

wszystkie jego książki obracają się wokół tego

przenika
D u s z a t o „ja", bo „ja" nie jestem
ciatem - kiedy umrę, t o ciatojest,

ale mnie t a m nie ma.

sieniu do Boga. Wydaje się on sceptykiem to­
talnym. M ó w i tak: dajcie spokój z tym Bogiem,

ile

problemu. I m bardziej się od Niego oddala,

obsesja sensu.

tym częściej do Niego wraca, mimo że w N i e ­

C ó ż nam bowiem z poznania całego świata, je­

go nie wierzy! Ale przecież - powiedzmy sobie

poznania,

śli duszę utracimy? - że sparafrazuję tu, chyba

szczerze - z niego taki ateista jak z koziej dupy

stosownie, słowa z Ewangelii Markowej. O to

g w ó ź d ź . Traktuję jego rozprawy jako destruk­

właśnie idzie - myśl potoczna jest interesow­

cje pojęciowego języka rozmowy o Bogu czy

na, kupuje tylko taki towar, który będzie się

w y o b r a ż e n i a Boga jako siwego starca z brodą,

nadawał do praktycznego użycia. Nie ma dla

polatującego, gdzieś tam, w przestrzeniach ko­

niej większego znaczenia, że „definicja" duszy,

smicznych. Ale ta głęboka intuicja, w e w n ę t r z n a

którą się zadowala, jest ze względów logicznych

sprężyna jego pisarstwa jest - w moim prze­

wadliwa.

konaniu - religijna, choć jest to religijność na
opak, religijność zrozpaczona A Heidegger,

„Bóg jest z definicji niedefimowalny" - to Ko­

jeśli j u ż pan o niego znienacka zaczepił, w tym

łakowskiego

sławnym wywiadzie dla „Spiegla", który miał

definicja Boga. Bra\ definicji nie

uniemożliwiajedna\podj cia
?

rozmowy, a czasem

wręcz przeciwnie...

zostać ogłoszony dopiero po jego śmierci, po­
wiedział coś bardzo zastanawiającego: „Tylko
Bóg mógłby nas uratować". Trzeba się zmierzyć

Dość podobne rzeczy mówią o duszy Szestow

z tym zdaniem w X X I wieku.

i Merleau-Ponty. Nie bardzo wiemy, czym ta du­
sza jest, ale wiemy, że jest. Albo inaczej : wszystko

Bardzo

emocjonalny,

niemal histeryczny, ton

wiemy o duszy, dopóki nikt nas o to nie zapyta.

w pismach Ciorana ma dla mnie wymiar terapeu­

Jest więc dokładnie tak, jak z czasem u św. Augu­

tyczny. Gdy czytamy o samym Ciorame, dowiadu­

styna. Dokąd mnie nikt nie pyta - wiem. Kiedy

jemy się, ie byl bardzo dobrym rozmówcę,

mnie pytają - zaczynają się schody. Chodząc po

biał jeździć na rowerze. Jakby w nim samym nie

ulicy, nie ma pan chyba poczucia, że jest tylko

było tej całej zgnilizny, robactwa i negacji, o której

kawałkiem ścierwa albo białkowym substratem

pisze w „Dziennikach"

- jak w znanej frazie Fryderyka Engelsa, który

radoksalnie - w pesymizmie zaskakujących

mówi, że życie jest formą istnienia białka. Myśli

afekty wnych sformułowań

pan chyba w kategoriach jakoś pojętego roz­

moc

Gombrowicz,

uwiel­

jakby-pa­
oraz

tkwiła jakaś osobliwa

oczyszczająca...

dwojenia? Mimo że - być m o ż e - tej intuicji nie
umiałby pan porządnie spojęciować. Ale sama
intuicja nie jest złudzeniem.

Gombrowicz mocno przesadzał z tą alergią
na Ciorana. M o ż e za bardzo dostrzegał pewne
podobieństwa do swojego myślenia? Zabawne,

U Heideggera znalazłem paradoks: „Bóg jest, ale

t u ż przed pana przyjściem, dosłownie przed

me istnieje".

chwilą, r o z m a w i a ł e m z panem Ireneuszem

BARBARZYŃCA

l (14)

P009

�Z Dariuszem Czają r o z m a w i a S z y m o n Uliasz

15

K a n i ą , tłumaczem Ciorana, znawcą jego pism.
Rozmawialiśmy też trochę o jego sławnych nicościach. Opowiadał mi, między innymi, o swojej
paroletniej korespondencji z jego żoną, Simone
Boue. Pisała na przykład, że przychodziło do
Ciorana wiele listów mówiących właśnie o te­
rapeutycznej wartości jego książek. To zaska­
kujące, p o n i e w a ż wydawałoby się, że takiego
ciemnego szlamu nicości, nihilizmu i scepty¬
cyzmu nie da się wytrzymać. M o ż n a sobie j u ż
tylko pętlę na szyi zawiesić i znaleźć stosowne
drzewo...

leczyć, natomiast gdy podamy jej za dużo, może
już jedynie niweczyć.

Jak z koszmarem, który przyśni nam się w nocy,
natomiast nad ranem budzimy się jakby lżejsi...

1 wyobrażeniowych w opisie tak zwanej „rze­
czywistości duchowej". Ostrzega, by nie brać
pozoru za prawdę, by nie mylić świata, jaki jest,
z pragnieniami, jakim chcielibyśmy go widzieć.
I nade wszystko nie ulegać optymistycznym
złudzeniom na temat natury ludzkiej. Nigdy
nie miałem go za jakiegoś bezmyślnego destruk­
tora. Toż to czystej wody realista! O wątkach
nihilistycznych u Ciorana m o ż e m y powiedzieć,
używając paradoksu, że to jest „pozytywne nic"
- jak pustka w buddyzmie. Nie jest to zero ma."
tematyczne ale pustka która znaczy Ciemny
punkt, od k t ó r e g o m o z ń a się odbić.

8

Albo wręcz przeciwnie (śmiech). Pamiętajmy,
to jednak jest wszystko n a p i s a n e. To nie jest
świat taki, jaki jest, lecz świat przepuszczony
przez pojęciowe, literackie sito. Pewna jego in­
terpretacja. To nie jest też program na życie, tyl­
ko są to pewne intuicje filozoficzne. Ale jest coś
trzeźwego w tym, co napisał Kania w świetnym
wstępie do Na szczytach rozpaczy, iż Ciorana nie
należy czytać przed trzydziestką, bowiem wów¬
CZaS bardzo łatwo się przyswaja tylko czystą ne­
gację, za którą j u ż nic nie idzie. Natomiast C i o mądrze czytany jest trucizną, ale taką, która
leczy. Zresztą przypomnieć warto przy tej "okazji
o znaczacei dwuznaczności w grece Pharmakon
- t o równocześnie i trucizna i 1 ekarstwo.
-

Jak u Agaty BielĄ-Robson,
hfóra odnosi to do
ironii. Zastosowana w odpowiedniej dawce będzie

8

Jeden z najwybitniejszych polskich tłumaczy, eseista.

Jest tu też pewna analogia z Wittgensteinem,
0 którym mówiliśmy wcześniej. Pokazuje on,
że nie warto się pozbywać duszy, lecz trzeba
przearanżować język rozmowy o niej. Podobnie
Cioran nie mówi: kupmy sobie parę kilometrów
sznurka i się wszyscy powieśmy, bo świat jest do
niczego, a Boga nie ma - bo jak ma być, skoro
jest nawet nie do wyobrażenia. O n raczej - tak
go odczytuję - zachęca do nieustannej pracy
nad językiem, do destrukcji idoli: pojęciowych

Na koniec chciałem zapytać o pański stosunek
różnych dyskursów. Była o tym mowa na ostat­
nim spotkaniu z Andrzejem Stasiukiem i Agatę
Bielik-Robson . Antropologiczne bycie na granicy
różnych, wyspecjalizowanych dyskursów - antro­
pologia filmu (pominięcie aparatu filmoznawczego), antropologia literatury (literaturoznawczego)
d

9

(Muttavali). W przygotowaniu jest jego przekład wybitnej

Przekłada! z wielu języków (angielskiego, niemieckiego,

książki Maryli Falk// mito psicológico

greki, łaciny, hebrajskiego, sanskrytu, palijskiego,

(Universitas)

tybetańskiego, rosyjskiego, francuskiego, włoskiego,

o

9

nell'India antica

Spotkanie odbyło się 5 lutego 2009 w krakowskim

hiszpańskiego, portugalskiego, rumuńskiego). Autor

Lokatorze z okazji prezentacji książki Jerzego Borowczyka

przekładów znaczących dziel, m.in.: Eliadego, Ciorana,

i Michała Larka Rozmowa była możliwa.

Rozanowa, Safranskiego, Kerenyiego, Benjamina,

z pisarzami, Stowarzyszenie Czas Kultury, Poznań 2008.

Calasso, biografii Milarepy, wyboru z kanonu palijskiego

1 ( 1 4 ) nn

BARBARZYŃCA

Wywiady

�Wywiad

16
czy etnolingwisty\a i jej odmiany, o której mowa
w „Anatomii
duszy"... Jeszcze ze studiów pa­
miętam narzekania Tadeusza Sławka na herme­
tyczność poszczególnych instytutów i marny stan
komparatystyki oraz znikomą ilość prac interdy­
scyplinarnych -pańskiepisanie
i zainteresowania
zdają się być czymś temu przeciwnym...
Przypadkiem byłem na tym spotkaniu, to
zresztą dość zabawna konfrontacja była... Mniej­
sza o to. Pograniczność to temat dość bliski.
Zdawało mi
i

+

+

•

/• i

,

Iinterpretacja m a s w o j kres t a m ,
gdzie z a t r z y m u j e

się język.

D o p e t n i a się w Ciszy. A j e d n a k
t e n kres jest t a m t y l k o za sprawą
języks.^. Keirl Jcispsrs

się,żegdycho-

f

Z
logię,
\ ° sztywna
P°granica m i ę ­
dzy literackim
i naukowym,
między nauką
a n t r o

a sztuką, j u ż padła. Ale to nieprawda, upiór
scjentyzmu wciąż straszy. Rzeczywiście, od dłuż­
szego czasu świadomie stąpam po granicach. D l a
mnie antropologia od zawsze była dziedziną
fascynującą właśnie przez swoją pograniczność.
Nie definiowała się przez przedmiot, ale przez
sposób ujęcia, szczególne spojrzenie. Jest taka
świetna quasi-definicja, aforystyczne określenie
naszej dyscypliny, autorstwa Zbigniewa Benedyktowicza. Została ona zgłoszona prawie trzy­
dzieści lat temu. Przypomnę ją, bo jest chyba
zupełnie nieznana - pamięć młodzieży nie sięga
chyba tak głębokiego paleolitu. Otóż wedle Benedyktowicza antropologia to „marginesowa na­
uka bez granic". Zdaje mi się, że mimo różnych
moich w y b o r ó w metodologicznych nigdy tej
mantry nie porzuciłem Nigdy za antropologie
nie uważałem studiów tylko nad dzikimi ludami
czy nad kultura ludowa choć - co podkreślam także tvm ta nauka sie zaimuie. Natomiast mnie

10

interesuje świat, który mam za oknem. Intere­
suje mnie to miejsce, gdzie siedzimy. To, co jest
obok mnie. Zawsze powtarzam: po co jechać na
Trobriandy? Po co, skoro one są obok nas, albo
wręcz są w nas. Badajmy egzotykę nie gdzieś
za wodą, ale egzotykę nas samych. Popatrzmy
więc na tego białego człowieka końca X X wie­
ku i zapytajmy go: a jak to kumie u was z duszą
jest? T u się zaczyna antropologia... Pytanie:
jak to robić i jak to badać? Ja staram się upra­
womocniać różne języki, różne typy dyskursu.
Oprócz antropologii studiowałem też filozofię
i teologie wiec dla mnie sa to jeżyki nie tylko
bliskie ale i funkcjonalne Podobnie cały dyskurs
literacki czyli to co wynika z tekstu nominalnie
literackiego jest dla mnie jeżykiem otwierającym
pewna rzeczywistość Nie iest to tylko tekst do
interpretacji' tak iak to n a c z ę ś c i e robi nauka
o literaturze. D l a mnie literatura (jasne, że nie
każda) ma wymiar poznawczy Nie iest tylko
do komentowania ona sama otwiera newne
nrzestrzenie r z e c z y w i s t e g o do któreao
iezvk nankoweao dvsknrsn nie L d o s t e n n Ba
woaóleirhnieL,™
i . k ie
„ „ !
'
w ogoie icn me zauważa, jaK je zauważa,
ma języKa, zeby
tym opowiedzieć, I N I C mnie
bardziej me denerwuje jaK gadanie,
to tylKo stera estetyczna, a życie to życie, ze mię­
dzy nimi nie ma żadnego przejścia, ^ w a ż n i e .
;
l . ^ z i e l i b y ś m y o rzeczach bez Łleguduinejskicn,o czasie bez Czarodziejskiej gory,
o doświadczeniu zła bez Zbrodnii kary czy Jądra
ciemności o spotkaniu z tormą bez fani Ualloway, o relacji ludzie - zwierzęta bez Żywotów
zwierząt, o szmerach codzienności bez 1 ereca
Wymieniać dalej? To są przecież czystej wody
antropologiczne rozpoznania! Dzięki nim wi¬
dzimy ostrzej, myślimy głębiej, wiemy więcej.
a

m

m

7

a

t

n

n

e

W tym kontekście proza Stasiuka...

Cyt. za: L . Kołakowski,/^/ Boga nie ma. O Bogu, Diable, Grzechu i innych zmartwieniach ta\ zwanej filozofii religii,

Znak, Kraków 1988, s. 150.

BARBARZYŃCA

1 (14) P009

�Z Dariuszem Czają r o z m a w i a S z y m o n Uliasz

17

N o właśnie, proza Stasiuka w niektórych
swoich odsłonach zdaje mi się robotą antro­
pologiczną właśnie. Mniej oczywiście jest tego
w powieściach, bardziej w takich tekstach o trud­
nym do ustalenia gatunku: takich zamyśleniach,
gdzieś w pół drogi m i ę d z y r e p o r t a ż o w ą ob­
serwacją, medytacją a esejem. Jak pewne frag­
menty z Babadag, z Dukli czy z Zimy. Albo jak
w niektórych tekstach z tomu esejów Tekturowy
samolot. Zresztą jeden z nich - ten o estetyce
zdjęć pornograficznych - napisał Andrzej na
zamówienie do zredagowanej przeze mnie wie­
le lat temu antologii Mitologie popularne. Dla­
czego m ó w i ę o antropologiczności tego pisar­
stwa? Przede wszystkim dlatego, że sensualny,
finezyjny bogaty i niezwykle inteligentny język
Stasiuka potrafi wydobyć pewna rzeczywistość
z niebytu Potrafi pokazać ze ona jest nazwać
ia nomóc zrozumieć C z y n i e te^ooczekuiemy
właśnie od dobrego tekstu antropologicznego?
Dla mnie antronoloma iest onowieścia o rozma'-

tego nie zrobił, ten fragment świata dla większo­
ści z nas nie istniał. A teraz j u ż tak. Stasiuk nie
tylko odrysował kawałek realnego świata w sło­
wie, ale także wpisał go w język mityczny. Jest
to fantastyczna kontynuacja mitotwórstwa, mitografii Schulza. Jest to więc język, który m o ż n a
umieszczać na poziomie wtórnej mitologii. Ale
także jest to język o ambicjach rewelatorskich,
odsłaniających. Dzięki temu widzimy tę rzeczy­
wistość inaczej, jakby p o raz pierwszy. Myślę, że
są tylko dwa powody napisania antropologicztekstu: opisuje pan znaną rzecz z takiego
punktu widzenia, że nagle zaczynamy ją widzieć
w zupełnie inny sposób albo wydobywa pan na
światło dzienne fragment rzeczywistości o któ­
rym nikt nie pomyślał ze w ogóle jest Stasiuk
jest dobrym przykładem rozumienia antropolo
rii w obu tych zakresach D l a mnie sa to naimek
nieisze przykłady myślenia antropologicznego
choć wiele wody ieszcze unłynie w naszych
rzekach zanim doidzie do instytucjonalne™
zafiksowama iz taki rodzaj literackiego zapisu
będzie mógł zostać nazwany studium antropolo

itych światach l a k m ó w i ł e m - niekoniecznie
uycn swiaiacn. jaK iiiowiiein
o tvrh ecrzotvrznvrh i odlecrłvrh Stasiuk niszar
o Ln\*Ł\ Dukli w v d n b v ł l n i e b L N ^ w . ł
s w o j s K i e j uuKii, wyaopyi j ą niepytu.
azwai,
| '
/ ?
P
)°nainej K a r t o g r a r n . uasiomi jej przepraszam
słowo — duchową architekturę. Nikt wcześniej
7

P

P

x

Dr

r o w i n c

a L n v m T k n n l ^ r n od r J „ - nie id.ie mi n n
gicznym. u s p o K a j a m
razu nie ozie mi o to,
py wyciąć K i a s y K o w , a zamiast M a n n o w s K i e g o ,
j y a n s - i ntcnaraa.czy_Levi-atraussa.wprowadzić
do kanonu Stasiuka, lak daleko m o j e szaleństwo

h a b . D a r i u s z C z a j a - a n t r o p o l o g kultury, p r a c o w n i k n a u k o w y w Instytucie Et­

n o l o g i i i A n t r o p o l o g i i K u l t u r o w e j UJ, c z t o n e k redakcji k w a r t a l n i k a „Konteksty" ( I n s t y t u t
Sztuki P A N ) , w s p ó ł p r a c o w n i k „Tygodnika P o w s z e c h n e g o " . R e d a k t o r t o m ó w z b i o r o w y c h :

Mitologie popularne. Szkice z antropologii współczesności
ciała. Świadectwa i interpretacje ( C o n t a g o ,
racje antropologiczne
i gry językowe

1999), a u t o r pracy

Metamorfozy

Sygnatura i fragment. Nar­

( W y d a w n i c t w o UJ, 2 0 0 4 ) . Książka Anatomia

duszy. Figury wyobraźni

j e s t j e g o pracą habilitacyjną. W d r u k u jest j e g o książka eseistyczna:

ciemności

I (14) P009

(Universitas, 1994),

BARBARZYŃCA

( w y d a w n i c t w o Czarne 2009).

Lekcje

�Wywiad

18
nie sięga. Dopominam się jedynie o uznanie tego
typu języków jako wiarygodnego i skutecznego
narzędzia rozumienia świata. Znalazłoby się
jeszcze parę innych przykładów takiej literackiej
antropologii. Zabieram się właśnie za książkę
pod roboczym tytułem Antropologia pisarzy.
Jej bohaterami będą: John M . Coetzee, W G .
Sebald, Jose Saramago. O dwóch pierwszych
coś tam wcześniej pisałem, chciałbym nieco
uporządkować sobie wiedzę na ich temat, trze­
ci - nadzwyczajny - doszlusuje do tej dwójki.
Spróbuję pokazać ich nie jako świetnych pisarzy,

Szymon
U Iiasz I

u

n

w

1 9

8

2

n

ale nade wszystko jako przenikliwych myślicieli.
Jako mądrych antropologów, a więc tych, któ­
rzy w sposób istotny potrafią wzbogacić naszą
wiedzę o człowieku. Jeśli skupiamy się tylko na
twardych językach scjencji, to wydaje mi się, że
ogromnie wiele przed nami umyka. A właśnie
literatura (i tylko literatura) potrafi wydobyć
rzeczy, których umysł naukowy nie widzi, a jeśli
dostrzega, to nie ma narzędzi, żeby nam o tym
opowiedzieć.
Dziękuję bardzo.

&gt; absolwent kulturoznawstwa US. Współautor tekstów i klipów grupy

„noc optymistów". Interesuje się filmem, filozofią i literaturą. Mieszka w Krakowie.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9565" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9543">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7a110617ed7f3e9715ca89213ca98671.pdf</src>
        <authentication>3c791fbf67f42a4c7152a80a70d07f51</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113904">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5594</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113905">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113906">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113907">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5202</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113908">
                <text>O bombie, opadzie i radioaktywnych lucky strike'ach/ Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113909">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.72-80</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113910">
                <text>Żukowski, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113911">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113912">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113913">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113914">
                <text>Dariusz
Żukowski

I

u

n

w

19

7

8

n

&gt;J

e s t

magistrantem etnologii UJ, ttumaczem, redaktorem w j e d n y m

I

z krakowskich wydawnictw. Sposoby m ó w i e n i a o zagrożeniu nuklearnym

|

t o temat jego pracy magisterskiej. Zamieszcza felietony i minieseje na stronie

,

najpiekniejszyreaktor.blogspot.com.

0 bombie, opadzie
1 radioaktywnych lucky strike'ach,
czyli wybuch nuklearny miedzy metonimia i analogia

„Na szczęście szyba, hak, belka, hamulec, framuga, zakręt, milimetr, sekunda.
(...) Nie umiem się nadziwić, namilczeć się temu".
- z wiersza Wszelki wypadĄ Wisławy Szymborskiej
1

E

nergia nuklearna jest niewidoczna i nie­
wyczuwalna, a efekty jej wyzwolenia wy­
kraczają poza skalę i/lub naturę zjawisk
powszechnie występujących w otoczeniu czło­
wieka. Może to być skala niewielka, z jaką mamy
do czynienia na przykład w radiomedycynie,
średnia, jak w czasie awarii elektrowni nuklear­
nych, oraz największa, związana z wybuchem
bomby atomowej. Eksplozja jądrowa to wyzwo¬
lenie największej ilości energii w jednostce czasu,
jakie jest w stanie spowodować człowiek. Przez
swoj ą skalę i zj awiska, j akie wywołuj e - niej asne,

1

niedające się wyjaśnić w oparciu o codzienne
doświadczenia oddziaływanie promieniowania
radioaktywnego - wykracza poza strefę zna­
nego. Jest czymś innym, czymś domagającym
się wymyślenia lub zaadaptowania schematów
wyjaśniających, które ją w jakikolwiek sposób
ogarną, jeśli nawet nie przybliżą. To ogarnianie
jest wyzwaniem, które energia jądrowa rzuca
zwłaszcza dyskursowi IIlćlS( )W CIII 11. W dyskursie
naukowym bowiem wybuch atomowy wyrazić
jest nietrudno, zmieści się na kilku stronach tabel
i wykresów. Lecz okazja do działania dla etnolo-

W Szymborska, Wszelki wypadek, Czytelnik, Warszawa 1972.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�O bombie, ooadzie ¡ radioaktywnych lucky strike'ach

ga następuje w chwili, gdy tematyka nukleariów
przenika do rejonów zainteresowania masowe­
go, a musi się tak dziać, ponieważ energia ją­
drowa zajmuje jedno z centralnych miejsc w or­
ganizacji technicznej cywilizacji Zachodu: jest
blisko - w artykułach prasowych, programach,
szkołach, kontaktach elektrycznych - a zarazem
jest czymś całkiem innym, niosącym w sobie być
może zalążki zagłady W związku z tym w dys­
kursie masowym powstają rozmaite sposoby
mówienia, pisania i myślenia o bombie atomo­
wej, promieniowaniu, opadzie radioaktywnym
i zagładzie świata, czyli sprawach, których nie
można doświadczyć, nie da się ich opisać i bar­
dzo trudno je sobie wyobrazić.
Czy jednak rzeczywiście katastrofa nuklearna
tak bardzo wymyka się adekwatnemu opisowi?
Czy nie można jej porównać do innych znanych
ludzkości katastrof, takich jak wojna totalna,
obóz zagłady albo bombardowanie dywano­
we? Oczywiście można, analogia jako metoda
niesie z sobą duże spektrum możliwości opisu.
Lecz wojna konwencjonalna i inne potworności
wypluwane przez maszynerię cywilizacji, czy
też w ogóle wspólnotowego życia ludzi, mają
swoją ściśle ugruntowaną strukturę, zawiera­
jącą u końca sposoby powrotu do normalności,
przywrócenia równowagi. Myślenie przez ana¬
logie będzie dążyć właśnie do stworzenia takich
struktur i schematów. Jednak w wypadku eks­
plozji nuklearnej w ostatecznej perspektywie w perspektywie obecnei w niektórych masowych
fantazmatach - me leży oonowna normalność
ale powszechna i całkowita zagłada ludzkości'
a raczei mocne masowe przeświadczenie ze taki
scenariusz iest
I
niezależne od tego' iak bv
rn m o a ł o h v ć n a n r a w d e P o r ó w n a n i a do anoka
linsv z t e k s t ó w r e l i a i i n w h sa r o z p o w s z e c h n i o n e
w n o n n l . r n e i ikonoir/fii a1ewvHaia . i e w i . t o t

wieszczonym, przygotowanym, z natury procesualnym - a przede wszystkim z n a c z ą c y m
i w sposób nieodłączny wpisanym w dialektykę
dobra i zła, kary i odkupienia, zbawienia i po­
tępienia; tymczasem eksplozja nuklearna może
się przytrafić wszędzie i każdemu, nawet teraz,
w chwili czytania tego tekstu, bez przygotowa­
nia, bez sensu. Bomba atomowa wymyka się
więc religii, mimo że zeloci i neoprorocy starają
się od lat tropić znaki końca i wykorzystywać za­
grożenie nuklearne jako prywatną eschatologię
takiej czy innej sekty.
Bomba wymyka się też porównaniom do
tego, co dobrze znane, jak z kolei próbują nas
przekonywać głosiciele porządku, państwa i pra­
wa w antydefetystycznych, optymistycznych bro­
szurach o przetrwaniu w czasie wybuchu atomo­
wego, o których będzie szerzej w dalszej części
pracy. L.V Thomas w książce Trup twierdzi, że
śmierć jest przerwą w dyskursie, nagłym mil­
czeniem, a związane z nią obyczaje czy rytuały
pośmiertne i pogrzebowe, często hałaśliwe i ma­
jące charakter głośnych, tłumnych zgromadzeń
oraz przeciągłych lamentów, służą zapełnieniu
pustki . W przypadku bomby atomowej przed
ludźmi stoi innego rodzaju wizja: nie przerwy
w dyskursie 2l przerwv dyskursu Zamilkmęcia którego' nie można wypełnić jako że nie
pozostaje nikt kto mógłby to uczynić a ponadto
znika wiedza' iak należy to zrobić' oomewaz
wszelka trady'c a obycza obrzęd i'nauka zo
staie beznowro nie usunięta - wymazana az do
nagich kości ziemi.
2

Metonimia - w stronę nieznanego
Zapośredniczenie w sposobach wyrażania
nigdy przez większość ludzi niedoświadczonych
zjawisk nuklearnych oraz tworzenie fantazma­
tów mających pomóc w ich pojmowaniu są
obecne w literaturze, filmie i sztuce, a także ofi-

w popularnej iKonograri^
wyciają się w istot­
ny sposop nietrarione. jeniec czasów wecuug
L.V Thomas,
biologii
do antropologii,
Wydawnictwo Łódzkie,
świętych
ksiągTrup.
maOdbyc
wydarzeniem
wcześniej
2

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

73

Łódź 1991.

�Dariusz Żukowski

74
cjalnych dokumentach p a ń s t w o w y c h i emisjach
f d m o w y c h s k i e r o w a n y c h do l u d n o ś c i . Oddajmy
j e d n a k n a j p i e r w g ł o s najbardziej p o s z k o d o w a ­
nym, czyli

hibakusia,

ofiarom b o m b z r z u c o n y c h

n a d w a j a p o ń s k i e miasta.

W

roku

2005 w Hirosimie w

dniu

60. r o c z n i c y

ataku nuklearnego p o l s k o - a m e r y k a ń s k i

Krzysztof Wodiczko

zorganizował

artysta

wydarze­

n i e artystyczne dla u p a m i ę t n i e n i a ofiar n a p a ś c i
( p r e z e n t a c j a w i d e o z n a g r a n i e m tego w y d a ­
rzenia była pokazywana w

Bunkrze Sztuki).

Na w y s o k i m , k a m i e n n y m , m u r o w a n y m b r z e g u
p ł y n ą c e j p r z e z miasto r z e k i Ota

wyświetlono

wielometrowej w y s o k o ś c i projekcje f i l m o w y c h
z a p i s ó w p o ł ą c z o n e z e m i s j ą n a g r a n y c h WypO¬
wiedzi

hibakusia,

ludzi ocalałych z

Podczas gdy z g ł o ś n i k ó w p ł y n ę ł y

katastrofy.

opowiadane

s t o n o w a n y m g ł o s e m tragiczne historie, n a nad¬
r z e c z n y m m u r z e w i d a ć b y ł o tylko i w y ł ą c z n i e
d ł o n i e m ó w i ą c y c h p o r u s z a i a c e sie w

zwiazanei

z o p o w i e ś c i ą gestykulacji. Każdy z o c a l e ń c ó w n a
nagranie prezentacji p r z y n i ó s ł z soba p r z e d m i o t
s v m b o h z u i a c v tamten d z i e ń i ODisvwał *o

na

k o ń c u w ł a s n e j w y p o w i e d z i Okazało się, z e r z e c z y te b y ł y bardzo konkretne i doczesne — m o ż n a
rzec

ze s t a n o w i ł y bardziei z n a k i n i ż symbole

leden z m ó w i a c w h n o k a z a ł starv

zardzewiałv

wvaietv od fali t e r m . c z n e i k a h ł a k od k ł ó d k i do
7

rowen,

2 t l L

Tnni

zapinania roweru, i n n i
Piazg. w

- iLmJ

r

7V

i . k i ś drn

K a m i e ń c z y jaKis

aro-

taKi sposoo powstaje m e t o m m i c z n a

historia w y d a r z e n i a , K t ó r e g o m e da s i ę o p i s a ć
w toKu z w y c z a j n e j u s t r u K t u r y z o w a n e j n a r r a c j i
charaKterystycznej dla c o d z i e n n o ś c i , b a m i opo­
w i a d a j ą c y są z m e t o n i m i z o w a n i z a całą o s o b ę
stoją jej p o r u s z a j ą c e się d ł o n i e i głos.
Nie

sposób ogarnąć i z r o z u m i e ć wybuchu

atomowego w całej jego n u m i n o t y c z n e j grozie
- m o ż n a p o k a z a ć go z a p o m o c ą c z ę ś c i s t o j ą c y c h
za całość, drobnych e l e m e n t ó w , m i k r o z d a r z e ń .
Nie m o ż n a p a t r z e ć w ś w i a t ł o r o z p a d a j ą c y c h się
w eksplozji a t o m ó w , g d y ż od tego u l e g a j ą z n i s z ­
c z e n i u n e r w y w z r o k o w e - c z y s ł o w o „blask" nie
b r z m i tu ś m i e s z n i e n i e w y s t a r c z a j ą c o ?

Podobnie

nie sposób opisać żadną skalą ani onomatopeją
wszechprzejmującego, wielozakresowego drże­
nia fal akustycznych, od infradźwięków po wy­
soki wizg przecinających powietrze odłamków
- „huk", „ryk", „wstrząs", to wszystko określenia
z powtarzalnego, ustrukturyzowanego świata
codzienności. Można zatkać uszy, pochylić się
i zapamiętać kłódkę, kamień, belkę, hak, o któ¬
rym być może pisze Szymborska w wierszu
wspominającym powrót ukochanego z sytuacji
zagłady wskazując na przypadkowość i istot¬
ność tych przedmiotów jednocześnie. Te drob¬
ne rzeczy na. które przeważnie nie z wr ac a się
uwagi w chwili wyzwolenia energii atomowej
urastają do rangi znaczeń wydają się skraplać
w sobie sens tego co sie dzieie a czego nie mozna ogarnąć posiadanymi kategoriami myślenia
0 rzeczywistości. W taki sposób włącza się my­
ślenie metonimiczne - oparte o fragment, przy­
padek, symbol. (Być może jest to dowód na to,
że budowniczowie katedr nigdy nie doświadczyli
widoku prawdziwego, niczym nieosłoniętego
światła absolutu - inaczej gotyk musiałby być
najniższym i najprostszym stylem architekto­
nicznym wszech czasów).
Ponieważ tego, co niewyrażalne, nie można
ogarnąć własnymi zmysłami i rozumem, poszu­
kuje się odbicia katastrofy w innych. Wiele miej­
sca w relacjach hibakusia zajmują opisy spotka­
nych wśród pożogi obcych osób. Liczne relacje
mówią o nagości: kobiety i mężczyźni zdzierali
z siebie płonącą odzież i ruszali, porażeni szo­
kiem, w wędrówkę po ogarniętym pożarem mie­
ście niczym widma. Płynące rzeką ciała, które
pojawiły się w wodzie ponoć j u ż minutę po wy­
buchu oraz trupy leżące przy drogach i budyn¬
kach - to kolejne refleksy wydarzenia zupełnie
innego niż wszystko, co znane Kształty kwiatów
1 deseni wypalone na ciele pod wzorzystą su­
kienką, niegojące się poparzenia radioaktywne,
inne n i ż te od ognia, wreszcie ostateczna forma
odbicia w człowieku tego, co n i e w y r a ż a l n e :
całkowite pochłonięcie i pozostawienie cienia.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�O bombie, ooadzie i radioaktywnych lucky strike'ach

Nie symbolicznego śladu, symbolu o religijnym
charakterze, lecz autentycznej ciemnej plamy
w miejscu, w którym wcześniej znajdował się
człowiek. Oto sposoby metonimizowania bom­
by atomowej - metody mówienia poprzez to, co
drobne, codzienne i znane, ale po to, by uzyskać
efekt ominięcia, zasłonięcia, niedopowiedzenia.
Próba narracji przybiera formę grozy i wzmaga
poczucie obcości zjawiska - staje się potwierdze­
niem intuicji, że jest ono nie do opisania.
Krzysztof Wodiczko tak mówi w wywiadzie
dla magazynu „Art:21":
„Powstaje dystans, dzięki któremu można
wszystko przemyśleć, zrozumieć, że między
nami i nimi [hibakusia] jest mur. Jakakolwiek
próba zidentyfikowania się z taką osobą jest
niebezpieczna. Powiedzieć: »Rozumiem, przez
co przeszedłeś«, to całkowicie niedopuszczalna
reakcj a. Być może właściwsze byłoby przeciwne
zdanie. »Nigdy nie pojmę, przez co przesze­
dłeś*".
3

75

czytelnika - poprzez drobiny: należy przesunąć
doroczny turniej golfowy na sierpień, ponieważ
we wrześniu nie zostanie nikt, kto mógłby w nim
wystąpić. Nie ma sensu wykonywać prac polo­
wych, chociaż bohaterowie i tak je wykonują dla
podtrzymania sensu, udawania, że cykl się nie
kończy. W pewnym momencie powieści jeden
z bohaterów płynie z misją łodzią podwodną,
by sprawdzić, czy są jeszcze na Ziemi miejsca
zdatne do życia. I znowu moment grozy, niewyrażalności zamilknięcia dyskursu, budowany
jest sposobami opisu codzienności. Załoga łodzi
nie natrafia
zniszczenia: odwrotnie
wpływa do zatoki przv malowniczym sennym
miasteczku w którym sklepy i domy wygląda
ia tak iakby ich właściciele na chwile wyszli
Wwysyłaiacei martwy sygnał stacii radiowe leży
DaczLluckvstrikeow Zwykłe dobre oamerosy
lezące na stole obserwowane zza szyby kombi
nezonuochromwo niosą w sobie radioaktywna
śmierci me można ich nabić.
w

i

j

-

iednak
Być może Nevil Shute napisał swoją najbar­ zwyczajnie. Oto paradoks nieopisywalności.
dziej znaną powieść Ostatni brzeg' językiem pro­
Analogia - w stronę swojskiego
stym, może nawet nieporadnym, utrzymanym
w niskim rejestrze codzienności z tego właśnie
„Reaktory jądrowe to zwyczajne paleniska,
powodu, że każdy język wysoki brzmi nieade­
a sterujący mmi operatorzy - to palacze"
kwatnie wobec zagrożenia nuklearnego. Książ­
- wiceprzewodniczący Komitetu Państwowego ds.
ka opowiada o ostatnich miesiącach życia ludzi
Wykorzystania Energii Atomowej ZSRR
w Australii, gdzie stopniowo dociera rozprze­
N.M. Simew
strzeniająca się wraz z ruchami atmosfery ra­
dioaktywność. Obraz jest przejmujący, tym bar­
W odwrotnym kierunku działa promowany
dziej że w życiu bohaterów właściwie nie mają
i sterowany przez władze w czasach zimnej
miejsca żadne sensacyjne wydarzenia. Rzeczy­ wojny dyskurs afirmacji nukleariów . Reali­
wistość społeczna nie ulega dramatycznej zmia­ zuje się w nim drugi rodzaj mówienia o ener­
nie. Zagłada dociera do Australijczyków
gii rozszczepienia i bombie atomowej. W jego
5

6

3

Cytat za http://www.pbs.org/art21/artists/wodiczko/

clipl.html
4

pacyfistycznym i - szeroko pojętym - militarystycznym
(państwowotwórczym, konserwatywnym, urzędowym

Cytat za G. Miedwiediew, Raport z Czarnobyla,

Czytelnik, Warszawa 1991.

3 (13) 3DD8

Mówienie o zagrożeniu nuklearnym przez metonimię

i analogię często zbiega się z dyskursem, odpowiednio,

N . Shute, Ostatni brzeg, Książka i Wiedza, Warszawa

1979.
5

6

BARBARZYŃCA

itp.). Choć istnieje korelacja, nie jest to jednak z pewnością
reguła.

�Dariusz Żukowski

76
centrum stoją porównanie i analogia, a celem
jest oswojenie i spowodowanie wrażenia, że to,
co zupełnie inne, łatwo może stać się mało lub
wcale niezagrażającym elementem codzienności
każdego człowieka, który jest tu rozumiany jako
obywatel.
Dwa fdmy i trzy teksty są tu szczególnie repre­
zentatywne. Film propagandowy Duc\ and Cover
(dalej jako DaC) amerykańskiej obrony cywilnej
(1951) , amerykański fdm The Médical Aspects of
Nuclear Radiation (TMAoNR; 1950) , rządowa
amerykańska broszura „Survival under Atomie
Attack" (SuAA; 1950) , broszura „Protect and
Survive" (PaS), wydana przez brytyjską obronę
cywilną (1980) , oraz amerykańska książka Nuc­
lear War Survival Sktlls (NWSS) Cressona H .
Kearny'ego (1987) dają dobry obraz dyskursu
surwiwalistycznego, wspieranego i promowa­
nego przez państwo. Są to zarazem ważne, dość
często współcześnie komentowane - i parodio­
wane - teksty klasyki surwiwalistycznej.
Książka NWSS, fdm DaC, broszury PaS
i SuAA, które są wszakże bardzo małymi wydaw­
nictwami, to nie proste instrukcje czy neutralne
zbiory zasad postępowania na wypadek wojny
7

atomowej. Wszystkie te pozycje są poprzedzone
wstępem, który ma za zadanie wytworzyć okre­
śloną postawę i wypromować pożądany sposób
myślenia na temat zagrożenia. Jest to myślenie
kategoriami analogii, porównania do rzeczy
znanej i z dawna opanowanej. DaC to dziewięciominutowy film skierowany do dzieci i poka­
zywany w szkołach w początkach zimnej wojny.
Oto jak mówi się w nim o niebezpieczeństwie
wybuchu bomby:

8

,Wszyscy wiemy, że bomba atomowa jest bardzo
niebezpieczna, a skoro może być użyta przeciw
nam, musimy przygotować się na nią, podob­
nie jak przygotowujemy się na innego rodzaju
niebezpieczeństwa, które zagrażają nam przez
cały czas. Ogień jest niebezpieczny - może spa­
lić całe budynki, jeśli ktoś jest nieuważny. Ale
jesteśmy przygotowani na pożar. Mamy świetną
straż pożarną, która gasi ogień. (...) Samo­
chody też mogą być niebezpieczne. Niekiedy
powodują paskudne wypadki. Lecz jesteśmy
gotowi: mamy zasady ruchu drogowego, któ­
rych muszą przestrzegać kierowcy i piesi. Teraz
musimy przygotować się na nowe zagrożenie:
bombę atomową" .

9

10

11

7

A. Rizzo (reż.), DuĄ and Cover, 1951. Dostępny on-line

12

Za: http://www.schouwer-online.de/technik/zivilschutz_

pod adresem http://www.youtube.com/watch?v = COK_

atomicattack.htm

LZDXpOI

10

8

K. Burns (reż.), The Medical Aspects of Nuclear

Radiation, 1950. Dostępny on-line pod adresem http://
www.youtube.com/watch?v=IQGdGeP3DT8
9

..Survival under Atomie Attack", Biuro

Wykonawcze Prezydenta USA, 1950.

„Protect and Survive", Centralne Biuro Informacyjne,

Londyn 1980. Za: http://www.cybertrn.demon.co.uk/
atomic/main.htm
11

C.H. Kearny, Nuclear War Survival Skills, Cave

Junction, Oregon 1987.
12

A. Rizzo, op.cit.

BARBARZVNCA

3 (13) 3DD8

�77

O bombie, ooadzie i radioaktywnych lucky strike'ach

W brytyjskiej broszurce PaS, która jako pod­
stawowy element kampanii informacyjnej została
wskutek nacisków publicznych rozdystrybuowana na początku lat 80. (pierwotnie miała być
rozdawana wyłącznie w sytuacji kryzysu wo­
jennego), znajdujemy z kolei logo zbudowane
z czterech sylwetek: mężczyzny, kobiety, dziew­
czynki i chłopca, upozowanych jak do rodzinnej
fotografii, otoczonych grubym kręgiem. Broszura
odwołuje się do zapewnienia bezpieczeństwa
rodzinie i o ile amerykańska metoda n&lt;ł prze¬
trwanie to paść i kryć się, aż niebezpieczeństwo
przeminie (powtarzane jak mantra hasło duc\
and cover!), przezorni Brytyjczycy będą raczej
budować schrony. PaS wielokrotnie podkreśla,
by w czasie ataku i po nim pozostawać domu
Rodzina przeczekuie kataklizm wewnątrz w ł a '
snorecznie zbudowanei według zamieszczonych
obrazków iaskini" cna ilustracjach budowniczvm iest tylko mężczyzna) czyli wydzielonego
fralmenru nokoiu który iest określany iako inner
reLe. (Obok broszury PaS wydano tez nodohna
in srn.kcie dotycząca wyłącznie hndowan.a schro
n, nnJLrlfJ/lr
lthrr&lt;\
A nai piskie r/&gt;fuap
tc^nietylko

Samiec bu­
duje jaskinię
(„Protect and
Survive")

ropejskim domu, nadając mu charakter tworu
natury, skalnej pieczary, pierwotnej groty.
Dla etnologa interesująca jest też sprawa my­
ślenia kategoriami zaklęć i magii, które jest cechą
propagandy surwiwalistycznej i służy oswajaniu
bomby. W omawianych tekstach metody, dzięki
którym można uniknąć nuklearnego koszmaru,
są proste i łatwe do zapamiętania. W filmie DaC
jest to tytułowa metoda „padnij i kryj się" - wy­
starczy znaleźć murek albo ścianę, pod którą
należy się rzucić i skulić, osłaniając kark, aby j u ż
po chwili wstać, otrzepać się z radioaktywnego
pyłu i ruszyć ku swoim codziennym sprawom

s^l to^Ly^^szcl^

I po kłopocie: Tony o d j e ż d ż a na swoim rowerku (DuĄ and Cover)

Podstawową postacią inner refuge jest konstruk­
cja zrobiona z wyjętych z zawiasów i ukośnie
ułożonych na ścianie drzwi, pokryta dodatkowo
workami i meblami. Taka forma rozbija prostopadłościenny kształt typowego pomieszczenia w eu13

Ibid.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

W jednej ze scen filmu widzimy chłopca, któ­
ry na widok błysku zeskakuje z roweru i kuli
się pod krawężnikiem. Głos lektora objaśnia:
„[Tony] leży i się nie rusza, póki nie jest pewny,
że niebezpieczeństwo m i n ę ł o " [podkr. - D Ż ] .
13

�Dariusz Żukowski

78
Po c h w i l i z b l i ż a się p r a c o w n i k OC, podnosi m a l ­
ca, podaje m u jego rowerek, a c h ł o p i e c u ś m i e c h a
się i r u s z a w t ę s a m ą s t r o n ę , w k t ó r ą j e c h a ł p r z e d
atakiem.

Duc\ and cover, padnij

i kryj się, to m e ­

toda n a p r a w d ę dla dzieci - nie w y m a g a n a w e t
ż a d n y c h zaklęć ani magicznych p r z e d m i o t ó w ,
m o ż n a ją z a s t o s o w a ć w k a ż d y m m i e j s c u i czasie,
jest n i c z y m w y w o ł a n i e w y m y ś l o n e g o przyjaciela
w c h w i l a c h strachu i s a m o t n o ś c i . Niebezpie­
c z e ń s t w o nie m a c h a r a k t e r u apokaliptycznego:
w pewnej c h w i l i się k o ń c z y (i to n a p e w n o ) ,
świat z p o m o c ą odpowiedzialnych dorosłych
o s ó b wraca, w koleiny n o r m a l n o ś c i .

Z

kolei w b r o s z u r z e

SuAA m a m y

do c z y n i e ­

n i a n i e tylko z prostym r y t u a ł e m apotropaicz-

Podobnie

n y m , ale całą ś c i e ż k ą w t a j e m n i c z e n i a .

istotne, najważniejsze wypunktowane reguły
opisane powyżej są zgromadzone na czterech
wewnętrznych stronach broszury, które poleca
się wyrwać i mieć zawsze przy sobie. Podob­
na zasada dotyczy karteczek z prośbami i za­
klęciami w buddyzmie tybetańskim, a także
w islamie.
Temat rozpraszania mitów i dochodzenia do
prawdziwej wiedzy zajmuje poczesną wstępną
część NWSS, trzystustronicowej amerykańskiej
książki wydanej w 1986 roku, a więc pisanej przez
ludzi mających ponad trzydzieści lat więcej do­
świadczeń niż twórcy Duc\ and Cover i broszur
z początku zimnej wojny. W pierwszym roz­
dziale „Zagrożenia broni jądrowej: mity i fakty"
pierwszy pogrążony mit brzmi tak:

j a k z a z d r o s n y Bóg ż y d ó w i c h r z e ś c i j a n n a k a ­

„Mit: Radiacja opadowa powstała w wyniku
wojny atomowej skazi powietrze i wszystkie
części składowe środowiska. Wszyscy zginą.
(To demoralizujący przekaz płynący z książki
Ostatni brzeg i wielu innych pseudonaukowych
książek i artykułów)" .

z u j e po p i e r w s z e nie m i e ć i n n y c h b o g ó w p r z e d
n i m , tak SuAA, p r e z e n t u j ą c g r u p ę z ł o t y c h z a s a d
u m o ż l i w i a j ą c y c h p r z e t r w a n i e bomby, g r z m i po
pierwsze:

„Zabij

mity".

Cztery

wymienione

kontr-mity, n a p r z y k ł a d ż e bomby atomowe n a

14

p e w n o nie z n i s z c z ą c a ł k o w i c i e ż y c i a n a z i e m i , to
p r z y k a z a n i a , k t ó r e trzeba p r z y j ą ć b e z k r y t y c z n i e ,
bo nie da się i c h z a bardzo u d o w o d n i ć i są w ł a ś ­
c i w i e n i c n i e z n a c z ą c e dla z w y k ł e g o

( Podwoi enie

człowieka

siły bomby nie o z n a c z a podwoi e-

n i a skali z n i s z c z e ń " ) - t o r a c z e j f o r m u ł y p r z y s i ę ¬
gi l o j a l n o ś c i rytualne w y z n a n i e w i a r y

Drugim

Oto przykład jawnej wojny analogii z me­
tonimia (Ostatni brzeg), bo, rzecz jasna, oba
podejścia nie mogą być równocześnie słuszne.
Natomiast fakt towarzyszący temu mitowi jako
uspokajająca i prawdziwa kontrinformacja, zilu­
strowana w dodatku rysunkiem, brzmi:

p u n k t e m ś c i e ż k i w t a j e m n i c z e n i a jest z a p o z n a
me

sie

z

Sześcioma

„Fakt: Gdy broń atomowa eksploduje na tyle
blisko ziemi, że powstała kula ognista dotknie
powierzchni, powstaje krater (zob. ryc. l . l ) " .

tajemnicami przetrwania

a t a k ó w iadrowvch" z ktorvch to t a i e m n i c s z c z e e ń l n i e c i e k a w a iest ostatnia:

M a c i c z n a snrawcza m o c z W o " s ł o w a m o ż e m i e ć
skntki r ó w n i e silne iak w v h n r h atomowv
rim ^nektem śrie.ki w J e m n i r . e n i . ii i

Trze
Pięć

c m aspeKtem sciezKi w t a j e m n i c z e n i a jest „ i i ę c
Kluczy zapewnienia pezpieczenstwa a o m o w i

^Kluczy, jaK is.iucz

teozoju ivime mavatsKiej.

B y c m o ż e n a d u ż y c i e m PyloPy w s K a z y w a n i e n a
ewidentnie m a s o n e r y j n y symPol oProny cywilnej
U S A — promienisty t r ó j k ą t w p i s a n y w k o ł o ) . C o
14

C . H . Kearny, op. cit.

15

N i e siei nlotek"

Można się zastanawiać, co ma piernik do
wiatraka. Z pozoru niewiele, lecz w dziedzinie
„wiedzy tajemnej" nie musi przecież istnieć ści­
słe logiczne powiązanie między argumentami
i kontrargumentami. W dodatku „metonimicy"
nie mają na swoją obronę nic poza mętnymi, kasandrycznymi opowiastkami o zagładzie. „Analogicy" natomiast odwołują się do wykresów, ry15

Ibid.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�O bombie, ooadzie i radioaktywnych lucky strike'ach

cin i schematów (po jednym rysunku na stronie
na kilkunastu pierwszych kartkach NWSS).
W NWSS istotną rolę pełnią artefakty ma­
terialne. Wspólną ich cechą (zresztą we wszyst­
kich omawianych dziełach) jest to, że mogą
zostać wykonane bardzo łatwo, z materiałów
dostępnych w najbliższym sklepie albo j u ż po­
siadanych. U r z ą d z e n i e m m a j ą c y m zapewnić
prawidłową wentylację jest na przykład KAP
(Kearny Air Pump, pompa powietrzna Kearnyego), wykonana zaledwie z kilku listewek
i pieluchy. Umieszcza się ją w drzwiach i wy¬
machuje przez co podłe radionuklidy nie mają
wstępu do wnętrza domu, rozumianego teraz
jako schron. KAP jest sterowana przyczepionym
do niei sznurkiem z dużei bezpiecznei odległo­
ści prawie jak pułapka na dzikie zwierzę. Z ko­
lei brytyjska broszura PaS nie tylko pokazuje
jak zbudować schron przeciwopadowy lecz tez
wylicza co należy z soba zabrać do inner refuee
na czasnrzeczekania niebeznieczeństwa Sa to
m.in. śpiwór crarnkr latarka anteczka notes
z a n a s wodv'czvsta b i e l i z n a ' W v h „ r h ' h o h v
m

nrzestaie h v ć J o ź n v - z a r z v n a nrzvnominać

rodzinną wycieczkę do jaskini

SHELTER
AREA

FIXED

- C H I / O N IAI
SUPPORT--*

DOOR CASING

PULL CORD SLACK
DURING RFTURN
STROKE
-"T

y

7

FLAPS
CLOSED
/
(POWER STROKE
OF THIS SAME PUMP)

SWINGING
PUMP FRAME

79

Ważna jest nie tylko treść przekazu w dys­
kursie surwiwalistycznym, lecz również jego
forma. Skoro, jak wykazaliśmy, surwiwaliści to
ci, którzy posiedli w i e d z ę i zniszczyli mity,
wszyscy inni zasługują na kpinę czy choćby
pobłażliwość. Film T M A o N R opowiada nie
tylko o wpływie radiacji na zdrowie ludzkie
i organizm człowieka (znowu prosta analogia,
sięgająca korzeniami oświecenia: organizm jest
przedstawiony w kreskowkowej sekwencji jako
fabryka pełna uwijających się przy maszynach
ludzików), ale też rozlicza się z rozpowszech­
nionymi „błędnymi wyobrażeniami" o promie­
niowaniu.
„Istnieje wiele przekonań na temat radioaktyw­
ności, podtrzymywanych powszechnie przez
ludzi, w których jest ona podobna do potężnego
i niepowstrzymanego złego ducha Indian. (...)
Radiacja jest niebezpieczna, lecz powiedzieć, że
zabija i kropka, to jak udzielić jednoznacznej
odpowiedzi na pytanie »Jak wysoko jest w gó­
rze?*. Na przykład pokryte radem wskazówki
twojego zegarka są nieszkodliwe" .
16

Film zapewnia, że radiacja jest co prawda do
pewnego stopnia niebezpieczna, ale znacznie
większą ma się szansę na pełne wyzdrowienie po
chorobie popromiennej (animowana maszyne­
ria znów rusza pełną parą) niż śmierć, natomiast
tym, czym warto się przejmować w razie ataku,
są zagrożenia takie jak fala uderzeniowa i ogień
(„ani nowe, ani nieznane. Mogliście się z nimi
zapoznać w czasie I I wojny światowej i udało
wam się przeżyć - przecież tu jesteście" ). Poja­
wia się też mit, że po napromieniowaniu na stałe
wypadają włosy.
17

COVERING OVER UNUSED
LOWER PART OF DOORWAY -

Pompa powietrzna Kearny'ego: odpędzić demona opadu
amuletem zrobionym w g a r a ż u
(rysunek na podstawie Nuclear War Survival Skills)

16 K. Burns, op.cit.

3 (13) 3DD8

„Jedna z krążących wśród ludzi informacji
o promieniowaniu jest trywialna, lecz martwią­
ca. (...) Ekspozycja na promieniowanie powo­
duje utratę włosów. Leczenie, jeśli potrzebne,
Ibid.

BARBARZVNCA

�Dariusz Żukowski

80
będzie objawowe: peruka. Przypadłość ta jest
jednak tymczasowa: twoj e włosy odrosną w tym
samym kolorze i w tej samej ilości" .
18

Cały demontaż „plotek" i „mitów" o radioak­
tywności odbywa się w filmie za pomocą kpiny.
Narrator, a więc cały stojący za nim i podpisany
w czołówce filmu aparat państwowy, nie bierze
na p o w a ż n i e ludzi opowiadających bajeczki
0 duchach Indian. Martwcie się o to, co ważne:
zagrożenie od ognia i walących się ścian, a nie
jakąś tam radioaktywność, zdaje się mówić film.
„Dawka radiacji, konieczna, aby spowodować
impotencję, jest tak duża, że najpierw by cię za­
biła", a popromienna mutacja genetyczna polega
na tym, że „dziecko nie będzie dokładnie takie
samo jak jego rodzice" - może będzie mieć inny
kolor OCZU albo włosów. Nie są to jednak sprawy,
którymi powinien się przejmować poważny, od­
powiedzialny obywatel.
19

I tak w tekstach propagandy surwiwalistycznej, wytwarzającej efekt swojskości przez analo­
gię ze znanym, myślenie magiczne sprowadza
katastrofę nuklearną do weekendowej przygody
z happy endem, a metody zabezpieczenia przed
nią do materiałów typu zrób-to-sam, przedmio­
tów z kuchni i garażu, kilku listewek, sznurka
1 pary skarpet. To, co' niewyrażalne,' wyrazić
można sześcioma zasadami, czterema metoda­
mi, zaklęciem „padnij", nakazem wiary; streścić
na dwudziestu stronach, zilustrować tabelką, po­
mierzyć i wpisać w diagram. Okazuje się wów­
czas, że jarzenie uwolnionej reakcji łańcuchowej
to zwykła żarówka, reaktor to piec, w którym
pali fizyk, oparzenia radiacyjne to przypieczona
słońcem skóra (porównanie z DaC); wojna ją­
drowa jest niebezpieczna jak ruch samochodo­

18

Ibid.

wy i inne cywilizacyjne koszta życia w mieście,
a opad atomowy to kurz, od którego opędzić się
można specjalną miotełką zrobioną z drewien­
ka i kawałka tetry. W królestwie analogii nie ma
miejsca na trwogę i drżenie rzeczywistości. Bojaźliwych należy wykpić.

Eksplozja

n u k l e a r n a nie nadaje się

do wyra­

ż e n i a , p o n i e w a ż n i e nadaje się do d o ś w i a d c z e ­
n i a . Nie m o ż n a p r z e ż y ć w y b u c h u , m o ż n a

go

co n a j w y ż e j o b s e r w o w a ć z w i e l u k i l o m e t r ó w ,
a i to d ł u g o po p i e r w s z y m m o m e n c i e e m i s j i
p r ę d k i c h c z ą s t e k , kiedy ś w i a t ł o jest tak w i e l k i e ,
że trwale o ś l e p i a p a t r z ą c e g o , i p r z e z specjalne
okulary. W

p r z e c i w i e ń s t w i e do d o z n a ń n a t u ­

ry religijnej jego p o d s t a w ą są j e d n a k twarde
z j a w i s k a f i z y c z n e z a k l ę t e w masywnej bryle
namacalnej bomby wyprodukowanej
ludzi.

Wybuch

rękami

n i e jest g r ą w y o b r a ź n i a n i

po­

c z u c i e m b l i s k o ś c i c z e g o ś nadnaturalnego, c z y
j a k j e s z c z e m o ż n a i n t e r p r e t o w a ć r ó ż n e g o r o—
d z a j u d o s t ę p n e subiektywnie o b j a w i e n i a o s ó b
u d u c h o w i o n y c h - to z i a w i s k o otwarte dla w i e l u
obserwatorowi maszyn rejestrujących A jednak
r ó ż n i się j a k o ś c i o w o od w s z e l k i c h i n n y c h n a t u ralnvch i s z t u c z n y c h n r o c e s ó w z k t ó r y m i stvka
sie

człowiek

Można n r ó b o w a ć w y r a z i ć

eks

n l L e za nomoca metonimii n a c h y l a n e w ten
s n o s ó h onis ku f r a g m e n t a r y c z n o ś c i

nrztnadko

wości
mówieniu
nrzez meuoiiiowieme.
niedomówienie iviozna
Można
wosci, m
ó w i e n i u przez
tez u j m o w a ć ją w Kategoriacn tego

swoj¬

sKie, z n a n e ś w i e t n i e zbadane, u z y s K u j ą c ereKt
n a d - p o w i e d z e m a , p r z e z w y K l e m a . ^ ą to d w a
p r z e c i w s t a w n e sposoby z a c h o w a n i a c z ł o w i e k a
w obliczu zetknięcia z c z y m ś całkiem innym.

19

Ibid.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9566" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9544">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/471d44f78749b3b8d4a5e7186838d54a.pdf</src>
        <authentication>300ee3de269c0009d590dffd30381da8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113915">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5596</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113916">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5203</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113917">
                <text>1/Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113918">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113919">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113920">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113921">
                <text>BARBARZYÑCi
PISMO
NUMER 3 (13) 3DD8

ISSN

ANTROPOLOGICZNE
CENA 7 Zt

1343-9708

W TYM D% V AT

i aa a

a-Häftö) fkamasja % a©a i ^ ^ i
D a ^íñiíi

Í1

(ni a Ei ffl)
|

i

ä

n

B

i a e l ¿i a #

%
a

at

a (0) a (Br

a a
a®
a
a®
a
o
a
a
^ ar- i ® Ma® iua J Ä a " a a
'J.
ni ^ a® a % a i ¡ m a a i ^
as
a

2

11

a

K

l

s

a

m f e l
o s t r z y
ł

o

"wywiad z
Krystianem
Lupą

w

T

h

e

a

m

t

r

e

¡

J

o w d z i e
a

lucky
strike'ach

o

'na styku
cyberświata
i rzeczywistości

wybuch atomowy
między metonimia
i analogią

b ó o i t w o

psychoanaliza
a tradycja
żydowska

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9567" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9545">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9e7a38e6f8c8e16c3a8af0bd29d106bb.pdf</src>
        <authentication>d762f4929da3d5cc89d26269fe000d59</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113922">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5592</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113923">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113924">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113925">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5200</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113926">
                <text>Ojcobó(j)stwo/ Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113927">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.55-63</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113928">
                <text>Stypuła, Aneta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113929">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113930">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113931">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113932">
                <text>An

na

I

psycholog z wykształcenia, antropolog z zamiłowania, etolog z konieczności.

1

Studentka socjologii na UJ i uczestniczka studiów p o d y p l o m o w y c h z zakresu mediacji

•

dyscyplin, w e wszelkich możliwych konfiguracjach. Obecnie większość cennego czasu

|

pochłania jej przygotowywanie półrocznego Gałgana d o pracy w kynoterapii.

St y p Ut a

i negocjacji. Interesuje się zagadnieniami z pogranicza wszystkich wyżej w y m i e n i o n y c h

Ojcobó(i)stwo
Psychoanaliza a tradycja i religia żydowska

podłoża przełomowej w dziejach psychologii
teorii, nie została do tej pory w jednoznaczny
tak na marginesie - dlaczego psycho­ sposób wyjaśniona. Część uczonych skłonna
analizy nie stworzył żaden spośród jest dostrzegać w y r a ź n e powiązania m i ę d z y
wszystkich tych pobożnych, dlacze­ metodą psychoanalityczną a kabałą, zwłaszcza
go' trzeba było czekać na zupełnie bezbożnego jeśli idzie o uwypuklanie pierwiastka męskiego
Zyda?" , zapytał raz Freud uczestników coty­ i żeńskiego, sięganie do symboli i numerologii
godniowego środowego spotkania. Pytanie to oraz zapożyczanie podstawowych terminów
domaga się próby udzielenia nań odpowiedzi, z Talmudu i ksieei Zohar Teza ta iest iednak
iest bowiem czymś istotnie intryeuiacym fakt
trudna do udowodnienia tym bardziej ze sam
ze me tylko sam twórca psychoanalizy ale tez Freud nie tylko nie odebrał ortodoksyjnie' ży¬
około 90% jego zwolenników oraz większość pa­ dowskiego wychowania ani nie umiał - jak jego
cjentów w pierwszych latach działalności Freuda oiciec - czytać no hebraisku ale też z cała sta¬
bvło Dochodzenia żydowskiego Nieunikniony nowczością określał się jako ateista i w takim tez
wydaie sie zatem wniosek że musi istnieć iakiś diichn wychował swoie dzieci 7darzvło mii sie
zwiazekmiedzy pochodzeniem żydowskim któ
stwierdzić z nrzekasem- Żydzi w oróle czcił,
re Freud stale oodkreślał a oowstaniem osycho- mnie iak bohatera narodowego chonaz moia
analizy niemniej rola tradycji żydowskiej, jako z ^ ^ d k s p r a w ^
KSIĘGA RODZAJU: początki psychoanalizy

A
1

3

2

4

1

G. Markus, Zygmunt Freud i tajemnice duszy, PIW,

Warszawa 1993, s. 165-166.
2

Ibid.

3 (13) 3DD8

BARBARZVNCA

3

D . M . Wulff, Psychologia religii, WSiP, Warszawa 1999.

4

G. Markus, op.cit.

�Anna Styputa

56
tego jedynie, że nigdy nie ukrywałem swego ży­
dowskiego pochodzenia" .
Odczuwając przynależność do narodu ży­
dowskiego, Freud odcinał się bowiem od swoich
religijnych korzeni i starannie zacierał wszel­
kie ślady pokrewieństwa między psychoanalizą
a judaizmem. Być może takie zależności rze­
czywiście istniały, niemniej w interesie Freuda
leżało, aby je ukryć, częściowo z powodu obawy
przed oskarżeniem o nienaukowość, a częścio­
wo w obronnej reakcji przed antysemityzmem
Silne uprzedzenia antyżydowskie w środowisku
wiedeńskim sprawiły że Freud z wielka ulga
powitał w gronie żydowskich psychoanalityków
Szwaicara - C G lunga gdvz iak pisał twór­
ca psychoanalizy w liście do Karola Abrahama
w roku 1908 doniero ieao noiawienie sie uchro
niło psychoanalizę nrzed niebezpieczeństwem
5

6

l l l l W

J y

1 l v / Cl l1 Cli l '

1

u z n a n i a iei z a ż v d n w s k a

' ' 1 V_ Ł 7 V_ / ^ | 71 V_

/ ^ V_ 11 O 1 W ^ l l l

snrawe n a r n d n w a "

7

N a d z i e i e Freuda k t ó r v liczvł na to ze T,,n«r stanie

I t a n

.nadknbi^^

zarysowały się roznicezdan, które doprowadziły
do rozwiązania ich krótkotrwałej współpracy
Kroplą, która przepełniła czarę goryczy, stała się
odmowa Freuda udostępnienia Jungowi szczegó­
łów ze swego prywatnego życia, które posłużyć
miały za materiał do analizy marzeń sennych:
mistrz zareagował na prośbę swego ucznia po­
dejrzliwym spojrzeniem i oświadczył kategorycz­
nie, ze nie może ryzykować swego autorytetu,
czym ostatecznie zraził do siebie Junga".
Nieufność, z jaką Freud odniósł się do szwaj­
carskiego współpracownika, miała cechować
stosunek ojca psychoanalizy wobec wszystkich
nie-Żydów: wprawdzie zależało mu na rozsze­
rzeniu swoich idei poza wąski krąg żydowskich
lekarzy, ale nie mógł pozbyć się wobec swych
nieżydowskich zwolenników, takich jak Jung
czy Ernest Jones, owej dozy dystansu i sceptycy-

zmu. Postawa ta po kłótni z Jungiem jeszcze się
zaostrzyła i nie była całkowicie nieuzasadniona:
jest swego rodzaju paradoksem, że to właśnie
Junga posądza się o antysemityzm, a nawet co jest j u ż przesadą - o sympatie nazistowskie.
Prawdopodobnie Jung nie tyle był antysemitą, co
starał się za pomocą wątpliwych etycznie poglą­
dów uzyskać przewagę nad Freudem .
Antysemityzm, który stanowił podłoże za­
równo powstania, jak i zerwania relacji między
oboma uczonymi, wydaje się mieć kluczowe
znaczenie dla rozwój u psychoanalizy j ako takiej,
i to na wielu płaszczyznach. Najbardziej oczy­
wistą okolicznością, wywołaną silnymi, antyży­
dowskimi uprzedzeniami środowiska nauko¬
wego Wiednia, było wykluczenie Żydów z życia
towarzyskiego i zmuszenie ich tym samym do
skupienia sie wokół osoby Freuda Bardziej
dyskusyjnym źródłem powstania psychoanalizy
było postrzeganie Żydów iako odmiennych pod
względem seksualnym Fascynacja ta domnie­
mana odmiennością rozoowszechniła sie me
tylko w nieoświeconei części snołeczeństwa ale
tez w środowisku medycznym Potocznie uwa¬
żało się że na skutek obrzezania Żydzi wyka9

10

7iiia d7ika a 7ara7em 7abnr7nna s e k s u a l n o ś ć
s ^ n n ™ ^
nr7enhS^^^

w t ^ r ^ ^
wizerunek Zydow w ich własnych oczach, robując się odciąć od przypisanego im przez spo­
łeczeństwo stereotypu, Żydzi reagowali albo od­
rzuceniem tożsamości żydowskiej (czemu często
towarzyszyła konwersja na chrześcijaństwo),
albo - jak uczynili to zwolennicy psychoanali­
zy - rozszerzeniem antysemickiego stereotypu
na całosc społeczeństwa, dopatrując się w lęku
przed feminizacją na drodze kastracji cechy nie
tyle żydowskiej, co uniwersalnej, dotyczącej sek¬
sualnego rozwoju każdego mężczyzny .
11

5

G. Markus, op.cit., s. 167.

6

D . M . Wulff, op.cit.

Psychoanalitis Review", 91/2004, s. 309-330.

7

G. Markus, op.cit., s. 166.

10

D . M . Wulff, op.cit.

8

D . M . Wulff, op.cit.

11

S. Frosh, op.cit., s. 309-330.

9

S. Fmsh, Psychoanalysis and Anti-Semitism,

BARBARZYŃCA

[w]: „The

3 (13) 3DD8

�57

Ojcobó(j)stwc

Wreszcie antysemityzm wywarł znaczący
wpływ na samego ojca psychoanalizy. Wysunię­
cie tak śmiałych tez j ak te, które są zawarte w teo­
rii psychoanalitycznej, wymagało nie lada odwa­
gi i nie bez znaczenia pozostaje tu fakt, że sam
Freud określał się mianem outsidera, upatrując
źródeł takiej postawy życiowej w czterech czyn­
nikach: ogólnie ambiwalentnym nastawieniu
wobec nowości, negowaniu przez wiedeńskich
lekarzy znaczenia czynników psychicznych h i ­
pokryzji kulturowej" społeczeństwa przestrzecaiaceco tabu seksualności i antysemityzmie
właśnie Przeiawy antyżydowskich uprzedzeń
dotknęły Freuda podczas studiów na uniwer­
sytecie i doświadczenia te iak twierdził zmo
bilizowały *o do w i ę k s z e ^ nonkonformizmu
i niezależności w myśleniu staiac sie nodstawa
odniesionego później sukcesu'

i - nawiasem mówiąc - zyskał sobie serdeczną
niechęć wszystkich innych ludów". Dociekając
genezy owego oporu, „zacznijmy od jednej cechy
charakteru Żydów, która rządzi ich stosunkiem
do innych ludzi. Nie ma żadnej wątpliwości, że
mają oni bardzo dobrą opinię o sobie, uważają
się za szlachetniejszych, reprezentujących w y ż ­
szy poziom, górujących nad innymi, od których
dzieli ich także wiele z ich obyczajów. Przy tym
ożywia ich szczególne zaufanie do życia, takie
iakie daie taiemne posiadanie cenneeo daru- iest
to pewien rodzai optymizmu Ludzie wierzący
nazwaliby to zaufaniem do Boea" Freud zaś
utożsamia ów skarb ze specyficznym przekona­
niem Żydów o tvm ze sa narodem wybranym
Powstanie te^o orzeświadczema iest zdaniem
Freuda z a s h L Moizesza Frincianina który
no śmierci faraona Fchnatonf w dzac odwrót
™ y X r o d ^

KSIĘGA WYJŚCIA: judaizm w ujęciu

Z

2

Freuda

14

7 ^ 1

Było to jednak pyrrusowe zwycięstwo. Do
końca życia nie udało się Freudowi wyelimino­
wać ciągłych napięć pojawiających się w związ­
ku z jego narodowością, zwłaszcza w okoliczno­
ściach rodzącego się nazizmu. Kontrowersyjny
w swej wymowie tekst Mojżesz, jego lud i religia
monoteistyczna jest w rzeczy samej próbą roz­
wiązania przez Freuda tego wewnętrznego kon­
fliktu W obliczu kryzysu tożsamości rozdarcia
miedzy byciem Żydem i nie-Żvdem Freud wraca
do swych korzeni i usiłuiac przeciwstawić sie
nazizmowi poszukuie źródeł antysemityzmu
w historii narodu żydowskiego".
Swoje studia rozpoczyna od charakterystyki
ludu żydowskiego, który „z bezprzykładną siłą
oporu stawiał (...) czoło nieszczęściu i prześla­
dowaniu, rozwinął szczególne cechy charakteru

16

G. Markus, op.cit.

15

S. Frosh, op.cit., s. 309-330.

1 6

kultura, religia, Książka i Wiedza,

Warszawa 1967, s. 203.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

wiarę

, C r ^

15

13

Z. Freud, Mojżesz jego lud i religia monoteistyczna, [w]:

, ^ ^ 7 ^ 3 ^

rzędów (w tym obrzezania),
tez wyprowadzi!
przy pomocy najbliższych współpracowników
z Lgiptu. Mojżeszowi udało się połączyć charak­
terystyczną dla każdego ludu pewność co do wła­
snej wyższości jako narodu, z religią: dzięki temu
unikatowemu sprzężeniu Żydzi zyskali częsc
boskiej wspaniałości, a zarazem dumę ufnosc
i poczucie bliskiego kontaktu z Bogiem. Wszyst­
kie te cechy składają się na żydowskie poczucie
wyższości jako narodu wybranego, co ma dwo­
jakiego rodzaju konsekwencje. Z jednej strony
pozwoliło Hebrajczykom przetrwać, bo trzymali
się z dala od innych ludów , z drugiej zas stało
się zarzewiem konfliktu z sąsiednimi narodami,
wywołując w nich zazdrość będącą prototypem
późniejszych uprzedzeń rasowych .
Jednak początków religii jako takiej - w tym
również i judaizmu - trzeba upatrywać nie tyle

12

Z. Freud Człowiek,,

,ZTr\nZ\ł

Ibid.
S. Frosh, op.cit., s. 309-330

�Anna Styputa

58
w przeszłości, co w ludzkiej psychice, w bez­
radności małego dziecka szukającego poczucia
bezpieczeństwa w osobie wywyższonego ojca .
Geneza religii wiąże się także ściśle z komplek­
sem Edypa, sprowadzającym się do żywionego
przez dziecko płci męskiej pragnienia elimina­
cji ojca i zajęcia jego miejsca przy boku matki.
Jest to motyw stale powtarzający się w pracach
Freuda dotyczących relieii Naiwyraźniei za­
znacza się on w książce Totem i tabu w której
Freud wywodzi początki totemizmu z zabój­
stwa oica popełnionego przez sprzymierzonych
synów chcących obiać kontrole nad zdominowa­
na przezeń horda p erwotna i należącymi do niei
kobietami. Po dokonaniu morderstwa i pożarciu
ciała zahitecro bracia nie mocrac noradzić sobie
z noczuciem winv i rozkładem snołecznei struk
tury ustanawiaia zakaz zabiianfa totemiczne™
zwferzecra h e l c e ^
protoplasty
y
sadzonego
17

18

s

m D o l e m

Zdaniem kontynuatora myśli Freuda, T. Reika , podobny, choć metaforycznie ujęty prze­
bieg zdarzeń zamieszczony został w Księdze
Rodzaju: Jahwe jest tu Bogiem zamieszkującym
drzewa, zaś Adam, przedstawiający symbolicznie
sprzymierzonych braci, w celu zdobycia władzy
zjada owoc z zakazanej jabłoni - totemicznego
bóstwa (nadmienić tu należy, że powyższa opo¬
wieść bibliina była analizowana i interpretowana
przez spadkobierców Freuda na wiele różnych
SDOSO D O W
łącznie z UDatrvwa.riierjn w Ewie
personifikacii matki Adama nadaniem wezowi
znaczenia erotycznego czy utożsamieniem iabłek z piersiami kobiecymi zaś ich spożywania
z aktem kooulaciP U samego oica Dsvchoanali
zv watek oicobó stwa noiawia sie również w hi"
storiitradycji judeochrześcijańskiej, gdzie Jezus
19

17

Z. Freud, Poza zasadą przyjemności,

PWN, Warszawa

1975.
18

Z. Freud, Totem i tabu, Wydawnictwo KR, Warszawa

1993.
19

20

21

D . M . Wulff, op.cit.
Ibid.

zarazem uosabia powrót uśmierconego ojca, jak
i wprawia w ruch koło zamachowe odwiecznego
cyklu - religia synowska (chrześcijaństwo) mor­
duje ojcowską (judaizm) .
21

KSIĘGA KAPŁAŃSKA: religie autorytarne

i humanistyczne Fromma
Także i Fromm widzi w przekazie biblij­
nym ślady wspomnień walki hordy pierwotnej
z ojcem: są to takie momenty jak ten, w którym
Adam zjada jabłko, by stać się jak Bóg, czy ten,
gdy ludzie wspólnymi siłami wznoszą wieżę
Babel.
Tym jednak, co rzeczywiście interesuje From­
ma jako psychoanalityka, jest ewolucja obrazu
Boga. Początek Starego Testamentu przedsta­
wia Jahwe jako karzącego naczelnika plemie­
nia , który domaga się od swoich wiernych
bezwzględnego posłuszeństwa. Zmiana tego
wizerunku następuje, gdy Bóg decyduje się na
zesłanie potopu i zawarcie z Noem przymierza.
Tym samym z chwila edy zobowiazuie sie do
przestrzegania daneeo człowiekowi słowa B ó
Przestaje być absolutnym władca Ograniczę
nie własnei poteei naiwyraźniei uwidacznia sie
w scenie targu Abrahama z Bogiem o z n i s z c z ę nie Sodomv i G o m o r y Abraham odwołnie sie do
zasad sorawiedliwości obowiazuiacych samLo
Bo^ra Dalszym etanem rozwoiu idei Bora iest
utożsamienie Co z L u ł a m i miłości i nrawdy
22

23

e

24

snosóh R L staTe 7e h e ^ i m I n Z f e d n l

nod

7ZTwZe\klZ

wo^olnle^
Fromm dostrzega tu podobieństwo mię­
dzy rozwojem społecznym a osobniczym: od
25

22

E. Fromm, Dogmat Chrystusa i inne pisma

religioznawcze, Wydawnictwo Tekst, Lublin 1992.
23

E. Fromm, Szkice z psychologii religii, Książka i Wiedza,

Warszawa 1966.
24

E. Fromm, Psychoanaliza a religia, Rebis, Poznań 2000.

25

E.Fromm, Szkice...

S. Frosh, op.cit., s. 309-330.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Ojcobó(j)stwc

59

stadium bezradnego przywiązania do bogini
Matki przez posłuszeństwo wobec Ojca - boga,
aż po dojrzałość, gdy dorosły człowiek utożsa­
miony zostaje ze swymi rodzicami. Ewolucja
religii monoteistycznej przebiega więc od obrazu
Boga, który tak jak ojciec kocha i karze dzieckoczłowieka, do idei Boga jako symbolu ludzkich
dążeń i wartości; nie jest to j u ż osoba, do której
człowiek zwraca się z błagalną prośbą, bowiem,
zdaiac sobie sprawę z własnej ograniczoności
i niemożności pojęcia Boga człowiek wierzy
me tyle w Boga co w zasady przez Niego repre­
zentowane Bóg przestaie bvć zewnętrzna moca
a staie sie zasada urzeczywistniana w życiu na­
biera poetyckiego i symbolicznego znaczenia .
26

Tym samym u źródeł judeochrześcijaństwa
leżą oba wyróżnione przez Fromma typy religii.
Pierwszym jest religia autorytarna, zakładająca
istnienie sił wyższych od człowieka, którym
ludzie, słabi i źli, muszą się bezwzględnie p o d ­
porządkować: nieposłuszeństwo wobec Boga
jest ujmowane w kategoriach grzechu i kara¬
ne z całą surowością. W ślad za Feuerbachem
Fromm widzi w owych siłach projekcie najwyżej
cenionych cech której rezultatem iest zubożenie
samych ludzi Przeciwieństwem powyższego
światopoglądu religijnego iest religia huma­
nistyczna która dokonut afirmacii człowieka
iako istoty zdolnei do rozwinięcia o własnych
siłach swego ootenciału rozumu i miłości W ta
27

kim uieciu orzechem staie sie n i e w y k o r z y s t a n i e
owych m o ż l i w o ś c i

k t ó r e w religii autorytarne,

sa kategorycznie t ł u m i o n e P o c z u c i e w i n y w ł a

S w e Z o ™

mchu c h ^

Prażan

lalmudu czy

Widać zatem, że Fromm, wychowany w ro­
dzinie rabinackiej o starych tradycjach , tak
29

jak sam założyciel psychoanalizy, oddalił się od
swoich religijnych korzeni. Religia jest dla niego
swoistą koniecznością dziejową niezbędną dla
przetrwania człowieka, w sytuacji gdy w filo­
genetycznym rozwoju gatunku do minimum
ograniczony został zwierzęcy instynkt na rzecz
rozwoju świadomości. Stanowi ona wszelki,
właściwy pewnej grupie ludzi, system myślo­
wy i etyczny, który dostarcza jednostkom ramy
orientacyjnej oraz przedmiotu w który moga
wierzyć Nic dziwnego zatem 'ze określając sie
mianem teisty Fromm neguje świętość Biblii
twierdząc że nie została Tonal napisana przez
iednego człowieka ani tez nie podyktował iei
Bóg- wyraża sie w mei raczei geniusz narodu
który orzez wiele nokoleń walczył o swe życie
i wolność" i który ofiarował ludzkości szerea
norm i zasad zachowujących swoją wartość
przez tysiąclecia
30

31

32

Fromm, podobnie jak Freud, uwypukla za­
tem etyczny wymiar religii, podważając jedno­
cześnie tezę, jakoby ojciec psychoanalizy był jej
zagorzałym przeciwnikiem: tym, co krytykował
Freud, miał być jedynie jej aspekt teistycznonadprzyrodzony . Twierdzenie to można po­
traktować jako swoisty eufemizm, gdy zważy się
na sceptyczny stosunek Freuda do obrzędowości
żydowskiej i wrogie nastawienie wobec reli­
gii rzymskokatolickiej która zwykł utożsamiać
z antysemityzmem z racji iei rozpowszechnie­
nia wśród mieszkańców Wiednia . Drugim
D o g l ą d e m kwestionowanym Drzez Fromma iest
mniemanie iakoby W w przeciwieństwie do
Freuda był zwolennikiem religii- g d y b y ś m y
mieli podsumować stanowiska Freuda i lun J
powiedzielibyśmy ze Freud przeciwstawia sie
reliaii w imie etyki - a wiec ostatecznie zaimnie
Z
I
T
S
można 1 3 ^ r H i ar mym
InaczeH^
33

34

26

E.Fromm, Szkice...

3 0

27

E. Fromm, Psychoanaliza a...

31

Z. Freud, Totem...

28

E. Fromm, Mieć czy być? Rebis, Poznań 1995.

32

Ibid., i. 150.

29

M . Chałubiński, Fromm, Wiedza Powszechna,

33

E. Fromm, Psychoanaliza a..

34

D . M . Wulff, Psychologia...

Warszawa 1993.

3 (13) 3DD8

BARBARZVNCA

E. Fromm, Mieć...,

s. 2008.

�Anna Styputa

60
ter zjawiska czysto psychologicznego, a równo­
cześnie wynosi nieświadomość do rangi zjawiska
religijnego" .
35

Psychologia J u n g a , s k o n c e n t r o w a n a

wokół

a r c h e t y p ó w d e f i n i o w a n y c h jako „ f o r m y lub ob­
razy natury kolektywnej, które p o j a w i a j ą się
n a c a ł y m ś w i e c i e jako c z ę ś c i s k ł a d o w e m i t ó w ,

KSIĘGA LICZB: symboliczne interpretacje

Junga

a z a r a z e m jako autochtoniczne i indywidu­
alne w y t w o r y

pochodzenia n i e ś w i a d o m e g o ,
3 9

s k ł o n n a jest przez p r y z m a t owego centralnego

Istotnie, Jung nie przyznawał religii jako ta­ p o j ę c i a a n a l i z o w a ć t r e ś c i tradycji r e l i g i j n y c h ,
kiej racji bytu czy też prawomocności roszczeń w y ł a w i a i a c z e ś w i ę t y c h t e k s t ó w szeree archety­
do prawdy. Nie budziło jego najmniejszych wąt­ p o w y c h symboli (liczb k o l o r ó w z w i e r z ą t i m i o n
pliwości, że „Bóg jest (...) faktem psychicznym, boskich) i o d n o s z ą c przedstawione w n i c h wy¬
a nie fizycznym, tzn. że jego istnienie da się d a r z e n i a do p s y c h i c z n y c h w ł a ś c i w o ś c i l u d z k i e j
stwierdzić tylko psychicznie, nie zaś fizycznie" . naturv W ten s n o s ó b trzv n i e r w s z e r o z d z i a ł y
Jest to fakt niezwykle istotny dla ludzkiej egzy­ K s i e r i R o d z a i u staia sie d l a z w o l e n n i k ó w l u n
a m e t a f o r y c z n y m o d z w i e r c i e d l e n i e m procesu
stencji ale ogranicza sie on do indywidualne™
doświadczenia me mając mc wspólne™ z real­ i n d y w i d u a c h ti soecyficzme ooimowanei samo
reahzacii k t ó r e i n u n k t e m d o i ś c i a iest o s L n i e "
nością zjawisk nadprzyrodzonych.
cie
i a ź n i ' czyli c e n t r u m o s o b o w o ś c i b e d a c e ™
Interpretacje tekstów biblijnych autorstwa
mstanria
n X e X a
T o h e ^
Junga są niejasne i mają bardziej osobisty niż na­
W
s
n
i
e
c
e
X
na
nal
J
v
zszv
nTzinrTZwnt,'
ukowy wydźwięk. Jedną z najbardziej znanych,
a zarazem najbardziej kontrowersyjnych publi­ r n . i ^
kacji jest Odpowiedź
Hiobowi, w której Jung
odmiennycń,
przedstawia Boga jako pełnego sprzeczności: S e n t ^ r ^ y d i i M .
P o c z ą t k i e m tego procesu, tak j a k z o s t a ł o n
z jednej strony jawi się On jako tyran, który gwał­
cąc swoje prawa i dopuszczając się jawnej niespra­ przedstawiony w G e n e s i s , jest „ p o j a w i e n i e s i ę
wiedliwości, odbiera Hiobowi cały jego majątek, ego z niepodzielnej całości - c i e m n o ś c i i pust­
potomstwo i zdrowie Z drueiei strony lahwe ki p r z e d s t w o r z e n i e m z i e m i , oraz stopniowego
ukazany zostaje jako BÓ pragnący kochać rodzaj r ó ż n i c o w a n i a się i integracji. P i e r w s z y m p o w a ż ­
ludzki i być przezeń uwielbianym.' Owa dwoistość n y m z a g r o ż e n i e m dla coraz bardziej z ł o ż o n e j
Bora z którei On sam nie zdaie sobie snrawv zo¬ j a ź n i , symbolizowanej przez m a n d a l ę ogrodu,
staje przez Hioba dostrzeżona i ujawniona. W ten jest w y j ś c i e z A d a m a jego kobiecej strony, S o ­
snosób roznoczvna sie nroces ewolucii Bora krórv phii lub m ą d r o ś c i , co p o p r z e d z i ł akt ofiary (od­
stoomowo ooczał wyzbywać sie swoich mrocz
danie ż e b r a ) D o p i e r o po spotkaniu z w ę ż e m
nvch cech oraz desnotvcznvch oestów i w rezul" ( k t ó r y s y m b o l i z u j e w i e d z ę l u b p o j a w i a j ą c a s i ę
tacie wzdedne™ ograniczenia roli szatana Tahwe" ś w i a d o m o ś ć ) i poprzez u l e d o ś ć wobec pokusy
36

e

37

S

możslmiwst^

z i e d z e m a i a b ł k a (co s y m b o l i z u j e p e ł n i e i s a m o realizacie) A d a m u ś w i a d a m i a sobie swa l u d z k a

I i e n ™ n S

i n d y w i d u a l n o ś ć i namecie miedzy ś w i a d o m o ś c i ą

karaajTrobf^

i nieświadomością

» G r z e c h « Adama i E w y nie

3 5

E. Fromm Psychoanaliza a...,s. 52-53.

38

Ibid, s. 309.

3 6

C G . Jung Odpowiedź

3 9

C G . Jung, Psychologia a religia, [w]: C G . Jung,

Hioba [w]: C G . ]ung Psychologia

a religia, Książka i Wiedza, Warszawa 1970, s. 364.
3 7

C G . Jung Odpowiedź

Hiobowi, [w]: C G . Jung,

Psychologia a religia, Książka i Wiedza, Warszawa 1970,
s. 143.

Psychologia a religia, Książka i Wiedza, Warszawa 1970.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Ojcobó(j)stwc

61

jest więc czymś godnym potępienia, lecz repre­
zentuje wzrost świadomości, który w rezultacie
oddziela ego od jaźni. Począwszy od tego mo­
mentu Raj (jaźń) staje się (...) iluzorycznym ce­
lem symbolizującym nową pełnię" . Powyższa
interpretacja wydarzeń w Edenie, będąca dzie­
łem kontynuatorów Junga, odbiega wyraźnie od
tradycyjnych, psychoanalitycznych interpretacji
tekstów biblijnych W obu iednak wypadkach
opowieść o początkach rodzaju ludzkiego ujmo­
wana jest w kategoriach metafory procesów za­
chodzących we wnętrzu człowieczej psychiki.
40

KSIĘGA POWTÓRZONEGO PRAWA: analiza

rytuałów
Do wcześniejszego fragmentu Pisma Świę­
tego odnosi się dokonana przez Fromma ana­
liza tradycji szabatu. Fromm dostrzega tu dwie
sprzeczne tendencje: chociaż szabat jest czasem
odpoczynku i jako taki jest wartościowany po­
zytywnie, to temu odpoczynkowi towarzyszy
szereg uciążliwych zakazów których złamanie
grozi sankcjami charakterystycznymi dla naj­
cięższych przestępstw Przepisy obowiązujące
pobożnych Żydów w czasie szabatu są zdaniem
Fromma typowe dla rytuałów załobńo-pokutnych a ich centralnym nakazem jest wymóg
powstrzymania sie od wykonywań a iakieikol
wiek pracy Iest to iednak praca specyficznie
rozumiana orace wykonuie nie ten kto sie
trudzi lub 'tworzy wartości ekonomiczne, lecz
ten którv nrlrlziałilie w hiifliiiacvm Inh niszczą
cvm sensie na nrzirode To z n a c z y ze natura
zo^ta a uznana zaTahu i' każda zmiana choćhv
t T k n ^
n r , ^
41

K n s

a

' ^ h ^

się
samych początków świata, gdytiog nie­
zwyciężony ojciec zaślubiony z Matką Ziemią
— wypoczywa po stworzeniu człowieka, len

wypoczynek nie jest dla Fromma niczym innym
jak równoważnikiem „bycia martwym" i stanowi
nawiązanie do zabójstwa ojca. Tym samym dla
rolniczego ludu, jakim byli Żydzi, uprawa ziemi
utożsamianej z aspektem matczynym, staje się
symbolem kazirodztwa. Pierwotny charakter
szabatu nie jest więc pozytywny (w znaczeniu
dnia poświęconego na odpoczynek), lecz
tywny (ucieleśniając rezygnacje z kazirodczego
ujarzmiania natury) Nie znaczy to jednak ze
aspekt pozytywny zostaje całkowicie wyelimino­
wany przeciwnie odpoczynek po pracy stanowi
przywrócenie harmonii z okresu przebywania
w łonie matki- o ile nierwotnie szabat miał bvć
ookuta za grzech merworodny za oicobóistwo
i skłonności kazirodcze, zaś zakaz pracy miał
hvćz iednei strnnvkara za orzech a z drnoiei za
nobielać nowvm imnulsom do kazirodztwa to
facnrazha^
zostaje eonak spełnione, dzień pokutny, w któ­
rym człowiek musi zrezygnować z pracy, staje
się dniem przyjemności harmonii człowieka
z przyrodą, dniem, który daje akurat spełnienie
tego, co miało byc zabronione .
Drugą, obok wymogu obchodzenia szaba­
tu, cechą dystynktywną Żydów jest, w opinii
Fromma , obrzezanie. Także i ono doczekało
się psychoanalitycznej interpretacji, stając się,
z racji swego przesunięcia w czasie do okresu
dzieciństwa, nośnikiem lęku kastracyjnego: „kie­
dy dziecko jest j u ż większe i dowiaduje się, że
w niemowlęctwie zostało poddane obrzezaniu,
może to wywołać obawę przed nowymi karami
ze strony oic
ten sposób syn na
dostawa s e pod władze ojca zaś samo obrze­
zanie zamiast przynosić durne której doznaje
młody człowiek w wyniku przejścia tego inicja­
cyjnego rytuału w okresie dojrzewania prze
44

40

D . M . Wulff, op.cit., s. 388.

43

41

E. Fromm, Dogmat Chrystusa i inne pisma

44

religioznawcze, Wydawnictwo Tekst, Lublin 1992.
42

Ibid., s. 62.

3 (13) 3DD8

45

Ibid., s. 70.
Ibid.
B. Bettelheim, Rany symboliczne, rytuały

i zazdrość

BARBARZYŃCA

męska,

inicjacji

Czytelnik, Warszawa 1989, s. 297.

�62

Anna Styputa

kształciło się w narzędzie degradacji potencjału
id. W wymiarze społecznym wyznaczenie mo­
mentu obrzezania w tak młodym wieku i ograni­
czenie udziału w tym rycie jedynie do mężczyzn
mogło stanowić „krok na drodze prowadzącej do
ustanowienia paternalistycznego monoteizmu"
(idem), nadając płci męskiej magiczną moc pły­
nącą z przymierza z Bogiem. Próba zrozumienia
istoty obrzędu obrzezania odsyła Bettelheima do
Starego Testamentu, w którym widzi on szereg
dowodów na świeżo zdobyta (lub iedyne postu­
lowana) przez mężczyzn dominacie nad kobieta­
mi: przesłankami świadczącymi o prawdziwości
tei tezv ma bvć chełpliwy ton w v D o w i e d z i l a h w e
zaoewniaiacych omeskiei wyższości iakrówniez
modyfikacja mitu o stworzeniu świata fwbrew
wszelkiej L e e to z mezczvznv stworzona zo
sta,e kobieta, która służyła podkreśleniu wam
snnremacii mężczyzn rzntniar ia w przeszłość
T e d n o r . e ś n i e L h o w a ł y &lt;ie ślady w i e L ń ™ '

waniu zawarcia małżeństwa poddaniem się przez
mężczyznę obrzezaniu, „w języku hebrajskim
etymologiczne znaczenia słowa oznaczającego
obrzezanie i słowa oznaczającego ojca zony są tak
bardzo zbliżone, iz narzuca się mysi, ze niegdyś
jedno słowo oznaczało i jedno, i drugie .
Innym przykładem specyficznych dla juda­
izmu praktyk są przepisy żywieniowe, wywo­
dzące się, zdaniem F. Fromm-Reichmann ,
z totemizmu: totem, razem z innymi zwierzę­
t a m i wyposażonymi w członki symbolizujące
rodzicielski fallus (np. poroże), staje się skład­
nikiem pożywienia, ale jego konsumpcja, uświa­
damiająca zagrożenie związane z tym śmiałym
aktem, obwarowana jest licznymi zasadami. Za­
kaz łącznego przygotowywania oraz spożywania
47

mięsa i mleka sprowadza się do radykalnego
rozdzielenia jedzenia mięsa, uważanego za akt
identyfikacji z totemem, od picia mleka (matki)
symbolizującego z kolei kazirodztwo.
Do koncepcji hordy plemiennej Freuda na­
wiązuje także Reik , analizując przeznaczenie
i genezę noszonych przez Żydów filakterii. Owe
rytualne przedmioty mają być niczym innym jak
pozostałością po zwyczaju noszenia skóry zabi­
tego zwierzęcia celem przejęcia jego mocy: rogi
tefilah to rogi byka, tefilah umieszczany na ramie­
niu jest odpowiednikiem kopyt, a skórzane czę­
ści filakterii to zredukowana do minimum skóra
zwierzęcia. Używanie filakterii staje się więc
identyfikacja z ofiara zbrodni z przeszłości - prze­
kształconym w totem ojcem-bogiem. Nieco innej
interpretacji dokonuie Langer utrzvmuiac że
w kształcie noszonego na głowie tefilah u awnia
sie iego falliczny charakter zaś w połączeniu
z sześciennym schowkiem symbolizującym na¬
rządy kobiece wyobraża stosunek płciowy.
48

49

Tenże Langer upatrywał także seksualnej
symboliki w kształcie zawieszanej przy drzwiach
żydowskich mieszkań mezuzy, nie jest jednak
w swych interpretacjach konsekwentny: mezuza
może zarówno nawiązywać swą formą do fallu¬
sa ojca, jak i wyobrażać żeńskie genitalia (jako
że nie tylko przypomina o ograniczeniach, ale
i umieszczana jest przy otworze wejściowym bę­
dącym w wielu kulturach symbolem kobiecych
narządów płciowych).
50

MIDRASZ: komentarz d o

psychoanalitycznego

pięcioksięgu

Taki brak konsekwencji jest częstym, lecz niejedynym grzechem psychoanalityków. Analizy

46

Ibid., s. 308.

49

47

F. Fromm-Riechmann, Das judische Sspeiseritual, 1927,

Imago 16, s. 435-485, za D . M . Wulff, Psychologia religii,

[w]: Imago 13, s. 235-246, za D . M . Wulff Psychologia
religii, W S i Ę Warszawa 1999.
48

T. Reik, The Prayer Shawl and the Phylacteries of the

Jews, [w]: T. Reik, Dogma and Compulsion, 1951, za D . M .

G. Langer, Die judischen Gebetsriemen, 1930, [w]:

W S i Ę Warszawa 1999.
50

G. Langer, Zur Punktion der judischen Turpfosterolle,

1928, [w]: Imago 14, s. 457-468, za D . M . Wulff
Psychologia religii, W S i Ę Warszawa 1999.

Wulff, Psychologia religii, W S i Ę Warszawa 1999.

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Ojcobó(j)stwc

63

podejmowane w ramach tej orientacji teoretycz­
nej charakteryzują się z jednej strony daleko po­
suniętą dowolnością skojarzeń, z drugiej zaś ich
zdolności interpretacyjne są znacząco zawężone
w wyniku koncentracji psychoanalizy na seksu­
alnym wymiarze ludzkiego życia czy też - jak
to było w przypadku Junga - na wyszukiwaniu
archetypicznych symboli.
Cechująca myśl psychoanalityczną swoboda
toku rozumowania i wysoki poziom abstrakcji
uniemożliwiają de facto naukową weryfikację
tworzonych w tym nurcie prac, co jest głównym
zarzutem wysuwanym z pozycji naukowych
przeciwko psychoanalizie jako takiej. Z kolei
rezultatem ześrodkowania uwagi na kilku wy­
branych motywach jest - w przypadku badań
nad judaizmem - nie tylko ograniczenie pola
zainteresowania do pierwszych ksiae Stare™
Testamentu z silnym zaakcentowaniem opo­
wieści o początkach świata i nieposłuszeństwie
pierwszych rodziców ale także stronniczość ana­
lizy nastawionei a Priori na wyłuskanie znaczeń
dowodzących prawdziwości wcześniei nrzyie
tych założeń W wyniku takie™ nostenowama
wywody psychoanalityków oceraia sie często
kroć o Loteske właściwa nracom von D ä n i k e
na i znnełnie lekceważąc nrawde
hixnrvcnä

_

ryhkowania konkluzji, te hipotezypsychoanali­
tyków, które odnoszą się do konkretnych zjawisk
czy wydarzeń z przeszłości, bywały często pod­
ważane przez specjalistów zajmujących się daną
dziedziną wiedzy, lak stało się np. z dokonaną
przez H-euda rekonstrukcją powstania judaizmu
teza, jakoby ta tradycja religijna wywodziła się
w prostej hriii od kultu boga Atona, spotkała się
z ostrą krytyką historyków Podobnie przypisanie
Mojżeszowi narodowości egipskiej jest czystą

51

D . M . Wulff, op.cit.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

spekulacją niemającą najmniejszych podstaw
w wiedzy historycznej . Jednak w pracach psy­
choanalityków więcej niż konkretnych odniesień
jest rozważań o charakterze abstrakcyjnym, któ­
re przyjmuje się na zasadzie wiary, a nie na mocy
dowodów naukowych.
Niewątpliwie wkład psychoanalizy w roz­
wój zarówno psychologii, jak i samej cywilizacji
europejskiej jest niebagatelny. Jeśli więc Freud
stawiał się w jednym rzędzie z Kopernikiem
i Darwinem, twierdząc, że jego tezy w takim sa­
mym stopniu wpłyną na dzieje świata co prace
tych dwóch uczonych, to nie sposób odmówić
mu odrobiny satysfakcji. Przez długi czas psy¬
choanaliza była w psychologii główną orientacją
teoretyczna Zdyskredytowana późniei przez na­
ukowców o pozytywistycznym nastawieniu dziś
wraca do nauki w nowej formie, znajdując uza¬
sadnienie niektórych ze swvch tez (zwłaszcza
dotyczących funkcionowania nieświadomości)
w badaniach neurologicznych.
51

Jest więc swoistym paradoksem, że psycho­
analiza, osiągając tak potężny wpływ na dzieje
zachodniej kultury i nauki, nie przysłużyła się
tradycji, z której wyrosła. Nie dość, że określono
ją mianem „żydowskiego wynalazku", kolejnego
chwytu tego podstępnego narodu dążącego do
przejęcia władzy nad światem, to jeszcze sama
odwróciła się od judaizmu i podążając tokiem
głoszonych przez siebie tez, dokonała rękoma
swych żydowskich twórców symboliczne™ zabóistwa własne™ oica me tylko ostro krytykuiac
oicowska relieie i tradycie ale tez przypisu ac
iei meiednokrotnie dyskredytuiace właściwo ci
W ten soosób osychoanaliza oowołana do życia
iako odnowiedź na antysemityzm sama stała sie
ednym z ie™ narzedz, tworząc koleiny z wielu
paradoksów obecnych'w dzieiach narodu z y
dowsk
Y

1

r

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9568" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9546">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/15f94c19f5f6ff90adfeedafe40c842e.pdf</src>
        <authentication>9a2993cd6d27aceba73eff064a2f1d7b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113933">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5593</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113934">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113935">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113936">
                <text>Holokaust - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113937">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5201</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113938">
                <text>Język Zagłady - język świadectwa/ Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113939">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.64-71</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113940">
                <text>Morawiecka,Maria Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113941">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113942">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113943">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113944">
                <text>Maria

•
I

Magdalena
M orawi ecka

u

n w

19

8

6 n

&gt; studentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie W r o c ł a w s k i m i ASPP

„Abrys" w e W r o c ł a w i u . Działa w Studenckim Kole N a u k o w y m Kulturoznawców

\ i współpracuje z u g r u p o w a n i e m

Dziennikarzy W ę d r o w n y c h i w y d a w a n y m przez

nie i n t e r n e t o w y m pismem .Wędrowiec" ( w w w . d z i e n n i k a r z e - w e d r o w n i . o r g ) .
Zainteresowania badawcze: teoria i historia kultur/, aksjologia, praktyki kartograficzne
jako ź r ó d ł o wiedzy o kulturze, tradycje wokalne słowiańszczyzny.

Język Zagłady - język
świadectwa. Relacja ocalałego
jako komunikat
„Zaprawdę, wargami jąkałów
i językiem obcym przemawiać będzie do tego narodu
ten, który mu powiedział:
»Teraz odpoczynek! Dajcie wytchnąć strudzonemu! A teraz, spokój!«.
Ale me chcieli Go słuchać.
Wtedy będzie do nich mowa Pana:
»Saw lasaw, saw lasaw; kaw lakaw, kaw lakaw;
zeer szam, zeer szam *,
żeby szli i upadli na wznak i rozbili się,
żeby uwikłali się w sieci i byli schwytani.
Iz 28, 11-13
1

Holocaust nie ma i nie moie mieć swojego języka
I. Kertesz

Jak podaje Biblia Tysiąclecia,
są to „onomatopeiczne
wyrazy hebrajskie naśladujące mówienie dzieci lub
pijaków (...) mogłyby mieć taki sens: »Rozkaz za
rozkazem, rozkaz za rozkazem; reguła za regułą, reguła
za regułą; trochę tu, trochę tam«". Biblia Tysiąclecia pod
1

1

red. benedyktynów tynieckich, Wydawnictwo Pallottinum,
Poznań-Warszawa 1980, s. 871.
I . K e r t e s z , / ^ na wygnaniu, W A B , Warszawa 2004,
s. 194.
2

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Język Zagłady - język świadectwa

65

agłada miała nie pozostawić po sobie
świadków. Nikt nigdy nie miał, nie po­
winien był opowiedzieć historii ofiar obo­
zów . Ich los miało okryć milczenie. Stało się
inaczej. Kiedy okazało się, że nie wszystko stra­
wił ogień krematoryjnych pieców, zapadła przej­
mująca cisza. Poszukiwania pośród wszystkich
słów, we wszystkich językach, które rozbrzmie­
wały w obozach, nie przyniosły rezultatu. Pozo­
stawały równie bezsilne wobec próby opisania
tego, co się wydarzyło. Świadkowie przeżyli, ale
byli niemi. Słów zabrakło.
Pisanie o języku stawia zawsze autora tekstu
w dwuznacznej sytuacji, ponieważ zacierają
się granice pomiędzy materiałem stanowiącym
obiekt analizy a materią, z której utworzona jest
sama analiza. Pisanie o języku, którego istnienie
jest kwestionowane (język Zagłady), oraz języ­
ku, który kwestionuje własną zdolność do wyra­
żenia tego, do wyrażania czego został powołany
(świadectwo), zakrawa więc na paradoks przy­
najmniej w podwójnym sensie. Ponieważ jednak
świadkowie domagają się mówienia o Holokau­
ście, nie sposób pominąć ich głosu milczeniem.
Czym - jeśli takowy istnieje - charaktery­
zowałby się język świadectwa i w jakiej relacji
pozostaje do „języka Zagłady"? Czy można je
ze sobą utożsamiać? Jak możliwe jest i czemu
służyć może mówienie o czymś, co z góry uzna­
ne zostaje za niemożliwe do wypowiedzenia?
W jakim sensie świadectwo jest komunikatem?
- to tylko wybór z szeregu pytań, które można

by stawiać w kontekście tematu niniejszej pracy,
które legły u jej genezy, na które z całą pewnością
nie udzielę w niej wyczerpujących odpowiedzi i na które cały ten tekst (mimo wszystko) próbą
odpowiedzi pozostaje.
Język w obozie (jak niemal wszystko) funk­
cjonował w odmienny sposób niż zwykle. Dla
w i ę ź n i ó w był przede wszystkim n a r z ę d z i e m
zdobywania niezbędnych do przetrwania infor­
macji. Niedostateczna znajomość języka utrud­
niała aklimatyzację, u n i e m o ż l i w i a ł a szybkie
zorientowanie się w obozowej rzeczywistości
i rozumienie rozkazów, drastycznie zmniejsza­
jąc szanse na przeżycie. Dla strażników stanowił
w relacjach z więźniami medium, za pomocą
którego narzucali rygor. O charakterze całej sy­
tuacji komunikacyjnej przesądzała dominacja
trybu rozkazującego. Większość wypowiedzi
kierowanych przez przedstawicieli pierwszej
grupy do drugiej
była rysem impe­
ratywu. Dodatkowy czynnik, jakim było uprzy¬
wilejowanie pozycji języka niemieckiego (jako
jedynego pełnoprawnego), sprawiał, że status
pozostałych iezyków narodowych iako ludzkiei
mowy zostawał podważony co z kolei łączy sie
z podaniem w wątpliwość przynależności do
ratunku ludzkie™ wszystkich którzy me po
trafia wykazać sie znaiomościa niemieckie™
lezyk wysteouie tu iako fayterium oodziału na
udzi i nie ludzi (traktowanych iak zwierzęta
czy wręcz nrzedmioty) nrzy czym można za'
ryzykować tezę ze tym' co wyróżniałoby mowę

Primo Levi pisze pięknie, acz niejednoznacznie:
„Nie, my nie wrócimy. Stąd nie powinien wyjść nikt, kto
mógłby zanieść światu wraz ze znamieniem wypalonym
na skórze złą nowinę: ile potrzeba było w Oświęcimiu
odwagi człowiekowi, aby pozostał człowiekiem". P. Levi,
Czy to jest człowiek?,
Państwowe Muzeum w Oświęcimiu,
Książka i Wiedza, Warszawa 1996, s. 61.

i przeraził; rozkaz (...) powtarzali głosem donośnym
i wściekłym, a w końcu wykrzykiwali go z całych sił, jakby
mieli do czynienia z głuchymi, czy raczej ze zwierzętami
domowymi, które przecież reagują na ton głosu, a nie treść
nakazu. Kiedy ktoś mimo to ociągał się (...), zaczynało
się bicie i stawało się oczywiste, że w grę wchodzi tu j u ż
inny wariant języka - posługiwanie się słowem, czynność

Istnienie owego mechanizmu zaświadcza również
P. Levi, komentując zachowanie esesmanów w obozie
przejściowym w Fossoli: „Do tych, którzy ich nie
rozumieli, zwracali się w sposób, który nas zdumiał

konieczna i wystarczająca, żeby człowiek okazywał się
człowiekiem, zostawało odrzucone. Był to dla nadzorców
widomy znak, że nie jesteśmy ludźmi". P. Levi, Pogrążeni
i ocałeni, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007, s. 110.

Z
3

3

4

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

4

��67

Język Zagłady - język świadectwa

pierwszych od mowy drugich, nie byłaby tu jak w przypadku koncepcji filozoficznych czy
antropologicznych - jej zdolność do wyrażania
abstrakcyjnych praw, ale do stanowienia prawa.
Odebranie wartości mowie uwięzionych w pew­
nym sensie oznaczało okradzenie ich z języka, aż
po pozbawienie ich najprywatniejszej jego części
- imion. Po dokonaniu tego aktu (i uprzedmio­
towieniu, do jakiego nieuchronnie prowadzić
musiało zastąpienie imion numerami) zatraca
się sensowność pisania słów, takich jak „Żyd"
czy „Polak" wielką literą - stają się nazwami
pospolitymi, tak samo jak „pies" czy „krzesło".
Odmówienie więźniom człowieczeństwa osta­
tecznie zdejmowało z oprawców obowiązek
podejmowania dialogu .
5

Czapliński sugeruje, że za taki element można
by uznać kreacyjny aspekt języka. Jak pisze:
„Jeśli w Zagładzie objawiła się jakaś istota ję­
zyka, to najpewniej wiązała się ona z magicz­
ną jego funkcją - stwarzaniem rzeczy poprzez
słowa. I właśnie ona - moc kreacyjna - okazała
się całkowicie obojętna rozumieniu. Ten, kto
może używać języka tak, jak bóg, ten, kto może
poprzez język stanowić o czyimś życiu, nie dba
o to, czy jest rozumiany. (...) I na odwrót: język
skrajnej przemocy pojmujemy bez rozumienia;
wiemy, co on nam mówi, nie rozumiejąc słów
-wiemy, że nakłada na nas obowiązek całkowi­
tego posłuszeństwa (...). Aby taki język mógł być
narzędziem komunikacji, jego »istota« musia­
łaby być nie tyle przekładalna, co symetryczna,
przechodnia zwrotna to znaczy musiałaby
w równej mierze przysługiwać »stwórcy« co
przedmiotom stwarzanym Bez tej przechodniościiezyk okazuje sie przede wszvst iCim 113.""
rzędziem dyscyplinującym" .

Ktoś, kto wydaje dyrektywy, nie musi trosz­
czyć się o to, by wyjaśnić ich sens podkomend­
nemu. Mamy tu do czynienia z typem działania
nakierowanym na wpływ, nie porozumienie .
Rozkazywanie bowiem nie pociąga za sobą ko­
nieczności podjęcia choćby próby zrozumienia
drugiej strony, nie wymaga też wytwarzania wię­
zi pomiędzy nadawcą a odbiorcą komunikatu.
Język zatraca więc swą, zdawałoby się, pier­
wotną funkcję, jaką jest właśnie komunikacja
(communico, comunicare - uczynić wspólnym,
połączyć; udzielić komuś wiadomości, naradzać
się, omawiać).
To jednak oznaczałoby, że przyjął on jakąś
funkcję odmienną, być może dotąd nazbyt czę­
sto umykającą uwadze lingwistów. Przemysław

Jeśli więc Primo Levi przywołuje metaforę
wieży Babel w kontekście Auschwitz, to jest to
porównanie niepozbawione pewnej dozy prze­
wrotności. Biblijna figura, choć nadal rozpozna­
walna, jawi się tu w koszmarnym, zakrawającym
na groteskę odwróceniu. Obozy koncentracyjne
nie miały nigdy służyć budowaniu wspólnoty,
ale zagładzie. Celem ich istnienia była destruk­
cja, nie konstrukcja. Powstały nie za przyczy­
ną porozumienia zawartego przez ludzką rasę

„Mówienie do zwierzęcia byłoby czynnością niemądrą,
jak mówienie do samego siebie, lub aktem śmiesznym
i patetycznym; a przy tym i tak nie zostałoby się
zrozumianym". P. Levi, op.cit., s. 111.
Nawiązuję tu do podziału zaproponowanego przez
J. Habermasa. Patrz: J. Habermas, Pojęcie
działania
komunikacyjnego (uwagi wyjaśniające),
„Kultura

porozumienia, nazywania świata i wyrażania uczuć
- im pełniej służy bowiem tym celom, tym bliższy
jest narzędziu dominacji i metodzie stwarzania
świata. O istocie języka nie decydują bowiem znaki
i znaczenia, lecz relacje między tymi, którzy coś do
siebie mówią [podkreślenie M . M . ] . Z punktu widzenia
języka i przekładu Holokaust był pojednaniem różnic

i Społeczeństwo" 1986, nr 3, s. 21-44.
Czapliński pisze też dalej, że wszelkie działania
porządkujące napotykają, odsłoniętą przez Holokaust,
zakrytą stronę języka: nie jest on narzędziem

lingwistycznych i usunięciem tej cząstki każdej
wypowiedzi, której nie da się przełożyć. P Czapliński,
Zagłada jako wyzwanie dła refleksji o łiteraturze,
„Teksty
Drugie" 2004, nr 5, s. 14.

6

5

6

7

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

7

�Maria Magdalena Morawiecka

68
{nomen omen), ale elementarnego niezrozu­
mienia (i braku chęci zrozumienia) między jej
przedstawicielami. „Pomieszanie języków" nie
owocuje wyodrębnieniem rozmaitych dialektów,
lecz wykształceniem się lagersprache.
Gdybyż przynajmniej chodziło tu o prostą
antytezę starotestamentowego toposu: ale pro­
jekt nazistów jawi się nie tyle jako lustrzane
odbicie biblijnego obrazu, co raczej jako odbi­
cie w krzywym zwierciadle. Kierunek wiedzie
od wielości ku eliminacji owej pierwotnej róż­
norodności za pomocą najbardziej radykalnej
z metod - eksterminacji. Jedność, która byłaby
efektem wykonania w pełni tego planu, zasa­
dzałaby się nie na zjednoczeniu, a na jedyności.
Jeśliby formułować na tym gruncie postulat
wprowadzenia wspólnej mowy dla całej ludzko­
ści, to jedyną drogą do jego realizacji byłaby eli­
minacja wszystkich obcych języków wraz z tymi,
którzy się nimi posługują. Jedynym elementem
metafory niezmiennym w z g l ę d e m biblijnego
pierwowzoru okazuje się pycha architektów.
Nic też dziwnego, że ostatecznie w świadectwie
Leviego miejsce rzucającej wyzwanie niebiosom
wieży zaimuie - zeodnie z loeika symetrii - lei
danteiskLo niekła kształtem zbieżny z wszyst­
kimi zbiorowymi mogiłami świata
Spróbujmy sobie zatem uświadomić sytuację
kogoś, kto podejmuje się zadania świadczenia
o Zagładzie. Paradoksalnie można stwierdzić, że
język Zagłady mógłby obyć się w ogóle bez słów,
jako że skrajna przemoc wyraża się w znacznej
mierze w aktach niewerbalnych. Treść świadectw
ocalałych nie różnicuje się znacząco w zależno­
ści od języków, w jakich zostały one spisane .
Pobyt w obozie sytuuje się w sferze doświadczeń
pozajęzykowych, wobec której wszelkie próby
obleczenia w słowa ponoszą fiasko, a która za¬
razem pozostaje wspólna dla wszystkich ocalo-

nych, niezależnie od języka, którym się posługu­
ją. Wiążąca się z tym osławiona niewyrażalność
przeżyć ofiary staje się problemem w momencie,
gdy ta ostatnia decyduje się przekuć je na opo­
wieść. Stwierdzenie to, samo w sobie banalne,
pozostaje jednak nieodzowne dla refleksji nad
zagadnieniem języka świadectwa.
Trudność, przed jaką staje świadek, wynika
z faktu, że jego dotychczasowy język, język ojczy­
sty, który go kształtował, nie pochodzi ze świata
obozu, w związku z czym okazuje się do niego
równie nieprzystawalny co zewnętrzna rzeczy­
wistość, w której powstawał. Za wzór nie mogą
mu również posłużyć przemiany, jakim podlegał
język w samym obozie: j u ż wówczas w istocie nie

Nie chcę przez to powiedzieć, że treść wszystkich
świadectw jest jednakowa, przeciwnie, jestem jak
najdalsza od takiego twierdzenia. Skłaniam się natomiast
ku poglądowi, że istniejące różnice (zarówno w treści,

dominującym nastroju utworu, jak i stylistyce, w jakiej
jest utrzymana) wiązać należy bardziej z kwestiami
indywidualnymi (tj. biografia i osobowość autora) niż
z narodową i „językową" tożsamością świadka.

8

8

BARBARZYŃCA

3 (13) 3 0 0 8

�Język Zagłady - język świadectwa

69
cjonowały wówczas niektóre zwroty, ponieważ
dopiero świadectwo podejmuje próbę wypowie­
dzenia zarówno tego, co działo się w obozach,
jak i tego, co znaczyło to dla więźniów. A nie wy­
starczy sama znajomość faktów, by to zrozumieć.
Dla takiego odbiorcy użycie niektórych zwrotów
i słów może być mylące: rozpoznaje znajome
frazy, więc ma wrażenie, że opowiada mu się
o czymś, co doskonale potrafi pojąć, podczas
gdy rzeczy mają się zupełnie inaczej. Emblemat
pozostał niezmieniony, chociaż przysługują mu
różne desygnaty. To właśnie pozwala Elie Wieselowi stwierdzić:

był on wystarczającym narzędziem dla wyraża­
nia przeżyć więźniów, co jednak nie miało więk­
szego znaczenia, dopóki obracali się we własnym
gronie. Wspólnota doświadczeń umożliwiała
wzajemne zrozumienie, jednocześnie ograni­
czając potrzebę opowiadania o nich. Wchodząc
do obozów, więźniowie dysponowali j u ż ściśle
określonym materiałem językowym, za pomocą
którego (nie mając innych narzędzi) w otaczają­
cej ich nowej rzeczywistości starali się nazywać
zjawiska i warunki radykalnie odmienne od
znanych im dotychczas. Dochodziło więc do sy­
tuacji, w której na oznaczenie niewspółmiernie
intensywniejszych i bolesnych doznań używano
starych słów, z racji ich powierzchownego podo­
bieństwa z opisywanymi zjawiskami.
Odbiorca nie może być w pełni zaznajomio­
ny z całym upiornym kontekstem, w j akim funk-

9

„Miałem tyle do powiedzenia, a brakowało
mi słów. Świadom ubóstwa środków, czułem,
że ogranicza mnie język. Ktoś powinien był
wymyślić inny. Czy można oczyścić i ucywili­
zować język wypaczony i zatruty przez wroga?
Głód, pragnienie, strach, transport, selekcja,
ogień, komin - każde z tych słów coś znaczy,
ale w tamtych czasach znaczyło coś całkiem
innego. Pisząc w ojczystym, też okaleczonym
języku, TclZ pO TclZ dochodziłem do wniosku, że
»to nie to«. (...) Wciąż było »nie to«. »To«, czyli
co? (...) Słowa zaczerpnięte ze słownika wyda­
wały mi się płytkie, tandetne, nijakie" .
9

Status ofiary nie jest tożsamy ze statusem
świadka, przejście od jednej roli do drugiej wią­
że się z radykalną zmianą nastawienia. Język
przemocy nie jest i nie może być tym samym
językiem co język opisu przemocy. Analogicznie
język świadectwa nie może być językiem Zagła­
dy, bo ten ostatni pozostanie dla czytelników na
zawsze językiem obcym i niezrozumiałym. Za­
danie świadka przypomina więc nieco zadanie
tłumacza i polega na tym, by zakomunikować
(z naciskiem na znaczenie, do którego odsyła
łacińska etymologia słowa „komunikacja") in11 y 111 coś, co właściwie nigdy komunikatem nie
było i być nie miało, co w samej swojej istocie

E. Wiesel, Noc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007, s. 15-16.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

�Maria Magdalena Morawiecka

70
sprzeczne jest z ideą komunikowania i opiera
się próbom przekształcenia w komunikat. Jego
własny obraz świata uległ nieodwracalnej prze­
mianie, dla wyrażenia której niezbędne wydaje
się w konsekwencji wprowadzenie zmian rów­
nież w języku (i w językowym obrazie świata).
Chaos, który zapanował wśród pojęć i wartości
na skutek podważenia fundamentalnych (jak się
zdawało) i niekwestionowanych dotąd prawd
i zasad, domagał się nazwania i ponownego
uporządkowania . Poszukiwaniu adekwatnej
formy dla świadectwa towarzyszą emocje i pole­
miki związane z obawą, by nie uchybić w niczym
pamięci ofiar. W szczególnej formie odżywa tu
dawny spór o decorum.
Wbrew zapowiedziom tworzenie nie tylko
prozy, ale i poezji po (i o) Holokauście okazało
się możliwe, choć stało się jasne, że może ona
przybierać odmienne formy niż te, do których
się przyzwyczailiśmy. Wśród utworów podejmu­
jących tematykę Zagłady znalazły się prawdziwe
arcydzieła. Analiza wielu z nich potwierdza, że
wobec trudności, jakie rodzi mówienie o H o ­
lokauście, pojawia się potrzeba poszukiwania
zupełnie nowego, adekwatnego języka, również
wprost zgłaszana przez autorów (jak choćby
w cytowanym powyżej fragmencie książki Elie
Wiesela). Taki język byłby w stanie oddać to
wszystko, czego nie dało się wyrazić dawnymi
środkami, i juz sama jego struktura w jakiś spo-

sób naprowadziłaby odbiorcę na nieujmowalną w żadnym ludzkim języku, nieludzką treść
tamtych w y d a r z e ń . Bardzo szybko okazuje
się jednak, że aby przekaz w ogóle mógł zostać
odczytany, musi posługiwać się znanymi sym­
bolami, bodaj w minimalnym stopniu, niezbęd­
nym dla zaistnienia jakiejkolwiek płaszczyzny
porozumienia. Chcąc nie chcąc - ze względu
na rolę, jaką stara się pełnić - świadectwo z ko­
nieczności odwołuje się do zastanych, wypraco­
wanych form. Z jednej strony bowiem poczucie
obcości u odbiorcy, jakie może być wywoływane
przez innowacyjność czy też niekonwencjonalność środków, którymi operuje, jest zjawiskiem
pożądanym - pozwala zwrócić jego uwagę u a
swoistość i odrębność opisywanego świata, wraz
z tymi jego elementami, które pozostają nieprzekładalne Z drueiei zaś sama ieeo funkcia - która
jest wszak zaświadczanie, nieuchronnie wiążące
sie z notrzeba dostrzeżenia adresata przekazu
(który zazwyczai sam nie iest świadkiem) - spra­
wia ze używany iezvk nie może bvć iezykiem
radykalnie nowvm Nieustanne naoiecie miedzy
tymi sorzecznymi wymorami określa warunki
w iakich nowstaie każdorazowo ma skutek indy'
widualnych zmagań autora) język świadectwa

T. Różewicz pisze w swoim najbardziej znanym
wierszu: „Szukam nauczyciela i mistrza/ niech przywróci
mi wzrok słuch i mowę/ niech jeszcze raz nazwie
rzeczy i pojęcia/ niech oddzieli światło od ciemności".
T. Różewicz, Poezje wybrane, Wydawnictwo Literackie,
Kraków 1994, s. 6. J u ż sam proces nazywania może
być traktowany jako rodzaj działania ładotwórczego,
pomocnego przy próbie ogarnięcia i zapanowania nad
opisywanymi wydarzeniami. Wybór języka, w jakim
będzie się o nich opowiadać, ma wpływ nie tylko na
formę świadectwa, ale i (pośrednio) na jego treść. Jak
zauważył J. Jedlicki, „Fakty mówią same za siebie, ale
autorzy świadectw nazywają je, ujmują w kategorie,

komentują i osądzają, a więc włączają w schemat
poznawczy i aksjologiczny". J. Jedlicki, Źle urodzeni,
czyli o doświadczeniu historycznym. Scripta i postscripta,
Aneks, Londyn-Warszawa 1993, s. 16. A „wybór formy
jest zawsze - na tym obszarze tematycznym szczególnie
- wyborem perspektywy poznawczej i poglądu na świat".
J. Jedlicki, op.cit., s. 15.
Przyjmując szerokie rozumienie języka (nie
ograniczając tego pojęcia wyłącznie do znaków
występujących w fonosferze oraz ich graficznego zapisu),
nie waham się przed włączeniem do opisywanego
zjawiska nie tylko dzieł literackich, ale też poszukiwań
podejmowanych w obszarze powojennej sztuki.

10

10

11

W świetle powyższego świadectwo jawi się
jako zjawisko, którego istnienie jest warunkowa­
ne w równym stopniu przez istnienie świadka, co
istnienie tego, wobec kogo się zaświadcza. Bez

11

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�71

Język Zagłady - język świadectwa

ukonstytuowania się „audytorium", bez zaistnie­
nia kontaktu między tymi dwiema stronami da­
wanie świadectwa traci jakikolwiek sens. Kształ­
tując się w przestrzeni pomiędzy podmiotami,
poszukuje ono takiego języka, który zdolny był­
by przerzucić pomost między światami ich do­
świadczeń . Pomost taki byłby wprawdzie zbyt
kruchy, aby dało się po nim przejść i faktycznie
spowodować ich uwspólnienie, wystarczający
jednak, by je związać i doprowadzić do spotkania
się ich granic. Jeżeli nawet granice te nie staną się
przez to przekraczanie, to przynajmniej istnie­
je szansa, że uwidocznią się ich zarysy. W tym
sensie opowieść ocalałego, przywołując elementy
zamkniętego świata obozu, w pewnym stopniu
również je kształtuje - poprzez wspomniane
wcześniej ujmowanie faktów za pomocą języ­
kowych kategorii, umiejscawianie ich w systemie
poieć a wiec wpisanie ich w pewien porządek
Odtwarzanie jest też rodzajem tworzenia .
12

13

Okrężną drogą dochodzimy więc znów do
kwestii kreacyjnej mocy języka, tym razem jed­
nak zupełnie inaczej pojmowanej i czemu in­
nemu służącej. W przeciwieństwie do sytuacji
komunikacyjnej, jakiej doświadczali więźnio­
wie w obozie, świadectwo jest przykładem ko­
munikatu nakierowanego na osiągnięcie (po)
rozumienia i powstaje na skutek świadomej
Światy te można porównać do zaproponowanej
przez Jedlickiego kategorii „światów wyłączonych
- o odmiennych prawach życia i śmierci (...),
w których nawet język jest różny". Jak pisze Jedlicki,
„ludzie, którzy przekraczali wówczas granicę dwóch
światów wyłączonych, odczuwali zrazu całkowitą
niekomunikowalność swoich doświadczeń i ich
nieprzystawalność do ekonomii innego świata" (op.
cit., s. 10). Wprawdzie Jedlicki, pisząc o „światach
wyłączonych", miał na myśli światy współistniejące obok
siebie podczas wojny (getto, partyzantka, obóz etc),
jednak sytuacja świadka, który stara się opowiedzieć
o wydarzeniach z przeszłości komuś, kto nie podziela jego
doświadczeń, wydaje się analogiczna.
To samo spostrzeżenie odnieść można do obecności
w świadectwie nieodłącznego składnika literatury
12

13

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

próby wytworzenia u odbiorcy poczucia więzi
z nadawcą.
Język pozostaje narzędziem, bez którego nie­
możliwe byłoby osiągnięcie owego celu - celu,
który przecież ostatecznie można, upraszczając,
sprowadzić do wytłumaczenia sobie i innym
(a z pewnością jest to jedno z trudniejszych
zadań translatorskich, przed którymi stawała
ludzkość) znaczenia jednego tylko słowa: „Ho­
lokaust". Oczywiście podejmując się próby prze­
łożenia na logiczne - w podwójnym tego słowa
{logos) znaczeniu - terminy czegoś, co wydaje
się nielogiczne, świadek nie ma żadnej gwarancji
powodzenia przedsięwzięcia. Wręcz przeciwnie:
wszystko każe mu przypuszczać, że pełny suk­
ces jest nieosiągalny. Dlaczego więc, wiedząc,
że reszta zawsze jest milczeniem, mimo to nie
ustaje w wysiłkach? Odpowiedź (o ile w ogóle
istnieje jedna odpowiedź) pozostaje tajemnicą
świadka. Na koniec oddajmy więc głos jednemu
z nich:
„Czułem w głębi duszy, podobnie jak czasem
dziś, że moje świadectwo nie przekona ludzi.
Tylko ci, którzy przeżyli Auschwitz, wiedzą, co
naprawdę to słowo znaczy. Inni nigdy się tego
nie dowiedzą. Ale może przynajmniej spróbują
to pojąć?" .
14

- fikcji, której tak obawiają się autorzy świadectw.
Ryzyko wystąpienia „kłamstwa literatury" okazuje
się mniej paraliżujące, jeśli skojarzymy fikcję nie
tylko z zafałszowaniem (w którym to znaczeniu
najczęściej bywa współcześnie to słowo u ż y w a n e ) , ale
też z jej twórczym aspektem - podobnie, jak uczynił
to Geertz, dowodząc, że etnografia jest rodzajem fikcji
w pozytywnym sensie. Użycie typowo literackich
środków wyrazu nie musi prowadzić do zniekształcenia
(zakłamania) wspomnień o Zagładzie, ale właśnie
do ich ukształtowania (nadania im kształtu, formy).
Patrz: C. Geertz, Interpretacja kultur. Wybrane eseje,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków
2005.
E. Wiesel, Noc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007,
s. 16.
14

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9569" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9547">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9700aacedaf337641bce1139f1e5f4b2.pdf</src>
        <authentication>e751791d2757b40340aa1eebf1c4fb29</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113945">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5599</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113946">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113947">
                <text>2008</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113948">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5206</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113949">
                <text>Natknięcia/ Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113950">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2008 nr 3(13), s.87</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113951">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113952">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113953">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113954">
                <text>87

natknięcia

Ekwador w Krakowie
Na początku września na ulicach Krakowa pojawiły się jaskrawożółte plakaty zapowiadające kolejną
wystawę czasową w Muzeum Etnograficznym im. Udzieli. Wydrukowane na nich zoomorficzne rysunki
przywodziły na myśl coś egzotycznego. Do tego jeszcze tytuł, „Ekwador", działał tak, że z perspektywy
deszczowego środkowoeuropejskiego miasta ta wystawa wydawała się nierealna. Bo czym właściwie jest
dla nas Ekwador? Co o nim wiemy poza tym, że to oj czyzna bananów, oddalona od naszej strefy wpływów
i zainteresowań niczym egzotyczna wyspa? Niewiele. Może więc dlatego przyciąga nas nie tyle świetnie
zaprojektowany plakat, co wizja Całkiem Innego Życia.
Wystawa w MEK-u trochę ten mit podtrzymuje, ale robi to tak jak każda narracja: odpowiadając na
zadane przez nas pytania, powoduje, że rodzą się następne. W naszej wyobraźni powstaje zamorska
kraina, tworzą się nowe obrazy - dużo bardziej już sprecyzowane i bogatsze w szczegóły. Budzi się też
ciekawość. Można przez chwilę poczuć bliskość tamtej kultury, a właściwie kultur, bo Ekwador jest bardzo
zróżnicowany. Eksponaty, na pierwszy rzut oka zagadkowe, szybko ujawniają swoją funkcję i kontekst
dzięki bardzo czytelnej strukturze wystawy. Stosunkowo niewielka liczba pokazanych przedmiotów jest
wbrew pozorom zaletą, ponieważ tworzy bardzo kameralną i łatwą do objęcia przestrzeń.
Poruszamy się od prehistorii, gdzie kilka ciekawie wystawionych figur uświadamia nam głębokie
korzenie tego kraju, przez salę podzieloną na rejony geograficzne, dalej przez pomieszczenie ze współ­
czesnymi eksponatami, po salę poświęconą wybitnemu badaczowi rdzennych Ekwadorczyków Boryso­
wi Malkinowi (z którym wywiad zamieściliśmy w poprzednim numerze „Barbarzyńcy"). Z projektora,
wśród zdjęć i indiańskich eksponatów, wyświetlane są dwa filmy dokumentalne, które bardzo trudno jest
gdziekolwiek indziej zobaczyć. Jest to kawałek czystej, surowej etnografii, interesującej nawet dla ludzi,
którzy nie są specjalistami w dziedzinie kultury materialnej Indian południowoamerykańskich. Ale tego,
jakie myśli przywołuje, trzeba doświadczyć samemu.
Artur

Karwat

n ^ t k n i ę c i a
Archeologia niejedno ma imię
Choć zdarzyło się to w maju, nie możemy pominąć tak
znaczącego faktu: z uwagi na swoje osiągnięcia na polu pro­
mowania archeologii Harnson Ford został wybrany do zarzą­
du Amerykańskiego Instytutu Archeologicznego. Bostoński
instytut zajmuje się prowadzeniem prac wykopaliskowych,
badaniami i edukacją na całym świecie. 66-letm dziś aktor
urzekł członków organizacji swoją najsłynniejszą kreacją ak­
torską. Mozę była niegdyś dla nich inspiracją, by zająć się ar­
cheologią? Tym bardziej w ostatnim czasie, skoro Ford wcielił
się z powodzeniem po raz czwarty w postać Indiany Jonesa.
Komentując nominację, prof. Jones... pardon, Harnson Ford

3 (13) 3DD8

BARBARZVNCA

stwierdził, ze dzięki zrozumieniu przeszłości można sprostać
zarówno teraźniejszości, jak i przyszłości...
Źródło: naukawpolsce.pap.pl

Odejdą do krainy wiecznych meczów...
Jak donosił w lipcu „The Guardian", w Niemczech powstał
cmentarz kibiców klubu Bundesligi, HSV Hamburg. Inspira­
cją dla tego niecodziennego projektu było zapotrzebowanie ze
strony fanów zespołu, pragnących, by ich doczesne szczątki

�natknięcia

88
mogły spocząć w obrębie boiska drużyny. Prośby o rozrzucenie
prochów nad murawą lub pogrzebanie pod polem karnym były
wcześniej odrzucane m.in. ze względu na przepisy prawne.
Jako ze w Niemczech nie można rozrzucać prochów, a rozko­
pywanie boiska nie wchodzi w grę, za dobre wyjście uznano
stworzenie specjalnego cmentarza tylko dla kibiców klubu
w pobliżu stadionu Nordbank. Budowa kosztowała kibiców
i sponsorów zaangażowanych w przedsięwzięcie 100 tys. euro.
Pokryty murawą cmentarz ma kształt trybun, bramkę piłkarską
zamiast wej ścia 1500 miejsc, z czego każde kosztuje 2,5 tys. euro
i może być spłacane przez 25 lat. Dodatkowo w ofercie są trum­
ny i urny w barwach klubowych, pomalowane na mebieskobialo, kosztujące, odpowiednio, 23331350 euro. Parę zakładów
pogrzebowych ma juz licencję klubu i organizuje ceremonie
zgodne z potrzebami kibiców - z odśpiewaniem hymnu klubo­
wego i postawieniem nietypowego nagrobka włącznie.
Kolejny dobry interes zbity na zaślepiającej miłości do
piłki czy konsekwencja religijnego traktowania sportu? Pewnie
jedno i drugie. Bo juz są pierwsi chętni...
Źródło: w i a d o m o s c i . g a z e t a . p l

Wakacje pod paragrafem
Wioska prasa zwróciła uwagę na przekraczającą normę
ilość absurdalnych zakazów, utrudniających wakacyjny od­
poczynek. Jeśli mają być one odzwierciedleniem walki rządu
Berluscomego ze wzrostem przestępczości, to jest to odbicie
w krzywym zwierciadle. Oto niektóre z zarządzeń nadgor­
liwych burmistrzów, którym dano wolną rękę w stanowieniu
lokalnych przepisów:
§ Za noszenie bikim na Capn poza plażą grozi grzywna;
§ Zabronione jest koszenie trawy w weekend w Forte dei
Marmi;
§ W Olbii za palenie na plaży płaci się 360 euro kary;
§ Do 500 euro może wynosić mandat za publiczne okazy­
wanie sobie uczucia w miej scowości Eboli;
§ W Eraclei obowiązuje zakaz budowania zamków z pia­
sku, ponieważ stanowią przeszkodę w swobodnym chodzeniu
po plaży;
§ Na terenie parków Novary po godzinie 23 przebywać
mogą najwyżej dwuosobowe grupy;
§ Grzywną 50 euro ukarano mężczyznę za leżenie i czy­
tanie książki na trawie w parku w Yicenza...
Źródło: p l a z e . o n e t . p l ,

wiadomosci.wp.pl

Małpi bóg dyrektorem uczelni
W Lucknow (północne Indie) uczestnicy odbywającej się
w czerwcu narady w Wyższej Szkole Handlu i Technologii im.
Sardara Bhagata Singha zdecydowali, ze na stanowisko pre­

zesa najlepiej będzie mianować małpiego boga - Hanumana.
Wiceprzewodniczący nowej uczelni oświadczył telewizji FOX
News, ze wybór padl po rozpatrzeniu wielu znanych w branży
nazwisk. Wśród tych osobistości bóg okazał się bezkonkuren­
cyjny. Wszakże jest jednym z najpopularniejszych bóstw w hin­
duskim panteonie - każdy Hindus wie, ze Hanuman potrafi
przenosić góry i przeskakiwać oceany. Jest uosobieniem odwagi,
nadziei, mądrości i poświęcenia. Ramayana opisuje, jak dowo­
dząc armią małp, zwyciężył króla demonów i uratował porwaną
księżniczkę, narzeczoną Ramy. .Wierzymy, ze każde przedsię­
wzięcie pobłogosławione przez boga Hanumana skazane jest
na sukces", powiedział wiceprezes. Z drugiej jednak strony, bóg
jako dziecko bywał niesforny, wykorzystywał swoje moce do
zadręczania innych, a przed pożarciem słońca powstrzymał go
dopiero Indra, który nadwerężył mu szczękę piorunem.
Na stronie internetowej uczelni ten najważniejszy urząd
nazwany jest „symbolicznym". Jednak z nowym stanowiskiem
wiąże się dysponowanie własnym biurem, wraz z laptopem
i sekretarką. Należy pamiętać, by przed wejściem do biura
Hanumana zdjąć buty, a następnie pokłonić się prezesowi.
Nazwa szkoły odwołuje się do jednego z bohaterów naro­
dowych, patrioty i bojownika o wolność Indii, skazanego przez
brytyjskiego okupanta za ekstremizm na powieszenie. Praw­
dziwą ironią losu jest wyjątkowa niezgodność poglądów panu­
jąca pomiędzy patronem szkoły a jej nowym dyrektorem. Tak
się bowiem składa, ze Sardar Bhagat Singh (1907-1931), jak
każdy zafascynowany komunizmem i anarchizmem szanujący
się rewolucjonista, był tez zagorzałym ateistą. Podejrzewamy,
ze w tej kwestii Hanuman może mieć inne zdanie...
Źródło: e d i t i o n . c n n . c o m , sbsctm.com,
kamat.com, r r t d . n i c . i n ,
en.wikipedia.org

Jak Obama Hanumanowi, tak Hanuman Obamie
O wpływach, jakie ma dziś Hanuman, niech świadczy
fakt, ze wybory w USA wygrał Barack Obama. W pewnym
momencie kampanii nadmieniono o talizmanach przyno­
szących szczęście kandydatowi Demokratów: wśród nich nie
zabrakło również małej podobizny świętej małpy. Ujęci tym
faktem Hindusi postanowili pomóc mu w zwycięstwie. Jak pod
koniec czerwca podała Informacyjna Agencja Radiowa, w Del­
hi odbyły się specjalne modlitwy dwunastu hinduistycznych
kapłanów przed pozłacanym wizerunkiem Hanumana, który
następnie został przesłany Obamie w prezencie.
Wedle indyjskich mediów, kandydat Demokratów mógł
mieć kontakt z hinduistami w czasie, kiedy wychowywał się
w Indonezji. Wprawdzie Hindusi nie stanowią nawet jednego
procenta mieszkańców Stanów Zjednoczonych, jednak hindu­
skie korzenie, do których przyznaje się 10 procent amerykań­
skich milionerów, mają duze znaczenie dla tamtejszych elit.
Źródło: p o l s k i e r a d i o . p l

W i a d o m o ś c i zebrat i o p r a c o w a ł Michał Nieniewski

BARBARZVÑCA

3 (13) 3DD8

�Władysław
N a j s t a r s z y działkowicz (zmarł w l u t y m 2 0 0 8 r., mając 9 2 lata)
To j e s t grzeczne m i e j s c e i są t u d o b r z y ludzie

Jako dziecko część wakacji spędzałam na działce
moich dziadków. Wydarzenia nabierają tam jakiegoś
magicznego i nieco absurdalnego wymiaru, który zaczął
mnie niesamowicie fascynować, kiedy uświadomiłam
sobie, że jest to teren ogrodzony wielką siatką. To małe
miasteczko: są tam alejki mające nazwy, są władze gospodarz i prezes, co jakiś czas działkowicze zwołują
zebranie, na którym omawiają bieżące sprawy.
Ogródki najczęściej uprawiają emeryci mieszkający w
blokowiskach, którzy nie mieli możliwości wybudowania
własnego domu z ogrodem czy sadem. Na typowej działce
stoi prowizorycznie zaaranżowany domek, zazwyczaj
pomalowany na fantazyjne kolory, oraz mała szklarnia
zwana foliakiem, gdzie uprawia się pomidory, paprykę,
ogórki. W każdym ogródku jest także miejsce na kwiaty
i różne rośliny stanowiące dumę działkowiczów. Sezon
rozpoczyna się wczesną wiosną porządkowaniem działek,
a kończy późną jesienią, kiedy pogoda nie sprzyja już
pracy. Wśród działkowiczów są jednak i tacy, którzy
czuwają nad ogródkiem także zimą.

Każda działka jest inna, różni są także właściciele. Mają
swoje małe radości i smutki związane z działkowymi
sprawami. Wszyscy zgodnie przyznają, że nie wyobrażają
sobie nie mieć takiego miejsca. Oszaleliby.
Ogródki działkowe na fotografiach są własnością
zakładów metalowych im. Szadkowskiego. Mieszczą się
na krakowskiej Nowej Hucie.

Uważa, że w całym wszechświecie chodzi tylko
o świadomość wszystkiego, co się robi.
„Jem dużo szpinaku, serów i nałogowo słucham muzyki".

�Anto
Uważa, że jeśli się lubi pracować i dbać o rośliny, działka n i g d y się nie z n u d z i .
„Hodują kury, ponieważ zawsze j e s t jakieś świeże j a j e c z k o , a p o t e m nawóz do kwiatków".

�, V

A

BHttM
nisła
Dziesięć lat t e m u przejął działką po s w o i m teściu
„Wszystko zmieniłem na t e j działce. Kiedyś był odgórny nakaz u p r a w i a n i a w a r z y w
kach działkowych, t e r a z j e s t pełna dowolność. U m n i e dominują k w i a t y i rośliny ozdobne".

Terenia
Jej d o m e k t o s t a r y kiosk Ruchu d o s t o s o w a n y do p o t r z e b działkowego życia.
„Byłabym psychicznie c h o r a , g d y b y m nie miała działki i nie mogła na nią chodzić".

��„Ze względu na pomieszanie działkowych logik praca
staje się tu zabawą; zabawa - czynieniem użytecznego;
powtarzalne i typowe odbierane jest jako jedyne,
istniejące wyłącznie tu i teraz. Ozdoba staje się czymś
użytecznie funkcjonalnym, stare narzędzie staje się
ozdobą".

„Bricoleur nie ogranicza się do działań i dokonań;
rozmawia on nie tylko z rzeczami (...), lecz i przy
pomocy rzeczy: mówi o swym charakterze i życiu
poprzez wybór wśród ograniczonych możliwości.
Nigdy nie spełniając swych zamierzeń, bricoleur wkłada
w nie zawsze coś z siebie".

Roch Sulima, Antropologia codzienności

Claude Lévi-Strauss, Myśl nieoswojona

�nina
Jako j e d n i z nielicznych mają m u r o w a n y d o m e k z b a l k o n i k i e m .
„Lubimy szczepić d r z e w a o w o c o w e , m a m y jabłonie, g r u s z e , śliwy i b r z o s k w i n i e - t a k i mały sad .

Mana i Krzysztof
I c h d o m e k spłonął 14

l u t e g o 2 0 0 7 r., obecnie budują nowy.

,Lubiliśmy t u przychodzić przed pożarem, t e r a z rzadko b y w a m y , p i l n u j e m y naszych wnuków"

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9570" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9548">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/db01a73abea03f321499164d93b3d6a1.pdf</src>
        <authentication>65652b84847e60bb7f2b9f10cfc2c4c3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113955">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5601</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113956">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113957">
                <text>2009</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113958">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5207</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113959">
                <text>Spis treści / Barbarzyńca 2009 nr 1 (14)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113960">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne,2009 nr 1 (14)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113961">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113962">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113963">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113964">
                <text>Spis treści
Z Dariuszem Czają

3

rozmawia Szymon Uliasz

Życie śmieje się z r o z u m u . O kłopotach z duszą,
języku p o t o c z n y m , Emilu Cioranie
i pograniczności a n t r o p o l o g i i

Xawery Stańczyk

|9

Szminka i krew

Katarzyna Kubat

34

Głodomór w krainie pieczonych gołąbków

Anita Kramarczyk

46

Ludzie p r o g o w i

Z Jackiem Bombą

57

Kiedy pan i j e g o pies słuchają Mozarta

rozmawia Katarzyna Fac-Biedziuk
WojciGeh KruszGlnicki

Pojęcie refleksyjności w e współczesnej
teorii a n t r o p o l o g i c z n e j

Filip Cycjsnik

73

„Arabska" polityka zagraniczna
I arabskie techniki mediacyjne

Recenzje
Łukasz Sochacki

92

Łukasz Sochacki

93

Weronika Chodacz

94

96

1 (14) P009

BARBARZYŃCA

Tadeusz Gadacz, Historia

Maria Popczyk. Estetyczne
ekspozycji

muzealnej

Andrzej Kramarz,

Natknięcia

Rzeczy

filozofii

XX wieku.

przestrzenie

Nurty

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9571" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9549">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/427500a4e865311b2e6d15ebc0029967.pdf</src>
        <authentication>9a2993cd6d27aceba73eff064a2f1d7b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="10">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="136967">
                  <text>Barbarzyńca </text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="37">
              <name>Contributor</name>
              <description>An entity responsible for making contributions to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138652">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138653">
                  <text>umowa licencyjna z Wydawcą</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138654">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="138655">
                  <text>czasopismo nieregularne</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113965">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5597</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113966">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5204</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113967">
                <text>10/Barbarzyńca 2008 nr 3 (13)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113968">
                <text>Barbarzyńca - pismo antropologiczne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113969">
                <text>Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury”</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113970">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113971">
                <text>Maria

•
I

Magdalena
M orawi ecka

u

n w

19

8

6 n

&gt; studentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie W r o c ł a w s k i m i ASPP

„Abrys" w e W r o c ł a w i u . Działa w Studenckim Kole N a u k o w y m Kulturoznawców

\ i współpracuje z u g r u p o w a n i e m

Dziennikarzy W ę d r o w n y c h i w y d a w a n y m przez

nie i n t e r n e t o w y m pismem .Wędrowiec" ( w w w . d z i e n n i k a r z e - w e d r o w n i . o r g ) .
Zainteresowania badawcze: teoria i historia kultur/, aksjologia, praktyki kartograficzne
jako ź r ó d ł o wiedzy o kulturze, tradycje wokalne słowiańszczyzny.

Język Zagłady - język
świadectwa. Relacja ocalałego
jako komunikat
„Zaprawdę, wargami jąkałów
i językiem obcym przemawiać będzie do tego narodu
ten, który mu powiedział:
»Teraz odpoczynek! Dajcie wytchnąć strudzonemu! A teraz, spokój!«.
Ale me chcieli Go słuchać.
Wtedy będzie do nich mowa Pana:
»Saw lasaw, saw lasaw; kaw lakaw, kaw lakaw;
zeer szam, zeer szam *,
żeby szli i upadli na wznak i rozbili się,
żeby uwikłali się w sieci i byli schwytani.
Iz 28, 11-13
1

Holocaust nie ma i nie moie mieć swojego języka
I. Kertesz

Jak podaje Biblia Tysiąclecia,
są to „onomatopeiczne
wyrazy hebrajskie naśladujące mówienie dzieci lub
pijaków (...) mogłyby mieć taki sens: »Rozkaz za
rozkazem, rozkaz za rozkazem; reguła za regułą, reguła
za regułą; trochę tu, trochę tam«". Biblia Tysiąclecia pod
1

1

red. benedyktynów tynieckich, Wydawnictwo Pallottinum,
Poznań-Warszawa 1980, s. 871.
I . K e r t e s z , / ^ na wygnaniu, W A B , Warszawa 2004,
s. 194.
2

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�Język Zagłady - język świadectwa

65

agłada miała nie pozostawić po sobie
świadków. Nikt nigdy nie miał, nie po­
winien był opowiedzieć historii ofiar obo­
zów . Ich los miało okryć milczenie. Stało się
inaczej. Kiedy okazało się, że nie wszystko stra­
wił ogień krematoryjnych pieców, zapadła przej­
mująca cisza. Poszukiwania pośród wszystkich
słów, we wszystkich językach, które rozbrzmie­
wały w obozach, nie przyniosły rezultatu. Pozo­
stawały równie bezsilne wobec próby opisania
tego, co się wydarzyło. Świadkowie przeżyli, ale
byli niemi. Słów zabrakło.
Pisanie o języku stawia zawsze autora tekstu
w dwuznacznej sytuacji, ponieważ zacierają
się granice pomiędzy materiałem stanowiącym
obiekt analizy a materią, z której utworzona jest
sama analiza. Pisanie o języku, którego istnienie
jest kwestionowane (język Zagłady), oraz języ­
ku, który kwestionuje własną zdolność do wyra­
żenia tego, do wyrażania czego został powołany
(świadectwo), zakrawa więc na paradoks przy­
najmniej w podwójnym sensie. Ponieważ jednak
świadkowie domagają się mówienia o Holokau­
ście, nie sposób pominąć ich głosu milczeniem.
Czym - jeśli takowy istnieje - charaktery­
zowałby się język świadectwa i w jakiej relacji
pozostaje do „języka Zagłady"? Czy można je
ze sobą utożsamiać? Jak możliwe jest i czemu
służyć może mówienie o czymś, co z góry uzna­
ne zostaje za niemożliwe do wypowiedzenia?
W jakim sensie świadectwo jest komunikatem?
- to tylko wybór z szeregu pytań, które można

by stawiać w kontekście tematu niniejszej pracy,
które legły u jej genezy, na które z całą pewnością
nie udzielę w niej wyczerpujących odpowiedzi i na które cały ten tekst (mimo wszystko) próbą
odpowiedzi pozostaje.
Język w obozie (jak niemal wszystko) funk­
cjonował w odmienny sposób niż zwykle. Dla
w i ę ź n i ó w był przede wszystkim n a r z ę d z i e m
zdobywania niezbędnych do przetrwania infor­
macji. Niedostateczna znajomość języka utrud­
niała aklimatyzację, u n i e m o ż l i w i a ł a szybkie
zorientowanie się w obozowej rzeczywistości
i rozumienie rozkazów, drastycznie zmniejsza­
jąc szanse na przeżycie. Dla strażników stanowił
w relacjach z więźniami medium, za pomocą
którego narzucali rygor. O charakterze całej sy­
tuacji komunikacyjnej przesądzała dominacja
trybu rozkazującego. Większość wypowiedzi
kierowanych przez przedstawicieli pierwszej
grupy do drugiej
była rysem impe­
ratywu. Dodatkowy czynnik, jakim było uprzy¬
wilejowanie pozycji języka niemieckiego (jako
jedynego pełnoprawnego), sprawiał, że status
pozostałych iezyków narodowych iako ludzkiei
mowy zostawał podważony co z kolei łączy sie
z podaniem w wątpliwość przynależności do
ratunku ludzkie™ wszystkich którzy me po
trafia wykazać sie znaiomościa niemieckie™
lezyk wysteouie tu iako fayterium oodziału na
udzi i nie ludzi (traktowanych iak zwierzęta
czy wręcz nrzedmioty) nrzy czym można za'
ryzykować tezę ze tym' co wyróżniałoby mowę

Primo Levi pisze pięknie, acz niejednoznacznie:
„Nie, my nie wrócimy. Stąd nie powinien wyjść nikt, kto
mógłby zanieść światu wraz ze znamieniem wypalonym
na skórze złą nowinę: ile potrzeba było w Oświęcimiu
odwagi człowiekowi, aby pozostał człowiekiem". P. Levi,
Czy to jest człowiek?,
Państwowe Muzeum w Oświęcimiu,
Książka i Wiedza, Warszawa 1996, s. 61.

i przeraził; rozkaz (...) powtarzali głosem donośnym
i wściekłym, a w końcu wykrzykiwali go z całych sił, jakby
mieli do czynienia z głuchymi, czy raczej ze zwierzętami
domowymi, które przecież reagują na ton głosu, a nie treść
nakazu. Kiedy ktoś mimo to ociągał się (...), zaczynało
się bicie i stawało się oczywiste, że w grę wchodzi tu j u ż
inny wariant języka - posługiwanie się słowem, czynność

Istnienie owego mechanizmu zaświadcza również
P. Levi, komentując zachowanie esesmanów w obozie
przejściowym w Fossoli: „Do tych, którzy ich nie
rozumieli, zwracali się w sposób, który nas zdumiał

konieczna i wystarczająca, żeby człowiek okazywał się
człowiekiem, zostawało odrzucone. Był to dla nadzorców
widomy znak, że nie jesteśmy ludźmi". P. Levi, Pogrążeni
i ocałeni, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007, s. 110.

Z
3

3

4

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

4

��67

Język Zagłady - język świadectwa

pierwszych od mowy drugich, nie byłaby tu jak w przypadku koncepcji filozoficznych czy
antropologicznych - jej zdolność do wyrażania
abstrakcyjnych praw, ale do stanowienia prawa.
Odebranie wartości mowie uwięzionych w pew­
nym sensie oznaczało okradzenie ich z języka, aż
po pozbawienie ich najprywatniejszej jego części
- imion. Po dokonaniu tego aktu (i uprzedmio­
towieniu, do jakiego nieuchronnie prowadzić
musiało zastąpienie imion numerami) zatraca
się sensowność pisania słów, takich jak „Żyd"
czy „Polak" wielką literą - stają się nazwami
pospolitymi, tak samo jak „pies" czy „krzesło".
Odmówienie więźniom człowieczeństwa osta­
tecznie zdejmowało z oprawców obowiązek
podejmowania dialogu .
5

Czapliński sugeruje, że za taki element można
by uznać kreacyjny aspekt języka. Jak pisze:
„Jeśli w Zagładzie objawiła się jakaś istota ję­
zyka, to najpewniej wiązała się ona z magicz­
ną jego funkcją - stwarzaniem rzeczy poprzez
słowa. I właśnie ona - moc kreacyjna - okazała
się całkowicie obojętna rozumieniu. Ten, kto
może używać języka tak, jak bóg, ten, kto może
poprzez język stanowić o czyimś życiu, nie dba
o to, czy jest rozumiany. (...) I na odwrót: język
skrajnej przemocy pojmujemy bez rozumienia;
wiemy, co on nam mówi, nie rozumiejąc słów
-wiemy, że nakłada na nas obowiązek całkowi­
tego posłuszeństwa (...). Aby taki język mógł być
narzędziem komunikacji, jego »istota« musia­
łaby być nie tyle przekładalna, co symetryczna,
przechodnia zwrotna to znaczy musiałaby
w równej mierze przysługiwać »stwórcy« co
przedmiotom stwarzanym Bez tej przechodniościiezyk okazuje sie przede wszvst iCim 113.""
rzędziem dyscyplinującym" .

Ktoś, kto wydaje dyrektywy, nie musi trosz­
czyć się o to, by wyjaśnić ich sens podkomend­
nemu. Mamy tu do czynienia z typem działania
nakierowanym na wpływ, nie porozumienie .
Rozkazywanie bowiem nie pociąga za sobą ko­
nieczności podjęcia choćby próby zrozumienia
drugiej strony, nie wymaga też wytwarzania wię­
zi pomiędzy nadawcą a odbiorcą komunikatu.
Język zatraca więc swą, zdawałoby się, pier­
wotną funkcję, jaką jest właśnie komunikacja
(communico, comunicare - uczynić wspólnym,
połączyć; udzielić komuś wiadomości, naradzać
się, omawiać).
To jednak oznaczałoby, że przyjął on jakąś
funkcję odmienną, być może dotąd nazbyt czę­
sto umykającą uwadze lingwistów. Przemysław

Jeśli więc Primo Levi przywołuje metaforę
wieży Babel w kontekście Auschwitz, to jest to
porównanie niepozbawione pewnej dozy prze­
wrotności. Biblijna figura, choć nadal rozpozna­
walna, jawi się tu w koszmarnym, zakrawającym
na groteskę odwróceniu. Obozy koncentracyjne
nie miały nigdy służyć budowaniu wspólnoty,
ale zagładzie. Celem ich istnienia była destruk­
cja, nie konstrukcja. Powstały nie za przyczy­
ną porozumienia zawartego przez ludzką rasę

„Mówienie do zwierzęcia byłoby czynnością niemądrą,
jak mówienie do samego siebie, lub aktem śmiesznym
i patetycznym; a przy tym i tak nie zostałoby się
zrozumianym". P. Levi, op.cit., s. 111.
Nawiązuję tu do podziału zaproponowanego przez
J. Habermasa. Patrz: J. Habermas, Pojęcie
działania
komunikacyjnego (uwagi wyjaśniające),
„Kultura

porozumienia, nazywania świata i wyrażania uczuć
- im pełniej służy bowiem tym celom, tym bliższy
jest narzędziu dominacji i metodzie stwarzania
świata. O istocie języka nie decydują bowiem znaki
i znaczenia, lecz relacje między tymi, którzy coś do
siebie mówią [podkreślenie M . M . ] . Z punktu widzenia
języka i przekładu Holokaust był pojednaniem różnic

i Społeczeństwo" 1986, nr 3, s. 21-44.
Czapliński pisze też dalej, że wszelkie działania
porządkujące napotykają, odsłoniętą przez Holokaust,
zakrytą stronę języka: nie jest on narzędziem

lingwistycznych i usunięciem tej cząstki każdej
wypowiedzi, której nie da się przełożyć. P Czapliński,
Zagłada jako wyzwanie dła refleksji o łiteraturze,
„Teksty
Drugie" 2004, nr 5, s. 14.

6

5

6

7

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

7

�Maria Magdalena Morawiecka

68
{nomen omen), ale elementarnego niezrozu­
mienia (i braku chęci zrozumienia) między jej
przedstawicielami. „Pomieszanie języków" nie
owocuje wyodrębnieniem rozmaitych dialektów,
lecz wykształceniem się lagersprache.
Gdybyż przynajmniej chodziło tu o prostą
antytezę starotestamentowego toposu: ale pro­
jekt nazistów jawi się nie tyle jako lustrzane
odbicie biblijnego obrazu, co raczej jako odbi­
cie w krzywym zwierciadle. Kierunek wiedzie
od wielości ku eliminacji owej pierwotnej róż­
norodności za pomocą najbardziej radykalnej
z metod - eksterminacji. Jedność, która byłaby
efektem wykonania w pełni tego planu, zasa­
dzałaby się nie na zjednoczeniu, a na jedyności.
Jeśliby formułować na tym gruncie postulat
wprowadzenia wspólnej mowy dla całej ludzko­
ści, to jedyną drogą do jego realizacji byłaby eli­
minacja wszystkich obcych języków wraz z tymi,
którzy się nimi posługują. Jedynym elementem
metafory niezmiennym w z g l ę d e m biblijnego
pierwowzoru okazuje się pycha architektów.
Nic też dziwnego, że ostatecznie w świadectwie
Leviego miejsce rzucającej wyzwanie niebiosom
wieży zaimuie - zeodnie z loeika symetrii - lei
danteiskLo niekła kształtem zbieżny z wszyst­
kimi zbiorowymi mogiłami świata
Spróbujmy sobie zatem uświadomić sytuację
kogoś, kto podejmuje się zadania świadczenia
o Zagładzie. Paradoksalnie można stwierdzić, że
język Zagłady mógłby obyć się w ogóle bez słów,
jako że skrajna przemoc wyraża się w znacznej
mierze w aktach niewerbalnych. Treść świadectw
ocalałych nie różnicuje się znacząco w zależno­
ści od języków, w jakich zostały one spisane .
Pobyt w obozie sytuuje się w sferze doświadczeń
pozajęzykowych, wobec której wszelkie próby
obleczenia w słowa ponoszą fiasko, a która za¬
razem pozostaje wspólna dla wszystkich ocalo-

nych, niezależnie od języka, którym się posługu­
ją. Wiążąca się z tym osławiona niewyrażalność
przeżyć ofiary staje się problemem w momencie,
gdy ta ostatnia decyduje się przekuć je na opo­
wieść. Stwierdzenie to, samo w sobie banalne,
pozostaje jednak nieodzowne dla refleksji nad
zagadnieniem języka świadectwa.
Trudność, przed jaką staje świadek, wynika
z faktu, że jego dotychczasowy język, język ojczy­
sty, który go kształtował, nie pochodzi ze świata
obozu, w związku z czym okazuje się do niego
równie nieprzystawalny co zewnętrzna rzeczy­
wistość, w której powstawał. Za wzór nie mogą
mu również posłużyć przemiany, jakim podlegał
język w samym obozie: j u ż wówczas w istocie nie

Nie chcę przez to powiedzieć, że treść wszystkich
świadectw jest jednakowa, przeciwnie, jestem jak
najdalsza od takiego twierdzenia. Skłaniam się natomiast
ku poglądowi, że istniejące różnice (zarówno w treści,

dominującym nastroju utworu, jak i stylistyce, w jakiej
jest utrzymana) wiązać należy bardziej z kwestiami
indywidualnymi (tj. biografia i osobowość autora) niż
z narodową i „językową" tożsamością świadka.

8

8

BARBARZYŃCA

3 (13) 3 0 0 8

�Język Zagłady - język świadectwa

69
cjonowały wówczas niektóre zwroty, ponieważ
dopiero świadectwo podejmuje próbę wypowie­
dzenia zarówno tego, co działo się w obozach,
jak i tego, co znaczyło to dla więźniów. A nie wy­
starczy sama znajomość faktów, by to zrozumieć.
Dla takiego odbiorcy użycie niektórych zwrotów
i słów może być mylące: rozpoznaje znajome
frazy, więc ma wrażenie, że opowiada mu się
o czymś, co doskonale potrafi pojąć, podczas
gdy rzeczy mają się zupełnie inaczej. Emblemat
pozostał niezmieniony, chociaż przysługują mu
różne desygnaty. To właśnie pozwala Elie Wieselowi stwierdzić:

był on wystarczającym narzędziem dla wyraża­
nia przeżyć więźniów, co jednak nie miało więk­
szego znaczenia, dopóki obracali się we własnym
gronie. Wspólnota doświadczeń umożliwiała
wzajemne zrozumienie, jednocześnie ograni­
czając potrzebę opowiadania o nich. Wchodząc
do obozów, więźniowie dysponowali j u ż ściśle
określonym materiałem językowym, za pomocą
którego (nie mając innych narzędzi) w otaczają­
cej ich nowej rzeczywistości starali się nazywać
zjawiska i warunki radykalnie odmienne od
znanych im dotychczas. Dochodziło więc do sy­
tuacji, w której na oznaczenie niewspółmiernie
intensywniejszych i bolesnych doznań używano
starych słów, z racji ich powierzchownego podo­
bieństwa z opisywanymi zjawiskami.
Odbiorca nie może być w pełni zaznajomio­
ny z całym upiornym kontekstem, w j akim funk-

9

„Miałem tyle do powiedzenia, a brakowało
mi słów. Świadom ubóstwa środków, czułem,
że ogranicza mnie język. Ktoś powinien był
wymyślić inny. Czy można oczyścić i ucywili­
zować język wypaczony i zatruty przez wroga?
Głód, pragnienie, strach, transport, selekcja,
ogień, komin - każde z tych słów coś znaczy,
ale w tamtych czasach znaczyło coś całkiem
innego. Pisząc w ojczystym, też okaleczonym
języku, TclZ pO TclZ dochodziłem do wniosku, że
»to nie to«. (...) Wciąż było »nie to«. »To«, czyli
co? (...) Słowa zaczerpnięte ze słownika wyda­
wały mi się płytkie, tandetne, nijakie" .
9

Status ofiary nie jest tożsamy ze statusem
świadka, przejście od jednej roli do drugiej wią­
że się z radykalną zmianą nastawienia. Język
przemocy nie jest i nie może być tym samym
językiem co język opisu przemocy. Analogicznie
język świadectwa nie może być językiem Zagła­
dy, bo ten ostatni pozostanie dla czytelników na
zawsze językiem obcym i niezrozumiałym. Za­
danie świadka przypomina więc nieco zadanie
tłumacza i polega na tym, by zakomunikować
(z naciskiem na znaczenie, do którego odsyła
łacińska etymologia słowa „komunikacja") in11 y 111 coś, co właściwie nigdy komunikatem nie
było i być nie miało, co w samej swojej istocie

E. Wiesel, Noc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007, s. 15-16.

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

�Maria Magdalena Morawiecka

70
sprzeczne jest z ideą komunikowania i opiera
się próbom przekształcenia w komunikat. Jego
własny obraz świata uległ nieodwracalnej prze­
mianie, dla wyrażenia której niezbędne wydaje
się w konsekwencji wprowadzenie zmian rów­
nież w języku (i w językowym obrazie świata).
Chaos, który zapanował wśród pojęć i wartości
na skutek podważenia fundamentalnych (jak się
zdawało) i niekwestionowanych dotąd prawd
i zasad, domagał się nazwania i ponownego
uporządkowania . Poszukiwaniu adekwatnej
formy dla świadectwa towarzyszą emocje i pole­
miki związane z obawą, by nie uchybić w niczym
pamięci ofiar. W szczególnej formie odżywa tu
dawny spór o decorum.
Wbrew zapowiedziom tworzenie nie tylko
prozy, ale i poezji po (i o) Holokauście okazało
się możliwe, choć stało się jasne, że może ona
przybierać odmienne formy niż te, do których
się przyzwyczailiśmy. Wśród utworów podejmu­
jących tematykę Zagłady znalazły się prawdziwe
arcydzieła. Analiza wielu z nich potwierdza, że
wobec trudności, jakie rodzi mówienie o H o ­
lokauście, pojawia się potrzeba poszukiwania
zupełnie nowego, adekwatnego języka, również
wprost zgłaszana przez autorów (jak choćby
w cytowanym powyżej fragmencie książki Elie
Wiesela). Taki język byłby w stanie oddać to
wszystko, czego nie dało się wyrazić dawnymi
środkami, i juz sama jego struktura w jakiś spo-

sób naprowadziłaby odbiorcę na nieujmowalną w żadnym ludzkim języku, nieludzką treść
tamtych w y d a r z e ń . Bardzo szybko okazuje
się jednak, że aby przekaz w ogóle mógł zostać
odczytany, musi posługiwać się znanymi sym­
bolami, bodaj w minimalnym stopniu, niezbęd­
nym dla zaistnienia jakiejkolwiek płaszczyzny
porozumienia. Chcąc nie chcąc - ze względu
na rolę, jaką stara się pełnić - świadectwo z ko­
nieczności odwołuje się do zastanych, wypraco­
wanych form. Z jednej strony bowiem poczucie
obcości u odbiorcy, jakie może być wywoływane
przez innowacyjność czy też niekonwencjonalność środków, którymi operuje, jest zjawiskiem
pożądanym - pozwala zwrócić jego uwagę u a
swoistość i odrębność opisywanego świata, wraz
z tymi jego elementami, które pozostają nieprzekładalne Z drueiei zaś sama ieeo funkcia - która
jest wszak zaświadczanie, nieuchronnie wiążące
sie z notrzeba dostrzeżenia adresata przekazu
(który zazwyczai sam nie iest świadkiem) - spra­
wia ze używany iezvk nie może bvć iezykiem
radykalnie nowvm Nieustanne naoiecie miedzy
tymi sorzecznymi wymorami określa warunki
w iakich nowstaie każdorazowo ma skutek indy'
widualnych zmagań autora) język świadectwa

T. Różewicz pisze w swoim najbardziej znanym
wierszu: „Szukam nauczyciela i mistrza/ niech przywróci
mi wzrok słuch i mowę/ niech jeszcze raz nazwie
rzeczy i pojęcia/ niech oddzieli światło od ciemności".
T. Różewicz, Poezje wybrane, Wydawnictwo Literackie,
Kraków 1994, s. 6. J u ż sam proces nazywania może
być traktowany jako rodzaj działania ładotwórczego,
pomocnego przy próbie ogarnięcia i zapanowania nad
opisywanymi wydarzeniami. Wybór języka, w jakim
będzie się o nich opowiadać, ma wpływ nie tylko na
formę świadectwa, ale i (pośrednio) na jego treść. Jak
zauważył J. Jedlicki, „Fakty mówią same za siebie, ale
autorzy świadectw nazywają je, ujmują w kategorie,

komentują i osądzają, a więc włączają w schemat
poznawczy i aksjologiczny". J. Jedlicki, Źle urodzeni,
czyli o doświadczeniu historycznym. Scripta i postscripta,
Aneks, Londyn-Warszawa 1993, s. 16. A „wybór formy
jest zawsze - na tym obszarze tematycznym szczególnie
- wyborem perspektywy poznawczej i poglądu na świat".
J. Jedlicki, op.cit., s. 15.
Przyjmując szerokie rozumienie języka (nie
ograniczając tego pojęcia wyłącznie do znaków
występujących w fonosferze oraz ich graficznego zapisu),
nie waham się przed włączeniem do opisywanego
zjawiska nie tylko dzieł literackich, ale też poszukiwań
podejmowanych w obszarze powojennej sztuki.

10

10

11

W świetle powyższego świadectwo jawi się
jako zjawisko, którego istnienie jest warunkowa­
ne w równym stopniu przez istnienie świadka, co
istnienie tego, wobec kogo się zaświadcza. Bez

11

BARBARZYŃCA

3 (13) 3DD8

�71

Język Zagłady - język świadectwa

ukonstytuowania się „audytorium", bez zaistnie­
nia kontaktu między tymi dwiema stronami da­
wanie świadectwa traci jakikolwiek sens. Kształ­
tując się w przestrzeni pomiędzy podmiotami,
poszukuje ono takiego języka, który zdolny był­
by przerzucić pomost między światami ich do­
świadczeń . Pomost taki byłby wprawdzie zbyt
kruchy, aby dało się po nim przejść i faktycznie
spowodować ich uwspólnienie, wystarczający
jednak, by je związać i doprowadzić do spotkania
się ich granic. Jeżeli nawet granice te nie staną się
przez to przekraczanie, to przynajmniej istnie­
je szansa, że uwidocznią się ich zarysy. W tym
sensie opowieść ocalałego, przywołując elementy
zamkniętego świata obozu, w pewnym stopniu
również je kształtuje - poprzez wspomniane
wcześniej ujmowanie faktów za pomocą języ­
kowych kategorii, umiejscawianie ich w systemie
poieć a wiec wpisanie ich w pewien porządek
Odtwarzanie jest też rodzajem tworzenia .
12

13

Okrężną drogą dochodzimy więc znów do
kwestii kreacyjnej mocy języka, tym razem jed­
nak zupełnie inaczej pojmowanej i czemu in­
nemu służącej. W przeciwieństwie do sytuacji
komunikacyjnej, jakiej doświadczali więźnio­
wie w obozie, świadectwo jest przykładem ko­
munikatu nakierowanego na osiągnięcie (po)
rozumienia i powstaje na skutek świadomej
Światy te można porównać do zaproponowanej
przez Jedlickiego kategorii „światów wyłączonych
- o odmiennych prawach życia i śmierci (...),
w których nawet język jest różny". Jak pisze Jedlicki,
„ludzie, którzy przekraczali wówczas granicę dwóch
światów wyłączonych, odczuwali zrazu całkowitą
niekomunikowalność swoich doświadczeń i ich
nieprzystawalność do ekonomii innego świata" (op.
cit., s. 10). Wprawdzie Jedlicki, pisząc o „światach
wyłączonych", miał na myśli światy współistniejące obok
siebie podczas wojny (getto, partyzantka, obóz etc),
jednak sytuacja świadka, który stara się opowiedzieć
o wydarzeniach z przeszłości komuś, kto nie podziela jego
doświadczeń, wydaje się analogiczna.
To samo spostrzeżenie odnieść można do obecności
w świadectwie nieodłącznego składnika literatury
12

13

3 (13) 3DD8

BARBARZYŃCA

próby wytworzenia u odbiorcy poczucia więzi
z nadawcą.
Język pozostaje narzędziem, bez którego nie­
możliwe byłoby osiągnięcie owego celu - celu,
który przecież ostatecznie można, upraszczając,
sprowadzić do wytłumaczenia sobie i innym
(a z pewnością jest to jedno z trudniejszych
zadań translatorskich, przed którymi stawała
ludzkość) znaczenia jednego tylko słowa: „Ho­
lokaust". Oczywiście podejmując się próby prze­
łożenia na logiczne - w podwójnym tego słowa
{logos) znaczeniu - terminy czegoś, co wydaje
się nielogiczne, świadek nie ma żadnej gwarancji
powodzenia przedsięwzięcia. Wręcz przeciwnie:
wszystko każe mu przypuszczać, że pełny suk­
ces jest nieosiągalny. Dlaczego więc, wiedząc,
że reszta zawsze jest milczeniem, mimo to nie
ustaje w wysiłkach? Odpowiedź (o ile w ogóle
istnieje jedna odpowiedź) pozostaje tajemnicą
świadka. Na koniec oddajmy więc głos jednemu
z nich:
„Czułem w głębi duszy, podobnie jak czasem
dziś, że moje świadectwo nie przekona ludzi.
Tylko ci, którzy przeżyli Auschwitz, wiedzą, co
naprawdę to słowo znaczy. Inni nigdy się tego
nie dowiedzą. Ale może przynajmniej spróbują
to pojąć?" .
14

- fikcji, której tak obawiają się autorzy świadectw.
Ryzyko wystąpienia „kłamstwa literatury" okazuje
się mniej paraliżujące, jeśli skojarzymy fikcję nie
tylko z zafałszowaniem (w którym to znaczeniu
najczęściej bywa współcześnie to słowo u ż y w a n e ) , ale
też z jej twórczym aspektem - podobnie, jak uczynił
to Geertz, dowodząc, że etnografia jest rodzajem fikcji
w pozytywnym sensie. Użycie typowo literackich
środków wyrazu nie musi prowadzić do zniekształcenia
(zakłamania) wspomnień o Zagładzie, ale właśnie
do ich ukształtowania (nadania im kształtu, formy).
Patrz: C. Geertz, Interpretacja kultur. Wybrane eseje,
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków
2005.
E. Wiesel, Noc, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007,
s. 16.
14

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9572" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9550">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/df39e09646de3ca22e85279cefccd23e.pdf</src>
        <authentication>758127cac3c4b15b10bd9e062dde1e84</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113972">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:866</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113973">
                <text>1976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113974">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:796</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113975">
                <text>Spis treści / ETNOGRAFIA POLSKA 1976 t.20 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113976">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1976 t.20 z.1, s.5-10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113977">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113978">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113979">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="113980">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113981">
                <text>POLSKA
AKADEMIA NAUK
INSTYTUT HISTORII K U L T U R Y
MATERIALNEJ

ETNOGRAFIA POLSKA
XX
Zeszyt 1

WROCŁAW • WARSZAWA • KRAKÓW • G D A N S K
ZAKŁAD N A R O D O W Y IMIENIA
WYDAWNICTWO

POLSKIEJ
1976

OSSOLIŃSKICH

AKADEMII

NAUK

�R E D A K T O R : WITOLD DYNOWSKI
S E K R E T A R Z R E D A K C J I : K R Y S T Y N A MAŁKOWSKA
CZŁONKOWIE K O M I T E T U R E D A K C Y J N E G O : J O Z E F B U R S Z T A , MARIA B I E R N A C K A ,
MARIA F R A N K O W S K A , JADWIGA K L I M A S Z E W S K A , ANNA K U T R Z E B A - P O J N A R O W A ,
DANUTA MARKOWSKA, ZOFIA S Z Y F E L B E J N - S O K O L E W I C Z

Adres Redakcji: 00-140 Warszawa, Ś w i e r c z e w s k i e g o

105

Okładkę projektowa! Edward Kostka

Redaktor Zyta K w i e c i ń s k a
Redaktor techniczny Maciej K s y c k i
Printed in Poland

Zaklad Narodowy im. Ossolińskich — Wydawnictwo. Wroclaw 1976.
N a k ł a d : 700 egz. Objętość: ark. wyd. 23,50, ark. druk. 18,13 + 1 wkl.,
ark. form. A 24,10. Papier powiek, kl. V, 80 g, 70 X 100. Oddano do
składania 29 X I 1975. Podpisano do druku 5 I V 1976. Druk ukończono
w kwietniu 1976 r. Wrocławska Drukarnia Naukowa. Zam. nr 2514/75 —
Ł-9 — Cena zł 55.—
t

�SPIS TREŚCI
Ksawery Piwocki (1901-1974) — Jacek Olędzki
Tadeusz Seweryn (1894-1975) — Bolesław Łopuszański

Część

I

Lech M r ó z — Mit i myślenie mityczne
Streszczenie w j . angielskim
Ryszard T o m i c k i — Słowiański mit kosmogoniczny
Ludwik S t o m m a — Mit Alkmeny

Część

11
17

25
45
47
99

II

Barbara O l s z e w s k a - D y o n i z i a k — Antropologia społeczna jako przed­
miot nauczania
Leszek D z i ę g i e l — Tradycyjne budownictwo w Afganistanie jako przykład
harmonii między środowiskiem przyrodniczym i kulturowym
Joanna M a n t e l - N i e ć k o , Asef f a A b r e h a — Formy własności ziemskiej
i stratyfikacja społeczna na wsi etiopskiej. Próba analizy w ujęciu histo­
rycznym
Streszczenie w j . angielskim
Roma K r z a n o w s k a , Andrzej K r z a n o w s k i — Garncarstwo ludowe w do­
linie Alto Chicama w północnym Peru
Streszczenie w j . hiszpańskim
Ayse K u d a t - S e r t e l — Małżeństwo przez porwanie i ucieczkę na wsi
tureckiej
,

111
127

147
180
185
213
215

KRONIKA
Nowy księgozbiór naukowy — Leszek Dzięgiel
Z prac ekspedycji Zakładu Etnografii I H K M P A N w Mongolii — rok 1974 —
Jerzy Sławomir
Wasilewski
Afrykanistyczna kolekcja Rogera de la Burdę — Leszek Dzięgiel
Badania nad kulturą ludności cygańskiej na Podtatrzu — Adam Bartosz .
.
Badania nad przemianami w rodzinie wiejskiej (Waleriany, Nowa Huta, pow.
Skierniewice, woj. łódzkie) — sprawozdanie z badań — Danuta Kalinow­
ska, Anna Kulesza, Małgorzata Nowik, Elżbieta Regulska

237
239
241
243

249

�6

SPIS TREŚCI

ARTYKUŁY R E C E N Z Y J N E I R E C E N Z J E
Ryszard T o m i c k i — W kręgu m i t ó w peruwiańskich .
. •
A. Pawłowski, Cyganie. Studia nad przestępczością, Zielona Góra 1973, L u b u ­
skie Towarzystwo Naukowe — Lech Mróz
M. Pokropek, Jarmark płocki. Katalog t w ó r c ó w ludowych biorących udział
w kiermaszu sztuki ludowej w Płocku w latach 1968—1973, Płocki Ośrodek
Kultury, Płock 1974 — Maria Woźniakowa
A. Theile, Sztuka Afryki, W A i F , "Warszawa 1974 — Marek Arpad Kowalski .
A. E . Ter-Sarkisjanc. Sowriemiennaja siemja u armian, Moskwa 1972 — Lon­
gina Jakubowska
¿
M. Sużikow, G . Diemakow, Wlijanie podwiżnosti nasielenija na sbliżenije nacij,
A ł m a A t a 1974 — Iwona Kabzińska-Stawarz
Siemja как obiekt fiłosowskogo i socjołogiczeskogo issledowanija, Leningrad
1974 — Iwona Kabzińska-Stawarz

�СОДЕРЖАНИЕ

Ксаверий Пивоцки (1901—1974) — Яцек Олендзки
Тадеуш Северин (1894—1975) — Болеслав Лопушаньски

11
17

Часть I
Лех М р у з — Миф и мифическое мышление
Резюме на английском языке
Рышард Т о м и ц к и — Славянский космогенический миф
Людвик С т о м м а — МифАлькмены

25
45
47
99

Часть II
Барбара О л ь ш е в с к а - Д ы о н и з я к — Социальная антропология какпредмет препода­
вания
i
Лешек Д з е н г е л ь — Традиционное строительство вАфганистане как пример гармонии
между естественной и культурной средой
Иоанна М а н т е л ь - Н е ц ь к о , Асеффа А б р е х а —Формы землевладения и социальная
стратификация в эфиопской деревне. Опыт анализа в исторической трактовке
Резюме на английском языке
Рома К ж а н о в с к а , Анджей К ж а н о в с к и — Гончарство в долине Альто Хикама в се­
верном Перу
'.
Резюме на испанском языке
Аисе К у д а т - С о р т е л ь —Брак путем похищения и бегства в турецкой деревне . . .

Ill
127
147
180
185
213
215

ХРОНИКА

Новая научная библиотека — Лешек Дзенгель
О работах экспедиции Кафедры Этнографии ИИМК ПАН в Монголии в 1974 году —
Ежи Славомир Василевски
Африкановедческая коллекция Роджера да ла Бурде — Лешек Дзенгель
Исследования по культуре цыганского населения в районе Татр —Адам Бартош . .
Исследования по преображениям в сельской семье (Валерианы, Новая Гута, Скерневицкий район лодзинского воеводства) — отчет по исследованиям — Данута
Калиновска, Анна Кулеша, Малгожата Новик, Ельжбета Регульска

237
239
241
243

249

�8

SPIS TREŚCI

РЕЦЕНЗИИ И СТАТЬИ-РЕЦЕНЗИИ
Рышард Т о м и ц к и — В кругу перувианских мифов
А. Павловски, Цыгане. Исследования по преступности, Зеленая Гора
1973 Любуское
Научное Общество — Лех Мруз
М. Покропек, Плоцкая ярмарка. Каталог народных мастеров, участвовавших в яр­
марке народного искусства в Плоцке в 1968 — 1973 гг., Плоцкий культурный центр,
Плоцк 1974 — Мария Возьнякова
А. Тхеиле, Искусство Африки, Ваиф, Варшава
1974 — Марек Арпад Ковальски
. . .
А. Е. Тер-Саркисьянц, Современная семья у армян, Москва 1972 — Лонгина Якубовска
М. Сужиков, Г. Демаков, Влияние подвижности населения на сближение наций, Алма
Ата 1974 — Ивона Кабзиньска-Ставаж
Семья как объект философского и социологического исследования, Ленинград 1974,—
Ивона Кабзиньска-Ставаж

255
270

274
276
281
283
286

�TABLE OF CONTENTS
Ksawery Piwocki (1901-1974) — Jacek Olędzki
Tadeusz Seweryn (1894-1975) — Bolesław Łopuszański

Part

11
1T

I

Lech M r ó z — The Myth and Mythical Thinking
A Summary in English
Ryszard T o m i c k i — The Slavic Cosmogonical Myth
Ludwik S t o m m a — The Myth of Alcmena

25
45
47
99

Part II
Barbara O l s z e w s k a - D y o n i z i a k — Social Anthropology as a Subject
of Teaching
Leszek D z i ę g i e l — The Traditional Building in Afghanistan as an Example
•of the Harmony between the Natural and Cultural Environment .
.
.
Joanna M a n t e l - N i e ć k o , Aseffa A b r e h a — Forms of L a n d Tenure and
the Stratification of the Rural Population Ethiopia. A n Attempt at an
Historical Analysis
.
A Summary in English
Roma K r z a n o w s k a , Andrzej K r z a n o w s k i — Folk Pottery in the Alto
Chicama Valley, Northern Peru
A Summary in Spanish
Ayse K u d a t - S e r t e l — Marriage by Kidnapping and Elopement in the
Turkish Countryside

Ill
127

147
180
185
215
215

CHRONICLE
A New Learned Library — Leszek Dzięgiel
Works of the Mongolian Expedition 1974 of the Ethnography Department of the
Institute of the History of Material Culture of the Polish Academy of
Sciences —• Jerzy Sławomir
Wasilewski
The African Collection of Roger de la Burde — Leszek Dzięgiel
Researches on the Culture of the Gypsy Population in the Region Bordering
with the Tatra Mountains — Adam Bartosz
Changes in a Rural Family (the Villages Waleriany and Nowa Huta, the Voivodship of Skierniewice, formerly Łódź), a Research Report — Danuta
Kalinowska, Anna Kulesza, Małgorzata Nowik, Elżbieta Regulska
.
.
.

237

239
241
243

249

�10

SPIS TREŚCI

R E V I E W A R T I C L E S AND R E V I E W S
Ryszard T o m i c k i — I n the Circle of Peruvian Myths
255
A. Pawłowski, Cyganie. Studia nad przestępczością (The Gypsies. Studies on
Delinquency), Zielona Góra 1973, Lubuskie Towarzystwo Naukowe — Lech
Mróz
,270
M. Pokropek, Jarmark płocki (The Fair at Płock. The Catalogue of Folk Artists
Participating in the Folk Art Fairs at Płock from 1968 till 1973), Płocki
Ośrodek Kultury, Płock 1974 — Maria Woźniakowa
274
A. Theile, Sztuka Afryki (The Art of Africa), W A i F , Warszawa 1974 — Marek
Arpad Kowalski
,
276
A. E . Ter-Sarkłsjanc, Sovremennaya semya u Armyan (Contemporary Arme­
nian Family), Moskva 1972 — Longina Jakubowska
281
M. Suzhikov, G . Demakov, Vliyanye podvizhnosti naselenya na sblizhenye
natsiy (The Influence of Social Mobility on the Relations between National
Groups), A l m a A t a 1974 — Iwona Kabzińska-Stawarz
283
Semya как obyekt filosovskogo i socyologicheskogo issledovanya, (The Family
as the Subject of Philosophical and Sociological Research), Leningrad
1974 — Iwona Kabzińska-Stawarz
286

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9573" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9551">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/714c1c2cf1d6923ff21134966dd7b49f.pdf</src>
        <authentication>7bed8bfbc2c91b4f8ba34037b49ed4ee</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113982">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:867</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113983">
                <text>1976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113984">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:797</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113985">
                <text>Ksawery Piwocki (1901-1974); Tadeusz Seweryn (1894-1975) / ETNOGRAFIA POLSKA 1976 t.20 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113986">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1976 t.20 z.1, s.11-24</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113987">
                <text>Olędzki, Jacek; Łopuszański, Bolesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113988">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113989">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113990">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="113991">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113992">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X : 1976 z. 1

KSAWERY PIWOCKI
(1901-1974)

Istnieją ludzie, o których pisanie wspomnień bardziej niż kiedykolwiek
uzmysławia naszą nieporadność wypowiadania myśli i uczuć. Wielkość
dokonań Profesora dr. Ksawerego Piwockiego i rozmiar Jego cech oso­
bistych uzmysławia zarazem, jakiego formatu istnieją wzorce człowie­
czeństwa, mądrości i dobra, prawości i odwagi, stałości przekonań i gięt­
kości umysłowej, pogody ducha i pełnej romantyzmu aktywności życio­
wej, z którą w nieodłącznej parze postępują marzenia. W rozmowie przed
paru laty mówił do mnie: „Nie jestem na pewno człowiekiem typowym
w t y m znaczeniu, że jestem zadowolony z obranego zawodu, sama więc
moja praca mnie satysfakcjonuje. A poza t y m nie nudzę się niemal nigdy,

�12

J A C E K OLĘDZKI

posiadam bowiem zdolność marzenia: jego odbiciem bywają moje prace
drukowane. Dlatego prawdopodobnie nie są one tak naprawdę «naukowe
i obiektywne» i one to chyba są dla mnie •&lt; odpustami», które oby zostały
mi odpuszczone".
Profesor dr Ksawery Piwocki, człowiek niezwykłej skromności, jest
autorem ponad 200 prac drukowanych, w t y m kilkunastu książek. Jedne
zdumiewają erudycją, głębią przemyśleń, inne znów, na pozór nie tak zna­
komite, jak Historyczna geneza polskiej sztuki ludowej, spowodowały
jedną z najdonioślejszych i twórczych dyskusji naukowych w humanistyce
polskiej w latach powojennych (Wrocław 1953). Wspomniana książka jest
jedyną tego rodzaju na świecie. I też dzięki niej możemy poszczycić się
istnieniem w naszej nauce ugruntowanych, metodologicznie spójnych, po­
głębionych rozważań nad genezą naszej narodowej świadomości artystycz­
nej, jej wielorakich źródeł, uwarunkowań, nurtów i kierunków. Książka
Profesora Ksawerego Piwockiego o historycznej genezie przyczyniła się
do napisania przez innych badaczy oryginalnych rozpraw, roznieciła żywe
dyskusje, ostatecznie wpłynęła na niezwykle istotne ustalenia terminolo­
giczne i faktograficznie, porządkujące w sposób zasadniczy naszą orientację
o miejscu i roli naszych narodowych doświadczeń artystycznych na prze­
ogromnej mapie sztuki światowej.
Ten sukces uczonego poprzedzony został niezwykle żmudną pracą
wstępną. W przedwojennych rocznikach „Ludu" i „Wisły" odnajdujemy
skromne jej świadectwa. Są nimi recenzje z prac poświęconych sztuce,
a drukowanych na świecie. W t y m czasie Ksawery Piwocki miał na swoim
koncie tylko jedną książkę, dysertację doktorską. Była to praca poświęco­
na drzeworytowi ludowemu. Była to też praca zapowiadająca zarazem Jego
oryginalną, twórczą naukowo postawę badawczą. Książka znakomita.
Wówczas też po raz pierwszy i chyba jedyny z taką pasją zaangażował się
w dysputę polemiczną z poglądami opublikowanymi przez prof. dr. Ta­
deusza Dobrowolskiego. Na naszym gruncie naukowym był w tej polemice
Ksawery Piwocki jednym z pierwszych na świecie krytyków wulgarnie
materialistycznych uogólnień dotyczących możliwości sprawczych artysty,
uwarunkowań dzieła sztuki charakterem tworzywa. I chyba właśnie wów­
czas narodziło się głębokie zrozumienie takich podstawowych pojęć jak
„wola twórcza", „światopogląd artystyczny", „wzór", „inspiracja" czy
„tradycja". Z czasem każdemu z tych pojęć czy określeń poświęci Profesor
Ksawery Piwocki osobne opracowania.
Przy pozornej pełnej uroku nonszalancji czy wprost swobodzie, po­
trafił nadać swym zainteresowaniom godne najwyższego podziwu zdyscy­
plinowanie. Do końca życia umiał odnajdować w zainteresowaniach mło­
dzieńczych trwałe pole zastanowień naukowych, doniosłych dla teorii
sztuki, przemyśleń badawczych publikowanych w książkach i artykułach
zaledwie przed rokiem, dwoma czy czterema laty.
Żywym i szerokim zainteresowaniom u nas przed wojną sztuką ludo-

�13

K S A W E R Y PrWOCKI

wą, z czasem zyskującym i tracącym koniunkturalną popularność, umiał
do końca nadać własną, doniosłą rangę intelektualną, ważną dla nauki.
Był Ksawery Piwocki — jak na ogół nie często się to zdarza — do końca
wytrwały i wierny najwcześniejszym swym pasjom młodzieńczym. Inni
z podobnych pasji rezygnują, uznają je z czasem za /nieodpowiednie.
A tymczasem w takim przedmiocie dziś rzewnym czy tracącym myszką,
jakim jest sztuka ludowa, potrafił dostrzec i konsekwentnie dokonywać
rozpoznań o znaczeniu teoretycznym, znaczeniu ogólnym, rozpoznań w i n ­
nych obszarach zachowań człowieka trudnych lub wprost niemożliwych.
Ale genialnie odkrywczym założeniem było dla Profesora od początku Jego
pracy to, do czego nauka współczesna dochodziła z wielkimi oporami,
a wcześniej z fanatyczną pewnością, przez rozległe dzieje. Otóż chodzi
0 twierdzenie, że sztuka jest jedna i niepodzielna, że nie dzieli się na tak
zwaną wielką i małą, a dokonania twórcze na godne i niegodne fascynacji
estetycznych i dociekań badawczych. I chyba właśnie dzięki temu głów­
nie, był Ksawery Piwocki niedościgłym u nas znawcą konkretnego dzieła,
znawcą odróżniającym bezbłędnie to, co wartościowe i najwartościowsze,
cenne i bezcenne. Sprzyjało temu niewątpliwie wychowanie w środowi­
sku znakomitych historyków sztuki, prof. dr. Władysława Podlachy, prof,
dr. Szczęsnego Dettloffa, prof. dr. Jana Bołoz-Antoniewicza, prof. dr. Mie­
czysława Gębarowicza, znajomość i przyjaźń z Władysławem Skoczylasem,
Leonem Chwistkiem, Wojciechem Jastrzębowskim, Eleonorą Plutyńską
1 Heleną Schrammówną. Temu bezbłędnemu wyczuciu sprzyjała ogromna
praktyka konserwatora zabytków, ale przede wszystkim Jego cechy oso­
biste, zdolność instynktownego wprost wyczucia prawdy i fałszu, tak
w ideach jak w formie. Mówił: ,,[...] brak formy jest identyczny z brakiem
kultury. Sądzę, że obecnie zachwianie umiejętności organizowania form
współżycia jest sprawą chwilową, chyba że wierzy ktoś w spenglerowski
Untergang des Abendlandes. Wydaje m i się, że hasło ochrony środowiska
jest pierwszą jaskółką wieszczącą nowe czasy ładu, a więc i nowej k u l ­
tury [...], myślę na marginesie, że nauka o sztuce jako nauka o organizo­
waniu form mówiących jest nauką ważną i w humanistyce bardzo istotną
[...] Jestem z zawodu «czcicielem formy», a więc i formy współżycia ludzi
między sobą. Wynikły [...] bałagan obyczajowy, nieumiejętność «znalezienia się», zachowania, mówienia o sprawach osobistych, zastępowania w y ­
znań miłosnych piszczydłem z piosenkami — są na pewno nieprzyjemne.
Jako niepoprawny optymista myślę jednak, że to chwilowe: wprowadzanie
ładu w życie swoje i otoczenia jest głównym przywilejem człowieka;
ładu — to' jest formy — także w obyczaju stosunków międzyludzkich.
Dziełem sztuki jest dla mnie tylko forma «mówiaca», nie piękna, nie
użyteczna, funkcjonalna itd., choć może być opatrzona niekiedy i takimi
przymiotnikami [...]".
Franciszek Ksawery Piwocki urodził się 19 listopada 1901 roku we
Lwowie. We Lwowie również studiował, początkowo architekturę (19211

�14

J A C E K OLĘDZKI

1923 г.), następnie filozofię, obierając jako zasadniczy kierunek historię
sztuki (1926 г.). W 1931 r. uzyskał doktorat. Rozprawę doktorską o pol­
skim drzeworycie ludowym pisał pod kierunkiem prof. dr. Władysława
Podlachy. W 1927 roku został asystentem w Muzeum Lubomirskich we
Lwowie. W latach od 1930 do 1935 był naczelnym konserwatorem zabyt­
ków okręgu lubelskiego i od 1936 do 1938 okręgu wileńskiego'.
W 1938 roku mianowany został dyrektorem Muzeum Przemysłu A r t y ­
stycznego we Lwowie. Kiedy wkroczyli do Lwowa Niemcy, pracował jako
bibliotekarz.
Będąc jeszcze młodzieńcem walczył o niepodległość ojczyzny, w cza­
sie zaś I I wojny światowej walczył w A r m i i Krajowej, a w grudniu 1944
roku wstąpił do' I A r m i i Wojska Polskiego. Zakończył wojnę w stopniu
porucznika.
W 1945 roku mógł powrócić do przerwanej pracy. Zajął się problema­
mi konserwacji pełniąc funkcję zastępcy dyrektora w Dyrekcji Muzeów
i Ochrony Zabytków. Prowadził wówczas energiczną akcję rewindykacji
dzieł wywiezionych przez okupanta, a także kontynuował wypracowaną
już przed wojną koncepcję konserwacji zabytków, łącząc szacunek dla
zastanego stanu dzieła sztuki z odwagą rekonstrukcji i adaptacji. Był
zdecydowanym przeciwnikiem „budowania zabytków od nowa".
W 1946 roku został profesorem i kierownikiem katedry Nauk Histo­
rycznych w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. W tym samym roku
powołano Go na prorektora tej uczelni; był nim do 1957, a następnie od
1968 do 1971. Równolegle do swych.zajęć na Akademii poświęcał czas
kierowaniu warszawskim muzealnictwem etnograficznym, będąc od 1956
do 1958 roku dyrektorem Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej, a następnie
Państwowego Muzeum Etnograficznego. Było zasługą Ksawerego Piwockiego zdobycie wspaniałego pałacu i jego odbudowa dla Akademii Sztuk
Pięknych, ale także uzyskanie i odbudowa, po wielu latach gnieżdżenia się
zbiorów etnograficznych w ruderach parku młocińskiego, obecnego mu­
zeum w gmachu Towarzystwa Kredytowego w Warszawie.
Należał Profesor Ksawery Piwocki do wielu międzynarodowych sto­
warzyszeń — ICOM, CIMA, AICA — sprawował funkcje przewodniczą­
cego Komitetu Naük o Sztuce PAN i członka Rady Naukowej Instytutu
Sztuki P A N ; prezesował przez wiele lat Stowarzyszeniu Historyków Sztu­
k i ; w latach 1953-1961 był profesorem historii sztuki na Uniwersytecie
Poznańskim; wykładał na Uniwersytecie Warszawskim i uczył wiedzy
0 sztuce artystów; uczestniczył niezwykle aktywnie w niezliczonej ilości
zjazdów i konferencji, zawsze wnosząc do nich własny, twórczy program;
Współpracował z kilkoma ważnymi wydawnictwami należąc do kolegiów
1 komitetów redakcyjnych. Był nauczycielem niezliczonej ilości osób za­
interesowanych kulturą, a sztuką w szczególności. A jednocześnie wciąż
pisał. Pisał w fachowych wydawnictwach, ale również w tygodnikach' czy
miesięcznikach („Miesięcznik Literacki", „Współczesność", ,,Poezja", „ P r o -

�K S A W E R Y PIWOCKI

15

jekt", „Estetyka"). W t y m czasie pracował również nad swymi książkami:
Pierwsza nowoczesna teoria sztuki (Wrocław 1970) i Sztuka żywa (Wroc­
ław 1970). Przygotował i złożył do&gt; druku podręcznik Historia sztuki po­
wszechnej.
Był przyjacielem niezastąpionym. Pisano o N i m w „Kulturze": „Nigdy
nie spieszył się. Otoczony przyjaciółmi zawsze miał czas na prowadzenie
długich rozmów, którym jego poczucie humoru, ciętość sformułowań, cie­
pło i życzliwość wobec świata nadawały specjalną atmosferę niezapomnia­
nych spotkań [...]. W pełni sil twórczych odszedł człowiek, dla którego
sztuka była trwałym śladem ekspresji ludzkiej, dlatego więc chciał zacho­
wać wszystkie jej przejawy chroniąc ją jako konserwator, teoretyk kon­
serwacji i muzeolog. Dlatego też wszystkim dziełom sztuki, i t y m wiel­
kim, i t y m najprostszym, poświęcał w równym stopniu swą uwagę. Tak
jak poświęcał ją wszystkim sprawom ludzkim służąc zawsze radą i po­
mocą tym, którzy jej potrzebowali".
Człowiek, który swoich wychowanków rozumiał, zachęcał i zawsze ce­
nił, nawet wówczas, kiedy ich myśli, wybory i decyzje życiowe były
naiwne czy wprost śmieszne.
Umarł Profesor dr Ksawery Piwocki 14 grudnia 1974 roku w War­
szawie.
Jacek Olędzki

��„Etnografia Polska", t. X X : 1976 z. 1

j TADEUSZ SEWERYN
(1894-1975)

Dnia 17 I 1975 r. zmarł w Krakowie prof, dr Tadeusz Seweryn, senior
etnografii polskiej, wieloletni dyrektor Muzeum Etnograficznego w Kra­
kowie, jeden z inicjatorów etnograficznych badań terenowych, autor wie­
l u prac naukowych z różnych dziedzin etnografii i muzeologii. Pełna
bibliografia prac prof. Seweryna obejmująca ogółem 464 tytuły reprezen­
tuje wyjątkowo szeroką tematykę i charakteryzuje jej autora jako czło­
wieka o bardzo różnorodnych zainteresowaniach i dużej łatwości pisania,
2 — Etnografia Polska, Х Х Д

�18

BOLESŁAW ŁOPUSZAŃSKI

nie pozbawionego literackiego zacięcia Obok bowiem poważnych mono­
grafii naukowych, rozpraw czy artykułów, był Tadeusz Seweryn autorem
niemniej pokaźnej ilości prac popularnych, cieszących się dużą poczytnością. Etnograficzne prace Seweryna charakteryzują się przede wszystkim
wnikliwością, rzucającą często zupełnie nowe światło na różne poruszane
przezeń zagadnienia. W swych naukowych badaniach poświęcił się on
głównie dziedzinie zupełnie dotąd zaniedbanej i przez czołowych dotych­
czasowych etnografów polskich wyraźnie nie docenianej, a mianowicie
sztuce ludowej, zwłaszcza plastyce i rzemiosłu artystycznemu. Mają więc
prace Seweryna w tej dziedzinie charakter niejednokrotnie pionierski.
W badaniach swych nad twórczością artystyczną ludu nie ograniczał się
l i tylko do opisu, ale starał się również o przedstawienie genezy i prze­
obrażeń różnych przejawów tej twórczości; interesował się tak samo tech­
niką wykonania. W pracach Seweryna spotkać można często interesujące
rozważania natury metodologicznej i teoretycznej oraz nowatorskie w swo­
im rodzaju sformułowania na temat samej istoty sztuki ludowej.
Niezależnie od sztuki, występuje w dorobku naukowym Seweryna
także i inna tematyka. W dziedzinie ludowej kultury materialnej intere­
sował się głównie łowiectwem, w dziedzinie zaś kultury duchowej, ludo­
w ą obrzędowością doroczną. Ze wszystkich prac naukowych Seweryna
przebija wreszcie jedna cecha wspólna, będąca wynikiem dwukierunkowości jego studiów, etnograficznych i plastycznych. Wszelkie bowiem sfor­
mułowania, zwłaszcza w pracach poświęconych sztuce ludowej, wyraźnie
określają ich autora jako humanistę i artystę w jednej osobie.
Tadeusz Seweryn urodził się 21 V I I I 1894 r. w Żabnie (pod Dąbrową
Tarnowską) w rodzinie nauczyciela szkoły ludowej zrośniętej z Powiślem
Dąbrowskim od wielu pokoleń. Po ukończeniu szkoły ludowej w Jeleśni
(pod Żywcem), gimnazjum w Nowym Sączu oraz I V Gimnazjum w K r a ­
kowie rozpoczął w 1913 r. równocześnie studia na wydziale filozoficznym
UJ oraz na Akademii Sztuk Pięknych, gdzie należał do' uczniów J. Pan­
kiewicza, J. Mehoffera, W. Weissa i S. Dębickiego. Swój talent plastyczny
ujawnił Seweryn już w czasie studiów, zdobywając aż 10 odznaczeń na
różnych konkursach, a w 1918 r. zadebiutował dwoma drzeworytami na
wystawie Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie.
Nie dane było jednak Sewerynowi spokojne kontynuowanie studiów
wyższych. J u ż w 1914 r. zgłosił akces do Legionów, ale w okresie formo­
wania tzw. Polnische Wehrmacht odmówił służby w tej formacji i zde­
cydował się na ryzykowną dezercję. Schwytany przez żandarmerię austria­
cką i osadzony w obozie jenieckim w Witkowicach, został następnie skie­
rowany na front włoski. Zdecydował się wówczas na powtórną, t y m razem
udaną, dezercję. Przedostał się na teren Kongresówki i rozpoczął od
września 1918 r. pracę pedagogiczną w gimnazjum w Janowie Lubelskim.
1

Pełna bibliografia prac prof. Seweryna ukaże s i ę w t. 6 „Rocznika Muzeum
Etnograficznego w Krakowie".

�TADEUSZ SEWERYN

19

Tam właśnie ujawniły się po raz pierwszy zainteresowania Seweryna
w dziedzinie etnografii i muzealnictwa. W niepewnej bowiem jeszcze sy­
tuacji politycznej zajął się organizacją muzeum regionalnego w Janowie,
którego otwarcie nastąpiło w 1919 r. Działalność Seweryna z tym zwią­
zana przyczyniła się z jednej strony do' zebrania interesujących ekspona­
tów ilustrujących kulturę ludową tej części Lubelszczyzny, z drugiej zaś
do zgromadzenia niemniej cennego materiału rękopiśmiennego opartego
na wywiadach terenowych, będącego obecnie częścią składową zbiorów
archiwalnych Muzeum Etnograficznego w Krakowie.
W 1920 r. przeniósł się Seweryn do Państwowego' Seminarium Nau­
czycielskiego w Chełmie, gdzie główną jego zasługą była organizacja ob­
jazdowego teatru ludowego, wkrótce zaś objął posadę nauczyciela w P a ń ­
stwowym Seminarium Nauczycielskim w Tomaszowie Mazowieckim. Tam
też rozpoczął na szeroką skalę działalność na polu etnografii i krajoznaw­
stwa, rozpoczął działalność pisarską i zainicjował akcję etnograficznych
badań terenowych, do których wciągnął sporo swoich uczniów zrzeszo­
nych w założonym przez niego Kole Krajoznawczym. Pod jego kierun­
kiem członkowie Koła opracowali zasugerowany im przez Seweryna temat
zamków drewnianych przy drzwiach. O jego poziomie naukowym świad­
czy fakt, iż praca została zakwalifikowana do druku przez Komisję Etno­
graficzną PAU (ukazała się jako pozycja książkowa pt. Zamki drewniane
przy drzwiach, Kraków 1927). Przy czynnym udziale seminarzystów,
członków Koła Krajoznawczego, zorganizował Seweryn w Tomaszowie
Muzeum Regionalne Polskiego' Towarzystwa Krajoznawczego, do którego
eksponaty gromadził drogą zbiorowych penetracji terenu, i które do dziś
należy do przodujących w tematyce etnograficznej placówek regionalnych
w kraju. W 1926 r. założył w Tomaszowie tygodnik regionalny „Echo Ma­
zowieckie", który w znacznym stopniu zasilał własnymi artykułami o róż­
norodnej tematyce, głównie z zakresu miejscowej sztuki ludowej, zwycza­
jów i obrzędów, gadek i opowiadań oraz historii Tomaszowa i regionu.
W okresie pobytu Seweryna w Tomaszowie Mazowieckim ukazały się
pierwsze jego prace naukowe na łamach takich periodyków, jak „Prze­
mysł—Rzemiosło—Sztuka" i „Rzeczy Piękne". Zadebiutował w pisarskiej
działalności naukowej rozprawą Malarskie techniki monumentalne. Fresk
(„Przemysł—Rzemiosło—Sztuka", 1922, nr 2). Ponadto' w powyższym
okresie ukazało się jego autorstwa szereg rozpraw poświęconych twórczo­
ści artystycznej Hucułów, jak: Fartuszki kosowskie, „Przemysł—Rzemio­
sło—Sztuka", 1924, nr 1; Huculska wykladanka w drzewie, tamże, 1924,
nr 1; Kożusznictwo i torebkarstwo w Kosowie, tamże, 1924, nr 2; O sław­
nym garncarzu polskim Aleksym Bachmińskim
recie Bachmatiuku, „Rze­
czy Piękne", 1925, nr 4, twórczości artystycznej Kaszubów, jak: Kaszub­
ski przemysł domowy, „Rzeczy Piękne", 1925, nr 6-8; Muzeum w checzy
nad jeziorem, tamże, 1925, nr 1; Muzeum wiejskie na Kaszubach, tamże,
1925, nr 6-8; Kaszubskie złotogłowie i nowe hafty wdzydzkie, „Lud",

�20

BOLESŁAW ŁOPUSZANSKI

1929, czy wreszcie etnografii tego regionu, który był wówczas przedmio­
tem jego własnych badań, jak: Pasiaki łowickie,
„Przemysł—Rzemio­
sło—-Sztuka", 1924, nr 4; Tkactwo i krawiectwo w Brzezinach,
tamże,
1924, nr 3; Hafty opoczyńskie, „Lud", 1925. W 1926 r. ukazała się pierw­
sza pozycja książkowa Seweryna, O Chrystusie
Frasobliwym.
Figu­
ry—legendy—świątkarze,
Kraków 1926, w której ukazał się wysokiej kla­
sy znawcą ludowej plastyki, dokonując interesującej analizy tej tak typo­
wej i wyjątkowo' rozpowszechnionej w ludowej twórczości, zwłaszcza
rzeźbie, postaci. W dwa lata później ukazały się dwie następne jego książ­
ki, a to: Krakowskie skrzynie malowane, Kraków 1928, wydane nakładem
Muzeum Etnograficznego w Krakowie, z którym Seweryn nawiązał bliską
współpracę, dostarczając mu wielu eksponatów z centralnej Polski słabo
dotąd w zbiorach reprezentowanej, oraz Z żywym kurkiem po dyngusie,
Kraków 1928, wartościowe studium poświęcone ludowym obrzędom wiel­
kanocnym, wydane nakładem PAU.
W latach 1924-1925 odbył Seweryn stypendialne studia zagraniczne
we Włoszech i Francji, w 1926 r. został mianowany członkiem-współpracownikiem Komisji Etnograficznej PAU, zaś w 1929 r. przeniósł się na
stałe do Krakowa, gdzie objął posadę nauczyciela w I Gimnazjum. 1 X I
1930 r. został powołany na stanowisko kustosza w Muzeum Etnograficz­
nym, z którego założycielem i dyrektorem Sewerynem Udzielą pozostawał
od dawna w bliskich kontaktach. Odtąd zainteresowania Seweryna skon­
centrowały się przede wszystkim na etnografii ziemi krakowskiej. Rozpo­
czął intensywne badania terenowe na swym rodzinnym Powiślu Dąbrow­
skim i na góralszczyźnie, czego wynikiem były jego kolejne pozycje książ­
kowe, jak: Parzenice góralskie, Kraków 1930; Podłażniki, Kraków 1932;
Krakowskie
klejnoty ludowe, Kraków 1935; Polskie malarstwo ludowe,
Kraków 1937. Od tego też okresu datuje się zainteresowanie Seweryna
ludowym łowiectwem, a debiutem jego w tej dziedzinie była obszerna
rozprawa Łowiectwo ludowe w Polsce, „Lud Słowiański", Dział B, 19291930, 1931, 1937, następnie zaś rozprawa Łowiectwo ludowe na Wołyniu,
„Lud", 1932. Z innych jeszcze prac z tego okresu zasługują na wymienie­
nie: Technika malowania ludowych obrazków na szkle, „Lud", 1931; Indy­
widualność plastyczna Wyspiańskiego,
Kraków 1932; Drzeworyt
współ­
czesny, „Sztuki Piękne", 1933 nr 12; Twórczość chłopa
pańszczyźnianego
(Jan Rak z Husowa 1820-1909), „Przegląd Socjologiczny", 1938.
25 V I 1930 uzyskał Seweryn stopień doktora filozofii na UJ za roz­
prawę pt. Pokucka majolika ludowa, napisaną pod kierownictwem nauko­
w y m prof. Jana Stanisława Bystronia. W tymże roku wyjechał ponownie
za granicę, do Jugosławii, Czechosłowacji i na Węgry, w celu prowadze­
nia tam badań etnograficznych, zaś w 1931 r. objął stanowisko sekretarza
Komisji Etnograficznej PAU.
Zasługuje również na wspomnienie popularyzatorska działalność Se­
weryna w zakresie wiedzy etnograficznej, ponieważ do popularyzacji przy-

�TADEUSZ SEWERYN

21

wiązywał on. zawsze dużą wagę, odcinając się konsekwentnie od pozycji
gabinetowego naukowca. Był więc Seweryn autorem mnóstwa drobnych
artykułów pisanych często z publicystyczną zaciętością, zamieszczanych na
łamach „Kuriera Literacko-Naukowego", „Orlego Lotu", „Światowida"
czy „Nowin Krajoznawczych", opracował cykl pogadanek radiowych na
temat ludowej obrzędowości, prowadził wykłady ze sztuki ludowej na
wakacyjnych kursach dla cudzoziemców i Polaków z zagranicy oraz w y ­
stępował jako prelegent w różnych towarzystwach kulturalnych i oświa­
towych. Nie zaniedbywał przy tym i działalności plastycznej. Jako członek
Cechu Artystów Plastyków „Jednoróg", a następnie „Grupy Dziesięciu"
wystawiał swe prace na licznych wystawach krajowych i zagranicznych,
a w latach 1929-1933 zamieszczał stałe recenzje z wystaw krakowskich na
łamach „Naprzodu".
W 1937 r. po śmierci Seweryna Udzieli objął Tadeusz Seweryn stano­
wisko dyrektora Muzeum Etnograficznego w Krakowie, ponieważ od dłuż­
szego już czasu zastępował faktycznie sędziwego' założyciela Muzeum
i walnie przyczynił się do przekształcenia Muzeum Etnograficznego z pla­
cówki wyłącznie zbierackiej w placówkę naukowo-badawczą. W roku aka­
demickim 1938/1939 zorganizował praktyki . muzealne dla studentów,
w czerwcu zaś 1939 r. otworzył filię muzealną pod nazwą Muzeum Ziemi
Krakowskiej, przez co, nie kwestionując ogólnego charakteru Muzeum
Etnograficznego, starał się eksponować etnografię tego tak bogatego i i n ­
teresującego' pod każdym względem regionu.
Ostatnim osiągnięciem naukowym Tadeusza Seweryna przed wojną
było przeprowadzenie habilitacji. W czerwcu 1939 r. uzyskał stopień nau­
kowy docenta na Uniwersytecie Poznańskim pod naukowym kierowni­
ctwem prof. dr. Eugeniusza Frankowskiego.
Okres wojny i okupacji to nowy etap w życiu Seweryna, jak najbar­
dziej odległy od tego, czym zajmował się do tej pory. Był on bowiem
członkiem władz Polski Podziemnej, czynnie zaangażowany w Ruchu Opo­
r u na terenie okręgu krakowskiego. Jako kierownik Oporu Społecznego
Okręgowej Delegatury Rządu (ps. Socha), był współorganizatorem walki
podziemnej na terenie krakowskiego, dając dowód, iż ziemię tę umiał nie
tylko badać pod względem etnograficznym, ale również jej bronić.
Rok 1945 był dla prof. Seweryna powrotem do przerwanej na pięć lat
pracy naukowej. Powróciwszy na dawne stanowisko dyrektora Muzeum
Etnograficznego, prowadził przez najbliższe trzy lata energiczne starania
o zdobycie dla Muzeum nowego pomieszczenia odpowiadającego randze
tej największej w t y m czasie w Polsce muzealnej placówki etnograficz­
nej. Starania te uwieńczone zostały powodzeniem w 1948 г., kiedy to de­
cyzją Zarządu Miejskiego stało się Muzeum pełnym użytkownikiem za­
bytkowego Ratusza na Kazimierzu, dla Seweryna zaś nastał okres w y ­
jątkowo intensywnej pracy. Obok bowiem nadzoru nad pracami adapta­
cyjnymi prowadzonymi w budynku, zajął się opracowywaniem scenariu-

�22

BOLESŁAW ŁOPUSZAŃSKI

szy przyszłych wystaw muzealnych, które nie miały być powtórzeniem
przestarzałego już modelu przedwojennego, ale miały, w myśl jego kon­
cepcji, zawierać nową ideę opartą na założeniach materializmu historycz­
nego. Starał się bowiem Seweryn pokazać na ekspozycji muzealnej rolę
i miejsce kultury materialnej i duchowej oraz sztuki ludowej w histo­
rycznym rozwoju społeczeństwa. Koncepcja ta była wówczas zupełnie
nowatorska w muzealnictwie etnograficznym. Rozwinął ją później obszer­
nie w wartościowej rozprawie Metody ekspozycji i struktura ideologiczna
Muzeum Etnograficznego,
„Lud", 1959.
Okres powojenny to również dalszy etap pracy naukowej Seweryna,
a najpoważniejsze niewątpliwie pozycje w jego dorobku pochodzą wła­
śnie z ostatniego trzydziestolecia. Zainteresowania jego skoncentrowały
się nadal na najbliższej mu od dawna tematyce sztuki ludowej, z tym, iż
wówczas zajął się głównie grafiką, ogłaszając szereg wartościowych prac
z tęgo zakresu, jak: Ikonografia etnograficzna, „Lud", 1947, 1948, 1949,
1952, 1954; Arcydzieła
żelazorytu
ludowego, „Polska Sztuka Ludowa",
1955, nr 6; Ludowa grafika staropolska, tamże, 1953, nr 5;
Staropolska
grafika ludowa, Warszawa 1956; Rola drzeworytu ludowego w polskiej
kulturze ludowej, Kraków-1970. Z innych prac z zakresu sztuki ludowej
zasługują na wymienienie dwie pozycje O' charakterze teoretycznym: Roz­
droża sztuki ludowej, Warszawa 1948; Zarys przedmiotowy sztuki ludowej,
„Polska Sztuka Ludowa", 1954, nr 5. Z innych zaś wymienić należy: Pol­
skie zabawki ludowe, „Polska Sztuka Ludowa", 1949, nr 6; Ludowa świe­
cka rzeźba monumentalna, tamże, 1955, nr 2; Polskie wycinanki papierowe
XVII i XVIII
wieku, tamże, 1956, nr 2; Kapliczki i krzyże
przydrożne
w Polsce, Warszawa 1958, oraz ponownie, w książkowym wydaniu Polskie
zabawki ludowe, Warszawa 1960.
Powrócił Seweryn również do interesującego go już od dawna tematu
ludowego łowiectwa, ogłaszając z tego zakresu szereg, cennych rozpraw,
jak: Mechaniczna i chemiczna ludowa broń łowiecka, „Prace i Materiały
Etnograficzne", 1954, z. 1; Łowieckie sposoby wabienia, „Lud", 1960; Na
tropach łowów prymitywnych, „Rocznik Muzeum Etnograficznego w Kra­
kowie", t. 1, 1966; Stępica, tamże, t. 2, 1967; Stróżykowe narzędzia
łowcze,
Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi,
Seria Etnograficzna, 1969.
Oprócz tych dwóch wymienionych powyżej zagadnień będących przed­
miotem jego głównego zainteresowania, ogłosił Seweryn również jeszcze
szereg prac, rozpraw i artykułów z innych dziedzin. W ramach „Atlasu
Polskich Strojów Ludowych" opracował Strój dolnośląski, Lublin 1950,
i Strój krakowiaków
wschodnich, Wrocław 1960, oraz ponadto z zakresu
kostiumologii ludowej: Ubiór chłopski w Polsce (1450-1650), „Rocznik M u ­
zeum Etnograficznego w Krakowie", t. 1, 1966; Czarodziejstwo igły, tam­
że, t. 4, 1972; Historyczne rodowody niektórych
polskich strojów
ludo­
wych, tamże, t. 5, 1974. Ogłosił kilka interesujących pozycji z zakresu
1

�TADEUSZ S E W E R Y N

23

konserwatorstwa, jak: Konserwacja okazów etnograficznych, Kraków 1948;
Restauracja okazów etnograficznych, Kraków 1949; Ludowe sposoby kon­
serwowania zabytków, „Ochrona Zabytków'", 1951, nr 3-4. Jego autorstwa
jest obszerna monografia jednego z najwybitniejszych polskich rzeźbiarzy
ludowych, Jędrzeja Wawry, pt. Świątkarz—powsinoga,
Warszawa 1963.
Z innych zagadnień, uwzględniając tylko najważniejsze, wymienić jeszcze
należy takie pozycje, jak: Zabawki ludowe jako odbicie zwyczajów,
ob­
rzędów, magii i legend, „Polska Sztuka Ludowa", 1957, nr 1; Technicy
i wynalazcy ludowi, Warszawa 1961; Tradycje i zwyczaje
krakowskie,
Kraków 1961; Etnografia pisana przez chłopów, „Rocznik Muzeum Etno­
graficznego w Krakowie", t. 2, 1967; Metoda ikonograficzna w etnografii
polskiej, Łódzkie Studia Etnograficzne, 1967. Jako redaktor działu etno­
graficznego w Słowniku
starożytności
słowiańskich
opracował osobiście
lub jako współautor 29 haseł. Przy t y m wszystkim zaś nie zaniedbywał
nigdy popularyzacji wiedzy etnograficznej, mając i w ostatnim trzydzie­
stoleciu na swoim koncie sporo różnorodnych drobnych artykułów. Zupeł­
nie wreszcie odrębną dziedziną w pisarskiej twórczości Seweryna jest,
wykraczająca już poza krąg zainteresowań etnografii, historia Ruchu Opo­
r u w okresie okupacji hitlerowskiej. Liczne pozycje z tej tematyki mają
w jego ujęciu charakter wyraźnie wspomnieniowy.
Oprócz pracy naukowej oraz sprawowania funkcji kierowniczych
w Muzeum Etnograficznym, wymienić można wiele jeszcze przejawów
działalności Tadeusza Seweryna na różnych odcinkach. Należał do głów­
nych inicjatorów organizowania etnograficznych wystaw czasowych i ob­
jazdowych, i już w 1948 r. zorganizował w Krakowie wielką wystawę pt.
Sztuka ludowa w Polsce, będącą pierwszym na większą skalę pokazem
ludowej twórczości. W 1954 r. należał do organizatorów Ogólnopolskiej
Wystawy Sztuki Ludowej w Warszawie, a ponadto zorganizował szereg
mniejszych wystaw objazdowych, jak: Historia wsi polskiej,
Przeobraże­
nia współczesne
w sztuce ludowej, Sztuka ludu krakowskiego
i in.
W 1961 r. przygotował specjalną wystawę etnograficzną przeznaczoną dla
zagranicy, poświęconą polskim strojom ludowym. Wystawa ta ekspono­
wana w Los Angeles spotkała się z ogromnym zainteresowaniem polonii
amerykańskiej.
W pierwszych latach powojennych należał Seweryn do czołowych
działaczy Związku Muzeów w Polsce, z ramienia którego założył w 1948 r.
„Kwartalnik Muzealny", obejmując funkcję jego naczelnego redaktora
i zasilając go też własnymi artykułami. Pod patronatem Związku zorga­
nizował w dniach 3-12 I V 1948 w Krakowie ogólnopolski kurs muzeolo­
giczny mający na celu przygotowanie fachowych kadr w związku z no­
w y m i zadaniami stojącymi przed muzealnictwem polskim.
Należał Seweryn do najstarszych pod względem stażu członków Pol­
skiego Towarzystwa Ludoznawczego, z którym aktywnie współpracował
jeszcze w okresie międzywojennym i odegrał istotną rolę w jegO' reakty-

�24

BOLESŁAW ŁOPUSZAŃSKI

wowaniu po wojnie. W latach 1946-1961 wchodził w skład Zarządu Głów­
nego, na X X X I zaś Walnym Zgromadzeniu w Zakopanem w 1956 r. objął
stanowisko prezesa, które piastował przez dwie kadencje do 1961 r.
W r. 1972 otrzymał członkostwo honorowe PTL jako senior etnografii
polskiej. Czynnie współpracował z wydawnictwami PTL, wchodząc w la­
tach 1946-1961 w skład Komitetu Redakcyjnego „Ludu", 1949-1961 —
„Atlasu Polskich Strojów Ludowych", 1957-1966 — „Literatury Ludo­
wej". Ponadto w latach 1957-1967 zasiadał w Komitecie Redakcyjnym
„Polskiej Sztuki Ludowej" i od 1966 r. do ostatniej chwili w Komitecie
Redakcyjnym „Rocznika Muzeum Etnograficznego w Krakowie".
Do przedstawienia pełnej sylwetki Tadeusza Seweryna wspomnieć
trzeba również o jego działalności społecznej, w której zasługuje na w y ­
mienienie przewodnictwo Komisji Historycznej przy W K ZSL w Krako­
wie, członkostwo Rady Okręgowej Towarzystwa Rozwoju Ziem Zachod­
nich, członkostwo Komisji Kultury i Sztuki przy Urzędzie Wojewódzkim
w Krakowie i członkostwo Zarządu Okręgu ZBOWiD.
Dnia 1 V I 1965 r. przeszedł Profesor po długoletniej pracy w Muzeum
Etnograficznym w stan spoczynku, otrzymując rentę specjalną dla osób
zasłużonych dla kultury narodowej. Nie przerwał jednak kontaktu ze swą
macierzystą placówką, służąc jej stale swym bogatym doświadczeniem.
Ostatnim jego publicznym wystąpieniem był udział w zorganizowanym
przez Muzeum Etnograficzne w r. 1970 ogólnopolskim sympozjum poświę­
conym grafice ludowej, na którym wystąpił z interesującym referatem
o grafice staropolskiej. Nie przerwał również pracy naukowej, a „Rocznik
Muzeum Etnograficznego w Krakowie" zasilał do ostatniego tomu swoimi
wartościowymi rozprawami.
Śmierć prof. dr. Tadeusza Seweryna jest dotkliwą stratą zarówno dla
etnografii polskiej, jak i dla całego muzealnictwa etnograficznego.
Bolesław

Łopuszański

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9574" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9552">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/81287c2c9bdf4922da5f18230c8f8e65.pdf</src>
        <authentication>e4ca9f62250f6dd0e2949a947ce68aff</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113993">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:863</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113994">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113995">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:794</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113996">
                <text>Kronika / ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113997">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.2, s.221-228</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113998">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="113999">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114000">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114001">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114002">
                <text>„Etnografia Polska", t. X I X z. 2

V ETNOGRAFICZNE SEMINARIUM AMERYKANISTYCZNE
P O Z N A Ń 19-20 I V 1974 R O K
Podjęte szereg lat temu w ośrodku poznańskim prace z zakresu amerykanistyki
etnograficznej znalazły ostatnio swój wyraz w obradach kolejnego, V Etnograficznego
Seminarium Amerykanistycznego. Seminarium to odbyło się w Poznaniu w dniach
od 19 do 20 kwietnia 1974 r„ a zorganizowane zostało przez Zarząd Sekcji Amerykanistycznej P T L i Pracownię Etnografii I H K M P A N w Poznaniu przy w s p ó ł ­
udziale Oddziału Poznańskiego P T L . W obradach uczestniczyli przedstawiciele
licznych ośrodków etnograficznych w kraju, a także reprezentanci innych pokrew­
nych dyscyplin, głównie historii, archeologii, socjologii i historii sztuki.
Podobnie jak poprzednie konferencje, V Etnograficzne Seminarium Amerykanistyczne poświęcone było względnie jednorodnej tematyce, która obejmowała —
w pierwszym dniu obrad — zagadnienia z zakresu kształtowania się ośrodków
urbanistycznych w Ameryce prekolumbijskiej, w drugim dniu — problemy for­
mowania się autorytetów świeckich i sakralnych w społeczeństwach indiańskich
i murzyńskich obu Ameryk.
Obrady zapoczątkował referat prof, dr M. Frankowskiej (Poznań) pt. Elementy
świeckie
i sakralne i ich rola w kształtowaniu
się ośrodków
urbanistycznych
na
terenie Mezoameryki. Autorka w swym wystąpieniu, omawiając szerzej zagad­
nienia kształtowania się i rozwoju wczesnych form państwowości oraz ośrodków
urbanistycznych na obszarze Mezoameryki, przeciwstawiła się spotykanym często
w literaturze przedmiotu poglądom uznającym te ośrodki za centra religijne, a nie
za w ł a ś c i w e miasta. Zdaniem prof. Frankowskiej taka jednostronna ocena roli
miast prekolumbijskich nie odpowiada istocie rzeczy. Miasta te, mając n i e w ą t p l i w i e
duże znaczenie jako centra religijne, pełniły także i inne funkcje, tj. administracyjne,
polityczne, handlowe, mieszkalne, a w i ę c były miastami w dzisiejszym rozumieniu
tego słowa. Istniejące w i ę c poglądy na temat kształtowania się miast na obszarze
Mezoameryki winny być poddane dokładnej weryfikacji na podstawie najnowszych
b a d a ń wykopaliskowych.
Następny referat, pt. Społeczna
rola olmeckich ośrodków
budownictwa
monu­
mentalnego, w y g ł o s i ł mgr P. Brykczyński (Warszawa), stwierdzając, iż pierwszą
znaną kulturą Mezoameryki, w której obok ośrodków wiejskich w y s t ę p o w a ł y ośrodki
budownictwa monumentalnego, była właśnie kultura olmecka. Autor, w oparciu
o istniejące dość skąpe materiały archeologiczne i analogie z różnych ośrodków
kulturowych Nowego i Starego Świata, omówił społeczną rolę tych ośrodków za­
strzegając się wszakże, że są to hipotezy, które należy traktować z dużą ostroż­
nością.
Mgr Brykczyński omówił funkcje olmeckich ośrodków budownictwa monumen­
talnego; były one zarówno rezydencjami elity polityczno-religijnej, jak i ośrodkami
rozwijającej się szybko produkcji rzemieślniczo-artystycznej. W zakończeniu wy­
sunął przypuszczenie, iż ośrodki te stanowiły centra odrębnych jednostek poli­
tycznych o charakterze pośrednim między strukturą plemienną i państwową.

�222

KRONIKA

Z kolei mgr A. Macierewicz (Warszawa) w y g ł o s i ł referat pt. Miasto
inkaskie
jako ośrodek
władzy,
w którym o m ó w i ł powstanie i ewolucją miast inkaskich,
począwszy od budowy rezydencji ze świątynią słońca, aż do ukształtowania się
miast o silnej władzy. Z biegiem czasu nabierały one znaczenia administracyjnego
i militarnego, zwiększała się ich rola gospodarcza i znaczenie w stosunku do oko­
licznych terenów. Zaczęły p o w s t a w a ć regiony o jednostronnym systemie w ł a d z y
i gospodarki, a ich centrum' stanowiło miasto. Zdaniem mgr Macierewicza w okre­
sie panowania ostatniego niezależnego' w ł a d c y Inków Wayna Qhapaq (koniec X V
i pocz. X V I w.) miasta stały się rzeczywistymi ośrodkami władzy, i to nie tylko
w stosunku do okolicznych terytoriów, ale w całokształcie struktury p a ń s t w o w e j
Inków.
Pierwszy dzień obrad V Etnograficznego Seminarium Amerykanistycznego za­
kończył komunikat red. J . Klimowicz-Osmańczyk (Warszawa) —
Eksterminacja
ludności Mapuche na południu
Chile. B y ł o to sprawozdanie z I posiedzenia M i ę ­
dzynarodowej Komisji do spraw badania zbrodni dokonywanych przez chilijską
juntę w o j s k o w ą , które odbyło się w dniach od 21 do 24 marca br. w Helsinkach.
Red. Klimowicz brała udział w tych posiedzeniach, a przedstawiony materiał oparła
na dokumentach opublikowanych w czasie trwania obrad Komisji oraz na zezna­
niach świadków. Międzynarodowa Komisja stwierdziła, iż w Chile odbywa s i ę
obecnie planowe wymordowywanie ludności indiańskiej i Cyganów.
Drugi dzień obrad V Etnograficznego Seminarium Amerykanistycznego za­
początkował referat dr M. Paradowskiej (Poznań) pt. Rola czynników
zewnętrz­
nych w kształtowaniu
się instytucji wodzostwa u Araukanów
(Mapucze). W refe­
racie omówiono sytuację w e w n ę t r z n ą Araukanów przed przybyciem Hiszpanów
oraz rozpoczynający się w X V I w. hiszpański podbój ziem chilijskich. Opór, jaki
w ó w c z a s stawiali Araukanie w obronie swej niezależności, a dalej — przeszło
300 lat trwające boje, stanowią w y j ą t k o w y przypadek w dziejach Ameryki Ł a ­
cińskiej.
Nieustanne walki i pogotowie zbrojne musiały znaleźć swoje odbicie w zmienia­
jącej się z biegiem lat, na skutek tych czynników, całej organizacji społecznej
Araukanów. W ramach tych przemian do najbardziej istotnych należało w y k s z t a ł ­
cenie się silnej instytucji przywódcy wojennego. T a nowa forma wodzostwa roz­
w i n ę ł a się ze w z o r ó w przywództwa plemiennego, które w okresie prekolumbij­
skim miało charakter dziedziczny. Indianie zaczęli w y b i e r a ć jednego wodza dla
wszystkich plemion araukańskich, wodza o znacznej władzy i uprawnieniach w y ­
łącznie na okres walk; po ich zakończeniu wygasała też władza przywódcy wojen­
nego. Zagrożenie zewnętrzne było w i ę c decydującym czynnikiem powstania i ukształ­
towania się silnej instytucji wodzostwa u Araukanów, acz n i e w ą t p l i w i e p e w n ą
rolę odegrały tu również czynniki w e w n ę t r z n e , wynikające z procesu rozpadu
ustroju rodowego i tworzenia się nowych plemiennych układów społecznych.
Następnie wygłoszony został referat mgr M. Posern-Zielińskiej i dr A. Posern-Zielińskiego (Poznań) pt. Przywódca
charyzmatyczny w indiańskich
ruchach społeczno-religijnych
Ameryki Północnej
i Południowej,
w którym autorzy przedsta­
wili etnograficzną analizę przywództwa charyzmatycznego w ruchach społeczno-religijnych Indian obu Ameryk w okresie od X V I do X X w. W referacie o m ó w i o ­
no mechanizmy, na skutek których powstają i funkcjonują ruchy społeczno-religijne, uwzględniając w ramach tych m e c h a n i z m ó w trzy ściśle ze sobą powiązane
czynniki, tj. kryzysową sytuację społeczno-kulturową i ekonomiczno-demograficzną,
powodującą niezadowolenie społeczne, następnie — pojawienie się przywódcy cha­
ryzmatycznego (mesjasza, proroka, wodza), który potrafi wykorzystać tę atmosferę

�KRONIKA

223

i skupić w o k ó ł siebie z w o l e n n i k ó w głoszonego przez siebie programu, i wreszcie —
mit, który może posłużyć przywódcy do sformułowania programu, mającego dopro­
wadzić do przezwyciężenia odczuwanych trudności.
Autorzy zaprezentowali takie ujęcie, które pozwoliło im na skonfrontowanie
materiału p o ł u d n i o w o - i północnoamerykańskiego, umożliwiło charakterystykę spe­
cyfiki indiańskiego przywództwa charyzmatycznego i doprowadziło do wysunięcia
sugestii odnośnie do korelacji między typem przywódcy a typem ruchu, przy
uwzględnieniu sytuacji kontekstu kulturowego i historycznego.
Z kolei dr B. Walendowska (Poznań) przedstawiła referat pt. Przywódca
sa­
kralny i jego społeczna rola w kręgu antylskim. Ze w z g l ę d u na różnorodność auto­
rytetów religijnych funkcjonujących w antylskich religiach synkretycznych ko­
niecznością było ustalenie ich hierarchii oraz zakresu w p ł y w ó w i sposobów ich od­
działywania na grupę kultową. Decydujący w p ł y w na to zróżnicowanie miał przede
wszystkim autorytet określonego przywódcy religijnego. Autorka rozpatrzyła cechy
tego przywódcy, jego doświadczenie, zasób wiadomości, inicjatywę, przenikliwość,
zdolności organizacyjne oraz podstawowe kryterium wydzielenia autorytetu, tj.
charyzmat religijny przywódcy, będący oznaką szczególnej siły, z a r ó w n o rodzącej,
jak i egzekwującej autorytet u innych.
Dr Walendowska za podstawę materiałową dla swych rozważań przyjęła haitański kult vodu, uzupełniając go do celów porównawczych analogicznymi przy­
kładami z innych antylskich religii synkretycznych.
Obrady przedpołudniowe zakończył komunikat dr E . Nowickiej (Warszawa)
pt. Rola Marcusa Garveya w kształtowaniu
się świadomości
rasowej
Murzynów
Ameryki
Północnej
i Środkowej,
w którym Autorka przedstawiając działalność
Murzyna M. Garveya dała przykład jeszcze jednego typu przywódcy o charakterze
społeczno-politycznym. Działał on od 1914 r. na Jamajce, w 1917 r. przeniósł się
do Nowego Yorku gromadząc w o k ó ł siebie wielu z w o l e n n i k ó w głoszonej idei.
Twierdził on mianowicie, że Afryka jest ojczyzną wszystkich Murzynów, którzy
w dążeniu do poprawy swego losu winni przede wszystkim w y z w o l i ć ojczyznę.
Deportowany w 1928 r. na Jamajkę, M. Garvey zmarł tam w 1940 r.
Obrady popołudniowe drugiego dnia V Etnograficznego Seminarium Amerykanistycznego zapoczątkował komunikat dr M. K u l i (Warszawa) — Antonio
Guiteras, przywódca
rewolucyjny,
omawiający 2-letnią działalność rewolucjonisty k u b a ń ­
skiego, który zamordowany został w maju 1935 r. przez wojska Batisty. Guiteras
głosił idee antyimperialistyczne, przeciwstawiając się dominacji S t a n ó w Zjedno­
czonych nad Kubą.
Następnie mgr J . Szemiński (Warszawa) wygłosił referat pt. Tupac Amaru —
ostatni władca Inków i pierwszy przywódca
chłopów, Z uwagi na brak materiałów,
na podstawie których można by opracować s y l w e t k ę Tupac Amaru jako przywódcy,,
referent g ł ó w n ą u w a g ę skoncentrował na kwestii ostatniego powstania Inków lub —
jak może je określić — pierwszego powstania chłopów peruwiańskich z k o ń c a
X V I I I w. pod wodzą tegoż przywódcy. Program powstania oraz jego przywódców
miał tylko jedną wspólną cechę z dawnymi, XVI-wiecznymi ruchami a n t y h i s z p a ń skimi, a mianowicie — odwołanie się do dawnej niepodległości, lepszych czasów
i prawowitości w ł a d z y Inków. W powstaniu tym po raz ostatni Inkowie wystąpili
jako zwarta grupa, tak jak i reszta szlachty indiańskiej, w czasie bowiem jego
trwania grupa ta została zniszczona bezpowrotnie. W toku powstania doszło do
identyfikacji tego co chłopskie, z tym co indiańskie, oraz tego co hiszpańskie, z tym
co oligarchiczne.

�224

KRONIKA

Ostatni referat — Radykalny przywódca
chłopski we współczesne}
Ameryce
Ła­
cińskiej,
w y g ł o s i ł mgr Z. M. Kowalewski. Zamierzeniem autora było scharaktery­
zowanie podstawowych w a r u n k ó w społecznych, które doprowadzają do ukonstytu­
owania się rozmaitych typów przywódców chłopskich we współczesnych formacjach
społecznych na terenie Ameryki Łacińskiej. Chodziło o typy przywództwa tradycjonalistycznego, reformistycznego, zredukalizowanego i rewolucyjnego. Mgr K o ­
walewski omówił te cztery typy przywództwa i stwierdził, iż w ruchu chłopskim,
w którym hegemoniczną pozycję uzyskuje chłopska armia powstańcza, powstaje kom­
pleksowa struktura przywództwa, przy dominującej roli przywództwa rewolucyjnego,
skupionego w partyzantce.
W czasie obrad w y w i ą z a ł a się ożywiona dyskusja, w której poruszono szereg pro­
b l e m ó w związanych z w y g ł o s z o n y m i referatami. Przedstawienie w pierwszej grupie
referatów społecznej funkcji ośrodków urbanistycznych w prekolumbijskich re­
gionach wysokich cywilizacji włączyło uczestników Seminarium w toczącą się od
lat dyskusję nad genezą i funkcją indiańskich „miast". Są one często traktowane
jako odbiegający od „typowości" przypadek, który zakłóca harmonijne schematy
rozwoju społecznego i skłania do rewizji poglądów na temat formowania się p a ń ­
stwa i jego ośrodków dyspozycyjnych.
Wielu dyskutantów w y p o w i e d z i a ł o się na temat problemów zawartych w dru­
giej grupie referatów, poświęconych analizie mechanizmu kształtowania się i funk­
cjonowania różnych typów przywódców kierujących grupami społecznymi, które
znajdują się w stadium walki o prawa i przywileje — społeczne, polityczne, et­
niczne, religijne, kulturowe i gospodarcze. Poszczególne opracowania — charakte­
ryzujące przywódcę sakralnego stojącego na czele synkretycznej sekty, przywódcę
charyzmatycznego sterującego ruchem społeczno-religijnym, przywódcę militarnego
kierującego zorganizowaną w a l k ą antykolonialną, indiańskiego przywódcę peru­
wiańskiego ruchu wyzwoleńczego, radykalnego przywódcę we współczesnych r u ­
chach chłopskich Ameryki Łacińskiej — umożliwiły zarówno pełniejsze zrozumienie
społecznej roli wybitnej jednostki w procesie przemian tradycyjnych struktur
społecznych w Ameryce Indiańskiej i Łacińskiej, jak i bardziej wszechstronną
dyskusję.
W czasie obrad odbyło się zebranie wyborcze członków Sekcji Amerykanistycznej P T L . W skład Zarządu Sekcji weszli przedstawiciele szeregu dyscyplin huma­
nistycznych z różnych ośrodków naukowych w Polsce, a prezesem ponownie wy­
brana została prof, dr M. Frankowska, która też zamknęła obrady podsumowując
całość konferencji i podkreślając jej znaczenie dla dalszego rozwoju polskiej amerykanistyki.
Wobec tragicznych w y d a r z e ń w Chile uczestnicy V Etnograficznego Semina­
rium Amerykanistycznego podjęli u c h w a ł ę o wystosowaniu do wszystkich amerykanistów świata apelu następującej treści:
„W związku z tragicznymi wydarzeniami, jakie mają miejsce w Chile od dnia
11 września 1973 г., uczestnicy V Etnograficznego Seminarium Amerykanistycznego
w Poznaniu wyrażają swój protest przeciwko polityce barbarzyńskiej represji antynarodowej i rasistowskiej junty wojskowej, której charakter ujawnia się szczegól­
nie wyraźnie na południu Chile w ludobójczej eksterminacji Indian Mapuche,
będących dziedzicami najstarszych tradycji w o l n o ś c i o w y c h na kontynencie amery­
kańskim.
Zwracamy się do amerykanistów całego świata o kierowanie protestów w tej
sprawie na ręce Sekretarza Generalnego pana Kurta Waldheima, aby swoim auto­
rytetem, przy użyciu wszystkich dostępnych środków, położył kres ludobójstwu,
którego dokonuje junta wojskowa w Chile.

�225

KRONIKA

Zwracamy się do amerykanistów całego świata o wykorzystanie wiedzy nau­
kowej i podjęcie wszelkich możliwych działań w obronie ludu chilijskiego, w obro­
nie Indian Mapuche".
*
Apel ten przesłany został m. in. także do czasopism „America Indígena" i „Current Antropology".
Maria
WIELOASPEKTOWE
VI

UJĘCIE P R O B L E M A T Y K I

Paradowska

GMINY

seminarium Ośrodka Badań Naukowych im. W. Kętrzyńskiego w Olsztynie
w dniach 6-8 czerwca 1974 roku w ośrodku Z H P w Waszecie

Seminarium przygotowane przez Komisję Etnograficzno-Socjologiczną OBN-u
miało na celu ukazanie najważniejszych spraw wsi związanych z organizacją i fun­
kcjonowaniem gminy po reformie administracyjnej. W wygłoszonych referatach
i komunikatach (socjologicznych, ekonomicznych, demograficznych, etnograficznych)
ujmujących problematykę gminy z różnych punktów widzenia można było zaobser­
w o w a ć dwa nurty: nurt rozważań modelowych oraz rozważań empirycznych. Zasy­
gnalizowanie wielu problemów świadczy o ż y w y m zainteresowaniu ludzi nauki
aktualnymi problemami wsi polskiej. Nie minęły jeszcze dwa lata od momentu
wprowadzenia w życie reformy administracyjnej na wsi, a już przeprowadzono
wstępne badania nad nowo utworzonymi gminami. Na seminarium omawiano spo­
łeczne i gospodarcze funkcje gminy, problemy demograficzne oraz sprawy związane
z kulturą i oświatą w gminie. Opierano się na charakterystycznych cechach robo­
czego modelu gminy, który służył za punkt wyjścia do porównań z rzeczywistymi
cechami gminy. Z mechanizmem działania gminy można jednak zapoznać się do­
kładnie dopiero po konfrontacji danych z różnych okresów. Uzyskane wyniki mają
doprowadzić do stworzenia takich modeli gminy, które umożliwią wprowadzenie
korzystnych zmian w jej funkcjonowaniu.
Referaty i komunikaty miały charakter informacyjny i postulatywny, zabrakło
referatów poświęconych wyjaśnieniu prawnych aspektów ustawy. Różnymi drogami
próbowano dojść do jednego celu: do utworzenia w przyszłości realnych i pożytecz­
nych w a r i a n t ó w modelu gminy uwzględniających warunki lokalne. V/ niektórych
referatach przedstawiono wyniki konfrontacji rzeczywistości z modelem roboczym,
w innych z kolei wyniki analizy rzeczywistej organizacji i funkcjonowania gminy.
Gmina była traktowana jako społeczność ponadlokalna grupująca wsie — spo­
łeczności lokalne. Gmina posiada status prawny, tworzy system organizacyjny
władzy. Powinna być organizatorem życia gospodarczego i kulturalnego zgrupowa­
nych w jej ramach wsi oraz stanowić zwarty system, w którym podstawowe funkcje
realizowane byłyby przy pomocy miejscowego aktywu. Działanie zaś instytucji
i organizacji w gminie winno być skierowane na zaspokojenie miejscowych potrzeb.
Doc. dr hab W a c ł a w Piotrowski w referacie pt. Procesy kształtowania
się
ponadlokalnej społeczności
gminy scharakteryzował w i e ś jako kategorię socjologicz­
ną. Ukazał zasady organizacji gromady. Przedstawił zmiany zachodzące w społecz­
nościach wioskowych. Stwierdził, że tradycyjne społeczności wiejskie jako takie
zanikają. Wieś jako suma indywidualnych gospodarstw włączona została w makrostrukturę. Gospodarstwa wiejskie są ściśle powiązane z instytucjami i organizacjami
lokalnymi, które są agendami instytucji i organizacji ponadlokalnych i centralnych.
Podporządkowanie gospodarstw społeczności globalnej spowodowało zanik „ w i e j 15 — E t n o g r a f i a P o l b k a , X I X / 2

�226

KRONIKA

skości". Autor w swoich rozważaniach zastanawiał się, czy w ramach innych ukła­
dów, tzn. nowo utworzonych gmin, może nastąpić integracja? W swoich rozważa­
niach doszedł do wniosku, że realizacja podstawowych funkcji gminy powinna
odbywać się w oparciu o miejscowy aktyw. Działanie gminy powinno być skierowa­
ne na zaspokojenie miejscowych potrzeb. W tym celu należy zwrócić szczególną
u w a g ę na integrację działań w układzie poziomym, a nie jak do tej pory w układzie
pionowym.
Uzupełnieniem teoretycznych rozważań doc. dr hab. W. Piotrowskiego były
komunikaty przedstawiające wyniki wstępnych badań nad niektórymi problemami
gmin woj. łódzkiego. Omówiono miejsce i rolę wsi gminnej w układzie osadniczym
gminy (mgr Jan Jogusiak), przedstawiono integracyjne funkcje bieżących planów
społeczno-gospodarczych w gminie (mgr P a w e ł Starosta) oraz organizacyjne i spo­
łeczne problemy wdrażania gminnego systemu władzy i administracji (mgr Andrzej
Pilichowski).
Koncepcję badań nad gminami Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa P A N przed­
stawił prof, dr Dyzma Gałaj. Badania nad gminami stanowią fragment badań
0 charakterze interdyscyplinarnym do tematu: „Podstawy technicznej i społeczno-ekonomicznej rekonstrukcji wsi i rolnictwa w Polsce". Zebrany materiał ma za
zadanie ukazać przeobrażenia zachodzące w strukturze społecznej wsi i w rolnictwie
na tle zmian w siłach wytwórczych i w ustroju agrarnym w Polsce oraz przeobra­
żenia w świadomości i postawach ludności wiejskiej i miejskiej. Badania nad
gminami mają na celu uzyskanie danych empirycznych o konkretyzacji i stopniu
realizacji ogólnych założeń programowych państwa w dziedzinie socjalistycznej
przebudowy wsi i rolnictwa na szczeblu gminy. Szukają odpowiedzi na pytanie,
w jakim stopniu naczelnicy gmin oraz urzędy, organizacje i instytucje kierują
procesami rekonstrukcji rolnictwa w Polsce. Zebrany materiał będzie służył poznaniu
ich udziału w przybliżaniu do socjalistycznych wzorów. Przedstawiane będą okre­
sowe oceny sytuacji oraz tendencji zmian. K o ń c o w y m efektem stanie się opracowa­
nie monografii gminy w Polsce.
W badaniach gmina będzie traktowana z jednej strony jako przedmiot, z drugiej
zaś jako teren badawczy dla różnych grup tematycznych wchodzących w skład
problemu w ę z ł o w e g o I R W i R - u . Gminy jako forma administracji p a ń s t w o w e j na
określonym terenie obejmują względnie jednorodne zbiorowości ukształtowane przez
tradycję. Istota organizacji wszystkich gmin jest taka sama, jednak różnią je takie
cechy, jak warunki geograficzne, wydarzenia historyczne, cechy
demograficzne
1 ekonomiczne. Badania nad wybranymi gminami pozwolą na uchwycenie podstawo­
wych procesów zachodzących we wszystkich gminach w Polsce. Uzyska się dane
do utworzenia modeli gmin. Opracowana w przyszłości monografia gmin w Polsce
będzie obejmowała:
— plan społeczno-gospodarczego rozwoju gminy jako czynnik induktorekonstrukcji wsi,
— strukturę organizacyjną państwa na szczeblu gminy,
— poglądy ludności wiejskiej na temat funkcjonowania urzędu gminnego, instytucji
i organizacji,
— treść i formy współpracy naczelnika urzędu z organizacjami i instytucjami na
terenie gminy,
— kształtowanie się przestrzennego, społeczno-gospodarczego i kulturalnego obrazu
gminy na podstawie prognozy do 1999 r.
Efektem w s t ę p n y c h badań b y ł referat dr Eugenii Jagiełło-Łysiowej na temat
koncepcji gminnego ośrodka kultury oraz komunikat mgr Marii Halamskiej oma-

�227

KRONIKA

wiający trudności napotykane przez naczelnika gminy podczas jego pracy. Referat
dr E . Łysiowej zawierał wiele cennych myśli inspirujących program pracy gminnego
ośrodka kultury, który powinien być ściśle związany ze środowiskiem. Działalność
jego powinna opierać się na inwencji przedstawicieli społeczności oraz być zaakcep­
towana przez odbiorcę. W programowaniu działalności ośrodka kultury należałoby
uwzględnić charakterystyczne cechy regionu.
Dopełnieniem obrazu gminy w Polsce były referaty i komunikaty omawiające
problemy gmin w woj. olsztyńskim. Omówiono społeczne i gospodarcze funkcje
ośrodków gminnych (dr Henryk Dąbrowski) oraz ich perspektywy ze szczególnym
zwróceniem uwagi na udział gospodarki uspołecznionej w nowej organizacji wsi
(dr Jerzy Suchta). Z sytuacją demograficzną mieszkańców gmin woj. olsztyńskiego
zapoznał doc. dr Mikołaj Latuch. Doc. dr Anna Szyfer przedstawiła na podstawie
w y n i k ó w badań terenowych w gminie Ryn sprawę integracji kulturowej poprzez
uczestnictwo jednostek w życiu społecznym.
Na seminarium poruszono wiele problemów, jednak mało uwagi poświęcono
kulturze w gminie. Jest to wyraźną w s k a z ó w k ą dla etnografów, aby czynnie włączyli
się do badań nad kulturą w gminie oraz wykorzystując istniejące dane pomagali
w organizowaniu życia kulturalnego na wsi.
Małgorzata

ETNOGRAFIA W PRACACH
I N F O R M A C J I N A U K SPOŁECZNYCH

INSTYTUTU

AN

Orlewicz

ZSRR

1

Działalność Instytutu winna wzbudzić zainteresowanie w związku z przygo­
towaną tam informacją bibliograficzną i poszerzoną informacją o treści publikacji
naukowych. Pragnę zwrócić uwagę, że jest to informacja nie tylko o pracach nauko­
wych publikowanych w Z S R R i pozostałych krajach obozu socjalizmu, ale również
w innych państwach świata. Korzystający z wydawnictw Instytutu otrzymuje zatem
stosunkowo pełny, uporządkowany przegląd światowej literatury z interesującej
go dziedziny wiedzy .
Instytut Informacji Nauk Społecznych A N Z S R R (Institut Informacji
po
Obszczestwiennym Naukam, Moskwa, ul. Frunze 11) utworzony został w roku 1969'
na podstawie zbiorów i zespołu pracowników działającego od roku 1918 Biblioteki
2

1

Notatkę przygotowano dzięki informacjom uzyskanym w Instytucie Informacji
Nauk Społecznych A N Z S R R w czasie pobytu naukowego w Z S R R w 1974 roku.
Przy okazji warto w s p o m n i e ć o informacji dotyczącej prac nieopublikowanych:
sprawozdań z zakończonych prac badawczych, opracowaniach analityczno-syntetycznych i obronionych pracach doktorskich oraz habilitacyjnych z krajów należących
do Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej, przygotowywanej przez Międzynarodowe
Centrum Informacji Naukowej i Technicznej (Mieżdunarodnyj Centr Naucznoj
i Tiechniczeskoj Informacii, Moskwa, ul. Kuusinena 21b). Ośrodek ten zbiera dane
za pośrednictwem centrów informacji naukowej w poszczególnych krajach człon­
kowskich R W P G i publikuje w „Sprawozdaniach z Prac Naukowo-Badawczych"
(Riefieratiwnyj sbornik nauczno—issliedowatielskich rabot), otrzymywany przez nie­
które biblioteki i ośrodki informacji naukowej w Polsce. Dane o pracach etnogra­
ficznych zamieszczane są w serii I „Sprawozdań
wydawanej od roku 1972 i z a ­
wierającej ponadto informacje o działalności badawczej w zakresie historii, filozofii,
socjologii, psychologii i innych nauk społecznych.
2

�228

KRONIKA

Podstawowej Nauk Społecznych (Fundamientalnaja Błbliotieka po Obszczestwiennym Naukam). Obecnie obok biblioteki, chroniącej ponad piąć milionów w o l u m i n ó w ,
w strukturze Instytutu pracują oddziały informacji i dokumentacji naukowej wy­
specjalizowane w poszczególnych dziedzinach wiedzy lub terytoriach: historii,
filozofii i socjologii, komunizmu naukowego, ekonomii, państwa i prawa, literaturo­
znawstwa, językoznawstwa, naukoznawstwa, krajów socjalistycznych oraz Azji
i Afryki.
Niezwykle pożytecznymi a jednocześnie g ł ó w n y m i wydawnictwami Instytutu są
biuletyny bibliograficzne z poszczególnych dziedzin wiedzy — „Nowaja ... litieratura
po
wychodzące co miesiąc, oraz sprawozdania z o m ó w i e n i a m i treści publikacji
naukowych: „Riefieratiwnyje żurnały", ukazujące się jako kwartalniki. Zarówno
biuletyny, jak i sprawozdania wydawane są -w dwóch seriach. Pierwsza z nich
poświęcona jest literaturze radzieckiej, druga literaturze pozaradzieckiej. Informacje
0 literaturze etnograficznej zawarte są w sprawozdaniach i biuletynach bibliogra­
ficznych poświęconych naukom historycznym: „Riefieratiwnyj żurnał. Obszczestwiennyje nauki w SSSR. Sierija V. Istorija", „Riefieratiwnyj żurnał. Obszcziestwiennyje
nauki za rubieżom. Sierija V. Istorija", „Nowaja sowieckaja litieratura po istorii,
archieołogii i etnografii" oraz „Nowaja inostrannaja litieratura po istorii, a r chieołogii i etnografii". Etnografów mogą oczywiście zainteresować także niektóre
inne serie biuletynów i sprawozdań, m. in. filozofia i socjologia, orientalistyka
1 afrykanistyka. Instytut wydaje ponadto bibliografie tematyczne i tematyczne
zbiory sprawozdań z literatury (Riefieratiwnyje tiematiczeskije sborniki).
Biuletyny bibliograficzne „Nowaja ... litieratura po istorii, archieołogii i etno­
grafii" dostarczają bieżących informacji o książkach i artykułach i zawierają, obok
podstawowych danych bibliograficznych, kilkuzdaniowe adnotacje o treści pracy.
Każdy z b i u l e t y n ó w serii poświęconej naukom historycznym przynosi co miesiąc
informację o kilkudziesięciu pracach etnograficznych, uporządkowanych w działach
tematycznych i geograficznych. Przygotowywane są one na podstawie kwerendy
literatury w bibliotece Instytutu oraz w innych bibliotekach naukowych Moskwy
i informują o wszystkich nowo ukazujących się pracach radzieckich i dużej części
zagranicznych.
Sprawozdania „Riefieratiwnyje żurnały. Sierija V . Istorija" wychodzą od
roku 1972 i zawierają w każdym z k w a r t a l n i k ó w kilka dwu-, trzystronicowych
o m ó w i e ń książek z zakresu etnografii. Możliwość przekazania o m ó w i e ń tylko ok. 5%
publikacji pomieszczonych w biuletynach zmusza do selekcji — wyboru do sprawo*
zdań prac uznanych przez specjalistów za w a ż n e i posiadających walor dyskusyj­
ności. Autorami sprawozdań z literatury są pracownicy Instytutu oraz referenci
z zewnątrz, niekiedy autorzy omawianych prac. Współpracuje ich z Instytutem
ponad trzystu.
Biuletyny bibliograficzne Instytutu docierają do niektórych naszych w a ż n i e j ­
szych bibliotek naukowych, przy czym są to biuletyny z serii poświęconej literaturze
radzieckiej. „Riefieratiwnyje żurnały", również wyłącznie dotyczące nauk społecz­
nych w Z S R R , przysyłane są, jak dotąd, tylko do trzech bibliotek polskich: Biblio­
teki Narodowej, Biblioteki P A N oraz Ośrodka Dokumentacji i Informacji Nauko­
wej P A N . Duża przydatność, wręcz niezbędność wydawnictw Instytutu w warsztacie
naukowym wymaga, aby obie serie b i u l e t y n ó w i sprawozdań, zarówno radziecka,
jak i pozaradziecka, sprowadzane były do wszystkich naszych w i ę k s z y c h bibliotek
naukowych i ośrodków dokumentacji i informacji naukowej.
Zbigniew

Jasiewicz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9575" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9553">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ecaecf8e4d2a39f6f5ab8a26ee3bde7d.pdf</src>
        <authentication>db8ca073e2a967c24b51de8fbcb5f406</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114003">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:864</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114004">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114005">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:795</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114006">
                <text>Artykuły recenzyjne i recenzje / ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114007">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.2, s.229-287</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114008">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114009">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114010">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114011">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114012">
                <text>A R T Y K U Ł Y

R E C E N Z Y J N E

I

R E C E N Z J E

„Etnografia Polska", t. X I X z. 2

LECH

M R Ó Z

N I E P R Z E S K O C Z Y S Z WŁASNEGO
Recenzja z książki: Jan Yoors, Cyganie,

CIENIA

Kraków 1973, Wyd. L i t .

Cyganie Yoorsa są książką unikalną nie tylko w literaturze cyganologicznej,
jest to rzetelna, ujęta w formę retrospektywnej opowieści relacja z kilkuletniego
przebywania autora m i ę d z y Cyganami. Opowieść dotyczy nie którejś z grup osiadłych,
ale Cyganów Lowari, w ę d r o w n y c h , przywiązanych do tradycji i niechętnych bliższym
kontaktom z innymi ludźmi. By zrozumieć, jak głęboko w n i k n ą ł w ich sprawy
i życie, należy cofnąć się do początków tej historii.
Jan Yoors jest z pochodzenia Belgiem, ale rodzina prezentowała charakter dość
kosmopolityczny. Ojciec jego, malarz, spędził wiele lat w Hiszpanii, w Andaluzji,
i Cyganie, którzy są tam liczni, stanowili jeden z stałych m o t y w ó w jego twórczości
i tematów opowieści. Atmosfera w domu, pobyty z rodzicami za granicą sprawiły,
że od młodych lat posługiwał się swobodnie kilkoma językami. To spowodowało,
że — jak pisze — nie czuł przywiązania do żadnego z nich, jak i do określonego
kraju. W domu stale przebywali artyści, pisarze, uczniowie ojca; Jan Yoors w y ­
c h o w y w a ł się w atmosferze wolności poglądów, poszanowania dla cudzego zdania
i fascynacji Cyganami, którzy często bywali przedmiotem rozmowy — ich swoboda
i ruchliwość były, jeśli nie wzorem, to przedmiotem zazdrości lub choćby uwagi
bohemy zbierającej się w domu Yoorsów. Nic w i ę c dziwnego, że od najmłodszych
lat ciągnęło go do Cyganów.
Kiedyś. — gdy miał dwanaście lat — do miasta przybył tabor Cyganów roz­
bijając na peryferiach obóz. Poszedł popatrzeć na nich. Na wejście do obozowiska
nikt początkowo nie zareagował, pierwsze były dzieci — jego rówieśnicy; to one
wprowadziły go do społeczności. Wchodząc na teren obozu nie planował — jak
pisze — pozostać z Cyganami, ale zbliżała się noc, a gdy rano obudził się, Cyganie
zwijali namioty i przygotowywali się do drogi; wkrótce ruszyli dalej, Yoors po­
jechał z nimi.
Dopiero po kilku miesiącach, późną jesienią, przejeżdżali Cyganie powtórnie
w pobliżu miasta, gdzie mieszkał. Wtedy dopiero odwiedził rodziców: „Wracałem
do rodzinnego domu po sześciomiesięcznej prawie nieobecności z poczuciem, jakbym
całe (dotychczasowe) życie spędził poza domem [...J dość w y z y w a j ą c o uwydatni­
łem [...] fakt, że była to ucieczka z Cyganami. Z rzadko spotykaną przenikliwością
i rozumem odparli [rodzice], że było to powodem ich wielkiego zmartwienia, gdyż
kochają mnie, tym niemniej pragną uszanować moją osobistą decyzję, a także
ufają, że wiem, czego chcę, nawet przy moich dwunastu latach [...] Ojciec m ó j
dodał, że od dawna miał nadzieję, iż zostanę jak on artystą; ale jeśli w o l ę zostać
członkiem taboru koczowników, życzy sobie, by decyzja w tej sprawie całkowicie
należała do mnie" (s. 59). Wiosną z n ó w wyruszył i od tej pory przez wiele lat
w ę d r o w a ł z Cyganami, jedynie w zimie opuszczając czasami tabor.

�230

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

Gdy podczas w ę d r ó w k i , w tym początkowym okresie, zginął przejechany przez
samochód przyjaciel autora, Pucyna — którego rodzina przygarnęła go do swojego
wozu, Yoors zajął miejsce Pucyny, otrzymał jego imię, został przyjęty do rodziny.
Od tego czasu stał się jednym z Cyganów, przestał być traktowany jak Gadżo
(nie-Cygan), uznany został za członka społeczności. Pulika, przybrany ojciec Jana
Yoorsa, m a w i a ł : „te ne khuczos perdal czo uszalin" — „nie usiłuj przeskoczyć
w ł a s n e g o cienia"; dzięki wyrozumiałości rodziców i ich poszanowaniu decyzji dwu­
nastoletniego młodego człowieka oraz dzięki mądrości przybranego ojca — Puliki,
Yoors przeskoczył swój cień. Na całe lata przestał być Gadżem-Europejczykiem,
stał się — mimo jasnych w ł o s ó w i oczu — egzotycznym Romem, przybyszem z Indii.
Dopiero wojna, rozproszenie taboru przez N i e m c ó w i aresztowania oderwały go od
tych, którzy stali się dla niego na długo jedyną rodziną i z którymi w ciągu kilku
lat przemierzył całą Europę od Hiszpanii po Bałkany i od Włoch po Polskę.
Cyganie Yoorsa to nie tylko relacja z podróży, to także studium cygańskiej
obyczajowości i praw rządzących społecznością, to studium życia i osobowości,
mentalności i cygańskiego spojrzenia na mijane społeczności ludzi osiadłych, a cza­
sami oskarżenie tych społeczności, ich stosunku do Cyganów i nietolerancji. Jego
informacje i opisy cygańskiego życia są zdementowaniem fałszywych opinii, jakich
sporo zawartych jest w literaturze i wiedzy potocznej, ukazaniem fałszu stereoty­
p ó w i mądrości narodu, który skazany w ł a s n ą decyzją i sytuacją na życie w ę d r o w n e
wszystko robi, by nie stracić osobowości. Wędrówka z nimi, życie życiem Cygana
umożliwiły Yoorsowi zaznanie radości, jaką daje posuwanie się przed siebie, szeroka
przestrzeń, noce pod gołym niebem i poznawanie nowych ludzi i nowych miejsc.
Czasami, gdy żal było opuszczać okolice, które swoim pięknem zachęcały do pozos­
tania dłużej, gdy jeszcze odzywały się cechy osiadłego Gadża, Rupa — przybrana
matka — „strofowała mnie w opryskliwy sposób. Powiadała, że tracąc je, tym
bardziej będę pielęgnował wspomnienie tego miejsca z tkliwością, jaką zachowuje­
my dla pragnień, których nie zaspokoiliśmy całkowicie, powiadała też, że i j a
z czasem nauczę się w pełni i namiętnie korzystać z każdej pojedynczej przemija­
jącej chwili, nie odczuwając potem żalu" (s. 50).
Nade wszystko jednak interesująca jest z Cyganach widoczna stała konfrontacja
i ścieranie się dwóch psychik, dwóch ś w i a t ó w — cygańskiego i gadżowskiego;
studium postaw i sposobu myślenia, co, może czasami nawet niezamierzenie przez
autora, wynika z jego opisów i relacji. Yoors pisze o cygańskiej kulturze, insty­
tucjach i zasadach organizacji rodziny, organizacji życia, o zwyczajach; w dalszej
części mojej relacji zajmę się jednak bliżej stylem i filozofią życia Cyganów, i tym,
jak widzą Cyganie Gadżów — to bowiem wydaje mi się w książce najcenniejsze
i wyróżniające ją w literaturze cyganologicznej.
Prócz samej egzotyki grupy najbardziej uderzały autora książki reakcje i za­
chowania towarzyszy wędrówki, świadczące o ich wrażliwości i delikatności w sto­
sunkach między sobą. Zwracała też u w a g ę zupełna zmiana, gdy przychodziło do
zetknięcia z nie-Cyganami. Uderzała głębokość odczuć przy jednoczesnej skąpej
formie wyrażania ich — coś, co tak różniło znanych mu Cyganów od społeczeństwa,
w jakim w y c h o w y w a ł się do tej pory. Pompatyczność i powierzchowność reakcji,
ostentacja w stosunkach Gadżów między sobą uderzały i śmieszyły Cyganów n a j ­
bardziej, dostrzegali bowiem rozbieżność między bogatą formą i płytkością kryjącego
się za nią zaangażowania w e w n ę t r z n e g o . Dla Rom szacunek dla kogoś, poszanowanie
osobowości to przede wszystkim daleko posunięta uprzejmość i powstrzymanie swej
chęci podpatrywania czy wtrącania się w życie innych ludzi. Z tej delikatności
i poszanowania cudzych spraw w y n i k a ł o szereg norm regulujących życie społeczne,
zabraniających zbyt wścibskiego interesowania się innymi. Poszanowanie w ł a s n e j

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

231

osobowości idzie w parze z uczciwością w stosunkach w e w n ę t r z n y c h pomiędzy po­
szczególnymi osobami czy rodzinami. Kradzież, oszustwo wewnątrz grupy, nielojal­
ność są surowo piętnowane.
Nie do wszystkich ludzi odnoszą się surowe kanony współżycia, jedynie do
Rom. Z Gadżami można postępować inaczej, tak dziwny jest ich świat, tak śmieszne
namiętności, że człowiek wędrujący, który wiele widzi i w różnych znajduje się
sytuacjach, który ma możność porównywania — czyli Rom — nie może traktować
ich poważnie, mimo siły, którą dysponują i przy pomocy której potrafią zmusić
także R o m ó w do uległości.
Tak jak Gadżowie nie znali życia i kultury Cyganów, tak i Romom obca była
kultura europejska — filozofia i życie Gadżów. To, z czym najczęściej mieli do
czynienia, ograniczało się do brudu i nieprawości marginesu społecznego. Do osób,
które oczekiwały usług wróżbiarskich, obnażając swoje wnętrze pełne niepowodzeń
i żądz, zawiści i strachu, braku spokoju i równowagi; wnętrze ludzi, którzy — w od­
różnieniu od Rom — dysponowali rozwiniętą techniką, ale wnętrze posiadali
nikczemne. Policjantów i urzędników, którzy występując w imieniu prawa sami go
nadużywali, śmiesznych etnografów czy innych miłośników, poszukujących sensacji
i wypisujących sensacyjne informacje, zabawnych misjonarzy kupczących religią
i życiem wiecznym, występujących w imieniu kogoś, o kim w ogóle nie wiedzieli,
czy istnieje, zdziecinniałych paniuś z twarzystw dobroczynnych, traktujących R o m ó w
jak krnąbrne dzieci. Czy ten rodzaj znajomości, poznanie tych stron życia Gadżów
m o g ł y inaczej nastawić Cyganów? Dlatego nie należy, zdaniem opisywanych Ro­
m ó w , traktować Gadżów tak jak swoich, dlatego można zakpić sobie czasami z ludzi,
którzy, śmieszni i prymitywni — zdaniem R o m ó w — w odczuciach, nie zdają sobie
nawet ze swojej śmieszności sprawy.
Niekiedy Cyganie sami prowokowali kontakt z Gadżami, zapraszali ich do
ogniska czy obozu, siadali wokół i opowiadali naiwnemu słuchaczowi niesamowite
i nieprawdziwe historyjki. Komedia grana była poważnie, uśmiech nie zagościł na
twarzach Romów, jedynie może większa nonszalancja i rozmowność mogły wskazać
na mistyfikację. Nieświadom swojej śmieszności odchodził Gadżo urzeczony, kol­
portując dalej zasłyszane opowieści. W ten sposób doszło do tak dużej ilości fan­
tastycznych informacji o rzekomych cygańskich zwyczajach — dzikości, kanibalizmie;
powtarzane potem przez innych coraz szerszy zataczały krąg, coraz bardziej fał­
szując obraz rzeczywistej wiedzy. Było to zgodne chyba z intencjami Romów, aletakże stało się pożywką dla różnych uprzedzeń, rasowych przesądów i stereotypów —
co nieraz odbijało się niekorzystnie i na samych Cyganach; ale tej konsekwencji
żartu chyba nie przewidzieli.
Gdy jednak w grę wchodzi faktyczna obrona interesów, niechęć do ujawnienia
swojej kultury wobec dociekliwości i prób poznania przez Gadżów, wtedy żart
przeradza się w zorganizowany, sprawny mechanizm, który nie pozwala przekroczyć
bariery podziału. Yoors podaje przykład, w jaki sposób zostały zniweczone usiło­
wania przybyłych z zamiarem przeprowadzenia badań w taborze antropologów:
„Rom udawali, że niczym dzieci pełni są podziwu dla nich, a także dla wszystkich
przedmiotów, jakie posiadali — takich jak buty, odzież, zegarki, okulary, pierścionki.
Następnie zadawali im nie kończące się i szczegółowe pytania dotyczące tych
przedmiotów [...] Indagację tę skwapliwie przeprowadzało kilku Cyganów na zmianę,
powtarzając wielokrotnie to samo pytanie. Gadżowie chętnie odpowiadali uszczęśli­
wieni, iż tak ł a t w o i szybko zdołali nawiązać pierwszy kontakt badawczy [...] Pod­
danie wścibskich Gadżów takim kilkugodzinnym nieprzerwanym zabiegom nużyło
ich, ale zarazem też napełniało zadowoleniem do czasu, aż zorientowali się, że im
samym uniemożliwiono w ten sposób zadawanie jakichkolwiek pytań. Gdy wrócili,

�232

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

by podjąć zapoczątkowany już kontakt, na miejscu przekonali się, że Cyganie
tymczasem wcześniej odjechali" (s. 72).
Staranność i precyzja w ukrywaniu prawdy widoczna jest i w rozmowach
z przedstawicielami władz i administracji. Różne, często sprzeczne wypowiedzi
poszczególnych członków grupy czy nawet tego samego Cygana prowadzą po pewnym
czasie do zupełnego ogłupienia urzędnika, który nie wie, skąd Cyganie przybyli,
dokąd chcą się udać, czym się zajmują, ile osób liczy tabor. Wykazywanie zaś
Cyganom niekonsekwencji nie peszy ich bynajmniej ani nie w p ł y w a na zmianę
sposobu rozmowy, bowiem — jak m ó w i ą — „czaczimo Romano" — prawda wy­
rażona jest w języku Romani. Przymuszając Cyganów, by m ó w i l i w obcym języku,
sami Gadże są sprawcami kłamstw.
Niemożność porozumienia się nie jest regułą; jeżeli kontakt dotyczy spraw
handlowych czy uzależnione jest od niego uzyskanie przez Cyganów paszportu,
zgody na pobyt lub uprawianie działalności handlowej, przebiega on przy budującej
zgodzie i rzetelności w wykonaniu umowy. To także zrozumiałe, bowiem „maj
miszto les o thud katar i gurumni kaj tordżot" (łatwiej jest doić krowę, która stoi
spokojnie), po co w i ę c drażnić Gadża; ta pozorna niekonsekwencja jest faktycznie
tylko inną formą realizacji filozofii życia. Podobna zgodność emanuje z Cyganów
często także w czasie kontaktów z misjonarzami. Jeżeli w zamian za zgodę wstąpienia
do Kościoła można uzyskać materialną pomoc, sprawa wydaje się oczywista, ale
niekiedy pozwalają sobie na zrobienie po prostu przyjemności człowiekowi, któremu
na tym bardzo zależy. Kardynał belgijski Mercier, zaprzyjaźniwszy się z grupą
Cyganów, zaproponował im udzielenie ślubów zgodnie z liturgią Kościoła Katolic­
kiego i nadanie w ten sposób ich rodzinnym stosunkom pozbawionej grzechu formy.
Zorganizowano wielkie uroczystości w bazylice w Koekelbergh, podczas których
udzielono Cyganom ślubów, „bardzo uszczęśliwiliśmy kardynała" — m ó w i ł ze
śmiechem Pulika opowiadając Yoorsowi przebieg uroczystości.
Czy należy się dziwić Cyganom, że Gadże często w y d a j ą się im śmieszni przez
chęć narzucenia swojej woli, chęć dominacji, dufne przekonanie o uniwersalności
i walorach swojej kultury, swoich instytucji, organizacji, techniki i sposobu życia,
przez nieuznawanie w a l o r ó w i brak szacunku dla innych kultur. Rozwinięta tech­
nika wielokroć już w historii cywilizacji prowadziła do pogardy dla kultury i dla
subtelności życia, do agresji i wyniszczenia innych w z o r ó w myślenia.
Cygańska ocena Gadżów była dość jednoznaczna. Nie spodziewali się niczego
prócz niechęci, żadnej zmiany. Swego świata bronili barierą ruchliwości i stałej
pamięci o podziale na R o m ó w i Gadżów, „Nie oczekiwali niczego od świata, który
nie był ich światem, i z logiczną konsekwencją nie poddawali się nigdy pokusie na­
dziei" (s. 173).
Przejawem tej agresywności i gadżowskiej chęci dominacji jest zakreślanie
granic, nakładanie różnych rygorów i zakazów, jako etapu poprzedzającego dalszą
ekspansję i jako obrony przed ekspansją. Dlatego dla w ę d r o w n y c h Cyganów systemy
polityczne są jedynie odzwierciedleniem obsesji Gadżów opętanych żądzą gromadze­
nia dóbr materialnych, która z biegiem czasu czyni zawsze z ludzi niewolników.
Normalny, zdrowo myślący Rom nie przywiązywał zupełnie wagi do posiadania
sprzętów, stroju itd. Wielu piszących o Cyganach zwraca u w a g ę na niechlujstwo
ich stroju, noszenie postrzępionych i podartych ubrań. Można zrozumieć to właśnie
w świetle powyższej cechy. Dlatego często kupiwszy najmodniejsze ubranie Cygan
śpi w nim, pracuje, je, tak że wkrótce doprowadza je do stanu „trwałej ruiny",
póki zniszczenie nie każe pomyśleć o nowszym; wartość bowiem życia nie leży
w jego zewnętrznych cechach czy atrybutach, ale w niewyrażalnej głębi. To nie-

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

233

dostrzeganie zewnętrznych form i brak potrzeby podkreślania ich były dla Yoorsa
jedną z bardziej zaskakujących cech w początkach jego cygańskiego życia.
Sytuacja Cyganów, niemożność pogodzenia ich życia z procesami, jakie w y ­
stępują w kulturze i historii narodów Europy, jest zasadniczą niemożnością pogo­
dzenia odmiennych światopoglądów i odmiennych filozofii — z jednej strony spo­
łeczności nastawionej na ruch i płynność, a z drugiej zamkniętych, stabilnych
społeczności Gadżów. Dla Cyganów, zwłaszcza tych mniej zeuropeizowanych, życie
jest stałym ruchem, stałym przepływem: „Któregoś dnia przed zmierzchem zo­
baczyłem, jak stary Bidżika pogrążony w myślach nachyla się nad paroma kałużami
pozostałymi po deszczu, który spadł poprzedniego dnia. Swoją ciężką laską, i n ­
krustowaną srebrem, robił rowek z jednej kałuży do drugiej. Kiedy po pewnym
czasie podniósł do góry głowę i ujrzał, że patrzę, rozbawiony tym i zdziwiony po­
wiedział po prostu: «То, co dzieli, jest złem, a to, co łączy, wiąże, płynie, jest do­
brem. Życie jest przepływem, dialogiem, a śmierć izolacją, oddzieleniem, prowadzi
do chaosu, a następnie do rozkładu». S ł o w a te Bidżika wypowiedział bezwiednie,
niczym uwagę, że mamy bardzo upalny dzień. Zdanie to nie padło po to, by pouczać,
przekonywać o głębi spostrzeżenia czy też mądrości wypowiadającego je" (s. 227).
Życie Gadżów jest dla Cygana życiem bezbarwnym i nieprawdziwym, „jest leżeniem
na jednym boku przez całe życie". Nietolerancja, agresywność, chęć dominacji i po­
siadania nie pozwalają zwrócić uwagi na radosne, na prawdziwe piękno życia;
nie pozwalają po prostu — z punktu widzenia R o m ó w — żyć. Ten charakter życia
Gadżów nie wykształca w nich cierpliwości i umiejętnego znoszenia przeciwności,
jakie niesie życie, nie uodparnia ich. Brakuje im pasji życia, a często i siły, gdy
stają wobec niemożności realizacji programu, na jaki ich kultura i oni sami są
nastawieni; wtedy uciekają się do umierania. Pulika mawiał: „zbyt często gotowość
umierania oznacza tchórzostwo wobec życia" (s. 11): cygańskie zaś istnienie n a ­
stawione jest na to, by żyć.
Ta różnica — tak zasadnicza — postaw i wartości niejednokrotnie i Yoorsowi
utrudniała współżycie z Cyganami, akceptacja ich filozofii i sposobu życia pozosta­
w a ł a w sprzeczności z wychowaniem i dotychczasowym jego życiem. Należało w i ę c
stopniowo w y z b y ć się tego minionego życia, odrzucić je, bowiem, jak m ó w i cygańskie
przysłowie, „jekka buliasa naszti beszespe done grastende" (nie można siedzieć
jednym tyłkiem na dwóch koniach); nie można jednocześnie b y ć Romem i Gadżem.
Chcąc być Romem, należy przestać m y ś l e ć jak Gadżo. Yoors dokonał tej drogi,
utożsamiającej go z Cyganem, „przekroczył swój cień", dzięki temu powstała ta
piękna książka. I jeżeli nawet autor czasami zbyt idealizuje życie i ludzi, wśród
których przebywał, to zrozumiałe jest to zachłyśnięcie się wartościami, jakich nie
podejrzewał będąc Europejczykiem i jakich zazwyczaj nie dostrzegamy u Cyganów;
to odkrycie głębi w kulturze tak fałszywie ocenianej jako prymitywna. Myślę, że
ta fascynacja i jednocześnie rzeczowość relacji, autentyzm dostrzeżeń i przeżyć,
stanowiąc o wartości Cyganów,
zjednają książce wielu czytelników. T y m bardziej
że, jak wykazuje historia lat ostatnich, coraz bardziej świat, jaki przedstawił
Yoors, staje się światem umarłym. Współczesne życie Cyganów coraz bardziej
różni się od opisanego i przypomina to, którym my, Gadże, żyjemy. Wielusetletnie
wysiłki złamały wreszcie opór, to, przed czym bronili się przez pięć w i e k ó w ,
dosięgło ich w naszych czasach. Udało się nam, Gadżom, złamać ich osobowość,
ich inność, która tak nas raziła, obrzydzić w ę d r o w a n i e ; udało się doprowadzić do
wypowiedzenia słów rozpaczliwych, że dość już mają bycia Cyganami, że chcą
być tacy jak inni. Powszechnie nazywa się to uświadomieniem Cyganów, ale może
właściwiej byłoby to n a z w a ć utratą świadomości. Dla coraz większej ilości Cyganów"

�234

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

świat Puliki i Yoorsa-Pucyny, przedstawiany w Cyganach świat romantycznej
swobody, w ę d r ó w k i i ognisk jest takim samym nierealnym światem marzeń, jak
jeszcze niedawno dla ludzi sztuki; tym m o ż e boleśniejszym, ż e kiedyś doświadcza­
nym, ś w i a t e m , który odszedł wraz z młodością.
Zastrzeżenia m o ż e budzić u ż y w a n i e w polskim przekładzie określenia horda
w odniesieniu do grupy cygańskiej. W literaturze anglosaskiej termin ten jest
stosowany także współcześnie w odniesieniu do grup zbierackich i wędrownych.
U nas ma on inne znaczenie i należałoby się zastanowić, czy nie da się go zastąpić
bardziej w ł a ś c i w y m lub przynajmniej wprowadzić przypis wyjaśniający użycie
i zakres pojęcia. W przeciwnym przypadku m o ż e się zdarzyć, że to, z czym autor
tak starannie walczy — pejoratywne rozumienie Cyganów, zostanie podważone
przez zbyt wierny, aczkolwiek różny znaczeniowo termin.

�LESZEK

D Z I Ę G I E L

B U R Z L I W E D Z I E J E GÓRSKIEGO N A R O D U
Siedmiomilionowy naród kurdyjski doczekał się ciekawego studium polityczno-historycznego, które — mimo że wydane w roku 1966 — ostatnio stało się bardzo
aktualne *. Jak wiadomo bowiem, kwestia kurdyjska (przynajmniej w Iraku) ma
wreszcie doczekać się rozwiązania. Tak głoszą komunikaty Bagdadu i w podobny
sposób wypowiada się manifest rządzącej w Iraku partii Baath oraz dokumenty
rządzącej, irackiej Rady Rewolucyjnej . P o n i e w a ż jednak w samym tylko Iraku na
przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat parokrotnie uroczyście deklarowano rozstrzy­
gnięcie kwestii Kurdów, a w ościennym Iranie i Turcji problem ten raz po raz
ulegał zaognieniu, przeto warto zwrócić u w a g ę na książkę Hassana Arfy zatytuło­
w a n ą Kurdowie, w której autor usiłuje bezstronnie naświetlić całą sprawę. Bezstronnność jego wydaje się nieco problematyczna, ponieważ H. Arfa, generał armii
irańskiej, były szef sztabu generalnego w latach 1944-1946, a następnie ambasador
Iranu w Turcji, sam brał udział w walkach z powstaniami Kurdów irańskich, między
innymi zaś w likwidacji Kurdyjskiej Republiki w Mahabadzie, tak zwanej „Repu­
bliki Komula". T y m niemniej jego uwagi na temat powstań kurdyjskich są bardzo
powściągliwe. Autor zaznacza zresztą, iż mimo że brał udział w walkach z Kurdami
po stronie przeciwnej, z wieloma z nich dziś zaprzyjaźnił się i ma dla ich sprawy
zrozumienie. Co prawda nawet w okresie najgorętszych walk powstańczych zarów­
no Persowie, jak Turcy czy Arabowie iraccy mieli wśród plemion kurdyjskich
stosunkowo licznych sprzymierzeńców, którzy gorliwie zwalczali wraz z wojskami
rządowymi swoich zbuntowanych pobratymców, otrzymując potem ordery i nagrody
z rąk szacha czy też władz bagdadzkich. Zatem o n a w i ą z y w a n i e serdecznych
przyjaźni z Kurdami nie było trudno. Przynajmniej z ich częścią.
2

Pomijając wszelako te zastrzeżenia, zachęcające do ostrożności w czasie lektury
w y w o d ó w Arfy, książka tego wykształconego i dobrze zorientowanego w historii
najnowszej Azji Przedniej polityka dostarcza nam wielu informacji pozwalających
na głębsze zrozumienie sytuacji narodu kurdyjskiego. Kurdowie, naród o bliżej nie
wyjaśnionej naukowo genezie, mieszkający w górach na styku Turcji, Iraku, Iranu
i Związku Radzieckiego, tylko pozornie są mieszkańcami niedostępnego, m a ł o
znaczącego zakątka Azji. W rzeczywistości bowiem od kilkudziesięciu lat znaleźli
się oni w punkcie, który z przyczyn politycznych, gospodarczych, a nawet strate­
gicznych może mieć w każdej chwili kapitalne znaczenie dla pokoju na kontynencie
Eurazji, a tym samym i dla pokoju na całym świecie. Wystarczy wspomnieć, że
1

H . A r f a , The Kurds. An Historical and Political Study, London 1966.
The Implementation
of March 11 Manifeste
— Ministry
of
Information,
Baghdad 1972.
2

�236

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

pola naftowe K i r k u k u to w ł a ś n i e iracki Kurdystan oraz że na przestrzeni ostatnich
kilkudziesięciu lat podsycanie kurdyjskich ruchów niepodległościowych na terenach
sąsiada było częstą i chętnie stosowaną metodą wśród rywalizujących tu ze sobą
państw.
K i m byli jednak i s ą Kurdowie, których w jednym miejscu swoich rozważań
przyrównuje Arfa do Polaków, też niegdyś żyjących pod władzą trzech wrogich
sobie państw? Z pewnością poza rozdarciem ich ojczyzny między trzy obce orga­
nizmy p a ń s t w o w e niewiele można by wynaleźć analogii do naszej historii u tych
górskich w o j o w n i k ó w . Niektórzy uczeni skłonni są ich w y w o d z i ć od starożytnych
Medów, tworzących niegdyś z Persami początki państwa staroperskiego. Nazwa
Kurdystan przyjęła się powszechnie dopiero za czasów panowania w tych stronach
średniowiecznych Turków Seldżuków. Kurdowie m ó w i ą językiem pokrewnym per­
skiemu, różniącym się znacznie między sobą w co najmniej trzech odmianach
regionalnych. Hassan Arfa uważa, że modernizacja języka kurdyjskiego i szerokie
wprowadzenie jego literatury, dziś na ogół ustnej, do piśmiennictwa, wzbogaciłoby
kulturę narodów W y ż y n y Irańskiej. Wiadomo skądinąd, iż pierwsze utwory literackie
w języku kurdyjskim, zanotowane alfabetem arabskim znano już w średniowieczu.
Mimo tak zdawałoby się starożytnych tradycji, Kurdowie bardzo długo nie wy­
tworzyli poczucia jakiejś ogólnokurdyjskiej wspólnoty etnicznej. Właściwie do
początków X X wieku ci nomadzi lub półnomadzi znali jedynie lojalność i poczucie
wspólnoty w obrębie rodu czy najwyżej plemienia, a czasami w obrębie lokalnej
sekty religijnej. Ciekawe, że Kurdowie, muzułmanie-sunnici, swoje pierwsze, po­
w a ż n e powstanie na terenach T u r c j i rozpoczęli w obronie tradycyjnych, religijnych
prerogatyw obalonego przez wojsko ostatniego sułtana.
Hassan Arfa cały rozdział poświęca syntetycznemu zarysowi historii Kurdów
od czasów najdawniejszych do wieku X I X i tu należy uczciwie zauważyć, iż prze­
czytanie go wymaga dość dobrej znajomości dziejów Persji, Turcji i Mezopotamii
z Asyrią. Czytanie utrudnia angielska transkrypcja imion poszczególnych w ł a d c ó w
i dynastii. Nie byłoby naszym celem streszczanie tych w y w o d ó w , natomiast ważna
wydaje się konkluzja, iż od czasów najdawniejszych plemiona kurdyjskie chętnie
współdziałały z w ł a d c a m i państw, które obejmowały ich terytoria ojczyste, służyły
w ich armiach, a nawet dostarczały czasami rządzących dynastii. Takim sztandaro­
wym bohaterem b y ł przecież sułtan Salah-ed-Din, słynny Saladyn, pogromca krzy­
żowców, a zarazem rycerski przeciwnik najsławniejszych rycerzy europejskiego
średniowiecza, sławiony na równi z nimi przez współczesnych poetów chrześcijań­
stwa i islamu. Lecz ci sami Kurdowie przy wszelkich próbach ujmowania w karby
poddaństwa, opodatkowywania czy nawet ograniczania zwyczajowej grabieży sąsia­
dów umykali w głąb swojej górskiej twierdzy i zaczynali nękającą rebelię, z reguły
sprzymierzając się z ościennym władcą. Ich terytorium było obszarem odwiecznych
wojen i sporów między tureckim Imperium Ottomańskim a państwem szachów
perskich, co Kurdowie znakomicie wykorzystywali. Dodajmy, że groźne burze dzie­
jowe, niszczycielskie wyprawy Mongołów itp. na ogół omijały niedostępną, ubogą
ziemię Kurdystanu, nie stanowiącą dla nikogo podówczas atrakcyjnego łupu.
Rozpatrując dzieje kurdyjskich rebelii i powstań pamiętać należy o ruchliwości
tego ludu, jego koczowniczej lub półkoczowniczych obyczajach. Atakowani przez
poważniejsze siły arabskie, perskie czy tureckie górale kurdyjscy bez wahania
przenosili się z całymi rodzinami i dobytkiem (który stanowiły głównie stada bydła)
w inne okolice. Bez trudu przekraczali niemalże niestrzeżone granice sąsiadujących
ze sobą w górskich pustaciach państw, powodując tym zresztą wybuchanie lokalnych
konfliktów granicznych, wymiany not protestacyjnych i ciągnące się bez końca

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE I RECENZJE

237

rokowania dyplomatyczne. Dopiero w połowie X X wieku, w wyniku skutecznego
zamykania granic i obsadzania ich przez wyszkolone oddziały wojskowe armii
tureckiej i irańskiej, swobodnym Kurdom poczęło być w górach ciasno. Jeszcze
w latach 40-tych, w okresie I I wojny ś w i a t o w e j , klasycznym manewrem przejścia
granic był przemarsz przez granicę perską w o j o w n i k ó w mułły Mustafy al-Barzaniego, wycofującego się przed naporem wojsk irackich i wspomagającego ich R A F - u
z irackiego Kurdystanu. Uzbrojeni i świetnie dowodzeni barzańczycy stworzyli na­
stępnie trzon siły zbrojnej krótkotrwałej Republiki Kurdyjskiej w Mahabadzie,
zorganizowanej w zachodniej części perskiego Azerbejdżanu, co nie przeszkodziło
Barzaniemu w parę lat później, po upadku republiki i powrocie z emigracji na
Zakaukaziu, w północnym Iraku stanąć ponownie na czele kurdyjskiego ruchu
nacjonalistycznego.
Arfa, znając z autopsji obyczaje Kurdów, opisuje ich tradycyjne sposoby wo­
jowania i styl postępowania. Szkicuje też ewolucję poczucia wspólnoty etnicznej,
poczynając od lojalności w z g l ę d e m tradycyjnych w o d z ó w szczepowych, szeików,
emirów, poprzez wykształconych duchownych muzułmańskich, przebywającą na
emigracji inteligencję, aż do stworzonej w ostatnich czasach partii Part Demokrat
Kurdistan. Jeżeli wierzyć autorowi, narody i ludy tych obszarów Azji były po
I wojnie światowej o krok od uzyskania niepodległości na gruzach Imperium
Ottomańskiego. Lecz nieufność wzajemna tych nacji, animozje Ormian wobec K u r ­
dów, których Turcy podjudzali przeciwko ormiańskim chrześcijanom, kurdyjskie
łupiestwa w z g l ę d e m tureckich Azeri, zastarzała nienawiść między sunnickimi K u r ­
dami a nestorianami asyryjskimi — wszystko to doprowadziło do trwających latami
wzajemnych rzezi, lecz nie do powstania niepodległych państw. Nieuczciwa gra
mocarstw europejskich i sukcesy militarne tureckiej armii Kemala Paszy przypieczę­
towały sprawę ewentualnego państwa kurdyjskiego, a także zresztą i utworzenia
niepodległego państwa dla tureckich Ormian.
Hassan Arfa opisuje krwawe stłumienie przez Turków powstania kurdyjskiego
we wschodniej Anatolu i metody policyjnej przemocy w z g l ę d e m tego narodu trwa­
jące praktycznie do dziś. Tak np. obecnie w terminologii urzędowej Turcji naród
kurdyjski zupełnie nie istnieje. Kurdowie nazywani są „Górskimi Turkami". Zabra­
nia się im noszenia tradycyjnych strojów narodowych, poszczególne szczepy zostały
rozbrojone, a ważniejsi przywódcy deportowani z rodzinami, lub zmuszeni do
emigracji. Sukcesy irackich Kurdów w ich powstaniu narodowym w latach 60-tych
odbiły się w tureckiej części terytoriów kurdyjskich represjami i w z m o ż e n i e m
nadzoru policyjnego. Wydaje się, iż Ankara dąży do detrybalizacji i turkizacji
obszarów w pobliżu granicy radzieckiej.
Obszerniejszy znacznie materiał historyczny daje książka na temat najnowszej
historii Kurdów irańskich, z których szczególną aktywność w y k a z y w a ł y zawsze
plemiona mieszkające nie w g ł ó w n e j ich prowincji, Kordestanie, lecz w zachodniej
części irańskiego Azerbejdżanu, na zachód od jeziora Rezayeh (Urmia). T u działał
wojowniczy watażka Simko, walczący z niemniej rozbójniczymi intruzami asyryj­
skimi Dżelu, ale także z armią i policją perską. T u właśnie w okresie I I wojny
ś w i a t o w e j , gdy na terytorium Iranu stacjonowały oddziały brytyjskie i radzieckie,
powstała w Mahabadzie wspomniana Republika Komula pod przewodnictwem
prawnika i mułły zarazem, K a z i Muhammeda, z mułłą Mustafą al-Barzanim w r a n ­
dze generała na czele lokalnej siły zbrojnej. Podobnie jak w Turcji, tak i tu na
przeszkodzie do realizacji zamierzeń niepodległościowych stanęła nie tylko nie­
sprzyjająca w latach 1945-1946 ogólnoświatowa sytuacja polityczna, lecz także
tragiczna w skutkach dla jednych i drugich w a ś ń między góralskimi Kurdami a ich

�238

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

sąsiadami z nizin, rolniczym ludem tureckiego pochodzenia, Azeri, czyli Azerbej­
dżanami. Z tym wszystkim łagodniejsza polityka szachów, zwłaszcza obecnego Rezy
Pahlawi, zakładająca pluralizm etniczny państwa i unikająca niepotrzebnych z a zadrażnień emocjonalnych, a także poczucie wspólnoty językowej z Persami powo­
dują, iż dwu i półmilionowa rzesza Kurdów irańskich nie stanowi zagrożenia dla
całości tego wielonarodowościowego państwa. Ulegają oni stopniowej detrybalizacji
i modernizacji kulturowej. Ostrożna polityka Teheranu doprowadziła do dobrowol­
nego rozbrojenia szczepów kurdyjskich, co w przeszłości było operacją ponad siły
władz centralnych. Jaką rolę przeznaczy Teheran tej etnicznej mniejszości pogranicza
zachodniego w zaognionym sporze z Irakiem — przyszłość wykaże, aczkolwiek
podsycanie nastrojów nacjonalistycznych i solidarystycznych z irackimi Kurdami
mogłoby okazać się zbyt kosztowną dywersją polityczną dla szacha. Mogłaby odżyć
idea państwa kurdyjskiego wykrojonego z Iraku, Persji i Turcji, czego politycy
tych trzech państw usiłują uniknąć za wszelką cenę i pomimo dzielących ich różnic
oraz rywalizacji. Fakt, że na północy, na radzieckim Zakaukaziu mieszka k i l k a ­
dziesiąt tysięcy Kurdów i że po upadku Republiki w Mahabadzie tam w ł a ś n i e
znalazł schronienie Barzani razem ze swoimi współtowarzyszami broni, odgrywa
niepoślednią rolę w ideologicznej sferze kurdyjskiego ruchu narodowego, z czym
również liczą się rządy w Ankarze, Bagdadzie i Teheranie. Na koniec i Związek
Radziecki dawał w ostatnich czasach do zrozumienia, iż nie leży w jego interesie
stan permanentnego napięcia militarno-policyjnego oraz wszelkiego rodzaju poli­
cyjne akcje represyjne wobec Kurdów, rozgrywane o miedzę od Zakaukazia, na
południu.
O ile walki z Kurdami w Turcji n a d a w a ł y swoiste piętno wydarzeniom azja­
tyckim lat 20-tych, a lata 40-te u p ł y w a ł y w tym rejonie geograficznym pod znakiem
ruchów narodowych Kurdów azerbejdżańskich, to w latach 50-tych i 60-tych kwestii
kurdyjskiej rumieńców nadali Kurdowie iraccy.
W chwili upadku związanego z p a ń s t w a m i centralnymi imperium tureckiego
w a ż y ł y się losy ziem, które dziś tworzą iracki Kurdystan. Tamtejsi Kurdowie od
całych pokoleń służyli w armii sułtańskiej, w czasie I wojny ś w i a t o w e j walczyli
przeciwko Anglikom na Bliskim Wschodzie, a w początkach lat 20-tych wciąż mieli
nadzieję, że znajdą się raczej w obrębie administracji tureckiej niż podporządko­
wanego Brytyjczykom Iraku. Anglicy, w czasie wojny posługujący się przeciwko
Turkom i służącym w ich armii Kurdom pustynnymi szczepami nestoriańskich
chrześcijan, m. in. asyryjskimi Dżelu, nie zdołali w porę pozyskać sobie opinii
kurdyjskiej starszyzny plemiennej w obliczu zmienionej sytuacji politycznej i mili­
tarnej. Zrazili sobie i zniechęcili do idei współpracy plemiona zamieszkujące w o k ó ł
górskiej miejscowości Suleymaniah, nade wszystko zaś cieszącego się dużą popu­
larnością szeika Mahmudá Barzinja, który następnie przez wiele lat inicjował ruchy
antybrytyjskie i antyirackie w tym rejonie. W 1927 roku w y b u c h ł y tam poważne
rozruchy i pojawia się na widowni politycznej rodzina obecnego mułły, a zarazem
generała Mustafy al-Barzaniego. Byli to przywódcy lokalnej sekty sunnickiej, mie­
szkający nad północnym brzegiem d o p ł y w u Tygrysu, rzeki Wielki Zab, w miejscu
zwanym „Bar Zan", czyli „miejsce wędrówek". Bracia Barzani wśród których dziś
sławny Mustafa bynajmniej początkowo nie odgrywał najważniejszej roli, wojowali
kolejno z Turkami, Anglikami i Arabami irackimi ze zmiennym szczęściem, prze­
chodząc granice ościennych państw, rokując z przeciwnikami, kapitulując, podle­
gając zsyłkom i amnestiom. Ogólnie rzecz biorąc charakterystyczną cechą tych
trwających całe lata walk i rozejmów było krzepnięcie kurdyjskiego ruchu nacjo­
nalistycznego w Iraku, bez w z g l ę d u na chwilowe sukcesy jego przeciwników.

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE I

RECENZJE

239

Rebelie kurdyjskie w y b u c h a ł y z caraz większą gwałtownością i w momencie kolej­
nych rokowań ich przywódcy stawiali coraz ambitniejsze żądania. Wystarczy tylko
przytoczyć fakt, iż w roku 1943 za poradą angielskiego ambasadora premier k r ó l e w ­
skiego rządu irackiego Nuri Said godził się na żądania autonomii stawiane przez
irackich Kurdów, lecz spotkał się z kategorycznym sprzeciwem reszty arabskich
ministrów w Bagdadzie. Zadecydowano próbę zgniecenia powstania i przy poparciu
A n g l i k ó w przepędzono nawet mułłę Barzaniego do Iranu, gdzie działał •— j a k
wspomniano — w Republice Mahabadzkiej. Lecz gdy następnie już po I I wojnie
światowej króla i Nuri Saida obalił w Bagdadzie gen. Kassem i gdy uroczyście
zaproszono niesfornego Mustafę Barzaniego na powrót do Iraku, rząd bagdadzki
nadal w a h a ł się, czy warunki kurdyjskie przyjąć. Tymczasem Barzani już domagał
się udziałów w zyskach ze źródeł naftowych Kirkuku, wyodrębnionej, kurdyjskiej
siły zbrojnej itd. Dalsze dzieje kurdyjsko-irackiego konfliktu aż po dzień dzisiejszy
były nieustającym pasmem prób Bagdadu stłumienia ruchu powstańczego na pół­
nocy siłą na przemian z p r z e w l e k ł y m i negocjacjami. Kolejne przewroty polityczne
w Bagdadzie pociągały za sobą kolejne uroczyste zawieszenia broni z Kurdami.
Nowe ekipy rządzące w stolicy odżegnywały się od linii obalonych poprzedników,
obiecywały dużo. Lecz żądania Kurdów prowadziły do faktycznej, chociaż niefor­
malnej secesji Kurdystanu i Bagdad zawsze obawiał się, by przykład kurdyjski nie
okazał się zaraźliwy dla pewnych ludów szyickich mieszkających nad Zatoką
Perską, w rejonie Basry. Bezskutecznie próbowano — jak opisuje Arfa — zdyskre­
dytować Barzaniego, wygrać przeciw niemu rywali z Demokratycznej Partii K u r ­
dyjskiej. Ale ó w zręczny i śmiały żołnierz okazał się niemniej przebiegłym poli­
tykiem. Dziś pozycja jego i Kurdów irackich jest mocna. Kiedy w roku 1963 Rada
Bezpieczeństwa odstąpiła od zamiaru dyskutowania sprawy Kurdów, a ś w i a t arabski
zajmował wobec tego krwawego i b e z w z g l ę d n y m i środkami rozgrywanego konfliktu
postawę co najmniej dwuznaczną, Barzani w y ś m i a ł politycznych negocjatorów
międzynarodowych mówiąc: „Nie oczekujemy, by nasza sprawa zwyciężyła po­
przez rokowania w kancelariach, lecz wywalczy ją oręż w naszej świętej wojnie
o wolność". Po dziesięciu latach idea, o którą walczy, zdaje się rzeczywiście zwy­
ciężać. Przyszłość w y k a ż e jednak, czy tak było naprawdę.
W mądrej i zwięzłej konkluzji swojej książki Hassan Arfa reasumuje sytuację
Kurdów w trzech opisywanych państwach. W Turcji władze m ó w i ą Kurdom: nie
jesteście Kurdami, nie ma Kurdów w naszym państwie. Kurdowie zaś milczą, bo
inaczej grozi im los oskarżonych o zdradę stanu. W Iranie władze akceptują fakt
istnienia narodowości kurdyjskiej, lecz ponieważ zakładają, że państwo irańskie
złożone jest z wielu nacji i że Kurdowie są językowo pokrewni Persom, zatem
kwestia etniczna tych plemion nie jest brana pod uwagę. Podzieleni i nawet skłóceni
ze sobą Kurdowie irańscy — jak twierdzi Arfa — nie mają sprecyzowanego poglądu
wspólnego na tę sprawę. W Iraku wreszcie w ł a d z e godzą się na uznanie narodowości
kurdyjskiej, odrębnej od arabskiej. Lecz usiłują tworzyć ponadnarodowe pojęcie
Irakczyków. Skłonne są dać Kurdom autonomię, lecz bez prawa do oderwania się.
Kurdowie iraccy natomiast pragną zacząć od szerokiej autonomii, ale ich ambicje
sięgają dalej.
Badacz zjawisk społeczno-kulturowych znajdzie w książce Arfy szereg faktów,
potraktowanych niestety marginesowo, które m ó w i ą o stopniowym wytwarzaniu się
warstw oświeconych, inteligencji politycznie radykalnej i o konfliktach między tą
grupą ludzi a starszyzną rodową, posiadającą wielkie zasługi w przeszłości, lecz
hamującą nieraz proces rozwoju. Obserwujemy także charakterystyczne odrywanie
się przebywających na emigracji polityków-inteligentów od reszty społeczeństwa

�240

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

kurdyjskiego, w którym obowiązuje nadal tradycyjny obyczaj i dawne zasady
lojalności. N i e u w z g l ę d n i a n i e tych faktów kulturowych kosztowało nieraz emigra­
cyjnych przywódców kurdyjskich wiele i nawet decydowało czasem o całkowitej
porażce.
Autorowi można by postawić zarzut minimalizacji kwestii kurdyjskiej w Iranie.
Z drugiej strony należałoby przypuszczać, iż sporo dodatkowych informacji histo­
rycznych zainteresowani tą k w e s t i ą mogliby uzyskać z jego innej książki, zatytuło­
wanej Pod pięcioma
szachami , a także monografii Republiki Mahabadzkiej pióra
W. Eagletona .
Cokolwiek głosiłyby poszczególne rządy państw azjatyckich na temat istnienia
lub nieistnienia narodowości Kurdów, zgodzić wypadnie się chyba z Hassanem
Arfą, że kwestia kurdyjska pozostanie aktualna. I , dodajmy od siebie, że na długo.
3

4

3
4

H . A r i a , Under Five Shahs, London
W. E a g l e t o n , The Kurdish Republic

1964.
of 1946, London

1963.

�MARIUSZ

Z I Ó Ł K O W S K I

NAJNOWSZE BADANIA NAD K O M P L E K S E M
TIWANAKU i

MIEJSKIM

Po okresie pewnego zastoju w latach pięćdziesiątych w badaniach nad kulturą
Tiwanaku wiele nowych danych dostarczyły prace prowadzone przez Centro de
Investigaciones Arqueológicas en Tiwanaku (CIAT). C I A T powstał 20 X 1958, jego
kierownikiem od początku jest Carlos Ponce Sangines. Zadaniem tej instytucji,
oprócz ściśle rozumianych prac wykopaliskowych, jest również rekonstrukcja
budowli T i w a n a k u . Wyniki dotychczasowych badań pozwoliły w dużej mierze na
wyjaśnienie wielu kwestii spornych, na które nie dały odpowiedzi poprzednie prace
m. in. A. Stubela i M. Uhle , A. Posnanskyego , W. C. Bennetta czy Stig R y d e n a .
I. Tiwanaku znajduje się w dep. L a Paz w Boliwii, na wys. ok. 3820 m, ok. 20 km
na południe od jeziora Titikaka. Poprzednicy Ponce Sanginesa uważali, iż obszar
Tiwanaku obejmuje tylko kompleks monumentalnych budowli kamiennych, i w y ­
nosi ok. 45 h a . Na podstawie obecnych prac ustalono, że istniał również bardzo
rozległy kompleks mieszkalny, składający się z b u d y n k ó w glinianych, rozmytych
z czasem przez deszcz (stąd i trudności w ich obecnej lokalizacji). Zatem rzeczy­
wisty obszar Tiwanaku wynosi ok. 420 ha (wielobok o dł. 2,8 km i max szer. 1,6 km),
z czego na budowle kamienne przypada 16 ha (ok. 4% powierzchni ).
2

3

4

5

6

7

8

1

Zgodnie z pisownią kichwańską, C I A T wprowadziło między innymi formę
Tiwanaku zamiast dawnego Tiahuanaco. Dalej w tekście wszystkie nazwy z obszaru
stanowiska archeologicznego Tiwanaku pisane będą zgodnie z n o w ą nomenkla­
turą C I A T - u , natomiast inne nazwy geograficzne podane będą według pisowni
tradycyjnej (wyjątek — nazwa Titikaka).
C. Ponce S a n g i n e s , G . Mogrovejo T e r r a z a s , Acerca de la procedencia
del material Utico de Tiwanaku, L a Paz 1970, Academia de Ciencias de Bolivia,
Nr 21, s. 52.
A. S t u b e l , M. U h l e , Die Ruinenstaette
von Tiahuanaco im Hochlande
des Alten Peru. Eine Kulturgeschichtliche
Studie, Veiiag von K a r l W. Ilierseman,
Leipzig 1892.
Głównie A. P o s n a n s k y , La cuna del hombre americano, J . J . Augus­
tin, New York 1945, t. I , I I .
W. C. B e n n e t t , Excavations at Tiahuanaco, American Museum of Natural
History, Anthropological Papers vol. X X X I V , part I I I , New York 1934; także:
W. С. B e n n e t t , J . B i r d , Andean culture history, American Museum of Na­
tural History, Handbook series, Num. 15, New York 1949.
S. R y d e n, Archaeological
rechearches in the highlands of Bolivia, E l a n ders Boktryckoni Aktiebolag, G0teborg 1947.
' B e n n e t t , op. cit., s. 367, opiera się głównie na Posnanskym.
С. Ponce S a n g i n e s ,
La ciudad de Tiwanaku.
A proposito del ultimo
librosobre planeamiento urbano precolombino de Jorge Hardoy, „Arte y Arqueologia", nr 1: 1969, s. 22.
2

3

4

5

6

8

16 — E t n o g r a f í a P o l s k a , X I X / 2

�242

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I RECENZJE

I I . Wielkie rozmiary i staranność obróbki bloków kamiennych użytych do bu­
dowli w Tiwanaku budziły podziw i zdumienie już u pierwszych kronikarzy
h i s z p a ń s k i c h , tym bardziej że nie zlokalizowano żadnych k a m i e n i o ł o m ó w w bez­
pośrednim sąsiedztwie Tiwanaku. Snuto często fantastyczne teorie na temat pocho­
dzenia tych głazów, sposobu ich obróbki, a szczególnie transportu. Problemy te
zostały chyba ostatecznie w y j a ś n i o n e przez C . Ponce Sanginesa i Gerardo Mogrovejo
Terrazasa .
9

10

Na podstawie dokładnych analiz pektograficznych oraz badań archeologicznych
ustalili oni pochodzenie 5 zasadniczych gatunków kamienia, używanych w T i w a ­
n a k u : 1) czerwony piaskowiec — podstawowy materiał budowlany z południowej
Wyżyny, w odległości ok. 8-15 km; 2) andezyt — materiał „luksusowy", u ż y w a n y do
zdobień, rzeźb, steli, portali — częściowo z półwyspu Copacabana i Catavi na
jeziorze Titikaka; 3) bazalt — głównie do produkcji narzędzi rolniczych — z ko­
palni w Querimita, 8 km na pd.-zach. od jeziora Poopo; 4) w a p i e ń — z północnej
Wyżyny; 5) sodalit — ozdoby, biżuteria — Palca w departamencie Cochabamba,
Boliwia.
I I I . W jaki sposób odbywał się transport na tak wielkie odległości? O ile
bowiem bazalt i sodalit przenoszone w niewielkich, kilogramowych klockach nie
sprawiały chyba trudności transportowych , o tyle andezyt i piaskowiec dostarczane
były w potężnych blokach пр.:
a) p i a s k o w i e c — platforma Puma Punku, segment 2, nr 9 — 7, 81 X 5,15
X 1,07 m — waga 131 ton; Monolit Bennetta (tzw. stella 10) — 7,30 X 1,80 X 1,27
ok. 37 ton;
b) andezyt — blok nr 5 na pd. zachód od Akapana (zapewne miano z niego
w y c i ą ć filary) 7,20 X 2,12 X 1,12 m i ok. 41,35 tony; filar P. 143 z Chunchukala —
4,95 X 1,95 X 1,20 waga ok. 26,95 tony .
Po odrzuceniu bardzo ponętnego i prostego wyjaśnienia, że głazy zostały
przeniesione dźwiękiem t r ą b k i , czy też w wyniku ingerencji przybyszów z kos­
mosu, pozostaje nam tylko wierzyć w siłę mięśni ludzkich (bowiem o ile lamy
stosowano jako zwierzęta juczne, o tyle nie nadają się one jako zwierzęta po­
ciągowe).
C. Ponce Sangines wylicza następujące metody transportu lądowego, będące
w zasięgu możliwości technicznych budowniczych Tiwanaku: 1) ciągnięcie bloków
za pomocą lin po lekko zwilżonej ziemi; 2) użycie drewnianych sań; 3) toczenie
na pniach; 4) ręczne nosze; 5) stosowanie platform, równi pochyłych, ramp przy
ustawianiu głazów .
Doświadczenia przeprowadzone przez C I A T oraz inne wcześniejsze próby wy­
kazały, że możliwości trakcyjne jednego człowieka wahają się w graniczach 50-100 kg.
11

12

18

14

15

9

Między innymi J Diez de B e t a n z o s , Suma y narración
de los Incas,
L i m a 1924, s. 82-83.
Ponce S a n g i n e s , Mogrovejo T e r r a z a s , op. cit.
Ibidem, s. 62, oraz С. Ponce S a n g i n e s , A propós des fouilles de Tiwanaku,
„Archeologia", nr 53: 1973, décembre, s. 65.
Istnieje przypuszczenie, że do transportu bazaltu używano lam; drogi pro­
wadzące do miejsca wydobycia, na terenie Querimita, flankowane są murami,
zapewne w celu ułatwienia dostępu stadom tych zwierząt. W pobliżu odkryto
również konstrukcje interpretowane jako zagrody dla lam; patrz: Ponce S a n ­
g i n e s , Mogrovejo T e r r a z a s , op. cit., s. 62.
Wszystkie wymiary i uwagi w e d ł u g Ponce S a n g i n e s i Mongrovejo T e r ­
r a z a s , op. cit., s. 74.
В. C o b o , Historia del Nuevo Mundo, Madrid 1956, t. I I s. 197.
Ponce S a n g i n e s , Mongrovejo T e r r a z a s , op. cit, s. 95-96.
1 0
11

1 2

1 3

1 4
1 5

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

243

RECENZJE

Zatem do przetransportowania segmentu 2 z Puma Punku (131 ton) wystarczyłoby
maximum 2620 l u d z i .
Sprawa transportu andezytu jest nieco bardziej skomplikowana. Złoża tego
budulca znajdują się m. in. na półwyspie Copacabana.
P o n i e w a ż ze w z g l ę d u na przeszkody terenowe droga lądowa wzdłuż pd. zach.
brzegów jeziora byłaby niemożliwa, narzucała się konieczność transportu wodnego.
Dowodem istnienia drogi wodnej są porzucone głazy, znajdowane na Copacabana
i w Iwawe, miejscowości nad jeziorem Titikaka, 22 km na południe od Tiwanaku.
Iwane była portem docelowym, skąd dalej prowadziła droga lądowa do Tiwanaku .
Z przeprowadzonych badań źródłowych i prób na modelach wynika, że optymalnym
środkiem transportu głazów jest tratwa z drzewa balsa . I tak np. do przetranspor­
towania bloku nr 5 (41,35 ton) potrzebna była tratwa o powierzchni 122 m , czyli
o wymiarach 10 m X 12,2 m i grubości 0,33 m . Tratwy, zależnie od miejsca
załadunku, przebywały 94 lub 28 k m .
IV. Odnośnie do charakteru i funkcji Tiwanaku do niedawna rozpowszechnione
było mniemanie, iż Tiwanaku nie było miastem, lecz tylko w a ż n y m ośrodkiem
kultowym, do którego przybywały rzesze pielgrzymów z całego Altiplano. Przy­
bysze ci mieli pracować przy wznoszeniu ś w i ą t y ń Tiwanaku. Stałymi mieszkańcami
sanktuarium mieli być tylko nieliczni kapłani i artyści. T a interpretacja lansowana
była szczególnie przez W. C. Bennetta, a za nim przez Busnella, von Hagena .
Słuszną krytykę tego poglądu przeprowadził C. Ponce Sangines , opierając się
m. in. na pracach innych badaczy, szczególnie Jorge Hardoy'a . Dyrektor C I A T
stwierdził mianowicie, że:
1. Tiwanaku oprócz tzw. centrum religijno-administracyjnego posiadało roz­
ległe „dzielnice" mieszkaniowe, co obalało tezę o nielicznych, wybranych m i e s z k a ń ­
cach i braku osadnictwa.
2. Teoria o pielgrzymach budujących świątynie Tiwanaku również nie wytrzy­
muje krytyki, w ó w c z a s bowiem m i e l i b y ś m y w Tiwanaku do czynienia z licznymi
znaleziskami z różnych kultur Altiplano, a nie z jednolitą, bardzo swoistą kulturą
Tiwanaku .
3. W świetle ostatnich ustaleń, część monumentalnych budowli Tiwanaku (np.
tzw. pałac Putuni) miała charakter ś w i e c k i .
Sangines twierdzi dalej, że Tiwanaku było miastem od tzw. I I I okresu (Early
Tiahuanaco Bennetta), i to miastem o zaplanowanym założeniu urbanistycznym .
Jako dowód przytacza m. in. fakt, że wszystkie monumentalne budowle Tiwanaku
mają plan prostokątny i są zorientowane na osi pn. pd., przy czym ich ściany
północne i południowe są dłuższymi bokami. Stara się również w y k r y ć p r a w i d ł o M

17

i8

2

1 9

2 0

21

22

23

24

25

26

16

Ibidem, s. 96-97.
Ibidem, s. 145-146.
Ibidem, s. 129-137.
Ibidem, s. 140.
Ibidem s. 142.
B e n n e t t , B i r d , op. cit., part 2, s. 185, oraz G. К u b i er, The Art and
Architecture
of Ancient America, The Pelican History of Art. Penguin Books,
Harmondsworth 1962, s. 303.
Ponce S a n g i n e s , La ciudad
s. 11-22.
J . H a r d o y, Ciudades precolombinas, Buenos Aires 1964, oraz
tenże,
Urban Planning in Precolumbian America, New York 1968.
Ponce S a n g i n e s , La ciudad
s. 12.
Ibidem, s. 22.
Ibidem, s. 23-25.
17

18

1 9
20

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5
26

�244

ARTYKUŁY RECENZYJNE

I RECENZJE

w o ś c i w rozmieszczeniu poszczególnych budowli". Najbardziej przekonujące jest
jednak stwierdzenie, że ogromny zakres prac budowlanych, np. transport i ob­
róbka budulca czy usypanie platformy Kalasasaya z 35 tys. m ziemi, w y m a g a ł
istnienia centralnego ośrodka projektodawczego. Dowodem dużej wiedzy konstruk­
cyjnej i planistycznej budowniczych Tiwanaku jest chociażby doskonale zaplanowany
i zrealizowany system kanalizacyjny lub też Chunchukala (inaczej halconera —
konstrukcja przy zachodniej ścianie Kalasasaya), której ściana, zbudowana z 30 to­
nowych bloków, jest odchylona o 2° do tyłu i wsparta na kamiennym cokole.
Za nieco pochopne przy obecnym stanie badań należy uznać stwierdzenie S a n ginesa, że Tiwanaku było pierwszym zaplanowanym kompleksem urbanistycznym
w regionie andyjskim i stanowiło wzór dla miast Costy, a następnie dla urbanistyki
Inków .
Nie wykryto bowiem „klucza" do planistycznego rozwiązania Tiwanaku, a suponowane przez w. w. badaczy orientowanie wszystkich monumentalnych b u d y n k ó w
Tiwanaku w z g l ę d e m Akapana jest dość trudne do udowodnienia.
V. Bardzo interesujące są prace C I A T nad periodyzacją kultury Tiwanaku,
prowadzone na podstawie w y n i k ó w b a d a ń
(tab. 1). W okresie I i I I , Tiwanaku
pozostaje osadą wiejską, podobną do osady sąsiednich kultur Wankarani (na połud­
nie i Chiripa — nad jeziorem Titikaka). Ś w i a d e c t w e m utrzymywania kontaktów
3

2S

2 9

PERIODYZACJĄ K U L T U R Y

TIWANAKU

wg C. Ponce Sanginesa
ok. 1200 r. p. n. e.

(TIAHUANACO)

wg W. Bennetta
Okresy I i I I
(etap wiejski)

133 r. n. e.
374 r. n. e.
724 r. n. e.
ok. 1200 r. n. e.

Early Tiahuanaco
Okres I I I
(pocz. etapu miejskiego)
Okres I V
(tzw. klasyczny)
Okres V
(tzw. Imperialny)

Classic Tiahuanaco
Decadent Tiahuanaco

handlowych z sąsiadami są w Tiwanaku narzędzia z bazaltu, sprowadzonego
z Querimita. W początkach naszej ery, na skutek bliżej nie znanych procesów, roz­
poczyna się w Tiwanaku tzw. rewolucja miejska. Powstają pierwsze monumentalne
budowle z czerwonego piaskowca (andezyt nie jest używany). Jest to tzw. okres I I I .
Okres I V , inaczej klasyczny, charakteryzuje się wspomnianym rozkwitem kultury
Tiwanaku, świątynie są przebudowane i upiększone dekoracjami z andezytu (np.
Brama Słońca), którego sprowadzanie w i ą ż e się prawdopodobnie z opanowaniem
przez Tiwanaku wybrzeży jeziora Titikaka. W p ł y w kultury dotarł do nadbrzeżnych
osad kultury Chiripa chyba wcześniej, bowiem jeszcze w okresie I I I w miejscowości
Chiripa zostaje wybudowana tzw. świątynia półpodziemna, bardzo podobna do
Templete °.
3

27

Ibidem, s. 24.
Ibidem, s. 27.
Periodyzacją w e d ł u g Ponce S a n g i n e s i Monogrovejo T e r r a z a s , op. cit.,
s. 55, oraz Ponce S a n g i n e s , A propos des fouilles
s. 27.
C. Ponce S a n g i n e s , Wankarani y Chiripa y su relación con Tiwanaku,
Academia Nacional de Ciencias de Bolivia, Nr 25, L a Paz 1970, s. 59:
26

2 9

3 0

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

245

RECENZJE

Okres V jest świadkiem ekspansji kultury Tiwanaku na obszar całego Peru,
okoliczności tego procesu pozostają niejasne, niemniej jednak w p ł y w y kultury
Tiwanaku odciskają się przemożnym piętnem na sztuce peruwiańskiej, dlatego
okres ten, ok. I X - X I I w., nazywany bywa Horyzontem Tiahuanaco. Upadek kul­
tury następuje dość nagle, zapewne ok. 1200 г. п. е.; Tiwanaku zostaje opuszczone,
tak że w ok. 250 lat później nikt nie potrafi w y j a ś n i ć zdobywcom inkaskim, kim
byli jego budowniczowie. Wyniki badań C
pozwoliły uchwycić sekwencję chro­
nologiczną i chyba raz na zawsze położyły kres spekulacjom na temat rzekomo
niezwykle dawnych początków Tiwanaku, które zdaniem niektórych, miałoby po­
chodzić z okresu trzeciorzędu (sic!) . Dla przypomnienia podaję, że najstarsza
próbka K-16, otrzymana z wykopalisk na Kalasasaya, dała datę 1580 lat ± 120 p. n. e.
(Chodzi oczywiście o ślady najstarszej osady, a nie o świątynię zbudowaną w okre­
sach I I I i I V — przyp. autora) .
1 4

31

32

Pewnym błędem podanej przez Sanginesa periodyzacji jest, co paradoksalne, jej
dokładność. W żadnym ze znanych mi dzieł nie podaje on metod, na podstawie
których osiągnął takie daty graniczne, jak np. 133 г. п. е., 374 г. п. е., czy 724 r. n. e.
Tak ścisłe datowanie za pomocą radiowęgla jest nieosiągalne, a z drugiej strony
zupełnie brak przekazów literackich, które uzasadniłyby taką p e r i o d y z a c j ę .
V I . Na zakończenie parę uwag o strukturze społecznej ludności Tiwanaku.
Posnansky, opierając się na badaniach antropologicznych (niedokładnych, jak się
później okazało) sformułował hipotezę o istnieniu dwóch grup rasowych w T i w a ­
naku. Pierwsza brachicefaliczna, nazwana przez niego koiła, wojownicza, miała
stanowić rasę panów, z której wywodzili się wojownicy i kapłani. Druga, dolichocefaliczna, zwana aravak, była tą „gorszą", jej przedstawiciele stanowili siłę
ludzką, dzięki której wzniesiono Tiwanaku. Hipoteza rasistowska wyrosła z nie­
zbyt naukowych spekulacji i na dodatek nie poparta ż a d n y m dowodem antropo­
logicznym, w s z y s t k i e bowiem odkryte w Tiwanaku czaszki są brachicefaliczne .
Sangines twierdzi natomiast, że zróżnicowanie ludności Tiwanaku było wy­
łącznie natury klasowej i pojawiło się wraz z początkiem tzw. rewolucji miejskiej
po roku 133 n.e. (?). N a d w y ż k i w produkcji rolnej, uzyskane dzięki polepszeniu
techniki upraw, umożliwiły wykształcenie się grupy arystokracji, kapłanów oraz
wyspecjalizowanej grupy r z e m i e ś l n i k ó w . Sangines suponuje również, chyba nieco
pochopnie, istnienie trójpodziału własności m i ę d z y „osoby prywatne, państwo
i świątynie", jak to miało jakoby miejsce w późniejszym imperium Inków. W y r a ­
finowanie sztuki w okresie I V świadczy prawdopodobnie o wzroście zamożności
klas panujących i postępującej polaryzacji społecznej (porównanie monumentalnych
budowli kamiennych ze skromnymi, glinianymi chatami ludności). Uprawa roli na
Altiplano wymaga około 4 miesięcy pracy rocznie. Przez pozostałe 8 miesięcy
ludność była zapewne zatrudniona przy wznoszeniu ogromnych budowli lub innych
p r a c a c h . Sangines podkreśla, że na Altiplano nie wykształciło się niewolnictwo,
33

34

35

36

3 1

H . S. B e l l a m y , P. A l l a n , The calendar of Tiahuanaco, Ed. Faber
and Faber, London 1956, s. 18, 21, oraz t e n ż e , The great idol of Tiahuanaco,
Ed. Faber and Faber, London 1959, s. 25.
Ponce S a n g i n e s , L a ciudad
s. 63.
A. P o s n a n s k y , Antropologia
y sociología
de las razas
interandinas
y de las regiones adyacentes, L a Paz 1938, s. 32-33, cytuję za Ponce S a n g i n e s ,
Mongrovejo T e r r a z a s , op. cit., s. 147.
Czaszki, które Posnansky wziął za dolichocefaliczne są po prostu czaszkami
brachicefalicznymi, celowo zdeformowanymi. Ponce
Sangines,
MongrovejoT e r r a z a s , op. cit, s. 148.
Ibidem, s. 148.
Ibidem, s. 149.
3 2

3 3

3 4

35

36

�246

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

m. in. nie ma żadnych śladów tradycji niewolniczych wśród obecnych wspólnot
ludności Aymara. Twierdzenie to nie jest w świetle ostatnich badań całkowicie
zgodne z p r a w d ą . Warto tu również w s p o m n i e ć o pewnych tradycjach ludności
Altiplano z okolic Tiwanaku, a wskazujących na istnienie interesujących analogii
pomiędzy kulturą Tiwanaku a kulturą Inków.
W obecnej osadzie Tiwanaku, założonej ok. 1570 г., istnieje nadal podział na
2 części: Arasaya i Masaya, ta druga zajmuje część południową, ta pierwsza
północną (obserwacja Bandeliera z 1894 r . . Nasuwa się tu podobieństwo do
podziału inkaskiego Cuzco na Yanan i Urin. Prawdopodobnie ten prekolumbijski
schemat został przeniesiony z Cuzco na kolonialną osadę, być może jednak samo
Cuzco otrzymało go od Imperialnego Tiwanaku. Ten wniosek Sanginesa wydaje
się być niezbyt przekonywająco udokumentowany, znacznie ciekawsza jest druga
informacją cytowana za jezuitą Anęllo de O l i v a . Zanotował on w początkach
X V I I wieku, iż w Tiwanaku wierzono w podział świata na 4 części (wg kierunków
geograficznych), i że podział ten miał zostać skopiowany przez w ł a d c ó w inkaskich
Tłumaczyłoby to n a z w ę Taypikala, która to według Bernabé Cobo miała być
wcześniejszą n a z w ą Tiwanaku, sprzed podboju inkaskiego i znaczyła w jęz. aymara
„Kamień Środka", ponieważ tubylcy wierzyli, iż Taypikala (Tiwanaku) znajduje
się w środku świata . Są to niestety przekazy dość późne i należy zachować ostroż­
ność przed ich zbyt pochopną interpretacją.
Problem w p ł y w ó w Tiwanaku na Wybrzeża jest dość dobrze znany, natomiast
niewiele jak dotąd zajmowano się ewentualnymi powiązaniami Tiwanaku z ludźmi
zamieszkującymi Selvę. Sangines wymienia następujące analogie:
a) zażywanie substancji narkotycznych w formie proszków wdmuchiwanych
w nos. Max Uhle opisuje odkrytą w 1895 r. w Tiwanaku tubę-rurę (z kości lamy)
posiadającą dwa otwory na zakończeniu. Przyrząd ten miał służyć do zażywania
jakiejś substancji narkotycznej . Według tegoż autora oraz H. W a s s e n a zwyczaj
zażywania narkotyków w tej formie znany jest głównie z nizin należących do
zlewiska atlantyckiego;
b) Sangines, na podstawie analizy pewnego naczynia tiwanakockiego z okre­
su V, udowodnił, że już w ó w c z a s znana była coca ;
c) w okresie wykopalisk C I A T odkryto dwie czaszki należące wg wszelkiego
prawodopodobieństwa, do m a ł p z gatunku występującego w puszczy nadamazońskiej.
Pierwsza czaszka datowana jest na okres I I I ;
37

№

39

40

42

4S

44

46

4 6

37

Ibidem, s. 149.
Ponce S a n g i n e s , La ciudad
s 27.
ibidem, s. 27.
A. de O l i v a , Historia del Peru y varones insignes en santidad de la
Compana de Jesus, ed. Imprenta y Librería S. Pedro, L i m a 1895, cytuję za Ponce
S a n g i n e s , L a ciudad
s. 27.
ibidem, s. 27.
„E1 nombre que tuvo este pueblo antes que fuese señoreado de los Inkas,
era Taypicala, tomado en la lengua aimara, que es la materna de las naturales,
y quiere decir „la piedra de en medio", porque tenían por opinion los Indios
Collao que este pueblo estaba en medio del mundo", C o b o , op. cit., s. 195.
M. U h l e , A snuffing Tube from Tiahuanaco, Bulletin of the Museum of
Science and Art, University of Pennanum, 4 vol. 1, Philadelphia 1898, s. 1.
I I . W a s s e n, Trie use of some specific kinds of South American Indian
snuff and related paraphernalia, Etnologika Studier, 28, Goteborg 1965, s. 13.
C. Ponce S a n g i n e s , Cerámica
tiwanacota. Vasos con decoración
prosopomorfa, Buenos Aires 1947, fig. 28.
Ponce S a n g i n e s , Mogrovejo T e r r a z a s , op. eii., s. 144.
3 8
3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 8

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

247

I RECENZJE

d) częsty w plastyce Tiwanaku (i nie tylko) motyw w ę ż a pochodzi chyba z te­
renów cieplejszych, leśnych, gdzie gady te są powszechne; na samym Altiplano
występuje tylko jeden niewielki i zupełnie niegroźny gatunek w ę ż y .
Do tych i jeszcze kilku innych, mniej przekonujących analogii wymienionych
przez Sanginesa dodać chyba można często występujący w przedstawieniach sztuki
Tiwanaku motyw ściętej i b y ć może spreparowanej g ł o w y •— trofeum, tzw. tzanza.
Zwyczaj ścinania i preparacji głów ludzkich znany jest szczególnie u plemienia
Jívaro, zamieszkującego m. in. tereny wschodnie Ekwadoru i Peru.
Jednakże z podjęciem dalszych badań zarówno nad strukturą społeczną, demo­
grafią i funkcją Tiwanaku, jak i jego powiązaniami z innymi kulturami, trzeba
będzie poczekać do czasu publikacji w y n i k ó w wykopalisk C I A T , szczególnie
z terenów tzw. kompleksu mieszkalnego.
4 7

H E N R Y K A C Z A J K A , Bohaterska epika ludowa Słowian
południowych.
Struk­
tura treści,
Polska Akademia Nauk, Komitet Słowianoznawstwa, Wrocław —
Warszawa — Kraków — Gdańsk 1973, ss. 220.
Epika ludowa południowych Słowian to jeden z najbarwniejszych — obok
ruskich bylin — f e n o m e n ó w kulturowych słowiańskiej części Europy. W porów­
naniu z bylinami jest ona u nas stosunkowo mniej znana, toteż praca H . Czajki
zasługuje na szczególną uwagę. Szeroko sformułowany tytuł zdaje się sugerować,
że aspiracje autorki wykraczały poza analizę jednego cyklu epickiego, gdyż — jak
pisze we wstępie — badaniami objęty został przede wszystkim tzw. cykl królewicza
Marka. Wykorzystane materiały pochodzą w ł a ś c i w i e z całej południowej S ł o w i a ń ­
szczyzny (Serbia, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Macedonia i B u ł ­
garia), przy czym część nie była dotąd publikowana (pochodzą z archiwów Insty­
tutu Etnograficznego
w
Belgradzie oraz Instytutu Folkloru
Macedońskiego
w Skopiu).
Nadzieję na oryginalne ujęcie problemu wzbudza podtytuł pracy — Struktura
treści — oraz wiążąca się z nim deklaracja zastosowania „metody analizy pozio­
mej" zamiast tradycyjnej analizy pionowej, polegającej na rozpatrywaniu od­
dzielnych grup pieśniowych po ich uprzednim usystematyzowaniu. Na czym polega
ta nowa metoda? Otóż autorka „najpierw zapoznała się z całym dostępnym ma­
teriałem pieśniowym, wyodrębniła warstwy, które występują w bohaterskiej epice
ludowej, następnie zajęła się każdą z nich" (s. 8). Zabieg ó w ma ujawnić strukturę
treści, przy czym „strukturę rozumie się tutaj w podstawowym znaczeniu tego
wyrazu jako budowę, układ treści" (s. 8). Dodajmy, że jest to raczej potoczne niż
podstawowe rozumienie tego pojęcia.
Już w s t ę p n e uwagi, krótko tu zasygnalizowane, rodzą szereg niejasności. Doty­
czy to głównie sposobu wydzielenia warstw oraz ich zakresu, czyli — m ó w i ą c
inaczej — kryteriów klasyfikowania w ą t k ó w do poszczególnych warstw. Autorka
ogranicza się jedynie do stwierdzenia, że w epice daje się wydzielić w sposób wy­
raźny pięć warstw — historyczną, mityczną, chrześcijańską, baśniową i obycza­
jową — i nie poświęca tej sprawie w i ę c e j uwagi, chociaż w trakcie lektury kolej­
nych rozdziałów bardzo często trudno pojąć dlaczego tu, a nie gdzie indziej, umiesz­
czono dany zespół faktów. Odnosi się to zwłaszcza, ale nie wyłącznie, do warstwy
mitycznej i baśniowej. Co prawda każdy z rozdziałów otwierają ogólne dywagacje
47

Ibidem,

s. 144-145.

�248

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

np. na temat mitu, baśni itd., ale nie ułatwiają one, a czasem wręcz utrudniają
zorientowanie się w zakresie danej warstwy. Do sprawy tej powrócimy jeszcze
w dalszej części recenzji.
Ponadto, począwszy od kilkustronicowego wstępu, daje się zauważyć nadmierną
deklaratywność i równocześnie niejasność pewnych sformułowań. Przykładem o m ó ­
wienie ustalonej kolejności warstw. Autorka pisze: „Umieszczenie na początku
warstwy historycznej jest sprawą u m o w n ą ; nie ulega wątpliwości, że warstwa
mityczna jest w epice bohaterskiej chronologicznie starsza, lecz taki układ pozwala
na ujęcie materiału pieśniowego w pewne ramy czasowe" (s. 8). Powstają tu od razu
dwa pytania: 1) na jakiej podstawie tzw. warstwa mityczna uznana została za
starszą od historycznej? — przypomnijmy, że w ramach epiki bohaterskiej, a nie
w ogóle; 2) co to znaczy, że warstwa historyczna pozwala na ujęcie pieśni w „pewne
ramy czasowe"?; czy a) najstarsze możliwe do zidentyfikowania fakty pojawiające
się w epice umożliwiają datowanie genezy pieśni, czy też b) świadczą jedynie
0 utrwaleniu się pewnych wydarzeń historycznych w tradycji ludowej? Na żadne
z tych pytań nie ma odpowiedzi. Podobnych zagadek i n i e d o m ó w i e ń jest w pracy
znacznie w i ę c e j .
Wróćmy do struktury treści bohaterskiej epiki Słowian południowych. J a k już
powiedzieliśmy, pod tym pojęciem kryje się pięć dość dowolnie wyodrębnionych
grup w ą t k ó w , m o t y w ó w i pojedynczych faktów. Metoda analizy poziomej sprowa­
dziła się zaś do czynności pogrupowania ich i opatrzenia odpowiednim n a g ł ó w ­
kiem.
Jako pierwsza omówiona jest warstwa historyczna epiki. Rozdział ten zawiera
próbę identyfikacji faktów historycznych, których echem mają być spotykane
w pieśniach wzmianki. Nawiązują one głównie do okresu najazdu tureckiego w X I V
1 X V w. Autorka prezentuje spis i charakterystykę postaci konfrontując je w miarę
możliwości z wiadomościami historycznymi, streszcza ważniejsze teksty ludowe,
omawia problemy w nich się pojawiające — np. islamizację Słowian. W ten sposób
otrzymujemy wielostronicowy wykaz bohaterów epickich, krain i miast, których
nazwy pojawiają się w pieśniach. Wniosek z tych żmudnych dociekań jest dość
prosty, ale bynajmniej nie jednoznaczny: „Bohaterów epicznych w większości wy­
padków można powiązać z postaciami historycznymi, podobnie w y g l ą d a sprawa
z nazwami miast, gór, rzek, nie znaczy to jednak, że wszystkie imiona i nazwy
są autentyczne" (s. 31). K i l k a zdań dalej czytamy zaś: „Identyfikacja bohaterów
pieśniowych nastręcza poważne trudności, a zidentyfikowanych można traktować
tylko umownie jako postacie historyczne, ponieważ ich historyczność sprowadza
się w ł a ś c i w i e tylko do imienia i nazwiska, a i one często są zniekształcone" (s. 31).
Identyfikacja historyczna faktów występujących w pieśniach, mająca na celu
osadzenie tekstów ludowych w pewnych ramach chronologicznych — tak jak można
to zrobić z dokumentem historycznym — mija się w i ę c wyraźnie z celem. Prawda,
że niektóre wydarzenia i postaci z przeszłości stały się swego rodzaju punktami
ogniskującymi wyobraźnię społeczności chłopskich i mniej lub bardziej zniekształ­
cone pojawiają się w twórczości ludowej. Jednak w y ł u s k i w a n i e okruchów prawdy
historycznej przez badaczy niewiele w istocie daje, co przyznaje także H. Czajka
pisząc na zakończenie rozważań o warstwie historycznej: „Jak w i ę c widzimy,
niewiele da się powiedzieć na temat historii w pieśni bohaterskiej" (s. 30). Mimo
tego pesymistycznego stwierdzenia wydaje się, że na podstawie zebranego przez
autorkę materiału można o wiele więcej powiedzieć o historii pod warunkiem,
że nie będziemy wszystkiego dopasowywali do własnej wizji przeszłości, a zaj­
miemy się ludową recepcją historii i ludowym obrazem przeszłości.

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

249-

Z etnograficznego punktu widzenia najwięcej kontrowersji budzą dwa n a ­
stępne rozdziały, a w ł a ś c i w i e ich w s t ę p n e części. Rozdział „Warstwa mityczna"
rozpoczyna autorka od odważnego, ale niczym nie uargumentowanego stwierdze­
nia: „Mit pogański przetrwał w wierzeniach, baśniach i poezji ludowej południo­
wej Słowiańszczyzny do naszych czasów" (s. 32). Co w i ę c e j , stoi ono w wyraźnej
sprzeczności ze zdaniem z następnej strony (por. niżej). Po tym efektownym wpro­
wadzeniu zgromadzone zostały cytaty z kilku prac, które w zamierzeniu autorki
mają być „kilkoma s ł o w a m i o mitach w ogóle", poprzedzającymi prezentację m i ­
tycznych elementów pieśni. Są w i ę c trzy zdania z pracy Rene Welleka i Austina
Warrena, kilka więcej autorstwa Mircea Eliadego, Claude Lévi-Straussa i wreszcie
Bronisława Malinowskiego. Trudno zaiste o w i ę k s z ą mozaikę poglądów kryjących
się za tymi nazwiskami. T y m bardziej zaskakujący jest brak jakiejkolwiek próby
ustosunkowania się do nich, najmniejszego choćby komentarza. Zresztą meryto­
ryczna strona cytowanych poglądów nie ma żadnego znaczenia o czym świadczy
odautorska definicja mitu: „Mit rozumie się tutaj jako opowieść o specyficznej
strukturze narracji wchodzącą w skład pewnego systemu — mitologii" (s. 33).
Owa „specyficzna struktura narracji" brzmi jeszcze bardziej tajemniczo w kon­
tekście zdania następnego: „Mit jest w i ę c opowieścią o bóstwach w starożyt­
ności antycznej, o nimfach wodnych czy górskich, o mojrach". A dalsze zdanie, że
„Do rzędu m i t ó w nieznanych należą ciągle jeszcze mity słowiańskie" porównane
ze zdaniem otwierającym rozdział utwierdza tylko w przekonaniu, że autorka chce
coś ukryć przed czytelnikiem.
Do zabiegów upiększających zaliczyć wypada parę kolejnych stron miesz­
czących wykaz badaczy religii i mitologii słowiańskiej z okresu przedchrześcijań­
skiego oraz pobieżny skrót poglądów kilku z nich, łącznie z jakże autorytatywnym
a jednocześnie pokrętnym cytatem z popularnej książeczki T. Margula Mity z pięciu
części świata, gdzie stwierdza on: „Wszelkie Lechy, Czechy, Rusy, Wandy i Popiele,
Krakusy czy znów Boruty to tylko mity m i t ó w , to późniejsze sztuczne wytwory lite­
rackie bez oparcia o narodową glebę, bez zasług kulturotwórczych" (sic, s. 35)
Wśród luźnych dywagacji nie brak śmiałych i zaskakujących w n i o s k o w a ń . Na
s. 39 przytaczając interesujący tekst (nazwany nota bene bajką) o Dabogu panu­
jącym na ziemi i Panu Bogu w niebiosach autorka orzeka, że imię tego pierwszego
„świadczy o mitycznym pochodzeniu bóstwa". Co to znaczy? Zaraz potem imię
jakiegoś bóstwa Odirei „przypomina egipskiego Ozyrysa". Dlaczego nie germańskiego
Odyna? Zapewne ze względu na bliskość Egiptu (przestrzenną) albo u m i ł o w a n i e
religii egipskiej, co zdaje się potwierdzać passus na s. 42, gdzie przy okazji ma­
wiania postaci w ę ż a w wierzeniach słowiańskich autorka niespodziewanie wybiera
jako analogie wierzenia egipskie.
Wszystkie wspomniane wyżej dywagacje nie mają większego związku z zasad­
niczą częścią tego rozdziału, zawierającą szczegółową charakterystykę istot nad­
przyrodzonych występujących w epice Słowian południowych. Właściwie mowa jest
o trzech grupach istot — rodzanicach, żmijach i wiłach. Przytoczony materiał fak1

Bezpodstawności twierdzenia T. Margula nie uzasadnia popularna forma
książki, z której zdanie to pochodzi. Jeszcze bardziej dziwi bezkrytyczność autorki,
posiadającej wykształcenie filologiczne; nawet, jeśli wszystkie wspomniane postacie
w y w o d z ą się z legend będących wytworem wyobraźni literackiej naszych kronika­
rzy, bez wątpienia miały oparcie o „glebę narodową" i odegrały niemałą rolę
w kulturze polskiej. Literatura na ich temat jest obszerna, por. bibiografie przy
hasłach: „Lech, Czech, Rus", „Krak", „Popiel" oraz „Wanda" w Słowniku
folkloru
polskiego red. J . Krzyżanowski, Warszawa 1965; Cz. D e p t u ł a ,
Średniowieczne
mity genezy Polski, „Znak", R. X X V : 1973, nr 233-234 (11-12), s. 1365-1403.

�250

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

tograficzny, podobnie jak i w innych rozdziałach, stanowi największą zaletę tej
pracy. Jednak celem autorki nie jest rzetelny opis; stara się ona odnaleźć genezę
i sens wyobrażeń ludowych, a nawet zrekonstruować podłoże mitologiczne, z k t ó ­
rego one wyrosły. I stąd mnożą się w pracy zdania trywialne bądź pozbawione uza­
sadnień chociaż formułowane z dużą dozą pewności, np. s. 40: „Pieśń bohaterska
Słowian południowych zachowuje ślady dawnych wierzeń dotyczących wyznaczania
losu człowieka, co j a k w i a d o m o [podkr. moje — R T ] , wywodzi się z czasów
antycznych".
Warto zatrzymać się na moment przy postaci żmija. Sposób omówienia tej
istoty ukazuje dość dobrze, że ograniczanie s i ę do analizy utworów o charakterze
mniej lub bardziej literackim nie pozwala na w ł a ś c i w ą ocenę znaczenia danego
faktu w całokształcie wierzeń. Praktyka ta, rozpatrywanie pieśni w oderwaniu
od wierzeń i obrzędów ludowych, jest dość znamienna dla prac folklorystycznych.
Ale autorka odrzuca w zasadzie analizę literacką zgromadzonego materiału, kon­
centrując się na swego rodzaju analizie kulturologicznej. Co w i ę c e j , we w s t ę p i e
znajdujemy stwierdzenie, że materiał pieśniowy „trzeba było [...] konfrontować
ze źródłami historycznymi, wyobrażeniami mitycznymi [...], zwyczajami, obycza­
jami, obrzędami ludowymi" (s. 8). Niestety, znajdujemy co prawda nie najlepsze
streszczenie poglądów na religię przedchrześcijańskich Słowian nie mające żadnego
znaczenia, pominięte zostały natomiast wierzenia istniejące współcześnie z p i e ś ­
niami. Tymczasem wydaje się, że rzetelna znajomość niepieśniowego materiału
źródłowego pozwoliłaby uniknąć wielu braków w tej części pracy. Fragment po­
święcony żmijowi jest tego dobrym przykładem. T a mityczna istota znana była na
terenie całej Słowiańszczyzny; pojawia się w wierzeniach, w ruskich bylinach,
a jak przyznaje H . Czajka także w pieśni bohaterskiej Słowian południowych
„obraz żmija" zajmuje poczesne miejsce. W dotychczasowych publikacjach etno­
graficznych narosło w o k ó ł tej mitycznej postaci wiele nieporozumień spowodo­
wanych przede wszystkim terminologią. Zainteresowanie się autorki żmijem oraz
bogaty materiał źródłowy, jakim dysponowała, stwarzały nadzieję na rozwikłanie
tej sprawy. Jednakże już w pierwszych zdaniach, idąc śladami swych poprzedni­
ków, autorka bezpodstawnie utożsamia żmija (rodz. męski) ze smokiem, w ę ż e m
i żmiją (rodz. ż e ń s k i ) , mimo że w licznie cytowanych przez nią tekstach różnice
między tymi istotami są zwykle dość wyraźne. Prowadzi to oczywiście do niepraw­
dopodobnego chaosu (na marginesie nasuwa się uwaga, czy tak często podkreślana
niejasność i brak logiki w wierzeniach ludowych nie są w jakimś stopniu wynikiem
arbitralnych interpretacji badaczy). Tymczasem zarówno w przytaczanych p i e ś ­
niach, jak i w opisach (strzeszczeniach) najwyraźniej chodzi o kilka (co najmniej
dwie) różnych postaci. Jedna to w ł a ś n i e żmij (zmaj), a druga smok (smok lub to­
rreja). Także między żmijem a żmiją należałoby, zgodnie z pieśniami, przeprowadzić
rozdział. Przykładem następujący fragment: „Proczuła se ż m i j a
trojogława,
/ zapreła ie carewi drumowe, / zapreła ie toj tesni klisuri" itd. (s. 148). Przytoczmy
teraz tekst mówiący o żmiju, który w intymnych celach odwiedza księżnę Milicę:
„Sva planina suncem zasjajala / od prokleta o g n j e v i t a
z m a j a / on podvije
krila ispod sebe / P a mi к njome leti u čardake" (s. 144). [Podkreślenia w obu
cytatach moje •— R T ] .
2

2

Konieczność rozróżnienia tych istot wskazuje ponadto ludowa wersja genezy
s m o k ó w ; powstają one ze żmij lub w ę ż y (te dwa gady były często utożsamiane
przez ludność wiejską), por. K . M o s z y ń s k i , Kultura ludowa Słowian, Warszawa
1968, t. I I , cz. 1, s. 580-581.

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

251

RECENZJE

Oprócz wyraźnie zaznaczonej użytym rodzajem odmienności płci u w a g ę z w r ó ­
cić trzeba także na ognistość żmija. Jest to — obok jego pozytywnego związku
z płodnością, w pieśniach uwidocznionego g ł ó w n i e jako aktywność seksualna, w i n ­
nych wierzeniach także poprzez przypisanie mu piorunowładności i zabijania smo­
k ó w — najistotniejsza cecha ż m i j a . O ile postać żmija w wierzeniach rysuje się
dość jasno, o tyle w twórczości ludowej nazwa ta używana jest z dużą dozą dowol­
ności. Gdy jednak dokona się analizy cech przypisywanych tak nazywanym istotom
jasne staje się, że mamy do czynienia z przeniesieniem nazwy żmij na potwora
zwykle zwanego smokiem. Dobrym przykładem tego jest klasyfikacja w ą t k ó w p i e ś ­
niowych dokonana przez B. N. Putiłowa; analizując pieśni o walce z potworem
wyróżnił on trzy zasadnicze grupy w ą t k ó w : 1) potwór jest strażnikiem wody,
źródła, 2) potwór niszczy zasiewy, pożera ludzi, nakłada daniny, zamyka w ą w o z y ,
3) potwór zagraża orszakom weselnym odbiera dary i żąda wydania panny m ł o ­
dej . Wszystkie wymienione tu cechy charakterystyczne są dla s m o k ó w na terenie
całej Słowiańszczyzny, bez w z g l ę d u na to, jak je ludność wiejska nazywa — smo­
kiem, lamją, halą czy wreszcie — jak to ma miejsce nieraz w pieśniach — żmijem .
Można więc sądzić, że w części pieśni i bylin nazwa ta została użyta wyłącznie jako
synonim potwora. Naszym zdaniem decydujące znaczenie posiadają cechy obu
istot, zwłaszcza te podstawowe — akwatyczność smoka i ognistość żmija. W p i e ś ­
niach, legendach i bajkach wschodnio- oraz południowosłowiańskich •— nawet
jeśli używa się w nich nazwy żmij — potwór ginie bardzo często od ognia lub
traci s w ą siłę przebywając zbyt długo poza wodą, na żarze słonecznym itd.
3

4

s

6

Warto ponadto zwrócić u w a g ę na inny aspekt klasyfikacji Putiłowa. Otóż
wyróżnione przez niego grupy w ą t k ó w (2) i (3) są w ł a ś c i w i e rozwinięciem grupy
(1) — strzeżenia wody, czy m ó w i ą c inaczej zamykania dostępu do wody. „Zamy­
kanie" lub „wiązanie" to jedna z podstawowych cech przypisywanych smokom
i istotom smokopodobnym. W wierzeniach ludowych, gdzie smoki p o r ó w n y w a n e

3

Por. M o s z y ń s k i , op. cit. s. 464-465, 668-670.
B. N. P u t i ł o w , Russkij i jużnosławjanskij
gieroiczeskij epos, Moskwa 1971,
s. 31-38.
Warto przytoczyć pokrótce charakterystykę tych istot z terenu Bułgarii.
Christo Wakarelski w swej pracy Etnografia Bułgarii, Wrocław 1965, pisze o lamjach •— „smok rodzaju żeńskiego o wyglądzie wielkiego gada [...] Ma też skrzydła
z błony. Ciało lamji pokryte jest żółtą łuską. Spotyka się obrazy smoka z trzema
lub dziewięcioma głowami" (s. 224). W pieśniach i bajkach o smoku m ó w i się, że
„mieszka na dnie morza albo w jaskiniach, gór, że zatrzymuje wody studzien
i rzek i tym samym zmusza ludzi do składania mu ludzkiej ofiary" (ibidem).
Walczą z l a m j ą - s m o k i e m bohaterowie, m. in. królewicz Marko, Branko, Chrabro,
a zwykle św. Jerzy. Z odciętych smoczych karków „płynie często rzeka żyzności
dla rolników i hodowców bydła". Synonimem lamji jest hala. Następnie Wakarelski
pisze wyraźnie: „Wrogami lamji i hal są zmeeve (1. p. zmej) — smoki, młode istoty
płci męskiej do pasa w postaci ludzkiej, z ogonem żmii i skrzydłami" (s. 224).
Użycie i w tym wypadku nazwy smok jest już tylko uproszczeniem badacza jasno
zdającego sobie jednak sprawę z różnicy między tymi grupami istot nadprzyrodzo­
nych. W języku polskim nazwa żmij w ł a ś c i w i e nie funkcjonuje i wszystkie istoty
o kształcie w ę ż o w y m zwykło się określać mianem smok. Nie powinno to jednak
w p ł y w a ć na rezultaty prac badawczych. Dodajmy jeszcze dla ścisłości, że w połud­
niowej Słowiańszczyźnie żmije tworzą całą społeczność, w której istnieją równie
istoty tego gatunku płci żeńskiej, zwane w Bułgarii zmeici. Silnie podkreślaną przez
Wakarelskiego cechą żmijów jest ich aktywność seksualna. Por. fragment pieśni
bułgarskiej o zaślubinach żmija z dziewczyną ( M o s z y ń s k i , op. cit., t. I I , cz. 2,
s. 774).
Mówią o tym byliny i legendy ruskie przytaczane przez A. A f a n a s j e w a ,
Poeticzekija wozzrienia Sławian na prirodu, Moskwa 1858, t. I I , I I I .
t

4

5

6

�252

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

są czasem do chmur lub z nimi utożsamiane, uważa się, że smoki pochłaniają wody
i zamykają je w sobie, „wiążą". Powodują w ten sposób podwójne niebezpieczeń­
stwo — suszy bądź powodzi. Istoty władające piorunami, w tym także na n i e k t ó ­
rych terenach ż m i j e , zmuszają smoki do wypuszczenia wody albo odpędzają j e
nie dopuszczając tym samym do powodzi lub gradobicia. W pieśniach i legendach
ludowych cecha „wiązania" czy „zamykania" uległa rozszerzeniu — smoki nie
tylko zamykają wody i dostęp do nich, ale także drogi i w ą w o z y , porywają i w i ę ż ą
ludzi i orszaki weselne. Sama postać potwora uległa również transpozycjom —
już nie musi to b y ć gadopodobny smok, lecz antropomorficzny potwór w rodzaju
wspomnianego kilkakrotnie przez autorkę Arapa (np. s. 47) albo trzygłowy woje­
woda Balačko z Ledjan (s. 131). Niezwykle interesującą sprawą jest przystosowy­
wanie tego archaicznego obrazu do konkretnych sytuacji społecznych i historycz­
nych — wspomniany Arap w y s t ę p u j e mianowicie nieraz jako element tureckiego
systemu administracyjnego, pobiera daniny od ożenku, gnębi, zabija lub uprowadza
do niewoli chrześcijan. W takich wypadkach sens w ą t k u walki z potworem ulega
zasadniczym zmianom.
7

Nie miejsce tu na szczegółowe i kompleksowe omawianie zespołu wierzeń
o żmiju, smoku i walce istoty nadprzyrodzonej lub bohatera z groźnym potworem,
choć — jak się wydaje — analiza tych w i e r z e ń ludowych rzuciłaby nowe światło
zarówno na system wierzeń religijnych ludności słowiańskiej, jak i miejsce oraz
znaczenie epiki bohaterskiej w życiu społeczności wiejskiej. Niestety, mimo dyspo­
nowania ogromnym materiałem źródłowym autorce nie udało się wykroczyć poza
opis kilkunastu w ą t k ó w pieśniowych. Zaważyło na tym w dużym stopniu utożsa­
mienie żmija z istotami opozycyjnymi w stosunku do niego. Pomieszanie żmija ze
żmiją doprowadziło zresztą do paradoksalnej sytuacji, kiedy autorka przytaczając
poglądy P u t i ł o w a zarzuca radzieckiemu badaczowi, ż e w swej klasyfikacji nie
uwzględnił pieśni, „gdzie żmij pojawia się jako motyw, obraz" (s. 45). Na dowód
przywołuje przykłady, w których mowa jest bez wątpienia o najzwyklejszych
gadach — żmijach (rodz. żeński). Z tej różnicy wspomniany badacz zdawał sobie
zapewne doskonale sprawę.
Niepokój autorki budzi natomiast powtarzająca się trzygłowość potwora: „Nie
wiadomo jednak dokładnie — pisze H . Czajka — czy należy to rozumieć dosłownie
jako trzy głowy, czy też jako trzy twarze, co przypisywano różnym postaciom
z mitologii i religii greckiej i rzymskiej" (s. 47). Dociekliwość godna lepszej sprawy,
świadcząca jednak niewątpliwie o lekturze znanego i w dużym stopniu nieaktual­
nego już dzieła Pettazzioniego . Fragment o trójgłowych bóstwach za nim przyto­
czony niczego nie wyjaśnia; żmij, który w swej klasycznej postaci nigdy nie ma
trzech głów, zostaje uznany za „pewien obraz, wzór, który prawdopodobnie ma
jakiś związek z mitologią pogańską tamtejszych Słowian [ani słowa na poparcie
tego przypuszczenia — przyp. moje R T ] , ale w poezji ludowej zatracił wszelkie
cechy archetypu". Trójgłowość zaś „podkreśla monstrualność postaci" (s. 48).
8

9

Wyłącznie opisowy charakter ma również obszerna część poświęcona charak­
terystyce w i ł . I tu analizę zastąpiono bezkrytycznym p o w o ł y w a n i e m się na ustale­
nia W. Klingera oraz K . Moszyńskiego. Przykładem powtórzone zapewne za tym
7

Por. M o s z y ń s k i , op. cit., t. I I , cz. 1, s. 486-487, 568-569, 652-654.
R . P e t t a z z i o n i , Wszechwiedza bogów, Warszawa 1967.
Istnieje szereg danych wskazujących na możliwość funkcjonowania postaci
żmija w wierzeniach religijnych S ł o w i a n w średniowieczu, por. R. T o m i c k i ,
Żmij, Żmigrody,
Wały Żmijowe.
Z problematyki religii przedchrześcijańskich
Sło­
wian, „Archeologia Polska", t. X I X : 1974, z. 2.
8

9

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

253

RECENZJE

ostatnim badaczem twierdzenie, że rusałki charakteryzują się innym zespołem cech
niż wiły. Tymczasem wystarczy uważnie przestudiować odnośne rozdziały Kul­
tury ludowej Słowian,
by dojść do zgoła odmiennych w n i o s k ó w .
Bardzo dokładny opis w i ł i ich swoistej społeczności nie doczekał s i ę analizy,
choć autorka — dzięki lekturze książki Mircea Eliadego pt. Sacrum, mit, historia —
trafnie odnajduje paralelę między cechą „zamykania" czy „wiązania" w ó d u tych
demonów oraz u indyjskiego potwora Wrtry. Szkoda, że własność ta nie została
zauważona u smoków, co na podstawie niepieśniowego materiału porównawczego
mogłoby doprowadzić do ustalenia między tymi dwoma rodzajami istot nadprzy­
rodzonych łączących je związków. Niestety, poza konstatacją podobieństwa z Wrtrą
nie zostają z tego faktu w y c i ą g n i ę t e żadne wnioski. To samo tyczy się symboliki
św. Jerzego, jednego z bohaterów, który walcząc o dostęp do źródła pokonuje
w i ł ę (s. 71) .
Treść całego rozdziału „Warstwa mityczna" w żaden sposób nie uzasadnia
w n i o s k ó w końcowych. Czytamy tam między innymi, że „Słowianie południowi
posiadali na swój sposób rozwinięte mity, które oparły się wiekom i odegrały
olbrzymią rolę w powstawaniu epiki bohaterskiej" (s. 93). Zresztą na podstawie
przytoczonych w książce materiałów źródłowych trudno w ogóle m ó w i ć o mitach;
co najwyżej o zespole wierzeń.. Luźne dywagacje o mitach towarzyszą jednak czy­
telnikowi ciągle, prowadząc w rezultacie do następującej konkluzji: „[Mity —
przyp. R T ] Nie próbują [...] wyjaśnić poszczególnych zjawisk przyrody, [...] nie
interpretują początku świata, nie doszukują się praelementu materii. Sprawy te
znajdują się poza zasięgiem mitycznego myślenia środowiska, które próbuje uczy­
nić z mitu pewien obraz, wzór, nieustannie kontrolowany z aktualną rzeczywis­
tością, w której bohaterowi przyszło żyć i działać" (s. 98). Trudno zaiste o więcej
nieporozumień w dwóch zdaniach. Autorka zdaje się zapominać, że ma do czy­
nienia z drobną cząstką w y t w o r ó w kulturowych i do tego tych, które nie aspi­
rowały do pełnienia roli mitów. Przypisywanie na tej podstawie ludności wiejskiej
braku zainteresowania kwestiami „filozoficznymi" jest zupełnie bezpodstawne,
pomijając nawet fakt, że w końcu X I X wieku zanotowano wśród Słowian połud­
niowych oryginalne mity kosmogoniczne i wierzenia kosmologiczne , o których —
mimo deklaracji konfrontowania pieśni z innymi materiałami — autorka nawet
nie wspomina. T a k oczywista fałszywość w n i o s k ó w wynika przede wszystkim
z faktu, że do rangi mitu podniesiony został skonstruowany przez autorkę na pod­
stawie licznych pieśni opis świata w i ł .
10

11

12

1 0

Sam K . Moszyński zwraca wielokrotnie uwagę, że istnieją cechy wspólne
pewnym grupom demonów na obszarze niemal całej Słowiańszczyzny oraz cechy
lokalne. Obok nich wyróżnić można cały szereg cech, które nazwiemy tu dla
wygody przypadkowymi; są one najczęściej wynikiem „ingerencji" informatorów
w tekst tradycyjny. Chociaż czytając odnośne fragmenty Kultury
ludowej
Słowian
odnosi się wrażenie, że autor nie starał się dokonywać hierarchizacji cech i z zało­
żenia traktował je jako równorzędne, to jednak w końcu wskazuje wyraźne kilka
z nich. S ą to m. in. zawiązek demonów z księżycem oraz związek z w o d ą (Moszyński
określił ten ostatni, jako w ą t e k „prania bielizny nocną porą nad rzekami", ale
naszym zdaniem należy włączyć tu wszystkie rodzaje łączności z -wodą jako
elementem wszechświata, a w i ę c zarówno zbiornikami wodnymi jak i deszczem).
Por. M o s z y ń s k i , op. cit., t. I I , cz. 1, § 529.
Autorka nie uwzględnia w ogóle w ą t k u walki św. Jerzego ze smokiem, który
w wierzeniach religijnych S ł o w i a n — szczególnie wschodnich i południowych —
odgrywał w a ż n ą rolę.
Mity kosmogoniczne rejestrowane wśród słowiańskich społeczności chłopskich
w końcu X I X i na początku X X wieku nie doczekały się — o ile nam wiadomo —
szczegółowego i kompleksowego opracowania.
1 1

1 2

�254

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

Wspomniane w y ż e j braki powtarzają się w kolejnych rozdziałach książki.
W „Warstwie chrześcijańskiej", gdzie wyliczone są wszystkie występujące w p i e ś ­
niach fakty mające jakikolwiek związek z chrześcijaństwem, autorka pisze na z a ­
kończenie: „Mitologia chrześcijańska jest w i ę c jednym z k o m p o n e n t ó w epiki na
południowej Słowiańszezyźnie" (s. 123). I znów trudno zgodzić się z tak ogólnym
sformułowaniem, gdyż mowa była przede wszystkim o ludowych poglądach i w y ­
obrażeniach, które jakkolwiek wyrosły na bazie idei chrześcijańskich (a czasem
odwrotnie — są wierzeniami ludowymi, w których tylko używanie np. słowa Bóg
jest w p ł y w e m tej religii), to jednak ani śladu nie ma jakiejś mitologii chrześci­
jańskiej. Co najwyżej m ó w i ć można o elementach genetycznie chrześcijańskich,
zwykle poddanych daleko idącym modyfikacjom, na co zresztą autorka sama wie­
lokrotnie zwraca uwagę. Nie brak w tym fragmencie pracy również zdań budzących
zdziwienie, takich jak choćby poniższe: „Nowa religia [chrześcijaństwo — R T ] po­
sługiwała się abstrakcją i idealizacją pojęć, nie zawsze była dostępna dla szerszego
ogółu, żyjącego w sposób prymitywny" (s. 101).
Kolejny rozdział zatytułowany „Warstwa baśniowa", a w ł a ś c i w i e jego część
początkowa, gdzie jak w każdym rozdziale prócz „warstwy obyczajowej" cytowane
są poglądy słynnych badaczy, jest doskonałym przykładem naukowej niefrasobli­
wości. Oto bowiem po stwierdzeniu wspólnych cech baśni, m i t ó w i legend, po
zdaniu: „klasyfikacja e l e m e n t ó w baśniowych w epice bohaterskiej południowej
Słowiańszczyzny jest rzeczą umowną, a w każdym razie nie może to być klasyfi­
kacja arbitralna" (s. 124), autorka przytacza cytat z jednej z prac Claude L é v i -Straussa. Pisze on m i ę d z y innymi, iż wzajemny stosunek mitu i bajki „nie jest
stosunkiem tego, co dawniejsze, do tego co późniejsze, pierwotnego do pochod­
nego". W następnym zaś zdaniu, bez najmniejszego komentarza cytowanego poglądu
czytamy: „Prawdopodobnie elementy baśni zaczęły pojawiać się, kiedy bogów
nie było jeszcze na świecie, mity istniały nieukształtowane, a postacie mityczne
nie były pojęte antropomorficznie" (s. 124). O ile można zrozumieć to skompli­
kowane zdanie, jest ono zupełnym zaprzeczeniem poglądu Lévi-Straussa. A jeszcze
dalej, jakby na przekór kolejnemu cytowanemu zdaniu tego badacza, że „Bajki są
mitami w miniaturze, w których te same opozycje przetransponowane są na małą
skalę" autorka przywołuje również bez żadnego komentarza cytat ze Świata
baśni
T. Sinki. On zaś pisze: „Baśń jest ciekawym zabytkiem myślenia przedlogicznego,
ciekawym tworem pierwotnej fantazji, w której czynności są identyczne z czyn­
nościami fantazji estetycznej i poetyckiej". Nawet przy maksimum dobrej woli
trudno uznać, że te wszystkie stwierdzenia łączą się, że pozwalają pojąć, jak rozu­
mie autorka baśń. Mimo to w przeświadczeniu H . Czajki rozdział poświęcony mo­
tywom bajkowym, w porównaniu z dotychczasowymi opracowaniami, „stanowić
będzie krok naprzód" (s. 125). Podobnie jak w poprzednich rozdziałach omówiono
tu wszystkie występujące w epice motywy tzw. bajkowe, jak np. odporność bohatera
na rany, ilość posiadanych przezeń serc, rzuty kamieniem na nieprawdopodobne
odległości, perypetie związane z poszukiwaniem żony itd. Wśród nich jest wiele
takich w ą t k ó w , które z całą pewnością można zaliczyć do innych warstw. I tak
walka ze smokiem, działalność wił, n i e z w y k ł e poczęcie bohatera i im podobne
kwalifikują się do warstwy mitycznej, różne zaś wątki obyczajowe związane z cyk­
lem ż y c i o w y m bohatera pasują doskonale do rozdziału ostatniego pt. „Warstwa
obyczajowa". Wszystkie tego rodzaju niejasności są bezpośrednim wynikiem braku
jasno określonych kryteriów ograniczających zakresy poszczególnych warstw.
Książka opatrzona jest zakończeniem zawierającym wnioski z „analizy" epiki
bohaterskiej S ł o w i a n południowych. Stwierdza się tam, że głównymi komponen-

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

255

RECENZJE

tami epiki są „mit pogański i obyczajowość". Trzecie miejsce przypada warstwie
baśniowej, „Mit chrześcijański nie zajmuje w epice bohaterskiej zbyt dużo miejsca"
(s. 213). „Historia odegrała w epice rolę raczej inspirującą" (s. 214). T a k w i ę c
dowiadujemy się wreszcie, iż istota „metody analizy poziomej" polega na usta­
leniu miąższości warstw wyodrębnionych w bliżej nieokreślony sposób. Natomiast
miąższość warstw jest podstawą dla ich uszeregowania i zhierarchizowania ich
ważności: „Warstwa mityczna i warstwa obyczajowa reprezentowane są w pieśni
najbardziej okazale, jedna utkana jest z e l e m e n t ó w cudownych, a w i ę c irracjo­
nalna, druga natomiast jest racjonalna, powiązana silnymi nićmi z życiem, z co­
dziennym bytowaniem człowieka" (s. 213). Tego, iż tzw. warstwa mityczna jest r ó w ­
nież powiązana z życiem codziennym, tyle że nieco inaczej, autorka nie zauważa.
Wspomniany na wstępie brak określenia kryteriów klasyfikacji faktów podważa
w znacznym stopniu zasadność tych skromnych wniosków. W zależności od nich
można by bowiem dość znacznie zmniejszać lub zwiększać objętość poszczególnych
rozdziałów książki, a tym samym ilościową zawartość warstw. Pomijając tę
sprawę i zakładając, że intuicje autorki są trafne, również trudno stwierdzić,
by w y s i ł e k H . Czajki przyczynił się w jakimkolwiek stopniu do poznania struk­
tury treści epiki południowych Słowian.
Ryszard

Tomicki

J U O Z A S K U D I R K A , Lietuvos puodžiai
ir puodai, Lietuvos T S R Mokslu, A k a demija Istorijos Institutes, „Mintis", Vilnius 1973, ss. 116, fot. 53, rys. 33.
Praca Garncarstwo na Litwie omawia rzemiosło garncarskie na przełomie X I X
i X X wieku, z zaznaczeniem kierunku zmian zachodzących do 2 pol. X X wieku.
Autor opisuje szczegółowo techniki garncarskie, proces produkcji oraz warsztaty
i piece do wypalania naczyń, a także rodzaje naczyń wyrabianych w różnych
regionach Litwy, ich zdobienie i polewanie. Szczególnie interesujące jest w y ­
stępowanie na Litwie jeszcze do lat 30-tych X X w. techniki lepienia naczyń znanej
na terenie Polski jedynie z wykopalisk archeologicznych. W tym czasie w kilku
rejonach wschodniej i południowo-wschodniej Litwy 32 osoby w y k o n y w a ł y na­
czynia tą techniką, a sądząc z dokładnych zdjęć ilustrujących proces produkcyjny
jeszcze dziś istnieją osoby znające tę technikę. Lepieniem, będącym techniką sto­
sunkowo nieskomplikowaną, zajmowały się kobiety, posługując się ręcznie obracanym
kołem sponowym. Naczynia lepiono ze specjalnego gatunku gliny, występującej
w miejscach wilgotnych.
Zwraca także u w a g ę stosunkowo późne wyspecjalizowanie się rzemiosła garn­
carskiego na terenie Litwy. Wiejscy garncarze na przełomie X I X i X X wieku
wykonywali naczynia w kuchni i wypalali w piecach polnych, w miasteczkach
mieli wydzielony kąt mieszkania. Dopiero w latach 20-tych X X w. zaczęto w tym
celu stawiać specjalne pracownie z piecami do wypalania. W tym także okresie
rozszerzyły się rynki zbytu na naczynia gliniane, z 20-30 km od miejsca produkcji
na obszar nieomal całego kraju. W związku z rozwojem hodowli bydła w różnych
regionach Litwy utrzymują się do dziś tradycyjne formy naczyń. Na przykład
w zachodniej Litwie używa się szerokich dzbanków, we wschodniej wąskich,
garncarze zaś przenosząc się do innych miejscowości musieli przystosowywać się
do w y m a g a ń miejscowych odbiorców. Najbardziej archaiczne, bo sięgające X w. n. e.
formy i techniki wyrobu naczyń zachowały się na wschodnich obszarach L i t w y ,
natomiast wyspecjalizowane rzemiosło rozwinęło się w częściach zachodnich.
Maria

Woźniak

�256

ARTYKUŁY

RECENZYJNE I

RECENZJE

N A R O D N O J E I S K U S S T W O SSSR, wydawnictwo „Izobrazitjelnoje iskusstwo",
Moskwa 1972, 229 reprodukcji w e d ł u g wyboru W. A. J e ł k o w a i Ł. F . Romanowa,
w s t ę p 2,5 str. i tłumaczenie w języku angielskim, strony nlb.
Książkę typu albumowego przygotowaną z okazji obchodów 50 rocznicy Z S R R
przyjąć należy z aplauzem. Jest to bowiem pierwszy tego rodzaju zbiorowy przegląd
współczesnej ludowej twórczości artystycznej różnych narodów zamieszkałych na
terenach Związku Radzieckiego, P o w s t a ł on na podstawie materiałów Funduszu
Wystawowego Dyrekcji Wystaw Związku Artystów ZSSR, zebranych w ekspedycjach
Komisji Zarządu Związku Artystów Z S S R poświęconych sztuce ludowej. Widać
w nim odrębność sztuki i twórczości poszczególnych republik wyrastającej z etnicz­
nego charakteru, rozwoju historycznego, sposobu życia, specyfiki środowiska oraz
pracy, która stanowi główne zajęcie i podstawę egzystencji miejscowej ludności.
Jest ona również wynikiem specyficznych w a r u n k ó w geograficznych i klimatu.
Na przykład na dalekiej północy podstawowym materiałem i tworzywem jest skóra
i futro upolowanych zwierząt oraz kość, a wśród pasterskiej ludności środkowej
Azji — w e ł n a i sierść.
W dzisiejszych czasach wiele dawnych w y t w o r ó w sztuki ludowej utraciło swoją
pierwotną wartość użytkową, niektóre z nich jednak znalazły n o w ą funkcję,
zwłaszcza ze względu na swój dekoracyjny charakter. Oto np. dymkowskie zabawki
służą obecnie za elementy upiększające wnętrza mieszkalne. Tak samo wyroby
jubilerskie, wykonywane przez rzemieślników centralnej Azji, są dziś poszukiwaną
biżuterią dla uzupełnienia modnej sylwetki kobiecej. Duże zastosowanie w deko­
racji wnętrza mieszkalnego znajdują także ceramiczne naczynia rosyjskie, ukraiń­
skie lub z republik centralnej Azji, czarna ceramika mołdawska nadto koronki
i hafty z północnych regionów Rosji, dagestańskie wyroby srebrne, dywany z A r ­
menii i Azerbejdżanu oraz wiele innych w y t w o r ó w sztuki ludowej. Żaden z m i ę d z y ­
narodowych festiwali, czy kongresów nie obejdzie się dziś bez w y s t ę p ó w zespołów
regionalnych, prezentacji strojów, pieśni, tańców, czy pamiątek. Fakty te świadczą
0 głęboko zakorzenionych tradycyjnych upodobaniach i nawykach.
Album zawiera tylko wybrane, najbardziej typowe prace wykonane przez różne
narody Związku Radzieckiego w ostatnich pięciu latach. Są to przeważnie prace
indywidualnych twórców oparte na wzorach tradycyjnych oraz pracach artystów,
którzy w swej twórczości nawiązują do przekazów tradycji. Materiał jest tutaj
podzielony w e d ł u g kryteriów, jakie stosuje się przy organizowaniu wystaw sztuki
ludowej narodów Związku Radzieckiego, tzn. w e d ł u g charakterystycznych grup
poszczególnych narodów. Przegląd ten otwierają wyroby republiki rosyjskiej. Są to:
malowane drewniane naczynia z regionu Gorkowskiego i Swierdłowskiego, gliniane
malowane zabawki w postaci g w i z d k ó w •— koników, kurek i babek z okolicy Tuły,
Kirowa i Archangielska oraz z surowej gliny z regionu Penza, ceramika riazańska
1 dagestańska o ozdobnej, wyszukanej formie, hafty wladymirskie, mordwińskie,
dagestańskie, czuwaskie, tatarskie, karelskie, kabarowskie, jakuckie o swoistej
technice wykonania i elementach zdobniczych oraz kolorystyce, pokrywające części
garderoby, zarówno futra, kaftany, rękawice, jak ręczniki, serwety, narzuty; dalej
haftowane i aplikowane części garderoby, zwłaszcza z rejonów północnych; misterne
o gwieździstych motywach koronki z Wołogdy, przeróżne tkaniny lniane i lniano-bawełniane o przetykanych, geometrycznych wzorach rombowych w kompozycji
pasowej, np. z rejonu Brjansk, Komi (zwłaszcza krajki), czy Karelii — w biało-czerwonym kolorze, to znów tkaniny wełniane, w postaci kilimów, dywanów,
s u m a k ó w , o zróżnicowanej kolorystyce i ornamentyce, np. z Baszkirii, Udmurtu,

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

257

Dagestanu. Te ostatnie odznaczają się szczególnym zestawem m o t y w ó w , w których
dominuje kolor czerwony, czarny i żółty oraz motywy o nieregularnej linii brze­
gowej. Osobną u w a g ę zwracają dywany sukienne i w o j ł o k o w e w naturalnych
kolorach, o bardzo prostym, sercowato-ślimacznicowym ornamencie z rejonu Kabardino-bałkarskiego i futro focze z haftami z Jakucji, czy aplikowane części garderoby
z kolorowymi, esowatymi ornamentami, pochodzące z okolic Kabarowska.
Z innych w y t w o r ó w tej grupy terytorialnej w y m i e n i ć jeszcze należy filigranowe
ozdoby burjackie na kształt medalionów z dekoracyjnymi formami d z w o n k ó w
i guzów uzupełnionych koralami i drogimi kamieniami oraz precyzyjnie grawero­
wane srebrne naczynia z Dagestanu i m e t a l o w ą paterę z Wołogdy o bardzo mister­
nym ornamencie roślinnym. Na u w a g ę zasługują także: osetyński uroczystościowy
róg do picia zdobiony metalem i płaskorzeźba o ornamencie roślinnym; jakuckie
rzeźby w kości; dagestański drewniany, inkrustowany srebrem moździeż; kałmuckie
naczynie skórzane na kumys z tłoczonym ornamentem i srebrnymi okuciami;
archangielskie naczynia drewniane ażurowo zdobione snycerską robotą oraz malo­
widła kwietne na emaliowanym metalu i malowidła ze scenami rodzajowymi na
papierze. Rzeźba nie zajmuje tu pierwszoplanowego miejsca. Z powyższego zaś
przeglądu widać, że na czoło w twórczości ludowej w y s u w a j ą się takie ośrodki, jak:
Tuła, gdzie powstają gliniane, zabawki i ceramika, Kirów, Rjazań, Penza i Archangielsk — również jako ośrodki ceramiczne, Gorkowsk i Swierdłowsk znane z malo­
wanych kolorowo naczyń drewnianych, Dagestan produkujący ceramikę, hafty,
tkaniny, zwłaszcza wełniane, grawerowane metalowe naczynia, wyroby drewniane
i zdobione srebrem, Wołogda •— odznaczająca się misternymi koronkami i ozdobami
oraz naczyniami metalowymi, Władimir znany z haftów, jak Jakucja, gdzie wyrabia
się także ozdobną odzież, głównie futra.
W kolejnej części albumu pokazane są wyroby z Ukrainy, Białorusi, Mołdawii,
przy czym ukraińskie zajmują najwięcej miejsca. W grupie w y r o b ó w mołdawskich
pokazano stosunkowo bardzo mało, bo tylko s i w ą ceramikę w postaci dużych
garnków i dzbanów z Kobolchina, gliniane zabawki — gwizdki w postaci jeźdźców
na koniach i kogutka z rejonu Rezin oraz wełnianą krajkę w kolorze czerwono-czarnym o romboidalnych motywach, narzutę z pasiaka z Orgiejewskiego rejonu
i obrzędowy ręcznik ze współczesnymi roślinnymi kolorowymi haftami i szydełkową
koronką.
Bardzo skromnie przedstawiona jest także sztuka ludowa Białorusi, nie pozba­
wionej przecież bogactwa tradycyjnej twórczości. Współcześnie prezentuje ją je­
dynie siwa ceramika z okolic Mogilewa i Brjesta, o wiele uboższa od mołdawskiej
pod w z g l ę d e m dekoracyjnym, ozdobne tkaniny z gwieździstymi i rozetowymi moty­
wami zamkniętymi w rombowych i wielobocznych obramieniach z rejonu Gómela,
obrzędowe ręczniki, bardzo dekoracyjne w symetrycznych kompozycjach poziomych
pasów, również z rejonu Gómela i miniatury skrzynek drewnianych — jedna zdo­
biona inkrustacją ze słomy ze Złobina, druga malowana z tradycyjnym podziałem
na dwa pola w y p e ł n i o n e trzema dużymi, kolorowymi kwiatami. Za współczesne
formy kompozycyjne uważać należy jeźdźca na koniu wykonanego ze słomy z Mo­
gilewa i trzy rozpędzone konie ze szkła z rejonu Grodna, nota bene pod w z g l ę d e m
artystycznym bardzo udane, lecz nie mające związku z twórczością ludową. Po­
dobny charakter mają także dwa wytwory ze szkła z okolic Lwowa, zaliczone do
grupy ukraińskiej.
Bogactwo tradycyjnej twórczości ukraińskiej znalazło potwierdzenie we w s p ó ł ­
czesnych tendencjach. W y s u w a j ą się tu zarówno wyroby tekstylne, jak ceramiczne,
wyroby drewniane inkrustowane i podpalane, malowidła i elementy stroju regio17 — E t n o g r a f i a P o l s k a , X I X / 2

�258

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

nalnego. Z jednej strony nie odbiegają one w niczym, tj. ani w surowcu, ani
w technice wykonania i technice zdobniczej oraz motywach i kompozycji od
w z o r ó w tradycyjnych, z drugiej strony natomiast poza zupełnie nowym, wspom­
nianym już szkłem, pojawiają się tu także nowe kompozycje, opierające się
jednak na wzornictwie tradycyjnym. Jako ośrodki twórcze w y s u w a j ą się znane
od dawna okolice Czerniowiec, Czernihowa, Kojowa, Iwano-Frankowska, rejony
zakarpackie, połtawskie.
Odmienną twórczość grup kultury wschodu prezentują wyroby gruzińskie,
azerbejdżańskie i armeńskie. Dominują wśród nich okazy jubilerskie, ceramiczne
i tekstylne, odmienne i bogate zarówno w swej formie, jak i elementach dekoracyj­
nych. W Gruzji rejon Tbilisi jest ośrodkiem srebrnictwa, w którym obok niepowta­
rzalnych form naczyń zwracają u w a g ę zdobnicze filigranowe elementy koliste
i ślimacznicowe w przeciwieństwie do ozdób azerbejdżańskich z Baku o kształcie
guzikowatym, czy wachlarzowatym z licznymi zwisającymi blaszkami, kulkami
i perełkami, świadczące o wysoko rozwiniętym kunszcie rzemieślniczym. Konty­
nuację tradycji widzi się także w przykładach gruzińskich dzianin z wielokolorowej
włóczki, tj. w skarpetach i bogato zdobionych częściach garderoby męskiej lub
specjalnym nakryciu g ł o w y kobiecej. Poza tym w wyrobach zdradzających zupełnie
nowoczesne tendencje twórcze w i d a ć albo archaizowanie form, np. w haftach na
wojłoku z rejonu Achmetskiego, albo korzystanie z nowszego wzornictwa z dwu­
dziestych lat bieżącego wieku, czego dowodem dywan abchazki ze stylizowanymi
jeleniami. Natomiast podane przykłady ceramiki gruzińskiej nie odznaczają się
żadną specjalną cechą, a naczynie do wina z kolumną zakończoną pięcioramienną
gwiazdą rosyjską wykazuje wręcz nieporadność kompozycji.
Wypracowaną formę związaną z wzornictwem tradycyjnym wykazują za to
naczynia azerbejdżańskie i armeńskie z surowej gliny, z dyskretnym ornamentem
plastycznym lub rytym, jak w czasach archaicznych. Bogate w archaiczne motywy
zdobnicze typu geometrycznego, zróżnicowane kolorystycznie są azerbejdżańskie
wyroby tekstylne z w e ł n y , mające zastosowanie jako części tradycyjnej odzieży,
nadto dziane skarpety, dywany i batikowane szale, na których występują motywy
arabesek. Ośrodkami twórczymi są tutaj: Baku, rejon Lenkoran, Ismail, Ordubad,
Szeki.
D a w n ą formę użytkową i zdobniczą przejawiają także armeńskie w e ł n i a n e su­
maki i worki na sól (rejon Gorijski i Szamszadinski) z motywami rombów, u k o ś ­
nych równoramiennych krzyży, rombów z odrostkami, esownic. Widać, że niemałą
rolę odgrywa tu także pasiak oraz kompozycja pasowa o urozmaiconej szerokości
pasów stanowiących także tło dla pojedynczych m o t y w ó w powtarzających się
rytmicznie.
Kolejna część albumu prezentuje uzbecką, kazachską, kirgizką, tadżycką i turkmeńską twórczość ludową •— rejonów w y s u n i ę t y c h daleko na wschód. Naturalne
środowisko oraz warunki ekonomiczne i rodzaj uprawianej gospodarki, nadto pa­
nujące niegdyś stosunki społeczne są w prezentowanych wyrobach w y r a ź n y m
odbiciem zakorzenionych od pokoleń przeżyć i potrzeb, które przechodzą kolejne
stadium adaptacji do współczesnej rzeczywistości. Obok przedmiotów o w y r a ź n y m
przeznaczeniu na zbyt, jak niektóre uzbeckie ozdobne patery, rzeźbione misternie
drewniane części drzwi, naścienne kilimy, większość w y t w o r ó w ma szerokie zasto­
sowanie, czy to od święta, czy też w życiu codziennym. Na czoło w y s u w a j ą się tu
uzbeckie wyroby tekstylne z w e ł n y , b a w e ł n y , jedwabiu, wzbogacone haftami o du­
żych kolistych i gwiaździstych, motywach płaszczyznowych lub rombowych i r ó w ­
noramiennymi krzyżami. S ą to naścienne kilimy, pasy do wzmacniania jurty, części

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

259

kobiecego ubioru, ż y w e w kolorach i o bogatym wzornictwie. Drugie miejsce zaj­
mują tu wyroby z gliny o funkcjonalnych, tradycyjnych formach, np. czarny
dzban, malowane i glazurowane p ę k a t e naczynia z pokrywą lub dwoma uszkami,
malowane i glazurowane talerze, naczynia o kształtach zwierzęcych — wszystkie
0 swoistym ornamencie zapełniającym niemal całe powierzchnie, pochodzące z oko­
lic Chorjezmska, Kaszkadarii, Fjerganiji, Buchary, Samarkany, Urgud, Kizduwanu.
Do tego dochodzi jeszcze sprzęt w postaci ozdobnej skrzyni malowanej i srebrno-złote ozdoby jubilerskiej roboty uzupełnione koralami i turkusami z gęstym puklem
drobnych wisiorków.
Z w y r o b ó w kazachskich zaprezentowano tutaj wyłącznie tekstylia. Są to tkane
dywany o ornamentach geometrycznych z motywami w ę ż y k ó w , meandrów, linii
łamanej w różnym układzie kompozycyjnym; nadto aplikacje w e ł n i a n e na w o j ł o ­
kach używanych do pokrywania legowisk •— o dużych arabeskowych, symet­
rycznych motywach; naścienne tkaniny haftowane o motywach roślinno-geometrycznych składających się z drobnych e l e m e n t ó w dekoracyjnych. Pochodzą one
z rejonu Kzył—Ordynskiego, Ałma-ata, Dżambulu, Karagandy, Czimkent.
Kirgizkie zdobnictwo tekstylne w i ą ż e się przede wszystkim z dekoracją wnętrza
jurty. Są to aplikacje na wojłokach i skórze oraz hafty o dużych asymetrycznych
motywach k r z y ż o w o - w o l u t o w y c h , zawiniętych rogów i arabesek, a w haftach —
w postaci wirujących gwiazd i m o t y w ó w zamkniętych w kolistym otoku. Domi­
nuje w nich kolor czerwony na ciemnym — czarnym lub brązowym tle oraz od­
cienie zieleni, z akcentami żółtego. Drugą gałęzią kirgizkiego zdobnictwa są prezen­
towane w albumie wyroby jubilerskie w formie nausznic, grawerowane i z w i ­
siorkami z korali. Pochodzą one z Naryna.
Twórczość l u d o w ą republiki tadżyckiej reprezentują przede wszystkim wy­
roby ceramiczne głównie o białokremowej polewie z geometryczno-roślinnym orna­
mentem w postaci rozet, wachlarzy, wolut. Mają one swoiste formy czar, flako­
nów, dzbanów, waz o kulistym, p ę k a t y m brzuścu i dość szerokiej stopie. Pochodzą
z kilku ośrodków, z których wyróżniają się: Czorku, Kanibadam, Gumbułak, Dasztldżum, Karatag, Ura-Tjube; z tych dwu ostatnich miejscowości pokazano gliniane
zabawki o zoo- i antropomorficznych kształtach w y w o d z ą c e się z magicznych
1 apotropeicznych tradycji. Funkcje te spełniały pierwotnie również srebrne ozdoby
z licznymi wisiorkami, na wzór których wykonuje się współczesną biżuterię. Spe­
cyficzne motywy zdobnicze, wynikające z kultury regionu, o ż y w y c h kolorach
i zwartej, kolistej kompozycji wykazują współcześnie wykonane części tradycyj­
nej odzieży z Nuszor.
Wyroby ludowe turkmeńskiej S S R zamykają zestaw prezentowany w niniej­
szym rozdziale. Są to przykłady tekstyliów, jak gruby, w e ł n i a n y dywan o moty­
wach rombowych ze spiralnie zwiniętymi rożkami i dywan strzyżony w w i ś n i o ­
wym kolorze o delikatnym geometrycznym ornamencie — obydwa wykonane
w Aszchabadzie, nadto delikatna, jedwabna tkanina w szeroki pas fioletowy i zie­
lony z żółto-czerwonym obramowaniem przeznaczonym na część kobiecego stroju
i jedwabne wyszywane nakrycie g ł o w y kobiecej o motywie wirującej gwiazdy —
także z Aszchabadu. Natomiast g ł ó w n y m ośrodkiem ceramiki jest tutaj, jak daw­
niej: K u n j a — Urgencz, gdzie wyrabia się naczynia o tradycyjnej formie i zdob­
nictwie w postaci dużych rozet i gwiazd utrzymanych w kolorach żółtej i zielo­
nej polewy, lub jednokolorowe z reliefowym ornamentem lekko zaznaczonych w a ­
łeczków, jak w przykładzie dużego naczynia na wodę.
W srebrnych ozdobach biżuteryjnych wymienionych terenów w i d a ć wyraźnie
łączenie e l e m e n t ó w starego rzemiosła z nowym. Dwa zaprezentowane przykłady ta

�260

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

kwadratowy i prostokątny medalion z dużym szlachetnym kamieniem pośrodku —
jeden w filigranowej oprawie stanowi przeciwwagą dla rzędu m a ł y c h w i s i o r k ó w
0 kształcie lancetowatym, drugi w prostej oprawie na grawerowanym tle blaszki.
Centrum dla tego rodzaju w y r o b ó w jest również Aszchabad.
Nawiązanie do tradycji stanowią nadto grawerowane tabakierki wykonane
z małych owoców tykwy.
Ostatnia część albumu poświęcona jest sztuce ludowej Litwy, Ł o t w y i Estonii,
tj. krajów, gdzie bogate wzornictwo tradycyjne znalazło odbicie w szerokim asor­
tymencie współczesnych w y r o b ó w . Należą do nich litewskie w e ł n i a n e krajki i ba­
w e ł n i a n e lub lniane tkaniny oraz ręczniki z Radwiliszek o charakterystycznych
geometrycznych motywach kostek komponowanych w szachownicę, gwiazdy i r ó w ­
noramienne krzyże; dalej ceramika siwa lub malowana z Merkinje i Kurszenaj
oraz barwne palmy wielkanocne ze sztucznych kwiatów, wiązane w wydłużone
kiście zakończone pióropuszem, a pochodzące z okolic Wilna.
Ozdobne tkaniny łotewskie w różnych kolorach z motywami kostek, pasów
1 urozmaicone skomplikowanym przetykaniem pochodzą z rejonu Rygi, natomiast
kraciaki stosowane przede wszystkim na chusty — z Lepaji. Łotwa słynie również
z bursztynowych ozdób, których centrum znajduje się w Rydze. Tutaj także, oraz
w okolicy, wykorzystuje się stare techniki plecionkarskie do wyrobu koszy o no­
woczesnych formach. S w ą przysadzistością i pękatymi brzuścami nawiązują do
glinianych naczyń, których bogaty zestaw o glazurze w odcieniach zielono-żółto-brązowych sugeruje, iż tradycje ceramiczne w rejonie Prejli i Ludzenu są nadal
bardzo żywotne.
Plecionkarskie tradycje w y r o b ó w z korzeni i szerokich taśm w i ó r k o w y c h oraz
technika obróbki drewna zdobionego wypalaniem lub łączeniem kontrastowych
jego odcieni charakteryzują ludową twórczość estońską. Są to drewniane, małe
i duże kufle z okolicy Talina, Hijumaa, Saaremaa, z ozdobnie w y c i ę t y m i uchwy­
tami, bańki i flasze oraz puzderka. Innym przykładem są kolorowe hafty płaskie
o motywach roślinnych wykorzystane na narzutach, jak z okolicy Haapsalu lub
wyspy Muku, skąd pochodzi w e ł n i a n a torebka z popularnym na początku X X w*
barwnym, kwietnym haftem. Na końcu zestawu pokazano miedzianą, grawero­
w a n ą spinkę z motywami sześcioramiennych gwiazd zamkniętych w kole, oraz
w e ł n i a n y kilim z podobnymi, gwieździstymi motywami w różnych kolorach na
czarnym tle, wykonany przez twórcę z Haapsalu.
Przykłady estońskiej sztuki ludowej zamykają ostatecznie listę współczesnych
w y t w o r ó w pochodzących z republiki rosyjskiej, ukraińskiej, białoruskiej, m o ł d a w ­
skiej, gruzińskiej, azerbejdżańskiej, armeńskiej, uzbeckiej, kazachskiej, kirgiskiej,
tadżyckiej, turkmeńskiej oraz litewskiej i łotewskiej. Wykazują one kierunki roz­
wojowe i dążności twórcze ostatnich paru lat zmierzające nie, jak dotąd, w kierunku
integracji w ą t k ó w , lecz podkreślenia specyfiki regionalnej i jej tradycyjnego
podłoża.
Barbara
E L L E N M A R I E M A G E R 0 Y , Norsk

treskurd,

Oslo

Bazielich

1972.

W serii Norsk Kulturarv — archiwum kultury norweskiej, publikującej wiado­
mości z zakresu kultury tradycyjnej, z końcem 1972 roku ukazała się kolejna po­
zycja. Jest to już dziewiąta książka tego wydawnictwa i jak poprzednie, o sta­
rannej szacie graficznej i edytorskiej. Oprawiona w twardą, kolorową okładkę za­
wiera tekst w układzie dwuszpaltowym i dużą ilość fotografii o wysokim poziomie

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

261

artystycznym i dokumentalnym. Do tej pory ukazały się: 1) Olav B 0 , Norsk skitradisjon, również w tłumaczeniu angielskim; 2) Arne E m i l Christensen, Fra vikingskip til motorsnekke, również w tłumaczeniu angielskim; 3) Gilde og gjestebod, pra­
ca zbiorowa pod redakcją Halvor Landsverk; 4) Erling Eriksen, Vor gamie sjefartskultur; 5) Lars Reinton, Til seters. Norsk seterbruk og seterstell; 6) Leif 0sty,
Med kunstnarauge. Norsk natur og jolkeliv i biletkunsten;
7) Albert Steen, Med
lys og lampe gjennom tidene; 8) Ood Vollan, Sildefisket gjennom tusen ar; 9) Ellen
Marie Magerey, Norsk
treskurd.
Ostatnia z wymienionych pozycji jest bardzo starannie przygotowanym opra­
cowaniem na temat snycerstwa zarówno sakralnego, jak świeckiego, zdobiącego
różne przedmioty codziennego użytku, portale, sprzęty, naczynia, a w kościołach:
ołtarze, ambony, stalle itp.
Norweska snycerka trwa od tysiąca lat i przeszła przez różne okresy stylowe
do czasów współczesnych. Najstarsze okazy sięgają p o ł o w y ósmego wieku. G ł ó w ­
nymi narzędziami były w ó w c z a s dwa typy dłut — hakowate i proste, krótkie.
W 1904 roku archeolog Gabriel Gustafson znalazł w Osebergu, u wybrzeży Oslo-fjordu starą łódź w i k i ń s k ą z 800-850 roku, której dolny brzeg kadłuba oraz ozdobne
zakończenie wysoko wystającego dzioba mają ażurowo wycięty ornament składający
się z m o t y w ó w zoomorficznych stanowiących splatający się ciąg pasowy. Motywy
te, jak i inne, zdobiące dziób łodzi, wykonane są bardzo precyzyjnie i przedsta­
wiają formy antropomorficzne, b y ć może duchów i diabłów morskich, a na szer­
szych płaszczyznach przyozdobione są nacięciami w formie rybiej łuski. O wiele
bogaciej ornamentowany jest kadłub drewnianego wozu z tej samej łodzi, pokryty
płaskorzeźbą w układzie pasowym. Na motywy składają się męskie i żeńskie po­
stacie ludzkie, jeźdźcy na koniu, syreny, rekiny i potwory morskie, a poniżej ple­
cionki z dwu splotów oraz w ę ż e i hydry; cały tył wozu natomiast pokryty jest
splatającymi się motywami antropomorficznymi.
Podobnie bogate ornamenty,
łączące się ze sobą w gęstą plecionkę, zdobią również sanie z Osebergu, zarówno
ich górną obudowę, jak płozy. Zakończenia i narożniki mają nadto rzeźby prze­
ważnie w formie zwierzęcych g ł ó w lub gryfów. Reliefowe plecionki, tworzące
asymetryczne kompozycje, głównie o charakterze zoomorficznym, w tym najdaw­
niejszym okresie są kompozycjami zamykającymi się w kolistych medalionach.
K o ń c o w y okres tego zdobniczego stylu można określić jako reliefowo-plastyczny,
połączony nierzadko z inkrustacją. Na szczególną u w a g ę zasługują tu g ł o w y gry­
f ó w z narożników obudowy sań z bogatą plecionkową, ażurową lub inkrustowaną
ornamentacją.
Około 950 roku w zdobnictwie norweskim pojawia się w p ł y w stylu romańskiego
i kolisto-medalionowe formy zanikają na rzecz linearnych, ó s e m k o w y c h splotów
w ę ż o w y c h , łączących się z postaciami ssaków o smukłych, subtelnych kształtach.
Ś w i e t n e ich przykłady znane są z drewnianych portali kościołów np. w Urnes,
Ornes, Sogn, Ulvik. Formy te z czasem rozbudowują się w fantastyczne, ażurowe
sploty, w których motywy roślinne, zwłaszcza liści, przenikają się z zoomorficznymi — skrzydłami i g ł o w a m i ptaków, hydr, s m o k ó w , a około 1100 r. wplatają
się w to liście akantu. Grubość reliefu nie przekracza 4 cm. Bogaty w sceny figu­
ralne jest portal z Hylestad. Opiewa on legendarne wydarzenia zawarte w księdze
Eddy, związane z Sigurdem Favnesbane. Autorka opisuje liczne podobne przykłady,
jakie zachowały się w wielu miejscowościach. Zwrócić przy tym należy uwagę, że
w okresie późnego gotyku wymienione motywy zdobnicze ustępują miejsca kom­
pozycjom symetrycznym, zachowującym rytmiczną ciągłość m o t y w ó w . Należą do
nich obecnie formy esowate, sercowate, owalne, wiążące się z drobnymi elemen­
tami roślinnymi, głównie liśćmi.

�262

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

W wystroju wnętrz sakralnych znaleźć można w tym czasie również różne
rzeźbione maski, rzeźbione przęsła i wiązania konstrukcyjne, kolumny z kapitelami
0 przekroju kwadratu, na których występują półkoliste tarcze z figuralnymi p ł a s ­
korzeźbami. W niektórych przypadkach były one polichromowane, zwłaszcza póź­
niejsze, tworzące koronkowe ażury, odznaczające się rytmiczną kompozycją i sy­
metrią budowy m o t y w ó w roślinnych i zwierzęcych oraz zamkniętymi scenami,
czy postaciami świętych. W sprzętach występują też motywy krzyża i plecionek,
a w sterczynach, stanowiących np. górną część oparcia ław, foteli lub wykończenia
architektoniczne, g ł ó w n y m motywem są g ł o w y węży, gryfów, psów, l w ó w , nawet
g ł o w y postaci świętych. Nie są one pozbawione cech naturalizmu. W sterczynach
1 wykończeniach pojawiają się także duże formy kolistych tarcz ze snycerką ge­
ometryczną, często skomplikowaną. Obok tego występują proste motywy geomet­
ryczne, np. ryzowane, jak na sarkofagowej skrzyni o wysokich nogach, znanej
z Heddal w Telemarku. Przez zastosowanie wspomnianej techniki uzyskiwano
walory kolorystyczne surowego, jasnego drewna.
Wpływ renesansu uzewnętrznia się przede wszystkim w zdobnictwie i w y ­
stroju wnętrz sakralnych. Wiąże się to z doborem m o t y w ó w , tematyką religijną,
zwartą i miarową kompozycją oraz polichromią, co widoczne jest zwłaszcza na
licznych przykładach ambon, ołtarzy, stall, ław, ram itp. Dotychczasowe formy
zdobnicze wzbogacone są coraz liczniejszymi rzeźbami figuralnymi spiętrzającymi
się nieraz w kilka poziomów, rozrastającymi się na boki, a umieszczanymi w ołta­
rzowych wnękach. T y m samym przybliżają się one swym charakterem do sztuki
ogólnoeuropejskiej, głównie barokowej.
Podobne tendencje obserwuje się w meblarstwie X V I I wieku, w naczyniach
i drobnym sprzęcie. Ale obok tego, poza wykształcającą się sztuką profesjonalną,
ulegającą ówczesnej modzie, zwłaszcza w architekturze i wystroju sakralnym,
rozwija się twórczość rodzima kontynuująca przekazy tradycyjne. Dowodzi tego
zdobnictwo sprzętów i mebli znajdujących się we wnętrzach mieszkalnych, jak
łoża o szerokiej, deskowatej obudowie z tarczowymi ster czynami, lub też przypomi­
nające swym w y g l ą d e m postać zwierzęcą; kredensy i szafy z rzeźbionymi orna­
mentami roślinnymi, krzesła, stoły, ławy, skrzynie itp.
Dopiero, gdy zdobnictwo sakralne X V I I I w. przeżywało rozkwit form akantu
i jego niesłychaną rozbudowę, w p ł y w tego obserwuje się także w sprzętach i meb­
lach tradycyjnych w szczególnej mierze. Warto jednak podkreślić, że autorami
w obydwu przypadkach byli ci sami rzemieślnicy tworzący na z a m ó w i e n i e różnych
odbiorców. Po 1800 r. obserwuje się w snycerce eklektyzm i nawrót do minionych
s t y l ó w i upodobań, jak i w innych krajach Europy, i dopiero po 1900 r. zaczyna
kształcić się nowy styl, zwany powszechnie sztuką nowoczesną. Na zmiany te
w p ł y n ę ł a industrializacja i idąca z tym w parze produkcja masowa.
Na zakończenie autorka podkreśla zasługi m u z e ó w przemysłowych i etno­
graficznych, które dzięki swym bogatym zbiorom są nieocenionym źródłem przy
szczegółowych opracowaniach tego typu.
Omówiona praca, podobnie jak inne z tej serii, w m y ś l jej zasadniczego zało­
żenia, jest popularnym przedstawieniem jednej z dziedzin artystycznej twórczości
ludowej w Norwegii w historyczno-dokumentalny sposób od czasów najdawniej­
szych po współczesne. Czytelnikowi norweskiemu ułatwia uporządkowanie wiedzy
w tym zakresie, dla obcokrajowca natomiast, interesującego się zdobnictwem
i sztuką ludową, stanowi ciekawy i cenny materiał porównawczy.
Barbara

Bazielich

�ARTYKUŁY

R A N D I A S K E R , Rose-painting
Drugie, poszerzone wydanie.

RECENZYJNE

I

RECENZJE

in Norway, Oslo 1971, ss. 56 +

263
ilustracje nib.

Książka w ładnej kolorowej obwolucie i z kolorowymi w k ł a d k a m i ilustracji
dotyczy określonej dziedziny twórczości ludowej Norwegii, występującej jako
dekoracja na ścianach, stropach i meblach wiejskich oraz na wielkiej ilości m a ­
łych przedmiotów z drewna, nadto również jako dekoracja kościołów.
Pod nazwą rose-painting,
czyli malarstwo rozetowe, autor rozumie nie tylko
mniej lub bardziej naturalistyczne reprodukcje róż lub innych m o t y w ó w florystycznych znajdujących zastosowanie w ornamentyce, lecz ludowe malarstwo
w ogóle, łącznie z motywami figuralnymi, geometrycznymi lub krajobrazowymi
widokami. Nie chodzi tu jednak o malarstwo obrazów w dosłownym znaczeniu.
Malarstwo rozetowe w Norwegii było nieuczonym, lokalnym rzemiosłem, i to
w ł a ś n i e tłumaczy jego świeżość i niekonwencjonalny charakter. Rozwinęło się
ono zwłaszcza w X V I I I w., kiedy miasta i osiedla weszły w okres n i e z w y k ł e g o
powodzenia. Nowe metody uprawy ziemi i zwiększone rynki sprzedaży drewna
budulcowego przyniosły wsi dostatek. Wzmożona komunikacja i związki gospo­
darcze z miastem znacznie oddziałały w tym względzie; wieśniacy nie byli już
tak odseparowanym społeczeństwem.
Brzmi to humorystycznie, ale pochodzenie malarstwa rozetowego przypisuje
się niechęci w i e ś n i a k ó w do marnowania czasu i pracy przy szorowaniu i czyszcze­
niu sprzętów domowych wykonanych pierwotnie z niemalowanego, surowego drew­
na. Jest ono również wynikiem norweskiego umiłowania barw i ornamentów
przejawiających się znacznie wcześniej w formie zdobnictwa tekstyliów i rysunków
naściennych. Tak przynajmniej podaje tradycja.
Zanim jednak rozwinęło się malarstwo rozetowe, wnętrze mieszkalne jakiego­
kolwiek osiedla np. wschodniej Norwegii jeszcze do końca X V I I w. — a w nie­
których, dalej położonych miejscowościach nawet do X I X w. — wyglądało zupełnie
inaczej. Było ono przeważnie ciemne, bez okien, z otwartym ogniem na środku
klepiska. Dym uchodził przez otwór w dachu, a wszystko było poczerniałe od
sadzy. Jedyną kolorową dekorację stanowiły tkaniny zawieszane z okazji świąt.
Zmiany następować zaczęły w ciągu X V I I w., a jedną z podstawowych stało się
wybudowanie komina. Piec zatem przeniesiono w kąt izby, zaczęto zakładać pod­
łogi i okna. Rozjaśnienie wnętrza przyczyniło się do wprowadzenia doń ozdób
rzeźbionych i malowanych.
W zachodniej Norwegi dymne domy istniały jeszcze do 1800 г., a jedyną w nich
zmianą było przeniesienie pieca w naroże izby. W tych warunkach ozdobne tka­
niny zawieszano też tylko od święta, a dodatkową dekoracją były kredowe rysunki
wykonywane przez kobiety na ciemnych ścianach. Ich geometryczne motywy w y ­
kazują związek z ozdobnym tkactwem.
Malarstwo rozetowe po raz pierwszy pojawia się we wschodniej i zachodniej
Norwegii w unowocześnionym wnętrzu z wybudowanym w narożu piecem z ko­
minem. Najstarsze jego ślady pochodzą z czasu około 1700 r. i w niektórych
rejonach przetrwały mniej w i ę c e j do 1850 r. osiągając swój szczytowy okres przy
końcu X V I I I w. i w pierwszej dekadzie X I X w. Zwyczaj dekorowania ścian i su­
fitów przejęto z kościołów i domów mieszczańskich, skąd zaczerpnięto np. szeroko
rozpowszechniony motyw akantu i inne florystyczne motywy renesansu i baroku,
zwłaszcza motyw rozetowy. Spopularyzowali je w ę d r o w n i malarze, którzy przeszli
z miast do osiedli malując najpierw w n ę t r z a kościołów. Tutaj w ł a ś n i e farmerzy
mieli możność pierwszego zetknięcia się z owymi ornamentami. Od tego czasu
coraz częściej zaczynają pojawiać się malowane skrzynie, czary na piwo, dzbany.

�264

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

Kupowano je zazwyczaj na jarmarkach lub zamawiano bezpośrednio u w y t w ó r c ó w .
Wiele z tych przedmiotów posiada datowania jeszcze z końca X V I i z początku
X V I I w. Początkowo były to nawet importy z Niemiec i Holandii oraz z norweskich
miast. Charakteryzowały się one przeważnie jasnymi, przejrzystymi ornamentami
z przewagą koloru czerwonego, żółtego i zielonego.
Jeżeli początki malarstwa rozetowego odnosi się w przybliżeniu do 1700 г., to
nie znaczy, że było ono odbiciem aktualnie panującego w Europie stylu. Należy je
uważać raczej za mieszaninę cech renesansu, baroku, rokoka i empiru, lecz wyrosłą
jeszcze w swym zrębie w czasach średniowiecznych. Wiadomo bowiem, że aktualne
style europejskie nie docierały bezpośrednio od razu do twórczości wiejskiej w swej
pierwotnej formie, lecz nierzadko już nieco przestylizowane. Rezultatem był w i ę c
ani nie barok, ani nie rokoko, lecz ż y w y , S M Í generis styl wiejski, w którym mie­
szało się stare z nowym. Malarstwo rozetowe jest przykładem, jak świeże impulsy
w różnej postaci przejawiają się w twórczości różnych okolic prezentując specyfikę
regionalną. Dzięki temu właśnie można określić ośrodek, z którego pochodzą. Forma
i ornamentyka przemawiają tutaj w swoisty sposób. Na przykład rozety w odniesie­
niu do poszczególnych regionów występują w różnej postaci i kolorystyce.
Malarstwo rozetowe w y s t ę p u j e w Norwegii zwłaszcza w pewnych określo­
nych regionach wyznaczonych linią biegnącą od 0sterdalen i poniżej ku wschodowi,
przez Hallingdal, Numedal, Tellemark, Aust-Agder włączając Setesdal, Vest-Agder
i Rogaland. Natomiast rejony zachodnie ubogie są pod tym w z g l ę d e m chyba głównie
dlatego, że w tej części Norwegii dominowały motywy geometryczne bardziej dogodne
w snycerce niż w malarstwie. Pewne dane o malarstwie rozetowym pochodzą także
z Trendelag, gdzie g ł ó w n y m centrum było Oppdal. Natomiast Gudbrandsdal znane
jest przede wszystkim ze snycerki nierzadko barwnie podmalowywanej.
Dużą rolę w malarstwie rozetowym odegrały głównie dwa ośrodki: Hallingdal
i Telemark. Tutaj działał cały zastęp lokalnych artystów i malarstwo to osiągnęło
swoisty wyraz, aczkolwiek i w innych częściach Norwegii stało ono na wysokim
poziomie. Artyści z Telemark i Hallingdal pracowali także i w sąsiednich regionach
zachodniej Norwegii, gdzie pozostawili ślady lokalnej specyfiki. Zdobiono głównie
wnętrza, tj. ściany i sufity, meble — jak skrzynie i kredensy, drobne przedmioty,
zwłaszcza czary na piwo, dzbany, misy, szkatułki itp. W starych wnętrzach motyw
akantu w i ł się przez całą długość ścian w kolorze niebieskim lub czerwonym na
białym tle. Uznać go można za bardziej rozwiniętą w e r s j ę prymitywnego zdob­
nictwa kredą, stosowanego także przy dekorowaniu wieka skrzyń. Pierwotnie więc
splatało się ze sobą malowanie farbami olejnymi na ścianach z zachowanym jesz­
cze na suficie rysunkiem kredą. Takie białe sufity czyniły izbę przestronniejszą.
Stopniowo na ścianach motywy stawały się coraz większe pokrywając nawet kilka
belek. Były to już różne sceny figuralne zaczerpnięte z wzornictwa rokokowego
i empirowego. W pierwszej kolejności malowano ścianę za g ł ó w n y m miejscem przy
stole przeznaczonym dla głowy rodziny, stąd w i ą z a ł o się ono często z całą genea­
logią rodu, scenami rodzinnymi lub portretami. Specjalną u w a g ę Zwracano również
na zdobnictwo wokół łóżka, gdzie umieszczano motywy figuralne. Prawdopodobnie
był to relikt wcześniejszego zdobienia tych miejsc zawieszanymi tkaninami — k i ­
limami, na których mądre i głupie panny w e d ł u g Nowego Testamentu były po­
pularnym motywem, zwłaszcza w X V I I w. Wykorzystywano także inne sceny
zaczerpnięte z Biblii, postacie królewskie lub przywódców wojskowych oraz mo­
tywy dzikich zwierząt. Malowano też sceny z życia, stosownie do fantazji twórcy,
stąd obok m o t y w ó w rodzimych pojawiają się równocześnie egzotyczne. Odbicie

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

265

RECENZJE

wiejskiej rzeczywistości w malowaniu ścian jest wyraźnie widoczne, obok zdobnictwa
barokowego w y s t ę p u j ą c e g o w malarstwie Hallingdal i Telemark w X V I I I w.
Odpowiadały one temperamentowi miejscowej ludności i były stosunkowo ł a t w e
w wykonaniu.
Rzecz charakterystyczna, czym cechuje się w ogóle całokształt ludowej twór­
czości norweskiej, że zachowało się wiele oryginalnych i datowanych okazów, a na­
wet nazwiska ich autorów.
Autor książki wymienia najbardziej znanych malarzy, o których najstarsze
dane pochodzą z 1690 r. Było ich sporo i każdy prezentował swoisty styl bardziej
lub mniej florystyczny bądź animalistyczno-figuralny, wyróżniający się odrębną
techniką, kolorystyką i kompozycją.
W drugiej połowie X I X w. rozetowe malarstwo weszło w stadium końcowe
z dominacją motywu liści i gałęzi dębu oraz przewagą białego koloru.
Jeśli chodzi o uchwycenie specyfiki rozetowego malarstwa charakterystycz­
nego dla poszczególnych regionów, to pamiętać trzeba, że zachowało się ono w Nor­
wegii dzięki zróżnicowanemu położeniu geograficznemu oraz utrudnionej komu­
nikacji. Nowe idee i zmiany następowały bardzo powoli i nie wszędzie r ó w n o ­
miernie, ponieważ wieśniacy byli konserwatywni i mieli swoisty pogląd na sztukę.
Proces adaptacji miał dlatego różne przejawy, co nie pozostawało również bez
związku z religią. Malarstwo rozetowe na ogół jednak cechowało u m i ł o w a n i e jas­
nych kolorów stanowiących kontrast w stosunku do codziennego, szarego życia
ludu mieszkającego w jednym z najdalej na północ wysuniętych krajów Europy.
Barbara

A A G O T NOSS, Johannes

Flintoes

draktakvarellar,

Bazielich

Oslo 1970, ss. 104, ilustracje

nlb.
W bogatej serii wydawnictw Norsk Folkemuseum w Oslo jest również dział
poświęcony norweskim strojom ludowym. Ukazały się w nim ostatnimi czasy dwie
podobne do siebie książki przygotowane przez Aagot Noss, konserwatorkę tegoż
muzeum, zajmującą się i prowadzącą dział ubiorów i ich zdobnictwa. Obok wy­
mienionej pozycji, tą drugą jest Joachim Frichs draktakvarellar, wydana w 1973 r.
Obydwie prace mają doskonałą wartość źródłową i dokumentacyjną połączoną
z walorami artystycznymi; akwarele i rysunki nie są bowiem martwym, statycz­
nym odtworzeniem ubiorów pojedynczych osób i życia na wsi, lecz na przykładzie
licznych scen rodzajowych prezentujących obyczajowość w społecznej zbiorowości
sprawiają wrażenie, że ubiór jest nierozerwalną częścią składową kultury i ż y w y m
jej elementem dostosowanym do potrzeb i okoliczności. Dzięki wielości scen po­
wtarzanych na kilku przykładach ilustracji z tego samego regionu artysta ukazuje
wielość odmian i wersji zarówno kobiecego, jak i męskiego ubioru stosownie do
wieku i pozycji społecznej.
Jochannes Flintoe urodził się w Kopenhadze najprawdopodobniej z początkiem
1787 r. W 1811 r. przeniósł się do Oslo (jego matka była Norweżką, ojciec D u ń ­
czykiem), gdzie przebywał do 1851 г.; zmarł w 1870 r.
B y ł artystą malarzem i rysownikiem, a kwalifikacje zdobywał w Kopenhadze
w Akademii Sztuki, częściowo u prywatnych nauczycieli. Między 1820 a 1851 r

;

�266

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

zetknął się ze środowiskiem artystycznym w Oslo. B y ł bardzo ruchliwy i aktywny:
m a l o w a ł scenerie dla teatru oraz w y k o n y w a ł rozmaite prace dekoratorskie, malo­
w a ł portrety, obrazy o tematyce historycznej, krajobrazy i widoki. G ł ó w n y m jednak
przedmiotem jego zainteresowań było życie na wsi i dlatego odbywał wiele wypraw
terenowych. W wyniku tego pozostawił po sobie 22 kolorowe ilustracje, które po­
wstały między 1819 a 1830 r.
Flintoe był jednym z pierwszych artystów interesujących się strojami ludo­
wymi. Jego poprzednikiem w tej materii był Joh. F . L . Dreier (1775-1883), którego
rysunki strojów opublikował w Kopenhadze między 1812 a 1815 r. Johannes Seen
pod tytułem Norské Nationale Klaededragter. Na przełomie X V I I I i X I X wieku
na tę tematykę zaczęto zwracać coraz baczniejszą u w a g ę pod w p ł y w e m rodzącego
się prądu romantyzmu, który w Norwegii miał szczególnie duże znaczenie. Flintoe
w ł a ś n i e był pierwszym z młodej generacji artystów, którego poruszyły i zafascyno­
w a ł y romantyczne przeżycia i doznania wyrastające na tle zainteresowań wsią, jej
życiem, strojami i krajobrazem. W gronie tego typu artystów znaleźli się: I . C. Dahl
(1788-1857), Johan Fredrik Eckersberg (1822-1870), Joachim Frich (1810-1858) i Adolph
Tidemand (1814-1876).
Akwarele strojów ludowych Flintoe, któremu poświęcona jest omawiana książka,
powstały w wyniku dokładnych i szczegółowych obserwacji. Wielu późniejszych
artystów nie tylko go naśladowało, ale także kopiowało jego prace. Dwie kopie
opublikowano jako litografie w Norské Nationaldragter samlede og udgivene af
J. Frich tilligemed en Afhandling om Nordmaendenes aeldre Dragter af Prof.
R. Keyser, Christiania (Oslo) 1847. Poza tym dziewięć akwarel Flintoe, przedsta­
wiających stroje ludowe, zostało opublikowanych jako część wydawnictwa Norské
Nationaldragter wydanego przez Chr. Tensberg'a, Christiania 1852. Z innych jego
ilustracji strojów wykonano litografie, które Georg C. C. W. Prahl opublikował
w 1827-1830 roku w serii Norské National-Dragter, a w 1848 r. w Norské Bondedrager. Istnieje także znaczna ilość nieopublikowanych prac autora. Akwarele
strojów ludowych nie zostały dotychczas wydane w całości i obecna monografia
jest pierwszą publikacją 22 ilustracji z tej serii. Większość z nich prezentuje stroje
noszone do kościoła i od święta. Wyjątek stanowi kobieta w codziennym ubiorze
z Vang w Valders oraz kobieta z Górnego Telemarku. Flintoe był oczywiście ś w i a ­
dom, że ubiory mają różnego rodzaju przeznaczenie i że istnieją między nimi
różnice regionalne. Świadczą o tym noty poczynione przez autora obok rycin.
Zawierają one także uwagi, dlaczego do ilustracji w y b r a ł autor mężatkę lub
dziewczynę. Jego notatki są dokładne i tylko w paru przypadkach widać, że od­
stąpił od miejscowej tradycji. K i l k a przykładów znanych jest z oryginalnych za­
chowanych egzemplarzy strojów.
Ryciny Flintoe przeważnie o rozmiarach 41,5 X 34,5 z lat 1819, 1821, 1822, 1826,
1828, 1830, 1831 należą do zbiorów sztuki w Oslo. W 1966 r. zostały one zdeponowane
w Norsk Folkemuseum i zarejestrowane pod numerem ŃF 7830 a — w Depositum.
Przedstawiają stroje z następujących terenów: Valdres 3, Gudbrandsdal 1, Halling­
dal, 2, Telemark 5, Aomli, Aust — Agder 1, Hordaland 2, Sogn 3, Sor — Trandelag 2
oraz 3 ilustracje Lapończyków. Są to ubiory kobiet, młodej pary, pary małżeńskiej,
mężczyzn, dziewcząt, w grupach kilkuosobowych, pokazane z różnej strony i w róż­
nych sytuacjach życia na wsi, a nierzadko na tle słabo zaznaczonego krajobrazu
czy b u d y n k ó w farmy. Wiele z tych ubiorów nosi się w Norwegii po dzień dzisiejszy
niemal w niezmienionej formie, co świadczy o ciągłości tradycji nie poddającej się
łatwo zmianom niesionym nurtem bieżącego życia.

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

267

RECENZJE

Książka wydana jest bardzo starannie. Zawiera kolorowe ilustracje, opisy strojów
poszczególnych regionów i komentarze oraz katalog i m a p ę części Norwegii, na któ­
rej zaznaczono miejsca, skąd pochodzą stroje przedstawione na rycinach. U z u p e ł ­
nieniem jest zestaw literatury dotyczącej strojów ludowych.
Barbara

cje

A A G O T NOSS, Joachim
nlb.

Frichs

draktakvarellar,

Oslo 1973,

Bazielich

ss. 135 +

ilustra­

Drugą pozycją w y d a n ą przez Norsk Folkemuseum w serii Norské Folkedrakter
jest książka o norweskich strojach ludowych w akwarelach Joachima Fricha. Na­
leżał on do grupy artystów, którzy pierwsi, pod w p ł y w e m romantycznych haseł
znajdujących ż y w y oddźwięk w Norwegii, zainteresowali się kulturą ludową,
zwłaszcza strojami. Akwarele Fricha winno się w pewnym sensie traktować jako
suplement kolorowych rycin Johanna Flintoe. Dla wprawy w tego rodzaju pracy
F r i c h skopiował 15 kolorowych rycin wymienionego autora. Niezależnie jednak od
tego Frich w y k o n a ł wiele własnych, podobnych rycin i one stanowią pryncypalną
część omawianej publikacji. Wartość jego ilustracji strojów regionalnych jest nawet
tym większa, że obrazują przykłady z takich zakątków Norwegii, do których Flintoe
nigdy nie dotarł. Znaczna ich część pochodzi przede wszystkim z zachodniej Nor­
wegii, podczas gdy Flintoe koncentrował się głównie na rejonach wschodnich.
A zatem są tutaj stroje ludowe z Sunnm0re, Sogn, Fjordane, Hordaland, Tinn,
Numedal i Hallingdal, lecz z tych okolic, skąd Flintoe nie brał przykładów.
Joachim Christian Geelmuyden Giildenkreutz Frich urodził się w Bergen 24 lipca
1810 г., a zmarł w Oslo 29 stycznia 1858 r. Przez pewien czas studiował teologię,
którą jednak przerwał przerzucając się na studia sztuki i malarstwa. Od 1833 r.
do 1840 г., kiedy ostatecznie osiadł w Oslo, przebywał za granicą. Studiował na
Akademii Sztuk P i ę k n y c h w Kopenhadze, potem przeniósł się do Drezna, a w 1837 r.
k o n t y n u o w a ł studia w Monachium. Z kolei powrócił do Bergen, by wkrótce udać
się do Sztokholmu, gdzie pracował na zlecenie króla tego kraju. Oskarhall w Oslo
został wykonany przez Joachima Fricha i Adolfa Tidemanda, również czołowego
artystę owych czasów. W 1840 r. Frich osiadł w Norwegii (Christiania •— Oslo) na
stałe. Był nauczycielem w szkole artystycznej (Tegneskolen) —• obecnej Szkole
Sztuki i Rzemiosła i szybko stał się ośrodkiem życia artystycznego i kulturalnego
w Oslo. Był nadto założycielem Stowarzyszenia Ochrony Norweskich Starożytności
(Foreningen for Norské Fortidsmindesmaerkers Bevaring). Do końca swego życia
podejmował liczne podróże po Norwegii odwiedzając różne miejsca, z których
przywoził wiele prac — rysunków i akwareli. Czas jego największej aktywności
zwie się często norweskim renesansem, w którym narodowe wartości Norwegii
zostały odkryte na nowo i szeroko rozpowszechnione także poza granicami tego
kraju. Wielu badaczy i miłośników kultury narodowej zwróciło u w a g ę na język
i dialekty, pieśni, ludowe opowiadania i legendy, m u z y k ę wprowadzając te narodowe
w ą t k i do swojej twórczości. Artyści dojrzeli piękno norweskiego krajobrazu i ty­
powych scen rodzajowych. Twórczość tego okresu jest wyrazem zarówno ekspresji,
jak i ż y w e g o dokumentu.
F r i c h oprócz tego typu twórczości w y k o n a ł również około 400 rysunków na
prywatne zlecenia lub jako ilustracje do książek, a tematem ich były treści za­
czerpnięte z natury, krajobraz, drzewa, konary, pnie, listowie, kwiaty. Na tle tego,
częstym zjawiskiem były wierne dokumenty budownictwa, mostów, statków.

�268

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

Najciekawiej oczywiście przedstawiają się jego rysunki i malunki strojów
ludowych, które do dziś mają wartość dokumentu historycznego. Od 16 marca do
9 kwietnia 1940 r. Towarzystwo Sztuki w Oslo eksponowało w y s t a w ę , na której
zaprezentowano wymienione wyżej prace.
W 1847 r. Frich opublikował ryciny strojów jako wynik studiów nad dawnymi
ubiorami norweskimi (Norské
Nationaldragter samlede og udgivne av J. Frich
tilligemed en Afhandling om Nordmaendenes aeldre Dragter av Prof. R.
Keyser).
Było w tym 9 jego w ł a s n y c h prac.
Obecna publikacja zawiera 43 akwarele i jeden rysunek Joachima Fricha,
aczkolwiek wiadomo, że w y k o n a ł ich w i ę c e j . Do dziś jednak nie zostały odkryte.
Większość z nich znajduje się w zbiorach muzealnych. Według geograficznego po­
działu przedstawiają się one następująco: Sunnmore (4). Nordfjord (3), Sunnfjord (2),
Sogn (4), Hordaland (13), Telemark (5), Numedal (2), Hallingdal (3), Valdres (2),
Gudbrandsdal (1), oraz 4 akwarele z Laponii i rysunek z Kradsherad. Przegląd ten
zawiera także rysunki Fricha wykonane na wzór Flintoe.
Wszystkie akwarele są reprodukowane w kolorze, a kopie prac Flintoe, s k ł a d a ­
jące się z 15 przykładów (opublikowanych w książce Johannes Flintoe's water-colour
paintings of costumes — Johannes Flintoe draktakvarellar) zestawione są p o r ó w ­
nawczo. Tylko dwie, opierające się na nieznanych akwarelach Flintoe, są w kolorze,
reszta zreprodukowana czarno—biało.
Akwarele Fricha z 1840 r. podobne są do wykonanych przez Flintoe w 1820 r.
Szkoda, że nie udało się wykorzystać akwareli, które F r i c h w y k o n a ł w 1848 r.
w czasie podróży do Hallingdal, Numedal i Telemarku w towarzystwie Adolfa
Tidemanda, który także przywiózł podobne swoje materiały z tej wyprawy. W i a ­
domo bowiem, że niektóre z nich Frich skopiował. Zresztą kopiował on ryciny
również innych artystów, jak: Joh. F . L . Dreiera (1775-1833), Hansa Legangera
Renscha (1800-1854) i Adolfa Tidemanda (1814-1876).
Jak należy się spodziewać, Frich rriiał w i ę c e j osobistego stosunku do w ł a s n y c h
rycin niż do kopii. Zaopatrywał je jeszcze w bliższe określenia, пр.: strój letni,
strój zimowy, strój 7- lub 75-letniej osoby (przy czym notował jej imię i nazwisko),
albo uwagę, że jest to stary ubiór, co w sumie jest dowodem wyczucia wartości
historycznej, jakie autor posiadał. Na kopiach umieszczał również określniki m ó ­
w i ą c e o regionie, z którego dany strój pochodził i podawał źródło, stąd wiadomo, co
kopiował.
Datowane akwarele Fricha pochodzą z lat 1844-1850, a połowa z nich powstała
w 1845 r. Bez wątpienia mają one wartość źródłową jako oryginalne odtworzenie
stanu faktycznego. Okazuje się, że one także były kopiowane, np. przez J . F . Eckersberga (Norské Nationaldragter) w 1852 г., który jednak nie podał bezpośredniego
źródła. Toteż w badaniach nad strojami ludowymi, o ile korzysta się z podobnych
źródeł, należy zwrócić uwagę, czy ryciny są oryginalne, czy są kopiami. Drugą
w a ż n ą sprawą jest stwierdzenie, czy przedstawione stroje pochodzą z tego czasu,
kiedy wykonano ryciny, czy też są jakimś odtworzeniem lub obrazem starej, nie­
używanej już od dawna formy ubioru. Nieobojętne jest także stwierdzenie, o ile
rycina jest różna od oryginału stroju.
Książka zaopatrzona w komentarze autorki daje szczegółowy przegląd i opisy
strojów z wymienionych regionów Norwegii. Oprócz kolorowych, oryginalnych rycin
podano tu jeszcze adnotacje artysty tyczące się kolorystyki poszczególnych części
garderoby oraz paralele z podobnymi rycinami innych autorów. Całość dotyczy nie
tylko pełnych kompletów strojów, ale także ich detali. W porównaniu z podobnymi

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

269

RECENZJE

rycinami polskich artystów tego czasu (Daniel Chodowiecki 1726-1809, Jan Piotr
Norblin 1745-1830, Michał Stachowicz 1768-1825, Aleksander Orłowski 1777-1832)
norweskie przykłady dają znacznie bogatszy i bardziej autentyczny zestaw ilustracji,
cenny ze w z g l ę d u na dużą autentyczność również dla studiów porównawczych
polskich badaczy.
Barbara

ss.

Bazielich

V R U L J E — G L A S I L O N A R O D N O G O M U Z E J A U Z A D R U , Zadar 1972, nr 2,
91.

Drugi numer „Vrulje" wydanego przez Narodowe Muzeum w Zadarze w Jugo­
s ł a w i i poświęcony jest tematyce etnograficznej wynikającej z materiałów znajdu­
jących się w zbiorach Oddziału Etnograficznego tegoż muzeum oraz problematyki
badań prowadzonych w północnej Dalmacji. Jest to pierwsza tego rodzaju okazja do
ujawniania szerszemu ogółowi stanu wiedzy z zakresu ludowej kultury tegoż
regionu. Patronują jej: dr Milován Gavazzi — profesor uniwersytetu w Zagrzebiu,
Olga Ostrić — kierowniczka Etnograficznego Oddziału Muzeum Narodowego w Z a ­
darze, Zdenka Palćić — kustosz Etnograficznego Muzeum w Splicie i Andrija
Stojanovic — pracownik naukowy Zakładu Etnografii Uniwersytetu w Zagrzebiu.
Oddział Etnografii Muzeum Narodowego w Zadarze powstał we wrześniu 1945 r.
dzięki staraniom zasłużonego konserwatora Grga Ostrić. Za pośrednictwem gazety
„Narodni list" zwrócono się w ó w c z a s do społeczeństwa, aby dopomogło w zbieraniu
eksponatów. W formie wystawy stałej uprzystępniono je zwiedzającym w 1950 r.
w osobnym budynku — dawniej strażnicy miejskiej, gdzie po dzień dzisiejszy
mieszczą się zbiory etnograficzne. Pomieszczenie to nie odpowiada już obecnym
wymogom i w przyszłości projektuje się zaadoptowanie na cele muzealne starego
szpitala. W organizacji wystawy dopomagało etnograficzne muzeum w Zagrzebiu
pod kierunkiem pani prof. Mariny Gusić, byłej dyrektorki tegoż muzeum i kierow­
niczki Zakładu Etnografii Jugosłowiańskiej Akademii Nauki i Sztuki (JAZU) w Z a ­
grzebiu. Inicjatorem pierwszej kolekcji b y ł Dušan Jurkovic prowadzący Oddział do
1951 г., a po jego śmierci kierownictwo objęła pani Olga Ostrić, wychowanka
uniwersytetu w Zagrzebiu i etnografka z wykształcenia. W 1952 r. Oddział został
powołany jako odrębna placówka — Muzeum Etnograficzne w Zadarze, a w 1962 r.
Muzeum Etnograficzne i pozostałe muzea miasta Zadar włączono we w s p ó l n y or­
gan — Muzeum Narodowe.
Oddział Etnografii posiada obecnie 3500 okazów przede wszystkim tekstyliów
i złotnictwa wysokiej wartości ze w z g l ę d u na fakt, że są historycznym materiałem
z północnej Dalmacji o dobrze notowanej dokumentacji. Pozostałe zbiory dotyczą
kultury materialnej, narzędzi pracy, zwyczajów i wierzeń.
„Vrulje" wydane bardzo starannie na kredowym papierze, w dwuszpaltowym
układzie, prezentuje czarno-białe i kolorowe ilustracje zabytków jako uzupełnienie
kilku artykułów składających się na treść całości napisanej w języku chorwackim
i p e ł n y m tłumaczeniu angielskim.
Artykuły dotyczą różnorakiej tematyki. Tak np. Milován Gavazzi pisze o kilku
etnograficznych problemach rejonu zadarskiego zastanawiając się na przykładzie
trzech charakterystycznych nazw w y t w o r ó w kulturowych (litar, uris, staćel), etymo­
logicznie obcego — greckiego pochodzenia, nad drogami kontaktów i w p ł y w ó w
oraz kulturowych zapożyczeń. Na te tereny mogły one dotrzeć drogą morską (przez
Adriatyk), za czym przemawiałby fakt, że w y s t ę p o w a n i e tych elementów nie po7

�270

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

twierdza się wzdłuż wschodniego wybrzeża oraz, że elementy kulturowe, które
z basenu Morza Śródziemnego przedostają się na wschodnie wybrzeże Adriatyku,
po większej części nie docierają w rejony zaplecza dynarskiego ani w dynarską
dalmatyńską Zagorę. Mogły też dotrzeć drogą kontynentalną za pośrednictwem
bałkańskich w a ł a c h ó w (arumunów), których wprawdzie nie ma na tych terenach,
lecz istnieją ślady podobnie uprawianej gospodarki pasterskiej po tutejszych wsiach,
co wskazuje na kulturowe i j ę z y k o w e w p ł y w y greckie na całym p o ł u d n i o w y m
Bałkanie. Wreszcie trzecia droga mogła prowadzić także lądem przez przybyszów
dynarskich (szczególnie od X V w.) z południowego wschodu z Czarnogóry i okolicy
podległej od dawna w p ł y w o m greckim.
Obce także kulturowo są ślady techniki garncarskiej z Velog Iža.
Swoje zainteresowania genetyką etniczną autor ujawnia i w innym artykule
p o ś w i ę c o n y m wschodnioadriatyckim pieśniom ś p i e w a n y m przy zgniataniu i mieleniu
oliwek.
Muzykologa może także zainteresować artykuł Andrija Stojanovica o adriatyc­
kiej lirze występującej niegdyś na wyspie Silba, na której nikt już dziś nie potrafi
zagrać, a której jedynie dwa zachowane okazy znajdują się w Oddziale Etnografii
Muzeum Narodowego w Zadarze i Muzeum Etnograficznym w Zagrzebiu.
Największa część „Vrulje" zawiera opracowania Olgi Ostrić. Pierwsze z nich
jest na temat zwisających metalowych ozdób przypinanych przez kobiety do warko­
czy. Ze względu na formę można je podzielić na trzy grupy: 1) blaszka o kształcie
półksiężyca z pięcioma łańcuszkami i drobnymi wisiorkami; 2) w postaci nanizanych
monet i innych metalowych ozdób na skórzanym rzemyku lub mocnej nitce, po­
przedzielane metalowymi naparstkami; 3) na kształt łańcuszkowatych w i s i o r k ó w
z monet, metalowych blaszek, naparstków, nicianych chwastów z obydwu k o ń c ó w
długiej witki, którą zakłada się na szyję i w połączeniu ze splotami puszcza wolno.
Wszystkie wspomniane ozdoby charakterystyczne są dla ubioru typu dynarskiego;
poza zdobniczą funkcją miały także magiczne znaczenie, ale o tym autorka już
nie pisze.
Kolejny natomiast jej artykuł poświęcony jest ozdobnej fibuli špijuda
używanej
w stroju kobiecym, w postaci zwisającej na igle do zapięcia metalowych wisiorków,
monet i filigranowych guzów.
W rzędzie o podobnej treści opracowań umieścić trzeba także o m ó w i e n i e na
podstawie zbiorów innej ozdoby stroju kobiecego, tzw. szkaplerza „Matija" z ele­
mentami dekoracyjnymi, na które składają się kolorowe oczka z kamieni i korali,
metalowe grawerowane i wytłaczane o ozdobnych kształtach blaszki oraz kolorowe
w e ł n i a n e i jedwabne nici.
Następny artykuł tejże autorki poświęcony jest haftom i motywom zdobniczym
wyszytym na sukmanach i sukniach kobiecych. Wykonane są przeważnie w e ł n i a ­
nymi nićmi na sukiennym podkładzie, a charakterystyczne elementy zdobnicze
w postaci esownic, wąskoramiennych gwiazdek, spirali, iksów, wykonane po większej
części ściegiem łańcuszkowym, zakomponowane są w kwadracie lub prostokącie
powtarzając się rytmicznie w ciągu pasowym. Wielość tych z e s t a w ó w ilustruje
sadak Chorwatek z północnej Dalmacji, tj. długa kamizela z samodziałowego sukna,
o podobnych jak poprzednie elementach dekoracyjnych.
W omawianym numerze „Vrulja" znajduje się jeszcze artykuł Zdenki P a l ć i ć
o hodowli owiec na wyspie Pag omawiający miejsce wypasu, schronienie pasterza,
ubiór pasterza, znakowanie owiec, parzenie się owiec, w y r ó b sera i strzyżenie,
nadto krótki przyczynek do studiów nad zapustnymi zwyczajami na temat obrzędo­
wych masek z Oliba, podany przez Andrija Stojanovica.

�ARTYKUŁY

271

RECENZYJNE I RECENZJE

Jak wynika z przyczynkarskiego charakteru opublikowanych artykułów wy­
dawnictwo nie jest nastawione na bardziej syntetyczne opracowania, lecz na
publikowanie materiałów w formie poszerzonego i w miarę możliwości udokumento­
wanego katalogu naukowego zabytków. Bez wątpienia miałoby większą wartość,
gdyby zapowiadało omawianie pełnych, zwartych kolekcji znajdujących się w zbio­
rach tegoż muzeum, a nie wybiórczo, ze w z g l ę d u na ciekawsze czy bardziej osobliwe,
pojedyncze okazy. Zbiory muzealne są cennym źródłem w opracowaniach różnego
typu i dokładny zestaw kolekcji z możliwie wyczerpującą dokumentacją może być
niezwykle przydatny do badań porównawczych i genetycznych.
Barbara

Bazielich

A B O R I G I N A L M A N A N D E N V I R O N M E N T I N A U S T R A L I A , Editors D. J . Mulvaney i J . Golson, Australian National University Press, Canberra 1971, s. 389,
mapy, ryciny, tabele, wykresy.
W okresie między październikiem i grudniem 1968 r. odbył się w Australian
National University cykl seminaryjny poświęcony środowisku naturalnemu Australii
i działającemu na tych obszarach człowiekowi od chwili zaludnienia kontynentu \
Efektem tego seminarium, na którym wygłosili referaty reprezentanci wielu
dyscyplin nauki (24 uczonych; specjalności: archeologia, etnologia, lingwistyka, an­
tropologia, genetyka, demografia oraz geomorfologia, biologia, ekologia i klimato­
logia), jest książka wydana przez D. J . Mulvaneya i J . Golsona , aktywnych uczest­
ników seminarium. Jest ona dobrym przykładem badań interdyscyplinarnych.
Zagadnienie znaczenia środowiska i jego w p ł y w u na proces kształtowania się
modelu życia, gospodarki i działalności kulturotwórczej człowieka jest niezmiernie
interesujące i dające o sobie znać szczególnie wtedy, gdy rozpatruje się je w związku
z tak zwanymi kulturami prymitywnymi, prostymi. W omawianym przypadku
asumpt do szerokiego rozpatrzenia roli, jaką odegrało środowisko naturalne w kształ­
towaniu się kultur plemiennych dały powolność procesów ewolucyjnych, niemal
niewidoczne zmiany w sposobach gospodarowania i stabilność poziomu kulturo­
wego, jaką obserwuje się od tysiącleci u rodzimej ludności Australii.
Książka składa się z 25 artykułów; są to zarówno prace rekonstrukcyjne, jak
i klasyfikacyjne oraz porównawcze. Jakkolwiek ich przedmiotem jest przede
wszystkim Australia, to jednak już niektóre tytuły opracowań świadczą, że „ucie­
kano" także poza kontynent, aby pełniej omówić niektóre problemy.
A w i ę c , są opracowania dotyczące np. prahistorii wyspy Timor (I. C. Glover,
Prehistorie Research in Timor) lub Nowej Gwinei (J. P. White, New Guinea and
Australian Prehistory: the „Neolithic Problem"), nie m ó w i ą c już o Tasmanii co jest
zupełnie zrozumiałe. Wyspy Sundajskie (Timor) i Nowa Gwinea leżą w najbliższym
sąsiedztwie Australii, na szlaku migracyjnym pierwotnej ludności, która przybyła
2

3

1

Człowiek dotarł na kontynent australijski w końcu epoki plejstoceńskiej
w okresie lodowcowym (jak stwierdzają znaleziska z wykopalisk archeologicznych
około 30 tys. lat p.n.e.).
Znani naukowcy z A N U (Australian National University). D. J . Mulvaney,
archeolog i historyk, opublikował szereg prac z zakresu archeologii Australii i hi­
storii ludności tubylczej. J . Golson, profesor archeologii, ukończył w y d z i a ł arche­
ologii i historii na Uniwersytecie w Cambridge, prowadził badania wykopaliskowe
w Australii i na Nowej Gwinei.
Brak tzw. „rewolucji neolitycznej" na tym kontynencie.
2

3

�274

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

tubylców australijskich w porównaniu z innymi wyselekcjonowanymi grupami spoza
Australii (tubylcy z Nowej Gwinei, Ainu, Wedda). Autor po przeprowadzonych
analizach dochodzi do następującej konkluzji: tubylcy Australii są genetycznie
heterogenicznym zbiorem ludności. Niejednorodność wynika najprawdopodobniej
z 3 powodów: 1) z działającego dryftu genetycznego w m a ł e j izolowanej i wykrzyżowanej populacji, 2) z powstawania i rozprzestrzeniania się mutacji i 3) z mie­
szania się genów z różnych grup.
S p r a w ą pochodzenia dzisiejszych rodowitych mieszkańców Australii zajmuje
się A. G. Thorne. W swojej pracy pt. The Recial Affinities and Origins of the
Australian Aborigines omawia aspekty porównawczej osteologii tubylców żyjących
i kopalnych. Autor przeprowadza dokładną analizę argumentów rzeczników dwóch
skrajnych teorii o pochodzeniu rodzimej ludności Australii: teorii hybrydyzacji i homogeniczności. Jeden z uczonych, którzy podtrzymują tę ostatnią hipotezę, A. A. Abbie,
wyraził się doić znamiennie obstając przy swojej teorii. Stwierdził, że T a s m a ń czycy są Melanezyjczykami i nigdy na kontynencie australijskim nie mieli b y ć .
Pracę zamyka esej jednego ze w s p ó ł w y d a w c ó w tej książki D. J . Mulvaneya
(Aboriginal Social Evolution: A Retrospective View). Zawiera on rozważania nad
„starożytnością" kultury australijskich plemion. Australię nazywano przecież „ m u ­
zeum żyjących kultur kopalnych". Autor przytacza szereg wypowiedzi luminarzy
nauki o człowieku i jego kulturze, dotyczących prymitywności kultur australij­
skich. Na przykład, Baldwin Spencer m i a ł wyrazić się o Tasmańczykach, że są
żyjącymi reprezentantami paleolitycznego człowieka, a Australijczycy to relikt
wczesnego dzieciństwa ludzkości (Tasmanians as living represenattives of palaeolit­
hic man and the Australians as a relict of early childhood of mankind, s. 371).
Ze zrozumiałych w z g l ę d ó w nie wszystkie opracowania zostały tutaj omówione,
z tego też powodu spis t y t u ł ó w pozostałych rozpraw pozwoli na pełne zapoznanie
się z treścią tej pozycji: J . H. Calaby, Man, Fauna, and Climate in Aboriginal
Australia; J . Golson, Australian Aboriginal Food Plants: Some Ecological
and
Culture-Historical
Implications; Nicolas Peterson, Open Sites and the
Ethnographic
Approach to the Archaeology of Hunter-Gatherers;
J . P. M. bong, Arid Region
Aborigines: The Pintubi; Diane E . Barwick, Changes in the Aboriginal Population of
Victoria, 1863-1966; D. T. Tryon, Linguistic Evidence and Aboriginal Origins; Robert
Edwards, Art and Aboriginal
Prehistory.
Niemal każde opracowanie w tym zbiorze zawiera mapy, diagramy, wykresy itp.,
które są bardzo pomocne w odczytaniu całości.
Tak jak praca „Australian Aboriginal Anthropology" jest jednym z podsta­
wowych monograficznych opracowań dotyczących przejawów życia społecznego
tubylców australijskich, tak ta pozycja — starannie wydana i poparta szeroką bazą
źródłową — stanowi podstawowe kompendium wiedzy o przeszłości australijskiej»
8

9

Adam
8

Paluch

Jest to wyraźnie przeciwny pogląd do tego, jaki głoszą rzecznicy teorii hyb­
rydyzacji, a dokładniej trójhybrydyzacji, której twórcą jest amerykański antro­
polog J . B. Birdsell. Hipoteza ta zakłada migrację trójfalową zróżnicowanej pod
w z g l ę d e m antropologicznym ludności na kontynent australijski, przy czym pierwszą
falę stanowić miała ludność tasmanoidalna, która dotarła do dzisiejszej Tasmanii
przeszedłszy cały Sahul band, z północy na południe.
Australian Aboriginal Anthropology, ed. Ronald M. Berndt, Australian Instytute of Aboriginal Studies, The University of western Australia Press, Perth
1970, s. 341. T a praca, podobnie jak w y ż e j recenzowana, jest także rezultatem
sympozjum, które odbyło się w Canberze w maju 1968 roku. Organizatorem tego
spotkania był Australian Institute of Aboriginal Studies.
9

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

275

RECENZJE

A. T R E I C H E L , Unser Vatererbe. Beitrag zur Kulturgesehichte
im Dobriner Land, Braunschweig 1969, ss. 320, 24 nlb.

des

Deutschtums

Ziemia dobrzyńska nie doczekała się dotąd większych opracowań etnograficz­
nych. Z końcem ubiegłego stulecia o ludzie ziemi dobrzyńskiej pisał A. P e t r ó w ,
nieco materiałów do etnografii Dobrzyniaków daje O. Kolberg . Zgodnie z ó w c z e s ­
nym nastawieniem obaj ci autorzy bardzo pobieżnie traktują dziedzinę kultury
materialnej, a z dziedziny kultury duchowej i społecznej omawiają tylko niektóre
zagadnienia. Niewiele nowego wnosi opublikowany już po wojnie w pracy zbiororowej Z dziejów Ziemi Dobrzyńskiej
artykuł R. Kukiera . Jest to praca niewielka,
a przy tym kompilacyjna, oparta prawie w y ł ą c z n i e na dawnych publikacjach.
W tej sytuacji każda nowa praca na temat kultury ludowej tego regionu budzi za­
interesowanie, nawet w ó w c z a s , gdy obejmuje ona tylko część ludności zamiesz­
kującej do 1945 roku ziemię dobrzyńską, mianowicie niemiecką mniejszość naro­
dową. Jak wiemy, ludność niemiecka osiedlała się tam począwszy od X I V w. aż po
koniec X I X wieku. Większość kolonistów niemieckich przybyłych na ziemię do­
brzyńską w 2 połowie X I X w. i do 1939 roku nie zdążyła z a s y m i l o w a ć się z lud­
nością polską. Zachowali oni s w o j ą odrębność w y z n a n i o w ą i językową, podtrzy­
m y w a n ą nb. przez istniejące w Polsce międzywojennej nacjonalistyczne organi­
zacje mniejszości niemieckiej. W 1945 r. opuścili oni nasz kraj. Jednym z nich
był A. Treichel ze wsi Starorypin w pow. rypińskim, nauczyciel najpierw w po­
bliskiej wsi Somsiory, a później kierownik niemieckiej szkoły powszechnej w Zgie­
rzu, autor omawianej książki.
Do zebrania materiałów etnograficznych z rodzinnych stron n a m ó w i ł Treichela
jego były uczeń Albert Breyer oraz K u r t Luck wydający w Poznaniu w latach
m i ę d z y w o j e n n y c h serię Unsere Heimat, poświęconą kulturze mniejszości niemiec­
kich w Polsce. Praca niniejsza ma być wg autora kontynuacją wydanej w 1942 r.
książki Geschichte des Deutschtums von Rippin und Umgegend . Książka, o której
mowa w niniejszej recenzji, została przygotowana do druku przed 1945 r. Rękopis
zaginął jednak autorowi w czasie wojny i musiał go on na nowo odtworzyć częś­
ciowo z pamięci, częściowo przy pomocy swych krewnych, którzy dostarczyli mu
starych zeszytów ze zbiorami niemieckich wierszy i pieśni z omawianego terenu.
Zbadanie i przedstawienie kultury ludowej mniejszości narodowej może być
cennym przyczynkiem do teorii akulturacji, adaptacji, charakteru narodowego i in­
nych pokrewnych zagadnień. Dzieje się tak w ó w c z a s , gdy autor przedstawia daną
grupę w zestawieniu ze społeczeństwem, w którym ona żyje i z którym się styka.
Niestety jednak książka Treichela zadania tego nie spełnia. Oczywiście trudno
w y m a g a ć od nieetnografa i w ogóle nienaukowca pełnego opanowania naukowego,
warsztatu badawczego, dlatego do pracy Treichela musimy przykładać tę miarę,
jaką się stosuje do monografii amatorskich. I w tym wypadku jednak stawia się
pracy pewne wymagania, przede wszystkim obiektywizmu, rzetelności i logicz­
nego układu. Zobaczymy, jak ta sprawa przedstawia się w pracy Treichela.
1

2

8

4

1

A. P e t r ó w , Lud Ziemi Dobrzyńskiej,
jego zwyczaje, mowa, obrzędy,
pieś­
ni, leki, zagadki, przysłowia
itp. Kraków 1878, odb. z „Rozpraw Komisji Antro­
pologicznej", Z W A K t. 2.
O. K o l b e r g , Dzieła wszystkie, t. 41, Mazowsze, cz. 6, Wrocław— Poznań
1969, s. 3-19.
W pracy zbiorowej: Z dziejów
Ziemi Dobrzyńskiej
(Materiały
Sesji
Popu­
larnonaukowej na 900-lecie istnienia Dobrzynia nad Wisłą), Toruń 1966.
A. T r e i c h e l , Das Deutschtum von Rippin und Umgegend, Rippin 1942.
Druck, Thorner, Freiheit, Thorn.
2

3

4

�276

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

Sądząc z tytułów rozdziałów pracę należy traktować nie tyle jako monografię
całokształtu kultury ludowej, co raczej folkloru niemieckiego na Ziemi Dobrzyń­
skiej. Proporcjami w opracowaniu poszczególnych działów kultury przypomina ona
owe X I X - w i e c z n e monografie Kolberga czy Petrowa. Pierwsza część pracy (s. 13131) zawiera literaturę ludową, tj. teksty pieśni, r y m ó w dziecięcych, opisy gier
i zabaw oraz rymowane teksty z nimi związane, „wyliczanki", zagadki, krótkie
wierszyki. Całość poprzedzona jest krótkim w s t ę p e m , w którym autor informuje
o źródłach pozyskania wymienionych tekstów. Niektóre z nich, szczególnie pieśni,
znał od swojej matki, rodzeństwa, inne zostały zaczerpnięte z rękopiśmiennych
zbiorków rodzinnych, o których była mowa w y ż e j . Niektóre z cytowanych pieśni
poznał autor za pośrednictwem niemieckiej ewangelickiej szkoły w Rypinie, do
której uczęszczał. Pieśni zostały podzielone na: 1) pieśni poważne, 2) pieśni wesołe,
3) kołysanki i inne pieśni dziecięce.
Jest to materiał niewątpliwie ciekawy dla folklorysty, mogący posłużyć do ana­
lizy porównawczej z polskimi tekstami z tych terenów o podobnym charakterze,
do wykrycia ewentualnych oddziaływań. Część druga (s. 132-313) poświęcona jest
zwyczajom: a) rodzinnym (Im Lebenslauf, s. 163-194), b) dorocznym (Im Jahreslauf,
s. 163-194), c) różnym (Verschiedenes, s. 194-259), a także tekstom literackim, jak
życzenia (Patenbriefe, Glückwünsche, s. 259-268), przysłowia i porzekadła (Sprichworter, Redensarte, s. 268-291), wreszcie wyrażeniom i s ł o w n i k o w i gwarowemu
(Ausdrücke, Plattdeutshe Ecke, s. 291-313). W rozdziale poświęconym zwyczajom
rodzinnym omawia autor tok życia na wsi poczynając od urodzin, chrzcin, poprzez
zwyczaje związane z dzieciństwem, naukę w szkole, zajęcia dzieci w gospodarstwie,
obrzęd konfirmacji, przygotowanie do małżeństwa, wesele, zwyczaje związane ze
śmiercią i pogrzebem. Przy każdym z tych zwyczajów omówione zostały dotyczące
ich wierzenia i przesądy. Wiele z nich jest identycznych z polskimi, o czym jednak
autor nie wspomina.
Protestancki rok obrzędowy jest uboższy w folklor od katolickiego. W związku
z tym w opisie Treichela dominują różne ceremonie kościelne, przytaczane są
teksty modlitw, pieśni kościelnych itp. Niektóre zwyczaje doroczne, jak smażenie
pączków we wtorek zapustny czy dyngus wielkanocny, są identyczne jak u Pola­
ków. W rozdziale tym podkreśla zresztą autor pewne różnice zwyczajowe przema­
wiające jego zdaniem na niekorzyść katolickich Polaków. Oburza się, że wychodzą
oni do pracy w polu w W. Piątek, choć na ogół nie zachodzi w tym czasie konieczna
potrzeba pośpiechu w pracach rolnych . Robią to nawet wówczas, gdy pogoda
jest wybitnie niesprzyjająca. W W. Sobotę, zamiast z a c h o w y w a ć się z pobożnym
skupieniem, czynią zamieszanie biegnąc do kościoła ze święconym, strzelają z pe­
tard w Wielką Niedzielę. W tym rozdziale omawia również Treichel cykl prac
rolnych i zwyczaje agrarne, jak również terminy zaczynania i kończenia pewnych
prac.
Rozdział zatytułowany „Różne" liczy 65 stron. Nic w i ę c dziwnego, że zamiesz­
czone w nim dość liczne działy kultury zostały potraktowane pobieżnie. Stosunkowo
najbardziej szczegółowo omówiono pożywienie, przy czym wymienia tu autor szereg
potraw identycznych z naszymi, których nazwy zdają się przemawiać za zapożycze­
niem ich od Polaków, jak: zacierki (Satchirken), placki-bugaje, kluski (Klosse),
barszcz (Bartsch) itp. (s. 196-200 n.) Opis zagrody i budynku mieszkalnego jest
5

5

W niektórych częściach Polski istnieje przesąd, że gdy rozpocznie się jakąś
pracę w Wielki Piątek, wszystko będzie się wiodło. Być może i w rypińskim mamy
do czynienia z takim wierzeniem.

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

277

niezbyt dokładny, m o ż e m y jednak zorientować się z niego, że nie było większych
różnic między zagrodą niemiecką a zagrodami ludności polskiej spotykanymi przez
nas na tym terenie. Podobnie, jak domy Polaków, domy niemieckie wznoszone
były przeważnie z drzewa i kryte słomą. Nieco szerzej omawia autor lecznictwo
ludzi i zwierząt, w którym — podobnie, jak u nas — praktyki magiczne odgry­
w a ł y dużą rolę. Omówienie w i e r z e ń ogranicza się do pewnych opowiadań związa­
nych z wiarą w duchy, diabły i sny. Nic szczególnego nie wnoszą rozdziały poświę­
cone życiu towarzyskiemu i pomocy sąsiedzkiej, gdzie m ó w i się o gościnności,
stosowanych formach grzecznościowych itp.
W dalszych rozdziałach przytacza autor teksty życzeń, jakie rodzice chrzestni
ofiarowywali wraz z datkiem pieniężnym na chrzciny swym chrześniakom, tzw.
Patenbriefe , życzenia imieninowe, porzekadła, przysłowia, przepowiednie pogody,
wreszcie najważniejsze cechy gwarowe, słowniki w y r a z ó w gwarowych.
Jak z tego widzimy, układ rozdziałów nie jest zbyt logiczny. Niewiadomo dla­
czego literatura ludowa została rozbita przez inne działy kultury. Ponadto mate­
riały nie zostały zebrane w trakcie systematycznych badań terenowych. Autor
redagując pracę po raz drugi opierał się w dużej mierze na w ł a s n e j pamięci. Jest
to w ł a ś c i w i e wspomnienie tej kultury, z jaką autor zetknął się w młodości w swym
domu rodzinnym i ten charakter wspomnieniowy dominuje w pracy. Nie byłoby
w tym nic złego, gdyby nie to, że zatracił się w tej książce obiektywny charakter
rzeczywistości. Autor przedstawia s w ą rodzinę jako w y i z o l o w a n ą i obcą w morzu
ludności polskiej. Rodzina Treichelów była jedyną rodziną niemiecką w Starorypinie, krewni ich mieszkali w Rypinie i w okolicznych wioskach. Porównanie k u l ­
tury niemieckiej z polską spotyka się tylko w ó w c z a s , gdy mają one przemawiać na
niekorzyść ludności polskiej. J a k jednak wynika z relacji zebranych przeze mnie
od starszych informatorów ze Starorypina, Treichelowie znali dobrze język polski,
żyli w dobrych stosunkach ze swymi polskimi sąsiadami i często się z nimi kon­
taktowali. P e w n ą barierę stanowiły zapewne różnice wyznaniowe trwające na
ogół dłużej niż różnice języka, ale i one nie były zaporą nie do przebycia.
Bardzo nieprzekonujące są również przykłady rzekomej wyższości kultury nie­
mieckiej nad polską. Są to przeważnie odosobnione fakty gorszego gospodarowania
P o l a k ó w czy niedostatku w rodzinach polskich. I tak pisze autor, że ojciec jego.
kupił gospodarstwo od Polaka w stanie opłakanym i dopiero ciężką pracą i gos­
podarnością doprowadził je do rozkwitu (s. 17-18). J a k wynika z relacji mieszkańców
Starorypina, jest to prawda, trzeba jednak dodać, że gospodarstwo to stanowiło
własność rządcy z majątku nb. z pochodzenia Niemca, który w nim ani nie miesz­
kał, ani nie gospodarował.
Przedstawiając złą sytuację szkolnictwa polskiego (s. 138) w latach przed I
wojną ś w i a t o w ą i niechęć rodziców do posyłania dzieci do szkół nie zwraca uwagi
na fakt, że były to ziemie znajdujące się w ó w c z a s pod zaborem rosyjskim, n a
których, przynajmniej po wsiach, egzystowały, i to nie wszędzie, tylko szkoły ro­
syjskie. Dowodem żenującej nieznajomości historii Polski jest wreszcie twier­
dzenie autora, że najlepiej pod w z g l ę d e m gospodarczym stała Polska za rządów
królów saskich, czego wyrazem miało b y ć porzekadło „Za króla Sasa jedz, pij
i popuszczaj pasa".
6

6

Podobne kartki z życzeniami w ozdobnych pudełkach ofiarowywali rodzice
chrzestni swym chrześniakom w Wielkopolsce, zob. Kultura ludowa
Wielkopolski,
t. 3, praca zbiorowa, Poznań 1967, s. 115, 121. Od tradycyjnego daru k u m ó w dla
dziecka noszą one n a z w ę wiązanek. Zwyczaj ofiarowywania kartek z życzeniami
jest jednak w naszej kulturze n i e w ą t p l i w i e pochodzenia zachodniego.

�278

ARTYKUŁY

RECENZYJNE I RECENZJE

Z różnych wzmianek i wtrąceń autora zdaje się w y n i k a ć , że nie znalazł on
sobie miejsca także w swej starej ojczyźnie, do której powrócił jako Niemiec. To
jego wyobcowanie tłumaczy może do pewnego stopnia jego rozgoryczenie i wrogą
postawę wobec tych, których dawniej za w r o g ó w nie uważał — swych dawnych
towarzyszy zabaw i sąsiadów ze starorypińskich łągów. Zastanawia jednak, że
książka powstała w tych samych latach, gdy jak wynika z relacji informatorów ze
Starorypina, toczyła się między nimi serdeczna korespondencja. Miejmy jednak
nadzieję, że tego rodzaju patologiczna postawa jest zjawiskiem ginącym wśród
dzisiejszych N i e m c ó w .
Teresa

M. W. K R I U K O W , Sistema rodstwa kitajcew (ewoliucija
Moskwa 1972 ss. 328, Instytut Etnografii A N Z S R R .

i

Karwicka

zakonomiernosti),

Książka Kriukowa wydaje się sygnalizować nowy etap w kształtowaniu pro­
blematyki radzieckich badań etnograficznych, a mianowicie intensyfikację zaintere­
sowania systemami pokrewieństwa. Temat ten, stanowiący tak w a ż n y dział wiedzy
o społeczeństwach ludzkich, znajdował się przez czas dłuższy na marginesie, m i ­
mo świetnych tradycji reprezentowanych przez prace L . Szternberga i mimo sy­
stematycznego podejmowania go przez D. Olderoggego. Ten ostatni jednak nie
potrafił swym indywidualnym w y s i ł k i e m sprawić, by radzieckie studia nad pokre­
w i e ń s t w e m zaczęły się liczyć w literaturze przedmiotu. Być może dokona tego grupa
autorów wykazujących od pewnego czasu poważniejsze zainteresowanie tematem,
wśród których obok Kriukowa można w y m i e n i ć M. Czlenowa czy J . Lichtenberga.
Recenzowana praca próbuje nadrobić powstałe zaniedbania systematyzując
podstawowe pojęcia i niektóre koncepcje stosowane w badaniach nad p o k r e w i e ń ­
stwem. Stanowi ona w ten sposób niejako wprowadzenie do tematu, niezbędne dla
wielu badaczy, którzy nie mieli z nim kontaktu przez czas dłuższy. Wskutek
tego część ogólna pracy, nie związana bezpośrednio z problematyką tytułową, jest
dość obszerna. Nie ma ona przy tym bynajmniej w y ł ą c z n i e sprawozdawczego cha­
rakteru, gdyż niektóre zagadnienia przedstawia w sposób oryginalny, wnioski zaś
płynące z analizy konkretnego materiału etnograficznego odnoszone są do potrzeb
teorii pokrewieństwa. Zasygnalizowawszy tę w a ż n ą cechę pracy Kriukowa zatrzy­
mamy się niżej nad jednym w zasadzie podjętym przez nią zagadnieniem, miano­
wicie na propozycji taksonomii s y s t e m ó w pokrewieństwa, którą umownie nazwiemy
klasyfikacją Kriukowa.
Nie różni się ona zasadniczo od dwu poprzednio stosowanych klasyfikacji —
Lowiego i Murdocka, wnosi jednak pewne nowe elementy. Jest to klasyfikacja
kpnsekwentniejsza od przeprowadzonej przez Murdocka, gdyż operuje stale dwoma
kryteriami: 1) linii prostej i bocznych oraz 2) płci osoby pośredniczącej (tzw.
bifurkacji). Murdock tymczasem zastosował te same kryteria jedynie w odnie­
sieniu do trzech klas swojej 7-członowej klasyfikacji. Dzięki tej konsekwencji próba
Kriukowa przypomina klasyfikację Lowiego i różni się od niej jedynie tym, iż
obejmuje prócz generacji w s t ę p n e j również generację ego. F a k t ten stanowi o istot­
nej różnicy między dwoma wcześniejszymi oraz o m a w i a n ą próbą. Pomijamy tu
mniej ważną k w e s t i ę przyjętego nazewnictwa.
Ograniczając się do dwu wspomnianych kryteriów Kriukow pominął część
znanych etnografii s y s t e m ó w terminologii pokrewieństwa, dla usystematyzowania

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

279

których Murdock uciekł się do kryteriów dodatkowych. Zabrakło m. in. odrębnego
miejsca dla w a ż n y c h z teoretycznego punktu widzenia s y s t e m ó w typu Crow i Omaha.
Nie należy tego uważać za w a d ę propozycji Křiukowa, gdyż żadna ze znanych
typologii p o k r e w i e ń s t w a nie ma charakteru uniwersalnego i stosowana być może
zależnie od potrzeby dla rozwiązywania konkretnych zadań. Z tego też jednak
w z g l ę d u nie należy traktować ich jako klasyfikacji, a jedynie jako typologie.
Fakt, iż Kiukow podjął próbę połączenia w swojej taksonomii charakterystyk
obu generacji niosących najważniejsze informacje o systemie pokrewieństwa, spra­
wia, że jest ona w pewnym sensie uniwersalniejsza od propozycji Lowiego. W prak­
tyce jednak okazało się, iż może ona objąć tylko trzecią część znanych s y s t e m ó w
z próby liczącej 529 s p o ł e c z e ń s t w (por. s. 43). Oznacza to mianowicie, że w takiej
tylko liczbie społeczeństw w y s t ę p u j e zgodność typu terminologicznego w obu po­
koleniach — w s t ę p n y m i ego. Brak takiej zgodności w pozostałej, tak bardzo licz­
nej grupie, nie stał się na szczęście argumentem na rzecz porzucenia podjętej
próby jako nieudanej. W istocie, dopiero od tego momentu rozpoczyna się orygi­
nalny w k ł a d Kriukowa.
Autor w y s z e d ł bowiem ze słusznego założenia, że dotychczasowe typologie sta­
tycznie traktują opisywane terminologie, a tym samym i systemy pokrewieństwa.
Charakteryzują one tylko część systemu obserwowaną na przykładzie sytuacji
w jednym tylko pokoleniu. Tymczasem można przyjąć, że idealny model odpo­
wiadający systemowi pokrewieństwa w społeczeństwie znajdującym się w stanie
r ó w n o w a g i wymaga zgodności typów w obu pokoleniach. Jej brak oznacza z a ­
chwianie tej równowagi i równa się stanowi przejściowemu, prowadzącemu do przy­
jęcia nowego typu, wspólnego dla dwu generacji. Wychodząc z założenia, że dyna­
mika rozwojowa jest tak samo prawidłowością s y s t e m ó w społecznych, jak ich chwi­
lowe ekwilibrium, Kriukow wprowadził do swej typologii obok czterech t y p ó w zasad­
niczych również pięć przejściowych. S t a n o w i ą one w sumie typologię, którą pro­
ponuje w recenzowanej pracy. W tej wersji znajduje ona pokrycie w ponad 90%
analizowanych społeczeństw. Wynika z niej, że w stadium zmiany znajduje się
dwukrotnie więcej s y s t e m ó w terminologicznych niż pozostających w stanie stabi­
lizacji .
Można wprawdzie twierdzić, że dotychczasowe typologie czyniły m o ż l i w y m i
p o r ó w n y w a n i e typów, do jakich należą terminologie w obu zasadniczych pokole­
niach. Wykonanie takiego zestawienia jest praktycznie ł a t w e dla dowolnej liczby
konkretnych społeczeństw, na takim zresztą zestawieniu zbudował Kriukow swoją
propozycję. Dopiero ona jednak zawiera w sobie element dynamiki i to uspra­
wiedliwia jej powstanie. Jest to w istocie model zmienności s y s t e m ó w terminolo­
gicznych, tak bardzo potrzebny w sytuacji, w której zmiana pokrewieństwa zeszła
w studiach etnograficznych i etnologicznych na dalszy plan ustępując badaniom
nad samą strukturą pokrewieństwa. Model ó w Kriukow przedstawia następująco
(por. s. 64). Liczby arabskie oznaczają ilość społeczeństw, których terminologia
pokrewieństwa zalicza się do danej kategorii.
1

2

W powyższym modelu niekwestionowalne są zbiory reprezentujące poszcze­
gólne typy terminologiczne. Trudna do podważenia wydaje się również teza, iż
tzw. typy przejściowe stanowią rezultat procesu zmiany. Dyskusji może podlegać
1

Dotyczy to próby przedstawionej w pracy G . P. M u r d о с к a, Kin term
patterns and their distribution, „Ethnology", 1970:2.
Gdybyśmy zresztą chcieli uwzględnić sytuację jeszcze innych pokoleń, do
czego mielibyśmy pełne prawo, mogłoby się okazać, że dynamika jest cechą stałą
wszystkich lub niemal wszystkich s y s t e m ó w terminologicznych.
2

�280

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

jedynie kierunek zmienności (sugerowany zresztą przez miejsce poszczególnych
s y s t e m ó w w modelu), a zwłaszcza problem jego nieodwracalności. W tej ostatniej
kwestii autor nie wypowiada się, ponieważ całą omówioną tu konstrukcję uważa
za część składową uniwersum przekształceń ewolucyjnych kultury człowieka kie­
rującego się w s p ó l n y m i prawami.
Korzystając z praw recenzenta można jednak w y s u n ą ć kilka wątpliwości pod
adresem przedstawionej tu koncepcji bynajmniej nie w celu jej bezpośredniego pod­
ważania, gdyż znany nam materiał etnograficzny o przekształceniach terminologii
p o k r e w i e ń s t w a daje się pogodzić z jej założeniami. Nie świadczy to jednak na
jej korzyść, ponieważ jest to materiał ilościowo skąpy, ponadto odnosi się w z a ­
sadzie do jednego tylko etapu zmiany. Uzyskanie sekwencji kilku stadiów prze­
kształceń jest bowiem dla etnografa — zwłaszcza terenowego — praktycznie nie­
możliwe bez odwołania się do pisanych źródeł historycznych. Z kolei niewiele jest
takich społeczeństw, któreby dawały podobne możliwości. Zatem schemat rozwo­
jowy Kriukowa jest praktycznie niezwykle trudny do zweryfikowania. Wynika to
m. in. z jego konstrukcji, w której typy pośrednie odgrywają rolę buforową tak
wobec zasadniczych t y p ó w terminologicznych, jak też wobec ewentualnej polemiki
merytorycznej. Sprecyzowania wymaga bowiem sam mechanizm tworzenia się typu
pośredniego (autor wskazuje na taką potrzebę i przyznaje, że przy obecnym stanie
wiedzy źródłowej zadośćuczynienie jej jest nadzwyczaj trudne). Konieczne jest też
jego zdefiniowanie, co obejmowałoby również określenie roli dwu wariantów
każdego typu. Z uwagi bowiem na w y s t ę p o w a n i e dwu pokoleń rozkład cech w wersji
pośredniej może przybierać postać xz lub zx. Wprawdzie dane liczbowe (por. tabl.
na s. 42) wskazują na zdecydowaną przewagę jednego wariantu w każdym z typów
przejściowych z w y j ą t k i e m typu I - I I I , to jednak przypadki pozostające w mniejszości
również w y m a g a j ą wyjaśnienia, ponieważ operując modelami nie wolno zbyt daleko
posuwać się w abstrahowaniu od materiału empirycznego. Warianty przeważające
pozwalają m ó w i ć o tym, że zmiana rozpoczyna s i ę od pokolenia ego na linii I - I I
oraz I I I - I V , od pokolenia zaś w s t ę p n e g o na linii I I - I V . Jednakże ilość wariantów
w trybie przejściowym I - I I I jest niemal w y r ó w n a n a (w pokoleniu w s t ę p n y m 91
s y s t e m ó w charakteryzuje się typem I I I , zaś 62 typem I). Sytuacja taka stanowczo
wymaga dalszego wyjaśnienia, tym bardziej że autor uważa, iż stwierdzona przez

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

281

niego wrażliwość na zmianę w pokoleniu w s t ę p n y m przy przejściu od typu I do I I I
może mieć szczególne znaczenie dla badania innych społeczeństw, dla których brak
materiału historycznego (s. 280-281). Wypada w tym miejscu zauważyć, że w podsu­
mowaniu książki autor przewidział przejście od typu I I I do I I wskazując, że zmiana
rozpoczyna się w pokoleniu ego (s. 305), mimo iż jego model dynamiki terminolo­
gicznej (por. diagram) nie zawiera takiej możliwości.
Kriukow skłania się ku traktowaniu zaprezentowanego tu modelu jako sche­
matu ewolucji s y s t e m ó w terminologicznych i odpowiadających im etapów roz­
woju s y s t e m ó w pokrewieństwa, utrzymując, że na podstawie tych pierwszych można
określić w z g l ę d n y stopień rozwoju społecznego (por. s. 282-283). Odrzuca przy tym
funkcjonalistyczną tezę o chronologicznej zgodności s y s t e m ó w terminologicznych
z odpowiadającymi im instytucjami społecznymi (s. 283), co osłabia poprzednie
założenie. Punktem w y j ś c i o w y m takiego ciągu ewolucyjnego byłby typ irokezki (I),
zwany inaczej bifurkacyjno-łącznym, a w ł a ś c i w i e ta jego wersja, która jest idealnie
dostosowana do symetrycznej wymiany małżeńskiej między dwoma grupami.
Właściwy typ irokezki następowałby dopiero po tym typie początkowym określonym
jako „australijski" (s. 225). Ponieważ autor uważa go za uniwersalny, być może
należałoby go wyodrębnić w przytoczonym diagramie.
Dalszy rozwój następowałby w dwu alternatywnych liniach prowadzących nie­
odmiennie do typu angielskiego (IV), czyli liniowego. Etapami pośrednimi mogą
być typy hawajski (II), czyli generacyjny, albo arabski (III), czyli bifurkacyjno-boczny. W ten sposób autor wyraźnie określa swój stosunek do dawnej morganowskiej koncepcji o pierwotnym w y j ś c i o w y m charakterze typu generacyjnego („malajskiego" u Morgana) oraz do spotykanej jeszcze w etnografii radzieckiej i wśród
neoewolucjonistów amerykańskich idei uniwersalności tego typu. Kriukow nie
przewiduje bezpośredniego przejścia od typu początkowego do końcowego (we wspo­
mnianej próbie Murdocka w y s t ę p u j e 5 s y s t e m ó w terminologicznych łączących
cechy obu tych typów, a w i ę c niejako stanowiących bezpośrednie przejście).
Autor nie wypowiada się na temat tego, czy w procesie rozwoju m o ż l i w e jest
ominięcie etapu pośredniego, skoro jednak schemat ma mieć walory uniwersal­
ności trudno jest przyjąć takie rozwiązanie. Wynika to również z założenia, że
nierównomierność zmiany terminologicznej w sąsiadujących ze sobą pokoleniach,
jest cechą stałą (s. 236-238).
Materiał etnograficzny jest na tyle bogaty, że dostarcza różnorodnych przy­
kładów sprzecznych z założeniami dowolnej hipotezy. Chciałbym w tym miejscu
przytoczyć dwie takie sytuacje powodowany nie złościwością, lecz potrzebą w s k a ­
zania, że nawet zamknięta i logiczna konstrukcja teoretyczna wymaga stworzenia
narzędzi dla zgodnego z jej założeniami wyjaśniania niekonwencjonalnych przy­
padków.
Jeden z nich dotyczy dwukierunkowego rozwoju o rozbieżnych wektorach. We
współczesnej mongolskiej terminologii pokrewieństwa mamy do czynienia ze sta­
bilizowaniem się typu liniowego (angielskiego) w pokoleniu w s t ę p n y m oraz gene­
racyjnego (hawajskiego) w pokoleniu ego, przy czym punktem wyjścia jest typ
bifurkacyjno-boczny (arabski). W rezultacie tworzy się typ przejściowy I I - I V
odległy od wyjściowego (III) o trzy etapy. Drugi przypadek dotyczy kierunku roz­
woju odwrotnego niż to przewiduje model Kriukowa. Mapucze mieli w X V I I I w.
terminologię odpowiadającą typowi przejściowemu I - I I , w początkach zaś X X w.
terminologia ich należała całkowicie do typu I .
s

8

Por. L . C. F a r o n, The Dacota-Omaha
continuum in Mapuche
„Journal of the Royal Anthropological Institute", 1961:91 cz. 1, s. 14.

society,

�282

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

RECENZJE

Oba te wypadki można interpretować jako rezultat chwilowego anomalnego
rozwoju powracającego do stanu równowagi przewidzianej modelem Kriukowa.
Mapucze mogli inicjować zmianę od typu I i do niego powrócili. Mongołowie
rozwijają typ I I na poziomie generacji ego, lecz mogą powrócić do typu I I I . Taki
zabieg interpretacyjny wskazuje na w s p o m n i a n ą już podwójną rolę buforową typów
przejściowych. Dopóki nie będziemy dysponowali uszczegółowioną teorią wyjaśniającą
przyczyny zmian w terminologii pokrewieństwa, dopóty ranga teoretyczna podob­
nych s c h e m a t ó w rozwojowych m o ż e być kwestionowana. T y m niemniej autor tych
słów sam uważa, że propozycja Kriukowa jest w zasadzie przekonująca, z w y j ą t ­
kiem może hipotezy o uniwersalności początkowego etapu w postaci typu „austra­
lijskiego". Wspomnianą wyżej w y j ą t k o w ą sytuację w typie przejściowym I - I I I m o ż ­
na próbować wyjaśnić skoncentrowaniem w tym w ł a ś n i e punkcie wielu s y s t e m ó w
typu Crow i Omaha, które mogą zakłócać w ł a ś c i w y obraz.
W niniejszym o m ó w i e n i u pozostawiliśmy na uboczu zasadniczą część książki,
mianowicie analizę przekształceń chińskiej terminologii pokrewieństwa. W p o r ó w ­
naniu z dotychczasową literaturą przedmiotu wydaje się to być najbardziej kompe­
tentna i wyczerpująca praca . Autor zadał sobie trud odtworzenia najwcześniejszych
etapów tej terminologii i śledzenia jej ewolucji przez trzy tysiąclecia. Możliwość
taka stwarza dla etnografa w y j ą t k o w ą okazję obserwowania historycznego rozwoju
terminologii przez trzy zasadnicze etapy — od bifurkacyjno-łącznego, przez bifurkacyjno-boczny po liniowy. Podnosi to znacznie wartość tej pracy i dostarcza do­
statecznego materiału do szerszych uogólnień mających znaczenie dla studiów
porównawszych, dzięki czemu książka Kriukowa nie ma charakteru partykular­
nego, lecz zalicza się do literatury o systemach p o k r e w i e ń s t w a w ogóle.
Pracy można zarzucić stosunkowo małą przejrzystość w prezentowaniu samej
sekwencji kolejnych etapów zmian terminologii chińskiej. T a bowiem kwestia
interesuje najbardziej czytelnika, który nie chce wgłębiać się w problemy tech­
niczne zmian. T y m niemniej cały w y k ł a d prowadzony jest przejrzyście. Można też
mieć do autora pretensję o to, że stosuje pojęcie „terminów klasyfikacyjnych" nie
w rozumieniu morganowskim, lecz jako synonim „terminów zbiorowych", czym
pogłębia tylko panujące w tej kwestii zamieszanie. Autor wytyka niektórym
badaczom n i e w ł a ś c i w e rozumienie znaczenia terminów pokrewieństwa (s. 17) prze­
jawiające się w prostym ich tłumaczeniu (пр.: „lud X siostrę matki nazywa matką").
Sam natomiast w podobnej sytuacji, gdy idzie o termin zbiorowy, twierdzi, że
dana relacja pokrewieństwa w ogóle nie jest nazywana (w systemach Crow i Omaha
„terminy dla kuzynów przeciwległych nie istnieją", s. 40). Tamże również błędnie
definiuje typy Crow i Omaha jako identyfikujące terminy dla kuzynów równoleg­
łych z terminami dla rodzeństwa, która to cecha jest dla tych typów całkowicie
obojętna. Warto wspomnieć, że autor na s. 56-57 krótko charakteryzuje pewne
elementy współczesnej polskiej terminologii pokrewieństwa. Potencjalnych czytel­
ników należy też uprzedzić, że drukarnia popełniła sporo omyłek w symbolach
notacyjnych relacji pokrewieństwa oraz przestawiła diagramy na s. 37 i 38.
4

Sławoj

4

Szynkiewicz

Na marginesie warto wskazać, że chińskiemu systemowi pokrewieństwa po­
święcony jest fragment wydanej w 1973 r. polskiej wersji Istoty
kultury
A. L . К r o e b e r a. Nie przedstawia on sobą niestety większej wartości (może
poza krótkim postscriptum) i wydaje się, że w wyborze artykułów do polskiego
wydania mógł on zostać pominięty na rzecz bardziej interesującego.

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

KSIĄŻKI
В i о с с a Ettore, Yanoáma.
szawa 1974, ss. 407.

Opowieść

283

I RECENZJE

NADESŁANE
kobiety porwanej

przez Indian,

P I W , War­

Yanoáma to nazwa grupy plemion indiańskich, tzw. leśnych nomadów zamiesz­
kujących dżungle na pograniczu Brazylii i Wenezueli. N i e z w y k ł y m dokumentem
ich życia, o dużych walorach poznawczych, jest relacja kobiety, która porwana
w dzieciństwie spędziła wśród nich wiele lat. E . Biocca, włoski uczony, uzupełnił
zarejestrowaną przez siebie opowieść unikalnym materiałem ilustracyjnym, a we
w s t ę p i e przedstawił krótko historię kontaktów z tymi mało znanymi plemionami.
R.T.

B i r k e t — S m i t h K a j , Ścieżki kultury,
ss. 574, 113 ilustr. czarno-białych.

Wiedza Powszechna, Warszawa 1974,

„[...] jak stare są składniki kultury i jak stały się one jej częścią? [...] czy
zrodziły się w środowisku, czy zostały zapożyczone? Jeśli zostały zapożyczone, to
skąd?" — oto pytania, na które ma być odpowiedzią synteza kultury napisana przez
znanego duńskiego badacza kultury Eskimosów. Książka ta, łącząca materiał arche­
ologiczny i etnograficzny, mająca za cel ukazanie dróg rozwoju kultury ludzkiej,
wyróżnia się spośród współczesnych prac tego typu przystępnością wynikającą
m. in. z jej opisowego charakteru. Stąd też nierzadko spotykamy brak precyzji,
pochopne uogólnienia przy równoczesnym podziwie dla erudycji autora. Przed­
mowa do wydania polskiego i w s k a z ó w k i bibliograficzne Zofii Sokolewicz.
R.T.

Bylina
Stanisław, Wizje społeczne
w herezjach
średniowiecznych.
Humiliaci,
begini, begardzi, Ossolineum, Wrocław — Warszawa — Kraków — Gdańsk 1974,
ss. 234.
Praca
historyczna
dająca
obraz wybranych ruchów społeczno-religijnych
w Europie ( X I I - X I V w.). Jest ona kolejnym w k ł a d e m do studiów nad reakcjami
społecznymi w sytuacji kryzysu s y s t e m ó w wartości. Godne uwagi jest coraz częstsze
wkraczanie n a u k o w c ó w polskich w tę trudną, ale i nadzwyczaj aktualną pro­
blematykę.
R.T.
E c o Umberto, Dzieło otwarte. Forma i nieokreśloność
w poetykach
współczes­
nych, Czytelnik, Warszawa 1973, ss. 307.
Autor dał się już poznać polskim czytelnikom swym kontrowersyjnym
Pejzażem
semiotycznym. T y m razem przedmiotem analizy są poetyki, które stanowią w e d ł u g
Eco model odzwierciedlający charakter kultury i obrazu świata funkcjonującego
w określonym okresie historycznym. „Zamknięte i jednoznaczne dzieło artysty
średniowiecza odzwierciedlało koncepcję wszechświata jako raz na zawsze ustalonego
hierarchicznego porządku [...] — wielokierunkowy świat kompozycji serialnej [...1
jest bardzo bliski Einsteinowskiej wizji [...] rzeczywistości."
R.T.

�284

ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I RECENZJE

Estudios Latinoamericanos,
Instytut Historii P A N , Ossolineum, Wrocław •— War­
szawa — Kraków — Gdańsk 1974, nr 2, ss. 317.
Niepewność, jaką wzbudził pierwszy numer Estudios... wydany bez oznaczenia
numerycznego, rozwiał omawiany tom noszący cyfrę 2 na okładce i zawierający
w z m i a n k ę redakcji, że seria będzie kontynuowana. Znajdujemy w nim następujące
artykuły: J . Szemińskiego, L a insurrección
de Tupac Amaru II: guerra de inde­
pendencia o revolución"?; E . Nowickiej, The Ras Tafari Movement — its Genesis
and Functions; A . Posern-Zielińskiego, Tendencias conservadoras y
revolucionarias
indígenas (Los movimientos social-religiosos
en las comunidades indígenas
margina­
les del siglo XX en Sudamérica);
Z. M. Kowalewskiego, El café y la
revolución
en los valles andinos del sur del Perú. Ponadto szkic Т. Łepkowskiego o sto­
sunkach polsko-meksykańskich w latach 1934-1939, polemikę A. Posern-Zielińskiego
i Z. M. Kowalewskiego w o k ó ł problemu antropologii wojny partyzanckiej, publikacje
źródeł, kronikę i recenzje.
R.T.
Euhemer.
Przegląd
religioznawczy,
Warszawa 1974, nr 3, ss. 187.

Polskie

Towarzystwo

Religioznawcze, P W N ,

W numerze tym znajdujemy kilka artykułów wkraczających w problematykę
szeroko rozumianej etnologii. Wymienić można trzy prace poświęcone kosmologii
egipskiej, hetyckiej i Starego Testamentu (I. Pomorskiej, M . Popko i W. Tylocha),
artykuł M. Nowaczyka, Schemat ewolucji religii Lewisa Henry Morgana oraz szkic
J . J . Prawdzic-Gałęskiego, Wyznaniowo-etniczna
społeczność
Knorydy,
poruszający
zagadnienie stosunków w e w n ę t r z n y c h w prawosławno-katolickich społecznościach
wiejskich na Podlasiu.
ft.T. •
Gonionskij
S. A., Kolumbia.
Istoriko-etnografiezeskije
Moskwa 1973, ss. ЗЭЗ, ilustr., 1 mapa.

oczerki,

Izd. Nauka,

Kolejna monografia z serii poświęconej krajom Ameryki Łacińskiej. Autor
prezentuje panoramę dziejów Kolumbii począwszy od X V / X V I w. i kończąc na
współczesnej sytuacji społeczno-ekonomicznej. Wiele miejsca poświęcono formowaniu
się społeczeństwa kolumbijskiego, problemom narodotwórczym oraz ruchom wyz­
w o l e ń c z y m i sytuacji politycznej w X X w. Każdy rozdział zaopatrzony w biblio­
grafię.
R.T.
G r a n e t Marcel, Cywilizacja
chińska,
P I W , Warszawa 1973, ss. 420, 74 ilustr.
czarno-białe, 9 ilustr. barwnych, mapy w tekście.
Po 44 latach od ukazania s i ę pierwszego wydania, dzięki Mieczysławowi
J . Künstlerowi przyswojone zostało językowi polskiemu dzieło należące już do
klasyki nauki o człowieku i kulturze. Granet, związany ze szkołą socjologiczną
Durkheima, ukazuje w syntetyczny sposób historię kształtowania się cywilizacji
chińskiej, zwracając u w a g ę przede wszystkim na stosunki społeczno-gospodarcze.
Tłumacz dzieła napisał we wstępie: „Książka Marcela Graneta umożliwia poznanie
tych istotnych e l e m e n t ó w cywilizacji chińskiej, bez których znajomości n i e m o ż l i w e
jest w ł a ś c i w e spojrzenie na wiele zjawisk zachodzących w Chinach dzisiejszych".
Należałoby oczekiwać na uzupełnienie tego obrazu drugim wielkim dziełem tego
autora poświęconym myśli chińskiej — La pensée
chinoise.

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

I

285

RECENZJE

Pracę uzupełnia bibliografia dopełniona wykazem dorobku polskich sinologów
oraz indeks.
R.T.
G u i r a u d Pierre, Semiología,
1974, ss. 127.

Biblioteka Wiedzy Współczesnej Omega, Warszawa

Krótki zarys ogólnej teorii znaku połączony z rozważaniami nad różnymi ko­
dami — logicznymi, estetycznymi, społecznymi. Interesująca praca znanego języ­
koznawcy francuskiego rozszerzająca teoretyczne podstawy semiotyki kultury. B i ­
bliografia.
R.T.
Kępiński
Antoni,, Melancholia, P a ń s t w o w y
Warszawa 1974, ss. 340, ilustr. w tekście.

Zakład -Wydawnictw

Lekarskich,

Rzadko się zdarza, by psychiatra łączył s w ą wiedzę fachową z głęboką refleksją
filozoficzną nad człowiekiem jako istotą egzystującą na pograniczu natury i k u l ­
tury. Olbrzymie zainteresowanie pracami przedwcześnie zmarłego prof. A. K ę p i ń ­
skiego świadczy, że niezaspokojona potrzeba tego typu przemyśleń jest głęboko
zakorzeniona wśród przynajmniej części społeczeństwa. Po Psychopatologii
nerwic,
Schizofrenii i Rytmie życia otrzymaliśmy oto kolejne dzieło, będące cennym w k ł a d e m
do dorobku nauk o człowieku. Uzupełnieniem studium o melancholii jest szkic
J . Mitarskiego Z dziejów
melancholii, który — gdyby chcieć go klasyfikować —
zaliczyć należy do dziedziny historii kultury. T a cenna pozycja wydawnicza zna­
leźć się powinna w polu zainteresowań każdego etnologa.
R.T.
K o m o r o w s k i Zygmunt, Tradycje
1973, ss. 226 bibl., mapy (skrpyt).

i współczesność

Afryki

Zachodniej,

Warszawa

Jest to skrypt przygotowany w Studium Afrykanistycznym Uniwersytetu War­
szawskiego, noszący podtytuł: Wstęp
do antropologii kulturowej
regionu. Składa
się on z trzech części: W pierwszej omawia autor geograficzne podstawy życia
społecznego oraz przedstawia rys historyczny Afryki Zachodniej. Część druga jest
charakterystyką grup etnicznych tego regionu, a trzecia przedstawia przemiany
społeczno-kulturowe zachodzące pod w p ł y w e m rozwoju gospodarki, oświaty i u r banizacj i.
B.
M r o z e k Bogusław, Historia
szawa 1973 г., ss. 507, bibl.

najnowsza

Azji

południowo-wschodniej,

Ż.

K i W , War­

Książka jest przeglądem historii politycznej państw południowo-wschodniej
Azji. Autor wychodzi od omówienia struktur terytorialnych istniejących w danym
momencie dziejowym. Książka omawia zagadnienia szczegółowe, typowe dla jedne­
go państwa, oraz ogólne, do których przede wszystkim należą: charakterystyka
ruchu n a r o d o w o - w y z w o l e ń c z e g o oraz system rządów w poszczególnych krajach,
zwłaszcza typowego dla tamtego rejonu system tzw. „demokracji kierowanej".
B.

Z.

�286

ARTYKUŁY

RECENZYJNE I RECENZJE

Książka jest zbiorem artykułów przygotowanych w Instytucie Krajów Wschodu
AN Z S R R . Pogrupowane one zostały następująco: historia, ekonomika, literatura,
badania na Oceanie Spokojnym. Artykuły zawierają cały szereg nowych danych
o historii i współczesnej problematyce Australii i Oceanii. T a k w i ę c omówione
zostały mało zbadane dotychczas problemy dotyczące podróży Johna Cooka w pół­
nocnej części Oceanu Spokojnego. Po raz pierwszy w radzieckiej literaturze naukowej
przedstawiono przemiany polityczne, ekonomiczno-spcłeczne i kulturowe w latach
sześćdziesiątych naszego stulecia na Samoa, Fidżi i Tonga. Zamieszczone są także
artykuły dotyczące współczesnej Australii, tj. rozwoju współczesnej literatury i k u l ­
tury oraz intensyfikacji rolnictwa. W bibliografii zostały zebrane radzieckie pozycje
z lat 1959-1970 dotyczące Australii i Oceanii.
B.2.
Pacific Islands Year Book, ed. Judy Tudor, Pacific Publication, Sydney 1972,
s. 542, mapy.
Już z górą od 40 lat wznawiana jest pozycja informacyjna dotycząca wysp
Oceanu Spokojnego. W styczniu 1972 r. ukazało się już 11 wydanie (pierwsze
w 1932 r.) tej wartościowej publikacji. Znajdują się tam różnorodne informacje
dotyczące obszaru Pacyfiku począwszy od historii, zaludnienia wysp, a skończywszy
na zagadnieniach politycznych, gospodarczych, turystycznych i szeregu innych da­
nych, często w ujęciu historycznym. Praca zawiera ponadto, już w bardziej skróco­
nej formie, informacje dotyczące wysp i p a ń s t w należących do tzw. West Pacific
Periphery. J a k przystało na dobre wydawnictwo
encyklopedyczno-informacyjne
zamieszczono tu ponad 100 map, planów wysp, regionów i miast.
A. P.
Panorama des sciences

humaines,

Paryż 1973, indeks nazwisk, ss. 667.

Kolejna publikacja serii edycyjnej L e Point du Jour spotka się n i e w ą t p l i w i e
z pochlebnym przyjęciem i szerokim zainteresowaniem. Przedstawiony w niej został
dorobek dyscyplin tradycyjnych: psychologii i socjologii, nauki o pracy oraz ekonomii,
psychoanalizy, etnologii, lingwistyki i semantyki, historii. Poszczególne części książki
odnoszą się do jednej z wymienionych w y ż e j nauk. Zostały w nich zawarte wybrane
teksty wybitnych przedstawicieli danej gałęzi wiedzy. I tak na przykład w części
dotyczącej etnologii znalazły się prace takich jej reprezentantów, jak Levi-Strauss,
Caillois, Metraux, Radcliffe-Brown, Mauss, Evans-Pritchard i inni. Z kolei socjo­
logię reprezentują m. in.: Marks, Durkheim, Weber, Parsons, Mertou, a historię:
Hegel, Aron, Lukacs, Toynbee, Althusser, Panofsky, Leroi-Gourhau. Poszczególne
części pracy poprzedzają komentarze pióra n a u k o w c ó w francuskich, w s t ę p zaś do
całości napisał Denis Holliér, pod kierunkiem którego przygotowano całą publikację.
B. Z.
P o s e r n - Z i e l i ń s k i Aleksander, Ruchy społeczne
i religijne Indian
hiszpań­
skiej Ameryki Południowej
( X V I — X X го.), Ossolineum, Wrocław — Warszawa —
K r a k ó w — Gdańsk 1974, ss. 227.
Tak zwane ruchy społeczno-religijne to zjawisko kulturowe pojawiające się
wśród wielu ludów Trzeciego Ś w i a t a w wyniku konfrontacji z ekspansją „Białych"

�ARTYKUŁY

RECENZYJNE

287

I RECENZJE

i ich kultury. W Ameryce mają one miejsce już w X V I w. przybierając na prze­
strzeni kilku w i e k ó w różnorodne postaci oscylujące między typem ruchu religijne­
go i ruchu świeckiego. Szkicując zmieniające się tło stosunków społeczno-ekonomicznych autor omawia różne formy ruchów społecznych Indian na terenach Peru,
Boliwii, Ekwadoru i Kolumbii, traktując je — co warte jest szczególnego podkreśle­
nia — jako wyraz żywotności tubylczych kultur i siły witalnej tkwiącej w ich
systemach społecznych.
R. T.
Sołodownikow
ss. 399.

W. G., Problemy

sowremiennoj

Afriki,

„Nauka", Moskwa

1973,

Autor pracy jest znanym radzieckim afrykanistą, dyrektorem Instytutu Afryki
A N Z S R R . W swej pracy porusza on cały szereg problemów o fundamentalnym
znaczeniu dla Afryki współczesnej — politycznych, ekonomicznych, społeczno-kul­
turowych. Na pracę złożyły się artykuły publikowane uprzednio na łamach czaso­
piśmiennictwa radzieckiego i zagranicznego oraz teksty w y s t ą p i e ń na radzieckich
i międzynarodowych konferencjach i sympozjach dotyczących Afryki.
B.
T a r k o w s k a Elżbieta, Ciągłość i zmiana socjologii francuskiej:
Lévi-Strauss,
PWN, Warszawa 1974, ss. 278.

Durkheim,

Ż.
Mauss,

Trzy wymienione w tytule nazwiska sygnalizują trzy punkty zwrotne w roz­
woju francuskiej myśli kulturoznawczej. Autorka zajmuje się analizą wybranych
aspektów założeń metodologicznych tych wybitnych uczonych oraz ukazuje ich
dorobek teoretyczny w dziedzinie badań nad m y ś l ą pierwotną (na przykładzie ana­
lizy mitu i kategorii czasu). Jest to pierwsza praca, jaka ukazała się w Polsce,
poświęcona tej w a ż n e j karcie w historii etnologii i socjologii.
R. T.

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9576" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9554">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f01a5052c9c457057cfa897f5e400c26.pdf</src>
        <authentication>e0491fd2b78ca02a1591a0cbf7a65467</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114013">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:861</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114014">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114015">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:792</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114016">
                <text>Źródła relatywnej deprawacji a geneza shakeryzmu / ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114017">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.2, s.149-182</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114018">
                <text>Posern-Zielińska, Mirosława</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114019">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114020">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114021">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114022">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114023">
                <text>„Etnografia Polska", t. X I X z. 2

MIROSŁAWA

POSERN-ZIELIÑSKA

ŹRÓDŁA RELATYWNEJ
DEPRYWACJI
A GENEZA SHAKERYZMU
ŹRÓDŁA R E L A T Y W N E J

DEPRYWACJI

W a ż n ą d z i e d z i n ą b a d a ń n a d r u c h a m i s p o ł e c z n o - r e l i g i j n y m i są studia
p o ś w i ę c o n e genezie t y c h zjawisk. K o n c e n t r u j ą się one na p o s z u k i w a n i u
c z y n n i k ó w sprawczych, w ś r ó d k t ó r y c h rozpatruje się p r z y c z y n y o cha­
rakterze
społeczno-politycznym,
ekonomicznym, k u l t u r o w y m , ideolo­
g i c z n y m i psychologicznym. A n a l i z y te z m i e r z a j ą do stworzenia u n i w e r ­
salnej t e o r i i r u c h ó w s p o ł e c z n o - r e l i g i j n y c h , k t ó r a w y j a ś n i a ł a b y z a r ó w n o
i c h g e n e z ę , r o z w ó j i upadek, j a k r ó w n i e ż i c h r ó ż n o r o d n e f u n k c j e . D o ­
tychczasowe w y s i ł k i nie z o s t a ł y w s z a k ż e u w i e ń c z o n e powodzeniem,
nadal b o w i e m dysponujemy t y l k o c z ą s t k o w y m i r o z w i ą z a n i a m i tego s k o m ­
plikowanego p r o b l e m u .
W ś r ó d koncepcji d o t y c z ą c y c h s p o ł e c z n y c h ź r ó d e ł r u c h ó w s p o ł e c z n o - r e l i g i j n y c h na u w a g ę z a s ł u g u j e t z w . teoria r e l a t y w n e j d e p r y w a c j i . Jej
t w ó r c ą jest znany a m e r y k a ń s k i antropolog i socjolog — D a v i d F. A b e r l e ,
k t ó r y s f o r m u ł o w a ł j ą na podstawie szeregu sugestii w y s u w a n y c h w c z e ś ­
niej przez i n n y c h badaczy.
R e l a t y w n a d e p r y w a c j a — w g A b e r l e g o — polega na n e g a t y w n e j
n i e z g o d n o ś c i p o m i ę d z y uzasadnionymi o c z e k i w a n i a m i j e d n o s t k i l u b g r u ­
p y w z g l ę d e m o t a c z a j ą c e j j ą r z e c z y w i s t o ś c i a f a k t y c z n y m j e j stanem,
k t ó r y nie odpowiada o w y m o c z e k i w a n i o m
W t y m ujęciu u k ł a d e m od­
niesienia d l a s p o ł e c z n y c h ocen aktualnego stanu rzeczy są i n d y w i d u a l n e
( s p o ł e c z n e oczekiwania, u k s z t a ł t o w a n e na podstawie d a w n y c h d o ś w i a d 1

D. F . A b e r l e , The Peyote Religion among the Navaho, „Viking Fund
Publications in Anthropology", t. 42, New York 1966, s. 323; t e n ż e , A Note on
Relative Deprivation Theory as applied to Millenarian and other Cult Movements,
[w:] T h r u p p S. L . [ed.], Millennial Dreams in Action. Essays in Comparative
Study, „Comparative Studies in Society and History", Supplement I I , The Hague.
1962, s. 193.

�150

MIROSŁAWA

POSERN-ZIELINSKA

c z e ń jednostki) g r u p y . N e g a t y w n e s ą d y o r z e c z y w i s t o ś c i s ą k s z t a ł t o w a n e
w y ł ą c z n i e na podstawie s t a ł y c h k o n f r o n t a c j i w s p ó ł c z e s n o ś c i z przesz­
łością. M o g ą one zatem p o w s t a ć n a w e t w t a k i c h ś r o d o w i s k a c h , k t ó r y c h
dochody, stopa ż y c i o w a i d o s t ę p do r ó ż n o r o d n y c h o s i ą g n i ę ć c y w i l i z a ­
c y j n y c h znacznie p r z e k r a c z a j ą ś r e d n i poziom dla danego k r a j u , k l a s y
czy w a r s t w y . U k ł a d e m odniesienia jest b o w i e m zawsze w ł a s n a p r z e s z ł o ś ć ,
na podstawie k t ó r e j w n i o s k u j e się o p r z y s z ł o ś c i . Jej n i e z g o d n o ś ć z p r z e ­
w i d y w a n i a m i staje się ź r ó d ł e m niezadowolenia. Odczuwana d e p r y w a c j a
m a w i ę c charakter w z g l ę d n y , a nie a b s o l u t n y . Z r e s z t ą zdarza się, że
i d e n t y c z n y kontekst s y t u a c y j n y w j e d n y m p r z y p a d k u w y w o ł u j e s p o ł e c z n e
niezadowolenie i silne poczucie k r z y w d y , w i n n y m z a ś — nie.
A b e r l e w y r ó ż n i ł cztery podstawowe t y p y d e p r y w a c j i . Wszystkie one
p o j a w i a j ą się z a r ó w n o na p ł a s z c z y ź n i e p r z e ż y ć i n d y w i d u a l n y c h , j a k
i z b i o r o w y c h . D l a powstania r u c h u s p o ł e c z n o - r e l i g i j n e g o ma j e d n a k
znaczenie t y l k o d e p r y w a c j a odczuwana przez g r u p ę .
N a j w c z e ś n i e j u j a w n i a się t z w . d e p r y w a c j a w zakresie stanu posia­
dania. Obejmuje ona w y ł ą c z n i e e k o n o m i c z n ą s f e r ę życia, r z u t u j ą c wszak­
ż e na wszystkie p o z o s t a ł e . S k ł a d a się na n i ą niezadowolenie z a k t u a l n y c h
d o c h o d ó w , n i ż s z y c h od poprzednio u z y s k i w a n y c h ; z u t r a t y d a w n y c h
t e r y t o r i ó w , co ma często w p ł y w na o b n i ż e n i e dotychczasowej stopy
ż y c i o w e j ; z k o n i e c z n o ś c i t r a d y c y j n e j gospodarki, co s t a n o w i zawsze
b e z p o ś r e d n i ą p r z y c z y n ę p o w a ż n y c h p e r t u r b a c j i ekonomicznych.
P o c h o d n ą tego t y p u jest t z w . d e p r y w a c j a statusu s p o ł e c z n e g o . Sta­
n o w i ona r e z u l t a t zasadniczych z m i a n w s t r u k t u r z e s p o ł e c z n e j , p o w o ­
d u j ą c y c h upadek d a w n y c h a u t o r y t e t ó w i powstawanie n o w y c h , o d s u n i ę c i e
o d w p ł y w ó w i b e n e f i c j ó w starej e l i t y w ł a d z y , pojawienie się g r u p y n o w o ­
bogackich, r o z b i j a j ą c y c h t r a d y c y j n y ł a d s p o ł e c z n y . W efekcie tego spora
część s p o ł e c z e ń s t w a poddanego t y m p r z e o b r a ż e n i o m p r z e ż y w a f r u s t r a c j ę
z p o w o d u radykalnego o b n i ż e n i a dotychczas zajmowanej pozycji spo­
łecznej.
Z obu t y c h t y p ó w w y n i k a t z w . d e p r y w a c j a w zakresie z a c h o w a ń .
D o t y c z y ona n e g a t y w n i e ocenianych przez d a n ą s p o ł e c z n o ś ć z m i a n
w o b r ę b i e s t o s u n k ó w w e w n ą t r z g r u p o w y c h , k t ó r e w y r a ż a j ą się w r o z l u ź ­
n i e n i u w i ę z ó w r o d o w y c h i w i e l k o r o d z i n n y c h , l e k c e w a ż e n i u l u d z i sta­
r y c h , u p a d k u d a w n e j m o r a l n o ś c i , z a n i k u wzajemnej pomocy i w s p ó ł ­
pracy, i t p .
C z w a r t y t y p d e p r y w a c j i obejmuje s f e r ę samooceny k o n f r o n t o w a n e j
z o p i n i a m i innej g r u p y , na ogół d o m i n u j ą c e j . L e k c e w a ż e n i e , pogarda,
p r z y p i s y w a n i e w y ł ą c z n i e u j e m n y c h cech charakterologicznych g r u p i e
2

3

2

3

Tamże,
Tamże,

s. 193.
s. 210.

�RELATYWNA

DEPRYWACJA

A GENEZA

SHAKERYZMU

151

zdominowanej przez g r u p ę d o m i n u j ą c ą s ą ź r ó d ł e m t z w . d e p r y w a c j i w za­
kresie o k r e ś l a n i a w ł a s n e j w a r t o ś c i . Z d r u g i e j j e d n a k strony k s z t a ł t o w a ć
j ą m o ż e r ó w n i e ż ś w i a d o m o ś ć n i e p o w o d z e ń w ł a s n e j g r u p y , co — w k o n ­
f r o n t a c j i ze s p o ł e c z e ń s t w e m d o m i n u j ą c y m , w o l n y m od t a k i c h p e r t u r ­
b a c j i — m o ż e s t a ć się p r z y c z y n ą a u t o n e g a t y w n e j oceny w ł a s n e j w a r t o ś c i .
Rozziew p o m i ę d z y a k t u a l n ą p o s t a w ą a d a w n y m i , p o z y t y w n y m i s ą d a m i
s t a n o w i r ó w n i e ż ź r ó d ł o omawianego t u t y p u d e p r y w a c j i *.
Wszystkie t y p y d e p r y w a c j i p o j a w i a j ą się na ogół ł ą c z n i e , s k ł a d a j ą c
się na stan g ł ę b o k i e g o niezadowolenia s p o ł e c z n e g o z a k t u a l n e j rzeczy­
w i s t o ś c i . N a t u r a l n y m i r e a k c j a m i g r u p d o t k n i ę t y c h przez d e p r y w a c j ę
są p r ó b y j e j zneutralizowania. J e d n ą z n i c h jest r u c h s p o ł e c z n o - r e ł i g i j n y , k t ó r y z w y k l e zaczyna d z i a ł a ć w ó w c z a s , gdy zablokowane z o s t a j ą
wszelkie szanse na r o z ł a d o w a n i e tego niezadowolenia p r z y pomocy ś r o d ­
k ó w racjonalnych.
A zatem m o ż n a p r z y j ą ć za A b e r l e m , że j e d n y m z c z y n n i k ó w k o n s t y ­
t u u j ą c y c h r u c h s p o ł e c z n o - r e l i g i j n y jest w ł a ś n i e owa r e l a t y w n a d e p r y wacja. Jej o b e c n o ś ć zdaje się b y ć n i e z b ę d n a , c h o ć r ó w n o c z e ś n i e nie w y ­
s t a r c z a j ą c a dla powstania zjawiska tego t y p u . Nie w s z ę d z i e b o w i e m
pojawienie się stanu s p o ł e c z n e g o niezadowolenia w y w o ł u j e r o z w ó j r u ­
chu s p o ł e c z n o - r e l i g i j n e g o , co ś w i a d c z y w y r a ź n i e o k o n i e c z n o ś c i u j a w ­
nienia się całego z e s p o ł u w s p ó ł d z i a ł a j ą c y c h ze s o b ą b o d ź c ó w . D e p r y w a c j a
jest t y l k o j e d n y m z nich, choć z p e w n o ś c i ą n a l e ż y do n a j w a ż n i e j s z y c h .
Koncepcja r e l a t y w n e j d e p r y w a c j i j a k o jednego z w a ż n i e j s z y c h c z y n ­
n i k ó w s t y m u l u j ą c y c h powstanie r u c h u s p o ł e c z n o - r e l i g i j n e g o z o s t a ł a —
j a k dotychczas — sprawdzona e m p i r y c z n i e t y l k o na p r z y p a d k u akcep­
t a c j i p e y o t y z m u przez N a v a h ó w . A n a l i z a ta zorientowana z o s t a ł a na
u j a w n i e n i e r ó ż n y c h t y p ó w d e p r y w a c j i d o ś w i a d c z a n y c h przez t ę g r u p ę
I n d i a n w s k u t e k p r z y m u s o w e j w latach 30-tych X X w . r e d u k c j i stad
h o d o w a n y c h przez n i c h owiec i k o n i . M i m o iż koncepcja Aberlego zo­
s t a ł a d o ś ć powszechnie p r z y j ę t a przez badaczy r u c h ó w s p o ł e c z n o - r e l i g i j n y c h , to jednak i c h konstatacje na temat s p o ł e c z n e g o niezadowolenia
odczuwanego przez u c z e s t n i k ó w danego r u c h u m a j ą charakter nader
o g ó l n i k o w y . Z r e g u ł y nie u w z g l ę d n i a j ą one c a ł e g o bogactwa k o n t e k s t u
sytuacyjnego, k t ó r y w y z w a l a p o s z c z e g ó l n e t y p y d e p r y w a c j i . Tymczasem
p r a w i d ł o w e i c h rozpoznanie jest n i e z b ę d n e dla w y j a ś n i e n i a genezy i cha­
rakteru każdego ruchu społeczno-religijnego.
W n i n i e j s z y m a r t y k u l e p o d j ę t o p r ó b ę d o ś ć s z c z e g ó ł o w e j analizy g ł ó w ­
n y c h ź r ó d e ł r e l a t y w n e j d e p r y w a c j i d o ś w i a d c z a n e j przez S a l i s h ó w z P ó ł 5

6

4

5

6

A b e r l e , The Peyote Religion
T e n ż e , The Peyote Religion
Tamże.

s. 326-329; t e n ż e , A Note on
s. 329.

s. 210-211.

�152

MIROSŁAWA

POSERN-ZIELIŃSKA

nocno-Zachodniego W y b r z e ż a , k t ó r z y — p o s z u k u j ą c r e m e d i u m na szereg
d o t k l i w i e odczuwanych b o l ą c z e k s p o ł e c z n y c h — z a i n i c j o w a l i w 2 p o ł .
X I X w . sekciarski r u c h r e l i g i j n y , t z w . i n d i a ń s k i shakeryzm. Zbadanie
m e c h a n i z m ó w w y t w a r z a j ą c y c h w t y m p r z y p a d k u stan r e l a t y w n e j de­
p r y w a c j i ma znaczenie z a r ó w n o dla s t u d i ó w s z c z e g ó ł o w y c h . n a d s a m y m
shakeryzmem, j a k i dla t e o r i i r u c h ó w s p o ł e c z n o - r e l i g i j n y c h , w k t ó r e j
koncepcja Aberlego o d g r y w a d o n i o s ł ą r o l ę .
2. D Z I E J E S T O S U N K Ó W

INTERETNICZNYCH

B e z p o ś r e d n i ą p r z y c z y n ą s p o ł e c z n e g o niezadowolenia, k t ó r e g o p r ó b ą
r o z ł a d o w a n i a s t a ł s i ę shakeryzm, b y ł y n i e r ó w n o p r a w n e stosunki i n t e r e t niczne p o m i ę d z y l u d n o ś c i ą a u t o c h t o n i c z n ą i B i a ł y m i . Dlatego t e ż w dzie­
jach i charakterze e u r o - a m e r y k a ń s k i e j kolonizacji P ó ł n o c n o - Z a c h o d n i e g o
W y b r z e ż a n a l e ż y s z u k a ć g ł ó w n y c h ź r ó d e ł p o s z c z e g ó l n y c h t y p ó w de­
p r y w a c j i . K o l o n i z a c j a ta w y w i e r a ł a b o w i e m b e z p o ś r e d n i w p ł y w na na­
t ę ż e n i e i charakter k o n t a k t ó w l u d n o ś c i b i a ł e j ze s p o ł e c z n o ś c i a m i t u b y l ­
c z y m i oraz na z m i a n ę w a r u n k ó w i c h życia. Powstanie z a ś owej s y t u ­
acji „ k o n t a k t o w e j " z a p o c z ą t k o w a ł o nieprzerwane do dziś procesy a k u l t u r a c y j n e , p r z e b i e g a j ą c e na r o z m a i t y c h p ł a s z c z y z n a c h ż y c i a l u d n o ś c i
zdominowanej.
G r u p a t z w . P r z y b r z e ż n y c h S a l i s h ó w n i e m a l do k o ń c a X V I I I w . nie
z e t k n ę ł a się w s p o s ó b b e z p o ś r e d n i z B i a ł y m i , a p r z y n a j m n i e j nic n i e
w i a d o m o o i s t n i e n i u j a k i c h k o l w i e k w c z e ś n i e j s z y c h k o n t a k t ó w . Z zacho­
wanej d o k u m e n t a c j i w y n i k a , iż po raz p i e r w s z y I n d i a n i e c i odwiedzeni
zostali przez c z ł o n k ó w w y p r a w y G. Vancouvera, co n a s t ą p i ł o w 1792 r.
Wiek X I X przyniósł w t y m względzie radykalne zmiany. Na początku
tego stulecia B i a l i z d o ł a l i j u ż b o w i e m s p e n e t r o w a ć c a ł y k o n t y n e n t ame­
r y k a ń s k i aż do r z e k i C o l u m b i i . D z i e ł o o d k r y c i a k r a j u S a l i s h ó w dla
7

8

9

7

R . R e d f i e l d , R. L i n t o n , M. J . H e r s k o v i t s , Memorandum
for the
Study of Acculturation, „American Anthropology", t. 38: 1936, s. 149-152; K . M a ł ­
k o w s k a , Problem akulturacji w etnologii amerykańskiej.
Założenia i perspektywy
teoretyczne, „Etnografia Polska", t. 10: 1966, s. 62-63; R. L i n t o n ,
Acculturation
and the Processes of Culture Change, [w:] R. Linton [ed.], Acculturation in Seven
American Tribes, New York 1940, s. 463-465; t e n ż e , The Distinctive Aspects of
Acculturation, [w:] Acculturation in Seven
s. 501.
G . A. P e t t i t t , The Quileute of La Push. 1775-1945, ..Anthropological Records",
t. 14, cz. 1: Berkeley-Los Angeles 1950, s. 21; M. W. S m i t h , The Puyallup of
Washington, [w:] L i n t o n , Acculturation in Seven
s. 23; Ph. D r u c k e r , Indians
of the Northwest Coast, „Smithsonian Institution. Bureau of American Ethnology.
Anthropological Handbook", t. 10, New York—Toronto—London 1950, s. 21.
S m i t h , The Puyallup
s. 24. Warto tu wspomnieć, mimo iż rzecz nie do­
tyczy bezpośrednio Indian znad Puget Sound, że pierwszym europejskim podróż­
nikiem, który przemierzył kontynent północnoamerykański za wschodu na zachód,
8

9

�RELATYWNA DEPRYWACJA A GENEZA

Stanów
sługą

Zjednoczonych i W i e l k i e j

słynnej

ekspedycji

Brytanii

M . Lewisa

Ocean S p o k o j n y pod koniec 1805 r .
euro-amerykańskiej
p o w s t a w a n i e nad
rykańskich
nie

faktorii
traktu

W.

przede w s z y s t k i m

Clarka,

która

dotarła

i eksploatacji p o c i ą g n ę ł o za s o b ą

handlowych.
regularne

wodnego

było

Ich

kursy

szeregu b r y t y j s k i c h

funkcjonowanie
statków,

tego obszaru

ułatwiały

docierających
1 1

—

Columbii .

za­
nad

Owo odkrycie nowych obszarów

d o l n y m biegiem Columbii

zorganizowane

głównego

kolonizacji

1 0

i

153

SHAKERYZMU

dla

szybkie
i ame­
wcześ­

do

ujścia

Począwszy

od

1818 r . s t a ł e k o n t a k t y z I n d i a n a m i u t r z y m y w a ł y przede w s z y s t k i m stacje
handlowe — Astoria Fur

C o m p a n y i Hudson's B a y

1 2

Company .

Auto­

c h t o n i z w i ą z a n i b y l i i n t e r e s a m i r ó w n i e ż z p r z e d s t a w i c i e l a m i Pacific
Company
w

i

Northwest

1 3

Company .

g r u n c i e rzeczy obszaru t a k

dużą

nasycenie

tego

niewielkiego

liczbą

przedsiębiorstw

handlowych

wskazuje n a i s t n i e n i e o ż y w i o n y c h k o n t a k t ó w p o m i ę d z y I n d i a n a m i i
łymi

prowadzącymi

ze

sobą

Fur

Samo

1 4

handel w y m i e n n y .

Szczególne

Bia­

znaczenie

był Alexander Mackenzie. Dotarł on nad pacyficzne wybrzeże w okolicy ujścia
rzeki Bella Coola 21 lipca 1793 r. Wyczyn ten wieńczył jego drugą transkontynentalną w y p r a w ę penetracyjną. Temu w i ę c podróżnikowi należy przypisywać odkrycie
lądowego Przejścia Północno-Zachodniego. J . В. В r e b n e r, The Explorers of North
America 1492-1806, Cleveland, Ohio 1966, s. 375-382; D r u c k e r , Indians of
s. 21.
Oprócz realizacji głównego zadania, członkowie wyprawy dokonali wszech­
stronnych obserwacji przemierzanych obszarów. Szczegółowe informacje o moż­
liwościach i sposobach przyszłej eksploatacji gospodarczej nowo odkrywanych te­
renów — zob.: D. J a c k s o n , [ed.], Letters of the Lewis and Clark
Expedition,
with Related Documents 1783-1854, Urbana 1962.
Spławność tej rzeki zbadali dokładnie Lewis i Clark, o czym nie omieszkali
poinformować swych zwierzchników w obficie w y s y ł a n e j korespondencji. Nic więc
dziwnego, że szybkie uruchomienie stałej komunikacji wodnej na Columbii nie
sprawiło w i ę k s z e g o kłopotu przybyłym później eksploatatorom. Zob.: J a c k s o n ,
Letters
s. 320.
W. B r a n d o n , The American Heritage Book of Indians, New York 1966,
s. 271; S m i t h , The Puyallup
s. 24; J . P. A w i e r k i e w a, Razlożenie
rodowoj
obszcziny i formirowanie
rannieklassowych
otnoszenij v obszczestwie
indejciew
siewiero-zapadnogo
pobereża
Siewiernoj Amieriki, „Trudy Instituía Etnografii im.
N. N. Miklucho-Maklaja", n. s. t. 70, Moskwa 1961, s. 206.
P e t t i t t , op. ciť., s. 21.
Lewis docenił możliwości intratnego handlu skórami. Pisząc 23 I X 1806 r .
list do prezydenta U S A — Thomasa Jeffersona, precyzował w nim szczegóły ich
zbytu: „We view this passage across the Continent as affording immence advantages
to the fur trade [...] The furs of all this immence tract of country [...] may be
conveyed to the mouth of the Columbia by the I * of August in each year and
from thence be shiped to, arrive in Canton earlier than the furs at present shiped
from Montreal annually arrive in London. [...] Thus he productions [of] nine tenths
of the most valuable fur country of America could be conveyed by the rout
proposed to the East Indies". J a c k s o n , op. cit., s. 521.
1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

s

�154

MIROSŁAWA

POSER3S1-ZIELIŃSKA

m i a ł y w t y m w z g l ę d z i e f o r t y w y b u d o w a n e przez Hudson's B a y C o m ­
pany .
N a j w i ę k s z a i n t e n s y f i k a c j a s t o s u n k ó w wzajemnej z a l e ż n o ś c i rozpo­
c z ę ł a się dopiero w 1832 г., k i e d y t o owa s ł y n n a p ó ł n o c n o a m e r y k a ń s k a
kompania h a n d l o w a z a ł o ż y ł a nad Z a t o k ą N i s q u a l l y s i e d z i b ę finansowanej
przez n i ą Puget Sound A g r i c u l t u r a l Company. Stacja ta od zarania
swego istnienia m i a ł a na celu r o z w i j a n i e a k c j i osadniczej na u r o d z a j ­
n y c h , znakomicie n a d a j ą c y c h s i ę pod u p r a w ę p r e r i a c h N i s q u a l l y i Co­
w l i t z . W k r ó t c e t e ż p o c z ę ł y w y r a s t a ć na n i c h liczne f a r m y , a nawet d u ż e
m a j ą t k i ziemskie, k t ó r e p o c z ą t k o w o o b e j m o w a l i w posiadanie z a s ł u ż e n i
p r a c o w n i c y Hudson's B a y Company. P ó ź n i e j jednak p o c z ę l i n a p ł y w a ć
i i n n i osadnicy, z a p e w n i a j ą c na d ł u g i e lata Puget Sound A g r i c u l t u r a l
Company wielce z y s k o w n ą d z i a ł a l n o ś ć , k t ó r a r o z w i j a ł a s i ę a ż do 1869 r .
Ó w n a t ę ż a j ą c y s i ę proces osadniczy w z m o g ł a jeszcze t z w . k a l i f o r ­
nijska g o r ą c z k a z ł o t a , k t ó r a s p o w o d o w a ł a , p o c z ą w s z y od 1849 г., g w a ł ­
t o w n y wzrost liczby l u d n o ś c i na p o ł u d n i o w y m zapleczu i n t e r e s u j ą c e g o
nas obszaru. Te n a g ł e z m i a n y demograficzne m i a ł y o c z y w i ś c i e w p ł y w na
p o w a ż n e z w i ę k s z e n i e s i ę zapotrzebowania na ś r o d k i aprowizacyjne i prze­
m y s ł o w e . N a j b l i ż s z y m terenem, s k ą d m o g ł o n a d e j ś ć odpowiednie za­
opatrzenie, b y ł o P ó ł n o c n o - Z a c h o d n i e W y b r z e ż e , na k t ó r y m od tej c h w i l i
poczyna z w i ę k s z a ć się liczba o ś r o d k ó w m i e j s k i c h w r a z z r o z w i j a j ą c y m
się p r z e m y s ł e m , z g ł a s z a j ą c y m z k o l e i d u ż y p o p y t na siłę r o b o c z ą . W z w i ą z ­
k u z t y m t r a f i a j ą t a m spore g r u p y b i a ł e j l u d n o ś c i , k t ó r a pragnie b ą d ź
to i n w e s t o w a ć swe k a p i t a ł y w i n t r a t n e p r z e d s i ę b i o r s t w a , b ą d ź t e ż p r a c ą
w ł a s n y c h r ą k d o r o b i ć się, nie p o n o s z ą c — w p r z e c i w i e ń s t w i e do k a l i ­
f o r n i j s k i c h poszukiwaczy z ł o t a — ż a d n e g o r y z y k a .
P o w a ż n y wzrost l i c z e b n o ś c i b i a ł y c h o s a d n i k ó w wielce s k o m p l i k o w a ł
stosunki i n t e r etniczne na p o ł u d n i o w y m s k r a j u P ó ł n o c n o - Z a c h o d n i e g o
W y b r z e ż a . I t y m razem — j a k z w y k l e w podobnych sytuacjach — o f i a r ą
p a d l i autochtoni, k t ó r z y pozbawieni zostali t e r y t o r i ó w p l e m i e n n y c h przez
l u d n o ś ć n a p ł y w o w ą znacznie w c z e ś n i e j n i ż i c h p ó ł n o c n i p o b r a t y m c y —
K w a k i u t l o w i e , Haida i I n d i a n i e Tsimshian.
Pierwsze porozumienie, d o t y c z ą c e cesji ziem i n d i a ń s k i c h na rzecz
b i a ł y c h o s a d n i k ó w , zawarte p o m i ę d z y r z ą d e m S t a n ó w Zjednoczonych
1 5

1 6

1 7

1 5

Wśród założonych w kraju Salishów przez Hundson's Bay Company stacji
handlowych naczelną rolę odgrywały: wzniesiony w 1827 r. przy ujściu rzeki
Frazer — Fort Langley; wybudowany w roku 1833 na p o ł u d n i o w y m wybrzeżu
Puget Sound — Fort Nisqually oraz powstały w 1848 r. w południowej części
P ó ł w y s p u Vancouver — Fort Victoria, z którego zainicjowano akcję białego
osadnictwa na Północno-Zachodnim Wybrzeżu. A w i e r k i e w a , Rozłożenie
s. 206;
D r u c k e r , Indians of
s. 22.
S m i t h , The Puyallup
s. 24.
Tamże, s. 25.
1 6

1 7

�RELATYWNA

DEPRYWACJA A GENEZA

SHAKERYZMU

155

i p o s z c z e g ó l n y m i g r u p a m i P r z y b r z e ż n y c h S a l i s h ó w , podpisano u s c h y ł k u
1854 r. T a k w i ę c po u p ł y w i e 22 l a t od c h w i l i pojawienia s i ę na t y c h
terenach p i e r w s z y c h b i a ł y c h o s a d n i k ó w uprawomocniono s y t u a c j ę , u m o ż ­
l i w i a j ą c ą bezkarne r u g o w a n i e I n d i a n z z a j m o w a n y c h przez n i c h o b s z a r ó w
i przesiedlanie i c h do k t ó r e g o ś z trzech u t w o r z o n y c h na mocy w . w .
u k ł a d u r e z e r w a t ó w : N i s q u a l l y , Squakson i P u y a l l u p .
Porozumienie z 1854 г., znane p o d n a z w ą „ T r e a t y of Medicine Creeck",
nie u w z g l ę d n i ł o ekonomicznych podstaw ż y c i a I n d i a n . Wyznaczone bo­
w i e m p o d r e z e r w a t y t e r y t o r i a nie g w a r a n t o w a ł y f u n d a m e n t a l n y c h w a ­
r u n k ó w egzystencji ani g r u p o m r y b a k ó w ś r ó d l ą d o w y c h , u z u p e ł n i a j ą c y c h
swoje ś r o d k i ż y w n o ś c i o w e zbieractwem , a n i t e ż hodowcom k o n i , k t ó r z y
zamieszkiwali o d s u n i ę t e od w y b r z e ż a p r e r i e i nastawieni b y l i z jednej
s t r o n y na m y ś l i s t w o , z d r u g i e j z a ś — na handel k o ń m i z B i a ł y m i . P r z y ­
znane I n d i a n o m r e z e r w a t y nie o b j ę ł y ż a d n y c h t e r e n ó w n a d a j ą c y c h się
na pastwiska, na k t ó r y c h m o g ł y b y w y p a s a ć s i ę t u b y l c z e stada k o n i .
Sytuacja b y ł a t y m bardziej t r u d n a , ż e i s t n i a ł d u ż y p o p y t na konie,
z w i ą z a n y ze w s p o m n i a n ą j u ż k a l i f o r n i j s k ą g o r ą c z k ą złota. Rozrost o w y c h
stad b y ł w i ę c b e z p o ś r e d n i m efektem i s t n i e j ą c e g o na nie zapotrzebowa­
nia. Szybkie przestawienie się w t y m w z g l ę d z i e e k o n o m i k i I n d i a n ś w i a d ­
czy d o b i t n i e o w e j ś c i u i c h w o r b i t ę gospodarki t o w a r o w o - p i e n i ę ż n e j i n a ­
rodzeniu się w ś r o d o w i s k a c h autochtonicznych c h ę c i czerpania z niej
odpowiednich z y s k ó w . Z a ł a m a n i e s i ę tego sposobu zdobywania ś r o d k ó w
u t r z y m a n i a , spowodowane n i e w ł a ś c i w ą l o k a l i z a c j ą r e z e r w a t ó w , m u s i a ł o
z k o n i e c z n o ś c i w y w o ł a ć niezadowolenie, k t ó r e w p o ł ą c z e n i u z r o z g o r y ­
czeniem r ó w n i e poszkodowanych r y b a k ó w , s t a ł o się zarzewiem i n d i a ń ­
skiej w o j n y z lat 1855-1856 . Po jej w y g a ś n i ę c i u wojownicze nastroje
w ś r ó d I n d i a n znacznie o s ł a b ł y , c h o ć zbrojne w y s t ą p i e n i a p r z e c i w k o
B i a ł y m p o j a w i a ł y s i ę sporadycznie jeszcze do m n i e j w i ę c e j 1870 r.
Po ostatecznym z ł a m a n i u tubylczego o p o r u t y l k o m a ł a liczba I n d i a n
u d a ł a się do wyznaczonych i m r e z e r w a t ó w . Znacznie w i ę k s z a część auto­
chtonicznej p o p u l a c j i r o z p r o s z y ł a s i ę w e t n i c z n y m m o r z u l u d n o ś c i euro- a m e r y k a ń s k i e j , s z u k a j ą c w ś r ó d niej bardziej s a t y s f a k c j o n u j ą c y c h m o ż l i ­
w o ś c i z a r o b k o w y c h . Praca najemna g w a r a n t o w a ł a b o w i e m znacznie k o ­
rzystniejsze w a r u n k i b y t o w e n i ż te, j a k i e I n d i a n i e m o g l i b y sobie z a p e w n i ć ,
żyjąc w rezerwacie .
1 8

1 9

2 0

2 1

18

Tamże, s. 3, 25; H. G . В a r n e t t , Indian Shakers. A Messianic Cult of the
Northwest, Carbondale 1957, s. 4.
R. U n d e r h i 11, Red Man's America. A History of Indians in the United
States, Chicago 1955, s. 313.
S m i t h , The Puyallup
s. 22-23, 25-26.
Tamże, s. 26; U n d e r h i l l , s. 313.

Pacific
1 9

2 0

2 1

�156

MIROSŁAWA

POSERN-ZIELIÑSKA

P o ł o ż e n i e I n d i a n znad Puget Sound — t w ó r c ó w i n t e r e s u j ą c e g o nas t u
s h a k e r y z m u — m i m o wszystko nie b y ł o jednak t a k tragiczne, j a k np.
p l e m i o n w W i e l k i c h R ó w n i n , k t ó r y c h w ł a d z e S t a n ó w Zjednoczonych
r y g o r y s t y c z n i e z a m y k a ł y w o b r ę b i e r e z e r w a t ó w . Na P ó ł n o c n o - Z a c h o d ­
n i m W y b r z e ż u p a n o w a ł w t y m w z g l ę d z i e stosunkowo d u ż y l i b e r a l i z m .
P r z e j a w i a ł się on m . i n . w t y m , iż w p o c z ą t k o w y m okresie zasiedlania
r e z e r w a t ó w , skupiano t a m l u d n o ś ć z a m i e s z k u j ą c ą i c h n a j b l i ż s z e o k o ­
lice, z e z w a l a j ą c jej j e d n a k na podejmowanie prac z a r o b k o w y c h poza
g r a n i c a m i r e z e r w a t u . N i e u t r u d n i a n o r ó w n i e ż jego opuszczania celem
uczestniczenia w t r a d y c y j n y c h u r o c z y s t o ś c i a c h o charakterze s p o ł e c z ­
n y m ( p o t l a c z ) . Po z a k o ń c z e n i u w s p o m n i a n y c h w a l k z b r o j n y c h n i e
zmuszano i c h u c z e s t n i k ó w do osiedlania się na wyznaczonych terenach,
u m o ż l i w i a j ą c I n d i a n o m w m i a r ę d o b r o w o l n y w y b ó r dalszego sposobu
życia.
22

Ó w „ l i b e r a l i z m " w odniesieniu do I n d i a n w y n i k a ł jednak — o c z y m
nie m o ż n a z a p o m i n a ć — z ekonomicznej s y t u a c j i P ó ł n o c n o - Z a c h o d n i e g o
W y b r z e ż a . A u t o c h t o n i s t a n o w i l i t a m b o w i e m rezerwuar d e f i c y t o w e j
s i ł y roboczej. Jest to w gospodarczej h i s t o r i i S t a n ó w Zjednoczonych
przypadek nader r z a d k i . W z w i ą z k u z t y m k a ż d y I n d i a n i n na t y c h te­
renach b y ł f a k t y c z n y m l u b p o t e n c j a l n y m r o b o t n i k i e m , k t ó r e g o praca p r z y ­
n o s i ł a k o n k r e t n e , bardzo w y m i e r n e zyski. Dlatego t e ż powszechna gdzie
indziej a m e r y k a ń s k a m a k s y m a głosząca, że „ d o b r y I n d i a n i n , to m a r t w y
I n d i a n i n " — z ekonomicznego p u n t u widzenia nie m o g ł a b y ć n a d Puget
Sound zastosowana w p r a k t y c e ; b y ł a b o w i e m od podstaw szkodliwa dla
b i a ł y c h przedstawicieli lokalnego businessu.
Ta w y j ą t k o w a — j a k na a m e r y k a ń s k i e w a r u n k i — p o l i t y k a w z g l ę ­
dem l u d n o ś c i autochtonicznej b y ł a najprawdopodobniej g ł ó w n ą p r z y ­
c z y n ą stosunkowo szybkiego w y g a ś n i ę c i a k o n f l i k t ó w z b r o j n y c h . P r z e j ­
ście I n d i a n na pozycje pacyfistyczne nie ś w i a d c z y jednak wcale o z a n i k u
w i c h ż y c i u wszelkich a n t a g o n i z m ó w i s y t u a c j i k r y z y s o w y c h . Rzec
n a w e t m o ż n a , iż te ostatnie p o c z ę ł y się u w i d a c z n i a ć b ą d ź k s z t a ł t o w a ć
dopiero po o b u s t r o n n y m zawieszeniu b r o n i , k i e d y to l u d n o ś ć i n d i a ń s k a ,
wtopiona niemal całkowicie w populację e u r o - a m e r y k a ń s k ą , została nie­
j a k o skazana na p e ł n e przystosowanie się do obcego ś r o d o w i s k a k u l t u ­
rowego. A b s t r a h u j ą c w tej c h w i l i od w a r u n k ó w , w j a k i c h to p r z y s t o ­
sowanie, czy inaczej m ó w i ą c — a k u l t u r a c j a s p o ł e c z n o ś c i i n d i a ń s k i c h
n a s t ę p o w a ł a , sama ś w i a d o m o ś ć k o n i e c z n o ś c i i n i e u c h r o n n o ś c i zmian po­
w o d o w a ć m u s i a ł a p o w a ż n e perturbacje psycho-społeczne.

2 2

B a r n e t t , Indian

Shakers

s. 337-338.

�RELATYWNA DEPRYWACJA A GENEZA

157

SHAKERYZMU

3. D E P R Y W A C J A E K O N O M I C Z N A

E u r o - a m e r y k a ń s k a kolonizacja o b s z a r ó w z a j m o w a n y c h przez rozmaite
g r u p y Salishów przebiegała dość nietypowo, w związku z czym w y w o ł a ł a
t e ż odmienne n i ż na i n n y c h terenach A m e r y k i P ó ł n o c n e j z m i a n y w i n ­
d i a ń s k i e j ekonomice. Okres od m o m e n t u zainstalowania się nad Puget
Sound p i e r w s z y c h s p ó ł e k f u t r z a r s k i c h do c h w i l i r o z w i n i ę c i a się na
s z e r s z ą s k a l ę s t a ł e g o osadnictwa B i a ł y c h b y ł bardzo k r ó t k i . T r w a ł b o ­
w i e m zaledwie k i l k a n a ś c i e l a t . A l e nawet t a k n i e d ł u g i czas p o ś r e d n i e j
i n g e r e n c j i b i a ł e g o c z ł o w i e k a w g o s p o d a r k ę I n d i a n poprzez z a c h ę c a n i e
i c h do i n t e n s y w n e g o o d ł a w i a n i a z w i e r z y n y f u t e r k o w e j s p o w o d o w a ł po­
w a ż n e p r z e o b r a ż e n i a w ekonomicznej sferze ż y c i a t u b y l c ó w . D l a p r z y ­
k ł a d u m o ż n a w s p o m n i e ć z a ł o ż o n y przez Hudson's B a y Company F o r t
Vancouver, w k t ó r y m s k u p y w a n o s k ó r y o d I n d i a n , d o s t a r c z a j ą c y c h i c h
n i e k i e d y z miejsc p o ł o ż o n y c h o s e t k i m i l od tej osady. B i a l i o f e r o w a l i
s w y m dostawcom szereg wielce p o ż ą d a n y c h przez n i c h t o w a r ó w prze­
m y s ł o w y c h , w ś r ó d k t ó r y c h najpopularniejszy, aczkolwiek nie j e d y n y
ś r o d e k p ł a t n i c z y s t a n o w i ł y koce. A t r a k c y j n o ś ć o f e r t y b y ł a tak w i e l k a ,
że Indianie, z a j m u j ą c y się dotychczas r y b o ł ó w s t w e m , z a c z ę l i szybko
p o r z u c a ć t e n s p o s ó b zabezpieczania sobie podstaw egzystencji, przesta­
w i a j ą c się na bardziej „ i n t r a t n e " w tej s y t u a c j i m y ś l i s t w o .
C i ą g ł y p o p y t na s k ó r y s t a ł się w i ę c b e z p o ś r e d n i ą p r z y c z y n ą zarzu­
cenia przez I n d i a n szeregu w y p r a c o w a n y c h od p o k o l e ń technik, z w i ą z a ­
n y c h ze z d o b y w a n i e m i k o n s e r w o w a n i e m ż y w n o ś c i , co d o p r o w a d z i ł o
w ostatecznym r o z r a c h u n k u do r u i n y i c h t r a d y c y j n e g o systemu ekono­
micznego i u z a l e ż n i ł o w p e ł n i gros l u d n o ś c i autochtonicznej od h a n d l u
z Białymi .
2 3

Pojawienie się w dzisiejszym stanie Washington b i a ł e g o c z ł o w i e k a
m i a ł o podobny w p ł y w na e k o n o m i k ę l u d n o ś c i z a m i e s z k u j ą c e j r ó w n i e ż
w s c h o d n i ą część r e g i o n u P ó ł n o c n o - Z a c h o d n i e g o W y b r z e ż a . B e z p o ś r e d n i ą
p r z y c z y n ą r e o r i e n t a c j i t u b y l c z e j gospodarki s t a ł s i ę t u t a j k o ń . Z r e s z t ą
zaakceptowanie go jako n i e o d ł ą c z n e g o o d t ą d elementu tubylczej k u l ­
t u r y s p o w o d o w a ł o w c a ł y m j e j systemie daleko i d ą c e p r z e o b r a ż e n i a .
W k r ó t c e z m i a n y te s t a ł y się j u ż t a k g ł ę b o k i e , że b y ł y dostrzegane nawet
przez I n d i a n , k t ó r z y d o k o n a l i w swej ś w i a d o m o ś c i dychotomicznego po­
d z i a ł u c z ł o n k ó w w ł a s n y c h s p o ł e c z n o ś c i l o k a l n y c h na ,,horse I n d i a n s "
i „ c a n o e I n d i a n s " , p o d k ł a d a j ą c pod te o k r e ś l e n i a o d m i e n n y dla k a ż d e j
z t y c h g r u p b a g a ż k u l t u r o w y i s t y l życia.
2 i

2 5

28 U n d e r h i l l , op. cit., s. 312-313.
M. W. S m i t h, The Coast Salish of Puget Sound, „American Anthropologist",
t. 43: 1941, s. 203.
T e n ż e , The Puyallup
s. 22.
2 4

2 5

�158

MIROSŁAWA

POSERN-ZIELIÑSKA

W n i n i e j s z y m p r z y p a d k u i n t e r e s u j ą nas w y ł ą c z n i e zmiany w sy­
stemie tubylczej e k o n o m i k i , w y w o ł a n e przez pojawienie się konia na
p ó ł n o c n o - z a c h o d n i m s k r a j u p r e r i i . Dlatego t e ż w y ł ą c z n i e do n i c h ogra­
niczone z o s t a n ą niniejsze u w a g i .
A zatem w y p a d a o d n o t o w a ć , ż e p r z y s w o j e n i e sobie przez I n d i a n znad
Puget Sound u m i e j ę t n o ś c i h o d o w l i konia oraz wszechstronnego w y k o ­
r z y s t y w a n i a jego w a l o r ó w s p o w o d o w a ł o b ą d ź to p r z e s u n i ę c i e nacisku
z uprawianego powszechnie r y b o ł ó w s t w a na t r a k t o w a n e dotychczas m a r ­
ginesowo m y ś l i s t w o , b ą d ź t e ż w y ł ą c z n e zajmowanie się t y m d r u g i m t y ­
p e m zdobywania ś r o d k ó w egzystencji p r z y r ó w n o c z e s n y m p e ł n y m za­
niechaniu pierwszego.
Obecność konia w życiu Indian umożliwiła i m większą ruchliwość,
a zatem w p ł y n ę ł a k o r z y s t n i e na e f e k t y w n o ś ć p r o w a d z o n y c h ł o w ó w .
P o z w o l i ł a i m r ó w n i e ż o d s u n ą ć się od rzek, s t a n o w i ą c y c h do tej p o r y
nie t y l k o g ł ó w n ą b a z ę g o s p o d a r c z o - z a o p a t r z e n i o w ą , ale nadto sieć pod­
s t a w o w y c h s z l a k ó w k o m u n i k a c y j n y c h . W sferze ekonomicznej k o ń spo­
w o d o w a ł przerzucenie g ł ó w n e g o c i ę ż a r u u t r z y m a n i a I n d i a n p o c z ą t k o w o
n a f u t r z a r s k i h a n d e l z B i a ł y m i , a w n a s t ę p n e j fazie — na handel s a m y m i
k o ń m i , o czym już zresztą w s p o m i n a ł a m .
2 6

T a k w i ę c nie t y l k o I n d i a n i e z w y b r z e ż a , ale i z g ł ę b i k r a j u odczuli
s k u t k i obcej i n f i l t r a c j i ekonomicznej. W a r t o jednak w t y m miejscu
z a z n a c z y ć , ż e w o w y m p i e r w s z y m okresie k o n t a k t ó w , o g r a n i c z a j ą c y c h
się zasadniczo w y ł ą c z n i e do d z i a ł a l n o ś c i h a n d l o w e j , owe gospodarcze
e f e k t y o b e c n o ś c i B i a ł y c h p r z y j m o w a n e b y ł y na ogół p o z y t y w n i e . K o n ­
t a k t y z cudzoziemcami p r z y n o s i ł y b o w i e m ewidentne, niespodziewane
zyski w postaci a t r a k c y j n y c h t o w a r ó w , s p o ł e c z n i e akceptowanych j a k o
i n d y w i d u a l n e bogactwo j e d n o s t k i .
2 7

E f e k t e m w . w . zmian w t u b y l c z y m systemie e k o n o m i c z n y m b y ł o n i e ­
m a l c a ł k o w i t e u z a l e ż n i e n i e się I n d i a n od i c h gospodarczych k o n t a k t ó w
z B i a ł y m i , k t ó r e w o m a w i a n y m okresie o g r a n i c z a ł y się zasadniczo do
h a n d l u s k ó r a m i , korzystnego z a r ó w n o dla jednej, j a k i drugiej strony.
W r a z z zainteresowaniem się p r z y b y s z ó w osadniczymi w a l o r a m i obsza­
r ó w znad Puget S o u n d oraz r o z w o j e m na p o c z ą t k u 2 poł. X I X w . prze­
m y s ł u , handel s k ó r a m i p o c z ą ł u p a d a ć , p o z o s t a w i a j ą c n a s t a w i o n y c h na
niego I n d i a n w s k o m p l i k o w a n e j , t r u d n e j sytuacji ż y c i o w e j . Ona to po­
s t a w i ł a i c h przed k o n i e c z n o ś c i ą w y b o r u p o m i ę d z y d w i e m a w y ł ą c z n i e
a l t e r n a t y w a m i : albo w r ó c i ć do t r a d y c y j n y c h s p o s o b ó w gospodarowania,
albo t e ż p r z y s t o s o w a ć się do n o w y c h na P ó ł n o c n o - Z a c h o d n i m W y b r z e ż u

26

Tamże, s. 22-23.
K . M a ł k o w s k a , Potlatch. Jego rola w kulturze Indian
Północno-zachod­
niego "Wybrzeża Kanady, „Etnografia Polska", t. 10: 1966, s. 352, 361-362.
2 7

�RELATYWNA

DEPRYWACJA

A GENEZA SKAKERYZMU

159

w a r u n k ó w życia, k t ó r e o f e r o w a ł y autochtonom jako ź r ó d ł o u t r z y m a n i a
p o d j ę c i e pracy n a j e m n e j .
Pierwsza a l t e r n a t y w a z o s t a ł a zasadniczo u d a r e m n i o n a f a k t e m w y ­
znaczenia n i e k o r z y s t n y c h z ekonomicznego p u n k t u w i d z e n i a r e z e r w a ­
t ó w , n i e d y s p o n u j ą c y c h o d p o w i e d n i m i w a r u n k a m i ś r o d o w i s k o w y m i dla
p o d j ę c i a t r a d y c y j n e g o systemu gospodarki. A zatem I n d i a n i e m o g l i sko­
rzystać niemal wyłącznie z drugiej możliwości, przekształcając się w nie­
w y k w a l i f i k o w a n ą siłę r o b o c z ą i t w o r z ą c p o w a ż n ą część miejscowego p r o ­
l e t a r i a t u . A u t o c h t o n i znad Puget Sound a n g a ż o w a l i się w i ę c w ż y ­
w i o ł o w o p o w s t a j ą c y c h s p ó ł k a c h d o k o n u j ą c y c h w y r ę b u l a s ó w , w tartakach,
m ł y n a c h , cegielniach i i n n y c h r ó ż n e g o t y p u z a k ł a d a c h p r z e m y s ł o w y c h .
2 8

Silnie odczuwany przez b i a ł y c h p r z e d s i ę b i o r c ó w n i e d o b ó r r ą k do pracy
s p o w o d o w a ł w y t w o r z e n i e się na t y m terenie swoistej atmosfery r ó w n o ś c i .
I n d i a n i e p r a c u j ą c razem z b i a ł y m i r o b o t n i k a m i b y l i b o w i e m jednakowo
z n i m i w y n a g r a d z a n i . Pewna z a l e ż n o ś ć a m e r y k a ń s k i e g o k a p i t a ł u od po­
d a ż y tubylczej siły roboczej d y k t o w a ł y m u k o n i e c z n o ś ć u n i k a n i a z I n ­
d i a n a m i z a t a r g ó w , a z w ł a s z c z a k o n f l i k t ó w ekonomicznych i r a s o w y c h .
Tę sytuację utwierdził p o n i e k ą d u k ł a d s t o s u n k ó w interetnicznych,
p r z e j a w i a j ą c y się r ó w n i e ż w i n d y w i d u a l n y c h k o n t a k t a c h p r z e d s t a w i c i e l i
obu e t n o s ó w . T r u d n e w a r u n k i egzystencji w p i e r w s z y m okresie euro- a m e r y k a ń s k i . e g o osadnictwa na t y c h terenach s p r a w i ł y , że p r z y b y w a l i
na nie w y ł ą c z n i e m ę ż c z y ź n i . S t y k a j ą c się nieustannie z I n d i a n a m i , w c h o ­
d z i l i w z w i ą z k i m a ł ż e ń s k i e z i c h k o b i e t a m i , k t ó r e bardzo szybko adapto­
w a ł y s i ę do obcego i m sposobu życia, p r o w a d z ą c gospodarstwo domowe
w g w z o r ó w e u r o - a m e r y k a ń s k i c h . Te często spotykane m a ł ż e ń s t w a
2 9

3 0

2 8

Owa dobrowolność wyboru nowego sposobu życia miała zatem wszelkie cechy
konieczności, nie pozostawiającej autochtonom zbyt dużego pola manewru. Można
w i ę c zasadniczo przychylić s i ę do stanowiska A w i e r k i e w e j , Razlożenie
s. 207,
która poddała krytyce (szkoda, że niewłaściwej w formie) dość powierzchowne
potraktowanie przez M. Smith owego chętnego, bezkonfliktowego przekształcenia
się Salishów w grupę robotników najemnych: M. W. S m i t h , The Indians and
Modern Society [w:] Indians of the Urban Northwest, New Y o r k 1949, s. 6, [za:]
A w i e r k i e w a , Razlożenie
s. 207; por. podobny pogląd w: S m i t h , The
Puyallup
s. 28. Aczkolwiek ocena tego zjawiska przez M. Smith nie jest fałszywa,
to przedstawiona przez nią „prawda" stanowi swoistą „półprawdę", sugerującą
radosne rzucenie się Indian w wir industrializacji i urbanizacji Północno-Zachodniego Wybrzeża. Tymczasem — jak starałam się w y k a z a ć w tekście niniejszego
artykułu — rzecz miała się nieco inaczej. Zmiany w tubylczej ekonomice były
niemal całkowicie zdeterminowane przez charakter euro-amerykańskiej kolonizacji
obszarów nad Puget Sound i sposoby włączania zamieszkujących je Indian w orbitę
kapitalistycznej gospodarki towarowo-pieniężnej.
S m i t h , The Puyallup ... s. 28-29.
Tamże s. 27-28.
2 9

30

�160

MIROSŁAWA

POSERN-ZIEŁIŃSKA

mieszane s p r z y j a ł y p o p r a w n o ś c i s t o s u n k ó w i n t e r e t n i c z n y c h , co n a j m n i e j
w odniesieniu do t y c h I n d i a n , k t ó r z y w ł a s n ą p r a c ą p r z y c z y n i a l i się do
a m e r y k a ń s k i e g o zagospodarowania P ó ł n o c n o - Z a c h o d n i e g o W y b r z e ż a .
Te d o b r o s ą s i e d z k i e , w gruncie rzeczy, stosunki p o c z ę ł y jednak p s u ć
się w r a z z m a s o w y m n a p ł y w e m nad Puget Sound b i a ł e j l u d n o ś c i . Coraz
w i ę k s z e nasycanie się r y n k u p r a c y b y ł o p r z y c z y n ą znacznie m n i e j t r o s ­
k l i w e g o obchodzenia się z i n d i a ń s k i m i r o b o t n i k a m i , k t ó r z y nie s t a n o w i l i
j u ż g ł ó w n e g o , a zatem s z c z e g ó l n i e cenionego r e z e r w u a r u s i ł y roboczej.
W o l n e miejsca p r a c y p o c z ę l i coraz częściej o b e j m o w a ć B i a l i . Nadto
w miastach, o p r ó c z s t a ł y c h , na ogół spokojnych o s a d n i k ó w , p o j a w i l i się
w d u ż e j liczbie l u d z i e s z u k a j ą c y ł a t w e g o zarobku, rozmaici w ł ó c z ę d z y ,
nierzadko k r y m i n a l i ś c i — s ł o w e m — przedstawiciele marginesu spo­
ł e c z n e g o , k t ó r z y p r z y n i e ś l i ze s o b ą p l a g ę a l k o h o l i z m u i rozmaite f o r m y
p r z e s t ę p s t w . T e n niespokojny element nierzadko p r z y c z y n i a ł się do w y ­
w o ł y w a n i a k o n f l i k t ó w z I n d i a n a m i , k t ó r e r z u t o w a ł y na z m i a n ę d o t y c h ­
czasowych s t o s u n k ó w i n t e r e t n i c z n y c h .
3 1

Poczucie k r z y w d y w ś r ó d I n d i a n p o c z ę ł o j e d n a k s z c z e g ó l n i e r o s n ą ć
w r a z z n a t ę ż e n i e m się ( p o c z ą w s z y od ok. 1870 r.) b e z p o ś r e d n i e j inge­
r e n c j i B i a ł y c h m . i n . w tubylcze s p r a w y ekonomiczne. Naciski te w y r a ­
ż a ł y się w p r z y m u s o w y m w d r a ż a n i u a u t o c h t o n ó w , ż y j ą c y c h w granicach
r e z e r w a t ó w , do u p r a w y ziemi. P r o p a g o w a n y przez a d m i n i s t r a c j ę ame­
r y k a ń s k ą w ś r ó d wszystkich społeczności indiańskich USA farmerski
m o d e l życia p r e f e r o w a n y b y ł r ó w n i e ż w rezerwatach nad Puget Sound,
gdzie w a r u n k i ś r o d o w i s k o w e p r a k t y c z n i e j e d n a k u n i e m o ż l i w i a ł y jego
a k c e p t a c j ę . Z ł e efekty tego pod p r e s j ą wprowadzanego systemu gos­
podarczego b u d z i ł y rozgoryczenie I n d i a n ,
pamiętających
znakomicie
okres ekonomicznej p r o s p e r i t y z c z a s ó w ścisłej w s p ó ł p r a c y ze s p ó ł k a m i
futrzarskimi.
3 2

W sekwencji j a k o ś c i o w y c h z m i a n z a c h o d z ą c y c h w tubylczej ekono­
m i c e p o ł u d n i o w e g o s k r a j u P ó ł n o c n o - Z a c h o d n i e g o W y b r z e ż a pod w p ł y ­
w e m obcej kolonizacji w y r ó ż n i ć zatem m o ż n a t r z y zasadnicze fazy.
Pierwsze p r z e o b r a ż e n i a w y w o ł a n e z o s t a ł y przez d z i a ł a l n o ś ć k o m p a n i i
h a n d l o w y c h . P o l e g a ł y one na b e z k o n f l i k t o w y m p r z e j ś c i u I n d i a n o d gos­
p o d a r k i n a t u r a l n e j ( r y b o ł ó w s t w a ) do m y ś l i s t w a , w ł ą c z o n e g o j u ż w o r b i t ę
kapitalistycznej e k o n o m i k i r y n k o w e j . Proces t e n zainicjowany z o s t a ł
d z i ę k i w z g l ę d o m czysto k o m e r c j a l n y m , g w a r a n t u j ą c l u d n o ś c i autochto­
nicznej niespodziewany d o s t ę p do szeregu a t r a k c y j n y c h d ó b r u z y s k i w a ­
n y c h w drodze w y m i a n y t o w a r o w o - p i e n i ę ż n e j .

3 1

3 2

Tamże, s. 29-31, 35.
B a r n e t t , Indian Shakers

s. 4-5,

338.

�RELATYWNA DEPRYWACJA A GENEZA

SHAKERYZMU

161

D r u g i etap p r z e o b r a ż e ń z a p o c z ą t k o w a ł proces s t a ł e g o , b i a ł e g o osad­
n i c t w a nad Puget Sound, n i o s ą c y z s o b ą dwa n i e o d ł ą c z n e elementy cy­
w i l i z a c j i : i n d u s t r i a l i z a c j ę i u r b a n i z a c j ę . Z a ł a m a n i e się z b y t u na s k ó r y
p o s t a w i ł o Indian, ż y j ą c y c h jeszcze w ó w c z a s na ogół poza r e z e r w a t a m i ,
w k o n i e c z n o ś c i p o d j ę c i a p r a c y zarobkowej w charakterze r o b o t n i k ó w
drobno p r z e m y s ł o w y c h b ą d ź rzadziej — r o l n y c h . W t y m okresie nie po­
j a w i a ł y się jeszcze na ogół ż a d n e o b j a w y niezadowolenia w ś r ó d I n d i a n ,
i c h dochody b o w i e m w dalszym c i ą g u b y ł y wysokie w stosunku do ich
potrzeb k o n s u m p c y j n y c h ( u t r z y m u j ą c y c h się raczej na t y m s a m y m po­
ziomie, co w okresie prowadzenia t r a d y c y j n e j gospodarki przyswaja­
jącej) , a co n a j w a ż n i e j s z e , k s z t a ł t o w a ł y się na t y m s a m y m poziomie,
co p ł a c e b i a ł y c h r o b o t n i k ó w . Nie b y ł o w i ę c ż a d n e g o poczucia k r z y w d y
i ś w i a d o m o ś c i w y z y s k u przez b i a ł y c h p r z e d s i ę b i o r c ó w .
Trzeci okres wyznaczony z o s t a ł przez i n t e n s y w n y n a p ł y w l u d n o ś c i
b i a ł e j , w y p i e r a j ą c e j nierzadko I n d i a n z zajmowanych przez n i c h l e p ­
szych stanowisk pracy, z m u s z a j ą c e j p o ś r e d n i o a u t o c h t o n ó w do podejmo­
w a n i a prac m n i e j a t r a k c y j n y c h , n a j c i ę ż s z y c h , a często gorzej p ł a t n y c h .
I n d i a n z r e z e r w a t ó w poddano w t y m w ł a ś n i e okresie p r z y m u s o w i u p r a w y
ziemi, p r z y n o s z ą c e j w t a m t y c h w a r u n k a c h ekologicznych i p r z y p r a w i e
z e r o w y c h u m i e j ę t n o ś c i a c h r o l n i c z y c h bardzo m i e r n e r e z u l t a t y , nie za­
p e w n i a j ą c e n a w e t m i n i m u m potrzeb ż y c i o w y c h .
Owe z m i a n y w e k o n o m i c z n y m ż y c i u Indian, z a c h o d z ą c e pod w p ł y ­
w e m d z i a ł a l n o ś c i b i a ł e g o c z ł o w i e k a na przestrzeni k i l k u d z i e s i ę c i u za­
ledwie lat, b y ł y p r z y c z y n ą szybko p o g ł ę b i a j ą c e g o się w ś r ó d s p o ł e c z ­
n o ś c i t u b y l c z y c h uczucia f r u s t r a c j i i niezadowolenia z aktualnej rzeczy­
w i s t o ś c i . Z j a w i s k u t e m u s p r z y j a ł f a k t powstania d z i ę k i B i a ł y m swoistej
h u ś t a w k i ekonomicznej, k t ó r a s p r a w i ł a , że I n d i a n i e w p e w n y m okresie
o s i ą g n ę l i w s w y m odczuciu szczytowe zyski finansowe, to z n ó w w p a d l i ,
nie p o j m u j ą c p r z y c z y n tego stanu rzeczy, w p r z e r a ż a j ą c e ich u b ó s t w o ,
k t ó r e b y ł o c a ł k o w i t ą n i e m a l o p o z y c j ą sytuacji sprzed k i l k u n a s t u za­
l e d w i e lat.
Stan ekonomicznej d e p r y w a c j i w y n i k a ł w ł a ś n i e z k o n f r o n t o w a n i a
o w y c h d w ó c h niezbyt o d l e g ł y c h w czasie p o z i o m ó w życia. C h a r a k t e r y ­
styczne, że u k ł a d e m odniesienia nie b y ł t u wcale t r a d y c y j n y system gos­
p o d a r k i p r z y s w a j a j ą c e j ( r y b o ł ó w s t w o ) , lecz s t y m u l o w a n a przez B i a ł y c h
ekonomika w ł ą c z a j ą c a I n d i a n w o g ó l n o ś w i a t o w y o b r ó t k a p i t a ł u . Spo­
ł e c z n e niezadowolenie l u d n o ś c i autochtonicznej, w y r o s ł e z radykalnego
zmniejszenia się p o p y t u na dostarczane przez n i ą s k ó r y z w i e r z ą t f u t e r ­
k o w y c h , p o g ł ę b i o n e z o s t a ł o przez r ó w n o c z e s n e pozbawienie jej w i ę k ­
szości t e r y t o r i ó w , administracyjne naciski na p o d j ę c i e gospodarki far3 3

3 3

Małkowska,

Potlatch

11 — E t n o g r a f i a P o l s k a , Х Г Х / 2

... s.

367.

�162

MIROSŁAWA

POSERN-ZIELIIÍSKA

merskiej w rezerwatach oraz l u m p e n p r o l e t a r y z a c j ę I n d i a n ż y j ą c y c h poza
n i m i . Wszystkie te c z y n n i k i s p o w o d o w a ł y niespodziewane, g w a ł t o w n e
o b n i ż e n i e się ekonomicznego standardu życia a u t o c h t o n ó w , co s t a ł o się
b e z p o ś r e d n i ą p r z y c z y n ą d o ś w i a d c z a n e j przez n i c h d e p r y w a c j i w zakresie
d o c h o d ó w z a r ó w n o c a ł e j g r u p y , j a k i p o s z c z e g ó l n y c h jej c z ł o n k ó w .
4. D E P R Y W A C J A S T A T U S U SPOŁECZNEGO

A. Tradycyjna

struktura

społeczna

i stosunki

własnościowe

Zaprezentowane t u g ł ę b o k i e p r z e o b r a ż e n i a i n d i a ń s k i e j e k o n o m i k i b y ł y
k o l e j n y m o g n i w e m w ł a ń c u c h u c z y n n i k ó w d e t e r m i n u j ą c y c h przebieg
i r o z m i a r y procesu zmian w i n n y c h sferach ż y c i a S a l i s h ó w . O d b i ł y się
one s z c z e g ó l n i e silnie na s p o ł e c z n e j s t r u k t u r z e tej g r u p y I n d i a n , p o w o ­
d u j ą c p o w a ż n ą jej d e z o r g a n i z a c j ę .
Celem ukazania o w y c h z m i a n konieczne jest o d w o ł a n i e się do u k ł a d u
s p o ł e c z n e g o sprzed okresu k o n t a k t ó w z B i a ł y m i . Salishe b y l i w ó w c z a s
g r u p ą e t n i c z n ą , w k t ó r e j — podobnie j a k u i n n y c h p l e m i o n P ó ł n o c n o - Z a chodniego W y b r z e ż a — od d a w n a j u ż w y k s z t a ł c i ł się s p o ł e c z n y p o d z i a ł
l u d n o ś c i na d w i e zasadnicze „ k l a s y " : n i e w o l n i k ó w
oraz l u d z i w o l n y c h ,
k t ó r y c h rozmaite u k ł a d y , w j a k i e wchodzili, i p e ł n i o n e role s p o ł e c z n e
p r e d e s t y n o w a ł y do o s i ą g a n i a w y ż s z y c h l u b n i ż s z y c h pozycji w h i e r a r c h i i
s t a t u s ó w . Pozycja ta d e c y d o w a ł a o rozmiarach uczestnictwa danej
jednostki w s p o ł e c z n o - k u l t u r o w y m ż y c i u g r u p y .
C a ł a populacja w o l n y c h S a l i s h ó w d z i e l i ł a się na d w i e podstawowe
g r u p y . P r z y n a l e ż n o ś ć do k a ż d e j z n i c h o k r e ś l a ł a precyzyjnie p o z y c j ę
danej j e d n o s t k i w s p o ł e c z e ń s t w i e oraz n a l e ż n e jej p r z y w i l e j e i o b o w i ą z k i .
R ó ż n i c e p o m i ę d z y statusami t y c h d w ó c h quasi-klas s p o ł e c z n y c h w y z n a ­
c z a ł y stosunki w y ż s z o ś e i - n i ż s z o ś c i . A zatem m o ż n a m ó w i ć o g e n e r a l n y m
u k ł a d z i e s t r a t y f i k a c y j n y m , d o t y c z ą c y m nie t y l k o p o s z c z e g ó l n y c h osob­
n i k ó w , ale c a ł y c h grup, s k ł a d a j ą c y c h się na s p o ł e c z n o ś ć S a l i s h ó w . I l o ś ­
c i o w y stosunek „ k l a s y " w y ż s z e j do niższej u k s z t a ł t o w a ł się w s p o s ó b od3 4

3 5

3 6

3 4

O miejscu niewolników w strukturze społecznej Północno-Zachodniego Wy­
brzeża pisze znakomity znawca kultury tego obszaru — Ph. D r u c k e r : „Slaves,
like the natives'dogs, or better still, like canoes and sea otter skins and blankets,
were elements of the social configuration but had no active part to play in group
life. Their participation was purely passive": Rank, Wealth, and Kinship in North­
west Coast Society, [w:] T. M c F e a t [ed.], Indians of the North Pacific Coast,
Seattle—London 1971, s. 135. Zob. również: P e t t i t t , op. cit., s. 13; M a ł k o w s k a ,
Potlatch
s. 342-343.
E . S a p i r, The Social Organization of the West Coast Tribes, [w:] M c F e a t
[ed.], op. cit., s. 30; P e t t i t t , op. cit., s. 13; M a ł k o w s k a , Potlatch
s. 342.
A w i e r k i e w a , Razlożenie
s. 222-225.
8 5

3 6

�RELATYWNA

DEPRYWACJA

A GENEZA

163

SHAKERYZMU

m i e n n y n i ż w ś r ó d i n n y c h l u d ó w o silnie z r ó ż n i c o w a n e j s t r u k t u r z e spo­
ł e c z n e j , gdzie d o m i n o w a ł na ogół u k ł a d p i r a m i d a l n y . W t y m p r z y ­
p a d k u — j a k pisze W . Suttles — „ n a t i v e society had m o r e the shape of
an i n v e r t e d pear" .
Najliczniejsza b y ł a grupa tzw. „ d o b r y c h l u d z i " z n a j d u j ą c a się w g ó r ­
nej części u k ł a d u stratyfikacyjnego. Ten w ł a ś n i e zespół l u d z i zasilał n i e ­
ustannie grono r ó ż n e g o t y p u p r z y w ó d c ó w ś w i e c k i c h i sakralnych. Z w i ą z k i
tej e l i t y s p o ł e c z n e j z p o z o s t a ł ą częścią g r u p y u p r z y w i l e j o w a n e j m i a ł y
charakter t r w a ł y , w i ę z y b o w i e m ł ą c z ą c e te dwa segmenty jednej zasad­
niczo „ k l a s y " n i g d y nie z o s t a ł y zerwane. W efekcie realizowania tego
w ł a ś n i e p o r z ą d k u s p o ł e c z n e g o naczelnicy s t a n o w i l i jedynie g ó r n ą w a r ­
s t w ę omawianej t u g r u p y , w r a m a c h k t ó r e j i s t n i a ł a ciągła d w u s t r o n n a
r u c h l i w o ś ć , nie obwarowana ż a d n y m i s a n k c j a m i .
3 7

38

Znacznie mniejsza pod w z g l ę d e m l i c z e b n o ś c i b y ł a „ k l a s a " niższa,
s k ł a d a j ą c a się z r o z m a i t y c h u c i e k i n i e r ó w , t r a m p ó w oraz o d p r y s k ó w „ k l a ­
sy" w y ż s z e j . N i e k i e d y g r u p ę t ę zasilali w y z w o l e n i n i e w o l n i c y , k t ó r z y
r e k r u t o w a l i się w y ł ą c z n i e z j e ń c ó w w o j e n n y c h . C a ł ą t ę g r u p ę o k r e ś l a n o
mianem „ludzi b e z w a r t o ś c i o w y c h " . Od „dobrych ludzi" legitymują­
cych się o d p o w i e d n i m pochodzeniem i z w i ą z a n y m i z n i m p r z y w i l e j a m i ,
d z i e l i ł a i c h n i e p r z e n i k l i w a bariera s p o ł e c z n a , p r a k t y c z n i e u n i e m o ż l i ­
w i a j ą c a j a k i e k o l w i e k przemieszczenia od d o ł u k u g ó r z e .
P r z y n a l e ż n o ś ć do danej „ k l a s y " , a w jej r a m a c h do o k r e ś l o n e j pozycji
s p o ł e c z n e j w y z n a c z a ł y zasadniczo dwa c z y n n i k i . J e d n y m z n i c h b y ł o
k r y t e r i u m pochodzenia, a d r u g i m — sytuacja m a j ą t k o w a danej j e d ­
n o s t k i . N a j w y ż s z e statusy przypisane b y ł y niejako ex definitione k l a ­
sie t z w . „ d o b r y c h l u d z i " . Ta grupa o s ó b l e g i t y m o w a ł a się b o w i e m ce­
n i o n y m i s p o ł e c z n i e genealogiami. W y s o k i e urodzenie pojmowano t u j a k o
p r z y n a l e ż n o ś ć do starego rodu, k t ó r e g o założyciel, nawet bardzo od­
l e g ł y , nie m ó g ł w y w o d z i ć się s p o ś r ó d w y z w o l o n y c h n i e w o l n i k ó w , a na­
wet z grona osób p r z y p o r z ą d k o w a n y c h do n i ż s z e j „ k l a s y " . Rody te
d y s p o n o w a ł y zawsze d u ż y m i zasobami nagromadzonych od p o k o l e ń d ó b r ,
k t ó r y c h dziedziczenie zgodnie z l o k a l n y m i n o r m a m i p r a w n y m i o k r e ś l a ł a
3 9

4 0

4 1

4 2

3 7

W. S u t t l e s , Private Knowledge, Morality, and Social Classes among the
Coast Salish, „American Anthropologist", t. 60: 1958, s. 500.
Tamże, s. 504.
„Klasa" wyższa wykluczała ze swego grona na ogół nieślubne dzieci, sieroty
i przysłowiowe czarne owce, tj. ludzi, którzy sprzeniewierzyli się obowiązującym
normom moralno-prawnym oraz usankcjonowanym wzorom zachowań.
S u t t l e s , op. cit., s. 504.
Tamże, s. 504-505; A w i e r k i e w a , Razlożenie
s. 222-223.
P e t t i t t , op. cit., s. 13.
38

3 9

4 0

41

4 2

�164

MIROSŁAWA

POSERN-ZIELIfJSKA

4 3

s p o ł e c z n ą p o z y c j ę s p a d k o b i e r c ó w . A zatem wysokie miejsce w hie­
r a r c h i i s t a t u s ó w z a l e ż a ł o b e z p o ś r e d n i o od r o z m i a r ó w bogactwa, k t ó r e
z k o l e i b y ł o ściśle zdeterminowane przez pochodzenie. I m w y ż s z e ono
y ł ° , t y m w i ę k s z y m m a j ą t k i e m d y s p o n o w a ł a jednostka. M o ż n a w i ę c
p o s ł u ż y ć się t u u o g ó l n i e n i e m Ph. D r u c k e r a , że ,,wealth and b i r t h eve­
r y w h e r e w e r e absolutely inseperable factors i n the d e t e r m i n a t i o n of
status" .
Oba te c z y n n i k i d e c y d o w a ł y o p r e s t i ż u , k t ó r e g o n a j w y ż s z y m w y ­
m i a r e m dysponowali p r z y w ó d c y . W k a t e g o r i i t y c h funkcjonariuszy m i e ś ­
c i l i się przede w s z y s t k i m naczelnicy wiosek, r e k r u t u j ą c y się n i e m a l w y ­
ł ą c z n i e z n a c z e l n i k ó w najznakomitszych r o d ó w danych s p o ł e c z n o ś c i l o ­
k a l n y c h . Na ogół u r z ą d ten p i a s t o w a ł c z ł o n e k najstarszego — j a k m n i e ­
mano — r o d u , od k t ó r e g o w y p r o w a d z a n o g e n e a l o g i ę i n n y c h r o d ó w
w s p ó l n o t y wioskowej . B y ł a to powszechnie o b o w i ą z u j ą c a zasada, k t ó ­
rej przestrzeganie g w a r a n t o w a ł o niejako n a j w y ż s z ą r a n g ę s p o ł e c z n ą
n a c z e l n i k o w i w i o s k o w e m u . Z a l e ż a ł a ona b o w i e m w p r o s t od p r e s t i ż u ,
j a k i m cieszył się r ó d wodza. I m starszy b y ł r ó d , t y m w i ę k s z y m cieszył
s i ę on uznaniem s p o ł e c z n y m , k t ó r e z k o l e i r z u t o w a ł o na o s i ą g n i ę c i e n a j ­
w y ż s z e g o p r e s t i ż u jego naczelnika. Piastowanie przez takiego c z ł o w i e k a
n a p o w a ż n i e j s z e g o u r z ę d u d a w a ł o c a ł e j wiosce w y s o k ą p o z y c j ę w ś r ó d
i n n y c h s p o ł e c z n o ś c i l o k a l n y c h plemienia .
R e a s u m u j ą c te u w a g i m o ż n a s t w i e r d z i ć , że o statusie j e d n o s t k i de­
c y d o w a ł a w s p o s ó b p o w a ż n y pozycja g r u p y s p o ł e c z n e j , w s k ł a d k t ó r e j
ona w c h o d z i ł a . A l e z a l e ż n o ś ć ta nie b y ł a jednostronna. R ó w n i e ż p r e s t i ż
jednostki s t o j ą c e j na czele danego z e s p o ł u l u d z i m ó g ł p o d w y ż s z y ć l u b
o b n i ż y ć jego p o z y c j ę w ś r ó d i n n y c h analogicznych g r u p s p o ł e c z n y c h .
W y s o k ą p o z y c j ę s p o ł e c z n ą z a j m o w a l i r ó w n i e ż dziedziczni naczelnicy
p o z o s t a ł y c h r o d ó w , nie d y s p o n u j ą c y c h tak s z c z y t n y m i t r a d y c j a m i , j a k
r ó d - z a ł o ż y c i e l w s p ó l n o t y w i o s k o w e j . G ł o w i e w i e l k i e j rodziny, z j a k ą
m a m y do czynienia na P ó ł n o c n o - Z a c h o d n i m W y b r z e ż u — p r z y s ł u g i w a ł
b o w i e m szereg p r z y w i l e j ó w , z k t ó r y c h n a j w a ż n i e j s z e b y ł o p r a w o do i n ­
d y w i d u a l n e g o , choć zasadniczo t y t u l a r n e g o posiadania r e z e r w u a r ó w ż y w ­
ności, t a k i c h jak odcinki oceanicznego w y b r z e ż a , rzek, s t r u m i e n i , t e r e n ó w
m y ś l i w s k i c h i t p . I c h eksploatacji — co n a l e ż y z naciskiem p o d k r e ś l i ć —
d o k o n y w a l i r ó w n i e ż pozostali c z ł o n k o w i e rodziny, ale po u p r z e d n i m w y D

4 4

4 5

4 6

4 7

4 3

U n d e r h i 11, op. cit., s. 302.
D r u с к e r, Rank
s. 146; zob. również: Sapir, op, cit.,
op. cit., s. 500.
S a p i r, op. cit., s. 31; U n d e r b i l l , op. cit., s. 303.
S m i t h , The Puyallup
s. 12-13.
? Tamże, s. 19.
4 4

4 5

4 6

4

s. 30; S u t t i e s ,

�R E L A T Y W N A D E P R Y W A C J A A G E N E Z A SHAKERY.'.MÜ

•^65

48

r a ż e n i u zgody na t ę d z i a ł a l n o ś ć przez n a c z e l n i k a . Jego wysoka pozycja
u w a r u n k o w a n a b y ł a w i ę c r ó w n i e ż przez stosunki ekonomiczne. O d g r y ­
w a ł on b o w i e m r o l ę seniora w stosunku do s w y c h k r e w n i a k ó w , posia­
d a j ą c y c h wszelkie cechy p r z y n a j m n i e j f o r m a l n y c h wasali. Faktycznie
z a ś f u n k c j a naczelnika r o d u s p r o w a d z a ł a się do swoistego dozorowania
i otaczania o p i e k ą d ó b r z ekonomicznego p u n k t u widzenia w a ż n y c h d l a
c a ł e g o r o d u . M i m o to sam f a k t posiadania t y c h z a s o b ó w i n o m i n a l ­
nego p r a w a do dowolnego n i m i z a r z ą d z a n i a s t a w i a ł g ł o w ę r o d u na szczy­
tach h i e r a r c h i i , o b o w i ą z u j ą c e j w r a m a c h owej najmniejszej j e d n o s t k i
s p o ł e c z n e j , j a k ą b y ł a w i e l k a rodzina. Z tego t e ż t y t u ł u k a ż d y naczelnik
r o d u p e ł n i ł w s p o ł e c z n o ś c i lokalnej szereg f u n k c j i s p o ł e c z n y c h i r e l i ­
g i j n y c h , k t ó r e u t w i e r d z a ł y i n i e j a k o s a n k c j o n o w a ł y jego w y s o k ą p o z y c j ę .
Zwyczajowo u t a r ł o się, że senior nie t y l k o „ d z i e r ż a w i ł " swe i n d y w i ­
dualne, dziedziczne dobra k r e w n y m , ale r ó w n i e ż r e z y g n o w a ł z i c h c z ę ś ­
ci, z r z e k a j ą c s i ę t y t u ł ó w w ł a s n o ś c i na rzecz n i e k t ó r y c h s w y c h n a j b l i ż ­
szych k r e w n y c h . C i z kolei p o s t ę p o w a l i z u z y s k a n y m w t e n s p o s ó b m a ­
j ą t k i e m identycznie, j a k i c h d o b r o c z y ń c a . S w ą i n d y w i d u a l n ą w ł a s n o ś ć
t r a k t o w a l i w y ł ą c z n i e jako d a j ą c ą p r e s t i ż m o ż l i w o ś ć w y r a ż e n i a zgody
na w s p ó l n e j e j u ż y t k o w a n i e w r a z z k r e w n y m i i p o w i n o w a t y m i o n i ż ­
szym statusie s p o ł e c z n y m . Sam f a k t corocznego w y d a w a n i a t a k i e j
w ł a ś n i e decyzji b y ł w y s t a r c z a j ą c ą r e k o m p e n s a t ą za u d o s t ę p n i e n i e szer­
szemu o g ó ł o w i ł o w i s k czy t e r e n ó w m y ś l i w s k i c h . S t a n o w i ł b o w i e m o pres­
t i ż u decydenta, co b y ł o p r z e c i e ż w a r t o ś c i ą s p o ł e c z n i e n a j w y ż e j ce­
nioną.
W zamian za „ w y d z i e r ż a w i e n i e " w ł a s n y c h w ó d i ziem naczelnik
r o d u p r z e j m o w a ł od s w y c h k r e w n i a k ó w nie t y l k o wszelkie n a d w y ż k i
ż y w n o ś c i o w e , ale r ó w n i e ż efekty i c h d z i a ł a l n o ś c i r z e m i e ś l n i c z e j (łodzie,
d e r k i , w y p r a w i o n e s k ó r y , s p r z ę t y gospodarstwa domowego, parapher­
n a l i a i t p . ) . A l e i w t y m p r z y p a d k u dobra te nie s t a w a ł y s i ę faktycznie
4 9

5 0

5 1

5 2

4 8

Te specyficzne stosunki, panujące wśród Indian Północno-Zachodniego Wy­
brzeża, były — jak sugeruje szereg badaczy — efektem stopniowego wyodrębniania
się własności prywatnej. Proces ten znajdował się przed okresem e u r o - a m e r y k a ń skiej kolonizacji w. w. regionu dopiero w swej początkowej fazie. Fakt ten zdaje
się wyjaśniać sytuację, którą trafnie charakteryzuje M a ł k o w s k a : „[...] przy
dość silnym jeszcze poczuciu własności grupowej w y s t ę p o w a ł a na tym terenie coraz
wyraźniejsza tendencja do indywidualizacji praw własnościowych, przy czym pewien
zakres własności podlegał szybszemu procesowi prywatyzacji, podczas gdy inne
stanowiły nadal dobro zbiorowe" (Potlatch ... s. 361).
4 9

Tamże, s. 342, 362.
D r u c k e r , Rank
s. 142.
si Tamże,
s. 139-141.
M a ł k o w s k a , Potlatch
s. 359, 362-363.
5 0

6 2

�166

MIROSŁAWA

POSERN-ZIELlNSKA

jego w y ł ą c z n ą w ł a s n o ś c i ą , lecz p r z e c h o d z i ł y jedynie pod jego a d m i n i ­
s t r a c j ę . W r z e c z y w i s t o ś c i zaś p o z o s t a w a ł y do dyspozycji c a ł e g o rodu,
j e ś l i jego c z ł o n k o w i e k i e d y k o l w i e k zgłosiliby na nie swoje zapotrzebo­
wanie.
Mechanizm w ł a d a n i a w ł a s n o ś c i ą p r y w a t n ą w p r z ą g n i ę t y b y ł w i ę c
ś c i ś l e w system wielostronnego w s p ó ł d z i a ł a n i a w s z y s t k i c h k r e w n y c h .
Wzajemne ś w i a d c z e n i a p o d p o r z ą d k o w a n e b y ł y r e g u ł o m h i e r a r c h i i spo­
ł e c z n e j . A l e n o r m y te b y n a j m n i e j nie s a n k c j o n o w a ł y w y ł ą c z n e g o prze­
p ł y w u ś w i a d c z e ń od d o ł u k u g ó r z e , lecz z o b o w i ą z y w a ł y r ó w n i e ż e l i t ę spo­
ł e c z n ą do d y s t r y b u c j i nagromadzonych w ten s p o s ó b d ó b r r ó w n i e ż w k i e ­
r u n k u o d w r o t n y m . P o d p o r z ą d k o w a n i e socjo-ekonomicznej
aktywności
o g ó l n y m zasadom s t r a t y f i k a c j i s p o ł e c z n e j m i a ł o — w p r z y p a d k u i n d i a ń ­
skich s p o ł e c z n o ś c i P ó ł n o c n o - z a c h o d n i e g o W y b r z e ż a — charakter w y ­
ł ą c z n i e n o m i n a l n y , s ł u ż ą c y j e d y n i e sprawie zdobywania p r e s t i ż u i auto­
r y t e t u . Nie m i a ł o natomiast ż a d n e g o z w i ą z k u z i n d y w i d u a l n y m g r o m a ­
dzeniem bogactwa w y ł ą c z n i e na w ł a s n y u ż y t e k przez r e p r e z e n t a n t ó w
w a r s t w g ó r n y c h . J u ż ten c h o ć b y mechanizm — nie m ó w i ą c o i n s t y ­
t u c j i potlaczu •— s t a ł niejako na s t r a ż y u t r z y m a n i a swoistej r ó w n o w a g i
w m a j ą t k o w e j p o z y c j i w s z y s t k i c h c z ł o n k ó w r o d u . Ewentualne wzboga­
cenie się jego naczelnika b y ł o b o w i e m zawsze r ó w n o z n a c z n e z uzyska­
n i e m analogicznych, acz odpowiednio mniejszych k o r z y ś c i przez p o d ­
ległych m u krewnych, k t ó r y c h obdarzał swymi p o w i ę k s z o n y m i dobrami
czy to w f o r m i e n a d a ń , czy t e ż „ d z i e r ż a w " , p r z y c z y n i a j ą c się w ten
s p o s ó b do w z r o s t u z a m o ż n o ś c i c a ł e j w s p ó l n o t y .
Nic w i ę c dziwnego, że w gromadzeniu wodzowskich bogactw zain­
teresowani b y l i wszyscy w s p ó ł r o d o w c y . W ten s p o s ó b p o w s t a w a ł y f o r ­
t u n y , k t ó r y c h w a r t o ś ć r o s ł a z pokolenia na p o k o l e n i e . Do odziedzi­
czonych po ojcu-naczelniku bogactw d o c h o d z i ł y b o w i e m dobra dostar­
czane przez p o d l e g ł y c h n a c z e l n i k o w i - j u n i o r o w i k r e w n y c h . W r a z ze wzros­
t e m w a r t o ś c i c a ł e g o m a j ą t k u w z r a s t a ł a r ó w n i e ż pozycja s p o ł e c z n a i z w i ą ­
zany z n i ą ściśle p r e s t i ż nowego p r z y w ó d c y . F o r m a l n a a k u m u l a c j a d ó b r
w j e d n y m r o k u i dziedziczenie i c h przez najstarszego syna m i a ł o w s z a k ż e
znaczenie w y ł ą c z n i e i n s t r u m e n t a l n e w zakresie zdobywania przez j e d ­
n o s t k ę odpowiednio w y s o k i e j l o k a t y s t r a t y f i k a c y j n e j , k t ó r a jednak r z u ­
t o w a ł a r ó w n i e ż na r a n g ę s p o ł e c z n ą p o z o s t a ł y c h c z ł o n k ó w w s p ó l n o t y
rodowej.
W ł a s n o ś ć I n d i a n P ó ł n o c n o - Z a c h o d n i e g o W y b r z e ż a nie o g r a n i c z a ł a się
w y ł ą c z n i e do posiadania z a s o b ó w o znaczeniu ekonomicznym. W j e j s k ł a d
w c h o d z i ł y r ó w n i e ż dobra niematerialne, takie j a k pewne u m i e j ę t n o ś c i
S 3

54

5 8

54

D r u c k e r , Rank
Tamże, s. 142.

s. 144-145.

�RELATYWNA

DEPRYWACJA

A GENEZA

167

SHAKERYZMU

praktyczne, m i t y , p i e ś n i , t y t u ł y rodowe, wiedza r y t u a l n a , i m i o n a ś w i e c ­
k i e i sakralne i t p . I c h i n d y w i d u a l n e posiadanie, zdobywane b ą d ź to d r o g ą
dziedziczenia, b ą d ź t e ż k u p n a po nadzwyczaj w y g ó r o w a n y c h cenach,
d e c y d o w a ł o o p r z y n a l e ż n o ś c i do lokalnej e l i t y s p o ł e c z n e j .
Te pozaekonomiczne w gruncie rzeczy w a r t o ś c i b y ł y w i ę c ze z r o ­
z u m i a ł y c h w z g l ę d ó w cenione t a k samo, a czasami w y ż e j , n i ż dobra
sensu stricte- materialne. I c h w a r t o ś ć zdeterminowana b y ł a jednak r ó w ­
n i e ż przez m y ś l e n i e w kategoriach ekonomicznych. Nagromadzenie d u ż e g o
m a j ą t k u — w g tego r o z u m o w a n i a — m u s i a ł o m i e ć swe g ł ę b o k i e uza­
sadnienie z a r ó w n o w d u ż e j w i e d z y p r a k t y c z n e j bogacza, j a k i jego
z n a j o m o ś c i t e c h n i k z j e d n y w a n i a sobie sił nadprzyrodzonych. Przeko­
nania te niekiedy p o z w a l a ł y u t o ż s a m i ć f a k t a k u m u l a c j i przez j e d n o s t k ę
d u ż y c h z a s o b ó w m a j ą t k o w y c h z posiadaniem przez n i ą szczególnej mocy
duchowej, niejako w a r u n k u j ą c e j d u ż ą e f e k t y w n o ś ć j e j d z i a ł a n i a . Nic
w i ę c dziwnego, że to i r r a c j o n a l n e bogactwo p r z e k s z t a ł c i ł o się w n i e z w y k l e
p o ż ą d a n y i ceniony towar, k t ó r y n p . u S a l i s h ó w p o d l e g a ł o g ó l n y m p r a ­
w o m dziedziczenia '. N a t u r a l n i e , n a j w i ę k s z y m i zasobami t y c h n i e m a ­
t e r i a l n y c h d ó b r dysponowali naczelnicy r o d ó w , k t ó r z y o t r z y m y w a l i j e
w spadku po szeregu s w y c h p r z o d k ó w . I c h ekonomicznie u p r z y w i l e j o ­
w a n a pozycja we w s p ó l n o c i e k r e w n y c h b y ł a w i ę c niejako usankcjono­
wana f a k t e m posiadania d u ż y c h z a s o b ó w d ó b r n i e m a t e r i a l n y c h . Te z a ś
w a ż y ł y na u z n a n i u s p o ł e c z n y m i p r e s t i ż u w y p o s a ż o n e j w nie jednostki.
5 5

5 6

57

B. Instytucja

potlaczu

i jej

funkcje

N a l e ż y t u w s z a k ż e p o d k r e ś l i ć , że samo posiadanie bogactwa oraz
pozycja dobrze urodzonego b y ł y c z y n n i k a m i k o n i e c z n y m i , ale nie w y ­
s t a r c z a j ą c y m i do uzyskania przez j e d n o s t k ę cenionego nade wszystko
p r e s t i ż u . P o d s t a w o w y m elementem miejscowego systemu k u l t u r o w e g o ,
k t ó r y u z u p e ł n i a ł t e n n i e r o z e r w a l n y z e s p ó ł u w a r u n k o w a ń statusu spo­
ł e c z n e g o , b y ł potlacz. Faktycznie z a ś p e ł n i ł on f u n k c j ę swoistego prze­
t w o r n i k a , k t ó r y — p r z y pomocy s p o ł e c z n e j akceptacji — p r z e k s z t a ł c a ł
p r a w a w ł a s n o ś c i i p r z y w i l e j e rodowe w n o w ą w a r t o ś ć s p o ł e c z n o - k u l t u r o w ą — p r e s t i ż . Potlacz s t a n o w i ł w i ę c niejako c e n t r a l n y element m i e j ­
scowego systemu w a r t o ś c i , o g n i s k u j ą c y w sobie p o w a ż n ą część s p o ł e c z n o -kulturowej a k t y w n o ś c i Indian Północno-Zachodniego W y b r z e ż a . Nie
3 8

5 5

R. B e n e d i c t , Wzory kultury, Warszawa 1966, s. 266-267; M a ł k o w s k a ,
Potlatch
s. 353.
S m i t h , The Puyallup
s. 19.
S u t t l e s , op. cit., s. 500-501.
T a doniosła rola potlaczu uznana została przez badaczy kultury Indian
Północno-Zachodniego Wybrzeża, którzy potocznie określali ich mianem — The
Potlatch-Givers. Zob.: U n d e r h i 11, op. cit., s. 291-319.
5 6

5 7

5 8

�168

MIROSŁAWA

POSERN-ZIELIÑSKA

m o ż n a jednak z a p o m i n a ć o t y m , że b y ł to b e z p o ś r e d n i regulator życia
s p o ł e c z n e g o w y ł ą c z n i e g ó r n e j w a r s t w y i n d i a ń s k i e g o s p o ł e c z e ń s t w a . Po­
ś r e d n i o jednak — d z i ę k i w i ę z o m k r w i ł ą c z ą c y m n a c z e l n i k ó w z m n i e j
u p r z y w i l e j o w a n y m i w s p ó ł r o d o w c a m i — a n g a ż o w a ł on c a ł ą s p o ł e c z n o ś ć
l o k a l n ą , w ł ą c z a j ą c w n i ą r ó w n i e ż n i e w o l n i k ó w , k t ó r y c h praca w y k o r z y ­
stywana b y ł a j a k o n a j p o w a ż n i e j s z e ź r ó d ł o d o c h o d ó w i bogacenia się i c h
właścicieli.
Ze w z g l ę d u na s z c z e g ó l n y charakter potlaczu traktowanego jako
„[...] c e r e m o n i a ł rozdawania l u b niszczenia w ł a s n o ś c i w celu podnie­
sienia statusu s p o ł e c z n e g o [ . . . ] "
o r g a n i z o w a ć go m o g l i j e d y n i e ludzie
n a j z a m o ż n i e j s i , tzn. r ó ż n e j r a n g i p r z y w ó d c y . O r g a n i z a t o r a m i t y c h u r o ­
c z y s t o ś c i b y l i n a j c z ę ś c i e j naczelnicy r o d ó w , k t ó r z y d y s p o n o w a l i p o t r z e b ­
n y m i na t e n cel ś r o d k a m i m a t e r i a l n y m i .
5 9

6 0

Specyficzna f u n k c j a potlaczu j a k o mechanizmu u s t a l a j ą c e g o ostatecz­
nie p o z y c j ę s p o ł e c z n ą j e d n o s t k i w y m a g a ł a , aby wszelkie zmiany, p o w o ­
d u j ą c e korzystne p r z e s u n i ę c i e się w h i e r a r c h i i przedstawicieli miejsco­
w e j e l i t y , sankcjonowane b y ł y na tego w ł a ś n i e t y p u u r o c z y s t o ś c i a c h .
Zaproszonym na nie g o ś c i o m anonsowano c h ę ć p o d j ę c i a przez organiza­
tora potlaczu n o w e j , w a ż n i e j s z e j r o l i s p o ł e c z n e j i oczekiwano i c h zgody
w t y m w z g l ę d z i e za c e n ę rozdzielanych hojnie d a r ó w , a niekiedy osten­
tacyjnie nadto niszczonych bogactw .
6 1

Potlacz p o w o d o w a ł publiczne uznanie r a n g i s p o ł e c z n e j oraz z w i ą znanego z n i ą ściśle p r e s t i ż u j e d n o s t k i . Nie m o ż n a jednak z a p o m i n a ć , że
te w ł a ś n i e w y z n a c z n i k i miejsca c z ł o w i e k a w h i e r a r c h i i s p o ł e c z n e j u z a l e ż ­
nione b y ł y g ł ó w n i e od pozycji s p o ł e c z n e j jego r o d z i c ó w , bogactwa oraz

и

C h . W i n n i с к, Dictionary of Anthropology,
New York 1956, [za:] M a ł ­
k o w s k a , Potlatch
s. 341.
J . P. A w i e г к i e w а, К istorii obszczestwiennogo
stroją
и
indiejcew
siewiero-zapadnogo pobereżja
Siewiednoj
Amieriki,
„Amięrikanskij Etnograficzeskij Sborník", t. 1, Moskwa 1960, s. 67.
M a ł k o w s k a , Potlatch
s. 353-355; A w i e r k i e w a , К istorii
s. 72;
t e n ż e , Razlożenie
s. 225. Podział dóbr potlaczowych odbywał się zgodnie ze
sztywną zasadą, wg której „wysokość daru musi odpowiadać statusowi społecznemu
osoby, dla której jest on przeznaczony" ( M a ł k o w s k a , Potlatch
s. 348). Roz­
dzielane na potlaczu bogactwa nie miały na ogół bezpośredniego związku z zaspo­
kajaniem biologicznych potrzeb człowieka. Ich wartość polegała przede wszystkim
na satysfakcjonowaniu prestiżownych ambicji zarówno gospodarza, jak i poszcze­
gólnych uczestników uroczystości. Wśród dobr potlaczowych znajdowały się wpraw­
dzie środki produkcji, żywność i odzież, ale z ekonomicznego punktu widzenia
stanowiły one zbędne w danej chwili nadwyżki. Sam fakt ich istnienia v/ ó w c z e s ­
nej sytuacji gospodarczej świadczył o odpowiednio wysokiej pozycji społecznej
gospodarza potlaczu. H. G. B a r n e t t , The Nature of the Potlatch, [w.] M c F e a t
[ed.], op. cit., s. 83-84.
6 0

6 1

�RELATYWNA DEPRYWACJA A GENEZA

169

SHAKERYZMU

osobistych p r z y m i o t ó w i u m i e j ę t n o ś c i . Potlacze b y ł y w i ę c d o d a t k o w y m ,
ale n i e z b ę d n y m elementem s p o ł e c z n e g o systemu w a r t o ś c i , bez k t ó r e g o
nie m o g ł o b y ć m o w y o w y m a g a n e j przez I n d i a n powszechnej akceptacji
faktycznej pozycji jednostki w s t r u k t u r z e s t a t u s ó w .
Przedstawiona w y ż e j f u n k c j a potlaczu nie w y c z e r p u j e
wszakże
w s z y s t k i c h bardzo k o n k r e t n y c h i s z c z e g ó ł o w y c h z a d a ń tej i n s t y t u c j i .
Obok s w y c h a s p e k t ó w s p o ł e c z n y c h o d g r y w a ł a ona r ó w n i e ż p o w a ż n ą r o ­
lę w miejscowej ekonomice, co m i a ł o b e z p o ś r e d n i z w i ą z e k z f o r m ą
organizowania u r o c z y s t o ś c i potlaczowych. Z a a n g a ż o w a n i w niej b y l i —
j a k j u ż wspominano — wszyscy c z ł o n k o w i e r o d u , m i m o iż w charak­
terze t y t u l a r n e g o gospodarza potlaczu w y s t ę p o w a ł na ogół t y l k o na­
czelnik. To w ł ą c z e n i e całej g r u p y k r e w n y c h do w . w . a k c j i b y ł o p o c h o d n ą
istniejących wówczas stosunków własnościowych i społecznych. Wielka
rodzina s t a n o w i ł a b o w i e m s a m o w y s t a r c z a l n ą , p o d s t a w o w ą j e d n o s t k ę eko­
nomiczną, którą kierował nominalny właściciel rodowych, a więc kolek­
t y w n y c h w swej istocie ś r o d k ó w p r o d u k c j i oraz nagromadzonych zbio­
r o w y m w y s i ł k i e m n a d w y ż e k . W tej s y t u a c j i wyznaczone przez naczel­
n i k a d a r y potlaczowe n a l e ż a ł y r ó w n o c z e ś n i e do całej w s p ó l n o t y , a e w e n ­
tualne i c h u z u p e ł n i e n i a p o c h o d z i ł y z t r y b u t ó w , n a ł o ż o n y c h specjalnie
w t y m celu na k r e w n y c h niższej r a n g i . Najbardziej z a s ł u ż e n i w tej a k c j i
w s p ó ł r o d o w c y , k t ó r y c h ekonomiczne o b c i ą ż e n i e z w i ą z a n e z o r g a n i z a c j ą
potlaczu, b y ł o n a j w i ę k s z e , w y s t ę p o w a l i j a k o jego w s p ó ł o r g a n i z a t o r z y ,
z d o b y w a j ą c w t e n s p o s ó b p r z y w i l e j e dla siebie l u b dla w ł a s n y c h dzieci.
N i e d y s p o n u j ą c samodzielnie odpowiednio w y s o k i m k a p i t a ł e m , docho­
d z i l i o ten w ł a ś n i e s p o s ó b do w i ę k s z e g o p r e s t i ż u i w y ż s z e j pozycji spo­
łecznej .
O f i a r n o ś ć całej g r u p y , p r a c u j ą c e j na rzecz potlaczu wydawanego
przez j e j naczelnika, b y ł a bardzo d u ż a . To autentyczne zainteresowanie
i c h ę ć zorganizowania go w najbardziej o k a z a ł e j f o r m i e w y n i k a ł y m . i n .
r ó w n i e ż z k o r z y ś c i czerpanych z t a k i e j u r o c z y s t o ś c i przez c a ł ą w s p ó l ­
n o t ę . „ Z o r g a n i z o w a n i e wystawnego p o t l a t c h u — j a k pisze K . M a ł k o w ­
ska — p o d n o s i ł o nie t y l k o p r e s t i ż wodza, ale r ó w n i e ż znaczenie i r a n g ę
całej grupy — stanowiło s p r a w ę honoru całej z b i o r o w o ś c i " .
A zatem w s p ó l n o t a i n t e r e s ó w j e d n o c z y ł a wszystkich c z ł o n k ó w w i e l ­
k i e j r o d z i n y i i n t e n s y f i k o w a ł a i c h ekonomiczne w y s i ł k i celem w y d a n i a
potlaczu odpowiedniego do aspiracji g r u p y . I s t n i a ł a b o w i e m w p r o s t p r o ­
porcjonalna z a l e ż n o ś ć p o m i ę d z y w y s o k o ś c i ą uzyskiwanego p r e s t i ż u a w a r ­
tością d ó b r potlaczowych.
e 2

6 3

6 4

6 2

6 3

6 4

M a ł k o w s k a , Potlatch..., s. 356, 366; D r u c k e r , Rank..., s. 137.
M a ł k o w s k a , Potlach..., s. 359; A w i e r k i e w a , К istorii..., s. 6, 67.
M a ł k o w s k a , Potlatch..., s. 357.

�170

MIROSŁAWA

POSERN-ZIELIÑSKA

T r w a j ą c e niekiedy przez k i l k a lat przygotowania do u r o c z y s t o ś c i
skutecznie s t y m u l o w a ł y r ó ż n o r o d n e f o r m y a k t y w n o ś c i rodu, p o c z ą w s z y
od i n t e n s y f i k a c j i p o d s t a w o w y c h s p o s o b ó w zdobywania ś r o d k ó w u t r z y ­
mania, poprzez r ę k o d z i e ł o , na w y r a f i n o w a n e j sztuce k o ń c z ą c . K o n i e c z ­
n o ś ć w s p ó ł d z i a ł a n i a ze s o b ą co n a j m n i e j k i l k u d z i e s i ę c i u o s ó b d o p r o w a ­
d z i ł o do p e r f e k c j i system wzajemnej pomocy, ś w i a d c z e ń i p o ż y c z e k .
Kooperacja ta m i a ł a w i ę c k a p i t a l n e znaczenie dla wszechstronnej i n ­
t e g r a c j i w i e l k i e j r o d z i n y , w k t ó r e j ramach k a ż d y c z ł o n e k z a j m o w a ł p r e ­
cyzyjnie wyznaczone miejsce, d y s p o n u j ą c i n d y w i d u a l n y m zakresem p r a w
oraz o b o w i ą z k ó w ekonomicznych i s p o ł e c z n y c h . Ś c i s ł e w s p ó ł d z i a ł a n i e
całego r o d u w celu zorganizowania potlaczu b y ł o j e d n o c z e ś n i e „ w y r a ­
zem w i ę z i g r u p o w e j , s o l i d a r n o ś c i g r u p y z j e j naczelnikiem i wzajemnej
i c h od siebie z a l e ż n o ś c i . Ta obustronna z a l e ż n o ś ć s t a n o w i ł a w a ż n y c z y n ­
n i k r ó w n o w a g i s p o ł e c z n e j , p r z e c i w s t a w i a j ą c się z jednej strony w s z e l k i m
tendencjom a l i e n a c y j n y m w a r s t w y n a c z e l n i k ó w , z d r u g i e j z a ś — spro­
w a d z a j ą c k o n t r o l ę d z i a ł a l n o ś c i n a c z e l n i k ó w przez z a l e ż n y c h od n i c h
c z ł o n k ó w g r u p y do r o z m i a r ó w nie z a g r a ż a j ą c y c h ustalonej s t r u k t u r z e " .
6 5

6 6

Usankcjonowana przez t r a d y c j ę k o n i e c z n o ś ć rozdawania
nagroma­
dzonych n a d w y ż e k p r o d u k c y j n y c h celem zdobycia w i ę k s z e g o p r e s t i ż u
stanowiła znakomity mechanizm psycho-społeczny, h a m u j ą c y
skutecz­
nie z b y t g w a ł t o w n y r o z w ó j w ł a s n o ś c i p r y w a t n e j i z w i ą z a n e z n i ą po­
wstanie drastycznej n i e r ó w n o ś c i s p o ł e c z n e j . W a r t o p o d k r e ś l i ć t u s ł u s z n ą —
jak się w y d a j e — i n t e r p r e t a c j ę A w i e r k i e w e j o d n o ś n i e do znaczenia
i podstawowej f u n k c j i s p o ł e c z n e j potlaczu. U w a ż a ona, ż e i n s t y t u c j a
ta p o j a w i ł a się na t y m etapie r o z w o j u s p o ł e c z n e g o , na k t ó r y m p o c z ę ł a
k s z t a ł t o w a ć się j u ż w ł a s n o ś ć p r y w a t n a , a j e j znaczne nagromadzenie
d e c y d o w a ł o o miejscu jednostki w s p o ł e c z e ń s t w i e . W tej sytuacji p o t ­
lacz zaczął f u n k c j o n o w a ć jako mechanizm obronny s p o ł e c z e ń s t w a rodo­
wego przed n a d m i e r n y m bogaceniem się jednostek. R o z w ó j i znaczny
wzrost w ł a s n o ś c i p r y w a t n e j odczuwany b y ł b o w i e m jako z a g r o ż e n i e
dotychczasowego u s t r o j u s p o ł e c z n o - e k o n o m i c z n e g o . Dlatego t e ż szeroka
d y s t r y b u c j a n a d w y ż e k p r o d u k c y j n y c h s t a n o w i ł a swoisty z a w ó r bez­
p i e c z e ń s t w a w okresie przechodzenia I n d i a n P ó ł n o c n o - Z a c h o d n i e g o W y ­
b r z e ż a od u s t r o j u w s p ó l n o t y rodowej do systemu opartego j u ż w y ł ą c z ­
nie na w ł a s n o ś c i p r y w a t n e j .
6 7

65

Tamże, s. 357, 365; В a r n e 11, The Nature..., s. 84-85.
M a ł k o w s k a , Potlatch..., s. 345-346.
A w i e r k i e w a , К istorii..., s. 6-8, 74-75; analogiczny pogląd wyraża
k o w s k a , Potlatch..., s. 364-365.
6 6

6 7

Mał­

�RELATYWNA

С

DEPRYWACJA

Społeczno-kulturowe
skutki
i stosunkach

A GENEZA

171

SHAKERYZMU

zmian w tradycyjnej
własnościowych

ekonomice

P o w o l i n a s t ę p u j ą c y rozpad u s t r o j u rodowego, p o w s t r z y m y w a n y dość
skutecznie przez i n s t y t u c j ę potlaczu, p r z e k s z t a ł c i ł się pod w p ł y w e m
e u r o - a m e r y k a ń s k i e j kolonizacji w b ł y s k a w i c z n y proces z m i a n s p o ł e c z n o -kulturowych.
Przedstawiony w c z e ś n i e j obraz p r z e o b r a ż e ń w sferze t u b y l c z e j eko­
n o m i k i u w y p u k l i ł p o w a ż n e k o r z y ś c i materialne, czerpane przez I n d i a n
z h a n d l o w y c h k o n t a k t ó w ze s p ó ł k a m i f u t r z a r s k i m i , k t ó r e d o s t a r c z a ł y
r e a l n y c h m o ż l i w o ś c i znacznego bogacenia się nie t y l k o t r a d y c y j n e j e l i ­
cie s p o ł e c z n e j , ale i i n n y m , nawet n a j n i ż e j w h i e r a r c h i i s t o j ą c y m , c z ł o n ­
k o m r o d u . O d z y s k ó w t y c h nie b y l i odcięci n a w e t n i e w o l n i c y . A zatem
p r a k t y c z n i e wszyscy przedstawiciele s p o ł e c z n o ś c i l o k a l n y c h , bez w z g l ę d u
na i c h d o t y c h c z a s o w ą p o z y c j ę s p o ł e c z n ą , m o g l i w z i ą ć u d z i a ł w zdo­
b y w a n i u m a j ą t k u . Doszło w i ę c do powstania swoistego e g a l i t a r y z m u spo­
ł e c z n e g o , k t ó r y w y r ó s ł na gruncie zasadniczo jednakowego dla wszyst­
k i c h d o s t ę p u do d ó b r m a t e r i a l n y c h , z d o b y w a n y c h w zamian za poszu­
k i w a n e przez B i a ł y c h s k ó r y . W r a z z powszechnym w z r o s t e m znacznych
z a s o b ó w m a j ą t k o w y c h z a m k n ę ł o jedno z n a j w a ż n i e j s z y c h k r y t e r i ó w z r ó ż ­
n i c o w a n i a s p o ł e c z n e g o . D a w n e p r z e d z i a ł y „ k l a s o w e " , nie m a j ą c oparcia
w adekwatnej s y t u a c j i gospodarczej, p r z e s t a ł y p r a k t y c z n i e i s t n i e ć .
6 8

K u u p a d k o w i p o c z ą ł g w a ł t o w n i e c h y l i ć się r ó w n i e ż r ó d , s t a n o w i ą c y
o s t o j ę dawnego u s t r o j u s p o ł e c z n o - e k o n o m i c z n e g o . W a k t u a l n y c h bo­
w i e m warunkach zamożność jednostki uzależniona została wyłącznie
od j e j p r z e d s i ę b i o r c z o ś c i , a nie od stopnia spokrewnienia z naczelnikiem
rodu. Zdeprecjonowane z o s t a ł o w i ę c w t e n s p o s ó b drugie k r y t e r i u m po­
z y c j i s p o ł e c z n e j . Obok tego z a c z ę ł y r o z l u ź n i a ć się t a k ż e w i ę z y ł ą c z ą c e
całą g r u p ę krewnych w zwartą, samowystarczalną jednostkę społeczno- g o s p o d a r c z ą . U z y s k i w a n i e a u t o n o m i i ekonomicznej przez p o s z c z e g ó l n e
j e d n o s t k i z n i w e c z y ł o dotychczasowy system gospodarczego w s p ó ł d z i a ­
ł a n i a k r e w n y c h i s p o w o d o w a ł o rozpad w i e l k i e j r o d z i n y na szereg m a ­
ł y c h , wzajemnie n i e z a l e ż n y c h r o d z i n . Z r a c j i znacznie z w i ę k s z o n y c h
d o c h o d ó w p o w a ż n i e j s z ą r o l ę p o c z ę l i o d g r y w a ć ojcowie t y c h n a j m n i e j s z y c h
jednostek s p o ł e c z n y c h . Wzrost i c h a u t o r y t e t u z a c h w i a ł p o w a ż n i e p o z y c j ą
naczelnika, k t ó r y w n o w e j s y t u a c j i nie m ó g ł j u ż p e ł n i ć f u n k c j i o r g a n i ­
zatora s p o ł e c z n o - e k o n o m i c z n e j a k t y w n o ś c i p o d p o r z ą d k o w a n e j m u d u ż e j
g r u p y k r e w n y c h . F u n k c j ę t ę — w znacznie s k r o m n i e j s z y m o c z y w i ś c i e
6 9

6 8

A w i e r k i e w a , К istorii..., s. 28.
Proces ten zakończył się w latach 1871-1881; A w i e r k i e w a ,
s. 209, 215.
6 9

Razlożenie...,

�172

MIROSŁAWA

POSERN-ZIELINSKA

zakresie — p r z e j ę l i ojcowie m a ł y c h rodzin, k i e r u j ą c n i e z a l e ż n i e i c h ż y ­
ciem gospodarczym.
Wraz z obcą kolonizacją począł d o m i n o w a ć w indiańskiej działal­
ności ekonomicznej i n d y w i d u a l i z m , n i w e c z ą c y r a d y k a l n i e wszelkie do­
tychczas p r a k t y k o w a n e poczynania k o l e k t y w n e . Ten n o w y t y p z a c h o w a ń
w zakresie gospodarki s p r z y j a ł ostatecznemu w y k r y s t a l i z o w a n i u się w ł a s ­
n o ś c i p r y w a t n e j , k t ó r e j pewne s y m p t o m y dostrzegalne b y ł y jeszcze
przed okresem k o n t a k t ó w z B i a ł y m i . P o w o l n y , w e w n ę t r z n y proces w y ­
ł a n i a n i a się p r y w a t n e j w ł a s n o ś c i ś r o d k ó w p r o d u k c j i oraz i n d y w i d u a l n e j
własności obiektów prestiżowych z własności kolektywnej uległ g w a ł ­
t o w n e m u przyspieszeniu w sytuacji w e j ś c i a I n d i a n P ó ł n o c n o - Z a c h o d ­
niego W y b r z e ż a w o r b i t ę gospodarki kapitalistycznej, a w i ę c d z i ę k i
d z i a ł a n i u c z y n n i k ó w z e w n ę t r z n y c h . W efekcie n a s t ą p i ł c a ł k o w i t y rozpad
wszelkich i s t n i e j ą c y c h dotychczas f o r m w ł a s n o ś c i rodowej. Proces ten
nie p r z e b i e g a ł b y zapewne tak g w a ł t o w n i e , a p r z y t y m w zasadzie bez­
k o n f l i k t o w o , g d y b y i n f i l t r a c j a obcych w z o r ó w s p o ł e c z n o - k u l t u r o w y c h
nie n a t r a f i ł a na P ó ł n o c n o - Z a c h o d n i m W y b r z e ż u na zainicjowany j u ż
w c z e ś n i e j proces naturalnego r o z k ł a d u u s t r o j u rodowego. W a r u n k i te
ewidentnie b o w i e m s p r z y j a ł y a k u l t u r a c j i , z m i e n i a j ą c w bardzo k r ó t k i m
okresie c a ł o k s z t a ł t tubylczej k u l t u r y , z w ł a s z c z a w jej w a r s t w i e ekono­
micznej i s p o ł e c z n e j .
M o ż l i w o ś ć d o s t ę p n e g o szerokiemu o g ó ł o w i szybkiego gromadzenia
bogactw d z i ę k i k o n t a k t o m h a n d l o w y m z B i a ł y m i p r z y c z y n i ł a się do
powstania dość licznej g r u p y nowobogackich . I c h o b e c n o ś ć i a k t y w n e
d z i a ł a n i e w o b r ę b i e s p o ł e c z n o ś c i lokalnej s t a ł o się r ó w n i e ż j e d n y m z po­
w o d ó w zburzenia systemu t r a d y c y j n y c h a u t o r y t e t ó w , k t ó r y c h s p o ł e c z n e
uznanie o p i e r a ł o się uprzednio m . i n . na zasobach cenionych powszech­
nie d ó b r , k t ó r y m i — j a k j u ż w s p o m i n a n o — dowolnie m o g l i dyspo­
nować.
7 0

Pojawienie się bogaczy, p o c h o d z ą c y c h spoza k r ę g u t r a d y c y j n y c h p r z y ­
w ó d c ó w s p o w o d o w a ł o rozbicie ustabilizowanej, w e w n ę t r z n i e z r ó w n o ­
w a ż o n e j s t r u k t u r y s p o ł e c z n e j . D e s t r u k c j a ta s t a n o w i ł a efekt konserwa­
t y w n e g o t r a k t o w a n i a urodzenia jako w a ż n e g o i o b o w i ą z u j ą c e g o
na­
dal — obok bogactwa — k r y t e r i u m pozycji s p o ł e c z n e j . W nowej s y t u ­
acji nie m o g ł o w i ę c p o j a w i ć się zjawisko zwyczajnej r u c h l i w o ś c i spo­
ł e c z n e j , w y r a ż a j ą c e j się w p r z y j ę c i u n u w o r y s z ó w do „ k l a s y " w y ż s z e j .
Z r ó w n a n i e ich w statusie z t r a d y c y j n ą e l i t ą s p o ł e c z n ą m o g ł o n a s t ą p i ć
dopiero po u p r z e d n i m zdeprecjonowaniu zasad dawnej h i e r a r c h i i spo­
ł e c z n e j i z a s t ą p i e n i u ich przez nowe k r y t e r i a , w y z n a c z a j ą c e p o z y c j ę
jednostki w społeczeństwie.
7 0

M a ł k o w s k a , Potlatch..., s. 352.

�RELATYWNA DEPRYWACJA A GENEZA

173

SHAKERYZMU

P o w a ż n y liczebny wzrost g r u p y nowobogackich i i c h usilne d ą ż e n i a
do zdobycia w i ę k s z e g o p r e s t i ż u , s t a n o w i ą c e g o ś r o d e k w y r w a n i a się z l e k ­
c e w a ż o n e j „ k l a s y " n i ż s z e j , s p o w o d o w a ł y zburzenie dotychczasowego po­
r z ą d k u s p o ł e c z n e g o . Z a w r o t n e — j a k na ó w c z e s n e w a r u n k i — f o r t u n y ,
z n a j d u j ą c e się w r ę k a c h t y c h l u d z i s t a ł y się p r z y c z y n ą odejścia o d t r a ­
d y c y j n i e u z n a w a n y c h zasad h i e r a r c h i i s p o ł e c z n e j . W zmienionej s y t u ­
acji p o d s t a w ą wszelkich r ó ż n i c s p o ł e c z n y c h s t a ł o się bogactwo. O d t ą d
t y l k o ono b y ł o w y z n a c z n i k i e m pozycji j e d n o s t k i w s p o ł e c z e ń s t w i e .
A zatem nuworysze, d o m i n u j ą c y liczebnie nad d a w n ą elitą, b y l i n a j ­
bardziej zainteresowani w przyspieszeniu procesu zmian. O n i t e ż f a k ­
tycznie stali s i ę elementem r o z s a d z a j ą c y m od w e w n ą t r z usankcjonowane
t r a d y c j ą rozwarstwienie społeczne. Deprecjonując i łamiąc rządzące n i m
zasady d o p r o w a d z i l i w rezultacie do p e ł n e g o rozpadu tubylczego systemu
społecznego.
P o w a ż n y u d z i a ł w t y m procesie m i a ł a r ó w n i e ż administracja a m e r y ­
k a ń s k a . Jej z a r z ą d z e n i a z m i e r z a ł y do c a ł k o w i t e g o w y e l i m i n o w a n i a n a j ­
istotniejszych e l e m e n t ó w i n d i a ń s k i e j k u l t u r y i wprowadzenie na i c h
miejsce w ł a s n y c h w z o r ó w . Ta destrukcyjna ingerencja s z c z e g ó l n i e nasi­
liła się po u t w o r z e n i u r e z e r w a t ó w nad Puget Sound. S p r z y j a ł o j e j p o d ­
p o r z ą d k o w a n i e mieszkających w nich Indian prawom i normom białego
c z ł o w i e k a . O d tej c h w i l i usankcjonowane zostało narzucanie i m ame­
r y k a ń s k i c h w z o r ó w z a c h o w a ń p r z y r ó w n o c z e s n y m deprecjonowaniu t u ­
bylczej t r a d y c j i . S z c z e g ó l n e sukcesy w t y m zakresie o d n o s i ł a szkoła, do
k t ó r e j t r a f i a ł y wszystkie i n d i a ń s k i e dzieci m i e s z k a j ą c e na terenie r e ­
z e r w a t ó w , o b j ę t e b o w i e m z o s t a ł y powszechnym o b o w i ą z k i e m nauczania.
W y c h o w y w a n o je t a m w duchu pogardy dla rodzimej k u l t u r y , w y w o ł u j ą c
w ten s p o s ó b ostre k o n f l i k t y m i ę d z y p o k o l e n i o w e , k t ó r e jeszcze bardziej
p o g ł ę b i a ł y d e z i n t e g r a c j ę i n d i a ń s k i c h s p o ł e c z n o ś c i . W i c h ł o n i e szybko
u f o r m o w a ł a się popierana i f a w o r y z o w a n a przez b i a ł ą a d m i n i s t r a c j ę
grupa l u d z i zainteresowanych czy to ze w z g l ę d ó w ekonomicznych, spo­
ł e c z n y c h , czy ideologicznych w s z y b k i m d o k o n y w a n i u się zmian. W a l k a
w e w n ę t r z n a pomiędzy tą frakcją a grupą „konserwatystów", umiejętnie
podsycana przez w ł a d z e , coraz bardziej o s ł a b i a ł a z a w a r t o ś ć i n d i a ń s k i c h
społeczności, c z y n i ą c je b e z s i l n y m i wobec z a c h o d z ą c y c h p r z e o b r a ż e ń .
Rozbiciu g r u p o w e j spoistości s p r z y j a ł r ó w n i e ż w s p o m n i a n y j u ż uprzednio
upadek t r a d y c y j n y c h a u t o r y t e t ó w oraz rozproszenie się c z ł o n k ó w d a w ­
n y c h w s p ó l n o t w i o s k o w y c h w p o s z u k i w a n i u pracy z a r o b k o w e j .
W efekcie zanalizowanych t u p r z e o b r a ż e ń d u ż a grupa l u d z i o d c z u ł a
b o l e ś n i e u t r a t ę z a j m o w a n y c h uprzednio pozycji s p o ł e c z n y c h i z w i ą z a n e g o
z n i m i p r e s t i ż u . Zniszczona z o s t a ł a cała hierarchiczna s t r u k t u r a s t a t u s ó w ,
71

7 1

В ar nett,

Indian

Shakers...,

s. 4-5, 337-339.

�174

MIROSŁAWA

POSERN-ZIELIrłSKA

k t ó r e j miejsce zajął swoisty e g a l i t a r y z m p o l e g a j ą c y na pozbawieniu d a w ­
nej e l i t y u p r z y w i l e j o w a n e g o miejsca w s p o ł e c z e ń s t w i e . L u d z i e ci, w y z b y c i
nagle p r z y n a l e ż n y c h i m od p o k o l e ń p r z y w i l e j ó w i a u t o r y t e t ó w , d o ś w i a d ­
czali f r u s t r a c j i p o g ł ę b i a n e j jeszcze przez o g ó l n y chaos, j a k i z a s t ą p i ł
d a w n y ł a d s p o ł e c z n y . Rozziew p o m i ę d z y u p r a w n i o n y m i o c z e k i w a n i a m i
uzyskania w y s o k i e j pozycji a r z e c z y w i s t o ś c i ą n e g u j ą c ą te aspiracje s t a ł
się ź r ó d ł e m t z w . d e p r y w a c j i s t a t u s ó w . Jej p o c h o d n ą b y ł a deprywacja
w zakresie z a c h o w a ń s t a n o w i ą c y c h przede w s z y s t k i m efekt rozpadu
w i e l k i e j r o d z i n y i zdobycie a u t o n o m i i przez r o d z i n ę m a ł ą . W r a z z t y m
procesem z a n i k a ł y k o l e k t y w n e d z i a ł a n i a gospodarcze, s o l i d a r n o ś ć g r u p y
krewniaczej, wzajemne ś w i a d c z e n i e sobie pomocy w r ó ż n y c h sytuacjach
życiowych itp.
Wszystkie zanalizowane w n i n i e j s z y m a r t y k u l e zjawiska i procesy
p r z y c z y n i ł y się do r o z k ł a d u t r a d y c y j n e j k u l t u r y i systemu s p o ł e c z n o -ekonomicznego I n d i a n P ó ł n o c n o - Z a c h o d n i e g o W y b r z e ż a . Te z a c h o d z ą c e
l a w i n o w o w 2 p o ł . X I X w . z m i a n y w n i o s ł y do ż y c i a S a l i s h ó w a t m o s f e r ę
n i e p e w n o ś c i i z a g r o ż e n i a . P o g ł ę b i a ł y j ą n a t u r a l n e t r u d n o ś c i adaptacyjne
w y n i k a j ą c e z n i e m o ż n o ś c i szybkiego i w m i a r ę p e ł n e g o przyswojenia
sobie obcej k u l t u r y . Zdezintegrowana s p o ł e c z n o ś ć nie m o g ł a r ó w n i e ż
s p r a w o w a ć k o n t r o l i n a d zachowaniami s w y c h p o s z c z e g ó l n y c h c z ł o n k ó w .
D z i ę k i patologicznej s y t u a c j i s p o ł e c z n o - k u l t u r o w e j oraz l u m p e n p r o l e t a r y z a c j i pewnej g r u p y I n d i a n zaczął s z e r z y ć się a l k o h o l i z m , hazard i prze­
s t ę p c z o ś ć . W najlepszym z a ś w y p a d k u n a s t ę p o w a ł t y l k o zanik d a w n y c h
n o r m m o r a l n y c h . Z j a w i s k a te s z c z e g ó l n i e n a s i l i ł y się po nieudanej p r ó ­
bie stawienia oporu zbrojnego w latach 1855-1856. Zachowania tego
t y p u s t a ł y w w y r a ź n e j o p o z y c j i do t r a d y c y j n i e k u l t y w o w a n y c h i cenio­
nych. Rozbieżność m i ę d z y o w ą a k t u a l n ą rzeczywistością a zdeterminowa­
n y m i przez m i n i o n ą p r z e s z ł o ś ć o c z e k i w a n i a m i s t a n o w i ł a o istocie i r o z ­
m i a r a c h omawianego t u t y p u d e p r y w a c j i .
7 2

5.

GENEZA

SHAKER YZMU

W y r o s ł y z przedstawionych w y ż e j zjawisk k l i m a t s p o ł e c z n e g o n i e ­
zadowolenia s t a ł się j e d n y m z w a ż n i e j s z y c h c z y n n i k ó w s p r z y j a j ą c y c h
n a r o d z i n o m r u c h u s p o ł e c z n o - r e l i g i j n e g o . R ó w n i e n i e z b ę d n e dla jego
genezy b y ł o t a k ż e u j a w n i e n i e się charyzmatycznego p r z y w ó d c y oraz
s f o r m u ł o w a n i e przez niego w i z j i „ ś w i e t l a n e j " p r z y s z ł o ś c i . Z t a k ą w ł a ś 7 3

1 2

A w i e r k i e w a , Razlożenie...,
s. 218; В a r n e t t , Indian Shakers..., s. 338.
A. P o s e r n - Z i e l i ń s k i , Ruchy społeczne
i religijne Indian
hiszpańskiej
Ameryki
Południowej
(XVI-XX
w.), Wrocław—Warszawa—Kraków—Gdańsk 1974,
s. 203.
7 3

�RELATYWNA

DEPRYWACJA

A GENEZA

SHAKERYZMU

175

nie s y t u a c j ą m a m y do czynienia w p r z y p a d k u shakeryzmu, k t ó r y po­
w s t a ł jako r e m e d i u m na n a j r ó ż n o r o d n i e j s z e b o l ą c z k i s p o ł e c z n e , zaspoka­
j a j ą c w z m i s t y f i k o w a n y s p o s ó b n a j d o t k l i w i e j odczuwane potrzeby społeczno-kulturowe.
B y ł w i ę c mechanizmem r o z ł a d o w u j ą c y m niezado­
wolenie z t e r a ź n i e j s z o ś c i , n e g a t y w n i e ocenianej w konfrontacjach z apoteozowaną przeszłością.
S h a k e r y z m u k s z t a ł t o w a ł się na p o c z ą t k u lat 80-tych X I X w . na p ó ł ­
nocno-zachodnich obszarach stanu W a s h i n g t o n . W a r t o t u p o d k r e ś l i ć ,
że okres ten poza w s z e l k i m i o b j a w a m i zaawansowanej a k u l t u r a c j i w y ­
r ó ż n i ł się d w o m a z n a m i e n n y m i z j a w i s k a m i — g w a ł t o w n y m wzrostem
liczby b i a ł e j l u d n o ś c i (z 75 000 do 210 000 p o m i ę d z y r o k i e m
1880
a 1886)
oraz s z c z e g ó l n y m nasileniem się c h o r ó b epidemicznych (np.
od listopada 1881 do marca 1882 r. przez r e z e r w a t y S a l i s h ó w p r z e s z ł y
kolejne a t a k i czarnej ospy, s z k a r l a t y n y i o d r y , d z i e s i ą t k u j ą c ich miesz­
k a ń c ó w ) . Z j a w i s k a te ostatecznie u k s z t a ł t o w a ł y a t m o s f e r ę totalnego
z a g r o ż e n i a egzystencji I n d i a n , b o w i e m n a w e t szamani pozostawali bez­
r a d n i wobec nie znanych i m c h o r ó b . O w a indolencja t r a d y c y j n y c h f u n k ­
cjonariuszy r e l i g i j n y c h nie t y l k o z d e p r e c j o n o w a ł a i c h dotychczasowy
autorytet, ale r ó w n o c z e ś n i e s p o w o d o w a ł a uznanie i c h za b e z p o ś r e d n i ą
p r z y c z y n ę epidemii. Wierzono b o w i e m , że są one efektem czarnej m a g i i
u p r a w i a n e j przez s z a m a n ó w . W parze z d y s k r e d y t a c j ą ich a u t o r y t e t u
szedł n a s i l a j ą c y się stopniowo i n d y f e r e n t y z m r e l i g i j n y I n d i a n w z m a c n i a n y
74

7 5

7 6

7 4

W literaturze przedmiotu istnieją sprzeczności co do daty powstania shake­
ryzmu. Większość badaczy przyjmuje rok 1881 jako początek tej religii: J . M o on e y, The Ghost Dance Religion and the Sioux Outbreak of 1890, Bureau of Ethno­
logy, Annual Report, 1892-1893, t. 14, cz. 2: Washington 1896, s. 746; H . G., B a r n e t t, Innovation: The Basis of Cultural Change, New York—Toronto—London 1953,
s. 5; t e n ż e , Indian Shakers..., s. 5-6. W ślad za nimi poszli inni badacze, którzy
we własnych opracowaniach shakeryzmu nie stawiali sobie za cel dogłębnych stu­
diów genetycznych: V. L a n t e r n a r i , The Religions of the Oppressed. A Study
of Modern Messianic Cults. New York 1965, s. 124; E . N o w i c k a , Indiański
shake­
ryzm, „Etnografia Polska", t. 16, cz. 2: 1972, s. 135; t e n ż e , Shakeryzm — religia
Indian Ameryki Północnej,
„Euhemer. Przegląd Religioznawczy", nr 4 (82): 1971,
s. 42. Natomiast M. Smith, prowadząca podobnie jak Mooney i Barnett szczegółowe
badania terenowe i archiwalne, ma wątpliwości na ten temat i sugeruje, że zaini­
cjowanie indiańskiego shakeryzmu m o g ł o nastąpić zarówno w 1881 r. jak i 1882,
a być może nawet w roku 1883; M. W. S m i t h , Shamanism in the Shaker Religion
of Northwest America, „Man", t. 54 (181): 1954, s. 120. G. G u a r i g l i a , korzystający
wyłącznie z opracowań shakeryzmu przyjął z kolei rok 1882: Prophetismus
und
Heilserwartungs—Bewegungen
ais vólkerkundliches
und
religionsgeschichtliches
Problem, „Wiener Beitrage zur Kulturgeschichte und Linguistik", t. 13: Horn—
—Wien 1959, s. 161.
7 5

7 6

S m i t h , Shamanism..., s. 121.
B a r n e t t , Indian Shakers..., s.

342.

�176

MIROSŁAWA

POSERN-ZIELIŃSKA

systematycznie przez a d m i n i s t r a c y j n e zakazy k o n t y n u o w a n i a t r a d y c y j ­
n y c h k u l t ó w , z w ł a s z c z a z a ś p r a k t y k szamanistycznych .
W tej atmosferze u k s z t a ł t o w a ł o się zapotrzebowanie na nowe r o z w i ą ­
zania s p o ł e c z n y c h b o l ą c z e k i r o z ł a d o w a n i e ciągle n a r a s t a j ą c e g o nieza­
dowolenia z aktualnego stanu rzeczy. Naprzeciw t y m potrzebom w y ­
szedł John Slocum, c z ł o n e k m i e s z k a j ą c e g o nad Puget Sound plemienia
Sqaxin . Z a i n i c j o w a ł on sekciarski r u c h s p o ł e c z n o - r e l i g i j n y , k t ó r y w k r ó t ­
ce p r z e k s z t a ł c i ł się w s y n k r e t y c z n ą r e l i g i ę , z n a n ą pod n a z w ą i n d i a ń s k i e g o
shakeryzmu. Geneza tego systemu w i e r z e ń z n a l a z ł a swe irracjonalne
odbicie w f o r m i e stworzonego przez Slocuma m i t u , k t ó r y z o s t a ł n a s t ę p ­
nie przez w i e r n y c h r o z b u d o w a n y i wzbogacony o nowe elementy.
Szereg w a r i a n t ó w owej irracjonalnej i n t e r p r e t a c j i genezy shakeryzmu
podaje j a k o jego p o c z ą t e k w y d a r z e n i a z w i ą z a n e z r z e k o m ą ś m i e r c i ą za­
ł o ż y c i e l a r e l i g i i — Johna Slocuma, k t ó r a p o n o ć m i a ł a n a s t ą p i ć po t r w a ­
jącej d ł u ż s z y czas chorobie. W o k ó ł d o m n i e m a n y c h z w ł o k zgromadzili
się l i c z n i ż a ł o b n i c y , k t ó r z y s t a l i się ś w i a d k a m i cudownego — w i c h
p r z e k o n a n i u — z m a r t w y c h w s t a n i a o p ł a k i w a n e g o w s p ó ł p l e m i e ń c a . John
Slocum p o c z ą ł r e l a c j o n o w a ć z e b r a n y m p e r y g r y n a c j e swej duszy, k t ó r a
po ś m i e r c i o p u ś c i ł a jego ziemskie ciało, u d a j ą c się na S ą d Boży. Ze
w z g l ę d u na grzeszne życie doczesne nie u z y s k a ł a jednak p r a w a w s t ę p u
do r a j u . Dano jej w s z a k ż e s z a n s ę z a s ł u ż e n i a na zbawienie. W a r u n k i e m
b y ł p o w r ó t na z i e m i ę i k o n t y n u o w a n i e n a niej życia, t y m razem j u ż
p r a w d z i w i e bogobojnego. D y r e k t y w a ta nie d o t y c z y ł a w s z a k ż e w y ł ą c z n i e
samego Slocuma. W z a ś w i a t a c h został on b o w i e m obdarzony m i s j ą n a k ł o ­
nienia w s z y s t k i c h I n d i a n do w a l k i z grzechem. C e l o w i t e m u s ł u ż y ć m i a ł a
a k t y w n a akceptacja n o w e j r e l i g i i , k t ó r e j zasady z o s t a ł y objawione Slocumowi w ó w nadprzyrodzony sposób .
W y n u r z e n i a te z r o b i ł y ogromne w r a ż e n i e na zebranych i w k r ó t c e zain­
t e r e s o w a ł y całą i n d i a ń s k ą s p o ł e c z n o ś ć l o k a l n ą . P o w s t a ł y w i c h efekcie
ferment r e l i g i j n y p o c z ą ł jednak stosunkowo szybko w y g a s a ć w s k u t e k
p o s t ę p u j ą c e g o i n d y f e r e n t y z m u Slocuma wobec g ł o s z o n y c h przez siebie
idei. B y ł a to pierwsza, t r w a j ą c a n i e c a ł y r o k , faza s h a k e r y z m u .
D r u g i etap jego r o z w o j u z a i n i c j o w a n y z o s t a ł przez r e l i g i j n ą a k t y w ­
ność ż o n y z a ł o ż y c i e l a n o w e j ideologii — M a r y Slocum. N o w ą p o d n i e t ą
1 1

7 8

7 9

8 0

77

Tamże, s. 338.
Grupa ta należy pod względem lingwistycznym do Salishów Przybrzeżnych.
U n d e r h i l , op. cit., s. 318-319; S m i t h , The Coast Salish..., s. 203; D r u c k e r ,
Indians of..., s. 7, 11-12.
L a n t e r n a r i , op. cit., s. 124; G u a r i g 1 i a, op. cit, s. 161; E . G u n t h e r ,
The Shaker Religion of the Northwest, s. 38, [za:] S m i t h , Shamanism
s. 119;
В a r n e 11, Indian Shakers
s. 5-6; t e n ż e , Innovation
s. 5; N o w i c k a ,
Indiański
shakeryzm
s. 136; M o o n e у, op. cit., s. 752.
В a r n е 11, Indian Shakers
s. 7.
7 8

7 9

8 0

�RELATYWNA DEPRYWACJA A GENEZA

SHAKERYZMU

177

r e l i g i o t w ó r c z ą o k a z a ł y się t y m razem d o ś w i a d c z o n e przez n i ą silne,
n i e k o n t r o l o w a n e k o n w u l s j e . B y ł y one — j a k m o ż n a sądzić — efektem
zachwiania psychicznej r ó w n o w a g i M a r y w s k u t e k n a s t ę p n e j p o w a ż n e j
choroby m ę ż a , z a k o ń c z o n e j po raz w t ó r y d o m n i e m a n ą jego ś m i e r c i ą .
Ó w histeryczny atak, o d b y w a j ą c y się w o b e c n o ś c i „ z m a r ł e g o " , o k a z a ł —
w g oficjalnego m i t u shakerystycznego — s w ą n a d p r z y r o d z o n ą moc,
p r z y w r a c a j ą c Slocumowi życie.
Od tej p o r y shakeryzm p r z y b r a ł charakter k u l t u leczniczego, co t r a k ­
t o w a ć n a l e ż y jako r e a k c j ę na biologiczne z a g r o ż e n i e egzystencji I n d i a n .
Centralne miejsce w d o k t r y n i e nowej r e l i g i i z a j ę ł a koncepcja n a d p r z y ­
rodzonej mocy, u j a w n i a j ą c a s i ę — w g p r z e k o n a ń w i e r n y c h — w f o r m i e
k o n w u l s j i , k t ó r e bardzo c z ę s t o u t o ż s a m i a n o z o w ą n a d p r z y r o d z o n ą m o c ą ,
p r z y p i s u j ą c i m w ł a ś c i w o ś c i terapeutyczne . R ó w n i e ż w shakerystycznej
o b r z ę d o w o ś c i n a j w a ż n i e j s z ą r o l ę o d g r y w a ł y ceremonie uzdrawiania. C a ł a
r e l i g i j n a d z i a ł a l n o ś ć s h a k e r y s t ó w zorientowana b y ł a na leczenie cho­
r y c h . Ta d o m i n u j ą c a cecha n o w e j r e l i g i i u k s z t a ł t o w a ł a s i ę z a r ó w n o p o d
w p ł y w e m c z y n n i k ó w z e w n ę t r z n y c h (liczne choroby przywleczone przez
B i a ł y c h , wobec k t ó r y c h t r a d y c y j n a tubylcza m e d y c y n a b y ł a bezsilna),
jak i w e w n ę t r z n y c h ( k r y z y s s p o ł e c z n y p r z e j a w i a j ą c y się m . i n . w u p a d k u
d a w n y c h a u t o r y t e t ó w — w t y m p r z y p a d k u s z a m a n ó w , wobec k t ó r y c h
jeszcze przed p o w s t a n i e m s h a k e r y z m u u k s z t a ł t o w a ł a s i ę bardzo silna
opozycja, w y r o s ł a z a r ó w n o z l ę k u przed n i m i , j a k i z b u n t u p r z e c i w k o
i c h szkodliwej d z i a ł a l n o ś c i magicznej). O b j a w i o n y charakter „ t r z ę s i e n i a
s i ę " jako niezawodnego ś r o d k a leczniczego danego I n d i a n o m przez Boga
g w a r a n t o w a ł — w p r z e k o n a n i u w i e r n y c h — jego s k u t e c z n o ś ć i zabezpie­
czał- przed t o t a l n y m , b i o l o g i c z n y m wyniszczeniem l u d n o ś c i t u b y l c z e j .
C h o r o b y i z w i ę k s z o n a w s k u t e k n i c h ś m i e r t e l n o ś ć s t a ł y się w i ę c m o t o r e m
i r r a c j o n a l n y c h d z i a ł a ń , m a j ą c y c h z a h a m o w a ć proces depopulacji. T a k
w i ę c shakeryzm w y c h o d z i ł naprzeciw n a j ż y w o t n i e j s z e j w o w y c h czasach
potrzebie I n d i a n — potrzebie biologicznego p r z e t r w a n i a .
Wspomniane t u w a l o r y n o w e j r e l i g i i o k a z a ł y się bardzo atrakcyjne
dla a u t o c h t o n ó w , k t ó r z y z z a p a ł e m n e o f i t ó w zaakceptowali głoszone
p r a w d y w i a r y i r o z p o c z ę l i szybko s k u t e c z n ą d z i a ł a l n o ś ć p r o z e l i t y c z n ą .
W jej w y n i k u szereg p l e m i o n p o ł u d n i o w e g o s k r a j u P ó ł n o c n o - Z a c h o d n i e g o
W y b r z e ż a , a ściślej m ó w i ą c — t z w . plemiona nadrzeczne i znad za­
t o k i , z a i n t e r e s o w a ł y się b l i ż e j n o w ą ideologią r e l i g i j n ą , o r g a n i z u j ą c
w ramach p o s z c z e g ó l n y c h r e z e r w a t ó w lokalne kongregacje shakerystyczne. P o w s t a ł y one na terenie trzech s t a n ó w U S A : Washingtonu, Oregonu
8 1

8 2

8 1

Tamże, s. 7; t e n ż e , Innovation
s. 6, 110; N o w i c k a , Indiański
sha­
keryzm
s. 142; S m i t h , Shamanism
s. 120.
„River and Bay Tribes" wg nomenklatury U n d e r h i l l , op. cit., s. 318.
8 2

12 — E t n o g r a f i a P o l s k a , X I X / 2

�178

MIROSŁAWA

POSERN-ZIELIÑSKA

i p ó ł n o c n o - z a c h o d n i e j K a l i f o r n i i oraz jednego stanu kanadyjskiego —
K o l u m b i i B r y t y j s k i e j w j e j p o ł u d n i o w e j t y l k o części. N a j w i ę k s z ą a k t y w ­
n o ś ć r e l i g i j n ą w y k a z u j ą obecnie p l e m i o n a O r e g o n u i p ó ł n o c n o - z a c h o d ­
n i e j K a l i f o r n i i , z a m i e s z k u j ą c e obszary na w s c h ó d od G ó r Kaskado­
wych .
G r u p y te s t a r a ł y się z n a l e ź ć w shakeryzmie s p o s ó b r o z ł a d o w a n i a
n a p i ę ć w y w o ł a n y c h przez k o n t a k t y interetniczne i i c h b e z p o ś r e d n i e k o n ­
sekwencje, k t ó r e — j a k j u ż w s p o m n i a n o — d o p r o w a d z i ł y do dezorga­
nizacji t r a d y c y j n e g o systemu s p o ł e c z n e g o . W w y n i k u tego procesu szcze­
g ó l n e w y t r ą c e n i e z dotychczasowego stanu r ó w n o w a g i o d c z u ł a jednostka
ludzka. W y r w a n a ze sprawdzonych w i ę z ó w m i ę d z y g r u p o w e j z a l e ż n o ś c i
i s o l i d a r n o ś c i s t a n ę ł a osamotniona wobec b u r z l i w y c h zmian, k t ó r e r a ­
d y k a l n i e r e w o l u c j o n i z o w a ł y j e j ustabilizowane o d p o k o l e ń ż y c i e i p o ­
z y c j ę s p o ł e c z n ą . Pozbawiona oparcia w e w ł a s n e j zhierarchizowanej spo­
łeczności, s p r a w u j ą c e j s i l n ą k o n t r o l ę n a d zachowaniem s w y c h c z ł o n k ó w ,
często w y z b y w a ł a się w t r u d n e j , k r y z y s o w e j s y t u a c j i w s z y s t k i c h d a w ­
n y c h zasad m o r a l n y c h , z a s i l a j ą c szeregi marginesu s p o ł e c z n e g o . T y ­
p o w ą w t y c h w a r u n k a c h r e a k c j ą b y ł o stopniowe narastanie w s p o ł e c z ­
n o ś c i a c h i n d i a ń s k i c h uczucia wzajemnej n i e u f n o ś c i , a n a w e t w r o g o ś c i .
W y r o s ł o ono z a r ó w n o z o g ó l n i e rozumianej dezorganizacji, j a k i z k o n ­
k r e t n e j opozycji w z g l ę d e m t r a d y c y j n y c h a u t o r y t e t ó w z d e w a l u o w a n y c h
w nowej s y t u a c j i s p o ł e c z n o - k u l t u r o w e j . Z j a w i s k a te jeszcze bardziej
p o g ł ę b i a ł y izolację j e d n o s t k i , w y w o ł u j ą c p o w a ż n e reperkusje n a t u r y
psychologicznej.
8 3

W efekcie d z i a ł a n i a w s z y s t k i c h t y c h c z y n n i k ó w z r o d z i ł a się potrzeba
stworzenia n o w e j organizacji s p o ł e c z n e j , k t ó r a b y ł a b y zdolna p r z y n a j ­
m n i e j c z ę ś c i o w o z a s t ą p i ć dawne i n s t y t u c j e , w p r o w a d z a j ą c p o n o w n i e ł a d
do s t o s u n k ó w m i ę d z y l u d z k i c h . P r ó b ę zaspokojenia tej p a l ą c e j potrzeby
p o d j ą ł shakeryzm, k t ó r y d o s t a r c z y ł zasadniczych r a m organizacyjnych
g r u p i e s w y c h w y z n a w c ó w . P o d s t a w o w y m o g n i w e m rekonstruowanej
organizacji s p o ł e c z n e j s t a ł a się w s p ó l n o t a w i e r n y c h , w k t ó r e j u k s z t a ł t o ­
w a ł y s i ę silne w i ę z i s p o ł e c z n e , ł ą c z ą c e w s z y s t k i c h c z ł o n k ó w g r u p y w y z ­
naniowej. W s p o ł e c z n o ś c i s h a k e r y s t ó w , zjednoczonej w s p ó l n ą ideolo­
gią i r e a l i z a c j ą s t a w i a n y c h sobie c e l ó w , w y t w o r z y ł o się szybko u c z u ­
cie wzajemnego zaufania i s o l i d a r n o ś c i g r u p o w e j , l i k w i d u j ą c e patolo­
g i c z n ą n i e n a w i ś ć k a ż d e g o do w s z y s t k i c h . P r z y w r ó c o n e z o s t a ł o r ó w n i e ż
znaczenie t a k cenionego d a w n i e j p r e s t i ż u . T y m razem jego m i e r n i k i e m
8 3

В a r n e t t , Indian Shakers
s. 8, 60-85; L a n t e r n a r i, op. cit., s. 126127; G u a r i g l i a ,
op. cit., s. 161; N o w i c k a , Shakeryzm — religia Indian
s. 41; t e n ż e , Indiański shakeryzm
s. 133; S m i t h , Shamanism
s. 119;
F . W. V o g e t, The American Indian in Transition: Reformation
and Accomo­
dation, „American Anthropologist", t. 58: 1856, s. 254.

�RELATYWNA

DEPRYWACJA

A GENEZA

179

SHAKERYZMU

s t a ł s i ę j e d n a k oceniany s p o ł e c z n i e p o t e n c j a ł nadprzyrodzonej mocy,
j a k i m d y s p o n o w a ł a dana jednostka. W o p a r c i u o to k r y t e r i u m t w o r z y ł a
się n o w a hierarchiczna segmentacja s p o ł e c z n o ś c i w i e r n y c h .
S h a k e r y ś c i na podstawie t r a d y c y j n y c h w z o r ó w k u l t u r o w y c h w y p r a ­
cowali n i e f o r m a l n y m o d e l p r z y w ó d z t w a r e l i g i j n e g o , k t ó r y
funkcjo­
nuje w e w s z y s t k i c h g m i n a c h shakerystycznych do dziś. Rzecz polega n a
w p r o w a d z e n i u t r ó j d z i e l n o ś c i f u n k c j i p r z y w ó d c ó w . Jeden z n i c h stoi na
s t r a ż y c z y s t o ś c i r y t u a ł u i w i a r y , u j m u j ą c d o k t r y n ę w szereg a k c e p t o w a ­
n y c h d o g m a t ó w . Celem d z i a ł a l n o ś c i drugiego p r z y w ó d c y jest p r o z e l i ­
t y z m . Trzeci z a ś p e ł n i f u n k c j e uzdrowiciela, k t ó r e g o u m i e j ę t n o ś c i i s k u ­
t e c z n o ś ć d z i a ł a n i a s ą ściśle skorelowane z jego c h a r y z m a t e m . W y ­
k s z t a ł c e n i e s i ę t y c h c h a r y z m a t y c z n y c h a u t o r y t e t ó w z a p o c z ą t k o w a ł o proces
s p o ł e c z n e j i n t e g r a c j i c z ł o n k ó w omawianego t u r u c h u , s k u p i a j ą c y c h s i ę
wokół swych nowych przywódców.
8i

85

S f o r m u ł o w a n i e shakerystycznej e t y k i s t w o r z y ł o realne podstawy do
r e a k t y w o w a n i a systemu k o n t r o l i s p o ł e c z n e j . Z e s p ó ł o b j a w i o n y c h naka­
zów i z a k a z ó w , d y s p o n u j ą c s a n k c j ą s a k r a l n ą r e g u l o w a ł skutecznie zacho­
wania w i e r n y c h . O b i e t n i c ą n a g r o d y p o ś m i e r t n e j p r e m i o w a ł b o w i e m za­
chowania s p o ł e c z n i e p o ż ą d a n e , a g r o ź b ą k a r y w ż y c i u p o z a g r o b o w y m
e l i m i n o w a ł zachowania oceniane n e g a t y w n i e .
Tak w i ę c s h a k e r y z m p r z y w r ó c i ł poprzednio osamotnionej jednostce
l u d z k i e j n i e z b ę d n e do ż y c i a ś r o d o w i s k o s p o ł e c z n e , w k t ó r y m m o g ł a ona
z n a l e ź ć wszechstronne oparcie i poczucie b e z p i e c z e ń s t w a . Zaspokojenie
t y c h potrzeb, c h o ć b y w n i e p e ł n y m t y l k o w y m i a r z e , wskazuje na f a k t
reagowania nowego r u c h u r e l i g i j n e g o na n a j w i ę k s z e b o l ą c z k i s p o ł e c z n e ,
b ę d ą c e efektem d e p r y w a c j i statusu i z a c h o w a ń .
Powstanie s h a k e r y z m u z b i e g ł o s i ę z bardzo p o w a ż n y m zaawanso­
waniem procesów akulturacyjnych, k t ó r e zdążyły j u ż niemal całkowicie
u n i c e s t w i ć zasadnicze z r ę b y t r a d y c y j n e j k u l t u r y . Sytuacja ta w y k s z t a ł ­
ciła p r z e ś w i a d c z e n i e I n d i a n o n i e o d w r a c a l n o ś c i d o k o n a n y c h j u ż z m i a n .
Przekonanie t o z a w a ż y ł o na stosunku s h a k e r y z m u do w ł a s n e j i obcej
k u l t u r y . W y r a ż a ł się on w d u ż e j t o l e r a n c j i dla w p ł y w ó w a m e r y k a ń s k i c h
oraz w a m b i w a l e n t n y m p o d e j ś c i u do w ł a s n e j t r a d y c j i . N i e k t ó r e j e j dzie-

8 4

Reakcja ta potwierdza raz jeszcze sformułowane przez antropologów uogól­
nienie odnośnie do sposobów ludzkich zachowań: „Man's behavior is everywhere
canalized, restricted, and defined by customary procedures that are imposed upon
each new generation of human individuals in accordance with the demands of
different culture patterns. [...] Interpersonal relations are guided by the traditional
forms of the social and economic order", A. I . H a 11 o w e 11, Psychic
Stresses
and Culture Patterns,
[w:] M. K . O p l e r [ed.], Culture and Mental
Health.
Cross-Cultural
Studies, New York 1959, s. 22.
B a r n e t t , Indian Shakers
s. 129-130.
8 5

�180

MIROSŁAWA

POSERN-ZIELINSKA

d ż i n y poddawane b y ł y ostrej k r y t y c e (np. szamanizm), n a d i n n y m i z k o l e i
ubolewano, że z a n i k a ł y z i n d i a ń s k i e g o ż y c i a ( ń p . w i e r z e n i a i o b r z ę d o w o ś ć
religijna). P o d s t a w y te nie p r z e s z k a d z a ł y jednak w p r o w a d z a n i u do sha­
k e r y z m u bardzo w i e l u e l e m e n t ó w negowanego szamanizmu z jednej
strony, z d r u g i e j z a ś — k r y t y k o w a n i u t y c h w s p ó ł w y z n a w c ó w , k t ó r z y np.
uczestniczyli n i e k i e d y w t r a d y c y j n y c h t a ń c a c h r e l i g i j n y c h , sporadycz­
nie jeszcze organizowanych przez l u d z i nie z w i ą z a n y c h z shakeryzmem.
Stosunek do k u l t u r y B i a ł y c h nie b y ł j e d n a k tak zasadniczo o t w a r t y ,
j a k b y m o ż n a b y ł o s ą d z i ć na p i e r w s z y r z u t oka z z a c h o w a ń s h a k e r y s t ó w .
A c z k o l w i e k w y z n a w a n a przez n i c h ideologia nie i n s p i r o w a ł a do r a d y ­
kalnego odcinania się od obcych w p ł y w ó w c y w i l i z a c y j n y c h na rzecz
utrwalenia bądź reaktywowania najważniejszych elementów własnej k u l ­
t u r y , to jednak w w y p o w i e d z i a c h p r z y w ó d c ó w i szeregowych w i e r n y c h
u j a w n i a ł o się d ą ż e n i e do separacji ś w i a t a I n d i a n od ś w i a t a B i a ł y c h .
Tendencja ta w y r a z i ł a się w o b i e g o w y m s ą d z i e , że s h a k e r y z m jest i n ­
d i a ń s k ą r e l i g i ą i dlatego nie jest on przeznaczony dla B i a ł y c h . W p r a w d z i e
s t a n o w i — w przekonaniu w i e r n y c h — jedno z w y z n a ń c h r z e ś c i j a ń ­
skich, o b j a w i o n y b o w i e m z o s t a ł przez tego samego Boga, k t ó r e g o czczą
r ó w n i e ż c h r z e ś c i j a n i e , ale s p o s ó b jej objawienia dostosowany z o s t a ł
ściśle do t y p o w o i n d i a ń s k i c h potrzeb. A zatem przestrzegany przez
s h a k e r y s t ó w e k s l u z y w i z m r a s o w y ma w g n i c h racjonalne uzasadnienie.
Stanowisko to m o ż n a u z n a ć za p r ó b ę zachowania n i e z a l e ż n o ś c i i od­
r ę b n o ś c i p r z y n a j m n i e j na p ł a s z c z y ź n i e d o ś w i a d c z e ń r e l i g i j n y c h . W sy­
t u a c j i totalnego zdominowania l u d n o ś c i autochtonicznej przez A m e r y k a ­
n ó w sfera życia religijnego s t a ł a się w i ę c o s t a t n i m bastionem oporu
przeciwko wszechstronnej supremacji B i a ł y c h . M i m o w i e l u niezaprze­
czalnych w p ł y w ó w k a t o l i c y z m u i p r o t e s t a n t y z m u , s h a k e r y z m w ś w i a d o ­
m o ś c i s w y c h w y z n a w c ó w s t a n o w i w a r t o ś ć w y ł ą c z n i e i n d i a ń s k ą . W tej
u p o r c z y w i e p o d t r z y m y w a n e j konstatacji m o ż n a dostrzec p r ó b ę p r z e c i w ­
stawienia się i n w a z j i obcych w z o r ó w k u l t u r o w y c h i w y s u n i ę c i a przeciwko
n i m w ł a s n y c h a l t e r n a t y w dostosowanych do nowej sytuacji. Starcie to
s t a n o w i d o w ó d istnienia n i e u ś w i a d a m i a n e g o k r y t y c y z m u pod adresem
obcego d o r o b k u cywilizacyjnego oraz akceptacji w ł a s n y c h w a r t o ś c i k u l ­
t u r o w y c h , t w o r z o n y c h w oparciu o z n i s z c z o n ą t r a d y c j ę . A zatem shake­
r y z m p o d j ą ł r ó w n i e ż p r ó b ę r o z ł a d o w a n i a n a p i ę ć p o w s t a ł y c h w efekcie
dezorganizacji tubylczej k u l t u r y . O d b u d o w u j ą c j e d n ą z jej części s k ł a ­
d o w y c h — r e l i g i ę — z a s p o k a j a ł w pewnej mierze n a s t ę p n ą g r u p ę
i n d i a ń s k i c h potrzeb. B y ł y to przede w s z y s t k i m potrzeby dysponowania
jakimś kryterium własnej kulturowej odrębności.
Zanalizowane w n i n i e j s z y m a r t y k u l e r ó ż n e t y p y d e p r y w a c j i do­
ś w i a d c z a n e j przez S a l i s h ó w z P ó ł n o c n o - Z a c h o d n i e g o W y b r z e ż a z ł o ż y ł y
się na t z w . ś r o d o w i s k o charyzmatyczne, k t ó r e jest elementem n i e -

�RELATYWNA

DEPRYWACJA

A

GENEZA

SHAKERYZMU

181

z b ę d n y m każdego ruchu społeczno-religijnego. W t y m przypadku stało
s i ę ono p o ż y w k ą i ź r ó d ł e m s p o ł e c z n e g o niezadowolenia i n s p i r u j ą c e g o
d z i a ł a l n o ś ć Johna i M a r y S l o c u m ó w , k t ó r z y — jako d u c h o w i p r z y ­
w ó d c y s w y c h w s p ó ł p l e m i e ń c ó w — z a i n i c j o w a l i powstanie n o w e j i d e ­
ologii r e l i g i j n e j . W y r o s ł e w o k ó ł niej p r a k t y k i r y t u a l n e i organizacja
w i e r n y c h u k o n s t y t u o w a ł y shakeryzm, k t ó r y — j a k s t w i e r d z i l i ś m y — b y ł
p r ó b ą p r z e z w y c i ę ż e n i a w r ó ż n y c h sferach ż y c i a z b y t d o t k l i w e j w spo­
ł e c z n y m odczuciu r o z b i e ż n o ś c i p o m i ę d z y i d e a l i z o w a n ą p r z e s z ł o ś c i ą a k o n ­
fliktową teraźniejszością.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9577" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9555">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/663da36715589d96741250f775b6356f.pdf</src>
        <authentication>3f9965fdc5f78cf3764ec28008e20e46</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114024">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:862</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114025">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114026">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:793</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114027">
                <text>Plemienna sztuka Afryki - problemy nazwy i treści / ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114028">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.2, s.197-220</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114029">
                <text>Kowalski, Marek Arpad</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114030">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114031">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114032">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114033">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114034">
                <text>„Etnografia Polska", t. X I X z. 2

MAREK ARPAD KOWALSKI

PLEMIENNA

SZTUKA

A F R Y K I — PROBLEMY

NAZWY I

TREŚCI

Bogata terminologia, w y r a ż a j ą c a się c h o c i a ż b y w t y t u ł a c h w i e l u
dzieł t r a k t u j ą c y c h o sztuce l u d ó w A f r y k i , k a ż e z a s t a n o w i ć się n a d za­
gadnieniem u ż y w a n i a odpowiedniej n a z w y w stosunku do tego zjawiska.
N a z w y , k t ó r a nie n a s u w a ł a b y w ą t p l i w o ś c i m e r y t o r y c z n y c h i j ę z y k o w y c h ,
m o ż l i w i e ściśle p r e c y z o w a ł a b y natomiast p o j ę c i e i zakres t e m a t u . O b r a ­
camy się b o w i e m w k r ę g u k i l k u p o w t a r z a n y c h c i ą g l e o k r e ś l e ń , t a k i c h
j a k sztuka A f r y k i , sztuka p r y m i t y w n a , m u r z y ń s k a , etc. Przeciw w i e l u
można podnieść zastrzeżenia natury ogólnej bądź szczegółowej. K a ż d e m u
m o ż n a zarzucić nieścisłość, n i e a d e k w a t n o ś ć , zawężenie bądź przeciw­
nie — rozszerzenie p o j ę c i a .
W i e l u a u t o r ó w u s i ł u j e w p r o w a d z i ć ł a d w b o g a t ą a zarazem nieupo­
r z ą d k o w a n ą t e r m i n o l o g i ę . S z c z e g ó l n i e ciekawe r o z w a ż a n i a p r o w a d z i P a u l
S. W i n g e r t , A d r i a n A . Gerbrands i R a l p h L i n t o n . W dalszym c i ą g u
b ę d z i e t u p o d j ę t a p r ó b a przedstawienia r ó ż n y c h p r o p o z y c j i i t r a d y c j i
nazewniczych oraz ustosunkowanie się do n i c h autora. D l a zapropo­
nowania b o w i e m j a k i e j ś n a z w y n a l e ż y r o z p a t r z y ć w s z y s t k i e m o ż l i w o ś c i ,
w y k a z u j ą c i c h zalety i w a d y , b y w j a k n a j w i ę k s z y m s t o p n i u p r z y b l i ż y ć
się do i d e a ł u .
W ą t p l i w ą jest r z e c z ą , b y u d a ł o się o d n a l e ź ć w ł a ś c i w e , j e d y n e sfor­
m u ł o w a n i e nie b u d z ą c e ż a d n y c h k o n t r o w e r s j i . Sztuka b o w i e m jest z b y t
ż y w ą i z m i e n n ą dziedziną k u l t u r y , b y m ó c dokładnie podzielić i sklasyfi­
k o w a ć wszystkie j e j elementy. Sztuka jest t e ż z b y t s u b i e k t y w n ą dzie­
d z i n ą życia, b y proponowane u o g ó l n i e n i a i t e r m i n y m o g ł y z a d o w o l i ć
w s z y s t k i c h zainteresowanych. K a ż d y c z ł o w i e k inaczej odbiera w z o r y
p i ę k n a . K a ż d y k i e r u j e s i ę s w o i m i zasadami estetycznymi, d z i ę k i k t ó r y m
ocenia o g l ą d a n e dzieła. K a ż d y t e ż posiada w ł a s n ą , n i e p o w t a r z a l n ą w r a ż ­
l i w o ś ć na k o m p o z y c j ę b r y ł , p ł a s z c z y z n , l i n i i i b a r w . P e w n e n a d r z ę d n e ,
o b i e k t y w n e zasady p r z y j ę t e w E u r o p i e m o g ą b y ć " o b o w i ą z u j ą c e dla
o d b i o r c ó w s z t u k i europejskiej, ale c z ę s t o z a w o d z ą w z e t k n i ę c i u ze

�198

MAREK

A.

KOWALSKI

s z t u k ą l u d ó w i n n y c h k o n t y n e n t ó w . Pewne k a n o n y o b o w i ą z u j ą na c a ł y m
ś w i e c i e , lecz n i e s k o ń c z o n a jest ilość i c h d o w o l n y c h i n t e r p r e t a c j i , z a l e ż n i e
o d l o k a l n y c h zasad estetycznych, w a r u n k ó w życia, t y p u k u l t u r y , oto­
czenia geograficznego.

KULTUROWA

JEDNOŚĆ

TRADYCJI

SZTUKI

AFRYKAŃSKIEJ

T r u d n o ś c i p o t ę g u j ą się w p r z y p a d k u z m i e r z a j ą c y m do znalezienia
w ł a ś c i w e j n a z w y dla o s i ą g n i ę ć a r t y s t y c z n y c h c a ł e g o k o n t y n e n t u . W E u r o ­
pie tego nie uczyniono. T u k a ż d a epoka, k a ż d y k r a j m u s i b y ć r o z p a t r y ­
w a n y oddzielnie, c h o ć o c z y w i ś c i e nie w s p o s ó b i z o l o w a n y od epok i te­
r y t o r i ó w s ą s i e d n i c h . To, co ł ą c z y s z t u k ę E u r o p y r ó ż n y c h k r a j ó w i prze­
d z i a ł ó w czasowych, to j e j w s p ó l n a t r a d y c j a i n t e g r u j ą c a wszystkie obszary
k o n t y n e n t u , w y w o d z ą c a się ze s t a r o ż y t n o ś c i , a n a s t ę p n i e u k s z t a ł t o w a n a
d z i ę k i dziedzictwu w s p ó l n y c h idei c h r z e ś c i j a ń s k i c h . T a k w ł a ś n i e w z r ó s ł
s t y l r o m a ń s k i , g o t y k , renesans, barok, k l a s y c y z m .
Niniejsze r o z w a ż a n i a o d n o s i ć się b ę d ą do p r o b l e m ó w t r a d y c j i a r t y ­
stycznej A f r y k i „ C z a r n e j " , t z n . o b s z a r ó w p o ł o ż o n y c h na p o ł u d n i e od
Sahary, do l u d ó w o k r e ś l a n y c h m i a n e m s p o ł e c z e ń s t w p i e r w o t n y c h . Oczy­
w i ś c i e j u ż i w t y m s f o r m u ł o w a n i u k r y j e się potencjalna m o ż l i w o ś ć p o d ­
j ę c i a r o z w a ż a ń na temat n a z w y : s p o ł e c z e ń s t w a p i e r w o t n e . W y k r a c z a ­
ł o b y to j e d n a k poza r a m y t e m a t u , zagadnienie z a s ł u g u j e b o w i e m na
osobną rozprawę. Faktem pozwalającym rozpatrywać sztukę
Afryki
Czarnej jako całość jest szereg e l e m e n t ó w w s p ó l n y c h dla t r a d y c j i k u l ­
turowej zamieszkujących
ten k o n t y n e n t p l e m i o n . O w y m w s p ó l n y m
m i a n o w n i k i e m jest rodzaj s t o s u n k ó w s p o ł e c z n y c h l u d ó w A f r y k i i t y p
k u l t u r y zbudowanej przez nie. O c z y w i ś c i e i t u znajdujemy zasadnicze
r ó ż n i c e d z i e l ą c e p a ń s t w a A f r y k i Zachodniej od nomadycznych s p o ł e c z ­
n o ś c i pasterskich w s c h o d n i o a f r y k a ń s k i c h s t e p ó w ; m i l i t a r n i e zorganizo­
w a n y c h Z u l u s ó w od o s i a d ł y c h r o l n i k ó w basenu K o n g o ; g r u p y r o z p r o ­
szone, nie p o s i a d a j ą c e n a d r z ę d n e j w ł a d z y , od scentralizowanych k r ó l e s t w
M i ę d z y j e z i e r z a . We w s z y s t k i c h jednak przypadkach n a d r z ę d n y m u k ł a ­
d e m jest p l e m i e n n o ś ć , k t ó r ą o k r e ś l i ć t u m o ż n a jako rodzaj s t o s u n k ó w
„ t w a r z ą w t w a r z " . Odnosi się to nie t y l k o do m a ł y c h , n i e l i c z n y c h spo­
ł e c z n o ś c i , gdzie ó w z w i ą z e k jest oczywisty, ale r ó w n i e ż do w i ę k s z y c h
p a ń s t w i k r ó l e s t w r ó ż n e g o czasu (np. Buganda, Benin, Dahomej, Buszongo), k t ó r y c h r o z w ó j w y s z e d ł o d u k ł a d u plemiennego i na n i m b y ł oparty,
w k t ó r y c h d o m i n o w a ł y wzajemne k o n t a k t y i stosunki b e z p o ś r e d n i e i gdzie
p r z e t r w a ł o wiele e l e m e n t ó w tradycyjnych instytucji plemiennych mimo,
w w i e l u przypadkach, bardzo zaawansowanej centralizacji w ł a d z y i roz­
budowania a p a r a t u administracyjnego.

�PLEMIENNA

SZTUKA

AFRYKI

199

I s t o t n y m r ó w n i e ż c z y n n i k i e m b y ł a w z g l ę d n a izolacja A f r y k i od ś w i a t a
z e w n ę t r z n e g o . W ł a ś c i w i e a ż do epoki w i e l k i c h o d k r y ć l u d y a f r y k a ń s k i e
nie k o n t a k t o w a ł y się z t e r e n a m i p o ł o ż o n y m i poza k o n t y n e n t e m . Istnieje
o c z y w i ś c i e szereg ł a t w y c h do w y m i e n i e n i a f a k t ó w p r z e c i w n y c h , j a k
wczesne z w i ą z k i z C h i n a m i , I n d i a m i i I n d o n e z j ą , datowane na okres od
p o c z ą t k ó w naszej e r y — po V stulecie. O g r a n i c z a ł y się jednak one do
w ą s k i e g o pasa w y b r z e ż a i m i a ł y charakter sporadycznych k o n t a k t ó w
k u p i e c k i c h , w ż a d n y m z a ś p r z y p a d k u c i ą g ł y c h , m o g ą c y c h systematycz­
nie i skutecznie o d d z i a ł y w a ć na k u l t u r ę l u d ó w A f r y k i . Co w i ę c e j to t y l k o
k u p c y z t e r e n ó w a z j a t y c k i c h z a w i j a l i do a f r y k a ń s k i c h b r z e g ó w , nie notuje
się natomiast podobnych p r z e d s i ę w z i ę ć a f r y k a ń s k i c h ,
wykraczających
poza „ C z a r n y L ą d " . R ó w n i e ż arabskie i islamskie w p ł y w y , k t ó r e w V - V I I w i e k u o b j ę ł y stosunkowo szerokie r e g i o n y w A f r y c e Wschodniej,
a w n a s t ę p n y c h stuleciach w Zachodniej, przez d ł u g i czas s p r o w a d z a ł y
się do mocnego usadowienia się p r z y b y s z ó w na n i e k t ó r y c h obszarach
i z d o b y c i u dogodnej pozycji h a n d l o w e j . Pierwsze z a ś — z k o ń c a X V i po­
c z ą t k u n a s t ę p n e g o stulecia — k o n t a k t y z E u r o p e j c z y k a m i ograniczone
b y ł y t y l k o do w y b r z e ż y i t e r y t o r i ó w d o ń b e z p o ś r e d n i o p r z y l e g ł y c h .
O p e n e t r a c j i A f r y k i na s z e r s z ą s k a l ę przez mocarstwa europejskie i A r a ­
b ó w m o ż n a m ó w i ć dopiero o d X I X w . , od dotarcia p o d r ó ż n i k ó w i k a ­
r a w a n do w n ę t r z a k o n t y n e n t u .
W izolacji A f r y k i k r y j e się b o w i e m t e n p r o b l e m , iż w p ł y w y szły z ze­
w n ą t r z . Natomiast nie s p o t y k a m y s i ę z e k s p a n s j ą l u d ó w a f r y k a ń s k i c h
poza zajmowane przez nie obszary. P o m i j a m t u s p r a w ę m i g r a c j i , w o j e n ,
p r z e s u n i ę ć i p o d b o j ó w w e w n ę t r z n y c h . Te w y s t ę p o w a ł y , i to w n i e k t ó ­
r y c h regionach n a w e t permanentnie. N i g d y j e d n a k nie w y c h o d z i ł y poza
k o n t y n e n t , a nawet S a h a r ę . S t w i e r d z i ć w i ę c m o ż n a , że k u l t u r y l u d ó w
A f r y k i r o z w i j a ł y się przez d ł u g i czas p r a k t y c z n i e w odosobnieniu od
w p ł y w ó w z e w n ę t r z n y c h , p o z o s t a w a ł y j e d n a k w z w i ą z k a c h z sobą d z i ę k i
w z a j e m n e m u k r z y ż o w a n i u się, m i g r a c j o m , w ę d r ó w k o m i z a p o ż y c z e n i o m .
Nie p o z o s t a ł o to bez w p ł y w u na r o z w ó j sztuki.
1

PROPOZYCIE

TERMINOLOGICZNE

N a j c z ę ś c i e j stosowane chyba o k r e ś l e n i e to sztuka A f r y k i l u b sztuka
a f r y k a ń s k a . O d r a z u narzuca się s p o s t r z e ż e n i e , że jest ono z b y t sze­
r o k i e . Przez schematyczne b o w i e m zastosowanie k r y t e r i u m geograf icz1

Często podnoszone zagadnienie w p ł y w ó w starożytnego Egiptu na rozwój
kultur i cywilizacji afrykańskich, sięgających do Nigerii, Wybrzeża Gwinejskiego,
a nawet nad Zambezi (Zimbabwe) jest zagadnieniem odrębnym, niemniej z a s ł u ­
gującym na rozprawę, która oczyściłaby problem z wielu m i t ó w i legend, wydo­
była natomiast w ą t k i realne, opierające się na stwierdzonych faktach.

�200

MAREK

A.

KOWALSKI

nego obejmuje ono całość s z t u k i t w o r z o n e j na kontynencie, a w i ę c r ó w ­
n i e ż w k r a j a c h arabskich, gdzie u j e j podstaw l e ż a ł y inne idee i z w i ą ­
zane z n i m i k a n o n y artystyczne. N i e s p o s ó b n e g o w a ć w p ł y w ó w arabskich
na r o z w ó j p l a s t y k i l u d ó w z a m i e s z k u j ą c y c h t e r y t o r i a na p o ł u d n i e o d
Sahary — szczególnie widoczne są one na w y b r z e ż u A f r y k i Wschodniej.
N i o s ł y w s z a k ż e odmienne t r e ś c i k u l t u r o w e , t w o r z ą c w efekcie n o w ą spo­
ł e c z n o ś ć , k t ó r a u k s z t a ł t o w a ł a się w n a d m o r s k i m pasie w y b r z e ż a . J e d n a k ż e
w p ł y w y te o g r a n i c z a ł y s i ę przez d ł u g i czas do w y m i e n i o n e g o t e r y t o ­
r i u m , nie w c h o d z ą c do i n t e r i o r u . Nadto chodzi n a m o r o z w a ż a n i a n a d
p l e m i e n n ą s z t u k ą t r a d y c y j n ą jako p u n k t e m odniesienia, k t ó r a dopiero
p ó ź n i e j u l e g ł a zmianom.
Z w r o t : sztuka a f r y k a ń s k a , m o ż e o z n a c z a ć t e ż d z i e ł a tworzone w uczel­
niach plastycznych, w y k o n y w a n e przez z a w o d o w y c h a r t y s t ó w w y k s z t a ł ­
conych w e d ł u g zasad scholarskich, a w i ę c d z i e ł a akademickie. Nieza­
l e ż n i e od tego, czy u i c h podstaw l e ż y miejscowe dziedzictwo k u l t u r o w e ,
czy t e ż nie, n i e m o ż n a p r z y j ą ć p o w y ż s z e g o u o g ó l n i e n i a . Analogicznie b o ­
w i e m z w r o t : sztuka europejska, w sensie n a d a w a n y m t e m u t e r m i n o w i
tak, j a k go się u ż y w a w o k r e ś l e n i u sztuka a f r y k a ń s k a , dotyczy w s z y s t k i c h
k r a j ó w E u r o p y , w s z y s t k i c h j e j s t y l ó w i p r z e d z i a ł ó w czasowych, bez ba­
czenia na c h r o n o l o g i ę dzieła. O b e j m o w a ł b y j e d n o c z e ś n i e s z t u k ę e l i t a r n ą
w a r s t w w y k s z t a ł c o n y c h , j a k i l u d o w ą . I s t n i a ł y o c z y w i ś c i e style rozprze­
s t r z e n i a j ą c e się na c a ł y k o n t y n e n t , j a k g o t y k , renesans, barok, i t d . , lecz
i t u notuje się o d r ę b n o ś c i regionalne. M ó w i m y w i ę c o g o t y k u p ó ł n o c n o n i e m i e c k i m , renesansie w ł o s k i m , b a r o k u n a d w i ś l a ń s k i m . M i m o w i ę c
c a ł e g o z e s p o ł u cech p o d p o r z ą d k o w u j ą c y c h p o s z c z e g ó l n e d z i e ł a o k r e ś l o ­
n e m u s t y l o w i , p o j a w i a ł y się elementy charakterystyczne dla k o n k r e t ­
n y c h t e r y t o r i ó w i c z a s ó w (np. wczesny, ś r o d k o w y i p ó ź n y renesans).
C z y n n i k i e m je natomiast ł ą c z ą c y m b y ł y w s p ó l n e ,
grecko-rzymskie
i c h r z e ś c i j a ń s k i e dziedzictwo k u l t u r o w e E u r o p y .
Wobec istnienia w i e l k i e j m o z a i k i etnicznej i k u l t u r o w e j k o n t y n e n t u
a f r y k a ń s k i e g o nie s p o s ó b m ó w i ć o b e z w z g l ę d n e j j e d n o ś c i sztuki. W y ­
r a s t a ł a ona w p r a w d z i e ze ś w i a t o p o g l ą d u plemiennego, o k t ó r y m m o ż n a
p o w i e d z i e ć , że b y ł c e c h ą w s p ó l n ą dla l u d ó w c a ł e g o k o n t y n e n t u , o d m i e n ­
nie jednak r e a l i z o w a ł się w sztuce r ó ż n y c h o b s z a r ó w . Bogactwo i r o z m a i ­
tość s t y l ó w plastycznych u l u d ó w A f r y k i n a s u w a j ą wniosek o koniecz­
ności o d r ę b n e g o t r a k t o w a n i a k a ż d e g o z nich. Z d r u g i e j strony i s t n i e j ą
teorie w y d o b y w a j ą c e na p l a n pierwszy w s p ó l n e t r a d y c j e s z t u k i c a ł e g o
k o n t y n e n t u . Z w o l e n n i k i e m tego stanowiska jest a m e r y k a ń s k i h i s t o r y k
sztuki, Douglas Fraser .
2

2

D. F r a s e r ,

Primitive

Art, London 1962.

�PLEMIENNA

SZTUKA

AFRYKI

201

W r z e ź b i e a f r y k a ń s k i e j w y r a ż a się w e d ł u g niego zespół w i z u a l n y c h
idei w s p ó l n y c h dla w s z y s t k i c h l u d ó w . P r z e w o d n i m m o t y w e m są sercok s z t a ł t n e t w a r z e r z e ź b i masek. M o t y w ó w w y r a ż o n y jest w postaci
g ł a d k i c h w g ł ę b i e ń l u b w k l ę s ł y c h t w a r z y , zarysowanych l i n i a m i bieg­
n ą c y m i od b r w i do ust, gdzie po zatoczeniu k s z t a ł t u serca l i n i e te spo­
t y k a j ą się. Nos w e w g ł ę b i e n i u oblicza jest w y p u k ł y m r e l i e f e m c i ą g n ą c y m
się pionowo od czoła do d o ł u . Oczy modelowane w k s z t a ł c i e ziarna k a w y .
R z e ź b y i m a s k i o s e r c o k s z t a ł t n y c h t w a r z a c h spotykane są powszechnie
w A f r y c e Zachodniej, K a m e r u n i e , Kongo, A f r y c e Wschodniej i P o ł u d ­
n i o w e j . M o t y w ten nie w y s t ę p u j e natomiast w sztuce N i g e r i i . Sztuka
l u d ó w i o ś r o d k ó w p a ń s t w o w y c h w y k a z u j ą c y c h stosunkowo wysokie za­
awansowanie cywilizacyjne w r a z z z a r y s o w u j ą c ą się j u ż w y r a ź n i e s t r a ­
t y f i k a c j ą s o c j a l n ą (Ife, B e n i n , Joruba), charakteryzuje się i n n y m s t y l e m .
Przeciwnie, ż y j ą c e na t y c h terenach m n i e j c y w i l i z o w a n e g r u p y Ibo,
I b i b i o i I j a w d a j ą t w a r z o m swoich d z i e ł r z e ź b i a r s k i c h f o r m y sercok s z t a ł t n e . Na podstawie p o w y ż s z y c h f a k t ó w Fraser stwierdza, że m o ­
t y w ten jest najstarszy i najbardziej rozpowszechniony w ś r ó d t r a d y ­
c y j n y c h e l e m e n t ó w sztuki basenu K o n g o i N i g r u , a n a w e t na w s c h ó d
od W i e l k i c h Jezior i na p o ł u d n i e od Zambezi. W i ą ż e t e ż go z e k s p a n s j ą
Bantu i ich w ę d r ó w k ą wzdłuż kontynentu afrykańskiego. W prawie
w s z y s t k i c h i c h r z e ź b a c h spotykane są b o w i e m s e r c o k s z t a ł t n e twarze.
B r a k tego m o t y w u w sztuce n i g e r y j s k i e j wskazuje, że m u s i a ł on po­
p r z e d z a ć r o z w ó j w y s o k i c h k u l t u r Ife i B e n i n u .
Występowanie sercokształtnej formy twarzy w rzeźbie antropomorficznej zostało stwierdzone w stosunkowo l i c z n y c h znaleziskach o k r e s u
neolitu, w l i c z ą c y c h ok. 5 tys. l a t f i g u r k a c h z k o ś c i s ł o n i o w e j odnale­
zionych w Palestynie w p o b l i ż u Beersheva. Podobny rodzaj r z e ź b d r e w ­
n i a n y c h z o s t a ł o d k r y t y w w y k o p a l i s k a c h s k a n d y n a w s k i c h i na U r a l u ,
w obu p r z y p a d k a c h d a t o w a n y c h na trzecie t y s i ą c l e c i e p.n.e., a w i ę c na
neolit. P ł y n i e s t ą d — w e d ł u g Frasera — wniosek, że m o t y w ten, z a n i ­
k a j ą c y w w y ż s z y c h k u l t u r a c h , bierze p o c z ą t e k w neolicie, a w i ę c w cza­
sie, gdy c z ł o w i e k r o z p o c z ą ł p r o d u k c j ę ż y w n o ś c i , lecz jeszcze przed roz­
wojem metalurgii.
Pochodzenie s e r c o k s z t a ł t n y c h t w a r z y jeszcze w y r a ź n i e j ukazuje się
w jednej z faz k u l t u r y neolitu, zwanej t r a d y c j ą m e g a l i t y c z n ą . Nazwa
bierze się z tworzenia w i e l k i c h , k a m i e n n y c h p o s ą g ó w przez l u d z i tego
okresu. W y k o n y w a n o w ó w c z a s r ó w n i e ż p o s ą g i r z e ź b i o n e w drewnie, p r z e d ­
s t a w i a j ą c e p r z o d k ó w . B y ł y one z w i ą z a n e z r y t u a ł a m i pogrzebowymi.
L u d y p o ł u d n i o w e j E t i o p i i t w o r z ą jeszcze obecnie nagrobne p o m n i k i
o s e r c o k s z t a ł t n y c h t w a r z a c h k u czci p a d ł y c h w b o j u
wojowników.
Podobne o b i e k t y notuje się w ś r ó d Naga z Assamu w Indiach, A r y s t o ­
teles z a ś przekazuje w i a d o m o ś c i o tego rodzaju r z e ź b a c h o d n o s z ą c e się

�202

MAREK

A. K O W A L S K I

do wczesnych m i e s z k a ń c ó w P ó ł w y s p u Iberyjskiego. P r z y k ł a d y pocho­
d z ą z bardzo oddalonych o d siebie t e r y t o r i ó w , co t y l k o p o t w i e r d z a
w e d ł u g Frasera t e z ę o szerokim rozprzestrzenieniu k u l t u r y m e g a l i t y c z ­
nej. W stosunku do A f r y k i u t r z y m u j e on, że i s t n i a ł a ł ą c z n o ś ć k u l t u r y ,
a zatem i s z t u k i l u d ó w c a ł e g o k o n t y n e n t u , k t ó r e j korzenie t k w i ą w erze
n e o l i t u . W ó w c z a s to w y k s z t a ł c i ł y się pewne f o r m y sztuki, k t ó r e prze­
t r w a ł y n i e m a l do dnia dzisiejszego w ś r ó d licznych p l e m i o n , j u ż po
r o z e j ś c i u się l u d ó w A f r y k i w r ó ż n e r e g i o n y k o n t y n e n t u . F a k t y te zatem
p o z w a l a ł y b y m ó w i ć w s p o s ó b c a ł o ś c i o w y o sztuce a f r y k a ń s k i e j .
N a s u w a j ą się jednak pewne u w a g i . N o t u j ą c w y s t ę p o w a n i e m o t y w u
s e r c o k s z t a ł t n y c h t w a r z y w pracach r z e ź b i a r s k i c h p r a w i e c a ł e j A f r y k i
ł ą c z y go Fraser z e k s p a n s j ą l u d ó w B a n t u . Pozostaje n i e z u p e ł n i e w y j a ś ­
n i o n y p r o b l e m jego istnienia w A f r y c e Zachodniej, d o k ą d drogi l u d ó w
B a n t u nie w i o d ł y . M o ż n a w i ę c p r z y p u s z c z a ć , że jest to r o d z i m y element
sztuki, k t ó r y p o w s t a ł na terenie K a m e r u n u na d ł u g o przed p o d j ę c i e m
w ę d r ó w k i przez B a n t u . Na A f r y k ę C e n t r a l n ą , W s c h o d n i ą i P o ł u d n i o w ą
r o z s z e r z y ł się w r a z z p r z y j ś c i e m na tamte obszary s p o ł e c z n o ś c i b a n t u s k i c h z K a m e r u n u w I t y s i ą c l e c i u p.n.e. P o s u w a ł y się t e ż w d r u g ą
s t r o n ę , na z a c h ó d , w z d ł u ż W y b r z e ż a Gwinejskiego i w g ó r ę N i g r u ,
s t ą d jego z n a j o m o ś ć l u d ó w A f r y k i Zachodniej. R o d z i m o ś ć s e r c o k s z t a ł t nego m o t y w u w r z e ź b a c h i maskach a n t r o p o m o r f i c z n y c h n a l e ż a ł o b y za­
t e m o d n i e ś ć do k u l t u r y n e o l i t y c z n e j . J e d n a k ż e stwierdzone w y s t ę p o w a ­
nie p o m n i k ó w n a g r o b k o w y c h , c z y l i t z w . p l a s t y k i s ł u p o w e j , j a k to o k r e ś l a
w i e l u b a d a c z y , ograniczone jest do p o ł u d n i o w e j E t i o p i i , a co w i ę c e j
t y l k o do l u d ó w kuszyckich, a w i ę c j u ż nie bantuskich, a t y m bardziej
l u d ó w Sudanu Zachodniego. P o m i j a m t u b o w i e m celowo istnienie plas­
t y k i słupowej wśród sąsiadujących z Kuszytami i Nilotami plemion Bantu,
j a k K i k u y u , W a k e r e w e czy W a n y i k a . F a k t ten, j a k s ą d z ę , t ł u m a c z y ć
należy z w y k ł y m i w takich przypadkach zapożyczeniami k u l t u r o w y m i
s ą s i a d u j ą c y c h ze s o b ą g r u p .
P o r ó w n a n i a z a c z e r p n i ę t e z t a k bardzo oddalonych od siebie t e r y ­
t o r i ó w , j a k Assam, S k a n d y n a w i a , Hiszpania czy Etiopia, są t r o c h ę r y ­
zykowne. Bardzo c z ę s t o zdarza się w sztuce, że podobne m o t y w y r o z w i ­
jają s i ę n i e z a l e ż n i e od siebie, r ó w n o l e g l e w r ó ż n y c h z a k ą t k a c h k u l i z i e m ­
skiej. W y j a ś n i e n i e i n t e r e s u j ą c e g o nas zagadnienia k r y j e się w i ę c b y ć
m o ż e w t y m , że w A f r y c e Zachodniej w okresie n e o l i t u nie w y s t ę p o ­
w a ł y f o r m y megalitycznej r z e ź b y nagrobnej. S e r c o k s z t a ł t n a forma t w a 3

4

5

Tamże.
E . von S y d o v , African Sculpture,
Afrique. L'Art des peuples noirs, Paris
Praha 1967.
4

,,Africa", nr 1: 1928; E . L e u z i n g e r ,
1962; L . H o l y , Afrikanische
Plastik,

�PLEMIENNA

SZTUKA

AFRYKI

203

r z y w y k o n y w a n y c h na t y m obszarze dzieł r z e ź b i a r s k i c h m o ż e b y ć pocho­
dzenia lokalnego i nie w i ą z a ć się z k u l t u r ą n e o l i t u wobec niestwierdzenia w y s t ę p o w a n i a w A f r y c e Zachodniej p l a s t y k i s ł u p o w e j .
D y s k u s y j n y m zagadnieniem jest r ó w n i e ż to, czy n a w e t p r z y bardzo
k o n s e r w a t y w n y m u k ł a d z i e s p o ł e c z n y m m o g ł y p r z e t r w a ć w sztuce bez
z m i a n y przez p i ę ć t y s i ę c y lat pewne f o r m y . O d r ę b n o ś c i lokalne i z r ó ż ­
nicowanie stylistyczne oraz f o r m a l n e r z e ź b y a f r y k a ń s k i e j n a k a z u j ą odno­
sić się z p e w n ą d o z ą o s t r o ż n o ś c i do hipotezy Frasera. N i e w ą t p l i w i e
j e d n a k ma ona d u ż e znaczenie z p u n k t u widzenia h i s t o r i i s z t u k i w usta­
l a n i u c i ą g ó w chronologicznych r o z w o j u d z i a ł a l n o ś c i a r t y s t y c z n e j c z ł o ­
w i e k a i p o s z u k i w a n i u j e j p o c z ą t k ó w . Jest t e ż bardzo p r z y d a t n a dla b a d a ń
i t e o r i i etnologicznych, a to d z i ę k i w y s u n i ę c i u u m o t y w o w a n y c h w n i o s ­
k ó w , p o z w a l a j ą c y c h o g a r n ą ć w s p o s ó b i n t e g r a l n y tradycje plemienne
sztuki afrykańskiej.
T y m bardziej godne jest stanowisko W i l l i a m a Fagga, w e d ł u g k t ó ­
rego o k r e ś l e n i e „ s z t u k a A f r y k i " jest b ł ę d n e , g d y ż m o ż n a m ó w i ć j e d y n i e
0 sztuce p l e m i o n
a f r y k a ń s k i c h , bardzo z r ó ż n i c o w a n e j w formie,
przeznaczeniu i technice w y k o n a n i a . Za p o g l ą d e m Fagga przemawia
szeroki istotnie w a c h l a r z k s z t a ł t ó w , s t y l ó w i tendencji a r t y s t y c z n y c h
w sztuce A f r y k i . Tendencji o b e j m u j ą c y c h r ó ż n o r o d n e k i e r u n k i , od na­
t u r a l i z m u do abstrakcji, poprzez m n o g o ś ć f o r m p o ś r e d n i c h . J e ś l i rze­
c z y w i ś c i e m o t y w s e r c o k s z t a ł t n y c h t w a r z y l e ż y u podstaw t r a d y c j i a r t y ­
stycznych c a ł e g o k o n t y n e n t u , to w y d a j e się, że w m i a r ę r o z w o j u s z t u k i
1 r ó ż n i c o w a n i a się f o r m r z e ź b i a r s k i c h , i c h j e d n o ś ć m o ż n a o d n i e ś ć do po­
c z ą t k ó w sztuki, lecz o t e j ż e j e d n o ś c i nie s p o s ó b obecnie m ó w i ć z p u n k t u
widzenia w s p ó l n o t y s t y l u , k t ó r a n i e istnieje.
N i e z b y t o d p o w i e d n i jest często stosowany t e r m i n : sztuka p r y m i ­
t y w n a . W p r a w d z i e ma on historyczne uzasadnienie, odnosi się b o w i e m
do s z t u k i l u d ó w p o z o s t a j ą c y c h poza w p ł y w a m i w i e l k i c h c e n t r ó w c y w i ­
l i z a c y j n y c h E u r o p y i A z j i , lecz b ł ę d n a jest jego j ę z y k o w a baza. Pod­
s t a w ą tego b ł ę d u są r ó ż n e znaczenia nadawane o w e m u t e r m i n o w i . M o ż e
on m i a n o w i c i e w i ą z a ć się z w c z e s n y m chronologicznie okresem roz­
w o j u sztuki, a zarazem z t e c h n o l o g i c z n ą n i e d o s k o n a ł o ś c i ą . T a k w ł a ś n i e
z w y k ł o się o k r e ś l a ć prehistoryczne m a l o w i d ł a naskalne, czy t e ż d z i e ł a
p o p r z e d z a j ą c e r o z k w i t w i e l k i c h n u r t ó w w sztuce (np. t e r m i n p r y m i t y w
włoski).
5

5

W. F a g g, Nigerian Images, London 1964. Pogląd ten wyraźnie uwydatnia
się w tytułach jego dalszych prac, takich jak: Tribes and forms in African
art,
London 1965, czy Masques et sculptures tribaux, Unesco 1967. Natomiast francus­
kie tłumaczenie pierwszej z nich brzmi: Sculptures
Africaines,
Paris 1965, co
w s k a z y w a ł o b y na preferowanie przez afrykanistów francuskich pojęcia „sztuka
Afryki". Fakt ten zdają się potwierdzać i inne tytuły wyszłe z tego kręgu.

�204

MAREK

A.

KOWALSKI

P r y m i t y w i z m ł ą c z y się t e ż z p e j o r a t y w n y m sensem tego s ł o w a .
O z n a c z a ł o b y to, ż e sztuka l u d ó w A f r y k i jest bardziej p r y m i t y w n a n i ż
n a r o d ó w europejskich. M o ż n a zgodzić się z tego r o d z a j u p o r ó w n a n i a m i ,
jeśli chodzi o r o z w ó j k u l t u r y materialnej czy nawet t y p u w i ę z i spo­
ł e c z n y c h . W ż a d n y m p r z y p a d k u nie m o ż e jednak d o t y c z y ć sztuki. Nie
zawsze o s i ą g n i ę c i a m a t e r i a l n e i d ą w parze z d u c h o w y m i . Wiele p r z y ­
k ł a d ó w wskazuje na to, ż e l u d y p o z o s t a j ą c e na n i s k i m szczeblu r o z w o j u
technologicznego są t w ó r c a m i w s p a n i a ł y c h dzieł sztuki, p r z e w y ż s z a j ą c y c h
ekspresją, wyrazem, modelowaniem i b a r w ą obiekty powstałe w k r ę g u
c y w i l i z a c j i m a s z y n o w y c h . Pozostaje w i ę c sprawa p r y m i t y w n y c h
na­
r z ę d z i i i c h u ż y c i a . Lecz i to nie m o ż e b y ć z a d o w a l a j ą c y m k r y t e r i u m
r o z w o j u sztuki. P r o s t y m i i n i e s k o m p l i k o w a n y m i ś r o d k a m i w y t w a r z a ć
m o ż n a d z i e ł a o d u ż y m s t o p n i u w y r a f i n o w a n i a artystycznego.
W i n n y m znaczeniu p r y m i t y w n y m i n a z y w a się a r t y s t ó w nie posiada­
j ą c y c h zawodowego w y k s z t a ł c e n i a , k t ó r z y t w o r z ą w i n d y w i d u a l n y ,
so­
bie t y l k o w ł a ś c i w y s p o s ó b , o d b i e g a j ą c od u t a r t y c h , akademickich i a w a n ­
g a r d o w y c h k i e r u n k ó w i o d . a k a d e m i c k i c h s p o s o b ó w t w o r z e n i a . Sztuka
jest t u bardzo z i n d y w i d u a l i z o w a n a , t r a k t o w a n a przez a r t y s t ó w j a k o
f o r m a odpoczynku i z a s k a k u j ą c a czasem wielce d z i w n ą w i z j ą ś w i a t a .
D o g r u p y tej zalicza się c z ę s t o t w ó r c ó w l u d o w y c h o p i e r a j ą c y c h s i ę
w swojej pracy na t r a d y c y j n i e p o w t a r z a n y c h przez pokolenia wzorach,
a także a m a t o r ó w — naśladowców sztuki wykształconej. Tę interpre­
t a c j ę p r y m i t y w n o ś c i w odniesieniu do A f r y k i n a l e ż y o d r z u c i ć . M a m y
t a m do czynienia w p e w n y m sensie t y l k o z n i e p r o f e s j o n a ł a m i , k t ó r z y
jednak zawodowo z a j m u j ą się r z e ź b i a r s t w e m . K a t e g o r i a a r t y s t ó w - a m a ­
t o r ó w m a r a c j ę b y t u w Europie i A m e r y c e , gdzie liczne j e d n o s t k i t r a k ­
t u j ą s z t u k ę jako f o r m ę odpoczynku od p r a c y zawodowej, jako c h ę ć
w y p o w i e d z e n i a w ł a s n y c h m y ś l i i u c z u ć . T w ó r c z o ś ć i c h z w i ą z a n a jest
z p r z e ż y c i a m i estetycznymi, szukaniem ucieczki od o t a c z a j ą c e g o ś w i a t a ,
b ą d ź przeciwnie, m a n i f e s t a c y j n ą jego a f i r m a c j ą . Wszystkie te e l e m e n t y
nie z n a j d u j ą zastosowania w p l e m i e n n y c h s p o ł e c z e ń s t w a c h a f r y k a ń s k i c h .
Sztuka jest t a m u t y l i t a r n a , w p r z ę g n i ę t a w s ł u ż b ę k u l t u i m a g i i .
6

Sztuka p l e m i o n A f r y k i m a n a j b l i ż s z e chyba koneksje znaczeniowe
ze s z t u k ą l u d o w ą . T u i t a m p u n k t e m w y j ś c i a są t r a d y c y j n e t e m a t y i w z o ­
r y z i n t e n c j ą wiernego przekazywania ich w o b r ę b i e n a s t ę p u j ą c y c h po
sobie generacji. O b o w i ą z u j ą t e ż u t r w a l o n e schematy r o z w i ą z a ń i k o n o ­
graficznych i f o r m a l n y c h . Jedna i druga w y r o s ł a w atmosferze k u l t u

6

Jednakże obecnie oprócz zawodowo kształconych artystów poczyna się two­
rzyć również warstwa amatorów, obracających się zasadniczo w kręgu sztuki
świeckiej lub chrześcijańskiej. Zjawisko to podnosi U. В e i e r, Art in Nigeria,
Ibadan 1960.

�PLEMIENNA

SZTUKA

AFRYKI

205

i s ł u ż y b ą d ź s ł u ż y ł a celom m a g i c z n y m . N a t y m jednak k o ń c z ą się podo­
b i e ń s t w a , a z a c z y n a j ą r ó ż n i c e . E u r o p e j s k i a r t y s t a l u d o w y , m i m o że po­
zostaje czy p o z o s t a w a ł w k r ę g u t r a d y c y j n e j k u l t u r y , jest znacznie bar­
dziej swobodny w pracy i p o s z u k i w a n i u inspiracji t w ó r c z e j . Co w i ę c e j ,
owa inspiracja t w ó r c z a w y w o d z i ł a się nie t y l k o z k u l t u r y l u d o w e j , k t ó r a
n i g d y nie b y ł a hermetycznie z a m k n i ę t a przed z e w n ę t r z n y m i w p ł y w a m i ,
c z ę s t o b o w i e m a d o p t o w a ł a w z o r y spoza w ł a s n e g o k r ę g u — dworskie,
miejskie, szlacheckie, cudzoziemskie, obce etnicznie nawet; c z y l i prze­
ciwnie, n i ż znacznie bardziej izolowane a f r y k a ń s k i e k u l t u r y p l e m i e n ­
ne. P l e m i e n n y artysta a f r y k a ń s k i b y ł k o n t r o l o w a n y w swojej pracy
przez o t a c z a j ą c ą go l o k a l n ą s p o ł e c z n o ś ć . Pewne f o r m y i t e m a t y b y ł y
„ d a n e " i u ś w i ę c o n e przez t r a d y c j ę , nie m o g ł y u l e g a ć zmianom, g d y ż
w y r a ż a ł y osobowość plemienną. Były wyrazem wspólnoty grupy, a jed­
n o c z e ś n i e o d r ó ż n i a ł y j ą od g r u p s ą s i e d n i c h . Co w i ę c e j , s t a n o w i ł y s y m b o l
n i e n a r u s z a l n o ś c i t r a d y c j i i w i ę z i z m i n i o n y m i p o k o l e n i a m i . Z a t e m akcep­
towano jedynie te prace, k t ó r e o d p o w i a d a ł y p l e m i e n n y m kanonom. E u r o ­
pejski t w ó r c a ludowy, aczkolwiek też podlegał naciskowi otaczającej
go społeczności, a za j e j p o ś r e d n i c t w e m — t r a d y c j i , m ó g ł jednak w y k a ­
zać w i ę c e j w ł a s n e j i n i c j a t y w y artystycznej. Wreszcie k u l t o w o - m a g i c z n e
znaczenie europejskiej r z e ź b y l u d o w e j jest w t ó r n e . Bazuje ono na znie­
k s z t a ł c o n y c h p o j ę c i a c h r e l i g i j n y c h przystosowanych do potrzeb ś r o d o w i s ­
ka i sprowadzonych z w y ż y n k a n o n ó w teologicznych do c e l ó w nader
p r a k t y c z n y c h . U j m u j ą c rzecz p r o ś c i e j , m i ę d z y w i e j s k ą s p o ł e c z n o ś c i ą
a f i g u r k ą u o s o b i a j ą c ą ś w i ę t e g o i s t n i a ł u k ł a d : za m o d ł y o d w r ó c i s z od nas
p o w ó d ź l u b sprowadzisz deszcz w o d p o w i e d n i m czasie, b y w z e s z ł y dobre
plony.
O sztuce l u d o w e j m o ż n a m ó w i ć w z w i ą z k u ze s p o ł e c z e ń s t w a m i roz­
w a r s t w i o n y m i klasowo jako o sztuce jednej w a r s t w y s p o ł e c z e ń s t w a .
T w ó r c ą s z t u k i l u d o w e j jest klasa c h ł o p s k a , osoby n i e w y k s z t a ł c o n e , u p r a ­
w i a j ą c e hobbystycznie l u b profesjonalnie ( r z e m i o s ł o wiejskie) d z i a ł a l ­
n o ś ć a r t y s t y c z n ą na marginesie p o d s t a w o w y c h z a j ę ć : r o l n i c t w a l u b rze­
m i o s ł a . W t y m znaczeniu plemienna sztuka a f r y k a ń s k a b y ł a b y w całości
l u d o w ą . O k r e ś l e n i e to t r a c i j e d n a k sens wobec nieistnienia s t r a t y f i k a c j i
s p o ł e c z n e j b ą d ź jej m a ł e g o zaawansowania. Scentralizowane i shierarchizowane o ś r o d k i p a ń s t w o w e k r ó l e s t w M i ę d z y j e z i e r z a , B e n i n u czy
D a h o m e j u p o z w a l a j ą śledzić p o s t ę p u j ą c e r o z w a r s t w i e n i e s p o ł e c z n e w n i e ­
k t ó r y c h regionach A f r y k i . W z w i ą z k u z t y m p e w n i badacze dzielą s z t u k ę
B e n i n u na s z k o ł ę d w o r s k ą i s z k o ł ę l u d o w ą . M o ż n a p r z y j ą ć t e n p u n k t
7

7

Ten punkt widzenia szczególnie podkreślany jest w publikacjach radzieckich:
W. B. M i r i m a n o w, Afriko. Iskusstwo, Moskwa 1967; Iskusstwo
iropiczeskoj
Afriki w sobranijach SSSR, Moskwa 1968, pod red. D. Olderogge i G. Czernowa.

�206

MAKEK

A.

KOWALSKI

w i d z e n i a z l i c z n y m i jednak z a s t r z e ż e n i a m i , b y nie s n u ć zbyt daleko
i d ą c y c h analogii m i ę d z y E u r o p ą a A f r y k ą . L u d o w o ś ć w sztuce a f r y k a ń ­
skiej z a m y k a ł a b y się zatem na k i l k u nielicznych, o k r e ś l o n y c h w czasie
obszarach i n o s i ł a b y specyficzny charakter, niezbyt p o r ó w n y w a l n y z e u r o ­
p e j s k i m jej o d p o w i e d n i k i e m .
D l a t y c h to p r z y c z y n i n n i badacze s t w i e r d z a j ą , że w A f r y c e sztuka
plemienna z a s t ę p o w a ł a s z t u k ę n a r o d o w ą . Stanowisko takie jest do
p r z y j ę c i a , gdy przez s z t u k ę n a r o d o w ą b ę d z i e się r o z u m i a ł o s z t u k ę wszyst­
k i c h w a r s t w i klas s p o ł e c z n y c h . Wobec jednak z b y t m a ł e g o s p o ł e c z n e g o
r o z w a r s t w i e n i a w A f r y c e , lepiej takich, m o i m zdaniem, p o r ó w n a ń u n i ­
k a ć , b y nie w p r o w a d z a ć z a m ę t u terminologicznego, p o l e g a j ą c e g o na
utożsamieniu narodu z plemieniem.
Carl Kjersmeier u ż y w a niekiedy zwrotu „rustic art" . W przypadku
t ł u m a c z e n i a z w r o t u jako „ s z t u k a w i e j s k a " , r o d z ą się w ą t p l i w o ś c i po­
dobne do t y c h , j a k i e i s t n i e j ą p r z y p o j ę c i u l u d o w o ś c i . P o w r a c a j ą c do p o ­
j ę c i a p r y m i t y w i z m u s t w i e r d z i ć trzeba, że niesie ono z sobą jeszcze jeden
u j e m n y sens. P r y m i t y w n y , c z y l i nieudany, źle w y k o n a n y , pozbawiony
g ł ę b s z y c h w a r t o ś c i . Tak t e ż m o ż n a r o z u m i e ć d r u g ą w e r s j ę t ł u m a c z e n i a
kjersmeierowskiego „ r u s t i c art", choć w ą t p l i w e , by autor z e c h c i a ł m u
n a d a ć t a k i w ł a ś n i e sens.
Z p o w o d u z a m ę t u terminologicznego i c z ę s t o ł ą c z ą c y m się z t y m
n e g a t y w n y m odczuciem, o k r e ś l e n i e „ s z t u k a p r y m i t y w n a " nie jest n a j ­
w ł a ś c i w s z e . M a n k a m e n t e m jest też r e l a t y w n o ś ć z w r o t u — p r y m i t y w n y ,
ale wobec czego? K o n i e c z n y jest zatem u k ł a d odniesienia, k t ó r y nie z a w ­
sze b y w a p r e c y z y j n y i a d e k w a t n y . M o ż n a s t w i e r d z i ć , że np. sztuka Baluba
jest p r y m i t y w n a wobec p e w n y c h s t y l ó w europejskich, ale sztuka p l e ­
mienia Wahehe jest p r y m i t y w n a wobec Baluba. Tymczasem j e d n ą i d r u g ą
o k r e ś l a się t y m s a m y m m i a n e m p r y m i t y w n y c h , podobnie j a k i d z i e ł a
B e n i n u , p o r ó w n y w a l n e z n a j l e p s z y m i p r z y k ł a d a m i s z t u k i europejskiej.
W celu p r z e z w y c i ę ż e n i a p r z e d s t a w i o n y c h w y ż e j t r u d n o ś c i poszuki­
wano innego nazewnictwa, wiele jednak t e r m i n ó w w y d a j e się b y ć n i e ­
odpowiednich ani w o l n y c h od s u b i e k t y w n e g o znaczenia. U ż y w a n y n i e ­
k i e d y z w r o t „ s z t u k a k r a j o w c ó w " (native art) nie w y d a j e się b y ć w ł a ś c i w y
dlatego c h o c i a ż b y , że wszyscy ludzie są k r a j o w c a m i w e w ł a s n y m k r a j u .
Z p u n k t u widzenia Polaka, s z t u k ą k r a j o w c ó w m o ż e b y ć np. sztuka ho­
lenderska. N a s t ę p n i e niezaakcentowane jest z r ó ż n i c o w a n i e s t y l ó w i ź r ó d ­
ł a t r a d y c j i t k w i ą c e u podstaw sztuki. A p r z e c i e ż osiągnięcia a r t y s t y c z ­
ne b y w a j ą w y n i k i e m c i ą g ł e g o r o z w o j u s z t u k i — m i m o iż w k o n t e k ś c i e
p l e m i e n n y m z a k ł a d a ona n i e u s t a n n y n a w r ó t do p o c z ą t k ó w — z m i a n ,
8

9

A.
C.

T r o j a n , Sztuka czarnej Afryki, Warszawa
Kjersmeier,
African Negro Sculptures,

1973.
London

1947.

�PLEMIENNA

SZTUKA

AFRYKI

207

k r z y ż o w a n i a się najrozmaitszych w p ł y w ó w i tendencji, t a k k r a j o w y c h ,
j a k i p o z a k r a j o w y c h , m i m o sporej stagnacji k u l t u r p l e m i e n n y c h .
Natomiast nazwa sztuka dzikich (aborigines, savages) niesie z s o b ą
w y r a ź n i e ujemne znaczenie. Sugeruje, że „ d z i c y " nie p o t r a f i ą t w o r z y ć
r o z w i n i ę t y c h dzieł a r t y s t y c z n y c h , a to, co w y c h o d z i z i c h r ą k , ma cha­
r a k t e r zaledwie ciekawostek etnograficznych. Sam f a k t j e d n a k istnienia
s z t u k i w t a k o k r e ś l a n y c h s p o ł e c z e ń s t w a c h ś w i a d c z y o t y m , że „ d z i c y "
nie s ą „ d z i k i m i " , jeśli p r o d u k u j ą o b i e k t y o w y s o k i c h w a l o r a c h f o r m a l ­
n y c h i estetycznych.
T e r m i n w rodzaju „ s z t u k a egzotyczna" jest z b y t r o m a n t y c z n y i w g r u n ­
cie rzeczy nic nie m ó w i ą c y . O k r e ś l e n i e to nie w y j a ś n i a zasad i z a ł o ż e ń
s z t u k i p l e m i e n n e j , procesu jej r o z w o j u , a n i k i e r u n k ó w w n i e j d o m i n u ­
j ą c y c h . Nawiasem m ó w i ą c A f r y k a ń c z y k o w i egzotyczna w y d a ć się m o ż e
sztuka europejska, t a k j a k o n g i ś u nas entuzjazmowano s i ę e g z o t y k ą
Podhala, j a k dla S k a n d y n a w ó w egzotyczna b y w a ł a sztuka w ł o s k a . Tak
w i ę c t e r m i n ó w , podobnie z r e s z t ą j a k poprzednie, ma jeszcze j e d n ą
w a d ę — jest europocentryczny i z tego p u n k t u w i d z e n i a ocenia s z t u k ę
i n n y c h o b s z a r ó w i l u d ó w . Sztuka egzotyczna, zatem inna n i ż o b o w i ą ­
z u j ą c a i o g ó l n i e znana, a co za t y m idzie d z i w n a i nie odpowiednia.
N i e zadowala t e ż nazwa w rodzaju „ s z t u k a t r a d y c y j n a " . K ł a d z i e
ona nacisk t y l k o na r o z w ó j h i s t o r y c z n y oraz wskazanie ź r ó d e ł i p o c z ą t k ó w
sztuki. Jest zachowawcza, nie w y d o b y w a e l e m e n t ó w zmian. B r a k w niej
oceny o s i ą g n i ę ć a r t y s t y c z n y c h i w y e k s p o n o w a n i a z e s p o ł u cech t y p o w y c h
dla konkretnego regionu, l u d u i k o n t y n e n t u . N a z w ę t ę m o ż n a o d n i e ś ć
r ó w n i e dobrze i do k i e r u n k ó w europejskich. T r a d y c y j n a jest dla nas np.
sztuka r o m a ń s k a czy gotycka. D l a w s p ó ł c z e s n e g o A f r y k a ń c z y k a t r a d y ­
cyjna jest sztuka Ife, Sao l u b dzieła w y s z ł e z k r ę g u Master of B u l i
w K o n g o . Natomiast nie n a l e ż ą w ś c i s ł y m sensie tego s ł o w a do- s z t u k i
t r a d y c y j n e j w s p ó ł c z e ś n i e w y k o n y w a n e prace, c h o c i a ż b y n a w e t p o w s t a ł e
na podstawie t r a d y c y j n y c h s c h e m a t ó w . T e r m i n ten s ł u s z n i e p o d k r e ś l a
pewnego rodzaju z a c h o w a w c z o ś ć s z t u k i i nieustanne powtarzanie usta­
l o n y c h w z o r ó w t e m a t y c z n y c h i f o r m a l n y c h c h a r a k t e r y s t y c z n y c h dla
prac w y s z ł y c h z k r ę g u k u l t u r p l e m i e n n y c h , nie w y j a ś n i a w s z a k ż e p ó ź ­
niejszego i c h z r ó ż n i c o w a n i a i w y k s z t a ł c e n i a się w i e l u o d r ę b n y c h s t y l ó w .
C z ę s t o u ż y w a n e jest o k r e ś l e n i e „ s z t u k a m u r z y ń s k a " (negro art, l ' a r t
negre). N i e jest ono jednak p r a w i d ł o w e . M ó w i , a i to n i e z b y t d o k ł a d n i e ,
jakiego t y p u antropologicznego i rasowego l u d z i e są t w ó r c a m i o k r e ś l o ­
n y c h o b i e k t ó w . M o ż n a r o z u m i e ć pod t y m o k r e ś l e n i e m r ó w n i e ż t w ó r c z o ś ć
M u r z y n ó w a m e r y k a ń s k i c h , co niepotrzebnie rozszerza zakres p o j ę c i a .
Nie istnieje t a k i z w r o t j a k „ s z t u k a B i a ł y c h " . Z tego t e ż w z g l ę d u p o j ę c i e
s z t u k i m u r z y ń s k i e j w y d a j e się nie m i e ć r a c j i b y t u . To, co u s p r a w i e d l i w i a
jego stosowanie, to intencja sprecyzowania l u d ó w i s p o ł e c z e ń s t w , do

�208

MAREK

A.

KOWALSKI

k t ó r y c h o d n o s z ą się r o z w a ż a n i a w p r z y p a d k u analizy i opisu s z t u k i
A f r y k i . Chodzi w i ę c po p r o s t u o k r ó t s z ą f o r m ę s f o r m u ł o w a n i a : sztuka
l u d ó w z a m i e s z k u j ą c y c h A f r y k ę na p o ł u d n i e od Sahary, z w y ł ą c z e n i e m
i s t n i e j ą c y c h t a m s p o ł e c z e ń s t w i g r u p pochodzenia n i e a f r y k a ń s k i e g o .
F o r m a k r ó t s z a , lecz n i e z b y t s z c z ę ś l i w a .
W ostatnich latach p o j a w i ł y się p r ó b y w p r o w a d z e n i a n a z w y „ s z t u k a
l u d ó w o b s z a r ó w n i e r o z w i n i ę t y c h " , a t o dla u n i k n i ę c i a o k r e ś l e n i a : p r y ­
m i t y w i z m , j a k o zbyt r a ż ą c e g o . A l e p o j ę c i e „ n i e r o z w o j u " opiera się na
p o r ó w n a n i u o s i ą g n i ę ć technologicznych E u r o p y i A m e r y k i P ó ł n o c n e j
z p l e m i e n n y m i i t r a d y c y j n y m i s p o ł e c z n o ś c i a m i A f r y k i , Oceanii i w i ę k ­
szości k r a j ó w A z j i . Nie ma to nic w s p ó l n e g o ze s z t u k ą . W r z e c z y w i s t o ś c i
z a ś sens jest identyczny ze z w r o t e m : sztuka p r y m i t y w n a . N a l e ż y raz
jeszcze p o d k r e ś l i ć , że n i e s p o s ó b p o r ó w n y w a ć r o z w o j u s z t u k i z r o z w o j e m
t e c h n i k i . Obie te dziedziny k i e r u j ą się s w o i s t y m i zasadami, nie zawsze
ze s o b ą z g o d n y m i . Nadto t e r m i n , poprzez p o ł o ż e n i e akcentu na zacofanie,
też może przypominać kolonialną eksploatację obszarów nierozwiniętych,
a zatem nie s p e ł n i a w y m o g u u n i k n i ę c i a z b y t drastycznego s f o r m u ł o ­
wania.
Przeanalizowane w y ż e j o k r e ś l e n i a , j a k sztuka k r a j o w c ó w , dzikich,
egzotyczna, t r a d y c y j n a , m u r z y ń s k a , p r y m i t y w n a , i t d . , p o s i a d a j ą wresz­
cie t ę s a m ą n i e d o g o d n o ś ć , co z w r o t : sztuka A f r y k i . S p r o w a d z a j ą m i a ­
n o w i c i e do w s p ó l n e g o m i a n o w n i k a najrozmaitsze o d r ę b n e style, f o r m y ,
tendencje i zasady l e ż ą c e u podstaw l o k a l n y c h , c z ę s t o d o s y ć w ą s k i c h
s t y l ó w plemiennych.
P a u l W i n g e r t , k t ó r y przeprowadza d r o b i a z g o w ą a n a l i z ę t e r m i n o l o ­
g i c z n ą i z n a c z e n i o w ą omawianego t u p r o b l e m u , m i m o w ł a s n y c h u w a g
k r y t y c z n y c h w y s u w a jednak p r o p o z y c j ę pozostania p r z y historycznej
nazwie sztuka p r y m i t y w n a , p o s t u l u j ą c nadanie jej innego, odmiennego
od przedstawionych znaczenia . Oparte ono m i a ł o b y ć na stwierdzeniu,
ż e t z w . k u l t u r y p r y m i t y w n e r o z w i j a j ą się w ś c i s ł y m p o w i ą z a n i u z i n ­
s t r u m e n t a l n y m i , zasadniczymi w y m o g a m i ż y c i o w y m i , nie zdegradowa­
n y m i przez potrzeby w y ż s z e g o r z ę d u . Ta propozycja zbliża się w p e w n y m
sensie do niemieckiego t e r m i n u „ K u n s t der N a t u r v ó l k e r " b ą d ź d u ń s k i e g o
„ K u n s t der N a t u r f o l k " , w p r z e c i w i e ń s t w i e do o k r e ś l e n i a „ K u l t u r f o l k " ,
o z n a c z a j ą c e g o l u d y A z j i (Dalekiego Wschodu, I n d i i i k r a j ó w arabskich)
oraz A m e r y k i P r e k o l u m b i j s k i e j . K u l t u r y p r y m i t y w n e , w znaczeniu na­
d a n y m i m przez W i n g e r t a , o d n o s i ł y b y się w i ę c do l u d ó w A f r y k i za­
m i e s z k u j ą c y c h na p o ł u d n i e od Sahary do E s k i m o s ó w , I n d i a n , mieszkan­
1 0

11

ie wiele z tych określeń w y s z ł o już dawno z użycia i pojawia się sporadycz­
nie jedynie dla podkreślenia tkwiących w nich ciekawostek historycznych.
1 1

P.

Wingert,

Primitive

Art,

New York

1962.

�PLEMIENNA

SZTUKA

209

AFRYKI

ców Australii, wyspiarzy Pacyfiku i tubylców pewnych obszarów A z j i
P o ł u d n i o w o - W s c h o d n i e j w okresie i c h o d k r y c i a przez E u r o p e j c z y k ó w .
P r z y m i o t n i k „ p r y m i t y w n y " b y ł b y w i ę c w t y m znaczeniu u ś w i ę c o n y
przez h i s t o r i ę i p o w i ą z a n y z k u l t u r a m i , k t ó r e z o s t a ł y poznane przez
E u r o p e j c z y k ó w w erze o d k r y ć i b a d a ń , natomiast nie m i a ł b y ó w p r z y ­
m i o t n i k p r e t e n s j i do oceny t y c h k u l t u r , a zatem ujemnego znaczenia.
Podobnie r o z w i j a swoje p o g l ą d y R a l p h L i n t o n . W e d ł u g niego t e r m i n
p r y m i t y w n y u ż y w a n y b y w a w trzech znaczeniach: a) do o k r e ś l e n i a
s z t u k i l u d ó w poznanych przez E u r o p ę w dobie wczesnych o d k r y ć geo­
graficznych; b) do o k r e ś l e n i a dzieł s z t u k i w s p ó ł c z e s n e j w y k o n y w a n y c h
przez osoby nie p o s i a d a j ą c e formalnego w y k s z t a ł c e n i a ; c) do o k r e ś l e n i a
s z t u k i m a ł y c h g r u p s p o ł e c z n y c h , k t ó r y c h o s i ą g n i ę c i a techniczne pozo­
s t a j ą daleko w t y l e za r o z w o j e m c y w i l i z a c y j n y m w i e l k i c h k u l t u r E u ­
r o p y i A m e r y k i P ó ł n o c n e j . Sztuka p r y m i t y w n a w i ą z a ł a b y się zatem
z o s t a t n i m znaczeniem tego t e r m i n u , znaczeniem n a d a n y m i o k r e ś l o ­
n y m przez h i s t o r i ę i nie m a j ą c y m obecnie ujemnego zabarwienia .
N e g a t y w n ą s t r o n ą podobnego u j ę c i a , tak W i n g e r t a j a k i L i n t o n a ,
jest f a k t z a m ę t u terminologicznego, p r ó b a z a ś przeforsowania nowego
znaczenia nie zawsze daje p o m y ś l n e w y n i k i , m u s i b o w i e m p r z e ł a m a ć
w i e l o w i e k o w e n a w y k i m y ś l o w e . N a l e ż a ł o b y z r e s z t ą uprzednio z d e f i n i o w a ć
pewne idee k u l t u r o w e i m y ś l i , dla nadania t e r m i n o w i „ p r y m i t y w n o ś ć "
specjalnego znaczenia z w i ą z a n e g o ze s z t u k ą .
Natomiast A d r i a n A . Gerbrands proponuje n a z w ę : „ s z t u k a n i e e u r o ­
pejska", dla sztuki l u d ó w A f r y k i , Oceanii, A z j i i A m e r y k i . 'Uzasad­
nienie tej nazwy, opartej na p r z e c i w s t a w i e n i u s z t u k i europejskiej sztu­
k o m p o w s t a ł y m i r o z w i j a j ą c y m się na i n n y c h k o n t y n e n t a c h , l e ż y w sfe­
rze o d m i e n n y c h t r a d y c j i zasad i d r ó g e w o l u c j i artystycznej. W Europie
są one z w i ą z a n e z zaspokojeniem potrzeb ponadpodstawowych, t a k i c h
jak w r a ż l i w o ś ć estetyczna, poczucie p i ę k n a , poszukiwanie emocji i n t e ­
l e k t u a l n y c h , w r a ż l i w o ś ć na k s z t a ł t , l i n i ę , b a r w ę . O p a r t a jest t e ż na
ustalonych od lat, przez s z k o ł y i teorie, zasad takich, j a k g ł ę b i a , t r ó j ­
w y m i a r o w o ś ć , p e r s p e k t y w a , operowanie b r y ł ą , linią, p ł a s z c z y z n ą i k o ­
lorem. Jej podstawy, w y w o d z ą c e s i ę ze s t a r o ż y t n o ś c i , k s z t a ł t o w a n e na­
s t ę p n i e w ś r e d n i o w i e c z n y c h warsztatach r z e m i e ś l n i c z y c h — m a l a r s k i c h
i rzeźbiarskich — zyskały później podbudowę teoretyczną narzuconą
przez s z k o ł y i akademie, a b i o r ą c ą s w ó j r o d o w ó d jeszcze ze sztuki sta­
r o ż y t n e j G r e c j i . Sztuka europejska jest w i ę c s z t u k ą u c z o n ą , p o s i a d a j ą c ą
1 2

1 3

1 2

R. L i n t o n , Primitive Art, [w:] E . E l i s o f o n i W. F a g g , The
Sculp­
ture of Africa, New York 1958.
A. G e r b r a n d s ,
Art as an element of culture, especially in
Negro-Africa,
Leiden 1957.
1 3

14 — E t n o g r a f i a P o l s k a , X I X / 2

�210

MAREK

A.

KOWALSKI

t e o r i ę i o b o w i ą z u j ą c e k o n w e n c j e . A w a n g a r d o w e k i e r u n k i nie o d r z u c a j ą
tego dziedzictwa, lecz d z i a ł a j ą w y b i ó r c z o , do ustalonych zasad d o d a j ą c
nowe, k t ó r e z biegiem czasu t e ż s t a j ą s i ę k l a s y c z n y m i . P r z y k ł a d e m m o g ą
b y ć dzieje i m p r e s j o n i z m u czy k u b i z m u . Sztuka l u d o w a z a ś jest bocznym
n u r t e m s z t u k i w y k s z t a ł c o n e j , k t ó r y p o c z ą ł w z b i e r a ć w dobie rozpadu
ś r e d n i o w i e c z n y c h w a r s z t a t ó w a r t y s t y c z n y c h w okresie renesansu —
na w a r s z t a t y miejskie, o b s ł u g u j ą c e p a t r y c j a t i d w o r y magnackie oraz
warsztaty p r o w i n c j o n a l n e z a s p o k a j a j ą c e potrzeby w s i , m a ł y c h miaste­
czek i drobnej szlachty. Bazuje ona na schematach sztuki e l i t a r n e j , k t ó r e
u s t ę p u j ą c miejsca n o w y m p r ą d o m a r t y s t y c z n y m p r z e c h o d z i ł y do k r ę g u
z a i n t e r e s o w a ń w a r s z t a t ó w i a r t y s t ó w p r o w i n c j o n a l n y c h . T e n t y p roz­
w o j u s z t u k i nie ma o d p o w i e d n i k a w ś r ó d m n i e j e w o l u o w a n y c h s p o ł e ­
c z e ń s t w A f r y k i Czarnej, z w y j ą t k i e m m o ż e p e w n y c h p o d o b i e ń s t w
w sztuce B e n i n u .
W proponowanej przez Gerbrandsa t e r m i n o l o g i i k r y j ą s i ę zatem
d w a sposoby o k r e ś l e n i a s z t u k i : przez s z c z e g ó ł o w e w y l i c z e n i e l u d ó w ,
k t ó r e p r o d u k u j ą o k r e ś l o n e d z i e ł a artystyczne, a przez to wskazanie
ź r ó d ł a i c h pochodzenia; oraz przez w s p o m n i a n ą j u ż w y ż e j c h a r a k t e r y ­
s t y k ę tej s z t u k i jako t r a d y c y j n e j i p r y m i t y w n e j , w sensie s u g e r o w a n y m
przez W i n g e r t a . P o j ę c i e to jest jednak nader szerokie. M o ż n a b o w i e m
p o d c i ą g n ą ć p o d nie s u b t e l n ą i w y r a f i n o w a n ą s z t u k ę c y w i l i z a c j i azjatyc­
k i c h : I n d i i i Dalekiego Wschodu, w s p ó ł c z e s n ą s z t u k ę a m e r y k a ń s k ą z ta­
k i m i k i e r u n k a m i ł ą c z n i e , j a k p o p u l a r art, optic art, psychodelic a r t ,
wreszcie — m e k s y k a ń s k i e m ú r a l e . W k a ż d y m z t y c h p r z y p a d k ó w , t r z y ­
m a j ą c się ściśle nazwy, b ę d z i e m y m i e l i do czynienia ze s z t u k ą nieeuro­
pejską.
W t y m k o n t e k ś c i e i n t e r e s u j ą c e jest stanowisko Bogdana M o l i ń s k i e g o ,
k t ó r y w odniesieniu do s z t u k i daje p r o p o z y c j ę t ł u m a c z e n i a z w r o t u :
p r i m i t i v e , p r i m i t i f — na p i e r w o t n o ś ć , t e r m i n b o w i e m „ p r y m i t y w n o ś ć "
jest zbyt w a r t o ś c i u j ą c y . Natomiast sens p r z y j ę c i a t ł u m a c z e n i a p i e r w o t ­
n o ś ć m o t y w u j e M o l i ń s k i m o ż l i w o ś c i ą jego w y m i a n y na p l e m i e n n o ś ć , co
dobrze t ł u m a c z y u k ł a d s t o s u n k ó w s p o ł e c z n y c h w ś r ó d w i ę k s z o ś c i l u d ó w
a f r y k a ń s k i c h i stanu i c h k u l t u r y .
Z a r ó w n o Gerbrands j a k i W i n g e r t o d r z u c a j ą n a z w ę sztuka plemienna.
O k r e ś l a j ą j ą j a k o n i e z b y t w ł a ś c i w ą , ze w z g l ę d u na to, że w i e l e l u d ó w
p i e r w o t n y c h nie posiada n a d r z ę d n e j , plemiennej i n s t y t u c j i
władzy
u

15

1 4

Kierunki te, zresztą wiele z nich o żywotach nader krótkotrwałych, będą­
cych raczej przejściowymi modami, noszą miano współczesnej awangardy, łączy
ich próba odejścia od dotychczasowych kanonów sztuki i wprowadzenie nowych z a ­
sad wypowiedzi artystycznej.
B. M o l i ń s k i , Sztuka, rytuał, mit w afrykanistyce amerykańskiej,
„Prze­
gląd Socjologiczny", t. 19/1: 1965.
1 5

�PLEMIENNA

SZTUKA

AFRYKI

211

(Buszmeni, K i k u y u , Makonde), i n n e z a ś l u d y l e g i t y m u j ą c e się i n t e r e s u ­
j ą c y m i d z i e ł a m i s z t u k i , w y r o s ł y ponad o r g a n i z a c j ę p l e m i e n n ą (Joruba,
Bakongo) .
N i e m n i e j jednak n a w e t l u d y niezintegrowane ł ą c z ą się czasem w g r u p y
z d o r a ź n i e , w m i a r ę potrzeb, s t o j ą c y m na czele w o d z e m l u b s t a r s z y z n ą .
J e ś l i n a w e t w i ę ź ta nie jest t r w a ł a , to stanowi z a c z ą t e k i n s t y t u c j i p l e m i e n ­
n y c h , wspomaganych przez ś w i a d o m o ś ć w s p ó l n e g o pochodzenia, w s p ó l n e j
k u l t u r y . C h o c i a ż w i ę c g r u p y te nie p o s i a d a j ą s t r u k t u r y plemiennej, t w o ­
rzą jednak zorganizowaną w pewien sposób jednostkę nawiązującą u k ł a ­
d e m r e l a c j i w z a j e m n y c h do plemienia. Z drugiej strony w systemach
scentralizowanych i s t n i e j ą silne elementy dawnej w i ę z i p l e m i e n n e j .
Wreszcie najbardziej charakterystyczne i t y p o w e p r z y k ł a d y s z t u k i pocho­
d z ą od l u d ó w o s t r u k t u r z e p l e m i e n n e j . Natomiast w ś w i e t l e dotychcza­
sowych b a d a ń s p o ł e c z n o ś c i autonomiczne (Buszmeni, Pigmeje) n i e m o g ą
w y k a z a ć się o s i ą g n i ę c i a m i w dziedzinie p l a s t y k i f i g u r a l n e j , a w i ę c n a j ­
bardziej t y p o w e j dla plemiennej s z t u k i a f r y k a ń s k i e j .
O k r e ś l e n i e „ s z t u k a p l e m i e n n a " w y d a j e się n a j s z c z ę ś l i w s z e , m i m o w i e l u
z a s t r z e ż e ń , k t ó r e m o ż n a i do niego zgłosić. M ó w i ono o ź r ó d ł a c h powstania
i pochodzenia o b i e k t ó w sztuki w ś r ó d znacznej w i ę k s z o ś c i l u d ó w A f r y k i ,
0 ź r ó d ł a c h i c h inspiracji t w ó r c z e j w t r a d y c y j n y c h i w s p ó ł c z e s n y c h sy­
stemach s p o ł e c z n y c h . K r y j e s i ę w n i m r ó w n i e ż w i a d o m o ś ć o r ó ż n i c a c h
s t y l i s t y c z n y c h . Przez s z t u k ę p l e m i e n n ą n a l e ż y b o w i e m r o z u m i e ć t w ó r ­
czość a r t y s t y c z n ą r o z m a i t y c h p l e m i o n , z j e j z r ó ż n i c o w a n i e m r e g i o n a l n y m
1 f o r m a l n y m . Przez s z t u k ę p l e m i e n n ą n a l e ż y t e ż r o z u m i e ć t w ó r c z o ś ć
s p o ł e c z e ń s t w , k t ó r e nie w e s z ł y jeszcze w p e ł n i w s f e r ę u r b a n i z a c j i
i i n d u s t r a l i z a c j i i w ś r ó d k t ó r y c h w i ę z i plemienne są jeszcze t r w a ł e , j a k
też, s i ę g a j ą c do h i s t o r i i , t r a d y c y j n ą s z t u k ę p l e m i o n A f r y k i , przed z m i a ­
n a m i , jakie w i c h k u l t u r z e w p r o w a d z i ł k o n t a k t z E u r o p ą .
Operowanie z w r o t e m „ s z t u k a A f r y k i " (albo a f r y k a ń s k a ) o t y l e jest
m o ż l i w e , ż e w y k s z t a ł c o n a sztuka akademicka stawia na t y m k o n t y n e n c i e
dopiero pierwsze k r o k i . Nadto p o j ę c i e „ s z t u k a A f r y k i " ma koneksje
historyczne u t o ż s a m i a j ą c e j e z t e r m i n e m „ s z t u k a plemienna", sztuka z a ś
akademicka ś w i a d o m i e stara się n a w i ą z y w a ć do a r t y s t y c z n y c h t r a d y c j i
p l e m i e n n y c h , co jest widoczne w pracach bodaj w i ę k s z o ś c i w y k s z t a ł c o ­
n y c h p l a s t y k ó w a f r y k a ń s k i c h . Wreszcie sztuka A f r y k i P ó ł n o c n e j o k r e ś l a ­
na jest m i a n e m arabskiej i t r a k t o w a n a j a k o część k u l t u r y arabskiej,
ł ą c z n i e z t w ó r c z o ś c i ą k r a j ó w B l i s k i e g o Wschodu. Polscy autorzy s t o s u j ą
coraz częściej p o j ę c i e : sztuka plemienna jako najbardziej o d p o w i a d a j ą c e
badanemu p r o b l e m o w i . Jako jeden z p i e r w s z y c h p o d j ą ł je K r z y s z t o f M a k u l s k i w i ą ż ą c s z t u k ę z charakterem t r a d y c y j n y c h s p o ł e c z e ń s t w a f r y k a ń 16

1 6

Por. przyp. 11 i 13.

�212

MAREK

A.

KOWALSKI

skich. W e d ł u g niego, p o n i e w a ż ż y c i e j e d n o s t k i p o d p o r z ą d k o w a n e b y ł o
ż y c i u plemienia i j e m u m i a ł o s ł u ż y ć , t e d y i sztuka p o r z ą d k o w a ł a ele­
m e n t y r z e c z y w i s t o ś c i s p o ł e c z n e j , gospodarczej i k u l t u r o w e j w o k ó ł p o d ­
s t a w o w y c h , ponadczasowych w a r t o ś c i p l e m i e n n y c h .
1 7

Z A G A D N I E N I A TREŚCI W P L E M I E N N E J

SZTUCE

AFRYKI

Dotychczasowe r o z w a ż a n i a s z ł y w k i e r u n k u w y b o r u najbardziej o d ­
powiedniego t e r m i n u , lecz b y n a j m n i e j nie d e f i n i c j i . B y z a p r o p o n o w a ć
n a z w ę , n a l e ż y przede w s z y s t k i m o k r e ś l i ć t r e ś ć zagadnienia. O d w r ó c e n i e
s y t u a c j i jest atoli pozorne. R o z p o c z ę c i e analizy od k w e s t i i nazewnictwa
ma na celu ustalenie p u n k t u widzenia, z jakiego n a l e ż y o c e n i a ć i o k r e ś l a ć
p l e m i e n n ą s z t u k ę a f r y k a ń s k ą oraz znalezienie d r o g i •—• przez odrzucenie
nieodpowiednich t e r m i n ó w — p r o w a d z ą c e j do o d k r y c i a i s t o t y p r o b l e m u
i jego d e f i n i c j i . N i e m a w t y m w z g l ę d z i e d o k ł a d n y c h s f o r m u ł o w a ń , co
świadczy o trudnościach związanych z generalnym określeniem sztuki
plemiennej i n i e s i o n y m przez n i ą b a g a ż e m p o j ę ć i idei.
W r o z w a ż a n i a c h na t e m a t plemiennej s z t u k i A f r y k i p r z e w a ż a j ą d w a
zasadnicze u j ę c i a : funkcjonalne — k o n c e n t r u j ą c e się na znaczeniu spo­
ł e c z n y m , na z w i ą z k a c h z r e l i g i ą , m a g i ą , t r a d y c j ą i e l e m e n t a m i ł ą c z n o ś c i
w e w n ą t r z p l e m i e n n e j , oraz estetyczne — z k t ó r y m w i ą ż ą się t e ż p o g l ą d y
technologiczne. K a ż d e ze stanowisk posiada niezaprzeczalne w a l o r y , w y ­
j a ś n i a j ą c e p r o b l e m y z o k r e ś l o n e g o p u n k t u widzenia. J e d n o s t r o n n o ś ć nie
w y n i k a b y n a j m n i e j ze schematyzmu czy negowania i n n y c h c z y n n i k ó w
l u b w a r t o ś c i o d m i e n n y c h s p o j r z e ń , lecz z analizy p o d p o r z ą d k o w a n e j k o n ­
k r e t n y m z a ł o ż e n i o m b a d a w c z y m i s t o j ą c y m przed n i m i celom.
O b i e k t y s z t u k i plemiennej t r a k t o w a n o p o c z ą t k o w o j a k o kurioza. Ł ą ­
c z y ł o się to z u j ę c i e m f u n k c j o n a l n y m . Lecz o w ą s z t u k ę d z i k i c h , j a k j ą
n i e g d y ś zwano, t r a k t o w a n o nieco w s t y d l i w i e . Jej „ o d k r y c i e " dokonane
przez g r u p ę a r t y s t ó w z a w a n g a r d o w y c h k r ę g ó w p a r y s k i c h d a ł o w efekcie
r o z w ó j spojrzenia estetycznego, k t ó r e g o u k o r o n o w a n i e m b y ł a s ł y n n a praca
C a r l a Einsteina, Neger plastik. Ó w p r ą d estetyczny r o z p a l i ł w Europie
entuzjazm dla s z t u k i a f r y k a ń s k i e j k o n c e n t r u j ą c y się na p i ę k n i e i d y n a ­
m i z m i e p r z e d m i o t u . Stanowisko to w y n i k a ł o z fascynacji wobec z e t k n i ę c i a
s i ę z c a ł k o w i c i e o d m i e n n y m i k a n o n a m i f o r m y . Przestano natomiast
1 7

K . Makulski — głos w dyskusji nad zakresem pojęcia sztuki ludowej, opu­
blikowany: „Polska Sztuka Ludowa", nr 4: 1967. Pomijam tu inne wątki poru­
szone przez autora wypowiedzi, nie wiążące się jednak bezpośrednio z zagadnie­
niem. W publikacjach innych polskich autorów przyjmują się pojęcia: sztuka ple­
mienna, sztuka Afryki, czy też plemienna sztuka afrykańska, aczkolwiek jeszcze
obwarowane wyjaśnieniami. Świadczy to jednakże o trafności terminu. Por. T r o ­
j a n , op. cit.

�PLEMIENNA

SZTUKA

AFRYKI

213

z w r a c a ć u w a g ę na f u n k c j ę i znaczenie dzieł, t r a k t u j ą c je jako b y t y oder­
wane, r o z p a t r y w a n e t y l k o w ś w i e t l e p o j ę ć plastycznych. Przeciw t e n ­
dencji estetycznej z r o d z i ł a się kolejna reakcja m a j ą c a na celu badanie
r o l i d z i e ł a . P o j a w i ł y się r o z w a ż a n i a k ł a d ą c e nacisk na s p o ł e c z n y kontekst
prac, i c h znaczenie magiczne i religijne, s ł o w e m na to, co z o s t a ł o po­
m i n i ę t e przez w c z e ś n i e j s z y c h a u t o r ó w : a r t y s t ó w i m i ł o ś n i k ó w sztuki.
Z w r o t w k i e r u n k u poszukiwania s p o ł e c z n e g o p o d ł o ż a b y ł tak silny,
że symboliczna istota s z t u k i plemiennej s t a ł a się niejasna i n i e z r o z u m i a ł a .
N a d t o z u p e ł n i e pomijano w a l o r y plastyczne. Plemienna sztuka a f r y k a ń s k a
b y ł a p r a w i e zawsze wysoce f u n k c j o n a l n a i u ż y t k o w a . I s t n i a ł a w s z a k ż e ,
acz marginesowo, w ś r ó d p e w n y c h p l e m i o n , tendencja do s p o g l ą d a n i a na
dzieło, j a k na obiekt sztuki, na obiekt a r t y s t y c z n y , a nie t y l k o p r z e d m i o t
k u l t u czy m a g i i .
Historia z a i n t e r e s o w a ń s z t u k ą p l e m i e n n ą , to historia zmiennej na
p r z e m i a n d o m i n a c j i jednego z d w ó c h u j ę ć : estetycznego l u b f u n k c j o n a l ­
nego. Dopiero ostatnio p r ó b u j e się s p o g l ą d a ć na dzieło s z t u k i od i n n e j
jeszcze strony, mianowicie oczami miejscowego a r t y s t y , b y d z i ę k i t e m u
w y j a ś n i ć z a w i ł y psychologicznie proces t w ó r c z y , ' z n a l e ź ć m o t y w a c j e s k ł a ­
n i a j ą c e do p o d j ę c i a tej pracy, u c h w y c i ć r ó ż n i c e m i ę d z y a r t y s t ą a rze­
m i e ś l n i k i e m . P r ó b ę odpowiedzi na to zagadnienie p o d e j m o w a l i Hans
H i m m e l h e b e r , M a r c e l Griaule, Justine M . C o r d w e l l i P. Y . L . V a n d e n houte , ale p r o b l e m jest jeszcze o t w a r t y . Tendencja jest o t y l e w a ż n a ,
że m o ż e o k a z a ć się cenną* p o m o c ą w znalezieniu klucza do p e ł n e g o
zrozumienia i s t o t y plemiennej s z t u k i a f r y k a ń s k i e j . P e ł n ą a t o l i o d p o w i e d ź
m o ż n a z n a l e ź ć we w s z y s t k i c h trzech k i e r u n k a c h badawczych — f u n k c j o ­
n a l n y m , estetycznym i psychologicznym — w z i ę t y c h ł ą c z n i e .
L e o n h a r d A d a m p r ó b u j e w y k r y ć w d z i a ł a l n o ś c i artystycznej wszyst­
k i c h t z w . l u d ó w p i e r w o t n y c h p e w n e n a d r z ę d n e w a r t o ś c i . Pisze on, że
sztuka p r y m i t y w n a , to ustawiczne powtarzanie t y c h samych f o r m u ś w i ę ­
conych przez t r a d y c j ę . Z b l i ż a j ą c się z a ś bardziej do p r z e d m i o t u r o z w a ż a ń
stwierdza, że sztuka A f r y k i jest t y m , co elementarne, to z a ś co elemen­
tarne, jest e s e n c j ą ż y c i a . P r o s t y zabieg logiczny w s k a z y w a ł b y w i ę c , że
sztuka jest e s e n c j ą ż y c i a l u d ó w p r y m i t y w n y c h , a zatem t y m elementem
k u l t u r y , w o k ó ł k t ó r e g o k o n c e n t r u j e się a k t y w n o ś ć g r u p y . M y ś l t ę p o d j ą ł
w c z e ś n i e j G. A . Stevens. U t r z y m u j e on, ż e sztuka p r y m i t y w n a jest n a j ­
bardziej c z y s t ą i s z c z e r ą f o r m ą w y p o w i e d z i artystycznej, p o n i e w a ż idee
18

1 9

1 8

Wymienić m o ż n a przykładowo: H . H i m m e l h e b e r ,
Personality
and
Technique of African Sculptors, [w:] Technique and Personality in Primitive
Art.
New York 1963; J . M. C o r d w e l l ,
African Art, [w:] Continuity and Change in
African Cultures, Chicago 1959; P. Y . L . V a n d e n h o u t e , Poro en masker,
„Kongo—Overzee", 1952.
L . A d a m , Art Primitif, Paris 1959.
1 9

�214

MAREK

A.

KOWALSKI

swoje czerpie b e z p o ś r e d n i o z r e l i g i i i d o ś w i a d c z e n i a duchowego. N i e
jest natomiast s z t u k ą dla sztuki, a zatem nie w y n i k a t y l k o z zawodowej,
r z e m i e ś l n i c z e j z r ę c z n o ś c i a r t y s t y . J e ś l i w i ę c A d a m w sztuce u p a t r u j e
o g n i s k o w ą k u l t u r y plemiennej, to Stevens ł a g o d z i to stanowisko, u w a ­
ż a j ą c , że sztuka nie jest w a r t o ś c i ą s a m ą dla siebie, lecz s t a n o w i odzwier­
ciedlenie w i e r z e ń i postaw psychicznych c z ł o w i e k a .
J e d n a k ż e A d a m p ó ź n i e j d o k ł a d n i e j precyzuje swoje p o g l ą d y , zgadza­
j ą c się w rezultacie ze zdaniem Talbota, iż sztuka n i e jest z j a w i s k i e m
i z o l o w a n y m , natomiast stanowi i n t e g r a l n ą część c y w i l i z a c j i . W t o p i o n a
jest w h i s t o r i ę l u d ó w i z b u d o w a n y c h przez nie k u l t u r . R o z p a t r u j ą c
s z t u k ę jako g ł ó w n y c z y n n i k k u l t u r y plemiennej A d a m m a na m y ś l i
j e d n o ś ć i n t e l e k t u a l n ą w y r a ż a j ą c ą się w f o r m i e i t r e ś c i r ó ż n y c h g a ł ę z i
t w ó r c z o ś c i . Religia stanowi z a ś i n s p i r a c j ę a r t y s t y c z n ą . Sztuka zatem
n o s i r e l i g i j n y charakter, jest u ż y t k o w a , s ł u ż y r y t u a ł o w i i m a g i i . P r z y ­
toczony autor o k r e ś l a j ą c s z t u k ę A f r y k i jako e s e n c j ę życia jej t w ó r c ó w
(i o d b i o r c ó w ) nie podnosi jej a t o l i do r a n g i d e c y d u j ą c e g o s k ł a d n i k a k u l ­
t u r y d e t e r m i n u j ą c e g o inne dziedziny życia, Podnosi natomiast j e j w a ż n o ś ć
w i d o w i s k o w ą i r o l ę s p e ł n i a j ą c ą się w m a t e r i a l n y m odzwierciedleniu
w i e r z e ń i m i t ó w . Chodzi prawdopodobnie o to, że w obiektach s z t u k i m o ż ­
na z n a l e ź ć z w i ą z k i ł ą c z ą c e j ą z w s z y s t k i m i dziedzinami k u l t u r y : r e l i g i ą ,
prawem, magią, gospodarką, polityką i pedagogiką. Artysta zawdzięcza
b o w i e m idee ś r o d o w i s k u . W p r a w d z i e a k t t w ó r c z y jest osobistym p r z e ­
ż y c i e m a r t y s t y , ale ś r o d o w i s k o jest o d b i o r c ą dzieła, k t ó r e t k w i w t r a d y c j i
grupy.
M a r c e l G r i a u l e z a ś pisze z w i ę ź l e , że sztuka jest m a t e r i a l n ą p r o j e k c j ą
m i t ó w i kosmogonii plemiennej, z w i ą z a n ą z r y t u a ł e m i u t y l i t a r n ą dzia­
łalnością społeczności .
P r ó b y o k r e ś l e n i a sensu i t r e ś c i s z t u k i p l e m i e n n e j w r a m a c h k r ó t k i c h
d e f i n i c j i są w i ę c c z ę s t o s f o r m u ł o w a n i a m i r o m a n t y c z n y m i , lecz n i e z b y t
ś c i s ł y m i . Ś w i a d c z ą one o t r u d n o ś c i a c h d e f i n i c y j n y c h , p o z o s t a w i a j ą o t w a r ­
te pole dla dalszych p o s z u k i w a ń . W i ę c e j natomiast nadziei b u d z ą szersze
o m ó w i e n i a , bardziej p o ż y t e c z n e n i ż z w i ę z ł e definicje. D a j ą b o w i e m do­
k ł a d n i e j s z y w g l ą d w i s t o t ę p r o b l e m u . T u r ó w n i e ż reprezentowane są
r ó ż n e p u n k t y widzenia.
E c k a r t von S y d o w za n a j w a ż n i e j s z e dla s z t u k i plemiennej w A f r y c e
uznaje elementy f o r m y i ekspresji. W y c h o d z ą c od l o k a l n y c h r e g u ł m o r a l 2 0

2 1

2 2

2 3

2 0

G. A. S t e v e n s ,
Educational
Significance
of indigenous
[w:] Arts and Crafts of West Africa, red. Michael Sadler, Oxford
D. R i c e , The Background of Art, London 1939.
L . A d a m , op. cit.
M. G r i a u l e , Arts de I'Afrique Noire, Paris 1947.
2 1

2 2

2 8

African
1935.

Art,

�PLEMIENNA

SZTUKA

215

AFRYKI

n y c h , r ó ż n y c h od europejskich, ale nie m n i e j ścisłych, w i d z i on w sztuce
l u d ó w a f r y k a ń s k i c h g ł ó w n i e t ł o seksualne. S y d o w opiera s i ę na Freudzie
i jego kompleksach n e u r o t y c z n o - p ł c i o w y c h , f o r m u j ą c y c h p o d s t a w ę i n s t y ­
t u c j i i o b y c z a j ó w p i e r w o t n y c h . S y d o w znajduje p o d ł o ż e seksualne
w s ł u p o w y m k s z t a ł c i e r z e ź b i o k r ą g ł e j f o r m i e masek, u p a r t u j ą c w n i c h
symbole fallusa i m a c i e r z y ń s t w a . J e d n a k ż e uczony posuwa się chyba
z b y t daleko w swoich p o g l ą d a c h , g d y ż nie zawsze m o ż n a w obiektach
s z t u k i plemiennej d o s z u k i w a ć s i ę s y m b o l i k i p ł c i o w e j i r o z r o d c z o ś c i . C z ę s t o
pewne f o r m y w y n i k a j ą z m a t e r i a ł u i t e c h n i k i w y k o n a n i a , k t ó r e n a r z u c a j ą
t w ó r c y w y b r a n i e o k r e ś l o n e g o k s z t a ł t u dzieł. N i e w s z ę d z i e t e ż s y m b o l i k a
m u s i b y ć identyczna i k o j a r z y ć się z k u l t e m p ł o d n o ś c i .
Z a c i e ś n i o n y do jednego t y l k o , technologicznego aspektu, jest p o g l ą d
Franza Boasa. U w a ż a on, że g d y techniczna o b r ó b k a surowca daje w efek­
cie w y s o k i poziom estetyczny o b i e k t u , w ó w c z a s proces t e n n a z y w a m y
s z t u k ą . R ó w n i e ż i proste f o r m y m o g ą o s i ą g n ą ć p e r f e k c j ę f o r m a l n ą . Roz­
p a t r y w a n i e t e j ż e p e r f e k c j i f o r m z technicznego p u n k t u widzenia jest
zasadniczym elementem o s ą d u estetycznego. Boas podnosi t e ż r o l ę m a ­
teriału, narzędzi i techniki. W y c h o d z ą c z założeń podobieństwa procesów
m y ś l o w y c h c z ł o w i e k a k a ż d e j rasy i k u l t u r y stwierdza, ż e w procesie
h i s t o r y c z n y m m o ż e zawarta b y ć o d p o w i e d ź m ó w i ą c a o istocie s z t u k i
plemiennej. W t y m k o n t e k ś c i e nie neguje Boas w ę d r ó w e k f o r m , k t ó r e
p r z e c h o d z ą c do i n n y c h p l e m i o n n a b i e r a ł y odmiennej t r e ś c i , przystosowa­
nej do k u l t u r y nowego ś r o d o w i s k a . P r y z m a t e m , przez k t ó r y n a l e ż y b a d a ć
s z t u k ę p l e m i e n n ą , jest analiza s t y l u , k s z t a ł t u , l i n i i , b r y ł y , s y m e t r i i , p r o ­
p o r c j i i o r n a m e n t u , n a t u r a l i z m u i s y m b o l i k i . D e c y d u j ą c e znaczenie ma
w i ę c spojrzenie estetyczne jako w y r a z t e c h n i k i t w ó r c z e j . W s z a k ż e
analiza s z t u k i poprzez t e c h n i k ę i t e c h n o l o g i ę t w ó r c z ą nie w y d a j e się b y ć
p e ł n a . F o r m y w y n i k a j ą nie t y l k o z technologii i o k r e ś l o n y c h n a r z ę d z i ,
lecz p o s i a d a j ą r ó w n i e ż aspekt s p o ł e c z n y i r e l i g i j n y , p o t r a k t o w a n y przez
Boasa raczej marginesowo.
2 i

2 5

T e n ostatni p u n k t w y d o b y w a natomiast G e r a l d B e r t h o u d . W e d ł u g
niego sztuka jest odbiciem m i t ó w i p o d a ń . W s p o s ó b w i d o c z n y s ł u ż y
u p o r z ą d k o w a n i u ś w i a t a , d z i ę k i w y r a ż a j ą c e j się w n i e j filozofii p l e m i e n ­
nej. Jej o b i e k t y p e ł n i ą r o l ę s z k o l e n i o w ą , u ś w i a d a m i a j ą naocznie istnienie
z w i ą z k ó w i s t r u k t u r p l e m i e n n y c h . Sztuka b y ł a b y zatem a k t u a l n ą
i l u s t r a c j ą s t r u k t u r y s p o ł e c z e ń s t w a i t y p u k u l t u r y p r z e z e ń reprezentowa­
nej. Zasadnicze z a ł o ż e n i a tego stanowiska są n i e w ą t p l i w i e s ł u s z n e , ale
miejscami zbyt o g ó l n e , g d y ż m o ż n a je r o z c i ą g n ą ć nie t y l k o na s z t u k ę l u 2 6

2 4

E . von S y d o w , Primitive
Kunst und Psychoanalyse,
„Imago",
1927, Leipzig—Wien—Zurich.
F . B o a s , Primitive Art, New York 1955.
G. B e r t h o u d , Magie, religion et art africains, Geneve 1962.
2 6

26

nr

10:

�216

MAREK

A.

KOWALSKI

d ó w p i e r w o t n y c h , lecz r ó w n i e ż i na liczne k i e r u n k i s z t u k i europejskiej.
W o g ó l n y c h zarysach podobne, lecz w s z c z e g ó ł a c h nieco odmienne zda­
nie ma Elsy Leuzinger. O k r e ś l a ona s z t u k ę m i a n e m j ę z y k a l u d ó w bezp i ś m i e n n y c h , czy raczej rodzajem pisma. O b i e k t y s z t u k i o p o w i a d a j ą
b o w i e m o p r z e s z ł o ś c i g r u p y , j e j h i s t o r i i , m i t a c h i legendach. N a d a j ą
o b r z ę d o m k o n i e c z n ą c e r e m o n i a l n o ś ć i p o w a g ę . Religia — w e d ł u g Elsy
Leuzinger — jest r o d z i c i e l k ą s z t u k i plemiennej A f r y k i , przekazuje w i e r ­
nie system p o w i ą z a ń i u k ł a d ó w s p o ł e c z n y c h .
Stanowisko ł ą c z ą c e s p o ł e c z n y charakter s z t u k i z k o n c e p c j a m i estetycz­
n y m i i technologicznymi zdaje się r e p r e z e n t o w a ć R a l p h L i n t o n . Sztuka
p r y m i t y w n a jest w e d ł u g niego zawsze k o n w e n c j o n a l n a i stylizowana.
Jej kanony nie w y n i k a j ą z i n d y w i d u a l n e j z r ę c z n o ś c i a r t y s t y , są n a t o ­
miast w y n i k i e m f a k t ó w technologicznych i psychologicznych. N a j w a ż ­
n i e j s z ą r o l ę o d g r y w a j ą te ostatnie. K o n w e n c j a w y p ł y w a z tego, że sztuka
jest d z i e ł e m g r u p o w y m , a nie j e d n o s t k o w y m . S ł u ż y m a g i i , a zatem
c a ł e m u s p o ł e c z e ń s t w u . Dlatego t e ż u t z w . l u d ó w p i e r w o t n y c h nie ma
r o z r ó ż n i e n i a m i ę d z y s z t u k ą a r z e m i o s ł e m . G r u p a ludzka i dziedzictwo
k u l t u r y w y w i e r a j ą nieustanny nacisk na powtarzanie t y c h samych f o r m ,
k t ó r e b ę d ą c p o d p o r z ą d k o w a n e m a g i i i r e l i g i i są w y n i k i e m nie personal­
n y c h , lecz w s p ó l n y c h potrzeb .
W jeszcze w i ę k s z e j mierze na r e l i g i i j a k o punkcie odniesienia s z t u k i
plemiennej k o n c e n t r u j e s i ę W i l l i a m Fagg. D y n a m i z m i ekspresja s z t u k i
a f r y k a ń s k i e j w y n i k a j ą w e d ł u g jego u j ę c i a z w i t a l i z m u i h i e r a r c h i i sił —
p o j ę ć naczelnych i najbardziej c h a r a k t e r y s t y c z n y c h dla w i e r z e ń p l e m i e n ­
n y c h . G ł ó w n y m celem s z t u k i jest przedstawienie d o k t r y n y siły i energii
p r z e n i k a j ą c e j c z ł o w i e k a , stworzenia, w ogóle wszelkie b y t y . P o n i e w a ż
k a ż d e p l e m i ę posiada s w ó j z a s ó b p o j ę ć r e l i g i j n y c h , zatem na tej bazie
plemiennej k s z t a ł t u j e się r ó ż n o r o d n o ś ć s t y l o w a dzieł s z t u k i a f r y k a ń ­
skiej .
Douglas Fraser o k r e ś l a a r t y s t y c z n ą d z i a ł a l n o ś ć l u d ó w p i e r w o t n y c h
jako w y s o k o r o z w i n i ę t ą s z t u k ę nisko r o z w i n i ę t y c h k u l t u r . Jej celem nie
jest zaspokojenie z a p o t r z e b o w a ń estetycznych, lecz w y p e ł n i e n i e zapo­
trzebowania s p o ł e c z n e g o g r u p y , k i e r o w a n e j t r a d y c y j n y m i
normami
i k o n w e n c j a m i . W s z a k ż e , co poddaje uwadze Fraser, istnieje p e w i e n m a r ­
gines swobody t w ó r c z e j w nadaniu o b i e k t o w i i n d y w i d u a l n e g o w y r a z u .
Z r ę c z n y t w ó r c a p o t r a f i go w y k o r z y s t a ć , n a d a j ą c d z i e ł u t y p o w y dla
siebie u k ł a d detali, s z c z e g ó ł ó w i o z d ó b , d o b ó r w a l o r ó w i odcienie b a r w ,
elementów wykończenia i ornamentyki .
2 7

2 8

2 9

3 0

2 7

L e u z i n g e r , op. cit.
- L i n t o n , op. cit.
F a g g , E l i s o f o n , op.
F r a s e r , op. cit.
8

2 9

30

cit.

�PLEMIENNA

SZTUKA

AFRYKI

217

N a l e ż y z w r ó c i ć jeszcze u w a g ę na s t r o n ę e s t e t y c z n ą s z t u k i plemiennej,
w p r z y t o c z o n y c h w y ż e j p o g l ą d a c h r e p r e z e n t o w a n ą c z ę ś c i o w o przez F r a sera i Boasa, ale u tego ostatniego p o d p o r z ą d k o w a n ą technice. Stano­
w i s k u estetycznemu n a j p e ł n i e j daje w y r a z A d r i a n A . Gerbrands, z tego
w ł a ś n i e p u n k t u w i d z e n i a p r o w a d z ą c r o z w a ż a n i a o sztuce p l e m i e n n e j .
Sztuka, w e d ł u g Gerbrandsa, jest to praca artystyczna stworzona przez
c z ł o w i e k a . Jest to f o r m a w sensie, w k t ó r y m jej t w ó r c a , z w a n y a r t y s t ą ,
w ł o ż y ł w n i ą s w o j ą o s o b o w o ś ć . Sztuka zatem, to osobista i n t e r p r e t a c j a
w r a ż e n i a , f o r m a z a ś i t r e ś ć to podstawowe k o m p o n e n t y , bez k t ó r y c h nie
s p o s ó b m ó w i ć o sztuce. Praca artystyczna n i e przekazuje o b i e k t y w n y c h
w r a ż e ń , lecz i c h s u b i e k t y w n ą i n t e r p r e t a c j ę . G d y t w ó r c z a i n d y w i d u a l n o ś ć
nadaje k u l t u r o w y m w a r t o ś c i o m — w y r a ż a j ą c y m s i ę w rzeczy m a t e r i a l n e j ,
r u c h u i d ź w i ę k u — o s o b i s t ą i n t e r p r e t a c j ę tego rodzaju, że f o r m y , k t ó r e
p o w s t a j ą w t y m procesie t w ó r c z y m , o d p o w i a d a j ą u z n a n y m k a n o n o m
p i ę k n a w s p o ł e c z n o ś c i a r t y s t y , w ó w c z a s t e n t w ó r c z y proces i f o r m y
w jego w y n i k u otrzymane n a z y w a m y s z t u k ą .
3 1

Logiczna, z w a r t a k o n s t r u k c j a , j a s n o ś ć i d o k ł a d n o ś ć d e f i n i c j i propono­
w a n e j przez Gerbrandsa s k ł a n i a j ą do zgodzenia się z jego s f o r m u ł o w a n i e m
o k r e ś l a j ą c y m , co to jest sztuka. M o ż n a j ą p r z y j ą ć w kategoriach o g ó l n y c h .
Definicja b o w i e m m o ż e b y ć zastosowana do k a ż d e g o s p o ł e c z e ń s t w a , t y p u
k u l t u r y i gałęzi sztuki. Jednak w p r z y p a d k u s z t u k i a f r y k a ń s k i e j nie
w y j a ś n i a j e j specyficznych cech. N i e w ą t p l i w i e a u t o r o w i c h o d z i ł o o sfor­
m u ł o w a n i e generalne, k t ó r e m o g ł o b y b y ć u ż y t e c z n y m n a r z ę d z i e m ba­
d a w c z y m w k a ż d y m t y p i e s p o ł e c z n o ś c i i k u l t u r y . S t o j ą c wszelako t w a r z ą
w twarz z ludami kontynentu afrykańskiego i ich aktywnością twórczą,
d e f i n i c j ę t ę n a l e ż y p r z y s t o s o w a ć do k o n k r e t n y c h p r z y k ł a d ó w .
T r u i z m e m jest stwierdzenie, że w A f r y c e na p o ł u d n i e od Sahary nie
istnieje sztuka dla sztuki, że d z i a ł a l n o ś ć artystyczna w i ą ż e się ściśle
z r z e m i o s ł e m , że proces t w ó r c z y p o d p o r z ą d k o w a n y jest u t y l i t a r n y m
potrzebom g r u p y , że wreszcie p i ę k n o i d o s k o n a ł o ś ć f o r m y nie m o g ą b y ć
r o z p a t r y w a n e w kategoriach czystego p i ę k n a , lecz o k r e ś l o n e s ą przez
t r a d y c j ę oraz s y m b o l i k ę i i m p o d p o r z ą d k o w a n e .
N i e j a k o w opozycji do Gerbrandsa stoi M e l v i l l e Jean Herskovits,
k t ó r y u w a ż a , że n a s t ę p s t w o s t y l ó w w sztuce plemiennej, i c h r o z w ó j
chronologiczny, p o j ę c i a r e a l i z m u i s y m b o l i z m u s ą nie do ustalenia w spo­
ł e c z e ń s t w a c h p l e m i e n n y c h . W plastyce jednego plemienia istnieje m i e ­
szanina s t y l ó w i f o r m b ę d ą c y c h w y n i k i e m r o z w o j u n o r m i k o n w e n c j i
w ł a s n y c h oraz w p ł y w ó w i z a p o ż y c z e ń z e w n ę t r z n y c h . Co w i ę c e j , pewne
p o j ę c i a z zakresu t e o r i i sztuki, takie j a k r e a l i z m , abstrakcja, e t c , posia3 1

Gerbrands,

op. cit.

�218

MAREK

A.

KOWALSKI

d a j ą odmienny sens w r ó ż n y c h k u l t u r a c h , a te n a d a j ą i m w ł a s n e zna­
czenie, c z ę s t o n i e p o r ó w n y w a l n e z i n n y m i .
Istotnie, p o n i e w a ż Gerbrands k o n c e n t r u j e się na zagadnieniach este­
t y c z n y c h , n a l e ż y p a m i ę t a ć , b y w odniesieniu do k u l t u r p l e m i e n n y c h • nie
n a d a w a ć t y m zagadnieniom z b y t w y s o k i e j i samodzielnej r a n g i , a t y m
s a m y m nie s p r o w a d z a ć filozofii s z t u k i a f r y k a ń s k i e j do europejskiego
sposobu m y ś l e n i a i odczuwania. O w o europocentryczne spojrzenie, u j m u ­
j ą c e l o g i k ą i ścisłością, jest p r ó b ą nadania d e f i n i c j i uniwersalnego cha­
r a k t e r u . Trzeba w i ę c m i e ć na uwadze i inne aspekty s z t u k i .
W e d ł u g H e r b e r t a Reada sztuka jest f o r m ą magii, m a n i p u l a c j ą s i ł a m i
i r r a c j o n a l n y m i , a przez to i n g e r e n c j ą w p r a w a n a t u r y . Posiada znaczenie
s p o ł e c z n e , a zatem nie m o ż e b y ć pozostawiona w gestii jednego c z ł o w i e k a .
S ł u ż y celom i n s t y t u c j o n a l n y m , a nie personalnym, s t ą d t e ż sama m u s i
b y ć zinstytucjonalizowana. Read u p a t r u j e ź r ó d e ł s z t u k i w całości w z o r ó w
k u l t u r y p r z e k a z y w a n y c h w o b r ę b i e s p o ł e c z e ń s t w a . T r a d y c j a jest przeto
n a j i s t o t n i e j s z ą c e c h ą s z t u k i p l e m i e n n e j . T r a d y c j a reguluje t e ż j e j roz­
w ó j i z w i ą z k i z i n n y m i dziedzinami k u l t u r y .
P r z e g l ą d stanowisk wskazuje, że nie m o ż n a o k r e ś l i ć plemiennej sztuki
a f r y k a ń s k i e j z w i ę z ł ą d e f i n i c j ą . N a l e ż y raczej d a ć szerszy opis p o z w a l a j ą c y
w y d o b y ć elementy n a j w a ż n i e j s z e , c a ł o ś c i o w o c h a r a k t e r y z u j ą c e s z t u k ę
p l e m i e n n ą . Z a w a r t e p o n i ż e j s f o r m u ł o w a n i e nie b ę d z i e jeszcze j e d n y m
i na pewno n i e d o s k o n a ł y m o k r e ś l e n i e m , lecz j e d y n i e p r ó b ą w y t y p o w a n i a
zasadniczych k o m p o n e n t ó w s k ł a d a j ą c y c h się na t r e ś ć i sens s z t u k i .
Sztuka A f r y k i osadzona jest w r o d o w y m i p l e m i e n n y m k o n t e k ś c i e
k u l t u r o w y m . Jej sens, r o l a i f u n k c j a o k r e ś l o n e są s p o ł e c z n y m znaczeniem
dla g r u p y . Jest z w i ą z a n a z w i e r z e n i a m i p l e m i e n n y m i . Sztuka b y w a m a ­
t e r i a l n y m odbiciem m i t ó w i kosmogonii. W j e j obiektach zawiera się
koncepcja ś w i a t a i filozoficzne p o g l ą d y s p o ł e c z n o ś c i . R z e ź b y i m a s k i są
ich podbudową przypominającą i pozwalającą zachować związek i struk­
t u r ę systemu s p o ł e c z n e g o . S ą c z y m ś w rodzaju pisma ś w i ę t e g o , z b i o r u
p r z e p i s ó w i n a k a z ó w p o s t ę p o w a n i a . O b i e k t y s z t u k i są w i d o m ą g w a r a n c j ą
t r w a ł o ś c i i n s t y t u c j i p l e m i e n n y c h , i c h p o w s z e c h n ą a k c e p t a c j ą , a t o przez
o d d z i a ł y w a n i e na nie p r z o d k ó w . Przez s z t u k ę dokonuje s i ę integracja
plemienia. Sztuka b o w i e m d z i ę k i k u l t o w i p r z o d k ó w i p o w i ą z a n e j z n i m
u t y l i t a r n e j a k t y w n o ś c i — magii, p r z y p o m i n a o w s p ó l n y m pochodzeniu
i dziedzictwie k u l t u r o w y m . P o w s z e c h n o ś ć s z t u k i m o ż e b y ć t ł u m a c z o n a
b r a k i e m pisma. R z e ź b y i m a s k i p e ł n i ą f u n k c j ę p a m i ę c i zbiorowej, są
3 2

3 3

3 2

M. J . H e r s k o v i t s , Cultural Anthropology,
New
H . R e a d , The Grass Roots of Art, Cleveland—New
badaczy takie stanowisko zajmuje Bogdan Moliński, op. cit.,
osobowość — sztuka, Warszawa 1966; por. też T r o j a n , op.
3 3

York 1954.
York 1961. Z polskich
oraz tegoż: Historia —
cit.

�PLEMIENNA

SZTUKA

AFRYKI

219

m a t e r i a l n ą e g z e m p l i f i k a c j ą m i t o l o g i i i h i s t o r i i plemienia. Ceremonie m a ­
giczne, w czasie k t ó r y c h u ż y w a n e są o b i e k t y k u l t u , c z y l i to, co o k r e ś l a m y
o b i e k t a m i sztuki, g r o m a d z ą c a ł ą s p o ł e c z n o ś ć , a poprzez praktyczne dzia­
ł a n i e u ś w i a d a m i a j ą k o n i e c z n o ś ć istnienia w s p ó l n e j r e l i g i i , j e d n o ś c i d ą ż e ń
i c e l ó w c a ł e g o plemienia. N a l e ż y p r z y t y m p a m i ę t a ć , że ó w p l e m i e n n y
k o n t e k s t k u l t u r o w y nie jest j e d n a k i dla k a ż d e j g r u p y . Przeciwnie, jest
on niejednorodny w odniesieniu do k a ż d e j n i e m a l s p o ł e c z n o ś c i a f r y k a ń ­
skiej. P r z y j ę t e o k r e ś l e n i e „ p l e m i e n n a sztuka A f r y k i " jest j e d y n i e u p r o ­
szczonym, roboczym s f o r m u ł o w a n i e m , p o z w a l a j ą c y m w y d o b y ć cechy
charakterystyczne dla d z i a ł a l n o ś c i artystycznej w i ę k s z o ś c i p l e m i o n , co
nie oznacza j e d n a k o w o ś c i . Z r ó ż n i c o w a n i e s z t u k i w ś r ó d p l e m i o n A f r y k i
w y n i k a b o w i e m m . i n . i s t ą d , że p o s z c z e g ó l n e s p o ł e c z n o ś c i są nosicielami
o d r ę b n e j , w ł a s n e j k u l t u r y , r ó ż n i ą c e j się od i n n y c h — czego w y r a z e m
jest t e ż sztuka.
Tak się s k ł a d a , że na podniesiony w a r t y k u l e p r o b l e m d o t y c z ą c y
n a z e w n i c t w a we w s p ó ł c z e s n y c h pracach zwraca się s z c z e g ó l n ą u w a g ę .
Zagadnienie dotyczy znacznie szerszego k r ę g u t e m a t ó w n i ż t y l k o sztuka.
D o t y c z y w ł a ś c i w i e całości t z w . k u l t u r y plemiennej. Stosowane jest oczy­
w i ś c i e n i e j e d n o k r o t n i e t r a d y c y j n e nazewnictwo, ale t y l k o roboczo, jako
najbardziej jeszcze k o m u n i k a t y w n e w c h w i l i obecnej i p o r ę c z n e . T r u d n o
b o w i e m p o d c i ą g n ą ć pod jeden m i a n o w n i k tak odmienne p r z y k ł a d y , j a k
s p o ł e c z n o ś c i s e g m é n t a m e , pozbawione i n s t y t u c j i wodzostwa, plemiona
p o s i a d a j ą c e n a d r z ę d n ą w ł a d z ę , czy wreszcie scentralizowane p a ń s t w a
z d w o r e m i a d m i n i s t r a c j ą . J e ś l i antropologia, etnologia czy inne po­
k r e w n e d y s c y p l i n y p o s ł u g u j ą się t r a d y c y j n y m n a z e w n i c t w e m , to nie zna­
czy, b y t k w i ł y w k o n s e r w a t y w n y c h , dawno j u ż z w e r y f i k o w a n y c h p o j ę ­
ciach. N i e ma b o w i e m jednej A f r y k i , jednej j e j k u l t u r y i „ j e d n y c h Czar­
n y c h " . S ą natomiast r ó ż n e l u d y , s p o ł e c z n o ś c i i plemiona o z r ó ż n i c o w a n e j
k u l t u r z e , s t r u k t u r z e s p o ł e c z n e j , i n s t y t u c j a c h i f u n k c j a c h t y c h ostatnich.
O i l e jednak dyskusja prowadzona na o g ó l n e j p ł a s z c z y ź n i e n a u k i
o k u l t u r z e jest raczej s p ó ź n i o n a , o t y l e w odniesieniu do p e w n y c h dziedzin
nadal pozostaje aktualna. W w i e l u b o w i e m pracach d o t y c z ą c y c h p l e m i e n ­
nej s z t u k i a f r y k a ń s k i e j owe f a k t y podane w y ż e j b y w a j ą zarzucane na
rzecz m ó w i e n i a o k o n t y n e n c i e i sztuce w ogóle. Dlatego t e ż p r o b l e m
n a z w y i t r e ś c i , k t ó r y w c a ł o ś c i o w y m u j ę c i u k u l t u r y plemiennej zasadniczo
p r z e s t a ł b y ć a k t u a l n y , w dalszym c i ą g u w y m a g a zwracania n a ń u w a g i ,
gdy chodzi o s z t u k ę .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9578" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9556">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7e5e50a13eb2c1cb372428aa041a74b4.pdf</src>
        <authentication>ea0c49ac1e8efcc0a838b8a6858923c0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114035">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:860</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114036">
                <text>1975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114037">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:791</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114038">
                <text>Some theoretical and methodological aspects of studies in human communication behavior / ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114039">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1975 t.19 z.2, s.139-148</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114040">
                <text>Ciołek, Tadeusz Maciej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114041">
                <text>ang.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114042">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114043">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114044">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114045">
                <text>„Etnografia Polska", t. X I X z. 2

TADEUSZ MACIEJ

CIOŁEK

SOME T H E O R E T I C A L A N D M E T H O D O L O G I C A L ASPECTS
OF S T U D I E S I N H U M A N C O M M U N I C A T I O N A L B E H A V I O R
Most of the recent w o r k i n h u m a n c o m m u n i c a t i o n a l behavior has
been concerned w i t h such aspects of face-to-face i n t e r a c t i o n as spacing,
o r i e n t a t i o n , gesture, posture, diffuse body movement, facial expression,
gaze, tone of voice, appearance and amount, rate and f l u e n c y of speech.
I t is w i t h these aspects here collectively r e f e r r e d t o as n o n v e r b a l aspects
of h u m a n c o m m u n i c a t i o n a l behavior, that this r e v i e w w i l l be concerned.
The a i m of t h i s paper is to give a b r i e f r e c a p i t u l a t i o n of: A ) sources
of contemporary
interest in nonverbal communication,
B ) main research
areas, C) main methodological
principles, D ) variety of research
stra­
tegies and techniques. The r e v i e w w i l l refer to several books and papers,
b o t h k e y w o r k s on the subject and accidental, often obscure sources.
I t is i n t e n d e d as a general i n t r o d u c t i o n , or better s t i l l , an annotated
b i b l i o g r a p h y of w o r k s on the problems w h i c h are r a p i d l y becoming of
c e n t r a l interest i n the social as w e l l as the biological sciences of M a n .
A . The contemporary interest i n problems classified today as studies
i n h u m a n n o n v e r b a l behavior and c o m m u n i c a t i o n are of m a n y years'
standing a n d have a n u m b e r of roots. Such problems as "expressive
m o v e m e n t s " , "symbolic m o v e m e n t s " , " b o d i l y e x p r e s s i o n " , "gestural
behavior" or "language of gestures" have been w i t h i n the scope of i n 1

2

5

1

3

4

6

The paper is abstracted from the larger seminar paper prepared in Septem­
ber 1973 in the Dept. of Anthropology, RSPacS, Australian National University,
Canberra. The author is indebted for critical remarks on the present version to
Dr Adam Kendon.
G . W. A11 p о r t, P. E . V e r n o n , Studies in expressive
movement, New
York 1933.
M. H . К r o u t, Autistic gestures: an experimental study in symbolic move­
ment, „Psychological Monographs", no 208: 1935.
W. M. B l a k e , A preliminary study of the interpretation
of bodily expres­
sion, New York 1933.
D. E f г о n, J . P. F o l e y , Gestural behavior and the social setting, [in:]
Т. M. N e w c o m b , E . L . H a r t l e y , Readings in Social Psychology, New York
1947.
G. С о с h i a г a, I I linguaggio del gesto, Turin 1932.
2

3

4

5

6

�140

TADEUSZ

M. CIOŁEK

terest o f several scientific disciplines. E v e r y discipline has been concerned
w i t h different research problems, used different techniques of collec­
t i o n and analysis of data, a n d the t h e o r e t i c a l constructions have been
created f o r d i f f e r e n t purposes. F o r these reasons the v a r i e t y of theore­
t i c a l and methodological profiles of studies i n h u m a n c o m m u n i c a t i o n a l
behavior is not t h e mere result of a process of d i f f e r e n t i a t i o n and spe­
cification of scientific interests, b u t can be regarded as the outcome
of the fusion of o r i g i n a l l y d i f f e r e n t and seperate approaches, such as:
A n t h r o p o l o g y , h i s t o r y of c u l t u r e , h i s t o r y of a r t — w h e r e interest
has been focused on s y m b o l i s m of b o d i l y r i t u a l s , sign languages , e x ­
pression of social relations ~
or i n t e r p r e t a t i o n of v i s u a l a r t
and
music .
W i t h i n the interest of linguistics l i e p r o b l e m s of speechreplacing
signs a n d gestures , speech accompanying behavior , sign languages ,
vocal and nonvocal aspects of speech c o m m u n i c a t i o n , gestural origins
of l a n g u a g e .
The subjects of interest to psychology and p s y c h i a t r y are p r o b l e m s
of interpersonal perception , expression of p e r s o n a l i t y t r a i t s , expres7

9

8

1 1

1 2

1

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

18

1 9

7

2 0

W. T e g g, Meetings and greetings: the salutations, obeisances, and courtesies
of nations, London 1877.
M. L . S c o t t , The sign language of the Plains Indians of North America,
„Archives of The International Folk-lore Association", vol 1: 1893. S. E . L o o m i s,
Sign Language of truck drivers, „Western Folklore", vol 5: 1956.
M . K u t t i k r i s h n a , Hand symbols in Kathakali, „Modern Review", June
1937.
R. F i r t h , Verbal and bodily rituals of greeting and parting, [in:] J . S. L a
F o n t a i n e , Interpretation of ritual: essays in honour of A. I. Richards, London
1972.
R. B r i l l i a n t , Gesture and rank in Roman art: the use of gestures to
denote status in Roman sculpture and coinage, New Haven 1963.
E . S a X 1 , Die Ausdruckgebarde
der Bildenden Kunst, Jena 1932.
A. P. M e r r i a m, Music as symbolic behavior, [in:] H . А. В o s a m j i a n,
The rhetoric of nonverbal communication: readings, Glenview 1971.
R. J а к o b s о n, Motor signs for „Yes" and „No", „Language in Society",
vol 1: 1972.
A. T. D i 11 m a n n, L . G . L l e w e l l y n , Body movement
and speech
rhytm in social conversation, „Journal of Personality and Social Psychology", 11:
1969.
„Sign Language Studies", a semiannual journal edited by W. C . S t о к о e,
The Hague: Mouton.
D. A b e r c o m b i e , Paralanguage, „British Journal of Disorders of Com­
munication", vol. 3: 1968.
A. J o h a n n e s s o n , The gestural origin of language, „Naturę", vol. 166:
1950. G . W. H e w e s , Primate communication and the gestural origin of language,
„Current Anthropology", vol. 14: 1973.
M. C o o k , Interpersonal perception, Hardmondsworth 1971.
С h. W o l f f , A psychology of gestures, London 1945.
8

9

1 0

11

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

�STUDIES

sion of e m o t i o n a l a n d
2 3

interaction ,
2 5

tion

IN HUMAN

p s y c h o p h y s i c a l states

therapeutic

2 1

, psychodiagnosis

2 4

communication ,

as

well

as

2 2

, dyadic

selfpresenta-

.

Studies i n h u m a n c o m m u n i c a t i o n t h e o r y are
p r o b l e m s of signals, codes, a n d
as

with

of

exchanging

problems

of

concerned m a i n l y

with

channels used b y h u m a n beings, as w e l l

environmental

variables

influencing

the

process

26

signals .

F i n a l l y these issues are
non-human primate
And

141

COMMUNICATIONAL BEHAVIOR

27

28

of i m p o r t a n c e to p e d i a t r i c s ,
2 9

ethology ,

human

3 0

ethology ,

and

o b v i o u s l y these issues have been considered b y
3 2

p r a c t i c i a n s of o r a t o r y , t h e a t r e and

dance

3 3

and

pedagogics ,
31

zoosemiotics .

theoreticians

and

3 4

pantomime .

I n such a v a r i e t y of studies expressed b y t h e vast r a n g e o f t e c h n i c a l
l i t e r a t u r e the

growing

d e m a n d for

p r o b l e m s and

findings

is p a r t i a l l y

a synthetic
satisfied.

And

evaluation
t h u s for

of

research

the

general

discussion of t h e o r e t i c a l aspects of studies i n h u m a n one can l i s t several
important works
2 1

3 5

.

F . D u n b a r , Emotions and bodily changes: a survey of literature on psy­
chosomatic interrelationships
1910-1953, New York 1954.
E . M y r a у L o p e z , Myokinetic psychodiagnosis, New York 1958.
M. A r g у 1 e, J . D e a n , Eye contact, distance, and affiliation, ,,Sociometry",
vol. 28: 1965. M. C o o k, Experiments on orientation and proxemics,
„Humań
Relations", vol. 23: 1970.
L . J . F i n e, Nonverbal aspects of psychodrama, [in:] J . H. M a s s e r m a n,
J . L . M o r e n o , Progress in psychotherapy, vol. IV. New York 1959.
J . C . F 1 u g e 1, The psychology of clothes, London 1940.
G. A. B o r d e n , An introduction
to human—communication
theory, D u ­
buque 1971.
K . S. R o b s о n, The role of eye—to—eye contact in maternal-infant
attach­
ment, „Journal of Child Psychology and Psychiatry", vol. 8: 1967.
J . R. G r e e n , A gesture inventory for the teaching of Spanish, Philadel­
phia 1968.
S. A. A l t m a n , The structure of primate social communication,
[in:]
S. A. A l t m a n , ed., Social communication among primates, Chicago — London
1967.
I. E i b l - E i b e s f e l d t , Transcultural patterns of ritualized contact beha­
vior, [in:] A. H . E s s e r, Behavior and environment: the use of space by ani­
mals and men, New York 1971.
T . A. S e b e ok, ed., Animal communication: techniques of study and
results of research, Bloomington •— London 1968.
J . P. M а с L a u r i n, Self-education in gesture for public speaking, Glas­
gow 1910.
A. M o r g a n , An hour with Delsatre: a study of expression, Boston 1889.
F . A. F . A d a m s , Gesture and pantomime action, New York 1891.
P. E к m a n, W. V. F r i e s e n ,
The repertoire of nonverbal
behavior:
categories, origins, usage and coding, „Semiotica", vol. 1: 1969. M. A r g y l e , So­
cial Interaction, Atherton 1969. M. A r g у 1 e, The psychology of interpersonal
behaviour, Harmondsworth 1972, M. A r g y l e , Nonverbal communication in human
2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

�142

TADEUSZ

If

we

are

concerned w i t h w o r k s s u m m a r i z i n g

aspects of these studies, beside t h e
most v a l u a b l e are
38

expression ,
linguistic
human

M. CIOŁEK

reviews for

interpersonal
4 1

communication

3 9

f o r the

trends

and

3 6

Duncan ,
37

interactions ,

facial-visual

40

signals ,

the

facial
extra-

area of ethological approach

to

.

F i n a l l y t h e r e are several b i b l i o g r a p h i e s
T h e r e are

different

paper b y

ecology of h u m a n

perception ,

v o c a l b e h a v i o r , and
4 2

excellent

4 3

and m o r e p o p u l a r r e v i e w s

also several useful selections of readings

4 S

4 4

.

.

social interaction, [in:] R. A. Hinde, ed., Non—verbal communication, Cambridge
1972. А. К e n d о n, The review of R. Birdwhistell's book: Kinesics and Context,
„American Journal of Psychology", vol. 85: 1972. A. E . S c h e f l e n , How beha­
vior means, New York 1973.
S. D u n c a n , Nonverbal communication, „Psychological Bulletin", vol. 72:
1969.
I . A 1 1 m a n, E . L e t t , The ecology of interpersonal relationships: a clas­
sification system and conceptual model, [in:] J . E . M c G r a t h , ed., Social and
psychological factors in stress, 1967. R. S o m m e r , Small group ecology, „ P s y ­
chological Bulletin", vol. 67: 1967.
P. E к m a n, V. W. F r i e s e n , P. E l l s w o r t h , Emotion in the human
face: guideline for research and integration of findings, New York 1972. P. E km a n, ed., Darwin and facial expression: a century of research in review, New
York 1973.
M. C o o k , Interpersonal perception, Hardmondsworth 1971.
I . V i n e , Communication by facial—visual signals, [in:] J . H . C r o o k , ed.
Social Behavior in birds and mammals: essays on the social ethology of animals
and Man, London — New York 1970.
G . F . M a h 1, G . S с h u 1 z e, Psychological research in the extralinguistic
area,
[in:] T . A . S e b e ok, et. al., eds., Approaches to semiotics, The Hague 1964.
С h. R. В r a n n i g a n, D. A. H u m p h r i e s , Human non—verbal
beha­
viour: a means of communication, [in:] N. B l u r t o n J o n e s , ed., Ethological
studies of child behaviour, Cambridge 1972.
Т. M. C i o ł e k , Human communicational behavior — a provisional
check­
list, „Sign Language Studies", no. 5: 1974. M. D a v i s , Understanding body mo­
vement: an annotated bibliography, New York 1972. F . C . H a y e s , Gestures:
a working bibliography, „Southern Folklore Quarterly", vol. 21: 1957. M. L u r k e r, Bibliographic zur Symbolkunde, Baden—Baden 1968. T. P f e i f f e r , Some
references to the study of human ethology, Mimeographed. Dept. of Anthropology,
Livingston College, New Brunswick, New Jersey, 1971.
L . L . B a r k e r , N. B. C o l l i n s , Nonverbal and kinesic research, [in:]
P. E m m e r t, W. D. B r o o k s , eds., Methods of research in communication, B o ­
ston 1970. D. C . B a r n l u n d ,
Nonverbal
interaction:
introduction,
[in:]
D. C . B a r n l u n d , ed., Interpersonal communication: survey and studies, Bo­
ston 1968. H. J . V e t t e r , Language behavior and communication: an introdu­
ction, Itasca 1969.
M. A r g у 1 e, ed., Social encounters: readings in social interaction, Hard­
mondsworth 1973. H. А. В o s m a j i a n, ed., The rethoric of nonverbal
communi­
cation: readings, Glenview 1971. J . L a v e r , S. H u t c h e s o n ,
Communication
in face to face interactions: selected readings, Hardmondsworth 1972.
3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

�STUDIES IN HUMAN COMMUNICATIONAL

из

BEHAVIOR

В . There exist three f u n d a m e n t a l groups of studies concerned w i t h
the three basic functions of n o n v e r b a l behaviors i n face-to-face i n t e r ­
actions. The f i r s t g r o u p of w o r k consists of researches on the speechreplacing junction. T h e r e are several reasons f o r w h i c h v e r b a l c o m ­
m u n i c a t i o n (based on w r i t t e n or spoken language) is subject to r e p l a ­
cement b y "sign languages"
and "technical codes". Besides the deaf
a n d m u t e sign systems, and some social taboos such as i n the case T r a p pist m o n k s , q u i t e complex systems o f gestural and p o s t u r a l signs are
used f o r solving the p r o b l e m of:
— differences i n spoken languages used b y i n d i v i d u a l s i n v o l v e d i n the
act of c o m m u n i c a t i o n ( i . e. A m e r i c a n Indians, d r i v e r s , traffic police,
i n t e r n a t i o n a l g r o u n d - a i r rescue signals)
— noise p r e c l u d i n g any efficient use of speech (drivers, hitchhickers,
firemen)
— distance w h i c h is too great f o r effective voice use ( i n t e r n a t i o n a l
g r o u n d - a i r signals, crane-operators, f i r e m e n , umpires)
— silence w h i c h f o r any specific reason should not be d i s t u r b e d (sur­
geons, hunters, conductors &amp; choirmasters, i n g a m b l i n g casions)
— b a r r i e r s or e x t e r n a l conditions m a k i n g the use of v e r b a l c o m m u n i ­
cation impossible (radio &amp; television gestures, divers)
— secrecy: b o t h of message itself and of the fact of c o m m u n i c a t i o n
(gambling casinos, burglars, secret associations, prisoners).
The second g r o u p of studies is concerned w i t h the role of nonverbal
signals in the process of supporting, completing, regulating the verbal
communication. These studies are devoted to the analysis o f the t e m p o ­
r a l sequence or c o i n c i d e n c e , of the v e r b a l and n o n v e r b a l behaviors
as w e l l as to the analysis of i n t e r r e l a t i o n s h i p s between meanings con­
veyed b y each of the channels . The various types o f elements of v i s u a l
and acoustic behavior have i m p o r t a n t functions:
— t h e y complete the meaning (repeat, i l l u s t r a t e , accent, anticipate, con­
tradict) of spoken utterances
— t h e y c o n t r o l the s y n c h r o n i z a t i o n of actions i n conversation
4 6

4 7

4

48

4 9

5 0

4 6

Т. В r u n, The international
dictionary
of sign language, London 1969.
Т. M. C i o ł e k ,
Materiały
do alchemii gestów,
„Etnografia Polska", vol. 17:
1973.
M. С r i t с h 1 e у, The language of gesture, London 1939.
W. S. C o n d o n , W. D. O g s t о n, Sound film analysis of normal and
pathological behavior patterns, „Journal of Nervous and Mental Disease", vol. 143:
1966.
M. A r g у 1 e, et. al. The communication of inferior and superior attitudes
by verbal and non—verbal signals, „British Journal of Social and Clinical Psycholo­
gy", vol. 9: 1970.
S. D u n c a n , Some signals at. rules for taking speaking turns in conver­
sations, „Journal of Personality and Social Psychology", vol. 23: 1972. A . K e n 4 7

4 8

4 9

5 0

�144

T A D E U S Z M. CIOŁEK

— t h e y p r o v i d e feedback to the speaker on the reaction of the audience
— t h e y signal to the speaker about the attentiveness of a listener.
The t h i r d group of studies, the most i n t e r e s t i n g f r o m the p o i n t of
v i e w of anthropological sciences, is concerned w i t h the researches on
nonverbal behavior in managing the immediate social situation . These
studies deal w i t h the general question: W h a t b e h a v i o r a l elements, i n
w h a t sort of configurations and i n w h a t contexts, are i n use f o r the
purpose of:
— c o n t r o l of the content, emotional tone and l e n g t h of interactions
— c o n t r o l of dimensions (role-relation, i n t i m a c y , dominance) of r e l a ­
tionship
— co-ordination of activities and sequences of behavior
— signalling responsiveness and attentiveness.
C. T h e f u n d a m e n t a l and r a p i d progress of knowledge i n the f i e l d of
h u m a n c o m m u n i c a t i o n a l behavior is associated w i t h the i n c o r p o r a t i o n
i n t o the b o d y of social sciences the principle of the study of the detailed
process of specific interactions at the level of the elements of these intera­
ctions. U n d o u b t e d l y , h i g h l y i n f l u e n t i a l here have been some m e t h o d o l o g i ­
cal postulates w o r k e d out i n biological sciences, especially b y h u m a n et­
hology. P a r t i c u l a r y i m p o r t a n t seem to b e
three r e q u i r e m e n t s :
— emphasis o n the use of the large v a r i e t y of simple observable features
of behavior as r a w data
— emphasis on the development of the descriptive and hypothesisgenerating phase as the s t a r t i n g p o i n t of s t u d y
— an avoidance of major categories of behavior whose r e a l i t y or ope­
r a t i o n a l d e f i n i t i o n have not been made clear enough.
The acceptance of these methodological principles appears to be
i n congruence w i t h the i n n e r t r e n d of systematis studies i n functions
of body m o t i o n , paralanguage a n d p r o x i m a t i o n . These studies w e r e
b r o u g h t i n t o existence b y c o n s t r u c t i n g and developing systems of i d e n ­
t i f i c a t i o n and n o t a t i o n for elements of v o c a l
and non-acoustic beha51

52

5 3

5 4

d o n , Some functions of gaze direction in social interaction, „Acta Psychologica"
v o l 26: 1967.
M. A r g y l e , Social Interaction, Atherton 1969.
M. A r g y l e , ed., Social encounters: readings in social interaction, Hard­
mondsworth 1973.
N. B l u r t o n J o n e s , Characteristics
of ethological studies of human
behaviour, [in:] N. B l u r t o n J o n e s , ed., Ethological studies of child behaviour,
Cambridge 1972.
G . L . T r a g e r, Paralanguage: a first approximation,
„Studies in L i n ­
guistics", vol. 13: 1958. D. C r y s t a l , B . Q u i r k , Systems of prosodic and paralinguistic features in English, The Hague 1964.
51

5 2

5 8

5 4

�STUDIES

IN HUMAN

COMMUNICATIONAL

145

BEHAVIOR

5 5

v i o r . A t the same t i m e the f u l l usage of h u m a n ethology's research
techniques, as w e l l as its findings, seems to safeguard the progress i n
social sciences.
T h e second s t i m u l a t i n g factor was the i n c o r p o r a t i o n i n t o social
sciences of the idea of extensively
relating findings from the sphere
of human behavior to their biological basis as well as to their
inter­
actional, physical, social, psychological
and cultural context. I n accor­
dance w i t h this t r e n d several studies have been made, m a i n l y w i t h i n
the f r a m e w o r k of researches i n social psychology, on the influence of
some antecedent and c o n t e x t u a l factors on ongoing social interaction.
G e n e r a l l y speaking several types of researches can be distinguished
concerned w i t h such problems as:
— t h e influence of the purpose of encounter o n the outcome of i n t e r ­
action
— the influence of p h y s i c a l and physiological factors encompassing
b o t h the m o m e n t a r y a n d r e l a t i v e l y e n d u r i n g states of i n d i v i d u a l s
i n v o l v e d i n i n t e r a c t i o n . Some factors l i k e body b u i l d , p h y s i c a l
stigma , pupil dilation
can be of great i m p o r t a n c e f o r the f i n a l
result of an encounter
— the influence of personal (demographic, psychological, sociocultural)
characteristics. Some of t h e m l i k e appearance , sex, age , ethnic back5 6

5 7

5 8

5 9

6 0

6 1

5 5

e 2

R. B i r d w h i s t e l l , Introduction to kinesics, Louisville 1952. R. В i r dw h i s t e l l , Kinesics and context: essays on body motion communication, P h i ­
ladelphia 1970. Т. E . H a l l , A system for the notation of proxemic
behavior,
„American Anthropologist", vol. 65: 1963.
M. C o o k , Experiments on orientation and proxemics, „Humań Relations",
vol. 23: 1970. R. S o m m e r , Further studies in small group ecology, „Sociometry",
vol. 28: 1965.
G . M с В r i d e, et al., Social proximity effects on galvanic skin responses
in adult humans, „Journal of Psychology", vol. 61: 1965.
К. T. S t r o n g m a n , C . J . H a r t , Stereotyped reactions to body build,
.Psychological Report", vol. 23: 1968.
E . G o f f m a n, Stigma: notes on the management
of spoiled
identity,
Englewood Cliffs 1963. R. K l e c k , Physical stigma and nonverbal cues emitted in
the face to face interactions, „Humań Relations", vol. 21: 1968.
J . W. S t a s s, F . N. W i l l i s , Eye contact, pupil dilation and personal
preference, „Psychonomic Science", vol. 7: 1967.
M. A r g у 1 e, R. M с H e n r y, Do spectacles really affect judgments of
intelligence?, „British Journal of Social and Clinical Psychology", vol. 10: 1970.
W. J . M с К e а с h i e, Lipstick as a determiner of first impressions of persona­
lity, „Journal of Social Psychology", vol. 36: 1952.
G. N i e l s e n , Studies in self-confrontation,
viewing of sound motion pic­
ture of self and another person in a stressful dyadic situation. Copenhagen 1962.
L . A. P a s t a l a n , D. H . C a r s o n , eds., Spatial behavior of older people, Ann
Arbor 1970.
5 6

5 7

5 8

6 9

6 0

6 1

6 2

10 — E t n o g r a f i a P o l s k a , X I X / 2

�146

TADEUSZ

M. CIOŁEK

6 3

g r o u n d , psychological disturbances
tant

65

differences ,

emotional

6 6

67

the

influence

events

have

have been f o u n d

tone of i n t e r a c t i o n ,

r e l a t i o n s h i p s , value c o n g r u e n c e
—

6 1

68

subject

to

and

have also been p o i n t e d

of e n v i r o n m e n t a l factors w h i c h
been

to be

role

detailed

encompass the

studies.

The

impor­
status
out
set

of

representative

studies here are those on the i n f l u e n c e of landscape a n d a r c h i t e c t u r e
l i v i n g arrangement
of c r o w d i n g

7 3

7 0

, room

design

7 1

, seating a r r a n g e m e n t s

, i n t e r p e r s o n a l distances

7 4

7 2

6 9

,

, degree

.

D . W i t h i n n o n v e r b a l c o m m u n i c a t i o n studies exists a great v a r i e t y of
research techniques. T h e

main

differences

can

be

r e c a p i t u l a t e d as

fol­

lows:
The

f i r s t is developed a r o u n d the

b e h a v i o r is r e g a r d e d as

the

main

question: w h i c h aspect of

human

f i e l d of interest. Thus some studies

can be devoted t o the b e h a v i o r of t h a t i n d i v i d u a l , w h o i n the course of

6 3

J . R. A i e 11 o, S. E . J o n e s , Field study of the proxemic behavior of
young school children in three subcultural groups, „Journal of Personality and
Social Psychology", vol. 19: 1971. О. M. W a t s o n , T. D. G r a v e s ,
Quantitative
research in proxemic behavior, „American Anthropologist" vol. 68: 1966.
C . H u 11, С. O u n n s t e a d, The biological significance of gaze aversion
with particular reference to the syndrome of infantile autism, „Behavioral Science",
vol. 11: 1966.
R. Firth, Postures and gestures of respect, [in:] P. M a r a n d a, J . P o u i 11 o n, eds., Exchange et communications: Melanges Levi-Strauss, The Hague 1969.
R. V. E X 1 i n e, L . C . W i n t e r s , Affective relations and mutual glances
in dyads, [in:] S. S. T o m p k i n s , С. E . I z a r d , eds., Affect, cognition and per­
sonality, New York 1965.
S. M. J o u r a r d, An exploratory study body accessibility, „British Journal
of Social and Clinical Psychology", vol. 5: 1966. D. F . L o t t , R. S o m m e r ,
Seating arrangements and status, „Journal of Personality and Social Psychology",
vol. 7: 1967.
К. B. L i t t l e , et. al., Value congruence and interaction distances, „Journal
of Social Psychology", vol. 79: 1968.
H . W r i g h t , R. B a r k e r , Midwest and its children, Lawrence 1957.
R. R. B l a k e , et. al., Housing architecture and social interaction, „Sociometry", vol. 19: 1956.
R. S o m m e r , Small group ecology, „Psychological Bulletin", vol. 67: 1967.
A . P. H a r e , R. F . B a l e s , Seating position and small-group
interaction,
„Sociometry". vol. 26: 1963.
W. G r i f f i 11, P, V e i t с h, Hot and crowded: influences of population
density on interpersonal affective behavior, „Journal of Personality and Social
Psychology", vol. 17: 1971.
M. A r g у 1 e, J . D e a n , Eye contact, distance, and affiliation, „Sociomet­
ry", vol. 28: 1965.
6 4

6 5

6 6

6 7

6 8

69

7 0

7 1

72

7 3

7 4

�STUDIES IN HUMAN COMMUNICATIONAL

147

BEHAVIOR

7 5

i n t e r a c t i o n is the "sender of a s i g n a l " , other studies can focus t h e i r
a t t e n t i o n o n the behavior o f the "receiver of a signal" , or studies can
be concerned w i t h the n a t u r e of t h e signal . F i n a l l y as the m a i n issue
the i n t e r a c t i o n a l event itself w i t h i t s s t r u c t u r e and charakteristics can be
studied .
7 6

7 7

7 8

T h e second t y p e is based on the status chosen f o r the i n d i v i d u a l s s t u ­
died. There are several possibilities: a n i n d i v i d u a l (or group of them) can
be t o t a l l y unaware t h a t the studies on t h e i r behavior are being c a r r i e d
o u t , secondly subject(s) can be t o l d g e n e r a l l y b u t unspecifically t h a t
studies concerned w i t h t h e i r behavior w i l l be c a r r i e d o u t , f i n a l l y sub­
j e c t s ) can be f u l l y i n f o r m e d about the objectives and details of planned
studies .
7 9

8 0

8 1

The n e x t v a r i e t y is r e l a t e d to the w a y the r a w data is collected. The
collection can be based on f i e l d studies i n n a t u r a l settings, such as l i ­
braries, restaurants, shopping centers, nurseries, airports, parks , or the
data collection can be c a r r i e d out w i t h the a i d of l a b o r a t o r y facilities .
I n t h i s case there are t w o possibilities: a) the analysed phenomena can
be deliberately ( a r t i f i c a l l y ) elicited f o r the purpose of a g i v e n phase of
r e s e a r c h , or b) t h e y can be observed and recorded w i t h o u t i n t e r f e ­
rence b y the researcher i n t h e i r spontaneous o c c u r r e n c e .
8 2

8 3

84

85

7 5

I . E i b l - E i b e s f e l d t , Transcultural patterns of ritualized contact beha­
vior, [in:] A. H . E s s e r, ed., Behavior and environment:
the use of space by
animals and men, New York 1971.
A. T . D i t t m a n , et. al., Facial and bodily expression: a study of recep­
tivity of emotional cues, „Psychiatry", vol. 28: 1965.
N. B l u r t o n J o n e s , Criteria for use in describing facial
expressions
of children, „Humań Biology", vol. 43: 1971.
A. K e n d o n , A. F e r b e r, A description of some human greetings, [in:]
R. P. M i c h a e l , J . H . C r o o k , eds., Comparative Ecology and Behaviour of
Primates, London 1973.
W. C . M c G r e w ,
An ethological study of children's behaviour,
New
York — London 1972; Т. M. C i o ł e k , Greeting and farewell behavior in Man:
report
on preliminary
investigations,
Mimeographed, Dept. of Anthropology,
RSPacS, Australian National University, Canberra 1974.
M. H . К r o u t, An experimental
attempt to produce unconscious manual
symbolic movements, „The Journal of General Psychology", no 208: 1954.
D. F . T h o m p s o n , L . M e l t z e r , Communicational
of emotional
intent
by facial expressions, „Journal of Abnormal and Social Psychology", vol. 68: 1964.
S. H e s h к a, Y . N e l s o n , Interpersonal Speaking Distance as a Function
of Age, Sex, and Relationship, „Sociometry", vol. 35: 1972.
M. A r g у 1 e, R. I n h g a m , Gaze, mutual baze, and proximity, „Semiotica", vol. 6:1972.
i. e. G. M с В r i d e et al., 1965.
А. К e n d o n, Movement coordination in social interaction: some examples
described, „Acta Psychologica" vol 32: 1970.
7 6

7 7

7 8

7 9

8 0

8 1

8 2

8 8

8 4

8 5

�148

T A D E U S Z M. CIOŁEK

The f o u r t h t y p e of difference arises f r o m t h e w a y the data is c o l ­
lected and recorded. Several techniques can be e m p l o y e d seperatedly
or s i m u l t a n o u s l y : q u e s t i o n n a i r e s , observation a n d n o t e - t a k i n g ; obser­
v a t i o n w i t h the a i d of detailed n o t a t i o n system ; observations w i t h the
a i d of check-lists and v i d e o t a p e r a c o r d e r s
taperecording comments on
ongoing i n t e r a c t i o n a l e v e n t s ; analysis of transcribed v i d e o t a p e
as
w e l l as the frame b y frame analysis of a research document f i l m .
86

8 7

8 8

89

90

91

9 2

F i n a l l y the f i f t h category is connected w i t h methods of data analy­
sis. A n d thus conclusions can be d r a w n i n m a n y ways: o n the basis of
s t r u c t u r a l , c o n t e x t u a l a n a l y s i s ; on the basis of statistical t r e a t m e n t
of n u m e r i c d a t a ; or event due to computer p r o c e s s i n g .
93

9 4

86

8 7

8 8

i. e. S. M. J o u r a r d 1966.
i. e. R. F i r t h 1969.
О. M. W a t s o n , Proxemic

95

behavior:

a cross—cultural

study, The Hague

1970.
8 9

i. e. W. С. M с G r e w 1972.
i. e. W. С. M с G r e w 1972.
i. e. S. D u n c a n 1972.
i. е. А. К e n d o n, A. F e r b e r 1973.
A. E . S с h e f 1 e n, Natural History Method in Psychotherapy:
communicational research, [in:] L . A. G o t t s c h a l k , A. H . A u e r b a c h , Methods of
Research in Psychotherapy,
New York 1966.
M. H. K r o u t, An experimental
attempt to determine the significance of
unconscious manual movements, „The Journal of General Psychology", vol. 51: 1954.
P. E k m a n , W. V . F r i e s e n , Т. T a u s s i g , VID—R and SCAN: tools and
methods for automated analysis of visual records, [in:] G . G e r b n e r , et. al., The
analysis of communication content, New York 1969.
9 0

91

9 2

9 3

9 4

9 5

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9579" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9557">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b80d830ef89c6f196afc115e5f394162.pdf</src>
        <authentication>b3e0f67b38129f21bb72b20ca306c250</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114046">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:868</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114047">
                <text>1976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114048">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:798</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114049">
                <text>Mit i myślenie mityczne / ETNOGRAFIA POLSKA 1976 t.20 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114050">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1976 t.20 z.1, s.25-46</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114051">
                <text>Mróz, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114052">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114053">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114054">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114055">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114056">
                <text>«к

Część

I
„Etnografia Polska", t, X X : 1976 z. 1

L E C H MROZ

M I T I MYŚLENIE MITYCZNE *
„Chwalimy rozum, a n a j w i ę k s z e
rzeczy zawdzięczamy przesądom"
A. Verri

Problem mitu jest jednym z najczęściej chyba poruszanych zagadnień
w humanistyce, zarówno przez antropologów, etnologów, socjologów, jak
i psychologów, lingwistów, literaturoznawców i t d . Jest to jednocześnie
jedno z najbardziej trudnych i kontrowersyjnych zjawisk, o granicach
płynnych, niemożliwych — jak do tej pory — do zakreślenia, tak z uwagi
na istotę, treść, jak i charakter, mechanizm powstawania, cele, trwałość.
Istnieje szereg teorii mitoznawczych, wśród których można znaleźć około
500 prób sprecyzowania, co należy rozumieć przez mit. Bowiem w obrę­
bie teorii i szkół zajmujących się mitem istnieje jeszcze wiele dalszych,
szczegółowych już podziałów i wariantów różnicujących je dalej i zacie­
rających nie tylko możliwości zrozumienia i granice mitu, ale także gra­
nice pomiędzy szkołami i kierunkami. Czasami teorie te zwalczają się,
ale często jedynie z różnych punktów ujmują zjawisko. Nie ma jednak,
mimo ponad dwusetletniej już historii badań, teorii na tyle pełnej bądź
uniwersalnej, by można było powiedzieć, że przybliżyła zjawisko pozna­
niu w sposób zasadniczy i że wiedza o micie i myśleniu mitycznym stała
się bardziej dostępna, mniej dyskusyjna. Możemy nawet zaryzykować
twierdzenie, że ostatnie dziesiątki lat sytuację skomplikowały. Rozbudo­
wany wprawdzie został aparat pojęciowy, rozwinęły się techniki badaw­
cze, powstały nowe dyscypliny naukowe, jednakże w taki sam sposób jak
rozwijała się myśl mitoznawcza, rozszerzała się świadomość głębokości zja­
wiska i szerokości jego zakresu, złożoności jego form; powstawały nowe
rodzaje mitów — jako wynik różnego rodzaju potrzeb społecznych.
Mimo że tradycja badań mitoznawczych sięga niezbyt głęboko, sam
problem mitu dostrzegany był na wiele wieków wcześniej, i tak na dobrą
sprawę Platońskie stwierdzenia, że: mitu nie może zastąpić żadna inna
* Artykuł ten nie przedstawia zamkniętego zespołu hipotez, jest sprawozdaniem
z pewnego etapu prac nad mitem, przedstawieniem nurtujących autora wątpliwości.
Niezbyt duża popularność tematu w literaturze polskiej powoduje, że autor u w a ż a
za wskazane przedstawienie tego artykułu, choć nie stanowi on całości zamkniętej.

�26

L E C H MRÓZ

funkcja ludzka, jak „rozum" czy „nauka", że z chwilą, gdy m i t obumiera,
zajmuje jego miejsce inny, czy że mit jest wyrazem zasadniczych potrzeb
ducha, są jednymi z nielicznych stwierdzeń, jakie nie budzą wątpliwości,
jakie uznawane są przez różne szkoły i orientacje badawcze. Te tezy,
jakie znajdujemy u współczesnych badaczy, możemy — przynajmniej
w części — znaleźć i u Platona. Platon przestrzega przed tłumieniem
mitu — uwolnienie od niego może być równoznaczne ze stłumieniem ży­
wotnej funkcji ludzkiej. Zdaniem Platona „mit spełnia podstawową funk­
cję w życiu człowieka i dlatego mity będą tworzone bez względu na to,
co ktoś O' t y m myśli. Nie możemy przezwyciężyć mitu, możemy go tylko
zrozumieć, rzeczywistym niebezpieczeństwem dla duszy nie są przodko­
wie, są nim natomiast oświeceni współcześni, którzy nie tylko nadużywa­
ją mitu, ale, nadęci złudną nauką, w ogóle utracili prawdę zawartą w m i ­
cie" . Późniejsze próby badawcze wielu zajmujących się mitem, rozwa­
żania szkół astralno-babilońskich, solarnych czy nawet sporej liczby i n ­
nych, wydają się cofnięciem wstecz w stosunku do Platona. Badając szcze­
góły, dążąc do znalezienia przyczyny uniwersalnej, zatracili ich zwolenni­
cy szerokie pojmowanie problemu, przeoczyli rozległość zjawiska. Właści­
wie dopiero przemyślenia badaczy z ostatnich k i l k u dziesiątków lat pozwo­
liły niejako powtórnie odkryć prawdy znane Platonowi, a do niektórych
z nich docieramy dopiero aktualnie.
1

Rozwój i przemiany, jakie w ciągu ostatnich lat nastąpiły w naukach
społecznych, biologii, psychologii, w technice— w myśleniu, pozwoliły do­
strzec, że — wbrew pozorom — mit i potrzeba myślenia ideowego, „irra­
cjonalnego", nie są zjawiskami znajdującymi się w regresie czy obumie­
rającymi. Zmienia się po prostu ich forma, rodzaj oddziaływania, mecha­
nizm powstawania — ale trudno byłoby z całym przekonaniem stwierdzić,
że jest to zjawisko, które za kilka czy kilkadziesiąt następnych lat za­
ginie.
Spostrzeżenie, że powstają coraz nowe mity — mity okresu dyna­
micznie rozwijającej się techniki, stało się dodatkowym utrudnieniem dla
mitoznawstwa, zarówno z uwagi na nieadekwatność czy niepełność do­
tychczasowych określeń mitu — jako wypracowanych głównie w odnie­
sieniu do tzw. mitów plemiennych czy archaicznych i na podstawie błęd­
nych założeń wiążących m i t z przeszłością i czasami minionymi, wiarą
pojmowaną jako przesąd, a w najlepszym przypadku jako religia — jak
i przez fakt niedostateczności metod badawczych, nie potrafiących okre­
ślić jednoznacznie również tych współczesnych zjawisk i ich granic. Do­
chodzimy więc do podstawowego pytania, problemu tej pracy, od którego
należy rozpocząć nasze rozważania: czym jest m i t i czy można bardzo
współcześnie wyrosłe jego formy zaliczyć do tych samych ram i kategorii
1

E . V e o g e l i n , Ordo and History, Lousiana 1957, t I l l , s. 186, za: Z. A. M o ­
r e n o , Jung, bogowie i człowiek współczesny,
Warszawa 1973, s. Ł77.

�MIT I MYŚLENIE M I T Y C Z N E

27

myślenia, co owe datujące się sprzed kilkudziesięciu czy kilkuset lat?
Czy zatem zjawisko m i t u należałoby ograniczyć do kultur plemiennych
i systemów religijnych — co, jak sądzę, byłoby niesłuszne, aczkolwiek
wielu badaczy wypowiada się w tym duchu — czy też należałoby zakres
tego pojęcia pozostawić otwarty i uznać, że zjawisko mitu, mityzacji, m y ­
ślenia mitycznego nie skończyło się wraz z minionymi wiekami, istnieje
nadal, acz w zmodyfikowanej formie, dostosowanej do czasów współczes­
nej techniki, systemów komunikacji, gospodarki, światopoglądu — zatem,
że jest to integralna czy nawet immanentna cecha psychiki ludzkiej, stały
czynnik egzystencji człowieka.
Historia badań mitoznawczych, jak wspomniano, dość długą już ma
tradycję. Pomińmy jednak dokładniejszą prezentację tych dawnych teo­
r i i — z ubiegłych wieków czy nawet początków ubiegłego stulecia, dziś
już historycznych — jako. że informacje o nich znaleźć można w podręcz­
nikach, a zajmijmy się poglądami ostatnich kilkudziesięciu lat, z całą
zresztą świadomością, że na myśli zawarte w pracach współczesnych, na
zawarte tam hipotezy, składają się również przemyślenia wypracowane
w ciągu wielu poprzednich dziesięcioleci, tym bardziej że we współczes­
nym .mitoznawstwie dominują nadal prace i kierunki zajmujące się ana­
lizą mitu w jego tradycyjnej formie, badanie zaś współczesnych zjawisk
pozostaje właściwie marginesem.
Sposób podejścia do zagadnienia mitu, podstawy badawcze pozwalają
wydzielić kilka ukierunkowań mitoznawczych. Do najważniejszych we
współczesnej nauce należy zaliczyć teorie psychoanalityczne, funkcjonalne
i pochodne od funkcjonalizmu, szkołę mitu i rytuału, teorie socjo-psychologiczne, egzystencjalistyczne, fenomenologiczne, ewolucjonistyczne, strukturalistyczne dawne (szkoła czeska i rosyjska) i współczesnego strukturalizmu. Zagadnienie mitu, a zwłaszcza jego archaicznych form, było i jest
niejednokrotnie przedmiotem przemyśleń czy rozważań etnologów i antro­
pologów — wiele prac i hipotez jest ich dziełem. Oczywiście pozostają one
w bezpośrednim związku z prądami panującymi w innych naukach — f i ­
lozofii, socjologii, psychologii, bądź to w zakresie analizy mitu jako takie­
go, bądź dla uzyskania informacji o danej społeczności, jej kulturze, h i ­
storii, normach etyczno-prawnych. Ten zespół teorii nie tworzy wprawdzie
jakiegoś zwartego systemu z uwagi na odmienne, często, kontrowersyjne
interpretacje, ale sposób podejścia do zagadnienia posiada pewne wspólne
cechy wynikające z samej dyscypliny, przedmiotu jej zainteresowań, ro­
dzaju prowadzonych badań. Wydzielić można teorie pochodne od ewolucjonizmu i następców Tylora (np. ewolucjonistyczne pojmowanie mitu
znalazło odbicie i kontynuację we współczesnym marksizmie i u części
religioznawców radzieckich), teorie historyczne, które także w swoisty
sposób interpretowały zjawiska mitu, dalej takie, którym początek dały
przemyślenia Malinowskiego i innych funkcjonalistów itd. Pogląd prezen­
towany przez Malinowskiego pozostaje w bliskim związku z jedną z naj1

�28

L E C H MROZ

bardziej znanych współcześnie szkół mitoznawczych, szkołą mitu i rytua­
łu, której wybitnym wyrazicielem jest O. James. Mimo opierania się na
szerokim materiale, w t y m i na pracach Malinowskiego', nie przedstawił
ten kierunek tak interesujących rozwiązań czy propozycji metodologicz­
nych w porównaniu do- innych wymienionych tutaj, ulegając zbyt przy
tym wizji utylitaryzmu w religii i wywyższeniu chrześcijaństwa, przez
pryzmat którego oceniane są czasami irme systemy. By być dokładnym —
nie można mówić o jakimś jednym kierunku antropologicznym w mitoznawstwie, niemniej — mimo zróżnicowania — teorie antropologiczne
charakteryzują się szeregiem cech wspólnych. Wspólne dla większości
chyba hipotez antropologicznych jest ograniczenie mitu do jego dawniej­
szych, archaicznych form — „mit odnosi się do społeczności prymityw­
nych"; to zdanie wypowiedziane przez Malinowskiego jest dość sympto­
matyczne dla większości przemyśleń i wypowiedzi etnologów i antropolo­
gów na temat mitu. Podobnie zresztą współczesne teorie strukturalistyczne zajmują się w zasadzie tą znaną, tradycyjną formą mitu, rozwijając
metody badawcze, ale nie poszerzając ram tradycyjnie przypisywanych
mitowi. Jedynie strukturaliści, nie będący etnologami, bariery te prze­
k r a c z a j ą — jak np. Barthes . Wymaga uwidocznienia także postać C. Lévi-Straussa. Dla niego mit stanowi ważny materiał badawczy i przedmiot
licznych prac. Strukturalne analizy i poszukiwanie mitemów — - podsta­
wowych jednostek, z jakich zbudowany jest każdy mit zdaniem Lévi-Straussa dostarczają interesujących informacji na temat powszechności
wątków mitycznych i samych kultur.
2

3

Innym wyraźnie różniącym się zespołem teorii mitoznawczych są teo­
rie psychoanalityczne. Zbieżność wizji zawartej we śnie, w wizjach osób
z zaburzeniami psychicznymi i w przekazie mitycznym sprawiła, że mit
znalazł się w obszarze zainteresowań psychoanalityków. I znów, jak
w przypadku teorii antropologicznych, istnieją zasadnicze czasem roz­
bieżności interpretacyjne pomiędzy przedstawicielami poszczególnych kie­
runków psychoanalitycznych, ale wspólne ramy metodologiczne, kierunek
nauki, pozwalają teorie te zestawić razem. Pomijając wypowiedzi mniej
znaczące, na czoło wybijają się cztery, najbardziej zresztą znane, nazwi­
ska: Freuda, Fromma, Junga, Kerenyiego. Hipotezy Freuda jako' zbyt
jednostronne niewielką — jak sądzę — posiadają wartość dla współczes­
nego mitoznawstwa. Natomiast głębokie, wielostronne analizy Fromma
i Junga na stałe weszły do nauki o micie jako wyraz jeszcze jednego&lt; cie­
kawego punktu widzenia; jest to zwrócenie uwagi — po raz pierwszy
zresztą w tak wyraźny sposób — na rolę psychiki i nieświadomych dzia­
łań człowieka w procesie mitotwórczym i na relację między mitem a jed­
nostką i jej psychiką.

2

3

B. M a l i n o w s k i , Szkice z teorii kultury, Warszawa 1958, s. 458.
R. B a r t h e s , Mythologies, Paris 1970.

�MIT I MYŚLENIE M I T Y C Z N E

29

Teorie psychoanalityczne i sposób interpretacji mitu, jego funkcji i ro­
l i , wywarły wpływ na szereg innych orientacji i teorii mitoznawczych;
także na etnologię i teorie powstałe w obrębie nauk antropologicznych.
Późniejszy rozwój biologii, psychologii, nauk o człowieku potwierdził
wagę wielu spostrzeżeń i odkryć psychoanalityków. Dlatego sądzę, że przy
współczesnych rozważaniach nad mitem nie można pominąć tych odkryć.
Właśnie dlatego,, że — na co zwraca uwagę współczesna nauka — zaspo­
kojenie potrzeb psychiki jest tak ważne i tak istotna jest jej rola w na­
szym życiu i działaniu.
Zasługa psychoanalityków dla badań mitu polega zresztą także na zwró­
ceniu uwagi na symbolikę zawartą w przekazie mitycznym, na symbolicz­
ny sposób kodowania informacji przekazywanej za pośrednictwem mitu;
temu ostatniemu zagadnieniu specjalnie wiele uwagi poświęcił Fromm.
Problem symboliki mitu jest zresztą jedną z bardziej kontrowersyjnych
płaszczyzn dyskusji, zwłaszcza między antropologami a psychoanalityka­
mi. Najbardziej wyraźnie uwidacznia się to chyba przy zestawieniu zupeł­
nie przeciwstawnych hipotez Fromma i Malinowskiego, który uważał, że
rola symbolu w przekazie mitycznym jest niewielka bądź prawie żadna.
Jednakże odsłonięcie tej symbolicznej zasłony dla zrozumienia treści
mitu nie zawsze jest możliwe. Fromm wyjaśnia to: „trudno nam zrozu­
mieć język mitu, bo język, jakim są one mówione, język symboliczny zo­
stał zapomniany" . Istotnie sposób myślenia i wyrażania zmienia się na­
wet w obrębie życia jednego pokolenia, na przestrzeni wielu wieków
zmiany te są najprawdopodobniej ogromne. Ma więc chyba rację Fromm
zwracając uwagę na trudność czy w ogóle niemożność zrozumienia sym­
bolicznej wymowy dawnych mitów i języka, jakim zostały zakodowane.
Analizując mit w świetle jego symbolicznej fermy należy uważać, by
nie popaść w skrajność, nie wypaczać zawartych w micie myśli, w ana­
lizowanie samych symboli i przekształcanie analizy mitu w rozważania
o samych symbolach, zmieniając tym samym relację człowiek — symbol —•
zakodowana treść kulturowa w badanie stosunków i zależności między
symbolami. Poza tym warto pamiętać, że to, co nam w tej chwili wydaje
się przekazem symbolicznym, może wynikać z przerafinowania naszego
myślenia, bowiem to, co uważamy za język symboliczny, może być zwy­
kłym logicznym, bezpośrednim sposobem wyrażania się i formułowania
myśli. Na przykład z naszego&gt; europejskiego punktu widzenia zasady bu­
dowania myśli i wypowiadania ich przez szereg narodów Wschodu — ten
przykład jako skrajny wyraźnie uwidocznia różnicę, o jaką chodzi — jest
przesycony rozwiniętą symboliką, zawoalowany rozbudowanym kodem.
Patrząc jednak od strony tamtejszej kultury, jest to po' prostu inny od
naszego, ale nie mniej precyzyjny sposób formułowania myśli. Tak więc
niejednakowa będzie wymowa symbolu, niejednakowy zakres tego pojęcia
4

4

E. F r o m m ,

Zapomniany język,

Warszawa 1972, s. 29.

�30

L E C H MRÓZ

dla każdej z obu kultur. Co dla nas jest niewątpliwym symbolem, może
nim nie być dla przedstawiciela innej kultury i odwrotnie. Bowiem i n ­
terpretacja myśli wyrażonych wprost jako symbolicznych może doprowa­
dzić do zupełnie fałszywych wniosków, tak dotyczących treści przekazu
mitycznego, jak i samej kultury i społeczności, która go wytworzyła.
W grupie współczesnych teorii mitoznawczych osobną pozycję zajmu­
ją teorie fenomenologiczne, ich przedstawicielami najbardziej chyba zna­
nymi są Cassirer, a zwłaszcza Eliade — dla którego mit stanowi ważny
przedmiot rdzważań. Powyższe zaszeregowanie jest bardzo uproszczone,
jako że coraz bardziej zaznaczają się integracyjne tendencje w nauce;
stąd zarówno u jednego, jak i u drugiego z wymienionych uczonych do­
strzec można wpływ y różnych dyscyplin czy kierunków naukowych
i związki z różnymi postawami ideowymi powodujące, że określenie „fe­
nomenologiczne" jest pewnym uproszczeniem, bowiem myśli wymienio­
nych uczonych, a zwłaszcza Eliadego (ahistoryczny strukturalizm), dalekie
są od pierwowzoru fenomenologicznej filozofii. Eliade jest zresztą tym,
który jako jeden z pierwszych mit zaczął widzieć w znacznie szerszych
ramach niż dotychczas — nawet niż psychologiczne teorie mitu. M i t naj­
częściej traktowany był jako pewien rezultat, efekt określonych procesów
i sytuacji w kulturze i jako taki rozpatrywany, często niezależnie od
wtórnego oddziaływania na kulturę. Eliade spojrzał na m i t przede wszy­
stkim od drugiej strony — nie jako na rezultat, ale czynnik sprawczy,
uświęcający regulator zasad życia, zachowania, jedzenia, seksu, etyki,
praw, idei, egzystencji — norm obowiązujących w danej kulturze. M i t
według Eliadego jest przeciwstawieniem tego, co świeckie, temu, co świę­
te; jest wytyczną do przedłużenia trwania i do realizacji świętości . Za­
strzeżenia może budzić samo ideologiczne założenie Eliadego, podkreśla­
jące tak silnie ową uświęcającą absolutną doskonałość jako cel każdego
mitu. Dążenie do stanu wzorcowego i spełnienia idei jest niewątpliwie
świątecznym odejściem od codzienności, swego rodzaju wywyższeniem po­
nad przeciętność codziennej biologicznej egzystencji — do tego zagadnie­
nia powrócimy jeszcze w dalszej części rozważań; tutaj ograniczymy się
do podkreślenia wagi spostrzeżenia Eliadego dla współczesnego mitoznawstwa. Dla ścisłości należy dopowiedzieć, że koncepcja Eliadego miała
swoich prekursorów. Znaczniejszym wśród nich był Konrad T. Preuss:
„mity należy pojmować jako akty wiary, które udzielają wszelkiemu po­
zornie pradawnemu dzianiu się bezwarunkowej siły sprawczej w teraź­
niejszości" — m i t udziela teraźniejszości charakteru pradawności, jest
oparciem dla tradycji. Te jego stwierdzenia znalazły potem odbicie i zna­
czne rozbudowanie w pracach Otta i właśnie Eliadego.
T

5

6

5

M. E l i a d e , Sacrum, mit, historia, Warszawa 1970; Mitovi
„Mogućnosti", Split 1970, nr 3-4.
К. T. P r e u s s , Die Religion, [w:] Lehrbuch der Volkerkunde
6

i

mass-media,

1937, s. 68.

�MIT I MYŚLENIE M I T Y C Z N E

31

Podobnie ważne są także przemyślenia Cassirera. Tak jak psychoana­
litycy, a zwłaszcza Fromm, zwraca Cassirer uwagę na symboliczną, a cza­
sami alegoryczną wymowę mitu i języka, jakim jest on wyrażony. Waż­
niejsze jednak jest uwypuklenie przez niego roli czynnika zaangażowania
psychicznego' w micie: „wyobraźnia mityczna implikuje zawsze akt wiary.
Bez wiary w rzeczywistość swego przedmiotu mit straciłby podstawę, na
której się opiera" .
Przedmiotem zainteresowań religioznawców czy etnografów marksi­
stowskich jest także dość często mit. Można by t u wymienić szereg ba­
daczy zarówno' radzieckich, polskich, jak i z innych krajów europejskich.
Mimo istotnego i niewątpliwego wkładu, jaki marksizm posiada w bada­
niach nad mitem — między innymi przez zwrócenie uwagi na współza­
leżność świadomości i mitu, jako jednej z jej form, od warunków ekono­
micznych oraz dzięki wprowadzeniu klasyfikacji zjawisk związanych z re­
ligią, mitem i magią, dokonaniu krytycznej oceny dotychczasowych teorii
mitoznawczych i pokazaniu ich słabych punktów — pozostaje szereg w ą t ­
pliwości i niejasności nie pozwalających również, jak do tej pory, uczy­
nić z teorii marksistowskich w tej dziedzinie teorii w pełni wyczerpują­
cych i jedynych.
Idee Tylora i Morgana wywarły znaczny wpływ — jak wiadomo — na
stwierdzenia Marksa dotyczące rozwoju cywilizacji ludzkiej, historii k u l ­
t u r y itd. Ewolucjonizm stał się zasadą przyjętą i kontynuowaną w marksi­
zmie. Tym samym i Tylorowska interpretacja m i t u pozostawała — na
dłuższy czas — wzorcem dla całego kierunku. Późniejsze korekty dotyczy­
ły w zasadzie szczegółów; zrąb pozostał ten sam, a było nim traktowanie
mitu jako pozostałości i produktu pewnego minionego etapu w dziejach
ludzkości, wyniku pierwotnej wiary. Współczesne marksistowskie mitoznawstwo — jeszcze do niedawna — nie potrafiło przekroczyć w sposób
zasadniczy Tylorowskiego kanonu nobilitowanego przez Marksa — dla
którego notabene ta sprawa jest dalekim marginesem rzeczy i problemów
stanowiących istotę jego przemyśleń. Rozważania idą w kierunku szcze­
gółów, ale nie przekroczenia zasad. Ponieważ jednak spostrzeżenia innych
kierunków religioznawczych i rozwój i osiągnięcia współczesnej humani­
styki wprowadzają coraz więcej zmian w stosunku do XIX-wieeznego
poziomu wiedzy, w tym i widzeniu mitu, i ponieważ powszechne już
dosyć jest uświadamianie sobie, że procesy mitotwórcze mają miejsce tak­
że aktualnie, a nie tylko w zamierzchłych systemach wierzeniowych, stąd
i we współczesnym religioznawstwie marksistowskim zauważyć można od­
bicie i innych, czasami w założeniu opozycyjnych kierunków. Trend ten
widoczny jest najbardziej u religioznawców-marksistów włoskich; bar­
dziej niż u uczonych ze wschodniej Europy.
7

7

E.
s. 142.

Cassirer,

Esej o człowieku.

Wstęp

do filozofii kultury, Warszawa 1971,

�32

L E C H MRÓZ

Szczególnie od kilku lat w mitoznawstwie marksistowskim wyraźnie
zaczynają zachodzić zmiany. I coraz więcej ukazuje się interesujących
prac. Dynamicznie rozwijający się ośrodek semiologicznych badań w Tar­
tu w ZSRR, dysponujący zespołem wybitnych uczonych, nadał poważny
ton badaniom mitoznawczym dostrzegając w micie ważny przekaz infor­
mujący o kulturze i procesach w niej zachodzących.
Tym, co łączy poprzednio wspomniane ukierunkowania rozważań m i ­
toznawczych z marksizmem, jest między innymi podkreślenie roli czynni­
ka wiary jako warunku koniecznego istnienia mitu; tego zdania jest wielu
badaczy — Francjew, Anisimow, Tokariew, Szachnowicz . Tyle że zakres
pojęcia „wiary" różni marksizm od wspomnianych wyżej kierunków.
U marksistowskich badaczy określenie to stosowane jest niemal wymien­
nie z terminami: wierzenie, religia, wiara w Boga. Myśliciele wcześniej
wymienieni termin ten rozumieją znacznie szerzej — jako- wszelkie zaangażow anie psychiczne zarówno religią, jak jakąkolwiek dowolną ideą,
którą się wyznaje i do której się dąży jako do pożądanej i ocenianej w y ­
soko w kategoriach wartości.
8

)

1

Uproszczeniem jest skłonność do wartościowania i ustalania schematów
i odnoszenie np. mitu archaicznego, plemiennego' do faktów całkowicie
pozaracjonalnych. To, co dla nas jest pozaracjonalne, mogło- bowiem być
racjonalne dla określonej kultury, tyle że nie w rozumieniu naszej logiki
i naszego myślenia przedmiotowego. Nawet bowiem jeśli określony zabieg
magiczny czy mit z nim związany nie przyczyniał się bezpośrednio do re­
alizacji zamierzenia, to oddziaływanie na psychikę i zaspokojenie potrzeb
wewnętrznych człowieka i jego niepokojów powoduje, że nie można mitu
nazywać niecelowym. Złudne może się okazać podkreślanie poziomu i do­
skonałości dzisiejszej wiedzy i akcentowanie przy t y m naiwności, niedo­
skonałości wiedzy plemiennej; to przecież dwie zupełnie różne płaszczy­
zny. A poza tym rozszerzyła się wiedza racjonalna, ale i świadomość nie­
wiedzy. Świat przestał być zamknięty granicami obszaru plemiennego,
kraju, kontynentu lub nawet kuli ziemskiej, czy zaś stosunek dzisiejszej
wiedzy do niewiedzy jest inny, niż było to dawniej, tego nie wiemy i nije
jest pewne, czy kiedykolwiek wiedzieć będziemy.
Mówiąc nie o marksizmie, ale o teoriach marksistowskich podkreślam
t y m samym fakt, że poszczególni przedstawiciele tego kierunku różne
czasami prezentują poglądy, mimo wspólnej podstawy ich zasad ideowych.
To, co zostało wyżej powiedziane, dotyczy — niezależnie od postawy
naukowej i ideowej •— badaczy mitu i przejawów myślenia mitycznego
w ich dawnych formach plemiennych. Po prostu istnieje tradycja badań
tych mitów i łatwiejsza jest ocena ich granic i mitycznego ładunku. Zna8

A. A n i s i m o w , Wierzenia ludów północy, Warszawa 1971; J . P. F r a n ­
c j e w , U istokow religii i swobodomyslija, Moskwa—Leningrad 1959; M. I. S z a ­
c h n o w i c z , Pierwobytnaja mifołogija
i filosof ija, Leningrad 1971; S. A. T о к ar i e w , Czto takoje mifołogija,
„Woprosy Istorii Religii i Ateizma", 1962, nr 10.

�MIT 1 MYŚLENIE M I T Y C Z N E

33

cznie trudniej, choćby z braku dystansu i należytej perspektywy spojrze­
nia, jest ustalać granice i analizować współczesne formy m i t u i przejawy
myślenia mitycznego. Dopiero po uchwyceniu wzorca i struktury mitów,
archetypu wszystkich mitów — używając określenia Junga — do czego
materiał archaiczny jest dobrym przykładem, łatwiej będzie analizować
współczesne zjawiska mitotwórstwa, tyle że — jak do tej pory — usta­
lenie tego archetypu mitów nadal jest tylko przybliżone. A poza t y m
trudności w zajęciu stanowiska „stojącego z boku" obserwatora własnej
kultury i społeczności i prowadzenia analizy obiektywnej bez ulegania
takim czy innym wpływom powodują, że mit współczesny i współczesne
tendencje mitotwórcze są marginesem teorii mitoznawczych, obszarem, na
jaki wkracza się niechętnie.
Rzadko jeszcze, ale stopniowo coraz częściej, przedmiotem badań stają
się współczesne formy i nowe rodzaje m i t u i myślenia mitycznego. Są
to, jak w przypadku prac Barthesa, Dorflesa, Sorrela, MacLuhana czy
Morina, analizy i uwagi na temat nowo powstających mitów oraz zasad
ich tworzenia się wynikających ze współczesnych prądów w kulturze ma­
sowej, oddziaływania telewizji i innych środków masowego przekazu,
bądź — jak w przypadku van Liera — futurystycznej wizji przyszłego
społeczeństwa O' zanikającej aż do całkowitego obumarcia roli mitu i my­
ślenia mitycznego .
Podstawowym, w większości chyba prac stawianym pytaniem jest: „co
to jest mit?" W zależności od okresu historycznego, rodzaju prezentowa­
nej wiedzy czy idei różne są próby odpowiedzi, tę wszakże mające wadę,
że są niemal z zasady nieprecyzyjne lub sztucznie zawężone i że roszcząc
sobie prawo do wyłącznej prawdziwości stają się często fałszywe przez
zbyt jednostronne spojrzenie. Nie ułatwiają zrozumienia także rozważa­
nia nad granicami i zasięgiem mitu i relacją mitu do innych form przeka­
zu — takich jak legenda, bajka, stereotyp — proponowanych przez róż­
nych autorów w historii badań mitoznawczych. Ten stan rzeczy świadczy
o trudnościach, jakie wiążą się z podejmowaniem zagadnień mitu, a nie­
możność ustalenia w miarę jednoznacznych kryteriów klasyfikacyjnych
dla m i t u i form myślenia mitycznego widoczna jest nawet w pracach, któ­
re ukazały się w latach zupełnie niedawnych. Aczkolwiek trzeba zauwa­
żyć, że coraz częściej obserwuje się w pracach dotyczących mitu, zwłasz­
cza tych najnowszych, wyjście poza utarte schematy i wzbogacenie ich
również o elementy współczesnego tworzenia mitu. Współczesne formy
mitu istniejące w dzisiejszych społeczeństwach i coraz częściej uświada­
miany sobie bardzo szeroki zakres i powszechność myślenia mitycznego
9

9

K. B a r t h e s , Mit i znak,
í e s, Człowiek
zwielokrotniony,
szawa 1970; M. M a с L u h a n ,
York 1964; Lo, Galaxie Gutenberg,
G . S ог e 11, D'Aristote á Marx.
3 — Etnografia Polska, X X / l

Warszawa 1970; Mythologies, Paris 1970; G . D o r fr­
Warszawa 1973; H . van L i e r , Nowy wiek, War­
Understanding Media: the Extensions of Man, New
Paris 1967; E . M o r i n , Duch czasu, Kraków 1965;
L'ancienne et la nouvelle metaphysique, Paris 1935.

�34

L E C H MRÓZ

oraz trudności z ustaleniem relacji dawnych do nowo powstających form
mitu powodują, że próby definicji nie są zbyt częste i rozumowanie pro­
wadzone jest w pewnym sensie z odwołaniem się do intuicji czytelnika.
Niezależnie od rodzaju teorii, od jej ideologiczno-naukowego ukierun­
kowania, . zauważyć łatwo, że są pewne powszechniki charakterystyczne
dla mitu i myślenia mitycznego przewijające się we wszystkich rozwa­
żaniach —• integralna część ogólnej dzisiejszej wiedzy o micie. Nie wdając
się w szczegółowe analizy pozwolę sobie tylko na kilka z tych teorii zwró­
cić uwagę. Na te najważniejsze, które pomocne będą w dalszej części roz­
ważań.
M i t ze względu na jego oddziaływanie na psychikę, a pośrednio na
sferę zachowań, bywa przez różnych autorów interpretowany bardzo róż­
nie: jako wyobrażenie mistyczne, rodzaj przesądu bądź jako zbiór praw
i norm społecznych, a czasami także jako przekaz historyczny. M i t poprzez
oddziaływanie na sferę podświadomości czy w ogóle psychiki wpływa
i kieruje postępowaniem i jest psychicznym stabilizatorem łagodzącym
skutki stanów frustracji lub raczej nie dopuszczającym, przeciwstawia­
jącym się, uprzedzającym frustrację — rodzajem psychicznej obrony jed­
nostki i społeczności. M i t jest często inspiracją do działania czy wręcz
siłą motoryczną niektórych poczynań, ekwiwalentem działania (jak okre­
ślił to Caillois ), albo nawet — rozwijając tę myśl — przedłużeniem
możliwości działania; mit pełni na ogół silne role integrujące określonej
społeczności. Charakteryzuje się swoistym poczuciem czasu i przestrzeni,
płynnością i zatarciem różnic realnego — nierealnego, świeckiego — sa­
kralnego, duchowego — materialnego; a czasem nawet jest ideą postępu
czy rewolucyjnej zmiany, gdyż przez m i t (i zawartą w n i m ideę) właśnie
można złamać lub też przekroczyć pewne reguły społeczne utrwalone
w tradycji. I generalnie, co wynika choćby z powyższych kilku zdań, mit
jest zjawiskiem społecznym działającym jedynie w kategoriach społecz­
nych — ale czy tylko? Od tego problemu jako istotnego czy nawet pod­
stawowego dla współczesnych badań mitoznawczych rozpoczniemy dalsze
nasze rozważania.
10

Sumując — spory opozycyjnych kierunków i szkół mitoznawczych
w niemałej ilości przypadków o tyle nie mają sensu, że są po prostu jedy­
nie różnymi spojrzeniami, a hipotezy przez nie prezentowane nie w y k l u ­
czają się wzajemnie. Jak wiele zjawisk, tak i m i t rozpatrywać można
w różnych kategoriach czy z różnych punktów widzenia, z różnych stron
oświetlać go, a uzyskane w ten sposób spostrzeżenia mogą być jeśli nawet
nie uniwersalne, to prawdziwe. Ważne jednak, może nawet podstawowe
dla naszych rozważań, jest uświadomienie sobie, że m i t nie jest jednora­
zowym tworem wyobraźni, ale sposobem myślenia; t y m samym najważ­
niejszy jest nie określony produkt myślenia mitycznego, wyrażony w ta1 0

R. C a i l l o i s ,

Żywioł

i ład, Warszawa 1973, s. 27.

�35

MIT I MYŚLENIE M I T Y C Z N E

kiej lub innej formie dawnej czy nowej, ale sam proces myślenia, jego
przyczyny i rezultaty — przejaw ukrytego dążenia tkwiącego w człowie­
ku. Stanowisko oparte na konjunktywnym ujęciu różnych, często nawet
opozycyjnych hipotez, może być uznane za pewnego rodzaju eklektyzm.
We współczesnej nauce niejednokrotnie jednak trzeba godzić się na takie
rozwiązanie, w wielu bowiem sytuacjach ono właśnie okazuje się słuszne.
Podobnie i w przypadku zjawisk tworzenia m i t u i jego oddziaływania.
Jednostronne, upatrujące określonej przyczyny hipotezy okazują się na
ogół tylko w wąskim zakresie prawdziwe, a zjawisko ma wielość przy­
czyn inspirujących, i to przyczyn częstokroć przeciwstawnych — zwła­
szcza jeśli dotyczy ono człowieka i społeczeństwa. Dlatego łączenie róż­
nych stanowisk — choć oczywiście nie wszystkich —• wydaje m i się
właśnie w odniesieniu do mitu całkowicie uzasadnione.
Przechodząc do próby określenia mitu i potrzeby myślenia mitycznego
sądzę, że należy wypunktować te cechy, które zdają się być najistotniejsze.
Przede wszystkim oczywiste jest, że przyczyną myślenia mitycznego
i tworzenia mitów jest potrzeba zaspokojenia psychicznych, wewnętrz­
nych potrzeb człowieka. Przekroczenie codzienności k u momentom szcze­
gólnym, odświętnym, ukierunkowanie i nadanie sensu istnieniu — sam
bowiem biologiczny byt nie zaspokaja psychicznych potrzeb człowieka.
Dosadnie określił to A. Moreno: m i t ujawnia potrzebę wzniesienia się
ponad nędzę k o n d y c j i , są to więc „nasiąknięte wartościami przekonania,
które człowiek żywi, dzięki którym i dla których żyje [...] każde społe­
czeństwo jest spojpne przez system mitów, kompleks dominujących form
myślowych, które określają i utrzymują jego aktywność"
— i z tym
sformułowaniem Maclvera można także zgodzić się chyba bez zastrzeżeń.
Mit jest jednocześnie próbą przekroczenia przypadkowości losu i ukie­
runkowania go, odnalezieniem siebie, określeniem w nieokreśloności
świata. M i t organizuje człowiekowi kosmos i świat, jest osadzeniem sie­
bie we wszechświecie — tak w sensie czasu, jak i przestrzeni. Jest
przedłużeniem trwania nie tylko w przyszłość, ale i w przeszłość (mit
pochodzenia); a przez sam fakt swego powszechnego charakteru jest
czynnikiem organizującym społeczności ludzkie. M i t jest właśnie wyra­
zem biologicznie określonej społecznej natury człowieka i jego potrzeb
jednoczenia się, grupowania, czemu między innymi służy idea zawarta
w micie, i dlatego mimo upływu czasu myślenie mityczne — właśnie
dla wielości potrzeb, jakie zaspokaja — musi istnieć nadal. Poświęćmy
zresztą temu zagadnieniu jeszcze nieco uwagi.
11

1 2

Zastanówmy się, czy mit jest zanikającym rodzajem świadomości,
czy też może tylko zmieniają się jego formy i wyraz jako wynik nowych
układów społecznych i innego rodzaju realiów kulturowych; zatem czy
" M o r e n o , op. cit., s. 174.
R. M. M а с I v e r, The Web oi Government,

1 2

New York 1965, s. 4.

�36

L E C H MROZ

można mówić o micie dzisiejszym i myśleniu mitycznym jako kategorii
żywej, ciągle jeszcze związanej z człowiekiem i jego psychiką. Zacznijmy
od ważnego pytania, czy tylko społeczna akceptacja predysponuje okre­
ślone zmistyfikowane wyobrażenia do tego, by były uznane za mit, czy
też za m i t można uważać jego zindywidualizowaną formę będącą jedno­
stkowym sposobem myślenia, i dalej, czy za mit można uważać wizje
schizofreniczne lub powstające w wyniku działania środków narkotycz­
nych. Sądzę, że wszystkie wymienione formy wchodzą w zakres pojęcia
myślenia mitycznego, tyle że konieczne jest uściślenie określeń, uporzą­
dkowanie, które pozwoliłoby jednocząc w sobie różne formy mitycznego
myślenia tak je jednocześnie poklasyfikować, by wyraźnie widoczny był
zakres i siła oddziaływania zawartego w danym przekazie mitycznym.
Dlatego tak ważna jest nie treść czy forma określonego przekazu mity­
cznego, lecz jego semantyczna wymowa i funkcja — jako wytworu psy­
chiki człowieka wpływającego tak na jego zindywidualizowane działanie,
jak i szerokie, społeczne. Jeśli tak podejść do myślenia mitycznego, to
zarówno szeroko społecznie uznane i oddziaływające jego formy, jak i te
mające ściśle lokalny czy wręcz jednostkowy charakter są sui generis
mitami. Zawarte są t u również współczesne przejawy mitycznego my­
ślenia, jak kult gwiazd filmowych, idee polityczne, mity techniki itp.,
mające tak inny zakres działania w porównaniu do mitów plemiennych.
Opierając się na t y m założeniu w dalszych rozważaniach pojęcie „my­
ślenie mityczne" będę rozumiał w jego szerokim zakresie — zarówno
w formie tradycyjnej (plemiennej), jak i w jego współczesnych, acz
zmienionych kontynuantach. Należy jednak poczynić pewne uściślenia
dla ułatwienia orientacji w tym trudnym problemie. Nie jest na pewno
błędem czy przypadkiem, że tak powszechnie podkreślany jest przez
mitoznawców akt społecznej akceptacji mitu i jego jednocząca, organi­
zująca społeczności siła. Bo choć indywidualnie istniejące w psychice
wielu osobników wyobrażenia mityczne są niewątpliwie przejawami my­
ślenia mitycznego, to jednak nobilitację czyniącą z nich m i t y uzyskują
tylko poprzez społeczną a k c e p t a c j ę . Nie jest istotne przy tym, czy
termin społeczna akceptacja dotyczy jednej określonej grupy plemiennej,
klasy czy warstwy społecznej, narodu, partii politycznej, stowarzyszenia
religijnego czy sekty. Liczebność grupy trudna byłaby do określenia —
zarówno jej górna, jak przede wszystkim dolna granica — ale istotne
jest, że dopiero gdy w w y n i k u myślenia mitycznego nie jednostka, lecz
grupa zaczyna w określony sposób myśleć i działać, można mówić o m i ­
cie; nie przeszkadza to jednak, że twórcą idei może być określony poje13

1 3

Problem, czy mit zawsze ma społeczny charakter, czy też m o ż e b y ć mitem
jednostki — czyli problem granicy mitu, jest jednym z trudniejszych. Autor świa­
dom jest wątpliwości, jakie budzić może przyjęte przez niego założenie jako m o g ą ­
ce być pewnym uproszczeniem, ale nie chciałby roztrząsać granicznych czy dysku­
syjnych przypadków, by nie zaciemniać toku rozważań.

�MIT I MYŚLENIE M I T Y C Z N E

37

dynczy osobnik, dopiero jednak, gdy jego wizja i sposób myślenia po­
ciągnie dalszych, mamy do czynienia z mitem. Wtedy bowiem dochodzą
do głosu społeczne prawidła regulujące życie, czyli uruchomione zostają
siły, jakie nie istnieją w jednostce — społeczność nie jest przecież tylko
zbiorem jednostek. Tym samym te dzieła sztuki, dzieła literackie —
które są niewątpliwym przejawem myślenia mitycznego, mitem być nie
muszą; mogą stać się nim* jego inspiracją, hasłem, jeśli potrafią dopro­
wadzić do ukształtowania na swojej bazie idei lub staną się takiej idei
symbolem. Tak więc jakikolwiek jednostkowy przejaw myślenia mity­
cznego, czy nawet indywidualna interpretacja mitu (społecznego, istnie­
jącego obiektywnie), różni się od mitu zasięgiem, społecznym uznaniem
i zakresem zjawisk — które mogą istnieć tylko wtedy, gdy uruchomione
zostają sytuacje wynikające z kontaktów międzyosobniczych. Chociaż
strukturą wewnętrzną, jakością i rodzajem oddziaływania na jednostkę
nie różnią się lub mogą się nie różnić.
Istota i siła oddziaływania mitu i myślenia mitycznego polega na
tym, że mit jest ucieczką od zmaterializowanej codzienności do sfer
nieracjonalistycznych — co zresztą wyżej zostało zasygnalizowane —
jest drugim odświętnym światem zaspokajającym tak potrzeby indywi­
dualne, jak i społecznych kontaktów. Dopóki więc będzie wśród ludzi
istniała potrzeba szukania wzorów i idei, wartości takich jak dobro,
sprawiedliwość, miłość, a nawet zaspokajania ambicji i chęć dominacji —
dopóty będą istniały przesłanki do myślenia mitycznego. Myślenie m i ­
tyczne jest bowiem myśleniem ideą, jest dążeniem i możliwością odna­
lezienia siebie wobec innych jednostek i społeczności, wobec kosmosu;
znalezieniem wartości i sensu egzystencji. Niezależnie od tego, czy d ą ­
żenie to realizowane jest aktywnie czy pasywnie. T k w i w t y m stwier­
dzeniu może paradoks, przynajmniej pozorny, ale zarówno uczestniczenie
w realizacji mitu poprzez działanie aktywne, jak i pozornie pasywne,
poprzez czekanie (np. na mającą przyjść zmianę, kataklizm, co zgodnie
z tezą mitu winno przynieść spełnienie idei) jest moim zdaniem dąże­
niem. Czekanie mimo niezaangażowania własnej aktywności fizycznej
nie jest czynnikiem obojętnym w sensie motorycznym, skraca bowiem
czas, nawet jeśli jego wielkość jest nieokreślona.
Potrzeby wzniesienia się ponad codzienność, znalezienia idei nie prze­
stały być aktualne. Współcześnie możemy obserwować zaspokajanie ich
drogą tworzenia nowych idei politycznych, sekt religijnych itd., a przede
wszystkim tworzenia zupełnie nowych gatunkowo mitów. Przykładem
może być postać popularnego' przed kilkunastu laty aktora Jamesa Deana
czy nawet wcześniej Rudolfa Valentino. Dean stał się symbolem n u r t u ­
jących społeczeństwo amerykańskie, a zwłaszcza młodzież, problemów —
odtwarzane na ekranie postaci uderzały w newralgiczne punkty konflik­
tów wewnętrznych współczesnego mu pokolenia młodzieży, ale dopiero
śmierć uczyniła zeń bohatera, odrealniła go przenosząc w kategorie inne-

�38

L E C H MROZ

go czasu; wtedy stał się symbolem, wyrazem mitu, a skoro tak, zaczęły
obowiązywać zasady, jakie towarzyszą mitowi. T y m można wytłumaczyć
sobie, że: „w wielu domach amerykańskich dniem i nocą płoną świece
przed wizerunkiem bohatera [...] Tysiące amerykańskich chłopców i dziew­
cząt odwiedza cmentarz w Fairmont. Grób co dzień pokrywają świeże
kwiaty. Rozbity Porsche jest relikwią. Ocalono jego szczątki przed roze­
braniem przez wielbicieli zmarłego, ale i dziś za 35 centów każdy może
wsunąć się na pogięty fotel i ująć kierownicę, na której spoczywały dłonie
bohatera" . Każdy, spełniając rytuał, może wziąć udział w micie, przybli­
żyć się do wzorca, 'znaleźć się w polu siły jego oddziaływania. By to na­
stąpiło, by doszło do wywyższenia na piedestał bohatera, ważne jest — jak
sądzę — odrealnienie idola, pozbawienie postaci ludzkiej cech jednostko­
wych, uczynienie z niej wzorca reprezentującego cechy ogólne, idealne.
Na takiej właśnie zasadzie tworzą się postaci bohaterów, jakich oglądać
możemy na pomnikach nawet współcześnie stawianych. Bohaterami stają
się, wchodzą na pomnik dopiero po utraceniu cech jednostkowych, gdy
urastają do rangi symbolu, wyrazu idei.
u

Dlatego chyba można zacytować t u jako prawdziwe zdanie Kimballa
Younga, że: nie ma różnicy między mitem człowieka pierwotnego a cywili­
zowanego', obydwa są określonymi interpretacjami wydarzeń (mających
rozwiązać jakiś kryzys czy problem społeczny) . Powszechność wzorów
idei myślenia mitycznego powoduje, że można mówić O' powszechnej po­
trzebie m i t u — zarówno- w sensie społecznym, jak jednostkowym.
Według niektórych myślicieli mity współczesne nie posiadają tak sil­
nych zdolności jednoczących społeczności, a zatem wyłamanie się z ich
ram nie pociąga tak surowych sankcji, jak w przypadku archaicznej czy
plemiennej formy mitu. Dyskusyjne jest jednak, czy istotnie dzisiejsza
forma m i t u ma mniejszy wydźwięk społeczny i czy bardziej nastawiona
jest na jednostkę. Być może tak, z uwagi na większą potrzebę niezależno­
ści i znalezienia siebie, swojego&lt; „ja" wobec unifikujących tendencji kultu­
r y masowej oraz z uwagi na rozwój nauki. Ale możliwe też, że jest to po
prostu nowo wyrastająca gałąź myślenia mitycznego przy istniejącej na­
dal, niezanikającej jego roli społecznej. Wątpliwości mogą wynikać także
z faktu, że właściwie dopiero współcześnie poznajemy jednostkowe formy
myślenia mitycznego; jego dawne jednostkowe wyrazy są właściwie mało
znane, przetrwały najczęściej te, które zostały społecznie usankcjonowane.
Stąd fałszem może być mniemanie, że indywidualizacja myślenia mitycz­
nego jest cechą współczesności; wniosek ten może płynąć po prostu
z braku danych.
15

Ewolucja treści mitu plemiennego odbywała się — zdaniem wielu uczo­
nych — na drodze indywidualnych objawień wizjonerskich, które z czasem
uzyskały społeczną akceptację. Współczesne m i t y nie na innej chyba t w o 1 4

1 5

S. G r z e l e c k i , Dlaczego właśnie James Dean?, Łódź 1958, s. 6.
K . Y o u n g , Handbook of Social Psychology, London 1948, s. 196.

�MIT I MYŚLENIE M I T Y C Z N E

39

rzą się i zmieniają zasadzie, tyle że rodzaj objawień może nosić inny cha­
rakter. Dzisiejszy ruch hipisowski czy niektóre ideologie polityczne mają
przecież ten sam charakter. Prawda, że nie pozostają one w oderwaniu od
określonych sytuacji ekonomicznych, społecznych, psychicznych i są w y ­
nikiem splotu wielu czynników, ale też jakakolwiek ewolucja mitu ple­
miennego również, jak sądzę, możliwa była tylko w wyniku określonych
przemian i układów społecznych, w wyniku pewnych potrzeb. Plemienny
wizjoner był po prostu prekursorem zmian, kimś, kto pierwszy może do­
strzegał potrzebę przekroczenia m i t u dawnego w wyniku jego nieadekwatności do sytuacji, podnoszących się głosów k r y t y k i czy niezadowolenia.
Wydaje się to t y m bardziej oczywiste, że gdyby proponowana zmiana i no­
wa zewoluowana formą idei była nieracjonalnym w danych układach k u l ­
turowych wybrykiem, nie uzyskałaby najprawdopodobniej
społecznej
akceptacji. Niezależnie bowiem od tego, jak dzisiaj będziemy oceniali pew­
ne idee czy formy myślenia mitycznego, jak np. ideę zbawienia, ziemi
obiecanej czy nawet narodu wybranego, z punktu widzenia danej kultury
zaspokajała ona określone aktualne potrzeby psychiczne, wprowadzając
ład i poczucie stabilności. Nawet jeśli stosunkowo szybko okazywało się,
że z perspektywy czasu i ogólnoludzkich potrzeb był to — jak np. w przy­
padku mitu rasistowskiego — mit „zdegenerowany".
Szaman czy czarownik jest kimś mogącym w przekonaniu współplemieńców urealnić mit, zbliżyć do mitycznego bohatera, ideału, dobra czy
pełnego szczęścia, ale współczesny lider polityczny próbuje przecież często,
w sposób może nieświadomy, wykorzystać ten sam mechanizm i stanąć
na pozycji wtajemniczonego. Różnica więc polega tylko na tym, że inne
są środki, jakimi próbują mit urealnić, od innego bowiem zależą poziomu
techniki, organizacji społecznej i świadomości, ale mechanizm pozostaje
ten sam czy podobny. Różnica między mitem plemiennym, religijnym
a pewnymi formami ideologii politycznych jest — patrząc od strony spo­
sobu i rodzaju myślenia — często praktycznie żadna bądź niewielka, co
uwidocznia się zwłaszcza w momentach przełomowych, takich jak rewo­
lucje. Pierwsze objawienie nowej idei bliskie jest objawieniu w sensie re­
ligijnym i nie różni się ani sposobem myślenia, ani przekazu jej głosicieli,
jednako transcendentny nosząc charakter (np. współczesne ruchy połud­
niowoamerykańskie).
Oczywiście możemy także dostrzec szereg różnic pomiędzy archaiczną
i współczesną formą myślenia mitycznego i sposobami wyrażania go. To
wynik odmiennych układów, innych warunków życia, zmiany pojęcia
czasu, który w tych dawniejszych formach mitu był kategorią bardziej
uniwersalną, bardziej elastyczną — rozciągliwą czy ściągniętą — a który
dziś stał się bardziej realny, wymierny czy może mniej elastyczny. Za­
sadnicza różnica-jest różnicą szaty, oprawy zewnętrznej.
Jedną z częstych wątpliwości związanych z rozważaniami nad mitem
jest granica między mitem i baśnią bądź legendą czy — z drugiej stro-

�L E C H MROZ

ny — mitem i fantazją literacką lub nawet pewnym rodzajem stereoty­
pu . Wszystkie z wymienionych form bazują na tym samym sposobie
myślenia, ale wyraźnie różni je ładunek emocjonalny; podczas gdy m i t jest
pewną ideą celu, tamte często nie wskazują na inny cel poza sobą, a ich
możliwość oddziaływania społecznego jest czymś wtórnym. M i t , tak jak
bajka czy fantazja naukowa, może zawierać pouczenia moralne, zasady
postępowania, ale w micie nie są one celem, a jedynie ramami jednoczą­
cymi w poszukiwaniu czegoś wyższego. Podobnie zresztą trudna do okre­
ślenia jest w odniesieniu do współczesności granica między mitem i w y ­
rosłą z idei politycznej propagandą. Świadome tworzenie mitów w posta­
ci np. haseł politycznych stanowi rodzaj wysoko rozwiniętej metody socjo­
technicznej pomocnej w kierowaniu procesami społecznymi — ale jeśli
nastąpi społeczna akceptacja haseł, to można chyba zaliczyć ten rodzaj
idei także do mitu. Wspomniany rodzaj mitotwórczej działalności jako
narzucone oddziaływanie na sferę psychiki nie jest jednak, zdaniem nie­
których współczesnych myślicieli, właściwym myśleniem mitycznym. Dorfles nazywa to pozornymi mitami, van Lier nawet namiastką m i t ó w .
Rodzi się jednak wątpliwość — dlaczego? Jest to przecież' także niewątpli­
w y przejaw myślenia mitycznego. Mit, nawet stworzony sztucznie i np.
sankcjonujący określony układ społeczny, jakość egzystencji, jeżeli znaj­
dzie wewnętrznie zaangażowanych wyznawców, którzy stosują się doń
i uczynili z niego normę organizującą ich życie, to jest mitem takim
samym jak inne, choć sztucznie stworzonym. A poza t y m nie jesteśmy
w stanie dziś określić, czy wiele z klasycznych plemiennych form m i t u
nie zostało zapoczątkowanych w taki właśnie sposób. To, co wyżej zostało
powiedziane o roli szamanów i wizjonerów w micie plemiennym, nakazy­
wałoby sprzeciwienie się mniemaniu Dorflesa i van Liera. Nie znaczy
to jednak, byśmy nie uświadamiali sobie granicy — choć płynnej — po­
między świadomym, sztucznie zbudowanym mitem a wizjonerskim obja­
wieniem, spontanicznym i „naturalnym" — bo wynikającym z koniecz­
ności społecznej i aktualnej potrzeby.
16

11

Istotną cechą różniącą m i t archaiczny i współczesne zjawiska mitotwórcze jest możliwość realizacji. Obie formy są fikcją, ale podczas gdy
współczesny mit (przynajmniej w niektórych jego przejawach) ma szansę,
choćby potencjalną, zrealizowania się , to mit religijny i plemienny zaw­
sze pozostaną ideą nieurzeczywistnioną, nie „staną się"; podobnie zresztą
jak te rodzaje współczesnego mitu, które nie tylko ładunkiem ideowym,
1S

1 6

Termin stereotyp można chyba stosować wymiennie z określeniem świadomość
potoczna, patrz: J . N i ż n i k , Świadomość potoczna i potrzeba mitu, [w:]
Człowiek
i światopogląd,
Warszawa 1974, nr 1.
D o r f l e s , op. cit., s. 56; van L i e r , op. cit., s. 108.
Możliwość zrealizowania zagraża istnieniu mitu — mit zrealizowany upada,
zamiera, tym samym najbardziej żywotne są mity odległe, u podłoża których leży
idea i wartość powszechna.
1 7

1 8

�MIT I MYŚLENIE M I T Y C Z N E

41

ale i realiami pozostają w sferze abstrakcji. Spełnienie mitu plemiennego,,
tak jak i religijnego, może nastąpić tylko poza światem realnym, w sferze
psychiki (nawet pewne szczególne przypadki realizowania mitu w wyniku
specjalnie przedsiębranych działań, np. pod wpływem środków halucyno­
gennych, są w danym momencie poza realnością dla przeżywającego).
Zawsze więc ten rodzaj mitu pozostanie faktyczną fikcją; ale może w t y m
właśnie t k w i jego siła? Rodzi się więc pytanie, czy możliwość urzeczywi­
stnienia mitu jest w ogóle ważna. Być może możliwość „stania się", reali­
zacji, nie ma znaczenia, może po prostu ważne jest dążenie, cel, idea.
Może mit musi być fikcją, żeby być mitem, możliwość zaś realizacji zabija
go i jego mityczny ładunek. Jak się wydaje, płaszczyzna realizacji nie ma
na to nawet wpływu. Większość mitów plemiennych, ale także współcze­
sne, sytuuje cel w świecie nierealnym i tam tylko może nastąpić osiągnię­
cie i d e i . Jednakże obserwować można było tak dawniej, jak i teraz, że
próbę osiągnięcia mitu przenoszono na płaszczyznę ziemską, realną. Ru­
chliwość duchowa („pionowa") zamieniana była na poziomą; tak realizo­
wany był mit raju, szczęśliwych wysp, który stał się inspiracją części od­
kryć geograficznych; tak też odbywa się realizacja niektórych mitów
profetyckich — poszukiwanie sprawiedliwości, własnego kraju, utraconych
czy nowych norm, które potrafią znów zorganizować społeczność, odbywa
się przez zmianę miejsca. Nie ma to jednak, jak się zdaje, znaczenia dla
wymagań stawianych przed mitem i potrzeb, jakie powinien spełniać.,
19

Z mitem często związany jest obrzęd, podtrzymujący go, zbliżający do
ideału, ale nie można nawet powiedzieć, że współczesny mit oderwany jest
bardziej od rytuału czy symbolicznego kodu, a jedynie może, że inne są
jego formy. Także współcześnie możemy stwierdzić — obserwując oprawę
towarzyszącą ważnym momentom w życiu stowarzyszeń politycznych i re­
ligijnych — fakty tworzenia wraz z mitami nowego rytuału i obrzędowo­
ści, nowych form rytualnej realizacji mitów. Trudno- powiedzieć, czy jest
to pozostałość jeszcze dawnej symboliki i sposobu przedstawiania, uze­
wnętrzniania mitu, czy też immanentna cecha myślenia i wyrażania się,
ale kontynuacja wzorca archaicznego jest t u widoczna.
Rozszerzenie horyzontów współczesnego' człowieka, rosnący poziom
wiedzy nie wyjaśniły wszystkiego. Po prostu przesunęły się granice ko­
smosu, ale podstawowy problem niepokoju żyjącego i zdającego sobie
sprawę ze swego kresu organizmu pozostał nie mniej aktualny. Jeśli więc
tworzenie mitów jest pewną formą ucieczki i pozbycia się lęku, potrzebą
zagłuszenia niepokojów czy znalezienia idei życia, to tak dawniej, jak
i obecnie istnieją szanse dla tworzenia mitów, istnieje potrzeba myślenia
mitycznego.
1 9

Należy dla jasności dodać, że istnieje pewna dość bogata kategoria m i t ó w . p l e ­
miennych, które nie wyznaczały celu czy idei — mity o pochodzeniu i o przodku
plemiennym, choć sądzę, że zawsze zawierają jakieś wskazówki postępowania dla ży­
jących.

�42

L E C H MROZ

Tak samo aktualna jest integrująca rola mitu — przykładem czego
mogą być idee polityczne, mity społeczności więźniarskich, hipisowskich,
nowe sekty religijne — jak też ukryte w n i m możliwości działania, prze­
kroczenia własnej kondycji. Mechanizmy obronne psychiki powodują czę­
sto uruchomienie zdolności mitotwórczych, przedłużających niejako życie
poza granice możliwości, ułatwiających swobodne poruszanie się w prze­
strzeni nie ograniczonej. Jak w przypadku społeczności więźniarskich my­
ślenie mityczne umożliwia przekroczenie murów więzienia, tak potrzeba
wyzwolenia spod swoistej bariery, .jaką jest technizacja współczesnego
życia, zagęszczenie w miastach, wszechobecność środków masowego prze­
kazu i propagandy powodują, że znane od stuleci mity raju, szczęśliwej
wyspy, życia w naturze nie przestały być aktualne.
Najwyraźniejszą może cechą różniącą mity plemienne i współczesne
jest większa indywidualizacja tych ostatnich, zwiększona rola przejawów
indywidualnego myślenia mitycznego czy indywidualnej interpretacji
i przeżywania mitu. Ale, być może, jest to po- prostu tylko częstsze indy­
widualne przeżywanie powszechnego społecznego mitu, dzięki, między i n ­
nymi, dynamicznemu rozwojowi środków masowego przekazu. Zmiany
mitu uzależnione są od ewolucji wartości i potrzeb społecznych i chyba
właśnie dlatego dochodzi obecnie częściej do indywidualizacji mitu, bo­
wiem i pojęcie wartości zmierza częściej — jak się wydaje — k u jednost­
kowym celom,.
Rozwój techniki spowodował i inne jeszcze przewartościowania w my­
śleniu mitycznym i organizacji mitu. Upadła rola światłych starców — j a ­
ko plemiennej kroniki pamięci i nośnika treści mitycznych. We współcze­
snym micie rolę przekaźnika przejęły środki techniczne kierowane przez
ludzi stosunkowo młodych, a czcigodny starzec stał się — jak określił
to Marin — emerytowanym staruszkiem ".
Współcześni badacze podkreślają — zastanawiając się nad nowymi for­
mami mitu i porównując je do dawnych — że m i t y dzisiejsze stosunkowo
szybko demityzują się i że znacznie krótszy jest okres ich trwania. Nie
wydaje się to jednak niczym dziwnym. Pojęcie czasu zmieniło w ogóle
swą wartość, inny jest bowiem r y t m życia. Długość trwania wzorców m i ­
tycznych w kulturach plemiennych, czy w ogóle w czasach minionych,
zrozumiała jest w świetle historii, powolności przemian, względnej stabil­
ności. Jeśli dla porównania uświadomić sobie zmiany, jakie dokonały się
na przestrzeni 75 lat tego wieku czy choćby tylko- 30 lat, jakie minęły
od wojny, zrozumiałe się staje, że czas trwania wielu mitów musi być
różny. W miejsce zdezaktualizowanych powstają nowe rodzaje mitu, ale
sama idea myślenia mitycznego, jego potrzeba, jest trwała i istnieje nadal.
2

Dotknęliśmy tutaj sprawy trwałości mitu — istotnym czynnikiem jest
ten poruszony wyżej, wynikający z tempa zmian historycznych, ale należy
2 0

Morin,

op. cit,

s. 151.

�43

MIT I MYŚLENIE M I T Y C Z N E

"także uświadomić sobie, że sama idea zawarta w micie decyduje często
0 jego trwałości. Są mity, których cel usytuowany jest odlegle, dotyczy
wyższych wartości i ten., mimo zmian, stale jest aktualny, stale się do
niego dąży. Ale istnieje też kategoria mitów, których idea nie jest po­
wszechnie akceptowana i które na przestrzeni stosunkowo niedługiej h i ­
storii zostają ocenione negatywnie i jako takie odrzucone (tak jest np. ze
wspomnianym mitem „zdegenerowanym", rasistowskim). Co wcale nie
znaczy, że siła oddziaływania mitu musi być uzależniona od czasu jego
istnienia — nawet wśród tych zdyskwalifikowanych mitów znajdują się
takie, których oddziaływanie było duże.
Jest oczywiste, że istnieje współzależność między mitem a kulturą. M i t
uzależniony jest od kultury i nie istnieje poza jej realiami i wartościami,
wyrażony jest w jej kategoriach, choć treści jego- są często powszechnie
ludzkie. Każda kultura, każdy system uzasadnia i sankcjonuje swoje
istnienie przy pomocy mitów. „Każda przemiana historyczna posiada
własną mitologię" , „każda epoka ma swój własny t y p mitów, wiek nauki
także stworzył swe własne, świeckie mity racjonalizacji" .
M i t jest potrzebny, by nadać sens i kierunek działaniu. Widoczne jest
to najbardziej w krytycznych momentach, kiedy istnieje konieczność stwo­
rzenia mitu, by znaleźć energię i cel do działania, do przeciwstawienia się
siłom naruszającym równowagę. I m poważniejsza jest groźba naruszenia
równowagi kulturowej czy zagłady, t y m bardziej zdeterminowaną, fanta­
styczną formę musi mieć mit, by przeciwstawić się niebezpieczeństwu
agresji i unicestwienia osobowości kulturowej. Ilustracją mogą być ruchy
rewolucyjne, ruchy protestu społecznego (millenarystyczne) i religijne —
szukające w micie możliwości przetrwania i zwycięstwa nad siłami zagra­
żającymi istnieniu danej społeczności. Wtedy to często dochodzi do w y ­
buchów i nasilenia mistycyzmu — swojego rodzaju „superrealizacji"
mitu.
21

22

Niezależnie od czasu, od tego, czy dotyczy to społeczności plemiennych,
czy społeczeństwa dzisiejszego — niejednakowo rozłożona jest, jak sądzę,
potrzeba posiadania mitu, a zatem i jego- oddziaływania. Zawsze istniała
1 istnieje część społeczeństwa z wielu względów bardziej potrzebująca
mitów i podatna na nie i taka, której potrzeby myślenia mitycznego są
mniejsze. Można zaryzykować przypuszczenie, że potrzeba i „zagęszcze­
nie" myślenia mitycznego' pozostaje w stosunku odwrotnie proporcjonal­
nym do zaspokojonych potrzeb (ekonomicznych, psychicznych) i rozwoju
świadomości. Najmniej rozwinięte potrzeby myślenia mitycznego dostrzec
można — jak się wydaje — na średnich poziomach społecznych, gdzie
przybierają po prostu formę powtarzanego, a nie przeżywanego stereoty­
pu, czyli myślenia potocznego. A najbardziej uwidaczniają się w sy2 1

M a l i n o w s k i , op. cit., «, 521.
D. B i d n e y , The Concept of Myth and the Problem
lution, „American Anthropologist", 1950, t. 52, nr 1.
2 2

of Psychocultural

Evo­

�44

L E C H MROZ

tuacjach trudnych, peryferycznych, w społecznościach zagrożonych, spo­
łecznościach plemiennych; lub gdy — jak w przypadku sporej części
współczesnych społeczeństw — istnieje potrzeba zrównoważenia w kate­
goriach psychicznych rozwoju techniki, kultury masowej i wynikających
stąd uzależnień czy też gdy zaistnieje potrzeba znalezienia rewolucyjnego
bodźca do zmiany w społecznościach o dużym zróżnicowaniu klasowym.
Ujmując w kategoriach skrajnych, mit jest opozycją rozumu. Poszuki­
wanie mitu, poddawanie się mu jest szukaniem opieki, wartości, drogo­
wskazów, ale zarazem ucieczką od wolności, jaką daje indywidualne m y ­
ślenie i rozum — jak mówi L. Kołakowski. Poszukiwanie wolności i rozum
są zarazem zanegowaniem mitu — „Akt nieposłuszeństwa [wobec mitu] j a ­
ko akt wolności jest początkiem rozumu" . Człowiek się uczłowiecza, do­
konał wyboru, jest wolny, ale — sam, gdyż wolność łączy się z u t r a t ą bez­
pieczeństwa. I w tym stwierdzeniu Fromma uwidacznia się paradoks
i sens ludzkiej egzystencji i działania — permanentnego poszukiwania
swojego „ja" i wolności drogą rozumu i permanentnego ulegania mitowi,
dającego poczucie bezpieczeństwa, oparcie w grupie i społeczności, wyzna­
czającego cel i wartości powszechne, obiektywne —• a to jest odejściem
od „ja", odejściem od wolności. Szukamy indywidualności, rozumu i racjo­
nalnego myślenia, ale biologicznie określeni jesteśmy jako istoty społecz­
ne; potrzebujemy więc mitu. Tym samym stwierdzić można, że mit jest
dialektycznym dopełnieniem myślenia racjonalnego.
23

Upadek m i t u i myślenia mitycznego może nastąpić na drodze zwycię­
stwa rozumu, mówi van Lier w swoich rozważaniach na temat nowego
społeczeństwa okresu rewolucyjnie rozwijającej się techniki. Ale dodaje
zarazem: „Jak długo istnieją ludzie żyjący w społeczeństwie, tak długo
będą się rodzić i odradzać fermenty mitologiczne" —• a trudno przy­
puścić, by kiedykolwiek miało być inaczej — ukazując t y m samym uto­
pi jność zawartą w obrazie, jaki przedstawiać będzie jego zdaniem przyszłe
społeczeństwo. Podkreślił po prostu ów paradoks, jaki wyżej został przed­
stawiony. Czy można więc mówić o rozumie i myśleniu racjonalnym, jakie
kiedyś miałoby w pełni zapanować, skoro istnieje człowiek ze swoją psy­
chiką i jej potrzebami, tak często będącymi w opozycji wobec rozumu —
człowiek bowiem, od kiedy istnieje, pożąda czegoś więcej, ucieka od rze­
czywistości. Potrzeba czynnika pozaracjonalnego jest, być może, potrzebą
bardzo niedzisiejszą, ale, jak wskazuje historia, a również współczesna
rzeczywistość nie przeczy temu, jest ona cechą czysto ludzką, powszechną.
2 4

P a ń s t w o w e Muzeum Etnograficzne
w Warszawie
ul. Kredytowa 1
00-056 Warszawa

2 3

E. F r o m m ,

2 4

van

Lier,

Ucieczka od wolności,
op. cit., s.

108.

Warszawa 1970, s. 51.

�MIT I MYŚLENIE M I T Y C Z N E

45

Lech Mróz

T H E M Y T H AND M Y T H I C A L T H I N K I N G
A

Summary

Like many years ago, the problem of myth again gives rise to many contro­
versies. The boundaries of the myth, its manner of influence, its inner contents and
language are still argued upon and differently interpreted by various schools and
trends in the human studies. In recent years the boundaries of the myth have been
broadened by the emergence of new myths and rapid broadcasting of ideas by the
mass media, thereby making research even more complex and difficult.
Most experts agree that myths provide the framework determining the course
of human actions, the values and the meaning of life. A n analysis of both the
older and more recent forms of mythmaking reveals that old tribal myths, as well
as contemporary ones, perhaps identified with certain political and religious ideas,
refer to the same field of concepts, and by committing human emotions and faith
they make their impact on the human psyche. Like in a tribal myth prescribing
certain rites to attain the goal at hand, in a modern myth the ritual aspect is also
important, like e.g. with certain political ideas.
The myth, by its impact and by its social acceptance, deprives individual action
of a part of its significance; this is remarkable for the newly emerging myths, too.
An individual transgressing the limits sanctioned by the myth risks to be rejected
by his group and refused the safety of belonging.
Therein lies the paradox of the strivings of contemporary man. By developing
reason and rationalist thinking he denies the myth and the strictures imposed by it;
he strives towards freedom, and recovery of his own self. But at the same time,
afraid of himself and his solitude, he seeks for universal standards and values
reuniting him with the group; he needs the conceptual order and the safety offered
by the myth, although it involves the abandonment of the self, the melting into the
group and becoming one among many.
Although reason is continually developed, man seeks for a myth. Perhaps the
growth of science and rationalist thinking might bring a potential opportunity for
a liberation from the myth, but we can doubt if this is ever possible because of the
biological nature of man as a social species. It is hard to foresee the psychological
and social processes that are going _ to occur in tens of years ahead, but nothing
seems to indicate that the universal way of thinking represented by the mythical
thought should be on its wane or disappear altogether. What is evolving, are its
forms and contents which change together with life itself, its inner rythm and
outer aspects.
Translated by Piotr Graff

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9580" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9558">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/56405e3ede78e59a35a6e0b7b9e582b3.pdf</src>
        <authentication>58e17d457878a5fb013750c420165601</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114057">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:869</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114058">
                <text>1976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114059">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:799</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114060">
                <text>Słowiański mit kosmogoniczny / ETNOGRAFIA POLSKA 1976 t.20 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114061">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1976 t.20 z.1, s.47-98</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114062">
                <text>Tomicki, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114063">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114064">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114065">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114066">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114067">
                <text>„Etnografia Polska", t. X X : 1976 z. 1

RYSZARD TOMICKI

SŁOWIAŃSKI M I T KOSMOGONICZNY *
„Wystarczy poznać mit, aby zrozu­
mieć życie" G. van der Leeuw,
L'homme primitif et la religion

Z wielu możliwych form świadomości ludowej wybraliśmy do analizy
mit kosmogoniczny wychodząc z założenia, że skoro każdy mit zawiera
pewną strukturę odnoszącą się jednocześnie do przeszłości, teraźniejszo­
ści i przyszłości , to m i t mówiący o początku wszechrzeczy — kosmosu
powinien zawierać rodzaj superstruktury, a t y m samym być niejako fun­
damentem, na którym wspiera się światopogląd ludowy. Zadaniem tedy
poniższego studium będzie rekonstrukcja struktury mitu kosmogonicznego
i wskazanie niektórych przynajmniej z jego- funkcji modelujących w i n ­
nych dziedzinach tradycyjnej kultury chłopskiej.
Istnienie wśród wielu społeczności chłopskich aż do początków X X wie­
ku koncepcji kosmogonicznej przypisującej stworzenie świata Bogu i Dia­
błu było swego rodzaju ewenementem kulturowym. Gdy w połowie
X I X wieku u Słowian wschodnich i południowych zanotowano' pierwsze
wersje mitu okazało się, że w schrystianizowanej od stuleci Europie, k t ó ­
ra przeżyła najpierw kampanię antyheretycką, a nieco- później kontrrefor­
mację, w środowiskach ludowych krążą nadal mity odbiegające znacznie
od oficjalnie przyjętej i upowszechnianej kosmogonii judeochrześcijańskiej. Szybko wzbudziły one zainteresowanie badaczy starożytności oraz
kultury ludowej i przez kilkadziesiąt lat owa „dualistyczna legenda 0 stwo­
rzeniu ziemi" wracała co jakiś czas na karty publikacji etnograficznych.
Dociekania uczonych, skoncentrowane niemal wyłącznie wokół genezy m i 1

1

* Zainteresowania mitologią mają w krajach słowiańskich długą, choć nieciągłą —
zarówno w sensie historycznym, jak i metodologicznym — tradycję. Badania mitoznawcze kontynuowane są obecnie przede wszystkim przez niektórych uczonych
w ZSRR. Niestety, nie było m o ż l i w e w ramach tego, i tak obszernego, artykułu
omówienie ich dorobku, budzącego duże zainteresowanie na Zachodzie. Mamy na­
dzieję, iż zdołamy podjąć ten temat w jednym z najbliższych t o m ó w „Etnografii
Polskiej".
í Por. C. Lévi-Strauss, Struktura mitów,
[w:] Antropologia strukturalna,
War­
szawa. 1970, s. 288-289.

�48

R Y S Z A R D TOMICKI

tu, skierowały się zrazu k u najbliższym możliwym jego źródłom — doktry­
nom średniowiecznych sekt i ruchów społeczno-religijnych. Jak się w y ­
daje, z racji przede wszystkim geograficznych za animatora koncepcji
ludowej uznano początkowo kosmogonię bogomiłów . W miarę przyby­
wania materiałów źródłowych okazało się jednak, że zasięg występowania
mitu kosmogonicznego przekracza znacznie możliwości jej oddziaływania.
Pojawiły się więc nowe hipotezy upatrujące w micie pozostałości religii
przedchrześcijańskiej i zagadkowych bóstw Czernoboga i Biełboga, bądź
też — szczególnie w ostatniej fazie badań — uznające go za archaiczny
składnik kultury indoeuropejskiej . Później jeszcze, kiedy stwierdzono
istnienie dualistycznych koncepcji kosmogonicznych wśród ludów Dale­
kiego Wschodu oraz Indian północnoamerykańskich sformułowanie jakiej­
kolwiek ogólnej teorii genetycznej okazało się niezwykle trudne .
2

3

4

W końcu X I X wieku zainteresowanie mitem wyraźnie słabnie,
a w pierwszej dekadzie naszego stulecia znika on z warsztatów badaczy,
chociaż tu i ówdzie publikowano jeszcze nowe teksty. Co ciekawe, ten
oryginalny wytwór kulturowy, jeden z najbardziej chyba intrygujących
elementów tradycyjnego światopoglądu, został zupełnie niemal zapomnia­
ny przez etnografów . O ile sytuację tę trudno jest zrozumieć, o tyle dość
s

2

W p ł y w tej sekty, rozpowszechnionej m. in. w Bułgarii nie jest zupełnie wy­
kluczony. Por. M. L o o s, Dualist Heresy in the Middle Ages, Praha 1974, roz­
dział V I I ; M. E 1 i a d e, Sacrum — mit — historia, Warszawa 1970, s. 205;
O. D a h n h a r d t , Natursagen. Eine Sammlung Naturdeutender
Sagen, Marchen,
Fabeln und Legenden, Bd. 1, Sagen zum Alten Testament, Leipzig und Berlin 1907,
s. 38-41. Hipotezy A. N. Weselowskiego i W. Radczenki w y w o d z ą c e słowiańską ko­
smogonię dualistyczną z herezji bogomilskiej zakwestionowane zostały już na po­
czątku X X wieku, por. A. M. Z o ł o t a r i e w , Rodowoj stroj i pierwobytnaja mifologija, Moskwa 1964, s. 274-276; tamże poglądy autora pracy, wydanej 23 lata po
jej napisaniu.
3

Por. próby rekonstrukcji mitu kosmogonicznego przedchrześcijańskich Słowian
na tle indoeuropejskim, W. W. I w a n o w , W. N. T o p o r ó w ,
Issledowanija
w oblasti sławjanskich
driewnostiej. Leksiczeskije
i frazeologiczeskije
woprosy riekonstrukcji tiekstow, Moskwa 1974.
Przegląd hipotez w
M. D r a g o m a n ó w ,
Dualističeskoto
mirotvorenie,
„Sbornik za narodnia umotvorenija, nauka i kniźnina", t. V I I I : 1892, s. 257-314;
t. X : 1894, s, 1-68; por. też recenzję B. G r a b o w s k i e g o , „Wisła", t. X : 1896,
s. 406-419; M. P. D r a g o m a n ó w , Notes on the Slavic Religio-Ethical
Legends:
The Dualistic Creation of the World, transí, by E a r l W. Count, Indiana University
Publications, Russian and East European Series, VOL 23, The Hague 1961; na temat
amerindiańskich odmian mitu oraz hipotez genetycznych por. F . L . U 1 1 e y, The
Migration of Folktales: Four Channels to the America, „Current Anthropology", vol.
15: 1974, No 1, March s. 7-8, tamże dyskusja, szczególnie głos Earla W. Count.
4

s

Przynajmniej jeśli mowa o etnografach polskich, a także — o ile nam wiado­
mo — słowiańskich (z wyjątkiem Z o ł o t a r i e w a, op. cit.); К. Moszyński nie
wspomina nawet mitu w Kulturze ludowej Słowian. Jedynie J . Krzyżanowski klasy­
fikuje go pod numerem 2450 jako bajkę (!) o powstaniu ziemi, J . K r z y ż a n o w ­
s k i , Polska bajka ludowa w układzie systematycznym, Warszawa 1963, t. 2, s, 172-

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

49

oczywiste wydają się być powody zaniechania badań nad mitem w po­
czątkach X X wieku. Intensywnie prowadzone, przynajmniej przez k i l k u
uczonych, prace utknęły bowiem w martwym punkcie. Zdecydował o t y m
profil badań wyznaczony wyłącznie przez dwa czynniki — dualistyczny
charakter kosmogonii oraz genetyczno-dyfuzjonistyczne nastawienie ubiegłowiecznej etnografii. Rychło okazało się, iż przybierający różne formy
dualizm kosmogoniczny jest cechą nader szeroko rozpowszechnioną. Ba­
danie zaś źródeł i zasięgu poszczególnych epizodów — mających wiele
analogii w różnych koncepcjach starożytnych i średniowiecznych — także
nie przyniosło zadowalających rezultatów. Pojawiały się one w rozmaitych
układach nie wykazujących żadnej logicznej prawidłowości. Sytuację ba­
daczy w końcowym etapie zainteresowań mitem wyraża doskonale opinia
M . Dragomanowa i pochodzeniu najwcześniejszej wersji mitu, znanej
z XVI-wiecznych manuskryptów ruskich. Otóż według ówczesnego roze­
znania mit mógł przywędrować do Rosji „albo z południa od Bułgarów,
albo z Azji Mniejszej przez Morze Czarne, albo z Kaukazu lub też ze
wschodu od ludów turskich" .
6

7

Brak zainteresowania miejscem i rolą mitu kosmogonicznego w k u l ­
turze ludowej był w owych czasach zjawiskiem typowym, mającym
źródło w panujących naonczas poglądach na kulturę. Fakt istnienia wśród
ludności wiejskiej, od szeregu wieków wyznającej religię chrześcijańską,
koncepcji sprzecznej z jej charakterem i nawiązującej do tradycji przed­
chrześcijańskich lub w najlepszym razie .heretyckich nie wymagał tłuma­
czenia. Zaskakuje jednak pominięcie religii chrześcijańskiej w zestawie
hipotetycznych źródeł kosmogonii ludowej, skoro wzięto pod uwagę nawet
irański zerwanizm i teorie gnostyków. Tymczasem wiele epizodów mitu
nawiązuje wyraźnie do niektórych części Biblii lub jej apokryfów. Powo­
dem wykluczenia tego źródła był zapewne jeden ze wspomnianych już
czynników określających charakter XIX-wiecznych badań — badaczy i n -

-173. Więcej uwagi poświęcił mitowi M. E l i a d e , Méphistophéles
et l'Androgyne,
Gallimard 1962 (por. fragment tej pracy w: M. E l i a d e , Sacrum..., s. 199-246),
ale interesował go przede wszystkim motyw pokrewieństwa, braterstwa, sympatii
i współpracy między Bogiem i Diabłem jako wyraz coincidentia oppositorum. Eliade
powołuje się tam na dwie swoje prace szerzej traktujące o micie kosmogoniczmym.
Są to: Preistoria unui motiv folkloric románese,
„Buletinul Bibliotecii Romane din
Freiburg", t. I I I : 1955-1956, s. 41-54, oraz Mythologies asiatiąues
et folklore sud-est
europeen. I. Le plongeon cosmogoniąue,
„Revue de 1'Histoire des Religions", 160:
1961, s. 157-212. Do obu nie udało się nam dotrzeć.
Na uwagę zasługują przede wszystkim D r a g o m a n ó w ,
op. cit., oraz
A . W e s e l o w s k i j , Dualisticzeskija powierija o mirozdanii, „Razyskanija w oblasti
russkogo duchownogo sticha" t. X I - X V I I : 1889, (XI) s. 1-116; t e n ż e , К
woprosu
o dualisticzeskich kosmogonijach, „Etnograficzeskoje Obozrienie", 1890 nr 2, s. 32-48;
t e n ż e , Jeszczo po woprosu
o dualisticzeskich
kosmogonijach,
„Razyskanija...",
t. X V r i I - X X I V : 1891, ( X X ) s. 105-136.
Cyt. za: D á h n h a r d t , op. cit., s, 51.
6

7

4 — Etnografia Polska, Х Х Д

�50

R Y S Z A R D TOMICKI

teresowała jedynie idea dualizmu, a takiej w kosmogonii judeochrześcijańskiej nie ma (przynajmniej w formie ujawnionej).
Dualistyczne mity kosmogoniczne znane były nie tylko przez słowiań­
skie społeczności chłopskie; identyczne lub bardzo podobne do nich noto­
wano w X I X i X X wieku wśród Rumunów, Węgrów, Litwinów, Estoń­
czyków i Finów, a z, drugiej strony u wielu ludów azjatyckich (Wogułów,
Czeremisów, Mordwinów, Wotiaków, Buriatów, Jakutów, Armeńczyków,
niektórych plemion kurdyjskich i t d . ) . Rozległość geograficzna występo­
wania tego samego schematu kosmogonicznego jest faktem niezmiernie
interesującym, ponieważ przynajmniej część z wymienionych społeczności
nie była poddana tak silnej infiltracji jakiejkolwiek doktryny religijnej,
jak społeczności europejskie. Zresztą i na terenach słowiańskich zauważa
się różną częstotliwość występowania mitu, wykazującą zbieżność z grani­
cami zasięgu Kościołów wschodniego i zachodniego. Znaczna część zna­
nych nam tekstów pochodzi z terenów zamieszkanych przez ludność w y ­
znającą prawosławie lub religię greckokatolicką. Z obszarów objętych od­
działywaniem kościoła rzymskokatolickiego i kościołów reformowanych
znamy stosunkowo niewiele mitów (co nie musi świadczyć, że ich nie by­
ło ) lub są to wersje stanowiące jakby stadium przejściowe między m i ­
tem dualistycznym a oficjalną wersją biblijną. Są one, jak się wydaje,
świadectwem transformacji interesującego nas mitu prowadzących do peł­
nego uzgodnienia jego treści z ideą chrześcijańską, a tym samym do auto­
matycznego zaniku wersji dualistycznej. Niemniej jednak w krajach
o przewadze wyznania katolickiego lub jego zreformowanych odmian,
a więc w Polsce, na Litwie, na Węgrzech i w Rumunii znana była typo­
wa dualistyczna postać mitu .
8

1

B

1

10

Jak wynika z powyższych uwag, tytuł artykułu nie ma bynajmniej
na celu przywiązania rozpatrywanej wersji kosmogonii do terenów etnicz­
nie słowiańskich. Wskazuje on tylko, że przedmiotem analizy będą mity
wyłącznie słowiańskie, tzn. zanotowane wśród słowiańskich społeczności
chłopskich. Nie wnikając w prawdopodobieństwo wniosków wynikłych
8

Najobszerniejszy zbiór materiałów w D a h n h a r d t , op. cit.; patrz też:
A. A f a n a s j e w ,
Poeticzeskija wozzrienija Slawjan na prircdu, Moskwa 1868,
t. I I ; J . S. G u r i e w i c z , Kosmogoniczeskije
priedstawlenija u nasielenija Olenskogo rajona, „Sowietskaja Etnografia", 1948 nr 3; N. O. S u m co w, Otgoloski
christianskich
priedanij w mongolskich skazkach, „Etnograficzeskoje Obozrienie",
1890 nr 3.
Być może również w zachodniej Europie rozpowszechnione były podobne mity.
D á h n h a r d t (op. cit., s. 164-165) podaje za: „Revue des Traditions Populaires",
red. P. Sébillot, I, s. 202-203 interesujące zestawienie t w o r ó w Boga i Diabła, w e d ł u g
wierzeń ludności Górnej i Dolnej Bretanii. Oto kilka z nich — Bóg stworzył ziemię,
Diabeł wodę, Bóg słońce, Diabeł księżyc, Bóg dzień, Diabeł noc, Bóg życie, Diabeł
śmierć. Podział roślin, ryb, ptaków, zwierząt i rzeczy odpowiada w wielu wypad­
kach poglądom słowiańskim.
" D á h n h a r d t , op. cit.
9

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

51

z badań XIX-wiecznych (a zaznaczyć trzeba, że podobne studia porów­
nawcze przy wykorzystaniu współczesnej aparatury pojęciowej przynio­
słyby zapewne interesujące rezultaty) przyjmujemy, iż mit jest wytworem
synkretycznym uformowanym przynajmniej w części z elementów stano­
wiących pierwotnie składniki religii chrześcijańskiej lub będących ich
przetworzeniem. Celem analizy będzie poznanie jego struktury oraz miej­
sca i roli w systemie wierzeń religijno-magicznych w społecznościach
chłopskich X I X i początku X X wieku.
Mówiąc o składnikach pochodzenia chrześcijańskiego stwierdziliśmy
pośrednio, że m i t kosmogoniczny skonstruowany jest z szeregu obrazów
i epizodów, pojawiających się także jako całości autonomiczne lub jako
składniki innych wierzeń, bajek, legend, a nawet opowieści humorystycz­
nych. Zgromadzone w micie mają jednak specjalne znaczenie; są określa­
ne przez m i t jako całość. Posłużmy się bardzo sugestywnym i naszym zda­
niem trafnym przykładem zaczerpniętym z dzieł Claude Lévi-Straussa.
Charakteryzując wiedzę pierwotną przyrównał on ją do swoistej dziedziny
twórczości, zwanej bricolage. Twórca — konstruktor wykorzystuje tam
w charakterze tworzywa różne „środki zastępcze", których zbiór jest
niejednorodny i przypadkowy, nie związany z realizowanym zamysłem.
Nie określa go projekt dzieła, lecz instrumentalność owych środków. Za­
mysł twórczy decyduje natomiast o tym, które z nich zostaną użyte do
jego realizacji. Bricoleur — „Indaguje wszystkie te niejednorodne przed­
mioty stanowiące jego skarbiec, aby zrozumieć, co każdy z nich mógłby
»znaczyć«, co w sumie pozwoli określić zespół, o stworzenie którego' cho­
dzi, lecz który ostatecznie różnić się będzie od istniejącego zasobu przed­
miotów tylko wewnętrznym układem treści" .
11

Mit, podobnie jak ów rezultat pracy bricoleura, nie jest zbiorem przy­
padkowych obrazów, lecz całością o określonej strukturze, stanowiącej tę
wewnętrzną wartość mitu, która decyduje o jego jednoczesnej aktualności
w trzech zakresach skali chronologicznej: w przeszłości, teraźniejszości
i przyszłości.
W przypadku m i t u kosmogonicznego odpowiednikami środków zastęp­
czych są obrazy mające status znaków. Pytanie o ich znaczenie musi za­
tem kierować się z jednej strony k u układowi kulturowemu, określające­
mu ich skalę semantyczną, z drugiej zaś ku tekstowi, w którym funkcjo­
nują jako elementy uwikłane w sieć związków z innymi elementami.
Zanim podążymy śladem owego hipotetycznego twórcy — konstruk­
tora, by analizując „środki", elementy i ich układ dowiedzieć się, co „mó­
wił" m u każdy z nich i jakiej strukturze został podporządkowany, po­
święćmy nieco uwagi technicznym problemom analizy mitu.
Istotne znaczenie dla kompleksowych badań, nawet tylko.w granicach
Słowiańszczyzny, ma zebranie wszystkich wersji zanotowanych kiedykol1 1

C. L é v i - S t r a u s s ,

Myśl nieoswojona,

Warszawa 1969, s. 33.

�52

R Y S Z A R D TOMICKI

wiek wśród społeczności chłopskich. Możliwe staje się wówczas wyodręb­
nienie wariantów typowo lokalnych oraz historycznie uwarunkowanych
zmian treści. To samo odnosi się do wierzeń łączących się z mitem bezpo­
średnio, a ponadto do całej niemal dziedziny wierzeń i obrzędów ludo­
wych. One bowiem decydują w poważnym stopniu o możliwości dotarcia
do wszystkich poziomów znaczeniowych mitu. Udało się nam zgromadzić
około 50 tekstów, co stanowi tylko część z tych, które rozproszone po daw­
nych czasopismach i publikacjach są bardzo często praktycznie niedostęp­
ne. Z dużej ich jednorodności sądzić jednak można, że próba jest wystar­
czająca dla przyjętego przez nas celu. Niemal wszystkie teksty pochodzą
z X I X i początku X X wieku; jedyny wyjątek stanowi tzw. legenda o Mo­
rzu Tyberiadzkim, mit pochodzący z XVI-wiecznych rękopisów z, terenu
Wielkorusi, będący najwcześniejszą ze znanych obecnie wersją dualistycz­
nej kosmogonii ludowej. Dzięki niemu w interesującym świetle ukazują
się niektóre przynajmniej historyczne aspekty genezy i struktury anali­
zowanego tekstu.
Zawartość treściową zebranych mitów ukazuje tabela, do której ko­
mentarz, zawierający dane o pochodzeniu tekstu, źródle, skąd został za­
czerpnięty, oraz —• w miarę możliwości — jego pierwsze publikacje, poda­
jemy w przypisie . Geograficzne rozmieszczenie materiału źródłowego
12

1 2

Podane niżej oznaczenia mitów zgodne są z tabelą:

M l — wersja apokryficzna z rękopisu Switok bozestwiennych knig, znana w kilku odpisach
w X V i XVT w. na terenie północnej i wschodniej Rosji. Mit cytowany za D a h n h a r d t ,
op. cit., s. 45-46. Został on zaczerpnięty z publikacji V . J a g i ć, Slavische Beitrüge zu den
biblischen Apokryphen.
I. Die altkirchenslavische
Texte des Adambuches, Denkschriften der
Keiserl. Akad. d. Wissensch. Phil.-hist. kl. 42, Wien 1893, s. 44. Nieco odmienną wersję tego
mitu podaje A f a n a s j e w , op. cit., s. 462-463.
M 2 — Sieradzkie, cyt. za: I . P i ą t k o w s k ą ,
Obyczaje ludu ziemi sieradzkiej,
„Lud",
t. r v : 1898, s. 414-415. Wersja ta wykazuje zaskakujące podobieństwo z M 10, różne są tylko
zakończenia. Nie wykluczone, że I . Piątkowska przetłumaczyła mit opublikowany np. przez
Afanasjewa i przypisała go bezpodstawnie ludności sieradzkiej. Nierzetelność, a nawet fałszo­
wanie materiałów zarzucał tej pisarce i miłośniczce folkloru K . Moszyński, ale w tym wy­
padku brak podstaw do definitywnego przesądzenia kwestii pochodzenia wersji. Por.
Słownik
folkloru polskiego, red. J . Krzyżanowski, Warszawa 1965, s. 300-301; K . M o s z y ń s k i ,
Kul­
tura ludowa Słowian, Warszawa 1967, t. I I cz. 1, s. 47, 488, 531, 685.
M 3 — Olszanka Turobińska, woj. lubelskie; cyt. za: M. M a c i ą g , Podania i legendy, „Wi­
sła", t. X V I : 1902, s. 329-330.
M 4 — Granastów nad Popradem; wersja zanotowana w końcu 90-tych lat X I X wieku; cyt. za:
J . G r z e g o r z e w s k i , Na Spiszu. Studya i teksty folklorystyczne,
L w ó w 1919, s. 65.
M 5 — Ziemia Dobrzyńska; cyt. za: A. P e t r o w, Lud ziemi dobrzyńskiej,
„Zbiór Wiado­
mości do Antropologii Krajowej", t. I I : 1878.
M 6 — mit Filiponów z dawnych Prus Wschodnich; cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 54-55.
M 7 — Dźwinogród i Dziewiętniki; cyt. za: W. G u s t a w i с z, Kilka szczegółów
ludoznaw­
czych z powiatu bobreckiego, „Lud", t. VTII: 1902, s. 267-269.
M S — Rakowa pod Tomaszpolem, Podole; cyt. za: J . B o i ,
Skąd powstał
ląd, „Wisła",
t. X V I : 1902, s. 797.
M 9 — Żytomirskie, Wołyń; cyt. za: J . K i b o r t ,
Szlachcic łapciowy
na Wołyniu,
„Wisła",
t. I X : 1897, s. 271.
M 10 — Galicja; cyt. za: A f a n a s j e w , op. cit., s. 460-461.
M 11 — wsie Ispas, Myszyn, Kluczew w ok. Kołomyi, Pokucie; cyt. za: O. K o l b e r g ,
Dzieła
wszystkie, t. 31, Pokucie cz. Ш , s. 81-83.
M 12 — jw., s. 83-86.

�Zestawienie epizodów — wąik

Epizod — wątek

Warianty

1

1

2

3

4

5

Bóg i diabeł
istnieją od po­
czątku

Istnieje także:

a

Bóg nad wodą

b

Obok Boga Piotr lub Eliasz

С

Diabeł istnieje obok Boga

d

Diabeł przebywa w wodzie

a

woda stworzona przez Boga

b

woda istniejąca od początku

с

woda i niebo

a

inicjatywa i sposób stworzenia od
Boga; Diabeł nurkuje, wynosi garść
piasku, Bóg rzuca na wodę i po­
wstaje ląd

b

inicjatywa od Diabła, sposób od
Boga, reszta jak (a)

с

Diabeł kradnie część ziemi

a

ziemia rozrasta się sama

b

próba utopienia Boga, Diabeł nosi
go w 4 strony świata — ziemia
rozrasta się

с

Diabeł tworzy jałową część ziemi
— góry, rzeki, bagniska, pustynie

d

Eliasz formuje ziemię

a

tworzy Bóg i Diabeł

b

tworzy Diabeł, Bóg zabiera mu
podstępem lub ożywia

Stworzenie ziemi

Formowanie
ziemi

Stworzenie zwie­
rząt, roślin, na-,
reedzi, obiektów

+(2)

2

3

и

. 5

6

7

8

9

10

11

12

+(2)

+(2)

+(2)

+

+

+(2)

+(2)

+

+(2

+(1)

+(2)

+(3)

+13)

+(2)

+ (3)

13

6

7

8

9

10

11

Powstanie nieba

Stworzenie
„pomocników"

Walka Diabła
z Bogiem

Strącenie
Diabłów

Umowa o losie
ludzi

12

Bóg przykuwa
Eliasza

13

Wizja końca
świata

+I3)

тттъ

+(3)

+(D

+

ттт»

+

+ ID +11)

+

+(3)
mmmm

mmmm

+(4)

mmm

чина

+(4)

+(1)

+ 11) + (4)

1/.
+ (4) Hj(4)
+(2)

итшт

т^^

+(2)

тт^т

шЕятш

+(4)

+I5)

+ (4)

+(5)

+(4)

Bóg tworzy, Diabeł „zanieczyszcza"

d

Diabeł nie może ożywić lub two­
rzy „na opak"

+(3

+(2)

+(5)
•н»

ФИНН

тлтшл

штятг

тшшя

+(3)

тттш

ттт

mmmi

штшт

^^тт

тттш

^ттт

+(5)

+(7)

н м

+ ( б ) +(1)

+ (5

mt^m

••V

+ (б)

+

ттт^

т^^

т*^т

+(9)

тштшш

•Ml

+(5)

тштш

+ (3)
+(15)
+(12) + (7)

+(10)

с

złamanie zakazu przez Ewę

+(14) +(9)

d

ukaranie ludzi

+(15) +(10)

e

wypędzenie z raju

a

Bóg odchodzi do nieba

b

Bóg buduje niebo

с

Diabeł też buduje niebo

a

Bóg tworzy anioły

b

Diabły są zbuntowanymi aniołami

с

Diabeł tworzy anioły i diabły

d

Diabeł tworzy diabły

+ (6)

a

Diabeł przeważa nad Michałem
Archaniołem; pomoc Boga umożli­
wia pokonanie Diabła

+ (7)

b

Eliasz

с

Michał Archanioł

d

Diabeł jest zakuty

a

ziemia (jej część) należy do Diabła

b

Adam zaprzedaje ludzi Diabłu

с

Bóg zaprzedaje (zawiera z Diabłem
umowę)

d

żywi należą do Boga, umarli do
Diabła

e

Michal odzyskuje część zmarłych

f

Chrystus lub Bóg odzyskuje zmar­
łych

-

^ттт

Diabeł „zanieczyszcza" Adama (ra­
ni go)

••й

—

+(14)
ттштш

+14)

mmmm

b

a

тшят

+(5)
тштъ

+(9)

Bóg (piorun) strąca Diabła

ч^н»

+(4)

тя^т&gt;

Bóg tworzy Adama

Michał lub Bóg przechytrza Diabła

-

—

—

a

b

-

+ (4)

•ЙЧ

с

1

чнячв

+ (1
+(1)

mmmm

17

—

—

+(1)

16

+I3)

^тятш

+ (3)

тш^тъ

+ (13) +(8)
—

—

-

+(11)
^^тл

+ (б)

т^^ш

_

•и—»

ттт

+(17)

+I6)
—

+ Í5)

-

+16)

—

+!7)

+(16)

+ (1)

+ (8) +(4)
•HIV

т*^т

тт^т

тнтш

—

—

+(5)

I—

+(2)

+(181

—

+(2)
+(3)

!
^ттШ

«НПО*

шшш*

mmmm

+ 16)

+ (7)

+ (6) + (7) + (2) + ( Ю )

+(8)

+
+

+(3)

+(18)
+ (9)

1_ •

+(16) +(19)

+ (4)

+ 17)
*тшт

+18)

+(3)

+

+(11) +(21)
+(1)

—

ттт*

XX/1

+(2

+(3)

+(1)

—

—

—

—

^штт

тштш

—

+ — epizod (wariant) nie wspomniany explicite, lecz wynikający z tekstu
+(„ — trzeci epizod (wariant) w danym tekście

Polska

+(2)
—

+Í3

+ (1) + (1) +(1)

+(1)

Objaśnienie,:

Etnografia

15

+(3)

+

штаял

Stworzenie i hi­
storia ludzi

%

т^^

—

—

+(9)

—

—

тт^т

—

ттт»

—

—

—
—

—

—

—

—

—

—

—

+(4)

—

г—

+(6)

i
+(20)

+118)

_

—

мч*

—

+(5)

—

+

�w analizowanych mitach kosmologicznych

Mit — M

19

20

21

22

+ (3) +(1)

23

24

+

+13)

—

+11)

29

30

31

32

33

34

35

36

37

38

39

40

41

42

43

+

+

+

+(2)

+

+

+(2)

+

+I2)

+

+

+

+

+

+(2)

+

+

+

+

+

+

+(3)

+(1) + (1) + 11)

+

+

+(1)

+ (1)

+

+ (1)

—

48

+(4)

+(5)

+(2)

+(5) + (5) + (б)

+I6)

+I3)

+(6)

+15)

+ 18) + I9) + I2)

—

+

+(4) +(5)

+(1) +(1)

+(1)

+(2)

+

+

+

+

46

47

+(1)

+

+(2)

+12)

+(2)

+

+(3)

+(3)

—

+(1)

*

+ (1)

+(4)

+(7)

+ (2) +(4)

+(1) + (4)

+(1) + (4) +(1) +(1) + И) +(1) +(2) + (4)

+(2) + (3) +(5)
+(2)

+ (4)

+(4)

+(2)

+(6)

'l (Ь)
+(3)

|б) + 17)

+(1)

+(3) + (3) + (5) + (2)

+(2)

49

45

+

+(3)

+

+(3)

44

+ (1) +(1)

+ (4) + (4) +(1)

—

+

+(3)

—

+(1)

+ (3)

+I5)

+

+(3)

—

+

28

+(3) +(3)

+ (2)

+(2)

—

27

+12) +(2) +(2)

—

+(2)

26

25

—

—

+(5) + (5) + ( б ) +(4) +(5)

+ (б) +(3) +(5) +(7)

+ I2)

•

+ (7)

+ (3)

+(5)

+(1)

+(4)

+ (3)
+ (7)

+ (9)

+

+ (6)

— +(1) +(9)
+(4)

+(2) +(11)

—

—

—

—

—

—

—

+(4)

—

—

—

—

+ (б)

+ (3)

+ I6)

+ (7)

—

—

—

—

—

+ (б)

+(7)

+(10)

+(3)

+

—

•Ml!• —

—

+ (7)

+(8)

(4)

—

—
+(4)
+(5)

—

—

—

—

—

—

—

—

—

+(7)

+(8)

+ (3)

+ (4)

+(8)

—

—

—

—

—

—

—

+ (8)

+I5)

—

—

+(12)

—

—

—

+(7)
+(5)

+(3)

+(10)
+(12)

—

—

—

—

—

—

—

—

—

_

+(9)

+(6) + (7)

—

—

+113)

—

•H)
+ ( Ю ) +(1)
+I3)

+ (У)
-

+111) +(2)
+(12) +(3)

+(D

+(6)
+(2) +(4)

—

+I5)

+I8)

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

53

M 13 — Bortnik, Pokucie; cyt. za: S. P i o t r o w i c z ,
Znachorka i wróżka
Jewdokia Bojczuk. Materyaly folklorystyczne ze wsi Bortnik na Pokuciu, „Lud", t. Х Ш : 1907, s. 119.
M 14 — Berwinkowa i Żabie, Huculszczyzna; cyt. za: W. S z u с h i e w 1 с z,
Huculszczyzna,
L w ó w 1908, t. I V , s. 2-10.
M 15 — Hołowy, Huculszczyzna; zapis z 1902 г.; S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 10-14.
M 16 — Żabie-Słupejki, Huculszczyzna; cyt. za: S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 14.
M 17 — Hołowy, Huculszczyzna; cyt. za: S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 15.
M 18 — Hołowy, Huculszczyzna; cyt. za: S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 16.
M 19 — Rostoki, Huculszczyzna; cyt. za: S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 18.
M 20 — Hołowy, Huculszczyzna; cyt. za: S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 18-21.
M 21 — ok. Peczeniżyna, zapis w 1904 r.; cyt. za: J . S с h n a i d e r, Lud peczeniżyński.
Szkic
etnograficzny, „Lud", t. X I I I : 1907, s. 202-203.
M 22 — Huculszczyzna; cyt. za: J . S c h n a i d e r , Z kraju Hucułów,
,,Lud", t. V I : 1900,
s. 265.
M. 23 — Ukraina; cyt. za: M. Ż m i g r o d z k i ,
Ukraina. Cz. I: Theogonia i kosmografia
ludu Ukrainy, „Lud", t. I I : 1896, s. 322-323.
M 24 — Ukraina; cyt. za: Ż m i g r o d z k i , op. cit., s. 322.
M 25 — Ukraina; cyt. za: Ż m i g r o d z k i , op. cit., s. 324.
M 26 — ok. Jekaterynosławia (obecnie Dnieprozawodsk) nad Dnieprem, wersja publikowana
w „Istoriczeskij Wiestnik" 1888, s. 730-736', cyt. za: A l . P., Cztery podania o stworzeniu
świata,
„Wisła", t. I V : 1890, s. 388.
M 27 — Ukraina; wersja publikowana przez M. D r a g o m a n ó w a, Maloruskija
narodnyja
priedanija i razskazy. Kiew 1876, I , s. 89, cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 55.
M 28 — Ukraina; wersja publikowana w P . P. C z u b i n s k i j , Trudy
etnograficzesko-statisticzeskoj ekspiedicji
w zapadno-russki) kraj, snariaźennoj
impieratorskim russkim
gieograficzeskim obszczestwom.
Jugozapadnyj
otdiel. Matierialy i issledowanja
sobrannyja
d. rd.
P. P. Czubinskim, I , 1872, s. 143-144, cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 55-56.
M 29 — Ukraina, ok. Olgopola; wersja publikowana w C z u b i n s k i , op. cit., I , s. 142, cyt.
za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 60.
M 30 — Ukraina; wersja publikowana w „Kiewljanin", 1866 nr 4, cyt. za: D a h n h a r d t ,
op. cit., s. 139-140.
M 31 — Ukraina; cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 187.
M 32 — Bukowina; cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 43, 133-134.
M 33 — Małorusini z północnych Węgier; cyt. za Dahnhardt, op. cit., s. 52; bliższe informacje
o tej grupie patrz: А. Р. К o v á с s, Ukrainische Streusiedlungen
in Nordostungarn im 18.-19.
Jahrhundert, „Acta Ethnographica", Budapest, t. Х Х П : 1973, nr 3-4, s. 371-415.
M 34 — Chołopienicze, pow. borysławsM, gub. Mińska, Białoruś; cyt. za J . W i t o r t , Prze­
żytki starożytnego
światopoglądu
u Białorusinów,
„Lud", t. I I : 1896, s. 215-216.
M 35 — Białoruś; cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 54.
M 36 — Wielkorus ( ? ) ; cyt. za: A f a n a s j e w , op. cit., s. 458.
M 37 — ludność zza j . Onega; cyt. za A f a n a s j e w , op. cit., s. 461-462 (autor przytacza mit
za lokalnym pismem „Deń", 1862, s. 52); por. też D a h n h a r d t , op. cit., s. 47.
M 38 — Wielkorus (?); wersja publikowana w „Etnograficzeskij Sborník", t. I V : 1864, cz. 1,
s. 122, cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 43.
M 39 — Wielkorus (?); cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 47.
M 40 — Wielkorus (?); cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 47-48.
M 41 — ok. S m o l e ń s k a ; cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 53.
M 42 — Raskolnicy z Estonii; wersja publikowana w C. R u s s w u r m , Sagen aus Hapsal, der
Wiek, Osel und Runo, Reval 1861, s. 84, nr 83, cyt. za D a h n h a r d t , op. cit., s. 54.
M 43 — gub. /Twerska; wersja publikowana w „Żiwaja Starina", t. I X , s. 393, cyt. za: D a h n ­
h a r d t , op. cit., s. 338-339.
M 44 — gub. Twerska; cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 353.
M 45 — Wielkorus; cyt. za: D S h n h a r d t , op. cit., s. 48.
M 46 — Wielkorus (?); wersja publikowana w A . A f a n a s j e w , Narodnyja russkija
legendy,
London 1859, cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 53.
M 47 — Bułgaria; wersja publikowana w A . S t r a u s s , Die Bulgaren, Leipzig 1898, s. 6 п.,
cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 2-3; spolszczony tekst podaje B. G r a b o w s k i w recenzji
z „Sborník za narodni umotvorenija, nauka i knlżnina", t. V E I - V I H : 1892, „Wisła", t. X : 1896,
s. 406-419.
M 48 — Bułgaria; cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 44, 138.
M 49 — Krakowskie; cyt. za: O. K o l b e r g , Dzieła wszystkie, t. 7, Krakowskie,
cz. I I I , s. 3-7.
Jest to najprawdopodobniej wersja skompilowana, ponieważ Kolberg podaje w przypisie, że
mit znany był w Modlnicy, Modlniczce, Rząsce, Brzezi, Tomaszowicach, Giebułtowie, Koszkwi,
Nara-mie, Michałowicach i in. wsiach.

�54

R Y S Z A R D TOMICKI

przedstawia schematyczna mapka (nie zawsze jednakże udało się precy­
zyjnie zlokalizować miejsce zanotowania mitu ze względu na brak dokład­
nych danych). Dodać wreszcie należy, iż oprócz wersji dualistycznych
uwzględniono również teksty odbiegające od nich, przede wszystkim na
skutek przypisania roh demiurga wyłącznie Bogu (pochodzą one z terenu
Czechosłowacji, Bułgarii i Polski). Część ich jest zamieszczona w tabeli,
pozostałe przytaczamy w miarę potrzeby jako materiał pomocniczy w przy­
pisach.
Artykuł składa się z dwóch części. Pierwsza zatytułowana Struktura
kosrnosu poświęcona jest omówieniu treści mitu (I) oraz analizie opisanej
w n i m struktury świata (II); t u staraliśmy się wskazać przypuszczalne
źródła niektórych obrazów i epizodów, a także uporządkować elementy
składowe tekstu. Część druga — Człowiek — zawiera próbę wstępnego
przedstawienia ludowej teorii antropologicznej jako integralnego skład­
nika wizji świata.

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

55

STRUKTURA KOSMOSU

I
Początek

świata

Ludowy obraz stanu „zalążkowego" poprzedzającego stworzenie ziemi
różni się zdecydowanie od opisu znanego z Księgi Rodzaju. Przede wszy­
stkim od początku istniał nie tylko Bóg , lecz. także Diabeł. Jeśli w i n ­
nych kwestiach pomiędzy wersjami mitu występują rozbieżności, ten fakt
potwierdzają one zgodnie :
13

14

M 43 — „Tylko Bóg i szatan nie są przez nikogo stworzeni i nikt nie wie, skąd oni
są; ale anioły stworzył Bóg. Szatan był równy Bogu, gdyż bez niego nie mógł on
[Bóg — przyp. R T ] nic zrobić i stworzyć".

Nawet mit z Krakowskiego, zbliżający się w swej treści do kosmogonii
judeochrześcijańskiej (wg niego na początku istniało tylko niebo, wodę —
morze oraz ziemię stworzył Bóg później) stwierdza:
M 49 — „Najpierw było niebo, w niem Bóg światłości panował od w i e k ó w . Był tam
i książę ciemny, niżej po lewej Jego stronie, który podlegał Bogu światłości".

Większość wersji konstatuje po prostu współistnienie Boga i Diabła
nie wnikając w ich pochodzenie. Bóg unosi się ponad wodami, chodzi po
powierzchni morza lub pływa w łodzi. Diabeł, noszący różne imiona i naz­
wy (Szatan, Satanael, Szczezun, Czart, Tot-szczezby, Tryjuda, Aridnyk,
Bida itd.) żyje obok Boga, przebywa w wodzie w jakiejś „bańce" lub czę­
ściej w pianie, a nieraz pływa po morzu w postaci wodnego ptaka. W jed­
nym z tekstów wielkoruskich taką samą postać ma Bóg:
M 37 — „Po staroświatowym oceanie—morzu pływały dwa nury, pierwszy był
biały nur, a drugi nur czarny. W postaci tych dwóch nurów pływali sam Pan
Wszechwładca i szatan" .
15

¡

Druga istotna różnica w stosunku do Genesis to brak pierwotnej
„pustki". Przestrzeń wypełniona jest „pierwszymi substancjami". Podług
części mitów woda jest jedynym żywiołem istniejącym in illo tempore.
Szereg mitów utrzymuje jednak, że istniało ponadto niebo. Przytoczmy
kilka przykładów, które najlepiej wprowadzą nas w treść i klimat ludo­
wych wyobrażeń:
и Nieraz jest to Jezus, por. M 23, M 29.
14 Wyjątkiem s ą niektóre wersje zniekształcone, np. mit M 48 z Bułgarii, w k t ó ­
rym Bóg tworzy Diabła powołując do życia s w ó j cień. Stworzenie Diabła przypisują
Bogu również mity ludów z południowego Ałtaju, Abakanowie, Mordwini, Cyganie
transylwańscy, Finowie, por. E 1 i a d e, Sacrum..., s, 206-207.
is p
i ę nura w wierzeniach ludów Azji północnej; np. u E w e n k ó w był on
przewodnikiem szamana do dolnego świata oraz jedynym spośród ptaków wodnych,
który zdołał przynieść ziemię z dna pierwotnej wody, „położył tę grudkę na wodzie,
a ona zaczęła szybko rosnąć przekształcając się w średni świat (ziemię)", A. A n i s i m o w, Wierzenia ludów Północy. Wybór pism, Warszawa 1971, s. 255-256.
o r

r o

�56

R Y S Z A R D TOMICKI

M 2 — „Przed stworzeniem świata nie było nic, tylko niebo i morze. Bóg pływał
po morzu w łódce i napotkał ogromną i gęstą pianę, w tej pianie mieszkał djabeł.
Kto żeś ty? — zapytał Bóg. Weź mnie do siebie, do łódki, to ci powiem — odpo­
wiedział czart. No chodź — rzekł Bóg, a zaraz potem usłyszał". J a jestem czart —
odpowiedź wchodzącego. Milcząc płynęli".
M 11 — „Z kińcie świata ny buło tak zemli, jak teperyczki, ale buly wsiudy po
cilim świki lysz wody taj wody — odno more".
M 15 — „Z perwowiku buła łysz woda, obłaky у Boh śjytyj. U oblakách spav Ałej.
[Eliasz — przyp. R T ] , duch Bożyj, a Boh chodyv po woďi. Raz zrobyła sy na w o ď i
szum, jykyjs kupak, jyk kawałok derewa, szczo krutyła sy po w o ď i jyk żywyj. Boh
se wzdriw taj pytaje: Szczo ty je? — A wono w i d p o w i ł o : J a ne znaju. Ż y w y j sne,
a ne możu ni chodyty, ni szczo bud' robyty. — Ce buv Tryjuda-Aridnyk [Diabeł —
przyp. R T ] . Boh ne znav z czoho win pochodyt, bo czort buv tak jyk Boh z perwo­
wiku. A ł e szczo Bohovy kuczyłos samomu chodyty po wod'í, pobłahosłowyv Boh
tot szum, taj pytaje: Choczesz maty hołowu? — Choczu. — A ruky? — Choczu. —
A nohy? — Choczu. — Tohdy dav Boh Aridnykowy ruky, nohy, oczy, het use.
Wony stały sobi pobratymamy".

Kompromis w sprawie istnienia lub nieistnienia nieba proponuje pe­
wien mit ukraiński:
M 28 —• „Gdy Bóg znalazł Satanaela w szlamie, rzekł do niego: »Bądź aniołem«
i dał mu dwa skrzydła i nakazał latać. Ale on nie mógł i otrzymał jeszcze dwa
razy po dwa skrzydła i miecz. A w drugim dniu stworzył Bóg niebo, w trzecim
polecił Satanaelowi przynieść z morza kawałeczek ziemi."

W żadnej innej wersji nie mówi się w sposób tak zdecydowany o trud­
nościach, jakie miał Diabeł z przekroczeniem swej sfery bytowania i wła­
snej kondycji jako „tego z dołu" czy wręcz „tego z wód". Zauważmy, że
wraz z faktem przypisania stwórcom postaci nurów, białego i czarnego, są
to pierwsze próby ujawnienia opozycji między Bogiem i Diabłem, opozy­
cji, która w dalszych partiach mitu ma już wyraźnie antagonistyczny
charakter.
Przebieg

stworzenia

Stworzenie świata jest procesem przebiegającym w k i l k u etapach.
Pierwszy obejmuje powstanie ziemi w jej najbardziej pierwotnej formie
— niewielkiego, spoczywającego na powierzchni morza placka, będącego
wspólnym dziełem Boga i Diabła .
1R

16

Istniały wersje przypisujące ten czyn wyłącznie Bogu, np. mit słowiański:
„Na początku nie było nic prócz Boga. On spał i drzemał i drzemka trwała 1000 lat
i było pewne, że obudzi się. Stało się to i zaczął Bóg wszystko oglądać. I gdzie spoj­
rzał pokazywały się gwiazdy, i to zaczęło Boga dziwić, co on swoim okiem sprawia.
Obracał się tu i tam, nigdzie nie było początku, nigdzie końca, a pod sobą dojrzał
tylko morze. Więc poszedł do morza i spuścił się na dno. Gdy znów wynurzył się,
pozostało ziarnko piasku pod jego paznokciem. Ono upadło i zostało na powierzchni
morza i z tego powstała nasza ziemia. Dno morza jest jej ojczyzną", cyt. za D a h n ­
h a r d t , op. cit., s. 58; por. K o l b e r g , op. cit.,. s. 34. A oto mit słowacki: „Na
początku świata latał Bóg w górze i nosił ziemię w swym ubraniu. Gdzie jej na­
sypał, tam powstawały równiny, góry i żyzne doliny. Diabeł gonił go, aby s w ą część
otrzymać, ale nie złapał go; wtedy rozdarł mu ubranie i tylko skały pospadały.
Dlatego szczyty Tatr są gołe i jałowe", cyt. za: D a h n h a r d t , op. cit., s. 58.

�57

SŁOWIAŃSKI М П KOSMOGONICZNY

a) Stworzenie ziemi. Inicjatywę utworzenia lądu przypisuje się naj­
częściej Bogu, ale czasem wychodzi ona od Diabła. Jednoznaczne roz­
strzygnięcie tej kwestii nie jest konieczne, nie ma ona bowiem większego
znaczenia dla sensu mitu. Pomijając nie wykluczony przecież wpływ
przeświadczenia (uzasadnionego także treścią mitu), że w ostateczności
właśnie Bóg jest stwórcą (choć stwierdzenie to ma nieco inne niż w chrze­
ścijaństwie znaczenie), sądzić można, iż chodzi raczej o podkreślenie nie­
możności realizacji zamysłu przez jedno' tylko bóstwo. O ile bowiem
w wypadku Diabła mity ukazują wyraźnie jego bezsilność już w epizo­
dzie nurkowania, a także przy opisach nieudanych prób powołania do ży­
cia zwierząt itd., o tyle w odniesieniu do Boga fakt ten może nie być zu­
pełnie jasny. Jedynie m i t huculski rozstrzyga tę sprawę jednoznacznie już
na wstępie:
M 14 — „Boh znav use na swiťi, ale niczoho ne mih zrobyty a Tryjuda mav sylu
do useho. Boh musiv u neho wse wimudrowuwaty abo ukrasty, jyk szo chotiv
maty. Boh znav, szo na pryspodnim u hłybyni moria je hłyna, ta chotiv wid A r i d nyka wimudruwaty, aby tot j i winiš".

Zgodnie z przekonaniem o wszechwiedzy Boga, on właśnie zna sposób
utworzenia lądu:
M 2 — „Djabeł zaczął mówić »dobrze by było, gdyby miejsce, na którym płyniemy,
było twarde«. »Będzie — rzekł Bóg, zejdź w morze i przynieś mi garść ziemi, m ó ­
wiąc że niesiesz w mojem imieniu, przynieś, uczynię z tego piasku ziemię«. Djabeł
poszedł, nabrał piasku w garście mówiąc: »biorę cię w imieniu mojem?. Gdy w y s z e d ł
na wierzch piasku nie zostało ani ziarnko. Poszedł drugi raz m ó w i ą c : »biorę cię
w imieniu Jego«. Gdy wrócił, zostało mu trochę piasku za pazurami. Bóg wziął ten
piasek, posypał na w o d ę i stała się z niego ziemia, ale tylko tak duża, aby mogli
się obaj wygodnie położyć".

Częściej próba przyniesienia piasku (gliny, mułu) z dna morza dokony­
wana jest trzykrotnie, gdyż warunkiem powodzenia nurkowania jest w y ­
powiedzenie przez Diabła — czego dwukrotnie nie czyni — formuły „bio­
r ę w imieniu Boga". Epizod ten świadczy najlepiej, że Diabeł reprezentu­
je w micie moc fizyczną, a pozbawiony jest tej mocy skutecznego tworze­
nia, którą ma słowo, gest i imię Boga. Dalsze wydarzenia rozszerzają prze­
ciwstawienie obu istot nadprzyrodzonych nadając mu postać opozycji
konkretnych cech i własności.
W niektórych wersjach, między innymi w micie apokryficznym (M 1,
por. też M 39, M 29), Diabeł przynosi oprócz piasku także krzemień, któ­
r y odgrywa ważną rolę przy tworzeniu pomocników obu demiurgów, Wró­
cimy do tego w ą t k u w odpowiednim momencie.
b) Formowanie ziemi. Opisy przekształcenia małego placka leżącego
na wodzie w rozległy ląd nie są jednakowe, ale mniej lub bardziej obszer­
ne fabularnie warianty podporządkowane zostały wspólnemu celowi. Oto
dalszy ciąg cytowanego już mitu z Sieradzkiego:
1

�58

R Y S Z A R D TOMICKI

M 2 — „Położyli się tedy, Bóg ku wschodowi, djabeł ku zachodowi. Gdy djabłowi
się zdawało, że Bóg usnął zaczął go spychać, aby w p a d ł do morza i aby utonął
i zginął. Ale nadaremnie, ziemi pod Bogiem przybywało i rozszerzyła się daleko ku
wschodowi. Widząc to czart jął pomykać ku zachodowi, dalej ku południowi i pół­
nocy, a przez to ziemia rozszerzyła się w różne strony".

Fragment ten zawiera dwa wątki powtarzające się w różnych artyku­
lacjach. Pierwszy to próba utopienia Boga, drugi — korelacja między
elementami opozycji Bóg — Diabeł i stronami świata.
Epizod nazwany w tabeli próbą utopienia Boga i tak istotnie interpre­
towany przez większość mitów ma kilka wariantów wykazujących znacz­
ne różnice. Sens niektórych zaprzecza nawet zawartej w micie interpreta­
cji. Zawsze poza wszelkimi wątpliwościami pozostaje natomiast rezultat
podstępnego działania Diabła — rozrośniecie się ziemi. Niemniej, w kilku
wersjach ten sam efekt przynosi akt woli samego Boga, jak na przykład
w M 33: Bóg uformował placek, położył go na wodzie, przeżegnał i zaczą­
tek ziemi począł rozszerzać się we wszystkie strony. „Trwało to' dotąd —
czytamy w tekście — aż dotknął brzegami dolnych krawędzi nieba".
Noszenie lub toczenie Boga w cztery strony świata interpretowane by­
wa również jako akt nieświadomego przeżegnania ziemi przez Diabła, ale
w micie bułgarskim M 47, gdzie znajdujemy takie właśnie wyjaśnienie,
ziemia rośnie nadal i Bóg nie zna sposobu jej zatrzymania. Podstępem
dowiaduje się od Diabła, iż ziemię należy przeżegnać i rzec: „Tak dużo
ziemi wystarczy". A oto inny wariant omawianego epizodu pochodzący
t y m razem z mitu ukraińskiego : M 29 — Bóg utworzył ziemię. „Pozosta­
ło ją tylko' jeszcze przeżegnać. Jak można to zrobić? [Bóg nie wie? —
przyp. RT]. Wiem, powiedział Piotr i rozkazał Diabłu nieść się aż do wody [...]"•
Kolejny mit ukraiński zawiera jeszcze dalej idącą niekonsekwencję
(M 27): Bóg tworzy ziemię, błogosławi ją „na wszystkie cztery kierunki
świata" i ląd zaczyna rosnąć. Następuje opis stworzenia gór przez Diab­
ła, a potem Bóg mówi do niego: „Teraz ziemia musi zostać poświęcona.
Pozwólmy jej jednak najpierw rosnąć, a nam w spokoju odpocząć". Gdy
Bóg usypia, Diabeł próbuje go utopić, tocząc kolejno w różne strony.
„Ziemia rozrosła się, aż oparła się brzegami o niebo". Diabeł przynosi
Boga w to samo miejsce skąd go wziął, a ten po przebudzeniu stwierdza,
że ląd został poświęcony.
W końcu, by przytoczyć ostatni już przykład, w M 7 próba utopienia
kończy się konkluzją: „Powstał tylko przez to niezmierzony ląd i cztery
strony świata, to jest północ, południe, wschód i zachód".
Wszystkie, nierzadko sprzeczne warianty łączą dwie myśli — ozna­
czone zostają cztery strony świata, a ziemia uzyskuje swe ostateczne roz­
miary. Wyznaczenie czterech punktów kardynalnych uznać można za for­
mę opisu ziemi jako w pełni ukształtowanej i statycznej całości. Tym sa­
mym ustanowiona zostaje horyzontalna, czteroelementowa struktura świa1

1

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

59

ta, co nieraz jest uważane za zasadniczy moment w dziejach tworzenia
kosmosu. Tak traktuje to wydarzenie mit Raskolników:
M 42 — „Bóg rzucił ziemię na wszystkie cztery strony i rzekł: Niech rośnie i po­
większa się ziemia. Zaraz powstały wielkie przestrzenie lądu z rozległymi równinami
i wysokimi wzgórzami, aż w końcu trzy części świata w ich obecnym wymiarze
zostały skończone".

Powstanie ziemi prowadzi automatycznie — według zacytowanej wer­
sji — do uformowania nowej struktury, t y m razem trój elementowej i wer­
tykalnej. Będziemy o niej mówić szerzej w dalszej części artykułu.
Przejdźmy do drugiego wątku. Wspomniane w M 2 skojarzenie postaci
Boga i Diabła ze wschodem i zachodem jest pierwszym przykładem w y ­
korzystania dualizmu demiurgów jako podstawy do różnicowania i po­
rządkowania świata. Niekiedy ich dualizm staje się zasadą klasyfikacyjną
dla innych istot, przedmiotów i cech, jak na przykład w M 5, gdzie posta­
ciom stwórców przypisane są zdecydowanie odmienne ptaki — jastrząb
i kaczka. Wariant występujący w cytowanym micie z Sieradzkiego (po­
wtarzający się w M 10) pojawia się znacznie bardziej rozbudowany w m i ­
cie ukraińskim:
M 26 — Diabeł ukradł podczas nurkowania część ziemi i schował ją do ust. „Zaczął
Bóg siać ziemię. Gdziekolwiek na wschód słońca rzuci, tam powstają góry, doliny,
pola", a na nich wyrastają trawa, drzewa, zakwitają kwiaty. „Brzask był na niebie,
później i słonko się pokazało. I był pierwszy dzień na świecie. Obejrzał się Bóg
przed wieczorem i widzi, że anioł [Diabeł — przyp. R T ] z gęby też coś wyjmuje,
rzuca na zachód i z tego co rzuca również powstają doliny, góry, pola, tylko bez
trawy, bez kwiatów i drzew, gołe jak późną jesienią, puste jakby przeklęte".

Opozycja dwu stron świata skorelowana jest tu wprost z porami dnia
(Bóg tworzy wschodnią część lądu rankiem, Diabeł zachodnią o zmierzchu)
oraz górą i dołem; po odkryciu podstępu Bóg przeklął Diabła i „poleciał
wyżej i dalej na wschód słońca, a szatan dołem na zachód".
Otrzymujemy więc wyraźnie opisaną serię opozycji binarnych różni­
cujących semantycznie przestrzeń i czas:
Bóg I wschód I ranek (jasność) I żyzność I góra
Diabeł I zachód I wieczór (ciemność) I jałowość I dół
17

Elementy tej s e r i i powtarzają się w innych mitach, gdzie szczególnie
wyeksponowany jest związek Diabła z nieurodzajnością, niepłodnością:
1 7

Dopełnieniem tej serii jest przeciwstawienie dobro — zło. Wartościowanie
stron świata w kategoriach moralno-etycznych pojawia s i ę w mitach wspominających
o usytuowaniu raju na wschodzie. Idea taka występowała również w myśli śred­
niowiecznej, gdzie oprócz skojarzenia raju ze stroną wschodnią (powtórzenie wzoru
biblijnego) spotykamy umiejscowianie piekła na zachodzie. Por. fragment z
Wędrów­
ki Bogurodzicy po miejscach męki, apokryfu starorosyjskiego: „Dokąd chcesz, Bło­
gosławiona [...] na wschód czy na zachód, czy. do raju, lub na prawo, lub na lewo,
gdzie są wielkie męki?", a także Epistołę
Wasilija arcybiskupa
nowogrodzkiego,

�60

R Y S Z A R D TOMICKI

M 34 — „Bóg wziął w ręce garść ziemi, pobłogosławił ją i rzucił na w o d ę — i zie­
mia zaczęła rosnąć, rozszerzać się i pokrywać w o d ę gładką i równą warstwą jak
pobojowisko; ale zaczęła rosnąć też ziemia, którą dyabeł miał w gębie, zaczęła mu
rozdzierać ją. Dyabeł wijąc się z bólu zaczął tarzać się po ziemi i w y p l u w a ć ją.
Długo tarzał się i pluł, dlatego powierzchnia ziemi stała się górzysta, a w niektórych
miejscach nawet zatruła się śliną dyabelską".

Proces kształtowania powierzchni ziemi zawsze przebiega podobnie.
Diabeł w przeciwieństwie do Boga tworzy jej część jałową; raz będą to
góry i skały, jeziora i rzeki, innym razem bagna, moczary, pustynie
i inne — jak zaznaczono w M 42 — „nieurodzajne miejsca".
M 33 — Z wyplutej przez Diabła ziemi powstają góry i skały. „Dlatego ziemia jest
święta, zaś góry, a zwłaszcza skały są dziełem Diabła. Dlatego nie może na nich
rosnąć zboże i dlatego diabły przebywają chętnie w górach i na skałach, gdzie
z czarownicami swe zjazdy odbywają".

Powstanie roślin, zwierząt i obiektów

nieożywionych

Tworzenie topograficznego obrazu ziemi uzupełniane bywa epizodem
mówiącym o powstaniu zwierząt, roślin, narzędzi, chaty itd. Wchodzi on
w skład jedynie kilku mitów, spośród których wyróżniają się wersje h u ­
culskie najobszerniej relacjonujące związane z t y m perypetie. Przewodnią
myślą wszystkich tego rodzaju opisów jest stwierdzenie, że Diabeł dyspo­
nujący mocą formowania istot czy przedmiotów nie posiada szeroko ro­
zumianej mocy ich ożywiania . Oto fragment mitu zapisanego w Polsce,
znany zresztą jako odrębna całość w różnych regionach Słowiańszczyzny:
1S

M 3 — „Po niejakim czasie [po stworzeniu ziemi — przyp. R T ] przyszło djabłu na
myśl, zęby ulepić jakie stworzenie i ulepił kozę. Gdy ją postawił, rzekł: W imię
który utrzymywał, że „raj na wschodzie jest w Edenie", piekło zaś na zachodzie, na
„wiatrami ziejącym morzu"; oba cytaty za: J . M. L o t m a n , O pojęciu
przestrzeni
geograficznej w średniowiecznych
tekstach staroruskich, „Teksty", 1974 nr 3, s. 95-96.
Analogiczne były wierzenia ludowe — „Gdy dusza umiera, idzie drogą ciernistą
pełną skał stromych [...], naprzód ma przed sobą czyściec [...] idzie do niego, aby
być w raju. R a j z prawej strony, piekło i obszerne przed nim kraje są ¡z lewej
strony", O. K o l b e r g , Dzieła wszystkie, t. 7, Krakowskie, cz. I I I , s. 22-23. W mi­
cie kosmogonicznym opozycja umieszczana w płaszczyźnie wertykalnej, jako prze­
ciwstawienie Niebo — Piekło (w tym momencie jeszcze nie istniejąca) antycypowana
jest niejako przez układ horyzontalny. T y m samym, podobnie jak wg Lotmana
w średniowieczu, w świadomości ludowej przestrzeń geograficzna i przemieszczenia
w niej posiadają lub mogą posiadać sens etyczno-religijny. W istocie, niektóre zacho­
wania można uważać za świadectwa takiej koncepcji, m. in. zwyczaj układania się
do snu głową na wschód oraz układanie zmarłych głową na zachód. Odmiennie
interpretował to M o s z y ń s k i , op. cit., s. 446, nie widząc między tymi pozycjami
żadnej różnicy.
1 8

Por. legendę z południowej Polski o stworzeniu płanetników. Diabeł, który
pozazdrościł Bogu stworzenia Adama i Ewy, ulepił z gliny 12 mężczyzn (ziemia lub
glina jest zwykle w wierzeniach ludowych tworzywem materialnym), ale nie mógł
ich ożywić. Uczynił to Bóg i zlecił im kierowanie chmurami, J . T r a c z y k , Z oko­
lic Babiej Góry. I. O smokach i płanetnikach,
„Wisła", t. I X : 1895, s. 75.

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

61

moje, ruszaj kozo. Koza stoi. Później rzekł: W imię Boże, ruszaj kozo. A koza, jak
ruszy z miejsca, pędzi prosto do wody. A djabłu się patrzy, że koza może się utopić;
sunął, złapał kozę za ogon i ogon się urwał. I dlatego kozy są bez ogona. Ucieszył
się djabeł, że koza bryka sobie, znowu postanowił ulepić psa. Gdy ulepił i postawił,
rzekł do psa: Chyzia Boga — a pies stoi. Ale Pan Bóg rzekł: Chyzia djabła. A pies,
jak skoczy do djabła — i ukąsił go w piętę. Djabeł się rozgniewał, poleciał w krzaki
i na pamiątkę zamalował olszynę. Odtąd djabeł przestał lepić stworzenia".
1

Podobnie można interpretować te partie mitów huculskich, które m ó ­
wią o stworzeniu obiektów nieożywionych, takich jak chata i wóz; nie­
możność ożywienia jest t u rozumiana bardzo specyficznie jako brak umie­
jętności nadania stworzonym obiektom wartości funkcjonalnej. Przykła­
dem wóz •— Diabeł zbudował go&lt; w chałupie i nie potrafił wyprowadzić
go na dwór. Wóz był więc bezużyteczny, ..nieożywiony". Podobnie rzecz
ma się z oświetleniem chaty (por. też M 15):
M 14 — „Jyk uże buła usia dychania na swiťi, zrobyw Tryjuda chatu. U tij chaťi
buło het use, jyk maje buty, łysz wikon ny buło; czerez rozkolibynku śwityło triszky
soniczko u chatu. Aridnyk uziyv mich, wijszov na dwir taj hrebe u tot mich dnyny,
aby zanesty u chatu, bo tam buło temno. Prychodyt Boh taj pytaje: A ty szo robysz,
rozpobratyme? — Ady. Poklavsmy chatu, każe czort, a ne możu dnyny pokłasty
u chatu. — Boh każe: Pożdy, j a to zrobiu, szczo u chaťi bude dnyna. — Jyk tak
zrobysz, każe Tryjuda, j a tobi chatu daruju. Boh uziyv pyłku, perepyłyv dwa protesy, pokłav dwa warcaby i zrobyv ramci; uchodiy u chatu, a tam je dnyna. Boh
każe: Se bude dobre ludem".

Myśl ta formułowana bywa czasem mniej radykalnie. Diabeł tworzy
lub przyczynia się do powstania trujących roślin i dzikich zwierząt:
1 9

M 34 — Diabeł wypluwając ziemię rozrywającą mu usta zatruł śliną glebę. „Wskutek
tego, gdy Pan Bóg przygotowując ziemię dla człowieka, posiał żyto, pszenicę, jęcz­
mień, proso i trawy lekarskie, w niektórych miejscach wyrosły perz, lebioda, blekot,
cierń i wszystkie inne rośliny szkodliwe. Potem Bóg stworzył zwierzęta pożyteczne:
konie, krowy, owce, psy, ale niektóre z nich nie umiejąc odróżnić trawy pożyteczne
od szkodliwych, najadły się ostatnich i zmieniły się w wilki, rosomaki, niedźwiedzie
i inne zwierzęta szkodliwe. Trwało to dopóty, dopóki zwierzęta nie nauczyły się roz­
różniać trawy pożj^teczne i jadowite'.

Oba przytoczone przykłady pozostają w zgodzie z cechą skorelowaną
z Diabłem już przy formowaniu ziemi, a mianowicie jałowością rozumianą
głównie jako bezużyteczność dla człowieka. Wierzenie to znane było po­
wszechnie wśród społeczności chłopskich, także bez wyraźnego związku
z mitem. Jednym z przykładów jest wierzenie zanotowane na Pokuciu,
że zwierzęta pochodzą od Boga i od Diabła, a do tych ostatnich należą
wszystkie te, których się nie je .
Nawiasem wspomnieć należy w t y m miejscu o dość interesującej cesze, pojawiającej się przy okazji tworzenia „wyposażenia" ziemi szczegól20

19

Diabłu przypisywano również stworzenie roślin, których użycie było zaka­
zane, np. starowierzy — tytoń i chmiel, por. D a h n h a r d t , op. cit., s. 54, przyp. 1.
P i o t r o w i c z , Znachorka i wróżka
s. 125.
2 0

�62

R Y S Z A R D TOMICKI

nie w mitach huculskich. Jest nią afirmaćja chytrości i sprytu. W tych
wersjach nawet niepowodzenia kolejnych prób wyniesienia ziemi z dna
morskiego (uzasadniane zwykle nieposłuszeństwem Diabła wynikającym
z chęci dorównania Bogu) spowodowane są głupotą Diabła. W podobnej
atmosferze przebiega tworzenie różnych przedmiotów i zwierząt. Diabeł
tworzy, Bóg zaś wykrada jego dzieła lub zdobywa je przechytrzając swego
rywala. W ten sposób w posiadanie Boga przechodzą na przykład owce
i kozy oraz skrzypce (flojyru i trombitę zrobił Bóg, lecz Diabeł „wihadav
usu muzyku"). Rozgniewany Diabeł stworzył bardzo wielkiego wilka, aby
przestraszyć Boga, ale ten na prośbę Eliasza, jedynego przestraszonego
rozmiarami zwierzęcia, obciosał wilka siekierą. Z trzasek padających na
ziemię powstały koń, krowa, prosię, z; wiórków — robaki, natomiast
z tych, które poleciały z wiatrem — ptak oraz mucha.
Zgodnie z charakterem całego mitu wystąpienie Diabła przeciw Bogu
motywowane jest zrozumiałym w tej sytuacji gniewem; „rozlutyv sy
Tryjuda duże na Boha, ta zi złosty ehoťiv zbawyty Boha" (M 14). Wybu­
dował w tym celu młyn i w nim przygotował pułapkę •— Bóg powinien
zostać skuty łańcuchem, ale i tym razem przechytrzył on Diabła. Każąc
sobie pokazać, co ma robić, zakuł go; „win [Diabeł — przyp. RT] pocziyv
tarhaty sy, a zemly buła tonka taj z toho zawałyła sy". Diabeł wpadł
w podziemia.
Strącenie

Diabła

i powstanie

piekła

Powstanie piekła łączy się bezpośrednio z uwięzieniem Diabła. W M 14,
gdy ten szamoce się, zapada się ziemia i wpada on w przepaść. Tam jest
piekło. W tym jedynym micie brak pojawiającego się zwykle explicite lub
implicite stwierdzenia, że Diabeł będzie przykuty do końca świata. Prze­
ciwnie, zrywa się co jakiś czas, by „dopełnić" dzieło Boga przebywa­
jącego nadal na ziemi. Za pierwszym razem „zanieczyszcza" Adama (por.
„Człowiek") i dopiero interwencja ciskającego piorunami Eliasza zmusza
go do. ponownego ukrycia się w piekle — „zi strachu schowa v sy nazad
u trydewjutu zemlu". Powtórnie wyzwala się Diabeł, żeby skłonić ludzi
do grzechu. Wreszcie po to, by zamienić dziecko Ewie i skłonić Adama
do zaprzedania mu rodu ludzkiego. Od tego czasu zyskuje pomocników
zwanych w tym micie judnikami; stali się nimi ludzie słuchający podszep'tów diabelskich. Judniki przebywają na ziemi, ale raz do roku schodzą się
do piekła wysłuchać rozkazów swego władcy. Bóg natomiast żył długo
na ziemi pośród ludzi. Gdy jednak rozmnożyli się i coraz bardziej grze­
szyli „ne mih Boh miż nymy ostaty, w i n zlynuv na wysynu".
1

T

Inaczej powstanie piekła opisuje M 15. Diabeł zaczął budować
piero wtedy, gdy zdołał zmusić Adama do' zaprzedania siebie i
potomków. Odtąd ludzie po śmierci udawali się w podziemia. Ale
nadal był wolny. Szachrajstwa Boga zabierającego mu wszystko,

je do­
swych
Diabeł
co on

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

63-

21

stworzył, doprowadzają do w o j n y , w której początkowo przewagę uzy­
skały siły diabelskie, gdyż Diabeł „sobi naprotyv Boha porobyv tohdy
strivby, puszky, armaty; taki, szo typer je wsiyki do wojny mudraciji, to
w y n wże tohdy znav". Szalę zwycięstwa przechylił dopiero Yłyja (Eliasz),
który błyskawicą spalił diabelskie wojsko. Przestraszony Diabeł skrył się
do piekła ,.a on łysziyjet tut na zemny swoi słuhy-czorty". Nie wiadomo,
w jaki sposób został uwięziony w ł a ń c u c h y , ale mit stwierdza przy koń­
cu: „A wyn tam w aďi zakowanyj, bo j y k choťiv Boha w šity zamknuty,
to Boh jego zahulyv у z lancyv stały szyny у w to krisło jeho do schodniy
jmyły".
22

21

Walka sił niebieskich z diabłami jest zapewne odgłosem fragmentu Apokalip­
sy św. Jana, 12, 7-9; „I nastąpiła walka na niebie, Michał i jego aniołowie mieli
walczyć ze smokiem. I wystąpił do walki smok i jego aniołowie, ale nie przemógł
i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło. I został strącony wielki smok, W ą ż
Starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię,
został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie". W wierzeniach
ludowych oraz popularnych opracowaniach Biblii, wątek ten został jednak umiesz­
czony w nieco innym kontekście. W druku z pocz. X V I w. zatytułowanym Testa­
ment Nowy i Stary po opisie stworzenia świata zgodnym w zasadzie z Pismem Św.,
znajdował się drzeworyt ukazujący strącenie Lucypera do piekła, a potem nastę­
pujący tekst: „Lucifer s pychy chciał sie bogu równy stacz / Przeto z anioły musil
z nieba wpascz", J . S a n d e c k i IMalecki], Ewangeliusz z początku
XVI w. i dwa
późniejsze
druki polskie tegoż autora, Kraków 1947. Także w Postępku prawa czartowskiego przeciw narodowi ludzkiemu z 1570 г., gdzie zachował się tylko mały
fragment pierwszego rozdziału czytamy: „[...] wypędził Pan Bóg czarta z nieba, iż
się nie chciał kłaniać Adamowi w raju, ani mu służyć jako inni anieli czynili,
mówiąc: Pirwszem ja stworzenie, niźli Adam, i cudniejsze; słuszniej, aby się on
mnie kłaniał, a nie ja jemu. Przez to nieposłuszeństwo Pana rozgniewał, iż go
z nieba wypędził", Postępek prawa czartowskiego przeciw narodowi ludzkiemu, wyd.
A. Benis, Kraków 1891, s. 8. Nowsze ślady w y s t ę p o w a n i a tego wątku znajdujemy
w Panu Tadeuszu A. Mickiewicza, gdy Wojski m ó w i o gwiazdozbiorze Wozu Dawi­
dowego nazywając go Wozem Anielskim: „Na nim to przed czasy / Jechał Lucyper,
Boga gdy w z y w a ł w zapasy, / Mlecznym gościńcem pędząc w cwał w niebieskie
progi, / A ż go Michał zbił z wozu, a wóz zrucił z drogi" (VIII, 81-84). Por. R. W o j ­
c i e c h o w s k i , Lucyper, [w:] Słownik folkloru
s. 207-208.
2 2

O zakuciu Lucypera w łańcuchy m ó w i Apokalipsa Św. Jana, 20, L-3: „I ujrza­
łem anioła, zstępującego z nieba, który miał klucz od Czeluści i łańcuch wielki
w swej ręce. I pochwycił Smoka, Węża Starodawnego, który jest diabeł i szatan
i związał go na tysiąc lat. I strącił go do Czeluści, i zamknął, i pieczęć nad nim
położył, by już nie zwodził narodów, aż tysiąc lat się dopełni. A potem ma być na
krótki czas uwolniony". Motyw ten wykorzystywany był w literaturze średniowiecz­
nej i późniejszej. W Postępku
prawa czartowskiego
s. 19, czytamy, że „Lucyper
się rozgniewa, miece się na łańcuchu", choć poprzednio nie ma mowy o zakuciu go;
być może opowieść ta znajdowała się w początkowej, niezachowanej części pracy.
W Historii o chwalebnym zmartwychwstaniu Pańskim Mikołaja z Wilkowiecka (Kra­
k ó w 1893, s. 45) Lucypera zakuwa w łańcuch Jezus, wtrąca go do piekła i rzecze:
„Niechaj tu u słupa tego / Pląsze do dnia sądnego". Jest to, jak sądzono już daw­
niej, w ą t e k pochodzący z Ewangelii Nikodema, por. przyp. 73. Ludową jego w e r s j ę
przytacza O. K o l b e r g , Dzielą luszystkie, t. 7: Krakowskie, cz. I I I , s. 18-19.

�64

R Y S Z A R D TOMICKI

Stosunkowo wiele miejsca poświęcają mity powstaniu diabłów — „po­
mocników" boskiego rywala. Nie są one bowiem zbuntowanymi aniołami,
lecz tworzy je Diabeł. W niektórych wersjach, jak zobaczymy niżej, rów­
nież Bóg tworzy swoich „pomocników" — anioły, jednak większość X I X
i XX-wiecznych mitów, opisując szczegółowo powstanie diabłów, istnienie
aniołów przyjmuje za fakt oczywisty i nie wymagający wyjaśnień.
Najbardziej interesujący jest najstarszy wariant zawarty w micie apo­
kryficznym M 1: Diabeł ma wydobyć z dna morskiego nie tylko garść
piasku, lecz także krzemień. Bóg przełamuje go na dwie części „i ten
znajdujący się w prawej ręce kawałek zatrzymał Pan dla siebie, ten zaś
z lewej dał Satanielowi". Uderzając w posiadanie połówki laskami Bóg
i Diabeł tworzą odpowiednio anioły z Michałem Archaniołem na czele
oraz diabły.
Przekształcenie tego XVI-wiecznego wariantu spotykamy w jednym
z mitów XIX-wiecznych (M 39), gdzie Diabeł'rozłamuje krzemień i uderza­
jąc laską w kawałek trzymany w prawej ręce tworzy anioły, uderzając
natomiast w drugi, trzymany w ręce lewej — diabły.
Oba mity wprowadzają więc kolejną artykulację opozycji Bóg — Dia­
beł, t y m razem sytuującą się na „niższym" poziomie rzeczywistości. Oprócz
przeciwstawienia anioły — diabły, pojawia się także opozycja: strona
lewa — strona prawa, skojarzona explicite (przynajmniej w micie) z wła­
snościami : czyste — nieczyste albo siły boskie — siły diabelskie .
W zebranych przez nas wersjach X I X - i XX-wiecznych dominuje zde­
cydowanie odmienny pogląd na ten temat. Diabły powstają z wody strze­
pywanej za siebie przez Diabła w czasie mycia albo z jego śliny zmiesza­
nej z ziemią (w M 24 ze śliny czystej powstają anioły). Sporadycznie na­
tomiast występuje pogląd jakoby diabły były zbuntowanymi aniołami;
czasem pojawia się jako uzupełnienie którejś z poprzednich interpretacji
ich genezy.
Wydaje się, iż u podstaw tych różnorodnych rozwiązań leży milczące
założenie, iż obie grupy pomocników związane są substancjalnie, czego
najlepszym wyrazem są najstarsze znane nam teksty. Powrócimy do&gt; tej
kwestii przy końcu artykułu.
Co zaś tyczy się diabłów, podkreślić należy, że w wielu mitach mamy •
do czynienia z wyraźnym skojarzeniem ich z wodą, jeśli nie w trakcie
tworzenia (ślina lub padające na ziemię krople) to wówczas, gdy mówi się
o ich strąceniu:
23

2 3

Ludność wiejska jednomyślnie wartościowała stronę prawą jako dobrą (po­
myślną, szczęśliwą), l e w ą natomiast jako złą (por. przyp. 17). Analogie asyryjskie,
greckie, kałmuckie patrz: M o s z y ń s k i , op. cit., s. 408; tamże świadectwa o w r ó ­
żeniu z lecącego po prawej lub lewej stronie ptaka z X V I w., podobne wierzenia
z Wielkorusi, Ukrainy, Polski i Litwy (s. 408-409, 411) oraz interpretacje drżenia
powiek, kichania, potknięcia, swędzenia dłoni, „dzwonienia" w uchu (s. 412); J . T a 1k o - H r y n c e w i c z , Zarysy lecznictwa ludowego na Rusi południowej,
Kraków
1893, s. 381, 392-393.

�65

SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

«

M 10 — „Iiia gromownik puścił na nich grom i błyskawicę. Ilia grzmiał i strzelał
błyskawicami, czterdzieści dni i nocy padał deszcz i razem z wielkim deszczem
pospadali z nieba wszyscy diabli; jeszcze do dziś wielu z nich błąka się pod niebio­
sami jako świecące ogniki i dopiero teraz osiągają ziemię".
M 49 — „Leciał książę ciemności z nieba, z mm 9 zastępów aniołów od lewicy,
którzy się odtąd z woli Boga Ojca stali ciemnymi duchami, czyli diabłami [...]. Przez
9 nocy, 9 godzin, 9 kwadransy, 9 minut i 9 sekund spadały chóry strąconych aniołów,
wraz z księciem ciemności w postaci najdrobniejszego deszczu. Ponieważ ziemia
pływająca wśród w ó d morskich była na drodze do miejsca kędy dolecieć mieli, prze­
to dużo kropel diabelskiego deszczu spadło na ziemię i powsiąkało wszędy gęsto
po różnych miejscach, nawet dostalo się do Rajskiego ogrodu. Wówczas to w R a j u
pojawiły się obok czystych istot brzyćkie gady, w ę ż e dotąd niewidziane".

Ostatni fragment mówiący o powstaniu węży z diabłów zasługuje na
szczególną uwagę, ponieważ posiada daleko idące konsekwencje w wie­
rzeniach ludowych. Podobnie zresztą w jednym z mitów z Wołynia (M 9)
sprawcą istnienia gadów na ziemi jest Diabeł, który wydobył je z wód
kosmicznych i rozpuścił po lądzie. Szerzej o związku diabłów z wężami
mówić będziemy nieco- dalej.
Warto podkreślić fakt, że o ile pomocnicy Diabła strącani są zwykle
na ziemię, o tyle on sam zawsze dostaje się do podziemi, chociaż nie
wszystkie mity mówią wprost o piekle. Przeciwnie, słowo to pojawia się
raczej rzadko, a jeszcze rzadziej obarczone jest typowym znaczeniem
chrześcijańskim. Zresztą opisanie piekła nie jest celem żadnego z mitów,
największe znaczenie ma sam fakt strącenia i uwięzienia przeciwnika
Boga w dolnej strefie świata. Dowodem tego jest np. M 28; kiedy po bez­
owocnej próbie utopienia Boga Diabeł ze swymi pomocnikami „zasnął
tym zmęczony, Bóg z aniołami zrzucił ich do wody i poszedł do nieba
W t y m wypadku „akcja" rozgrywa się na ziemi, dostarczając doskonałego
przykładu, iż podziemia niekoniecznie muszą być rozumiane jako wnętrze
ziemi. Pamiętać bowiem trzeba, że ziemia spoczywa na wodzie, zatem
termin „podziemia" czy „piekło" obejmować może także strefę wód pod­
ziemnych. (Porównaj M 14 — „Žemly stoj it na mory, a w t i m mory je
druha žemly, widtak znov more, a potim znov žemly; se wże žemly A r i d nykowa — pękło"; także M 7).
Cały problem lokalizacji strąconego' Diabła da się rozwiązać jedynie
w kategoriach ogólnych — miejsce jego przebywania położone jest „w do­
le", w przeciwieństwie do siedziby Boga lokalizowanej w niebie — „w gó­
rze". Tylko w ten sposób można uzgodnić wszystkie ludowe poglądy,
także te, które umieszczają Diabła w górze (ma on być zakuty we wnętrzu
góry czy pod korzeniami wszechświatowego drzewa . Tak więc celem
2 4

2 4

25

„Dyabeł najgłówniejszy [...] został zakuty przez aniołów w łańcuchy i zam­
knięty w górze kamiennej", W i t o r t , Przeżytki
s. 215. „Piekło wypełniają
dyabli [...] pod rozkazami Lucypera [...], który jest przywiązany na wielkim łań­
cuchu do ogromnego pala w środku piekła", J . Ś w i ą t e k , Lud nadrabski (Od
Gdowa po Bochnię),, Kraków 1893, s. 544. Por. K o l b e r g , op. cit., s. 19, 26.
A f a n a s j e w , Poeticzeskija
t. I I , s. 544, 549-550; por. E l i a d e, Traktat
o historii religii, Warszawa 1966, s. 273, 284-287.
2 5

5 — Etnografia Polska, X X / 1

�66

R Y S Z A R D TOMICKI

omówionego epizodu mitycznego jest opisanie procesu polaryzacji obu
stwórców.
Koniec

świata

Strącenie Diabła i powstanie piekła połączone zostało w kilku mitach
z wizją końca świata, która — choć występuje stosunkowo rzadko — ma
istotne znaczenie dla całościowej wizji świata. Obraz końca świata wkom­
ponowany jest nieraz w historię pierwszych ludzi, którzy po zgrzeszeniu
dostają się we władzę Diabła i w konsekwencji przebywają po śmierci
w podziemiach. Wyzwoleniem dla nich jest śmierć Jezusa i zejście do
piekieł, skąd wyprowadza wszystkich zmarłych (szerzej na ten temat m ó ­
wimy w części „Człowiek"). A oto, co mówi jeden z mitów huculskich:
M 20 — Chrystus po zabraniu ludzi z piekła obiecuje Diabłu zapełnić je ponownie.
Ten pyta: „A jyk to sy stanet? Pry koncy świta—• odpowiada Jezus — sim rokiv ny
budez żadnoho płodu ni meży l u ď m y ni meży marzynov, ni meży zbiżorn, chlibom,
ni paszi; budet hołod użiysnyj. W tot cziys solona budet wipuszczenyj, y budet
świtam chodyty i pytaty ludyj: Chto sy myńi pidpysze, to ny me biduwaty; met
maty chlib, jisty, pyty, kuryty".

W obliczu takiej biedy wielu przystanie na propozycję Diabła. Zapełni
się piekło. Będą jednak i tacy, którzy nie ulegną pokusie. Wówczas zstąpi
z nieba Eliasz i będzie walczył z Diabłem i zostanie pokonany, a jego
krew rozleje się pó ziemi i spali ją. Niespotykane wiatry zaniosą popioły
do Doliny Józef ata. Wtedy zejdzie na ziemię Jezus'Chrystus, dmuchnie
na popiół i powstaną z niego ludzie, którzy żyli na ziemi przed jego
śmiercią. Ci wszyscy, którzy przez 4 tysiące lat szli do piekła i tam
odbyli swe męki nie wezmą udziału w sądzie. Z popiołów powstaną na­
stępnie — z ciałami i duszami — ci, co zmarli po Chrystusie. Jedni staną
na lewo, drudzy na prawo. Eliasz natomiast, gdy umrze, pójdzie prosto
do raju.
Motyw uwolnienia Diabła przed końcem świata, podobnie jak powrotu
na ziemię św. Eliasza, ma pewne analogie w B i b l i i . Występuje również
w drugiej wersji huculskiej (M 18), podług której Bóg zakuwając Diabła
w łańcuchy mówi, iż wypuści go przy końcu świata. Dalszy ciąg mitu
zaprzecza jednak tej, zaczerpniętej z doktryny chrześcijańskiej, konsta­
tacji:
28

2 6

Por. Apokalipsa św. Jana, 20, 7-10; „A gdy się skończy lat tysiąc, z więzienia
swego szatan zostanie zwolniony. I wyjdzie, by omamić narody z czterech k ą t ó w
ziemi". O zesłaniu Eliasza m ó w i proroctwo Malachiasza, 4, 5: „Oto J a wam poślę
Eljasza proroka, pierwej niż przyjdzie on wielki i straszny dzień Pański". Analogie
te mają jednak charakter dość powierzchowny. Strukturalnym odpowiednikiem hu­
culskiego wątku i wynikających zeń konsekwencji są natomiast starogermańskie
mity eschatologiczne (pojedynek Thora ze smakiem, śmierć Baldera), por. E . M.
M e l e t i n s k i j , Edda г rannije formy eposa, Moskwa 1968; tamże o odpowiedniości
początku i końca, mitów etiologicznych i eschatologicznych. Par. też E l i a d e ,
Sacrum..., s. 277.

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

67

M 18 — „A teper kilko raz udaryt kowacz po nakowany pusio kłewcem, tilko raz
win toho Yroda-Satanu proklatu tużyt u tych lancach. A win, jyk chto umret hrisznyj, t i pide do pękła, pytaje sy: Cy sziy pyszut pysanky? Cy je sziy w e ł y k d e ń ? —
Bo jykby łyszyły pysanky pysaty, y jykby ne buło w e ł y k o d n i y , to w ż e by tohdy
buv konec świta, taj win by tohdy wyliż z tych łanciv. A ł y toto pyszut pysanky,
a je, taj bude do kinciy świta w e ł y k d e ń , to sze win ne wilize futko z tych łanciv.
A to sziy jaho bohato tużiyt w tych lancach. Ottak Satana-Yrod sydyt u krisłach".
a

W wierzeniach Hucułów nawiązujących do mitu kosmogonicznego
odnajdujemy podobne przekonanie:

27

„Tryjuda-Aridnyk, jyk by urwav sy z dwunaciyty łańciv, to ty świt skincziyjet.
Raz win buv sy urwav у chotiv ciłkom świt zihnaty do kupy. A Hospod' Boh, otec
nasz, każe jemu: Stij. J a maju biłszu poteru wid tebe. J a ne choczu świt tratyty; ja
choczu, aby ty znov buv prysyłenyj tak, abys sy nikuda ne wwychnuv". W tym
momencie ziemia rozstąpiła się i Diabeł wpadł w szczelinę. Wtedy Bóg rzekł: „Ty aż
tohdy majesz sy z łanciv urwaty, jyk d'ity ny mut chodyty u ż y w n y j czetwer za
kukucamy, a parubky jyk ne mut chodyty na wełykdeń za pysankamy po d'iwkach".

Nie ulega wątpliwości, że Diabeł dąży do zniszczenia świata, a zapo­
biega temu wykonywanie przez, ludzi pewnych czynności, będących skład­
nikami obrzędowości wielkanocnej. Podobne przekonania spotykano
w X I X wieku na terenach, gdzie nie znano — a przynajmniej nie zano­
towano — mitu kosmogonicznego. Jest to jeszcze jeden ślad wspólnoty
kultury duchowej słowiańskich społeczności chłopskich.
Wróćmy do innych obrazów kataklizmu. Kolejny mit huculski przed­
stawia go w następujący sposób:
M 14 — „Jyk wichopyt sy cziysem z pękła sam Aridnyk-tryjuda, to nastaje buriy;
win mirkuje, koły Ałej-bożyj [Eliasz — przyp. R T ] na twerdo wsne, szo jeho rozbudyty ne moż; wid toho buwaje bohato szkody: bohato ludyj, chudoby zabere płowa,
pozwaluje chaty, ta nese het, a win, szczez-by, ide u tumani, u ťimi, muzyka hraje
strach. Pryjde nad ríku, zabere widty wodu: choťby jaka buła powiń, to rika stane
jyk zarinok suchyj; win ji perenese u druhyj bik".

A więc działalność Diabła, który t y m razem może wydostawać się na
powierzchnię ziemi, charakteryzuje się dwoma cechami — powoduje on
niszczycielskie burze (porównaj wierzenia o burzach zebrane przez Mo­
szyńskiego) oraz pochłania, czy raczej „zamyka" wody. Inwersja tej dru­
giej cechy znana jest w szczątkowej wersji mitu zapisanego na Pokuciu:
M 13 — Bóg zakuł Diabła w łańcuchy i m ó w i do niego: „Na hryzy sej łańc, pokty
soncie, jak perehryzesz, to świt sie zatopyt". .

Przytoczmy jeszcze jeden przykład, pochodzący t y m razem z Lubel­
skiego, potwierdzający związek Diabła z wodami :
2 8

„Przed końcem świata woda zginie i wysechnie po rzekach i po morzach. Góry
bedo ze złota i ze śrybła i tak się bedo łyszczyć na słoniu [słońcu —• R T j , że ludzie
bedo myśleli, że to je woda. Ale że co chtóry tam przyleci, to obaczy, że to tylko je
2 7

S z u c h i e w i c z , op. cit., s. 38.
28 S. D ą b r o w s k a , Z Żabna, „Wisła", t. X V I I : 1903, s. 97.

�68

R Y S Z A R D TOMICKI

złoto i śrybło. Tak ludzie bedo okropelnie narzekali przez wody. Wtenczas Ancychryst będzie jeździć i wozić wode i piec żelazny. Chto przystanie do niego i napije
sie tyj wody, to będzie z napiekiem spalony w piecu".

W większości mitów wspominających o końcu świata brak tych wszyst­
kich szczegółów. Powtarza się tylko przekonanie, że Diabeł jest uwięziony
„do dziś". Jak więc widać, jedynie na Huculszczyźnie przetrwały wątki
eschatologiczno-apokaliptyczne w formie rozbudowanej, nawiązujące za­
równo do podstawowych wydarzeń mitycznych, jak i pewnych elementów
życia społecznego (obrzędów). Teksty zgromadzone przez W. Szuchiewicza,
wielość występujących w nich wątków , pozwalają sądzić, że jedynie tam
jeszcze na przełomie X I X i X X w. wizja końca świata była integralnym
składnikiem tradycyjnego kompleksu wyobrażeń o dziejach świata. Oprócz
wariantów, które można nazwać ogólnosłowiańskimi, występowały na H u ­
culszczyźnie odmiany lokalne, nie potwierdzone dotychczas dla innych
terenów. Czasem są to wersje dość tajemnicze, bardziej skomplikowane
niż mity, mimo tego, że notowane w tych samych wsiach. Brak dociekli­
wości ze strony notujących je badaczy utrudnia dziś w dużym, stopniu
pełną rekonstrukcję ich związków z kosmogonią i kosmologią społeczności
chłopskich. W jednej z takich lokalnych odmian pojawia się na przykład
postać smoka. Wiemy, że w mitach huculskich Eliasz został skrępowany.
Bóg musiał przykuć mu jedną rękę do piersi, aby swą piorunowładną siłą
nie zniszczył ziemi.'W pewnym opowiadaniu znajdujemy rozwinięcie obu
faktów na kanwie wątku końca świata :
T

2 9

„Boh pustyt druhu ruku A ł e j e w u prykowanu. Alej rozkuje żertwu [smoka —
przyp. R T ] ta Yroda [Diabła — przyp. R T ] , woda pustyt sy z peczeri ta zatopyt świt,
a Yroda pustyt takyj doszcz, szo de kapnę, tam zhoryt use; szo ne zatopyt sy, to
spałyt sy; potim zawije duch Bożyj ta zanese uwes popiv na wicznu rozprawu. Pisly
toho zahremyt Ałej, zemly pide u pryspodne nazad, wodky wona je, tohdy świt sy
skoncziyje".

Żertwę — smoka (por. dalej) łączono również z potopem biblijnym

3 0

:

„Wełyty dawały sy duże Judyty [ludzie dawali posłuch Diabłu — przyp. R T ] ;
czerez nych polynuv Boh na wysynu; widty ne mih win dywyty sy na jich hrichy;
tomu rozkázav win żertwi, aby pustyła usu wodu; win zislav na wełytiv potopu,
szo w nij het use zatopyło sy, łysz Noj [Noe — przyp. R T ] ni".

Mniej lub bardziej wyraźnie zarysowana wizja końca świata kończy
ciąg mitycznych obrazów ukazujących proces powstania kosmosu. W trak­
cie omawiania kolejnych epizodów wskazaliśmy wiele stosunkowo łatwo
uchwytnych informacji przekazywanych w opisach poszczególnych wyda­
rzeń, ujawnione też zostały niektóre aspekty relacji Bóg r— Diabeł, jak
również znaczenie tegO' układu dla interpretacji mitu. Wszystkie te usta­
lenia pomocne będą przy ostatecznej rekonstrukcji struktury kosmogonii
ludowej.
2 9

3 0

S z u с h i e w i с z, op. cii., s. 41.
S z u с h i e w i с z, op. ciť., s. 45.

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

69

II
Analizę rozpocząć należy od rozbieżności na temat stanu poprzedzają­
cego stworzenie świata. Istnieją, jak wiemy, dwa warianty tej sytuacji:
1) na początku istniała tylko woda, 2) istniało niebo i morze. M i t y re­
prezentujące pogląd pierwszy nie opisują jednak jakiegoś wodnego chaosu
(chociaż wody nazywane są czasem wszechogarniającymi), który w trakcie
tworzenia zostałby uporządkowany, rozdzielony na wody górne (niebie­
skie) i dolne, jak to znamy z innych mitologii. Przeciwnie, woda jest mo­
rzem, co prawda bezbrzeżnym, ale tylko morzem, ponad którym unosi
się Bóg. Nad powierzchnią wód rozciąga się przestwór powietrzny. Wy­
daje się, że mity zawierające wariant drugi mają niejako na uwadze tę
właśnie przestrzeń i ją nazywają niebem. Te zaś, które utrzymują, iż poza
wodami nic nie istniało, nie uwzględniają przestworzy powietrznych
i stwierdzają, że niebo powstało później. Wynikałoby z tego przypuszcze­
nie, że słowo „niebo" ma w tych wersjach specjalne znaczenie, a jego
desygnat nie jest tożsamy z obszarem istniejącym ponad powierzchnią
wód kosmicznych. Powstaje więc pytanie, jakie znaczenie ma w niektó­
rych mitach termin „niebo"?
Podług znanych już wyobrażeń Bóg w pewnym momencie odchodzi
z ziemi, udaje się na „wysokość" czy na „wyżynę" i jest to równoznaczne
z lokalizacją nieba. Niekiedy Bóg „zakłada" lub buduje niebo na wyso­
kościach. Na tej podstawie sądzić można, iż słowo „niebo" łączy się z dwo­
ma własnościami: byciem na wysokości (w górze) oraz byciem siedzibą
Boga. Wówczas, gdy Bóg przebywa tuż ponad wodami lub na nowo po­
wstałej ziemi, żaden z warunków nie jest spełniony i dlatego nie może
być mowy o istnieniu nieba. Podobnie rzecz maksie z piekłem, powstają­
cym w zasadzie dopiero po strąceniu Diabła.
Nieco inaczej kwestię tę przedstawia mit huculski (M15); na początku
świata istniał ponadto gromowładny Eliasz, przebywający w obłokach
i zwany „duchem Bożym". Mamy tu do czynienia z nowym elementem —•
istota władająca ogniem niebieskim od razu lokalizowana jest wraz z nim
na wysokości. Jednak w pozostałych mitach postaci dysponujące ogniem
(Eliasz, Michał Archanioł) pojawiają się na arenie kosmicznej dopiero
wtedy, gdy Bóg przebywa już w niebie. Zauważyć należy, że w wersjach,
w których akcja mitu dzieje się na ziemi, nigdy nie ma interwencji bły­
skawic i piorunów. Diabeł spada w podziemia, gdyż załamuje się pod nim
ziemia, albo zostaje zrzucony do wody. Wszystko zdaje się więc wskazy­
wać, że również ogień niebieski konkretyzujący się w błyskawicach, zwią­
zany jest z wysokością. Sądzimy, że w tym kryje się sens rozbieżności
mitów w kwestii istnienia nieba. Warunkiem bowiem stwierdzenia pozy­
tywnego jest łączne występowanie trzech elementów: Boga, ognia i „by­
cia w górze". Bóg, który jest swego rodzaju czynnikiem sprawczym nieba
przebywa początkowo przez dość długi czas „na dole". Niebo- istnieje
wówczas tylko potencjalnie. Gdyby nasze rozumowanie byk&gt; słuszne i jeśli

�70

R Y S Z A R D TOMICKI

przyjmiemy, że w wierzeniach ludowych obowiązuje jakakolwiek logika,
a więc i konsekwencja, Bóg powinien reprezentować ogień kosmiczny —
niebieski. Powinien być jego uosobieniem. Potwierdzenie tego wniosku
znajdujemy w wierzeniach o niebie.
To, co dla społeczności chłopskich było niebem, znajdowało się poza
mającym kształt kopuły nakrywającej ziemię sklepieniem niebieskim. Tam
znajdowała się siedziba Boga. O właściwościach tego miejsca mówią po­
średnio' wierzenia o słońcu zwanym ogniskiem lub ogniem niebieskim,
bożym ogniskiem czy wreszcie bkiem, a nawet twarzą Boga. Uważano
je za otwór w kopule niebieskiej, podobnie jak błyskawice, meteoryty,
a czasem również gwiazdy za szczeliny i pęknięcia w sklepieniu. „Bardzo
pouczające jest nazywanie słońca b o g i e m albo mieszanie czy też na­
wet identyfikowanie go z Bogiem chrześcijańskim" — pisał K . Moszyń­
ski . A w innym miejscu:
3 1

32

„Bóg prawdziwie ludowy, wiejski, ten »co świeci na niebie«, czy co patrzy z nie­
ba, kiedy świeci słońce [...]. Jak dla Rzymianina sub love (albo sub love frigido)
znaczyło tyle, со »poÜ otwartym niebem«, tak pod Boga (pod Bogiem) znaczy to
samo dla dzisiejszego Bułgara. Zresztą i Słoweńcy, Serbochorwaci oraz Wielkorusi
żyją i »chodzą« pod Bogiem. Nie dziwimy się też wcale słuchając kolędy huculskiej,
co m ó w i o Bogu (niby częściowo zantropomorfizowanym niebie) z gwiazdami, słoń­
cem i księżycem na twarzy i na głowie lub dowiadując się od Łużyczan, że nie na­
leży w s k a z y w a ć palcem na słońce, księżyc i gwiazdy, by Panu Bogu oczu nie wy­
kłuć" .
33

Ognistość, najwyraźniejsza właściwość słońca i nieba, jest również
najistotniejszą cechą Boga, choć nigdzie nie wspomnianą explicite w micie
może dlatego, że była oczywista. Tym niemniej znajdujemy ją, t y m razem
wyrażoną wprost choć bez wskazania Boga, w najkrótszej chyba wersji
kosmogonicznej, jaką kiedykolwiek zanotowano wśród Słowian. Jest nią
rosyjskie powiedzenie: świat powstał z cara — ognia i carycy — w o d y .
Opozycja tych dwóch żywiołów (tu obdarzonych ponadto płcią) otwiera
w istocie każdy mit — Bóg reprezentuje (personifikuje?) ogień, Diabeł
natomiast z całą pewnością wody kosmiczne. Związki Diabła z wodami
34

3 1

W żadnym micie nie m ó w i się o stworzeniu słońca, chociaż podług M 40
istnieje ono w pewnym momencie: Gdy Bóg posiał ziemię i odszedł do nieba „zabłękitniło się niebo. Słońce zaświeciło i gwiazdy zabłysły". Można traktować ten przy­
kład jako argument za wierzeniem, że słońce jest częścią Boga — jego twarzą lub
okiem. Słońce odgrywa natomiast ważną rolę w konflikcie między Bogiem i Diabłem
w mitach serbskich, nie uwzględnionych przez nas ze względu na brak odpowied­
ników w innych regionach Słowiańszczyzny, por. D a h n h a r d t , op. cii., s. 136-137;
por. też przyp. 76. O niebie jako sklepieniu oraz jako siedzibie Boga por. W. К up i s z e w s к i, Polskie słownictwo
z zakresu astronomii i miar czasu. Stan obecny,
historia i związki słowiańskie,
Warszawa 1.974, s. 10-17.
3 2

Moszyński,
Moszyński,
t. I I I , s. 779, przyp. do
Afanasjew,
tu w formie „ogień —
3 3

3 4

op. cit., s. 443.
op. cit., s. 706; por. też A f a n a s j e w ,
Poeticzeskija...,
s. 153.
Poeticzeskija..., t. I I , s. 468; także, t. I I I , s. 2, przyp. 2 —
car, woda — caryca, powietrze -— pan".

�71

SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

kosmicznymi podkreślane są w takiej czy innej formie przez każdą wersję
mitu. Jest on w swej istocie postacią par excellence akwatyczną: przeby­
wa w pianie morskiej, a potem wyłania się z niej jako' amorficzny stwór,
uzyskujący dopiero dzięki pomocy Boga postać antropomorficzną. Kiedy
indziej występuje w postaci ptaka wodnego (kaczki, nura); wreszcie nur­
kuje po garść piasku. Niektóre mity mówią ponadto, iż został strącony
pod wodę i tam przebywa (natomiast Diabeł chcąc zrzucić Boga do wody
liczył na jego utopienie).
Akwatyczne koneksje Diabła ujawniają się w pełni w wizjach końca
świata. Ma on wówczas zatopić świat albo uwięzić wodę. Obie możliwości
wynikają z posiadanej przezeń zdolności „wiązania" czy „zamykania"
wód. Ten podstawowy rys mitycznej postaci Diabła łączy go^ bezpośrednio
ze smokiem. O ile we wspomnianych poprzednio mitach huculskich sko­
jarzenie to jest dość luźne, o tyle jedna z białoruskich wersji kosmogonii
utożsamia ich, nazywając Diabła smokiem . Skojarzenie to było zresztą
popularne nie tylko&gt; wśród społeczności chłopskich .
Smok w wierzeniach ludowych to potwór charakteryzowany przede
wszystkim posiadaniem zdolności pochłaniania w ó d . Ona decyduje
35

36

3 7

3 5

P. W. S z e j n, Matierialy po izuczeniju byta i jazyka russkogo
nasielenija
siewiero-zapadnogo krają, Sankt-Petersburg 1902, t. I I I , sż 312, cyt. za: K . D. L a u s z k i n , Baba-jaga i odnonogije bogi (K izuczeniu woprosa), [w:] Folklor i etnografija, Leningrad 1970, s. 184. Smoki nosiły różne nazwy u różnych grup słowiań­
skich: bułg. — chała, láma albo lamija, serbochorw. — bala, ala, aždaha
albo
aždaja, aždáva (por. perskie aždaha, baszkirskie aždachá), uraiń. — jaźe,
pyjavyéa,
białorus. — сток, czeskie — zmok, zrnek, na Spiszu — siarkań, u Hucułów — gótycia; patrz: M o s z y ń s k i , op. cit., s. 468, 479, 579-581; Ch. W a k a r e l s k i ,
Et­
nografia Bułgarii, Wrocław 1965, s. 212, 216, 224; A f a n a s j e w ,
Poeticzeskija...,
t. I I , s. 560; S z u c h i e w i c z , op. cit., t. I V , s. 345; G r z e g o r z e w s k i , op. cit.,
s. 64.
W sztuce chrześcijańskiej i ludowej często wyobrażano Diabła w postaci
smoka, do czego inspiracją były cytowane fragmenty Apokalipsy św. Jana oraz inne
fragmenty Pisma św. wraz z faktem utożsamienia rajskiego węża z Diabłem. O smo­
ku w Biblii patrz: Encyklopedia kościelna, Warszawa 1903, t. 26, s. 30-31;
Podręczna
encyklopedia biblijna, red. ks. E . Dąbrowski, Poznań — Warszawa — Lublin 1960,
hasło „Lewiatan"; W. T у 1 о с h, Kosmogonia Starego Testamentu, ,,Euhemer",
R. X V I I I : 1974, nr 3, s. 41-65; przykłady ikonograficzne, T. S e w e r y n , Ikonogra­
fia etnograficzna, „Lud", t. X X X V I I I : 1947, s. 229, 253, 275.
Por. M o s z y ń s k i , op. cit., s. 468. Na uwagę zasługuje związek smoka (żmii)
z ciemnościami, mający koneksje kosmogoniczne. Np. w bajkach rosyjskich smok
jest sprawcą ciemności, Iwan Popiałow — jeden z bohaterów smokobójców —•
zabija go, rozłamuje łeb „i w tej minucie na całej ziemi stał się biały świt"; kiedy
indziej smok pożera księżyc i gwiazdy; w bajkach fińskich trzy żmije pożerają
księżyc, słońce i jasną zorzę; wg Bułgarów w dawnych czasach zła baba porwała
księżyc, ten uwolniwszy się przeklął ją i baba przemieniła się w żmiję, od której
pochodzą wszystkie ziemne gady. Pożerała ona ludzi „i zniszczyłaby cały świat,
ale święty Georgij zabił ją", por. A f a n a s j e w , Poeticzeskija..., t. I I , s. 535, o dro­
gocennych kamieniach znajdowanych w głowie zabitej żmii (smoka), tamże, s. 544;
o strzeżeniu przez smoka maści leczącej ślepotę, tamże, s. 549-550; por. wierzenia
3 6

3 7

�72

R Y S Z A R D TOMICKI

o wszystkich niemal innych cechach przypisywanych smokom. Mają one
nosić lub „prowadzać" chmury, z którymi są niekiedy utożsamiane, spusz­
czać ulewne deszcze i grady, albo na odwrót — nie wypuszczać „zamknię­
tych" wód powodując susze. Zdolność „wiązania" czy „zatrzymywania" ro­
zumieć należy jednak znacznie szerzej. Określa ona bowiem każdy rodzaj
działalności smoków. Najogólniej mówiąc zatrzymują one życie, a przeja­
wia się to szczególnie jaskrawo w niszczeniu zasiewów, pożeraniu kwitną­
cych zbóż i zwierząt domowych, zabieraniu krowom mleka itd. Efektem
posiadania negatywnie ocenianej cechy „wiązania" jest więc w każdym
przypadku destrukcja. W pieśniach, bajkach, legendach ilość jej form jest
bardzo duża — smoki strzegą dostępu do źródeł, szczególnie do źródła
„żywej wody", zamykają drogi i wąwozy, pożerają ludzi, zatrzymują
orszaki weselne itd. Dodać należy na marginesie, że przy opisach takich
sytuacji smoki kojarzone są nierzadko (podobnie jak diabły) z tzw. de­
monami wodnymi, którym przypisywano podobne cechy .
3S

Zgodnie z wierzeniami ludowymi smoki powstają w wyniku transfor­
macji węży, żmij, żab, czasem nawet jaszczurek, które jeśli przez określo­
ny czas nie mają kontaktu z ludźmi (nie widzą człowieka, nie słyszą jego
głosu lub dźwięku dzwonów) przeistaczają się w potwory. Z kolei gady
(wspominają o t y m niektóre mity) wywodzone są od Diabła. W micie
z Wołynia Diabeł wydobywa je z wód kosmicznych i rozpuszcza po ziemi.
Kiedy indziej powstają z kropel deszczu, w której to postaci spadały
z nieba diabły. W tym ostatnim szczególnie wypadku utożsamia się węże
z diabłami, pomocnikami, rywala Boga. Aby uzupełnić poglądy na genezę
gadów dodajmy, że w niektórych środowiskach ludowych krążyły legendy
mówiące, iż węże powstały z prochów mitycznego smoka, pokonanego on­
giś i spalonego przez św. Jerzego ' .
Źródeł tożsamości węża i diabła szukać należy, jak wiadomo, w egze-gezie znanych powszechnie fragmentów Księgi Rodzaju. Jednak w wie­
rzeniach chłopskich skojarzenie to miało inne nieco- znaczenie. Wiadomo
przecież o wielkim szacunku, jakim obdarzane były węże. W przeciwień­
stwie do smoków uważano je za istoty pożyteczne, a nawet konieczne dla
pomyślnego egzystowania ludzi. Na niektórych obszarach Słowiańszczyzny
otaczano je rodzajem kultu (m. in. Polska, Białoruś, Bułgaria). Pozytywne
wartościowanie węży ma, jak się wydaje, bezpośredni związek z przypi­
saniem im łączności z telluryczną, urodzajną sferą kosmosu. Stąd w prze­
świadczeniu społeczności chłopskich opiekować się one miały szeroko por 9

o napadaniu i pożeraniu ciał niebieskich jako przyczynie zaćmienia, M o s z y ń s k i ,
op. cit., e. 274, 449-451, 453, 580. Tam też o strzelaniu jako środku zapobiegawczym.
Por. M o s z y ń s k i , op. cit., s. 487.
D a h n h a r d t , op. cii., t. I I I , s. 169; por. H. P e r l s , Wąż w wierzeniach ludu
polskiego, L w ó w 1937, s. 92; w bajkach niejednokrotnie bohater walczący ze smo­
kiem spala go, np. węglem, A f a n a s j e w , Poeticzeskija..., t. I I , s. 544; por. buł­
garską legendę o babie-żmii, od której pochodzą gady, przyp. 37.
3 8

3 9

�73

SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

jętą płodnością — nie tylko płodami rolnymi, lecz także małymi dziećmi
i nowo narodzonymi zwierzętami domowymi. Niemniej jako- istoty gene­
tycznie związane ze sferą wód kosmicznych zachowały cechy akwatyczno-chtoniczne, wyrażające się nade wszystko w potencjalnej zdolności prze­
miany w smoki, ale również w ich związkach z duszami zmarłych itd.
To, co w ludowych wyobrażeniach o naturze węży wydawać by się
mogło sprzecznością — uważanie ich z jednej strony za pierwszą fazę
transformacyjną smoków, a z drugiej za istoty pożyteczne dla człowieka —
jest prostą konsekwencją ich ambiwalentnej natury. W pewnym stopniu
odnosi się to- również do- diabłów, chociaż one nie przedstawiają już tak
jasnego obrazu.
Jeżeli założymy, iż ów legendarny smok pokonany przez św. Jerzego,
z którego powstać miały węże, był potworem akwatycznym (do czego są
wszelkie dane), to otrzymamy następujący ciąg transformacji w świecie
gado-potworów:
SMCK!

Ingerencja

cztowieka

~~"( k o n t a k t )

KONTYNUACJA

POSTACI

Analogią tego schematu jest prezentowana przez mity historia diabłów..
Podług nich Diabeł jest istotą akwatyczną. personifikacją wód kosmicz­
nych, ale stworzeni przez niego pomocnicy — głównie diabły, związani
są ze strefą ziemską. Wszystkie wersje mitu podkreślają konsekwentnie,
że diabły spadły na ziemię i tam przebywają działając niejako w imieniu
swego władcy, uwięzionego w podziemiach. Nie są już istotami akwatycznymi, zauważmy bowiem, że mity podkreślają nie tylko miejsce ich prze­
bywania, lecz także fakt powstania ich już to z wody (albo śliny) zanie­
czyszczonej ziemią, już to (również przy udziale Diabła) z krzemienia. Oba
warianty mają naszym zdaniem ten sam sens, co wspominane przez, le­
gendę o św. Jerzym powstanie z popiołów spalonego smoka. Wydaje się,
że można je wszystkie wyjaśnić w jeden sposób — istoty pochodne od
Diabła lub Smoka (bohatera mitycznego) nie mogą być z nim identyczne,
nie reprezentują też w czystej formie właściwości swego poprzednika czy
stwórcy. W ich stworzeniu ma bowiem udział element wtórny albo przy­
najmniej powstają z połączenia dwóch elementów pierwotnych. Na ten
fakt zdaje się wskazywać podkreślanie w mitach roli ziemi lub ognia
(ziemskiego?) w ich powstaniu. Ponadto, a może nawet przede wszystkim,
sam fakt pochodzenia z innego, niższego niż obaj stwórcy, poziomu chro­
nologicznego przesądzać powinien o ich miejscu w hierarchicznym po-

�74

RYSZARD TOMICKI

rządku wszechświata. Strukturalnie rzecz ujmując jest to miejsce pośred­
nie pomiędzy strefą podziemi i strefą ziemską.
Podobieństwa historii węży i diabłów prowadzą jednak do momentu,
w którym korelacja między obu szeregami staje się niejasna. Gdy przed­
stawimy je w następującej postaci:
Smok
Diabeł

&gt;

węże

&gt; smoki

&gt;• diabły

*

?

nasuwa się pytanie: co w szeregu „diabelskim" jest korelatem ostatniego
elementu z szeregu „wężowego"? Najprościej byłoby przyjąć, że wierze­
nia ludowe kształtowane — przynajmniej w tej materii — pod przemoż­
nym wpływem nauk kościelnych, tracą swą konsekwencję. Diabły bowiem
nie podlegają dalszym metamorfozom. Przypisuje się i m jednak wielo­
krotnie cechy i właściwości smocze (m. in. powodowanie wichur, sprowa­
dzanie ulew; podobnie jak smoki diabły zabijane są przez piorunowładcę,
itp.), co uznać można za uzupełnienie naszego schematu. Przyjęcie tego
rozwiązania nie wyczerpuje bynajmniej możliwości interpretacji. Swego
rodzaju analogią do poczynań smoków w skali ziemskiej są bowiem rów­
nież przewidywane działania uwolnionego Diabła.
Jak na co dzień smoki powodują — najogólniej mówiąc — susze lub
powodzie, podobnie Diabeł urwawszy się z łańcucha przy końcu świata
będzie sprawcą potopu albo pozbawi ziemię wody. Odpowiedniość między
przedstawionymi wyżej szeregami istnieje więc także w dwóch różnych
skalach czasowych:
POCZĄTEK

WSPÓŁCZESNOŚĆ

KONIEC

NIEBO
Diaber wolny

w ę ż e laiabfy) ^ZIEMIA

Diaber uwolniony
A

— » • smoki
Diaber
. POD­
uwięziony ZIEMIA

Odmienność skali chronologicznej oraz cech działania wiąże się po­
nownie z odmiennością diachronicznego poziomu pochodzenia. Diabeł/Smok
włada wodą kosmiczną, smoki ziemskie natomiast wodą ziemską.
Przejdźmy teraz, do kolejnych epizodów mitu, by ukazać, że nie jest
on tylko legendą o powstaniu ziemi, lecz mówi w rzeczywistości o stwo­
rzeniu świata, opisując zarówno jego, strukturę jak i zasadę dynamiki.
Uformowanie ziemi i rozdzielenie nią wód kosmicznych od powietrz­
nych przestworzy jest równoznaczne z ustanowieniem w kosmosie po­
rządku wertykalnego. Przestrzeń podzielona zostaje na trzy ułożone ponad
sobą strefy. Jednak w świetle znanych nam mitów niejasna pozostaje
kwestia wyodrębnienia i oddzielenia nieba jako odrębnej od powietrza

�75

SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

strefy. XIX-wieczne wersje nie wspominają o niczym, co uznać by można
za akt ustanowienia „granic" nieba. Tylko jeden z wariantów mitu apo­
kryficznego zawiera zagadkowe dla jego dawnych komentatorów stwier­
dzenie, będące najprawdopodobniej brakującym nam ogniwem. Oto po
strąceniu zastępów diabelskich „Pan umieścił Archanioła Michała ponad
wszystkimi zastępami anielskimi i Anioł rzekł (?) i niebo zostało zam­
knięte" .
Warunkiem trwania trój strefowego porządku świata jest polaryzacja
stwórców. Chociaż rozwój sytuacji po utworzeniu ziemi opisywany bywa
rozmaicie — raz Diabeł podąża za Bogiem do nieba chcąc dostąpić takich,
jak on zaszczytów, innym razem dewastuje znajdującą się w jego' władaniu
ziemię — ze wszystkich znanych wersji wynika, że strącenie Diabła
podyktowane jest troską o los wspólnego dzieła, o zachowanie życia w kos­
mosie. Dominującą rolę w ostatnim akcie kreacji odgrywa ogień niebieski
(błyskawice i pioruny), którym włada najczęściej istota będąca aktywnym,
dysponującym siłą fizyczną alter ego Boga. Nieraz dokonuje tego sam
Bóg wykorzystując również ogień niebieski . Wraz z uwięzieniem Diabła
i powstaniem trzeciej, przeciwległej do nieba strefy — podziemi, świat
zostaje ostatecznie uporządkowany:
40

41

Niebo — Bóg
Ziemia
Podziemia — Diabeł

Ta trójdzielna struktura przestrzenna, jeśli przełożyć ją na przestrzen­
ny układ bóstw, czy też istot nadprzyrodzonych, przybiera postać bardziej
skomplikowaną. Ziemia jest bowiem polem działania pomocników Diab­
ł a — diabłów, gadów i smoków. Odchodzący do nieba Bóg wyznacza
również swego' „namiestnika" do- spraw ziemskich. Według wierzeń hucul­
skich była to wspomniana już tajemnicza istota, zwana
żertwą :
12

4 0

D a h n h a r d t , op. cit., t. I, s. 44. W M 39 (Wielkorus) m ó w i się o budowaniu
kolejnych poziomów nieba. Diabeł zostaje strącony wraz z 8 niebem, ponad ziemią
pozostaje ich 7. Mamy tu do czynienia z w p ł y w e m kosmologicznych wierzeń ludów
azjatyckich, np. Samojedzi umieszczali bóstwo Num w 7 niebie, według Jakutów
Utun ajy tojon lub Aibyt aga (Aga — „ojciec") przebywa w 7 niebie, por. E l i a d e ,
Traktat..., s. 64-65, 68.
Diabeł czasem także włada ogniem (np. M1), ale ma on mniejszą siłę niż
ogień niebieski. Powtarza się to w wierzeniach, bajkach, legendach i bylinach,
gdzie smoki zieją ogniem a równocześnie od ognia giną. Pomijając skojarzenie
z ogniem piekielnym, które mogło w y w r z e ć piętno na tych wyobrażeniach, zazna­
czyć należy, że w niektórych mitach Diabeł jest twórcą ognia (ogniska), ale Bóg
używając podstępu odbiera mu go. W innym micie huculskim ogień tworzy Bóg
i ofiarowuje go Adamowi. Diabeł plując zanieczyszcza ogień powodując powstanie
dymu — taki też ogień pozostaje we władaniu człowieka. Afanasjew
(Poeticzeskija...,
t. I I , s. 6-7) przytacza za starym apokryfem wierzenie, że ogień zapalony od słońca —
oka bożego — przyniósł na ziemię sw. Michał Archanioł.
S z u c h i e w i c z , op. cit., t. I V , s. 30; o walce ze smokiem zamykającym
w o d ę por. np. G r z e g o r z e w s k i , op. cit., s. 64.
4 1

4 2

�76

R Y S Z A R D TOMICKI

„Jyk namnożyło sy ludyj, szo dawały sy duże Judyty, piszov Boh na wysynu
i wibrav sobi powirnycu: żertwu. Wona buła zrazu taka jyk czołowik. Na hori, wy­
soko meży nebom a zemłev, de wona syd'iła, rosły łysz afyny; żertwa żywyła sy
nymy; wid toho buła wona czysta, Boh posyíav ji na žemlu, aby wona powistuwała,
szo ďije sy na žemly; neraz zsylav ji Boh na zemiu karaty ludyj wohnem. Jyk Boh
posylav j i na žemlu, to wona prokydała sy u hadynu z kryłamy, a na kincy fosta
ji buła pociyrka, szo na uwes świt śwityła".

Pewnego jednak razu, gdy Bóg posłał żertwę, aby zobaczyła czy l u ­
dzie modlą się, przebywała ona wśród ludzi dość długo i zgłodniawszy
najadła się ścierwa, które pozostało po potopie. Przypełzła na górę „na
czerewi", gdyż nie mogła z przejedzenia lecieć. Za karę Bóg pozbawił ją
na zawsze możliwości latania i uczynił strażnikiem źródła z wodą, skąd
nie mogła się ruszyć. Aby jednocześnie ukarać ludzi*(nie wiadomo za co)
rozkazał żertwie puszczać wodę tylko' wtedy, gdy ludzie przyniosą jej
dziewczynę lub chłopca do pożarcia. Uwolnił ich od żertwy „takyj człowik-sjyteć, szo j i ubyv у z toho cziysu stało bohato wody na zemły".
Przytaczamy tę opowieść w obszernym skrócie, ponieważ zawiera ona
doskonałą charakterystykę dwóch różnych istot mitycznych. Zauważmy
bowiem, że cechy przypisywane żertwie przed i po ukaraniu są w stosun­
ku do siebie opozycyjne:
I
przebywanie na górze
spożywanie jagód (czystość)
fruwanie
władanie ogniem

II
przebywanie na dole (na ziemi?)
spożywanie ścierwa (nieczystość)
pełzanie (niemożność fruwania)
władanie w o d ą

Kolumna I charakteryzuje „namiestnika" boskiego, w t y m wypadku
żertwę, ale można cechy te rozciągnąć na wszystkie istoty pełniące t ę
funkcję, a więc przede wszystkim na piorunowładców. Prócz znanych
nam już Michała Archanioła i św. Eliasza odnosi się to również do Żmija.
Zanim poświęcimy nieco' więcej uwagi tej ostatniej postaci dodajmy, że
kolumna I I opisuje doskonale postać smoka (por. wyżej). Podług wierzeń
ludowych, a także legend, pieśni oraz. bajek smoki przebywały w miej­
scach usytuowanych pomiędzy strefami ziemi i podziemi, a więc w jaski­
niach, jamach (por. ikonografię tematu św. Jerzy i smok), pod korzeniami
drzew (szczególnie drzewa kosmicznego lub jego' bajkowego odwzorowa­
nia), w rzekach, jeziorach, morzach. Wszystkie wspomniane miejsca są
symetryczne do pierwotnej siedziby żertwy — „na hori, wysoko meży
nebom a zemłev". Smoki były ponadto strażnikami źródeł, a zwłaszcza
źródła żywej wody. Wreszcie wzmianka o zabiciu żertwy przez „świętego
człowieka" niedwuznacznie nawiązuje do- bardzo rozpowszechnionego na
całym obszarze Słowiańszczyzny wątku walki bohatera ze smokiem. Nie­
wykluczone, że w powyższym opowiadaniu mamy więc do czynienia ze
śladem wierzeń o transformacji istoty czystej, bożego namiestnika w isto­
tę nieczystą, smoka. W świetle innych danych można jednak przypuszczać,
iż wierzenie to stanowi zbitkę identyfikującą mylnie dwie różne postaci.

�77

SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

Opis żertwy i jej funkcji przypomina wspomnianego już Żmija, istotę
występującą w wierzeniach wszystkich niemal grup słowiańskich . O ile
na obszarze północnej, zachodniej i częściowo wschodniej Słowiańszczyzny
był on w końcu X I X wieku już tylko rodzajem demona domowego, o tyle
u Słowian południowych, przede wszystkim w Bułgarii i Serbii, oraz
u niektórych Słowian wschodnich Żmij uważany był za władcę piorunów.
Na tym znanym z zachowawczości kulturowej terenie przetrwały wierze­
nia pozwalające sądzić, że Żmij jest archaiczną formą istoty piorunowładnej. Jak stwierdza Moszyński, w niektórych okolicach utrzymywano, iż
Żmijowie rodzą się z kobiet zapłodnionych przez promień świętej góry .
Miały to być istoty antropomorficzne, posiadające zdolność przybierania
postaci ptasiej, obdarzone skrzydełkami oraz wężowym ogonem. Podobnie
przedstawiano nieraz ptaki uważane za wcielenia istot mitycznych, np.
orła czy mitycznego koguta z wężowym ogonem walczącego z alą (smo­
kiem) w sztuce Słowian p o ł u d n i o w y c h . Funkcje, jakie pełnił Żmij wed­
ług południowosłowiańskich wierzeń, odpowiadają w pełni funkcjom piorunowładców z pozostałych regionów Słowiańszczyzny. Walczył on przy
pomocy błyskawic i piorunów z „'zamykającymi" wody smokami, opieko­
wał się płodnością itp. Żmij jest ponadto jedyną w wierzeniach ludowych
postacią, która doskonale zachowała dość typową cechę bóstw piorunowładnych — aktywność seksualną. Jest on „samcem par
excellence".
W tym Eliadowskim określeniu mieszczą się nie tylko jego- właściwości
zapładniające, siła rozrodcza przejawiająca się w sferze agrarnej, lecz tak­
że aspekt seksualno-erotyczny tej postaci (powszechnie znanym przykła­
dem samczości bóstw piorunowładnych jest historia Zeusa i Ledy). W tra­
dycji Słowian południowych Żmijowie mieli lubować się w „towarzystwie
dziewcząt czy kobiet", jak oględnie pisze K. Moszyński . W rzeczywi­
stości, co wynika z innych tekstów (Serbia, Bułgaria, Ukraina ) , Żmijo43

41

45

46

47

4 3

O terminologii i mieszaniu smoka ze Żmijem por. moją recenzję z pracy
H. Czajki, Bohaterska epika ludowa Słowian (Struktura treści), „Etnografia Polska",
t. X I X : 1974, z. 2. Nazwy tej istoty u wszystkich niemal Słowian były zbliżone:
pol. — żmij, żmij, Wielkorus. — zraij, zmiej, bułg. — zmej, serbochor. i słoweńskie —
zmaj, grmłużyc. — zmij, por. M o s z y ń s k i , op. cit s. 578; A. C e r n y ,
Istoty
mityczne Serbów łużyckich, „Wisła", t. V I I I : 1894, s. 645 п.; W a k a r e l s k i , op. cit.,
s. 224; S. K u l i s i ć, P. Ż. P e t r o v i ć, N. P a n t e l i ć , Srpski mitołoski
rječnik,
Beograd 1970, hasło „zmaj"; A f a n a s j e w , Poeticzeskija..., t. I I , s. 510-518 (tam
o utożsamieniu Żmija z błyskawicą, gromem i piorunem m. in. w zagadkach ludo­
wych) ; S. Z e с e v i ć, Zmaj u narodnom verovanju
severoistočne
Srbije — sa
slovenskim i bałkańskim
paralelama, „Makedonski Folklor", I I : 1969, broj 3-4,
s. 361-368.
w

4 4

M o s z y ń s k i , op. cit., s. 652, przyp. 1.
O orle — M o s z y ń s k i , op. cit., s. 569; por. K u l i s i e , P e t r o v i ć, P a n ­
t e l i ć , op. cii., hasło „zmaj".
M o s z y ń s k i , op. cit., t. I I , cz. 1, s. 273, 653; t. I I , cz. 2, s. 744 — pieśń buł­
garska o zaślubinach Żmija z kobietą.
Por. przykładowo pieśń o księżnej Milicy odwiedzanej nocami przez Żmija —
„Zjawia się on zawsze nocą, do domu dostaje się przez okno lub przez komin. Zaw4 5

4 6

4 7

�78

RYSZAKD

TOMICKI

wie z ochotą nawiązywali związki płciowe z ziemskimi kobietami, a rodzili
się z nich odmieńcy, których np. w Bułgarii ceniono bardzo, ponieważ
mieli przynosić szczęście całej rodzinnej wsi. Wyrastali z nich „junacy
obdarzeni niezwykłymi zaletami umysłu i niebywałą s i ł ą " . Stosunek
ludzi do dzieci Żmijów i kobiet był więc diametralnie odmienny od sto­
sunku do bardziej znanych m. in. w Polsce potomków demonów wodnych,
np. boginek, uważanych powszechnie za matołków.
Nie wnikając bliżej w genetyczno-historyczne aspekty postaci Żmija
dodajmy tylko, że znane nam wyobrażenia jego kształtu oraz właściwości
są analogiczne do pierwotnej postaci żertwy. Niewykluczone, że w opo­
wiadaniu Hucułów zachował się w zniekształconej formie ślad ogólnosłowiańskiej istoty piorunowładnej mającej wężopodobną, skrzydlatą i prze­
de wszystkim ognistą postać .
W żadnym z mitów kosmogonicznych nie spotykamy śladu Żmija.
Piorunami władają święci Michał lub Eliasz, a nieraz sam Bóg. Ich inter­
wencja wieńczy dzieło' stworzenia kosmosu. Trzeba tu dodać, iż w świetle
większości wersji udział „boskiego pomocnika" jest niezbędny, ponieważ
Bóg jest bezsilny w stosunku do Diabła. Dysponuje co prawda mocą
tworzenia życia, ale — jak dobitnie stwierdza jedna z wersji huculskich —
sam nic nie może zrobić. Brak mu siły fizycznej. Bezsilność, a nawet
bezradność Boga podkreślana jest także przez te mity, które opisują jego
niewiedzę co do sposobu odzyskania zmarłych zaprzedanych Diabłu (por.
część „Człowiek"). Zadanie to przejmuje na siebie pomocnik — wojownik
wyposażony w błyskawice i pioruny. W rzeczywistości piorunowładca
48

4 9

50

sze udaje się wprost do łóżka i pozostaje tam do świtu", C z a j k a , op. cit, s. 143144. Do wielu wątpliwości i błędnych interpretacji w tej książce zaliczyć wypada też
wniosek autorki, jakoby „żmij i jego kontakty z kobietą" = „wąż w roli kusiciela
i zdobywcy" oraz konkluzję: „Analogia do wersji biblijnej jest tak wyraźna, że
można chyba bez większego ryzyka wysunąć hipotezę, iż został on zapożyczony
z Biblii, której treść docierała do ludu również głównie drogą opowieści ustnych"
(s. 145).
M o s z y ń s k i , op. cit., s. 653. Por. też Ju. I . S m i r n o w, Sławjanskije
epiczeskije tradicii. Probliemy ewolucii, Moskwa 1974, s. 113.
R. T o m i c k i , Żmij, Żmigrody,
Wały Żmijowe.
Z problematyki religii przed­
chrześcijańskich
Słowian, „Archeologia Polski", t. X I X : 1974, z. 2, s. 483-508. Infor­
macje o Żmiju z X I , X I I , X V I i X V I I w. patrz: A f a n a s j e w ,
Poeticzeskija...,
t. I I , s. 510-511. Por. też K . D. L a u s z k i n ,
Dieriewjannaja
jigurka
antropomorfnogo suszczestwa iz Staroj Ładogi, [w:] Folklor i etnografija russkogo siewiera,
Leningrad 1973, s. 250-279.
B ó s t w o władające piorunami występujące w wężo(smoko)podobnej, ale ogni­
stej postaci znane było wśród wielu l u d ó w Eurazji. Przykładem wierzenia wepół' czesnych Mongołów: L u u — „mocarna istota przebywająca pośród bogów niebiań­
skich", „Określają L u u jako smoka lub gryfa z ognistym ogonem", „Luu — to zło­
wieszcze stworzenie; przypomina smoka. Stwór ten, miotając ogonem, w y w o ł u j e
błyskawice", „Mówią, że to smok w niebiosach żyjący", J . O l ę d z k i , Chün bajna,
„Etnografia Polska", t. X V I I : 1973, z. 2, s. 131. Osetyńcy natomiast uważali Żmija
noszącego błyskawice za wcielenie św. Eliasza i składali mu ofiary (poł. X I X w.),
A f a n a s j e w , Poeticzeskija..., t. I , s. 483.
4 8

4 9

5 0

�79

SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

przejmuje także inne funkcje pełnione dotychczas przez Boga, który od­
chodząc do nieba staje się klasycznym deus otiosus . Św. Michał (lub
Eliasz) sprawuje rolę namiestnika boskiego na ziemi.
Pojawienie się w akcji istoty pior uno władnej zmienia istniejącą dotąd
sytuację. W miejsce początkowej opozycji binarnej Bóg — Diabeł, poja­
wia się trójmian, mający jednak nadal charakter opozycji, tyle że jeden
z członów jest dwuelementowy:
51

(Bóg)
Piorunowładca
Diabeł

Schemat ten opisuje i wyjaśnia istotę dynamiki kosmosu. Przeciwsta­
wienie św. Michał (Eliasz) — Diabeł nie jest równoważne, gdyż między
tymi postaciami istnieje różnica poziomu pochodzenia, a co za t y m idzie
różnica miejsca w hierarchii bytów. Innymi słowy, równoważnym przeciw­
nikiem Diabła jest w zasadzie wyłącznie Bóg — obaj istnieją od początku
świata. Z tego jednak względu sam Bóg także nie może pokonać prze­
ciwnika. Znamiennym faktem jest podkreślana przez najpełniejsze wersje
mitu dwufazowość walki między nimi. W pierwszej fazie Diabeł zyskuje
przewagę nad walczącymi po stronie Boga aniołami, w drugiej natomiast
szalę zwycięstwa na korzyść sił niebieskich przechyla — w zależności od
tego, kto uwikłany jest bezpośrednio w walkę — św. Michał (Eliasz) lub
Bóg. To dwojakie rozwiązanie zdaje się wskazywać, iż pokonanie Diabła
przez jedną tylko ze wspomnianych istot jest niemożliwe. Bogu, jak już
kilkakrotnie wspominaliśmy, brak siły fizycznej, zaś piorunowładca w hie­
rarchicznym porządku świata zajmuje w stosunku do Diabła pozycję pod­
legania. Mogą natomiast dokonać tego obaj. Dlatego też św. Michał
(Eliasz) ucieka się bardzo często do pomocy Boga (i odwrotnie) przeja­
wiającej się zresztą w różnych formach. W najstarszych apokryficznych
wersjach m i t u Bóg nadaje mu postać mnicha i to „powołanie się" na moc
atrybutów chrześcijańskich decyduje o powodzeniu. Nieraz pomoc udzie­
lona zostaje przez akt błogosławienia, czyli przekazanie części magicznej
mocy Boga .
52

5 1

Czasami Bóg nie tylko włada piorunami, ale przejmuje także funkcje innych
świętych, np. posiada władzę nad wilkami co zwykle przypisywane bywa św. Jerze­
mu, M o s z y ń s k i , op. cit., s. 573. Dwoisty obraz Boga w tradycji ludowej —
z jednej strony pasywny deus otiosus, nie ingerujący w sprawy ziemskie, z drugiej
zaś Bóg aktywny, któremu przywrócone niejako zostają funkcje świętych — ma ana­
logie w wierzeniach np. azjatyckich. Eliade analizując wierzenia l u d ó w uralsko-ałtajskich o bogu nieba gotów jest tłumaczyć pasywność tego bóstwa brakiem inge­
rencji „historii" w życie społeczeństwa, natomiast przybieranie przezeń cech wojow­
nika, aktywnego suwerena uważać za wyraz określonych zjawisk społeczno-kulturo­
wych, E l i a d e , Traktat..., s. 68 n.
5 2

łow,

Mityczna walka znalazła odbicie w wielu tekstach ludowych, por. B. P u t i Russkije
i jużnoslawianskije
epiczeskije pieśni o zmieieborstwie,
„Russkij

�80

R Y S Z A R D TOMICKI

Pokonanie Diabła kończy proces tworzenia kosmosu, zamyka ciąg diachronicznych wydarzeń. Równocześnie powstaje ostateczna struktura
świata. Przedstawiony wyżej układ istot nadprzyrodzonych skorelowany
jest z. trzema strefami świata — piorunowładca bowiem, jak wiemy, pełni
w strefie ziemskiej funkcję boskiego namiestnika. W przeciwieństwie do
czteroelementowej, statycznej struktury horyzontalnej (por. Formowanie
ziemi) struktura wertykalna jest dynamiczna. Opisuje ona aktywny aspekt
ś w i a t a . Jej trwanie stanowi warunek istnienia świata. Mówią o tym
najwyraźniej opisy końca świata, a szczególnie ten, który stwierdza, że
obwieszczony on zostanie nie tyle przez; uwolnienie Diabła, ile przez
śmierć walczącego z nim Eliasza. Gdy zginie piorunowładca nastąpi po­
wrót do sytuacji wyjściowej. Miejsce triady: (Bóg) Piorunowładca — Dia­
beł, zajmie pierwotna pozycja binarna: Bóg — Diabeł. Według mitu
huculskiego, wykazującego' zdecydowanie wpływ doktryny chrześcijań­
skiej, nastąpi wówczas interwencja Chrystusa i sąd ostateczny. Jednak,
jeśli pamiętać o stworzeniu istoty piorunowładnej jako remedium na
bezsilność Boga, przypuszczać można, że wizja końca świata łączyła się
pierwotnie z powrotem do sytuacji wyjściowej — zniszczenie dynamicznej
struktury wszechświata powodowało w sposób konieczny istnienie elemen­
tów składowych kosmosu w postaci nieuporządkowanej.
1

53

Znaczenie struktury wertykalnej jako- formy opisu dynamicznego
aspektu świata potwierdza także analiza roli istoty piorunowładnej w co­
dziennym życiu, gdyż nie kończy się ona bynajmniej na dopełnieniu dzieła
stworzenia. Piorunowładca czuwa od tamtego czasu nad trwaniem świata.
folklor", t. X I : 1968, s. 31-54; t e n ż e , Russkij i jużnosławjanskij
geroiczeskij epos.
Sprawnitielno-tipologiczeskoje
issledowanie, Moskwa 1971, 31-54; N. W. N o w i k o w ,
Obrazy wostoćznoslaw jansko j wolszebnoj skazki, Leningrad 1974. Zarówno postać
bohatera, jak i sens walki ulegają licznym transformacjom. Często jednak bohater
odwołuje się do pomocy Boga lub innej postaci mającej „moc precedensową". Przy­
najmniej dla obszarów Wielkorusi i Ukrainy w połowie zachowanych ikon znajdu­
jemy ślad tego wierzenia w postaci ręki opatrzności czy innego znaku pomocy nie­
bios w walce, jaką toczy św. Jerzy ze smokiem, W. J . P r o p p, Zmtejeborstwo
Gieorgija w swietie folklora, [w:] Folklor i etnografija russkogo sewera..., s. 190-208.
W innym planie występuje nieraz odwołanie się bohatera zmagającego się ze smokiem
lub demonami (np. wiłami strzegącymi dostępu do źródeł) do św. Jerzego (!), por.
C z a j k a , op. cit., s. 71. Pokonanie przeciwnika umożliwia także odwołanie się do
innych precedensów — sprytu, podstępu (por. cz. I) lub użycie ognia (por. przyp. 39).
Identyczny fakt zanotowano w wierzeniach mongolskich, gdzie pokonanie przez
Oczirwani, boga dysponującego dużą siłą fizyczną smoka Losy, żyjącego w wodzie
i zatruwającego ziemię oraz ludzi, możliwe jest tylko dzięki „pomocy" Tengri, boga
nieba, por. S u m c o w , op. cit., s. 16.
5 3

Trójka, liczba będąca we wszystkich niemal tradycjach kulturowych obrazem
„jakiejś absolutnej doskonałości", „przedstawia sobą idealną strukturę z wydzielo­
nym początkiem, środkiem i końcem". Stąd też „liczba 3 może służyć za idealny
model dowolnego procesu dynamicznego', dopuszczającego powstawanie, rozwój, upa­
dek, lub — w nieco innym planie — tezę, antytezę i syntezę", W. N. T o p o r o w,
O modelach liczbowych w kulturach archaicznych, „Teksty", nr 1: 1974, s, 179.

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

81

Walka z Diabłem in illo tempore była tylko wydarzeniem precedenso­
wym, określającym miejsce tej postaci w strukturze kosmosu.
Strącony i uwięziony Diabeł działa na ziemi za pośrednictwem „po­
mocników", ale ciągle dąży do uwolnienia się. W ciągu całego roku roz­
rywa łańcuch, lecz gdy pozostaje już tylko jedno ogniwo pewne czynności
magiczno-obrzędowe wykonywane corocznie przez ludzi sprawiają, że łań­
cuch zrasta się ponownie. Zwykle moc tę przypisuje się różnym rytual­
nym praktykom stanowiącym składniki obrzędowości wielkanocnej .
Niekiedy akt ten dokonuje się bez czynnego udziału ludzi, gdyż czynni­
kiem sprawczym scalenia diabelskiego łańcucha jest zmartwychwstanie
Jezusa (np. łańcuch zrasta się, gdy w kościele rozlega się alleluja). Praw­
dopodobnie jest to wtórny wariant interpretacji nawiązujący do epizodu
uwięzienia Diabła przez Jezusa zstępującego do piekieł. Mógł on powstać
na skutek pewnych przesunięć w ludowym kalendarzu obrzędowym zwią­
zanych z rewaloryzacją wydarzeń mitycznych pod wpływem kościoła.
Niemniej jeszcze w początkach X X wieku w kulturze ludowej występo­
wały ślady dawniejszego, być może pierwotnego wariantu interpretacyj­
nego'. Skucie łańcucha dokonuje się podczas pierwszego wiosennego ude­
rzenia pioruna. Choć nigdzie nie udato się nam znaleźć tego wyjaśnienia
podanego explicite, to jednak do wniosku takiego skłania szereg faktów,
przede wszystkim zaś zespół wierzeń wiążących pierwsze uderzenie pioru­
na z początkiem wiosny, „otwarciem" ziemi i odnowieniem życia w przy­
rodzie. Wydarzenie to łączy się poza t y m bezpośrednio z dniem św. Je­
rzego, uważanym przez dużą część ludności słowiańskiej za datę rozpo­
czynającą wiosnę, a św. Jerzy jest jedną z najważniejszych transformacji
istoty piorunowładnej . Ten sposób wyjaśnienia odpowiada w pełni m i ­
towi kosmogonicznemu oraz wierzeniu zanotowanemu w końcu minionego
S4

55

5 4

Por. F . K r č e k ,
Pisanki w Galicyi.
Zestawienie
materyalu,
zebranego
w r. 2897, staraniem Towarzystwa Ludoznawczego,
„Lud", t. I V : 1898, s. 186-230.
Wielokrotnie powtarza się przekonanie o związku malowania jaj z trwaniem świata,
choć różna jest ich forma: „Pisanki malują, bo żyją jeszcze 4 żydzi w Jerozolimie,
którzy męczyli J . Chrystusa, i ciągle żyją i dręczą się ze zgryzoty, że żyją, że to
uczynili, i pytają ludzi, błąkających się po Wschodzie, czy jeszcze piszą pisanki, czy
krowa rodzi krase cielę, czy liście na orzechu wołoskim jest jeszcze. Gdyby nie
pisano, to oniby umarli i zakończyli swe męki i byłby koniec świata" (s. 218-219);
„malują jaja, ażeby antychryst (który przecie pozostaje w związku z końcem świata)
nie nabrał siły i nie zerwał „łanciw", które nań nałożono — zapewne w piekle"
(s. 219); „malują pisanki dlatego, że Chrystus wstał z grobu, jak z jaja kurczę"
(s. 219). Por. też W. S u l i s z, Wielkanoc w Sanockiem, „Lud", t. X I I : 1906, s. 316-317; W i t o r t , Przeżytki...,
s. 215.
5 5

Dzięki temu św. Jerzy zajmował w a ż n e miejsce w ludowym systemie wierzeniowo-obrzędowym. Poświęcony mu dzień 23 I V , uważany był za początek roku
(wiosny), co np. u Bułgarów wiązano bezpośrednio z zabijaniem przez niego smoka,
por. W a k a r e l s k i , op. cit, s. 295. Decydującą rolę w charakterystyce św. Jerzego
odgrywa symbolika otwierania, por. S z u c h i e w i c z , op. cit., t. I I I , s. 1; O. K o l ­
b e r g , Dzieła wszystkie t. 54, Ruś karpacka cz. I, s. 76. Łączy się z nią ogólnie
znana funkcja św. Jerzego (identyfikowanego nieraz ze św. Eliaszem) jako patrona
« - • Etnografia Polska, Х Х Д

�82

K Y S Z A R D TOMICKI

wieku w Galicji, że scalenie diabelskiego łańcucha stanowi warunek dal­
szego trwania ś w i a t a . Początek każdego roku, a właściwie początek
wiosny jest odwzorowaniem wydarzeń mitycznych.
Nie można jednak wykluczyć innej możliwości, a mianowicie, że obie
interpretacje są aktualne równocześnie, odpowiadając dwóm różnym mo­
mentom — uwięzieniu Diabła oraz uwolnieniu ludzi z piekła przez Jezusa
Chrystusa. Rozstrzygnięcie tej niejasności wymaga badań w dziedzinie
obrzędowości wiosennej. Jednak prawdopodobieństwo naszej hipotezy
zwiększa fakt, że mityczna walka piorunowładcy z Diabłem/Smokiem była
w świadomości ludowej precedensem dla wielu wydarzeń dziejących się
na co dzień w różnych sferach i na różnych poziomach rzeczywistości.
Wspominaliśmy już, że św. Eliasz i Żmij (św. Michał nie występuje raczej
w wierzeniach ludowych, poza mitem ) pełnią na co dzień tę samą rolę,
co w czasie tworzenia świata. Przypisuje się im zgodnie co najmniej dwie
cechy: władanie ogniem niebieskim, zdecydowanie odmiennie wartościo­
wanym niż ziemski , oraz opiekę nad płodnością. Zadaniem piorunowład­
cy było- więc przede wszystkim niszczenie wszelkich sił ciemnych — diab­
łów, smoków i demonów — zagrażających w jakikolwiek sposób urodza­
jom , ale władca piorunów był nade wszystko sprawcą życiodajnych desz­
c z y , gdyż walcząc z „wiążącymi" wody smokami sprowadzał oczekiwane
opady, lub zapobiegał niszczycielskim ulewom i gradobiciu. Burze — jak
zauważył K. Moszyński — były dość powszechnie uważane za najjaskraw56

57

58

59

60

zwierząt, wraz z całym kompleksem wierzeń o przybywaniu w dniu jego święta jele­
nia, krowy, byka do wsi oraz z rytuałem ofiary z pierwocin, por. W а к a r e 1 s к i,
op. cit., s. 219; M o s z y ń s k i , op. cii., s. 245, 576-577.
Por. przyp. 53.
57 Wprowadzenie św. Michała do mitu kosmogonicznego dokonało się zapewne
dzięki walce z Diabłem, tak obrazowo opisanej w Apokalipsie św. Jana. Osobny
problem stanowi pytanie —- dlaczego mimo tego Eliasz występuje w roli pioruno­
władcy nieporównanie częściej niż św. Michał? Niewykluczone, że w procesie upo­
wszechniania i adaptowania obu świętych poważną rolę odegrały względy socjo­
logiczne, tzn. rozwarstwienie społeczne i idące za tym zróżnicowanie przedmiotów
kultu.
Zwano go m. in. „ogniem bożym", M o s z y ń s k i , op. cit., § 467; na Wołyniu
w czasie pożaru od pioruna wieśniaczki wynosiły nakryty stół, stawiały nań ś w i ę ­
coną wodę, kładły chleb oraz sól i chodząc ze stołem wokół płonącego domu śpie­
w a ł y ; „Oj ty, ogniu pożadnyj, iz nieba nam zasłannyj. Nie raschodsja ty jak dym,
bo tak prikazaw tobi bożij syn", A. P i n с z u k, llin den, Moskwa 1974, s. 37.
Według wierzeń z różnych regionów Słowiańszczyzny funkcję tę pełniły także
niektóre zwierzęta — wilki, jelenie, niedźwiedzie.
W Nowogrodzie były dwie cerkwie — Eliasza Suchego i Mokrego, podczas
suszy modlono się do liii Mokrego, w czasie ulew do Suchego, P i n с z u k, op. cit.,
s. 33. Pietkiewicz zanotował na Polesiu ciekawą informację o zróżnicowaniu desz­
czów — od'23 I V (św. Jerzego) do wykształcenia się żytnich ziarn, deszcz zwie s i ę
chlebawik, podczas ż n i w — hnilak; w tym samym czasie deszcz ulewny — uredny
liwun, zaś w innym czasie ulewa — tylko liwun. Jesienny drobny deszcz — niehadź
albo chalupa, Cz. P i e t k i e w i c z , Kultura duchowa Polesia rzeczyckiego, Warsza­
w a 1938, s. 15-16.
5 6

5 8

5 9

6 0

�83

SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

szy przykład ciągłej walki ognia z wodą, istot ognistych z akwatycznymi .
W strefie ziemskiej i w czasowym planie codzienności opozycja tych
istot posiadała nieco inną wartość niż w skali kosmicznej, gdzie przeciw­
stawienie Bóg — Diabeł artykułowane jest w skrajnym wariancie jako
opozycja życia i śmierci. W skali ziemskiej układ przybiera postać: kon­
strukcja — destrukcja .
Podobnie rzecz ma się, gdy przechodzimy na jeszcze niższy poziom
rzeczywistości. Przykładem utrzymujące się w społecznościach chłopskich
przekonanie, że wraz z usłyszeniem pierwszego w roku grzmotu należy
uderzyć kamieniem po głowie, aby zabezpieczyć się na cały rok od chorób.
Precedensowy charakter pokonania Diabła ujawnia się t u w całej okaza­
łości; a dodać należy, iż wydarzenie to odwzorowywane było- nie tylko
w owym początkującym rok momencie, lecz także w przypadku każdego
zachorowania. Przekonującego świadectwa dostarcza modlitwa chorego
Rusina: „Modlę się do&gt; siebie, święty boży Ilio. Poślij trzydzieści aniołów
w złotym kowanym odzieniu, z łukami i strzałami, niech odeprą i odstrze­
lą od sługi bożego Wasyla uroki, bóle i nawały, szczypanie i łamanicę
i przez; wiatr noszone plagi [...]. Spuść m i grom i błyskawicę, odbij i od­
strzel od sługi bożego uroki [...]" .
61

62

63

W t y m wypadku opozycja konstrukcja — destrukcja artykułowana jest
poprzez przeciwstawienie zdrowie — choroba. T y m samym, przeszedłszy
od poziomu kosmicznego do antropologicznego, struktura świata ukazuje
się jako konsekwentny ciąg opozycji o różnym stopniu ogólności:
•Iternatywa

ZYCIE &lt;S-

chrzescijariska\

RAJ

KONSTRUKCJA
ZDROWIE

t

Strefa
ziemska

CZŁOWIEK

WSCHÓD
(prawa)

DESTRUKCJA

PIEKŁO
alternatywa
chrześcijańska
6 1

• SMIERC

Podziemia

M o s z y ń s k i , op. cit., s. 485-436.
„Konstrukcyjna" rola strefy niebieskiej reprezentowanej przede wszystkim
przez Boga, znalazła odbicie w znanych przez różne grupy Słowian wierzeniach, że
miejsca, po których przejdzie wędrujący po ziemi Bóg, porastają bujnym zbożem,
M o s z y ń s k i , op. cit., s. 707.
P i n c z u k , op. cit., s. 41; A f a n a s j e w , Poeticzeskija...,
t. I , s. 471; por.
zachowania magiczne związane z pierwszym uderzeniem pioruna, mające zabezpie­
czyć od chorób, K . P o t k a ń s k i , Pierwszy grzmot, „Lud", t. X I : 1905, s. 317;
S. C z a j a , Pierwszy grzmot, „Lud" t. X I : 1905, s. 199 — tu oprócz magicznego
zabezpieczenia przed chorobami, znajdujemy wskazanie na związek między pierw­
szym uderzeniem pioruna i początkiem wiosny — „na głos jego aż ziemia z radości
drży i „buchnieje" [pulchnieje] — bo pierwszym grzmotem przestraszone zimno ucie­
ka [...] a [...] wiosna rozpoczyna na dobre s w o j ą gospodarkę".
6 2

f s

�84

R Y S Z A R D TOMICKI

Siedząc kosmiczny rozkład opozycji binarnych i uwzględniając — jest
to przecież niezbędne — wierzenia chrześcijańskie, dochodzimy do możli­
wości przełożenia tej struktury na język cyklu życiowego jednostki. Czło­
wiek integruje dwa różne elementy — śmiertelne, ulegające rozkładowi
i przynależne do sfery „dołu" ciało oraz nieśmiertelną duszę, pochodzącą
z „góry", z nieba (por. część Człowiek). Dusze ludzi zmarłych śmiercią
normalną, a więc te, które z pewnego' punktu widzenia można zakwalifi­
kować do grupy niedemonów, przebywające w raju (we wschodniej stro­
nie świata lub w niebie) mają możność ponownego wcielenia się w ciało
(konstrukcja), przejścia kolejnych faz życia (konstrukcja — zdrowie) w y ­
pełnione wydarzeniami społecznymi również posiadającymi walor kon­
strukcji, wreszcie zachorować albo zestarzeć się i umrzeć (choroba — de­
strukcja). Wyzwolona z rozkładającego się ciała dusza powraca do sfery
życia, co jest równoznaczne z uzyskaniem możliwości kolejnej inkarnacji.
Natomiast ludzie zmarli śmiercią nienaturalną (w szerokim, obejmującym
również śmierć przedwczesną, sensie) nie przebywają ostatniego odcinka
cyklu; dusze ich, istniejące jako demony wodne, pozostają w ramach
kosmicznej sfery destrukcji lub — jeśli uwzględnimy chrześcijańskie k r y ­
teria etyczno-moralne — udają się wraz z tymi, którzy zmarli normalnie,
ale byli grzesznikami, do piekła.
Nie będziemy w tym miejscu wnikać w szczegóły odpowiedzialności
między modelem świata i różnymi aspektami rzeczywistości społeczno-kulturowej, choć można by przytoczyć wiele przykładów, świadczących
niezbicie o precedensowym charakterze opisywanych przez m i t wydarzeń.
Warto chyba jednak przywołać jako ilustrację ustalenia K. Moszyńskiego
dotyczące zakresu wykorzystania tzw. strzałek piorunowych przez ludność
słowiańską, obrazujących magiczną rolę przedmiotów stanowiących pier­
wotnie broń istoty p i o r u n o w ł a d n e j :
64

„Użytek piorunowych strzał jest bardzo różny i wszechstronny. Więc naprzód
są one środkiem apotropeicznym, u ż y w a n y m przeciwko złym mocom (co rozu­
miemy dobrze, skoro jest to broń rzucona z nieba w złe demony). W tym
charakterze strzały bywają noszone przez wieśniaków, kładzione do kolebek nie­
mowląt itp.; pociera się też nimi wymiona krów, które straciły (tzn. skutkiem od­
działywania złych mocy) mleko etc. W szczególności obchodzące nas strzały bronią
od uderzenia pioruna [...]. Niekiedy istnieją bardziej zajmujące praktyki z tym
związane. Tak Mazur nadziewał podczas nadchodzącej burzy kamienną siekierkę
przez otwór w niej się znajdujący na palec, obracał ją kilkakroć dokoła i ciskał
z całej siły k u drzwiom chaty" .
65

" M o s z y ń s k i , op. cit., s. 487.
By prawidłowo zrozumieć motywację wielu zachowań obroną przed pioru­
nami przytoczmy przykład wierzenia znanego na terenie całej Słowiańszczyzny:
„Kiedy grzmi i błyska, w ó w c z a s mówią, że to Pan Bóg strzela do czarta, by go zabić.
Czart wtedy ucieka i chowa się pod tego lub pod to, kogo i co po drodze zdybie
[napotka]. Nie należy przeto iść wtenczas drogą, lecz zejść z niej na bok i usiąść,
gdyż Pan Bóg strzelając w czarta, mógłby niechcący i w nas samych także ugodzić
i zabić, gdy wymierzy grot na ukrytego pod nami złego ducha", O. K o l b e r g ,
Dzieła wszystkie, t. 31, Pokucie cz. I I I , s. 91; por. P i o t r o w i c z , op. cit., s. 122.
6 5

�85

SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

Równoległe semantycznie zastosowanie miała strzała piorunowa w me­
dycynie ludowej:
„Używa się jej od chorób ocznych [...], od poderwania, od boleści, uroku itd.
Z północnej Słowiańszczyzny (z Lubelskiego) mamy wyraźnie poświadczone, że przy
odnośnych praktykach pociera s i ę miejsca cierpiące z góry na dół, a w i ę c naśladuje
naturalny kierunek ruchu pioruna. Osobno w y m i e n i ć wypada zadawanie sproszko­
wanej strzały w wodzie (albo po prostu wody, do której położono strzałę na czas
pewien) kobietom cierpiącym z powodu trudnego porodu" .
66

Cały wymieniony zestaw czynności magicznych znajduje uzasadnienie
w micie. Ich skuteczność gwarantowana jest ujawnionymi na początku
świata właściwościami pioruna — niszczenia ciemnych sił i zdolnością
„otwierania" tego- co zamknięte, związane.
*
Wnioski wynikające z dotychczasowej analizy dotyczą przede wszyst­
kim ludowej wizji świata. Według mitu kosmogonicznego opisany jest on
przez dwie struktury obejmujące całość zachodzących w n i m zjawisk, za­
równo aspekt statyczny, jak i dynamiczny. Synchroniczny obraz świata
jest przy t y m niczym innym, jak odpowiednim przetworzeniem diachronii,
ciągu wydarzeń opisanych w micie. Diachronia jest więc zawarta w syn­
chronu. Można przy pewnym uproszczeniu odłożyć strukturę kosmosu
na osi czasowej, otrzymując w ten sposób najprostszy zapis wypadków
mitycznych, struktury świata i jego trójfazowej historii:
POCZĄTEK

WSPÓŁCZESNOŚĆ

ł

(NIEBO)

Bóg

Bóg
(dominujący)

KONIEC

I "

(ZIEMIA)
Piorunowtadca
(dominujqcy)
Diabeř

Bóg

Diaber
(dominujqcy)
(PODZIEMIA)
Diabet
Stworzenie
piorunowtadcy

Śmierć
piorunowtadcy

Z przedstawionego^ materiału oraz z wyników analizy nasuwa się
wniosek o daleko idących konsekwencjach. Nie ulega mianowicie wątpli­
wości, że u podstaw wyobrażeń kosmogonicznych społeczności chłopskich
w X I X - X X wieku leżała wspólna struktura. Nawet w najuboższych fabu­
larnie wersjach mitu, ograniczających się wyłącznie do opisu stworzenia
ziemi, stanowi ona element organizujący i nadający sens całości. WspomMoszyński,

op. cit., s. 488.

�86

R Y S Z A R D TOMICKI

niane konsekwencje tego wniosku są dwie: 1) wspólny dla społeczności
słowiańskich mit powinien w identyczny sposób organizować tzw. kulturę
duchową; 2) struktura mitu powinna być typowym przykładem tzw. struk­
tury o długim trwaniu. Aby udowodnić stwierdzenie pierwsze niezbędne
są kompleksowe badania wierzeń i obrzędów słowiańskich. Natomiast
przypuszczenie drugie znajduje potwierdzenie w badaniach uczonych ra­
dzieckich; rekonstrukcja prasłowiańskiego mitu kosmogonicznego doko­
nana przez W. W. Iwanowa i W. N . Toporowa zdaje się wskazywać na
indoeuropejskie pochodzenie omawianej przez nas s t r u k t u r y .
67

CZŁOWIEK

Pominięcie w dotychczasowych rozważaniach historii stworzenia ludzi
oraz ich losów podyktowane zostało dwoma względami. Stanowi ona inte­
gralną część stosunkowo' niewielkiej liczby mitów, ale jest równocześnie
logicznym rozwinięciem i uzupełnieniem wyobrażeń O' budowie i kształcie
świata, także dla pomijających ją wersji. Należało więc ten kompleks
wierzeń omówić osobno. Tylko 9 spośród zebranych mitów mówi o stwo­
rzeniu Adama i Ewy, z czego kilka ogranicza się wyłącznie do stwierdze­
nia faktu. Bogactwem treści i barwnością opisu wyróżniają się ponownie
wersje huculskie, sprawiając wrażenie mitów żywych, tkwiących głęboko
w świadomości ludności wiejskiej tegO' regionu w czasach, gdy były noto­
wane przez badaczy.
Antropogeneza ludowa jest w zasadzie podobna do biblijnej. Podobna,
ale nie identyczna. Nawet jeśli jedynym źródłem chłopskiej wizji powsta­
nia człowieka była antropogeneza judeochrześcijańska, trudno uznać ją
wyłącznie za kalkę tekstu biblijnego, już choćby z tego- względu, że zgod­
nie z dualistycznym duchem mitu ludowego, Diabeł ma swój udział nie
tylko w kształtowaniu losów ludzi, lecz również w ich stworzeniu.
Szczególne miejsce zajmuje t u XVI-wieczny m i t apokryficzny, bardzo
szczegółowo opowiadający o powstaniu Adama. Tym właśnie różni się
od wersji zapisywanych wśród społeczności chłopskich. Ponadto, tylko
w n i m znajduje się wzmianka niezupełnie jasna, ale nadzwyczaj wymow­
na. Stwórca, aby ożywić Adamowi ciało, udaje się po duszę do nieba.
Czyżby zwrot „do swego ojca" znaczyć miał, iż stwórcą człowieka był
Jezus? Nie można wykluczyć takiej ewentualności, przypominającej pew­
ne koncepcje rozpowszechnione w średniowieczu; poza t y m niektóre mity
wymieniają właśnie Jezusa jako stwórcę świata. Kwestia stosunku Boga-ojca do Boga-syna w wierzeniach ludowych stanowi osobne zagadnienie,
w które nie możemy wnikać w t y m momencie. Niemniej jednak, wzmian­
ka ta jest doskonałym przykładem sytuowania życia w górnej, niebiań­
skiej części kosmosu. A oto ów fragment mitu apokryficznego:
" Iwanow, Toporów,

op. cit.

�. SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

87

M l — „Po stworzeniu raju na wschodzie, postanowił Pan stworzyć pierwszego
człowieka Adama i zrobił jego ciało z siedmiu składników: ciało z ziemi, kości z k a ­
mienia, krew z morza, oczy ze słońca, myśli z obłoków, oddech z wiatru, ciepło
z ognia. I poszedł Pan do nieba do swego ojca, by przynieść duszę dla Adama. Sza­
tan nie wiedział co zrobić, pokłuł więc palcami ciało Adamowe. Pan wrócił do swe­
go dzieła i spostrzegł, że jest całe pokłute i powiedział: »Diable, jak ważyłeś się
to zrobić?«. A Diabeł odparł: »Panie, gdy człowiek poczuje, że będzie chory, to
będzie pamiętał o tobie«. Pan schował rany Adama do w e w n ę t r z i stamtąd pochodzą
choroby. Szatan sprawił to, że kto poczuje ból, wydaje westchnienie: »Oh, oh Panie
zlituj się«. Pan ożywił Adama i dał mu w raju władzę nad wszystkimi ptakami oraz
zwierzętami dzikimi i domowymi".

W podobny, ale znacznie bardziej uproszczony sposób opisują udział
Diabła mity XIX-wieczne:
M 34 — „Zlepił Bóg z gliny człowieka, tchnął nań i człowiek zaruszał się, ożył.
Dyabeł widział to wszystko; w y b r a ł chwilę, gdy człowiek spał, tchnął nań — i osied­
lił się w człowieku duch zły i człowiek otrzymał skłonność do złego".
M 25 — „Człowiek zaraz po stworzeniu był niezwykle piękny, dyabeł z zazdrości
opluł go na całym ciele, Bóg te wszystkie plwociny schował do wnętrza człowieka".

Bez względu na rodzaj „zanieczyszczenia" Diabeł ma istotny, bo substancjonalny, udział w ostatecznym ukształtowaniu człowieka. Rezultatem
zaś jego ingerencji jest „wrodzona" skłonność do chorób; to&gt; przekonanie
powtarzające się często w wierzeniach wyjaśnia w pełni przyczynę zwra­
cania się o pomoc w pokonaniu niemocy do piorunowładcy oraz rytualne
odwzorowywanie w mikroskali (uderzenie kamieniem w głowę) mitycznej
walki.
Szerzej o losach Prarodziców opowiadają mity huculskie i bułgarskie.
Rozpocznijmy od pierwszych, w których występują nie znane nigdzie i n ­
dziej wątki, np. stworzenie Adama z naskórka Boga:
M 17 — „Teper, koły w ż e buło use na zemły, zacziyv Boh rozpłodżuwaty lude. Boh
szos robyv ta mav ruku udertu; Boh werh to tu szkiroczku na zemlu, witer powij av
taj kynuv tov szkiroczkov; wona szo pokotyt sy, to stane bilsza. Bohowy buło tohdy
prykro samomu; win dav tak, szo iz toji szkiroczky, szo w ż e buła duże urosła,
zrobyv sy Adam". Adam żył razem z Bogiem. Pewnego chłodnego poranka, gdy
Adam grzał s i ę przy ognisku, zerwał się Diabeł z uwięzi, podbiegł do niego i „win,
szczez-by obcharkav Adama, jyk totu watru. Prychode Boh, a tu Adam necharnyj,
kuryt sy z neho. Boh uziyv perewernuv jeho obryzganym u seredynu, ta wid toho
cziysu у czołowik u seredyni neczystyj, z neho kuryt sy, jyk z watry". Teraz „Adam
stav czołowikom; Boh peredav jemu use dobro, szo buło na s w i ť i , lyszyv sobi łysz
odnu jyblinku-zwaryczivku [...]". Gdy Adam spał „Boh uziyv haluzku jywy taj
pokłav koło neho, a zanim Adam prospav sy, stała w ż e z toj hałuzky żinka Jywa.
Druhi prypowidajut, szo Boh wijmyv rebro Adamowy, taj z seho stała żinka. Może
j tak". Diabeł „perewerh sy u hadynu ta jist sobi zwaryczivku; jyk Jywa pryjszła
podywytys, szo se sydyt na jyblinći. wona buła ćikawa, bo hadyny szcze tohdy na
swiťi ne buło [...]". Oszukana przez Diabła zjadła zakazany owoc, dała też jabłko
Adamowi. Bóg ukarał ich za to pracą na roli.

Zazwyczaj stworzenie ludzi dokonuje się na ziemi. Wyjątek stanowi
M 15; wedle tego mitu ludzie żyli wraz z Bogiem w niebie, a dopiero po

�88

R Y S Z A R D TOMICKI

zjedzeniu jabłka zostali wygnani na ziemię. Odtąd los łudzi łączy się bez­
pośrednio z losem ziemi czy szerzej świata.
Kilka wersji mitu stwierdza bowiem, że Bóg i Diabeł podzielili świat
lub tylko ziemię między siebie. Epizod ten występujący niemal wyłącznie
w wersjach szczątkowych (ale także w niektórych zbliżających się do kon­
cepcji judeochrześcijańskiej) powiązany jest z innym, nieco częstszym epi­
zodem — podziałem ludzi między obu stwórców. Posłużmy się kilkoma
przykładami:
M 16 — „Jyk uże buła žemly dav ji Boh Aridnykowi, aby tot koło neji chodyv [...]".
Diabeł tworzy sobie w tym celu pomocników. „Jyk Boh uzdriv, szo wony ne umiły
utrymaty poriydku na zemły, to musiv wid nych wimudruwaty nazad zemlu". Osta­
tecznie Bóg przechytrzył Diabła i odebrał mu ziemię.

Inny mit Hucułów stwierdza lakonicznie: „wony [Diabeł — przyp. RT]
buły w spywci z Bohom do ziemni" (M 15). Spółka we władaniu światem
wydaje się logiczną konsekwencją współpracy przy jego tworzeniu. W m i ­
cie bułgarskim, odbiegającym znacznie od typowych wersji dualistycznych
przede wszystkim dlatego, że stworzenie kosmosu przypisane jest wyłącz­
nie Bogu, podział świata jest motywem centralnym:
M 48 — Bóg po stworzeniu tęsknił bardzo za towarzyszem. Zobaczywszy swój cień
rzekł: „Powstań towarzyszu" i z cienia powstał szatan; Bóg był dla niego bardzo
przychylny i realizował wszelkie jego życzenia. Pewnego razu diabeł zażyczył sobie,
aby podzielić świat na dwie części. „Ziemia będzie do mnie należeć — powiedział —
niebo do ciebie; i także ludzi powinniśmy podzielić, żyjący winni należeć do ciebie,
a zmarli do mnie". Tak się też stało.

Myśl ta pojawia się w k i l k u mitach. Czasem, jak w M 44, ziemia jest
podzielona między Boga i Diabła, przy czym do tego pierwszego należy
usytuowany na ziemi raj. Wygnanie Prarodziców nabiera w t y m kontek­
ście specjalnego znaczenia — zmuszeni są oni przejść z obszaru Boga (raj)
na obszar Diabła (ziemia). Te różnorodne opisy prowadzą do określenia
istoty kary, jaka ich spotkała.
Przyczyną ukarania ludzi jest zwykle zjedzenie jablka z drzewa bo­
skiego, do- czego skłania Ewę Diabeł. Poprzednio, czyli w początkowym
okresie istnienia ludzie przebywali w którejś z części świata — w raju,
w niebie lub na ziemi. Rozbieżność ta nie ma większego znaczenia, ponie­
waż o statusie ludzi decyduje fakt przebywania w pobliżu Boga, a więc
w miejscu, gdzie on aktualnie przebywa. W każdym z podanych wypad­
ków warunek ten jest spełniony. Złamanie zaś zakazu Boga ma w zasadzie
skutek taki, jaki znamy z Biblii. Adam i Ewa zostają ukarani, z t y m
jednak, że kara nie musi mieć formy wygnania, już choćby z tego powo­
du, iż nie zawsze przebywają oni poza ziemią. W micie huculskim, który
każe Adamowi i Ewie przebywać wraz z Bogiem właśnie na ziemi, Bóg
po dokonaniu się grzechu opuszcza ludzi i odchodzi do nieba. Nie jest
nawet konieczny ewidentny dowód w postaci zjedzonego jabłka (złamanie

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

89"

zakazu), wystarcza po prostu bliżej nie precyzowane uleganie podszeptom
Diabła.
W efekcie mamy do czynienia z trzema równoznacznymi semantycznie
wariantami:
StanI:

Stan II:

przed „ z g r z e s z e n i e m "

po „ z g r z e s z e n i u "

raj
współżycie
z

wygnanie
niebo

Bogiem

ludzie
oddaleni od

ziemia

Boga

o d e j ś c i e Boga
6 8

„Oddalenie od Boga" nie jest karą samą w sobie. Jest raczej sym­
bolem zmiany sposobu istnienia, gdyż odejście Boga (lub od Boga) niesie
ze sobą co najmniej dwie konsekwencje o olbrzymiej wadze dla losów
ludzi. Mity kładą duży nacisk przede wszystkim na ukaranie ludzi pracą.
„Przejście" ukazane na powyższym schemacie jest więc jednocześnie zmia­
ną sytuacji człowieka w świecie, opisaną przy pomocy przeciwstawienia:
brak potrzeby pracowania — konieczność pracowania (mowa oczywiście
0 pracy na roli). W istocie chodzi o przejście od Natury do Kultury. Dla­
tego Bóg karząc ludzi obdarza Adama narzędziami rolniczymi, uczy go
1 Ewę zasad postępowania, czyli mówiąc ogólniej wpaja im wzory k u l ­
turowe .
Akt „uczłowieczenia" Prarodziców (por. wyżej M 17, oplucie Adama
przez Diabła komentuje się stwierdzeniem, iż stał się on człowiekiem) jest
nieraz ukazany w sposób nie budzący wątpliwości, że następuje przejście
od symbolizowanej przez zwierzęcą powierzchowność Natury do Kultury,
atrybutu człowieka. Podług Hucułów po- zjedzeniu zakazanego owocu Bóg
przychodzi do ludzi i mówi:
69

M 14 — „Wy teper staly hriszni; do toho cziysu ne treba buło wam ni robyty mi
ubyraty sy; wid teper mete robyty, mete ubyraty sy. — Szkira u Adama buła po­
rosła, jyk u barana, a na nohách buły ratyći. Zaraz spały z Adama ratyći, łyszyła sy
nihťi, a wołosiy obpało het. Teper każe Boh do Adama: J a tobi dam płuh, woły, het
use; mesz oraty, śijaty, robyty aż do smerty".

Wątek to unikalny, z jednym wszelako wyjątkiem. Istniało bowiem
wiele wierzeń podtrzymujących myśl, że ukaranie Prarodziców oznaczało
nie tylko utratę sielsko-rajskiego, „naturalnego" życia. Oto na przykład
Małorusini wierzyli, że „Gdy Adam został wypędzony z raju, Bóg odjął
mu r o g o w e c i a ł o pozostawiając mały ślad jako paznokcie na r ę 6 8

Motyw ten przewija się przez kolędy ludowe, traktujące narodzenie Jezusa
jako ponowne połączenie z Bogiem.
„Liczne [...] legendy brane zresztą po wsiach za prawdę, opowiadają [...] o Bo­
gu — nauczycielu, wskazującym ongiś ludzkości, jak należy orać, siać, niecić ogień,
prząść itp.", M o s z y ń s k i , op. cii., s. 707.
6 9

�90

R Y S Z A R D TOMICKI

70

kach i nogach" . Jeśli sądzić po zasięgu rozpowszechnienia (Wielkorusini,
Białorusini, Małorusini, Czesi, Morawianie, Bułgarzy, Rumuni, Węgrzy
oraz niektóre ludy środkowoazjatyckie)
wierzenie to jest dość dawnym
elementem ludowej antropologii.
O pochodzeniu owej „skóry rogowej" wspomina jedynie wierzenie za­
pisane na Ukrainie — Adam miał ją otrzymać od Boga dla ochrony przed
zimnem; tym razem nic nie wiadomo o jej utracie . Sens tego symbolu
zdaje się wyjaśniać wierzenie Bułgarów, przyrównujące pierwszą skórę
człowieka do skóry węża. Posiadanie jej w okresie rajskim i utrata po
dokonaniu się grzechu oznacza jeden z aspektów uczłowieczającego przej­
ścia — u t r a t ę nieśmiertelności. Jest to oczywiste w kontekście symboliki
w ę ż a , który zrzucając co pewien czas starą skórę odmładza się, oraz
w kontekście ciągle „odradzających się" paznokci. Tak więc, największą
karą za złamanie boskiego zakazu było pozbawienie Prarodziców możli­
wości wiecznego życia.
W t y m momencie zbiegają się dwa odmienne warianty — jeden, opi­
sujący pozarajskie dzieje ludzi jako efekt popełnionego grzechu oraz dru­
gi, wyjaśniający je układem zawartym między Bogiem i Diabłem. Dalsze
dzieje Adama i.Ewy opisywane są podług jednego z trzech wzorów:
1. Ziemia należy do Diabła i Adam, aby móc ją uprawiać musi zaprze­
dać ród ludzki:
7 1

72

13

M 44 — „Nie mogę sobie przypomnieć, za co Adam diabłu cyrograf na siebie i całe
ludzkie pokolenie dał, za s w ą żonę czy za ziemię? Jedni mówią, że to o żonę działo
się, kiedy była chora i przez diabła została wyleczona, inni jednak uważają, iż
rzecz się miała tak: Jednego razu orał Adam i wtedy przychodzi do niego diabeł
i mówi: Adamie, nie pozwoliłem ci ziemi orać, ponieważ nie zgodziłeś się na sie­
bie i swych potomnych umowy zawrzeć, że jak długo człowiek żyje należał będzie
do Boga, ale po śmierci do mnie będzie należeć. Dlaczego to tak? — pyta Adam. —
Dlatego, że nie cała ziemia należy do Boga, on ma połowę, reszta jest moja. Adam
nie przemyślał sprawy dokładnie i dał diabłu cyrograf, żeby ten mu roli nie zabrał.
W ó w c z a s umknął diabeł z cyrografem Adama i schował go pod kamieniem w Jor­
danie, aby nikt go nie znalazł i żeby Adam z ludźmi nie odebrali mu go. Od tego
czasu, aż do Chrystusa musiał Adam z ludźmi być w piekle pod władzą diabelską.
Dobrze. Chrystus zastał urodzony i przyszedł do Jordanu aby pozwolić się ochrzcić.
I stanął Pan na tym kamieniu, pod którym cyrograf Adama leżał. Kamień przesunął
się ze swego miejsca i umowa spoczęła u stóp Pana, ale została przy tym rozwiązana
i cyrograf został zniszczony. Na próżno zatrzymywał diabeł Adama i ludzi w piekle,
bo Pan Bóg poszedł do piekła i wyprowadził Adama z całym jego potomstwem.
A napisał Adam s w ó j cyrograf krwią, ponieważ nie było jeszcze atramentu".
7 0

Ż m i g r o d z k i , op. cit, s. 325.
" D a h n h a r d t , op. cit, s. 226 (tam bibliografia); por. A. F i s c h e r ,
Uzu­
pełnienie Dahnhardta, „Lud", t. X V : 1909, s. 326; T a 1 к o - H г у n с e w i с z, op. cit,
s. 370.
D a h n h a r d t , op. cit, s. 116, przyp. 1.
E . M a j e w s k i , Wąż w mowie, pojęciach
i praktykach ludu naszego, „Wi­
sła", t. V I : 1892, s. 3)18-371; W. K l i n g e r , Żiwotnoje
w anticznom i sowriemiennom sujewierii, Kijew 1911, cz. I I , roz. 3; P e r l s , op. cit
7 2

7 3

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

91

M 30 — „Diabeł nie pozwolił orać ziemi mówiąc, że ona nie należy do Boga. Później
zezwolił na to, ale kazał Adamowi, aby mu całe swe potomstwo zapisał. Ten zapis
ukrył diabeł w kamieniu i rzucił go do morza, ale Bóg nurkował, wyjął zapis i dał
go Adamowi".

2. Diabeł zamienia dziecko Ewie na potworka (lub powoduje chorobę
Ewy — por. wyżej) i zmusza Adama do- zaprzedania siebie i swych po­
tomków.
3. Ludzie żywi należą do Boga, ludzie zmarli do Diabła na mocy umo­
w y między n i m i :
M47 — „[...] Bóg z m u ł u [kału?] utworzył człowieka, z którego ludzie s i ę rozmnożyli.
Djabeł u m ó w i ł się, że żywi będą należeli do Boga, a umarli do niego. I pierwotnie
ludzie żyli po 200 i 300 lat. Potem widząc, że ludzi więcej umiera, niż żyje, i że
djabeł ich więcej ma od Niego, starał się zerwać u m o w ę , ale nie wiedział, jakim
sposobem. Pytał o radę Abrahama, Mojżesza i Józefa, pytał aniołów, ci zaczęli
badać djabła, czy Bóg może zerwać z nim umowę. Djabeł odrzekł: Sam Bóg nie
może, ale Syn Jego, jeśli tylko dokaże, że mu Syn urodzi się od ducha Jego. Bóg
zakłopotany pytał djabła, co robić; ten mu poradził, aby z kwiecia bosilka (bławatek)
zrobił bukiet, w ł o ż y ł za pazuchę, spał z nim całą noc, a potem posłał dziewicy
Marji, siostrze Jordanowej. I wysłał Pan anioła Gabrjela, który oddał jej od Boga
kwiaty, których gdy powąchała, poczęła dziecię. Jordan spostrzegłszy, że ludzie
śmieją się ze stanu siostry, chciał ją zabić. Przez ranę w piersiach urodził się Jezus
Chrystus [...]. Jezus Chrystus, zastępując Boga na ziemi, zapowiedział djabłu zer­
wanie umowy. I rzeczywiście odebrał mu zmarłych, za co djabeł podburzył Żydów
przeciwko Jezusowi i Judasz sprzedał im Mistrza. Wiedząc, że Chrystus zmartwych­
wstanie, poszedł powiesić się, aby gdy przyjdzie zbawiać zmarłych z otchłani (ad)
i jego także wybawił. Ale Jezus w y b a w i ł wszystkich umarłych, tylko Judasza
w piekle pozostawił".

Zastosowanie któregokolwiek z tych schematów prowadzi do- ustano­
wienia podziału ludzi na żywych pozostających pod władzą Boga oraz
zmarłych przebywających w królestwie Diabła. Dodać należy, że w y m u ­
szenie na Adamie zapisu (1, 2), a t y m samym władzy nad ludźmi, nie jest
tu próbą usprawiedliwienia Boga. Opuszczając Prarodziców i karząc ich
pracą na roli, w sytuacji gdy ziemia jest własnością Diabła, staje się on
bezpośrednim sprawcą dramatu . Jak wskazuje schemat (3) nie można
nawet łączyć władzy Diabła nad zmarłymi z konsekwencjami grzechu
pierworodnego. Jest to, jak wynika z przytoczonej wersji, nieuchronna —
chciałoby się rzec, podyktowana logiką m i t u — konsekwencja dualizmu
(por. M 48). Ale w M 47 sytuacja ulega zmianie. Dokonana zostaje reinterpretacja mitu w duchu doktryny chrześcijańskiej. Interwencja Jezusa
podobnie jak w wersji huculskiej M 20 (por. część „Koniec świata") pro­
wadzi do&lt; likwidacji tego kryterium na rzecz kryterium etyczno-moralnego.
74

7 4

Por. spory Adama z Diabłem w literaturze bogomilskiej, D. D r a g o j l o v i č ,
Bogomilski apokrifni relikti od Makedonija, „Makedonski Folklor", R. I I I : 1970, broj
5-6, s. 25-33; tam motyw zaprzedania s i ę Diabłu w zamian za światło, po wygnaniu
bowiem Prarodziców z raju na ziemi panowała ciemność, gdyż Diabeł „bił gospodar
na mrákot" (s. 29); por. też przyp. 37.

�92

R Y S Z A R D TOMICKI

We władzy Diabła pozostają wyłącznie ludzie źli, grzesznicy. Reszta udaje
się pod opiekę Boga do nieba (raju?), krainy życia. Między mitem bułgar­
skim i huculskim istnieje jednak wyraźna różnica. W pierwszym mówi
się o zmianie kryteriów podziału ludzi jako o fakcie dokonanym (a więc
„obecnie" pośmiertny los zależy od postępowania w życiu), w micie d r u ­
gim natomiast Jezus zabierając ludzi z piekła obiecuje Diabłu, że zapełni
się ono ponownie, ale dopiero przy końcu świata, gdy na Sądzie Ostatecz­
nym jedni otrzymają za swe życie nagrodę, a inni karę. Konsekwencją
takiego rozwiązania byłoby przyjęcie, że odtąd — od czasu ukrzyżowa­
nia — nikt ze zmarłych nie udaje się do&gt; piekła. Trudno w tym momencie
wnikać w niuanse ludowej eschatologii, ale na poparcie takiej tezy można
by przytoczyć wiele argumentów.
W każdym razie śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, czy mówiąc języ­
kiem wyobrażeń ludowych — śmierć, zejście w podziemia i wyprowadzenie
z m a r ł y c h , stanowią moment przełomowy zamykający perypetie rodu
ludzkiego. Tym samym ludowy mit kosmogoniczny zostaje uzgodniony
z tradycją chrześcijańską, odpowiednio zaś zinterpretowane „odkupienie"
staje się ostatnim ważnym wydarzeniem w historii świata.
Nie zawsze czynu tego dokonuje Jezus. W innych mitach t ę samą rolę
odgrywa św. Michał, z t y m jednak, iż nie wyprowadza on bezpośrednio
zmarłych, lecz zabiera Diabłu Adamowy cyrograf, co zresztą ma taki sam
efekt. I to wydarzenie opisywane jest dwojako. Raz św. Michał przechy­
trza Diabła i dzięki temu odzyskuje umowę (wątek wyraźnie nawiązujący
do afirmacji sprytu, podstępności, chytrości w mitach Hucułów), kiedy
indziej zaś zstępuje do piekieł, ale w przeciwieństwie do Jezusa nie czyni
tego bezkarnie.
7S

M 48 — Sw. Michał namawia Diabła do zrobienia z a w o d ó w w nurkowaniu. Gdy
szatan nurkował, anioł ukradł u m o w ę z kamizelki Diabła pozostawionej na brzegu
i poleciał z nią do nieba. „Szatan ścigał anioła dogonił go i złapał za nogę, ale
nie mógł go z nieba w i ę c e j wyciągnąć, gdyż był on już u Boga; toteż w y r w a ł mu
kawałek mięsa z pięty. Wtedy powrócił szatan z powrotem, ale tracąc s w ą siłę
pozostał diabłem naprzeciw Boga. Kiedy anioł stanął przed Bogiem, to kulał i uskar­
żał się, że szatan zranił mu nogę. »To nie« rzekł stary Bóg, »ja obdarzę teraz wszyst­
kich ludzi taką nogą, abyś ty nie potrzebował się wstydzić«. Od tego czasu nasze
nogi -wyglądają tak, jakby kawałka mięsa od spodu brakowało".

7 5

Epizod ten mógł ukształtować się pod w p ł y w e m apokryfów; o zstąpieniu Je­
zusa po śmierci do piekieł, uwięzieniu Diabła i wyprowadzeniu ludzi m ó w i E w a n ­
gelia Nikodema, por. Sprawa chędoga o męce Pana Chrystusowej i Ewangelia Niko­
dema, wyd. S. Vrtel-Wierczynski, Poznań 1933; S. V r t e l - W i e r c z y ń s k i ,
Wybór
tekstów staropolskich. Czasy najdawniejsze do roku 1543, Warszawa 1969, s. 108-111;
I. R a d l i ń s k i , Na przełomie
dziejowym,. Początki
piśmiennictwa
judaistyczno-chrześcijańskiego,
Warszawa 1907, s. 93-95; t e n ż e , Apokryfy
judaistyczno-chrześcijańskie
w polskich przeróbkach,
Warszawa 1911; epizod znany był także w pol­
skich środowiskach wiejskich, O. K o l b e r g , Dzieła wszystkie, t. 7:
Krakowskie,
cz. I I I , s. 21.

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

93

Okaleczenie św. Michała powtarza się w innych mitach słowiańskich.
Najciekawszy wydaje się mit serbski, podług którego Diabeł wypędzony
z nieba zabiera ze sobą słońce. Aby je odzyskać św. Michał udaje się do
piekła. Wyprawa, jakkolwiek uwieńczona powodzeniem, kończy się jednak
identycznie, jak w cytowanym wyżej wariancie.
Poświęcamy tej kwestii tyle uwagi, gdyż wprowadza ona symbol
o dość ważnych dla sensu mitu kosmogonicznego konotacjach. Pozwala
tak przypuszczać częstotliwość i zakres stosowania symbolu kulawości
w wierzeniach ludowych. Nie wnikając w szczegóły, powiedzmy tylko, że
kulawość (obrazowana także jako ranna noga, kopyto, noga zwierzęca itd.)
charakteryzuje istoty związane w jakiś sposób ze sferą podziemi (a więc
przede wszystkim diabły, czasem samego Diabła, ludzi którzy przebywali
w podziemiach lub ukarani zostali przez Diabła — np. Twardowski, de­
mony, Babę Jagę — mityczną istotę o cechach chronicznych) lub — co
pośrednio oznacza to- samo — mające związek, nieraz genetyczny, z w ę ­
żami (diabłami?).
Rozpatrując dwa zasadnicze warianty uwolnienia ludzi spod władzy
Diabła i dwie czyniące to postacie — Jezusa i św. Michała — wydaje się,
iż wariant z Jezusem jest tylko transformacją i rozwinięciem na kanwie
chrześcijańskiej idei odkupienia wariantu ze św. Michałem.. Sam akt uwol­
nienia leży przecież w kompetencjach piorunowładcy, a potwierdzeniem
tej hipotezy jest w pewnym sensie właśnie symbol kulawości.
Ten reliktowo' występujący w odniesieniu do św. Michała lub innego
piorunowładcy symbol był już w końcu X I X wieku wątkiem zanikają­
cym . Jest jednak bardzo, interesujący, ponieważ — jeśli pamiętamy, że
zazwyczaj kulawością obdarzano' diabły — pozwala na wysunięcie nastę­
pującej hipotezy: kulawość jako cecha istot nadprzyrodzonych rozmiesz­
czona jest w strefie ziemskiej symetrycznie, przy obu jej granicach —
z niebem (piorunowładcy) oraz z podziemiami (diabły). Co więcej, według
wyżej cytowanego mitu także ludzie „oznaczeni" są tym znakiem. Nasuwa
się więc przypuszczenie, że kulawość symbolizować może jakieś właści­
wości środkowej strefy wszechświata.
Dociekania, które prezentujemy niżej, są już w znacznym stopniu h i ­
potetyczne, jakkolwiek wynikają z wielu poprzednio rozpatrywanych
aspektów ludowej kosmogonii i kosmologii oraz z kilku — niestety, jak
1

76

7 6

Por. mit z Czarnogóry, interesujący w kontekście dotychczasowych rozważań:
Bóg z początku władał tylko księżycem, a słońce należało do Diabła. Sw. Eliasz
na prośbę Boga podejmuje próbę oszukania go i odebrania słońca. Zrobił w tym
celu dwa złote koła i zaproponował Diabłu toczenie ich, przy czym potoczył swoje
tak, by wpadło do morza. „Zaczął prosić diabła aby wydostał mu koło, gdyż on sam
nie śmie, ponieważ morze należy do diabła". Gdy Diabeł nurkował, Eliasz uderzyw­
szy pałką po wodzie spowodował pokrycie się jej warstwą lodu. Wówczas zabrał
słońce i poleciał do Boga. Diabeł przebił lód i pogonił za nim, ale nie mógł dopędzić Eliasza, ale rzucił za nim dzidą i ranił go w nogę; W. C h a r u z i n a ,
Etno­
grafía, Moskwa 1909, s. 381-382.

�94

R Y S Z A R D TOMICKI

dotychczas pojedynczych i zapewne niepełnych — faktów. Decydując się
mimo wszystko na zaprezentowanie tych konstruktów, mamy na uwadze
ich znaczenie, po ewentualnym zweryfikowaniu i potwierdzeniu, dla re­
konstruowanego obrazu kosmosu i człowieka.
Już w pierwszej części artykułu, gdy mowa była o tzw. diachronicznych poziomach, z których pochodzą różne istoty, poziomach decydujących
0 miejscu tych istot w układzie strukturalnym, nasuwał się wniosek, że
pomocnik Boga pochodzi z tego samego poziomu diachronicznego, co po­
mocnicy Diabła. Ponadto, lektura tekstów mitycznych rodzi przypuszcze­
nie, że przynajmniej w kilku z nich mowa jest — chociaż w niezbyt jasny
sposób — o substancjalnej łączności obu rodzajów istot. Nie pozostawiają
co do tego- wątpliwości te mity, w których — wzorem wersji apokryficz­
nej — Diabeł wynosi z dna morskiego' prócz piasku także krzemień. Z nie­
go to właśnie, po przełamaniu na pół, powstają anioły ze św. Michałem
na czele oraz diabły. Krzemień zaś podobnie jak zwykły kamień, a także
góra, wydają się być w wierzeniach ludowych symbolicznymi odpowiedni­
kami z i e m i . Jeśli przyjmiemy ten wniosek, a potwierdza go&lt; analogiczność sytuacji, w których diabły tworzone są z ziemi i wody lub śliny
Diabła, prowadzi on bezpośrednio do ustanowienia następującego schema­
tu genetyczno-strukturalnegO':
11

7 7

Ziemia w micie jest przedmiotem, a nie podmiotem działania. Jednak przy­
puszczenie, iż bierze ona udział w stworzeniu „pomocników" Boga i Diabła, a p ó ź ­
niej ludzi, nadaje jej cech Ziemi-Matki, tak wyraźnie widocznej w wierzeniach
ludowych. Mit niewiele m ó w i o tej kwestii. Czasami wydaje się, że Diabeł podczas
tworzenia świata staje się uosobieniem ziemi; znamienny pod tym w z g l ę d e m jest
mit bułgarski M 39, przypisujący Diabłu decydującą rolę w stworzeniu Jezusa. Ten
ostatni z kolei pełni w istocie funkcję piorunowładcy. Nasuwa s i ę przypuszczenie,
że Diabeł (dostarczyciel sposobu poczęcia Jezusa), a przede wszystkim Maria są
w tym micie symbolicznymi odpowiednikami ziemi. Utożsamienie Marii z ziemią
nieobce było myślicielom starożytnym; najjaśniej wyraził to św. Augustyn: „Veritos
de terra orta est, quia Christus de Virgine natus est" („Prawda powstała z ziemi,
ponieważ Chrystus narodził się z Dziewicy"), cyt. za C. G . J u n g ,
Psychologia
a religia (Wybór pism), Warszawa 1970, s. 203, przyp. 53. Interesujące są w związku
z tym ustalenia Junga na temat symbolu trójcy i czwórcy, mające związek z ludo­
wym obrazem kosmosu. „Posiada ona [trójca — przyp. R T ] wyłącznie męski charak­
ter. Jednakże nieświadomość przekształca ją w czwórce, będącą zarazem jednością,
podobnie jak trzy osoby trójcy są jednym i tym samym bogiem. Dawni filozofowie
natury przedstawiali trójcę —• o tyle, o ile była ona imaginata in natura — jako
trzy asomata lub spiritus albo też volatilia, a mianowicie jako wodę, powietrze
1 ogień. Z drugiej strony, czwartym składnikiem był somatón, tj. ziemia albo, ciało.
Ten ostatni składnik przedstawiali symbolicznie jako dziewicę. W ten sposób do­
dawali element kobiecy do swej fizykalnej trójcy, tworząc przez to czwórce [...].
Średniowieczni filozofowie natury niewątpliwie przez czwarty element rozumieli zie­
mię i kobietę", J u n g , op. cit, s. 152-153. Przedstawione tu rozumowanie zdaje się
odpowiadać w pewnym stopniu ludowej wizji świata, gdzie jak wiemy trójcą jest
wertykalny układ Boga, piorunowładcy i Diabła, czwórcą zaś ziemia (tworzona przez
nią struktura horyzontalna). Ona też uzupełnia w naturalny sposób ciąg: ogień, woda,,
powietrze; por. przyp. 34.

�95

SŁOWIAŃSKI Ю Т KOSMOGONICZNY

Í+) BÓG

Poziom I

Poziom

DIABEŁ

(-)

II

Poziom III

(++ - )

ISTOTY
PIORUNOWAADNE

ISTOTY
DIABELSKIE ( - - + )

Schemat ten pozwala wyjaśnić nie tylko sens posiadania wspólnej
cechy przez władającego piorunami świętego i diabły, wskazując na ich
związek z ziemią, lecz także symboliczne znaczenie podobieństw i różnic
między postaciami Smoka i Żmija (por. Struktura kosmosu, cz. I I ) . M ó ­
wiąc o Żmij u mamy na myśli przede wszystkim jego&lt; wyobrażenia jako
ptaka z ogonem węża lub latającego, ognistego węża. Otóż pamiętając, że
ptaki są stworzeniami niebieskimi, węże zaś chybionym pomysłem zie­
m i , dostrzegamy u istoty akwatyczno-chtonicznej, jaką jest smok, cechy
ptasie •— skrzydła (podobnie u diabłów), natomiast u Żmija ów ogon w ę ­
żowy. Tak więc istoty zdecydowanie odmienne posiadają jednak cechy
wspólne, dzięki — jak można' sądzić — pochodzeniu z jednego poziomu
diachronicznego. A n i jedne, ani drugie nie reprezentują w „czystej" po­
staci właściwości typowych dla swych stworzycieli. Domeną bowiem stwo­
rzycieli i podległych i m żywiołów jest niebo (ogień niebieski) lub podzie­
mia (woda kosmiczna), piorunowładca zaś i diabły działają w strefie
ziemskiej i charakterystyka ich, oznaczona t u skrótowo jako + + — oraz
h jest równocześnie charakterystyką dwóch sfer, na jakie dzieli się
strefa ziemska: ziemskiej sfery ognistej i ziemskiej sfery wodnej. Ale to
już osobny temat, którego rozwinięcie wymagałoby nowego spojrzenia na
demonologię, wiedzę o świecie, symbolikę słońca i księżyca itd., a ponad­
to obrzędowość ludową.
78

Analiza kosmogonii ludowej prowadzi do kilku wniosków dotyczą­
cych zarówno światopoglądu w tradycyjnej kulturze chłopskiej, jak i ogól­
nej problematyki kultury ludowej Słowian. Uzyskane wyniki skłaniają
przede wszystkim do postawienia pytania: w jakim stopniu wyobrażenia
mitologiczne znalazły odzwierciedlenie w rytuale. Staraliśmy się wskazać
kilka przykładów z zakresu obrzędowości oraz magii, świadczących o istnie­
niu więzi między sferą myślenia i działania. Te z konieczności pojedyncze
fakty nie mogą jednak zastąpić całościowej analizy tej dziedziny kultury
chłopskiej. Wniosek przybiera więc formę postulatu o analizę rocznego
cyklu obrzędowego, nawiązującego (przynajmniej w jednej ze swych
„warstw", czy poziomów znaczeniowych) do zrekonstruowanego mitu.
7 8

D a h n h a r d t , op. cit., s. 72; P e r l s , op. cit., s. 92.

�96

R Y S Z A R D TOMICKI

Badania takie powinny objąć nade wszystko materiały z terenu Słowiań­
szczyzny wschodniej i południowej, gdzie przetrwało wiele wierzeń i ob­
rzędów, które np. w Polsce, już w X I X wieku występowały sporadycznie.
Stworzenie modelu światopoglądu ludowego istniejącego wśród społecz­
ności wiejskich w X I X wieku umożliwiłoby ponadto analizę polskiej k u l ­
tury chłopskiej jako' pewnej fazy czy też jednego z wariantów procesu
przemian tradycyjnej kultury słowiańskiej.
Skoro już jesteśmy przy problematyce zmian, zwrócić należy uwagę,
że analiza mitu kosmogonicznego dostarcza nowych danych do badań nad
trwałością i zmiennością w kulturze ludowej. W miejsce intuicyjnych
przypuszczeń o wielowiekowej trwałości tych czy innych elementów k u l ­
turowych można wysunąć hipotezę o istnieniu struktur o długim trwaniu,
przynajmniej (ale nie tylko) w odniesieniu do kosmogonii, wykorzystując
przy tym osiągnięcia radzieckiej szkoły mitoznawczej (skupionej wokół
ośrodka w Tartu) w badaniach nad religią przedchrześcijańską Słowian.
Oczywiście, stwierdzenie strukturalnej zgodności mitu XIX-wiecznego ze
zrekonstruowanym w oparciu o&gt; inne źródła mitem prasłowiańskim, czy —
aby odwołać się do jeszcze jednego przykładu — z kosmogonią starożyt­
nych G r e k ó w , nie stanowi etapu końcowego badań. Pozostaje bowiem
obszerne zagadnienie przekształceń tej hipotetycznej struktury wyjścio­
wej, zmienność semiotyczna mitu w aspekcie regionalnym (w sensie tra­
dycji kulturowej), historycznym i społecznym. Analiza m i t u kosmogonicz79

7 9

Liczne warianty starogreckiego mitu zawierającego wątek pojedynku opra­
cowane zostały przez J . F o n t e n r o s e , Python. A Study of Delphic Myth and
Its Origins, Berkeley and Los Angeles 1959; Dla porównania podajemy podstawowy
schemat mitu: 1) Przeciwnik ma pochodzenie boskie (jest synem matki związanej
z Chaosem, lub mającej chroniczną naturę i ojca-boga); 2) miejsce przebywania
Przeciwnika (morze, jezioro, rzeka, źródło, drzewo, pieczara); 3) zewnętrzne cechy
Przeciwnika, różniące go od człowieka (gigantyczne rozmiary; postać potwora, n a j ­
częściej żmii, ale niekiedy także innych istot chronicznych, a także wilka, byka,
konia, orła itd. łączenie ludzkich i zwierzęcych cech; duża ilość głów, rąk, nóg, itd.;
posiadanie śmiercionośnego' spojrzenia, oddechu, zianie ogniem, zdolność do zmiany
postaci; związek ze śmiercią, dolnym światem, wiatrem, burza, potopem, głodem,
dżumą itp.); 4) w e w n ę t r z n e cechy Przeciwnika i jego działania (szkodliwość, skąp­
stwo, obżarstwo , zabójstwa, grabieże; zatrzymywanie — zamykanie lub osuszanie
rzek w celu spowodowania nieurodzaju, głodu); 5) Przeciwnik ma złe zamiary
wobec boskiej istoty związanej z niebem (pragnienie władzy nad światem; matka
lub żona jako podżegaczka do złych działań); 6) wystąpienie boskiej istoty (Bóg
Nieba lub bóg związany z warunkami meteorologiczno-klimatycznymi); 7) zabicie
Przeciwnika przez boską istotę • przy pomocy cudownej broni (różne rodzaje broni,
pomoc w pojedynku, ucieczka Przeciwnika itp.); 8) bliskość porażki boskiej istoty
w pojedynku (okresowe niepowodzenia, motyw kuszenia przez żonę Przeciwnika itd.);
9) ostateczne zwycięstwo nad Przeciwnikiem (wykorzystanie środków magicznych
itd.); 10) pośmiertne ukaranie Przeciwnika (zabicie, zamknięcie w dolnym świecie
lub pod górą, pocięcie i uszkodzenie jego ciała; uczta zaznaczająca zwycięstwo; ry­
tuał oczyszczenia i ustanowienie odpowiedniego kultu); cyt. za I w a n o w , T o p o ­
r ó w , op. cit, s. 141-142.
1

�SŁOWIAŃSKI MIT KOSMOGONICZNY

97

nego wskazuje ponadto, że dla poznania tzw. kultury duchowej Słowian
nie wystarczą badania jej stanu z przełomu wieków X I X i X X . Konieczne
jest ujmowanie tej dziedziny kultury w całym jej kontekście, a więc z jed­
nej strony w porównaniu z kulturami sąsiednich ludów niesłowiańskich,
z drugiej natomiast — niejako na płaszczyźnie pionowej — w porównaniu
z kulturą innych warstw społecznych. Szczególne miejsce zajmują t u
związki i różnice między tradycją kulturową, którą można ogólnie nazwać
chrześcijańskoeuropejską (przejawiającą się w aspekcie doktrynalnym nie
tylko poprzez oficjalną doktrynę chrześcijańską, lecz także przez jej tzw.
heretyckie i sekciarskie formy oraz apokryfy) i tradycją ludowych kultur
słowiańskich. W tym zakresie otwiera się pole do pasjonujących badań
interdyscyplinarnych nad kulturą chłopską .
80

Zakład Etnografii I H K M
ul. Świerczewskiego 105
00-140 Warszawa

8 0

Już po oddaniu artykułu do druku udało mi się dotrzeć do wspomnianych
w przypisie 5 artykułów M. E 1 i a d e g o, przedrukowanych w pracy Zalmoxis. The
Vanishing God. Comparative Studies in the Religions and Folklore of Dacia and
Eastern Europe. The University of Chicago Press, Chicago and London 1972, s. 76—
130. Nie w n o s z ą one istotnych uzupełnień do naszej analizy.

7 — Etnografia Polska, XX/1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9581" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9559">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/44de9dc151b402b73e8b60e03e2668f7.pdf</src>
        <authentication>2068a60157a46ca2ea44d5042c4e956d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114068">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2624</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114069">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114070">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2439</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114071">
                <text>Modlitwa żywiołów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114072">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.97-107</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114073">
                <text>Tokarska-Bakir, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114074">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114075">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114076">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114077">
                <text>Modlitwa żywiołów
Tybetański drzeworyt buddyjski
Joanna Tokarska-Bakir
Wielkie rzeczy dzieją się, gdy spotykają się ludzie z górami.
Sentencja starobuddyjska

U Stanisława Vincenza, miłośnika gór i przyjaciela ludzi,
znajdujemy dziwny obraz. Pisze on o wietrze, któremu „w
Tybecie ofiarowują książki, aby sobie przewracał ich kartki
tędy i owędy. Zamruczy, przycichnie nad stroną, przewróci
kartki do końca i potem znów wstecz, polem znów od
początku do końca, to cierpliwie, to niecierpliwie, to wes­
tchnie nad stronicą raz głośniej, raz ciszej. W końcu nawet
tytuł książki odwraca mu się tędy i owędy, wbrew wyraźnemu
szykowi słów. Czymże jest ta książka?"' - pyta, i dziwne to
pytanie zostawia bez odpowiedzi.
Motyw wiatru-czytelnika powraca znowu na kartach innej
jego książki, Owkyxw. ZapMziw z
7PJ8-VP44: „I Wiatr się
modli" - powiada tu Vincenz, znamiennie tytułując go z dużej
litery. I komentuje niezrozumiale: „Możliwość laski, by
wydobyć się ponad ja. Wyciągnąć rękę."^
Obraz wiatru, który się modli, wody klepiącej pacierze,
ognia rozprzestrzeniającego mantrę, ziemi przenoszącej świę­
te formuły i formy nabierają sensu dopiero w rdzennym
siedlisku idei modlitwy żywiołów, w tybetańskim pejzażu.
Dopiero w kontekście buddyjskiej nauki o pustce rozjaśnia się
też Vincenzowskie napomknienie o „wydobywaniu się ponad
ja". Oba te elementy, pejzaż i filozoficzna doktryna, wydają
się tak bardzo ze sobą spowinowacone, że trudno oprzeć się
wrażeniu, iż himalajski krajobraz jest najlepszym, najbardziej
ekspresyjnym wykładem buddyjskiej nauki o pustce. Potwier­
dzi to każdy, kto wędrował w rozrzedzonym powietrzu tych
gór, kto zna ich majestatyczną obecność w bezludnej prze­
strzeni. Gdy schodzi się z przełęczy, zaraz za granicą
wiecznych śniegów, w przyrodzie tak dzikiej, że możliwość
spotkania tu ludzi ciągle zdaje się czystą fantazją, nagle
zjawiają się ci strażnicy skał i tumi: na strumieniu obraca się
młyn modlitewny z mantrą współczucia Om Mani Padme
Hum, na wzgórzu nawiedzanym przez demony rośnie las flag
modlitewnych, na przełęczy straż trzyma stupa\ symbol
wiecznej obecności Buddy. Tu zaczynają się kamienie maniczne" - skały, w których cierpliwa ręka wykuła mantrę lub
święty wizerunek, nie dbając o to, że oglądać go będą tylko
„zmienne oczy nieba". Bezludny krajobraz i żywioły po­
grążone w modlitwie - oto najlepsza metafora buddyjskiej
лылшгу, nauki o złudzeniu ja. Żywioły wiecujące wśród mgieł,
modlące się za ludzi, bez ludzi.
Nośnikiem transcendencji w owej modlitwie żywiołów jest
przede wszystkim odbitka drzeworytnicza i drewniana, cza­
sem metalowa matryca z mantrą, wizerunkiem bóstwa medy­
tacyjnego, znakiem pomyślności takim jak wietrzny koń (tyb.
rWg rfa) lub jedno z czterech dobroczynnych zwierząt albo

też jeden z ośmiu buddyjskich znaków pomyślności. To
właśnie taka matryca nadaje kształt bębnowi młyna modlitew­
nego, wypełnia powiewające na wietrze flagi modlitewne,
odciśnięta w glinie tworzy małe foremki z wizerunkami
bóstw, zwane cacami (tyb. ио
kształtuje mantrę na
kamieniu manicznym i wizerunek wykuty w skale. W buddyj­
skiej kulturze tzw. Wielkiego Tybetu^ drzeworyt stał się
podstawową formą rozpowszechniania idei religijnych. Drze­
woryt tybetański, znany w tysiącach form kanonicznych,
z powodu łatwości rozpowszechniania, niskich kosztów pro­
dukcji i czytelności szablonów przez stulecia stanowił naj­
ważniejszą - obok thanek (tyb.
Ы, rolowanych malowi­
deł religijnych) - buddyjską WWta рдырегшм, dużo bardziej
dostępną niż świątynie, rzadko oglądane przez mieszkańców
niedostępnych himalajskich dolin. Odbitki drzeworytnicze
funkcjonowały we wszystkich możliwych do wyobrażenia
formach: jako flagi modlitewne powiewały nad miejscami
świętymi, mostami, przełęczami nawiedzanymi przez demo­
ny, jako amulety zaszywane były w odzieży, noszone były
w butach i kapeluszach, niekiedy w relikwiarzach - wówczas
pełniły rolę przenośnego ołtarzyka. Zwitkami poświęconych
odbitek wypełniało się wnętrza posągów, inne dołączało się
do konsekrowanych tkanek. Zatykało się je w szczeliny
nowych domów, pod próg i w dachu. W postaci amuletu
owiniętego przędzą chroniły one nowo narodzone dziecko
i umarłego. Sięgali po nie chorzy, by się wyleczyć, i zdrowi,
by zdrowie zachować. Szczęśliwi w miłości i odrzuceni.
Bogaci, by nie stracić zasobów, i biedni, chcący je dopiero
zgromadzić. Źli czarownicy i dobre wiedźmy. Buddyści
i bonpowie.* Matryca i odbitka drzeworytnicza były zarazem
nośnikiem i strażnikiem kanonu ikonograficznego. Były też
rękojmią błogosławieństwa, zgodności z nauką Buddy, gwa­
rancją dobrego życia i dobrej śmierci, apotropaionem.
Ich nietrwałość stanowiła ilustrację buddyjskiej nauki
o przemijaniu i pustce wszystkich rzeczy, która dość skute­
cznie chroniła buddyzm przed idolatría. Szczątki drzewo­
rytów zbierano jednak skrupulatnie i palono, podobnie jak
pali się zniszczone chrześcijańskie święte obrazki, albo też
grzebano, podobnie jak we wschodnim chrześcijaństwie
postępuje się ze zniszczonymi ikonami, niekiedy chowany­
mi na cmentarzu, lub, jak u starowierów, w podziemnych
kapliczkach, czasowniac/i/ Niekiedy strzępy zużytych drze­
worytów mieszano z relikwiami budyjskich świętych i umie­
szczano w zakładzinie świątynnego ołtarza. Ulotność dru­
ków drzeworytniczych nie przeszkadzała więc wcale w reali­
stycznym traktowaniu obecności bóstw, które na nich przed­
stawiono.

P7

�Kultury kręgu buddyjskiego inaczej niż europejskie pojmu­
ją samą ideę „oryginału": „oryginalne" jest dla nich nie to, co
w sensie substancjalno-materialnym wiąże się z pierwotnym
dziełem, lecz to, co ściśle odwzorowuje kanon ikonograficz­
ny. Buddyści nie konserwują swych świętych obrazów ani
rzeźb. Przywiązanie do formy i substancji byłoby naganne.
„Forma jest pustką" - głosi Swfra Serca. Gdy wizerunki
rozpadną się, Tybetańczycy malują i wznoszą nowe, identycz­
ne. Wznoszą je na tym samym miejscu, niekiedy zamurowując w nich szczątki starych sakraliów, ale świeża farba
w niczym nie przeszkadza widzieć w nich starożytnej esencji,
sięgającej czasów Buddy. Nie w materii - wierzą - ale
w pustej kanonicznej formie, poświęconej w obrzędzie konse­
kracji, trwa błogosławieństwo oświeconych.
Czy istnieje sztuka tybetańska?
Przegląd odmian tybetańskiego drzeworytu musimy wszak­
że poprzedzić uważnym spojrzeniem na buddyjską sztukę
tego rejonu. Z całą pewnością powinno to być spojrzenie
antropologa kultury, a nie historyka sztuki, jako że wcale nie
wiadomo, czy wobec tak radykalnej obcości, jaką stanowi tak
zwana „sztuka tybetańska", refleksja owego historyka w ogóle
znalazłaby zastosowanie. Każdy, kto zetknął się ze sztuką
tybetańską w jej kulturowym kontekście, jest świadom, jak
łatwo tu o europocentryczne uproszczenia. Dwa z nich już
wymieniłam: problem „autentyczności", oryginalności wize­
runków, ściśle wiążący się z zagadnieniem ich datowania.
Zacząć jednak wypada od kwestii dużo bardziej fundamental­
nej, od tego, na ile uprawnione, a właściwie j a k b a r d z o
n i e u p r a w n i o n e jest nazywanie twórczości Tybetańczyków „sztuką" w europejskim sensie tego słowa.
Pisze Wiesław Juszczak: „religia i sztuka rosną razem
u początku".* W społeczeństwach archaicznych pojęcie „ob­
razu" stanowiło synonim świętości. Nie jest tak bynajmniej
w kulturze europejskiej, która słusznie i bez posądzeń o tauto­
logię oddziela „sztukę sakralną" od całej reszty dzieł po­
wstających w jej obrębie. Obraz w kulturze archaicznej jest
święty nie dlatego, że przedstawia świętych, lecz dlatego, że
jest nośnikiem prawdy o świecie. Nie piękna, lecz właśnie
prawdy. To wielka różnica w stosunku do sztuki europejskiej,
która dawno wyrzekła się wszelkich roszczeń do prawdy",
i dziś uznaje ją co najwyżej za przeżytek odrzucony wraz ze
sklerotycznymi postulatami przedstawieniowości, mi'meí»,
realizmu. Miejsce prawdy zajęło w niej piękno, które wkrótce
także popadło w niełaskę, pozostawiając po sobie miejsce
puste, „trwale opuszczone". Mimo przelotnych mód i reminis­
cencji, współczesna sztuka i sztuka społeczeństw archaicz­
nych nie mają dziś ze sobą nic wspólnego.
Tymczasem w kulturach archaicznych, w świecie ontologii archaicznejobcujemy z tym, co bywa nazywane
„pełną wartością ontologiczną obrazu". Wszelka archaiczna
religia utożsamia ów obraz z tym, co na nim przedstawione,
z wizualnym lub dźwiękowym desygnatem wizerunku.
TWrzeme obrazów zawsze było aktem zuchwałym, ociera­
jącym się o świętokradztwo jfwarzanKZ." Ze względu
na swą kreacyjną moc wszelki wizerunek zobowiązuje.
„Tybetańscy artyści wierzą, że gdyby archetypowe bóstwo
[tyb.у; gam - osobiste bóstwo medytacyjne praktykującego
buddysty] zostało namalowane nieprawidłowo, mogłoby to
zaszczepić w nieświadomości patrzącego spaczony obraz
i zaszkodzić mu w przyszłym odrodzeniu."^ Z chwilą

pojawienia się kanonu ikonograficznego przypadkowość
wizerunku zostaje szczęśliwie wykluczona, a sposób przed­
stawiania w pełni skonwencjonalizowany. Od tej chwili
obraz nie tyle naśladuje rzeczywistość, co ewokuje esencję
przedstawianego archetypu. To sugeruje religijny sposób
myślenia o sztuce.
Sztuka tybetańska nie istnieje jako autonomiczna sfera
przeżycia estetycznego. Całkowicie i bez reszty podporząd­
kowana jest buddyjskiej doktrynie religijnej, pełniąc rolę иро/а,
zręcznych środków, które wskazują drogę do oświecenia.
Anonimowość sztuki
Giuseppe Tucci pisze: „Ikonometria [tybetańska] nie ma
nic wspólnego z kanonami klasycznej starożytności, nie
używa się jej po to, by reprodukować pewien ideał piękna.
W tym całkowicie magicznym, transcendentalnym malarst­
wie człowiek (...) nie liczy się wcale. Ikonometria ma wartość
liturgiczną. Jest jak mapa świętej strefy, w której kapłan ma
dokonać rytuału." ^ Jeśli wolno uściślić to wyrwane z kontek­
stu zdanie: w tybetańskim świecie człowiek nie jest wcale, tak
jak do tego przywykliśmy w porenesansowej Europie, „miarą
wszechrzeczy". Wszystkie rzeczy - wśród nich człowiek, ale
jako jeden z wielu - są bowiem równe w obliczu ontologicznego absolutu.
W świecie ontologii archaicznej to rzecz święta - obraz,
posąg czy tekst - ma przewagę nad tym, komu się udostępnia.
Święte obrazy i teksty buddyjskie zachowują się tak, jakby
były żywymi istotami, „wybierają" sobie czytelników i adora­
torów, rozpoznają i odrzucają tych, którymi powodują niskie
motywy, każdego zaś dopuszczają tylko do zrozumienia tego,
co zrozumieć będzie w stanie. Byt księgi i obrazu dominuje tu,
jak widać, nad bytem czytelnika.
W Tybecie słynne są historie tybetańskich tzw. term (tyb.
gfer ma), ksiąg świętych ukrywanych przez wielkich mist­
rzów duchowych po to, by zagrożone fragmenty tradycji

Ы
|4 МСЖЩ!

Wietrzny koń, północno-zachodni Nepal 14 x 9,8 cm

�Tzw. wietrzny koń, podstawowy motyw drzeworytu tybetańskiego, wschodni Nepal
26,5x18,4 cm

mogły przetrwać w ukryciu do bezpieczniejszych czasów.
Księgi te, starannie zapieczętowane, czekają na swego od­
krywcę. W tradycji tybetańskiej istnieją całe ich spisy, a także
proroctwa o okolicznościach ich przyszłego odkrycia. Znalaz­
ców owych ksiąg nazywa się tertonami (tyb. gfer #ол).
Każdego z nich wiąże z księgą intymna więź, pozwalająca mu
odczytać jej sens w sposób oryginalny i tylko jemu właściwy.
Tertoni często przybierają imię od nazwy termy, którą
odkryli." I znów, gdyby zapytać o inny niż plytkofolklorystyczny sens tego zwyczaju, można by w nim zobaczyć ślad
postawy, którą człowiek religijny winien w sobie rozwijać
w stosunku do rzeczy świętej: czytelnik, a nawet autor,
n a l e ż y do świętego tekstu, który rozbrzmiewa w jego
wnętrzu. Mimo że spisana przez śmiertelnika, księga taka jest
wieczna, jest substancją-esencją, wobec której człowiek jest
zaledwie przypadłością, skrybą archetypu.
Podobnie ze świętym obrazem. Jego źródłem jest kanon, ale
źródłem kanonu jest wizja medytacyjna, sen lub objawienie^,
te zaś nigdy nie przychodzą do ludzi na zawołanie. Źródłem
kanonu nigdy nie bywa samowola artysty, kaprys czy idea

estetyczna. Malowanie jest stwarzaniem, nie tworzeniem.'* Akt
stwórczy nie może być zakorzeniony w tak chimerycznej
instancji jak ego, „ten skurcz wyobraźni" (T. Merton). Właśnie
uznanie dla owej teurgicznej mocy artysty całkowicie wyklucza
wszelką ideę «twórczosci» w tym sensie, w jakim pojmuje sieją
w Europie. Malarz nie jest twórcą, lecz odtwórcą przedustawnej
rzeczywistości. Swą sztuką nie chce powiedzieć „czegoś
nowego", ale raczej coś bardzo starego. Aby dobrze przed­
stawić sacrum, powinien być, jak mówi Vincenz „przezroczys­
ty dla stworzenia", „ubogi", „bez pamięci", „niepiśmienny".^
Jak ów cadyk, przybierający imię od swej najważniejszej
księgi, ma cały przynależeć do rzeczy reprezentowanej. Ma być
powolnym instrumentem, skrybą archetypu.
Dalekowschodnie „opowieści o sztuce" eksponują zatem
ów aspekt nie-ja, ponadosobowego, transpersonalnego źródła,
z którego płynie impuls stwórczy. Wyjątkowo piękne opisy
i objaśnienia przesunięcia ,ja" w „nie-ja, „redukcji epistemologicznej" i „epoche osobowości" pochodzą z tradycji
malarzy, kaligrafów i pisarzy haiku. O chińskim malarzu
Jo-ku powiadano, że kiedy malował bambusy, „zapominał

PP

r

�o własnym ciele i przeobrażał się w bambus"." Podobne
legendy pozostały po mistrzach haiku, którzy w czasie pisania
widywani byli pod postacią żurawia, szumiących trzcin czy
kwitnącej śliwy.'* To, co w nich dochodzi do głosu, nie jest
tylko pustą konwencją, literackim ozdobnikiem. Metafory te
antycypują konkretną praktykę duchową, której warunkiem
jest „wyzbycie się siebie (...) i przeniesienie się w oglądany
przedmiot, bo tylko wtedy możemy uchwycić jego «takość»"*. „Spójrz na rzeczy z punktu widzenia rzeczy,
a zobaczysz ich prawdziwą naturę - radził chiński filozof z XI
wieku. - Spójrz na rzeczy z własnego punktu widzenia,
a doznasz tylko własnych uczuć, ponieważ natura jest neutral­
na i jasna, uczucia zaś stronnicze i mroczne.'"' Podobnie
brzmi wypowiedź Soen Sa, koreańskiego mistrza zenu: „Jeśli
myślisz, umysł odchodzi od tego działania i tok twojego
malowania albo pisania zostanie zablokowany (...). Jeżeli nie
myślisz, stanowisz jedność z twoim działaniem. Jesteś her­
batą, którą pijesz, jesteś pędzlem, którym malujesz." * Działa­
nie malarskie, oparte na nie-ja, pozbawione dyskursywnego
zdwojenia, rozgrywa się w siedlisku „ontologii archaicznej",
z ontologii tej wyrasta i ontologię tę krzepi. Trudno nazwać je
sztuką^, jest bowiem raczej kreacją, a jej rezulaty można
uznać za осЫгорокЩ dzieła nie-ludzką-ręką-uczynione.^
Wizerunki takie „spadają z nieba", „powstają samoistnie" czy
pod wpływem przypadku. Ich twórcą może być wiatr, deszcz
czy ogień albo nieświadome niczego zwierzęta."
Teoria trzech ciał
Robert Thurman pisze: „Powszechnie w Tybecie sztuka
uważana jest za drogocenne okno otwierające się na inną
stronę rzeczywistości, na oświecony wymiar bytu. W pewnym
sensie sztuka nie jest dziełem ludzkim, ale darem samych
oświeconych istot. I tak na przykład mówi się, że gdy w roku
1415 Tsong Khapa i jego uczniowie przygotowywali trój­
wymiarowe mándale ze złota i srebra, nie musieli ani
polerować, ani poświęcać żadnej z figur. Kiedy tylko figurze
został nadany poprawny kanoniczny kształt, zgodny z pod­
ręcznikami ikonografii i wizją, jaka ukazała się mistrzowi
[Tsong Khapie], wizerunki zaczynały świecić własnym świat­
łem, co oznaczało, że to, co w tantrach nazywa się «istotami
mądrości*, zstępuje ze swych niebiańskich siedzib i roztapia
się w posągach."*

Kluczem do tybetańskiej koncepcji „sztuki"" jest pojęcie
nirmanakai, ciała emanacji, materialnej formy, jaką przybierają
buddowie, by prowadzić wszystkie istoty do kresu cierpienia.
To właśnie o niej była mowa w powyższym cytacie: wydoby­
wające się z posągów światło oznaczało, że niebiańskie
archetypy bóstw wyrzeźbionych przez Tsong Khapę złączyły
swoje ciała emancji (konkretnie tzw. najwyższe ciała emanacji,
patrz dalej) z materialnym naczyniem wizerunku (tzw. sztucz­
nym ciałem emanacji). Aby zrozumieć tę zawiłość, musimy
teraz zająć się koncepcją tzw. trzech ciał buddy.
W chwili oświecenia każda istota zaczyna się przejawiać
w trzech planach, zwanych ciałami (skt
tyb. a&amp;w).
Pierwszym jest cMo praWy, zwane dharmakają (skt, tyb.
c/zoj Ayi a&amp;w), poziom rzeczywistości absolutnej, nieprzejawionej, rzeczy w sobie, wykraczający poza nazwę i wyob­
rażenie. Drugie, cwzfo raaWn, sambhogakaja (skt, tyb. Zongj
jpyW rozoj j&amp;w), to sfera także niedostępna wielu oczom,
a jednak widywana przez świętych, objaśniająca im niewyra­
żalną prawdę dharmakai. Sambhogakaja jest obszarem świę­
tego dźwięku, dlatego też często nazywa sieją komunikacyj­
nym aspektem oświecenia. W sposób najbardziej dla ludzi
zrozumiały oświecenie to może się jednak wyrazić dopiero
w trzecim ciele buddy, na poziomie nirmanakai, ciafa е/мдлаc/i (skt, tyb. дргы/ pa'i j&amp;w). Wydaje się, że wśród pojęć
z kręgu kultury europejskiej najbliższe mu jest pojęcie
inkamacji: wcielenia, które przychodzi z pomocą cierpiącym.
Ów poziom nirmanakai dzieli się na trzy podkategorie:
1) „najwyższą" (tyb. mc/zog gi арги/ j&amp;w), którą reprezen­
tują buddowie, wśród nich historyczny Budda Śakjamuni,
2) nirmanakaję „z urodzenia" (tyb. jAye 6a j p W J&amp;w),
tworzoną przez inkarnowanych łamów, tzw. tulku (tyb. арги/
а&amp;и), przyjaznych ludzi, a nawet zwierzęta, a także „z
przedmiotów nieożywionych, takich jak kraje, domy, mosty,
planety" (inne źródło w tej kategorii wymienia lekarstwa
i lekarzy, mosty, przewoźników, a nawet księżyc, „oświet­
lający drogę wędrowcom wśród nocy"),
3) nirmanakaję „sztuczną" (tyb. W oo дрЫ а&amp;и) czy też
„artystyczną", reprezentowaną przez „wszystkie wizerunki
buddów, bodhisattwów, ich wcieleń i [czystych] krain, sło­
wem wszystko, cokolwiek stanowi reprezentację oświecenia,
włączając w to zarówno artystę, który je tworzy, jak i czas,
w którym to czyni."^
Ostatnie z wymienionych, artystyczne (czy też: „sztucz-

Druk z wnętrza młynka modlitewnego z wielokrotną mantrą Buddy współczucia, Awalokiteśwary

700

�ne"*) ciało emanacji, stanowi klucz do zrozumienia roli, jaką
w kulturze tybetańskiej odgrywają te formy twórczości, które
Europejczyk nazwałby „sztuką". Sytuują się one na po­
graniczu światów: ożywionego i nieożywionego, boskiego
i ludzkiego. Przekonanie o istotowym związku obrazu i praobrazu jest charakterystyczną cechą wszelkich wizerunków,
jakie napotykamy w kulturach archaicznych, w kręgu zjawisk,
które religioznawcy określają wspomnianym już mianem
ontologii archaicznej.
Najsilniejszy związek pomiędzy obrazem i praobrazem
powstaje dzięki osobistemu błogosławieństwu archetypu.
Takie wizerunki noszą nazwę stw Wza6, dosł. 'reprezentant
oświeconego ciała', i związane są głównie z Padmasambhawą,
joginem uważanym za ojca buddyzmu tybetańskiego, nazy­
wanego „drugim Buddą". W kalendarzu tybetańskim na rok
1988/1989, pod zdjęciem przedstawiającym j&amp;w Wiat Padmasambhawy, znajdujący się w bSam yas w Tybecie, znajduje
się podpis: „Na widok tego posągu, wykonanego w bSam yas
w Tybecie w VIII w., Guru Rinpocze ['Drogocenny Nau­
czyciel', przydomek Padmasambhawy] powiedział: -Wyglą­
da jak ja», po czym pobłogosławił go i rzekł: «Teraz jest ze

mną tożsamy*."*

Teksty rozwodzą się nad mocą błogosławieństw, jakie
płyną z kontaktu z podobnymi posągami. Czerpią je nie tylko
ludzie, ale i cała okolica: „Istnieją posągi uczynione przez
samego Guru Rinpocze siłą jego boskiej mocy. Inne, wykona­
ne przez innych ludzi, zostały przez niego pobłogosławione
i dzięki temu, iż zmieszał z nimi moc swej mądrości, stały się
z nim nierozdzielne. Tak więc, jeśli ktoś zobaczy podobny
posąg, uzyska to samo, co wówczas, gdyby spotkał samego
Guru Rinpocze. (...) Gdy posągi te będą przechowywane [w
ważnych miejscach, takich jak na przykład] w królewskich
pałacach czy miejscach medytacji, staną się schronieniem dla
istoty doktryny. Jeśli będą przechowywane w miejscach
ważnych ze względów geograficznych, będą mogły naprawić
uszczerbki w lokalnej energii, wzmacniając lokalnego ducha,
zapobiegając wojnom, odcinając ścieżki uczęszczane przez
duchy szkodliwe ('gong po'/ rgyw km)."^.
Bliski tożsamości związek obrazu i praobrazu manifestuje
się tu z całą mocą. Dzięki dwóm czynnikom, zgodności
z kanonem i ceremonii błogosławieństwa, nieodzownej
w przypadku wszelkiego wizerunku, w zasadzie zanika
różnica pomiędzy przedstawieniem i tym, co przedstawiane.
Zaciera się granica pomiędzy pierwszą, drugą i trzecią

kategorią nirmanakai: „sztuczne" czy też „artystyczne" ciało
emanacji wyzbywa się swej „przygodności" (która to cecha
stanowi przeciwieństwo atrybutu „przyrodzoności", charak­
teryzującej nirmanakaję „z urodzenia"), upodabnia się do
żywej inkamacji oświeconego, a nawet do jego niebiańskiego
archetypu.

Obrazy samopowsWe - geneza sztuki buddyjskiej
Proces zacierania się granicy pomiędzy obrazem i pra­
obrazem, typem i prototypem najlepiej oddają legendy o wize­
runkach samopowstałych. Określa się je mianem rang
bywMg", którego sens w odniesieniu do tybetańskich sakraliów odpowiada temu, co w folklorze religijnym Europy
nosi nazwę nie-ręką-ludzką-uczynionego (ros. merwtonvorлу/, gr. ocAciropo/cfof, skt aprwp/).
Pierwszym obrazem samoistnie powstałym, o którym
wzmianka znajduje się w folklorze tybetańskim, jest wizeru­
nek Buddy ze świątyni Mahabodhi w Bodhgai, gdzie Śakjamuni osiągnął oświecenie. Opowieść o jego powstaniu jest
prawzorem wszystkich historii o narodzinach buddyjskiej
sztuki. Mówi się tam, że posąg ten został wzniesiony przez
najmłodszego z trzech braci z rodziny bramińskiej, w osiem­
dziesiąt lat po nirwanie Buddy. Kiedy chłopiec martwił się, że
z dziedzictwa rodzinnego otrzymał część najmniej godną,
matka, która następnie okazała się wcieleniem bogini Tary,
powiedziała: „Nie smuć się! Najwspanialszą częścią dziedzic­
twa jest miejsce pod drzewem bodhi", a ono tobie przypadło
w udziale. W tym właśnie miejscu powinieneś umieścić posąg
[Buddy], zwrócony twarzą na wschód. «Komu miałbym
powierzyć wykonanie takiego posągu - myślał potem naj­
młodszy syn - i z jakich materiałów miałby on być wykonany?» We śnie otrzymał następujące pouczenie: «Budulec
powinien składać się z trzech części, z cennych substancji,
takich jak złoto (...), z substancji pachnących, takich jak
kamfora, i z maści sandałowej. Te trzy składniki umieść
w Gandholi [buddyjska wieża świątynna, zbudowana przez
cesarza Aśokę]. (...) Przez siedem dni nie pozwól nikomu tam
zaglądać. Posąg pojawi się sam z siebie. Nie potrzeba do tego
żadnego rzeźbiarza.* (...) Matka przestrzegła syna, że nie
wolno zaglądać do środka, zanim nie upłynie wymagany czas,
i stwierdziła: «Poniewaz tylko ja widziałam twarz Buddy,
tylko ja będę mogła stwierdzić, czy posąg jest naprawdę do
niego podobny. (...)» Jednak nieposłuszni starsi synowie

707

�otworzyli drzwi [świątyni] na dzień przed upływem wy­
znaczonego czasu i odkryli, że za wyjątkiem małego palca
prawej nogi posąg zdążył już się uformować. «Podobienstwo
jest wielkie», powiedziała matka, zobaczywszy gotowy wize­
runek (...).""
W żywotach tybetańskich świętych, w przewodnikach dla
pielgrzymów i kronikach klasztornych roi się od opowieści
0 obrazach samoistnie powstałych. W cytowanej przed chwilą
biografii Dharmaswamina, albo w Рггежх&amp;н&amp;и po ¿rWtotvym Tybecie" posągi гол# ¿rywig pojawiają się dosłownie
co kilka stron. W pierwszym mówi się na przykład o samopowstałym posągu Awalokiteśwary (bodhisattwa współczucia,
opiekun Tybetu) z drzewa sandałowego w Bu kham, o wy­
glądzie pięcioletniego chłopca, o kamiennym posągu Tary
„pochylonej w lewo", Tary „z odwróconą głową"*. Nato­
miast w Przewo&amp;w&amp;M czytamy m.in.: „W jaskini Zla ba phug
jest posąg (л&amp;и ило6) Orgy an Rinpoche [Padmasambhawa]
1 wiele obrazów samopowstałych."
Z kolei G. Tucci w swej Уокгмсу fo Mwrfo/zg pisze, iż
w miejscowości Ghiling niedaleko granicy nepalsko-tybetańskiej znajduje się grota, zwana rang '6уыл# mc/W гГел, dos),
'samopowstała stupa', w której istotnie znajduje się stupa,
„która zbudowała się sama". Także w Trishuli ekspedycja
Tucciego natknęła się na posąg Wadżrabhairawy^, zwany
jvayamoW*, co Tucci objaśnia za jego ludową etymologią
jako „cudownie powstałe boskie dzieło, które zstąpiło z nie­
ba". Wszystko to są jednak pomniejsze samoistne figury.
Znacznie sławniejszy jest posąg jedenastotwarzowego Awa­
lokiteśwary, zwany rang 6уол# /л#а, 'pięciorakP samopowstały' (lub fAwgf г/ел слел po rang буол^ /л#а № л ,
'samopowstały pan współczucia z pięciorakim orszakiem'),
znajdujący się w głównej świątyni w Lhasie. Przekaz głosi, że
został zamówiony przez pierwszego z wielkich królów religii,
Srong btsan sgam po, władającego Tybetem w VII w. n.e. Miał
być wykonany ściśle według królewskiej wizji medytacyjnej.
Nepalski rzeźbiarz, któremu powierzono jego wykonanie,
zaświadcza, że „powstał on spontanicznie z dwóch promieni
światła". Inną wersję podaje Thondup: „Mówią, że król Srong
btsan sgam po zgromadził wszystkie potrzebne rzeźbiarskie
materiały, a także obraz, który przywiózł z Indii [jako wzór
ikonograficzny]. Następnego dnia, gdy przyszedł zerknąć na
materiały, posąg był już gotowy: powstał samoistnie."*
Sztuka tybetańska nie tyle akcentuje nadnaturalne po­

chodzenie świętych wizerunków, co w y c i s z a o b e c ­
n o ś ć l u d z i j a k o i c h t w ó r c ó w . Szczególnym
eksponentem owej idei pustki „ja" jest właśnie tybetański
drzeworyt. Matryca drukarska, rzeźbiona ściśle według kano­
nicznych wskazówek, do minimum ogranicza rolę człowieka.
Jego udział nie polega na współtworzeniu, ale raczej na
niezakłócaniu procesu mnożenia wizerunków. Cały proces
drukowania dużo bardziej niż procedura malowania czy
rzeźbienia przypomina narodziny obrazu samopowstałego.
Nieważna jest jego „boskość", ważne, że jest „nie-ludzki",
„nie-ręką-ludzką-uczyniony".
Ten - podpora duchowości
Kolejną kategorią użyteczną przy rozpatrywaniu osobliwo­
ści tybetańskiej sztuki buddyjskiej jest potrójne rozróżnienie
rzeczy naznaczonych związkiem z osobą historycznego Bud­
dy. Pamiątki te dzielą się na:
1) ám'ra&amp;a (skt) - pozostałości jego ciała, relikwie,
2) рагйлодд&amp;а - przedmioty przez niego używane, miejs­
ca, które odwiedził,
3) wJoefo&amp;a- znaczące symbole, pamiątki, które nie miały
z nim styczności/'
„Nazwa Уамга&amp;а - pisze Huntington - odnosi się do
relikwii ciała Buddy, takich jak zęby, włosy, paznokcie,
fragmenty kości lub popioły kremacyjne. Pozostałości ciała
Buddy składano głównie w budowli zwanej stupą (...).
Określenie parib/iogata odnosi się do rzeczy, których Budda
używał, wraz ze wszystkim, czego dotknął, do miejsc, które
odwiedził, w których odpoczywał, a nawet takich, które
minął. (...) Pielgrzymki do miejsc partMogata, podobnie jak
te do miejsc /апгака, były od najdawniejszych czasów istotne
dla praktyki buddyjskiej. Trzecie określenie, ыаИеЫи (re­
prezentacje lub pamiątki) dotyczy wizerunków lub innych
przedstawień Buddy, nie mających fizycznego kontaktu z jego
ciałem ani z niczym czego dotykał. Wszelka rzeźba, obrazy
i inne przedmioty, które go wyobrażają lub mają z nim
związek (...) uważane są za u&amp;Wa&amp;a. Pod nieobecność
fizycznego związku z Buddą, iw&amp;Wo&amp;a uważane są za
uosobienie jego obecności.'"".
W zasadzie wszelki święty obraz należy do kategorii
иагЫо&amp;а. Z reguły jednak do takiego obrazu dołącza się
relikwie lub skrawki szat świętych, wówczas dodatkowo

Amulet ochronny, północno-zachodni Nepal, 8,6 x 13 cm

202

�Amulet ochronny dla kobiet, północno-wschodni Nepal, 16,4 x 13,6 cm

nabiera on cech мш'гдкд. Najczęściej ikonę umieszcza się
następnie w miejscu związanym z ziemską lub wizyjną
egzystencją świętego, przez co staje się się on dodatkowo
рдлояоддДд. Takie miejsce i obraz nieuchronnie obrastają
legendami, stają się celem pielgrzymek, źródłem cudów
i następnych wizji. W ten sposób święte przedmioty „or­
ganicznie" wrastają w obszar tybetańskiej hierogeografii.
Wspominałam już, że po to, by uznać tybetański obraz
święty za tożsamy z archetypem, obok drobiazgowej zgodno­
ści z kanonem konieczna jest nie tylko ceremonia konsekracji,
ale długotrwały proces teurgiczny. Święty obraz wylania się
w trakcie skomplikowanej liturgii, która rozpoczyna się już
w momencie przygotowania papieru czy atramentu na odbitkę
drzeworytnicza albo tkaniny, która zostanie rozpięta na
sztalugach: „bawełnę należy zgromadzić w czystym miejscu.
Robi to człowiek nieinicjowany. Bawełnę należy oczyścić
przy pomocy mantry, w specjalnej ceremonii, przy której
koniecznie musi być obecna dziewczyna. Należy udzielić jej
błogosławieństwa, a następnie powinna ona uprząść bawełnę
i tak przygotowaną przędzę oddać w ręce doświadczonego
tkacza, naznaczonego pomyślnymi znakami: nie może być ani
stary, ani chory, nie może cierpieć na astmę ani katar, nie
powinien też mieć siwych włosów ani żadnej fizycznej
ułomności. Po wykonaniu rytuału oczyszczenia tkacz powi­
nien rozpocząć swą pracę w pomyślnym dniu i godzinie,
dokonując najpierw oczyszczenia sprzętu tkackiego. Dopiero
gdy materiał jest gotowy, malarz, który musi być sadhaką,
osobą zdolną do praktykowania medytacji, może rozpocząć
pracę."*

Malowanie bywa też niekiedy wspólnym dziełem wy­
kwalifikowanego malarza i kapłana; artysta maluje wszystko
z wyjątkiem oczu bóstwa, które domalowuje się w specjalnej
ceremonii „otwarcia oczu". Jacksonowie piszą o niej na­
stępująco:
„Jednym z działań ożywiających bóstwo było domalowanie
mu oczu. «Otwarcie oczu» (друдл дЪуе)... było pierwszym
krokiem długiego rytuału poświęcenia lub ożywienia obrazu
(rot #лдг)... Większe freski świątynne, a także główne figury
i tanki świątynne czekały na otworzenie oczu w pomyślnym
dniu i ceremonii tej towarzyszyło nabożeństwo.'"*" Traleg
Rinpocze wspomina, iż otwarcie oczu dokonywane jest
0 świcie, na czczo: „Namalować oczy znaczy spojrzeć oczami
mądrości" - mówi. Ceremonia konsekracji, rao (fw) #лдл (рд),
krok po kroku została opisana przez Tucciego*, nie będę więc
jej tu omawiać. Jak podaje Tucci, nosi ona sanskrycką nazwę
ргдлдргдгбйяд - 'udzielenie oddechu', ożywienie. Tybetańczycy pojmują ją podobnie, jako „umieszczenie" (длдл)
w obrazie ducha praobrazu, ściślej rzecz biorąc „tchnienia"
(frog) praobrazu: „w czasie rytuału [konsekracji] samo
bóstwo, i ciało, które z niego emanuje [niebiański archetyp
1 jego ciało emanacji, tj. jego nirmanakaja] przemieniają się
w sam namalowany obraz, posąg, stupę lub literę księgi, i tak
myśl staje się formą"*.
Od chwili otwarcia oczu i namalowania na rewersie tkanki
trzech nasiennych sylab OM AH HUM (aktywizujących
poziomy oświeconego ciała, mowy i umysłu), wizerunek
traktowany jest bardzo realistycznie, na podobieństwo człowie­
ka przechodzącego inicjację. Oczy posągu lub obrazu zasłania

703

�się przepaską, której rozwiązanie symbolizuje moment roz­
proszenia się iluzji, obsypuje się go kwiatami, odbicie w lustrze
skrapla się pachnącą wodą itd. Na zakończenie obrzędu do
obrazu dołącza się pakunek z relikwiami Oświeconych, albo też
wypełnia się nimi wydrążone wnętrze posągu. Obok relikwii
w skład takiego pakunku mogą wchodzić mantry pisane na
paseczkach papieru, odbitki drzeworytnicze, д а т rozar - sub­
stancje wyzwalające przez smak i dotyk i wiele innych
świętości. Po konsekracji święty obraz nie jest już „tylko"
symbolem, ale naczyniem (tyb. ггел) boskiej obecności.
Słówko ггел (skt д/дтбдлд - 'naczynie, podpora, oparcie'),
które pojawiło się w poprzednim zdaniu, nie jest przypad­
kowe. Informatorzy Snellgrove'a, Tenzin Namdak, Sangye
Tenzin Jongdong i Samten Gyaltsen Karmay, podają, że гкл
pa są to „rytualne przedmioty, na których wspiera się
celebrans w obecności bóstw, dlatego też nazywa się je
'podtrzymującymi', symbolami-podporami""?. Słownik Jáschkego, daje następującą definicję: „wizualna reprezentacja,
symbol boskiego przedmiotu lub istoty, szczególnie ггел #гыл%
[patrz dalej]. Stąd też ггел może być bardzo przydatny dla
oznaczenia elementu materialnego w sakramentach chrześ­
cijańskich, tj. wody, chleba i wina""*. Tradycyjnie rozróżnia
się trzy rodzaje ггел (ггел gjwm): księgę, symbol oświeconej
mowy lub słowa; obraz, symbol oświeconego ciała; i stupę,
symbol oświeconego umysłu. Olschak podaje następującą
ludową etymologię л&amp;и gjwng fnugj гкл ('naczynie, oparcie
dla oświeconego ciała, mowy i umysłu'): „naczynie zawiera­
jące formę, wyraz i głębsze znaczenie""^ Tu otwiera się
możliwość kojarzenia trzech składników stanu buddy z trze­
ma ciałami buddy i trzema poziomami znaczenia świętego
tekstu. We właściwym sobie poetyckim języku Giuseppe
Tucci pisał о гкл, iż „scala różne plany wiedzy, przekształ­
cając w żywe doświadczenie to, co zaledwie intelektualne." *
Jacksonowie wymieniają inny funkcjonalny podział ггел:
mogą one stanowić «podpore wiary» (tyb. ддд" гкл), «przypomnienie o złożonych slubowaniach» (дгдл ггел), albo też
«podpore dla oczu w medytacji* (dWgj ггея)Л
Nie od rzeczy będzie wspomnieć w tym miejscu o dużych
podobieństwach pomiędzy tybetańską tanką i ruską ikoną.
Pierwszym jest sama ich nazwa-tyb. /Ад бгм, 'pisaniebogów'
i ros. #олор;У. Drugim - ich pojmowanie. Ojciec Paweł
Florenski nazywa ikonę „protezą duchowości"^. „Ikonostas
- pisze - to widzenie. Ikonostas to ukazywanie się świętych
i aniołów (...). Ikonostas to sami święci. A jeśli modlący się
w świątyni byliby dostatecznie uduchowieni (...), nie byłoby
w świątyni żadnego ikonostasu, prócz przysłanych przez Boga
świadków (...)".
Podobnie jak bizantyjska, ikona tybetańska jest nie tylko
oknem wychodzącym na niebo, ale i drzwiami, przez które
święci mogą schodzić na ziemię. Zwraca uwagę zdumiewające
podobieństwo pomiędzy słowami Pawła Florenskiego i charak­
terystyką tybetańskiego świętego obrazu, która pochodzi od
Giuseppe Tucciego: „Tym, którzy na nie spojrzą, malowidła te
mają ułatwić oderwanie się od egzystencji samsarycznej i zwrot
ku owym czystym rejonom bytu [Ы zAmg &amp;лалм, 'czystym
krainom']. Dlatego też często nazywa się je mfWzg gro/,
wyzwoleniem przez widzenie: tego, który patrzy na nie
czystym wzrokiem i z przenikliwym umysłem, obdarzają one
wyzwoleniem. Nie należy sądzić, by miały one moc magiczną,
że sama ich obecność wystarczy, byśmy zostali przeniesieni
w owe szczęśliwe światy, które wyobrażają. Może to nastąpić

704

tylko pod warunkiem całkowitego zaangażowania naszej naj­
głębszej istoty, tylko ono może nas zmienić. Malowidła te
działają podobnie jak teksty Wielkiego Pojazdu [mahajany] lub
Pojazdu Diamentowego [wadżrajany]. Aby czytać ich symbole
i formy, by zrozumieć ich tajemniczy język, trzeba żyć ich
znaczeniem. Dopiero wówczas może nastąpić konsubstancjacja
z planem, który ją wyobraża. Kontemplujący jednoczy się
z przedmiotem kontemplacji, i w ten sposób odradza się
w niebie, na cudownym lotosie."*
Drzeworyt tybetański: typologia
Teraz, kiedy znamy już klimat sztuki tybetańskiej, czas na
szczegóły dotyczące drzeworytu. Odbitki drzeworytnicze
pełniły wiele funkcji, z których, najważniejsza była funkcja
nośnika modlitwy żywiołów. Nie można jednak zapomnieć
także o innych zastosowaniach pieczęci. Ogólnie matryce
drzeworytnicze można podzielić na cztery grupy, w zależno­
ści od typu ikonograficznego i funkcji. Pierwsza kategoria,
d r z e w o r y t y l i t e r o w e , zawierające mantry i dharani,
złożone były z napisów, których znaczenie nie odgrywało tak
istotnej roli, jak przypisywana im forma i oddziaływanie/"
Drzeworyty takie można podzielić na cztery grupy funkc­
jonalne: 1) złożone kilkakrotnie i noszone na szyi, w bucie czy
też zaszywane w ubraniu pełniły funkcję ochronną, odpowied­
nio do treści odbitki chroniąc przed złymi duchami, złodzieja­
mi, pożarem, wilkami etc.; 2) zwinięte i włożone do wnętrza
młynka modlitewnego były narzędziem mechanicznej modlit­
wy; 3) użyte w czasie ceremonii konsekracji świętych
przedmiotów stanowiły nośnik błogosławieństwa; następnie
wypełniało się nimi wnętrze posągu, zaszywało na rewersie
tanki lub zamurowywało w miejscu ołtarza; 4) zwinięte
zjadano je w charakterze lekarstwa lub nośnika wyzwolenia
przez smak."
Druk z błogosławieństwem dla zmarłej, północno-zachodni Nepal,
18,9 x 12,7 cm

�Drugą grupę stanowią d r z e w o r y t y h a r m o n i z u ­
j ą c e , przywracające harmonię kosmiczną („naprawiające
uszczerbki w lokalnej energii"*), zwane zazwyczaj „amuleta­
mi pomyślności", Nakleja się je na ścianach i sufitach, drukuje
na flagach modlitewnych, niekiedy zaszywa w ubraniu.
Powszechnie uważa się, że przysparzają one „powodzenia,
bogactwa, długowieczności, szczęścia, mądrości i rozwoju
duchowego".
Drzeworyty trzeciego typu, f i g u r a t y w n e , związane
są z konkretnymi praktykami rytualnymi, których celem jest
odegnanie złych wpływów, ujarzmienie demonów, zsyłają­
cych choroby i życiowe kryzysy. Zazwyczaj w centrum
matrycy znajduje się wizerunek osoby, zwierzęcia lub demo­
na, otoczony zaklęciami. Niekiedy pojawiają się tu figury
geometryczne o precyzyjnej symbolice, związanej z żywioła­
mi, planetami, znakami kalendarzowymi i wróżbiarskimi.
Odbitki te zazwyczaj nie są wystawiane na widok publiczny,
lecz noszone w kwadratowym woreczku utkanym z kolorowej
przędzy.
Czwarty typ matryc ma f o r m ę k o l i s t ą , naśladującą
mándale. Są to jedne z najczęściej występujących pieczęci
drzeworytniczych. Wyobrażają one mándale bóstw medyta­
cyjnych, stanowią wizualne reprezentacje nauk ezoterycz­
nych. Zabezpieczają przed szkodliwymi wpływami. Chronią
przed chorobami psychicznymi, które, podobnie jak inne
schorzenia, Tybetańczycy przypisują najczęściej interwencji
demonów lub obrażonych duchów lokalnych. Najczęściej
umieszcza sieje na ołtarzach, na sufitach klasztorów i kaplic.
Niekiedy służą one jako pomoc w medytacji, a także jako
rekwizyt praktyk medytacyjnych i rytuałów (głównie oczysz­
czających). Niektóre z nich, zaszyte w kwadratowych sakiew­
kach z kolorowej przędzy, wszywa się w kieszeń. Uważa się
powszechnie, że właśnie drzeworyty koliste mają największą
moc ochronną.
Wśród Tybetańczyków największym szacunkiem cieszą się
czerwone (cynobrowe) druki term, wspomnianych wcześniej
tekstów-skarbów. Stanowią one prawdziwą rzadkość. Podob­
nie jak innych sakraliów, nie wolno ich sprzedawać; są
jednym z najbardziej wartościowych podarunków, równie
cennym jak relikwiarz z subtancjami „wyzwalającymi przez
smak" (tyb. dam rdzoj) lub wyszywana kosztownościami
thanka, buddyjski święty obraz.
Przygotowanie matrycy i druk
Do wyrobu matryc używano wyłącznie miękkiego drewna,
najczęściej pochodzącego z drzew rosnących nad brzegami
strumieni (głównie z wierzb). Drewno suszy się przez sześć do
dziesięciu miesięcy. Następnie mistrz drzeworytu, którym jest
mnich lub osoba świecka, pracująca na zamówienie klasztoru,
tnie drewno na tabliczki w czterech kanonicznych rozmiarach.
Wszelkie sęki zostają usunięte, a ubytki wypełnione litym
drewnem odpowiedniej wielkości. Następnie, przy użyciu
lustra, mnich szkicuje wzorzec na powierzchni tabliczki
i kaligrafuje na niej odpowiednie teksty. W tym celu używa
specjalnego drewnianego pióra i czarnego indyjskiego at­
ramentu.
Szkic wzorca sprawdzany jest w klasztorze dwa do pięciu
razy. Następnie klocek przekazuje się rytownikowi. Jest to
mnich lub rzemieślnik pracujący dla klasztoru. Obustronne
wygrawerowanie tekstu na sporych rozmiarów klocku za­
jmuje mu zwykle około czterech dni. Teraz drzeworyt podlega

Tzw. życiodajna ręka Darjeeling, p ó ł n o c n o - w s c h o d n i e Indie,

12,2 x 6.4 cm

kolejnej pięciokrotnej korekcie, przeprowadzanej najpierw na
próbnej odbitce, potem zaś na klocku. Pomyłki w tekście lub
rysunku są następnie wycinane, zaś w miejscach wycięć za
pomocą specjalnego kleju przytwierdza się kawałeczki drew­
na z poprawionymi elementami matrycy. Teraz następuje
ostateczna próba: matrycę gotuje się w maśle, aby zapobiec jej
paczeniu się. Na dziesięć matryc mnisi używają około funta
masła. Gdy zaczyna ono wrzeć, wkładają do naczynia formę
drzeworytnicza i trzymają ją około minuty. Wygotowane
matryce studzi się, suszy i oczyszcza z masła przy użyciu
specjalnego pędzla.
Indyjski atrament do druku przygotowywuje się na długo
przed użyciem. Kawałek suchego atramentu wkłada się do
naczynia i rozcieńcza gorącą wodą. Naczynie umieszcza się
w ciepłym miejscu i trzyma tam pięć-sześć miesięcy, stop­
niowo uzupełniając parującą wodę. W trakcie druku klocek
smaruje się atramentem, po czym przyciska doń odpowied­
nich rozmiarów papier, który dociska się przy użyciu specjal­
nego pędzla z końskiego włosia."
Inne źródło podaje inną recepturę przygotowywania at­
ramentu. Jednym z jego składników jest chiński atrament,
a także sadza, palony ryż lub jęczmień, a substancją wiążącą
żywica, kleje pochodzenia zwierzącego lub skrobia. Składniki
miesza się w płytkim naczyniu, rozcieńczając je wodą.
Następnie za pomocą pędzla lub paletki nakłada się je na
klocek, po czym przykrywa papierem i dociska za pomocą
bawełnianej tkaniny. W trakcie drukowania należy uważać,
by papier nie zsunął się z powierzchni klocka. Jakość druku
zależy w równym stopniu od jakości atramentu i papieru
użytego do druku. Niekiedy, by wzmocnić jego własności
chłonące, papier się nawilża. Drukuje się zazwyczaj na
papierze ręcznie wytwarzanym (czerpanym), produkowanym
z kory drzew lub z pnączy. Sprowadza się go z Nepalu. Flagi

�modlitewne drukuje się natomiast na surowym płótnie baweł­
nianym/*

Poświęcenie druków
Zdarzają się drzeworyty, które podlegają tej samej ceremo­
nii poświęcenia co thanki. Pomniejsze druki poświęcane są
w trakcie prostszej ceremonii. Rozpoczyna ją ręczne dopisa­
nie przez lamę pewnych sylab na rewersie druku, w tym
przede wszystkim sylab Om Ah Hum, aktywizujących wize­
runki bóstw. Następnie, po dokładnym wysuszeniu odbitki,
lama przeprowadza właściwą ceremonię, polegającą na od­
czytaniu mantr i dharani i wizualizacji odpowiednich bóstw.
W trakcie ceremonii poświęcenia druków kolistych lub
figuratywnych lama rzuca na powierzchnię odbitki kilka
ziaren jęczmienia, kolorowego ryżu, spryskuje ją wodą
z szafranem. Następnie odbitka jest szybko i starannie
składana i zaszywana w kwadratowej pochewce wykonanej
z kolorowej przędzy. Pod groźbą uwolnienia energii, związa­
nej przez lamę przysięgą służby dharmie (nauce Buddy),
drzeworytu takiego nie wolno oglądać ani prezentować
publicznie. W trakcie ceremonii święcenia druków ochrania­
jących przed chorobami, wpywami demonicznymi i nie­
szczęściami pojawiają się ciastka ofiarne, tzw. tormy (tyb.
gfor ma), wykonywane z masła, mąki i innych substancji. Są
to przeważnie skomplikowane rytuały, z których kilka opisał
Snellgrove i Nebesky-Woykowitz.^
Poniżej cytuję tekst inwokacji do tzw. konia wietrznego,
rfa, najbardziej rozpowszechnionego drzeworytu tybe­
tańskiego, który stał się patronem naszej wystawy (patrz
okładka niniejszego katalogu). Apostrofa ta recytowana jest
przez lamę w trakcie konsekracji druku. Może być też osobistą
modlitwą jego użytkownika:
„O chwalebne zgromadzenie trzech klejnotów [budda, dharma,
sangha], trzech korzeni [guru - nauczyciel, jidam - osobiste
bóstwo medytacyjne praktykującego buddysty, strażnik - bóst­
wo medytacyjne w aspekcie ochronnym], bogów i mędrców,
O trzej opiekunowie-mahasattwowie [trzech bodhisattwów:
Mańdziuśri, Awalokiteśwara i Wadżrapani], Dżajadewi,
Padmasambhawo i widjadharowie [skt, dosł. 'dzierżyciele
wiedzy', wielcy jogini] Indii i Tybetu,
Czcigodny opiekunie Ganapati z boską armią bogów wojny,
0 pięciu boscy opiekunowie, Cesarze [mongolski i tybetański
bohater-wojownik], potężna istoto, i wszyscy inni
Bogowie kosmicznej dynastii, za których sprawą schodzą się
warunki,
Wam wszystkim ofiaruję ten obłok darów, rzeczywistych
1 wyobrażonych;
Błagam was: udzielcie mi łaskawie waszego błogosławieńst­
wa.
Klątwy, zaklęcia, pułapki nekromantów i demonów, nieprzy­
chylnych duchów oraz wszelkie inne przeszkody Niech ustaną i znikną wszystkie te znaki słabości i niemocy
wietrznego konia.
Konflikty, wrogość, obmowa, wojna, spory, kataklizmy i inne Uśmierzcie wszystkie podobne rozdźwięki.
Oby rosła siła i moc chwalebnego wietrznego konia,

Tej czworonożnej legendy.
Proszę, obdarzcie mnie duchowymi i doczesnymi, najwyż­
szymi i zwykłymi siddhi [moc magiczna, uzyskiwana w medy­
tacji; najwyższym siddhi jest oświecenie]
i wszystkim bez wyjątku, czego zapragnie mój umysł."""

Drzeworyt tybetański: nie magia lecz festiwal pustki
Tybetański drzeworyt spełnia wszystkie zadania, jakie stoją
przed buddyjską sztuką, rozumianą jako ыро/а, zręczny
środek, wskazujący drogę ku oświeceniu. Dlatego trudno
zgodzić się z powszechnym do niedawna klasyfikowaniem go
w kategorii „zaklęć, uroków, amuletów", choćby ich siła
magiczna traktowana była jak najbardziej serio. Czyni tak na
przykład Nick Douglas^', skądinąd autor jednego z najlep­
szych omówień drzeworytów tybetańskich, pochodzących
z tradycji buddyjskich i bon. Kategoria „amulet", podobnie
zresztą jak pojęcie „magii", której jest on pochodną, to raczej
termin-indeks, objaśnienie pozorne, obciążone wielokrotnie
dyskutowanymi wadami."
Zamiast więc mówić o magii (niezaprzeczalnie tu obecnej,
lecz nie wiadomo, co właściwie oznaczającej) lepiej widzieć
w drzeworycie tybetańskim ekspozycję buddyjskiej doktryny,
głoszącej аЫ^а-ашсса-алаКа", cierpienie-nietrwałość-pustość. Nietrwałość papierowego druku przypomina o przemija­
niu. Niezmienność, kanoniczność jego ikonografii odwzoro­
wuje buddyjski antyrelatywizm ontologiczny i etyczny: świat
nie jest chaosem, bowiem pomiędzy dobrem a złem istnieje
zasadnicza, nieredukowalna różnica, cierpienie. Cały po­
rządek kosmiczny opiera się na tym fundamentalnym założe­
niu, wyrażającym się w pierwszej z buddyjskich czterech
szlachetnych prawd.^ To z niego wyrasta buddyjski im­
peratyw kategoryczny, składane przez bodhisattwę^ ślubowa­
nie, że nie spocznie w pracy dla powszechnego pożytku
dopóty, dopóki „choć jedna istota pogrąża się w tym oceanie
cierpienia". I w końcu po trzecie: drzeworyt buddyjski,
stanowiący treść tybetańskiej modlitwy żywiołów, spalany
w ogniu, obracający się w młynku i młynie modlitewnym,
odciskany w skale, w tysiącznych powtórzeniach powiewają­
cy na flagach modlitewnych stanowi ekspozycję nauki o pust­
ce wszystkich rzeczy. Bo „gdzie jest wiatr, gdy nie wieje?
gdzie rzeka, gdy nie płynie?" Kto się modli, kiedy wiatr się
modli? Albo gdy rzeka obraca młyn modlitewny? Kto
wprawia w ruch dzwonki z mantrami chroniącymi pola przed
powodzią? Kto porusza klekotki, odstraszające demony? Oto
prawdziwie buddyjski wykład wszechpustki, na przykładzie
niewzruszonej choć iluzorycznej ontologii żywiołów.
Na zakończenie jeszcze jeden obraz z Tybetu. Nad rzeką
siedzi mnich. Rytmicznie zanurza rękę w wodzie. Pod­
chodzimy bliżej. Wygląda, jakby robił babki z piasku. W ręku
trzyma matrycę drzeworytnicza z wizerunkiem Garudy, króla
nagów, wężowych bóstw zamieszkujących wody i podziemia.
Stempluje nią wodę. Rzeka płynie, unosząc z nurtem błogo­
sławieństwo królewskiej pieczęci.

P R Z Y P I S Y
' S. Vincenz, g w w w Ь л ж д ш и / ' о с А и , [w:] tegoż, T f m d f y ź W o w i b z , Gdańsk
1993. s. 112
' Tegoż. Owfopar. Zwpfjb z for УСЗД-У944, oprać. Jan A . Choroszy, Wrocław
1993. s. 12 i 51
' Budowla o kanonicznym, precyzyjnym kształcie i bogatej symbolice, pierwo­
tnie kryjąca szczątki Buddy lub buddyjskich świętych, rozpowszechniona w kra­
jach buddyjskich.

706

' Ich nazwa pochodzi od nazwy mantry Om Mani Padme H u m , najczęściej rytej
na skałach w obrębie Wielkiego Tybetu.
' W skład tego kręgu geograficzno-kulturowego w c h o d z ą m i n . Tybet właś­
ciwy, Nepal i północne Indie (Ladakh, i część Kaszmiru, m.in.doliny Lahul i Spiti),
Sikkim i Bhutan.
' Przedstawiciele starej przedbuddyjskiej religii Tybetu.

�' B.Uspienski, fidf Avi{fego Mitola/a ли Kwsi, przel. R.Mayenowa. Lublin
1985
' W . Juszczak, Pragmenfy. AWce z k o n i i / i l o z o / i i и Ы з , Warszawa 1995, s.
147-8
* Odwołuję się tu do krytyki estetyki pokantowskiej przeprowadzonej przez
H.-G Gadamera w jego Prawdzie i mefodzie. Zob. J.Tokarska-Bakir, Wyzwoknie
przez widzenie i jAicAomie. &amp;olenokgicz&lt;ie aipeby refigi/nmci fyhefahitie/
№ (wielie hermentufyt Aansa-Georga Gadamera (w druku).
M . Eliade, TraAfaf o A ü l o n i religii. Warszawa 1976. Mówiąc o ontologii
archaicznej Eliade ma na myśli nie tylko „światopogląd", ale „sposób istnienia
świata" w kulturach archaicznych, w których religia jest elementem wszechobec­
nym, regulującym wszystkie sfery życia. Każde zjawisko przyrodnicze, społeczne
i artystyczne jest tu, w sensie epistemologicznym i ontologicznym, manifestacją
sacrum, hierofanią.
" O niebezpieczeństwach tego aktu pisze Wiesław Juszczak s. 68nn., 128 nn.
etc.
" R. A . F. Thurman, Tibet / В ЛыаИЬюп ondTfj A n , w: M . M . Rhie, R. A. F.
Thurman, Wudom and Сощроиюл. 7he iacred Л п о / Tíoef (katalog wystawy
0 tym samym tytule, zorganizowanej w The Asian Art Museum of San Francisco,
1991), San Francisco 1991, s. 37
" G . Tucci, Tioefon Painled J c r o i ü , Roma 1949, 1.1, s. 291,
" Podobny zwyczaj znany jest z tradycji polskich chasydów. U J.J.Singera
czytamy o Rabinie Mędrcu z Przemyśla, z racji dzieła, które wydał pod tym tytułem
zwanym „Rykiem Niedźwiedzia", albo o rabinie z Lublina, z podobnych przyczyn
zwanym „Ponętnym Banichem". 1 1 Singer, ./osie
Kraków 1992, s. 192
's „Piętnastowieczny mistrz buddyjski Gon dkar ba kun dga' mam rgyal
w czasie swej nocnej medytacji miał wizję Mahakali. Tej samej nocy naszkicował
bóstwo, tak jak się mu ono pokazało. Następnego dnia powierzył wykończenie
1 pokolorowanie malowidła słynnemu artyście, mKhyen brtse chen mo. Dziesiąty
Karmapa. Chos dbyings rdo rje (1604-1674) i Situ pan chen chos kyi 'byunggnas
(1700-1774) byli takimi właśnie mistrzami [tzn. malowali według własnych wizji]
i ich tanki osiągały wielki rozgłos." D . P. i J. A . Jackson, TfOefon Thonghz Pawling.
Mefhodr and Walerials, Boulder 1984, s. 12
" W . Juszczak, op. cit., s. 129
" Zob. 1. Tokarska-Bakir, Wyzwolenie przez widzenie i dwchonie, op. cit.
'* F. S. С Northrop, The Meefing о / f o i f and Weif, s. 340. Podobną opowieść
osnuto wokół postaci Hermana Hessego. Opowiadano, że gdy osadzony był
w więzieniu za o d m o w ę służby wojskowej, namalował pociąg wjeżdżający do
tunelu, po czym wsiadł w niego i odjechał. Relacja ustna Krzysztofa Czyżews­
kiego, sesja poświęcona Hermanowi Hessemu, Wrocław, wiosna 1994
" N . J. Girardot, Myfh and Meaning in Eorfv Tdoúm, Berkeley and Los Angeles
1983
" Cz. Miłosz, Tfoñtu, Warszawa 1992. To samo przekonanie znajdujemy
u Simone Weil: „Zły malarz - powiada ona - patrzy na dziewczynę, która mu
pozuje, i m ó w i sobie « m a wysokie czoło, skośne brwi, powinienem umieścić na
płótnie wysokie czoło i skośne brwi*. Prawdziwy malarz przez napięcie uwagi jest
tym, na co patrzy. Przez ten cały czas porusza się jego ręka trzymająca pędzel." S.
Weil, P u m a wybrane, Kraków 1991, s. 94. Zob. J. Tokarska-Bakir, Wyzwolenie..,
op. cit., Wprowadzenie.
" Szao Jung, X I w., za. J. Needham, Wieltie miareczkowanie, f/auta i jpofeczemfwo w Chinach i na Zachodzie. Warszawa 1984, s. 55
и Seung Sahn, Jfrzepw/qc popiół na guddg. Warszawa 1990, s. 84
" Pamiętając o starożytnym, a oddziałującym jeszcze w okresie późnego
średniowiecza (np. u Tomasza z Akwinu) rozróżnieniu pomiędzy sztuką i stwarza­
niem, które mocno naznaczyło całą późniejszą myśl Europejczyków.
" Zob. j . Tokarska-Bakir, Wyzwolenie przez widzenie i f&amp;cnanie, op. cit.
^ „Księżniczka Punyadhari z M i nnyag, jedna z uczennic I V Karmapy, Rol pa'i
rdo rje [1340-1383] miała sen o wielkiej tance Buddy Śakjamuniego, mierzącej 11
łokci od ucha do ucha. Słysząc to, Karmapa podpowiedział j e j , w j a k i sposób
mogłaby urzeczywistnić swój sen. Dosiadł konia i za pomocą śladów jego kopyt
zaznaczył na ziemi wzór wizerunku. Okazało się że ów obraz Buddy ma doskonałe
proporcje. Następnie został on przeniesiony na ogromny kawał jedwabiu. Przez
trzynaście miesięcy pięciuset ludzi pracowało nad wykonaniem tej wielkiej tanki,
na której po obu stronach Śakjamuniego znaleźli się także Mańdziuśri i Maitreja "
Karma Thinley, Tfúfory o / g ń f e e n Karmapa: o/TBef. Boulder 1980, s. 66-67
* Thurman, op. cit. s. 36
^ Najbliższe europejskiemu znaczeniu «sztuki» może być tybetańskie 6zo 6o,
praca, rękodzieło' (a także: figura, podobizna, forma etc.) Dass pisze, że zgodnie
z buddyjskim podziałem w sztuce m o ż n a wyodrębnić trzy kategorie: [1] las tzo,
czyli sztuka w odniesieniu do ciała, obejmująca pisanie, rysowanie, malowanie
i wszystko, co dotyczy rzemiosła; [2] ngag ozo, sztuka w odniesieniu do mowy,
obejmująca sztukę czytania i układania utworów literackich, a także umiejętność
studiowania: oraz [3]у id 6zo, sztuka w odniesieniu do umysłu, obejmująca wszelką
pracę intelektu. Jeśli chodzi o kategorie działalności artystycznej, wymienia się
kolejno: tkactwo, handel, sztukę dyplomacji, sztukę epistolamą, arytmetykę,
chiromancję, wróżenie i interpretację znaków wróżebnych, sztukę projektowania
i konstruowania, rzeźbienie posągów, reliefów, rytowniclwo, sztukę wychowywa­
nia, wytwarzania tkanin wełnianych i filcu, sztukę mieszania składników (np.
metali). Ch. Dass, TfOefon-fnglúh Dicfionary, Calcutta (1902) 1985, s. 1111
" R. Thurman, Tioef and Tioefan gwddnum, op. cit., 35.
" Angielski przekład tybetańskiego 6zoDojako „sztuczny - artystyczny", który
powtarzam tu za Robertem Thurmanem (Wüdom and Compamon. op. cit., s. 34),
nawiązuje do dwuznaczności „sztuka" - "sztuczność": np. ang. arf-arfi/icial,
istniejącej w wielu j ę z y k a c h europejskich. Trudno m i rozstrzygnąć, na ile trafnie
oddaje on znaczenie tybetańskie. Na ten temat patrz Dass. op. cit., s. 1111.

^ Rigpa Fellowship, London 1988
" Thondup Tulku, A d d e n Teaching* о / Tioef. An fjpldnafion о / fne Terma
Tradifion о / r n e Ayingma Jcnool о / Д м И л и т , London, s. 151-152
" H . A . Jáschke, Tfeelon-Engfuh Diclionary wiln Special Ke/érence fo rne
Prevailing Dialects, Delhi 1980, s. 522-523: (2) „rang Dywng ha, samopowstały:
(...) rang g r a t nie przez człowieka wytworzony „["= rang oyun, rang oyong,
samoistny, powstały sam z siebie"]. Podobnie Dass, op. cit., 1164-1165. Zob też j .
Tokarska-Bakir, Wyzwolenie..., on. cit.
" Drzewo pod którym Budda Sakjamuni osiągnął oświecenie. 'Bodhi' znaczy
„przebudzenie, oświecenie".
" biography о / Dnarmajvamin, [ w : ] J.N. Roerich ( o p r a ć ) , glae Annals,
Moskwa 1967, 525-527
" Mik yen 6rde'f Guide fo fhe Яо/y Placel о / Cenlral Tioef. przeł. z tyb. A .
Ferrari, L . Petech, H . Richardson, Roma 1958, 43 etc.
" Roerich, op. cit, 512. 519, 533
" Jedno z groźnych bóstw panteonu buddyzmu tybetańskiego.
" Samoistne powstanie przypisuje się też stupie o tej samej nazwie, słynnej
stupie Swajambhu w Kathmandu.
" «Piecioraki», ponieważ składa się z pięciu figur: „świętego posągu przywie­
zionego z Indii, samopowstałego posągu [Awalokiteśwary], [posągu] któla, a także
księżniczki nepalskiej i chińskiej", Thondup, op. cit., 252, n. 211
*' Thondup, op. cit., s. 252, n. 211
" S. L . , Huntington J. C , Huntington Leaves/rom fne godni Tree. The Arf о /
Pala /ndia fgfh-T2fh cenfwnejj and 7fs Jnfemafional legacy [katalog wystawy
w The Dayton Art Institute], Seattle - London 1990, s. 85
« Tamże.
" G. Tucci, Tioefan Painled Scrolls, op. cit, s. 290
" Jackson, op. cit., s. 139
* Tucci, op. c i i . , s. 312nn.
^ Blo bzang chos k y i rgyal mtshan, [ w : ] Tucci, op. cit., 315
D. L . Snellgrove, Тле fYine Ways о / Д о л . E r c e r p » / r o m gZi-brjid [przekład
z t y b ] , Boulder 1980, s. 297-298
" H . A . Jáschke był misjonarzem z Moraw, który wiele lat spędził w podhimalajskiej dolinie Lahul w północnych Indiach.
B . Olschak. T. Wangyal. Myrfic Arf o/Ancienf Tibef. London bd, s. 113
s« Tucci, op. cit., s. 239
" Jackson, op. cit., s. 11
" P. Florenski, / t o n o i f o ł i inne szkee, przeł. Z.Podgórzec, Warszawa 1984, s.
120. Zwraca uwagę zbieżność tego określenia z tybetańskim określeniem
malarstwa, „proteza d u c h o w o ś c i " bliska jest rfen, „symbolowi-podporze".
" Tucci, op. cit., s. 287-288
" Tendencja do zaniedbywania treściowej strony słowa czy napisu na rzecz jego
formy i oddziaływania, z reguły właściwa jest tzw. kulturom „ustnym", archaicz­
nym, w odróżnieniu od „pisemnych", opartych na piśmie jako głównym nośniku
komunikacji. Owa tendencja przejawia się w specyficznym „rematycznym"
użytku, jaki czyni się w obrębie kultury ustnej ze świętej rzeczy czy świętego
tekstu, interesując się nie tyle jego femafem (tym, о с z y m jest tekst lub с o
wyobraża wizerunek), ile remalem (materialnością tekstu, substancją wizerunku,
tym, c z y m tekst lub wizerunek jest). Podobne, „rematyczne nastawienie" może
też charakteryzować określone formy kultu: w zachowaniu religijnym akcentuje
się wówczas samą tylko czynność (klękanie, wędrówka na klęczkach, pokłony,
okrążanie świętej góry, klepanie pacierzy, różaniec itp.), nie zaś np. treść albo też
intencję modlitwy czy rozmyślania, zalecanego przez brewiarz na okoliczność
owej pobożnej praktyki. Odwołuję się tu do przystosowanego do etnograficznego
kontekstu potrzeb rozróżnienia językoznawczego: temat (lo, o czym się mówi)
- remat (to, co się mówi). Więcej na ten temat w mojej pracy, Wyzwolenie..., op.
cit., Wprowadzenie.
% Douglas, op. cit., s. 9
* Thondup Tulku, Widden Teaching! о / TToef. An Eipfdnorion о / fne Terma
Tradifion о / f k e Ayingma Jcnool o / g w d d n ú m , London, s. 151-152
^ Za: G. Leonów, w: M . M . Rhie, R. A . F. Thurman, Wúdom and Companion.
The Sacred A n qf" Ti6ef, s. 306
" N . Douglas, Tioefon Tdnf ric Chormr and A m a l e » . 2 JO Examples Reproduced
/ r o m Original WoodWocb, New York bd. s . l l
* Snellgrove, The fVme Ways..., op. cit.; R. de Nebesky-Wojkowitz, Oracles
and Demons o/rioef. The Cidf and Iconography о/fhe Tipelan Profecfive Deifies,
The Hague 1960
™ Modlitwa skomponowana przez Mipama, słynnego lamę, który żył w latach
1846-1912. Za udostępnienie jej dziękuję P. Maciejowi Góralskiemu z Muzeum
Azji i Pacyfiku w Warszawie.
" N . Douglas, op. cit., s. 11
" M a m tu na myśli całą antropologiczną krytykę Frazerowskiej Ziole/ galgzi,
poczynając od Bronisława Malinowskiego przez gemertungen uter Prozer The
GoWen Aowgh' Ludwiga Wittgensteina, a kończąc na dyskusji nad pojęciem
racjonalności, jaka toczyła się w prasie antropologicznej {filozoficznej w latach 60'
i 70'. Zob. artykuły z tomu pod red. E. Mokrzyckiego, Pac/onalnosc i sfyl т у Д е ш а ,
Warszawa 1992
" Palijska formuła, wyrażająca w największym skrócie podstawowe idee
buddyzmu: uniwersalność cierpienia, przemijanie i „brak wszelkiej samoistnej
esencji i egzystencji", zwany pustością wszystkich rzeczy, w tym ,ja".
" Jest to najbardziej skrótowa, mnemotechniczna formuła doktryny buddyjs­
kiej, przypisywana samemu Buddzie Śakjamuniemu. Pierwsza szlachetna prawda
stwierdza, że cierpienie istnieje; druga wskazuje na jego przyczyny; trzecia naucza
o istnieniu nirwany, stanu poza cierpieniem; czwarta wskazuje do niego drogę.
" Praktykujący buddysta, ślubujący dążyć do wyzwolenia nie tylko dla
własnego dobra, ale dla pożytku wszystkich istot.

707

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9582" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9560">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a4901325591b7049a78b7b549cb814ff.pdf</src>
        <authentication>02fe320a2635e75c690ffc7d05f34d10</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114078">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2616</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114079">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114080">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114081">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2431</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114082">
                <text>Obraz i realizm. Notatki przy Baconie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114083">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.42-49</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114084">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114085">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114086">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114087">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114088">
                <text>I

Obraz i realizm.
Notatki
przy Baconie
Dariusz Czaja

О/ ДДЛД,

№'e ma ^zorana

Francis Bacon, Paryż 1987

7. Łe guffa effe yardw?

2. foza (y/M me prd&amp;u/g mdiwc, рго&amp;ы/{ ma/owoć

Na początku jest tak, jak powinno być na początku. Lawa
wyciekająca z pękniętego Nic stopniowo przybiera formy
widzialne. Niebo i ziemia już uczynione. Światło oddzielone
od ciemności. Ciała niebieskie zawieszone na sklepieniu
nieba. Ryba morska nurkuje w wodnej toni, ptactwo skrzyd­
late przecina powietrze, zwierzątko naziemne sprawdza stabi­
lność podłoża. Nazwy rozdane, taksonomiczny porządek
wprowadzony. Trawa dająca nasiona i drzewo rodzące owoce
formują skąpy zaczątek ziemskiej scenografii. „A Bóg wi­
dział, że wszystko co uczynił było bardzo dobre" (Rdz 1,31).
Obraz i Podobieństwo, zrazu niepewnie, z czasem coraz
śmielej, przechadza się po ogrodzie Eden. A w nim „drzewa
miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące", a także rzeka
nawadniająca uprawną ziemię. Czy podoba się wam ten
ogród? Bardzo, bardzo nam się podoba. Czy należy do was?
Tak, jak najbardziej. Uważajcie, żeby wasze dzieci go nie
zniszczyły!
Na początku jest tak, jak powinno być na początku. Drzewa
są miłe z wyglądu i wszystko jest bardzo dobre. Ziarna
wątpliwości nie zasiane. Pytanie nie trwoży się o odpowiedź,
sprzeczności nie wiedzą jeszcze, że mają być sprzecznoś­
ciami. Doświadczenie zaokrągla się w jedyny, dający się
pomyśleć kształt: kulę. W soczystą doskonałość jabłka.
W pełnię bez kantów. Ale już niedługo, w tym kolorowym
obrazku, w układance, w której wszystkie elementy z jakąś
przedustawną koniecznością do siebie pasują, pojawi się rysa.
Pomiędzy byt i powinność wślizgnie się cień. Katastrofa
rozpocznie się jak zawsze: pogodnym prologiem.
Bo wąż nie spał...

Malarze, jak i bodaj wszyscy ci, dla których etykietę
„artyści" rutynowo rezerwujemy, rzadko bywają wylewni
w próbach opisania twórczości własnej. Wyjąwszy, rzecz
jasna, egzemplarze patologiczne, w których nieukojona po­
trzeba ekshibicji spotyka się z równie mocną żądzą autokreacji. Ci pierwsi więc, przymuszeni i nagabywani, z trudem,
o ile w ogóle, odpowiadają na proste, czyli nieproste, pytania
krytyków: co? po co? dlaczego? Czy to z lęku przed
nieuchronnymi uproszczeniami, czy z deprymującej wiedzy,
że opór materii jest zbyt wielki, czy z poczucia nieusuwalnej
nieprzejrzystości każdej świadomości, czy z przekonania, że
słowo, choćby nie wiadomo jak giętkie i tak nie trafi w istotę
rzeczy, czy z błogosławionej awersji do grzebania się we
własnych bebechach, czy z przewrotnej lub lenistwem pod­
szytej chęci przerzucenia na oglądających ciężaru inter­
pretacji, czy z kilkunastu innych, dających się jasno (bądź nie)
wyartykułować powodów, najczęściej, gdy dochodzi do pytań
najbardziej zasadniczych, natrafiamy na zwyczajowe: nie
wiem... nie bardzo to rozumiem... trudno mi powiedzieć... nie
potrafię tego oddać w pojęciach... nie sposób o tym mówić...
nie umiem tego nazwać... Lingwistyczna ściana niemocy.
Czasem na ratunek przychodzi żart i autoironia: „W ogromnej
pracowni Tadzia na Floriańskiej było nieco mniej schludnie,
czerwona skarpetka przybita do ściany stanowiła nawet
akcent buntowniczy. (...) Natchnione się w tej pracowni
odbywały posiedzenia. (....) Tadzio, zaaferowany, nalewał,
a potem, przymuszony, objaśniał własne obrazy:' Tu ci takie
jedzie do góry, rozumisz, cieniutkie, pi pi pi, a tu pazur wyłazi

42

�z boku, to wcale nie pazur, tylko rondclek wisi na gwoździu,
ale właściwie pazur...'.'" Dreptanie naokoło, przebijanie się
przez skorupy języka, wciąż ponawiane próby zbliżenia się do
„rzeczy", by w chwili kiedy już spodziewamy się objawienia
prawdy, całej prawdy i tylko prawdy, usłyszeć niespodziewa­
nie: pi pi pi... Piszący o obrazach nie są w lepszej sytuacji.
„Gdybym ja mógł weneckie kurtyzany/Opisać..." Kurtyzany
Carpaccia, owszem, jakoś opisać można, o czym Miłosz
dobrze wie, a wiersz jest tego widomym świadectwem. To nie
jest problem największy. Kłopot istotny w tym, że ów opis
daje ledwie przybliżony obraz rzeczy. To prawda: słowo
w niczym nie przypomina farby. Struktura języka rozmija się
z materią malarską. Konwencja jest sitem przepuszczającym
jedynie okruchy rzeczywistego. Adekwatny przekład jest
wykluczony, możliwość ekwiwalencji zawieszona do od­
wołania. Ale i coś jeszcze: gdyby nawet udało się sporządzić
pewien modelowy, laboratoryjnie perfekcyjny (cóż by to
miało znaczyć?) opis obrazu, to i tak nie można by powie­
dzieć, że udało się nam go w pełni i do końca „wytłumaczyć".
To, co w sztuce najistotniejsze, skutecznie opiera się ra­
cjonalizacji. „Rozmowa o obrazach jest zawsze beznadziejna
- to tylko rozmowa wokół obrazu - ponieważ gdyby można
było wytłumaczyć swój obraz, można byłoby wytłumaczyć
swój instynkt"/ Te ostatnie słowa są autorstwa Francisa
Bacona. Niezależnie od tego, jak uwagę o instynkcie bliżej
rozumieć (wprost: somatycznie, biologizująco czy przenoś­
nie: jako wyciągnięty przypadkowo z podręcznego słownika
aluzyjny kryptonim czegoś bardziej eterycznego), Bacon ma
rację: rozmowy o obrazach często, o ile nie najczęściej, od
obrazów właśnie odchodzą. Drogi ucieczki są zawczasu
przygotowane. W zależności więc od predylekcji mówiącego,
malarstwo skrapla się w historię, w psychologię, w socjologię,
w biografistykę. We wszystko, co obrazem nie jest, a co chce
jego miejsce zająć i w jego zastępstwie o nim świadczyć.
Zapytany o sposoby odczytywaniajego malarstwa, o swobodę
interpretacyjną, jaką przyznaje oglądającemu, Bacon od­
powiedział: „Ludzie mogą mówić, co im się podoba, nawet ja
sam nie interpretuję swoich prac. Mówiąc to, nie twierdzę, ze
nic mnie nie inspiruje. Pracuję, patrzę, ale nie usiłuję niczego
tłumaczyć. Poza tym nie próbuję mówić, próbuję malować."
(DS, 196)
W przerwach pomiędzy malowaniem coś jednak, mimo
wszystko, udało mu się powiedzieć. I to wcale nie tak mało,
jak mogłaby sugerować ujawniona przed chwilą minimalistyczna deklaracja. Niemoc niemocą, beznadziejność bez­
nadziejnością, ale uzbierało się tego całe 200 stron wydania
polskiego (z uwzględnieniem, co prawda, 146 ilustarcji).
David Sylvester, w trakcie wielu rozmów z malarzem,
z których wykroił i skomponował dziewięć oddzielnych
całości składających się na książkę, wydarł z malarza chyba
tyle, ile wydrzeć się dało. Zapewne, powie ktoś, można było
wydobyć więcej. Pewnie też nie wszystko, co nagrane,
weszło do ostatecznej wersji książkowej i to nie tylko ze
względów kompozycyjnych. Po pierwsze: są jednak granice
szczerości, po drugie: pomysł, że w rozmowie osiągnąć
można szczerość całkowitą, jest nieprzytomnym urojeniem.
Ale i to, co zawiera książka, jeśli porzucić zachłanność,
zupełnie wystarczy. Zarówno to, co zostało wypowiedziane

wyraźnie, jak i to, co nie zostało dopowiedziane do końca,
a co najwyżej zasugerowane.
Zgodnie z przytoczonym wcześniej oświadczeniem, w du­
żej części są to rozmowy toczące się „wokół obrazu",
w bliższym lub dalszym oddaleniu od malarstwa. Choć,
naturalnie, wszystko, o czym jest mowa, grawituje w jego
Stronę, próbuje oświetlić, bo przecież nie wyjaśnić
różne strony tej twórczości. Opowiada więc Bacon nieco
o sobie: o kadrach pamięci przywołujących młodość w Irlan­
dii („w naszym domu były worki z piaskiem w oknach. Kiedy
wychodziłem z domu, wiedziałem, że za każdym rogiem mógł
kryć się snajper"), o edukacji i zaletach szkoły („Ciągle
uciekałem, więc mnie w końcu z niej zabrali"), o roli spożycia
w twórczości („Nie stworzyłem zbyt wiele po pijanemu...
Namalowałem i/trzyzowawe w 1962 roku, piłem wtedy całą
noc"), o przywiązaniu do luksusu („Żyję, można powiedzieć,
w nędzy"), o swojej pracowni („Mam tu bałagan, bo chaos
podpowiada mi nowe pomysły"), o namiętności do hazardu
(tradycyjna ruletka - tak; rosyjska, w manierze de Staela
- zdecydowanie nie), o sensie życia („Patrzyłem na psie
gówno na ulicy i nagle zdałem sobie sprawę, że takie jest
właśnie życie"), o smaku i żądzy życia („Życie jest takie
krótkie i kiedy się poruszam, patrzę i czuję, chciałbym żeby
trwało"). Materiały do wypracowania na nieśmiertelny lemat:
Malarz - życie i twórczość/
Sporo jest też informacji o różnorodnych fascynacjach
Bacona. O inspiracjach i obsesjach czysto malarskiej natury:

Fotografie swojej twarzy wykonane w automacie
przez F . Bacona

fotograficznym

43

�3. Jesfe/м /м%е&amp;олдл;у, że гедйг/л рожинел zorW od&amp;ryfy
лд nowo

Zdjęcie radiograficzne czaszki

0 fotografiach Muybridge'a („Źródłem moich serii mogą być
te książki Muybridge'a, w których ruch ludzki pokazany jest
na oddzielnych fotografiach"), o fotografiach gazetowych
(„Ciągle oglądam w gazetach zdjęcia piłkarzy, bokserów
1 tym podobne, zwłaszcza bokserów"), o ważnych dla niego
książkach: fozyc/e w radiogra/ú' („wywarła na mnie ogrom­
ny wpływ"); rzecz zawierająca ilustracje kolorowych filtrów
i rozmaitych rodzajów cieczy („Ilustracje te zainspirowały
różne sposoby ujmowania przeze mnie ciała ludzkiego");
Czrery Warfefy, Sweeney Agom'jfgJ („Zawsze czułem, że
znajduję się pod wpływem Eliota"), o fascynacji kinem,
przede wszystkim о Рдлсегл:Ы РогюЫа'ш'е („Wywarł na
mnie głębokie wrażenie. Mam na myśli cały film, sekwencję
ze schodami odeskimi i tę jedną klatkę" - chodzi o kadr
przedstawiający krzyczącą kobietę [DC]), o fapiezw /ллоселгут X Velasqueza („Zawsze uważałem, że to jeden z naj­
większych obrazów na świecie. Był moją obsesją"). Po­
trafimy zatem już nieco odpowiedzieć na pytanie s k ą d ? ,
znacznie trudniej dać odpowiedź na pytanie j a k i d l a ­
czego?
Większość tych danych, jak i wiele innych, pominiętych
w tej przykładowej wyliczance, a pochodzących z rozmów
z Sylvestrem, została już wielokrotnie i na różne sposoby
wykorzystana przez krytyków w analizach twórczości Bacona
(Sylvester, Berger, Deleuze, Leiris, Russel, Ades). Wypowie­
dzi malarza objaśniały, komentowały jego obrazy, podpierały
i uzasadniały różnorodne pomysły interpretacyjne. Wśród
jego uwag pojawiają się również i takie, które chociaż
formułowane wobec i odnoszące się do własnego dzieła,
wyraźnie poza nie wykraczają, mają wymiar znacznie ogól­
niejszy. Dotyczą tematu powracającego w wypowiedziach
Bacona regularnie, z różnym nasileniem, w coraz to nowych
sformułowaniach i doprecyzowaniach. Chodzi o jego pojmo­
wanie malarstwa. Kluczem do niego jest pojęcie realizmu.

44

Nic bodaj nie budzi u Bacona takiej abominacji jak
malarstwo ilustracyjne. „Ilustracyjność" to nie jest w jego
słowniku letnie, opisowe określenie. To inwektywa. Ilu­
stracyjność funkcjonuje jako negatywny element opozycji:
jest zaprzeczeniem tego, co realne. Różnica pomiędzy ilust­
racyjnym a nieilustracyjnym sposobem przedstawiania jest
taka: „ilustracja przemawia bezpośrednio do rozumu i wiesz
od razu, czego dotyczy. Forma nieilustracyjna najpierw
oddziałuje na uczucia, a następnie powoli przenika z po­
wrotem do rzeczywistości. Nie wiem, jak to się dzieje. Może
to wynikać z wieloznaczności wszystkich rzeczy, z niejasno­
ści wizerunków. W związku z tym ten sposób zapisu bliższy
jest rzeczywistości dzięki swojej niejednoznaczności".(DS,
56) Ilustracja jest wyłącznie dyskursy wna, przejrzysta, jedno­
znaczna. Forma nieilustracyjna jest złożona, najpierw i przede
wszystkim intuicyjna, nieprzejrzysta, wielowarstwowa. Pier­
wsza wyczerpuje się w sobie, w drugiej jest jakiś trudny do
zdefiniowania nadmiar. W obrazach ilustracyjnych mamy
formę potwierdzenia tego, o czym i tak już wcześniej
wiedzieliśmy, utrwalają one jedynie obiegowe sposoby wi­
dzenia, są niczym miękki fotel: wygodne i bezpieczne.
Przedstawienia nieilustracyjne przypominają raczej, by przy­
wołać inny mebel, łoże z gwoździami. Wyrywają nas z co­
dziennej drzemki, niszczą rutynowe przyzwyczajenia, wpro­
wadzają niepokój biorący się ze spotkania z nieznanym,
wystawiają oglądającego na ryzyko i niepewność. Tylko one
utrzymują pewien niejasny związek z rzeczywistością. Są
realistyczne.
Co to jednak znaczy: „realistyczne"? Jakiego rodzaju
miałby to być realizm? Interesujący w tym kontekście jest
stosunek Bacona do fotografii. Nie chodzi tu o to, jaką wagę
przywiązywał do niej w swojej pracy, jaki robił z niej użytek
artystyczny, ale o to, jak widział miejsce tego wynalazku
w sytuacji sztuki współczesnej. Nie tak znowu odległe, bo
sprzed stulecia pochodzące lęki malarzy przed fotografią,
obawy, że wyruguje ona i w końcu zastąpi obraz, z dzisiejszej
perspektywy mają już tylko wymiar anegdotyczny. Przy
czym, niechęć ta podszyta była nierzadko hipokryzją (część
malarzy korzystała, nie przyznając się do tego, z zapisu
fotograficznego), co nadawało całej sytuacji nieco farsowy
wymiar. Gorzej, że w tej bojaźni ujawniło się charakterystycz­
ne dla tamtego czasu materii pomieszanie: owiane scjentyficznym duchem pretensje - jak się miało okazać: tylko pretensje
-fotografii do oddawania „prawdziwej" rzeczywistości skon­
frontowano z archaicznymi jakoby możliwościami (płótno,
pędzel, farba) malarstwa. Wynik wydawał się przesądzony...
Najwyraźniej nie przemyślano wówczas poważnie sensu
i istoty obydwu mediów ani relacji między nimi.
Bacon nie obawia się fotografii, ale ma do niej stosunek
ambiwalentny. Z jednej strony jest jej perwersyjnym apologe­
tą: „Fotografie są według mnie w dziewięćdziesięciu dziewię­
ciu procentach bardziej interesujące od malarstwa abstrakcyj­
nego czy figuratywnego. Fotografie zawsze mnie prześlado­
wały". (DS, 30) Perwersyjnym dlatego, że obiektem jego
admiracji nie jest z pewnością przypisywana powszechnie
fotografii zdolność obiektywnego - „takiego, jakim jest
naprawdę" - rejestrowania świata. Fascynacja bierze się stąd,

�że dostrzega on w obrazie fotograficznym niewielkie od­
chylenie, nieznaczne odejście od rzeczywistości, co sprawia,
że zapisana na materiale światłoczułym rzeczywistość staje
się jeszcze intensywniejsza: „Obraz fotograficzny sprawia, że
zastanawiam się nad rzeczywistością głębiej, niż gdybym na
nią patrzył". (DS, 30) Fotografia ciekawi go właśnie dlatego,
że wbrew potocznemu zwrotowi o „fotograficznej wierności",
nie jest ona w istocie wierną kopią rzeczywistości. Jest
interesująca nie przez to, co chce intencjonalnie pokazać, ale
przez to, co o p r ó с z tego, niechcący, mimowolnie pokazu­
je. Ale jest też inna strona fotografii i , generalnie, technik
reprodukujących rzeczywistość. I fotografia, i film są według
Bacona zamachem na tradycyjnie pojęty sens wizerunku.
Postrzegamy świat, chcąc nie chcąc, poprzez mnożące się
w postępie geometrycznym coraz doskonalsze technicznie
obrazki. W wymiarze masowym odbierają one zdolność
bezpośredniego widzenia rzeczy. Ale dla malarza ta sytuacja
nie tylko nie jest zagrożeniem, ale przeciwnie: może stać się
wyzwoleniem. Wymusza bowiem kreatywność, skłania do
poszukiwania nowych środków wyrazu: „W miarę rozwoju
kina i innych technik malarz musi wykazywać coraz więcej
inwencji. Musi na nowo odkryć realizm. Musi wlać realizm do
systemu nerwowego przez swoją inwencję, bo nie ma już
dzisiaj czegoś takiego jak naturalny realizm". (DS, 176)
Postulat poszukiwania nowego realizmu bierze się też z prze­
konania o anachroniczności i nieadekwatności uznanych
i oswojonych estetycznie sposobów przedstawiania: „wszel-

kie próby powrotu do figuracji w najbardziej akceptowanym
sensie były zupełnie nieudane i bezsensowne... Nie można
dziś powtórzyć renesansu czy sztuki dwudziestego wieku.
Potrzeba czegoś nowego. Nie może to być ilustracyjny
realizm, ale realizm wypływający z prawdziwej inwencji,
z nowego arbitralnego ujęcia rzeczywistości". (DS, 178-179)
Realizmy się starzeją. Rzeczywistość nie chce się już zmieścić
w foremki, których używano kiedyś.
Bacon określa swój projekt na razie negatywnie. W każdym
razie jedno już wiemy na pewno, ó w realizm nie jest tu pojęty
naiwnie: naśladowczo i ilustracyjnie. Różni się więc w punk­
cie wyjścia od, dobrze zadomowionej w nowożytnym malarst­
wie zachodnim, platońskiej koncepcji пителл. Opisany
w X księdze Pańffwa malarz był jedynie twórcą widziadeł,
wyglądów rzeczy. W schizmatycznej ontologii Platona od­
dzielającej ostro świat idei od świata rzeczy wizerunki tych
ostatnich znajdowały się dopiero „na trzecim miejscu w sto­
sunku do rzeczywistości" (10, 599 A). W hierarchii bytów,
przykładowo, idea łóżka stoi wyżej od łóżka wykonanego
przez rzemieślnika, a to z kolei stoi wyżej od łóżka namalowa­
nego. Postępująca degradacja. Jeśli rzecz jest cieniem idei, to
obraz rzeczy jest ledwie cieniem cienia. O ile wytwory
rzemieślnika znaleźć mogą pragmatyczne przynajmniej uza­
sadnienie, o tyle dzieło malarza takich, jak i żadnych innych
racji nie znajduje. Sztuka, zrównana tu z lustrzanym od­
biciem, z biernym naśladownictwem, z prostym odwzorowa­
niem kreuje świat pozoru i złudy. Wprowadza w obszar
nierzeczywistości. Malarz, tym samym, staje się zwodzicielem, iluzjonistą, sztukmistrzem.
Oczywiście, Bacon w swoim sprzeciwie wobec realizmu,
który znajdował swoje uzasadnienie w mimetyzmie typu
rejestrującego, kopiującego, ilustracyjnego, nie odkrywa ziemi
nieznanej. Realizm tak rozumiany, roztrzaskany został (Cezan­
ne, abstrakcja, kubizm) wiele lat wcześniej. Ciekawe jest, że
mimo to operuje on, wydawałoby się całkowicie zgranym
i zupełnie nieprzydatnym do założonego projektu, hasłem
„realizm". Czy jest to tylko przywiązanie do słowa, czy kryje
się za tym coś więcej: „Według mnie tajemnicą współczesnego
malarstwa jest sposób oddawania podobieństwa, wyglądu.
Wiem, że można je zilustrować, sfotografować. Jednakże jak
można uchwycić tajemnicę podobieństwa i tajemnicę jego
tworzenia? Jest to nielogiczne podejście do czegoś, co, mamy
nadzieję, da logiczny rezultat. Chodzi o to, że malarz myśli, iż
uda mu się nagle stworzyć coś w całkowicie nielogiczny sposób
i że to będzie absolutnie realne, a w przypadku portretu
rozpoznawalne jako osoba". (DS, 104) Oddawanie podobieńst­
wa? naśladowanie wyglądu? rozpoznawalność zakładająca
porównanie obrazu z rzeczywistością? O co tu naprawdę
chodzi? Czyżby Bacon, wbrew wcześniejszym deklaracjom,
był zwolennikiem mimetyzmu na modlę platońską? Czyżby
cierpiał na syndrom iluzjonisty Zeuxisa, który, wedle legendy
odnotowanej przez Platona, tak wiernie odmalował winogrona,
że ptaki myliły wizerunek z rzeczywistością? Do czego więc
odnosi się przymiotnik „realny"?

Sergiusz Eisenstein, kadr z filmu „Pancernik Potiomkin" (1925)

W uwagach na temat malowania portretu, obok znanych już
stwierdzeń, pojawiają się nowe wskazówki: „Zawsze pragnę
zniekształcać wygląd ludzi, nie mogę malować ich dosłownie.
Na przykład myślę, że spośród dwóch portretów Michela
Le irisa ten, który jest mniej dosłowny, jest w istocie bardziej
poruszający. Najdziwniejsze jest to, że choć twarz Michela

45

�formie, czy konieczne jest tu czynienie porównań między
obrazem a rzeczywistością: „Dzieło sztuki ma swoją we­
wnętrzną siłę i w ten sposób do nas przemawia". Bacon
potwierdza: „Oczywiście. Dzieło sztuki ma swoją własną
moc, ponieważ odkrywa na nowo swój realizm". (DS, 172)
4 Mime^ü niejedno ma imię

jest raczej okrągła, to jego cechy lepiej podkreślają kształty
wąskie i podłużne. Nie wiadomo więc. co decyduje o tym, że
coś wygląda bardziej realnie. Naprawdę chciałem, by portrety
oddawały jego podobieństwo. Malowanie portretu nie ma
sensu, jeśli nie chce się osiągnąć podobieństwa. Wąska
i podłużna twarz z portretu nie ma nic wspólnego z praw­
dziwym Michelem, a jednak przypomina go bardzo mocno.
Tak przynajmniej uważam. To jedna z tych rzeczy, których
nie da się w malarstwie wytłumaczyć. Chciałbym, by moje
obrazy były coraz bardziej sztuczne, coraz bardziej, jak się to
mówi, rozbite". (DS,146) No więc dobrze: w „nowym"
realizmie nie chodzi z pewnością o iluzyjną dosłowność. Ale
w dalszym ciągu Bacon porównuje, dalej stara się o uchwyce­
nie podobieństwa. Chociaż twarz Michela jest okrągła, to
realniejszy jest Michel podłużny. Jak to się dzieje? Prawdziwa
zagadka. Ale czy Michela żywego z Michelem namalowanym
w istocie coś łączy? Fajka namalowana to jednak nie jest
fajka, demonstrował niegdyś Magritte. Prosta referencja
obrazu zostaje zawieszona. Do czego więc odsyła, jeśli
odsyła, obraz z twarzą Michela Leiris? W innej wypowiedzi
rzuca Bacon nieco światła na naturę związku pomiędzy
„materią" wyjściową, tematem a tym, co zostaje później na
płótnie. Realność tego, co namalowane, nie łączy się wprost
z tym, od czego zaczyna się pracę: „Nie musi być z tym
związana, ponieważ stworzyłeś realny ekwiwalent tematu,
który jest tym, co pozostaje. Musisz od czegoś zacząć
i rozpoczynasz od tematu, który stopniowo, jeśli wszystko
idzie dobrze, staje się coraz mniej istotny. Wtedy otrzymuje­
my pozostałość, którą nazywamy realnością i która być może
ma coś wspólnego z tym, od czego zaczynaliśmy. Zazwyczaj
jednak jest to bardzo słaby związek". (DS,180) Być może ma
coś wspólnego. Ale co? W którymś momencie rozmówca
Bacona zgłasza zasadniczą wątpliwość dotyczącą tego, czy
realizm dzieła nie tkwi inherentnie w nim samym, w jego

46

Czyżby więc brak konsekwencji? Bacon jak gdyby nie
mógł się zdecydować, o jaki realizm mu chodzi: z jednej
strony chce porównywać namalowane z rzeczywistym, z dru­
giej obstaje przy względnej autonomii dzieła samego. Mimetyzm rozumiany jako bliżej niedookreślone, ale jednak na­
śladowanie ściera się tu z pojmowaniem sztuki, której
mimetyzm w sobie, w swoich granicach znajduje racje
i uzasadnienie. Tak jakby platonik walczył tu z arystotelikiem.
To w Poefyce właśnie, dziele poświęconym zasadniczo sztuce
słowa, znajdujemy fragment odnoszący się do sztuk przed­
stawiających, który można uznać za częściowo polemiczny
wobec platońskiego ujęcia /мимеи,?: „Cieszy nas oglądanie
obrazów, że patrząc na nie jesteśmy w stanie rozpoznać
i domyślić się, co każdy z nich przedstawia, że np. ten
przedstawia to a to. A jeśli się zdarzy, że nie widzieliśmy
wcześniej przedstawionego przedmiotu, przyjemność sprawia
nam nie sam jego wizerunek, lecz raczej staranne wykonanie
dzieła, jego koloryt lub inne tego rodzaju rzeczy" \ Nie ma już
potrzeby ani konieczności porównywania przedstawienia
z rzeczywistością. Wewnętrzna organizacja dzieła ma byt
samowystarczalny. Arystotelesowska mimefú nie jest bo­
wiem naśladowaniem lustrzanym rzeczy. Wedle Arystotelesa
poeta przedstawiać powinien - a postulat ten rozciągnąć
można na inne rodzaje twórczości - raczej zdarzenia niemoż­
liwe, lecz prawdopodobne niż możliwe, ale nieprawdopodob­
ne. Prawdopodobieństwo zaś odnosi się do świata przed­
stawionego dzieła, mieści się w nim samym, podczas gdy
możliwość odsyła do rzeczywistości, do tego jak rzeczy
istnieją. U Platona koncepcja mimejü była funkcją założeń
ontologicznych. W ujęciu Arystotelesa, najogólniej, mimejú
uwolniona od koncesji ontologicznych traktowana jest jako
pojęcie czysto operacyjne.^ Odnosi się do wewnętrznej or­
ganizacji dzieła samego.
Czy zatem w pojęciu realizmu u Bacona rysuje się
wewnętrzne pęknięcie? Jest spór czy nie ma sporu? Wydaje
się, że jednak nie. Naśladownictwo u Bacona nie ma przecież,
przy wszystkich powierzchownych zbieżnościach, nic z pla­
tońskiej bierności kopiowania, jest zdecydowanie, po arystotelesowsku, dynamiczne. Porównanie, o jakim mówi Bacon,
ów sprawdzian siły i intensywności dzieła, o ile w ogóle ma
miejsce, wyraźnie nie zachodzi pomiędzy wizerunkiem atzw.
obiektywną rzeczywistością, a więc taką, jaka dana jest w po­
tocznym oglądzie bądź w produkcie mechanicznej rejestracji,
ale pomiędzy dziełem a uchwyconą okiem malarza w i z j ą
rzeczywistości. Jeśli więc mowa jest o jakiejś ekwiwalencji, to
dotyczy ona wyłącznie tych dwóch ostatnich elementów. Poza
tym Bacon cały czas mocno akcentuje sztuczność przedsta­
wienia. „Muszę sprawić, by [obraz] był wystarczająco odległy
od innych obrazów, chcę pokazać falę i plażę niemal jako
oderwany fragment, tak aby ten obraz wyglądał sztucznie
i jednocześnie bardziej realnie, niż gdyby przedstawiał morze
przelewające się przez piaszczystą plażę". (DS, 148) Sztuka

�musi być sztuczna. Ten tautologiczny banał prowadzi do
niebanalnej tezy, której paradoksalność trafia w istotę rzeczy:
im większa sztuczność, tym większa szansa na uzyskanie
prawdy przedstawienia. Prawdy, a więc osiągnięcia w obrazie
intensywności i takiego zestrojenia budujących go elementów,
by nabrały cech wewnętrznej konieczności. Krótko: realizmu.
„Niszczyć", „deformować", „zniekształcać" - to najczęś­
ciej pojawiające się w wypowiedziach Bacona słowa od­
noszące się już nie do teorii obrazu, ale wprost do samej roboty
malarskiej. Jego obrazy z pewnością nie przypominają luster­
ka wiernie odzwierciedlającego powierzchnię rzeczywistości.
Jeśli już, to raczej gabinet krzywych luster: „Moim celem jest
zniekształcić obiekt tak, by był daleki od swego wyglądu, ale
zniekształcenie to musi być zapisem ewokującym wygląd".
(DS, 40) Bacon nieustannie psuje sobie grę. Sobie i innym.
Niszczy zarówno „naturalne", bezpośrednie odniesienia do
rzeczywistości, jak i elementy wprowadzające narracyjność
przedstawienia. Przekreśla tym samym niepisany pakt o nie­
agresji pomiędzy obrazem a oglądającym, na mocy którego
przedstawienie winno spełniać przyzwyczajenia i nawyki
percepcyjne widza. Dzięki tym destrukcyjnym zabiegom stara
się unicestwić wszelkie ślady realizmu ilustracyjnego. Defor­
mując, odkształcając przedmiot przedstawienia, Bacon poka­
zuje go w zupełnie nowym świetle. Wyrwany z sieci codzien­
nego, potocznego, rutynowego spojrzenia, skłania, zmusza,
by zobaczyć go na nowo, jakby po raz pierwszy. Praktyka ta
przypomina nieco brechtowski efekt obcości. W Baconowskim realizmie, odwrotnie niż w jego „klasycznym" XIX-wiecznym rozumieniu, nie chodzi o rozpoznanie znanego
w nieznanym, ale o coś całkiem przeciwnego: o dostrzeżenie
nieznanego w znajomym. O zerwanie z przedmiotu plastra
zwyczajności. „Zawsze starałem się oddawać rzeczywistość
tak bezpośrednio i surowo, jak tylko mogłem, ale ludzie
uważają, że to przerażające". (DS, 48) Chodzi o typ realizmu,
który jest również zaprzeczeniem zdroworozsądkowego, tak
zwanego „realistycznego podejścia do rzeczywistości". To
drugie, wbrew nazwie, byłoby raczej jakimś łże-realizmem,
realizmem skłamanym, realizmem koncentrującym się ledwie
na powierzchni rzeczy. Na różnice między tymi realizmami
wskazuje trafnie Nicola Chiaromonte:
„Przedmioty, sytuacje, 'fakty','sprawy', w swoim wymia­
rze codziennym, w swoim znaczeniu potocznym, jakie zgod­
nie i powszechnie im się nadaje, nie mają w sobie nic
tajemniczego, a nawet są wręcz przeciwieństwem tajemnicy:
tworzą świat bezpieczny, chroniący przed wszelkimi nie­
spodziankami i wszelką niejasnością.
W taki właśnie sposób pojmuje rzeczywistość 'realista'
(zarówno realista w dziedzinie estetyki, jak i polityki). Istnieje
jednak inny sens rzeczywistości, ten mianowicie, który kryje się
za sensem powszechnie przyjmowanym i nieokreślonym, za
wieloraką wartością wszystkich spraw, rzeczy i sytuacji. Rzeczy­
wistość widziana z punktu widzenia tego innego sensu staje się
święta, to znaczy przerażająca. Nie można oprzeć się sile
wzroku, jak spojrzeniu Gorgony (jak miłości, zabójstwu, zazdro­
ści, ambicji, szaleństwu). Gdyż patrząc na nią, widzi się, jak
dalece wszystko w poczynaniach ludzi jest niesprawiedliwe,
a mimo to jednocześnie usprawiedliwione, gdyż wtedy wbija się
wzrok pod powierzchnię niedorzeczności i widzi, że to, co
niedorzeczne, tyle samo znaczy w zbrodni i szaleństwie, ile to, co
wzniosłe. A też widzi się wyraźnie, jak bardzo cienka i przejrzys-

Velasquez, Portret papieża Innocentego X, 1650 (poprzednia strona),
i studium tego obrazu F. Bacona (1953)

ta jest - o ile jest - ta przegroda oddzielająca nieodwracalne od
zwyczajnego, katastrofę od pogodnego życia.
A przecież ten właśnie sens powinien uwzględniać realista,
jeżeli podchodzi do życia z powagą. Ponieważ ograniczanie się do
potocznej wartości spraw i rzeczy nie jest niczym uzasadnione:
sprawy i rzeczy mają swoją osobliwość, swoje piękno, swoją
brzydotę, swoją rozważnośc i bezsensowność, swój porządek
i nieład - istnieją wszystkie razem i jednocześnie każda oddzielnie.
Kiedy w końcu dotrze się jakoś do tej wielości sensu
i bezsensu w tych samych rzeczach, staje się wobec ich
świętości. Ściślej mówiąc wobec tego, czemu Grecy przypisy­
wali w ostatecznym rachunku cechy i wygląd bóstwa lub
demona. Wobec nieznanego. Wszystkie ludzkie poczynania
mają taką właściwość"/
Z takiego właśnie, tak pojmowanego, realistycznego spoj­
rzenia wychodząc, poprzez uporczywe zdzieranie masek,
w drodze konsekwentnie stosowanej strategii deziluzji, budu­
je Bacon swój realizm obrazu. Deformacje przedmiotowe,
obok ostrego zazwyczaj, „odrealnionego", płasko kładzione­
go koloru tła oraz przezroczystych „klatek", to tylko jej jeden,
może najbardziej rzucający się w oczy, element. Widać więc
wyraźnie, że nie o destrukcję dla samej destrukcji tu chodzi, że
odwrotną stroną tych „negatywnych", niszczycielskich prak­
tyk jest wymierny „pozytywny" rezultat: obraz zyskuje na
realności. To zaś oznacza wyrafinowaną, co należy tu tłuma­
czyć jako: maksymalnie oczyszczoną z przypadkowych ele­
mentów, prostotę („w typie egipskiej rzeźby") i intensyw­
ność przedstawienia. Założona antymimetyczność była więc

47

�I

tylko rodzajem walca mającego oczyścić przedpole. Destyla­
cja, redukcja, eliminacja. Ale co, jako konsekwencja tego typu
zabiegów, na tym przedpolu się pojawia? Wydaje się, że
jednak... лн/пел». Ale nie jest to już mimería naiwna, oparta na
prostym powielaniu, kopiowaniu, naśladowaniu rzeczywisto­
ści, na odniesieniu do jej zewnętrznych, powierzchniowych
aspektów, ale тнмелл zmierzająca do odsłonięcia ukrytego
porządku rzeczy, dotarcia do takich wymiarów rzeczywisto­
ści, które dla oka tkwiącego w świecie „naturalnego na­
stawienia" są - z nawyku, z wygody, z przywiązania do
bezpieczeństwa-zatajane, pomijane, w najlepszym wypadku
spychane na margines. Tak rozumiana kategoria mimefü
przypominałaby szestowowską apoteozę nieoczywistości.
Nie byłaby już narzędziem zakłamującym rzeczywistość, ale
instrumentem głęboko poznawczym: połączeniem wykrywa­
cza kłamstw z sondą głębinową. Ten zaś, w efekcie, budował­
by rzeczywistość obrazu rozumianą jako widzialny ekstrakt
niewidzialnego, jako ujawnienie wewnętrznej struktury rzeczy.
Postawa i poglądy Bacona w tej kwestii wydają się o tyle
ważne i warte uwagi, że wyraźnie idą pod prąd dominującego
w zachodnim myśleniu o sztuce, literaturze, humanistyce
nurtu antymimetycznego. Załamanie porządku mimetycznego zrodziło się z poczucia nieprzystawalności dzieła (teks­
tu, obrazu) do rzeczywistości przezeń przedstawianej. Na
wiele sposobów dowodzono i ujawniano fakt, że świat dzieła
jest światem skonstruowanym, ostentacyjnie „zrobionym", że
przedstawienie ma się nijak do rzeczywistości, że jest raczej
przegrodą między nami a rzeczą niż oknem na tę rzecz
otwierającym, że realizm to tylko nazwa konwencji, w skład
której wchodzi zużyty zestaw chwytów pozorujących rzeczy­
wistość i pretendujących co najwyżej do jej przedstawienia
czy opisania. Metafora lustra, tak mocno obecna w zachodniej
retoryce estetycznej i epistemologicznej, zaczęła mieć jak
najgorsze konotacje. М/шелл opisywano w kategoriach przy­
pominających relacje pana i niewolnika: to arbitralny, sztucz­
ny, autorytarny i represywny porządek mistyfikujący rzeczy­
wistość, więziący jego użytkowników w szklanej klatce form,
które skutecznie uniemożliwiają zetknięcie z „nagą" rzeczy­
wistością. Ta ostatnia zresztą sama jest iluzją. Czy jednak
w tej zrodzonej ze szczerego odruchu poznawczego i bez­
sprzecznie pogłębiającej samoświadomość artystyczną pasji
antymimetycznej nie wylano przypadkiem dziecka z kąpielą?
Czy nie stało się tak, że efektem zarzucenia uroszczeń
mimetycznych (w jakiejkolwiek postaci) jest rosnący nar­
cyzm sztuki współczesnej? Nędza i jalowość ogromnych jej
obszarów, z przyzwyczajenia już tylko sztuką zwanych,
obfitujących w dzieła zajmujące się kontemplacją własnego
ogona, sugerowałaby odpowiedź potwierdzającą.
W projekcie realizmu Bacona obecne są, jak widzieliśmy,
bardzo intensywne zabiegi antymimetyczne. Eksponuje on, na
ile się da, sztuczność sztuki. Trudno więc posądzić go
o prostoduszną naiwność ilustratora-kopisty. Ale wyraźnie to
tylko
¿gffrwgMf całego przedsięwzięcia. Cel właściwy
umieszczony jest gdzie indziej. Bacon solidnie przygotowuje
grunt, bo m i m o w s z y s t k o chce odnosić swoją sztukę
do rzeczywistości. Chce ją malarsko nazywać i o niej mówić.
Chce ją nie naśladując naśladować. Realizm spojrzenia
transformuje się tu w realizm obrazu. Ale nie jest to zależność
prosta. Przykładowo: obecność lęku i przemocy, tak często
podkreślana w jego płótnach, nie jest w żadnym razie, jak się

Cimabue, Ukrzyżowanie (odwrócone) z 1272-1274

czasem naiwnie sugeruje, zwykłą funkcją życiowych okolicz­
ności. „Można powiedzieć, że zawsze żyłem pośród różnych
form przemocy, która wywarła na mnie pewien wpływ.
Jednak ta przemoc mojego życia, przemoc, wśród której
żyłem, różni się od przemocy w malarstwie. Przemoc farby
nie ma nic wspólnego z wojną. Ona usiłuje przemienić
przemoc rzeczywistości". (DS, 81) Zależność genetyczna
więc odpada. Podobnie: „brutalność faktu", określenie tak dla
Bacona ważne, że pod pewnymi względami można by uznać
je za synonim „nowego realizmu", nie odnosi się do mniej lub
bardziej uchwytnych drastyczności obrazu, ale zwraca uwagę
na jakości czysto malarskie, powtórzmy raz jeszcze: na
intensywność i siłę przedstawienia. „Żywa", obserwowalna,
doświadczana rzeczywistość zastyga w formie dzieła. To do
niej, a nie do rozpoznawalnego tematu, odnosi się najpierw
i przede wszystkim nazwa „realizm".
Nie ma w myśleniu Bacona śladu sporu o istnienie świata.
Przeciwnie: za jego rozumieniem malarstwa stoi mocne
przekonanie, że świat, ze swoimi stronami przyjemnymi jak
i całą swoją potwornością (zwłaszcza z tą ostatnią) naprawdę
j e s t . I dalej: że sztuka jest szczególnego rodzaju aktywnoś­
cią poznawczą penetrującą „świat realny" aż do granic jego
poznawalności. Samo zaś malowanie ożywia beznadziejna
nadzieja, że są rzadkie chwile, w których jego ukryty, do
duchowego porządku należący, wymiar udaje się odsłonić.
„Narzędzia, jakimi posługujemy się, są istotnie prymitywne
- kij z przytwierdzoną na końcu kępką szczeciny, prostokątna
deska, pigmenty, oleje", jak pisał - ręką Herberta - w swym
liście do Leeuvenhoeka Johannes Vermeer/ Środki, w istocie,
nie są wyszukane. Ale to niczego, gdy chodzi o to, co
w materii sztuki najważniejsze, nie zmienia.

Czy podoba się wam nasz ogród? Owszem, ale nie za
bardzo:
„Po zdjęciu czarnych okularów
ten świat przerażający jest tym bardziej
Prawdziwy jest. Właściwe barwy

�Studium Ukrzyżowania, część tryptyku F . Bacona (1962)

wpełzają na właściwe miejsca
Wąż ślizga s i ę po wszystkim, co napotka. Właśnie
nas dotknął"/
Czy podoba się wam nasz ogród? No, nie całkiem. Nie
zupełnie nam się podoba. Kolorowy obrazek radosnego
Początku zaczernił się wyraźnie. To, co z niego pozostało,
tworzy już tylko zetlały dagerotyp utraconej niewinności.
Ogród malowany przez Bacona w niczym nie przypomina
ogrodu Eden. To, w najlepszym wypadku, ogród zoologiczny,
o ile nie, w niektórych płótnach, ogród koncentracyjny.
Zadziwiająco zgodne w podkreślaniu takiego właśnie „treś­
ciowego" wymiaru realizmu obrazów Bacona są wypowiedzi
oglądających.

Karpiński: „Oko wyolbrzymione, usta przesunięte, defor­
macja nie picassowska, bez porównania b a r d z i e j r e ­
a l i s t y c z n a i o k r u t n a , [podkr. DC] Wychodzi skryta
zmaza każdego człowieka, coś, co budzi strach: tak być może,
tak jest. Twarze zniekształcone, pogruchotane kości. Ukrzy­
żowanie bez odkupiąjącej mocy. Stałym motywem obrazów
Bacona jest może nie tyle grzech pierworodny, co pierwotna
skaza, obecna na twarzy i w osobowości współczesnego
człowieka."*
Herling-Grudziński: „Nie znam we współczesnym malarst­
wie równie potężnej i równie /%ус%л€/ wizji samotności
człowieka rzuconego w świat, rozpiętego na samym swoim
istnieniu, umęczonego nim., zagubionego w pustce rzeczywis­
tości.""
Nowosielski: „Zło w sztuce Bacona jest tak nieskończenie
groźne właśnie dlatego, że zdaje się posiadać byt substancjonalny. Obrazy UJbzyżow%m Bacona wydobywają z aktu
ukrzyżowania aspekt infcmalny nie mający żadnego zakorze­
nienia w metafizycznym przezwyciężeniu zła. Ukazują coś,
co można nazwać złem absolutnym.""
Czyżby obrazy Bacona były malarską prefiguracją piekła?
Bądźmy ostrożni. Chociaż... Ów infernalny motyw zbyt
uporczywie obecny jest w opiniach o malarstwie Bacona, by
go lekceważyć. Przywołajmy jeszcze jeden, tym razem,
kulturowy „tekst".
ВдАмддд Tima Burtona odesłano już, nie wchodźmy w to,
czy słusznie i wedle jakich kryteriów, do narożnika z napisem
„kultura masowa". Bez względu jednak na wartościujące
zaszeregowanie może być on czytany również jako metatekstowa antologia wątków i tematów współczesnej kultury
popularnej i w tym, dla nas, jego wartość poznawcza. Oto
w jednej ze scen demoniczny Joker, zajęty permanentną walką
z siłami Dobra, odwiedza wraz ze swoją świtą muzeum
w Gotham City. Ściany obwieszone arcydziełami malarstwa.
Świątynia piękna. Zanosi się niechybnie na bluźnierczą fiestę.
I rzeczywiście: wesoła ekipa zaczyna chlastać kubłami farby
po wszystkim, co znajdzie na ścianach. Rembrandt, Degas,
Renoir, Vermeer... Nic nie zostaje oszczędzone. Prawie nic.
W pewnym momencie Joker staje przed obrazem Bacona.
Zwraca się do pomocnika: „Zaczekaj. Ten mi się podoba. Nie
niszcz go". Swój, do swego, po swoje? Groteskowy żart to
tylko czy wyraz kulturowej samowiedzy? Najkrótsza i naj­
głębsza definicja realizmu Bacona?
Te pytania trochę niepokoją. A nawet

bardzo.

PRZYPIS Y
' J. Woźniakowski, Ov
dzff/f ze J Z / w b * , Warszawa 1974, s. 155-156;
Tadzio = Tadeusz Brzozowski.
' D. Sylvester, /fozmwwy z f/wre-wem gwcwiem. ДгыЫлол; yütfu, przel.
M.Wasilewski, Poznań 1997, s. 99; dalej w tekście używam skrótu DS i podaję
numer strony.
' Próby nowego przemyślenia „niepoprawnej metodologicznie" relacji
miedzy biografía i dziełem przynosi zbiór: Źycff wrryjfy. ? m № m y
ürfy.\V)rz/%f/, pod red. M . Poprzęckiej, Warszawa 1995
^ Arystoteles, fof/уЫ, przeł. H. Podhielski, Ossolineum 1983,1448b, 15-20
Por. P. Ricoeur, /'míe dm7 Л/агшгае, (tum. К. McLaughlin. D. Pellauer,
Chicago 1984-1988, t.l

* N. Chiaromonte, Co pozwffa/e?, przeł. S. Kasprzysiak, „Tygodnik Po­
wszechny" nr 37:1995, s. 8
^ Z. Herbert, Afarfwa /wfura z wfdzfdbm, Wroclaw 1993, s. 168
* M. Świetlicki, ¿f дылд еде j'on/m?, w: M. Świetlicki, W. Wilczyk, 20
nifzapwnníwiycA przefw^w f /0 tu/fwwycA /f//^rw/», Kraków 1996 b.n.s.
^ W. Karpiński, Дтггу*оллЫе cif/uf, Wroclaw 1997, s. 180
G. Herling-Grudziński, Z)zúwü* рйоду
V97J-/979, Warszawa
1990, s. 204
" Z. Podgórzec, Mó/ Oinafu.Y. Лс/z^wy z Jerzym AfowüjffüJWm, Białystok
1993, s. 11

49

I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9583" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9561">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/63f1f9aab7d953d78e7f6a666d6eb581.pdf</src>
        <authentication>57e12c081afff1c3fd07f12019b046a7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114089">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2617</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114090">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114091">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2432</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114092">
                <text>Fotografíe cudowne / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114093">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.50-54</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114094">
                <text>Czachowski, Hubert</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114095">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114096">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114097">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114098">
                <text>Fotografíe cudowne
Hubert Czachowski
WSTĘP
Cuda się zdarzają. W katolicyzmie dzieje się to głównie za
sprawą Matki Boskiej. Kilkadziesiąt lat po Fatimie, ponad sto
po Lourdes, po wielu innych objawieniach i cudownych
wydarzeniach, które raz po raz wstrząsają społecznością
katolicką na świecie, dla milionów ludzi stały się czymś
naturalnym, nie budzącym zdziwienia i wręcz niezbędnym
składnikiem własnej religijności. We współczesnym świecie
znane są dość dobrze objawienia wizerunków na korze drzew,
wśród liści, oczywiście na niebie, a w ostatnich latach coraz
częściej na szybach. Jest jednak jeszcze inna możliwość
zaistnienia cudu. Otóż okazuje się, że jeden wynalazek
ludzkości jest szczególnie predestynowany do kontaktu z sac­
rum. Tym wynalazkiem jest fotografia.
Jaki związek występuje pomiędzy fotografią a cudem?
Wydaje się, że nikt z największych teoretyków i filozofów
fotografii nie przewidział, że właśnie zdjęcia mogą pokazać
wymiary innej rzeczywistości świata, „z tamtej strony".
To już nie są osławione fotografie kirlianowskie, gdzie - jak
sugerują ich zwolennicy - można zobaczyć to, co okultyści
nazywali zawsze „ciałem eterycznym" (Stefański, Komar
1982). Na tych fotografiach widać było bowiem „aurę"
dookoła organizmów żywych w postaci świetlistej obwódki
z drobnych promieni. Jednakże do powstania tych fotografii
potrzebne było zbudowanie specyficznego aparatu i sprowo­
kowanie określonych warunków (fotografowany obiekt musi
być poddany działaniu wielkiej częstotliwości). A przy cudzie
jest zupełnie inaczej - wystarcza po prostu sama właściwość
fotografii plus świętość osób fotografujących.
Pamiętamy dobrze opisy etnografów dotyczące społeczno­
ści plemiennych, traktujących aparat fotograficzny jako
przedmiot, który może skraść duszę. A więc wynalazek ten
dotykał także innego wymiaru, transcendencji. Ten sposób
patrzenia na fotografię przez te społeczności jest co prawda
konsekwencją utożsamiania „materialnie i psychologicznie"
wszelkich portretów ze swoim pierwowzorem, jak pisał
Lucien Lévy-Bruhl (1992:68). Francuski uczony zaznaczał
bowiem, iż członkowie tych społeczności jakikolwiek obraz
postaci człowieka postrzegali zgoła w wymiarze mistycznym,
tak samo jak siebie samych. Nic więc dziwnego, że aparat
fotograficzny, który obrazy te robił całkowicie wiernie, został
mocno powiązany ze sferą sacrum. „Pewnego razu w wiosce
leżącej nad dolnym biegiem rzeki Jukon podróżnik nastawił
aparat fotograficzny, by zrobić zdjęcie ludzi kręcących się
przy swych domach. Gdy nastawiał obiektyw, podszedł do
niego wódz wioski żądając, by pozwolono mu zajrzeć pod
czarną chustę. Po otrzymaniu zezwolenia wpatrywał się
uważnie przez minutę w poruszające się na matówce postacie,
po czym nagle odskoczył i krzyknął na cały głos do ludzi: On
ma wszystkie wasze cienie w swej skrzynce'."- tak brzmi kla­
syczny już dzisiaj tekst etnologiczny (Frazer 1965:182-183).
Współcześni Hindusi towarzyszący ceremonii palenia zwłok

50

nad świętą rzeką Ganges w Benares nie pozwalają foto­
grafować obrzędu ciekawskim turystom, gdyż może to spo­
wodować zagubienie duszy.' W kulturze ludowej początkowo
fotografia funkcjonowała na dość podobnych zasadach. Jed­
nak Roch Sulima (1992) w swojej pracy o fotografii pisze, że
jej funkcja magiczna - traktowanie zdjęcia jako „cienia" czy
„duszy" - w obecnej kulturze ludowej występuje w formie
całkowicie szczątkowej. Nie sposób się z tym nie zgodzić.
Współczesna ogromna powszechność wykonywania zdjęć
musiała oczywiście wpłynąć na „oswojenie" i „zeświec­
czenie" natury fotografii przez kulturę typu ludowego, przy­
najmniej w jej tradycyjnym odczuwaniu. Może mieć to jednak
również konsekwencje przeciwne. Podobnie zresztą jak to się
ma w przypadku współczesnego zlaicyzowanego świata,
gdzie następuje - trochę w inny sposób - „ponowne jego
zaczarowanie". Tak więc mamy również w fotografii powrót
sacrum w innej postaci, jej ponowne zaczarowanie. Znowuż
fotografia - w świadomości kultury typu ludowego - zyskuje
na powrót zdolność przenikania światów.
CUD
Chęć doświadczenia cudu jest ogromna. To ona w dużej
mierze formuje postawy religijne wielu ludzi. Więcej - sądzę,
że bez cudu wiele osób mogłoby stracić wiarę w Boga. Bo
przecież, czyż może być większy dowód na Jego istnienie niż

II. 1. Fotografia słońca, R z y m

�II. 2. Okonin к. Grudządza

t l . 3. Hostia na dachu stodoły, Radomin

jakiś rodzaj bezpośredniego znaku? Bo chodzi właśnie o znaki
o charakterze nienaturalnym, a takie mogą pochodzić wyłącz­
nie z „tego innego świata", którym w chrześcijaństwie
„rządzi" Bóg (por. Otto 1993:90-91).
W polskiej literaturze doczekaliśmy się bardzo dobrego
terminu na określenie miejsca i potrzeby cudu w doświad­
czeniu religijnym - „wrażliwość mirakularna". Wynika ona
ze „stałego oczekiwania niezwykłości, niegodzenia się na
trwanie bez doświadczenia tajemnicy tego, co niepojęte,
nadrealne" (Hemka, Olędzki 1990:12).
Doświadczyć cudu można w różny sposób - może to być
bezpośrednia relacja (świadectwo) kogoś, kto sam cud prze­
żył, może to być własne uzdrowienie, może to być zobaczenie
twarzy Boga na korze drzewa lub na szybie, można ujrzeć
krew płynącą z oczu gipsowej figury. Wszystko to są znaki
Boga dla ludzi. Wszystko to są jednak pewne znaki pośrednie.
Moc Boga/sacrum pozwala na ingerencję w rzeczywistość
ziemską. Są to te wszystkie przeróżne odmiany hierofanii,
o których pisał Eliade (1993).
Ale czy można Boga po prostu zobaczyć? Nie chodzi już tutaj
o znak jakiś skierowany do ludzi, ale o odkrycie prawdziwej
boskiej postaci. Sensualizm i antropomorłizm ludowej religijno­
ści i mentalności ciągle daje o sobie znać, pozwalając nadawać
fizyczne cechy ludzkie nie tylko - co jest jak najbardziej
uprawomocnione - Matce Boskiej i Jezusowi, ale też Bogu Ojcu.
Jest to zgodne zresztą z liczną chrześcijańską ikonografią,
zarówno znajdującą się w kościołach, jak i na rozpowszech­
nianych - dawniej i obecnie - domowych przedmiotach kultu
religijnego. Ikonografia ta zawsze wywierała wpływ na zbiorowe
wyobrażenia religijne. Nie zawsze jednak były one tożsame,
a więc różnorodne wizerunki poszczególnych postaci funkc­
jonowały obok siebie bez przeszkód. Żaden z nich w zasadzie nie
stawał się obowiązującym kanonem, a więc „prawdziwe"
wizerunki Boga Ojca, Jezusa, Ducha Świętego oraz Matki
Boskiej - która oczywiście nie jest Bogiem, ale w religijności
ludowej często zajmuje bliskie Jemu miejsce - pozostawały
nieznane. W zasadzie do tej pory tylko jeden wizerunek
posądzany był o rzeczywiste ukazanie oblicza Jezusa. Chodzi
tutaj oczywiście o wizerunek z całunu turyńskiego.

ści ich zaistnienia - a mianowicie cud, którego nie można
zobaczyć gołym okiem. Nie chodzi więc tutaj o fotografie np.
twarzy Matki Boskiej, którą widać na korze drzewa lub
szybie. Chodzi o rejestrację na kliszy zjawisk odczytywanych
jako prawdziwa obecność w ziemskim wymiarze „innego
świata", transcendencji, sacrum. Dzięki fotografii zwiększa
się także krąg społeczny odbiorców, którzy mogą doświad­
czyć widzenia cudu. Na wielu bowiem fotografiach „cudow­
ny" znak widzi każdy, zupełnie niezależnie od osobistego
nastawienia religijnego. Widzą go także ateiści. Do dyskusji
pozostaje więc tylko wiara w jego prawdziwość. Nie miejsce
oczywiście tutaj na tego typu rozważania. Mówimy o WIE­
RZE, czyli o czymś całkowicie subiektywnym i niesprawdzal­
nym żadnymi naukowymi metodami. Jednak dla wielu ludzi,
którzy widzą cud na fotografii, właśnie len fakt jest dowodem
koronnym na prawdziwość cudu, na prawdziwość wiary
i Boga. Przecież fotografia nie kłamie, bo nie może kłamać,
jest przecież - zdaniem większości ludzi - wynalazkiem,
który rejestruje rzeczywistość taką, jaka jest, w stu procen­
tach. Taki pogląd w kulturze typu ludowego jest ciągle czymś
powszechnym, mimo zakwestionowania go współcześnie
przez teoretyków i filozofów fotografii oraz samych foto­
grafów. Mimo zaniku wielu innych - teoretycznie ważniej­
szych - czynników „prawdy obiektywnej", fotografia ciągle
stoi po części niewzruszona na straży obiektywnego poznania.
Staje się jednym z niewielu bastionów modernizmu wobec
wszechpotężnego i szalejącego postmodernizmu.

FOTOGRAFIE CUDOWNE
Cuda widzą wizjonerzy, nieraz osoby bliskie im duchowo,
zdarzają się też cuda oglądane przez tysiące ludzi. Na
fotografiach pojawia się jednak jeszcze inny aspekt możliwo-

Fotografie cudowne bywają różne, tak jak różne bywają
same cuda, tak jak różnorodne może być doświadczenie
sacrum czy Boga. Są więc i takie, które zdają się być mniej
oczywiste, gdzie obraz nie jest jednoznaczny. U pielgrzymów
znajdujących się na miejscach objawień jednak również i one
nic wywołują żadnych wątpliwości. Są widocznymi dowoda­
mi istnienia Boga (sacrum). I jako takie nie są poddawane
w zasadzie żadnym racjonalizacjom.
Popatrzmy więc na kilka przykładów fotografii cudow­
nych, które krążą wśród współczesnych Polaków Najczęś­
ciej spotkać je można w miejscach szczególnych, tzn. tam,
gdzie wcześniej zdarzały się cuda Matki Bożej. Tak było np.
w Okoninie koło Grudziądza. W niedzielę 13 czerwca 1995
roku w rocznicę objawienia Matki Boskiej, Mężczyzna (lat ok.
50.), na parkingu prezentował pielgrzymom oprawioną foto­
grafię, którą wykonała kilka miesięcy wcześniej jego żona.
Zrobiła ona zdjęcie drzew w Okoninie, przy których pięć lat

57

ł

�II. 4. Promień światła wychodzi z ciata Vcroniki Lucken; il. 5. Cu­
downa fotografia z Bayside. „Sługa Henry odziany s i ó d e m k a m i "

wcześniej Matka B o s k a objawiła sic po raz p i e r w s z y Krzysz­
tofowi C z a m o c i c , miejscowemu rolnikowi. Podczas p u b l i c z ­
nej prezentacji fotografii Ż o n a skromnie stała z boku, to jej
m ą ż wziął na siebie c i ę ż a r opowieści. N a t y m zdjęciu - j a k
przekonywająco wyjaśniał M ę ż c z y z n a setkom pielgrzymów
- w p r a w y m g ó r n y m r o g u widać 3/4 twarzy Boga Ojca, na
lewo od niej t w a r z y Jezusa oraz p o n i ż e j - skrzyżowane b i a ł e
p r o m i e n i e - to D u c h Ś w i ę t y . W i z e r u n k i tc są j e d n a k

mało

wyraźne, w zasadzie tworzą je nieostre białe pasy. N a j cickawiej przedstawia się sprawa ujęcia t w a r z y Boga Ojca,
gdyż 1/4 część znalazła się poza kadrem. Sugeruje to, że
rzeczywiście B ó g b y ł obecny na m i e j s c u objawień i po prostu
- przypadkowo został sfotografowany. W y g l ą d a w i ę c na to, ż e
fotografia z o s t a ł a wykonana poza i n t e n c j ą samego Boga.
M i n i m a l n i e i n n e ustawienie aparatu pozwoliłoby zapewne na
zdjęcie całej Jego twarzy. F a k t ten m o ż n a również, jak sądzę,
zinterpretować w kategoriach f a ł s z u i prawdy. Mianowicie,
jest w t y m także - wyrażona /трЛс/гс - sugestia, że fałszerze
u m i e ś c i l i b y oczywiście całą t w a r z Boga Ojca. Stałem obok
M ę ż c z y z n y dwa razy po kilkadziesiąt m i n u t , słuchając jego
w y j a ś n i e ń oraz k o m e n t a r z y l u d z i . T r u d n o m i oczywiście
u s t a l i ć dokładną liczbę słuchaczy i widzów. W ten dzień
pogoda była wspaniała, świeciło słońce i było bardzo ciepło.
Nic więc dziwnego, że do O k o n i n a zjechało około stu
a u t o k a r ó w , n i c mówiąc j u ż o podobnej l i c z b i e samochodów
osobowych. Wszyscy pielgrzymi, idąc na miejsce objawień.

52

przechodzili kolo samochodu Mężczyzny. Zdecydowana wię­
kszość zatrzymywała się. Łatwo więc przyjąć, iż fotografię
mogło zobaczyć nawet 4 tysiące osób. Przy mnie przewinęło
się tam ich przynajmniej kilkaset. Nikt nie wątpił w praw­
dziwość przedstawianej fotografii. Mało tego - głośnym
zachwytom nie było końca. Każdy, kto już zobaczył, zaraz
dalej opowiadał i pokazywał następnym, ciągle dochodzącym
nowym pielgrzymom.
Podzielić się cudem - to ważne. Staje się wtedy pielgrzym
nosicielem samego sacrum, współuczestniczy w dziejącej się
cudowności. Nie ma co podejrzewać, że w opisanym wyżej
przypadku chodziło o pozyskanie pieniędzy. Małżeństwo
w ogóle ich nie zbierało, nie prowadziło też zapisów na
fotograficzne odbitki. Po prostu chciało podzielić się czymś
wyjątkowym, co je spotkało, a co nie może przecież spotkać
każdego. Tak, nic każdy może zrobić zdjęcie Trójcy Świętej.
Nic jest to tylko wykonanie zdjęcia w odpowiedniej chwili, na
odpowiednim miejscu. Do tego trzeba być odpowiednio ducho­
wo przygotowanym. Podkreślał to Mężczyzna mówiąc, że jego
Żona potrafi się bardzo gorliwie i długo modlić, a jemu samemu
zapewne nigdy nie udałoby się takiego zdjęcia wykonać. Jest
więc modlitwa drogą pewną i jedyną dla kontaktu z sacrum,
nawet kontaktu tak „tajemniczego" jak poprzez fotografie.
Nic nie wiem o autorze innego zdjęcia ukazującego stodołę
za domem, w którym mieszkała slygmalyczka Jadwiga Bartcl.
także doświadczająca objawień Maiki Boskiej i Jezusa.
W Radominie (woj. toruńskie), gdzie mieszkała, działo się
wiele różnych „cudownych" zjawisk. Tutaj przyjrzymy się
tylko jednemu zdjęciu, które krąży wśród pielgrzymów. Na
stodole widać białe, małe kółko. Według pielgrzymów jest to
hostia. Trudno wytłumaczyć, dlaczego akurat dach stodoły
został uznany (przez sacrum) za lokum odpowiednie dla
pojawienia się tam Najświętszego Sakramentu. Były przecież
dużo lepsze i bardziej, wydawałoby się, odpowiednie miejsca,
chociaż stodoła występuje tutaj jako tło dla krzyża po­
stawionego na podwórku, gdzie objawiała się Matka Boska.
Z osobą Jadwigi Bartcl związana jest pewna nieformalna
grupa religijna, wśród której wielką popularnością cieszą się
- bardzo dla nas ciekawe - zdjęcia z Bayside z USA, które
pielgrzymi pokazują na równi z tymi polskimi. W Bayside od
1975 Matka Boska objawia się Vcronice Lueken. Trudno
powiedzieć, dlaczego akurat te objawienia zyskały w Polsce
popularność. Prawdopodobnie rozpowszechniali je odwiedza­
jący polskie miejsca objawień zagraniczni wizjonerzy. Jedno
jest natomiast pewne - Bayside jest czołowym miejscem na
świecie pod względem ilości powstających tam cudownych
fotografii. Są one bardzo rozmaite i - co tu dużo mówić
- niecodzienne. W zasadzie można powiedzieć, że są bardzo
udziwnione, szokujące, a jednocześnie naiwne. Naiwne dlate­
go, że dla każdego, kto zna się chociaż trochę na fotografii,
technologia ich powstania od razu staje się jasna. Uzyskać
podobne efekty może każdy, kto chociaż w średnim stopniu
pojął zasady fotografii. Oczywiście, dla przekonanych o pra­
wdziwości tych zdjęć pielgrzymów nic ma to żadnego
znaczenia, bo przecież Bóg w swej wszechmocy może także
w taki sposób ingerować w proces fotograficzny. Kilka
fotografii zostało wykonanych w kaplicy w czasie modlitw,
głównie podczas odmawiania różańca. Jest w tym wyraźna
sugestia, że właśnie ten rodzaj modlitwy jest szczególnie
predestynowany do kontaktu z sacrum. Wtedy to właśnie
sacrum „schodzi" na ziemię i pojawia się tuż obok odmawia-

�jących modlitwę. Inne zdjęcie jest jeszcze bardziej tajem­
nicze. Oto sługa Henry, najbliższy współpracownik Veroniki,
jest - jak informują podpisy na tej fotografii - „odziany
siódemkami". Na tym pogrążonym całkowicie w mroku zdję­
ciu, ledwo widoczna postać mężczyzny (sługa Henry) zakryta
jest przez świetlne promienie, warstwowo układające się
rzeczywiście w kształt kilkunastu nałożonych na siebie
siódemek. Pozostawiono to bez komentarza, ale przecież każ­
dy wie, że siedem jest liczbą szczególną, magiczną. A jednak
słowo „magia" w relacjach pielgrzymów nigdy nie pada.
Na fotografii Veroniki widać wychodzący z jej ciała
„cudownie gruby promień światła... To niebieskie światło jest
białe", jak zapisano na odwrocie zdjęcia. To, zdawałoby się,
całkowicie nielogiczne zdanie nie wzbudza żadnego zdumie­
nia i nie skłania nikogo do refleksji. Wielokrotnie powtarzane
działa na zasadzie magicznej formuły. Nie ma ono - co
prawda - zmieniać niczego w fizycznej realności świata, ale
utwierdza nadprzyrodzone efekty na fotografii. Dobitnie
wskazuje również na łączność Veroniki z sacrum (wg pielg
rzymów promień świadczy o obecności Ducha Świętego). Bo
sacrum - jak odczuwają to pielgrzymi - wymyka się wszelkim
racjonalizacjom. Na nic zda się tutaj „mędrca szkiełko i oko".
Jednym z najbardziej dziwnych, a w relacjach pielgrzymów
- najstraszniejszych zdjęć, jest sfotografowana, tak po prostu
PRZESTROGA DLA ŚWIATA. Oczywiście, trzeba na nią
patrzeć jako na jedną z możliwych manifestacji sacrum.
Zdjęcie wygląda dosyć demonicznie. Można więc dać upust
wyobraźni i próbować doszukiwać się śladów personifikacji
- jest zarys głowy, trochę podobny do stereotypowych
wyobrażeń czarownicy, są wyciągnięte w przód ręce. „Prze­
stroga" jest bialo-żółto-czerwona. To nic, że trudno sobie
nawet wyobrazić, w jaki sposób można sfotografować coś tak
niematerialnego i abstrakcyjnego, jak „przestrogadla świata".
Ale to przecież jest znak sacrum, bardzo wymowny, bo
zawierający w sobie dużą dramaturgię oraz diagnozę stanu
świata pod koniec XX wieku.
Sacrum uwidacznia się także na fotografiach polskich
wizjonerów. Na zdjęciu najsłynniejszego z nich - Kazimierza
Domańskiego z Oławy - widać wielką białą smugę, która
zasłania twarz wizjonera. To - jak opowiadają pielgrzymi
- Duch Święty. Widać tutaj, że fotografie Ducha Świętego
mogą być bardzo różne - od delikatnego zarysu gołębia do
nieregularnego grubego promienia/ W pielgrzymach takie
metamorfozy nie wywołują w zasadzie żadnych obaw. Tutaj
bowiem wszystko wydaje się być możliwe i - tak naprawdę
- nic nie wywołuje zdziwienia.
Fotografie cudowne wykazują jeszcze jedną niesamowitą
właściwość. Otóż oprócz tego, co widać na nich wprost, tzn.
oprócz widocznych wprost przejawów sacrum, można-zna­
jąc odpowiednie reguły - zobaczyć coś więcej. Najczęściej
trzeba po prostu odwrócić w odpowiedni sposób fotografię.
I lak na opisanym powyżej zdjęciu pokazywanym przez
Małżeństwo w Okoninie, po odwróceniu go do góry nogami
widać - jak twierdzili liczni pielgrzymi - modlącego się
papieża. Ciekawe, że o zjawisku tym opowiadał nie Męż­
czyzna, ale zupełnie niezależna grupa pielgrzymów posiada­
jących małą odbitkę zdjęcia. Mężczyzna pytany o ten
- w końcu nie bez znaczenia - szczegół stwierdził wręcz, że
on sam tego nie widzi, więc o tym nie mówi. Był w tym, jak
sądzę, zdecydowanie uczciwy i wiarygodny. Oczywiście nic
wszystkie cudowne fotografie po odwróceniu dają podobne

Cudowne fotografie z Bayside: it. 6. „Przestroga dla świata",
¡I. 7. .,Dwie trójki po odwróceniu dają dwie litery W (wojna wojna
= war war)

efekty. Jednak - przy tym zwielokrotnionym oddziaływaniu
sacrum na proces fotograficzny - wywołują one jakby
proporcjonalnie większy jeszcze entuzjazm.
Na jednym zdjęciu z Bayside widoczne są grube pomarań­
czowe promienie układające się w dwie trójki (3) - co według
relacji oznacza „ostrzeżenie". Dodatkowo zwracano uwagę,
żc 33 to liczba lat Jezusa, kiedy poniósł śmierć na krzyżu.
Mamy więc także tutaj odniesienie do powszechnie znanej
symboliki cyfry 3 (można tutaj ułożyć całą listę porównań do
symboliki znanej ze starożytności i chrześcijaństwa, zob.
Forstner 1990:43-44). Na tym jednak ta fotografia nic
wyczerpuje swoich sakralnych znaczeń - gdyż dwie 3 po
odwróceniu fotografii dają dwie litery W, co jak mówią
pielgrzymi znaczy „Wojna, Wojna". (Dobrze, że po angielsku
słowo wojna zaczyna się także na literę w). Także więc to
pełne symbolicznych odniesień zdjęcie jest swoistą apokalip­
tyczną przestrogą dla świata.
Apogeum cudownych zdjęć - spośród tych, które miałem
w ręku - jest fotografia słońca wykonana przez nieznanego
autora w Rzymie. Otóż po wywołaniu filmu okazało się, że
zamiast zdjęcia słońca (czego wykonanie samo w sobie nie
jest proste) widać, ni mniej, ni więcej, tylko papieża Jana
Pawła I I płaczącego i przytulonego przez Matkę Boską. Te
gesty pielgrzymi bezbłędnie kojarzyli z tymi, które zapamię­
tali z sytuacji składania gratulacji przez kardynała Stefana
Wyszyńskiego nowo wybranemu na urząd papieża Karolowi

53

�I

Wojtyle. Słońce szczególnie często występuje jako miejsce
znaku sacrum. Tak było w Fatimie, tak jest w Medjugorie, tak
jest i w Okoninie, gdzie setki ludzi „widzą" drgające słońce,
a pojedyncze osoby dostrzegają na tarczy słonecznej hostię.
Słońce jest bardzo mocno związane z sacrum. Nic dziwnego
więc, że w świętym mieście Rzymie, tuż przy miejscu
zamieszkania następcy św. Piotra na Ziemi, fotografia słońca
może dać takie efekty.
Można - jak sądzę - powiedzieć, że na fotografiach
powstają wręcz epifanie czy teofanie świetlne. Nie może to
przecież dziwić, gdyż światłość była współistotna Jezusowi
już przy jego narodzinach (Eliade 1994:50). Takie epifanie
świetlne są znane w bardzo różnych religiach świata; można
mówić nawet o różnych mitologiach światłości (Eliade 1994).
Nie można wreszcie zapomnieć, że właśnie Światło zajmuje
bardzo ważne miejsce w pojawiających się relacjach ludzi
przeżywających śmierć kliniczną.
Eliade zaczyna tekst o „przeżyciu światłości mistycznej" od
analizy snu, w którym nieświadome przeżycia religijne chro­
nią się i czekają na dojście do świadomości współczesnego
człowieka. Nasuwa się tutaj - przy zachowaniu kluczowych
odmienności - pewna paralela pomiędzy snem, jak w anali­
zach Eliadego, a możliwościami, które posiada fotografia
w odczuciach pielgrzymów z miejsc cudownych objawień.
Gdzieś bowiem pojawia się podobieństwo ich natury, podo­
bieństwo stanu podświadomości i istnienia drugiego dna,
czekających na ujawnienie przy sprzyjających okolicznoś­
ciach. Także do przeżycia teofanii świetlnej na fotografii
pasują słowa Eliadego (1994:15), że „wszystkie przeżycia
światłości nadprzyrodzonej można sprowadzić do wspólnego
mianownika: ten, kto doznaje takiego przeżycia, podlega
przemianie ontologicznej, zyskuje nowy sposób istnienia,
który zapewnia mu dostęp do świata duchowego". Bo właśnie
wielu pielgrzymów w miejscach objawień najmocniej przeży­
wa cuda na fotografiach. Nie są one ulotne, są dane na stałe
i można je nosić w torebce czy w kieszeni, przenosząc cud
dalej i pokazywać go tym, którzy są tego spragnieni.
Zsumujmy - w miejscach objawień sacrum na fotografiach
przybiera bardzo różne kształty - są to nieregularne linie,
niczym błyskawice przeszywające kadr, nieraz dość mocno
rozmazane, grubsze, a więc jakby wolniejsze, spokojniejsze,
bardziej statyczne. Układają się one w dość czytelne symbole
(cyfra 7) lub przybierają kształt rysunku. Jest i hostia, a kul­

minacją są twarze Boga Ojca i Jezusa. Znamienne jest, że tylko
na jednym zdjęciu widać Matkę Boską, i to na zdjęciu nie
wykonanym w miejscu objawień (!) (w zdecydowanej większo­
ści związanych z objawieniami Matki Boskiej), a w Rzymie,
centrum chrześcijaństwa, nie związanym z Matką Boską
w sposób tak bezpośredni. Czyżby istniała tutaj jakaś zasada
przemienności - jeżeli objawia się w jakimś miejscu Matka
Boska, to fotografie tam zrobione ujawniają na swoim drugim
obliczu wizerunki Boga, Jezusa, sacrum, nigdy natomiast Matki
Boskiej. Widać z tego, że samo objawienie Maryi jest jakby
forpocztą do objawień bardziej jeszcze ukrytych. Są one przygo­
towaniem na spotkanie z Bogiem, sacrum w innym jeszcze
wymiarze. Zastanawiający, ale wiele mówiący, jest także fakt, iż
na fotografiach cudownych oprócz postaci Boga, Jezusa, Matki
Boskiej, oprócz rozmaitych świetlnych hierofanii, pojawia się
jedna i tylko jedna osoba żyjąca - a mianowicie papież Jan Paweł
П. Pokazuje to zupełnie wyjątkową pozycję, jaką zajmuje On we
współczesnej religijności oraz we współczesnej kulturze maso­
wej (por. Czachowski 1992, Łozińska 1992, Zowczak
1991:58-135). Być może uwidaczniają się tutaj odczucia i suges­
tie podobne do tych, które pozwalają mówić o obecnym papieżu,
że madarbilokacji, czyli możliwość występowania jednocześnie
w kilku całkowicie różnych miejscach na świecie. Taką to
bowiem informację powtarzają członkowie nieformalnej grupy
religijnej związanej z osobą Jadwigi Bartcl, wśród której krążą
cudowne fotografie z Bayside.
FOTOGRAFIE I SACRUM
Na fotografii można więc zarejestrować praktycznie wszys­
tko. To już nie jest TYLKO dokumentowanie rzeczywistego
i realnego obrazu świata. To jest jeszcze FOTOGRAFOWA­
NIE SACRUM, TRANSCENDENCJI, BOGA. I to często
fotografowanie sacrum, jakby przypadkowo, które niewidocz­
ne gołym okiem jest obecne podczas różnych wydarzeń
(modlitwa, objawienie) czy też w różnych „świętych" miejs­
cach (Rzym). Czy Louis Daguerre mógł przypuszczać, dokąd
zaprowadzi ludzi jego wynalazek? A może miały rację te ludy,
które od samego początku jednoznacznie zaklasyfikowały
aparat fotograficzny jako przedmiot magiczny, który kradnie
duszę, który może przenikać świat sacrum, fascynujący, ale
i przerażający? Czy fotografia - tak jak postrzega ją współ­
cześnie mentalność typu ludowego - przypadkiem nie wyka­
zuje tych samych właściwości co sacrum?

PRZYPISY
' Informację tę uzyskałem od dr Marii Nawojczyk.
tarzach tacza je z działaniem sacrum, UFO lub ogólnie ze zjawiskami
- Podobne w duchu i bardzo różnorodne fotografie drukuje czasami
paranormalnymi.
czasopismo „Nieznany Świat" (1/1995,3/1996). Zarówno osoby przysyła­
' O genezie chrześcijańskiej symboliki Ducha Świętego jako gołębicy
jące negatywy i odbitki, jak i dziennikarze w odredakcyjnych komen­
i slupie obłoku zob. np. Forstner 1990:106, 230-232
B I B L I O G R A F I A
Czachowski Hubert
1992 Pomyfta, /? W&amp;a, mir - рггусгулдк &amp;i
лут,, „Lud", s. 191-204'

л Ы mifümi wspofczw-

Eliade Mircea
1993 Tmtwif o Wfoni rffigii, Wydawnictwo OPUS, Łódź
1994
i (Wnvg)M, Wydawnictwo KR, Warszawa
Forstner Dorothea OS В
1990 aviar .(ymW/h rArzf.fci)wútig/,
Warszawa

Instytut Wydawniczy PAX,

Frazer James George
1965 ZWa Ся&amp;ц. PIW, Warszawa
Lévy-Bruhl Lucien
1992 СгуллоМ wmysfowr w д/мксгелсПудсл pif люГлусл, PWN, War­
szawa

54

Łozińska Kinga
1992 Уол / W W // - болдкг т д а л и у wyoWz/w. .Literatura Ludowa", nr. I
Olędzki Jacek, Andrzej Hemka
1990
WVuZ/woAf mirabi/аглд, „Polska Sztuka Ludowa", nr. 1, s. 8-14
Otto Rudolf
1993 .&amp;i'!{fo.fc, Wroclaw, Thesaurus Press
„Roses, The Message of Our Lady and Our Lord to Veronica Lueken",
czasopismo wydawane w Bayside. New York, 2.10.1990 oraz inne
bez daty
Stefański Lech Emfazy, Michał Komar
1982 W magu do /муслогголЩ Wiedza Powszechna, Warszawa
Sulima Roch
1992 Л/6ыт „cimi". Mowo í/ofogni/ia w Wfwrze Wowej. s. 116-126,
w: tegoż Mowo / «Год. Śzbc* &lt;v Wfwrze, Kraków
Zowczak Magdalena
1991 g o W f f w.« - mi/ / afgrforypy, Wiedza o Kulturze, Wroclaw

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9584" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9562">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d88a072abf8e2745b35698436b46a8d0.pdf</src>
        <authentication>f8aac6d9fb4862d663a0e98946da26ba</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114099">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2618</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114100">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114101">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2433</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114102">
                <text>Najświętsze Serce Jezusowe - sceny z życia symbolu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114103">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.55-66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114104">
                <text>Klekot, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114105">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114106">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114107">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114108">
                <text>Najświętsze Serce Jezusowe - sceny
z życia symbolu
Ewa Klekot

W roku 1981 Enrique Naya i Juan Carrero, znani pod
wspólnym pseudonimem Los Costus hiszpańscy malarze
związani z tak zwaną madrycką movida lat osiemdziesiątych
namalowali obraz zatytułowany
Gffzerafa
Franco Afa/jWefJZgfMw бегси VezMJowemw. Los Costus, jak
wszyscy artyści tworzący krąg mowdy, wykorzystywali w ar­
tystycznych działaniach swoje żywe i bardzo niejednoznaczne
doświadczenie kiczu. Dla większości z nich, jak zresztą dla
każdego, kto w odbiorze świata kieruje się w dużym stopniu
wrażliwością estetyczną, doświadczenie kiczu było de ./acfo
doświadczeniem totalu. Historycznie wytłumaczenie tego
faktu nie jest trudne: w ikonosferze frankistowskiej Hiszpanii,
w której wszyscy artyści mowdy wyrośli, kicz był wszechobe­
cny i współtworzył ją podobnie, jak kształtował wizualne
środowisko innych systemów totalitarnych.' Prowokacyjne
posługiwanie się kiczem jako świadomie przyjętą konwencją
przez uczestników movídy (Los Costus, Pedro Almodóvar,
czy piosenkarka Alaska) odbierało mu jego totalizm. W tym
duchu namalowany został obraz
sie Generak
Franco Na/j\w'cfjzemw
VezMJowgrnw; па sklejce, ak­
rylowymi farbami w jaskrawych kolorach, zgodnie z konwen­
cją realizmu uproszczonego i nie do końca sprawnego
warsztatowo. Prowokująca jest oczywiście nie tylko estetyka
tego dzieła: obraz przedstawia bowiem postać dyktatora na
białym koniu, z dłonią uniesioną w geście faszystowskiego
pozdrowienia, która wyłania się z bijącej od niej łuny światła
przed oczyma ukazanego od tyłu Chrystusa. Już z samej
kompozycji obrazu jasno wynika, kto z dwóch jego bohaterów
jest w przedstawionej scenie ważniejszy; i bynajmniej nie jest
to Jezus. Zarówno układ postaci Jezusa, jak i tytuł określają
w sposób nie budzący wątpliwości, że nie chodzi tutaj o osobę
Chrystusa w ogóle, ale o specyficzny rodzaj przedstawienia:
Najświętsze Serce Jezusowe. Prowokacja Los Costus wymie­
rzona jest więc nie tylko w określoną estetykę, ale w całe
uniwersum symboliczne, którego ta estetyka jest częścią.
Karnawałowe, drwiące odwrócenie hierarchii ważności boha­
terów obrazu jest grą wizualnymi symbolami tego samego
totalu, którego estetyką jest kicz. O ile jasne jest, dlaczego
wśród wizualnych stereotypów totalitarnego ustroju znalazła
się postać Wodza-Dyktatora, to dla wielu widzów mniej
czytelne jest znaczenie drugiej z osób dramatu. Kiedy pokazy­
wałam reprodukcję obrazu, kilkakrotnie zadano mi pytanie:
no dobrze, ale gdzie jest Serce Jezusowe? Odwrócona tyłem
postać nie była w sposób oczywisty kojarzona z ikonografią
Jezusa o takiej właśnie nazwie. Dlaczego to właśnie przed­
stawienie Chrystusa znalazło się na prześmiewczym obrazie
Los Costus w kontekście drwiny z estetyki kiczu i z wizual­

nego języka ideologicznej przemocy totalitarnego reżimu
Franco? Jak to się stało, że symboliczne przedstawienie
o treści religijnej uwikłane zostało w podwójnie totalitarny
kontekst polityki i estetyki?
Konstrukcja znaczeń symbolu wizualnego
Parafrazując twierdzenie Charlesa Pierce'a o znaczeniu
pojęcia, które tworzy suma jego „praktycznych konsekwen­
cji" i podstawiając słowo symbol w miejsce „pojęcia" można
powiedzieć, że znaczenie symbolu tworzy suma jego „prak­
tycznych konsekwencji". „Praktyczne konsekwencje", w ba­
daniu których kompetentna jest antropologia, to ludzkie
zachowania werbalne i niewerbalne oraz stojące za nimi
motywacje - czyli to, co określa i jest określane przez
społeczne życie symbolu. Znaczenie symbolu ma postać pola,
którego zasięg jest stale konstruowany i rekonstruowany

Los Costus, Objawienie się Generała Franco Najświętszemu Sercu
Jezusowemu

55

�w oparciu o „praktyczne konsekwencje". Posługiwanie się
symbolami jest bardziej klasyfikacją w oparciu o system
kategorii otwartych/ niż dyskursem budowanym na jedno­
znacznych pojęciach. W przypadku symbolu wizualnego
nośnikiem znaczenia jest zarówno jego forma plastyczna, jak
i towarzyszące jej mówione, pisane oraz niewerbalne formy
komunikowania i ekspresji. Znaczenie wizerunku Najświęt­
szego Serca Jezusowego ze względu na jego status symbolu
religijnego, a zarazem wytworu artystycznego, uwarunkowa­
ne było zatem na kilku poziomach. W zarysowaniu pola
znaczeniowego tych przedstawień pomóc więc może prze­
śledzenie „praktycznych konsekwencji" (1) użycia pojęć
„serce Boga", „serce człowieka" i „serce Jezusa" w obrębie
dyskursu chrześcijańskiej teologii, przede wszystkim w kon­
tekście historii kultu Najświętszego Serca Jezusa; (2) zmian
w opracowaniu plastycznym oraz redakcji wizerunków Naj­
świętszego Serca i ich powiązań z innymi wątkami ikono­
graficznymi; (3) historii politycznego uwikłania symbolu
i jego znaczenia w czasie tworzenia uniwersum symbolicz­
nego hiszpańskiej dyktatury - czyli podczas wojny domowej
i w latach bezpośrednio po niej następujących.
Teologiczny dyskurs o sercu Boga i sercu człowieka
Zgodnie z nauką Kościoła rzymskokatolickiego, Najświęt­
sze Serce Jezusowe stanowi część fizycznego ciała wcielone­
go Boga, Drugiej Osoby Trójcy, jedynej posiadającej ciało
ludzkie. Jest to „serce z ciała, które bije w boskiej piersi"
[DfcfiofifKZfre de S/?mfW:re, t. I I , s. 1023]. Choć sam kult
Serca Jezusowego sięga korzeniami co najmniej późnego
średniowiecza to oficjalnie zatwierdzony został przez Kościół
dopiero w roku 1765, a papieski dokument ustalający w pełni
doktrynalne znaczenie Najświętszego Serca sformułowano
w dwieście lat później; jest to encyklika Piusa X I I Яднп'ек»
Agzww wydana w roku 1956. Archeologia znaczeń odkrywa
więc nakładające się na siebie różne sposoby rozumienia tego,
czym jest Serce Jezusa i prowadzi do wniosku, że znaczenie
Najświętszego Serca sformułowane w Ясшлекм Ддш» i obo­
wiązujące w doktrynie współczesnego Kościoła pojawia się
w chrześcijańskiej teologii stosunkowo późno i w zasadzie
ogranicza się jedynie do teologii katolickiej.
W Biblii serce wzmiankowane jest przede wszystkim jako
„serce człowieka". Słowa „serce" używa się zarówno w sensie
dosłownym, jak i przenośnym. Jest ono wewnętrzną, duchową
częścią człowieka; miejscem, w które Bóg patrzy i które
przenika; w sercu człowieka mieszka bojaźń Pańska, a przez
głupotę serca człowiek gubi swoją duszę; to serce jest
miejscem gdzie rodzą się myśli oraz pragnienia. Niektórzy
teologowie uważają, że serce w Biblii oznacza również
„tajemnicze źródło życia człowieka, jego przeznaczenie i los"
[Bauer, s. 361]. „Serce Boga" jest metaforą używaną w Biblii
wielokrotnie na określenie boskiego planu lub woli Boga
i miejscem, gdzie boskie zamysły się rodzą. Metafora,
w której sercu Boga przypisuje się zdolności i funkcje
podobne do właściwych ludzkiemu sercu, pojawia się zarów­
no w Septuagincie, a potem w Wulgacie, jak i w tekstach
z Qumran. W przekładach pojawiają się jednak różnice
znaczeniowe wskazujące na nieco odmienne rozumienie serca
w tradycji semickiej i greckiej. W Septuagincie hebrajskie
słowo k¿? tłumaczone jest dwojako: w większości przypad­

36

ków odpowiada mu greckie &amp;ardw, niemniej czasami przeło­
żone zostało na słowo лома. Podstawowa różnica między
dwoma greckimi terminami polega na tym, że no;« kładzie
nacisk na zawartą w nim ideę wiedzy, podczas gdy tardía
podkreśla raczej intencję lub uczucia [Bauer, s. 362]. W Psal­
mach mówi się o „sercu Mesjasza", które zgodnie z typo­
logiczną interpretacją Biblii uznawane jest za typ Serca Jezusa
[Margene, s. 3] ]. Nigdzie jednak w tekstach biblijnych serce
Mesjasza nie symbolizuje jego miłości do Izraela czy ludzko­
ści. Także Nowy Testament, interpretując znaczenie serca
zgodnie z tradycją biblijną, nie wspomina o sercu Jezusa jako
o symbolu jego miłości [Margene, s. 39]; de /acfo Serce
Jezusa wzmiankowane jest jedynie w Ewangelii Św. Mateu­
sza, gdzie Jezus określa się sam jako „pokorny sercem" [Mt
11,29]. Dla św. Jana serce oznacza sumienie człowieka, Św.
Piotr mówi natomiast o „ukrytym w sercu człowieku nie­
skazitelnym" [IP 3,4], przeciwstawiając go człowiekowi
zewnętrznemu, który żyje wedle praw świata, nie prze­
strzegając praw bożych.
Także tradycja patrystyczna nie mówi praktycznie nic na
temat serca Jezusa, a Ojcowie Kościoła używają sformułowa­
nia „serce Boga" zgodnie z tradycyjną metaforyką biblijną
w znaczeniu woli Boga i planu, jaki Bóg ma względem
człowieka. Święty Bernard z Clairvaux w swych pismach
przeciwstawia serce ciału, podkreślając, że mądrość serca stoi
o wiele wyżej niż mądrość ciała. Jednak jego opinie co do
ciała ulegają zmianie, gdy mówi on o ciele Chrystusa. To
święty Bernard jako pierwszy wskazał na związek łączący
serce Jezusa z resztą jego umęczonego ciała, gdy w kazaniu
O PWm mad Л е Ы д Щ połączył ranę w boku Jezusa z jego
sercem. Kult rany w boku Chrystusa istniał od I I w. i od tego
też czasu formułowane były jego teologiczne wyjaśnienia.
Jego popularność wzrosła jednak widocznie w Średniowie­
czu, najpierw w środowiskach klasztornych, by następnie
zyskać ogromną popularność wśród świeckich w postaci
nabożeństwa do Pięciu Ran/ W pismach świętej Katarzyny ze
Sieny pojawia się także stwierdzenie, że oznaką miłości
Jezusa do ludzi jest jego zranione serce, któremu chrześcijanin
zawdzięcza „chrzest z krwi zjednoczony z ogniem mej
[Jezusa] miłości" [Dialog, kwestia L X X V , s. 130]. Aż do
końca wieku XVI kult Serca Jezusowego ograniczał się jednak
praktycznie do środowisk klasztornych i związany był przede
wszystkim z prywatnymi objawieniami i dewocją mistyków,
a przede wszystkim mistyczek", podczas gdy wersja popularna
funkcjonowała w obrębie jednego z najpowszechniejszych
kultów masowych Średniowiecza, jakim był przesiąknięty
treściami eucharystycznymi kult Pięciu Ran; w liturgii kult
Serca Jezusa włączony był w nabożeństwa o tematyce
pasyjnej.
W związku z kontrreformacyjną systematyzacją prawd
wiary katolickiej oraz rozwojem filozoficznego racjonalizmu
serce ludzkie oraz Serce Jezusa stało się tematem dyskusji
teologicznych w wieku XVII, zwłaszcza tych dotyczących
miłości Boga oraz wolnej woli i łaski. Współcześni historycy
religii często nazywają wieki X V I I i XVIIII „czasem religii
serca'" i upatrują przyczyn tego stanu przede wszystkim
w reakcji wiernych na coraz bardziej abstrakcyjną koncepcję
Boga dominującą w skłaniającej się ku racjonalizmowi
teologii. Odnosi się to nie tylko do rozwoju doktryny
katolickiej, ale także do duchowego klimatu we wszystkich

�obrządkach chrześcijańskich (na przykład ruchy pietystyczne
wśród kalwinistów czy kwakrów). Symptomatyczny wydaje
się fakt, że Thomas Goodwin, autor traktatu 7Vie
of
С/ггш m Ясоуем Toward fAe J'iwteM o» Earf/t opub­
likowanego w roku 1651^ był anglikaninem. Katolicki kult
Serca Jezusowego, który skrystalizował się w ciągu XVII
stulecia był więc wyrazem tendencji o szerszym zasięgu7
W roku 1616 święty Franciszek Salezy opublikował swój
Tmtfaf o mifafc! До#д, w którym skonstruował swoją
teologię miłości przede wszystkim w oparciu o świętego
Augustyna. Jednak święty Franciszek w swej koncepcji
miłości pozostaje wyraźnie nie tylko pod wpływem idei
augustiańskich, ale opiera się także na koncepcjach florentyń­
skich neoplatoników. W potocznej jednak recepcji jego
dzieła, miłość skojarzona z sercem jako namiętność (i jako
namiętność przeciwstawiona rozumowi) została utożsamiona
z cnotą Caritas na wzór świętego Augustyna. Dało to mniej
dociekliwym czytelnikom świętego Franciszka możliwość
przeciwstawienia najważniejszej z cnót teologicznych racjo­
nalnemu rozumowi, co miało kluczowe znaczenie dla kształ­
towania się teologicznego dyskursu o sercu Boga-Człowieka.
Kult Najświętszego Serca Jezusa, już nie jako element
nabożeństwa do Pięciu Ran, lecz samodzielnie lub w połącze­
niu z kultem Niepokalanego Serca Marii, propagowany był od
początku wieku XVII przez jezuitów i eudystów, którzy
szybko dostrzegli w nim szansę ożywienia popularnej poboż­
ności, mocno nadwerężonej przez reformację. Na płaszczyź­
nie teologicznej Najświętsze Serce jako symbol udzielonej
człowiekowi niezasłużenie miłości Boga włączone zostało
w ożywiony przez reformację spór dotyczący woli i łaski
w dziele zbawienia, jednak w potocznym rozumieniu „gorącą
religię serca", której wyrazem był kult Serca Jezusowego,
przeciwstawiono „chłodnej religii rozumu", jak określano
jansenizm, wobec którego jezuici nastawieni byli szczególnie
wrogo. Choć jednak kult miał zwolenników i zagorzałych
orędowników wśród najbardziej wpływowego zakonu katoli­
ckiego doby nowożytnej, to oficjalnie został odrzucony przez
władze kościelne i dopuszczony jedynie w kilku klasztorach
wizytek i Eudystów. Więcej: w roku 1704 na indeksie znalazła
się książka francuskiego jezuity Jeana Croisset* opisująca
objawienia Najświętszego Serca, których dostąpiła Małgorza­
ta Maria Alacoque, zakonnica ze zgromadzenia wizytek. Stało
się to zaledwie w kilka lat po jej opublikowaniu i w trzydzieści
od pierwszych objawień w Paray-le-Monial, które miały
decydujący wpływ na liturgiczny kształt nabożeństwa do
Najświętszego Serca oraz na teologiczne ujęcie samego
przedmiotu kultu. Nabożeństwo oparte na wizjach Małgorzaty
Marii kładzie nacisk na „wynagrodzenie Najświętszemu
Sercu za jego cierpienia", które Chrystus zgodził się znosić za
grzechy ludzkości. Pomimo coraz większej popularności
kultu, która wzrastała w dużej mierze dzięki zakładanym przy
kościołach Bractwom Serca Jezusowego'' Święta Kongregacja
Obrzędów odrzuciła w roku 1729 petycję o zatwierdzenie
kultu, uznając, że jest on oparty jedynie na prywatnych
objawieniach francuskiej wizytki; negatywna decyzja spowo­
dowana była również faktem, że problem zależności uczuć
ludzkich od serca uznano za nie wyjaśniony. Przeciwnicy
kultu Najświętszego Serca zdawali sobie sprawę z niebez­
pieczeństwa subiektywizmu płynącego z „doktryny serca",
która kładąc nacisk na aintelektualnc doświadczenie religijne

Obraz .Jezu, ufam Tobie"

jako najwyższą wartość i autorytet zarazem mogła doprowa­
dzić do konfuzji wyroków Boga z wyrokami duszy [Pelikan s.
163; 170-1711. Mimo braku akceptacji ze strony Kurii
Rzymskiej kult Najświętszego Serca zyskiwał coraz większą
popularność, także dzięki kolejnym objawieniom oraz pub­
likacjom. Nabożeństwo zaaprobował dopiero papież Klemens
ХШ w roku 1765, a i wówczas budziło ono wiele kontrowersji
w samym Kościele i napotykało opór ze strony hierarchii'"
i niektórych władców." Przeciwnicy kultu przede wszystkim
nic akceptowali faktu oddawania czci fizycznemu sercu
Jezusa, zaś serce rozumiane wyłącznie jako metafora oczywi­
ście nie mogło być przedmiotem kultu. Nie wzbudzał także
ich zaufania antyintelektualizm kultu podkreślającego opozy­
cję między rozumem i sercem na korzyść tego ostatniego.
Wśród polemik są tak pisma teologiczne, jak i pamflety
w rodzaju Łerfrg дкх /Uacocwúff j
Сопйсдкл (ksiądz
Магс-Antoine Reynaud, kilka wydań w latach 1781-82),
którego autor nazywa nabożeństwo do Najświętszego Serca
„une theologie musculaire" i twierdzi, że zamiast serca równie
dobrze czcić można mózg Jezusa czy jego szyszynkę.
Nadanie kultowi formy zinstytucjonalizowanej i zaapro­
bowanej przez Kościół niemal zbiegło się z kasatą propagu­
jącego go zakonu jezuitów'-, w związku z czym pod koniec
wieku XVIII i na początku XIX teologia niewiele poświęcała
uwagi Sercu Jezusowemu, a znaczenie symbolu kształtowało
się raczej na gruncie polityki oraz pobożności popularnej.
W roku 1844 w jezuickim kolegium w Vals założone zostało

57

�Apostolstwo Modlitwy - pobożne stowarzyszenie, które
przyczyniło się walnie do wzrostu popularności kultu Naj­
świętszego Serca i ukształtowania jego współczesnej wersji
zarówno przez propagowane formy religijności, które zasa­
dzały się na traktowaniu wszystkich powszednich czynności
i drobnych wyrzeczeń jako ofiary składanej Sercu Jezusowe­
mu, jak i przez liczne publikacje. W wyniku działalności
Apostolstwa, zakonu jezuitów oraz kilku zgromadzeń pod
wezwaniem Najświętszego Serca, które powstały w pierw­
szej połowie XIX wieku, kult nasilił się bardzo i zdominował
masową pobożność chrystologiczną. Do jego upowszech­
nienia niewątpliwie przyczyniło się także obdarzenie odpus­
tami wizerunków Najświętszego Serca wykonanych według
wzoru propagowanego przez wizytki (1872). Podkreśleniem
wagi, także teologicznej, kultu Najświętszego Serca było
podniesienie w roku 1889 święta Serca Jezusowego do
godności święta pierwszej klasy z oktawą - wyróżnienie,
którego nie nadano ani razu od czasu ustanowienia święta
Bożego Ciała (1317). Wyrazem najwyższego uznania kultu
była encyklika Leona XIII Лллыт Sacrwrn wydana w roku
1899 i połączony z nią akt oddania całej ludzkości Najświęt­
szemu Sercu Jezusa; wówczas to także Leon X I I I nazwał
wizerunek Serca Jezusowego „nowym labarum współczes­
nego katolicyzmu" [Bainvel, s. 514] i porównał go do
krzyża, który ukazał się cesarzowi Konstantynowi. [Annum
Sacrum, punkt 6]. W wieku X X podjęto dzieło skodyfikowania i podsumowania teologii i kultu Najświętszego Serca,
które zaowocowały encykliką МмегелггЫмыд /k^empfor

Bazylika Sacré-Ooeur w Paryżu. Mozaika Luc-Oliviera Mersona

5Д

Piusa IX dotyczącą wynagrodzenia Najświętszemu Sercu za
grzechy świata, która jednocześnie łączy kult Serca Jezuso­
wego z ustanowionym przez tego samego papieża świętem
Chrystusa Króla oraz wspomnianą wcześniej encykliką
Няылекм Лдидз Piusa X I I . Ten ostatni dokument papieski
precyzuje między innymi związek serca Jezusa z uczuciami
przypisywanymi Bogu-Człowiekowi [Haurietas Aquas,
rozdz. I I , p. 2j" zgodnie z neotomistyczną antropologią.
W pierwszej połowie X X wieku kanonizowano i beatyfiko­
wano także kilka osób związanych z kultem Najświętszego
Serca, łącznie z Małgorzatą Marią Alacoque, która została
ogłoszona świętą w roku 1920. W tym samym czasie
poszczególne kraje świata katolickiego powtarzały na mniej­
szą, narodową skalę akt oddania się Najświętszemu Sercu.''*
Wizerunek Serca Boga-Człowieka
1. Serce Jezusa jako znak jego męki
Najstarsze przedstawienia Serca Jezusa pochodzą z wieku
XV i są to głównie ilustracje manuskryptów oraz inkunabu­
łów; rzadziej luźne druki lub polichromie. Wyobrażone na
nich serce ma wyraźnie zaznaczoną ranę i często nie stanowi
samodzielnego przedstawienia, ale stanowi wizerunek jednej
z Pięciu Ran lub umieszczone jest wśród narzędzi męki [Arma
Christi]. Wizerunek Pięciu Ran obejmował mniej lub bardziej
realistycznie przedstawione przebite kończyny oraz zranione
serce Zbawiciela i w takiej postaci rozpowszechniony byt co
najmniej do końca XVIII wieku w dewocyjnych miedziory­
tach. Rana w Boku przedstawiana samodzielnie, a nie pod
postacią wizerunku zranionego serca pojawia się także jako
jeden z atrybutów Chrystusa związanych z męką na obrazie
Jacopo del Séllalo", gdzie artysta umieścił ją w formie
aplikacji po prawej stronie płaszcza siedzącego Jezusa.
Podobny zabieg zastosował twórca o wiele późniejszego
obrazka dewocyjnego, na którym Chrystus ukazuje swą ranę
(na płaszczu!) klęczącej zakonnicy."* Twórcy późnoosiemnasto-, a przede wszystkim dziewiętnastowiecznych wizerun­
ków Najświętszego Serca przedstawiając je na płaszczu lub
sukni Zbawiciela poszli tym samym tropem. Warto tutaj
zwrócić uwagę na pewną nieścisłość fizjologiczną: otóż
Ewangelie nie wspominają, który bok Jezusa został przebity
i tradycja, zgodnie z symboliką stron (pozytywna waloryzacja
prawej strony ciała - stąd np. Dobry Łotr krzyżowany był
przez artystów po prawicy Jezusa) przyjęła, że był to bok
prawy. Tak też przedstawiano i przedstawia się Jezusa na
krzyżu, jako Męża Boleści czy po Zmartwychwstaniu. Nie
przeszkadzało to jednak wiernym i mistykom, a potem
teologom w łączeniu rany w boku z raną serca, a artystom
w przedstawianiu serca Jezusa razem z wizerunkiem postaci
Ukrzyżowanego oraz narzędziami męki. Zresztą także pozy­
cja gorejącego serca Jezusa na jego piersi czasami zupełnie nie
odpowiadała jego anatomicznemu położeniu.
Z narzędziami męki oraz postacią Ukrzyżowanego łączo­
no serce naznaczone ukośną raną na wzór norymberskiej
„prawdziwej rany od prawdziwej włóczni" umieszczając je
u podstawy krzyża; we wnętrzu rany ukazana była postać
pobożnego chrześcijanina, przeważnie mnicha. Ikonografia
ta inspirowana była ustępem z Pieśni nad Pieśniami, w któ­
rym mowa o Oblubienicy ukrytej jak gołąbka w skalnej
rozpadlinie [PnP 2,14], a do siedemnastowiecznej grafiki

�dewocyjnej trafiła prawdopodobnie poprze/ wizje św. Mechtyldy.
Oprócz Ukrzyżowanego, drugim sposobem ukazywania
postaci Jezusa w połączeniu z przedstawieniami Arma Christi
z wizerunkiem serca, była postać Dzieciątka. Tradycja tego
rodzaju wizerunków sięga także XV wieku i po połowie tego
stulecia staje się w Niemczech bardzo popularna. Kontrreformacyjna ikonografia, która bardzo powszechnie posługuje się
wizerunkiem Dzieciątka Jezus, także w kontekście męki
Chrystusa powraca do tej redakcji wizerunku Serca Jezusa,
łącząc przedstawienia narzędzi męki i serca z wątkiem
dotyczącym snu Dzieciątka Jezus na krzyżu często zaopat­
rywanego w biblijne motto
д mq/f aeree czwwa [PnP 5,2]
chętnie używane także w alegorycznych przedstawieniach
ludzkiego serca. Także z tradycji łączenia wizerunków Serca
Jezusa z Дгтлд CArüff i Pięcioma Ranami wywodzi się coraz
bardziej rozpowszechniająca się w wieku XVII redakcja
temaiu, według której samodzielnie przedstawione serce
naznaczone jest nie jedną, lecz czterema ranami, z których
wystają gwoździe i ostrze włóczni; warto zauważyć, że
w związku z wprowadzeniem gwoździ, których ilość była
jednym z punktów spornych między chrześcijaństwem
wschodnim a zachodnim, trzeba było „zredukować" przed­
stawienie o jeden element w stosunku do przedstawień
związanych bezpośrednio z kultem Pięciu Ran. W ciągu XVII
wieku przedstawienia tego rodzaju bywają jeszcze bardzo
zróżnicowane pod względem kompozycyjnym, niemniej wy­
raźnie wykształca się i upowszechnia samodzielne przed­
stawienie zranionego serca z trzema gwoździami, ze wzglę­
dów estetycznych chętnie układanymi symetrycznie w górnej
partii wizerunku; często serce dodatkowo oplecione było
koroną z cierni. Prawdopodobnie tego rodzaju przedstawienia
znane były św. Małgorzacie Marii Al acoque i na ich pod­
stawie wizjonerka sporządziła pierwszy wizerunek Najświęt­
szego Serca po objawieniach.
2. Sfó// Serce Jfzz/fowg jejf zf
Obrazek sporządzony przez Małgorzatę Marię został wy­
stawiony po raz pierwszy do publicznej adoracji w kaplicy
klasztoru w Paray-le-Monial w roku 1685. Przedstawiał on
schematycznie narysowane serce zwieńczone krzyżem z za­
znaczoną centralnie poziomą raną od włóczni otoczoną przez
trzy symetrycznie rozmieszczone rany, z których wystawały
gwoździe. Wokół serca umownie zaznaczono bijące od niego
płomienie, a u dolnej krawędzi dużej rany dość szczegółowo
wyrysowane zostały krople krwi. Wokół przedstawienia
wyrysowano wieniec z cierni. Po pierwszych objawieniach
i wobec szybko wzrastającej popularności nabożeństwa prze­
łożone poszczególnych klasztorów Nawiedzenia Najśw. Ma­
rii Panny zaczęły zamawiać obrazy przeznaczone do publicz­
nego kultu wśród swoich sióstr oraz rozpowszechniać papie­
rowe obrazki do dewocji prywatnej [Bainvel, s. 481-485].
Przedstawione na nich Gorejące Serce Jezusa miało za­
znaczoną ranę, z której ciekła krew. trzy gwoździe oraz
koronę cierniową. Według objawień z roku 1685 liczne łaski
obiecane zostały tym, którzy wykonają podobny obrazek,
będą go przy sobie nosić oraz domom, w których obraz
zostanie umieszczony i czczony. Pomimo braku oficjalnej
zgody Stolicy Apostolskiej, wizytki szerzyły kult Najświęt­
szego Serca, a wraz z nim propagowały wizerunek wykonany

według wzoru świętej wizjonerki. W ćwierć wieku po śmierci
Małgorzaty Marii przedstawienie to rozpoczęło swoją zawrot­
ną karierę nie do końca związaną z przekazywanymi przezeń
treściami religijnymi. Otóż w roku 1720 Marsylię nawiedziła
epidemia dżumy; miasto zamknięto, a zaraza zaczęła zbierać
okrutne żniwo wśród mieszkańców. W tej tragicznej sytuacji
jedna z zakonnic tamtejszego domu wizytek, siostra Anna
Magdalena Remuzal zaczęła rozpowszechniać wśród wier­
nych obrazek Najświętszego Serca wykonany według wzoru
ustalonego przez Małgorzatę Marię, zaopatrzony dodatkowo
w napis Дл-gfe - к Coewr &amp; Jeawa earЩ który okazał się
doskonałym apotropeionem. Obrazki otrzymały francuską
nazwę fowvggor&amp;f i uznane zostały za skuteczną ochronę nie
tylko w przypadku dżumy; po ustaniu zarazy w roku 1722
władze miasta złożyły uroczysty ślub obchodzenia co roku
uroczystości Najświętszego Serca z uroczystą procesją.
W przededniu zatwierdzenia kultu podobny obrazek gorejące­
go serca w koronie cierniowej zaczęto we Włoszech kolpor­
tować jako „ręcznie wykonany przez pewną mniszkę pustclniczkę" dla biskupa Padwy Carlo Razzonico z okazji jego
wyboru na papieża; właśnie Klemens XIII (bo o niego chodzi)
zaaprobował oficjalnie nabożeństwo do Najświętszego Serca.
Podczas Rewolucji Francuskiej przedstawienia Najświętsze­
go Serca stały się z jednej strony symbolem wierności
królowi, a za ich rozpowszechnianie można było w czasach
terroru zapłacić głową; z drugiej haftowane w formie małych
szkaplerzy lub wyszywane bezpośrednio na lewej piersi
munduru używane były przez powstańców wandejskich nie

Zranione Serce Jezusa, miedzioryt dewocyjny z X V I T - X V I U w.

�tylko jako znak rozpoznawczy, ale także jako chroniący przed
Zbawiciela zaowocowało to coraz wyraźniejszym podkreś­
niebezpieczeństwem jawvegarde. To ich ostatnie znaczenie
laniem anatomicznych cech organu, z których przedstawie­
przewędrowało na drugą stronę Pirenejów, gdzie w czasach
niami artyści mieli czas oswoić się dzięki ilustrowanym
wojen karlistowskich (1833-37; 1872-76) konserwatyści
atlasom anatomicznym, które zaczęły wchodzić w użycie
(nazywani karlistami od imienia pretendenta do tronu) po­
w XVII w. Pamiętać też trzeba, że ekspresja oparta na
sługiwali się nimi w podobny sposób, nadając przedstawie­
odwoływaniu się do przerysowanej fizjologii cierpienia i bólu
niom Najświętszego Serca hiszpańską nazwę дегелг&amp;г /ыб
ma w sztuce religijnej bardzo bogatą tradycję sięgającą
дегаигеод/алЛ Równocześnie obrazek nadal uchodził za
późnego Średniowiecza, a potem rozwijaną z powodzeniem
skuteczną obronę przed epidemial, a jego popularność
przez cały wiek XVII. Zarówno więc w malarstwie i rzeźbie,
wzrosła jeszcze po tym, jak Pius IX obdarzył go odpustami
gdzie wątek Najświętszego Serca pojawia się właśnie w wieku
w roku 1872. W pierwszym dziesięcioleciu XX wieku,
XVII, jak i w drobnej grafice dewocyjnej oraz na haftowanych
a zwłaszcza w czasie pierwszej wojny świa­
przedstawieniach, o których była mowa
towej zaczęto umieszczać wizerunek Naj­
powyżej, widać dążenie do zaznaczenia lub
świętszego Serca (bez motta, lecz według
wprowadzenia
elementów
sugeru­
rozpowszechnionego przez
jawvggar&amp;j
jących wizualną prawdziwość anatomicz­
wzoru) w białym polu francuskich trójkolo­
nej formy serca. Sam kształt serca staje się
rowych sztandarów, powołując się na zalece­
mniej regularny, często sugeruje się trój­
nie zawarte w jednym z objawień świętej
wymiarowość bryły za pomocą światło­
Małgorzaty Marii, zgodnie z którym Jezus
cieniowego modelunku; zaznacza się na
domagał się poświęcenia swemu Sercu fran­
powierzchni serca żyły, czasem nawet rezy­
cuskich sztandarów. Dyskusja wokół połą­
gnuje z tradycyjnie przyjętej formy poje­
czenia rewolucyjnej fnco/ory z rojalistowsdynczego, lejkowatego „wylotu" zwieńczo­
kim emblematem, którym stał się wizerunek
nego krzyżem na rzecz dwóch otwartych
Najświętszego Serca trwała niemal do dru­
ujść głównych naczyń krwionośnych; naj­
giej wojny światowej. Ostatnim mocnym
bardziej skonwencjonalizowany pozostaje
akcentem historii wizerunku Najświętszego
kolor - żywa czerwień, której przy wszyst­
Serca w redakcji przedstawienia rozpropago­
kich swoich naturalistycznych zapędach ani
wanej przez wizytki stała się hiszpańska
malarze, ani twórcy barwnych litografii nie
wojna domowa, podczas której karlistowszdecydowali się jednak zmienić. Oczywiś­
kie^" formacje z Kraju Basków używały
cie tego rodzaju stylistyka łatwiejsza jest do
&amp;fe»feW¿» podobnie jak powstańcy wanosiągnięcia w malarstwie czy rzeźbie, a na
dejscy: jako znaku rozpoznawczego oraz
niewielkich przedstawieniach dewocyjnych
jako apotropeionu; w niektórych wypadkach
upraszcza się ją do kilku podstawowych
Pięć Ran Chrystusa.
noszone przez frankistowskich żołnierzy wy­
zabiegów, takich jak zaznaczenie naczyń
Miedzioryt dewocyjny z X V H - X V H I w
szywane defenfej były tymi samymi szkapkrwionośnych i podkreślenie bryłowatości
lerzami, które nosili ich dziadkowie podczas
serca; podobnie przedstawiano Najświętsze
II wojny karlistowskiej. DcfenfeWaf z wizerunkiem Naj­
Serce na malowanych ludowych obrazkach odpustowych.-'
świętszego Serca do tego stopnia stał się nieodłączną częścią
Przedstawienia na haftowanych Mzwvegwara&amp;f czy aefenfej
wizerunku żołnierza-karlisty, że autor cyklu obrazów po­
z podobnych powodów były także uproszczone: przeważnie
święconych Hiszpańskiej Krucjacie (jak w języku propagandy
serce było na nich lekko nieregularne (podobnie jak na
frankistowskiej nazywano wojnę domową 1936-39), Carlos
większości srebrnych wotów w kształcie serca), zwieńczone
Saenz de Tejada zaznaczył bardzo wyraźnie naszywki w for­
krzyżem i płomieniem „buchającym" z lejkowatego ujścia,
mie zwieńczonego krzyżem serca na przedstawieniach baskij­
otoczone koroną cierniową, poniżej której po lewej (!)
skich legionistów.
stronie^ zaznaczano ranę; czasami szkaplerzyki wykonywano
z drukowanych obrazków naszytych na sukno i ozdobionych
Na papierowych obrazkach rozpowszechnianych jako ko­
pasmanterią.
pie wizerunku sporządzonego przez Małgorzatę Marię serce
przedstawione było w sposób schematyczny, i mimo że
spływająca z rany krew podkreślała jego cielesność, to
zdecydowanie nie można uznać tych przedstawień zanaturalistyczne; informacja o cielesności Serca Jezusa przekazywana
jest tutaj, podobnie jak na wcześniejszych drzeworytach
i miedziorytach w sposób konwencjonalny, przy czym kon­
wencją nie jest wizualny naturalizm. Osiemnastowieczne
przedstawienia natomiast, zarówno jeśli chodzi o malarstwo,
jak i o grafikę, oscylowały coraz bardziej w stronę naturalizmu
- przede wszystkim dlatego, że wizualny realizm był już
wówczas konwencją przedstawiania dobrze ugruntowaną na
wszystkich poziomach odbioru sztuki i wygląd rzeczy po­
wszechnie uznawano za jej prawdziwy wizerunek. Wobec
nacisku, jaki propagatorzy kultu kładli na fizyczność Serca

60

3. Serce Jezusa jako przedmiot adoracji
Wariant ikonograficzny, który był prawdopodobnie in­
spiracją dla przedstawienia propagowanego przez wizytki
jako wizerunku pochodzącego od samej Małgorzaty Marii
Alacoque kształtował się przez XVII wiek równolegle do
rozwijającej się „doktryny serca" i związanych z nią kultów
serc Jezusa i Marii. Motyw gorejącego serca w połączeniu
z inicjałami IHS występował w jezuickiej architekturze od
początku XVII w., a jako dekoracja późnobarokowych ołtarzy
i paramentów oraz publikacji o tematyce religijnej pojawia się
w drugiej połowie X V I I stulecia. Przez cały wiek X V I I nie
istnieje jednak ustalona wersja przedstawiania Serca Jezusa
- jej dookreślenie i ustalenie jako gorejącego, zranionego

�co el Grande w Meksyku, których głównym bohaterem jest nie
serca zwieńczonego krzyżem i otoczonego koroną cierniową
Jezus-Cziowiek, ale Jezus-Serce. Na obrazie podpisanym
związane jest z rozpowszechnieniem się kultu oraz obrazka
Ecce Homo artysta przedstawił więc siedzącego w fotelu
w wersji świętej Małgorzaty Marii i następuje dopiero
Piłata, który stojącym pod balkonem Żydom wydaje ubrane
w pierwszej połowie X V I I I w. Zresztą pomimo ustalenia
w purpurowy płaszcz Serce oplecione cierniową koroną, za
ikonografii wyobrażenia serca w sztuce religijnej, a zwłaszcza
którą zatknięto trzcinę; w Zoparcfw
Piofra dialog świętego
w drobnej sztuce dewocyjnej przeznaczonej do kultu prywat­
ze służącą odbywa się na dziedzińcu budynku, w którego
nego łączono i łączy się nadal w różne konfiguracje z innymi
wnętrzu ukazano „pojmane" Serce itd.
symbolami. Niemniej „wariant Małgorzaty Marii" pojawia się
także w malarstwie w pierwszej połowie XVII w. w przed­
Przedstawienia Najświętszego Serca jako organu oddzielo­
stawieniu Etffazy Уодллу de УдЫг autorstwa Jeana Bouchenego od postaci Jezusa, zwłaszcza w obrazach o charakterze
ra, pochodzącym z roku 1626Я Na obrazie klęczącej świętej
narracyjnym (do których zaliczyć trzeba także przedstawienia
wyłaniająca się z chmur Maria wskazuje
adoracji) miało w sztuce religijnej długi
dłonią gorejące, zwieńczone krzyżem serce
żywot, podobnie jak wizerunki wywodzą­
w koronie cierniowej, które adoruje św.
ce się z tradycji emblematycznej. Choć
Józef; nad Sercem Jezusa - postać Boga
zatem w uregulowaniach z roku 1891 nie
Ojca. Adoracja Najświętszego Serca jest
dopuszczono do kultu publicznego wize­
najbardziej rozpowszechnionym warian­
runków Najświętszego Serca jako samo­
tem ikonograficznym Serca Jezusowego,
dzielnych przedstawień bez postaci Jezu­
jeśli chodzi o malarstwo XVII i pierwszej
sa, to w kulcie prywatnym, a co za tym
połowy XVIII w. Zmieniają się postaci
idzie, w grafice dewocyjnej, motyw Serca
adorujących świętych, choć przeważnie są
Jezusa pojawia się do dziś. W wieku XIX
to (ze zrozumiałych względów) Franciszek
twórcy dewocyjnej galanterii i obrazków
Salczy, Joanna Franciszka de Chantal, Ma­
z paryskiej Saint-Sulpice wzbogacili bar­
łgorzata Maria Alacoque, a obrazy znaj­
dzo ikonografię Najświętszego Serca,
dują się często w klasztorach i kościołach
tworząc całe serie nowych przedstawień
należących do wizytek lub jezuitów. Na
o treści alegorycznej, służących trium­
wszystkich Serce Jezusa stanowiące przed­
fującemu kultowi. Przedstawienia te, któ­
miot adoracji znajduje się poza ciałem
rych produkcja wyraźnie nasiliła się w la­
swego „właściciela", nawet jeżeli Jezus
tach czterdziestych i pięćdziesiątych mia­
został przedstawiony na obrazie. Chmury
ły klasyczną strukturę emblematów: mot­
i puttajako element podkreślający objawie­
to, alegoryczny wizerunek oraz w porów­
niowy charakter przedstawień Najświęt­
naniu z pomysłowością twórców tekst.
szego Serca pojawiają się w XVIII wieku
Serce Jezusa najczęściej miało tradycyjny
zarówno na obrazach przedstawiających
umowny kształt, bez specjalnej dbałości
scenę adoracji, jak i samodzielnych wize­
Pięć Ran Chrystusa,
o naturalizm przedstawienia, wyraźnie
runkach serca. Często także adorujące Naj­ Miedzioryt dewocyj ny z X V I I - X V I H w
zaznaczoną ranę, z której płynęła krew,
świętsze Serce putta lub aniołki stanowiły
krzyż w zwieńczeniu, płomień i cierniową
dekorację zwieńczenia ołtarza. Przedstawienia adoracji,
koronę. Co prawda przedstawień stanowiących podzwonne
w których nadnaturalnej wielkości serce nie miało żadnego
emblematycznej tradycji nie można uznać za wyłączną
związku z postacią Jezusa, samo stanowiąc element przed­
specyfikę francuskiej produkcji, jednak łatwo rozpoznawalna
stawienia Trójcy Świętej, miały wpływ także na osiemnasto­
estetyka wspomnianych wyżej obrazków oraz charakterys­
wieczne obrazki dewocyjne. Ciekawe, że w benedyktyńskiej
tyczny sposób kształtowania wizualnego przekazu złożyły się
kolegiacie pod wezwaniem Serca Jezusa w Ehingen, pomimo
na tak zwany jfyf Samf-Wpicg, który w dużym stopniu
iż kościół erygowano pod wezwaniem Serca Jezusa, w ołtarzu
zdominował katolicka sztukę dewocyjną drugiej połowy XIX
głównym nie znalazło się przedstawienie o tej tematyce, ale
wieku i przejmowany był przez warsztaty hiszpańskie i włos­
scena Ukrzyżowania*; młody kult nie wypracował jeszcze
kie; w mniejszym stopniu przez niemieckie, które pozostały
ikonografii godnej ołtarzy... Oczywiście przedstawienia plas­
wieme bardziej klasycyzującej formie wziętej od nazarej­
tyczne są na tyle otwartą formą przekazu, że zawarta jest
czyków.
w nich zarówno możliwość alegorycznej, jak i dosłownej
interpretacji przedstawienia serca - chodzi jednak o pewne
W związku najpierw z zaleceniami ustnymi, a potem
przesunięcie ciężaru w jedną lub drugą stronę: podkreślenie
z ostatecznym wyjaśnieniem pisemnym Świętej Kongregacji
fizycznej dosłowności serca jako „zbawczego organu" BogaObrzędów dotyczącym ikonografii Najświętszego Serca*
-Czło wieka (wówczas serce pojawia się często wraz z postacią
dopuszczonej do kultu publicznego, Serce Jezusa w warian­
Jezusa, choć przez cały wiek XVII i pierwszą połowę XVIII
tach, w których ukazane jest ono poza postacią Zbawiciela,
pozostaje od niej oddzielone) lub bardziej umowne trak­
jako temat przedstawień malarskich straciło rację bytu.
towanie formy serca rozumianego jako rodzaj figury retorycz­
Pozostało jednak jednym z popularniejszych przedstawień
nej opisującej Zbawiciela. Z tym drugim sposobem rozumie­
sztuki dewocyjnej przeznaczonej do nabożeństwa prywatnego
nia przedstawień serca mamy do czynienia w serii unikalnych
oraz wątkiem chętnie stosowanym w dekoracji rzeźbiarskiej
przedstawień stacji Drogi Krzyżowej pędzla Francisco Baez
ołtarzy, do ozdoby paramentów i szat liturgicznych oraz wręcz
z kościoła pod wezwaniem Jezusa Nazarejskiego w Atotonilnadużywanym w produkcji religijnej galanterii.
67

�Najświętsze Serce Jezusowe; wizerunek dewocyjny według obrazu
Batoniego

4. Serce na dłoni czy na piersi - od Batoniego do siostry
Faustyny
Wobec stawianych kultowi Najświętszego Serca zarzutów
o oddawanie czci „kawałkowi mięsa", a nie osobie Zbawicie­
la, które nasiliły się w wieku XVIII, pojawiła się potrzeba
stworzenia ikonografii na miarę rozszerzającego się kultu,
która podkreślałaby cielesność Serca Jezusa nie tyle przez
naturalizm wizerunku samego organu, co przez związek Serca
z osobą Chrystusa. W roku 1765, bezpośrednio po zatwier­
dzeniu kultu, Pompeo Batoni maluje przedstawienie Naj­
świętszego Serca do rzymskiego kościoła II Gesu. Wizerunek
przedstawiający Jezusa w półpostaci, który w lewej dłoni
trzyma swoje serce, wystawiony został w czerwcu 1767
podczas uroczystości ku czci Najświętszego Serca, a w paź­
dzierniku tego samego roku przeniesiony do kaplicy Krzyża
Świętego*. Batoni przedstawiając postać z sercem w dłoni
wykorzystał zadomowiony w chrześcijańskiej sztuce schemat
wizualny: serce trzymane w ręce stanowiło atrybut wielu
świętych oraz cnoty Caritas. Także sam Jezus na niektórych
wizerunkach świętej Katarzyny Sieneńskiej czy świętej Lud­
gardy trzyma w dłoni gorejące serce; podobnie w przed­
stawieniach świętych, którzy dostąpili wizji czy objawień
związanych z Sercem Jezusa pojawia się Chrystus trzymający
serce w dłoni. Wykorzystując istniejący schemat Batoni
wprowadził do niego zmiany zgodne z wywodzącą się od
Małgorzaty Marii tradycją przedstawiania samego serca
Jezusa. Na obrazie zИ Gesu trzymane przez Jezusa gorejące
serce ma zaznaczone cechy anatomiczne, takie jak układ
głównych naczyń krwionośnych i zwieńczone jest krzyżem
oraz oplecione cierniową koroną, poniżej której znajduje się
krwawiąca rana. Chrystus trzyma swoje Serce na dłoni
wyciągniętej w stronę widza i wskazuje na nie drugą ręką, na
której widać ślad po gwoździu. Niemal równolegle z obrazem
dla II Gesu Batoni namalował jeszcze jedno przedstawienie
Najświętszego Serca, także w formie owalnego tonda na
miedzianej blasze, przeznaczone prawdopodobnie dla rodziny

62

Alfieri. Na tym obrazie Serce Jezusa ukazane w sposób bardzo
przypominający wersję z I I Gesu „unosi się" na środku piersi
ubranego Chrystusa, którego lewa dłoń leży na piersi wskazu­
jąc miejsce, gdzie fizjologicznie znajdować powinno się serce
człowieka, prawa zaś wskazuje na Najświętsze Serce „unoszą­
ce się" przed postacią Jezusa.^ Wizerunek z I I Gesu od razu
zyskał popularność, nie tylko ze względu na swoje walory
artystyczne i znane nazwisko artysty, ale przede wszystkim ze
względu na eksponowane miejsce, w jakim został umiesz­
czony: kościół stanowiący jezuickie селГгшн fwia&amp;z. Naj­
świętsze Serce z II Gesu stało się najczęściej reprodukowa­
nym obrazem o tej ikonografii, najpierw w postaci miedziory­
tów, później w litografii i chromolitografiP*; w latach dwu­
dziestych naszego stulecia znalazło się ono także na masowo
tłoczonych blaszanych medalikach, najczęściej łączone
z umieszczonym na rewersie przedstawieniem Matki Boskiej
Szkaplerznej. Obraz Batoniego z jednej strony mieści się
w nurcie najlepszej tradycji włoskiego malarstwa religijnego,
sięgając korzeniami dewocyjnych przedstawień Guida Reni;
z drugiej zaś przez swój nieco dydaktyczny sentymentalizm
doskonale wpasowuje się w dziewiętnastowieczną pobozMofc
о/еЫгиЫ. Jeszcze bardziej w tym duchu utrzymany jest
pochodzący z roku 1766 obraz Маоомма Mz/jWe#zego Serca
/ezwja", którego kopii w samym Rzymie znanych jest aż
sześć, nie licząc popularnych wersji przedstawienia, które
stanowiło jeden z żelaznych artykułów w sklepikach z dewo­
cją przy Via dei Coronari i Via del Babuino. Przedstawia on
Marię, która podtrzymuje małego Jezusa stojącego na podusz­
ce leżącej na jej kolanach. Dzieciątko lewą ręką przyciska do
piersi płomieniste serce w cierniowej koronie. Pomimo że
w końcu XVIII wieku to ostatni z opisanych obrazów

Przedstawienie Najświętszego Serca Pana Jezusa. Druk dewocyjny
z Hiszpanii

�Batoniego cieszył się największą popularnością wśród wier­
nych, przedstawienie z II Gesu zostało o wiele bardziej
rozpropagowane przez jedyny istniejący wówczas masowy
środek przekazu obrazu, jaki stanowiła grafika. Równocześ­
nie jednak w związku z tendencją do ograniczenia dosłowno­
ści w wizerunkach Najświętszego Serca, wynikającą w dużej
mierze z potrzeby stworzenia wizerunku na miarę uniwersalizującego się kultu, wzrosła popularność przedstawień
w typie drugiego obrazu Batoniego: Serca Jezusa na tle jego
piersi. Wariant ten zdobywał sobie coraz większą popularność
w drugiej połowie X I X i ostatecznie został w 1891 roku
uznany za obowiązującą i jedyną dopuszczalną w publicznym
kulcie ikonografię Najświętszego Serca. Niezliczona ilość
obrazów oraz grafiki dewocyjnej rozpowszechniła go na
terenie całego katolickiego świata do tego stopnia, że stał się
on symbolem katolickiej sztuki dewocyjnej. Wizerunek uka­
zuje Jezusa w półpostaci wskazującego jedną dłonią na swoje
serce, które goreje na środku jego piersi; druga ręka najczęś­
ciej uniesiona jest w geście błogosławieństwa. Zranione,
gorejące serce zwieńczone jest krzyżem i oplecione cierniową
koroną; zanika tendencja do naturalizmu: kształt staje się
umowny i nic zaznacza się naczyń krwionośnych, ajedynym
elementem odwołujących się do sensualizmu widza jest krew
kapiąca z rany - warto zresztą zauważyć, że na późniejszych,
pochodzących z dwudziestego wieku obrazkach przedstawie­
nie rany często także znika. Przedstawienia różnią się w szcze­
gółach, niemniej ikonografia jest bardzo zestandaryzowana.
Odpowiedzią sztuki dewocyjnej na rosnącą popularność
kultu, a tym samym na wzrost zapotrzebowania na wizerunki
Najświętszego Serca był także zabieg polegający na „uzdat­
nianiu" istniejących, uznanych przedstawień Jezusa przez
dodanie na nich wyobrażenia serca^; stało się to niemal
konieczne zwłaszcza po roku 1878, kiedy to Święta Kon­
gregacja do Spraw Odpustów wyjaśniła, że odpusty związane
z kultem Najświętszego Serca uzyskać można jedynie wobec
wizerunku, na którym Serce Jezusa zostało ukazane na
zewnątrz postaci Zbawiciela. Wspomniana regulacja jest
odzwierciedleniem, a zarazem poparciem pewnej tendencji
w ikonografii Chrystusa, która zaznacza się od drugiej połowy
XVIII w.: chodzi o traktowanie serca gorejącego (lub Naj­
świętszego Serca według wzoru świętej Małgorzaty Marii)
jako nieodłącznego atrybutu Jezusa - niezależnie od histo­
rycznego momentu jego biografii - i włączanie go w wize­
runki o wcześniej ustalonej ikonografii, jak na przykład
przedstawienia Dobrego Pasterza czy sceny objawień. Warto
podkreślić, że w przedstawieniach tego ostatniego rodzaju
postać Jezusa wskazującego na swoje serce stopniowo
wypiera samodzielne przedstawienia Najświętszego Serca
w formie charakterystycznej dla wieku X V I I i XVIII.
I chociaż w dewocyjnej grafice oba sposoby przedstawiania
trwają aż do pierwszej połowy X X wieku, to w malarstwie
sztalugowym, które częściej przeznaczone było z racji
techniki i wielkości do kultu publicznego, w scenach
objawień bohaterem jest Jezus, a nie samodzielne przed­
stawienie jego serca.^
Obok wizerunków Jezusa wskazującego na gorejące na
piersi serce w drugiej połowie XIX i pierwszej XX wieku
najbardziej rozpowszechnionym wariantem ikonograficznym
Serca Jezusowego stało się przedstawienie Najświętszego
Serca w wersji Иеяйе aJme [Mt 11,28]. Jezus ukazany jest na

nim w postawie stojącej, z szeroko rozłożonymi ramionami
jak w kopiowanym nieskończoną ilość razy przedstawieniu
Chrystusa Miłosiernego Thorwaldsena z kościoła Najświęt­
szej Panny Marii w Kopenhadze.^ Popularny w protestanckiej
sztuce X I X wieku Jezus Miłosierny znalazł swój katolicki
odpowiednik w przedstawieniach Najświętszego Serca nie
tylko dzięki podobieństwom formalnym, ale także pod wzglę­
dem treści: Jezus-Najświętsze Serce z rozłożonymi ramiona­
mi, to Chrystus miłosiernie przygarniający ludzi do swego
Serca. Ikonografia Уел;#
me rozpowszechniła się zarówno
w drobnej grafice i galanterii dewocyjnej, jak i w monumen­
talnej rzeźbie oraz malarstwie. Swój rozkwit przeżywa ona od
lat siedemdziesiątych XIX wieku, na co niewątpliwie wpływ
miała budowa kościoła Sacré-Coeur na paryskim Montmartre
[1876-1910], gdzie na sklepieniu absydy na osi ołtarza
umieszczono mozaikę przedstawiającą Jezusa-Najświętsze
Serce z szeroko rozłożonymi dłońmi. Na przełomie wieków
i w pierwszych dziesięcioleciach wieku XX bazyliki i kościo­
ły pod wezwaniem Najświętszego Serca powstawały wzorem
francuskim we wszystkich większych miastach katolickiego
świata, a w program ikonograficzny ich wystroju włączano
wizerunek Jezusa z rozłożonymi ramionami. Niemniej postać
Zbawiciela często nic do końca odpowiadała pietystycznym
z ducha przedstawieniom Chrystusa Miłosiernego - Jezus
z Bazyliki na Montmartre jest przede wszystkim przed­
stawieniem triumfu Najświętszego Serca. Podobnie triumfalistyczny wydźwięk mają w większości wolno stojące
posągi Najświętszego Serca wznoszone w tym samym czasie
dla upamiętnienia wydarzeń religijnych (np. poświęcenia
miasta czy kraju Sercu Jezusowemu)^ lub jako wizerunki
patronalne katolickich instytucji pod wezwaniem Najświęt­
szego Serca. Potwierdzeniem tej triumfalistycznej tendencji
w ikonografii Najświętszego Serca są instrukcje dla artystów
zezwalające na przedstawianie Jezusa-Najświętszego Serca
z insygniami Króla Wszechświata, czyli de facto dopusz­
czające łączenie ikonografii Serca Jezusowego z ikonografią
Chrystusa-Króla.
Jeżeli chodzi o dewocyjną grafikę i galanterię, warto
wspomnieć, że oprócz obrazków powielających przedstawie­
nie jako jeden z wariantów Najświętszego Serca wizerunek
wykorzystano także w kartce z życzeniami okolicznościowy­
mi z okazji początku nowego wieku. W drobnej rzeźbie
dewocyjnej wizerunek Jezusa-Najświętszego Serca z roz­
łożonymi rękoma walczył o prymat z figurkami przed­
stawiającymi stojącego Chrystusa wskazującego dłonią na
swoje gorejące serce. Tego rodzaju przedstawienie pojawiło
się z jednej strony jako rozwinięcie wizerunku Chrystusa
w półpostaci wskazującego na widoczne na piersi serce,
z drugiej zaś zakorzenione jest ono w przedstawieniach
objawień opisanych powyżej. Powiązanie przedstawień Jezu­
sa-Najświętszego Serca z ideą Bożego Miłosierdzia ma więc
kilka przyczyn: po pierwsze jej ikonograficzne pokrewieńst­
wo z Miłosiernym Chrystusem Thordwaldsena; po drugie
przesunięcie ciężaru znaczeniowego w rozumieniu Miłości
Bożej ku współczuciu Boga dla ludzi i miłosierdziu, które
Jezus pragnie okazać grzesznikom, jeżeli tylko wynagrodzi
się cierpienia jego Serca. Ustalenie się takich związków treści
i obrazu doprowadziło do powstania nowej ikonografii Miło­
sierdzia Bożego, która bezpośrednio wzorowana jest na
przedstawieniach Jezusa-Najświętszego Serca. Jest to obraz

63

�Vfzw
Гоб/е namalowany w roku 1943 przez Adolfa Hyłę
zainspirowanego objawieniami siostry Marii Faustyny Kowal­
skiej. Wizerunek cieszący się obecnie wielką popularnością
wśród polskich katolików w związku z beatyfikacją siostry
Faustyny oraz rosnącym kultem Miłosierdzia Bożego w wersji
opartej na jej objawieniach, powstał jako trzecie przed­
stawienie tej treści, w pięć lat po śmierci wizjonerki. Obraz,
którego mniej lub bardziej udane kopie i repliki znaleźć
można obecnie w większości polskich kościołów, przedstawia
stojącego Jezusa w jasnej szacie, który lewą dłonią dotyka
własnej piersi w miejscu, w którym anatomicznie znajduje się
serce człowieka, a spod jego palców bije światłość. Dwie
wiązki promieni biegną ukośnie ku dolnym narożnikom
obrazu; lewa z nich ma barwę białą, a druga czerwoną. Prawa
ręka Jezusa uniesiona w jest geście błogosławieństwa, a na
wstędze pod jego stopami umieszczony został napis Уеты ы/дтм
7o6íe.* Nie jest to więc stricte przedstawienie Najświętszego
Serca, ponieważ samo serce nie zostało ukazane, jednak gest
i postawa Jezusa pozostają identyczne jak na wizerunku,
którym posłużyli się Los Costus w swoim pastiszu. Swoją
wielką popularność przedstawienie Hyły zawdzięcza w dużej
mierze temu, że od początku i bez przerwy znajdowało się
w posiadaniu sióstr Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia,
które były i są propagatorkami kultu. Obecnie reprodukcje
obrazu Adolfa Hyły lub jego kopii, bardzo często zaopatrzone
w tekst Koron&amp;f до Mi Werdzm Bożego należą do najpopular­
niejszych przedstawień dewocyjnych wśród Polaków zarów­
no w Polsce, jak i na emigracji. Niewątpliwie przyczynia się
do tego także patriotyczna wymowa obrazu, na którym
wychodzące z Serca Jezusa promienie mają barwy polskiej
flagi.
Najświętsze Serce Jezusowe i polityka
Wspomniałam już, że wizerunki Najświętszego Serca były
apotropeionem, a zarazem symbolem noszonym przez po­
wstańców wandejskich, podczas gdy przez jakobinów uważa­
ne za symbol antyrewolucyjny, za którego rozpowszechnianie
można było trafić na gilotynę. Wrogi stosunek, jaki mieli
zwolennicy Rewolucji Francuskiej do symbolu Najświętszego
Serca, wynikał nie tylko z jego rojalistycznych konotacji, ale
sięgał korzeniami XVIII-wiecznych kontrowersji dotyczą­
cych samego kultu oraz jego związku z działalnością jezui­
tów. Wrogami kultu Najświętszego Serca byli przeważnie
oświeceniowo zorientowani wyznawcy racjonalizmu, którzy
w naturalny sposób znaleźli się wśród zwolenników rewo­
lucji, przez co równie naturalnie u przebywających na
wygnaniu jezuitów zasłużyli sobie na miano „spisku jansenistów i masonów" [Sande van de, s. 213]; zaś o roli kultu
Najświętszego Serca w zwalczaniu jansenizmu była wyżej
mowa. Spiskowa teoria dziejów, u której początków leży
dzieło ojca Barruel Memoirea powr jerwr o /'Aüfoíre ды
) д с о № » т е (1796-97), uprawiana była z równym powodze­
niem po obu stronach barykady; zwłaszcza kiedy po Kon­
gresie Wiedeńskim rewolucyjne idee znalazły się w opozycji
do nowej „dawnej władzy". Jak silna była wiara w spisek
jezuicki oraz do jakiego stopnia symbol Najświętszego Serca
został w jego historię uwikłany, świadczy obraz Ary Scheffera
(1795-1858) przedstawiający otrucie Klemensa XIV (papie­
ża, który rozwiązał Towarzystwo Jezusowe), gdzie na piersi

Objawienie się Serca Jezusowego Małgorzacie Marii Alacoque,
obrazek dewocyjny, 2 poł. X I X w.

mordercy wyraźnie widoczny jest symbol Najświętszego
Serca. Najświętsze Serce było więc dla zwolenników rewo­
lucji i jej idei nie tylko symbolem monarchii, ale także starego
porządku wartości i struktur myślowych. Oczywiście w czasie
wojny wandejskiej wierność królowi, który po uwięzieniu
w Tempie ofiarował Francję Najświętszemu Sercu, wysunęła
się na pierwszy plan, niemniej symbol oznaczał nie tylko
przywiązanie do osoby monarchy, ale także wrogość wobec
republiki i jej laickich wartości. Tym właśnie konotacjom
zawdzięczał symbol Serca Jezusowego swoja karierę za
Pirenejami, zarówno wśród karlistów z wieku XIX, jak i tych,
którzy poparli generała Franco.
Z drugiej strony kult Serca Bożego w wieku XIX nałożył się
na europejski romantyzm i postromantyzm, wyrastające zre­
sztą z tych samych siedemnastowiecznych źródeł „religii
serca", która w krajach protestanckich dała początek nurtom
pietystycznym leżącym u źródeł sentymentalizmu [Campbell
С ] . Pokrewieństwom rodzaju religijności propagowanej
przez kult Najświętszego Serca z romantyczną modą na
uczuciowość zawdzięcza on swoje powodzenie i rozwój
w pierwszej połowie XIX wieku; do chwili, kiedy oficjalnie
został uznany przez Kurię Rzymską za bardzo ważny, a potem
najważniejszy kult chrystologiczny doby nowożytnej, o czym
świadczy ranga nadana świętu oraz obchody jubileuszu końca
wieku. Przedstawienia Najświętszego Serca, które na prze­
strzeni wieków odbyły długą ewolucję od pasyjnych wizerun­
ków Pięciu Ran do samodzielnej, triumfującej postaci Chrys­
tusa z gorejącym sercem na piersi, odpowiadały zapotrzebo­
waniu na uniwersalny kult i symbol jednoczący Kościół
katolicki, scentralizowany po Soborze Watykańskim I . Zgod­
nie ze słowami Leona XIII Serce Jezusowe stać się miało
nowym /дбдгыт, pod którym Kościół przystępował do walki
o rząd i zbawienie dusz.
Takie znaczenie miał wizerunek Najświętszego Serca
w czasie hiszpańskiej wojny domowej, podczas której stał się

�labarum Narodowego Katolicyzmu, który obok faszystows­
kiej Falangi był najważniejszym ze stronnictw politycznych,
które udzieliły poparcia generałowi Franco. To jego iden­
tyfikacyjne znaczenie, które ukształtowało się już w czasie
wojen karlistowskich, o których była mowa, zaakceptowane
było przez obie strony. Świadczy o tym fakt, który miał
miejsce na początku wojny domowej, w sierpniu 1936 roku.
Jak wspomniano wyżej, Hiszpania poświęcona została Naj­
świętszemu Sercu Jezusa w roku 1919, a cała uroczystość
odbyła się niedaleko Madrytu, gdzie w miejscowości Getafe
na wzgórzu Cerro de los Angeles wzniesiono ogromną statuę
Najświętszego Serca. Od tego czasu w propagandzie reli­
gijnej Cerro de los Angeles nazywano Sercem Hiszpanii,
a miejsce stało się pielgrzymkowym centrum Kultu Naj­
świętszego Serca. Tuż po wybuchu wojny domowej repub­
likańskie wojska wysadziły w powietrze figurę Jezusa,
dokonując uprzednio jej symbolicznego rozstrzelania. Frankistowskie środki masowego przekazu zareagowały natych­
miast publikując zdjęcia figury Najświętszego Serca przed
plutonem egzekucyjnym^, fotografie zrujnowanego pomnika
oraz opis wydarzeń, który bardzo szybko przyjął postać
opowieści hagiografieznej. Zgodnie z nim rzecz stać się miała
6 sierpnia, czyli w święto Przemienienia Pańskiego, który to
dzień dodatkowo miał być pierwszym piątkiem miesiąca
- dniem tradycyjnie poświęconym Sercu Jezusa. Oprócz
rozstrzelania figury wojska republikańskie dopuściły się także
zbrodni na pielgrzymach, którzy wówczas przybyli na Cerro
de los Angeles, wśród których znajdowała się spora grupa
dzieci.
W miarę zdobywania poszczególnych miast i miasteczek
przez wojska Franco jedną z pierwszych czynności o wymia­
rze symbolicznym była intronizacja Najświętszego Serca
w siedzibie władz gminy czy miasta oraz wystawienie figury

Jezusa - Najświętszego Serca w eksponowanym miejscu
publicznym*; nieraz symbol Najświętszego Serca włączano
w projekt Pomnika Poległych, którego wystawienie także
należało do czynności potwierdzających uniwersum sym­
boliczne obowiązujące po wojnie domowej. Najbardziej
monumentalnym przedsięwzięciem podjętym w tym duchu,
acz nie zrealizowanym do końca była rozpoczęta tuż po
zakończeniu wojny domowej budowa Narodowego Sank­
tuarium Wielkiej Obietnicy w Valladolid. Miasto wybrano ze
względu na objawienia Najświętszego Serca w pierwszej
połowie XVIII wieku, podczas których młody jezuita Bernard
de Hoyos usłyszał obietnicę, że Najświętsze Serce zapanuje
w Hiszpanii i czczone tam będzie bardziej niż gdziekolwiek
indziej. W roku 1948 plany sanktuarium rozrosły się do
monumentalnego założenia ЛЫигдтты CAryjfwja Jfrd&amp;z - Poтш&amp;д Нигрдлм ¿ Swuo&amp;z
[anachronicznie
brzmiące określenie jest do dziś używane dla określenia
wszystkich byłych kolonii] wzniesionego Sercu Jezusa i Sercu
Marii. Realizacja ambitnych planów ograniczyła się jednak do
wzniesienia i dekoracji bazyliki, gdzie w ołtarzu głównym
znalazła się oczywiście figura Najświętszego Serca z roz­
łożonymi ramionami; ta sama ikonografia znalazła się na
freskach sklepienia.
Równocześnie z intronizacjami Najświętszego Serca
w urzędach i zakładach pracy upowszechnił się zwyczaj
poświęcania Sercu Jezusa domów i mieszkań, który miał
zresztą tradycję sięgającą początku wieku. Na mieszkańców
nakładał on obowiązek wypełniania określonych praktyk
religijnych oraz umieszczenia wizerunku Najświętszego Ser­
ca na eksponowanym miejscu w domu; zwykle oprócz tego
umieszczano na drzwiach niewielką metalową plakietkę
z takim samym przedstawieniem, która w potocznym od­
biorze była legitymacją prawomyślności gospodarzy. Naj­
świętsze Serce stało się w ten sposób jednym z nieodłącznych
elementów symbolicznego uniwersum frankistowskiej Hisz­
panii, a jego wizerunki konstytutywnym składnikiem jego
ikonosfery.

Objawienie Serca Jezusowego Bernardowi de Hoyos,
obrazek dewocyjny, pocz. XX w.

Sposób, w jaki symbol przeżywa czas
Wielopoziomowe konstruowanie znaczeń symbolu wizual­
nego oraz przesunięcia w jego polu znaczeniowym są w is­
tocie sposobem, w jaki symbol przeżywa czas. W porównaniu
ze słowem symbol wizualny jest bardziej uniwersalny; trzeba
jednak pamiętać, że dzieje się tak kosztem znacznie większej
otwartości interpretacyjnej. Konsekwencją tego jest bądź
przesuwanie się znaczeń jednego symbolu, które czasem
prowadzi do zmiany całego pola (Najświętsze Serce zmienio­
ne w Miłosierdzie Boże lub religijny symbol Serca Jezusa
jako wizualny znak orientacji politycznej), bądź sytuacja,
w której retoryczne figury, za pomocą których przekazywane
jest znaczenie symbolu, tracą czytelność - w przypadku
symbolu wizualnego owocuje to zmianą ikonografii, za­
nikiem pewnych typów i pojawieniem się nowych rodzajów
przedstawień. Przedstawiony tyłem Jezus z obrazu Los
Costus, z jednej strony odwołuje się do politycznego znacze­
nia symbolu, z drugiej należy do blasfemicznego nurtu
współczesnej sztuki, która w większości wyrasta z protestu
przeciwko totalizmem: ideologicznym, estetycznym i oby­
czajowym.

65

�PRZYPISY
' Wiele uwagi poświęcił związkom kiczu i totalizmu Mitán Kundera
w Żarcie, 7üi{dzg AnircAw i Züpomnif лш oraz Мегломе/ kttofci ¿ryfw;
por. także Broch H., Z/o w гудклыг wamwci jzmti, [w:] Wo6«cj4uzyzm«,
Warszawa 1987, s. 83-120
] Rodney Needham [1975] tworzy pojęcie „kategorii otwartych"
odwołując się do Wittgensteinowskich rodzin znaczeniowych. Kategoria
otwarta jest dynamiczna przez to, że jej charakterystykę określają cechy
wszystkich elementów zaklasyfikowanych do niej. Potencjalnie można
więc założyć sytuację, że w obrębie tej samej kategorii otwartej znajdą się
dwa elementy nie posiadające żadnej cechy wspólnej, ponieważ ich
charakterystyki jako „cząstkowe" mieścić się będą w ogólnym zbiorze
wszystkich cech charakteryzujących kategorię. Włączenie nowego ele­
mentu, które najczęściej odbywa się na zasadzie asocjacji, automatycznie
zmienia charakterystykę kategorii wzbogacając ją o nowe cechy.
^ Święto i oficjum o Pięciu Ranach wprowadzone zostało w X I V w.;
msza połączona była z odpustami nadanymi przez Jana XXII i Innocentego
VI.
* Por. na przykład objawienia bł. Joanny de Valois czy św. Marii
Magdaleny de'Pazzi oraz modlitwy zalecane przez kartuza Gerechta
z Landsbergu [Bainvel, s. 279 i nn. oraz 266 i 300].
' Por. np. Pelikan 1989 czy Campbell T. 1991
' Łacińskie wydanie jest o kilka lat późniejsze; Cor CArúü in сое/и
ergo peccaiore.r /л ferru, Heidelberg 1658
^ Jaroslav Pelikan pisze: „Rzymskokatolicka doktryna Najświętszego
Serca Jezusa znalazła swój protestancki odpowiednik w napomnieniach
Gerharda Tersteegena: №uz« serce w cwMci рожмло jiac л { м г с г т
Усгы.тд,
6y móg/ ол postawie' лд nim awqpiecze/ / rzec.- &lt;r7o j « ( mo_/e
.,erce»" [Pelikan s. 128]
* Pozostała na nim do roku 1887
" Często erygowanie bractwa było bezpośrednim następstwem prowa­
dzonych przez jezuitów lub eudystów misji; powstanie pierwszego
Bractwa Serc Jezusa i Marii (w Morlaix, z inspiracji samego św. Jana
Eudesa) papież Aleksander VII zatwierdził w roku 1666; w 1693
Innocenty XII zatwierdził i obdarzył odpustami Bractwa Najświętszego
Serca zakładane przy klasztorach wizytek.
Np. opór biskupów włoskich z biskupem Scypionem Ricci na czele
podczas synodu w Pistoi w 1786 г.: synod odrzucił kult Najświętszego
Serca jako fałszywy dogmat, uznając go za nową, niebezpieczną i błędną
doktrynę. Papież Pius VI w roku 1794 wyklął te określenia bullą Л к с т г е т
Fide,.
" Przeciwnikiem kultu był przede wszystkim cesarz Józef II, który
wydal zarządzenia, by profesorowie uniwersytetów przeciwstawiali się
„niedorzecznemu i fantastycznemu nabożeństwu" oraz wprowadził za
rozprowadzanie książek dotyczących kultu Najświętszego Serca karę
grzywny lub aresztu.
W drugiej połowie XVIII w., już po oficjalnym zatwierdzeniu kultu,
w modlitwie Лл/лм C/insii otwierającej Ćwiczen/a DwcAowg św. Ignacego
(czyli jeden z najpopularniejszych podręczników życia duchowego)
umieszczono dodatkowe wezwanie: Cor C/in.ui /лДотлю me/
" Warto pamiętać, że właśnie nieustalone relacje serca i uczuć były
jedną z przyczyn odrzucenia kultu przez Świętą Kongregację Obrzędów
w roku 1729
" Np. Francja w 1915, Hiszpania w 1919, Polska w 1920
" W Birmingham Museum of Art.
MN w W-wie, sygn. 11982

" Nabożeństwo do Serca Jezusa było bardzo popularne wśród wizytek
od chwili powstania zgromadzenia, przede wszystkim za przyczyną św.
Franciszka Salezego, który zalecał je św. Joannie Franciszce de Chantal;
zalecenia te zaowocowały prywatnymi wizjami oraz aktami pobożności
wielu sióstr, które poprzedziły objawienia św. Małgorzaty Marii. [por.
Bainvel, s. 357-370]
'* Nazwa derenie jest jednocześnie pierwszym słowem motta Derenie
- e/ Сопкол de Jejws « и conmigo, które odpowiada francuskiemu
ЛггеГе..., natomiast nazwa defenfeWa.?, której pierwszy człon stanowi
znane z motta słowo „stój!" [derenie/] w całości znaczy „stop-pociski"
i dokładnie określa apotropeiczne funkcje obrazka.
" Np. w Amiens w roku 1866 [Bainvel, s. 522].
" Termin „karlista" po wspomnianych wyżej wojnach stał się w Hisz­
panii zwyczajową nazwą konserwatystów.
^' To znaczy takich, które były przedstawieniami obdarzonymi odpus­
tami; nie „odpustowymi" w znaczeniu „kupionymi na odpuście", choć
oczywiście to ostatnie pierwszego nie wyklucza.
и Por. wyżej o symbolice stron ciała Jezusa i ranie w boku.
* Muzeum Miejskie w Bourges.
" Choć w związku z symboliką planu kościoła, który odzwierciedlać
miał postać samego Jezusa, ołtarz umieszczono nie tradycyjnie po
wschodniej stronie kościoła, lecz po północnej, czyli tam, gdzie znajdować
się miało przebite serce Zbawiciela.
" Z roku 1891
* Obecnie obraz znajduje się w kaplicy po prawej stronie ołtarza, która
w 17 października 1920 (pierwsze wspomnienie Małgorzaty Marii po jej
kanonizacji) poświęcona została Najświętszemu Sercu.
" Aktualne miejsce przechowywania obrazu nieznane.
™ Na obrazkach dewocyjnych obraz Batoniego bywa reprodukowany
do dziś, choć jego popularność spadła w porównaniu z wizerunkami,
których redakcja uznana została za bardziej kanoniczną, czyli takimi,
gdzie serce ukazane jest nie w ręce, lecz na piersi (na szacie) Jezusa.
" Kościół San Francesco a Ripa w Rzymie.
™ Por. np. druk ulotny z katalońskimi tekstami modlitw na czerwiec
- miesiąc Serca Jezusowego, na którym półpostaci Jezusa wykadro­
wanej z Обпдгепш z szat E l Greca dorobiono na piersi świetliste serce
lub obrazek dewocyjny podpisany Najświętsze Serce Jezusa, na któ­
rym przedstawienie Chrystusa inspirowane jest niewątpliwie któ­
rymś z wizerunków powtarzających Grosz Сгуллглуу Tycjana;
i w tym wypadku na piersi dodano promieniejące serce, [oba obrazki w zb.
aut.]
" Por. np. obraz pędzla św. Brata Alberta (Adama Chmielowskiego)
przedstawiający scenę objawienia się Najświętszego Serca Małgorzacie
Marii. [1880; Kraków, klasztor ss. Albertynek].
" 1829
" Por. np. posąg na Cerro de los Angeles (1919, Aniceto Marinas
i Carlos Maura y Nadal) upamiętniający poświęcenie Hiszpanii Najświęt­
szemu Sercu, który odegrał bardzo ważną rolę w symbolicznym uniwersum wojny domowej.
" Opis widzenia oraz polecenie wymalowania obrazu z podpisem por.
Dzienniczek... s. 22. [22 lutego 1931]
" Niektórzy historycy twierdzą, że zdjęcia prawdopodobnie były
fotomontażem [inf. ustna od prof. A. Pizarroso Quintero z Madrytu].
^ Największą i najbardziej znaną realizacją w tym duchu jest Najświęt­
sze Serce z San Sebastian.

B I B L I O G R A F I A
Bainvel J. V.,
Serca Bożego. Teorio i rozW/, Kraków 1934
Bauer G,
Encyc/opedia о / B,6/ica/ Г/ieo/ogy, London 1970, t. I, s. 360-363
Campbell C ,
77ie Aomoniic- Ef/wc and fne Spini о/Modern Conjwmenfm. Oxford 1987
Campbell T. A.,
77ie /(e/ig/on о/ i/ie Яеам. Л Sfudy о / Ewropeon /fe/igiowj Li/e in i/ie
Seventeen;/; ond&amp;g/iíeenf/i Cenfwnej, Columbia 1991
D/ciionna/re de fpinfiWifg, Paris 1953, t II, s. 1023-1050
Dzignniczft S/ugi goze/ &amp; M. fowsryny /CowaWe/, Kraków 1981
Katarzyna ze Sieny Św.,
Dio/og, Poznań 1987
Lannon F.,
Modern Ą%«n. fne Pro/ecf o/o M z ń o W CurWiciwM, [w:] Лг&amp;д/ол and
АГдйола/Аклнгу, Oxford 1982, s. 567-590

66

Leon XIII,
Ллпкт Sacrwm, [w:] Zaw/erzy/»my MiWci, Kraków 1972, t. II, s.
143-151
Margene de В.,
ЯиГо/ге jocfrmak dw cw/fe ow Socre-Coeur de / « i w , París 1992
Pelikan J.,
77ie C/irui/an Trad/fion. Л ЯиГогу о / ine Deve/opmenf о / Doctrine,
Chicago 1989, t. V, s. 118-173
Pius X I I .
Яаыпет.? Лоиа.г, [w:] ZmwerzyWAny Mifafci. Kraków 1972, t. II, s.
167-203
Sande van de A.,
/"Г«глкыоллЛ#д1ЛЛ f/ie Pope. 77ie Ло/е о/ЛлЛ-Малолгу in i/ie Mfromoniane Propaganda in Долю, У 790-У 900, [w:] 77ie Power o/Vmagery, Rome
1992, s. 212-230
WWecjbjzyzmw, [wyd.] Orłowski H., Warszawa 1987

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9585" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9563">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fc516553c25b22213fdfc37c0b77b00c.pdf</src>
        <authentication>0ae93885fbb7c7af2c8310b943cef422</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114109">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2622</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114110">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114111">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2437</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114112">
                <text>Anioł w wyobraźni popularnej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114113">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.83-88</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114114">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114115">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114116">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114117">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114118">
                <text>Anioł w wyobraźni popularnej
Monika Sznajderman
„Odjęto wam szaty białe.
Skrzydła i nawet istnienie.
Ja jednak wierzę wam,
Wysłańcy'"

Wraz ze śmiercią Boga, uważa amerykański socjolog Peter
L. Berger, odeszli i дл#б/сн - boscy wysłannicy, aniołowie.
Gdy proces sekularyzacji rozpoczął się w kulturze na dobre,
boskość, transcendencja zaczęły gwałtownie tracić swe zna­
czenie, aż do chwili, gdy niemal całkowicie zdominowała je
wszechwładna i doskonale zamknięta sfera doświadczenia
empirycznego. „Wówczas człowiek stanął wobec rzeczywis­
tości naprawdę sam. Przeszliśmy długą drogę oddalając się
zarówno od bogów, jak i od aniołów - pisze Berger w książce
Л Лылюыг о/Лл#ек. Modern Socí'ery ала" гле Rediscovery о /
гле Лыреглдгыгд/. - Z naszej świadomości nieubłagalnie
znikały te pełne mocy postaci, które dotąd uobecniały dla nas
prześwit w murze realności doczesnej. Owe postaci prze­
trwały dzisiaj tylko w baśniach, tęsknotach, jako swego
rodzaju niejasne, nieokreślone symbole. Parę lat temu pracu­
jący w slumsowej dzielnicy jednego z europejskich miast
ksiądz, zapytany, czemu to robi, odparł: 'Po to, by pogłoski
o Bogu nie ucichły zupełnie.' Słowa te trafnie wyrażają naszą
sytuację, w której znaki transcendencji stały się 'pogłoskami'
- i to nie całkiem godnymi szacunku ' pogłoskami'.
Ślady boskości przetrwały, zdaniem Bergera, w formach
ukrytych - takich jak wiara w odwieczny porządek świata, jak
lęk przed śmiercią, jak nadzieja. Poza tymi doświadczeniami
z naszego widnokręgu zniknęła metafizyczność, nadnaturalność, sacrum. Horyzont jest pusty. Przejawem tego stanu
rzeczy jest na przykład upadek religijności oficjalnej, kościel­
nej. W Europie przybiera to formę postępującego zaniku
uczestnictwa w zinstytucjonalizowanych formach religijnego
obrzędu, jak na przykład modlitwa, przyjmowanie sakramen­
tów, udział w nabożeństwach, w Ameryce zaś, wprost
przeciwnie, we wzmożonej partycypacji - choć, pisze Berger,
mamy prawo sądzić, że przyczyny tego religijnego ożywienia
zmieniły się w stosunku do przyczyn religijności niegdysiej­
szej, strywializowały się, spłyciły.
Czy zatem swoisty renesans wiary w anioły, z którym
mamy do czynienia przede wszystkim (ale też nie tylko) we
współczesnej amerykańskiej kulturze popularnej, nie ma
w istocie nic wspólnego z religijną wrażliwością i wyobraź­
nią? Wielu teologów i filozofów dostrzega dzisiaj przecież
wyraźny powrót do myśli religijnej/ A warto zauważyć, że i te
dzisiejsze przedstawienia odwołują się do wyobrażeń dosko­
nale w angelologicznej tradycji - tradycji ikonograficznej,
filozoficznej, teologicznej - osadzonych. Osadzonych na tyle
dobrze, że trudno tu nawet mówić o popularnej religijności
New Age'u, skoro - jak pisze Herbert Oleschko - wyznawcy
Nowej Ery „nie mają zaufania do angelologii chrześcijańskiej
wspartej na fundamencie Pisma Świętego", a „cały anielski
sztafaż uznają za bajkowy i nie nadający się do reanimacji"."
Jest w kulturze współczesnej dziedzina dotąd przez antro­
pologię nie zbadana - to właśnie sfera popularnych religijnych

I

wierzeń i wyobrażeń, która stanowi przedziwny kolaż religij­
ności ery wodnika z tradycyjną religijnością ludową (bliski
jest jej na przykład sensualizm tej drugiej); która jest
pomieszaniem wiary w boskość, pojmowaną jako kosmiczna
energia, z wiarą właściwą pobożności ludowej, a przejawiają­
cą się m.in. w dewocyjnych przedstawieniach sztuki ludowej
(te zaś z kolei czerpią i przetwarzają motywy z kultury
wysokiej i sztuki sakralnej...). Trudno orzec - istnieją co do
tego liczne i uzasadnione wątpliwości - czy prawdziwie
przejawia się tu sacrum. Nie rozstrzygając w żadną stronę
kwestii jego istnienia bądź też nieistnienia, zajmijmy się
aniołem, potraktowanym jako żywa forma współczesnej
popularnej religijnej wyobraźni. Bo jako taki przejawia się on
z całą pewnością.
HORDY ANIOŁÓW
„Hordy aniołów. Istoty zbite w masy jak chmary dusz, jak
gęste obłoki zmieszanych tchnień duchowych, malowanych
tak często przez Gustawa Dore' a.
Może się jeszcze okazać, że Droga Mleczna jest kompozy­
cją sztywnych, zamrożonych i ostatecznie zawieszonych
w doskonałej nieruchomości aniołów. Aniołów, które osiąg­
nęły absolutną harmonię."'
Taką koncepcję (pozostającą - nawiasem mówiąc - w ja­
kimś związku z koncepcją Orygenesa, który greckie słowo
agge/oi wywodził nie od słowa „posłaniec", lecz od „zim­
ny") rozwija w swojej przewrotnej Kriedze rzeczy wy&amp;fefyc/t
amerykański pisarz? filozof? naukowiec? szaraltan? Charles
Fort, którego uznać możemy za nieświadomego prekursora
badań nad meandrami popularnej wyobraźni. Twórca baśni?
Być może, lecz bardziej chyba ich zwierciadło, zwier­
ciadło baśniowej, mitycznej wizji świata, w której ma anioł
swoje miejsce obok takich zjawisk, jak krążące po między­
planetarnych przestrzeniach „zgłodniałe hordy kosmicz­
nych niszczycieli", jak zaludniające kosmos tabuny różnych
stworzeń w rodzaju kosmicznych kłusowników i obdartych
włóczykijów, superpodróżników i krzyżowców, emigrantów
i powietrznych dinozaurów czy słoni. Prorokuje nawet
Fort powstanie w przyszłości odrębnej gałęzi wiedzy,
jaką będzie celestiografia, na równi studiująca i opisu­
jąca tajemnice gwiazd (które są dla niego „bytami absolut­
nymi, pogrążonymi w boskim, kontemplacyjnym bezru­
chu"), niebieskich księżyców czy meteorytów, jak i tajem­
nicę anioła.
Anioł, zdaniem Charlesa Forta, kroczy od stuleci w koro­
wodzie „faktów wyklętych". Fort nie jest tu zresztą odosob­
niony: faktem w pewnym sensie wyklętym, wielką niewiado­
mą, symbolem tajemnicy jest bowiem anioł także dla religij­
ności ludowej i teologii. Duch czysty, posłaniec Boga,
zwiastun narodzin Zbawiciela - jak sobie z nim poradzić? Jak

�poradzić sobie z bytem nieosiągalnym w jego duchowej
istocie i nieporównywalnym w dobroci?
Aniołowie, sądzi holenderski religioznawca Gerardus van
der Leeuw, są starsi od bogów. Pierwotnie był anioł uzewnęt­
rznioną mocą: anioł opiekuńczy był nosicielem mocy czło­
wieka, aniołowie boży - potencjami wyłaniającymi się z Bo­
ga. Potem dopiero, w miarę rozwoju idei Boga osobowego,
aniołowie stali się istotami pośrednimi, pośrednikami, moca­
mi niższej rangi. „Dla Żydów są one, według Pawła, pośred­
nikami przekazującymi Prawo w myśl obietnicy Pana, Marii
zwiastują, że urodzi Zbawiciela, pasterzom - 'wielkąradość'
dokonanego cudu, kobietom i uczniom - zmartwychwstanie.
W chrześcijaństwie zadaniem ich jest chwalić Boga przez całą
wieczność. W islamie ich pożywieniem jest 'cześć oddawana
Allachowi', a napojem - 'świętość Allacha'.'"*
Tak zatem anioł-moc-dusza przekształcił się w anioła
- wysłannika (hebr. лЫя&amp;л). A im bardziej stawał się anioł
wysłannikiem, tym odleglejsze zdawało się wybrażenie mocy
i duszy. „Moc i wola znikają, zostaje tylko postać, jakkolwiek
imponująca - pisze van der Leeuw. - Greccy Iris i Hermes są
tego rodzaju wysłannikami: z nich dwojga Hermes, podobnie
jakАм^еЫ болид w kulcie Sabazjosa (...), jak Ргуслоролую
zachowuje jeszcze luźny związek z duszą."^
Według Jerzego Nowosielskiego świat aniołów odchodził
powoli, lecz nieubłaganie; dzieła zniszczenia dokończyła
Reformacja. „Stało się tak dlatego, że zatracono absolutnie
sofiologiczny aspekt spraw Boskich i ludzkich, który do
czasów Reformacji jakoś jeszcze się w chrześcijaństwie
zachodnim tlił. Skoro wyeliminowany został aspekt sofiologi­
czny, to nie wiadomo też było, co począć ze światem bytów
subtelnych, aniołami. Już katolicyzm rzymski traktuje świat
aniołów w sposób abstrakcyjny, zaś protestantyzm po prostu
nie wie, jak sobie z nim poradzić. Protestantyzm jest przeraź­
liwie antropocentryczny. Jest Bóg i jest człowiek. Ważna jest
tylko relacja między Bogiem a człowiekiem, reszta jest
nieistotna. Protestantyzm w swojej teologii nie stworzył
żadnych możliwości pozwalających na zinterpretowanie ta­
kich zjawisk, jak ingerencja anioła w egzystencję empiryczną
człowieka."* Od X V wieku anioł w Biblii stał się symbolem
- ale symbolem, który jest, jak sądzi Nowosielski, tylko
„pustym słowem, liczmanem".
Podobnie myśli Gilbert Durand, według którego aniołowie
odeszli wraz ze średniowieczem i umiejętnością myślenia
symbolicznego (albo może na odwrót: wraz z aniołami umarło
średniowiecze i symbol); wówczas gdy symbol, który był
w istocie epifanią tajemnicy, konkretem duchowości, za­
stąpiony został przez alegorię - dzieło całkowicie i skończenie
ludzkie/
Nastąpił przeto ostatni etap degradacji anielskiej kondycji
- sytuacja, gdy nawet pośrednictwo pomiędzy Bogiem i czło­
wiekiem stało się czymś zbytecznym i anachronicznym. „Jest
Bóg i jest człowiek"; coraz odleglejszy Bóg i coraz bardziej
samowystarczalny człowiek przestali potrzebować anioła.
Czy można się dziwić, że poczuł się samotny i opuszczony?
Przecież niegdyś tyle dla człowieka poświęcił - swoją
pozycję, doskonałość, zbawienie. Przecież niegdyś, z miłości
do bożego stworzenia, upadł. Wątek upadłych aniołów,
z których pożądania córek ludzkich rodzi się wszelka nie­
prawość, podejmują zarówno kanoniczne nauki Starego i No­
wego Testamentu, jak i pisma apokryficzne. Cóż takiego kryje
się w upadłym aniele, że od wieków jest on ulubionym
bohaterem wszystkich tych opowieści?
Anioł zbuntowany ciekawszy jest od anioła lojalnego.
Anioł, którego naturę możemy rozważać - ciekawszy od

anioła, który jest istotą jednoznacznie i nieskazitelnie ducho­
wą. Anioł upadły - zwłaszcza taki, który związał się z ziemską
kobietą - musi budzić gorące dyskusje, dotyczące kwestii jego
cielesności. Apokryfy powiadają, że dawno temu, obdarzony
duszą i ciałem, dzielił anioł swą naturę z człowiekiem.
W mediacyjnej egzystencji łączył pierwiastki właściwe obu
kręgom, boskiemu i ludzkiemu. Jest w tej starej koncepcji coś
z właściwego myśli ludowej sensualizmu, ale jej okruchy
znajdujemy przecież również w XX-wiecznej poezji. Rilke
pytał na przykład:
„Czy aniołowie
przechwytują to tylko, co z nich jest, naprawdę, czy może
jakby z niedopatrzenia ma w tym niekiedy swój udział
cząstka naszego bytu? Czyli jesteśmy tylko
tyle wmieszani w ich rysy, ile niepokój w twarze
brzemiennych kobiet? (...)'""
Zanim dojdziemy jednak do wieku X X i jego popularnej
myśli religijnej, cofnijmy się w przeszłość. Coś z prawd
ukrytych w apokryfach musiało przenikać do nauki wysokiej,
skoro myśliciel tak poważny, jak św. Augustyn, który uważał
przecież, że niebiańskie duchy, jako zbudowane z czystego
powietrza (lub z powietrza i ognia) nie mogą wchodzić
w żadne cielesne związki, miał jednak wątpliwości. Właśnie
z tych wątpliwości zrodziło się Augustynowe pytanie - to
samo, które zadawał w naszym stuleciu Rilke: „Czy aniołowie
zachowując duchowy charakter swych ciał w dziełach bar­
dziej tajemnych, nie przyjmują jednak od niższych istot
pewnych elementów, które do siebie dostosowują, i które - jak
szatę - zmieniają i obracają w różne widzialne postaci, o tyle
prawdziwe, o ile prawdziwa woda została przez Pana przemie­
niona w wino?"" „Poruszona w V wieku przez świętego
kwestia stanie się osiem wieków później przedmiotem zażar­
tych sporów metafizycznych i teologicznych"^ - dodaje
Oleschko. Ludzie, wyznający wiarę w jakąś formę cielesnej
natury aniołów żyli zresztą w każdej epoce. I, sądząc z klątwy,
jaką rabbi Szymon ben Johai zagroził wszystkim wierzącym
w nieprawe anielskie związki z kobietami, musiało być tych
wierzących niemało.
Często na przykład przypisywano aniołom „materię etery­
czną", zbudowaną z cząstek mniej gęstych niż ludzkie ciało.
Już dwa wieki przed Augustynem o anielskiej cielesności
w sposób jednoznaczny mówił Tertulian, aczkolwiek przy­
znawał równocześnie, że ciało to jest dla ludzkiego oka
niewidzialne. Jan Kasjan uważał, że - choć aniołowie nie są
bytami wcielonymi - to przecież, podobnie jak ludzka dusza,
obdarzeni są pewną subtelną odmianą ciała. Podobnie sądził
Jan Duns Szkot, według którego zbudowani są oni z „materii
duchowej" - substancji, która dla ludzkiej percepcji jest co
prawda niematerialna i bezcielesna, niemniej jednak, w poró­
wnaniu z doskonałą duchowością Boga, posiada pewną
gęstość. Współczesny Kasjanowi św. Fulgencjusz, biskup
z Afryki Północnej, wierzył, że dobre anioły mają ciało
z ognia, a złe - z powietrza. Św. Tomasz sądził z kolei, że
aniołowie są czystymi duchami („samym intelektem"), które
jednak swobodnie przybierać mogą kształty cielesne - a nawet
jeść (tak, jak jadły z Abrahamem pod dębami Mamre).
Podobnie jadły, a nawet defekowały i uprawiały seks zmys­
łowe anioły Johna Miltona; choć także i on uważał, że ciało
aniołów jest na tyle subtelne, że oglądać je mogą jedynie oczy
jasnowidzów. Natomiast Emanuel Swedenborg zupełnie już
zdecydowanie wierzył w istnienie materialnej, anielskiej
natury. Według Swedenborga bowiem anioły to ludzie w naj­
doskonalszej postaci, a w centrum jego angelologicznej
doktryny znajduje się, jak to określał Czesław Miłosz, „aniel-

�ska seksualność". Aniołowie Swedenborga żyją w niebiosach
życiem ziemskim, doczesnym: są barwnie ubrani, żenią się
między sobą, mają domy i ogrody analogiczne do ziemskich,
tyle że piękniejsze i doskonalsze. Był wszak Swedenborg
spadkobiercą myśli średniowiecznej, która, wzorując się na
myśli platońskiej, wyznawała zasadę: „jak na górze, tak i na
dole"; zasadę, która - jak uważał Swedenborg - jest niepełna,
dopóki nie zostanie odwrócona. Zatem „jak na dole, tak i na
górze". Górny i dolny świat wzajemnie ze sobą korespondują.
Teraz jesteśmy już blisko współczesnej popularnej angelologicznej wrażliwości. Bo oto, po paru wiekach wygnania
z religijnej wyobraźni, zapomniany przez człowieka, opusz­
czony przez Boga i upadłych braci, anioł powrócił. Powrócił
w sztuce, filmie i literaturze pięknej. Powrócił w kulturze
wysokiej i niskiej (masowej, popularnej), co w tej ostatniej
objawiło się zwłaszcza poprzez rozkwit specyficznego angelologicznego piśmiennictwa, stanowiącego dzisiejszy swoi­
sty ekwiwalent dawnej ludowej literatury religijnej. Tak jak
i tam, znajdujemy tutaj relacje ze spotkań z aniołami (na wzór
opisów doznań mistycznych i obcowania ze zjawiskami
cudownymi) i дыдл teologiczne spekulacje.
„W takim stopniu, w jakim aniołowie wy wędrowali z życia
Kościoła, powracają oni, jak się zdaje, przez tylne drzwi pojętej
w najszerszym sensie, zainteresowanej religią opinii publicz­
nej"" - zauważył niemiecki teolog Karl Nientiedt. Tysiące
ludzi widziało lub stale widuje anioły i tysiące ludzi pragnie
0 tych spotkaniach opowiadać innym. Powstają „anielskie"
książki i pisma oraz liczne, zajmujące się nimi, instytucje.
W książce Лш'сМЙ drog; Joan Wester Anderson sumuje to tak:
,Дт więcej czytałam, tym bardziej nabierałam pewności, że
anioły nie są gatunkiem wymarłym, lecz nadal przynależą do
świata ludzi. Miasta, przedsiębiorstwa lotnicze i organizacje
charytatywne nadal noszą imiona aniołów. Członkowie ulicz­
nych patroli, zwanych Aniołami Stróżami, mają na koszulkach
emblematy przedstawiające oko, skrzydła i tarczę, co według
ich założyciela i szefa (...) symbolizuje: 'anielską ochronę
zaoferowaną każdemu, nawet tym, którzy nie chcą, byśmy ich
osłaniali'. W Ameryce istnieje Angel Collectors Club, narodo­
we zgromadzenie ludzi kochających anioły, z własną gazetką
1 corocznym zjazdem. W Tusco działa sklepik z rzeczami dla
dzieci o nazwie Anielskie Nici. W Cleveland mamy żłobek
Dnia Aniołów w Niebie. Dom mieszkającego w Toronto
Tollera Cranstona pełen jest obrazów aniołów, misternych
układanek i innej niebiańskiej sztuki; ten sześciokrotny kana­
dyjski mistrz w jeździe figurowej na lodzie lubi anioły,
ponieważ 'nie dotyczy ich siła grawitacji'."
Wystarczy, choć moglibyśmy cytować jeszcze bardzo
długo. Według autora książki W pojzw&amp;iwam'w oniofdw,"
Davida Connolly, wierzy w nie połowa mieszkańców Stanów
Zjednoczonych, w tym trzy czwarte populacji nastolatków.
Podobne dane podawał w 1993 roku magazyn „Time"."'
W obliczu takiej sytuacji, którą nazwać by można prawdziwą
anielską inwazją, powstała nawet w Ameryce, założona przez
autorkę wielu poświęconych aniołom książek, Eileen E .
Freeman, Sieć na Rzecz Obserwacji Aniołów, tropiąca ich
ślady, zbierająca świadectwa istnienia. Tak oto, po paru
wiekach, zemścił się człowiek na swym niebiańskim opieku­
nie: niegdyś, w średniowieczu, przytłoczony ciężarem po­
dwójnej hierarchii - ziemskiej i anielskiej, schwytany, jak
pisał Jacques le Goff, w „oczka anielskiej sieci" dzisiaj sam
w sieć chwyta anioły.
DRUGI UPADEK ANIOŁA
Jeszcze Wenders widzi swoje anioły w postaci berlińskich

bezrobotnych - niepotrzebnych, marginalnych. Bo jeszcze
u Wendersa ludzka samotność - samotność chłopca, który nie
bawi się z kolegami, i kobiety w metrze, samotność samobój­
cy i Marion, kiedy z przypiętymi do pleców anielskimi
skrzydłami siedzi za cyrkowym wozem, i nawet, kiedy jest
wśród ludzi - nie wynika z obojętności aniołów, lecz
z ludzkiego zapomnienia o nich, zagubienia świętości.
Wendersowskie anioły są równie samotne jak człowiek,
należą jednak równocześnie do ostatnich z gatunku zapom­
nianych. W jakiś przedziwny sposób współczesna popularna
kultura przywraca to, co - jak sądził Jerzy Nowosielski
- bezpowrotnie i ze szczętem wyrugował protestantyzm:
wiarę w ingerencję anioła w empiryczną egzystencję człowie­
ka. Anioł na powrót stał się jego codziennym towarzyszem.
Ten Nowy Anioł (jak go, za Rilkem, nazywa Walter Ben­
jamin) to dzisiaj anonimowy mieszkaniec wielkiego miasta,
bardziej powiernik ludzi niż wysłaniec bogów. Przybywa
z kręgu światła, daleki jest jednak od obrazu „straszliwych",
groźnych aniołów Rilkego, bliższy natomiast - pozostając
w kręgu jego poetyki - temu jednemu z Promieniejących,
który
„stanął u prostych wrót domu,
w na wpół podróżnym stroju i już nie budzący grozy:
młodzieniec wobec młodzieńca, co się przyglądał
ciekawie'"*
Bo ten Nowy Anioł, ludzki i współczujący, jest ciekawy
świata i człowieka. Wszak przeczuwa, jest wręcz pewien, że
„Byt ziemski jest wspaniały". Być może nawet zazdrości
swoim dawno upadłym braciom tej jednej, godnej poza­
zdroszczenia chwili, nim na zawsze zamknięci zostali w kręgu
ciemności. Może zresztą zazdrości im i tego. Sam również
chce upaść i swym upadkiem towarzyszyć upadkowi człowie­
ka; chce zejść jak najniżej, chce cały zanurzyć się w ziemskim,
fizycznym bycie.
Cóż takiego kryje się w upadłym aniele, że od wieków jest
on ulubionym bohaterem, apokryficznych zwłaszcza opowie­
ści?... Dzisiejsze popularne angelologiczne wybrażenia od­
twarzają w istocie tę samą starą, apokryficzną opowieść
0 buncie i upadku aniołów.
To znamienne i nieprzypadkowe, ze zarówno bohaterowie
książek Connolly'ego, Freeman, Wester Anderson, Bumham
1 innych, jak i sami autorzy spotykają anioły wyłącznie
w codziennych, najzwyklejszych miejscach. W samochodo­
wym warsztacie, gdy, niewidzialni, pomagają mechanikom
i w ciemnym parku, gdzie odstraszają od samotnej kobiety
gwałciciela. Przy chorym dziecku w szpitalu i przy mordercy
w więzieniu. W hotelu i w burdelu. Na autostradzie i w zaka­
zanej dzielnicy, gdzie w niebieskich uniformach, z bronią
w ręku pomagają policji w nalocie na siedzibę gangu
handlującego narkotykami. U Wendersa także nieprzypadkiem spragniony wcielenia Damiel zatrzymuje się przy
prostytutce, liczącej pieniądze w brudnym berlińskim zaułku.
Nie pierwszy to i nie ostatni raz właśnie w postaci prostytutki
odezwała się stara opowieść o aniołach, które upadły z miłości
do ziemskich kobiet; z których pożądania córek ludzkich rodzi
się wszelka nieprawość. W symbolicznej figurze prostytutki
upadek anioła znalazł swoje spełnienie. Esencja kobiecości
łączy się tu z esencją grzeszności - ale i z esencją ziemskiego
życia. Mówi o tym na przykład nim Kartta Shea Rubena
ZoM/cy ирддТусл длю&amp;Щ w którym psychopatyczny mor­
derca (a zarazem policjant) w imię owari religijnej idei (manii)
czystości w okrutny sposób zabija ulicznice; albo też ЛлЫ
w czerwiem' Williama Dupreya. Ladacznice są tu jasne,
czyste, szlachetne; rzeczywiście przypominają anioły. Nie

�przypadkiem tych dwoje - Rilke'owska para „Anioł i lalka"
- wzajemnie do siebie lgnie. A skoro znowu pojawił się
w naszych rozważaniach angelolog Rilke, dodajmy jeszcze
i to, że w V77 Ekg;i дшле/АЬ'е/ przy pomocy tego samego
wątku sławi on przed Aniołem cudowność ludzkiego świata:
„Byt ziemski jest wspaniały. Wiedziałyście o rym, dziew­
częta/wy nawet, na pozór w niedoli, w grzęzawisku
- w najgorszych/ulicach miasta, całe we wrzodach albo
wyrzucone/na śmietnik. Bo każdej z was była dana tylko/
jedna godzina, może nie cała, miarą czasu niewymierzalna,/między dwiema chwilami, gdy każda z was miała/
własne istnienie. Wszystko. (...)""
Bo dzisiejsze anioły, anioły kultury popularnej, także
towarzyszą człowiekowi w jego codzienności i święcie.
Niechętne miejscom eksponowanym, zarezerwowanym dla
kultury wysokiej, pojawiają się wśród zwykłych ludzi w sak­
ralnej przestrzeni kultury plebejskiej, masowej: na koncertach
i zawodach, w kawiarni i dyskotece. Na ulicy i w ogrodzie
zoologicznym. W miejscach grzesznych, w sposób szczegól­
ny naznaczonych życiem, zarazem czystych i nieczystych,
trochę świętych, a trochę przeklętych. Niegdyś lubiły hałaś­
liwe, miejskie place Rilkego, na których „wiruje i wre po
brzegi jarmark./(Huśtawki swobody! Nurkowie, kuglarze
zacietrzewienialñ wystrojonego szczęścia strzelnica z figurami),/gdzie tarcze blaszane dygocząc brzęczą"™, place „z
ogromną widownią"^, potem zaś spotykano je - na przykład
u Chagalla, Wendersa, czy w inspirowanej malarstwem
Toulouse-Lautreca powieści Angeli Carter^ - w cyrku. Bo
w cyrku właśnie odnalazł anioł, w postaci klowna i linoskocz­
ka, swoje ironiczne, ziemskie wcielenie. W wizerunku Marion
u Wendersa jej anielskość wyrażona została exp/'C'^- Strój jej
zdobny jest piórami, „lataj, przecież jesteś aniołem", wołają
towarzysze. Obdarzoną anielskimi skrzydłami akrobatkę Fevvers z Wieczorów cyrtowycm Carter nazywają w Paryżu
Angielskim Aniołem. A swoją książkę, poświęconą poetom-symbolistom (to oni przede wszystkim podtrzymywali sym­
boliczną tożsamość anioła i klowna), Wallace Fowlie nie bez
powodu nazwał właśnie Cfownj длд"Ал#ек. „Klown - pisze,
powołując się na Gastona Bachelarda, Alfred Simon - jest
aniołem pozbawionym skrzydeł, aniołem, któremu nie braku­
je niczego poza skrzydłami." %
CIELESNE SACRUM
„Pasjonująca może się okazać obserwacja wyobrażeń
niepoznawalnego Boga, stanowiącego centrum wszechświa­
ta, wypromieniowującego wibracje myśli, które zmieniają się
w światło, potem w ciepło, aż w końcu, będąc już daleko od
źródła, przechodzą w materię"^ - powiedział, w rozmowie
z Rexem Hauckiem, amerykański pisarz i malarz Malcolm
Godwin. Nie mylił się Umberto Eco sądząc, że współczesne
sacrum podlega procesowi bezwzględnej materializacji. Para­
frazując włoskiego semiotyka możemy więc powiedzieć, że
skoro to, co nadprzyrodzone, przybrać może jedynie kształt
fizyczny, podobny los spotka również anioły.* Dzisiejsza
angelologia mierzy się z kwestią form istnienia aniołów i z ich
cielesnością równie uporczywie, jak niegdysiejsza teologia
i filozofia; wierzenia dotyczące aniołów rzeczywiście zdra­
dzają wyraźne ślady dawnej apokryficznej wiary w ich
dwoistą, nie tylko duchową, ale i cielesną naturę. W jakimś
sensie jest to również relikt po właściwym myśli ludowej
sensualizmie.
„Potem ujrzałem anioła, zstępującego z nieba, który miał
klucz od Czeluści i wielki łańcuch w ręce. I pochwycił smoka,

Węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go
na tysiąc lat. I wtrącił go do Czeluści..." - tymi słowami
z Apokalipsy św. Jana mógłby kończyć się film Alana
Smithee Gmew an;o&amp;fw, w którym anioł przybywa na odsiecz
ludziom, bezbronnym wobec potęgi szatana. Ów filmowy
anioł jednoczy w swojej postaci wszelkie ikonograficzne
konwencje, z jakich korzysta wyobraźnia popularna, by
przywoływać dzisiaj zjawiska cudowne. Początkowo ukazuje
się nam na sposób symboliczny, jako spływająca z nieba
błyskawica, płomień, jaśniejące oślepiający blaskiem światło,
które łączy w sobie pochodzenie boskie (biblijne) z kosmicz­
nym (w wersji science fiction); wkrótce zaś potem wykształca
się z tego światła, wymodelowana zgodnie z tradycyjną
angelologiczną konwencją realistyczną, postać urodziwego
młodzieńca w złotej szacie, ze złotymi skrzydłami i złotymi
włosami: Archanioł Michał z obrazów Bartoloméo Bermejo
lub Bernardino Zenale. Nawiasem mówiąc, filmowy szatan
także przywodzi na myśl diabła z obrazu tego ostatniego.
Nietoperze skrzydła, jakimi obdarzona jest ta groteskowa,
szkaradna postać, przypominają ojej anielskiej proweniencji,
0 anielskiej przeszłości z czasów przed upadkiem.
Nawet jednak i te kulturowe, ikonograficzne przywołania
nie wyczerpują wszystkich symbolicznych, zmierzających ku
cielesności sensów postaci współczesnego posłańca. Jawi się
bowiem jeszcze jedna, ciekawa zbieżność, na którą zwrócił
uwagę Malcolm Godwin. „Zasługę zdumiewającego wzrostu
popularności aniołów w dzisiejszym świecie - twierdzi
Godwin - można po części przypisać amerykańskim superbohaterom. Superman, Człowiek-Pająk, Kapitan America
1 inni przedstawiciele tego gatunku zdecydowanie mają
w sobie coś anielskiego. Wszyscy oni niezłomnie trwają po
stronie dobra. Faktycznie są współczesnymi odpowiednikami
trzynastowiecznych aniołów z kościelnych fresków. Obrazy
te noszą zresztą pewne podobieństwo do komiksów. Nasi
superbohaterowie spełniają też ściśle anielskie funkcje: bronią
słabszych, stoją na straży prawa."**
Wszakże współczesny anioł nie zawsze przyjmuje postać
równie imponującą jak postać Supermana, dzisiejszego Ar­
chanioła. Ostatnio często pojawia się jako o wiele skromniej­
szy anioł stróż. W amerykańskiej pop-kulturze obserwuje się
wyraźny renesans tej postaci (której rodowód sięga średnio­
wiecza i która zawsze cieszyła się niezwykłą popularnością,
niezależnie od tego, że Kościół nigdy nie ogłosił nauki
o stróżach w formie oficjalnego dogmatu). W filmie Williama
Deara Rezerwowy длМ jfrdz' chłopiec prosi Boga o to, by
otoczył opieką i obdarzył zwycięstwem jego ulubioną, acz
niefortunną drużynę baseballową, występującą pod nazwą
Aniołowie. I Bóg wysłuchuje dziecięcej modlitwy i zsyła
zawodnikom ich anioły, widzialne tylko dla chłopca. Te
anioły to zwiewne eteryczne kobiece postacie w bieli, jakby
wyjęte z obrazów Fra Angelica, podczas gdy anioł stróż
chłopca - choć także obdarzony skrzydłami - przypomina na
wskroś ziemskiego mężczyznę w baseballowej czapeczce. Na
imię ma A l . Aniołowie stróże czuwają w trakcie meczu nie
tylko nad ciałem, ale - zgodnie z religijną tradycją - przede
wszystkim nad duszami sportowców. „Czuwamy, cały czas
czuwamy", powie do chłopca Al (przypomnijmy, że Czuwają­
cymi, Obserwującymi nazywała anioły literatura apokryficz­
na). Filmowe anioły obdarzają podopiecznych nadprzyrodzo­
ną zręcznością, ale też całkiem ludzką szlachetnością i wraż­
liwością. Anielski wpływ sprawi, że wkrótce nastąpi swoiste
przebóstwienie człowieka, że z niego samego wyzwolony
zostanie anioł.
Anioły mogą pojawiać się jako „czuła obecność", „niewi-

�dzialna interwencja", „czysta światłość", ale także jako
„mężczyzna w trzyczęściowym garniturze z teczką, lub
kierowca ciężarówki lub kobieta w stroju kelnerki albo pilot
samolotu. To nie ma znaczenia, jaki jest ich wygląd - zawsze
możemy wyczuć aurę pokoju wokół aniołów"" - pisała
K. Martin-Kuri. W przypadku Jean Hannan Ondracek z Oma­
ha angelofania przyjęła formę spotkania z ratownikiem, który
ocalił jej życie, gdy, wyczerpana, nie mogła dopłynąć do
brzegu/** W przypadku ojca Antoniego Zimmermana - było to
cudowne spotkanie z chińskim rikszarzem.^ Rodzinie Billa
udało się sfotografować „postać ubranego w biel anioła,
który stoi czuwając nad siedzącą przy ognisku rodziną".*
Widzialny zaś dla wszystkich poza samą Myrą jej anioł stróż
„w swym eleganckim, białym garniturze wydawał się wielki
jak dąb'V „Anioły widzę w różnych postaciach. Widuję
je, kiedy przybierają postać męską lub żeńską - wyznaje
Jane Howard. - Widzę je w postaci energii - jak fale,
efekt falowania różnych kolorów energii, gdy w ten sposób
chcą dać o sobie znać. Tak czy inaczej, rzeczywiście widzę je
tak wyraźnie jak ludzi (...) Dla mnie są oczywiste i praw­
dziwe jak istoty ludzkie. Było tyle wspaniałych zdarzeń, na
przykład kiedy robiłam przegląd samochodu i ujrzałam
mojego anioła stróża, który właśnie siedział tam w materialnej
postaci"..Л Jakie to bliskie ludowej teologii, dla której
żadnych wątpliwości nie zdawała się budzić cielesna natura
Jezusa, Marii czy też świętych, pojawiających się na polach
i wiejskich drogach. Cuda, jakich dokonywali ci ludowi
rozdawcy łask i pocieszyciele, dotyczyły - niczym cuda
dokonywane dziś przez anioły - materialnej, bliskiej wiernym
rzeczywistości.*
Także w filmie Лгтш'д Boga Gregory Widena aniołowie są
bytami wcielonymi, choć ich postaci nawiązują do różnych
poetyk. Dobry, jasnowłosy Szymon przypomina trochę anioły
Wendersa - mężczyzn w długich płaszczach, z kitką włosów
na karku. Czarno ubrany, elegancki, o cudzoziemskim wy­
glądzie Gabriel - biesa z ludowej tradycji. Jego adiutant zaś,
Uziel - przybysza z kosmosu w popularnych filmach science
fiction. Pod względem składu krwi powinien być on martwym
płodem, pod względem budowy kości - noworodkiem. Do
tego nie ma oczu i jest hermafrodytą. Czy można się dziwić, że
stanowi dla naukowców nieodgadniona zagadkę?
ANIOŁOWIE I KOSMICI
Współczesne wyobrażenia, dotyczące natury aniołów, do
poetyki science fiction odwołują się zadziwiająco często.
W ludzko-niebiańskiej istocie aniołów niebiańskość przyj­
muje nowy, zaskakujący kształt. Nie dogmaty teologów, lecz
ludowe wyobrażenia o kosmosie stanowią o wigorze religii,
uważa Czesław Miłosz. „Zstąpienie i wniebowstąpienie są
dwoma jej przestrzennymi biegunami, bez których zmienia
się w czystą duchowość, pozbawioną jakiegokolwiek uchwy­
tu za wyobrażalne (...)."^ Lecz, wbrew temu, co sądzi Miłosz,
nieprawdą jest, że choć wiemi składają ręce do modlitwy
i patrzą do góry, góry już nie ma, że nastąpił rozpad
hierarchicznej sakralnej przestrzeni. Stało się tylko to, że
sacrum pomieszało się z nauką i nagle objawiony kosmos
astrofizyków stał się jednym z niebiosami z religijnych
wyobrażeń. Bo choć tłumaczą dzisiejsi teologowie, że „Wnie­
bowstąpienie Chrystusa to nie lot w kosmos"", współczesne
popularne wyobrażenia tam właśnie umieszczają siedzibę
Boga i cherubinów. W swojej /Гл'^&amp;е amofów Sophy Bumham przytacza znamienną historię (zacytujemy ją niemal
w całości, gdyż ma wartość etnograficznego świadectwa)
o „sześciu rosyjskich kosmonautach (ateistach oczywiście),

którzy w przestrzeni pozaziemskiej dwukrotnie widzieli grupę
aniołów o skrzydłach wielkości jumbo jeta!
(...) Trzej kosmonauci: Władimir Sołowiew, Oleg Atkow
i Leonid Kizim przeprowadzali eksperyment medyczny, gdy
nagle zostali oślepieni przez wspaniałą, pomarańczową po­
światę. Kiedy ich oczy przywykły do tego światła, ujrzeli
'siedemogromnych postaci mających ludzkie kształty, ale ze
skrzydłami oraz z podobnymi mgiełce aureolami, niczym na
klasycznych obrazach przedstawiających anioły. Wyglądały,
jakby mierzyły setki stóp wzrostu, a rozpiętość ich skrzydeł
porównywalna była z parametrami pasażerskiego odrzutow­
ca'. Twarze, ozdobione uśmiechami cherubinów, miały
okrągłe i wszystkie były identyczne. Grupa aniołów towa­
rzyszyła kosmicznej kapsule przez prawie dziesięć minut,
a potem zniknęła. Jednak dwanaście dni później wszystkie
anioły wróciły i tym razem widziało je jeszcze trzech
uczonych.
-Byliśmy dosłownie oszołomieni - powiedziała Swietłana
Sawitskaja, kobieta-kosmonauta. - Wokół płonęło intensyw­
ne pomarańczowe światło, przez które widzieliśmy postaci
siedmiu aniołów uśmiechających się tak, jak gdyby miały
jakąś wspólną tajemnicę."*
Kosmonauci i aniołowie (nawiasem mówiąc opisana tu
historia jest tylko prostym odwróceniem słynnego oświad­
czenia Jurija Gagarina, że Boga w kosmosie nie widział...),
którzy pojawiają się tam, gdzie spodziewano się raczej
zobaczyć nieznane gwiazdy lub kosmitów... Malcolm Godwin
wytłumaczyłby owo niebiańskie spotkanie tak: „Ludzie de­
speracko poszukują jakiegoś znaku. Anioły zaś są posłańcami,
przynoszącymi nam, ludziom, przesłanie od Boga. Kosmici
też przekazują nam pouczenia, na przykład, że powinniśmy
żyć spokojniej, bo inaczej nasza planeta zginie, albo że
zaszwankuje nasz ekosystem, albo jeszcze coś gorszego. Tego
rodzaju ostrzeżenia. Jeżeli obecnie coraz częściej słyszy się
o spotkaniach z aniołami, może właśnie dowodzi to prób
zrównoważenia braku duchowości, braku magii w naszym
świecie.""
NIEBIOSA PENETROWANE PRZEZ NAUKĘ
Aniołowie i kosmici utożsamieni więc zostali w masowej
wyobraźni, a wraz z nimi utożsamione zostały tradycyjne
religijne niebiosa i niezmierzone przestrzenie kosmosu, który­
mi karmią się obrazy science fiction. Toteż nic dziwnego, że
- zastanawiając się nad tym, jak wygląda „naturalne środowis­
ko aniołów" - Eileen E. Freeman pisze: „Można to nazwać
niebem, równoległym wszechświatem lub w jakikolwiek inny
sposób".* Według Salwadora Dali to Bóg jest być może tą
substancją, której poszukuje fizyka atomowa, a podstawowymi
formami anielskiej energii są protony i neutrony; właśnie dzięki
tej anielskiej energii wniebowzięta została Matka Boska.
„Dlaczego anioły malowane są ze skrzydłami?" - pyta Rex
Hauck. „Według mnie - odpowiada Martin Kuri - anioły
pojawiają się jako istoty świetliste. Ale mogą one pojawiać się
w otoczce pola energetycznego, które my odbieramy jako
skrzydła."3* Śwątłość i energia; byty subtelne i byty fizyczne
- jak trudno je dzisiaj od siebie odróżnić. Niebiosa pop­
kultury stały się przestrzenią penetrowaną przez naukę,
a zamieszkujące je subtelne byty porównywane zostają do
różnych form nie zbadanego jeszcze kosmicznego życia.
Jedną z takich, nie poznanych jeszcze form, może być - jak
przypuszcza Freeman - właśnie anioł. „Istnieje jednak zys­
kująca ostatnio na popularności teoria, która utrzymuje, że
anioły żyją w tym samym fizycznym wszechświecie co my,
lecz ich ciała, niezależnie od tego, jak wyglądają, są dla nas

Д7

�niewidoczne. Taka teoria nie byłaby możliwa w zamierzch­
łych czasach. Jeszcze do niedawna w wielu zakątkach świata
wiarę w istnienie fizycznych ciał, które są niewidoczne,
uznano by za herezję.""" Aniołowie porównani zostają do
mikroskopijnych zarazków tyfusu i dżumy, do atomów
i budujących je jeszcze drobniejszych cząstek. „Teoria mó­
wiąca, że anioły są częścią naszego kosmosu, choć ich nie
widzimy, ponieważ ich ciała różnią się od naszych, wydaje mi
się najbardziej prawdopodobna. Dlaczego mielibyśmy być
najbardziej zaawansowanymi w rozwoju istotami? Dlaczego
nie mielibyśmy dzielić tego kawałka wszechświata z innymi
inteligentnymi istotami? Uznajemy, że istnieją formy życia,
których nie możemy zobaczyć. Dlaczego anioły nie miałyby
być inną formą życia w naturze - starszą, mądrzejszą
i bardziej kochającą?'"" - pyta Eileen E . Freeman.
Wypatrujemy dzisiaj aniołów z równą nadzieją, jak Mars­
jan czy UFO. Stare wierzenia w ciało z ognia bądź popiołu
zastąpione zostały wierzeniami w kosmiczny charakter mate­
rii anielskich postaci. Współcześni badacze aniołów widzą
często w swych teoriach kontynuację dawnych wizji i w nich
właśnie szukają potwierdzenia dla swoich angelologicznych
hipotez. Freeman mówi o tym wprost: „Skoro anioły są
istotami ze światła i sługami światła, przypuśćmy, że porusza­
ją się także z prędkością światła. Taka koncepcja pojawia się
już w czasach biblijnych. U Daniela (9:21) Gabriel przychodzi
do proroka spowity w szybkie światło w czasie wieczornej
ofiary. Taże u Daniela (14:33) prorok Habakkuk zostaje
przeniesiony z Judei do Babilonu z szybkością wiatru, zaś
psalm 104 odnotowuje: 'Twoje anioły pójdą przed Tobą jak
wiatr'.'""

Możliwe, że, podobni do zabawek typu ..transformer", są
aniołowie zbudowani z płynnej energii, „której nasze zmysły,
radary i inna aparatura nie są w stanie zidentyfikować".'" Lub
też mają normalne ciała, tyle że istniejące jedynie „w widmie
światła, którego nie odbieramy".* „Możliwe, że ciało anioła
widzialne jest w paśmie ultrafioletowym lub podczerwonym.
Może są one tak małe, że nie bylibyśmy ich w stanie dostrzec
za pomocą najczulszego mikroskopu. Albo tak ogromne, iż
wszyscy mieszkańcy Ziemi zmieściliby się na czubku ich
małego palca. Nie wiadomo. Mogą też po prostu zmieniać
zarys swej postaci w zależności od sytuacji.""^ „Możliwe też,
że anioły mają jakiś rodzaj ciała, lecz poruszają się za szybko,
abyśmy mogli je zobaczyć. Pamiętam scenę z filmu Ляг 7re&amp;,
w której załoga Enferprüe nie mogła porozumieć się z miesz­
kańcami pewnej planety, ponieważ poruszali się oni tak
szybko, że ludzkie oczy nie mogły za nimi nadążyć.""* „Być
może ciała aniołów są zupełnie przezroczyste. Istnieją na
ziemi stworzenia, które mają przezroczyste ciała lub tylko ich
części"/" Może wreszcie ich ciała są bardziej rozrzedzone od
naszych... Możliwości mnożą się niczym hipotezy astro­
nomów. Co stwarza nam - zgodnie z ludową wiarą w magicz­
ną moc nauki - możliwość ujęcia tego niebiańskiego kosmosu
(bądź też kosmicznych niebios) w scjentystyczne ramy
i zbadania, za pomocą odpowiedniej aparatury, tej duchowo-kosmicznej materii nawet w stanie największego jej roz­
rzedzenia, na poziomie bytów najsubtelniejszych.
A wówczas... kto wie? Może się jeszcze okazać, że „Droga
Mleczna jest kompozycją sztywnych, zamrożonych i ostatecz­
nie zawieszonych w doskonałej nieruchomości aniołów"...

PRZYPISY
' Cz. Miłosz, О олюЬсл, w: H. Oleschko, Aniofów dystremy Щ
Kalwaria Zebrzydowska 1996, s. 178
' P. L . Berger, Л Лытоиг of Ллд«Ь. Modem Socigfy and 1ле
JWiscovfry о/1л« ЛыргглдГига/, London 1971, s. 118
' Por. np. U. Eco, PodziMwu bogowie, przel. J. Ugniewska, w:
Лглио/ogia zycio codzif/wifgo. Warszawa 1996, s. 109, czy rozmowę
0 aniołach z o. J. A. Kłoczowskim, „Tygodnik Powszechny" nr 39/1996
* Por. H. Oleschko, op. cit., s. 109
' Ch. Fort, Kjiggo rzeczy wylWf (уел, И)?ппюи&amp;гше do io/gmmcy, przeł.
Z. Kubasiak, Łódź 1994, s. 161
^ G. van der Leeuw, FfnomfWogm Migu, Warszawa 1978, przeł.
j . Prokopiuk, s. 186
' Tamże.
* O pif Wg, łprowocfi оЛдксглусл i ргоЮШлгугтк. Kozmowo z Уеrzym /Vowoawbiüm, „Pielgrzym Polski" nr 516/517, 1982, s. 40
" Por. G . Durand, Wyobraźnia лутпеокеггщ Warszawa 1986, przeł.
C. Rowiński, s. 49
R. M. Rilke, Drugo, e/egio daww/abi, w:Роггуг, Wybrał, przełożył
1 posłowiem opatrzył M. Jastrun, Kraków 1987, s. 191
" Por. H. Oleschko. op. cit., s. 57
'2 Tamże.
^ Cyt. za: ks. 1. Bokwa, Spór о ол Wów, czyh fzonja crirzg/ci/orkfwo,
„Przegląd Powszechny" 11/891, 1995, s. 161
" J. Wester Anderson, ЛлкЬЬг drogi. Prawdziwe лиЮпг о доУсюсл
z Л1«6ю1, przeł. M. Trzebiatowski, Gdańsk 1994, s. 21
" Por. D. Connolly, W poMwbwowu ovüofdw, przeł. M. Hądzlik-Margańska, Bydgoszcz 1994, s. 128
" Por. ks. I. Bokwa, op. cit., s. 161
" Por. J. le Goff, ЛГы/lwro ir«ohiowi«cz7i«/ Europy, przeł. H. Szumańska-Grossowa, Warszawa 1994, s. 173
" R. M. Rilke, Drwgo..., w: op. cit., s. 191
" R. M. Rilke, Siódma «kgia dwinf/cbi, w: op. cit., s. 221
™ R. M. Rilke. Dzie.fiqfa «kgio duwf/abz, w: op. cit., s. 237
^ Por. tamże, Pio/o efegio duwr/ato, s. 213
" Por. A. Carter, Wieczory cyrkowe, przeł. Z. Uhrynowska-Hanasz,
Warszawa 1993
* A. Simon, Ło риыим d « c W r u . Lyon 1988, s. 271

" Por. R. Hauck, Aniofy - fq/«nvHczy po.fWcy, przeł. A. Dunajska,
T. Michalski, Warszawa 1995, s. 144
^ Por. U. Eco, Podróż do лфггггоко^о. przeł. J. Ugniewska, w: op.
cit., s. 71
* Por. R. Hauck, op. cit., s. 145
" Tamże, s. 160
™ Por. J. Wester Anderson, op. cit., s. 49
» Tamże, s. 58
™ Tamże, s. 73
" Tamże, s. 62
" D. Connolly, op. cit., s. 150
" Pisał o tym np. S. Czarnowski, f zdfwro r*/igi/no wig/dbfgo /udu
po/ab«go, w: Wytorpwn joc/o/ogiczMycri, Warszawa 1982, s. 383. Rację
ma Czesław Miłosz (МеМ/кусгло pauzo, Kraków 1989, s. 61), gdy pisze,
ze „Przewrót w pojęciach o kosmosie, zaczynający się od Kopernika,
sprawił, że utrzymać zmysłowość bóstwa było coraz trudniej", nie jest
jednak prawdą, że owa zmysłowość została bezpowrotnie utracona
- szczególnie w wyobraźni ludowej.
" Cz. Miłosz. МгИ/кусгпд..., op. cit., s. 61
" Por. H. Küng, Życie wieczne/, przeł. T. Zatorski, Kraków 1993.
s. 187. Notabene Küng wpisuje się w istocie w nurt tak myślących, biorąc
takie sugestie poważnie i wyszukując w Piśmie Świętym argumenty
przeciwko nim.
* S. Burnham, X « { g o oniofów. ^ozwożdruo о олЫосл wczoro/' i dz/f
oroz оШелгусгле opowie¿ci o fym, w / а й ł p o ł d t wplywo/ą ло noizf życie,
przeł. D. Chojnacka i M P . Jabłoński, Warszawa 1996, s. 27
" R. Hauck, op. cit., s. 159
" E . E . Freeman, Wybroni przez oniofy, przel. M. Zająkała, Bydgoszcz
1994, $. 50
* R. Hauck, op. cit, s. 159
*" E . E . Freeman, op. cit., s. 51
" Tamże.
« Tamże, s. 52
" Tamże.
" Tamże, s. 53
^ R. Hauck, op. cit., s. 131
^ E E . Freeman, op. cit., s. 52
" Tamże, s. 54

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9586" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9564">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/94dcdd1b42557e2df4ce086c482fe60b.pdf</src>
        <authentication>95b4bfb85729eff289f4d647b139a44c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114119">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3674</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114120">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114121">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3451</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114122">
                <text>Czy historia się powtarza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114123">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.37-43</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114124">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114125">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114126">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114127">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114128">
                <text>Czy historia się powtarza?
Dariusz Czaja

- Nie, nie powtarza się, Jakże mogłoby powtórzyć się w tej
samej formie, w tym samym zewnętrznym bądź znaczenio­
wym kształcie jakiekolwiek zdarzenie z przeszłości - zdarze­
nie, które z natury rzeczy jest jedyne, wyjątkowe, niepo­
wtarzalne. Jak można, nie popełniając gwałtu na zdrowym
rozsądku, poważnie utrzymywać, że coś, co raz w historii
zaistniało, co nosi niezmywalny stempel swojego czasu
mogłoby jeszcze raz do życia powrócić. Jak można, nic
narażając się na śmieszność, uważać, żc na linii czasu istnieją
punkty tak osobliwe, że to w nich właśnie jego bieg zostanie
nagle powstrzymany i doświadczymy na sobie nieoczekiwa­
nej powtórki z przeszłości. Owszem, bywa, że pewne wyda­
rzenia dziejowe, zwłaszcza krwawe jatki, zdają się na pierw­
szy rzut oka podobne, ale jest to podobieństwo złudne, bowiem
jak trafnie zauważył Josif Brodski, analogie nie unieważniają
faktu nadrzędnego: w każdym przypadku to kto inny zostaje
zamordowany.' Od momentu gdy pierwsze ziarenko piasku
znalazło się na dnie klepsydry bogini Klio, odtąd strzałka
czasu ruszyła do przodu wprowadzając w naszą świadomość
przeświadczenie nieuchronności przemijania i jednorazowości dziejowych zdarzeń. Wspierani tedy autorytetem zdrowe­
go rozsądku jak i heraklitejskiego aforyzmu, iż „słońce nowe
każdego dnia", utrzymywać możemy z sensem, że historia
w żaden sposób nie powtarza się.
- Tak, powtarza się. Czas, jak lubimy mówić, a raczej jak
mówią za nas zleksykalizowane metafory: „biegnie", „pły­
nie", „ucieka", i - jak zazwyczaj dodajemy - jest to proces
„nieubłagany". Wciąż jednak znajdują się myśliciele, którzy
na przekór potocznemu mniemaniu dowodzą, że historia
mimo swej znikliwej natury powtarza się, że pod zmiennymi
historycznymi przebraniami odnaleźć można niezmienny pa­
radygmat. Może nic we wszystkich dziedzinach życia (po­
chodnia czy łuczywo to nie to samo, co żarówka), jednak da się
odnaleźć pewne stale regularności w rozwoju cywilizacji czy
historii politycznej, wskazać na zaskakujące powtórzenia
w historii myśli czy historii zachowań. Różnice między
epokami historycznymi, r/co/ jasna, istnieją i zaprzeczyć im
nie sposób, tyle że należą one do sfery powierzchniowych
akcydensów, pod którymi ukrywają się rozmaicie definiowane
niezmienniki. Być może nie jest tak, by historia, na podobień­
stwo kserokopiarki, dokładnie i całkowicie wiernie powielała
formy minione ( na co, w odniesieniu do zdarzeń politycznych,
zwrócił uwagę, skądinąd dość dwuznacznie, Karol Marks
podkreślając najpierw tragiczną, później forsowną stronę tego
rodzaju powtórek ), ale nic nie stoi na przeszkodzie, by
dostrzec we wciąż zmieniającej się materii historycznej
wariantowe realizacje ponadhistorycznego wzoru. Trzeba
jedynie wyjść poza oczywistości zdrowego rozsądku, który
komentując się tym, co zmienne zapoznaje możliwość histo­
rycznego powtórzenia i szerzej: perspektywę trwania. Wspie­
rani tedy autorytetem filozofów (od pitagorejczyków i Platona
po Nietzschego) jak i , niespodziewanie, refrenem Eklezjasty ,
2

3

iż „nic nowego pod słońcem", utrzymywać możemy, nie bez
pewnych racji, że historia jednak się powtarza.
Te konkurujące ze sobą historiozoficzne koncepcje „dwóch
słońc" opisywane bywały najczęściej przy pomocy form
geometrycznych: metafory linii i koła, dając w efekcie
różnorodne postacie, odpowiednio, linearnej i cyklicznej
interpretacji dziejów. Prowokacyjna teza Borgcsa (nota bene:
autora Doktryny czasu cyklicznego), że historia świata to być
może ledwie parę elementarnych metafor i wariacji na ich
temat, znajduje w tym kontekście swoje potwierdzenie.
Dostarczaniem argumentów na rzecz prawomocności oby­
dwu stanowisk zajmowali się jak dotąd głównie filozofowie,
teologowie i filozofowie historii. Spróbujmy się zastanowić
czy również etnolog, korzystając ze specyfiki swojej dyscyp­
liny i właściwego jej instrumentarium pojęciowego, nic
mógłhy dorzucić swojego komentarza do toczącej się od
wieków debaty.
1.
Zanim podejmiemy tytułową kwestię, zapytajmy na razie:
co się powtarza, o ile się powtarza, co powtórzyć się może. Na
początek dwie krótkie opowieści, dwie zajmujące historie
opowiedziane przez autorów, w twórczości których zaryso­
wany dylemat wraca w różnych konfiguracjach fabularnych
i modulacjach znaczeniowych.
Niepokojące opowiadanie Jose Luisa Borgesa Temat zdraj­
cy i bohatera (ledwie cztery strony druku), rozpoczyna motto
z Yeatsa, które „ustawia" niejako od razu sprawę, wskazuje
bowiem na zaplecze filozoficzne historii opowiadanej w tekś­
cie.
„I tak Platoński Rok
Powraca w stary krąg
Wirując w nowym - słusznym czy też nic;
Ludzie są tancerzami i stosują krok
Do dźwięku, jaki daje barbarzyński gong."'

1

Pitagorejsko-stoicka koncepcja Wielkiego Roku przejęta
i zreformowana w kilku punktach przez Platona przedstawia,
w uproszczeniu, dzieje jako cykl kosmiczny zakończony
każdorazowo katastrofą. Na kole czasu koniec tożsamy jest
z początkiem, toteż moment destrukcji jest tu zarazem
momentem odrodzenia i powtórzenia się cyklu. Borgcs
przypomina tę koncepcję nie bez powodu. Owładnięty obse­
sją „wiecznego powrotu" aplikuje ją w swoim opowiadaniu
po swojemu, już bez. astralno-kosmologicznych konotacji.
Opowiadanie jest rodzajem testu na istnienie czasu kolistego,
ściślej: jest hipotezą sprawdzającą taką możliwość. Jego
konstrukcja jest niezwykle przemyślna. Narrator wyobraża
sobie tytułowy temat, o którym być może kiedyś napisze. Na
razie ma tylko jego niejasny zamysł, pewne miejsca tej historii
pozostają niedopowiedziane. Akcja ma przebiegać „w jakimś
uciśnionym, lecz nieposkromionym kraju: w Polsce, Irlandii,
5

37

�Republice Weneckiej, w którymś z państw bałkańskich czy
Ameryki Południowej..." Taki jest niezdecydowany począ­
tek, ale już po chwili pojawia się konkret: „Powiedzmy (dla
wygody narracji), Irlandia. Powiedzmy, rok 1824". Powiedz­
my, że te lokalizacje mają jakiekolwiek dla Borgesa (i dla nas)
znaczenie; powiedzmy, że dostrzegamy w tym coś więcej niż
tylko chwyt narracyjny. Chodzi przecież nie o wierność
(domniemanym) faktom, a o przetestowanie pewnej hipotezy.
Narratorem tej opowieści w opowieści jest Ryan. Jest on
prawnukiem zamordowanego skrytobójczo irlandzkiego bo­
hatera, przywódcy spiskowców, Fergusa Kilpatricka. Sporzą­
dzając biografię krewnego, dostrzega w okolicznościach jego
śmierci (zginął on niespodziewanie w przeddzień przygoto­
wywanego przez siebie powstania narodowego) cały szereg
zagadkowych faktów. Intrygujące, że przypominają one, aż
nadto wymownie, pewne znaczące wydarzenia z przeszłości.
„Wiadomo na przykład, że konstable, którzy oglądali zwłoki
bohatera, znaleźli przy nim zapieczętowany list, ostrzegający
Kilkpatricka przed niebezpieczeństwem, jakie miało mu
grozić owego wieczoru w teatrze; również Juliusz Cezar,
kiedy udawał się do miejsca, gdzie oczekiwały go sztylety
przyjaciół, otrzymał list, którego nie zdołał przeczytać,
a w którym odkrywano przed nim zdradę oraz imiona
zdrajców. Żona Cezara, Calpumia, ujrzała we śnie, jak
burzono wieżę, którą Senat przyznał jej mężowi; fałszywe
i anonimowe głosy w przeddzień śmierci Kilkpatricka zapo­
wiedziały całemu krajowi pożar okrągłej wieży w Kilgarvan,
co mogło wydawać się przepowiednią, jako że urodził się on
w Kilgarvan".
6

7

8

Ryan ma naturę detektywa, jest bardzo bystry i dociekliwy,
tryska niezwyczajną erudycją a jego myśli o cyklicznych
nawrotach historii z bliżej nieznanych przyczyn przypominają
poglądy pewnego argentyńskiego pisarza: „Te paralelizmy
(oraz inne) pomiędzy historią Cezara i jednego z irlandzkich
spiskowców doprowadzają Ryana do przyjęcia jakiejś tajem­
niczej formy czasu, jakiegoś rysunku, którego linie powtarzają
się. Myśli o historii dziesięcioepokowej, jaką stworzył Condorect; o morfologiach, jakie proponowali Hegel, Spengler
i Vico; o ludziach u Hezjoda, którzy degenerują się od złota do
żelaza. Myśli o wędrówce dusz, doktrynie, która napełnia
przerażeniem literaturę celtycką, a którą sam Cezar przypisy­
wał druidom z Brytanii; myśli, że Fergus Kilpatrick, zanim
został Fergusem Kilpatrickiem, był Juliuszem Cezarem.
Z tych kolistych labiryntów wybawia go interesujące od­
krycie, które następnie wtrąca go w inne labirynty, jeszcze
bardziej różnorodne i powikłane: pewne słowa, które jakiś
żebrak zamienił z Fergusem Kilpatrickiem w dniu śmierci tego
ostatniego, zostały zapowiedziane przez Szekspira w tragedii
Makbet. Że historia naśladuje historię, było już dostatecznie
zdumiewające; żeby historia naśladowała literaturę, było
niepojęte...".'' Ale to nie koniec kryminalnej opowieści,
poszukiwania Ryana doprowadzają wreszcie do rozwiązania
ponurej zagadki: Kilpatrick nie był bohaterem, ale zdrajcą
wykrytym na szczęście zawczasu przez sprzysiężonych. Wy­
rok śmierci został wydany, pozostawał tylko kłopot jak
zręcznie, nie narażając losów powstania, pozbyć się „bohate­
ra". James Nolan, najstarszy przyjaciel Kilpatricka i , co nie
bez znaczenia, tłumacz dramatów Szekspira na gaelicki,
wywiązał się ze swego zadania znakomicie. Ponieważ na
obmyślenie szczegółów działającej na wyobraźnię mas eg­

38

zekucji pozostawało niewiele czasu, Nolan skorzystał ze
sprawdzonych wzorów: dramaturgii Szekspira. Powtórzył
więc pewne sceny z Makbeta i Juliusza Cezara. Kilpatrick
przyjechał do Dublina i płomiennymi mowami zagrzewał
naród do czynu. „Tak rozwijał się w czasie obszerny dramat,
aż w końcu, 6 sierpnia 1824 r., w loży o ponurych zasłonach,
która zapowiadała już lożę Lincolna, upragniona kula przebiła
pierś zdrajcy i bohatera, który zaledwie zdążył wypowiedzieć,
między dwoma krwotokami, kilka przewidzianych słów"."
Historia, w opowiadaniu Borgesa, pojmowana jest jako
zbiór znaczących precedensów. Coś ważnego przydarza się
w historii jakby wyłącznie po to, by antycypować przyszłe
wydarzenia. Wszystko, co ma się dopiero wydarzyć już się,
w pewnym sensie, wydarzyło. Historia kopiuje samą siebie.
W śmierci Juliusza Cezara tkwi już w utajeniu śmierć
Kilpatricka, w śmierci Kilpatricka dostrzec można niejasne
kontury śmierci Lincolna. Borges czyta historię w sposób
przypominający patrystyczną lekturę Biblii: tak jak typo­
logiczna lektura Ojców Kościoła ujawniała antycypujący sens
wydarzeń starotestamentowych wobec tego, co zawiera No­
wy Testament, tak dla niego przeszłość wyposażona jest
w znaki, które prefigurują kształt przyszłości. „Nic dwa razy
się nie zdarza". Czy na pewno?
1

Ponieważ opowiadanie Borgesa ktoś mógłby uznać jedynie
za efektowną zabawę literacką, za finezyjnie wykonaną
intelektualną prowokację, sięgnijmy po jeszcze jedną, „powa­
żną" tym razem opowieść. Niepokojące opowiadanie Gus­
tawa Herlinga-Grudzińskiego Pierścień (ledwie sześć i pół
strony) nie rozpoczyna żadne motto, brak więc, inaczej niż
u Borgesa, bezpośrednich wskazówek mogących świadczyć
o tym, iż autorowi bliska jest, w jakiejkolwiek wersji, myśl
o powtórzeniu jako właściwości historii. Szukajmy gdzie
indziej. W opowiadaniu Pieta deli' hola znajdujemy zna­
mienny zapis: „Zawodne są analogie ludzkich losów. A prze­
cież nie podobna oprzeć się wrażeniu, że Sebastiano wszedł
zrządzeniem nieznanej siły w koleinę przed wieloma setkami
lat wyżłobioną dziejami nieszczęsnego twórcy Certosy (...)
Czy życie powtarza jak pozbawiona pomysłowości hafciarka
zbliżone do siebie ciągle wzory, jest rzeczą rozslrząsaną od
niepamiętnych czasów przez filozofów i po dziś dzień nie
rozstrzygniętą. Czy niezbadane wyroki Boskie pisane są przez
kalkę w tysiącach egzemplarzy i zmieniane tylko w drobnych
wariantach, czy przeciwnie - każdy z nas odbija się w ogrom­
nym Oku Opatrzności i z nieomylnej Ręki Sędziego otrzymu­
je inny i na własną wyłącznie miarę skrojony los, jest sprawą
zaprzątających wiernych i teologów". Same wątpliwości,
żadnych odpowiedzi, Herling sygnalizuje problem, ale nic
opowiada się jednoznacznie za żadną z ewentualności.
11

W Pierścieniu spotykamy, nieco podobnie do tekstu
Borgesa, konstrukcję opowieści w opowieści. Narrator, jak
w kilku innych opowiadaniach Herlinga niedwuznacznie
stylizowany na samego autora, zasłyszał w wyzwolonym już
przez aliantów Neapolu historię z pierścieniem, która miała
wydarzyć się w mieście niedługo przed wyzwoleniem. Jej
autentyczność była dość wątpliwa. Po czterdziestu lalach, tej
samej opowieści, z niewielkimi zmianami, wysłuchał z ust
znajomego neapolitańskiego introligatora. Potwierdzało to jej
żywotność, w niczym jednak nie przydawało jej prawdziwo­
ści. Za jej fikcyjnością przemawiać miały by też wyjątkowe
zbieżności z nowelą Bocaccia Andreuccio z Perugii. Narrator

�nie odmawia sobie przyjemności jej streszczenia. Jest lo prosta
historia z morałem. Handlarz końmi, Andreuccio, okradziony
jeszcze przed spodziewaną transakcją, próbuje powetować
sobie straty kradnąc wraz z parą złodziei drogocenny pierścień
z sarkofagu ncapolitańskiego arcybiskupa. „Odsunąwszy cięż­
ką pokrywą, bojaźliwi złodzieje zmuszają Andreuccia by to on
wlazł do sarkofagu. Pomny na własną niedolę obrabowanego
z tak dużej sumy pieniędzy, Andreuccio postanawia najpierw
0 sobie pomyśleć. Ściąga z trupiego palca drogocenny
pierścień i na swój palec go nakłada; po czym, z sarkofagu nie
wychodząc, oznajmia wspólnikom że pierścienia nie znalazł
1 podaje im tylko pastorał, infułę i szaty biskupa". Dzięki
sprytowi oszukuje wspólników i wraca do domu z pierś­
cieniem, którego wartość jest o wiele większa niż stracona
suma.
Pokrewieństwo noweli z opowieścią zasłyszaną przez nar­
ratora jest uderzające. Zmieniły się, oczywiście, okoliczności
zewnętrzne i drugorzędne detale, ale jej fabularna osnowa
pozostała bez zmian. W sierpniu roku 1943, podczas nalotu
aliantów jedna z bomb spadła na dziedziniec kościoła San
Egidio, w którego krypcie pochowano na początku ubiegłego
stulecia arcybiskupa Neapolu. W nocy, poprzez wyrwę na
dziedzińcu kościoła, do podziemi dostał się wieloletni opiekun
świątyni, kościelny Malleo. Posłuchajmy „rekonstrukcji" wy­
darzeń: „Jak zaczadzony zabrał się do podnoszenia pokrywy
sarkofagu. Miał zamiar odsunąć ją jedynie u wezgłowia, ale
zbyt gwałtownie widać pchnięta ześliznęła się i krawędzią
ugodziła go w nogę. Poczuł straszny ból. Starał się nie zwracać
nań uwagi, rozgorączkowany podważył żelaznym klinem
wieko trumny. Niewiele pozostało ze zwłok arcybiskupa:
czaszka, kawałki szkieletu pomieszane ze zgniłymi, zetlałymi
strzępami szmat, poczerniały pastorał. Pozostało na szczęście
nietknięte przez, czas to, czego szukał: pierścień na kostce
palca prawej dłoni. Ogromny, splatana złota obrączka z bry­
lantowym, połyskującym krzyżykiem na ciemnej, grubej,
owalnej płytce. (...) Wystarczyło mu jeszcze sił, żeby z pierś­
cieniem na palcu wyczołgać się z krypty, chociaż krew ciekła
obficie z jego zranionej nogi."
12

1:5

Następnego dnia znaleziono nieprzytomnego kościelnego
z pierścieniem na palcu. Dziwnym jednak trafem pierścień
znikł, choć wielu było takich, którzy go widzieli. „Liczniejsi
wciąż się stawali ci, 'co widzieli tych, którzy widzieli'.
I piękniejszy wciąż, drogocenni ej szy stawał się sam Pierścień,
jakkolwiek wieści o nim towarzyszyła również niekiedy
pogłoska, że byl cudowną imitacją, którą ozdobiono palec
arcybiskupa zaraz po jego śmierci, oryginał złożywszy w skar­
bcu katedralnym. Komu jednak chciałoby się w to wierzyć?"
14

Wydarzenia (realne czy też „tylko" wyobrażone), które
miały miejsce owej sierpniowej nocy roku 1943 w Neapolu,
przeglądają się, przy wszystkich różnicach, jak w lustrze
w noweli Bocaccia. Narrator niczego nie sugeruje wprost, nie
eksponuje genetycznej zależności obydwu historii, choć bie­
rze pod uwagę możliwość, że historia Andrcuccia mogła stać
się punktem wyjścia wojennej fantazji. Zbieżności są jednak
zastanawiające. Idąc tropem Borgesowskich antecedensowych historii, uzupełnijmy opowiadanie Herlinga, jeszcze
jedną opowieścią z platońskiego Państwa, jakby skądś znajo­
mą. Jej bohaterem jest niejaki Gyges. „On był pasterzem
i służył u ówczesnego króla Lidii. Kiedy spadł wielki deszcz
i przyszło trzęsienie ziemi, pękła ziemia w pewnym miejscu

i utworzyła się rozpadlina w tej okolicy, gdzie on pasał owce.
On to zobaczył, zdziwi! się, zszedł w jej głąb i ujrzał dziwne
rzeczy, o których bajki opowiadają, a między innymi i konia
z brązu, pustego wewnątrz, który miał drzwiczki. Gyges
nachylił się przez nic do środka i zobaczył wewnątrz trupa,
który się wydawał nadludzkiego wzrostu. Nic miał na sobie
nic, tylko złoty pierścień na ręku. On ściągnął mu ten
pierścień i wylazł stamtąd na górę".
Pierścień Andrcuccia miał wymierną w pieniądzach war­
tość, pierścień Mattea, zdaje się, że był tym bardziej im
bardziej go nie było, pierścień Gygcsa miał magiczną moc:
czynił właściciela niewidzialnym. Trzy różne pierścienic, trzy
odmienne, ale jakoś podobne opowieści. W opowiadaniu
Herlinga, opowieść z czasów wojny, nieważne czy dotyczyła
prawdziwych lub zmyślonych wydarzeń, naśladuje (bezwied­
nie?) opowieść z przeszłości, która, dodajmy, naśladuje
(bezwiednie?) opowieść z jeszcze odleglejszej przeszłości.
„Że historia naśladuje historię, było już dostatecznie zdumie­
wające; żeby naśladowała literaturę, było niepojęte..." Brak
u Borgesa jeszcze jednego członu tej nieskomplikowanej
permutacji. Trzecia możliwość jest oczywista: literatura,
która naśladuje literaturę. Opowieść, która naśladuje opo­
wieść. Historia, która naśladuje historię,
15

2.
„Opowiem ci swoją historię...", „Oto historia mojego
życia...", „To historia nie do uwierzenia..." Słowo „historia",
tak w znaczeniu użytym na końcu poprzedniego akapitu, jak
i w znaczeniu jakie nadaje mu język potoczny, jest synoni­
mem opowieści, opowiadania, narracji. W tej semantyce
zawiera się ciekawa, choć przecież nie nowa, intuicja: życie
jest opowieścią. Może to być szekspirowska „a tale toki by an
idiot, fuli of sound and fury", albo jej hollywoodzkie
przeciwieństwo: story z happy endem jako obowiązkową
figurą finałową. W obydwu przypadkach, w ciemnej czy
wjasncj tonacji, życie przypomina opowieść. Przypomina, ale
jednak nie jest opowieścią. Tej ekwiwalencji nie można
pojmować naiwnie i nazbyt dosłownie. Ponownym przemyś­
leniem podobieństw i różnic łączących obydwie kategorie
zajmuje się w odkrywczym studium Paul Ricocur."' Punktem
wyjścia, wymagającym znaczących korektur, jest dla niego
uwaga jednego z komentatorów, która ustanawia radykalny
rozziew między opowieścią i życiem: „historie są opowiada­
ne, a nie przeżywane, życie zaś jest przeżywane, a nic
opowiadane". Z niezwykle gęstego tekstu, w którym,
posiłkując się koncepcją mimesis Arystotelesa, uwagami św.
Augustyna o doświadczaniu czasu, strukturalistycznymi ana­
lizami opowiadania, rozważa Ricoeur drobiazgowo i wnik­
liwie problemy takie jak: proces zawiązywania fabuły, właś­
ciwe jej schematyzacje, relacje do czasu, rola czytelnika
w konstruowaniu fabuły, wynotujmy to, co dla nas najistot­
niejsze, a więc przede wszystkim pokrewieństwa i związki
łączące wspomniane kategorie, które pozostają jakoby w sta­
nie nieuleczalnego konfliktu.
17

W jaki więc sposób dojść może, już na poziomie wyższym
niż potoczne rozumienie, do pojednania życia i opowieści?
Opowieść prowadzi nas z powrotem do życia z tej choćby
racji, że proces jej komponowania nic jest dopełniony
w tekście, ale dopełnia się dopiero po stronic czytelnika. Sens

39

�opowieści pojawia się na przecięciu świata tekstu i świata
czytelnika. Tekst nigdy nie jest zamkniętym Universum.
W trakcie lektury horyzont znaczeń \istanawiany i oferowany
przez tekst nieustannie splata się z horyzontem doświadczenia
czytelnika.
„Czytanie jest samo w sobie pewnym sposobem życia
w świecie fikcji otwartym przez dzieło. Wolno nam zatem
powiedzieć, że historie są powtórnie opowiadane, ale też
przeżywane
na m o d ł ę ż y w e j
wyobraź­
ni.'" Wbrew strukturalistycznej dogmatyce, tekst nie jest
wyłącznie szklaną kulą znaków, bez referencji do tego, co
znajduje się poza nim. Zycie i opowieść łączą jednak jakieś
nici porozumienia.
Jeśli samo pojęcie życia poddać redefinicji, to i w tym
przypadku dostrzec można ograniczoność stwierdzenia, że
„życie jest przeżywane", tylko przeżywane. Życie, oprócz
tego, że przeżywane, jest też opowiadane. Dokąd nie zostanie
opowiedziane, dotąd pozostaje jedynie faktem z dziedziny
biologii. Życie najwyraźniej chce być opowiedziane, domaga
się interpretacji, dopiero wówczas zdarzenia, uporządkowane
w pewien schemat, w pewną strukturę stają się zrozumiale, ich
sens zaczyna się objawiać. Podobnie ujmował to Mircea
Eliade, dostrzegając specyfikę ludzkiego bytowania w tworze­
niu i słuchaniu opowieści: „Myślę, że zainteresowanie narra­
cją, opowieścią, jest elementem naszej ludzkiej kondycji,
naszego bycia w świecie. Chcemy wiedzieć, co się działo, co
robili ludzie i do czego są zdolni: ryzyko, przygody, wszel­
kiego rodzaju próby. Nasze istnienie nie jest istnieniem
nieruchomych kamieni, kwiatów czy owadów, których życie
toczy się ściśle wyznaczonym torem. Nasze istnienie jest
przygodą. Człowiek nigdy nie przestanie słuchać opowie­
ści". '''

chodzi do ujawnienia głębszego ich sensu. Tym samym
opowieść staje się instrumentem samorozumienia. Zycie na
nowo opowiedziane konstytuuje naszą tożsamość jako toż­
samość narracyjną.
3.

Związek życia i opowieści objawia się leż i z tej racji, że
działania ludzkie mogą znajdować się w polu symbolicznych
odniesień. Ta właśnie cecha decyduje o tym, które z działań
poddaje się twórczemu przekształceniu. „Jeśli rzeczywiście
działanie może zostać opowiedziane, to dlatego, że od razu
bywa wyrażone w znakach, regułach i normach. Jest zatem
zawsze zapośredniczone przez symbole. Ten rys działania
został wydobyty na światło dzienne przez antropologię kul­
turową." Nie jest więc tak, że to my wprojektowujemy
w działanie sensy i znaczenia. Przeciwnie: ono samo objawia
się nam jako swego rodzaju tekst wyrażony przy pomocy
własnego kodu i języka. Tekst, który chce być odczytany.

Powróćmy do naszych dwóch opowiadań. Teraz już łatwiej
odpowiedzieć na postawione wcześniej pytanie: co się po­
wtarza, o ile się powtarza? Powtarzają się historie, powtarzają
się opowieści, rozumiane w znaczeniu wyłożonym powyżej.
Nie są to byle jakie, nic nie znaczące opowieści. Przeciwnie:
mówią o ważnych wydarzeniach z przeszłości, takich które
mają rangę wyjaśniającego i tłumaczącego (ale nie w nauko­
wym sensie) precedensu i które zgęszczają w sobie pewien
egzystencjalny sens. Wydarzenia te tworzą swego rodzaju
paradygmat, wzorzec, model, który zostaje następnie w przy­
szłości powtarzany. Tego typu opowieści posiadają, jak łatwo
zauważyć, konstytutywne cechy przypisywane w studiach
religioznawczych i antropologicznych narracjom mitycznym.
Odłóżmy na chwilę na bok klasyczną literaturę przedmiotu
i oddajmy głos subtelnemu znawcy mitu, symbolu i poezji,
włoskiemu pisarzowi i eseiście, Cesare Pavese, eksponujące­
mu w swych uwagach le cechy opowieści mitycznej, które
- co dla nas istotne - odnoszą się w równym stopniu do
archaicznych jak i współczesnych postaci mitu: „Trzeba
upierać się mocno przy tym olśnieniu jedynością, spoza
którego prześwituje mit. Tkwi tu bez wątpienia rdzeń religij­
ny. Życie zapełnia się i wzbogaca wydarzeniami, których nie
mogą zastąpić żadne inne, a które właśnie dzięki temu, że
nastąpiły raz i obowiązują na zawsze, wyrastają ponad prawa
świata ziemskiego, mają znaczenie wzorca przewyższającego
rzeczywistość, warte są tyle, co ich treść, znacząca i istotna,
a wszystkie wydarzenia codzienne na tyle tylko nabierają
sensu i wartości, na ile są powtórzeniem lub odbiciem tamtych
wydarzeń. Mit jest zawsze symboliczny, dlatego nigdy nic ma
znaczenia jednego, alegorycznego, ale żyje życiem zamknię­
tym, a ono zależnie od miejsca i od nastroju, jakie znajduje,
może wyrwać się z zamknięcia i zakwitać najróżniej i najob­
ficiej. M i l jcsl wydarzeniem jedynym, absolutnym , jest
zgęszczeniem siły życiowej, należącej do sfer innych niż sfera
naszego życia codziennego, a jako taki wnosi powiew cudu
w to wszystko, co na niego naprowadza i co jest do niego
podobne."

Innym jeszcze elementem zbliżającym do siebie opowieść
i życie jest to, co nazywa Ricoeur prenarracyjną jakością
ludzkiego doświadczenia. Nie chodzi tu o to, że różnego
rodzaju działania czytane są poprzez opowieści, które już
znamy, a więc, że każde ludzkie doświadczenie zapośred­
niczone jest przez istniejące systemy symboliczne. Chodzi
raczej o to, co zawiera się w przywołanych wcześniej zwrotach
potocznych intuicyjnie zrównujących zdarzenia życiowe
z narracją. Wnikając w sferę doświadczenia codziennego
nietrudno zauważyć, że pewne serie epizodów z naszego życia
postrzegamy jako historie potencjalne, jako historie jeszcze
nie opowiedziane. Samo więc życie ludzkie, utkane ze
znaczących epizodów, ma naturę opowieści, jest wirtualną
historią czekającą na opowiedzenie. To w opowieści i dzięki
opowieści, poprzez wprowadzenie w chaotyczny, bezkształt­
ny, przypadkowy bieg zdarzeń logiki, ładu i struktury do­

Doprecyzujmy poprzednie ustalenie: tym więc, co się
ustawicznie powtarza, co powtarzać się może jest szczególny
typ opowieści - mit wraz z jego symboliczną zawartością. Nie
jest to teza przesadnie odkrywcza gdy mamy na myśli kultury
archaiczne, tradycyjne, ludowe; w odniesieniu do współczes­
ności budzi nieufność a przynajmniej zdziwienie. Dość
powszechne jest bowiem wciąż mniemanie, że kultura współ­
czesna pozbawiona jest „prawdziwego" mitycznego zaplecza,
pozbawiona jest mitów. Powiada się, że mit „już" był, J u ż "
zdarzył się, jest sposobem postrzegania i interpretacji rzeczy­
wistości właściwym minionym formacjom kulturowym (wy­
raźny pogłos ewolucjonistyczno-stadialnego myślenia o his­
torii), obecnie zaś mamy do czynienia co najwyżej z mitami
zdegradowanymi, „wytartymi", zdegenerowanymi, z. karyka­
turami wielkich opowieści mitycznych. Mit najwyraźniej
wszedł w konflikt z myśleniem dyskursywnym. Wielokrotnie

11

1

20

40

-

21

�formułowano i na różne sposoby uzasadniano oświcceniowopozytywistycznc z ducha programy dcmitologizacji dotych­
czasowego dziedzictwa religijno-milycznego. Dogmatycz­
nie i wąsko pojęty racjonalizm próbował uporać się z mitem.
„Mit nie teoretyzuje i (...) stanowi wyzwanie wszelkim
kategoriom racjonalnego myślenia. Jego 'logika' w żaden
sposób nie przystaje do naszych wyobrażeń o naukowej
prawdzie. Ale to racjonalna filozofia nigdy nic chciała uznać
podobnego rozdwojenia i zawsze głosiła, że utwory mitycz.nopoetyckie muszą mieć jakiś rozumowy sens. M i l ukrywa go za
wszelkiego rodzaju fantastycznymi obrazami i symbolami,
natomiast zadaniem filozofa jest zrywanie owych masek.
Właśnie wtedy słowo de-mityfikacja utożsamiono z demistyfikacją."" Mimo zmasowanego ataku różnych nauko­
wych szkół i teorii wyjaśniania, mit dość skutecznie opiera się
próbom racjonalizacji. Żadne, jak dotąd, próby pozbycia się
mitu z myślenia współczesnego nic powiodły się, można by
nawet za Odo Marquardem paradoksalnie stwierdzić, że sama
historia procesu demitologizacji jest mitem, co w pewnym
sensie dowodzi względnej nieśmiertelności mitu.
22

24

Zbytnie przywiązanie do dogmatów współczesności, zawę­
żenie perspektywy jedynie do krótkiego wycinka czasowego,
w którym żyjemy wywołuje amnezję. Zapominamy, czytając,
opowiadając i słuchając dzisiaj rozmaitych historii „że są to
fragmenty dawnych i wiecznych historyj, że budujemy, jak
barbarzyńcy, nasze domy z ułamków rzeźb i posągów bogów.
Najtrzeźwiejsze nasze pojęcia i określenia są dalekimi po­
chodnymi mitów i dawnych historyj. Nie ma ani okruszyny
wśród naszych idei, która by nie pochodziła z mitologii - nie
była przeobrażoną, okaleczoną, przeistoczoną mitologią. Naj­
pierwotniejszą funkcją ducha jest bajanie, tworzenie 'historyj'.
Siłą motoryczną wiedzy ludzkiej jest przeświadczenie, że
znajdzie ona na końcu swych badań ostateczny sens świata.
Szuka go ona na szczycie swych sztucznych spiętrzeń i rusz­
towań. Ale elementy, których używa do budowy, już były raz
użyte, już pochodzą z zapomnianych i rozbitych 'historyj'.""
I kiedy w dalszej części cytowanego tekstu powiada Schulz, że
duch ludzki nie ustaje w „glosowaniu życia przy pomocy
mitów", w nie kończącym się dziele nadawania sensu przeży­
wanej rzeczywistości, to nie sposób nie dostrzec w tych
słowach wyprzedzających znacznie swój czas, zbieżności
i podobieństw z niektórymi, opublikowanymi blisko 60 lat
później, uwagami Ricoeura na temat sensotwórczej roli
narracji.
4.
Historia się nie powtarza. Powtarzają się historie. Mityczne
historie. Oczywiście, nigdy nie dokładnie, z zachowaniem
tego samego sztafażu, tych samych perypetii, tych samych
imion własnych. Najczęściej w przebraniu i w przetworzeniu.
Zastanawiające jednak, że nawet najdalej idące przekształ­
cenia i zmiany nie zacierają śladu pierwowzoru. W tym sensie
mit byłby dialektyczną syntezą zmienności i trwania. Nie
z umiłowania paradoksu, ale z pragnienia, by odpowiednie
rzeczy dać słowo, trzeba by zatem powiedzieć tak: mit
powtarzając się nie powtarza się i nie powtarzając się powtarza
się. Dopiero ta formuła odstania w pełni ów dziwny i niejedno­
znaczny status mitu w historii. W prologu błyskotliwego
studium o metamorfozach Fausta pisał Jan Patoćka: „Mity nie
umierają, jak sądzą przekonani racjonaliści i całe ich plemię.

lecz jedynie ulegają przemianom. Istnieje bowiem nie tylko
przypadkowa zawartość świata i mówiąca o niej nauka, lecz
także coś, co można by nazwać sercem świata, co jest ponad
przypadkiem i koniecznością w potocznym tych słów znacze­
niu i o czym możemy nie tylko filozoficznie wiedzieć, lecz do
czego ustosunkowujemy sic catą naszą istotą; o tym sobie też
opowiadamy, wprowadzamy do naszego języka jak do jakie­
goś innego, szerszego świata, który sam jest elementem
jednego wielkiego świala, i lo właśnie jest mit we właściwym
tego słowa znaczeniu. Toteż mity nie zostają zastąpione przez
filozofię i naukę, lecz sami filozofowie i uczeni bardzo często
dalej je rozwijają."
26

Ta cenna wypowiedź filozofa kieruje uwagę na sprawę dla
mitu podstawową, na wartość, której nie sposób przecenić:
mil wyprzedza rozum dyskursywny, wychodzi z przestrzeni,
która poprzedza logos. Stąd też mil, jak sygnalizowaliśmy już
wcześniej, jest „przed" i „ponad" nauką jakkolwiek obrazoburczo by to brzmiało dla entuzjastów wiedzy dostarczanej
przy pomocy naukowej Metody. Mit bowiem nie chce
wiedzieć, on już wie! Kłopot w interpretacji mitów polega
właśnie na owej niewspółmierności między mądrością mitu
i niewiedzą rozumu, na co wskazywał Gadamer: „Jak tłuma­
czy się mity, gdy chce się je tłumaczyć naukowo? Jaki to
oczywisty i owocny przesąd trzeba przy tym uznać? Sens
mitów, sens baśni jest sensem najgłębszym. Jaką miarą
oceniać ich tłumaczenie? Czy w rzeczywistości nie czujemy,
że nie ma metody tłumaczenia mitów i baśni? I czy nie
oznacza lo ostatecznie i w istocie, że nie możemy objaśniać
mitów, bowiem to raczej mity nas objaśniają?"
27

Jest coś jeszcze ważniejszego w wypowiedzi czeskiego
filozofa niż ów wątek nienaukowości czy wręcz antynaukowości mitu. Konstatując, że mit wychodzi poza przypadkową
zawartość świata, żc wykracza poza przypadek i konieczność
w zwykłym tych słów rozumieniu i celuje od razu wprost
w „serce świata", daje jednoznacznie i wyraźnie do zro­
zumienia, żc opowieść mityczna nie jest jedynie formą
narracyjną zamykającą się w słowach i regułach, które ją
tworzą, ale przeciwnie: że jak najmocniej związanajestonazc
światem, że otwiera się na świat, że jakoś „dotyka" rzeczywis­
tości. Podkreślałem tę cechę gdy mowa była o opowieści
w ogóle, a teraz podkreślam ją mocno raz jeszcze mówiąc
o opowieści mitycznej, po to by uniezależnić się od tych
stanowisk, które akcentują, by nie powiedzieć demonizują,
samoistną, niereferencjalną jakość wszelkich narracji („nie
ma nic poza tekstem"). W formule „powtarzają się historie"
można by bowiem doszukać się refleksu tego rodzaju po­
glądów, a jest to jak najdalsze od zawartych w niej intencji.
Formuła ta wyraża nade wszystko przekonanie, że w wa­
riantowych realizacjach mitycznych opowieści dochodzi do
„przebicia" w zmiennej materii dziejów. Słowem, że oprócz
dostrzegalnej „gołym okiem" przcmijalności i zmienności
wszelkich form, istnieje w świecie coś trwałego, coś, co tej
zmienności się wymyka i co jej radykalnie zaprzecza.
Rozumiem, że w dobie rozplenienia się w myśli współczesnej
różnego typu historyzmów ' , w sytuacji gdy przekonanie
o historyczności jako niezbywalnej własności ludzkiego
istnienia stało się niemal obiegowym poglądem, wspomniana
formuła musi brzmieć wyjątkowo niestrawnie, by nie rzec
absurdalnie. Problem w tym, że tego rodzaju poglądy nie są na
mocy definicji samooczywiste, co najwyżej do niej preten2 1

41

�dują. Niezwykle celnie zwraca na to uwagę Hans Jonas,
w krótkiej acz instruktywnej rozprawce pod znamiennym
tytułem: Zmiana i trwanie. 0 podstawach rozumienia prze­
szłości?^ Jonas poddaje pod dyskusję dwa klasyczne stanowis­
ka odnoszące się do rozumienia tego, co minione. Pierwsze
wspiera się na przekonaniu o istnieniu stałej, ponadhistoryczncj natury ludzkiej, co sprawia, że rozumienie przeszłości jest
możliwe, bowiem „podobne" poznaje tu „podobne". Pogląd
przeciwny opiera się na założeniu o nieustannej zmienności
człowieka w dziejach, w związku z czym poznanie przeszłości
nie jest w ogóle możliwe, ponieważ „inne" usiłuje poznać
„inne" a jest to zajęcie poznawczo jałowe. W drodze złożonej
i bardzo wyważonej argumentacji Jonas opowiada się za
pierwszym poglądem. W konkluzji wbija gwóźdź do trumny
radykalnego historyzmu: „Nasze przekonanie o istotnej historyczności człowieka 'w ogóle' samo jest produktem historycz­
nym. To sprawia, że się ono nie samo przez się uzasadnia, lecz
samo przez się ogranicza. Z chwilą, gdy zabieramy się do
niszczenia wszelkiej ziemskiej pozostałości tego, co niehistoryczne, jego nosicieli wpędzając w historię, nie bez korzyści
będzie przypomnieć sobie, że historia nie jest ostatnim słowem
ludzkości. Nur wer sich wandelt, bleibt mit mir verwandt.
(Tylko kto się zmienia, pozostaje spokrewniony ze mną) to
wyznanie faustowskic, nie teza ontologiczna. To my mamy
w obiegu przesąd, że bezruch to cofanie się, że trwanie to
upadek." I nieco dalej: „Może nasza nienasycona żądza
historii jest tylko wyrafinowaną grą. Może nieprawdą jest,
jakobyśmy dla zrozumienia samych siebie musieli znać całą
naszą prehistorię, a do tego jeszcze historię całej reszty
ludzkości. A jeśli to jest prawdą, to może nie jest prawdą, że
musimy w tym sensie rozumieć siebie, żeby być prawdziwymi
ludźmi. Dla tego celu ważniejsza może okaże się wiedza

w ciągu wieków. Nie musi jednak wynikać z tego, że
historyczność ludzkiej egzystencji zmusza nas do przyjęcia
relatywizmu, tak jak temporalizacja prawdy nie wyklucza jej
bezwzględnej wartości.' Tak więc zmienność nie usuwa
całkowicie trwałości. I choć podkreśla autorka, że dowód na
istnienie tego, że coś jest wieczne, jest na płaszczyźnie
dyskursy wnej niemożliwy (uprawomocniony może być jedy­
nie aktem wiary), to przynajmniej w mocy pozostaje teza
negatywna: że nie wszystko jest absolutnie zmienne. Może
więc rację miał Michaił Bachtin, notując na krótko przed
śmiercią, choć jest to twierdzenie z gatunku „słabych", iż „Nie
istnieje nic, co byłoby absolutnie martwe: każdy sens przeżyje
święto swojego odrodzenia."

0 wiecznym niż rozumienie doczesnego, może istotniejsze
okaże się widzenie siebie w świetle tej pierwszej niż objaś­
nianie siebie przez to drugie."Do podobnych wniosków dochodzi Barbara Skarga
w swych rozważaniach nad historią intelektualną, historią idei
1 poglądów filozoficznych. Polemizując z. koncepcją nieciąg­
łości Foucaulta, z tezą, że historia myśli to jedynie historia
nieustannych zerwań i pęknięć, zapytuje retorycznie czy ów
konsekwentny historyzm sam siebie nie unieważnia. Czy,
przykładowo, przyjęcie tylko i wyłącznie perspektywy heraklitejskiej płynności nie sprawia, że zajmowanie się dziejami
K i n . które ustawicznie zmieniają się i / których mc mc
wynika, staje się zajęciem jałowym, czy rozumienie prze­
szłych myśli jest w ogóle możliwe skoro skutecznie oddziela
nas od nich nieprzenikalna jakoby ściana epistemy? Analizu­
jąc z punktu widzenia historyka myśli filozoficznej kwestię
zmienności i trwania, pytając o możliwość istnienia inwariantów w historii konkluduje ostrożnie: „trudno jest przypuścić,
aby dzieje kultury intelektualnej mogły się wyłamać spod
panowania czasu. Są one jak dzieje ludzkie i świata historycznością samą. To zaś znaczy, że nie ma w nich nic, co by było
w wieczności, a w każdym razie nic o tym stwierdzić nie
jesteśmy w stanie. Ale to nie znaczy, że nie ma względnej
stałości, wszakże to człowiek powraca do tego, co wydawało
mu się istotne, ważne, to on stale nachyla się nad przeszłością
i przez ten akt coś zachowuje się i powtarza, choć w nieco innej
formie." ' Jasną jest rzeczą, że czas nie zna tożsamości, żadne
pojęcia i twierdzenia filozoficzne nie pozostają takie same

We frapującej, ponad wszelką wątpliwość, frazie kelnera
- gdy chodzi o pytania pierwsze, spontaniczne, „naiwne",
figury każdego z nas - jak i w wersach poety dochodzi do
głosu (jako tęsknota?, pragnienie?, konsolacja?) antyheraklitejska z gruntu myśl o pokonaniu czasu, o odnalezieniu
w nim momentu nierelatywnego, o wejście w wymiar trwania.
Czy w zarysowanej wcześniej hipotezie sugerującej moż­
liwość znaczących powtórzeń historii w historii, mamy do
czynienia jedynie z działaniem terapeutycznym czy też
zawiera się w niej trafne odsłonięcie i rozpoznanie pewnej
niezbywalnej jakości naszej egzystencji? Trudno zapewne
o odpowiedź, która mogłaby zadowolić wszystkich. Ta może
być jedynie funkcją przyjętych uprzednio przesądzeń filozofi­
cznej natury. A jak wiadomo zgoda powszechna w tych
kwestiach należy już raczej do pobożnych życzeń niż ziszczalnych marzeń.

10

3

42

2

33

5.
W malarskich zapiskach Jana Cybisa pojawia się nie­
spodziewanie porywająca myślowo i filozoficznie głęboka
anegdota: „Z wieży kościoła Mariackiego słychać było hejnał.
Kelner od Noworolskiegopod Sukiennicami, Miecio, spojrzał
w okno i powiedział: Gdyby tak zatrzymać czas?
'Bycza historia' zawołał Józef Jarema. Wkrótce Miecio
grał w teatrze Cricot, wygłaszając w jednej ze sztuk Jaremy
swoje frapujące zdanie."
W wierszu Rainera Marii Rilkego, przecież nie kelnera,
znajdujemy, poetycko przetworzone, bliskie echo tamtych
słów z krakowskiego rynku:
34

„Dziwaczne słowo: przepędzić czas!
Zatrzymać go, to byłoby zadanie.
Bo kogóż to nie trwoży: gdzie jest trwanie,
gdzie w końcu byt w tym wszystkim wszystkich nas"

35

Powróćmy jeszcze raz na koniec do Hcraklita, patrona
wszystkich czcicieli zmienności i melancholików przemija­
nia. Herakliteska metafora „rzeki czasu" miała zrobić w myśli
filozoficznej jak i w myśleniu potocznym ogromną karierę.
W wierszu Jose Luisa Borgesa Heraklit, motyw rzeki pojawić
się więc musiał. Ale pojawia się w kontekście dosyć za­
stanawiającym. Borges każe filozofowi z Efezu tak rozmyś­
lać:
„Co to za rzeka,
której źródło jest niepojęte?
Co to za rzeka,
która wlecze z sobą mitologie i miecze?""
36

�W zakończeniu swojego eseju Czym jest mitologia, zapom­
niany już nieco Karl Kerenyi, badacz mitologii greckiej
i wieloletni konsultant Tomasza Manna, pisał: „mitologia
żywa rozwija się w nieskończonej, a przecież co do formy
określonej rozmaitości, podobnie jak świat roślinny w porów­
naniu z pra-rośliną Goethego. Miejmy zawsze wzrok skiero­
wany na jedno i na drugie: na historyczną mnogość i na to co
jednoczy, a co jest najbliższe pra-źródła." Słowa znamieni­
tego mitografa brzmią jak zalecenie, jak metodologiczna
,s

dyrektywa: dostrzegać zmienność, nie tracąc z oczu tego, co
stałe. Wnosząc koncyliacyjny spokój uczonego, zdają się
godzić sprzeczności. Przynajmniej na chwilę. A przecież
w dalszym ciągu nie wiemy do końca i na pewno: co to za
rzeka, której źródło jest niepojęte? Z miejsca naszego
czasowego pobytu, z tego permanentnego sanatorium pod
klepsydrą, w którym mieszkamy i skąd pytanie to zadajemy,
próżno byłoby oczekiwać, że kwestia ta ulegnie kiedyś
przedawnieniu.

PRZYPISY
1

J. Brodski, Profil Klio, w: Pochwala nudy, przeł. A. Kołys/.ko, M ,
Klobukowski, Kraków 1996, s. 99
Brodski sugeruje, by uzupełnić tę marksowską metaforykę teatralną
o np. wodewil, musical, teatr absurd, operę mydlaną itd., tamże.
' Słowa Eklezjasty są bodaj wyjątkiem w zasadniczo linearnej hebrajs­
kiej teologii dziejów, por. M . Wichrowski, Spór o naturę
procesu
historycznego (od Hebrajczyków do śmierci Fryderyka Nietzschego),
Warszawa 1995, s. 30—32
" W H Ycais. Nineieen HundredandNineteen
przel L, Mariańska, cyt
zaJ.L. Borges, Temat zdrajcy i bohatera, przel. A, Sobol-Jurczykowski, w:
Fikcje, Warszawa 1972, s 106
Szerzej na ten temat zob. Wichrowski, op cit., s 17—29
* Borges, op. cii., s. 106
Tamże.
" Borges. op cit.. s. 107
' Borges, op. cit., s. 108
'" Borges, op. cit., s. 109
G. Herling-Grudziński, Pieta deli' Isola, w: Opowiadania zebrane,
Poznań 1991, s. 50
G. Herling-Grudziński, Pierścień, w: op, cit,, s. 244
Herling-Grudziński, op. cit., s, 247
Herling-Grudziński, op. cii., s. 248
" Platon, Państwo, przel. W. Witwicki, Warszawa 1994, s. 72
" P. Ricoeur, Życie w poszukiwaniu opowieści, przel. E. Wolicka.
„Logos i Ethos", nr 2:1993, s. 225—236
Ricoeur, op. cit., s. 225
Ricoeur, op. cit.. s. 231
" M . Eliade. Próba labiryntu. Rozmowy z Claude-Henri Rotauet, przeł.
K. Środa, Warszawa 1992,'s. 180
" Ricoeur, op. cit., s. 232
C. Pavese,Dialogi zLeukoteą, przel. S. Kasprzysiak, Warszawa 1975,
s. 150
Porażkę bultmanowskicgo programu dcmiiologizacji omawia L. Koła­
kowski, Iluzje demitologizacji, w: Cywilizacja na lawie oskarzomch,
Warszawa 1990, s. 215—236
!

5

I

II

i 2

T1

H

17

11

!

31

23

* R Sabało, Pisarz i jego zmory, przeł. R. Kalicki, Kraków 1987, s.
201—202
O. Marąuard, Rozstanie z filozofią pierwszych zasad, przeł, K.
Krzemieniowa, Warszawa 1994, s. 95
B . Schulz, Mityzacja rzeczywistości, w: Opowiadania. Wybór esejów
i listów, opr. J. Jarzębski, Wrocław I989, s. 366
" J. Patoćka, Trzy fazy legendy Fausta (Refleksje czytelniku nad
Doktorem Fauslusem Tomasza Manna), przeł. I . Krońska. „Twórczość" nr
8:1973, s. 91
H.G. Gadamer, Problem dziejów w nowszej filozofii niemieckiej,
przeł. K Michalski, „Znak" nr 257—258:1975, s. 1424
* Różne postacie historyzmu wyróżnia i omawia J Szacki, Historyzm
a współczesne nauki społeczne, w: Dylematy historiografii idei oraz inne
szkice i studia, Warszawa 1991, s. 318—341
H. Jonas, Zmiana i trawłośc O podstawach rozumienia przeszłości.
przet. P. Domański, Warszawa 1993
"'Tamże. s. 30—31; na historyczne usytuowanie zjawiska sekularyzacji
religii i sztuki a tym samym sprowadzenie ich wyłącznie do aspektu
wymiennego, czasowego zwraca uwagę Wiesław Juszczak, Fragmenty
Szkice z teorii i filozofii sztuki. Warszawa 1995, s. 42—42
" B. Skarga. Granice bistoryczności. Warszawa 1989, s. 227
Tamże, s. 224
" M . Bachtin, Estetyka twórczości słownej, przeł. D. Ulicka, opr. i wstęp
E. Czaplejewicz, Warszawa 1986, s. 525
" J. Cybis, Notatki malarskie. Dzienniki ¡954—¡966, wybór i wstęp D.
Horodyński, Warszawa 1980, s, 33
" R.M. Rilke, Przepędzie czas, w: Poezje, przeł. M Jastrun, Kraków
1987, s. 355
Por. K. Michalski, Logika i czas. Próba analizy Husserlowskiej teorii
sensu. Warszawa 1988, s. 169—204
" J.L. Borges, Heraklit, przel. A Sobol-Jurczykowski, w: Twórca.
Pochwala cienia. Warszawa h.d.
K. Kerenyi, Czym jest mitologia, przeł. 1. Krońska, „Twórczość" nr
2:1973, s. 101
11

1 1

7

i 7

311

, :

M

Jost Amman, Saturn

43

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9587" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9565">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/894255f4a8ce1585a7afb1bd7ad00a8a.pdf</src>
        <authentication>9cdf9f3a328b087c7dc0f59005e48125</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114129">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4910</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114130">
                <text>1968</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114131">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4555</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114132">
                <text>Summaries / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1968 t.22 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114133">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1968 t.22 z.4 ; s.245-248</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114134">
                <text>ang, ros.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114135">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114136">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114137">
                <text>P

O

L

QUARTERLY

H

I
PUBLISHED

F

B Y T H E ART INSTITUTE OF T H E POLISH

No. 4

YEAR

BOOK

S U M M A R Y
S t a n i s l a w
B ł a s z c z y k
—
LITHOGRAPHS FROM POZNAN

PAINTINGS

OF

WITH

Three pictures painted on canvas w i t h lithographs
s t u c k o n t h e m a r e t o b e f o u n d i n t h e e t h n o g r a p h i c sec­
t i o n of the N a t i o n a l M u s e u m i n P o z n a ń . T h e y are t w o
p i c t u r e s o f S t B a r b a r a ( f i g . 1, 2) a n d o n e o f S t J o s e p h
w i t h t h e C h i l d J e s u s ( f i g . 3). T h e y w e r e d i s c o v e r e d i n
t h e near v i c i n i t y of P o z n a ń .
T h e author analyses i n detail the w a y the pictures
are painted, p a y i n g a t t e n t i o n t o t h e i r o r n a m e n t a t i o n a n d
colours. I n P o l i s h 19th c e n t u r y f o l k
paintings
the
p r a c t i c e w a s k n o w n o f s t i c k i n g w o o d cuts u n d e r p i c t u r e s
p a i n t e d o n glass. T h e f o l k a r t i s t s used t h e m t o a v o i d
h a v i n g t o p a i n t h u m a n b o d i e s a n d faces. T h i s w a s i n
connection w i t h the decline of s k i l l i n t h e p e r i o d w h e n
f o l k p i c t u r e s w e r e d y i n g o u t . W e do n o t k n o w o f
attempts to combine g r a p h i c a r t w i t h p a i n t i n g on c a n ­
vas. T h e p i c t u r e s f r o m P o z n a ń a r e u n i q u e i n t h i s
respect. T h e l i t h o g r a p h w a s a p p r o p r i a t e l y c u t o u t a n d
f i t t e d i n t o t h e c o m p o s i t i o n of t h e ^ p i c t u r e ' a n d t h e n
p a i n t e d over. T h e artists l e f t some of t h e parts o f the
f i g u r e s u n p a i n t e d : faces, a r m s lees T h e .Dictures h a v e
rich decoration i n gaudy colours
A n a l y s i n g w o r k s i n the field of religious graphic
a r t , t h e a u t h o r has n o t f o u n d a n y c o u n t e r p a r t s o f t h e
P o z n a ń lithographs i n Poland. They were imported, but
it is nDt k n o w n f r o m w h e r e .
T h e a u t h o r t h i n k s t h a t t h e p i c t u r e s o f St. B a r b a r a
are a t r a n s f o r m a t i o n of the pictures of the H e a r t of
M a r y , so w i d e s p r e a d i n 1 9 t h c e n t u r y g r a p h i c a r t . T h i s
is i n d i c a t e d b y n u m e r o u s f o r m a l f e a t u r e s
A s regards t h e i r artistic value, the P o z n a ń pictures
are not of i n t e r e s t . T h e c o m p o s i t i o n , d e c o r a t i o n a n d
c o l o u r s m a k e i t p o s s i b l e to i n c l u d e t h e m i n t h e c a t e g o r y
of f o l k p a i n t i n g s . T h e colours used i n t h e decoration
are k i n d r e d to the decoration of W i e l k o p o l s k a f u r n i t u r e .
T h e h o m o g e n o u s c h a r a c t e r Df t h e t h r e e p i c t u r e s as
regards technique and artistic value indicate that they
c a m e f r o m one centre or are even t h e w o r k o f one
author. T h e present author puts f o r w a r d the hypothesis
that the authors of the paintings were pedlars selling
d e v o t i o n a l objects or glass- w o r k e r s engaged i n r e s t o r a ­
tion of pictures. T h e y are not mass produced.

W a c ł a w
TUMES

S u ł k o w s k i

K

O

ŁUKÓW

REGIONAL

COS-

T h i s a r t i c l e is the f i r s t a t t e m p t to describe t h e r e ­
gional costumes f r o m the Ł u k ó w district ( L u b l i n V o i v o d s h i p ) . O n the basis of l o c a l studies a n d m a t e r i a l s
f r o m m u s e u m s , t h e a u t h o r describes
this version of
the regional costume of the Mazowsze region. The
s t a r t i n g p o i n t f o r t h e studies w e r e i l l u s t r a t i o n s and
d e s c r i p t i o n s f r o m 19th c e n t u r y l i t e r a t u r e . T h e a u t h o r
has t r i e d t o t r a c e t h e changes t h a t the Ł u k ó w r e g i o n a l
c o s t u m e s u n d e r w e n t at t h e b e g i n n i n g of t h e 2 0 t h c e n ­
t u r y . I n the i n t e r w a r period only the women's costume
s u r v i v e d , a n d n o w o n l y a f e w o f i t s e l e m e n t s c a n be
f o u n d . T h e m e n ' s c o s t u m e s d i s a p p e a r e d at t h e b e g i n n i n g
of t h e 2 0 t h c e n t u r y .
U p to t h e e n d o f the 19th c e n t u r y , t h e basic r a w
m a t e r i a l s f o r m a k i n g clothes w e r e w o o l , l i n e n
and
hemp. F a c t o r y produced m a t e r i a l s w e r e f i r s t used for
costumes w o r n on feast days. G r a d u a l l y , u n d e r
the
i n f l u e n c e of t o w n fashions, the cut of t h e
costumes
w a s also c h a n g e d . T h e a u t h o r , a p a r t f r o m i l l u s t r a t i o n s ,
also gives d r a w i n g s o f the cut o f some parts o f t h e
c l o t h e s ( f i g . 9, 27).
T h e basic m a t e r i a l u s e d f o r t h e c o s t u m e s w a s i n
a s t r i p e d p a t t e r n s p e c i f i c f o r t h e Ł u k ó w d i s t r i c t ( f i g . 16).

A

ACADEMY

T

R

OF SCIENCES
1963

XXII

ARTICLES
T h e s t r i p e d p a t t e r n u n d e r w e n t c h a n g e s b o t h as r e g a r d s
f o r m and colours. T h e oldest s t r i p e d p a t t e r n s w e r e d a r k
(the colours b e i n g : 'black, w h i t e , d a r k green, blue) a n d
the stripes w e r e n a r r o w . I n the i n t e r - w a r years, the
" C r a c o w " t y p e of s t r i p e d p a t t e r n a n d t h e Ł o w i c z t y p e
w i t h w i d e r stripes a n d b r i g h t e r colours (orange, r e d
violet) were the fashion.
A t present the w o m e n still w e a r aprons — striped
o r p l a i n l i n e n . N o o t h e r e l e m e n t s of t h e c o s t u m e h a v e
survived.
T h e changes that t o o k place i n t h e Ł u k ó w costumes
w e r e due to influences of t o w n fashions a n d t h e f o l k
costumes o f n e i g h b o u r i n g regions. T h e q u i c k disappea­
rance of the regional costume was due to the settlement
of t h e p e t t y g e n t r y i n l a r g e n u m b e r s i n t h e Ł u k ó w
district.
D e s p i t e t h e d i s a p p e a r a n c e of t h e r e g i o n a l c o s t u m e ,
w e a v i n g is s t i l l d o n e i n t h e v i l l a g e s o f t h i s d i s t r i c t .
C l o t h w o v e n b y t h e v i l l a g e r s is s t i l l u s e d i n t h e h o u s hold.

H a l i n a
RACKS

W ó j c i k

—

RZESZÓW

TIERED

SPOON

P u b l i c a t i o n s so f a r h a v e d e a l t w i t h ' s p o o n r a c k s f r o m
t h e Podhale region. T h e authoress attempts t o describe
the c a r v i n g w o r k o n t i e r e d spoon racks. T h e y are f o u n d
in large numbers i n the R z e s z ó w region, m o s t l y i n the
h o m e s o f w e a l t h y f a r m e r s . T h e m a p ( f i g . 29) g i v e s a n
idea w h e r e t h i s t y p e of spoon r a c k is f o u n d o n b o t h
sides o f t h e C a r p a t h i a n s .
T h e spoon racks are r i c h l y o r n a m e n t e d w i t h d i f f e r e n t
techniques b e i n g a p p l i e d . T h e authoress deals e x t e n s i ­
v e l y w i t h t h e f r e t - w o r k t e c h n i q u e ( f i g . 3, 8, 10, 19).
Geometrical patterns
predominate i n the
fret-work.
T h e e n g r a v i n g t e c h n i q u e is f o u n d w i t h f r e t - w o r k . T h e r e
are h a r d l y any examples of f u l l c a r v i n g . T h e r e
are
a f e w e x a m p l e s of b u r n t o u t p a t t e r n s , m o s t l y c o m b i n e d
with fret-work.
T h e decorative g e o m e t r i c a l m o t i f s are of a s t r i p e d
a r r a n g e m e n t . T h e m o s t r i c h l y decorated are t h e f r o n t
p a n e l a n d b a c k p a n e l ( b y w h i c h i t is h u n g ) ( f i g . 12).
L a c k of p r i m a r y s o u r c e m a t e r i a l s a n d d a t e d e x a m p l e s
have made it impossible t o trace t h e h i s t o r y of the
t i e r e d s p o o n r a c k s . T h e a u t h o r uses f o r h e r s t u d y a f e w
c o m p a r a t i v e examples f r o m Silesia and M o r a v i a (Cze­
c h o s l o v a k i a ) ( f i g , 25). T h e l i m i t e d scope o f o c c u r r e n c e
of t h e s p o o n r a c k s i n t h e R z e s z ó w v o i v o d s h i p i n d i c a t e s
t h a t t h e y w e r e a l o c a l p r o d u c t of n o t v e r y l o n g t r a d i ­
tions.
Among
the
anonymous
spoon r a c k m a k e r s ,
the
a u t h o r e s s w a s a b l e t o e s t a b l i s h s e v e r a l o u t s t a n d i n g ones
who were k n o w n for their work. They were mostly
carpenters or f u r n i t u r e m a k e r s s k i l l e d i n w o o d - w o r k .
I n conclusion t h e authoress describes
the
individual
spoon r a c k m a k e r s a n d t h e i r w o r k m a n s h i p . E a c h t y p e
of w o r k m a n s h i p used a d i f f e r e n t t y p e o f o r n a m e n t a t i o n
to decorate t h e spoon racks.

B a r b a r a

P o l o c z k o w a

—

KONIAKÓW

LACE

T h e w o r k comprises three parts: i n the first, the
authoress describes t h e b e g i n n i n g s a n d
development
of l a c e - m a k i n g i n t h e f i r s t h a l f o f t h e 2 0 t h c e n t u r y ,
i n t h e second p a r t she d e a l s w i t h l i t u r g i c a l l a c e a n d
in the t h i r d — lace m a k i n g today. T h e b e g i n n i n g s of
lace m a k i n g can be traced b a c k to t h e f i r s t years of the
2 0 t h c e n t u r y . H a n d i c r a f t l e s s o n s at t h e schools i n K o ­
n i a k ó w and J a w o r z y n k a started the fashion for crocheted
w o r k . T h e p a t t e r n s of t h e f i r s t l a c e s m a d e w e r e b a s e d

245

�ón patterns i n periodicals and publications on
the
s u b j e c t , p a r t i c u l a r l y V i e n n e s e ones. T h e p a t t e r n s w e r e
popularized i n the villages bv the h a n d i c r a f t teachers;
t h e a u t h o r d e s c r i b e s t h e a c t i v i t y of e a c h of t h e m a n d
t h e p a t t e r n s t h e y used.
T h e f i r s t lace articles w e r e Cieszyn bonnet f r o n t s
and later the assortment of f o r m s was g r a d u a l l y w i dened. I n the i n t e r - w a r period the K o n i a k ó w
lace
m a k e r s began to m a k e lace to sell. T h e y m a d e doilies
a n d i n l e t s f o r b e d - l i n e n , etc. T h e p a t t e r n s , b a s e d o n t h e
t r a d i t i o n a l f o r m s of the Cieszyn bonnets w e r e added
to b y t h e m o r e s k i l l e d l a c e m a k e r s , w h o i n t r o d u c e d n e w
m o t i f s . T h e t r a d i t i o n a l f o l k patterns of the K o n i a k ó w
d i s t r i c t a r e p l a n t m o t i f s : b u n c h e s o f g r a p e s , f i r cones,
f l o w e r s ( f i g . 6, 8, 14).
T h e period of the Second W o r l d W a r d i d n o t h a m p e r
the d e v e l o p m e n t of lace m a k i n g . I t w a s at t h a t t i m e
t h a t the f i r s t lace m a k e r s of i n d i v i d u a l i t y began t o
emerge. A f t e r the Second W o r l d W a r the development
of t o u r i s m h a d t h e g o o d e f f e c t of i n t e n s i f y i n g
lace
m a k i n g . A l a c e m a k i n g c o o p e r a t i v e w a s set u p t h e r e
i n 1949. T h e l a c e - m a k e r k n o w n f o r t h e m o s t o r i g i n a l
w o r k a t t h a t t i m e w a s M a r i a G w a r k o w a . E a c h of t h e
m o r e talented lace m a k e r s developed their s k i l l and
i m p r o v e d t h e i r patterns. T h e n u m b e r of
purchasers
g r e w a n d a l o t of l a c e b e g e n t o be e x p o r t e d a b r o a d
L a c e m a k i n g became not o n l y a n a d d i t i o n a l source of
i n c o m e , b u t a l s o s t r e n g t h e n e d n e i g h b o u r l y ties.
I n t h e s e c o n d p a r t of h e r , w o r k , t h e a u t h o r e s s deals
w i t h l i t u r g i c a l l a c e . T h i s k i n d of lace b e g a n t o b e m a d e
a f t e r t h e .Second W o r l d W a r . T h e i n c r e a s i n g o r d e r s f o r
this t y p e o f lace caused m a n y of the lace m a k e r s t o
leave the cooperative. K o n i a k ó w became a l a c e - m a k i n g
centre, i n J a w o r z v n k a and Istebna, only single w o m e n
w e r e engaged i n lace m a k i n g . T h e g r o w t h of orders
for l i t u r g i c a l lace l e d to t h e emergence of a c e r t a i n
c a t e g o r y of m i d d l e - m e n r e c r u i t e d f r o m a m o n g t h e i n h a b i t a n t s of K o n i a k ó w T h e s e m i d d l e - m e n s o l d t h e lace
all over the country.
D e s c r i b i n g t h e p a t t e r n s of t h e l i t u r g i c a l lace, the
authoress d r a w s a t t e n t i o n to t w o categories of lace used
to d e c o r a t e c h u r c h l i n e n . L a c e s t r i p s w e r e m a d e b v
t h e j o i n i n g of s m a l l e l e m e n t s c i r c u l a r i n s h a p e { f i g . 22)
a n d t h e o t h e r t y p e c o n s i s t e d of s t r i p s o f n e t o n w h i c h
t h e p a t t e r n is c r o c h e t e d . T h e f i r s t c a t e g o r y is t h e o l d e s t
a n d is b a s e d o n t h e p a t t e r n s t r a d i t i o n a l l y used f o r
bonnets. T h e lace m a k e r s crocheted l i t u r g i c a l symbols
o n t h e n e t s t r i p s : t h e H o s t , t h e Cross, t h e i n i t i a l s o f
C h r i s t a n d t h e V i r g i n . T h e p a t t e r n s of l i t u r g i c a l e m b l e m s

are of u r b a n o r i g i n , a n d w e r e imposed on t h e lace
m a k e r s b v those w h o o r d e r e d t h e lace. I n m a k i n g lace
t h e h i g h l a n d w o m e n also u s e d t h e m o t i f s e m b r o i d e r e d
on t h e i r r e g i o n a l cestumes; t h e y took p a t t e r n s
from
those p u b l i s h e d i n w o m e n ' s magazines too. T h e most
skilled lace m a k e r s designed t h e i r o w n patterns.
A n o t h e r k i n d of l i t u r g i c a l l a c e w a s t h a t m a d e f o r
the pastors of the E v a n g e l i c a l C h u r c h . T h e patterns of
this lace w e r e most s t r o n g l y based o n t r a d i t i o n and
w e r e not i n f l u e n c e d b y u r b a n designs.
I n t h i s p a r t o f h e r w o r k , t h e a u t h o r e s s a l s o discusses
t h e m a t e r i a l s u s e d , t h e t o o l s a n d also t h e e a r n i n g s o f
t h e l a c e m a k e r s a n d t h e sale o f t h e l a c e . T h e b a s i c
m a t e r i a l u s e d is c o t t o n t h r e a d , s o m e t i m e s , t h o u g h n o t
so o f t e n , c h e n i l l e . T h e t o o l s f o r t h e w o r k , c r o c h e t
hooks, are m a d e l o c a l l y b y t h e h i g h l a n d e r s , sometimes
t h e l a c e m a k e r s use i m p o r t e d c r o c h e t h o o k s f r o m C z e choslovakia.
T h e authoress
deals
quite extensively w i t h
the
p r o b l e m of earnings and the a m o u n t of w o r k p u t i n .
I n c o n n e c t i o n w i t h t h e sale o f lace b y m i d d l e - m e n , t h e
e a r n i n g s of t h e lace m a k e r s are not v e r y good. I n t h e
s u m m e r season t h e l a c e m a k e r s t h e m s e l v e s s e l l t h e n w o r k d i r e c t l y t o t o u r i s t s . L i t u r g i c a l lace is s o l d e x c l u sively b y the m i d d l e - m e n , w h o t r a v e l a i l over Poland
f o r t h i s purpose. I n recent years the d e m a n d f o r l i t u r g i c a l l a c e has b e e n d e c r e a s i n g i n c o n n e c t i o n w i t h t h e
propagation by the C h u r c h of plainer linen w i t h only
a little embroidery.
T h e t h i r d p a r t o f t h e w o r k discusses l a c e m a k i n g
today, the w i d e assortment of articles to meet the
r e q u i r e m e n t s o f the customers. T h e lace m a k e r s of
t o t h e p r o d u c t i o n o f t a b l e c l o t h s a n d d o i l i e s so p o p u l a r
i n t h e i n t e r - w a r p e r i o d . T h i s k i n d of p r o d u c t i o n a l l o w s
t h e lace m a k e r s t o sell t h e i r p r o d u c t s d i r e c t l y w i t h o u t
w h o l e b o u s e s a n d e v e n dresses. T h e y h a v e g o n e b a c k
K o n i a k ó w w i l l u n d e r t a k e any j o b to w i n m a r k e t s f o r
t h e i r w o r k . T h e y h a v e s t a r t e d m a k i n g sets o f c o l l a r s
and cuffs
( f i g . 34), g l o v e s , i n l e t s f o r b l o u s e s
and
the m i d d l e - m e n . T h e m i d d l e - m e n have p e r m a n e n t stalls
s e l l i n g l a c e i n C i e s z y n ( f i g . 37), W i s l a a n d S o c z ó w .
T h e p a t t e r n s u s e d b v t h e l a c e m a k e r s of K o n i a k ó w ,
d e s p i t e t h e e n r i c h m e n t of t h e r a n g e w i t h ' n e w f o r m s ,
keep t o the t r a d i t i o n a l m o t i f s t a k e n f r o m t h e Cieszyn
b o n n e t s . T h e p r e d o m i n a n t m o t i f s a r e t h e p l a n t ones
so c h a r a c t e r i s t i c of o r n a m e n t a t i o n i n f o l k a r t .
T h e lace m a k i n g done i n the
s t i l l a l i v i n g b r a n c h DÎ f o l k a r t .

Beskid

Mountains i :

�n

O

J

I

b

C

K

O

E

H

ñ

P

O

A

H

O

E

H

C

K

V

C

C

T

B

Ô

KBAPTAJIbHEI» acyPHAJI, H3.H.ABAEMHÎÎ MHCTUTyTOM HCKVCCTBA nOJILCKOÎÏ AKMEMMH H A V K
No 4
TOA M3flAHMH X X I I
1 9 6 8

PE3IOME
n03HAHbCKME KAP-

B nacTOHuiee Bpeiwa j K e i n m i H b i e m e H O C H T nepe^HHK M — nojiocaTbio H J I H oflHO^BeTHbIe JibHaHbie. ¿ p y r H e
3JieMeHTbi HapoflHoro K o c n o w a He coxpaHHJiwcb.

B 3THorpacpjiHecK0M oTflejienMw iio3Haiii&gt;cKoro H a u . n o HajibHoro M y 3 e a n a x o ^ H T c a 3 o6pa3a Ha xoJiCTe c BKJieCHHbTMH JIHTOrpaCpHaMH. flfie H 3 H H X H306pajf£aiCT CB.
B H p B a p y (HJIJI. l , 2), a o a n a — C B . Mocwcpa c MJiafteHueM
(una. 3). K a ¡ TOU 3 T H 6 M J I H o&amp;napyîKeHW B fjjiwîKaiiuiwx
OKpeCTHOCTSX H03HaHH.

IlepeMeHbi B ayKOBCKOM HapSfle HacTynaJiM nofl B ^ î t a HHeM M e m a u c K o í i MOflbi, a Tanate n o n BjiHHHweM H a p o a noiï ofleîKflti coceflHHx perwoHOB.

C T a i m c j a a

Ejiam.nK

—

TMHbl C JrMTOrFA*MHMM

ABTOP

noflpo5Ho aHajin3npycT xyflojKecTBemiyio

M;I-

n e p y roicbMa, opuaineHT H KpacKM o6pa30B.
B nüJitCKOíí îiapoflKotî acHBonticu X I X B . npaKTMKOBajjoeb rroaKJieMBaHMe
flepesaiiiiLix
rpaBiop noa KapTKHbi n a cTCKJie. f l a p o f l H b i e
îKHBonHCUbi
nojib30Bajnicb
rpacpMKOM, M36eran nwcaTb lejioBeHecKoe Tejio H JIHU.LV
3TO 05-bHCHiieTCn ynaflKOM Hapofliiofi MKûtionwcH Toro
nepnofla. B H Í M B D I I H C H Ha noJioTHe rpaipnnow ne nojib30BajIHCb. B 3T0M QTHOUieHTOÍ n03HaHbCKMe o6pa3a flBJlHK&gt;TCH HCKJiíOHeHMeM. HeKOTopbte lacTM Tejía xy^oatiriiK
ocTaBHji HepacKpameimi.iMH: m
. ua
pyKH, H O M . J I . C K O paTHBHafl HacTt ô o r a i a H KpacoHna.
AHajiK3Hpyfl p e j i [ i r i i o 3 H y i o rpaebwKy B I l o J i b m e , a r o p
CTaTbll He HaXOflMT npOH3BCJjeHMH, COOTBeTCTByiOIUHX nc-3HaHbCKHM jiHTorpacpHHM. 3 T O 5biJia HMnopTHaa Î K H B O n n c b Ren3BecTHoro npoHcxojKfleHHa.
A B T O P n o n a r a e T , H T O H3o5paiKeHMH C E . B a p B a p w H B JIHIOTCH nepeBonjioLuenHeM mnpoKo pacnpocTpaHeHHoro
B rpacpHKe X I X B . C e p f l u a EoroMarepii, o H C M C B H A C TejibCTByeT p a s HHCTO ç p o p M a j i b H b i x aJieMeirroa,
B

B xyaoxecTBeHtioM
O T H O U I O H I Î H oo3HaHbCKne o&amp;pa3a
He .npeflCTaB^HiOT OCOÔOTO WHiepeca, no KOMno3HUTiii, a e KOpaiMBHOil CpOpMe M KpaCKaM MX MOÎKHO OTHeCTM K H a pO/IHJOÏÏ HtHBOnMOM. CBOMM KOJIOpwTOM OHM POACTBOHHbt
«eKopaTKBHofi OTAejiKe BejiMKonojibCKOft
MeSejiH.
T e x H K H e c K a a H x y f l û î K e c T B e s i n a a oAEiopoJiîiacTb B C C X
Tpex xapTMH roBOpHT 3a T O , MTO OHM BMriojiitHJiHCb B onHlQfk MacTGpCKOii M BnO.lHe B03MOÎK110 OflHMM H T 6 M 2KC
MaCTCpoM. A B T O P npe^nojiaraeT, H T O H X wcnojiHHTejiHMi:
SbiJiM Toprosubi npeflMCTaMH pejiwrMOîHoro xyjibTa JIHÔO
cTeKOJibHbix fleji Maciepa, pecTaBpHpoBaBiui-te KapraHbi.
B o BCHKH'M c j i y n a e o n u c b m a e i n b i e aBTopoM o6pa3a n e
npHHa^jiestaT K npon3BeAe-nHSM MaccoBoro npoM3BOflCT3a.

Eaujiac

C y n K c c c K H

—

JiyKOBCKMR

HAPÎIA

B cTaTbe B i i c p s t i c a c i a e T C a nonwTKa o n n c a T b H a UHOHaJIbHLlii KOCTÎOM ORpCCTHOCTCÜ JlyKOUa (JIWÔJIHHCK06 BOeBOACTBO). H a
OCHOBe MCCrablX HCCJIOAOBaHHfl

H

My3CHHblX MaTepHa.lOB

Ma30BC^oro

aBTOp

HapH.ua. McxoflHOíi

OIIHCblBaCT 9TOT

TO'ÎKOU

HBJIAIOTCÎI

BMfl

HJIJIIO-

CTpaTMBHbie uaTepHajibi H aanweM B jiMTeparype X I X B .
B neîKBoeHHbifi nepuofl MOMÍHO Obuio eme BCxpci'HTb
HíeiicKHií napHA, B iiacTOiimee Bpewfî c o x p a i î u . m c b jiwuib
tieMHorne ero s a r a e n T b i . MystCKofi K O C T I O M i i c i e 3 yate
B iianajo X I X B.
OciIOBHblM CbipbeM flJIH BbipaBoTKH O ^ Ê Î K a b l Obl.TO
flo Koiiua X I X B . mepcTb, j i e n , K O H O I U I H . «I&gt;a5pHMHhie
TKaHn ynoTpeôJiHjincfa cnepBa fljifl npa3flHHHHbix
HaptiAOB. IIocTeneHHo, nofl BJiMaHHeM MemancKoft i i o ^ b i CTAJI
MCHÎITCH r a x a c e x p o i i o ^ e î K A t i . P H ^ O M C wJiJUOcTpaunaMH
aETop noMemaeT TaKîKo B M K P O W I C H HCKOTOpwx nacrew
OfleîKflbi (HJIJI. 9, 27).
B JlyKOBCKoM paiioHC 0A«KAy iuujin npOHMyinecTBCHMO H3 HOJIOCaTOH aOMOTKaiIHOH MHTepHM (HJTJt. 16), n p i i 4eM dpopMa H pacu,BeTKa noJioc c teuenHCM sspeweiiH
noflBeprajjHCb n3MetieHwaM. B cxapniiy TKam-r Gbinn T C W Ubix* L(BeTOB B y 3 K y » nojioCKy ^ e p H y i o , ôenyio,
TeiinosejieHyio, rojiyuyio. B MejKBOeiiiîoe speMH CTajiw MOfliibi
apKwe KpaKOBCKPie M jiOBHUKue TKaHH C Sojiee niHpoKHMM nojiocKaMH. n p e o O j i a a a j i H o p r a j K e ü t m , KpacHbiM,
*H0JieTOBbrfi l i s e r a .

JlyKOBCKMil HapHfl cTaJí SbiCTpo BbixoflHTb M3 y n o Tpe6jienKfi noA BJîMHHneM MOJTKOÍÍ ujjiHXTbi, HacejiHBiueft
OTOT

paííon.

HecMoTpa n a T O , H T O Hapoanw&amp; K O C T W M Bbiuieji
wi
ynoTpe5jieHMS, B ^ e p e s H n x JiyKOBCKoro pawona no c e i i
flenb 3anHMawTca TKanecrBOM. AoMOTKaHHbie MaTepwa^bi
Bce eme ynorpeSjiHioTCH B flOMauiiieia oSwxofle.

TajiHHa
TAK
HA3.

B y ü m i K
— ÎKEIHOBCKWE
„JIHiKHMKM"

nOJIOHKM.

flo eux nop B jiMTepaType yflejiajiocb BiiKMaHue TOJibnoflrajiHHCKHM „jiuK«HKan", T.e.
flopeBiiiiHbiM
nojioMKaM RJIH jioiKeK. A B T O P HacTonmew cTaTbn nbiTaeiCH
oxapaKTepn3MpoBaTb pe3b6y cryneHMaTUx . . J I B I J K H M K O B " . Haine Bcero O H H BCTpctaiOTca Ha 3KemoBinwHe,
rjiaBHbiM o6pa30M E 6oJiee 3aHcnroMHbix ^oMax. K a p i a
(HJIJI. 29)
noMoraeT nam pa3o5paTbCH B K ^ K I I X itecTKO

nocTHx no 06e

CTopOHbi KapnaT ynoTpe6jiHioTCH „jibiHC-

H H K H " OToro runa.
„JIbDKHHKn" CioraTo y K p a ï u a ^ H C b npw ITOMOIHH p a 3 rexHiiKH. A B T O P yflejiHBT Miioro BHHMatiKH aïKypiioii TexHKKe (HJIJI. 3, 8, 10, 19), B K O T O P O Î Î npeoQjiaaajoT
reoMeTpw-iecKHe MOTHBbi. T e x H H K a pe3bGbi nepenjieTaeTCH e ajxypiibiM ysopoM.
JIH™OH

3 j i e M M i T b i n o j i H o ü pesbObi He a c T p e i a i o T c a . B H C K J I I C 'iHTejibiibix C J i y i a a x npHMeHaerca r e x H H K a RbiiKHraHua
n o flepCBy, rJiaBiibtvi o5pa30M B co ieTat!HM c aîKypHbiM
y3opoM.
l

ííeKopaTHBHbie reoMeTpjinecKHe M O T H B W pacnojioJKeHbi
noJiocaMM; ocoôeHHO 5oraTo y K p a ï u e H b i J I H U C B Û H M 3 a a H H H c r o p o H a (BemajiKa) (HJIJI. 12). OxcyTCTBHe M C T O H H H K0B M flaTMpOBaHHblX 3K3CMÍIJIHpOB jTMliiaeT BO3M0JKH0CTH
OTo6pa3HTb HCTopMio „jibi3KHHK0B". A B T O P pacnoJiaraoT n e SoraibiM cpaBHMîejtbHbiM M a r e p H a j i o n c TeppHTopww C n jieaiiM M M o p a B ( H O X O C J I O B R K H H ) (HJIJI. 25). EoroToe « u jiwHwe „jibiwHHK0B" Ha TepptiToptiH ^ieiuoBCKoro
aoeROACTBa Bbi3biBaer npeanoJîOaceHMe, H T O B TIûJibLUB OHM
DblJIM HBJIGHHeiV! MCCPHOl'O XapaKTepa 0e3 npO^OJlKHTejtbHoií T p a j H q n M .
Cpenw B o j i b i u o r r . ™ c j i a 6 e 3 b i M a i i H b i x
McnoJïtiKTejieu
asTop cy.Meji BbiaejiHTb HecKOJibKHx B H f l i i e i i m n x , n p o c j i a • H B i i i H x c s KaK TaaaiiTJiHBbie MacTepa. 3 T O 6 L . I Î I H raaBHbiw
o5pa30M njioTiuiKH J I H 0 O CTOJiapbi, 3HaKOMbic c o D p o C O T K O H flcpeua. B 3aKjno'ieHMH a s T o p c r a T b i i aaeT x a p a K -

TCpHCTKKy OTflCJlbHblX

XyflOJKHHKOB H HX MaCTepCKWX.

K a j K , i a a H3 H H X oT^MHa^acb CBoeo5pa3HbiM
HblM OpHaM &amp;HTOM.

BapBupa
&gt;KEBA

IIojtëHKOBa

—

^cKopaTHE-

KOHHKOBCKME

KPy-

C T H T L H C O C T O H T us Tpex 'lacTeíi: B nepeofl ' l a c n i aBTop
onwcwBaer B03HHKH0BeHHe H pa3BHT«e KpyïKCBHoro MacrepcTBa B nepsow nojioBWHe X X B e s a ; eTopaa Macrb
iiocBameua KpyatcBQM Kyjibroaoro H a 3 H a n e n u « , TpeTbHCOCTOHHWK)
COBpeMCHIlOrO KpyïKeBHOrO
IIPOI13B0ACTB3
lIJsecTM KpyaieBa CT&amp;JÎH B Hanane X X B . B K O H S K O B C
H H B O J K H H K C iiana^M y m n b s uiKOJiax BH3aTL npiO'iKoK.
Ysopbi iiopsbix KpyjKCB KonMposajiHCb
nu o0pa3t(aM

orpacjiesbix îKypHaJiOB H nyOjiHKanwñ,

rjiuBiibiM

oôpa-

3OM BencKHx. PacnpocTpaHeHMeM y3opoB B
flepesHSx
3aiiHMajiHCb yHHTejibHHqbi pyKOflejiba; o wx
fleaTeabHOCTOl nOflpo5H0 I1HUJOT aBTOp HaCTOHIUeft CTaTbH.

247

�K
nopBŁiM xpyaceBHtiM HSflejiHaw npMHajuieJKajiti
HajioôHMKH ueuiHHcroix nermoB. riocTOneHHO
accopraM C I I T KpyJKOBHblX W3flejlnfi MaHajï paCLUHpnTbCil M BHflOHSMGHHTŁCH. B
MeîKBoeHHblH IîepïlOfl KOHSIKOBCKMe
KpyjKeEHMHŁi C T 3 J I M njiecTM KpyHicaa n a npoflaacy. 3 T O
6b:jiH cajjtbeTKH, npouiBbi Rsin n o c T e J i Ł H o r o 6eJiba u T . ^ .
OnwpaHCb Ha TpaflimnoHHwe ctoopiwbi ueuMHCKMx Henups,
ö o j i e e cnoco&amp;Hbie MacTepim.br pa3Hoo6pa3iijiM ysopbi H O BbiMH M 0 T H B 3 M H . TpaflHUHOHHHü HapoflHbiñ y3op B K.OHHKOBe •— 3TO paCTHTejIbHbIM OpHaMeHT: BHHOrpaflHbIC
rpo3nbH, I1IH11IKH, HBOTbl (MJM. 6, 8, 14).
B T o p a a MiipoBan sofiHa He noMemajia pa3BJMnio KpyJKeBKoro npoH3BüHCTBa. B Te ro^bi C T S J I M BbiflejiHTbCfl
H n p H o ö p e r a T b H3BecTHOCTb Gojiee c n o c o ö H b i e n a c r e p u i(bi. n o c j i e BTopoii M H P O B O M B O M H W pa3BHTHK&gt; K p y m e o Horo npoMSBOflcxBa 3Ha*inTeJibHo cnoco&amp;CTBOBajio p a c i u n peMiie TypH3Ma. B 1949 r. oeiioBajiCH KOonepaTHB KpyHteBHMu, CaMOfi aLiflawnieficfl MacTepHneii 6i&gt;ma Toraa
MapMa r e a p K o s a . Bojiec c n o c o ö H b i e KpyJKeBHHUbi pa3BHaajtw TA coBepuieHCTBOBajiH y3apbi C B O H X vj3£e.iiîï&amp;. K p y r
noTDeÖMTejieii 3HSMHTejibHo D S C U I H D I Í J I C H : MHoro KT&gt;V}KeB
CTa™
3arpaHHL(y. 3 T O T BHfl MacTepcTEa
He TOJiBKO npHîiocMJi jtorrOjiHiriTejïbHLre ¿joxoflbij n o TaK5Ke
cnocoScTBOBäji aHaMi'iTejiLHOMy yxpenjieiiHio CBÍÍ3M MejK^y
eoceaaMH.

BOK Ha pa3jlHHHMX laCTHX HapOflHbDt KOCTÏOMOBJ OHÎ1
n e p n a ^ H TaKHce y 3 o p b i H3 J K C H C K M X s c y p n a j i o s . Eojiee
cnocoSHbie MacTepimu c o c T a s j i n ^ K
coöcTBeHHbie
inaGnoHbi.

B o BTOpoii nacTM CBoeri paGoTbr asTop i r a m e o K p y s c e B a x KyjiBTOBoro HaaHaneHHH, KOTopwe HanaJiH njiecTii
n o c j i e BTopoñ i i u p o B o ü B O Ü H W . B CBÎÎ3ÎI c pocTOM 3aK930B Ha OTH K p y m e B a ainorne KpysceBHimbi noKímyjiH
KoonepaTMB. K O H H K O S C T S J I i^eHpoM BWfleJiKH K p y j K e a ,
B H B O J K H H K O M McTeSirafi
Jimm, HeKOTopwe iKeHiyHHbi
3aiiïiMaJiMCb 9TJ1M. BBMfly yBejumeiyiH 3aKa30B sa
Kpya t e s a K J I H j i n T y p r n i e c K M x u e j i e i ï cpeflw HïHTejiefi K o H a Koea
B03HHK-7a
KaTeropwH
ToproBueB—nocpeflHHKOB.
T o p r a a u b i pacnpocTpaiiHJiM KpyatGBa no Been crpaHe.
O n w c b i B a a y3opbi n p y j i ï e B j i M T v p r m o c K o r o x a p a K T e p a ,
asTop o ö p a m a e T BHUMarote Ha asa
sii^a KpyîKeB
flan
y s p a r u e n i i H KocreJibHoro 6cnbH: K p y m e a H w e n p o u i B b i
COCTaBJIBHHb;e K3 MejIKHX 3JieHSHT0B B BHRe KpyiKOHKOB
(HJia, 22), M ceinaHbix n p o i n a c ¡Ba3aHbiii K P K ^ I K O M y3oPOM.
nepBbrä, ooaee c x a p u w Tiin KpyjKeB o n n p a e r c a
Ha TpaRHUHonHbie y3opbt ienrtOB. y 3 o p b i Ha ceTnaTBix
npouiBax M3oGpawiaioT jiMTyprH^ecKwe C H M B O J I B I : oôJiaTKH,
KpecT, HHHiyiajiŁi X p H c r a u BorowaTepH. Y 3 o p w JiHTyp-

B TpeTbew HacTii aBTop nwuiei o coBpeMeHHOM cocTonHTiH KpyaieBHoro
npon3BOACTBa, oTcßpajKaH lUHpoKHii
accopiMMeHT M3fteíiKñ, npHHopoaJieHHtix K Tpe6oBaHnaM
KII^ieHTOB. KOHSKOBCKMe KpyjKeBHHUbl noAXBaibmaioT
n ¡ o 6 y i o HHMi^MaMBy, HanpaBjieHHyio Ha 3aBoeBaHMe ptinKa CBOHMH H3ÄejtHHMM. O H K HaHaMH fleJiaTb BOpOTHH^lKH
H iiaH»:eT Ł i K luiaTbHH, (HJIJI. 34), nep^aTKii,
npouiBbi
K SjiysKaM, a Tascase B ^ y s K H M ^ a a i e ™ a T b H . O H H C T B Ü H
O H H T Ł BH33Tb CKaTepTH il cajldpÔTKH, KOTOpHie 6bUlM CTOJlb
Mo^Hbi B MesíBoeHHbiíí n e p i í o f l . 3 T O T BHĄ npon3BOflCTBa
flaeT KpyjKeBHHuaM B03M0JKH0CTb HenocpeflCTseHHO n p o flasaTb CBOH H3aejiiiH 6e3 n o M o m H ToproBHeB,
T o p r o B i ł w coopyfliijiH nocToaHHwe najiaTKH c K p y jKesaMH Ha P M H K H X B lleuiHHe (MBJI. 37), BKCjie u C K O HOBe.
L
'4
XOTH y30pbl KOHHKOBCKHX KpyateB OÖOraTHJIHCb H0BblMK dpopMaMK, T O B C C IKe B OOmeíí CJÎOÎKHOCTH O H »
COXpaHHIOT TpaflHL(HOHHbie MOTHBbl LfOUIHHCKIlX HenLJOB.
IIpeoö^aflaiOT pacTHTe^bnue MOTiiBbi, CTOJib xapaKTepHe
flJin HapoflHoro npHKjiaAHoro KCKyccTaa.
EecKHflCKwe Kpysteaa no-npeÄHeiny aajiflioTCH Î K H B O H
OTpaCJlblO HapOflHOTO HCKyCCTBa.

T

i

rH^tecKHx

3MÖJieM

BO3HWKJIM

non

BJIMHIIMCM

ropofla;

MX

ISaBíiOajlH KpyjKKBHvmaM 3HKa3HllKtl. 3 J I H y30pOB C B O H X
K p y a í e u r o p n i n í » satiMCTsuBajin UHor^a M O T H B H B M L U I I

-5

Ii HOTO

pofta K p y i K e s a njiejiw ^ J I H eßaHrejiHMecKMx n a c MOTHBbI XpenKO CBH3aHbI C Tpa^KtlMflMM u we
nOflHMHHIOTCH rOpOflCKOMy BJIHHHMIO.
B g r o ß n a c r w CBoeiï p a G o T t i a s T o p o n t i c b m a e r
npwGopbt H MaTepwaji n34ejiMö, KacaflCŁ T a n a t e B o i i p o c a n p o flaSCH M flOXOflOB. OCHOBHbIMM MaTepjia^aMH, H3 KOTOpWX
njieTyT Kpyaceaa, H B J I H I O T C H 6yMaacHbie H H T H M xpyneHbrñ uiejiK, opyAMon Tpy^a — K P K &gt; H K H paöoTbr MecTHbix
ropu,eB. ÜHorsa KpysteBHHi^bi nom&gt;3yJOTCH KpioHKaMH,
HMn0pTIipOBa«HbIMM H3
HeXOCJIOBaKHJl.
TOPOB.

A B T O P flOBOjibHo noflpoÖHO paccMaTpHsaeT
npoojieiuy
3aTpaTbi Tpy^a H 3apa5oTKOB. B B M ^ y TOTO, MTO npoaaa î e o K p y j s e B 3aHMMaiOTCH ToproBUbi-nocpeAHHiCH, ypoaeHb
aapaöoTKos KpyacesHMq
3acTaBjiHeT atejiaTb Jiynmero.
B o Epeira jieTHero ce30Ha O H M aiponaioT C B O M H3fleju:ii
Henocpe^cTBeHHo TypwdaM. KpyjKeBa p e j i n r n o 3 H o r o na3HaHeHn« npOflaiOT T O J I H K O ToproBUbi, KOToptie pas-beaHiaroT n o Been nojib'Uje. B nocjieflHHe r o f l b i cnopoc Ha
3TU K p y a i e B a yMeHbiiuracfl, nooKOJibsy KOCTeji noompaer
öo^ee CKpoMHoe S e n t e c HeSoMbiuoií » W U I H B K O Ü ,

�CZASOPISMA

INSTYTUTU SZTUKI P A N

w y d a w a n e przez:
P.P.

WYDAWNICTWA ARTYSTYCZNE

I FILMOWE

B I U L E T Y N HISTORII SZTUKI, kwartalnik,
p o n a d 100 s t r . d u ż e g o
f o r m a t u , o k o ł o 100 i l u s t r a c j i . C e n a 24 zł, p r e n u m e r a t a p ó ł r o c z n a 48 z ł .
r o c z n a — 96 zł.
POLSKA S Z T U K A L U D O W A , kwartalnik,
64 s t r . d u ż e g o
formatu,
b o g a t y m a t e r i a ł i l u s t r a c y j n y . C e n a 18 zł, p r e n u m e r a t a p ó ł r o c z n a 36 zł,
r o c z n a — 72 zł.
P A M I Ę T N I K T E A T R A L N Y , k w a r t a l n i k , p o n a d 170 s t r . d r u k u ,
około
100 i l u s t r a c j i . C e n a 18 zł, p r e n u m e r a t a p ó ł r o c z n a 36 z ł , r o c z n a — 7 2 zł.
M U Z Y K A , k w a r t a l n i k , o k o ł o 130 s t r . d r u k u , l i c z n e p r z e k ł a d y
C e n a 18 zł, p r e n u m e r a t a p ó ł r o c z n a 36 z ł , r o c z n a — 72 z ł .
Wszystkie
meracie.

czasopisma

nabywać

WARUNKI
„POLSKIEJ

można

regularnie

jedynie

w

nutowe.
prenu­

PRENUMERATY
SZTUKI

LUDOWEJ"

P r z e d p ł a t y na p r e n u m e r a t ę przyjmowane są w
m i e s i ą c a p o p r z e d z a j ą c e g o okres p r e n u m e r a t y .

terminie

dc

dnia

10

P r e n u m e r a t ę na k r a j d l a c z y t e l n i k ó w i n d y w i d u a l n y c h p r z y j m u j ą u r z ę d y
pocztowe oraz listonosze.
Czytelnicy i n d y w i d u a l n i m o g ą d o k o n y w a ć w p ł a t r ó w n i e ż na konto P K O
n r 1-6-100020 — C e n t r a l a K o l p o r t a ż u P r a s y i W y d a w n i c t w „ R u c h " —
W a r s z a w a , u l . W r o n i a 23.
Wszystkie instytucje p a ń s t w o w e i społeczno m o g ą zamawiać prenume­
r a t ę w y ł ą c z n i e za p o ś r e d n i c t w e m
Oddziałów
i Delegatur
„Ruch".
C e n a p r e n u m e r a t y : p ó ł r o c z n i e z ł 36, r o c z n i e zł 72.
C e n a p r e n u m e r a t y za g r a n i c ę j e s t o 4 0 % d r o ż s z a od c e n v p o d a n e j w y ż e j .
P r z e d p ł a t y na t ę p r e n u m e r a t ę p r z y j m u j e n a o k r e s y p ó ł r o c z n e i r o c z ­
ne P r z e d s i ę b i o r s t w o K o l p o r t a ż u W y d a w n i c t w
Zagranicznych
„Ruch"
w W a r s z a w i e , u l . W r o n i a 23, za p o ś r e d n i c t w e m P K O W a r s z a w a , k o n t o
n r 1-6-100024, t e l . 20-46-88.
SPRZEDAŻ
Egzemplarze n u m e r ó w zdezaktualizowanych m o ż n a n a b y w a ć w P u n k ­
cie W y s y ł k o w y m P r a s y A r c h i w a l n e j
„Ruch", Warszawa, u l . Nowom i e j s k a n r 15/17 n a m i e j s c u , l u b n a z a m ó w i e n i e za z a l i c z e n i e m p o c z t o ­
w y m . K o n t o P K O N r 114-6-700041 V I I O / M W a r s z a w a .
A k t u a l n e n u m e r y eyasooism I n s t y t u t u S z t u k i P A N oosiada O ś r o d e k
RcLpowszechniania W y d a w n i c t w N a u k o w y c h P A N w P a ł a c u K u l t u r y
i Nauki w Warszawie.

Zakłady Graficzne „Tamka". Zakład Nr 2. W-wa, Podchorążych 39. Zam. 715,
Pap. iiustr. ki. m . 120 g. B i \- karfon biały kl. tri. 220 g. Bi. Nnk). iwn «•?•/.. N - ' S

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9588" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9566">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7a68fe1a6a5462f14c13069f3f9e3fc6.pdf</src>
        <authentication>05561156e0ef23266cb2b410b6642e33</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114138">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4909</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114139">
                <text>1968</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114140">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4554</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114141">
                <text>Kronika / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1968 t.22 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114142">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1968 t.22 z.4 ; s.243-244</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114143">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114144">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114145">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114146">
                <text>1

odwrócić, powiedzieć, że ż e b r a ł , by m ó c m a l o w a ć . Gdy
go p o z n a ł e m przed p i ę t n a s t u laty, a m i a ł w ó w c z a s już
chyba około sześćdziesiątki, m a l o w a ł w skupieniu od
ś w i t u do zmierzchu, wieczorem zaś r y s o w a ł k a r t k i pod
n a s t ę p n e obrazki, a już przy lampie o p r a w i a ł je w k o lorowe r a m k i z papieru i p r z y g o t o w y w a ł m a t e r i a ł na
n a s t ę p n y dzień.
S ł a w a p r z y s z ł a późno. W wiele lat po o d k r y c i u N i ­
kifora przez malarzy Seweryna T o r y n a i Jerzego Wolfa.
Ale l e g e n d ę N i k i f o r a s t w o r z y ł y dopiero lata powojenne,
konsekwentne lansowanie — obok Picassa — przez
„ P r z e k r ó j " , f i l m y , setki a r t y k u ł ó w , k s i ą ż k i B a n a c h ó w
i cała ich p e ł n a pasji akcja opieki nad N i k i f o r e m i jego
dziełem,
Na pewno w legendzie N i k i f o r a o d e g r a ł a p o k a ź n a
rolę m a l o w n i c z o ś ć postaci Krynickiego. A l e p r a w d z i w a
wielkość Nikifora, wyróżniająca
go spośród innych
„ n a i w n y c h " , polega nie na osobowości i losach, lecz
na talencie m a l a r s k i m i tej n a p r a w d ę w y j ą t k o w e j
a u t e n t y c z n o ś c i jego sztuki. N a i w n y c h jest dziś w i e l u ,
n i e k t ó r z y m a j ą nawet c a ł k i e m dobre rozeznanie w ł a ś n i e
w m a t e r i i tej „ n a i w n o ś c i " . N i k i f o r t w o r z y ł jednak bez
ż a d n e g o wyrachowania, z w ł a s n e j potrzeby, bez ś w i a ­
domości tego, że istnieje c a ł y r u c h „ n a i w n y c h " , cała
k o n i u n k t u r a na ten gatunek twórczości.
Nie tak dawno o g l ą d a l i ś m y jego w i e l k ą w y s t a w ę
w warszawskiej „ Z a c h ę c i e " . P r z y j e c h a ł na nią N i k i f o r .
S ł a b y , schorowany, u m ę c z o n y , z t r u d e m r y s u j ą c y jesz­
cze kredkami...
To b y ł już w ł a ś c i w i e kres. Ostatni p i ę k n y akord...
K i l k a lat Wcześniej w ł a d z e K r y n i c y o f i a r o w a ł y m u
nazwisko. I o d t ą d N i k i f o r - M a t e j k o s t a ł się N i k i f o r e m
K r y n i c k i m . I t a k i m zostanie w naszej p a m i ę c i .
Aleksander
Nikifor,

Święta

księga,

akwarela.

Fot.

K

Jackowski

R

O

N

Jan

świderski

I

K

A

za okres VII - IX 1968

Konferencje, zjazdy,
muzeów

działalność

W dniach 9—11 w r z e ś n i a odbyła
się w S ł u p s k u sesja naukowa poś w i ę c o n a kulturze ludowej Pomorza.
W obradach sesji, k t ó r a b y ł a zakonczeniem I I K a m p a n i i Muzealnej,
w z i ę ł o u d z i a ł 100 n a u k o w c ó w z różnych p l a c ó w e k etnograficznych oraz
etnografowie z N R D , ZSRR i k r a jów skandynawskich. Wygłoszono
10 r e f e r a t ó w o m a w i a j ą c y c h różne
asoekty k u l t u r y ludowej Pomorza.
Inauguracyjne p r z e m ó w i e n i e pt. „O
znaczeniu muzealnictwa etnograficznego'na ZiTmiach^Zachodnich i P ó ł nocnych" wygłos
K Pi242

wocki — przewodniczący Komitetu
Wykonawczego I I K a m p a n i i M u zealnej. D u ż e zainteresowanie w y w o ł a ł referat prof. dra J. Burszty
o g ł ó w n y c h tendencjach rozwojow y c h k u l t u r y na wsi na Ziemiach
Zachodnich.
Ilustracją
sesji
była
wystawa
etnograficzna pt. „ K u l t u r a l u d o w a
Pomorza", na k t ó r e j pokazano zab y t k i k u l t u r y ludowej l u d n o ś c i r o dzimej (Kaszubi Bytowscy, S ł o w i ń cv, K r a j n i a c y Z ł o t o w s c y , l u d n o ś ć
j a m n e ń s k a ) i osiadłej na Pomorzu
po 1945 r. Ekspozycja ma charakter
s t a ł y obejmuje k u l t u r ę m a t e r i a l n ą
i sztukę ludową,

Uczestnicy sesji zwiedzili na zak o ń c z e n i e słowiński skansen w K l u kach.
*
W lipcu w muzeum w Radomiu
otwarto skansen bartniczo-pszczelarski. Jest to jedyna tego rodzaju
ekspozycja w k r a j u , została zlokalizowana w p a r k u r o ś l i n chronicnych przy muzeum. W skansenie
pokazano e w o l u c j ę f o r m ula oraz
n a r z ę d z i a pracy b a r t n i k ó w i pszczelarzy. Skansen p o w s t a ł z i n i c j a t y w y
etnografa muzeum w Radomiu mgra
Stefana Rosińskiego,
*

'

'i
!
&lt;

&lt;
'
'

j
\
j
I
j
j
j

&lt;

�•1

We w s i Jaworzynka (pow. Cie­
szyn) w chacie znanego artysty l u ­
dowego Jana Bojko zorganizowano
izbę r e g i o n a l n ą . Zgromadzono już
ok. 60 e k s p o n a t ó w z dziedziny sztu­
k i ludowej.

Muzeum Archeologiczne i Etno­
graficzne w Łodzi
zorganizowało
obóz etnograficzny dla młodzieży
liceów o g ó l n o k s z t a ł c ą c y c h zrzeszo­
nej w Kole P r z y j a c i ó ł Muzeum.
Obóz zlokalizowano na Kaszubach.
Tematyka b a d a ń o b e j m o w a ł a
na­
s t ę p u j ą c e zagadnienia: r y b o ł ó w s t w o ,
wierzenia i zwyczaje rybackie, rok
o b r z ę d o w y na Pomorzu i drzewa w
folklorze. W okresie p o p r z e d z a j ą ­
cym obóz młodzież w y s ł u c h a ł a c y k l u
w y k ł a d ó w z a p o z n a j ą c y c h z meto­
d y k ą b a d a ń terenowych, regionem
kaszubskim, ze szczególnym u w z g l ę d ­
nieniem tradycyjnego r y b o ł ó w s t w a
i sztuki ludowej Rezultatem pracy
na obozie b v ł v 92 w y w i a d y prze­
prowadzone przez u c z e s t n i k ó w

Festiwale,

dni

folkloru

Z okazji D n i Skierbieszowa (pow.
Zamość) (7—8 lipca) zorganizowano
pierwsze w
województwie
targi
sztuki ludowej. Szczególnym zain­
teresowaniem cieszyły się stoiska
garncarzy z Ł ą ż k a Ordynackiego
i P a w ł o w a . Na targach pokazano
również
kowalstwo
artystyczne,
t k a c t w o i w y c i n a n k a r s t w o z terenu
całego w o j e w ó d z t w a lubelskiego.

W dniach 4—11 sierpnia o d b y ł y
się po raz p i ą t y obchody Tygodnia
K u l t u r y Beskidzkiej.
Inauguracją
o b c h o d ó w b y ł a konferencja nauko­
w a p o ś w i ę c o n a dawnej i w s p ó ł c z e s ­
nej k u l t u r z e ludowej Beskidu Za­
chodniego oraz svtuacji w dziedzi­
nie
pamiątkarstwa
regionalnego.
Konferencja o d b y ł a się w D o m u
T u r y s t y w Szczyrku, r ó w n i e ż t a m
o t w a r t o p o k o n k u r s o w ą w y s t a w ę pa­
m i ą t k a r s t w a regionalnego zorgani­
z o w a n ą przez muzeum w BielskuBiałej Na w y s t a w i e zgromadzono
najciekawsze mace 50 t w ó r c ó w l u ­
d o w y c h na szczególną u w a g ę za­
sługiwały
koronki
koniakowskio
M a r i i Kulejowej
rzeźby-Ludwika
Kubaszczy^
rola Englerta w a z w y r o b y garncar­
skie r e l i k s a MaluJiaka
zBielan
(pow. Oświęcim)
Z okazji Tygodnia otwarto w W i ś l e
e k s p o z y c j ę prac Konstantego K r u ł y
z B ł a ż o w e j pn. „Dzieje N a t u r y " .
W czasie t r w a n i a Tygodnia szereg
regionalnych z e s p o ł ó w p i e ś n i i t a ń c a
z a p r e z e n t o w a ł o s w ó j dorobek.

W ramach festiwalu polskie zes­
poły p o k a z a ł y wesele g ó r a l s k i e , ob­
rzęd kiszenia kapusty oraz t a ń c e
j u h a s ó w . Nieco odmienny p r o g r a m
m i a ł y zespoły zagraniczne (NRD,
Rumunii, B u ł g a r i i , A r m e n i i , Włoch),
k t ó r e p o k a z a ł y bardziej stylizowa­
ny folklor. Grand P r i x
festiwalu
o t r z y m a ł zespół r u m u ń s k i ,
który
zaprezentował
doskonały
poziom
wykonawczy i w s p a n i a ł e stroje W
grupie zespołów autentycznie regio­
nalnych r ó w n o r z ę d n e Grand P r i x
i
złota eiunase" o t r z y m a ł polski
zespól Podegrodzie" / p o w
Nowy
Sącz
w y r ó ż n i o n o r ó w n i e ż ' polski
zespół kolejarzy
Sądeczanie"

14 w r z e ś n i a rozpoczęły się obcho­
dy D n i F o l k l o r u Z i e m i Babimojskiej.
Z tej okazji o d b y ł a się sesja po­
pularnonaukowa, na k t ó r e j o m ó ­
wiono tradycje polskie tego regio­
nu, z t e m a t ó w folklorystycznych —
obrzęd weselny z P o d m o k ł a i t r a ­
dycyjny instrument ludowy — k o ­
zioł.
W lokalu k i n a w
Babimoście
otwarto w y s t a w ę pn. ..Sztuka l u ­
dowa Babimojszczyzny", na k t ó r e j
pokazano obok sztuki ludowej i stro­
j ó w r ó w n i e ż zabytki k u l t u r y ma­
terialnej.
O d b y ł y się r ó w n i e ż pokazy zespo­
ł ó w regionalnych.

W ramach Ś w i ę t o k r z y s k i c h D n i
K u l t u r y , k t ó r e obchodzono w N o ­
wej Słupi, o d b y ł się pokaz dawnego
w y t o p u rudy. A t r a k c j ą był r ó w n i e ż
kiermasz w y r o b ó w sztuki ludowej
i pamiątkarskich
zorganizowany
przez Cepelię. Z n a n i t w ó r c y l u d o w i :
Józef Piłat, H e n r y k Zegadło, g a r n ­
carze: Gruszek, A r m a ń s k i i rodzina
B a b l ó w oraz tkaczki i w y c i n a n k a r k i
sprzedawali swoje w y r o b y w k r a mikach pod s ł o m i a n y m i strzechami.

*
D r u g i Festiwal F o l k l o r u
Ziem
N a d w i ś l a ń s k i c h o d b y ł się t y m r a ­
zem w dniach 14—15 w r z e ś n i a w
P ł o c k u . 8 zespołów p o k a z a ł o s w ó j
dorobek p r e z e n t u j ą c
nie
zawsze
autentyczny program folklorystycz­
ny.
'Z okazji festiwalu otwarto w y ­
s t a w ę rzeźby ludowej w płockim
P D K oraz w y s t a w ę
wydawnictw
7. dziedziny f o l k l o r u . Cepelia zorga­
n i z o w a ł a kiermasz w y r o b ó w sztuki
ludowej połączony z p r e z e n t a c j ą
t w ó r c ó w ludowych oraz w y s t a w ę
mebli cepeliowskich. Zgromadzono
na w y s t a w i e k i l k a k o m p l e t ó w o r y g i ­
nalnych mebli ludowych, wiele po­
jedynczych p r z e d m i o t ó w oraz eks­
ponaty s ł u ż ą c e do w y s t r o j u w n ę t r z a .

*
Tegoroczna
Tatrzańska
Jesień
(wrzesień) p o ł ą c z o n a b v ł a z I M i ę ­
dzynarodowym Festiwalem F o l k l o r u
Z i e m G ó r s k i c h . I n a u g u r a c j ą Jesieni
b y ł o otwarcie w salach B W A po­
konkursowej w y s t a w y
malarstwa
na szkle. Recenzja z w y s t a w y u k a ż e
się w j e d n y m z n a j b l i ż s z y c h n u m e ­
rów.

W ramach Bydgoskich D n i Sztuki
dzień 15 w r z e ś n i a ogłoszono Dniem
F o l k l o r u . Z tej okazji w y s t ą p i ł y
liczne zespoły regionalne: „ P a ł u k i "
z K c y n i , „ C h o j n y " z Chojnic, k a ­
pela z K o w a l a i kapela ludowa
Ogniska Artystycznego z W ł o c ł a w ­
ka. Cepelia z o r g a n i z o w a ł a kiermasz
w y r o b ó w sztuki ludowej p o ł ą c z o n y

z pokazem w a r s z t a t ó w n i e k t ó r y c h
t w ó r c ó w . Pokazano p a j ą k i , hafty,
malarstwo
na
fajansie,
rzeźbę,
k w i a t y ludowe, plecionki z korzeni
i garncarstwo. Impreza
spotkała
się z d u ż y m zainteresowaniem, b y ł a
to pierwsza zorganizowana na szer­
szą s k a l ę prezentacja t w ó r c ó w l u ­
dowych w o j e w ó d z t w a bydgoskiego.

Ł ó d z k a Cepelia z o r g a n i z o w a ł a w
dniach
14—21
września
Tydzień
Sztuki L u d o w e j . W sklepach Ce­
pelii i na straganach
ulicznych
sprzedawano w y r o b y
artystów
z
r e g i o n ó w : sieradzkiego, ł o w i c k i e g o ,
rawskiego, łączyckiego. W y c i n a n k a r ka z Rawy Maz. J. Przyborkowa,
r z e ź b i a r z z tego regionu M . Ż e g l i ń ski oraz sieradzki garncarz H . M u ­
s z y ń s k i prezentowali swoje warsz
taty i n a r z ę d z i a pracy.

W dniach 21—22 w r z e ś n i a odby­
w a ł y się D n i F o l k l o r u Kaszubskie­
go w Kartuzach. Z e s p ó ł „ K a s z u b y "
p o k a z a ł obrzęd weselny na i m p r e ­
zach w Kartuzach i Chmielnie. Po­
nadto w salach b i b l i o t e k i w Chmiel­
nie o t w a r t o w y s t a w ę e t n o g r a f i c z n ą
p r z y g o t o w a n ą ze z b i o r ó w miejsco­
wych
regionalistów
i
młodzieży
szkolnej. Pokazano zabytki k u l t u r y
materialnej, wszystkie fazy c e r a m i ­
k i Neclów, c e r a m i k ę L . Adamczyka
oraz w i e l o b a r w n e hafty D. L a s k o w ­
skiej.

Tradycyjne D n i F o l k l o r u O p o c z y ń ­
skiego obchodzono w dniach 22—24
w r z e ś n i a . Prez. PRN i Muzeum
Archeologiczne i Etnograficzne w
Łodzi p r z y g o t o w a ł y sesję n a u k o w ą
p o ś w i ę c o n ą stanowi b a d a ń
etno­
graficznych w O p o c z y ń s k i e m , z w y ­
czajom rolniczym oraz t r a d y c j n v m
sposobom u p r a w y r o l i .
Z okazji D n i o t w a r t o w y s t a w ę m i ­
niatur strojów i haftów opoczyń­
skich p o c h o d z ą c y c h ze z b i o r ó w p r y ­
w a t n y c h nauczycielki T. Szwedkowicz. N i e k t ó r e z h a f t ó w o p o c z y ń ­
skich pokazanych na wystawie m i a ­
ły ponad 100 lat.

W ramach obchodzonych co roku
D n i Zielonej G ó r y zorganizowano
po raz pierwszy w t y m r o k u M i ę ­
dzynarodowy
Festiwal
Zespołów
Pieśni
i Tańca.
W
przeglądzie
uczestniczyło 8 zespołów z B u ł g a r i i ,
NRD, R u m u n i i , W ę g i e r , ZSRR i Pol­
ski k t ó r e z a p r e z e n t o w a ł y stylizo­
wany f o l k l o r .

W czasie D n i Lubaczowa (wrze­
sień) o t w a r t o e k s p o z y c j ę polskich
d r z e w o r y t ó w ludowych w y p o ż y c z o ­
ną przez P a ń s t w o w e Muzeum Etno­
graficzne w K r a k o w i e . Cenna b y ł a
szczególnie kolekcja
drzeworytów
Macieja Kostryckiego z P ł a z o w a .
Działacze regionalni w Lubaczowie
pragną udostępnić mieszkańcom i
turystom
twórczość
Kostryckiego
w s t a ł e j ekspozycji.
243

�Wystawy,

konkursy

sztuki

ludowej

W salach I n s t y t u t u
Wzornictwa
w Warszawie czynna b y ł a w lipcu
pokonkursowa w y s t a w a pn. „ J e ź ­
dziec i k o ń " . Na w y s t a w i e pokazano
prace 260 a u t o r ó w , k t ó r z y otrzy­
m a l i nagrody, w y r ó ż n i e n i a l u b k t ó ­
rych prace zakwalifikowano do za­
kupu. N a j w i ę c e j e k s p o n a t ó w poka­
zano w dziale t k a n i n i prac z drew­
na, bogato reprezentowana b y ł a ce­
r a m i k a . Osobnym d z i a ł e m
były
elementy z w i ą z a n e z j e ź d ź c e m (tor­
by, saki; paski) i k o n i e m (chomonta,
siodła, podkowy). Na wystawie po­
kazano r ó w n i e ż b i ż u t e r i ę artystyezną.
W dziale t k a n i n p i e r w s z ą n a g r o d ę
otrzymała
Maria
Bujakowa,
w
dziale a r t y k u ł ó w s t a n o w i ą c y c h w y ­
posażenie w n ę t r z a — barek-żłób
J ó z e f a Kulona. T w ó r c y l u d o w i J.
Prokop i J. Staszel uzyskali p i e r w ­
szą n a g r o d ę za u p r z ą ż p o d h a l a ń s k ą .

600 e k s p o n a t ó w r e p r e z e n t o w a ł o re­
gion P o w i ś l a , Kociewia i Kaszub.
Dział r z e ź b y reprezentowany był
przez t w ó r c ó w : A . P a s t w ę , W. Licę,
L . Gollę, I . R z e p ę , . A. Stawowego
i T. K a ł u s k i e g o . Pokazano w y r o b y
garncarzy, m . i n . prace R.Necla, w y ­
roby plecionkarskie, a w ś r ó d nich
plecionki z korzenia sosny i słotny
z Wdzydz. Najbogatszym d z i a ł e m
b y ł dział
haftu
reprezentowany
przez t w ó r c z y n i e kaszubskie i z re­
gionu P o w i ś l a .

Muzeum O k r ę g o w e W Rzeszowie
urządziło w lipcu w y s t a w ę pn. „ P a ­
miątkarstwo
regionalne
woje­
w ó d z t w a rzeszowskiego". Zgroma­
dzono na niej hafty, c e r a m i k ę , w y ­
roby plecionkarskie i z drewna.
Wystawa b y ł a plonem konkursu
ogłoszonego w u b i e g ł y m r o k u przez
muzeum, Wydz. K u l t . i Wydz. H a n ­
dlu Prez. W R N w Rzeszowie.

Organizatorzy w y s t a w y
planują
u r z ą d z e n i e specjalnych ekspozycji
w sklepach zagranicznych Cepelii.

W lipcu nastąpiło rozstrzygnięcie
konkursu na p a m i ą t k ę
z Ziemi
Ł ó d z k i e j . Plonem konkursu są 132
wzory p a m i ą t k o w y c h p r z e d m i o t ó w .
W grupie a m a t o r ó w i t w ó r c ó w l u ­
d o w y c h p i e r w s z ą n a g r o d ę przyzna­
no m . i n . S t a n i s ł a w o w i K o r p i e ze w s i
Ruda pow. Sieradz.

W l i p c u w P D K w Wejherowie
czynna b y ł a w y s t a w a pn, „ S z t u k a
l u d o w a ziemi g d a ń s k i e j " . Ponad

W Muzeum Regionalnym w Ł ę c z ­
nej czynna b y ł a w l i p c u w y s t a w a
pt. „ T k a c t w o ludowe w powiecie
lubelskim". Na wystawie pokazano
n a r z ę d z i a do o b r ó b k i surowca oraz
gotowe w y r o b y tkackie.

W sierpniu w P D K w S z y d ł o w c u
czynna b y ł a w y s t a w a c e r a m i k i l u ­
dowej z rejonu S z y d ł o w c a . W i ę k s z ą
część w y s t a w y s t a n o w i ł y w y r o b y
garncarzy z R ę d o c i n a zrzeszonych
w spółdzielni „ C h a ł u p n i k " .

W sierpniu w M u z e u m Regional­
n y m w Ostrowcu Ś w i ę t o k r z y s k i m
czynna b y ł a w y s t a w a sztuki l u d o ­
wej regionu kieleckiego. W dziale
rzeźby bogato reprezentowana b y ł a
t w ó r c z o ś ć J, P i ł a t a i M , Grygiela.

*
2 w r z e ś n i a otwarto w salach M u ­
zeum Narodowego w
Warszawie
w y s t a w ę litewskiej sztuki ludowej.
W ś r ó d ponad 400 e k s p o n a t ó w szcze­
gólnie bogato p r z e d s t a w i a ł się dział
rzeźby i t k a c t w a . W dziale r z e ź b y
pokazano ciekawe prace w k a m i e ­
n i u g ł u c h o n i e m e g o t w ó r c y — po­
mocnika
kamieniarskiego;
dużo
liczniejsze prace w drewnie b y ł y
m n i e j ciekawe. Pokazano r ó w n i e ż
w y r o b y z bursztynu i c e r a m i k ę .
Tkactwo litewskie jest mocno zwią¬
zane ze s t a r y m i t r a d y c j a m i w tej
gałęzi sztuki ludowej. D u ż a r ó ż ­
n o r o d n o ś ć pokazanych na w y s t a w i e
tkanin lnianych i wełnianych świad­
czy o Żywości tej dziedziny sztuki
ludowej

*
11 w r z e ś n i a otwarto w salach M u ­
zeum
Pomorza
Zachodniego
w
Szczecinie w y s t a w ę ł o t e w s k i e j sztu­
k i ludowej. W y s t a w ę zorganizowano
z okazji Tygodnia K u l t u r y Ł o t e w ­
skiej. Pokazano t k a n i n y , c e r a m i k ę
oraz p i ę k n e w y r o b y z bursztynu.

*
29 w r z e ś n i a otwarto w Muzeum
N a r o d o w y m w Warszawie w y s t a w ę
malarstwa N i k o PirosmanaszwiliRecenzja z w y s t a w y u k a ż e się w
j e d n y m z najbliższych n u m e r ó w .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9589" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9567">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d8541222a823a55328cbde8123e221d4.pdf</src>
        <authentication>4702d735c01ed53e1b39ebe83477d44c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114147">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4912</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114148">
                <text>1966</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114149">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4556</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114150">
                <text>Spis treści/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114151">
                <text>Polska Sztuka Ludowa 1966 t.20 z.2; pierwsze strony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114152">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114153">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114154">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114155">
                <text>Oí

•Z

X
X

O
a;

Ü Ü t

�T R E Ś Ć

Anna

Obrazy częstochowskie

Kunczyńska-Iracka

Tancred Banateanu,

Koszula

kobieca. Ze

Jadwiga Formagiu

strojem

1 udowy rr

Zofia

Chałupa z wyżką w

Cieśla-Reinfussowa

Joanna M a c i e j e w s k a - P a v k o v i ć
W S P O M N I E N I E

nad

rumuńskim
101
113

Myślenickiem

Zdobnictwo o b r z ę d o w e wsi białostockiej .

.

.

119

P O Ś M I E R T N E

Anna M i c i ń s k a

Juliusz Zborowski

133O-1965

.

129
131

K R O N I K A

S U M M A R Y

studiów

O F

A R T I C L E S

PE3IOME

Na okładce:
Koza,
Wyk.
laska. Fot.: Jan Świderski.
61 X 45,5 cm. Krakowskie.

. 1 3 2

135

1950 r. Józef Kondratiuk,
Cicibór Duży, pow. Biała
Pod­
Na stronie tytułowej:
Matka Boska Kodeńska,
olej na
płótnie,
Zb. Muz. Etn. Kraków.
Fot: Stefan
Deptuszewski.

��[
I
li

i

KOMITET REDAKCYJNY
M g r Aleksander Jackowski,
dr Kazimierz Pietkiewicz,
prof. dr Ksawery Piwooki,
prof. dr Roman Reinfuss,
prof. dr Tadeusz Seweryn.
ZESPÓŁ
REDAKCYJNY
Rpdaktnr
narzelny
mer
Aleksander Jackowski, za¬
s t ę p c a redaktora naczelneen- nrof dr Roman R e i n ­
fuss
sekretarz
redakcii
i redaktor działu- mar Jad­
wiga
Jarnuszkiewiczowa
w s p ó ł p r a c o w n i c y : mer A n K u n c z y ń s k a - Iracka,
mgr W a c ł a w S u ł k o w s k i , re­
daktor techn.: M a r i a K l u kowska u k ł a d graf • Jad­
wiga
'jarnuszkiewiczowa.
Tłumacze:
D.
Ronowicz
(ang.), N . S t a s i ń s k a (ros.).
i
Red.: I n s t y t u t Sztuki P A N ,
Warszawa, u l . D ł u g a 26.
W y d . i administr.:
P.P.
W y d a w n i c t w a Artystyczne
i Filmowe, Warszawa, u l .
K r a k . P r z e d m i e ś c i e 21/23.

J

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9590" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9568">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/66e5f3d084abd5d48917a9d39f95783c.pdf</src>
        <authentication>68092cfff7a88c6f8311b09f98975f7c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114156">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3127</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114157">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114158">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2928</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114159">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114160">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.4, s.29-240</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114161">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114162">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114163">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114164">
                <text>S U M M A R I E S

•

Р Е З Ю М Е

SUMMARY OF ARTICLES
W i k t o r S t o c z k o w s k i — PREHISTORY I N SCHOOL
TEXT-BOOKS, T H A T IS T H E CONTEMPORARY M Y T H OF
THE BEGINNINGS

of Christ in selected ethnographic writings. Generally, all such
images are similar.

In spite of the fact that various visions of the past are presented in
school text-books of history, the image of the palaeolith is always the
same. The purpose of the present article is to analyse it on the
grounds of Soviet and French school text-books. The considerations
touch upon the following problems: 1) Structure of the vision of the
palaeolith (fundamental images of „alien primitive nature" and
„weakness of cultureless man"); 2) Function of the story about the
palaeolith (explain the genesis of culture); 3) History of the
academic vision and its origin (speculations of the Enlightenment
philosophers); 4) Description of the philosopher's method and the
method-implied vision of man (deductive reasoning based on the
behaviourist, materialistic, utilitarian, and individualistic tenets);
5) Origin of the images of „alien nature" and „man's weakness"
(reversal of the attributes of human existence in the Golden Age);
6) Presence of the philosophic myth of the beginnings in contempo­
rary culture and its impact on the archeological reasoning (on the
example of New Archaeology); 7) Counter-culture trends and
contemporary transformations of the myth of the beginnings
(primitive society of prosperity from the works of M . Sachlins).

J e r z y C h u m i ń s k i — SOME REMARKS O N T H E O R N A M E ­
N T A T I O N OF CONTEMPORARY T O M B CROSSES.

Ewa K o r u l s k a , L u d w i k S t o m m a — T H E BEGINNINGS
OF T H E POLISH STATE
A VERSION FOR C H I L D R E N
The legend of Piast and Popiel tells about the beginnings of the
Polish state. The authors analyse two versions of the myth — its first
recording in Chronicle of Gallus Anonymous (12 cent.) and Kornel
Makuszyiiski's contemporary version (1939) for children, frequently
republished in the 1980 s. Considerable changes in the construction
of the story can be found in Makuszyiiski's work. Not only does his
story present the legality of the Piasts' power sanctioned by God's
will — miracle (Gallus Anonymous) but, grounded on the opposi­
tion between Piast and Popiel, it also speaks about the autochthony
and age-long past of the Polish nation (Piast — good, native, our,
Polish; Popiel —- alien, wicked).
ARE THERE A N Y „ B L A N K S " I N ETHNOGRAPHY?
Two opinions concerning „blanks" in ethnography (Ludwik
Stomma) and folk art (Antoni Kroh) are published. In spite of
certain divergencies in presenting the subjects the authors are
astonishingly unanimous in many points. Admittedly, no problems
in both disciplines have been forbidden to be examined (this does not
mean difficulties in publishing the research materials). Therefore,
the authors pay their attention to the problems that have not been
discussed, that for some reasons have been difficult or a taboo, e.g.
moral life:shame, rape, honour (Stomma), complex questions of
state patronage over folk art, of art of the national minorities, and of
the pre-war territories of Poland (Kroh). The conclusion is reached
that it is self-reflective problems that are most difficult to examine.
(Kroh: Ethnography of the Ethnographers' Milieu). Stomma exem­
plifies some reasons of such an attitude, e.g. parochialism and
conservatism of Polish ethnography. Symptomatically, the authors
state that a true „blank" in ethnography/folk art is but a mirror.
A l e k s a n d e r J a c k o w s k i — FOLKLORE: INSPIRATION
AND MANIPULATION
The article illustrates two approaches to folklore. The first one is
based on Dmitri Shostakovich's reminiscence of Dżambul Dżabajew, an imaginary folk poet, whereas the second approach shows
balcharian folk potters creating clay animal figures. Both examples
concern the same area (Dagestan, Soviet Union) and the same period
(1940s — 1950s).
B o ż e n a T a r a n o w i c z — THE STEREOTYPE OF JESUS
CHRIST I N F O L K POLISH
The folk stereotype of Jesus Christ (according to Lippmann,
understood as an „image in the head") is analysed on the basis of
various folk texts. In various genres (songs, magic formulas, etc.) the
image of Christ turns out to be similar, though certain differentiating
genre features an also be discerned. The resulting image was also
related to the official teaching of the Church as well as to the image

According to the author, certain chronological layers connected
with the fashion for a given type of the tomb-stone are easily
observed on cemeteries; e.g. wrought, cast-iron, and welded crosses.
Two aspects of the decoration of the cross: traditional and contem­
porary can be discerned. By traditional ornamentation J. Chumiński
means the reference both to the timber itself — wooden cross (e.g.
visible grain surface) and the tree (bark's facture, cut branches, or
even the cross as a sprout of the felled tree). In contemporary
ornamentation geometric motifs are applied. When analyzing the
latter, the author points out to some of its symbolic aspects (e.g.
a circle with rays — the Sun).
OLD POLISH COUNTRYSIDE I N THE PHOTOGRAPHS OF
ARNER LOUISE BOYD
Remarks on the collection of photographies chosen from 2000
pictures made in Poland in 1934 by the american traveller and arctic
explorer — Arner Louise Boyd.
Hanna
Pawlak
(1955—1957)

—

GREAT P O L A N D

FOLK

BAND

Folk culture constituted an essential element of the People's
Poland's cultural policy of the 1950's. With great financial support
of the state folklore was popularized and numerous groups created.
One of the artistic ideas of the period was to form in Poznań (1955)
a representative Folk Band of Great Poland. It grouped about sixty
musicians — pipers, fiddlers, clarinettists, and back pipers. Since it
was impossible to harmonize all the instruments, two separate
groups were formed: pipers (21 pipers and 17 fiddlers) an backpipers
(16 backpipers, 8 fiddlers, 4 clarinettists). Such a big number of
musicians caused great difficulties connected with costumes and
repertoir. After 1957 the activity of the Band was limited, mainly for
financial reasons.
Creation of such a big group activated folk musicians, inspired
them to create new instruments, though also had some disatvantages
— it nivelated regional differences in the sound of instruments and
repertoir; it deformed the traditional sound of the two-man pipers'
band or three-man backpipers' band
A n n a W i e c z o r k i e w i c z , J o a n n a Z a t o r s k a — MIECZYS­
ŁAW PIWKO O N A R T
The article contains Mieczysław Piwko's own words. M . Piwko
was a sculptor from a known sculpture centre in Paszyn. The artist's
reflexions concern his own work, as well as his remarks on art, not
only folk (Wit Stwosz, Hasior).
S ł a w o m i r a B y d a ł e k — CRIB FIGURES OF M A R C E L I
POTAS, SCULPTOR F R O M T H E ZIELONA G Ó R A REGION
The author presents a peasant sculptor of some interesting crib
figures. For many years Marceli Potas (born in 1913, Rzeszów
voivodship) sculpted figures for his own crib which he, together with
some other carol singers, carried around the village at Christmas.
His figures continue the tradition of crib puppets.
R o m u a l d a H a n k o w s k a — SAN D SPRINKLED DESIGNS
IN KUJAWY
The custom of sprinkling the mud floor with sand is quite ancient
and was very popular in the countryside in the 18th century. It
survived in Kujawy till the 1950's. A t present such designs are
sprinkled only on shows and competitions with the participation of
thirty women.
The contemporary designs, deprived of their proper function
(decoration of the room and courtyard) have transformed into loose,
elaborated ,,carpets", composed freely (without natural divisions of
space, such as path, tree, fence, room furniture). The new competi­
tion discipline is but a mere reference to the old custom of not only
aesthetical, but also utilitary function.
239

�РЕЗЮМЕ
В и к т о р С т о ч к о в с к и й — ДОИСТОРИЧЕСКИЙ
П Е Р И О Д В Ш К О Л Ь Н Ы Х У Ч Е Б Н И К А Х И Л И СОВРЕМЕН­
НЫЙ МИФ ИЗНАЧАЛ
Школьные учебники истории нредлагают разные видения
прошлого, но несмотря на это картина палеолита там всегда
одинаковая. В настоящей статье автор производит "анализ
трактовки этой эпохи на нримере учебников СССР и Франции.
Рассматриваются следующие нроблемы: 1. Структура видения
палеолита (фундаментальные образы „враждебной первобыт­
ной природы" и „слабости человека, лишенного культуры"); 2.
Функция рассказов о палеолите (выяснение генезиса Культу­
ры); 3. История картины палеолита вучебниках иее происхож­
дение (рассуждения философов эпохи Просвещения); 4. Описа­
ние методов философов и внушаемое ими видение человека (на
примере основ бихевиоризма, материализма, утилитаризма
и индивидуализма); 5. Происхождение картин „враждебной
природы" и „слабости человека" (противопоставление атрибу­
там человеческого бытия в З о л о т о м веке); 6. Присутстивие
философского мифа изначал в современной культуре и его
влияние на мышление археологов (напримере новой Археоло­
гии); 7. Миф контркультуры и современные трансформации
мифа изначал (первобытное общество благосостояния в трудах
М. Салинса).
Э в а К о р у л ь с к а я , Л ю д в и к С т о м м а — НАЧАЛА
П О Л Ь С К О Г О ГОСУДАРСТВА — ВАРИАНТ Д Л Я ДЕТЕЙ
Легенда о Пясте и Попеле повествует о началах польского
государства. Авторы анализируют две версии этого мифа: его
первое описание в Хронике Галла Анонима ( X I I в.), а также
современный вариант для детей, написанный Корнелем Макушиньским в 1939 годы и возобновляемый в очень больших
тиражах в восьмидесятых годах. Макушиньский вводит значи­
тельные изменения в конструкцию рассказа. В его версии
говрится не только о легальности власти династии Пястов,
утвержденной Божьей милостью — чудом (Галл Аноним), но
также — но нринципу противопоставления между Пястом
и Попелем — о автохтонности и вечности польского народа
(Пяст —добрый, здешний, наш, поляк, Попель —элой, чужой).
СУЩЕСТВУЮТ Л И „ Б Е Л Ы Е П Я Т Н А " В Э Т Н О Г Р А Ф И И ?
Мы публикуем два высказывания на вопрос редакции,
касающийся „белых пятен" в этнографии (Людвик Стомма)
и внародном искусстве (Антони Крох). Несмотря на некоторые
разногласия в трактовке этих тем авторы обнаруживают удивимельную общносмь. Оба считают, что в этих областях не
было проблем, решение которых было бы запрещено или
связано с натиском среды (разумеется, этоне исключает труд­
ностей с публикацией материалов, но это уже иной вопрос).
Таким образом оба автора обращают внимание на проблемы
не затрагивавшиеся, на проблемы трудные, на запреты, напри­
мер, речь идет о моральной жизни и ее сторонах — стыде,
изнасиловании, чести (Стомма), а также сложной проблеме
патроната государства над народным искусством, о отноше­
нии к искусству национальных меньшинств и вообще к нацио­
нальным меньшинствам, о бывших польских территориях
и т.д. (Крох). Оба преследуют цель показать, что наиболее
трудными темами являются те, которые имеют связь с саморе­
флексией (Крох „Этнография этнографической среды"). Стом­
ма приводит несколько причин такой ситуации, в частности,
отсталость польской этнографии, ее некоторую косность. Ха­
рактерно, что оба текста заканчиваются суждением, что насто­
ящим „белым пятном" для этнографии (народного искусства)
является зеркало.
А л е к с а н д р Я ц к о в с к и й — ФОЛЬКЛОРИЗМ:
ИНСПИРАЦИЯ, МАНИПУЛЯЦИЯ
Это — иллюстрация к двум крайне разным подходам
к фольклоризму: первый нример базируется на воспоминаниях
Дмитрия Шостаковича о никогда не существовавшем народ­
ном поэте Джамбуле Джабаевом, второй — на творчестве
балхарских народных художников, изготовляющих глиняные
фигурки животных. Оба примеры относятся к одной и тойже
территории (Дагестан, СССР) и к тому же самому времени
— сороковые и пятидесятые года нашего столетия.
Б о ж е н а Т а р а н о в и ч , СТЕРЕОТИП ИИСУСА ХРИСТА
В ПОЛЬСКОМ НАРОДНОМ ЯЗЫКЕ
Автор рассматривает стереотип Иисуса Христа (в понятии
Липпманна как „образ вуме") на основе разных фольклористи­
ческих текстов. Ванализе, произведенном по-разному в разных
видах (песни, магические заклятия и т.д.), образ Христа пред­

стает подобным образом, хотя и снекоторыми отличительны­
ми чертами. Этот образ автор сопоставляет с официальным
учением католического костела, а также с образом Христа
в избранной этнографической литературе — в общих чертах
здесь нет существенных различий.
Е ж и Х у м и н ь с к и й , З А М Е Ч А Н И Я НА Т Е М У О Р Н А М Е Н ­
Т А Ц И И С О В Р Е М Е Н Н Ы Х Н А Г Р О Б Н Ы Х КРЕСТОВ.
Автор замечает, чтона кладбищах можно различить разно­
го типа надгробия, отвечающие вхронологическом отношении
той или иной моде. Одну уз групп составляют кованые,
чугунные и сварные кресты. В орнаментике крестов можно
отметить два аспекта: традиционный и современный. Под
первым автор подразумевает подражание деревянным крестам
(фактура коры, срубленные ветви и т.д.), второй отличается
использованием геометрической орнаментики. Анализируя ее,
автор обращает внимание на некоторые символические аспек­
ты (как например, круч с лучами — солице).
СТАРАЯ Д Е Р Е В Н И Я В Ф О Т О Г Р А Ф И И
Фотографии, выбранные среди двух тысяч снимков, сделан­
ных в 1934 году в Польше американской нутешественницой,
исследовательницей Арктики Арн-Луизой Бойд.
Х а н н а П а в л я к — ВЕЛ И К О П О ЛЬ С К И Е Н А Р О Д Н Ы Е КА­
П Е Л Л Ы (1955—1957)
Народная культура была существенным элементом полити­
ки Народной Польши в области культуры в период пятидеся­
тых годов. Спомощью значительной материальной поддержки
Государства популяризировался фольклор, создавались мно­
гочисленные ансамбли. Одной из инициатив того времени было
возникновение в 1955 году в Познани „репрезентативной"
Великопольской народной капеллы. Она состояла из около
шестидесяти музыкантов — волынщиков, скрипачей и кларне­
тистов. А поскольку совместная игра этих инструментов не
входила в счет, были выделены две отдельные капеллы. В 1957
году деятельность Капеллы стала менее активной
в связи
с финансовыми затруднениями.
Создание такого большого оркестра способствовало активиза­
ции народных музыкантов, изготовлению ряда новых инстру­
ментов, но одновременно оно имело также свои отрицательные
стороны — приводило к нивелированию регионального свое­
образия в отношении настройки инструментов и репертуара,
деформировало традиционное звучание капели, состоявших
ранее из двух — трех музыкантов.
М. П и в к о — Б И О Ы Р А Ф И Я
Анна Вечоркевич, Иоанна
СЛАВ П И В К О О ИСКУССТВЕ

З а т о р с к а я — МЕЧИ­

В статье цитируются высказывания Мечислава Пивко, ску­
льптора, работающего в известном скульптурном центре в Пашине. Рефлексии художника касаются его собственного творче­
ства; онпредставляет также свои взгляды на тему искусства, не
только пародного (Вит Ствош, Хасёр).
С л а в о м и р а Б ы далек
В Е Р Т Е П Н Ы Е Ф И Г У Р К И ЗЕЛ ЕН О Г У Р С К О Г О С К У Л Ь П Т О Р А М А Р Ц Е Л Я ПОТАСА
В статье представлена личность крестьянского скульптора,
автора интересных вертепных фигурок. Многие годы Марцели
Потас (род. в 1913 г. в Жешовском воеводстве) выполнял
фигурки для собственного вертепа, с которым во время Рождес­
тва ходил по деревне в группе колядовщиков. Фигурки эти
являются продолжением традиционных подвижных вертепных
кукол.
Р о м у а л ь д а Х а н к о в с к а — П Е С О Ч Н Ы Е УЗОРЫ НА КУЯВАХ
Посыпывание глиняного пола песком —это старый обычай
X V I I I века, который повсеместно принялся в деревне. На
Куявах песочные узоры сохранились до 50-ых годов нашего
века. Внастоящее время песок сыплют, создазая узоры лишь во
время показов и конкурсов, (в которых принимают участие
около 30 женщин).
Поскольку выполняемые в настоящее время узоры потер­
яли свойственую имфункцию (украшение избы, двора) и прев­
ратились в свободно создавамые „ковры", исчезло естествен­
ное деление пространства, обозначаемое тропинкой, деревом,
забором, утварью в избе. Возникла новая отрасль конкурсного
творчества, связанная лишь сдавным обычаем, исполнявшим
эстетическую и в тоже время утилитарную функцию.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9591" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9569">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/19bc85c8e39d706e99570452022119c4.pdf</src>
        <authentication>50d20df8f19bdd4ee2c9f57c8d08f966</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114165">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3129</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114166">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114167">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2929</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114168">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114169">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2, s.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114170">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114171">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114172">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114173">
                <text>POLSKA

AKADEMIA

NAUK

•

INSTYTUT

SZTUKI

•

ROK

XLII

•

1988

•

Nr

1-2

polska sztuka ludowa

W R O C Ł A W - W A R S Z A W A - K R A K Ó W - G D A Ń S K - Ł Ó D Ź
Z A K Ł A D N A R O D O W Y I M I E N I A O S S O L I Ń S K I C H , W Y D A W N I C T W O P O L S K I E J A K A D E M I I NAUK

�CONTENTS
A k o s Engelmayer

P l a y pipes, p l a y blisses i n H u n g a r i a n manner

R o m a n Reinfuss

Podhale phenomonon

.

.

.

.

3
9

Krzysztof Renik

Rite

Joanna Hubner-

Feast.

a n d theatre

-Wojciechowska

centuries

Leander Petzoldt

F o l k feasts i n Germany, A n a t t e m p t of t y p o l o g y

Illusion

17

a n d R e a l i t y i n State Ceremonies of the 17
23
. . .

31

Wanda Drabik

F o l k festivals i n B u l g a r i a

45

Szymon B o j k o

H a l l o w e e n a n d other populistic customs

51

Hanna Baltyn

1st M a y as a Spectacle

55

M a r i a Fiderkiewicz

R i t u a l groups i n t h e Żywiec region

61
0У

Seweryn A . W i s l o o k i

Folk

Danuta Kalinowska-

C a r n i v a l Dances o f W o m e n

A r t i n the Żywiec region

-Klosiewicz

o f A l l Souls'Day i n C a r n i v a l Rites

71

B a r b a r a Ogrodowska

Wafers a n d wafer's decorations i n Polish t r a d i t i o n . . .

81

„for a h i g h f l a x ' . Elements

A n n a Kunczyńska-Iracka
Ewa Korulska
Zbigniew B e n e d y k t o w i c z

93
The L a n t e n M y s t e r y a t Górka K l a s z t o r n a

102

O n holidays a n d h o l i d a y celebraiting. I n t e r v i e w w i t h P i o t r
Skrzynecki

107

Z . B . a n d C.R.

Some remarks a b o u t tho i n t e r v i e w

113

Agnieszka Osiecka

Piotr

115

L u d w i k Stomma

„Piwnica p o d B a r a n a m i "

116

R y s z a r d Ciarka

Punk-Rock

117

L u d w i k Stomma

The F r e n c h K i n g ' s G a l l a x y :
Henry

I's

Russian Alliance

127

Charles I X ' o r the I n j u s t i c e o f H i s t o r y
Piety
Stanisław Błaszczyk

Hans

Joachim

gegnungen
Teresa Smolińska
*

Karol

40 years

*
SUMMARY
РЕЗЮМЕ

Schauss:

mit polnischen

Piegza,

kowski's

.

.

E s kommt alles aus mir selbsi.

.

130

Be132

V olkskunstlern

Cieszyńskie skrzynie

malowane

.

.

.

.

133

o f Polska Sztuka L u d o w a a n d Alelcsandor Jae35 years o f e d i t o r i a l w o r k — B r i e f r e p o r t .

A u t h o r s i n the issues f r o m 1947—1987
OF ARTICLES

128

o f K i n g R o b e r t I I o r the Dialectics .

.

135
138
139
14.1

R E D A K C J A : Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z (z-ca r e d . ) , A l e k s a n d e r J a c k o w s k i
(red.),
E w a K o r u l s k a , A n n a Kunczyńska-Iracka,
Sławomir S i k o r a (sekretarz
redakcji)
R A D A R E D A K C Y J N A : J e r z y Bartmiński, T a d e u s z C h r z a n o w s k i , M a r c i n C z e r w i ń ­
s k i , E w a F r y ś - P i e t r a s z k o w a , J a n K r z y s z t o f M a k u l s k i , J a c e k Olędzki, M i e c z y s ł a w
Porębski, R o m a n Reinfuss, Czesław R o b o t y c k i , Z o f i a Sokolewicz,
Roch Sulima
W S P Ó Ł P R A C O W N I C Y R E D A K C J I : Z o f i a B i s i a k , J a n Świderski
R E D A K T O R T E C H N I C Z N Y : G r a ż y n a Miętus
T Ł U M A C Z E : P i o t r P a s z k i e w i c z ( a n g . ) , L i j a S k a l s k a - M i e c i k (ros.)
A d r e s R e d a k c j i : I n s t y t u t S z t u k i P A N , u l . Długa 28, 00-950 W a r s z a w a , s k r . p o c z t .
994, t e l . 31-32-71/4, w e w n . 227, 229

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9592" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9570">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/957f3a54dcd54706168328411bacbc4a.pdf</src>
        <authentication>3c9da80f799653407cb9245a553ee6a1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114174">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3124</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114175">
                <text>1989</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114176">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2925</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114177">
                <text>Mieczysław Piwko o sztuce / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114178">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1989 t.43 z.4, s.230-231</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114179">
                <text>Wieczorkiewicz, Anna; Zatorska, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114180">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114181">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114182">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114183">
                <text>Anna Wieczorkiewicz, J o a n n a Zatorska

M I E C Z Y S Ł A W PIWKO O SZTUCE

Rodzina Rzeźbiarza doskonale wie, o co może chodzić zwiedzają­
cym. Nikt nie pyta, kto to jest etnograf ani o czym chce rozmawiać.
— Ojciec jest zajęty, ale zaraz przyjdzie. — Rzeczywiście, za
kwadrans przychodzi, już umyty, przebrany i gotowy do udzielenia
wszelkich informacji.
„Od młodych lat mnie to ciągło. Był w drugiej wsi taki jeden
— dawniej to nie mówili „twórca ludowy" — to był „ten, co świątki
robi", mówili też — „niewyraźny". Jan Witek się on nazywał. Dobry
rzeźbiarz był. On robił więcej takie gotyckie — to znaczy wysokie,
szczupłe, w pewnym ruchu (pokazuje rękami — chodzi mu o charak­
terystyczną postawę). Gdyby on miał możność kształcenia się, ty by
niewiele uchodził od największych. Pięknie robił. Dorabiał tym.
Obrazów mało robił. Więcej kapliczki i figury do domu.
Jak pierwszy raz to może w drugiej, trzeciej klasie byłem, jak
rzeźbiłem narciarza. To taka zabawka była. Pani w szkole mnie
pochwaliła. Bo to było na robotach ręcznych — taki był kiedyś
przedmiot w szkole. Potem to też rzeźbiłem. Ale to trzeba zacząć od
tradycji kultury polskiej. Bo kiedyś święto Bożego Narodzenia, to
było najradośniejsze — zwłaszcza dla dzieci. Trzeba o tym pamiętać.
Ludzie są nieuczciwi względem własnej kultury.
Wtedy Święty Mikołaj był — dziś to się mówi dziadek Mróz. To
kiedyś było uroczyste święto. Gwiazdy się robiło i chodziło się po
kolędzie i winszowało się. Szopki robili — to takie pragnienie, żeby
coś ładniejszego zrobić — to na święta. Na dole tej szopki był teatr.
Wszystko tam odgrywali. To ruszało się. Reżyser ruszał tym.
I dialogi były: Żyd, Cygan, Diabeł, Śmierć — wszystko było w tym.
Najpierw to te figurki drewniane miały i były ubrane szmatkami. Ale
10 się brudziło, niszczyło. To potem zaczęli całe z drewna robić.
To odkurzyć łatwo. U mnie też wszędzie czysto — Krzyż panie widzą

230

wisi — też nie zakurzony.
Ja takie szopki z chłopakami robiłem.
We wojnę nie robiłem dużo — kilka szopek, jak miałem czas. Po
wojnie to już człowiek dorosły, żonaty, to już się nie chciało. Ale
jednak to mnie ciągnęło i fascynowało.
Jak widzą kawałek klocka, to już widzę co z tego będzie. Potem się
odbiera, odbiera, aż zostanie, co trzeba. Wiem zawsze, co mi z tego
klocka wyjdzie — to jest podatność — jak w życiu, że widać, na co
człowiek się nada.
Drewno się kupuje. Lipa najlepsza albo osika. Teraz wykupuje
drewno fabryka i nam jest trudno. Od chłopów się kupuje — trzeba
im za to płacić. Inaczej sprzedają do fabryki.
Lubią kolory żywe. Znają mnie wszędzie z mojej kolorystyki.
Ludziom też się podoba, ale się podoba, ale wiele się nie zastana­
wiam nad tymi kolorami, podświadomie je wybieram.
Jak mnie najdzie to robię. Czasem trzy, cztery dni nic nie robię.
Czasem tak nie idzie. Za dzień jedno zrobię, ale od rana do wieczora.
„Ojciec Święty", na przykład, nie wyszedł mi tak, jak bym chciał.
Wyszły mi same oczy. Włosy mają kolor za jasny. Brązowy byłby
lepszy — prawdziwy. (Na uwagę, że Ojciec Św. jest siwy). Tak, to
właśnie powinien być siwy. Ale nawet jak się nie uda, to nigdy nie
zniszczyłem swojej rzeźby.
Ja tego Chrystusika zrobiłem na krzyżu, to mi jeden pan mówi:
„Dlaczego on taki grubiutki?" A przecież nikt nie pamięta jaki był.
Każdy robi, jak sobie wyobraża. Można przypuszczać, że Chrystus
był jak Araby, bo to był Arab — chudy. Ale każdy rzeźbi według
wyobraźni. Tego świętego Floriana zrobiłem na wzór figury koło
kościoła. Kiedyś wierzyli, że chroni od ognia. Teraz też wierzą.
Florian to mój patron — bo ja byłem strażakiem. Dziś też 4 maja

�świętuję — na Św. Floriana — a nie tam żadne Dni Ochrony
Przeciwpożarowej.
Konkursy. Przeważnie to są dowolne tematy. Bym nie rzeźbił, żeby
temat był bez sensu. Albo czasem są bardzo krótkie terminy. To
wybieram poważniejsze konkursy jak prawdziwi artyści biorą
udział. Różne tematy rzeźbiłem. Tylko Lenina odmówiłem robić
— bo mówię, że mogłaby mi się chałupa pokrzywić (śmieje się).
Do Cepelii tylko trochę robiłem — kilka zamówień. To jest niższa
kategoria, rzemiosło, to nie jest sztuka, chociaż niektóre rzeczy mi się
podobają.
Moje figurki to od Japonii do Ameryki kupują. Szwecja, Norwegia,
Anglia — wszędzie.
Ja to robię najpierw siekierą, potem dłutem i nożem. Wygładzam nie
za mocno, ale lubię, żeby było milsze w dotyku.
Na twarz u każdego najwięcej się patrzy. Ale twarz mi nigdy nie
wychodzi taka sama.Tylko styl jednaki. To jest mój wytwór
wyobraźni. Tak każdy robi jak sobie wyobraża.
Człowiek musi się starać jak najbardziej, żeby piękne rzeczy robić,
pięknie rzeźbić.
Piękno się nie zmienia. Może być świadomie zniekształcone. Dziś
świadomie kulturę zniekształcają.
Strasznie lubię malarstwo. Malowałem, ale nie widziało mi to się. Na
desce malowałem plakatówką, lakierem potem pociągałem. Tylko
sakralne malowałem! Cywil-banda to co to za malowanie. To się do
niczego nie nadaje. No, malarstwo naturalne też lubię. Pejzaż to mi
się strasznie podoba. Ale na to talentu trzeba. Ja też narobiłbym tego
w pierony, ale mi sumienie nie pozwala. Dawniej, jak się niszczyło, to
palili obraz, żeby się nie poniewierał. Dlatego dużo ich było trzeba.
Teraz to robi się takie nowoczesne — trzy razy na krzyż, takie
dżezkoteki.
Tc uczone rzeczy, malarze, artyści sztalugowi, to wszystko udawane,
że to niby odbija jakieś kataklizmy. To jak ten chłop jeden, co mówił
wierszyk prozą - to co to za wierszyk? A niektóre wiersze to piękne
są — że aż pachnie z tego wiersza.
Hasior na ten przykład — dobry rzeźbiarz, ja nie powiem, ale wyczuł
głupotę w kulturze. Wyczuł konikunturę i teraz jedzie na całego. To
się nie nadaje na nic, ale to mu robi sławę. Tacy ludzie to nie służą
sztuce tylko mamonie.
Ja uważam prymitywizm, ale u człowieka, który był kompletnie
prymitywny. Oleksy na przykład. On nie rozumiał otaczającego
świata. On w to co robił, to cały intelekt włożył, jaki posiadał. Ale jak
kto ma więcej rozumu to powinien robić, żeby to zrozumiałe było.
Teraz to tych cudotwórców prymitywizmu namnożyło się. Taka
panienka tu kiedyś przyjechała. Ona mi mówi: „Czy to nie mógłby
pan tak robić, żeby tu trzaska wisiała, tu nie dorobione?" — żeby to
takie było, ona chciała. A ja chcę doskonalsze robić.
Oglądanie świata, to bardzo dużo daje. Witek Jan, to w Austrii był za
robotą, to się napatrzył w świecie. To działa. Ja też pojechałem do
Krakowa na wycieczkę, to się napatrzyłem. W Kościele Mariackim
rzeźby Wita Stwosza widziałem — to fundament, strażnica narodu
polskiego.
Zrobić komuś rzeźbę, sprzedać — nigdy bym nie odmówił. Ja
każdego człowieka lubię, jaki by nie był. Tylko hochsztaplera to ja
nie lubię. Chętnie bym wszystkie rzeźby w domu trzymał, ale to się
nie trzyma — od razu wezmą.
(Czy do jego świątków można się modlić?). Można się modlić, ale jak
są poświęcone. Ludzie się modlą, ale to musi być poświęcone. Każda
rzecz musi być atestowana! (śmieje się). Nie poświęcone są bezwarto­
ściowe pod względem świętości."
Pan Piwko mówi o sobie „artysta", „twórca ludowy". Bardzo
chętnie pokazuje swoje rzeźby. Szczyci się też swoim „archiwum"
~- dużymi notatkami, gdzie wkleja fotografie, listy świadczące
o kontaktach ze zbieraczami i etnografami, notatki z prasy itp.
Twierdzi, że może się to przydać komuś, kto będzie kiedyś pisał
„jakąś pracę doktorską". Bardzo chętnie pokazuje tę kronikę.
Żegnając nas w drzwiach powtarza: „Napiszcie — Paszyn 148, ale
wystarczy bez numeru, tylko: Piwko, Paszyn. 1 tak każdy mnie tu
zna, napiszcie!"
PASZYN, maj 1986 r.
Fot.: Jan Świderski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9594" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9572">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ae28b013348deb19af1c954e9c693a45.pdf</src>
        <authentication>dc7542874648253706be3a9509870f71</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="4">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25236">
                  <text>Lud</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154689">
                  <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154690">
                  <text>Licencja PTL</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154691">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154692">
                  <text>pol</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="154693">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114201">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6640</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114202">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114203">
                <text>2017</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114204">
                <text>film</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114205">
                <text>media</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114206">
                <text>pamięć - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114207">
                <text>Haneke, Michael (1942- )</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114208">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6208</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114209">
                <text>Ukryte Michaela Hanekego</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114210">
                <text>W: Czy obrazy rządzą ludźmi? red. Agnieszka Kampoka, Anna Kiryjow, Katarzyna Sobczak, s.20-30</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114211">
                <text>Sikora, Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114212">
                <text>Wydawnictwo SGGW</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114213">
                <text>książka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114214">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114215">
                <text>���������������</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9600" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9578">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/32c85c370e18b2fe771821caa7a39c36.pdf</src>
        <authentication>fcf2615a9b0cea22a1ebc20f7b2dcf4c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="7">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25256">
                  <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25257">
                  <text>stroje ludowe</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25258">
                  <text>Polskie towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25259">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25260">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25261">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25262">
                  <text>atlas etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114299">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6638</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114300">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114301">
                <text>1958</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114302">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114303">
                <text>Podlasie - strój ludowy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114304">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6206</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114305">
                <text>Strój podlaski (nadbużański)/ Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114306">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych, część 4, Mazowsze i Sieradzkie; z.3; 48 s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114307">
                <text>Świeży, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114308">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114309">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114310">
                <text>książka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114311">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114312">
                <text>��������������������������������������������������������</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9601" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9579">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b9ae962c4461a623e695a885568be8a3.pdf</src>
        <authentication>b2a8ae799dffcc6ea89b5faffbfc1602</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="7">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25256">
                  <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25257">
                  <text>stroje ludowe</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25258">
                  <text>Polskie towarzystwo Ludoznawcze</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25259">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25260">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25261">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="51">
              <name>Type</name>
              <description>The nature or genre of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25262">
                  <text>atlas etnograficzny</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114313">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6637</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114314">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114315">
                <text>1952</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114316">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114317">
                <text>Małopolska- stroje ludowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114318">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6205</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114319">
                <text>Strój krzczonowski /Atlas Polskich Strojów Ludowych</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114320">
                <text>Atlas Polskich Strojów Ludowych, Cz.5, Małopolska z.7; 47 s</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114321">
                <text>Świeży, Janusz (1884-1962)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114322">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114323">
                <text>Polskie Towarzystwo Ludoznawcze</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114324">
                <text>książka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114325">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114326">
                <text>���������������������������������������������������</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9603" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9581">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c6efb4431da4571326b9c9bc6ca60fef.pdf</src>
        <authentication>c9b1bca8780c7b856a5b40db16a0c2e4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114342">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1094</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114343">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114344">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114345">
                <text>Zasady eskimoskiego systemu klasyfikacji ludzi / ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114346">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1, s.235-252</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114347">
                <text>Zadrożyńska, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114348">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114349">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114350">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114351">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114352">
                <text>„Etnografia

Polska",

t.

XXVII,

z. 1

I S S N 0071-1861

ANNA

ZADROŻYŃSKA

ZASADY ESKIMOSKIEGO

SYSTEMU KLASYFIKACJI

LUDZI

Eskimosi zamieszkiwali północne t e r e n y (wraz z w y s p a m i ) A m e r y ­
k i Północnej, Grenlandię i Półwysep Czukocki K Eskimosi amerykańscy
z a j m o w a l i k r a i n y rozciągające się tuż za północną granicą lasów na
t y m kontynencie, obejmujące ziemie n a zachód i północ od Z a t o k i H u d sona, północną Alaskę oraz wybrzeża G r e n l a n d i i . G r u p o m koczującym
po Alasce, B a r r e n L a n d i G r e n l a n d i i poświęcono w i e l e u w a g i , badań
i opracowań w l i t e r a t u r z e etnologicznej
Natomiast Eskimosi z B a r r e n
Plains okazali się enklawą p r a w i e n i k o m u nie znaną. K o n t a k t z n i m i
b o w i e m utrudniały wyjątkowo, n a w e t j a k n a Arktykę, o k r u t n e w a r u n ­
k i k l i m a t y c z n e . I n n e g r u p y miały więc więcej szczęścia ( l u b nieszczę­
ścia) do kontaktów z Białymi. Dlatego wiedza o n i c h jest dziś niepo­
równanie większa. Dlatego też, jeżeli chodzi o k o n t y n e n t amerykań­
ski, p r o b l e m Eskimosów najczęściej sprowadzany zostawał do zasta­
nowień n a d s t o p n i e m i c h wyniszczenia biologicznego i nieprzystosowa­
nia do c y w i l i z a c j i . G r e n l a n d i a zaś i Półwysep Czukocki, gdzie historia
potoczyła się inaczej, prezentują d w a różne sposoby rozwiązań współ­
istnienia i kontaktów odmiennych g r u p l u d z k i c h i k u l t u r .
2

3

4

1

W

t y m a r t y k u l e n i e korzystałam z materiałów

odnoszących się do E s k i m o -

mosów a z j a t y c k i c h .
2

Opracowań i e d y c j i materiałów dostępnych w P o l s c e jest k i l k a s e t . D l a p r z y ­

kładu przytoczę k i l k a :
of

a North

Eskimo.

Six Annual

t e n ż e , The
Museum
gical
of

of

Results

American

1936;

Eskimo
National

of

Land

Barrow

I. M . K a m i ń s k i ,

Kaladlit-Greenlanders,

of

and Hudson
York

Expedition,

1887-1888;
The

1959; N.

Ginące

of a Second

the B u r e a u

X V , .1, N e w

North

K.

voyage

American
Bay,

Central

1884-1885;

B u l l e t t i n of t h e A m e r i c a n
Ethnolo­

1901; J . M u r d o c h ,

Eskimo.

of the Eskimos,

discovery

The

Ethnology,

Report

B i r k e t - S m i t h, The
The

of

1824; F . B o a s ,

I X Annual

Alaskan

A. C h a n c e ,

1966; P . F r e u c h e n , Book

'F.Mowat,
4

History,

Ethnology,

Journal

1821, 1822, 1823, L o n d o n

of Baffin

of the Point

Washington

E. iParry,

Report

R. F . S p e n c e r ,

Society,
York

W.

West Passage,

A

Eskimo

Study

of the B u r e a u

Eskimo,
in

of North

London

Ecology

and

Alaska,

New

C l e v e l a n d a n d N e w Y o r k 1957.

plemię, W a r s z a w a 1972.
Minority

as Majority:

Changes

" E t h n o l o g i a P o l o n a " , v o l . 6: 1980.

in Status.

The

Case

of

�ANNA

236

ZADROŻYŃSKA

Eskimosi, j a k podkreślają to wszyscy n i e m a l badacze« i autorzy
wykorzystujący wiedzę o i c h k u l t u r z e do teoretycznych r o z p r a w , na
całym z a m i e s z k i w a n y m przez siebie obszarze s t a n o w i l i zasadniczo mało
zróżnicowaną grupę antropologiczną, językową, kulturową. N i e w i e l k i e
a drugorzędne różnice w i c h k u l t u r z e w zależności od szlaków wędrówek
(wybrzeża l u b t e r e n y w głębi lądu) były w a r i a n t a m i , p r z e t w o r z e n i a m i
zasadniczego podstawowego sposobu życia i przystosowania do środo­
w i s k a naturalnego. Środowisko to zaś należało i należy do n a j s u r o w ­
szych na świecie n i e t y l k o dla człowieka. Jednocześnie j e d n a k otacza­
ło l u d z i s w y m n i e p o w t a r z a l n y m pięknem, można b y rzec, s t r u k t u r a l n e j
czystości l i n i i i b a r w y , mąconych t y l k o przez k i l k a d n i w r o k u w y b u ­
chem rozkwitającej roślinności. Czystość t a zawiera się w n a t u r a l n y m
powiązaniu b i e l i i czerni, śniegu i nieba, kontraście jałowej z i e m i i n i e ­
p r z e b r a n y c h stad k a r i b u przewalających się przez j e j martwotę, dnia
i nocy, lata i z i m y , życia i śmierci .
6

7

A r k t y k a j e d n a k nie była p u s t k o w i e m . Żyły t a m zwierzęta i rośli­
n y . Żyli t a m I n u i t , ludzie z w a n i przez i n n y c h Eskimosami». Z i m a t r w a
t u przez przeważającą część r o k u , a w t e d y przez k i l k a miesięcy słońce
nie pojawia się na niebie. L a t o arktyczne w y b u c h a nagle i nagle odcho­
dzi. Niskie porosty kwitną jeden dzień. P o t e m p r z y r o d a cichnie. P r z e ­
miana t a wyznaczała życie zwierząt i l u d z i . Wraz z l a t e m pojawiały się
zwierzęta, szansa życia d l a l u d z i . Nastawał dzień. W r a z z zimą jeszcze
raz przychodziły w i e l k i e stada k a r i b u , a na wybrzeżach pojawiały się
w i e l o r y b y . Lecz dzień odchodził i człowiek szukał miejsca n a zimowe
przetrwanie. R y t m p r z y r o d y wyznaczał r y t m życia I n u i t . Było to p r z y ­
stosowanie się do warunków, n i g d y zaś nie była to w a l k a z n i m i . Czło­
w i e k nie miał t u szans na walkę.
9

D l a człowieka istniał wyraźny podział na s p r a w y l a t a i s p r a w y z i ­
m y . Z i m o w e życie skupiało się w osadach, gdzie okresowo zamieszki­
wało k i l k a (rzadziej kilkanaście) r o d z i n " , w solidnie w y b u d o w a n y c h ,
nierzadko k a m i e n n y c h domach, mogących pomieścić k i l k a rodzin. Po­
wszechność z i m o w y c h domów w y d a j e się być wystarczająco p o t w i e r d z o ­
na na całym t e r y t o r i u m z a j m o w a n y m niegdyś przez Eskimosów. Rów5 P a t r z p r z y p i s 2.
•Np.

studium

Eskimosów.

Studium

M.

M a u s s,

z morfołogii

Szkic

o

j

s z a w a 1973, s. 567-704; R . C a i l l o i s , Teoria

!'

1973, s. 73-120; t e n ż e , Teoria

|

' R . B u l i a r d , Misje

i

op. cit,

sezonowych

społecznej,

[w:]

przemianach

Socjologia

zakazów,

społeczeństw

i antropołogia,

[w:] Żywioł

i ład,

War-

Warszawa

święta, tamże, s. 121-159.

na krańcu świata, W a r s z a w a

1974, s. 33-37; F r e u c h e n ,

s. 17 n.; M o w a t , op. cit, s. 5-6.

8 Miano

Eskimosów

nadali

I n u i t podobno sąsiadujący

z n i m i Indianie.

Eski-

m e o w z n a c z y t y l e , co " Z j a d a c z s u r o w e g o mięsa",
i

8

i

1 0

j|.

i:

iii
II!

M a u s s, op. cit., S p e n c e r , op. cit, s. 13-23.
M a u s s, op. cit;

Land...

B o a s, The Central

Eskimo

... oraz The

Eskimo

of

Baffin

�ZASADY

ESKIMOSKIEGO SYSTEMU KLASYFIKACJI

LUDZI

237

nocześnie też budowano podczas wędrówek po śnieżystej p u s t y n i i g l u .
Jako zimowe d o m y rozpowszechniły się one dopiero w t e d y , gdy za­
brakło bardziej trwałego budulca. M a r t w o t a z i m y stawała się porą za­
cieśnienia więzi pomiędzy ludźmi. Konieczność czasowego sąsiedztwa
wprowadzała wspólnotę jedzenia, spania, obrzędów, m a g i i . W t e d y też
opowiadano baśnie, legendy, m i t y . Z d r u g i e j jednak s t r o n y ta bliskość
l u d z i , i c h skupienie w obrębie osady czy nawet jednego d o m u , można
traktować j a k o konieczność przełamywania l u d z k i e j samotności i o t a ­
czającego m r o k u prowadzące do odczuwania i n n y c h wokół siebie. G d y
świat stawał się coraz bardziej nieprzyjazny, poczucie wspólnego i s t n i e ­
n i a przynosiły obrzędy, opowiadane m i t y i życie i n n y c h I n u i t . Również
z tej bliskości wynikać mogły n a t u r a l n e w t y c h w a r u n k a c h agresywne
rekacje mieszkańców osady, d o m u , i g l u . G d y więc pojawiały się
pierwsze s y m p t o m y w i o s n y - l a t a , Eskimosi rozpoczynali n a t y c h m i a s t
p r z y g o t o w a n i a do wędrówki, polowań i bardziej p r y w a t n e g o niż zimą
życia. L a t e m każda rodzina mogła wędrować osobno. Jednak g d y n a ­
p o t y k a n o n a s z l a k u n a m i o t y i n n y c h I n u i t , w i c h pobliżu rozbijano
własne n a m i o t y .
1 1

Eskimosi j a d a l i przede w s z y s t k i m mięso. Rośliny i g l o n y m o r s k i e
(znajdowane przede w s z y s t k i m w żołądkach u p o l o w a n y c h zwierząt) spo­
żywali rzadko i okazjonalnie. Podstawą wyżywienia były więc zwie­
rzęta: i c h mięso i tłuszcz. One też dostarczały p o d s t a w o w y c h surowców
do w y k o n a n i a wszystkiego, co człowiekowi było potrzebne do życia: n a ­
miotów, sprzętów, b r o n i , sań, łodzi, ubrań, okryć, zabawek i t p . Oprócz
wielorybów na wybrzeżach i k a r i b u na lądzie
polowano na f o k i , w i l ­
k i , rosomaki, polarne niedźwiedzie i g r i z z l i , lisy polarne, białe w i e l o r y ­
by (bieługi), o r k i , a r k t y c z n e p t a k i ( p a r d w y , k a c z k i itp.) i r y b y . Te os­
t a t n i e j e d n a k były t y l k o d o d a t k i e m do mięsa, n i g d y nie stanowiły pod­
s t a w y pożywienia Eskimosów.
W w a r u n k a c h a r k t y c z n y c h ludzie przystosowali się do p r z y r o d y b a r ­
dziej niż n a i n n y c h k o n t y n e n t a c h . I c h życie w ciągu r o k u dzieliło się
na d w a podstawowe sposoby egzystencji: z i m o w y i l e t n i , odmienne o d
siebie t a k , j a k różne były w t e d y w a r u n k i otaczające I n u i t . D w i e części
r o k u , d w a sposoby życia w r a m a c h jego jedności, stanowiły części sobie
przeciwstawne, lecz uzupełniające. Człowiek jednak dalej kategoryzo­
wał dostrzegalny i r e a l n y świat. Był o n znany l u b nieznany. L u d z i e
natomiast t w o r z y l i grono b l i s k i c h l u b odległych, zaprzyjaźnionych l u b
w r o g i c h . O c z y w i s t y również był podział w zależności od płci. Cztery
więc zasadnicze cechy: znane i nieznane, żeńskie i męskie wyznaczały
1 2

1 1

F r e u c h e n, op. cit., s. 161-182; C h a n c e , op. cit., s. 77-78.

1 8

L u d z i e , których

b y l i nuunamiut
kie

ssaki

(ludem

morskie,

a

życie koncentrowało

się wokół

polowań n a k a r i b u ,

zwani

ziemi). C i zaś, którzy p r z e d e w s z y s t k i m p o l o w a l i n a w i e l ­
głównie

S p e n c e r , op. cit, s. 14.

wieloryby,

zwani

byli

tareumiut

(ludem

morza),

�ANNA

238

ZADROZYŃSKA

podstawy eskimoskiej k l a s y f i k a c j i l u d z i . W i c h obrębie przebiegało ży­
cie człowieka. Cechy te, j a k k o l w i e k w y k o r z y s t y w a n e w kategoryzacjach
człowieka i świata w n i e m a l w s z y s t k i c h k u l t u r a c h , t u w szczególny
sposób zostały zrealizowane. Życie b o w i e m Eskimosów zależało przede
w s z y s t k i m od współdziałania z i n n y m i . Było ono w a r u n k i e m sine quo,
non zarówno w okresie z i m y , j a k lata (choć w każdej z t y c h pór o d ­
miennie). W y d a j e się, że działania I n u i t i reguły i c h k u l t u r y najwyraź­
n i e j przejawiały się w trzech głównych k i e r u n k a c h i c h aktywności:
zdobywania pożywienia, posiadania i w y c h o w y w a n i a dzieci oraz rozsze­
rzania kręgu l u d z i bliskich. W t e d y zasady k l a s y f i k a c j i świata i l u d z i
przybierały szczególne znaczenie dając szanse przeżycia, niespotykania
śmierci.
K O B I E T A I MĘŻCZYZNA

W społeczności Eskimosów przysługiwały i m zgoła odmienne s t a t u ­
sy. Podróżnicy, misjonarze i badacze podkreślali rzucającą się w oczy
nierówność p r a w mężczyzn i kobiet. Była to j e d n a k nierówność pozorna
zrozumiała wyłącznie d l a t y c h , którzy c o k o l w i e k pojęli z zasad k u l t u r y
I n u i t i " . W istocie nie może być nierówności t a m , gdzie życie człowieka
zależy przede w s z y s t k i m od współpracy, a w a r u n k i k l i m a t y c z n e w y ­
magają stałego p a r t n e r s t w a , poświęcenia, szacunku d l a w i e d z y d r u g i e ­
go człowieka, umiejętności korzystania z n i e j , wzajemnej dbałości.
W A r k t y c e samotny mężczyzna, nawet p o m i m o doskonałego opano­
w a n i a s z t u k i polowań, potrzebował kobiety. Bez n i e j nie miał go­
towanego mięsa, w y p r a w i o n y c h skór, uszytego ubrania, wysuszo­
n y c h butów, odzieży, rękawic. N i e miał zapasów suszonego mięsa
n a podróże. N i e miał potomstwa, które na starość zabezpieczałoby m u
pożywienie, mięso i tłuszcz. N i e miał więc przyszłości. Samotna zaś
kobieta skazana była na mieszkanie i podróżowanie ze s w y m i k r e w n y ­
m i , a w okresach głodu n a niechybną śmierć. Mężczyzna był t y m , któ­
r y dostarczał pożywienia, skór i tłuszczu; kobieta tą, która p r z e t w a r z a ­
ła przywiezione z polowania dobra, przygotowywała zapasy. Każde z n i c h
miało w d o m o w y m gospodarstwie swe własne rzeczy zwązane z w y k o ­
n y w a n y m i pracami. Wszystkie narzędzia łowieckie, szczególnie zaś ło­
dzie do połowu wielorybów (umiaki), osobiste ubrania, b u t y , rękawice
i t p . należały do mężczyzny. Kobieta, poza odzieżą, miała sprzęty do go­
towania, narzędzia do obróbki skór, lampę tłuszczową do oświetlania do­
m u czy i g l u . Pozostałe rzeczy, j a k k a j a k i , sanie czy psy z zaprzęgu, n a ­
leżały do n i c h wspólnie, choć przede w s z y s t k i m troszczył się o nie
mężczyzna. Nie łamano zasad rozdzielności osobistych rzeczy i wyłącz­
ności i c h używania przez właściciela. Byłoby to niegodne, j a k niegodne
|;
j\\

i,
li­
ii

1 1

Np.

Y o r k 1927.

M o w a t, op. cit;

K.

R a s s m u s s e n, Across

Arctic

America,

New

�ZASADY

ESKIMOSKIEGO SYSTEMU KLASYFIKACJI

LUDZI

239

na przykład mężczyzny byłoby wspominanie swojej żony podczas wspól­
nego z i n n y m i polowania czy dopuszczanie do głosu swej k o b i e t y w m i e j s ­
cu p u b l i c z n y m . F o r m y te pokrywały często zwykłą ludzką czułość i ser­
deczność, a n a w e t szacunek dla kobiety, której zdanie zawsze brał p o d
uwagę mężczyzna, g d y musiano rozstrzygać o ważnych problemach.
F o r m y te również wprowadzały ład i w miarę b e z k o n f l i k t o w e działania
w e wspólnym gospodarowaniu. Dlatego też bezwzględnie zabronione
było w y k o n y w a n i e przez k o b i e t y prac mężczyzn. Szczególne zaś t a b u
nałożone było na polowania na w i e l o r y b y i sprzęt do tego służący. R ó w ­
nież t o w a r z y s k i e spotkania stawały się głównie domeną mężczyzn.
W niektórych rejonach k o b i e t y nie uczestniczyły na przykład w p r a w i e
r y t u a l n y m jedzeniu przez mężczyzn gotowanego mięsa. Gdzie indziej
natomiast n i e obowiązywał i c h t e n z a k a z . Jeżeli brały udział w e
wspólnych posiedzeniach, to tworzyły raczej tło t o w a r z y s k i e j k o n w e r ­
sacji mężczyzn.
14

Wśród Eskimosów daje się wyróżnić d w a rodzaje kontaktów między
k o b i e t a m i i mężczyznami. P i e r w s z y m z n i c h i najwyraźniejszym było
małżeństwo. D r u g i m — różnorakiego rodzaju więzi oparte na stosunkach
seksualnych. T a k i e rozróżnienie może wydać się paradoksalne. Należy
jednak pamiętać, że codzienne życie r o d z i n y , więc p a r y małżeńskiej,
opierało się przede w s z y s t k i m n a wspólnym działaniu o charakterze
e k o n o m i c z n y m . Związek zaś seksualny n i e bywał t r a k t o w a n y j a k o z a ­
czątek r o d z i n y , jeżeli kobieta i mężczyzna nie m i e s z k a l i razem, n i e p o d ­
kreślali wspólnych p r a w do upolowanej z w i e r z y n y , do wzajemnej o sie­
bie dbałości, podziału p r a c y w e wspólnym gospodarstwie. Wszystkie te
gesty demonstrowane były publicznie zgodnie ze z n a n y m i n n y m sce­
nariuszem. G d y starający się o dziewczynę chłopak uzyskał już zgodę
na zawarcie małżeństwa od j e j ojca (po uprzedniej, najczęściej szczegó­
łowej naradzie dwóch zainteresowanych matek, p o t e m rodziców d z i e w ­
czyny), darowywał j e j skórę k a r i b u , rosomaka czy lisa, b y ją w y p r a w i ­
ła. G d y dziewczyna siadała na p r o g u swego d o m u czy u wejścia do
n a m i o t u , b y wykonać tę pracę d l a t y c h , którzy ją w i d z i e l i (a w i d z i e l i
ją wszyscy sąsiedzi), stawało się oczywiste, że w przyszłości c i dwoje
staną się małżeństwem . Z chwilą przeniesienia się dziewczyny do
n a m i o t u rodziców chłopca (najczęściej) l u b ustawienia przez młodych
wspólnego n a m i o t u w pobliżu siedziby którejś z rodzin, uznawano m a ł ­
żeństwo za zawarte. Zdarzało się, że jeszcze przez długi n a w e t czas p r o ­
w a d z i l i młodzi wspólne gospodarstwo z rodzicami. Uzbieranie skór n a
urządzenie własnego schronienia, zdobycie potrzebnego sprzętu myśliw­
skiego i domowego wymagały pracy, szczęścia i czasu.
15

G d y n i e następowały k a t a k l i z m y w przyrodzie, stada zwierząt w ę -

op. cit,

1 4

F r e u c h e n ,

15

Tamże, s. 79-121.

s. 135-186.

i .

�5

ANNA

240

ZADROŻYŃSKA

i
S
\
|
li
|
|
|
j
l
j
!
i
i
I
f
i
1
f
j
f
|
I
'j

i
\ j

drowały w p r z e w i d z i a n y c h porach, małżeństwo mogło zagwarantować
wyżywienie sobie i n a r o d z o n y m dzieciom. Często j e d n a k zdarzało się,
że zwierzęta, których coroczne wędrówki zapewniały pożywienie L u ­
dziom K a r i b u czy Morza, nie przychodziły na czas. W t e d y następował
głód. Zaczynał się już od wczesnej z i m y . Żadna współpraca n i e była
w stanie przełamać śmierci. W t y c h sytuacjach Eskimosi p o d d a w a l i się
w y r o c z n i losu regulując jedynie kolejność odchodzenia do k r a i n y p r z o d ków poszczególnych członków rodziny. K i e d y głód wymagał śmierci,
którejś nocy w m r o k odchodził najstarszy człowiek z d o m u czy i g l u .
Chociaż wyjście w śniegową pustkę nie odbierało całkowicie nadziei na
życie, s t a r y człowiek n i g d y n i e wracał. Odejście jego p r z y j m o w a n o m i l ¬
czeniem, n i e k i e d y pożegnalnym gestem należnym zmarłym. G d y zwierzęta nadal się n i e pojawiały, z n a m i o t u odchodziło najmłodsze dziecko,
potem kolejno starsze, p o t e m i c h m a t k a . Mężczyzna odchodził na
końcu .
O k r u t n e p r a w o p r z y r o d y wymagało, b y przede w s z y s t k i m odchod z i l i ci, którzy porzuceni przez i n n y c h m u s i e l i b y i t a k umrzeć: starzec,
dzieci bez rodziców, kobieta bez mężczyzny... Zdarzało się, że któreś
z małżonków umierało przedwcześnie. W t e d y pozostałe p r z y życiu m u ¬
siało znaleźć wsparcie w powtórnym małżeństwie, b y zapewnić życie
dzieciom. Można też było oddać je i n n e j rodzinie, chociaż w t y m w y p a d k u adopcja nie była wcale prosta « .
Eskimosi znali zwyczaj (rzeczywiście było to zupełnie zwyczajne)
zabijania niemowląt w p e w n y c h szczególnych okolicznościach. P r a k t y ­
k i te oburzały Europejczyków. W t y m j e d n a k w y p a d k u trzeba przede
w s z y s t k i m brać pod uwagę to, że zabijano t y l k o te dzieci, które miały
niewielką szansę na przeżycie l u b n i e miały j e j wcale. Zabijano przede
wszystkim dziewczynki
" z a n i m rodzice zdołali się do n i c h przywiązać", więc tuż po urodzeniu. Obawiano się, że n a d m i a r dziewcząt spowoduje i c h samotność przez całe życie, że nie znajdą mężczyzny, który
będzie dla n i c h polował. Oznaczało to śmierć albo d o d a t k o w y wysiłek
rodziców, b y żywić ją do końca swego życia. Jeśli j e d n a k n a w e t zna¬
lazłaby męża, to i t a k odejdzie od rodziców, pozostawiając i c h na łasce
synów. W przyszłości więc byłaby mało przydatna. Ponadto nowo n a rodzona "blokowała" następną ciążę swej m a t k i (Eskmoski karmiły przez
k i l k a l a t dzieci piersią, co uniemożliwiało i m w t y m czasie zajście
w ciążę), która może pozwoliłaby urodzić j e j syna. Najdogodniejszym
rozwiązaniem w p r z y p a d k u narodzenia się d z i e w c z y n k i byłaby u m o w a
z przyjacielem rodziców, że w przyszłości zostanie żoną i c h syna. Można
16

1 8

;

;
'
!
)
|
i
|
'i
J

ł
I |
Il
l i

:l

18

S p e n c e r , op. cit., s. 152-153.

17

Piszę o t y m w dalszej części artykułu.

18

Freuchen,

op. cit., s. 97-98. Zdarzało się też, że t a k i

niemowlę-chłopca podczas głodu, tamże, s. 102.

s a m los spotykał

�ZASADY

ESKIMOSKIEGO SYSTEMU KLASYFIKACJI LUDZI

241

|

i
też było oddać ją i n n e j rodzinie, jeżeli znaleźliby się chętni do j e j adoptowania. W p r z e c i w n y m razie czekała ją t y l k o śmierć.
W społecznościach eskimoskich najczęściej istniał n a d m i a r mężczyzn.
K o b i e t y więc p r a w i e zawsze po śmierci jednego męża miały szansę na
powtórne wyjście za mąż. Natomiast samotny mężczyzna był w stanie
dać sobie radę, choć wymagało to ogromnego wysiłku. Zawsze j e d n a k
mógł liczyć na to, że któryś z przyjaciół pożyczy m u swą żonę n a okres
wędrówki albo, że w y p r a w a odbędzie się wspólnie. Ta f o r m a współ­
działania i współpracy w y m a g a jednak szerszego omówienia.
Wykluczając małżeństwo w k u l t u r z e Eskimosów można odnaleźć pięć
rodzajów kontaktów seksualnych.
1. Zwyczajne współżycie (poza zwązkiem małżeńskim) seksualne k o ­
biet i mężczyzn, którym społecznie takie prawo przysługiwało. E s k i m o ­
si sprawy płci t r a k t o w a l i w sposób n a t u r a l n y . Młodzież przed małżeń­
stwem nie zachowywała żadnych ograniczeń w t e j dziedzinie. Lecz nic
bardziej mylącego j a k przypuszczenie, że dozwolony bywał każdy k o n ­
t a k t fizyczny. Krąg r o d z i n y czuwał, by nie zostały przekroczone zasa­
dy egzogamii, ściśle obowiązujące p r z y z a w i e r a n i u małżeństw, a n a j ­
częściej eliminujące z grona potencjalnych współmałżonków mieszkań­
ców t y c h samych osad (najprawdopodobniej, j a k się sądzi, osady za­
mieszkiwały g r u p y k r e w n y c h ) . Krąg r o d z i n n y również czuwał, b y n a
przykład w razie waśni między r o d z i n a m i koniecznie nastąpił seksual­
ny k o n t a k t między i c h przedstawicielami. F a k t t e n pozwalał zażegnać
kłótnię, nie prowadził jednak do t r w a l s z y c h związków czy zobowiązań
ekonomicznych.
W dalszym dorosłym życiu kobieta miewała k o n t a k t y seksualne ze
s w o i m mężem albo z i n n y m i mężczyznami, lecz zawsze wynikało to z i n i ­
c j a t y w y j e j męża. K o n t a k t bez takiego przyzwolenia l u b chociażby t y l ­
ko wejście obcego mężczyzny do n a m i o t u k o b i e t y podczas nieobecności
jej męża mogły być uznane za naruszenie p r a w małżeńskich i bywało
surowo karane: mężczyzna bił publicznie kobietę (nawet jeżeli nie było
w t y m j e j w i n y ) , a niedoszły kochanek mógł nawet zostać zabity przez
obrażonego męża « .
2. Pożyczanie żon między zaprzyjaźnionymi mężczyznami, k i e d y j e ­
den z n i c h wybierał się " n a szlak", a nie miał własnej żony *&gt;. Kobieta,
żona przyjaciela l u b któregoś z partnerów ^ (nigdy zaś k r e w n y c h ) , z i n i ­
c j a t y w y swego męża towarzyszyć mogła podczas d r o g i mężczyźnie, p r o ­
wadząc jego sanie, dbając o jedzenie i odzież, dostarczając ciepła
w m r o c z n y m chłodzie nocy. Po powrocie wszystko powracało do dawne-

16

1

19

F r e u c h e n , op. cit., s. 95 n.

80

Tamże, s. 79-100; S p e n c e r, op. cit., s. 83-84.

2 1

Wyjaśniam to w dalszej części artykułu.

Etnografia Polska

XXVII/!

P
f

|
j
j

�'i
ANNA

242

I]
I
j
j
1
|
I
1
]
j
|
I
j
1
'l
i

ZADROŻYNSKA

go s t a n u . Z tą formą przyjaźni spotykało się na Alasce czy G r e n l a n d i i
w i e l u Białych przyjaźniących się z I n u i t .
3. Zwyczaj zwany wymianą żon wymagał już ściślejszych związków
i współpracy między mężczyznami. Powodował o n specyficzne konseksekwencje. Obejmował t y l k o mężczyzn żonatych, których przyjaźń
l u b p a r t n e r s t w o zostały wcześniej potwierdzone wymianą darów, wspóln y m podróżowaniem i p o l o w a n i a m i . W y m i a n a żon między n i m i mogła
być długoterminowa l u b jednonocna. Zawsze j e d n a k d o k o n y w a n o j e j
z i n i c j a t y w y mężczyzn. Żony wymieniać m o g l i mężczyźni nie spokrewnien i a n i nie spowinowaceni ze sobą. O s w o i m planie dokonania zamiany
kobiet nie zawsze i n f o r m o w a n o żony. Zdarzało się, że któraś z n i c h n i e
zechciała przyjąć w s w o i m namiocie przyjaciela m ę ż a . Następnego
r a n k a p r a w o w i t y mąż karał ją publicznie. G d y następnej nocy również
n i e chciała wykonać polecenia męża, groziło to dyshonorem d l a mężczyzny, jego przyjaciela, a nawet waśnią między r o d z i n a m i .
W konsekwencji w y m i a n y żon zacieśniała się współpraca między
mężczyznami. Powstawała również f o r m a półpokrewieństwa pomiędzy
i c h p o t o m s t w e m * zobowiązująca wszystkie i c h dzieci do współpracy
i pomocy w przyszłości.
4. R y t u a l n a w y m i a n a k o b i e t " , którą odprawiano podczas obrzędów
wiosennych, gdy niespokojnie oczekiwane zwierzęta n i e przychodziły
na swoje doroczne szlaki. Przywódca polowań (często bywał o n jednocześnie szamanem) zwoływał w s z y s t k i c h dorosłych mieszkańców osady. W niektórych eskimoskich osadach zebranie to obejmowało t y l k o
zamężne k o b i e t y i żonatych mężczyzn, gdzie indziej uczestniczyli w n i m
wszyscy dorośli i w pełni sił ludzie. Szaman w s k u p i e n i u oddawał się
k o n t e m p l a c j i i wreszcie ogłaszał i m i o n a t y c h , którzy czasowo m i e l i ze
sobą współżyć seksualnie. Konieczna jest t u uwaga odnosząca się do
znaczenia i m i o n w społecznościach eskimoskich. Imię nadawano dziecku
po ostatnio zmarłym w osadzie członku r o d z i n y wierząc, że jego życie
t r w a nadal, g d y żyje człowiek o t y m s a m y m i m i e n i u . Każda zaś r o d z i ­
na, a być może osada, miała swe własne pule i m i o n cyklicznie p o w t a ­
rzanych i nieprzerwanie k o n t y n u o w a n y c h poprzez pokolenia. Jeżeli więc
szaman dobierał podczas obrzędu p a r y i m i o n , prawdopodobnie odwoły­
wał się do przeszłości. Określał znaną sobie, domniemaną l u b r y t u a l n i e
najkorzystniejszą i c h konfigurację, b y powtórzyć dawniejszą początko­
wą sytuację, która pozwoliła zaistnieć l u d z i o m . K o n f i g u r a c j a t a m u ­
siała niegdyś być dobra, bo I n u i t trwają. W t e d y też na pewno szlaki
obfitowały w k a r i b u , a Ocean pełen był w i e l k i c h m o r s k i c h ssaków. W s y 2 2

23

2

5
i
j
|
|

i
|

F r e u c h e n , op. cit., s. 82-90.
*» Tamże.
n

M

8 5

Piszę o t y m d a l e j .
F r e u c h e n , op. cit., s. 90 n . ; M u r d o c h, op. cit, s. 413.

�ZASADY ESKIMOSKIEGO SYSTEMU KLASYFIKACJI

LUDZI

243

t u a c j i zagrożenia t y l k o właściwa a odzwierciedlająca m i t y c z n y t e n p o ­
czątek sytuacja człowieka dawały gwarancję p r z y b y c i a zwierząt i za­
żegnania głodu. G d y pierwsza k o n f i g u r a c j a i m i o n a nie przyniosła s k u t ­
k u szaman zarządzał następną zamianę seksualnych partnerów. Teore­
tycznie mogłoby dojść do wyczerpania w s z y s t k i c h możliwych zestawów
par P r a k t y c z n i e jednak bardziej prawdopodobne było nadejście oczeki­
w a n y c h zwierząt ( l u b odnalezienie i c h w bardziej odległych zakątkach
eskimoskiej k r a i n y ) .
5. Zabawa "gaszenie płomyka" 26 opisywana czasami jako przykład
zadziwiającej amoralności l u d z i A r k t y k i . Praktykowało się ją wyłącz­
nie zimą, podczas ciągnącej się w nieskończoność ciemności, zawiei,
a często głodu. L u d z i e w t e d y z pewnością pragnęli nawzajem swego
towarzystwa, b y poczuć się bezpieczniej. Jednocześnie j e d n a k s k a z y w a ­
l i się n a ciągłe przebywanie w c i a s n y m d o m u czy i g l u , oczekując n a
zmianę pogody, na wyjście na świat. Stawać się m u s i e l i coraz bardziej
agresywni, ponurzy, złośliwi l u b , b y wszystko to ukryć, coraz bardziej
milczący. W t e d y ktoś z obecnych w i g l u gasił lampę.
Trzeba pamiętać, że szczelnie o t u l e n i w swe p a r k i , p o r t k i , rękawice
i buty, z a k u t a n i w f u t r a Eskimosi b y w a l i t y l k o na śniegowej przestrze­
n i . W i g l u czy d o m u przychodził czas n a oddech, suszenie ubrań, ręka­
wic i butów, w ogóle całej odzieży, t a k że p r a k t y c z n i e w j a k i m k o l w i e k
wnętrzu m i e s z k a l n y m ludzie p r z e b y w a l i całkiem nadzy, przyzwyczaje­
n i do swojej i cudzej nagości.
G d y więc gaszono płomyk tłuszczowej l a m p y , nadzy ludzie wycią­
gali ręce i s t a r a l i się d o t y k i e m rozpoznać kogoś, kogo zdołali objąć.
Po c h w i l i zapalano płomyk l a m p y , a rozprężeni ludzie ze śmiechem opo­
w i a d a l i kogo rozpoznali. W opisach tej zabawy wspominano o następują­
c y m po zgaszeniu l a m p y rozpasaniu seksualnym. P r z y p i s y w a n o też j e j
ustalony t e r m i n przypadający na okres przesilenia słonecznego w zimie.
Można b y z tego wnioskować, że zabawa ta była niegdyś elementem
obrzędu zaklinającego życie, będącego p o w r o t e m do niego. Taka i n t e r ­
pretacja n i e w y k l u c z a przecież wtórnych j e j f u n k c j i , które można b y
określić jako psychoterapeutyczne.
W y m i e n i o n e rodzaje kontaktów seksualnych grupują się w t r z y
cykle. Pierwszy o charakterze wyraźnie ekonomiczno-społecznym (1-3),
d r u g i o charakterze magiczno-świątecznym (4, 5) i trzeci noszący zna­
miona psychologiczno-wypoczynkowe
( 5 ) . Podstawą w s z y s t k i c h jest
ciało człowieka j a k o t w o r z y w o s y m b o l i k i gestów właściwych l u d z i o m
z r a c j i i c h istnienia biologicznego ™. Zasadniczym gestem oswajania l u ­
dzi, zrozumiałym dla w s z y s t k i c h I n u i t , był bez wątpienia a k t seksual27

"

F r e u c h e n , op. cit., s. 92.

N i e d o s t a t e k materiałów n i e p o z w a l a n a inną interpretację.
88
W. W i e k i e r , Czy jesteśmy grzesznikami?,
W a r s z a w a 1974, s. 274, 322.

1 7

�244

ANNA

ZADROŻYŃSKA

ny, który zawsze informował o gotowości do przyjaźni. Jednocześnie
też nawiązywał do życia, stanowił jego s y m b o l . Dlatego też wszędzie
t a m , gdzie zależało człowiekowi na u t r z y m a n i u serdecznych więzi z i n ­
n y m i , w z m o c n i e n i u i c h czy rozładowaniu uczuć n i e p r z y j a z n y c h , w y ­
k o r z y s t y w a n o gesty i zachowania seksualne. Również t a m , gdzie magia
miała wpłynąć na płodność p r z y r o d y , w y k o r z y s t y w a n o symbole seksual­
ne jednocześnie nawiązujące do życia.
LUDZIE BLISCY I ODLEGLI

Świat Eskimosów wyraźnie dzielił się na przestrzenie znane (szlaki
wędrówek, miejsca zimowania, łowiska, t e r e n y polowań) i nieznane
(inne szlaki, inne zwierzęta, jeziora, wzgórza, morza). L u d z i e również
b y w a l i znani l u b nieznani. C i nieznani nie b y l i to po p r o s t u " o b c y "
w stosunku do " s w o i c h " , więc znanych. Sprawa byłaby zbyt prosta.
T a k j a k nieznani d z i e l i l i się na różne kategorie na s k a l i rozciągającej
się od inności do wrogości, t a k też z n a n y m p r z y p i s y w a n o zróżnicowanie
zaczynające się najściślejszą bliskością, a zakończone nikłym t y l k o stop­
n i e m poznania b l i s k i m uczuciu obojętności. Skale te wynikały z do­
świadczeń rzeczywistych kontaktów, t r a d y c j i , wyobrażeń. Ludzie n i e ­
znani zawsze s t a n o w i l i potencjalne zagrożenie. Z n a n i , bez względu na
umiejscowienie na skali poznania, s t a w a l i się szansą dalszego zbliżenia.
Krąg najbliższych stanowiła rodzina w ścisłym tego słowa znaczeniu
(zwana ketuuneraareic).
B y l i to ludzie połączeni r e a l n y m i więzami p o ­
krewieństwa, wspólnie mieszkający i polujący, wymieniający d a r y i n a ­
zywający siebie t e r m i n a m i pokrewieństwa . W z i m o w y c h osadach
mieszkali zazwyczaj razem w dużym d o m u czy i g l u . L a t e m , podczas w ę ­
drówek i koczowania, r o z b i j a l i obok siebie n a m i o t y . D o r o d z i n y m o g l i
należeć rodzice i i c h dzieci (wraz z dziećmi a d o p t o w a n y m i ) . M o g l i to
być też k r e w n i (na przykład bracia) ze s w y m p o t o m s t w e m i t p . P o ­
wszechną zasadą określającą miejsce zamieszkiwania była u E s k i m o ­
sów patrylokalność. Nie znaczy to jednak, że w szczególnych p r z y p a d ­
kach przeniesienie się mężczyzny do d o m u rodziców żony czy wspólne
z n i m i koczowanie było wykluczone, niewskazane czy zabronione. To
mężczyzna wybierał miejsce zamieszkania i ściślejsze więzi rodzinne
dla swej zakładanej rodziny. Zdarzało się, że kobieta pochodziła z b i e d ­
nej rodziny, to znaczy t a k i e j , gdzie były t y l k o córki, a b r a k silnego
mężczyzny-myśliwego n i e zapewniał dostatecznej
ilości pożywienia.
W t e d y mężczyzna, mąż jednej z córek, mógł zdecydować się na współ­
działanie z rodziną swej żony. Natomiast gdy chłopak był j e d y n y m
opiekunem s w y c h s t a r y c h rodziców, zawsze kobieta przeprowadzała się
do i c h i g l u , n a m i o t u czy domu. Te rozwiązania wskazują na b i l a t e r a l 29

«

S p e n c e r , op. cit,

s. 63, 64.

�ZASADY

ESKIMOSKIEGO SYSTEMU KLASYFIKACJI

LUDZI

245,

ność możliwości. W istocie, ta dwoistość odnosiła się do w s z y s t k i c h spo­
sobów określania się człowieka w otoczeniu l u d z i sobie znanych. E s k i ­
mosi w y w o d z i l i swe pochodzenie zarówno w l i n i i m a t k i j a k ojca, swo­
bodnie posługując się genealogiami w obrębie trzech pokoleń . Zasady
te i znajomość lineaży miały t u szczególne znaczenie, wykraczające zna­
cznie poza teoretyczną znajomość swego rodu.
Krąg k r e w n y c h i p o w i n o w a t y c h ze s t r o n y ojca i m a t k i tworzył dla
człowieka grupę rodzinną (zwaną iilyagiic).
Składali się na nią wszyscy
k r e w n i a k t u a l n i e żyjący. W przeciwieństwie do podobnych organizacji
tego rodzaju znanych z i n n y c h społeczności, u Eskimosów g r u p a r o ­
dzinna nie stanowiła sformalizowanej i n s t y t u c j i o przynależnej j e j h i e ­
r a r c h i i wewnętrznej, której przywodziłby specjalny wódz. N i e m n i e j
każda z osad miała swego przywódcę. Osada jednak składać się mogła
z k i l k u n a w e t g r u p k r e w n i a c z o - p o w i n o w a t y c h , a j e j przywódcą stawał
się mężczyzna najsilniejszy, najsprawniejszy w polowaniach i połowach,
który miał najwięcej łowieckiego szczęścia, właściciel łodzi, t e n , "który
jeden myśli dla każdego, decyduje, gdzie i k i e d y osada ma wyruszyć
w drogę, na jaką zapolować z w i e r z y n ę " . Często przywódca (umealią
l u b umialią) miał zdolności czarownika i szamana. W t y m w y p a d k u j e ­
go dyspozycje czy r a d y wspierały się na nadprzyrodzonych mocach,
były cenniejsze i t y m bardziej i c h słuchano. Rzadko zdarzyć się mogło,
b y dwóch l u d z i o t y c h szczególnych cechach c h a r a k t e r u , które p r e d y s t y nowałyby i c h do wodzostwa, znalazło się w tej samej osadzie czy wspól­
nie polowało. G d y b y jednak przydarzyła się taka sytuacja, jeden % n i c h
wraz ze swoją rodziną p o w i n i e n odejść. W p r z e c i w n y m razie prowadzić
to musiało do j a w n e j r y w a l i z a c j i i k o n f l i k t u , często kończącego się m o r ­
derstwem . Przywództwo było więc organizacją nie w obrębie r o d z i ­
n y , lecz przede w s z y s t k i m w społeczności zimowej osady, załogi w i e l o rybniczej łodzi czy g r u p y wspólnie polujących na k a r i b u czy inne zwie­
rzęta mężczyzn.
30

31

32

K r e w n y c h i p o w i n o w a t y c h w l i n i i k o b i e t y i mężczyzny, j a k rów­
nież współuczestników polowania obowiązywała wzajemna współpraca
i odpowiedzialność za życie i n n y c h j e j członków . W p r a k t y c e więc
każda upolowana zwierzyna bywała dzielona na w s z y s t k i c h członków
aktualnie współpracującej społeczności. Ta zaś, czego nie można w y k l u ­
czyć, składała się być może w przeważającej liczbie z członków najsze­
rzej pojmowanej rodziny. M o g l i też w j e j skład wchodzić i n n i bliscy
ludzie, w s t o s u n k u do których obowiązywały również zasady współ­
odpowiedzialności. Stwarzało to wrażenie swoistego rodzaju wspólnoty
ekonomicznej. W rzeczywistości zaś było w y n i k i e m s k r u p u l a t n i e prze33

30

Tamże,

81

Tamże, s. 65; oraz F r e u c h e n , op. c i t , s. 152.

82

F r e u c h e n , op. cit,

s. 153.

8 3

S p e n c e r , op. cit.,

s. 71-75.

s

. 62, 66-68.

L

�ANNA

246

!
*

|
I
j
|
.
I

1
!
!
|
|

I

I

ZADROŻYŃSKA

strzeganych zasad wzajemności i odpowiedzialności
(realizowanych
w podziałach u p o l o w a n y c h zwierząt, darach i wspólnych ucztach). Zła¬
manie t y c h reguł było niedopuszczalne. Powodowało sankcje najwyższej
r a n g i , do j a k i c h należało w y k l u c z e n i e ze społeczności, skazanie człowiek a na samotność. W w a r u n k a c h a r k t y c z n y c h było to równoważne w y ­
r o k o w i śmierci.
O d najmłodszych więc l a t uczono małego Eskimosa i m i o n jego k r e w ­
n y c h i p o w i n o w a t y c h , różnic między i c h obowiązkami, miejsc i c h pobytów i szlaków wędrówek. Tworzyło to bezpieczny świat l u d z i bliskich.
Wszyscy o n i , k r e w n i i p o w i n o w a c i , szerokie g r u p y rodzinne zobowiązan e były w s t o s u n k u do siebie do wzajemnej pomocy. B y ł y też odpo­
wiedzialne za postępowanie każdego ze s w y c h członków. Chociaż
I n u i t n i e m i e l i w o j e n n y c h t r a d y c j i , zdarzały się przecież waśnie, długo¬
trwałe n a w e t k o n f l i k t y wywołane rywalizacją czy zabójstwem p r z y p o minające reguły włoskiej y e n d e t t y o ściśle przestrzeganych zasadach
k r w a w e j zemsty. Działania t y l k o całej r o d z i n y mogły położyć i m kres
przez odnalezienie j a k i e j k o l w i e k s y t u a c j i mediacyjnej. Taką stwarzał
na przykład człowiek należący, na zasadzie s k o m p l i k o w a n y c h powiązań
społecznych, do o b y d w u zwaśnionych g r u p r o d z i n n y c h , który podejmował
się j e pogodzić. Taką też sytuacją stawał się czasami p r z y p a d k o w y związek seksualny k o b i e t y i mężczyzny należących d o d w u skłóconych r o dzin. Każde zakończenie groźnego k o n f l i k t u bywało p r z y j m o w a n e z ulgą.
Umożliwiało to powrót do n o r m a l n e j współpracy i odsuwało w i d m o
śmierci zbytecznie zadawanej.
Rzeczywisty system pokrewieństwa n i e był j e d n a k wystarczającym
dla I n u i t zabezpieczeniem życia. Kręgi znanych a b l i s k i c h l u d z i m u s i a ­
ły być rozszerzone. Z n a l i więc Eskimosi co n a j m n i e j t r z y sposoby oswa­
jania innych ludzi.
A. Adopcja d z i e c i * wśród społeczności eskimoskich była powszech­
nie znana. Dzieci t a k i e miały identyczne p r a w a w rodzinie, j a k p o t o m ­
stwo n a t u r a l n e . Czasami też zdarzało się, że były bardziej przez adopcyj­
n y c h rodziców kochane.
W zasadzie każde małżeństwo posiadające już dzieci l u b bezdzietne
mogło podjąć się adopcji. Uważano jednak, że rodzice mający swoje
dzieci m i e l i do tego większe prawa, gdyż z p u n k t u w i d z e n i a społeczne­
go, ekonomicznego i uczuciowego zostali sprawdzeni. Ponadto i c h własne
dzieci, stając się rodzeństwem adoptowanego przybysza, stawały się dlań
kręgiem najbliższych k r e w n y c h , najcenniejszą zdobyczą dla każdego
I n u i t . Równie dobrze m o g l i podjąć się adopcji ludzie, którym dzieci
zmarły, lecz nie było w t y m i c h w i n y . Natomiast t y m , którym zmarły
dzieci, gdyż nie dopełnili w s z y s t k i c h możliwych warunków o p i e k i nad
n i m i , odmawiano p r a w a do adoptowania. Było to z b y t w i e l k i e r y z y k o .
3

8 4

Tamże, s. 87-92.

�ZASADY

ESKIMOSKIEGO SYSTEMU KLASYFIKACJI

LUDZI

247

Rzadko adoptowano sieroty. W y d a j e się, że miało to głębszy sens.
P r z y p i s y w a n i e Eskimosom w t y m w y p a d k u bezduszności niczego nie w y ­
jaśnia. Oczywiste jest, że w a r k t y c z n y c h w a r u n k a c h małe dziecko pozba­
wione rodziców skazane było na niechybną śmierć. Mogło przeżyć t y l k o
p r z y p a d k i e m l u b dzięki własnym staraniom, jeżeli śmierć rodziców osie­
rociła je w wystarczająco dorosłym w i e k u . W t e d y j e d n a k było za duże,
by k t o k o l w i e k podjął się adopcji. Sierota była człowiekiem n i c z y i m : bez
rodziców, k r e w n y c h , których nie znała i m i o n , bez przyjaciół ojca, bez
przodków, bez duchów opiekuńczych. Była n i k i m i n i k t zań nie g w a ­
rantował. Mogła się tułać po n a m i o t a c h najbliższych k r e w n y c h , którzy
m o g l i j e j pomagać w zamian za pracę. Dziecko bez rodziców nie sta­
wało się j e d n a k b l i s k i m dla i n n y c h , dopóki j a k o dorosłe nie nawiązało
więzów p a r t n e r s t w a i przyjaźni l u b , jeżeli był to chłopak, n i e ożeniło
się i zostało przyjęte do r o d z i n y żony. Prawdopodobnie t a k i e t r a k t o w a ­
nie sierot nie jest możliwe do wyjaśnienia wyłącznie w pojęciach syste­
m u społecznego. Dużo istotniejsze znaczenie mogą t u mieć tłumacze­
nia wynikające ze światopoglądu.
Adopcja bardzo często obejmowała dzieci w obrębie g r u p y k r e w n i a czej. Oddawano dziecko, g d y w rodzinie było już k i l k o r o dzieci l u b
gdy następne rodziło się „nie w porę" i skazywane było na śmierć. W t e ­
d y któreś ze s p o k r e w n i o n y c h małżeństw zabierało dziecko do siebie.
Można było zaadoptować również dziecko r o d z i n y zaprzyjaźnionej l u b
nawet obcej. Czasami też omawiano tę sprawę wcześniej, przed n a r o ­
dzeniem się dziecka. Zdarzało się też, że zupełnie podrośnięte dziecko sa­
mo zmieniało sobie rodzinę. P r z y j m o w a n o to jako f a k t zwyczajny, rów­
noważny adopcji.
Adopcja była nieodwracalna. N a w e t zgoda n a powrót dziecka do
rodziców n a t u r a l n y c h wyraźnie d e k l a r o w a n a zarówno przez rodziców
adopcyjnych j a k r z e c z y w i s t y c h n i e wystarczała, b y społecznie zostało
to uznane za możliwe i słuszne. Wskazuje to na f a k t , że zadzieżgnięte
więzy przez przejęcie pod wspólny dach, oddanie do dyspozycji dziecka
i n f o r m a c j i o rodzinie, k r e w n y c h , p o w i n o w a t y c h , przyjaciołach i p a r t n e ­
rach były nierozerwalne. One to ustalały nowe zależności między ludź­
m i pozwalające realizować reguły między i n n y m i egzogamii, d o k o n y ­
wać obrzędów. Były t o więc zależności głębsze niż t y l k o u t r z y m y w a n i e
dziecka p r z y b i o l o g i c z n y m i s t n i e n i u , bo odwołujące się do reguł n i e
t y l k o świata człowieka. W w y m i a r z e społeczno-ekonomicznym adopcja
zapewniała bezpieczeństwo przysposobionemu dziecku przez oddanie do
przyszłej jego dyspozycji grona l u d z i b l i s k i c h i znanych przestrzeni
łowisk. Jednocześnie też wymagała o d niego dopełnienia zabowiązań
przynależnych m u z r a c j i wejścia do nowej rodziny, a szczególnie obo­
wiązków w s t o s u n k u do adopcyjnych rodziców i rodzeństwa. Rodzice n a ­
t u r a l n i t r a c i l i na ogół k o n t a k t z o d d a n y m dzieckiem, chociaż zdarzyć
się mogło, że w razie potrzeby n o w i rodzice m o g l i zwrócić się do n i c h

L

�ANNA

248

ZADROŻYŃSKA

0 pomoc. Odmówienie j e j było surowo potępiane przez społeczność.
Adopcja tworzyła więzi równoważne n a t u r a l n e m u pokrewieństwu.
Małżeństwa więc między a d o p c y j n y m rodzeństwem były w y k l u c z o n e .
Stając się członkami nowej g r u p y rodzinnej nie traciły jednak p r a w
w swojej dawnej rodzinie. Miały też nadal w stosunku do n i e j zobowią­
zania. Zdarzało się, że dwie r o d z i n y człowieka adoptowanego, n a t u r a l n a
1 adopcyjna, popadały w k o n f l i k t . W t e d y ważniejsza społecznie p o w i n n a
stać się rodzina n a t u r a l n a i człowiek musiał stanąć po stronie s w y c h n a ­
t u r a l n y c h k r e w n y c h . Najczęściej jednak właśnie t a k i człowiek miał p r a ­
w o stać się m e d i a t o r e m s t r o n w zaistniałym k o n f l i k c i e .
B. W y m i a n a żon, opisywana poprzednio, tworzyła specyficzne więzi
swojskości pomiędzy uczestniczącymi w niej ludźmi i i c h p o t o m s t w e m .
Sama w y m i a n a wynikała z istniejącego już wcześniej p a r t n e r s t w a czy
przyjaźni między mężczyznami, a tworzyła ąuasi-pokrewieństwo między
i c h dziećmi. D l a Europejczyków byłoby to oczywiste, g d y b y t e n rodzaj
pokrewieństwa powstawał t y l k o między dziećmi n a r o d z o n y m i bezpo­
średnio z nowo u t w o r z o n y c h związków. Eskimoskie ąuasi-pokrewieństwo
obejmowało jednak wszystkie dzieci o b y d w u małżeństw, t a k urodzone
przed, j a k i po w y m i a n i e żon.
Okazuje się więc, że każdy sposób prowadzący do rozszerzenia gro­
na l u d z i bliskich, potwierdzenia zażyłości, podjęcia zobowiązań pomocy
i wzajemności został w y k o r z y s t a n y przez I n u i t . Więź między ludźmi
n i e s p o k r e w n i o n y m i powstająca z f a k t u w y m i a n y żon przez mężczyzn
dawała początek ąatanuutugiit,
pojęciu oznaczającym o w i e l e bardziej
ścisłą współpracę niż europejski jego odpowiednik "rodzeństwa p r z y r o d ­
niego" 35. T y m też t e r m i n e m określało się wszystkie dzieci k o b i e t y i ' męż­
czyzny z poprzednich i c h związków, jeżeli z a w a r l i ze sobą kolejne mał­
żeństwo. W y n i k a z tego, że dla eskimoskiego dziecka wszystkie osoby,
z którymi ojciec i m a t k a m i e l i , mają l u b będą m i e l i stosunki seksualne,
stawały się p r a w i e k r e w n y m i zobowiązanymi do przyjaźni, wzajemnej
pomocy i współpracy. Między ąatanuutigiit nie w y k l u c z a n o możliwości
małżeństwa. Nie w o l n o było go t y l k o zawierać w p r z y p a d k u , g d y rodzice
ąatanuutigiit się p o b r a l i . Miano ąatanun, którym z w a l i siebie q u a s i - k r e w n i , nie należy do eskimoskiej t e r m i n o l o g i i pokrewieństwa. Niemalże od
urodzenia człowiek musiał poznawać i m i o n a ąatanuutigiit s w y c h r o d z i ­
ców, swoich własnych i swoich k r e w n y c h . To zabezpieczyć go miało pod­
czas dalszego życia, w czasie wędrówek po szlaku i polowań. Pozorna
więc swoboda seksualna prowadziła do coraz bardziej rozszerzającej się
sieci zapewniającej człowiekowi bezpieczeństwo wśród oswojonych l u d z i .
C. P a r t n e r s t w o nie należy a n i do systemu pokrewieństwa, a n i p o w i ­
nowactwa. Były to więzi p o d t r z y m y w a n e i konieczne w e współpracy
ekonomicznej. U t r z y m y w a l i je przede w s z y s t k i m Eskimosi z różnych eko85

ł

Tamże, s. 81-87.

�ZASADY

ESKIMOSKIEGO SYSTEMU KLASYFIKACJI

LUDZI

249

logicznie rejonów k r a j u , choć wiązały również l u d z i polujących w t y m
s a m y m regionie. P a r t n e r s t w o handlowe « (związane z wymianą p r z e d ­
miotów w stacji handlowej czy w j a k i m k o l w i e k i n n y m miejscu handlu)
często z a w i e r a l i między sobą n u u a a m i u t o w i e i t a r e u m i u t o w i e w celu
wzajemnego uzupełniania swoich zasobów i pewności stałego p a r t n e r a .
P a r t n e r s t w o mogło wiązać t a k mężczyzn, j a k kobiety, chociaż wśród t y c h
ostatnich było one rzadziej spotykane. N i g d y zaś p a r t n e r s t w o n i e mogło
związać mężczyzny i kobiety- Zawierano j e przez coroczne przychodzenie
do t e j samej stacji h a n d l o w e j i wymianę przedmiotów z t y m s a m y m czło­
w i e k i e m . Po k i l k u latach (trzech l u b czterech) ludzie tacy p r o p o n o w a l i
sobie p a r t n e r s t w o . W y m i e n i a n o w t e d y dary. Były t o p r z e d m i o t y posia­
dające szczególną wartość i specjalnie piękne z u w a g i na i c h niezwykłe
przeznaczenie. Mogła t o być znakomicie w y p r a w i o n a skóra k a r i b u , lisa
czy rosomaka. P a r t n e r s t w o bywało u t r w a l a n e przez wymianę żon i ozna­
czało, że dwaj mężczyźni polujący na różnych szlakach rozpoczęli współ­
pracę, wzajemnie g w a r a n t o w a l i sobie bezpieczeństwo ze s t r o n y swoich
rodzin, k r e w n y c h , ąuatanuutigiit
i i n n y c h partnerów. Przesyłano sobie
wiadomości o swoich miejscach p o b y t u , dary, p l o t k i i t p . Odwiedzano się
wzajemnie, ucztowano wspólnie, a czasem wspólnie głodowano.
I n n y m rodzajem p a r t n e r s t w a było p a r t n e r s t w o zabawy czy p i e ś n i " .
Różne rodzaje t y c h więzi nie wykluczały się nawzajem, lecz przede
w s z y s t k i m uzupełniały. Była t o f o r m a przyjaźni, która określała p r a w a
i obowiązki w różnych dziedzinach życia spotykających się ludzi.
Wszystko t o , co do t e j p o r y zostało powiedziane, t w o r z y obraz spo­
łeczności o wielowątkowych powiązaniach międzyludzkich. Ustabilizowana
na okres z i m y g r u p a Eskimosów składała się z różnego rodzaju k r e w n y c h ,
ich przyjaciół, partnerów, ąatanuutigiit i t p . N i c też dziwnego, że stwa­
rzało t o pozory ścisłych powiązań, które dla Europejczyków prezentować
m o g l i t y l k o k r e w n i . Wszystkie te powiązania musiały być brane p o d
uwagę w p r z y p a d k u zawierania małżeństwa, a t y m s a m y m wybór t o ­
warzysza czy t o w a r z y s z k i życia bywał dość znacznie ograniczony. Z d r u ­
giej jednak s t r o n y ograniczenie t o oraz swoiste podejście do problemów
płci pozwoliły Eskimosom dość łatwo dobierać sobie życiowych p a r t n e ­
rów spośród grona zdecydowanie obcych l u d z i (na przykład I n d i a n czy
Europejczyków. To rozszerzało jeszcze bardziej grona bliskich.
U Eskimosów ekspansja więzi międzyludzkich, zabezpieczenie siebie
na wszelkie możliwe sposoby, b y nie zabrakło t y c h , którzy kiedyś mogą
pomóc, odbywało się w sposób n i e z w y k l e prosty p r z y użyciu znaków
podstawowego k o d u zawartego w możliwościach ciała człowieka oraz
uniwersalnego s y m b o l u przyjaźni, j a k i m jest dar.
I n u i t r e a l i z o w a l i po p r o s t u o d k r y w a n y przez w i e k i system wartoś3

8 8

Tamże, s. 167-172.

8 7

Tamże, s. 172-177.

�'250

ANNA

ZADROZYŃSKA

ciowania nakazujący cenić ponad wszystko życie. Wartość ta nie ozna­
czała t y l k o życia jednego człowieka. Rozciągała się na życie r o d z i n y już
istniejącej i mających narodzić się kiedyś dzieci. Ze względu na t a k ie
rozumienie życia ustalono kolejność śmierci w p r z y p a d k a c h n a j t r u d n i e j ­
szych. Było to samotne odchodzenie w śniegową pustynię, oddawanie j e j
najmłodszych, potem starszych, a czasem w s z y s t k i c h dzieci, b y wreszcie
p o d przemożnym naporem głodu ulec całkowicie l u b zachować chociażby
tego, który może na nowo dać życie i n n y m . B y móc się n i e poddać
Eskimosi m u s i e l i utrzymywać k o n t a k t y z i n n y m i sobie p o d o b n y m i . M u ­
s i e l i wspólnie ocalać gasnące płomyki poszczególnych istnień. Dlatego
najważniejsza stawała się więź między ludźmi przezwyciężająca waśnie,
ambicje i chęć posiadania. B y istniało życie, potrzebna była współpraca.
Ona t o dawała możliwość zdobycia umiejętności łowieckich, t r o p i c i e l s k i c h
i w y k o r z y s t a n i a wszystkiego, co dawała przyroda. T y l k o t e n rozgałę­
ziony na w i e l k i e połacie śnieżnych pustyń system w z a j e m n y c h powiązań
i zabezpieczeń pozwalał człowiekowi mieć nadzieję. T y l k o dzieci, z t r u ­
dem u t r z y m y w a n e p r z y życiu (a zabijane, g d y o t y m życiu nie mogło
być m o w y , po to, b y mogły narodzić się inne w lepszej d l a człowieka sy­
tuacji) pozwalały dorosłym mieć szansę p r z e t r w a n i a do późnej starości.
Skupiano więc wszystkie siły, b y utworzyć t e n niezbędny krąg b l i s k i c h ,
zaprzyjaźnionych, spowinowaconych s p o k r e w n i o n y c h l u d z i
Przedstawiłam t u j e d y n i e pierwsze, najbardziej podstawowe zasady
rzeczywistej k l a s y f i k a c j i l u d z i wśród I n u i t . Miały one ścisły związek
z i c h systemem wartościowania odnoszącym się do dostrzegalnego świa­
ta. T e n jednak system był nierozerwalną częścią w całości światopoglądu
ujmującego wyobrażalny i przeczuwany w y m i a r wszechświata. Trzeba
sądzić, że świat r e a l n y został podporządkowany regułom wynikającym
z k o n s t r u k c j i wyobrażeń o domniemanej całości istnienia. Jeżeli docie­
r a m y czasem do znaków tajemnego języka m a g i i czy mitów, zobowiązuje
to nas do poszukiwań reguł łączących zapewne k i l k a wymiarów myśli
człowieka. Przyroda stworzyła m u t y l k o realną siatkę możliwości i ogra­
niczeń, w której musiał utworzyć s u b i e k t y w n y układ k l a s y f i k a c j i otocze­
nia, ale również i wszechświata, którego się domyślał. W p r z y p a d k u
Eskimosów można domniemywać, że dwuczłonowy podział r o k u w p r o w a ­
dzający d w a sposoby współistnienia l u d z i znajdzie swój o d p o w i e d n i k
w k l a s y f i k a c j i bytów świata ponadzmysłowego. I n n e podstawowe kategorie
podziałów (subiektywne i obiektywne) p o w i n n y również mieć odzwier­
ciedlenie w k l a s y f i k a c j i poszczególnych systemów światopoglądu l u d z i
z arktycznej k r a i n y . Ta jednak sfera k u l t u r y w y m a g a szczególnie p r e ­
c y z y j n y c h studiów, choć nie zawsze synteza zachwyca wyobraźnię b a ­
dacza.

�ZASADY

Anna

ESKIMOSKIEGO SYSTEMU KLASYFIKACJI

251

LUDZI

Zadrozynska

I

•

PRINCIPLES OF THE SYSTEM
OF CLASSIFYING PEOPLE AMONG THE ESKIMOS
S u m m a r y
D e s p i t e some differences

the c u l t u r e of v a r i o u s E s k i m o groups c a n be

treated

as one. O n the basis of a v a i l a b l e m a t e r i a l , it is possible to i l l u s t r a t e r o u g h l y
.their

c u l t u r e reflects

along

the

ways

of

binary

a isystem at

categorization:

"winning

people"

and

classyfing
friendly

bringing

reasons of m u t u a l s e c u r i t y a n d better
This
between

is d o n e b y

properly

people a c c o r d i n g

—

alien.

them

The

c l o s e r to

to t h e i r

Eskimos know
oneself

—

several

a l l this

operating

the m a i n

d i v i s i o n i n a society, i. e. t h a t

the s o c i e t y b u t

at t h e s a m e

time

it

makes

it a w h o l e

as both groups c o m p l e m e n t e a c h other. I t b r i n g s a b o u t m a r r i a g e

tracts

non-marital

particularly

important

sexual

relations

in the A r c t i c

people w h o r e m a i n i n c o n t a c t a n d
Sex
—

based

principle

of

maining

under

the

forming

control

of

special

sience t h e y

help

bonds.

to

The

enlarge

con-

latter

the

are

circle

of

cooperation.

c r e a t i n g closeness

n o n - m a r i t a l s e x u a l relations(

for

work.

the s e x e s . I t differentiates

and

how

closeness

is r e a l i z e d i n t h e following

especially between
families

of

the

those e n t i t l e d by

couple

concerned

forms:

custom,

and

re-

mediating

conflicts b e t w e e n t h e f a m i l i e s ;
— a

practice

between

befriended

men

to

share

wives,

expecially

when

it

friendship

fostered

is

a m a t t e r of s u r v i v a l d u r i n g difficult or long j o u r n e y s ;
— exchange

of

wives

between

men

of

a long

established

by

partnership;
— ritual exchange
— games

of

of

"putting

women
out of

during

the shaman-led

the l i g h t " ,

rites of

r e - c r e a t i o n of

psychotherapeutic i n character

and

life;
sup-

posedly o r i g i n a t i n g f r o m c o m m o n rites m e a n t to r e - c r e a t e life.
A

second

s y s t e m of c r e a t i n g f r i e n d l i n e s s m a k e s

use of

a broadly

understood

kinship:
— p r o p e r k i n s h i p a n d a f f i n i t y ties;
— adoption of c h i l d r e n ;
— a quasi-kindship

resulting from

the e x c h a n g e

of

wives

and bringing

children

of both f a m i l i e s i n t o a s p e c i a l r e l a t i o n s h i p .
Another

system

is b a s e d

on the e x c h a n g e

of

gifts

and

includes

partnership

in w o r k , v a r i o u s e x c h a n g e s , festivities a n d r i t e s . I t is c o n s i d e r e d to be a s p e c i f i c
E s k i m o sign

of

friendship

and

cooperation

a n d meetings o v e r a p e r i o d of y e a r s .

w h i c h is b u i l t

up

through

exchanges

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9604" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9582">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6b5ee197c53cb3216aee572f0398d3cd.pdf</src>
        <authentication>5b7e248a2641b85cfa8a903c2ab652ca</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114353">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1095</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114354">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114355">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114356">
                <text>Noworoczne gry mongolskie. Ich symbolika i związki z magią / ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114357">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1, s.253-296</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114358">
                <text>Kabzinska-Stawarz, Iwona</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114359">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114360">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114361">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114362">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114363">
                <text>„Etnografia

Polska",

t.

XXVII,

z. 1

I S S N 0071-1861

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

'

NOWOROCZNE GRY MONGOLSKIE.
ICH SYMBOLIKA I ZWIĄZKI Z MAGIĄ *
Część I
Badacze k u l t u r y od dawna zwracali uwagę na związek zachowań l u dycznych — przede w s z y s t k i m gier — z obrzędami. C h a r a k t e r tego
związku określali jako ewolucyjno-genetyczny
— w grach widziano
b o w i e m świadectwo odległych zwyczajów i obrzędów, które z czasem
utraciły swe p i e r w o t n e znaczenie i przeszły w zachowania o charakte­
rze z a b a w o w y m (ewolucjoniści z E. B. T y l o r e m i l a d y A . B. Gomme
na czele i i n n i badacze I I połowy X I X w.). Interesowano się też genezą
gier w ujęciu historyczno-porównawczym (S. C u l i n , P. B. Brewster).
Próbowano określić miejsce i czas i c h powstania i drogi, j a k i m i u p o w ­
szechniały się w różnych k u l t u r a c h . Właściwie każdy k i e r u n e k w etno­
l o g i i odciskał swe piętno na badaniach zachowań l u d y c z n y c h . Trzeba
jednak powiedzieć, że badania te n i g d y nie należały do tzw. " w i e l k i c h
tematów w nauce" i znajdowały się niejako na marginesie zaintereso- '
wań badaczy. Równolegle z p r a c a m i etnologicznymi powstawały dzieła
psychologów (przede w s z y s t k i m J . Piageta, S. H a l l a , G. Batesona, a t a k ­
że S. Freuda). W i e k X I X w etnologii to przede w s z y s t k i m okres zbie­
rania materiałów, porządkowania i c h według r o z m a i t y c h zasad k l a s y ­
f i k a c j i , powstawania w i e l k i c h m o n o g r a f i i opisowych i prób wyjaśnie­
nia zachowań l u d y c z n y c h przede w s z y s t k i m z p u n k t u widzenia i c h ge­
nezy. Nową falę zainteresowań t y m i zachowaniami przynoszą lata 30-te

* Artykuł

ten stanowi

fragment

przygotowywanej

obecnie

przeze

p r a w y n.t. zachowań l u d y c z n y c h p a s t e r z y m o n g o l s k i c h (praca p o w s t a j e
Etnografii

IHKM

PAN

w

Warszawie).

Został

on w

znacznej

mnie

mierze

oparty

w y n i k a c h badań, j a k i e przeprowadziłam l a t e m 1978 i 1980 r. w Mongolii.
miejsca

zrezygnowałam

zagadnienia.
tacji

Nie jest

opisywanych

materiały, j a k i e

z

omawiania

o n a zresztą

zachowań

literatury

szczególnie

dotyczącej

bogata, b r a k

l u d y c z n y c h , toteż w p r a c y

udało m i się zebrać

w

r a m , znajdują się w Zakładzie E t n o g r a f i i I H K M P A N .

na

Z

braku

interesującego

mnie

też n a ogół

cytuję

t e r e n i e . Materiały,

roz­

w Zakładzie

przede

interpre­
wszystkim

n a których się

opie­

�254

IWONA KABZIŃSKA-STAWARZ

naszego stulecia, k i e d y to pojawiają się dzieła J . H u i z i n g i , R. Caillois,
M . Eliade dotyczące t e o r i i k u l t u r y i miejsca, j a k i e zajmują w n i e j za­
chowania ludyczne. Powstają też pierwsze prace z zakresu k o m u n i k a c j i
wewnątrzkulturowej nawiązujące do osiągnięć c y b e r n e t y k i (G. B a t e son, C. Geertz, S. M i l l e r , E. G o f f m a n i in.). L a t a 50-te to początek b a ­
dań s t r u k t u r a l n y c h (B. S u t t o n - S m i t h , R. E. H e r r o n i i n . ) . B r a k m i e j ­
sca nie pozwala na przedstawienie choćby najważniejszych koncepcji,
i n n y jest zresztą cel tego artykułu. Skrótowy przegląd kierunków
i osiągnięć poszczególnych badaczy zawiera praca H . B. S c h w a r t z m a n n ,
a także popularna książka S. M i l l e r . Do t y c h prac odsyłam więc z a i n ­
teresowane t y m t e m a t e m osoby.
1

2

Spośród polskich badaczy zachowań l u d y c z n y c h na czoło w y s u w a
się zdecydowanie E. Piasecki, który nie t y l k o zebrał o g r o m n y materiał
opisowodokumentalny z różnych s t r o n świata, lecz także podjął próbę
określenia genezy niektórych zachowań i f u n k c j i , j a k i e pełnią one
w kulturze .
3

Żadna z koncepcji badań zachowań l u d y c z n y c h , j a k i e powstały w e t ­
nologii od połowy X I X w., nie została ostatecznie odrzucona przez póź­
niejszych badaczy, żadna też nie doczekała się miana u n i w e r s a l n e j .
Może t y l k o z m n i e j s z y m zainteresowaniem skłaniamy się dziś k u ewol u c j o n i s t y c z n y m próbom wywodzenia genezy niektórych zachowań z o b ­
rzędów, większym zaś d a r z y m y badania n a d symboliką t y c h zachowań,
i c h związkami z magią (przede w s z y s t k i m płodności) i funkcją k o m u ­
nikacyjną. P r z y obecnym stanie w i e d z y próba całościowego spojrzenia
na zachowania ludyczne, odtworzenia i c h genezy i e w o l u c j i , dróg w ę ­
drówek i f u n k c j i , jakie pełnią w k u l t u r a c h , p r z y p o m i n a w y k u w a n i e
łańcucha w którym stale b r a k u i e iakieeoś o g n i w a abv można bvło
uznać dzieło za skończone Toteż wciąż ieszcze wiecei iest orać o cha­
rakterze o o i s o w v m niż nrób i n t e r p r e t a c j i materiałów i śmiałeeo dowo¬
dzenia s t a w i a n y c h hipotez.
W swoich badaniach n a d zachowaniami l u d y c z n y m i (z egzemplifikacją na materiale mongolskim) skupiłam przede w s z y s t k i m uwagę na
pozaludycznych f u n k c j a c h t y c h zachowań. Szczególnie zaś interesowa­
ła m n i e i c h f u n k c j a k o m u n i k a c y j n a , połączona z funkcją symboliczną
i magiczną.
Badania n a d zachowaniami l u d y c z n y m i ( r o z p a t r y w a n y m i j a k o k o ­
m u n i k a t ) rozpoczęte w latach 4 0 - t y c h przez G. B a t e s o n a * dotyczyły
1 H . B . S c h w a r t z m a n, Transformations.
Play,

The

Anthropology

of

Children's

N e w Y o r k 1978.
2

The Psychology

S. M i l l a r ,

» E . P i a s e c k i , Badania
Dalsze

badania

i gry ruchowe
4

nad
dzieci

genezą

[w:] Steps

ćwiczeń

i młodzieży,

G . B a t e s o n , Naven,

Fantasy,

of Play,

L o n d o n 1968.

nad genezą ćwiczeń
cielesnych,

cielesnych,
Warszawa

Poznań 1922; t e n ż e ,
1938; t e n ż e ,

S t a n f o r d , C a l i f . , 1936; t e n ż e , A

to a'l Ecology

Zabawy

K i j ó w 11916.
of MivA.

Theory

N e w Y o r k 1972, s. 177-193.

of Play

and

�NOWOROCZNE

G R Y

255

M O N G O L S K I E

przede w s z y s t k i m zabaw (przy czym objęto n i m i nie t y l k o g r u p y l u d z ­
kie, ale i zwierzęta). W dużo m n i e j s z y m s t o p n i u interesowano się g r a ­
mi,' a więc t y m i f o r m a m i zachowań l u d y c z n y c h , w których działania
uczestników wyznaczone są przez ściśle określone reguły i których za­
sadą naczelną jest współzawodnictwo. Traktując zabawę jako k o m u n i ­
kat, przekaz i n f o r m a c j i , próbowano przede w s z y s t k i m określić c h a r a k ­
t e r ' kontaktów i n t e g r u p o w y c h s t w a r z a n y c h przy j e j pomocy, środki słu­
żące do nawiązywania tego k o n t a k t u , i porozumiewania się niezbędne­
go do udziału w zabawie. Próbowano odpowiedzieć n a pytanie, w j a k i
sposób zabawa staje się k o m u n i k a t e m , który mówi: " t o jest zabawa".
&lt;?ama 7 a b a w e t r a k t o w a n o t&gt;rzv t v m iako k o m u n i k a t o stosunkach spor ^ n l c h iako r e i n t e r p r e t a c i e rzeczywistości Badając zachowania l u d v r 3 i a k o k o m u n i k a t więcej powiedziano dotychczas o s a m y m mechanfrmie
worzenia sie teeo k o m u n i k a t u o sposobie przekazywania i n f o r ­
macji między nadawcą a odbiorcą niż 'o i n t e r p r e t a c j i samych zachowań.
N i e w i e l k i e są też osiągnięcia badaczy w zakresie i n t e r p r e t a c j i za­
chowań l u d y c z n y c h i ukazania i c h jako soczewki skupiającej ważniej­
sze cechy k u l t u r y , w której zachowania te występują .
A b y mówić o grach j a k o k o m u n i k a c i e o p e w n y c h rysach k u l t u r y , ,
trzeba przede w s z y s t k i m zrozumieć zachowania i c h uczestników, poznać
reguły kierujące i c h postępowaniem. W swoich badaniach założyłam,
że k o m u n i k a t z a w a r t y w grze przekazywany jest właśnie p r z y pomocy
zachowań zgodnych z regułami. D l a nadania tego k o m u n i k a t u gracze
posługują się językiem s y m b o l i zachowań i przedmiotów obowiązują­
c y m w i c h k u l t u r z e ( w działaniach pozaludycznych także). F u n k c j a k o ­
m u n i k a c y j n a gier współwystępuje więc najczęściej z i c h funkcją s y m ­
boliczną.
5

G r y — prawdopodobnie od początku swego istnienia — pełniły też
w k u l t u r a c h f u n k c j e magiczne. Badacze są na ogół zgodni, że źródła
w i e l u gier tkwią przede w s z y s t k i m w m a g i i . Na magiczne przeznacze­
nie gier wskazują zresztą często same reguły gier, j a k i i c h powiązania
funkcjonalne z obrzędami. G r y związane są przede w s z y s t k i m ze z m i a ­
n a m i pór r o k u i towarzyszącymi i m obrzędami dorocznymi. Występu­
ją wówczas najczęściej w charakterze bodźca dla życiodajnych sił n a ­
t u r y toczących w t y m czasie symboliczną walkę ze śmiercią, z ł e m .
6

Dlaczego dla i l u s t r a c j i

5

Badania

podejmując

tego

Balijczyków. W
mu

społecznego

Interpretation
6

Takiego

typu

m. i n . próbę
walkach

tezy o k o m u n i k a c y j n o - s y m b o l i c z n e j

zapoczątkował
wyjaśnienia
kogutów

C.

Geertz

zachowań

X X

pewnych
C.

w.),

wśród

cech s y s t e ­

Geertz,

The

N o w y Y o r k 197,3.

z d a n i a są n p . J . A u b o y e r ,

Washington

40-tych

popularnych

społeczeństwa.

Some

Games

a n d W e s t " , v o l . 6: 1855, s . 132-134, oraz S . C u 1 i n, Games
Indians,

latach

dostrzegał on n p . odbicie

c h a r a k t e r y s t y c z n y c h d l a tego

of Cultures,

(w

ludycznych

funkcji

1'907 ( p r z e d m o w a

of Ancient

India,

of the North

do tej książki n a p i s a n a

przez

"East
American.

autora).

�256

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

gier i i c h powiązań z magią wybrałam właśnie g r y noworoczne? N o w y
Rok (mong. Cagaan Sar) to jedno z najważniejszych świąt w e w s z y s t k i c h
k u l t u r a c h . Jeszcze w końcu X I X w . i na początku X X obchody Cagaan
Sar trwały w M o n g o l i i 16 d n i , będąc jednocześnie świętem początku
wiosny, a wcześniej dochodziły do miesiąca. D n i te przeznaczano na
modły, odwiedzanie się, biesiady, składanie życzeń. I n t e n s y w n i e poświę­
cano się też g r o m i zabawom. Żadne z pozostałych świąt mongolskich
(dorocznych i rodzinnych) nie było t a k nasycone g r a m i , j a k Cagaan Sar.
Grano w e dnie i nocą. G r a l i mężczyźni i k o b i e t y , s t a r z y i młodzi. N a ­
w e t dzieciom zezwalano na nocne granie. Ta intensywność gier była
nie t y l k o przejawem radości z powodu święta związanego z t a k ważnym
przełomem w c y k l u k a l e n d a r z o w y m , odradzaniem się czasu i wszel­
k i c h podstaw życia, lecz miała także znaczenie pozaludyczne. Staje
się ona zrozumiała wówczas, gdy weźmiemy pod uwagę magiczne prze­
znaczenie t y c h gier. Większość z n i c h była p r z y t y m związana wyłącz­
nie z okresem n o w o r o c z n y m . Grę w i n n y c h okresach (w g r y , które n a ­
leżały do noworocznego r e p e r t u a r u ) uważano za wykroczenie przeciw
t r a d y c j i . Jeszcze w początkach naszego stulecia starcy s t r a s z y l i dzieci
i młodzież nie przestrzegającą istniejących p i e r w o t n i e ścisłych związ­
ków między rodzajem gier a i c h czasowoobrzędowym k o n t e k s t e m s u ­
r o w y m i k a r a m i , które miało zesłać Niebo.
Grano nie t y l k o k u uciesze ludzi. G r y — j a k większość zachowań
l u d y c z n y c h — miały cieszyć gospodarzy p r z y r o d y , ją samą, dobre siły
opiekujące się człowiekiem. Były też jednocześnie bronią przeciw złu
i niebezpieczeństwu czyhającemu na człowieka i jego stada. Z wdzięcz­
ności za tę radość — według wierzeń Mongołów — d u c h y opiekuńcze
(gospodarze p r z y r o d y ) zsyłały na człowieka wszelką pomyślność której
m i e r n i k i e m dla pasterza były przede w s z y s t k i m liczne stada i r o z r a ­
stająca się, zdrowa rodzina. G r y miały ponadto wspomagać przyrodę
w j e j r o z w o j u , w walce ze złem (śmiercią). Były też z n a k a m i zwycię­
s t w a n a d siłami zagrażającymi podstawom egzystencji pasterza.
Z wy­
ników gier wróżono sobie ponadto o przyszłości w nadchodzącym r o k u .
Zwycięstwo zwiastowało r o k szczęśliwy, bogaty w zwierzęta, pomyślny
dla ludzi.
G r y noworoczne — poza f u n k c j a m i m a g i c z n y m i i l u d y c z n y m i —
pełniły też f u n k c j e k o m u n i k a c y j n e . Odtwarzały one b o w i e m n a j b a r ­
dziej charakterystyczne wierzenia związane z m o m e n t a m i przejścia,
powtarzały i c h ideę. Przemawiały p r z y t y m właściwym sobie językiem
s y m b o l i i znaczeń. G r y noworoczne były więc s w o i s t y m k o m u n i k a t e m
o wydarzeniach, w których kontekście występowały. I j a k o k o m u n i k a t
o k o n k r e t n y m kontekście czasowym pojawiały się t y l k o i wyłącznie
w t y m kontekście.
W wierzeniach noworocznych przewijają się przede w s z y s t k i m wąt­
k i dotyczące odtwarzania czasu, kosmosu i podstaw l u d z k i e j egzysten-

�NOWOROCZNE

257

GRY MONGOLSKIE

cji. Wyraźny jest też wątek w a l k i między życiem i śmiercią, d o b r e m
i złem. Wszystkie te idee były wyrażane w grach noworocznych. W a r ­
t y k u l e t y m p r z e d s t a w i a m niektóre z nich. Oddzielnie omówione zostanie
zagadnienie symbolicznej w a l k i między życiem a śmiercią, która z n a j ­
duje odbicie przede w s z y s t k i m w grach planszowych, a także g r y i n ­
formujące o r e - k r e a c j i świata ( l u b niektórych jego elementów) s k o n ­
struowane na bazie schematu zgubić/ukryć — znaleźć. G r y te znajdą
się w p r z y g o t o w y w a n e j do d r u k u I I części artykułu.
MAGICZNA ROLA

ASTRAGALI

Wierzenia noworoczne znajdowały wyraźne potwierdzenie przede
w s z y s t k i m w mongolskich grach, do których używano astragali (po
mong. z w a n y c h szagaj), t j . kości śródstopia t y l n y c h nóg owcy (rzadziej
były to kości k r o w i e ) . W grach tego t y p u ujawniał się też zdecydowa­
nie i c h charakter magiczny, bazujący m . i n . na symbolice nadawanej
s a m y m astragalom, j a k również n a symbolice niektórych zachowań w y ­
maganych przez reguły gier.
G r y , w których używano astragali, znane były już w starożytności.
Potwierdzają to liczne znaleziska archeologiczne m . i n . z t e r e n u E u r o ­
py, A f r y k i i A z j i . Znaleziono je m . i n . na terenach współczesnej M o n ­
golii, a także na obszarach południowej S y b e r i i ( w grobowcach pozosta­
w i o n y c h przez l u d y t u r e c k i e w k o t l i n i e Chakasko-Minusińskiej z I I
i I tys. p.n.e.) . N a w i e l u kościach o d k r y t y c h na terenie M o n g o l i i i S y ­
b e r i i południowej znajdowały się tajemnicze znaczki. Większość uczo­
n y c h jest zdania, że były to tamgi — rodowe z n a k i własności. Badacze
dostrzegają w n i c h także f i g u r y , które mogły lec u podłoża uproszczo­
n y c h znaków l i t e r o w y c h . Istnieją też koncepcje, że tamgi były p i e r ­
w o t n y m i wyobrażeniami bóstw i duchów opiekuńczych .
Występowanie astragali w pochówkach nasuwa przypuszczenie, że
miały one służyć zmarłemu „po t a m t e j s t r o n i e " j a k o przedmiot roz­
r y w k i . Wszystkie b o w i e m akcesoria wkładane do g r o b u miały umoż­
liwić zmarłemu kontynuację t r y b u życia, j a k i e wiódł „tutaj". Jednakże
kości te nie spełniały wyłącznie f u n k c j i l u d y c z n y c h . Z m o i c h badań
oraz badań S. Szynkiewicza przeprowadzonych
n a terenie M o n g o l i i
7

8

Z.

7

Bukowski,

Warszawa

1965, . 294; L .
s

Tichogo
lew,

Okeana.

Driewnaja

k o w, Pietroglify
8

K.

Dąbrowski,

Siadami

1978, s . 334; Driewniemongolskie
Jewtjuchowa,
Po

sledam

istorija

jużnoj

Mongolii,

Jużniaja

driewnich
Sibiri,

Sibir

kultur,
Moskwa

"

-

Część

[red.],

[w:]

Ot Wołgi

1954, s. 201; S . W .

1951, s. 461-463; A . P.

I,

Moskwa
do

Kisie­

Okladni-

L e n i n g r a d 1981.

P. P . C h o r o s z i c h , Znaki
op. cit., s. 71.

Etnografia Polska X X V I I / !

azjatyckich,

S. K i s i e l e w

w driewnosti,

Moskwa

sobstwiennosti

u bur jat, " S i b i r s k a j a Z i w a j a S t a ¬

r i n a " , n r 8-9: 1922, s. 199-212; J e w t j u c h o w a ,
Okładnikow,

kultur

goroda,

op. cit;

Kisielew,

op.

cit.;

�1

IWONA

258.

V

I

KABZIŃSKA-STAWARZ

w y n i k a , że astragale używane były j a k o p r z e d m i o t y magiczne, mające
zapewnić kontynuację życia, płodność, mnożenie się. Wskazuje n a to
zastosowanie t y c h kości w sytuacjach związanych ze zmianą, p r z e j ­
ściem, p r z y c z y m zabiegi te dotyczyły zarówno l u d z i j a k zwierząt.
Najbardziej z n a n y m chyba przykładem zastosowania w m a g i i płod­
ności astragala, mającego zapewnić kontynuację r o d z i n y , było zako­
p y w a n i e t e j kości w r a z z łożyskiem nowo narodzonego dziecka pod p r o ­
giem j u r t y . Czasem kość tę malowano na czerwono (kolor k r w i , płod­
ności) • W niektórych j u r t a c h astragale z p r a w e j nogi barana wiesza­
no na złotych l u b s r e b r n y c h n i t k a c h n a d ołtarzykiem. Co r o k u do za­
wieszonych już kości dodawano nową. Czyniono t o wówczas, g d y składano o f i a r y ogniowi, najczęściej w okresie n o w o r o c z n y m , choć n i e b y ­
ło wspólnych dat dla w s z y s t k i c h pasterzy. Kości wieszano t a k , b y mię­
dzy n i m i nie było wolnego miejsca. Astragale dawano też małym
dzieciom w charakterze a m u l e t u , aby zapewnić i m ochronę w okresie,
gdy dziecko szczególnie było narażone na działanie złych mocy. Według
niektórych informatorów, z którymi miałam okazję rozmawiać p o d ­
czas swoich badań, wieszano też astragal n a d słabym, c h o r y m zwie­
rzęciem, które przynoszono do j u r t y . Zastosowanie astragala w i d z i m y
też w i n n y c h m o m e n t a c h przejścia. N p . p r z y przechodzeniu na jesienne
koczowiska pasterze wkładali k i l k a astragali do o t w o r u powstałego
w ziemi po wyjęciu palików od sznura, do którego przywiązywano k o ­
nie. Przykłady można b y mnożyć. W i e l e z d a w n y c h zwyczajów uległo
już dziś zapomnieniu, inne budzą n a w e t zdziwienie. Współcześni n a m
Mongołowie nie pozostawiają już n p . astragali w miejscu pochówku
i prawdopodobnie nie c z y n i l i tego już w końcu X I X w . Dziwią się n a ­
wet, g d y słyszą p y t a n i e badacza, że można było zostawiać t a k cenny
przedmiot z czymś t a k dla n i c h bezwartościowym, j a k t r u p (co n i e
przeszkadza, że w X I X w . kładziono w r a z z t r u p e m kość goleniową,
której częścią jest właśnie astragal). Z d z i w i e n i e b u d z i też p y t a n i e
o p r z y c z y n y pozostawiania astragali na opuszczanych koczowiskach. J a k
m i mówiono obowiązkiem pasterzy przechodzących n a nowe miejsca
wypasów było b o w i e m zabranie w s z y s t k i c h cennych przedmiotów a do
t y c h należał m . i n . astragal. Wierzono, że kość t a porzucona n a koczow i s k u będzie spoglądała za gospodarzem, dopóki t e n n i e z n i k n i e za
przełęczą, że będzie t r z y razy się podnosić, b y spojrzeć na odchodzą­
cego gospodarza, wreszcie, że dostanie się w e władanie złych m o c y .
1 0

» Zwyczaj
powszechnie
skij,

O

ten znany
u

był

nie tylko

i n n y c h mieszkańców

driewnosti

odnogo

ludom

Azji

mongolskim.

Występował

Środkowej. P a t r z n p . B . A .

sriednieaziatskogo

obyczaju,

Kratkije

o n też

L i t w i n -

Soobszczenija

Instituía E t n o g r a f i i , n r 30, M o s k w a 1958, s. 31-34.
1 0

W

bajkach

mongolskich

spotykamy

np. motyw

bohatera,

który

zostawia

n a p a s t w i s k u złoty i s r e b r n y a s t r a g a l , a następnie s t a c z a o n i e walkę z wiedźmą.
Mongolskie

skazki,

M o s k w a 1967, s. 167-170.

�NOWOROCZNE

GRY MONGOLSKIE

259

Wiedza o d a w n y c h zwyczajach zachowała się dziś w większym s t o p ­
n i u u mieszkańców zachodniej części M o n g o l i i . W części centralnej
i wschodniej niejednokrotnie obserwowałam b r a k znajomości zachowań,
0 których wspominano w części zachodniej i które prawdopodobnie b y ­
ły w jakimś okresie wspólne w s z y s t k i m Mongołom.
We w s z y s t k i c h przypadkach, w których występował astragal, uży­
wano go z myślą o zapewnieniu i k o n t y n u a c j i życia l u d z i i zwierząt.
W i a r a w związek astragali z płodnością, j a k i udział t e j kości w m a g i i
płodności, w y d a j e się powszechna, nie ogranicza się t y l k o do M o n g o l i i
1 — szerzej — A z j i Środkowej. Związki astragali z magią płodności p o ­
twierdzają badania k u l t u r starożytnej E u r o p y i A z j i Przedniej. W sta­
rożytnym R z y m i e i Grecji n p . do częstych motywów ikonograficznych
należały sceny przedstawiające dzieci grające astragalami przed posąga­
m i bogiń ( m o t y w y te pojawiały się n p . na monetach). Przedstawiano
też same boginie (np. Artemidę, Herę i Atenę) bawiące się astragala­
m i » . T r u d n o chyba o lepszą ilustrację idei płodności i mnogości niż i k o ­
nograficzny zapis związku między b o g i n i a m i - k o b i e t a m i i m a t k a m i ( s y m ­
bolizującymi element żeński w przyrodzie, Matkę — Ziemię) a dzieć­
m i , m o n e t a m i i astragalami.
W k u l t u r z e mongolskiej b r a k przykładów t a k wyraźnego i k o n o g r a ­
ficznego wyrażenia i d e i płodności, związku astragala z magią płodności,
k o n t y n u a c j i życia. Wskazują j e d n a k na jego istnienie n i e t y l k o przykła­
d y zastosowania t e j kości, lecz także niektóre w y p o w i e d z i , dzisiejszych
mieszkańców M o n g o l i i , w których asocjacja astragal — dziecko jest
bardzo wyraźna. N p . na p y t a n i e o p r z y c z y n y popularności gier w szagaj n i e j e d n o k r o t n i e odpowiadano m i , że g r y te są t a k popularne, gdyż
grają w n i e dzieci, te z k o l e i są lubiane przez dorosłych i uczucia,
jakie żywią dorośli d l a dzieci, przenoszą się n a grę. W rzeczy samej
dorośli g r a l i w kości również i to z o w i e l e większym zaangażowaniem
czasowym i emocjonalnym. W i e m y też, że dzieci były zachęcane przez
rodziców do g r y w kości, co widać wyraźnie przede w s z y s t k i m w o k r e ­
sie noworocznym. Rodzice p a t r z y l i też z sympatią na codzienne, nieceremonialne zabawy dzieci astragalami. Przykładów występowania astra­
gala jako a t r y b u t u dziecka dostarcza też l i t e r a t u r a mongolska. W b a j ­
kach i legendach astragal występuje często j a k o u l u b i o n a zabawka
dziecka — i c h bohatera. Dziecko to b a w i się przy t y m najczęściej n a d
wodą l u b w y c h o d z i z wody, co wskazuje na związek opisywanej s y t u a ­
cji z życiem, narodzeniem (woda jako s y m b o l życia, dziecko j a k o w i ­
domy znak jego k o n t y n u a c j i , narodzin, wreszcie astragal j a k o s y m b o l
B e c q de F o u q
d z i e w i c z , Starożytni
bawiące się a s t r a g a l a m i
ziony n a terenie obecnej
dition", v o l . 17: 1974, n r
11

u i r e s , Les jeux des anciens,
P a r i s 1869, s. 65; E . R o grają w kości, " M e a n d e r " , n r 4: 1960, s . 233-242. D z i e c i
p r z e d s t a w i a także r e i if pochodzący z V I I I w. p.n.e., z n a l e ­
T u r c j i P i s z e o t v m M B a r a n Children's
Games,
"Expe­
1, s. 21.

�IWONA

260

KABZIŃSKA-STAWARZ

k o n t y n u a c j i i magiczny środek j e j zapewnienia) * . W m o n g o l s k i m obrzę­
dzie w e s e l n y m młodym małżonkom podawano natomiast w t r a k c i e
uczty kość goleniową owcy. Mężczyzna chwytał za goleń, kobieta zaś
trzymała w dłoniach astragal, podkreślając w t e n sposób swą zdolność
do rodzenia dzieci, udział w k o n t y n u a c j i mężowskiego r o d u .
Magiczne działanie p r z y p i s y w a n o n i e t y l k o p o j e d y n c z y m astragal o m . I c h moc magiczno-symboliczna była też w y k o r z y s t y w a n a d l a
wzmocnienia s y m b o l i k i i n n y c h przedmiotów. Przykładem może być
wspomniana t u kość goleniowa owcy, której częścią jest astragal. Kość
ta występowała w w i e l u obrzędach przejścia towarzyszących c y k l o w i
życia człowieka. Badania S. Szynkiewicza wykazały, że kość t a s y m b o ­
lizowała pokrewieństwo agnatyczne, a j e j pojawienie się w obrzędach
miało podkreślać trwałość k o n t y n u a c j i międzypokoleniowej. A s t r a g a l
zaś przez swą symbolikę k o n t y n u a c j i i płodności nadawał t e m u t r w a ­
n i u akcent bardziej w y m o w n y .
Magiczne (wspomagająco-ochronne) działanie astragali u j a w n i a się
też wyraźnie w zwyczaju b u d o w a n i a z n i c h f i g u r y żaby (mong. melchij) l u b żółwia (mong. jast melchij)
w szczególnych sytuacjach, przede
w s z y s t k i m zagrożenia (np. chorobą, stratą bydła, suszą, n a przełomie
r o k u kalendarzowego). Figurę tę stawiano n a d w o d a m i , w górach, koło
zagród dla bydła, w j u r c i e . Budowano ją — j a k mówili niektórzy
z m o i c h informatorów — z 1000 kości szagaj d l a władcy p r z y r o d y L u s
sabdaga ( l u b jego dzieci), aby patrząc na nią ( f i g u r a ta miała p r z y p o ­
minać L u s o w i jego konia) ucieszył się, a w k o n s e k w e n c j i był p r z y c h y l ­
n y pasterzom i i c h stadom.
2

1 S

D l a uspokojenia złych mocy i zwalczenia choroby nękającej które­
goś z członków r o d z i n y zakopywano też figurę żaby (żółwia) głęboko
pod ziemią, zasypując ją ziarnem i mąką oraz polewając t o p i o n y m m a ­
słem. N a ziemi, n a d miejscem, gdzie zakopano figurę zwierzęcia, palono
ognisko. Zabieg t e n miał odstraszyć zło, zniszczyć chorobę, a także za­
pewnić spokój obecnym i przyszłym pokoleniom. Wierzono bowiem, że
zakopana "żaba" ("żółw") zejdzie głęboko pod ziemię i zniszczy zło
u jego korzeni.
P r o f i l a k t y c z n i e , a b y ustrzec się przed s t r a t a m i , chorobą bydła, a t a ­
k i e m zła, stawiano też figurę żaby (żółwia) przed zagrodami d l a bydła
w okresie n o w o r o c z n y m . Budowano ją też n a d w o d a m i w d r u g i m d n i u
lata, g d y — według wierzeń pasterzy — pojawiał się na ziemi j e j go­
spodarz L u s sabdag i w 1 6 - t y m d n i u środkowego miesiąca jesieni, k i e ­
d y L u s opuszczał naszą planetę. Budowano też wspomnianą figurę p r z y
zagrodach i w wodzie, g d y odchodzono n a wiosenne koczowiska (po
"

Patrz

np. G .

N.

Po tanin,

Oczerki

Siewiero-Zapadnoj

t i e r b u r g 1883, s. 609.
1 1

I n f o r m a c j a u s t n a u z y s k a n a od S . S z y n k i e w i c z a .

Mongolii,

S.-Pie-

�261

NOWOROCZNE GRY MONGOLSKIE

Cagaan Sar), a g d y jeden z astragali zaczynał płynąć p o d prąd (podob­
no to się zdarzało) — a więc k u źródłom — zabierano go do j u r t y i c h r o ­
niono j a k największy skarb (erdene).
Stawianie f i g u r y żaby (żółwia) w celach ochronnomagicznych dziś
jeszcze jest p r a k t y k o w a n e przez niektórych mieszkańców M o n g o l i i
(przede w s z y s t k i m w j e j zachodniej części). Czynność ta ma ( i miała)
wyraźny charakter magiczny. Mongołowie wierzą bowiem, że człowiek,
który buduje tę figurę, będzie bogaty, że bydło będzie m u się mnożyć
i stanie się on niejako posiadaczem części bogactw Lusa. Jeszcze w koń­
cu X I X w . budowanie f i g u r y żaby (żółwia) z astragali w określonych
sytuacjach było zabiegiem powszechnym w części zachodniej i c e n t r a l ­
nej. Z badań terenowych, j a k i e przeprowadziłam w M o n g o l i i , w y n i k a
natomiast, że zwyczaj t e n nie był szeroko p r a k t y k o w a n y w t y m czasie
w południowo-wschodniej (gobijskiej i przygobijskiej) części k r a j u . N i e ­
którzy z m o i c h informatorów t w i e r d z i l i wręcz, że w strefie t e j n i g d y
nie stawiano f i g u r y żaby (żółwia), a n i żadnej i n n e j , w celach magicznoochronnych.
W i a r a w magiczną moc żaby i żółwia, przede w s z y s t k i m w i c h f u n k ­
cje ochronne, możliwość zniszczenia zła, mnożenia d o b y t k u , była pow­
szechna wśród w i e l u ludów A z j i jeszcze w starożytności « .
Jeszcze w początkach X X w . pasterze mongolscy (przede w s z y s t k i m
w zachodniej i centralnej części k r a j u ) b u d o w a l i też dla celów m a gicznoludycznych figurę zwaną ałag melchij.
Określenie t o można prze­
tłumaczyć j a k o pstra żaba, różnorodna żaba, żaba złożona z różnych
części. W i a r a , iż ałag melchij
przedstawia żabę, była powszechna prze­
de w s z y s t k i m wśród mieszkańców zachodniej M o n g o l i i (Ojratów). Chałchasi natomiast widzą w niej żółwia (jast melchij).
M o n g o l s k i badacz
gier, N . Namdżildordż, t w i e r d z i także, że ałag melchij
wyobrażała w y ­
łącznie żółwia
Pisząc o b u d o w a n i u f i g u r y żaby z astragali nieprzypadkowo umiesz­
czałam w nawiasie "żółwia". Pragnęłam w t e n sposób podkreślić s y m ­
boliczną, wierzeniową i magiczną tożsamość t y c h zwierząt.
I n f o r m a c j e o magiczno-symbolicznej
r o l i żaby w k u l t u r z e m o n g o l ­
skiej budziły zdziwienie nawet u niektórych orientalistów, którym p r e ­
zentowałam w y n i k i swoich badań. Z kulturą mongolską przywykliśmy
bowiem łączyć wyraźnie żółwia, a nie żabę. W y k o p a l i s k a archeologiczne
dają n a m w i e l e dowodów obecności tego właśnie zwierzęcia w k u l t u r z e
mongolskiej, a wcześniej jeszcze w k u l t u r z e ludów t u r e c k i c h , które za-

P a t r z n p . N. G . B o r o z n a, Niekotorye
matierialy
szenijach
nasilenija
Sriedniej
Azii,
[w:] Domusułmanskie
u&gt; Sriedniej
Azii, M o s k w a 1975, s. 281-297.
14

15

N. N a m d ż i l d o r d ż ,

Mongolyn

(chólógt)

togloom,

ob amuletach
wierowanija
Ułan

Bator

—
i

ukraobrjady

1963, s. 4 9 -

�262

IWONA

KABZINSKA-STAWARZ

mieszkiwały t e r e n y obecnej M o n g o l i i . K a m i e n n e f i g u r y żółwi p o j a w i a ­
ją się w t u r e c k i c h petrogligach i pochówkach. Występowały też one
w charakterze podstaw pod stelle, na których w y r y t e były d e k r e t y
władców. W t a k i m charakterze możemy je spotkać n p . w p o m n i k a c h
wzniesionych k u czci K u l Tegina l u b . Bilge Kagana przez Turków O r chońskich i«. E. T r y j a r s k i uważa, że zwyczaj t e n został przejęty z C h i n .
Chińscy rzemieślnicy pomagali też prawdopodobnie p r z y wznoszeniu
t y c h c h a r a k t e r y s t y c z n y c h pomników. Dziełem chińskiego a r t y s t y jest
też prawdopodobnie słynny żółw z K a r a k o r u m " , ż ó ł w podpierający
pionowe stelle z h i s t o r y c z n y m i i n s k r y p c j a m i był jednocześnie w y r a ­
zem koncepcji stworzenia ziemi na grzbiecie tego zwierzęcia, które
s p o t y k a m y także w wierzeniach i n n y c h ludów A z j i .
W M o n g o l i i żółw związany jest wyraźnie z l a m a i z m e m . J«go k a ­
mienne f i g u r y pojawiają się na terenach świątyń. Najsłynniejszą i n a j ­
lepiej zachowaną kamienną figurą żółwia jest niewątpliwie żółw z klasz­
t o r u Erdene D z u u i .
W wierzeniach mongolskich, podobnie j a k w wierzeniach ludów chiń­
skich czy i n d y j s k i c h , żółw występuje przede w s z y s t k i m j a k o podstawa
ziemi, aczkolwiek w p i e r w o t n y c h koncepcjach buddystów, a także
w p r z e d b u d d y j s k i c h kosmogoniaeh Hindusów, j a k o podstawa z i e m i p o ­
j a w i a się n i e t y l e żółw, co żaba w t o w a r z y s t w i e 2 wielorybów. Z w i e ­
rzęta te j a k o jedyne miały przetrwać okres chaosu i utworzyć podsta­
w y ziemi po jego zakończeniu«. Mongołowie p r z y p i s y w a l i też żółwio­
w i f u n k c j e magiczne. Żeliwne f i g u r k i tego zwierzęcia były m . i n . w y ­
korzystywane w czynnościach wyznaczania miejsca pod budowę klasz­
t o r u oraz określania miejsca pochówku zmarłego . Żółw był też s y m ­
bolem długowieczności.
g

20

i« P a t r z n p . E . A . N o w g o r o d o w a ,

Die

Alte

Kunst

1980, s. 240, oraz E . T r y j a r s k i , O n the Archaeological
Mongolia,

Mongolei,

Leipzig

of Old Turks

in

" E a s t a n d W e s t " , v o l . 21': 197,1, s. 130, n r 1-2.
op. cit,

" T r y j a r s k i ,
rów, założonej

[w:]

N. S e r - O d ż a w ,
publikie,

s. 130. O żółwiu z K a r a k o r u m , d a w n e j

ok. 750 r., której

g i z - c h a n a , p a t r z też S . W.
Karakoruma,

świetność

przypada

K i s i e 1 e w, Kamiennaja

Mongolski]

archieologiczeskij

Archieologiczeskije

na

czeriepacha

sbornik,

issledowanija

Narodnoj

Riespublikie,

stolicy

czasy panowania

UjguCzyn-

"bieżawszaja"

Moskwa

iz

1962, s. 65-67;

w Mongolskoj

tamże, s. 5-10; K . W . W j a t k i n a, Archieologiczeskije

golskoj
«

der
Traces

Narodnoj

pamjatniki

Riesw

Mon­

" S o w i e t s k a j a E t n o g r a f i j a " , v o l . 1: 1959, s. 93-106.

P a t r z n p . D. M a j d a r, Architiektura

1971, s. 91, o r a z W . R a d l o f f ,

i gradostroitielstwo

A t l a s der Alterhiimer

Mongolii,

der Mongolei,

Moskwa

S.-Pietierburg

1892, p l . 40, fig. 1, 2. P o r . także p r z y p i s 17.
i» S .

Godzin ski,

W

kręgu

lamajskich

żeliwnej

figurki

legend

i

mitów,

Warszawa

1981,

s. 125-126.
*° O

wykorzystywaniu

żółwia

miał stanąć k l a s z t o r , p i s z e n p . A . P o z d n i e e w ,
styriej

i buddijskago

posledniago

k narodu,

duchowieństwa
S.-Pietierburg

w

Mongolii

do

Oczerki
w

oznaczenia

miejsca-

by ta buddijskich

swjazi

s otnoszenijami

gdzie
monasego

1887, ,s. 23. O o z n a c z a n i u figurką żółwia m i e j -

�NOWOROCZNE

263

GRY MONGOLSKIE

Żaba w wierzeniach mongolskich, p r z y n a j m n i e j jeśli chodzi o w i e k
X I X , pełniła funkcję podobne do t y c h , j a k i e p r z y p i s y w a n o żółwiowi.
Występuje w n i c h przede w s z y s t k i m jako podstawa ziemi. Świadectwem
j e j udziału w akcie k r e a c j i są przede w s z y s t k i m m i t y . Mongołowie
łączyli też żabę symbolicznie z płodnością, re-kreacją świata, przejś­
ciem z pierwotnego chaosu do s t a n u życia. Wskazują na to chociażby
wspomniane przykłady budowania f i g u r y tego zwierzęcia w sytuacjach
szczególnych, będących m o m e n t a m i faktycznego l u b pożądanego przej¬
ścia. T a k szeroko pojętą symbolikę żaby s p o t y k a m y też w i n n y c h k u l ­
turach świata, n i e t y l k o w M o n g o l i i *&gt;.
S y m b o l i k a żaby w y k a z u j e w i e l e cech wspólnych z symboliką nada­
waną przez wiele ludów świata żółwiowi . Taką symboliczną tożsamość
żaby i żółwia o b s e r w u j e m y także w M o n g o l i i , w m i t a c h , wierzeniach
i magicznych zabiegach mieszkańców tego k r a j u . Czy żaba w w i e r z e ­
niach mongolskich zastąpiła częściowo żółwia, czy też od początku w y ­
stępowała z n i m równocześnie, a może poprzedziła go w t y c h w i e r z e ­
niach (por. chociażby kosmogoniczne koncepcje wczesnych buddystów
i prebuddyjskie), t r u d n o powiedzieć. Odpowiedzi na te p y t a n i a nie z n a j ­
dziemy prawdopodobnie w l i t e r a t u r z e .
D o w o d e m n a to, iż możliwe było zastąpienie w wierzeniach żółwia
przez żabę, jest choćby g r a zwana ałag melchij bróch, w której n a prze­
łomie r o k u budowano, a następnie dzielono figurę melchij.
Korzenie
tej g r y sięgają, j a k się w y d a j e , g r u n t u chińskiego, gdzie bez wątpie­
nia budowana f i g u r a przedstawiała żółwia . A j e d n a k część Mongołów
(przede w s z y s t k i m Ojratów) jest przekonana, że w grze chodzi o żabę.
O symbolice t e j g r y i j e j f u n k c j a c h magicznych będzie m o w a w d a l ­
szej części artykułu.
S y m b o l i k a żółwia i żaby, i c h związki z re-kreacją i kontynuacją
życia, była wzmacniana przez symbolikę s a m y c h astragali, których uży­
wano do b u d o w y t y c h f i g u r . I o d w r o t n i e : występowanie astragali w p o ­
łączeniu ze zwierzętami, którym p r z y p i s y w a n o symbolikę płodności
2 1

2S

24

pocho^vku. moM^iono m i 'w OGirtTsInsj j. z&amp;chodniGj
dziłam b a d a n i a .

op. cit., s. 221, 224-225; N i e k l j u d o w ,

" P o t a n i n ,
czeskoj

i folklorno-epiczeskoj

simwolike

u mongolskich

łota, " E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. 24: 1980, s. 76; t e n ż e ,
Oija, [w:] Mify

narodów

" P a t r z : Dictionary
1974, s. 204-205.
»

Dictionary

0

mira, M o s k w a
0

f Symbols

f Symbols...,

-hpai,

Mongolskich

1958, s. 113. A u t o r

mifołogi-

narodów

zomijolo-

Amsterdam

s. 471.
do b u d o w y

t j . żółwiowe t a b l i c z k i . I n f o r m a c j e te podaje

Rutland
gry.

o

simwolika

A d d e Vrie.s [ed.],

figury

której występował żółw, z w a n o w C h i n a c h kwai

w

Zamietki

narodów:

1982, s. 173.

and Imaginery,

** Chińczycy i Koreańczycy używali
Grę,

czyści Mon§oliij jjdy ipxow3

n i e podaje

żółwia płytek

p'ai, a w K o r e i

S . C u 1 i n, Games

of the

domino.
ke-puokOrient,

j e d n a k bliższych i n f o r m a c j i o regułach t e j

�264

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

i udział w akcie stworzenia ziemi, potwierdzało symboliczne związki
samych astragali z płodnością, kontynuacją życia, mnogością.
Jak już wspomniałam, zarówno żółw j a k i żaba są wyraźnie zwią­
zane z s y t u a c j a m i przejścia. I c h f i g u r y pojawiają się wówczas, g d y
pożądana jest zamiana śmierci w życie (np. w czasie choroby będącej
s y m b o l i c z n y m s y n o n i m e m śmierci), na przełomie r o k u . W t a k i c h prze­
łomowych sytuacjach pojawia się także astragal. I o n spełnia f u n k c j e
magiczne w czasie choroby, wesela, podczas którego panna młoda t r a k ­
towana jest jako przedstawicielka "tamtego świata", pochówku, n a r o ­
dzin, zakończenia r o k u i t p . A s t r a g a l występuje również t a m , gdzie n i e ­
zbędne jest wzmocnienie życia, t j . wówczas, gdy s t a n o w i zabawkę ( a m u ­
let) niemowlęcia.
D l a współczesnych n a m Mongołów szagaj to nie t y l k o s y m b o l k o n ­
t y n u a c j i życia, płodności i mnogości, lecz także s y m b o l pasterskiej go­
spodarki (przy c z y m s y m b o l i k a t a nie jest powszechnie znana miesz­
kańcom M o n g o l i i ) . Łączeniu s y m b o l i k i astragali z gospodarką pasterską
towarzyszy nadawanie poszczególnym s t r o n o m kości nazw zwierząt
h o d o w a n y c h przez pasterzy: strona węższa to " k o ń " (mong. m o r ' ) ,
a j e j przeciwstawna — "wielbłąd" (mong. temee),
s t r o n y szer­
sze to " o w c a " (mong. choń) i " k o z a " (mong. jamaa). Strona zwana te­
mee nosiła czasem nazwę ucher (krowa), (ryc. 1). Podobne n a z w y n o ­
siły też poszczególne s t r o n y kości u Buriatów i Kałmuków ^. Ch. D a -

R y c . 1. Kości do g r y (szagaj).
" k o z a " z a : E . T a u b e, Einige

O d l e w e j : kość w położeniu "koń", " w i e l b ł ą d " ,
Mongolische
Unterhaltung
spiele
„Jahrbuch des M u s e u m

für

"owca"

Völkerkunde z u L e i p z i g " ,
B . 24: 1967, S. 56

rambadzar i D . Tangad sądzą, że n a z w y te zostały wprowadzone w ó w ­
czas, gdy Mongołowie stali się l u d e m pasterskim. W czasach myśliw­
s k i c h używali astragali jeleni, a poszczególne s t r o n y kości n a z y w a l i
odpowiednio bök, czik ta i alcz. Bök odpowiadał stronie choń,
czik-jamaa,

2 5

piski

Patrz:

K . D. Ł o g i n o w s k i j ,

Czitinskogo

Otdielenija

U . E . E r d n e w , Kalmyki,

Igry

Priamurskogo

E l i s t a 1970, s. 260.

bur jat
Otdieła

wostocznogo
RGO", nr

Zabajkalia,
2:

1897, s.

"Za­
51;

�NOWOROCZNE

to —

temee,

alcz

265

GRY MONGOLSKIE

mór'2«. N a j a k i c h źródłach o p a r l i się c y t o w a n i a u ­

torzy, n i e wiadomo. Podane przez n i c h n a z w y odpowiadają n a z w o m sto­
sowanym jeszcze w X I X w . przez Buriatów i Kałmuków, a więc t r u d n o
fr]e uznać za dowód i c h przedpasterskiej przeszłości.
U p a t r y w a n i e w astragalu s y m b o l i k i gospodarki, j a k czyni to część
współczesnych n a m pasterzy mongolskich, jest z pewnością zawężeniem
jego pierwotnej s y m b o l i k i płodności i k o n t y n u a c j i życia, potwierdzo­
nej dla w i e l u ludów świata, j e j uszczegółowieniem. G d y b y astragal był
wyłącznie s y m b o l e m pasterskiej gospodarki, nie używano b y go zapew­
ne w zabiegach odnoszących się do życia i zdrowia człowieka, w obrzę­
dach i sytuacjach przejścia, wykraczających daleko poza r a m y paster­
stwa. Możemy też przypuszczać, że ludyczne znaczenie astragali, w któ­
rych istotne stają się n a z w y poszczególnych s t r o n kości i i c h wartości,
zostało nadane t y m kościom później niż i c h znaczenie magiczne, dla
którego, być może, n a z w y nie miały znaczenia, nie mówiąc już o zna­
czeniu s y m b o l i c z n y m . U w i e l u ludów świata oznaczenia poszczególnych
stron kości używanych do g r y nie miały nic wspólnego z symboliką
płodności i m a g i c z n y m znaczeniem astragali. N a z w y te odwoływały się
do podziałów społecznych, profesji (np. w G r e c j i i Persji), używano też
oznaczeń c y f r o w y c h (np. Indie)
Zapewne i w t y c h k u l t u r a c h magicz­
ne f u n k c j e astragali wyprzedziły w czasie i c h f u n k c j e ludyczne.
W nazwach poszczególnych s t r o n kości na uwagę zasługuje nie t y l ­
ko samo nazewnictwo, lecz także, a może przede w s z y s t k i m , stosunek
tych nazw i odpowiadających i m s t r o n wobec siebie. Poszczególne s t r o ­
n y kości, stanowiące n a t u r a l n e opozycje jako b o k i przeciwległe, były
także opozycjami z u w a g i na nazwy. U ludów mongolskich " k o ń " był
przeciwstawiany "wielbłądowi" l u b " k r o w i e " , " o w c a " zaś —
kozie".
Potwierdzenie w s p o m n i a n y c h opozycji s p o t y k a m y także w wierzeniach
t y c h ludów. Koza, wielbłąd i k r o w a , t o zwierzęta o z i m n y m oddechu
(chujten
choszuu mai). Koń i owca należą natomiast do zwierząt o go­
rącym oddechu (chaluun
choszuu mai). Zwierzęta zimne łączą się zaw­
sze w wierzeniach z " t a m t y m światem", z k i e r u n k i e m d o l n y m , złem.
Zwierzęta gorące łączone są natomiast z dobrem, górą. K o n i o m p r z y ­
pisuje się pochodzenie niebiańskie. K o n i e i owce należały też niegdyś
do zwierząt składanych N i e b u w ofierze. W astragalach mongolskich
zachowana została reguła, j a k i e j przestrzegano i w i n n y c h k u l t u r a c h
świata, oznaczając s t r o n y kości (także sześciennych), opozycyjności s t r o n .
Opozycja t a była podkreślana przez oznaczenia cyfrowe, l i t e r o w e , r y ­
s u n k i . Powtarzała ona z k o l e i symboliczną opozycyjność kierunków,
s t r o n świata, pór r o k u i t p .
*• C h . D a r a m b a d z a r, D. T a n g a d, Cagaan
dzarim
8 7

togloom,
T . A.

sard

naaddag

mongol

ardyn

" S z i n d z l e e h U c h a a n A m r d a l " , n r 1: 1980, s. 75.

Sebeok,

P. G . B r e w s t e r ,

Studies

in Cheremis:

I n d i a n a U n i v e r s i t y P u b l i c a t i o n s , F o l k l o r e S e r i e s , n r 11, B l o o m i n g t o n

Games

v o l . 6,

1958, s. 43.

�266

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

W y k o r z y s t a n i e kości, których s t r o n y wyrażają element opozycji,
w grach, przede w s z y s t k i m noworocznych, jest j a k najbardziej z r o z u ­
miałe. Cały okres noworoczny jest b o w i e m w w i e r z e n i a c h czasem,
w którym toczy się w naturze w a l k a między opozycjami życia i śmierci
i i c h p o c h o d n y m i (dobrem — złem, bielą — czernią itp.), Opozycyjność
wyrażana przez poszczególne s t r o n y astragali koresponduje także z za­
biegami m a g i c z n y m i , mającymi zapewnić przejście o d s t a n u śmierci do
stanu życia, wzmocnić życie i zapewnić jego ciągłość, w których uży­
w a n y był astragal.
GRY

NOWOROCZNE.

SYMBOLICZNO-MAGICZNY PODZIAŁ

SZCZĘŚCIA

P r z y j r z y j m y się teraz grom, w którym używano astragali. Z a n i m
jednak przejdę do i c h opisu, chciałabym dodać, że gier z użyciem t y c h
kości było niegdyś znacznie więcej, niż możemy to odtworzyć dziś n a
podstawie dostępnych źródeł . Po niektórych grach pozostały już t y l ­
ko nazwy, podczas g d y same reguły uległy zapomnieniu. Po w i e l u
grach zaginął w s z e l k i ślad.
Wśród gier n o w o r o c z n y c h bardzo rozpowszechnione były takie, któ­
re polegały n a t y m , b y zgarnąć dłonią j a k największą ilość astragali
rozrzuconych na podłodze, s t o l i k u l u b na z i e m i p r z y jednoczesnym
s c h w y t a n i u podrzuconej uprzednio jednej kości l u b innego p r z e d m i o t u
(szagaj awach). Liczba uczestników i kości w grze była dowolna. Cza­
sem gra dzieliła się na t r z y fazy. W pierwszej gracze z b i e r a l i kości r z u ­
cone tak, b y znajdowały się b l i s k o siebie ( r z u t t a k i nazywano bandżaa
szagaj albo szagaj awach). W d r u g i e j kolejce pozostałe kości rozrzucano
tak, b y odległości między n i m i były większe niż w p i e r w s z y m rzucie
(rzut zwany chajaa). N a koniec pozostałe kości układano w szeregu
(duudżuu szagaj). Zebranie kości leżących w jednej l i n i i było n a j t r u d ­
niejsze, dlatego zezwalano graczom n a pozostawienie 1-2 sztuk. Kości
pozostawione przez gracza zwano suul (ogon).
28

Podobny charakter miała też gra zwana aduu chumich,
w której
gracze podrzucali 3-5 kości, łapiąc j e n a j p i e r w na zewnętrzną stronę
dłoni noszącą w grze nazwę uul (góry), a następnie na stronę wewnętrz­
ną, zwaną t u stepem (tal).
Uczestnikami gier t y p u szagaj awach i aduu chumich b y l i przeważ­
nie młodzi mężczyźni w w i e k u 16-40 l a t . T y p o w o dziecięcą grą była
natomiast dolnuur.
Każde dziecko miało 5 astragali, które układano
koliście na ziemi. Dzieci podrzucały do góry 1 astragal, z w a n y strzałą
(sum), a łapiąc go musiały wziąć jednocześnie jedną z kości leżących
w kręgu bez d o t y k a n i a pozostałych. Wygrywało to dziecko, które p i e r w ­
sze zebrało swoje astragale według określonych reguł.
D . A m a r s a n a w a r t y k u l e Mongolskije
nacionalnyje
igry,
"Mongolia",
8: 1980, s. 25 pisze np., że d a w n i e j Mongołowie z n a l i 108 gier w kości.
2 8

nr

�NOWOROCZNE

267

GRY MONGOLSKIE

Grą najbardziej rozpowszechnioną wśród ludów mongolskich, w y ­
stępującą także wśród i n n y c h mieszkańców A z j i Środkowej, polegają­
cą również na zebraniu rozrzuconych kości p r z y jednoczesnym c h w y t a ­
n i u podrzuconego p r z e d m i o t u , jest szagaj szüürech, z w a n y też l o k a l n i e
szagaj atgach albo szagaj cochich (w zachodniej części k r a j u ) , a także
szagaj andraa l u b andraa awach (w części centralnej). Podrzucany k a ­
wałek m e t a l o w e j p l e c i o n k i , przypominający f r a g m e n t kolczugi w o j o w ­
n i k a , nosił najczęściej nazwę szüür albo sum. G r a dzieliła się przeważ­
nie na t r z y fazy (identyczne j a k w szagaj awach). Jeden z m o i c h i n f o r ­
matorów przed ok. 40 l a t y obserwował grę szagaj szüürech w a j m a k u
archangajskim. Grano przez 2-3 d n i (w okresie noworocznym), p r z y
c z y m jeden z grających rzucił szüür t a k wysoko, że n i e m a l dotykał n i m
tono ( o k i e n n o - d y m n i k o w e g o o t w o r u j u r t y ) . I n f o r m a t o r t e n uznał r z u ­
canie p l e c i o n k i t a k wysoko za niewłaściwe, gdyż z a n i m szüür upadł
z tej wysokości n a ziemię, gracz zdążył zebrać w i e l e kości Grający nie
reagowali j e d n a k n a te zarzuty. Rzucanie szüür w k i e r u n k u tono mogło,
j a k sądzę, symbolicznie wyrażać ideę przejścia, charakterystyczną dla
wierzeń noworocznych, a także symbolikę samego tono (jak t w i e r d z i
M Eliade s y m b o l i k a górnego o t w o r u o d D r o w a d z a i a c e e o d v m w siedzi¬
bach l u d z k i c h iest bezpośrednia t r a n s f o r m a d a uwieńczonego w m i t a c h
wyobrażenia osi kosmicznei mieisca łączności m i e d z y ziemia a poza­
z i e m s k i m i s f e r a m i w s z e c h ś w i a t a " Być może ów g r a c z Drasnął też za­
pewnić sobie w y g r a n a n a w i a z u i a c svmboliczno-magicznv k o n t a k t z do­
b r y m i m o c a m i " t a m t e g o świata") W k u l t u r z e ludów m o n g o l s k i c h z n a i d u i e m v wiele przykładów udziału tono w m a g i i zapewniania pomyślnoś­
ci nrzywoływania na pomoc - za iego pośrednictwem - d o b r y c h sił
związanych z "górą" 30.
Rzucanie szüür w k i e r u n k u tono jest również godne u w a g i ze wzglę­
d u na symboliczne znaczenie tego o t w o r u . W w i e r z e n i a c h mongolskich
tono jest s y m b o l e m Nieba i zarazem miejscem, gdzie przebywają dusze
nienarodzonych dzieci. Szüür lecąc k u tono i zetknąwszy się z miejscem
s k u m u l o w a n e j płodności przenosił ją następnie na ziemię. Magiczne
właściwości miał też s a m szüür j a k o p r z e d m i o t m e t a l o w y . P r z e d m i o t y
z żelaza i ołowiu były powszechnie używane nie t y l k o p r z e z Mongołów
do w a l k i ze złem, p r z y p i s y w a n o i m jednocześnie" znaczenie ochronne.
Do w a l k i ze złem i ochrony przed n i m używano też strzał. W grach
reprezentują je kości noszące nazwę sum. Nazwą tą określano też cza­
sem s a m szüür. Występowanie metalowej p l e c i o n k i i "strzał" w grach
wskazuje na związek t y c h gier z magią zwalczania zła. Świadczą o t y m

2 8

M . E l i a d e , Sacrum,

80

Przykłady p a t r z np.: Kultura

mit, historia,

1977; L . L . W i k t o r o w a , Mongoły.
s k w a 1980, s. 27.

W a r s z a w a 1974, s. 75-79.

i byt

Kalmykow,

Proischożdienie

A. G. Mitrow
nar oda

i istoki

[red.],
kultury,

Elista
Mo­

�268

IWONA KABZINSK A-STAWARZ

ponadto wspomniane r z u t y kości i sziiiir 'ku tono, czy w ogóle do góry.
Gest w y r z u c a n i a przedmiotów k u górze wskazywał też k i e r u n e k , z j a ­
k i m Mongołowie łączyli pomyślność. "Góra" — stąd pochodzi szczęście
człowieka, t a m ważą się jego losy. T a m też przebywają dobre bóstwa
opiekuńcze.
W geście zbierania kości możemy natomiast widzieć s y m b o l i c z n y p o ­
dział darów, j a k i e bóstwa opiekuńcze rozdzielają między ludzi. Kości
symbolizujące gospodarkę pasterską reprezentowały t u ów dar, stada
stanowiące podstawę b y t u pasterzy. I m więcej kości udało się zebrać
podczas g r y , t y m znaczniejsze miały być korzyści pasterza i jego r o ­
dziny, t y m większa liczba h o d o w a n y c h zwierząt. T a k wierzono i w t y m
magiczno-wróżebnym celu grano podczas nowego r o k u .
W grze aduu chumich
gracz zbierał symbolicznie stada k o n i (aduut a b u n y ) przenosząc je z " g ó r " będących o d p o w i e d n i k i e m Nieba, osią
łączącą ziemię z Niebem, na step (wewnętrzna strona dłoni), a więc do
swojego środowiska, w swój świat. W grze dolnuur grający zbierał k o ­
lejno 5 kości, symbolizujących (jak można się domyślać) 5 podstawo­
w y c h rodzajów zwierząt, h o d o w a n y c h przez m o n g o l s k i c h pasterzy.
Patrząc szerzej można widzieć w t y c h kościach 5 elementów, z których
zbudowany jest cały świat, s y m b o l i c z n y w y r a z pewnej całości, jaką b y ­
ła piątka.
Magiczny charakter przyciągania pomyślności z góry miała też g r a
znana w całej M o n g o l i i i zwana iinee saach l u b gilu saach. G r a ta w y ­
stępowała na terenie M o n g o l i i jeszcze w początkach naszego w i e k u ,
o czym świadczą w y p o w i e d z i współczesnych mieszkańców tego k r a j u .
I n f o r m a c j i o tej grze nie spotkałem natomiast w l i t e r a t u r z e . W iinee
saach (gilu saach) grały przede w s z y s t k i m dzieci. Każde z dzieci p o d ­
rzucało kolejno 4 astragale (w guii saaah — 3), łapiąc j e szybko, b y
żaden z n i c h nie upadł na ziemię. P r z y p o m i n a to cyrkową żonglerkę
p r z e d m i o t a m i . Ten, k o m u n i e udała się sztuka, oddawał 2 astragale
p r z e c i w n i k o w i . Kości zdobyte od i n n y c h zawodników gracz składał na
kupkę, podrzucając zawsze t y l k o 3 l u b 4 astragale. Rodzice zachęcali
dzieci do t e j g r y szczególnie w okresie n o w o r o c z n y m . Dzięki n i e j n a d ­
chodzący r o k miał być o b f i t y w zwierzęta. Wierzono b o w i e m w j e j
znaczenie magiczne. Podrzucane kości były j a k b y s y m b o l e m w y m i o n
dojonych zwierząt. G d y podrzucano je szybko i s p r a w n i e , obserwują­
cy miał wrażenie, że tworzą jedną białą linię, którą m o i i n f o r m a t o r z y
przyrównywali do s t r u g i mleka, do białego sznura. O t y m , że czynność
tę t r a k t o w a n o j a k najbardziej serio (z u w a g i n a j e j c h a r a k t e r magicz­
n y ) świadczy ogromna troska o szczegóły Dzieci przedstawiające czyn¬
ność dojenia zwierząt przybierały takie pozy, j a k i e przyjmują d o j a r k i .
Pozy te są zróżnicowane
zależności od rodzaju dojonego zwierzęcia.
G d v dzieci naśladowały doienie krów siadały z l e w v m k o l a n e m o o d niesionym, a p r a w y m o p a r t y m na ziemi. G d y i c h czynność wyrażała do-

L

.

�NOWOROCZNE

GRY MONGOLSKIE

269

jenie kobył, t o p r a w e kolano było uniesione, a lewe oparte. P r z y doje­
n i u owiec dzieci siadały na piętach trzymając nogi szeroko rozstawione
w kolanach, a g d y doiły wielbłądzice, to stały, trzymając prawą nogę
opartą o k o l a n o lewej (wyprostowanej). Jednocześnie kości zdobyte o d
przeciwnika i odkładane na kupkę leżały zawsze stroną noszącą nazwę
"dojonego" zwierzęcia k u górze. P r z y położeniu kości brana też była
pod uwagę i c h pozycja wobec gracza. Każda strona kości m a b o w i e m
l e w y i p r a w y bok, różniące się wyraźnie kształtem. L e w y bok odpowiadał
samcowi, p r a w y zaś samicy — l e w a strona jest b o w i e m dla Mongołów
stroną męską, p r a w a zaś kobiecą. Gracz układał więc zdobyte kości b o ­
k i e m odpowiadającym samicy zwierzęcia k u górze. W t e n sposób za­
pewniał sobie mnogość stad, mnogość mlecznych produktów i k o n t y n u a ­
cję stada (symbolika astragalu i udział samicy w p r o k r e a c j i stada). Gra
iinee saach (guii saach) w końcu X I X w . towarzyszyła nie t y l k o obrzę­
dom n o w o r o c z n y m , choć z t y m i była najbardziej związana i p i e r w o t n i e
prawdopodobnie n i e pojawiała się w i n n y m kontekście. Jej magicznowpomagający c h a r a k t e r zaczęto wykorzystywać także m . i n . w świę­
t a c h związanych ze składaniem ofiar p r z o d k o m , N i e b u i d u c h o m p r z y ­
r o d y (tzw owoo tachich)
w związku z w y k o n y w a n i e m ważniejszych prac
pasterskich. M o i i n f o r m a t o r z y n i e p o t r a f i l i jednak wytłumaczyć, j a k
było t o możliwe l a t e m , a właśnie wówczas organizowano owoo
tachich
i większość prac związanych n p . ze strzyżą owiec i produkcją wojłoku,
w okresie, g d y obowiązywał zakaz g r y w kości. W początku naszego
w i e k u dzieci grywały w e wspomnianą grę także w d n i powszednie
p r z y aprobacie rodziców.
Z i n n y c h gier, w których możemy doszukiwać się symbolicznego p r z y ­
ciągania pomyślności oraz podziału bogactwa danego przez Niebo (przez
gospodarza p r z y r o d y Lusa) i zapewniających mnożenie się stad (symbo­
l i k a astragala) należałoby wymienić n p . chumpraj.
Grano 3 astragalami.
Każdej stronie kości odpowiadała pewna liczba punktów. N p . za r z u t
w s z y s t k i c h t r z e c h kości na stronę " k o z y " gracz otrzymywał 1 p u n k t .
Podobnie, jeżeli rzucił wszystkie kości n a stronę " o w c y " albo jeśli r z u ­
cił d w i e " o w c e " i jedną "kozę" l u b d w i e " k o z y " i jednego "wielbłąda",
dwa "wielbłądy" i "kozę", d w a " k o n i e " i " o w c e " . D w a p u n k t y o t r z y ­
mywał gracz za w y r z u c e n i e dwóch "wielbłądów" i jednego " k o n i a " l u b
dwóch " k o n i " i jednego "wielbłąda". Wreszcie za w y r z u c e n i e trzech
" k o n i " otrzymywał t r z y p u n k t y . Grano do osiągnięcia ustalonej przed
gra s u m v nunktów Gre te zapisałem w a i m a k u c e n t r a l n y m i w zachod­
n i m a j m a k u k o b d o s k i m . W części wschodniej występowała podobna
gra o nazwie umbraa. Grano t a m czterema astragalami do osiągnięcia
ustalonei s u m v Dunktów Za wyrzucenie czterech i e d n a k o w v c h kości
gracz otrzymywał 4 p u n k t y za d w i e iednakowe i d w i e iednakowe (np.
d w i e " o w c e " i d w i e " k o z y " ) - 2 p u n k t y , za cztery różne kości dosta¬
wał 8 punktów. G d y wyrzucił t r z y jednakowe kości l u b t r z y różne
nie

�270

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

otrzymywał punktów w ogóle. N a podobnej zasadzie polegała g r a z w a ­
na w a j m a k u c e n t r a l n y m dôrwôn berch orchoćh, której uczestnicy r z u ­
cali także czterema astragalami. Suma punktów, jaką otrzymywał gracz
za wyrzucenie poszczególnych s t r o n , odpowiadała pozycji, jaką zajmo­
wały zwierzęta domowe w k u l t u r z e mongolskiej. Największym sza­
c u n k i e m w t e j k u l t u r z e cieszył się koń, a więc za jego w y r z u c e n i e
w grze gracz otrzymywał najwięcej punktów.
Wartość zwierząt w grach była mierzona nie t y l k o p u n k t a m i , lecz
także wyrażana u m o w n i e w pieniądzu. N p . w grze zwanej tawan lanbodoch, w którą grano we wschodniej M o n g o l i i , za w y r z u c e n i e " o w c y "
gracz otrzymywał 30 l a n « , za " k o z ę " — 20, za "wielbłąda" 40 i za
" k o n i a " — 50 l a n . Rzucano 5 astragalami po 5 r a z y (znów powtarza się
liczba 5!). W y g r y w a ł ten, k t o uzyskał 1000 l a n (1000 też s y m b o l i z o w a ­
ło pewną całość, pełnię, dostatek). I t e j grze p r z y p i s y w a n o znaczenie
magiczne. Grano w nią podczas Cagaan Sar i na j e j podstawie wróżo­
no o nadchodzącym r o k u .
S y m b o l i c z n y podział bogactwa wyrażała także g r a zwana móngocech (zapisałem ją w a j m a k u c e n t r a l n y m ) . Gracze układali cztery rzę­
d y poziome, kładąc w j e d n y m z n i c h astragale stroną " k o n i a " k u górze,
w d r u g i m astragale odwrócone na stronę "wielbłąda", w t r z e c i m —
" o w c y " , a w c z w a r t y m " k o z y " . Uczestnicy r z u c a l i kolejno kostką. W z a ­
leżności od tego, na którą stronę upadła kostka, grający zabierał t a k i e
samo "zwierzę" z jednego z rzędów. Jeżeli ktoś wyrzucił kostkę n a s t r o ­
nę, która nie miała już swego odpowiednika w żadnym rzędzie, m u ­
siał oddać takie "zwierzę", j a k i e wyrzucił. Wygrywał ten, k t o zebrał
najwięcej kości. Podobną grę opisuje N . Namdżildordż . Nosi ona naz­
w ę chuszuu malyn dzajaa bodoch i została zapisana przez autora w a j ­
m a k u ôwôrchangajskim. Gracze r z u c a l i t a m czterema astragalami j e d ­
nocześnie i na podstawie uzyskanych wyników zabierali "zwierzęta"
z poszczególnych rzędów. W grze zapisanej przez Namdżildordża n i e
było astragali s t a w i a n y c h na stronie " k o z y " do góry. Zamiast n i e j w y ­
stępowała " k r o w a " .
32

Symboliczny podział bogactwa, którego m i e r n i k i e m były dla paste­
rza stada zwierząt, następował nie t y l k o przez symboliczne przyciąga­
nie pomyślności (gry polegające na łapaniu j a k największej liczby kości
p r z y jednoczesnym podrzucaniu astragalu l u b m e t a l o w e j p l e c i o n k i k u
górze) czy też dzielenia "zwierząt" w zależności o d w y r z u c o n y c h astra­
g a l i i ilości zdobytych punktów. O podziale t y m mówiły także g r y ,
w których uczestnicy p s t r y k a l i palcami w kości leżące j e d n a k o w y m i
»

L a n — jednostka wagowa srebra. W

ną ok. 37 g. W
W grze,
tek.
82

Mongolii

miała ona wartość stałą r ó w ­

C h i n a c h n a t o m i a s t każda p r o w i n c j a

posługiwała się i n n y m łanem.

oczywiście, l a n s t o s o w a n y

Namdżildordż,

jest umownie

op. cit., s. 110.

j a k o " c e n a " poszczególnych

pły­

�NOWOROCZNE

271

GRY MONGOLSKIE

stronami k u górze, b y kości te zetknęły się nie poruszając p r z y t y m i n ­
nych. G d y czynność ta udała się, gracz zabierał kości, które zetknęły
się w w y n i k u pstryknięcia. Jeżeli nie — czynność p s t r y k a n i a w y k o n y ­
wał następny grający. G r y te nosiły różne nazwy. N p . w a j m a k u cen­
t r a l n y m zwano j e szagaj charwach (w odróżnieniu od i n n e j popularnej
g r y noszącej w M o n g o l i i to właśnie miano, t u zwanej jesón
tochoj)
i grano 7-12 astragalami przypadającymi na jednego gracza. I n n a gra
oparta na t y c h samych zasadach nosiła nazwę dżaran szagajny tag. G r a ­
no t u 60 astragalami (łącznie). C i e k a w y m p r z y p a d k i e m t e j g r y jest
duuguj doloococh.
Grano w nią również podczas Cagaan Sar i uczestni­
czyły w niej przede w s z y s t k i m dzieci. Grało na ogół 2-3 dzieci, z któ­
r y c h każde miało 7 kości. Kości rzucano na podłogę. G d y dwie z n i c h
upadły na jednakową stronę, to gracz, który wykonywał r z u t , pstrykał
palcami t a k , aby jedna kość uderzyła o drugą. G d y pozostała t y l k o
jedna kość, to rzucano ją kolejno, aż upadła na stronę " k o n i a " . Jeżeli
gracz wyrzucił " k o n i a " , to siedzący obok oddawał m u jedną ze zdoby­
t y c h uprzednio kości. P i e r w s z y gracz rzucał obie kości. Jeżeli upadły
na tą samą stronę, to pstrykał znów i t d . Grających obowiązywał jeden
w a r u n e k : zachowanie milczenia podczas całej g r y . Z w a r u n k i e m t y m
nie spotkałam się w odniesieniu do i n n y c h gier, poza wspomnianą t u ­
taj. Dlaczego gracze m u s i e l i milczeć? M o i i n f o r m a t o r z y mówili, że gra
była przez to bardziej interesująca l u b że chodziło o to, b y n i k t nie o d ­
padł z g r y ; aby przez złamanie zakazu mówienia zawodnik n i e został
w y e l i m i n o w a n y z w a l k i . Dlaczego jednak w walce miało m u przeszko­
dzić słowo? Nasuwa się analogia z b a j k a m i , w których bohaterowie p r a g ­
nący zdobyć jakiś przedmiot, uratować kogoś z n i e w o l i i t p . zobowią­
z y w a l i się zachować milczenie. W p r z e c i w n y m razie nie m o g l i w y k o ­
nać swego zadania, a nawet groziła i m śmierć. Milczenie miało też
chronić przed a t a k i e m zła n p . podczas polowań. Zakaz mówienia n a
polowaniach występował u większości ludów A z j i . Chodziło o to, a b y
nie zwracać u w a g i zwierząt i gospodarzy lasów, aby ukryć przed n i m i
zamiary myśliwych. Czy t e n sam zakaz występujący w grze możemy
tłumaczyć w t a k i sam sposób? Czy w grze chodziło również o u k r y c i e
zamiarów człowieka (dzielenie bogactwa)? Bvć może t a k właśnie bvło
skoro wypowiedzenie słowa eliminowało zawodnika z gry, pozbawiająć go t v m s a m v m w a r i w i i d 7 i a h i w t v m &lt;?vmholir7nvm nodziale h o gactwa Bvć może zakaz L w f e n i a obowiazvwał także w i m w c h grach
l u b w grach onartvoh i a k T a L L ę k a n i u w kości leZce
iedn kowv
m i s t r o n a m i do góry
*
"
a

J

Y

Darambadzar i Tangad uważają, że na rozrzuceniu kości i s t r z e l a n i u
palcami, b y kości te zetknęły się, polegały najstarsze g r y mongolskie.
P i e r w o t n i e miano p r z y t y m strzelać do kości leżących s t r o n a m i prze­
c i w n y m i do góry, n p . próbowano zetknąć kość leżącą stroną " o w c y " k u
górze z kością leżącą stroną " k o z y " (również k u górze). G r a ta nosiła

�272

IWONA

KABZINSKA-STAWARZ

nazwę bok czig niaslach
l u b też bogcog niaslach. Później — dokładnie
nie w i a d o m o k i e d y — zaczęto strzelać do j e d n a k o w y c h kości .
Czy s t y k a n i e kości leżących na p r z e c i w s t a w n y c h s t r o n a c h miało ozna­
czać pierwotną walkę między d w o m a opozycjami, j a k a toczyła się zaw­
sze w m o m e n t a c h przejścia i która rozpoczęła się już w momencie s t w o ­
rzenia życia n a ziemi? Czy dlatego, że w a l k a ta była niebezpieczna dla
życia, obowiązywał zakaz mówienia podczas g r y przedstawiającej te
zmagania? N i e p r z y p a d k o w a w y d a j e się też liczba kości używanych
w grach — 7, 12, 60. Suma 60 i 12 p o w t a r z a się też w i n n y c h grach
noworocznych. Miało to zapewne związek z kalendarzem mierzącym
czas 6 0 - l e t n i m i c y k l a m i (dużymi), z których każdy był podzielony na
5 c y k l i 12-letnich (małych)? Cyfrą "kosmiczną" była także 7, oraz —
występujące w większości gier — 3 i 5 (liczba kości używanych w grach).
Idea podziału szczęścia, bogactwa, znajduje najpełniejszy
wyraz
w noworocznej grze zwanej ałag melchij óróch. Łączy się ona p r z y t y m
z ideą stworzenia ziemi (symbolika żółwia i żaby) oraz z ideą długo­
wieczności (symbolika żółwia).
W przeddzień nowego r o k u w j u r t a c h zamieszkanych przez głowy
rodzin budowano z astragali figurę melchij. B u d o w a n o ją w następujący
sposób: z 36 kości tworzono plecy (6 rzędów po 6 kości), z 16 nogi (4 po
4 kości), z 6 szyję, z 1 serce, z 2 n e r k i (2 r a z y po 1 kości), z 3 ogon,
z 5 głowę, z 20 paznokcie (4 łapy po 5 paznokci — r y c . 2). W l i t e r a t u ­
rze znalazłam informacje o możliwościach r o z b u d o w y w a n i a f i g u r y o do­
datkowe elementy. Np. p r z y głowie z astragali p o m a l o w a n y c h n a czer­
w o n o budowano ognisko domowe, zamiennik ognia — jednego z pięciu
elementów, koło ogona kładziono 3 kości pomalowane na czarno (repre­
zentujące żywioł w o d n y ) , z lewej s t r o n y f i g u r y kładziono 5 kości poma­
l o w a n y c h na niebiesko (drzewo), z p r a w e j s t r o n y pleców kładziono 3 białe
kości (żelazo) i na 4 łapy kładziono po 1 kości żółtej ( z i e m i a ) . Nigdzie
w terenie n i e znalazłam jednak potwierdzenia t e j i n f o r m a c j i , a u t o r z y
zaś nie podają źródła j e j pochodzenia.
Kości kładziono najczęściej stroną " o w c y " do góry. N i e l i c z n i i n f o r ­
m a t o r z y mówili o zróżnicowaniu kości, wskazując na obecny w nazwie
p r z y m i o t n i k ałag — pstry, różnorodny, złożony z różnych części. W e d ­
ług n i c h głowę melchij budowano z kości leżących stroną " o w c y " k u gó­
rze, podobnie j a k ogon. Nogi z kości leżących stroną "wielbłąda" ( " k r o ­
w y " ) k u górze, a plecy — stroną " k o n i a " . A l b o też głowę budowano
z kości leżących stroną " k o n i a " k u górze, łapy — " k o z y " , plecy " o w c y " ,
nogi " k r o w y " , a szyję z kości leżących stroną "wielbłąda" k u górze.
Całość miała przypominać o t y m , że podstawą egzystencji pasterza jest
hodowla pięciu rodzajów zwierząt. Czasem stosowano kości pomalowa­
ne na biało i czarno. Głowę i łapy budowano z kości p o m a l o w a n y c h na
33

34

«
Darambadzar,
" D a r a m b a d z a r ,

T a n g a d,

op. cżt., s. 76.

T a n g a d,

op. cit., s. 75.

�NOWOROCZNE

273

GRY MONGOLSKIE

usta
szyja
oczy
uszy
łapy
tidcs

t N J d

serce

0)0» CD

tułów

9C&amp;dl

tJ tfl $

nerki

0&gt;C5

pęcherz
moczowy

#4?

ogon
R y c . 2. Ułożona
melchij
óróch

z kości

(szagaj)

figura

żółwia

występująca

m . i n . w grze

alag

R y s . J . Kabzińska-Stawarz

biało układanych stroną " o w c y " k u górze, pozostałe części melchij b u ­
dowano natomiast z kości p o m a l o w a n y c h n a czarno, które kładziono
stroną " k o z y " do góry. T a k i układ kości wyrażał najpełniej ideę p i e r ­
w o t n e j w a l k i dwóch opozycyjnych elementów życia i śmierci, z który­
m i asocjują się odpowiednio biel i czerń oraz " o w c a " i " k o z a " . O p i e r ­
wocinach życia przypominała też sama f i g u r a .
F i g u r a t a zajmowała honorowe miejsce w j u r c i e . Stawiano ją w czę­
ści północnej, przeznaczonej d l a burchanów i szanowanych gości oraz
18 -

Etnografia Polska XXVII/1

�•i
i
j

274

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

j

!
|
•i

!
!
j
I
!
i
{
!

!
|
j
I
I
!
|
j
j
:
I
i
j
i

dla głowy r o d z i n y — gospodarza j u r t y . Większość z m o i c h informatorów
twierdziła, że głowa melchij
zwrócona była w k i e r u n k u burchanów,
według i n n y c h miała ona spoglądać w k i e r u n k u d r z w i (na południe, t j .
w k i e r u n k u Słońca). F i g u r a ta stała na wojłokowym d y w a n i k u l u b n a
poduszce uszytej z owczej skóry. Podściółki te zasługują n a baczniej­
szą uwagę. Wełna (skóra owcza, wojłok) jest b o w i e m t y p o w y m dla
M o n g o l i i znakiem przejścia. Czasem przejścia jest też cały okres no¬
woroczny.
Podczas odchodów Cagaan Sar (według i n n y c h w wigilię tego święta) przystępowano do podziału f i g u r y . Gracze, począwszy od najstarsze¬
go — jeżeli grano w wigilię święta — l u b od najmłodszego — g r y grano
w n o w y r o k , a jeszcze według i n n y c h w e r s j i od tego, k t o urodził się
w r o k u noszącym nazwę tego samego zwierzęcia co r o k zapoczątkowan y przez Cagaan Sar — rzucali kostką sześcienną i w zależności od l i c z ­
b y w y r z u c o n y c h oczek b r a l i odpowiadającą j e j część f i g u r y . W y r z u c i w ­
szy jedno oczko gracz mógł n p . wziąć serce, d w a — usta, oczy, n e r k i ,
t r z y — głowę, ogon, cztery — szyję, jedną z nóg, pięć — paznokcie,
sześć — jeden z rzędów tułowia. . G d y uczestnik wyrzucił taką ilość
punktów, za którą nie mógł wziąć niczego czekał na następną kolejkę
l u b _ według i n n y c h i n f o r m a c j i otrzymywał coś w zamian albo
oddawał to, co wziął wcześniej, mające tę samą wartość. N a podsta­
w i e wyników g r y wróżono o przyszłości w nadchodzącym r o k u . I m
więcej gracz zebrał kości, t y m większego mógł się spodziewać bogactwa,
szczęścia. Liczono pojedyncze kości l u b stosowano sposób, j a k i m n a j ­
częściej posługiwali się pasterze dla określenia wielkości stad, stosu¬
jąc tzw. bodo, c z y l i ogólną miarę dużych sztuk (wielbłądów, krów i k o n i ) w stadzie. N p . w t e j grze 10 kóz odpowiadało 1 bodo, 7 baranów
także, podobnie j a k 1 koń i 1 wielbłąd. K t o miał najwięcej bodo t e n
wygrywał. O d ilości bodo obliczano d a w n i e j w M o n g o l i i wysokość po¬
datków. Jeden z m o i c h informatorów twierdził nawet, że gra była
wcześniejsza i że przyjęty w niej sposób liczenia i określania zwycięzcy stał się p i e r w o w z o r e m dla systemu podatkowego.
Sporadyczne informacje pozwalają przypuszczać, że istniała g r a będąca niejako odwróceniem ałag melchij
bróch. Polegało to na budowa¬
n i u f i g u r y melchij w trakcie g r y . Taką informację uzyskałam w zachodniej części M o n g o l i i u przedstawicieli mongolskiej mniejszości etnicznej
Eletów i Miangatów. U Miangatów n p . jeszcze w początku X X w . urządzano zawody, k t o szybciej zbuduje tę figurę (nie było t a m g r y polegającej na dzieleniu żółwia, lecz t y l k o zawody szybkiego budowania jego
f i g u r y ) . Wierzono, że zwycięzca będzie miał powodzenie w życiu, że
będzie bogaty. Grano w początkach r o k u , co było zgodne z wierzeniami^
o odradzaniu się w t y m czasie podstaw ludzkiego b y t u (astragal) i świa-"
ta (żółw).
Większość m o i c h rozmówców była przekonaną, że alag melchij
to

�NOWOROCZNE

275.

GRY MONGOLSKIE

jedna z najstarszych gier mongolskich. W i e r z y l i też, że gra ta została
wynaleziona przez Mongołów. Badania h i s t o r i i niektórych gier nie po­
twierdzają j e d n a k t y c h przypuszczeń. Figurę podobną do t e j , jaką s t a ­
w i a l i Mongołowie, b u d o w a l i b o w i e m także Chińczycy i Koreańczycy,
używając w t y m celu płytek stosowanych również w grze w d o m i n o .
Stąd gra ta została zapewne przejęta przez Mongołów, podobnie j a k
wiele i n n y c h gier. Możliwe jest natomiast, że Mongołowie przejęli od
Chińczyków samą ideę g r y , wprowadzając istotną zmianę, polegającą
na w y k o r z y s t y w a n i u astragali do budowania melchij,
chyba bliższym
t r a d y c j i pasterzy mongolskich niż domino. Dzieląc melchij
Mongołowie
w i e r z y l i , że dokonują nie t y l k o podziału bogactwa, zyskując część z n i e ­
zmierzonych zasobów L u s sabdaga, ale także, że zapewniają sobie dłu­
gowieczność. Cieszono się przede w s z y s t k i m , g d y w ałag melchij
grały
dzieci. G r a miała j e b o w i e m ustrzec przed chorobami i zapewnić dłu­
gie życie. Wierzenia te przemawiają również za t y m , że budowana
w okresie n o w o r o c z n y m f i g u r a była figurą żółwia. J e m u b o w i e m p r z y ­
pisywano symbolikę długowieczności, trwałości życia.
Większość gier z użyciem astragali była g r a m i l o s o w y m i . Wiele za­
leżało od tego, w j a k i sposób upadną rzucone kości, czy gracz zdoła
je zebrać, czy też nie, czy będzie umiał schwycić rozrzucone astragale
w r a z z metalową plecionką l u b kością zwaną sum. Zależność od losu nie
była jednak całkowita. Gracz mógł b o w i e m wpływać na przebieg g r y
i zapewnić sobie zwycięstwo dzięki zręczności swoich palców i dłoni,
refleksowi.
Gracz, który chwytał kości w garść p o w i n i e n zrobić to t a k , aby j e d ­
na z kości wystawała spomiędzy palców i b y na nią właśnie upadł
szuiir (jeżeli grano w szagaj sziiurech).
Miało to sprawiać wrażenie peł­
nej ręki, obfitości, symbolizować dostatek.
3 5

KARTY

M o t y w podziału bogactwa, który powtarzał się w w i e l u grach n o ­
worocznych, wyrażany był nie t y l k o za pomocą gier w kości. O podzia­
le dóbr d a n y c h człowiekowi przez gospodarzy p r z y r o d y (czynnik losu)
mówiły też n p . g r y , do których używano płytek przypominających k a r ­
ty. Stara mongolska gra, do której używano d r e w n i a n y c h l u b papiero­
w y c h płytek z w i z e r u n k a m i zwierząt i ptaków, nosiła nazwę
uuczuiir.
W M o n g o l i i znalazłam właściwie t y l k o fragmentaryczne informacje o t e j
grze. Została ona n i e m a l całkowicie zapomniana, ocalały t y l k o f r a g m e n ­
ty, z których t r u d n o złożyć całość, odtworzyć jakąś powszechną wersję.
Opis t e j gry, aczkolwiek niezbyt dokładny, znalazłam u F. K o n a
oraz
36

8 5

C u l i n , Games

of the Orient...,

F - K o n , Z a 50 let. Sobranije
s k w a 1934, s. 115-116.
M

s. 113 (por. p r z y p . 24).
socziniejni,

t. 3, Ekspiedicija

w Sojotiju,

Mo­

�276

IWONA

KABZINSKA-ŚTAWARZ

u K . Łoginowskiego « . O b y d w a opisy, choć jeden dotyczy Urianchajów,
d r u g i zaś Buriatów, potwierdzają ogólne zasady g r y , j a k i e udało m i się
odtworzyć na podstawie i n f o r m a c j i współczesnych mieszkańców M o n ­
golii. M o i i n f o r m a t o r z y b y l i na ogół zgodni co do tego, że w grze w y ­
stępowały płytki z w i z e r u n k a m i następujących ptaków i zwierząt: szuwuu ( d z i k i ptak, bez bliższego określenia jakiego rodzaju) — 64 płytki,
tuulaj (zając) — 32, buga (jeleń) — 16, chuder (piżmowiec) — 8, irbes
(pantera) — 4, bar (tygrys) — 2 i arslan (lew) — 1. Każda płytka miała
swą wartość wyrażoną w łanach. Najwyższą wartość miał l e w (64 łan),
następnie t y g r y s (32), pantera (16), piżmowiec (8), jeleń (4), zając (2)
i p t a k (1). Wszyscy b y l i też zgodni, że do g r y używano sześciu kostek
sześciennych, p r z y c z y m każdy z grających rzucał o d r a z u w s z y s t k i m i
k o s t k a m i . N i e było natomiast pełnej zgodności co do s a m y c h reguł.
J e d n i z informatorów t w i e r d z i l i , że gracz mógł zabrać tę płytkę spośród
leżących, której wartość była równa ilości u z y s k a n y c h punktów ( w y r z u ­
conych oczek). A b y wziąć „lwa", który „kosztował" 64 l a n , trzeba b y ­
ło rzucać d w u k r o t n i e i sumować oczka. Można to było uczynić t y l k o
wówczas, jeżeli n a stole znajdowały się k a r t y od „pantery" wzwyż. K o n
pisze, że aby wziąć " l w a " , trzeba było wyrzucić 6 razy po 6 oczek.
Według i n n y c h m o i c h rozmówców, na poszczególnych stronach kości
były oznaczane k o l o r y . Lecz i t u i n f o r m a c j e nie były zgodne. J e d n i
mówili, że każda z 4 s t r o n kości była m a l o w a n a na i n n y kolor, a 2 s t r o ­
n y były czerwone, p r z y czym na t y c h s t r o n a c h miały znajdować się
1 i 4 (oczka). Wśród kości znajdowała się jedna z oznaczeniami od Odo 5,
p r z y c z y m jeżeli kość upadła na 0, to cały r z u t unieważniano. Jeszcze
i n n i t w i e r d z i l i , że stosowano t y l k o ' 2 k o l o r y d l a oznakowania kości —
czerwony i czarny, a w y n i k zależał od l i c z b y kości, które upadły na
określoną stronę. G d y gracz wyrzucił jedną kość n a stronę czerwoną,
a pozostałe n a czarną, mógł wziąć „ptaka", gdy d w i e kości upadły n a
stronę czerwoną, a cztery na czarną — „zająca", g d y t r z y kości były
czarne i t r z y czerwone — „jelenia", za cztery czerwone i d w i e czarne —
„piżmowca", za pięć czerwonych i jedną czarną — „tygrysa", a za sześć
kości czerwonych — " l w a " . Grano dopóty, dopóki na stole pozostawał
„lew". K o m u udało się wziąć „lwa", t e n wygrywał. Mongołowie w i e ­
r z y l i , że t e n , k t o często w y g r y w a w uucziiur,
będzie miał powodzenie
w życiu, będzie żył w dostatku. Dobrze też było grać na Cagaan Sar
w k a r t y , b y nadchodzący r o k był pomyślny. Dlaczego łączono pomyślność
właśnie z t y m i zwierzętami, których w i z e r u n k i znajdowały się na płyt­
k a c h stosowanych w grze? Pasterze mówili, że zwierzęta te były szano­
wane przez l u d z i , b o w i e m miejscem i c h p o b y t u są góry. Mówiono m i
też, że dopóki zwierzęta te są w górach, człowiekowi będzie się dobrze
żyło. Ponadto, jeśli p r z y r o d a jest bogata, o b f i t u j e w zwierzęta i p t a k i ,

3 7

Łoginowskij,

op. cit., s. 48-49.

�NOWOROCZNE

277

GRY MONGOLSKIE

to bogatym staje się i człowiek. J a k można sądzić, w y p o w i e d z i te mają
charakter bardziej ogólny, symboliczny. Góry to nie t y l k o miejsce p o ­
b y t u zwierząt i ptaków, lecz także miejsce łączące się w wierzeniach
z dobrem, sacrum. Góra to k i e r u n e k , z którego pochodzi dobro, gdzie
decyduje się pomyślność człowieka. L e w , t y g r y s jeleń, których w i z e r u n ­
k i występowały n a płytkach używanych w grze, były szczególnie sza­
nowane przez Mongołów, zaliczane do zwierząt solarnych. O d n i c h za­
leżała także pomyślność człowieka, dostatek, płodność p r z y r o d y . Roz­
dzielając płytki z w i z e r u n k a m i zwierząt wyrażających ideę płodności,
k o n t y n u a c j i podstaw l u d z k i e j egzystencji (i egzystencji całej n a t u r y ) ,
człowiek brał również część tego dobra dla siebie, zapewniając po­
myślność sobie i swej rodzinie w nadchodzącym r o k u .
Ułożenie płytek w grze — przed przystąpieniem do g r y układano
je koliście na s t o l i k u l u b podłodze j u r t y — nawiązywało symbolicznie
do koncepcji wiecznego odradzania się czasu i całej p r z y r o d y , s y m b o ­
lizowanej t u t a j przez p t a k i i zwierzęta, których w i z e r u n k i znajdowały
się n a płytkach. Także gracze siadali kołem wokół rozłożonych k a r t .
W b u r i a c k i m w a r i a n c i e g r y najcenniejszą kartą była płytka z w i ­
z e r u n k i e m myśliwego na k o n i u , trzymającego w ręku naciągnięty łuk.
Ta płytka "kosztowała" 64 " r u b l e " . W grze rzucano 3 c z e r w o n y m i
i 3 n i e b i e s k i m i kośćmi sześciennymi z oczkami. G d y na jednej z r z u ­
conych kości znalazło się 1 oczko, gracz zabierał " p t a k a " , g d y na j e d ­
nej z kości były 2 oczka — brał "zająca", g d y na jednej z kości były
3 oczka — brał " p a w i a " i t p . A b y wziąć " t y g r y s a " , gracz musiał rzucić
5 j e d n a k o w y c h kości, a " l w a " — wszystkie różne. A b y wziąć "jeźdźca"
rzucał n a j p i e r w jedną kostką, p o t e m sześcioma, następnie d w a razy
ciskał 6 kości. Jeżeli w t y c h czterech r z u t a c h sześciokrotnie została p o ­
wtórzona cyfra, jaką wyrzucił p r z y p i e r w s z y m rzucie jedną kostką, t o
gracz mógł wziąć "jeźdźca". Na zakończenie g r y liczono sumę " r u b l i " ,
jaką u z y s k a l i poszczególni gracze ponad ustaloną dolną granicę .
38

Według S. W . I w a n o w a gra t a wyrażała epizody z p r a k t y k i myśliw­
skiej Buriatów i była swego rodzaju wróżbą o pomyślności polowania » .
Niewykluczone, że gra ta, mająca związki z magią i wróżbami, mogła
być stosowana przez myśliwych, j a k również w zabiegach noworocz­
nych zmierzających do określenia najbliższej przyszłości (adz iidzech —
zobaczenia swego losu).
3

R E - K R E A C J A ŚWIATA I C Z A S U

W okresie n o w o r o c z n y m wszystko zaczynało się od początku, odra­
dzał się czas i podstawowe elementy życia. D o idei stworzenia nawiązy­
wała gra alag melchij
óróch, informująca jednocześnie o s y m b o l i c z n y m
«
"
XIX

Ł^gmowskij,

op. cit,

s. 49.

S . W . I w a n o w , Matierialy
po izobrazitielnomu
— naczala XX ww., M o s k w a 1954, s. 692.

iskusstwu

narodów

Sibiri

�IWONA

278

KABZINSKA-STAWARZ

podziale dóbr między l u d z i . O akcie r e - k r e a c j i świata i czasu k o m u n i ­
kowała też g r a zwana najczęściej chorlo (w zachodniej i centralnej czę­
ści Mongolii), dzendmene
l u b arwan chojer dżil (u Chałchasów w części
centralnej) i norow l u b bajasgalan (na wschodzie). Grano w nią p o w ­
szechnie podczas Cagaan Sar całymi r o d z i n a m i , łącznie z dziećmi. Cza­
sem zaczynano grać już w wigilię święta. Grano w dzień i w nocy,
zezwalając na nocną grę również dzieciom.
Grający d y s p o n o w a l i 60 płytkami, okrągłymi l u b k w a d r a t o w y m i ,
w y k o n a n y m i z drzewa. N a 48 płytkach znajdowały się w i z e r u n k i
zwierząt, których n a z w y noszą kolejne lata dwunastoletniego c y k l u k a ­
lendarzowego (12 zwierząt X 4 płytki). Płytki te nosiły nazwę gadzryn
mod. W grze kładziono je na podłodze j u r t y . Gadzryn mod były w całej
M o n g o l i i jednakowe. Natomiast w i z e r u n k i , j a k i e znajdowały się n a p o ­
zostałych 12 płytkach, z w a n y c h garyn mod, były różne. Płytki te t r z y ­
mano w ręku na znak i c h wyższości n a d gadzryn mod. W grze miały one
większą wartość niż gadzryn mod. W centralnej części M o n g o l i i jako
garyn mod występowały najczęściej: chorlo (koło), dzendmene
(tybetań­
s k i znak 7 drogocenności), chas (swastyka), arslan (lew) albo m i t y c z n y
ptak Chan Gard. W zachodniej M o n g o l i i występowały: chorlo,
dldzij
(znak szczęścia i długowieczności), Chan G a r d i lew, w e wschodniej
zaś — chorlo, dzendmene,
zwany t u z tybet, norow, dldzij i Chan G a r d .
Czasem zamiast dzendmene
pojawiał się bajasgalan
(wieczny ogień),
a zamiast Chan G a r d swastyka. Z 60 płytek, które przed przystąpie­
n i e m do g r y układano koliście w 12 k u p k a c h (po 5 płytek w każdej),
budowano t z w . " j u r t y " (ger barich).
Budowanie " j u r t " polegało na t y m , że na spodzie każdej k u p k i kła­
dziono płytki o najniższej wartości (z w i z e r u n k a m i zwierząt o t w i e r a ­
jących c y k l kalendarzowy), k o l e j n i gracze dokładali zaś płytki o w a r ­
tościach wyższych. Najwyższą wartość miała płytka ze z n a k i e m chorlo.
K i e d y kładziono płytkę z w i z e r u n k i e m jakiegoś zwierzęcia, mówiono
przy t y m słowa określające to zwierzę i jego związki z kalendarzem.
Mówiono n p . t a k :
" J e d e n r o k , to r o k m y s z y , która
c z a m i . J e d e n r o k , to r o k k r o w y

—

z białego b r z u c h a
dużej, rogatej,

którą

pluje
lubi

drogocennymi

rze­

j e j gospodarz.

Je­

d e n rok, to r o k t y g r y s a , który t r o s z c z y się t y l k o o s w e w y g o d y i cały c z a s m i e s z ­
ka

w

l a s a c h z a górami. J e d e n r o k , to r o k szybkiego

ludziom

deszcz. J e d e n r o k , to r o k zająca

z długimi

pstrego

s m o k a , który

u s z a m i , który

biega

daje

po n a ­

szej p l a n e c i e . J e d e n r o k , to r o k brązowej p s t r e j żmii, która c h o d z i t a m , g d z i e n i e
m a ludzi. J e d e n r o k , to r o k k o n i a z okrągłymi k o p y t a m i , którego bardzo
gospodarz

i który j e s t b a r d z o

który

nierówne

miejsca

która

cały czas naśladuje

która

bardzo

lubi

swe

potrzebny

wypełnia

swym

pomiotem.

człowieka n a n a s z e j

dzieci i rano

l u b i jego

człowiekowi. J e d e n r o k , t o r o k
Jeden

r o k , to

rok

barana,
małpy,

p l a n e c i e . J e d e n r o k , to r o k k u r y ,

wszystkich budzi.

J e d e n r o k , to r o k p s a ,

który s z c z e k a c h o n , c h o n n a z n a k , że ktoś p r z y j e d z i e . J e d e n r o k , to r o k świni, któr a pięknymi kłami w z r u s z a z i e m i e . "

"

�NOWOROCZNE

GRY MONGOLSKIE

279

Przytoczyłam wypowiedź jednego z mieszkańców somonu Erdenebiiren w a j m a k u kobdoskim, w zachodniej części k r a j u . I n n e określe­
nia były bardzo podobne, t a k że przytoczony t u tekst można uznać za
pewien wzór, od którego odstępstwa były d o p r a w d y nieznaczne. Czasem
nie notowałam żadnych zmian t e k s t u , czasem były one n i e w i e l k i e . W i n ­
n y m tekście, z a n o t o w a n y m przeze m n i e także w a j m a k u kobdoskim,
znajdujemy n p . takie określenia:
" J e d e n r o k , to r o k m y s z y z białymi u s t a m i . J e d e n r o k , to r o k dobrego k o n i a ,
który p o m a g a gospodarzowi,
szybkiego,

pstrego

k i e d y c h c e o n wyruszyć w drogę. J e d e n r o k , to r o k

s m o k a , który b y w a

zawsze

w

niebie. J e d e n r o k , to r o k k u r y ,

która z w i a s t u j e świt. J e d e n r o k , to r o k świni, która n i s z c z y c z o r t a " .

Pozostałe określenia były niezmienione w stosunku do najczęściej
powtarzającego się t e k s t u , który przytoczyłam na początku.
Prawdopodobnie jeszcze w końcu X I X w . grze towarzyszyła, m e ­
lodia. Słowa w y m a w i a n e p r z y poszczególnych płytkach były śpiewane
przez graczy na odpowiednią nutę. Informacje o śpiewaniu słów n i e są
jednak powszechne. Mówiono m i np., że pieśń o 12 zwierzętach śpie­
wano na pastwiskach (bez gry), pragnąc przypomnieć o i c h i s t n i e n i u
i wyrazić i m szacunek. Wśród Ełetów z somonu Erdeneburen spotka­
łam też informację, że melodia towarzyszyła słowom, w y m a w i a n y m p o d ­
czas g r y t y l k o u Urianchajów. M o i rozmówcy d o d a w a l i p r z y t y m , że
Urianchajowie .różnicowali charakter m e l o d i i dostosowując go do cha­
r a k t e r u zwierzęcia, o którym śpiewano. Niestety, n i e udało m i się s p r a w ­
dzić tej i n f o r m a c j i wśród Urianchajów.
Niektórzy z m o i c h informatorów określali chorlo j a k o zapis h i s t o r i i
Mongołów. H i s t o r i i rozumianej oczywiście nie j a k o zbiór faktów, m a ­
jących miejsce w przeszłości, lecz jako ciąg czasu odmierzającego dzie­
je, a więc jako swoisty kalendarz. A oto legenda, jaką zapisałam w somonie Erdenebiiren:
"Burchan-baksz
ności

następują

dziny. Stworzył

pragnął,

by l u d z i e

po sobie

zwierzęta

więc

zwaną

grę

dobrze

zapamiętali

dwunastoletniego

chorlo.

sobie,

w

jakiej

c y k l u , miesiące,

Występowanie każdego

kolej­

dni i

go­

zwierzęcia n a 4

płytkach miało oznaczać 4 s e z o n y w każdym r o k u . C e l e m tej g r y j e s t przypomnieć
nie l u d z i o m o i s t n i e n i u dwunastoletniego c y k l u " .

Związek g r y z czasem, a także — szerzej — z kosmosem jest bardzo
wyraźny. Znamienne są choćby c y f r y : 60 płytek to 60 l a t dużego c y k ­
l u , 12 k u p e k — to lata c y k l u małego i 5 płytek tworzących jedną jurtę,
to jeden c y k l mały — obowiązkiem graczy było ponadto rozegranie 12
Partii w każdym chotonie. Jeżeli w chotonie było wiele j u r t , to starano
się, by cały choton grał 60 razy (np. w 15 j u r t a c h po 4 razy).
Znamienna jest też s y m b o l i k a poszczególnych zwierząt, których w i ­
zerunki znajdowały się n a płytkach i s y m b o l i k a garyn mod. Najwyższą
wartość w grze miał chorlo, będący symbolem wiecznego Nieba, kosmo-

�280

IWONA

KABZINSKA-STAWARZ

su, czasu, odpowiadający jednocześnie tono w j u r c i e . Zauważmy, że
płytki używane w grze były również okrągłe, a jeśli używano płytek
k w a d r a t o w y c h , t o znajdujące się na n i c h w i z e r u n k i były ujęte w k o ­
listą otoczkę. Rozkładano je ponadto koliście przed przystąpieniem do
gry. L e w należał do tzw. s i l n y c h zwierząt, a jednocześnie p r z y p i s y w a n o
m u s y m b o l i c z n y związek ze Słońcem. Jego skóra miała symbolizować
ściany j u r t y . Ze Słońcem był też związany Chan Gard, posiadający p r z y
t y m właściwość leczenia chorób, zwalczania zła. Jego skrzydła miały
symbolizować dach j u r t y . Wieczny ogień — bajasgalan — to także zam i e n n i k Słońca na ziemi. W j u r c i e odpowiadało m u palenisko. Pojawiający się n a niektórych terenach s y m b o l s w a s t y k i to p r a d a w n y s y m boi kosmicznego c e n t r u m , prapoczątku. O r n a m e n t óldzij oznaczał wieczną nić szczęścia, długowieczność, a w j u r c i e odpowiadały m u symbolicz­
nie d r z w i i sznury. Z n a k dzendmene
zaczerpnięty z i k o n o g r a f i i l a m a j skiej, przedstawiał 7 drogocenności. S y m b o l i k a garyn mod jest wyraź­
nie związana z t y m , co dzieje sję niejako poza człowiekiem, co wpływa
na jego życie, stąd też wysoka wartość płytek w grze.
Budowanie " j u r t " miało w grze charakter symboliczny. Nawiązy­
wało do i d e i r e - k r e a c j i świata, kosmosu, którego s y m b o l e m jest właśnie
dla Mongołów j u r t a « . Budując " j u r t y " w okresie Cagaan Sar gracze
uczestniczyli niejako i n d y w i d u a l n i e w o g r o m n y m dziele odtwarzania
kosmosu, odradzania się podstaw l u d z k i e j egzystencji.
Według wierzeń pasterzy, na egzystencję człowieka mogły wpływać
m . i n . zwierzęta, których w i z e r u n k i znajdowały się na płytkach chorlo.
Mysz, otwierająca c y k l , miała dbać o-spokój na ziemi. Była jednocześnie
s y m b o l e m gospodarności i skrzętności. K r o w a dawała l u d z i o m mięso
i mleko, a b y k był m i t y c z n y m przodkiem ludów mongolskich i s y m b o ­
l e m siły. T y g r y s należał do tzw. s i l n y c h zwierząt, a jego w i z e r u n e k r y ­
sowany na s k r z y n i a c h miał chronić d o b y t e k pasterza. Zając t o dobra
dusza, chroniąca dzieci przed złem. Smok to władca deszczu i b u r z y .
Żmija — pomocnik władcy podziemi, ale jednocześnie zwierzę p r z y ­
jazne człowiekowi, mogące uratować go od śmierci, a kobietę obdarzyć
płodnością. Koń to pomocnik i przyjaciel człowieka. B a r a n — żywiciel
i podstawa gospodarki pasterza. Małpa to l u d z k i przodek. K u r a to także
żywiciel człowieka, k o g u t zaś to z w i a s t u n d n i a . Pies — p r z y j a c i e l
i p o m o c n i k człowieka, obrońca jego d o b y t k u . Obrońcą człowieka miała
też być świnia, kończąca c y k l .
Zwierzęta należące do dwunastoletniego c y k l u były także związa­
ne z kosmosem i jurtą j a k o jego symbolem. Każdemu z t y c h zwierząt
p r z y p i s y w a n o stałe miejsce w j u r c i e , ściśle określoną część o w a l u za­
kreślonego przez j e j ściany. Wewnętrzne rozplanowanie j u r t y dzieliło

4 0

Patrz:

J . S.

Wasilewski,

Symboliczne

" E t n o g r a f i a P o l s k a " , t. 21: 1977, z. 1, s. 98-116.

uniwersum

jurty

mongolskiej,

1
f"
5
;
*

']

'

�NOWOROCZNE

281

GRY MONGOLSKIE

ę na 12 części, które nosiły n a z w y poszczególnych zwierząt c y k l u . Sa¬
ta j u r t a jest okrągła j a k Słońce — a j e j 60 żerdzi jest podporządkowaych " r u c h o w i " Słońca. I c h wewnętrzne rozplanowanie odpowiadało d u ­
rniu c y k l o w i . Według n i c h pasterze o r i e n t o w a l i się też d a w n i e j w czae dobowym. Miarą tego czasu był promień słońca prześlizgujący się
3 tono i końcach żerdzi « .
T a k więc zwierzęta c y k l u przedstawione n a gadzryn mod i z n a k i
rzedstawione n a garyn mod łączyły się w e wspólnej symbolice u n i v e r i m , którego o d p o w i e d n i k i e m jest j u r t a .
Mongołowie darzą chorlo ogromną sympatią. S y m b o l i k a t e j g r y jest
rzecież t a k bliska i c h wierzeniom, t a k dobitnie j e wyraża. Sądzą też,
5 są sami twórcami t e j g r y . Jaka jest geneza chorlo, t r u d n o m i p o w i e zieć. Nie prowadziłam b o w i e m t a k dokładnych badań porównawczych,
y móc stwierdzić bezsprzecznie, j a k i m i d r o g a m i przenikały poszczeJlne g r y do M o n g o l i i i j a k i m uległy przekształceniom. Nie spotkałam
;dnak danych o grze podobnej do chorlo w l i t e r a t u r z e dotyczącej i n ych ludów A z j i . Wiadomo natomiast, że grę tę przejęli od Mongołów
uwińczycy
Niektórzy z m o i c h informatorów p r z y p i s y w a l i grze moc magiczną.
Kała ona, j a k większość gier noworocznych, wspomagać przyrodę w akcie
- k r e a c j i . Ponadto, zwycięzca, który zbudował najwięcej " j u r t " , mógł
czyć n a pomyślność w nadchodzącym r o k u . C i , którym przypadły
• udziale płytki o najwyższej wartości, m o g l i spodziewać się bogactwa
szczęścia.
Jeżeli grano w chorlo podczas Cagaan Sar, to zaczynały dzieci, n a ;ępnie młodzież i starcy. Reguła ta jest zgodna z c h a r a k t e r e m w i e r z e iowego k o n t e k s t u . W n o w y r o k rozpoczyna się b o w i e m liczenie czasu
i początku, jego stopniowe starzenie się, toteż grę kończą starcy. Jeżezaczynano grać w przeddzień święta, to grę i n i c j o w a l i starcy, a koń:yły dzieci, zwiastując nadchodzące odrodzenie czasu, zmianę.
Nazwę ger barich (budowanie j u r t ) nosiła też jedna z gier w d o m i o. Jednakże zdania co do tego, czy domino było grą noworoczną, są
Ddzielone. G r a ger barich oparta n a zasadach podobnych do chorlo
skazywałaby jednak na możliwość istnienia takiego związku. B u d o w a ie " j u r t " odbywało się w t e j grze przez dokładanie płytek o w a r t o :iach wyższych (o największej liczbie oczek) n a płytki o wartościach
iższych. G r a n o 60 płytkami, które układano koliście w 12 k u p e k po
płytek w każdej. Zwyciężał ten, k t o zbudował więcej " j u r t " .
W końcu X I X w , i w początkach naszego stulecia jeśli grano w do­
lino podczas Cagaan Sar, to raczej nie czyniono tego powszechnie. Z a 4 2

4 1

D . P j u r w i e j e w,

Dizajn

i79, s. 27-30.
I . S a m b u u, Tuwinskije
4 2

jurty,

narodnyje

"Diekoratiwnoje
igry,

iskusstwo S S S R " ,

Kyzył 1978, s. 59.

n r 5:

�282

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

decydował o t y m obserwowany wówczas n e g a t y w n y stosunek Mongołów
do t e j g r y (co nie przeszkadzało w i e l u osobom grać hazardowo. N i e czy­
niono jednak tego na ogół w okresie noworocznym). Kształtowanie się do
domina negatywnego stosunku, który był wyraźnie obecny przede wszy­
s t k i m w postawach starszego pokolenia pasterzy, miało złożone podło­
że. Decydowała o t y m prawdopodobnie świadomość, że gra ta wyrosła
z obcego — chińskiego — g r u n t u , skąd została przeniesieniona do M o n ­
golii. N e g a t y w n e odczucia kształtowały się także pod wpływem legend
0 genezie g r y . L e g e n d y te opowiadały najczęściej o t y m , że płytki d o ­
m i n a powstały w okolicznościach związanych ze śmiercią, że zostały
w y k o n a n e przez starego Chińczyka z kości jego zmarłego syna, który
zginął tragicznie (utonął, został zabity przez ojca, który n i e mógł p a ­
trzeć, j a k s y n ginie w nędzy itp.). Trzymając w dłoniach owe płytki
Chińczyk miał wrażenie, że jego s y n jest blisko, że są razem. Czasem
w legendzie człowieka zastępuje w i e r n y p r z y j a c i e l pies. W i n n e j w e r ­
s j i jest m o w a o Chińczyku, który straciwszy wszystko zabił swego syna
1 zrobiwszy z jego kości domino, zaczął grać hazardowo, b y się w z b o ­
gacić.
Grze w domino przypisywano też nierzadko związki ze złem, przede
w s z y s t k i m z chorobami, co było k o l e j n y m m o t y w e m n e g a t y w n e j oceny
samej g r y , a co za t y m idzie u n i k a n i a j e j w okresie n o w o r o c z n y m . M o i
i n f o r m a t o r z y mówili, że starcy zabraniali g r y w domino twierdząc, że
ten k t o gra, stanie się b i e d n y m , że n i e będzie miał szczęścia w życiu.
Czy chodziło t u wyłącznie o przestrogę przed s k u t k a m i hazardu? Łą­
czono też d o m i n o z ospą (ceceg ówgón), chorobą, która nieraz dziesiątko­
wała l u d z i i stada zwierząt. Białe i czerwone k r o p k i rysowane na płyt­
kach miały być p r z y p o m n i e n i e m w y s y p k i , występującej podczas cho­
roby. Wierzono, że gra sprowadza tę chorobę. Według niektórych i n f o r ­
matorów w okresie epidemii obowiązywał ścisły zakaz grania (dotyczy­
ło to zarówno zachorowań bydła, j a k ludzi). W legendzie o genezie do­
m i n a pojawia się zresztą m o t y w śmierci chłopca o i m i e n i u D a a l u u (stąd
nazwa g r y daaluu) właśnie w w y n i k u ospy. Umierający chłopiec miał
12 l a t , stąd najwyższa wartość w grze w y n o s i 12. M o w a jest też o ojcu,
który zrobił płytki z kości syna i naznaczył j e z n a k a m i choroby.
Wierzono w n e g a t y w n y wpływ g r y na człowieka i zwierzęta. M ó - ,
wiono, że przeszkadza w mnożeniu się bydła. Zakaz g r y w domino pod­
czas ospy, j a k i w Cagaan Sar, obowiązywał w zachodniej części M o n ­
golii. W części wschodniej natomiast, choć nie grano podczas nowego
r o k u , t o w p r z y p a d k u epidemii używano g r y jako środka magicznego
służącego do w a l k i z chorobą. Wierzono, że choroba, której nadawano
postać starego człowieka (stąd nazwa ceceg ówgón — k w i e c i s t y sta­
rzec), k i e d y zobaczy grających w domino, pomyśli, iż ludzie się j e j nie
boją, że z niej szydzą i wyśmiana odejdzie.
Podczas Cagaan Sar g r a l i natomiast w domino Chałchasi w c e n t r a l -

�NOWOROCZNE

GRY MONGOLSKIE

283

nej części k r a j u . Wróżyli o n i nawet z wyników g r y o nadchodzącym r o ­
k u . K t o zbudował najwięcej " j u r t " — tego los miał być pomyślny. I n ­
formacje te uzyskałam jednak nie od Chałchasów, a od mieszkańców
zachodnich rejonów k r a j u . Chałchasi p y t a n i przeze m n i e o domino t w i e r ­
dzili, że w ogóle nie g r a l i w tę grę, albo też nie p r z y z n a w a l i się do g r y
podczas Cagaan Sar. Czyżby z obawy przed p r z y z n a n i e m się do h a ­
zardu zabronionego przez władze t a k obecnie, j a k i w przeszłości?
Wydaje m i się, że negatywne skojarzenia związane z domino, j a k i e
obserwujemy dla przełomu X I X i X X w., są wywołane konkretną s y ­
tuacją historyczną ( u t r a t a niepodległości i w i e l o w i e k o w a niewola w r a ­
mach państwa chińskiego) i nie mogły towarzyszyć grze od początku,
t j . od m o m e n t u , w którym Mongołowie przejęli tę grę od Chińczyków.
K i e d y to się stało, t r u d n o powiedzieć. Współcześni n a m Mongołowie
twierdzą, że w końcu X I X w., ale możliwe są d a t y wcześniejsze. W C h i ­
nach i K o r e i domino należało do najstarszych gier, związanych w y ­
raźnie z magią i wróżbiarstwem . W t y c h k r a j a c h grano w domino
podczas obchodów nowego r o k u bez żadnych n e g a t y w n y c h skojarzeń,
zachowując zapewne wierność p i e r w o t n e j t r a d y c j i . Magiczno-wróżebne
przeznaczenie domina, jego związki z ciągnięciem losów i p r z e p o w i e d ­
n i a m i tłumaczyłoby j a k najbardziej grę w t y m właśnie czasie. D o o k r e ­
su przejścia nawiązywała też s y m b o l i k a domina, na opisywanie której
nie ma t u , niestety, miejsca.
Podobnie j a k w grze chorlo, mongolski gracz kładący płytkę na stół
opisywał ją o d p o w i e d n i m i słowami. O ile w chorlo słowa te były w y ­
raźnie adresowane do zwierząt i przedmiotów mających symboliczny
charakter, to w d o m i n o związek t e n jest m n i e j wyraźny, m n i e j j a w n y .
Na płytkach znajdowały się przecież " t y l k o " k r o p k i (białe i czerwone,
, lub —
i n n y c h k o m p l e t a c h — czerwone i czarne). A j e d n a k wyobraź­
nia Mongołów nadała t y m k r o p k o m ułożonym symetrycznie l u b asy­
metrycznie n a poszczególnych płytkach charakter obrazów, ilustrują­
cych jakąś sytuację. N p . płytkę, n a której znajdowało się 5 czerwonych
kropek (ułożonych t a k j a k n a kościach sześciennych) i jedna duża biała
kropka, zwaną townag, określano słowami taban buluu neg joluu (5 g u ­
zów i jeden pucołowaty, grubas). Figurę złożoną z 4 k r o p e k czerwo­
nych i 3 białych określano guja doloo, szanag doloo i kładąc ją mó­
wiono: gujayn chuii doloo, gurilny
chuii szalsaj, gutlyn chiiu
szaachaj
(siódemka s y n zadniej nogi, s z a l s a j
s y n mąki, podeszwa s y n obuwia)
i t d . Każda z 60 płytek miała swoją nazwę i była odpowiednio określa­
na. W opisach płytek występowały często poetyckie porównania. Dziś
sami Mongołowie nie zawsze rozumieją i c h sens. Czasem były t o tłu43

w

44

nia.

48

C u 1 i n, Games

44

Szalsaj — figura

of the Orient...,

s. 114-116.

z c i a s t a używana przez łamów podczas

obrzędu o c z y s z c z a ­

�284

IWONA

KABZINSKĄ-STAWARZ

maczenia chińskich oryginałów, czasem rodzima twórczość pasterzy. Roz­
szyfrowanie nazw i opisów odnoszących się do poszczególnych płytek,
s y m b o l i k i poszczególnych oznaczeń w y m a g a jeszcze badań, których n i e
byłam w stanie podjąć z b r a k u odpowiednich źródeł. Pasterze n i e w i e l e
mogą t u t a j pomóc.
M i m o że Mongołowie zapożyczyli domino od Chińczyków, n i e zaak­
ceptowali t e j g r y "żywcem", lecz odcisnęli na n i e j własne piętno. Po­
większyli przede w s z y s t k i m ilość płytek z 32 do 60, co wskazuje być
może n a związek g r y z czasem i kosmosem, wyraźniej w i d o c z n y w p o ­
dobnej do domino grze chorlo. Być może chorlo stała się w z o r e m d l a
jednej z gier w domino zwanej ger barich? Oznaczenia stosowane przez
Mongołów różnią się także od oznaczeń chińskich. Wreszcie określe­
nia poszczególnych płytek wskazują raczej na kulturę pasterską niż n a
filozoficzno-magiczny pierwowzór, j a k i m było chińskie domino. Chiń­
skie płytki dzieliły się na 2 g r u p y : cywilów (mon) i w o j s k o w y c h (mo).
Płytki w grupie m o n nosiły n a z w y wskazujące na związki z kosmo­
sem. N p . płytkę z 12 oczkami n a z y w a n o fin (niebo). " N i e b o " p o w t a r z a ­
ło się ponadto w nazwach samych gier. Płytka z 2 oczkami była nazy­
w a n a ti (ziemia). I n n e płytki nosiły nazwę yang (element męski), wo
(ład, harmonia) i t d . W grupie m o znajdowały się płytki o nazwach: c h i
tsiin (supremacja) albo tsap kau (heterogeniczna dziewiątka) i t p . Różni­
ce między domino chińskim i m o n g o l s k i m wyrażały się też w niektórych
grach .
4S

Oprócz g r y zwanej ger barich popularną w M o n g o l i i grą w d o m i n o
była także dcm dża i dawchar dża (prosta i złożona odmiana g r y zwanej
ogólnie diałach). W dan dża układano domino szeregiem (12 " j u r t " po 5
płytek w każdej). Każdy gracz brał 5 płytek. Jedną z płytek, j a k i e p o ­
zostały na stole, wykładano stroną z oznaczeniem do góry. Gracz mógł
wziąć tę płytkę l u b zostawić i n n y m , którym mogła się ona przydać do
skompletowania pary. W grze t e j chodziło b o w i e m o skompletowanie
dwóch d o w o l n y c h par i jednej p a r y z liczb "bijących", t j . 10, 11 i 12. G r a ­
no i n d y w i d u a l n i e l u b p a r a m i , t a k j a k w większość gier w kości i chorlo.
W grze dawchar dża brały natomiast udział t y l k o 3 osoby. Grający
b r a l i po 10 płytek (po 2 " j u r t y " ) . 5 płytek t r z y m a l i w ręku, 5 pozosta­
w i a l i na stole. T y c h płytek nie w o l n o było mieszać. W t r a k c i e g r y każ­
d y zachowywał się tak, j a k b y grał za d w i e osoby — oddzielnie płytka- '
m i z ręki, oddzielnie ze stołu. Wygrywał t e n , k t o pierwszy s k o m p l e t o ­
wał 3 p a r y , p r z y c z y m liczono p a r y łącznie — z ręki i ze stołu. Grano
też w tawan chodżgor, ale reguły t e j g r y nie były dokładnie znane
m o i m i n f o r m a t o r o m (w a j m a k u k o b d o s k i m i c e n t r a l n y m ) . Miała to być
gra podobna do ger barich. Wiadomo t y l k o , że c i , którzy przegrali, b y l i

4 5

C u 1 i n, Games

s k i c h gier w domino.

of

the

Orient...,

s. 116-122 podaje

kilka

przykładów

chiń­

�NOWOROCZNE

GRY MONGOLSKIE

285

poddawani k a r o m , n p . m u s i e l i biegać wokół j u r t y albo nosić na gło­
wie jakieś ciężkie przedmioty. W pozostałych grach w domino nie s t o ­
sowano k a r . W końcu X I X w . i początkach naszego stulecia stosowanie
kar w grze nie było zresztą częstym zjawiskiem.
ODSTRASZANIE

ZŁA

O odstraszaniu zła za pomocą gier wspominałam już omawiając sza­
gaj szuurech
i inne g r y , w których podrzucano astragal zwany strzałą
(sum), b y następnie złapać r z u c o n y przedmiot i zebrać kości rozrzuco­
ne na podłodze j u r t y , na ziemi l u b s t o l i k u . Ponieważ g r y te miały jesz­
cze inne znaczenie magiczno-symboliczne, nie t y l k o odstraszające, w y ­
odrębniłam je i omówiłam w rozdziale o symboliczno-magicznym p o ­
dziale szczęścia. Podział zastosowany przeze m n i e w t y m a r t y k u l e jest
oczywiście rzeczą umowną, gdyż większość gier nie mieści się po p r o ­
stu w jakimś j e d n y m schemacie, k o m u n i k u j e o więcej niż j e d n y m zja­
w i s k u , w i e r z e n i u i t p . Ważne w y d a j e się natomiast to, która z i n f o r ­
macji p r z e k a z y w a n y c h przez grę jest najważniejsza, do czego możemy
sprowadzić grę mówiąc o j e j symbolice i powiązaniach z magią. W grach
omówionych na początku podział szczęścia wydawał się najważniejszą
sprawą, co zresztą podkreślały nie t y l k o reguły gier, ale i w y p o w i e d z i
pasterzy łączących określone g r y właśnie z bogactwem, szczęśliwą
przyszłością, której m i e r n i k i e m są stada i t p . Odstraszanie zła było też
jedną z f u n k c j i f i g u r y melchij, budowanej w j u r t a c h na przełomie r o k u ,
a jednak f u n k c j a ta nie w y d a j e się najważniejsza n a w e t dla samych p a ­
sterzy. Dlatego też gra ta została omówiona w i n n y m miejscu.
Istniały jednak gry, którym pasterze p r z y p i s y w a l i zupełnie jedno­
znacznie funkcję odstraszania złych mocy, magicznego środka stosowa­
nego do w a l k i ze złem zagrażającym człowiekowi i podstawom jego egzy­
stencji właśnie w okresach przełomowych, do których przede w s z y s t k i m
należy n o w y r o k . Grą, w którą n i e m a l obowiązkowo grano w Cagaan
Sar, była t z w . szagaj charwach, przez Chałchasów zwana też jesón tochoj. Gra ta przyciągała przede w s z y s t k i m młodych mężczyzn w w i e k u
20-40 lat, wymagała b o w i e m zręczności i siły. Uczestniczyli w n i e j
mieszkańcy k i l k u j u r t , brygady, a w niektórych rejonach M o n g o l i i o r ­
ganizowano zawody na większą skalę, gromadzące mieszkańców z całe­
go choszunu. Jak pisze mongolski badacz R. D z o r i g — było w zwycza­
j u tworzenie zespołów złożonych z w y b r a n y c h mieszkańców choszunu,
które współzawodniczyły z mieszkańcami innego choszunu. W okresie
autonomii M o n g o l i i były wyznaczone miejscowości, w których odbywały
się zawody w szagaj charwach. Były to m . i n . " N a r a n Chógetij" ( t e r y ­
t o r i u m dzisiejszego a j m a k u środkowogobijskiego), " B a d y n Boór" (ajmak
oworchangajski), " T u u l y n cagaan chochlij szagaj" (w Ułan Bator n a d
brzegiem Toły), " B a j a n b u l g i j n szagaj", " J a m a a t y n szagaj", " C h a n g i -

�286

IWONA

KABZINSKA-STAWARZ

n a c h y n szagaj" (ajmak bułgański), " C h o n c h o r n u u r y n szagaj" " D u r a a a l y n szagaj" (między dwoma Czojrami) — zawody odbywały się co
r o k u w jednej z t y c h miejscowości. Były one znane n a terenie całej
Chałchy, skąd m i e l i pochodzić najlepsi gracze. Z a w o d y miały c h a r a k ­
ter ogólnokrajowy, przyciągały nie t y l k o najlepszych strzelców, ale
również tłumy kibiców. Był t a k i zwyczaj, że dla zawodników p r z y g o t o ­
w y w a n o specjalne p o t r a w y i napoje n a okres dwóch miesięcy. Każdy
bag przybywający na zawody miał swego achłagcza (kapitana). W skład
jednego bagu wchodziło 4, 6 l u b 8 osób. W t y m okresie nie było i n s t y ­
t u c j i , która centralnie zajmowałaby się organizacją zawodów. Z a w o d y
przebiegały w o p a r c i u o ustalenia dokonane między achłagczami, prze­
ważnie odbywały się między l u t y m a m a j e m ( t j . w okresie w i o s n y licząc
od Cagaan Sar — I K S ) . Z a w o d n i c y i kibice z b i e r a l i się w t e d y , k i e d y
chcieli doraźnie n i e było ustalonego t e r m i n u . Jedynie w miejscowości
" B a d y n boór" t e r m i n zawodów był stały ( b r a l i w n i c h udział sławni za­
w o d n i c y z całego k r a j u ) . W 1918 r. w zawodach o r g a n i z o w a n y c h w m a ­
j u w choszunie D z o r i g t wanga w miejscowości " N a r a n c h d g c t i j " wzięło
udział 101 bagów (drużyn). Jeden bag liczył przeciętnie 6-8 osób. W s u ­
m i e w zawodach brało więc udział 606-808 osób. Liczba ta obejmowała
t y l k o zawodników. Oprócz n i c h uczestniczyło w zawodach w i e l e osób
towarzyszących, sędziowie, organizatorzy oraz kibice. Miejscowością,
która w okresie a u t o n o m i i przyciągała w i e l u zawodników, była " B a d y n
szaa". Znajdowała się ona na terenie dzisiejszego a j m a k u centralnego.
Wiele bagów walczących w t e j miejscowości słynęło n a całą Chałchę.
Były to m . i n . bagi Gonczigdżawa z somonu Erdene-sant, choszunu Dzo­
r i g t wanga, bagi S a m b u u i szar L c h a g w y z somonu Delerchangaj, cho­
szunu Tuszetu wanga (dzisiejszy ajmak środkowogobijski), bag solgoi
Dżamiangina z choszunu Dajczin-bejsa (obecnie ajmak środkowogobijski),
bag Sunduja z choszunu B a r u u n - g u n g a (obecnie ajmak bułgański), bag
chdeh duganczina Dordżpalama z B a r u u n - c h u r e e . Wielką sławę cieszył
się bag szar L c h a g w y , z w a n y "kapryśna szóstka". Sława jego przetrwała
do dziś. Ba§ t e n przed 1921 r. 12 razy uczestniczył w zawodach w " B a d y n
szaa" i 10 razy odniósł t a m zwycięstwo, a t y l k o 2 razy został pokonany.
W latach r e w o l u c j i odbywały się zawody głównie w Ułan B a t o r i a j ­
m a k u bułgańskim, wschodniogobijskim i selengijskim .
46

O organizowaniu zawodów, w których b r a l i udział mieszkańcy cho­
szunu, słyszałam też od współczesnych n a m mieszkańców M o n g o l i i . Nie
p o t r a f i l i o n i jednak powiedzieć niczego konkretnego, n a w e t zlokalizować
dokładnie miejsca, w którym zawody t a k i e były organizowane. Po r e ­
w o l u c j i 1921 r. t r a d y c j a t a k i c h zawodów została przerwana.
Zadaniem grających w szagaj charwach było zestrzelenie kości l e ­
żących na podłodze j u r t y , na deseczce l u b s k r z y n i , czasem n a progu
«

R . D z o r i g, Mongoł

ardyn

sport, U ł a n B a t o r 1960, s. 93, 97-98.

�NOWOROCZNE

287

GRY MONGOLSKIE

w pewnej odległości od zawodników. Odległość ta była najczęściej w y ­
znaczana przestrzenią j u r t y (jej średnicą), czasem odmierzano ją d o ­
kładniej, b y wynosiła n p . 9 łokci (stąd inna nazwa g r y jesôn
tochoj).
Liczba kości stanowiących cel nie była jednakowa dla całej M o n g o l i i .
Mogła wynosić n p . 12 (centralna część k r a j u ) l u b 4-6 (zachodnia), a zda­
rzały się też pewnie różnice lokalne. W j a t k i n a pisze (dla części wschod­
niej), że cel stanowiło 8 k w a d r a t o w y c h płytek « . Podczas swoich badań
nie zetknęłam się j e d n a k z informacją, b y strzelano do przedmiotów i n ­
n y c h niż astragale. Kości, w które celowali zawodnicy, układano p a r a m i
(jedna na drugą); w t e n sposób kładziono też płytki, o których pisała
W j a t k i n a . Połowa kości należała do jednej drużyny, połowa do d r u ­
giej. Zadaniem grających było zestrzelenie w s z y s t k i c h kości p r z e c i w ­
nika (w grze i n d y w i d u a l n e j zwycięstwo przypadało t e m u , k t o zestrze­
lił największą liczbę kości). Na terenie M o n g o l i i zachodniej grano też
używając d w u deseczek. N a jednej z n i c h znajdowały się kości należą­
ce do jednej drużyny, na d r u g i e j — znajdującej się naprzeciwko —
kości należące do drużyny przeciwnej. Według m o i c h informatorów,
w a r i a n t g r y z dwoma deseczkami był późniejszy w s t o s u n k u do w e r s j i
z jedną deseczką (na której połowę stanowiły kości należące do jednej
drużyny, połowę zaś kości należące do przeciwników) spotykanej
w części centralnej i wschodniej. G r a z dwoma deseczkami występo­
wała w części zachodniej jeszcze przed 50-60 l a t y , czasem n a t y c h sa­
m y c h terenach równolegle do w a r i a n t u g r y z jedną deseczką. W grze
z dwoma deseczkami każda drużyna miała 5 astragali. Trzeba było wce­
lować w
astragal
leżący
dokładnie
naprzeciw
astragala
nale­
żącego do własnej drużyny; strzały na skos były niedozwolone.
Strzelano przeważnie astragalami o w c z y m i . Zdarzało się jednak, że
używano astragali j e l e n i c h l u b przedmiotów w y k o n a n y c h z jeleniego
rogu na podobieństwo astragali, z w a n y c h chasaa. Za cel służyły w ó w ­
czas także astragale jelenia l u b w y k o n a n e z j e l e n i c h rogów.
Grający o d d a w a l i strzały w p r o s t z dłoni, m o g l i też kłaść kość, któ­
rą strzelali, na podłodze. Najczęściej j e d n a k posługiwali się deseczką
(chaszlaga) wykonaną z cennych gatunków drzewa l u b też p r z y p o m i n a ­
jącą taką deseczkę środkową częścią kości goleniowej wielbłąda. Kość
ta nosi nazwę szilbe, ale wykonaną z niej "deseczkę" zwano również
chaszlaga. Taką kością posługiwano się przede w s z y s t k i m w rejonach
gobijskich, gdzie było t r u d n o o drzewo. Pośrodku deseczki (drewnianej
i kościanej), równolegle do j e j dłuższych brzegów, biegł r o w e k , czasem
żłobiono też l i n i e ukośne, t a k że w całości r y s u n e k przypominał strza­
łę. Nosił on zresztą nazwę s u m . Nazwę tę nosiła też kość w y s t r z e l i w a ­
na z deseczki ( l u b z dłoni albo z podłogi). Deseczka mogła być też w y K . W.
I960, s. 266.
4 7

Wjatkina,

Mongoły

Mongolskoj

Narodnoi

Riespubliki,

Moskwa

�288

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

posażona w cięciwę l u b patyczek, którym w y p y c h a n o kość p r z y strze­
l a n i u . Długość deseczki wynosiła ok. 16-17 cm, t a k że mieściła się ona
w dłoni.
Szagaj charwach p r z y p o m i n a zawody łuczników, organizowane jesz­
cze w X I X w . w e w s z y s t k i c h rejonach M o n g o l i i i zaliczane do t z w .
erijn gurwaan naadam, t j . trzech gier mężnych. G r y te organizowano
w czasie najważniejszych świąt, przede w s z y s t k i m dorocznych. W m i a ­
rę rozpowszechniania się b r o n i palnej łuk wyszedł z użycia j a k o broń
myśliwska i coraz rzadziej pojawiał się na l o k a l n y c h zawodach naadam o w y c h . W X X w . t y l k o w Urdze (dzisiejsze Ułan B a t o r ) i c e n t r a c h
ajmacznych można było spotkać łuczników, którzy s t a w a l i do zawo­
dów.
Łucznicy, podobnie j a k uczestnicy szagaj charwach,
walczyli indy­
w i d u a l n i e l u b drużynowo. S t r z e l a l i o n i do leżących na ziemi zwinię­
t y c h w kłębuszki skórzanych rzemieni. Rzadziej strzelano do owczej
skóry l u b piłki. Wspomniane kłębuszki (sur) układano p a r a m i jeden na
d r u g i m , j a k astragale w szagaj charwach. Szagaj charwach i sur char­
wach (zawody łucznicze) rozpoczynał zawsze najlepszy strzelec z każ­
dej drużyny ( l u b i n d y w i d u a l n i e ) . I jeszcze jedno wyraźne podobieństwo
między szagaj charwach i s u r charwach — po każdym u d a n y m strzale
obserwatorzy głośno wołali u — cha!, przeciągając samogłoskę u i moc­
no akcentując końcowe — cha! Podczas zawodów łuczniczych kibice
z r y w a l i się z miejsc podnosząc ręce do góry. T e n s w o i s t y h y m n miał
być pochwałą dla dobrego strzelca i jednocześnie zachętą do dalszej
w a l k i . Miał p r z y t y m — j a k m i mówiono — zatrwożyć słabych prze­
ciwników, zazdrosnych o w y n i k i . I m bliżej końca, t y m głośniej śpie­
wano u — cha! H y m n t e n miał daleko szerszy zasięg. Docierał on —
j a k wierzono
nie t y l k o do l u d z i , ale także do złych mocy czyhają­
cych na życie człowieka Był s w o i s t y m orężem w a l k i przeciw n i m .
Jednakże n i e t y l k o głośne słowa były bronią stosowaną w walce ze
złem (hałas był n a t u r a l n y m składnikiem w s z y s t k i c h gier r u c h o w y c h , d y - *
namicznych, nie t y l k o szagaj charwach i sur charwach i jako t a k i był
uważany za magiczny środek do w a l k i ze złem). Taką bronią była też
sama gra. Magiczny sens strzelania polega b o w i e m n a odstraszaniu zła,
" p r z e b i i a n i u " go Człowiek prezentował iednocześnie celność ręki siłę
której p o w i n n o bać się zło.
Sens g r y polegający na zniszczeniu zła potwierdzają też reguły i t o ­
warzyszące i m wyjaśnienia samych Mongołów. Na moje pytanie do­
tyczące układania astragali ( i sur w zawodach łuczniczych) w p r o s t na
ziemi l u b na n i e w i e l k i m podwyższeniu, a nie n p . n a wysokości piersi
człowieka, mówiono, że chodziło o to, b y nie strzelać do góry, lecz na
ziemię, w k i e r u n k u k u dołowi, b y zniszczyć zło związane symbolicznie
z k i e r u n k i e m d o l n y m , niższą częścią, ziemią.
Uważając szagaj charwach

za magiczny środek stosowany w

walce

�NOWOROCZNE

GRY MONGOLSKIE

289

ze złem organizowano zawody najczęściej podczas Cagaan Sar, t j . w m o ­
mencie przełomowym, g d y toczyła się w a l k a między życiem a śmier­
cią w całej naturze. Do Cagaan Sar ograniczano się w i n d y w i d u l a n y c h
przypadkach, w rodzinach, ale zawody, w których uczestniczyło więcej
osób, organizowano w całym t y m przełomowym okresie (wiosennym)
przeciągając je do k i l k u t y g o d n i , j a k w y n i k a n p . z materiałów zebra­
nych przez Dzoriga (por. przypis 46). W i n d y w i d u a l n y c h p r z y p a d k a c h
grano też n i e k i e d y wówczas, g d y rodzina była dotknięta chorobą l u b g d y
choroba zagrażała stadom. Grano wówczas n a w e t całymi d n i a m i w j u r ­
tach i w pobliżu zagród dla bydła wierząc, że demonstrując siłę i cel­
ność odstraszy się zło (chorobę). Starano się p r z y t y m czynić j a k n a j ­
więcej w r z a w y , co również miało cel magiczny. N i e grano jednak l a ­
tem, n a w e t w p r z y p a d k u choroby, zważając na obowiązujący w t y m
czasie zakaz g r y w kości. Zakaz t e n był przestrzegany przez pasterzy
dość konsekwentnie jeszcze w początkach naszego stulecia, nie w i e m
więc, czy rację m a D z o r i g pisząc, że grano przez cały r o k , a zaintere­
sowanie grą nasilało się l a t e m . Być może były to jakieś i n d y w i d u a l ­
ne odstępstwa o d ogólnie akceptowanej reguły.
Zastanawiać może jedno: dlaczego strzelano do astragali, które w ża­
den sposób n i e mogą być utożsamiane ze złem w grze, która miała słu­
żyć zniszczeniu tego zła? Dlaczego używano przedmiotów t a k cennych,
jak rogi jelenia? W grze chodziło o to, b y p r z e d m i o t y te wybić poza
granicę, jaką tworzyła deseczka l u b niewidoczna l i n i a tworzona przez
same astragale ustawione na podłodze, l u b próg, który tę granicę s y m ­
bolizuje najpełniej będąc w i d o m y m znakiem przejścia, s y m b o l e m o t w a r ­
cia i właśnie — granicy. W sur charwach rysowano linię na ziemi, b y
wybijać poza nią rzemienie. Jeśli astragal l u b rzemień nie wypadł po­
za linię, strzał uważano za niecelny. Chodziło b o w i e m o przerzucenie
astragalu (i rzemienia) poza tę granicę, otwarcie j e j , umożliwienie p r z e j ­
ścia na drugą stronę elementom wyrażającym życie, jego kontynuację
(astragal) i podkreślającym samą ideę przejścia. D o b r z y strzelcy b y l i
nagradzani o k r z y k i e m u — cha! n i e t y l k o za celność, lecz za to, że dzię­
k i niej zapewniali g r u p i e zwycięstwo nad złem, śmiercią. Każdy strze­
lec walczył w interesie g r u p y . Nie t y l k o własnej drużyny, lecz r o d z i n y ,
którą rep»ezentował, r o d u l u b choszunu.
Zawody, w których uczestniczyli mieszkańcy różnych choszunów, b y ­
ły organizowane nie t y l k o dla zmierzenia się w szagaj charwach
czy
eńjn gurwan naadam, ale także w i n n y c h grach. Ta prawidłowość n a
Przełomie X I X i X X w . przedstawia się jednak w M o n g o l i i dość n i e ­
jasno. Możemy o n i e j wnioskować t y l k o z n i e l i c z n y c h w y p o w i e d z i i p r z y ­
kładów wskazujących n a to, że przed t y m okresem istniała jednak czę­
ściej przestrzegana zasada mierzenia się mieszkańców dwóch choszu4 8

18

"

-

Dzorig,

0

p . cii,

s. 97.

Etnografia Polska X X V I I / !

�290

IWONA

KABZINSKA-STAWARZ

nów przede w s z y s t k i m właśnie w okresie n o w o r o c z n y m . Możemy też
domyślać się istnienia t a k i e j prawidłowości przez analogię do i n n y c h
ludów A z j i Środkowej, które właśnie w t y m przełomowym okresie sta­
czały p r a w d z i w e w a l k i z udziałem mieszkańców p r z e c i w n y c h dzielnic
miast, wiosek, członków p r z e c i w n y c h rodów i t p . W a l k i te miały po­
twierdzać istniejące opozycje — nie t y l k o między ludźmi, lecz także
w naturze, kosmosie.
Bardzo podobna do szagaj charwach była gra zwana môsôn szagaj
charwach.
Grano w nią zimą m . i n . także podczas obchodów noworocz­
n y c h . G r a ta była znana jeszcze w początkach X X w . przede w s z y s t k i m
w zachodniej części k r a j u , choć — być może — "nie znały j e j wszy­
stkie zamieszkujące tę część k r a j u mniejszości etniczne (prawdopodob­
nie z n a l i j e j n p . Derbeci). O grze t e j w s p o m i n a się już w Tajnej
hi­
storii Mongołów* .
W l i t e r a t u r z e j e d n a k na ogół m i l c z y się na j e j te­
mat. J e d y n y m wyjątkiem jest n i e w i e l k i artykuł M , T a t a r .
W grze t e j brały udział d w i e drużyny. Za c e l służyły astragale
albo też kawałki rogów bydła domowego, kawałki drzewa l u b lodu.
Układano je w jednej l i n i i wspólnej dla o b y d w u drużyn albo też w d w u
l i n i a c h znajdujących się naprzeciwko siebie. Grający s t r z e l a l i puszczając
po lodzie kawałki lodu l u b drzewa. Kawałki te nazywano sum. Grają­
c y kładł sum na dłoni i wypychał ją środkowym palcem, j a k b y w y p u s z ­
czał strzałę, dokładnie t a k samo, j a k c z y n i l i to uczestnicy szagaj
char­
wach. Wygrywała ta drużyna, która wykonała więcej t r a f n y c h strza­
łów, Czasem strzały były p u n k t o w a n e , n p . za t r a f i e n i e w przedmiot
znajdujący się w c e n t r u m l i n i i gracz otrzymywał 2 p u n k t y , za t r a f i e ­
nie w p r z e d m i o t y boczne — 1. I w tej grze uczestnicy w y s t r z e l i w a l i
poza granicę, którą stanowiła l i n i a u s t a w i o n y c h obok siebie przedmio­
tów, e l e m e n t y życia, p r z e d m i o t y związane z n i m przez swą symbolikę
i przypisywane i m znaczenie. A więc przede w s z y s t k i m astragale, na­
stępne drzewo, będące s y m b o l e m żywej p r z y r o d y i życia w ogóle, k a ­
wałki byczego r o g u ( b y k uważany jest za jednego z przodków przez
niektóre l u d y mongolskie i dawcę życia) i wreszcie k o s t k i lodu, będące
nie t y l k o zamrożoną wodą, której przypisuje się s y m b o l i c z n y związek
z życiem, z prapoczątkiem, lecz mające same zdolności przekazywania
życia. W wierzeniach mongolskich b o w i e m śnieg i lód mogą mieć udział
w p r o k r e a c j i , zapłodnieniu kobiety.
9

5 0

Duże podobieństwo g r y do szagaj charwach, wyrażone zarówno w sa­
mej nazwie j a k i regułach, każe przypuszczać, że podobne były też j e j
«

W

Tajnej

historii

Mongołów

nie

wymienia

się

co

prawda

nazwy

gry,

pisząc ogólnie, że Temudżyn i D z a m u k a g r a l i w kości n a l o d z i e O n o n u , a l e chodzi
tu

z a p e w n e właśnie o môsôn

szagaj

charwach.

Tajna

historia

Mongołów,

Warsza­

w a 1970.
5 0

M . T a t a r , Le moson

sagaj

charvach,

H u n g a r i c a , v o l . 25: 1972, n r 1-3, s. 221-226.

jeu d'osselets

Mongol,

Acta O r i e n t a i

�NOWOROCZNE

GRY MONGOLSKIE

291

magiczno-symboliczne funkcje, że i ta gra informowała o walce ze złem
i miała służyć odstraszeniu mocy nieprzyjaznych człowiekowi. Współ­
cześni Mongołowie, o ile jeszcze pamiętają tę grę, widzą w n i e j już t y l ­
ko walkę między d w o m a drużynami, nie łącząc j e j t a k wyraźnie, j a k
szagaj charwach czy sur charwach z walką o życie, z niszczeniem zła.
Nie znajdziemy więc potwierdzenia t y c h przypuszczeń w w y w i a d a c h
z pasterzami m o n g o l s k i m i .
KOŃ I A S T R A G A L . CZAS

PRZEJŚCIA

Dla Mongołów astragal jest n i e t y l k o s y m b o l e m i c h pasterskiej go­
spodarki, nie t y l k o m a g i c z n y m środkiem stosowanym w m a g i i płodności
i zabiegach związanych z kontynuacją życia. W i e l u Mongołów utożsa­
mia go metaforycznie i symbolicznie z k o n i e m . J a k i może istnieć zwią­
zek między astragalem a t y m zwierzęciem? Sami Mongołowie nie po­
t r a f i l i m i wskazać żadnego t r o p u . Asocjowanie astragala z k o n i e m n i e
w y n i k a z i c h symbolicznej tożsamości, jaką mogłaby być s y m b o l i k a go­
spodarcza. A s t r a g a l w p r a w d z i e symbolizuje gospodarkę pasterską, nie
czyni tego jednak koń. Wyjaśnienia związku należy więc szukać na i n ­
nej płaszczyźnie, przede w s z y s t k i m zaś w podobieństwie f u n k c j i peł­
nionych przez astragal i k o n i a w obrzędach. Jak już wspomniałam,
astragal pojawiał się zawsze w sytuacjach przejścia, g d y pożądana była
zamiana śmierci w życie, wzmocnienie życia i zapewnienie jego k o n ­
tynuacji. W obrzędach przejścia pojawiał się także koń. Towarzyszył
on zmarłemu w wędrówce na miejsce pochówku. Jego głowę w r a z ze
skórą wbitą na p a l pozostawiano jeszcze w średniowieczu p r z y grobie
zmarłego 5i. Pamiętamy, że w pochówkach pozostawiano także astra¬
gale. U przodków Mongołów koń (a także pies) przechodził też przez
miejsce, gdzie zazwyczaj siadywał zmarły za ż y c i a . Koń pełnił też
ważną rolę w obrzędzie w e s e l n y m przewożąc pannę młodą, traktowaną
jako reprezentantkę "tamtego świata" do d o m u teściów, co było równo­
znaczne z przekroczeniem g r a n i c y między strefą niebezpieczną, obcą
(obszary należące do r o d z i n y p a n n y młodej) i bezpieczną (przestrzeń
będąca w posiadaniu r o d z i n y młodego). T a k i c h przykładów symbolicz­
nego przekraczania g r a n i c y za pomocą konia z n a j d u j e m y wiele w l i 52

L i t e r a t u r a dotycząca r o l i k o n i a w pochówkach jest bardzo o b s z e r n a . P r z y ­
kłady udziału k o n i a w obrządzie p o g r z e b o w y m ludów m o n g o l s k i c h i i c h przodków
obficie podaje W i k t o r o w a, op. c i t , s. 29, 125, 135, 149 i n . P a t r z też E . E . K u z m i n a , Rasprostranienije
koniewodstwa
i kulta konia u iranojazycznych
plemien
snedniej
Azii i drugich
narodów starogo sWieta, [w:] S r t e d n j a j a Azija w
driewnosti i sriedniewiekowie,
M o s k w a 1977, s. 28-52. T a m też z n a j d u j e się o b s z e r n a
bibliografia dotycząca k u l t u k o n i a i jego m i e j s c a w k u l t u r z e narodów A z j i Ś r o d ­
kowej.
5 1

M

W i k t o r o w a, op. cit., s. 125.

�292

IWONA

KABZIŃSKA-STAWARZ

teraturze mongolskiej, przede w s z y s t k i m w baśniach i b o h a t e r s k i c h epo­
sach. Wyścigi k o n i towarzyszyły też w s z y s t k i m ważniejszym świętom
d o r o c z n y m i r o d z i n n y m związanym ze z m i a n a m i w c y k l u kalendarzo­
w y m i życiu j e d n o s t k i w rodzinie. Koń poprzez swój udział w obrzę­
dach przejścia staje się niejako s y m b o l e m dokonującej się zmiany, k o ­
m u n i k u j e o zachodzących przeobrażeniach. Jego pojawienie się jest już
samo w sobie świadectwem r a n g i obrzędu, z n a k i e m przejścia. W o b ­
rzędach i sytuacjach przejścia występuje także astragal. I on pełni r o ­
lę źródła i n f o r m a c j i o zmianie, dokonanej l u b pożądanej.
Rzadki dowód potwierdzający symboliczną tożsamość konia i astra¬
galu z n a j d u j e m y u Sandżejewa . Opisując szamański bęben D a r c h a tów podaje o n następujące informacje: "Między skórą jelenia a d r e w ­
nianą ścianą bębna znajdują się 2 końskie i 2 jelenie astragale, a także
21 astragali owiec i baranów. Te ostatnie mają wyobrażać s t a w y k o n i a " .
Magiczno-symboliczne związki istniejące między astragalem i k o n i e m
wyrażały też niektóre g r y . Były one związane z n o w y m r o k i e m , a więc
czasem zmiany, przejścia. Najbardziej znaną grą, której astragal " w y ­
stępuje w r o l i k o n i a " , są wyścigi k o n i zwane mor'uralduulach,
mor'uraldaan albo churdaan
mor', będące niejako o d p o w i e d n i k i e m wyścigów
k o n n y c h organizowanych w momentach przejścia z udziałem p r a w d z i ­
w y c h k o n i . N a piasku, kawałku materiału l u b p a p i e r u rysowano p r o ­
stokąt, który dzielono wewnątrz l i n i a m i p o z i o m y m i n a 9 części. Pola
zwano gadzar (ziemia) albo urt (długość), a wyznaczające je l i n i e —
dawaa (przełęcz). Czasem w górnej części prostokąta dodawano trójkąt,
którym oznaczano miejsce, gdzie przybywały konie (mor barich
gazar).
Każdy z graczy stawiał swój astragal (będący jego " k o n i e m " ) u dołu
prostokąta. Miejsce to zwano mor' tawich
gazar.
W mor'uralduulach,
mor'uraldaan,
grało 4 uczestników, w
churdann mor' — do 9-11 włącznie. Gracze r z u c a l i najczęściej 4 astragalam i . W zależności od tego, ile z n i c h upadło stroną " k o n i a " do góry,
gracz posuwał się po planszy. 'Jeżeli n p . na stronę " k o n i a " upadły 2
kości, posuwał się o 2 pola i t p . Gracz rozpoczynający grę mówił erged
jawnal (jazda!), j a k b y rzucał komendę p r a w d z i w e m u k o n i o w i .
Jak pisze E. Taube, przed w y k o n a n i e m r z u t u gracz podnosił do ust
astragale i cicho ( l u b głośno) mówił: mor'buu,
mor'buu,
albo:
minij
mor'dôon unaaraj
(mój k o n i u , u p a d n i j w j a k największej l i c z b i e ) .
W ten sposób próbował wpłynąć na los, aby zwyciężyć. N i e w i e m n a i l e
przykład podany przez Taube można uznać za powszechny. Podczas
swoich badań bezskutecznie szukałam i n f o r m a c j i o t a k i c h próbach m a ­
gicznego wpływania n a los przez graczy. N a w e t jeśli jest to zabieg sto-53

54

5 8

goliju
6 4

1!

G . D. S a n d z e j e w ,
w 1927 godu,

Darchaty.

Etnograficzeskij

otczet

o poiezdkie

w

Mon-

L e n i n g r a d 1930, s. 62.

E . T a u b e, Einige

Mongolische

Unterhaltungspiele,

für Völkerkunde z u L e i p z i g " , v o l . 24: 1967, s. 60.

" J a h r b u c h des

Museum

�NOWOROCZNE

GRY MONGOLSKIE

293

sunkowo rzadko stosowany, zasługuje z pewnością na uwagę jako p r z y ­
kład sposobu oddziaływania na los.
Wyścigi, w których występowały astragale — konie, były organizo­
wane nie t y l k o na planszy. W a j m a k u c e n t r a l n y m zapisałam n p . grę
charajlt, polegającą na podobnych zasadach, j a k gra opisna poprzednio.
Gracze układali 9 astragali w jednej l i n i i (zawsze stroną " k o n i a " d o gó­
ry), a następnie r z u c a l i j e d n y m astragalem. G d y wypadł "koń", gracz
przesuwał swój astragal wzdłuż l i n i i astragali. K t o p i e r w s z y minął 9
astragali, t e n wygrywał.
Z k o n i e m i astragalem związane też były g r y ruchowe. Uczestniczy­
ły w nich dzieci, które biegały trzymając astragal w ręku i przekazując
go po drodze i n n y m dzieciom. Była to swoista sztafeta (mann
buuchia).
Informacje o n i e j zapisałam w a j m a k u wschodniogobijskim. Zwyciężał
w t e j sztafecie t e n , k t o p i e r w s z y dobiegł do m e t y n i e zgubiwszy astragala. I znów p o w t a r z a się m o t y w wyścigu, z m i a n y w przestrzeni i cza­
sie. W p r z e k a z y w a n i u kości k o l e j n y m uczestnikom sztafety można w i ­
dzieć o d p o w i e d n i k p o k o n y w a n i a przeszkód. Jest to zawsze m o m e n t r y ­
zyka, można b o w i e m upuścić astragal, eliminując siebie ( i drużynę)
z dalszej w a l k i . Patrząc p o d kątem s y m b o l i k i możemy powiedzieć, że
gracz, który zgubi astragal, e l i m i n u j e się z w a l k i o życie, n i e p r z e k r a ­
cza symbolicznych granic, dzielących go od świata żywych. K o n s e k w e n ­
cje magiczno-symboliczne łączą się przede w s z y s t k i m z upuszczeniem
astragala, nośnika życia, gwarantującego jego ciągłość. Astragal p o w i ­
nien znaleźć się za linią m e t y — granicą, jako znak trwałości życia,
magiczny bodziec wspomagający jego rozwój'.
W y m i e n i o n e t u g r y miały aspekt magiczny. Zachęcano do n i c h prze­
de w s z y s t k i m dzieci. Mówiono, że dobrze jest grać w mor'
uralduulach
czy churdaan mor', aby było dużo wyścigów, dużo świąt. Organizowa­
nie wyścigów było pożądane n i e t y l k o z u w a g i n a i c h aspekt l u d y c z n y .
Wypowiedzi tego t y p u możemy potraktować j a k o przenośnię. Wyścigi,
stanowiące element świąt, to oznaki zmiany, zwycięstwa n a d złem,
śmiercią. I m więcej t a k i c h oznak, t y m zwycięstwo staje się bardziej w i ­
doczne.
Użycie astragali w grze każe n a m łączyć ją z magią płodności, za­
pewnianiem k o n t y n u a c j i życia. Użycie astragali asocjowanych z k o n i e m
podkreśla ponadto związek g r y z czasem przejścia, ze z m i a n a m i , co tłu­
maczy się także umieszczeniem g r y w kontekście now oroc z nym . Z m i a ­
nę symbolizują też r u c h y " k o n i a " na planszy (mor' uralduulach,
mor'
uroldoon, churdaan mor') wzdłuż l i n i i astragali (charajlt)
l u b uczestni­
cy sztafety (morin buuchia). Na planszy służącej do w s p o m n i a n y c h gier
na uwagę zasługują m . i n . poziome l i n i e zwane dawaa. Przełęcz w k u l ­
turze mongolskiej symbolizuje granicę, przejście, miejsce, w którym
stykają się d w a światy. A b y dotrzeć do mor' barich gazar, gracz m u s i
pokonać 9 t a k i c h przełęczy. 9 jest cyfrą magiczną, szczęśliwą, 9-krotne

�^7

IWONA KABZINSKA-STAWARZ

294

powtarzanie "jakiegoś zabiegu g w a r a n t u j e jego' skuteczność. Przełęcz
miała też d l a Mongołów znaczenie magiczne. J a k pisze D z o r i g
w sta­
rej mongolskiej t r a d y c j i było przyjęte, że jeśli u l u b i o n y s z y b k i koń
padł ze starości albo został zabity n a w o j n i e , to aby zachować n a w i e ­
k i pamięć o n i m , jego głowę umieszczono n a Szczycie góry, n a p r z e ­
łęczy
(pódkr. — I K S ) , bądź po prostu w stepie w pobliżu rodzinnej
miejscowości. U s y p y w a n o owoo i składano ofiary. Kobyłę, która miała
się oźrebić, przyprowadzano n a to miejsce, co miało zapewnić n a r o ­
dziny równie dobrego, szybkiego konia. Miejsce takie nosiło nazwę m o rin tolgoj (głowa konia), morin dawaa (przełęcz konia) i t p .
Tak więc m a m y w grze jeszcze jeden element mogący wskazywać
na j e j symboliczno-magiczne związki z płodnością, z magią życia. Jest
n i m obecność "przełęczy", przez które przechodzą astragale — " k o n i e " .

Przytoczyłam t u t y l k o niektóre przykłady gier noworocznych, ogra­
niczając się do gier najbardziej p o p u l a r n y c h bądź też z jakiegoś wzglę­
du wyjątkowo interesujących. Gier t y c h było dużo więcej. Stanowiły
one jednak najczęściej w a r i a n t y gier o p a r t y c h n a zasadach, j a k i e t u t a j
podałam. K o l e j n e przykłady n i e wniosłyby więc niczego nowego (poza
s a m y m materiałem) do i l u s t r a c j i tezy o pozaludycznych f u n k c j a c h gier,
ich symbolice i związkach z magią, wreszcie do tezy o k o m u n i k a c y j ­
nej f u n k c j i gier, o t y m , że gra występuje j a k o k o m u n i k a t o kontekście
czasowoobrzędowym, przekazujące idee w i e r z e n i o w e związane z t y m
kontekstem.
Msona Ka63HHbCKa-C aBaac
T

HOBOrOAHHE
HX

MOHrOJIBCKHE

CHMBOJ1HKA

H CB.H3H C

HrPŁI.

MAFHEfł

PesKwe
H a H36paHHbix n p a M e p a x MOHroJiBCKjix n i p a B T o p noKa3WBaeT HeKOToptie H3 He-pa3BJieKaTeJTMbK &lt;ł&gt;yHKUHH 3THX H i p . OflHOH H3 H H X HBJWeTCfl KOMMyHHKaTHBH3H &lt;ł&gt;yHKUJW. Hrpbl TOB o p j i T HaM o i e M - T c c n o M o m s K ) npaBHJi. Coo6memie, coflepacaiiieeca

B STHX

flaerea

aaHHOH jcyjibType.

c ynoTpe6jieHHeM Jmnca

MyHHicaraBHaa

CHMBOJIOB H

3Ha«reHHH, o6a3M aioiHHx
B

B

npaBHnax, n e p e K O M -

&lt;j&gt;yHKUHa H r p coneTaeTca n o s T O M y Hame Bcero c H X CHMBOJimecKolt (JryHKUHeH.

H r p w nOHBJMIOTCH 0 6 b I 1 H 0 B TOHHO OnpeflejieHHOM BpeMeHHÓM H OÓpHflOBOM KOHTeKCTe. B 3TOM
KOHTeKCTe

OHH

u cocTaBjisiioT cooómeHKe.

O H H

noflTBepKAawT

OUHOBPCMCHHO

coieTaiomHeca

c H H M H B e p o B a i m a H Hflen. C B J B H Mesmry poflOM H r p H BpeMeHHÓ-o6paflOBMM K O H T C K C T O M , B K O TOPOM

OHH

noaBJiaioTca, noKa3aHw 3#ecb H a n p n M e p e MOHronbCKHX HOBoro,ziHHX H r p .

ABTOP

paccMaTpHBaeT npaBHJia H r p H M e w m H x MCCTO B HOBOrO/JHCC BpCMJI IlOBCIOJUy H3. TCppHTOpHH
MoHrojiHH X I X - X X B B
coo6me a
HH

noKa3breaer cBoeo6pa3Hyio

TOKflecTBeHHOCTb nepeaaBaeMoró n r p a M H

H BepoaaHHH, CBJI33.HHbIX C HOBblM TOAOM

55 D z o r i g ,

op. cit., s. 34.

�NOWOROCZNE

BpeMH nepexoaa, 6opb6w

HoBwit rofl -

295

GRY MONGOLSKIE

JKHSHH CO

CMepTbio, 6 : i a r a c o

no6eflbi

SJIOM,

JKHSHH,

B03po*fleHHH BpeMCHH H K o c M O c a , a Taiojce B C A K H X O C H O B l e j i o B e i e c i c o r o c y m e c T B O B a r a a . 3 T O
T

a K K e nepnofl npopHuaHHfi H npaeMOB n o o6ecneieimio 6jiaronoJiyiH« H a Becb rofl. Taicyio

rHHecKyio 4&gt;yHKUHio ncnoJiHflJiH T a x x e H MOHroJitcKHe n r p w .

MaraiecKaa $yHKHHa r p

c o T e r a n a c b c H X KOMMyHHKaraBHOH H cHMBOjnnecKOH (J&gt;yHKUHeH, B b i r e K a a Tarace

H

caMnx

3

M

a -

HBHO

H

npa-

BHU 3THX BHflOB IIOBefleHHa.
B npeoÓJiaflaiomeM 6oJibmHHCTBe H O B O T O O T H X
aciparajiaMH

H

r p MOHronbcrae

( 6 a 6 a M H ) . AcrparaJiw B MOHroJibCKOił x y j i b r y p e

CKOTOBOAM

o6jiaflaK&gt;T

K

nojibsoBajmcb

ABHOH

CHMBOJIHKOH

MHOrOHHCJICHHOCTH H HJIOflOBHTOCTH. BMeCTe C T e M OHH CHMBOJlH3Hpywi CKOTOBOflHeCKOe X03HHC T B O . O H H ynoTpe6jiHJiHCb n p n M a r m e c r a x n p n e M a x no oGecneHeHHw n p o f l J i e m i a J K H S H H (mofleił
H acHBOTHbix) H J I H y K p e m i e m i i o ee, o 6 j i e n e H H i o n e p e x o f l a H3 C O C T O A H H A C M e p r a (6ojie HH) B

coc-

3

TOHHHe 3KH3HH (3flOpOBbfl).
neiMMH,

3 T a CHMBOJIHKa a C T p a r a J I , IlpHMCHHCMblX

yicpenjiaeT cHMBOJiHKy caMHX H r p , c j i e f l y w u r y i o

C He-pa3BJieKaTCJTbHbIMH

H3 H X npaBHJi.

CHMBonHKe a c T p a r a J i , a T a i c * e H X He-pa3BJieKaTejibHwM &lt;J&gt;yHKu.HaM n o c B a m e H a

oxnenbHaa

nacTb cTaTbH. Aajree B c r a T b e o 6 c y K « a i o T c a HecKonwco H r p , npaBHJia K O T o p w x cooSmaioT o n p o HCxoflameM

B HOBoroflHHH

nepnofl

npHBjieKaK&gt;Tca n p H M e p w w p

C H M B O J T H H C C K O M pacnpeflejieHHH

6 o r a T C T B Meatfly

JHOABMH.

B K O C T H H K a p T O i H w x H r p . B C B O K J onepeflb noKa3aHM n r p w ,

c«a-

3anHbie c Hfleett c o T B o p e r a a MHpa, B0cco3flaHHa BpeMeHH H K o c M o c a , H n r p w c o o 6 m a w m H e o n p e oflojieHHH r p a H H Mexqry »CH3Hbio H CMepTbio, o no6efle XOH3HH, cjiyacamne BMecTe c T C M H
rHBaHHio 3jia, y r p o x c a w m e r o lejiOBeicy O C O 6 C H H O CHJibHO B

MOMCHTH

omy-

n e p e x o f l a . LTocJieflHaa n a c T b

CTaTbH n o c B a m e H a n r p a M , B K O T O P H X a c T p a r a n n o a B J i a e T c a A K O S M B p o j i H KOHa. K o m , H a c T p a raji o c y m e c T B J i a r o r B MOHroJibCKOH Kyjn.Type cxoflHBie KOMMyHHicaTHBHbie (fryHKiiHH. O H H n o a B ^ a i o T c a name B c e r o B

coo6maa o

MOMCHTM

B O 3 H H K H I C H HJTH

nepexofla

( n o x o p o H M , CBaflb6a, CMeHa BpeMeH rofla H T . n . ) ,

py6eaca Meatfly

acejiaTenbHofl npeMeHe, npeoflojieHHw

CBeTOM". O H H oflHOBpeMeHHO

flOJixoibi

ManwecwiM

o6pa30M

noflflepacHBaTb

"STHM" H

„TeM

HenoBeica B

ero

6 o p b 6 e 3 a n e p e x o a r p a H H Meatfly 6 j i a r o M H 3 A O M , a o B H b i o H CMepTbio, " S T H M " H " T e M C B C T O M " .
ABTOP
B

He p a c c M O T p e j i a Bcex BasKHeHinnx HOBoroflHHx

noflroTaBjiHBaeMoii

HfleH, noflTBepsKflaioiflHxca

B . n e i a r b B T O P O H n a c T H CTaTbH 6 y f l y T pacMOTpeHbi

Ha npHHiinne yrpaHeHHoe-HaHfleHHoe,

nrpw,

nrpaMH.

ocHOBaHHbie

cBa3aHHbie c Hfleen c o T B o p e H H a , posKfle-HHa 3KH3HH, a Taiotce

Ta6jiHHHbie n r p b i H3o6pa»caiomHe 6opb6y Meatfly 5KH3HŁIO H CJVtCpTBK) MC^CflV flBYMJT OCHOBHUPvtH
npOTMBOITOJTOJKHOCTflMH

BŁI^CJlHCMŁrMH BCCMH H3.pOpHa.MH

MHpa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9605" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9583">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e1dcc0450667fc9b853384d9ebb130f3.pdf</src>
        <authentication>3920889e59d57640c252842288d0eec2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114364">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1096</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114365">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114366">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114367">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1007</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114368">
                <text>Kultura ludowa Gruzji w relacjach polskich do początków XX w. / ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114369">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1, s.297-320</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114370">
                <text>Woźniak, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114371">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114372">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114373">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114374">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114375">
                <text>„Etnografia

Polska",

t.

XXVII,

z. 1

I S S N 0071-1861

ANDRZEJ

WOŹNIAK

KULTURA

LUDOWA GRUZJI W RELACJACH
D O P O C Z Ą T K Ó W X X W.

POLSKICH

Początki zainteresowań ludoznawczych w Polsce przypadają na okres
politycznego u p a d k u k r a j u i u t r a t y niepodległości, co znajduje wyraź­
ne odzwierciedlenie w i c h u k i e r u n k o w a n i u w początkowym okresie. S y ­
tuacja polityczna P o l s k i nie t y l k o określa na długi okres k i e r u n e k b a ­
dań nad rodzimą kulturą ludową, lecz w znacznej mierze u k i e r u n k o w u ­
je również geograficznie cały n u r t "egzotyczny", pozapolski, przez sam
fakt znalezienia się znacznej części ziem polskich w granicach w i e l o n a ­
rodowościowego, zajmującego ogromne obszary E u r o p y i A z j i , i m p e r i u m
rosyjskiego. W w i e k u X I X ponad połowa w y b i t n i e j s z y c h znanych nie
t y l k o nauce polskiej, lecz i obcej polskich badaczy k u l t u r egzotycznych,
prowadziła badania na terenie należącej do Rosji części A z j i i obszarach
z nią graniczących.
Wśród Polaków zbierających w X I X w . materiały dotyczące ludów
azjatyckiej części Cesarstwa Rosyjskiego większość s t a n o w i l i zesłańcy
polityczni, choć zarówno w początkach j a k i w 2 połowie X I X w . nie
brak było l u d z i , którzy znaleźli się w miejscach odległych od rodzinne­
go k r a j u o tysiące kilometrów z własnej w o l i i p o w o d o w a n i różnymi
pobudkami, n i e k i e d y niewiele mającymi wspólnego z i c h etnograficz­
n y m i obserwacjami.
Stosunkowo najlepiej znane są polskie badania etnograficzne na S y ­
berii, pisano trochę o p o l s k i c h badaczach A z j i Centralnej i Środkowej.
Niewiele natomiast poświęca się miejsca badaniom K a u k a z u , choć pod
względem ilości X I X - w i e c z n e materiały polskie z tego t e r e n u ustępują
chyba t y l k o materiałom z S y b e r i i . Większość materiałów k a u k a s k i c h
drukowały t a k znane i poczytne czasopisma warszawskie, j a k " T y g o d ­
n i k I l u s t r o w a n y " i "Wędrowiec", stosunkowo często zamieszczała je
" B i b l i o t e k a W a r s z a w s k a " i wieleńskie " A t h e n a e u m " . Można j e także
znaleźć w w i e l u i n n y c h czasopismach i almanachach w y d a w a n y c h w W a r ­
szawie i W i l n i e : " D z i e n n i k u W a r s z a w s k i m " , "Gazecie Codziennej", " K r o ­
nice Wiadomości K r a j o w y c h i Z a g r a n i c z n y c h " ,
"Niezapominajkach",
" N o w o r o c z n i k u L i t e w s k i m " , "Przeglądzie N a u k o w y m " , " R o c z n i k u L i -

�298

ANDRZEJ

WOŻNIAK

t e r a c k i m " , " R u b o n i e " , w wychodzącej w K i j o w i e "Gwieździe" oraz pe­
t e r s b u r s k i m "Przeglądzie L i t e r a c k i m " (dodatek do " K r a j u " ) . Znaczenie
rzadziej ukazywały się w czasopismach zaboru pruskiego i austriackiego
(np. w poznańskim " D z i e n n i k u D o m o w y m " czy l w o w s k i c h " N o w i n a c h " ) ,
n i e k i e d y zresztą jako p r z e d r u k i z czasopism p o l s k i c h wychodzących
w zaborze r o s y j s k i m . Sporo z t y c h k a u k a s k i c h r e l a c j i ukazało się jako
osobne pozycje książkowe d r u k o w a n e przeważnie w Warszawie.
Sądząc po ilości o p u b l i k o w a n y c h w ciągu X I X w . w języku p o l s k i m
pozycji, l i t e r a t u r a o Kaukazie — bardzo zresztą różnorodna (oprócż o p i ­
sów etnograficznych czy zawierających materiały etnograficzne zary­
sów geograficzno-historycznych, r e l a c j i z podróży, wspomnień i pamięt­
ników, również proza i poezja o tematyce kaukaskiej) cieszyła się znacz­
n y m zainteresowaniem. W sumie jest to kilkadziesiąt pozycji b i b l i o g r a ­
f i c z n y c h p a r u dziesiątków autorów. N i e ulega wątpliwości, że w stosun­
k u do ówczesnych możlwości w y d a w n i c z y c h pisano w t e d y o K a u k a z i e
znacznie częściej niż w bieżącym stuleciu.
•
Wśród polskich relacji o Kaukazie z X I X w., na j e d n y m z. p i e r w ­
szych miejsc, zarówno pod względem ilości, j a k i wartości poznawczej,
należałoby umieścić materiały dotyczące G r u z j i . N i e jest to sprawa
p r z y p a d k u . Złożyła się na t o . zarówno d a w n a t r a d y c j a kontaktów p o l sko-gruzińskich, j a k i pewne podobieństwa losów h i s t o r y c z n y c h oraz
niektórych cech o b u narodów.
U d o k u m e n t o w a n a źródłowo t r a d y c j a w z a j e m n y c h kontaktów sięga
końca X V w. i , w w i e k u X V I I zaś Gruzja staje się d l a królów polskich
z d y n a s t i i Wazów, a w większym jeszcze s t o p n i u d l a Jana I I I Sobieskiego,
dosyć ważnym o g n i w e m w planach sojuszu wojskowego z Persją, skie­
rowanego przeciwko T u r c j i . P i e r w s z y m , n i e o f i c j a l n y m zresztą, przedsta­
w i c i e l e m P o l s k i na dworze szacha Abbasa I był mieszczanin warszaw­
ski, sekretarz królewski — Sefer M u r a t o w i c z , O r m i a n i n z pochodzenia.
W r o k u 1601 przez Wołoszczyznę, Morze Czarne, Turcję, Gruzję i Armenię
odbył podróż do Persji, którą opisał w swojej Relacji...
ogłoszonej d r u ­
k i e m dopiero w połowie następnego stulecia . W y d a w c a Relacji..., J . E.
Minasowicz (również O r m i a n i n ) , pisze j e d n a k w e wstępie, że dysponował
t y l k o " e x t r a k t e m " z rękopisu M u r a t o w i c z a . Stąd też, być może, sam opis
podróży, m . i n . przez Gruzję, jest bardzo lakoniczny i niewiele zawie:

2

1

J. Cincadze,

XV-XVII

Masalebi

saukuneebi.

ków dyplomatycznych
'
la

Relacya

polskiego

szawie...
z polskich

XV-XVII

Sefera

1777 (Relacye...

da sakartwelosa

historyczne

dotyczące

urtiertobis

istoriisatwis

polsko-gruzińskich

stosun­

ww., T b i l i s i 1966, s. 12.

Muratowicza

dla sprawowania
podróży

polonetisa

Materiały

obywatela

rzeczy

wydał

warszawskiego

wysłanego

ostatnio

na wschód muzułmański

A.

do Persyi

Walaszek
w pierwszej

od Zygmunta
w roku
w

tomie:

połowie

ków 1980, n a p o d s t a w i e w y d a n i a J . Niesiołowskiego z 1752 r.).

XVII

III

1602.... w
Trzy
wieku,

kró­
War­
relacje
Kra­

�299

KULTURA LUDOWA GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

ra i n f o r m a c j i o k r a j a c h , przez które M u r a t o w i c z przejeżdżał; większość
tekstu odnosi się do samego jego p o b y t u na dworze szacha.
Zapoczątkowane przez M u r a t o w i c z a podróże polskich dyplomatów
do Persji stały się w późniejszych latach coraz częstsze, a w d r u g i e j
połowie X V I I w . m i e l i już królowie polscy przy dworze szacha stałych
rezydentów . Nawiązane zostały również dosyć ożywione s t o s u n k i d y ­
plomatyczne z władcami G r u z j i , a w r o k u 1691, n a prośbę jednego
z królów gruzińskich jadą do G r u z j i d w a j polscy misjonarze — j e z u i ­
ci, O.O.Ignacy Zapolski i J a n G o s t k o w s k i A Gostkowski w G r u z j i pozo­
stał i zmarł t a m w czasie epidemii w 1738 r. Cieszył się podobno d u ­
żym szacunkiem wśród miejscowej ludności, której język i obyczaje
dobrze poznał. Był (podobnie j a k Zapolski) a u t o r e m listów — raportów
zawierających m . i n . wiadomości o położeniu p o l i t y c z n y m G r u z j i , oby­
czajach j e j mieszkańców i t p .
Ignacy Zapolski i J a n G o s t k o w s k i nie b y l i w t y m czasie j e d y n y m i
polskimi m i s j o n a r z a m i na terenie Zakaukazia. Stałe polskie placówki
misyjne istniały w 2 połowie X V I I i w początkach X V I I I w. w m i a ­
stach Gandża, Erywań i Szemacha. Misjonarzy popierał i finansował
przede w s z y s t k i m J a n I I I Sobieski, w którego planach p o l i t y c z n y c h o d ­
g r y w a l i o n i poważną rolę. Oprócz prowadzenia prac m i s y j n y c h , speł­
niali często f u n k c j e dyplomatyczne. Znając miejscowe stosunki, m i e l i
też m. i n . za zadanie informować przejeżdżających posłów królewskich
o panujących w P e r s j i i zależnych o d n i e j k r a j a c h (m. i n . G r u z j i ) , sto­
sunkach p o l i t y c z n y c h , obyczajach, najnowszych wydarzeniach. I c h r a ­
p o r t y były prawdopodobnie j e d n y m z ważniejszych źródeł w i e d z y o P e r ­
sji i Z a k a u k a z i u d l a Jana I I I .
Najwybitniejszą niewątpliwie postacią wśród polskich misjonarzy
działających na przełomie X V I I i X V I I I w . w P e r s j i i na Z a k a u k a z i u
był jezuita o. Tadeusz Krusiński (1675-1757). Był człowiekiem wszech­
stronnie wykształconym, studiował teologię, filozofię scholastyczną, p r a ­
wo zakonne, posiadał dużą wiedzę medyczną. Przed w y j a z d e m do P e r ­
sji wykładał przez k i l k a l a t w szkołach jezuickich, m . i n . retorykę, m a ­
tematykę, logikę i fizykę. Miał duże zdolności lingwistyczne, oprócz
polskiego i łaciny znał języki: t u r e c k i , perski, ormiański i włoski, r o 3

5

6

' S. Z a ł ę s k i, k s . T . J . , Jezuici

w Polsce,

t. 3: Prace

misyjne

nad

ludem

1648-1773, cz. I, 1648-1700, L w ó w 1902, s. 251, 866-867.
4

M.

T a m a r a s z w i 1 i,

s. 220; oraz

(Avril

Istoria

P h ) , Podróż

rzów S. J. w r. 1690 odprawiona

końcem

czona z francuskiego... w W a r s z a w i e
5

J . Poplatek

graficzny

katolikobisa

do różnych

krajów
odkrycia

kartwelta
Europy
nowej

szoris,
i Azji

drogi

T b i l i s i 1902,

przez

Misjona-

do Chin...

tłuma­

1791, s. 257.

k s . , B r . Natoński k s , J a n G o s t k o w s k i

[w:]

Polski

słownik

bio­

(dalej P S B ) , t. 7, W r o c ł a w 1958-1960, s. 359-360.

«Tamaraszwili,
lisi, p i s a r z o w i

Istoria

katolikobisa...,

i historykowi, przyjacielowi

materiały o J . Z a p o l s k i m i J . G o s t k o w s k i m .

s. 663. T a m a z o w i N a t r o s z w i l i z T b i ­

Polaków

s e r d e c z n i e dziękuję

za cenne

�300

ANDRZEJ

WOŻNIAK

zumiał r o s y j s k i i f r a n c u s k i . Ceniono go za zdolności a d m i n i s t r a c y j n e ,
pracowitość, przedsiębiorczość, odwagę. W latach 1706-1726, z krótką
przerwą między r o k i e m 1712 a 1714, przebywał w P e r s j i i n a Z a k a u ­
k a z i u (m. i n . w Gandży i E r y w a n i u ) , gdzie p r o w a d z i ożywioną dzia­
łalność misyjną i dyplomatyczną 7. Gromadził również materiały, które
wykorzystał w s w o i c h późniejszych pracach. Były to zarówno obser­
wacje dotyczące k u l t u r P e r s j i i Zakaukazia, j a k i materiały źródłowe
zaczerpnięte z l i c z n y c h archiwów Isfahanu, do których miał dostęp dzię­
k i swej-pozycji n a dworze szacha.
Dzieła Krusińskiego — Prodromus
ad tragicam
vertentis
belli
Per­
sici historiam...
w r a z z d o d a t k i e m o dziejach kontaktów d y p l o m a t y c z ­
n y c h p o l s k o - p e r s k i c h oraz Tragica
vertentis
belli Persici
historia...*,
powstały już po jego wyjeździe z Persji. Z n i c h przede w s z y s t k i m przez
cały w i e k X V I I I i początek X I X czerpała cała E u r o p a wiadomości o sto­
sunkach p o l i t y c z n y c h w P e r s j i w początkach tego stulecia, przewrocie
d y n a s t y c z n y m i w o j n i e persko-afgańskiej. Tłumaczono j e na wszystkie
n i e m a l języki europejskie: angielski, f r a n c u s k i , n i e m i e c k i , włoski, ho¬
lenderski, hiszpański, a n a w e t t u r e c k i . Z t a k i m oddźwiękiem w nauce
obcej spotkały się nieliczne t y l k o dzieła autorów polskich. Dodać zresz­
tą należy, że w k r a j u prace Krusińskiego, choć miały w I połowie
X V I I I w . parę wydań łacińskich, n i e zostały n i g d y w y d a n e w języku
polskim.
Krusińskiego interesowały przede w s z y s t k i m zachodzące w P e r s j i
w pierwszej ćwierci X V I I I w . wydarzenia polityczne i powstanie A f g a ­
nów, upadek d y n a s t i i Sefewidów i załamanie się mocarstwowej pozy­
cji Persji. Dążąc j e d n a k do przedstawienia w dziele Tragica
vertentis
belli... możliwie pełnego obrazu t y c h wydarzeń, stara się pokazać s y tuację wewnętrzną Persji, wiele miejsca poświęca p o d b i t y m przez Persję k r a j o m k a u k a s k i m : Dagestanowi, A r m e n i i czy Wschodniej G r u z j i ,
pozostającej od X V I I w. w wasalnej od niej zależności. W d w u obszern y c h rozdziałach pisze szczegółowo o O r m i a n a c h i G r u z i n a c h , w trze¬
c i m dość pobieżnie o i n n y c h ludach (np. plemionach Dagestanu).
Podrozdział " O G r u z i n a c h " jest p i e r w s z y m p o l s k i m opisem h i s t o ryczno-etnograficznym G r u z j i O m a w i a w n i m Krusiński położenie
geograficzne k r a j u , najważniejsze wydarzenia historyczne poczynając
o d starożytności, chrystianizację i dzieje kościoła gruzińskiego, następnie zaś niektóre wierzenia, p r a k t y k i wróżbiarskie, obrzędy doroczne
i rodzinne mieszkańców, w y c h o w a n i e dzieci i młodzieży, zwyczaje praw¬
8

i
!

I
i
|
;
!
!
|
|
j
j
i
;

i Br. Natoński,

I
|
] •

Tadeusz

Jan Krusiński,

[w:] P S B , t. 15/1, W r o c ł a w 1970, s. 426-

428.
T. K r u s i ń s k i ,

8

j

riam...,

J •

od annum

9

S . J . , Prodromus

ad tragicam

vertentis

T. K r u s i ń s k i ,

S . J . , Tragica

vertentis

belli

Persici

historia...

1728..., L e o p o l i 1740.

" K r u s i ń s k i , op. cit., sectio I I de G e o r g i a n i s , s. 120-151.

3

belli

Persici

histo-

L e o p o l i 1740.
ab anno 1711

�KULTURA

LUDOWA

GRUZJI

W RELACJACH

POLSKICH

301

ne, stosunek do r e l i g i i oraz sytuację polityczną G r u z j i i f o r m y zależności od T u r c j i (Gruzja Zachodnia) i Persji (Gruzja Wschodnia). W i e le wiadomości o wydarzeniach p o l i t y c z n y c h w G r u z j i w początkach
X V I I I w . zawierają również dalsze rozdziały Tragica
vertentis
belli... "
Za panowania Sasów k o n t a k t y dyplomatyczne z Persją, a co za t y m
idzie również z Gruzją, wyraźnie osłabły, co wiązało się zarówno z s y tuacją wewnętrzną Polski, j a k i z n o w y m układem sił n a B l i s k i m Wschodzie. N i e sprzyjał t y m k o n t a k t o m również b r a k stabilizacji wewnętrznej
w Persji. N a przełomie X V I I i X V I I I w . wysłano jeszcze z P o l s k i p a rę poselstw do Persji, ale miały one już t y l k o charakter prestiżowy.
Posłami b y l i J a k u b N u r k i e w i c z , O r m i a n i n p o l s k i (1699), sekretarz królewski P i o t r K c z e w s k i (1700), generał Rybiński, wojewoda chełmiński

j
]
I
I
I
I
I
I
I
I
I
I

(1712)i .

I

2

W początkach X V I I I w . następuje też osłabienie działalności m i s j i
polskich w P e r s j i i na Z a k a u k a z i u , a w końcu l a t 20-tych, zupełna i c h
likwidacja.
T r u d n o określić, w j a k i m stopniu w w i e k u X I X korzystano z t y c h
wcześniejszych r e l a c j i o G r u z j i . Wiadomo jednak, że nie zostały one
zupełnie zapomniane. Relację M u r a t o w i c z a w y d a n o d w u k r o t n i e w w i e k u X V I I I i po raz trzeci n a początku w i e k u X I X , przekład p o l s k i opisu
podróży P h . A v r i l a z obszernymi f r a g m e n t a m i mówiącymi o k o n t a k t a c h
polskich z Persją i Zakaukaziem, w r o k u 1791 . O Krusińskim pisał
w r o k u 1841 w "Bibliotece W a r s z a w s k i e j " F. Zieliński, podając dość obszerną bibliografię jego dzieł i i c h przekładów na języki obce oraz
streszczając niektóre f r a g m e n t y , m . i n . dotyczące G r u z j i . O d y p l o m a ­
tach polskich i o misjach n a B l i s k i m Wschodzie pisali w d r u g i e j poło­
wie X I X w . A. Muchliński i S. Załęski * .
Z a n i m przejdę do X I X - w i e c z n y c h opisów k u l t u r y l u d o w e j G r u z j i ,
wymienię jeszcze parę najważniejszych opracowań współczesnych, za­
wierających historię podróży polskich po t y m k r a j u i bibliografię przed­
miotu.
13

1
1
I
' l
I
j
\
\
!
*

1 4

5

Najwcześniejszy okres kontaktów polsko-kaukaskich omawia w s w y c h
pracach
11

B. B a r a n o w s k i .
16

O wkładzie p o l s k i m do badań

etnograficz-

P o r . n p . s. 140-151, 241-263.

" S . B r z e z i ń s k i , Misjonarze
i dyplomaci
polscy
w
Persji
w
XVII
i XVIII
w., P o t u l i c e 1935 (nadb. z " A n n a l e s M i s s i o l o g i c a e " , R . 1935), s. 46-51.
P o r . p r z y p . 4.
F . Z i e l i ń s k i , Xiądz Krusiński. Wiadomość historyczna
przez...,
"Bibliote­
k a W a r s z a w s k a " , R . 1841, t. 3, s. 375-397.
A . M u c h l i ń s k i , Materiały
do dziejów kościoła polskiego
w językach
wschodnich
pobrane,
"Pamiętnik r e l i g i j n o - m o r a l n y " , t. 7: 1861, s. 531-553; S . Z a ­
l e s k i , Misje
w Persji
w XVII
i XVIII
wieku pod protektoratem
Polski,
"Misje
k a t o l i c k i e " R . I : 1882; t e n ż e , Jezuici w Polsce.
B . B a r a n o w s k i , Znajomość Wschodu
w dawnej
Polsce do XVIII
wieku,
Łódź 1950; t e n ż e , Kawkaz
i Polsza w XVII
w., [w:] Rossija, Polsza i
Priczernomorje w XV-XVII
ww., r e d . B . R y b a k ó w , M o s k w a 1979, s. 248-262.
18

14

15

14

\
!

�302

ANDRZEJ

WOŻNIAK

n y c h . w A z j i Zachodniej pisała przed k i l k u n a s t u l a t y S. K u b i a k , oma­
wiając też krótko badania na K a u k a z i e « .
W r o k u 1972 w y d a n a została praca znanego o r i e n t a l i s t y J . R e y c h mana? Podróżnicy polscy na Bliskim
Wschodzie w XIX wieku, z a w i e r a ­
jąca także obszerną bibliografię opracowań dotyczących Polaków na
K a u k a z i e (w t y m l i c z n y c h wcześniejszych prac autora). Przegląd p o l ­
skiej l i t e r a t u r y o Kaukazie znaleźć można też w p i e r w s z y c h rozdziałach
książki Wacława Kubackiego Malwy na Kaukazie « . N i e w y m i e n i a m t u
osobno, poza przypisami, opracowań
szczegółowych,
odnotowanych
w b i b l i o g r a f i i do pracy J . Reychmana l u b w książce W. Kubackiego.
Ograniczam również do najbardziej niezbędnych wiadomości biograficz­
ne, dotyczące t y c h podróżników polskich, o których szerzej piszą R e y chman i K u b a c k i . Nieco więcej miejsca poświęcam j e d y n i e postaciom
mniej znanym.
Do t a k i c h należy o. Józef S u r y n , misjonarz j e z u i c k i , chronologicznie
biorąc pierwszy z Polaków piszących w X I X w . o G r u z j i (1773-1832).
Wstąpił do zakonu jezuitów w 1793 r. Początkowo uczył w szkołach
j e z u i c k i c h w Połocku i W i t e b s k u . W latach 1808-1820 był s u p e r i o r e m
m i s j i jezuickiej w A s t r a c h a n i u , ucząc jednocześnie w tamtejszych szko­
łach m i s y j n y c h 19. W t y m właśnie okresie (przed 1818 r.) odbył podróż
w sprawach m i s y j n y c h w Mozdoku przez Władykaukaz, dolinę T e r e k u ,
Przełęcz Krzyżową do T y f l i s u , którą opisał w liście d r u k o w a n y m
"Miesięczniku P o t o c k i m " .
Jadąc drogą zwaną dzisiaj wojennogruzińską, widział S u r y n wsie
górali gruzińskich i Osetynów. Zwraca uwagę n a n i e d o s t a t k i z i e m i
u p r a w n e j , b r a k d r e w n a opałowego, rasę tutejszego bydła i owiec, które
jego zdaniem n i e mogą się równać z białoruskim. Spostrzega zupełny
b r a k kołowych środków t r a n s p o r t u , używanie zamiast n i c h sań n a w e t
latem. Parę zdań poświęca m i e j s c o w y m p r z e w o d n i k o m — g ó r a l o m .
I to właściwie wszystko, jeśli nie liczyć dość pobieżnego opisu c e r k w i
w Kazbegi, którą zwiedzał w towarzystwie gruzińskiego duchownego.
Nie był więc S u r y n zbyt w n i k l i w y m obserwatorem, szczególnie
w zestawieniu z niektórymi s w o i m i k o n f r a t r a m i z a k o n n y m i działający­
m i przed stuleciem na terenie Zakaukazia. Chociaż żył na przełomie
X V I I I i X I X w., duchem należał do epoki znacznie wcześniejszej, a j e ­
go pogląd na góry kształtowały średniowieczne wyobrażenia, wedle któ­
r y c h były one siedliskiem złych mocy, miejscem s t r a s z n y m i p o n u r y m ,
20

"

S. K u b i a k ,

dentale,

L'apport

polonais

aux études ethnographiques

sur l'Asie

Occi­

zależnych

zebrał

" F o l i a O r i e n t a l i a " , t. 5: 1963, z. 1-2, s. 193-226.

1 8

W a r s z a w a 1969.

1 9

Materiały

do dziejów

Akademii

połockiej

i szkół od niej

J . G . ( M a r e k J a n Giżycki), K r a k ó w 1905, s. 33, 218.
*° L i s t
kaskie

X . Józefa

ku miastu

Tifflis,

Suryna

T.J.

opisujący

podróż

z Mozdoku

"Miesięcznik P o t o c k i " , 1818, t. 2, s. 154-163.

przez

góry

kau­

�KULTURA LUDOWA

303

GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

zgoła n i e nadającym się do zamieszkania. " N i e mogłem pojąć — pisał
S u r y n mijając w i o s k i góralskie w okolicach K a z b e k u — co b y t y c h
mieszkańców sprowadziło w te strony, kędy opał i wyżywienie jest n a ­
der t r u d n e " « .
Swojego rodzaju mistyfikacją l u b , co bardziej prawdopodobne, p r z e ­
j a w e m b r a k u o r i e n t a c j i w geografii K a u k a z u jest tytuł w y d a n e j w r o ­
k u 1933 w Poznaniu książeczki Stanisława Nowackiego Podróże do Geo­
rgii w czasie mojej niewoli w Rossyi odbyte w roku 1813, 1814 i 1815.
N o w a c k i — podoficer p o l s k i z czasów Księstwa Warszawskiego, pod­
czas k a m p a n i i rosyjskiej Napoleona dostał się do n i e w o l i . Zesłany, prze­
bywał parę l a t m . i n . w okolicach t w i e r d z y A l e k s a n d r o w s k i e j i Mozdok u , w G r u z j i natomiast n i g d y n i e był, znał — j a k się w y d a j e — t y l k o
przedgórza Północnego K a u k a z u .
Duża ilość Polaków znalazła się na Kaukazie w latach 30-40-tych
X I X w . Władze carskie zsyłały w t e d y na K a u k a z , n a z y w a n y n i e k i e d y
"ciepłą Syberią", uczestników powstania listopadowego i ruchów s p i ­
s k o w y c h z l a t 30-40-tych ( m . i n . "konarszczyków", członków Związku N a ­
r o d u Polskiego, spisku ks. Ściegiennego). Obciążone po u p a d k u p o w s t a ­
nia obowiązkiem dostarczania r e k r u t a Królestwo Polskie zasiliło K o r ­
pus K a u k a s k i dziesiątkami tysięcy żołnierzy.
W t e n sposób znalazła się na Kaukazie większość autorów piszących
o G r u z j i w d r u g i m i t r z e c i m ćwierćwieczu X I X w., do których należeli:
Michał B u t o w d - A n d r z e j k o w i c z , "konarszczyk", ze Żmudzi, w c i e l o n y
w latach 4 0 - t y c h do w o j s k na Kaukazie. Przez d w a lata stacjonował
w Tyflisie. Zbierał pracowicie wszelkie materiały o Kaukazie, które
wykorzystał później w w y d a n y c h w 1859 r. Szkicach
Kaukazu .
W i n c e n t y D a w i d (1816-1897), pochodził ze Szczebrzeszyna, był n a u ­
czycielem g i m n a z j u m lubelskiego. Zesłany na Kaukaz, służył od 1844 r.
w j e d n y m z tamtejszych pułków, m . i n . w e Wschodniej G r u z j i . Miał
aspiracje literackie, interesował się geologią. Do P o l s k i powrócił w 1853 r.
Był a u t o r e m wspomnień z K a u k a z u i utworów l i t e r a c k i c h o tematyce
kaukaskiej *».
H e n r y k a Dzierżka w y m i e n i a w p r a w d z i e J . Reychman wśród zesła­
n y c h i przymusowo w c i e l o n y c h do w o j s k k a u k a s k i c h , ale w i e l e wydaje
się na to wskazywać, że sytuacja jego była zupełnie inna niż pozo­
stałych zesłańców. Przybył na K a u k a z wiosną 1840 r. przez Morze Czar­
ne i Zachodnią Gruzję, z p l a n a m i zrobienia w w o j s k u szybkiej k a r i e r y .
Początkowo zamierzał jechać do T y f l i s u , ale korzystając ze znajomości
w sztabie a r m i i , o czym pisze w e Wspomnieniach,
zdecydował się na
22

21

List

2 2

Warszawa

X. Józefa Suryna...,

2 8

W.

Dawid,

Warszawska",

s. 160.

1859, t. 1, 2.
Wspomnienia

z podróży

i wycieczek

po Kaukazie,

t. 53-60: 1854-1855; w s p o m n i e n i a te były d r u k o w a n e

n y c h c z a s o p i s m a c h i g a z e t a c h Królestwa i G a l i c j i .

"Biblioteka

również w i n ­

�304

ANDRZEJ

WOŻNIAK

Abchazję. Później j a k o ochotnik zgłosił się do oddziałów walczących
w Dagestanie *«.
Mateusz G r a l e w s k i (Grala, Gralak, pseudonim l i t e r a c k i :
Mateusz
z Mazewa, 1826-1891). S y n chłopa Wojciecha G r a l i z Mazewa w Łęczyck i e m . Ukończył miejscową szkołę elementarną z t a k d o b r y m i w y n i k a ­
m i , że prof. W. A. Maciejowski, dzierżawca w s i , ułatwił m u naukę
w g i m n a z j u m w Łęczycy ( w t e d y zmienił nazwisko na G r a l e w s k i ) .
W Łęczycy związał się G r a l e w s k i z tajną organizacją demokratyczno-niepodległościową (komórka Związku N a r o d u Polskiego, a w g i n n y c h
źródeł Stowarzyszenie L u d u Polskiego). Po w y k r y c i u organizacji i dłu­
g i m śledztwie, w 1844 r. G r a l e w s k i skazany został na karną służbę
wojskową n a Kaukazie. Przebywał t a m (w t y m dłuższy czas we Wschod­
niej G r u z j i ) , 12 l a t , dosługując się w końcu stopnia oficerskiego. Boga­
te materiały historyczne i etnograficzne zebrane w czasie p o b y t u G r a lewskiego na Kaukazie uległy częściowemu zniszczeniu jeszcze przed
jego p o w r o t e m do k r a j u w r o k u 1856. Po powrocie kontynuował swoje
zainteresowania historyczne i etnograficzne, pracując jednocześnie na
polu oświaty l u d o w e j i działając nadal w r u c h u s p i s k o w y m . W czasie
powstania styczniowego brał udział w pracach władz powstańczych, a po
jego u p a d k u wydawał na emigracji pismo patriotyczne d l a l u d u . O d l a t
70-tych mieszkał w G a l i c j i , gdzie prowadził poszukiwania etnograficzne,
publikując i c h w y n i k i w "Zbiorze Wiadomości do A n t r o p o l o g i i K r a j o w e j " .
Umarł w 1891 r. w e L w o w i e . Zachowane materiały kaukaskie, m . i n .
0 G r u z j i , opublikował w w y d a n y c h w r o k u 1877 w s p o m n i e n i a c h .
Leon Janiszewski (1810-1861), konarszczyk, nauczyciel m u z y k i i l i t e ­
rat, zesłany na K a u k a z , odbył podróż drogą wojenno-gruzińską do T y f lisu. O swoich wrażeniach z G r u z j i pisał w " B i b l i o t e c e W a r s z a w s k i e j "
1 "Rubonie" .
H i p o l i t J a w o r s k i (1812-1877), pisał także pod pseudonimem Mieczy­
sława T e r l i c y . Służył na Kaukazie, głównie w Dagestanie ( T e m i r Chan
Szura). Choć w G r u z j i niewątpliwie był, znał ją chyba lepiej z l i t e r a t u ­
r y niż z własnych podróży l Po powrocie do k r a j u brał udział w p o w ­
staniu s t y c z n i o w y m . Zmarł na emigracji.
K a z i m i e r z Łapczyński (1828-1892). Studiował w Warszawie, p r a w d o ­
podobnie w I n s t y t u c i e A g r o n o m i c z n y m . Za udział w r u c h u s p i s k o w y m
skazany i w 1846 r. zesłany na Kaukaz, gdzie później pełnił funkcję
25

26

2

M

H. D z i e r ż e k ,

25 M .
nie kraju.
8 6

wida

Ludność.

Kaukaz.

Zwyczaje

Kaukazu,

z podróży

i obyczaje,

do Tyflisu

t. 6; 1848, s. 77-215.

z dwunastoletniej

niewoli.

Opisa­

L w ó w 1877.
do mogiły

"Biblioteka Warszawa",
w 1841 r. odbytej,

H . J a w o r s k i , Wspomnienia

"Athenaeum",

Wspomnienia

L . J a n i s z e w s k i , Pielgrzymka
w TyfUsie

"

Wspomnienia

Gralewski,

A. Gribojedowa

na górę Sw.

t. 3: 1843, s. 1-6; t e n ż e , Obrazy

Da­

i myśli

" R u b o n " , t. 9-10: 1849, s. 102-117.

Kaukazu,

Poznań

1877, cz. 1-3, o r a z a r t y k u ­

ły o K a u k a z i e w c z a s o p i s m a c h i g a z e t a c h .

i

�KULTURA

LUDOWA

305

GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

oficera w o j s k inżynieryjnych. Wiele l a t spędził w G r u z j i (głównie
Wschodniej), choć podróżował też po i n n y c h k r a j a c h Zakaukazia i K a u ­
kazu Północnego. Interesował się historią G r u z j i , zebrał w i e l e cennych
materiałów etnograficznych. Po powrocie do k r a j u w 1875 r. p r o w a ­
dził nadal badania ludoznawcze w T a t r a c h i Pieninach. Zebrane w P o l ­
sce i podczas p o b y t u na Kaukazie materiały publikował w czasopismach
warszawskich. Jego zasługą jest też pierwszy przekład poematu Szoty
Rustaweli Rycerz w tygrysiej
skórze . Był też a u t o r e m k i l k u pochleb­
nie wówczas ocenionych prac z dziedziny b o t a n i k i .
28

K s a w e r y Pietraszkiewicz (ok. 1820-1842), student u n i w e r s y t e t u k i ­
jowskiego. Za udział w spisku w r o k u 1839 w c i e l o n y do K o r p u s u K a u ­
kaskiego. Znał Gruzję, przemierzył też trasę z T y f l i s u do Władykaukazu, a później do Piatrogorska. Był a u t o r e m sonetów o tematyce k a u ­
kaskiej, które w r a z z f r a g m e n t a m i listów zawierającymi trochę m a t e r i a ­
łów etnograficznych z G r u z j i d r u k o w a n e były w poznańskim " D z i e n n i ­
k u D o m o w y m " . Zaginęły natomiast jego n i g d y w całości nie p u b l i k o w a ­
ne wspomnienia z K a u k a z u .
29

A l b e r t Wojciech P o t o c k i (1801-1847), po p o w s t a n i u l i s t o p a d o w y m ze­
słany na K a u k a z . Początkowo przebywał w G r u z j i — w M e g r e l i i i A b ­
chazji, później znalazł się na Północnym Kaukazie. Po r o k u 1840 w r ó ­
cił do k r a j u , gdzie opublikował k i l k a opowieści o tematyce k a u k a s k i e j
oraz zawierający wrażenia z podróży po M e g r e l i i szkic Troił nad Ingurem so.
Jan Załęski (1807 - 1877), w c i e l o n y do w o j s k rosyjskich na Kaukazie,
przebywał przez dłuższy czas w r a z z pułkiem w K a r a Agacz w d o l i ­
nie Alazani (Kachetia, Wschodnia Gruzja), a później, w 1847 r., n a pół­
nocnym Kaukazie. Po 1 0 - l e t n i m pobycie na Kaukazie wrócił około r o k u
1856 do Polski. Jego artykuły zawierające w i e l e wiadomości historycz­
nych i ciekawych obserwacji etnograficznych dotyczących zachodniej
i wschodniej G r u z j i publikowały w latach 50-tych czasopisma w a r ­
szawskie 31.
Niewiele w i e m y o autorce Wspomnień

Gruzji

d r u k o w a n y c h w 1839 r.

K . Ł a p c z y ń s k i , Z TyfUsu
pod Ararat, " T y g o d n i k I l u s t r o w a n y " , t. 14-15:
1866-1867; t e n ż e , Przejazd
przez szczyty Kaukazu
" T y g o d n i k I l u s t r o w a n y " t 15:
1868.
1 8

" K . P i e t r a s z k i e w i c z ] , Wyjątki z niedrukowanych
dotąd pamiętników
Ksawerego Pi..., byłego akademika
wileńskiego, teraz żołnierza w artylerii
korpusu
kau­
kaskiego,
" D z i e n n i k D o m o w y " , 1841 n r 23-24 tamże, w n r 26 s o n e t y k a u k a s k i e
objaśnione f r a g m e n t a m i l i s t u a u t o r a z T y f l i s u .
W. P o t o c k i ,
s. 586-593.
8 0

Wyjątki

J- Załęski,

81

Troił

nad

Ingurem,

z pamiętników

"Biblioteka

Warszawska",

t.

J. Z. (udzielił J . B . D. J . , K o r e s p o n ­

d e n c j a z K a r a g a c z u i T y f l i s u ) , " D z i e n n i k W a r s z a w s k i " , 1853, 1854; t e n ż e ,
1856*°

2 0

~

E t

2

P

°

d

r

Ó

ź

y

p

o

&lt;™kazie,

K

nografia Polska XXVII/1

1: 1841,

Wspom-

" K r o n i k a Wiadomości K r a j o w y c h i Z a g r a n i c z n y c h " ,

t.

I

�306

;!

ANDRZEJ

WOZNIAK

w warszawskich " N i e z a p o m i n a j k a c h " , P a u l i n i e K . K i m była? Czy r z e czywiście Wspomnienia...
są t y l k o , j a k głosi podtytuł, zapisanymi przez
nią opowiadaniami "osoby, która t a m podróż w r o k u 1830 odbyła", czy
też są to własne wrażenia autorki? N i e w i e m y też, w j a k i m celu o d b y ­
ła długą podróż do T y f l i s u owa dama — j a k w y n i k a z t e k s t u — z z i e ­
miańskiego środowiska, z d a w n y c h wschodnich kresów R z e c z y p o s p o l i t e j .
Nic n i e wiadomo o autorze anonimowej korespondencji z T y f l i s u
d r u k o w a n e j w "Przeglądzie N a u k o w y m " z l a t 1842-1843. W bliżej n i e
znanych celach podróżował on w początkach lata 4 0 - t y c h po wschódn i e j G r u z j i , Azerbejdżanie i Dagestanie (Tyflis, d o l i n a A l a z a n i , N u c h a
Szemacha, okolice B a k u , K u b a , Derbent, T e m i r Chan Szura i z p o w r o t e m do T y f l i s u oraz później po Kaukazie Północnym z J e k a t e r y n o d a r u przez Władykaukaz, Lars, drogę wojenno-gruzińską również do Ty¬
flisu).
W listach daje się zauważyć pewna nieporadność s t y l u , ale j e d n o cześnie sporo w n i c h szczegółowych opisów z t y c h dziedzin k u l t u r y
m a t e r i a l n e j , na które i n n i autorzy p r a w i e n i e z w r a c a l i u w a g i (np. opis
o r k i , w y p i e k u chleba). Charakterystyczne jest zainteresowanie autora
sytuacją gospodarczą G r u z j i , cenami robocizny i różnych towarów oraz
znajomość gruzińskich m i a r i tradycyjnego systemu monetarnego .
N i e był zesłańcem, choć podobnie j a k większość w y m i e n i o n y c h
wcześniej autorów odbywał w latach 4 0 - t y c h X I X w. służbę wojskową
na Kaukazie, h r . Juliusz Berlicz-Sas Strutyński (1810-1878), oficer cars k i , bywalec salonów, poeta i geolog amator w jednej osobie. Był t a k że w G r u z j i , m . i n . w Tyflisie, znał d o m y gruzińskiej a r y s t o k r a c j i ,
Swoje wrażenia z K a u k a z u opublikował w tomie zatytułowanym
Miscellanea, materiały zaś z badań geologicznych w w y d a n e j w B e r l i n i e b r o 32

:
!
i
}
|
!
I
|
l
(•
j
|
i
|
I
1
|
i
j

33

34

,
|:
j
|:
,
;

;
j
i
!
j
I
I ;

Z a w a r t e w książkach, artykułach, pamiętnikach i listach w y m i e n i o n y c h autorów relacje o G r u z u są bardzo n i e j e d n o l i t e zarówno pod
względem ilości materiałów etnograficznych, j a k i i c h wartości poznawczej. Najpełniejszy obraz k u l t u r y l u d o w e j ówczesnej G r u z j i , głownie
Wschodniej, dają d w a obszerne artykuły K. Łapczynskiego d r u k o w a n e
w " T y g o d n i k u I l u s t r o w a n y m " . C e n n y m i c h dopełnieniem są w s p o m m e n i a i l i s t y J . Zaleskiego, który oprócz wschodniej, znał również niezłe
Gruzję zachodnią. Interesujące rozważania na temat zróżnicowania geo­
graficznego, klimatycznego i k u l t u r o w e g o K a u k a z u , odnoszące się r o w nież do G r u z j i , można znaleźć w Szkicach
Kaukazu,
A. Butowda-Andrzejkowicza.
" P a u l i n a
w roku
»

K„

1830 odbyła,

Korespondencja

Wspomnienia

Gruzji.

Z

opowiadań

osoby,

która

tam

podróż

" N i e z a p o m i n a j k i " , R . 1839, s. 61-79.
z

Kaukazu,

'

R . 2: 1843, s. 129-136, 214-215.

i

" J . B e r l i c z - S a s

"Przegląd

Naukowy",

S t r u t y ń s k i , Miscellanea,

R.

1:

1842, s. 434-444,

W i l n o 1855.

�KULTURA LUDOWA

307

GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

Wiadomości zawarte w pracach pozostałych autorów, choć cenne j a k o
materiał uzupełniający czy porównawczy, mają znacznie bardziej f r a g ­
mentaryczny charakter.
W relacjach z G r u z j i z 1 połowy X I X w . sporo miejsca zajmują
opisy gór i kaukaskiej p r z y r o d y . Są to jednak często l i t e r a c k i e i m ­
presje, nie zaś k o n k r e t n e wiadomości o w a r u n k a c h n a t u r a l n y c h k r a j u .
Do wyjątkowych należy w s p o m n i a n y już f r a g m e n t Szkiców
Kaukazu
Butowda-Andrzejkowicza, który poprzedza opis podróży z Władykaukazu do Tyfłisu:
" K a u k a z to c z t e r y p o r y r o k u w j e d n y m d a n y m m o m e n c i e . Ł a t w o t a m można
widzieć • d o l i n y

złocące

się. b u j n y m i

kłosy,

n a których rozpoczęły się już

żniwa,

a tuż z a n i m i n a wyższych s z c z y t a c h zziębnąć od śniegu i z a m i e c i ; k i e d y w tymże
m o m e n c i e n a spadzistościach

gór r o l n i k

doczekał się s w e j

wiosny

i zasiewa

nie­

w i e l k i e łany jęczmieniem i kukuruzą... F l o r a k a u k a s k a n i e m n i e j cudowności
siada: rośliny z n a j o m e S y b e r i i rosną t a m obok roślin właściwych A m e r y c e
niowej.
wa

Słowem j e s t to s k u p i e n i e się kontrastów

przyroda

często równikowej

mujący. D a w n i

dotyka. A

geografowie arabscy

f i z y c z n y c h , w których

s a m i mieszkańcy

po­

Połud­
bieguno­

j a k muszą być

l i c z y l i t a m t r z y s t a z górą języków

zaj­

i , dlatego

K a u k a z n a z y w a l i Dshebeł e l i s a n i (górą języków).
Ta

l i n g w i s t y c z n a rozmaitość n i c n i e musiała osłabnąć, k i e d y i dziś często się

n i e zdarza, że d w a auły p r a w i e tuż obok siebie leżące, a oddzielone
ko lub n i e w i e l k i m wąwozem,
najmniejiszego
nie mniej

wcale

powinowactwa.

Różnobarwna

mieszanina

może zainteresować, a rozmaitość f o r m

stowarzyszenia,

chaństwa

i klany,

potokiem

tyl­

się n i e rozumieją, bo różne języki n i e mają

n i e mające

zwyczajów

rządu

i

obyczajów

(jeśli t a k można

żadnych

ustaw

nazwać

pisanych, a

rzą­

dzące się t y l k o z w y c z a j e m ) , p r z e c h o d z i w s z e l k i e wyobrażenia" » .

O podporządkowaniu k l i m a t u i k r a j o b r a z u prawidłowościom t z w .
strefowości pionowej w s p o m i n a w s w o i m opisie zachodniej G r u z j i także
J. Załęski
Na zróżnicowanie geograficzne G r u z j i jako jedno z głównych źró­
deł różnic k u l t u r o w y c h między zamieszkującymi t e n k r a j g r u p a m i etno­
g r a f i c z n y m i zwraca uwagę H . J a w o r s k i pisząc:
"...Gruzini

[tj. mieszkańcy

czycy, Mingrelcy
s k i m , mają

i Swanety.

jedne

strzegać się daje
stwem

zwyczaje
w

rozmaitości

wschodniej

Gruzji

—

A.

W s z y s t k i e te l u d y m ó w i ą

W.]

Imeretińcy,

jednym

językiem

Guryjgruzyj-

i są chrześcijanami. Jeżeli c z a s e m jakaś różnica

ich fizjonomiach
położenia

l u b o b y c z a j a c h , j e s t to n a t u r a l n y m

jeograficznego

i wpływu,

jaki

wywierały

spo­

następ­
na

nich

s t o s u n k i z k r a j a m i sąsiednimi, bardzo w o j o w n i c z y m i " » .
7

Większość prac ludoznawczych z pierwszej połowy X I X w., a n i e ­
kiedy i późniejszych, zawiera w e wstępie ogólną charakterystykę o p i ­
sywanego l u d u czy g r u p y etnograficznej. Takie właśnie c h a r a k t e r y s t y k i
"U.
s. 10-11.

B u t o w d - A n d r z e

** J . Z a ł ę s k i ,

Wspomnienia

jkowicz,

Szkice

z podróży

po

K r a j o w y c h i Z a g r a n i c z n y c h " , n r 81". 1856, s. 5-6.
" J a w o r s k i ,

op. cit., cz. I , s. 24.

K a u k a z u , t. 1, W a r s z a w a
Kaukazie,

"Kronika

1859,

Wiadomości

�308

ANDRZEJ

WOŻNIAK

Gruzinów znaleźć można w pracach Jaworskiego, Gralewskiego i niektó­
r y c h i n n y c h autorów. Ponieważ są one w dużej mierze odzwierciedleniem
stosunku autorów do tego narodu, w a r t o niektóre z n i c h przytoczyć:
" L u d gruziński w ogóle j e s t najpiękniejszym ze w s z y s t k i c h ludów n a świecie —
pisze

Jaworski —

wysmukłe,
a

mężczyźni

doskonałych

d a l e j : są " n a d z w y c z a j

są

wysokiego

kształtów,

rysów

wzrostu,

silnej

szlachetnych

i

w a l e c z n i i p r a w i , n i e odznaczają

budowy, kobiety
z

wielkimi

się a t o l i

zaś

oczami...",

pracowitością

a n i zdolnościami do n a u k , dlatego też cały przemysł i h a n d e l j e s t w ręku O r m i a n .
G r u z i n i trudnią się r o l n i c t w e m , c h o w e m bydła i u p r a w ą w i n n i c " .
8 8

M . G r a l e w s k i , sam chłop z pochodzenia, a po powrocie do k r a j u
działacz n a p o l u oświaty l u d o w e j , zwracał uwagę n a panującą wśród l u ­
du gruzińskiego "nędzę materialną" i "biedę umysłową", pisząc dalej,
że l u d t e n "godzien jest lepszej doli, bo to l u d p r a w e j duszy i uczciwego
serca. Szczere usposobienie jego c h a r a k t e r u znęca k u sobie t y c h , co
czują w sobie wstręt do przewrotności i m a t a c t w a " .
Ch a r a k t e r y s t y c z n e dla prac ludoznawczych z 1 połowy X I X w . do­
tyczących P o l s k i jest zainteresowanie i c h autorów przede w s z y s t k i m
f o l k l o r e m i p r a w i e zupełne pomijanie pozostałych dziedzin k u l t u r y l u ­
dowej. N a w e t w pierwszych t o m a c h Ludu O. Kolberga, w y d a w a n y c h
już w latach 60-70-tych X I X w., materiały f o l k l o r y s t y c z n e stanowią
ok. 80-90%) tekstu.
Podobna przewaga f o l k l o r u n a d i n n y m i dziedzinami daje się zauwa­
żyć w artykułach Łapczyńskiego, ale jest on j e d y n y m wśród autorów
opisujących kulturę ludową G r u z j i 1 połowy X I X w., co do którego
m a m y pewność, że znał język gruziński, choć j a k s a m twierdził, była
to znajomość daleka o d doskonałości. A u t o r z y nie znający języka m u ­
sieli ograniczyć zakres swoich zainteresowań przede w s z y s t k i m do w y ­
tworów k u l t u r y m a t e r i a l n e j i t y c h zachowań, których zrozumienie nie
nastręczało i m większych trudności. M o g l i też oczywiście korzystać z l i ­
t e r a t u r y etnograficznej dotyczącej G r u z j i w języku r o s y j s k i m , niezbyt
jeszcze wówczas o b f i t e j , czy z pomocy Gruzinów, głównie przedstawi­
cieli w a r s t w wyższych, znających język r o s y j s k i .
39

Jeśli zatem w obrazie gruzińskiej k u l t u r y l u d o w e j 1 połowy X I X w.
dominacja f o l k l o r u n a d pozostałymi dziedzinami, głównie kulturą m a ­
terialną, n i e jest t a k wyraźna, j a k w pracach ludoznawczych odnoszą­
c y c h się do Polski, to jest to nie t y l e odzwierciedlenie zainteresowań
Polaków.piszących o G r u z j i , co ograniczenie zakresu i c h możliwości ba­
dawczych.
O gospodarce w s i gruzińskiej pisał w s w o i c h pamiętnikach J . Za­
l e s k i
.
L e t n i obóz jego pułku położony był w Kara-Agacz, w dolinie
4 0

«8 Tamże, s. 26-28.
8 9

G r a l e w s k i , op. cit., s. 361.

4 0

J. Załęski,

1853, s. 4.

Wyjątki

z

pamiętników...,

"Dziennik

Warszawski",

n r • 318:

�KULTURA

LUDOWA

GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

309

rzeki M a z a n i (Kachetia), stanowiącej jeden z najżyźniejszych obszarów
wschodniej G r u z j i . Zaleski t a k opisuje jego okolice:
"Na

zachód K a r a - A g a c z u

są B a r b o s z k i

[prawdopodobnie wieś

Arbosziki

S i g n a c h i — A . W.], auł gruziński, mnóstwo t u w i n n i c , figi i g r a n a t y
b r z o s k w i n i e i i n n e f r u k t a potrzebują

równie s t a r a n n e g o

orzechów włoskich m o c n i e z m i e r n a , których d r z e w a

utrzymania jak winnice,

ogromnej

są wielkości,

w a r o l i zupełnie z a n i e d b a n a , sieją t u t y l k o pszenicę i jęczmień, innego
znają. W

niektórych

m i e j s c a c h j e s t ryż

kolo

d z i k o rosną,

i bawełna, hodują

upra­

zboża n i e

jedwabniki,

szczegól­

nie w T y f l i s i e i Nusze..."

Opis o r k i w e wschodniej G r u z j i ciężkim, zaprzężonym w sześć p a r
wołów pługiem można znaleźć u Łapczyńskiego i w a n o n i m o w y c h listach
z T y f l i s u . Łapczyński pisze ponadto o spółkach oraekich zawiązywa­
nych przez k i l k u gospodarzy nie posiadających wystarczającej do tego
rodzaju pługa ilości zwierząt pociągowych, o specjalnych, towarzyszą­
cych orce pieśniach oraz o młocce p r z y użyciu " t r i b u l u m " ; dość pobież­
nie opisuje zabudowania gospodarcze w zagrodzie wschodniogruzińskiego chłopa . O młynarstwie, które szczególnie rozwinęło się w e w s i
Arbosziki ze względu n a zapotrzebowanie na mąkę i kaszę stacjonują­
cego w t e j o k o l i c y wojska, pisze Załęski. Nieco wcześniej w s p o m i n a
o stanie h o d o w l i , prawdopodobnie również w dolinie A l a z a n i :
41

" O w i e c G r u z j a n i e utrzymują dużo, które kształtem różnią się od n a s z y c h i m a ­
ją mięso w y b o r n e , w s z y s t k i e i n n e zwierzęta domowe są c h u d e i nędzne, z

powodu,

że przez cały r o k znajdują się n a p o l u , n i e m a t u z w y c z a j u przysposabiać d l a bydląt
p a s z y n a zimę, muszą one s a m e zaradzić s w o i m

potrzebom".

Trochę szczegółów o h o d o w l i , m . i n . o g a t u n k u h o d o w a n y c h t u owiec
oraz sposobie p r z e c h o w y w a n i a przetworów mlecznych, zawierają
Wspom­
nienia Gruzji P a u l i n y K.
O r o l i h o d o w l i w gospodarce górali wschodniogruzińskich (Pszawów, Chewsurów i Tuszynów) pisze nieco H . J a ­
worski .
N i e m a l wszyscy autorzy piszą o pożywieniu, a właściwie o specjal­
nościach k u c h n i gruzińskiej, przeważnie jednak są to wiadomości dość
fragmentaryczne i nieuchronnie przechodzą w opis słynnych gruzińskich
biesiad. W sposób najbardziej zwięzły i t r a f n y charakteryzuje poży­
wienie mieszkańców n i z i n n e j G r u z j i Łapczyński, pisząc, że "zieleninę
(tj. j a r z y n y i rośliny p r z y p r a w o w e — A. W.) każdy k r a j o w i e c n a rów­
n i z chlebem i w i n e m liczy sobie do swoich potrzeb niezbędnych" .
W. Potocki zwraca uwagę na specyfikę zachodniej G r u z j i , gdzie chleb
zastępowała t z w . gomi, t j . "gęsta kasza z g a t u n k u prosa, u nas w n i e 4 2

43

44

41

s. 21.

Łapczyński,

Z

Tyflisu

pod

Ararat,

4 8

P a u l i n a K . , Wspomnienia

4 5

J a w o r s k i , op. cit, cz. I , s. 44-45.

"Łapczyński,
s. 167.

Z

Tyflisu

Gruzji...,

"Tygodnik

I l u s t r o w a n y " , t. 15: 1867,

s. 69-70.

pod Ararat,

"Tygodnik

I l u s t r o w a n y " , t. 14: 1866,

�310

ANDRZEJ

WOŻNIAK

których miejscach ber zwanego, zastępująca chleb, którego użycia pros­
t y l u d n i e zna w I m e r e t i i , M i n g r e l i i , G u r i i i A b c h a z j i , u Swanetów
i Abazyńców. W najzamożniejszych nawet domach bez g o m i n i e m a
jedzenia" . Poważną rolę w jadłospisach Gruzinów w s z y s t k i c h w a r s t w
odgrywały różne g a t u n k i fasoli — lobio « oraz sery, przeważnie z o w ­
czego m l e k a . Najczęściej wymienianą z p o t r a w mięsnych jest sza­
szłyk. D o p o p u l a r n y c h p o t r a w zalicza Załęski również plow, t j . baraninę
gotowaną z ryżem z d o d a t k i e m łoju baraniego l u b masła.
Do najbardziej szczegółowych opisów z dziedziny k u l t u r y m a t e r i a l ­
nej należy opis w y p i e k u chleba w e wschodniej G r u z j i , który znajduje­
m y w anonimowej korespondencji z T y f l i s u :
i S

4

4 7

"Chleb
nych

t u osobliwy...

garnków,

w

nazywają

których

c i e n k i e t r z a s k i i zapalają

go

człowiek

czureki... z a m i a s t pieców

zmieścić

się

je, gdy są r o z p a l o n e

używają

może, d l a o g r z a n i a

nagłym płomieniem, p i e k a r z

p l a c e k z c i a s t a , składa go j a k k a p e l u s z s t o s o w a n y , a cieńszym b r z e g i e m
szy

w

wodzie,

gatunek

przylepia

go w

środku

c h l e b a , l a w a s z a z tegoż samego

dowska... t e n c h l e b służy G r u z j a n o m
jedzeniu
palcami"

ryżu
4a

z baraniną

garnka,

ogrom­

i c h rzucają

w

momencie

robi

umoczyw­

j e s t gotowy...

Drugi

c i a s t a cienko rozwałkowany j a k m a c a ży­

zamiast serwety

do obcięrania u s t i rąk p r z y

gotowanego z r o d z y n k a m i . . . Tę

potrawę

zawsze

jadają

.

L u d o w e b u d o w n i c t w o gruzińskie charakteryzowało się ogromną róż­
norodnością zarówno f o r m architektonicznych, j a k i rozwiązań k o n s t r u k ­
c y j n y c h oraz materiałów b u d o w l a n y c h . Dość szeroki, choć jednocześnie
pobieżny przegląd typów b u d o w n i c t w a z 1 połowy X I X w., zarówno
wiejskiego, j a k i miejskiego, zawiera artykuł L . Janiszewskiego.
W ówczesnym T y f l i s i e oprócz najnowszych budynków o a r c h i t e k ­
turze, j a k określa autor " e u r o p e j s k i e j " , dostosowanej j e d n a k do m i e j ­
scowych potrzeb i t r a d y c j i (płaskie dachy, k r y t e b a l k o n y ) , występowały
d o m y miejskie starszego, " a z j a t y c k i e g o " t y p u , przeważnie o d w u k o n ­
dygnacjach, z f r o n t o n a m i od s t r o n y zamkniętych podwórek-ogródków.
Uboższa ludność mieszkała w n i e w i e l k i c h , j e d n o k o n d y g n a c y j n y c h k a m i e n n o - g l i n i a n y c h b u d y n k a c h o płaskich dachach, mających swój o d ­
p o w i e d n i k również w b u d o w n i c t w i e w i e j s k i m wschodniej G r u z j i , " N a j ­
biedniejsi mieszkańcy m i a s t i w s i — pisał Janiszewski — żyją w k w a d r a ­
t o w y c h j a m a c h wygrzebanych, dach t y c h domów oznaczony t y l k o dziurą
za k o m i n służącą, równy z poziomem". J a k można się domyślać, chodzi
t u o d o m t y p u " d a r b a z i " , c h a r a k t e r y s t y c z n y dla niżej położonych t e ­
renów wschodniej G r u z j i .
Następnym o p i s y w a n y m przez Janiszewskiego
d o m górali wschodniogruzińskich:
P o t o c k i, op. cit., s. 589.

«
4 1

4

t y p e m b u d y n k u jest

D z i e r ż e k, op. cit, s. 124.

' P o t o c k i , op. cit., s. 589.

48

Korespondencja

z Kaukazu,

"Przegląd N a u k o w y " , R . 2: 1843, s. 214.

�311

KULTURA LUDOWA GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

[sachli — gruz. d o m — A . W.] n a ustępach gór... S a k l e
k a m i e n i a kładzione, p r z y l e p i o n e do siebie, l u b

"Górale stawiają s a k l e
te

to k l a t k i

nastawione
W

nich

n a sucho

z dzikiego

j e d n a z a drugą; stąd jadącemu z d a l e k a w y d a j ą się r u i n a m i

dwa

oddziały. W

dolnym

pomieszczają

się k o n i e , t r z o d y ;

w

zamków.

górnym

—

góralska f a m i l i a " .

Opis t e n , j a k się wydaje, odnieść można do łączącego w sobie f u n k ­
cje mieszkalne i gospodarcze, składającego się z d w u l u b rzadziej trzech
k o n d y g n a c j i d o m u góralskiego w M t i u l e t i i , ale j a k w y n i k a ze znacznie
późniejszych, z przełomu X I X i X X w . materiałów, w b u d y n k u o d w u
kondygnacjach, w pierwszej znajdowały się pomieszczenia
mieszkalne
i chlew dla bydła, d r u g a zaś spełniała funkcję stodoły. W p r z y p a d k u
trzech k o n d y g n a c j i , pierwsza stanowiła chlew, druga mieszkanie, t r z e ­
cia służyła do przechowywania słomy.
W zakończeniu tego, niepełnego zresztą, przeglądu b u d o w n i c t w a
gruzińskiego Janiszewski pisze, iż "bywają i d r e w n i a n e sakle [ t j . d o ­
m y — A . W . ] ; użycie materiału od miejscowości z a l e ż y " . Miał t u
prawdopodobnie
autor n a myśli zachodniogruziński d r e w n i a n y d o m
z cztero- l u b d w u s p a d o w y m dachem, o charakterze wyłącznie mieszkal­
n y m (zabudowania gospodarcze budowano osobno), t z w . sadżalabo sachli.
Wiadomości o b u d o w n i c t w i e , nie wykraczając j e d n a k poza to, o c z y m
pisał Janiszewski, można znaleźć w anonimowej korespondencji z T y f l i su, w e Wspomnieniach
Gruzji
P a u l i n y K. czy u Łapczyńskiego, który
opisuje m . i n . d o m t y p u darbazi.
Opis wnętrza zachodniogruzińskiego d o m u sadżalabo sachli czy też,
sądząc z p e w n y c h szczegółów, f o r m y przejściowej między sadżalabo
sachli a późniejszym domem t y p u oda, zawierają Wspomnienia
z podró­
ży po Kaukazie, J . Zaleskiego:
49

"...wewnątrz
Gruzji
a

—

raczej

A.

biednych

W.],

uklepana

i odrapanych

uderzają

pyszne

z i e m i a , gdyż

mieszkań i c h [tj. mieszkańców

perskie

podłóg

kobierce,

n i e masz

którymi

w

tych

z desek bez s u f i t u i p i e c a . W każdej t a k i e j s a k l i z n a j d u j e

usłane

saklach,

zachodniej
są

podłogi,

budowanych

się d w o j e d r z w i , a n i e ­

k i e d y i okno bez s z y b , okiennicą t y l k o p r z y m y k a n e .
W
na

pośrodku dużej i z b y zimą i l a t e m g o r e ognisko,

kapa

ściąga d y m i i s k r y do góry... Wspólna

n a d którem

ta izba n a z y w a

wyprowadzo­

się kunacką, n a

przyjęcie t y l k o gości p r z e z n a c z o n a . K o b i e t y z w y k l e mieszczą się w o s o b n y c h

bocz­

n y c h i z b a c h . P o ścianach k u n a c k i e j wiszą kindżały, s z a s z k i , gwintówki i pistolety,
siodła i b u r a k i . Ułożone s t o s a m i pod ścianami m a t e r a c e i p o d u s z k i oznaczają, iż gospo­
darz gotów z a w s z e
sażenia, właściciel

l i c z n y c h przyjąć u siebie i umieścić g o ś c i " . (Sądząc z
60

opisywanego

domu

był człowiekiem dosyć zamożnym,

wypo­

szlachci­

c e m raczej niż chłopem).

J e d n y m z najczęściej poruszanych tematów w relacjach o G r u z j i
Pierwszej połowy X I X w . są u b i o r y j e j mieszkańców. Często są to
" J a n i s z e w s k i ,

Pielgrzymka

Z a ł ę s k i, Wspomnienia
g r a n i c z n y c h " , n r 81; 1856, s. 6.
5 0

do mogiły..., s. 13.

z podróży...,

" K r o n i k a Wiadomości K r a j o w y c h i Z a ­

�312
[
I

\i
,i
|
¡1;
I
!!
;

I;
|
;
i I

!'
\\
|i
!
|
|
1;
j
j
j.
i
|
!
ji
II
H
;

1;

ANDRZEJ

WOŻNIAK

opisy strojów noszonych przez w a r s t w y wyższe, nasuwających niektór y m a u t o r o m nieodparte skojarzenia. M . B u t o w d - A n d r z e j k o w i c z zauważa, że ubiór Gruzinów (a właściwie gruzińskiej szlachty) podobny jest
do staropolskiego: " c z u c h i i c h z rękawami na w y l o t y , odpowiadają zu¬
pełnie kontuszom, a materjalne archa-łuki niewiele się różnią od żupanów. G r u z i n i nie noszą t y l k o pasów, a czapki i c h szpiczaste, zawsze są
z drobnego, czarnego b a r a n k a " . D a l e j następuje dość szczegółowy opis
s t r o j u noszonego przez k o b i e t y z wyższych w a r s t w społecznych, po¬
przedzony uwagą autora, że u b i o r y kobiece w G r u z j i " n i e podlegają ka¬
p r y s o m m o d y " , a współczesne m u G r u z i n k i ubierają się t a k j a k i c h p r a b a b k i 5i. W s t r o j u k o b i e c y m różnice między poszczególnymi w a r s t w a ¬
m i były zresztą n i e w i e l k i e ; inne były przede w s z y s t k i m materiały,
z których j e szyto, oraz ozdoby i d o d a t k i . W ubiorze męskim różnice dotyczyły głównie o k r y c i a wierzchniego; wspomniana przez w i e l u auto¬
rów czocha była u b i o r e m w a r s t w niższych, podobne zaś do kontusza
okrycie "z w y l o t a m i " (tzw. kaba) noszone było przez szlachtę.
Na podobieństwo między szlacheckim s t r o j e m s t a r o p o l s k i m , a u b i o ­
r e m Imeretynów (zachodnia Gruzja) zwrócił uwagę również Załęski,
który wcześniej opisał u b i o r y mieszkańców wschodniej G r u z j i « .
Oprócz w y m i e n i o n y c h autorów o u b i o r a c h (m. i n . chłopskich) pisal i także: a n o n i m o w y a u t o r listów z T y f l i s u , M . G r a l e w s k i , H . J a w o r s k i ,
P a u l i n a K . Wiele miejsca poświęcił i m K . Łapczyński, zwracając j e d n o cześnie uwagę na zarzucanie w niektórych środowiskach tradycyjnego
s t r o j u pod wpływem m o d y europejskiej .
Wiadomości o i n n y c h dziedzinach k u l t u r y m a t e r i a l n e j znaleźć można
przede w s z y s t k i m u Łapczyńskiego i Zaleskiego, rzadziej u i n n y c h a u torów. Są to opisy c h a r a k t e r y s t y c z n y c h d l a G r u z j i środków t r a n s p o r t u : dwukołowych arb, t r a n s p o r t u jucznego i używanych w górach włóków (J. S u r y n ) , informacje dotyczące h i g i e n y (m. i n . opisy t y f l i s k i c h
łaźni), niektórych naczyń i sprzętów domowych. Częstym t e m a t e m o p i sów są także t y f l i s k i e bazary, w a r s z t a t y rzemieślnicze i przydrożne du¬
chany (rodzaj zajazdu, gospody).
Najobfitszym źródłem wiadomości o k u l t u r z e społecznej i duchowej
są artykuły Łapczyńskiego; u pozostałych autorów z n a j d u j e m y cenne
niekiedy, ale bardzo fragmentaryczne materiały uzupełniające. Większość
z a w a r t y c h w artykułach Łapczyńskiego d a n y c h pochodzi z własnych
jego obserwacji i rozmów z reprezentującymi różne w a r s t w y gruziń­
skiego społeczeństwa i n f o r m a t o r a m i . O niektórych z n i c h oraz o oko­
licznościach, które r o z m o w o m t y m towarzyszyły, w s p o m i n a w a r t y k u 53

6 1

Butowd-Andrzejkowicz,

op. cit., cz. I , s. 53-54.

Z a ł ę s k i , Wspomnienia
z podróży...,
" D z i e n n i k W a r s z a w s k i " , n r 320: 1853, s. 5-6.
5 2

Łapczyński,
s. 167-168, 180.
M

Z Tyflisu

pod Ararat,

s. 6; t e n ż e ,
"Tygodnik

Wyjątki

z

pamiętników,

I l u s t r o w a n y " , t. 14: 1866,

�KULTURA

LUDOWA

313

GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

le Przejazd
przez szczyty Kaukazu,
którego pierwsza część m a formę
notatnika terenowego. Korzystał też Łapczyński z l i t e r a t u r y , szczegól­
nie przy opisach gruzińskiej obrzędowości dorocznej: " l u b o na wszystkie
prawie opisywane t u uroczystości i zabawy patrzyłem własnymi ocza­
m i — pisał w a r t y k u l e Z Tyflisu
pod Ararat
przecież niejeden szcze­
gół poczerpnąłem z bardzo sumiennego artykułu: O narodowych
uro­
czystościach, który przed dziesięciu l a t y [ t j . około 1856 — A . W.] za­
mieszczony był w t y f l i s k i m k a l e n d a r z u " .
W gruzińskim k a l e n d a r z u świąt dorocznych okres Bożego Narodze­
nia, j a k zauważa autor, nie wyróżniał się rozbudowaną obrzędowością.
Znacznie bardziej uroczyście świętowano N o w y Rok. P i e r w o t n i e p r z y ­
padał on na dzień 1 września, ale w czasach Łapczyńskiego obchodzono
go już według obowiązującego w Rosji kalendarza, w s t y c z n i u , t a k że
zbiegał się z jedną z ważniejszych uroczystości c e r k w i gruzińskiej —
świętem Bazylego Wielkiego. W d n i u t y m składano sobie nawzajem
życzenia, obdarzano się słodyczami i obrzędowym pieczywem.
Atmosferę Nowego R o k u , związane z n i m zwyczaje i obrzędy o p i ­
sywał dokładnie Łapczyński , wcześniej zaś o niektórych z n i c h wspo­
minał w s w y c h listach K . Pietraszkiewicz «•
Z okresem z a p u s t n y m i o s t a t k a m i wiązały się liczne g r y i zabawy,
szczególnie w T y f l i s i e , gdzie je Łapczyński oglądał:
S4

55

" P r z e z cały tydzień r u c h i g w a r w T y f l i s i e większy j a k z w y k l e , k o b i e t y świet­
niej

j a k codzień p o u b i e r a n e ,

sze, z u r n y
na

n i e milkną,

odwiedziny

wystrojone

gości częstsze, tłumy po p l a c a c h l i c z n i e j ­

dziewczęta n a każdym

s z n u r a c h p r z y c z e p i o n y c h do p i e r w s z e j

zandary

i

mestwire

(minstrele)

jeszcze

lepszej
więcej

podpory,
miewają

podwórzu

huśtają

się

improwizatorowie,

sa-

słuchaczy

jak

zwykle:

słowem znać, że to z a p u s t y i h u c z n e o k r z y k i : k w e l i a r i a ! k w e l i a r i a ! często r o z l e g a ­
ją się po ożywionych u l i c a c h , k w e l i a r i a zaś z n a c z y po kartalińsku [tj. gruzińsku

—

A. W.] o s t a t k i " « .

Po u l i c a c h krążyli chłopcy p r z e b r a n i za niedźwiedzia (dato) l u b żebra­
ka (berika), na placach odbywały się w a l k i na pięści, gra w piłkę i inne
zabawy, które w o s t a t n i poniedziałek nie t y l k o w Tyflisie, lecz również
we wsiach i miasteczkach całej G r u z j i ustępowały miejsca wesołemu
w i d o w i s k u z w a n e m u keenoba.
Pod koniec okresu zapustnego obchodzono święto zwane
bosloba;
obrzędy i zabiegi magiczne w y k o n y w a n e w t y m d n i u miały zapewnić
zdrowie i płodność w s z y s t k i m rodzajom bydła znajdującym się w gos­
podarstwie chłopskim.
Najważniejszym świętem w gruzińskim k a l e n d a r z u c e r k i e w n y m b y ­
ła Wielkanoc. Z l i c z n y c h obrzędów i zabiegów magicznych okresu w i e l 84

Tamże, s. 203.

65

Tamże, s. 203.

6 6

P o r . p r z y p i s 29.

"Łapczyński,
S. 191.

Z Tyflisu

pod Ararat,

"Tygodnik

I l u s t r o w a n y " , t. 14: 1866,

�-ii

ANDRZEJ

314

WOŻNIAK

kanocnego szczegółowo przez Łapczyńskiego o p i s y w a n y c h , przytoczę
f r a g m e n t jednego t y l k o , związanego z p r a s t a r y m gruzińskim m i t e m
o p r z y k u t y m do skały herosie A m i r a n i e , o d p o w i e d n i k u greckiego P r o ­
meteusza (Łapczyński podaje oba imiona):
"W

Wielki

Czwartek

rano

we

w s z y s t k i c h kuźniach

o d b y w a się a k t m i s t y c z n y , n a d z w y c z a j
w a g ą do pustego

Tyflisu

c i e k a w y . Każdy k o w a l

i

całej

Georgii

przystąpiwszy z p o ­

kowadła, t r z y r a z y młotkiem w n i e u d e r z a i n i c więcej. A

nak te trzy uderzenia

rozstrzygają

losy

świata. H e r k u l e s

n i e oswobodził

jed­

Prome­

teusza [tj. A m i r a n a — A . W.]. Nieszczęsny więzień i dziś j e s z c z e jęczy o k u t y łańcu­
c h a m i . Dlaczego

c i e r p i ? K t o go w więzieniu z a t r z y m u j e ? K i e d y wolność o d z y s k a ?

W s z y s t k o n a m to georgiańskie podanie

opowiada".

Dalej Łapczyński przytacza skróconą wersję m i t u wyjaśniając, d l a ­
czego gruzińscy kowale t y m i w i e l k a n o c n y m i u d e r z e n i a m i młota dopro­
wadzają łańcuchy A m i r a n a do p i e r w o t n e j grubości, zatrzymując go
" w strasznem więzieniu, aż do c h w i l i przebudowania
dzisiejszego
świata" s .
W w e r s j i nieco szerszej i różniącej się szczegółami od podawanej
przez Łapczyńskiego zanotował t e n s a m m i t W . D a w i d .
Dość szczegółowo opisuje także Łapczyński zwyczaje i obrzędy zwią­
zane z niektórymi i n n y m i świętami gruzińskiego r o k u obrzędowego:
tzw. dżodżooba ("święto jaszczurek" przypadające n a w t o r e k po W i e l kiejnocy), kwira
cchowloba
(tydzień po Wielkanocy), święta W n i e b o ­
wstąpienia, Wniebowzięcia N M P , S u k n i Chrystusa Pana (1 października).
Począwszy od wiosny, aż do wczesnej jesieni, święta i uroczystości koś­
cielne wiązały się w G r u z j i z tłumnymi p i e l g r z y m k a m i do miejsc szcze­
gólnie czczonych. We wschodniej G r u z j i do miejsc t a k i c h należały m . i n .
kościółek na górze Sw. D a w i d a w s a m y m T y f l i s i e , T e l e t i , M a r t k o p i
oraz Mccheta, którą Łapczyński nazywa "kartalińską Częstochową".
P i e l g r z y m k i stanowiły okazję do biesiad i zabaw na w o l n y m p o w i e t r z u ,
a opisy i c h można znaleźć u w i e l u autorów — m . i n . u B u t o w d a - A n d r z e j kowicza, Janiszewskiego, P a u l i n y K.; pisał o n i c h obszernie także Łap­
czyński 8°. Szczególnie b a r w n y jest jego opis p i e l g r z y m k i do k l a s z t o r u
w M a r t k o p i , którego n i e w i e l k i f r a g m e n t przytaczam:
8

59

"Kompanie
na brzeg

pielgrzymów wychodząc z m i a s t a j e d n a

z a drugą

idą po

K u r u wiodących. Każda z n i c h z t r z e c h oddziałów się składa.

idą k o b i e t y

wystrojone,

ale przez pobożność boso, często k r w a w i ą c

mieniach nieprzyzwyczajone

stopy, p o t e m

w

pewnej

odległości

mostach
Najprzód

sobie

mężczyźni,

po k a ­
furgo­

n y n a r e s z c i e zamykają orszak. Są to osiołki u j u c z o n e p o d u s z k a m i , zieleniną i b u r d i u k a m i z w i n e m . Z w y k l e n a s z c z y c i e bagażu s i e d z i przywiązany ż y w y b a r a n .
dzie

on... u p i e c z o n y

n a małych rożenkach i p r z e i s t o c z o n y w

N i e c o wcześniej opisuje Łapczyński z a b a w y
kwira
M
6 9

cchowloba:

ulubiony

Bę­

szaszłyk..."

odbywające się po nabożeństwie w d n i u

" D o późnej nocy m r o w i s k a

l u d u zalegają o k o l i c z n e pagórki, pod

Tamże.
Dawid,

Wspomnienia

"Łapczyński,
s. 190-191.

z podróży..., s. 24.

Z T y f l i s u pod Ararat,

"Tygodnik

Ilustrowany",

t. 14: 1866,

�KULTURA

LUDOWA GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

316

n a m i o t a m i siedzą p r z e k u p n i e różnych specjałów, kurzą się z a i m p r o w i z o w a n e p o d
gołym n i e b e m , g a r k u c h n i e , piszczą z u r n y , grzmią dajry (bębenki) mnóstwo rąk do
t a k t u klaszcze, t u i ówdzie tłum lezginkę tańcuje".

Biesiady na świeżym p o w i e t r z u były w G r u z j i j e d n y m z n a j p o p u l a r ­
niejszych sposobów spędzania wolnego czasu. Urządzano j e z okazji
świąt, uroczystości l u b częściej jeszcze bez żadnej okazji. Odbywały się
według ustalonego rytuału, obowiązywały podczas n i c h określone zasa­
dy zachowania, których przestrzegania strzegł w y b i e r a n y przez całą
kompanię starosta biesiadny (u Łapczyńskiego jus-basza).
Miały swój
repertuar pieśni i m e l o d i i . W czasach Łapczyńskiego była to r o z r y w k a
wyłącznie męska, k o b i e t y nie brały w niej udziału , podobnie zresztą
jak w większości zabaw i gier o p i s y w a n y c h przez autorów z 1 połowy
X I X w . Wymienić t u można różne rodzaje gier k o n n y c h , w s p o m i n a n y c h
przez Pietraszkiewicza i Łapczyńskiego czy też g r y i zabawy o c h a r a k ­
terze obrzędowym, związane n p . z okresem w i e l k a n o c n y m , o których
była mowa wcześniej.
61

Był to zresztą t y l k o jeden z przykładów p e w n y c h ograniczeń w s y ­
tuacji społecznej kobiet w ówczesnej G r u z j i , n a które zwrócili uwagę
Łapczyński i G r a l e w s k i . Wśród tłumów na t y f l i s k i c h u l i c a c h mało s p o t y ­
kało się wówczas kobiet. Przekupnie, roznosiciele słodyczy, obsługa
t y f l i s k i c h sklepów i jadłodajni, b y l i to wyłącznie mężczyźni. " K o b i e t y —
pisze Łapczyński — zajmują się gospodarstwem p r z y d o m o w y m ognis­
k u . " Jeśli musiały wyjść na ulicę, okrywały się od stóp do głów białą
czadrą, t w a r z j e d n a k zostawiając odkrytą. Bez t y c h okryć można je
było zobaczyć n a balkonach l u b płaskich dachach domów, gdzie spędza­
ły większość d n i a "pracą l u b zabawą zajęte".
Udział w życiu t o w a r z y s k i m , "wieczorach i balach urzędowych" brały
niekiedy k o b i e t y z wyższych w a r s t w społecznych, ale i t a m obowiązy­
wała zasada, że "mężczyźni są p a n a m i swoich żon", m i m o iż, j a k p o d ­
kreślał G r a l e w s k i , " p r a w i e n i g d y nie nadużywają tego p r a w a " «*.
O obrzędowości rodzinnej, weselnej i pogrzebowej pisał jedynie Łap­
czyński. W opisie wesela, miejskiego zresztą, w s p o m i n a o sposobie k o ­
jarzenia małżeństw, r o l i starosty weselnego, nieco więcej miejsca po­
święca p o d a n y m na weselach specjalnościom k u c h n i gruzińskiej i z w y ­
czajowi o b d a r o w y w a n i a p a n n y młodej. Opisując obrządek pogrzebowy
zwraca uwagę na powszechne wśród w s z y s t k i c h w a r s t w w y p r a w i a n i e
w y s t a w n y c h s t y p , "wymagane... przez zwyczaj nieustanne głośne l a ­
mentacje najbliższych k r e w n y c h , wychwalające p r z y m i o t y osoby zmar­
łej", dziewięciodniową żałobę po pogrzebie, w czasie której najbliżsi
k r e w n i zmarłego nie w y c h o d z i l i z d o m u .
63

11

Tamże,

s. 180; opisy b i e s i a d gruzińskich znaleźć można także u i n n y c h a u ­

torów.
82

G r a l e w s k i , Kaukaz....,

"Łapczyński,
s. 202.

Z

Ty flisu

s. 364-365.
pod Ararat,

"Tygodnik

Ilustrowany",

t. 14: 1866,

i

I
I

�&lt;• f

f¡
316

I
¡i
U
y
[\i
: •. |
!Í

P r z e d m i o t e m szczególnego zainteresowania Łapczyńskiego była g r u zińska l i t e r a t u r a ludowa, przede w s z y s t k i m zaś przysłowia.-' Znaczną
część zebranych materiałów paremiologicznych (około s t u przysłów)
opublikował w a r t y k u l e Przejazd
przez szczyty Kaukazu.
Zbierał również, chociaż w m n i e j s z y m zakresie, podania, m i t y i pieśni, których
przykłady znaleźć można w o b u jego artykułach.
Pisał także Łapczyński o muzyce, a właściwie t y l k o o gruzińskich i n ­
strumentach l u d o w y c h , gdyż sam n i e mając wykształcenia muzyczne­
go, mógł powtórzyć j e d y n i e to, co m u o muzyce gruzińskiej mówił j e ­
go wcześniej zmarły przyjaciel m u z y k L . Janiszewski. Nieco w i a d o mości na t e n temat znaleźć można
u
Butowda-Andrzejkowicza
i Pietraszkiewicza, autora sonetu Lekuri,
który w j e d n y m ze s w y c h
listów opisał też prozą taniec gruziński noszący tę właśnie nazwę.
J a k zatem widać z tego pobieżnego i niepełnego przeglądu m a t e r i a ¬
łów z 1 połowy X I X w . różnią się one od zbieranych i p u b l i k o w a n y c h
w t y m s a m y m czasie w k r a j u materiałów ludoznawczych raczej t e m a tyką, niż poziomem czy szczegółowością opisu.
Nieco inaczej przedstawia się sprawa w 2 połowie X I X w . W po~
równaniu z okresem poprzednim m n i e j da się wymienić Polaków p i szących o G r u z j i . W latach 90-tych odbył podróż drogą wojenno-gruzińską do T y f l i s u , a następnie przez Erywań, Eczmiadzin do K a r s u — W i t o l d B i e r n a c k i . Nie w i a d o m o k i m był (nie wspominają o n i m K u b a c k i
ani Reychman) a n i w j a k i m celu odbył podróż. Jego Kartki
z podróży
na Kaukaz, d r u k o w a n e w " T y g o d n i k u I l u s t r o w a n y m " * oprócz zanotowanego podobno gdzieś po drodze podania osetyjskiego, zawierają trochę
wiadomości o góralach wschodniogruzińskich, j a k można wnioskować
z tekstu, prawdopodobnie w większości zaczerpniętych z l i t e r a t u r y oraz
k i l k a ciekawszych spostrzeżeń z t y f l i s k i c h ulic. Podaje sporo wiadomośc i o h a n d l u w T y f l i s i e i Karsie, operuje d a n y m i s t a t y s t y c z n y m i . Sądząc
z pośpiechu, z j a k i m jechał, mogła to być podróż dla załatwienia j a ­
kichś interesów.
Podróżował z aparatem f o t o g r a f i c z n y m , a kilkanaście jego zdjęć,
d o b r y c h technicznie i dosyć ciekawych, i l u s t r u j e artykuł w " T y g o d n i k u " .
R o m u a l d K l o n o w s k i (1816-1871), po l i c z n y c h wędrówkach po świecie osiadł w Temir-Chan-Szura, gdzie mieszkała jego zamężna córka
i stąd robił w y c i e c z k i po Kaukazie. Swoją podróż z T e m i r - C h a n - S z u r y
przez Władykaukaz do T y f l i s u i k i l k u d n i o w y t a m p o b y t opisał w " T y ­
godniku I l u s t r o w a n y m " « .
A r t u r Leist, tłumacz l i t e r a t u r y ormiańskiej i gruzińskiej na język
polski i n i e m i e c k i , przez j e d n y c h uważany za Polaka, przez i n n y c h za
Niemca urodzonego w Polsce, mieszkał przez dłuższy czas i umarł p r a w -

:

1

\\
i
!
!'
!
i
j
|i
j:
|•
I
I
:

\]
j
j i
¡
I'
; .
j;
;
I
:
i

A N D R Z E J WOŻNIAK

i

4

W.
R. 1896.
M

Biernacki,

** R . K l o n o w s k i ,
n y " , R . 1875.

Kartki

z

Wycieczki

podróży
po

na

Kaukazie

Kaukaz,

"Tygodnik

i Gruzji,

Ilustrowany",

"Tygodnik

Ilustrowa­

�KULTURA

LUDOWA

317

GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

dopodobnie w G r u z j i . B r a k o n i m j a k i c h k o l w i e k d a n y c h biograficznych.
Pisał również swobodnie po polsku, j a k i po n i e m i e c k u . Jego
Szkice
z Gruzji są niewątpliwie jedną z najciekawszych prac o t y m k r a j u w j ę ­
zyku polskim e .
W i n c e n t y P i o t r P o d l e w s k i podróżował po Kaukazie w początkach
2 połowy X I X w . Mieszkał przez pewien czas w e Władykaukazie, P i o t r o w s k u i Temir-Chan-Szurze. W 1858 r. podróżował po zachodniej
G r u z j i . W e wspomnieniach z t e j podróży zawarł trochę wiadomości
o kulturze materialnej Imeretii « .
E d w a r d S t r u m p f (1873-1901),
botanik, absolwent u n i w e r s y t e t u
w Dorpacie, zesłany został,w r o k u 1891 na K a u k a z za udział w m a n i ­
festacji trzeciomajowej. Zebrane podczas p o b y t u na K a u k a z i e m a t e r i a ­
ły posłużyły m u później do napisania pracy doktorskiej o m o r f o l o g i i t e ­
go regionu. Znaczna część t o m u jego wspomnień z tego okresu, p t . Obra­
zy Kaukazu, poświęcona jest G r u z j i .
Spośród t y c h k i l k u w y m i e n i o n y c h z nazwisk, nieco więcej miejsca
poświęcę j e d y n i e L e i s t o w i i S t r u m p f o w i . Pozostali autorzy niewiele w n o ­
szą nowego, w porównaniu z t y m , co pisano o k u l t u r z e l u d o w e j G r u z j i
w 1 połowie stulecia.
Między książkami Leista i S t r u m p f a n i e t r u d n o znaleźć w i e l e podo­
bieństw, n a w e t w układzie treści. T r u d n i e j natomiast stwierdzić, czy są
to podobieństwa wynikające z m n i e j l u b bardziej świadomego naśladow­
n i c t w a — S t r u m p f znał doskonale książkę Leista, często się n a niego p o ­
woływał, czy też ze znajomości potrzeb czytelników i i c h zaintereso­
wań określoną tematyką. Obie książki, m i m o iż zawierają wiele i n t e r e ­
sujących etnografa materiałów, n i e są opracowaniami etnograficznymi,
choć jednocześnie w y d a j e się, że spojrzenie na kulturę ludową G r u z j i
w n i c h zawarte m a charakter bardziej s y n t e t y c z n y niż współczesne i m
opracowania dotyczące polskiej k u l t u r y l u d o w e j , nie wychodzące jesz­
cze poza r a m y m o n o g r a f i i regionalnej.
6

7

68

Leist charakteryzując gruzińskiego chłopa zwraca uwagę na jego po­
czucie godności osobistej, swobodne zachowanie i umiejętność znale­
zienia się w każdej s y t u a c j i , łatwość wysławiania się; na b r a k zasadni­
czych różnic w dziedzinie obyczaju między chłopstwem a w a r s t w a m i
wyższymi. Wyjaśnienia szuka m . i n . w układzie stosunków społecznych,
dzięki któremu znaczna część treści w k u l t u r z e l u d o w e j i szlacheckiej
(przede w s z y s t k i m zaś l i t e r a t u r a ) była wspólna: " W Gruzji... poezja nie
t y l k o l i r y c z n a , lecz i epiczna jest poniekąd l u d o w a i te same poezje, któ­
re po raz p i e r w s z y deklamowano w salonie, dziś już znane są w cha­
tach w i e j s k i c h " e".
A . L e i s t, Szkice z Gruzji, W a r s z a w a 1885.
W. P . P o d l e w s k i , Wspomnienia
z podróży
t r o w a n y " , t. 9: 1872; t. 10: 1873.
66

6 7

8 8

6 9

E . S t r u m p f , Obrazy Kaukazu.
L e i s t , op. cit., s. 99-100.

Kartki

po Kaukazie,

"Tygodnik

z podróży, W a r s z a w a 1900.

Ilus­

�318

ANDRZEJ

WOZNIAK

['
!['
U!
j i:
i*;
\ |
f i
\\\
{;
;I
!
ił
ji
j|
jjii
!
ji|

Choć L e i s t nie prowadził specjalnych studiów n a d gruzińską l i t e r a turą ludową, jego spostrzeżenia znalazły potwierdzenie w późniejszych
badaniach, a i c h wytłumaczenie, w h i s t o r i i stosunków gospodarczo-społecznych G r u z j i w X V I - X V I I I w . Całkowity n i e m a l upadek miast w t y m
okresie spowodował, że p r z y n a j m n i e j przez t r z y w i e k i gruzińska k u l t u ra e l i t a r n a była n i e m a l wyłącznie kulturą feudalnego d w o r u . Napływ
zatem n o w y c h treści do k u l t u r y chłopskiej, jeśli n i e liczyć stosunkowo
słabego oddziaływania c e r k w i prawosławnej i wpływów obcych," był
j e d n o k i e r u n k o w y . Konsekwencje tego s t a n u rzeczy były głębokie, a je¬
go ślady w k u l t u r z e l u d o w e j G r u z j i X I X w . bardzo wyraźne.
E. S t r u m p f omawiając w swoich Obrazach Kaukazu
różnice w po­
ziomie gospodarowania między poszczególnymi r e j o n a m i G r u z j i szuka
p r z y c z y n w e właściwościach c h a r a k t e r u i c h mieszkańców, te zaś wyjaśn i a wpływem k l i m a t u : mieszkańcy I m e r e t i i , będący pod wpływem k l i m a t u ciepłego i wilgotnego, nie odznaczają się zbytnią pracowitością,
stąd też n i s k i poziom gospodarowania w t y m rejonie. Mieszkańcy Ra¬
czy (południowo-zachodnia Gruzja), gdzie k l i m a t jest suchszy i chłodniejszy, słyną z pracowitości w całej G r u z j i , i t d .

11
j
j;
j;
i:
!:
j;
,|l
|;
;;
]i
\
i
j;
!;
j!'
!
I

Pewne próby wiązania, a raczej zestawiania zróżnicowania w dziedzinie warunków n a t u r a l n y c h ze zróżnicowaniem k u l t u r o w y m , miały m i e j sce już pod koniec poprzedniego okresu, przede w s z y s t k i m u B u t o w d a -Andrzejkowicza. S t r u m p f stwierdza wyraźnie, że k l i m a t oddziaływuje na
mieszkańców całych regionów, na i c h charakter, usposobienie, a co za
t y m idzie na kształt i c h k u l t u r y . Jest to niewątpliwy wpływ t e o r i i zaw a r t y c h w świeżo wówczas o p u b l i k o w a n e j Anthropogeographie
F. R a t z l a , szczególnie b l i s k i c h S t r u m p f o w i — p r z y r o d n i k o w i z wykształcen i a . Obecnie wiadomości faktograficzne zawarte w książce S t r u m p f a są
dla nas cenniejsze, niż próba i c h i n t e r p r e t a c j i . O d c z y t u j e m y ją je d ynie
j a k o świadectwo oddziaływania złożoności materiału kaukaskiego na
wyobraźnię naukową badacza.
W początkach naszego w i e k u podróże Polaków na Zakaukazie były
znacznie częstsze niż w 2 połowie X I X stulecia, a w G r u z j i istniała
już stosunkowo liczna, skupiona przede w s z y s t k i m w stolicy k r a j u ko¬
l o n i a polska. W r o k u 1901 było w T y f l i s i e ok. 5500 Polaków przeważ¬
nie lekarzy, prawników, nauczycieli, urzędników i oficerów; mniejsze
g r u p k i mieszkały w p a r u i n n y c h miastach G r u z j i . Polacy o d g r y w a l i
dość poważną rolę w życiu gospodarczym i k u l t u r a l n y m k r a j u . T a k i stan
rzeczy nie spowodował jednak wzbogacenia polskiej l i t e r a t u r y o G r u z j i
a n i pod względem ilościowym, a n i t e m a t y c z n y m . C h a r a k t e r polskich
podróży na Zakaukazie przeważnie do Azerbejdżanu (Baku) i G r u ¬
z j i — uległ już pod koniec X I X w . całkowitej zmianie. Wśród tysięcy
Polaków, którzy znaleźli się w t e j części I m p e r i u m Rosyjskiego, zesłań-

!

j'j.
;
j
i•
\'
:

7 0

7 1

'» S t r u m p f, op. cit, s. 33-34.
71

F . R a t z e l , Anthropogeographie,

t. 1-2, S t u t t g a r t 1882-1891.

�KULTURA

LUDOWA

319

GRUZJI W RELACJACH POLSKICH

cy, głównie działacze r u c h u robotniczego, s t a n o w i l i nieznaczny procent.
Niekiedy jeżdżono t a m w celach wyłącznie n a u k o w y c h czy k r a j o z n a w ­
czych, czasem n a kurację, w odwiedziny do k r e w n y c h , lecz najczęściej
w p o s z u k i w a n i u dobrze płatnej pracy.
Wśród t y c h k i l k u znanych n a m autorów, którzy poświęcili choćby
parę s t r o n k u l t u r z e G r u z j i z początków naszego stulecia, sądząc z, f r a g ­
m e n t a r y c z n y c h wiadomości biograficznych o nich, b r a k zupełnie przed­
stawicieli z dawna w G r u z j i zadomowionej, a nierzadko związanej z nią
więzami pokrewieństwa t y f l i s k i e j czy b a t u m s k i e j P o l o n i i . W G r u z j i
p r z e b y w a l i od p a r u t y g o d n i do k i l k u l a t , przeważnie jednak stosunko­
wo krótko. I c h relacje dotyczą okresu od ostatnich l a t X I X w . od r o k u
mniej więcej 1912. Mają przeważnie c h a r a k t e r wspomnień l u b diariuszy
podróżnych, w p a r u przypadkach spisanych i w y d a n y c h już po ostatniej
wojnie. Pozwala to mieć nadzieję, iż dalsze poszukiwania, szczególnie
wśród pokłosia l i c z n y c h konkursów na pamiętniki, pozwolą odnaleźć
związane z Gruzją wspomnienia i n n y c h jeszcze autorów. Te, którymi się
teraz zajmujemy, w porównaniu z materiałami z X I X w., do naszego
zasobu w i e d z y o k u l t u r z e l u d o w e j G r u z j i niewiele wnoszą nowego. Sto­
sunkowo najwięcej obserwacji dotyczących k u l t u r y , nie t y l k o zresztą
ludowej, G r u z j i zawarł w s w y c h Listach
z podróży A d a m h r . Sierakow­
s k i (1846-1912), znany podróżnik i członek l i c z n y c h t o w a r z y s t w n a u k o ­
wych. Podróżował po G r u z j i r o k u 1902 trasą od S u c h u m kale przez P o t i ,
Batum, K u t a i s do T y f l i s u . Pisał m . i n . o niektórych cechach charakte­
r u Osetynów, Abchazów, Megrelów i O r m i a n , ubiorach, stanie higieny,
oświacie l u d o w e j » .
Obszerny rozdział swoich wspomnień poświęcił p o b y t o w i w G r u z j i ,
związanemu z p r o w a d z o n y m i t a m w r o k u 1912 b a d a n i a m i geologiczny­
m i , znany geolog i propagator ochrony p r z y r o d y prof. W a l e r y Goetel
(1889-1973). Do najciekawszych materiałów z a w a r t y c h w t y m rozdziale
należą opisy zwyczajów biesiadnych w zachodniej Gruzji»».
Niewiele w i a d o m o o Wacławie Rogowiezu, który między r o k i e m
1900 a 1905 podróżował po Z a k a u k a z i u . Zafascynowany Gruzją i j e j
kulturą pozostawił t o m szkiców, wrażenia z podróży, opowiadania i poe­
zje o tematyce k a u k a s k i e j oraz tekst m i t u o A m i r a n i e «
Nieco materiałów zawierają wspomnienia pracującego n a Z a k a u k a ­
ziu inżyniera — nafciarza Tadeusza Wyganowskiego « doktora m e d y ­
c y n y M a r i a n a Łążyńskiego ™, który w r o k u 1903 odbył wycieczkę po
A . S i e r a k o w s k i , Listy
(t.) 1, W a r s z a w a (1913).
7 8

"W.

Goetel,

Pod

znakiem

z podróży.

Podróż

optymizmu.

Wspomnienia,

W. R o g o w i c z, Mozaika
kaukaska.
Impresje
róży, opowiadania,
wrażenia, W a r s z a w a 1905.
74

na Krym,

—

Kaukaz

i do

Tunisu

K r a k ó w 1976.

legiendy,

kartki

T . W y g a n o w s k i , Wspomnienia
z Kaukazu, W a r s z a w a 1907.
I" M . Ł ą ż y ń s k i , Sto lat bez mała. Wspomnienia
lekarza
z lat
W a r s z a w a 1961.

z

pod­

7 5

1869-1956,

�320

ANDRZEJ WOŹNIAK

K r y m i e i Kaukazie oraz krótki " k a u k a s k i " rozdział z ciekawego t o m u
wspomnień Z o f i i K r a u z o w e j
.
Pierwsza w o j n a światowa i zmiany na mapie politycznej
Europy
spowodowały znaczne osłabienie kontaktów P o l s k i z Gruzją i całym
Kaukazem, a dopływ n o w y c h materiałów został praktycznie przerwany.
AHflXett

B03MMK
HAPOflHAff
B

ITOJILCKHX

KyjIbTYPA

flOHECEHIDIX

rPY3HH

flO

HAHAJIA

X X B.

PesiOMe
B H C T O P H H nojn&gt;cKo-rpy3HHCKHX CHOiiieHHH M C O K H O BbifleiiHTb, HaiHHafl c Haiajia TeKymero
C T O n e T M , T P H n e p n o f l a , HeTKo o T j i m a i o m H e c a apyr O T flpyra x a p a K T e p o M S T H X cHoineHHfi, a T a x ace K O j m i e c T B O M H poflOM CBefleHHH o HapoflHOH
flOHeceiuMX
(npa

Kyio/rype T p y 3 H H , coflepacaiUHXca B noJibCKHX

no S T O H cTpaHe. LTepBbiH, caMMft paHHHft n e p n o f l , npoflOJiacaBiinriica c H a i a n a X V I I B .

(J&gt;opManMK&gt;M noflxofle — c K o m i a X V B . ) H no ABajiuaTbie roflbi X V I I I B . — n e p n o f l J T H -

iinoMaTHHecKOH fleHTejibHOCTH H p a 6 o T , CBjnaHHbix c MHCCHOHepcTBOM B r t e p c H H H B 3axaBKa3be.
K
B

3TOMy

nepHOfly

BOCXOAHT

noHeceHne

Ce$epa

MypaTOBHia

n o SHnnoMaTHHecKOH

noe3flKe

IlepcHK) n o M a p m p y r y , Beflymeivty M . n p . Mepe3 r p y 3 H K ) , nHCbMa-flOKJianw MHCCHOHepQB O T I I O B

M.

3anojibCKOro H Si. T o c T K O B C K o r o , Taxxce KacaK&gt;m,Heca rpy3HH, H n e p B o e nojibCKoe H C T O P H K O -

-3THorpa4&gt;HHecKoe

onncaHHe

T p y 3 H H — pa3flen

De

Georgianis

H3 npoH3Be£eHHfl

nojibCKoro

MHCCHOHepa H yneHoro He3yHTa c m a T . i L KpycHHbCKoro Tragica vertentis belli Persici historia
(1740), nCpCBCflCHHOrO I I O H T H Ha BCC CBpOnCHCKHC $T3bIKH.
B o B T O P O H nepHOfl, H a i m a a co BToporo jrecaTKa J K T X I X B . H n o 60-70-bie roflbi, a 3HaiHT,
B n e p n o f l , x o r f l a riojibuia 6bina jiHineHa He3aBHCHMoro r o c y f l a p c T B e H H o r o cymecTBOBaHHa, a 3 H a •urrejibHaa H&amp;ctb ee T C P P H T O P H H B X O f l M a , nofloSHo TOMy KaK 6biJio H B I p y 3 H H B c o c T a B p y c c K o i i
HMnepjm,

rjiaBHyio

pojib H r p a j r a

nojnrnwecKHe

ccbuibHbie.

cocTaBjiaBiiiHM HHTejuieKTyaJibHyio a t o n y T o r a a n i H e r o
6onbinHM

IHCJIOM

AOHeceHHft

o HapoflHOH

HjvteHHo

STHM

jnoflaM,

3aiacTyio

n o n t C K o r o o 6 m e c T B a , M M o6a3aHH H U H m HHX

KyjibType I p y 3 H H . K caMbiM HHTepecHbiM

npHHa/yiexaT pa6oTbi K . JIaniHHbCKoro, Si. 3aJi3HCKoro, M . ByTOBfla-AHflKeKKOBHia, M .

rpa-

neBCKoro a X . ^BopcKoro, I I P H T O M n e p e i e H b aBTopoB, 3aHHMaioiirHxca 3Toit TeMaTHKoii, r o p a 3 f l o
/iJiHHee.
B TpeTHii nepHOA ( c KOHiia X I X B . no I MHpoBoit B O H H M ) nonaKH eme HHorAa
B T p y 3 H H KaK noJiHTHiecKHe ccwjibHwe, H O no 6 o J i b m e i i n a c T H S T O 6buiH yace juma,
u r a e c a T y a a B n o n c K a x p a 6 o T w H j r y n i i H x MaTepHanbHbix

nonaaaimcb
HanpaBjMB-

ycJioBHit, a Taxace jniua, n y T e m e c T B y w -

niHe c T o p r o B b i M n ijeJiaMH H J I H n p o c T O TypHCTw. n o cpaBHeHHio c npeflbiayiuHM nepnoflOM K O n H i e c T B O noJiaKOB, 3anHCbiBaK&gt;iirHx C B O H HapoflOBeflHecKHe
XOTB B

Ha6jiK&gt;neHHa, 3HaHHTejibHO

MeHbine,

T p y 3 H H , H npeawe B c e r o B TafynHce, c y m e c T B O B a n a yace flOBOJibHO MHoro&lt;iHCjieHHaa

CKaa KOJioHHa. KpoMe 3 . IflTpyMncfca, B i n c n e ocTaJibHbrx a r o p o B

ccwjibHbtx

He 6 M J I O .

nonbQnm,

KaK HanpHMep B . E e p H a u K H , npeSbiBajm T a M n o KaKHM-To aenaM, flpyrae, KaK HH«ceHep-He4&gt;TaHHK

T . BbiraHOBCKH, HCKanH x o p o n i o oiuiaiHBaeMyio p a 6 o T y , H J I H ace, x a x rpacj) A . C e p a x o B C K H

— ^jopoacHbie
ToraauiHHx
n05KaJIVH

Bne^aTJieHHa, a HeKOTopwe (Hanp. T o e T e j i b ) BejiH HayHHbie HccjieiioBaHHa. Cpe^iH

flOHeceraH

o I p y 3 H H 6 o r a T C T B o M c o f l e p a c a m n x c a B H H X M a T e p n a j i o B , a npeame B c e r o ,

HaiTDaBJICHHOCTfclO noCMOTDCTt C H H T C T H H 6 C K H Ha HaOOIIHVIO KyjlbTyDV X DV3HH

HaiOTCH KHHrn A . JleHCTa H 3 . UlTpyMn&lt;J)a. TpyAW Jjpyrnx aBTopoB (Hanp. B . ToeTejia, B. P o roBHHa

A

DCCHtlH

]VtaXCT5waJI

HaimcaHo
7 7

zowa

Z.

CcpaKOBCKoro H Apyrax) X O T H O H H HHorAa H npeACTaBJiaioT C O 6 O H A O B O J U &gt; H O H H T C o

OIIH&amp;1CO B H O C S T

napo/molt

Ky^ype

K r a u z owa,

ur. w

Rzeki

M 3 J T O H O B O r O ITO C O &amp; B H C H U F O C XCrVl

r

P y 3

HH.

mojego

1894 w K i j o w i e , zmarła w

*IXO V^CC H O S T O r O 6 b I J I O

'
życia. Wspomnienia,
1976 r.).

Kraków

1979 (Z.

Krau-

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9606" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9584">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/06ed27dbe7a8dfebd276679ae478f90e.pdf</src>
        <authentication>262d70a6d29f89edbb86d52ec7ad0137</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114376">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1090</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114377">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114378">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114379">
                <text>Kultura ludowa Peru. Jej treść, formy i interpretacje / ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114380">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1, s.153-172</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114381">
                <text>Posern-Zieliński, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114382">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114383">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114384">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114385">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114386">
                <text>„Etnografia

Polska",

t.

XXVII,

z. 1

I S S N 0071-1861

Część
ALEKSANDER

II

POSERN-ZIELIŃSKI

K U L T U R A L U D O W A PERU.
J E J TREŚĆ, F O R M Y I I N T E R P R E T A C J E
W programie n a u k o w y m Polskiej W y p r a w y N a u k o w e j w A n d y , która
działała w P e r u w 1978 r., obok studiów archeologicznych i etnohistor y c z n y c h ważne miejsce zajmowały badania etnograficzne n a d kulturą
ludową, którą analizowano przez p r y z m a t k i l k u a n d y j s k i c h społecznoś­
ci l o k a l n y c h . Ze względu na odmienność etniczno-historycznego k o n t e k s t u
k u l t u r a l u d o w a w Peru, w t y m j e j miejsce w k u l t u r z e ogólnonarodowej,
różni się w sposób i s t o t n y od t y c h f o r m , z którymi najczęściej stykają
się europejscy etnografowie. Dlatego też w t o k u studiów p r z y g o t o w a w ­
czych do badań w P e r u , w trakcie badań terenowych, j a k i w fazie póź­
niejszych prac a n a l i t y c z n y c h , rodziło się szereg problemów i k w e s t i i
ogólniejszej n a t u r y , głównie związanych z charakterem peruwiańskiej
k u l t u r y l u d o w e j , z j e j pochodzeniem i zróżnicowaniem, miejscem tej k u l ­
t u r y w panoramie c y w i l i z a c y j n e j k r a j u , j a k i z a l t e r n a t y w n y m i sposo­
b a m i j e j e t i o l o g i c z n e j i n t e r p r e t a c j i . Na niektóre z t y c h pytań próbuje
odpowiedzieć n i n i e j s z y artykuł. Jego autor jest jednak w pełni świa­
domy, iż zawarte w n i m propozycje posiadają charakter d y s k u s y j n y ,
są b o w i e m w y r a z e m oglądu peruwiańskiej rzeczywistości z europejskiej
p e r s p e k t y w y , wzbogaconej osobistymi doświadczeniami b a d a w c z y m i na
terenie P e r u , znajomością d o r o b k u peruwiańskiej etnologii oraz d y s k u s j a ­
m i z u c z o n y m i peruwiańskimi.
Współczesne społeczeństwo peruwiańskie j a k o twór złożonej h i s t o r i i
andyjskiej części A m e r y k i Południowej charakteryzuje się k u l t u r o w y m
p l u r a l i z m e m odzwierciedlającym podział k r a j u i jego mieszkańców na
odrębne strefy geograficzne, środowiska etniczno-językowe oraz k l a s y
i w a r s t w y społeczne. Podziały te — analizując sytuację na sposób ideal i z a c y j n y — pokrywają się często ze sobą, uzupełniają i wzajemnie
wzmacniają, tworząc t r z y wyraźnie różniące się od siebie obszary h i s t o r y c z n o - k u l t u r o w e , każdy o odmiennej specyfice, t r a f n i e określanej przez
współczesnego t e o r e t y k a peruwiańskiej k u l t u r y — A. Salazar B o n d y —
j a k o " p o m o r s k i o k c y d e n t a l i z m " (occidentalidad
costeña), "góralska i n diańskość" (indianidad serrana) i " r e g i o n a l i z m puszczański"
(regionalismo

�154

ALEKSANDER

POSERN-ZIELIÑSKI

selvático) i . T e r m i n y te odwołują się z jednej s t r o n y do naturalnego po­
działu k r a j u na wąski pas pustynnego wybrzeża, czyli t z w . costę, na sze­
roką strefę andyjskiej K o r d y l i e r y , czyli sierrę, wreszcie na ogromne
obszary t r o p i k a l n e j dżungli porastającej peruwiańską Amazonię — czy­
l i selvę. Z d r u g i e j j e d n a k s t r o n y akcentują one europejski, głównie ibe­
r y j s k i charakter wybrzeża, indiański p r o f i l etniczny terenów górskich
oraz kolonizacyjną specyfikę terenów dżungli p r z y zanikającej t a m r o l i
elementu autochtonicznego. P r o b l e m odrębności k u l t u r o w e j obszarów
selvy p o m i n i e m y w naszych dalszych rozważaniach d l a p r o s t o t y obrazu
oraz ze względu na drugorzędne znaczenie zachodzących t a m procesów
dla kształtowania się głównego n u r t u współczesnej k u l t u r y P e r u .
Costa, którą zamieszkuje ok. 2/5 w s z y s t k i c h mieszkańców P e r u , to
świat dużych miast, portów, r y b a c k i c h miasteczek, osiedli rzemieślniczych,
sadów i w i e l k i c h p l a n t a c j i oraz dobrej k o m u n i k a c j i . Dominującym ży­
wiołem e t n i c z n y m są t a m hiszpanojęzyczni Peruwiańczycy r e k r u t u ­
jący się z różnorodnych g r u p i w a r s t w . Wśród n i c h znajdują się Kreole,
M u r z y n i , M e t y s i , p o t o m k o w i e I n d i a n oraz p r z y b y l i z gór indiańscy wieś­
niacy poszukujący lepszych warunków egzystencji, a także i m i g r a n c i
azjatyckiego i europejskiego pochodzenia. S p o i w e m łączącym tę ludzką
zbiorowość regionalną jest obok języka wspólnota podobnych wartości
i wzorów k u l t u r y , wywodzących się w przeważającej mierze z obszaru
Półwyspu Iberyjskiego. Dziś mają one wyraźny kształt narodowy, p e r u ­
wiański i choć znaleźć w n i c h można pewne elementy indiańskiego po­
chodzenia, to j e d n a k w stosunku do poddanych procesowi l a t y n o a m e r y k a n i z a c j i treści europejskich posiadają one drugorzędne znaczenie.
Podobnie j a k w w i e l u k r a j a c h Starego Świata, o d p o w i e d n i k i e m k l a ­
sowej s t r a t y f i k a c j i i środowiskowego zróżnicowania stał się na w y b r z e ­
żu P e r u podział n a — wielką narodową tradycję o charakterze bardziej
e l i t a r n y m i małą tradycję kultywowaną wśród uboższych w a r s t w m i e j ­
s k i c h i ludności w i e j s k i e j . Tę właśnie małą tradycję, w r e d f i e l d o w s k i m sen­
sie tego słowa, określa się m i a n e m " k u l t u r y l u d o w e j wybrzeża"
(cultu­
ra popular costeña), przeciwstawiając ją " l u d o w e j k u l t u r z e a n d y j s k i e j "
( c u l t u r a popular andina). W t e n sposób zaakcentowany d u a l i z m k u l t u r
l u d o w y c h jest j e d n y m z najbardziej c h a r a k t e r y s t y c z n y c h rysów współ­
czesnej rzeczywistości k u l t u r o w e j P e r u .
Głównym terenem występowania andyjskiej k u l t u r y l u d o w e j jest
oczywiście obszar sierry, choć współczesne fale m i g r a c y j n e przenoszące
nadwyżki ludności w i e j s k i e j z górskich p r o w i n c j i k u m i a s t o m wybrzeża
i śródleśnym osadom M o n t a n i i , rozpowszechniają niektóre elementy t e j
t r a d y c j i na cały k r a j . Górskie obszary P e r u zamieszkuje ok. połowa
w s z y s t k i c h mieszkańców tego k r a j u , p r z y czym zdecydowana większość
A. S a l a z a r
B o n o , y, La cultura
y otros, Perú problema,
L i m a 1968, s. 61-62.
1

de

la dominación,

[w:]

J. Matos

Mar

�KULTURA LUDOWA PERU

155

tej ludności to keczuańsko- czy aj marsko języczna (jak na południu k r a ­
ju) populacja w i e j s k a indiańskiego pochodzenia, posługująca się równo­
legle językiem hiszpańskim j a k o niezbędnym środkiem k o n t a k t u ze
społeczeństwem n a r o d o w y m . O s t o p n i u indiańskości tego obszaru świad­
czyć mogą następujące dane. Jeśli w s k a l i całego k r a j u ludność indiań­
ska obliczana jest na ok. 50°/o, to w t a k i c h departamentach górskich, j a k
Cuzco, Puno czy Ancash populacja tubylcza sięga 8 0 - 9 0 % w s z y s t k i c h
mieszkańców . D o d a j m y do tego, iż poważny procent pozostałej p o p u ­
l a c j i s i e r r y tworzą M e t y s i , którzy jednak pod względem k u l t u r o w y m
są często bardziej zindianizowani, aniżeli poddani a k u l t u r a c j i .
Zastanówmy się teraz n a d składem andyjskiej k u l t u r y ludowej i et­
n i c z n y m c h a r a k t e r e m treści wchodzących w j e j obręb. Jest to p r o b l e m
o t y l e ważny, iż j e d n i widzą w niej n i e m a l czystą indiańską tradycję
kulturową zachowaną w r e l i k t o w e j postaci od czasów p r e k o l o n i a l n y c h ,
drudzy uważają ją za s y n k r e t y c z n y wytwór będący syntezą indiańskiej
oraz i b e r y j s k i e j t r a d y c j i , jeszcze i n n i zaś skłonni są interpretować tę
kulturę wyłącznie w kategoriach k l a s o w y c h wskazując, iż m a m y do czy­
n i e n i a po p r o s t u z kulturą peruwiańskiego chłopstwa. Rodzi się zatem
w t e j s y t u a c j i pytanie, która z t y c h o p i n i i jest najbliższa p r a w d y , jeśli
pierwsza w sposób e w i d e n t n y n i e docenia w i e l o w i e k o w e g o procesu
a k u l t u r a c j i , d r u g a lekceważy widoczną trwałość treści indiańskiego po­
chodzenia, a trzecia słusznie podkreślając związek t e j k u l t u r y z w i e j ­
s k i m sposobem życia i sytuacją ekonomiczną chłopstwa i g n o r u j e j e j róż­
norodne historyczne korzenie. Rozstrzygnięcie t y c h k w e s t i i nie należy
b y n a j m n i e j do łatwych, dlatego też nie doczekały się one, j a k dotąd
satysfakcjonującego wyjaśnienia. Jedną z możliwych do przyjęcia i n t e r ­
p r e t a c j i może być zawarta w t y m a r t y k u l e propozycja łącząca w p e w n y m
sensie elementy w s z y s t k i c h trzech przedstawionych wyżej podejść.
2

Jest f a k t e m niezaprzeczalnym, iż na obszarach peruwiańskiej s i e r r y
nie m a m y dziś do czynienia z czystą kulturą indiańską. O d m o m e n t u
pierwszego k o n t a k t u z hiszpańskimi zdobywcami i k a t o l i c k i m i misjona­
r z a m i podlegała ona znacznym zmianom, które posiadają charakter ciąg­
ły, dawne b o w i e m kolonialne naciski na kulturę tubylczej ludności za­
stąpione zostały w e współczesnych czasach oddziaływaniem poddanych
p e r u w i a n i z a c j i wzorów europejskich i północnoamerykańskich współtwo­
rzących m i e j s k i s t y l życia i kulturę dnia codziennego. Stąd też wiele
elementów, które n a pozór wydają się być t y p o w y m i dla indiańskiej
k u l t u r y , po bliższym rozeznaniu okazują się pochodzenia obcego ». Inne
posiadają charakter n o w a t o r s k i , a u t o i n n o w a c y j n y , a zarazem hybrydałny,
łączą b o w i e m w z o r y p r e k o l u m b i j s k i e z hiszpańskimi tworząc nową j a ­
kość.
2

E. G. P a w i o w a ,

[w:] Kultura

Peru,

Tierritorialnyj

Moskwa

aspekt

razwitija

nacjonalnoj

1975, s. 118.

* L . I b é r i c o M a s , Desarrollo

de la comunidad,

b.r. i m.w., s. 34.

kultury

Peru,

�156

ALEKSANDER

POSERN-ZIELIŃSKI

M i m o t y c h w s z y s t k i c h procesów poważne miejsce w t e j k u l t u r z e zaj­
m u j e indiańskie, andyjskie dziedzictwo k u l t u r o w e , które — dzięki
względnej izolacji w i e l u regionów górskich od reszty k r a j u i m a t e r i a l no-ekologicznym w a r u n k o m życia ludności w i e j s k i e j n i e odbiegającym
w i e l e od t y c h z d a w n y c h stuleci — przetrwało w niewiele zmienionej
postaci. Treści tego dziedzictwa szczególnie wyraźnie widoczne są w f i ­
lozofii życia indiańskich chłopów, w i c h wierzeniach, gospodarce w i e j ­
skiej i f o r m a c h społecznej organizacji n a szczeblu l o k a l n y m . Obecność
tego dziedzictwa dała asumpt do powstania t e o r i i o d u a l i s t y c z n y m cha­
rakterze a n d v i s k i e i k u l t u r v l u d o w e i w którei w zgodnei symbiozie
współegzystuia dwie odrębne sfery k u l t u r o w e j rzeczywistości Z iednei
strony sfera genetycznie indiańskiej t r a d y c i i z d r u g i e j zaś sfera f a k ­
tycznej indiańskiej t r a d y c j i złożone z wzorów zapożyczonych i treści
synkretycznych.
D u a l i z m t e n dostrzeżono szczególnie wyraźnie w wierzeniach i r y t u a ­
łach, w których koegzystują treści i f o r m y chrześcijańskie z elementami
r e l i g i i andyjskiej. To współwystępowanie różnych sfer k u l t u r o w e j rze­
czywistości (tubylczej, synkretycznej i europejskiej) wskazuje n a m w y ­
raźnie, iż andyjska k u l t u r a l u d o w a n i e jest zwykłą indiańską kulturą
poddaną procesowi a k u l t u r a c j i , ale t w o r e m znacznie bardziej złożonym —
bo w i e l o w a r s t w o w y m . Ta wielowarstwowość i pewna utrzymująca się
nadal autonomiczność sfery indiańskiej t r a d y c j i genetycznej s t a n o w i
cechę specyficzną t e j m u t a c j i andyjskiej k u l t u r y l u d o w e j , którą nazwać
można kulturą ludową andyjskich I n d i a n , czy bardziej precyzyjnie l u ­
dową kulturą indiańskiego chłopstwa andyjskiego.
Drugą mutacją andyjskiej k u l t u r y l u d o w e j jest l u d o w a k u l t u r a m e tyska (cultura
mestiza),
której w y b i t n y m badaczem był słynny, n i e ­
żyjący już dziś f o l k l o r y s t a , etnolog i pisarz, znany także p o l s k i e m u czy­
t e l n i k o w i — Jose M a r i a Arguedas. Kulturę tę określił o n jako metyską
nie t y l k o dlatego, iż spotkać ją można głównie w środowiskach indiańsko-europejskich mieszańców, ale przede w s z y s t k i m dlatego, że s t a n o w i
ona twórczą syntezę indiańskiej i hiszpańskiej t r a d y c j i . Stąd też dużym
uproszczeniem byłoby t r a k t o w a n i e tej s u b k u l t u r y andyjskiej jako rze­
czywistości ograniczonei czy typowe i wyłącznie dla biologicznych M e t y sów. W istocie j e j nosicielami i twórcami są również niektóre bardziej
r u c h l i w e sDołeczności indiańskie szczególnie t a m gdzie oroces t z w "czol i f i k a c i i " (cholificación)*
czyli a k u l t u r a c j i zbliżającej k u k u l t u r z e M e t y sów ludność tubylczą , bez rasowego krzyżowania się, jest najbardziej
zaawansowany .
5

T e r m i n u t w o r z o n y od słowa cholo, którym określa się I n d i a n i n a
go się w kręgu wartości k u l t u r y n a r o d o w e j .
4

P. L . V a n d e l B e r g h e , El uso de términos étnicos
ciencias
sociales del Perú, " A l l p a n c h i s " , t. 5: 1973, s. 11.
6

en

obracające­

la literatura

de

�KULTURA LUDOWA PERU

157

Jest kwestią niezaprzeczalną, iż obie te mutacje andyjskiej k u l t u r y
l u d o w e j są bardzo bliskie siebie i że w w i e l u k o n k r e t n y c h przypadkach
ścisła decyzja k l a s y f i k a c y j n a byłaby niemożliwa. Jest również f a k t e m
niewątpliwym, iż w i n n y c h w y p a d k a c h z całą precyzją można określić
kulturową proweniencję poszczególnych środowisk andyjskich. W y n i k a
to po p r o s t u z pośredniego c h a r a k t e r u k u l t u r y m e t y s k i e j mieszczącej się
gdzieś w środku c o n t i n u u m zawartego między ludową kulturą indiań­
skiego chłopstwa a współczesną peruwiańską kulturą ośrodków p r z e m y ­
słowych i miast wybrzeża.
Cechami wspólnymi dla o b u t y c h m u t a c j i są bez wątpienia po p i e r w ­
sze — tożsamość indiańskiego podłoża k u l t u r o w e g o , z którego oba te
n u r t y wyrastają, i po drugie — s y n k r e t y c z n y , choć w n i e j e d n a k o w y m
s t o p n i u , charakter obu t y c h t r a d y c j i . Bardziej istotne są jednak dla nas
różnice. Po pierwsze — jest to odmienność środowiska społeczno-ekono¬
micznego o b u t y c h f o r m ludowej k u l t u r y andyjskiej. Jedna z n i c h (ta
chłopska) i n t e g r a l n i e związana jest z wiejską ludnością pracującą na
r o l i , przede w s z y s t k i m ze społecznościami t y p u wspólnotowego, d r u g a
natomiast upowszechnia się głównie w strefie pośredniej między rolniczą
wsią a a n d y j s k i m miastem, obejmując ludność nierolniczą l u b społecz­
ności w i e j s k i e utrzymujące się głównie z pozarolniczej działalności p r o ­
d u k c y j n e j . Wymienić t u można mieszkańców małych osad górskich,
przedmieść i s a t e l i t a r n y c h osiedli wokół większych ośrodków m i e j s k i c h
(np. Huancayo, Huaras, Ayacucho, Cuzco, Puno), a także górników, d r o b ­
n y c h kupców i h a n d l a r z y czy wreszcie członków rzemieślniczych w i e j ­
s k i c h k o o p e r a t y w wyspecjalizowanych w p r o d u k c j i wyrobów rękodzieła
użytkowego (przeznaczonych na wewnętrzny r y n e k andyjski) oraz s z t u ­
k i l u d o w e j (arte popular)
i wyrastającej z niej tzw. "artesanía", c z y l i
pseudosztuki l u d o w e j o walorach pamiątkarsko-turystycznych ( k i e r o w a ­
nej na r y n e k n a r o d o w y i dla odbiorców zagranicznych) «.
Drugą ważną różnicą jest wewnętrzna s t r u k t u r a o b u t y c h andyjskich
s u b k u l t u r . W k u l t u r z e metyskiej ze względu na w y s o k i stopień j e j a k u l t u r a c j i nie o d n a j d u j e m y charakterystycznego
dla k u l t u r y indiańskich
chłopów a n d y j s k i c h — d u a l i z m u rozgraniczającego sferę genetycznie t u ­
b y l c z y c h t r a d y c j i od treści s y n k r e t y c z n y c h i zapożyczonych. Jest ona
w całości kulturową hybrydą i nie m a w n i e j miejsca n a autonomiczne
obszary, utrzymujące m i m o a k u l t u r a c y j n y c h nacisków duży stopień w i e r ­
ności p r e k o l u m b i j s k i m t r a d y c j o m . Trzecią cechą t e j k u l t u r y jest j e j ela­
styczność w w y k o r z y s t y w a n i u różnorodnych impulsów i t r a d y c j i oraz
j e j zdolności adaptacyjne do zmieniających się warunków życia i s y t u a ­
cji rynkowej
Dzięki t y m właśnie zdolnościom k u l t u r a metyska w y k o 7

6

A.

C a s trillen,

Arte

popular

o artesanía?,

"Historia

y

Cultura",

t. 10:

1976-1977, s . 15-21.
7

J . M. A r g u e d a s ,

l
I

El arte

popular

d e l M u s e o N a c i o n a l " , t. 27: 1958, s . 160-161.

religioso

y la cultura

mestiza,

"Revista
¡

I
i

�158

:

s

;

|
j

i
I
is
Ii :
1

II
! i
I
I
|
|]
!
!
i
].
;
I i
li
¡1
:

II
F-

i!

ALEKSANDER

POSERN-Z1ELIŃSKI

rzystuje w a l o r y indiańskiej t r a d y c j i , przetwarza te treści i wprowadza
je do ogólnonarodowej k u l t u r y . Jest rzeczą niewątpliwą, iż andyjska k u l ­
t u r a metyska poddawana jest silnej f o l k l o r y z a c j i i komercjalizacji, na
s k u t e k której niezorientowany głębiej obserwator może dojść do m y l n e ¬
go w n i o s k u , iż k u l t u r a ta posiada w większym s t o p n i u autentycznie i n ­
diański charakter, aniżeli rzeczywista ludowa k u l t u r a a n d y j s k i c h wieśniaków.
L u d o w a k u l t u r a andyjska zarówno w swej chłopsko-indiańskiej, j a k
i m e t y s k i e j m u t a c j i występuje w P e r u w l i c z n y c h r e g i o n a l n y c h o d m i a ­
nach. Na pierwszy r z u t oka zróżnicowanie to widoczne jest w f o r m a c h
b u d o w n i c t w a wiejskiego, strojach l u d o w y c h , f o r m a c h wytwórczości rze­
mieślniczej. Bliższa analiza wskazuje n a podobne różnice w wyobraże­
n i a c h magiczno-religijnych, folklorze, upodobaniach estetycznych, m u ­
zyce, w organizacji społecznej oraz w w i e l u dziedzinach k u l t u r y m a t e r i a l n e j . P r z y c z y n y t y c h zróżnicowań są dosyć złożone, a składają się n a
nie: po pierwsze — w a r u n k i wysokogórskiego środowiska geograficzne­
go, stwarzające n a t u r a l n e b a r i e r y kontaktów między poszczególnymi d o ­
l i n a m i będącymi w istocie m i k r o r e g i o n a m i e t n o g r a f i c z n y m i , po drugie —
trwałość ciążącego na współczesności zróżnicowanego regionalnie p r e k o l u m b i j s k i e g o podłoża k u l t u r o w e g o , po trzecie — odmienność l o k a l n e j
s p e c y f i k i historycznej kolonialnego okresu (nowe podziały a d m i n i s t r a ­
cyjne, wymuszone z m i a n y ekonomiczne, oddziaływanie zakonów etc.)
i wreszcie po czwarte — różnicujący kulturę ludową wpływ ośrodków
m i e j s k i c h i przemysłowych.
Charakterystyczną cechą współczesnej l u d o w e j wytwórczości
rze­
mieślniczej w P e r u jest również daleko posunięta specjalizacja m i k r o r e gionalna prowadząca w konsekwencji do zacierania się d a w n y c h różnic
między poszczególnymi obszarami etnograficznymi, w i d o c z n y c h w k u l t u ¬
rze m a t e r i a l n e j . Proces t e n pogłębiają migracje ludności w i e j s k i e j do
ośrodków miejsko-przemysłowych i upowszechnianie się wzorów współczesnej k u l t u r y i n d u s t r i a l n e j . P r z e j a w e m t e j specjalizacji m i k r o r e g i o n a l nej popieranej współcześnie przez agendy rządowe i organizacje społeczne, widzące w niej ważny c z y n n i k gospodarczego ożywienia zacofa¬
n y c h r o l n i c z y c h obszarów, są wsie skupiające l u d o w y c h wytwórców pro¬
dukujących rękodzieła ściśle określonego rodzaju. Przykładem wcale nie
odosobnionym może być dolina r z e k i Mantaro, gdzie spotkać można osa¬
d y producentów srebrnej f i l i g r a n o w e j biżuterii, butów, kapeluszy, sa¬
modziałowych materiałów, strojów l u d o w y c h , poncho, naczyń, wyrobów
z d r e w n a zdobionych t y k w instrumentów m u z y c z n y c h i t p W y t w o r y
te sprzedawane są następnie za pośrednictwem wędrownych h a n d l a r z y
i
cześciei na t z w ferias c z v l i i a r m a r k a c h obslusuiacvch nieraz
mieszkańców odległych nawet okolic ub też na t z w . mercados
indios,
c z v l i tarsach indiańskich nastawionych na kraioweeo i zaeraniczneeo t u ¬
rystę. Tą drogą następuje znaczna uniformizacja k u l t u r y [udowej coraz
U

D

�KULTURA LUDOWA PERU

159

częściej b o w i e m upowszechniają się w z o r y t k a n i n czy ozdób p r o p o n o w a ­
ne przez najbardziej prężne ośrodki wytwórcze.
Działalność t y c h ośrodków wywołuje trojakiego rodzaju s k u t k i w i ­
doczne we współczesnej k u l t u r z e Peru. Po pierwsze jest to wspomniana
wyżej u n i f i k a c j a andyjskiej k u l l t u r y l u d o w e j likwidująca zróżnicowania
regionalne, po drugie — j e j s e l e k t y w n a n o b i l i t a c j a polegająca na w p r o ­
wadzaniu w y b r a n y c h i przetworzonych elementów do obiegu ogólnonaro­
dowego, po trzecie — j e j komercjalizacja powodująca powstawanie w y ­
tworów pseudoludowych,
pseudoindiańskich
i
pseudoartystycznych.
Wszystko to razem wziąwszy, a więc nobilitacja narodowa k u l t u r y l u d o ­
w e j , nadanie wytwórczości rękodzielniczej bardziej zorganizowanych f o r m
(np. powstanie spółdzielni artystów ludowych) oraz atrakcyjność r y n k o w o - t u r y s t y c z n a t y c h wyrobów sprawiły, że podlega ona coraz większej
standaryzacji, zatraca stopniowo swe i n d y w i d u a l n e piętno i przekształca
się często w k i c z o w a t y przemysł pamiątkarski.
Te p r z e m i a n y sprawiły, iż w Peru, podobnie j a k i w Polsce, toczą
się spory n a d definicją s z t u k i l u d o w e j , która coraz to bardziej zmienia
swe oblicze. Obecnie pokusić się można o wyróżnienie co n a j m n i e j pię­
ciu podstawowych rodzajów wytwórczości artystycznej (ludowej), jeśli
weźmiemy pod uwagę j e j związek ze środowiskiem a n d y j s k i m i j e j t r a ­
d y c j a m i oraz przeznaczenie. P i e r w s z y m z nich jest p r o d u k c j a wytworów
t y p o w o użytkowych przeznaczonych przede w s z y s t k i m na zaspokojenie
potrzeb gospodarczych, społecznych, r e l i g i j n y c h i estetycznych mieszkań­
ców a n d y j s k i c h w s i i osad. Są to więc stroje ludowe, t k a n i n y , krzyże,
akcesoria niezbędne w czasie fiesty, m a s k i karnawałowe, narzędzia p r a ­
cy, sprzęty gospodarstwa domowego. D r u g i n u r t t w o r z y p r o d u k c j a w y ­
tworów znajdujących nabywców zarówno wśród ludności miejscowej,
j a k i u turystów. D o t y c z y to n p . niektórych rodzajów c e r a m i k i , t k a ­
n i n , instrumentów muzycznych, ozdób. Do n u r t u trzeciego zaliczyć moż­
na artystyczną wytwórczość lokalną, która choć zatraca p o w o l i swe f u n k ­
cjonalne związki z miejscową kulturą, to zachowuje j e d n a k w y s o k i p o ­
ziom i przestrzega w ogólnym zarysie ciągłości t r a d y c y j n y c h f o r m , choć
straciła ona co n a j m n i e j od pół w i e k u swą funkcję użytkową czy m a giczno-religijną. Przykładem służyć mogą przenośne k a p l i c z k i o f o r m a c h
tryptyków, c z y l i t z w . retablos, zdobione t y k w y maté, ozdobna ceramika
zoomorficzna, czy też n i e w i e l k i e f i g u r k i rzeźbione w miękkim k a m i e ­
n i u . N u r t c z w a r t y t w o r z y p r o d u k c j a przeznaczona wyłącznie dla n i e ­
z o r i e n t o w a n y c h turystów, którzy w przekonaniu, iż n a b y l i t y p o w e w y ­
t w o r y indiańskiego rękodzieła opuszczają P e r u z k i c z o w a t y m i pamiątka­
m i w r o d z a i u f u t r z a n y c h m a k a t e k z w i z e r u n k a m i l a m y cziy też nie¬
starannie w y k o n a n y c h t k a n i n p o k r y t y c h p s e u d o l u d o w y m i w z o r a m i
Wreszcie należy wspomnieć o odrębnej specjalizacji w przemyśle pseud o l u d o w y m która iest wytwórczość k o p i i p r e k o l u m b i j s k i c h naczyń i rzeźb
(huacos), oraz o p r o d u k c j i najrozmaitszych przedmiotów od cygarniczek

�ALEKSANDER

160

POSERN-ZIELIÑSKI

do m e b l i , zdobionych m o t y w a m i zapożyczonymi ze znanych archeolo­
gicznych zabytków s z t u k i starożytnego Peru. Do szczególnie często sto­
sowanych należą w i z e r u n k i rytualnego noża turni, reliefy ze s t e l l i R a i mondiego, czy też płaskorzeźby z B r a m y Słońca w Tiahuanaco.
Reasumując, pod pojęciem s z t u k i l u d o w e j (arte popular) odnajduje­
m y w Peru t r z y zasadnicze n u r t y , a mianowicie: po pierwsze — a u t e n ­
tyczną ludową wytwórczość o a r t y s t y c z n y c h znamionach, zaspokajającą
potrzeby ludności andyjskiej, po drugie — wyrastającą z t e j wytwórczo­
ści artesanía, czyli coraz bardziej seryjną produkcję
artystyczno-rzemieślniczą przeznaczoną na r y n e k pozaandyjski, w którym walczą jesz­
cze ze sobą przywiązanie do d a w n y c h wzorów oraz i n d y w i d u a l i z m a r t y ­
stycznego w y r a z u ze schlebianiem n i e w y b r e d n y m gustom mieszczań­
s k i c h odbiorców i masowością p r o d u k c j i i d e n t y c z n y c h f o r m . Po t r z e ­
cie — pod sztukę ludową podszywa się całkowicie skomercjalizowana
p r o d u k c j a i m i t a c j i , falsyfikatów i pamiątek pozbawionych j a k i c h k o l w i e k
walorów estetycznych .
8

Podobnie j a k i w Polsce dość często stosowanym w P e r u t e r m i n e m
jest — t r a d y c y j n a k u l t u r a l u d o w a (cultura
popular
tradicional),
przy
c z y m do określenia tego podchodzi się w sposób czysto i n t u i c y j n y . Do
najpowszechniejszych należy opinia, iż tradycyjną kulturę ludową t w o ­
r z y sztuka i m u z y k a ludowa, tańce, obrzędy, zwyczaje i l i t e r a t u r a ustna,
a więc szeroko pojęty f o l k l o r . Tematyczne zawężenie t e j i n t e r p r e t a c j i ,
p r z y b r a k u r e f l e k s j i co do i s t o t y tradycyjności czy też nietradycyjności
poszczególnych f o r m f o l k l o r u andyjskiego, jest t a k oczywiste, iż nie ma
potrzeby r o z w i j a n i a t u k r y t y k i tego rodzaju poglądów.
Z poprzednich rozważań w i e m y już, iż andyjska k u l t u r a l u d o w a j a ­
k o p r o d u k t k o n k r e t n y c h historycznych warunków składa się z różnorod­
n y c h treści pochodzących z k i l k u epok. Najstarszą warstwę tworzą treści
prekolumbijskiego pochodzenia, niewątpliwie indiańskie. Młodszym n a ­
w a r s t w i e n i e m są pozostałości okresu hiszpańskiej kolonizacji. Z k o l e i
n a t r a f i a m y na elementy ukształtowane w republikańskim X I X s t u ­
leciu. Wreszcie wszystkie te w a r s t w y z przeszłości p o k r y w a nalot współ­
czesnych wpływów c y w i l i z a c j i miejsko-przemysłowej. G d y uświadamia­
m y sobie t a k i sedymentacyjny wewnętrzny układ andyjskiej k u l t u r y
l u d o w e j , narodzić się m u s i nieodparcie pytanie — treści pochodzące z j a ­
k i c h w a r s t w uznać należy za tradycyjne? Czy prawo do tego t e r m i n u ma
t y l k o najstarsze, ale stale mocno zaznaczające swą obecność genetycznie
indiańskie podłoże? Czy też może wszystkie razem wzięte w a r s t w y w y ­
jąwszy s k u t k i najnowszych zmian? Trzeba przyznać, iż wśród peruwiań­
s k i c h badaczy t y c h zagadnień dominuje dość pragmatyczne, co nie ozna-

p

8

A. P o s e r n - Z i e l i ń s k i ,

i:

i zbiorów

'

1980, s. 27-34

I!
lii

etnograficznych,

[w:]

Kultura
Kultura

ludowa
ludowa

Peru

w

Peru.

Katalog

świetle

polskich
wystawy,

badań
Poznań

�j!
•

I
\

1
l'

&lt;|
*
|
f
f .
!
\
E
\
I
I
|
S
l
1
j

KULTURA LUDOWA PERU

161

cza, iż j e d y n i e słuszne stanowisko, w g którego za tradycyjną kulturę l u dową uznać można te f o r m y , które zbliżone są do wzorców panujących
w fazie przedindustrialnego r o z w o j u P e r u , a więc pochodzących z prze­
łomu X I X i X X w . N i e t r u d n o dostrzec, iż r o z u m o w a n i u t e m u można zarzucić p e w i e n specyficzny cemtryzm współczesnej epoki, skłaniający do
oceny przeszłości w kategoriach " k l a s y k i " . Łatwo wyobrazić sobie j e d ­
n a k można, iż w b l i s k i m już X X I stuleciu na nasz w i e k będzie się za­
pewne patrzało podobnie, j a k c z y n i m y to spoglądając na dziedzictwo
poprzedniego stulecia. Osobiście sądzę, iż jeśli w ogóle można utrzymać
pojęcie " t r a d y c y j n e j k u l t u r y " w analizie peruwiańskiej rzeczywistości,
to można t o uczynić nie poprzez zrelatywizowanie
tej koncepcji do
określonej epoki historycznej, ale poprzez powiązanie tego t e r m i n u z ideą
k o n t y n u a c j i specyficznie andyjskiego etosu. I n n y m i słowy k r y t e r i u m
oceny tradycyjności danego s y s t e m u k u l t u r o w e g o n i e będą wówczas ge­
netyczne p a r a m e t r y poszczególnych elementów tego układu, ale p e w i e n
sposób, s t y l czy c y k l życia określający stosunek człowieka do n a t u r y ,
do i n n y c h l u d z i i do spraw egzystencjalnych.
W a n d y j s k i m środowisku w i e j s k i m etos t a k i jest dość łatwo jeszcze
dostrzegalny i to niezależnie od tego, czy wieśniacy udają się n a t a r g
w b a r w n y c h ponchos czy też w podniszczonych m a r y n a r k a c h . Związany
jest o n przede w s z y s t k i m z trwałością i żywotnością lokalnej t r a d y c j i
indiańskiej przebijającymi się poprzez wszystkie późniejsze n a w a r s t w i e n i a . Sądzę, iż etos t e n wyznaczają — andyjska specyfika p r a c y n a r o l i
i na wysokogórskich pastwiskach, charakterystyczne dla tego obszaru
w z o r y współrządzenia i wzajemnej w y m i a n y świadczeń, f o r m y świętow a n i a cementujące społeczność i potwierdzające j e j grupową identycz­
ność oraz odrębna filozofia życia odzwierciedlająca się m . i n . w w i e r z e ­
niach i folklorze. T a m zatem, gdzie n a p o t y k a m y społeczności k o n t y ­
nuujące t e n wzorzec życia, t a m najprawdopodobniej n a t k n i e m y się na
ludową kulturę andyjską w j e j " t r a d y c y j n y m " kształcie.
Zasygnalizowany t u wzorzec " t r a d y c y j n e j " k u l t u r y l u d o w e j spotkać
zatem można przede w s z y s t k i m w indiańskich wspólnotach rolników
i pasterzy, będących kontynuacją prehiszpańskich r o d o w o - t e r y t o r i a l n y c h
społeczności l o k a l n y c h t y p u ayllu i k o l o n i a l n y c h osad d l a ludności t u b y l ­
czej — t z w . " r e d u k c j i " . Występowanie tych'wzorców w e wspólnotach
a n d y j s k i c h chłopów indiańskich t r a k t o w a n e jest dziś j a k o jedna z trzech
- p o d s t a w o w y c h cech k o n s t y t u t y w n y c h tzw. comunidad
campesina
czy
comunidad indigená i odróżniających taką gminę od i n n y c h f o r m społecz¬
no-ekonomicznych organizacji l o k a l n y c h .
Cechami t y m i są: po pierwsze — wspólna własność i k o n t r o l a obsza­
r u wspólnoty w r a z ze w s z y s t k i m i jego zasobami, po d r u g i e — u t r z y m a ­
nie f o r m y demokratycznej samorządności, będącej podstawą organizacji
wspólnoty, sprzęgniętej mocno z systemem w y m i a n y w z a j e m n y c h świad9

" A r g u e d a s, L a s comunidades
11 — E t n o g r a f i a P o l s k a X X V I I / 1

de España y del Perú, L i n i a 1968 s

337.

�ALEKSANDER POSERN-ZIELINSKI

162

czeń, kooperacji międzykrewniaczej i pełnej p a r t y c y p a c j i w s z y s t k i c h
mieszkańców w e wspólnym p o d e j m o w a n i u decyzji, realizacji prac k o ­
m u n a l n y c h i świętowaniu. Wreszcie n a t r z e c i m miejscu w y m i e n i a się
zachowanie specyficznych d l a andyjskiego środowiska cech k u l t u r o w y c h
w sferze m a t e r i a l n e j i duchowej.
Nic dziwnego, iż na wspólnoty te p a t r z y się często j a k n a swego r o ­
dzaju ośrodki, w których spotkać można kulturę ludową w j e j r e l i k t o ­
w e j już dziś postaci, charakteryzującej się szczególnie s i l n y m i wpływa­
m i indiańskiej t r a d y c j i . Widoczne są one rzeczywiście w gospodarce
w i e j s k i e j począwszy od narzędzi i niektórych u p r a w a n d y j s k i c h , a skoń­
czywszy n a technologii nawadniania pól czy organizacji pracy. To samo
dotyczy w i e l u dziedzin wytwórczości (np. t k a c t w a i c e r a m i k i ) oraz s t y l u
życia w t y m oczywiście pracy (np t z w faena c z y l i szarwark) i święto­
w a n i a (fiesta k u czci wioskowego patrona) a także s f e r y m a g i c z n o - r e l i g i i n y c h wyobrażeń i p r a k t y k i * Potwierdziły to w pełni badania etno­
graficzne przeprowadzone przez Polską Wyprawę Naukową w A n d y
której uczestnikiem był piszący te słowa
U t r z y m a n i e t y c h w s z y s t k i c h wartości odziedziczonych po przodkach
m i m o niewątpliwych zmian w sferze ekonomicznej, społecznej czy r e l i ­
gijnej możliwe było najłatwiej i najpełniej w indiańskich wspólnotach
ze względu n a i c h dużą autonomiczność ekonomiczną, relatywną izolację
przestrzenną i wewnętrzną zwartość psychospołeczną. Natońiiast w t y c h
andyjskich społecznościach l o k a l n y c h , gdzie w a r u n k i te zostały złama­
ne dochodziło do dekompozycji systemu d a w n y c h wzorów czego k o n ­
sekwencją było zwiększenie się podatności n a oddziaływania zewnętrzne
i przyspieszenie procesu t z w m e t y s a c i i k u l t u r o w e i (mestizaje
cultural).
Na sytuacje taką n a t r a f i a m y w społecznościach byłych f o l w a r c z n y c h r o ­
botników r o l n y c h w osadach górniczych czy też w e w s i a c h znajdują¬
cych się w strefie oddziaływania l o k a l n y c h a n d y j s k i c h ośrodków m i e j ¬
skich 11
Trwałość andyjskiej t r a d y c j i l u d o w e j , t a k charakterystyczna dla i n ­
diańskich wspólnot chłopskich, t r a k t o w a n a jes często j a k o przejaw w y ­
jątkowego k o n s e r w a t y z m u t e j k u l t u r y , niejako i m m a n e n t m e p r z e c i w ­
stawiającemu się w s z e l k i m z m i a n o m w imię p r a w d z i w e j wierności d l a
czystego dziedzictwa przodków. Pogląd t a k i jest nie t y l k o fałszywy,
ze względu na jego idealistyczne przesłanki, ale także krzywdzący dla
andyjskiej k u l t u r y l u d o w e j , którą rozpatruje się wówczas j a k o pogrążo­
ną w i n e r c j i mizerną spadkobierczynię wspaniale rozwijających się
niegdyś c y w i l i z a c j i p r e k o l u m b i j s k i c h . Obserwacja współczesnych z m i a n
tej k u l t u r y , zaskakujących często u d a n y c h wysiłków m o d e r n i z a c y j n y c h
li;
j',
!&gt;¡

1 0

J. Matos

comunidad
1 1

A.

Mar,

y campesinado

Comunidades

Posern-Zieliński,

jj.

i formy,

[w:]

Mieszkańcy

|jj

K r a k ó w 1981, s. 13-25.

indígenas

del

área

andina,

[w:]

Hacienda,

en el Perú, L i m a 1976, s. 186-203.
Andów

Ludowa
i ich

kultura
środowiska.

andyjska
Materiały

w

Peru:
z sesji

jej

treść

naukowej,

�KULTURA LUDOWA PERU

163

dążących do symbiotycznego połączenia n o w y c h rozwiązań technologicz­
n y c h i o rg a ni za cy j n y c h ze s t a r y m i wartościami wspólnotowego życia,
przeczy wyraźnie tego rodzaju t e o r i o m , wskazując na sporą elastyczność
k u l t u r y l u d o w e j . Stwierdzenie to n i e m a na celu negowanie f a k t u i s t o t ­
nie dużej niezmienności czy stabilności andyjskiej k u l t u r y w ciągu ostat­
nich stuleci, ale j e d y n i e zwrócenie u w a g i na to, że źródła k o n s e r w a t y z m u
nie tkwią wewnątrz t e j k u l t u r y , szukać i c h należy b o w i e m w u w a r u n k o ­
waniach ekologicznych, historycznych, ekonomicznych i etnopsychologicznych* .
Wysokogórskie środowisko, w j a k i m zachowała się większość wspól­
not indiańskich, określiło k i e r u n k i gospodarczego r o z w o j u t y c h stref ( t a ­
rasowe r o l n i c t w o i r y g a c y j n e i pasterstwo na halach) oraz, sposób życia
mieszkańców a n d y j s k i c h w s i . Zasada e k o n o m i i wysiłku dyktowała k o ­
nieczność podejmowania wspólnych przedsięwzięć dla wspólnego dobra
(np. budowa i konserwacja kanałów nawadniających l u b dróg), a doświad­
czenia p r a k t y k i społecznej i gospodarczej m i n i o n y c h pokplęń uczyły w i a ­
r y w skuteczność i efektywność t y c h rozwiązań organizacyjno-technologicznych, które sprawdziły się w t y m środowisku i były w zasięgu n i s k i c h
ekonomicznych możliwości mieszkańców. Morfologia andyjskiej s i e r r y
(brak dogodnych szlaków k o m u n i k a c y j n y c h i spławnych rzek) u t r u d n i a ­
ła łączność między wybrzeżem a wnętrzem k r a j u oraz między poszcze­
gólnymi d o l i n a m i śródgórskimi, co w y d a t n i e hamowało wymianę idei
i procesy zmia n k u l t u r o w y c h .
I s t o t n y m elementem utrwalającym andyjską tradycję ludową był
rozwój h i s t o r y c z n y c h stosunków między ludnością tubylczą a władzami
i osadnikami okresu wicekrólestwa i r e p u b l i k i i to m i m o e w i d e n t n y c h
postępów a k u l t u r a c y j n y c h . D l a naszych rozważań najistotniejsze znacze­
nie miały d w a procesy, a m i a n o w i c i e t e r y t o r i a l n a marginalizacja oraz
izolacja e k o n o m i c z n o - k u l t u r o w a . Jeśli chodzi o to pierwsze zjawisko, to
polegało ono na systematycznym w y p i e r a n i u i l i k w i d a c j i wspólnot i n ­
diańskich n a t y c h obszarach (jak costa, płaskowyże andyjskie, szerokie
.śródgórskie d o l i n y rzeczne), które pod względem r o l n i c z y m były n a j b a r ­
dziej a t r a k c y j n e ekonomicznie i nadawały się do u p r a w y i h o d o w l i w sys­
temie l a t y f u n d i a l n y m . Zabór t y c h terytoriów doprowadził więc do tego,
iż wspólnoty indiańskie przetrwały przede w s z y s t k i m n a najbardziej
izolowanych, n a j m n i e j n a w a d n i a n y c h i najbardziej górzystych obszarach,
a więc n a terenach, które w antropologicznej t e r m i n o l o g i i l a t y n o a m e r y kanistycznej określane są m i a n e m regionów r e f u g i a l n y c h (regiones de rejugio), z tego względu, że znajduje na n i c h schronienie ludność tubylcza
uzyskująca t a m relatywną autonomię społeczno-kulturową .
2

13

A . P o s e r n - Z i e l i ń s k i , Indiańska
jej przemian,
[w:] Trzeci
świat w polskich
(w druku).
12

1 1

G . A . B e l t r a n , Regiones

de refugio,

społeczność andyjska
i główne
nurty
badaniach
etnograficznych,
Warszawa
M e x i c o 1967.

�164
'

ALEKSANDER

POSERN-ZIELINSKI

I
\
i
Y
i
1
i
1
|j
li:
|
1)1
li
|| |
1

U t r z y m a n i u a u t o n o m i i sprzyjała także izolacja
t y c h obszarów.
W aspekcie ekonomicznym polegała ona n a t a k i m w k o m p o n o w a n i u
wspólnot w system pośrednich zależności feudalnych, który umożliwiał
bez j a k i c h k o l w i e k nakładów wysysanie nadwyżek produktów i siły robo¬
czej p r z y jednoczesnej m i n i m a l n e j ingerencji w wewnętrzne życie wspólnot. Jednocześnie starano się o to, aby utrzymać izolację kulturową i n diańskiego chłopstwa, m . i n . celem zwiększenia jego zależności i p o d rzędności względem k u l t u r y dominującej. Osiągnięciu t y c h zamierzeń
sprzyjały u s t a w y o t z w . "republicas de los i n d i o s " , zakazujące n i e i n ¬
diańskiej ludności osiedlanie się w t u b y l c z y c h " p u e b l o s " (ley de la separación residencial)
« , p r a w i e zupełny b r a k edukacji, a więc i słaba znajomość języka hiszpańskiego, a także niskie efekty c h r y s t i a n i z a c j i p r o w a dzące do powierzchownego przyjęcia narzuconej r e l i g i i p r z y zachowaniu
najważniejszych elementów autochtonicznej w i z j i świata.
Kolejną, n i e m n i e j ważną przyczyną u t r z y m y w a n i a się t r a d y c y j n y c h
f o r m k u l t u r o w y c h były w A n d a c h c z y n n i k i ekonomiczne. Niska w y d a j ność p r o d u k c j i r o l n e j i różnorodne f o r m y w y z y s k u I n d i a n sprawiały, iż
w i e j s k i system ekonomiczny utrwalał swój samowystarczalny charakter,
co powodowało stabilizację sposobu p r o d u k c j i i sił wytwórczych stale
na t y m s a m y m poziomie. A u t o k o n s u m p c j a była również naturalną r e a k cją na s t o s u n k i d o m i n a c j i i podporządkowania, w j a k i c h znaleźli się indiańscy chłopi. W t y m systemie j a k i k o l w i e k k o n t a k t z r y n k i e m i próba w p r o -

I L'
II
I i
I I
I i
||
Ifip
I '
|l
jl
II
lii
i
|
'
li
i!
I
I
I;

wadzenia nań własnych nadwyżek kończyła sę zawsze stratą d l a bezpośredniego producenta, dlatego też nie był on zainteresowany zwiększan i e m p r o d u k c j i , poza poziom własnych podstawowych potrzeb. Sytuacja
ta ograniczała zasób pieniędzy n a w s i , zmuszała do w y t w a r z a n i a większóści narzędzi, sprzętów, odzieży etc. w środowisku w i e j s k i m , a więc
z reguły według s t a r y c h wzorów, oraz czyniła z pozarynkowego h a n d l u
w y m i e n n e g o główny i n s t r u m e n t zaspokajania potrzeb k o n s u m p c y j n y c h .
W t y m znaczeniu t r a d y c j o n a l i z m andyjskich f o r m k u l t u r o w y c h jest n i e
t y l k o kwestią wierności dziedzictwu, lecz przede w s z y s t k i m s k u t k i e m
ubóstwa, w y z y s k u i społecznej m a r g i n a l i z a c j i indiańskiego chłopstwa, d l a
którego życie według dotychczasowych wzorców jest często ,po p r o s t u
koniecznością.
Ostatnią, choć wcale nie m n i e j ważną niż pozostałe, grupą u w a r u n k o wań rzekomego endogennego k o n s e r w a t y z m u andyjskiej k u l t u r y ludo¬
w e j są c z y n n i k i etnopsychologiczne. Wierność t r a d y c y j n e m u s t y l o w i ży­
cia t r a k t o w a n a jest często, obok eech fizycznych i znajomości języka
keczua czy ajmara j a k o jedno z kryteriów i d e n t y f i k a c j i etnicznej, a więc
jako wartość istotna dla jednostek i g r u p n i e aspirujących do osiągnięcia
wyższego hierarchicznie statusu społeczno-kulturalnego w układzie ogóln o n a r o d o w y m . Przywiązanie do własnej k u l t u r y w systemie k o n f r o n t a -

I
!;
!
1

|Jii

n M. Morner,
de America,

La

corona

espańola

E s t o c o l m o 1970, 141-188.

y

los joraneos

en

los pueblos

de

indios

�165

KULTURA LUDOWA PERU

cji o d m i e n n y c h wzorów i ekonomicznego ucisku jest także sposobem
zachowania części niezależności, t a k niezbędnej dla równowagi psy­
chicznej narażonej na stresy i deprawacje. Wreszcie nie bez znaczenia
jest n a t u r a l n a strategia obronna przedkładająca własne, sprawdzone w z o ­
r y n a d innowacje pochodzące z obcego świata, z którym bliższy k o n t a k t
był zawsze dla I n d i a n n i e k o r z y s t n y , opierał się b o w i e m n a nierównoprawn y c h podstawach.
A n d y j s k a k u l t u r a l u d o w a począwszy od X V I w . była i jest nadal rze­
czywistością współtworzoną przez d w i e przeciwstawne tendencje, które
póki się równoważą, p o t y k u l t u r a ta zachowuje swój t u b y l c z y charak­
ter. Z jednej s t r o n y jest to t r w a n i e t r a d y c y j n y c h wzorów, z d r u g i e j n a ­
tomiast i c h e l i m i n a c j a i z m i a n y pod wpływem procesów a k u l t u r a c j i (metysacji k u l t u r o w e j ) . Świadomość tego procesu towarzyszącego często r e ­
f l e k s j i teoretycznej peruwiańskich badaczy odzwierciedliła się w koncep­
cji p l u r a l i s t y c z n e g o c h a r a k t e r u peruwiańskiego społeczeństwa i k u l t u r y
oraz w idei nieustannego f o r m o w a n i a się narodowej k u l t u r y w procesie
przezwyciężania barier dzielących poszczególne tradycje k u l t u r o w e . Do
najistotniejszych należy odziedziczony po okresie k o l o n i a l n y m — j a k
określił to J . C. M a r i a t e g u i — " d u a l i z m rasy, języka i sentymentów" dzie­
lący początkowo zwycięzców i zwyciężonych (dziś zaś indiańskich chło­
pów) od reszty peruwiańskiego n a r o d u . Jest więc to dziś d u a l i z m n i e
t y l k o etniczny, językowy i k u l t u r o w y , ale i klasowy. P r z y j r z y j m y się
t e m u z j a w i s k u pod kątem jego historycznej zmienności. Otóż w okresie
k o l o n i a l n y m , choć zniszczone zostały dyspozycyjne ośrodki władzy I n ­
ków, t o j e d n a k nadal dużą rolę społeczną, ekonomiczną i kulturalną o d ­
grywała t u b y l c z a elita indiańska, która była n a t u r a l n y m k o n t y n u a t o r e m
" w i e l k i e j t r a d y c j i " i m p e r i u m T a w a n t i n s u y u . Obok t e j t r a d y c j i rozszerza­
ła swe w p ł y w y k u l t u r a hiszpańska obecna w działaniach wicekrólewskiego d w o r u , duchowieństwa, wojska, mieszczaństwa i a r y s t o k r a c j i . Jeśli­
b y sytuację tę chcieć przedstawić graficznie, to można b y posłużyć się
trójkątem' wierzchołkiem zwróconym k u dołowi (schemat I ) .
1S

Symbolizowałby on dominację dwóch " w i e l k i c h t r a d y c j i " (inkaskiej
i hiszpańskiej) n a d jedną "małą tradycją" indiańskich chłopów. Sytuacja
taka trwała aż do końca X V I I I w., t j . do czasów w i e l k i e j r e b e l i i Tupać
A m a r u I I , której klęska przyniosła również eliminację indiańskiej e l i t y
z życia k r a j u , uznanej wonczas za najbardziej niebezpieczne środowisko
dla k o l o n i a l n e j b i u r o k r a c j i hiszpańskiej. W r a z z likwidacją t e j e l i t y z n i k ­
nęły społeczne podstawy dalszej egzystencji " w i e l k i e j t r a d y c j i " i m p e r i u m
T a w a n t i n s u y u , podobnie j a k i upadek wicekrólestwa osłabił więzy łączą­
ce kulturę m e t r o p o l i i i b e r y j s k i e j z zamorską prowincją. Orpóżnione przez
n i c h miejsce zajmować zaczęła kształtująca się w t o k u wysiłków n i e -

1 5

J . C. M a r i a t e g u i ,

L i m a 1952.

Siete

ensayos

de interpretación

de la realidad

peruana,

�166

ALEKSANDER

POSERN-ZIELIÑSKI

Schemat I
Wielka tradycja
Tawantinsuyu

Wielka tradycja
Iberyjska

Mata tradycja
indiańskich chroptíw
i rzemieślników

podległościowych narodowa k u l t u r a peruwiańska, będąca w y r a z e m h i ­
storycznej s p e c y f i k i nowego n a r o d u .
Inkasko-hiszpański d u a l i z m " w i e l k i c h t r a d y c j i " okresu kolonialnego
w dobie republikańskiej zastąpiony został d u a l i z m e m "małych t r a d y c j i "
w którym s t r o n a m i stały się indiańsko-metyska l u d o w a k u l t u r a andyjska
oraz l u d o w a k u l t u r a m e t y s k o - k r e o l s k i c h mieszkańców wybrzeża. W t e n
sposób nastąpiło niejako odwrócenie poprzedniego schematu i obecnie
sytuację tę można b y przedstawić graficznie w postaci trójkąta zwróco­
nego wierzchołkiem k u górze, który symbolizowałby nadrzędność s y n kretycznej " w i e l k i e j t r a d y c j i " peruwiańskiej, czerpiącej inspirację ze
źródeł hiszpańskich i indiańskich, n a d d w o m a p o d s t a w o w y m i n u r t a m i l u ­
dowej t r a d y c j i mieszkańców w s i i miasteczek ™ (schemat I I ) .

Schemat I I
Wielka tradycja
peruwiańska

Indiańsko-metyska
ludowa kultura an­
dyjska

18

C . I. D e g r e g o r i ,

Indigenismo,
indígena"

clases

sociales

en el Perú,

dla przedstawienia

Indigenismo,
y problema

Lima

Ludowa kultura
metysko-kreolskich
mieszkańców wy­
brzeża
clases
nacional.

sociales

y problema

La discusión

T978, s. 20-22. T a m też autor

s y t u a c j i społecznej w P e r u , który j e d n a k

pozycją zamieszczoną w t y m a r t y k u l e .

sobre

stosuje

nacional,
el

[w:]

"problema

i n n y .schemat

koresponduje

z pro­

�167

KULTURA LUDOWA PERU

Trzeba w t y m miejscu nadmienić, iż w o s t a t n i m ćwierćwieczu poja­
wiły się próby r e k o n s t r u k c j i i ożywienia " w i e l k i e j t r a d y c j i " indiańskiej,
a więc n o b i l i t a c j i t e j t r a d y c j i , która sprowadzona została do w y m i a r u
ludowo-chłopskiego. W t y m n u r c i e mieszczą się reedycje k l a s y c z n y c h
utworów keczuańskich, p ub l i k a c j e zbiorów indiańskiej t r a d y c j i ustnej
i pieśni, a także o r y g i n a l n a twórczość młodej generacji i n t e l i g e n c j i w y ­
wodzącej się z andyjskiego środowiska indiańskiego, która swe a r t y s t y c z ­
ne przeżycia wyraża p r z y pomocy keczuańskich f o r m , treści i języ­
k a . Działalność tego rodzaju posiada jednak charakter marginesowy
i w y d a j e m i się, że bardziej jest ona ideologiczną próbą n o b i l i t a c j i i n ­
diańskiego dziedzictwa k u l t u r o w e g o , zmierzającą do takiego wzbogacenia
n i m peruwiańskiej k u l t u r y narodowej, aby pełniej odzwierciedlała ona
etniczną dwoistość źródeł, z których w y r a s t a , aniżeli jest faktyczną próbą
r e k o n s t r u k c j i d u a l i z m u " w i e l k i c h t r a d y c j i " , d u a l i z m u wyrażonego opozy­
cją między narodową kulturą keczuańską i narodową kulturą peruwiań­
ską.
A n d y j s k a k u l t u r a l u d o w a jest w Peru, począwszy od początków nasze­
go w i e k u , p r z e d m i o t e m w i e l u studiów t e r e n o w y c h i gabinetowych, o c z y m
świadczyć może b i b l i o g r a f i a za lata 1900-1968 zawierająca przeszło
1700 p o z y c j i i . N i e jest to dużo w porównaniu z r e z u l t a t a m i prac p r o w a ­
dzonych w M e k s y k u w t y m s a m y m okresie
S t a n o w i jednak dowód zna­
czącego zainteresowania peruwiańskich badaczy rzeczywistością k u l t u r o ­
wą Andów, a w r a z z n o w a t o r s k i m i p u b l i k a c j a m i ostatniego dziesięciole­
cia dorobek t e n wyjaśnia wiele niejasnych dotąd s p r a w będąc j e d n o ­
cześnie dogodnym p u n k t e m s t a r t o w y m dla dalszych badań. Wskazuje on
b o w i e m na kwestie sporne, unaocznia rozległość białych p l a m , p r o w o k u ­
je do n o w y c h ujęć i poszukiwania n o w y c h źródeł. W t y m dziele dużą
rolę odegrać mogą i już odgrywają badacze spoza P e r u (z U S A , F r a n c j i ,
R F N , H o l a n d i i ) , którzy wychodząc z o d m i e n n y c h t r a d y c j i w a r s z t a t o w y c h
i posiadając świeżość spojrzenia widzą tą rzeczywistość pod nieco i n n y m
kątem.
P r z y j r z y j m y się pokrótce j a k na tę rzeczywistość spoglądają badacze
peruwiańscy. Otóż jeśli weźmiemy pod uwagę same m o t y w a c j e badaw­
czych dociekań, to łatwo dostrzeżemy w tej twórczości t r z y podstawowe
n u r t y . Pierwszy z n i c h obejmuje badania, których celem jest poszukiwa­
nie i r a t o w a n i e przed z a n i k i e m reliktów oraz wzbogacenie n i m i ogólno­
narodowego d o r o b k u k u l t u r a l n e g o . Drugą tendencję reprezentują s t u d i a
1 7

8

1 7

J . A . Z u b r i c k i j , Inki

— Keczua.

Osnownyje

etapy

istorii

naroda,

Moskwa

1975, s. 154-163.
1 8

H. M a r t i n e z ,

peruana

(1900-1968),

&gt;» A .
w

świetle

s. 115-133.

M . C a m e o, J . R a m i r e z ,

Bibliografia

indigena

andina

L i m a 1968, 2 v o l .

Posern-Zieliński,
opracowań

Dorobek

bibliograficznych,

meksykańskiej
"Etnografia

archeologii

Polska",

t.

i

etnografii

14: 1970, z. 2,

�168

ALEKSANDER POSERN-ZIELINSKI

mające w efekcie dawać użyteczny materiał diagnostyczny i terapeutycz­
n y umożliwiający dokonanie zmian n i e s p r a w i e d l i w y c h stosunków spo­
łecznych i modernizację życia zacofanych c y w i l i z a c y j n i e regionów k r a j u .
Wreszcie ostatnią orientację tworzą r o z p r a w y n a k i e r o w a n e przede wszy­
s t k i m na to, aby rozpoznać i zrozumieć mechanizmy andyjskiej k u l t u r y
i sposoby a r t y k u l a c j i świata j e j twórców. Każdy z t y c h nurtów w y r a s t a
z o d m i e n n y c h t r a d y c j i , oczekiwań i potrzeb, i choć i c h oddziaływanie w i ­
doczne jest w pracach o różnorakim p r o f i l u , t o j e d n a k dostrzec można
wyraźną współzależność między t y m i o r i e n t a c j a m i a specjalistycznymi
dziedzinami zajmującymi się andyjską kulturą ludową.
I t a k n u r t pierwszy wywodzący się z romantycznego i n d i g e n i z m u
(indianizmu) łączy się dziś przede w s z y s t k i m ze s t u d i a m i f o l k l o r y s t y c z ­
n y m i . T e n u f o r m o w a n y jeszcze w X I X w . przez literatów i i n t e l e k t u a l i ­
stów r u c h indigenistyczny dążył do r e w a l o r y z a c j i indiańskiej k u l t u r y
uważanej dotąd za prymitywną i bezwartościową. Poglądy wskazujące na
autentyczne wartości t e j k u l t u r y łączono z hasłami społecznego w y z w o ­
lenia I n d i a n i n a z feudalnej zależności. O d k r y w a n o kulturę indiańskiej
w s i — szukając w n i e j t y c h elementów, którymi można b y było wzboga­
cić narodową kulturę peruwiańską. Te nieco u t o p i j n e zainteresowania
przysłaniały często faktyczną wymowę t z w . p r o b l e m u indiańskiego, któ­
rego rozwiązania szukać należało — j a k wskazywał J . C. M a r i a t e g u i nie
w folklorze, ale w sprawach agrarnych, nierozerwalnie związanych z l o ­
sem i dolą I n d i a n i n a . N i c więc dziwnego, iż zwolenników t e j o r i e n t a c j i
określano często ironicznie jako "indolatrów", c z y l i miłośników I n ­
dian . Ta fascynacja indiańską tradycją przyczyniła się do r o z w o j u ba­
dań f o l k l o r y s t y c z n y c h mocno splecionych ze s t u d i a m i językoznawczymi.
W i c h r a m a c h zajęto się więc począwszy od l a t 2 0 - t y c h tańcami i fiestą,
obrzędami i pieśniami, m i t a m i i legendami, sztuką ludową i t u b y l c z y m
s t r o j e m . W k u l t u r z e I n d i a n poszukiwano przede w s z y s t k i m przeżytków
niewiele interesując się bieżącym n u r t e m zmian, który t r a k t o w a n y był
jedynie j a k o proces przyczyniający się do z a n i k u t r a d y c y j n y c h f o r m .
M

21

D r u g a bardziej pragmatyczna orientacja w badaniach andyjskiej k u l ­
t u r y powstała w latach 4 0 - t y c h pod t e o r e t y c z n y m wpływem anglo-amerykańskiej antropologii, dziś zaś odwołuje się coraz częściej do t r a d y c j i
klasycznego marksowskiego m a t e r i a l i z m u historycznego i jego o r t o d o k s y j ­
nej i n t e r p r e t a c j i . Powstała ona niejako na zamówienie społeczne, aby d r o ­
gą analiz s y t u a c j i społeczno-ekonomicznej andyjskiej w s i móc w y p r a c o ­
wać strategię zmian prowadzącą do modernizacji życia mieszkańców
s i e r r y . Celowi t e m u służyły metody antropologii stosowanej oraz studia
2 0

A. G u i l l e n

Tamayo,

Lo

mestizo

y

el indigenismo,

"Revista

Universi­

t a r i a " , t. 38; 1948, n r 95, s. 214-223.
2 1

J. C e r u a

g u e z ! , Informe

B a z a n, I . C h o n a t i ,
sobre

t. 4: 1977, s. 17-19.

el desarollo

S. L ó p e z

de los estudios

Maguiña,

del folklore

M. A.

Rodrí-

en el Perú,

"Runa",

�KULTURA LUDOWA

V.

169

PERU

m i k r o r e g i o n a m e n a d w y b r a n y m i społecznościami l o k a l n y m i mające do­
starczyć n a u k o w y c h prognoz dalszego r o z w o j u . T e n n u r t badań b l i s k i
był więc bardzo e k o n o m i i agrarnej i socjologii w s i , choć w P e r u określa­
n y jest m i a n e m a n t r o p o l o g i i społecznej . W porównaniu z orientacją
folklorystyczną — na p l a n pierwszy wyniesione zostały p r o b l e m y spo­
łecznej organizacji i ekonomicznej s y t u a c j i a n d y j s k i c h chłopów. T r a d y ­
cyjna k u l t u r a zeszła więc w t y c h badaniach na d r u g i p l a n i t r a k t o w a n a
była często jako f u n k c j a zacofania i ekonomicznej zależności oraz e w i ­
dentna przeszkoda w procesie i n t e g r a c j i środowisk w i e j s k i c h z całym n a ­
rodem. Koncepcja indiańskości andyjskiej k u l t u r y zastąpiona została t u
ideą wskazującą na j e j l u d o w y , chłopski charakter, określony n i e t y l e
j e j e t n i c z n y m rodowodem, co przede w s z y s t k i m miejscem
andyjskiego
chłopstwa w s t r u k t u r z e peruwiańskiego społeczeństwa.
Wreszcie t r z e c i n u r t badań — t o orientacja scientystyczna powstała
w części pod wpływem europejskiej etnologii k o n t y n e n t a l n e j ( s t r u k t u r a l i z m u ) , językoznawstwa (semantyki) i h i s t o r i i (społecznej). Wykorzystując
n o w e i n s t r u m e n t y analizy i nowe kategorie źródeł zaczęto z jednej s t r o ­
n y rekonstruować a n d y j s k i sposób widzenia świata, z d r u g i e j zaś p r e k o lonialne i kolonialne dzieje tego obszaru, p r z y czym w o b u w y p a d k a c h
silnie wiązano ze sobą przeszłość z teraźniejszością, co wymagało dobrej
współpracy z archeologami i h i s t o r y k a m i . Największymi osiągnięciami
wykazać się może etnohistoria andyjska (etnohistoria
andina) wskazują­
ca na regionalną specyfikę zmian społecznych i ekonomicznych i na ciąg­
łość t r a d y c j i . W y k o r z y s t u j e ona szeroko metody antropologicznej i n t e r ­
p r e t a c j i do źródeł historycznych, na podstawie i c h analizy r e k o n s t r u u j e
dawne fazy andyjskiej k u l t u r y , umożliwia w y k o r z y s t a n i e d a n y c h z przesz­
łości do badań współczesności, wreszcie sięgając do ustnej t r a d y c j i l u d o ­
w e j uzupełnia istotne l u k i i b r a k i źródłowe w studiach historycznych.
Dzięki t y m badaniom andyjska k u l t u r a l u d o w a odzyskuje historyczną
głębię, co szczególnie widoczne jest w studiach n a d religią, f o r m a m i o r ­
ganizacji społecznej i sposobami p r o d u k c j i .
22

2 3

Patrząc z pewnej p e r s p e k t y w y na wszystkie te zarysowane wyżej
orientacje peruwiańskich studiów a n d y n i s t y c z n y c h dostrzec w n i c h moż­
na cały szereg i n t e r p r e t a c y j n y c h przeciwieństw. D l a dalszej i l u s t r a c j i
tego zagadnienia można je zebrać w d w a równoległe szeregi. I wówczas
w j e d n y m z n i c h znajdą się takie cechy j a k : rola c z y n n i k a etnicznego
(Indianina), znaczenie uwarunkowań historycznych, skupienie u w a g i na
trwałości i k o n t y n u a c j i t r a d y c y j n y c h f o r m i analiza dokonywających
się przeobrażeń k u l t u r o w y c h . Natomiast w d r u g i m szeregu będziemy
«

C . E . A r a m b u r u, Aspectos

[w:] B . P o d e s t a

[ed.] Ciencias

del desarrollo

sociales

de la antropologia

en el Perú.

Un balance

critico,

en el

Perú,

L i m a 1978,

s. 9-27.
** F . P e a s e , Etnohistoria

andina.

t u r a " , t. 10: 1976-1977, s. 207-228.

Un

estado

de la cuestión.

"Historia y C u l ­

�170

ALEKSANDER

POSERN-ZIELIŃSKI

m i e l i analogicznie: rolę czynnika klasowego (chłopa), znaczenie m i k r o i makro-uwarunkowań s t r u k t u r a l n y c h , skupienie u w a g i na dezorgani­
zacji k u l t u r o w y c h systemów i i c h modernizacji, wreszcie n a analizie za­
chodzących przeobrażeń społecznych. Ta opozycyjność ujęć n i e jest —
j a k widać z tego zestawienia — sprzeczna, ale względem siebie k o m p l e ­
m e n t a r n a , ukazuje b o w i e m tę samą rzeczywistość z dwóch o d m i e n n y c h ,
lecz możliwych do obserwacji punktów.
Wysnuć stąd można wniosek, iż przyszłe badania n a d ludową k u l ­
turą andyjską, kierując się słusznymi p o s t u l a t a m i nawołującymi do roz­
szerzenia i n t e r d y s c y p l i n a r n e j współpracy, mogłyby z powodzeniem rea­
lizować bardziej i n t e g r a l n y model i n t e r p r e t a c j i peruwiańskiej rzeczywi­
stości. Sprzyjają również t e m u tradycje środkowoeuropejskich badań etnologicznych, w t y m przede w s z y s t k i m polskich, które zawsze próbo­
wały ukazywać wieś i kulturę j e j mieszkańców w sposób możliwie ca­
łościowy, rozkładając równomierne akcenty na tradycję i współczesność,
t r w a n i e i zmienność, kulturę symboliczną i techniczno-użytkową.
Taką właśnie strategię badawczą w y b r a l i uczestnicy Polskiej W y p r a w y
N a u k o w e j w A n d y , którzy p r o w a d z i l i studia terenowe n a d kulturą ludową
andyjskich chłopów indiańskich w i n t e r d y s c y p l i n a r n y m zespole składają­
c y m się z etnologów, archeologów, geografów i historyków. Dzięki t e m u ,
już przed przystąpieniem do szczegółowych penetracji etnograficznych po­
siadano ogólne rozeznanie w s y t u a c j i ekologicznej, k u l t u r o w e j i h i s t o ­
rycznej regionu Cayash, który był obszarem w y b r a n y m w celu dokona­
nia monograficznej r e k o n s t r u k c j i głównych aspektów życia codziennego
indiańskich w s p ó l n o t . Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że dotychcza­
sowe badania n a d współczesnymi p r z e m i a n a m i indiańskich (chłopskich)
wspólnot w niedostatecznym s t o p n i u uwzględniały rolę " t r a d y c y j n e j
k u l t u r y " , studia zaś nad kontynuacją d a w n y c h wzorów z b y t mocno ab­
strahowały od bieżących przeobrażeń. Dlatego też badania polskie na
terenie Cayash starały się pogodzić oba te stanowiska poddając obserwa­
cji zarówno r e l i k t y przeszłości, j a k i najświeższe znamiona zmian. B y ­
liśmy również świadomi tego, iż w świecie a n d y j s k i c h społeczności l o ­
k a l n y c h nie występują czyste treści t r a d y c y j n e obok f o r m całkowicie
n o w y c h , ale i tego, że w rzeczywistości s p o t y k a m y się z e l e m e n t a m i r e ­
prezentującymi różnorodne stopnie nawiązań do t r a d y c j i i różnorodne
stopnie rozwiązań i n n o w a c y j n y c h . Podejście takie było absolutnie koniecz­
ne, zdawaliśmy sobie b o w i e m sprawę, że dla zrozumienia współczesnego
n u r t u życia andyjskich w s i i jego właściwej i n t e r p r e t a c j i niezbędna jest
dobra znajomość przeszłości i t y c h j e j refleksów, które do dziś ważą n a ­
dal w egzystencji peruwiańskich wspólnot.
2i

2 4

Andes,

A . P o s e r n - Z i e l i ń s k i , Polish

ethnographic

" E t h n o l o g i a P o l o n a " , t. 7: 1981, s. 186.

fieldwork

in

the

Peruvian

�KULTURA LUDOWA PERU

Aleksander

171

Posern-Zieliński
LA CULTURA POPULAR
SU CONTENIDO,

D E L PERÜ.

FORMAS E INTERPRETACIONES
R e s u m e n

L o s reflejos

del a u t o r sobre el t e m a de l a c u l t u r a p o p u l a r

de l a s i n v e s t i g a c i o n e s de campo
P o l a c a a los A n d e s
turas populares

d e l Perú se d e r i v a n

d i r i g i d a s e n E l Perú p o r l a Expedición

Científica

e n el año 1978. E l a u t o r prestó atención a l a d u a l i d a d de c u l -

e n E l Perú, que se m a n i f e s t a a través de l a c u l t u r a p o p u l a r

l a costa e n l a q u e p r e d o m i n a n

rasgos

criollos y l a c u l t u r a p o p u l a r

de

andina en la

que p r e d o m i n a n rasgos indígenas. E n esta última c o n j u n t a m e n t e a p a r e c e n pues e l e mentos

de d i v e r s o s

bién contenidos

orígenes, j u n t o

d i n a se p u e d e n o b s e r v a r
nos andinos

a los puros

sincréticos y europeos.

indígenas

indígenas nos e n c o n t r a m o s

tam-

P o r ese m o t i v o , e n l a c u l t u r a p o p u l a r

sus dos m u t a c i o n e s : 1) l a c u l t u r a p o p u l a r

y 2) l a c u l t u r a p o p u l a r

an-

de los c a m p e s i -

m e s t i z a . E n esta última no p e r c i -

b i m o s u n — característico p a r a l a c u l t u r a de los c a m p e s i n o s indígenas — d u a l i s m o ,
que

m a r c a los límites

esfera c o m p u e s t a
una

híbrida

entre

cultural,

otros,

gradual

la

de

sometida

actividad

de

que

de elementos

ocasiona

tres

corrientes:

2) l a artesanía

1)

de contenidos

genéticamente

a

fuertes

los centros

transformaciones.
artesanales

Seguidamente,

andina, su selecta noblesidad

escogidos

a

d e l grado

l a producción
destinada

ello

es,

unificación

que estriba en el i n Como

resultado

de artes y producción p o p u l a r

de

descubri-

popular

estandarización.
auténtica

a l mercado

fuera

de

estigmas

de los A n d e s

artísticos,

otras p e r s o n a s

pro-

y 3) l a

pro-

de v a l o r e s estéticos.

la

c u l t u r a l p u e d e s e r e l modo, e l estilo
relación

y a asuntos

del

hombre

de

e n el c a m p o y en l a s pastos

bernación

comunal

intercambio

la vida

observada

los

Andes

a

y el ciclo
la

de s e r v i c i o s ,

de

naturaleza,

s e r r a n o s , los p a t r o n e s

modelos

de

en las creencias y el folklore.

fiestas
Al

no e n el i n t e r i o r

y

de g o la

filo-

problema

tradición se a t a l a cuestión del c o n s e r v a t i s m o d e l a c u l t u r a p o p u l a r
t i e n e s u s orígenes

cul-

(indíge-

e x i s t e n c i a l e s . E s a etopeya s o c i a l es señalada por l a

del t r a b a j o
e

de d i v e r s a s c a p a

se debe a d m i t i r , que e l único c r i t e r i o p a r a e v a l u a r la

del sistema
de

que esta se compone

específica
de

de

la

el objeto de interés fue l a función de la tradición e n l a

andina. Supeniendo,

determinante

sofía

de

hacia la cultura nacional y su comerciali-

p o r concepto

nas, coloniales y m o d e r n a s )
vida

Síntoma

causante

ducción de i m i t a c i o n e s , f a l s i f i c a c i o n e s y recuerdos, p r i v a d o s

tradicionalidad

y la

d e s c e n d i e n t e de esta producción, o s e a c a d a v e z m a y o r l a

ducción s e r i a l a r t e s a n a

tura popular

nativos

sincréticos y ajenos. P u e s b i e n , e l l a es e n t o t a l

el aumento

estas t r a n s f o r m a c i o n e s ,

mos

l a esfera

de l a c u l t u r a p o p u l a r

troducimiento
zación

entre

p o r contenidos

de l a

andina, que

de ella, pero sobretodo e n los a c o n d i c i o n a -

mientos ecológicos, históricos, económicos y e tnopsicológieos.
Después

se discutió

el problema

d e los c a m b i o s

estructurales

de l a c u l t u r a

n a c i o n a l d e l P e r ú . S e afirmó, que ésta, e n el período colonial, s e c a r a c t e r i z a b a p o r
la

aparición

conjunta

de dos " g r a n d e s

tradiciones" —

y u n a "tradición pequeña" de los c a m p e s i n o s

la incaica

indígenas. E s t a

y

dualidad

des t r a d i c i o n e s " d e l t i e m p o c o l o n i a l , e n los años de l a república quedó
do

por l a d u a l i d a d

mestizo-indígena

d e "pequeñas t r a d i c i o n e s " , compuesto

andina y la cultura popular

la

española
de

"gran-

reemplaza-

por l a c u l t u r a

popular

m e s t i z o - c r i o l l a de los h a b i t a n t e s

de

l a costa. " L a g r a n tradicióon" r e p r e s e n t a a c t u a l m e n t e l a c u l t u r a n a c i o n a l i n s p i r a d a
tanto e n l a s fuentes ibéricas como e n l a s indígenas o m e s t i z a s .
El

artículo es f i n a l i z a d o

por las r e f l e x i o n e s

a c e r c a de las f u n d a m e n t a l e s

cor-

r i e n t e s de l a interpretación de l a r e a l i d a d c u l t u r a l e n E l Perú, d e c l a r a d a s por los

�172

KULTURA LUDOWA PERU

investigadores

p e r u a n o s . E l p r i m e r o de ellos a b a r c a l a s i n v e s t i g a c i o n e s , c u y o íin es

l a búsqueda y s a l v a m e n t o ante l a pérdida de l a s r e l i q u i a s d e l p a s a d o y e n r i q u e c e r
c o n e l l a s los bienes c u l t u r a l e s n a c i o n a l e s . L a segunda
por
de

los estudios, que ofrecen

t e n d e n c i a esta

representada

el útil m a t e r i a l diagnóstico, p o s i b i l i t a n d o

el

cambio

i n j u s t a s y l a modernización d e l a v i d a

e n el

c a m p o . P o r f i n , l a t e r c e r a orientación e s t a c r e a d a por los e s t u d i o s d i r i g i d o s

hacia

la

l a s r e l a c i o n e s socio-económicas
distinción comprensión

de articulación d e l m u n d o
del indigenismo

de los m e c a n i s m o s
por los creadores

romántico, l a segunda

americana

y

cambio

típico científica, surgió bajo

—

hoy, s e r e f i e r e

y los m o d o s

de e l l a . L a p r i m e r a c o r r i e n t e e m e r g e

se d e r i v a

al materialismo

la lingüística y la h i s t o r i a social.

de l a c u l t u r a a n d i n a

de l a antropología s o c i a l a n g l o -

histórico

marxista;

la t e r c e r a ,

en

l a i n f l u e n c i a d e l e s t r u c t u r a l i s m o europeo,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="9607" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="9585">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/50ae3ff38a12accee392a556a37c4368.pdf</src>
        <authentication>63be749e6cd0f81b812875a6e008a753</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="5">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25237">
                  <text>Etnografia Polska</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="49">
              <name>Subject</name>
              <description>The topic of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25238">
                  <text>etnografia, etnologia</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="41">
              <name>Description</name>
              <description>An account of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25239">
                  <text>czasopismo</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="40">
              <name>Date</name>
              <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25240">
                  <text>1958-</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="47">
              <name>Rights</name>
              <description>Information about rights held in and over the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25241">
                  <text>Licencja PIA</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="42">
              <name>Format</name>
              <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25242">
                  <text>pdf</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="44">
              <name>Language</name>
              <description>A language of the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25243">
                  <text>polski</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="39">
              <name>Creator</name>
              <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25254">
                  <text>IAiE PAN ( d.IHKM PAN)</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
            <element elementId="45">
              <name>Publisher</name>
              <description>An entity responsible for making the resource available</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25255">
                  <text>IAiE PAN</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114387">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:1091</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114388">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114389">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114390">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:1002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114391">
                <text>Peruwiańska ceramika ludowa / ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114392">
                <text>ETNOGRAFIA POLSKA 1983 t.27 z.1, s.173-202</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114393">
                <text>Krzanowska, Romana</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114394">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114395">
                <text>Instytut Archeologii i Etnologii PAN, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114396">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="114397">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="114398">
                <text>„Etnografia Polska", t.
I S S N 0071-1881

XXVII,

z. 1

ROMANA K R Z A N O W S K A

PERUWIAŃSKA CERAMIKA LUDOWA
"The more information we have
making techniques in Peru, the
interpret ancient ceramics."

on the modern pottery
better will be able to
J . H . Rowe

1

"aunque la agropecuaria sea la principal actividad
econó­
mica, las artesanías
de carácter
utilitario y artístico
de­
sempeñan un papel notable en la economía rural."
L . Zeballos M .

1

W obrębie Republiki Peru wyróżnić można trzy zdecydowanie od­
mienne krainy geograficzne: pustynny pas nadpacyficznego wybrzeża
(costa), szerokie pasmo andyjskich łańcuchów górskich wraz z rozgałę­
zionym systemem dolin rzecznych i kotlin (sierra) oraz należące do do­
rzecza Amazonki nizinne tereny pokryte tropikalną dżunglą (selva). Od
najdawniejszych okresów historii człowieka na obszarze dzisiejszego Pe­
ru, costę i sierrę cechował inny przebieg rozwoju kulturowego niż selvę
i zaliczane są one do odmiennych tradycji kulturowych . Dlatego też
zajmując się peruwiańską ceramiką ludową, której tradycja sięga tak
daleko wstecz dziejów tego kraju, nie sposób łączyć mechanicznie w jed­
ną całość wyrobów garncarskich z costy i sierry oraz selvy. Poniższe
rozważania dotyczą więc ceramiki z wybrzeża i gór jako najbardziej
dla Peru charakterystycznej.
Tak rozumiane współczesne garncarstwo peruwiańskie nie doczekało
się jak dotąd żadnego kompleksowego opracowania i artykuł ten stano­
w i właściwie pierwszą próbę przeanalizowania oraz podsumowania da3

1

Z przedmowy J . H . Rowe'a jako edytora czasopisma „Nawpa Pacha", do
zamieszczonego tam a r t y k u ł u L . O ' N e a l e (Notes on Pottery Making in Highland
Peru, "Ñawpa Pacha", No. 14: 1976, s. 41-60).
L. Z e b a l l o s
M i r a n d a , Protección
y desarrollo de las artesanías
nativas, [w:] Anales. Primera Reunión de Antropología
de lis Países del Grupo Andino, L a Paz 1976.'
* G. R. W i 11 e y, An Introduction to American Archeology. Vol. 2. South America, New Jersey 1971, s. 17-24.
2

�174

R O M A N A

K R Z A N O W S K A

nych opublikowanych w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, a także ze­
branych bezpośrednio przez autorkę podczas badań terenowych prowa­
dzonych w latach 1973 i 1978 *. Niestety podstawowy materiał informa­
cyjny jest bardzo zróżnicowany, tak pod względem czasu zebrania da­
nych, ich zakresu, jak i ilości. Ponieważ jednak generalnie literatura
przedmiotu jest nader szczupła , nie pominięto żadnej, nawet wzmiankowo ujętej informacji, o ile tylko zasługiwała na wiarygodność . Po­
nadto, na podstawie tezy Fostera i mając konkretne dowody na jej
potwierdzenie w przypadku peruwiańskiego garncarstwa ludowego , przy
analizie wzięto pod uwagę dane odnoszące się do znacznego okresu:
praktycznie od początku naszego wieku do 1978 r. Oczywiście starsze
informacje dotyczące poszczególnych ośrodków garncarskich mogły się
już obecnie w pewnej mierze zdezaktualizować, lecz nie na tyle, jak s ą ­
dzę, by zmienić zasadniczo ogólną charakterystykę peruwiańskiej cera­
m i k i ludowej: pod względem technik stosowanych przy jej produkcji,
zdobnictwa, rodzaju wyrobów. Zgeneralizowanie zaś tych danych było
właśnie celem niniejszego artykułu.
Najpełniejszego materiału źródłowego dostarczyły w y n i k i indywidu5

6

7

8

4

Dodatkowe uzupełnienie stanowiły informacje ustne uzyskane dzięki uprzej­
mości mgr M. Zachorowskiej (Państwowe Muzeum Etnograficzne w Krakowie),
•która prowadziła badania w Peru w latach 1973-1974, oraz dr. A. Krzanowskiego,
który prowadził badania w latach 1972-1974 i 1977, 1978.
Poza tutaj cytowanymi inne publikacje zawierające istotną informację na
temat peruwiańskiej ceramiki ludowej nie są znane autorce, co oczywiście nie
wyklucza ich istnienia. Często- są one trudne do wyśledzenia, ponieważ cenne ba­
dania w y k o n u j ą nierzadko specjaliści innych dziedzin i publikują rezultaty na mar­
ginesie odległych tematycznie opracowań. Np. archeolog peruwiański R. Ravines
opublikował dane o ośrodku Huancas w Noticias. Investigaciones
Arqueológicas
en
el Perú: 1965-1966, "Revista del Museo Nacional", t. X X X I V : 1965-1966, s. 247-254.
« Na przykład B. M i s h k i n (The Contemporary Quechua, [w:] Handbook of
South American Indians, vol. 2, Bureau of American Ethnology, Smithsonian I n ­
stitution, bull. 143, Washington 1946, s. 433) i H. C a s t r o P o z o (Nuestra comu­
nidad indígena, L i m a 1924) wymieniają tylko ośrodki garncarskie, przy niektórych
podając bardzo ogólnikowo lokalizację. W związku z tym nie wszystkie można
odnaleźć na mapie.
G. F o s t e r (The sociology of pottery, [w:] Ceramics and men. Viking Fund
Publications in Anthropology, vol. 41: 1965, s. 43-61) wykazał, iż garncarstwo l u ­
dowe to rzemiosło bardzo konserwatywne, opierające się innowacjom. W efekcie
technologia produkcji ceramiki może bez wielkich zmian przetrwać długie okresy.
« Np. H. H. B r ü n i n g (Moderne Töpferei
der Indianer
Perus, "Globus",
No. 35: 1898, s. 259-160) i J . S a b o g a l W i e s s e (Siete sitios cerámicos
en la re­
gión Piura, L i m a 1978) w odstępie prawie stu lat stwierdzili niemal identyczną tech­
nologię i profil produkcji ceramiki w Olmos. Także R. Krzanowska
uzyskała
w 1978 r. informację, że jeszcze kilkanaście lat temu wyrabiane były naczynia
identyczne (są przechowywane i u ż y w a n e przez wieśniaków) z tymi, których pro­
dukcję udokumentował w 1915 r. E . G o d e t (Monographie de la Région de Huancavelica (Département
de Junin). Pérou., "Bulletin de la Société Neuchateloise de
Géographie", t. X X V I I : 1918, s. 121-182).
5

7

�PERUWIAÑSKA

C E R A M I K A

175

L U D O W A

10

1 2

alnych badań J. C. Telia », R. Ravinesa , L . O'Neale
D. Lavallée
F. Engela , D. C o l l i e r a J . C. S p a h n i e g o « oraz autorki *, a także
prace M . Luny B . ' , J. Sabogala W .
i A. Inafuku Y. , wykonane
w ostatnich latach na zlecenie peruwiańskiego Ministerstwa Pracy ( M i ­
nisterio de Trabajo) . Poza tym wykorzystano szereg innych publikacji,
nie poświęconych specjalnie garncarstwu ludowemu .
Na podstawie zebranego materiału sporządzono zestawienie (tab. 1)
obejmujące 63 ośrodki wyrobu ceramiki wraz z ich charakterystyką. Nie
jest to na pewno pełna lista i widoczne na mapie (ryc. 1 ) zgrupowania
r

13

1

17

1 8

19

20

21

2 2

2 3

» J . C. T e l l o , Tecnología
y morfología
alfarera y la cerámica
Máchica, [w:J
Tecnología Andina, L i m a 1978, s. 415-432.
" R a v i n e s , op. cit.; t e n ż e , Cerámica
actual de Ccaccasiri,
Huancavelica,
[w:] Tecnología
Andina, Lima 1978, s. 447-466.
O'N e a 1 e, op. cit.
D. L a v e l l e e , La poterie de Acó (Andes centrales du Pérou), "Objects et
Mondes", t. V I I , fase. 2: 1967, s. 103-120.
i» F . E n g e l , Céramistes
á l'oeuvre dans la gorge de Chuca, Pérou, "Bulletin
de Société Suisse des Américanistes", No. 35: 1971, s. 21-26.
D. C o l l i e r , Pottery stamping and molding on the North Coast of Peru,
Actas del X X X I I I Congreso Internacional de Americanistas, San José, 20-27 julio
1958, t. I I , San José 1959, s. 421-431.
J . C . S p a h n i , Lo cerámica popular del Perú, Lima 1966.
R. K r z a n o w s k a ,
A. K r z a n o w s k i ,
Garncarstwo ludowe w, dolinie
Alto Chicama w północnym
Peru, "Etnografia Polska", t. X X : 1976, z. 1, s. 185-214.
M. L u n a B a l l o n , Algunos apuntes acerca de la cerámica
en el distrito
de Pucará, L i m a 1976; t e n ż e , Algunos apuntes acerca de las principales artesa­
nías de la ciudad de Ayacucho, L i m a 1977.
S a b o g a l W i e s se, op. cit.
A. I n a f u k u Y a g u i , La población
artesanal de valle del Mantaro, aspec­
tos cuantitativos y cualitativos, necesidades, posibilidades y metodología
adecuada
para su capacitación,
t. I I I : La cerámica en distrito de Acó., L i m a 1975.
° Prace na temat regionu ¡Piura i Ayacucho wykonane zostały według ujedno­
liconego systemu zbierania i opracowywania informacji, zgodnie z postanowienia­
mi I V Konferencji Ministerstw Pracy P a ń s t w Andyjskich (IV Conferencia de M i ­
nisterios de Trabajo del Grupo Andino), która odbyła się w Medellin (Kolumbia)
w 1976 r.
Poza uprzednio cytowanymi także: C. B. D o n n a n , Antiguos marcas de
alfarero y su interpretación
a través de analogía etnográfica,
[w:] Tecnología
An­
dina, L i m a 1978, s. 439-446; R. P. E b e r s o l e , La artesanía
der Sur del Peru,
México 1968; J . F e r n á n d e z B a c a , Motivos de ornamentación
de la
cerámica
Inca-Cuzco, t. I , L i m a .1973; S. L i n n é , The Technique of South American Ceramies, Göteborgs Kungl. V e t e n s k a p s = o c h = V i t t e r h e t s = S a m h ä l l e s Handlingar, F j ä r de Följden, Band 29, No. 5: 1925; J . S a b o g a l , El toro en las artes populares del
Perú, Lima 1949.
W rubryce 11 tabeli obok nazwiska autora podano w nawiasie rok, w k t ó ­
rym prowadzone były badania terenowe lub zaznaczono znakiem zapytania brak
tego typu danych; data poza nawiasem to rok publikacji, a jej brak oznacza infor­
mację ustną. Wszystkie prace, na które powołuje się tabela, są cytowane w tekście.
« Numer ośrodka na mapie odpowiada kolejnej pozycji w tab. 1, gdzie poda­
na jest jego nazwa. Ze względu na lokalne skupienia kilku ośrodków garncarskich
1 1

1 2

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2

2 1

2 2

2

�176

R O M A N A

K R Z A N O W S K A

ośrodków w poszczególnych regionach Peru są efektem raczej przypad­
kowego skoncentrowania badań, niż szczególnej preferencji garncarstwa
w tychże regionach. Przypuszczalnie w każdej niemal prowincji istnie­
je lub istniał do niedawna jakiś ośrodek garncarski, lecz brak systema­
tycznego przebadania pod tym kątem ogromnego obszaru sierry i costy
peruwiańskiej.
Według aktualnie posiadanych informacji technologia produkcji ce­
ramiki ludowej przedstawia się następująco (w podziale na charaktery­
styczne etapy):
SUROWCE I PRZYGOTOWANIE MASY G A R N C A R S K I E J

Podstawowym surowcem do wyrobu ceramiki jest oczywiście glina.
Jednakże tylko w wyjątkowych przypadkach jej własności fizyczne
i skład chemiczny są takie, że wystarczy wydobytą glinę zmieszać z wo­
dą i powstaje masa dająca się łatwo formować oraz nie pękająca przy
wypalaniu. W takiej wygodnej sytuacji są garncarze z górskich dystryk­
tów w departamencie Piura — z Olleros, Sondorillo, Soącha, Shayango
i Sondor oraz z Checca Pupuja (dept. Puno) i Santo Domingo de los
Olleros w prowincji Huarochiri (dept. Lima). Eksploatują oni przypusz­
czalnie jedne z tych nielicznych w Peru złóż glinek ceramicznych.
W większości jednak przypadków garncarze korzystają z glin wietrzelinowych o znacznie gorszych parametrach, wymagających korekcji przy
pomocy tzw. schudzacza. Na ogół schudzaczem jest piasek (na wybrzeżu
lub w dolinach wielkich rzek górskich, jak np. Mantaro) lub tłuczeń
skał magmowych czy osadowych . Może to być zwietrzały andezyt
(Caulimalca), margiel (Caaccasiri), łupek tabliczkowy (Yauya, Llumpa,
Piscobamba i Chacas) i inne. Kiedy indziej masę garncarską stanowi
mieszanina dwóch lub nawet trzech rodzajów gliny. I tak na przykład
w regionie Pucara eksploatuje się złoże zlokalizowane na prawym brze­
gu rzeki, zbudowane z dwóch warstw: górnej, barwy szarej, o większym
udziale materiału ilastego, i dolnej, barwy czerwonej, z dużą domieszką
piasku. Owe dwa rodzaje glin nazywane są odpowiednio "plastyczna"
2 4

25

i konieczność posłużenia się podkładem o stosunkowo małej skali, zaniechano wpi­
sywania nazw na mapę.
Z uwagi na konieczność częstego p o w o ł y w a n i a się na to samo źródło, przy
podawaniu informacji dotyczących konkretnych ośrodków garncarskich nie będzie
dalej cytowana literatura — poza kilkoma wyjątkami. Referencje można znaleźć
w rubryce 11 tab. 1, gdzie ośrodki zestawiono w kolejności alfabetycznej, a dane
bibliograficzne we wcześniejszych przypisach.
* L i , n n e (op. cit.) podaje za E . N o r d e n s k i 6 I d e m (Comparative
Ethnografical Studies, vol. 3, Góteborg 1924), że w ośrodku garncarskim Tirapata u ż y w a ­
no jako materiału schudzającego sproszkowanych skorup ceramicznych. Ponieważ
jednak jest to przypadek odosobniony, a informacja pochodzi z początku wieku,
nie uwzględniono go w ogólnej charakterystyce schudzaczy.
M

5

�P E R U W I A Ń S K A

C E R A M I K A

177

L U D O W A

Ryc. 1. Rozmieszczenie ośrodków produkcji ceramiki na terenie Peru:
1

—

granice

Peru,

2

—

granice

garncarskie

12 — E t n o g r a f i a P o l s k a

departamentów,

(numer

XXVII/1

odpowiada

3

—

stolice

kolejnej

departamentów,

pozycji

w

tab.

1)

4

—

ośrodki

�178

R O M A N A

K R Z A N O W S K A

i "antyplastyczna", a miesza się je w stosunku 3 : 1. Można by więc po­
wiedzieć, że glina czerwona pełni rolę schudzacza. Podobną metodę sto­
suje się w dolinie Marcapata, przy czym podstawowym surowcem jest
glina wietrzelinowa ze złóż łupkowych (chuda), którą miesza się ze
sproszkowaną czerwoną glinką (o własnościach uplastyczniających). Na­
tomiast w Quinua miesza się naprzód w równych proporcjach dwa ro­
dzaje gliny tłuściejszej (z różnych miejsc), a następnie dodaje trzecią
część gliny zapiaszczonej, wydobywanej w Tantaniyocc.
Złoża gliny, jak i różnego rodzaju schudzaczy, znajdują się na ogół
w bliskim sąsiedztwie ośrodków garncarskich. Odległości do eksploato­
wanych kopanek wynoszą najwyżej kilkanaście kilometrów i tylko na
wybrzeżu bywają większe — np. garncarze z Mórrope korzystają ze złóż
oddalonych o 30 k m od swej wsi. Podkreślić jednak należy, że w danym
ośrodku stosuje się zawsze surowce pochodzące z tych samych źródeł,
polegając na wypróbowanej ich jakości i wierząc, że są najlepsze w oko­
licy. Na ogół tereny, na których znajdują się kopanki, nie są własnością
poszczególnych rzemieślników czy też wspólnot wiejskich, w których
zamieszkują. Tak więc zmuszeni są płacić albo za prawo do eksploata­
cji (np. wspólnota L l i k i Llaka wspólnocie Matara), albo za konkretny
urobek (np. w Caulimalca za każdy worek gliny), albo też "od osoby",
jak to ma miejsce w Sondorillo, gdzie złoże należy do cofradii « przy lo­
kalnym kościele. Wydobywaniem gliny (a także schudzaczy) zajmują się
sami garncarze, używając przy t y m łomów i kilofów. Urobek ładuje się
do płacht lub worków i transportuje bądź na własnych plecach, bądź na
grzbietach osłów. Jednorazowo wydobywa się na ogół większą ilość su­
rowca, wystarczającą na dłuższy czas codziennej produkcji i od razu od­
powiednio przerabia na masę garncarską, która właściwie zabezpieczona
stanowi podręczny zapas.
Przygotowanie masy garncarskiej we wszystkich udokumentowanych
ośrodkach przebiega podobnie, choć ilość wykonanych czynności i czas
ich trwania są różne i zależą istotnie od rodzajów stosowanych surow­
ców. Na ogół bryły gliny są rozdrabniane za pomocą kamiennego tłuka
lub drewnianego młota na płycie kamiennej, skórze rozpostartej na zie­
mi lub w wyłożonym kamieniami dole. Zanieczyszczenia, czyli większe
okruchy, usuwa się ręcznie lub przesiewając przez sito czy tkaninę. Tam,
gdzie stosowany jest schudzacz, poddaje się go podobnej procedurze.
Następnie glinę miesza się ze schudzaczem i wodą, co odbywa się na
2

28

Cofradía
(z hiszp.) — stowarzyszenie ludzi świeckich w celu ćwiczenia się
w praktykach religijnych, służby na rzecz kościoła, sprawowania pieczy nad ma­
jątkiem kościelnym. W Peru kongregacje takie przetrwały jeszcze gdzieniegdzie
w formie niezmienionej od czasów wczesnokolonialnych. Cofradía (a ściślej patron
kościoła, przy którym została utworzona) posiadać może ziemię, bydło i inne dobra,
pochodzące niegdyś z "dziesięcin" i ofiar. Dochód z gospodarowania tym majątkiem
przeznaczony jest na potrzeby kościoła.

�PERUWIAŃSKA

C E R A M I K A

179

L U D O W A

ogół w dole wyłożonym kamieniami, cebrzyku lub też na skórze. W za­
leżności od własności lokalnych surowców proporcje gliny i schudzacza
wahają się od 3 : 1 (Simbila) do 1 : 2 (Huancas). Nie zawsze są one ściśle
przestrzegane, a czasem nawet, jak to stwierdziła 0'Neale w Mito Alto,
garncarze nie orientują się, ile właściwie dodają materiału schudzającego. Jakość masy sprawdzają na bieżąco, rozcierając ją w palcach lub na
języku i w zależności od wyniku badania zaprzestają lub kontynuują do­
sypywanie piasku. Czasem glina nie wymaga uprzedniego rozdrabnia­
nia i od razu zalewa się ją wodą (Mito Alto, Santo Domingo de los Olle¬
ros, Simbila), ręcznie usuwając zanieczyszczenia i pozostawiając na pe­
wien czas dla odpowiedniego nawilgocenia. Plastyczną konsystencję uzys­
kuje się wyrabiając rękoma i często nogami, a następnie formuje stożek
lub kopiec, czy to w dołku, w którym odbywało się mieszanie, czy też
na ziemi, w pobliżu właściwego warsztatu pracy. Jest to w każdym ra­
zie miejsce ocienione, zapobiegające wysychaniu masy. Depozyt zabez­
piecza się dodatkowo okrywając go wilgotnymi tkaninami.
Tak przygotowanej masy garncarskiej na ogół nie używa się natych­
miast do produkcji. "Dojrzewa" ona co najmniej kilkanaście godzin,
a zwykle kilka dni (w Caulimalca nawet 15-30 dni).
T E C H N I K I FORMOWANIA

Przed przybyciem Hiszpanów koło garncarskie nie było znane na te­
renie obecnego Peru — zresztą nie znano tam żadnego technicznego za­
stosowania koła. Co ciekawe, po konwiście również wynalazek ten nie
upowszechnił się na ziemiach dawnego państwa Inków i ceramikę w y ­
konywano według dawnych metod. Dopiero w ostatnich latach — i to
zaledwie k i l k u garncarzy w takich wyspecjalizowanych ośrodkach, jak
Pucara i Quinua — zaczęto stosować koło garncarskie. Produkują oni
zresztą głównie wyroby typu pamiątkarskiego: popielniczki, wazony,
itp.

Ryc. 2. Plato-molde u ż y w a n e w Huayhuas. Górny dysk ceramiczny służący
formowania spoczywa na mniejszym, ułatwiającym obrót
Wg

L . O'Neale,

do
1976

�r

Tab. 1. Zestawienie ośrodków

gancarskich w Peru

Cd
O

Lokalizacja
I

Nazwa
ip.

departa -

ośrodka

prowincja

tuent

i-;

4

3

Technika

Surowce

formowania

podstawowe

dystrykt

Technika

Sposób

zdobienia

wypalania

Rodzaje

I

5

wyrobów

Ż r ó d i o informacji

10
I

I

J un in

Aco

Concepción

: Mito

«lina

¡

plato-molde

f

p.aiek

łcezkuwanicm

{1 :2)

formy
pełne

2

Acopia

Cuzco

3

Andaiaj

Aretiuipa

Ammayn
¡ Cor.de-

7. w a - i a n g o b a ,

Acopia

?

Andaray

i

?

I

wzór,

drewniane

malowany

w

piecu

d u ż e dzbany (tinajas, po-

zamkniętym

aplikacja

rongos), m a ł e

A , Inafuku Y . (1975),

miniaturki i zabawki

plastyczna; po­

(wewnętrzne)

D . L a v a l l é e ( 1 9 6 5 ) , 1967;

figurki,

Í975; L . 0'Ncale
(1931),

lewa

(plato-molde)

malowany wzór,

1976

M . Znhorowska(1974)

?

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

suyos
4

A yac ucho

AyacLicho

lluamanga

Ayacuclio

glina 1

formowanie

piasek
glina

-

ręcme

angoba

w piecu

( + p l a t o - m o l d e ?&gt;
formowanie

zamkniętym

ręczne

malowanie

w piecu

krze­

; naczynia kuchenne,
j

L . O'Neale (1931),

1976

miniaturki i z a b a w k i , ?
figurki-gwizdki

M . L u n a B . ( 1 9 7 7 ) , 1977

zamkniętym

S

ï
%

mionka
5

Caulimalca

La
;

Otuzco

Liber-

Usquil

e'ina

tad

(2:1)

i
Ccaccasiri
1

Huanca-

Hnaneu­

vélica

ve l i c a

Acorio

glina

8

J

mii ren

1

C.U7CO

;

Cuzco

CLI/I'Ù

pukły

wy­

w piecu

odciskany

otwartym

z formy

plato-mulde i w a -

angoba,

łeczkowaniem

(ognisko)

malowany

w piecu

wzór

otwartym

naczynia

kuchenne,

figuralne,

R.

figurki

o

1976

i zabawki
naczynia

Krzanowska,
A . K r z a n o w s k i (1973),

kuchenne,

R . Ravines (1966),

1978

inne wyroby (piecyk)

*
m

(ognisko)

?

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

i

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

P?

ma rca

Concep '

9

C o l q ne­

vilcas

; Junin

C7onii.LS

Chumbi-

w z ó r reliefowy

dwuczęściowe

(1 : 2 )
i

J

Coique-

formy ceramiczne

(zewnętrzne)

+

maigiel

1
7

+

tłuczeń

•&gt;

Comas

eiôn
Cuzco

Cuíco

formowanie

ręczne

figurki,

A . Krzanowski

rzeźby ceramicz­

(1977)

ne

Chacas

Ancash

1

H na ri

Chacas

glina

r

plato-molde

bez

przedhiszpanskich

nacinanie, w z ó r re­

lupek

waleczkowania

liefowy

!

tabli:z-

(paletkowanie)

żłobiony

1

kowy

J . F e r n a n d e z P&gt;. ( ? ) , 1973

kopie i imitacje n a c z y ń

!

i
1 0

w piecu

wypukły

naczynia

kuchenne,

J . C . T e l l o ( 1 9 1 9 ) , 197S

7

otwartym
(ognisko)

(2:1)
1 1

Chccca

:

Puno

'] L a m p a

Pupiija

Pucará

glina

•

plato-mulde z wa­

nacinanie, aplikacja

w piecu

naczynia

kuchenne,

J . C . S p a h n i ( ? ) , 1966

ł e c z k o w a u ieni

plastyczna, ango-

otwartym

figuralne,

figurki,

J . S a b o g a l ( ? ) , 1949

za-

IO
I

ba, wzór malowa­

(ognisko)

M.Luna

bawk

B.Ü977),

1977

ny, c z ę ś c i o w a p o iewa
iï

ChulLieu-

Piara

Morropon

nas

| Chuluca-

formowanie

glina

nas

ręczne

w

polewa

piecu

z paletkowaniem,

otwartym

formy

(dołowy)

ceramicz­

naczynia kuchenne

J . Sabogal W . (1975),
1978

ne ( ? )
13

tncantada

Pura

Morropon

glina

j Cfuduca-

formowanie

w

ręczne

14

Huaillay

J u n it.

Pasco

piecu
zamkniętym

nas
Blina

łfuayllay

Ł

+

formowanie

ręczne

aplikacja plastyczna,

piasek

wzór

w

piecu

miniaturki,

figurki,

J . Sabogal W . (1974,
I

popielniczki
naczynia

kuchenne

1978

R . Krzanowska

otwartym

malowany

1977),

E . G o d e t (1915),

1918
(1978)

(ognisko)
15

! Huancas

Amazonas

Chacha­

g l i n a -i-

Huancas

poyas

tluczcń

p l a t o - m o l d e bez w a - ! n a c i n a n i e , a p l i k a c j a
ieczkowania

(1:2)
16
17

, Huariaca
Huarmaca

|

w

piecu

plastyczna, m a l o ­

otwartym

wanie

(ognisko)

malowanie, ?

Junin

Pasco

Huariaca

Piura

Huanca-

Huarmaca

naczynia

R . R a v i n e s ( ? ) , 1 9 6 5 - 66

kuchenne,

M.

figuralne

naczynia kuchenne,

1

E . Godet (1915),

Huarón

Junin

Paseo

1978
Huayllay

glina

+

formowanie

ręczne

piasek

aplikacja plasiyczna, wzór

w

Huayhuas

Ayacucho

Huant»

Huanta

glina

+

piasek

(ognisko)
w

plato-molde z w a -

! Huaylacucho

II

Llapo
Lliki

Llaka

Huancave-

Huancave-

piecu

kuchenne,

figuralne, s p e c j a l n e

Ancash

Palasca

Llapo

Lima

Huarochiri

Santo D o .

1918

R . K r z a n o w s k a (197S)

(lampki)
naczynia

kuchenne

L . O'Neale (1931),

1976

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

R . Ravines (1966),

garnki, ?

lica

£ . Godet(1915),

(ognisko)

Acoria

liea

1978

H . Castro Pozo ( ? ) , (924

mingo
los

naczynia

otwartym

łeczkowanicm

I
20

piecu
(otwartym

malo­

wany
19

1918

I . Sabogal W . (1977),

bambu
13

Z a h o r o w s k a (1974)

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

plalo-molde

glina

bez

w piecu

walcczkowania

de

otwartym

g a r n k i do
duże

gotowania,

dzbany

F . Engel (1969),
A . Krzanowski

1971

2
a
*
I
&gt;
0
fi
V

&gt;

1

r
c
u
o
&gt;

(1977)

(ognisko)

Olle¬

ros
23

Llumpa

Ancasl

Luzuriaga

Llumpa

glina

~

plato-molde

bez

łupek

walcczkowania

tablicz­

(palelkowanic)

n a c i n a n i e , w z ó r re¬
' liefowy

w piecu

wypukły

naczynia

kuchenne

J . C . Tello ((919),

1978

otwartym

żłobiony ręcznie

(ognisko)

kowy
(2:1)
24

. Mallas

Ancash

Huari

Huari

25

i Marcapata

Cuzco

Quispi-

Marcapata

canchis

7

2 rodzaje
gliny

H . Castro Pozo 0 1 , 1 9 2 4
plato-moldc

bez

walcczkowania

malowanie

w

piecu
otwartym

naczynia kuchenne, ?

I.

C . Tello (1931),

1978

1

iCo
i-i

�3

2

4

6

5

7
I

(drewniane

GO

10

8

(ognisko)

kształtowniki)
26

Milo Alio

Junín

Concep-

Mio

Alio

glina

ción

plato-molde

+

piasek

z wa-

w z ó r ryty lub m a l o ­

łeczkowaniem

w piecu

wany, aplikacja
plastyczna

27

; Mollepata

i

La

S a n t i a g o dVi M o l l e p a t a

Libe-

Chuco

rtad

glina

!

-

Hueven

pukły

dwuczęściowe

wy­

w

odciskany

. L . 0 ' N e a l c (1931),

zabawki

piecu

naczynia kuchenne, ?

R . Krzanowska,

otwartym
I

z formy, c z ę ś c i o ­

(zewnęlrzne)

wa
28

Tvfórrope

Lambaye-

Lambayc-

Mórrope

I

wyklepywanie palet­
ką

que

que

na

29

i Muya

]

Huamanga . Quiniia

Ayacucho

I Muquí

Junín

Jauja

31

' Olmos

Lambaye-

Lambaye-

que

' Muqui

?

Olmos

que

z

•

D . Collier (1956).

?

• naczynia

•y

7
7

ręczne

kuchenne,

specjalne

w piecu

paletkowaniem

i

J . C . S p a h n i {'.•), 1966

(miednice)
i

I naczynia

otwartym

(wyklepywaniepa-

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

kuchenne,

J . S a b o g a l W . (1976),
1978

miniaturki

(dołowy)

H . H . Brüning (1889),

lelka na kamieniu
+
32

, Olleros

Piura

Ayabaca

Ayabaca

w

7

piecu

naczynia kuchenne, ?

J . Sabogal W . (1976),
1978

(ognisko)
Pampa

34

Ancash

Huaraz

Pampas

?

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

Lima

Chancay

Pacelio

7

naczynia

kuchenne

R , K r z a n o w s k a (1978)

j Pari

Junín

Pasco

Huayllay

7

naczynia

kuchenne

E . G o d e ł (1915),

36

! Paria-

Ancash

Carhuaz

Paría-

7

|

?

Huánuco

Maranon

Piura

7

j

?

Cuzco

Cal ja

Pisac

?

| miniaturki -

&lt;

huanca

37

i Piura

38

Pisnc

angoba,

malowane

i

pańskiej,
Luzuriaga

Ancash

Pisco-

glina

bamba

bamba

+

, plato-moldc

lupek
tablicz-

bez

w

nacinanie, wzór

piecu

walcczkowania

reliefowy w y p u k ł y

otwartym

(paletkowanie)

żłobiony

(ognisko)

ręcznie

' H . C a s t r o P o z o ( ? ) . 1924
imitacje

ceramiki przedhisz-

I
¡ Pisto-

1918

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

huanca

wzory
39

5&gt;

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

35

Paran

»

wałeczkowanie

otwartym
33

&gt;
3

1898

p l a l o - m o l d e , 'J

glina

1958

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

(dołowy)

1

formowanie

naczynia kuchenne, ?

otwartym

nego

I

30

w piecu

stempla ceramicz­
¡

•&gt;

1976
H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

n i ^ w z o r u ze

kowanie

A , K r z a n o w s k i (1973),

(ognisko)

polewa

nacinanie, odciska -

formie-

- g a r n k u -f- w a l e c z -

1976

figuralne, m i n i a t u r k i , ! H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

(ognisko)

w z ó r reliefowy

formy ceramiczne

naczynia kuchenne,

otwartym

' A . K r z a n o w s k i (1977)
i

popielniczki

naczynia kuchenne, ?

i. C . T e l l o ( 1 9 1 9 ) ,

figurki,

J . C . Spahni ( ? ) , [966

1978

kowy
1

(2:1)
40

; Pucará

Puno

Lampa

Pircara

2 rodzaje

I
! formy gipsowe d w a -

1

i

aplikacja plastyczna,

w

piecu

rzeźby ceramiez-,

10

gliny

+

piasek

c z ę ś c i o w e (zew­

malowanie, pole­

nętrzne),

wa

kolo

M . L u n a B . ( 1 9 7 6 ) , 1976

ne, popielniczki, w a ­

zamkniętym

zony

garncarskie
41

:

42

Puyalli

Ancash

Quiniia

Ayacucho

Pallasca
I Huamanga

Quinua

H . C a s t r o P o z o &lt; ? ) , 1924

7

Pampas
3 rodzaje
Bliny
(1 :1 : 1 )

plato-molde, formo - • a p l i k a c j a plastyczna
wanie

ręczne, kolo .

garncarskie

malowanie,
lowane

naczynia

w piecu

:

figurki,

zamkniętym

ma-

J.

figuralne,

Sabogal

(?),

1949;

A.Krzanowski{1977);

miczne, popielniczki,

wzory

C . S p a h n i ( ? ) , 1966;
J.

rzeźby cera­

wazony

R . K r z a n o w s k a (1978)

Urcos

H . C a s t r o P o z o ( 7 ) , 1924

Carhuaz

Paria-

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

Victor

Sacsa-

43

Kaechi

Cuzco

Quispican-

44

Recuay

Ancash

45

Sacss-

Ayacucho

chis
huanca

46

San Jeró.

47

San Marcos

Apurimac

Andahti-

Caja marca

Cajamarca

nimo
n a c z y n i a figuralne, ?

malowanie, aplika­

San Marcos

cja plastyczna, ?
San Miguel

48

I San Miguel

de P a l l a -

ques

I

ques

Lima

lluarochiri

Domingo

I

de

I

los

50

Santo

51

Shayango

C'UÏCO

Tomas

plato-molde

z wa-

łeczkowaniem

los

odciskanie patykiem

piecu
otwartym

goba,

(ognisko)

malowane

'

[ J . C . T e l l o ( 1 9 2 2 ) , 1978

1

j F . Engel (1969),

dzbany, ?

Simbilá

Piura

Piura

?

Sondor

piasek

I

53

Socha-

Piura

bamba
54

g l i n o -I

Sonche

Amazonas

Huanca-

Huanca -

bamba

bamba

Chacha-

formowanie

ręczne

nacinanie, odciska-

w piecu
I

z palelkowanicm,

n i e w z o r u ze

formy

stempla ceramicz-j

ceramiczne

dwuczęściowe

nego, malowanie,

(zewnętrzne)

malowane

otwartym
(dotowy)

i J . Sabogal W . (1977),

naczynia kuchenne,
imitacja ceramiki przedhiszpańskiej

1978

Sondor

i Piura

Huanca-

&gt;

J . Sabogal

W.

(1977),

1978
D . Collier (1956),

1959

wzory
H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

Sonche

Sondor

r
tí
ö
o

• J . C . S p a h n i ( ? ) , 1966

poyas
55

&gt;

1971

j H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924

I
Catocaos

»

s
?

bamba
52

O

I garnki do gotowania,

I

Tomas

&gt;

M , Z a h o r o w s k a (1974)
M . Z a h o r o w s k a (1974)

,
I

i C h u m b . v i l - : Santo

Huanca-

w

paznokciem, an- j
wzory

Olleros

cas
Pirna

glina

Domingo
de

1

Olleros

Santo
!

A . K r z a n o w s k i (1973)

naczynia kuchenne, ?

nacinanie, 7

San Miguel

I

Santo

49

Cajamarca

de P a l i ­

&gt;

H . C a s t r o P o z o ( 7 ) , 1924

San Jeró­

aylas

nimo

H . C a s t r o P o z o ( ? ) , 1924
I

marca

Fajardo

marca

11
M
W
C

i glina

filiżanki,

lalerze, dzban- . J . Sabogal W . (1977)

M
Co
Os

�3

&gt; I

4
i
l

56

'' S o n d o r i l l a

Píura

bamba

Huanca-

!

Sondor

glina

formy c z ę ś c i o w e ( ? )
I

bamba

57

Soqcha

Pjiira

Hnanea-

St?ndor

ibrmy

glina

bamha

5S

Talayera

I Apurimac
i

59

60

i Taricá

! Anda-

ceramiczne

d w u c z ę ś c i o w e (7)

Talayera

huaylas
Ancash

T L ra pata

Huaraz

Taricá

A z a n g a tro

Tírapata

fiíina

+

malowany

wzór

nacinanie,

wzor

p l a î u - m û l d e bez w a -

sproszko-

leczkowania

wane

{drewniane

skorupy

kształtowniki)

ceramiczne
Concep-

Vicsos

glina

ción
62

Yacyu

Ancash

63

Y a u ya

Ancash

Huari
¡ Luzuriaga

4-

piasek
Huari
; Yauy¡.

glina

-f

reliefowy

tablicz­

(palctlcowanie)

biony

(2:0
przypisy

22-24.

bei

wałec?kowania

kowy

Patrz

plato-molde

łupek

żło­

�Go

10

zamkniętym

ki, cukierniczki, imi­
tacje c e r a m i k i p r z e d hiszpanskiej

w piecu

naczynia kuchenne, ?

J . Sabogal W . (1977),
1978

otwartym
(dołowy)
w piecu

naczynia kuchenne, ?

J . Sabogal W . (1977),
1978

otwa rtym
(dołowy)

H . C a s t r o P o z o ( 7 ) , 1924

naczynia kuchenne,
miniaturki, zabawki

R. K r z a n o w s k a ( 1 9 7 8 )
C , B , D o n n a n (1966),
1971

frj
0

H . C a s t r a P o z o ( ? ) , 1924
naczynia kuchenne, ?

S.

L i n n e ( ? ) . 1925

&gt;
2

E.

Nordenskiold (?),

&gt;

1924

»

&gt;
w pte^i

naczynia kuchenne, ?

L . C N c a l c ( ( 9 3 1 ) ) , 1976

naczynia kuchenne, ?

J . C , Tello (1919),

zamkniętym
H . C a s t r o P o z o (?&gt;, [ 9 2 4
w piecu
otwartym
(ognisko)

(978

O

w
SU

&gt;

�PERUWIAŃSKA

C E R A M I K A

L U D O W A

185

Najczęściej natomiast stosowanym przy produkcji ceramiki urządze­
niem jest tzw. plato-molde
które można by nazwać "fałszywym ko­
łem garncarskim". Plato-molde to lekko wklęsły dysk (talerz) ceramicz­
ny, czasem zaopatrzony u spodu w dodatkową wypukłość (krótką nóżkę-podstawkę), która pasuje do wgłębienia na płaskim kamieniu leżą­
cym na ziemi i służącym za "stół modelarski". Niekiedy nóżkę-podstawkę zastępuje drugi talerz o mniejszej średnicy (ryc. 2). Na dysku układa
garncarz bryłkę gliny, kciukami wyrabia zagłębienie i obracając powoli
dysk formuje palcami dno oraz dolną część ścianek (do ok. 1/3 wyso­
kości naczynia). Jest to pierwsza faza formowania przy zastosowaniu
plato-molde, identyczna we wszystkich udokumentowanych ośrodkach,
w których stwierdzono użycie tego urządzenia (por. tab. 1). Faza druga,
w której nadaje się naczyniu pożądany kształt i wielkość, różni się w za­
leżności od znajomości techniki lepienia z wałeczków. W takich ośrod­
kach, jak Aco, Ccaccasiri, Checca Pupuja, Huayhuas, Mito Alto i Santo
Domingo de los Olleros, do uformowanej uprzednio dolnej części naczy­
nia dokleja się kolejno kilka utoczonych w dłoniach wałeczków (ryc. 3),
wygładzając spoiny wilgotną dłonią i jakimś pomocniczym narzędziem —
kawałkiem tykwy, płaskim kawałkiem drewna, otoczakiem, wilgotną
szmatką, itp. Garncarz pracuje w ten sposób, że lewą dłonią obraca dysk
i kształtuje zewnętrzną powierzchnię naczynia, a p r a w ą wygładza w n ę t ­
rze i ewentualnie wypycha ścianki na zewnątrz, gdy naczynie ma być
bardziej pękate. Dalsze czynności zależą od ostatecznie pożądanego
kształtu naczynia. Przy garnkach lub misach wykańcza się brzeg mokrym
paskiem tkaniny, patykiem (odginanie kołnierza) lub metalowym noży­
kiem. Przy zamkniętych dzbanach dokleja się dodatkowe wałeczki
zmniejszające średnicę i na koniec szyjkę-kołnierz. Szyjka powstaje albo
ze spłaszczenia jeszcze jednego, grubszego wałeczka (np. Aco, Mito A l ­
to), albo przez doklejenie osobno uklepanego paska gliny (Santo Domin­
go de los Olleros), albo poprzez nałożenie bryłki, w której wyciska się
otwór (np. Huayhuas). Osobno formowane są też ucha. Gotowe naczynie
pozostawia się na dysku do przesuszenia co najmniej na kilka godzin
(do kilku dni), a następnie ostatecznie wykańcza i wygładza powierzch­
nię. Dlatego też garncarz posiada na ogół cały szereg dysków, dostoso­
wanych średnicą do wielkości różnych naczyń. Czasem dla ułatwienia
obrotu dysk smarnie się u spodu tłuszczem (Ccaccasiri) posypuje sprosz¬
kowaną suchą gliną (Santo Domingo de los Olleros) lub piaskiem (Quinua).
Lepienie ścianek z wałeczków nie wszędzie jest jednak stosowane.
W Huancas i L l i k i Llaka do uformowanej z podstawowej bryłki dolnej
części naczynia dokleja się sukcesywnie dalsze kawałki i dłońmi nadaje
i m pożądaną grubość oraz kąt nachylenia. Wałeczkowanie nie jest zna" Z hiszp. plato — talerz, dysk; molde — forma.

�186

R O M A N A

K R Z A N O W S K A

Ryc. 3. Nadbudowywanie ścianek naczynia przez doklejanie w a ł e c z k ó w gliny (Aco)
Wg D. Lavallee, 1967

ne również w regionie Huari-Pomabamba (ośrodki Chacas, Llumpa, P i scobamba, Yauya). Jak zanotował J. C. Tello przy nadbudowywaniu ścia­
nek naczynia używa się drewnianej paletki, którą wyklepuje się spoiny,
ścienia doklejony placek do pożądanej grubości i wyrównuje go.
Najbardziej natomiast oryginalną odmianę techniki plato-molde
stwierdzono na początku naszego wieku na wschodnich stokach Andów,
w południowej części Peru. Otóż w Marcapata i Tirapata przy nadbudo­
wywaniu ścianek posługiwano się drewnianymi kształtownikami wkła­
danymi do wewnątrz naczynia. Te swoiste formy przeciwdziałały zapa­
daniu się doklejanych kawałków gliny, ułatwiały ich łączenie i nadawa-

�187

PERUWIAŃSKA C E R A M I K A L U D O W A

ły odpowiedni kształt ściankom. Naczynia wykonywano etapami, przesu­
szając po doklejeniu każdej części za pomocą odpowiedniego kształtow­
nika.
Zupełnie odmienną techniką formowania jest stosowanie dwuczęścio­
wych form zewnętrznych. Jak dotąd udokumentowano ich użycie tylko
w dwóch ośrodkach: Caulimalca i Mollepata. Są to formy ceramiczne, sy­
metryczne, a płaszczyzna łączenia przebiega pionowo przez oś symetrii
naczynia. Wyrób polega na wylepieniu wnętrza osobno każdej połówki
formy (ryc. 4), następnie połączenia ich i po kilkugodzinnym przesusze­
niu oddzieleniu od formy. Wykończenie sprowadza się do wygładzenia
spoiny i wypolerowania powierzchni wolnej od zdobień.

Ryc. 4. Rozprowadzanie gliny w e w n ą t r z połówki formy ceramicznej. Przed
carką l e ż y druga połówka, już wypełniona i wygładzona (Caulimalca)
Fot. A.

garn-

Krzanowski

Formy zewnętrzne gipsowe dwu- i wieloczęściowe stosuje się w Pucara do wyrobu niektórych figurek i rzeźb ceramicznych (np. słynnych
kościółków). Postępowanie jest podobne, jak w przypadku form cera­
micznych. Wydaje się jednak, że zastosowanie tych form to sprawa
ostatnich kilkunastu lat. Przy masowej produkcji na użytek turystów
usprawniły one i przyspieszyły wyrób figurek i rzeźb modelowanych
dawniej ręcznie. Podobnego typu usprawnienie wprowadzono też w Aco.
Do produkcji miniaturek i zabawek używa się tam bądź form drewnia­
nych wewnętrznych (pełnych), na których wyklepuje się np. miseczki
i talerzyki, bądź też zewnętrznych, połówkowych, w których wylepia się

�188

R O M A N A

K R Z A N O W S K A

figurki. Formy d w u - i wieloczęściowe stosowane są też powszechnie
przez kopistów i imitatorów ceramiki przedhiszpańskiej (np. w Simbilá).
Garncarze specjalizujący się w produkcji naczyń figuralnych, figu­
rek, rzeźb ceramicznych lub miniaturek (np. w Quinua) nierzadko kształ­
tują je ręcznie, bez użycia form czy plato-molde. Taka najbardziej "pier­
wotna" technika produkcji nie jest już chyba jednak nigdzie stosowana
w odniesieniu do naczyń użytkowych. E. Godet zanotował ją w okoli­
cach Jez. Huarón w początkach naszego wieku, lecz — jak już wspom­
niano — ośrodki tam istniejące przypuszczalnie zaprzestały produkcji
w latach 1950-1960.

Ryc. 5. Wyklepywanie ścianek naczynia drewnianą paletką (Simbilá)
Wg J . C. Spahni, 1966

�P E R U W I A Ń S K A

C E R A M I K A

189

L U D O W A

Osobnego omówienia wymaga technika stosowana przez garncarzy
na północnym wybrzeżu Peru. O ceramice stamtąd pochodzącej mówi się
•paleteada (paletkowana), gdyż głównym narzędziem używanym przy
wyrobie naczyń jest drewniana paletka. W Simbila, Olmos i Chulucanas
formuje się naprzód w dłoniach dno i zaczątek ścianek, następnie dokle­
ja wałeczki i rozklepuje je paletką (od zewnątrz), podkładając od wew­
nątrz otoczak (ryc. 5). W Mórrope natomiast paletkowanie stosuje się
również w fazie początkowej, rozklepując bryłkę gliny na odwróconym
dnem do góry garnku, służącym za f o r m ę . Dalsze postępowanie jest
identyczne jak w Simbila.
Jak wynika z powyższego opisu wszystkie narzędzia stosowane przy
różnych technikach formowania są stosunkowo proste. Garncarze wyko­
nują je sami w miarę swoich potrzeb. W fazie wykańczania i wygładza­
nia używa się dodatkowo całego szeregu nie opisanych tu, drobnych
przedmiotów, takich jak skorupy, kawałki tykw, blaszki, nożyki, patyki,
kołki, szmatki, kawałki skóry, otoczaki, wyłuskane kaczany kukurydzy,
itp. Ich ilość i rodzaj zależy często od indywidualnego wyposażenia da­
nego warsztatu.
Podobnie zmienna jest ilość i czas trwania kolejnych przerw w pra28

Ryc. 6. Wypalanie ceramiki metodą ogniskową (Caulimalca)
Fot. A. Krzanowski
2 8

Jak zanotował B r ü n i n g (op. cit.) podobnie postępowano z końcem ubieg­
łego wieku w Olmos, z tym że formą-podstawą do rozklepywania był obły k a ­
mień.

�190

ROMANA K R Z A N O W S K A

cy związanych z koniecznością przesuszenia naczynia. Zależą one od tech­
niki kształtowania, właściwości masy garncarskiej, aktualnych warun­
ków atmosferycznych lub nawet terminu sprzedaży (gdy istnieje możli­
wość szybkiej sprzedaży skraca się znacznie proces produkcji, nawet
kosztem większych strat przy wypalaniu). Suszenie pośrednie i końco­
we (przed wypalaniem) odbywa się na ogół w miejscu ocienionym lub
na zmianę, raz w słońcu, raz w cieniu.
TECHNIKI ZDOBIENIA

W udokumentowanych ośrodkach garncarskich zanotowano nastę­
pujące techniki zdobienia: nacinanie i żłobienie (ryc. 8b), odciskanie wy­
pukłego wzoru reliefowego z formy (ryc. 8c, 9d) lub przy użyciu drew­
nianego stempla, aplikację plastyczną (doklejanie większych elemen­
tów — ryc. l l b ) , angobowanie, malowanie (ryc. 8a, 9e) i nakładanie
szklistej polewy (ryc. 8c, 12d-f).
Stosunkowo niewiele jest takich ośrodków, w których stosuje się
tylko jedną technikę zdobienia. Należą do nich te z prowincji Huari
i Pomabamba, gdzie ozdabia się naczynia nacięciami i żłobionymi wzo­
rami wykonywanymi małym kamiennym nożykiem. Także w Caulimalca występuje wyłącznie jedna technika zdobienia: wzór jest wyżłobiony
w formie, z której wykonuje się naczynie, i zostaje odciśnięty już w trak­
cie jego wyrobu. Na gotowym egzemplarzu jest to lekko w y p u k ł y relief.
W Mórrope i Simbila podobny wzór uzyskuje się odciskając na gotowym
naczyniu drewniany, wgłębnie żłobiony stempel. Jednakże, jak zanoto­
wali Collier i Spahni, stemple takie wychodzą już z użycia i stosują je
tylko wyjątkowo niektórzy garncarze. Inni pozostawiają swe wyroby bez
jakiejkolwiek dekoracji.
Na ogół jednak stosuje się dwie lub kilka technik zdobniczych, przy
czym zaobserwować można prawidłowość, że im bogatszy jest asorty­
ment wyrobów produkowanych w danym ośrodku, tym bardziej zróżni­
cowane są sposoby ich zdobienia. I tak na przykład w Checca Pupuja
stosuje się nacinanie, żłobienie, aplikację plastyczną, malowanie i częś­
ciową polewę, a wszystkie techniki spotkać można na jednym naczyniu.
W Aco zaś duże dzbany są najpierw angobowane, a następnie ozdabiane
malowanym wzorem (ryc. 7). Czasem dodatkowo dekoruje się je przy
szyjce doklejanymi wałeczkami wygniatanymi w łańcuszek. Natomiast
miniaturki i zabawki pokrywa się polewą (tzw. mleczkiem hutniczym),
ale nie tworzy ona na ogół jednolitej, wysoko szlistej, błyszczącej po­
wierzchni. Często są to tylko maźnięcia, z zaciekami i nieregularnymi
powierzchniami raz o grubszej, a kiedy indziej o cieńszej warstwie po­
lewy, dość chropowate. Wynika to po pierwsze z oszczędnego stosowa­
nia roztworu, do którego składniki kupuje się po stosunkowo wysokich
cenach, po drugie z braku doświadczenia w stosowaniu tego typu tech-

�191

PERUWIAŃSKA C E R A M I K A L U D O W A

Ryc. 7. Wyjmowanie wypalonych naczyń z pieca garncarskiego w Aco
Wg D. Lavallće, 1967

n i k i zdobienia. W innych ośrodkach (Checca Pupuja, Pucara i Mollepata) polewę stosuje się w podobny sposób: tylko na określonych elemen­
tach naczynia lub figurki (ryc. 12a-f) albo nieregularnymi maźnięciami
na całej powierzchni (ryc. 8c).
W żadnym zresztą z udokumentowanych peruwiańskich ośrodków
garncarskich nie produkuje się naczyń polewanych całkowicie (na błysz­
cząco), jakie wyrabia się choćby w regionie Cochabamba w Boliwii. Na­
leży jednak podkreślić, że stosowanie polewy wprowadzone zostało do­
piero po przybyciu Hiszpanów, a — jak to wynika z wielu uprzednio
podanych faktów — peruwiańskie garncarstwo ludowe wyjątkowo po-

�192

ROMANA K R Z A N O W S K A

woli i opornie poddawało się przemianom, pozostając przy odwiecznych
technikach i metodach produkcji. Dlatego też tradycyjnie stosuje się do
angobowania i malowania naturalne barwniki mineralne (np. ochrę i kao­
l i n w Aco), choć obecnie są one już często kupowane na targu w goto­
wej, sproszkowanej formie.
Wzory i motywy dekoracyjne są charakterystyczne dla danego regio­
nu, ośrodka garncarskiego, a nawet określonego typu naczynia. Wśród
nacinanych, żłobionych, odciskanych i malowanych przeważają proste
elementy geometryczne i ich kompozycje oraz motywy roślinne, na
ogół mocno stylizowane lub wręcz schematycznie uproszczone. Techniką
aplikacji wykonuje się proste dekoracje w rodzaju wałeczka czy łań­
cuszka albo też bardziej skomplikowane, przekształcające np. prosty
dzban w naczynie figuralne (ryc. l l b ) czy wręcz naczynie rzeźbę (ryc.
12b).
SPOSOBY W Y P A L A N I A

Zdecydowana większość wśród udokumentowanych ośrodków garn­
carskich stosuje ogniskową (tzw. w piecu otwartym) metodę wypalania
naczyń. Garnki układa się w kopiec tak, by otwór jednego przytykał do
brzuśca innego i zachowując kolejność od największych do najmniej­
szych egzemplarzy. Całość otacza się wieńcem starych, potłuczonych
i wypalonych naczyń, a na nich układa się opał (czasem jego warstwę
kładzie się też na spód). Mogą to być drewniane szczapy, chrust, wysu­
szone odchody bydlęce i trawa. Tak przygotowany stos podpala się rów­
nocześnie z kilku stron i utrzymuje ogień przez kilkanaście godzin
(ryc. 6).
Pokrewną metodą jest ogniskowo-dołowy sposób wypału, stosowany
wyłącznie na północy Peru (np. w Simbilá, Sondorillo, Soqcha). Głębo­
kość dołów nie przekracza na ogół kilkudziesięciu centymetrów, a spo­
sób przygotowania i prowadzenia wypału jest podobny, jak przy meto­
dzie ogniskowej.
Piece garncarskie zamknięte stwierdzono natomiast tylko w k i l k u
ośrodkach. Reprezentatywnym przykładem może tu być Aco, gdzie bu­
duje się pionowe, kominowe piece z cegieł adobe (ryc. 7). Składają się
one z dwóch komór: dolnej na opał i górnej, w której umieszcza się
gotowe do wypalania naczynia — początkowo wkłada się je otworem
bocznym, a następnie szczytowym. Ogień utrzymuje się przez ok. 2 godz.,
a zakończenie wypału sygnalizuje ukazanie się płomieni w górnym otwo­
rze. Naczynia wyjmuje się po kilkugodzinnym przestygnięciu. Poza Aco
i niedalekim Vicsos podobne piece stosowane są właściwie tylko w tych
ośrodkach, gdzie masowo produkuje się ceramikę ozdobną (np. Pucará,
Quinua) lub naczynia w stylu fabrycznej zastawy stołowej (np. Encan­
tada).

�i
1

Ryc. 8. Przykłady naczyń kuchennych wyrabianych w Peru:

;

a — malowany garnek do picia z Tarica, wys. 10 cm; b — zdobiony żłobieniami garnek do
gotowania z San Miguel de Pallaąues, wys. 14,5 cm; c — dzban z Mollepata, wys. 24 cm —
na reliefowy, odciśnięty z formy wzór nałożono maźnięciami cienką warstwą ciemnozielonej
polewy; d — butla z Huarón ozdobiona pętlowym, czerwono malowanym wzorem, wys.
19 cm; e — dzbanek z Huarón, wys. 19 cm; f — garnek do gotowania z L l i k i L l a k a , wys.
ok. 24 cm; g — duże ; naczynie zasobowe z pokrywką z L l i k i Llaka, wys. ok. 76 cm.
Fot. J . Kubiena (a, b), M. Doktor (c—e), wg F . Engel, 1971 (f, g)

i

13 — Etnografia Polska X X V I I / 1

i
'
i
•

)

�194

ROMANA K R Z A N O W S K A

R O D Z A J E WYROBÓW G A R N C A R S K I C H

Wprawdzie wytwarzana obecnie w Peru ceramika ludowa nie pre­
zentuje tak bogatego wachlarza form i odmian, jak to miało miejsce
w czasach przedhiszpańskich, ale i tak różnorodność wyrobów jest znacz-

e
Ryc. 9. Przykłady naczyń kuchennych wyrabianych w P e r u :
a — praźnica, wys. 14 cm; b — dzbanek, wys. 16 cm; c — dzban u ż y w a n y przy produkcji
chichy (piwa z kukurydzy), wys. 47 cm; d — garnek do gotowania, wys. 22 cm (a-d —
Caulimalca); e - malowana na biało i brązowo misa z Acopia, średnica 31 cm. Fot. M. Dok­
tor (a, b), A. Krzanowski (c, d), J . Kubiena (e)

�PERUWIAŃSKA

C E R A M I K A

195

L U D O W A

na. Przede wszystkim są to wszelakiego rodzaju i wielkości naczynia k u ­
chenne (ryc. 8-10): garnki, dzbany, misy, prażnice, kubki, butle, duże
naczynia zasobowe (tzw. tinajas, porongos) oraz specjalnego, aczkolwiek
również gospodarczego przeznaczenia, takie jak miednice czy gliniane
piecyki-podstawki osłaniające ogień i służące do gotowania w polu (Ccaccasiri). Produkcją tego typu wyrobów zajmują się liczne górskie ośrod­
ki garncarskie, od Olleros na północy począwszy, poprzez Caulimalkę
i Mollepatę, Tarikę, L l i k i Llakę, Mito Alto, Ccaccasiri, a na Checca Pupuja na południu, nieopodal jez. Titicaca skończywszy (szczegółowe dane
tab. 1). Niektóre z nich ograniczyły "w ostatnich latach produkcję do
określonego typu naczyń cieszących sie naiwiekszym Dooytem Na nrzvkład w Aco iak zanotowała Layallee jeszcze ok 50 lat temu wytwa­
rzano różne odmiany sarnków i dzbanów a obecnie orodukuie sie w y ­
łącznie duże tinaias i voronaos Równocześnie rozwinięto i wzbosacono
nowvmi formami wvrób miniaturek i zabawek dawniei stanowiących
margines produkcji
Podobne ukierunkowanie produkcji na duże naczynia zasobowe oraz
drobne wyroby pamiątkarskie lub kopie czy imitacje ceramiki przedhiszpańskiej cechuje ośrodki z północnego wybrzeża Peru, takie jak np.
Simbila, Mórrope, Olmos.
Specyficzną grupę stanowią naczynia figuralne, figurki i rzeźby
(ryc. 11, 12), które można by określić mianem ceramiki artystycznej,

Ryc. 10. Zestaw naczyń kuchennych wyrabianych w Caulimalca. Świeżo wykona­
ne naczynia suszą się przed wypalaniem na specjalnych krążkach
Fot. A.

Krzanowski

�196

ROMANA K R Z A N O W S K A

z tym że zachowała ona liczne cechy tradycyjne, ludowe. Wyroby tego
rodzaju spotyka się praktycznie niemal w każdym, a zwłaszcza górskim
ośrodku garncarskim. W zasadzie przestały już one spełniać dawną rolę
kultowo-obrzędową, a funkcjonują jako przedmioty ozdobne lub pamiąt­
k i dla turystów. W produkcji tego typu wyrobów wyspecjalizowały się
takie ośrodki, jak Quinua, Pucara i Checca Pupuja. Inwencja poszcze­
gólnych garncarzy na podstawie starych form i motywów tworzy co­
raz to nowe odmiany naczyń figuralnych i figurek, z których najsłyn­
niejsze to byczki i kościółki (ryc. 12d, e), dwu- i wielogłowe naczynia-lamy (ryc. 12c) lub naczynia-świeczniki (ryc. 12b), karykaturalne posta­
cie muzykantów oraz wiele innych.
W ostatnich latach pojawiają się coraz liczniej produkowane dla t u ­
rystów kopie i imitacje ceramiki przedhiszpańskiej. Ich jakość i walory
artystyczne są na ogół mierne, aczkolwiek zdarzają się kopiści wyjątko­
wo sumienni i obdarzeni talentem, jak np. Ignacio Bustamante z Cuzco ». Na osobną uwagę zasługuje indywidualna, współczesna, choć głę­
boko osadzona w ludowej tradycji rzeźba ceramiczna w rodzaju grotesko­
wych postaci i scenek autorstwa Edilberta Meridy Rodrigueza (ryc. 12g)
z Cuzco i licznych jego naśladowców.
Niestety szczupłe ramy tego artykułu nie pozwalają na dokładniejsze
omówienie poszczególnych ośrodków garncarskich, ani też na należyte
rozwinięcie wniosków płynących z analizy zebranych informacji.
Reasumując więc pokrótce stwierdzić należy, iż peruwiańską cera­
mikę ludową cechuje głęboka tradycyjność, tak pod względem metod
produkcji, organizacji pracy, jak i rodzajów produkowanych wyrobów.
Choć z niezwykłą ostrożnością podchodzić należy do analogii etnograficzno-archeologicznych
to w rozważanej dziedzinie peruwiańskiego garn­
carstwa ludowego są one w szeregu przypadkach bezdyskusyjne. I tak
na przykład badany przez autorkę ośrodek w Caulimalca niewątpliwie
kontynuuje właściwą dla kultury Chimu ( X - X V I w. n.e.) technikę pro­
dukcji z form oraz stosuje nadal wzory i motywy zdobnicze charakte­
rystyczne dla ceramiki inkaskiej . Potwierdzeniem odległego, przedhiszpańskiego rodowodu plato-molde są znaleziska archeologiczne (np.
na stanowisku Ayapata kultury Huari — V I I - X w. n.e.) . Stosowanie
w czasach przedhiszpańskich wypalania ogniskowo-dołowego oraz w pie­
cach zamkniętych potwierdzają natomiast znaleziska na stanowisku To2

3 0

32

3S

»Fernández
B a c a , op. cit., s. 33.
*&gt; K r z a n o w s k i , op. cit.
Por. A. P o s e r n - Z i e 1 i ń s k i, J . O s t o j a - Z a g ó r s k i , Etnologiczna in­
terpretacja i analogie etnograficzne w postępowaniu
badawczym archeologii i pra­
historii, "Slavia Antiqua", No. X X I V : l!977, s. 31-71,
"2 K r z a n o w s k a , K r z a n o w s k i , op. cit., s. 208-209.
R. R a v i n e s , Excavaciones en Ayapata, Huancavelica, Perú, "Ñawpa P a cha", No. 15: 1977, s. 71, lam. X X V I I I , figs. 61a-c.
8 1

8 8

�PERUWIAŃSKA

C E R A M I K A

197

L U D O W A

Ryc. 11. Przykłady naczyń ozdobnych wyrabianych w niewielkich ilościach w ośrod­
kach garncarskich specjalizujących się w produkcji naczyń kuchennych:
a — naczynie z jaguarem (wylew
dzban w postaci ludzkiej sylwetki
piórki z Caulimalki, wys. 11 cm;
14 cm. Fot.

na grzbiecie zwierzęcia) z San Marcos, wys. 12 cm; b —
z Huancas, wys. 17 cm; c — naczynie w kształcie prze­
d — naczynie w kształcie byczka z Caulimalki, wys.
M. Doktor (a, c, d), J . Kubiena (b)
M

ma Luz (na południe od Ica) . Przykłady mniej lub bardziej szczegóło­
wo udokumentowanych analogii można by mnożyć, a w wielu przy­
padkach brak jedynie należytego porównania materiałów archeologicz­
nych ze współczesnymi. Jednakże szereg badaczy* sygnalizuje daleko
idącą zbieżność przedhiszpańskich rodzajów wyrobów i zdobnictwa z ak­
tualnie stosowanymi przez garncarzy w t y m samym regionie peruwiań­
skiej sierry.
Ponadto długie istnienie wielu ośrodków garncarskich i niezmienny
charakter ich produkcji dokumentują liczne źródła historyczne, od cza5

" G. P e t e r s e n G., Minería y metalurgia en el Antiguo Perú,
No. 12: 1970, s. 38-39.
Np. L a v e l l é e , op. cit., . 120; R a v i n e s , op. cit, s. 466.
M

s

"Arquelógicas",

�198

]

ROMANA K R Z A N O W S K A

Ryc. 12. P r z y k ł a d y ceramiki dekoracyjnej o charakterze p a m i ą t k a r s k i m :

]
j'
j
j
;

]
t

i

a — okaryna w kształcie grającego zespołu muzycznego, dł. 25 cm; b — naczynie-świecznik,
wys. 26 cm; c — naczynie w kształcie figurki d w u g ł o w e j lamy, wys. 15 cm; d — figurka
byczka, wys. 12 cm; e — model kościółka, wys. 22 cm; / — dzbanek z szyjką w kształcie
ludzkiej postaci, wys. 18 cm; g — groteskowa figurka flecisty, wys. 16 cm (a-c — Quinua;
d, e — Pucara; f — Checca Pupuja; g — Edilberto Merida z Cuzco). Fot. M. Doktor

�P E R U W I A Ń S K A

C E R A M I K A

L U D O W A

199

sów wczesnokolonialnych począwszy. Za przykład niech posłużą t u uwa­
gi poczynione w X V I I I w. przez Cosmę Bueno w Geografía del Perú
virreinal »• na temat ośrodka w Huaylacucho (prowincja Huancavelica),
który po dziś dzień istnieje i produkuje naczynia kuchenne.
Stwierdzenie odległego rodowodu, kontynuacji dawnych metod pro­
dukcji i generalnie tradycyjnego charakteru peruwiańskiej ceramiki l u ­
dowej nie wyklucza oczywiście ciągłego procesu stopniowych przemian.
Zasadnicza zmiana w profilu produkcji przedhiszpańskich ośrodków garn­
carskich nastąpiła w okresie kolonialnym « , kiedy to wraz z postępują­
cą chrystianizacją ustawało zapotrzebowanie na wykwintną ceramikę
dla celów kultowych. Jednakże dzięki wykształceniu się specyficznej,
o synkretycznym charakterze obrzędowości religijno-magicznej i zacho­
waniu wielu tradycyjnych elementów w obrzędach świeckich, przetrwa­
ła w niektórych ośrodkach produkcja ceramiki ozdobnej, w rodzaju na­
czyń figuralnych, figurek, miniaturek i zabawek. Obecnie tylko wyjąt­
kowo spotkać się można z magiczno-obrzędowym użyciem wyrobów garn­
carskich — w zasadzie pełnią one funkcję ceramiki dekoracyjnej lub
pamiątek dla turystów. Niektóre ośrodki garncarskie wyspecjalizowały
się w tego typu produkcji, a skrajny przykład stanowi Quinua, gdzie po­
za zaspokajaniem w niewielkim zakresie własnych potrzeb gospodar-_
skich garncarze w ogóle zaprzestali wyrobu naczyń kuchennych.
Przemiany tego rodzaju mają wyraźnie podłoże społeczno-ekonomicz¬
ne ». Otóż z punktu widzenia roli, jaką garncarstwo pełni w strukturze
gospodarczej regionu, można je obecnie podzielić na "wiejskie" i "miej­
skie". Garncarstwo wiejskie cechuje się tym, iż rzemieślnik dzieli swój
czas pomiędzy pracę na roli i wytwórczość dodatkową, a dochód płynący
z tej ostatniej nie stanowi podstawy utrzymania, a jedynie jego uzupeł­
nienie. Takie garncarstwo reprezentuje większość górskich ośrodków
w rodzaju Ccaccasiri, L l i k i Llaka czy Caulimalca. Z garncarstwem typu
miejskiego mamy natomiast do czynienia w przypadku Quinua lub Pu­
cará, gdzie rzemieślnik w zasadzie cały swój czas poświęca na produkcję
3 8

3

s

« C. B u e n o , Geografía
del Perú virreinal (siglo XVIII),
Lima 1951, s. 73.
»' Według podziału chronologicznego zaproponowanego przez R. L a r c o H o yl e ' á (Cronología
Arqueológica
del Norte del Perú, Buenos Aires 1948) dla stylów
ceramicznych od czasów przedhiszpańskich do obecnych, ograniczenie produkcji
do form u ż y t k o w y c h i obniżenie jakości wyrabianej ceramiki wyznacza okres
pośredni (zwany ollería)
pomiędzy wczesnokolonialnym, kiedy to z niewielkimi
zmianami kontynuuje się bezpośrednio tradycja przedhiszpańska, a współczesnym
okresem garncarstwa ludowego.
Na przykład autorka zanotowała w 1978 r. we wsi Huacho Sin Pescado
(prowincja Cajatambo, dept. Lima) tradycję umieszczania małego dwojaczka pod
dachówkami przygotowanymi dla wypalania. Naczynie napełniane dwoma rodzajami
alkoholu chronić miało dachówki przed pękaniem.
» Por. R. K r z a n o w s k a ,
Spoleczno-ekonomiczna
pozycja garncarstwa
lu­
dowego w Peru, Materiały z Sesji Naukowej "Mieszkańcy A n d ó w i ich. środowi­
sko", Kraków 1981, s. 25-37.
! S

s

�200

R O M A N A

K R Z A N O W S K A

ceramiki i utrzymuje się z niej. Postępujący rozwój gospodarczy Peru
sprawia, iż maleje coraz bardziej popyt na gliniane naczynia. Z użycia
wypierają je sukcesywnie wprawdzie droższe, ale trwalsze wyroby me­
talowe i plastikowe. Poza tym dla ludności wiejskiej otwierają się coraz
to nowe możliwości pracy, znacznie bardziej dochodowej i mniej uciążli­
wej niż wyrób ceramiki. Tak więc garncarstwo wiejskie, produkujące
głównie naczynia gospodarskie, przeżywa swój upadek. Redukuje się
asortyment wyrobów, czego dobitnym przykładem jest Aco, lub wręcz
zmniejsza się drastycznie ilość garncarzy, jak np. do jednego w Sondor
(1977 r.), niegdyś słynnym i licznym ośrodku. W pełni natomiast rozwija
się garncarstwo typu miejskiego jako drobny przemysł pamiątkarski,
doskonale prosperujący w kraju czerpiącym przecież znaczne zyski z t u ­
rystyki.
Ubolewać jedynie należy, że nieuchronnemu procesowi zaniku naj­
bardziej tradycyjnych metod produkcji, dawnych kształtów naczyń i wzo­
rów zdobniczych, nie towarzyszy szeroko zakrojona dokumentacja etno­
graficzna, która utrwaliłaby i zabezpieczyła często unikalne już egzem­
plarze peruwiańskiej ceramiki ludowej.

Romana Krzanowska
L A CERÁMICA P O P U L A R P E R U A N A
Resumen
E l articulo presentado es la primera prueba de análisis y recopilación de los
datos sobre la cerámica popular del P e r ú publicados en los últimos decenios y reu­
nidos por la autora durante las investigaciones de campo realizadas en los años
1973 y 1978. E l material recogido permitió la preparación de la comparación sintética (tab. 1) que abarca 63 centros de producción de cerámica en la zona de la
costa y la sierra peruana (dib. 1),. A base de los datos concernientes a respectivos
centros se elaboró una descripción generalizada del transcurso y las condiciones
de producción de la cerámica, comenzando desde la extracción y preparación de
materias primas pasando por la característica de las técnicas de modelado y decoración, modos de la cocción hasta la revista de las clases de productos alfareros.
E l análisis de las informaciones reunidas permite sacar unas cuantas conclusiones generales. Sobre todo, se debe afirmar la profunda tradicionalidad de la
alfarería popular, tanto en la esfera de los métodos de producción y organización del trabajo, como también en la esfera de clases de productos cerámicos. L o
más llamativo ejemplo es la inadmisión del tomo alfarero (desconocido antes de
Ita conquista) y la duración hasta hoy — en excepción de algunos — de las
técnicas prehispánicas como plato-molde o moldes cerámicos bipartidos. L a s diferencias tecnológicas, que surgen entre respectivas regiones del P e r ú se continúan desde el antiguo pasado y muchas formas de vasijas o elementos decorativos anotados en la actualidad tienen sus correspondientes en la cerámica
arqueológica. L a larga existencia de algunos centros alfareros y el invariable ca-

�PERUWIAŃSKA

C E R A M I K A

L U D O W A

201

rácter de su producción adicionalmente documentan las fuentes históricas del
coloniaje.
Los cambios graduales, que pueden ser observados a través últimos decenios,
tienen una definida base socioeconómica. E l desarrollo económico del Perú causa
la disminución y estrechez de la producción de vasijas domésticas, como poco
calculable y perdiendo los mercados de venta. A l mismo tiempo se desarrolla la
producción de objetos menudos de carácter recordable, con las nuevas tecnologías
y modelos.
A l observado proceso de desaparición de los métodos de producción más
tradicionales, de los antiguos modelos de valijas y adornos, debe acompañar
una amplia documentación etnográfica, que permitiera adecuadamente guiar el
desarrollo de la alfarería popular moderna en E l Perú: para conservar los valores
culturales más valiosas incluidos en esta esfera de obra manual, garantizando a los
artesanos un mínimo de efectos económicos.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
